<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/zapolska-zabusia/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Zapolska, Gabriela</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Żabusia</dc:title>
<dc:relation.isPartOf xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/menazeria-ludzka</dc:relation.isPartOf>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kozioł, Paweł</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kotwica, Wojciech</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Modernizm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Opowiadanie</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja wykonana przez Fundację Nowoczesna Polska z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów Pauliny Choromańskiej. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. </dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/menazeria-ludzka-zabusia</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"/>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Gabriela Zapolska, Menażeria ludzka, Kantor Wydawniczy SAWW, Poznań 1994.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Gabriela Zapolska zm. 1921</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1992</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2014-03-18</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/7081.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Małpa z bukiecikiem fijołków, Gabriel Max (1840-1915), domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/7081</dc:relation.coverImage.source>
    <category.thema.main>FS</category.thema.main>
    <category.thema>1DTP</category.thema>
    <category.thema>3MN</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF><opowiadanie>

<autor_utworu>Gabriela Zapolska</autor_utworu>


<dzielo_nadrzedne>Menażeria ludzka</dzielo_nadrzedne>



<nazwa_utworu>Żabusia</nazwa_utworu>

<nota_red>
<akap>Interpunkcja: oddzielenie przecinkami grup imiesłowowych</akap>
</nota_red>

<akap>Była jasną blondynką, jasną jak słońce promienne...</akap>


<akap>Drobna jej, maluchna buzia; różowa i biała, śmiała się jakimś dziecinnym, naiwnym śmiechem, żłobiącym w pulchnych policzkach dwa rozkoszne dołki.</akap>


<akap>Z całej jej postaci zdawała się wydzielać woń właściwa różowym hiacyntom, a gdy ubrana w różową <slowo_obce>matinée</slowo_obce><pe><slowo_obce>matinée</slowo_obce> (fr.) --- tu: poranny strój kobiecy.</pe> przesuwała się ze śmiechem z pokoju do pokoju, jakaś srebrna smuga znaczyła jej przejście, smuga, którą pozostawia po sobie wschodząca jutrzenka.</akap>


<akap><begin id="b1393351700026-3667326561"/><motyw id="m1393351700026-3667326561">Śmiech</motyw>Śmiała się ona zawsze, ta rozkoszna, jasnowłosa kobietka --- śmiała się leżąc jeszcze w kołysce, potem u kratek konfesjonału --- wreszcie u stopni ołtarza, gdy wlokła za sobą szumiący tren jedwabnej białej szaty.</akap>


<akap>Śmiech powitał nawet krzyk jej córki --- bo nawet w cierpieniach umiała coś zabawnego wynaleźć.<end id="e1393351700026-3667326561"/></akap>


<akap>Była bardzo pobożną i co dzień prawie biegała do kościoła.</akap>


<akap>Miała ładną książeczkę oprawną w kość słoniową i zbrudzoną na kartkach, które czerniły się modlitwą <tytul_dziela>Za męża i rodzinę</tytul_dziela>.</akap>


<akap>To była jej świąteczna książka --- na co dzień miała wielkiego <tytul_dziela>Dunina</tytul_dziela>, którego czytała, strzelając oczkami na lewo i prawo lub przechylając główkę na atłasową kołdrę swego eleganckiego łóżka.</akap>


<akap>Lubiła łakocie i miała pod poduszką kilka daktyli, które jadła przebudziwszy się w nocy, chichocząc jak szalona.</akap>


<akap>Przepadała za wanilią i miała jej zawsze pełne kieszenie, lubiła grać w loteryjkę, przy tym szachrowała dość zręcznie.</akap>


<akap>Córkę swoją --- małą, pucołowatą dziewczynkę --- przezywała ,,Nabuchodonozorem<pe><slowo_obce>Nabuchodonozor</slowo_obce> --- imię królów babilońskich.</pe>", a męża ,,Rakiem". Siebie samą, jakkolwiek miała na chrzcie św. imię Zofii, nazywała ,,Żabusią". Często siadywała na dywanie i bawiła się z córką, przy czym następowała kłótnia o zabawki, które matka z córką wydzierały sobie wzajemnie.</akap>


<akap>Mąż, dobry, poczciwy filister<pe><slowo_obce>filister</slowo_obce> (pogardl.) --- mieszczanin.</pe>, urzędnik w jakimś towarzystwie asekuracyjnym, podkręcał wąsa i uśmiechał się z zadowoleniem.</akap>


<akap_dialog>--- Dziecinna! Ach, jaka dziecinna ta moja Żabusia!</akap_dialog>


<akap>Ona z krzykiem zrywała się z ziemi, siadała na kolanach męża i rozpoczynała śpiewać...</akap>


<poezja_cyt><strofa>
Jechał pan,/
Za nim chłop,/
A za nim Żydóweczki/
Pogubiły patyneczki<pe><slowo_obce>patyneczki</slowo_obce> --- rodzaj płytkich pantofli.</pe>...
</strofa></poezja_cyt>


<akap>Śpiewając, wyciągała z mężowskich kieszeni pieniądze i z powagą dawała mu dziesięć groszy:</akap>


<akap_dialog>--- Masz, Raku, na czarną kawę!...</akap_dialog>


<akap>Resztę pieniędzy chowała do toaletki. I Rak poddawał się tej tyranii, jakkolwiek dziesięć groszy dziennie, nawet dla urzędnika w towarzystwie ubezpieczeń, chyba za mało!...</akap>


<akap>Jakże się jednak sprzeciwić tej rozkosznej istocie, która z całą naiwnością patrzy mu w oczy i biały, pachnący karczek do pocałunków nadstawia? Brał Rak ową wytartą dziesiątkę i całował Żabusię, znajdując w tym wiele rozkoszy.</akap>


<akap>Była więc bożyszczem całego domu.</akap>


<akap>Kochał ją mąż, pomimo że tyranizowała go nieznacznie.</akap>


<akap>Kochało dziecko, pomimo że wydzierała mu zabawki i wyrywała włosy, czesząc dwuletnią dziewczynkę à la Mikado<pe><slowo_obce>mikado</slowo_obce> --- tytuł cesarza Japonii.</pe>.</akap>


<akap>Kochały sługi, pomimo że grymasiła bezustannie i czasem całe ranki siedziała w kuchni.</akap>


<akap>Nad wszystko jednak ubóstwiali ją rodzice.</akap>


<akap>Tych dwoje starych ludzi w Żabusi swej widziało uosobienie cnót i doskonałości wszelakich.</akap>


<akap>Żabusia --- jedyne, wypieszczone dziecko --- za wzór była wszystkim kobietom stawiana...</akap>


<akap>A gdy co wieczór zgromadzono się dokoła stołu oświeconego wiszącą lampą, Żabusia, wycinająca lalki z tektury lub lepiąca abażury, była punktem koncentrującym wszystkie spojrzenia.</akap>


<akap>Ku niej zwracano się, uśmiechano, przesyłano pieszczotliwe słowa.</akap>


<akap>Ona --- różowa, biała, wesoła --- poddawała się tym pieszczotom, tej wielkiej miłości, jaka ją otaczała, kąpiąc się niejako w cieple przywiązania i rozsiewając dokoła promienie szczęścia rodzinnego. Każdemu odwzajemniała się dobrym słowem, uśmiechem, a drażniąc Nabuchodonozora, głaskała dziecko po głowie; potrąciwszy sługę, uśmiechała się do niej, nazywając ,,poczciwą idiotką"...</akap>


<akap>Nie --- stanowczo nikt się nie mógł na Żabusię gniewać, lecz przeciwnie, każdy musiał ją uwielbiać jako wcielenie dobroci, wdzięku i prostoty...</akap>
<sekcja_swiatlo/>



<akap>Była ona uosobieniem kobiecości.</akap>


<akap>Miała tyle tkliwości w spojrzeniu, w głosie, w ruchach łaszącej się kotki, że rozkosz było patrzeć, gdy na paluszkach skradała się, by uszczypnąć drzemiącego męża lub nasypać pieprzu w otwartą buzię córki...</akap>


<akap>Śmiała się przy tym rozkosznie i wdzięcznie przeginając, zasypywała pieszczotami przerażonego męża lub skrzywioną dziecinę... mówiła przy tym cieniuchnym głosikiem:</akap>


<akap_dialog>--- Nie gniewaj się na Żabusię!...</akap_dialog>


<akap>Więc mąż uśmiechał się do tego białoróżowego zjawiska, dziękując Bogu, że dziecinne usposobienie żony pozwoli mu nie lękać się o naruszenie z jej strony wierności małżeńskiej...</akap>


<akap>I rzeczywiście --- kręcąca się po domu z wesołą piosenką na ustach, ubijająca piankę w kuchni, przyszywająca guziki do mężowskiego palta lub nicująca<pe><slowo_obce>nicować</slowo_obce> --- wywracać na drugą stronę.</pe> krawaty, była uosobieniem kochającej żony i ,,milutkiej" kobiety.</akap>


<akap>Miewała jednak chwile, w których przychodziły jej na myśl poważniejsze refleksje.</akap>


<akap>Na przykład po przeczytaniu <tytul_dziela>Pani Bovary</tytul_dziela>, zamknąwszy książkę, usiadła u nóg męża.</akap>


<akap>W ręku trzymała kawałek <slowo_obce>newchatelu<pe><slowo_obce>newchatel</slowo_obce> --- gatunek sera szwajcarskiego.</pe></slowo_obce>, lecz nie gryzła go, ale pogrążyła się w zadumie.</akap>


<akap>Mąż, czytając ,,Kuriera", nie przerywał ciszy.</akap>


<akap_dialog>--- Wiesz, Raku --- wyrzekła wreszcie --- ta kobieta to zdradzała męża... niegodziwa, prawda?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Hm --- odparł zagadnięty --- jeżeli mąż był niedołęga...</akap_dialog>


<akap>Lecz nie mógł dokończyć.</akap>


<akap>Żabusia porwała się nagle jak szalona.</akap>


<akap_dialog>--- To nie upoważnia! --- wołała --- i ty, Raku, jesteś niedołęgą, a przecież cię nie zdradzam!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O --- protestował mąż.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie ma... o! Upiec na rożnie taką kobietę... nic jej nie usprawiedliwia... to potworne!... W dodatku pani Bovary miała dziecko, o, takiego Nabuchodonozora!...</akap_dialog>


<akap>I tu Żabusia, porzuciwszy ser, chwyciła w objęcia córkę, która głośnym krzykiem zaprotestowała przeciw temu gwałtowi.</akap>


<akap>Rodzice tymczasem spoglądali po sobie.</akap>


<akap>O, tak! --- oni wychowali Żabusię w świętych tradycyjnych przepisach cnoty i surowości. Ona wie, czym się brzydzić na świecie, co jest nikczemnością, fałszem i podłością...</akap>


<akap>To anioł!</akap>


<akap>Anioł domowego ogniska, który śmiechem swym troskę z czoła męża spędza, jest chlubą i podporą rodziców, troskliwą i czułą matką!...</akap>


<akap>To anioł ta Żabusia, kręcąca się w tej chwili po pokoju z szelestem jedwabnego szlafroczka...</akap>


<akap>Uosobienie wdzięku, miłości, niewinności, cnoty!...</akap>


<akap>Nagle Żabusia zatrzymuje się w tańcu.</akap>


<akap>Spogląda na zegar i kołysząc się, z wolna podchodzi ku mężowi.</akap>


<akap_dialog>--- Żabusię głowa boli! --- mówi, sadzając córkę na kolanach męża. --- Żabusia pójdzie na spacer...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Będę ci towarzyszył... --- woła mąż.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie chcę! --- protestuje z miluchnym dąsem --- pójdę sama! Rak tu zostanie i będzie Nabuchodonozorowi cacka<pe><slowo_obce>cacko</slowo_obce> --- tu: zabawka.</pe> ustawiał!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ależ...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No! Sprzeciwiasz się?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie... tylko kawa!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pójdziesz, jak wrócę... wtenczas dam ci dziesiątkę, inaczej z czym Rak do cukierni pójdzie?</akap_dialog>


<akap>Mąż jeszcze próbuje opozycji.</akap>


<akap_dialog>--- Żabusia tak chce! --- woła młoda kobieta, uśmiechając się zalotnie. --- Żabusia bardzo prosi, główka ją tak boli!...</akap_dialog>


<akap>Rodzice uważają za stosowne interweniować.</akap>


<akap_dialog>--- Ależ idź, drogie dziecię!... Przejdź się! --- mówi ojciec.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pobladłaś, cierpisz widocznie --- dodaje matka.</akap_dialog>


<akap>I za chwilę przez pokój, w którym jest zgromadzona cała rodzina, przesuwa się Żabusia w nowym sukiennym kostiumiku, okładanym
szynszylami.</akap>


<akap>Wygląda jak młodziuchne dziewczątko w tym obcisłym żakieciku, a nowe buciki skrzypią z każdym krokiem.</akap>


<akap>Całuje ręce rodziców, mężowi nadstawia usta do pocałunku, córkę głaszcze po głowie i żegnana, obdarzona pieszczotami, staje jeszcze w w progu, przesyłając pocałunki końcami palców, ubranych w duńską rękawiczkę.</akap>


<akap_dialog>--- Pa!... pa!... --- woła --- Pa, Raku, pa, Nabuchodonozorze!... pa, mamusi i ojczusiowi... a niech Rózia za pół godziny po sucharki pójdzie!... pa!!!</akap_dialog>


<akap>I cicho znika we drzwiach, pozostawiając po sobie gamę srebrzystego śmiechu i wspomnienie uosobienia niewinnego wdzięku kobiecego.</akap>

<sekcja_asterysk/>



<akap>Przeciągły pocałunek przerwał ciszę.</akap>


<akap>Wśród bladego światła przyciemnionej lampy zamajaczyła nagle drobna postać kobieca, powstająca z otomany.</akap>


<akap>Kaskada jasnych włosów, rozsypana na zarumienione ramiona, drżała złotawym blaskiem; oczy błyszczącym fosforycznym ogniem migotały u tej kobiety, jak dwa błędne ogniki; usta namiętnie rozchylone, zgniecione w świeżym pocałunku miłosnym, zachowały jeszcze wilgoć zmysłowej ekstazy.</akap>


<akap>Wszystko w tej postaci tchnęło zmysłowością, szałem bachantki<pe><slowo_obce>bachantka</slowo_obce> (mit. rz.) --- ogarnięta szałem kobieta z orszaku Bachusa, boga wina.</pe> poddającej swą pierś pod uściski satyra<pe><slowo_obce>satyr</slowo_obce> --- bożek z kozimi nogami, symbol pożądania.</pe>.</akap>


<akap>Stanęła, wyciągając ręce wysoko nad głową, przechylając się w tył, wciągając jakby w siebie cząstkę miłosnego dreszczu.</akap>


<akap>Stojący przed nią mężczyzna zapalał właśnie papierosa.</akap>


<akap_dialog>--- Mogłabyś zostać chwilę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O, nie, nie --- odparła kobieta --- muszę wracać, aby podejrzeń nie ściągać.</akap_dialog>


<akap>I zaczęła szybko nakładać żakiecik i resztę ubrania. On jej pomagał, szukając po całej pracowni porozrzucanych drobiazgów, które przed chwilą zrywali oboje drżącymi od namiętności rękami.</akap>


<akap>Kapelusz zapadł gdzieś poza wielkie sztalugi, trzeba było go szukać... odsuwać draperię.</akap> 

<akap>Oczy ich spotkały się, ręce splotły się w uścisku. Cała bezgraniczna zmysłowa potęga zadrgała w tym jednym spojrzeniu. Gorąco aż biło od tych dwojga młodych ludzi ukrytych w cieniu odosobnionej pracowni malarskiej na ustronnej ulicy.</akap>


<akap_dialog>--- Kiedy cię zobaczę?... --- zapytał mężczyzna, cały drżący pod wpływem dotknięcia jej rąk rozpalonych.</akap_dialog>


<akap>Ona wzruszyła ramionami.</akap>


<akap_dialog>--- Nie wiem, kiedy się wyrwę, niełatwo to przychodzi...</akap_dialog>


<akap>On wstrzymywał ją jeszcze, obejmując miłosną pieszczotą.</akap>


<akap_dialog>--- O, ale... niedługo!</akap_dialog>


<akap>Kobieta spojrzała mu znów w oczy.</akap>


<akap>Zielone błyski strzeliły spod jasnych rzęs...</akap>


<akap_dialog>--- Szaleńcze! --- wyszeptała zdławionym od wzruszenia głosem --- czyż ja mogę istnieć, nie widząc cię dni kilka?...</akap_dialog>


<akap>A do progu już zwrócona, dodała pieszczotliwie:</akap>


<akap_dialog>--- Kochaj twoją... Żabusię!...</akap_dialog>


<akap>Portiera<pe><slowo_obce>portiera</slowo_obce> --- zasłona.</pe> zapadła, kobieta znikła pozostawiając po sobie całą smugę płomiennej namiętności drgającej w powietrzu.</akap>


<akap>Mężczyzna postał chwilkę, uśmiechając się jakoś ironicznie.</akap>


<akap>Po czym otrząsnął się, położył na otomanie i gwiżdżąc walca, zapalał zgasłego papierosa.</akap>


<sekcja_swiatlo/>

<akap>Nabuchodonozor tęsknił bardzo do mamy. Tęsknił i Rak, tęsknili i rodzice siedząc dokoła stołu, na którym nakrywano do herbaty.</akap>


<akap>Na białym obrusie rozstawiono filiżanki, a stary ojciec upominał pokojówkę:</akap>


<akap_dialog>--- A uważaj, aby samowar gotował się dobrze, bo pani pewno zmarznięta powróci...</akap_dialog>


<akap>A matka układała sucharki, chowając lepiej lukrowane na spód, aby tylko dla Żabusi się zostały.</akap>


<akap_dialog>--- Zimno jest, gdzie też ona tak długo bawić<pe><slowo_obce>bawić</slowo_obce> (daw.) --- przebywać.</pe> może? --- wyrzekł wreszcie mąż.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wstąpiła pewnie do kościoła --- w adwent lubi przecież tam chodzić wieczorem --- odrzekła matka.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jeszcze się zaziębi.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bóg ją od złego uchroni!...</akap_dialog>


<akap>Nastało milczenie.</akap>


<akap>Tylko Nabuchodonozor pociągał noskiem, bo cierpiał na katar okropnie.</akap>


<akap>Nagle drzwi otwarły się z trzaskiem.</akap>


<akap>We drzwiach stanęła... Żabusia.</akap>


<akap>Cała była jeszcze różowa, w oczach grały dogasające namiętne blaski.</akap>


<akap>Wszyscy rzucili się do niej z krzykiem:</akap>


<akap_dialog>--- Żabusia!!!</akap_dialog>


<akap>Ona witała kolejno każdego, rozsypując całusy jak grad cukierków. Opowiadała przy tym wiele o zimie i o modlących się ludziach po
kościołach.</akap>


<akap>Organy pięknie grają, świec masy płoną, a Żabusia siedziała w kąciku, a potem na spacer pięknie poszła...</akap>


<akap>Zrzuciła żakiecik i przygładziła rozrzucone włosy.</akap>


<akap_dialog>--- Herbatki! Prędzej! --- wołał ojciec.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ja naleję!... --- dodawała matka. --- Biedactwo przeziębło, gotowa zachorować.</akap_dialog>


<akap>Ale Żabusia siedziała już na kolanach męża i śpiewała:</akap>



<poezja_cyt><strofa>
Jechał pan,/
Za nim chłop...
</strofa></poezja_cyt>


<akap>Nabuchodonozor uszczęśliwiony opierał swą główkę o suknię, patrząc w oczy matki, w których gasły kolejno zmysłowe ogniki.</akap>


<akap_dialog>--- Masz dziesięć groszy --- wołała Żabusia dając mężowi monetę --- idź, zabaw się ty teraz... biedny... Raku!</akap_dialog>




</opowiadanie></utwor>