<utwor>
<rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/zapolska-korale-maciejowej/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Zapolska, Gabriela</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Korale Maciejowej</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kotwica, Wojciech</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Rawska, Aneta</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Modernizm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Nowela</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez fundację Nowoczesna Polska. Utwór powstał w ramach "Planu współpracy z Polonią i Polakami za granicą w 2014 roku" realizowanego za pośrednictwem MSZ w roku 2014. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu, pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o "Planie współpracy z Polonią i Polakami za granicą w 2014 r.".</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/zapolska-korale-maciejowej</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"/>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Gabriela Zapolska, Dzieła wybrane, tom XII, Wydawnictwo Literackie, Kraków. </dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Gabriela Zapolska zm. 1921</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1992</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2014-10-23</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/zapolska-korale-maciejowej.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1073-0</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/zapolska-korale-maciejowej.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2030-2</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/zapolska-korale-maciejowej.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2985-5</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/zapolska-korale-maciejowej.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4069-0</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/zapolska-korale-maciejowej.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5155-9</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/7086.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Portret kobiecy, Witkiewicz, Stanisław Ignacy (Witkacy ; 1885-1939), domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/7086</dc:relation.coverImage.source>
    <category.legimi>Powieść</category.legimi>
    
    <category.thema.main>FS.WL-N</category.thema.main>
    <category.thema>1DTP</category.thema>
    <category.thema>3MN</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF>
<opowiadanie>

<abstrakt>
<akap>
<akap>Autorka, na ogół przychylna ludziom z nizin, nie waha się przed
pokazaniem, że także wśród nich występuje egoizm i bezwzględność.</akap>




<akap>Nie unikając drastyczności i znakomicie operując detalem szkicuje
przejmujący obraz drapieżnego świata biedoty z przedmieść Lwowa.</akap>





<akap>Od kiedy namiętna Maciejowa wzięła sobie na starość drugiego,
młodziutkiego męża, zapatrzona w niego przestała utrzymywać stosunki
z rodziną. Szybko znalazła mu pracę stróża, żeby nie próżnował,
choć pewnie miałaby z czego utrzymywać męża-obiboka, bo plotkowano,
że sporo u niej grosza, a jej korale były słynne na całej ulicy.
Pewnej nocy nagle stara Maciejowa umiera. Do jej izby schodzą się
powiadomieni przez męża członkowie rodziny.</akap>


</akap>


</abstrakt>
<nota_red>
<akap>Uwspółcześnienia:</akap>

<akap>Pisownia wielką literą:
z Kawalryjskiej góry -> z Kawalryjskiej Góry.</akap>

<akap>Pisownia łączna/rozdzielna:
nie okryta -> nieokryta;
a no -> ano.</akap>

<akap>Zmiany leksykalne, w tym ortograficzne: 
pochowek -> pochówek.</akap>

<akap>Dostosowano do współczesnych zasad interpunkcję, pozostawiając zapis emocjonalny, wykrzykniki i pytajniki wstawiane w funkcji przecinków w środku zdania. Oddzielono przecinkami grupy imiesłowowe. Uwspółcześniono pisownię wielką i małą literą w dialogach. Pominięto cudzysłowy, w które były ujęte niektóre słowa gwarowe.</akap>

<akap>Poprawiono błąd źródła:
Nich matulę ucałuję -> Nich matulę ucałuję.</akap>
</nota_red>


<autor_utworu>Gabriela Zapolska</autor_utworu>




<nazwa_utworu>Korale Maciejowej</nazwa_utworu>

<podtytul>Szkic</podtytul>


<akap>Maciek od łóżka powoli się dźwignął i w kąt izby się cofnął.</akap>

<akap>Mała lampka dogasała prawie, uczepiona u pochyłej ściany.</akap>

<akap>Po kątach czerniały jakieś niewyraźne masy, zaledwie tuż pod lampką można było rozróżnić kuferek zielony i poręcz łóżka bielejącą równą, wąską linią w przestrzeni.</akap>

<akap><begin id="b1411571079066-3949237959"/><motyw id="m1411571079066-3949237959">Trup</motyw>Trup tonął już zupełnie w cieniu, ledwie tylko biel poduszki znaczyła się z czarną plamą twarzy, ciało wyschłe i płaskie ginęło prawie pod cienką warstwą kołdry.</akap>

<akap>Maciek przeciągnął się raz i drugi, ziewnął i do ziemi przypadłszy, kawałek ścierki pod głowę wetknął i zasnąć usiłował.</akap>

<akap>Mimo woli przecież coś go w stronę trupa ciągnęło. Głowę ku ścianie zwracał, na próżno! Ot --- prost --- jakby mu oczy do łóżka przyśrubował.</akap>

<akap>Czarna masa twarzy na bieli poduszki tyranizowała go po prostu. Wciąż ślepie w nią wlepiał, jakby chłonąc w siebie jej wymiar. A przecież znał dobrze tę wywiędłą głowę, pokrytą resztą ciemnoblond włosów, po których siwe przewijały się już kosmyki.<end id="e1411571079066-3949237959"/> Często tulił swe wargi do tych ust zbielałych, których kąciki mocno ku dołowi się obciągały i w ramę zmarszczek ujęte, jakby pieszczoty szukały miłosnej. Bo Maćkowa, choć już koło pięćdziesiątki jej było, wieczny niepokój w sobie miała. Ludzie się z niej śmieli, że się wciąż za chłopami ogląda a łasi. Ona chustkę na bok przekrzywiała i oczy lubieżnie mrużyła, a ręce przed siebie wyciągała. Wreszcie drugiego męża, smarkacza niewyrosłego, znalazła i do niego przylgnęła. Maciek, próżniak i chytry wyrostek, chętnie do baby w pryjmaki<pe><slowo_obce>pryjmak</slowo_obce> (gw., ukr.) --- parobek przyjęty do rodziny, będący na utrzymaniu kobiety, z którą się ożenił.</pe> poszedł. Robić bo co na świecie bardzo nie miał. Nijakiej profesji się nie chycił<pe><slowo_obce>chycić</slowo_obce> (gw.) --- chwycić.</pe>, a spódnic się tylko czepiał i za tęgą łydką oglądał. Baba podobno miała grosze, a korale jej słynne były na całej ulicy. Wprędce Maćkowi miejsce stróża w niewielkiej kamienicy koło Panny Marii Śnieżnej<pe><slowo_obce>koło Panny Marii Śnieżnej</slowo_obce> --- tj. koło Kościoła Matki Boskiej Śnieżnej (ob. Matki Boskiej Nieustającej Pomocy), najstarszego katolickiego kościoła we Lwowie.</pe> wyszperała. Dzieci swych się po prostu zaparła i jeno<pe><slowo_obce>jeno</slowo_obce> (daw.) --- tylko.</pe> w młodego męża się cała wlepiła. Maciek pieścić się pozwalał, czasem, wódki albo likieru podpiwszy, na karesy<pe><slowo_obce>karesy</slowo_obce> (z fr.) --- pieszczoty.</pe> odpowiadał.</akap>

<akap>W smrodliwej stancyjce długo w noc ogarek majaczył. <begin id="b1411571596863-2464657447"/><motyw id="m1411571596863-2464657447">Namiętność, Śmierć</motyw>U schyłku kobiecości, żądzę silnie drgającą podniecając dotknięciem do nagiej piersi młodego męża, tłumiony okrzyk tryumfu wyrzucała z siebie Maćkowa, zaślepiona jedynie w swojej namiętności, która ją wreszcie bezsilną na łoże zwaliła. I jeszcze ze śmiercią walcząc, ku ręce męża kościste palce ściągała, aby się jego młodym ciałem napaść, jak zwierzę wiecznie żeru szukające, nawet w tej chwili, gdy się samo w padlinę przemienia...</akap>

<akap>Wreszcie sił jej nie stało. Oczy szeroko rozwarła i pozostała tak, sztywna, nieruchoma, jakby w oczekiwaniu jeszcze na dreszcz miłosny, który przez lat tyle jej siwy włos rozwiewał i spracowane plecy w kłąbek<pe><slowo_obce>plecy w kłąbek wyginał</slowo_obce> --- tu: wyginał w kabłąk, w łuk.</pe> wyginał...<end id="e1411571596863-2464657447"/></akap>

<akap>Maciek wciąż przy ziemi leżał, czekając na świt, który opornie i leniwo do jamy mieszkania się wkradał. Stancja nie miała okna i tylko przez szczeliny źle dochodzących drzwi krajały się jaśniejsze pasemka proste i ginące pod zawiasami. Kogut zamknięty w kojcu zapiał nagle przeciągłym, ochrypłym głosem. Z drugiego dziedzińca odezwało się stłumione pianie jakby echo zdławione.</akap>

<akap>Kontury łóżka i leżącego na nim trupa zaczęły zaznaczać się powoli szarawymi, niepewnymi liniami. Ciemna plama twarzy żółkła i zdawała się zlewać z bielą poduszki. Czarne, szeroko rozwarte źrenice nieboszczki spoglądały z natężeniem w przestrzeń spod kosmyków włosów, które aż na policzki spadały. Nad nią w kącie ściany majaczył obraz święty i sucha palma zatknięta za ramy.</akap>

<akap>Lampka dogasała powoli i tylko jeszcze knot się czerwonawo węglił jak słabiuchna iskierka w cieniu tlejąca.</akap>

<akap>Chrapliwy głos koguta znów przeciął powietrze.</akap>

<akap>Maciek poruszył się niecierpliwie.</akap>

<akap>Wstać trzeba, nie ma co! To mus. Dać znać dzieciom: żonatemu Florkowi, jego babie pyskaczce, Józikowi, co terminuje<pe><slowo_obce>terminować</slowo_obce> --- uczyć się rzemiosła u majstra.</pe> u Żaka. Niech się pogrzebem zajmą sami. To nie jego rzecz... Dzieci powinny matce pochówek sprawić, on --- był jeno na przyprzążkę<pe><slowo_obce>na przyprzążkę</slowo_obce> --- tu przen.: dodatkowo; <slowo_obce>przyprzążka</slowo_obce>: zaprzężenie dodatkowego konia do wozu.</pe> jako ,,ślubny" --- ale zawsze obcy. Wedle<pe><slowo_obce>wedle</slowo_obce> (daw., gw.) --- co się tyczy czegoś, w związku z czymś.</pe> grobu to już dzieci. Florek, jego baba, Józik, ot i tyle! Co do Julki, tej małpy spod Zamkowej Bramy, to chyba znać jej nie ma co dawać. Taka tam, to wiadomo, wszystkiego się wyzbyła to i dziecińskiego<pe><slowo_obce>dzieciński</slowo_obce> (daw., gw.) --- właściwy dzieciom; dziecięcy; dziecinny.</pe> przywiązania także...</akap>

<akap>Wreszcie, niech robią co chcą!</akap>

<akap>Ich matka, ich trup...</akap>

<akap>Powoli z ziemi się dźwignął i oczy przetarł.</akap>

<akap>Niesilny<pe><slowo_obce>niesilny</slowo_obce> --- tu daw.: niewielki.</pe> wzrostem i barami, ale dość obsadny<pe><slowo_obce>obsadny</slowo_obce> (daw.) --- przysadzisty.</pe> i dobrze odżywiony. Baba pasła go niezgorzej, dobre mu kąski z misy wybierając. Na jego ciemnym fartuchu włóczył się jeszcze pęk siwych włosów nieboszczki o guzik kamizelki zaczepiony. Gdy się pochylił nad umierającą, ona w przedśmiertelnym kurczu jeszcze głową się doń tuliła. Gdy zastygła, on podniósł się powoli i szarpnąwszy silnie, kosmyk włosów oderwał. Czepiała się go jeszcze po śmierci. Taką już miała moc w kochaniu.</akap>

<akap>Obejrzał się po izbie, jakby w szarocie czegoś dopatrzeć się pragnął, wreszcie do kuferka postąpił, ale zaraz się cofnął.</akap>

<akap>A niech się dzielą jak chcą! On tam się żreć z nimi nie będzie.</akap>

<akap>Lekki uśmiech wykrzywił mu twarz od bezsenności pobladłą, po piersiach się pomacał z zadowoleniem, potem na nieboszczkę raz jeszcze spojrzał:</akap>

<akap_dialog>--- Ano biedne babsko! --- wyszeptał.</akap_dialog>

<akap>Po chwili dodał:</akap>

<akap_dialog>--- I uczciwe!</akap_dialog>

<akap>Ku drzwiom postąpił i silnie nimi szarpnął.</akap>

<akap>Cały snop szarego blasku wpadł nagle do jamy mieszkalnej i tryumfalnie cisnął się na łóżko, oblewając trupa, który w jasności tej zaciemniał brutalnie jak podłużna już gnijąca masa.</akap>


<separator_linia/>


<akap>Baba Florka, pyskaczka na całym przedmieściu znana, pierwsza do izby wpadła, zdyszana i spocona.</akap>

<akap_dialog>--- Skapiała<pe><slowo_obce>skapieć</slowo_obce> (daw.) --- zmarnieć, umrzeć.</pe> ot tak w nocy, jak nie przymierzając bydlątko jakie. Ni to gromnicy, ni to poświęcenia wody, ni to litanii koło łóżka. Ino<pe><slowo_obce>ino</slowo_obce> (gw.) --- tylko.</pe> się tego wagabundy<pe><slowo_obce>wagabunda</slowo_obce> (przestarz., z łac.) --- włóczęga, obieżyświat.</pe> czepiła, to i duszę zatraciła.</akap_dialog>

<akap>Do łóżka dostąpiła ostrożnie, jakby bojąc się, aby w trupie jeszcze resztka życia się nie kołatała.</akap>

<akap_dialog>--- Jak to leży!... --- podjęła znowu. --- Nie jak umarła, ino jak grzesznica. Koszula rozchamrana<pe><slowo_obce>rozchamrany</slowo_obce> (gw.) --- potargany, wymięty, porozpinany.</pe>, włosy poczochrane, czysto<pe><slowo_obce>czysto</slowo_obce> --- tu: zupełnie, całkiem.</pe> jakby się spod Zamku oberwała!...</akap_dialog>

<akap>Nie poprawiła wszakże nieładu w ubraniu zmarłej, nie dowierzając jeszcze spokojowi śmierci.</akap>

<akap_dialog>--- Takich to nie wiedzieć<pe><slowo_obce>nie wiedzieć</slowo_obce> --- tu: nie wiadomo.</pe>, co prawda, co skłamanie, jeszcze zębami za rękę przycapnie, to palec odkąsi<pe><slowo_obce>odkąsić</slowo_obce> (daw.) --- kąsając, oderwać kawałek czegoś; odgryźć.</pe>...</akap_dialog>

<akap>Po izbie się obejrzała, jakby chcąc obliczyć i wchłonąć w siebie pozostałą spuściznę.</akap>

<akap>Kuferek ciągnął jej oczy w magnetyczny sposób.</akap>

<akap_dialog>--- Pewnikiem<pe><slowo_obce>pewnikiem</slowo_obce> (daw.) --- na pewno.</pe> tam są korale --- mruknęła, suche palce krogulczo zaginając.</akap_dialog>

<akap>Lecz jasna smuga światła w otwartych drzwiach się rozkładająca, zaciemniła się na chwilę. Mały chłopak w obszarpanej kurtce wpadł pchnięty silną ręką czerwonej i tłustej kobiety.</akap>

<akap_dialog>--- Idźże cholero, do tej biednej matuli, co cię nawet przy skonie<pe><slowo_obce>skon</slowo_obce> --- dziś: zgon.</pe> nie miała przy sobie...</akap_dialog>

<akap>Florkowa drgnęła nagle, jak od uderzenia biczem.</akap>

<akap>Szczepańska!</akap>

<akap>Szczepańska, siostra nieboszczki, rajfurka<pe><slowo_obce>rajfurka</slowo_obce> --- stręczycielka.</pe> z Zamarstynowa<pe><slowo_obce>Zamarstynów</slowo_obce> --- biedne przedmieście Lwowa, dawna wieś; ob. dzielnica miasta.</pe>, z Józkiem się przywlokła. Czego ona tu węszy? Pewnie nie na obżałowanie trupa przychodzi, jeno o... korale jej idzie. Ale jakim prawem? Wiadomo, że dzieci pierwsze, familii<pe><slowo_obce>familia</slowo_obce> (z łac.) --- rodzina.</pe> zasię<pe><slowo_obce>zasię</slowo_obce> (daw.) --- wara, precz.</pe> od spadku!</akap>

<akap>I silnie nogi rozstawiwszy, pyskaczka za boki się ujęła.</akap>

<akap>Lecz już Szczepańska do łóżka dopadła, popychając wciąż zamorusanego Józka.</akap>

<akap_dialog>--- Siostruniu niebogo! --- lamentowała, na trupa się rzucając. --- Zmarniałaś jak jaka psiakrew prosta, bez żałości swoich kole<pe><slowo_obce>kole</slowo_obce> (gw.) --- koło, wokół, przy.</pe> siebie, a toćże<pe><slowo_obce>toćże</slowo_obce> ---  <slowo_obce>toć</slowo_obce> (daw.): przecież, połączone z partykułą wzmacniającą -że.</pe> nas jeden żywot nosił i jedne piersi karmiły!...</akap_dialog>

<akap>Józiek ogłupiałym wzrokiem spoglądał na trupa matki, która za życia przedstawiała się zawsze jego oczom jak groźne zjawisko o twardej pięści i haczykowato zagiętych palcach.</akap>

<akap>Szczepańska za rękę go szarpnąwszy, o ziemię rzuciła.</akap>

<akap_dialog>--- Klęknijże pięknie, wisielcze, i proś matki o modlitwę za tobą. Ona se<pe><slowo_obce>se</slowo_obce> (gw.) --- sobie.</pe> tam króluje wespoły z aniołami i Matką Jezusową! Proś, niech ci wymodli lekkie skonanie!</akap_dialog>

<akap>Zaczęła szeptać pacierze, rzucając od czasu do czasu ukośne spojrzenie na Florkową, która stała ciągle w pozycji obronnej. Nienawidziły się obie strasznie, a nienawiść ta wobec trupa zdała się rosnąć do niezmierzonej potęgi i lada chwila grozić wybuchem.</akap>

<akap>Wreszcie Szczepańska z klęczek się podniosła.</akap>

<akap_dialog>--- Jak to leżysz, nieboraczko! Jaki ci to barłóg<pe><slowo_obce>barłóg</slowo_obce> --- nędzne, niechlujne legowisko.</pe> zamiast śmiertelnej pościołki podłożyli... Ni to czystej kiecki, ni to obmycia, ni to świeczki nad głową. Oj ludzie!... ludzie!...</akap_dialog>

<akap>Zaczęła się po izbie kręcić, potrącając co chwila o sprzęty tłustymi biodrami.</akap>

<akap_dialog>--- Cóż ci do trumienki włożyć? --- pytała. --- Kiej<pe><slowo_obce>kiej</slowo_obce> (gw.) --- jak.</pe> ja, twoja rodzona siostra, nie wiem jakie ty przyobleczenie<pe><slowo_obce>przyobleczenie</slowo_obce> (daw.) --- ubranie.</pe> miałaś.</akap_dialog>

<akap>Do kuferka się posunęła, lecz już jej pyskaczka drogę zagrodziła, pod boki się ująwszy:</akap>

<akap_dialog>--- Nie wolno otwierać! --- syknęła.</akap_dialog>

<akap>Rajfurce twarz poczerwieniała, małe oczki nagle się rozszerzyły, jakby pod wpływem wielkiej grozy.</akap>

<akap_dialog>--- Nie wolno?! --- wrzeszczała.--- Dla trupa świętego, szmaty na grzbiet nie wolno? Cie<pe><slowo_obce>cie...</slowo_obce> (gw.) --- wykrzyknienie: patrzcie, widzicie.</pe> ją!... Bez co<pe><slowo_obce>bez co</slowo_obce> (gw.) --- dlaczego.</pe>?...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Spadkowe jest, palicem<pe><slowo_obce>palicem</slowo_obce> (gw.) --- palcem.</pe> tchnąć<pe><slowo_obce>tchnąć</slowo_obce> (gw.) --- tknąć.</pe> nie wolno!</akap_dialog>

<akap>Szczepańskiej tchu na chwilę zabrakło.</akap>

<akap_dialog>--- Dla zmarłej spadkowości nie ma. Zmarła ma wszelkie pierwszeństwo. Nijaka choroba mi nie wzbroni siostrunię do trumny odziać!</akap_dialog>

<akap>Po twarzy pyskaczki przemknęły jakby płomienie.</akap>

<akap_dialog>--- Choroba? Ja choroba? To ty cholera, sobaczy<pe><slowo_obce>sobaczy</slowo_obce> (przestarz., gw.) --- psi.</pe> grzmocie jeden!...</akap_dialog>

<akap>Ręce suche, kościste jak dwie śmigi<pe><slowo_obce>śmiga</slowo_obce> --- skrzydło wiatraka.</pe> wiatraka wyciągnęła, niemal tłustej twarzy Szczepańskiej się dotykając<pe><slowo_obce>twarzy Szczepańskiej się dotykając</slowo_obce> --- dziś popr. bez zaimka ,,się": dotykając.</pe>.</akap>

<akap_dialog>--- Nie zmarłą ty chcesz przyoblekać<pe><slowo_obce>przyoblekać</slowo_obce> (przestarz.) --- ubierać.</pe>, ino o korale ci po łbie się motłosi. Chcesz do kuferka zajrzeć, aby bicze gwizdnąć. Ja cię znam, robaczliwy wiechciu, rajfurko diabelska, cholerna zabijatyko, mytko zatracona. Ale kuferka nie otworzysz, bodajem<pe><slowo_obce>bodajem</slowo_obce> --- bodaj żebym, bodajbym.</pe> tak z nosem była! Przez żywot<pe><slowo_obce>żywot</slowo_obce> (daw., gw.) --- brzuch.</pe> mi przeńdziesz, zanim się spuścizny dotkniesz!</akap_dialog>

<akap>I nagłym ruchem na wieku kuferka przysiadła, straszna, zaśliniona, biorąc w posiadanie w ten sposób kuferek, broniąc go przed napaścią obcych.</akap>

<akap_dialog>--- Józiek! --- wrzeszczała przeraźliwie Szczepańska --- chodzi<pe><slowo_obce>chodzi</slowo_obce> (gw.) --- forma W. lp: chodź.</pe> tu psiawiaro bronić twojej sierocej chudoby<pe><slowo_obce>chudoba</slowo_obce> (daw.) --- dobytek (zwykle skromny), majątek.</pe>. Już ci ją złodziejki wydzierają i sadowią się na niej.</akap_dialog>

<akap>I szybko chłopca za kark porwawszy, na kuferek go rzuciła.</akap>

<akap_dialog>--- Siadaj, chorobo! Siadaj i ty, boć to twoje po prawie i słuszności. A nie wstawaj, bo ci gnaty połamię, tak mi Boże dopomóż i ty nieboszczko, co widzisz ukrzywdzenie twej sieroty i sposponowanie<pe><slowo_obce>sposponowanie</slowo_obce> --- dziś popr.: spostponowanie, obraza, poniżenie.</pe> twej rodzonej.</akap_dialog>

<akap>I nagle w płacz wielki uderzyła, obiema rękami za głowę się chwytając.</akap>

<akap_dialog>--- O Jezu miłosierny! z Kawalryjskiej<pe><slowo_obce>Kawalryjska Góra</slowo_obce> --- popr.: Góra Kalwaryjska, Kalwaria.</pe> Góry boleściami płaczący! ześlij Ty siedmiorackie<pe><slowo_obce>siedmiorackie</slowo_obce> --- dziś popr.: siedmiorakie.</pe> choroby na tę wiedźmę, co nawet dla trupa uwzględnienia<pe><slowo_obce>uwzględnienie</slowo_obce> --- tu: wzgląd.</pe> nie ma!</akap_dialog>

<akap>Drzwi skrzypnęły --- do izby wsunął się Florek, chudy, mały, niepokaźny człeczyna.</akap>

<akap>Na progu się zaraz zatrzymał, oczy mrużąc, nagle ze światła do ciemności przeszedłszy. Za nim trochę jasności się wkradło, ukośną strugą oblewając kuferek i siedzącą na nim pyskaczkę, i Jóźka uczepionego u rogu wieka.</akap>

<akap>Florek oczami trupa matki szukał, lecz Szczepańska do łóżka zastąpiła mu drogę.</akap>

<akap_dialog>--- Nie ma dla ciebie dostąpienia<pe><slowo_obce>dostąpienie</slowo_obce> --- tu: dostęp.</pe> do nieboszczki! --- zawołała. --- Siadaj se na kuferku, gdzie ci się już twoje ugniata! O spadkowe wam chodzi, nie o poczynienie nieboszczce honoru...</akap_dialog>

<akap>Florek otworzył usta, lecz pociągnięty silną ręką żony, nagle na kuferku przysiadł.</akap>

<akap_dialog>--- Siadaj tu... --- syknęła pyskaczka. --- Broń, co swoje, i obcym dobra nie oddawaj. Żeby nie ja, byłbyś już czorta smażonego, nie korale matki widział! Ta ci choroba do kuferka złodziejską łapę ściągała, inom<pe><slowo_obce>inom (...) wieko przytłukła</slowo_obce> --- konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika: ino (gw.: tylko) wieko przytłukłam.</pe> wieko sobą przytłukła. Siedź!... Nie ruchaj się<pe><slowo_obce>ruchać się</slowo_obce> (daw., gw.) --- ruszać się.</pe>! Słyszysz!...</akap_dialog>

<akap>Szczepańska na krawędzi łóżka przysiadła.</akap>

<akap_dialog>--- To siedźcie, ino ja się nie ruszę i sieroty tej oto małoletniej ukrzywdzić tyż nie dam. Siedzieć i ja będę, aż sąd na miejsce zjedzie i on rozsądzi.</akap_dialog>

<akap>Florkowa śmiać się zgryźliwie zaczęła.</akap>

<akap_dialog>--- Sąd da temu <slowo_obce>recht</slowo_obce><pe><slowo_obce>recht</slowo_obce> (niem.) --- słuszność, prawo.</pe>, kto jest mocniejszy w ilość. Nas jest dwoje... ja i mój --- a Józiek sam!</akap_dialog>

<akap>Szczepańska podskoczyła jak piłka, ściągając z trupa lekką kołdrę i odsłaniając nagie, spiczaste kolana nieboszczki.</akap>

<akap_dialog>--- Widzicie ją? jak wykalkulowała! A ja to co? Ja za Jóźkiem to też dwoje!</akap_dialog>

<akap>Pyskaczka ramionami wzruszyła.</akap>

<akap_dialog>--- Ejże? A jakie to prawo? Na siostry nic w przepisach nie ma. Nijakiej ulgi. Ino ślubne moc mają i pokrewieństwo z nieboszczykami. Nas dwoje... to i nasza moc!</akap_dialog>

<akap>Florek tymczasem chmurnie przed siebie spoglądał. Ponury był zawsze, małomówny i na grosze chciwy.</akap>

<akap>Znać było po nim, że choć nie mówi nic, ale siłę żelazną ma i nikomu z drogi nie ustąpi.</akap>

<akap>Józiek w nosie dłubał, znudzony trochę całą tą sprawą. Przez otwarte drzwi widać było dziedziniec brudny, ponury, po którym pływały jakieś żółte ciecze, spadające z szumem w otwartą kratkę kanału. Na dziedzińcu Maciek, obojętny na pozór, świeżą miotłę obcinał i kij do niej przypasowywał, opierając się silnie o belki podtrzymujące pierwszopiętrowy ganek. Stojący obok niego cebrzyk<pe><slowo_obce>cebrzyk</slowo_obce> --- mały <slowo_obce>ceber</slowo_obce>: drewniane naczynie z klepek, podobne do wiadra, najczęściej o dwóch uchach.</pe> z wapnem bielił się nagle jak surowa, otwarta jama w tej wąskiej ciemnicy, z której płynęła woń zgnilizny piwnicznej i świeżo rozrobionego ługu<pe><slowo_obce>ług</slowo_obce> --- żrący środek wybielający, składnik mydła i innych środków czyszczących.</pe>.</akap>

<akap>Maciek od czasu do czasu ukośne spojrzenie w głąb izdebki rzucał i lekki uśmiech twarz jego zmęczoną wykrzywiał.</akap>


<separator_linia/>


<akap><begin id="b1411573730062-2802913326"/><motyw id="m1411573730062-2802913326">Chciwość</motyw>Siedzieli tak we troje na wieku kuferka przeszło dwie godziny, nie myśląc nawet o zajęciu się pogrzebem ani o złożeniu trupa do trumny. Szczepańska zdawała się ciągle pracować myślą, w jaki sposób pobić argumenta<pe><slowo_obce>argumenta</slowo_obce> --- dziś popr. M. lm: argumenty.</pe> pyskaczki. Józiek, oparłszy się o ścianę, drzemał, wsadziwszy ręce w kieszenie od spodni. Florek głowę w dłonie ukrył i wciąż w ziemię patrzył. Pyskaczka tryumfowała, zaciskając usta i mrużąc oczy. Trup tymczasem na łóżku drętwiał coraz bardziej, świecąc nagością wychudłych członków strawionej miłosną żądzą kobiety. W izbie jednak wszyscy zdawali się zapominać o jej obecności, pochłonięci jedynie myślą o znajdujących się w kufrze koralach. Jak winne jagody z Obiecanej Ziemi, tak w tej smrodliwej ciemnicy zdawały się tańczyć i rosnąć do potwornych rozmiarów te purpurowe kule. Ludzie nie mogli nawet obliczyć już ich wartości. Maćkowa cały swój majątek w nie włożyła... Kilkaset papierków, może i więcej.<end id="e1411573730062-2802913326"/></akap>

<akap>Nagle Szczepańska porwała się z łóżka i pędem wybiegła na dziedziniec, do Maćka przypadła i o coś go prosić a molestować poczęła. On ramionami wzruszał i głową kręcił.</akap>

<akap>Pyskaczka ciekawie wyglądać zaczęła.</akap>

<akap_dialog>--- Co ona tam świdruje? --- wyrzekła wreszcie. --- Może tego projdyświta<pe><slowo_obce>projdyświt</slowo_obce> (ukr. ) --- włóczęga.</pe> chce tu wtrynić? Niech spróbuje... tak go zmaluję, że gnatów nie policzy...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Siedź cicho --- ozwał się wreszcie Florek --- ozór trzymaj za zębami, ja tu mężczyzna i wiem, co się patrzy!</akap_dialog>

<akap>Lecz już Szczepańska wracała tryumfująca i rozpromieniona. Milcząc, z zaciętymi ustami przeszła koło kuferka. Niosła jednak głowę wysoko i gdy znów na łóżku usiadła, małe jej oczki świeciły się w ciemnym kącie jak kocie źrenice.</akap>

<akap>Z podwórka zniknął Maciek, ustawiwszy w kącie miotłę, która białą prostą linią nowego drąga znaczyła się wśród cienia.</akap>

<akap>Od czasu do czasu przemknęła przez dziedziniec postać sługi, ciekawej zobaczyć trupa Maćkowej, lecz na wpół przymknięte drzwi stancji i cisza grobowa panująca wewnątrz onieśmielały najciekawsze.</akap>

<akap>Na gankach krążyła wieść, że ,,familia się żre", i z daleka śledzono postęp tego ,,żarcia", obiecując sobie wiele wskutek sławnej gęby Florkowej.</akap>

<akap_dialog>--- Samego księdza od Panny Marii przepyskuje! --- mówiono sobie do ucha z miną tajemniczą.</akap_dialog>

<akap>Cisza więc panowała prawie zupełna. Czasem tylko załopotał tasak o stolnicę, zagdakała kura, trzasnęły drzwi lub zaszumiały pomyje płynące ze zlewu.</akap>

<akap>Nagle jak wicher od bramy pomknęła prosto do stancji stróża dziewka młoda, silnie w plecach rozrosła, odziana w biały haftowany kaftanik i jasnoniebieską spódnicę. Włosy, starannie uczesane, splecione miała w jeden warkocz, opuszczone na plecy i związane różową wytłuszczoną wstążką. Włóczkowa czarna chusteczka z pleców jej spadała. Ze szlochaniem gwałtownym po żółtych kałużach biegła, maczając w nich swe czarne, ceratowe pantofle.</akap>

<akap_dialog>--- O Jezu! Jezu!... Matusiu! matusiu!...</akap_dialog>

<akap>Przez balustrady ganków sługi ciekawie przechylać się zaczęły.</akap>

<akap_dialog>--- Taż<pe><slowo_obce>taż</slowo_obce> (gw.) --- toż.</pe> to Julka... wiecie... ta... co pod Zamkową Bramą siedzi!...</akap_dialog>

<akap>Lecz Julka już do stancji wpadła.</akap>

<akap_dialog>--- Matuś! Gdzie matuś?!...</akap_dialog>

<akap>Do łóżka się ze łkaniem rzuciła i na kolana upadłszy, o deskę czołem bić zaczęła.</akap>

<akap_dialog>--- Matuchno! czego ty zmarła?!...</akap_dialog>

<akap>Szczepańska od łóżka odstąpiła i tryumfująco na pobladłą z gniewu pyskaczkę spojrzała.</akap>

<akap_dialog>--- Was dwoje? --- zamruczała. --- Teraz i ich będzie dwoje!</akap_dialog>

<akap>Lecz pyskaczka, nie powstając z wieka, wrzasnęła:</akap>

<akap_dialog>--- Ona też bezprawna, to... małpa. Ona się w sądzie nie liczy!</akap_dialog>

<akap>Szczepańska ujęła się pod boki.</akap>

<akap_dialog>--- Jak to nie? Choć małpa, ale córka! Liczy się, tak mi Boże dopomóż, liczy się, ot, że tak!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- To uliczna! Ją sąd od spuścizny wyforuje<pe><slowo_obce>wyforwać</slowo_obce> (daw.) --- wyrzucić, wypędzić.</pe>!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ot, że nie! dziecko jest i prawo za nią stoi!</akap_dialog>

<akap>Tymczasem Julka po rękę trupa sięgnęła.</akap>

<akap_dialog>--- Matuś, taż spojrzyj ty choć na mnie raziczek jeden!</akap_dialog>

<akap>Nagle nagie kolana nieboszczki ujrzawszy, chustkę swą włóczkową z pleców zdjęła i na trupa śpiesznie rzuciła.</akap>

<akap_dialog>--- Nieokryta leżysz... ciałem gołym świecisz, bieniasiu! --- szeptała, jakby okruszyną wstydu zdjęta, tak jej ten szmat nagiego matczynego ciała zaświecił w oczy, jej, dziewce ulicznej, na wpół wiecznie nagiej i żyjącej wśród bezustannego szału pijanej rozpusty.</akap_dialog>

<akap>Szczepańska się do niej ostrożnie zbliżać zaczęła.</akap>

<akap_dialog>--- Julka! dosyć żałości, masz tu co jeszcze na łbie jenszego<pe><slowo_obce>jenszy</slowo_obce> (gw.) --- inny.</pe>. Matka korali zostawiła cały huk<pe><slowo_obce>huk</slowo_obce> --- tu: mnóstwo.</pe>, tobie się trzeciak z nich przynależy. Te tam gnaty zaległy już kuferek. Siondnij<pe><slowo_obce>siondnij</slowo_obce> (gw.) --- siądź.</pe> i ty na nim, a choćby ci palice<pe><slowo_obce>palice</slowo_obce> (gw.) --- palce.</pe> mór<pe><slowo_obce>mór</slowo_obce> --- pomór, zaraza.</pe> powykręcał, nie ruszaj się z miejsca!</akap_dialog>

<akap>Lecz Julka zamglonymi od łez oczyma spojrzała na ciotkę.</akap>

<akap_dialog>--- Czego to kole matki nie stoi Jezusik i nie płoną świeczki? --- zapytała.</akap_dialog>

<akap>Szczepańska ramionami wzruszyła.</akap>

<akap_dialog>--- Ta któż o tym staranie by miał. Od rana się żrą jak owe psy o kości, trupska nie szanujące. Siondnijże wedle nich, Julka, bo cię ubiorą wedle spadku.</akap_dialog>

<akap>Lecz Julka po kątach obrazka szukała.</akap>

<akap_dialog>--- Idzi ciotka po świeczki, idzi! --- prosiła.</akap_dialog>

<akap>Szczepańska rękę wyciągnęła.</akap>

<akap_dialog>--- Daj dwie szóstki.</akap_dialog>

<akap>Dziewce broda nerwowo drgać zaczęła.</akap>

<akap_dialog>--- Nie mam! --- wyszeptała.</akap_dialog>

<akap>Pomyślała chwilkę.</akap>

<akap_dialog>--- Polecę do domu, do pani!...</akap_dialog>

<akap>Do drzwi się już kierowała, ale Szczepańska za rękę ją chwyciła.</akap>

<akap_dialog>--- Gdzie cię cholera niesie, tu ci pedam<pe><slowo_obce>pedam</slowo_obce> (gw.) --- powiadam.</pe> ostań, ta miejsca nie ustąp. Korale ci świsną!</akap_dialog>

<akap>Pyskaczka w ręce klasnęła.</akap>

<akap_dialog>--- Ci? Jak świsną to swoje, rajfurzyno jedna. Uliczne do śmiertelnego spadku nic nie mają. Po policję iść trzeba... Niech ją do cyrkułu<pe><slowo_obce>cyrkuł</slowo_obce> --- komisariat policji w zaborze rosyjskim.</pe> odstawią!</akap_dialog>

<akap>Lecz Florek żonę silnie za rękę schwycił.</akap>

<akap_dialog>--- Milcz! słysz!</akap_dialog>

<akap>Józiek spod oka na Julkę spoglądał. Ta siostra, o której już wieść nawet przepadła, objawiła mu się nagle jak uosobienie nocnej ćmy w czerni latarni się włóczącej. Dziwił się, że ma ciało tak jak inne, znajome mu dziewczęta. Przyglądał się jej rękom wydelikaconym użyciem gliceryny i grzywce lekko wyfryzowanej i spalonej żelazkiem. Wydawała mu się bardzo piękną i doskonałą istotą. Gdy ciotka wtłoczyła ją po prostu pomiędzy nich na wieko kuferka, poczuł nagle ciepło w zetknięciu się z ramieniem dziewczyny. Uśmiechnął się głupkowato i zmrużył oczy, cały podbity urokiem zmysłowego dreszczu, jaki w przedwcześnie jego rozbudzonym ciele grać nagle począł.</akap>

<akap>I znów zapadła cisza, Julka, styranizowana przez ciotkę, przysiadła na kuferku i szlochała, lekko podciągając nosem. Szczepańska tryumfująco, jak dowodzący pułkiem, przed rzędem siedzących spadkobierców stała, zważając pilnie na każdy ruch pyskaczki i śledząc klucz, który tkwił w zamku i spod fałd spódnicy Florkowej wyzierał.</akap>

<akap>Południowy blask słoneczny czernił teraz i szarzał, jakby gazą przyćmiony. W studnię podwórka wpadł, leniwo po kątach i zakamarkach murów się rozwłócząc. Kury z kojca wypuszczone pod próg izby podchodziły, w uchylone drzwi zaglądając.</akap>

<akap>Na pieńku, tuż ponad kratką ścieku przysiadł Maciek i ręce oparłszy o kolana, od czasu do czasu ku izbie spoglądał.</akap>

<akap>Wejść jeszcze nie śmiał, bojąc się przeważnie Florka, który mu zawsze ponurą swą twarzą imponował. Chciał przecież swe szmaty zabrać i do ciemnej komórki pani rządczyni się przenieść, zanim trupa wreszcie do trumny nie włożą i na cmentarz nie poprowadzą.</akap>

<akap>Lecz już ku stancji przez dziedziniec, ukradkiem na wszystkie strony się oglądając, zmierzała niska i gruba Żydówka w kraciastej, wielkiej chustce narzuconej na głowę w ten sposób, iż tylko świecące czarne oczy i początek krogulczego nosa dojrzeć można było. Szła jak cień, cicho i równo, przyzwyczajona do pełzania, jak gad ślizgający się po powierzchni błota.</akap>

<akap>Doszedłszy do drzwi stancji, ostrożnie głowę w szczelinę wsunęła.</akap>

<akap_dialog>--- Julka!</akap_dialog>

<akap>Na ten głos dziewczyna porwała się z kuferka jak podcięta szpicrutą<pe><slowo_obce>szpicruta</slowo_obce> --- elastyczny pręt pokryty skórą lub pleciony z rzemienia, używany do poganiania konia.</pe>.</akap>

<akap>Szczepańska ku niej się rzuciła.</akap>

<akap_dialog>--- Nie wstawaj!</akap_dialog>

<akap>Dziewczyna się zawahała.</akap>

<akap>Żydówka lekko cmoknęła.</akap>

<akap_dialog>--- Julka!</akap_dialog>

<akap>Dziewka ciotkę odepchnęła.</akap>

<akap_dialog>--- Puść ciotka, pani mnie woła.</akap_dialog>

<akap>Do szczeliny drzwi podeszła.</akap>

<akap_dialog>--- Czego? --- spytała, oczy w ziemię spuszczając.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Chodź ty! --- wyszeptała spoza fałd chustki Żydówka. --- Chodź, dosyć ty za domem była. To nie twoje wyjście, nie twój dzień...</akap_dialog>

<akap>Po twarzy dziewczyny przemknął jakby cień smutku.</akap>

<akap_dialog>--- Ano idę!... Niech matulę ucałuję i pacierz zmówię!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ino się nie zabawiaj!</akap_dialog>

<akap>Julka do łóżka znów przypadła i chwil kilka z głośnym szeptem i świstaniem <tytul_dziela>Wieczne odpocznienie</tytul_dziela> odmawiać zaczęła. Łzy gradem lały się jej po tłustych policzkach, nie ocierała ich nawet, ciągle drżącymi palcami wychudłą rękę trupa gładząc.</akap>

<akap_dialog>--- Julka! --- ode drzwi rozległo się wołanie.</akap_dialog>

<akap>Dziewka powoli się od łóżka dźwignęła i z oczyma w ziemię spuszczonymi ku wyjściu kierować się zaczęła.</akap>

<akap>Zastąpiła jej drogę Szczepańska:</akap>

<akap_dialog>--- Idziesz? A korale? A spuścizna?...</akap_dialog>

<akap>Lecz dziewka ręką machnęła.</akap>

<akap_dialog>--- Niech je choroba weźmie... Matuś zmarła... ot!...</akap_dialog>

<akap>Łkanie zdławiło jej słowa.</akap>

<akap>Wyszła, drzwiami trzaskając.</akap>

<akap>Na dziedzińcu Żydówka ją za kaftanik schwyciła.</akap>

<akap_dialog>--- Chustka? Aj!... Gdzie ty harasówkę podziała? co?</akap_dialog>

<akap>Dziewczyna zdawała się wahać chwilę, wreszcie rękę Żydówki szorstko odtrąciła.</akap>

<akap_dialog>--- Matki nogi okryłam!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Aj! waj! Wróć się zaraz! Odbierz!</akap_dialog>

<akap>Lecz Julka hardo ku bramie zmierzała.</akap>

<akap_dialog>--- Z trupa nie ściągnę!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Aj! taka piękna harasówka!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- To mi ją pani na dług policz! Ja odrobię!...</akap_dialog>


<separator_linia/>


<akap>Trup wciąż leżał, sinawy już teraz, zmieniony, z oczyma szeroko rozwartymi jakby ze zdziwienia, że mu tak długo trumny i pochówku odmawiają.</akap>

<akap>W stancji mrok prawie panował zupełny. Postać Szczepańskiej wciśniętej w kąt izby niknęła prawie w cieniu. Józiek z głodu i znużenia o ścianę oparty drzemał. Pyskaczka pluła na podłogę i wydawała ciężkie westchnienia. Florek milczał z oczyma w ziemię wlepionymi.</akap>

<akap>Nagle na progu izby stanął Maciek, zasłaniając prawie sobą niepewny szarawy zmrok, który otwarciem drzwi w tę ciemnicę wpuścił. Spojrzał na rzędem siedzącą na kuferku familię i milcząc przeszedł izbę, ku kątowi pod łóżkiem się skierował. Schyliwszy się, wyciągnął mały węzełek i powoli ze ściany swe ubrania zdejmować zaczął.</akap>

<akap>Pyskaczka wyciągnęła szyję.</akap>

<akap_dialog>--- Połóż, złodzieju! To nie twoje, familijne, spadkowe! --- wrzasnęła.</akap_dialog>

<akap>Z kąta wystąpiła Szczepańska.</akap>

<akap_dialog>--- Nie ruszaj! Ty nic tu twojego nie masz!</akap_dialog>

<akap>Maciek prędko węzełek porwał i ku drzwiom się rzucił.</akap>

<akap_dialog>--- Tu same moje szmaty! moja odzież! Miałem ją, gdym do nieboszczki przystał!</akap_dialog>

<akap>Z kufra podniósł się Florek.</akap>

<akap_dialog>--- Nie miałeś nic, obwiesiu, koszuli na grzbiecie, łachmana.</akap_dialog>

<akap>Lecz Maciek był już za drzwiami.</akap>

<akap_dialog>--- Mianem<pe><slowo_obce>mianem</slowo_obce> (gw.) --- miałem.</pe> i swoje biorę, przed sądem odpowiem, jeślim<pe><slowo_obce>jeślim nie swoje poruszył</slowo_obce> --- konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika: jeśli nie swoje poruszyłem.</pe> nie swoje poruszył!</akap_dialog>

<akap>Do komórki pod gankiem wpadł i skobel z drugiej strony zasunął.</akap>

<akap>Węzełek z łachmanami na ubitą i wilgotną ziemię cisnął.</akap>

<akap_dialog>--- A żeby was mór wydusił --- zaklął, pięścią w stronę izby grożąc.</akap_dialog>

<akap>Przez wykrojony otwór w kształcie serca padała jaśniejsza smuga światła, przecinając jak strumień wody czarną przestrzeń.</akap>

<akap>Do strugi tej Maciek ostrożnie przypadł i powoli zza pazuchy całą moc korali wyjął, które zadzwoniły głucho i zaczerwieniły się jak nagle wylana struga krwawej posoki.</akap>

<akap>Chłop korale te ważył, palcami lubieżnie wśród nich przebierał --- aż wreszcie ku ziemi się schylił, w rozkopaną już przedtem jamę je włożył i ziemią ostrożnie pokrył.</akap>

<akap>Gdy powstał, aby ugnieść ziemię, miał na twarzy uśmiech tryumfu i rozkosznego zadowolenia.</akap>


<separator_linia/>


<akap>A w stancji trup Maciejowej leżał wciąż zimny, sztywny, z oczyma szeroko rozwartymi, domagający się wreszcie śmiertelnego przytułku i okryty do połowy chustką ściągniętą z pleców córki-ulicznicy...</akap>


</opowiadanie>
</utwor>