<utwor>
<rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/zapolska-dwie/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Zapolska, Gabriela</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dwie</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kotwica, Wojciech</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Rawska, Aneta</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Modernizm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Nowela</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez fundację Nowoczesna Polska. Utwór powstał w ramach "Planu współpracy z Polonią i Polakami za granicą w 2014 roku" realizowanego za pośrednictwem MSZ w roku 2014. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu, pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o "Planie współpracy z Polonią i Polakami za granicą w 2014 r.".</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/zapolska-dwie</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"/>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Gabriela Zapolska, Dzieła wybrane, tom XII, Wydawnictwo Literackie, Kraków. </dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Gabriela Zapolska zm. 1921</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1992</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2014-10-17</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/zapolska-dwie.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1069-3</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/zapolska-dwie.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2026-5</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/zapolska-dwie.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2981-7</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/zapolska-dwie.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4065-2</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/zapolska-dwie.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5151-1</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/7088.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Portret Eugenii Bundykowej, Witkiewicz, Stanisław Ignacy (Witkacy ; 1885-1939), domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/7088</dc:relation.coverImage.source>
    <category.legimi>Obyczajowe</category.legimi>
    <category.thema.main>FS.WL-N </category.thema.main>
    <category.thema>1DTP</category.thema>
    <category.thema>3MN</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF>
<opowiadanie>
<abstrakt>
<akap>Utwór z nieukończonego przez autorkę cyklu opowiadań <tytul_dziela>Poranne blaski</tytul_dziela>,
traktującego o nędzy, krzywdzie i poniżeniu.</akap>
<akap>Zapolska kontrastuje
sytuację życiową młodej mężatki, rozpieszczanej przez rodzinę Michasi
Furkowskiej oraz biednej służącej Hanki, której życie to nieustanna
praca od świtu do nocy.</akap>


</abstrakt>

<nota_red>
<akap>Uwspółcześnienia:</akap>


<akap>Fleksja:
oczów -> oczu.</akap>

<akap>Składnia:
nie była (...)  osłabioną ->  nie była osłabiona, itp.</akap>

<akap>Dostosowano do współczesnych zasad interpunkcję, pozostawiając zapis emocjonalny, wykrzykniki i pytajniki wstawiane w funkcji przecinków w środku zdania. Oddzielono przecinkami grupy imiesłowowe. Uwspółcześniono pisownię wielką i małą literą w dialogach. Uzupełniono pauzy w zapisie dialogów.</akap>

<akap>Skorygowano błąd źródła: wględami -> względami.</akap>
</nota_red>


<autor_utworu>Gabriela Zapolska</autor_utworu>


<nazwa_utworu>Dwie</nazwa_utworu>



<akap>W chwili gdy Hanka wynosiła z jadalni talerze, starsza pani powiodła za nią badawczym spod krzaczastych brwi wzrokiem.</akap>

<akap_dialog>--- Co mama się tak Hance przygląda? --- spytał Furkowski, rozkładając na białym obrusie czerwone swe ręce, poplamione koło paznokci fioletowym atramentem.</akap_dialog>

<akap>,,Mama" skrzywiła się octowo.</akap>

<akap_dialog>--- Nic, nic!... --- odparła suchym, bezdźwięcznym głosem.</akap_dialog>

<akap>Zasznurowała usta, wzruszyła ramionami i po chwili milczenia krzyknęła dobitnie, zwracając się w stronę kuchni:</akap>

<akap_dialog>--- Hanka!... leguminę<pe><slowo_obce>legumina</slowo_obce> --- rodzaj deseru, słodka potrawa na mące, np. kisiel, budyń czy pudding.</pe>!...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Zaraz!... --- doleciała przeze drzwi odpowiedź.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Żydowskie zaraz!... --- mruknęła starsza pani.</akap_dialog>

<akap>Zapadło znów milczenie, przerywane tylko uderzeniem tępego narzędzia w formę blaszaną, którym to sposobem zapewne Hanka ułatwiała sobie wyjęcie żądanej leguminy.</akap>

<akap>Pomiędzy matką i mężem --- w jasnym flanelowym szlafroku, lawową<pe><slowo_obce>lawowy</slowo_obce> --- wykonany z zakrzepłej lawy.</pe> broszką spiętym u szyi, siedziała Michasia, prezentując w półcieniu zalegającym jadalkę --- swą twarzyczkę pobladłą, wyżółkłą, z rysami nagle wyciągniętymi, postarzałymi, z sinymi plamami pod zaspanymi, błękitnymi oczyma.</akap>

<akap>Siedziała zgarbiona, skulona, opuściwszy ręce po obu stronach krzesła, dźwigając z trudem swe ciało, obarczone ciężarem przyszłego macierzyństwa, które anemicznie, lecz prawidłowo rozwijało się jak kwiat sztucznie wypielęgnowany bez słońca i bez szerokiej przestrzeni.</akap>

<akap>Tymczasem Furkowski, dumny i zuchwały, włożywszy ręce w kieszenie od kurtki, spoglądał na żonę z pieczołowitością, w której przebijała się spora doza egoizmu. Ten spodziewany wkrótce potomek przejmował go rozkoszą niewymowną. W fabryce, w której był buchalterem<pe><slowo_obce>buchalter</slowo_obce> (daw.) --- księgowy.</pe>, wiedzieli o nim wszyscy, zacząwszy od dyrektora, skończywszy na robotnikach. Od chwili obwieszczenia wielkiej nowiny, Furkowskiemu zdawało się, iż urósł w oczach wszystkich. Chodził powoli, stąpał ostrożnie, tak był przejęty stanem żony. Chwilami, gdy siadał za biurkiem, usuwał delikatnie krzesło. Zdawać by się mogło, że on, a nie Michasia ma zostać matką. W domu otaczał żonę najtroskliwszymi względami, dogadzał jej, podniecony silnie spełnieniem się jego najdoskonalszych marzeń, to jest --- posiadaniem... pełnej rodziny.</akap>

<akap>Zwykła podjazdowa wojna pomiędzy nim i ,,starszą panią", matką Michasi, milczącą ugodą przeszła obecnie w zawieszenie broni. ,,Starsza pani" bowiem zanadto była przejęta ważnością chwili, aby zwracać uwagę na zięcia. Cała jej myśl zwrócona była obecnie na dogadzanie i pieszczenie Michasi, na robienie setek metrów powijaków, zbieranie starej bielizny i wyszukiwanie higienicznej, a ,,uczciwej" kołyski.</akap>

<akap>Pomiędzy tym dwojgiem Michasia zachowywała się jak mały bożek, pozwalając się pieścić i dogadzać swym kaprysom, przesadzając swój stan chorobliwy bezustannym narzekaniem, włóczeniem się z kąta w kąt z miną leniwej kotki, z grzywką spadającą w płaskich kosmykach na czoło, w pantoflach męża, ssąc pomarańcze, cytryny, zjadając całe słoiki musztardy i spodki pikli<pe><slowo_obce>pikle</slowo_obce> --- mieszanka warzyw marynowanych w occie.</pe>.</akap>

<akap>Czasem potrząsała melancholicznie<pe><slowo_obce>melancholicznie</slowo_obce> (daw.) --- melancholijnie.</pe> głową, mówiła o śmierci, rozczulała się nad ową spodziewaną agonią, widziała się w trumnie i położywszy się na szezlongu<pe><slowo_obce>szezlong</slowo_obce> --- kanapa w kształcie wydłużonego fotela, na której można odpoczywać w pozycji półleżącej.</pe>, składała ręce i zamykała oczy.</akap>

<akap_dialog>--- O tak będę wyglądała w trumnie!... --- mówiła do męża, który przerażony, z oczyma wytrzeszczonymi, stał opodal, nie umiejąc znaleźć słowa, aby przykrócić te żałobne sceny, powtarzające się z dziwną regularnością.</akap_dialog>

<akap>Napisała nawet testament, wysmarowawszy na kopercie wielki krzyż i napisawszy wycieniowanymi literami: ,,Moja ostatnia wola".</akap>

<akap>Przybrała minę wiedzionej na stos ofiary i zdawać się mogło, że popełniono względem niej jakąś winę ciężką, za którą ona teraz cierpi, pokutuje, a świat cały nie ma dla niej dostatecznych względów, aby jej nieszczęsną dolę osłodzić. Przestała się czesać i Hanka musiała nakładać jej pończochy. Nie wyciągała nawet ręki po karafkę z wodą i całe dnie leżała, wyprowadzana gwałtem przez matkę i męża o zmierzchu na krótki spacer. Ledwie się dawała uprosić i wyciągnąć na tę krótką przechadzkę. Wracała wyczerpana, siadając na schodach, czepiając się poręczy. W gruncie rzeczy nie była bynajmniej bardzo osłabiona i jakkolwiek anemiczna i źle rozwinięta, mogła była przejść to wszystko bez wielkich grymasów, tylko rola, którą grała, zanadto jej przypadła do gustu.</akap>

<akap>Była główną osobą w domu, osią, koło której koncentrowały się wszystkie myśli, pragnienia, dążenia, czyny --- matki, męża, sługi, gości. Powoli zaczęła tyranizować wszystkich, promieniejąc egoizmem zepsutego dziecka, które czuło się panem sytuacji.</akap>

<akap>Siedząc tak w tej półciemnej salce jadalnej, zgarbiona i milcząca, mając przed sobą słoik musztardy i korniszonów, pod nogami poduszkę, na poręczy krzesła poduszkę, na kolanach szal --- odczuwała wielkie zadowolenie psutej przez los istoty, która w jednej chwili może tyranizować innych lub sformułować życzenie, nad którego wypełnieniem pracować będą ci, którzy dawniej mieli prawo żądać od niej posłuszeństwa i uległości.</akap>

<akap>Był to rodzaj odwetu na matce i mężu, którzy przedtem nadużywali jej słabego charakteru, zaniedbując ją, pogrążeni w ciągłej wzajemnej walce i drobiazgach powszedniego życia.</akap>

<akap>Kanarek, zawieszony u okna poza fałdami muślinowych<pe><slowo_obce>muślin</slowo_obce> --- lekka, przezroczysta tkanina o luźnym splocie.</pe> i trochę sinawych firanek, zaświergotał nagle i radośnie.</akap>

<akap>Michasia syknęła i rękę szarpnęła.</akap>

<akap_dialog>--- Stanisławie! wyrzuć to ptaszysko do kuchni! --- odezwała się starsza pani. --- Widzisz, że to Michasię denerwuje. Prosiłam cię, abyś tej klatki tu nie wieszał!</akap_dialog>

<akap>Furkowski powstał i podszedł do okna. Chwilę zajaśniała zielonawą linią jego wytarta kamlotowa<pe><slowo_obce>kamlotowy</slowo_obce> --- wykonany z miękkiej tkaniny wełnianej.</pe> marynarka. Zdjął klatkę i szedł do kuchni, bijąc ręką po prętach.</akap>

<akap_dialog>--- A cyt!... a cyt!...</akap_dialog>

<akap>Kanarek, przerażony, zatrzepotał i ucichł.</akap>

<akap>We drzwiach spotkał się Furkowski z Hanką, niosącą na okrągłym półmisku kaszkę zapiekaną, która rozsypała się cała i czerniła się deszczem drobnych rodzynków. Starsza pani spąsowiała z gniewu.</akap>

<akap_dialog>--- A to klempa<pe><slowo_obce>klempa</slowo_obce> a. <slowo_obce>klępa</slowo_obce> --- obraźliwie o niezgrabnej kobiecie (dosł.: samica łosia).</pe>!... --- wyrzekła, marszcząc brwi. --- Nawet z formy wyjąć nie umie.</akap_dialog>

<akap>Hanka postawiła półmisek, zabrała pustą butelkę od piwa i wróciwszy się ku drzwiom, szła szybko, kołysząc się w fałdach perkalowej<pe><slowo_obce>perkalowy</slowo_obce> --- wykonany z cienkiego bawełnianego płótna.</pe>, granatowej spódnicy. Była to niewysoka dziewczyna, o mizernej i płaskiej twarzy i szeroko rozwiniętym ciele. Kąciki ust miała opuszczone i oczy podsiniałe. Policzki pokryte żółtymi plamami, które się rozlewały szeroko aż ku skroniom, z których włosy sczesane i zdarte, zlepione były pomadą<pe><slowo_obce>pomada</slowo_obce> --- tłusty, pachnący środek kosmetyczny używany dawniej do smarowania włosów dla nadania im połysku i miękkości.</pe> i spięte z tyłu głowy zardzewiałymi olbrzymimi szpilkami.</akap>

<akap>Starsza pani powiodła znów za nią wzrokiem badawczym, przenikliwym i gdy dziewczyna wyszła, zamykając drzwi za sobą, stara kobieta z wyrazem tryumfu pokiwała głową.</akap>

<akap_dialog>--- Byłam tego pewna!... --- wyrzekła uradowana. --- A mówiłam wam zawsze, że to ladaco<pe><slowo_obce>ladaco</slowo_obce> --- ktoś niewiele wart, nicpoń.</pe> ta dziewczyna. Nie chcieliście mi wierzyć... teraz macie!</akap_dialog>

<akap>Furkowski siadał właśnie do stołu.</akap>

<akap_dialog>--- Cóż się stało? --- zapytał.</akap_dialog>

<akap>Teraz starsza pani odłożyła łyżkę, którą włożyć zamierzała w leguminę, i spojrzała piorunującym wzrokiem na zięcia.</akap>

<akap_dialog>--- To się stało, że panna Hanna skandalizuje<pe><slowo_obce>skandalizować</slowo_obce> --- wywoływać zgorszenie, skandal.</pe> nasz porządny dom, rozumiesz? Spojrzyj na nią uważnie, a będziesz miał odpowiedź. Ja tego znieść pod moim dachem nie mogę! W tej chwili po obiedzie idę do kantoru. Gdy wrócę, każę Hance spakować manatki i niech idzie na cztery wiatry. Co za czasy!...</akap_dialog>

<akap>I w cnotliwym oburzeniu kobiety, która przeszła przez całe życie prosto, bez śladu walki z namiętnością lub choćby chwilową pokusą, wzrok nienawiści pełen utkwiła we drzwi, spoza których rozlegał się teraz łoskot łupanych drzazg.</akap>

<akap_dialog>--- A to ladacznica!... --- dorzuciła przez zaciśnięte zęby. --- Ośmieliła się zgodzić do służby w takim stanie: dam ja jej!... Wszystko, co stłukła, wytrącę<pe><slowo_obce>wytrącę</slowo_obce> --- tu: potrącę (z wynagrodzenia).</pe>... i zadatku nie daruję... Złodziejka!...</akap_dialog>

<akap>I nagle zwróciła się do córki, która jakby zbudzona ze snu, ożywiona, wyprostowała się na swym poduszkami oblepionym krześle.</akap>

<akap_dialog>--- Jedz kaszkę!... --- prosiła, podając Michasi talerz pełen leguminy. --- Miałaś dziś rano chęć na nią!...</akap_dialog>

<akap>Lecz młoda kobieta odsuwała talerz gestem znudzonej królowej.</akap>

<akap_dialog>--- Nie chcę!... nie mogę!...</akap_dialog>

<akap>Teraz mąż się wmieszał.</akap>

<akap_dialog>--- Jedz, Michasiu!...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie mogę!...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ja proszę!...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie mogę, nie przełknę!...</akap_dialog>

<akap>Suchy łoskot opadających pod tasakiem drzazg mieszał się z proszącymi głosami i odmową Michasi.</akap>

<akap>W kuchni kanarek zaświergotał radośnie.</akap>

<akap>Hanka łupać drzewo przestała.</akap>

<akap_dialog>--- A na zdrowie ci!... --- rzuciła ku klatce i słaby, blady uśmiech rozjaśnił jej twarz oszpeconą żółtą maską brzemiennej kobiety.</akap_dialog>


<sekcja_asterysk/>


<akap>O szarej godzinie podniosła się z szezlonga Michasia i okrywszy szalem, stała chwilę niezdecydowana na środku sypialnego pokoju. Coś ją ciągnęło, aby pójść do kuchni i porozmawiać z Hanką. Matka wyszła do kantoru po nową służącą, a mąż z powrotem do biura. Uczuła się sama i smutna, przy tym analogia sytuacji ciągnęła ją ku tamtej, która oddzielona od niej kilkunastoma krokami odczuwała w tej chwili te same wrażenia, bóle i trwogi. Jak to się stało? Dlaczego ona, Michasia, nie dostrzegła tego od dawna? Teraz widziała dokładnie i była pewna, że matka się nie myli. Tajemnica przecież tej dziewczyny ciągnęła ją ku sobie. <begin id="b1411483685207-944269341"/><motyw id="m1411483685207-944269341">Praca</motyw>Hanka była milcząca, pokorna i cicha. Była głupią, lecz doskonałą siłą roboczą, pomimo że matka następowała jej wiecznie na pięty, nazywając ją próżniakiem. Nie leniła się nigdy i szła spać bardzo późno, wstając ze świtem. Kręciła się wtedy po kuchni jak mysz i tylko czasem słychać było szelest jej spódnic, które nosiła krochmalone i dobrze wyprasowane. Miała w sobie spokojne poddanie się pod jarzmo zwierzęcia, które nie żąda nic prócz łyżki strawy i dachu nad głową, oddając w zamian całą siłę swych nerwów i mięśni.<end id="e1411483685207-944269341"/></akap>

<akap>Gdy Michasia przeszła przedpokój i otworzyła drzwi do kuchni, Hanka klęczała koło łóżka i silną ręką wysuwała spod spadającego ku ziemi prześcieradła wielki sagan<pe><slowo_obce>sagan</slowo_obce> --- duży garnek żelazny lub miedziany.</pe> do gotowania bielizny. Jutro bowiem miało się zacząć duże pranie i odliczone już kawałki mydła leżały na okapie komina porządnie ułożonymi cegiełkami.</akap>

<akap>Na odgłos otwierających się drzwi Hanka podniosła głowę.</akap>

<akap>Michasia wsunęła się do kuchni i stanęła oparta o ścianę. Nie wiedziała, jak przemówić, od czego zacząć. Delikatność wrodzona jej naturze spędzała słowa z ust i myśli.</akap>

<akap>Hanka, wyciągnąwszy sagan, spojrzała uważnie do wnętrza.</akap>

<akap_dialog>--- A to ci, psiakrew, się zasmarował!... --- szepnęła do siebie, kuląc głowę w ramiona.</akap_dialog>

<akap>Michasia wyciągnęła rękę.</akap>

<akap_dialog>--- Słuchaj, Hanka!... --- zaczęła, lecz urwała, bo dziewczyna zwróciła ku niej swą twarz pożółkłą i wynędzniałą, w której Michasia nagle poznała żółtość swej własnej cery i podsiniałych oczu.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- A co młodsza pani chce? --- spytała dziewczyna.</akap_dialog>

<akap><begin id="b1411487514868-410236431"/><motyw id="m1411487514868-410236431">Kobieta</motyw>Michasia nie odpowiedziała nic, zdjęła ją jakby trwoga przed tym macierzyństwem, które miała przed sobą, macierzyństwem w oczach świata grzesznym i występnym, które niemniej przecież, w istocie rzeczy było tym samym naturalnym wypełnieniem kobiecego przeznaczenia, spłaceniem obowiązku, które jak fatalne a mistyczne piętno na łonie kobiety spoczywa.</akap>

<akap>Michasia była już trochę tą ,,zbuntowaną", która poza ciasną ramę surowej moralności wybiega i liczy się z nieubłaganą koniecznością praw natury, mierząc przestępstwa nie nakreślonym szablonem, lecz logiką ustroju fizycznego winowajcy.<end id="e1411487514868-410236431"/></akap>

<akap>Matka jej nazywała Hankę ,,ladacznicą", lecz Michasia, sama czując w sobie żyjącą istotę, nie mogła potępić tej drugiej, która także niosła w sobie nowe życie i stała teraz przed nią pobladła i zmęczona ciągłą pracą, czuwaniem i brakiem jakichkolwiek wygód i starań.</akap>

<akap>Hanka podniosła się z ziemi i sagan ustawiła na otwartym oknie, przez które płynęło łagodne, wiosenne powietrze. Maj śmiał się całą pełnią, skraj nieba, nad dziedzińcem zawieszony, miał o zachodzie liliowobłękitne tony. Kanarek, skulony w środku klatki, żółcił się jak maluchna, blada gwiazdeczka.</akap>

<akap>Nagle Michasia zebrała się na odwagę.</akap>

<akap_dialog>--- Czemu ty Hanka za mąż nie idziesz?... --- spytała, nie znajdując innej możności zaczepienia drażliwego przedmiotu.</akap_dialog>

<akap>Lecz Hanka spojrzała na pytającą z wyrazem smutnego zdziwienia.</akap>

<akap_dialog>--- A kto by się ta żenił ze mną... --- odparła, bębniąc palcami po brzegach saganu. --- Albo to ja mam co... ni to posagu, ni uczciwej kiecki!</akap_dialog>

<akap>Podciągnęła nosem, wzruszyła ramionami i podniosła sagan do góry.</akap>

<akap_dialog>--- I podziurawił się psiajucha!... --- dodała zgryziona<pe><slowo_obce>zgryziony</slowo_obce> ---  tu: naznaczony zgryzotą, ciężkim zmartwieniem.</pe>, przewidując awanturę ze strony starszej pani, skoro sagan cieknąć zacznie.</akap_dialog>

<akap>Lecz Michasia zapamiętała tylko smutny wyraz podsiniałych oczu dziewczyny, gdy mówiła ,,kto by się ta ze mną żenił".</akap>

<akap>Więc ojciec jej dziecka znalazł ją dość majętną<pe><slowo_obce>znaleźć kogoś jakimś</slowo_obce> (daw.) --- uznać kogoś za jakiegoś; ocenić jako.</pe>, by uczynić ją matką, ale za biedną, by nazwać ją żoną?...</akap>

<akap>Więc ona, Michasia, dlatego dziś ma nazwisko i zaszczyt macierzyństwa legalnego, iż miała sześć tysięcy rubli gotówką, srebra na dwanaście osób i porządną wyprawę!</akap>

<akap>W umyśle młodej kobiety powstał wielki chaos, chciała coś powiedzieć, przemówić do tej drugiej swej rówieśnicy, w tej chwili zrównanej z nią majestatem wypełnionego obowiązku, lecz nie umiała znaleźć słów, zdjęta nagle litością wielką dla tej opuszczonej i spracowanej dziewczyny, w której łonie szarpało się dziecko tak samo do życia, jak i to przez nią noszone, prawo mające.</akap>

<akap>Lecz Hanka okno zamknęła i do komina podszedłszy, drzwiczki otworzyła.</akap>

<akap_dialog>--- A teraz, niech młodsza pani stąd wyjdzie, bo będę ług<pe><slowo_obce>ług</slowo_obce> --- żrący środek wybielający, składnik mydła i innych środków czyszczących.</pe> gotować. Zemgli<pe><slowo_obce>zemglić</slowo_obce> (gw.) --- zemdlić.</pe> panią abo co!...</akap_dialog>

<akap>Michasia wysunęła się cicho, powróciła do sypialni i długo siedziała na szezlongu z twarzą ukrytą w dłoniach.</akap>

<akap>Ściemniło się zupełnie i noc wiosenna weszła pełna woni, gwiazd i szumu rozwiniętych drzew ponad układające się do snu miasto. Ciepły cień owinął siedzącą w milczeniu kobietę i czarną draperią<pe><slowo_obce>draperia</slowo_obce> --- tkanina ułożona w dekoracyjne fałdy.</pe> ku stopom jej się osunął.</akap>


<sekcja_asterysk/>


<akap>Już Furkowski i Michasia zasiedli do podanej przez Hankę herbaty, gdy wreszcie starsza pani pojawiła się w jadalni. Była rozpromieniona, udało się jej bowiem dostać sługę z ,,rekomendacji", nie z kantoru.</akap>

<akap_dialog>--- Przyjdzie jutro! --- mówiła, rozwiązując wstążki kapelusza. --- Rozumiecie przecież, iż Hanka nie może ani chwili u nas pozostać, byłby to grzech tolerować podobne rzeczy i na to dłużej pozwolić nie można!</akap_dialog>

<akap>Furkowski aprobował, maczając rogalik z masłem w herbacie. Z zajęciem śledził rozpływający się tłuszcz po powierzchni szklanki. I on był zdania, że obecność Hanki kompromitowała cały dom. Należało ją usunąć jak najprędzej.</akap>

<akap>Lecz Michasia gryzła wargi z najwyższą niecierpliwością, wydając się jeszcze żółtsza i bledsza, w świetle wysoko zawieszonej lampy. Zmieniła niebieski szlafroczek na biały wyrurkowany kaftanik i z szerokich rękawów wychylały się teraz do łokcia jej ręce białej, anemicznej blondynki.</akap>

<akap>Spojrzała na matkę i na męża, silnie zniecierpliwiona.</akap>

<akap_dialog>--- Po co ją oddalać? --- wyrzekła wreszcie przyciszonym głosem. --- Niech zostanie... można by ją zatrzymać na mamkę, to biedna dziewczyna!</akap_dialog>

<akap>Furkowski podniósł ze zdziwieniem głowę. Starsza pani otworzyła szeroko oczy i spojrzała uważnie w twarz Michasi.</akap>

<akap_dialog>--- Na mamkę? --- zapytała. --- Na mamkę takiego latawca! Żeby dziecko złe skłonności wyssało?... Michasiu!... co ci to? Opamiętaj się! A toż takie rozpustnice rózgami siec, a nie darowywać i jeszcze się z nimi cackać. Widocznie jesteś chora i masz gorączkę, skoro możesz mówić takie potworne rzeczy!... Zdawało mi się, że wszczepiłam w ciebie uczciwe zasady i całym życiem dałam ci przykład, czym życie uczciwej kobiety być powinno!... Żeby już raz z tym skończyć, idę natychmiast do kuchni, zrobię z Hanką obrachunek i każę się jej od jutra wynosić. Musi przecież jeszcze przez dzisiejszą noc porządek w kuchni zrobić i wszystko poszorować. Nalejcie mi herbaty i posmarujcie rogalik. Zaraz wracam!</akap_dialog>

<akap>Weszła do kuchni i słychać było podniesiony głos jej, lecz wyrazów rozróżnić nie było podobna. Z początku widocznie Hanka próbowała się zapierać, bo słychać było od czasu do czasu:</akap>

<akap_dialog>--- Ale jak Bozię kocham!...</akap_dialog>

<akap>Po czym głos sługi umilkł i teraz stara kobieta mówiła sama jedna jak ksiądz z kazalnicy, gromiąc i piorunując, licząc rondle, odsuwając stolnicę, potrącając balię...</akap>

<akap>W jadalni tymczasem Michasia siedziała długą chwilę, wpatrzona w światło lampy, jakby zahipnotyzowana, starając się nie myśleć o tym, co się dokoła niej działo. Lecz głos matki, dolatujący do niej z kuchni, mimo woli szarpał nią i sprowadzał do rzeczywistości.</akap>

<akap>I nagle ogarnęła nią wielka, olbrzymia, nieskończona litość. Zdawało się jej, że to ją samą torturują w postaci tamtej drugiej, że jest ich dwie, a przecież jedna, której wyrzucają, że spełniła swe przeznaczenie, i sieką chłostą obelg w zbolałe i pełne macierzyństwem łono --- i gdy nagle z kuchni rozległ się zawodzący płaczem głos Hanki, z oczu Michasi polały się dwie strugi łez, jasne, lśniące w świetle lampy, jak drogi mleczne z gwiazd najczystszych utkane.</akap>

<akap>Furkowski zerwał się od stołu i do drzwi kuchennych poskoczył.</akap>

<akap_dialog>--- Mamo! Michasia płacze!...</akap_dialog>

<akap>Starsza pani natychmiast do pokoju wpadła. Razem z nią przez drzwi otwarte, jak jęk jesiennego wichru, tak wdarło się zawodzenie służącej. Hanka, przypadłszy do kuferka, biła głową o ścianę szlochając głośno.</akap>

<akap>Starsza pani odwróciła się od progu.</akap>

<akap_dialog>--- Cicho mi! --- krzyknęła rozkazująco. --- Co to za krzyki? Jeszcze się młodsza pani przez ciebie rozchoruje... Chcesz spazmować, to ruszaj do sieni!...</akap_dialog>

<akap>Hanka kułakami usta zatkała i płakała dalej po cichu, bez jęku, bez ruchu, cisnąc głowę do ściany...</akap>


</opowiadanie></utwor>