<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/witkacy-matka/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Witkiewicz, Stanisław Ignacy</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Matka</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kozioł, Paweł</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Rajski, Maciej</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">KA</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Mateusz Burnicki</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Filip Lachert</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Gepa</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Danuta Staroch</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">dragonfly108</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Barbara białek</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Anna</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Aleksandra Anna Szczerbińska</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Szymon Dudycz</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Agata</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Michał Świątek</dc:contributor.funding>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dwudziestolecie międzywojenne</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dramat</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dramat współczesny</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez fundację Nowoczesna Polska z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów Doroty Kowalskiej.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/witkacy-matka</dc:identifier.url>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Stanisław Ignacy Witkiewicz, Wybór dramatów, wyd. Zakład Narodowy imienia Ossolińskich, Drukarnia Narodowa, Wrocław 1974.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Stanisław Ignacy Witkiewicz zm. 1939</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2010</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2014-08-18</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/witkacy-matka.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1012-9</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/witkacy-matka.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1974-0</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/witkacy-matka.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2929-9</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/witkacy-matka.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4008-9</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/witkacy-matka.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5094-1</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/7311.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Meditation, the prayer, Aleksiej Jawleński (1864-1941), domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/7311/</dc:relation.coverImage.source>
    <category.thema.main>DD.WL-D</category.thema.main>
    <category.thema>1DTP</category.thema>
    <category.thema>3MP</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF>
<dramat_wspolczesny>

<abstrakt>
<akap>Dramat Witkacego z roku 1924, który przedstawia relację syna z matką.</akap>


 

<akap>Tytułowa matka to Janina Węgorzewska, która musi utrzymywać swojego syna Leona (ma do niego o to pretensję). Ona zajmuje się robótkami ręcznymi. On jest myślicielem, filozofem, tworzy swój własny manifest ideologiczny. W końcu Leon wplątuje się w podejrzane interesy i staje się bogaty. Jednak los bywa okrutny...</akap>


</abstrakt>

<autor_utworu>Stanisław Ignacy Witkiewicz</autor_utworu>



<nazwa_utworu>Matka</nazwa_utworu>


<podtytul>Niesmaczna sztuka w dwóch aktach z epilogiem</podtytul>

<nota_red>
<akap>nyśliciel->myśliciel (bł. źródła)</akap>
</nota_red>

<dedykacja>
<akap>Poświęcona
Mieczysławowi Szpakiewiczowi<pe><slowo_obce>Szpakiewicz, Mieczysław</slowo_obce> (1890--1945) --- dyrektor Teatru Miejskiego w Łodzi, odegrał ważną rolę we wprowadzeniu sztuk Witkacego na scenę.</pe></akap>


</dedykacja>




<lista_osob><naglowek_listy>OSOBY</naglowek_listy>




<lista_osoba><osoba>JANINA WĘGORZEWSKA</osoba> --- matrona lat 54. Chuda, wysoka.
Siwe włosy. Ma dwa sposoby mówienia: pospolitawy i istotny --- i więcej dystyngowany i powierzchowny. Pierwszy (1),
drugi (2).</lista_osoba>







<lista_osoba><osoba>LEON WĘGORZEWSKI</osoba> --- jej syn. Przystojny brunet, lat 30.
Ogolony zupełnie.</lista_osoba>







<lista_osoba><osoba>ZOFIA PLEJTUS</osoba> --- panna, lat 24. Bardzo ładna brunetka.</lista_osoba>







<lista_osoba><osoba>JÓZEFA BARONÓWNA OBROCK</osoba> --- siostra <osoba>Janiny</osoba>. Chuda
stara panna lat 65.</lista_osoba>







<lista_osoba><osoba>JOACHIM CIELĘCIEWICZ</osoba> --- dyrektor teatru. Siwy. Tłusty
i czerwony. Broda i wąsy. Lat 60.</lista_osoba>







<lista_osoba><osoba>APOLINARY PLEJTUS</osoba> --- ojciec <osoba>Zofii</osoba>. Siwy. Sumiaste wąsy. Lat 75.</lista_osoba>







<lista_osoba><osoba>ANTONI MURDEL-BĘSKI</osoba> --- podejrzane indywiduum. Wąsiki. Bez brody. Brunet lat 35.</lista_osoba>







<lista_osoba><osoba>LUCYNA BEER</osoba> --- bardzo duża i bardzo piękna dama, lat
około 40. Typ semicki.</lista_osoba>







<lista_osoba><osoba>NIEZNAJOMA MŁODA OSOBA</osoba> --- lat 23. Bardzo piękna i uderzająco podobna do <osoba>Janiny</osoba>.</lista_osoba>







<lista_osoba><osoba>NIEZNAJOMY MŁODY MĘŻCZYZNA</osoba> --- brunet bardzo przystojny z czarnymi wąsami. Głos --- bardzo piękny baryton.</lista_osoba>







<lista_osoba><osoba>GŁOS ZZA SCENY</osoba> --- podobny do głosu <osoba>Nieznajomego</osoba>.</lista_osoba>







<lista_osoba><osoba>ALFRED HR. DE LA TREFOUILLE</osoba> --- arystokratyczny bubek,
lat 30.</lista_osoba>







<lista_osoba><osoba>WOJCIECH DE POKORYA-PĘCHERZEWICZ</osoba> --- typ bogatego
ziemianina i żuisera<pe><slowo_obce>żuiser</slowo_obce> (z fr.) --- lubieżnik.</pe>. Lat 32.</lista_osoba>










<lista_osoba><osoba>SZEŚCIU ROBOTNIKÓW</osoba> --- zawzięte gęby, brodate i ogolone.</lista_osoba>



<lista_osoba><osoba>DOROTA</osoba> --- służąca, lat 40.</lista_osoba></lista_osob>
















 

<miejsce_czas>W I akcie wszyscy są absolutnie trupio bladzi, bez cienia koloru. Usta czarne, rumieńce czarniawe. Ubrania i dekoracje 
tylko i jedynie w tonach czarno-białych. Jedną rzeczą kolorową
jest robótka włóczkowa, którą robi <osoba>Matka</osoba> --- mogą być kolory:
niebieski, różowy, żółty i jasnopomarańczowy. W razie pojawienia się kolorów dodawane będą osobne objaśnienia.</miejsce_czas>






<naglowek_akt>AKT PIERWSZY</naglowek_akt>


<didaskalia>Scena przedstawia salonik skombinowany z pokojem jadalnym.
Urządzenie dość nędzne. Kanapa ceratowa pod ścianą wprost.
Przy kanapie stół, pokryty ceratą w desenie. Za stołem siedzi <osoba>Matka</osoba>, sama, i robi robótkę w kolorach: niebieskim, różowym, żółtym i jasnopomarańczowym. Okno na lewo, drzwi na prawo</didaskalia>






<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<didaskalia>odkładając na chwilę robótkę i wpatrując się przed siebie.
Wolno, z jadem (1)</didaskalia>




<kwestia><akap>Podły wampir --- wdał się w ojca. A może jestem niesprawiedliwa w stosunku do nich obu --- może to moja
wina, że on jest taki? Czymże ja zasłużyłam na inną egzystencję niż tę, którą mam? Czy dokonałam czegoś nadzwyczajnego? Nic, nic... Jestem pospolita kwoka i nic więcej.
Ale za co znowu mam tak strasznie cierpieć? O Boże! Życie
moje przemyka jak sen okropny obok mego drugiego,
prawdziwego istnienia, które umarło. Muszę sobie uświadomić wszystko. Może to da mi siłę do przetrzymania
jeszcze gorszych rzeczy, które mnie czekają.</akap></kwestia>





<didaskalia>Nagle zaczyna wyć dzikim głosem następującą piosenkę:</didaskalia>




<poezja_cyt><kwestia><strofa>
<wers_wciety typ="4">Ja byłam kiedyś piękna, młoda,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="4">Ja miałam duszę, a nawet ciało,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="4">Wszystkiego dla mnie było mało.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="4">A teraz nic nie zostało!</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="6">Co za szkoda!</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="6">Co za szkoda!</wers_wciety>
</strofa></kwestia></poezja_cyt>





<didaskalia>Liczy</didaskalia>




<kwestia><akap>Dług u księgarza --- 150, za książki z biblioteki --- 50, pokój --- 200. I to wszystko dla tego tak zwanego kształcenia
się. Kiedy ja to wszystko wyrobię tymi robótkami? Idiota!
Dureń! Niedołęga życiowy! Żeby przynajmniej zabrał się
do jakiejś pożyteczniejszej pracy! On nic porządnego nigdy
nie napisze. A ja? Malowałam, miałam duży talent do muzyki, pisałam wcale<pe><slowo_obce>wcale</slowo_obce> (daw.) --- całkiem.</pe> niezłe nowele... To, co mówię, to nie
jest żaden psychiczny ekshibicjonizm --- tu nikogo nie
ma --- na pewno. Ach --- ta wieczna samotność. I znikąd słowa pociechy!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>GŁOS</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Cha, cha, cha, cha!</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Matka</osoba> nie zwraca uwagi na <osoba>Głos</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Nie wiem, czemu przypomniał mi się jego śmiech. Leon
ma śmiech podobny, tylko gorszy. Co u tamtego było
otwartą zbrodnią, u tego jest małą podłostką, czymś
obrzydliwym, przydeptanym błyszczącym butem --- tylko
ogonek tego widać, ale dla mnie to dosyć... <begin id="b1407486062341-3296263351"/><motyw id="m1407486062341-3296263351">Dziecko, Alkohol</motyw>Och --- jaki on
marny jest, ten mój syn! Czemu go nie karmiłam wódką
od dziecka? Byłby przynajmniej taki mały jak te pieski
japońskie, co od szczeniaka wódkę żłopią --- nie byłby tym
wstrętnym dorosłym niczym. Jako karzełka, kretyna mogłabym go po prostu kochać.<end id="e1407486062341-3296263351"/> Schamiałam zupełnie --- ja,
baronówna von Obrock. Ale Józia schamiała także. Może
to blaga z tymi Obrockami przez <wyroznienie>ck</wyroznienie> --- może my jesteśmy
po prostu zwykłe obroki, przez małe o i k? A mówią, że
dobre rasy nie chamieją nawet w najgorszych warunkach.</akap></kwestia>





<didaskalia>Wyje znowu</didaskalia>






<poezja_cyt><kwestia><strofa>
<wers_wciety typ="4">Nade mną zwisa przepiękna maska,</wers_wciety>/ 
<wers_wciety typ="4">Diabeł bez ciała ciągnie mnie w grzech,</wers_wciety>/ 
<wers_wciety typ="4">Wszystko od żądzy utajonej trzaska.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="4">Miałam kochanków, miałam aż trzech.</wers_wciety>/
Czy mu się przyznać? czy nie?
</strofa></kwestia></poezja_cyt>





<didaskalia>Wchodzi <osoba>Dorota</osoba> (2)</didaskalia>




<kwestia><akap>Moja Doroto, proszę nastawić makaron na zimnej wodzie,
po włosku, tak jak panicz lubi. Tak dobrze jest być matką i
móc dogodzić synkowi. Prawda?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DOROTA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap><begin id="b1407486104353-2234137631"/><motyw id="m1407486104353-2234137631">Matka, Dziecko</motyw>Słucham jaśnie panią. Ja byłam też matką. Ale ja jestem
szczęśliwa --- mój syn zginął na wojnie.<end id="e1407486104353-2234137631"/></akap></kwestia>





<naglowek_osoba>MATKA (2)</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Precz! Precz! Do makaronu! Ja mego syna uratowałam od
wojny, bo on musi zbawić ludzkość całą. On jest wielki
myśliciel, a przy tym taki słabowity. Tacy nie mogą ginąć --- powinna być specjalna komisja...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DOROTA</naglowek_osoba>

<didaskalia>przerywa jej</didaskalia>




<kwestia><akap>Znowu jaśnie pani piła za dużo, a pewnie na czczo do
tego? Nie mogła to jaśnie pani dotrzymać choć do kolacji?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA (1)</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Ach...</akap></kwestia>






<didaskalia>Macha ręką ze zniechęceniem</didaskalia>


<naglowek_osoba>DOROTA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ja nic nie mówię przeciw paniczowi. Ale <begin id="b1407486273976-64018990"/><motyw id="m1407486273976-64018990">Syn, Wojna, Pamięć</motyw>czasem lepiej
mieć dobrą pamięć o synu, jak mieć go żywym i zdrowym,
a nie takim, jakim go się widzieć chciało.<end id="e1407486273976-64018990"/> Czy ja wiem,
jaki by był mój Ferdek teraz --- w tej całej maltretacji
dzisiejszej? Łobuz był okrutny, a tak wiem przynajmniej,
że jest bohater, i tyle.</akap></kwestia>



 

<naglowek_osoba>MATKA (2)</naglowek_osoba>





<didaskalia>błagalnie</didaskalia>




<kwestia><akap>Moja Doroto, czyż Dorota nie widzi, nie czuje, że ja się
męczę, okropnie męczę. Ja nie mogę już pracować, a on ---
on ciągle zajęty i taki daleki ode mnie, na tyle wyższy
ponad wszystko, że ja nie mogę mu przypomnieć, że ja już
nie mogę... tymi robótkami --- o Boże! Cały dom... Och,
moje oczy... ja już ślepnę, mnie doktor zabronił do końca
życia robótki... Ach, Doroto, Doroto!...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DOROTA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Trzeba było bić, póki był młody. <begin id="b1407486401569-3032005749"/><motyw id="m1407486401569-3032005749">Kłamstwo</motyw>Teraz, w naszych ciężkich
czasach, taki się tak zakłamie, tak wykłamie wszystko od
samego środka, tak okłamie siebie i rodzoną matkę, tak się
wkłamie w siebie i w innych, że go nikt, żadna siła, nie
odkłamie. Dokłamać się musi do końca. A pojeden<pe><slowo_obce>pojeden</slowo_obce> (reg.) --- co niektóry.</pe> to się
jeszcze przekłamie na wylot --- i to bywa.<end id="e1407486401569-3032005749"/></akap></kwestia>




<naglowek_osoba>GŁOS</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>To tak jak ja. Ale ja byłem konsekwentny --- ja się stryczka nie bałem.</akap></kwestia>



 

<didaskalia>Śpiewa</didaskalia>




<kwestia><akap>I pamięć Węgorzewskiego jest święta pośród zbrodniarzy,
I każdy małoletni przestępca o Węgorzewskim tylko marzy.</akap></kwestia>



 

<naglowek_osoba>MATKA (2)</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Znowu mi się przypomniał mój mąż. Straszny to był
wprost mezalians<pe><slowo_obce>mezalians</slowo_obce> --- małżeństwo, w którym jedna ze stron pochodzi z niższej sfery.</pe>. I Bóg mnie za to pokarał. Bóg mezaliansów nie lubi. Czy Dorota wie, że mój mąż zginął na szubienicy w Castel del Assucar<pe><slowo_obce>Castel del Assucar</slowo_obce> --- miejscowość zmyślona.</pe>, w Brazylii, jako bandyta
rzeczny. Robił niesłychanie ryzykowne wyprawy... ale
mniejsza z tym. Jedno trzeba mu przyznać: miał cudowny
baryton, był piękny i odważny, miał fantazję. A nade
wszystko nigdy nie miał wyrzutów sumienia. Był prawdziwym rycerzem fortuny --- <slowo_obce>un vrai chevalier de fortune</slowo_obce>.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DOROTA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>No --- pójdę już do kuchni, bo potem będzie się jaśnie pani
wstydzić, że się jaśnie pani za wiele zwierzała. Tylko jedno:
czy jaśnie pani nie przestałaby tak pić?</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>MATKA (2)</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Nie --- pić będę --- to jedyna rzecz, która mi jeszcze została. Ale on o tym nie wie. Morfinuję się też, ale stosunkowo rzadko. To procent od zarobku, który wzięłam na
siebie. To ostatnie mówię Dorocie w najściślejszej dyskrecji. I właściwie, gdzieś na dnie, w zachwyt mnie wprowadza
to życie bez żadnego sensu --- to poświęcenie bez granic
w tej pospolitości bez dna, którą tak kocham jednak bez
miary. Kocham każdy kącik, każdą drobinkę kurzu, każdą
niteczkę. Ja siebie w tym kocham, moja Doroto. Ja siebie
gonię jak własną małą siostrzyczkę wśród klombików rezedy i heliotropu --- to nie jest normalna miłość do świata --- to ten okropny odwrócony egoizm. On to ma, ale tego nie odwraca. On w głębi duszy nienawidzi wszystkiego,
i mnie też. Ja go odkarmiłam, bo z głodu chciał umrzeć,
biedaczek. Do siódmego roku życia --- cieniutki był jak
tyczka. O --- taką miał szyjkę.</akap></kwestia>





<didaskalia>Pokazuje ręką robiąc kółko z tzw. kciuka i palca wskazującego</didaskalia>




<kwestia><akap>Ja siebie kocham w nim i może więcej go kocham, że jest
taka mała świnka --- ja go za to żałuję tak, że mi serce pęka. To są sprzeczności uczuć ponad miarę, ponad siły
człowieka. On czuje to samo --- ja go znam. A od sprzeczności uczuć gorszym jest tylko ich ciężar --- jak ktoś na
kimś swoim uczuciem zacięży i zegnie go, i zmiażdży
w końcu. To jest jego męka --- mego syna. Ja to wszystko
rozumiem, ale nic ulżyć mu nie jestem w stanie --- przeciwnie, mimo woli zrobię wszystko, aby mu było jeszcze
ciężej. I wiem, że mojej śmierci on nie przetrzyma. A może
mi się zdaje? Może nic nie czuje to wyrodne dziecko i ja
się męczę na próżno? Ale co to kogo obchodzi? Bo ta cała
jego uczoność to blaga, czysty ,,bajc<pe><slowo_obce>bajc</slowo_obce> (reg.) --- oszustwo.</pe>", jak Dorota mówi.
Tego nie rozumie nikt ani, zdaje się, on sam. On jest takie
zero z troszką jakiegoś spryciku... A może go nie rozumiem? Może to wielki mędrzec? Boże jedyny! Jakże pięknie
urządzone jest najpodlejsze nawet życie, jak wszędzie widać tę dbałość Twą o Twoją własną chwałę!</akap></kwestia>





<didaskalia>Płacze</didaskalia>


<naglowek_osoba>DOROTA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ee --- urżnęła się dziś jaśnie pani jak nieboskie stworzenie.</akap></kwestia>





<didaskalia>Dzwonek, <osoba>Dorota</osoba> idzie otworzyć. Wchodzi <osoba>Leon</osoba></didaskalia>



<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>



<kwestia><akap>Co to? Mateczka płacze? Znowu ataczek nerwowy?</akap></kwestia>





<didaskalia>Siada przy niej i obejmuje ją</didaskalia>




<kwestia><akap>Moja najdroższa, a tak właśnie dziś chciałem, aby mateczka
była zupełnie spokojna i normalna, bez żadnego przeczulenia.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>



<didaskalia>chlipie, ale się opanowuje</didaskalia>




<kwestia><akap>Dobrze, dobrze, Leoneczku. Zaraz się uspokoję. Ty wiesz przecie, że ja dla ciebie wszystko, wszystko... Żebyś nie ty,
to bym ani chwilki jednej nie żyła... Jestem już u końca
moich sił...</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>



 


<kwestia><akap>Tak, tak. Ale po co przygniatać mnie zaraz całym ogromem poświęcenia? Zastanów się lepiej, co byś robiła, gdybyś nie była moją matką, gdybyś nie musiała robić tych ciągłych robótek, gdybyś cały dzień mogła robić, co byś
chciała. Czy nie robiłabyś tego samego właśnie i z taką
samą zawziętością? Zamiast tej robótki do sprzedania byłby
jakiś ornat, jakieś pończochy dla biednych --- czy ja wiem
co? No, czyż nieprawda?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>



<kwestia><akap>Prawda, prawda, mój najdroższy. Powiedz mi teraz, czemu
chciałeś, abym dziś była spokojna? Czy mam się przygotować na jakąś złą wiadomość?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Przypuszczam, że nie. Wiesz, jak okropnie rozpraszająco
działają na mój umysł te wszystkie tak zwane ,,moje kobiety". Postanowiłem zerwać te ostatnie pięć romansów,
które mi się tak dziwnie splątały, i ożenić się z kimś zupełnie z innej sfery psychicznej. <begin id="b1407487305552-3721294376"/><motyw id="m1407487305552-3721294376">Pozycja społeczna, Pozory</motyw>Węgorzewski, syn nieudanego
stolarza i śpiewaka, może sobie pozwolić na pewien mezalians --- choćby psychiczny. Inny mezalians trudno by mi było zresztą popełnić. A nawet --- jeśli weźmiemy pod
uwagę tak zwaną kądziel, a nie tylko miecz --- to od biedy
i z punktu widzenia Almanachu de Gotha<pe><slowo_obce>Almanach de Gotha</slowo_obce> --- Almanach gotajski, rocznik informujący o europejskich rodach arystokratycznych, wydawany od r. 1763.</pe> jest to...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>



<kwestia><akap>Leoneczku!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ależ ja żartowałem. Nie wiem, czy Obrockowie przez <wyroznienie>ck</wyroznienie>
są tam notowani, i nic mnie to nie obchodzi...<end id="e1407487305552-3721294376"/></akap></kwestia>





<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Ależ na pewno. Szkoda, że sprzedałam tę piękną książkę,
kiedyś był jeszcze mały. Cześć dla przodków...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>

<didaskalia>z ironią</didaskalia>




<kwestia><akap>Tak --- szczególnie ojciec mój czczony jest w tym domu. 
Ale wszystko jedno: myślę, że nie będziesz robić niepotrzebnych trudności. Niech się tombak<pe><slowo_obce>tombak</slowo_obce> --- stop miedzi i cynku, naśladujący złoto, chętnie stosowany przez fałszerzy.</pe> łączy z aliażem<pe><slowo_obce>aliaż</slowo_obce> --- mieszanka, stop.</pe>
tombaku i złota. Ona czeka tu, w tej cukierence na lewo.
No, mateczko?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>po krótkiej pauzie</didaskalia>




<kwestia><akap>Jesteś niesmaczny. Czy... czy jest bogata?</akap></kwestia>



 

<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>





<didaskalia>z wahaniem</didaskalia>




<kwestia><akap>Przede wszystkim jesteśmy niesmaczni wszyscy, i ty też,
mamo. Nie, nie jest bogata --- właściwie nie ma nic. Jest
bardzo źle wychowana, ma fatalne formy towarzyskie i nic
nie chce się jej robić. Nawet nie jest w moim typie. Pamiętasz, co mówił nieboszczyk wuj: ,,Nie żeń się nigdy ze
swoim typem --- każda ładniejsza dziewczynka na ulicy
w tym rodzaju zdystansuje ci żonę". Ale Zosia jest piękna
i, mimo że nie powinno tak być, podoba mi się szalenie.
Podobno takie kombinacje są najistotniejsze.</akap></kwestia>








<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>I najniebezpieczniejsze...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ee --- nie mówmy o niebezpieczeństwach tego rodzaju ---
są gorsze na horyzoncie. Poza tym ona cierpi na zupełne
zniechęcenie do życia --- dziwne u osoby tak pierwotnej.
Wspaniale skombinowałem te właściwości --- prawda?
Opłacą się w innej sferze. Jest to doskonały antydot<pe><slowo_obce>antydot</slowo_obce> (z łac.) --- antidotum, odtrutka.</pe> na
moje intelektualne przemęczenie. Ty myślisz, że ja nic nie
robię? Jestem <wyroznienie>przepracowany</wyroznienie> --- dochodzę do
wniosków ostatecznych w mojej pracy. A moja narzeczona
ma jedną zaletę: rozumie wszystko, cokolwiek jej mówię
lub czytam. Znamy się od kilku dni zaledwie --- jeszcze nie
eksponowałem przed nią moich idei zasadniczych.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Otóż to właśnie: to jest zasadnicze --- ja cię nie rozumiem --- wiem. Więc jeszcze jeden ciężar zwala się na mnie. Czyż ty nie widzisz, że ja już naprawdę nie mogę --- ostatkami sił...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Tylko na rok, a najwyżej na dwa. Wiesz, mamo, że mam
jakąś nienormalną ambicję na punkcie pieniędzy. Jednej
rzeczy nie mógłbym zrobić, to jest ożenić się bogato. Byłbym w stanie o byle głupstwo zerwać z moją żoną na zawsze w takich warunkach.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Tak --- tej ambicji nie masz tylko w stosunku do mnie. Ze
mną o byle co nie zerwiesz.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba><begin id="b1407487580291-3397980810"/><motyw id="m1407487580291-3397980810">Matka, Praca</motyw>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Czyż nie jesteś moją matką?</akap></kwestia>






<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Chwilami nie wiem już naprawdę, kim jestem: jestem
matką od kuchni, robótek, wycierania kurzu i poprawiania bielizny, ale...<end id="e1407487580291-3397980810"/></akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ach! Tak chciałem choć raz uniknąć tych przykrych rozmów --- jeden wieczór... Tu trzeba być aniołem, żeby się nie wściec!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Dla ciebie to tylko przykra rozmowa, a dla mnie całe moje
życie, którego ciężary...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ach, dosyć, na Boga! Jeden jedyny wieczór w spokoju!!</akap></kwestia>





<didaskalia>Zagaduje</didaskalia>




<kwestia><akap>Myślę, że za rok, może za dziewięć miesięcy będę już profesorem we własnej szkole, którą mam zamiar założyć...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>I to tak bez doktoratu, bez docentury, a nade wszystko
bez stosunków? Czy ty czasem nie przesadzasz, mój drogi?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Znowu mi mama chce odebrać odwagę, jak wtedy z tym
odkryciem zasady logizacji<pe><slowo_obce>logizacja</slowo_obce> --- poddanie kontroli norm logicznych.</pe> każdej wiedzy, nie tylko podstaw matematyki. A teraz już x ludzi pisze o tym samym i zastosowuje moją metodę. A ileż faktów podobnych było w dzieciństwie!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ja wiem --- ja psuję wszystko. A w zamian za to zniechęcanie do wszystkiego daję ci tylko marne utrzymanie. Ale
cóż to może mieć dla ciebie za wartość?</akap></kwestia>







<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Czy może mama woli, żebym został od razu alfonsem lub
szpiegiem? To są zawody, które nie wymagają przygotowania i nie wyczerpują intelektualnie.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>A ty nie mówisz niepotrzebnie przykrych rzeczy? Czyż ty
nie rozumiesz, że ja ci chcę otworzyć oczy na to, co jest?
Czy ty pomyślałeś kiedy nad tym, czym będziesz, kiedy
mnie nagle zabraknie?</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Myślałem. I tylko jedna Zosia może mnie wstrzymać od samobójstwa w tym wypadku. Bo ty jednego tylko nie rozumiesz, że ja ciebie naprawdę kocham i że dotąd nie widziałem życia przed sobą bez ciebie. Nawet moje koncepcje...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Zostaw na chwilę te twoje koncepcje. Tobie się zdaje, że
ty masz uczucia --- ty jesteś tylko sentymentalny. Ty na
przypomnienie mojej możliwej śmierci widzisz jedną rzecz
tylko: twoje samobójstwo, które nigdy zresztą nie nastąpi,
bo właściwie jesteś tchórzem.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Jeśli tak jest, to twoja wina, że mnie na takiego wychowałaś.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Byłeś tak słabowity... Ach, co ja mówię! Jak my w ogóle
mówimy --- przecież to jest wstrętne!</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Otóż to, kręcimy się w kółko. Czy nie lepiej porzucić te
rozmowy i brać życie takim, jakim jest?</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>No tak --- to znaczy wysysać tę nieszczęsną matkę, aż póki
nie zdechnie jak spracowane bydlę. Ja wiem, ja wiem ---
to nazywasz tragizacją. Logizacja --- tragizacja. Ty logizujesz wiedzę o przyszłości ludzkiej, ja tragizuję wiedzę i o mnie samej i o tobie.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>I cóż zostaje po takiej rozmowie? Jedyny wniosek jest ten:
żebym porzucił moją istotną pracę i zaczął zarabiać w zupełnie bezmyślny sposób.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ach, Leoneczku, czyż ty myślisz, że ja jestem taka naprawdę jak teraz, gdy z tobą mówię?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>

<didaskalia>obejmując ją</didaskalia>




<kwestia><akap>Ja wiem, ja wiem wszystko --- ja nie jestem taką świnią, 
za jaką mnie masz. I wszystko będzie jeszcze tak dobrze.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ja tylko jednej rzeczy chcę: żebyś ty nie łudził się co do
siebie. Może nie pojmuję tej twojej pracy, ale nie wierzę
w nią. Ty nie rozumiesz życia zupełnie. Ja cię przed nim 
osłaniam jak pancerz. I boję się, żebyś nie dożył tej chwili,
w której poznasz, że całe twoje życie to ja i nikt, i nic więcej.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Czy ty myślisz, że ja tego nie wiem? Dlatego mówiłem
o samobójstwie.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Gdybyś to wiedział, to byś nie tylko nie mówił mi o tym
samobójstwie --- ty byś tego nie pomyślał.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba><begin id="b1407487803759-3625520759"/><motyw id="m1407487803759-3625520759">Odwaga</motyw>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Tak --- i wtedy nie posłyszałbym od ciebie tej okropnej
prawdy, że jestem tchórzem --- o ile to w ogóle jest prawdą.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Nie --- ty wleziesz na jakiś szczyt, ty nawet możesz mieć
pojedynek --- żeby mnie tylko niepokoju nabawić --- ale to jest nie to, nie to...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ja wiem: ja nie mam odwagi zostać robotnikiem czy urzędnikiem na poczcie --- o to chodzi.<end id="e1407487803759-3625520759"/> Oto są te nasze rozmowy --- nawet nie są tragiczne w swej otwartości. Czy nie lepiej zawołać Zosię?</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Tak się boję, tak się strasznie boję, że ja ją będę musiała
nienawidzieć.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Boję się czegoś innego --- oto, że ty przestaniesz mnie do
reszty uznawać, a nawet kochać, jak poznasz ją. Poza tym
swoim lenistwem i bezwzględnością to jest cudowna istota.
Zaraz ją sprowadzę.</akap></kwestia>





<didaskalia>Wychodzi</didaskalia>


<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>do siebie</didaskalia>




<kwestia><akap>Boże jedyny! Znowu to samo. Przysięgłam sobie, że nigdy
mu już tego wszystkiego mówić nie będę --- i nic: musiałam, musiałam... O męko straszliwa wymuszonych od wewnątrz czynów, przed którymi skręca się ze zgrozy cała
ta nasza głupia, niby-ludzka powłoczka, nędzna maseczka
na tym bydlęcym balu maskowym, którym jest życie społeczne, zaczynając od rewolucji francuskiej. On ma jednak rację, ten bydlak!</akap></kwestia>





<didaskalia>Wchodzi <osoba>Dorota</osoba> i nakrywa do stołu</didaskalia>




<kwestia><akap>Gdzież całe moje wychowanie, gdzie cała moja niby-arystokratyczna finezja? A jednak trzeba się skupić do ostatniej walki i być sobą na nowo.</akap></kwestia>





<didaskalia>Innym tonem</didaskalia>




<kwestia><akap>Moja Doroto, proszę mi dać mój czarny czepek.</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Dorota</osoba> podaje. <osoba>Matka</osoba> mizdrzy się do siebie przed lustrem na prawo. Dzwonek. <osoba>Matka</osoba> siada bezwładnie. <osoba>Dorota</osoba> idzie otworzyć. Wchodzi <osoba>Zofia</osoba> i <osoba>Leon</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Mateczko, oto moja narzeczona, panna Zofia Plejtus --- jedyna kobieta, którą bez dysonansu wewnętrznego możemy przyjąć do naszego domu.</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Dorota</osoba> nakrywa dalej</didaskalia>

<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Do <wyroznienie>mojego</wyroznienie> domu.</akap></kwestia>





<didaskalia>Wstaje</didaskalia>




<kwestia><akap>Dobry wieczór pani.</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Zofia</osoba> chce ją pocałować w rękę</didaskalia>




<kwestia><akap>O, nie potrzeba; nasze stosunki ułożą się same --- bez przymusu.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Moja matka lubi czasem okazać się gorszą niż jest. Niech
pani na to nie zważa, panno Zofio. Od dziś będzie się pani
stołować u nas wraz z ojcem pani.</akap></kwestia>





<didaskalia>Do <osoba>Matki</osoba></didaskalia>




<kwestia><akap>Ojciec pani jest byłym stolarzem, tak samo jak mój ojciec.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Leoneczku, twój ojciec był też śpiewakiem.</akap></kwestia>





<didaskalia>Do <osoba>Zofii</osoba></didaskalia>




<kwestia><akap>Ponieważ pani ma zamiar stołować się u nas z całą rodziną,
więc lepiej niech się pani dowie całej prawdy od razu.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Tylko nie zaczynajmy jakichś dramatów à la Ibsen<pe><slowo_obce>Ibsen, Henryk</slowo_obce> (1828--1906) --- dramaturg norweski. Początkowo tworzył utwory oparte na motywach historycznych, legendach i sagach skandynawskich, później podjął tematykę społeczno-obyczajową w duchu realizmu i naturalizmu oraz symbolizmu. Dzieła: <tytul_dziela>Grób Hunów</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Nora czyli dom lalki</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Dzika kaczka</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Kobieta morska</tytul_dziela>.</pe>, z tak
zwaną tragedią fachów i niedociągnięć do tych fachów.
Raczej już niech będzie tragedia zimnych zup i wygotowanego z soków mięsa à la Strindberg<pe><slowo_obce>Strindberg, August</slowo_obce> (1849--1912) --- pisarz szwedzki; zaszczepił w Szwecji europejskie prądy literackie (np. naturalizm, ekspresjonizm); autor m.in. <slowo_obce>Ojca</slowo_obce> z 1887.</pe>.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Tak to obniżasz wartość wszystkiego. Tak samo postępujesz
z Ibsenem i Strindbergiem jak ze mną. Cóż jest genialniejszego jak <tytul_dziela>Sonata widm</tytul_dziela> Augusta Strindberga? Ale mniejsza o to. Otóż, moja Zosiu --- wszak mogę cię tak nazywać?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>

<didaskalia>nieśmiało</didaskalia>




<kwestia><akap>Jeszcze z panem Leonem jesteśmy na pan i pani. Zaręczyliśmy się przed pół godziną.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>

<didaskalia>rozwiąźle</didaskalia>




<kwestia><akap>Głupstwo --- cała wieczność jest przed nami. Zaczynamy
się tiutuajować<pe><slowo_obce>tiutuajować</slowo_obce> (z fr.) --- mówić sobie po imieniu.</pe> od tej chwili...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>do <osoba>Leona</osoba></didaskalia>




<kwestia><akap>Nie bądź niesmaczny. Nie chodzi o formy.</akap></kwestia>





<didaskalia>Do <osoba>Zofii</osoba></didaskalia>




<kwestia><akap>Czy wy się kochacie?</akap></kwestia>





<didaskalia>Pauza. <osoba>Dorota</osoba> wychodzi cicho</didaskalia>




<kwestia><akap>Nie? --- a więc to jest to samo co w stosunku do mnie. On:
mnie nie kocha --- on nie kocha nikogo. On tylko mówi, że 
jest przywiązany do swoich idei, ale i to nie jest pewne.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>A czy pani go kocha?</akap></kwestia>


<didaskalia>Pauza ciężka</didaskalia>


<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>głucho</didaskalia>




<kwestia><akap>Nie wiem. Wiem jedno, że gdyby umarł, nie mogłabym...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Po co te wielkie słowa i wielkie problemy? Burza w kuble
z pomyjami.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Jesteś ordynarny. Jak się nie wstydzisz przy pani?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ach --- nudzi mnie już to wszystko. Są rzeczy stokroć ważniejsze od tego, czy się kochamy, czy nie. Życie można
tworzyć, nie rozstrzygając tych pozornie wielkich małomieszczańskich sprawek...</akap></kwestia>



 

<didaskalia>Siadają wszyscy</didaskalia>


<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>A jednak materialnie...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Czy nie moglibyśmy pozostać w sferze czysto psychicznej
jedynie?</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Nie, nie --- to się wszystko splata w jedną całość. Zimna
zupa i zamiatanie pokoju --- teraz mam służącą, ale moje
oczy...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>

<didaskalia>zrywając się</didaskalia>




<kwestia><akap>Boże, Boże! Ja chyba oszaleję!</akap></kwestia>



 
<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Chyba --- to bardzo charakterystyczne.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>

<didaskalia>wstaje i kładzie <osoba>Leonowi</osoba> rękę na głowie</didaskalia>




<kwestia><akap>Uspokój się, Leonku.</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Leon</osoba> flaczeje i siada. <osoba>Zofia</osoba> siada również</didaskalia>


<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Tak --- doszliśmy do tego, że nie wiemy już, czy się kochamy, czy nie, jakkolwiek żyć byśmy bez siebie nie mogli.
Czyż jest coś gorszego? A ja powiem wam otwarcie: ona
mówi, że ja jestem wampirem --- teraz przybył nam drugi
wampir --- Zosia, i trzeci --- jej ojciec; dawajcie więcej
wampirów, które są potrzebne, abym istniał ja, bo ja
usprawiedliwiam wasze istnienie.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>A tego to już nie rozumiem. Nie gniewaj się, Leonku.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>To potworne, co on mówi!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Wcale nie. Ja jeden wpadłem na genialny pomysł. Wy nie
wiecie. --- <begin id="b1407492214855-1158553152"/><motyw id="m1407492214855-1158553152">Artysta</motyw>Mogłem być artystą w trzech rodzajach sztuk:
grałem, malowałem i pisałem. Mogłem być także zwykłym
realistycznym rzemieślnikiem w tychże samych fachach:
realistycznym malarzyną, kopistą niedościgłej natury, modnym wyszukiwaczem nowych dreszczów uczuciowych dla
histerycznych kobiet w muzyce i literatem --- to jest takim
panem, który wszystko opisać potrafi, i mogłem mieć pieniądze. Mogłem być i prawdziwym artystą w sztukach tych,
to znaczy tym, który stwarza koncepcje formalne, nawet
za cenę deformacji. Mogłem być uznany lub nie --- to inna
kwestia  --- ale mogłem też być blagierem spekulującym
na upadku sztuki w ogóle, szakalem wylizującym resztki
z cudzych półmisków, i przy pomocy tego zrobiłbym już
pieniądze na pewno --- nie chciałem! Moja ambicja sięga dalej niż to wszystko.<end id="e1407492214855-1158553152"/></akap></kwestia>





<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Zawsze byłeś dyletantem, a dyletant nie może mieć prawdziwej ambicji.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Myli się mama; dziś być dyletantem to znaczy czasem więcej --- czasem, mówię --- niż być specjalistą, chodzącym 
w kieracie z klapami na oczach. Już w sztuce są dziś 
specjaliści, nie tylko w nauce --- ale geniusza tej miary co
Leonardo da Vinci nie ma i być nie może. Jest w tym
wszystkim wina rozrostu wszystkich tych sfer, niemożności 
ogarnięcia całości. Ale oprócz tego sama siła indywidualności jako takiej przygasła, a nie tylko zdaje się nam to 
na tle dzisiejszego rozwoju społeczeństwa. I wiecie, gdzie
można być jeszcze dobrym dyletantem? --- w historii
i wnioskach, które z niej wyciągnąć się dadzą na przyszłość. Powiecie, że ja na tym zyskuję w moich oczach, że 
sam się sztucznie podnoszę. Zgadzam się: moje życie jest 
jedno i jedyne jak każde inne, ja je przeżywam, a nie kto
inny ani nie zbiorowość...</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Pleciesz bzdury, Leonku --- to są truizmy.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Poczekaj, może ci się tylko tak zdaje. Podstawy logiki wydać się mogą niespecjalistom także jakąś bezmyślną bzdurą, powtarzaniem z uporem tego, że A równa się A. Ja nie
staczam się bezwładnie po linii najmniejszego oporu --- ja
moje życie staram się przeżyć na tym najwyższym poziomie, danym mi przez przeznaczenie, które mam wypełnić ---
ostatecznie ktoś musiał się poświęcić, aby to właśnie zrobić,
co ja --- tak jak Judasz musiał się poświęcić, aby sprzedać
Chrystusa --- inaczej nie byłoby zbawienia.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ale jaka jest ta twoja idea, Leonku? Wytłumacz nam to
raz dokładnie.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>On mówił mi to już tysiąc razy. Nic nie rozumiem. Niech
ci tłumaczy, moja Zosiu. Ja idę zająć się kolacją.</akap></kwestia>





<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Dziś miałem pierwszy odczyt w tajemnicy przed wami.
Jednak uciekłem przed dyskusją. To jest mój start, a jak
się nie uda, jestem zarżnięty na wiele, wiele lat i czeka
mnie znowu to tak zwane wysysanie pracy mojej matki.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Zostaw już raz tę matkę. Ty wysysasz najwięcej sam siebie
wyrzutami sumienia.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>

<didaskalia>mówi z wzrastającym zapałem</didaskalia>




<kwestia><akap>Masz rację; otóż idea moja jest prosta jak drut. <begin id="b1407492467848-3809760629"/><motyw id="m1407492467848-3809760629">Upadek</motyw>Faktem
jest, że ludzkość degrengoluje<pe><slowo_obce>degrengolować</slowo_obce> --- upadać, tracić wartości moralne.</pe> coraz bardziej. Sztuka
upadła i niech koniec jej będzie lekki --- można się bez niej
obejść zupełnie dobrze. Religia skończyła się, filozofia
wyżera sobie bebechy i też skończy śmiercią samobójczą.
Koniec indywiduum zarżniętego przez społeczeństwo ---
rzecz już dziś banalna. Jak odwrócić ten pozornie absolutnie nieodwracalny proces uspołecznienia, w którym ginie
wszystko, co wielkie, co ma związek z Nieskończonością, 
z Tajemnicą Istnienia?<end id="e1407492467848-3809760629"/></akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>







<kwestia><akap>To się odwrócić nie da.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Właśnie, że się da. Ale nie przez odradzanie rasy nadludzi --- to blaga tego potwornego umysłowego impotenta, Nietzschego<pe><slowo_obce>Nietzsche, Friedrich</slowo_obce> (1844--1900) --- filozof niemiecki, reprezentant irracjonalizmu i immoralizmu; sformułował koncepcje ,,woli mocy" i ,,nadczłowieka".</pe> --- i nie przez mrzonki o ogólnej szczęśliwości, w której wszyscy dobrzy ludzie będą mieli czas na wszystko --- oni będą może mieli czas, ale będą innymi ludźmi, raczej zmechanizowanymi bydlętami, tego nie rozumieją nasi naiwni marzyciele; i nie przez sztuczne odnawianie religii przy pomocy fabrykowania nowych mitów --- 
to blaga ostatecznych historycznych niemowląt naszej 
epoki. To wszystko są formy zasłaniania sobie oczu na
potworność tego faktu, że my giniemy. To wstrętne! Jeśli 
mamy już raz, do diabła, ten intelekt, który według Spenglera<pe><slowo_obce>Spengler, Oswald</slowo_obce> (1880--1936) --- niemiecki filozof i historiozof, autor bestsellerowej książki <tytul_dziela>Zmierzch Zachodu</tytul_dziela> (1917), przewidującej upadek cywilizacji europejskiej.</pe> jest symptomem upadku, to mamy go dany na coś, nie tylko na to, aby uświadomić sobie ten nasz upadek
i nic więcej. Ten sam intelekt może stać się czymś twórczym i odwrócić ostateczną katastrofę.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>To są gołosłowne obietnice. Jak to wykonać, tego  sam nie wiesz.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Wiem, jak zacząć. A więc przede wszystkim nie chować
głowy pod skrzydło, tylko spojrzeć prawdzie w oczy i tym
właśnie pogardzonym dziś intelektem odeprzeć historyczną
prawdę, która się na nas wali: szarzyzna, mechanizacja,
plugawe bagienko społecznej doskonałości. <begin id="b1407508602995-1996875088"/><motyw id="m1407508602995-1996875088">Postęp</motyw>Dlatego że intelekt okazał się symptomem dekadencji, stać się antyintelektualistą, sztucznym durniem, blagierem à la Bergson<pe><slowo_obce>Bergson, Henri</slowo_obce> (1859--1941) --- francuski filozof, przedstawiciel irracjonalizmu i intuicjonizmu, twórca koncepcji <slowo_obce>élan vital</slowo_obce>, czyli pędu życiowego; za punkt wyjścia swej doktryny przyjął krytykę poznania intelektualnego na rzecz intuicji.</pe>? 
A nie! Na odwrót: uświadomić sobie to wszystko aż do
granic ostatecznych i nie sobie tylko, ale i innym też. Zadanie piekielnie trudne: uświadomić szerokie masy, że wolny, naturalny rozwój społeczny grozi upadkiem. Założyć
trzeba będzie specjalne instytuty tej wiedzy i wytworzyć
różne stopnie jej popularności. Akcja musi być zbiorowa,
na olbrzymią skalę. I jeśli miliard ludzi sprzeciwi się
świadomie upadkowi, to upadku nie będzie. <end id="e1407508602995-1996875088"/>Zorganizować
tak ogólną świadomość całych klas, całych społeczeństw,
aby na ten zbiorowy upadek nie było po prostu miejsca,
chyba między mrówkami.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Nie widzę zupełnie tego punktu, gdzie ta myśl może zaczepić się o rzeczywistość.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Czekaj, nas zabija instynkt społeczności --- odwrócić go
przeciw niemu samemu --- na to mamy właśnie organizację
zbiorowości, aby się nie dać i zabić w niej to, co jest szkodliwym dla indywiduum. Zamiast obałwaniać tłumy
utopiami państwowego socjalizmu i potworną rzeczywistością syndykalizmu<pe><slowo_obce>syndykalizm</slowo_obce> --- kierunek w ruchu robotniczym, zakładający pierwszeństwo celów ekonomicznych nad politycznymi.</pe> i kooperatyw<pe><slowo_obce>kooperatywa</slowo_obce> (daw.) --- spółdzielnia.</pe> --- zużyć w tym celu już
osiągniętą organizację społeczną, aby uświadomić każdego
o niebezpieczeństwach dalszego jej rozwoju. Jeśli każdy
będzie myślał tak jak ja, to już tym samym społeczeństwo
nie zdoła przerosnąć osobowości. Na to mamy organizację
nauczania, na to społeczną dyscyplinę, aby móc tego dokonać, a wtedy może, przy takim zbiorowym stanie ludzkości, 
ukażą się nowe, nieznane perspektywy. W każdym razie 
nowych możliwości nie ma w koncepcji ogólnej szczęśliwości
naszych nędznych idealistycznych tchórzów --- jest tylko 
mrok zmechanizowanej szarzyzny. Tak --- indywiduum 
w ogóle skończyło się. Możliwe, że to ja jestem ten jeden
jedyny w swoim rodzaju osobnik, od którego rozpocznie się 
zwrot naprzód, naprawdę naprzód, a nie staczanie się
w otchłań stadowej<pe><slowo_obce>stadowej</slowo_obce> --- dziś popr.: stadnej.</pe> nędzy pod maską wysokich ogólnoludzkich ideałów. To musi być zbiorowy czyn uświadomienia na szaloną skalę. Stan wzajemnego antyspołecznego
odpychania indywiduów przezeń wytworzony musi przewyższać siłę społecznej przyczepności. A wtedy zobaczymy.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Och --- gdybyśmy to mogli zobaczyć! Gdyby ta idea dała
się przeprowadzić, byłoby to naprawdę coś wielkiego.</akap></kwestia>







<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Zrozum, że tu jeden człowiek ani grupa wystarczyć nie
może. Dopiero cała ludzkość uświadomiona w ten sposób
stworzyć może taką atmosferę społeczną, w której powstać
będą mogły indywidua nowego typu, bo ta atmosfera bęzie nowa, taka, jakiej od początku świata nie było. To nie
jest żadna dotychczasowa mdło demokratyczna organizacja
tak zwanej ,,inteligencji" --- mdła demokracja to wcielenie fałszu --- ona nie pozwala na spojrzenie prawdzie
w oczy, a to ostatnie dopiero, i to masowe, stworzyłoby
nowy zbiorowy stan, o jakim mówię.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>A jeśli to się nie uda? Co wtedy?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Nie mamy nic do stracenia. Może to fikcja, ale jedyna, której warto jeszcze spróbować. W każdym razie tam, gdzie
my idziemy teraz, dokąd wloką nas ślepe siły społeczne, to
jest ku ostatecznej mechanizacji i zbaranieniu, nie ma
przed nami nic. Szalona praca jest do wykonania --- trzeba
wykuć z niczego podstawy nowych możliwości, które są
nieobliczalne. Najpiekielniejsza transformacja, jaka się da
pomyśleć. Ale dlatego musi nastąpić przede wszystkim odmaterializowanie socjalizmu<pe><slowo_obce>odmaterializowanie socjalizmu</slowo_obce> --- oddzielenie socjalizmu od materialistycznej filozofii.</pe>, jako pierwszy stopień ---
rzecz pozornie niewykonalna, a jednak konieczna. Nie
burzyć społeczeństwa i nie stwarzać błaznów à la Nietzsche<pe><slowo_obce>Nietzsche, Friedrich</slowo_obce> (1844--1900) --- filozof niemiecki, reprezentant irracjonalizmu i immoralizmu; sformułował koncepcje ,,woli mocy" i ,,nadczłowieka".</pe>, tylko zużywając siły społeczne stworzyć <wyroznienie>społeczne</wyroznienie>, nie indywidualne możliwości powstania nowej
ludzkości. A oprócz tego wszystkie inne fizyczne środki odrodzenia mogą być potęgowane dalej. Ale my dążymy 
do produkowania zdrowych automatów, stokroć tragiczniejszych w automatyzmie swym od owadów --- bo myśmy to
wszystko mieli i stracili.</akap></kwestia>





<didaskalia>Pada wyczerpany na krzesło</didaskalia>


<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Tak --- rozumiem. Zmęczyłeś mnie okropnie. To jest idea
bezsprzecznie wielka. Ale powiem ci jedno: czy ty to robisz z miłości do ludzkości?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap><begin id="b1407509467654-1105044911"/><motyw id="m1407509467654-1105044911">Nienawiść</motyw>Nie --- ja ludzkości nienawidzę. Wstydzę się, że jestem
człowiekiem. Ale w naszych czasach nastąpiła dysocjacja<pe><slowo_obce>dysocjacja</slowo_obce> (z łac.) --- oddzielenie.</pe> 
idei danego człowieka od jego wartości etycznej. Prorok
może dziś być świnią --- jest to przykre, ale to jest fakt. 
Zresztą na razie świnią nie jestem mimo całej nienawiści
do ludzi --- nienawidzę ludzi dzisiejszych. Ale zrozum,
mimo to nie wiem jednak, czy chciałbym być kiedy nawet
egipskim faraonem, dlatego że faraon --- z punktu widzenia tragicznej potworności społecznego rozwoju --- jest dla
mnie takim samym błaznem jak kacyk Papuasów<pe><slowo_obce>Papuas</slowo_obce> --- przedstawiciel rdzennych plemion Nowej Gwinei.</pe> --- dawny jego przeżytek na małą skalę, lub jak jakiś dzisiejszy Wilhelm II<pe><slowo_obce>Wilhelm II</slowo_obce> (1859--1941) --- cesarz niemiecki w latach 1888--1918.</pe> i Ludendorff<pe><slowo_obce>Ludendorff, Erich </slowo_obce> (1865--1937) --- niemiecki generał.</pe> --- ludzie Nietzschego.
A równie wstrętna jest dla mnie cała nasza połowiczna,
kłamliwa demokracja, jak świadome zbydlęcenie, które jest
na dnie komunizmu i syndykalizmu.<end id="e1407509467654-1105044911"/> Ale tu wynik jest
wiadomy --- tylko kretyn może tego nie widzieć --- a to,
o czym ja mówię, zawiera możliwości nowego horyzontu,
jest nieprzewidzialne, a więc warte wykonania. A wiarę
moją opieram na tym, że Tajemnica Istnienia jest niezgłębiona i w żadnym systemie pojęć bez reszty pomieścić się nie da.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Więc czym ty sam jesteś w tym wszystkim?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Mogę być punktem wyjścia fali zdarzeń wszechświatowych.
To mi wystarcza. A zresztą może nie jestem sam, może
takich, którzy myślą tak, jest wielu. Ale zacząć to na
wielką skalę, a nade wszystko jasno to sobie sformułować,
jest niewygodnie --- wolą się okłamywać.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ależ na to trzeba strasznego okrucieństwa w stosunku do
wszystkich dotychczasowych ideałów, na to trzeba, aby
wszyscy byli tak mądrzy lub raczej, aby byli takimi szaleńcami jak ty --- a właściwie zorganizowanym zbiorowiskiem
takich szaleńców.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Masz rację --- widzę, że mnie rozumiesz. Pomożesz mi
w agitacji --- kobieta może się bardzo przydać w takiej awanturze.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Wiesz, że przede mną otworzyła się jakaś nowa wewnętrzna przestrzeń. Ja chyba jednak się w tobie kocham. Teraz mi się podobałeś bardzo, gdy to mówiłeś. Ale może to taki
sam narkotyk, przy pomocy którego ty przeżywasz twoje
życie nieudanego artysty, jak ja moje życie nieudanej trzeciorzędnej kokoty --- bo nie wiem, czy byłabym zdolna być
heterą<pe><slowo_obce>hetera</slowo_obce> --- wykształcona i wyrafinowana kurtyzana w staroż. Grecji.</pe> pierwszej klasy.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Co? Cóż to nowego?</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Możliwe, że gdybyś nie był mnie spotkał wczoraj, dziś 
bym sprzedała się komukolwiek bądź. Ja nie umiem i nie
chcę pracować normalnie. Ale to nie jest praca, tylko rodzaj artystycznej improwizacji.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Wampiry: chwilowo zwalimy się na kark mojej matce. Ona 
to wyrobi swymi robótkami --- to jest potworne. Ale ja 
nie mam czasu na nic innego. To, co wymyśliłem, wymagało olbrzymiego przygotowania, samotności, szalonego pozornego próżniactwa i myślenia --- wmyślenia się w to bez
końca. Aż wreszcie teraz dojrzało wszystko do wybuchu. 
Jestem jak jakiś nabój wysokiej marki eksplozywności,
leżący spokojnie na łące. Ale dotąd nie ma armaty i nie
ma mnie kto wystrzelić. A tego sam nie potrafię --- muszę 
mieć ludzi.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ja chcę być wystrzelona razem z tobą.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Swoją drogą myślałem, że ty zaczniesz pomagać matce w pracy.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Nigdy --- na to mnie nie weźmiesz. Mogę cię opuścić i sama
będę pracować nad twoją ideą jako uliczna dziewczynka.</akap></kwestia>







<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Dobrze, dobrze --- może się to jakoś załatwi.</akap></kwestia>





<didaskalia>Wchodzi <osoba>Matka</osoba> z <osoba>Dorotą</osoba>; podają kolację</didaskalia>

<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>No i cóż, Zosiu? Przecież to fikcja pozbawiona zupełnie
podstaw realnych. Prawda? Lepiej zabrałby się do jakiejś
pracy. Oboje moglibyście wziąć posady.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>

<didaskalia>do <osoba>Zofii</osoba></didaskalia>




<kwestia><akap>Widzisz?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Nie, mamo --- czy mogę panią tak nazywać?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Proszę cię, moje dziecko. Jestem matką materialną. Duchowo Leon jest zupełnie jak ojciec. Tylko dotąd nie był zbrodniarzem.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ZOFIA I LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Jak to?</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Aha --- więc ta rewelacja robi na was jednak pewne wrażenie.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Niech mama mówi wyraźnie.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ojciec twój zginął w Brazylii, w Paranie, na szubienicy. Uciekłam stamtąd i wychowałam cię tu, na moje nieszczęście. Potem miałam jeszcze trzech kochanków.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>A to cudowne! I mama chowała to jako ostatni atut aż na
dzień moich zaręczyn! W jakim celu? To nadzwyczajne!
I cóż ty na to, Zosiu? Może chcesz zerwać wszystko?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Czy wiesz --- będę otwarta --- może gdybym się dowiedziała
o tym przed twoimi ideowymi zeznaniami, może bym zerwała. Teraz --- nie.</akap></kwestia>





<didaskalia>Do <osoba>Matki</osoba></didaskalia>




<kwestia><akap>Wie mama, ja, zdaje się, kocham Leona, ale pracować na niego nie będę --- będę pracować z <wyroznienie>nim</wyroznienie>. Zostaję wampirem. Pierwszy raz w życiu będę sobą.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Tak --- biedne dziecko. On cię już opanował. Ja do ciebie
nie mam żadnego żalu. Może z czasem się to zmieni. Tymczasem siadajmy do kolacji.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Ach --- wszystko jest nie <wyroznienie>to</wyroznienie> --- ja myślałam...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ach --- nie mów już nic. Siadajmy do kolacji i niech ona
nam przez gardła przejdzie po tym wszystkim. Jeszcze
jedno, czy wy nie rozumiecie --- pierwszy raz mi to na
myśl przyszło --- ja nie mam złudzeń: ty jesteś straszną kobietą, Zosiu...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Leon! To nieszczęsna obłąkana...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Proszę słuchać. Czy wy nie rozumiecie, że to ja nadaję
waszym istnieniom sens wyższy? --- Ja jeden! Tylko mama
nie pojmie tego nigdy. Gdyby nie ja, byłybyście obie
zwykłymi wytworami małomieszczańskiego, bezdusznego
życia, tragicznego jedynie w jego bezmiernej małości
i płaskości. Ja rozświetlam to wszystko innym światłem
wyższego rzędu i daję potęgujące tło tej tragedii zimnej
zupy i chorych oczu matki, i zmęczonych szydełkowymi
robótkami jej rąk. Ja jestem ten, który nadaje temu sens
istotny. Ach! Ona tego nie zrozumie nigdy! Nawet jeśli
moja idea jest bzdurą, jestem wielki jako wampir --- a one?!
Zosia właśnie może jest wielką jako mały wampirek, który
przyssał się z boku. Beze mnie bylibyśmy jedną z setek
tysięcy zrujnowanych rodzin, z mezaliansem, synem zbrodniarza, baronówną</akap></kwestia>


<didaskalia>Do <osoba>Zofii</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>--- bo trzeba ci wiedzieć, że mama jest z domu von Obrock,
przez <wyroznienie>ck</wyroznienie>, a nie zwykły obrok, jakim się wydać może ---
ród znany już w XI stuleciu nad Renem. Cha, cha! Ja
jestem także trochę snob, ale równie cieszy mnie to, że
mój papa wisiał --- jestem snob wyższego rzędu. Mówię
programowo najbardziej brutalne świństwa.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>

<didaskalia>zawstydzona i zadowolona</didaskalia>


<kwestia><akap>Ja nie wiedziałam... To jest nadzwyczajne...</akap></kwestia>

<didaskalia>Nie wie, co powiedzieć.</didaskalia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>O, widzi mama: Zosia się cieszy, że ma teściową baronównę z domu i że ja jestem bardzo dobrze urodzony, chociaż do połowy.</akap></kwestia>


<didaskalia>Dzwonek. Pauza. <osoba>Dorota</osoba> wychodzi i zaraz wraca</didaskalia>

<naglowek_osoba>DOROTA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Jakiś pan chce mówić z paniczem.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Prosić na kolację! I niech Dorota poda wódkę.</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Dorota</osoba> wychodzi</didaskalia>


<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Leon!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ale nic --- wystarczy dla wszystkich. Ja czuję, że mam 
po prostu obowiązek wyssania mojej matki --- jako taka, to jest jako wyssana przeze mnie, przejdzie do historii.</akap></kwestia>





<didaskalia>Wchodzi dyrektor <osoba>Cielęciewicz</osoba></didaskalia>




<kwestia><akap>A --- to pan, panie dyrektorze! Pan dyrektor Cielęciewicz, dyrektor teatru ,,Iluzjon", który mi udzielił sali na dzisiejszy odczyt. Mama będzie musiała dopłacić --- zaledwie połowa miejsc sprzedana. Nie mówiłem nic, że miałem dziś pierwszy odczyt w życiu. Moja matka, moja narzeczona, panna Plejtus.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>CIELĘCIEWICZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>witając się z paniami</didaskalia>



<kwestia><akap>Ach, panie, gorzej jest. Była dyskusja. Pan uciekł. Awantura piekielna.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>No to lepiej dla reklamy.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>CIELĘCIEWICZ</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Nie, panie, to jest ,,finish<pe><slowo_obce>finish</slowo_obce> (ang.) --- koniec.</pe>" z panem. Policja chce pana aresztować. Połowa krzeseł rozwalona, lampy pobite, demolacja kompletna. To kosztuje, panie --- to kosztuje.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>z ironią</didaskalia>




<kwestia><akap>To nic, panie dyrektorze. Ja zapłacę moimi robótkami.
O --- właśnie kończę prześliczny dżemper<pe><slowo_obce>dżemper</slowo_obce> (z ang.) --- rodzaj swetra.</pe>. Niech pan siada. Leon podzieli się z panem chętnie swoją porcją.
Ja mogę nie jeść wcale, bo to mi zresztą na noc szkodzi.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>CIELĘCIEWICZ</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ach, dziękuję --- ja tylko na chwilkę.</akap></kwestia>





<didaskalia>Do <osoba>Leona</osoba></didaskalia>




<kwestia><akap>Wie pan, ja czuję, że pan ma trochę racji, ale też nie
rozumiem pana dokładnie. Ale pana nikt nie zrozumiał
na sali: największe inteligenty miasta --- mieli darmowe
bilety --- ledwo ich ściągnąłem. Nikt nic nie rozumie:
posądzają pana o zupełną blagę. Ja sam nie wiem, wie
pan... Ale oburzenie na pana jest straszne. Mówią, że
pan chce zniszczyć wszelkie dotychczasowe ideały, że to
jest zgniły pesymizm i zupełna anarchia myśli --- gorzej:
nihilizm zdegenerowanego burżuja. Inni mówią, że to
gorsze od komunizmu. Już sam nic nie wiem.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>A więc rzeczowej dyskusji nie było?</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>CIELĘCIEWICZ</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Była formalna rzeczowa bójka. Jakichś dwóch znalazł
pan wyznawców --- okropne, mówię panu, typy, spod
ciemnej gwiazdy --- gorsi od najgorszych wrogów. Zbito
ich w kwaśne jabłka. Dobrze, że pan uciekł zaraz po
swojej przemowie. Z pewnością dostałoby się i panu.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Tak --- Leonek ma słaby system nerwowy, lepiej, żeby się nie narażał osobiście...</akap></kwestia>







<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Może mama pozwoli... A więc wszyscy są idioci? Te słynne pańskie mogoły<pe><slowo_obce>mogoł</slowo_obce> --- tytuł władcy indyjskiego, tu ironicznie: wybitna osobistość.</pe> miejskiej inteligencji? Przecież
można być przeciwnikiem jakiejś idei rozumiejąc ją, można zwalczać ją rzeczowo. Ale tego boją się ci panowie.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>CIELĘCIEWICZ</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Pan wybaczy, ale ja też nie bardzo pana rozumiem...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Więc przed odczytem udawał pan, że pan rozumie? Tak?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>CIELĘCIEWICZ</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Nie chcę z panem więcej mówić, skoro pan jest zdenerwowany. A oto rachuneczek. Proszę: dwa tysiące talarów. Żegnam, żegnam.</akap></kwestia>





<didaskalia>Wychodzi kłaniając się. Pauza</didaskalia>



<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>No cóż --- cieszmy się. Każdy wielki prorok był kiedyś nie uznawany. Wypijmy za ten pierwszy sukces. Im więcej kto jest nie uznany, tym jest większy. <begin id="b1407511167196-3543885648"/><motyw id="m1407511167196-3543885648">Alkohol</motyw>Zosieczko, wypijesz ze mną wódki?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Co? Mama pije?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Od dwóch lat, mój drogi. Czy ty myślisz, że bez tego
wytrzymałabym to wszystko? Jestem skończona alkoholiczka.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ha --- to jest nowy cios. Ale musimy go wytrzymać. 
Na jakie dwa lata jestem zarżnięty, ale się nie cofnę.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ja też --- wytrzymam też do końca. Ale jeśli umrę nie
w porę, zanim dokonasz twego wielkiego dzieła?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Mamo, zjedzmy raz spokojnie tę kolację.</akap></kwestia>





<didaskalia>Nalewa <wyroznienie>szklankę</wyroznienie> wódki i wypija</didaskalia>


<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Leon!</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ja też zaczynam pić. Okropny dramat można z tego zrobić
taki przy dobrej woli. Zosiu, pij także --- wieczorek zaręczynowy musi być wesoły.<end id="e1407511167196-3543885648"/></akap></kwestia>





<didaskalia>Panie piją z kieliszków. <osoba>Leon</osoba> wali drugą szklankę</didaskalia>


<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ja tylko jednej rzeczy nie pojmuję, że on tak nienawidząc ludzkości w ogóle, a ludzi w szczególności, i będąc tak okrutnym wobec najbliższych --- no, co prawda to rozumiem najlepiej --- może to wszystko chcieć robić! Jaki jest mechanizm tej psychologii?</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>

<didaskalia>pijany. Z ironią</didaskalia>




<kwestia><akap>Ty w ogóle nie rozumiesz ludzi wielkich, moje dziecko.
Ale z czasem nauczysz się. A ja się nie cofnę.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Łatwo ci to mówić. Zosiu, proszę cię, bierz makaron.
Nie krępuj się. Ja zupełnie schamiałam w tym wszystkim.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ach, <slowo_obce>à propos</slowo_obce>: ja zupełnie zapomniałam, to jest --- zapomnieliśmy razem z Leonem, że mój ojciec czeka tam w cukierence na rogu. Ja go chyba przyprowadzę.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ależ oczywiście. Ja nie mogę, jestem zupełnie pijany. 
Przecież i tak Cielęciewicz miał być na kolacji, więc jedno 
miejsce jest wolne. Idź, Zosiu, prędko i przeproś ojca,
że tak długo czekał.</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Zofia</osoba> wychodzi</didaskalia>




<kwestia><akap>Mamo, przecież mama wie, że ja to wszystko umiem
ocenić --- gdyby nie mama, nie dokonałbym niczego.</akap></kwestia>






<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Tak --- strasznie dużo dokonałeś: rachunek na dwa tysiące talarów.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Mamo, czy mama nie widzi, że na to, aby to wytrzymać, trzeba też piekielnej siły.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Nie zaczynajmy tych rozmów. Lepiej zjedz coś --- za dużo wypiłeś.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>

<didaskalia>chce ją objąć</didaskalia>




<kwestia><akap>Mamo, przecież mama wie, że ja mamę naprawdę bardzo... Mama wie, że ja bez mamy...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>usuwając się</didaskalia>




<kwestia><akap>Tak, tak --- bez mamy. Trzymaj się mnie za suknię, bo upadniesz. Wstrętny jesteś.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Mamo, ja tego nie wymówię chyba... Ale ja tak bym chciał, żebyśmy się... Żebyśmy się --- --- --- kochali...</akap></kwestia>





<didaskalia>Obejmuje ją</didaskalia>


<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Wampir! Wampir! Precz ode mnie! Nigdy nie zbliżaj się do mniej więcej. Możemy się witać i żegnać z daleka. Masz nową ofiarę: tę biedną Zosię.</akap></kwestia>





<didaskalia>Wchodzi <osoba>Zofia</osoba> ze swoim stetryczałym ojcem. <osoba>Matka</osoba> opanowuje się. <osoba>Leon</osoba> stoi zmartwiały</didaskalia>


<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>

<didaskalia>nieprzytomnie. Stężały</didaskalia>




<kwestia><akap>To jest najgorsze, że nic nie wiadomo, co w tym wszystkim jest prawdą, a co jest blagą, podłą blagą. Jedna przecz jest pewna na świecie, to cierpienie...</akap></kwestia>





<didaskalia>Stoi bez ruchu</didaskalia>



<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Proszę bardzo. Miło mi poznać ojca mojej przyszłej synowej. Niech państwo siadają do stołu. Kolacja skromna. A może przedtem wódeczki? Niech pan nie zwraca na niego uwagi; wypił za dużo z powodu zaręczyn.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Cha! Cha! Cha! Cha!</akap></kwestia>





<didaskalia>Kurtyna</didaskalia>







<naglowek_akt>AKT DRUGI</naglowek_akt>

<didaskalia>Salon dość luksusowego mieszkania. Drzwi wprost i na prawo.
Wieczór. Palą się lampy. Kolory jedyne: czarny i biały, jak
w akcie I. Kolory ubrań i twarzy osób również takie same jak
w akcie I, chyba że będą podane inne w ciągu akcji. <osoba>Matka</osoba>,
ubrana jak poprzednio, siedzi na środku salonu na prostym
zydlu<pe><slowo_obce>zydel</slowo_obce> (daw.) --- drewniany stołek.</pe> kuchennym i robi robótkę jasnobrązowego koloru z dzikim zapamiętaniem. Obok niej na stoliku duży syfon i butelka wódki. Co chwila <osoba>Matka</osoba> robi sobie ,,whisky and soda" i popija. W sąsiednim pokoju, na prawo, prawdopodobnie w jadalni, słychać ustawianie naczyń w kredensie. Pauza</didaskalia>



<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Dorota! Dorota!!</akap></kwestia>





<didaskalia>Wchodzi <osoba>Dorota</osoba> ubrana na czarno z białym, ale o wiele szykowniejsza niż w akcie I</didaskalia>


<naglowek_osoba>DOROTA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Słucham jaśnie panią.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Tak mi dobrze u was było w kuchni, moja Doroto ---
tam się czułam jak u siebie. A tu, nawet gdy siedzę
na tym zydelku, wszystko takie jest obce i straszne, jakby
nie z tego świata.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DOROTA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Zdaje się jaśnie pani: wszystko nowe, ładne i wcale nie
straszne. Panicz teraz taki dobry...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Nie pozwolił mi siedzieć u was w kuchni. <begin id="b1407511566246-405784148"/><motyw id="m1407511566246-405784148">Narkotyki</motyw>A tu mnie
tak bardzo źle, tak okropnie, jakby mnie dusiła jakaś
obrzydliwa zmora. Coś takiego lepkiego, bez rąk i nóg,
leży na mnie. I nie wiem, czy to kadłub bez członków,
czy jakie zwierzę. A sama sobie zdaję się taka olbrzymia
jak wieża. I chodzę taka duża po tych <wyroznienie>innych</wyroznienie> pokojach i patrzę na siebie drugą, też <wyroznienie>inną</wyroznienie>, jak biegam
jako mała myszka <wyroznienie>po tych samych pokojach</wyroznienie>!
I potem ,,pac"! --- myszka łapie się w pułapkę i ja się
budzę.<end id="e1407511566246-405784148"/> To mi się tak zdaje kilka razy w dzień.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>DOROTA</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>I to <wyroznienie>nie</wyroznienie> we śnie?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Nie --- robię robótkę wszystko jest tak, jak jest, a mimo
to tamto się odbywa jakby w innym świecie, <wyroznienie>który
mimo to jest tu</wyroznienie>. To może jest ta Wielość Rzeczywistości tego Chwistka<pe><slowo_obce>Chwistek, Leon</slowo_obce> (1884--1944) --- malarz, filozof i teoretyk sztuki.</pe>, tego filozofa, którego panicz teraz ciągle czyta --- marzy mu się logizacja<pe><slowo_obce>logizacja</slowo_obce> --- poddanie kontroli norm logicznych.</pe> przemian
społecznych w celu uniknięcia zjawisk cyklicznych --- to jest paniczowi, nie Chwistkowi.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DOROTA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ja tego nie rozumiem.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>A czy Dorota myśli, że <wyroznienie>ja</wyroznienie> to rozumiem? Nic a nic. A on teraz ciągle jeździ. Panicz został agentem handlowym ---
to jest nie komiwojażer, tylko coś wyższego. Czemu Dorota się śmieje? Dorota nie wierzy?</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>DOROTA</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Wcale się nie śmiałam. Jaśnie pani się to zwidziało, jak
z tą myszką. Nie trzeba tyle pić.</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Matka</osoba> robi sobie ,,whisky and soda" i pije, po czym częstuje <osoba>Dorotę</osoba></didaskalia>




<kwestia><akap>Ee --- to ja chyba czystej.</akap></kwestia>





<didaskalia>Nalewa kieliszek i wypija</didaskalia>




<kwestia><akap>O --- tak trochę, to bardzo dobrze robi.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Kiedy inaczej nie widzę nic --- takie plamy ruchome
z obwódkami zakrywają wszystko po kolei, na co spojrzę.
Już dziś po południu nie widziałam nic.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DOROTA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Po co jaśnie pani robi robótkę? Przecież panicz teraz
tak dużo zarabia, a młoda pani za to nocne pielęgniarstwo
to przecie też dużo bierze.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Trzy tysiące talarów tygodniowo. A panicz to jakoś nieregularnie --- jak mu się uda z tym handlem. Ach --- jak tylko popiję, to coś widzę, a tak, bez wódki, to bym całkiem oślepła. Ale czemu Dorota tak dziwnie mówiła o tych zajęciach dzieci? Jakby Dorocie się coś nie podobało --- co?</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>DOROTA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Aale --- nic a nic nie pomyślałam. Jak mnie się może
coś <wyroznienie>nie</wyroznienie> podobać? Zajęcie jak każde inne --- byle dobrze
zarobić. Ale nie odpowiedziała mi jaśnie pani, po co męczyć się tą wieczną robótką? Teraz mogłaby pani odpocząć, kiedy młodzi państwo wzięli się już do roboty prawdziwej. A tak straci pani oczy do reszty.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>



<kwestia><akap>O --- niech Dorota nie mówi. Już mi zaczynają te koła
latać przed oczami. Nic nie widzę. Trzeba popić.</akap></kwestia>






<didaskalia>Pije</didaskalia>




<kwestia><akap><begin id="b1407512116218-3206492308"/><motyw id="m1407512116218-3206492308">Praca</motyw>A robię tak sobie --- coś tam też jest z tego, mimo że
wobec tych dochodów to jest głupstwo. Już panicz mnie
tak gnębi tą robotą, żebym ją rzuciła. Muszę prawie
po kryjomu przed nim robić, że to niby tylko dla przyjemności. A zresztą, co bym ja robiła? Wszystko takie obce, straszne --- ja chyba bym zwariowała, gdybym nic
nie mogła robić. Dla mnie odpoczynek to najgorsza męka. <end id="e1407512116218-3206492308"/>A najstraszniejsza to noc. Sama jedna w tym łóżku paradnym --- zdaje mi się, że jestem mała dziewczynka,
kiedy byłam jeszcze baronówną --- wie Dorota przecie, że jestem z bardzo dobrej...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DOROTA</naglowek_osoba>

<didaskalia>niecierpliwie</didaskalia>




<kwestia><akap>Ach --- już mówiła mi to jaśnie pani dawno. A panicz
to zakazał mi mówić do siebie ,,jaśnie panie" --- i młoda pani też.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Trudno --- ojciec panicza był stolarzem i śpiewakiem
i powieszony był za wielkie zbrodnie. Ale dał mi tyle
szczęścia przez te trzy lata, że choćby dlatego nie żałuję
całego życia, mimo że ono takie straszne, takie straszne ---
gorsze od śmierci w torturach. Ja chyba już wariuję,
moja Doroto. Ja Dorocie powiem w tajemnicy --- ale
sama się o tym boję mówić, żeby mi coś w głowie nie
pękło --- <wyroznienie>ja się ciągle trzymam, żeby nie
zwariować</wyroznienie>. Ja bez morfiny nie śpię wcale. I coraz 
więcej muszę pić i całe ciało mam już pokłute.</akap></kwestia>



 
<naglowek_osoba>DOROTA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ach --- niech jaśnie pani da spokój! Mnie samej niedobrze się robi. Trzeba się otrząsnąć, przestać pić albo pić mniej i nie brać tamtego paskudztwa.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>A to jeszcze sam panicz mi kupuje to wszystko. I nie
wiem, czy on to robi dlatego, żebym ja już prędzej skończyła, czy właśnie przez dobre serce, bo widzi, że już inaczej żyć bym nie mogła.</akap></kwestia>





<didaskalia>Płacze</didaskalia>

<naglowek_osoba>DOROTA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Pójdę już --- ja nie mogę <wyroznienie>tak</wyroznienie> rozmawiać. Ja wiem, że jaśnie pani ciężko samej, ale ja już <wyroznienie>nie mogę</wyroznienie>.</akap></kwestia>





<didaskalia>Wychodzi</didaskalia>


<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>sama</didaskalia>





<kwestia><akap>Boże! Boże! Te plamy coraz gorsze.</akap></kwestia>




<didaskalia>Pije</didaskalia>




<kwestia><akap>Ja już nie wiem, czy jestem, czy też to jest jakiś sen
okropny poza grobem. A może ja nie wiem, że umarłam,
i to już jest kara w piekle czy w czyśćcu za to, że go
tak wychowałam i tamtego popchnęłam do zbrodni.
Boże --- ja tego nie chciałam --- chciałam trochę więcej
dobrobytu. Moja wina --- gdybym go nie męczyła tym,
toby się wyrobił na sławnego śpiewaka i nie zginąłby
na stryczku. Dla mnie kradł i zabijał, biedaczek, i dał
mi tyle szczęścia!</akap></kwestia>





<didaskalia>Płacze</didaskalia>




<kwestia><akap>E --- trzeba wypić bardzo dużo, to przejdzie.</akap></kwestia>






<didaskalia>Pije. Stara się opanować. Przez drzwi środkowe wchodzi kaszląc
stary <osoba>Plejtus</osoba>, bardzo elegancko ubrany: czarna redengota<pe><slowo_obce>redengota</slowo_obce> --- surdut do jazdy konnej.</pe></didaskalia>





<naglowek_osoba>PLEJTUS</naglowek_osoba>

<didaskalia>uniżony</didaskalia>




<kwestia><akap>Cóż słychać dobrego? Pani matka zawsze nad robótką?
He, he!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ach, panie Apolinary --- niech pan siada. Jestem bardzo
zmęczona.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>PLEJTUS</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>I czym to, pani matko, czym?</akap></kwestia>





<didaskalia>Siada</didaskalia>


<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ach --- nie mówmy o tym, nie mówmy o niczym. Czyż
pan nie czuje tego, że pan jest dla mnie jakąś potworną
zmorą?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>PLEJTUS</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>W ogóle, pani baronowo...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Już mówiłam panu sto razy, że nie jestem baronową.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>PLEJTUS</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Tak, tak --- baronówną. A więc, pani baronówno...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>O nędzo straszna nawet samych najzewnętrzniejszych
form tego okropnego życia!...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>PLEJTUS</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>No --- chyba na nędzę narzekać nie możemy. Dzieci
pracują jak woły. Synek coś ciągle w rozjazdach. Tylko
te ciągłe nocne dyżury Zosi, te nocne pielęgniarskie zabiegi, połączone z nocnym kursem introligatorstwa i nocnym plastycznym tańcem dla zdrowia --- to mi się mniej podoba.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>zaczyna mówić bardzo dystyngowanie</didaskalia>




<kwestia><akap>Czy naprawdę jest w tym coś niestosownego? Ja uważam, że miłość ich stała się jakoś dziwacznie naciągnięta.
On nie mówi już zupełnie o tych swoich ideach, chociaż
podobno są jakieś konferencje i coś zaczyna się ruszać
w tym wszystkim. Tu nic nie można wiedzieć na pewno,
drogi panie. Dzisiejsze czasy obfitują w takie kontrasty,
w takie dziwne przemieszczenia warstw ideowych --- ja
sama się nie orientuję...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>PLEJTUS</naglowek_osoba>

<didaskalia>zaczyna czuć się nieswojo; ratuje się szczerością</didaskalia>




<kwestia><akap>Ja nic --- ja tylko chciałem powiedzieć, że moja córka
od roku już mi się nie podoba. Ubiera się dziwnie, jest
jakaś cała zgorączkowana --- to te jakieś ideowo-organizacyjne sprawy syna pani, to znowu jakieś wyjazdy. Parę
razy widziałem ją w powozie z jakimiś panami... podobno
z najwyższej --- to jest, chciałem powiedzieć, z arystokracji --- kiedy to wypadkiem zabrnąłem na południowo-wschodni koniec miasta, gdzie nigdy właściwie nie bywam...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>jakby zbudzona ze snu</didaskalia>




<kwestia><akap>Co pan mówi, panie Plejtus?</akap></kwestia>





<didaskalia>Nie w formie zapytania, tylko właściwie: ,,jak śmiesz itd."</didaskalia>

<naglowek_osoba>PLEJTUS</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>To mówię, co myślę, pani baronówno --- że moja córka
wygląda i zachowuje się jak zwyczajna, ostatnia --- to
jest jak jakaś dziewczyna lekkich obyczajów.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>I pan mnie śmie to mówić?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>PLEJTUS</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Czy pani sama tego nie widzi?</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Może i widzę: pewne ożywienie, zmiana strojów... Ale
pracuje i w ogóle małżeństwo miało na nią wpływ raczej dodatni.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>PLEJTUS</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Tak pani sądzi? Jest pani wielką optymistką, pani baronówno.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Dosyć tych tytułów! Rozumie pan? Proszę ze mnie nie
żartować! Boże! Ja nic nie widzę!</akap></kwestia>





<didaskalia>Pije</didaskalia>




<kwestia><akap>Och --- wszystko mi się w głowie mąci. Pan poruszył moje
najbardziej ukryte wątpliwości.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>PLEJTUS</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ja pani powiem więcej: mnie mówiono na mieście, że
syn pani --- oczywiście dla celów ideowych --- zmuszony
był wejść w sfery zupełnie nieodpowiednie dla młodego
męża i syna takiej matrony jak pani.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Co pan przez to rozumie? Panie Plejtus, na miłość boską,
niech pan mnie nie męczy!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>PLEJTUS</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ja mogę powiedzieć pani zupełnie otwarcie, o ile to pani
ulgę przyniesie: mówią, że zwąchał się z pewnymi indywiduami, które podobno zanadto blisko kręcą się koło 
ambasad mocarstw bynajmniej z nami nie zaprzyjaźnionych. Nic udowodnić im nie można, ale pewni ludzie
rzucają dookoła cień. Mówiono mi o jakimś bardzo nieprzyzwoitym klubie, utrzymywanym przez coś tego...
społecznie bardzo źle widzianych ludzi. A do tego, proszę
łaskawej pani matki, czyż może młody mąż afiszować się
z tą okropną milionerką Lucyną Beer, która męża bezkarnie otruła, a teraz utrzymuje najgorszą hołotę i bawi 
się w deprawację młodzieży? Wczoraj widziano go z nią 
w ,,Iluzjonie" czy innym jakim ,,Excelsiorze". Dlatego to
dochody naszych dzieci...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>zrywa się</didaskalia>




<kwestia><akap>Milczeć, chamie! Precz z mego domu!! Do kuchni na ochłapy! Tu nie wolno!... Milczeć!! Bo ja cię policją, ty kanalio!.... Precz!!!</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Plejtus</osoba> ucieka na prawo, kaszląc. <osoba>Matka</osoba> pada na fotel</didaskalia>




<kwestia><akap>Więc oni w ten sposób... Ach, to potworne! Ale to jest dziwne, że się tak normalnie czuję. Zupełnie przeszedł mi ten obłęd.</akap></kwestia>





<didaskalia>Znowu przypomina sobie tamto</didaskalia>




<kwestia><akap>Ach, to straszne!!</akap></kwestia>





<didaskalia>Nagle innym tonem</didaskalia>




<kwestia><akap>Nie --- to niemożliwe, to niemożliwe.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>GŁOS</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>A sama tak myślałaś niedawno. Mówiłaś o tym z Dorotą. Cha, cha, cha!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>nie słysząc <osoba>Głosu</osoba></didaskalia>




<kwestia><akap>Więc to ja ich do tego zmusiłam? Ach --- to niemożliwe...
Ale ja sama to myślałam, mówiłam o tym z Dorotą ---
ja sama. Nie, nie, nie --- to absolutnie niemożliwe. Oni
tu zaraz przyjdą, oni muszą zaprzeczyć. Ja nie chcę,
żeby tak było. Przecież ja nie używam tego zbytku. Ja
mogłabym wyżyć z tych robótek. Nałóg pracy --- to Leon
mi powiedział. A, podły! Dwadzieścia siedem lat na niego
pracowałam!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>GŁOS</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>A mnie zmusiłaś --- tak, zmusiłaś prawie do zbrodni, bo
chciałaś żyć w zbytku. Cha, cha --- to paradne!</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>odpowiadając, ale jakby sobie</didaskalia>




<kwestia><akap>Nie, nie --- nikogo nie zmuszałam --- ani jego, ani ich.
Ja chciałam, aby Leon zarabiał uczciwie. I on zarabia
uczciwie --- mój syn! Przecież ja go kocham. Ja jestem
z niego dumna. Te jego idee zaczynają się przyjmować,
już są jakieś konferencje. Ja byłam niesprawiedliwa. Ja
cię przepraszam, Leon, za wszystko! Ja nie chcę, aby tak
było --- nie chcę, nie chcę!!</akap></kwestia>





<didaskalia><begin id="b1407512652318-3651061644"/><motyw id="m1407512652318-3651061644">Oko</motyw>Wchodzi <osoba>Leon</osoba>. <osoba>Matka</osoba> zakrywa oczy robótką</didaskalia>


<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Cóż to? Mama znowu nad tą robótką? Czy mama zwariowała naprawdę? Proszę w tej chwili przestać! Popsuje sobie mama oczy do reszty.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>spokojnie</didaskalia>




<kwestia><akap>Czekaj, Leoneczku --- ja nie chcę nic widzieć. Muszę
odpocząć.<end id="e1407512652318-3651061644"/></akap></kwestia>



<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Więc po co mama to robi? Alkohol, morfina i ta przeklęta robótka. Nie --- ja byłem dotąd dobry, ale tego już zanadto. Proszę to rzucić i przyrzec mi, że już nigdy więcej tego nie będzie.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>ciągle z robótką na oczach, aż do odwołania</didaskalia>




<kwestia><akap>Ależ ja żyć nie mogłabym bez pracy. Dwadzieścia siedem
lat to robię. Ja się tak przyzwyczaiłam jak do wódki.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Dosyć! Ani chwili tego nie zniosę. Ja się nie zbliżam,
bo pamięta mama, co mi mama powiedziała w ten
straszny zaręczynowy wieczorek: żebym nigdy się nie
zbliżał, nie dotykał, nie całował. Już drugi rok. Proszę
to rzucić natychmiast.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Błagam cię, to jedyna moja pociecha.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>A, do diabła starego! Ja mamie daję wszystko;</akap></kwestia>





<didaskalia>innym tonem --- słabo i niepewnie</didaskalia>




<kwestia><akap>pracuję na to, aby to było --- razem z Zosią pracujemy...</akap></kwestia>






<naglowek_osoba>GŁOS</naglowek_osoba>








<kwestia><akap>Tak --- pracują, ale jak?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Co, u beri-beri<pe><slowo_obce>beri-beri</slowo_obce> --- choroba spowodowana brakiem witaminy B1; tu słowo użyte jako przekleństwo, podobnie jak ,,cholera".</pe> --- czy ja mam halucynacje?</akap></kwestia>





<didaskalia>Otrząsa się</didaskalia>




<kwestia><akap>Przemęczony jestem --- zdawało mi się, że ojciec
coś do mnie mówił. Przecież go nie znałem...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ach --- on też pracował --- tak mi mówił...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Kto, do pioruna?!!!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Twój ojciec. Jesteście zupełnie podobni we wszystkim ---
zupełnie jak w <tytul_dziela>Upiorach</tytul_dziela> Ibsena<pe><slowo_obce>Ibsen, Henryk</slowo_obce> (1828--1906) --- dramaturg norweski. Początkowo tworzył utwory oparte na motywach historycznych, legendach i sagach skandynawskich, później podjął tematykę społeczno-obyczajową w duchu realizmu i naturalizmu oraz symbolizmu. Dzieła: <tytul_dziela>Grób Hunów</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Nora czyli dom lalki</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Dzika kaczka</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Kobieta morska</tytul_dziela>.</pe>...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Może to tylko mama jest taka sama i wywołuje takie
same reakcje w ludziach zupełnie do siebie niepodobnych.
No dosyć --- rzuci mama tę robótkę czy nie?</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Zaklinam cię...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>A to ja też pokażę, że moja wola musi być wypełniana
w tym domu! To nie jest dom utrzymywany z robótek
wyssanej przez wampiry matki.</akap></kwestia>





<didaskalia>Wyrywa <osoba>Matce</osoba> robótkę, rzuca na ziemię, kopie ją i depce. <osoba>Matka</osoba> zakryła twarz rękami i siedzi dalej. Tak to zrobiła, że wyrwana robótka prześlizgnąła sią jej między twarzą a rękami.
Nie widziała przez tę chwilę nic</didaskalia>




<kwestia><akap>Aaa --- nareszcie! I żeby mi to było ostatni raz!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>nie odkrywając oczu</didaskalia>




<kwestia><akap>O, jakże jesteś okrutny!...</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>

<didaskalia>z nagłą czułością</didaskalia>





<kwestia><akap>Mateczko! Przecież ja tylko dla twego dobra.</akap></kwestia>


<didaskalia>Zbliża się do niej</didaskalia>




<kwestia><akap>Czy można cię pocałować, tak jak dawniej?</akap></kwestia>





<didaskalia>Innym tonem</didaskalia>




<kwestia><akap>Ach --- ja nie wiem, czy ja mam jeszcze na to prawo? 
A jednak ciebie jedną tylko kocham naprawdę!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>ciągle zakryte oczy</didaskalia>




<kwestia><akap><begin id="b1407512827852-16249016"/><motyw id="m1407512827852-16249016">Matka, Syn</motyw>Co ty mówisz? O jakim prawie? Ja też tylko ciebie
kocham. Uściskaj mnie. To jakieś okropne nieporozumienie. Ludzie są synami, matkami, ojcami, braćmi i muszą
się kochać mimo różnic --- <wyroznienie>muszą</wyroznienie>. Powinni te różnice
łagodzić, aby móc wytrzymać ze sobą. Inaczej życie
staje się piekłem, jeśli ci, co się muszą kochać --- nie
z musu tylko, ale z przeznaczenia --- nienawidzą się.
Chodź, obejmij mnie tak jak dawniej. Mam wrażenie,
że jesteśmy znów tam, w naszym dawnym mieszkanku.
Tam byliśmy jednak szczęśliwi.<end id="e1407512827852-16249016"/></akap></kwestia>





<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ach, nie mów tak, nie mów tak. Nie staraliśmy się oboje
o szczęście na prostej drodze. Tak --- robiliśmy oboje? 
wszystko, aby wszystko zepsuć.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>oczy zakryte</didaskalia>




<kwestia><akap>Nie róbmy już sobie wyrzutów. Wszystko jeszcze będzie
dobrze. Jakiś dziwny spokój mam w duszy. Albo wytrzeźwiałam, albo jestem bardzo, bardzo pijana. Wszystko przeszło mi: cały ten obłęd.</akap></kwestia>





<didaskalia>Ze strachem</didaskalia>




<kwestia><akap>A może ja już zwariowałam naprawdę?</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Leon</osoba> obejmuje ją dzikim uściskiem. Pauza</didaskalia>




<kwestia><akap>Nie --- to ty jesteś! Już nie jesteś ten obcy, <wyroznienie>inny</wyroznienie>. Już
nie jesteśmy w tym okropnym miejscu. Ale teraz powiedz
mi: mnie to tak potwornie męczy. Ten ojciec Zosi, obrzydliwy cham, naopowiadał mi rzeczy tak strasznych --- powiedz mi: tak lub nie. Tylko odpowiedz tym jednym
słówkiem --- ja ci uwierzę. Wiesz --- są jakieś plotki
o tobie, o Zosi, o jakichś podejrzanych ludziach, o pieniądzach...</akap></kwestia>





<didaskalia>Z niepokojem</didaskalia>




<kwestia><akap>Skąd ten zbytek? Leon, mów!</akap></kwestia>



<didaskalia><osoba>Leon</osoba> wstaje. <osoba>Matka</osoba> nie odkrywa oczu. <osoba>Leon</osoba> walczy ze sobą</didaskalia>



<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>

<didaskalia>twardo</didaskalia>



<kwestia><akap>Nie --- to wszystko nędzna potwarz. Nic podobnego, ani
ja, ani Zosia...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>nagle odkrywa oczy, wstaje i rzuca się ku niemu, po czym
chwieje się nagle i siada na ziemi</didaskalia>




<kwestia><akap>Co to jest?! Ja nic nie widzę! Jakieś koła czerwone. Leon,
ja oślepłam zupełnie. Daj mi wódki --- szklankę --- czystej, bez wody. Prędko! Tak jestem szczęśliwa --- ja nie chcę być ślepa. Kto zarobi na życie?! Ja chcę skończyć te roboty... Leon! Leon!!</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Leon</osoba> nalewa wódki jak automat. <osoba>Matka</osoba> pije duszkiem</didaskalia>




<kwestia><akap>To nic, to przejdzie --- chociaż tak bardzo nie było nigdy.</akap></kwestia>





<didaskalia>Pauza</didaskalia>




<kwestia><akap>Och --- to nie przechodzi! A więc stało się --- będę ślepa.
Wszystko jedno. Ale wiem, że to nieprawda --- to wszystko. Cokolwiek będzie, jestem szczęśliwa. Już cię nie zobaczę więcej. Ale ty już pracujesz, jesteś <wyroznienie>kimś</wyroznienie>!</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Leon</osoba> obejmuje ją</didaskalia>




<kwestia><akap>Ja jestem bardzo pijana. Jak otrzeźwieję, mogę zwariować, 
a pić więcej nie mogę. Czy jest w domu brom<pe><slowo_obce>brom</slowo_obce> --- środek uspokajający.</pe> czy chloral<pe><slowo_obce>chloral</slowo_obce> --- środek uspokajający.</pe>? Ja nie chcę teraz zwariować!</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Mamo,  mamo! To te przeklęte robótki i narkotyki, to 
morfina z wódką! Czemuż nie miałem dość siły, aby
cię od tego wstrzymać?! Sam pomagałem ci w tym, bo
nie miałem serca ci odmówić. Boże, Boże --- jak wszystko 
się mści okropnie w tym życiu!</akap></kwestia>





<didaskalia>Dzwonek. Komuś otwierają drzwi, jakieś szamotanie się: wpada
do salonu <osoba>Lucyna Beer</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>LUCYNA</naglowek_osoba>



<kwestia><akap>Leon, Leon! Ja nie mogłam już! Tydzień u mnie nie
byłeś. Dowiedziałam się nareszcie, jaki jest twój adres.
A --- to twoja matka pewnie. Ja ją przeproszę, ja wyjdę 
za ciebie za mąż. Ja ciebie jednego tylko kocham. Pani, 
to jest ostatnia, jedyna moja miłość. Ja bez niego żyć 
nie mogę! Czemu pani siedzi na ziemi?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Proszę się wynosić. Matka oślepła. W ogóle wszystko przepadło.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>ciągle siedząc na ziemi</didaskalia>




<kwestia><akap>Co to jest? Kto jest ta pani?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>

<didaskalia>zimno</didaskalia>




<kwestia><akap>To jest pani Beer, która się we mnie kocha bez wzajemności.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>LUCYNA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Bez wzajemności? O nie --- przecież ty mnie kochasz.
Leon, nie bądź okrutny.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>

<didaskalia>sugestywnie</didaskalia>




<kwestia><akap>Czyż pani nie widzi, że są ważniejsze rzeczy na świecie,
ważniejsze nawet od miłości. Niech pani wyjdzie teraz.
Przecież widzi pani, że jest nieszczęście w domu.</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Matka</osoba> wstaje i stoi oparta o krzesło, wyprostowana</didaskalia>


<naglowek_osoba>LUCYNA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Nie ma nieszczęścia ze mną! Ja was uratuję oboje. Wam
pewno grozi ruina. On musi spełnić swoje przeznaczenie.
Jego idee muszą zwyciężyć. Ja wiem, że przyszłam nie
w porę, ale wybaczcie mi. Teraz, jak tydzień cię nie widziałam, zrozumiałam, że w tobie jest kres mego życia.
Bądźmy razem w nieszczęściu. Nie chciał mi nigdy powiedzieć adresu. Nigdzie nie mogłam się dowiedzieć. Czy się dalej mnie wstydzisz?</akap></kwestia>





<didaskalia>Do <osoba>Matki</osoba></didaskalia>




<kwestia><akap>Raz tylko byliśmy razem publicznie.</akap></kwestia>





<didaskalia>Do <osoba>Leona</osoba></didaskalia>




<kwestia><akap>Nawet policja nie wie, gdzie mieszkasz. Powiedział mi
ten --- wiesz?</akap></kwestia>





<didaskalia>Do <osoba>Matki</osoba></didaskalia>




<kwestia><akap>Pani Fajkosz, niech pani coś powie --- ja wszystko dla
was...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>dziwnie spokojnie</didaskalia>




<kwestia><akap>Ależ niech się pani opamięta! Ja się nie nazywam Fajkosz,
tylko Węgorzewska, z domu von Obrock przez <wyroznienie>ck</wyroznienie>. Mój
syn jest żonatym człowiekiem.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCYNA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>To nieprawda! To jest, co do nazwiska może, ale <wyroznienie>on</wyroznienie> nie jest żonaty.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Niestety, mama ma rację. Nazywam się Węgorzewski ---
jestem żonaty.</akap></kwestia>





<didaskalia>Daje <osoba>Lucynie</osoba> sygnał oczami. Potem przypomina sobie coś
i szepcze jej do ucha</didaskalia>


<naglowek_osoba>LUCYNA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Rozwiedziesz się? Ja w nic teraz nie wierzę. Ty jesteś
żonaty?! To podłe!</akap></kwestia>





<didaskalia>Z ironią</didaskalia>




<kwestia><akap>Nie chciał mnie tracić i ukrywał to przede mną.</akap></kwestia>





<didaskalia>Do <osoba>Matki</osoba></didaskalia>




<kwestia><akap>Pani nie wie, ile on mnie kosztował od roku. On wyłudził ode mnie tysiące. Ja straciłam rachunek. Ale nie chodzi o ilość. Mówił tylko o realizacji idei i o nędzy w domu. A wy sobie wcale<pe><slowo_obce>wcale</slowo_obce> (daw.) --- całkiem.</pe> dobrze żyjecie --- teraz dopiero to widzę.</akap></kwestia>





<didaskalia>Rozgląda się</didaskalia>




<kwestia><akap>Ja świata w ogóle nie widziałam poza nim, ja stałam
się inna przez niego. A on? Syn pani jest alfons, proszę
pani, zwykły alfons. Rozumiesz, jędzo ślepa? Wychowałaś
syna na alfonsa. Z tego żyje teraz ten potwór. Tak ---
możesz się nie rozwodzić! I ja jego kochałam! Boże, co
za ohyda! Ileż uczucia, czystego uczucia on mnie kosztował!</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Matka</osoba> stoi nieruchomo, mnąc tylko ręką poręcz od krzesła</didaskalia>


<naglowek_osoba><begin id="b1407517928517-3249816873"/><motyw id="m1407517928517-3249816873">Lek</motyw>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Proszę wyjść, bo ja nie ręczę dziś za siebie! Rozumie
pani? Mnie też dużo uczucia kosztowało to wszystko</akap></kwestia>





<didaskalia>to mówi z ironią</didaskalia>




<kwestia><akap>--- a nade wszystko dużo zdrowia. Środki podniecające
tak zwaną miłość są szkodliwe, pani Lucyno. Na szczęście
nie wpłynęło to źle na moją inteligencję. Może to wyznanie zmusi panią nareszcie do opuszczenia tego domu.<end id="e1407517928517-3249816873"/></akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LUCYNA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Co za cynizm! To jest mój dom! Prawnie nie mogę was
wyrzucić, ale jesteście złodzieje!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Pieniądze zostaną pani zwrócone, jak tylko moje idee
zaczną mieć powodzenie ogólne.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LUCYNA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Jego idee! Bzdura, w którą nikt rozsądny nie wierzy,
bzdura wymyślona przez alfonsa!</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Leon</osoba> rzuca się na nią i chce wyrzucić. Ale we drzwiach (wchodzą bez dzwonka) spotyka się z <osoba>Zofią</osoba>, ubraną w czarną balową
tualetę<pe><slowo_obce>tualeta</slowo_obce> a. <slowo_obce>toaleta</slowo_obce> --- elegancka suknia.</pe>. <wyroznienie>Twarz</wyroznienie> <osoba>Zofii</osoba> <wyroznienie>jest kolorowa</wyroznienie>, ale nienormalnie --- robi wrażenie <wyroznienie>bardzo umalowanej</wyroznienie>, nawet z widowni. Za nią dwóch panów w tonach czarnych i białych (twarze y compris<pe><slowo_obce>y compris</slowo_obce> (fr.) --- włączając tu.</pe>), we frakach, rozpiętych futrach fokowych i cylindrach</didaskalia>


<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>

<didaskalia>nienormalnie podniecona do ostatecznych granic</didaskalia>




<kwestia><akap>A to ta klępa, u której jesteś na utrzymaniu, przyszła
do nas? Dobrze się składa. Ja zażyłam dziś pierwszy
raz kokainy. Wszystkie prostytutki to robią. Czemu nie
mam i ja? Mówię wszystko, idę, gdzie chcę, pływam
ponad życiem, nic mnie nie obchodzi. Jestem ulicznica!
Rozumiecie? --- Pani Węgorzewska młodsza. A mama
oślepła nareszcie od robótki --- doskonale --- nic nie
szkodzi --- pieniądze mam. Panowie pozwolą: hrabia de La
Trefouille i pan de Pokorya-Pęcherzewicz. Ten ostatni
nie używa tytułu książęcego, mimo że pochodzi od Timur-Chana<pe><slowo_obce>Timur-Chan</slowo_obce> --- Timur Chromy a. Tamerlan (1336--1405), chan Złotej Ordy i twórca wielkiego mongolsko-tatarskiego imperium, które rozpadło się po jego śmierci.</pe>. Moja teściowa: z domu baronówna von und zu Obrock, mediatyzowana<pe><slowo_obce>mediatyzowany</slowo_obce> --- pozbawiony praw udzielnych.</pe> Freifrau<pe><slowo_obce>Freifrau</slowo_obce> (niem.) --- baronowa.</pe> z XI wieku,
przez <wyroznienie>ck</wyroznienie>. Jakże cudownie się czuję, jak lekko, i jak dziwna harmonia panuje we wszechświecie, mimo że wszystko
razem jest świństwo! Jakie piękne jest wszystko! Ludzie
są jak najcudowniejsze wspomnienia o nich samych, 
a żyją, są rzeczywiści.</akap></kwestia>





<didaskalia>Zastyga w zachwycie, w zupełnej ekstazie. <osoba>Lucyna</osoba> siada na krześle przy drzwiach</didaskalia>


<naglowek_osoba><begin id="b1407518380458-3516923472"/><motyw id="m1407518380458-3516923472">Narkotyki</motyw>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Panowie wybaczą.</akap></kwestia>





<didaskalia>Do <osoba>Zofii</osoba></didaskalia>




<kwestia><akap>Daj i mnie kokainy. Może w ten sposób wytrzymam to
wszystko, bo mi się już mózg zaczyna przewracać.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>To ci panowie niech ci dadzą. Oni mnie poczęstowali.
Nie masz pojęcia, Leon, co za cudowna rzecz. Zupełnie
nowe życie zaczęłam.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DE POKORYA</naglowek_osoba>

<didaskalia>częstując <osoba>Leona</osoba> kokainą ze szklanej rurki</didaskalia>




<kwestia><akap>Pan zapewne jest bratem panny Zofii?</akap></kwestia>






<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>





<didaskalia>zażywszy dużą dawkę; osypany jest białym proszkiem</didaskalia>




<kwestia><akap>Nie, panie --- mężem. A u tej pani jestem na utrzymaniu. 
Pani Lucyna Beer.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DE LA TREFOUILLE</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ach, panie, my lubimy nadzwyczajności.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>

<didaskalia>pociąga nosem</didaskalia>




<kwestia><akap>Masz rację, Zosiu --- to cudowna rzecz, kokaina. Taką
mam jasność w mózgu i nic mnie już nie obchodzi. Panowie zostaną na kolacji --- nieprawdaż? Mamo, zażyj tego --- to nadzwyczajne! Wszystko się zmienia. To nie
to co twoja wstrętna morfina i alkohol.<end id="e1407518380458-3516923472"/></akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Daj! Ja już mam wrażenie, że jestem w innym świecie.
Ja chyba zwariowałam.</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Leon</osoba> sypie jej do nosa kokainę, którą mu dał <osoba>Pokorya</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>No, panowie, rozgośćcie się jak u siebie. Zaraz się rozporządzę, żeby była kolacja dla wszystkich.</akap></kwestia>





<didaskalia>Do <osoba>Lucyny</osoba></didaskalia>




<kwestia><akap>Ty, klępa, zostajesz także.</akap></kwestia>





<didaskalia>Wychodzi na prawo</didaskalia>


<naglowek_osoba>DE POKORYA</naglowek_osoba>

<didaskalia>do <osoba>Leona</osoba></didaskalia>




<kwestia><akap>Bo nie wiem, czy pan wie, że jesteśmy obaj z Trefujem
kochankami pańskiej żony.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>

<didaskalia>pociąga nosem</didaskalia>




<kwestia><akap>To wspaniałe! Ach, jak mi dobrze! Teraz jestem w zupełnej zgodzie ze sobą.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>siadając; pociąga nosem</didaskalia>





<kwestia><akap>Wiesz, Leon, że ja zupełnie jestem przytomna i wszystko
wydaje mi się takie konieczne i nieodwołalne --- a nawet
piękne. Och --- coraz piękniej jest, coraz piękniej...</akap></kwestia>





<didaskalia>Zastyga w ekstazie</didaskalia>


<naglowek_osoba>LUCYNA</naglowek_osoba>

<didaskalia>wstaje</didaskalia>




<kwestia><akap>Dajcie i mnie. Mnie dziś spotkało wielkie rozczarowanie
życiowe. Jestem złamana. Dotąd nie śmiałam nigdy zażyć.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DE POKORYA</naglowek_osoba>

<didaskalia>dając jej kokainę</didaskalia>




<kwestia><akap>O, pani, za dwie minuty wszystko przejdzie. Nowy horyzont otworzy się przed panią. Pani Węgorzewska starsza
jeszcze lepiej to odczuwa, bo piła przed tym.</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Lucyna</osoba> zażywa, po czym pije wódkę</didaskalia>


<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Bo rozumiecie, panowie, że ja mam już prawo zginąć
w zupełnie dowolny sposób. Moje życie normalne było
męczarnią. Teraz to widzę pod wpływem kokainy. Nie
ma tragedii --- to jest cudowne! A idee moje, których
nie znacie, są już puszczone w ruch. ,,Les idées-forces<pe><slowo_obce>Les idées-forces</slowo_obce> (fr.) --- idee-siły.</pe>",
jak mówił Fouillet<pe><slowo_obce>Fouillet</slowo_obce> --- zniekszt. nazwisko fr. filozofa Alfreda Fouilée (1838--1912).</pe> czy inny jakiś Guyot<pe><slowo_obce>Guyot</slowo_obce> --- znieksz. nazwisko fr. filozofa Jeana Marie Guyau (1854--1888).</pe>. <begin id="b1407518473386-2658360719"/><motyw id="m1407518473386-2658360719">Narkotyki</motyw>Jak cudownie
myślę teraz! Świat się aż zakłębił w lodowatej logice
mego systemu.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DE POKORYA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Tak, ale potem przychodzi depresja szalona. Na ile teraz
wszystko jest jasne i piękne, na tyle potem --- o Boże!
Jest tak ohydne jak --- słów mi brak. My z Trefujem
jesteśmy kokainiści umiarkowani --- nie poddajemy się
temu nałogowo.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DE LA TREFOUILLE</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>No --- powiedzmy otwarcie, że to jest lekka blaga, bo
nie ma kokainistów nienałogowych. I panu się zdaje, że
pan jasno widzi swoje idee. Kokaina nie daje nic nowego
prócz ekstazy. Zupełnie bezpłodny narkotyk. Ale dla nas
jest to wystarczające.<end id="e1407518473386-2658360719"/></akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LUCYNA</naglowek_osoba>

<didaskalia>pociąga nosem</didaskalia>




<kwestia><akap>Ach, jak dobrze mi jest, jak dobrze...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>O --- ja umiarkowany nie będę. Moje życie jest skończone.</akap></kwestia>





<didaskalia>Pociąga nosem. W ogóle wszyscy pociągają nosami i znajdują
się w ekstazie</didaskalia>


<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>

<didaskalia>wchodząc</didaskalia>




<kwestia><akap>Kolacja może być, ale zimna. Niech panowie pozwolą.
Wódka i zakąski już są. Proszę wszystkich do sali. Będziemy się bawić jak zwierzęta. Wieczór absolutnej beztroski.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Nie ma dramatu --- słusznie powiedziałeś, Leoneczku.
Jestem zupełnie trzeźwa, ale w innym wymiarze: nie
w dół, tylko w górę --- ponad alkoholem. To nadzwyczajne. Może kto z panów poda mi rękę. Jestem ślepa.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DE LA TREFOUILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>podając jej rękę; przedtem obaj zrzucili futra i zdjęli cylindry</didaskalia>




<kwestia><akap>Tak, tak, po wódce kokaina daleko lepiej działa. A przy
tym jest to o wiele zdrowiej. Cha, cha, cha --- to śmieszne.</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>De Pokorya</osoba> podaje ramię <osoba>Zofii</osoba>. Wszyscy idą do sali na prawo. <osoba>Leon</osoba> ostatni. Dzwonek, ktoś otwiera. Wchodzi <osoba>Murdel-Bęski</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>BĘSKI</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Panie Leonie, proszę o chwilkę rozmowy.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>A --- dobry wieczór, panie Antoni. Niech pan poczeka.
Proszę państwa.</akap></kwestia>





<didaskalia>Wszyscy wychodzą do sali. <osoba>Leon</osoba> i <osoba>Bęski</osoba> stoją tyłem do drzwi od sali. <osoba>Matka</osoba> cichutko, po omacku wraca i przysłuchuje się, niewidzialna, ich rozmowie</didaskalia>




<kwestia><akap>Ależ ma pan odwagę, żeby tu przychodzić. I to bez kokainy.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>BĘSKI</naglowek_osoba>



<didaskalia>czarno-biały, jak wszyscy</didaskalia>








<kwestia><akap>Bez jakiej kokainy. Musiałem zaraz pana znaleźć. Poproszę pana o ten numerek od tego planu mobilizacji. Nie 
chcą wierzyć, że to prawdziwy dokument. Muszą sobie
przypasować. Potem zaraz panu zwrócę.</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Leon</osoba> wyjmuje z pugilaresu<pe><slowo_obce>pugilares</slowo_obce> (daw.) --- portfel.</pe> mały notatnik, a z notatnika malutką karteczkę</didaskalia>


<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Proszę pana.</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Bęski</osoba> bierze karteczkę i chowa ją. <osoba>Leon</osoba> zapisuje coś w notatniku</didaskalia>



<naglowek_osoba>BĘSKI</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Dziękuję panu. Wie pan? Ja sam nie wierzyłem. Na tym to
zarobimy mocno. Rok porządnego życia. He, he.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>panowie odwracają się ku niej</didaskalia>




<kwestia><akap>Co to za numerek, Leoneczku? Czy to ktoś od twoich
spraw handlowych, tak, handlowych?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Nie, mamo --- mówmy otwarcie. Ta cała pani Lucyna to były tylko pieniądze kieszonkowe. Głównym źródłem dochodów naszych jest szpiegostwo wojenne. Jedynie te dwa zajęcia, o których już wiesz, nie wyczerpywały mnie intelektualnie. Po pierwsze: jestem erotomanem bardzo skomplikowanym, a po drugie --- lubię rzeczy tajemniczo-niebezpieczne, mimo że czasem mogę być tchórzem. To wpływ kina --- o ile mi się zdaje. Nawet ja muszę czasem odpocząć. Numer jest od skradzionych dokumentów wojskowych. Jest to dowód moich zasług, kwit na pieniądze --- teraz wiesz wszystko.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>BĘSKI</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Co pan mówi, panie Leonie? To przecie sprawa bardzo
tajna. Czy pan zwariował? Oczy ma pan jakieś dzikie.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ależ, panie --- to jest moja matka. Oślepła dziś i zwariowała --- jest zupełnie bezpieczna. A przy tym ja ją wyssałem jak wampir. Rzecz szalenie zabawna: wyssałem ją przy pomocy robótek włóczkowych.</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Matka</osoba> tężeje w miarę tej rozmowy</didaskalia>


<naglowek_osoba>BĘSKI</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Co panu jest? Ja się pana boję.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ależ nic, mój kochany panie Antoni. Zażyłem trochę kokainy po raz pierwszy w życiu. No --- niech pan już idzie.</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Bęski</osoba> wychodzi, popychany przez <osoba>Leona</osoba>, kłaniając się <osoba>Matce</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>MATKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Tego nawet przy pomocy kokainy wytrzymać nie można.
Już umieram. Ostatnie uderzenia serca. Tak prędko mi
bije. Już nie wiem, kto jestem. Leon jest szpiegiem!!!</akap></kwestia>





<didaskalia>Pada martwa w tył. <osoba>Leon</osoba> rzuca się ku niej</didaskalia>

<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Mamo, mamo!!</akap></kwestia>





<didaskalia>Bada ją i wstaje</didaskalia>




<kwestia><akap>To nie żadne moralne cierpienia ją zabiły. Nic moralnego
nie jest w stanie zabić. Za dużą dawkę kokainy wzięła 
moja biedna staruszka.</akap></kwestia>





<didaskalia>We drzwi od sali jadalnej cisną się wszyscy i nawet <osoba>Dorota</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Moja Doroto, starsza pani umarła. Ostatecznie tak być 
musiało kiedyś. Ja też nie wiem, kto jestem, moi państwo.
Nie --- bo matka powiedziała to o sobie przed samą śmiercią. A wy wszyscy czy wiecie, kim jesteście? Nikt nie wie.
Nie wiemy nawet, co to znaczy być. Tajemnica Istnienia
jest niedocieczona --- na tym opieram cały mój system
organizacji walki z automatyzmem. Ktoś musiał się poświęcić, aby to wynaleźć. Los padł na mnie. Mogę skończyć jakkolwiek bądź, bo cała ta historia jest już rozpoczęta. Tego stłumić się nie da. Podobno kokaina niszczy
pamięć, inteligencję, w ogóle robi z ludzi flaki bez życia.
Ale co mnie to może obchodzić?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DOROTA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Co panicz plecie? Trzeba ratować jaśnie panią.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ach, prawda, Dorota jedna w naszym towarzystwie nie
zażyła kokainy. Zaniesiemy starszą panią na kanapkę --- o tak.</akap></kwestia>





<didaskalia>Niosą <osoba>Matkę</osoba> z <osoba>Dorotą</osoba> na kanapkę na lewo</didaskalia>




<kwestia><akap>A teraz chodźmy dalej pić i zażywać ten cudowny środek,
pozwalający uniknąć dramatów życiowych albo też odłożyć dramat na czas nieograniczony.</akap></kwestia>







<didaskalia>Zapędza towarzystwo do sali i sam tam wchodzi. <osoba>Dorota</osoba> klęka przy trupie <osoba>Matki</osoba>. Nagle prawa ręka trupa, złożona na piersi,
opada na ziemię. <osoba>Dorota</osoba> zrywa się z krzykiem. Wszyscy znowu
wpadają ze sali z kieliszkami i kanapkami w rękach. Niektórzy żują</didaskalia>






<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Co tam znowu się stało?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DOROTA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>A bo nic; ręka jaśnie pani spadła i tak się przelękłam!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>To to na drugi raz proszę nas nie straszyć głupstwami.
Jaśnie pani nie żyje na pewno i mimo to tak samo nie
wie, co znaczy śmierć, jak my nie wiemy, co to jest
życie, choć jeszcze żyjemy. W stanie zakokainowania wydaje mi się, że powiedziałem coś bardzo głębokiego. Prawdopodobnie jest to bzdura. Chodźmy stąd.</akap></kwestia>





<didaskalia>Zapędza towarzystwo do sali</didaskalia>


<naglowek_osoba>GŁOS</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Brawo, Leon! Pierwszy raz uznaję w tobie mego syna.</akap></kwestia>





<didaskalia>Kurtyna</didaskalia>







<naglowek_akt>AKT TRZECI, EPILOGOWATY</naglowek_akt>







<didaskalia>Pokój obity na czarno; nie ma ani drzwi, ani okien. Ścianę
wprost widowni stanowi czarna kotara, rozsuwająca się na dwie
strony. Na środku sceny (podłoga pokryta czarnym dywanem)
czarny sześcioboczny postument, na którym leży umarła <osoba>Matka</osoba>, nogami ku widowni, z głową wzniesioną dość znaczniej 
i rękami splecionymi na piersiach. <osoba>Leon</osoba> we fraku stoi przed postumentem. Po czym trochę przechadzając się zaczyna mówić.
Trzyma w rękach jasnobrązową robótkę, tę samą, którą skopał
był w II akcie. Jest to jedyny kolor na scenie aż do odwołania</didaskalia>







<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>



<didaskalia>do publiczności</didaskalia>




<kwestia><akap>Sytuację obecną proszę uważać za oczywistą. Jest to coś
bezpośredniego, jak na przykład kolor czerwony lub
dźwięk A, mimo całej oczywiście komplikacji. Niektórzy
mogą to uważać za blagę, za sen, za symbol, za diabli
wiedzą co. Zostawiam im zupełną swobodę interpretacji,
ponieważ gdybym nawet swobody tej im nie pozostawił,
wszyscy postąpiliby na pewno tak samo. ,,Palcem szkła
nie przekroisz", jak mówi stare rosyjskie przysłowie. Ja
nawet --- mimo tylu nieszczęść --- jestem właściwie pogodzony z losem. I nie myślcie, państwo, że znowu zażyłem kokainy, jak w ten pamiętny wieczór, kiedy to
umarła moja matka.</akap></kwestia>





<didaskalia>Wskazuje ręką na trupa, nie oglądając się</didaskalia>



<kwestia><akap>Kokaina jest dobra na razie, ale potem mści się straszliwie. Przesadziłem dawkę i pod koniec cała rzeczywistość,
spotęgowana do ostatnich granic, wypiętrzona aż do pęknięcia, zjeżyła się przeciw mnie i wszystko, proporcjonalnie do tego jak było piękne, stało się niepojęte i potworne.
Byłem w jakimś piekle na innej planecie, sam, jeden
jedyny tylko z mego gatunku istot, samotny i straszliwie
obcy wszystkiemu, a inni ludzie byli dla mnie --- razem
ze zmarłą mamą --- jakimiś dziwnymi, niepojętymi owadami. Tak --- mogę powiedzieć, że byłem w moralnym
piekle i nie wiem, na czym polegała ta jego piekielność.
Nie, o nie --- nie wszystkie sytuacje dadzą się w ten
sposób rozwiązać. Nie chcę być moralizatorem, ale nie
radzę nikomu zażywać tego świństwa, chyba że nie ma
już nic do stracenia. Ja, oczywiście, mógłbym to już uczynić, ale nie chcę z powodów, których nie podam nigdy. <begin id="b1407519265312-1990276890"/><motyw id="m1407519265312-1990276890">Teatr</motyw>Nie
mam pojęcia, co jest za tą portierą. Pokój ten, jak twierdzą --- o, nie powiem nigdy kto --- nie ma ani drzwi,
ani okien. Jakim sposobem się tu znalazłem z trupem
mojej nieboszczki matki, jest dla mnie samego absolutną
tajemnicą.<end id="e1407519265312-1990276890"/> Pamiętam tylko, że ostatniego wieczoru piłem
i kokainowałem się na przemian ciągle i ciągle, aż wreszcie: ,,trach"! --- i jestem tu. Przy czym mam silny
,,katzenjammer" i ból głowy, i to nieznośne zniechęcenie
do życia, które jest podobno specyficzną reakcją na kokainę. Zaznaczam jeszcze, że sytuacja jest zupełnie realna,
to znaczy, że ja jestem ja, a nie żaden sobowtór, że się nie
zabiłem, że czuję się zupełnie zdrowym na umyśle i tak
dalej, i tak dalej. Nie analizuję tylko pewnych rzeczy,
a w szczególności stosunków czasowo-przestrzennych. Na
przykład nie wiem, ile czasu upłynęło od tamtego wieczoru, i wiedzieć nie chcę.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>GŁOS</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Czy skończysz wreszcie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Skończyłem już.</akap></kwestia>





<didaskalia>Klaska w ręce. Portiera się rozsuwa i widać <wyroznienie>całe</wyroznienie> towarzystwo z poprzednich aktów siedzące na czerwonych krzesłach na
tle czarnej ściany, a oprócz tego następujące osoby: <osoba>Ciotka</osoba>,
<osoba>baronówna von Obrock</osoba> przez <wyroznienie>ck</wyroznienie>, <osoba>Nieznajoma kobieta</osoba> o <wyroznienie>normalnym</wyroznienie> kolorze twarzy (wszyscy, oprócz podmalowanej <osoba>Zofii</osoba>, są czarno-biali), ubrana w czerwień, zieleń i fiolet --- twarz jej, figura i ruchy są <wyroznienie>uderzająco podobne</wyroznienie> do tych
samych elementów <osoba>Matki</osoba>. Oprócz tych osób znajduje się jeszcze
<osoba>Nieznajomy mężczyzna</osoba> w czarnym stroju marynarkowym</didaskalia>




<kwestia><akap><begin id="b1407519331324-2669335063"/><motyw id="m1407519331324-2669335063">Teatr</motyw>O --- co za niespodzianka! Całe nasze towarzystwo w pokoju bez drzwi i okien. Przysięgam, że nic o tym nie wiedziałem. Nie liczę tu tej wolnej przestrzeni, która wychodzi wprost na międzygwiezdną otchłań.</akap></kwestia>





<didaskalia>Wskazuje na widownię</didaskalia>




<kwestia><akap>Widzę wielu znajomych --- skąd się wzięli? --- nie moja rzecz. Ale dziwi mnie obecność osób, których nie znam, i nie wiem, czemu dziwi mnie to właśnie.<end id="e1407519331324-2669335063"/></akap></kwestia>





<didaskalia>Kolorowa <osoba>Osoba</osoba> z <osoba>Nieznajomym</osoba> wstają i podchodzą do niego</didaskalia>



<naglowek_osoba>OSOBA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Z pewnością nie poznajesz mnie, Leoneczku, jestem twoją
matką w wieku lat dwudziestu trzech --- jeszcze przed 
twoim urodzeniem się.</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Ciotka</osoba> wstaje i podchodzi do nich</didaskalia>



<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Moja matka, kompletnie wyssana przeze mnie, a następnie
z własnej jej winy przeze mnie dobita --- leży tu nieżywa.
Zaraz przejdę do tego tematu...</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>CIOTKA</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Właśnie --- ta pani uzurpuje sobie stwarzanie cudów. Fizyczne rozdwojenie osobowości z przemieszczeniem w czasie --- nie! --- to już zanadto. Jakkolwiek wychowani na
Einsteinie, nie możemy tego nie uważać za humbug<pe><slowo_obce>humbug</slowo_obce> (ang.) --- oszustwo.</pe> nawet
w sferze eksperymentów myślowych. Są eksperymenty
myślowe niedozwolone: są to te, które przeczą zasadniczym
prawom Ogólnej Ontologii<pe><slowo_obce>ontologia</slowo_obce> (filoz.) --- nauka o bycie.</pe>. A cóż dopiero mówić o rzeczywistości, nawet przyjąwszy wielość rzeczywistości według Leona Chwistka. Bo ta rzeczywistość nie może być
zlogizowana bez zarzutu. Jestem siostra zmarłej: baronówna
top von Obrock, przez <wyroznienie>ck</wyroznienie>.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ja, który nieomal zlogizowałem socjologię, wiem coś o tym.
Ciocia ma zupełną rację.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>CIOTKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Nie potrzebuję potwierdzenia ze strony takich produktów
mezaliansu jak ty, to jest jak pan, panie Węgorzewski.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>OSOBA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Nie dziwię się zupełnie, że pani tak myśli. Ale że ty, Leon,
taki inteligentny chłopiec --- właśnie jestem z tobą, to jest:
przez ciebie --- i to nie --- jestem w twoim towarzystwie od
wewnątrz, w odmiennym stanie.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>CIOTKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Proszę nie robić niestosownych żartów w mojej obecności.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>OSOBA</naglowek_osoba>

<didaskalia>groźnie</didaskalia>




<kwestia><akap>A ja bym radziła uspokoić się, bo pani może okazać się
daleko mniej rzeczywistą, niż się to pani wydaje. Czy pani
wie, skąd się pani tu wzięła?</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>CIOTKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>szalenie zmieszana</didaskalia>




<kwestia><akap>Ja nic... Ja tylko chciałam... Nic nie wiem... Ja się boję...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>OSOBA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Więc niech pani idzie na swoje miejsce i siedzi cicho.</akap></kwestia>





<didaskalia>Do <osoba>Leona</osoba></didaskalia>




<kwestia><akap>Przerażasz mnie, Leoneczku, twoją umysłową tępotą, szczególniej po tej przemowie, którą miałeś z początku i której wysłuchaliśmy za kotarą.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Właśnie nad tym myślałem. Ja sam zdziwiony byłem
ciasnością moich myśli. To wpływ kokainy. O, już nigdy
nie wezmę ani szczypty tego paskudztwa. Tak, jest pani
matką moją w młodości swej. To jest fakt pierwotny, nie
dający się dalej zanalizować. Istnienie jest tak dziwne...</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>OSOBA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Stop! Masz skłonność do długich przemów, a to nudzi publiczność, a szczególniej te osoby, które nie mają odpowiednich kwalifikacji do zrozumienia twoich myśli. Muszę ci
powiedzieć, że idee twoje są genialne --- mówię o tych
koncepcjach społecznych. Gdyby miały powodzenie wcześniej, wszystko poszłoby inaczej.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Pociesza mnie mama. A jednak to nic nie zmienia faktu,
że tam leży trup mojej matki zabitej przeze mnie.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>OSOBA</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Dość --- chcę ci przedstawić ojca, którego właściwie nie
znałeś. Był powieszony, kiedyś ty miał trzy lata. Nie pamiętasz go na pewno. Albert</akap></kwestia>





<didaskalia>wymawia imię to z francuska</didaskalia>




<kwestia><akap>--- twój syn, Leon.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>NIEZNAJOMY: WOJCIECH (ALBERT) WĘGORZEWSKI</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Jesteś kapitalny chłopak, Leon. Lubię cię i zawsze cię lubiłem, kiedyś był jeszcze ciamkaczem. Wiedziałem, że wyjdziesz na ludzi.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Kiedy właśnie, proszę ojca, fatalnie mi się nie udało. Doprowadziłem matkę do śmierci, a moje idee zbyt są --- jak
by to powiedzieć bez przesady...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ALBERT</naglowek_osoba>

<didaskalia>wymawiając z francuska</didaskalia>




<kwestia><akap>No, no --- nie udawaj. Jesteś geniusz lepszy od wielu artystów, wynalazców, techników, proroków i założycieli nowych religii.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Kiedy mi się nic nie urzeczywistnia, nic się nie...</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ALBERT</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Właśnie że nie. Jesteś źle poinformowany. Przejąłem całą
twoją skumulowaną od dłuższego czasu korespondencję.
Istnieje już u nas ze trzydzieści towarzystw nowej organizacji inteligencji, ale nie w stylu mdło demokratycznym
i bydlęcym, tylko zupełnie według twojej broszurki --- nie
mówię już o zagranicy.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Tak --- to jedyne moje dzieło. Trzydzieści sześć stronic.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ALBERT</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>W tym właśnie cały szyk. Na trzydziestu sześciu stronicach
zrobić największą kaszę na świecie, jaka była od czasów
rewolucji francuskiej. Masz tu gazety: Urugwaj, Paragwaj,
Honduras, Filipiny, Japonia --- w ogóle, co chcesz. Jesteś
sławnym na cały świat. Nazwisko Węgorzewski zarżnęło
wszystkie sławy, i to nie przez głupią sztukę i naukę albo
zbrodnie, tylko przez rozwiązanie problemu całej ludzkości. 
To jest wielkie. Leon, jestem z ciebie dumny.</akap></kwestia>





<didaskalia>Klepie go. <osoba>Leon</osoba> przegląda papiery i listy. Nagle rzuca to wszystko o ziemię i kopie, a spod pachy wydobywa robótkę</didaskalia>


<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>I to teraz, kiedy matka nie żyje! Nawet tej pociechy mieć
nie może. Psiakrew --- co za fatalna malszansa<pe><slowo_obce>malszansa</slowo_obce> (z fr.) --- pech.</pe>! Przecież
mogłem dawno umrzeć i ja nawet nie miałbym tego zadowolenia. Świństwo jest wszystko. Wy przynajmniej przemieszczacie się w czasie --- ja nie mogę.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>OSOBA</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Zapominasz, że ja <wyroznienie>jestem</wyroznienie> twoją matką. Ja się szalenie cieszę tym wszystkim. Ja ci wszystko przebaczam.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Tak, ale tam leży trup, który mi nic przebaczyć już nie
może. O Boże, Boże! Oto ta robótka, przy której oczy straciła biedaczka! A wszystko, co mówiła całe życie, to było
tak obliczone --- ja wiem: mimo woli --- ażebym ja nie
mógł przetrzymać jej śmierci. I ja nie mogę. Każde słowo
jej sobie przypominam i każde słowo boli mnie tak jak
milion tumorów<pe><slowo_obce>tumor</slowo_obce> (łac.) --- guz nowotworowy.</pe> w mózgu i nie wiem, co bym dał w tej
chwili: całą sławę, całą dumę z urzeczywistnienia tej mojej
koncepcji --- dałbym, nie wiem co, wszystko jest mało ---
bylebym mógł cofnąć choć jedno małe złe słóweczko, które
jej powiedziałem, choć jedną myśl drobniutką, którą ją
skrzywdziłem.</akap></kwestia>





<didaskalia>Płacze</didaskalia>




<kwestia><akap>Wy nie wiecie, co to jest tak potworny wyrzut sumienia.
Ja tego nie przeżyję</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>OSOBA</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Jak nie chcesz mi wierzyć, to nic na to nie pomoże. Na
upór nie ma lekarstwa.</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Leon</osoba> idzie do trupa, kładzie mu robótkę w ręce i pada na kolana, łkając</didaskalia>


<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Bu-u-uuu bu-uuu...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>OSOBA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Pozwól, Leoneczku, ja ci udowodnię, że ten trup jest fałszywy. To jest tylko manekin. W ogóle cała ta rzecz ---
<slowo_obce>my y compris</slowo_obce><pe><slowo_obce>my y compris</slowo_obce> (fr.) --- włączając w to mnie.</pe> --- jest świetnie zaaranżowana, tylko nie wiadomo przez kogo. Ale jest to nic więcej jak czysta forma
pewnych wypadków, zastygłych w nieskończoności Istnienia.</akap></kwestia>





<didaskalia>Chce poruszyć trupa. <osoba>Leon</osoba> zrywa się i mówi jeszcze łkając</didaskalia>


<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>



<kwestia><akap>Niech mama nie waży się jej dotknąć. To byłoby straszne
świętokradztwo. Proszę odejść. Zostawcie mnie z nią samego.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ALBERT</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Zostaw ją, Nina. I jemu też daj spokój. Niech się wypłacze.
Popłacz porządnie, mój chłopcze --- to ci ulży.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>OSOBA</naglowek_osoba>



<kwestia><akap>Masz rację, Albert. Może go to uleczy, jak to wszystko po
swojemu przeżyje.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>

<didaskalia>z rozpaczą i łzami</didaskalia>




<kwestia><akap>I ja nic nie rozumiałem, nic. A z drugiej strony: czy byłbym tym właśnie, gdybym tego wszystkiego nie przeszedł?
Musiałem. Niby wybierałem zajęcia płatne takie, przy których mogłem intelektualnie odpoczywać i nabrać sił do
dalszych przemyśleń. Ale gdybym się tak zawziął całą siłą
woli, to mógłbym i uczciwie pracować, i tamtego dokonać.
Dwadzieścia siedem lat utrzymywała mnie z robótek, a potem ja ją dwa lata, robiąc świństwo za świństwem dla
odpoczynku! O Boże, Boże, co za straszna kara mnie spotkała. Och, żeby ona była taką jak mama,</akap></kwestia>





<didaskalia>wskazuje na <osoba>Osobę</osoba></didaskalia>




<kwestia><akap>wszystko byłoby inaczej.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>OSOBA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Nie bądź zbyt wymagający. Ona była stara --- a ja jestem
młoda. Jeszcze nic nie przeszłam.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Nieszczęsna moja staruszeczka! Teraz nic jej już nie pomoże. Ach, jaki ja byłem podły, jaki podły!</akap></kwestia>





<didaskalia>Płacze</didaskalia>


<naglowek_osoba>ALBERT</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ja się trochę na nim zawiodłem. On niby żałuje matki,
a w gruncie rzeczy on się roztkliwia sam nad sobą. Stan
jest ciężki. <begin id="b1407520320881-57540655"/><motyw id="m1407520320881-57540655">Sumienie</motyw>Myślałem --- sądząc po jego ideach i zachowaniu się tamtego wieczoru --- widziałem wszystko przez
pewną szparkę --- że on jest silny człowiek. A ta marmelada daje się rozsmarować przez jakieś głupie wyrzuty
sumienia, kiedy mu się łopatą do głowy wkłada i udowadnia, że nie powinien ich mieć. Leon, ostatni raz ci mówię:
weź się za łeb, cierp, ale z tego cierpienia zrób, sfabrykuj
ordynarnie nową siłę.<end id="e1407520320881-57540655"/> Leon, no! Głowa do góry. Co było,
nie wróci. Jej, tej zmarłej, zrobiłbyś największą przyjemność, gdybyś teraz gwizdnął na to i zaczął wszystko całkiem
na nowo.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ja wiem --- ojciec ma rację. Ale co ja mam zacząć?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ALBERT</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Walka cię czeka. Jeszcze wszystko nie jest dokonane. Musisz wykończyć dzieło. Podróże po całym świecie, odczyty,
konferencje i organizacja --- w ogóle wykonanie. Wielkie
dzieło zaczyna się dopiero. Cała ludzkość czeka na to.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>A czy ojciec myśli, że mnie coś obchodzi cała ludzkość?
Oddam ją całą za jedną chwilkę życia biednej mamy i za to, żeby te moje świństwa nie były przeze mnie popełnione.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ALBERT</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>O --- stan jest ciężki. Poczekajmy.</akap></kwestia>





<didaskalia>Podchodzi do nich stary <osoba>Plejtus</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>PLEJTUS</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Aa --- kochanego pana Leona<pe><slowo_obce>Aa --- kochanego pana Leona</slowo_obce> --- w domyśle: witam.</pe>. Aa! A mówią, że pan naumyślnie dawał matce pić i morfinował ją, żeby prędzej skończyła. Może to podświadome było --- ja nie wiem.
Teraz są takie teorie...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>

<didaskalia>szybko dobywa rewolwer i strzela w <osoba>Plejtusa</osoba></didaskalia>




<kwestia><akap>Nieprawda, głupi chamie! Byłem tylko za dobry dla niej.
Wiedziałem, że to była cała jej pociecha.</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Plejtus</osoba> pada</didaskalia>


<naglowek_osoba>ALBERT</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Brawo, Leon, zaczynasz dochodzić trochę do równowagi.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>A ojciec mnie do pasji zaczyna doprowadzać! To po ojcu
mam te wszystkie piękne skłonności. Wisielec, psiakrew,
brazylijski rzezimieszek i morderca. To przez ojca zostałem
szpiegiem i alfonsem.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ALBERT</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Uuu --- Leonku, zaczynasz mi się grubo nie podobać. To
już jest niedelikatne. To jest trochę w stylu nieboszczki
mamy, zwalać winę na mnie za wszystkie twoje wady. Ale
tę wadę to masz po matce.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>To chamstwo to mam też po ojcu. Jeżeli ojciec jeszcze słowo piśnie, to zastrzelę ojca jak psa.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>OSOBA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Daj mu spokój, Albert, on jest szalenie zdenerwowany,
a ja jestem w odmiennym stanie i nie znoszę żadnych
awantur w mojej obecności.</akap></kwestia>





<didaskalia>Podchodzą do nich: <osoba>Lucyna</osoba> i <osoba>Bęski</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>BĘSKI</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>A co do tego szpiegostwa, to niech pan żadnych wyrzutów
nie ma. Sprawa się nie wykryła i końce są w wodzie.
Zarobiło się trochę grosza, a szkody dla państwa nijakiej
nie ma, bośmy ich też trochę nabierali. Głupich mieli agentów i tyla. Ich wina.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Poczciwy Murdel. Wie pan, że pan mnie pocieszył najbardziej.</akap></kwestia>





<didaskalia>Klepie go</didaskalia>

<naglowek_osoba>LUCYNA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Panie Leonie, ja też do pana nie mam żadnych pretensji.
Cierpiałam przez pana wiele. Nauczył mnie pan, co to jest 
miłość --- ostatnia, prawdziwa. A nade wszystko nauczył
mnie pan tego, że nie należy jej plugawić. A pieniądze
wróci mi pan wszystkie, bo teraz będzie pan bogaty.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>

<didaskalia>całując ją w rękę</didaskalia>




<kwestia><akap>Doprawdy nie wiem, jak mam pani dziękować, pani Lucyno. Tak, oczywiście --- zwrócę pani wszystko. Ale to
grube sumy. Jakie parę lat będzie to trwało ratami...</akap></kwestia>




<didaskalia>Całuje ją jeszcze raz w rękę, a ona jego w głowę. Podchodzi
<osoba>Zofia</osoba> --- za nią kochankowie</didaskalia>


<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>No --- jeśli tak ze wszystkimi się godzisz, to może byś i ze
mną się pogodził, Leonku. Możemy wykluczyć stosunki
erotyczne, jak chcesz, aby żyć dalej jako para przyjaciół,
związanych jedną ideą. Ja ci będę dalej pomagać. Ostatecznie wierzysz w moją szczerość co do spraw intelektualnych, a w tamto sam mnie właściwie wepchnąłeś. A ja cię ani na chwilę nie przestałam kochać.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>No, tak --- wepchnąłem cię w to przy pewnych skłonnościach z twojej strony. Bez tego nie dałoby się to przeprowadzić. Dobrze --- godzę się z tobą, ale muszę zrobić rachunek z tymi panami. To będzie symbol --- symbolicznie
w ich osobach zabiję wszystkich innych twoich kochanków. Pewno nie pamiętasz, ilu ich miałaś.</akap></kwestia>





<didaskalia>Strzela w <osoba>de La Trefouille'a</osoba> i w <osoba>de Pokoryę</osoba>. Panowie walą się na ziemię</didaskalia>


<naglowek_osoba>ALBERT</naglowek_osoba>

<didaskalia>do <osoba>Osoby</osoba></didaskalia>




<kwestia><akap>Wiesz co, Nina? Chodźmy stąd. Bo on jak się rozpędzi, to
powystrzela nas tu wszystkich jak kaczki.</akap></kwestia>






<naglowek_osoba>DOROTA</naglowek_osoba>



<didaskalia>podchodząc</didaskalia>




<kwestia><akap>Dobrze to mówić: ,,Chodźmy stąd" --- ale jak? Nie ma 
drzwi ani okien i nikt --- ja się pytałam wszystkich --- nikt
nie wie, jakeśmy się tu dostali.</akap></kwestia>





<didaskalia>Z sufitu, trochę na prawo, zjeżdża ogromna, czarna, lśniąca
rura, na jeden metr szeroka, z klamrami, jak komin fabryczny.
Otwierają się drzwiczki z tyłu rury i wychodzi stamtąd <osoba>Cielęciewicz</osoba>, a za nim <osoba>sześciu robotników</osoba> czarno ubranych. Rura zjeżdża wprost na zapadnię i z niej to wyłażą tamci</didaskalia>


<naglowek_osoba>CIELĘCIEWICZ</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Dobry wieczór państwu.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ALBERT</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Nareszcie mamy komunikację ze światem. Skądeście się tu
wzięli, panowie? Jest jakie wyjście?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>CIELĘCIEWICZ</naglowek_osoba>



<kwestia><akap>Ale skąd? <begin id="b1407520641263-1307428015"/><motyw id="m1407520641263-1307428015">Maszyna</motyw>My w tej rurze też siedzimy od początku i też
nie wiemy, jakeśmy się w nią wpakowali. Jestem dyrektor
Cielęciewicz. Tam u góry są aparaty. Bardzo zawiła maszyna, ale cacko, mówię państwu --- maszyna do wysysania
do reszty trupów nie dossanych przez jedynaków matek.
Zaraz bierzemy nieboszczkę panią Węgorzewską starszą na
aparat. Tam jeszcze siedzi na górze inżynier i dwudziestu
ludzi i też podobno nie wiedzą, jak się tu dostali. Słyszeliśmy ich rozmowy przez ścianę, ale oni nie słyszeli nic, 
cośmy mówili do nich.<end id="e1407520641263-1307428015"/></akap></kwestia>





<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Nie --- to są już niesmaczne żarty, mój panie. To wszystko
dobrze, ale nie trzeba przesadzać.</akap></kwestia>





<didaskalia>Rura unosi się w górę. <osoba>Robotnicy</osoba> stają rzędem na prawo</didaskalia>



<naglowek_osoba>CIELĘCIEWICZ</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Masz babo placek! Teraz nie wybrniemy stąd nigdy. Ale
trupki już są. Pańska krew, panie Albert</akap></kwestia>




<didaskalia>z francuska</didaskalia>




<kwestia><akap>Węgorzewski. Synek wdał się w papę.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Masz więc pan w papę za to głupie gadanie.</akap></kwestia>





<didaskalia>Wali z taką siłą <osoba>Cielęciewicza</osoba>, że ten pada jak długi i leży jak martwy</didaskalia>




<kwestia><akap>--- Ach! Po co ja to wszystko robię?! Czy to pomoże choć
trochę mojej biednej staruszce?! I to bydlę żarty jakieś
jeszcze śmiało tu robić! A, kanalia! Boże, Boże! Już nic nie
ma przede mną oprócz męki.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>OSOBA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>A ja mam dosyć tego wszystkiego: tych waszych morderstw, tej całej strzelaniny, tej gadaniny, tej całej blagi,
tego mordobicia, tego duchowego mizeractwa, tego całego
psychologicznego babrania się w nieświeżych bebechach.
Ja chcę żyć. Leon, patrz! To wszystko jest jeden wielki
humbug.</akap></kwestia>





<didaskalia>Podchodzi do trupa, chwyta go za włosy i wyciąga drewnianą
głowę, z przyczepionymi do niej łachmanami wypchanymi słomą</didaskalia>




<kwestia><akap>To nie jest żaden trup, tylko manekin. Głowa jest z drzewa</akap></kwestia>



<didaskalia>Rzuca głowę o ziemię; głuchy stuk drzewa</didaskalia>




<kwestia><akap>A zresztą zrobiona jest przez jakiegoś znanego rzeźbiarza.
Mam wrażenie, że to robił albo Zamoyski<pe><slowo_obce>Zamoyski, August</slowo_obce> (1893--1970) --- polski rzeźbiarz.</pe>, albo Archipenko<pe><slowo_obce>Archipenko, Aleksander </slowo_obce> (1887--1964) --- ukraiński rzeźbiarz, działający w Stanach Zjednoczonych.</pe> --- mimo całego naturalizmu i podobieństwa. A te ręce są gipsowe --- jakiś stary odlew ze szkoły przemysłu drzewnego. A reszta --- to pakuły.</akap></kwestia>





<didaskalia>Rozrzuca po ziemi całego trupa: siano, łachmany itd. Zrywa
czarną kapę, którą to wszystko było przykryte, i rzuca też na ziemię</didaskalia>




<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>





<didaskalia>przerażony</didaskalia>




<kwestia><akap>Aaa! Aaa! To okropne. Jak ja teraz będę żył?! To gorzej,
to gorzej --- jak ja teraz umrę?! Zniszczyliście wszystko!
Aaa! Aaa! Aaa!</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>OSOBA</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Chodźmy stąd, Albercie --- chodźmy stąd wszyscy. Jeśli on
to przetrzyma, będzie silnym. Jeśli nie --- niech go diabli
wezmą --- i tak zrobił swoje. Jego idee są już puszczone
i nic ich nie zatrzyma. I to jest blaga, z tym pokojem bez
wyjścia. Ręczę, że tu są jakieś drzwi za tymi krzesłami.</akap></kwestia>





<didaskalia>Idzie wprost roztrącając krzesła. <osoba>Ciotka</osoba> wstaje. Wszyscy --- z wyjątkiem nieruchomych <osoba>robotników</osoba> i trupów --- idą za
<osoba>Osobą</osoba>. Ona maca ścianę</didaskalia>




<kwestia><akap>O --- są ukryte drzwi, jest guzik.</akap></kwestia>





<didaskalia>Naciska. Drzwi à deux battants<pe><slowo_obce>à deux battants</slowo_obce> (fr.) --- na oścież.</pe> roztwierają się. Widać wiosenny pejzaż z górami, zalany słońcem. W pokoju światło przygasa i robi się czerwonawe. Wszyscy wychodzą przeze drzwi. 
Z chwilą wyjścia ostatniego zasłona czarna zasuwa się. Przez 
cały czas <osoba>Leon</osoba> stoi z rękami wczepionymi we włosy i z wyłupionymi oczami. Jak tylko zasłona się zasunęła, <osoba>Leon</osoba> rzuca się 
na kolana, zgarnia rozrzucone szczątki manekina <osoba>Matki</osoba> i przyciska je do piersi, pełzając na kolanach po podłodze</didaskalia>

<naglowek_osoba>LEON</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Aaa! Teraz nie mam już nic. Zabrali mi nawet wyrzut sumienia! Zabrali mi moją męczarnię!! Nie mam już nic, nic, nic! Tylko te pamiątki nieszczęsne! Aaaa!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>PRAWOSKRZYDŁOWY W SZEREGU ROBOTNIKÓW</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>No, a teraz, panowie, mały samosąd w imieniu mdłej demokracji.</akap></kwestia>

<didaskalia>Rzucają się wszyscy na <osoba>Leona</osoba>, odrywają go od szczątków manekina i zaczynają dusić, wlokąc w kierunku zapadni, na którą
wpuszczała się rura. Tłamszą go tam, zakrywając przed publicznością zupełnie, i wpychają w zapadnię</didaskalia>

<naglowek_osoba>ROBOTNICY</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>O tak, o tak, o tak, o tak, o taaaaak!</akap></kwestia>

<didaskalia>Podnoszą się i dyszą. <osoba>Leona</osoba> nie ma ani śladu. Rura zjeżdża szybko na dół. <osoba>Robotnicy</osoba> stoją do jej drzwi w ogonku i zaczynają wchodzić po kolei. <osoba>Cielęciewicz</osoba> trochę się przewraca, nieprzytomnie bełkocąc. Podczas tego kurtyna z wolna zapada</didaskalia>

<didaskalia>Kurtyna</didaskalia>



<nota>
<akap>13 XII 1924</akap>
</nota>

</dramat_wspolczesny></utwor>