<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/witkacy-janulka-corka-fizdejki/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Witkiewicz, Stanisław Ignacy</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Janulka, córka Fizdejki</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kowalska, Dorota</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Rajski, Maciej</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Lech, Justyna</dc:contributor.editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dwudziestolecie międzywojenne</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dramat</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dramat współczesny</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Egzemplarz źródłowy pochodzi ze zbiorów Doroty Kowalskiej.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/witkacy-janulka-corka-fizdejki</dc:identifier.url>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Stanisław Ignacy Witkiewicz, Wybór dramatów, wyd. Zakład Narodowy imienia Ossolińskich, Drukarnia Narodowa, Wrocław 1974.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Stanisław Ignacy Witkiewicz zm. 1939</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2010</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2016-07-12</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Zdzisław Piekarz</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Katarzyna Borzym</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Piotr Kowalczyk</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Grzegorz Kukowka</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Marek Słomski</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Tiszka</dc:contributor.funding>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/witkacy-janulka-corka-fizdejki.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1011-2</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/witkacy-janulka-corka-fizdejki.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1973-3</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/witkacy-janulka-corka-fizdejki.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2928-2</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/witkacy-janulka-corka-fizdejki.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4007-2</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/witkacy-janulka-corka-fizdejki.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5093-4</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/7308.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Abstract head Black-Yellow-purple, Aleksiej Jawlensky (1864-1941), domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/7308/</dc:relation.coverImage.source>
    <category.thema.main>DD.WL-WS</category.thema.main>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF><dramat_wspolczesny>


<abstrakt>
<akap><tytul_dziela>Janulka, córka Fizdejki</tytul_dziela> bliska jest <tytul_dziela>Nienasyceniu</tytul_dziela>. Wielki Mistrz uosabia problemat sztucznego przebudowania własnej psychiki na potrzeby
tytanicznego zadania, zmuszonej, by zapanować nad światem rozpadającym
się, zbydlęconym społeczeństwem. Władza jawi się tu jako wcielenie
Czystej Formy, a Janulka poważnie podchodzi do obowiązków demonicznej
femme fatale.</akap>





<akap>W scenografii, która rozkosznie znęca się nad wyobraźnią widza (a co
dopiero czytelnika!), rozgrywają się kolejne dramaty, i każdy z nich
odsłania następny. Męka tworzenia siebie z niczego, wyniszczające
wyrywanie się z własnej zwykłości, a więc i z prawdziwego ja, bolesne
dociąganie siebie przemocą do roli tyrana zdziczałej, zbolszewizowanej
tłuszczy, obrazuje proces twórczy taki, jakim widziała go epoka i jaki
ogniskował się szczególnie w Witkacym, a zarazem i jego lęki społeczne
czy neurozy. Postaci umierają po wielekroć, za każdym razem bardziej
--- i okrutniej, w przerwach dyskusji absolutnych. A nad tym wszystkim
ciąży jeszcze potworna tajemnica, tajemnica Potworów, z których jeden
wreszcie okazuje się być... ale znowuż drugi...</akap>


</abstrakt>
<autor_utworu>Stanisław Ignacy Witkiewicz</autor_utworu>


<nota_red>
<akap>Poprawiono błąd źródła: wałśnie > właśnie.</akap>

<akap>Dodano myślnik w wypowiedziach przerywanych przez didaskalia, np. Potąd > Potąd ---</akap>





<strofa>(MISTRZ/
No --- nareszcie zostaliśmy sami. Możemy zająć się fantastyczną stroną problemu. Potąd ---/
<wyroznienie>przejeżdża palcem po gardle</wyroznienie>/
--- mam już tych spraw życiowo-państwowych.)</strofa>




</nota_red>




<nazwa_utworu>Janulka, córka Fizdejki<pe><slowo_obce>Janulka, córka Fizdejki</slowo_obce> --- nawiązanie do tytułu wydanej w 1826 r. powieści Feliksa Bernatowicza (1786--1836) <tytul_dziela>Pojata, córka Lezdejki</tytul_dziela>, opisującej dzieje Litwy w XIV w.</pe></nazwa_utworu>


<podtytul>Tragedia w czterech aktach</podtytul>

<motto>
<strofa>
Motto:
</strofa>




<strofa>
Oder bin ich ein Genie, oder ein/
Hanswurst. Hanswurst oder Genie ---/
ich <wyroznienie>muss</wyroznienie> leben.<pe><slowo_obce>Oder bin ich ein Genie, oder ein Hanswurst. Hanswurst oder Genie,
ich muss leben</slowo_obce> (niem.) --- Albo jestem geniuszem, albo pajacem. Pajac czy geniusz, muszę żyć.</pe>
</strofa>



<strofa>

Bewegungsstudien/
Graf Friedrich Altdorf

</strofa>
</motto>




<dedykacja>


<strofa>
Poświęcone/
Żonie
</strofa>






</dedykacja> 



<lista_osob><naglowek_listy>OSOBY:</naglowek_listy>



<lista_osoba><osoba>Eugeniusz (Gienek) Pafnucy Fizdejko</osoba>
 --- kniaź Litwy
i Białorusi. Starzec siedemdziesięcioletni. Bardzo wysoki.
Broda ogolona. Duże siwe wąsy i siwa czupryna. Czasem
wkłada okrągłe okulary.</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Elza Fizdejkowa</osoba>
 --- z domu baronówna v. Plasewitz. Matrona lat 55. Potężna i sucha. Siwe włosy. Żona Fizdejki.</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Kniaziówna Janulka Fizdejkówna</osoba>
 --- ich córka, lat 15.
Bydlądynka (bydlątko + blondynka), dość wysoka i szczupła.
Ładna i dość uduchowiona, ale ma coś potwornawego w twarzy, ale to ,,coś" jest zaakcentowane subtelnie. Może trochę
za wyłupiaste, rybie oczy, może za ukośne brwi, nos prosty,
niezadarty, ale może zanadto trochę w kierunku równoległym do poziomu przesunięty; może za wąskie i zanadto
skrzywione usta.</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Bernard baron v. Plasewitz</osoba>
 --- ojciec Elzy. Starzec
lat 85. Łysy, z pierścieniem siwych włosów naokoło głowy.
Tłusty, krępy i bardzo poczciwy. Fabrykant gazów bezwonnych i niewidzialnych, wywołujących szaloną depresję psychiczną.</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Alfred książę de la Tréfouille</osoba>
 --- młody bubek. Blondyn bardzo elegancki. Wąsiki małe. Bez brody. Emigrant francuski.</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Księżna Amalia de la Tréfouille</osoba>
 --- jego żona. Czarna --- typ hiszpańsko-rumuńsko-węgierski. 30 lat. Demon I klasy. Wcale nie jest ,,z domu".</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Joël Kranz</osoba>
 --- Semita typu internacjonalnego. Mały, czarny.
Bródka w szpic. Oczy latające. Szalony niepokój w każdym
ruchu. 38 lat. Pilot, kupiec w wielkim stylu, syjonista transcendentalny. Mówi gorączkowo, tak szybko, że aż się dławi
i zapluwa.</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Haberboaz</osoba> i <osoba>Rederhagaz</osoba>
 --- jego pomocnicy, chasydzi.
Po 40--50 lat. Jeden rudy, drugi czarny. Z brodami. Ubrani
w stroje żydowskie w czarne i białe pasy.</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Gottfried reichsgraf von und zu Berchtoldingen</osoba>
 --- Wielki Mistrz Neo-Krzyżaków. Twarz rycerska. Nos
orli. Duży, barczysty i świetnie zbudowany.</lista_osoba>

<lista_osoba>Dwie <osoba>Postacie bez nóg</osoba>
 --- na rozszerzających się podstawach jakby flakowatych. Twarze ptasie z krótkimi, zakrzywionymi dziobami jak u gilów. Porosłe różnokolorowym pierzem (czerwone, zielone i fioletowe barwy). Jedna
bez prawej, druga --- bez lewej ręki.</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Naczelnik Seansów</osoba>
 --- czarownik z bajki. Nazywa się
<osoba>Der Zipfel</osoba><pe><slowo_obce>Zipfel</slowo_obce> (niem.) --- cypel, koniec, szpic, wskazówka.</pe>. Starzec z siwą brodą w szpic. Kryza. Strój
czarny, holenderski, z XVII wieku. Szpiczasty kapelusz
z szerokim rondem. Na piersiach złoty łańcuch.</lista_osoba>

<lista_osoba>Dwunastu <osoba>Bojarów Litewskich</osoba>
 --- dzikie chłopy w kożuchach i czapach. ,,Brody ich długie, wąsione kręciska,
włos długi i pluga sukniawa, a w rękach buły ogromniawe
i siekiery".<pe><slowo_obce>Brody ich długie, wąsione kręciska, włos długi i pluga sukniawa, a w rękach buły ogromniawe i siekiery</slowo_obce> --- nawiązanie do fragmentu ballady <tytul_dziela>Powrót taty</tytul_dziela> Adama Mickiewicza.</pe></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Małpigiusz Glissander</osoba><pe><slowo_obce>Glissander</slowo_obce> --- nazwisko utworzone od fr. <slowo_obce>glisser</slowo_obce>: ślizgać się.</pe>
 --- wytarty po wszystkich śmietniskach, ,,pan od wszystkiego", <slowo_obce>bon pour tout</slowo_obce><pe><slowo_obce>bon pour tout</slowo_obce> (fr.) --- dobry do wszystkiego, zdolny do wszystkiego.</pe>. Lat 45. Brudny blondyn, nie ogolony, z wąsami. Poeta-improduktyw.</lista_osoba>

<lista_osoba>Cztery <osoba>Panny z Fraucymeru</osoba><pe><slowo_obce>fraucymer</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>Frauenzimmer</slowo_obce>: komnata kobiet, pokój dla dam) --- damy dworskie, stałe towarzystwo królowej czy księżnej.</pe> <osoba>Mistrza</osoba>
 --- młode i ładne. Czarne sukienki, białe fartuszki.</lista_osoba></lista_osob>





<miejsce_czas>Rzecz dzieje się na Litwie, przy pewnym chronologicznym
pomieszaniu materii.</miejsce_czas>

<naglowek_akt>AKT PIERWSZY</naglowek_akt>

<didaskalia>Ogromna sala, przedzielona na ścianie wprost i na podłodze
zygzakowatą linią, o szerokich, piorunowych załamaniach (trzy
na ścianie, dwa na podłodze). Na lewo małe okno z kratami,
dość wysoko umieszczone, na prawo --- duże okno z firankami.
Drzwi wprost, przedzielone zygzakiem, z lewa na prawo. <begin id="b1467794482850-3554183753"/><motyw id="m1467794482850-3554183753">Bieda</motyw>Lewa
strona zrobiona jest z obdrapanego, wilgotnego, spleśniałego,
miejscami wyrwanego muru. Na ścianie olbrzymie (ceylońskie) karaluchy, wypukło odrobione, lśniące. Mogą się nawet
ruszać. Na środku lewej połowy sceny stoi ukośnie, z prawa
na lewo, nogami ku widowni, ohydne, krzywe, drewniane
łóżko z potwornie brudną pościelą. Kołdra łatana z czerwonych, brunatnych i żółtych kawałów. Na łóżku pod kołdrą
leży konająca <osoba>Elza Fizdejkowa</osoba>, z rozpuszczonymi siwymi włosami, które spływają aż do ziemi. Przy łóżku, na prawo, na
wpół rozwalona szafka nocna i olbrzymie, obrzydliwe, przydeptane pantofle. Na szafce pali się bardzo jasna elektryczna
lampa bez klosza, oświetlając wszystko jaskrawym światłem.
W lewym rogu sceny piec na wpół rozwalony, biały, w którym pali się czerwony ogień. Na prawo od zygzakowatej linii
zaczyna się piekielny przepych w stylu ,,rokoko". Czerwono-pomarańczowe obicia ścian i mebli białych, złoconych.<end id="e1467794482850-3554183753"/> Dywan
w czerwonawych tonach. Lustra rokoko i obrazy stare
stłoczone na ścianie. Stoliki pełne bibelotów. Miniatury
w kosztownych ramach i inne, nie znane bliżej autorowi
(chyba w młodości w muzeach widziane) przedmioty zbytku
najwyższego z XVIII wieku. Przy stoliku, oświetlonym kandelabrem z kilkunastu świecami, siedzą przy kartach księstwo
<osoba>de la Tréfouille</osoba>, ubrani w stroje z XVIII wieku, <osoba>v. Plasewitz</osoba>,
w czarnym anglezie<pe><slowo_obce>anglez</slowo_obce> (z fr. <slowo_obce>anglais</slowo_obce>: angielski) --- rodzaj surduta, męskie okrycie, popularne w średnich warstwach społecznych w XIX w., zwane także tużurkiem (z fr. <slowo_obce>toujours</slowo_obce>: zawsze lub <slowo_obce>tous les jours</slowo_obce>: codziennie, na codzień).</pe> i białej kamizelce, i <osoba>Glissander</osoba> w wytartym stroju marynarkowym. <osoba>De la Tréfouille</osoba> siedzi twarzą
wprost widowni i wprost ma <osoba>Glissandera</osoba>, po prawej ręce
swojej <osoba>v. Plasewitza</osoba>, po lewej --- <osoba>księżnę</osoba>. <osoba>Fizdejko</osoba> ubrany
jest w długi, tabaczkowy surdut z lat trzydziestych, fatermerder<pe><slowo_obce>fatermerder</slowo_obce> (niem.  <slowo_obce>Vatermörder</slowo_obce>: ojcobójca) --- wysoki, sztywny kołnierzyk u koszuli.</pe> i czarny halsztuch<pe><slowo_obce>halsztuch</slowo_obce> a. <slowo_obce>halsztuk</slowo_obce> (niem. <slowo_obce>Halstuch</slowo_obce>) --- element męskiego stroju, popularny w XVIII i XIX w., rodzaj apaszki a. szeroki krawat.</pe>, gallifety<pe><slowo_obce>gallifety</slowo_obce> a. <slowo_obce>galife</slowo_obce> --- spodnie do wysokich butów, podobne do bryczesów.</pe> pepita i długie buty
czerwonawego koloru. Przechadza się po całej scenie na froncie, paląc długą na metr fajkę. Wkłada i zdejmuje okulary
dość często i bez powodu; poprawia ogień w piecu, czasem
zagląda w karty grającym. Ci ostatni mruczą niewyraźnie
różne tajemnicze terminy kartowe, grając b. szybko (bridge,
wint lub wynaleziona przez autora gra hazardowo-komercjalna: <wyroznienie>kumpoł</wyroznienie><pa><slowo_obce>kumpoł</slowo_obce> --- wyjaśnień co do tej ostatniej może udzielić sam autor lub jaki inny były oficer lejbgwardii pawłowskiego pułku, z I batalionu [przyp. Witk.].</pa>). Trwa to tak długo, że publiczność --- o ile
takowa ma jaki temperament --- powinna nareszcie zacząć
się niecierpliwić. Na najlżejszy sygnał tego rodzaju rozlega
się <wyroznienie>piekielny</wyroznienie> huk armatniego wystrzału i przez okno z lewej strony widać jaskrawy, krwawy błysk. Na scenie nikt nie
drgnął. Wszyscy mówią bardzo głośno, aż do odwołania.</didaskalia>


<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<didaskalia>spokojnie poprawiając ogień w piecu</didaskalia>




<kwestia><akap>A więc Wielki Mistrz ucztuje dziś znowu z mymi bojarami. Ciekawy jestem, co te chamy myślą sobie o tym
wszystkim.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>v. PLASEWITZ</naglowek_osoba>





<didaskalia>od kart</didaskalia>




<kwestia><akap>Na pewno akurat tyle samo co twoje niedźwiedzie, Gienku. Czy Janulka znowu będzie na tej uczcie?</akap></kwestia>






<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Nie wiem. Poszła tam jak zwykle, ale czy będzie --- nie
wiem. Do ostatniej chwili nic nie było wiadomym. Straciłem już poczucie czasu w tym wszystkim. Nie wiem, ile
dni trwa ta cała bachanalia.</akap></kwestia>





<didaskalia>Tamci grają dalej. Mruczenie kartowe nie ustaje. <osoba>Fizdejko</osoba>
odchodzi od pieca i zbliża się powoli do grających.</didaskalia>



<naglowek_osoba>ELZA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Boję się tylko, czy Janulka nie za dużo pije w ostatnich
czasach. A propos, daj mi wódki, Gienku.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<didaskalia>przechodząc</didaskalia>




<kwestia><akap>Myśl więcej o sobie. Janulka ma głowę po mnie. Jestem pijany pięćdziesiąt pięć lat bez przerwy. Ale czy tobie
ta wódka dobrze robi na raka w żołądku --- to jest wielkie pytanie.</akap></kwestia>





<didaskalia>Wydobywa z tylnej kieszeni od spodni litrową butelkę i daje
żonie, która pije chciwie i stawia butelkę na podłodze przy
łóżku. <osoba>Fizdejko</osoba> zbliża się do grających.</didaskalia>


<naglowek_osoba>v. PLASEWITZ</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Może zastąpisz mnie, Gienku, i pograsz z księstwem. Ja
pomówię z moją biedną Elzą.</akap></kwestia>





<didaskalia>Przechodzi na lewo. <osoba>Fizdejko</osoba> siada na jego miejscu. Stolik stoi trochę ukośnie, tak że twarz <osoba>Fizdejki</osoba> wypada na 3/4 z prawej strony do widowni; <osoba>v. Plasewitz</osoba> siada w nogach łóżka córki z prawej strony.</didaskalia>




<kwestia><akap>Elza, ostatni raz cię proszę: wytłumacz mi tajemnicę
twego ubóstwa. Przecież ja jestem miliarderem, a Gienek,
pan z panów, żyje jak król i wkrótce zostanie pewno
królem naprawdę. Co to znaczy? Czyż ja nie mogę dać
szczęścia ukochanej córce, pracując jak wół przez lat
sześćdziesiąt?</akap></kwestia>






<naglowek_osoba>ELZA</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Tak być musi. Jeśli tylko próbowałam żyć inaczej,
wszystko obracało się przeciw mnie. To nie są żadne czynności pokutne ani przesąd. To jest konieczność. Wiem, że
żyjąc dostatnio, nawet nie bardzo luksusowo, przyzwyczaję się do rzeczy, których ciągle mieć nie będę mogła.
Już raz spróbowałam i....</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>v. PLASEWITZ</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Wtedy jak on miał zostać królem po raz pierwszy? Tak?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ELZA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Tak --- i pamiętasz, ojcze, co się stało? Błąkałam się potem
po lasach, z Janulką u piersi, jak głodna wilczyca.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>v. PLASEWITZ</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ale czyż sama tego nie chciałaś? Robiłaś wszystko, co
mogłaś, aby tak było.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ELZA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Cyt --- wszystkie nieszczęścia sprowadzamy na siebie
sami. Nie ma różnicy między tym, co robiłam ja, a tym,
że jakiś człowiek podstawia się pod cegłę, która mu
<wyroznienie>przypadkiem</wyroznienie> na głowę spada. Przypadek! Cha, cha,
cha! Czy znasz, papo, teorię prawdopodobieństwa? --- Zasada
Wielkich Liczb. Cha, cha!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>v. PLASEWITZ</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Nie śmiej się tak dziko. Nie ma z czego.</akap></kwestia>





<didaskalia>Gwar za sceną.</didaskalia>




<kwestia><akap>Ależ ucztują tęgo. Zdaje mi się, że słyszę głos Janulki
z balkonu.</akap></kwestia>





<didaskalia>Słychać piski dziewczęce, z lewej strony, jakby o jakie pięćdziesiąt metrów od zakratowanego okna.</didaskalia>


<naglowek_osoba>ELZA</naglowek_osoba>



<kwestia><akap>Nieszczęsna Janulka! Ileż nacierpieć się musi, nic sama
o tym nie wiedząc, i co za szczęście ją czeka wtedy, kiedy
to właśnie szczęście uważać będzie za szczyt cierpienia!
Czyż najgorszym nie jest cierpienie nieświadome? Czyż
nie tak cierpią niższe stworzenia? Dlatego to źli ludzie
mają takie współczucie dla zwierząt.</akap></kwestia>





<didaskalia>Znowu straszliwy huk armatniego wystrzału i wiwaty, na
tle których słychać głos dziewczęcy.</didaskalia>


<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<didaskalia>rzuca z wściekłością karty i wstaje</didaskalia>




<kwestia><akap>A, do pioruna!! Dosyć mam już tych wszystkich niejasności! Dziś musi się rozwiązać wszystko...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ELZA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Pamiętaj, że dziś dopiero wszystko się zaczyna. Za chwilę
w tej sali odsłonią ci się nieskończone perspektywy życiowej twórczości. Musisz bezwzględnie uwierzyć Mistrzowi.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>O ile słyszałem, ten pyszałek tak jest zakochany w Janulce, że można zwątpić zupełnie w jego zdrowy rozsądek. To jest, według Glissandera, jakiś aparat tylko w jej
rękach.</akap></kwestia>




 <naglowek_osoba>v. PLASEWITZ</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ale przez niego przemawia duch epoki. Jest to człowiek
konieczny. Nasz pierwszy występ z królestwem nie udał
się, bo nie mieliśmy odpowiednich mediów. Wskaż mi
kogoś innego, Gienku.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Znałem ja innych, znałem...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>v. PLASEWITZ</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Może twoich pierwszych wspólników przy królewskim zamachu? Wtenczas nie mieliśmy na widowni Semitów,
a problem stworzenia sztucznej jaźni nie był tak jadowity
jak obecnie. Dziś w równanie weszła nieznana liczba
niewiadomych. Epoka nasza...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Przestań, papa, mówić o ,,naszej epoce". To nie jest epoka, 
tylko jakieś spiętrzenie anachronizmów. Ja sam nie wiem, 
w którym wieku żyję: w XIV czy XXIII.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>v. PLASEWITZ</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Właśnie epoka nasza jest epoką ludzi poza czasem. Czas
stał się względnym nawet w historii. Dawniej zmiany
odbywały się powoli. Przy naszym przyśpieszeniu przyjąć
musimy i w historii formuły Einsteina. Epokowość nasza
polega na wymknięciu się z cyklicznych praw historii. 
Lecimy po stycznej.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DE LA TRÉFOUILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>wstając</didaskalia>




<kwestia><akap>Więc to jest ostatnia epoka? Jak to pan rozumie, panie
baronie?</akap></kwestia>



 
<naglowek_osoba>v. PLASEWITZ</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ja wcale tego nie rozumiem. Mówię intuicyjnie, jak artystyczny krytyk. Rozumcie to, jak chcecie, według waszej
intuicji. Coś mi się kiełbasi we łbie i ja plotę. Oto jest
szczyt filozofii naszych czasów. Poza tym jest tylko rachunek logiczny. Poczucie losu jest pojęciowo niewyrażalne ---
trzeba to przeżyć --- tak mówił Spengler<pe><slowo_obce>Oswald Spengler</slowo_obce> (1880--1936) --- niemiecki filozof historii
i kultury.</pe>. Dadaizm też
trzeba ,,przeżyć" --- tak mówił Tristan Tzara<pe><slowo_obce>Tristan Tzara</slowo_obce> (1896--1963) --- poeta francuski, jeden z twórców i teoretyków dadaizmu.</pe> czy inny
jakiś piurblagista<pe><slowo_obce>piurblagista</slowo_obce> (z fr. <slowo_obce>pur</slowo_obce>: czysty, i <slowo_obce>blague</slowo_obce>: dowcip, bzdura) --- tu: dadaista.</pe>. Trwanie też tylko można przeżyć ---
tak mówił Bergson<pe><slowo_obce>Henri Bergson</slowo_obce> (1859--1941) --- filozof
francuski.</pe>...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DE LA TRÉFOUILLE</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Och...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Nie żadne ,,och", tylko papa Plasewitz ma rację: teraz to
zrozumiałem. --- W naszej epoce musimy według szybkości
zdarzeń przyjmować czas coraz dłuższy. To się sprowadza
do tego, że im dalej brniemy w historię, tym bardziej czas
się nam dłuży z powodu nudy.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ELZA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Nudne są tylko takie sformułowania kwestii.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DE LA TRÉFOUILLE</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Nieprawda, kniagini. Weźmy znaczenie Rousseau przed naszą rewolucją. W takich ujęciach przygotowują się
przyszłe wypadki --- są w nich potencjalnie już zawarte...</akap></kwestia>








<naglowek_osoba>ELZA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Urojone, mości książę, urojone. Prawdziwych wypadków
nie ma już w naszych czasach. Jest jeden rozwlekły wypadek nieprzespanego snu, którym zasnęła ludzkość.</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Fizdejko</osoba> podchodzi do niej i gładzi ją po włosach. Oboje piją
wódkę z butelki.</didaskalia>

<naglowek_osoba>v. PLASEWITZ</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Nie używajmy tego obrzydliwego słowa. Dajcie mi pobredzić jeszcze przez chwilę. Wtedy zdaje mi się, że coś jest
naprawdę.</akap></kwestia>



 
<naglowek_osoba>ELZA</naglowek_osoba>

<didaskalia>z nagłym zachwytem</didaskalia>




<kwestia><akap>Wszyscy jesteście artystami. W naszych czasach artysta
jest synonimem szczątkowego indywidualisty w ogóle. Wy 
nie malujecie ani piszecie wierszy: wasze życia są cudownymi, tęczowymi haftami na szarym tle naszego złowrogiego w swej nudzie przemijania.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Gdybyż tak było! Ach --- wzbudzić w sobie choć na
chwilę, choćby nawet we śnie, poczucie uroku Istnienia
i umrzeć w śnie takim, zobaczywszy życie z boku jako
abstrakcję Czystej Formy! Ach, Elżuniu, czemuśmy nie
zajmowali się tym zawczasu! We mnie są jeszcze olbrzymie nie wyzyskane pokłady niewiadomego. Choć raz objąć
świadomie możliwości te przed śmiercią, spojrzeć na obraz potencjalnego świata!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DE LA TRÉFOUILLE</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Spojrzymy tam wszyscy za chwilę. Wy nie rozumiecie
Mistrza. Ja jego... i on mnie też... ale nie to chciałem
powiedzieć: nowa dyscyplina ducha, polegająca na stwarzaniu nowego ,,ja" w nas samych, zaczyna się od nieużytecznej potęgi. Ale trzeba to przetrzymać.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ach --- daj pan spokój. Pan jest młody bubek. Potęg nieużytecznych mamy dosyć. Pękamy od tego wszyscy. Sprowadza się to do tego pytania: jak żyć? jak najistotniej
przeżyć siebie? Ja żyję lat siedemdziesiąt i jeszcze nie
wiem. To był problem Hyrkana<pe><slowo_obce>problem Hyrkana</slowo_obce> --- nawiązanie do dramatu Witkacego <tytul_dziela>Mątwa, czyli Hyrkaniczny światopogląd</tytul_dziela>.</pe>. I cóż? Zamordował go
jak psa jakiś nędzny malarzyna i popsuł mu całą Hyrkanię.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DE LA TRÉFOUILLE</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Hyrkan był głupim konserwatystą. Dawniej ludzie nie
pytali o to, jak żyć. Po prostu żyli, jak musieli, a...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Aaaale... panie... Nie mnie będzie pan uczył programowego
zbydlęcenia. Ja przeszedłem przez wszystko: przez przeintelektualizowaną bezpośredniość i przez zbydlęcony do
ostatnich granic intelekt.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DE LA TRÉFOUILLE</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Tak, ale kwestie czysto techno-psychologiczne...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Proszę nie przerywać. Owocem tej ostatniej kombinacji jest
moja Janulka, którą poświęcam może dla nędznej komedii.
Już i to nawet było: sztuczne królestwa! Ja kocham moją
biedną Janulkę, a ona urzyna się codziennie z tym draniem w mistrzowskim płaszczu. A trzymacie mnie po prostu jak w więzieniu!</akap></kwestia>





<didaskalia>Pada na rokokowy fotelik i łka cicho. <osoba>Elza</osoba> zwleka się z łóżka --- jest w łatanym różnokolorowym szlafroku --- podchodzi
do <osoba>Fizdejki</osoba> i obejmuje go.</didaskalia>



<naglowek_osoba>DE LA TRÉFOUILLE</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Biedny stary kniaź. Brak mu tylko tragicznej śmierci,
aby stał się bibelotem lepszym od wszystkich tych świecidełek.</akap></kwestia>





<didaskalia>Wskazuje na bibeloty na stoliczkach.</didaskalia>


<naglowek_osoba>v. PLASEWITZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>wstaje z łóżka i tańczy, śpiewając na nutę: ,,ojra ojra"</didaskalia>




<kwestia><strofa><wers_wciety typ="6">Implication is relation,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="6">Ram tararampam pam!</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="6">Leibniz, Husserl i Bolzano,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="6">Russell, Chwistek i Peano!</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="6">Wynikanie jest relacja,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="6">Jest stosunkiem implikacja!</wers_wciety></strofa>




<akap><slowo_obce>Do you understand?</slowo_obce> Logika stosunków daje skrzydła ---
tak mówił Bertrand Russell. A Henryk Poincare zarzucał mu, że mając skrzydła nie latał na nich wcale.
Ja --- tym, że jestem ja --- dowodzę tego, że A = A. Innych
dowodów na to twierdzenie nikt nie znalazł. Niech żyje
psychologizm i intuicja! Będę bredził dalej, a ty, mój zięciu, tłumacz mi to na język zrozumiały dla pospólstwa
i dla mnie samego. O filozofio, co się z ciebie zrobiło!</akap></kwestia>





<didaskalia>Siada na łóżku <osoba>Elzy</osoba> i zalewa się gorzkimi łzami.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DE LA TRÉFOUILLE</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Nieściśliwość absolutna myśli. Brak jednolitego wyrazu
jest w tym wszystkim. Jeden Mistrz uratuje nas od tego
i zdołacie jeszcze stworzyć wielką, wspaniałą kompozycję ---</akap></kwestia>





<didaskalia>w proroczym natchnieniu</didaskalia>




<kwestia><akap>--- żywy obraz, który zaćmi Giotta, Botticellego, Matisse'a
i Picassa, a jeśli Bóg da i ruszy się to wszystko z miejsca, to tragedia ta przewyższy i po prostu zarżnie wszystkie sztuki sceniczne od początku świata, <slowo_obce>y compris</slowo_obce><pe><slowo_obce>y compris</slowo_obce> (fr.) --- w tym; włączając.</pe>
Ajschylosa i Szekspira. Teraz stanie się cud!</akap></kwestia>





<didaskalia>Słychać za sceną gwar i szalony huk wystrzału armatniego.
Okno zakratowane, na lewo, wylatuje i zaczyna dąć przez nie
straszliwy wiatr, niosąc co pewien czas tumany śniegu. (Łatwo
można to zrobić przy pomocy miecha dmącego na kupy papierków czy kłaczki bawełny, które potem mogą być uprzątnięte razem z dywanem.) <osoba>Księżna Amalia</osoba> i <osoba>Glissander</osoba> wstają.</didaskalia>


<naglowek_osoba>GLISSANDER</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Niech Bóg broni, aby Seine Durchlaucht<pe><slowo_obce>Seine Durchlaucht</slowo_obce> (niem.) --- Jego Wysokość.</pe> Wielki Mistrz
Neo-Krzyżaków von und zu Berchtoldingen miał zastać
nas w takim stanie. Proszę wstać i momentalnie osuszyć łzy.</akap></kwestia>






<didaskalia>Panowie wstają chlipiąc i wycierają oczy i nosy w chustki.
<osoba>De la Tréfouille</osoba> szybko usuwa ślady gry w karty, notuje na
karneciku cyfry i czyści sukno szczoteczką. <osoba>Elza</osoba> zawija na
głowę rozpuszczone włosy. Podczas tego rozmowa następująca:</didaskalia>


<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Jak ja mam z nim mówić? On twierdzi, że mnie kocha,
bo jestem jedynym człowiekiem, do którego mógłby się
przyczepić, z powodu Janulki i zbydlęcenia mego ludu.
Wszelkie próby wykształcenia ludzkości torturami spełzły
na niczym. Ubydlęcona dostojność moja puszy się jak
kłaczek niewiadomej materii na lekkim błotku rumieńców
programowej współczesności. O Wielki Zwrotniczy Światów, nastaw naszą biedną kulkę-planetę na jakiś tor
wiodący w przepaść czwartego wymiaru!</akap></kwestia>



 

<naglowek_osoba>DE LA TRÉFOUILLE</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>To jest metafizyka. Problem przepaści nie istnieje w fizyce pól grawitacyjnych. To tylko my mamy przepaście
i kierunki. Czterowymiarowe continuum Minkowskiego<pe><slowo_obce>Hermann Minkowski</slowo_obce> (1864--1909) --- niemiecki matematyk i fizyk.</pe>
nie jest czwartym wymiarem nieuków i matołów.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>GLISSANDER</naglowek_osoba>





<didaskalia>strasznym głosem</didaskalia>




<kwestia><akap>Baczność!!!! Teraz naprawdę idzie Wielki Zwrotniczy!
Baczność, mówię! Dynamiczne napięcie pierwszej klasy.</akap></kwestia>





<didaskalia>Drzwi otwierają się cichutko i wchodzi <osoba>naczelnik seansów,
Der Zipfel</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DER ZIPFEL</naglowek_osoba>

<didaskalia>mówi cicho i przenikliwie</didaskalia>




<kwestia><akap>Czy wszystko w porządku?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>GLISSANDER</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Tak jest, panie naczelniku.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>DER ZIPFEL</naglowek_osoba>

<didaskalia>uprzejmym ruchem wskazując kniaginię <osoba>Elzę</osoba></didaskalia>




<kwestia><akap>Ta pani --- zapewne Jej Światłość była kniagini Litwy i
Białorusi --- zechce pozwolić na powrót do łóżeczka. Jego
Durchlaucht nie lubi kobiet rozbebeszonych i źle ubranych.</akap></kwestia>






<didaskalia><osoba>Elza</osoba> posłusznie włazi do łóżka.</didaskalia>




<kwestia><akap>Światełko proszę zgasić i tamte świeczki też.</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Elza</osoba> gasi elektryczną lampę, <osoba>de la Tréfouille</osoba> świece.</didaskalia>




<kwestia><akap>O tak --- dobrze. Teraz możemy urządzić przedstawienie oficjalne.</akap></kwestia>





<didaskalia>Krzyczy:</didaskalia>




<kwestia><akap>Można wejść!</akap></kwestia>





<didaskalia>Drzwi z trzaskiem się otwierają. Za nimi widać błękitne
światło. Na scenie zupełna ciemność prócz migania krwawych
płomieni w piecu. Wchodzi <osoba>Wielki Mistrz von und zu
Berchtoldingen</osoba>. Czarna zbroja, hełm z zapuszczoną przyłbicą.
Czarny pióropusz. Na ramionach ma biały płaszcz z czarnym
krzyżem. Staje przed drzwiami. <osoba>Glissander</osoba> z <osoba>Księżną</osoba> biegną
szybko za drzwi i wznoszą zielonawofosforycznie błyszczący
ekran (płaskie pudło papierowe z lampkami wewnątrz), i stawiają za <osoba>Mistrzem</osoba>, i zamykają drzwi.</didaskalia>



<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<didaskalia>wśród ciszy</didaskalia>




<kwestia><akap>Gdzie Janulka?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>GLISSANDER</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Cicho! Córce kniazia jest niedobrze. Za dużo wypiła tej
nocy. Trzeźwią ją panny z fraucymeru, to jest: z haremu
Wielkiego Mistrza. Panowie, jedyni <wyroznienie>panowie</wyroznienie> na tej
ziemi --- a także pewno i na przyległych planetach Marsie
i Wenerze --- pozwólcie, że was skojarzę oficjalnie dla
dokonania ostatniego tworu, o pełnej wartości dawnych
czynów naszych rycerzy i w ogóle wielkich ludzi. Kniaź
Fizdejko --- Wielki Mistrz Neo-Krzyżaków Reichsgraf von
und zu Berchtoldingen.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Niech Mistrz nie myśli, że jestem snobem. W moim wieku
i przy mojej wiedzy o życiu i historii...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>GLISSANDER</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Bez wstępów, panie Fizdejko.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Że płatny sługus pozwolił sobie...</akap></kwestia>



 

<naglowek_osoba>GLISSANDER</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Do rzeczy, Gienek, do rzeczy. Mistrz nie lubi żadnych
kołowań.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>A więc, kochany Mistrzu, muszę się przyznać, że nic nie
rozumiem. Ani co, ani po co, ani jak. Tajemnica. Jedyny
niepokój, który mnie dręczy, to o Janulkę. Kocham moją
córeczkę. Wszystkie dzieci spłodzone przez rodziców w późnym wieku są takie nadzwyczajne. Prawda, panie hrabio?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>



<kwestia><akap>Muszę przyznać się kniaziowi, że córka jego podbiła mnie
zupełnie niesłychanym wprost wdziękiem, szczerością i inteligencją. Nad miarę mądra dziewczynka.</akap></kwestia>



 

<didaskalia><osoba>Fizdejko</osoba> robi nieokreślony ruch.</didaskalia>




<kwestia><akap>Boi się pan, czy jej nie uwiodłem? Nie --- przysięgam na
ten miecz. Mam w postaci mego fraucymeru prawie idealny
piorunochron czy raczej --- ale mniejsza o to --- dla
moich żądz, przechodzących miarę człowieka w moim
wieku...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>v. PLASEWITZ</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Mistrzu, tu leży moja córka.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Ach, przepraszam. Przyzwyczaiłem się w towarzystwie
księżnej Amalii nie krępować się niczym.</akap></kwestia>





<didaskalia>Podchodzi do <osoba>Elzy</osoba> i całuje ją w rękę bardzo długo; nagle:</didaskalia>




<kwestia><akap>Ale, ale, panie Fizdejko, czemu pan nie powiedział mi,
że pańska żona jest Semitką?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>W trzecim pokoleniu, panie hrabio.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Proszę bez tytułów. Mówmy sobie ,,ty" po prostu. To
ułatwi sytuację. Lubię bardzo wymyślać. Otóż wracając
do rzeczy --- dość tego przeklętego gadulstwa --- to, że
o tym nie wiedziałem, popsuło mi masę projektów dodatkowych. Cały antysemityzm będzie musiał być puszczony w formie zamaskowanej. A zresztą Żydów nie trzeba się bać ani ich nienawidzieć, tylko zużywać ich tak, aby sami o tym nie wiedzieli, że są zużywani.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>KSIĘŻNA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Trudna to sprawa, Gottfrydzie. Możesz sam być zużyty i
jednocześnie przekonany, że nad sytuacją panujesz właśnie ty.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Wiem sam o tym, moja Anno. Lubię się dociągać do
rzeczy niewykonalnych...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>



<kwestia><akap>Ale Janulka, moja biedna córeczka...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Wyrzyga się i przyjdzie --- już powiedziałem. Serce ma
zdrowe. Otóż, nie mam nic przeciw temu <slowo_obce>un tout petit
brin de sang sémite</slowo_obce><pe><slowo_obce>un tout petit brin de sang sémite</slowo_obce> (fr.) --- maleńka odrobina krwi semickiej.</pe>. Dwie są dobre kombinacje: prusko-polska, to znaczy ja --- moja matka jest z domu księżniczka Zawratyńska --- i litewsko-semicka w odpowiedniej
proporcji --- nie mówię o Metysach.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>GLISSANDER</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Eeee --- widzę, że panowie nie dogadacie się nigdy.
Mistrzu, proszę się streszczać.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>A więc, Eugeniuszu, prosto z mostu: chcesz być królem
czy nie? Niestety, musimy przeżyć nasze życia do końca
w formie artystycznej transformacji spółrzędnych<pe><slowo_obce>spółrzędne</slowo_obce> --- dziś popr.: współrzędne.</pe>
albo zmieszać się z motłochem. Prawda w zwykłym znaczeniu jest tu wykluczona. O ten problem rozbiły się już
wszelkie wysiłki trzysta lat temu. Ale ja --- pośrednio
oczywiście --- w formie nowych tworów psychicznych ---
podam całkiem inną definicję Prawdy: <wyroznienie>Niezgodność
z rzeczywistością, a przy tym deformacja
tej ostatniej</wyroznienie>. Wzajemne ustępstwa tych dwóch sfer
stwarzają coś, co różne jest jak związek chemiczny od
swych pierwiastków, od wszystkiego, co było dotąd. Nasze
koordynaty to liczby zespolone<pe><slowo_obce>liczby zespolone</slowo_obce> (mat.) --- liczby będące elementami rozszerzenia ciała liczb rzeczywistych o jednostkę urojoną <wyroznienie>i</wyroznienie>.</pe>. Coś z urojenia trzeba
dodać --- to trudno i darmo --- to samo nie przyjdzie.
Sam jestem bezsilny z wielu, <wyroznienie>wielu</wyroznienie> powodów. Brak
mi pewnej prymitywności, która... A otóż i twoja ukochana latorośl.</akap></kwestia>

<didaskalia>Dwie <osoba>panny z fraucymeru</osoba> wprowadzają <osoba>Janulkę</osoba>, ubraną w
białą sukienkę balową. Śnieg wali przez okno hurmami.
Tumany dolatują aż do łóżka <osoba>Elzy</osoba>. Wicher wyje ponuro.</didaskalia>





<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Mamo! Wódki! Zmarzłam strasznie na śniegu. Chce mi
się bicia w mordę, wbijania na pal --- nie wiem czego.
Mistrz jest księciem z bajki.</akap></kwestia>





<didaskalia>Idzie ku matce i pije z butelki, która stoi na podłodze. <osoba>Fizdejko</osoba> zachwycony, rozgląda się naokoło szukając uznania.</didaskalia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>


<didaskalia>bijąc się po lędźwiach</didaskalia>


<kwestia><akap>Moja krew! Moja krew! Jak Boga kocham. Wszyscy Fizdejkowie byli tacy.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

 


<kwestia><akap>Wy nie wiecie, co to za cudowny człowiek jest Mistrz.
To prawdziwy rycerz dawnych czasów. Naprawdę --- historia obróciła się zadem do pyska i żre swój własny... ogon.
To cud prawdziwy. Mogłabym go uwieść od razu, ale
nie chcę. Ja jestem czysta dziewczynka, a on jest duch
straszliwy, przeglądający się we mnie jak w magicznym
zwierciadle ukazującym przedmiot ze wszystkich stron.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Zaiste poznałem w sobie głębie, o które wcale siebie nie
podejrzewałem. Raczej koronkowe wykończenia fundamentów mojej sztucznej jaźni. Ale o tym później.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>v. PLASEWITZ</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Czy przemyślałeś już to do dna, panie hrabio? Nie radzę.
Jestem zwolennikiem wejrzenia bezpośredniego, czystej pojęciowej bzdury.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Nie przemyślałem i nie mam zamiaru. Zbyt wiele cudownych rzeczy tu się stało. To szczęście, że poznałem córkę
twoją wcześniej niż ciebie, mój Fizdejko. Tę istotną etykietę stworzył dla nas nasz nieoceniony Glissander.</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Małpigiusz</osoba> kłania się.</didaskalia>




<kwestia><akap>Ale niedosyt dziwności skłania mię ku światom zapomnianym przez dzisiejszą ludzkość...</akap></kwestia>



 

<didaskalia>Zatyka usta ręką w żelaznej rękawicy.</didaskalia>




<kwestia><akap>Co ja powiedziałem? Przy damach? O Boże, co za gafa!</akap></kwestia>





<didaskalia>Do <osoba>Der Zipfla</osoba>:</didaskalia>



<kwestia><akap><slowo_obce>Also, mein lieber</slowo_obce><pe><slowo_obce>Also, mein lieber</slowo_obce> (niem.) --- A więc, mój drogi.</pe> polski czarownik, możesz pan kazać 
wnieść swoje potwory. Raźniej nam będzie z nimi.</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Der Zipfel</osoba> wychodzi.</didaskalia>



<kwestia><akap>Cierpliwości. Ostrzegam, że mówić będę bezpośrednio. Ten
improduktyw poetycki, biedny Małpigiusz,</akap></kwestia>


<didaskalia>wskazuje na <osoba>Glissandera</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>ujął moją nieokiełznaną i skiełbaszoną fantazję słów
w formy niewzruszone. Przy całej dowolności połączeń
pojęciowych śmiem twierdzić...</akap></kwestia>


<didaskalia>Wiatr wyje głucho.</didaskalia>




<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ach, mów już nareszcie, Gottfrydzie. Nie obiecuj, tylko
mów! Bebechy mnie bolą od tego oczekiwania, a tyle
jest jeszcze przed nami.</akap></kwestia>
 

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Zaraz --- tylko niech wniosą potwory. Etykieta musi być
zachowana.</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Dwóch Bojarów</osoba> wnosi ogromną pakę z desek, grubo ciosanych.
Za nimi zaraz dwóch innych wnosi drugą pakę. Stawiają
paki po obu stronach ekranu. Za nimi ukazuje się <osoba>Der Zipfel</osoba>.</didaskalia>


<kwestia><akap>Może trochę światła, kniagini. Proszę zapalić lampkę.</akap></kwestia>



<didaskalia><osoba>Elza</osoba> przekręca guzik. Światło zalewa scenę.</didaskalia>



<kwestia><akap>Ta nędza to jest efekt kapitalny jako tło do mojego programu. Nie myślcie, że jestem pijany. A teraz, książęta
zbydlęconej Litwy, otwórzcie paki z potworami.</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Bojarzy</osoba> zaczynją odbijać paki od strony widowni. Odbiwszy
z góry i po bokach, przytrzymują pokrywy, czekając na dalsze
rozkazy.</didaskalia>


<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Tego jednego obawiam się trochę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>I ja też. Ale skoro Mistrz tak każe --- to trudno. Jednak
mnie nawet dziecinnych bajek nie oszczędzono na starość.
Wszystko muszę przeżyć. Czy ja dziecinnieję, czy co,
u diabła starego? Boję się jak małe dziecko.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Nie ma żadnej obawy. Mamy przecież między nami szlachetnego Der Zipfla, Wielkiego Czarodzieja i naczelnika
najpiekielniejszych w świecie seansów. Nie takie potwory
on już opanował.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DER ZIPFEL</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Tak jest, panie.</akap></kwestia>



<didaskalia>Do książąt:</didaskalia>



<kwestia><akap>Odwalcie pokrywy, stare niedźwiedzie, i won!!</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Bojarzy</osoba> odwalają pokrywy wśród zgrzytania gwoździ od dołu
i z wrzaskiem piekielnego strachu uciekają, tłocząc się we
drzwiach. Z pak rozlega się ptasie skrzeczenie. Wicher dmie.
Śnieg wali przez okno.</didaskalia>



<naglowek_osoba>KSIĘŻNA</naglowek_osoba>





<didaskalia>podchodząc</didaskalia>



<kwestia><akap>Ach, co za miłe potworki! W nich jest zaklęta tajemnica
naszej wspaniałej przyszłości. To są nasze talizmany, maskoty naszych zwycięskich, sztucznych konstrukcji duchowych.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>





<didaskalia>trochę drżącym głosem</didaskalia>



<kwestia><akap>Ja sam widzę je po raz pierwszy. Nowe państwo największej dziczy, złączonej z najwyższą kulturą, jest pewnikiem
przyszłej rzeczywistości. Nie ma kultury bez dziczy jako
kontrastu.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>klęka, łamiąc ręce</didaskalia>



<kwestia><akap>Tak się boję, tak się boję!</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Potwory</osoba> wypełzają z pak na swoich podstawach. Ruszają się
jak przesuwane flakony</didaskalia>


<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Jeśli ze mną będziesz się bać, moja mała, to naprawdę
się obrażę. A bez ciebie nie ma nas wcale. Ty jedna
łączysz nas, jak jakiś piekielny klajster, w nowy stwór
sztucznej rekonstrukcji życia na wierzchołkach nowej metafizycznej potęgi.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>v. PLASEWITZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Chociaż to nic zdaje się nie znaczyć, dobrze jest powiedziane.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>klęcząc</didaskalia>



<kwestia><akap>Tak się boję, tak się boję!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>POTWÓR</naglowek_osoba>

<didaskalia>bez prawej ręki; głosem skrzeczącym</didaskalia>



<kwestia><akap>Proszę nas postawić bliżej pieca. Zimno nam.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>





<didaskalia>do wszystkich</didaskalia>



<kwestia><akap>Ruszcie się, leniwcy! Pomóżcie potworom. Prędzej!</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Fizdejko</osoba>, <osoba>de la Tréfouille</osoba>, <osoba>Księżna</osoba> i <osoba>Glissander</osoba> pomagają
<osoba>Potworom</osoba> przesunąć się bliżej ku piecowi. <osoba>Der Zipfel</osoba> podchodzi do okna na lewo i wprawia je na powrót w ramę.
Z pieca, nie domkniętego przez nikogo, bucha czerwony żar
tak silny, że przyćmiewa elektryczną lampę. Świecą wszystkie
szpary. Podczas przechodzenia <osoba>Potworów</osoba> za łóżkiem <osoba>Elza</osoba> zaczyna jęczeć cicho: ,,Aa, aaa", potem coraz głośniej, aż wreszcie zamiera w dzikim krzyku.</didaskalia>


<naglowek_osoba>ELZA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>A! A! A! A! Aaa! Aaaa!!!! A!!!!!!!!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>v. PLASEWITZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>podchodząc do niej</didaskalia>



<kwestia><akap>No --- mamy przynajmniej jednego trupa. Moja córka
umarła ze strachu.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Zaraz będzie ich więcej. Serce zamiera mi z przerażenia,
mimo iż wiem, że we wszystkim tym jest jakaś sztuczka.</akap></kwestia>


<didaskalia>Piec płonie wszystkimi szparami coraz silniej</didaskalia>



<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>dziko krzyczy, zrywając się z klęczek</didaskalia>



<kwestia><akap>Zlitujcie się nade mną!!!</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Mistrz</osoba> podbiega i zakrywa jej usta żelazną rękawicą, i podtrzymuje drugą ręką za talię.</didaskalia>


<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>głosem twardym</didaskalia>



<kwestia><akap>Tajemnica wkroczyła między nas. Jesteśmy objęci wieczną,
niepoznawalną głębią wszechbytu na nowo --- jak dawni
ludzie.</akap></kwestia>
 
<naglowek_osoba>v. PLASEWITZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Więc względność wszystkiego? Dzicz jako tło potęgujące
i sztuczne potwory? Deformacja życia! Teraz rozumiem. 
Za tę cenę zdobywacie życie? To tak jak ze sztuką: za 
cenę deformacji i dysonansu --- Nowe Formy?</akap></kwestia>
 
<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Nie. To były marzenia królów Hyrkanii. Nie, stanowczo
nie; dzicz jest konieczna nie jako tło, tylko jako materiał.
Na dziczy wyrośnie cudowny kwiat odnowionej Tajemnicy,
możliwość nowej religii, ale nie sztucznej --- prawdziwej
tak, jak tajemnica mego własnego istnienia. Ale na to
musimy się przetransformować.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>v. PLASEWITZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>A jeśli dziczy wam zabraknie?</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Dzicz sztuczną wytworzy socjalizm doprowadzony do ostatnich granic. To się już stało u nas, a czy prędzej, czy
później stanie się i gdzie indziej.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>v. PLASEWITZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Nie obejdziecie się bez Semitów. Oni, to jest właściwie 
my, jesteśmy konieczną ramą każdego obrazu przyszłości.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Semitów mam pod dostatkiem. Sam ich puszczam wszędzie. Wyssiemy ich jak kleszcze.</akap></kwestia>


<didaskalia>Milczenie.</didaskalia>

<naglowek_osoba>POTWÓR II</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Dobrze nam tu. Ciepło jest.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>v. PLASEWITZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>do <osoba>Potworów</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Czy jesteście naprawdę znakami zaświatowych potęg?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>POTWÓR I</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>My nie jesteśmy wcale jakimiś symbolicznymi postaciami,
My jesteśmy naprawdę, żyjemy, ciepło nam jest, chcemy
jeść.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Tak są rzeczywiste jak Tajemnica Bytu, której nie złamie nic: ani system pojęć, ani społeczeństwo, ani...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>wyrywając mu się</didaskalia>



<kwestia><akap>Ani ty sam, Wielki Mistrzu. Ja kocham moje potwory,
moje biedne, kochane monstrumki. Ja się was wcale już
nie boję. Zaraz dostaniecie jeść.</akap></kwestia>


<didaskalia>Biegnie ku nim i gładzi je po piórach. Ptasie skrzeki wydobywają się z <osoba>Potworów</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>A więc za cenę jej miłości do mnie i zdrowia jej rozumu
mam zdobyć rzeczywistą władzę --- ja, złamany starzec
na schyłku dni swoich!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ I DER ZIPFEL</naglowek_osoba>

<didaskalia>Wskazując na ekran, na którym powoli występuje obraz olbrzyjmiej głowy <osoba>Fizdejki</osoba> w fantastycznej koronie, rzucony przez
magiczną latarnię.</didaskalia>



<kwestia><akap>Patrz tam!!!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Latarnia magiczna! I tego mi nie oszczędzili. Dziecinnieję
zupełnie. I boję się, boję okropnie, mimo iż wiem, że
macie tu gdzieś ukryty reflektor.</akap></kwestia>
 

<didaskalia>Wstaje z klęczek.</didaskalia>



<kwestia><akap>Ale ja też muszę wreszcie zjeść kolację. Chodźmy, państwo.</akap></kwestia>
 
<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Ja zostanę tu z Janulką i wszczepię w jej psychiczny
kościotrup jad tajemnic najgorszych. Pewna doza zła,
zwykłego łotrowskiego zła, nie da się uniknąć nawet
w naszych wymiarach.</akap></kwestia>
 

<didaskalia>Idzie na lewo ku <osoba>Janulce</osoba> i <osoba>Potworom</osoba>. Za nim idzie <osoba>Der Zipfel</osoba>,
<osoba>Fizdejko</osoba> kieruje się ociężale ku drzwiom. Za nim księstwo
<osoba>de la Tréfouille</osoba>, <osoba>v. Plasewitz</osoba> i <osoba>Glissander</osoba>. Lampa gaśnie.</didaskalia>


<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<didaskalia>idąc</didaskalia>



<kwestia><akap>Krótkie spięcie. I to jeszcze nawet! O, jakże bać się będę
dziś przy świecach!</akap></kwestia>
 

<didaskalia>Wychodzą. <osoba>Der Zipfel</osoba> stoi na tle płonącego pieca, który
trochę przygasa.</didaskalia>



<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>





<didaskalia>grzmiącym głosem</didaskalia>



<kwestia><akap>A teraz precz ze sztucznymi tajemnicami! Janulko, staniesz się w moich psychofizycznych szponach medium
urzeczywistnień najgłębszej żądzy przeżycia siebie w sposób najbardziej skondensowany. Ja pęknę chyba z rozkoszy! Ty sama nie przetrzymasz tego: przejdzie przez
ciebie prąd psychiki mocnej jak stado słoni.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Tak, tylko przyniosę jeść moim potworom.</akap></kwestia>


<didaskalia>Wybiega.</didaskalia>


<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>odsłania przyłbicę i rzuca się na kolana przed łóżkiem, na
którym leży trup <osoba>Elzy</osoba>; płaczliwym głosem:</didaskalia>



<kwestia><akap>Po co tu ten trup? Ja jestem zwykły dobry człowiek!
Czego wy ode mnie wszyscy chcecie? Czy to ja ją zabiłem? Ja niczego nie chcę! Tylko trochę, trochę odpocząć!</akap></kwestia>


<didaskalia>Wybucha histerycznym łkaniem. Ptasi skrzek <osoba>Potworów</osoba>. <osoba>Der
Zipfel</osoba> robi ruch ręką z góry na dół.</didaskalia>



<didaskalia>Kurtyna.</didaskalia>






<naglowek_akt>AKT DRUGI</naglowek_akt>

<didaskalia>Ponury wieczór jesienny zapada. Wnętrze dziewiczego, świerkowego lasu. Gdzieniegdzie sczerwieniała jarzębina prześwieca
w gęstwie ciemnozielonej. Olbrzymie drzewa. Potworne mchy
i grzyby: białe, żółte i czerwone. Na lewo, blisko rampy, stoi
równolegle do niej szałas fantastyczny. Szerokie drzwi otwarte.
Wewnątrz pali się ogień. Od czasu do czasu dym bucha i wychodzi przez dach. We drzwiach na wysokim progu siedzi <osoba>Naczelnik Seansów, Der Zipfel</osoba>. Na prawo na ściętym pniu
siedzi <osoba>Fizdejko</osoba>, ubrany jako Starzec Leśny. Na głowie korona z gałązek. Długa siwa broda. Szata biała z seledynem. Przy
nim przebiera jagody w przetaku <osoba>Janulka</osoba>, ubrana jak Boginka Leśna. Dwa <osoba>Potwory</osoba> stoją na swoich podstawach na prawo.<pa><slowo_obce>Dwa Potwory stoją na swoich podstawach</slowo_obce> --- Podstawy mogą być krynolinowate i umożliwiać aktorom stawanie i przysiadanie przez ścieśnianie się kręgów.</pa></didaskalia>


<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Tak więc udało mi się odwlec katastrofę na czas pewien.
Trudno zdziecinniałemu --- powiem otwarcie --- zidiociałemu prawie starcowi przekroczyć nagle takie granice,
przejrzeć takie perspektywy.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>A ja myślę, że ta nasza ucieczka w przededniu koronacji 
była przez nich samych planowo obmyślona jako jeden
z punktów programu. To sugestia Der Zipfla.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Nie wiem. W głowie mi się mąci. Nie piję już nic od
tygodnia. Chcę tylko spokoju. A mam przeczucie, że ktoś
tu nas dziś odwiedzi: człowiek, banda cała, zwierzę jakieś
czy duch --- wszystko jedno --- ale ktoś przyjdzie i od
tego wieczoru zależy wszystko inne.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DER ZIPFEL</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Do diabła, stary kniaziu, z tą całą świadomą kompozycją
życia! Prawda? Lepsze jest istnienie w małym, opuszczonym domku.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>O tak! Dziwnym jest to, że najdziksze historie są udziałem tych, którzy najwięcej pragną spokoju. A jednak,
jednak ciągle mnie niepokoi przeczucie, że mam coś jeszcze do zrobienia. A może mi się tylko wydaje --- tak z przyzwyczajenia.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Czy wiesz, papo, że Mistrza zastałam w ten pamiętny
wieczór płaczącego jak dziecko przy śmiertelnym łożu
mojej matki. Był potem nieczuły na nic prócz pewnych
moich sugestii erotycznych, którymi oplątałam go na
zimno, z całą świadomością. Wydobyłam z niego wszystko
na wierzch. Mówił mi rzeczy tak dziwne, że zdawało mi
się, iż lecę w jakąś małą dziurkę bez dna, że patrzę
w oczy samej Nicości, pozbawione zupełnie wyrazu.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>POTWÓR I</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>On ma chwile strasznego sentymentalizmu, jak każdy
zresztą prawdziwy siłacz duchowy i komediant. Ale to
nie są tak zwane realne uczucia.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>POTWÓR II</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Musisz mu pomóc w chwilach tych, Janulko, a nie być
dlań obcą i daleką. Kochaj w nim na zimno iskrę nieświadomości, która jest naciągnięciem sprężyn tego mózgu --- opętanego samym sobą, potwora nadludzkiej wprost
przenikliwości co do dziejów świata.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>smutnie</didaskalia>

<kwestia><akap>Może go nigdy już nie zobaczę? Nie przebaczyłabym ci
tego, mój papusiu. Jedyny błędny rycerz na całym widnokręgu świata.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>POTWÓR I</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Zobaczysz go, zobaczysz na pewno --- ale we wklęsłym
zwierciadle twej własnej pustki, jako rzut odniesiony do
urojonych spółrzędnych Der Zipfla --- raczej sam urojony
układ odniesienia.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Nie męczcie nas choć tutaj. Tajemnica naszego przyjazdu
do tej leśniczówki zadręcza mnie formalnie aż do nudności. Chcę dziś, jak nigdy dotąd, uwierzyć w materializm
dziejowy i ani rusz nie mogę.</akap></kwestia>
 
<naglowek_osoba>POTWÓR I</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Wspomnij ostatnią koronę świata, ostatnią zamkniętą kulturę, ostatnią myśl na przełęczy, z której ludzkość --- och, 
przepraszam: wszystko jedno co --- stoczy się pod swój 
własny wóz, jadący na hamulcach z niezmierzonej góry
niebytu.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>POTWÓR II</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Wspomnij na wcielenie wszystkich erotycznych mitów
w duszy biednej Janulki. Jesteście jedyni, jak i on: Mistrz.
Przez Der Zipfla on dosięgnie was nawet na dnie śmierci.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Ja nie mam siły nawet na samobójstwo, a umęczony
jestem samym sobą aż do zdechnięcia. I mimo to czuję
się młodzieńcem, który może się nawet zakochać.</akap></kwestia>

<didaskalia>Daleki dźwięk rogu.</didaskalia>

<naglowek_osoba>POTWÓR I</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>To on. Znalazł nas.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DER ZIPFEL</naglowek_osoba>

<didaskalia>wstając</didaskalia>

<kwestia><akap>Nareszcie rozpocznie się seans. Jesteście wszyscy duchami.
Pamiętajcie o tym dobrze.</akap></kwestia>

<didaskalia>Dźwięk rogu dużo bliżej.</didaskalia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>A więc i tego mi nie oszczędzono! Ja, który całe życie brzydziłem się spirytyzmem, ja, który nie wierząc w duchy, stworzyłem najidiotyczniejszą w świecie biologiczną teorię
ciał astralnych --- ja mam być duchem na seansie!</akap></kwestia>

<didaskalia>Zakrywa twarz rękami.</didaskalia>

<kwestia><akap>Co za upokorzenie!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Dopiero teraz dowiemy się, kim naprawdę jesteśmy. Ja
niewiele wiem o życiu, ale myślę, że można przeżyć je
całe nie znając siebie zupełnie. Chyba że zajdzie jakiś
fakt demaskujący. Jeśli on znajdzie nas aż tu, przeznaczenie nasze będzie jasne. Musimy stoczyć się aż na samo
dno, jak kamień, kiedy puszczony ze szczytu stacza się
w dolinę.</akap></kwestia>

<didaskalia>Dźwięk rogu tuż ża drzewami na prawo i trzask łamanych
gałęzi. Wbiega <osoba>Mistrz</osoba>, ubrany jak do polowania. Na ramiona
narzucony ma biały płaszcz, jak w akcie I. Za nim w strojach
myśliwskich: <osoba>v. Plasewitz</osoba>, księstwo <osoba>de la Tréfouille</osoba> i <osoba>Glissander</osoba>, dalej <osoba>dwunastu Bojarów</osoba> w kożuchach. Przelatują
wszyscy na lewo nie widząc nikogo i skupiają się przy
drzwiach szałasu.</didaskalia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>do <osoba>Der Zipfla</osoba></didaskalia>

<kwestia><akap>Gotowe, naczelniku?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DER ZIPFEL</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Tak jest, panie hrabio. Nie żyją wszyscy na pewno. Możemy rozpocząć seans natychmiast.</akap></kwestia>

<didaskalia>Wszyscy włażą do szałasu i siadają dookoła ognia. <osoba>Mistrza</osoba>
widać <slowo_obce>en face</slowo_obce> w głębi, oświetlonego żarem od dołu. <osoba>Der Zipfel</osoba>
staje przy drzwiach wewnątrz, wychyla się i wywołuje duchy.</didaskalia>

<naglowek_osoba>DER ZIPFEL</naglowek_osoba>

<didaskalia>uroczyście</didaskalia>

<kwestia><akap>Duchu kniazia Fizdejki, ukaż się!</akap></kwestia>

<didaskalia><osoba>Fizdejko</osoba> wstaje jak automat i krokiem zahipnotyzowanego
podchodzi ku drzwiom szałasu. Postać jego rysuje się ciemno
na tle krwawo pałającego wnętrza.</didaskalia>



<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Jestem. Jest to szczyt upokorzenia. Nie ręczę, czy nie
udaję ducha na seansie. Ale powiem to, co powiedzieć
muszę. Męczę się potwornie niedosytem samego siebie.
Chciałbym być wszystkim: objąć cały wszechświat, zdobyć
wszelką wiedzę zupełnie sam --- po raz pierwszy. Przekleństwo pożartych kultur dławi mnie jak zmora. Chciałbym też być artystą we wszystkich rodzajach sztuki i sam
stworzyć wszystko, co tylko było i może być przez wieczność całą w sztukach tych stworzone. Chciałbym być
jednocześnie żebrakiem i tym, który rzuca mu z nadmiaru
bogactwa marną sztukę złota. Chciałbym żyć własnymi
trzewiami i pożreć się do ostatniej kości, a potem rozbłysnąć duchem we wszystkich mgławicach i słońcach nieskończonej, amorficznej przestrzeni.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Przez najwyższą komplikację do zwierzęcej prawie prostoty i siły --- to jest nasza zasada. Będziesz nasycony,
duchu Eugeniusza Fizdejki.</akap></kwestia>


<didaskalia>Ptasi śmiech <osoba>Potworów</osoba>. <osoba>Fizdejko</osoba> znika, tzn. zapada się w zapadnię u drzwi szałasu.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DER ZIPFEL</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Teraz Janulka. Prędzej. Fluid się wyczerpuje.</akap></kwestia>

<didaskalia><osoba>Janulka</osoba> jak automat podchodzi na miejsce <osoba>Fizdejki</osoba>, rzucając
po drodze przetak.</didaskalia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Czego chcesz, jedyna moja, ukochana Janulko?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Jestem nieodrodnym tworem papy w kobiecym wcieleniu.
Chcę być świętą, nietykalną dla nikogo i dla samej siebie
i jednocześnie chcę być rozdarta przez milion uścisków
nieznajomych obrzydliwych mężczyzn, którzy by się zarzynali wzajemnie o moje ciało. Chcę być wbita na pal
i smagana nahajami przez jakieś spotworniałe od pożądań
ludzkie bydlęta i jednocześnie chcę, aby błękitny pocałunek anioła, jak kwiat niedosiężny, spadł w najgłębszą
cichą dolinkę mojej dziewczynkowatej duszy. Chcę władać
światem poprzez straszliwego tyrana, który by był tylko
tchnieniem, aż do czarności purpurowo lśniącej mojej
własnej ucieleśnionej w nim żądzy, spiętrzonej w krwawym mięsie pękających od potęgi muskułów, i był jednocześnie cieniem roztrwonionego w Nicości najskrytszego
marzenia bez treści, w zmarzniętym na kamień wszecheterze od wieczności po wieczność wymarłego Istnienia.
Dosyć, bo pęknę!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DER ZIPFEL</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Idź! Ja sam żałuję, że nie jestem twoim kochankiem.</akap></kwestia>

<didaskalia><osoba>Janulka</osoba> znika w zapadni u drzwi szałasu.</didaskalia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>wstaje i zbliża się do drzwi</didaskalia>

<kwestia><akap>Jakże straszliwie wymagającymi stali się jako duchy! Czy
zdołam ich zadowolić --- ja, absolutny sceptyk w kwestiach
nasycenia w ogóle?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DER ZIPFEL</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Stań się pan także duchem, panie hrabio. Mam na to
sposób wypróbowany.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>wychodząc z szałasu</didaskalia>

<kwestia><akap>Jaki?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DER ZIPFEL</naglowek_osoba>

<didaskalia>wychodząc za nim</didaskalia>

<kwestia><akap>Oto jaki.</akap></kwestia>

<didaskalia>Strzela <osoba>Mistrzowi</osoba> w pierś z małego rewolweru. Do <osoba>Bojarów</osoba></didaskalia>

<kwestia><akap>Może który z książąt odniesie trupa Mistrza za szałas.
On musi się przetransformować w samotności.</akap></kwestia>

<didaskalia>Dwóch <osoba>Bojarów</osoba> niesie <osoba>Mistrza</osoba> za szałas, po czym wracają obaj.</didaskalia>

<naglowek_osoba>v. PLASEWITZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Wiecie, że jednak intuicja to cudowna rzecz: cokolwiek
przyjdzie do łba --- wykonać natychmiast. Na intuicję
jeden jest tylko środek: policja! Na szczęście w naszym
państwie nie jest ona jeszcze dość zorganizowana. Oczywiście mówię o życiu, nie o filozofii. Tam --- rolę policji
spełnia ten przeklęty system logiki formalnej bez sprzeczności.</akap></kwestia>

<didaskalia>Wbijając krótki nóż myśliwski <osoba>Der Zipflowi</osoba> w piersi</didaskalia>

<kwestia><akap>Masz za wszystkie twoje blagi, stary prestidigitatorze!
Uwolnię raz na zawsze twoje pseudoduchy spod wpływu
tych niby-fluidów. Podziękuj jeszcze, że nie puściłem na
ciebie przed śmiercią depresyjnych gazów, których jestem
wynalazcą i fabrykantem.</akap></kwestia>

<didaskalia>Teraz dopiero <osoba>Der Zipfel</osoba> pada bez jęku i zaraz znika w zapadni przed szałasem.</didaskalia>

<kwestia><akap>A to co nowego? Znikł jak kamfora!</akap></kwestia>

<didaskalia>Jednocześnie zza szałasu wychodzi <osoba>Mistrz</osoba>, a z prawej strony
spomiędzy drzew <osoba>Fizdejko</osoba> wsparty na <osoba>Janulce</osoba>.</didaskalia>

<kwestia><akap>Mniejsza o niego. Dobrze, że ci przynajmniej są żywi i zdrowi.</akap></kwestia>

<didaskalia>Obciera nóż i chowa do futerału.</didaskalia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>do <osoba>Fizdejki</osoba> i <osoba>Janulki</osoba></didaskalia>

<kwestia><akap>Słuchajcie, wy tam, dlaczego uciekliście przede mną?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Przebacz, Gottfrydzie! Ja nie wiem, czy to, co mi proponujesz, nie jest ponad siły moje i Janulki. Jeszcze pora
wyrzec się wszystkiego.</akap></kwestia>

<didaskalia>Z szałasu wychodzą księstwo <osoba>de la Tréfouille</osoba> i <osoba>Glissander</osoba>,
a za nimi dwunastu <osoba>Bojarów</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Wstydź się, Eugeniuszu, mamyż się cofnąć nakręciwszy
taką maszynę? Mosty spalone. Nie mamy miejsca na tym
świecie, chyba tylko w twojej zbydlęconej Litwie. Otoczeni pierścieniem socjalistycznych republik, zginąć musimy, o ile nie stworzymy czegoś diametralnie przeciwnego. Zbydlęcenie nie doszło tam tak wysoko jak u nas.
Tam masy wierzą jeszcze w przyszłość. Tu --- w naszych
oczach --- zaczyna się odwrotna fala historii. Ja nawet
przestałem uznawać nieodwracalność uspołecznienia, a ty
chcesz uciekać? Ale dokąd? A zresztą mam w odwodzie
Semitów. Nic nam nie będzie.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Nie wierzę nawet w twoją siłę. To straszne. Mnie samemu
brakuje jakiejś odrobiny czegoś --- jakiegoś atomu wiary.</akap></kwestia>
 
<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>wskazując <osoba>Mistrza</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Jemu też czegoś brakuje. On płakał jak dziecko przy
trupie mamy. Mówiły mi o tym potwory.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Ja wam powiem prawdę: ja jestem zwykły, w miarę
dobry człowieczek. I wy także jesteście tacy sami. W nas
nie ma nic z tego, o czym mówimy. Ja mam gdzieś matkę,
którą kocham i która cierpi, uważając mnie za gorszego
niż jestem. Ja mam siostrzyczki takie jak ona</akap></kwestia>


<didaskalia>wskazuje na <osoba>Janulkę</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>--- i nic mi do szczęścia nie brakuje. Nawet nie jestem
uwodzicielem. Po prostu jestem wielkie nic: lubię sadzić
kwiatki, czasem przeczytać jakąś powieść, pójść do znajomych, pograć w tenisa czy w szachy...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Bój się Boga, Gottfrydzie, ja jestem taki sam zupełnie!
Wszystko, co robimy, jest czystą dekoracją na tle naszej
własnej nicości.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Nie --- moja idea deformacji życia wywraca wszystkie
dawne wartości i ich kryteria. Wszystko jest nadbudową.
W nicości płynie potworny szkielet mego okrętu. Nie
znajdziesz tam mięsa ani flaków. Z twardego materiału
zbudowałem podstawę, która wisi o parę cali nad moją
głową. Tam żyję. Sztuczna psychika. Nas nie ma już od
dawna --- od wieków. Ale nie jesteśmy bezdusznymi kukłami ubranymi w łachy. Tylko w tobie trzeba to jeszcze
rozwinąć. A podstawy dostarczy nam zdziczała w socjalizmie ludzkość... Tfu, do diabła, znowu to ohydne słowo.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Boże! Z czego ja zrobię nową, sztuczną duszę?!?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Naucz się! Myślałem was okłamywać, ale widzę, że nie
tędy droga. Nauczę was prawdziwej techniki urojonego
życia. Słuchaj mnie: skłąb twoją własną nicość aż do dna,
przekonaj się, że jesteś skończonym idiotą, bałwanem
i niedołęgą, że nie ma w tobie ani krzty honoru, wiary
i talentu, że jesteś najnędzniejszym pasożytem, alfonsem
i szpiegiem swej własnej jaźni --- i wtedy na tym stwórz
tę jedną stalową beleczkę, połóż ją na tej nicości i wiedz ---
zaklinam cię, nie wierz, tylko <wyroznienie>wiedz</wyroznienie> --- że się utrzyma,
jak planeta w bezdennej przestrzeni. Stwórz w idealnej
próżni ten zarodek grawitacyjnego pola, które rozprężając
się utrzyma bez podpory olbrzymi gmach twego nowego ,,ja".</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Dobrze, dobrze --- ale ten pierwszy krok...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>v. PLASEWITZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Musisz to zrozumieć intuicyjnie, Gienku. Pojęciowo nikt
temu rady nie da. Ja to zrobiłem już dawniej, też intuicyjnie, podświadomie, i wtedy to założyłem fabrykę depresyjnych gazów. Ale ciebie nie umiałem jakoś natchnąć tym nigdy.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>To trochę co innego. To samo co ja zrobili: Joël Kranz
i de la Tréfouille, ale z <wyroznienie>moją</wyroznienie> pomocą. Wynik zależy też od danych. Ty masz niesłychane zdolności, Eugeniuszu;
tylko złe wychowanie nie dało ci ich zużytkować. No, 
mój drogi, rusz się raz z miejsca.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Dobrze --- spróbuję. Ale wiesz, co mnie przeraża? --- to
te wszystkie drobiazgi: przemysł, handel, finanse i tak
dalej, i tak dalej... Ta nuda potworna realnego życia na
wierzchołku władzy, to ciągłe podpisywanie niezliczonych 
papierów...</akap></kwestia>
 
<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Od tego jest Kranz i Plasewitz. My palcem nawet nie
ruszymy w tę stronę. No, stary, ostatnia chwila ucieka.
Spiesz się.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Brrrr... jak się boję! Mam takie uczucie, jak dziewica gwałcona przez batalion rozbestwionych żołnierzy, jak chrabąszcz, któremu by dawano końską lewatywę. Jeszcze
jedna kwestia: czemu to ja właśnie?...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Dlatego, że masz taką córkę, że jesteś do pewnego stopnia
księciem krwi i że u was zaczęło się posocjalistyczne zbydlęcenie po raz pierwszy. Reszta --- to czysty przypadek. W pewnych granicach poza poglądem fizycznym nie ma
absolutnej konieczności, żeby to właśnie było, a nie coś
innego. Jest to ostatnie, psychologiczne rozwiązanie problemów: Korbowy<pe><slowo_obce>Maciej Korbowa</slowo_obce> --- bohater tytułowy sztuki Witkacego <tytul_dziela>Maciej
Korbowa i Bellatrix. Tragedia w pięciu aktach z prologiem</tytul_dziela> (1918 r.).</pe>, Wahazara<pe><slowo_obce>Wahazar</slowo_obce> --- bohater tytułowy sztuki Witkacego <tytul_dziela>Gyubal
Wahazar, czyli Na przełęczach bezsensu. Nieeuklidesowy dramat
w czterech aktach</tytul_dziela> (1921 r.).</pe> i króla Hyrkanii<pe><tytul_dziela>Król Hyrkanii</tytul_dziela> --- Hyrkan IV, jeden z bohaterów dramatu Witkacego
<tytul_dziela>Mątwa, czyli Hyrkaniczny światopogląd. Sztuka w jednym
akcie</tytul_dziela> (1922 r.).</pe>. Błędy
ich polegały na tym, że Korbowa zabrnął w kompromis,
Hyrkan nie miał następców, a poczciwy Gyubal chciał być
samotnikiem zupełnym. Bez wzajemnych zwierzeń, bez
kompletnej szczerości psychicznych mocarzy równych sobie absolutnie --- nie ma mowy o prawdziwej deformacji
życia. Nie potrzebuję tego objaśniać, bo wszyscy wiedzą
o tych nieudanych próbach przezwyciężenia zagadnień
ludzkości w ogóle --- ach, czyż nie można się już obejść
bez tego przeklętego słowa?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<didaskalia>z rozpaczą</didaskalia>



<kwestia><akap>Nie mogę. Nic nie mogę z siebie wydusić. Starczy marazm. Czemu to ja właśnie?!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>z pasją</didaskalia>



<kwestia><akap>Dlatego, że jesteś jedyny, jak i twoja zagwazdrana Janulka. Gdzież znajdę lepsze media? Na Trobriand Islands<pe><slowo_obce>Trobriand Islands</slowo_obce>, pol. <slowo_obce>Wyspy Trobriandzkie</slowo_obce> --- archipelag wysp na Morzu Salomona, należący do Papui-Nowej Gwinei, gdzie Witkacy przebywał w 1914 r., prowadząc dokumentację fotograficzną w początkowym okresie wyprawy antropologicznej Bronisława Malinowskiego.</pe>?
Czy na Nowej Gwinei? A, do diabła starego, cierpliwości
zaczyna mi już brakować. Ta ciągła samotność w piekielnym gmachu mojej sztucznej jaźni, gdzie jestem opuszczonym jak Karol V<pe><slowo_obce>Karol V Habsburg</slowo_obce> (1500--1558) --- cesarz rzymski narodu niemieckiego i król
Hiszpanii (jako Karol I) pod koniec życia przeszedł załamanie nerwowe i abdykował w 1556 r. Ostatnie lata spędził w klasztorze, cierpiał na podagrę. W 1558 r. zorganizował tam próbę generalną jego własnego pogrzebu i podczas tej uroczystości nabawił się udaru słonecznego, co stało się przyczyną jego śmierci.</pe>, jak maron<pe><slowo_obce>maron</slowo_obce> (ang. <slowo_obce>marooned</slowo_obce>) --- neologizm utworzony przez Józefa Birkenmajera, tłumacza R.L. Stevensona, efekt przekładu ang. <slowo_obce>marooned</slowo_obce>. Wyraz ten ,,oznacza rodzaj strasznej kary, dość pospolitej wśród
korsarzy, a polegającej na tym, że winowajcę wysadza się na
pustej i ustronnej wyspie z garstką prochu i kul" (<tytul_dziela>Wyspa skarbów</tytul_dziela>, tłum. J. Birkenmajer, Warszawa 1972).</pe> na bezludnej wyspie. Potrzebuję  równych sobie ludzi i równej sobie kobiety.
Język wysechł mi od gadania! Robisz to, co ci każę, czy
nie robisz?</akap></kwestia>


<didaskalia>Do <osoba>Bojarów</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Zapalić tam pochodnie! Niech wszyscy patrzą!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<didaskalia>prężąc się i wydymając</didaskalia>



<kwestia><akap>Nie mogę! Nie mogę położyć tego węgielnego kamienia.
Czuję pustkę i nudności. Wiem --- jestem niczym. Och! 
Ja pęknę z tego wszystkiego. Miejcie litość.</akap></kwestia>


<didaskalia>Zapaliły się w rękach <osoba>Bojarów</osoba> pochodnie.</didaskalia>

 

<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Papusiu, papusiu! Jeszcze troszeczkę! Jeszcze choćby odrobinę!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DE LA TRÉFOUILLE</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Jeszcze, jeszcze! Myśmy wszyscy przez to przeszli, tylko
nie tak świadomie. No i przy tym mniejszymi jesteśmy
duchami w hierarchii istnień.</akap></kwestia>
 
<naglowek_osoba>KSIĘŻNA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Teraz dopiero widzimy technikę przyszłych wydarzeń. To
jest cudowne! Mistrz rzucił na stół ostatnią kartę. W tym
jest szalona siła. Szczerość największego ze sztucznych ludzi! I nam dane było to oglądać!</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Fizdejko</osoba> zgina się w kabłąk i jednocześnie naciska raptownie
balonik, który ma ukryty na brzuchu, pod ubraniem Starca
Leśnego. Głuchy huk.</didaskalia>


<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Przesiliłem się!</akap></kwestia>


<didaskalia>Pada.</didaskalia>


<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Pękł jak bomba! Teraz macie dowód, że jest to możliwe.
To sztuczna duchowa siła. Fizycznie jest zdrów jak ogier.
Pęknie tak jeszcze ze czterdzieści razy, ale stworzy siebie
w innej psychicznej geometrii.</akap></kwestia>


<didaskalia>Do <osoba>Fizdejki</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Ale teraz nie będziesz już uciekał? Co? Czujesz tę dziką
rozkosz tworzenia siebie z nicości?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<didaskalia>zmęczonym głosem, wymawia ,,tak" jak kaczka</didaskalia>



<kwestia><akap>Tak, tak, tak. Tak, tak, tak. Ale jestem bardzo osłabiony.
Teraz dopiero pojąłem całą wartość twego towarzystwa,
Gottfrydzie. Teraz widzę konieczność naszej spółki. Przezwyciężenie nihilizmu w życiu! Przepiękna rzecz!</akap></kwestia>


<didaskalia>Mdleje.</didaskalia>


<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>No cóż, Janulko? Czyż nie jest to wszystko wspaniałym
dowodem istnienia utajonych głębin w człowieku --- ach,
co za świństwo! --- w Istnieniu Poszczególnym. Wściekła
to jest praca: będąc już absolutnie nikim wydusić z siebie 
nowy twór. Wiem, co powiesz: zdeformowany. A czymże 
są obrazy kubistów? A muzyka Schönberga<pe><slowo_obce>Arnold Schönberg</slowo_obce> (1874--1951) --- kompozytor austriacki,
twórca techniki dodekafonicznej.</pe> czyż nie jest karykaturą uczuć? Ale nam nie o uczucia chodzi --- o nowe formy w życiu, kiedy skończyła się już sztuka. Moja teoria jest tym, czym teoria Arrheniusa<pe><slowo_obce>Svante Arrhenius</slowo_obce> (1859--1927) --- fizykochemik
i astrofizyk szwedzki, laureat Nagrody Nobla (1903) w dziedzinie chemii za opracowanie teorii dysocjacji elektrolitycznej. Twórca teorii panspermii, według której życie w formie bakterii jest przenoszone między planetami dzięki ciśnieniu światła.</pe> w kosmogonii: przezwyciężeniem entropii. Dzicz, miazgę, na której rośniemy, stwarza dla nas socjalizm --- a na tym tle
piętrzą się dopiero żelazobetonowe, sztucznie konstrukcyjne
widma naszych nowych jaźni.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>z żalem</didaskalia>



<kwestia><akap>Więc ty mnie nigdy nie pokochasz, Gottfrydzie?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Możesz być jeszcze tej nocy moją kochanką, ale kochać
się nie będziemy nigdy. Uczucia są tylko pretekstem dla
Czystej Formy w życiu.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>wesoło</didaskalia>

<kwestia><akap>Ach, jeśli tak to rozumiesz, to ślicznie. --- Bałam się tylko
jakiejś ascezy. Bo ja mam też ciało, Gottfrydzie, i to
bardzo ładne.</akap></kwestia>



<didaskalia>Ociera się o niego.</didaskalia>


<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Tylko nie teraz. Na wszystko mamy jeszcze czas.</akap></kwestia>


<didaskalia>Gwiżdże w świstawkę, ewentualnie świszczę w gwizdawkę.
Słychać szum motoru i spadnięcie czegoś ciężkiego w lesie.</didaskalia>



<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>w zachwycie</didaskalia>



<kwestia><akap>Czuję teraz, jak w tej nowej nicości nasyca się moja ostateczna żądza. Kiedyś, dawno temu, a może we śnie, chciałam mieć wszystko. Tylko w sztucznej psychice jest to
możliwe. Gottfrydzie, dajesz mi świat w postaci skomprymowanej pigułki i ja się nasycam, nasycam i wypełniam
wszystkim.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Cieszę się bardzo, że cię nareszcie przekonałem.</akap></kwestia>


<didaskalia>Obejmuje ją i całuje w głowę.</didaskalia>


<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Słuchaj, ależ my możemy w tej drugiej jaźni stworzyć
nowe uczucia --- takie, jakich nigdy nie było --- amalgamat największych sprzeczności.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Tylko dla formy, tylko dla formy, moje dziecko. Księżna
de la Tréfouille była moją kochanką. Ona ci wskaże odpowiednią drogę. Wierzę, że z czasem dasz mi chwile
prawdziwego zdumienia nad sobą samym.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĘŻNA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Mam nadzieję, że będziesz pojętną uczennicą, moja Janulko.</akap></kwestia>


<didaskalia>Podchodzi do niej i obejmuje ją.</didaskalia>


<naglowek_osoba>GLISSANDER</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>A ja stworzę jeszcze coś dziwniejszego: nową sztukę, wypływającą ze sztucznie zdeformowanej jaźni. Czysta Forma
w drugiej potędze czy coś podobnego.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Marzenia improduktywa! Ale i tacy będą nam potrzebni dla zapchania pewnych dziur...</akap></kwestia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Joël Kranz</osoba> z <osoba>Rederhagazem</osoba> i <osoba>Haberboazem</osoba>.</didaskalia>

 

<kwestia><akap>Joël, od jutra zaczynając zorganizujesz z panem v. Plasewitz nasz handel, przemysł i inne te okropnie nudne rzeczy.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>JOËL</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Tak jest, Mistrzu, szkolnictwo, sądownictwo, więzienia, 
szpitale wariatów i nową religię dla zdziczałej masy. Zaczynamy wszystko od samiutkiego początku. Zapraszam 
państwa wszystkich na mój aeroplan. Trudno --- jesteśmy
bądź co bądź ludzie cywilizacji.</akap></kwestia>


<didaskalia>Zza szałasu ukazuje się <osoba>Naczelnik Seansów: Der Zipfel</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DER ZIPFEL</naglowek_osoba>

<didaskalia>krzyczy donośnym głosem</didaskalia>



<kwestia><akap>Seans skończony!!!</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Fizdejko</osoba> zrywa się na równe nogi. <osoba>Potwory</osoba> skrzeczą.</didaskalia>


<naglowek_osoba>v. PLASEWITZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>A teraz na koronację Fizdejki! Teraz zobaczymy, jak
wygląda ta nowa rzeczywistość --- piąta rzeczywistość,
według terminologii Leona Chwistka.</akap></kwestia>


<didaskalia>Pochód z pochodniami rusza na prawo.</didaskalia>


<naglowek_osoba>POTWORY</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>A nie zapominajcie o nas!</akap></kwestia>




<didaskalia>Kurtyna.</didaskalia>









<naglowek_akt>AKT TRZECI</naglowek_akt>



<didaskalia>Lewa część sceny przedstawia salę tronową w pałacu <osoba>Fizdejki</osoba>,
w stylu fantastyczno-spiczastym. Na lewo w rogu tron, ustawiony twarzą na przekątni całej sceny. Ściana lewa żółta,
przechodzi w ciemnożółty i pomarańczowy w miarę zbliżania
się ku czarnym drzwiom w środkowej ścianie. Lewa połowa
drzwi w stylu spiczastym. Czarne desenie z przecinających się
trójkątów. Prawą połowę sceny zajmuje kawiarnia w stylu 
fantastyczno-okrągłym. Dużo stolików i krzeseł. W głębi okno
dla podawania potraw. Od drzwi zaczynają się czarne, koliste
desenie, a kolor od czerwonego, przez purpurę, przechodzi
w zupełnie czysty fiolet na ścianie prawej. Strona tronowa
ciemnawa --- kawiarniana oświetlona. Tron czarny w złote
desenie posiada dwie kondygnacje. Na niższej siedzi <osoba>Fizdejko</osoba>.
Ma ogolone wąsy, jest strasznie trupio bladozielony. Ubrany
jest w purpurowy płaszcz na ubraniu z I aktu. Na wyższej
kondygnacji siedzą dwa Potwory. Na prawo od tronu stoi
<osoba>Glissander</osoba> we fraku, na lewo --- <osoba>Naczelnik Seansów Der Zipfel</osoba>. Oprócz okienka do podawania, okien nie ma. Na czele dwunastu <osoba>Bojarów</osoba> wchodzi <osoba>Mistrz</osoba>, ubrany jak w akcie I, 
z odsłoniętą przyłbicą, z <osoba>Janulką</osoba> w stroju żałobnym i ogromnym czarnym kapeluszu. Stają między częścią tronową a kawiarnianą. Koło stolików krzątają się: <osoba>de la Tréfouille</osoba> jako
kelner i <osoba>Księżna Amalia</osoba> jako kelnerka.</didaskalia>



<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<didaskalia>ponuro</didaskalia>



<kwestia><akap>Zdaje się, że jestem definitywnie spreparowany. Życie
moje zmieniło się w jakąś potworną malignę. Tworzę
nowe światy wewnętrzne z łatwością notorycznego czarodzieja.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>podchodząc ku tronowi</didaskalia>



<kwestia><akap>Papusiu, ja tworzę chyba jeszcze więcej --- sztuczne uczucia takie, jakich w życiu wcale nie ma. Zaraziłam tym
Gottfryda. Jestem jego perwersyjną kochanką, a myślę,
że zostanę i żoną. On jest następcą tronu? Prawda?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Mówisz o tym tak, jak gdyby pojęcie następstwa nie implikowało pojęcia śmierci twego ojca. Wyrzut ten ---
o ile wyrzutem nazwać to można --- robię ci jeszcze automatycznie z tej strony świeżo osiągniętych granic. Sam
jestem istotnie --- wraz z nim i tobą ---</akap></kwestia>



<didaskalia>wskazuje <osoba>Mistrza</osoba> i <osoba>Janulkę</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>--- w tym piekielnym świecie sztucznej psychicznej konstrukcji. Cudowny świat! Ale jest tylko potencjalnym.
Nie wiem, jak będzie wyglądać rzeczywistość.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>W każdym razie będzie piąta. Chwistek wyczerpał cztery
pierwsze w zupełności. Zaraz zrobimy próbę. Światła!</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>De la Tréfouille</osoba> przekręca guzik lampy łukowej i mnóstwa
żarowych. Wchodzi <osoba>Joël Kranz</osoba> ze swymi chasydami. Nie zwracając uwagi na nikogo zajmują miejsca przy stoliku w kawiarni.</didaskalia>



<naglowek_osoba>DE LA TRÉFOUILLE</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Trzy czarne dla panów.</akap></kwestia>


<didaskalia>Biegnie do okienka. <osoba>Księżna</osoba> podaje ciastka.</didaskalia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Czemu ten błazen został kelnerem?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Jest to problem zupełnie nieistotny. Tak zwane ćwiczenia
transformacyjne dla duchów niższej klasy.</akap></kwestia>
 

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>A więc zaczynajmy raz, do diabła, tę piekielną komedię.
Ja mówię --- zwracam wam uwagę --- więcej niż cezar
August. On, kończąc wszystko, przyznał się<pe><slowo_obce>cezar
August, kończąc wszystko, przyznał się</slowo_obce> --- nawiązanie do słów Oktawiana Augusta, wypowiedzianych na łożu śmierci, a przytaczanych przez Swetoniusza: <slowo_obce>Plaudite, cives, comoedia finita est</slowo_obce> (Klaszczcie, obywatele, komedia skończona).</pe>, ja --- zaczynając. A zresztą, są to inne dymensje i współczynniki:
on zaczynał upadek Rzymu --- my tkwimy, jak stare
grzyby, w głębi puszcz zbolszewizowanych --- to jest, co
ja powiedziałem? Ludzkość? Precz z tym! Siedzimy wśród
pierwotnej dziczy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>



 

<kwestia><akap>O --- teraz dobrze. Jakiż będzie twój pierwszy krok
władcy? Nie chcę ci się narzucać tak od razu z pomysłami.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Wprowadźcie moich wasali --- wasali, powtarzam ---
a ujrzycie, że nie różnią się niczym od niedźwiedzi. To
bydło --- skończona bydłokracja, idąca pod byle jaki
nóż. No --- i cóż dalej? Moja sztuczna konstrukcja spiętrza się coraz wyżej. Wyżej, wyżej --- aż zabraknie samej
wysokości. Ja jestem samą wysokością: Jego Wysokość
książę Litwy Eugeniusz nie wiem który Fizdejko! Sama
nazwa może przyprawić o kolki. Och --- ja pęknę dziś,
po raz nie wiem który --- wydyma mnie czysta nicość.</akap></kwestia>


<didaskalia>Krzyczy.</didaskalia>



<kwestia><akap>Joël! Joël! Zaświatowy polipie z innej geometrii! Czyś
stworzył już wszystkie, niewyrażalne w swej bezmiernej
nudzie, instytucje?!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Spokojniej, spokojniej. Spokój jest najwyższym zbytkiem,
na jaki mogą sobie pozwolić ludzie naszego pokroju. Mów,
Joël. Niech cię nie przeraża nienasycenie naszego władcy.
Jest jak sucha gąbka w swych nieogarnionych pragnieniach. Pochłania wszystko, jak świnia świętego Antoniego.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>KRANZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>wstaje gwałtownie od stolika, wylewając kawę; chasydzi siedzą dalej bez ruchu.</didaskalia>



<kwestia><akap>Panowie, ja nie mogę być spokojnym. Chciałem się opanować, ale nie mogę. Ja się trzęsę cały z dzikiej furii.
Ja nie mam czasu. Życie jest krótkie --- ach, jak krótkie!
A muszę zrobić wszystko to, do czego jestem stworzony.
Są już ramy i genialne koncepcje, ale któż je wypełnić
zdoła! Wy się bawicie --- ja wiem, bawicie się dobrze ---
ale ja wypełniać muszę --- ja nie mam czasu --- ja proszę
o rozkazy!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Wyrżnąć wszystkich. Nie chcę nikogo --- chcę być zupełnie sam.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Eugeniuszu, nie siedź na tronie w takim razie. Jako
władca musisz być zawsze w nieodpowiednim dla siebie
towarzystwie --- z wyjątkiem paru osób najbliższych --- 
oczywiście. Pojęcie władzy implikuje pojęcie miazgi. Znany
problem Karola V. Ale on rozwiązał go w klasztorze,
jako zegarmistrz.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Dobrze --- chcę miazgi, ale prawdziwej. Ostatecznie ty
z Janulką możesz zostać jako następca. Ale poza tym
nic --- jedna miazga. Chcę być władcą samotnym.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>KRANZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Panie de la Tréfouille! Jeszcze jedna kawa! Z tym panem przeprawa będzie ciężka. Sztuczna jaźń zerwała mu
się z łańcucha jak wściekły pies. Zauważ pan na serio,
panie Fizdejko, że ja już i tak wziąłem ciężary ponad
siły: szkolnictwo, sądownictwo, handel...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Wiem, wiem: przemysł, finanse i tak dalej, i tak dalej.
Konam z nudy na samą myśl o tym.</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>De la Tréfouille</osoba> podaje kawę <osoba>Kranzowi,</osoba> który pije stojąc.</didaskalia>


<naglowek_osoba>KRANZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Jakkolwiek działy te są dość prymitywne w naszym nowym państwie, jednak jak na jednego Semitę pracy mam
po uszy...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Lepiej powiedzcie, czemu czuję ciągle potrzebę normalnych związków pojęć?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Oto czemu: za mało samotnym jesteś sam w stosunku do
siebie. Radzę ci, skup do ostatnich natężeń twoją moc
wykrzywiania i bądź raz karykaturą twej własnej woli
i przeznaczenia. Ja tylko wyzwalam --- nie tworzę. Moje
działanie, jako następcy tronu, może być tylko i jedynie
katalityczne.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Katalizuj do woli, ale czemu mnie właśnie? Czemu głównym obiektem twym nie jest Kranz, de la Tréfouille lub moja nieboszczka żona?</akap></kwestia>


<didaskalia>Wchodzi kniagini <osoba>Elza</osoba>, ubrana jak w akcie I, i kładzie się
powoli u stóp tronu.</didaskalia>



<kwestia><akap>O, w niedobrą godzinę wymówiłem to słowo. Panie, świeć
nad jej duszą --- mnie nie obchodzi to już nic. Tylko dlaczego ja?</akap></kwestia>
 

<didaskalia>Wchodzi <osoba>v. Plasewitz</osoba>.</didaskalia>



<kwestia><akap>O --- dlaczego nie on?!</akap></kwestia>


<didaskalia>Wskazuje <osoba>v. Plasewitza</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Wyrwałeś mi z ust to pytanie. Nie mówię o sobie, ale
czemu nie on?</akap></kwestia>


<didaskalia>Wskazuje <osoba>v. Plasewitza</osoba>.</didaskalia>



<kwestia><akap>Czemu? Dlatego że nie on. <wyroznienie>Dlatego</wyroznienie>. Bezpośrednie poczucie przyczynowości stworzyło to piekielne słówko: ,,dlaczego". Znaczenie tego jest czysto negatywne. Dlatego
dzieje się to, że właśnie <wyroznienie>nie dzieje się</wyroznienie> coś innego.
Nie mamy nieskończonego szeregu przyczyn aż do prapoczątku --- mamy tylko konieczne wycinki. Przecież nie
chcesz zejść do roli wycinka, Eugeniuszu. Materia żywa:
konik polny, krowa, ja sam i ty nawet, przeczymy temu
prawu absolutnie. Wyzbądź się przesądów, bo inaczej koronacja nie dojdzie do skutku.</akap></kwestia>
 
<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Wielka mi groźba! A zresztą, ja rozumiem nawet czysty 
przypadek, ale poza mną. Postaram się jednak spojrzeć
na siebie zupełnie z boku, całkiem obiektywnie.</akap></kwestia>


<didaskalia>Wygina się na tronie.</didaskalia>



<kwestia><akap>O już --- już skończone. Już widzę siebie na tronie, na
jedynym tronie tej ziemi.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Gdybyś nie był pod wpływem ogólnej demokratyzacji,
nie pytałbyś o to wcale, Eugeniuszu. Przyjąłbyś przeznaczenie twe takim, jakim jest.</akap></kwestia>
 

<didaskalia><osoba>Fizdejko</osoba> wykręca się dziko.</didaskalia>



<kwestia><akap>Ale stał się bądź co bądź cud: przez pojęcie absolutnej
przyczynowej czy funkcjonalnej zależności doszedł do pojęcia absolutnej wolności --- odwrotnie niż Maurycy Blondel<pe><slowo_obce>Mauryce Blondel</slowo_obce> (1861--1949) --- filozof francuski.</pe>, który twierdził, że tylko przez swobodę mamy poczucie determinizmu. To wszystko może wydać się wam
nudnym, ale mimo to są to pierwsze podstawy dla Czystej
Formy w życiu społecznym... tfu, do licha, co za ohydne
słowo!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>v. PLASEWITZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Ujęcie to podoba mi się. Nawet największa przyjemność
nic nie jest warta bez odpowiedniego steoretyzowania. Zaczynajmy ceremonię.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KRANZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>pospiesznie</didaskalia>



<kwestia><akap>Tak jest, zaczynajmy. Bydlęcieć zaczynają całe socjalistyczne republiki obok nas i masa krajów jest do zawojowania. Tylko stwórzmy wprzód wojsko. Trzeba jak najprędzej podpisać dekrety.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Ale co mnie dziwi, że ty, Joël, taki zwykły sobie Żydek,
idziesz teraz przeciw wszystkim Żydom świata.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>KRANZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Są Żydzi i Żydzi. Dla was, Ariów, my podobni jesteśmy
do siebie jak nieboszczyki-Chińczyki. Ale są Żydzi
i Żydzi przez wszystkie wielkie pięć liter. Ostatni naród
na tej planecie. Ale to jest już prawie metafizyka. Prędzej,
prędzej --- beze mnie moglibyście co najwyżej wstąpić do
teatru. Ja nadziewam nowym farszem stare skorupy. Ale
czymże jest najlepszy farsz bez skorup --- i na odwrót:
formy bez nadzienia niczym są. Musimy działać razem,
a nade wszystko szybko, szybko, szybko!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap><begin id="b1467794611274-2027870592"/><motyw id="m1467794611274-2027870592">Król, Władza</motyw>Zaczynamy. Kranz, masz koronę?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>KRANZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Owszem --- tylko bez żadnych ceremonii. Możecie się,
panowie, wobec mnie nie krępować.</akap></kwestia>


<didaskalia>Wydobywa spod surduta złotą koroną i kładzie ją <osoba>Fizdejce</osoba> na głowę.</didaskalia>




<kwestia><akap>Oto ja, Joël Kranz, wszechwładny minister-premier, koronuję ciebie, Fizdejko, na króla nowobarbarzyńskiej Litwy i Białorusi. I skończone --- ani słowa więcej. Oby całe
państwo nasze nie było tylko premierą! Podpisuj, <slowo_obce>sire</slowo_obce>,
papiery i jadę dalej. Ani chwili czasu do stracenia.</akap></kwestia>


<didaskalia>Podaje <osoba>Fizdejce</osoba> plik papierów i fountain-pen<pe>
<slowo_obce>fountain-pen</slowo_obce> (ang.) --- wieczne pióro.</pe>. <osoba>Fizdejko</osoba> gorączkowo podpisuje.<end id="e1467794611274-2027870592"/></didaskalia>


<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Jak niesłychanie sprawnie działa nasza państwowa maszyna. Prawda, bojarowie?</akap></kwestia>


<didaskalia>Szmer wśród <osoba>Bojarów</osoba> i pokłony.</didaskalia>


<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Gotowe, ekscelencjo Kranz. Mianuję cię hrabią, drogi
Joëlu. Pierwsze urzeczywistnienie tylu, tylu snów.</akap></kwestia>


<didaskalia>Chce go uścisnąć.</didaskalia>


<naglowek_osoba>KRANZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>usuwając się</didaskalia>



<kwestia><akap>Nie mam czasu. Państwo jest na mojej głowie, a nie tytularne fatałaszki.</akap></kwestia>


<didaskalia>Wylatuje przez drzwi pędem. Za nim wybiegają chasydzi, którzy zerwali się raptownie od stolika, bełkocząc niezrozumiałe
wyrazy.</didaskalia>


<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>No --- nareszcie zostaliśmy sami. Możemy zająć się fantastyczną stroną problemu. Potąd ---</akap></kwestia>


<didaskalia>przejeżdża palcem po gardle</didaskalia>



<kwestia><akap>--- mam już tych spraw życiowo-państwowych.</akap></kwestia>
 
<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>A więc bawmy się. Wszystkich bojarów, mych wasali 
i rywali, skazuję tym oto słownym wyrokiem na śmierć.
Tego już nie podpiszę, bo jestem zmęczony urzędowaniem
realnym. Ustawić się według wzrostu.</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Bojarowie</osoba> ustawiają się w szeregu przed tronem.</didaskalia>



<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>To jest tylko wstęp.</akap></kwestia>


<didaskalia>Do <osoba>Bojarów</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Na prawo --- zwrot!!</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Bojarowie</osoba> wykonują zwrot na prawo.</didaskalia>


<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>A teraz niech każdy zabija toporem tego, którego ma
przed sobą.</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Pierwszy Bojar</osoba> wali swego potylnika w głowę. <osoba>Drugi Bojar</osoba> pada.</didaskalia>



<kwestia><akap>No --- dalej!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>II BOJAR</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>konając</akap></kwestia>


<kwestia><akap>Ja nie mam kogo walić. O Boże --- co za męka! Kniaziówno, to przez ciebie giniemy. My się w tobie kochamy od dawna --- od pieluch prawie.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>No --- dalej, dalej: Trzeci --- Czwartego, Piąty --- Szóstego,
Siódmy --- Ósmego i tak dalej.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>III BOJAR</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Aha --- rozumiem. Bądź przeklęta, Janulko.</akap></kwestia>


<didaskalia>Wali <osoba>Czwartego</osoba>. Reszta robi to samo.</didaskalia>


<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Ach, teraz rozumiem wszystko. Jakże was kocham obu:
papusia i ciebie, Mistrzu!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Co?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>pospiesznie</didaskalia>



<kwestia><akap>Nie --- nie kocham was --- to stare przyzwyczajenie: podziwiam w was odwrotność waszych natur, odbitych,
w krzywym zwierciadle mego zdeformowanego serca ---
ale ciebie, Gottfrydzie, inaczej niż papusia.</akap></kwestia>


<didaskalia>Zostają: <osoba>Pierwszy</osoba>, <osoba>Trzeci</osoba>, <osoba>Piąty</osoba>, <osoba>Siódmy</osoba>, <osoba>Dziewiąty</osoba> i <osoba>Jedenasty Bojar</osoba>. Trupy padają na prawo.</didaskalia>


<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<didaskalia>grzmiącym głosem</didaskalia>



<kwestia><akap>Ścieśnić rząd! Szlusuj! A, to cudowna zabawa!</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Bojarowie</osoba> stają w ścieśnionym rzędzie.</didaskalia>

 
<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Jak dawni cesarze Niemiec walczysz z wasalami, <slowo_obce>sire</slowo_obce>.
Ale o ile prostsze masz zadanie. To są barany, nie ludzie,
a w dodatku potomkowie udzielnych książąt. Jazda dalej!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>To samo co poprzednio! Prędzej! Władza moja puchnie
jak olbrzymi wrzód nalany ropą! On musi pęknąć!</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Pierwszy Bojar</osoba> uderza <osoba>Trzeciego</osoba>, <osoba>Piąty</osoba> --- <osoba>Siódmego</osoba>, <osoba>Dziewiąty</osoba> --- <osoba>Jedenastego</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>I BOJAR</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Zdaje się, że ja jeden zostanę.</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Możliwe --- nie znam się na matematyce. Szlusuj i to
samo co pierwej!</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Pierwszy</osoba>, <osoba>Piąty</osoba> i <osoba>Dziewiąty</osoba> ścieśniają rząd. <osoba>Pierwszy</osoba> wali
<osoba>Piątego</osoba>.</didaskalia>



<kwestia><akap>Dziewiąty: zwrot w tył i walczcie ze sobą!!</akap></kwestia>


<didaskalia>Dwaj <osoba>Bojarowie</osoba> walczą.</didaskalia>



<kwestia><akap>Zupełnie jak gladiatorzy. Zdaje mi się, że jestem rzymskim cezarem!</akap></kwestia>



<didaskalia><osoba>Dziewiąty Bojar</osoba> powala <osoba>Pierwszego</osoba> i staje, dumnie wspierając
się pod boki.</didaskalia>


<naglowek_osoba>IX BOJAR</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>No i cóż teraz powiecie, panie Fizdejko? Czy ja nie jestem
też godzien być królem jako wy? Hę? Ja --- zbydlęcony
przez socjalizm inteligent, a do tego pan z panów, z dziada
pradziada?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>strzelając mu w ucho z browninga</didaskalia>



<kwestia><akap>Godzien jesteś --- owszem. Ale przełknij przedtem ten
karmelek bez zakrztuszenia.</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Dziewiąty Bojar</osoba> pada.</didaskalia>


<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Tym strzałem rozwiązałeś dla mnie problemat władzy,
Gottfrydzie. Godzien jesteś mojej córki. Bierz ją, a was
oboje wszyscy diabli. Nudno mi.</akap></kwestia>


<didaskalia>Schodzi z tronu, idzie do kawiarni i siada przy stoliku.</didaskalia>



<kwestia><akap>Jednak bez kawiarni pewne organizacje duchowe żyć nie
mogą.</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>De la Tréfouille</osoba> daje mu kawę.</didaskalia>


<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Gottfrydzie, wybacz mi, ja jestem już w sferze urojonych
uczuć. Gdybyś znał perwersyjność myśli mych, oszalałbyś
ze zmieszanego z rozkoszą żalu, ze wstrętu i dumy, z pobłażania, upokorzenia, przywiązania i ze zwykłego erotycznego rozdrażnienia. A jednak jestem kobietą. Wszystko to jest udawanie poprzebieranych bydląt, nie wyłączając samego papusia. Kochaj mnie sztuczną miłością, jako
dzikie zwierzątko, Gottfrydzie. Ja nie wytrzymam dłużej.
Ten strzał mnie dobił. Ja się wścieknę od tego rozpaczliwego pożądania.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>zimno i stanowczo</didaskalia>



<kwestia><akap>Chodź na kawę, Janulko. Nie rozumiesz mnie jeszcze dokładnie. Nie chodzi o komplikację uczuć znanych, tylko
o coś nowego, niepojętego. Jeszcze za mało masz w sobie
sztucznej jaźni. Proszę cię, nim stracę cierpliwość i zbiję
cię w sposób zupełnie ordynarny, zostań kochanką mego 
adiutanta, księcia de la Tréfouille. Dopiero po nim będziesz mogła ocenić moje psychiczne, a nie tylko fizyczne
wdzięki. Małe odciążenie od czysto erotycznych nieporozumień.</akap></kwestia>


<didaskalia>Przysiada się do stolika <osoba>Fizdejki</osoba>. <osoba>Janulka</osoba> zadąsana zbliża się
do <osoba>Alfreda</osoba> i z nim flirtuje przy okienku. Wstaje <osoba>Kniagini</osoba>
i zajmuje osobny stolik. Przysiadają się do niej: <osoba>v. Plasewitz</osoba>
i <osoba>Glissander</osoba>. <osoba>Mistrz Seansów, Der Zipfel</osoba>, siada na tronie.
<osoba>Mistrz</osoba> wstaje z uszanowaniem.</didaskalia>


<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Dwie kawy i beczkę likieru. Może być strega.</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Księżna</osoba> przytacza beczkę z gumową rurą. <osoba>Fizdejko</osoba> i <osoba>Mistrz</osoba>
podają ją sobie wzajemnie podczas pauz w rozmowie.</didaskalia>


<kwestia><akap>Siadaj, mój metafizyczny zięciu i następco. Spracowaliśmy
się urzędowaniem w sztucznych kondygnacjach jaźni. Mój
Boże! Piąta rzeczywistość! Więc tylko tyle? Więc nie
zdołamy nawet stworzyć snu dość zabawnego? Ależ to
byłoby tylko najczwarciejszą rzeczywistością i sam Chwistek pękłby z niemożności dodania choćby jednej setnej
nowego współczynnika. Czyż na to spotęgowałem moją
nicość aż do pęknięcia, żeby pójść potem na kawę do
kawiarni? Rozumiem teraz urządzenie tej sali przez
Glissandera. Symbolizm!! Wolałbym skończyć jako Starzec
Leśny, jako nadleśny w twoich dobrach, Gottfrydzie.
Finansowo zrujnowany jestem zupełnie. Teraz wiem, czemu córkę moją uwodzi mi zwykły książę-kelner.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>siadając przy nim</didaskalia>



<kwestia><akap>Więcej kawy, księżno! Całą maszynkę najlepiej. Noc jest
długa --- nie wiadomo w ogóle, czy się skończy.</akap></kwestia>


<didaskalia>Niebieskawy pobrzask daje się odczuć na sali mimo braku
okien, a światła powoli gasną.</didaskalia>



<kwestia><akap>Chcesz, królu, programowo dokonać czegoś wbrew nam
samym, naszym sztucznym jaźniom i nawet wbrew naszej
intuicji chwili. Oto córkę twą, a moją narzeczoną oddałem fagasowi w kawiarni. Tam zbydlęcone masy burzą
się jak olbrzymia kałuża. Możemy na nią wypłynąć lub
bawić się u brzegu jak dzieci, puszczając małe okręciki.
Ale wprzód, za życia twego jeszcze, rozegramy państwo
między nas.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Bój się Boga, w jaki sposób? Daj mi choć chwilkę odpocząć.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Nie --- wyznam ci ostatnią prawdę: ja, który chcę być
dobrym, same świństwa popełniam mimo woli. Chcę się
dziś oczyścić, choćby przez śmierć honorową. Chciałbym
walczyć, ale z jakąś godną mnie potęgą. Za łatwe były 
mi te zwycięstwa. Zakończmy noc tę pojedynkiem.</akap></kwestia>
 
<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<didaskalia><osoba>Księżna</osoba> nalewa mu kawę.</didaskalia>



<kwestia><akap>Walcz z Plasewitzem, z Glissanderem, nawet z Kranzem
walcz --- tylko nie ze mną. Uszanuj króla i teścia. Moja
córka puściła się z kelnerem --- nie roszczę żadnych
praw --- wiem, że to była próba.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Tak --- to był mój największy upadek. Chciałem wypróbować jej miłość, bo się w niej najzwyklej w świecie
zakochałem. Próba się nie udała. Zemsta to za to, że
tyle czasu kłamałem przed nią, wmawiając jej rzeczy
urojone.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Mniejsza z tym. Ale kim jest ten twój rywal? Kelnerem
z mitrą w kieszeni. Nie wiemy nic więcej. Ale czy
dużo więcej wiemy o nas samych?</akap></kwestia>
 
<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>niepewnie</didaskalia>



<kwestia><akap>No --- zawsze coś niecoś...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Nic --- czasem fakt jakiś bardzo dziwaczny odsłania nam,
kawałek czegoś pod maską. Ale nawet nie możemy pewni
być, czy to twarz, czy całkiem co innego. Kim ja sam
jestem? Czuję ten piekielny strach przed samym sobą
i nic mnie już nie uspokoi.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Proszę mnie nie sugestionować. Ja nie chcę bać się siebie.
To jest obłęd. Im większa jest sztuczność, tym mniejszy
jest lęk. Nie bałem się dotąd niczego.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Nieprawda --- ukrywałeś to tylko przed sobą jak wariat
ukrywający przed sobą swe szaleństwo. Z tym gorszą
siłą wybucha to potem.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Ha! Ja się wścieknę z tym jasnowidzącym starcem. Ratujcie mnie!</akap></kwestia>


<didaskalia>Wszyscy się śmieją na sali. Śmiech ustaje nagle, skoro <osoba>Fizdejko</osoba> zaczyna mówić.</didaskalia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Tak, tak --- im sztuczniejsza psychika, tym większy strach
przed sobą. Zawlokłeś mnie na szczyt i tam zdechnę
z przerażenia, nie mogąc zejść już na dół. I nie licz na
mnie już, Gottfrydzie. Sam też nie wybrnę, ale cóż
z tego --- jestem stary. Szkoda mi ciebie, mój chłopcze.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>wstając</didaskalia>



<kwestia><akap>To wprost nie do zniesienia. Zamiast być moim medium,
on sam przetworzył mnie jak czarodziej.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Tak --- wszystkim nam zdaje się, że wiemy, kim jesteśmy. Mówię wam: tyle o tym wiemy, ile o sobie wiedzą jętki jednodniowe i mikroby. Przemijamy jak one i tyle
z nas prawie co z nich zostaje. Wyginęli moi bojarowie ---
niegodni byli mnie jako wasale. Sami jesteśmy, sieroty
nieszczęsne, a świat jest straszny i nieznany przed nami.
I nic nas już nie okłamie: ani fach, ani stanowisko, ani
żadna filozofia, ni religia. Za wiele wiemy, aby wiedzieć
naprawdę. A rządzić nie mamy ochoty, a nade wszystko ---
kim rządzić nie mamy. Nicość zwycięża.</akap></kwestia>


<didaskalia>Woła w tył, za siebie.</didaskalia>



<kwestia><akap>Uprzątnąć trupy tam!!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DER ZIPFEL</naglowek_osoba>

<didaskalia>z tronu</didaskalia>



<kwestia><akap>Wstać!!</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Bojarowie</osoba> wstają jak jeden mąż.</didaskalia>



<kwestia><akap>Równy krok! Przeze drzwi marsz!!!</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Bojarowie</osoba> wychodzą rzędem, machając toporami.</didaskalia>



<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Oto jest dyscyplina! Nawet trupy nas słuchają. Ten pomysł ożywił mnie. Czyż nie jest to dość dziwaczne, aby
usprawiedliwić nawet nasz upadek?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Dziwaczność nie jest też bezwzględna. Zależy od osobnika, który daje jej możność urzeczywistnienia. Ten błazen,
Der Zipfel, jest dla mnie wcieleniem pospolitości. Cokolwiek by nie zrobił, jest to dla mnie osobiście tylko
wulgarnym ,,trickiem".</akap></kwestia>


<didaskalia>Ponuro</didaskalia>


<kwestia><akap>I ja mam jakieś granice w mojej sztucznej, żelazobetonowej, <slowo_obce>par excellence</slowo_obce> współczesnej jaźni.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DE LA TRÉFOUILLE</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Współczesnej --- ale czemu?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>



 

<didaskalia>wstaje, śmiejąc się</didaskalia>



<kwestia><akap>Wybuchowi sto pięćdziesiątej szóstej gwiazdy w mgławicy
Andromedy. Współczesność jest fikcją w fizyce. A cóż 
dopiero mówić o kwestii dowolnego przemieszczenia kultur
w czasie historycznym!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DE LA TRÉFOUILLE</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Tym powiedzeniem zarżnął mnie pan ostatecznie.</akap></kwestia>


<didaskalia>Siada i ociera serwetą pot z czoła.</didaskalia>


<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>podbiegając</didaskalia>



<kwestia><akap>Ja cię uratuję, mój książę. Już wiem: z Gottfrydem
będziesz się bić tylko ty, i to o mnie.</akap></kwestia>


<didaskalia>Do <osoba>Fizdejki</osoba></didaskalia>




<kwestia><akap>To jemu oddał mnie Mistrz na dokończenie erotycznej
edukacji. I to z wielkiej miłości! Cha, cha, cha! Niech za
to teraz odpowie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>A --- róbcie sobie, co chcecie --- ja muszę się przespać trochę.</akap></kwestia>


<didaskalia>Zdejmuje koronę i kładzie się na ziemi między stolikami,
zawijając się w swój purpurowy płaszcz.</didaskalia>



<naglowek_osoba>KSIĘŻNA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Ale pod warunkiem, że jednak panna Fizdejko odda mi
mego męża. Francja też chyba zbydlęcieje za naszego
życia, a wtedy któż będzie lepszym francuskim Fizdejką
od niego?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Zgadzam się dziś na wszystko. O ile się wam to uda, może
wtedy znajdzie się nareszcie jakiś litewski de la Tréfouille.
Dręczy mnie jedna tylko myśl, że dla stworzenia takiej
sytuacji jak dzisiejsza nie potrzebowaliśmy aż państwa,
z całym handlem, przemysłem i tak dalej, całej tej piekielnej pracy, którą włożył w to Joël Kranz. Wystarczyłby
mały pokoik w jakimś trzeciorzędnym hotelu. Czy tło nie
przerasta tego, co miało się na nim ukazać?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DE LA TRÉFOUILLE</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Jest to maksimum zbytku: stworzyć tło dla samego tła
i nie ukazać na nim niczego. Życie wewnętrzne, jego
szczyty i przepaście, niezależne są od stopnia władzy, bogactwa i powodzenia...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Pociechy tego rodzaju dobre są dla takich makrotów jak pan, panie Alfredzie. Na to, aby ten pogląd stał się rzeczywistością, trzeba być świętym. Ale ani pan, ani ja nimi
nie jesteśmy. Ja przyjmuję cios w samo serce: boję się
siebie, jak żadnego widma ani śmierci nigdy dotąd się nie
bałem. Jest mi wprost straszno.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DE LA TRÉFOUILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>No, Mistrzu: bijemy się na spojrzenia!</akap></kwestia>
 

<didaskalia>Do <osoba>Janulki</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Zaręczam ci, że pojedynek ten jest dla niego o wiele niebezpieczniejszy, niż gdybyśmy bili się na szpady, rewolwery lub nawet na depresyjne gazy Plasewitza.</akap></kwestia>


<didaskalia>Do <osoba>Mistrza</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Patrz w moje oczy, dobry, współczesny, mały człowieczku --- przypomnij sobie rozmowy nasze sprzed lat pięciu ---
byłem wtedy prawie dzieckiem...</akap></kwestia>


<didaskalia>Świt coraz wyraźniejszy. <osoba>Mistrz</osoba> chwieje się i szuka oparcia.
Łapie się za krzesło.</didaskalia>



<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>





<didaskalia>złamanym głosem</didaskalia>



<kwestia><akap>Nie mogę się oprzeć. Zdaje mi się, że ciebie jednego kocham na tym okropnym, pustym świecie. Jestem biedny, słaby człowiek, pełen najsprzeczniejszych, a przy tym zupełnie zwykłych uczuć.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DE LA TRÉFOUILLE</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Amalio, wyprowadź Mistrza do naszej sypialni, a sama wracaj zaraz po Janulkę --- przyjdzie czas i na nią.</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Mistrz</osoba> bezwładny, wyprowadzony przez <osoba>Księżnę</osoba>, wychodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>POTWÓR</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>No --- a teraz na nas kolej.</akap></kwestia>

<didaskalia><begin id="b1467794871187-3190191664"/><motyw id="m1467794871187-3190191664">Przebranie</motyw>Złazi z tronu. Za nim <osoba>Drugi Potwór</osoba>. <osoba>Der Zipfel</osoba> siedzi dalej na
tronie. Podstawki <osoba>Potworów</osoba> wiszą na nich, jak spódniczki,
odsłaniając podarte, strzępiaste, długie, ale trochę za krótkie
spodnie i bose nogi. Podchodzą do stolików.</didaskalia>



<naglowek_osoba>II POTWÓR</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Kawy, kawy i likierów. Nie wiemy nazw, byleby były drogie.</akap></kwestia>
 
<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Więc wy jesteście tym, za co was brałam: po prostu jesteście symbolami ostatniej nędzy przedświtowych złudzeń.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>I POTWÓR</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Nie jesteśmy symbolami. Nikt nie wie, ani my sami, który
z nas jest kobietą. Czekamy nowego grzechu. Jesteśmy
sami w sobie zamkniętym światem absolutnych, ale spotworniałych idei. Piąta rzeczywistość jest nonsensem samym w sobie, jest tylko ostatnią maską ginących arystokratów ducha. Kawy! Kawy!</akap></kwestia>


<didaskalia>Siadają oba przy stoliku kniagini <osoba>Elzy</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Więc nawet na was liczyć już nie można? Wstrętne są te
wasze bose nogi i podarte portasy. Miałam was za żywych
półbożków, za coś nie z tego świata. I co z tego zostało?</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>De la Tréfouille</osoba> podaje <osoba>Potworom</osoba> kawę.</didaskalia>

<naglowek_osoba>I POTWÓR</naglowek_osoba>

<didaskalia>nalewając</didaskalia>



<kwestia><akap>Od góry jesteśmy, zdaje się, jeszcze dość dziwaczni.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>A potem pokaże się, że i do góry także jest nie to. Ach
jakie to przykre! Mamo, ja wracam do ciebie na ostateczną
nędzę. Ja chcę zacząć wszystko od samego początku.<end id="e1467794871187-3190191664"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ELZA</naglowek_osoba>

<didaskalia>spokojnie</didaskalia>


<kwestia><akap>Za późno, moje dziecko. Ojciec mój powiadomił mnie
o wszystkim. Bez ślubu oddałaś się przewrotnym żądzom
Mistrza. Możesz sobie wstąpić do jego fraucymeru.</akap></kwestia>
 

<didaskalia>Pije kawę.</didaskalia>



<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>To jest nieprawda! Jestem tylko półdziewicą. A zresztą to
jest szczegół.</akap></kwestia>
 

<didaskalia>Do <osoba>ks. Alfreda</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Więc ty jeden może będziesz miał odwagę. Bij się, z kim
chcesz, ale nie na spojrzenia. Pokaż, że jesteś kimś.
W pustce bez dna majaczy mi się jakaś postać nieznanego
rycerza --- bez zbroi --- niech będzie we fraku, niech będzie nawet alfonsem czy złodziejem, ale niech ma odwagę --- tą
zwykłą, ludzką, a nie jakieś samobójcze, tchórzliwe czekanie szczęśliwego wypadku pod maską sztucznej jaźni.</akap></kwestia>


<didaskalia>Wchodzi <osoba>Księżna</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>DE LA TRÉFOUILLE</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>To nie są problemy godne mojej przeszłości. Ja nie wierzyłem nigdy w te blagi Gottfryda, ale przy sposobności
stworzyłem sobie też swój światek, może nie tak fantastyczny, ale za to bardziej realny. I tam nie dam wejść komu, nawet mojej przyszłej żonie --- bo nie wiesz,
Janulko, że mam ochotę oświadczyć ci się oficjalnie...</akap></kwestia>


<didaskalia>Do <osoba>Księżnej</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Czy wszystko gotowe?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĘŻNA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Tak. A teraz chodź spać, Janulko, i nie wierz w nic, co
mówi Alfred. Ja cię wtajemniczę w subtelności tych panów. Obrzydliwie brzmi to słowo, ale nic na to poradzić
nie można. Przestaniesz nareszcie uważać życie za gorączkowy majak.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<didaskalia>Zrywa się nagle i zrzuca purpurowy płaszcz. Stoi w tabaczkowym surducie.</didaskalia>



<kwestia><akap>Ja tu jeszcze jestem --- ja --- król! Na kolana wszyscy
przede mną.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DE LA TRÉFOUILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>zimno</didaskalia>

 

<kwestia><akap>Nie ma pańskiego reżysera, panie dyrektorze Fizdejko.
Wielki Mistrz jest mój i nikt go z moich szponów nie
wyrwie.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<didaskalia>strzela mu w łeb z browninga</didaskalia>


<kwestia><akap>Gada jak bohater z kryminalnego romansu. Milcz, milcz na
wieki, przeklęty symbolu mojej hańby.</akap></kwestia>


<didaskalia>Wbiegają <osoba>panny cztery z fraucymeru Mistrza</osoba> i wynoszą <osoba>księcia</osoba> przez drzwi.</didaskalia>



<kwestia><akap>No --- von Plasewitz, pora puścić twoje depresyjne gazy.
W za dobrych humorach jesteśmy wszyscy, moi państwo.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>v. PLASEWITZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>Wyjmuje z kieszeni jakąś dziwną rurkę i odkręca śrubkę; słychać głośny syk.</didaskalia>



<kwestia><akap>Chcecie? Bardzo proszę,</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Janulka, to wszystko był zły sen. My zaczynamy wszystko
na nowo. Jesteś pomszczona. Księżnę biorę za guwernantkę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>wskazując na <osoba>Potwory</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Ale ci --- co z tymi zrobimy, papusiu? Nawet ci się zdemaskowali.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<didaskalia>podchodząc do <osoba>Potworów</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Ci --- to są zwykłe podmiejskie rzezimieszki.</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Potwory</osoba> ze skrzekiem ptasim siadają na ziemi w dawnych
pozach, na podstawkach ze spódnic krynolinowych.</didaskalia>



<kwestia><akap>Ci...</akap></kwestia>


<didaskalia>zmieszany</didaskalia>



<kwestia><akap>Ci to są tylko i jedynie symbole.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Ale symbole czego --- sztucznej jaźni czy najzwyklejszej
zwykłości? Ja nie wytrzymam tego --- ja pęknę także! Ja
chcę trwać wiecznie, bez końca, a wszystko mi się wymyka, bo jest za śliskie, za małe...</akap></kwestia>


<didaskalia>Ptasi śmiech <osoba>Potworów</osoba>; robi się prawie jasno, ale w czerwonawym kolorze; światła gasną.</didaskalia>



<kwestia><akap>To nie jest histeria, jak to pewno myślą te Potwory. Ja
chcę naprawdę kogoś pożreć, a jedynie na ciebie mam
ochotę, papusiu.</akap></kwestia>
 
<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Masz mnie --- twego nieszczęśliwego ojca. Pożeraj go wyrzutami. Tego tylko jeszcze brakowało. Nie udało mi się
zdobyć ci odpowiedniego męża.</akap></kwestia>


<didaskalia>Do <osoba>Der Zipfla</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Uwolnij nas nareszcie, okrutny dozorco zaświatowych więzień. Zrób jakiś nowy ,,trick". Ja chcę po prostu spać raz
w życiu jak zwykły, mały człowieczek, jakim jestem.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DER ZIPFEL</naglowek_osoba>

<didaskalia>wstając z tronu</didaskalia>



<kwestia><akap>Nie --- seans nie jest skończony. Chcieliście wieczność zafiksować na małej kartce życia? Macie ją. Jest świt i nowy
dzień musicie zacząć nie śpiąc ani chwili.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Wieczność! Janulka, słyszysz? Ja nie chcę już królestw
żadnych ani sztucznej jaźni, ani skomprymowanej w tabletkach chwil wieczności. Zasnąć i zapomnieć --- to jedyne
moje marzenia. Ach, i żeby we śnie tym przyszła raz już
cicha, bezbolesna śmierć!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ELZA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>A nie mówiłam --- tyle razy ci to mówiłam, Gienku, że sen
jest najwyższym szczęściem ludzi ubogich i duchem, i ciałem. Ale nie trzeba było opijać się kawą z likierami.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>I ja, taka młoda, piękna, dziwna --- to mówią wszyscy ---
a przy tym taka zwykła dziewczynka, muszę wam przyznać rację. To oni temu winni --- przeklęci, niedorośli do
mnie mężczyźni.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>v. PLASEWITZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Tak --- najwścieklejsza nawet fantazja nie jest w stanie
stworzyć żadnej nadbudowy psychicznej. Skończymy jak
zwykłe, błotne bezlotki. Maski bez posady, trupy na
urlopie, klucze bez zamków, mutry bez śrub, małpie ogony
bez małp, nie odegramy nawet naszych ról do końca.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DER ZIPFEL</naglowek_osoba>

<didaskalia>strasznym głosem</didaskalia>



<kwestia><akap>Precz! Precz z moich oczu, fałszywe duchy. Jestem oszukany, zdradzony!</akap></kwestia>


<didaskalia>Skrzek <osoba>Potworów</osoba> bardzo głośny. Wszyscy z wyjątkiem <osoba>Potworów</osoba> i trupa <osoba>de la Tréfouillea</osoba> uciekają nagle w dzikim popłochu, tłocząc się we drzwiach.</didaskalia>



<didaskalia>Kurtyna.</didaskalia>





<naglowek_akt>AKT CZWARTY</naglowek_akt>

<didaskalia>Na lewo scena taka sama jak w akcie I. Na prawo zamiast salonu ogród. Kwitnące krzewy otaczają placyk, wysypany czerwoną ziemią. Kwitnące glicynie oplatają koniec muru na lewo,
złamanego według linii zygzakowatej. Nad krzewami widać
liściaste drzewa i sosny w jesiennych barwach. Słońce poranne
zalewa scenę od lewej strony. Śpiew ptaków, ryk krów z oddali. Zza muru wyłazi <osoba>Elza</osoba>, obdarta jak w akcie I, gasi lampkę
elektryczną palącą się na szafce nocnej i włazi pod kołdrę.
Wprost sceny dwa rokokowe fotele z I aktu.</didaskalia>


<naglowek_osoba>ELZA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Nareszcie przeszła ta burza i mogę z czystym sumieniem
wrócić do mego ubóstwa, nie myśląc o królewskiej reprezentacji.</akap></kwestia>


<didaskalia>Z krzaków wychodzi <osoba>Mistrz</osoba>, w pełnej zbroi, przyłbica podniesiona. Za nim <osoba>Fizdejko</osoba> z wąsami, w kostiumie fantastycznego
nadleśnego: kapelusik ze szczoteczką, zielone wyłogi, złote odznaki. Karabin winchester na ramieniu.</didaskalia>


<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap><begin id="b1467794981286-900792581"/><motyw id="m1467794981286-900792581">Sielanka</motyw>A więc umówione. Zostałem nadleśnym u Mistrza. Pomyśl,
Elzo, będziemy żyli w małym domku --- malwy, geranie,
nasturcje, świeże bułki, miód prosto z lasu i zupełna beztroska. Czasem w wilię święta ubiję jakiegoś biednego
zajączka lub sarenkę i to będzie nasz największy zbytek.
A --- mleko, dużo mleka koziego prosto od kozy, a czytać
będziemy tylko kalendarz.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Jakże wam zazdroszczę!<end id="e1467794981286-900792581"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ELZA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>A Janulka?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Nie wiem, co z nią będzie. Sama zadecyduje o swoim losie.
Mistrz nie chce jej za żadne skarby świata, a ona jego też.
Teraz poszły z księżną na grzyby do lasu. Wspaniałe rydze
udały się tego roku wśród karłowatych sosen na Wiłkakalnisie. Będzie dobra zakąska do wódki na drugie śniadanie.</akap></kwestia>


<didaskalia>Siada na fotelu.</didaskalia>




<naglowek_osoba>ELZA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Daj spokój z tymi rydzami.</akap></kwestia>
 

<didaskalia>Do <osoba>Mistrza</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Tak, to nie jest kobietka na pańskie nerwy, panie hrabio.
Ona potrzebuje kogoś naprawdę złego.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Pani mnie obraża. Zło zatajone jest we mnie bardzo głęboko. Nie każdy je dostrzec może. Tu jest ukryty zupełnie
inny problemat.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Praktycznie jest to wszystko jedno. Nie umiesz, Gottfrydzie, wyzyskać twego zła. Ale, ale --- a co ty ze sobą
zrobisz?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jestem w stanie ostatecznego zwątpienia. Trzeba sobie powiedzieć raz na zawsze, że epoka nasza nie może wydać
pewnych typów władców. Chcieliśmy wziąć za łeb zbydlęcone przez socjalizm masy --- my, ludzie końcowi, niedobitki --- chcieliśmy być panami w początkowej fazie
historii --- na nic wszystko! Jedno jednak zdobyliśmy: oto
na dnie zwątpień czysto osobistych mamy teraz wiarę
w możliwość cyklicznego porządku historii na bardzo wielkich dystansach. Nieodwracalność przemian społecznych
jest prawie że przezwyciężona.</akap></kwestia>


<didaskalia>Zdejmuje hełm i zbroję, które składa na placyku. Pozostaje we
fioletowej pidżamie i fioletowej czapeczce z kutasikiem.</didaskalia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Ale z nami: do widzenia na zawsze.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>siadając na drugim fotelu i zapalając papierosa</didaskalia>



<kwestia><akap>Tak, Eugeniuszu: w tej chwili może gdzieś, w jakiejś chałupie zbydlęconego współczesnego człowieka, rodzi się
ekwiwalent przodka twego z XII wieku, słynnego z okrucieństw kniazia Fizdy. Może to być nawet twój nieprawy
syn, o którym tak marzyłeś...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ELZA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap><slowo_obce>Fi donc</slowo_obce><pe>
<slowo_obce>Fi donc</slowo_obce> (fr.) --- brzydko, nieładnie.</pe>, panie hrabio. On nie zdradził mnie nigdy.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Proszę nie przerywać --- to są bardzo ważne myśli. A więc:
gdyby on, ten syn twój, wiedział, że jest twoim synem, nie
mógłby być twórcą nowej dynastii. On musi być prawdziwym, pierwotnym zdobywcą --- wtedy tylko wszystko
zacznie się od początku na nowo.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Czyż nie jest to jednak cudowne, że możemy na to patrzeć?
Zadowolnijmy się kontemplacją. Na władców bydląt jesteśmy zbyt skomplikowani.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Jedno jest tylko udowodnionym, że posiadając koleje, telefony, pancerniki, waterclosety i gazety ludzie mogą być
takimi samymi bydlętami, jakimi byli poddani twoich
przodków w puszczach XII wieku --- to jest szalona prawda --- czyli, że mimo nieodwracalności zdobyczy kulturalnych cykliczność jest prawem absolutnym, aż do zupełnego
wymarcia danego gatunku.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Z tą prawdą mogę umrzeć spokojnie. Eksperyment był konieczny, aby nas przekonać, że głowami muru nie przebijemy. Nawet druga kondygnacja jaźni, stworzona na absolutnej nicości, nie może być ekwiwalentem dawnej władzy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ty jesteś stary, Eugeniuszu. Ale ja, zdaje się, będę musiał
popełnić samobójstwo. Dostałem przed chwilą wiadomość,
że matka moja nie żyje. Ale to jest powód czysto negatywny.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Och --- jak chcesz, Gottfrydzie. Ja cię odmawiać od tego
nie myślę. Rozumiem cię doskonale. Ze względu na twórcę
nowej dynastii dobrze jest, że ci bojarowie doszczętnie są
wykatrupieni.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Nie przyszło mi wtedy na myśl, kiedy to zastrzeliłem ostatniego, że to dla tamtego pracuję. No --- ale czas nagli.</akap></kwestia>


<didaskalia>Wpełzają <osoba>Potwory</osoba> z krzaków na prawo. Słońce przesłania lekka
chmurka.</didaskalia>


<kwestia><akap>Do widzenia --- kniagini, do widzenia --- Eugeniuszu.</akap></kwestia>


<didaskalia>Ściskają się z <osoba>Fizdejką</osoba> za ręce. Obraca się ku <osoba>Potworom</osoba>.</didaskalia>



<kwestia><akap>A, to wy? A gdzie Der Zipfel?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>I POTWÓR</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Pije ranną kawę. Zaraz tu nadejdzie.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Jeszcze raz: do widzenia. A co do Janulki, to najbardziej
zniechęciło mnie to, że pokochałem ją najzwyklejszą tak
zwaną Wielką Miłością. To już było nie do zniesienia.
Wczoraj zdradziłem ją na próbę z księżną i jeszcze z kimś
i nie pomogło nic. Ja nie jestem wcale taki zwykły modern arystokrata. Dawniej my dociągaliśmy się do naszych
nazwisk danych nam przez prawdziwie wielkich ludzi. Dziś
większość z nas pokrywa nimi własną małość, a często
zupełnie zwykłe świństwo. Nie --- takim nie jestem i nie
będę. No --- ostatni raz: do widzenia.</akap></kwestia>


<didaskalia><begin id="b1467795033848-2113210709"/><motyw id="m1467795033848-2113210709">Sielanka, Samobójstwo</motyw>Idzie i siada na ziemi między <osoba>Potworami</osoba>, po czym strzela sobie
w łeb z browninga i wywala się w tył. Słychać huk motoru
aeroplanu.</didaskalia>


<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Cudowne, cudowne! O takim beztroskim poranku marzyłem już od dawna.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ELZA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Za dużo trochę mówił przed śmiercią nasz niedoszły zięć.
Ja zasypiam. Obudź mnie, o ile zajdzie coś ciekawego.<end id="e1467795033848-2113210709"/></akap></kwestia>


<didaskalia>Zasypia. Słychać bardzo blisko huk motoru. Na drzewa na
prawo od muru spada aeroplan tak, że jedno skrzydło zwiesza
ukośnie z muru. Po murze z drzew spuszczają się szybko:
<osoba>Joël Kranz</osoba>, ubrany jak pilot, za nim dwóch chasydów w strojach poprzednich, ale w ciemnych okularach, <osoba>v. Plasewitz</osoba>
i <osoba>Glissander</osoba> w płaszczach i czapach. Słońce zaświeca znowu pełnym blaskiem.</didaskalia>



<naglowek_osoba>KRANZ</naglowek_osoba>





<didaskalia>nie widząc trupa <osoba>Mistrza</osoba> i <osoba>Potworów</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>No --- my pracujemy jak woły. Na opornych pan Płaziewicz puszcza depresyjne gazy. Ranek był intensywny: od
szóstej do pół do siódmej stworzyłem sądownictwo, od pół
do siódmej do siódmej uruchomiłem przemysł. Nowe lokomotywy są wspaniałe. Proszę o kawę. Za kwadrans jedziemy dalej i zajmiemy się wyższym szkolnictwem. Ale co
pan, panie Fizdejko? Na polowanie idzie pan odświeżyć się
po tej nocy pełnej zdarzeń? Pierwsza noc poślubna z królewską władzą. Bawiliście się jak typowi panujący, gdy
my pracowaliśmy za was jak jedna olbrzymia dynamo.
Nie robię wyrzutów --- zupełnie normalny stan rzeczy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Nie --- Semici stracili węch zupełnie. Czyż pan nie widzisz,
panie Kranz, że my nie możemy odegrać roli władców?
Jesteśmy ludzie końcowi i koniec.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>KRANZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>No, a sztuczna konstrukcyjna jaźń? Czy już nie działa?
Wczoraj szło wszystko znakomicie.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap><begin id="b1467795068941-1079179529"/><motyw id="m1467795068941-1079179529">Postęp</motyw>Sztuczna jaźń nie jest fikcją, ale nie da się przystosować
do bydlęcego społeczeństwa, nawet przy wzorowym szkolnictwie --- to ostatnie wytwarza tylko zbydlęconych specjalistów --- ani przy telefonach i telegramach --- wyspecjalizowane, zmechanizowane bydlęta mogą sobie telefonować
dalej i zostać bydlętami, ale do nas, do sztucznych jaźni 
nie dotelefonuje się nikt --- ani my do nikogo. Jesteśmy 
odcięci.<end id="e1467795068941-1079179529"/></akap></kwestia>

<naglowek_osoba>KRANZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Panie Fizdejko, nie żartuj pan. Pan jest król. <slowo_obce>Sire</slowo_obce> jest
zmęczony. Niech <slowo_obce>sire</slowo_obce> odpocznie, zapoluje na kaczki i potem
pogadamy.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Popatrz pan tam. Mistrz już odpoczął --- definitywnie.
Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KRANZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>O, mein Herr Jehowa!! Zabił się! I pan pleciesz mi tu
jakieś bzdury, i nie mówisz nic o tym. Przecież to jest katastrofa. Gdzież znajdziemy takiego drugiego następcę
i męża dla Janulki?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Nie potrzeba następcy, skoro nie ma króla. Zostałem nadleśnym w dobrach Gottfryda, których zapomniał mi nawet
przed śmiercią zapisać. Jestem zrujnowany doszczętnie.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>KRANZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>To jest szaleństwo, panie Fizdejko. Ja panu podwyższę pensję. Teraz, kiedy wszystko wre i kipi jak w garnku, kiedy
ja na wpół już się ugotowałem w tym warze, pan się cofa!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Zostań pan sam królem, panie Kranz. Joël I W-Braku-Kogoś-Lepszego. Doskonale brzmi ten tytuł.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KRANZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>A wiesz pan co --- to świetna myśl. Płaziewicz --- co sądzicie o tym?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Ja żartowałem: mój następca rodzi się w tej chwili w jakiejś chałupie. Tak mówił Mistrz. Zbydlęcone społeczeństwo jest tym samym co pierwotne --- potrzebuje władzy, 
która by wyszła z łona samego bydlęctwa, a nie nas:
hiperkulturalnych manekinów o nadbudowach psychicznych.</akap></kwestia>
 
<naglowek_osoba>v. PLASEWITZ</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>A ja myślę, że nie. Może ty byś, Gienku, nie wybrnął, ale
nie zapominaj o tym, że Kranz jest Żydem. My, Semici,
mamy takie pokłady możliwości, że w tym cyklu wytrzymamy jeszcze w ciągłości. Kranz to jest świetna intuicyjna
myśl.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Nie mam przekonania, że dynastia Kranzów długo będzie
trwała.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>KRANZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Miałem depesze. We Francji --- zbydlęcenie, w Anglii ---
zbydlęcenie, w Ameryce też. Cały świat ruszył z kopyta
w nową erę. W Norwegii jest już coś w naszym rodzaju.
A propos: może mi pan da Janulkę za żonę, panie Fizdejko?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Jeśli zechce --- i owszem. Niech sobie pokróluje troszeczkę.
Tylko jedna rzecz jest przykra, że was wyrżną bardzo
prędko. Elza, słyszysz?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ELZA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Ja się zgadzam z rozkoszą. Niech się Semici ze sobą łączą.
Czystość rasy jest naszą największą siłą.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>KRANZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Dziękuję. A gdzie Janulka?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Zaraz wróci z grzybobrania. Mam już dosyć tych dyskusji
i problemów. Jestem naprawdę zmęczony. Zasypiam.</akap></kwestia>


<didaskalia>Siada i zasypia. Zza krzaków wychodzi <osoba>Księżna</osoba> w szlafroczku
z <osoba>Janulką</osoba>, ubraną w różową sukienkę.</didaskalia>


<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Aha --- więc przeczucie mnie nie myliło. Mistrz pękł ostatecznie. Panie, świeć jego duszy.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>KRANZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap><begin id="b1467794705022-221518359"/><motyw id="m1467794705022-221518359">Oświadczyny</motyw>Panno Janulko, ojciec zgadza się --- wychodzi pani za mnie
za mąż. Od pięciu minut jestem królem Litwy i Białorusi.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Ani myślę --- ja mam już po szyję tych wszystkich królestw i sztucznych jaźni. Jestem zwykła, półdziewicza,
ładna panienka o mieszanej krwi. Wczorajszy wieczór dał
mi poznać całą jałowość waszych wysiłków. Ojciec zrezygnował --- Mistrz także, chociaż w inny sposób. Ja chcę
wyjść za mąż normalnie, za skromnego młodzieńca i mieć
zdrowe, bydlęce dzieci. Chcę być członkinią bydlęcego społeczeństwa. Ja też jestem zmęczona.<end id="e1467794705022-221518359"/></akap></kwestia>

<naglowek_osoba>KRANZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>A, do diabła! Taka piękna panienka mi się wymyka. Ale
to nic. Główna rzecz jest władza. Za mądry jestem trochę
na króla, ale jak zacznę pić, to może zgłupieję jak i Fizdejko.</akap></kwestia>


<didaskalia>Wchodzi <osoba>de la Tréfouille</osoba>, ubrany jak w akcie I. Głowę ma
obwiązaną chustką ze śladami krwi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DE LA TRÉFOUILLE</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Wracam do kraju i zostanę też królem. Podobno Francja
zbydlęciała także.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĘŻNA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Ja z tobą, Alfredzie. Mnie się też coś należy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DE LA TRÉFOUILLE</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>O nie! Ty, Amalio, jesteś moją kochanką z fazy przejściowej. Oświadczam to publicznie: jeszcze żaden z de la
Tréfouille'ów nie popełnił takiego mezaliansu. Panno Janulko, proszę panią o rękę i obiecuję królestwo zbydlęconej
Francji.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>O nie, mój książę: właśnie odmówiłam tego samego --- cha,
cha! --- panu Kranzowi, który został królem Litwy. Eksperyment się nie udał. Mistrz leży martwy, a papa śpi
jak suseł.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DE LA TRÉFOUILLE</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>W takim razie, Amalio...</akap></kwestia>
 
<naglowek_osoba>KSIĘŻNA</naglowek_osoba>

<didaskalia>waląc mu w łeb z browninga</didaskalia>


<kwestia><akap>Za późno, Alfredzie. W twojej rodzinie musiało być wiele
mezaliansów --- takich, o których nie wiesz. Nie cierpię
istotnego chamstwa pod maską fałszywej wytworności. Ale
Kranz kocha się we mnie od dawna i teraz nie śmie mi
tylko tego wyznać. Prawda, mój drogi Joëlu?</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>De la Tréfouille</osoba> umiera.</didaskalia>



<naglowek_osoba>KRANZ</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Tak --- przyznaję się od razu. Ze względów dynastycznych
wolałbym pannę Fizdejko, ale kocham tylko panią. Jesteś
królową, Amalio. Chodźmy. Muszę zająć się teraz kwestią 
rybołówstwa i hodowli bydła --- ale prawdziwego, nie ludzkiego.
A od szóstej wieczór jestem twój. Gdzie jest korona?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ELZA</naglowek_osoba>

<didaskalia>wydobywając koronę spod kołdry</didaskalia>

 

<kwestia><akap>Tutaj, mój dobry Joëlu. Schowałam ją na wszelki wypadek. Żałuję tylko, żeś nie został moim zięciem.</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Kranz</osoba> bierze koronę i wkłada ją na swoją czapkę pilota. Wchodzi <osoba>Der Zipfel</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>KRANZ</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Płaziewicz, wydacie dziś manifest z moim programem.
Der Zipfel, potrzebuję dziś wszystkich bojarów. Żeby mi
byli żywi i zdrowi. To jest zalążek mojej armii.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DER ZIPFEL</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Rozkaz, Wasza Królewska Mość.</akap></kwestia>


<didaskalia>Wybiega za mur i zaraz wraca.</didaskalia>


<naglowek_osoba>KRANZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Teraz ja wam pokażę, czym są Żydzi na właściwych
miejscach. Geniusz bez miejsca jest zerem. No --- Amalio,
idziemy.</akap></kwestia>


<didaskalia>Wychodzą z <osoba>Księżną</osoba> i <osoba>v. Plasewitzem</osoba> za mur mijając się
z wracającym <osoba>Der Zipflem</osoba>. Chasydzi wychodzą także, mówiąc
chórem</didaskalia>


<naglowek_osoba>CHASYDZI</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Hamałab, abgach, Zaruzabel. Na koniec mamy Mesjasza!</akap></kwestia>


<didaskalia><slowo_obce>Exit</slowo_obce>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DER ZIPFEL</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>No --- kwestia żydowska jest na razie rozwiązana. Za minutę będzie zaćmienie słońca. Nieznane ciemne ciało niebieskie przemyka obok nas z niepojętą szybkością.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Ach, co mnie obchodzą Żydzi i wszystkie zaćmienia. Sama
jestem zaćmioną Żydówką. Nie mam już na horyzoncie
nikogo zwykłego. Tak dosyć mam tych nadzwyczajnych
ludzi, że aż mnie mglić zaczyna. Tak bym chciała mieć
zwyczajnego różowego bubka za męża: bezmyślną, przyjemną kukiełkę, czystą i dobrze ubraną. Czy pan nie może
zbudzić Mistrza, panie Der Zipfel? Tyle trupów już pan
odnawiał do życia. Chciałabym pomówić z nim o przyszłości.</akap></kwestia>
 

<naglowek_osoba>DER ZIPFEL</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Nie, Janulko: nad samobójcami nie mam żadnej władzy.
Ale zwróć no uwagę na tego lewego potworka. Popatrz, co
się z nim dzieje.</akap></kwestia>


<didaskalia>Słońce nagle gaśnie. Na scenie jest prawie zupełnie ciemno.
<osoba>Lewy Potwór</osoba> podnosi się i nagle zrzuca całą maskę i suknię.
Okazuje się, że jest to zwykły, przystojny bubek, taki zupełnie,
o jakim marzyła <osoba>Janulka</osoba>. Ubrany jest w szary strój marynarkowy i półbuciki z getrami. Podchodzi do <osoba>Janulki</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>II POTWÓR-BUBEK</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Janulko, kocham cię.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Ja ciebie także.</akap></kwestia>


<didaskalia>Zarzuca mu ręce na szyję.</didaskalia>


<naglowek_osoba>II POTWÓR-BUBEK</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Nie będziemy nic o tym mówić, bo i my, i wszyscy inni
znają to ze wszystkich sztuk realistycznych: francuskich,
niemieckich, holenderskich, polskich, a nawet litewskich
i rumuńskich --- a także z powieści.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Ach --- po cóż o tym mówić? To samo przez się się rozumie. Tylko że ja nie mam serca: kocham rozumowo. Wielki
Mistrz wygryzł mi serce swoją dialektyką.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>II POTWÓR-BUBEK</naglowek_osoba>

<kwestia><akap><begin id="b1467794793126-2725766587"/><motyw id="m1467794793126-2725766587">Potwór, Tajemnica, Przemiana</motyw>A ja nie mam mózgu. Byłem tylko potworem: opierzonym
beznogiem.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>zaciekawiona</didaskalia>



<kwestia><akap>Naprawdę? A tamten drugi, czy też jest bubek taki jak ty?</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Bubek</osoba> milczy zmieszany. Ciemności nabierają koloru buroczerwonawego.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DER ZIPFEL</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Nie radzę próbować demaskowania go, można się przestraszyć.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>A ja spróbuję.</akap></kwestia>


<didaskalia>Idą oboje z <osoba>Bubkiem</osoba> do <osoba>I Potwora</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DER ZIPFEL</naglowek_osoba>

<didaskalia>macając puls śpiącego <osoba>Fizdejki</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Trup.</akap></kwestia>


<didaskalia>Podchodzi do <osoba>Elzy</osoba> i też bada jej puls.</didaskalia>



<kwestia><akap>Także trup. Niezdrowe powietrze jest w tym zamku. Ja
także jestem trup.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<didaskalia>która stoi przed <osoba>I Potworem</osoba> nie śmiejąc go dotknąć</didaskalia>



<kwestia><akap>A więc jestem zupełna sierota.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>II POTWÓR-BUBEK</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Ja ci zastąpię wszystko.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DER ZIPFEL</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>No --- dotknij go, moje dziecko. Raz w życiu zetknij się
z ostatnią tajemnicą. Potem możesz zbydlęcieć do szczętu.</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Janulka</osoba> dotyka <osoba>Potwora I</osoba>, który momentalnie znika, tzn. zapada się w zapadnię.</didaskalia>



<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>To straszne! Boję się okropnie pierwszy raz w życiu. Więcej boję się siebie niż tego wszystkiego. Jednak jest coś 
niepojętego. Ale ty nie znikniesz, mój śliczny bubeczku?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>II POTWÓR-BUBEK</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Nigdy, nigdy. Jestem twój na wieki.<end id="e1467794793126-2725766587"/></akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Wielki Mistrz</osoba> nagle przewraca się z boku na bok i mówi w tonie modlitewnym, bełkocząc z początku niewyraźnie.</didaskalia>


<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Bihułbałambobambłagohamba --- jadę w nieskończoność
granicznych myśli równych prawie zeru. Zawojowuję nowe tereny tajemnic i kolonizuję je moimi myślami. Najgorsza
jest karna kolonia myśli niewypowiedzianych. Przekraczam
przełęcz sensu i bezsensu! Już jestem tam, gdzie nikogo
nikt dosięgnąć nie może, ani ja sam siebie w sobie. I Bóg, 
złamany samotny starzec, z sercem rozdartym straszliwym
niesmakiem nieudanego dzieła, sprasza wybranych na
ostatni bal --- bal wzajemnego przebaczenia. Tam widzę
nas wszystkich i wielu, wielu innych. Dobijcie mnie! Ja nie
chcę trwać w wieczności. Ja przebaczam Bogu potworność
tego pomysłu, ale innego Istnienia nawet On sam stworzyć
nie mógł.</akap></kwestia>
 

<naglowek_osoba>JANULKA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Uciekajmy stąd! Tu straszno!</akap></kwestia>


<didaskalia>Uciekają z <osoba>Bubkiem</osoba> w krzaki.</didaskalia>



<naglowek_osoba>DER ZIPFEL</naglowek_osoba>

<didaskalia>strasznym głosem</didaskalia>



<kwestia><akap>Trupy!! Wstać!!!!</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Elza</osoba>, <osoba>Fizdejko</osoba> i <osoba>de la Tréfouille</osoba> zrywają się. <osoba>Elza</osoba> wyskakuje
z łóżka. Nagły blask słońca rozjaśnia scenę.</didaskalia>





<naglowek_osoba>ELZA</naglowek_osoba>

<didaskalia>jakby zbudzona ze snu</didaskalia>

<kwestia><akap>Co to?!!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Gdzie jestem?!! Jakieś nieznane miejsce z dawnych wcieleń!!</akap></kwestia>


<didaskalia>Roztrzaskuje fajkę o poręcz fotela. Karabin ma cały czas na
ramieniu. <osoba>Mistrz</osoba> pełznie ku nim poprzez kupę leżącej na ziemi
swojej zbroi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>MISTRZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>pełznąc jak snący rak</didaskalia>



<kwestia><akap>Dobijcie mnie... Męczy mnie ta wizja ostatniego balu... Nie
mam już sił na towarzystwo Boga... Jest za dobry, za
grzeczny, a we wszystkim kryje się pogarda. Nie chcę już
rozmów fundamentalnych. Tak cieszyłem się niebytem
i znowu coś jest, choć nie poznaję już siebie. A z przyzwyczajenia mówię o sobie: ja, ja, ja, ja...</akap></kwestia>


<didaskalia>Jęczy prawie</didaskalia>



<kwestia><akap>Zabijcie drugą jaźń. Czyż byłaby nieśmiertelna? Och ---
co za męka! Dobijcie mnie! Litości!!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DER ZIPFEL</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Wal, Fizdejko, z obu luf w tego pełzającego gada. Dobij
go, jak naddeptanego żuka. Niech się nie męczy już.</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Fizdejko</osoba> szybko zdejmuje winchestera z ramienia, mierzy
krótko i strzela z obu luf w pełzającego <osoba>Mistrza</osoba>. <osoba>Mistrz</osoba> kamienieje w wyciągniętej pozycji.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DER ZIPFEL</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Zdaje się, że przeholowałem! Duch zabił ducha z rzeczywistego winchestera!! Tylko czy to nie jest mój sen czasem --- to wszystko razem?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FIZDEJKO</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>No dobrze, ale przecież ze mną dzieje się to samo...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DE LA TRÉFOUILLE</naglowek_osoba>



 

<kwestia><akap>I ze mną też.</akap></kwestia>
 

<naglowek_osoba>ELZA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>A ja? Czyście o mnie zapomnieli? Jedyna kobieta między
wami śni to samo co wy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DER ZIPFEL</naglowek_osoba>





<didaskalia>z zachwytem</didaskalia>



<kwestia><akap>W nieskończoności wszelkich możliwości możliwym jest
i taki przypadek: spotkania się czterech identycznych snów.
To nazywają czasem cudem.</akap></kwestia>
 

<didaskalia>Zza muru wypada hurma <osoba>Bojarów</osoba> z toporami. Na ich czele
<osoba>Glissander</osoba> we fraku. Za nimi <osoba>cztery panny z fraucymeru Mistrza</osoba>, które klękają po obu stronach jego trupa. Rozpoczyna się potworna rzeź pięciorga poprzednich osób.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DER ZIPFEL</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>To już nie jest cud! To po prostu oszalał sam ośrodek
wszystkich przypadków świata!!! Aaa!!!!</akap></kwestia>



<didaskalia>Pada pod uderzeniem siekiery. Krew bluzga (pękają baloniki
z wodą zabarwioną fuksyną, które wszyscy mieli pod ubraniami). Wszyscy padają. Podczas tego zza krzaków ukazuje się
<osoba>Joël Kranz</osoba>, w purpurowym płaszczu i w koronie na głowie,
w towarzystwie <osoba>Amalii</osoba>, ubranej tak samo. Patrzą z uśmiechem
na rzeź.</didaskalia>




<didaskalia>Kurtyna.</didaskalia>




<nota>
<akap>27 VI 1923</akap>


</nota></dramat_wspolczesny></utwor>