<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/trzy-poemata-waclaw/">
<dc:creator xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Słowacki, Juliusz</dc:creator>
<dc:title xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Wacław</dc:title>
<dc:relation.isPartOf xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Trzy poemata</dc:relation.isPartOf>
<dc:contributor.editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Kwiatkowska, Katarzyna</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Trzeciak, Weronika</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Niedziałkowska, Marta</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Romantyzm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Liryka</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Powieść poetycka</dc:subject.genre>
<dc:description xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Bibliotekę Narodową z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów BN.</dc:description>
<dc:identifier.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/trzy-poemata-waclaw</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">http://www.polona.pl/dlibra/doccontent2?id=9317</dc:source.URL>
<dc:source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Juliusz Słowacki, Liryki i powieści poetyckie, wyd. Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1974</dc:source>
<dc:rights xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Domena publiczna - Juliusz Słowacki zm. 1849</dc:rights>
<dc:date.pd xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">1920</dc:date.pd>
<dc:format xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">xml</dc:format>
<dc:type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">text</dc:type>
<dc:type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="en">text</dc:type>
<dc:date xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">2010-03-24</dc:date>
<dc:language xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">pol</dc:language>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/media/dynamic/cover/image/1542.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">BNC Connector, Hammer51012@Flickr, CC BY-SA 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/1542</dc:relation.coverImage.source>
</rdf:Description>
</rdf:RDF><liryka_l>


<autor_utworu>Juliusz Słowacki</autor_utworu>


<dzielo_nadrzedne>Trzy poemata</dzielo_nadrzedne>


<nazwa_utworu>Wacław</nazwa_utworu>


<akap>Są przedmioty, których by się pióro poety tknąć nie powinno; takim zapewne jest śmierć Wacława, którego nam Antoni Malczewski tak cudownymi kolorami w poemacie <tytul_dziela>Maria</tytul_dziela> odmalował. Jakiś jednak mimowolny pociąg, chciałbym go nazwać natchnieniem, zmusił mnie do napisania następnego poematu; a od prawdziwych nie odstępując podań, starałem się ile możności zidealizować rzecz pełną czarnych mętów i okropności. Może kilka strof spowiedzi Wacława wyjednają mi u czytelnika nieco pobłażającego sądu dla reszty i ogólnego układu pisma, którego już ani poprawić, ani przemienić nie jestem zdolny; a dwa poprzedzające poemata przybiegną w pomoc broniącemu się od zupełnego potępienia poecie.</akap>


<naglowek_czesc>I</naglowek_czesc>

<strofa><wers_wciety typ="2">Witaj mi, ziemio stepów gładka, cicha,</wers_wciety>/
Gdzie kwiat dla Boga kwitnie i usycha;/
<begin id="b1265825047054"/><motyw id="m1265825047054">Cmentarz</motyw>Gdzie dwa kurhany<pe><slowo_obce>kurhan</slowo_obce> --- rodzaj mogiły w formie ziemnego kopca.</pe> na błękitnym niebie/
Przez całe stepy patrzą się na siebie;/
Gdzie przerywają trupy sen grobowy,/
Orłami z sobą prowadząc rozmowy;/
Lub gdy je przyjaźń w mogiłach nie zbliża,/
To krzyż się groźnie pogląda na krzyża/
I oba drewna niby grożą sobie/
Przez całe stepy zemstą śpiącą w grobie.<end id="e1265825047054"/>/
Krzyżowe groźby i poselstwa ptaków/
Lecą przez krwawe doliny bodiaków<pe><slowo_obce>bodiak</slowo_obce> (z ukr.) --- kolczasty chwast stepowy.</pe>;/
<begin id="b1265825128804"/><motyw id="m1265825128804">Historia, Pamięć</motyw>I czuć w powietrzu, że tu myśli wojna,/
Choć słońce złote, choć ziemia spokojna./
Bo choć się skończą rycerstwa i waśnie,/
To ziemia mogił tak prędko nie zaśnie;/
Ale w jej sercu wolność się odzywa,/
Kiedy się orzeł gdzie z mogiły zrywa,/
Kiedy zatętni jaki wicher głuchy,/
Gdy zaszeleszczą powojów łańcuchy;/
Albo gdy śmignie jaki złoty sumak,/
Myśli, że biały Puławskiego rumak;/
Albo gdy kosa o kamień zadzwoni,/
Myśli, że Sawa jedzie w tysiąc koni;/
Ale już w grobach są ci sławo-kraśni./
Ziemio kurhanów, nie marz o nich --- zaśnij!<end id="e1265825128804"/></strofa>


<naglowek_czesc>II</naglowek_czesc>

<strofa>Znasz ty tęczowe rusałek upiory?/
Czy znasz prorocką dumę Wernyhory<pe>Wernyhora --- legendarny śpiewak i wróżbita kozacki z XVIII w., wieścił rozbiory i odrodzenie Polski. </pe>?/
Czy wiesz, co będzie w jarze Janczarychy,/
Gdzie teraz gołąb lub jelonek cichy,/
Ze łzą przeczystą w szafirowym oku,/
Gdzieś w księżycowym się przegląda stoku?/
<begin id="b1265825216589"/><motyw id="m1265825216589">Rycerz, Zemsta</motyw>Czy wiesz, że wszystkie te się sprawdzą śnicia/
W jednej godzinie rycerskiego życia?/
Że zemścisz syna, ojca, matkę, brata/
W tej błyskawicy, co na szabli lata?<end id="e1265825216589"/>/
Niech tylko serce rycerza, o Chryste!/
Jako lilija będzie we krwi czyste,/
Niech tylko wprzódy nie splami zgryzota/
Duszy, co jako ptak się w sidłach miota;/
<begin id="b1265825250065"/><motyw id="m1265825250065">Anioł</motyw>Niechaj się tylko każdy dumnie waży/
Złotym aniołem w ojczyźnie na straży:/
To chyba w końcu na takich aniołów/
Wróg będzie piorun miał w ręku --- nie ołów.<end id="e1265825250065"/></strofa>


<naglowek_czesc>III</naglowek_czesc>

<strofa><begin id="b1265825277663"/><motyw id="m1265825277663">Zamek</motyw>Jeśli pod tobą wolny koń stepowy,/
Omijaj zamek ten i te parowy;/
Niech cię nie wabi ten na zamku czole/
Napis, co błyska od słońca na pole:/
Bo to jest kłamstwo marmurów ohydne,/
Złotem pisane i z daleka widne.<end id="e1265825277663"/>/
Uciekaj stepem przez burzanu<pe><slowo_obce>burzan</slowo_obce> --- zarośla stepowe.</pe> fale,/
Nie wierz napisom, nie zazieraj w sale,/
Bo tam owionie i męstwo ci zetrze/
Gorsze niż w grobach --- zdradziectwa powietrze!/
Gorsze niż dżuma, co zabija ciało!/
Gorsze! --- Choć pałac ten wygląda biało,/
Choć za nim widać lipy starożytne,/
Białe kościółki, jeziora błękitne;/
Chociaż łabędzie śpią na tych jeziorach;/
Choć róże stoją w jutrzenki kolorach;/
Chociaż słowiki mieszkają w topolach,/
A dalej błękit i kłosy na polach:/
Nie wierz zdradzieckiej natury obłudzie,/
Ten zamek pełny --- w tym zamku są ludzie!</strofa>


<naglowek_czesc>IV</naglowek_czesc>

<strofa>Od czasu jeszcze dawnych Pelopidów,/
Od wygaśnienia rodziny Atrydów<pe>Pelopidzi, Atrydzi (mit. gr.) --- rody obłożone klątwą przez bogów.</pe>/
Nigdzie krwi tyle na gmachu kamieniach,/
Nigdzie plam tyle od zbrodni w sumnieniach<pe><slowo_obce>sumnienie</slowo_obce> (daw.) --- dziś: sumienie.</pe>,/
Nigdzie rodziny tak czarnej nie było,/
Tak czarnych prochów pod żadną mogiłą.../
Chciałbym powiedzieć... W imię Ojca, Ducha!/
Kto tak okropnej powieści wysłucha?</strofa>


<naglowek_czesc>V</naglowek_czesc>

<strofa><begin id="b1265825302294"/><motyw id="m1265825302294">Uczta</motyw>Choć w zamku gości częstują wspaniale,/
Gospodarz dawno nie schodzi na sale.<end id="e1265825302294"/>/
Niegdyś widziano go w gromadnym kole,/
Jak trup śród ludzi, jak upiór przy stole./
Zimne po sercach przechodziło mrowie,/
Kiedy co mówił, gdy pił jakie zdrowie;/
A gdy wziął kielich w rękę trupią, siną,/
W kielichu krew się zdawała, nie wino./
Każdy, co z gości do stołu zasiadał,/
Nie znał go prawie, nigdy z nim nie gadał;/
Gdy wszedł --- nie wstawał nikt przed tym człowiekiem,/
Choć orderami był srebrny i wiekiem;/
Ani posłane z poselstwem od matki/
Kiedy go w rękę całowały dziatki;/
Jakby przed marą piekielną, szkaradną,/
Stają przed ojcem zalęknione; bladną/
I uciekają nie wyrzekłszy słowa/
Lub kamienieją. Nie twarz to surowa ---/
Bo miłą miał twarz ten człowiek z natury;/
Ani wzrok jego dziki i ponury ---/
Bo na swe dziatki patrząc łzy miał w oku;/
Lecz przerażenie z boskiego wyroku/
Wisiało nad nim jako krwawa tęcza;/
A gorzej --- <begin id="b1265825365987"/><motyw id="m1265825365987">Strach</motyw>wiedział to sam, że odstręcza;/
Że coś pomiędzy nim a światem stoi,/
Czego się sługa, dziecko, słońce boi.<end id="e1265825365987"/>/
<begin id="b1265825385405"/><motyw id="m1265825385405">Rozpacz</motyw>Więc już od dawna zaniechał z rozpaczą/
Przepraszać serca, które nie przebaczą;/
Ujmować dusze, co chcą nienawidzić;/
A nie mógł nimi pogardzać i szydzić./
Nawet choć wiedział, że tłumną hołotą/
Rzucał się sprośny lud na jego złoto,/
Tak wielką znalazł pokorę w swej winie,/
Że nie pogardził i otworzył skrzynie;/
A wtenczas sercu jego biczem jędzy/
Był brzęk liczonych po zamku pieniędzy.<end id="e1265825385405"/></strofa>


<naglowek_czesc>VI</naglowek_czesc>

<strofa>Nareszcie uciekł od ludzi i słońca./
<begin id="b1265825424850"/><motyw id="m1265825424850">Dziecko, Ojciec</motyw>A przy nim tylko jak anioł obrońca/
Maleńki, blady i nierozkwitniony/
Był smutny synek jego pierwszej żony./
To jedne dziecko przy nim czuwa, tleje,/
Jako różyczka przy cedrze więdnieje./
On duszę ojca, gdy w rozpacz upada,/
Szafirowymi oczkami spowiada;/
I patrz! że czarny nędzarz nie unika/
Tak błękitnego grzechów spowiednika,/
Ale mu z oczek cały błękit świeży/
Pije oczyma i wzdycha, i wierzy/
W ostatnią pomoc --- w moc dziecka pacierzy.<end id="e1265825424850"/>/
Kiedyś za wczesnym zagrożoną zgonem/
Dziecinkę swoją nazwał Eolionem;/
Bo myślał, że ten kwiatek biały, kruchy,/
Wezmą ze złotej kołyseczki duchy/
I w nieśmiertelne zaniosą ogniska:/
A więc mu nie dał ludzkiego nazwiska,/
Ale powietrzne, duszy, nie popiołom/
Imię, łatwiejsze wymówić aniołom./
Te dziecko jemu zostało przy boku/
Ze łzą w źrenicy, z promionkami w oku,/
Te czuwa przy nim. <begin id="b1265825459994"/><motyw id="m1265825459994">Szaleństwo</motyw>Lecz z wyroków Pana/
Dusza w dziecięciu bladym obłąkana,/
Smutna i z ciałkiem niedołężnym zwadna,/
A w obłąkaniach jak aniołek ładna;/
Gdy się uśmiecha --- zda się, że do nieba;/
Płacze --- to myślisz, że mu tak potrzeba/
Nad jaką dawną pamiątką lub szkodą/
Jak zapłakanej wierzbie stać nad wodą.<end id="e1265825459994"/>/
Tylko że ojcu, gdy mu dziecię zbladło,/
W chorobie dziecka jest zgryzot zwierciadło;/
Tylko że nieraz jakaś moc grobowa/
Przekleństwo ojca kładnie<pe><slowo_obce>kładnie</slowo_obce> (daw.) --- dziś: kładzie.</pe> w dziecka słowa;/
Lub w obłąkane czynności dziecięce/
Jakieś piekielne mieszają się ręce/
I straszne rzeczy czynią dziecka mocą ---/
I dziś --- gdy Wacław zasnął --- przed północą.../
<zastepnik_wersu/>............................................
</strofa>


<naglowek_czesc>VII</naglowek_czesc>

<strofa><begin id="b1265825488867"/><motyw id="m1265825488867">Żona</motyw>Lecz gdzież jest młoda małżonka? grafini?/
Czemu nie przy nim? Dawniej niewolnica,/
Dziś samowładna w zamku monarchini;/
Z kimże to błądzi po świetle księżyca?/
Z kimże to słucha śpiewania słowików?/
Dla kogóż rzuca ucztę, stołowników,/
Dzieci i męża bezsenne wezgłowie?<end id="e1265825488867"/>/
<begin id="b1265825512296"/><motyw id="m1265825512296">Czary</motyw>A jednak, mówią, dba o grafa zdrowie,/
Sama przyprawia mu z lekarstwem czary./
Nieraz przy łożu jak ulotne mary/
Staje powiewna z lampą w ręku, blada,/
Słuchać, co śpiący o niej we śnie gada.<end id="e1265825512296"/>/
A mówią ludzie, że nieraz jej ręka/
Słucha, czy serce się w chorym nie pęka;/
<begin id="b1265825550754"/><motyw id="m1265825550754">Sen, Śmierć</motyw>Bo takie drgania mu piersi podnoszą,/
Takie go zimne, straszne poty roszą,/
Gdy śpi, a patrzy na śpiącego żona,/
Jakby go anioł śmierci brał w ramiona.<end id="e1265825550754"/>/
Lecz dzisiaj z kimże na wieczornym chłodzie/
Chodzi ta pani po mglistym ogrodzie?/
Jeśli zbrodnicza miłość w sercu bije,/
Ona się z taką miłością nie kryje,/
Ale otwarcie, z bezwstydem na czole,/
Kochanka sadza u boku przy stole:/
Bo ten kochanek nie wybrany w tłumie,/
Zwykle pochlebia jej skażonej dumie;/
To jaki książę, to króla powierny:/
Pies nań nie szczeka, przepuszcza odźwierny,/
Wszyscy go nawet witają ukłonem;/
<begin id="b1265825594386"/><motyw id="m1265825594386">Zdrada</motyw>Zamek jest jego; łożem, domem, tronem/
Włada; gdzie indziej podobny do węża,/
Tu zdrajca panem jest żony i męża:<end id="e1265825594386"/>/
Więc to nie z gachem Dyjanna<pe>Dyjanna --- dziś: Diana.</pe> grafini/
Tajemne schadzki ma w ciemnej jaskini,/
W grocie, co gładkim wyłożona brusem,/
Szklannej<pe><slowo_obce>szklanny</slowo_obce> (daw.) --- dziś: szklany.</pe> kaskady zamknięta obrusem;/
Szarfa ta wody lecąca z wysoka/
Nie puści w grotę śledzącego oka/
Ani księżyca --- lecz przez nią <begin id="b1265825633680"/><motyw id="m1265825633680">Ptak</motyw>przeleci/
Czarna jaskółka, co w grocie ma dzieci,/
Ta jedna kryształ skrzydłami rozcina;/
Na wszystko miłość waży się matczyna./
Lecz noc --- jaskółki śpią w gniazdach ukryte<end id="e1265825633680"/>,/
Lecz ciemność trwożną okryła kobiétę<pe><slowo_obce>kobiétę</slowo_obce> (daw.) --- forma z "e" pochylonym, wymawianym jako "i" lub "y", pozostawiona bez uwspółcześnienia z uwagi na rym.</pe>;/
Chociaż nie sama, drży jak liść osiny,/
Kiedy się w gniazdach poruszą ptaszyny,/
Gdy woda głośniej w kaskadzie zakrzyczy./
A ten powiernik kto? Duch tajemniczy?/
Szata go długa w ciemności obiela,/
Na głowie wianek stepowego ziela;/
Na głowie, siwym porośniętej runem,/
Wiąże się burzan czerwony z piołunem./
A przed nim kocioł, czary i amfory.../
Ku jakiej sprawie? ku czemu przybory?/
Czy klątwy rzucać, czy palić ofiary?/
Czy zabić kogo piekielnymi czary?/
Z jakim to widmem skandynawskiej Frei<pe>Freja --- nordycka bogini miłości i wojny.</pe>/
Grafini dzieło zaczyna Medei<pe>Medea (mit. gr.) --- żona Jazona, morderczyni rywalki i własnych synów.</pe>?</strofa>


<naglowek_czesc>VIII</naglowek_czesc>

<strofa>Zaledwo pani wargę koralową/
Pierwsze i drżące otworzyło słowo,/
O nieba! leci jasnych świateł krocie/
Z pałacu, ciemną aleją, ku grocie,/
I rozsypują się po drzew łańcuchu;/
<begin id="b1265825696848"/><motyw id="m1265825696848">Ptak</motyw>W ogrodzie pełno krzyku, blasku, ruchu./
Na cichej wodzie łabędź się poruszył,/
Strzepotał, wody zwierciadlane skruszył,/
Zapienił cały krąg zbudzony nagle,/
Otworzył wszystkie puchy, pióra, żagle,/
I znów spokojny spogląda wspaniale/
Na rozchodzące się kręgami fale.<end id="e1265825696848"/>/
Tak silne serce posępnie się rzuci,/
Kiedy go ze snu jaki grom ocuci,/
Porwie się nagle, tłum spokojny zmiesza;/
I widzi, jak się przerażona rzesza/
Cofa, jak kręgi bladymi ucieka/
Od rażonego nieszczęściem człowieka;/
To wtenczas duma na pomoc przybędzie,/
<begin id="b1265825737770"/><motyw id="m1265825737770">Dusza, Serce</motyw>To wtenczas skrzydła się duszy łabędzie/
Całe rozwiną przeciw wichrom losu,/
To wtenczas serce jak z twardego ciosu;/
I tym się nawet chełpi boleść sroga,/
Że miała świadkiem walki --- tylko Boga./
I tym się cieszy serce, choćby pękło,/
Że zamiast podłych zlitować --- przelękło.<end id="e1265825737770"/></strofa>


<naglowek_czesc>IX</naglowek_czesc>

<strofa>Ludzie, po drzewach szukający wszędzie,/
Budzą słowiki i płoszą łabędzie./
Już słychać szmery, już wrzawa szalona,/
Że graf otruty, że cierpi, że kona./
Wreszcie okropna wieść do groty wpadła:/
Powiernik zaśmiał się --- a pani zbladła/
I znów skościeli oboje na długo./
<begin id="b1265825784134"/><motyw id="m1265825784134">Żona</motyw>Lecz kto by wtenczas ją widział z tym sługą,/
Kto by ją widział, kiedy przez kaskadę/
Blaski księżyca ją oblały blade,/
Kto by w jej usta już nie koralowe,/
Ale pobladłe, otwarte, surowe/
Spojrzał i słuchał, gdy tak stała cicha,/
Jak przez te usta serce w niej oddycha;/
Kto by usłyszał, z jakim dzikim wrzaskiem/
Wybiegła z ludźmi się spotkać i z blaskiem,/
I z obwinieniem, co na każdej twarzy/
Przy migającej się pochodni żarzy;/
Kto by w tej chwili, nie zalane łezką,/
Ale pięknością jasne nadniebieską/
Widział jej oczy, gdy je w gwiazdach trzyma/
Albo o męża pyta się oczyma:/
Ten by ją całkiem miał nie potępioną./
Zepsutą była, niewierną --- lecz żoną.<end id="e1265825784134"/></strofa>


<naglowek_czesc>X</naglowek_czesc>

<strofa>Jedne tam okno na zamkowej sali/
Od czerwonego księżyca się pali./
To właśnie okno grafowskiej komnaty,/
Jak anioł blaskiem czerwonym skrzydlaty/
Stoi na zamku, patrzy na katusze/
I czeka, by wziąć z tego ciała duszę./
U bramy zamku tłum pobladły czeka./
Na drodze widać konnego człowieka,/
Jak czarny szatan z płomykiem na głowie;/
Otwierać bramy, nim się człek opowie!/
Bo to nie diabeł ani żadna jędza,/
<begin id="b1265825829519"/><motyw id="m1265825829519">Ksiądz</motyw>To kozak pański konno wiezie księdza./
Będziesz pamiętał ty, księże Prokopie,/
Jak się kozaczy koń przez jary kopie,/
Jak parska ogniem, jak daje szczupaka,/
Choć ma na sobie księdza i kozaka./
Hej! hej! skrzypiąca brama się odmyka,/
Kozak na koniu przywiózł spowiednika;/
Przeskoczył diaków i bab bladych wianek,/
Wziął go za kaptur i rzucił na ganek.<end id="e1265825829519"/>/
Sam idzie w tłumy, gdzie ponure gwary,/
Że ktoś na pana rzucił śmiertne czary./
Kto? --- Wszystkie oczy idą ku tej stronie,/
Gdzie u grafini w oknie lampa płonie./
Wczoraj --- widziano ją w grocie z wieczora/
Nie samą --- mówią, że trup Wernyhora/
Przyszedł się pomścić za Lachów ojczyznę/
I z grobu przyniósł dla pani truciznę.</strofa>


<naglowek_czesc>XI</naglowek_czesc>

<strofa>Próżno ksiądz czeka u grafa podwoi,/
Zamknął się Wacław i ludzi się boi,/
I z małym synkiem sam na sam się pieści./
Widziano pierwsze trucizny boleści,/
Sam mówił ludziom, że otruty kona,/
Potem służalców wygnał; nawet żona/
Wejść się nie waży, gdzie spoczywa chory,/
Bo sam ode drzwi zasunął zapory;/
A bramę chyba wyłamać wypada,/
Jak umrze. --- U drzwi słuchają. --- Graf gada./
Czasem się jakiś głosek serafina/
Niebieską skargą ojcu przypomina;/
Czasem dwa tylko ciężkie odetchnienia,/
Jakieś żałosne szmery i westchnienia;/
I służebników tłum się niecierpliwi,/
Bo słońce weszło --- oni jeszcze żywi./
I dzień na strasznym zszedł oczekiwaniu,/
Na skargach ojca, na dziecka płakaniu;/
I księżyc weszedł, a ci dwaj straszliwi/
W tajemniczości nocnej jeszcze żywi./
Śmierć ich mównymi uczyniła smutnie,/
Ich głos w zamknięciu jak dwie zgodne lutnie./
Ci, co słuchali przez grube podwoje,/
Mówią, że więcej tam głosów niż dwoje.</strofa>


<naglowek_czesc>XII</naglowek_czesc>

<strofa><begin id="b1265825866214"/><motyw id="m1265825866214">Duch</motyw>Od dawna wieści są i poszept głuchy,/
Że z grafem jakieś są po nocach duchy./
Raz go widziano, jak przez zamku cienie/
Wodził za sobą dwa ciche płomienie,/
Skrawe, czerwone, piekielne straszydła,/
Mające oczy i włosy, i skrzydła.<end id="e1265825866214"/>/
Ścigany przez nie wybiegał z komnaty/
Tylnymi drzwiami na ogród, na kwiaty;/
I raz go z wody wydobyła zgraja;/
Było to, mówią, w dzień trzeciego maja./
Widziano, jak biegł przez łąkę w zawody,/
Ognie go, mówią, zagnały do wody./
Widziano, jak się topił cały blady:/
Skądże ta rozpacz? i te ognioślady?/
Gdy ziemia w nowe kwiaty się ustraja,/
Gdy wszystko ciche w dzień wiośniany maja?/
A już to od lat wielu takie rzeczy;/
Nikt nie przysięgnie i nikt nie zaprzeczy,/
Wszyscy się boją wierzyć w takie dziwo./
<begin id="b1265825932688"/><motyw id="m1265825932688">Grzech, Kara, Piekło</motyw>W młodości, słychać, zgrzeszył bardzo krzywo,/
Dlatego piorun za nim się pomyka,/
Owiewa skrami, straszy, lecz nie tyka,/
Tylko grobowym okrąży zapachem,/
Aby go zabić krwią albo przestrachem./
A mówiąc o tym ludzie z twarzą bladą/
Dodają: Człowiek ten przewinił zdradą/
I sam się dzisiaj chce karać za zbrodnie,/
Sam przyzwał piekieł czerwone pochodnie;/
A kiedy przyjdą i nad łożem staną,/
On się nakrywa chustą krwią zbryzganą;<end id="e1265825932688"/>/
W tej chuście niegdyś mu kozacka spisa<pe><slowo_obce>spisa</slowo_obce> --- długa broń drzewcowa, pika.</pe>/
Podała w nocy sąd na infamisa<pe><slowo_obce>infamis</slowo_obce> (z łac.) --- człowiek skazany na utratę czci i praw; przen. bezecnik, zakała.</pe>,/
Gdy kraj zdradzony już był i rozdarty./
Ta chusta i te pargaminu<pe><slowo_obce>pargamin</slowo_obce> (daw.) --- dziś: pergamin.</pe> karty/
Leżą przy łożu koło puginału<pe><slowo_obce>puginał</slowo_obce> (z wł.) --- krótki, wąski sztylet.</pe> ---/
Niech Bóg go broni w rozpaczy od szału!/
Biada! o biada, gdy przy łożu siędzie<pe><slowo_obce>siędzie</slowo_obce> (daw.) --- dziś: siądzie.</pe>/
Śmierci przyczyna i śmierci narzędzie./
To dość dla serca, co się samo dręczy ---/
Widm nie potrzeba --- sumnienie wyręczy./
A rzecz straszniejsza! sumnienie Wacława/
Nabyło nawet nad uśpionym prawa;/
<begin id="b1265825965712"/><motyw id="m1265825965712">Oko</motyw>On w nocy wstaje i z otwartym okiem/
Po zamku chodzi niesłyszanym krokiem;/
Czasem pochodnią sobie świeci nocną;/
Oczy otwarte, wyiskrzone mocno;/
Lecz jakby co się roiło w zrennicy<pe><slowo_obce>zrennica</slowo_obce> (daw.) --- dziś: źrenica.</pe>,/
Ani w nich mgnienia, ani błyskawicy,/
Ani się światła bliskiego przelękną:/
A gdy się wpatrzą w co --- zda się, że pękną.<end id="e1265825965712"/></strofa>


<naglowek_czesc>XIII</naglowek_czesc>

<strofa><begin id="b1265826000654"/><motyw id="m1265826000654">Rycerz</motyw>Znałem ja grafa Wacława za młodu ---/
Dumny z piękności, z wysokiego rodu;/
Drzewo, co późnej mogło czekać zimy ---/
On tak wyglądał jak rycerz Solimy,/
Piękny i straszny, kiedy go koń kary/
Niósł do kochanki przez burzanów jary,/
Kiedy na jakie powietrzne wołanie/
Stawał obejrzeć się gdzie na kurhanie;/
Myślałbyś wtenczas, że to anioł stepu/
Pod błękitami niebieskiego sklepu/
Stoi i czeka, aż wicher poruszy/
Na jaką walkę skrzydła jego duszy./
Cóż się z nim stało? Czy to moich powiek/
Mara? --- Gdzie tamten anioł, rycerz, człowiek?<end id="e1265826000654"/></strofa>


<naglowek_czesc>XIV</naglowek_czesc>

<strofa><begin id="b1265826026429"/><motyw id="m1265826026429">Zemsta, Żona</motyw>Smutny był koniec jego pierwszej żony:/
Dostała wcześnie anielskiej korony,/
Zamordowana, utopiona w stawie,/
Gdy na wojennej był Wacław wyprawie./
Mówią, że obce pomściły się prawa/
Śmierci synowej na ojcu Wacława.<end id="e1265826026429"/>/
Jeżeli tak jest? --- o Chryste na męce! ---/
Jakie w tym rodzie serca! jakie ręce!/
Mówią --- że ojciec graf w turmę zamknięty/
Umarł przed sądem --- a drudzy, że ścięty;/
Lecz takiej rzeczy myśl nie wierzy sama:/
Na takim wielkim rodzie taka plama!/
Tak wielka szyja złamana nad gminem!/
Lecz ojcu nie mieć litości nad synem!/
Ale zabójców nasłać na synowę/
I za pieniądze móc odkupić głowę!/
Gdy nieraz ołów ludzki się zagłębia/
W serce orlicy i za śmierć gołębia,/
Niktże tej śmierci pomścić się nie umie/
Na krwi wysokiej? na wyniosłej dumie?/
Niktże --- prócz syna --- co za te popioły/
Ojcowi musiał miecz pokazać goły?/
Tak się więc zbrodnia ogniwami winie,/
Że ojciec własny wroga widzi w synie;/
Albo umiera syna krwią czerwony,/
Nie pożegnany i nie przebaczony;/
Albo tak skala syna pierś łabędzią,/
Aby mu nie był czystszym ani sędzią:/
Aż tam nareszcie stanie pochylony/
Zdrajca narodu przed zbójcą swej żony;/
Aż znowu wrócą pod zwyczajne prawa,/
I od przedajnej głowy wyższa --- krwawa.</strofa>


<naglowek_czesc>XV</naglowek_czesc>

<strofa>Ale to pewna, że śmiercią tej żony/
Graf Wacław dziwnie na sercu zmieniony./
Ponurość ciemne okryła oblicze,/
Serce zamknięte ludziom, tajemnicze,/
Na czole duma. Gdy kto weń uderzył/
Miłością czystą ojczyzny --- nie wierzył./
Na wszystkie echa rozkoszy i jęku/
Serce się jego już pozbyło dźwięku./
Coś ma cichego, okropnego w łonie./
<begin id="b1265826072172"/><motyw id="m1265826072172">Władza</motyw>Mówią, że myśli o polskiej koronie;/
Króla w nim widzą przyjacielskie oczy,/
Wielkość wyśledzą głos fałszu proroczy;<end id="e1265826072172"/>/
Jam go opuścił śród tego zamętu/
Myśląc: i cóż jest twardość dyjamentu<pe><slowo_obce>dyjament</slowo_obce> (daw.) --- dziś: diament.</pe>?/
I cóż jest wierność grobowi, pamiątkom/
W sercu najtwardszym? Jakimże to wrątkom/
Daje się dusza unosić Wacława?/
Chmurzy się niebo --- burza będzie krwawa./
Więcej niż Boga ta dusza tajemna/
Zamyka w sobie --- przyszłość będzie ciemna!/
Bogdajbym nie zgadł! lecz smutna w nim siła,/
<begin id="b1265826096958"/><motyw id="m1265826096958">Miłość</motyw>Miłość go tknęła, boleść nie zabiła;/
Więc jeszcze nadto w nim miłosnej siły,/
A już nikogo kochać --- prócz mogiły.<end id="e1265826096958"/>/
O! kraj nieszczęsny, co jak spadkobierca/
Po żonie weźmie dar strutego serca./
Ludu! przeżegnaj tę marę złowrogą!/
Ona na scenę świata wchodzi z trwogą;/
Myśli, że anioł ją rzucił obrończy,/
Nieszczęściem zaczął --- a piorunem skończy.</strofa>


<naglowek_czesc>XVI</naglowek_czesc>

<strofa>A dziś --- już koniec! Do Wacława gmachu/
Weszła posępna królowa przestrachu./
Czy go kto otruł, czy struła zgryzota ---/
Kona, a przy nim synek, róża złota,/
Gwiazdeczka ranna, także więdnie, gaśnie./
A w zamku bójka, kradzieże i waśnie./
Ten bierze sprzęty, ten ściany odziera;/
Zamek się niszczy, pan zamku umiera./
Gdzie żona? --- Ona w najciemniejszej sali/
Brylanty chowa i papiery pali;/
Nie sama --- Greczyn w Arnauta<pe>Arnaut --- Daniel de Riberac Arnaut, poeta prowansalski z XII w.</pe> stroju/
Leży na złotym wezgłowiu w pokoju;/
Jak sułtan jaki wydaje rozkazy,/
A nie powtarza wydanych dwa razy,/
Bo go ta piękna słucha, myśl zgadywa<pe><slowo_obce>zgadywa</slowo_obce> (daw.) --- dziś: zgaduje.</pe>,/
I całuje go w ręce --- nieszczęśliwa!</strofa>


<naglowek_czesc>XVII</naglowek_czesc>

<strofa>,,Dyjanno!" --- Przyszła, stanęła w pokorze./
,,Zrzuć teraz, piękna, te ślubne obroże,/
Wypogodź teraz czoło lodowate./
Lubię tę chłopkę, tę polską Hekatę<pe>Hekate (mit. gr.) --- bogini czarów, pokuty i zemsty.</pe>;/
A skoro tylko zabłyśnie Fingary<pe>Fingary (mit. rzym.) --- przydomek Artemidy, bogini utożsamianej z Księżycem.</pe>,/
Sam pójdę patrzeć, jak zamawia czary/
I śmierć posyła ludziom z ciemnej groty".</strofa>


<strofa>--- ,,O Antynoe! już czuję zgryzoty,/
A przecież śmierci męża jam nie winna./
Ona to! ona, ta kobieta gminna,/
<begin id="b1265826152321"/><motyw id="m1265826152321">Czary</motyw>Musiała jakieś zemsty niepowszednie/
Lub spełniać jakie chłopskie przepowiednie;/
A gdy ja chciałam, by ta wiedźma z piekła/
Czarę miłosnym zaklęciem urzekła:/
Ona --- o srogi i okropny błędzie! ---/
I może on mię trupem kochać będzie,/
I z grobu przyjdzie po miłość umarły"<end id="e1265826152321"/>.</strofa>


<strofa>Tu się powoli drzwi sali otwarły./
Struchleli nagle oba kochankowie;/
Wszedł śpiący, z szmatą skrwawioną na głowie.</strofa>


<naglowek_czesc>XVIII</naglowek_czesc>

<strofa>Kto go tak ubrał? Nieraz synek mały,/
Kiedy na ojca padał księżyc biały,/
Widząc, jak w świetle twarz się grafa mroczy,/
Dwie białe róże kładł ojcu na oczy;/
Lub w obłąkaniu (o jasne i wdzięczne/
Dziecka przysługi!) promienie miesięczne/
Od ojca wzroku brał na swoje lica/
I tak zesmutniał cały od księżyca./
A dziś --- okropność! miałżeby Wacława?.../
Przy łożu chustka ta leżała krwawa ---/
Miałżeby synek ten łachman grobowy,/
Może z anioła ciemnego namowy/
Na głowę ojcu?... O nie! ta czerwona/
Chusta nie była w ręku Eoliona./
O nie! --- przysięgam, święci aniołowie!/
Syn nie położył mu tej krwi na głowie./
Bo mniej straszliwa byłaby ofiara,/
Gdyby ojczyzny samej przyszła mara/
Zajrzeć w lekarstwo zaprawne piołunem/
I zdrajcę takim nakryła całunem,/
Aby raz jeszcze, nim go Bóg obudzi,/
Czerwono wrył się w pamięci u ludzi.</strofa>


<naglowek_czesc>XIX</naglowek_czesc>

<strofa>Cóż to? Czy serce w tej kobiecie pękło?/
O marmur czoło uderzyło, jękło,/
Kość zadzwoniła, gdy czołem upadła/
Przed same nogi groźnego widziadła,/
I dziwnie... zadrżał, oczyma nie mignął,/
Lecz cały zadrżał i cały się wzdrygnął,/
I stanął chwilę we śnie, zadziwiony,/
Jakby usłyszał skąd o śmierci żony./
Lecz chwilę tylko chwiał się jak na szali,/
I nie obudził się --- i poszedł daléj.</strofa>


<naglowek_czesc>XX</naglowek_czesc>

<strofa>Sen to czy mara jaka niezbawiona?/
Krzyczą po zamku, że grafini kona./
Nie dowiedzieć się, z czego, u Greczyna,/
Krew w nim zastygła, zimny jak gadzina;/
W pochodni światło obłąkany patrzy,/
Chłodny jak kamień, od marmuru bladszy./
Grafini kona --- mówią --- on nie słyszy./
Zlękli się ludzie jego trupiej ciszy,/
Trącają --- milczy jak widmo zaklęte,/
Usta ma drżące, zęby mocno ścięte;/
Wzięli, zimnego zanieśli na łoże./
Co się w tym zamku stało? Wielki Boże!/
Tu śmierć nie czeka zwyczajnej kolei./
Grafini, mówią, była przy nadziei;/
Wszyscy widzieli i tłum cały pyta,/
Czy jeszcze żyje, czy z dzieckiem zabita.</strofa>


<naglowek_czesc>XXI</naglowek_czesc>

<strofa>Patrzaj! tam słońce nad dnieprowe skały/
Wyrzuca świetne brylantowe strzały./
Kwiaty ze łzami się podnoszą wdzięczne,/
Tam w błękit czoło chowa się miesięczne;/
Sarneczki złote na kurhany skaczą,/
Róże się polne otwierają, płaczą,/
Orzeł na krzyżu z rosy skrzydła trzepie./
Jaki spokojny wschód słońca na stepie!/
Tylkoż w tym zamku złote słońce budzi/
Z przerażonego snu pobladłych ludzi!/
Tylkoż w tym zamku otworzą się oczy,/
Które przed nocą mgła śmierci zamroczy!/
Na toż więc było na ten świat przychodzić/
Cierpieć, miłować, nienawidzieć, szkodzić:/
Ażeby wreszcie słońce dawno znane/
Weszło, ostatnie --- i nie zapłakane.</strofa>


<naglowek_czesc>XXII</naglowek_czesc>

<strofa>Graf Wacław woła. Wybito podwoje,/
Wchodzą. Czy trupów powalonych dwoje?/
Graf Wacław, przy nim synaczek maleńki ---/
Zbledli --- graf woła księdza i trumienki ---/
Wyszli; pojechał kozak do stolarza./
Do grafa --- <begin id="b1265826244092"/><motyw id="m1265826244092">Ksiądz, Trup</motyw>księdza wzięto od ołtarza./
Ksiądz ten pocieszać umiał nieszczęśliwe;/
Spokojne lice i włosy miał siwe./
Obudził ojca, wziął go pod ramiona,/
Postawił, krzyż mu przycisnął do łona,/
Na złote słońce obrócił go twarzą,/
Na róże, co się pod oknami żarzą;/
Słońce i kwiaty, czy boską mu chwałę,/
Czyli dzieciątko te przypomną małe:/
Dobrze, bo przerwą posępne rozpacze,/
Bo może westchnie, przemówi, zapłacze?/
Nie, stoi martwy, twarz mu się nie mieni:/
Tak w brylantowym powietrzu jesieni/
Stoją bezlistne drzewa w szronu szacie/
I zadumane jak po jakiej stracie./
I przyszli ludzie z gotową trumienką;/
Ksiądz się obrócił i znak im dał ręką,/
I wzięli trupka, po cichu wynieśli.<end id="e1265826244092"/>/
Ojciec nie słyszał tych ludzi --- a jeśli/
Słyszał, to udał dziwną licem chłodność,/
Ostatnią dumę w nieszczęściu --- łagodność./
I postradawszy tę dziecinkę drogą,/
Już nie zapytał się o nią nikogo./
I tak był długo bez myśli, bez czucia,/
Jak trup, nim dzieło zacznie się zepsucia./
<begin id="b1265826298493"/><motyw id="m1265826298493">Spowiedź</motyw>Ksiądz złożył ręce na piersiach i czeka/
Na smutną spowiedź grzesznego człowieka.<end id="e1265826298493"/></strofa>


<naglowek_czesc>XXIII</naglowek_czesc>

<strofa>Usiadł... ksiądz słucha... on usty drżącemi:/
,,Księże! skończyłem już wszystko na ziemi./
Patrzaj! czy widzisz ten komin i tygle?/
Bóg mię ukarał srogo, niedościgle;/
<begin id="b1265826314195"/><motyw id="m1265826314195">Trucizna</motyw>Wiem, co w tej czarze było --- o anioły!/
Ogień miłosny i ludzkie popioły./
Wypiłem z moim synkiem przez połowę,/
Co? Może ojców mych resztki grobowe?/
Strasznie pomyśleć, kto napój przyprawił,/
Co mię otruło, jaki się duch zjawił,/
Aby mi dzisiaj po nocy powiedział,/
O czym grobowiec dotąd tylko wiedział.<end id="e1265826314195"/>/
Cóż to za zemsta? Jacy to nieczuli,/
Co zdrajcę prochem antenatów struli;/
Tym czystym prochem zdradzonym nikczemnie,/
Co się trucizną stał, gdy wstąpił we mnie./
A jakąż to myśl mieli ci mściciele,/
Uśpione czucia budzić w moim ciele,/
Żyły nalewać znowu krwią namiętną,/
Zbudzić to serce, gdzie zgryzoty piętno./
Wiedzieliż oni, co ogień poruszy/
W czarnym sumnieniu, w pokalanej duszy?/
Jaka rozogni się w krwi mojej zgniłość?/
Co wyjdzie na jaw? --- Zaprawdę, nie miłość,/
Ale zgryzotę zbudzili i pychę;/
Przeklęci! Serce już tak spało ciche!/
Już tak popiołem i pleśnią nakryte,/
Już tak spokojne! już takie zabite!/
A teraz znowu krwią nalane wściekłą;/
Boleść w nim, burza, pioruny i piekło,/
Wszystko, co ludzi przerażało trwogą,/
Ale nie miłość --- co kochać? i kogo?/
Ach, gdyby nawet z grobu wywołani,/
Gdyby ta nawet moja pierwsza pani,/
Ta najkochańsza, najsłodsza, umarła,/
Wstała --- to serce by moje rozdarła;/
Płakałbym może i z cierpień się skarżył,/
Alebym kochać już nie mógł --- nie ważył;/
Bo na to trzeba jaśniejszej godziny/
Niż starość ludzka pełna krwi i winy,/
Co jako skrawy, chmurny zachód słońca/
Otwiera niebo bez Boga, bez końca.</strofa>


<naglowek_czesc>XXIV</naglowek_czesc>

<strofa>,,Księże, są o mnie haniebne powieści,/
Nie wierz im wszystkim. Bez sławy, bez części,/
Nie jestem takim, jak ludzie niewinni,/
Ależ ja więcej cierpiałem niż inni,/
Ale ja większe miałem serce w sobie/
Do nakarmienia... Tam małżonka w grobie,/
Tam ojca sądzą mojego, o zgroza!/
Na śmierć haniebną, na karę powroza./
Mój teść otrzymał wyrok nie ojczysty.../
Mój ojciec, mój ród dawny, dumny, czysty,/
Wszystko to jedna godzina obbali! ---/
Dzisiaj to wszystko ważyłbym na szali,/
Dzisiaj bym wolał, o Boże! przed gminem/
Powieszonego się nazywać synem;/
Lecz wtenczas, z hańbą grożone zamęściem,/
Mój ojciec, mój ród, moje imię!... Szczęściem/
Mój ojciec umarł --- tak jak był powinien.../
Czemuś ty, księże, zadrżał? Jam nie winien.../
Że mię widziano tej nocy przy turmie<pe><slowo_obce>turma</slowo_obce> --- więzienie.</pe>/
W księżycowego wichru dzikim szturmie?/
Na zapienionym żem uciekał koniu,/
Żem pędził z głuchym tętentem po błoniu,/
Że ojca mego we krwi znaleziono/
Nazajutrz?... Księże! rozedrzyj mi łono/
I obacz serce, nim pójdę do trumny,/
Bo mówię prawdę --- lecz przysiąc za dumny.</strofa>


<naglowek_czesc>XXV</naglowek_czesc>

<strofa>,,Jestem nie winien, ale nie wiem czemu/
W pamięci jestem podobny winnemu./
Bo wyznam tobie, żem tej śmierci żądał,/
Nawet spodziewał się, czekał, wyglądał;/
Bo i wieść o niej chwyciłem łakomą/
Myślą, lecz zimno --- jak rzecz już wiadomą./
Coś we krwi miałem, coś w myśli ustrzegło,/
Co mi o śmierci tej pierwej przysięgło./
To kiedy przyszli zwiastować mi smutni/
Ludzie, co chciwi męczyć i okrutni/
Lubią posępnych słów oglądać skutek,/
Wzgardziłem dumnie pokazać im smutek;/
Lecz pokazałem lice zimne, szczere,/
Już podniesione nad zwyczajną sferę;/
Już w tej krainie cichej, wnętrznej burzy,/
Gdzie nawet czoła śmierć ojca nie chmurzy,/
Ale przechodzi wszystko ziemskie, mija,/
Jady nie trują i miecz nie zabija./
Pokazałem im tę niezmienność czoła,/
Które zmroziło dotknięcie anioła./
Wytłumaczyli to ludzie inaczej,/
Ten marmur bólu --- tę ciszę rozpaczy.</strofa>


<naglowek_czesc>XXVI</naglowek_czesc>

<strofa><begin id="b1265826371157"/><motyw id="m1265826371157">Cierpienie, Duma</motyw>,,Ty wiesz, że dumni nieszczęściem nie mogą/
Za innych śladem iść tą samą drogą./
A gdy się duma z nieszczęścia wylęgnie,/
To i Bóg czoła takiego nie sięgnie,/
To nawet wiara nie pochyli głowy;/
A cóż dopiero piorun, miecz, okowy,/
A nawet ludzkie przekleństwo i wzgarda:/
Tak była ciemna, taka była harda/
Duma w tym sercu. Na co mnie przywiodła,/
Ty wiesz --- lecz duszy nie sądź, bo nie podła.<end id="e1265826371157"/>/
Jam się nie rzucił jak koń do zawodu,/
Ja sam stanąłem przeciwko narodu,/
A gdym się oprzeć musiał w rzeczy ciągu,/
To się na wielkim oparłem posągu./
I nie szukałbym był podpory wroga,/
Gdybym większego znalazł w sercu --- Boga.</strofa>


<naglowek_czesc>XXVII</naglowek_czesc>

<strofa>,,Nie uniewinniam ja siebie, o księże!/
Jakie mię gryzły tu w tej piersi węże,/
Jakie po nocach walki obłąkane/
Z pamięcią, dumą, zaczęte, wytrwane,/
Aż sumnieniowi<pe><slowo_obce>sumnieniowi</slowo_obce> (daw. forma C) --- dziś: sumieniu.</pe> uczyniłem zadość:/
Świadczą te oczy, te czoło, ta bladość./
O! trzeba było siadać nad mym łożem,/
Gdy we śnie serce mi coś pruło nożem;/
Gdy się budziłem w noc bezksiężycową/
W ciemności, ze krwi piorunem nad głową/
Albo widm okiem do łoża przybity,/
Zimny, i łzami, i potem okryty,/
Nie wiedząc, czemu serce drży boleśnie./
<begin id="b1265826407133"/><motyw id="m1265826407133">Sen</motyw>Mówią, żem chodził po pałacu we śnie,/
Nie wiem, lecz nieraz, gdy sen ciężki spadał,/
Możem wstał, chodził, płakał, jęczał, gadał,/
Możem z krwi rękę o rękę ocierał,/
Możem zabijał i trumny otwierał,/
Możem się dzielił z kim jaką mogiłą,/
Nie wiem: --- bo o tym mi się wszystkim śniło...<end id="e1265826407133"/>/
I nawet dzisiaj na mnie krew czerwona/
Na głowie... Gdzie jest moja druga żona?...</strofa>


<naglowek_czesc>XXVIII</naglowek_czesc>

<strofa>,,Stój! stój!<begin id="b1265826449053"/><motyw id="m1265826449053">Mąż, Żona</motyw> Nie szukaj tej kobiety, ojcze./
Od innych ciosy okropne, zabójcze,/
Lecz od niej gorsze ja rany poniosłem./
Ona zrobiła, że śmierć kraju zniosłem./
Anioł piękności i wróg nieodstępny,/
Stała, gdy z hańbą walczyłem posępny./
Com cierpiał w sobie i com czuł --- nie czuła,/
Co w sercu moim zmartwychwstało --- struła,/
Aż przyszło wreszcie, że dziś, jędza blada.../
Lecz z tego niechaj ona się spowiada,/
To na jej sercu, to je kiedyś zrani ---<end id="e1265826449053"/>/
Patrz! ja ten ogród zasadziłem dla niéj,/
Te drzewa, łąki, tam niby w obłędzie/
Strumienie i na błękitach łabędzie,/
I ta z marmuru Karary łazienka,/
To dla niej... Patrzę i serce mi pęka;/
Bo to zostanie po mnie wszystko --- długo.../
O! gdybym to mógł jaką krwawą strugą/
Zalać i zniszczyć, i duszę wyzionąć,/
I z zamkiem, i z nią, i z wszystkim utonąć;/
Zostawić gruzy leżące na pował,/
Których by człowiek nie znał, nie żałował,/
Nie myślał o mnie tu błądząc, nie gadał,/
Że tutaj zdrajca chodził, dumał, siadał,/
Tu się śmiał z Boga, a tutaj łzy ronił;/
A tu się w grocie kaskadą zasłonił/
Bojąc się słońca, co tę ziemię złoci,/
I żył jak węże w zimnie i w wilgoci.</strofa>


<naglowek_czesc>XXIX</naglowek_czesc>

<strofa><begin id="b1265826490739"/><motyw id="m1265826490739">Miłość, Ojczyzna</motyw>,,Miłość ojczyzny --- o! to słońce świetne/
Dla serc, co dumne, sieroce, szlachetne,/
Całe się czystym miłościom oddadzą./
Jako żurawie, co łańcuch prowadzą,/
Świetniejsze serca wylatują przodem;/
Umrą --- ich duchy lecą przed narodem,/
Ich wrzask, ich imię, ich lament to hasła./
Gdy matka po nich zapłakana wrzasła,/
Ojczyzna cała słyszy, leci, mści się;/
W gołębiach wtenczas są serca tygrysie./
Umrą wygnani --- to naród wysyła/
Posłów zapraszać, niech wróci mogiła.<end id="e1265826490739"/>/
A choćby nawet zapomnienie, nędza,/
Jednego pacierz nad mogiłą księdza/
I wieczna cisza w grobie niepłakanym./
O! ja zazdroszczę tym czystym, nieznanym,/
Ja, co się aż tam, aż do słońca darłem ---/
O czemu ja też dzieckiem nie umarłem!?/
Czemu!?... Ach wtenczas, księże, nie dla sławy,/
Lecz przyleciałem był raz na bój krwawy,/
Ażeby umrzeć. --- Na Boga żywego,/
Ja bym się teraz nie miał chełpić z czego.../
<begin id="b1265826533588"/><motyw id="m1265826533588">Walka</motyw>Szyki się biły pod Maciejowicą<pe>Maciejowica --- właść. Maciejowice, wieś znana z bitwy między wojskiem polskim pod wodzą T. Kościuszki a wojskami rosyjskimi w 1794r., podczas insurekcji kościuszkowskiej.</pe>,/
Wleciałem ściśle zamknięty przyłbicą;/
Dziwny był ubiór, ale to miał zyskiem,/
Że nie witano mię zdrajcy nazwiskiem,/
Wreszcie i harmat zakryłem się błyskiem;/
I smutny w sobie wpadłem we krwi morze.<end id="e1265826533588"/>/
Słyszałeś o tym żelaznym upiorze?/
Długo to było między ludźmi sporem,/
Kto był tym w ogniu rąbiącym upiorem./
O śmierci! ludzi tysiącznych morderca!/
Nie chciałaś wtenczas tej krwi, tego serca./
Lont nie chciał harmat przede mną zapalać;/
Kule się bały we krwi mojej zwalać,/
Lecz omijały świszcząc koło ucha;/
Miecz mój po kaskach dzwonił jak miecz ducha./
<begin id="b1265826568537"/><motyw id="m1265826568537">Nieśmiertelność</motyw>Los miał okropną zbawić mię bezczelność,/
Jam był ubrany w straszną nieśmiertelność./
Jaka w tym wola boska, nie odgadnę/
I nie chcę myśleć --- lecz gdy myślę, bladnę.<end id="e1265826568537"/>/
Sam na tym polu, gdzie psów wściekłych kupa,/
Na koniu, na kształt siedzącego trupa,/
Gdy z ciał wychodził obłok krwawy, dymny,/
Gdy księżyc wschodził straszny, blady, zimny,/
Stałem; wtem jeden z niedomarłych, blisko,/
Wymówił moje przeklęte nazwisko;/
Schylam się z konia --- patrzę: krwią się broczy,/
I krew mi swoją ten człek rzucił w oczy.../
Dobyłem miecza --- o! nie bladnij, księże ---/
Choć syknął na mnie ten gorzej niż węże,/
Chociaż mię taką pieczęcią naznaczył,/
Jam go nie dobił --- alem nie przebaczył.</strofa>


<naglowek_czesc>XXX</naglowek_czesc>

<strofa>,,Księże... <begin id="b1265826626985"/><motyw id="m1265826626985">Rycerz</motyw>gdzie teraz Kościuszko? --- W mogile!.../
Kiedy żył jeszcze, były takie chwile,/
Żem ja był wrogiem jego świetnej sławy./
Chciałbym dziś widzieć cień jego postawy/
Albo grobowiec przy bladych lawinach;/
Musi być smutny nad nim szmer w drzewinach;/
Smutne tam duchy błądzą w księżyc świetny/
Wołając: Ojcze --- choć on był bezdzietny./
Mówią, że idąc za trumny orszakiem,/
Koń jego stawał przed każdym żebrakiem,/
Tak nauczony za życia rycerza.<end id="e1265826626985"/>/
To wszystko, księże, serce mi rozszerza/
Łez pełne, burzę zapowiada ciemną.../
Patrzaj, co stało się z nim --- a co ze mną!...</strofa>


<naglowek_czesc>XXXI</naglowek_czesc>

<strofa>,,Obróć tu, księże, twe łzawe oblicze./
Ileż ja w życiu chwil okropnych liczę!/
Słuchaj, po śmierci kraju, już zhańbiony,/
Dom odwiedzałem mojej pierwszej żony./
O! co ja czułem, gdy lip poczet stary/
Zaczął nade mną swoje smutne gwary,/
Kiedy się miesiąc w liść zabłąkał szumny.../
Ja, co tam żyłem młody, jasny, dumny,/
Z nią razem, ojcze! Ja, co w tej krainie/
Myślałem niegdyś, że młodość nie minie;/
Wchodzę... trzy razy wspomniałem o Bogu,/
Trzy razy, blady, przejść nie mogłem progu./
Przeszedłem wreszcie --- w komnatach nikogo.../
Ściany się zdały napełnione trwogą,/
Że mię tam widzą samego w ciemności;/
Ale w powietrzu jakiś szmer litości/
I coś szeptało: ,,Nie płacz", z każdej cegły;/
A mnie ogromne łzy po twarzy biegły./
Na coż to przyszedł ów Wacław wyniosły?/
Chwasty go same w tym gmachu przerosły./
Sam --- o! bogdajbym był sam, o! zhańbienie!/
<begin id="b1265826661339"/><motyw id="m1265826661339">Trup</motyw>Starzec wychodzi w księżyca promienie,/
Poznaję --- mój teść... przy niepewnym świcie/
Widzę, że w ręku ma jakieś zawicie;/
Twarz jego dzika, okropna, surowa;/
Rozwija --- patrzę --- ojca mego głowa!.../
Po śmierci zemsty bezczelnej dokazał,/
Wyjął z mogiły trupa i ściąć kazał.<end id="e1265826661339"/></strofa>


<naglowek_czesc>XXXII</naglowek_czesc>

<strofa>,,To tak mi starzec zwiędłe serce kruszy,/
To tak anielstwo wypędzono z duszy,/
To tak myśleli, że mię zdeptać mogą;/
Aż się od hańby obroniłem trwogą.../
Lecz nie pomogło... bo jak od zwierciadła/
Od ludzi trwoga ta na mnie upadła./
Bo wyschły jak trup, po uczuć pogrzebie/
Jąłem się lękać nie Boga, lecz siebie./
Więc niech się skończy ten los, co mi cięży,/
Niech w nieskończoność dusza się rozpręży;/
Wszystko straszliwe, co się w serce ciśnie,/
Niech się jak piorun wyrwie i rozbłyśnie./
Niechaj część każda pokalanej duszy/
Dozna właściwych bólów i katuszy;/
Lecz niechaj wszystko to w jednym mordercu/
Zamknięte, w jednym nie gryzie się sercu./
O! były chwile okropne na świecie!/
I ta noc!... Księże, pociesz ty mię przecie;/
Czy ty łzy tylko masz dla mnie pacierzem?/
Dla mnie, co stoję nad śmierci wybrzeżem,/
Co tu <begin id="b1265826720526"/><motyw id="m1265826720526">Śmierć</motyw>widziałem pełną tajemnicy/
Śmierć w synka mego błękitnej źrenicy./
Okropność! jego usteczka różane,/
Miłością jakąś obłąkane, pjane<pe><slowo_obce>pjany</slowo_obce> (daw.) --- dziś: pijany.</pe>,/
Z ognia oddechem, z lutniowymi gwary,/
Pocałunkami tu goniły mary./
Widziałem moje sny młodości złote,/
Zachwyty, miłość, niepokój, tęsknotę,/
Wydane dziecka niewinnym obliczem;/
Lecz on kochał nic, on tęsknił za niczem,/
A jednak tęsknił i kochał. Widziałem,/
Jak się w coś wpatrzył z obłąkania szałem.<end id="e1265826720526"/>/
Myślałem --- biedny! czego się on męczy?/
Łabędź w jeziora zakochał się tęczy,/
Umarł, nim zgasła, nie doczekał nocy./
Lecz ile było w nim ognia i mocy!/
Jakie wyrazy tęskne, smutne, śliczne,/
Długo-echowe i melancholiczne/
Z ust mu jęczały! Była jedna chwila ---/
Myślałem, że mu skrzydełka motyla/
Z ramion wyrosną, że główka zaświeci/
Ogniem niebieskim i w niebo uleci;/
Bo na paluszkach wstał, rosnął w człowieka;/
Myślałem, że już ode mnie ucieka ---/
Wrócił... przy nogach mi go ból pokonał./
W godzinie jednej kochał, cierpiał, skonał./
O! cud okropny! co iskrę słoneczną,/
W serduszku dziecka zamknął miłość wieczną/
To, co ja dotąd w moim sercu mieszczę./
To go zabiło --- a ja cierpię jeszcze!/
I jeszcze kocham i widzę to jawniej/
W sercu, przed śmiercią, że kocham jak dawniej./
Tu! z krzyżem, księże! tu stawaj u czoła!/
Niechaj myśl moja tych snów nie wywoła./
Niech nie przychodzi tu jej cień bladawy.../
Przyszła! --- tam za nią stoi ojciec krwawy,/
Włos jego siwy --- o! to męki moje/
Ta para, ludzi tych w powietrzu dwoje./
A jednak twarze to może jedyne,/
Co odpuszczają mi hańbę i winę,/
Co widząc dolą znękanego twardą,/
Jak inni ludzie nie patrzą ze wzgardą./
<begin id="b1265826751561"/><motyw id="m1265826751561">Matka Boska</motyw>Maryjo! nie idź za księżyc się chować,/
Dobrze, żeś przyszła się tu ulitować,/
Dobrze, żeś mi się duchem pokazała/
Taka posępna i cicha, i biała,/
Jak gdyby za mną w mogile tęskniąca./
Maryjo! czekaj zachodu miesiąca,/
Pójdziemy razem --- gdzie? --- ja nie wiem.<end id="e1265826751561"/> --- Księże,/
Wkrótce me ciało już ziemię zalęże,/
Na długie słowa już mi braknie czasu./
Każ uszyć nową jej suknię z atłasu,/
Każ włożyć wianek z róż świeżych uwity,/
Niech ją obmyją, ubiorą --- kobiéty.../
Pamiętaj... trumna to od wejścia czwarta.../
Patrz, jak ta szata już na niej podarta.../
Czy dobrze? --- Zrób to, nim promienie świtu.../
Patrz! uśmiechnęła się na to z błękitu.</strofa>


<naglowek_czesc>XXXIII</naglowek_czesc>

<strofa>,,Nie mów nikomu o mnie, sługo boży,/
Niech mój grobowiec ludzi długo trwoży./
Weź i tę chustę... choć krwią powalana,/
Możesz ją złożyć przed ołtarzem Pana/
Albo... Dlaczegoś drgnął przed tym rozkazem?/
Powieś tę chustę przed Panny obrazem,/
Musi być święta ta krew, co ją broczy,/
Bo mi ją kiedyś naród rzucił w oczy./
Więc te męczeństwo pobladłego czoła,/
To mój ostatni jest dar dla kościoła./
I jam cóś ciernia czuł w mojej rozpaczy,/
Może Bóg wspomni na to i przebaczy./
Żalu mojego najlepszą jest próbą/
To upodlenie się moje --- przed sobą./
Co będzie z moim duchem nad mogiłą?/
Pewnie nie gorzej jak to, co już było./
<begin id="b1265826787278"/><motyw id="m1265826787278">Duma</motyw>W dumie mej jeszcze przynajmniej znachodzę<pe><slowo_obce>znachodzić</slowo_obce> (daw.) --- znajdować.</pe>,/
Że mię przed śmiercią broni ulec trwodze,/
Gdy przy tym łożu nic, tylko rozpacze./
Gdyby mniej dumny, płakałbym --- nie płaczę;<end id="e1265826787278"/>/
Lecz coś jest we mnie, gdy w grób muszę wchodzić,/
Z czym by się żadne łzy nie mogły zgodzić:/
Wściekłość na siebie, żar, co się nie studzi,/
A nawet, księże, jakiś żal do ludzi:/
Jak gdyby oni byli winni z dawna,/
Że się krew we mnie zaczerniła sławna./
Lecz nie --- i myśl ta nie może pocieszyć. ---/
To wszystko... Księże, czy śmiesz mię rozgrzeszyć?/
Olej, co czyni w Bogu śmierć wesołą,/
Czy się odważysz lać na zdrajcy czoło?/
Jam nie żałował i nic nie naprawił;/
Kraj jeszcze we krwi --- a jam go zakrwawił;/
I długo będzie ta krew po mnie płynąć;/
Tysiące walczyć i tysiące ginąć,/
Po mnie nieszczęścia, więzienia i wojny ---/
I mógłżebym ja w grobie spać spokojny?/
O nie! nadzieja jest szaleństwem dla mnie ---/
A jednak --- starcze, ty! módl się ty za mnie!"</strofa>


<naglowek_czesc>XXXIV</naglowek_czesc>

<strofa><begin id="b1265826826699"/><motyw id="m1265826826699">Śmierć, Trup</motyw>Graf Wacław skonał. O! domysłów płonność!/
Na lice wyszła trucizny zieloność:/
Ale krew jego już dawno zepsuta;/
Ciągła samotność, łzy, wzgarda, pokuta,/
To nieraz także te trucizny duszy/
Wyjdą na ciało zwiędłe od katuszy/
I nieraz lice trupowi odmienia,/
Połamią, poskrzą, zsinią, pozielenią:/
Więc może i te splamienia Wacława/
Nie z gwałtu poszły, lecz z natury prawa;/
Lepiej tak wierzyć niż oskarżać ludzi.<end id="e1265826826699"/>/
Niech się podstępna ciekawość nie trudzi;/
Gdy ziemia z siebie rzecz przeklętą zrzuci,/
Niechaj spokojność w tłum zmieszany wróci./
Lecz nie, ten zamek wre skargą i gwarem,/
Domysły rosną z niepokojem, swarem,/
Mówią, że pani chciała ukryć winę,/
Mówią, że miała otrucia przyczynę ---/
Jaką? --- Nie można wierzyć w takie baśnie./
Miałażby otruć małżonka --- a właśnie/
Zadatek nowej miłości i wiary/
W jej łonie --- po cóż przy kołysce mary?</strofa>


<naglowek_czesc>XXXV</naglowek_czesc>

<strofa><begin id="b1265826867820"/><motyw id="m1265826867820">Pogrzeb</motyw>Po ukraińskich stepach syczą żmije,/
Pogrzeb się czarny z pochodniami wije,/
A za pogrzebem groźny wicher wyje./
Smutno, posępnie przez kurhany płynie/
Pogrzeb możnego pana w Ukrainie./
Z każdej mogiły ognista kolumna/
Wytryska w niebo, gdy nadchodzi trumna./
Już przeminęła, a jeszcze czerwono/
Wszystkie kurhany w Ukrainie płoną/
I rozmawiają cicho o pogrzebie./
Gwar na tym stepie, a cisza na niebie./
W ziemi grobowej głucha trupów wrzawa,/
Bo między nimi stanął trup Wacława.<end id="e1265826867820"/></strofa>


<naglowek_czesc>XXXVI</naglowek_czesc>

<strofa>Człowiek? czy widmo? --- Jakiś duch z burzanu/
Wyszedł na czoło ogniste kurhanu,/
Pogroził ręką: <begin id="b1265826891160"/><motyw id="m1265826891160">Zdrada</motyw>,,Zdrajco! otóż tobie/
Trucizna w przodków wypróchniałym grobie./
Idź, trumno czarna z ohydnym człowiekiem,/
Z trupem, co moim wykarmiony mlekiem./
Idź w ogień piekła za narodu zdradę!/
W kołyskę kładłam i w prochy cię kładę.<end id="e1265826891160"/>/
Dzieciątko moje ty i moja żmijo,/
Ziemia cię zmrozi, robaki spowiją./
A choć krew twoja kiedyś winę zmaże,/
Tego ci Pan Bóg zwiastować nie każe./
Choć Ukraina kiedyś zmartwychwstanie,/
Ty się nie dowiesz w piekle, ty szatanie!/
Nic się nie zmieni, wieczność się zaczyna,/
A wieczność taka jak śmierci godzina"./
Tak pożegnawszy resztki pana zgniłe,/
Zapadła wiedźma w burzan czy w mogiłę.</strofa>

<naglowek_czesc>XXXVII</naglowek_czesc>

<strofa>I znów na zamku jasnych świateł krocie,/
Księżyc w ogrodach, szum kaskady w grocie;/
I znów tam cicho, i kaskada grzmiąca/
Znowu się srebrzy na blasku miesiąca./
Mówią, że łabędź i róża czerwona/
Szepcą w powietrzu imię Eoliona,/
Gdy wszystko ścichnie wieczorną godziną,/
Gdy róże płaczą i łabędzie płyną./
A o dzieciątku tym z twarzyczką ducha/
Została jakaś ciemna powieść, głucha./
Mówią, że raz go widziano w tej grocie,/
Całego w gwiazdach, w promienistym złocie;/
Duchy powietrzne za tęczową szarfę/
Przyniosły jemu zapaloną harfę;/
Usiadł... do ognia strun przybliżył ręki:/
<begin id="b1265826947494"/><motyw id="m1265826947494">Muzyka, Ptak</motyw>A pierwsze z harfy westchnienia i dźwięki/
Zwołały wszystkie łabędzie z ogrodu;/
A drugie tony jak jęki narodu,/
Co cicho konać i cierpieć nie umie,/
Zrobiły szelest w tym łabędzi tłumie;/
A gdy śpiewaka pieśń i tony rosły,/
Wszystkie się razem łabędzie podniosły/
I poleciały płaczącym orszakiem/
W niebo gwiaździste, z harfą, ze śpiewakiem,/
I znikły, długo widziane na górze,/
Jak girlandami spięte białe róże,/
Ulatujące w niebieskie krainy,/
Dosłuchać harfy tej i tej dzieciny./
Nie wiem, czy wierzyć --- lecz cudy są wszędzie.../
I odtąd znikły w ogrodach łabędzie,<end id="e1265826947494"/>/
I szafirowych wód nie krają łonem,/
Bo poleciały wszystkie z Eolionem./
A Bóg nam wieszczów zostawiać nie raczy,/
Odkąd zabrakło już białych słuchaczy.</strofa>


<srodtytul>Koniec</srodtytul>

</liryka_l></utwor>