<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/szlengel-co-czytalem-umarlym/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Szlengel, Władysław</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Co czytałem umarłym</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kozioł, Paweł</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kopeć, Aleksandra</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Tulicka, Agnieszka</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Współczesność</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Opowiadanie</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Publikacja sfinansowana ze środków pozostałych ze zbiórek, które nie zakończyły się sukcesem.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/szlengel-co-czytalem-umarlym/</dc:identifier.url>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Władysław Szlengel, Co czytałem umarłym, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1979.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Władysław Szlengel zm. 1943</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2014</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2018-08-07</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/image/5978.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Late Night, Georgie Pauwels@Flickr, CC BY 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/5978</dc:relation.coverImage.source>
</rdf:Description>
</rdf:RDF>

<opowiadanie>


<dzielo_nadrzedne>Co czytałem umarłym</dzielo_nadrzedne>

<autor_utworu>Władysław Szlengel</autor_utworu>



<nazwa_utworu>Co czytałem umarłym<pe><slowo_obce>Co czytałem umarłym</slowo_obce> --- utwór odnosi się do akcji selekcyjnej w szopie (tj. przedsiębiorstwie) szczotkarzy, jaka miała miejsce 8 stycznia 1943 roku.</pe></nazwa_utworu>


<akap>Od kilku dni mocno mi siedzi w głowie scena z sowieckiej sztuki patriotycznej<pe><slowo_obce>sowieckiej sztuki patriotycznej</slowo_obce> --- prawdopodobnie chodzi o sztukę <tytul_dziela>Zagłada eskadry</tytul_dziela> ukr. pisarza Aleksandra Korniejczuka, powstałą w r. 1933, po raz pierwszy sfilmowaną w r. 1934, a opartą o zatopienie eskadry floty czarnomorskiej na rozkaz Lenina w roku 1918.</pe>, tytułu której w tej
chwili nie pamiętam: Załoga łodzi podwodnej, nie
chcąc się poddać białym, idzie na dno... Szesnastu bohaterskich marynarzy daremnie czeka pomocy ---
obraz ostatni: brak powietrza... śmierć krąży w zatopionej łodzi... udusiło się... sześciu... dziesięciu... piętnastu... szesnasty chce jakoś zadokumentować zagładę załogi, ale i nie wyolbrzymia ofiary... ostatecznie cóż się stało, że zginęła garstka z wielomilionowego
narodu... zginęli dla sprawy tak wielkiej, że cyfra
ofiarowanych żyć jest śmiesznie mała... cóż? szesnastu! wspina się ostatkiem sił i pisze kredą na stalowej ścianie swego grobowca 200 000 000 - 16... odejmuje z dwustu milionów szesnaście nieważnych istnień
i już... to wszystko, co zostanie dla historii. Cyfry ---
Statystyka.</akap>


<akap>Ta scena i jej mądry, głęboki sens (nie lekceważąc pointy, co ma zawsze dla mnie znaczenie) zjawiły się nagle z pierwszą godziną drugiego etapu <wyroznienie>akcji</wyroznienie> i nie opuszcza mnie ten obraz ani na chwilę.</akap>


<akap><begin id="b1533372294569-3696788092"/><motyw id="m1533372294569-3696788092">Strach, Los</motyw>Wszystkimi nerwami czuję się duszony coraz
mniej dawkowanym powietrzem w łodzi, która nieodwołalnie idzie na dno. Różnica jest minimalna: jestem w tej łodzi nie niesiony gestem bohaterstwa, ale wtrącony bez woli, winy czy wyższej racji.<end id="e1533372294569-3696788092"/></akap>


<akap>Ale jestem w tej łodzi i czuję się jeśli nie kapitanem, to w każdym razie kronikarzem tonących.</akap>


<akap>Nie chcę zostawiać tylko cyfr dla statystyki, chcę
przyszłą historię wzbogacić (złe słowo) w przyczynki,
dokumenty i ilustracje.</akap>


<akap><begin id="b1533372316930-3325196149"/><motyw id="m1533372316930-3325196149">Poeta, Historia</motyw>Na ścianie mojej łodzi piszę wiersze-dokumenty,
towarzyszom mego grobowca czytałem elaboraty poety, poety <slowo_obce>anno domini</slowo_obce><pe><slowo_obce>anno domini</slowo_obce> (łac.) --- roku Pańskiego.</pe> 1943, szukającego natchnienia w ponurej kronice swoich dni.<end id="e1533372316930-3325196149"/></akap>


<akap><begin id="b1533372808491-1660152049"/><motyw id="m1533372808491-1660152049">Poezja, Śmierć</motyw>Te wiersze miałem kiedyś czytać ludziom, którzy
wierzyli w przetrwanie, miałem razem z nimi przeglądać ten tomik jako pamiętnik szczęśliwie przebytego koszmarnego okresu, wspomnienia z dna piekła --- towarzysze mojej wędrówki odeszli, a wiersze
stały się w przeciągu jednej godziny wierszami, które czytałem umarłym.<end id="e1533372808491-1660152049"/></akap>


<akap>Czas najwyższy uporządkować papiery.</akap>


<akap>Cztery dni temu budowałem naiwny schron z całym systemem sznurków zamykających prymitywne klapy i zasłony. Cztery dni na skrawku przestrzeni bez wyjścia wobec zalewającego żywiołu, z widmem
najpiękniejszej śmierci, jaką może wymarzyć pijany esesowiec.</akap>


<akap>W ciągu tych czterech dni odeszła przedostatnia
fala moich czytelników. Odeszli ci wszyscy, którzy zaledwie tydzień temu słuchali moich wierszy i dziwnych przygód Majera Mlińczyka<pe><slowo_obce>Majer Mlińczyk</slowo_obce> --- postać  Żyda z getta, w którą wcielał się Władysław Szlengel w swoich występach kabaretowych.</pe> na wyspie blokowej Schultza<pe><slowo_obce>Schultz, Fritz Emil</slowo_obce> --- pochodzący z Gdańska współwłaściciel firmy Toebbens und Schultz, produkującej w getcie warszawskim tekstylia i mundury mieszczącej się przy ul. Nowolipie 44.</pe>, odeszli słuchacze moich wieczorów literackich u ,,szczotkarzy<pe><slowo_obce>szczotkarze</slowo_obce> --- wyrób szczotek był popularnym zatrudnieniem mieszkańców getta. Zakład szczotkarzy znajdował się przy ulicy Świętojerskiej 34, bloki szczotkarzy również tam, a także przy Świętojerskiej, Wałowej i Franciszkańskiej.</pe>" --- i najbliżsi współlokatorzy, sąsiedzi, przyjaciele, towarzysze dyskusji, często mimowolni współtwórcy tego, co ten tom zawiera.</akap>


<akap>Wyjechała w plombowanym wagonie biedna
i zmarznięta Fania R., która przed każdym moim wyjściem na występ rzucała na szczęście <slowo_obce>merde</slowo_obce><pe><slowo_obce>merde</slowo_obce> (fr.) --- gówno.</pe> i znała tyle opowieści o Curie-Skłodowskiej i profesorze Roux.</akap>


<akap>Nie ma współmieszkańców pokoju: śmiesznego Józia, który spał w damskiej piżamie i damskich pończochach --- nie dla wywołania dwuznacznych efektów, ale po prostu dlatego, że nie miał nic innego; wyjechała jego energiczna żona, która po to raz już uciekła z Umschlagplatzu<pe><slowo_obce>Umschlagplatz</slowo_obce> (niem.) --- plac przeładunkowy, usytuowany przy skrzyżowaniu ul. Stawki i Dzikiej; początkowo służył wymianie towarów między gettem a światem zewnętrznym, później gromadzono na nim ludzi wywożonych do Treblinki.</pe> z raną postrzałową w plecy, by drugi raz na plac powrócić po pięciu miesiącach głodowania i upartej walki o środki na ucieczkę do ,,tamtych". Nie zdążyła.</akap>


<akap>Nie ma pięknej Idy L., uosobienia zdrowia i ochoty
do życia... jeszcze w zeszłym tygodniu --- ach, psiakrew!! pięści się ściskają.</akap>


<akap>Widziałem trupa Asi S., która sprowokowała mnie do napisania drugiej, optymistycznej wersji do wiersza <tytul_dziela>Dajcie mi spokój</tytul_dziela>... Nie ma... a zresztą jutro, mój Boże, jutro lub pojutrze, jak donoszą tajne źródła, ma się powtórzyć orgia niemiecka --- ilu jeszcze odejdzie --- za wcześnie robić bilans. Uparcie tylko męczą tak bliskie i żywe widma tych, którzy tu wczoraj czy onegdaj siedzieli, tak ufni i tak straszliwie, przejmująco człowieczo bali się tego, co ich spotkało.</akap>


<akap>Najbardziej męczyło to, że wiedzieli, co ich czeka, że wyjechali z koszmarnym bagażem prawdziwych czy nieprawdziwych wiadomości o sposobie zabijania.</akap>


<akap>Siedzieliśmy tu w tym pokoju, gdzie teraz stukot maszyny nasuwa skojarzenia ostatniej jazdy ---
ci wszyscy prawie, którzy mnie najczęściej otaczali,
na krzesełkach, łóżku i walizkach, i mówiliśmy o plotkach, możliwościach i szansach.</akap>


<akap>Nastroje, donosy i rachunek podobieństwa ścierały się w namiętnych dyskusjach. A Asia postawiła dużą i czarną kropkę, proponując otworzenie w nocy kurków gazowych.</akap>


<akap>I rozeszli się...</akap>


<akap>Potem tegoż wieczora dostałem zaproszenie na występ w prywatnym mieszkaniu dla grupy gości z tamtej strony. Domyśliłem się, kogo znajdę w tym gronie, ale walka trwała krótko, zawsze znajdywałem przyjemność w czytaniu dwuznacznych wierszy i jednoznacznych kpin z popularnych gestapowców właśnie w ich obecności. Od czasów Kohna, Hellera i Gancwajcha<pe><slowo_obce> Kohn, Moryc;  Heller, Zelig; Gancwajch, Abram </slowo_obce> --- żydowscy agenci Gestapo.</pe>, którzy wprost czuli się urażeni, jeżeli w ,,Żywym Dzienniku<pe><slowo_obce>Żywy Dziennik</slowo_obce> --- cykliczny program satyryczny prezentowany w getcie w kawiarni ,,Sztuka", początkowo przygotowywany przez zespół, w skład którego wchodził m. in. poeta Wacław Teitelbaum, a po wywózkach 1942 roku kontynuowany jednoosobowo przez Schlengla.</pe>" nie było dowcipów na ich temat --- nie dziwiłem się niczemu i wiem, że snobizm w tej branży jest uczuciem dominującym.</akap>


<akap>Wziąłem teczkę, uporządkowałem papiery i poszedłem.</akap>


<akap>Była 9 wieczór 17 stycznia 1943 roku.</akap>


<akap>Widna noc, rozjaśniona świeżo spadłym śniegiem, ciepło, za murkiem w odległości 5 metrów i jednego życia rozlegały się miarowe kroki żandarma... Parę minut po dziewiątej byłem w mieszkaniu Mietka R.
w sąsiadującym z nami bloku mieszkalnym metalowców.</akap>


<akap>Gości już nie było. Żona R. spazmowała --- gospodarz wyszedł ze mną do przedpokoju.</akap>


<akap>Wyjaśnił mi krótko, że wieczór literacki się odkłada... jego goście dostali jakiś alarmujący telefon od ,,arka<pe><slowo_obce>arek</slowo_obce> --- prawdop. slangowe: Aryjczyk, nie Żyd.</pe>", zabrali swoje żony i spiesznie wyjechali. O 5 rano można się spodziewać <wyroznienie>akcji</wyroznienie>.</akap>





<akap_dialog>--- Chociaż --- dodał przy tym uspakajająco --- on rzekomo dzwonił do jakiejś fiszy z Alei Szucha<pe><slowo_obce>Aleja Szucha</slowo_obce> --- w czasie okupacji przy warszawskiej Alei Szucha mieściła się siedziba Gestapo.</pe> i tenże odpowiedział, że wykluczone, że mowy nie ma etc., szablon plotki uspakajającej.</akap_dialog>



<akap_dialog>--- Oby wszystko było dobrze... --- powiedział jeszcze, patrząc już w inną stronę, i wrócił do żony.</akap_dialog>




<akap>Wyszedłem na ulicę. Różnica dziesięciu minut, co
za potworny kamień na piersiach, ten murek jest wiekiem trumny, czuję się ściśnięty, zduszony, osaczony, zamknięty...</akap>


<akap>Nie wrócę do domu. Żona nie powinna wiedzieć, że wieczór się nie odbył.</akap>


<akap>Trzeba coś zrobić z czasem. Poszedłem na wartownię werkszucu<pe><slowo_obce>werkszuc</slowo_obce> --- z niem. <slowo_obce>Werkschutze</slowo_obce>, straż fabryczna, pełniąca funkcje policyjne w szopach, czyli w pracujących dla Niemców przedsiębiorstwach na terenie getta.</pe>. Już zimny podmuch złej wieści dotarł i tu...</akap>


<akap>Nieznanymi drogami wizyta i ucieczka tzw. kolegołoch stała się wiadoma dwom czy trzem szeptającym grupkom. Wiedzą... Za kilka minut szept, jak zła dusząca zmora, spadnie na blok... wyciągnie ludzi z łóżek... wytrąci z rąk karty, szklanki... kieliszki...</akap>


<akap>Nastrój w wartowni był błędny i niewyraźny. Nie wierzyli --- trzeba wyciągnąć z ciepłego pokoju, od brydża, Szymka Kaca --- ten może będzie coś wiedział, może gdzieś zadzwoni.</akap>


<akap>Idziemy małą grupką do Szymka. Macki elektrycznych [latarek] mijają się na podwórku. Szepty przy mijaniu cichną.</akap>


<akap>Wiedzą ludzie, wiedzą... Dziwnie ruch się wzmaga na namacalnie ciemnym podwórzu.</akap>


<akap>U Szymka oczywiście brydż. Parę słów na uboczu. Przeprasza żonę i schodzi z nami.</akap>




<akap>Blok już nie śpi. Getto nie śpi. Telefony terkocą
czarną groźbą. Wyspy żydowskie alarmują się wzajem. Bloki wymieniają wiadomości. Wieść dotarła już wszędzie. Memento! Memento! Śmierć czuwa! Śmierć czai się na Befehlsstelle --- jutro, jutro skoczy przyczajonym skokiem.</akap>


<akap>300 esesmanów. 1000 esesmanów... Cyfry licytują
się. O 11.30 grupki na podwórzu zmieniają się w karawany śmiertelnie przerażonych zwierząt czujących pożar kniei.</akap>


<akap>Obijają się grozą smagnięci ludzie z podniesionymi kołnierzami o ściany ciasnego matecznika. Pierwsze partie co śmielszych przechodzą przez murek i wsiąkają w miasto Ariów. Nasza góra Muza
Dag<pe><slowo_obce>Muza Dag</slowo_obce> --- nawiązanie  do powieści <tytul_dziela>Czterdzieści dni Musa Dah</tytul_dziela> (1933) austriackiego pisarza
Franza Werfla, traktującej o tragicznej i bohaterskiej walce Ormian mordowanych przez Turków w czasie pierwszej wojny światowej, chroniących się i walczących na tytułowej górze.</pe> --- pali się. O 1 poszedłem spać, nade mną i za ścianami tupot nóg i zgiełk przez całą noc.</akap>


<akap>Sen pełen majaków, zmagań i widm. Duszność wisi pod sufitem i kładzie się na piersi. O 5 rano Fania wsuwa do pokoju głowę. Ubierzcie się! Lepiej być ubranym. Leniwie i z nerwowym drżeniem wyłażę z ciepłego łóżka.</akap>


<akap><begin id="b1533415103170-854805563"/><motyw id="m1533415103170-854805563">Czas, Pamięć</motyw>Jeszcze nie ma pewności. Jeszcze optymiści mają swoje teorie i naświetlenia. O 7 rano pewnik. Obojętnie, jak coś koniecznego, wiadomego i nieuniknionego, powtarza się z ust do ust wieść: Akcja w getto.</akap>


<akap>Był to 19 stycznia 1943 roku.</akap> 


<akap>Czy te daty będą notowane na marginesie historii?<end id="e1533415103170-854805563"/></akap>




<akap>Czy kogoś zainteresuje dzień, w który raz jeszcze i nieostatni nadludzki szczep niemiecki zakpił sobie z człowieczeństwa i wystawił na nową próbę wytrzymałość ludzkich serc, nerwów, raz jeszcze wypróbował swoich metod zabijania z szatańską, wyrafinowaną fantazją.</akap>


<akap>Dzień nie przynosi sensacji. Inspirowany przez fachowych ,,stimmungsmacherów<pe><slowo_obce>stimmungsmacher</slowo_obce> (z niem.) --- stwarzający nastrój.</pe>" nastrój lansowanej
przez znane źródło wieści, że ,,akcja" nie dotyczy szopów<pe><slowo_obce>szop</slowo_obce> --- niemieckie przedsiębiorstwo produkcyjne w getcie; praca w szopie dawała mieszkańcom getta dodatkowe uprawnienia, m.in. legalizację zamieszkania i dostęp do kartek żywnościowych.</pe>, czystka zwana selekcją obejmuje tylko dzikie domy<pe><slowo_obce>dzikie domy</slowo_obce> --- ,,dzikimi" nazywano Żydów, którym okupant odebrał uprawnienia do mieszkania nawet na terenie getta, przeznaczonych do wywózki i ukrywających się; ,,dzikie domy" to miejsca ich zamieszkania.</pe> w getto<pe><slowo_obce>w getto</slowo_obce> --- dziś wyraz ten jest odmienny: w getcie.</pe>. Spokój kładzie się z wolna na spragnione oszukiwania serca.</akap>


<akap>Egoistyczny spokój, że oni... nie my...</akap> 


<akap>Panika pierwsza spada na sklepy i knajpy, nie ma chleba, stare bułki, czekając na okolicznościowe użytkowanie, idą masami, stare ciastka, resztki --- wszystko, ogołocone bufety patrzą się zimnymi, białymi, zatłuszczonymi arkuszami papieru. Tłuste talerze, nagie stoły w głośnych jeszcze wczoraj knajpach pokazują pozbawione obrusów kulawe, chude nogi.</akap>


<akap>Wieczorem grupki schodzą się w mieszkaniach, ale bardzo wcześnie wszystko idzie spać.</akap>


<akap>Noc blokowa to stugłos i tupot. Zwierzęta ryją prymitywne kretowiska, naiwne schrony za szafami, z włazami przez skrzynie, gorączkowo zwiedza się piwnice, świtają pierwsze plany systematycznego chowania się w nory --- plany, które po 3--4 tygodniach miały stać się pasją i gorączką nerwową getta.</akap>


<akap>Rano 19 stycznia.</akap>


<akap>Spokojne rano --- z zastrzykami telefonów od zaprzyjaźnionych i neutralnych gestapowców.</akap>


<akap>Szepty [w]spinają się na pierwsze piętra:</akap>


<akap>,,Skosowski powiedział...</akap>


<akap>Paweł twierdzi...</akap>


<akap>Adam dzwonił..."</akap>


<akap>Ostry nakaz zarządu, skwapliwie podchwycony
i przestrzegany przez kierowników warsztatów, posiedzenia przy pracy.</akap>


<akap>Warsztaty wypełniają się wyżej zwykłej frekwencji.</akap>


<akap>Intensywny szturm, po numerki. Zarząd dotąd nie <wyroznienie>zdążył </wyroznienie>wydać numerków robotnikom... Zatrwożone kolejki na schodach pod drzwiami gromowładców. Były bramkarz, półinteligent, ale Aryjczyk, Józef Z., leniwie i dostojnie grzebie w papierach i zasługach.</akap>


<akap>Żydzi zalęknieni kłaniają się w pas, w pół i ćwierć,
odchodzą dumnie z blaszkami. Godziny płyną. Z getta
dalsze wieści o akcji. Oczywiście trupy, Umschlagplatz<pe><slowo_obce>Umschlagplatz</slowo_obce> (niem.) --- plac przeładunkowy, usytuowany przy skrzyżowaniu ul. Stawki i Dzikiej; początkowo służył wymianie towarów między gettem a światem zewnętrznym, później gromadzono na nim ludzi wywożonych do Treblinki.</pe>, wagony, nic się nie zmieniło; kulawego Szmerlinga<pe><slowo_obce>Szmerling, Mieczysław</slowo_obce> --- komendant Umschlagplatzu, znany z okrucieństwa, należał do wyższych funkcjonariuszy Żydowskiej Służby Porządkowej.</pe> sprowadzono na plac do roboty. Sto dni Napoleona. Stary generał wraca po nowe zwycięstwa. Stara ekipa PEBID-u<pe><slowo_obce>PEBID</slowo_obce> --- skrót niejasny; określa organizację porządkową, która, pod dowództwem Szmerlinga, kierowała wywózkami Żydów podczas akcji wysiedleńczej.</pe> pod batutą Mefista z bródką.</akap>


<akap>Szopów akcja nie dotyczy, nie byli dotąd w żadnym szopie.</akap>


<akap>Oficjalnie z <slowo_obce>Dienststelle</slowo_obce><pe><slowo_obce>Dienststelle</slowo_obce> (niem.) --- pokój służbowy (tu chodzi o pokój Służby Porządkowej).</pe>. Szopów akcja nie dotyczy...</akap>


<akap>ESESOWCY IDĄ DO SZOPU!!!</akap>




<akap>Nagły alarm, paniczny bieg. Mrowie rozpryskuje
się z podwórka na strychy, do piwnic, do warsztatów... Blok dygocze drżeniem 3000 istnień.</akap>


<akap>Chować się! Nie!!... Iść do warsztatów!! Kto nie ma numerków???</akap>


<akap>2000 ludzi nie ma numerków!! Uciekać z bloków dziurą do getta!!!</akap>


<akap>ZA PÓŹNO!!! Żandarmeria obstawiła blok!</akap>


<akap>Schody wystukują tupot zgrozy. Moja łódź idzie na dno --- woda dochodzi do kajut...</akap>


<akap>Tysiące kierunków, dziesięć tysięcy niepotrzebnych ruchów, kroków i chwytów, suche przerażone oczy, ręce szarpiące torby, klamki i kapelusze.</akap>


<akap>PANIKA!!!</akap>




<akap>BRANDT<pe><slowo_obce>Brandt, Karl</slowo_obce> --- kierownik wydziału IV (Gestapo) niemieckiej Służby Bezpieczeństwa, jeden z organizatorów akcji przesiedleńczej, w czasie której Żydzi z warszawskiego getta wysyłani byli do obozu w Treblince.</pe> jest na pierwszym piętrze. Idzie do <slowo_obce>Dienststelle</slowo_obce>.</akap>


<akap>Jest godzina 11 minut 45.</akap>


<akap>W naszym mieszkaniu są wszyscy, którzy tu wczoraj i onegdaj siedzieli ze mną, prowadząc teoretyczne rozmowy i dyskusje.</akap>


<akap>Teorie i plany rozpadają się i czezną.</akap>


<akap>Włazimy do pokoju przez okienko z łazienki. Drugie wejście jest zastawione szafą i zawalone gratami. Są tu wszyscy... Moi sąsiedzi, współlokatorzy, przyjaciele... Jest i Asia milcząca, i energiczny Sioma, i inni. Jest wspaniały typ urody aryjskiej czy słowiańskiej --- diabli wiedzą, jak oni to nazywają --- Ziuta S., która mogłaby pozować do folklorystycznego obrazu polskiego.</akap>


<akap>18 osób w ciemnym, śmiesznie i naiwnie zamaskowanym pokoju.</akap>




<akap>Połowa nie ma blaszek kontrolnych.</akap>


<akap>Mieszkanie cichnie, zamiera w oczekiwaniu.</akap>


<akap><begin id="b1533460163092-2434586924"/><motyw id="m1533460163092-2434586924">Strach</motyw>Po stratowanej porcelanie, szklankach, połamanych meblach chodzi cicho i uważnie Trwoga, której milczące stąpanie urasta do zatrważających, groźnych odgłosów.<end id="e1533460163092-2434586924"/></akap>


<akap>Siedzimy. 5 minut... 7...</akap>


<akap>Tupot tym razem nieimaginacyjny.</akap>


<akap>Pierwsze odczłowieczenie człowieka.</akap>




<akap>Józek K., którego matka i siostra siedzą z nami,
wpada do łazienki i krzyczy poprzez zapory. Wychodzić!!! Otwierać! To jest tylko przegląd numerków.
Numerkowym nic się nie stanie! --- W schronie niezdecydowanie, brzęk rozbitej szyby i rumor łamanych dykt przerywa medytację. Człowieku, nie niszcz schronu! Tu siedzą ludzie bez numerków! Nie niszcz
skrytki! Ale zapamiętała bestia ludzka gna już naokoło, z drugiej strony odsuwa szafę, rozbija zmyślne dekoracje sztucznego nieładu...</akap>


<akap>Schron jest rozbity, zdemaskowany i nie do użytku. Bydło numerowane gna na dół. Kilka okazów bez numerków stoi bezradnie na rumowisku, na stratowanej łące.</akap>


<akap>Woda dochodzi do piersi... Coraz mniej powietrza w mojej imaginacyjnej łodzi podwodnej.</akap>


<akap>I tak się zaczęło...</akap>




<akap>Ostatni raz widziałem tych ludzi...</akap>


<akap>O piętro niżej w szafie biura głównego ukryłem żonę, sam między urzędnikami biura czekałem na cud, że ominą <slowo_obce>Dienststelle</slowo_obce>.</akap>


<akap>Potem godzina blokady.</akap>


<akap>Brandt ręczy słowem honoru, że zabierze tylko ,,dzikich<pe><slowo_obce>dzikich</slowo_obce> --- ,,dzikimi" nazywano Żydów, którym okupant odebrał uprawnienia do mieszkania nawet na terenie getta, przeznaczonych do wywózki i ukrywających się.</pe> bez numerków" (z kolei ręczy, powołując się, dyrekcja).</akap>


<akap>Warsztaty spokojnie schodzą, wszystko ustawia się na podwórku.</akap>


<akap>Dawkowane jak lekarstwo, rozdawane jak medale za waleczność, numerki w tej chwili garściami wtyka bramkarz Z. w dłonie przechodzącym, aby rozdawali, komu chcą... kto podejdzie... Byle ratować! Za późno. Niemieckie słowo honoru i tym razem nie zawodzi oczekiwań trzeźwych.</akap>


<akap>Selekcja. Bicie pejczem. WSZYSTKIE KOBIETY są zabierane przez esesmanów. Do szeregu, idącego na plac, wchodzą --- wyciągnięte z naszej skrytki --- matka i siostra niszczycielskiego bydlęcia (O, niesłodka
i zbyt skora Nemezis<pe><slowo_obce>Nemezis</slowo_obce> (mit. gr.) --- bogini zemsty, przeznaczenia i sprawiedliwości.</pe>...). Idzie Asia, idzie skulona, jeszcze mniejsza niż zwykle, Fania (zimno, zimno, przeraźliwie zimno... a tam droga, plac... zimno), idzie dziewczyna od ułanów z obrazów Kossaka, Ziuta. Mąż Ziuty prosi o zwolnienie żony z tytułu swojego stanowiska w Werkschutzu. Esesman pozwala. Eli wyciąga żonę z szeregu.</akap>


<akap>W Asi budzi się bunt. Bezsensowny, dławiący ból. Nie! Dlaczego tamta? Ona ma większe prawo do życia! Ona ma dziecko!!! Licytacja życia i śmierci... Prawo, rozsądek, logika, ból, prawda, macierzyństwo --- wszystko na wąskiej kładce nad przepaścią, w sekundzie, w jednym kroku między szeregiem a pejczem esesmana...</akap>




<akap>Biegnie za Ziutą... Strzał żandarma. Kula trafia ją w czoło. Pada na miejscu. Ziuta i jej mąż wchodzą do szeregu idącego na plac.</akap>


<akap><begin id="b1533460441963-1787456026"/><motyw id="m1533460441963-1787456026">Śmierć, Imię, Pamięć</motyw>Imiona --- Ziuta... Asia... Eli... Fania... Sioma... czy
to wam coś mówi? Nic. Ludzie. Niepotrzebni. Było
takich tysiące. Tysiącami szli na plac, tysiącami byli
bici pejczami, odrywani od rodzin, ładowani do wagonów. Gazowani. Nieważni. Statystyka ich nie wymieni, żaden krzyż nie odznaczy. Imiona. Puste dźwięki.<end id="e1533460441963-1787456026"/> Dla mnie to ludzie żywi, bliscy, dotykalni, to życia, które znam, to szmaty zdarzeń, w których byłem.
Te tragedie przerastające siłę odczuwań dla mnie ważniejsze od losów Europy.</akap>


<akap>Poszli.</akap>


<akap>Do odchodzącej grupy <wyroznienie>zwolnionych</wyroznienie> strzela z tyłu na pożegnanie esesman Orph.</akap>


<akap>Poszli.</akap>


<akap>Bilans.</akap>




<akap>Blok nabrzmiewa głuchym płaczem. Zbieranie trupów.</akap>


<akap>Oblężenie telefonów. Pomocy! Pomocy! Pomocy! Mobilizacja szyszek z Gestapo! Telefony na plac --- czy są wagony? Czy jest pan Szmerling? Panie kierowniku... mój... moja... zabrani!... Panie komendancie!
Panie Skosowski<pe><slowo_obce>Skosowski, Leon</slowo_obce> (zm. 1943) --- kolaborant niemieckiej Służby Bezpieczeństwa, działał w tzw. ,trzynastce", tj. Urzędzie do Walki z Lichwą i Spekulacją, uczestnik afery Hotelu Polskiego (gdzie zabito Żydów, którym sprzedano paszporty neutralnych krajów południowoamerykańskich), zginął w egzekucji dokonanej przez Armię Krajową.</pe>! Pomocy! Każda suma! 100 000!! Ile będzie trzeba! Pół miliona daję za 20 osób! za 10 osób! za jedną osobę!</akap>


<akap>Żydzi mają pieniądze! Żydzi mają znajomości! Żydzi są bezsilni!</akap>


<akap>Kto jedzie? Kto pójdzie? Trzeba coś zrobić!</akap>


<akap>Nowe wiadomości dochodzą z placu --- Hołodenko zabity przy wejściu do swego schronu, do którego nie mógł się dopukać (poprzedniego dnia sam wydał regulamin niewpuszczania po zamknięciu skrytki).</akap>


<akap>Bezładna bieganina po bloku.</akap>




<akap>Wycie. Tumult.</akap>


<akap>Trup Asi leży na wartowni.</akap>


<akap>Eli, zuchwały, pyszny chłopak (te opowieści o Belgii, Gandawie, Angielkach i oddechu Europy), poszedł...</akap>


<akap>Mój cały dom poszedł.</akap>


<akap>Idę przez pusty, długi korytarz. Syczy jakaś gotująca się woda. Jakaś porzucona teczka...</akap>


<akap>Rozrzucona pościel. Niedopita szklanka.</akap>


<akap>Nie ma. Nie ma. Nikogo nie ma...</akap>


<akap>Uciekam z mieszkania.</akap>

<akap>Już ratownicza ekipa wyjechała na plac.</akap>





<akap>Szymek Kac kładzie czapkę porządkowego. Dostaje pieniądze i daleko idące upoważnienia.</akap>




<akap>Noc szybko spada na dolinę żałoby.</akap>


<akap>Znów nerwowy, krótki sen, rano trzeba czuwać, to się może powtórzyć. Napięcie oczekiwania na wiadomości z placu, kogo zdołano wyratować. Na razie udało się [o]koło 100 osób ukryć w piwnicy. Potem 200... Ludzie kryją się w piwnicach. Wagonów nie ma. Może część się uratuje.</akap>




<strofa><wers_wciety typ="2">Akcja w mieście...</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="4">Akcja u Schultza<pe><slowo_obce>Schultz, Fritz Emil</slowo_obce> --- pochodzący z Gdańska współwłaściciel firmy Toebbens und Schultz, produkującej w getcie warszawskim tekstylia i mundury mieszczącej się przy ul. Nowolipie 44.</pe>...</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="6">Akcja u Toebbensa<pe><slowo_obce>Toebbens, Walter</slowo_obce> (zm. 1954) --- członek NSDAP, największy pracodawca w getcie warszawskim, producent tekstyliów i elementów umundurowania; po likwidacji getta produkcję przeniesiono do obozu w Poniatowej. Po wojnie miał być sądzony w Polsce, lecz w drodze na proces wyskoczył z pociągu. Następnie prowadził przedsiębiorstwo tekstylne pod przybranym nazwiskiem.</pe>...</wers_wciety></strofa>



<akap>Pierwsze ożywiające nerwy wiadomości.</akap>


<akap>Opór! Padają strzały. Żydzi mają granaty. Żydzi mają broń. Na Niskiej podpalono dom. U Schultza rzucano granaty.</akap>


<akap>Są zabici esesmani.</akap>


<akap>Niemiecka karetka pogotowia krąży po dzielnicy.</akap>


<akap><begin id="b1533461517832-1037353910"/><motyw id="m1533461517832-1037353910">Walka</motyw>Getto przestaje być knieją trzebionej zwierzyny.</akap>


<akap><wyroznienie>Staje się frontem.</wyroznienie></akap>


<akap>Legenda urasta. Mit nabrzmiewa. Opowiadają o walkach. O wycofywaniu się żandarmów.<end id="e1533461517832-1037353910"/></akap>




<akap>Esesmani nie wchodzą do piwnic. Na skrzyżowaniu ulicy rozpłaszczył się trup pierwszego esesmana.</akap>


<akap>Pejcz leży w rowie.</akap>


<akap>Z getta wywieziono szpital. Wszystkich chorych i całą obsługę szpitalną. Siostry, lekarzy, wydział zdrowia.</akap>
<akap>Na sali chirurgicznej leżących w gipsie wolno (jeden po drugim) zastrzeliwano.</akap>


<akap>(Męko, czekająca swoich wielkich piór. Dziesiąty czy piętnasty leżący w gipsie, czekający na swoją kulę, z nogami czy członkami w gipsie, bez ruchu...)</akap>




<akap>Wywieziono cały areszt centralny. Z Cyganami.
Cyganie nie chcieli wejść do wagonów. Zostali rozstrzelani na miejscu.</akap>


<akap>Doprowadzonych na plac ludzi od Schultza za
opór dopada siny i wściekły z pasji Brandt. Rozbija
kolbą rewolweru czerepy, strzela co dziesiątego, kobietom wyrywa włosy z głowy, kopie buciskami niemieckiego żołdaka.</akap>




<akap>Wchodzą do wagonów.</akap>


<akap>Nowy, amerykański w pomyśle organizacyjnym,
a szatańsko i wściekle pieski niemiecki sposób udręki i oszczędności pracy.</akap>


<akap>Przyjeżdżają auta z Werterfassung<pe><slowo_obce>Werterfassung</slowo_obce> (niem.) --- służba pomocnicza SS, gromadząca mienie po pomordowanych Żydach.</pe> i wchodzącym do wagonów (20° mróz) zabierają buty, palta,
marynarki, swetry, żeby odebrać ostatnią nadzieję, że
może gdzieś do obozu... że gdzieś na pracę...</akap>


<akap>Aby nie obdzierać trupów...</akap>


<akap>Obdarci z ubrań i obuwia wchodzą do wagonów.</akap>
<akap>(Fania... Fania... Fania... )</akap>




<akap>Po 150 osób... Potem po 200... (do wagonu normalnie wchodzi 40 osób --- podczas poprzedniej akcji
po 60 osób).</akap>


<akap>Jak się okazało, było to bardzo potrzebne.</akap>


<akap>Trzecia noc.</akap>


<akap>Jutro ma być koniec.</akap>


<akap>Krótkie, za krótkie noce w pokoju, w zamarłym
bezruchu, w nieładzie, w grobowcu nagle zabranych
istnień.</akap>




<akap>Ludzie garną się w stada w dniach paniki. W pokoju śpi 7 czy 8 osób. Nieprzerwana rozmowa o minionych godzinach.</akap>


<akap>Nieprzerwane jątrzenie rany, aby ból zaciskał
pięści.</akap>


<akap>Szymek wciąż na placu.</akap>


<akap>Spędza noce na bezowocnych próbach wyciągnięcia, przekupienia, oszukania Ukraińców i żandarmów.</akap>


<akap>Wracają pierwsze jaskółki.</akap>


<akap>Nowe nowele i sensacyjne przygody z zeszytowych romansów.</akap>


<akap>Eli wrócił z placu. Pomogli mu koledzy porządkowi.</akap>


<akap>Ziuta wraca z placu w przebraniu polskiego policjanta, w kożuchu, w butach, z rewolwerem.</akap>


<akap>Szymek wyciąga parę (2 czy 3 osoby) delikwentów.</akap>




<akap>Wraca tuż przed wejściem do wagonu wyciągnięta O.</akap>


<akap>Nowa seria opowiadań. Już wiemy wszystko.</akap>


<akap>Jak się stłacza do wagonów, co się mówi i myśli w piwnicy Umschlagplatzu, jak esesmani wywabili pochowanych groźbą użycia gazów, wiemy, jak zabijano, jak zabierano obuwie i palta, jak Szmerling przyjmuje defiladę, znamy ostatnie życzenia bliskich.</akap>


<akap>Wiemy.</akap>


<akap><begin id="b1533461666140-3570277163"/><motyw id="m1533461666140-3570277163">Pieniądz</motyw>Wiemy, jak robi się koszmarne fortuny --- jak chodzą po piętrach, szukając wody, jak proponują Ukraińcom miliony, jak oszczędzający na białym
chlebie wyjeżdżali, unosząc sumy, jakimi mogli utrzymać przez miesiące te setki ludzi na placu.<end id="e1533461666140-3570277163"/></akap>


<akap><begin id="b1533461681519-2137492075"/><motyw id="m1533461681519-2137492075">Bogactwo, Śmierć</motyw>Jak wyjeżdżają bez palt, z widmem uduszenia w
gazie, z brylantami w obcasach, jak sucho ocierają
się o ciało dolary, funty, ,,twarde" i ,,miękkie".<end id="e1533461681519-2137492075"/></akap>


<akap>Skarb Rzeszy rośnie.</akap>


<akap>Żydostwo umiera.</akap>




<akap>Wszystko umiera.</akap>


<akap>Narasta historia, mała, ciasna i nieważna historia naszych dni.</akap>
<akap>Czwarty dzień akcji.</akap>


<akap><wyroznienie>Opór rośnie.</wyroznienie></akap>


<akap>Kronika galopuje.</akap>


<akap>Szternfeld<pe><slowo_obce>Szternfeld, Dawid</slowo_obce> --- sekretarz Abrama Gajncwacha, kierownika Urzędu do Walki z Lichwą i Spekulacją</pe>, król gestapowców żydowskich, zamordowany przez Niemców.</akap>
<akap>Selekcja Służby Porządkowej.</akap>


<akap>Samobójstwo pułkownika Szeryńskiego<pe><slowo_obce>Szeryński, Józef</slowo_obce> (1892--1943) --- pierwszy nadkomisarz Żydowskiej Służby Porządkowej  w getcie warszawskim, skazany na śmierć przez organizacje podziemne.</pe>.</akap>

<akap>Rozwiązanie zakładów, gminy, etc.</akap>


<akap>Nowe formy, nowe oszukańcze numerki i perspektywy.</akap>


<akap>Przerwa w akcji.</akap>


<akap>Lud nazywa tę akcję ,,małą" akcją w odróżnieniu
od ,,dużej", lipcowej.</akap>


<akap>Ale akcja trwa.</akap>


<akap>Żydzi czują w powietrzu, we krwi, wyczytują między wierszami plotek wieści i nowych sugestii koleżków z Alei Szucha. Zwozi się cement, cegły, noce
rozbrzmiewają stukiem młotów i oskardów. Pompuje się wodę, robi się studnie podziemne. Schrony. Mania, pęd, nerwica serca getta warszawskiego.</akap>


<akap>Światło, kable podziemne, przebijanie wylotów,
znów cegły, sznury, piach... Dużo piachu... Piach...</akap>


<akap>Nary, prycze. Aprowizacja na miesiące.</akap>


<akap>Przekreśla się elektryczność, wodociągi, wszystko.
Dwadzieścia wieków przekreślonych przez pejcz esesmana. Epoka jaskiniowa. Kaganki. Studnie wiejskie.
Długa noc. Ludzie wracają pod ziemię.</akap>


<akap>Przed zwierzętami.</akap>


<akap>A za oknem coraz wyższe słońce.</akap>


<akap>Wyjątkowo ciepły luty.</akap>


<akap><begin id="b1533465321491-2501444799"/><motyw id="m1533465321491-2501444799">Poezja, Śmierć</motyw>Przeglądam i segreguję wiersze pisane dla tych,
których nie ma. Te wiersze czytałem ciepłym, żywym ludziom, pełen wiary w przetrwanie, w koniec, w jutro, w ZEMSTĘ, w radość i budowanie.<end id="e1533465321491-2501444799"/></akap>


<akap>Czytajcie.</akap>


<akap>To nasza historia.</akap>


<akap>To czytałem umarłym...</akap>



</opowiadanie>



</utwor>