<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/syrokomla-urodzony-jan-deborog/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Syrokomla, Władysław</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Urodzony Jan Dęboróg</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Romantyzm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Liryka</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Poemat</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Utwór powstał w ramach konkursu "Współpraca w dziedzinie dyplomacji publicznej 2013", realizowanego za pośrednictwem MSZ RP w roku 2013. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu, pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie "Współpraca w dziedzinie dyplomacji publicznej 2013". Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może byc utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/syrokomla-urodzony-jan-deborog</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://www.dbc.wroc.pl/Content/8698/57551_t1.djvu</dc:source.URL>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Władysław Syrokomla, Urodzony Jan Dęboróg, dzieje jego rodu, głowy i serca, przez niego samego opowiadane, a rytmem spisane przez Władysława Syrokomlę, tom pierwszy, M. Jagielski, Poznań 1868.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Władysław Syrokomla zm. 1862</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1933</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2013-11-25</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/image/5736.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Oops!, Luci Correia@Flickr, CC BY 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/5736</dc:relation.coverImage.source>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/syrokomla-urodzony-jan-deborog.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0967-3</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/syrokomla-urodzony-jan-deborog.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1932-0</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/syrokomla-urodzony-jan-deborog.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2887-2</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/syrokomla-urodzony-jan-deborog.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3963-2</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/syrokomla-urodzony-jan-deborog.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5049-1</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<category.thema.main>DC.WL-P</category.thema.main>
    <category.thema>DCA</category.thema>
    <category.thema>1DTP</category.thema>
    <category.thema>FS</category.thema>
    <category.thema>3MN</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF><liryka_l>
<abstrakt>
<akap><tytul_dziela>Urodzony Jan Dęboróg</tytul_dziela> to gawęda szlachecka autorstwa Władysława Syrokomli opowiadająca losy tytułowego bohatera od jego najmłodszych lat.</akap>


 
<akap>Poza jego kolejnymi dziejami przedstawiona jest historia dwóch zwaśnionych rodów --- Dęborogów i Brochowiczów. Akcja rozgrywa się na Litwie, autor ukazuje również litewską naturę oraz obyczaje. Przedstawia również postać księdza Definitora, opiekuna i mentora młodego Dęboroga, uchodzącego za wzór. Gawęda nie tylko utrwala litewską tradycję, lecz także zawiera wątek moralizatorski. Władysław Syrokomla pragnął, aby <tytul_dziela>Urodzony Jan Dęboróg</tytul_dziela> był jego dziełem życia, niczym <tytul_dziela>Pan Tadeusz</tytul_dziela> dla Adama Mickiewicza.</akap>


 
<akap>Władysław Syrokomla to pisarz i tłumacz żyjący i tworzący w XIX wieku, związany z ówczesną Litwą. Znany przede wszystkim jako autor gawęd chłopskich, szlacheckich, historycznych. Syrokomla pochodził z ubogiej rodziny szlacheckiej i często w swoich utworach ukazywał ten stan, nie szczędząc irocznicznych komentarzy na temat bliskiej mu rzeczywistości.</akap>


 </abstrakt>
<autor_utworu>Władysław Syrokomla</autor_utworu>


<nota_red>


<akap>Informacja o zmianach redakcyjnych.</akap>



<akap>Uwspółcześnienia:</akap>





<akap>Pisownia wielką/małą literą, np. Litewskiego -> litewskiego; Ponarskich -> ponarskich, Brytańska -> brytańska itp. Pisownia łączna/rozdzielna, np. niedojdziesz -> nie dojdziesz, niepowieźć -> nie powieźć, niespada -> nie spada, niebyło -> nie było itp., codzień -> co dzień. Inne zmiany ortograficzne: dzisiąta -> dziesiąta; pierwiej -> pierwej; przyjąść -> przyjąć; tłómaczyć -> tłumaczyć; nócić -> nucić; conjuguję -> koniuguję; Pitagoresowe -> Pitagorasowe. Pisownię joty uwspółcześniono tam, gdzie nie zmieniało to rytmu wiersza.



</akap>


<akap>Zachowano pisownię wyrazów z é tzw. pochylonym oraz charakterystyczne dla kultury barokowej, z której wyrasta gawęda szlachecka, podwojenie spółgłosek np. grammatyka, process, sukcessem itp.</akap>



<akap>Poprawiono błąd źródła: rzezy -> rzeszy.</akap>



</nota_red>





<nazwa_utworu>Urodzony Jan Dęboróg</nazwa_utworu>



<podtytul>Dzieje jego rodu, głowy i serca, 
przez niego samego opowiadane, a rytmem spisane 
przez 
Władysława Syrokomlę</podtytul>


<naglowek_czesc>Przedśpiewek do litewskiego czytelnika</naglowek_czesc>









<strofa><begin id="b1383747690508-3941234746"/><motyw id="m1383747690508-3941234746">Ojczyzna</motyw>Ziemio moja rodzona, Litwo moja święta,/
Żółtym piaskiem i drobną trawą przytrząśnięta!/
Niepokaźne na oko dzikie twe zacisze,/
Nie tak jak u Auzońców<pe><slowo_obce>Auzońcy</slowo_obce> --- mieszkańcy Auzonii, tj. Italii; Włosi.</pe> i Helwetów<pe><slowo_obce>Helweci</slowo_obce> --- Szwajcarzy; od nazwy staroż. plemienia celtyckiego, zamieszkującego obszary między Renem, Menem a Lasem Hercyńskim i migrującego począwszy od V w. p.n.e. na tereny dzisiejszej Szwajcarii; w latach 1798--1803 tam właśnie istniała Republika Helwecka.</pe>, słyszę,/
Gdzie pole jak raj ziemski, jako świata dziwo,/
Gdzie lasy zarastają mirtem i oliwą;/
Gdzie góry od ponarskich wyższe tysiąc razy,/
Takie cudne co chwila stawią<pe><slowo_obce>stawić</slowo_obce> --- tu: przedstawiać.</pe> krajobrazy,/
Takie rzeki, kaskady i jeziora tworzą,/
Że je Włosi malują i na dziw rozwożą/
Po litewskich jarmarkach, gdzie je naród chwyta ---/
Ty nie dojdziesz téj sławy, Litwo rodowita!/
Twoja ziemia posępna, twe niebo bez blasku,/
Ciebie do Włoch na pokaz nie powieźć w obrazku;/
Nie spada w katarakty twoja woda sina,/
Na twych wzgórkach jałowiec, po lasach sośnina, ---/
Z nieociosanych berwion klecone twe domy,/
Kwitnie mech zielonawy na strzechach ze słomy,/
A pod strzechą lud pełen prostoty i dziczy;/
Rzekłbyś, patrząc na niego, że do trzech nie zliczy./
<wers_wciety typ="1">A jednak do twéj treści zajrzawszy głęboko,</wers_wciety>/
Litwo! tyś więcéj warta, niż zda się na oko:/
Pieszczota oceanu, dziwowisko świata,/
Z twych sosen wyciosana brytańska fregata;/
Siermiężny syn twych wiosek po to ziemię kopie,/
Aby głodno nie było pięknéj Europie;/
Nie zląkł się prosty szlachcic, karmiony twém żytem,/
Ani Turków pod Wiedniem, ni skał pod Madrytem./
<wers_wciety typ="1"><end id="e1383747690508-3941234746"/><begin id="b1383747750656-2970395326"/><motyw id="m1383747750656-2970395326">Rzeka</motyw>Cicho Niemen przebiega rodzinne siedziby,</wers_wciety>/
Niestraszny dla żeglarza i spokojny niby,/
Pozwala siebie łodziom deptać całe lato,/
Zimą da się w ciemnicę zakuć lodowatą;/
Nie stawi groźno czoła --- nie rwie się, nie ryczy,/
Taki zda się pokorny, taki niewolniczy!/
O! nie wierz tej pokorze --- i patrz, kiedy łaska,/
Gdy się na wiosnę wzburzy i lód poroztrzaska, ---/
Biada! ocknął się olbrzym --- wie, kto go znieważa:/
Gruchoce dom rybaka i statek żeglarza,/
Falą zalewa błonie, echem grzmi po borze,/
A gdyby jeszcze chwila --- świat zniszczyłby może./
Lecz gniew jego przekipiał, już krzywd zapomina. ---/
Ot tak samo jak Niemcu i serce Litwina<end id="e1383747750656-2970395326"/>;/
<begin id="b1383748722922-3568795183"/><motyw id="m1383748722922-3568795183">Natura</motyw>Tu gdzie niebo posępne, gdzie chłodnawe klima<pe><slowo_obce>chłodnawe klima</slowo_obce> --- dziś: chłodnawy klimat.</pe>,/
Zda się, żadna namiętność wrząca nie wytrzyma,/
Zda się, ludzie drzymali, a całe ich życie/
Upływało powoli i nierozmaicie<end id="e1383748722922-3568795183"/>,/
Tak Litwin niepocześny, tak zwiesił cóś głowę. ---/
Ho! ho! zapytaj dziejów, zbierz wieści domowe,/
I co mędrzec zapisał, i co prządka gwarzy,/
A poznasz, jak na zimnéj i spokojnej twarzy/
Odkryć gorącéj myśli tajemnicze piętno./
<wers_wciety typ="1">O! i poważna Litwa umie być namiętną:</wers_wciety>/
Tutaj chrobrym zapałem pierś męża oddycha ---/
Tutaj miłość dziewicza gorąca, choć cicha,/
Tutaj znać burze życia na obliczu starém.../
Kolejno z pługiem, z krzyżem, z mieczem lub z pucharem,/
To rąbiąc się wzajemnie, jak rozkażą starszy,/
To wiodąc w gronie dziatwy żywot patriarszy,/
To w modlitwie, --- to doma<pe><slowo_obce>doma</slowo_obce> --- w domu.</pe>, to między cudzymi/
<begin id="b1383748603016-3983035261"/><motyw id="m1383748603016-3983035261">Pamięć, Historia, Poeta, Poezja</motyw>Ruchawe pędził chwile mieszkaniec tej ziemi./
A ile doznał przygód! --- i sam nie spamięta;/
Czasem bywa ich powieść serdeczna i święta,/
Czasem wypadek krwawy lub tchnący swawolą,/
Niekiedy taki śmieszny, że aż boki bolą. ---/
A pamiątkę tych przygód --- co krok to znachodzę<pe><slowo_obce>znachodzić</slowo_obce> --- znajdować.</pe>!/
Każdy kopiec na gruncie, każdy krzyż przy drodze,/
Stos łomów na gościńcu, kaplica, gospoda,/
Wszystko tu jest pamiątką --- i wszystko ci poda/
Jakąś ciekawą powieść o życiu Litwina./
A ileż się tych podań co dzień zapomina,/
Albo widząc nie widzi, a słysząc nie słucha,/
Kto rodzimem powietrzem nie napoił ducha?!/
<wers_wciety typ="1">Ej, boleśno, boleśno! --- czemuż to, mój Boże,</wers_wciety>/
Lirników i gęślarzów miało Zaporoże?/
Czemu na naszych polach nie zjawią się tacy,/
Jak bardy kaledońscy, jak greccy żebracy,/
Co to każdą pamiątkę w rodzinnym zakresie/
Zaraz w pieśnię<pe><slowo_obce>pieśnię</slowo_obce> --- dziś popr. forma B.lp: pieśń.</pe> ułoży i na świat rozniesie?.../
Nas Pan Bóg nie obdarzył talentem śpiewaczym;/
My domowe pamiątki kamieniami znaczym;/
Co ten kamień?? --- zaginie, jako ziemia marna,/
Zarośnie mchem zgrzybiałym lub pójdzie na żarna,/
A podanie zginęło. --- Ejże, jako żywo!/
Lirnik miałby tu piękne i bogate żniwo/
Opiewać nasze krzyże, kurhany i groby,/
Od czasów Mendogowych do dzisiejszej doby,/
Od baszty w krewskim zamku, gdzie legł Kiejstut stary,/
Aż do krzyża nad brzegiem Prypeci lub Szczary<pa><slowo_obce>krzyża nad brzegiem Prypeci lub Szczary (...)</slowo_obce> --- po utonionym flisie towarzysze jego zwykli na brzegu rzeki stawiać krzyże; takich krzyżów wiele spotykamy nad brzegami naszych rzek śpiewnych.</pa>/
Co wzniosła po topielcu wioskowa gromada/
I dotąd o tym krzyżu cuda rozpowiada./
Ej, każda taka powieść dla piewcy ciekawa!/
Z każdej ludziom nauka, płacz albo zabawa;/
A pamiątka i pieśnia<pe><slowo_obce>pieśnia</slowo_obce> --- dziś popr. forma M.lp: pieśń.</pe> przywiązana do niej/
Zawsze duszy litewskiej choć cząstkę odsłoni.</strofa>



<sekcja_asterysk/>


<strofa><wers_wciety typ="1"><end id="e1383748603016-3983035261"/>Otóż podanie z jednej litewskiej mogiły</wers_wciety>/
Składam dzisiaj w twe ręce, czytelniku miły./
Choć kształtem rymowanym oblokłem to dzieło,/
Nic się gwoli<pe><slowo_obce>gwoli</slowo_obce> (daw.) --- dla, ze względu na.</pe> końcowi prawdzie nie ujęło./
Prawdziwa, w rymotwórcze koncepta uboga,/
Powieść urodzonego<pe><slowo_obce>urodzony</slowo_obce> --- daw. tyle co: szlachcic.</pe> Jana Dęboroga:/
O rotmistrzu pancernym i jego mogile,/
I jako się upiorem błąkał przez lat tyle;/
O starym Dęborogów z Brochwiczami sporze/
I o zgodzie serdecznej, --- o definitorze,/
O świętych jego cnotach, nauce i pracy,/
(Czemuż częściej kapłani nie bywają tacy?)/
Słowem, całą gawędę z upłynionej<pe><slowo_obce>upłyniony</slowo_obce> --- tu: miniony.</pe> chwili,/
Jako niżej ujrzycie, czytelnicy mili,/
Powiadał mi obszernie i w niedawnym czasie/
Urodzony Dęboróg, kiedy na popasie/
Poznałem go raz pierwszy, --- zda się, człek statysta<pe><slowo_obce>statysta</slowo_obce> --- daw. polityk, biorący udział w sprawach państwowych; późn. człowiek niebiorący udziału w głównym nurcie wydarzeń.</pe>,/
Z oczu widać szlachetność, mina zawiesista,/
A dziś już obywatel, małżonek i ojciec./
Ale czy prawdę mówił --- skąd ja mogę dociec?/
Więc nie chcąc odpowiedzi brać na własną głowę,/
Żem cóś zmyślił lub dodał w powieści osnowę,/
A pragnąc w całym kształcie oddać tę gawędę,/
Własnemi jego słowy<pe><slowo_obce>słowy</slowo_obce> --- dziś popr. forma N.lm: słowami.</pe> opowiadać będę.</strofa>





<naglowek_czesc>Urodzony
Jan Dęboróg</naglowek_czesc>









<nota><akap>Gawęda szlachecka</akap></nota>




<naglowek_rozdzial>I</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1383749148327-2242348078"/><motyw id="m1383749148327-2242348078">Szlachcic</motyw>Pod niegminną i niepodłą/
Urodziliśmy się gwiazdą:/
Herb Dęboróg nasze godło,/
Stary Poleś nasze gniazdo./
Z dziadów, z ojców, w naszym rodzie/
Zawsze były łaski boże;/
Szlachta drobna, lecz zasobna,/
Krzywo pisze, prosto orze,/
Processuje, strzeże kopców,/
Lasy pali, Boga chwali/
I hoduje walnych chłopców./
W naszym rodzie, jak w ogrodzie,/
Pełno główek jak makówek;/
Znają ludzie każdą głowę,/
I urzędów mamy dosyć<end id="e1383749148327-2242348078"/>;/
Ale cóż się z nich wynosić,/
Kiedy wszystko powiatowe?/
Każdy urząd, chociaż ludzki,/
Ani grzmiący, ani groźny,/
Rotmistrz lidzki lub oboźny,/
Albo cześnik nowogródzki./
Herb się naszej parenteli/
Ani razu nie doporał<pe><slowo_obce>doporać się</slowo_obce> --- wywalczyć, wypracować z trudem; por. <slowo_obce>porać się</slowo_obce>.</pe>,/
By po mieczu lub kądzieli/
Wziął buławę lub pastorał,/
Albo mitrę; --- naszej tarczy/
Taki luksus nie obarczy./
Prosto sobie herb dziadowski,/
Przy nim sztandar i armata,/
Hełm lub czapeczka rogata,/
Albo biret proboszczowski,/
Ot i basta. ---/
<wers_cd>Protoplasta,</wers_cd>/
Od którego my pochodzim,/
Za Chrobrego czy za Wazy,/
Deputatem był dwa razy/
I wileńskim podwojwodzim./
Ale z takich antenatów/
Nie ma po co dąć się w pysze:/
Bo nasz przodek, był to, słyszę,/
Mimo sławę wiekopomną,/
<slowo_obce>Curtum visum<pe><slowo_obce>curtum visum</slowo_obce> (łac.) --- w skrócie mówiąc, widziadło.</pe></slowo_obce> do stu katów!/
Więc nie lubim, gdy go wspomną. ---/
Za to w rodzie naszym słynie/
Ów pancerny rotmistrz stary,/
Który walczył w Ukrainie/
Z hajdamaki i Tatary,/
A ugodzon kulą w głowę,/
<begin id="b1383662279303-1340144414"/><motyw id="m1383662279303-1340144414">Grób, Ziemia, Własność</motyw>Jak bohater zginął śmiało./
O nim podanie domowe/
Taką powieść zachowało:/
<wers_wciety typ="1">Że ostatnią czyniąc wolę,</wers_wciety>/
Kazał przewieźć swoje kości/
Do ojczystej posiadłości,/
Na wioskową naszą rolę;/
Że pogrzebu kościom życzy/
Nie we sklepie<pe><slowo_obce>sklep</slowo_obce> (daw.) --- pomieszczenie murowane, sklepione; piwnica; tu: grobowiec.</pe> lub w kościele,/
Lecz gdzie żytni łan się ściele,/
Gdzie z sąsiadem grunt graniczy,/
Aby kurhan nad mogiłą,/
Niby kopiec stał ochrończy,/
A na wieki znaczno było,/
Gdzie poletek nasz się kończy./
Jego wola uroczysta/
Wypełniona jak należy./
Przeminęło lat ze trzysta,/
A od starca do młodzieży,/
Każdy jeszcze dziś pamięta/
Grób rotmistrza --- kopiec z darni;/
A sąsiedzi gospodarni/
Znali, że to miedza święta,/
Że przywłaszczyć stąd nie wolno,/
Choćby jedną skibę rolną./
<wers_wciety typ="1">Tuż za kopcem stał dwór cudzy,</wers_wciety>/
Ale gruntów nam nie spaszą<pe><slowo_obce>spasać</slowo_obce> --- tu: zawłaszczać.</pe>:/
Bo panowie i ich słudzy/
Szanowali własność naszą,/
Bo wiedziano, że wybrzeże/
Stary dziedzic z grobu strzeże.</strofa>


<naglowek_rozdzial><end id="e1383662279303-1340144414"/>II</naglowek_rozdzial>






<strofa>Jak mogę zapamiętać --- od najrańszej chwili/
Z sąsiadami zza kopca nigdyśmy nie żyli;/
Nigdy na naszych ucztach nie byli przytomni<pe><slowo_obce>przytomny</slowo_obce> (daw.) --- obecny.</pe>,/
Mój ojciec nigdy o nich i słówkiem nie wspomni:/
Dwa dworki, choć od siebie w mecie niedalekiéj,/
Zdaje się, grób rotmistrza rozdzielił na wieki. ---/
<wers_wciety typ="1">Jeszcze dzieckiem pamiętam, jak to było gwarno,</wers_wciety>/
Kiedy ściany domowe gości nie ogarną,/
Tam przy matce matrony, tu przy ojcu męże,/
Wre gwar, brzęczą kielichy, stukają oręże;/
Wije się kraśnych<pe><slowo_obce>kraśny</slowo_obce> (daw.) --- kolorowy, barwny a. czerwony.</pe> strojów barwa uroczysta,/
Jako kwiaty na łące, gdy je wietrzyk chysta./
Ojciec wesół, że strzecha ożywiona nasza,/
Miód i wino rozlewa i gości zaprasza,/
A sam z gośćmi zasiadłszy przy winie lub miodzie,/
Rozpowiada o panu trockim wojewodzie, ---/
Przy którym, jak zwyczajnie szlachta niebogata,/
Szukając klienteli, spędził młode lata./
I promienieje starzec, kiedy gwarzyć zacznie./
Niechże kto o sąsiadach przypomni niebacznie/
Lub o grobie rotmistrza --- wnet się ojciec zmienia,/
Jak gdyby go ubodły ciężkie przypomnienia./
Wnet poblednie jak ściana, głowę spuści smutnie,/
I oblicze nachmurzy, i rozmowę utnie,/
I gryzie gniewne wargi --- nudzą go przytomni;/
Chyba że któś trockiego wojewodę wspomni,/
Wtedy ojciec, nie bacząc, że mu serce boli,/
Odzyskiwa wesołość powoli, powoli./
<wers_wciety typ="1">W końcu umarł nasz sąsiad --- cóż państwo powiecie?</wers_wciety>/
Ojciec, co go nie lubił, póki żył na świecie,/
Po śmierci mu wypłacał, jak gdyby hołd dłużny,/
Zapomogę z modlitwy, postu i jałmużny;/
Zakupił msze żałobne, krył się od gromady,/
A chodził zamyślony, ponury i blady./
Bywało, kto w sąsiedztwie zamknie w Panu oczy,/
Mój ojciec w uczynności braterskiej ochoczy,/
Spieszy i losem sierot troska się najczulej,/
Ówdzie wdowę pocieszy, tam dziatwę utuli,/
Zajmuje się pogrzebem, gospodarzy w stypie,/
I gawędki o trockim wojewodzie sypie;/
A tutaj, chociaż smutek wpił się mu do głowy,/
Nie pojechał na pogrzeb, nie pocieszył wdowy/
I odzywał się słowy gniewnego rankoru<pe><slowo_obce>rankor</slowo_obce> (daw.) --- uraza, żal, zawziętość.</pe>,/
Kiedy wspomną nazwisko sąsiada lub dworu. ---/
Raz, widząc, że ochłonął z gniewu i rozpaczy,/
Spytałem go nieśmiało: co to wszystko znaczy?/
Czemu zwykle tak dobry, ochoczy z usługą,/
Na sąsiadów zza kopca gniewa się tak długo?/
Dlaczego, gdy się gniewa w jednostajnej mierze,/
Umarłego sąsiada żałuje tak szczerze?/
Dlaczego, gdy żałuje, dwór omija z dala,/
Nic o zmarłym nie wspomni i nam nie pozwala?/
Tu się ojciec zapłonił, potem zbladł jak ściana:/
«<begin id="b1383750372773-2442994102"/><motyw id="m1383750372773-2442994102">Młodość, Starość</motyw>A skądże ta ciekawość? --- at, proszę aspana,/
Młokos jesteś i kwita, wścibiasz nosa wszędzie!/
Jak ci z laty rozumu do głowy przybędzie,/
Jak na skórze zużyjesz rózeg całą puszczę,/
Wtenczas, proszę aspana, całą rzecz wyłuszczę;/
A tymczasem wiedz, błaźnie, i zapisz to w głowie,/
Że nie ja, ani sąsiad, lecz nasi przodkowie,/
Może to prapradziady, mieli z sobą waśnię/
I wnukom przekazali gniew, co nie wygaśnie /
Póty z naszego serca --- dopóki wystarczy/
Naszych imion szlacheckich i herbów na tarczy,/
Wiele wody upłynie, długie przejdą lata,/
Dopóki się Dęboróg z Brochwiczem pobrata;/
A o tamtych zatargach pamięć i nauka/
Z ojca pójdzie na syna, a z syna na wnuka,/
I chyba który z rodu... at, i gadać szkoda!/
Co by to rzekł, mospanie, trocki wojewoda,/
Że się młokos u starca tak zuchwale pyta?/
Nie rozumiesz tych rzeczy --- więc milczeć, i kwita<end id="e1383750372773-2442994102"/>».</strofa>




<naglowek_rozdzial>III</naglowek_rozdzial>





<strofa>Byłem już sobie rosłe pacholę,/
Runiał mi wąsik na kraśnej twarzy;/
Czas był do szkoły --- ale o szkole/
Mojemu ojcu ani się marzy;/
A kiedy wspomni, to zawsze w gniewie:/
«Proszę aspana, czas wyśmienity,/
Młodzież głupieje, nic a nic nie wie,/
A gdzie się uczyć bez jezuity?/
Minęła wiara i karność stara,/
Po szkołach jakieś nowotne dzieło,/
Nie masz łaciny, nie masz Alwara<pe><slowo_obce>Alwar</slowo_obce> a. <slowo_obce>alwar</slowo_obce> --- podręcznik do nauki gramatyki łacińskiej (trzytomowe dzieło <tytul_dziela>De institutio grammatica</tytul_dziela>) z XVI w., używany w szkołach jezuickich; pot. nazwa utworzona została od nazwiska autora, portugalskiego jezuity Emmanuele Alvareza (1526--1586), rektora kolegium jezuickiego; gramatyka została wydana po raz pierwszy w Lizbonie w 1572, pierwszy przedruk polski pochodzi już z 1577 r., a do końca okresu Oświecenia miało miejsce blisko 70 wydań dzieła na terenach Rzeczpospolitej (w tym 15 w Wilnie); ostatnie wyd. pol. z 1840 r.</pe>,/
Równo z Alwarem --- wszystko zginęło./
<begin id="b1383751822550-2465308546"/><motyw id="m1383751822550-2465308546">Szkoła, Przemoc, Nauka, Historia, Pozycja społeczna</motyw>Ksiądz jezuita niegdyś dobitnie/
Wrażał łacinę i karność w dziecię,/
Przetoż bywało i mądrość kwitnie,/
I lepiej jakoś było na świecie;/
Przodkowie nasi stąd mieli ducha,/
Stąd wiekopomne tworzyli cuda,/
Dzisiaj bez rózgi moralność krucha,/
Z pijarskich książek łacina chuda./
Syna bym w domu nie trzymał dłużéj,/
Lecz Pan Bóg widzi, że pusto w kiesie:/
Dać do konwiktu możność nie służy,/
Uczyć przy farze jakoś nie chce się;/
Zwłaszcza gdy człowiek z dawna pamięta,/
Że dom nasz bywał w świetniejszym stanie,/
Byliśmy w szkole między panięta,/
Chłostę na perskim brali dywanie./
<end id="e1383751822550-2465308546"/>A dziś... mój dziedzic... biada nam, biada!/
Daremno człowiek ratunku szuka,/
Co dzień to ciężej ród podupada/
Z ojca na syna, z syna na wnuka./
Proszę aspana, uczyć się pora,/
Lecz nie masz za co, nie masz widocznie,/
Uproszę księdza definitora<pe><slowo_obce>definitor</slowo_obce> --- doradca przełożonego zakonu (prowincjała) w kościele rzymskokatolickim, także: przełożony pomniejszego zakonu, podległego prowincjałowi; organizator procesu beatyfikacyjnego (tj. wyniesienia na ołtarze).</pe>,/
Niech bakałarzyć nad tobą pocznie./
Kształć się w łacinie i świętej wierze,/
Nim pójdziesz do szkół wedle zwyczaju ---/
Może się u mnie grosiwo zbierze/
I jezuici wrócą do kraju».</strofa>




<naglowek_rozdzial>IV</naglowek_rozdzial>





<strofa>O milę w wiosce był dom plebana:/
Mała świetlica w ziemię schowana,/
Krzyżyk się wznosił na facyjacie,/
I człowiek boży mieszkał w tej chacie. ---/
<begin id="b1383752407710-2614069669"/><motyw id="m1383752407710-2614069669">Ksiądz, Praca, Chłop, Wieś, Ziemia, Cnota</motyw>Ksiądz definitor święty, wymowny,/
Poważny wiekiem, szlachcic herbowny,/
Przybył z klasztoru w wioskowe progi,/
I wziął w opiekę kościół ubogi,/
Wziął półwłócz<pe><slowo_obce>półwłócz</slowo_obce> --- pół włóki; <slowo_obce>włóka</slowo_obce>: daw. miara powierzchni gruntu, równa 30 morgom, czyli ok. 18 ha.</pe> gruntu --- i na tej ziemi/
Pracował równo z owieczki swemi./
Czy raz, bywało, widzieć się zdarza,/
Jak święty starzec w porannej porze,/
Czytając hymny z kart brewijarza<pe><slowo_obce>brewiarz</slowo_obce> --- skrócony zbiór modlitw używany przez księży rzymskokatolickich.</pe>,/
Bronuje zagon lub sieje zboże./
Dwa chromiejące<pe><slowo_obce>chromiejący</slowo_obce> --- kulawy.</pe> kościelne dziady ---/
To była jego cała posługa./
Ksiądz definitor, ojciec gromady,/
Jedzie do lasu, kołków nastruga,/
Ogrodzi cmentarz, przywlecze drzewa,/
Nosi wiadrami wodę ze strugi,/
A idąc, pacierz łaciński śpiewa./
Gdy chcesz mu oddać jakie posługi,/
Nigdy nie przyjmie --- uchyli głowę:/
«Za dobre chęci zapłać ci, Chryste,/
Masz waszeć, bratku, prace domowe,/
Ja sam chcę orać pole ojczyste!»/
I tak modlitwę szepcąc pobożnie,/
Sam sobie zorze, zasieje, pożnie./
<wers_wciety typ="1">Na jego sznurach najlepiej rodzi,</wers_wciety>/
Jego przekosów nie znosi woda;/
Gdy on na łąkę z kosą wychodzi,/
Pewno dni kilka będzie pogoda./
Z długich doświadczeń jego żywota,/
Jakby wyrocznię mieli kmiotkowie:/
Drożyzna, pomór, pogoda, słota,/
Ksiądz definitor zawsze przepowie./
I cóż dziwnego --- wszak jego oko/
Na firmamencie tkwiło zwyczajnie,/
Myślami w niebo wsięknął głęboko,/
Podpatrzył, przeczuł niebieskie tajnie;/
Może mu nawet w samotnej celi/
I święci pańscy coś podszepnęli.<end id="e1383752407710-2614069669"/>/
Kiedy śpiew starca zadrzał w kościele,/
Jakoś cię zawsze skrucha ogarnie,/
<begin id="b1383674513907-666283709"/><motyw id="m1383674513907-666283709">Chrystus, Szlachcic, Chłop, Bogactwo, Bieda, Pozycja społeczna, Kondycja ludzka, Pobożność</motyw>Rzekłbyś: apostoł --- kiedy w niedzielę/
Prostemi słowy uczył owczarnię,/
Kiedy tłumaczył ze świętej księgi:/
«Jak to pokorny Zbawiciel świata/
Składa majestat bożej potęgi/
I w ciele ludzkiem z człekiem się brata,/
Bóg z nędzarzami żyje pospołu,/
Między grzeszniki siada do stołu/
I daje siebie przybić do krzyża,/
I składa ciało w człowieczym grobie,/
Bóg się do ludzkiej postaci zniża,/
By nas uzacnił, podniósł ku sobie./
A u nas szlachcic --- jasne wielmoże,/
Rad, że mu herby dała ojczyzna,/
Bóg został człekiem, a on nie może,/
Kmiotków za bliźnich swoich nie przyzna;/
Wstyd mu z wieśniaki bawić<pe><slowo_obce>bawić z kim</slowo_obce> (daw.) --- przebywać, spotykać się, spędzać razem czas.</pe> pospołu,/
Hańba z rolnikiem siadać do stołu./
Gdy hardy panek w zbytkach swawoli,/
Za jeden puchar starego wina/
Głodna i chłodna chłopska rodzina/
Na rok by miała chleba i soli./
Za jedno słówko, w najmniejszej rzeczy,/
Pany się waśnią, idą na noże;/
Wieśniak pod chłostą jęknąć nie może:/
Bo nie dla niego honor człowieczy!»/
<end id="e1383674513907-666283709"/>Tak to, bywało, głośno i śmiele/
Ksiądz definitor gadał w kościele./
Słów jego świętych nigdy nie zaćmi/
Żadna nienawiść lub dzikość sroga,/
W oczach --- do braci prośba za braćmi./
Albo za ludźmi prośba do Boga./
Ani przeklina, ani się dąsa,/
Lecz z płaczem przyszłość stawi<pe><slowo_obce>stawić</slowo_obce> --- tu: przedstawić, ukazać.</pe> przed oczy,/
<begin id="b1383753295755-577024469"/><motyw id="m1383753295755-577024469">Spowiedź, Sumienie, Łzy</motyw>Szlachta coś mruczy, najeża wąsa,/
Lecz do spowiedzi hurmem się tłoczy./
A spowiedź jego --- wieczna nauka!/
Nim rozgrzeszenia krzyżyk nakryśli<pe><slowo_obce>nakryślić</slowo_obce> --- dziś: nakreślić.</pe>,/
Nim w trybunału kratkę zapuka,/
Wynajdzie nitkę najskrytszych myśli/
I tak przekona, i tak poruszy,/
Tak wpoi miłość, wiarę, nadzieję,/
Że choćby grzesznik miał skałę w duszy,/
Łzami spod serca trzykroć się zleje./
A po spowiedzi długo, ach długo!/
Będzie spokojne sumienie twoje, ---/
Będziesz skwapliwy z bratnią usługą,/
Krzywdę bliźniemu wrócisz we troje;/
Wesołe serce... och, popamięta,/
Że w niem złożona hostyja święta!/
<wers_wciety typ="1"><end id="e1383753295755-577024469"/>Kiedy wieczorna szarzeje pora,</wers_wciety>/
<begin id="b1383753593524-272607416"/><motyw id="m1383753593524-272607416">Ksiądz</motyw>On pieszo zwiedzał pobliskie domy,/
Z dala poznałeś definitora/
Po kapeluszu z zielonej słomy; ---/
Za cieniem wzniosłej, świętej postawy,/
Szło zawsze wierne, pieszczone psisko,/
Jak owca biały i kędzierzawy,/
Pamiętam, Servus jego nazwisko;/
A ksiądz czeczotką<pe><slowo_obce>czeczotka</slowo_obce> a. <slowo_obce>czeczota</slowo_obce> --- drewno brzozy a. topoli o splątanym układzie włókien, drewno kędzierzawe.</pe> kroki podpiera,/
Idzie powoli i kwiatki zbiera./
On i w pałacu, i w prostej chacie/
Pomagał, radził, krzepił na duchu,/
Z panem i chłopem za panie-bracie,/
Jakby ogniwo w bratnim łańcuchu.</strofa>




<naglowek_rozdzial><end id="e1383753593524-272607416"/>V</naglowek_rozdzial>





<strofa>Ksiądz definitor był kapłanów wzorem ---/
Ojciec mój chodził najpoczciwszą drogą,/
Rzecz jednak dziwna, że z definitorem/
Nigdy, bywało, zgodzić się nie mogą./
Ojciec mój w mieście zawsze się spowiada,/
Ksiądz definitor wiecznie nas ominie,/
A gdy się zejdą trafem u sąsiada,/
Zawsze się z sobą kłócą po łacinie ---/
A ojciec mówi: «At, proszę aspana,/
Ksiądz i poczciwy, lecz pożal się, Boże,/
Tak mu do grzbieta przyrosła sutana,/
Że o szlacheckim zapomniał honorze./
Nie sztuka zrzędzić --- ale Bogu dzięki,/
Moje sumienie nieskalane wcale;/
<begin id="b1383753751202-3678456068"/><motyw id="m1383753751202-3678456068">Ziemia, Konflikt, Prawo, Szlachcic</motyw>Gdyby przynajmniej statut wziął do ręki,/
Proszę aspana, tam w czwartym rozdziale/
Jak wołem pisze o ziemskiej dawności: ---/
Kto przez lat dziesięć dóbr się nie dopomni,/
Niech później do nich i prawa nie rości,/
Ni on, ni dzieci, ni dalsi potomni./
A toż, mospanie, od początku dzieła/
Może dziesiąta dawność upłynęła. ---/
Z dziadów, z prawnuków szło dalej i dalej,/
Czemuż się pierwej nie upominali?/
Co wziąłem z ojców, muszę strzec jak głowy,/
Muszę w całości przekazać mej dziatwie/
<end id="e1383753751202-3678456068"/>Grunta po miedzę, gdzie grób rotmistrzowy,/
I całą sprawę, której nie załatwię, ---/
Bo jest przysłowie: że do końca świata/
Herb się Dęboróg z Brochwiczem nie zbrata./
<begin id="b1383753799377-1890844556"/><motyw id="m1383753799377-1890844556">Kłótnia, Zaświaty, Szlachcic, Ziemia, Interes, Honor</motyw>Ksiądz definitor napomina srodze,/
Bym oddał grunta aż do samej rzeki,/
Proszę aspana, toż minęły wieki,/
Nie jam ukrzywdził, nie ja wynagrodzę./
Przodkowie nasi graniczyli miedzą/
I mieli proces o sąsiednie niwy,/
Przodkowie nasi Bogu odpowiedzą,/
Pan Bóg rozezna, kto prawy, kto krzywy./
Może już dotąd gdzieś przed Panem Bogiem/
Dawno się Brochwicz zbratał z Dęborogiem,/
Lecz tu, na ziemi... to wcale inaczej,/
Proszę aspana, i honor coś znaczy,/
Honor szlachecki.<end id="e1383753799377-1890844556"/> ---/
<wers_cd>Ale to najgorzej,</wers_cd>/
Że ksiądz tak żywo bierze sprawę wdowy,/
Puka mi w serce swojemi namowy,/
W imię sumienia i bojaźni bożej,/
Bym zwrócił grunta; --- ja gruntów nie zwrócę,/
Proszę aspana, lecz tu sęk, u licha,/
Że trzeba z prośbą udać się do mnicha,/
By chciał mi syna przyjąć ku nauce./
Bo już co prawda, to wyznać potrzeba, ---/
Że jego głowa przemądra, choć stara,/
Łaciny jeszcze uczył się z Alwara,/
A cnoty --- chyba od samego nieba;/
Uczony, skromny, pracowity, szczery,/
Czysto jak święty Franciszek Ksawery<pe><slowo_obce>Franciszek Ksawery</slowo_obce> (1506--1552) --- właśc. Francisco de Jaso y Azpilicueta ur. w zamku Xavier w Królestwie Nawarry (dziś: Hiszpania); święty rzymskokatolicki (wspominany 3 grudnia); jeden z ojców założycieli zakonu jezuitów, misjonarz m.in. w Indiach, Japonii i Chinach, osobiście ochrzcił tysiące ludzi, żył według przykładnie surowej reguły, całkowicie oddany dziełu krzewienia wiary.
</pe>./
O! dla młodego taki mistrz nie lada,/
Święte w tych rękach boćkowskie narzędzie,/
Lecz iść i prosić, nie wiem, czy wypada,/
Bo jak odmówi, to jeno wstyd będzie»./
Taka w mym ojcu toczyła się walka,/
Wreszcie kabała rozstrzygnie ją może;/
Więc ujął karty, liczy: tuz... król... kralka<pe><slowo_obce>kralka</slowo_obce> (daw.) --- królowa w kartach.</pe>.../
Z kart wyszło dobrze --- idźmy w imię boże.</strofa>




<naglowek_rozdzial>VI</naglowek_rozdzial>





<strofa>Ksiądz definitor prośby wysłuchał wesoło,/
Ściskał ojca, mnie ściskał, ucałował w czoło/
I rzekł: «Zostań tu chłopcze, ucz się w imię boże!/
Wszystką miłością w sercu, chlebem, co w komorze,/
I nauką, co w głowie --- choć jej tak niewiele,/
Co Bóg dał, wszystkiem chętnie z tobą się podzielę! ---/
Tylko że widzi waszmość --- rzekł do ojca dalej ---/
Ja stary, mam narowy, a<begin id="b1383754487799-1026441750"/><motyw id="m1383754487799-1026441750">Szlachcic, Grzech, Lenistwo, Pycha, Praca</motyw> szlachcice mali/
Zwykle przynoszą z domu dwa początki liche,/
Bo dwa grzechy śmiertelne --- lenistwo i pychę;/
A u mnie chleb pożywać trzeba w ciężkim trudzie./
Przekonać się, że równi sobie wszyscy ludzie,<end id="e1383754487799-1026441750"/>/
Czy kto ma herb, czy nie ma --- braciaśmy<pe><slowo_obce>braciaśmy</slowo_obce> --- skrócone: bracia jesteśmy.</pe> po prostu,/
Czy kto żyje w pałacu, czy w lepiance z chrostu, /
Chłopyśmy<pe><slowo_obce>chłopyśmy</slowo_obce> --- skrócone: chłopy jesteśmy.</pe> i parobki przed bożem obliczem! --- /
Nikt cię tutaj nie będzie nazywać paniczem, /
Jeść będziesz razem ze mną, z nami czeladź jada,/
W zakrystyi wyręczać kulawego dziada,/
Na polu mnie się w pracy nieraz dopomoże:/
Ja będę żąć, ty w snopy związywać mi zboże;/
A żeby się nie nudzić, to na pole ruszym/
Z gramatyką łacińską i Wirgiliuszem,/
Z konwią mleka i z chlebem --- toż to będzie cudnie,/
Siadłszy pod kopą żyta we znojne południe,/
Posilając się sobie póki skwaru chwila,/
<slowo_obce>Titire! tu patule<pe><slowo_obce>Titire! tu patule</slowo_obce> --- początek <tytul_dziela>Bukolik</tytul_dziela>, czyli sielanek Wergiliusza (pierwszy wers Eklogi I, Melibeus zwraca się do Tityrusa zaczynając rozmowę).</pe></slowo_obce>... tłumaczyć z Wirgila:/
Bo sielanki najlepiej w polu się wydadzą. ---/
A szlachcic, co ma dzierżyć lud boży pod władzą,/
Gdy sam pozna w rolnictwie i róże, i osty,/
Nie będzie się tak lekko porywać do chłosty;/
A gdy razem z czeladzią swą sochę zaprzęże,/
Równiejsze będą skiby...»</strofa>




<naglowek_rozdzial>VII</naglowek_rozdzial>





<strofa><wers_cd>«Miłościwy księże!</wers_cd>/
(Tak mu przerwał mój ojciec nadąsany srodze)/
Na to, proszę aspana, nigdy się nie zgodzę./
Pracować to pracować, lecz herbowne dziecko/
Winno zawsze zachować powagę szlachecką/
Wobec gminnych plebejów, co z wioski ród wiodą./
Ot, powiem jegomości --- z trockim wojewodą/
Raz taki był przypadek. --- Jak jegomość wiecie,/
<begin id="b1383755958503-107403694"/><motyw id="m1383755958503-107403694">Woda, Niebezpieczeństwo</motyw>Na poleskich jeziorach, w bujnym oczerecie,/
Lęgną się stada kaczek; --- panu wojewodzie/
Zamarzyło się z wioski sprowadzić dwie łodzie/
I ruszyć na jezioro --- w jednej szuchalei<pe><slowo_obce>szuchaleja</slowo_obce> --- duża łódź rzeczna (rodzaj batu), mogąca pomieścić kilkanaście osób; charakterystyczna dla okolic Pińska i rzek Polesia.</pe>/
Byłem ja, pan Bylina i dojeżdżacz z kniei;/
A w drugiem czółnie starem i popsutem wielce/
Jechał sam wojewoda, wyżeł i dwa strzelce./
Wpływam na głębinę, --- wtem... zawietrzył w stronę/
Wyżeł, psisko niekarne, a wielce pieszczone,/
Obaczył sto kaczek --- więc bestyja skora,/
Machnął tylko kosmykiem... i buch do jeziora!.../
Stara łódź się pochysta, już żłopnęła wody,/
Tonie... gwałtu! ratujcie! nie masz wojewody!/
Jeno kędyś pluchocą w rozhulanej fali/
I on sam, i myśliwcy, którzy z nim jechali, ---/
Jeno, proszę aspana, z falami się miesza/
Jego suta, zielona ze srebrem bekiesza. ---/
Pan nie pływał, bo tusza była na przeszkodzie;/
Lecz Poleszuk, jak ryba, nie zatonie w wodzie,/
Strzelcy się wydobyli za wspólną pomocą,/
Nogami depcą fale, pięściami je grzmocą,/
Płyną, proszę aspana, że aż widok miły ---/
Jeden z nich, jak dziś pomnę, Hryćko syn Kiryły,/
Wynurzył się... odetchnął... dał nurka na nowo.../
I jako zgryźć orzecha, jak powiedzieć słowo,/
Wybrnął z głębi i za czub<pe><slowo_obce>czub</slowo_obce> --- włosy na górze głowy; czupryna.</pe> wojewodę wlecze,/
Na którym ledwie piętno rozpoznać człowiecze./
My wpław i do topielca... siłami wszystkiemi/
Dawaj na brzeg wynosić i taczać po ziemi,/
Aż struga z wojewody leje się jak z kadzi;/
Pan bez zmysłów, bez pulsu --- więc w całej czeladzi/
Przerażenie i popłoch --- aż po długiej męce,/
Wojewoda odetchnął, wzniósł do góry ręce,/
I choć zaledwie żyje, zaledwie oddycha,/
<slowo_obce>Te Deum laudamus<pe><slowo_obce>Te Deum laudamus</slowo_obce> (łac.) --- Ciebie, Boga wychwalamy; łacińska pieśń kościelna.</pe></slowo_obce> zabełkotał z cicha;/
Zaraz go nieść do zamku na barkiśmy wzięli<pe><slowo_obce>na barkiśmy wzięli</slowo_obce> --- konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika: wzięliśmy na barki.</pe>.<begin id="b1383755887983-1297747563"/><motyw id="m1383755887983-1297747563">Szlachcic, Chłop, Pozycja społeczna, Kara, Dar, Wolność, Honor</motyw>/
Nazajutrz wojewoda był zdrów po kąpieli,/
I wydał dla nas ucztę.<end id="e1383755958503-107403694"/> ---/
<wers_cd>Kiedyśmy przy miodzie,</wers_cd>/
Wszystko opowiedzieli panu wojewodzie:/
Jak się czółen wywrócił, jak on wpadł do toni,/
Jak go fala unosi, jak go Hryćko goni,/
Jak na koniec (niech będą wielbione niebiosy)/
Strzelec go z topieliska wyciągnął za włosy./
--- »Jak to? (krzyknął gniewliwie, nasrożywszy minę) ---/
Śmiała mię chamska ręka dzierżeć za czuprynę!/
Trockiego wojewodę! pana! dygnitarza!/
Gdzie ów śmiałek? --- Sto batów! niech się nie odważa/
Na podobne zuchwalstwa --- bo krew szlachty święta./
Sto batów myśliwcowi! --- niechaj zapamięta,/
Że szlachcic chociaż w ogniu albo w wodzie ginie,/
Wara przedsię<pe><slowo_obce>przedsię</slowo_obce> (daw.) --- przecież, jednak.</pe> chłopowi ku jego czuprynie!« ---/
W końcu nieco ochłonął --- musnął się po głowie,/
--- »Ale żem ja niewdzięczen, niechaj nikt nie powie./
Panie rządco! ja Hryćkę kwituję z pańszczyzną ---/
Dać mu na całe życie włókę gruntu żyzną,/
Niechaj wiedzą włościanie, że jeden w ich rodzie/
Trockiego wojewodę salwował<pe><slowo_obce>salwować</slowo_obce> (z łac., daw.) --- ratować.</pe> w przygodzie!/
Lecz że za czub mię dzierżał swoją chamską dłonią/
Sto batów niech wyliczą, a liczby nie ronią«. ---/
<wers_wciety typ="1">Więc Hryćko syn Kiryły wziął sute nahaje<pe><slowo_obce>nahaj</slowo_obce> --- bicz.</pe></wers_wciety>/
A nam szlachcie na wieki nauka zostaje,/
Co rozumieć o naszym herbownym splendorze.<end id="e1383755887983-1297747563"/>/
Lecz jegomość się zżymasz<pe><slowo_obce>zżymać się</slowo_obce> --- gniewać się, złościć się.</pe>?... ej, definitorze!/
Wybij z szanownej głowy swe dziwne pochopy,/
I dziecka szlacheckiego nie zrównywaj z chłopy,/
Bo na to nie pozwolę; --- łaska waszmościna/
Za mój grosz jako tako poduczyć mi syna,/
Dobrze, proszę aspana; lecz jeśli mój Janek/
Ma się uczyć przy snopach łacińskich sielanek,/
Razem z chłopstwem zasiadać do misy i chleba,/
Dziękuję, --- mnie łaciny takiej nie potrzeba;/
Niechaj się sobie w domu choć po prostu modli,/
Lepiej niech będzie głupim, --- a rodu nie spodli».</strofa>




<naglowek_rozdzial>VIII</naglowek_rozdzial>





<strofa>«Znam, panie Pawle, te szlacheckie pieśnie ---/
Rzekł definitor, śmiejąc się boleśnie ---/
Lecz pozwól waszmość...» --- co tam mówił dalej,/
Mogli zrozumieć chyba wszyscy święci ---/
Bo po łacinie starce już gadali,/
Obadwaj<pe><slowo_obce>obadwaj</slowo_obce> --- dziś: obydwaj.</pe> żwawi, obadwaj zawzięci:/
Ksiądz głową kiwa, ojciec ręką trzęsie,/
Godzina druga upływa na swarze<pe><slowo_obce>swar</slowo_obce> a. <slowo_obce>swary</slowo_obce> --- kłótnia.</pe> ---/
W końcu przy piwku i przy sztukamięsie/
Podali sobie ręce adwersarze<pe><slowo_obce>adwersarz</slowo_obce> --- przeciwnik w sporze.</pe>./
<wers_wciety typ="1">Snadź<pe><slowo_obce>snadź</slowo_obce> --- widocznie, prawdopodobnie.</pe> się mój ojciec wysilił w gawędzie,</wers_wciety>/
Dał się przekonać, chociaż z wielką biedą,/
Bo tylko mówił: «<slowo_obce>Concedo</slowo_obce><pe><slowo_obce>concedo</slowo_obce> (łac.) --- ustępuję; zgadzam się; przyznaję słuszność.</pe>! <slowo_obce>concedo</slowo_obce>!/
Proszę aspana, niech już i tak będzie». /
Potem rzekł do mnie: «Tutaj cię porzucę;/
Słuchaj i kochaj cnotliwego księdza,/
Sprawiaj się pilno w pracy i nauce,/
Honor szlachecki niechaj cię przypędza,/
Zresztą leniwca ksiądz niech smaga batem,/
Bo mu <slowo_obce>paternam</slowo_obce> zdaję <slowo_obce>potestatem</slowo_obce><pe><slowo_obce>paternam (...) potestatem</slowo_obce> (łac.) --- władzę ojcowską.</pe>!» /
To mówiąc, ręką do kieszeni zmierza, ---/
Spójrzałem, zbladłem, zadrżałem od mrowi:/
Boćkowski rzemień zwinął do talerza/
I przez stół podał definitorowi./
A ów rzekł, biorąc straszliwe narzędzie:/
«Ufam, że nigdy potrzebnym nie będzie».</strofa>




<naglowek_rozdzial>IX</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1383828114953-2470834520"/><motyw id="m1383828114953-2470834520">Nauka, Nauczyciel, Uczeń, Praca</motyw>Nie taki szatan straszny, za jakiego słynie./
Jak go czasem malują węglem na kominie./
Tak i z moją nauką --- pojętność, pokora,/
Prędko jakoś trafiły w myśl definitora:/
Nie posłyszałem nigdy ostrego wyrazu,/
Rzemień boćkowski nie był w robocie ni razu...<begin id="b1383828222440-3277210765"/><motyw id="m1383828222440-3277210765">Noc, Wieś, Zabawa, Młodość</motyw>/
<wers_wciety typ="1">Bywało, skoro jutrznia błyśnie na lazurze,</wers_wciety>/
Stary ksiądz już w kościele --- ja mu do mszy służę,/
Potem dziady grzanego piwka nam przyniosą,/
I ruszamy na łąkę z grabiami i z kosą,/
Albo wziąwszy więcierze, idziem ku zatoce/
Patrzeć, gdzie hula płotka, gdzie szczupak pluchoce./
Poranek lekki, rzeźwy, a woda tak cicha./
Fala falę ugania i naprzód popycha,/
Snuje się nad wodami obłok tajemniczy,/
W obłoku słowik śpiewa lub żuraw zakrzyczy./
Wtedy mi starzec siwy, jakby duch znad wody,/
Objaśnia tajemnice i cuda przyrody;/
Wprzódy uniósłszy ducha, wspomina imiona/
I prace Kopernika, Lineja<pe><slowo_obce>Linej</slowo_obce> --- Linneusz, Carl von Linné (1707--1778) szw. przyrodnik, profesor Uniwersytetu w Uppsali, twórca systemu klasyfikacji organizmów żywych, zastosowanego w jego dziełach opisujących system natury oraz gatunki (gł. roślin): <tytul_dziela>Systema Naturae</tytul_dziela> (1735--1770), <tytul_dziela>Genera Plantarum</tytul_dziela> (1737) i <tytul_dziela>Species Plantarum</tytul_dziela> (1753).</pe>, Newtona,/
I tłumaczy mniej z książki, a więcej z pamięci:/
Wedle jakich praw ruchu nasz globus się kręci?/
Jak snują się w przestrzeni światów miryjady?/
Co jest grom, błyskawica i śniegi, i grady?/
Jak się obiega ziemię w żeglarskiej podróży?/
Jak się ów ptak nazywa? k'czemu<pe><slowo_obce>k'czemu</slowo_obce> (daw.) --- do czego.</pe> kwiat ten służy? ---/
A ja, siedząc oparty na kłodę olchową,/
Piję łapczywem uchem każde starca słowo,/
I pilno każde słowo w pamięci zasklepię./
A tymczasem już szczupak w więcierzu się trzepie,/
Więc wyciągamy kosze, powracam do chaty/
Z pełnem sercem i w nową wiadomość bogaty;/
A starzec szczęśliw ze mnie, na końcu mi gwarzy,/
Z jakiemi przyprawami szczupak się uwarzy,/
Aby smaczny był obiad; --- dalej kształcąc wiedzę,/
Godzinę albo drugą nad książką posiedzę,/
I znowu do roboty na łąkę zieloną,/
Lub na pole szerokie z sierzpami<pe><slowo_obce>sierzp</slowo_obce> --- dziś popr.: sierp.</pe> lub broną./
Tam dla mnie wszystko nowość, kędy okiem rzucę,/
Starzec wszystko obracał ku mojej nauce,/
Opowiadał dobitnie, jasno a powoli,/
O własnościach powietrza, klimatu i roli,/
O pracach ludzkiej ręki i bydlęcej szyje<pe><slowo_obce>szyje</slowo_obce> --- dziś popr. forma D.lp: szyi.</pe>, /
Ile się jeszcze bogactw w łonie ziemi kryje.../
<wers_wciety typ="1">Na takich pogadankach płynie chwila chyża<pe><slowo_obce>chyży</slowo_obce> --- szybki, prędki.</pe>,</wers_wciety>/
Ani ujrzysz, jak słońce ku ziemi się zniża,/
Jak całodzienna praca już do końca blisko,/
Jako się snop przy snopie składa na ściernisko, ---/
Wtedy złożywszy kopy, wracamy do wczasu<pe><slowo_obce>wczas</slowo_obce> (daw.) --- odpoczynek.</pe>,/
Nucąc psalm staroświecki Jana z Czarnolasu.<end id="e1383828114953-2470834520"/>/
Wtórują nam dziadowie i żniwiarze z wioski,/
Aż się puszcza rozlega od hucznej pogłoski.</strofa>




<naglowek_rozdzial>X</naglowek_rozdzial>





<strofa><wers_wciety typ="1">Niekiedy w nocy, gdy maj się pocznie,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Słowik wieczorną piosnkę zadzwoni,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Z wiejskiemi chłopcy<pe><slowo_obce>chłopcy</slowo_obce> --- dziś popr. forma N.lm: chłopcami.</pe>, z tabunem koni,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Lecim na nocleg, śpiewając skocznie.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Aż za wioskę, aż za zboże,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Na wygonie lub ugorze,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Konie w paszę z rąk ---</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">I już chłopcy w jednej chwili</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Stosy chrustu nanosili</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">I zasiedli w krąg;</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">I ziemniaki w żarze pieką, ---</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Płomień bucha --- ej, daleko</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Widać ogień nasz.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Co tam śmiechu, co tam wrzasku,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Ktoś upiorem straszy z lasku, ---</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Człowiek ani dbasz.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Choć kto w dzień się namozoli,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Choć drugiemu serce boli,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">To najmniejsza rzecz.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Bo gdy ludno, pusto<pe><slowo_obce>pusto</slowo_obce> --- tu: niefrasobliwie; por. <slowo_obce>pustota</slowo_obce>: beztroska, wesołość.</pe>, gwarnie,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Smutek duszy nie ogarnie,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Wszelka bojaźń precz. ---</wers_wciety>/
Na rośnej<pe><slowo_obce>rośny</slowo_obce> --- zwilżony rosą.</pe> trawie rozścielamy suknie<pe><slowo_obce>suknie</slowo_obce> --- tu ogólnie: ubrania.</pe>,/
Zjemy ziemniaki i chleba po kęsie,/
I chór: «Dobranoc o Jezu!» jak huknie,/
Tak aż się echo w olszniaku<pe><slowo_obce>olszniak</slowo_obce> --- olszynowy lasek; zagajnik olch.</pe> zatrzęsie. ---/
<wers_wciety typ="1">I daleko po równinie</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Świętej pieśni echo płynie.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Czasem słowik wtór nam poda,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">W sercu rzewność tak głęboka,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Ani ujrzysz, gdy ci z oka</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Łzy poleją się jak woda.</wers_wciety>/
Człowiek rzeźwiejszy po świętej pieśni/
Do nowych śmiechów, do pogadanek;/
We wsi już kury pieją poranek,/
A o spoczynku żaden z nas nie śni./
Bo jakże usnąć w majowe noce:/
Tu konie zarżą, tu ogień błyśnie,/
A tutaj ptastwo, jak naumyślnie,/
Na tysiąc tonów piosnkę szczebioce./
<wers_wciety typ="1">Chrust na stosie, ogień bucha,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Księżyc świeci, a gromada</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Pieśni, skazki<pe><slowo_obce>skazka</slowo_obce> --- opowieść (szczególnie przekazywana ustnie).</pe> opowiada,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Skazek, pieśni bacznie słucha.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Miłoż w kółko sieść<pe><slowo_obce>sieść</slowo_obce> (daw.) --- siąść.</pe> na ziemię!</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Gwarzyć w ptastwa słodkiej wrzawie,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Jeden, drugi niby zdrzemie, ---</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Miłoż drzemać na murawie.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Ptastwo milknie po kolei,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Ogień z wolna gasnąć zacznie,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">A nam sen powieki klei.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Ale czujnie, ale bacznie,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Każdy słyszy jako żywo,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Czy koń parsknie, czy podskoczy,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Brząknie tręzlą<pe><slowo_obce>tręzla</slowo_obce> --- uzda.</pe>, wstrząśnie grzywą,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Albo zarży na uboczy.</wers_wciety>/
<begin id="b1383828444821-18150823"/><motyw id="m1383828444821-18150823">Świt</motyw>Po chwilce drzemki oko się przetrze,/
Blisko poranek, znać już po wietrze,/
Znać już po gwiazdach, po szumie rzeczki,/
Po głosie drozda i przepióreczki;/
I koń już częściej stuka w kopyta,/
Zroszoną trawkę pośpieszniej chwyta./
Cyt, już i słowik strzela piosenką,/
Już i skowronek wita się z dzionkiem;/
My za słowikiem i za skowronkiem/
Nucim: «Zawitaj ranna Jutrzenko!»/
<wers_wciety typ="1">Ot i szaro, ot i dnieje,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Ot i gaśnie blask księżyca,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Ot i zorza jak dziewica</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Miłą barwą rumienieje;</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Ot i we wsi ruch niedzielny,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Kogut głosi czas świtania,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Ranny ptaszek, dziad kościelny</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Na pacierze już wydzwania.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Jakże pięknie dzwon daleki</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">W mgłach porannych się rozpływa;</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Rzeźwy chłodek wieje z rzeki,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Z oczu resztę snu obmywa!</wers_wciety>/
Słońce ognistym błysło promieniem,/
Oblało ziemię światłem i cieniem,/
A niebo w złocie, w różach, w błękicie,/
Ziemia w zieloność strojna wesołą,/
A człowiek wtedy patrząc wokoło,/
Stałby jak wryty przez całe życie,/
Z pacierzem w duszy, łzami zalany,/
Ani by sobie przypomniał kiedy,/
Że gdzieś jest ziemia i ziemskie biedy,/
Że on nic więcej --- zlepek gliniany./
<wers_wciety typ="1"><end id="e1383828222440-3277210765"/>Hej, do domu! czas już pewnie.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Konie syte nocną paszą, ---</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">My weseli, hukniem śpiewnie</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">I porzucim łąkę naszą.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">I wtórując trąbką z rogu,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Na wyścigi, hej przez rowy! ---</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Ot i nocleg nasz majowy, ---</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Śpieszmy oddać chwałę Bogu.<end id="e1383828444821-18150823"/></wers_wciety></strofa>




<naglowek_rozdzial>XI</naglowek_rozdzial>





<strofa>A kiedy święto lub deszcz z pola spędza,/
Chłopcy się tłoczym, ile chata zmieści,/
I ciasnem kółkiem otaczamy księdza,/
By nam gawędził odwieczne powieści; /
A jego pamięć uczona bogata, /
Odsłania dzieje biblijne, najstarsze,/
Kreśli nam potop lub stworzenie świata,/
Albo szczęśliwe wieki patryjarsze. ---/
Jesteśmy zda się w rozmarzeniu złotem/
Pod Abrahama pasterskim namiotem,/
Płaczem z Józefem, gdy się więźniem czyni,/
Błądzim z Mojżeszem w arabskiej pustyni, ---/
Dopieroż słuchaj, kiedy głos podnasza,/
Gdy stare piersi zapałem odżyją!/
Głosząc z proroków przyjście messyjasza,/
Aż się radujem z anioły, z Maryją,/
Tężymy słuch nasz, jak zgłodniała rzesza,/
Gdy tysiącami za Chrystem pośpiesza. ---/
My w wieczerniku, my z Panem w ogrodzie,/
Z Matką pod krzyżem nasza dusza gości, ---/
W świętej boleści, co nam duszę bodzie,/
Uczym się ducha niebieskiej miłości,/
Tak nas ów obraz do niebios przybliża,/
Człek by się chętnie dał przybić do krzyża. ---/
Niekiedy starzec, na dłoni oparty,/
Rzekłbyś, Herodot wśród pokoleń nowych,/
Kreśli nam dzieje Atenów lub Sparty,/
Czasów Likurga lub Peryklesowych./
Gdy kreśli przeszłość, to w takim kolorze,/
Że ci się żywa przed oczami wyda,/
Że tylko westchniesz: «o zeszlij mi, Boże,/
Życie Solona albo Arystyda!»/
Ileż to razy w długą noc zimową/
Słyszane dzieje stawały mi we śnie,/
Upiór przeszłości latał nad mą głową,/
Było mi błogo, a czasem boleśnie.<begin id="b1383829140765-725873018"/><motyw id="m1383829140765-725873018">Sen, Historia</motyw>/
Strach! gdy się głowa, gdy serce rozmarzy!/
We krwi gorącej wre, jakby w ukropie./
To śnię zborzysko<pe><slowo_obce>zborzysko</slowo_obce> (daw.) --- zbiorowość a. zebranie.</pe> italskich zbrodniarzy,/
Jak wieczne Rzymu fundamenta kopie;/
To, zda się, widzę, że krok ku mnie czyni/
Pobożny Numa lub hardy Tarkwini;/
Lub się w kościele Jowiszowym baczę,/
Rzym jeszcze nie jest zepsutym służalcem,/
W krzesłach senatu zasiedli brodacze,/
Cyceron zdrajców ukazuje palcem:/
Drży Katylina --- a tam złoto ważą,/
I leżą trupy, pływają krwi fale,/
Na rzymskiem forum Galle gospodarzą,/
Kwiryci złoto niosą im na szalę,/
A na tem złocie, arcydziełem dłuta/
Twarz rzymskich bogów i przodków wykuta./
Wtem szczęk żelaza, otwarły się wrota,/
Nowa kohorta Rzymianów się wciska,/
Kamillus wpada i szalę gruchota,/
I dzikich Gallów spędza z targowiska;/
Słychać jak giną, jak pierzchają dzicy,/
Słychać szczęk mieczów po stalnej<pe><slowo_obce>stalny</slowo_obce> --- dziś: stalowy.</pe> zbroicy../
A owo widzę, jakby wiejska chata,/
I widzę starca, co orze z daleka,/
Idę --- poznaję Kwinta Cyncynata,/
Przy nim miecz we krwi i konewka mleka./
Póki się woły popasły pod lasem,/
On wrogów Rzymu zwyciężył tymczasem;/
Precz zrzucił pancerz, znowu wziął opończę,/
Śmieje się stary w wesołej gawędzie;/
«Ot jeszcze dzisiaj zagonu dokończę,/
Posieję żyto --- i niezgorsze będzie». /
«Rzymski szlachcicu, dopomóż ci, Boże» ---/
Tak sobie myślę i znowu śpię smaczno, ---/
Wtem nowe mary, na młodzieńcze łoże/
W innych postaciach nalatywać zaczną./
Wiją się hufce i obcych, i braci,/
Płynie krew, pole trupami się ściele,/
A wtem dziewica anielskiej postaci/
Rękę przez Niemen podaje Jagielle;/
Słychać organy i mężowie w bieli/
Z pięknem rycerstwem bratnio się objęli./
Wtem nowe widmo: wśród blasku oręży/
Siedzą poważni państwa dostojnicy/
I w obrzędowej dalmatyce księżej/
W koronie, z berłem, na ojców stolicy/
Siadł Zygmunt August --- z postawą młodzieńczą./
Wkoło tłum ludzi daleko, daleko;/
Swoi coś gwarzą, a wrogowie klęczą,/
A u stóp tronu płynie miód i mleko.../
Ten piękny widok pobledniał i skonał,/
Zniknęły tłumy, wrogowie pancerni;/
Na miejscu tronu stoi konfesjonał,/
W nim siedzi postać obleczona w czerni,/
Postać zbiedniona, pokorna i blada,/
A Zygmunt trzeci przed nią się spowiada.../
I tak kolejno myśli mojej głowy/
Na tysiąc sennych widziadeł się dzielą./
Wtem przeraźliwie ach! sen mój dziejowy/
Rozproszył kogut piejąc nad pościelą.<end id="e1383829140765-725873018"/>/
«Czas do roboty!» --- poznaję głos dziada,/
Co zwykł mię budzić, gdy godzina szara ---/
«Ksiądz definitor dawno już spowiada,/
Czas do mszy służyć --- sen mara Bóg wiara».</strofa>




<naglowek_rozdzial>XII</naglowek_rozdzial>





<strofa>Biegły me dni jak w niebie na takiej nauce,/
Mniemałem, że już księdza nigdy nie porzucę;/
Bo przeznać<pe><slowo_obce>przeznać</slowo_obce> (daw.) --- rozeznać się, poznać dogłębnie.</pe> całą mądrość, którą starzec głosił,/
A przejąć wszystkie cnoty, które w sercu nosił,/
I za rok, i za drugi to jeszcze niewiele./
<begin id="b1383829723865-3987934727"/><motyw id="m1383829723865-3987934727">Ojciec, Syn, Szlachcic, Praca</motyw>Ojciec przychodził do nas prawie co niedzielę,/
Zaczepiał mię z łaciny --- znać było po minie,/
Że się cieszył, że widział, jak postępy czynię;/
Ale gdyśmy sam na sam, strach, co wygadywa/
Na owe z wieśniakami noclegi i żniwa!/
«Muszę, proszę aspana, oddać cię do miasta,/
Bo tutaj twe szlachectwo na nic się rozszasta,/
A tarcza z Dęborogiem wśród chłopstwa wytarta,/
Co kapelusz żydowski, tyle będzie warta./
Kiedy ksiądz definitor żąda natarczywie,/
Ażebyś z prostakami pracował na niwie,/
Staremu trzeba ulec: bo mię zrzędzić zacznie,/
Lecz pamiętaj w robocie zostać się nieznacznie/
I folgować swym rękom --- by znał gmin ciekawy,/
Że pracujesz nie z musu, jeno dla zabawy;/
Dłoń szlachcica stworzona dla miecza, nie żniwa,/
Krom rycerskiej zabawy niech wolno spoczywa»./
<end id="e1383829723865-3987934727"/>Tak zacni dwaj starcowie w niezgodnej rozterce/
Każdy w inną krainę ciągnął moje serce:/
W krainie herbów jakoś i zimno, i ciemno;/
Inszy świat definitor rozjaśniał przede mną,/
Tam dla duszy przestronniej i sercu weselej./
Ojciec to zauważał --- więc jednej niedzieli/
Na mszę przyjechał wózkiem i oświadczył żywo,/
Że mię oddać do szkoły zebrał już grosiwo/
I syna wraz zabierze. --- Ja w płacz --- nic nie służy<pe><slowo_obce>służyć</slowo_obce> --- tu: pomagać.</pe>:/
Już wybiła boleśna godzina podróży./
Ksiądz mnie rzewnie uściskał, a tknięty mym płaczem/
Łzie ze starego oka dał płynąć cichaczem,/
Żegnał i błogosławił ojcowskiemi słowy,/
I dał mi poświęcony medal z Częstochowy,/
Przeprowadził z pół mili aż ku wielkiej sośnie;/
Stary Servus zaszczekał, zaskomlił żałośnie/
Po dobrym towarzyszu --- ruszyliśmy drogą,/
Skrył się za górą domek, gdziem przeżył tak błogo,/
Tylko krzyżyk kościelny zza lasu migota,/
Jakby błogosławieństwo na drogę żywota.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XIII</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1383829824583-3605804673"/><motyw id="m1383829824583-3605804673">Szkoła, Nauka, Mężczyzna</motyw>Czem w polu zasiew, czem zawiązka w kwiecie,/
Tem w życiu męża szkolne sześciolecie./
<end id="e1383829824583-3605804673"/>Trudno dziś skupić te drogie obrazy,/
Choć się ich tyle do wspomnienia ciśnie./
<begin id="b1383829873948-2584996703"/><motyw id="m1383829873948-2584996703">Szkoła, Sen, Wspomnienia</motyw>Choć jeszcze teraz, po ileż to razy!/
Szkolną ławicę albo dzwonek przyśnię!/
Niekiedy marzę, że nie umiem składni,/
A tu za chwilę wejdzie ksiądz Łacina<pa><slowo_obce>Ksiądz Łacina, ksiądz Francuz, ksiądz Fizyk</slowo_obce> --- tak w dawnych szkołach zakonnych uczniowie nazywali profesorów języka łacińskiego, francuskiego, fizyki itp.</pa>./
Szydzą z mej biedy uczniowie przykładni,/
Truchleję --- blednę, aż krew mi się ścina,/
Aż się rozbudzę --- ale gdy na jawie/
Ochłonę nieco ze strachu szkolarza,/
To w gorzkiem życiu słodko się zabawię,/
Pierś orzeźwioną wspomnienie rozmarza./
Tak w skwarne lato oddychamy miło/
Pod ciemnym klonem lub brzozą pochyłą./
<wers_wciety typ="1"><end id="e1383829873948-2584996703"/><begin id="b1383829942712-720223277"/><motyw id="m1383829942712-720223277">Szkoła, Ojciec, Strach, Marzenie</motyw>Pomnę raz pierwszy, gdym jechał do szkoły,</wers_wciety>/
Jaką się trwogę w sercu przezwycięża,/
A ojciec prawi w gawędzie wesołej,/
Jak to chłostali jezuiccy księża;/
Przed rozognioną wyobraźnią dziecka/
Stał jezuita i poglądał srogo,/
Ukrywał kauczuk pod wełnianą togą,/
A w jego rękach grammatyka grecka./
Takiemi strachy napełnia się głowa,/
Chór jezuitów groźnie mię otacza./
Tak gdy niebaczna piastunka wioskowa/
Postraszy dziadem małego krzykacza,/
To dziecko płacze, gdy go w cerkiew wiodą,/
Choć tam Pan Jezus we złocie i srebrze,/
Lecz strach u progu --- dziad z torbą i brodą/
Wyciąga rękę i śpiewając żebrze./
Od tego dziecka nie weselszy zgoła/
Ujrzałem mury, gdzie klasztor i szkoła,/
Kędy mnie wiedli; --- z bojaźliwą trwogą/
Wszedłem za ojcem za furtę klasztorną.../
<end id="e1383829942712-720223277"/>Na korytarzach nie było nikogo;/
Przyległe cele godziną wieczorną/
Grzmiały w sto głosów; znaczno, żeśmy w szkole,/
Ówdzie nauki, tam śmiech i swawole./
<wers_wciety typ="1">Tedyśmy weszli do jednej z tych celi,</wers_wciety>/
Tutaj ksiądz prefekt mego ojca wita,/
Z miłym uśmiechem, obleczony w bieli,/
Całkiem nie taki jak ów jezuita,/
Co w czarnej szacie i z groźbą na twarzy/
Od kilku nocy w moich snach się marzy./
Snadź, że wyczytał przestrach z mojej miny,/
Bo mię pod brodę pogłaskał łaskawie,/
Potem znienacka zapytał z łaciny,/
Ja mu pijarską grammatykę prawię,/
Jakby przed ojcem, odważnie, tak samo:/
Bo wzrok łaskawy rozbudził mą wenę ---/
Odmieniam <slowo_obce>terra</slowo_obce><pe><slowo_obce>terra</slowo_obce> (łac.) --- ziemia.</pe>, koniuguję <slowo_obce>amo</slowo_obce><pe><slowo_obce>amo</slowo_obce> (łac.) --- kocham.</pe>,/
Ksiądz prefekt chwali: <slowo_obce>bene puer! bene<pe><slowo_obce>bene puer! bene</slowo_obce> (łac.) --- dobrze, chłopcze, dobrze.</pe>!</slowo_obce>/
Aż ojciec wesół, że syn tak rozbiera/
<slowo_obce>Nomen, pronomen, verbum, et caetera</slowo_obce><pa><slowo_obce>Nomen, pronomen, verbum, et caetera</slowo_obce> --- Imię, zaimek, słowo [<slowo_obce>nomen</slowo_obce> tu: rzeczownik, <slowo_obce>verbum</slowo_obce> tu: czasownik; red. WL] i tam dalej.</pa>./
A jaka szkoda o Boże, mój Boże!/
Że tu nie wszyscy, kogo serce kocha;/
Czemuż cię nie ma, o! definitorze,/
Moim tryumfem pocieszyć się trocha!/
Widzieć, jak rośnie mi odwaga,/
Jak mi się czoło rozjaśnia, choć potnie<pe><slowo_obce>potnie</slowo_obce> --- dziś popr.: potnieje; pokrywa się potem.</pe>.../
Ksiądz prefekt bada --- Bóg mi dopomaga,/
Ja odpowiadam przytomnie i lotnie,/
Przebiegł tablice Pitagorasowe,/
Kazał Rzym święty znaleźć na atlasie/
I rzekł poważnie, całując mię w głowę:/
«Wybornie chłopcze --- będziesz w drugiej klasie!»/
Ojciec wesoły, że nam w jednej chwili/
Koszt całoroczny i honor ocalał,/
Wziął mię w objęcia --- do swych piersi chyli,/
«Proszę aspana!...» i łzami się zalał.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XIV</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1383830592992-595827414"/><motyw id="m1383830592992-595827414">Szkoła, Młodość, Dzieciństwo, Dorosłość, Zwątpienie</motyw>Gdzie wy jasne dni moje, moje szkolne czasy,/
Kiedy serce dziecinne z wiarą i otuchą/
Do grona towarzyszów i do murów klasy/
<wers_wciety typ="1">Przylgło<pe><slowo_obce>przylgło</slowo_obce> --- dziś popr.: przylgnęło.</pe>, przyrosło na głucho?!</wers_wciety>/
Gdzie wy drobne a wzniosłe mojej pychy cele,/
By zrównać i prześcignąć najpierwszych w nauce?/
<begin id="b1383830496337-3059731391"/><motyw id="m1383830496337-3059731391">Gra</motyw>Gdzie owo wśród igraszek serdeczne wesele,/
Kiedy piłkę wysoko... wysoko wyrzucę?/
Kiedy w gronie swawolnem po równinach lecę,/
By schwytać wyrzuconą albo odbić w górze?/
<end id="e1383830496337-3059731391"/>Gdzie pobożność i wiara w najwyższej opiece<pe><slowo_obce>wiara w najwyższej opiece</slowo_obce> --- dziś z B.: wiara w najwyższą opiekę.</pe>,/
Gdy się modlę w kaplicy albo do mszy służę?/
Czy dzisiaj świat postarzał, czy w oczach ściemniało,/
Bóg to wie --- krew po sercu ślizga się powoli,/
Serce wiele wymaga, a wrażeń tak mało,/
Dobre nie bardzo cieszy, złe nie bardzo boli./
Gdy się dusza zbłąkana w niepewnościach miota,/
A książka ich objaśnić, zwalczyć nie pomoże,/
Zapłaczesz: gdzie jest owa dziecinna prostota?/
Gdzie wiara w twoję mądrość, księże profesorze?<end id="e1383830592992-595827414"/>/
Wiara, z jaką słuchałem na szkolnej ławicy,/
Kiedy ksiądz Matematyk zadanie rozbiera/
Lub kiedy ksiądz Łacina, mistrz na kazalnicy,/
W błoto strąca Buffona, Russa<pe><slowo_obce>Russa</slowo_obce> --- spolszczone nazwisko J. J. Rousseau.</pe> i Woltera;/
Lub kiedy najdziwniejszą zagadkę przyrody/
Ksiądz Fizyk wnet objaśni przez płyny i gazy?/
Przysiągłbyś, że to prawda, wychowańcze młody!/
Pan Bóg księdzowskiemi przemawia wyrazy./
<begin id="b1383830706112-2867862699"/><motyw id="m1383830706112-2867862699">Dorosłość, Dzieciństwo, Wiara, Zwątpienie, Uczeń</motyw>Dziś, gdy człowiek sam nie wie, choć usilnie bada,/
Co jest biało? co czarno? co prosto? co krzywo?/
Jako chmiel bez podpory na ziemię upada,/
Aż zginie przygłuszony ostem i pokrzywą./
Gdy ludzkość bolejąca zgodzić się nie może,/
Co jest fałsz, a co prawda? co szpetne, co piękne,/
Człek załamuje ręce: o Boże mój, Boże!/
Co mi trzeba podeptać, a przed czem uklęknę?/
Bogdaj to szkolna wiara i nadzieja szkolna,/
Kiedy wierzyłeś w przyszłość płomienistą duszą,/
Że choć nauka trudna, choć proca mozolna,/
Lecz cele nasze wielkie i spełnić się muszą!<end id="e1383830706112-2867862699"/>/
<begin id="b1383830768203-2195876812"/><motyw id="m1383830768203-2195876812">Szkoła, Nadzieja</motyw>A tu młodzież ochocza bada, czyta, pisze,/
Złote bryły nauki wydobywa w trudzie;/
Jeno spojrzysz na siebie i na towarzysze,/
I pomyślisz: «doprawdy, będziem wielcy ludzie!»/
Jeden --- dziecię pobożne, z zapałem na twarzy,/
Będzie doktór kościelny --- tak Pismo przenika;/
Drugi biegły w rachunku, o przyrodzie marzy,/
Przejdzie z czasem Newtona, dojdzie Kopernika;/
To będzie Archimedes, cześć tutejszej ziemi,/
On kwadraturę koła zgłębi i rozwiąże;/
Inszy słynie na ławach wierszyki zręcznemi,/
Będzie nowy Krasicki, rymotwórców książę./
<end id="e1383830768203-2195876812"/><begin id="b1383830844572-1208113266"/><motyw id="m1383830844572-1208113266">Dorosłość, Upadek, Zwątpienie, Nadzieja</motyw>Gdzie wy teraz jesteście, towarzysze moi?/
Cicho o was na świecie! bo świat ciężka próba!/
Żal się Boże, bywało, co ksiądz prefekt roi,/
Że przybędzie krajowi światło i ozdoba./
Spotkasz czasem którego --- spójrzysz na oblicze ---/
Nie on, nie on szlachetne spodziewania ziści!/
Porwany w namiętności koło tajemnicze,/
Oddał przyszłość za marne obecne korzyści,/
Zszargały mu oblicze nałogi lub nędza./
Ów co miał drogę słońca odmienić na niebie,/
Ów co miał zostać wieszczem --- w śnie życie przepędza,/
Chodzi mrówczemi drogi --- i kontent sam z siebie;/
A toż, bywało, o nim ksiądz Retoryk szepce,/
Że ów chłopiec rozwija olbrzymie talenta,/
Że Pan Bóg wielkich ludzi naznacza w kolebce,/
Że Cezar dzieckiem jaśniał nad rzymskie chłopięta./
A ów teraz bohater poluje na zwierza,/
Miłość go rozbydlęca, kielich z nóg obala,/
Pan wioski --- srogie chłosty wieśniakom wymierza/
Albo drzemie po uczcie Heliogabala<pe><slowo_obce>Heliogabal</slowo_obce> --- pochodzący z Syrii młodziutki cesarz rzymski, słynął z wystawnych uczt i wyrafinowanego gustu.</pe><end id="e1383830844572-1208113266"/> ---/
Aż ci się serce ściśnie, aż się łza poleje,/
Precz te smutne uwagi o człowieczej doli!/
Ja miałem opowiadać moje szkolne dzieje,/
Teraz siła nie starczy i żal nie pozwoli./
<wers_wciety typ="1"><begin id="b1383832651329-2676433792"/><motyw id="m1383832651329-2676433792">Szkoła, Uczeń, Nauka, Mądrość, Głupota, Filozof</motyw>Ot, sześć latek przebiegło jakby chwila cicha,</wers_wciety>/
Corocznie nowe trudy i nowe rozkosze,/
Co rok głowa bogatsza, a serce usycha,/
Co rok nowe świadectwa na mądrość przynoszę./
A gdy po chlubnym roku przyjadę na lato,/
Niebem mi się wydaje nasza wieś uboga,/
Składam ojcu świadectwa --- dziękuje mi za to,/
I mówi, żem dostojen herbu Dęboroga./
W niedzielę idziem z ojcem do starego mnicha ---/
Tam, gdy gradem mądrości na przytomnych rzucę,/
Aż się ojciec raduje i wesół uśmiecha,/
Aż się dziady kościelne dziwią mej nauce;/
Tylko ksiądz definitor na te korowody/
Potrząsa siwą głową --- więc ojciec go pyta:/
«Nieprawdaż, zacny księże, iż Dęboróg młody/
Skończy szkoły uczony jakby jezuita?»/
«Tak --- rzecze definitor --- zna wszystko po trosze,/
A gdzie nie ma zdolności, tam pracą okupi;/
Braknie mu jednej rzeczy...» «A czegóż to, proszę?»/
«Mądrości Sokratycznej --- poznania że głupi. ---/
Lecz z czasem i to przyjdzie --- duma zniży rogi,/
Kiedy prawdziwa mądrość przetrawi się w głowie;/
Tymczasem daj mi rękę wychowańcze drogi ---/
Nie gniewaj się na starca, gdy ci prawdę powie».<end id="e1383832651329-2676433792"/></strofa>




<naglowek_rozdzial>XV</naglowek_rozdzial>





<strofa>Gdym skończył szkołę --- po świętym Pietrze/
Ojciec mię lekko trzepiąc po grzbiecie,/
«Słuchaj --- rzekł --- Janie! nim ci się przetrze/
Jakiś tam zawód na bożym świecie,/
<begin id="b1383832966433-3462049390"/><motyw id="m1383832966433-3462049390">Szlachcic, Zabawa, Polowanie, Pozycja społeczna</motyw>Dam ci zabawkę --- i co się zowie,/
Co nie poniży herbowne dziecko,/
Przez którą starzy Dęborogowie/
Zyskali niegdyś godność szlachecką./
Bartosz Paprocki w swych herbów zbiorze/
Pisze, skąd nasze godło urasta,/
Jak na Zygmunta Augusta dworze/
Był <slowo_obce>quondam</slowo_obce><pe><slowo_obce>quondam</slowo_obce> (łac.) --- niegdyś.</pe> strzelcem nasz protoplasta;/
(Proszę aspana, dzielny myśliwy/
Na pańskich dworach zawsze jest w cenie,)/
Razu jednego znalazł --- o dziwy!/
Wrosłe do dębu rogi jelenie./
Rzecz taka rzadka i niewiadoma,/
Więc gdy ją złożył królowi w darze,/
Król mu szlacheckie nadał dyploma/
I Dęborogiem nazwać się każe./
I od tej pory chętka myśliwska/
Szła w naszym rodzie z ojca na dziecię,/
Każdy Dęboróg chlubny z nazwiska,/
Choć nie senator, <slowo_obce>venator</slowo_obce> przecię<pa><slowo_obce>venator</slowo_obce> --- łowczy, myśliwy.</pa>./
Ja sam za młodu strzelałem dużo,/
Świadkiem nieboszczyk trocki wojewoda./
Dzisiaj, mospanie, oczy nie służą,/
A jednak pola zależeć szkoda;/
Więc się chowają, proszę aspana,/
Strzelby i pieski dobre do pola,/
Stara myśliwska szkapa bułana,/
Wojewodzińska trąbka bawola/
I zasłużona torba borsucza:/
Otoż ta cała strzelcza spuścizna/
Dziś się waścinym rękom porucza,/
Żeś ty Dęboróg, świat niechaj przyzna.<end id="e1383832966433-3462049390"/>/
Mamyć tu przecię las siaki-taki,/
W zatoce --- kaczek bywają stada,/
W naszych zaroślach skaczą szaraki,/
Czasem spod żyta wilk się wykrada./
Będziesz polować, --- wy młodzieniaszki/
Winniście wprawiać oko do strzału;/
Proszę aspana --- tylko pomału,/
Strzeż się jak ognia dziewcząt i flaszki./
Za naszych czasów, za jezuitą,/
I kiedy pańskie świetniały dwory,/
Proszę aspana, tęgo nas bito/
Za gorzalinę i za amory./
Kiedy to trocki żył wojewoda,/
Ja sam pamiętam cięgę dostałem,/
Proszę aspana... krew była młoda/
A jam okropnym był sowizrzałem./
Otoż...» lecz dalszą powieść jak z karty/
Ojciec już gadał do głuchej ściany:/
Bom z podarunku uradowany/
Żwawo poleciał oglądać charty,/
Tropić w zaroślach prześlad zajęczy,/
Konno, to pieszo zwijam się szlakiem,/
Bułany tętni, a trąba brzęczy/
I strzał po strzale wstrzęsa<pe><slowo_obce>wstrzęsa</slowo_obce> --- dziś: wstrząsa.</pe> chruśniakiem.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XVI</naglowek_rozdzial>





<strofa>Moja rusznica pali donośnie,/
Bije zające, kaczki, cietrzewie,/
Ojcu z radości aż dusza rośnie,/
Jak mię uściskać, sam stary nie wie./
«Proszę aspana, ej szkoda, szkoda!/
Gdyby to trocki żył wojewoda,/
Ty byłbyś w łaskach: bo jako żywo/
On szczerze kochał młodzież myśliwą,/
A nawet z każdym, co pewien w strzale,/
Lubił, mospanie, żyć poufale./
Proszę aspana, na jego dworze/
Raz pan Belina w dobrym humorze/
Prawił<pe><slowo_obce>prawić</slowo_obce> --- mówić, opowiadać.</pe>, jak skakał do głuszca w toku<pe><slowo_obce>w toku</slowo_obce> --- tu: podczas tokowania, tj. godów ptasich.</pe>,/
A wojewoda słuchał go z boku./
Ten pan Belina człowiek ruchawy,/
Gdy o myśliwstwie rozprawiać pocznie,/
To choćbyś głuchy, poznasz widocznie/
Z jego podskoków, ruchów, postawy./
To w dłoń zatrąbi --- psy nawoływa,/
To się jak zając czai do ziela,/
To niby tropi, prześlad odkrywa,/
Nabija, pełznie, mierzy się, strzela./
Otóż z tym głuszcem, kiedy się chwali,/
Czasem tokuje, podskoczy czasem,/
Tak się uwinął, że w pańskiej sali/
Wielkie zwierciadło strzaskał obcasem./
Pan się nasrożył, uczuł nad szkodą,/
Lecz pan Belina jakby w igrzysku<pe><slowo_obce>igrzysko</slowo_obce> --- tu: zabawa.</pe>/
Z cicha mu szepnął: »Cyt, wojewodo!/
Bo spłoszysz głuszca na tokowisku«./
My w śmiech --- pan także, nawet mu za to/
Darował pyszną strzelbę turecką,/
Puścił w niepamięć szkodę bogatą/
I długo, długo śmiał się jak dziecko./
Czasyż to były!!/
<wers_cd>Otoż, mospanie,</wers_cd>/
Gdybyś za czasów żył wojewody;/
Lecz może jeszcze --- wszak jesteś młody.../
Ruszajże sobie na polowanie».</strofa>



<naglowek_rozdzial>XVII</naglowek_rozdzial>





<strofa>Hejże znowu ja do kniei!/
Jesień --- zima --- wciąż na łowy:/
Raz zabiegłem po kolei/
Aż za wzgórek rotmistrzowy,/
Aż za kopce cudzych granic./
Była wiosna --- zachód słońca,/
Lecz nie zwykłem zważać na nic,/
Kiedy ruszą psy zająca./
Dalej, dalej, a tu ciemno/
Czas do domu --- zmrok zapada,/
Patrzę wkoło --- tuż przede mną/
Dwór sąsiadki czy sąsiada./
Tu Brochwiczów gniazdo rodu,/
Ród szlachecki, choć ubogi,/
Nasłuchałem się za młodu,/
Żeśmy sobie wieczne wrogi,/
Że Dęboróg --- póki świata,/
Z Brochwiczami się nie zbrata./
Grób rotmistrzów, jakieś pole,/
Były źródłem wiecznej waśni;/
Lecz o całym tym warchole/
Kiedyż ojciec mię objaśni?/
Dziś nieprzyjaźń nie jest jawną,/
Tylko zawsze siebie stronim ---/
Stary Brochwicz umarł dawno ---/
A tu mieszka wdowa po nim./
Ojciec mówi, że Brochwicze/
To wrogowie nam wieczyści;/
Cóś im jednak źle nie życzę,/
Żadnej nie mam nienawiści./
Cóś mi szepce --- pomóż, Boże,/
A ja rankor ten umorzę./
Dworzec mały --- a tak schludno/
Tak cóś miło w każdej stronie,/
Że źle trzymać o nich trudno,/
Poczciwością zewsząd wionie./
Stary domek, stara strzecha,/
Kędy mieszka stara wdowa,/
A do okna się uśmiecha/
Stara gałąź topolowa./
Lecz w ogrodzie --- ach, mój Boże!/
Same kwiaty, same róże,/
Pięknie wokół --- przez częstokół/
Patrzę, aż tu hoża dziewa/
Sadzi kwiaty i polewa,/
I piosenkę jakąś śpiewa./
Słucham... słucham, serce gubię,/
Za jej głosem myślą idę,/
Ona śpiewa jak na biedę,/
Tę piosenkę, co ja lubię./
Długom patrzał między liście,/
Coraz baczniej, coraz milej,/
Krótko mówiąc --- od tej chwili/
Zakochałem się ogniście.../
Gdym odchodził po kryjomu,/
Aby znak zostawić jaki,/
Na topoli koło domu/
Zawiesiłem dwa szaraki.</strofa>



<naglowek_rozdzial>XVIII</naglowek_rozdzial>





<strofa>Co dzień w pole --- ej, nie w pole,/
A do dworku pod topole;/
Już znajomość --- cóż za dziwy?/
Bliski sąsiad i myśliwy,/
Że zajedzie niedaleko/
Na poziomki i na mleko;/
Że zwierzynę mamie nosi/
I zagląda w oczki Zosi./
Ej, poziomki! ej, to mleko!/
Ej, ten dworek niedaleko!/
Ej, te oczki! --- mówiąc krótko/
Poglądały tak słodziutko,/
Tak miluchno --- z wolna... z wolna.../
Już w nas chętka zobopolna/
Spojrzeć razem, westchnąć razem,/
Poszczebiotać półwyrazem,/
Przyjacielsko ścisnąć dłonie,/
Razem wybiec na ustronie,/
Pisać kartki potajemnie/
I o sobie śnić wzajemnie./
<wers_wciety typ="1">Cicho, z wolna, niewidomie</wers_wciety>/
Gore dusza, gdy spodoba,/
Z małej iskry bucha płomie<pe><slowo_obce>płomie</slowo_obce> a. <slowo_obce>płomię</slowo_obce> --- dziś. r.m.: płomień.</pe>/
I zażega serca oba./
Mgnienie oka, śmiech, swawole,/
Zadumanie, gniew i zgoda,/
Zda się fraszki --- daj im wolę,/
A zgubiona dusza młoda!/
Taka biedna, tak szczęśliwa,/
Gdy w tych fraszkach się rozpływa,/
Już dla świata żyć nie może./
Jedną myślą się otoczy,/
By wciąż patrzeć w lube oczy,/
By żyć w lubym rozhoworze<pe><slowo_obce>rozhowor</slowo_obce> --- rozmowa.</pe>/
<begin id="b1383833479970-1314641204"/><motyw id="m1383833479970-1314641204">Szczęście, Czas, Młodość, Starość</motyw>Wieki wieków, --- czas przeleci/
Stokroć chyżej od motyla:/
Bo szczęśliwi to jak dzieci,/
Dni ich lecą jako chwila./
Precz godziny! gdy słodyczą/
Młoda dusza się rozmarzy;/
Jedna bieda --- że ci starzy/
Na zegarach czas swój liczą.<end id="e1383833479970-1314641204"/>/
<begin id="b1383833622481-2982302846"/><motyw id="m1383833622481-2982302846">Ojciec, Matka, Dziecko, Serce</motyw>Ani śni się ojcu, matce,/
Co ci miło? co cię bodzie?/
Dusza rwie się jak ptak w klatce,/
A tu gadaj o pogodzie./
Dobra matka karty kładnie/
Na los dziecka --- lecz nie zgadnie,/
Co tam dziecka myśl kołycha<pe><slowo_obce>kołycha</slowo_obce> --- dziś popr. forma: kołysze.</pe>,/
Czego dziewczę ciągle wzdycha,/
Czego młodzian smutny bladnie<pe><slowo_obce>bladnie</slowo_obce> --- dziś: blednie.</pe>./
Na niespokój snu twojego/
Dają leki, warzą ziela,/
A broń Boże, gdy postrzegą/
Gdzie najczęściej oko strzela;/
Wnet witają chmurną twarzą,/
Dają rady i przestrogi/
I zachmurzą dzień twój błogi,/
I uczuciom zmilknąć każą./
Zimnem okiem wrzące łono/
Chcą przemierzyć aż do głębi,/
Przyzwoitym chłodem wioną,/
Aż ci serce się wyziębi.<end id="e1383833622481-2982302846"/>/
<wers_wciety typ="1">Matka Zosi --- święta dusza!</wers_wciety>/
Polubiła mię jak syna,/
Jednak czasem głową rusza:/
Częsta moja tam gościna/
Snadź<pe><slowo_obce>snadź</slowo_obce> (daw.) --- widocznie.</pe> się matce nie podoba./
Gdzie tam częsta? --- trudno w drogę!/
Czasem przejdzie cała doba,/
A ja wymknąć się nie mogę./
Ho, ho! gdyby ojciec wiedział,/
Gdzie mnie co dzień kroki wiodą,/
Wnet by z trockim wojewodą/
Dał mi uczuć cały przedział,/
Co rozróżnia nasze domy/
Z wieków wiecznych, od pradziada;/
Koniec rzeczy już wiadomy:/
<begin id="b1383833724361-2738105301"/><motyw id="m1383833724361-2738105301">Miłość, Młodość, Dorosłość, Kłótnia, Starość</motyw>Bo przysłowie zapowiada,/
Że Dęboróg póki świata/
Z Brochwiczami się nie zbrata. ---/
At, zwyczajnie ludzie starzy;/
Ale miłość pełna szału/
Nie zagląda do herbarzy,/
Ni w dekreta trybunału./
Po swojemu łączy pary,/
Innym taktem pieśń zaczyna,/
Stary proces lub herb stary/
Fraszka w oczach Kupidyna.<end id="e1383833724361-2738105301"/>/
Dzisiaj szczęsno!/
<wers_cd>Lecz niestety!</wers_cd>/
Jaka przyszłość serce boli:/
Upór starca lub kobiety/
Na nasz związek nie pozwoli ---/
Bo mój ojciec nigdy zgoła/
O Brochwiczach ani gada,/
Matka Zosi niewesoła,/
Bo żal czuje do sąsiada./
Jakieś kłótnie tajemnicze/
Dzierżą starych pod swą władzą. ---/
Dęborogi i Brochwicze/
Ręki sobie nie podadzą./
A cóż dla mnie? --- śmierć z rozpaczy!/
Przez te mary zapaleńcze!/
Choć przycierpię, choć się zdręczę,/
Lecz zapomnę... nie inaczej./
<wers_wciety typ="1">Ot, na sercu rękę kładę</wers_wciety>/
I tamuję jego bicie,/
Nigdy... nigdy... póki życie/
Już na łowy nie pojadę,/
Ani spojrzę k'tamtej stronie,/
Ani myślą nie pogonię;/
Co jest w sercu, to się zatrze/
I zapomnieć jestem gotów,/
W jasne oczy nie popatrzę,/
Nie usłyszę jej szczebiotów,/
Co to płyną dźwięcznie, z cicha,/
Aż się serce rozkołycha./
<wers_wciety typ="1">Takem roił zamyślony,</wers_wciety>/
Ciągle patrząc w lube strony,/
Potem kojąc serca bole,/
Marsz do dworku pod topole./
A przed bramą wiem, że spotka/
Niespodzianka jaka słodka,/
Albo wianek na brzezinie,/
Albo kartka na tyczynie<pe><slowo_obce>tyczyna</slowo_obce> --- tyczka.</pe>,/
Albo czasem gdy podchodzę,/
Zosia spotka mię na drodze;/
Wtedy smutek się rozproszy,/
Wstrząśnie duszę miłość święta./
Serce pjane<pe><slowo_obce>pjany</slowo_obce> (daw.) --- dziś: pijany.</pe> od rozkoszy,/
Rannych zaklęć nie pamięta.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XIX</naglowek_rozdzial>





<strofa>Raz jak dziś pomnę --- wieczór był świeży,/
Szedłem dumając pod lube sioło,/
Zosia jak zwykle spotkać mię bieży,/
Ale w jej oczach coś niewesoło./
«Czy wiesz? --- mówiła ze łzami dziewa ---/
Niedobre wieści: mama się gniewa./
Ja wczora licząc na dobroć mamy,/
A chcąc ją zdziwić niespodziewanie,/
Szczerze wyznałam, że się kochamy,/
Jak tylko serce pokochać w stanie./
Mama mi rzekła, że się nie dziwi,/
Lecz pragnie płochość wstrzymać w zapędzie,/
Bo cóż że młodzi dzisiaj szczęśliwi?/
Rozdrażnią serce --- i gorzko będzie./
Trzeba się rozstać, choć serce pęka:/
Bo ty mię kochasz bez ojca wiedzy,/
A moje serce... i moja ręka/
Nie dla sąsiadów zza waszej miedzy./
Tak mówi matka (przebacz mój drogi!),/
Że my odwieczne dla siebie wrogi,/
Że lat ze trzysta od owej chwili,/
Jak z Brochwiczami Dęborogowie/
O jakieś grunta się pokłócili,/
I process spadał po męskiej głowie/
Z ojca na syna, jak powieść niesie./
Ach cóż te grunta? nie dopuść Boże!/
Ot tylko śmiać się i płakać chce się;/
Miłość grunt rzeczy --- nieprawda może?/
Wielkie mi święto, że spór się toczy,/
Śmieszne te sądy i trybunały!...»/
I z głośnym śmiechem zakryła oczy,/
Bo z modrych oczu łzy się polały./
Jam drżącą ręką schwycił jej dłonie,/
Gorąca głowa zwisła mi z szyje<pe><slowo_obce>szyje</slowo_obce> (daw.) --- dziś popr. forma D.lp: szyi.</pe>,/
Czuję --- w jej rękach twarz moja płonie,/
A serce w piersiach z łoskotem bije./
«O Zosiu moja! --- rzekłem w rozpaczy ---/
Przed tobą młodość, życia rozkosze,/
Ty mię zapomnisz... Bóg mi przebaczy,/
Ja żyć nie mogę...»/
<wers_cd>«O! bardzo proszę,</wers_cd>/
To cóś jak w książce --- my chrześcijanie,/
Ufać nam, ufać w pańską opiekę!/
Jest Bóg, jest przyszłość --- ej, panie Janie,/
Gdy będziesz płakać, to wnet uciekę<pe><slowo_obce>uciekę</slowo_obce> --- dziś popr.: ucieknę.</pe>,/
Śpieszę do matki, matka się gniewa,/
A my tu marnie kwilim jak dzieci ---/
Kto na kominek przyniesie drzewa?/
Kto jej tak jasno ogień nanieci?/
Kto ją beze mnie do snu ugada?/
Ja kocham mamę jak własną duszę;/
Dziś mi na wieki pana sąsiada/
Każe pożegnać --- i spełnić muszę,/
Bo tam źli ludzie jeszcze powiedzą,/
Żeśmy znęciły młodego ptaszka,/
By wam wyłudzić pole za miedzą;/
Że nasza miłość --- at, sobie... fraszka./
Piękna to fraszka... serce tak boli,/
Matce się zdaje, że to daremno!.../
Czyż nigdy ojciec twój nie dozwoli,/
Aby Dęboróg łączył się ze mną,/
Z córką Brochwicza... ej, te przestrogi!/
Niby twój ojciec taki już srogi ---/
Niby ja nie wiem, że ciebie pieści,/
Chociaż się zdaje trzymać na wodzy;/
Ej, ci rodzice niby to srodzy,/
A znieść nie mogą naszych boleści./
Ot, jestem pewna --- o rękę Zosi/
Ojciec przyjedzie i sam poprosi./
Wtedy się chyba... wtedy obaczym!.../
Bądź zdrów --- nie traćmy dobrej nadziei...»/
I tak szczebiocąc z śmiechem i płaczem/
Znikła w zaroślach ciemnej alei,/
Tylko jej piosnkę słychać z daleka ---/
Czy chce łzy pokryć? --- czy marzy świetnie?/
Może ode mnie rada ucieka ---/
O serce! serce szesnastoletnie! ---/
Jak bezprzytomny padłem na ziemię/
I bolejące szarpałem łono./
Księżyc, co dotąd za lasem drzemie,/
Wychylił na świat głowę czerwoną;/
I drżącem światłem trysnąwszy w oczy,/
Trochę mi ulżył cierpień ogromu,/
Choć w piersiach ciężar, głowa się mroczy,/
Niepewnym krokiem szedłem do domu.</strofa>



<naglowek_rozdzial>XX</naglowek_rozdzial>





<strofa>Księżyc zza chmury przyświeca mgławo,/
Gdzieś tam ogniska błyszczą za milę,/
A tutaj sterczą w lewo i w prawo/
Drzew i chat wiejskich czarne profile./
Droga znajoma, ach! i jak jeszcze.../
Znam każdą trawkę w nocnej pomroce,/
Wiem, jak tutejsza olcha szeleszcze<pe><slowo_obce>szeleszcze</slowo_obce> --- dziś: szeleści.</pe>,/
Jak tu pod olchą strumień pluchoce<pe><slowo_obce>pluchoce</slowo_obce> --- dziś: pluszcze.</pe>./
Tu każda trawka, fala i listek,/
Zda się, żegnają, cóś do mnie kwilą./
Tyle wspomnienia! --- tu świat mój wszystek,/
Tu moje niebo było przed chwilą!/
A teraz, teraz... piekielne bole/
Nad memi pierśmi pastwią się srodze;/
Idę jak martwy --- wbiegam na pole,/
<begin id="b1383835161538-1204013898"/><motyw id="m1383835161538-1204013898">Upiór</motyw>Pod rotmistrzowy kurhan przychodzę./
Wśród czarnej nocy brnę nieprzytomnie, ---/
Wtem coś jęknęło --- dreszcz przebiegł po mnie,/
Spójrzę... dziad jakiś... biały, wysoki,/
Stoi ode mnie tuż o dwa kroki,/
«Kto tu? i po co?» --- krzyknę na dziada,/
A w trwożnych piersiach zamiera słowo,/
Starzec jak martwy nie odpowiada,/
A tylko głośniej jęknął grobowo./
Wzrostem jak olbrzym --- jak leśna jodła./
Ubrany w białej, grubej opończy,/
Snadź<pe><slowo_obce>snadź</slowo_obce> (daw.) --- widocznie; widać.</pe> że mu czoło kula przebodła,/
Po białych włosach krew mu się sączy,/
Na piersiach stalna<pe><slowo_obce>stalny</slowo_obce> --- stalowy.</pe> błyszczy się łuska,/
Szeroką ręką po wąsach muska;/
A taki straszny wyraz oblicza,/
Że gdy go przyśnię i dziś mi trwożno ---/
Wskazał prawicą na dwór Brochwicza,/
Potem na naszą miedzę przydrożną,/
Otworzył usta, wlepił wzrok we mnie/
I trzy wyrazy jęknął podziemnie:/
«<slowo_obce>Redde quod debes</slowo_obce><pa><slowo_obce>Redde quod debes</slowo_obce> (łac.) --- Oddaj, co wynieneś.</pa>!!»/
<wers_cd>«Kto tu?!» --- krzyknąłem,</wers_cd>/
Choć pierś zamarła ledwie kołata,/
Czuję pot zimny leje się czołem ---/
Wtem zniknął upiór z innego świata./
Lecz wyobraźnia strachem nabita/
Jeszcze go widzi na ciemnej błoni!/
Uciekam polem, ot, zda się, goni/
I trupią ręką za szyję chwyta.<end id="e1383835161538-1204013898"/>/
Wbiegłem do domu --- wszyscy już spali,/
Więc bez pamięci na łoże padłem,/
Chłód mię przejmuje, gorączka pali ---/
To zda się walczę z jakiemś widziadłem,/
To widzę matkę Zosi surową,/
To mię mój ojciec przeklina marnie,/
To zważam każde kochanki słowo,/
A w każdem słowie nowe męczarnie./
W takich torturach duszy i ciała/
Chciałem gdzie uciec, lecz się nie dźwignę, ---/
Na koniec jutrznia gdy zaświtała,/
Sen ukołysał ciężką malignę.</strofa>





<naglowek_rozdzial>XXI</naglowek_rozdzial>





<strofa>Przespałem tydzień --- strach, co mi się marzy!/
Ciało jak kamień, a dusza --- jak w piekle,/
Modlę się we śnie, to przeklinam wściekle./
I widzę ojca, domowych, lekarzy,/
A choć się ocknę, to w myślach nie sprawię,/
Co było we śnie, co było na jawie./
Gdym wreszcie oczy otworzył przytomnie,/
Dwóch dobrych starców przy mem łożu baczę<pe><slowo_obce>baczyć</slowo_obce> --- uważać, zwracać uwagę; tu: zauważać, widzieć.</pe>:/
Ksiądz definitor modli się koło mnie,/
<begin id="b1383835308545-3412047732"/><motyw id="m1383835308545-3412047732">Choroba, Niebezpieczeństwo, Ojciec, Syn, Szlachcic, Dziedzictwo, Pobożność, Miłość</motyw>A ojciec ręce załamał i płacze./
Gdym przemknął oczy i pot otarł z czoła,/
Ojciec wzniósł ręce i głośno zawoła:/
«Witaj nam z grobu młody Dęborogu!/
Proszę aspana --- siedem dni jak chwila/
Byłeś w gorączce --- ale dzięki Bogu,/
Dziś się choroba stanowczo przesila./
Boże mych przodków, o wielki Jehowo!/
Puść mię w pokoju! niech starzec już skona./
Kiedy żyć będzie na świetność herbową/
Mojego domu latoróśl zielona./
A ja o mojem rozpaczałem dziecku,/
Że w tych męczarniach rozstanie się z duszą,/
Ja umrę z żalu --- i po staroświecku/
Herb mego rodu przy trumnie pokruszą.../
Dziś jest nadzieja, że mię syn pochowa/
I weźmie po mnie zaszczyty ojczyste;/
Dzięki Ci, Matko święta z Poczajowa!/
Dziękić cudowny boromelski Chryste!/
Lecz dosyć stękać nad twoją mogiłą;/
Wyszedłeś we dnie, powróciłeś w nocy,/
Proszę aspana, powiedz, jak to było,/
Kto cię napędził tak ciężkiej niemocy?»<end id="e1383835308545-3412047732"/>/
--- «A dajcież pokój! a bądźcież uważni,/
(Rzekł definitor ocierając oczy)/
Jeszcze go powieść na nowo rozdrażni,
I znów gorączka głowę mu zamroczy». 
--- «Nie, ojcze --- rzekłem --- pozwala mi zdrowie,
Mogę przypomnieć minione obrazy,
A gdy przed wami wszystko się rozpowie,
To lżej mi będzie, lżej będzie sto razy. ---
<begin id="b1383835432962-584199165"/><motyw id="m1383835432962-584199165">Upiór, Strach, Choroba, Przekleństwo</motyw><wers_wciety typ="1">Ot kiedym z łowów powracał w noc ciemną,</wers_wciety>/
Z grobu rotmistrza opadły mię strachy, ---/
Straszny dziad jakiś stanął tuż przede mną,/
Wielkiego wzrostu i w odzieniu z blachy;/
A krew mu ciekła po twarzy i brodzie,/
A kiedy jęknie, to aż w serce bodzie./
Tchnie groźbą cała postać tajemnicza;/
I skinął ręką przed oczami memi/
Na nasze grunta i na dwór Brochwicza,/
<slowo_obce>Redde quod debes</slowo_obce> --- wyjęknął spod ziemi./
A jam bez duchu uciekał po błoni,/
A tutaj zda się, że dziad za mną goni./
Wbiegłem do domu o samej północy,/
Krew lodem krzepnie, to żarem się pali,/
Padłem jak martwy na łoże niemocy/
I nie pamiętam, co już było dalej;/
Tylko w gorączce ani chwili nié ma,/
Aby mi starzec nie stał przed oczyma»/
--- «No dosyć tego --- rzekł mi ojciec smutno ---/
Zapomnij widma, bo ci to niezdrowo». /
Ale widziałem, że zbledniał<pe><slowo_obce>zbledniał</slowo_obce> --- dziś popr.: zbladł.</pe> jak płótno,/
Wzniósł w górę oczy, a kiwając głową,/
Szepnął z westchnieniem: «Miłosierny Panie!/
Kiedyż to widmo dręczyć nas przestanie?»<end id="e1383835432962-584199165"/></strofa>




<naglowek_rozdzial>XXII</naglowek_rozdzial>





<strofa>Cóś moje ozdrowienie szło krokiem niesporym<pe><slowo_obce>niespory</slowo_obce> --- nieprędki, powolny.</pe>;/
Ojciec i definitor troszczą się nad chorym,/
Ów przez czułość rodzica i względy herbowe,/
Drugi pełniąc po prostu prawo Chrystusowe:/
Czy mi gorzej, czy lepiej, czy usnę, czy wstanę,/
Przy mnie dobrzy starcowie byli na przemianę,/
A straszne moje dumki chcąc rozpędzić szczerze,/
Grali ze mną w arcaby, mówili pacierze./
Lecz ojciec cóś mi niezdrów, cóś twarz jego blada,/
O trockim wojewodzie nic nie opowiada,/
Gdy siądzie do mariasza, choć to gra tak łatwa,/
Zamiast bić ze czterdziestu, Bóg wie jak się gmatwa,/
A pomnę, jak to dawniej było z nim inaczej,/
Okładał pacierzami najzawziętszych graczy./
Dzisiaj snadź<pe><slowo_obce>snadź</slowo_obce> (daw.) --- widocznie.</pe> jego duszę tłoczą jakieś bole,/
Nawet pucharek miodu, co pijał przy stole,/
Stoi czasem nietknięty aż do jutra rana,/
A miód stary od szwedzkich wojen Sudermana/
Wiekował w naszym lochu./
<wers_cd>Ach, co mu się stało!</wers_cd>/
W oczy definitora pogląda nieśmiało,/
Zamyśla się i znaczno po całej postaci,/
Że chciałby o cóś spytać --- a odwagę traci./
«Księże definitorze! --- wreszcie go zagadnie ---/
Żyjesz, proszę aspana, święcie i przykładnie,/
Śpieszysz z usługą bliźnim, ilekroć się zdarza,/
Ot i tu od tygodnia pilnujesz Łazarza<pe><slowo_obce>Łazarz</slowo_obce> --- tu: ciężko chory, który cudem uniknął śmierci.</pe>,/
Uciekasz od podzięków jakby od napaści,/
Ale stary Dęboróg modli się za waści,/
A pomimo dawniejsze z waszmością zatargi,/
Wyznam, żeś taki święty, jak w żywotach Skargi;/
Nie zżymaj się<pe><slowo_obce>zżymać się</slowo_obce> --- niecierpliwić się, denerwować się, gniewać się.</pe>, nie bluźnię --- niech mię Bóg zachowa!/
Bo to, proszę aspana... lecz nie o tém mowa.../
<begin id="b1383835711609-2421652793"/><motyw id="m1383835711609-2421652793">Upiór, Cud, Wiara, Ksiądz</motyw>Chciałem mówić, żeś kapłan ze słowa i czynu,/
A teolog zawzięty jak Tomasz z Akwinu,/
A łacinnik, mospanie, to jak jezuita,/
Jednak... proszę nie śmiej się... gdy cię prostak spyta:/
Czy waszmość wierzysz w strachy i nocne upiory,/
O których Jaś mój gada... zwyczajnie jak chory,/
Wierzysz mu, czy nie wierzysz?» Ksiądz na to odpowie:/
--- «Są cuda, panie Pawle, o których mędrcowie/
Ani śnili na jawie --- jest gra wyobraźni,/
Czasem szatan widmami do złego nas draźni,/
Tak piszą stare księgi --- liczyć je nie pora ---/
Ot, prosto z duszy naszej wyrobi upiora/
I postawi przed oczy --- nie dziw, że przestrasza!/
A są widma i święte, czytaj Tobiasza,/
Czytaj o świętym Pawle, toć twój patron przecię ---/
Są marne przywidzenia, są cuda na świecie,/
Poznacie je z owoców --- Bóg jest miłosierny». /
--- «A ja wierzę! --- rzekł ojciec --- że rotmistrz pancerny/
Wyszedł z grobu i stanął przed Jasia oczyma./
Dziś, wyznam jegomości... wszak nikogo nié ma:/
Ot! jak chciałbym bez zmazy przejść niebieską bramę,/
Że ze trzy razy w życiu widmo takie same/
Widziałem, jak was widzę<end id="e1383835711609-2421652793"/> --- krew mu płynie z czoła,/
Jęcząc <slowo_obce>redde quos debes!</slowo_obce> po łacinie woła,/
Wskazuje dwór Brochwicza i na nasze miedze. ---/
Mniemałem, że to figiel, że sprawcę dośledzę,/
Ale nie było czasu --- bo to owej daty/
Ciągnęła mię krew młoda iść z konfederaty;/
Myślę sobie: na wojnie jak kulą w łeb palną,/
Bezpieczniej będzie odbyć spowiedź jeneralną./
Przed spowiedzią, wieczorem, kiedy grzechy liczę,/
Mignęło się na polu widmo tajemnicze. ---/
<wers_wciety typ="1">Upłynęło lat kilka, przeszły wojen burze,</wers_wciety>/
Ja na dworze trockiego wojewody służę,/
Parzę zęby, jak mówią, na dworackiej kaszy;/
Kiedy umarł ojciec, słonimski strukczaszy,/
Więc przyjechałem tutaj w wiosennej cóś porze,/
By gniazdo Dęborogów, dworzec Dęboroże/
Objąć w moje dziedzictwo <slowo_obce>naturali jure<pe><slowo_obce>naturali jure</slowo_obce> (łac.) --- prawem naturalnym; według naturalnego prawa.</pe></slowo_obce>. ---/
Późnym jakoś wieczorem wyszedłem na górę,/
Patrzę na grób rotmistrza, aż przy grobie stoi/
Widmo wzniosłej postaci i w żelaznej zbroi,/
Muska wąsy skrwawione i swą brodę białą,/
Znowu <slowo_obce>redde quod debes</slowo_obce> z jękiem zawołało,/
Zbladłem... serce zamarło... i trwożliwie puka,/
Lecz mówię sam do siebie: to znów czyjaś sztuka!/
A nawet się domyślam.../
<wers_cd>Lat kilka omija,</wers_cd>/
Zapomniałem o strachach --- bo kraśna<pe><slowo_obce>kraśny</slowo_obce> a. <slowo_obce>krasny</slowo_obce> (daw., gw.) --- piękny.</pe> Maryja/
Herbu Łabędź, łowczanka zakroczymskiej ziemi/
Snuła się jako widmo przed oczami memi./
Począłem konkurować --- zezwolili starzy ---/
Szczęśliwym się sukcessem nasz związek kojarzy./
Tu wesele, tu miłość, tam trud gospodarczy,/
Tylu różnym kłopotom ledwie człek wystarczy;/
Nie dziw, proszę aspana, że w tak ważnej dobie/
Wieczyście zapomniałem o rotmistrza grobie./
Lecz oto... w rok po ślubie, w dzień Jana Chrzciciela/
Pan Bóg nową radością mój dom uwesela:/
Bo nam się syn urodził zdrowo i pomyślnie./
Do rozrzewnionej duszy modlitwa się ciśnie,/
Więc wyszedłem w noc letnią pomodlić się Panu/
I znowu słyszę jęki od strony kurhanu,/
I znowu takież widmo, z temże groźnem słowem:/
<slowo_obce>Redde, redde, quod debes!</slowo_obce> --- aż echem grobowem/
Zadrgał las wśród północnej, uroczystej głuszy ---/
Choćby kazano przysiąc na zbawienie duszy,/
To przysięgnę, że głos ten nie z naszego świata ---/
Struchlały padłem na twarz».</strofa>

<naglowek_rozdzial>XXIII</naglowek_rozdzial>






<strofa><wers_cd>«Przyszły starsze lata,</wers_cd>/
Zrazu dobrze się wiodło --- potem źle najczęściej,/
Człowiek jak wół pracuje, a Pan Bóg nie szczęści;/
To mi żona umarła, to grad wybił zboże,/
Straszna nędza poczęła ściskać Dęboroże;/
Dawniej, proszę aspana, człek uczty wydawał/
Dziś na kufel podpiwka i na chleba kawał/
Ledwie starczy staremu --- dajże radę biedzie,/
Ot nic, proszę aspana, ręką się nie wiedzie./
Idzie od śmierci żony jesień siedemnasta,/
<begin id="b1383836567035-1111861923"/><motyw id="m1383836567035-1111861923">Przekleństwo, Własność, Upiór, Dziedzictwo</motyw>Ja stary bezsilnieję --- a tu syn podrasta,/
On młodszy, mógłby kiedyś za pomocą Boga/
Okryć nową świetnością tarczę Dęboroga;/
Ale cóś zły prognostyk od ojca na syna:/
Widmo się ukazywać młodemu poczyna,/
I grozi, że mu wszystkie zamiary rozprzęże ---/
Czy wasze wierzysz w strachy, miłościwy księże?» /
--- «Wierzę --- rzekł definitor --- wierzę całą duszą!/
W waszmościnej fortunie ludzkie łzy być muszą ---/
Gospodarstwo nie idzie, giną urodzaje,/
Widmo jakieś czyscowe zasnąć wam nie daje;/
Może to grzechy przodków --- wiadomo waszeci,/
Za nieprawości ojców pokutują dzieci,/
Może herb Dęborogów w czasie niepamiętnym/
Nieszlachetnego czynu pokalany piętnem»./
--- «Jak to, proszę aspana!!...»/
<wers_cd>--- «Powoli! powoli!</wers_cd>/
Ja jestem ksiądz i starzec, mój wiek nie pozwoli/
Grać ze szlachtą w szablice, --- bić się rzecz człowiecza,/
A kto mieczem wojuje, ten zginie od miecza,/
Tak stoi w Piśmie Świętem --- nie rwij się z zapałem:/
Waszmościnego herbu obmawiać nie chciałem;/
Lecz memu posłannictwu i przyjaźni gwoli/
Pragnę położyć koniec dla waszej niedoli./
Wielkie są skutki złego, choć początek marny».<end id="e1383836567035-1111861923"/>/
Tak mówił definitor --- a uśmiech figlarny/
Przebiegł po jego uściech<pe><slowo_obce>uściech</slowo_obce> (daw.) --- dziś popr. forma Msc.: ustach.</pe>. --- «Nie gniewaj się wasze,/
Że ci sen mój rozpowiem i może nastraszę./
Oto wczora wieczorem, zmówiwszy pacierze,/
Chciałem zasnąć, lecz starca zawsze sen nie bierze,/
Więc począłem rozmyślać... od nudów... tak sobie.../
O domu Dęborogów, o rotmistrza grobie,/
Począłem przypominać, co doszło mej wiedzy,/
Za co on kazał siebie pochować na miedzy,/
Dlaczego mara jego błąka się u drogi?/
Proces, co z Brochwiczami toczą Dęborogi ---/
Wszystko, coś mi powiadał o starej intrydze/
I co ze staroświeckich dokumentów widzę. ---/
Ot, tak mi się te myśli po głowie dziwaczą,/
Że przyśniłem rotmistrza i wojnę kozaczą./
Usnąłem... widzę zastęp na zastęp uderza,/
Dęboróg wiedzie hufce Jana Kazimierza;/
Łamią tabor dnieprowców<pe><slowo_obce>dnieprowcy</slowo_obce> --- tu: Kozacy znad Dniepru.</pe> pancernicy młodzi,/
Których dziad siwobrody chorągwią dowodzi./
Wtem k'niemu Zaporożec mierzy z samopału,/
Wystrzelił --- siwy rotmistrz zachwiał się pomału,/
Podjął kratę od hełmu z wejrzeniem ponurem,/
Z czoła jego krew czarna wytrysnęła sznurem,/
Upadł, ale nie jęknął, jak gdyby był z głazu;/
Lecz walka się usuwa niby w głąb' obrazu,/
Błyska ogień wystrzałów, migają pałasze,/
I widziałem zgon starca --- posłuchaj mię wasze».</strofa>




<naglowek_rozdzial>XXIV.
Sen definitora</naglowek_rozdzial>





<strofa>«Ze wzgórka widać, jak dym się czerni,/
Słychać z daleka strzelbę armatnią,/
A na pagórku bracia pancerni/
Oddają komuś posługę bratnią;/
Kształtem namiotu rozpięli płótno,/
Stanęli kołem i gwarzą smutno./
A pod namiotem, z głową u siodła/
Leży dziad siwy w grubej opończy,/
Kula mu stare czoło przebodła,/
Po białych włosach krew mu się sączy;/
Na piersiach stalna<pe><slowo_obce>stalny</slowo_obce> --- stalowy.</pe> błyszczy się łuska,/
A starzec z dumą po wąsach muska./
A wkoło starca cisz uroczysta,/
Trzech zbrojnej szlachty otacza loże,/
Jeden cóś pisze --- pewno jurysta<pe><slowo_obce>jurysta</slowo_obce> (z łac.) --- prawnik.</pe>,/
Drugi puls maca --- to lekarz może,/
A trzeci skłonił głowę do łona,/
To syn żałośny tego, co kona./
--- »Cóż --- jęknął chory --- mijają chwile,/
A księdza nie ma, ach! ani blisko:/
Jeden bernardyn, a rannych tyle,/
Pewno obchodzi pobojowisko.../
O duszo moja, o duszo biedna!/
Któż cię rozgrzeszy, z Bogiem pojedna?«/
--- »Bredzisz rotmistrzu, ot byle skrucha,/
Bylebyś w sercu nie miał rozpaczy,/
Sam Bóg spowiedzi twojej wysłucha,/
Sam Bóg i grzechy twoje przebaczy;/
Odbyłeś spowiedź tuż przed potrzebą<pe><slowo_obce>potrzeba</slowo_obce> --- daw. bitwa a. wyprawa wojenna.</pe>,/
Umierasz w boju --- toć pewne niebo«. ---/
Tak to jurysta cieszył<pe><slowo_obce>cieszyć</slowo_obce> --- tu: pocieszać.</pe> chorego ---/
Temu rumieńcem zaszła twarz blada,/
Po siwych rzęsach łzy ze krwią biegą,/
Oczy w niebiosach --- snadź<pe><slowo_obce>snadź</slowo_obce> (daw.) --- widocznie, prawdopodobnie.</pe> się spowiada./
Nagle dostojne oblicze zmienia,/
Wyrazem bolu czy przypomnienia,/
I głucho jęknął: »Grzeszyłem dosyć,/
Lecz żal otwiera niebieskie wrota,/
Umiałem ciernie życia przenosić/
Jako ofiarę grzechów żywota,/
Strzegłem jak mogłem grzesznego łona,/
Resztę niech Męka Pańska dokona./
Jeden grzech tylko, grzech to nieświeży,/
Moją śmiertelną godzinę plami,/
Ciężkim kamieniem na sercu leży/
I stawi<pe><slowo_obce>stawić</slowo_obce> --- tu: ukazywać.</pe> piekło tuż przed oczami./
Któż mię rozgrzeszy, kto mi przebaczy?/
Boże mój, Boże! chroń mię rozpaczy./
Zbliżcie się tutaj, dopóki pora,/
Głośno go wyznam, o bracia moi!/
Może skruszona moja pokora/
Gniewne oblicze Boga rozbroi./
Zbliż się mój synu, zważ każde słowo:/
Bo waść nagrodzisz winę ojcową».</strofa>



<sekcja_asterysk/>

<strofa>»Burzliwy byłem w młodości mojej ---/
Jeno przy czarce, jeno we zbroi,/
Niekiedy tylko znużony szałem/
Litewski statut w przemian czytałem:/
Obcą mi była wszelka zabawa,/
Okrom<pe><slowo_obce>okrom</slowo_obce> a. <slowo_obce>krom</slowo_obce> (daw.) --- oprócz.</pe> oręża, kufla i prawa./
Z takich rozrywek --- z naprawy czarta,/
Idzie nieprawość siłą poparta,/
Było to grzechem, lecz w owej chwili/
Temi grzechami wszyscy grzeszyli./
Ksiądz na spowiedzi, a Pan Bóg w duszy/
Wciąż nam szeptali, cośmy powinni,/
Lecz choć się człowiek spowiedzią skruszy,/
Z młodemi laty, z duchem Sarmaty/
Idzie tak samo, jak inni./
Mijały wiosny, mijały lata,/
Szumiał jak wicher wiek mój swawolny,/
Kiedy mój ojciec zeszedł ze świata,/
A ja zostałem ziemianin rolny./
Tutaj zbytkując huczno i gwarnie,/
Nabyłem sobie nielekkiej sławy:/
Nie było psiarni nad moją psiarnię,/
Nie było konia jak mój cisawy;/
Nie było miodu jako mój lipiec,/
Nikt wkoło nie miał takiego wąsa,/
A przy odgłosie rzęsistych skrzypiec/
Nikt tak polotnie w tanku nie pląsa./
A biada temu, kto mi zawczasu/
Nie umknął z drogi --- młodzi czy starzy,/
A trzykroć biada, kto mi do lasu,/
Kto mi do pola wdarć się<pe><slowo_obce>wdarć się</slowo_obce> --- wedrzeć się.</pe> odważy,/
Kto mi wśród tanka parę odbija,/
Albo mi mruknie słówko sromotne;/
Bo wnet, jak zmówić Zdrowaś Maryja,/
Wyzwę na rękę<pe><slowo_obce>wyzwać na rękę</slowo_obce> --- wyzwać na pojedynek (na broń ręczną, szable).</pe> i uszy otnę./
A jak na biedę miałem sąsiada:/
Pan Maciej Brochwicz o mnie nie stoi<pe><slowo_obce>stać o kogoś</slowo_obce> --- dbać o kogoś; zależeć na kimś.</pe>./
On mi, bywało, do lasu wpada,/
On się przymila mojej dziewoi,/
A na pałasze bił się tak świetnie,/
Że mię i nieraz ciężko obetnie./
Wtem weszli Szwedzi --- w wojennej porze/
Któż o prywatnym myśli rankorze<pe><slowo_obce>rankor</slowo_obce> (daw.) --- gniew, zwada.</pe>?/
I my z Brochwiczem, bracia, koledzy,/
Złożyli z serca kłótnię zawziętą:/
Nie pora myśleć o swojej miedzy,/
Kiedy z miedzami ojczyzny kręto./
Rycerska szlachta na konia siada ---/
Ja szedłem walczyć obok sąsiada./
A wojna szwedzka waściom wiadoma,/
Lecz opowiadać nie pora wcale;/
<begin id="b1383857295558-159256729"/><motyw id="m1383857295558-159256729">Kradzież, Ziemia, Szlachcic</motyw>Dość że po wojnie zasiadłem doma,/
A sąsiad jeszcze bije Wandale./
Poczekaj, myślę --- póki przyjedzie,/
Figiel za figiel, panie sąsiedzie!/
Pod ciemną nockę zbieram gromadę,/
W kije i w rydle uzbrajam chłopy,/
I w dziesięć koni na pole jadę,/
Tam gdzie graniczne stały okopy./
Nuż burzyć kopce, przenosić wiechy/
Na grunt sąsiada z pracą, z mozołem,/
Boże mój, Boże! odpuść mi grzechy,/
<begin id="b1383857393174-2097560679"/><motyw id="m1383857393174-2097560679">Kradzież, Prawo, Książka, Pożar, Szlachcic, Chciwość</motyw>Za morg zabrany --- dziesięć odjąłem;/
I nowe kopce (piekielna rada!)/
Tuż się przymknęły pod dwór sąsiada./
Nazajutrz tedy o rannym świcie/
W sto moich pługów ruszyłem żywo,/
Orze się skiba na cudzem życie,/
Krusząc z korzeńmi dojrzałe żniwo, ---/
Kopiec graniczny gdzie indziej stoi,/
Miedzę i zboże zorali chłopi,/
Już ani znaku dawniejszej Troi,/
Starej granicy nikt nie wytropi./
<end id="e1383857295558-159256729"/>Lecz myślę sobie: zabrałem jawnie,/
Tylu jest świadków, wszystko widocznie,/
Jakże zabory moje uprawnię,/
Kiedy mnie sąsiad pozywać pocznie?/
Począłem dumać, sprawą szatana/
Znowu mi przyszła myśl niespodziana./
<begin id="b1383857461657-640482813"/><motyw id="m1383857461657-640482813">Szlachcic, Słowo</motyw>Sąsiad miał lamus w środku zagrody,/
Co prapradziadów pamiętał jeszcze,/
Ściany ciosane z dębowej kłody,/
Drzwi kute blachą, zamki jak kleszcze,/
Miał postać baszty pięknego gmachu,/
Chorągiew z herbem skrzypi na dachu./
W takich lamusach w wojennej chwili/
Przodkowie nasi skarby swe kryli./
Sąsiad mój sobie szlachcic biedota/
Pereł, brylantów nie miał i sztuki;/
Lecz miał papiery droższe od złota,/
Pamiątka dziadów, spadek na wnuki. ---/
A waszmość wiecie, --- takiego plika/
Szlachcic pilnuje jak serca w łonie:/
Tu się szlachecka pewność zamyka,/
Że jesteś dziecic na tym zagonie;/
Tu pargaminy odwiecznej daty,/
W nich bezpieczeństwo dla twojej głowy,/
Że byli szlachtą twe antenaty,/
Że nosisz prawnie klejnot herbowy./
Zniszczyć papiery --- to znaczy może/
Zniszczyć na mieniu i na honorze./
<end id="e1383857461657-640482813"/>A ja w szaleństwie... i z jakiem czołem/
Ja się na świętą własność targnąłem!/
Gdybyż to w zwadzie albo rozterce,/
I po rycersku zbrojno, otwarcie.../
Ale to spodlić szlacheckie serce,/
Podłych włóczęgów użyć na wsparcie!/
Bo oto w nocy z mojej namowy/
Szedł tam z krzesiwem żebrak odarty,/
Podpalił głównią lamus dębowy,/
I poszły z ogniem odwieczne karty./
<wers_wciety typ="1">Ja stałem w oknie --- noc była czarna,</wers_wciety>/
I z niepokojem patrzę k'tej stronie/
Oto buchnęła łuna pożarna,/
Pewno graniczny dokument spłonie,/
Uprawnię tedy mój zabór cały.../
Sumienie jękło... padłem omdlały./
<wers_wciety typ="1"><end id="e1383857393174-2097560679"/><begin id="b1383857541866-3976859863"/><motyw id="m1383857541866-3976859863">Kradzież, Sąd, Prawo, Sprawiedliwość, Krzywda, Szlachcic, Ziemia, Duma, Walka</motyw>Powraca sąsiad --- załamał ręce</wers_wciety>/
I mnie obwinia sprawcą pożogi;/
Ale ja pewny, że się wykręcę,/
Hardo stawiłem bezczelne rogi./
Kopce zniesione, ślad jeszcze świeży,/
Lecz jakże dowieść nocnej kradzieży?/
Jednak zapozwał przed trybunałem,/
Żem sprawca gwałtu i konflagnaty:/
Ale ja w sądzie sprawę wygrałem ---/
On bez dowodów, a ja bogaty;/
Kopce granicą z obojej strony,/
Więc cały zabór mnie przysądzony./
Czułem zgryzoty w sercu i w głowie./
Alem sumienie skałą zawalił ---/
Powrócić krzywdę --- toć każdy powie,/
Żem zabrał grunta i lamus spalił;/
A on bez chleba, z proga do proga/
Pełzał po sędziach dziesięć lat prawie,/
W końcu zdał pomstę na Pana Boga,/
I tak mi uszło moje bezprawie<end id="e1383857541866-3976859863"/>«.</strofa>



<sekcja_asterysk/>

<strofa>«Tak stary rotmistrz prawił swe dzieła ---/
Głos jego słaby zamrze niedługo;/
Krew mu obficiej z czoła trysnęła,/
Płynie po zbroi czerwoną strugą,/
Płynie po wąsach i usta klei,/
Trup --- tylko w oczach iskra nadziei./
<begin id="b1383857875720-2693397283"/><motyw id="m1383857875720-2693397283">Testament, Ojciec, Syn, Ziemia, Dziedzictwo, Krzywda</motyw>Tchnął --- żyje jeszcze, natęża płuca,/
Chce jeszcze mówić, co duszy boli,/
Ale już słabo, cicho, powoli,/
Słówko po słówku ledwie wyrzuca:/
--- »Synu! to moja spowiedź --- ty napraw'<pe><slowo_obce>napraw'</slowo_obce> --- daw. apostrofem oznaczano miękkie w (co ujawnia się w odmianie: naprawiał), a zarazem miejsce po zaniku prasłowiańskiej półsamogłoski, jeru miękkiego.</pe> me grzechy,/
A wy bracia nade mną miłosierdzia proście,/
Umieram bez kapłańskiej kościelnej pociechy.../
Na święconych mogiłkach nie spoczną me koście<pe><slowo_obce>koście</slowo_obce> --- dziś popr. M.lm: kości.</pe>;/
Synu, wieź je do domu --- chcesz ulżyć mej duszy,/
To je pogrzeb'<pe><slowo_obce>pogrzeb'</slowo_obce> ---  daw. apostrofem oznaczano miękkie b (co ujawnia się w odmianie: pogrzebiemy), a zarazem miejsce po zaniku prasłowiańskiej półsamogłoski, jeru miękkiego.</pe> pod lasem, na polu, przy gruszy,/
Tam były stare kopce granicy sąsiada/
Dziesięć morgów na prawo --- to grunt, co zabrałem,/
Oddaj je Brochwiczowi --- i biada ci, biada,/
Jeśli nie tak postąpisz z rodzicielskiem ciałem!/
Zburzyłem stare kopce, niechże grób mój przęcię/
Będzie kopcem granicznym zobopolnej miedzy ---/
A gdy gruntów sąsiada nie odda me dziecię,/
Wnet wyrodka do sądu pozwijcie, koledzy;/
Rozpowiedzcie rzecz całą ojcowskiemi słowy,/
A ja go sam oskarżę przed sądem Jehowy./
Synu, oddaj grunt cudzy, zaklinam na życie,/
Grób mój... kopiec graniczny... pod gruszką... słyszycie«./
Rzekł, uderzył się w piersi i opuścił szyję,/
Krew się przestała sączyć... rotmistrz już nie żyje./
<end id="e1383857875720-2693397283"/>Poklękli nad umarłym uzbrojeni męże,/
A jam się, modląc, ocknął».</strofa>




<naglowek_rozdzial>XXV</naglowek_rozdzial>





<strofa><wers_cd>--- «Bałamucisz, księże!</wers_cd>/
Ja poznałem od razu --- to nie było we śnie;/
Lecz śpiewasz nowym tonem staroświecką pieśnię:/
Abym powrócił grunta Brochwiczowej wdowie,/
Choć je z kilku pokoleń dzierzę urzędowie<pe><slowo_obce>urzędowie</slowo_obce> --- urzędownie, zgodnie z prawem.</pe>,/
Chociaż --- proszę aspana --- rzecz jasna jak złoto»./
--- «Nie sroż się, panie Pawle, tu nie idzie o to,/
Czy to sen marny --- albo rzeczywista jawa,/
Czy grunt dzierżysz bezprawnie albo wedle prawa;/
Ale kapłan cię pyta o sumienne słowo,/
Jak kochasz twe zbawienie i tarczę herbową,/
Jakeś ojciec, jak szlachcic, jak potomek wierny/
Walecznego rotmistrza chorągwi pancernej ---/
Powiedz mi --- boś się nigdy kłamstwami nie zmazał ---/
Czy ów syn zwrócił grunta, jak mu ojciec kazał?/
I czy tam, gdzie kazano, pogrzebał ojca kości?»/
--- «Jużci... proszę aspana, w tem nie masz pewności.../
Ów syn... pan Piotr Dęboróg... a mój pradziad prosto,/
Był za Jana Trzeciego rzeczyckim starostą/
I człekiem wielce skąpym --- pokój jego duszy:/
Więc może zamiast ojca pochować przy gruszy,/
Pochował go za rzeczką dziesięć morgów dalej,/
Tam, kędy <slowo_obce>violenter</slowo_obce><pe><slowo_obce>violenter</slowo_obce> (łac.) --- przemocą.</pe> kopce usypali ---/
A tak uprawnił zabór --- trudno dociec z dzieła,/
Gdzie wtedy gruszka rosła, jak rzeczka płynęła./
Kto to wie --- w ciągu wieków wszak przemiana bywa./
<begin id="b1383858146169-3592146224"/><motyw id="m1383858146169-3592146224">Prawo, Sąd, Szlachcic, Obyczaje, Ziemia</motyw>Lecz tylko poświadczają domowe archiwa,/
Że syn Piotra, Mateusz piwniczy nadworny,/
Miał proces z Brochwiczami o poletek sporny»./
«I cóż, wygrał, czy przegrał?» --- definitor spyta./
«Ani wygrał, ni przegrał --- forsował i kwita./
Bo to, proszę aspana, jest sztuka w palestrze,/
Że jak sprawę zahaczą w taktowym regestrze,/
Można tworzyć przeszkody wciąż nowe i nowe,/
Komportacje papierów, badania miejscowe;/
Czas idzie jakoś prędko, a proces pomału/
Od sądów podkomorskich do spraw trybunału./
Kiedy mądry obrońca umiejętnie zwleka,/
Niełacno się pan Brochwicz dekretu doczeka,/
Niełacno się w Temidy dokołatać wrota./
Dęboróg miał pieniądze --- a Brochwicz hołota<pe><slowo_obce>hołota</slowo_obce> --- gołota, biedak.</pe> ---/
Pan Mateusz wziął górę. Za pamięci naszej/
Tymoteusz Dęboróg, słonimski strukczaszy,/
Jego syn, a mój ojciec --- jako ślad znachodzę<pe><slowo_obce>znachodzić</slowo_obce> --- znajdować.</pe>,/
Chciał załatwić rozterki<pe><slowo_obce>rozterki</slowo_obce> --- tu: nieporozumienia, sprzeczne zdania a. interesy.</pe> w polubownej drodze;/
Lecz potem się rozmyślił --- obliczył z chudobą,/
Nikt się nie dopomina, dawność miał za sobą,/
A grunta tak wybornie zarodziły latem,/
Że zostawił przy sobie ich <slowo_obce>haereditatem</slowo_obce><pe><slowo_obce>haereditatem</slowo_obce> (łac.) --- przez zasiedzenie.</pe>./
<end id="e1383858146169-3592146224"/>A jam po ojcu objął całe Dęboroże»./
«Wielkie --- rzekł definitor --- miłosierdzie Boże!/
Pociesz się, panie Pawle, twa dola szczęśliwa,/
<begin id="b1383858431105-866037450"/><motyw id="m1383858431105-866037450">Szlachcic, Ziemia, Sprawiedliwość, Honor, Obowiązek</motyw>Wielkich rzeczy dopełnić Bóg cię powoływa<pe><slowo_obce>powoływa</slowo_obce> --- dziś: powołuje.</pe>./
Co ciężko praojcowie przed Panem zgrzeszyli,/
Zbrodnię czterech pokoleń zmazać w jednej chwili,/
Rozbroić chmurę gniewu Pańskiego nad domem,/
Co gotowa wybuchnąć piorunem i gromem,/
Ulżyć własnemu sercu, odrzuciwszy z dala/
Kamień grzechu i zgryzot, coć piersi przywala ---/
Obaczysz... w twojej duszy jaka będzie zmiana,/
Gdy wrócisz cudze grunta»./
<wers_cd>--- «Ot, proszę aspana.</wers_cd>/
Któż powiedział, że z taką wystąpię szczodrotą?/
Wszak wdowa po Brochwiczu nie prosi mię o to/
I co powie, mospanie, cnych przodków oblicze,/
Po których Dęboroże ojczyste dziedziczę,/
Żem uszczuplił odwieczną praojców sadzibę/
Choćby o jeden zagon? choć o jedną skibę?...»<end id="e1383858431105-866037450"/></strofa>


<naglowek_rozdzial>XXVI</naglowek_rozdzial>




<strofa>Tu definitor powstał jak w stanowczej dobie/
I ojca po bratersku wziął za ręce obie,/
W jego ustach był uśmiech błagalny i słodki./
--- «Ej, wara, panie Pawle, wspominać twe przodki!/
Bo czy waszmość masz serce, czy masz wasze głowę/
Skazywać twoich przodków na męki czyscowe?/
Widziałeś cień rotmistrza, co cierpi tak srodze,/
Czy myślisz, że on dotąd na zbawiennej drodze?/
Nie pomogły mu cnoty, ni dzielna odwaga,/
Ot! błąka się po nocach i potomków błaga,/
Aby zwrócili własność sierocie i wdowie,/
Co niesłusznie przywłaszczył --- czyż dalsi przodkowie/
I całe pokolenie parenteli<pe><slowo_obce>parentela</slowo_obce> --- rodzina i krewni.</pe> waszej,/
Pan starosta rzeczycki, piwniczy, strukczaszy,/
Sprawę przed Panem Bogiem wygrali przemocą?/
Czy tam nie pokutują za krzywdę sierocą?/
Czy myślisz, panie Pawle, że zbiór ich katuszy/
Nie spadnie na rachunek waszmościnej duszy?/
Syn, wnuk i chrześcijanin, szlachcic jak należy/
Czyż tobie użytkować z owoców łupieży?/
Czy to po chrześcijańsku, pytam, czy to pięknie?» /
--- «Dosyć... proszę aspana... bo serce rozmięknie» ---/
Rzekł ojciec, bo go mowa zwyciężyła taka/
I ucierał łzy bujne rękawem kubraka ---/
<begin id="b1383858737042-1808726338"/><motyw id="m1383858737042-1808726338">Sprawiedliwość, Ziemia, Szlachcic, Własność, Honor, Korzyść, Dziedzictwo</motyw>Zamyślił się i dodał: «Prawda, prawda święta,/
Lecz są ważne przeszkody, są impedimenta<pe><slowo_obce>impedimenta</slowo_obce> (z łac.) --- przeszkody.</pe>:/
<slowo_obce>Pro primo<pe><slowo_obce>pro primo</slowo_obce> (łac.) --- po pierwsze.</pe></slowo_obce> trzeba wyznać i powrócić jawnie/
Co ojciec, dziad i pradziad trzymali nieprawnie,/
I za grzechy pradziadów mnie świecić oczyma;/
<slowo_obce>Secundo</slowo_obce><pe><slowo_obce>secundo</slowo_obce> (łac.) --- po drugie.</pe> starych kopców i śladu już nié ma,/
Cudze mogę powrócić, ale swego szkoda:/
Oddaj kurowi grzędę, to zechce ogroda./
Po trzecie... grób rotmistrza... święte przodków kości/
Czyż zostawić na gruncie obcych posiadłości?/
Potem... proszę aspana... w szlacheckiej chudobie/
Dziesięć morgów nie żarty --- pomyśl tylko sobie;/
Toż i tak Dęboroże już nas nie przeżywi./
Na taką szczodrobliwość i mój syn się skrzywi:/
Bo on po mnie dziedziczy --- a z czego żyć będzie?»/
--- «Gdzie rzecz o cudzą własność, nic nie masz na względzie;/
(Zawołał definitor ze świętą powagą)/
Bóg dobry --- i nikogo nie opuścił nago:/
A zresztą choćby żebrzeć przy kościelnej wieży,/
Jednak <slowo_obce>redde quod debes</slowo_obce>, oddaj co należy!/
Ale nie pójdziesz z torbą, już moja w tem rada./
Jest sposób i powrócić grunta do sąsiada,/
I honor twoich przodków ocalić najściślej,/
Że grabieży i zwrotu nikt się nie domyśli,/
I syna zaspokoić zręcznie a korzystnie,/
Że na oddanie gruntów i słówka nie piśnie./
Słowem --- przebłagasz nieba, a dom twój widocznie/
Zubożon krzywdą ludzką podnosić się pocznie;/
Otrzymasz przebaczenie za twe antenaty,/
Zysk w niebie, a na ziemi --- ani na grosz straty».<end id="e1383858737042-1808726338"/></strofa>




<naglowek_rozdzial>XXVII</naglowek_rozdzial>





<strofa>--- «Jakiż to dziwny sposób --- ot, proszę aspana?/
Oto ręka szlachecka, niczem nieskalana,/
Oto <slowo_obce>nobile verbum</slowo_obce><pe><slowo_obce>nobile verbum</slowo_obce> (łac.) --- słowo szlachcica.</pe>, słowa nie zmitrężę<pe><slowo_obce>zmitrężyć</slowo_obce> --- stracić, zmarnować; tu: nie dotrzymać.</pe>,/
Daj tylko dobrą radę, miłościwy księże,/
A na wszystko przystanę! --- Niech odetchnie stary./
Te zgryzoty sumienia, te widma i mary,/
Co dawniej mię dręczyły, a dziś mego syna,/
Ta domu Dęborogów widzialna ruina ---/
Och! to mi rani serce okropniej od noża./
Poradź mi!!»/
<wers_cd><begin id="b1383859096411-1068512536"/><motyw id="m1383859096411-1068512536">Młodość, Starość, Rozum, Serce</motyw>--- «Niechaj przyszły dziedzic Dęboroża,</wers_cd>/
A godny syn waszmości, za mnie już dogada,/
Czy chce wojny, czy zgody z rodziną sąsiada?/
Jeżeli jest za zgodą, to niechże obwieści,/
Jak ją spełnić bez ujmy rodowitej cześci<pe><slowo_obce>cześci</slowo_obce> --- dziś forma D.lp: czci.</pe>,/
Wedle Boga, sumienia i słuszności całej,/
Aby się dusze przodków w Panu radowały»./
--- «Jak to zrobić? --- rzekł ojciec --- nie widzę dokładnie,/
Gdy ja zgadnąć nie mogę --- to jakże syn zgadnie?/
Wszak starość przed młodością rozumem się szczyci./
Tak trzymali pobożni księża jezuici./
Przy trockim wojewodzie niech no się odważy/
Młodzieniaszek mieć więcej rozumu co starzy!...»./
--- «O! --- rzecze definitor --- i ja przy tem stoję,/
Starość ma swoje prawa, a młodość ma swoje./
My starzy mamy rozum z doświadczeń i biedy,/
A oni sercem widzą --- i jaśniej niekiedy;/
A więc gdy nasze mądre nie wiodą się plany,/
Posłuchajmy serc młodych --- tam skarb nieprzebrany! ---<end id="e1383859096411-1068512536"/>/
No! śmiało, panie Janie, nie próżno cię dręczę,/
W rozterkach z Brochwiczami daj radę, młodzieńcze:/
Podsłuchałem w gorączce twe marzenia chore/
I dobrze jestem świadom, gdzie twe serce gore./
Wszakże miłość cnotliwa żadnym nie jest grzechem»./
<wers_wciety typ="1">Tak mówił definitor z łagodnym uśmiechem,</wers_wciety>/
Przywodząc mię za rękę do ojcowskiej ławy,/
A jam blednął i kraśniał, i drżałem z obawy,/
Srożej niźli przed owem rotmistrza widziadłem;/
Wreszcie jak bezprzytomny na kolana padłem./
«Ojcze! --- rzekłem nieśmiało jak młode pacholę ---/
Przebacz, że bez twej wiedzy dałem sercu wolę:/
Kocham córkę Brochwicza --- bo chodząc na łowy,/
Częstom odwiedzał dworek sieroty i wdowy./
Zawsze mię przyjmowały z uprzejmą słodyczą;/
One ród nasz szanują i dobrze nam życzą,/
Nie pamiętają krzywdy, co nasi przodkowie...»/
--- «Ależ, proszę aspana --- co aspanu w głowie?/
(Przerwał mi ojciec mowę z uśmiechem, lecz srogo)/
Zdaje się, taki sensat<pe><slowo_obce>sensat</slowo_obce> (daw., z łac.) --- człowiek rozumny (por. <slowo_obce>sens</slowo_obce>).</pe>... pokochał... i kogo?.../
Córkę tych, co od wieków... co może lat dwieście.../
Byli nieprzyjaciółmi... ej, sidła niewieście!!/
Oplątać mi młodzieńca, w którym ród nasz tleje<pe><slowo_obce>tleje</slowo_obce> --- tli się.</pe>/
I herbu Dęboroga jedyne nadzieje.../
Bratać się z Brochwiczami!... o! nie! żart na stronę:/
Musisz puścić <slowo_obce>per non sunt<pe><slowo_obce>per non sunt</slowo_obce> (łac.) --- jako niebyłe.</pe></slowo_obce> zapały szalone». /
--- «Nie, mój ojcze --- odpowiem z błagalnym wyrazem ---/
Już nie wydrzeć ich z serca, chyba z sercem razem:/
Dałem słowo --- i żadną nie zhańbię się zmianą./
Ja pierwszy pokochałem... i... mnie pokochano:/
Święte uczucie serca --- to nie mary senne,/
A miłość nasza czysta jak niebo wiosenne». /
--- «No! zręcznieć ułowiono! --- to zuch jakaś dziewa;/
Ależ, proszę aspana --- przysłowie opiewa,/
Że dopóki dwóch rodów, póki starczy świata,/
Nigdy się z Brochwiczami Dęboróg nie zbrata ---/
Co tu począć z przysłowiem?» /
<wers_cd>--- «Cóż to! czy my dzieci? ---</wers_cd>/
Zawołał definitor --- ktoś dwa słowa skleci,/
To dla tego zapomnieć przykazania Boga!/
Cóż to? związek z Brochwiczem skrzywdzi Dęboroga?/
Oba rody szlacheckie przez pokoleń wiele,/
(Tylko oni skrzywdzeni, a wy krzywdziciele),/
W obu domach mieszkańcy poczciwi, choć prości./
Nikt tam nie stawił sideł na syna waszmości,/
A wdowa po Brochwiczu, gdy się dowiedziała,/
Że serce dwojga młodych wzajemnością pała,/
Jak niewiasta szlachecka i wielce pobożna,/
Dała uczuć swej córce, że odtąd nie można/
Ani widzieć kochanka, ni się pismem znosić<pe><slowo_obce>znosić</slowo_obce> (daw.) --- porozumiewać się.</pe>,/
Chyba przyjdzie Dęboróg sam o rękę prosić/
Dla swego jedynaka --- i cóż waszmość na to?/
Grzechy kończą się karą, a cnota zapłatą./
Pamiętaj, panie Pawle, że kara łupieży,/
Że grzech kilku pokoleń na twej głowie leży,/
Że dom wasz podupada --- i niech Bóg zachowa,/
Ostatnia jego gałąź zawiędnąć gotowa,/
Młode serce jak ogień, paląc się, wyniszcza ---/
Miłyż ci będzie widok domowego zgliszcza?/
Po niem błąka się widmo i przemawia do cię:/
<slowo_obce>Redde! redde quod debes!</slowo_obce> --- wróć krzywdę sierocie!»/
Ojciec zalał się łzami, --- za rękę go chwyta:/
--- «Błogosławionyś, księże, jakby jezuita!/
Nawet, proszę aspana, trocki wojewoda/
Przyznałby, że masz słuszność --- a zgoda już! zgoda!/
Niech się młodzi kojarzą, ja sam tego życzę,/
Niech się z Dęborogami zbratają Brochwicze»./
To mówiąc, ojciec powstał rzeźwy i ochoczy;/
Ucałował mię w czoło i w usta, i w oczy,/
Modlił się, gdym uściskał rodzicielskie nogi:/
--- «Boże! coś miał w opiece stare Dęborogi,/
Błogosław moje dziecię w jego losu zmianie,/
Niech szczęsnym i cnotliwym na zawsze zostanie,/
Niech będzie godnym swego herbu i nazwiska». /
Potem definitora serdecznie uściska./
Popłakali się rzewnie starcowie weseli/
I miodem z czasów szwedzkich tę sprawę zaleli.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XXVIII</naglowek_rozdzial>





<strofa>Tak się skończyła sprawa tajemnicza:/
Ojciec pojechał do dworku Brochwicza,/
Polubił Zosię i jej matkę starą,/
Złożył mój affekt --- a serca ofiarą/
Nie pogardzono --- tak w jednym obchodzie./
I młodym sercom, i rodowej zgodzie,/
I cieniom przodków spełniło się zadość, ---/
Było wesele, miód, wino i radość;/
I sporne grunta, zarośle i pasze/
Zlały się w jedno jak dwa domy nasze./
Młodzi się sercem bez przeszkody dzielą,
A starzy szczęściem młodych się weselą,
Mówią pacierze lub grają w drużbarta;
A kiedy ojcu poszczęści się karta,
Popija miodek i z ogniem nie lada
O wojewodzie trockim rozpowiada.
<begin id="b1383859566856-1643463303"/><motyw id="m1383859566856-1643463303">Ksiądz</motyw><wers_wciety typ="1">A gdy już sporna zaorana miedza,</wers_wciety>/
Ksiądz definitor rzadko nas odwiedza;/
Choć go błagamy, raz, drugi i trzeci,/
Aby zamieszkał u nas jak u dzieci;/
Ale ze starcem sprawa nie tak łatwa,/
Mówi: że cała społeczność mu dziatwa,/
W niejednej wiosce i w niejednym dworze/
Są nieszczęśliwi --- a któż im pomoże?/
Tam sąsiad cierpi niechęć do sąsiada,/
Tam któś w rozpaczy na duchu upada,/
Tam pełno starych i chorych Łazarzy,/
Któż ich nawiedzi, kto ziółek nawarzy?/
A tam już może puka kto we wrota/
O pokarm ciała lub o Chleb Żywota./
Ksiądz wszędzie czuwa, zasila i strzeże,/
Bronuje pole i mówi pacierze.<end id="e1383859566856-1643463303"/></strofa>




<naglowek_rozdzial>XXIX</naglowek_rozdzial>





<strofa>Żyjąc w miłości i bojaźni bożej,/
Widmo rotmistrza nigdy nas nie trwoży./
Gdzie stała jego mogiła wśród pola,/
Dzisiaj kaplica z modrzewiu i sosny;/
Tam gdy domowa dola lub niedola,/
Idziem się modlić --- a Pan Bóg litośny,/
Czy głód, czy wojna, czy grad, czy posucha,/
Zawsze gorącej modlitwy wysłucha,/
Albo odwróci, gdzie groziła szkoda,/
Lub serce wzmocni i otuchy doda.</strofa>




<naglowek_rozdzial>Epilogos do drugiego wydania</naglowek_rozdzial>





<strofa>Kiedym przed dwoma laty (toć niedawne czasy)/
Oddawał <tytul_dziela>Dęboroga</tytul_dziela> pod drukarskie prasy,/
Nie tuszyłem<pe><slowo_obce>tuszyć</slowo_obce> (daw.) --- mieć nadzieję; por. <slowo_obce>otucha</slowo_obce>.</pe>, że pismu poszczęści się w świecie,/
Że je tak dobrem sercem łaskawie przyjmiecie./
Dziś, kiedy rozrzewniony jak na dłoni baczę<pe><slowo_obce>baczyć</slowo_obce> --- uważać; tu: widzieć.</pe>,/
Że warto dla was śpiewać, litewscy słuchacze!/
Że można choć niekształtnie złożonemi rymy<pe><slowo_obce>rymy</slowo_obce> --- dziś popr. forma N.lm: rymami.</pe>/
Zagrać na waszych sercach, kreśląc kraj rodzimy, ---/
Rumieniec zawstydzenia do twarzy mi bije,/
Żem tak mało ulepszył drugą edycyję./
Może przynajmniej z łaski posłuchać zechcecie,/
Co się z Dęborogami stało przez dwulecie./
<wers_wciety typ="1">Stary Dęboróg umarł ku powszechnej szkodzie,</wers_wciety>/
Gwarząc jakąś powiastkę o trockim wojwodzie;/
Ale, proszę aspana, jako człowiek święty,/
Oczyszczony pokutą, wzmocnion sakramenty, /
Gdzieś na łonie swych przodków, wśród herbownej rzeszy,/
Ze trockim wojewodą pospołu się cieszy:/
Bo tam już stary Brochwicz, niegdyś wódz pancerny,/
Wymodlił mu w niebiesiech dekret miłosierny,/
I oba z wyżyn patrząc na litewską stronę/
Błogosławią swych herbów tarcze skojarzone./
Dąb, godło Dęborogów, jest ozdobą lasa,/
Jeleń w herbie Brochwicza posuwisto hasa,/
I trojga małych wnuków nowe pokolenie/
Rośnie krzepkie jak dęby, zwinne jak jelenie./
<wers_wciety typ="1"><begin id="b1383859830274-2007093633"/><motyw id="m1383859830274-2007093633">Szlachcic, Chłop, Pozycja społeczna, Przemiana, Historia, Sprawiedliwość</motyw>Lecz może pamiętacie, że Dęboróg stary</wers_wciety>/
Miał swoje uprzedzenia, miał dawne przywary;/
Na przykład, wierzył mocno w katechizm jedyny:/
Że szlachcic stworzon z inszej, a chłop z inszej gliny./
Przebaczmy starej głowie --- przebaczmy tem szczerzéj,/
Że dziś po jego śmierci nikt temu nie wierzy:/
Szlachta na całej Litwie jest bracią swej włości,/
Ochrania ją od głodu, od zimna srogości;/
W wioskach, słyszę, dostatek, wyplenione chwasty,/
Zakwitnął bujnem kwieciem nasz wiek dziewiętnasty;/
<begin id="b1383860247197-2492565516"/><motyw id="m1383860247197-2492565516">Ksiądz, Pobożność, Miłosierdzie</motyw>Obruszać się na szlachtę nie miałby sposobu/
Nawet ksiądz definitor, gdyby powstał z grobu./
<wers_wciety typ="1">Och! bo już upłynęła druga wiosna pono,</wers_wciety>/
Jak grób jego porasta darniną zieloną. /
Młodzi Dęborogowie i naród z daleka/
Odwiedzają mogiłę świętego człowieka;/
O nim serdeczna pamięć łzy im sączy z oka;/
A jego miłość bratnia i wiara głęboka,/
A przykład jego cnoty nie zaginął marnie:/
Bo długo jeszcze będzie umacniać owczarnię./
Była to w swoje czasy postać nader rzadka;/
Lecz dzisiaj Kościół święty, prawowiernych matka,/
Liczy garstkę pasterzów sporą a przykładną,/
Co własne swoje dusze za owczarnię kładną,/
Co pracują na polu, znoją się w kościele,/
Dzielą ze smutnym smutek, z wesołym wesele,/
Z ubogim chleb powszedni, a z każdym chleb ducha,/
A lud boży przykładnie ich nauki słucha,/
Z ich serca jak ze źródła czerpiąc dobre wzory/
Dostojnego ubóstwa i świętej pokory.<end id="e1383860247197-2492565516"/>/
<wers_wciety typ="1">Grób po grobie pochłania czyjeś stare kości.</wers_wciety>/
Zapadaj, dawny wieku, na łono przeszłości;/
Ty zasię strojna w barwę różową, tęczową,/
Młoda jutrznio postępu, świtaj nam nad głową!/
A gdy już twoje słońce u południa stanie/
I oświeci grobowej ciemności otchłanie,/
Gdy promienni twem światłem zajrzym ku podziemi, ---/
Niechaj się nie zawstydzim przed ojcy naszemi./
Bo biada naszej głowie i twym blaskom biada,/
Jeśli stanie przed nami postać prapradziada,/
I głosem uroczystym zagrobowej mary/
Rzecze: «<slowo_obce>Redde quod debes<pe><slowo_obce>redde quod debes</slowo_obce> (łac.) --- oddaj, coś winny.</pe></slowo_obce>, płaćcie dług wasz stary!.../
Spuściliśmy prostacy naszą piękną stronę/
Na wasze ręce silne, na głowy uczone, ---/
Od zgonu waszych przodków do dzisiejszej chwili,/
Obliczcie, coście wzięli, coście przymnożyli./
Musi być w wasze czasy, które postęp budzi,/
I więcej kwiatów w polu, i cnót w sercach ludzi;/
Lubiliśmy procesa i pieniacze matnie,/
U was pewnie zakwitło miłowanie bratnie;/
Równych synów ludzkości odkupionych z krzyża/
U was pycha herbowna pewnie nie poniża;/
Porzuciliście puchar, co ku złemu kusi;/
Z trzeźwych piersi modlitwa gorętszą być musi;/
A jako <wyroznienie>Bóg</wyroznienie> nagradza cnotę zasłużoną,/
Toć i wasze niebiosa błękitniejsze pono...»./
<wers_wciety typ="1"><begin id="b1383860074525-2919492004"/><motyw id="m1383860074525-2919492004">Poeta</motyw>Och! boleśno posłyszeć taki głos z mogiły:</wers_wciety>/
Jeszcze nasze zasiewy kłosów nie puściły,/
A choć zda się dokoła zielone przestworza,/
Po trawce nie rozeznać kąkolu od zboża.<end id="e1383859830274-2007093633"/>/
A pieśniarz, co gotuje piosenkę do żniwa,/
Przebaczcie, że niepewnym tonem pobrząkiwa:/
Bo nie zgadnie, do jakiej nastroić się nuty,/
Czy tworzyć pieśń wesela, czy żalu wyrzuty.<end id="e1383860074525-2919492004"/></strofa>




<nota><akap>7 maja 1855</akap></nota>


</liryka_l></utwor>