<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/syrokomla-stare-wrota/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Syrokomla, Władysław</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Stare wrota</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Romantyzm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Liryka</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Poemat</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Utwór powstał w ramach konkursu "Współpraca w dziedzinie dyplomacji publicznej 2013", realizowanego za pośrednictwem MSZ RP w roku 2013. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu, pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie "Współpraca w dziedzinie dyplomacji publicznej 2013". Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może byc utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/syrokomla-stare-wrota</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://www.dbc.wroc.pl/Content/8700/57551_t2.djvu</dc:source.URL>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Władysław Syrokomla, Stare wrota. Poemat, nakł. Maurycego Orgelbranda, Wilno 1857.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Władysław Syrokomla zm. 1862</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1933</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2013-11-22</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/media/dynamic/cover/image/2707.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">the bird and the moon week, Luz Adriana Villa A.@Flickr, CC BY 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/2707</dc:relation.coverImage.source>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/syrokomla-stare-wrota.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0966-6</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/syrokomla-stare-wrota.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1931-3</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/syrokomla-stare-wrota.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2886-5</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/syrokomla-stare-wrota.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3962-5</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/syrokomla-stare-wrota.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5048-4</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<category.thema>1DTF</category.thema>
    <category.thema>3MN</category.thema>
    <category.thema.main>DC.WL-P</category.thema.main>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF><opowiadanie>
<abstrakt>
<akap><tytul_dziela>Stare wrota</tytul_dziela> to utwór Władysława Syrokomli z 1856 roku. Jego akcja rozgrywa się na początku XVI wieku.</akap>


 
<akap>W Polsce panuje Zygmunt III Waza, a jego nadwornym kaznodzieją jest Piotr Skarga, jezuita. Woźnicą kapłana jest Litwin, Szeliga, bardzo ubogi, ale dobry człowiek. Wreszcie Litwin wraca w swoje rodzinne strony, kształci syna w jezuickich szkołach, dobrze mu się wiedzie, ale brakuje mu księdza Skargi. Po latach kaznodzieja odnajduje swojego dawnego woźnicę i pomaga mu, zwłaszcza w decyzjach dotyczących dalszych losów syna.</akap>


 
<akap>Władysław Syrokomla to pisarz i tłumacz żyjący i tworzący w XIX wieku, związany z ówczesną Litwą. Znany przede wszystkim jako autor gawęd chłopskich, szlacheckich, historycznych. Syrokomla pochodził z ubogiej rodziny szlacheckiej i często w swoich utworach ukazywał ten stan, nie szczędząc irocznicznych komentarzy na temat bliskiej mu rzeczywistości.</akap>


 </abstrakt>
<autor_utworu>Władysław Syrokomla</autor_utworu>
<nazwa_utworu>Stare wrota</nazwa_utworu>

<nota_red>
<akap>Uwspółcześnienia. Zachowano é tzw. pochylone oraz daw. formy fleksyjne (np. czem, tęskliwem okiem itp.; fundamenta itp.), a także charakterystyczne dla języka barokowego podwojenie spółgłosek: dyssydent, hussaria. Uwspółcześniono pisownię w zakresie: 1.) ubezdźwięcznień, np. zkąd -> skąd; 2.) zapisu łącznego/rozdzielnego, np. nielada -> nie lada, nie wdajem -> nie wdajem, niemożna -> nie można itp.; 3.) stosowania wielkiej/małej litery, np. Ołtarze -> ołtarze, Konfesjonale -> konfesjonale itp.; 4.) pisownię joty (z uwzględnieniem rytmu wiersza), np. aryana -> aryjana; 5.) ortografii: puhar -> puchar; zapruszy -> zaprószy; dwónastą -> dwunastą, stóletni -> stuletni, rószczkę -> różdżkę; dzwonicę -> dzwonnicę; imie -> imię, ramie -> ramię; przecięż -> przecież, przecię -> przecie; Brandeburskie -> brandenburskie.</akap>

<akap>Poprawiono błędy źródła: Holał -> Bolał, Rodziwiłł -> Radziwiłł; szlachicowi -> szlachcicowi; Przesłości -> Przeszłości.</akap>




</nota_red>












<motto><akap>,,Dowieść na mię nie mogą, abym co komu uprosił: bo się za tak u Króla Jegomości Pana mego wdzięcznego i udatnego nie mam, anim jest, ani być chcę. Jeden jednak na się grzech powiem: woźnicy Króla Jmści, który mię kilkanaście lat wozi i ze mną u dworu zstarzał, a nigdy mię nie przewrócił, uprosiłem wielką wakancyję<pe><slowo_obce>wakancja</slowo_obce> --- zwolnienie miejsca, otworzenie się urzędu; tu: nadawanego przez króla przywileju czerpania zysku z żup solnych.</pe> w żupach, groszy 2O na tydzień, aby w starości głodem nie umarł. Jeślim tém zgrzeszył, proszę odpuszczenia".</akap></motto><motto_podpis>Ks. Piotr Skarga, <tytul_dziela>Na artykuł o jezuitach odpowiedź</tytul_dziela>, rozdział I.</motto_podpis>





 





<naglowek_czesc>Do pana Ignacego Chodźki</naglowek_czesc>









<akap>Nie wiem, czy pamiętacie, zacny Autorze <tytul_dziela>Obrazów litewskich</tytul_dziela>, żem na wieczorze u Apolinarego Kątskiego, 23
października zeszłego roku, zaciągnął względem Was dług zadedykowania najpierwszej gawędy, jaką napiszę. Drobna, lecz malująca całą dobroć Waszego serca, przysługa, jakąście mi uczynili, nie wyszła z mej pamięci: lecz czekałem, aż mi się uda wymozolić cóś Was godniejszego. Później okazane przez Was dowody prawdziwej życzliwości --- obietnicę przez żart uczynioną zamieniły dla mnie w dług święty. Przyjmcież dobrem sercem dedykację <tytul_dziela>Starych wrót</tytul_dziela>, które uważam za jeden z lepszych moich utworów. Dobry mój J. I. Kraszewski przysłał mi album swych pięknych ołówkowych szkiców, a w nim na jednej karcie pochyloną wiejską bramę z podpisem: <tytul_dziela>Poczciwe stare wrota</tytul_dziela>. Długo i rzewnie zadumałem się nad tym pełnym prawdy obrazkiem (którego załączam tu
drzeworyt); a jakim sposobem przyszedł mi na myśl wiecznej pamięci Skarga, jego woźnica, Jan Kazimierz? jak się z idei wrót wysnuł wątek obecnego poematu? raczy wiedzieć jeden Bóg, który w najniespodziewańszej<pe><slowo_obce>najniespodziewańszy</slowo_obce> --- dziś popr.: najbardziej niespodziewany.</pe> chwili, z najdalszego przedmiotu wysnowywa<pe><slowo_obce>wysnowywa</slowo_obce> --- dziś: wysnuwa.</pe> w głowach naszych dziwne pasma myśli. Wyraz <wyroznienie>poczciwe wrota</wyroznienie>, na wiatr może przez Kraszewskiego rzucony, wywołał całą gawędę historyczną. Niech mu Bóg nagrodzi, jeżeli obecna praca moja na co się przyda powszechności; --- niech mu Bóg przebaczy, jeżeli wywołał mierność. Cóżkolwiek bądź, <tytul_dziela>Stare wrota</tytul_dziela> idą pod prasę ozdobione Waszem imieniem: nie pogardzajcie chudobą, a przyjmcie wyznanie mojej czci życzliwej.</akap>




<nota><akap>WŁ. SYROKOMLA.</akap></nota>




<akap>14 lipca 1830 r.</akap>




<naglowek_czesc>Stare wrota</naglowek_czesc>





<naglowek_rozdzial>I</naglowek_rozdzial>





<strofa>W roku zbawienia tysiącznym pięćsetnym/
Dziewięćdziesiątym i dziewiątym pono<pe><slowo_obce>pono</slowo_obce> (daw.) --- podobno.</pe>,/
Zygmunt, którego trzecim narzeczono<pe><slowo_obce>narzec</slowo_obce> --- nazwać.</pe>,/
Panował w Polsce; --- czy był królem świetnym?/
O czem zamyślał? co czyni? jak żyje?/
Czyim dał ucho podszeptom zdradzieckim?/
O tem szeroko piszą historyje;/
Jeśli chcesz wiedzieć, przeczytaj w Piaseckim./
My się nie wdajem w historyczne sprawy:/
Bo strach rozbudzić krytyków z Warszawy./
W skromniejszej mierze trzymając się płota,/
Tylko Zygmunta wspomniawszy nawiasem,/
Chcę wam opisać staroświeckie wrota/
Przy starym dworku pod litewskim lasem./
Och! dawno chaty zwaliły się ściany/
I las wycięto, zorano na grunta/
I jeszcze większe nastały odmiany/
Od owych czasów trzeciego Zygmunta.</strofa>




<naglowek_rozdzial>II</naglowek_rozdzial>





<strofa>Onego czasu zakon Jezusowy/
Był panem serca i królewskiej głowy./
Próżno Zamojski zżyma się<pe><slowo_obce>zżymać się</slowo_obce> --- złościć się, gniewać się, niecierpliwić się.</pe> na sejmie/
<slowo_obce>Pacta conventa<pe><slowo_obce>pacta conventa</slowo_obce> (łac.: przyjęte postanowienia) --- zbiór zobowiązań polskich królów elekcyjnych względem szlachty; jedno z nich dotyczyło tolerancji religijnej i szanowania praw innowierców.</pe></slowo_obce> że monarcha targa, ---/
Król jezuitom serca nie odejmie:/
Bo jego serca pilnował Piotr Skarga<pe><slowo_obce>Piotr Skarga</slowo_obce> (1536--1612) --- jezuita, stał na czele pol. kontrreformacji, uzdolniony literacko krasomówca, kaznodzieja nadworny Zygmunta III Wazy, rektor kolegium jezuickiego w Wilnie i pierwszy rektor Uniwersytetu Wileńskiego; autor <tytul_dziela>Kazań sejmowych</tytul_dziela>, najprawdopodobniej nigdy niewygłoszonych publicznie na sejmie; pochodził ze szlachty zagrodowej a. zamożnego chłopstwa z wsi Powązki pod Mszczonowem, został przez króla, swego protektora, obdarzony herbem Pawęża.</pe>./
Święty Piotr Skarga! wśród synów Lojoli<pe><slowo_obce>synowie Lojoli</slowo_obce> --- jezuici; św. Ignacy Loyola (1491--1556) był założycielem zakonu.</pe>/
Wyrósł, zestarzał --- i wierzył w ich cnotę;/
Grzmiał z kazalnicy w słowa szczerozłote,/
Żył i pracował zakonowi gwoli<pe><slowo_obce>gwoli</slowo_obce> (daw.) --- (z C.) dla, na rzecz.</pe>./
W ręce obłudy dał się nieobłudnie,/
I w piersiach uczuć niezgłębioną studnię/
I męską wolę, i rozumu siły/
Złożył Piotr Skarga na starszyzny ręce;/
Już posiwiały, już k'ziemi pochyły,/
Przechował w duszy wierzenie dziecięce./
Z wesołą twarzą, w pokornej postaci/
Kwapił się spełnić swych starszych rozkazy:/
W świętych źrzenicach<pe><slowo_obce>źrzenica</slowo_obce> (daw.) --- dziś: źrenica.</pe> sam nie mając skazy,/
Nie mógł jej dojrzeć na sercu swych braci.</strofa>




<strofa>Czy w Sandomirzu, gdy szlachta zebrana/
Na jezuitów wykrzykuje <slowo_obce>veto</slowo_obce><pe><slowo_obce>veto</slowo_obce> (łac.) --- nie zgadzam się.</pe>,/
Czy trzeba wstydzić<pe><slowo_obce>wstydzić</slowo_obce> --- tu: zawstydzać.</pe> błędy aryjana<pe><slowo_obce>arianie</slowo_obce> --- odłam chrześcijaństwa kierujący się nauką Ariusza, prezbitera Kościoła w Aleksandrii w IV w., który dowodził, że dogmat o Trójcy Świętej jest sprzeczny z Biblią, uznawał Jezusa Chrystusa za nierównorzędnego Bogu Ojcu i nieposiadającego cechy wieczności (jako Syn Boga został stworzony i przed tym aktem nie istniał), a więc boskości; tu: chodzi o <slowo_obce>braci polskich</slowo_obce>, przez swych przeciwników zwanych arianami lub socynianami (od nazwiska Fausta Socyna); występowali oni m.in. przeciw czczemu rytualizmowi, fałszowi i pogaństwu praktyk religijnych katolicyzmu, prezentowali racjonalne podejście do wiary i niezwykłą surowość obyczajów; uznawali Jezusa za człowieka i jedynego syna Boga jednocześnie; w 1658 r. zostali na sejmie oskarżeni o popieranie Szwedów podczas wojny ze Szwecją (tzw. potopu szwedzkiego), a następnie wygnani z kraju lub zmuszeni do przejścia na katolicyzm.</pe>,/
Albo się ścierać z uczonym Helwetą<pe><slowo_obce>uczony Helweta</slowo_obce> --- prawdopodobnie chodzi o Jana Kalwina (1509--1564), jednego z głównych działaczy reformacji w Szwajcarii (z pochodzenia nie był on jednak ,,Helwetą", czyli Szwajcarem, ale Francuzem z Pikardii), twórcy doktryny przyjętej przez kościoły ewangelicko-reformowane i prezbiteriańskie, mówiącej m.in. o symbolicznej (nie realnej, jak w katolicyzmie) obecności Jezusa Chrystusa w sakramencie podczas mszy św.; swoje gł. dzieło <tytul_dziela>Institutio religionis christianae</tytul_dziela> wydał w Bazylei, zmarł w Genewie.</pe>,/
Czy to rycerstwo na koń się sadowi,/
Czy idzie z wojny z bogatym obłowem,/
Czy rokoszanin zagraża królowi, ---/
Staje Piotr Skarga z piórem i ze słowem./
On broni świętych tajemnic ołtarzy,/
Zasłania Kościoł od błędnej szarańczy,/
W bitnych pancerzach odwagę rozżarzy,/
W togach senatu szczepi duch poddańczy./
Dwoi się Skarga --- i kędyż go nié ma,/
Gdzie woła Kościół lub ziemia rodzima??</strofa>




<strofa>Mąż wielki sercem, potężny w wyrazy,/
Nie dziw, że został filarem Kościoła,/
Że pańskie serce u Zygmunta Wazy/
Takiemu człeku odjąć się nie zdoła./
Gdy go królewskie zawiodą nadzieje,/
Kiedy mu serce przepełniają żale,/
Czegóż się dziwić, że duszę wyleje/
Przed Piotrem Skargą przy konfesjonale?/
Że gdy jak ojciec od swawolnych dziatek/
Doznał zniewagi szlachty czy magnata,/
Już Zygmunt tęskni do spowiednich kratek,/
Skarżyć się Skardze na ból, co przygniata?/
Że kiedy dworskie pochlebstwo owionie,/
Gdy mu dworują koronni panowie,/
Tęskliwem okiem patrzy ku ambonie?/
Bo tam z ust Skargi o prawdzie się dowié.</strofa>




<strofa>A Skarga kochał Zygmunta trzeciego:/
Bo w jego sercu dostrzegał grunt żyzny,/
Bo w łzach pokutnych, co mu z oczu biegą<pe><slowo_obce>biegą</slowo_obce> (daw.) --- dziś: biegną; płyną.</pe>,/
Widział deszcz hojny dla plonów ojczyzny./
Może ze strachem, z boleścią ukrytą/
Popierał głowę króla słabowitą;/
Może zwodniczym blaskiem nieomamion/
Znał, jak mu cięży pomazańców toga,/
I może nieraz modlił się do <wyroznienie>Boga</wyroznienie>/
O większą siłę dla Zygmunta ramion, ---/
A znając dobrze, skąd się krzepkość bierze,/
Na drogach Pańskich umacniał go w wierze./
I grunt był żyzny, i siewca nie lada,/
A czemuż ziarna nie wyrosły <wyroznienie>boże</wyroznienie>?/
Ten chyba na to odpowiedzieć może,/
Co losy plemion i wieków układa.</strofa>




<naglowek_rozdzial>III</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1384001048827-1282995255"/><motyw id="m1384001048827-1282995255">Król, Pobożność</motyw>Ledwie bywało dziewiąta godzina/
Wydzwoni ranek na zamkowéj wieży,/
Król z brewijarza jutrznię rozpoczyna/
(Bo się pilnował kapłańskich pacierzy)./
A na pokojach u tronowéj sali/
Już się panowie i dworscy zebrali,/
I szepcąc cicho prze<pe><slowo_obce>prze</slowo_obce> (daw.) --- za; tu: w intencji.</pe> królewskie zdrowie,/
Czekali, rychło dzwonek się odzowie<pe><slowo_obce>odzowie</slowo_obce> --- dziś: odezwie.</pe>./
Potém dworzanin, który pełnił straże,/
Otwiera pańskie komnaty i woła:/
«Królestwo ichmość<pe><slowo_obce>królestwo ichmość</slowo_obce> --- ich królewskie moście; król i królowa.</pe> zaraz się ukaże,/
Tędy przechodzić będzie do kościoła»./
I wchodził Zygmunt i obok królowa, ---/
Chylą się czoła w cześć królewskiéj mości;/
Lecz król milczenie uroczyste chowa,/
Jeno skinieniem pełném uprzejmości/
Powita dworzan i przez salę kroczy,/
K'ziemi spuściwszy swe promienne oczy./
Wtedy i słowa wyszepnąć nie można:/
Bo król rachunek przed spowiedzią czyni./
Wyszedł w krużganek --- a ciżba pobożna/
Już do zamkowéj tłoczy się świątyni./
Wszyscy w milczeniu, a wszyscy po parze:/
Senat za królem, a dworscy po przedzie,/
Idą w krużganka kryte korytarze,/
Co z zamku prosto do kościoła wiedzie./
Pod baldachimem z bogatéj purpury/
Uklęknął Zygmunt lub krzyżem się ściele;/
A tam kapelan albo biskup który/
Czyta mszę świętą, --- a w całym kościele/
Szmer taki cichy, jak liści osiny,/
Kiedy się trzęsą przy świetle księżyca;/
Posłyszysz nawet kiedy parsknie świéca,/
Lub czyje serce z cierpienia lub winy/
Jęknie westchnieniem.</strofa>




<strofa><wers_cd>Kiedy msza się czyta,</wers_cd>/
Czarny cień jakiś przesnuł się pomału:/
Siwy jak gołąb'<pe><slowo_obce>gołąb'</slowo_obce> --- daw. apostrofem na końcu wyrazu oznaczano miękkie b (co ujawnia się w odmianie: gołębia itd.), a zarazem miejsce po zaniku prasłowiańskiej półsamogłoski, jeru miękkiego.</pe> stary jezuita/
Piotr Skarga zasiadł do konfesjonału./
A kiedy kapłan kreśli znamię krzyża/
I Ewangelii odczyta ostatek,/
<begin id="b1384000980208-1265212374"/><motyw id="m1384000980208-1265212374">Spowiedź, Król, Ksiądz</motyw>Król lub królowa powoli się zbliża,/
A Skarga ucho nachyla do kratek./
Króla z kapłanem spowiedź w cztery oczy/
Długa i rzewna --- widać jak łzy leje!.../
Och! tę rozmowę, którą z <wyroznienie>Bogiem</wyroznienie> toczy,/
Gdyby raz jeden podsłuchały dzieje,/
Może ich karty brzmiałyby inaczéj;/
Lecz insze ludzkie --- insze sądy <wyroznienie>boże</wyroznienie>!/
Kapłan dla skruchy grzesznemu przebaczy;/
Ale historia przebaczyć nie może.<end id="e1384000980208-1265212374"/></strofa>




<strofa>Znowu msza święta; --- wyspowiadan szczerze/
Zygmunt sakrament przenajświętszy bierze/
Z rąk księdza Skargi --- a tak pokrzepiony/
Na całodzienne dźwiganie korony,/
Do panów radnych przybliża się śmieléj,/
Na swe dworzany pogląda weseléj./
Opuszcza kościoł i święconą wodą/
Krzyż na swém czole i na piersiach kładzie;/
I znów krużgankiem panowie go wiodą,/
Gdzie ma przodkować państwa wielkoradzie,/
Przyjmować posły ościennych mocarzy/
Lub słuchać sejmu, który szumnie gwarzy.<end id="e1384001048827-1282995255"/></strofa>




<strofa><begin id="b1384001379487-2518902795"/><motyw id="m1384001379487-2518902795">Ksiądz, Nauczyciel</motyw>Tak było co dzień --- a w każdą niedzielę/
Król we świątyni bawił za południe<pe><slowo_obce>za południe</slowo_obce> --- do popołudnia.</pe>./
Tam się lud mnogi na kolana ściele, ---/
A ojciec Skarga odzywa się cudnie:/
O świętej wierze, o bratniéj miłości,/
Słowami prawdy i kamień przebodzie,/
Panów prowadzi ku braterskiéj zgodzie,/
Sędziów ku pracy i sprawiedliwości,/
W żołnierstwie ducha pobożnego szczepi;/
I nie przestaje powtarzać słów <wyroznienie>Pana</wyroznienie>,/
Aż pojmą głusi, aż obaczą ślepi,/
Aż rzewny naród padnie na kolana./
Wtedy apostoł z promienistą twarzą,/
Wesół na sercu, schodzi z kazalnicy./
Panowie tłumnie k'niemu się kojarzą;/
Biją mu czołem dworscy urzędnicy;/
Rycerstwo, jakby na widok hetmana,/
Stawa do szyku, aby uczcić księdza;/
Lud go pozdrawia --- a bieda i nędza/
Ciśnie się przy nim, ściska za kolana./
A siwy starzec zawstydzon jak panna,/
Na wszystkie strony skromny pokłon dzieli;/
Śpieszy do swojéj za klauzurą celi,/
Kędy go czeka praca nieustanna,/
Kędy go czeka swobodne zacisze,/
Kędy się modli i swe księgi pisze.</strofa>




<naglowek_rozdzial><end id="e1384001379487-2518902795"/>IV</naglowek_rozdzial>





<strofa>Przez lat trzynaście pełniąc służby <wyroznienie>boże</wyroznienie>,/
Skarga pracował piórem, sercem, głową,/
Ranek miał w zamku, cały dzień w klasztorze,/
Chyba że znowu do zamku pozową<pe><slowo_obce>pozową</slowo_obce> --- dziś forma 3.os.lm: pozwą, przyzwą.</pe>./
Król, który pragnął, aby starość święta/
Na długie lata chowała się krzepko,/
Co dzień, bywało, najwierniej pamięta,/
Aby go dworską odsyłać kolebką<pe><slowo_obce>kolebka</slowo_obce> --- tu: powóz.</pe>./
Ale apostoł pełen ducha mocy,/
Brzydził się blaskiem wytwornej karocy/
I tak powiadał: «Do czego te dziwy?/
Królu i panie wielce miłościwy!/
Ścieżka do zamku z klasztoru mi znana,/
Ani daleką, ni błędną mam drogę;/
Staremu rzeźwiej przechodzić się z rana,/
Więc chodzić pieszo i pragnę, i mogę./
Zbawiciel świata, większy pan niż Skarga,/
A przecież wierną otoczony rzeszą/
Po piaskach judzkich święte stopy szarga,/
Z miasta do miasta przechodząc się pieszo»./
Ale król na to: «O mój księże miły!/
W trzydziestu leciech<pe><slowo_obce>leciech</slowo_obce> (daw.) --- dziś forma Msc.lm: latach; <slowo_obce>w trzydziestu leciech</slowo_obce>: mając trzydzieści lat.</pe> <wyroznienie>Chrystus</wyroznienie> nie był stary,/
Ale w te lata, z waścinemi siły,/
Nie porywaj się z <wyroznienie>Chrystusem</wyroznienie> do miary!»/
Chciał Skarga mówić cóś o świętym Pietrze,/
Swoim patronie --- ale król nie słucha./
A że nastało zimniejsze powietrze,/
Nastała w mieście śnieżna zawierucha:/
Więc wyszukano na królewskiéj stajnie<pe><slowo_obce>stajnie</slowo_obce> (daw.) --- dziś forma Msc.lp: stajni.</pe>/
Skarbniczek mały, wygodny, niekryty,/
Co o godzinie szóstej jednostajnie/
Szedł pod mieszkanie księdza jezuity,/
Wiózł go co ranka pod świątynię dworną,/
A o południu pod furtę klasztorną.</strofa>




<naglowek_rozdzial>V</naglowek_rozdzial>





<strofa>Od lat trzynastu już odtąd co rano/
Ów niepocześny<pe><slowo_obce>niepocześny</slowo_obce> a. <slowo_obce>niepoczesny</slowo_obce> --- nieokazały.</pe> skarbniczek widziano,/
Zielonej barwy, z koły<pe><slowo_obce>koły</slowo_obce> (daw.) --- dziś forma N.lm: kołami.</pe> wysokiemi;/
Trząsł się po bruku czy po równéj ziemi./
A stary konik bułany, niewielki,/
Cichej natury, jak właśnie dla księdza,/
Szedł sobie stępo zaprzężon w dyszelki, ---/
Stary woźnica lejcem go popędza./
<wers_wciety typ="1">Woźnica strojny ze złotem błękitno,</wers_wciety>/
Miał pas wzorzysty i kołpaczek rysi;/
Policzki jego jeszcze zdrowiem kwitną,/
A wąs srebrzysty aż do pasa wisi./
Rodem był Litwin --- nazwiskiem Szeliga,/
Sługiwał dawniej na wojskowym żołdzie,/
A gdy piątego krzyżyka dościga,/
Był dojeżdżaczem przy panu Gasztołdzie./
Potém go biéda --- na świecie zwyczajnie ---/
Wypchnęła z Litwy rodzinnego sioła;/
Został woźnicą przy królewskiéj stajnie<pe><slowo_obce>stajnie</slowo_obce> (daw.) --- dziś forma N.lp: stajni.</pe>/
I księdza Skargę woził do kościoła./
Ksiądz Skarga, wózek i postać woźnicy/
I zasłużony koń bułanéj maści,/
Zwykli do siebie przez latek trzynaści/
I ludzie do nich zwykli na ulicy./
Gdy rankiem przemkną, bywało, przez miasto,/
Stragarze wiedzą, że szósta godzina;/
Kiedy wracają, to znaczy dwunastą:/
Stary skarbniczek wskazówka jedyna./
Wtedy się cisną i wielcy, i mali/
Popatrzeć w oczy świętego człowieka:/
Ów czołem bije, ów <wyroznienie>Chrystusa</wyroznienie> chwali,/
A owa dziatwę prowadzi z daleka,/
Bo ma otuchę, że apostoł <wyroznienie>boży</wyroznienie>/
Błogosławieństwo na jéj głowę włoży.</strofa>




<naglowek_rozdzial>VI</naglowek_rozdzial>





<strofa>Stary Szeliga był chlubny<pe><slowo_obce>chlubny</slowo_obce> --- dumny.</pe> nie lada,/
Takiego człeka że mu wieźć wypada, ---/
I zazdroszczono jemu tych zaszczytów:/
Ale on z dworskich żartując poswarek/
Jeździł codziennie, wiernie jak zegarek,/
Do jezuitów i od jezuitów./
Tak do swéj służby ułożył się zdatnie,/
Że woził Skargę jak żaden z czeladzi:/
Na jednem miejscu bułanego zatnie,/
Na jednem miejscu o kamień zawadzi;/
Gdy wraca próżen w południowej chwili,/
Z jednego miejsca przygląda się miastu,/
W jednej gospodzie szklanicę wychyli, ---/
To był obyczaj już od lat trzynastu./
A gdy wychodzi i ociera wargi/
Z szumiącéj piany piwnej albo miodnej,/
Znaczy, że w zamku nie ma księdza Skargi/
I że Szeliga cały dzień swobodny.</strofa>




<naglowek_rozdzial>VII</naglowek_rozdzial>





<strofa>A iż czas ludzi najlepiéj odsłania/
I łacno poznać, gdzie poczciwe lice:/
Tedy wzajemny węzeł miłowania/
Kojarzył Skargę i jego woźnicę./
Szeliga biedak --- tym kluczem najprościéj/
Serce się Skargi otwarło Szelidze;/
Styrał swe lata w wojennéj fatydze ---/
Toć drugie prawo do jego miłości./
Jak na woźnicę miał talent nie lada:/
Konia nie chłoszcze, z przeklęstwem nie fuknie,/
Trzy razy tylko o kamień gdzieś stuknie,/
W porę zamilczy, w porę coś zagada./
Dla świętych dumań mając cześć i względy,/
Nigdy się pierwszy ozwać nie odważył;/
Lecz zmiarkowawszy, że ksiądz by pogwarzył,/
Ochoczém sercem stanie do gawędy./
Wiedział, co mówić i do jakich osób:/
Więc Skarga ucho dawał mu ochocze./
O czém gadali? i w jaki to sposób?/
Oto wam próbkę rozmowy przytoczę:</strofa>



<naglowek_rozdzial>VIII</naglowek_rozdzial>





<strofa>«Mróz, miły bracie! czy waści nie chłodno?»/
«Ręce pokrzepły, miłościwy księże!/
Choć mam opończę ciepłą i wygodną,/
Chłód i przez szubę do kości dosięże./
Krew'<pe><slowo_obce>krew'</slowo_obce> --- daw. apostrofem na końcu wyrazu oznaczano miękkie w (co ujawnia się w odmianie: krwią itd.), a zarazem miejsce po zaniku prasłowiańskiej półsamogłoski, jeru miękkiego.</pe> już nie grzeje, to i cóż za dziwy?/
Starość nie radość, księże miłościwy!/
Śmierć w oczy patrzy!» /
<wers_cd>«Niepotrzebna trwoga:</wers_cd>/
Bliżéj do grobu, to bliżéj do Boga./
(Odpowie Skarga) Zresztą, miły bracie,/
Tam w niebie ciepléj». /
<wers_cd>«Ciepléj, księże miły,</wers_cd>/
Niżby, na przykład, ot w téj staréj chacie,/
Co nad jéj okny<pe><slowo_obce>okny</slowo_obce> (daw.) --- dziś forma N.lm: oknami.</pe> wiszą lodu bryły,/
Szybki pobite od wczorajszej burzy,/
A jak uważam<pe><slowo_obce>uważać</slowo_obce> --- tu: widzieć, zauważać.</pe> --- z pieca się nie kurzy<pe><slowo_obce>kurzyć się</slowo_obce> --- dymić się.</pe>!»/
Pokiwał głową i na chatę bliską/
Skierował swoje woźnicze biczysko./
«A któż tu mieszka?» --- spytał Skarga rzewnie./
«Wdowa płatnerza --- pomnę ich przed laty:/
Tu miał domostwo, tu stały warsztaty,/
Dogadzał żonie, jak gdyby królewnie./
Bo było z czego: w batorowskie czasy/
Pancerze, hełmy były wielce w modzie;/
Miał ich w sklepiku ogromne zapasy/
Ku prześwietnego rycerstwa wygodzie./
A był to z dziadów, z pradziadów zbrojownik,/
U nich rzemiosło szło z ojca na syna;/
Bywało, pancerz czy koński nagłownik/
Z żelaznéj blachy, jak z wosku wygina!/
Późniéj postarzał, oślepnął i ginie:/
Robota rzadsza, a tu człowiek chory,/
Król miłościwy, panujący ninie<pe><slowo_obce>ninie</slowo_obce> (daw.) --- teraz.</pe>,/
Już do pancerza nie to co Batory!/
Zresztą dziś szlachta bogaciéj się stroi:/
Wzdycha do lekkich weneckich pancerzy,/
Już jéj domowéj nie pokazuj zbroi,/
Rada by błyszczéć jakby święty Jerzy!/
A tu... jak Niemcy do miasta nalazą<pe><slowo_obce>nalazą</slowo_obce> --- dziś popr. forma 3.os.lm: nalezą.</pe>,/
Jak poczną stawiać nowomodne kramy,/
Sprowadzać szwedzkie zza morza żelazo,/
Gdzież my prostacy z nimi się zrównamy?/
Bolał nieborak od doby do doby/
I jego mieszek chorzał na suchoty./
A tu z kramkami wędrujące Szkoty,/
Dawaj go leczyć od ocznej choroby!/
I wyleczyli... po trosze... po trosze,/
Zabrali oczy i życie, i grosze.../
Została żona --- poczciwa starucha/
I troje dziatwy --- pacholęta jeszcze.../
Patrz wasza miłość: ot i w ręce chucha/
Nędza nie puści, kogo porwie w kleszcze!/
A tego roku drogi chléb i mięso/
I wiązki drzewa za szeląg nie dostać:/
Nie dziw, że wdowy skurczyła się postać,/
Nie dziw, że dzieci od głodu się trzęsą./
Ojciec kuł ludziom pancerze za młodu,/
Chronił ich piersi od bojowéj kuli,/
A dzisiaj, dziatwy ginącéj od chłodu/
Nikt nie ochroni --- nikt nie da koszuli!»/
Tak stary bajał jednego poranka:/
Och! bo i jego był los taki samy!/
Machnął biczyskiem i zaciął bułanka!/
Stuknął o kamień --- i wjechał do bramy./
A ojciec Skarga, co zawsze przy sobie /
Miał rzymski stylus i tabliczki z wosku,/
Co nieszczęśliwym w utrapienia dobie/
Z rychłą pomocą śpieszył po ojcowsku, ---/
Zapisał imię nieszczęśliwéj wdowy,/
Pożegnał starca i ruszył swą drogą;/
I już nazajutrz pacholik zamkowy/
Zaniósł jéj wsparcie --- Bógże wié od kogo!/
A kiedy pełniąc stare obyczaje/
Krzepił Szeliga w gospodzie swe zdrowie,/
Bóg wié, dlaczego cóś mu się wydaje,/
Że i miód słodszy i weseléj w głowie.</strofa>




<naglowek_rozdzial>IX</naglowek_rozdzial>





<strofa>Tak często-gęsto niby nieumyślnie/
Jakieś słóweczko do rozmowy wciśnie;/
Wiedział, z kim gada, i wiedział, jak gadać./
Skarga, co ludzi przywyknął spowiadać,/
Bywało, zręcznie za słówka go chwyta,/
Daje woźnicy wygadać się dłużéj,/
A z jego bajań zawsze się wynurzy/
Jakaś niedola --- gdzieś nędza ukryta./
Skarga dochodził po nitce pajęczéj,/
Gdzie jaki dłużnik, co go lichwiarz dręczy,/
Kogo nękają bezbożni pieniacze/
Lub jakie bole komu serce ranią;/
Gdzie biédne dziéwczę rozpaczliwie płacze,/
Stojąc nad grzechu straszliwą otchłanią;/
Gdzie brat ku bratu oddycha niezgodą,/
Gdzie się z sąsiadem poswarki zawiodą./
A żadna powieść nie była napróżna:/
Bo ówdzie grosza, tam serca jałmużna,/
Rzucona zręczną dłonią apostoła,/
Rozjaśnia serca, rozpogadza czoła./
Szeliga wszystko wygwarzył otwarcie;/
Lecz była hardość w sercu tego dziada:/
Kiedy dla innych kołatał o wsparcie,/
Nigdy o własnéj nędzy nie zagada!/
Bystra źrzenica księdza kaznodzieje<pe><slowo_obce>kaznodzieje</slowo_obce> --- dziś forma D.lp: kaznodziei.</pe>/
Rychło się wpiła w skrytą pierś Litwina, ---/
Niby nieznacznie pytać go poczyna,/
O dom rodzinny, o dawne koleje:/
Jak to z Gasztołdem biło się niedźwiedzie?/
Co go ze służby pancernéj wywiodło?/
Czemu szlacheckie zaniechawszy godło,/
Został stajennym? i jak mu się wiedzie?/
Czy na swą Litwę wrócić kiedy życzy?/
Czy jakich krewnych i przyjaciół nié ma?/
Z czego żyć będzie, kiedy lejc woźniczy/
Już się w zgrzybiałych rękach nie utrzyma? ---/
Gdyby go pytał głosem jałmużnika,/
W politowania smutnego sposobie,/
Pewnie by Litwin zaciął się sam w sobie:/
Bo on dla żalów piersi nie odmyka,/
Cierpi, gdy nędzę wyspowiadać musi,/
Chlebem jałmużny pewnie się zakrztusi./
Ale badany znienacka, a zdatnie,/
Niby gawędząc o deszczu i suszy,/
Stary Szeliga wpadł w księdzowskie<pe><slowo_obce>księdzowski</slowo_obce> --- dziś: księżowski.</pe> matnie,/
Wysączył przed nim każdą kroplę duszy./
I kapłan przeznał Litwina odludka/
Od pacholęcia, od pieluch bez mała;/
Powieść to była i prosta, i krótka,/
A jednak Skardze łezkę wywołała.</strofa>




<naglowek_rozdzial>X</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1384005616273-291557432"/><motyw id="m1384005616273-291557432">Szlachcic, Obyczaje</motyw>Ojciec Szeligi był szlachcic ubogi,/
Mieszkał pod Wilnem na Litwie głębokiéj;/
Miał włókę gruntu i lasu trzy włoki,/
Orał, polował i rąbał się z wrogi./
A jak wiadomo --- w jagiellońskie lata/
Mniéj było szlachty na żołdzie magnata;/
Czy sejm, czy sejmik, czy rycerskie koło/
Szlachta chowała zbożne obyczaje/
I częściéj panom stawi harde czoło,/
Niźli im swoje sumienie przedaje./
Bywało wtedy u szlachty i braciéj/
Ubożej w domach, lecz w sercach bogaciéj./
Swoboda była nie słowem, lecz faktem,/
Bo jéj strzeżono trzeźwo, nie po pjanu<pe><slowo_obce>po pjanu</slowo_obce> (daw.) --- po pijanemu.</pe>./
Jeśli kto ziemię trzymał za kontraktem<pe><slowo_obce>ziemię trzymać za kontraktem</slowo_obce> --- dzierżawić ziemię.</pe>,/
To jeno<pe><slowo_obce>jeno</slowo_obce> (daw.) --- tylko.</pe> groszem opłacał się panu;/
Wypłacał czynsze po niedrogiéj cenie/
Na święty Marcin<pe><slowo_obce>na święty Marcin</slowo_obce> --- 11 listopada; na ziemiach ruskich: 25 października.</pe> lub na święty Jerzy<pe><slowo_obce>na święty Jerzy</slowo_obce> --- 23 kwietnia.</pe>;/
Lecz miał swobodne ramię i sumienie,/
Bo to oboje do kraju należy./
Rzadko kto służył w nadwornéj chorągwi/
U kasztelana albo wojewody;/
Doma<pe><slowo_obce>doma</slowo_obce> (daw.) --- w domu.</pe> sycono i piwa, i miody,/
Nie zaglądając do magnackiéj stągwi<pe><slowo_obce>stągiew</slowo_obce> --- naczynie na płyny; także miara objętości równa ok. 200 litrom.</pe>./
Ojciec Szeligi ręką pracowitą/
Karczował lasy i zasiewał żyto;/
Miał swoje stada i po lasach barcie,/
Miał pobożności i cnót w sercu wiele;/
Pościł w sobotę, chmielił się w niedzielę,/
I świętą prawdę ciął ludziom otwarcie./
Łacińskich nauk nie zaszczepiał w synie:/
Bo tylko <slowo_obce>credo</slowo_obce><pe><slowo_obce>credo</slowo_obce> (łac.) --- wierzę; tu: modlitwa stanowiąca wyznanie kanonu wiary rzymskokatolickiej, zaczynająca się od słów ,,Wierzę w Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, i w Jezusa Chrystusa, Syna Jego jedynego (...)".</pe> umiał po łacinie;/
Lecz za to grzmotnąć niedźwiedzia z półhaka/
Lub kosić trawę na zielonéj błoni,/
Karczować pole lub dosiadać koni/
Dzielnie wyuczył swego jedynaka./
A kiedy wojna nadeszła z Wołoszą,/
To na nią syna wyprawił sowito,/
Kazał stać murem za Rzeczpospolitą,/
Miecz mu do boku przypasał z rozkoszą, ---/
I dusza ojca była wielce rada,/
Że stary pancerz k'piersiom mu przypada<pe><slowo_obce>przypadać</slowo_obce> --- tu: pasować.</pe>./
Złożon do boju nasz młody Szeliga/
Z radością oręż rodzicielski dźwiga. ---/
Spod Obertyna, gdzie zwijał się żwawo,/
Powrócił zdrowy i okryty sławą;/
Ale krom sławy nic więcéj nie dopnie:/
Bo łupów nie brał, na zyski nie patrzy;/
Hetman rozdawał zaszczyty i stopnie,/
Ale tam rękę przeciągał bogatszy,/
A za bogatszym, jak obyczaj każe,/
Byli rotmistrze i regimentarze. ---/
O tamtych czynach dobrą pamięć chowa/
I król, i hetman, i karta dziejowa./
A jego pracom któż uczynił zadość?/
Własne sumienie --- i ojcowska radość./
Dosyć mu było: zwycięzca Wołoszy/
Znów orze ziemię i niedźwiedzie płoszy;/
<begin id="b1384005678374-205011524"/><motyw id="m1384005678374-205011524">Sługa, Szlachcic, Wolność, Niewola</motyw>A gdy pan Gasztołd wyprawił obławę,/
Tak zręcznie dzika na oszczep przebodzie,/
Że przypadł k'sercu panu wojewodzie/
I już porzucił gospodarską sprawę./
Sądząc, że czegoś dosłuży się może,/
Został myśliwym w Gieranońskim dworze./
Ojciec był nierad téj jego dworszczyźnie:/
«Lepiej byś poszedł Wołochom w niewolę!/
Na jasnych dworach chcesz dopędzać dolę,/
A tu się dola wioskowa wyśliźnie./
Czy ci niemiła domowa zagroda?/
Czy mało chleba? czy może zła woda?/
Czy tu złe knieje? czy tu złe nadzieje/
Nad twoją strzechą słomianą i starą?/
Patrz, jak się niebo dobrotliwie śmieje,/
Mierzyć ci hojną obiecuje miarą!/
<begin id="b1384005868514-233330619"/><motyw id="m1384005868514-233330619">Ojciec, Syn, Błogosławieństwo</motyw>A tam na dworach, gdzie chętka cię wzywa,/
Zyski niepewne, strata niewątpliwa:/
Bo strata czasu na służebnym chlebie,/
Dla Boga, kraju, dla samego siebie./
Tam twoja wola nie twoją się stanie;/
Tam zaprzedałeś twój sen i czuwanie;/
Tam każde słowo musisz mieć na wodzy, ---/
Wiész, jak bogatym hołdują ubodzy?/
Służąc w ich barwie, nie dopuszczaj <wyroznienie>Boże</wyroznienie>,/
Nawet myśl twoja zaprzedać się może!/
Boś ty najemnik --- i <wyroznienie>Bóg</wyroznienie> wié, za kogo/
Nieść twoję głowę rozkazać ci mogą!/
Nie jedź, mój synu! lub jeśli ci mile,/
Idź w dworską służbę --- ja nie błogosławię:/
Bo wiém, że do nas powrócisz za chwilę,/
Może powołan ku godniejszéj sprawie!»<end id="e1384005678374-205011524"/><end id="e1384005616273-291557432"/></strofa>



<strofa><begin id="b1384005761639-875122329"/><motyw id="m1384005761639-875122329">Szlachcic, Wolność, Niewola, Grzech</motyw>Nie błogosławił --- a młody Szeliga/
Jechał do dworu i już barwę dźwiga,/
Hasa po kniejach jak dojeżdżacz lichy.../
Poszedł swą drogą: bo w niebiesiech pono<pe><slowo_obce>pono</slowo_obce> (daw.) --- podobno, prawdopodobnie.</pe>/
Nad głową szlachty, za grzechy jéj pychy,/
Już służebnictwa klątwę wyrzeczono!<end id="e1384005761639-875122329"/></strofa>




<strofa>Ojciec umierał i przyzywał syna;/
Syn nie mógł przybyć po błogosławieństwo:/
Bo była zręczność popisu jedyna,/
Obława sławna. --- Całe wielkie księstwo,/
Wszystko, co żyje, na wyścigi bieży,/
Polować z królem do puszcz Białowieży./
Sądził Szeliga w zamniemaniu płonném,/
Że król, gdy zręczność łowiecką obaczy,/
Weźmie go k'sobie i mianować raczy/
Łowczym nadwornym, a potém koronnym;/
A wtedy żywot rozpocznie szczęśliwszy/
I pana ojca przekona, co umie.../
Lecz król młodzieńca ani widział w tłumie,/
A ojciec umarł nie błgosławiwszy.<end id="e1384005868514-233330619"/></strofa>




<strofa><begin id="b1384006099701-1984066142"/><motyw id="m1384006099701-1984066142">Dwór, Dworzanin, Szlachcic, Pozycja społeczna, Upadek, Sługa</motyw>Odtąd dworszczyzny burzliwym odmętem/
Płynął Szeliga przykuty do łodzi./
Już ani pytaj, jak mu się powodzi:/
Bo krzyż ojcowski swym promieniem świętym/
Już się nad głową jego nie migota,/
Dróg nie oświéca błędnego żywota.../
Przez nieuwagę popsował<pe><slowo_obce>popsować</slowo_obce> (daw.) --- popsuć.</pe> raz sieci,/
Że wilk ścigany z ostępu wyskoczy./
Pan się rozgniewał i groźno zaleci,/
Aby mu więcéj nie stawał na oczy.</strofa>




<strofa>Wypchnięty z dworu, nie postał już doma<pe><slowo_obce>doma</slowo_obce> (daw.) --- w domu.</pe>:/
Bo się płochości sam przed sobą sroma<pe><slowo_obce>sromać się</slowo_obce> (daw.) --- wstydzić się.</pe>./
Obliczył grosze --- kwota ich zbyt mała;/
Ubiegłe lata obrzucił oczyma ---/
Większa połowa marnie się styrała;/
Obliczył zdrowie --- to jeszcze się trzyma:/
Więc daléj na świat poszedł zbierać plony/
Po inszych dworach Litwy i Korony.</strofa>




<strofa>W dworach Kierzgajłów, Kiszków, Chlebowiczy,/
Tyrał swe zdrowie, wodząc pańskie psiarnie./
Chciał doznać w życiu rodzinnych słodyczy,/
To jął małżonkę --- wnet nędza ogarnie./
A kiedy insi zbierali wawrzyny,/
Z królem Batorym na inflanckiéj wojnie,/
On na niedźwiedzia ostrzył rohatyny/
Lub w pańskich waśniach walczył niedostojnie./
Gniotła go nędza: więc byle zapłacą,/
Nadstawiał ramie <wyroznienie>Bóg</wyroznienie> wié gdzie i za co!/
Wziął ranę w czoło --- nie gdzieś przy fortecy,/
Lecz służąc świadkiem u sądowych kratek;/
Niedźwiedź na łowach szarpnął go przez plecy/
I wyrwał zdrowia krzepkiego ostatek:/
A więc w Krakowie we szpitalu leży:/
Żona bez chleba --- on sam bez odzieży./
A syn, którego niebo mu przysłało,/
Rosnął bez nauk jak istota podła,/
Nie mógł ojcowską poszczycić się chwałą,/
Co by go kiedyś między ludzi wwiodła./
Cierpiał Szeliga --- lecz się nie użala:/
Bo nad swą strzechę wolał zamki cudze, ---/
Po tyloletniéj na dworach usłudze/
Czuł, że sam winien, idąc do szpitala<end id="e1384006099701-1984066142"/>.</strofa>




<strofa>Szczęściem, Bobola, wielki podkomorzy,/
Człek miłosierny, polubieniec króla,/
Zwiedzając domy, gdzie jęczeli chorzy,/
Nad jego losem rzewnie się rozczula./
<begin id="b1384006321183-3647647350"/><motyw id="m1384006321183-3647647350">Szlachcic, Sługa, Praca, Upadek, Ziemia</motyw>Niepiśmiennemu, jak strzelec zwyczajnie,/
Co nie miał zdrowia, co już był niemłody,/
Jakież się mogły nastręczyć zawody?/
Wzięto Szeligę do królewskiéj stajnie<pe><slowo_obce>stajnie</slowo_obce> (daw.) --- dziś forma Msc.lp: stajni.</pe>./
Zapłakał zrazu, mając barwę nosić;/
Lecz gwoli żony i dziecka potrzebie/
Zaparł się herbu i samego siebie. ---/
I tak niedoli doświadczył już dosyć:/
Nowy chléb jego --- zwyczajnie woźniczy,/
Choć to u króla --- lecz zawsze sromota<pe><slowo_obce>sromota</slowo_obce> (daw.) --- wstyd, hańba.</pe>;/
Wśród upokorzeń, wśród ciągłych goryczy,/
Boleść na sercu, chociaż barwa złota./
Ale ta świetność i hańba rzemiosła/
Przez lat trzynaście do serca już wrosła./
Tylko gdy Skarga k'wyznaniu zachęca/
I trącił serca bolejącą stronę,/
Szeliga ryknął płaczem potępieńca:/
«Czyż ja tu kości do grobu osunę?/
Jaż niegdyś szlachcic --- czyż <wyroznienie>Bóg</wyroznienie> mi przeznacza/
Włożyć do trumny mój bicz poganiacza?/
Och! gdyby nieco grosza ku potrzebie,/
Znów by woźnica wskrzesnął na szlachcica,/
Szedłbym na Litwę o żebranym chlebie, ---/
Tam bym przebłagał mogiłę rodzica,/
Wykupił dworek, com stracił z méj winy/
I zakopany w ustroniu dalekiém,/
Kształciłbym syna pomiędzy Litwiny,/
I tam bym umarł niezależnym człekiem!/
Dajcie mi, księże, lekarstwo na ranę!/
Zedrzyjcie ze mnie złocistą sukmanę!/
Gdy znosić nędzę --- niech tam znoszę nędzę!/
Niechaj odżyję przed zawarciem powiek!/
Z pługiem rolniczym i w szaréj siermiędze/
Karczując grunta --- przypomnę, żem człowiek»<end id="e1384006321183-3647647350"/></strofa>




<naglowek_rozdzial>XI</naglowek_rozdzial>





<strofa>Takiemi słowy dzieje swojéj zguby/
Gwarzył Szeliga, jadąc z Częstochowy,/
Kędy składano uroczyste śluby,/
Za powrót króla szczęśliwy i zdrowy./
Bo powróciwszy ze szwedzkiéj stolicy,/
Przetrwawszy morskie i wojenne burze,/
Zygmunt uczynił ślub <wyroznienie>Bogarodzicy</wyroznienie>/
Uczcić jéj święty tron na Jasnéj Górze./
Skarga, towarzysz nierozdzielny króla,/
Jeździł go przywieźć przed Pańskie ołtarze,/
I rzewną mową słuchaczów rozczula,/
Oddając wota<pe><slowo_obce>wota</slowo_obce> --- dary (często cenne wyroby złotnicze) ofiarowywane w kościele w jakiejś intencji a. jako dziękczynienie.</pe>, jak ślub święty każe.</strofa>




<strofa>Wzruszon woźnicy powieścią rzewliwą/
W głębi swéj duszy rozmyślał człek <wyroznienie>boży</wyroznienie>:/
Trzeba z pomocą pokwapić się żywo;/
Ale podarek starca upokorzy./
<begin id="b1384006581331-2786928222"/><motyw id="m1384006581331-2786928222">Król, Szlachcic, Polska, Prawo, Obyczaje, Starość</motyw>Tu niestosownie jałmużna się poda,/
Kędy<pe><slowo_obce>kędy</slowo_obce> (daw.) --- gdzie.</pe> za pracę należy nagroda./
W Polsce są grosze na takie potrzeby,/
Dla sił stéranych jest opieka prawa;/
A po starostwach zasłużone chleby/
Król szczodrobliwie swéj szlachcie rozdawa./
Wprawdzie, na przekor zasłużeńszéj braci,/
Biorą starostwa młodzieńcy-magnaci;/
Ale z nich słusznie należy cóś starszym:/
Szeliga walczył w swoje młode lata,/
Potém wiek térał przy dworze monarszym,/
Niechże spokojnie życie dokołata./
Przecież starostwa nie można dlań prosić;/
Lecz niechaj z głodu nie giną biedacy,/
A kilka groszy dożywotniéj płacy/
Będzie dlań dosyć --- i aż nadto dosyć./
Zapomożony, a wdzięczen królowi,/
Niech rzuci służbę, gdzie nędza uciska,/
Niechaj na Litwie dom przodków odnowi,/
Niech utraconą dostojność odzyska./
<end id="e1384006581331-2786928222"/>Tu sprawiedliwość z miłosierdziem w parze ---/
Trzeba dopomóc, bo sumienie każe.</strofa>




<strofa>Tak pomyślawszy, w upatrzonej chwili/
Skarga odważnie stawił się przed tronem/
I serce króla tak rzewnie rozkwili,/
Że pożądanym ucieszył się plonem./
Król zdzierżał słowo: bo nazajutrz rano/
Już mieli mandat bocheńscy żupnicy,/
Aby Szelidze, dworskiemu woźnicy,/
Dwadzieści groszy w tydzień wypłacano./
Ów dar Szeliga przyjął najszczęśliwszy,/
I nic dziwnego: bo kwota nie lada,/
Bo na dzisiejszą wartość policzywszy/
Toć trzysta złotych do roku wypada.</strofa>
<strofa>A choć się Skarga nie przyznał otwarcie,/
Że on wyprosił pożądane wsparcie,/
Jednak Szeliga wpadł na domysł skory<pe><slowo_obce>skory</slowo_obce> --- tu: szybki.</pe>,/
Komu był winien swe dworskie fawory./
Nie szedł dziękować: bo do swego czynu/
Wiedział, że Skarga nie przyzna się za nic;/
Ale swą wdzięczność bez końca, bez granic/
Przekazał żonie i zaszczepił w synu./
I wszyscy troje następnéj niedzieli,/
Wiedząc, skąd przyszła niebieska opieka,/
Szli do spowiedzi i krzyżem leżeli,/
Modląc się z płaczem za dobrego człeka./
A gdy Szelidze łzy pobożne biegą<pe><slowo_obce>biegą</slowo_obce> (daw.) --- dziś: biegną; lecą, płyną.</pe>,/
Jednym był tylko szkrupułem<pe><slowo_obce>szkrupuł</slowo_obce> właśc. <slowo_obce>skrupuł</slowo_obce> --- wątpliwość natury moralnej.</pe> dotknięty:/
Że to grzech może modlić się za niego,/
Bo ojciec Skarga już za życia święty.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XII</naglowek_rozdzial>





<strofa>A z barwy dworskiéj gdy się raz wyłuszczy,/
Gdy ze służalca przekształcił się w człeka,/
Poszedł Szeliga, gdzie Litwa daleka,/
Gdzie dworek ojców pustoszał na puszczy./
Niełatwe tutaj czekały nań sprawy;/
Lecz go wzmacniały szlachetne pochopy<pe><slowo_obce>pochop</slowo_obce> --- zapęd, żarliwa chęć.</pe>:/
Grunta rodzinne wykupił z zastawy,/
Sam zwalił w lesie berwion cztery kopy,/
Zwiózł je do domu --- a coraz to żwawszy/
Sam ociosywał kłody ku budowie,/
A dobrych ludzi na pomoc przyzwawszy,/
Począł odnawiać ojczyste pustkowie./
<begin id="b1384012370293-2309499169"/><motyw id="m1384012370293-2309499169">Ptak</motyw>Tak, kiedy bocian z wędrówki powraca,/
Ledwie powitał olszynę rodzimą,/
Zaraz go czeka i nielekka praca/
Naprawić gniazdo uszkodzone zimą./
<end id="e1384012370293-2309499169"/>Tak i Szeliga, dworów wychowanek/
Razem z bocianem krzątać się nie leni;/
A póki bocian odleciał w jesieni,/
<begin id="b1384012665707-2931456087"/><motyw id="m1384012665707-2931456087">Dworek</motyw>Dworek Szeligi już stanął jak wianek./
Pod ciemnym lasem, z wysokiego wzgórka,/
Domek podnosił swe łamane szczyty<pe><slowo_obce>łamane szczyty</slowo_obce> --- tu: spadziste dachy.</pe>,/
Ciosany z jodły, a słomą poszyty,/
Otoczon gęstym parkanem podwórka./
Z polnych kamieni, naprzeciw mieszkania,/
Zmurował lamus<pe><slowo_obce>lamus</slowo_obce> --- daw. biblioteka; składzik.</pe> z dwóch piąter jak wieżę;/
Chorągiew z herbem jego dachu strzeże,/
A kilka brzózek cudnie go osłania./
Zdobiły chatę: ogródek wzorzysty,/
Przyźba<pe><slowo_obce>przyźba</slowo_obce> właśc. <slowo_obce>przyzba</slowo_obce> --- podmurówka wokół domu; wał ziemny, często obłożony kamieniami itp.</pe> i ganek, i kominy z cegły,/
A stara jabłoń i klon gałęzisty/
Sowitym cieniem pół dworka zaległy./
<begin id="b1384012717257-3326709600"/><motyw id="m1384012717257-3326709600">Gość, Obyczaje</motyw>Wjazd stanowiły staroświeckie wrota,/
O dwojgu słupach, z furtką i przełazem,/
Z dachem ze słomy, okute żelazem, ---/
Zajechać do nich aż brała ochota./
Bo dziwna sztuka u litewskich cieśli,/
Że nasza brama zawżdy gościa złowi,/
Kogo bogowie pod wrota przynieśli/
Już jak magnesem ciągną ku dworkowi./
Wiejskiego cieśli zaklęta siekiera/
Takim je wdzięcznym uśmiechem ubiera,/
Myśl gospodarza tak wyżłabia zdradnie,/
Że brama krzepko na rygle zabita,/
Ledwie podjeżdżasz --- sama się rozpadnie,/
Radosnym skrzypem przybyłego wita./
Skąd takie cuda? czy to z duszy szczeréj/
Co rada gościom przychylić niebiosa?/
Lub czarodziejstwo ciesielskiéj siekiery/
Jakieś nad bramą zaklęcie wyciosa?/
Trudno odgadnąć --- to tylko wiadomo,/
Że w jednéj Litwie stawią takie wrota,/
Z czubiastym daszkiem, uplecionym słomą,/
Na którym świeci uśmiéch i szczerota,/
Co w dzień i w nocy, wśród lata i zimy/
Zdają się mówić: «serdecznie prosimy!».<end id="e1384012717257-3326709600"/></strofa>



<naglowek_rozdzial><end id="e1384012665707-2931456087"/>XIII</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1384013335901-2522856754"/><motyw id="m1384013335901-2522856754">Szlachcic, Gospodarz, Gość, Zabawa, Obyczaje</motyw>Szeliga wrócon do swojego świata/
Uprzejmém sercem z sąsiady się brata;/
Jako myśliwy i rolnik z rzemiosła/
Oszczep i sochę pilnował na przemian,/
Spraszał do siebie miłościwych ziemian,/
A gęsta trawa nigdy nie wyrosła/
Pod jego wróty; --- jak ziemianin prawy<pe><slowo_obce>prawy</slowo_obce> --- tu: prawdziwy.</pe>/
Miłe z sąsiady prowadził zabawy:/
W wonnym ogródku, pod ciemnemi klony/
Zasiadał z gośćmi na dębowéj kłodzie,/
I miód pienisty w sklepie<pe><slowo_obce>sklep</slowo_obce> (daw.) --- sklepione pomieszczenie; piwnica.</pe> ochłodzony/
Lał w sporą czarę, --- szły żarty przy miodzie,/
A czasem rzewne i poważne słowa,/
Albo piosenka jakaś obozowa,/
Śmieszna, choć czasem niezbyt świątobliwa,/
Jak stary nałóg z ust mu się wyrywa.<end id="e1384013335901-2522856754"/>/
Takich piosenek nauczył się sporo/
Przez swe żołnierskie i dworskie tułactwa;/
Lecz myśli święte zawżdy górę biorą:/
<begin id="b1384013459149-1709170338"/><motyw id="m1384013459149-1709170338">Religia, Pobożność, Obyczaje</motyw>Był sodalisem<pe><slowo_obce>sodalis</slowo_obce> --- członek <slowo_obce>sodalicji</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>sodalicium</slowo_obce>: bractwo, towarzystwo, tajny związek), związku religijnego w kościele rzymskokatolickim, do którego przynależność wiązała się z pewnymi kosztami (rzadko więc przynależeli do niego chłopi) oraz pewnymi przywilejami (np. odpustami) i wysoką pozycją społeczną, szczególnie na wsi; pierwsza sodalicja mariańska (tj. poświęcona Marii Pannie) postała w Rzymie w 1563 r.</pe> jezuitów bractwa,/
Zwykle w niedzielę lub w dniu jakim świętym/
Nosił baldachim ponad sakramentem,/
Sługiwał do mszy, wiódł księdza pod rękę,/
Niósł na <slowo_obce>asperges</slowo_obce><pe><slowo_obce>asperges</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>aspergere</slowo_obce>: skropić) --- aspersja; akt pokuty polegający na pokropieniu przez odprawiającego mszę księdza (celebransa) zgromadzonych ludzi wodą święconą.</pe> kropielnicę z wodą,/
A Matce Bożej śpiewając piosenkę,/
<slowo_obce>Ora pro nobis<pe><slowo_obce>ora pro nobis</slowo_obce> (łac.) --- módl się za nami.</pe></slowo_obce> grzmiał piersią tak młodą,/
Że trudno zgadnąć, czy to człek ten samy<pe><slowo_obce>ten samy</slowo_obce> (daw.) --- dziś: ten sam.</pe>,/
Co w barwie<pe><slowo_obce>barwa</slowo_obce> --- tu: liberia.</pe> dworskiéj z chmurnemi oczyma,/
Powożąc Skargę, u zamkowéj bramy/
Ledwie, bywało, lejc w rękach utrzyma./
<end id="e1384013459149-1709170338"/>Bo to powietrze rodowitéj kniei/
Wzmocniło piersi jak zbawczą oliwą,/
A myśl otuchy i lepszéj nadziei/
Otarła z czoła zmarszczkę kłopotliwą./
Wąs długi, siwy, co na piersi spada,/
Wzniósł się do góry junacko a młodo;/
Błękitne oczy iskrzą się pogodą,/
Czerstwe policzki kraśnieją u dziada.</strofa>




<strofa>Każdego roku jeździł do Warszawy/
Odebrać grosze, co miał z łaski króla;/
A błogosławiąc kęs chleba łaskawy,/
Ubogich wspiera, sieroty przytula;/
Swojego rodu zapewniając dolę,/
Wykształcał syna w jezuickiéj szkole;/
I resztę chleba, co urodzi niwa,/
Z dobrymi ludźmi wesoło spożywa./
A kiedy czasem zawija czy słota/
I nikt nie przyjdzie osłodzić mu życie,/
On tęskném okiem spoglądał na wrota,/
Jakby ich błagał o gości przybycie.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XIV</naglowek_rozdzial>





<strofa>Tak, żyjąc z ludźmi albo czyniąc modły,/
Starzec lat kilka doma<pe><slowo_obce>doma</slowo_obce> (daw.) --- w domu.</pe> gospodarzył,/
Kiedy mu gościa niebiosa przywiodły,/
O którym nawet i we śnie nie marzył./
Był to ksiądz Skarga --- dla zakonnéj sprawy/
Jadący tędy do Wilna z Warszawy./
Przypomniał sobie woźnicę Litwina,/
Rozpytał o nim u ludzi w podróży,/
I, co dobremu sercu nie nowina,/
Przyszedł obaczyć, jak mu szczęście płuży<pe><slowo_obce>płużyć</slowo_obce> (daw.) --- służyć.</pe>./
Wesołém hasłem w szlacheckiej chudobie/
Skrzypnęły wrota, kiedy je otworzy,/
Szeliga szczęśliw, nie wierzył sam sobie,/
Że jego chatę nawiedza mąż <wyroznienie>boży</wyroznienie>.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XV</naglowek_rozdzial>





<strofa>Wyrocznia króla a Polski ozdoba,/
Filar potężnéj jezuitów rzeszy,/
Skarga serdecznie z Szeligą się cieszy,/
W szlacheckim domku snadź<pe><slowo_obce>snadź</slowo_obce> (daw.) --- widocznie.</pe> wielce spodoba./
Świętyż był wieczór i pełen radości/
Z dawnym woźnicą, co przepędził społem!/
A gdy wieczerzać siadł za jego stołem,/
Niech mu kasztelan krakowski zazdrości!/
Bo się senator żaden nie poszczyci,/
Że kiedy Skargę przyjmował w gościnie,/
By święte usta umoczył w węgrzynie,/
Choć go prosili męże znakomici./
A tu bez prośby, bez żadnéj odmowy,/
Przy plastrze miodu i przy misie mleka,/
Nie upokorzył biednego człowieka,/
Wypił z nim miodu pucharek cynowy./
A po wieczerzy, kiedy się krzątano,/
Zasłać mu łoże jak najmiękciéj<pe><slowo_obce>najmiękciéj</slowo_obce> --- dziś: najbardziej miękko.</pe> zda się,/
Pod siwą głowę on sam posłał dla się/
Ostre i twarde z błot litewskich siano./
Wszystkich domowych pobłogosłwiwszy,/
Klęknął, gdzie zimna ceglana podłoga,/
W gorących modłach błogosławił <wyroznienie>Boga</wyroznienie>,/
Że dzisiaj zesłał dzień mu najszczęśliwszy./
Za ciernie życia, co musim przenosić,/
Za ból codzienny, co nam serce targa,/
Jednej nagrody byłoby już dosyć:/
Przyśnić sen taki, jak miał ojciec Skarga./
Bo okiem duszy musiał widzieć żywo/
Bóstwo promienne, a ludzkość szczęśliwą,/
A najszczęśliwszy --- to stary Szeliga;/
A on sam klęczy przed niebiosów progiem,/
Prawicą w piersi bije się przed <wyroznienie>Bogiem</wyroznienie>,/
Lewicą ludzi z podołu podźwiga./
Takie sny święte, wolne od zakały/
Nad głową Skargi ulatać musiały.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XVI</naglowek_rozdzial>





<strofa>Nazajutrz, ledwie do świtu się bierze,/
Już ojciec Skarga z brewijarzem w dłoni/
Klęczy pod cieniem klonu i jabłoni/
I cichym głosem odmawia pacierze./
Godzi się wierzyć, że niebo poruszy/
Ten jego pacierz pokorny a święty:/
Bo człowiek <wyroznienie>boży</wyroznienie>, mąż potężnéj duszy,/
Nie tylko własném zbawieniem zajęty:/
Tam burza miota <wyroznienie>Chrystusa</wyroznienie> Kościołem,/
Tam jego Zakon szkalują potwarce,/
Król z senatorskiém i rycerskiém kołem/
W ciągłéj niezgodzie w ustawnéj poswarce./
Jest nad czém płakać, jest modlić się o co,/
Skarga pojmuje, czego Polsce trzeba./
Modli się rzewnie, aby Pan <wyroznienie>Bóg</wyroznienie> z nieba/
Ku Kościołowi pośpieszył z pomocą,/
Ażeby króla uzbroił wytrwaniem,/
Stan senatorski dobréj rady tchnieniem,/
Rycerską szlachtę zgodném przywiązaniem,/
Pobożném sercem i bitném ramieniem;/
I Panu <wyroznienie>Bogu</wyroznienie> w opiekę oddaje/
Ubogich kmieci, którym tu najgorzéj;/
Wszystkie koronne i litewskie kraje/
Serdecznie stawi przed majestat <wyroznienie>boży</wyroznienie>./
Płyną godziny, a Skarga nie baczy,/
W modłach zapomniał swéj ziemskiéj istoty./
Już się przez klonu gałęziste sploty/
Słoneczna siatka na trawie majaczy;/
Już do obory, chroniąc się gorąca,/
Z rosistéj paszy powracają trzody;/
Już i Szeliga, strzelec siwobrody,/
W leśnym przesmyku ubiwszy zająca,/
Wsparty na strzelbę u płotu, z daleka,/
Na koniec modłów niecierpliwie czeka.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XVII</naglowek_rozdzial>





<strofa>Skończone modły --- ksiądz Skarga wychodzi,/
Pozdrowił starca przed chatnemi drzwiami./
Szeliga, widząc, że jego dobrodziéj/
Już nie zajęty modłą ni myślami,/
Przystąpił k'niemu, ścisnął za kolana,/
Sędziwą głowę nachylił ku ziemi,/
I namaszczoną prawicę kapłana/
Ze czcią całował usty życzliwemi./
Cały pokraśniał, jakby się zdawało,/
Że jakiéj prośby hamuje porywy;/
Nareszcie oczy podniósłszy nieśmiało,/
Rzecze do niego:</strofa>




<strofa><wers_cd>«Ojcze miłościwy!</wers_cd>/
Wiém, komum winien dziękować po <wyroznienie>Bogu</wyroznienie>/
Za dobry byt mój, za dzisiejsze życie:/
Wyście biedaka dźwignęli z barłogu,/
Dzisiaj mię w dobrym dostatku baczycie<pe><slowo_obce>baczyć</slowo_obce> --- widzieć.</pe>./
Król miłościwy, z waszéj snadź<pe><slowo_obce>snadź</slowo_obce> (daw.) --- widocznie, prawdopodobnie.</pe> namowy,/
Dośmiertnéj płacy przysłał mi nadanie:/
Więc odkupiłem dworek pradziadowy,/
Mam chléb i zdrowie, las i polowanie;/
Mam przywrócone szlacheckie nazwisko,/
Dobrych sąsiadów i kościół tak blisko!/
Czegoż chciéć więcéj? tu od pierwszéj chwili/
Odżyły domu mego fundamenta;/
Wyście mnie pewno pobłogosławili,/
A wasza ręka --- już ja wiém, że święta!/
Przez was my tutaj szczęśliwi a zdrowi,/
Więc nie odmówcie jeszcze jednéj cześci:/
Pobłogosławcież mojemu rodowi:/
Mój syn niedawno skończył lat dwadzieści,/
Już odbył szkołę księży jezuitów,/
Skąd mu się nieco łaciny przyniosło;/
Doma nie dojdzie wysokich zaszczytów,/
Niech idzie sprawiać rycerskie rzemiosło,/
Już dziś szablicą ręki nie skaleczy,/
A strzela celno, a oszczepem władnie;/
Niechaj tych darów używa przykładnie,/
By kiedyś służyć Pospolitéj Rzeczy./
<wers_wciety typ="1">Tutaj na Litwie oświecone książę,</wers_wciety>/
Krzysztof Radziwiłł, wileński wojwoda,/
Zbiera chorągiew', --- bieży szlachta młoda,/
Niech i mój chłopak z drugiemi się wiąże./
Już mu kupiłem karacenę nową/
Kopiję lekką a składną do ręki,/
Rumak szlachecki z domowéj stajeńki<pe><slowo_obce>stajeńki</slowo_obce> --- dziś popr.: stajenki.</pe>,/
Lecz pewnéj cnoty --- wszystko już gotowo./
Jutro młodzieniec miał wyjechać w drogę,/
Gdy szczęsne losy was przyprowadziły:/
Więc przeżegnajcie, dajcie mu przestrogę/
Przyjmijcie spowiedź, dobroczyńco miły!/
A jeśli żądań nie będzie za wiele,/
To jeszcze prośba... dzisiejszego rana/
Pobłogosławcie miecz jego w kościele,/
Połóżcie ręce na czoło młodziana;/
A już ja wierzę w głębi mego ducha,/
Że stąd mu przyjdzie fortunna otucha».</strofa>



<naglowek_rozdzial>XVIII</naglowek_rozdzial>





<strofa>Skarga wysłuchał, podumał i rzecze:/
«Człowiek uradza, Bóg wyrok stanowi!/
Skądże wam przyszło, pobożny człowiecze,/
Oddawać syna księciu Krzysztofowi?/
Wszak to dyssydent! na birżańskim dworze/
Z wiary praojców stroją sobie żarty:/
Młodzian wszystkiego nasłuchać się może/
I będzie z łona Kościoła wydarty./
Nie wódź tam syna!» ---/
<wers_cd>«Już o tém myślałem;</wers_cd>/
(Rzecze Szeliga) --- lecz młodzieńcze łono,/
Choć silnie kipi rycerskim zapałem,/
Ale i wiarę dobrze mu wpojono./
Przysiągł na <wyroznienie>Boga</wyroznienie>, na Najświętszą Matkę,/
Na swych rodziców, na zbawienie duszy,/
Że się w nowotną nie uwikła siatkę,/
Że wiary ojców nigdy nie naruszy./
Znam jego serce --- i śmiało wam ręczę,/
Że on, co przyrzekł, to dotrzyma szczerze!» /
Skarga pomyślał: «Już wierzę wam wierzę,/
Nie tyle w głowę, co w serce młodzieńcze./
Lecz, mój Szeligo! wszak wiedzieć musicie,/
Że wojewoda wileński, Radziwiłł,/
Dawno do króla jakąś niechęć żywił,/
Może i teraz zamyśla co skrycie./
A pewno, starcze, widziałbyś to nierad,/
By twój potomek (uchowaj go <wyroznienie>Chryste</wyroznienie>!)/
Wystąpił zbrojno jako konfederat/
Zabijać braci, darć prawa ojczyste,/
A gdy się ciżba swawolna rozhula,/
Za grosz magnacki targnąć się na króla!» /
Aż drgnął Szeliga, podumał, zapłakał/
I z cicha jęknął: «To cóż, że my prości?/
Za cóż, mój ojcze, rzucasz taki zakał/
Na dom doznanéj krajowi wierności?/
Jeżeli chłopca podły grosz spokusi,/
Jeśli sumienie odstąpi wyrodka,/
To o tém przecie zapamiętać musi,/
Że go ojcowskie przeklęstwo tu spotka,/
Że chleb, na którym rozwinął swe siły,/
Trochę nauki, co ma ku ozdobie,/
I zdrowie ojca, co stał u mogiły,/
To wszystko winien królowi i tobie ---/
Tobie mój ojcze!... ach! czyżem ja po to/
Uczył go imię błogosławić Skargi,/
By mój potomek, okryty sromotą,/
W imię magnata miał z królem zatargi!/
Ty kochasz króla --- a my szlachta stara,/
My się przewrotną nie skazim przemianą:/
Ojcze mój, ojcze! twój król, twoja wiara/
Na wieki wieków naszemi zostaną!»/
Skarga rozrzewnion prawicę mu poda/
I z dobrotliwym uśmiechem zawoła:/
«Kusisz mię, starcze, o zgoda już zgoda!/
Poczciwi ludzie jedźmy do kościoła!»</strofa>




<naglowek_rozdzial>XIX</naglowek_rozdzial>






<strofa>Jak słowo mówić, gotowa kolaska;/
Dwa się cisawe rumaki wyściga;/
Krakowskie czasy przypomniał Szeliga,/
Siedzi na koźle i z biczyska trzaska./
Starego Skargę, ze czcią jak należy,/
Młody Szeliga wsadza do kolaski;/
Raz pierwszy błyska w rycerskiéj odzieży,/
Ma zbroję, pancerz, przyłbicę, przepaski;/
Tylko rycerzem zwać się nie ma prawa,/
Bo mu przy boku miecza nie dostawa./
Wsiadł na rumaka, co parskał na stronie,/
Ze strzałką na łbie, z jedną białą nogą;/
Starzec zacmoknął, zaświsnął na konie/
I wóz wyruszył wywijaną drogą;/
A za kolaską, gdzie siedzieli starce,/
Leciał młodzieniec, wywijając harce./
Stary woźnica, jak za dawnéj chwili,/
Cóś sobie dumał popuściwszy wodze,/
Stuknął trzy razy o kamień na drodze/
I pod kościelną dzwonnicę przybyli.</strofa>




<strofa>Pleban już wiedział, jacy goście lecą,/
I kazał kościoł oświetlić wspaniale./
Skarga wszedł, klęknął, pomodlił się nieco,/
A potém zasiadł w konfessyjonale,/
Młody Szeliga zabrzęknął wesoło/
Strojem żelaznym, z którym tak mu pięknie,/
Przyłbiczny wisyr uchylił na czoło/
I przed kratkami pokuty uklęknie,/
I drobne grzechy młodzieńczego ducha/
Spowiednikowi wyszeptał do ucha.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XX</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1384016395072-587919097"/><motyw id="m1384016395072-587919097">Spowiedź</motyw>Grzechów niewiele w młodocianéj duszy,/
A spowiedź święta trwa niejedną chwilę: /
Bo tyle przestróg, bo rad było tyle,/
Nim w drogę życia szczęśliwie wyruszy./
Starzec i kapłan, dobrze dróg tych świadom,/
W młodym wędrowcu dobre chęci budzi,/
Aby się pilno przypatrywał śladom/
Chrobrych i mądrych, i cnotliwych ludzi./
A znając Skargę, możem ręczyć śmiele,/
Że w téj spowiedzi była treść obfita,/
O wierze ojców, o Pańskim Kościele,/
Król był na placu i Rzeczpospolita./
Czy pięknie mówił? tego nikt nie zgadnie:/
Bo rzecz spowiedzi --- tajemnica <wyroznienie>boża</wyroznienie>...<end id="e1384016395072-587919097"/> /
Spłakany młodzian płoni się, to blednie/
Gdy od pokuty odchodził podnoża.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XXI</naglowek_rozdzial>





<strofa>Kościelny dzwonnik cztery świeczki pali/
Skarga wziął ornat --- i wyszła msza święta;/
A Szeligowie, jakby dwaj chłopięta,/
Starzec i młodzian w komże się ubrali,/
W ofierze Pańskiéj świadomi posługi/
Jeden do mszału, a do dzwonka drugi./
Stary Szeliga, wnet po <slowo_obce>Agnus Dei<pe><slowo_obce>Agnus Dei</slowo_obce> (łac.) --- Baranku Boży.</pe></slowo_obce>,/
Uderzył w dzwonek i świéczkę rozżarza/
Zmówił psalm wiary, miłości, nadziei./
Młody Szeliga klęknął u ołtarza;/
A ojciec Skarga jak Opatrzność święta/
Czule przeżegnał głowę penitenta./
A gdy lud wszystek uklęknął przykładnie,/
W usta młodziana Chleb Żywota kładnie.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XXII</naglowek_rozdzial>





<strofa>Wkrótce ofiara skończyła się krwawa,<begin id="b1384016818223-1747472180"/><motyw id="m1384016818223-1747472180">Ksiądz, Żołnierz, Nauczyciel, Cnota, Patriota</motyw>/
A kapłan święte zrzuciwszy ornaty,/
W komży i stule przed ołtarzem stawa,/
Skinieniem woła młodzieńca przed kraty./
Młody Szeliga u balasek klęka;/
Skarga poświęcił jego miecz stalowy,/
A gdy podawał, zadrżała mu ręka/
I tak rzewnemi przemówił doń słowy:/
«Synu! w żołnierstwie najpierwsza otucha,/
Pancerzem wiary gdy umocnisz ducha./
Siła złych rzeczy jest w sercu człowieczem,/
Z temi walcz naprzód --- niech zawżdy ci będzie/
Tarczą modlitwa, sprawiedliwość mieczem,/
To chrześcijańskie bojowe narzędzie./
Na ten rynsztunek silnych bark potrzeba/
I silnéj ręki, i woli nie lada;/
Lecz do téj zbroje znijdzie łaska nieba;/
Najwyższy hetman --- <wyroznienie>Chrystus</wyroznienie> ci ją wkłada./
Wtenczas ci tylko będzie siła dana,/
Co nieprzyjaciół zgromi i popłoszy,/
Jeżeli w sobie zwyciężysz szatana,/
Ducha złéj pomsty, łakomstwa, rozkoszy!/
Nie zbierze łupów, kopije pokruszy/
Ten, kogo szatan obedrze na duszy!/
Nie stań się jako uliczni żołnierze,/
Co jeno straszą bezbronnych żelazem;/
Lecz pod chorągwią i króla rozkazem,/
Idź wojny Pańskie odprawować szczerze,/
Zostaw w pokoju, rycerski człowiecze,/
Cichego ziomka, co siedzi w swej chacie:/
Bóg będzie z wami, gdy gniewy i miecze,/
Na nieprzyjaciół koronnych schowacie./
Sprawuj się doma jako owca cicha,/
W bitwie jak lwica, co męstwem oddycha!/
Trudny twój zawód: nim z wrogiem się zetrze,/
Już cię tysiące niewygód otoczy;/
W głodzie wśród deszczu i na zimnym wietrze,/
We krwi i ranach ty miéj duch ochoczy;/
A nie śmiéj w duszy ostudzać zapału,/
Nie śmiéj folgować nic twojemu ciału:/
Bo ciało twoje --- to jeno mur żywy,/
Którym się grodzą macierzyste niwy./
Pomnąc, że w tobie twych ojców otucha/
I miast, i wiosek, i świątyń Jehowy,/
Idź w imię Ojca i Syna, i Ducha,/
Spraw się rycersko i powracaj zdrowy<pa><slowo_obce>Synu! w żołnierstwie najpierwsza otucha (...)</slowo_obce> --- Myśli i wyrażenia wyjęte ze Skargi: <tytul_dziela>Nauki żołnierskie</tytul_dziela>.</pa>!»<end id="e1384016818223-1747472180"/></strofa>




<naglowek_rozdzial>XXIII</naglowek_rozdzial>





<strofa>Rzewnie spłakani do domu wrócili,/
Kędy już skromna czekała biesiada./
Skarga dziś z postem parę rybek zjada,/
Szklanicę wody źrzódlanéj wychyli/
I już nasycon składa <wyroznienie>Bogu</wyroznienie> dzięki./
Powstał, a wszyscy k'niemu przyskoczyli,/
Wszyscy się cisną do kapłańskiéj ręki./
Kapłan każdemu dał uścisk życzliwy/
I błogosławi wszystkich gość dostojny./
Stary Szeliga znowu niespokojny,/
Chce o cóś prosić: ---/
<wers_cd>«Ojcze miłościwy!</wers_cd>/
Nim wasze konie miarkę owsa zjedzą,/
Raczcie poświęcić mój domek ubogi,/
Moję oborkę, moje sienne stogi,/
Moję pasiekę, co leży pod miedzą!» /
«Niech wam Bóg szczęści! --- ksiądz Skarga odpowié,/
Zwracając k'niemu swe spojrzenie czułe ---/
Powiedzcie jeno memu pachołkowi,/
Niech tu przyniesie i komżę, i stułę./
Jeśli mię Pan <wyroznienie>Bóg</wyroznienie> wybrał za narzędzie,/
Gdy grzesznych modłów wysłucha choć w części,/
Wierzaj mi, starcze, że ci dobrze będzie,/
Że ci się tutaj we wszystkiém poszczęści./
Za to, żeś dźwignął ojcowskie zwaliska/
Kapłan cię żegna, przyjaciel uściska».</strofa>



<naglowek_rozdzial>XXIV</naglowek_rozdzial>





<strofa>Podano komżę, stułę i kropidło,/
Skarga się ubrał i modlitwę czyta,/
Pokropił domu zamieszkałe skrzydło:/
«Niech spokój Pański nad wami zaświta,/
Niech wasze głowy anioł stróż osłania,/
Niech błogosławi sny i czuwania!»/
Wszedł do komory, gdzie się chowa jadło,/
Pokropił wodą i dodał co prędzéj:/
«Bogdaj wam nigdy łaknąć nie wypadło;/
Bogdaj tu było przytulisko nędzy!/
Ty znasz, co nędza, Szeligo mój drogi./
Dzisiaj dostatek widzę dzięki <wyroznienie>Bogu</wyroznienie>;/
Dajże mi słowo, że żaden ubogi/
Nie wyjdzie głodny od twojego progu!»/
Szeliga rękę przycisnął do piersi;/
Świętą przysięgą jego oko gore; /
Wszyscy rzewniejsi i ku bliźnim szczersi,/
Wyszli za Skargą poświęcić oborę./
Skarga się żegna i modlitwę czyta;/
Pokropił ściany i znowu zawoła:/
«Niech wam <wyroznienie>Bóg</wyroznienie> sporzy nabiału do syta;/
Niech tu zaraza nie zawita zgoła./
Żyjcie szczęśliwi pod boską opieką,/
A bądźcie czyści i biali jak mleko». ---/
Więc poszli dalej, by poświęcić ule./
Kapłan się żegna i modlitwę czyta;/
Potem spojrzawszy na Szeligę czule,/
Rzecze: «Niech korzyść mnoży obfita;/
Niech się wam zbożne zamiary powiodą;/
Niech sporną pracą uwieńczą się ręce./
Żyjcie jak pszczoły miłością a zgodą;/
Zapłońcie światłem jak świece jarzące./
Niech w duszy waszéj tak cnota się chowa,/
Jak w plastrze wosku patoka miodowa!» /
Tak poświęciwszy pola, łąki, płoty,/
<begin id="b1384017093816-2805957344"/><motyw id="m1384017093816-2805957344">Ksiądz, Błogosławieństwo, Czary</motyw>Wraca do dworku stary jezuita./
I tu stanąwszy przed nowemi wroty,/
Skropił je wodą i modlitwę czyta;/
A jego oko promieniem się żarzy;/
Iskra zapału migoce na twarzy:/
«Wrota! --- zawołał ku szlacheckiéj chacie ---/
Wy, co radośnie drogę odmykacie,/
Niechaj stróż --- anioł pilnuje was co dzień/
Od złego gościa lub złego sąsiada;/
<wyroznienie>Niechaj się tędy nie przemyka zdrada;</wyroznienie>/
<wyroznienie>Niech waszych skrzydeł nie odemknie zbrodzień.</wyroznienie>/
<wyroznienie>Jeśli ktokolwiek z jaką myślą zdradną,</wyroznienie>/
<wyroznienie>Zachce tu wkroczyć łaską czy przemocą,</wyroznienie>/
<wyroznienie>Niechaj te wrota na głowę mu spadną,</wyroznienie>/
<wyroznienie>Niechaj mu głowę i piersi zgruchocą».<end id="e1384017093816-2805957344"/></wyroznienie></strofa>




<naglowek_rozdzial>XXV</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1384017155272-345049186"/><motyw id="m1384017155272-345049186">Obyczaje, Czary, Wierzenia</motyw>To były tylko słowa życzliwości,/
Które mąż zacny wypowiedział święcie;/
Ale słuchacze wioskowi a prości/
Jakieś w nich dziwne widzieli zaklęcie./
Skarga odjechał znów w koronne strony/
Błogosławiący i błogosławiony./
Stary Szeliga rozmyśla w ukryciu/
Lub gwarzy o nim z chlubą co niedzieli./
Jego sąsiedzi, co pierwszy raz w życiu/
Głośnego Skargę naocznie widzieli,/
Długo i szczerze zjawiskiem zajęci,/
Rozpowiadali --- szlachcic szlachcicowi/
Jego życzliwe dla Szeligi chęci./
Jak on wygląda, co czyni, co mówi,/
Jako mu syna błogosławił w drogę,/
Święcił domostwo, dobytek bogaty,/
Jakiemi słowy udzielał przestrogę/
I jako zaklął wrota jego chaty./
Wszyscy pobożni nieśmiało, z oddali,/
Na tajemnicze wrota spoglądali;/
Każda litewska bogobojna dusza,/
Jeśli do jakich czuje się bezprawi,/
Jeśli sumienie jakiś grzech zaprósza,/
Już się do dworku Szeligi nie zjawi.<end id="e1384017155272-345049186"/></strofa>




<naglowek_rozdzial>XXVI</naglowek_rozdzial>





<strofa>We starym dworku mniéj było już gwarno;/
Za to, kto przyszedł --- przyjaciel i prawy,/
Nikt nabożeństwa, spoczynku, zabawy,/
Nie zatruł w chacie jakąś zdradą czarną./
Mléka do syta, a pszczółki się roją,/
Łąki do pasa i krzewi się zboże, ---/
O! dzięki Skardze, że bytnością swoją/
Błogosławieństwo sprowadził tu <wyroznienie>boże</wyroznienie>!/
Któż jasną radość na Szeligi czole,/
Któż jego szczęście wypowiedzieć w stanie;/
Gdy często-gęsto birżańskie pacholę/
Wdzięczne od syna wiezie mu pisanie?/
A w każdym liście kipi dusza młoda/
Żądzą do bojów, do czynów, do sławy;/
W każdym donosi, że książę wojwoda/
Zawsze ku niemu dobry i łaskawy;/
Że chociaż dumny, oblicza nie cofa,/
Lecz swoim drużbą poufale zowie:/
(Bo jak z przedwieka jego pradziadowie,/
Młody Szeliga miał imię Krzysztofa).</strofa>
<strofa>Aniele stróżu! niechże twoje oczy/
Na długo starca pilnują i strzegą,/
Niech twoich skrzydeł święty cień otoczy/
I serca jego, i domóstwo jego!/
I łaska niebios nie była odmienna:/
Jednako wszystkie płynęły mu chwile;/
A przyszła jutrznia zachodu promienna,/
Zgrzybiałość, drzymka --- i krzyż na mogile,/
I jest otucha, że dla jego duszy,/
Poczciwéj pracy złote gwiazdy świecą.../
A jego dworek pochylił się nieco,/
Uschły gałęzie na cienistéj gruszy,/
Klon począł żółknąć; bo wszystkiemu pora,/
Czas wiekuisty na wszystko się targa; ---/
A tylko wrota, które zaklął Skarga,/
Stoją tak krzepko jak ciosane wczora./
Słomiany daszek choć kwitnie zielono,/
Choć furtka nieco ku ziemi osiada,/
Lecz wrota krzepkie, sto lat jeszcze pono<pe><slowo_obce>pono</slowo_obce> (daw.) --- podobno, prawdopodobnie.</pe>/
Będą wprowadzać dobrego sąsiada./
Niech sobie starcy wśród długiéj gawędy/
Ubolewają, że ludzkość zepsuta:/
Przecież poczciwe nie walą się wrota,/
Nikt ze złą myślą nie przechodził tędy,/
Nikt nie szwankował, ani swój, ni cudzy.../
Czyż w cnotę ludzką trzeba wierzyć święcie?/
Albo nie wierzyć w księdzowskie zaklęcie,/
Że ojciec Skarga tak bajał jak drudzy?/
Co o tém trzymać --- czy to? albo owo?/
Przyszłość pokaże --- dziś daremna praca./
Patrzmy na dalszą stronicę dziejową/
I gdzie się młody Szeliga obraca.</strofa>





<naglowek_czesc>Stare wrota.
Część druga</naglowek_czesc>









<naglowek_rozdzial>I</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1384017658084-226811194"/><motyw id="m1384017658084-226811194">Historia, Ojczyzna</motyw>Przeszłości święta! pokój ci niech będzie/
W twym wiekuistym, w twoim sennym grobie!/
Coś nagrzeszyła w niebacznym obłędzie,/
Niech Bóg udzieli przebaczenia tobie./
A twoim cnotom swą łaską przyczyni/
Plennego<pe><slowo_obce>plenny</slowo_obce> (daw.) --- owocny.</pe> wzrostu, co ma ziarno w roli,/
W naszych im sercach krzewić się dozwoli:/
Przeszłości święta! tyś nasza mistrzyni!/
Nie dla zgorszenia, ale dla poprawy,/
Pozwól w twój obraz przypatrzyć się mgławy, ---/
I nie poczytaj nas za świętokradce,/
Nie miéj za winnych synowskiéj obrazy,/
Jeśli się z dala przypatrując matce/
Na jéj obliczu odkryjemy skazy./
My dobrze serce naszéj matki znamy:/
Ona tam w niebie jedną żądzę żywi,/
Aby jej dzieci były od niéj saméj/
Bardziéj cnotliwi i bardziéj szczęśliwi./
Nam dla przestrogi ona sama powié,/
Co nabroiła, kiedy była młoda./
Niewiele grzechów liczy na swej głowie/
<begin id="b1384017917319-2729765730"/><motyw id="m1384017917319-2729765730">Wolność, Historia, Pozory</motyw>Grzech jéj najcięższy miał imię --- Swoboda.</strofa>




<strofa><end id="e1384017658084-226811194"/>Nie ta swoboda, którą ma od <wyroznienie>Boga</wyroznienie>/
I myśl człowiecza, i niebieski ptaszek,/
Co nie dla marnych stworzona igraszek,/
Co wie, skąd idzie i dokąd jéj droga,/
Pilnując kręgu jak słońca na niebie/
Ciepło i światło sieje wkoło siebie, ---/
I zna to dobrze, że gdyby w zakresie/
Śmiała przekroczyć choć na jeden atom,/
To zamiast szczęścia, które daje światom,/
Straszliwe światu skończenie przyniesie./
Córka zniszczenia jest inna swoboda,/
Czynem i słowem w karby nieujęta,/
Do której hasło najpierwszy ten poda,/
Kto chce narzucić niewolnicze pęta,/
Co aby snadniéj<pe><slowo_obce>snadniéj</slowo_obce> (daw.) --- łatwiej.</pe> zhołdować lud <wyroznienie>boży</wyroznienie>,/
Sam się poniży, sam się upokorzy./
Na nim się wesprzesz jakby na opoce,/
A on się śmieje w głębi swego ducha,/
On weźmie pierwsze swawoli owoce,/
A karę błędu --- ten, kto go usłucha./
<begin id="b1384018409081-2081954783"/><motyw id="m1384018409081-2081954783">Szlachcic, Polityka, Obywatel, Polska, Ojczyzna, Historia, Obyczaje, Władza</motyw>Tak niegdyś w Polsce, miłościwe pany/
Mówiły szlachcie: «Co te nasze prawa?/
Ten król, choć przez nas swobodnie obrany,/
Na naszą wolność nieżyczliw się zdawa<pe><slowo_obce>zdawa</slowo_obce> (daw.) --- dziś popr. forma: zdaje.</pe>./
Nasze statuta, choć własne pisanie,/
Niedobrze płużą<pe><slowo_obce>płużyć</slowo_obce> (daw.) --- służyć, sprzyjać.</pe> braterskiéj swobodzie:/
Wszakeśmy szlachta --- a szlachcic, mospanie,/
Choć na zagrodzie, rówien wojewodzie./
Hej! kogo losy krajowe obchodzą,/
Do mnie niech śpieszy! co żywiéj a sporzéj!/
Stanę na czele, a pod moją wodzą,/
Król się poniży, prawo upokorzy!/
Nic nie zważajcie, żem ja wojewoda,/
A baczcie<pe><slowo_obce>baczyć</slowo_obce> --- widzieć, dostrzegać.</pe> we mnie szlachcica i brata:/
Mam chléb i wino, co to ust nie szkoda,/
Przyjmę was chętnie, czém chata bogata!» /
A ślepa szlachta, krzycząc wniebogłosy/
Na ucisk tronu i niesłuszność prawa,/
Pod sztandarami wojewody stawa<pe><slowo_obce>stawa</slowo_obce> (daw.) --- dziś popr. forma: staje.</pe>,/
I z jego gwiazdą połącza swe losy,/
Z jego zachceniem łączy swoje modły,/
Z jego orężem swe szable ochocze, ---/
Już się za kruszec zaprzedaje podły,/
Za stągiew miodu, za gruntu półwłocze<pe><slowo_obce>półwłocze</slowo_obce> --- pół włóki; <slowo_obce>włóka</slowo_obce>: daw. miara powierzchni gruntu, równa 30 morgom, czyli ok. 18 ha.</pe>./
A do pańskiego rydwanu przykuta,/
Już zapomniawszy, co wolność prawdziwa,/
Śni jeszcze szlachta, że swobód używa,/
Obiera króla i pisze statuta.<end id="e1384017917319-2729765730"/>/
Senne rojenia! niedorzeczne chęci!/
Pomiędzy kilku władza się rozdziela;/
Potężnych domów mnodzy są klienci,/
Lecz trudno w kraju o obywatela.<end id="e1384018409081-2081954783"/></strofa>





<naglowek_rozdzial>II</naglowek_rozdzial>





<strofa>Krzysztof Szeliga na birżańskim dworze/
Urastał w łaskach książęcia Krzysztofa./
Postać miał dziarską a spojrzenie hoże,/
Dłoń, co się nigdy przed szablą nie cofa,/
Umysł przytomny, a poczciwe serce ---/
Czemuż tych darów na lepsze nie użył?/
Gdyby krajowi poświęcił w żołnierce,/
Jakby się pięknie wsławił i zasłużył!</strofa>




<strofa>Jeszcze za życia Zygmunta trzeciego,/
Zamek birżański gdy obiegli Szwedzi,/
Młody Szeliga wraz z drugim kolegą,/
Zebrawszy ciżbę zamkowéj gawiedzi,/
Sprawił wycieczkę i śmiałym obrotem/
Niemałą klęskę napastnikom zadał;/
A kiedy Birże poddały się potém,/
On w różnych miejscach na Szwedów napadał./
Obok książęcia na bitwach niósł zdrowie,/
I z chrobrem sercem do rozprawy staje;/
Nadstawiał piersi, aby się wrogowie/
W głębsze litewskie nie przedarły kraje./
Był to niedługi zawód wojowniczy,/
Co w lat dwadzieści znowu się ożywił:/
Bo gdy po przodkach Birże odziedziczy/
Książę koniuszy Bogusław Radziwiłł,/
<begin id="b1384018740729-2177133013"/><motyw id="m1384018740729-2177133013">Szlachcic, Sługa, Wierność, Służalczość, Obyczaje</motyw>Szeliga zawsze Radziwiłłom wierny/
Podzielał księcia wyprawy bojowe,/
Pod Beresteczkiem wiódł hufiec pancerny/
I kozaczyznę poraził na głowę./
Już czoło jego siwizną się prószy/
Ozdobne w laury ojczystéj zasługi;/
Lecz z owych laurów żartował w swéj duszy:/
Bo on krajowi --- nie służył jak drugi./
Jeno zdobywał łaskę u magnata,/
Co chciał krajowi dowodzić przemocą,/
Poszedłby, zda się, i na koniec świata,/
Biłby się zawżdy<pe><slowo_obce>zawżdy</slowo_obce> (daw.) --- zawsze.</pe>, nie pytając o co,/
I przy tureckiem stanąłby sztandarze,/
Jeżeli książę koniuszy rozkaże.<end id="e1384018740729-2177133013"/></strofa>




<strofa><begin id="b1384018905508-459151701"/><motyw id="m1384018905508-459151701">Przywódca, Szlachcic</motyw>Na świetnym dworze księcia Bogusława/
Nie było mowy o Rzeczpospolitéj:/
Szlachta --- narzędzie pańskiéj myśli skrytéj,/
Gdzie jeno skinie, wszędy hurmem stawa<pe><slowo_obce>stawa</slowo_obce> (daw.) --- dziś popr. forma 3.os.lp: staje..</pe>,/
Ani pytając tego, co na przedzie,/
Czy dobrze wiedzie? i dokąd zawiedzie?/
<end id="e1384018905508-459151701"/>Na zjazdach szlachty Szeliga niebacznie/
Kierowan ręką, z której pragnął złota,/
Rokosze w wojsku poszeptywać zacznie/
I na powagę królewską się miota,/
I z owym mieczem, co poświęcił Skarga,/
Na pomazańca Pańskiego się targa./
Skarga już nie żył i ojciec już nie żył,/
Otworem stały do swawoli drogi,/
Nikt go nie ujął słowami przestrogi,/
Nikt pogardliwém okiem go nie zmierzył./
A łaska pańska ku niemu się wdzięczy,/
A przepych dworski tak nęcił z daleka,/
Że oplątany jak w siatce pajęczéj,/
Z rozkoszą własnéj woli się wyrzeka, ---/
I nie pojmował, jak szlachta wśród wioski/
Może brać sochę lub siekierę w ręce,/
Mieć inną barwę krom Radziwiłłowskiéj,/
Mieć inne myśli jak myśli książęce.</strofa>




<naglowek_rozdzial>III</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1384019041420-3957856882"/><motyw id="m1384019041420-3957856882">Dom, Upadek</motyw>Tak go zajęły te względy łaskawe,/
Że ani spojrzał na rodzinne ściany,/
Ojcowski dworek wypuścił w dzierżawę,/
A czynsze z niego --- przegrywał z dworzany./
Domek, co niegdyś ojcowska siekiera/
Wyciosywała ze skrzętnym mozołem,/
Dziś drewnianemi szczudły się podpiera,/
Jak stary żebrak, jak dziad pod kościołem./
Słomiana strzecha pokryła się cała/
Mchy zielonemi i plamy czarnemi,/
W oknach gdzieniegdzie szyba pozostała,/
Ganek i przyźba osiadły ku ziemi./
Gruszę cienistą wycięto sprzed chaty,/
W ogródku chwasty wyrosły krzewiście,/
A klon uwiędły, zeschły, rosochaty,/
Ledwie niemnogie i żółte miał liście./
Pszczółki rzuciły opróchniałe barcie,/
Gęste pokrzywy wyrosły u płota;<begin id="b1384019091477-3698570430"/><motyw id="m1384019091477-3698570430">Czary, Wierzenia, Zdrada, Kara</motyw>/
Stare, poczciwe i zaklęte wrota/
Zdają się prosić o lepsze podparcie./
<end id="e1384019041420-3957856882"/>A między ludźmi jeszcze jest podanie:/
Jak ojciec Skarga poświęcał je nowo/
I swe zaklęcie jak położył na nie,/
Aby runęły nad zdradziecką głową./
Lecz, dzięki Bogu, wrota nie runęły,/
Choć niepodparty słup ledwie się trzyma:/
Na starej Litwie w dziedzinie Jagiełły,/
Są grzeszni ludzie --- ale zdrajców nié ma.<end id="e1384019091477-3698570430"/></strofa>




<naglowek_rozdzial>IV</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1384019240077-1852993225"/><motyw id="m1384019240077-1852993225">Czas, Przemiana, Przemijanie, Obraz świata, Natura</motyw>Wieczność nad światem krąży nieprzerwanie,/
Zmienia się oracz, chociaż jedna niwa;/
A na cmentarzach, na kościelnéj ścianie/
Coraz to nowy nagrobek przybywa, ---/
I jeśli zważysz --- w tejże saméj chwili/
W nowéj kolébce nowy gość zakwili./
Przyszłość z przeszłości wyradza się staréj,/
Tak pomalutku, tak niepostrzeżenie,/
Jak drobne brzozy lub dębu nasienie/
Wyrasta listkiem, wystrzela w konary; ---/
I jak najstarsi ludzie nie przypomną,/
Latorośl marna, uboga, maleńka,/
Już dzisiaj wiechą wieńczy się ogromną,/
Jéj pień starzeje, olbrzymieje, pęka,/
Sieje dokoła krzewiste nasiona,/
A żółte próchno wysypuje z łona.</strofa>




<strofa>W każdym niebieskiéj jutrzeńki<pe><slowo_obce>jutrzeńki</slowo_obce> --- jutrzenki.</pe> rozświcie/
Kończy się życie i poczyna życie:/
Kwiat stugodzinny, człowiek stuletni/
I historyczna tysiąców lat era,/
Czy słońce świeci posępniéj czy świetniéj,/
Za każdą chwilą, rodzi się --- umiera./
Nie dojrzy żaden dar jasnowidzenia,/
Jako świat <wyroznienie>boży</wyroznienie> oblicze przemienia,/
Jak rozwinięty w swych prawach swobodnie/
W jednej godzinie starzeje i młodnie<pe><slowo_obce>młodnie</slowo_obce> --- dziś popr. forma: młodnieje.</pe>.<end id="e1384019240077-1852993225"/></strofa>




<naglowek_rozdzial>V</naglowek_rozdzial>





<strofa>Niepostrzeżonym, nieznacznym obrotem/
Przeszło nad Polską pół wieku z okładem:/
Zmarł Zygmunt trzeci, a w dziesięć lat potém/
Władysław poszedł za ojcowskim śladem;/
Korona polska jak wieńce cierniowe/
Przygniotła Jana Kazimierza głowę.</strofa>




<strofa><begin id="b1384019555105-3335881264"/><motyw id="m1384019555105-3335881264">Bóg, Historia, Kara, Burza</motyw>Jak w losach człeka, tak w losach narodu/
Pan Bóg dopuszcza chwile ciężkiéj doli,/
Czy to za grzechy zbrojone za młodu,/
Czy w dowód łaski, czy nauce gwoli<pe><slowo_obce>gwoli</slowo_obce> (daw.) --- dla, z powodu, w celu (z C.: gwoli czemu).</pe>./
Ojciec niebieski w gniewie czy w rozwadze/
Różdżkę swej chłosty podnosi na dzieci,/
Całe narody da klęskom pod władzę,/
A chmura nieszczęść jak z wiatrem naleci./
Uderza w gromach piorun po piorunie,/
Wszystko druzgoce, obala i pali;/
Gdy jeden obłok, zdaje się, przesunie,/
Patrzcie! horyzont już czernieje daléj,/
A w nowych kłębach czarnego chmurzyska/
Nowy grom huczy, nowy piorun błyska;/
I nowy wicher zadyma spod chmury,/
Łamać, obalać, co zostało jeszcze.../
Ojcze ludzkości! Strażniku natury!/
Kiedyż te znaki ustaną złowieszcze?/
Kiedyż się skończy burza klęsk niesyta?/
Kiedyż się skończy to serc naszych drżenie?/
Kiedyż poranek radosny zaświta/
I błysną jutrzni różowej promienie?/
Och! czas już światu poweseleć od niéj/
Czas sercom ludzkim uderzyć swobodniéj!<end id="e1384019555105-3335881264"/></strofa>




<naglowek_rozdzial>VI</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1384019710696-1248883471"/><motyw id="m1384019710696-1248883471">Naród, Historia, Bóg, Burza, Kara</motyw>W doli narodów, nim burza Jehowy/
O ściany kraju uderzy w zapędzie,/
Bóg naprzód miesza stary ład domowy,/
Żywioły bytu porozprzęga wszędzie,/
Zeszle<pe><slowo_obce>zeszle</slowo_obce> --- dziś popr. forma: ześle.</pe> bezsilną niemoc na sternika,/
Oczy czeladzi ślepotą zaciemni:/
Ginie porządek, święta zgoda znika,/
Stają się wszyscy wrogowie wzajemni<pe><slowo_obce>stają się wszyscy wrogowie wzajemni</slowo_obce> --- dziś popr.: stają się (...) wrogami wzajemnymi.</pe>./
A gdy się waśnią, gdy wstecz idzie praca,/
Gdy fundamenta podkopali sami,/
Uderza piorun i ściany wywraca,/
I już społeczność jęczy pod gruzami./
I swe boleśne<pe><slowo_obce>boleśny</slowo_obce> --- dziś popr.: bolesny.</pe> opatrując rany,/
Każdy na drugich gdy swe winy zwala,/
Grom, który został na pomstę przysłany,/
Z niebacznej ciżby śmieje się z oddala;/
Wicher, co bije w nieszczęśliwe zgliszcze,/
Z urągowiskiem po ruderach świszcze.<end id="e1384019710696-1248883471"/></strofa>




<naglowek_rozdzial>VII</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1384019964435-3035118222"/><motyw id="m1384019964435-3035118222">Polska, Historia, Polak, Obywatel, Król, Władza</motyw>Tak w owe czasy --- nim w Polskę strzeliły/
Cztery pioruny, ze czterech stron świata,/
Pan porozdwajał, pogmatwał jéj siły,/
Z gościńca przodków odbieżał Sarmata./
Bezrząd na wszystkiém swoję pieczęć kładzie,/
Nosi jéj cechę już Rzeczpospolita;/
A niegdyś baczny na wszystko Lechita/
Stał się porządnym --- jedynie w bezładzie<pa><slowo_obce>Lechita stał się porządnym jedynie w bezładzie</slowo_obce> --- ,,bo Polacy w niczém nie są porządni, tylko w samym nieporządku". (Opaliński, księga III, Satyra I). Na odmalowanie epok używamy myśli i wyrażeń współczesnych pisarzy.</pa>./
Panowie radni oblegają króla/
I za starostwa przedają swe wota; ---/
Szlachta na sejmie po gospodach hula,/
Pjanemi<pe><slowo_obce>pjany</slowo_obce> (daw.) --- dziś popr.: pijany.</pe> słowy na wszystko się miota,/
Rzuca na króla i na senat zakał,/
Każdą myśl jego zabija w jutrzeńce<pe><slowo_obce>jutrzeńce</slowo_obce> --- dziś popr.: jutrzence.</pe>./
Och! często, często boleśnie zapłakał,/
Często załamał Jan Kazimierz ręce ---/
I tęskne myśli posyłał za morze,/
Gdzie tron ojcowski posiadł mu kto inny,/
Gdzie lud monarchom posłuszny, powinny,/
Gdzie król poddanych uszczęśliwić może./
A tutaj... tutaj gdzież jest tronu władza?/
Naród do szczęścia sam sobie przeszkadza./
Tu groźna północ od Szwedów i Rusi/
Dwoma chmurami z daleka się sroży;/
Tutaj Chmielnicki, prawdziwy bicz <wyroznienie>boży</wyroznienie>,/
Kraj naddnieprowy oderwać się kusi,/
Krwią lacką spluskał ukraińskie stepy,/
A nie masz środków postawić mu czoła:/
Sejm tylko jeden uczynić to zdoła,/
Ale sejm polski, gwarliwy a ślepy,/
Gdzie dola kraju, gdzie obrona dziatek,/
On się targuje z królem o podatek./
Jęczą na nędzę i szlachta, i pany;/
Jednak tym jękom trudno dawać wiary:/
Bo dzisiaj w ziemi, kopając kurhany,/
Mnogie znajdujem grosze i talary ---/
Na których stęplem ówczesnych myncarzy/
Odbite rysy Kazimierza twarzy./
Snadź<pe><slowo_obce>snadź</slowo_obce> (daw.) --- widocznie, prawdopodobnie.</pe> w owe czasy chciwość czy obawa/
Kryły przed sejmem, że grosza jest dosyć,/
I trudno było o szeląg uprosić/
W imieniu kraju lub w imieniu prawa.<end id="e1384019964435-3035118222"/>/
<begin id="b1384020718705-2832054946"/><motyw id="m1384020718705-2832054946">Państwo, Polska, Szlachcic, Polak, Historia, Pieniądz, Władza, Obyczaje, Obywatel, Głupota</motyw>Senator chowa swe grosze do skrzyni,/
Mnich się bogaci, panoszy bez granic,/
Szlachcic o zbytki dwór królewski wini,/
A na pobory nie zgadza się za nic./
Każdy od nędzy rzekomo się garbi,/
W liczbie podatku niedoboru kreski,/
Zakłopotany koronny podskarbi,/
Zakłopotany podskarbi litewski./
Wojsko bez żołdu sztandary opuszcza,/
Poborca grosze roztrwania bezładnie, ---/
A na sejmikach wykrzykiwa tłuszcza:/
Że król niebaczny, że podskarbi kradnie,/
Że wszystek zasób wyciągnięto z chatek,/
Że przyjdzie z głodu umrzeć na ostatek./
A patrz po kraju, kędy grosz się trwoni?/
Za jedną szczyptę zamorskiego ziela!/
Co sług! co potraw! co psów, a co koni!/
Jak tryska wino! jak huczy kapela!/
Patrz, ile kanak<pe><slowo_obce>kanak</slowo_obce> --- przylegający do szyi szeroki naszyjnik z drogich kamieni oprawionych w złoto a. ozdoba fryzury ze sznurów pereł; elementy stroju popularne wśród szlachty w XVII w.</pe> z dyjamentu warty/
W stroju mężczyzny, białogłowy, dziecka!/
Jakie sobole, tygrysy, lamparty! ---/
Rzeczpospolita zbytkuje szlachecka./
Za dwie wieczerze nadwornej szarańczy/
Można uzbroić chorągiew'<pe><slowo_obce>chorągiew'</slowo_obce> --- daw. apostrofem oznaczano miękkie w (co ujawnia się w odmianie: chorągwi itd.), a zarazem miejsce po zaniku prasłowiańskiej półsamogłoski, jeru miękkiego.</pe> hussarzy;/
Lecz szlachta szumi, o swobodach gwarzy,/
Na grobie kraju śmieje się i tańczy,/
Ani chce wiedzieć, że tu wnet naskoczy/
Groźny Chmielnicki, Szwed albo Rakoczy,/
Gdy się na głowę zwala Siedmiogrodzie,/
Kozak i Rusin gdy do walki zowie<pe><slowo_obce>zowie</slowo_obce> --- tu: wzywa.</pe>,/
Na wałach fortec jaśni starostowie/
Sieją warzywa, jak gdyby w ogrodzie,/
Mur z bastyjonem rozbijając stary,/
Budują z niego śpichrze i browary<pa><slowo_obce>A patrz po kraju, kędy grosz się trwoni (...)</slowo_obce> --- Wszystko w Opalińskim.</pa>./
Rzadko gdzie w domu szlachcica-rycerza/
Był koń, zbroica lub miecz w pogotowiu;/
Żołnierz koronny, zbyt folgując zdrowiu,/
Wlókł z sobą łóżka i pościele z pierza./
Na wież obronnych niedawne zwaliska/
Wspina się koza i ogryza chwasty./
Na straży żołnierz dziesiąty, dwunasty:/
Bo reszta hula albo lud uciska.<end id="e1384020718705-2832054946"/></strofa>




<strofa><begin id="b1384021248006-3303044558"/><motyw id="m1384021248006-3303044558">Szlachcic, Polak, Pieniądz, Kłamstwo, Zdrada, Obywatel</motyw>Czegóż nie działał ów motłoch łakomy/
Na cudze grosze majętność i domy!/
Na niewinnego potwarze wymiata,/
Mówiąc: ten zdrajca, ten z wrogiem się brata,/
Ten ranił sługę, co był pod mą władzą,/
Ten ukradł konia, co do mnie należy./
Więc do hetmana niewinnych prowadzą,/
A ich domostwa oddają łupieży;/
Mordują, ranią, gdy rabować nie dasz/
Biorą co wola i niosą na przedaż./
Zamiast starszyznę mieć w zacnej powadze,/
Szemrał na króla, rotmistrze, hetmany,/
Składał swe zjazdy żołdak zbuntowany/
I groźny oręż podnosił na władzę./
Rzadko kto mawiał: «Dopomóż mi, <wyroznienie>Boże</wyroznienie>!/
Sławo! ja głowę dla ciebie położę!». /
Częściej słyszałeś z ust rycerskiéj braci:/
«Służę i czartu, jeśli mi zapłaci<pa><slowo_obce>Składał swe zjazdy żołdak zbuntowany</slowo_obce> (...) --- Obrazki swawoli żołnierstwa wzięte ze Skargi: <tytul_dziela>Nabożeństwo żołnierskie</tytul_dziela>.</pa>».</strofa>




<naglowek_rozdzial><end id="e1384021248006-3303044558"/>VIII</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1384021411276-3864674355"/><motyw id="m1384021411276-3864674355">Państwo, Wróg, Samobójstwo, Polska, Historia</motyw>Boleść rwie serce, gdy musimy w pieśni/
Wspomnieć te czasy, kreślić te obrazy./
Patrząc na Polskę płakali współcześni:/
«Piękna ziemico! zgubionaś sto razy!/
Świetna wśród bitew, nieszczęśliwa doma<pe><slowo_obce>doma</slowo_obce> (daw.) --- w domu.</pe>,/
Nie drżysz przed Szwedem ani Zaporożem,/
Lecz sama własnym zabijasz się nożem,/
Grób sobie kopasz<pe><slowo_obce>kopasz</slowo_obce> (daw.) --- dziś popr. forma: kopiesz.</pe> własnemi rękoma!/
Nie winuj<pe><slowo_obce>winować</slowo_obce> (daw., gw.) --- obarczać winą.</pe> obcych, że z chciwym zapałem/
Biegną ku tobie, czując twe niezdrowie:/
Tylko narzędziem Pańskiem są krukowie,/
Co lecą martwem nasycić się ciałem./
Nie oni zgonu twojego przyczyną:/
Kraje przez siebie, nie przez obcych giną!»</strofa>




<naglowek_rozdzial><end id="e1384021411276-3864674355"/>IX</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1384022594966-1330664115"/><motyw id="m1384022594966-1330664115">Polska, Historia</motyw>Poczęły trwożne szerzyć się pogłoski/
O nieprzyjaznym dla Polski sąsiedzie:/
Że podkanclerzy, zdradny Radziejowski,/
Na zgubę braci szwedzkie hufce wiedzie./
Tuż za pogłoską, szedł i skutek spieszno:/
Runęły w Polskę zastępy Wandali,/
A gród poznański i Kalisz, i Leszno/
W ręce zwycięzców wodzowie oddali./
Wojewodowie i kasztelanowie,/
Co w wolnym kraju i wyznać sromota,/
W pokorném piśmie i w pokornéj mowie/
Królowi Szwedów składali swe wota./
Janusz Radziwiłł wnet przeszedł do Szweda,/
Wiodąc za sobą szlachtę z Litwy całéj,/
I poszła daléj zwycięska czereda; ---/
Wkrótce ją mury warszawskie ujrzały./
Uszedł król polski ze swojéj stolicy,/
Coraz po kraju tułając się daléj;/
Pierzchli koronni niegdyś pochlebnicy,/
Co jeno łaski u tronu szukali./
Opuszczał króla silny i bogaty,/
Szedł i Szwedowi swą przychylność kłamał./
Biedny mieszkaniec zaściankowéj chaty/
Spojrzał dokoła --- i ręce załamał;/
A obcy pychy poszeptom zdradzieckim,/
Przysiągł nie zdradzić króla i swéj ziemi,/
Naostrzył brzeszczot rękami chrobremi/
I szedł do swoich łączyć się z Czarnieckim.</strofa>




<strofa>Stefan Czarniecki, mąż kuty z żelaza,/
Z niewielką garstką nie zdradził swéj wiary:/
W nim kraj rodzony, w nim Kazimierz Waza/
Widzieli męża, co jak granit stary,/
Zaległszy morza wściekłego wybrzeże,/
Sam jeden lądu od powodzi strzeże./
A w tym niezłomnym wiekowym granicie,/
Przy którym fala ściele się bezwładnie,/
Jakież skry ognia! zaraz w nich ujrzycie,/
Za lada starciem jak piorun wypadnie.</strofa>




<strofa>Ruś gości w Wilnie, Chmielnicki we Lwowie,/
Szwed zajął Poznań, Warszawę i Kraków;/
Już wszystkie grody stołeczne Polaków/
W rękach zdobywców jak nędzne pustkowie./
Trzy wielkie wichry w całéj swojéj sile/
Kiedy na jedną budowę gruchnęły,/
Zda się dziedzina Piasta i Jagiełły/
Będzie na troje rozdarta za chwilę./
Nie masz wyboru dla prawego męża,/
Jeno polegnąć pod domowém zgliszczem;/
Lecz mądrzy mówią: może cóś uzyszczem,/
Pójdźmy się kłaniać temu, co zwycięża.<end id="e1384022594966-1330664115"/></strofa>




<naglowek_rozdzial>X</naglowek_rozdzial>





<strofa>Książę Radziwiłł, litewski koniuszy,/
Dawno szwedzkiemu kłania się królowi;/
Jego klienci na wszystko gotowi/
Na stronę szwedzką przeszli z całéj duszy./
Tylko gdzieniegdzie trzyma się na wodzy/
Kupa mieszczanów lub szlachta ubodzy./
Pomimo pochlebstw, pomimo popłochu,/
Gdzieś garstka z garstką jeszcze się sprzymierza,/
Ostatni szeląg, ostatnią garść prochu/
Niesie na sprawę Jana Kazimierza,/
Ostatnie takty bolejącéj piersi/
Składa w modlitwę za Rzeczpospolitą./
Lecz tacy ludzie, biedniejsi im szczersi,/
Jakże się muszą opłacać sowito!/
I szwedzki żołdak, i służba książęca/
Ściga stronników sarmackiego króla,/
Pod ich strzechami najbezkarniéj hula,/
Nad ich rodziną pastwi się i znęca,/
A byle cienie, byle powód marny/
Niesie miecz rzezi i ogień pożarny.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XI</naglowek_rozdzial>





<strofa>Ale po burzy znowu się rozwidni,/
Poczęła świtać jutrznia lepszéj doli;/
Szlachta od Szwedów cofa się powoli,/
Przejrzeli ślepi --- a zdrajcy ohydni,/
Gdy nowe knować poczęli zasadzki,/
Stanął w Tyszowcach akt konfederacki./
A w Częstochowie jedno serce mnicha,/
Które wspierała Przenajświętsza Panna,/
Tysiące szwedzkich zastępów odpycha,/
Daje się słyszeć wesołe: «Hozanna!»/
Z echem i z wiatrem, rozwiał się dźwięk pieśni/
Po całym kraju, jak dobra otucha:/
Powiat z powiatem kojarzy się cieśniéj,/
Szwedzkich rozkazów już mało kto słucha./
Sandomiérz, Lublin już w ręku Polaków,/
Już głoszą powrót Jana Kazimierza,/
Nazad zdobyte Warszawa i Kraków,/
Czarniecki wszędy jak piorun uderza./
A ludzie dobrzy, łatwowierni, prości,/
Co szli do Szweda w prostocie swéj duszy,/
Już się zrzekają ohydnych sojuszy,/
Naród powraca do swéj powinności./
Już tylko tacy przy wrogu zostali,/
Co chcieli nękać swą ziemicę biedną:/
Kilku magnatów i klienci mali,/
Co z magnatami chcieli być za jedno.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XII</naglowek_rozdzial>





<strofa>Krzysztof Szeliga zanadto swą dolę/
Skojarzył z losem księcia Bogusława,/
Wspólnie ich bojów, ich przewinień pole,/
Dzielić im tylko wspólny los zostawa<pe><slowo_obce>zostawa</slowo_obce> (daw.) --- dziś popr. forma: zostaje.</pe>./
Już dziś nie poznać owego młodziana,/
Któremu Skarga święcił miecz na boje;/
Twarz jego dzisiaj zmarszczkami zorana,/
Snadź<pe><slowo_obce>snadź</slowo_obce> (daw.) --- widocznie.</pe> że sumienia cierpi niepokoje./
Głos powinności ku matce swéj ziemi,/
Którego wszystka szlachta usłuchała,/
Czyż w jego piersiach nieprawość oniemi?/
Czyż w jego myślach nigdy nie zapała?/
<begin id="b1384022339938-1251932313"/><motyw id="m1384022339938-1251932313">Konflikt wewnętrzny, Zdrada, Korzyść, Obowiązek</motyw>O! znaczno walkę we szlachetnej duszy!/
Ciężka tam w głębi odbywa się próba./
On nieraz myśli: «Niech książę koniuszy/
Trzyma ze Szwedem, czy z kim się podoba;/
Moja powinność tam, gdzie mojej braci,/
W szeregach króla, w obronie tej niwy,/
Gdzie złożył głowę mój ojciec sędziwy,/
Gdzie mię z narodem krew powinowaci». /
Przeciw tym myślom, myśl zdradna a płocha/
Stawiła czoło potężnie i srodze:/
«Czyż rzucić księcia, który tak mię kocha,/
Kiedy tu silną chorągwią dowodzę?/
Ja tutaj mnogie skarby mam pod strażą,/
Z łupów wojennych uzbierałem krocie;/
Wrócić do swoich --- to oddać je każą,/
Oddać kmiotkowi, wdowie lub sierocie./
Rzucić dostojność, którą tutaj pieszczę,/
Pozbyć się grosza --- toć cała ruina;/
Zostać żołdakiem, potem słuchać jeszcze,/
Gdy człek skrzywdzony łupieżcę przeklina.../
Nie, już za późno... już pozostać wolę:/
Po mojej drodze zaszedłem daleko,/
Wypieszczonemu na książęcym stole,/
Wracać do wioski --- pić wodę i mleko.../
Przy łasce księcia, przy wojennym łupie,/
Nie taką wioskę ja wkrótce zakupię»./
Tak, by zagłuszyć sumienia zgryzoty,/
Szeliga w swego namiotu ustroni/
Przeglądał pilno swój strój szczerozłoty,/
Srebrzysty oręż, suty rząd na koni;/
A obliczając swe przyszłe rozkosze,/
Przyszłe znaczenie --- dodawał kryjomu:/
«Zmienią się czasy i króla przeproszę,/
I jak bohater powrócę do domu!»/
Bluźniercze myśli, bezrozumne cele!/
<end id="e1384022339938-1251932313"/>Bo się w świątynię dziejową nie wdziera:/
<begin id="b1384022540879-1161388540"/><motyw id="m1384022540879-1161388540">Bohaterstwo, Historia</motyw>Nie dosyć męstwa albo ran na ciele,/
Bo świętość sprawy czyni bohatera;/
Bez tego męstwo na nic się nie przyda,/
A inne w dziejach zostanie --- ohyda.<end id="e1384022540879-1161388540"/></strofa>




<naglowek_rozdzial>XIII</naglowek_rozdzial>






<strofa>Pod wioską Prostki, na pruskiéj granicy,/
Szwed już z dziedziny sarmackiéj wygnany/
Leżał obozem --- a dwa polskie pany,/
Dwaj macierzystéj ziemi najezdnicy:/
Książę koniuszy Bogusław Radziwiłł/
I podkanclerzy polski Radziejowski,/
Nowe Szwedowi podawali wnioski,/
By wrócił w Polskę i kraj uszczęśliwił,/
Że tamta ziemia ku niemu stęskniona/
Znowu poddańcze wyciągnie ramiona./
Elektor pruski, obecny naradzie,/
Co swoje hufce ze Szwedem połączył,/
Co rad by z Polską na zawsze już skończył,/
Przyrzeka pomoc i warunki kładzie./
Radzono długo... noc była już ciemna,/
Były tam plany i spory, i swary;/
Wreszcie nastała ugoda wzajemna,/
Przebito dłonie, podano puchary: ---/
I cichy toast okrążył trzy razy:/
«Niech żyje zguba Kazimierza Wazy!»</strofa>




<strofa>Szeliga z wartą księcia Bogusława/
Stał przy namiocie tuż za samém płótnem,/
Słyszał, jak gwarna toczyła się wrzawa,/
Słyszał toasty z ich proroctwem smutném;/
Ale mu serce nie zadrgało zgrozą,/
Zaśmiał się --- szepnął: «Giń Rzeczpospolita!/
Gdy starą Polskę na marach powiozą,/
Toć nowy w świecie porządek zaświta./
Szwedzkim stronnikom już zręczność się poda/
Wypłynąć na wierzch, bo ich teraz pora.../
Już nie starosta, jak marzyłem wczora,/
Lecz będę hetman, kanclerz, wojewoda;/
Wezmę urzędy, których nie dościga/
Nawet Radziwiłł, nie tylko Szeliga./
A dusza ojca, stary duch woźniczy,/
Co patrzy na mnie ze zgrozą rozpaczy,/
Kiedy me wszystkie honory policzy,/
Jakże mi chętnie odstępstwo przebaczy!/
I w drugim świecie nagany mi nie da,/
Że szlachcic polski był stronnikiem Szweda».</strofa>
<strofa>Ledwie to wyrzekł, aż oto z łoskotem/
Trąbka zagrała przed samym namiotem,/
I spieszny goniec zapytał u straży:/
Czy tu król szwedzki? czy ucha udziela?/
I czy z listami tu się wejść odważy?/
A listy pilne od wojska Forgela./
(Ów zasię Forgel był szwedzki jenerał,/
Który szedł kilku tysiącom na czele,/
Był dwakroć jeńcem, ale teraz śmiele/
Znów się do Polski za Wisłę przebierał)./
Wpuszczono gońca --- a na wielkiéj radzie/
Siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, mnóstwo, moc.</pe> zapytań razem<pe><slowo_obce>razem</slowo_obce> --- tu: naraz, jednocześnie.</pe> go osypie./
Niedobre wieści: bo przy wiosce Lipie/
Czarniecki dopadł Wandalów w nieładzie;/
Krwawemi strugi<pe><slowo_obce>strugi</slowo_obce> (daw.) --- dziś popr. forma N.lm: strugami.</pe> zalało się pole,/
Trupem poległo Szwedów dwa tysiące;/
Nim się poranne ukazało słońce/
Jenerał w polską dostał się niewolę./
Król szwedzki zgrzytnął i zatupał nogą,/
Elektor pruski cóś zamruknął z cicha,/
Pan Radziejowski pogląda złowrogo,/
Książę koniuszy blednieje i wzdycha./
Goniec złéj wieści wymknął się z namiotu/
I kędyś zniknął w obozowém kole./
Szeliga otarł wielką strugę potu,/
Co mu gorąco płynęła po czole,/
I dziecko Litwy niespokojne szczerze,/
Że jego naród swe tryumfy bierze.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XIV</naglowek_rozdzial>





<strofa>Cicho w namiocie --- i król, i książęta/
Zwiesili głowy pod myśli nawałem./
Wtém cisza nocy znowu potrząśnięta,/
Ale złowrogim na trwogę sygnałem./
Król wybiegł... słucha... to nuta nieswojska!/
«Na koń, żołnierze! do zbroi! do broni!»/
Lecz w tejże chwili nad uchem zadzwoni/
<tytul_dziela>Bogarodzica</tytul_dziela>: hymn polskiego wojska./
Zaledwie szwedzka rusza się gromada,/
Trzy polskie hufce na karki jéj wpada./
Książę koniuszy wyskoczył z namiotu,/
Dopadł rumaka --- lecz go hufiec ściga,/
Jeno zakrzyknął: «Hej, mości Szeliga!/
Ze swą chorągwią zastaw się u płotu;/
A jeśli napad podstąpi zdradziecki,/
Pilnuj się waszmość na miejsca wyborze./
By miłościwy król jegomość szwedzki/
W ręce się polskie nie dostał, broń Boże!»./
Król szwedzki uszedł; lecz jego zamiary/
Przeniknął hufiec pancerny litewski,/
I wielki hetman, Wincenty Gosiewski,/
Przyskoczył, mając najemne Tatary, ---/
I w téjże chwili zręcznie oskrzydlili/
Pancerne hufce księcia koniuszego; ---/
Na próżno pułki brandenburskie biegą,/
Na próżno szwedzkie rycerstwo się sili, ---/
Już dzielne polskie i tatarskie zuchy/
Rozbiły hufiec birżańskiego księcia./
Książę z Szeligą, bojąc się ujęcia,/
Na rączych koniach szukają otuchy;/
Hufiec Tatarów rączo ich dościga:/
Pojmany książę, pojmany Szeliga.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XV</naglowek_rozdzial>





<strofa>Chwała zwycięstwa, jak kronika pisze,/
Na Gosiewskiego zaświtała głowie;/
A korzyść walki dobrzy towarzysze/
I perekopscy wzięli Tatarowie./
Sześć pułków szwedzkich, dwa pruskie sztandary,/
Dwa hufce polskie --- i armat bez miary,/
Bez miary jeńców okowywa<pe><slowo_obce>okowywa</slowo_obce> --- dziś popr. forma: okuwa.</pe> pęty<pe><slowo_obce>pęty</slowo_obce> (daw.) --- dziś popr. forma N.lm: pętami.</pe>/
Hetman litewski Gosiewski Wincenty, ---/
I dobrze pewien, że wiadomość miła,/
Radośne gońce do króla posyła.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XVI</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1384023960795-2862719630"/><motyw id="m1384023960795-2862719630">Zdrada, Szlachcic, Król, Wygnanie, Historia</motyw>Przy boku króla był Radziwiłł drugi,/
A krewny księcia koniuszego bliski,/
Mąż znakomity przez zacne zasługi,/
Michał Kazimierz ordynat nieświeżski<pe><slowo_obce>nieświeżski</slowo_obce> --- dziś popr. forma: nieświeski.</pe>./
Jego staraniem, choć z bronią pojmany,/
Książę koniuszy zgubie się wyśliźnie;/
A jego wojsko i wszystkie dworzany/
Kazano wygnać --- jak śmieci w ojczyźnie,/
Ażeby żadne nie zostały ślady,/
Że szlachcic polski był zdolen do zdrady./
(Książę koniuszy, choć swojéj krainie,/
Swemu królowi zawinił się srogo,/
W Słucku, Nieświeżu, Mirze, Tykocinie,/
Fortece szwedzką osadzał załogą,/
Dobywał Brześcia, --- dziś zbity na głowę,/
Jak buntownika Gosiewski go bierze;/
Lecz potém z królem pojednał się szczerze/
I sprawiał różne urzędy krajowe./
(Czy urzędując, nagrodził te straty,/
Które krajowi przyczynił tak świeżo?/
To są wypadki już późniejszéj daty,/
Co do powieści naszéj nie należą).<end id="e1384023960795-2862719630"/></strofa>




<naglowek_rozdzial>XVII</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1384024172685-1041543977"/><motyw id="m1384024172685-1041543977">Wygnanie, Zdrada, Hańba, Wojna, Bogactwo</motyw>Szeliga tedy, występny banita,/
Wygnan od ziomków za rodzinne płoty;/
Lecz za to bogacz --- a myśl jego skryta/
Mało się troszczy tém piętnem sromoty<pe><slowo_obce>sromota</slowo_obce> (daw.) --- hańba.</pe>./
A hetman nieco łagodząc mu winę,/
Nim się dopełni wygnanie złowieszcze,/
Kilka dni czasu zostawił mu jeszcze,/
Aby mógł przedać ojcowską wioszczynę./
Szczupłyć to dworek --- mało go obchodzi;/
Jednak Szeliga skorzystał z pozoru,/
Aby na Litwie, wśród tamecznéj młodzi/
Jednać stronniki dla szwedzkiego dworu./
Pojechał tedy w rodowitą stronę,/
Gdzie od młodości nie postał i nogą,/
Cztery rumaki w karocę wprzężone/
Pędzą ku Litwie pośpiesznie jak mogą./
I któż by poznał po tak długim czasie/
Syna woźnicy w téj pańskiéj kolasie?/
Na pacholęciu przed dawnemi laty,/
Gdy wyjeżdżało z ojcowskiego domu,/
Nie świecił w oczy strój taki bogaty,/
Twarz była młoda, a czoło bez sromu./
Za niém leciały --- jako towarzysze,/
Błogosławieństwa ojca i kapłana;/
Dziś jego głowa z kraju wywołana<pe><slowo_obce>wywołany</slowo_obce> (daw.) --- wygnany.</pe>,/
Przeklęstwo ziomków nad nią się kołysze./
I kraj się zmienił, że poznać nie można:/
Tak było pięknie, tak było zielono,/
A teraz dymem wsi i miasta płoną;/
Świątynie ręka odarła bezbożna;/
Nie słychać w polu śpiewania żniwiarzy;/
Kryje się w lasach trwożliwie drużyna;/
A gdy człowieka napotkać się zdarzy,/
Ten gorzko płacze i Szweda przeklina;/
Zboża spalone, nagie świątyń mury,/
Wszędy zniszczenie, gdzie oko dościga.../
<begin id="b1384024242807-2061650466"/><motyw id="m1384024242807-2061650466">Dworek, Upadek</motyw><end id="e1384024172685-1041543977"/>I gorzko, gorzko zaśmiał się Szeliga,/
Dworek swych ojców gdy zobaczył z góry./
Runęły spichrze, gołębnik, stodoła,/
Dom pochylony do upadku gotów,/
Klonów i gruszy nie było już zgoła,/
Rosły badyle w ogródku bez płotów./
Znaczno, że wszędy przeszedł czas pożerczy,/
Wszystko boleśne przypomnienia budzi;/
Tylko przed wjazdem stara brama sterczy,/
<end id="e1384024242807-2061650466"/>Zaklęciem Skargi pamiętna u ludzi./
Westchnął Szeliga --- a z dumnego oka/
Trysnęła łezka, gość niespodziewany;/
Lecz się opomniał<pe><slowo_obce>opomnieć się</slowo_obce> --- dziś: opamiętać się.</pe> i spojrzał z wysoka/
I począł nowe osnowywać<pe><slowo_obce>osnowywać</slowo_obce> --- dziś: snuć.</pe> plany:</strofa>




<naglowek_rozdzial>XVIII</naglowek_rozdzial>





<strofa>«<begin id="b1384024393014-2143233141"/><motyw id="m1384024393014-2143233141">Pieniądz, Nadzieja, Pozycja społeczna, Marzenie, Zdrada</motyw>Ten, kto ma złoto, ma wszystko na świecie./
Co mi tam szkodzi wygnańca nazwisko?/
Banita polski --- niezginiony przecie:/
Na ziemi szwedzkiéj znajdę przytulisko./
Tam kupię dobra --- grosz popłaca wszędzie;/
Ale nie żegnam mej rodzinnej włości:/
Gdy się król szwedzki na siłę zdobędzie,/
Gdy znowu tutaj zawitamy w gości./
Odbiorę własność może w rok najdaléj/
I wygnam z kraju tych, co mnie wygnali./
Tu będzie pałac, na nim herb kamienny;/
Gniazdo Szeligów odnowić potrzeba./
Stary mój ojciec, królewski stajenny,/
Aż się uśmiechnie z wysokiego nieba./
Bo cóż za złoto okupić się nie da?/
I cześć powróci, którą wyrok plami,/
Bylebym tylko między Litwinami/
Zjednał co więcéj stronników dla Szweda...<end id="e1384024393014-2143233141"/>»</strofa>




<naglowek_rozdzial>XIX</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1384024523126-3783231925"/><motyw id="m1384024523126-3783231925">Zdrada, Wina, Kara</motyw>Kiedy tak dumał, rumaki jak z procy/
Leciały pędem na dworku zwaliska./
Oś czterokonnéj wspaniałej karocy/
Pod <wyroznienie>Stare Wrota</wyroznienie> z mozołem się wciska./
(A wrota wąskie: bo tędy od wieka/
Szedł prosty wózek lub wjeżdżał gość konny,/
Bo wiedział starzec, że się nie doczeka,/
Iż go odwiedzi urzędnik koronny,/
I nie dla karet szerokiej postaci/
Budował wrota --- lecz dla szlachty braci)./
Za ciasno było synowskiéj kolebce,/
Uwięzły konie, woźnica je plaży./
Szeliga zadrżał --- pobledniał na twarzy,/
Coś niedobrego przeczucie mu szepce./
Konie zarwały, oś o słupy grzmoce,/
Spróchniałe słupy pękły od zamachu ---/
I cały ciężar dębowego dachu/
Z głuchym łoskotem pada na karocę./
Przegniła słoma i krokwi gromada/
Całkiem przykryły woźnicę i pana, ---/
Trzaska się w szczęty karoca złamana,/
I cug rumaków na kolana pada;/
Na koniec targnął i odrzucił w stronę/
Dwa trupy ludzkie na miazgę stłuczone...</strofa>




<naglowek_rozdzial>XX</naglowek_rozdzial>





<strofa>Więc <wyroznienie>Stare Wrota</wyroznienie> nad zdradziecką głową/
Już dopełniły swojéj powinności!/
Tak sobie ludzie powiadali prości/
Przypominając księdza Skargi słowa:/
<wyroznienie>«Kto tędy przejdzie z jaką myślą zdradną,</wyroznienie>/
<wyroznienie>Niechaj te wrota na niego upadną!»</wyroznienie>/
Czy prawdę mówią? niepodobna dociec:/
Czy mało baśni nagada prostota?/
Tutaj, jak zwykle, winien stary ociec,/
Że nazbyt wąskie wybudował wrota;/
Winien woźnica, że źle konie lecą,/
Że zakierował i rady im nie da;/
A może zresztą i syn winien nieco,/
Że rzucił króla, a przeszedł do Szweda.<end id="e1384024523126-3783231925"/></strofa>





<akap>1856</akap>




<akap>Borejkowszczyzna.</akap>


</opowiadanie></utwor>