<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/syrokomla-marcin-studzienski/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Syrokomla, Władysław</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Marcin Studzieński</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Romantyzm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Liryka</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Gawęda</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Utwór powstał w ramach konkursu "Współpraca w dziedzinie dyplomacji publicznej 2013", realizowanego za pośrednictwem MSZ RP w roku 2013. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu, pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie "Współpraca w dziedzinie dyplomacji publicznej 2013". Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może byc utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/syrokomla-marcin-studzienski</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://www.dbc.wroc.pl/Content/8701/57551_t3.djvu</dc:source.URL>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Władysław Syrokomla, Marcin Studzieński. Kartka z kroniki Wilna, nakł. Maurycego Orgelbranda, Wilno 1859.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Władysław Syrokomla zm. 1862</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1933</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2013-11-12</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/image/5722.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Church door, Steven Lilley@Flickr, CC BY-SA 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/5722</dc:relation.coverImage.source>

<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/syrokomla-marcin-studzienski.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0963-5</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/syrokomla-marcin-studzienski.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1929-0</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/syrokomla-marcin-studzienski.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2884-1</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/syrokomla-marcin-studzienski.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3959-5</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/syrokomla-marcin-studzienski.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5045-3</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<category.thema.main>DCA</category.thema.main>
    <category.thema>FS</category.thema>
    <category.thema>FRF</category.thema>
    <category.thema>3MN</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF><liryka_l>
<abstrakt>
<akap>Tytułowy Marcin Studzieński to młody szlachcic, który cieszy się wielkim powodzeniem u panien. Podczas imienin rajcy wileńskiego poznaje piękną Marię, córkę gospodarza.</akap>


 
<akap>Zakochuje się w dziewczynie z wzajemnością, jednak jej rodzice nie wyrażają zgody na małżeństwo, ponieważ są stanu mieszczańskiego i nie chcą wprowadzać szlachcica do rodziny. Tymczasem Wilno zostaje zaatakowane przez Tatarów. Dzielny Marcin staje do walki w obronie ojczyzny. Czy z wojennych potyczek wyjdzie cało? I wreszcie --- czy dane mu będzie poślubić Marię?</akap>


 
<akap>Władysław Syrokomla to pisarz i tłumacz żyjący i tworzący w XIX wieku, związany z ówczesną Litwą. Znany przede wszystkim jako autor gawęd chłopskich, szlacheckich, historycznych. Syrokomla pochodził z ubogiej rodziny szlacheckiej i często w swoich utworach ukazywał ten stan, nie szczędząc irocznicznych komentarzy na temat bliskiej mu rzeczywistości.</akap>


 </abstrakt>
<autor_utworu>Władysław Syrokomla</autor_utworu>



<nazwa_utworu>Marcin Studzieński</nazwa_utworu>


<nota_red>
<akap>Uwspółcześnienia jak w innych publikowanych utworach Syrokomli. Znaleziono i poprawiono błędy źródła: tękno -> tęskno, modliwę -> modlitwę.</akap>


</nota_red>



<podtytul>Kartka z kroniki Wilna</podtytul>


<naglowek_czesc>Część pierwsza. Wieczór mieszczański</naglowek_czesc>






<naglowek_rozdzial>I</naglowek_rozdzial>





<strofa>Stefan Kotwica rajca wileński/
Sprawował ucztę w dzień swego święta,/
Rej wodził w tańcu Marcin Studzieński:/
Miłém nań okiem patrzą dziewczęta,/
<begin id="b1383576014176-904623200"/><motyw id="m1383576014176-904623200">Starość</motyw>Siwi starcowie patrzą nań mile/
Jako na wnuka albo na syna;/
Bo pan Studzieński zuch w całéj sile,/
Każdemu młode dni przypomina./
A nasi starcy, plemię junacze,/
Postarzeć sercem prędko nie mogą, ---/
Za skaczącemi choć okiem skacze/
I rześkie takty wybija nogą,/
Spod sutych skrętów siwego wąsa/
Mruczy piosenkę --- snadź<pe><slowo_obce>snadź</slowo_obce> (daw.) --- widocznie.</pe> dusza rada ---/
Głowę zarzuca, brodę potrząsa/
I ręce pysznie za pas zakłada./
W dzielnym narodzie wiedzą to starzy,/
Że być powinni wzorem młodzieży;/
I znają dobrze, co im do twarzy,/
Co dostojności ich przynależy./
Czy kord bojowy, czy puchar w dłoni,/
Starzec ochoczo rej u nas wiedzie,/
Czy biesiadnicza muzyka dzwoni,/
U nas starcowie zawsze po przedzie.<end id="e1383576014176-904623200"/></strofa>




<naglowek_rozdzial>II</naglowek_rozdzial>





<strofa>Muzyka dzwoni, a młodzież hasa/
I najserdeczniej szumi zabawa;/
<begin id="b1383576078092-461166238"/><motyw id="m1383576078092-461166238">Taniec, Kobieta, Uroda, Mężczyzna</motyw>Zagrzana tańcem dziewicza krasa/
Jeszcze się bardziej promienną zdawa<pe><slowo_obce>zdawa</slowo_obce> --- dziś popr. forma: zdaje.</pe>,/
I jeszcze ostrzéj do serca sięga/
Grot pięknych oczek błyszczący jaśnie;/
Furknie w powietrzu dziewczęcia wstęga/
Albo splot włosów po skroni głaśnie,/
Taki dreszcz dziwny przejmie tancerza,/
Że wraz by duszę oddał dziewczynie,/
Krew mu do serca młotém uderza/
A głowa krąży jakby po winie./
<end id="e1383576078092-461166238"/><begin id="b1383576136253-2011997901"/><motyw id="m1383576136253-2011997901">Kobieta, Mężczyzna, Taniec</motyw>Marcin Studzieński tancerz ochoczy,/
Do tańca córkę wiódł gospodarza:/
Iskrą goreją młodzieńca oczy,/
Iskra dziewczęce oczki rozżarza,/
Gdyby nie hucznéj muzyki gwary,/
Gdyby w podkówki tak nie grzmocono,/
Można by słyszeć u piérwszéj pary,/
Jak jednym taktem uderza łono;/
Lecz choć nie słychać nic za łoskotem,/
Łatwo odgadnąć, nie myśląc wiele,/
Stare matrony już szepcą o tém:/
«Będzie wesele».<end id="e1383576136253-2011997901"/></strofa>




<naglowek_rozdzial>III</naglowek_rozdzial>





<strofa>Będzie... nie będzie... na dwoje wróży/
Babka wróżbiarka, śledząc z ukradka,/
Bo coś pan ojciec oblicze chmurzy,/
A niespokojna coś pani matka;/
<begin id="b1383576344709-533095586"/><motyw id="m1383576344709-533095586">Mieszczanin, Szlachcic, Pozycja społeczna, Duma</motyw>I pan wójt miejski nachmurzył lica,/
Zwrócił ku ojcu wzrok zagniewany:/
«Po coż<pe><slowo_obce>coż</slowo_obce> --- dziś: cóż.</pe> ci było wwodzić<pe><slowo_obce>wwodzić</slowo_obce> --- wprowadzać.</pe> szlachcica/
Między mieszczany?»</strofa>




<strofa>«Żem go wprowadził --- niewielka rzecz,/
Jak sobie przyszedł, tak pójdzie precz!/
Jeżeli szlachcic, stąpając z góry,/
Zechce nam miejskie uwodzić córy./
Niechaj się każdy dzierży swych granic,/
Nam ich wielmożność nie zda się na nic;/
Ważność mi wielka! koń i szabelka,/
Pustka w kieszeni i harda postać!/
Sławetna miasta obywatelka/
Żoną szlachcica nie może zostać!/
Niech się tak bardzo z nami nie kuma,/
My się na łasce szlacheckiéj znamy,/
U nas jest nasza mieszczańska duma,/
Z łokcia<pe><slowo_obce>łokieć</slowo_obce> --- daw. jednostka miary, równa 2 stopom i wynosząca ok. 60 cm; służyła do odmierzania np. sukna i innych materiałów; symbol kupców.</pe> i szali, z handlu i kramy<pe><slowo_obce>krama</slowo_obce> --- dziś: kram; sklep, stoisko.</pe>»./
Tak mówił z gniewem Stefan Kotwica,/
Trafił mieszczanom w stronę pochlebczą/
I pan wójt miejski zachmurzył lica,/
I na młodego zucha szlachcica,/
Już zmowę szepcą.</strofa>




<naglowek_rozdzial><end id="e1383576344709-533095586"/>IV</naglowek_rozdzial>





<strofa>Marcin Studzieński nie wie o zmowie,/
Nie zważa na nic i na nikogo,/
A taniec idzie, grzmocą grajkowie,/
A on zajęty Maryją drogą/
Na wypoczynek usiada przy niej/
I tysiąc grzecznych przymileń czyni,/
Pieści jej rączkę, szepce do ucha,/
A głos ma drżący --- braknie mu słów.../
A ona rada, śmieje się, słucha,/
Ochłodzi oddech --- i w taniec znów.</strofa>




<naglowek_rozdzial>V</naglowek_rozdzial>





<strofa>Na półzegarzu już po północy!/
Już słychać nocne wołanie stróży,/
Już w muzykantach nie stało<pe><slowo_obce>nie stać czegoś</slowo_obce> --- nie starczyć, zabraknąć.</pe> mocy,/
Już i do tańca siła nie służy./
Ucichły huczne skrzypce i kotły,/
Tłum się zamieszał po izbie całéj;/
Już się tancerzów ręce rozplotły,/
Już się zmęczone nogi zachwiały;/
I u pań mieszczek złociste czepce/
Już po szklanicy na bakier głowa,/
Jedna do drugiej po cichu szepce:/
«Już czas do domu pani majstrowa!»/
Beczułka wina jedna i druga/
Już pustym dźwiękiem na <wyroznienie>finis</wyroznienie> dzwoni,/
Niejeden mdławo oczami mruga/
I srebrny puchar wypuszcza z dłoni./
«No gospodarzu! żegnać cię trzeba/
Dałeś nam hojnie i pić, i jeść;/
Dałeś nam soli, dałeś nam chleba,/
Dałeś nam wina, dałeś nam cześć».</strofa>




<naglowek_rozdzial>VI</naglowek_rozdzial>





<strofa>Goście żegnają pana Kotwicę/
I opuszczają gościnne progi,/
Tłum panów --- mieszczan poszedł w ulicę,/
Choć nie każdemu posłuszne nogi,/
Słychać w ulicy pochmielne gwary/
Lub głos piosenki ostry a twardy;/
Niech sobie zrzędzi stróż miejski stary,/
Niestraszne groźby ni alabardy!/
«Czyż człek w ulicy krzyczeć nie może,/
Gdy sobie podpił, kiedy mu stanie,/
Czy my włóczęgi jakie broń Boże?/
Tutejsi kupcy albo mieszczanie,/
Pachołek miejski!!! żartuj zdrów bracie!!»/
Tak stroją śmieszki z nocnego stróża./
A w gospodarskiej pustej komnacie/
Została gości garstka nieduża:/
Został wójt miasta i dwaj ławnicy/
Z siwemi brody, z siwemi głowy,/
Czterech przyjaciół pana Kotwicy/
I magdeburski pisarz sądowy./
Sama starszyzna --- same sensaty<pe><slowo_obce>sensat</slowo_obce> (daw., z łac. <slowo_obce>sensatus</slowo_obce>: rozumny) --- osoba mądra, poważna i ciesząca się poważaniem.</pe> ---/
Znaczno po wąsach, co jeżą srogo,/
A w oddalonym końcu komnaty/
Pozostał rycerz ze swą niebogą./
Czegoś tam w tańcu nie dogadali/
Nie dokończyli jakiejś chychotki,/
Więc od starszyzny siedli w oddali/
I wiodą z sobą rozhowor<pe><slowo_obce>rozhowor</slowo_obce> (z rus.) --- rozmowa.</pe> słodki,/
Rozhowor słodki, pusty, dziecinny/
Bez ładu, składu, jakby w pochmielu;/
Gdyby go z boku słyszał kto inny,/
Mógłby powiedzieć, że poszaleli./
Spytaj się u nich, gadali o czem,/
To żadne z dwojga samo nie powie./
«Ot! my gwarzymy, ot my chychoczem,/
Bo nam tak dobrze na téj rozmowie»./
Dobrze wam społem!... strzeżcie się młodzi:/
Starsi inaczej widzą te rzeczy!/
Pan wójt coś groźnie oczami wodzi,/
Pan ławnik szepce i ręką przeczy,/
Pan pisarz miejski nie kończy kwarty,/
A pan Kotwica czoło zachmurza;/
To zły prognostyk, nie żadne żarty:/
Ej będzie burza!</strofa>




<naglowek_rozdzial>VII</naglowek_rozdzial>





<strofa>«Panie szlachcicu! panie Marcinie! ---/
Zawołał burmistrz, najpierwszy w radzie ---/
Czy znasz przysłowie: że zła nie minie/
Kto między szparę w drzwi rękę kładzie?/
<begin id="b1383640154920-780906427"/><motyw id="m1383640154920-780906427">Pozycja społeczna, Duma, Kobieta, Mężczyzna</motyw>Czy znasz przysłowie sowy i kruka?/
Proszę na bacznym chować je względzie,/
Niech sobie równy równego szuka;/
Czem czart nie orał, tem siać nie będzie,/
A to się znaczy, że my choć prości,/
Choć naszych przodków szereg niedługi,/
Mieszczanie Jego Królewskiej Mości/
Tacyśmy dobrzy jak i kto drugi,/
A może lepsi... co to na świecie/
Nie ma szlachcianek, wojewodzianek,/
Że córki miejskie uwodzić chcecie?/
<end id="e1383640154920-780906427"/>Dość tych chychotek i pogadanek!/
Ja wiem szlachcicu, co tobie w głowie,/
Że się odurzy biedna niewiasta,/
Wara<pe><slowo_obce>wara</slowo_obce> (daw.) --- strzeż się.</pe> tych myśli! --- ja ci to mówię,/
Wójt wileńskiego sławnego miasta».</strofa>




<naglowek_rozdzial>VIII</naglowek_rozdzial>





<strofa>Marcin Studzieński powstał zdumiony,/
Krew mu do twarzy warem nabiegła,/
Wtém pisarz miejski wpadł z drugiéj strony,/
Groźny jak Jowisz, krasny jak cegła;/
Szeroko o tém gadano w mieście,/
Że k'pięknéj Marii<pe><slowo_obce>k'pięknéj Marii</slowo_obce> (daw.) --- ku pięknej Marii; do pięknej Marii.</pe> miał afekt rzewny,/
Prawda czy kłamstwo --- kto to wie wreszcie?/
Ale pan pisarz był bardzo gniewny./
Poprawia pasa, czuprynę muska,/
A pogładziwszy ręką po głowie,/
Stylem statutu, po polsku z ruska/
Tak się odzowie:/
<wers_wciety typ="1">«Wszak król jegomość, Jagiełło stary</wers_wciety>/
Dał nam statuta i pargaminy<pe><slowo_obce>pargamin</slowo_obce> --- pergamin; tu przen.: dokument znacznej wagi.</pe>,/
Kto by niedobre knował zamiary,/
Ma być ukaran wedle swej winy;/
A waść kto taki! hej panie bracie,/
Co na nas wszystkich poglądasz z góry?/
Na miejskim gruncie, przy magistracie/
Do córki miejskiej stroisz konkury./
Przecz się szlachice tutaj panoszą/
Pustą kieszenią i tarczą biedną?/
Możesz tańcować, kiedy cię proszą,/
Ale nie z jedną!.../
Ale nie z jedną... bo to zniewaga./
Patrz, jak mu piękne smakują lica!../
To przyzwoitej kary wymaga!/
Precz stąd szlachcica!/
Precz stąd szlachcica! --- wszyscyśmy równi:/
Nam nie potrzeba szlachty widoku!»/
Pan Marcin k'miecza porwał się główni,/
Pan pisarz szukał czegoś u boku;/
Przyszłaby walka słowo po słowie,/
Lecz pan Kotwica huknął jak z beczki:/
«Co to się znaczy? Mości panowie!/
Wara w mym domie kłótnie i sprzeczki!/
Ja was prosiłem panie Studzieński/
Podzielać z nami chleb i zabawy,/
Bom siła liczył na wasz duch męski,/
Bo byłem pewien, żeś rycerz prawy./
A waść się znęcasz nad moim progiem,/
Czyhasz na cnotę mojego dziecka:/
Jakeś tu przyszedł, idź z panem Bogiem!/
Nam niepotrzebna łaska szlachecka./
Idź i nie wracaj --- albo bądź gotów,/
Że cię niegrzecznie za drzwi wywiodę./
Ty panno córko!... dość tych zalotów,/
Bo cię zasadzę na chleb, na wodę».</strofa>




<naglowek_rozdzial>IX</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1383640854800-548812356"/><motyw id="m1383640854800-548812356">Oświadczyny</motyw>Tak mówił stary groźnie i żwawo,/
Aż mu źrzenice iskrami gorą;/
Marcin Studzieński z godną postawą/
Poszedł ku niemu i rzekł z pokorą:/
«Sławetny rajco! nie w złym zamiarze/
Próg waszych komnat przestępowałem;/
Moje sumienie wyznać mi każe,/
Że waszą córkę kocham z zapałem;/
Chciałem odłożyć moje wyznanie,/
Aż przyjaźniejsza chwila posłuży,/
Lecz mnie zmuszacie... niech się więc stanie!.../
Żyć bez twej córki nie mogę dłużéj:/
Rad, że rozmowa ku temu zmierza,/
A jéj sprzyjania pewien po trosze,/
Raczcie przebaczyć śmiałość żołnierza,/
Że o jej rękę przy świadkach proszę».<end id="e1383640854800-548812356"/></strofa>




<naglowek_rozdzial>X</naglowek_rozdzial>





<strofa>Podumał trochę Stefan Kotwica,/
Spojrzał na wójta i resztę gości,/
<begin id="b1383640938421-1652391742"/><motyw id="m1383640938421-1652391742">Mieszczanin, Szlachcic, Rodzina, Pozycja społeczna</motyw>«Nie, panie bracie!... nie chcę szlachcica,/
Nam nie potrzeba waszéj zacności;/
My się na zięcia takiego piszem,/
Co go zrodziła matka mieszczanka,/
Co byłby w handlu mym towarzyszem,/
Co by po towar jeździł do Gdańska,/
Co by miał grosza swego dostatek,/
Nie patrząc na to, co mu zostawię,/
A na ratuszu u sądu kratek/
Obok mnie zasiadł na rajców ławie./
A waszmość szlachcic --- herbu Gryf pono;/
Cóż mi z waszego Gryfa czy Smoka?/
Masz chudą szkapkę, szablę stępioną:/
Ot i dostojność wasza wysoka!/
Pójdziesz na wojnę lub siądziesz w mieście/
Na teściowego kawałku chleba;/
Jeszcze by bracia rzekła nareszcie,/
Że mi szlacheckich związków potrzeba!/
A toż mi na co? --- nie, panie bracie!/
Nie waż mi więcéj wdzięczyć się do niej./
Lepszy cechowy przy swym warsztacie/
Niż lichy szlachcic, co wiatry goni»./
«Dobrze powiedział... czyta jak z księgi» ---/
Krzyknęli goście już podchmieleni,/
«Wiwat Kotwica! mieszczanin tęgi,/
Co tak dostojność mieszczańską ceni!»/
<end id="e1383640938421-1652391742"/>Podano gościom miodu antały/
I rozpoczęto huczne wiwaty;/
Żalem i wstydem przejęty cały,/
Rycerz Studzieński wyszedł z komnaty./
Zarzucił rysią delię na szyję,/
Hełmem płonące czoło osłania/
I na spłakaną w kącie Maryję/
Rzucił boleśny wzrok pożegnania.</strofa>




<naglowek_czesc>Część druga. Obmurowanie Wilna</naglowek_czesc>











<naglowek_rozdzial>I</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1383641182101-1352875246"/><motyw id="m1383641182101-1352875246">Miasto</motyw>Stara stolica Giedyminowa,/
Wilno, pieszczota pięknéj natury/
Pomiędzy gaje, pomiędzy góry/
To kwiat, co w dzikiem zielsku się chowa.../
Gdy się na strome wdzierasz urwisko/
Albo brniesz piaskiem, drogą pochyłą,/
Nigdy byś nie zgadł, że Wilno blisko,/
Gdyby twe serce silniéj nie biło./
Gdy przed twojemi mignie oczyma/
Szczyt pierwszéj wieży, pierwszego krzyża,/
Czujesz dreszcz święty, ów dreszcz pielgrzyma,/
Co się ku miejscu świętemu zbliża;/
Korne kolano samo się zgina,/
Serce uderza tętnem żałoby:/
Bo tu Litwina Mekka, Medyna,/
Tu jej proroków kolebki, groby!<end id="e1383641182101-1352875246"/>/
Tu przed wiekami Litwini starzy/
Palili bogom ofiarne znicze,/
Tu Przenajświętszéj Panny oblicze/
U bramy miejskiej stoi na straży,/
Tu Jagiellończyk, lilija dziewic,/
Syn uświęcony litewskiej matki,/
Patron-przyczyńca, książę, królewic,/
Złożył w świątyni ziemskie ostatki;/
Tu się męczeństwa pamiątka budzi,/
Trzy krzyże wieńczą górę pochyłą./
Bo gdzież jest naród, gdzie miasto ludzi,/
Co by proroków swych nie zabiło?/
Niejednokrotnie nad miastem starém/
Pan różdżkę pomsty wyciągnąć raczy:/
Trapi je głodem, morem, pożarem,/
Trapi przez krwawy najazd krzyżaczy./
To znów miłościw ku dzieciom swoim/
Daje po klęskach wytchnąć szczęśliwie;/
Ludzi nawiedza zdrowiem, spokojem,/
A urodzaje pleni na niwie,/
Baszty ukrzepia, mury rozszerza,/
Duchem mądrości nawiedza starsze,/
Wlewa odwagę w piersi rycerza,/
I zbawcze myśli w serce monarsze.</strofa>




<naglowek_rozdzial>II</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1383641327287-2271008046"/><motyw id="m1383641327287-2271008046">Miasto, Historia</motyw>Tak wśród rozlicznych losów przemiany/
Wilno przetrwało drugie stulecie;/
Giedymin pierwsze zasnował ściany,/
Olgierd gród ojca kochał jak dziecię,/
Pod Jagiellonem w potęgę wzrasta,/
Bo czuwa nad niem łaska książęcia,/
Pogańskie czoło starego miasta/
Już Chrystusowym krzyżem uświęca./
I z wież kościelnych zagrały dzwony,/
Kiedy pogaństwa pierzchła pomroka,/
A Pan zastępów żegna z wysoka/
Litwę i Wilno, i Jagiellony./
<end id="e1383641327287-2271008046"/>A choć krzyżackie czasem znamiona/
Zawiały tutaj w bojowym szyku,/
Polski i Litwy dłoń zespolona/
Odparła Niemca aż do Bałtyku./
Zaprzestał ufać w zdrad swoich dzieło,/
Że nas wyplemi<pe><slowo_obce>wyplemić</slowo_obce> --- wyniszczyć całe plemię.</pe>, że kraj nam wydrze,/
Gdy pod Grunwaldem Witold z Jagiełłą,/
Rogatą głowę strzaskali hydrze./
Tymczasem wzrastał, wzrastał gród stary/
W sławę u ludzi, w łaskę u Boga,/
Z Niemiec od Rusi drużyna mnoga/
Szła tu osiadać, kupczyć towary,/
Sprawiać rzemiosła dłońmi biegłemi,/
Odmierzać łokciem, ważyć na szali,/
I żyć pod prawem litewskiéj ziemi,/
Co jej kniaziowie dobrzy nadali.</strofa>




<naglowek_rozdzial>III</naglowek_rozdzial>





<strofa>Co ojciec począł, to syn dokona,/
Uzacnia Wilno nad insze grody,/
Książę Kazimierz, syn Jagiellona,/
Dał przywileje nowe, swobody./
A kiedy ludzie zewsząd się garną,/
Kiedy ład w mieście rodzi się nowy,/
Książę napisał ustawę karną,/
Aby bezpieczne były ich głowy./
Dzieło ojcowskie umocnił jeszcze/
Kniaź Aleksander prawy nowemi<pe><slowo_obce>prawy nowemi</slowo_obce> --- dziś: prawami nowymi.</pe>,/
Tylko postrachy jakieś złowieszcze/
Krążyć poczęły w litewskiéj ziemi:/
Że się odgraża kniaź Michał Gliński/
Na Illiniczów cóś<pe><slowo_obce>cóś</slowo_obce> --- dziś: coś.</pe> w sercu knowa<pe><slowo_obce>knowa</slowo_obce> --- dziś: knuje.</pe>,/
Że ma ich bronić pan Zabrzeziński/
I buchnie w kraju wojna domowa./
A z drugiéj strony, tam od Podola,/
Tam z tatarszczyzny strach wieje wszędzie,/
<begin id="b1383641648187-1135615235"/><motyw id="m1383641648187-1135615235">Miasto, Opieka</motyw>Rycerz w zbroicy dostoi pola,/
Ale z bezbronném miastém co będzie?/
Póki mieszkańców było w niém mało/
Za mur starczyły piersi waleczne,/
Dziś już ceglane mury konieczne,/
Baszty i bramy mieć już przystało./
By nieprzyjaciel nie wszedł tak łatwo,/
Opasać murem konieczność zmusza:/
Świątynie pańskie, ściany ratusza,/
Kapłanów, starców, niewiasty z dziatwą,/
To co najświętsze dla duszy człeka,/
Gdzie z jego piersi modlitwa płynie,/
Gdzie go otacza prawa opieka,/
Gdzie ma wytchnienie przy swej rodzinie,/
Może wróg przypaść niespodziewany,/
Spali, zbezcześci i pozarzyna;/
Więc rada w radę pany, mieszczany<pe><slowo_obce>pany, mieszczany</slowo_obce> --- dziś: panowie, mieszczanie.</pe>,/
Opasać murem gród Giedymina./
I z pięciu krańców, z pięciu stron świata,/
Gdzie pięć dróg wielkich w mieście się schodzi,/
Niech z baszty sterczy groźna armata/
By wstrzymać wylew wrogów powodzi.</strofa>




<naglowek_rozdzial><end id="e1383641648187-1135615235"/>IV</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1383641772883-506975745"/><motyw id="m1383641772883-506975745">Dziedzictwo, Słowo, Obyczaje</motyw>U nas wiadomo z ojców przykładu/
Że gdzie potrzebny środek ochrończy,/
Tam gadu gadu, a nie masz ładu,/
<begin id="b1383641845317-2589299495"/><motyw id="m1383641845317-2589299495">Czyn, Poświęcenie</motyw>Do dnia sądnego rzecz się nie skończy<end id="e1383641772883-506975745"/>,/
Aż myśl ognista jak promień słońca/
Ku celom bożym powoła rzesze,/
Aż dłoń potężna, wzruszeniem drżąca,/
Z zimnego głazu iskrę wykrzesze:/
Aż gorejące natchnieniem słowo/
Wybuchnie ogniem, zapłoni twarze,/
Wstrząśnie zmartwiałą deskę piersiową/
I sercu czynem zakipieć każe./
Wtedy na Litwie żyć już nie szkoda,/
Nowych w jej dziatwie dojrzysz przymiotów,/
I ład się znajdzie, i święta zgoda,/
I duch do ofiar gorących gotów;/
Litwin zapomni uraz uprzejmie,/
Pójdzie choć w ogień w najlepszéj chęci,/
Kęs chleba sobie od ust odejmie/
I krwi ostatnią kroplę poświęci.</strofa>




<naglowek_rozdzial><end id="e1383641845317-2589299495"/>V</naglowek_rozdzial>





<strofa>Taką ognistość w myśli i słowie,/
Taki we wzroku zapał zwycięski,/
Taką potęgę, co k'czynom<pe><slowo_obce>k'czynom</slowo_obce> (daw.) --- ku czynom, do czynów.</pe> zowie,/
Miał Wojciech Tabor, biskup wileński./
On, jako niegdyś Stanisław święty,/
Królom i panom nadstawiał czoła;/
Jak Oleśnicki równie był zdjęty/
Miłością kraju i czcią kościoła./
Wedle pasterzy dobrych zwyczaju,/
Po Chrystowemu do serca garnie/
I wierne owce swojej owczarnie,/
I wszystek naród swojego kraju./
On za ich sprawę stawił się śmiało,/
Jak mu kapłańskie każe sumienie,/
Chociażby za to spotkać go miało/
Prześladowanie lub umęczenie./
On Aleksandra Jagiełły głowę/
Uwieńczył książąt litewskich mitrą,/
On wzmocnił z Polską przymierze nowe,/
Przeniknął wrogów zasadzkę chytrą;/
Za jego wpływem, polska korona/
Na Aleksandra błysnęła czele,/
A jednak później nieprzyjaciele/
Wyzuli starca z pańskiego łona./
Król się nań gniewem srogim obrusza,/
Zamyka przed nim wejście senatu,/
Że chrześcijańska Wojciecha dusza/
Za lud się wstawia do majestatu./
Że ze swojego wręcz stanowiska/
Śmiał mu przypomnieć kraju ustawy,/
Śmiał głośno wołać, że lud uciska/
Gliński --- powiernik króla nieprawy./
Lecz się kapłańskie nie zlękło serce,/
Wojciech przed sejmem stanął raz drugi,/
I śmiało palcem wskazał na zdzierce,/
Słabego pana zdradliwe sługi./
Stawi jak pasterz groźne oblicze,/
Jako poddany przed tronem klęka,/
Ażeby tylko królewska ręka/
Z szpon Glińskiego wydarła bicze./
Nic nie pomogła szlachetna praca,/
Uwiedli króla chytrzy zbrodniarze,/
Król od Wojciecha oczy odwraca/
I sprzed oblicza odejść mu każe./
I gdyby wkrótce nie śmierci prawa,/
Co Bóg na króla przedwcześnie zsyła,/
Może drugiego krew'<pe><slowo_obce>krew'</slowo_obce> --- apostrofem po spółgłoskach w, b w wygłosie (np. gołąb') długo znaczono ,,miejsce po zaniku" prasłowiańskiej półsamogłoski, jeru miękkiego; spółgłoski te wymawiano jako miękkie, co ujawnia się do dziś w odmianie, w której występuje -wi-, -bi- (np. krwią, gołębiem).</pe> Stanisława/
Kartę by dziejów naszych splamiła;/
O zacną głowę obrońcy swego/
Litwini drżeli po całym kraju:/
Król nie ma serca karcić Glińskiego,/
Gliński przebaczać nie ma zwyczaju!</strofa>




<naglowek_rozdzial>VI</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1383642938649-3087813853"/><motyw id="m1383642938649-3087813853">Patriota, Pieniądz</motyw>Jeszcze za czasów łaski królewskiéj,/
Błagał go Wojciech z radnemi pany,/
Aby gród święty, gród nasz litewski,/
Był krzepką ścianą obmurowany./
Król podskarbiego przyzwał ku radzie,/
A rozważywszy środki i cele,/
Rzekł, że murować przeszkód nie kładzie,/
Ale dziś w skarbie grosza niewiele,/
Że to niepilna jeszcze robota,/
Że co ma stać się, później się stanie,/
«Nie, miłościwy królu i panie!/
Do Litwy zewsząd otwarte wrota;/
Tatarzyn goni wiatr w Ukrainie,/
Wielki kniaź Moskwy z wami w rozterce,/
Gdy niespodziana chmura nadpłynie,/
Gdy piorun w Litwy ugodzi serce:/
Nie pora będzie murować bramy,/
Gdy przyjdzie poźno płakać nad stratą;/
Jeżeli w skarbie grosza nie mamy,/
Serca litewskie dał Bóg nam za to!/
Serce ochocze, wierne krajowi,/
Swojemu miastu i chwale bożéj;/
Każdy z nas znajdzie drobny grosz wdowi,/
Co na ofiarę ojczyźnie złoży,/
Dłonią ubogą, dłonią bogatą,/
Jako kto może, niech się przyczyni./
Ja całe mienie poświęcam na to,/
Mnie dopomogą wszyscy Litwini!»/
«Wszyscy Litwini! --- zgoda, tak zgoda!/
Niech każdy wzniesie muru kawałek!» ---/
Mówił wileński pan wojewoda,/
Mówił litewski wielki marszałek,/
Żmudzki starosta, kanclerz litewski,/
Wszyscy wołali jednym wyrazem:/
Jak gdyby płomień z iskry niebieskiéj/
We wszystkich sercach wybuchnął razem.</strofa>




<naglowek_rozdzial><end id="e1383642938649-3087813853"/>VII</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1383642978963-268018760"/><motyw id="m1383642978963-268018760">Patriota, Pieniądz</motyw>Wojewodowie i kasztelany,/
I wszystek senat litewskiéj ziemi,/
Rzucają pieniądz garśćmi pełnemi,/
Warować miasto tworzą już plany./
Czy który więcéj czy mniéj bogaty,/
Jeden przed drugim pośpiesza z darem,/
I jagiellońskie w zamku komnaty/
Kipią zapału świętym rozgwarem./
Już Wojciech Tabor nie wyrzekł słowa,/
Przeżegnał złoto z modlitwą tkliwą,/
I łza gorąca, dyjamentowa,/
Spadła na jego brodę sędziwą;/
Zebrawszy pieniądz porozrzucany,/
Głosem natchnienia wyrzekł dostojnie:/
«O! krzepkie będą baszty i ściany,/
Bo miłość kraju nada im spójnię».<end id="e1383642978963-268018760"/></strofa>




<naglowek_rozdzial>VIII</naglowek_rozdzial>





<strofa>I stał się rozgłos między mieszczany<pe><slowo_obce>między mieszczany</slowo_obce> --- dziś: między mieszczanami.</pe>,/
Co senatorstwo na zamku czyni,/
«A my ktoż tacy? to nie Litwini,/
Że lud do składki niepowołany?/
Tu idzie sprawa o naszą głowę,/
O bezpieczeństwo chat i ratusza,/
Gdzie przywileje pargaminowe,/
Gdzie naszych swobod złożona dusza!/
Na nas by spadły krajowe klęski,/
Starzec, niewiasta, dziecię przypłaci»./
Tak na ratuszu wołał do braci,/
Pan Otoczeńko, burmistrz wileński./
Pan rajca miejski, Stefan Kotwica,/
Między swojemi głowa nie lada,/
Obywatelski zapał podsyca/
I tak powiada:</strofa>




<naglowek_rozdzial>IX</naglowek_rozdzial>





<strofa>«Dom moj ubogi, nawet drewniany,/
Ale mam w sklepie wiele towarów,/
Wolę coś stracić na miejskie ściany,/
Niż stracić wszystko z łaski Tatarów./
Zbierałem grosze w ciężkim mozole,/
Bo nie tak łatwo teraz o złoto,/
Jednak na waszym radzieckim<pe><slowo_obce>radziecki</slowo_obce> --- należący do rady; tu: rady miasta.</pe> stole/
Dwie kopy groszy składam z ochotą»./
Pan pisarz miejski, człowiek z natury/
Do dobrych czynów chętny i łatwy,/
Dał kopę groszy na miejskie mury,/
Dla bezpieczeństwa swéj przyszłej dziatwy./
Bo choć był człekiem nie pierwszej wiosny,/
Siwiał przy aktach miejskiej ławicy,/
Jednak na córkę pana Kotwicy,/
Zawsze poglądał wielce miłośnie./
Tak jeden, drugi, wielcy i mali,/
Skąpi i szczodrzy --- z ochotą miłą/
Złotém radziecki stół zasypali,/
Bo o powszechną sprawę chodziło./
Bo gdzie zagraża krajowi bieda,/
Tam są Litwini zawsze bogaci:/
Panom się nędzarz wyprzedzić nie da,/
Kto krwi nie leje, --- to groszem płaci,/
Pomny, co zawżdy od kraju bierze,/
Wszystko krajowi składa w ofierze.</strofa>




<naglowek_rozdzial>X</naglowek_rozdzial>





<strofa>Stało się tedy --- pieniądz już gotów,/
Kupiono cegieł, kamieni, chleba,/
Lecz nim do kielni, lecz nim do młotów,/
Wprzód do modlitwy udać się trzeba:/
Bóg po ojcowsku patrzając z góry/
Ludzkim starunkom zsyła pomoce,/
Ukrzepia w grodach bramy i mury,/
Wiekową twardość daje opoce,/
Daje natchnienie planów w osnowie,/
Obronnym basztom kształtuje czoło,/
Robotnikowi umacnia zdrowie,/
Nawiedza w pracy myślą wesołą.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XI</naglowek_rozdzial>





<strofa>Od Boga zbożne dzieło poczęto,/
Król je od siebie jeszcze uświetnia,/
I wielkie było na Litwie święto/
W dzień Wojciechowy, przy końcu kwietnia<pe><slowo_obce>dzień Wojciechowy, przy końcu kwietnia</slowo_obce> --- 23 kwietnia kościół katolicki obchodzi wspomnienie Jerzego i Wojciecha.</pe>,/
W rozkwitającej wiosny poranek/
Piękna na niebie była pogoda,/
Przed katedralny w Wilnie krużganek/
<begin id="b1383643330019-2221259306"/><motyw id="m1383643330019-2221259306">Lud, Tłum</motyw>Lud się litewski cisnął jak woda,/
Kolebki panów i same pany,/
Szlachta, mieszczanie, wszyscy w natłoku,/
Każdy w świąteczny ubior przybrany,/
A z uroczystym wyrazem w oku,/
Tłum różnobarwny, gwarny, wesoły,/
Po katedralnym placu się błąka;/
Rzekłbyś, słuchając, że huczą pszczoły,/
Rzekłbyś, patrzając, że kwitnie łąka:/
Rzuć tylko okiem, jak tłum się mnoży,/
Jakiem wrą życiem starzy i młodzi!/
A łacno zgadniesz, że to lud boży/
Jakieś krajowe święto obchodzi.<end id="e1383643330019-2221259306"/></strofa>




<naglowek_rozdzial>XII</naglowek_rozdzial>





<strofa>Drzwi się otwarły. --- Pod baldachimem/
Dały się widzieć dwa jasne czoła:/
Pasterz z monarchą, jak ojciec z synem,/
Z katedralnego wyszli kościoła./
Tabor schylony i siwobrody/
Niesie krzyż Pański dłońmi drzącemi<pe><slowo_obce>drzący</slowo_obce> --- dziś: drżący.</pe>;/
Król Aleksander, choć jeszcze młody/
Cóś bolejąco patrzy ku ziemi,/
Wiedzie pod ręką starca-pasterza/
I jasną brodę lewicą głaska;/
Lecz chorowita na twarzy kraska,/
Wszystkich boleśnie w oczy uderza./
«Gasną powoli Jagiellonowie,/
Lach<pe><slowo_obce>Lach</slowo_obce> --- Polak.</pe> nas zagarnia więcéj a więcéj./
Kto wie! czy długo kołpak książęcy/
Na téj schorzałéj zostanie głowie!»/
Taki gdzieniegdzie szmer przytłumiony/
Między wileńskim ludem się szerzy;/
Ale tymczasem --- zagrzmiały dzwony/
Ze starożytnéj Krywejtów wieży,/
Słychać śpiewanie, tłum coraz wzrasta,/
Dzwony wstrząsają stolicą naszą,/
A pochód idzie wokoło miasta,/
Tak, jak je murem wkrótce opaszą.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XIII</naglowek_rozdzial>





<strofa>Naprzód na czarnych koniach trębacze/
Grają sygnały, wydąwszy twarze;/
Potem nadworna chorągiew skacze/
A święty Krzysztof na jéj sztandarze./
Daléj ubrany w żupan bogaty,/
Wielki marszałek, z laską swéj cześci<pe><slowo_obce>z laską swéj cześci</slowo_obce> --- chodzi o laskę będącą oznaką czci marszałkowskiej.</pe>,/
Wiedzie za sobą wszystkie powiaty,/
Ile ich ziemia litewska mieści./
Szlachcic jak centaur wrosły do siodła,/
Jakby żelazny, zakuty w zbroi,/
Pod powiatowym sztandarem stoi./
A każdy sztandar insze ma godła:/
Tam dziarska Pogoń nad szlachtą wieje,/
Tam święty Michał wojuje smoka,/
Tam Żubr barczysty z grodzieńskiéj knieje,/
Ówdzie Anioła postać wysoka,/
Ówdzie Opatrzność, ówdzie pęk kluczy;/
Dobrze te godła znają sąsiady!/
Gdzie pogoń skoczy, gdzie żubr zamruczy,/
Gdzie anioł skinie mieczem zagłady,/
Tam nieprzyjaciel uciekać musi,/
Jakby powietrze spotkał morowe,/
O pierś skalistą Litwy i Rusi/
Niejedno plemię strzaskało głowę.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XIV</naglowek_rozdzial>





<strofa>Za powiatami, pamięć ich chwały,/
Idzie Witolda działo armatnie:/
I sztandar stary a wypłowiały,/
Po bohaterze godło ostatnie./
Dwanaście koni z strusiemi kity,/
Obwożą działo na podziw miastu;/
A stary sztandar, ledwie rozwity<pe><slowo_obce>rozwity</slowo_obce> --- rozwinięty.</pe>/
Niesie kolejno mężów dwunastu./
Na święte szczątki patrzą ciekawi/
I proszą w duchu o łaskę bożą:/
«Kiedyż się drugi Witold nam zjawi,/
Gdy Tatarowie Wilnu zagrożą?!»</strofa>




<naglowek_rozdzial>XV</naglowek_rozdzial>





<strofa>Poza armatą, poza sztandarem,/
Pargaminową księgę niesiono;/
I szedł wójt miasta za prawem starem,/
Za nim ławników i rajców grono,/
Za radą miejską --- wpośród kapeli,/
Pogoń litewską niesiono w górze,/
Poza pogonią szykiem stanęli/
Strzelcy nadworni, jej wierni stróże./
Potem kapłani --- wszyscy po parze,/
Śpiewając hymny i wznosząc modły,/
Potem król, pasterz i dygnitarze,/
A tłumy ludu z dala ich wiodły.</strofa>



<naglowek_rozdzial>XVI</naglowek_rozdzial>





<strofa>Wietrze litewski! gdybyś te gwary/
Zdołał pochwycić w jedną osnowę,/
I świętym hymnem przeszłości staréj/
Zawiać nam w piersi, orzeźwić głowę,/
Abyś te dzwony, śpiewy, okrzyki,/
Rozniósł po Litwie na wszystkie strony,/
A potém zawiał --- gdzieś na step dziki,/
By je usłyszał Tatar spłoszony;/
Że nie struchleje przy krymskim chanie/
Nasza stolica wielkoksiążęca,/
Że mur obronny, co tutaj stanie,/
Naród buduje, a król poświęca.../
Że pasterz Pański, przodkując rzeszy,/
Natchnione z nieba słowa ogłasza,/
A lud je słuchać skwapliwie śpieszy,/
Że tu jest niczem potęga wasza./
Pędź już na Litwę hordo zbójecka!/
Puszczaj zagony z bliska, z daleka!/
Wkrótce dolecisz na pola Klecka,/
Gdzie Anioł pomsty z mieczem cię czeka!</strofa>




<naglowek_rozdzial>XVII</naglowek_rozdzial>





<strofa>Fundament muru już okopany,/
Okop na baszty już oznaczony,/
Sędziwy biskup poświęca ściany,/
Błaga nad niemi bożéj obrony./
A chór kapłanów w pięknéj gromadzie/
Do każdej bramy z królem się zbliża,/
Pod każdą basztę fundament kładzie,/
I żegna kamień znamieniem krzyża,/
Pasterz kraj żegna życzliwą dłonią/
Na cztery strony bożego świata;/
A lud się modli, a dzwony dzwonią,/
A z wałów zamku grzmoce armata.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XVIII</naglowek_rozdzial>





<strofa>Tak, kiedy przeszli kres obwodowy,/
Cały się pochód pod ratusz zwraca;/
I Wojciech Tabor śpiewa hymn nowy,/
Aby szczęśliwie wiodła się praca./
Kiedy wezwano Świętego Ducha/
Zadrżały ściany grodu Jagiełły,/
I Witoldowskie działa ryknęły,/
I w serce Litwy weszła otucha,/
Że przez te murów święconych głazy/
Nie przejdzie żadna do miasta klęska;/
Ani morowéj powiew zarazy,/
Ani Tatarów stopa zwycięska.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XIX</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1383644090932-1879658016"/><motyw id="m1383644090932-1879658016">Miasto, Matka Boska</motyw>O! nieraz przeszły przez miejskie bramy/
I krwawa wojna, i mór wybladły,/
Bo w sercu Litwy duch nie ten samy,/
Bo na kościołach krzyże opadły,/
Ale nad jedną basztą obronną/
Musiał się Tabor modlić najdłużéj;/
Bo jego modła była niepłonną<pe><slowo_obce>niepłonny</slowo_obce> --- niebezowocny, niebezskuteczny; przynoszący plon.</pe>,/
Bo dziś ta baszta za twierdzę służy!/
Twierdza to święta, twierdza potężna,/
Któréj piekielna siła nie złamie,/
Bo tam króluje litewska księżna ---/
Bogarodzica na Ostréj Bramie!/
Tam co dzień ucho łaskawe daje/
Na swych poddanych korne pacierze,/
I Palemona szerokie kraje,/
Od głodu, moru i wojny strzeże.<end id="e1383644090932-1879658016"/></strofa>




<naglowek_czesc>Część trzecia. Tatarowie pod Kleckiem</naglowek_czesc>





<naglowek_rozdzial>I</naglowek_rozdzial>





<strofa>Wiatr ciągle wieje od stron południa,/
Przez Ukrainę i przez Polesie,/
Z wiatrem zaraza wioski wyludnia,/
Wiatr piorunowe obłoki niesie./
W piaskach i górach Litwy szczęśliwéj,/
Ponad miastami wicher się kręci,/
Grady żną kłosy dojrzałej niwy/
I szarpią kwiaty na sianożęci<pe><slowo_obce>sianożęć</slowo_obce> --- sianokosy; czas, kiedy kosi się trawę i robi zapas siana na zimę.</pe>.</strofa>




<naglowek_rozdzial>II</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1383644400462-1845233140"/><motyw id="m1383644400462-1845233140">Klęska, Wróg</motyw>To nie wiatr wieje od stron południa,/
Przez Ukrainę i przez Polesie;/
To nie zaraza wioski wyludnia:/
To Tatar nóż swoj morderczy niesie,/
W piaskach i górach Litwy szczęśliwéj;/
To nie huragan szalony hasa:/
Tatar pustoszy złociste niwy,/
Tatar kwieciste łąki wypasa./
Ludzka się praca w niwecz obraca,/
Krew chrześcijańska płynie jak fala,/
Co dnia a co dnia smolna pochodnia/
Insze<pe><slowo_obce>inszy</slowo_obce> (daw.) --- inny.</pe> słomiane dachy zapala./
Daléj a daléj chmura się wali,/
Wiatr ją zaledwie wyprzedzić zdoła,/
Gwizdnie na dachy biednego sioła,/
Aby się ludzie w lasy chowali./
Gwizdnie, uderzy o baszty wieży,/
Ażeby strzelbę miano w odwodzie,/
Sygnał baczności da dla rycerzy,/
A serce niewiast strachem przebodzie./
Daremna wietrze twoja usługa!/
Zaledwie kmiotek przestrogę zgadnie,/
Zaledwie woły wyprzęgnął z pługa,/
Już go tatarska horda opadnie./
Jaskółki skore<pe><slowo_obce>skory</slowo_obce> --- szybki.</pe> nie zawsze w porę/
Zdołają zemknąć<pe><slowo_obce>zemknąć</slowo_obce> --- umknąć, uciec.</pe> z strzechy rolnika,/
Szczęka krzesiwo i strzecha gore,/
I dym i płomień odlot zamyka:/
I ginie ptaszę./
<wers_cd>Ledwie w poddasze</wers_cd>/
Zawionie, wietrze, twoja przestroga,/
Zaledwie rycerz pałasz przypasze,/
Już go krępują powrozy wroga./
Ledwie niewiasta wieścią strwożona,/
Zdoła wykrzyknąć, włożyć krzyż pański/
Na biedne czoło, piersi, ramiona,/
A już ją wloką w jasyr pogański./
Próżno rycerstwo po stepie hasa,/
Zbiera podsłuchy, śledzi oczyma,/
Z gór się przygląda, śledzi wśród lasa,/
Wczoraj tu byli, a dzisiaj nie ma./
Tatar co chwila szlaki omyla,/
Z każdej przystani albo noclega<pe><slowo_obce>noclega</slowo_obce> --- dziś popr. forma D.lp: noclegu.</pe>/
Albo rozsypką czwałuje<pe><slowo_obce>czwałować</slowo_obce> --- dziś: cwałować; jechać cwałem na koniu; <slowo_obce>cwał</slowo_obce>: najszybszy chód konia.</pe> szybko,/
To w niezliczony hufiec się zbiega./
Lecą --- jak leci szarańcza mnoga/
Z kraju do kraju, z niwy na niwę,/
Za hordą ślady --- krew i pożoga,/
Przed hordą gońce --- wieści trwożliwe.<end id="e1383644400462-1845233140"/></strofa>




<naglowek_rozdzial>III</naglowek_rozdzial>





<strofa>Król Aleksander złożon niemocą,/
Do snu wiecznego ma zamknąć oczy,/
Wtem jeden goniec przyleciał nocą,/
Że już Podole we krwi się broczy;/
Przyleciał drugi, od Ukrainy,/
Z wieścią o wojsku nieprzyjaciela,/
Że Achmet-Geréj ze swemi syny<pe><slowo_obce>ze swemi syny</slowo_obce> --- dziś N.lm: ze swymi synami.</pe>,/
Na cztery części hordę rozdziela./
Jedna część w środek litewskiéj Rusi,/
Pod starą Mińska poszła warownię,/
Druga w Polesiu plądrować musi,/
Do twierdzy słuckiej drze się gwałtownie,/
A trzecia, pewna dobrego skutku,/
Poszła na Połock z tysiącem koni,/
A czwarta horda, już w Nowogródku,/
Którego Gasztołd walecznie broni./
Przyleciał goniec trzeci i czwarty,/
A wszyscy bladzi i przerażeni,/
Bo pożar wszędzie już rozpostarty,/
Bo Litwa gore w dziesięć płomieni./
Struchlało Wilno --- radni panowie/
Do boku króla zbiegli się trwożnie,/
Król konający, odzyskał zdrowie:/
Swoją powinność uczuł pobożnie;/
Próżno królowa do stóp się ściele,/
Próżno się senat odradzić stara,/
Król chce sam stanąć na wojska czele,/
Chrobre rycerstwo wieść na Tatara./
Rada senatu długo się wlecze,/
Lecz od zamiaru go nie odwiodła,/
Młodzież rycerska brząknęła w miecze,/
Przywdziała zbroje i konie siodła./
Kniaź Gliński wodzem! a każdy z panów/
Gotuje hufce swoich żołnierzy;/
Skreślono kartę wojennych planów,/
Kto, dokąd pójdzie i jak uderzy?/
Już niepochmurne myślmi trwożnemi,/
Ale zapałem błysnęły czoła,/
Święte kochanie rodzinnéj ziemi,/
Swych bohaterów do czynu woła./
I lecą z miasta oddziały chyże,/
Stawić wrogowi rękę odporną, ---/
Szczęsny Illinicz, hrabia na Mirze,/
Powiódł chorągiew pierwszą nadworną./
Spłonęły jego włości bogate,/
Wróg nie przepuścił żadnemu siołu,/
Hrabia pośpiesza dać mu odpłatę,/
Jeszcze na świeżym stosie popiołu./
Odbić z niewoli niewiasty, dzieci,/
Wzmocnić na duchu tych, co upadli,/
I w cieplej jeszcze krwi swoich kmieci,/
Miecz zahartować, by rąbał zjadléj.</strofa>




<naglowek_rozdzial>IV</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1383644897278-3030904436"/><motyw id="m1383644897278-3030904436">Ojczyzna, Syn, Matka, Walka</motyw>Sprawa ojczysta, sprawa wiadoma,/
Syn winien czuwać, gdy cierpi matka;/
Gdy idą bracia, wstyd zostać doma/
Albo oszczędzać krwi swej ostatka!/
Ze śmiałą głową, z duszą gotową,/
Trzeba iść dla niéj na śmierć i klęski,/
Więc pod chorągiew Illiniczową,/
Stawił się rycerz <wyroznienie>Marcin Studzieński</wyroznienie>.<end id="e1383644897278-3030904436"/></strofa>




<naglowek_rozdzial>V</naglowek_rozdzial>





<strofa>Jutro o świcie wojsko wyruszy,/
Wygnać spod Mira nieprzyjaciela;/
<begin id="b1383645009889-597268208"/><motyw id="m1383645009889-597268208">Serce, Miłość niespełniona, Patriota, Walka, Ojczyzna</motyw>Do bolejącej kochanka duszy,/
Zajrzał jaśniejszy promyk wesela:/
Bo zawżdy serce zbywa kamienia,/
Gdy powinności przed oczy staną,/
Święty ich rozkaz wyrwał z uśpienia,/
Pana Marcina myśl rozkochaną;/
Nie czas o pięknej myśleć Maryi/
Albo rozważać, że serce boli,/
Gdy na schylonej braterskiéj szyi/
Ciąży haniebny powróz niewoli./
<end id="e1383645009889-597268208"/><begin id="b1383645078400-2713424922"/><motyw id="m1383645078400-2713424922">Miłość, Walka, Kobieta, Mężczyzna, Ojczyzna, Patriota</motyw>Więc rzekł do siebie: «Miecza nie złożę,/
Póki Tatarzyn w Litwie zostanie!/
Mogliby miasto napaść broń Boże!/
Och! a w tém mieście moje kochanie./
Héj na Tatary! moja szabelko!/
Moj<pe><slowo_obce>moj</slowo_obce> --- dziś: mój.</pe> siwy koniu, do mnie co żywo!/
Mamy przed sobą drogę tak wielką,/
Szerokie pole i piękne żniwo!/
Do mnie stalowa przyłbico stara!/
Do mnie mój piękny rycerski pasie!/
Kiedy powrócę, zbiwszy Tatara,/
Może pan ojciec ubłagać da się...»/
<end id="e1383645078400-2713424922"/>W takich nadziejach serce skąpawszy,/
Westchnął modlitwą, pomyślał o niéj,/
Uronił łezkę, --- weselszy, żwawszy/
Już śni, jak w polu Tatary goni.</strofa>




<naglowek_rozdzial>VI</naglowek_rozdzial>





<strofa>Piękny poranek na niebie świta,/
Rzeźwo tchnie wietrzyk w cieniu gaika,/
Młoda niewiasta płaszczem okryta,/
Z murów się miejskich z wolna wymyka:/
Wokoło siebie patrzy nieśmiało/
I czegoś słucha, na kogoś czeka,/
Wtem za gaikiem cóś<pe><slowo_obce>cóś</slowo_obce> --- dziś: coś.</pe> zatętniało/
I konny rycerz pędzi z daleka./
Przybiegł i dziarsko skoczył ze siodła,/
Podali sobie ręce oboje,/
Niewiasta miłem okiem powiodła/
Jego sowito<pe><slowo_obce>sowito</slowo_obce> --- obficie; bardzo.</pe> błyszczącą zbroję/
I białą rączką konia popieści,/
Gęstą zasłonę z twarzy odwinie/
I rzecze głosem cichej boleści:/
«Już nas odjeżdżasz, panie Marcinie!»/
To była Maria --- pierwszy raz w życiu/
Przyszła w ten piękny lasek przy drodze,/
Z domu rodziców wyszła w ukryciu;/
Ach bo też ciężko było niebodze!/
Chciała zobaczyć swego młodziana,/
Na pożegnanie rzec mu: «Szczęść Boże!»,/
Chciała powiedzieć, że żadna zmiana,/
Nigdy w jéj sercu postać nie może.../
A przecież milczy, jakby się sroma<pe><slowo_obce>sromać się</slowo_obce> --- wstydzić się.</pe>,/
Jak gdyby sama z siebie nierada,/
Stoi niepewna i nieruchoma./
Na oczach uśmiech, a twarz jéj blada./
Tak się gdy grzmiące chmurzysko sunie,/
Płynie po przedzie obłoczek bladszy,/
Nim łzawym deszczem na ziemię lunie/
Naprzód się w jasne słoneczko patrzy,/
To się w cień schowa --- to wymknie z cieni,/
To poblednieje, to zarumieni./
Rycerz przywiązał konia do brzozki<pe><slowo_obce>brzozki</slowo_obce> --- dziś: brzózki.</pe>,/
Tarczę przewiesił na siodła łęku,/
Wbił w ziemię ciężki oszczep dziadowski<pe><slowo_obce>dziadowski</slowo_obce> --- tu: odziedziczony po przodku, dziadku (tj. dziadzie, ponieważ daw. słowo to używane było najczęściej bez zdrobnienia).</pe>/
I rysią skórę zwiesił na ręku.</strofa>




<naglowek_rozdzial>VII</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1383645635532-376958064"/><motyw id="m1383645635532-376958064">Rozstanie, Kobieta, Mężczyzna, Kochanek, Rycerz, Patriota, Ojczyzna, Małżeństwo, Nadzieja</motyw>Piękni w téj chwili byli oboje,/
Ona do niego troskliwie rzekła,/
«Panie Marcinie! Och ja się boję!/
Chociaż całego stal cię oblekła./
Czy twoja pawęż<pe><slowo_obce>pawęż</slowo_obce> --- rodzaj tarczy.</pe> dosyć jest zwinna?/
I czy twój pancerz dosyć jest gruby?/
Przebacz, żem śmiała, żem tak dziecinna,/
Ale się lękam twojej zaguby./
Twojej zaguby... nie, to nad siły,/
Nie mogę myśleć o twoim grobie,/
Ciebie by w boju wrogi zabiły,/
Mnie by zabiła tęskność po tobie:/
Panie Marcinie! wracaj nieboże!/
A pierś sklepiście okrywaj zbroją,/
Rodzice moi zgodzą się może,/
Będę szczęśliwą --- bo będę twoją»/
«Maryjo dobra! --- rycerz odpowie ---/
Pancerz mój twardy, miecz mój nie kruchy/
Niosę me życie, niosę me zdrowie,/
Alem najlepszej pełen otuchy./
Gdy syn Kościoła walczy z pogany,/
Nad głową jego anioł stróż lata,/
A jego piersi strzeże od rany,/
Bogarodzicy promienna szata,/
Czuję, że w ostrzu mego brzeszczota/
Jest bezpieczeństwo i pomsta braci;/
Z tą myślą ręka potężniej grzmota,/
A brzeszczot hartu swego nie traci,/
Nie zdoła przebić serca w mem łonie,/
Niech się Tatarzyn, jak chce, rozhula,/
Kiedy pomyślę, że ciebie bronię,/
Naszych kościołów, ludu i króla./
Zdrową mi zostań! ja wrócę zdrowo,/
Może Bóg spełni nasze nadzieje,/
Zamiast pancerza szatę godową/
Z łupów tatarskich szytą przywdzieję./
Pereł, brylantów sznurek bogaty/
Twéj pięknéj twarzy blasku przyczyni,/
Z lamy złocistéj będą ornaty,/
Do katedralnéj naszéj świątyni,/
Sam Wojciech Tabor, wielki mąż Boży,/
Choć go nie bawią złota ponęty,/
Będzie wyglądać jak jaki święty,/
Kiedy je włoży./
Bywaj mi zdrowa! żywym zostanę,/
A nie zawstydzę mego oręża!»/
I ucałował oczy spłakane,/
I sam zapłakał... cichą łzą męża,/
I wskoczył na koń, i ręką skinął,/
Och bo się trudno rozstać z niebogą!/
I koniem zręcznie w polu wywinął,/
I pędem wiatru puścił się drogą.</strofa>









<naglowek_rozdzial><end id="e1383645635532-376958064"/>VIII</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1383645787995-1565944279"/><motyw id="m1383645787995-1565944279">Wojna, Patriota, Ojczyzna, Kobieta, Mężczyzna, Obowiązek</motyw>Ona została --- z tłumionem łkaniem,/
W cichéj nadziei, w cichéj obawie,/
Krzyż na powietrzu skreśliła za nim,/
I do modlitwy klękła na trawie./
Nie było zaklęć ani rozpaczy,/
Jeno kochanie, jeno tęsknota,/
Bo rycerz widział, co słowo znaczy,/
A więc mu zazdrość sercem nie miota,/
I dziewic u nas serce dostojne,/
Choć za kochankiem truchleje trwogą,/
Nigdy nie rzekła: nie jedź na wojnę,/
Bo tam na wojnie zabić cię mogą./
<end id="e1383645787995-1565944279"/>Do wszystkiej szlachty litewskiej rzeszy,/
Kto jeno poczciw, niech oręż chwyci/
I na obronę ojczyzny śpieszy./
Rosną chorągwie obrońców wiary,/
Litwa grzmi echem wojennej nuty,/
Gliński rozesłał swoje rajtary,/
Aby tatarskie zbadać obroty.</strofa>




<naglowek_rozdzial>X</naglowek_rozdzial>





<strofa>Od Nowogródka wieść niezbyt trwożna:/
Zbiega się szlachta, bliscy, dalecy,/
Pan Marcin Gasztołd czyni, co można,/
Gromi Tatara z murów fortecy./
Pan Iwan Tryzna i pan Niemira/
Biją ich w polu, poza murami,/
Illinicz mści się za klęski Mira,/
Gdzie wyginęli bezbronni sami./
Radziwiłłowi Nieśwież spalili,/
Wioski spalili --- lecz czynszownicy,/
Wnet siedli na koń i w jednéj chwili/
Łeb im strzaskali w Dorohowicy;/
<begin id="b1383645921459-1056763549"/><motyw id="m1383645921459-1056763549">Matka, Syn, Wdowa, Walka, Opieka</motyw>Na zamku słuckim dzielna niewiasta,/
Wdowa po mężnym kniaziu Siemionie,/
Stała w obronie swojego miasta,/
Jako orlica w piskląt obronie:/
Tam głowa rodu, mały kniaź Jerzy,/
Pod okiem matki dziarsko się chowa;/
Cóż jeśli Tatar znienacka wbieży/
I lube dziecię w więzy zakowa!?.../
Lecz król i Gliński spokojni o nią,/
Bo księstwo słuckie wojska ma dużo,/
A bojarowie kniahinię bronią,/
Zaścianki szlachty wiernie jéj służą;/
Sama kniahini sercem nietrwożna,/
Na zamku armat, prochu dostatki:/
Więc co do Słucka, spuścić się można/
Na wierność bojar<pe><slowo_obce>bojar</slowo_obce> --- dziś popr. forma D.lm: bojarów; <slowo_obce>bojar</slowo_obce>: wojownik (por. bój, bojować), szlachcic na Litwie i Rusi.</pe> i rozpacz matki.<end id="e1383645921459-1056763549"/></strofa>




<naglowek_rozdzial>XI</naglowek_rozdzial>





<strofa>Ale Glińskiego insze rajtary/
Wpadli w sam środek tatarskiej dziczy/
I bój był krwawy, mnogich bez miary/
Tatarów zbito. Zamiast zdobyczy,/
Przynieśli wodzom straszne trofeja<pe><slowo_obce>trofeja</slowo_obce> --- dziś popr.: trofea; zdobycze.</pe>:/
Dziesięć głów wroga wbitych na dzidy/
I wieść straszliwą, że dzicz Gereja,/
We sześć tysięcy śpieszy do Lidy.</strofa>


<naglowek_rozdzial>XII</naglowek_rozdzial>






<strofa>Padła jak piorun myśl bojaźliwa/
O jagiellońską latorośl drogą,/
Na zamku lidzkim król dogorywa,/
Na koń nie wsiądzie, porwać go mogą!/
Więc rada w radę: kanclerz Jan Łaski,/
Jan Zabrzeziński i Jan Sobotka/
Króla do miękkiéj kładą kolaski,/
A Wojciech Tabor siadł z nim do środka,/
Królowa u nóg i do stolicy/
Wyruszył pochód. Wszyscy truchleli,/
Senatorowie jako woźnicy,/
Siedli na kozioł, cugle ujęli,/
A król co chwila w boleściach stęka,/
Marzy Tatarów, do broni woła,/
Drżąca, troskliwa, a wierna ręka/
Pot mu śmiertelny ociera z czoła,/
Dwie doby jadąc noga za nogą,/
Ledwie stanęli w wileńskiéj bramie,/
Wszędzie wieśniactwo przejęte trwogą,/
Patrzy na pochód i ręce łamie./
Czapkę przed pańską schyla karocą/
I do zamkniętych okien się kłania,/
Uczuwa swoją dolę sierocą:/
Bo pęknął puklerz, co ją osłania./
Stanęli wreszcie już w murach Wilna,/
Lud się dowiedział, upadł w otusze,/
Miasto zaległa cisza mogilna,/
Mogilna trwoga zaległa dusze,/
Każdy kto może, umknąć się stara,/
Każdy przedśmiertne mówi pacierze:/
«Wybaw nas Boże z mocy Tatara!/
Brońcie głów naszych dzielni rycerze!»</strofa>



<naglowek_rozdzial>XIII</naglowek_rozdzial>





<strofa>Już Tatar w Lidzie. --- O milę wkoło/
Puszcza zagony na każdą stronę:/
Czy dwór, czy kościoł, czy ciche sioło,/
Wszystko zniszczone, wszystko spalone;/
Z lidzkiej warowni widać pożary,/
Słychać ich wrzaski, słychać płacz ludu,/
Boże zastępów! broń twojej wiary!/
Zeszlij nad hufce anioła cudu!/
Polski ochotnik zbliża się z wolna,/
Kłóci się w twierdzy szlachta gwałtowna,/
Jeśli tak dłużej --- horda swawolna,/
Całą krainę z ziemią nam zrówna.</strofa>



<naglowek_rozdzial>XIV</naglowek_rozdzial>





<strofa>Na koniec jakoś zbiegło do Lidy,/
Rycerskiej szlachty dziesięć tysięcy./
«Héj czas już rzucić jarzmo ohydy!/
Czas do roboty wziąć się goręcéj!»/
Krzyknął kniaź Gliński: i w jedną stronę/
Wysłał pancernych zastęp niemały,/
W drugą rajtary swe wyćwiczone,/
W trzecię puszkarzów z dobremi działy<pe><slowo_obce>działy</slowo_obce> --- dziś popr. forma N.lm: z działami.</pe>,/
I w imię boże począł się taniec,/
Szlachta się bardziéj, bardziéj ośmiela,/
Odetchnął nieco wiejski mieszkaniec,/
Bo już obrońcę, bo ma mściciela,/
Co dzień przewagi nowe nad zgrają,/
Polskiego męstwa nowe popisy,/
Codziennie jeńców przyprowadzają,/
Lub niosą głowy wbite na spisy./
Na koniec nocą, trzecią czy czwartą,/
Chlubnym się plonem uwieńcza praca:/
Machmed-Gereja z Lidy odparto./
Znów w nowogródzkie strony powraca.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XV</naglowek_rozdzial>





<strofa>Hejże ha za nim! --- kręci się żmija,/
Nie prostą drogą, ale rozsypką,/
Niechaj nam sprzyja Jezus Maryja!/
Ścigać ich wszędzie, doganiać szybko,/
Ale zbójectwo wichrem się błąka,/
Błędnemi szlaki lecą jak wściekli,/
Gdzie jest Oszlaszyn, Cyryn, Połonka,/
Byli --- spalili i w lot uciekli./
Litwa ich tropi --- horda zbójecka/
Umie pogoni zmykać nie lada,/
Wreszcie przylata pod mury Klecka/
I tam swój wielki tabor zakłada,/
Tam krwawych łupów czyni podziały,/
Z krwi myją ręce, umacnia siły,/
Tam wszystkie hordy zebrać się miały,/
Co w dziesięć szlaków Litwę niszczyły.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XVI</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1383646781252-885200414"/><motyw id="m1383646781252-885200414">Wojna, Walka</motyw>Nad grząskim stawem, dwoma obozy,/
Synowie chana, dwóch mężnych braci,/
Kując łańcuchy, wijąc powrozy,/
Czekają Litwy w groźnéj postaci;/
Ostrzą na głazach krzywe szabliska,/
Sprawiają w łukach cięciwy, groty,/
Czynią przechwałki i pośmiewiska/
I rozbijają białe namioty./
Białe namioty w polu rozbili,/
Konie puścili na grząską paszę,/
Gdy niespodzianie, o rannéj chwili,/
Nadbiegło chrobre rycerstwo nasze;/
Naprzód Glińskiego rajtaria wpada,/
Zabiera szatry<pe><slowo_obce>szatra</slowo_obce> --- namiot.</pe> w polu rzucone/
I co się pasły ich koni stada,/
Zgania tabunem na polską stronę./
Tatarzy szkodę odbijać lecą,/
Wśród rozpaczliwych krzyków i wrzawy,/
I hufiec pieszy, i konnych nieco/
Przez wrzącą rzeczkę bronią przeprawy./
Gdzie był bród płytki miejscu piasczystem,/
Napięli łuki, puścili strzały,/
Żelazne groty ze szczękiem, świstem/
W litewskie hufce jak grad leciały,/
Tak gdy niebaczny bartnik podrażni/
Na rój lecące gromady pszczole,/
Z brzękotem groźby i nieprzyjaźni,/
Tysiące żądeł twarz jego kole,/
Celnie strzelają z łuków Tatarzy!/
Strzał wyleciało mnogie tysiące./
Że za ich cieniem, jak mówią starzy,/
Jakby za chmurą --- skryło się słońce,/
Niejednemu pocisk przestrzelił głowę/
I niejednego powalił z siodła,/
Strzała przebiła blachy stalowe/
Albo rumaka ciężko dobodła./
Litwa się cofa, --- ale po chwili/
Śmielej się pocznie brać ku przeprawie,/
Radziwiłłowscy z rusznic strzelili,/
A broń to była nieznana prawie,/
«Hej w imię Boże! przebrnąć te brody!»/
A była gęsta zarośl u brzega;/
Więc Litwa rąbie chrusty i kłody,/
Rzuca do rzeki i po nich wbiega./
Gliński jak orzeł, jak błyskawica/
Chruścianym mostem rzekę przebywa,/
Na kark tatarski wpada konnica,/
I rzeź nastaje krwawa, straszliwa:/
Grzmot od wystrzałów, twardy zgrzyt blachy,/
Tętnienie koni, rżenie, kurzawa,/
Ciężkie w powietrzu mieczów zamachy,/
Tam wódz rycerstwu ducha dodawa,/
Tam konający «dobij mię!» błaga,/
A sznurem płynąc, warczy posoka,/
Z piersi hordyńców<pe><slowo_obce>hordyńcy</slowo_obce> --- ordyńcy; członkowie ordy, tj. tatarskich sił zbrojnych, armii (także: obozu).</pe> pierzchła odwaga./
Proszą o wsparcie swego proroka.</strofa>


<naglowek_rozdzial><end id="e1383646781252-885200414"/>XVII</naglowek_rozdzial>






<strofa><begin id="b1383646844634-1326583715"/><motyw id="m1383646844634-1326583715">Przywódca</motyw>Pod kniaziem Glińskim konia zabito,/
Ale się rumak nadarzył świeży,/
Wskoczył nań --- «<wyroznienie>Za mną</wyroznienie>!» --- grzmiące kopyto/
Znów daje hasło, gdzie iść należy./
Wśród żądeł mieczów, strzał i bardyszy,/
Kurz pokrył wojsku oczy i twarze,/
A jednak widzi, a jednak słyszy,/
Gdzie im kniaź Gliński uderzyć każe<end id="e1383646844634-1326583715"/>;/
Szlachta się waha, słabnie, w natłoku/
Przed liczną hordą wytrwać nie zdoła./
Wtém nowogródzka chorągiew z boku/
Idzie na pomoc jak miecz anioła;/
Wściekły pohaniec znów ruszył w taniec,/
Wzmógł się na siłach, tabor zamyka./
Ale grodzieńskich puszcz wychowaniec/
Wziął go na oszczep, jak bierze dzika,/
Mostem padł Tatar zbity zwycięsko,/
Konie swych jeźdźców dławią i tłoczą;/
Chorągiew mińska wespół z grodzieńską/
Po stosach trupów krążą ochoczo.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XVIII</naglowek_rozdzial>





<strofa><wers_wciety typ="1">Lecz nowy sygnał do boju dzwoni, ---</wers_wciety>/
Nowy zasiłek pomocy boskiéj: ---/
Hufiec koronny we trzysta koni,/
Lekko, z husarska wiedzie Czarnkowski./
Z dala rozstawił hufce na górze,/
Od trąb, od bębnów zagrzmiała niwa,/
Aż wróg się zdumiał --- wojsko tak duże/
Skąd na obronę Litwie przybywa?/
<begin id="b1383647122848-1492559291"/><motyw id="m1383647122848-1492559291">Zwycięstwo</motyw>Znowu Tatarzyn szyki rozeprze,/
Chce się orzeźwić, a tu już zmierzcha;/
Lecz sparł go Gliński przy rzece Ceprze,/
Położył trupem --- a reszta pierzcha./
Wrogów dwadzieści<pe><slowo_obce>dwadzieści</slowo_obce> --- dziś: dwadzieścia.</pe> padło tysięcy,/
A któż policzy konie poległe?/
A trzy tysiące tatarskich jeńcy/
Przy murach Wilna dźwigało cegłę,/
Uszły tatarscy obaj książęta,/
Przez grząskie błota, przez ciemne lasy,/
A Litwa długo ten dzień pamięta,/
Będzie pamiętać na wieczne czasy!<end id="e1383647122848-1492559291"/></strofa>




<naglowek_rozdzial>XIX</naglowek_rozdzial>





<strofa><wers_wciety typ="1"><begin id="b1383647165440-3246012183"/><motyw id="m1383647165440-3246012183">Historia, Pamięć, Zwycięstwo</motyw>Od krwi wylanéj staw poza Kleckiem</wers_wciety>/
Dziś Kraśnym Stawem naród nazywa:/
Tarcze i hełmy z godłem zbojeckiém/
Rolnik na polach dziś wyorywa./
A kurhan jeden, drugi i trzeci/
<wyroznienie>Kopcem tatarskim</wyroznienie> dotąd się zowie,/
Idzie pamiątka z ojców na dzieci,/
Że tu pobici są Tatarowie./
A choć od owéj wielkiéj zagłady/
Cztery stulecia mija bez mała,/
Dziś jeszcze mówią swym wnukom dziady/
O wielkich czynach kniazia Michała.<end id="e1383647165440-3246012183"/>/
Kniaź był wybawcą dla Litwy całéj,/
Był bohaterem pomiędzy braćmi:/
Któż by odgadnął, że blask swej chwały,/
Podłem zabójstwem i zdradą zaćmi.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XX</naglowek_rozdzial>





<strofa><wers_wciety typ="1">Modła serdeczna niebo przebija,</wers_wciety>/
Ale wyroków zmienić nie zdoła./
Prosząc za lubym, tęskna Maryja,/
Odwiedza święte progi kościoła./
Próżno bolesną dzieląc się troską,/
Do krat pokuty uczęszcza rada;/
Przed Zbawicielem i Matką Boską,/
Stan swojéj duszy kornie spowiada./
Ale niebiosa próżno zaklina:/
Niebo nie chciało przyjąć ofiary,/
Nie ocaliło zdrowia Marcina./
Podczas morderczej bitwy z Tatary/
Oszczep mongolski strzaskał mu ramię;/
Strzała puszczona z twardej cięciwy,/
Ostrym się grotem w piersiach załamie;</strofa>




<strofa><wers_wciety typ="1">Rycerz się zachwiał, --- padł jak nieżywy:</wers_wciety>/
Wśród bojowiska nikt nań nie zważa./
Ledwie po bitwie, a ciemną już nocą/
Jakieś życzliwe serce husarza/
Towarzyszowi przyszło z pomocą:/
Ocalił brata, co krwią oblany/
Już dogorywać w mdłości poczyna;/
Omył, przewiązał, zasklepił rany,/
Na tatarskiego wsadził mierzyna<pe><slowo_obce>mierzyn</slowo_obce> --- nieduży, silny koń.</pe>/
I zaprowadził na wieś pobliską,/
I tam wypytał aż do ostatka./
«Jak herb waszmościn? jakie nazwisko?/
W jakim powiecie ojciec i matka?»/
«Jestem Studzieński, --- Marcin mi imie,/
Gryf jest herbowym moim klejnotem;/
Ród mój w Poznańskiem bywał w estymie,/
Aleśmy jakoś zbiednieli potem;/
Ojciec i matka dawno już w grobie,/
A mnie tu nędza w świecie pędza:/
Ale jak mogę przypomnieć sobie,/
Że mam w Oszmianie krewnego księdza./
Tam chciałbym dobrnąć, gdy będą siły,/
A jeśli umrę między obcemi,/
Wszakże tu będą kopać mogiły:/
Będzie i dla mnie trzy łokcie ziemi!/
Umrzeć dla kraju i dla Pana Boga,/
Nie żal polskiemu bojownikowi!/
A już tam droga moja nieboga/
Zgadnie, żem umarł i pacierz zmówi».</strofa>



<naglowek_rozdzial>XXI</naglowek_rozdzial>





<strofa>«Ej bredzisz waszmość --- husarz odpowie ---/
Rany waszmości goją się prawie;/
Za tydzień, drugi, da Pan Bóg zdrowie:/
Ja do Oszmiany sam cię dostawię./
Moi rodzice żyją tam blisko;/
I ja mam kraśny cel mych zalotów,/
A jak jej imię, a jak nazwisko,/
Nie powiem waści, boś odbić gotów».</strofa>




<strofa><wers_wciety typ="1">Dzięki staraniom bratniej opieki</wers_wciety>/
Od ran tatarskich boleść nie taka:/
Marcin Studzieński chory, kaleki,/
Został pod Kleckiem w chacie wieśniaka.</strofa>




<naglowek_czesc>Część czwarta.
Zgon Wojciecha Tabora</naglowek_czesc>





<naglowek_rozdzial>I</naglowek_rozdzial>





<strofa>Król Aleksander już w Wilnie złożył/
Na łonie śmierci znękaną głowę,/
Nawet tej pięknej chwili nie dożył,/
Aż mury miejskie były gotowe./
Postrach tatarski grzał do roboty,/
By się zasłonić prędzej od klęski,/
Ale najwięcéj dawał ochoty/
Wielki mąż boży, biskup wileński./
Grosz szczodrobliwy sypał w ofierze,/
Miłemu miastu w jego potrzebie,/
Otworzył w wioskach mnogie szpichlerze<pe><slowo_obce>szpichlerz</slowo_obce> --- dziś: spichlerz; magazyn żywności, szczególnie zboża.</pe>/
I robotników garnął do siebie.</strofa>




<naglowek_rozdzial>II</naglowek_rozdzial>





<strofa><wers_wciety typ="1">We dnie i w nocy zwożono cegły,</wers_wciety>/
Dźwigane ludu wielkiemi siły;/
Już się w obronne ściany uległy,/
Już się w wysokie baszty spiętrzyły./
A każda wieża głowę piętrzastą/
Chlubnie podnosi na Litwę całą/
I Gedymina odwieczne miasto/
Piękną a groźną postać przybrało./
Snadź<pe><slowo_obce>snadź</slowo_obce> --- widocznie, prawdopodobnie.</pe> duch Jagiełłów czuł radość nową,/
Z wysokich niebios gdy spojrzał na nie,/
Przez Gedymina pierś granitową,/
Przebiegło ciepło w zimnym kurhanie,/
Do swej wzniesiona już wysokości,/
Kiedy ostatnia baszta stanęła,/
Sędziwy biskup płakał z radości,/
Widząc owoce swojego dzieła./
I drżące ręce wznosi ku ścianie,/
I do modlitwy kolana chyli./
«Teraz w pokoju puść mię już Panie!/
Bo upragnionej dożyłem chwili!/
Zabezpieczenie w potomne wieki,/
Twojego ludu widzą me oczy:/
Niechże mur drugi, mur Twéj opieki,/
To chrześcijańskie miasto otoczy».</strofa>



<naglowek_rozdzial>III</naglowek_rozdzial>





<strofa>Zatém rozkazał uderzyć w dzwony,/
A krzyż Chrystusa niosąc po przedzie,/
Ze wsi i z miasta lud zgromadzony/
Dokoła murów z obrzędem wiedzie:/
Pokrapia ściany święconą wodą,/
Przy każdéj baszcie dłużéj przystanie,/
A zacne dłonie wznosząc nad trzodą,/
Z miednickiéj bramy dał przeżegnanie;/
Z uszanowaniem głowy uchyla,/
Pada na klęczki orszak narodu/
I wielka a święta chwila,/
W życiu pasterza i w życiu grodu.</strofa>




<naglowek_rozdzial>IV</naglowek_rozdzial>





<strofa><wers_wciety typ="1">Och! bo chwil wielkich w życiu tak mało,</wers_wciety>/
Radość bez ofiar stać się nie może./
Wkrótce stroskane Wilno płakało/
Po swoim ojcu, po swym Taborze./
Złaman chorobą, pracą i laty<pe><slowo_obce>laty</slowo_obce> --- dziś forma N.lm: latami.</pe>,/
Czuje, że stanął w wieczności progu./
Pójdźmy zobaczyć w jego komnaty,/
Jak sprawiedliwy umiera w Bogu.</strofa>




<naglowek_rozdzial>V</naglowek_rozdzial>





<strofa><wers_wciety typ="1">Z białą rzęsistą od pasa brodą,</wers_wciety>/
Z obliczem piękném, suchém, schorzałém,/
Siadł starzec w krześle. Czoło pogodą,/
Oczy się jego iskrzą zapałem;/
Habit świętego Franciszka gruby/
Na zwiędłych członkach jak leży,/
Bo Wojciech Tabor uczynił śluby,/
Dać się pochować w mniszej odzieży.</strofa>




<strofa><wers_wciety typ="1"><begin id="b1383647856300-2958838630"/><motyw id="m1383647856300-2958838630">Książka, Religia</motyw>Przy nim oprawna w dębowe deski,</wers_wciety>/
W mosiężne klamry spoczywa księga./
To Pismo Święte --- pokarm niebieski,/
Wierzącéj duszy moc i potęga.<end id="e1383647856300-2958838630"/>/
Na starcu znaczne cierpień ostatki,/
Lecz się już dusza niebem nasyca,/
Wyswobodzona z kościanej klatki,/
Chciałaby lecieć jak gołębica,/
W górę!... wysoko!... i wnet uleci,/
Lecz jeszcze miłość ku ziemi zowie<pe><slowo_obce>zwać</slowo_obce> --- tu: przyzywać; zowie, zwie: oboczne formy 3 os.lp cz. ter.</pe>:/
Ojciec pożegnać musi swe dzieci,/
Bo tu spłakani stoją synowie.</strofa>




<naglowek_rozdzial>VI</naglowek_rozdzial>





<strofa>Naprzód --- król Zygmunt, wiedząc, że chory,/
Chce uczcić starca ostatnie chwile,/
Przysyła do niego swe senatory;/
Pasterz ich przyjął --- wysłuchał mile/
I głosem cichym jako brzęk pszczoły,/
Przemówił do nich w następne<pe><slowo_obce>następny</slowo_obce> --- tu: następujący.</pe> słowa:/
«Nie płaczcie waszmość, gdym ja wesoły,/
Nas nie rozdzieli deska grobowa:/
Jeśli oglądam Pańskie oblicze,/
Jeśli wysokie niebo posiędę,/
Wiecie, jak ziemi ojczystéj życzę,/
Tam modlitwami służyć jéj będę!/
Za króla, za was i za rycerze,/
Za stany miejskie, za stan poddańczy,/
Będę się modlić. Niech Bóg was strzeże,/
Od głodu, moru, ognia, szarańczy!/
Niechaj wam niebo męstwa przyczyni,/
Od pól oddala grady i susze!/
Będę strzec Litwy, a wy, Litwini,/
Módlcie się tutaj za grzeszną duszę!»</strofa>




<naglowek_rozdzial>VII</naglowek_rozdzial>





<strofa><wers_wciety typ="1">Przeżegnał panów skostniałą ręką;</wers_wciety>/
Wyszli ze łzami senatorowie, ---/
<begin id="b1383648222612-1797821873"/><motyw id="m1383648222612-1797821873">Pamięć, Ojczyzna, Patriota</motyw>Wszedł burmistrz miasta, pan Otoczeńko,/
Padł na kolana i tak doń powie:/
«Panie! Wy ojcem naszym jesteście!/
Tyleście miastu dali opieki,/
Raczcie zezwolić by w naszém mieście,/
Stanął twój pomnik w potomne wieki!/
Niech go wyrobią nasi rzeźbiarze!/
Niech go wykują nasi kowale!/
A my, magistrat, jak dług nam każe,/
Sami ustawim na miejskim wale!»/
--- «Panie Burmistrzu! praca za długa,/
Mnie za ten pomnik nie kupisz nieba,/
Jakaż tu była moja zasługa?/
Żem ja was kochał? bo tak potrzeba!/
Te wasze baszty, te wasze ściany,/
Ta łza, co u was w oczach się kręci,/
To będzie pomnik mój wykowany!/
On moją pamięć trwaléj uświęci!/
Czy nieprzyjaciel, czy czas go zburzy,/
Wy się nie leńcie kielni i młota./
Niech wasze głowy strzeże najdłużéj,/
Aby nie poszła marnie robota<end id="e1383648222612-1797821873"/>,/
W Bramie Miednickiej postawcie straże,/
A gdy zadzwonią, że już mię nié ma,/
Pierwszy, kto w niéj się jutro ukaże,/
Pięćset kop groszy niechaj otrzyma!/
Grosz na to w mojéj znajdziecie skrzyni,/
Opieczętowan wielce starannie,/
Niechże to łaska wasza uczyni,/
Bom tak ślubował Najświętszej Pannie!/
Bywajcie zdrowi, mój Otoczeńko!/
<begin id="b1383648316626-476525799"/><motyw id="m1383648316626-476525799">Książka, Modlitwa, Śmierć, Pobożność</motyw>Módlcie się za mną, gdy w Panu zamrę,/
Bywajcie zdrowi!» I drżącą ręką/
Mosiężnej księgi otworzył klamrę,/
I począł czytać --- i święta rosa,/
Zwilżyła oczy, co jeszcze gorą./
Snadź świętej duszy tęskno w niebiosa!/
Burmistrz i Radni wyszli z pokorą.../
On się zadumał, w górę wzniósł oczy,/
Przycisnął mały krzyżyk do łona,/
Wtém jęknął kapłan, co stał z uboczy,/
Że pasterz kona...<end id="e1383648316626-476525799"/></strofa>




<naglowek_rozdzial>VIII</naglowek_rozdzial>





<strofa><wers_wciety typ="1">O zmroku w mieście zagrzmiały dzwony</wers_wciety>/
I wieść żałośna wszystkich uderza,/
Że już dobrego nie masz pasterza!/
Płacz po nim, ludu osierocony!/
Mnogi się naród tłoczy w ulicy,/
Wszyscy żałośni, wszyscy ciekawi,/
«O! na pasterskiej naszej stolicy,/
Drugi się Tabor nie prędko zjawi».</strofa>



 
<naglowek_rozdzial>IX</naglowek_rozdzial>





<strofa>Pan burmistrz spełnił to, co mu każe,/
Święty nieboszczyk --- nazajutrz do dnia<pe><slowo_obce>do dnia</slowo_obce> (daw.) --- przed świtem.</pe>/
W Miednickiéj Bramie postawił straże,/
By najpierwszego spotkać przechodnia. /
<begin id="b1383648465705-1122098530"/><motyw id="m1383648465705-1122098530">Kaleka, Żołnierz</motyw>O piątéj z rana bramę otwarto:/
Któś idzie pieszo z miednickiéj drogi.../
I w miejskiej bramie stanął przed wartą/
Pokaleczony żołnierz ubogi./
Twarz ma i postać jeszcze młodzieńczą:/
Stąpa szykownie, zbudowan składnie,/
Lecz głuchym kaszlem piersi mu brzęczą/
I skaleczoną ręką nie władnie./
Skłonił się warcie, wstrzymał się w bramie,/
Spojrzał na nowe żelazne wrota/
I rzekł z boleścią, co łez nie kłamie:/
«Gdzież się ja udam, biédny sierota!» ---/
«O, ja waszmości drogę pokażę!/
Pójdziesz na ratusz, sąd cię opisze». ---/
Rzecze mu żołdak, co pełnił straże,/
Ze śmiechem patrząc na towarzysze./
«Na ratusz! --- krzykną. --- Kto waszmość taki?/
I skąd przychodzisz w tak rannéj chwili!»/
Rozswawolone miejskie żołdaki/
Halabardami go otoczyli./
«Po co na ratusz? Héj! hola! hola!/
Albom ja zbrodzień? --- rzekł żołnierz śmiele ---/
Ja wracam z boju, z kleckiego pola,/
Tatarskie rany noszę w mém ciele!/
Szanujcie rany! bo jak Bóg miły,/
Jeszcze choć szczudłem bronić się mogę!»/
<begin id="b1383648509740-1037487344"/><motyw id="m1383648509740-1037487344">Szlachcic, Prawo, Mieszczanin, Miasto</motyw>Ale żołdaki go ostąpiły,/
Wejścia do miasta przecięły drogę./
«Wasz ratusz żadną nie jest mi władzą!/
Ja jestem szlachcic!» --- wolał kaleka;/
Lecz go żołdaki gwałtem prowadzą,/
Gdzie na ratuszu obrada czeka.<end id="e1383648509740-1037487344"/><end id="e1383648465705-1122098530"/></strofa>




<naglowek_rozdzial>X</naglowek_rozdzial>





<strofa><wers_wciety typ="1"><begin id="b1383648616741-2260241418"/><motyw id="m1383648616741-2260241418">Miasto, Strój</motyw>Poustrajani w szuby sobole,</wers_wciety>/
W bogate pasy, w błyskotek wiele,/
Panowie radni siedzą przy stole:/
Pan burmistrz miasta siedzi na czele,/
A obok niego radni, ławnicy,/
Z krętemi wąsy, z butnemi głowy,/
A obok pana Piotra Kotwicy,/
Siedzi poważny pisarz sądowy./
Kunsztownie tkaną perską makatą/
Pozaściełano stoły i ławy,/
Pan burmistrz trzyma księgę bogatą:/
To magdeburskie miasta ustawy./
Jeden ma w czapce kitę pierzastą,/
Drugi ma spinkę z drogich kamieni,/
Świetneż być musi wileńskie miasto,/
Gdy jego rajcy tak przystrojeni.<end id="e1383648616741-2260241418"/></strofa>




<naglowek_rozdzial>XI</naglowek_rozdzial>





<strofa><wers_wciety typ="1">Straż do ratusza wiedzie żołnierza,</wers_wciety>/
Kędy<pe><slowo_obce>kędy</slowo_obce> (daw.) --- gdzie.</pe> zasiada rajców drużyna,/
Każdy ciekawém okiem go zmierza,/
Oblicze jego coś przypomina.</strofa>




<strofa>Ten, co miał zwierzchność nad miejską wartą,/
Tak przed urzędem rzecz swoją czyni:/
«Ledwie Miednicką Bramę otwarto,/
Ten pierwszy człowiek zjawił się przy niéj/
Kto on? skąd idzie? jam go nie pytał,/
A resztę czyńcie, jak się wam zdawa<pe><slowo_obce>zdawa</slowo_obce> --- dziś popr. forma: zdaje.</pe>»./
«Marcin Studzieński! znamy go, znamy!» ---/
Wykrzyknął burmistrz i rajców grono/
I wnet za przejście Miednickiéj Bramy,/
Pięćset kop groszy mu wypłacono./
Biédny kaleka patrzy się, dziwi,/
Swemu bogactwu i sam nie wierzy;/
Lecz go obiegli<pe><slowo_obce>obiec</slowo_obce> (daw.) --- otoczyć.</pe> rajcy życzliwi/
Jak przyjaciele, jak bracia szczerzy:/
«Boska nad tobą czuwa opieka,/
Co było nie jest --- w rejestr nie piszem,/
Boś ty wybrańcem świętego człeka,/
Bądź naszym bratem i towarzyszem./
Powiedz nam, z jakiéj przybywasz strony,/
Czemu z twych oczu łza bujna płynie./
Czemu powracasz pokaleczony,/
Wszystko nam powiedz, panie Marcinie».</strofa>




<naglowek_rozdzial>XII</naglowek_rozdzial>





<strofa>«<begin id="b1383648918408-2779360154"/><motyw id="m1383648918408-2779360154">Żołnierz, Walka, Kaleka, Żebrak</motyw>Krótkie me dzieje, sławetne pany! ---/
Odpowie żołnierz --- powieść niemiła:/
W bitwie pod Kleckiem byłem zrąbany,/
Strzała tatarska pierś mi przebiła./
Dobry towarzysz przybył z pomocą,/
Ratował, leczył jak brat jedyny,/
A tuląc moją dolę sierocą,/
Zawiódł w Oszmiańskie, do swéj rodziny,/
I ja tam miałem krewnego księdza/
U franciszkanów, na Mieście Starem,/
Ale w klasztorze zwyczajnie nędza;/
Czułem, że jestem księdzu ciężarem,/
Ramię mam chore, szablą nie władnę,/
Żołdem rycerskim żyć już nie mogę,/
Nie umiem wdać się w rzemiosło żadne,/
Więc kij żebraczy... i daléj w drogę,/
Tedy z Oszmiany pieszo wychodzę,/
Ale zaledwiem uszedł pół mili,/
Jacyś mię zbójcy napadli w drodze/
I towarzysza mego zabili./
Pokaleczony, z grosza odarty,/
Inaczej radzić gdy było próżno,/
Wlokłem się tutaj, ot dzień już czwarty,/
Z wioski do wioski, żyjąc jałmużną;/
Szedłem, nie wiedząc, gdzie głowę złożę,/
Ujął mię żołdak przy bramnéj warcie,/
Gdy miłosierdzie cudowne Boże,/
Przez wasze ręce dało mi wsparcie<end id="e1383648918408-2779360154"/>».</strofa>




<naglowek_rozdzial>XIII</naglowek_rozdzial>





<strofa><wers_wciety typ="1">«Snadź<pe><slowo_obce>snadź</slowo_obce> (daw.) --- widocznie, prawdopodobnie.</pe> ci nadeszła nagrody pora,</wers_wciety>/
Żeś mężnie walczył w kleckiej potrzebie<pe><slowo_obce>potrzeba</slowo_obce> (daw.) --- bitwa a. wyprawa zbrojna.</pe>,/
Błogosławiona dusza Tabora/
W ostatniej chwili przeczuła ciebie./
Ciebie wybrały boże wyroki,/
Narzędzie cudu widzimy w tobie,/
Pójdźże nawiedzić pasterza zwłoki,/
Na dobroczyńcy pomódl się grobie»./
Tak doń mówili miejscy rajcowie,/
A pan Kotwica grzecznie i skromnie/
Wziął go na stronę i cicho powie:/
«A na wieczorek przyjdź waszmość do mnie!»</strofa>




<naglowek_rozdzial>XIV</naglowek_rozdzial>





<strofa><wers_wciety typ="1">W dworcu biskupim smutne dziś rano,</wers_wciety>/
Litwa straciła swego pasterza,/
Dzwon katedralny głucho uderza,/
Niosąc po kraju wieść opłakaną./
Na prostej ławie, prostym kobiercu,/
W izbie, gdzie świateł iskrzy się siła,/
Leży mąż boży --- z ręką na sercu,/
Już dusza jego... tam, gdzie tęskniła,/
Już z wysokości krainy górnéj,/
Może się patrzy na Litwę drogą!/
Księża żałobne pieją nokturny,/
Tłumy się ludu cisną, jak mogą,/
Żałość rozlana w modlitwie, w śpiewie./
Po wszystkich twarzach łzy bujne biegą,/
Każdy się modli --- ale sam nie wie:/
Modlić się za nim albo do niego.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XV</naglowek_rozdzial>





<strofa><wers_wciety typ="1"><begin id="b1383649159116-3811914138"/><motyw id="m1383649159116-3811914138">Modlitwa, Marzenie, Kaleka</motyw>Marcin Studzieński wespół z drugiemi,</wers_wciety>/
Gdy się docisnął, wsparty na kuli,/
U nóg pasterskich klęknął na ziemi,/
Wdzięczną modlitwę lejąc najczulej,/
A między ludźmi już rozgłos lata,/
Że to jest rycerz, że to ten samy,/
Co do miednickiéj pierwszy wszedł bramy,/
Że mu sądzona kwota bogata./
Marcin się modli. --- Czy dusza wrząca/
Dawne mu w sercu wspomnienia budzi?/
Czy od zbytniego natłoku ludzi,/
Czy z niezliczonych świateł gorąca?/
Głowa się mroczy... chwieje się, bladnie,/
Ledwie przez ciżbę wyszedł do sieni,/
I na podłogę pada bezwładnie,/
Jak upadają gromem rażeni./
Długą czy krótką przeleżał chwilę,/
On nie pamiętał, a nikt nie zważa,/
Ciało obwite w łachman nędzarza,/
A dusza strojna w skrzydła motyle,/
Przez wspomnień kwiaty, przez wspomnień ciernie,/
Leci... o kwiatek, o cierń zahaczy.../
To --- uśmiech lubéj, co kocha wiernie,/
To --- krwawa bitwa, to --- strój żebraczy,/
To --- napad zbójców, to rzewna modła,/
Przy zacnych zwłokach ojca Tabora,/
Wtém go chrapliwa mowa ubodła,/
«A powstań waszmość! spać tu nie pora,/
Spać tu nie miejsce, wynoś się skoro!»/
Żołdak, co w sieniach odprawiał straże,/
Szarpnął go silnie za rękę chorą/
I z progów pańskich wynieść się każe.</strofa>




<naglowek_rozdzial><end id="e1383649159116-3811914138"/>XVI</naglowek_rozdzial>





<strofa><wers_wciety typ="1"><begin id="b1383649250120-2721497642"/><motyw id="m1383649250120-2721497642">Cud</motyw>Powstał Studzieński --- ale o dziwa!</wers_wciety>/
Strzaskana ręka już go nie boli,/
Rana, co w piersiach, już nie narywa;/
Odrzucił szczudła --- przeszedł powoli/
I sam nie wierzy, sam siebie bada,/
Czy jest w istocie zdrowym i hożym:/
A więc ludowi cud opowiada,/
Co mu się trafił przy mężu bożym./
Tłoczy się naród bliski, daleki,/
Słucha powieści, cudom zawierza:/
Bo sam oglądał rany kaleki/
I wierzył w świętość ojca pasterza./
Dzisiaj powiecie: «bajka to stara!»/
Anachroniczna ta powieść cała,/
Ojczyzna cudu, kruchciana wiara,/
Dziś z chrześcijańskich serc uleciała./
A czyż ja mówię, że ona żyje/
Lub że dziś nasze czyny okrasza?/
Ze starych kronik powtarzam chryję<pe><slowo_obce>chryja</slowo_obce> (daw.) --- rozprawa, mowa, ćwiczenie retoryczne; zbiór humorystycznych anegdot i powiedzeń postaci starożytnych; opowiastka; dziś: awantura.</pe>:/
Wierzcie, nie wierzcie, jak łaska wasza,/
Dzisiaj nie nęcą anioły boże,/
Dzisiaj niestraszni piekielni czarci,/
Czy cud być może? albo nie może?/
Czyśmy go warci? albo niewarci?/
Czyśmy już w naszej rozumnej pysze/
Wydarli Panu berło z koroną?/
Ja w to nie wchodzę, lecz powieść piszę/
Z czasów, gdy jeszcze w cuda wierzono./
Marcin Studzieński zeznanie cudu/
Do katedralnej zaniósł świątyni:/
Stało się jawnem w obliczu ludu,/
Jak Pan maluczkim swe łaski czyni.<end id="e1383649250120-2721497642"/></strofa>





<naglowek_czesc>Epilog</naglowek_czesc>









<strofa><wers_wciety typ="1">Dał pan Kotwica wieczór wspaniały,</wers_wciety>/
Powrót obchodzić chciał Marcinowy,/
Pięćset kop groszy --- to grosz niemały,/
Więc go do spółki ciągnął handlowej./
Marcin zezwolił, bo z jego chatą/
Spółkę <wyroznienie>serdeczną</wyroznienie> miał z dawnych czasów;/
Więc uradzono na przyszłe lato,/
Wspólnie nakupić pereł, hatłasów,/
Po drogie wina posłać do Gdańska,/
Kupić złotogłów', futra sobole,/
«A co do reszty... w tém łaska Pańska,/
Spuśćmy się całkiem na Jego wolę!»/
Odwiódł na stronę pana pisarza,/
«Stary kolego! --- rzekł mu do ucha ---/
Czy widzisz waszmość, co mi Bóg zdarza,/
Miłoż mieć zięciem takiego zucha»./
Pan pisarz miejski pojął te słowa,/
Że się z nierównym spotkał szermierzem,/
Ale co wyrzekł --- milczenie chowa/
Kronika stara, z któréj to bierzem,/
Musiał pomyśleć: «niech kat naruszy,/
Trzeba odkosza zgryźć po kryjomu!»/
Potem wziął czapkę przytulił uszy,/
I powędrował cicho do domu./
A tam nauczcie, czy pito wiele?/
Wiele zjedzono soli i chleba?/
I czy na końcu było wesele?/
O tém i mówić, zda się, nie trzeba.</strofa>


</liryka_l></utwor>