<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/syrokomla-gawedy-i-rymy-ulotne-zascianek-podkowa/">
<dc:creator xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Syrokomla, Władysław</dc:creator>
<dc:title xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Zaścianek Podkowa</dc:title>
<dc:relation.isPartOf xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/syrokomla-gawedy</dc:relation.isPartOf>
<dc:contributor.editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Kotwica, Wojciech</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Romantyzm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Gawęda</dc:subject.genre>
<dc:description xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Utwór powstał w ramach konkursu ,,Współpraca w dziedzinie dyplomacji publicznej 2013", realizowanego za pośrednictwem MSZ RP w roku 2013. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu, pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie ,,Współpraca w dziedzinie dyplomacji publicznej 2013". Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może byc utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.</dc:description>
<dc:identifier.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/syrokomla-gawedy-zascianek-podkowa</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">http://www.dbc.wroc.pl/dlibra/docmetadata?id=8751&amp;from=&amp;dirids=1&amp;ver_id=&amp;lp=3&amp;QI=</dc:source.URL>
<dc:source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Władysław Syrokomla, Gawędy i rymy ulotne, Nakładem Księgarni pod firmą Zawadzkiego i Węckiego, Warszawa 1853.</dc:source>
<dc:rights xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Domena publiczna - Władysław Syrokomla zm. 1862</dc:rights>
<dc:date.pd xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">1933</dc:date.pd>
<dc:format xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">xml</dc:format>
<dc:type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">text</dc:type>
<dc:type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="en">text</dc:type>
<dc:date xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">2013-10-23</dc:date>
<dc:language xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">pol</dc:language>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/media/dynamic/cover/image/2621.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Horseshoes anyone, Valerie Everett@Flickr, CC BY-SA 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/2621</dc:relation.coverImage.source>
</rdf:Description>
</rdf:RDF><liryka_l>


<autor_utworu>Władysław Syrokomla</autor_utworu>


<dzielo_nadrzedne>Gawędy</dzielo_nadrzedne>



<nazwa_utworu>Zaścianek Podkowa</nazwa_utworu>


<podtytul>Gawęda szlachecka z 1812 roku<pa><slowo_obce>Zaścianek Podkowa. Gawęda szlachecka z 1812 roku</slowo_obce> --- w obecnéj gawędzie, któréj za tło służył wypadek miejscowy, staraliśmy się oddać szlachtę zaściankową litewską, z jéj obrazem myśli, z jéj dykcją, z jéj przestarzałémi wyobrażeniami, a zarazem zwrócić uwagę téj licznéj klasy ludności naszéj na tyle obszernych zawodów otwartych dziś każdemu, kto chce w świecie pożytecznie pracować, zawodów, o których przykuta do szczupłego kawałka pola, drobna szlachta nasza, ani chce miéć wyobrażenia.</pa></podtytul>


<naglowek_osoba>PODRÓŻNY</naglowek_osoba>


<strofa>Boże, co za spiekota; pot czoło opływa,/
Prędkoż mię do gospody zawiedzie ta ścieżka?/
<begin id="b1382005383757-3914482094"/><motyw id="m1382005383757-3914482094">Ojczyzna, Podróż</motyw>Ziemio rodzinna moja! szczęsny, kto tu mieszka,/
<wers_wciety typ="1">Biédny, kto podróż odbywa!</wers_wciety>/
<end id="e1382005383757-3914482094"/>Hop mój koniu! choć pianą i potem okryty,/
Choć pan twój ledwie żyje ze skwaru, z niewczasu<pe><slowo_obce>niewczasu</slowo_obce> --- niewygoda; brak odpoczynku.</pe>,/
Tam za górą, na łące widać jakieś szczyty!/
<wers_wciety typ="1">To może strzecha popasu<pe><slowo_obce>popas</slowo_obce> --- postój w podróży (szczególnie odbywanej konno); tu: gospoda, zajazd.</pe>.</wers_wciety>/
Mylę się... to są gruzy starego kościoła,/
Tynk opadł, okna puste, wyszczerbione mury,/
Na dachu szkielet krokwi nienakrytych zgoła,/
<wers_wciety typ="1">A w klonie dzwon sygnatury.</wers_wciety>/
Co za rozkoszne miejsce, a pustkami stoi;/
Odłogiem leży pasmo pól i sianożęci,/
Jak tu pięknie w olszniaku ów strumień się kręci,/
On nas spragnionych napoi!/
Puszczę konia na trawę, a sam wodą czystą/
Orzeźwię się, umyję i ręce, i skronie./
A ległszy na murawie, olszyną cienistą/
<wers_wciety typ="1">Spaloną głowę osłonię.</wers_wciety></strofa>




<naglowek_osoba>ŻEBRAK</naglowek_osoba>





<strofa>Dzień dobry mój paniczu! Niech cię Pan Bóg broni,/
<wers_wciety typ="1">Niech chowa w swojéj opiece,</wers_wciety>/
Wiedz, że tutaj na łące nie wolno paść koni,/
<wers_wciety typ="1">Nie wolno poić w téj rzece.</wers_wciety></strofa>




<naglowek_osoba>PODRÓŻNY</naglowek_osoba>





<strofa>Jak to? Mówisz nie wolno, a czyjaż to łąka?/
<wers_wciety typ="1">Czy jesteś stróżem najętym?</wers_wciety></strofa>




<naglowek_osoba>ŻEBRAK</naglowek_osoba>





<strofa>Tak panie, jestem stróżem jak pies, co się błąka,/
<wers_wciety typ="1">Czując<pe><slowo_obce>czuć</slowo_obce> --- tu: czuwać.</pe> nad skarbem zaklętym.</wers_wciety>/
Stróżem jestem, ten kościół, te spalone krzyże,/
<wers_wciety typ="1">Cmentarz, skąd panisko dyba<pe><slowo_obce>dybać</slowo_obce> --- tu: iść, podążać.</pe>,</wers_wciety>/
Te łąki, te poletki i te wody chyże,/
<wers_wciety typ="1">To moich przodków sadziba<pe><slowo_obce>sadziba</slowo_obce> --- siedziba, posiadłość.</pe>.</wers_wciety>/
Czy widzisz za kaplicą gruz pieców ceglasty?/
<wers_wciety typ="1">Widzisz ten komin wyniosły?</wers_wciety>/
Czy widzisz stosy węgla, pokrzywy i chwasty,/
<wers_wciety typ="1">Co na popiele wyrosły?</wers_wciety>/
Czy widzisz tę w zagonach ziemię nieuprawną?/
<wers_wciety typ="1">Nie zawsze była jałową!</wers_wciety>/
Przed trzydziestu latami... niezbyt jeszcze dawno/
<wers_wciety typ="1">Tu stał zaścianek Podkowa, ---</wers_wciety>/
Tak narzeczon<pe><slowo_obce>narzeczon</slowo_obce> --- nazwany.</pe> od herbu, co rodu zaszczyty/
<wers_wciety typ="1">Głosił z niepamiętnéj pory,</wers_wciety>/
Bo my choć biédni, mamy klejnot<pe><slowo_obce>klejnot</slowo_obce> --- tu: herb szlachecki.</pe> rodowity,/
<wers_wciety typ="1">Co dał nam Stefan Batory.</wers_wciety>/
Bo to za owych czasów nasz przodek Konstanty,/
<wers_wciety typ="1">Nabył swój klejnot dostojnie,</wers_wciety>/
Kiedy Stefan Batory zdobywał Inflanty,/
<wers_wciety typ="1">Zyskał szlachectwo na wojnie.</wers_wciety>/
Od niego to pochodzi parentela<pe><slowo_obce>parentela</slowo_obce> --- pokrewieństwo; rodzina.</pe> nasza,/
<wers_wciety typ="1">Drzewo wspaniałéj postaci,</wers_wciety>/
Syn Konstantyna Krzysztof zrodził Tobijasza,/
<wers_wciety typ="1">Tobijasz zrodził trzech braci;</wers_wciety>/
Najstarszy był Mikołaj, jego gałęź trzyma/
<wers_wciety typ="1">W rodzie pierwszeństwo ojczyste,</wers_wciety>/
Mikołaj zrodził Pawła, Paweł Joachima,/
<wers_wciety typ="1">Joachim Jana Baptistę:</wers_wciety>/
Jan mosanie<pe><slowo_obce>mosanie</slowo_obce> --- skrócony zwrot grzecznościowy: waszmość panie, Wasza Miłość Panie.</pe> Baptista, zbaw mu Boże duszę,/
<wers_wciety typ="1">To był mój ojciec rodzony;</wers_wciety>/
Ach! co by on powiedział, że ja spędzać muszę/
<wers_wciety typ="1">Gościa, co przybył w te strony!</wers_wciety>/
Pan myślisz, że ja bronię łąkę i pastwisko/
<wers_wciety typ="1">Z jakiéjś nieludzkiéj rachuby?</wers_wciety>/
Nieprawda, jak Bóg żywy, nieprawda panisko!/
<wers_wciety typ="1">Ja tylko nie chcę twéj zguby.</wers_wciety>/
Ho! ho! gdybyś zawitał do tego ustronia,/
<wers_wciety typ="1">Gdy tu mieszkałem za młodu,</wers_wciety>/
Miałbyś suto murogu<pe><slowo_obce>murog</slowo_obce> --- siano najlepszej jakości.</pe> i owsa dla konia,/
<wers_wciety typ="1">Miałbyś i piwa, i miodu.</wers_wciety>/
Bo tu była zamożność i wiosną, i zimą,/
<wers_wciety typ="1">Wiész, jaka była tu cnota?</wers_wciety>/
Każdy kto tu przyjechał lub zabłądził mimo/
<wers_wciety typ="1">Nie wyszedł trzeźwy za wrota.</wers_wciety>/
A teraz gdy zaścianek przyszedł ku zagubie,/
<wers_wciety typ="1">Wiész, jak przeklęty okropnie!</wers_wciety>/
Biada bydłu, co trawę z téj łąki uskubie!/
<wers_wciety typ="1">Biada kto wody téj żłopnie!</wers_wciety>/
A nawet kto tutejszy, mija to bezdroże,/
<wers_wciety typ="1">Bo wié, że ziemia zaklęta,</wers_wciety>/
To lub koło się złamie, lub koń zaniemoże,/
<wers_wciety typ="1">Albo go niemoc opęta. ---</wers_wciety>/
Mnie pan hrabia tutejszy trzyma za zapłatą,/
<wers_wciety typ="1">Bym stał jak wiecha przydrożna,</wers_wciety>/
I ostrzegał podróżnych i zima, i lato:/
<wers_wciety typ="1">Że tędy jechać nie można.</wers_wciety>/
Bywało --- zorzą drogę --- to jedzie, kto nie wie,/
<wers_wciety typ="1">I klęskę sobie napyta;</wers_wciety>/
W przeszłym roku żebraka, ot tu przy tém drzewie,/
<wers_wciety typ="1">Roztrzaskał piorun i kwita ---</wers_wciety>/
Czy mało? Co rok prawie cóś się komuś stanie,/
<wers_wciety typ="1">Kto w to zabłądzi bezdroże.</wers_wciety></strofa>




<naglowek_osoba>PODRÓŻNY</naglowek_osoba>





<strofa>Cóż to jest? Czary jakieś?</strofa>




<naglowek_osoba>ŻEBRAK</naglowek_osoba>





<strofa><wers_wciety typ="1">Nie czary mój panie,</wers_wciety>/
Lecz pomsta musi być boża.</strofa>




<naglowek_osoba>PODRÓŻNY</naglowek_osoba>





<strofa>
Za co?
</strofa>




<naglowek_osoba>ŻEBRAK</naglowek_osoba>





<strofa>Ha! Długo gadać, koń trędzlami<pe><slowo_obce>trędzla</slowo_obce> --- właśc. tręzla; daw. uzda.</pe> dzwoni/
<wers_wciety typ="1">Na długie gawędy nasze ---</wers_wciety>/
Wiész pan co? Przebrnij rzekę i na tamtéj błoni/
<wers_wciety typ="1">Puść swego konia na paszę. ---</wers_wciety>/
Tam już grunt niezaklęty i dobre pastwisko;/
<wers_wciety typ="1">Widzisz tę kłodę dębową?</wers_wciety>/
Siądźmy, ja ci rozpowiém, skąd to uroczysko/
<wers_wciety typ="1">Zaklętem i <wyroznienie>Pomstą</wyroznienie> zową.</wers_wciety></strofa>




<naglowek_rozdzial>II</naglowek_rozdzial>





<strofa><slowo_obce>Tandem</slowo_obce><pe><slowo_obce>tandem</slowo_obce> (łac.) --- nareszcie, w końcu.</pe> więc, jak mówiłem i jak widzisz ślady,/
<wers_wciety typ="1">Tu był zaścianek Podkowa,</wers_wciety>/
Tu żyły moje dziady i moje pradziady,/
<wers_wciety typ="1">Poczciwa szlachta czynszowa;</wers_wciety>/
A tam daléj za lasem, stał dwór murowany,/
<wers_wciety typ="1">Z zamkiem, wałami i fosą,</wers_wciety>/
Tu jeńcowie tatarscy budowali ściany,/
<wers_wciety typ="1">Jak dawne powieści niosą.</wers_wciety>/
Pan dzisiejszy zmurował pałac znakomity,/
<wers_wciety typ="1">Ślad zamku zarosły chwasty,</wers_wciety>/
Ale jeszcze jest brama, a na niéj wyryty,/
<wers_wciety typ="1">Rok tysiąc sześćset szesnasty.</wers_wciety>/
Jeszcze pamiętam zamek i pana starostę,/
<wers_wciety typ="1">Kiedy to jedzie na sejmy,</wers_wciety>/
Przysyła tu hajduka i szlachcice proste/
<wers_wciety typ="1">Sprasza na obiad uprzejmy. ---</wers_wciety>/
Było w naszym zaścianku domów ze dwanaście /
<wers_wciety typ="1">Płacących czynsze za ziemię,</wers_wciety>/
Dziedzic jak grunt wydzielił ojcu protoplaście,/
<wers_wciety typ="1">Z wiekiem... rozrosło się plemię.</wers_wciety>/
A czynsz mospanie lekki, opłacać aż miło,/
<wers_wciety typ="1">Lub służyć w bandzie ochoczéj ---</wers_wciety>/
Najczęściéj się do zamku rycersko służyło ---/
<wers_wciety typ="1">Koń i pachołek z półwłoczy<pe><slowo_obce>półwłocza</slowo_obce> --- pół włóki; <slowo_obce>włóka</slowo_obce>: daw. miara powierzchni, równa 30 morgom; <slowo_obce>mórg</slowo_obce> a. <slowo_obce>morga</slowo_obce> (z niem.; pol. <slowo_obce>jutrzyna</slowo_obce>) była to powierzchnia gruntu, którą może jeden człowiek w jeden dzień roboczy (od rana do południa) zaorać pojedynczym zaprzęgiem; włóka oznaczała obszar, jaki można zabronować (włóką, czyli broną) w tym samym czasie i w ten sam sposób; przeliczano ją potem na ok. 17--18 ha.</pe>.</wers_wciety>/
Ale co to za służba? to i znaleźć rzadko,/
<wers_wciety typ="1">Wojna czy sprawa domowa,</wers_wciety>/
Każą jednemu jechać, to całą gromadką/
<wers_wciety typ="1">Wali zaścianek Podkowa.</wers_wciety>/
Dziedzic bywało krzyknie: «Pomożcie mi chłopcy!»/
<wers_wciety typ="1">My lecim z ciałem i duszą,</wers_wciety>/
Czy gdzie karczmę zapalić, czy rozrzucić kopcy,/
<wers_wciety typ="1">Wszyscy z zaścianku wyruszą.</wers_wciety>/
Czasem się aż starszyzna rozgniewała nasza,/
<wers_wciety typ="1">Kiedy w sianokos lub żniwa</wers_wciety>/
Jaśnie wielmożny dziedzic na sejmik zaprasza,/
<wers_wciety typ="1">Lub na obławę przyzywa ---</wers_wciety>/
Któż pogardzi sejmikiem albo polowaniem?/
<wers_wciety typ="1">Więc krzyczy młodzież wesoła:</wers_wciety>/
«Murem mospanie! Murem naszych piersi staniem/
<wers_wciety typ="1">Gdzie pan starosta powoła!»</wers_wciety>/
Mój ojciec (wieczny pokój!) czasem podziwaczy:/
<wers_wciety typ="1">«Ej! młodzi! Żnijcie i koście!»</wers_wciety>/
Ale sam się uśmiécha, bo wié, co to znaczy/
<wers_wciety typ="1">Wskarbić się w łaskę staroście.</wers_wciety>/
Tylko wolę starosty miéj za rozkaz święty,/
<wers_wciety typ="1">A wszystko uzyskać możno:</wers_wciety>/
Łąka ci nieskoszona albo morg niezżęty,/
<wers_wciety typ="1">Dworscy włościanie go pożną.</wers_wciety>/
Jedno słowo: «wy bracia, wy sąsiedzi moi»/
<wers_wciety typ="1">Było na ustach paniska;</wers_wciety>/
Bywało, zbierze szlachtę, nakarmi, napoi,/
<wers_wciety typ="1">Jeszcze do piersi przyciska.</wers_wciety>/
Czasem, gdy stary szlachcic w uroczystym czasie/
<wers_wciety typ="1">Zanadto spełnia wiwaty,</wers_wciety>/
I upadnie pod ławę --- to w pańskiéj kolasie/
<wers_wciety typ="1">Odwiozą starca do chaty.</wers_wciety></strofa>




<naglowek_rozdzial>III</naglowek_rozdzial>





<strofa>Tak wiek z wieków, od czasów któregoś Zygmunta/
<wers_wciety typ="1">Szlachta osiadła te grunta;</wers_wciety>/
A ten strumień, co płynie pomiędzy parowy/
<wers_wciety typ="1">W kształcie herbowéj Podkowy,</wers_wciety>/
Pamięta, choć wokoło ślady się zatarły,/
<wers_wciety typ="1">Jak dziady i wnuki marły,</wers_wciety>/
Jak prawnuki wzrastały, on powiedzieć może/
<wers_wciety typ="1">Wszystkie dopuszczenia boże,</wers_wciety>/
Wszystkie lata wesołe, wszystkie czarne biedy,/
<wers_wciety typ="1">Jak szły Tatary i Szwedy,</wers_wciety>/
W którym roku był pomor, w którym znak niebieski,/
<wers_wciety typ="1">Sejm, czy trybunał litewski?</wers_wciety>/
Bo nieraz tu starcowie o wieczornéj chwili/
<wers_wciety typ="1">Swoje przygody gwarzyli:</wers_wciety>/
Strumień pewno pamięta... dowiedziéć się muszę,/
<wers_wciety typ="1">Kto to zaszczepił te grusze,</wers_wciety>/
Które ot tam usechłszy<pe><slowo_obce>usechłszy</slowo_obce> --- dziś popr.: uschnąwszy.</pe> na zaklętéj ziemi,/
<wers_wciety typ="1">Stérczą szkiélety nagiémi?</wers_wciety>/
A smaczny miały owoc! --- aż dotąd mi w duszy/
<wers_wciety typ="1">Smak tych jabłoni i gruszy,</wers_wciety>/
Com je kiedyś obijał z téj gałęzi dużéj,/
<wers_wciety typ="1">Co krukom za gniazdo służy ---</wers_wciety>/
Strumień mi kiedyś powie, z jakiéj to ofiary/
<wers_wciety typ="1">Wzniesiono kościołek stary,</wers_wciety>/
Który tam właśnie stérczał sosnowémi ściany,/
<wers_wciety typ="1">Gdzie dzisiaj ten gruz ceglany;</wers_wciety>/
Pamiętam tę kapliczkę drewnianą, nadgniłą,/
<wers_wciety typ="1">Gdzie to się do mszy służyło,</wers_wciety>/
Gdziem spod saméj wieżyczki, dla marnéj uciechy,/
<wers_wciety typ="1">Wykręcał wróble spod strzechy;</wers_wciety>/
Gdzie z chórów, jakby z tronu poglądałem dumnie,/
<wers_wciety typ="1">Gdziem ojca zokopał w trumnie,</wers_wciety>/
Gdzie brałem ślub, gdzie dla mnie i starzy, i mali/
<wers_wciety typ="1"><slowo_obce>Veni creator<pe><slowo_obce>Veni creator</slowo_obce> (łac.) --- przybądź stwórco; pierwsze słowa pieśni do Ducha Św.</pe></slowo_obce> śpiéwali.</wers_wciety>/
Jasny był dzień! ej jasny! Lecz w oczach mi ciemno.../
<wers_wciety typ="1">Panie zlituj się nade mną!</wers_wciety>/
Stare oczy a głupie --- wspomnisz dawne dzieje,/
<wers_wciety typ="1">To z nich się i łza poleje. ---</wers_wciety>/
Fraszka łza i wspominek! --- Tylko duch rozżarzy,/
<wers_wciety typ="1">Wypala zmarszczki na twarzy;</wers_wciety>/
A jeszcze cudzy człowiek, widząc, że my płaczem,/
<wers_wciety typ="1">Gotów się zaśmiać cichaczem.</wers_wciety></strofa>




<naglowek_rozdzial>IV</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1382031379820-438621865"/><motyw id="m1382031379820-438621865">Szlachcic, Pozycja społeczna</motyw>Po starych dobrych czasach --- ot przyszedł wiek nowy,/
Nastały czarne lata na szlachtę z Podkowy,/
Przeminął czas sejmików, jak mija sen marny,/
Zahardział<pe><slowo_obce>zahardzieć</slowo_obce> --- zhardzieć; stać się pysznym, pogardliwym wobec innych.</pe> pan starosta niegdyś popularny,/
Zostaliśmy magnatom niezdatni i biedni,/
Minęła łaska pańska, minął chleb powszedni:/
Tam grad pola wybije, ówdzie chata spłonie,/
Trudno już było wyżyć na naszym zagonie,/
Gdzie się nowe kłopoty zjawiały co chwilę,/
Gdzie czynszmi obłożono we dwójnasób tyle, ---/
Gdzie nie bacząc na starca lub niewiastę chorą,/
W dzień świętego Marcina<pe><slowo_obce>w dzień świętego Marcina</slowo_obce> --- 11 listopada.</pe> okna ci wybiorą. ---/
<wers_wciety typ="1"><end id="e1382031379820-438621865"/>Ej te nieszczęsne czynsze! Jakby kość do gardła,</wers_wciety>/
Przez nie to w rok po ślubie żona mi umarła,/
A gdyśmy wieźli trupa, to pachołek pjany/
Konia mi spod śmiertelnéj wyprzągł karawany./
Znosili twardą biedę Podkowianie starzy,/
Gniéw trząsł się na ich wąsach i zmarszczkach na twarzy,/
Nieraz pobiec do zamku i rąbać się chcieli,/
Do boku! Och! Na teraz szkoda karabeli!/
Szkoda poczciwéj broni! --- Choć cię w sztuki potną,/
Cierp szlachto podkowiańska zelżywość sromotną./
<wers_wciety typ="1">Pan starosta, co naszéj urągał się biédzie,</wers_wciety>/
Rozumiał, że na niego śmierć nigdy nie przyjdzie,/
Śmierć przyszła swoją drogą --- pan leży w kościele./
On wiele uszczęśliwił i ukrzywdził wiele,/
Niech mu Bóg dobrotliwy jego win nie baczy,/
Niech mu jedno nagrodzi, a drugie przebaczy./
Źle nam było pod koniec --- lecz gniéw nastał boski,/
Gdy syn jego, pan hrabia odziedziczył wioski:/
Sam z człekiem i nie gadał, a dworskie kozaki/
Krwawo i łzawo szlachcie dali się we znaki ---/
Szlachta lubi polować, a tuż las graniczy,/
Biada, jeśli ze strzelbą spotkał cię leśniczy,/
Biada, jeśli dziewczęta niebaczne, bo młode,/
Zerwą kwiatek na łące lub w lesie jagodę,/
Biada, jeżeli trzoda za rzeczkę choć wbieży,/
Nie unikniesz pogróżek, gwałtów i grabieży, ---/
Kiedyśmy szli do hrabi skarżyć się na zgraję,/
Psami szczwały nas z zamku francuskie lokaje; /
A pan, jeśli do niego docisnąć się zdarzy,/
Obelgą cię nakarmi lub czynem znieważy./
<wers_wciety typ="1">Myślisz --- hrabia co bronił swe lasy i pasze,</wers_wciety>/
Wzajemnie kiedyś miedze uszanował nasze?/
Gdzie tam! --- konno, ze psami, z harapem u pasa,/
Co dzień po naszych łąkach i pastwiskach hasa,/
Nasze zboże tratuje, poniewiéra marnie,/
Lub na naszych owieczkach zaprawia swe psiarnie./
A jeśli się pożalisz, to cię sfuka o to:/
«A milczéć mi! zuchwała, niewdzięczna hołoto!/
Jeżeli wam niedobrze na tutejszéj stronie,/
Precz mi z mojego gruntu! Ja odejść nie bronię!»/
Próżno się człowiek modli i litości czeka ---/
Wciąż jedna sprawiedliwość i jedna opieka.</strofa>




<naglowek_rozdzial>V</naglowek_rozdzial>





<strofa>Wtém dziwne wieści krążą po powiecie,/
Trąby francuskie poza Niemnem dzwonią,/
Dwa groźne wojska stanęły pod bronią,/
I hrabia wspomniał, żeśmy ludzie przecie./
Czy to z nadziei, czy z jakiegoś strachu,/
Wnet powziął ku nam najżyczliwsze chęci,/
Ot! jak chorągiew na zamkowym dachu,/
Tak serce hrabi za wiatrem się kreci./
Grzecznie się kłaniał, aż jednéj niedzieli/
Odwiedził wszystkich czynszowych swéj ziemi,/
Uściskał młodzież, szeptał ze starszémi,/
Klękł przed kaplicą, i wszyscy klęknęli.../
Modlą się, gwarzą --- już i noc zapada,/
A jeszcze trwają modły i narada./
Nazajutrz ledwie poranek zabłyska/
Znikła z zaścianku młodzież od wyboru,/
Zniknęły konie z naszego pastwiska,/
Zniknął pan hrabia ze swojego dworu;/
W sadzibach naszych jeno pozostali/
Drżący starcowie albo chłopcy mali,/
Kobiéty słabe lub kto mimo chęci/
Pozostał doma z wiarą i otuchą;/
W zaścianku naszym jak w grobowcu głucho,/
Nie słychać brzęku kos na sianożęci, ---/
Nie zarżą konie na wieczornéj paszy,/
Trwożna niewiasta co godzina blednie,/
Bo wyją wilki, których nikt nie straszy;/
I puchacz pucha czarne przepowiednie,/
I smutno jakoś w chmurach się rozbija:/
Echo od dzwonka na <tytul_dziela>Zdrowaś Maryja</tytul_dziela>.</strofa>




<naglowek_rozdzial>VI</naglowek_rozdzial>





<strofa>Robocze lato wyzwało nas z domu,/
Po ukraińsku rozrosło się żyto;/
Kłos z niebem gada i chleba obfito,/
Tylko pracować i jeść nié ma komu; ---/
Kilku staruszków, ot cała drużyna./
Dziad chce pracować, lecz mu ręka mdleje,/
Tylko by śpiéwał godzinki za syna/
Lub przypominał starodawne dzieje; ---/
Kilku młodzieńców, co niby to skoro/
Rwą się do pracy, by rozerwać serce,/
Ale na polu do kółka się zbiorą,/
Gwarzą o bitwach, mundurach, żołnierce,/
A pora schodzi --- przeminął czas suszy./
Mgłami jesieni powlekło się słońce,/
Zboże niezżęte sypie się i kruszy,/
Trawy stwardniały i zeschły na łące ---/
Ledwie gdzieniegdzie wytykają głowę/
Kopice siana lub mendle zbożowe; ---/
Nastała jesień, cały plon się kwasi,/
I tak zmarniała całoroczna praca:/
A gdzie pan hrabia? Gdzie rycerze nasi?/
Nie masz i wieści, gdzie kto się obraca./
Nastała zima o niezwykłéj porze,/
Pan Bóg na ziemię zagniéwał się biédną ---/
Śniegi głębokie wypadły na dworze,/
W białéj zawiei i świata nie widno,/
A mróz ognisty z jesieni jak chwyci,/
To trwa do wiosny ku ludzkiéj zagubie,/
Niejeden zginął i w rysiowéj szubie,/
A cóż nędzarze łachmanem okryci?/
<wers_wciety typ="1">Włóczą się wszędy i o każdéj chwili</wers_wciety>/
Przemarzłe dziady, żołnierze, Żydziska,/
I częste wieści od pobojowiska:/
Tu zbili jednych, tam drudzy pobili,/
Owdzie wygrana, ówdzie straszna klęska,/
Owdzie pod tego, tam owego wodzą,/
Spod Borysowa, Możajska, Smoleńska,/
Wieści po wieściach jak gromy dochodzą, ---/
Jeden im wierzy, a drugi nie wierzy,/
Lecz pełno westchnień, postów i pacierzy,/
Co dzień pod kościoł ciśnie się gromada,/
Modli się z płaczem i ofiary składa. ---</strofa>




<naglowek_rozdzial>VII</naglowek_rozdzial>





<strofa>W początkach adwentu<pe><slowo_obce>adwent</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>adventus</slowo_obce>: przyjście) --- okres (zwykle czterotygodniowy, liczony kolejnymi niedzielami) poprzedzający święta Bożego Narodzenia (25 grudnia a. 6 stycznia) w kościołach chrześcijańskich.</pe> o szaréj godzinie,/
Do naszéj chałupy zeszła się gromada,/
I wkoło zasiadłszy przy ciepłym kominie,/
Ten szczepie łuczywo, ten wzdycha, ów gada,/
Mój ojciec przy oknie, w płóciennéj opończy,/
Sieć wiąże na rybę i pacierz swój kończy,/
A był to czas mroźnéj zamieci i słoty ---/
Wiatr silny --- aż ściany łamią się i trzeszczą,/
A wicher śniég skręca i składa w sumioty,/
I świszcze w kominie piosenkę złowieszczą ---/
Wtém drzwi się rozpadły: któś zziębły, wąsaty,/
Przy szabli i w burce wtoczył się do chaty./
<wers_wciety typ="1">Przeraził nas wszystkich ten napad znienacka,</wers_wciety>/
Wiadomo, jak w wojnie żołnierze zuchwali;/
Czy szajka westfalska, czy sotnia kozacka,/
Zrabuje, spustoszy; a może i spali. ---/
«Niech będzie pochwalon!» --- zawołał przybyły,/
--- «Na wieki i amen» --- odrzekła gromada. ---./
Ot jakoś nieznacznie przybyło nam siły:/
«Kto chwali Chrystusa, kto tak do nas gada,/
Nie może być rabuś --- rzekł ojciec spokojnie ---/
Ot dzięki Ci Boże, są wieści o wojnie!» ---/
I zatknął u pasa święcone paciórki ---/
A żołnierz śniég otrząsł z kaszkieta i burki,/
I z lodu ocisnął namarzłe wąsiska,/
--- To Stefan --- to brat mój --- z pochmurném obliczem,/
Podbieżał do ojca, kolana mu ściska,/
I wita się z nami --- my bieżym i krzyczym:/
Witamy, ściskamy radością wzruszeni,/
«No cóż tam? Jak idzie? Jak się wam powodzi?»/
Tysiące zapytań jak z procy kamieni/
Rzucają z pośpiechem i starzy, i młodzi./
«Źle idzie --- rzekł Stefan --- skończyła się praca,/
Już nasze rojenia minęły, uciekły,/
Już Francuz w cieplejsze krainy powraca,/
Przemarzły, przelękły, pobity i wściekły,/
Bóg z niemi --- mój ojcze! Ja u was w gościnie,/
Konika popasę i ruszam z kopyta;/
Za Wisłą, za Niemnem, na cudzéj krainie,/
Być może, że słońce nam jeszcze zaświta;/
<begin id="b1382032516563-3692670151"/><motyw id="m1382032516563-3692670151">Tchórzostwo, Zdrada, Przywódca</motyw>O wtedy to z hrabią rachunek uczynim ---/
On stchórzył na polu, gdzie ogień się krzesze,/
Porzucił nas wszystkich, co byliśmy przy nim,/
Zapragnął Paryża i powiózł depesze./
I żołd nasz zagarnął na domiar swéj zbrodni./
Ej hrabio, nie ujdziesz pałasza lub kija!/
My tutaj krew lejem i głodni, i chłodni,/
A wasze w Paryżu gdzieś winko popija!<end id="e1382032516563-3692670151"/>/
Jedź z Bogiem, pij z Bogiem wesoły i zdrowy,/
Nie zginiem bez ciebie, kochany sąsiedzie,/
Nas wzięto po pułkach --- a szlachcie z Podkowy/
Ze strzelbą czy z lancą niezgorzéj się wiedzie,/
Bo Pan Bóg nad nami litować się raczy./
Zwyczajnie jak wojna --- wszelako się zdarzy./
Piotr został raniony od piki kozaczéj,/
Jan krzyżyk otrzymał za wzięcie bagaży,/
Franciszek w szpitalu, bo rąbał się szczérze,/
(Nie lękaj się ojcze, nie będzie kaleką),/
Mikołaj kapralem przy głownéj kwaterze;/
O reszcie ja nie wiém, bo pułki daleko./
Dziś idziem do Niemiec, choć pędzą za nami,/
Posłyszycie wkrótce nowiny rozgłośne,/
A śladem za wieścią my do was, my sami,/
Z jaskółką, z bocianem powrócim na wiosnę».</strofa>




<naglowek_rozdzial>VIII</naglowek_rozdzial>





<strofa>Ale wiosna nie chybia jak człowiecza dola,/
Przyszło cieplejsze słońce, śnieg otopniał z pola,/
Strumień otrząsł się z lodu i swobodnie płynie,/
I bocian zaklekotał... ot na téj olszynie! ---/
I przyleciała czarnych jaskółek gromada./
A każda cóś szczebioce, każda rozpowiada./
Któż tam proszę potrafi dowiedzieć się od niéj,/
Może pokłon przynosi z krainy zachodniéj?/
Ale gdzie tam... dla Boga? --- och! ku naszéj strzesie/
Czarny kruk chyba z wojny wiadomość przyniesie,/
I rozpowié krakaniem żarłocznego gardła:/
Matka głos ten pojęła i szatę rozdarła,/
I załamała ręce --- serce matki zgadnie,/
Choć wojna za górami, gdzie kula upadnie ---/
Sprawdził się przestrach ojców i matek w Podkowie,/
Sprawdziło się, co czarni krakali krukowie,/
Bo wszystka niemal młodzież, cała nasza siła,/
Gdzieś w niemieckiéj krainie głowę położyła ---/
Kilku jeno wróciło poranionych srodze,/
Z krzyżykami u piersi, na drewnianéj nodze,/
Lub na szczudłach żebraczych --- mała z nich usługa,/
Okaleczałe ręce niezdolne do pługa,/
Młode jeszcze, lecz kulą zgruchotane barki,/
Nie podźwigną ciężaru chatniéj gospodarki./
Stary ojcze i matko! To cóż że wy starzy?/
Idźcie na chléb pracować dla biédnych nędzarzy, ---/
Nie każdemu sądzono w jednostajnej mierze/
Wypoczywać na starość szeptając pacierze. ---/
Ojcze bierz się do pługa, matko idź do żniwa,/
Pracujcie i na syna, co z ran dogorywa,/
I na czynsze dworową zakréślone kartą ---</strofa>




<strofa>--- «Co tam czynsze? Wszak hrabia powrócił już słyszę,/
Wspomni na swojéj broni wierne towarzysze ---/
On kiedyś grosz ich zabrał, dziś w potrzebnéj porze/
I młodych pożałuje, i starych wspomoże». ---/
Tak starcy pocieszając swój frasunek srogi,/
Powlekli się do zamku żebrzeć zapomogi.</strofa>




<naglowek_rozdzial>IX</naglowek_rozdzial>





<strofa>Zajrzyj do ula ciemnego kąta,/
Jak się rój cały przy matce krząta./
Jako tam w roju z życzliwych dzieci,/
Jedno drugiego w pracy wyściga,/
To niesie matce balsam ze kwieci,/
A drugie wody kropelkę dźwiga,/
Każde się krząta, ile sił starczy,/
A matka wiedzie ład gospodarczy. ---/
Tak szlachcic czynszem, a kmiotek znojem/
Karmią i poją dziedzica ziemi,/
Żeby on za to czuwał nad niemi,/
Jak matka pszczelna czuwa nad rojem --- /
Żeby miał litość dla naszéj biédy,/
Gdy się o litość poprosić zdarza, ---/
Żeby przynajmniéj kiedy niekiedy/
Choć dobrém słówkiem wspomógł nędzarza./
Lecz czasem pany to taka matka,/
Co tylko miody ssie do ostatka!/
A kiedy chciwość wstąpi mu w oczy,/
Przed zimą wygna swój rój roboczy. ---/
Więc nasi starcy, poczciwe dusze,/
Przyszli do zamku w dobréj otusze,/
W dobréj otusze weszli do sali,/
I za kolana hrabię ściskali. ---/
A gdy się z płaczem boleść przekłada,/
Gdy proszą wesprzeć ich biédne siły,/
Przerwał im mowę ptaszek nie lada,/
Pański służebnik z Niemiec przybyły,/
Zwał się Agronom, (Bóg wiedzieć raczy,/
Czy to nazwisko, czy urząd znaczy)./
Rzekł do hrabiego: «O w téj Podkowie/
Widziałem jadąc wyborne zboże,/
Kiedy nie płacą szlachta panowie,/
Wygnawszy szlachtę, folwark założę». ---/
--- «Zgadzam się na to --- odpowié hrabia ---/
Piękna posiadłość z tego się sklei.../
Wypędzić szlachtę, wszak grunt urabia/
Bez żadnych nadań i przywilei./
Wypędzić szlachtę! Aspan w tym względzie/
Trafiłeś całkiem po mojéj chęci,/
Przynajmniéj nadal szkody nie będzie/
W lasach, na polach i sianożęci. ---/
Tak! Idźcie z Bogiem panowie moi,/
Wasze sąsiedztwo w gardle mi stoi!» ---/
<wers_wciety typ="1">Szlachta jęknęła: «Za cóż nam, za co</wers_wciety>/
Nie dają spocząć w ojców mogile?/
Tu każdy zagon spulchniło pracą,/
Oblało potem pokoleń tyle!/
Wszak my i w wojnie, wszak my i doma/
Biegli na każde pańskie skinienie,/
Wierność szlachecka była wiadoma/
Od pokolenia na pokolenie:/
Niech naszych przodków poświadczą kości,/
I te portrety przodków waszmości./
Cofnij się hrabio w swoim zamiarze,/
Nie daj się uwieść namową zdradną,/
Bo za nieludzkość Pan Bóg pokarze,/
Bo ci łzy nasze na głowę spadną!»/
Tak uroczyście wznosząc ramiona/
Zawołał głośno najstarszy z grona;/
Hrabia się gniewno nasrożył za to,/
A pan Agronom, co bliżéj stoi,/
Znieważył starca trzciną sękatą,/
I wygnał za drzwi z pańskich podwoi.</strofa>




<naglowek_rozdzial>X</naglowek_rozdzial>





<strofa>I wypchnięto nas z gruntów rękami przemocy ---/
Zawitał święty Jerzy<pe><slowo_obce>święty Jerzy</slowo_obce> --- 23 kwietnia.</pe>, w sam dzień Wielkiéjnocy,/
Gdyśmy zdrowi i chorzy, i starzy, i mali,/
W kaplicy <tytul_dziela>Alleluja</tytul_dziela> radośnie śpiewali, ---/
Któż z nas nie zna téj chwili obfitéj rozkoszą? ---/
Gdy z rzewnego wesela aż piersi się wznoszą,/
Kiedy dzwony podają uroczyste hasło, ---/
A jeszcze na cmentarzu ognisko nie zgasło./
Lud się ciśnie z kościoła jak mrowie z mrowiska,/
Wszyscy się pozdrawiają, brat brata uściska,/
Wszyscy serca z sercami, rękę spletli z ręką,/
A skowronek drze piersi radośną piosenką;/
Wiatr cię nawet świątecznym uściskiem ogarnie,/
Serce ani przeczuwa, że idą męczarnie. ---/
Rankiem było na niebie i w sercach różowo,/
Wieczorem czarne chmury zwisły nad Podkową:/
Oto groźni spójrzeniem, a strojem wytworni,/
Konno lecą pod kościoł pachołkowie dworni,/
Na czele pan Agronom --- ten z karty nam czyta,/
Że dzisiaj święty Jerzy i z dzierżawy kwita,/
Że grunt nasz już zajęty we dworskim obszarze,/
A pan hrabia nam dzisiaj precz wyruszyć każe./
Szlachta gwarno zawrzała: «Krzywda i sromota!»/
Lecz hałastra <wyroznienie>precz!</wyroznienie> krzyczy, i kijmi nas grzmota,/
Straszy końmi niewiasty i obala dzieci,/
Jęk, płacz jakby w dzień sądu pod niebiosa leci,/
Miesza się z echem dzwonu, ściele się po ziemi,/
Starzy zaleli oczy łzami gorącemi,/
Oczy łzami błysnęły --- a stara i śmiała/
Krew szlachecka ukropem w sercach zakipiała,/
Mój ojciec siwą czapkę nacisnął u czoła:/
«Bij kto poczciw!» --- grzmotliwie do swoich zawoła ---/
I wnet tłumią się w ciżbę bliscy i dalecy ---/
Starcy ujęli kije, a szczudła kalecy,/
I zakipiał bój wściekły, ale trudna rada ---/
Niemiec uciekł i wrócił, z nim chłopów gromada./
Rzucili się na chaty służalcy zuchwali,/
Brzękły okna, sprzęt chatni na dworzec się wali,/
Wyganiają dobytek, pastwią się siepacze,/
Trzoda ryczy, dzwon jęczy, ciżba niewiast płacze,/
Trudno pokonać siłę --- więc starzy do koła/
Zbiérają się i radzą --- jeden z nich zawoła:/
«Oj! piersiami nie przeprzeć, kędy woda płynie!/
Sądzono nam na starość iść po żebraninie,/
Idźmy, ładujmy wozy i zabierzmy dzieci,/
Nie nad samą Podkową słońce boże świeci ---/
Na ziemi dobrzy ludzie przygarną nam głowy/
Na niebiesiech jest Pan Bóg i grzmot piorunowy ---/
Oj te odwieczne grunta, te zielone pasze,/
Kaplica naszych ojców i te domy nasze!/
Tutaj serce przyrosło... ależ w czarnej doli/
Na co mają się cieszyć, że nam serce boli?/
Na złość sercu, po męsku, ot tak, w jednéj chwili,/
Niech i śladu nie będzie, żeśmy tutaj żyli!» ---/
Starzec otarł swe oczy roziskrzone śmiele,/
Wbiegł na cmentarz, gdzie ogień tlał jeszcze w popiele,/
Rozdmuchał czarną głównię i silnym zamachem/
Rzucił ją na kaplicę ze słomianym dachem ---/
A ciżba przerażona jedno patrzy z dala,/
A starzec wybiegł z ogniem i strzechy zapala,/
Wiatr się wzdyma, zahuczał, skręca się nad jarem,/
Ogień dymi się, czai i buchnął pożarem ---/
Trzeszczą belki i krokwie pod słupem ogniska,/
Chałupa po chałupie w głownie się rozpryska,/
Nikt pożaru nie gasi --- bo nasza gromada/
Krząta się koło wozów i tłumoki składa,/
I ucieka z pożaru --- a dworna czereda/
Nie troszczy się o pożar, bo mu rady nie da ---/
I ogień coraz słabszy, coraz niżéj błyska,/
Stérczą kominy z cegieł i stos popieliska,/
Stérczą zwęglone drewna --- i jeno do góry/
Wśpina się kolumnami dym czarny i bury,/
I jeno czarny obłok, jak chusta grobowa,/
Rozciąga się nad miejscem, gdzie stała <wyroznienie>Podkowa</wyroznienie>.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XI</naglowek_rozdzial>




<strofa>A mieszkańcy Podkowy za lasem daleko,/
<wers_wciety typ="1">Pan Bóg wié, dokąd się wleką ---</wers_wciety>/
Dym rodzinnego zgliszcza rozciąga się torem/
<wers_wciety typ="1">Za ich sierocym taborem,</wers_wciety>/
I głowę ściska bólem, i przegryza oczy,/
<wers_wciety typ="1">Aż łzę spod serca wytłoczy,</wers_wciety>/
Trzody ryczą, a wozy obarczone srodze/
<wers_wciety typ="1">Skrzypią po gleistéj drodze,</wers_wciety>/
Mąż smutnie zwiesił głowę, a niewiasta kwili,/
<wers_wciety typ="1">Żeśmy złéj pory dożyli.</wers_wciety>/
Gdzie się biédni przytulim? Oto noc się zbliża,/
<wers_wciety typ="1">Chyba pod ramiona krzyża,</wers_wciety>/
Który stoi w równinie i trochę wesela/
<wers_wciety typ="1">Biednemu sercu udziela. ---</wers_wciety>/
Zatrzymaliśmy wozy i przed krzyżem z drewna/
<wers_wciety typ="1">Klękła gromadka niepewna,</wers_wciety>/
I piosnkę <tytul_dziela>Alleluja</tytul_dziela> w cześć Wielkiéj Niedzieli,/
<wers_wciety typ="1">Wszyscyśmy sercem huknęli. ---</wers_wciety>/
Och! tę samą piosenkę dzisiaj jeszcze rano/
<wers_wciety typ="1">W naszéj kaplicy śpiewano!</wers_wciety>/
Któż by wtedy powiedział, że w wieczór zapłaczem/
<wers_wciety typ="1">Nad naszém życiem tułaczém?</wers_wciety>/
Że domy i kaplica, i wspomnień tak wiele,/
<wers_wciety typ="1">Zginą w pożarnym popiele? --- ---</wers_wciety>/
Lunął dészczyk wiosenny --- jego święta władza/
<wers_wciety typ="1">Zbolałe serce ochładza,</wers_wciety>/
I słońce się przedarło zza obłocznéj ściany,/
<wers_wciety typ="1">Świat jakby złotem oblany, ---</wers_wciety>/
Krzyż zabłysnął: i świętém miłosierdziem płonie/
<wers_wciety typ="1">Chrystus w cierniowéj koronie;</wers_wciety>/
<begin id="b1382034352091-1336423111"/><motyw id="m1382034352091-1336423111">Szlachcic, Praca</motyw>A nadzieja na każdej zjawiła się twarzy,/
<wers_wciety typ="1">Że Pan Bóg wesprze nędzarzy.</wers_wciety>/
Zmówiliśmy pacierze i siadłszy w oddali,/
<wers_wciety typ="1">Chleb wielkonocny łamali,</wers_wciety>/
I spożyli baranka na ucztę ostatnią,/
<wers_wciety typ="1">I pożegnali się bratnio. ---</wers_wciety>/
Cztéry drogi rozstajne schodzą się przy krzyżu ---/
<wers_wciety typ="1">Jeden miał krewnych w pobliżu,</wers_wciety>/
Drugi miał nieco groszy, więc ruszył na zwiady/
<wers_wciety typ="1">Gdzie indziéj szukać posady ---</wers_wciety>/
Trzeci strzelał bez pudła, więc przy jakim dworze/
<wers_wciety typ="1">Myśliwcem zrobią go może.</wers_wciety>/
Inny z nabożną książką kędyś przy plebanie/
<wers_wciety typ="1">Może dzwonnikiem zostanie ---</wers_wciety>/
I będzie uczyć dzieci --- tak radząc się w tłumie,/
<wers_wciety typ="1">Każdy przypomniał, co umié. ---</wers_wciety>/
I poszli w cztéry strony Podkowianie biedni/
<wers_wciety typ="1">Pracować na chleb powszedni.<end id="e1382034352091-1336423111"/></wers_wciety>/
Tylko starzec bezdzietny, co w ciężkiéj chorobie/
<wers_wciety typ="1">Oślepnął na oczy obie,</wers_wciety>/
I młodzian w bitwie lipskiéj porąbany srodze,/
<wers_wciety typ="1">Siedli pod krzyżem przy drodze,</wers_wciety>/
Czekając dobrych ludzi, którzy idąc drogą/
<wers_wciety typ="1">Żebraków chlebem wspomogą. ---</wers_wciety></strofa>




<naglowek_rozdzial>XII</naglowek_rozdzial>





<strofa>Hrabia z dwornemi złączył nasze pole/
I gospodarzy jako tylko może,/
Czasem i piękne udało się zboże,/
Lecz z niego nie miał korzyści w stodole;/
Bo jakaś klątwa, czy boża niełaska ---/
Nie da mu z cudzej pożytkować pracy,/
Jednego roku grad kłosy potrzaska,/
Drugiego roku podgryzą robacy;/
Czasem już żniwo i do stérty zwali,/
To grzmotnie piorun i stértę zapali./
I bujno łąki zarastają nasze,/
Lecz dészcz ich kosić i zebrać nie dawa,/
Hrabia je kazał obrócić na paszę,/
Lecz jadowita znalazła się trawa ---/
Gdzie były chaty, gdzie miejsca cmentarne,/
Lęgną się węże i gadziny czarne,/
Sumienie przecię skruszyło dziedzica./
Zrozumiał przecię, że to niebios plaga,/
Na starém miejscu, gdzie stała kaplica,/
Zmurował kościoł --- i to nie pomaga ---/
Przypatrz się jeno tym gruzom kościoła,/
Tu grom niebieski powyszczerbiał mury,/
Na dachu krokwie niepokryte zgoła,/
A tylko w drzewie dzwonek sygnatury ---/
Kiedy się wicher rozhula po błoni,/
Dzwon się kołysze i ponuro dzwoni./
Tak gdy Podkowa przyszła ku zagubie,/
Boskie przeklęctwo ściga ją okropnie ---/
Biada, gdy bydło tu trawy uskubie,/
Biada człekowi, co tu wody żłopnie ---/
Gdy kto nieświadom zbłądzi w te bezdroże,/
Musi przypłacić lub życiem, lub zdrowiem,/
I hrabia uznał dopuszczenie boże,/
Kazał to miejsce zostawić pustkowiem,/
Zaorać drogę i posadzić człeka,/
By tędy stopa nie przeszła niczyja ---/
I lud tutejszy trwożliwie ucieka,/
Przychodzień miejsce zaklęte omija./
I nasza stara podkowiańska niwa/
Dziś <wyroznienie>uroczyskiem Pomstą</wyroznienie> się nazywa.</strofa>




<naglowek_rozdzial>XIII</naglowek_rozdzial>





<strofa><begin id="b1382034164951-1124500366"/><motyw id="m1382034164951-1124500366">Szlachcic, Pozycja społeczna</motyw>Póki szlachta z zaścianków święte przodki moje,/
Byli panom potrzebni na sejmy i boje,/
Głaskali nas, poili w uprzejméj postaci,/
I nosiliśmy imię: miłościwych braci ---/
Minęły stare czasy, a wśród różnéj zmiany,/
I braterstwo, i miłość zapomniały pany,/
Czytasz z pańskich postępków i na pańskiéj twarzy/
Pogardę i szyderstwo z herbownych nędzarzy. ---/
<end id="e1382034164951-1124500366"/>Staroświeckiego szczęścia nie znaczno ni śladu./
Oj panisko! Złe lata...</strofa>




<naglowek_osoba>PODRÓŻNY</naglowek_osoba>





<strofa><wers_cd>Daj pokój, mój dziadu,</wers_cd>/
<begin id="b1382034230519-2122993512"/><motyw id="m1382034230519-2122993512">Szlachcic, Praca, Nauka</motyw>Wy będziecie na świecie potrzebni na nowo,/
Nie na sejmik z pałaszem, lecz z piórem, lecz z głową,/
Świat --- to szérokie pole, pełno na nim chleba ---/
Tylko uczyć się trzeba i pracować trzeba,/
Wydobywać hart duszy, co śpi w poniewierce,/
A herbem szlachetności wypiętnować serce ---<end id="e1382034230519-2122993512"/></strofa>




<strofa>Bywało nasza szlachta, czy w wojennej chwili,/
Czy rozprawia na sejmie, czy puchar wychyli,/
Znał ją świat i podziwiał potęgę olbrzyma; ---/
Dzisiaj, gdy wojen, sejmów i pucharów nié ma,/
Niech nasz umysł --- u świata na podziw zasłuży./
Bądź zdrów panie Podkowa! ---</strofa>




<naglowek_osoba>ŻEBRAK</naglowek_osoba>





<strofa><wers_cd>Szczęśliwéj podróży!</wers_cd></strofa>




<nota><akap>1 grudnia 1850</akap></nota>


</liryka_l></utwor>