<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/sommer_pamiatki_po_nas_spozniony_list/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sommer, Piotr</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Spóźniony list</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kozioł, Paweł</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Szejko, Jan</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kopeć, Aleksandra</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Współczesność</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Liryka</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Wiersz</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez fundację Nowoczesna Polska z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów autora. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/sommer-spozniony-list</dc:identifier.url>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Piotr Sommer, Po ciemku też (wiersze z książek), Wydawnictwo Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu, Poznań 2013.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Licencja Wolnej Sztuki 1.3</dc:rights>
<dc:rights.license xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://artlibre.org/licence/lal/pl/</dc:rights.license>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2017-07-17</dc:date>

<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/image/5768.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Vinyl Record, Marco Verch@Flickr, CC BY 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/5768</dc:relation.coverImage.source>
</rdf:Description>
</rdf:RDF><liryka_l>
<autor_utworu>Piotr Sommer</autor_utworu>
 

<dzielo_nadrzedne>Pamiątki po nas</dzielo_nadrzedne>

<nazwa_utworu>Spóźniony list</nazwa_utworu>



<strofa>Och, dziadku César,/
dlaczego nie poczekałeś na mnie?/
Wystarczyłoby jedno spojrzenie dziecka/
i wiedziałbym dzisiaj, że mogę, że mam prawo/
przypominać sobie twoją twarz, bo ją widziałem naprawdę/
Zdjęcia są stare i martwe,/
a opowiadania matki coraz rzadsze./
Wystarczyłoby jedno zdanie,/
powtórzono by mi je, na pewno.</strofa>




<strofa>Wiesz, wuj Marcel, kiedy tam byłem/
pierwszy raz, narysował mi całe drzewo genealogiczne/
(ja też chciałem mu narysować,/
ale było mi wstyd: mama, babcia ---/
babcię zresztą miał, bo była twoją żoną ---/
ojciec, i Chaim, i Fajga, jego rodzice,/
o których, podobnie jak o nim, nic nie wiem do dziś/
--- i to wszystko), a ja patrzyłem i patrzyłem/
zdziwiony, że znalazłem się na tej/
dużej kartce, tuż pod mamą/
i że w jednej rodzinie/
może być tyle ludzi.</strofa>




<strofa>
Ty byłeś oczywiście o wiele wyżej i głębiej./
Wszyscy mówili o tobie/
z szacunkiem i miłością, i czułem/
że miałeś artystyczną duszę,/
i byłem dumny.
</strofa>




<strofa>Myślę, że w porządnej francuskiej rodzinie/
w tamtych czasach ożenić się/
z Żydówką też nie było łatwo,/
i to w dodatku w kraju/
z którego został tylko język/
(chociaż przyjaciel mówi/
że tylko forma ,,pan" i ganki)./
Mama opowiadała, że były dwie/
uroczystości ślubne --- cywilny/
nie był chyba jeszcze zbytnio popularny? ---/
ach te kompromisy dla wspólnego dobra/
i niezadrażniania stosunków, co?/
A jak wróciłeś z wojny to podobno/
kazałeś babci zrobić jajecznicę z dwudziestu jaj./
Zawsze mi to okropnie imponowało.</strofa>




<strofa>Myślę, dlaczego ty,/
a nie ten drugi, ojciec ojca,/
o którym nie wiem nic zupełnie ---/
nie wiem, czy można o kimkolwiek/
tak bardzo nic nie wiedzieć --- ponad to/
że żył, miał żonę, imię i nazwisko,/
i że musiał coś robić./
A więc byłoby nawet łatwiej/
pisać o nim, do niego, niż do ciebie./
Mógłbym się stworzyć, wybudować od początku./
To by dopiero były emocje!</strofa>




<strofa>Czy Łódź wtedy też była taka ponura?/
Wziąłbym cię oczywiście tutaj, do Otwocka,/
i pokazał dokładnie to miejsce/
gdzie nie ma nic do pokazania, opowiedział./
Może i stąd się wszystko wzięło: nie było gdzie/
iść, co oglądać, trzeba było siedzieć po domach,/
co najwyżej patrzeć przez okno ---/
<wers_wciety typ="1">pięćdziesięcio-, sześćdziesięcioletnie drewniaki, jedno dwa</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">piętra trzeszczących schodów, na podwórkach otwarte</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">doły i zdechłe koty, i piłka, która zawsze wpada dzieciom</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">do śmieci, trochę obdartych sosen, kałuże, albo ciemne</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">wyschnięte plamy po kałużach, bielizna na sznurku. To</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">wszystko --- przez okno, a w środku</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">kaflowy piec, łóżko, kwadrat piwnicy na podłodze i zbrą-</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">zowiałe pasmo słońca, co usiadło pod szafą; kurz.</wers_wciety></strofa>




<strofa>Moi tutaj przyjaciele nic o tobie nie wiedzą,/
a może i wspomniałem kiedyś/
o legii honorowej, wąsatym <slowo_obce>lieutenant</slowo_obce>, Verdun i Sommie,/
ale to najwyżej raz i pewnie tylko jednemu albo dwóm,/
nie pamiętam komu./
A jeśli nawet coś z tego zapamiętali,/
pewnie myślą, że chciałem się pochwalić, kto wie?/
A może naprawdę to jest dorabianie sobie genealogii?</strofa>




<strofa>Najbardziej to mi potem było wstyd/
że nie nauczyłem się twojego języka./
Może mama zaczęła mnie uczyć za wcześnie,/
kiedy wolałem wziąć przylepkę/
i iść na podwórko (czy tak już musi zostać?/
Colette raz powiedziała, że mógłbym mówić/
całkiem dobrze). Na podwórku dzieci/
też mi o tym przypominały, wołały/
<wyroznienie>piot-huź, piot-huź</wyroznienie>, jakby wiedziały/
i koniecznie chciały się tym ze mną podzielić,/
że przyjechałeś z Francji. Ale wkrótce/
zrozumiałem, że szło o inny kraj,/
to znaczy o innego dziadka./
(Nie wiem, jak to się stało, że one/
wiedziały wtedy o tym lepiej ode mnie. )/
Ale nie chcę winić matki, sam/
zmarnowałem jeszcze niejedną okazję.</strofa>




<strofa>Och, dziadku César,/
dlaczego nie poczekałeś na mnie?/
Twój prawnuk nie ma jeszcze trzech lat,/
a jednak gdybym teraz umarł, chyba by/
pamiętał już coś ze mnie./
Więc wystarczyłoby chociaż kilka lat/
życia więcej, zupełnie nowy świat/
którego musiałbyś się znowu uczyć,/
te dziesięć lat, powiedzmy: koniec wojny,/
Stalin, a w domu/
zięć, który nie skończył bodaj czterech klas/
w chederze, kuśnierz, i wreszcie ja,/
w siedem lat po twojej śmierci./
o wykształceniu ojca mama wolała mi/
nie mówić, było jej wstyd,/
przed tobą wstyd być może byłby jeszcze większy./
Babcia nie lubiła go podobno,/
ja nie mam stosunku, nie wiem/
czy tylko sami ludzie ponoszą winę/
za nieszczęśliwe małżeństwa./
(Pamiętam, raz mi zrobił kogel-mogel,/
ale obiecał dać, gdy powiem, że wolę go od matki,/
nie wiem, czy ona to pamięta,/
ja pamiętam ten wstyd.)</strofa>




<strofa>Jest maj, parę dni temu spadły/
pierwsze większe deszcze./
I nawet każda kropla ma swoją prehistorię,/
która pozwala jej przybrać własny kształt./
Wiesz, czasem mi się zdaje, że jestem/
zbitką gestów, które mnie przekonały,/
słów, które jakimś cudem zapamiętałem/
i czym prędzej schowałem do ręki/
żeby nie uciekły, i paru milczeń/
których nie umiem.</strofa>




<strofa>Po co ja to robię, no właśnie, po co?/
W gruncie rzeczy nie ma mnie/
dla ciebie jeszcze bardziej niż ciebie dla mnie,/
choć ja przynajmniej wiem, że byłeś/
i że umarłeś./
Po co ja piszę ten list, ten wiersz, to czy ja wiem co,/
który chce mnie otworzyć z kilku stron/
jednocześnie. Być może on powinien/
znaleźć sobie jeszcze tylko jakiś naturalny koniec/
i nie marudzić dłużej. Zawiesić cię w ramce/
wspomnień na ścianie,/
jako twój domniemany portret/
(razem z tą jajecznicą z dwudziestu jaj, powiedzmy,/
czy inną wyłudzoną historyjką),/
ale on nie chce, on chce przez chwilę jeszcze/
kontynuować temat, jakbyś naprawdę był/
tylko literackim pretekstem, na tyle/
pojemnym, by mówić o wszystkim.</strofa>




<strofa>Wiesz, przejeżdżałem dzisiaj/
obok babci, to znaczy obok was/
ja (wybacz, ale dopiero teraz/
uzmysłowiłem sobie, że jeśli groby/
nie zostały pomylone, jesteście tam razem),/
było już ciemno, wziąłem taksówkę,/
żeby zdążyć na sen dziecka,/
którego nie widziałem tydzień./
Jechałem wzdłuż muru/
oddzielającego martwych od żywych/
i nie wiedziałem, czy wierzyć/
w życie pozagrobowe, czy nie./
Czy to na pewno nasze dzieci/
przenoszą nas dalej? Jakiś ślad/
powinien zostać odciśnięty,/
choć pewnie można by zapytać --- po co./
I co to znaczy być wiernym sobie?</strofa>




<strofa>Za chwilę mam lekcję konwersacji/
i powinienem wymyślić temat do rozmowy,/
bo to już czerwiec i uczniowie/
chcą się dostać na studia./
Czy ty lubiłeś prywatne lekcje, te panienki/
przychodzące do ciebie do domu --- teraz/
zdaje się ulica Więckowskiego, a wtedy jak? ---/
Czy miałeś dla nich swój prawdziwy uśmiech, czy lekcje/
to byłeś naprawdę ty?</strofa>




<strofa>Co za traf, że robię to samo!/
(czy ty też musiałeś to robić?)/
Owszem, uśmiecham się,/
żeby nie wyszło całkiem źle, i zbieram, zbieram/
wszystkie preteksty do wyduszania słów,/
powody do rozmowy, na ciężkie chwile ciszy./
Pamiętam, że pisałem na ten temat wiersz,/
który nie wyszedł. Ostatnio ---/
ale już spieszę się trochę --- piszę/
tylko wtedy, kiedy powinno wyjść,/
albo gdy nie wiem, co wyjdzie, z ciekawości./
Ale czy ja naprawdę jestem mną?</strofa>
<strofa>I patrz, tyle myślałem o tym,/
a to się samo kończy.</strofa>


</liryka_l></utwor>