<utwor>
<rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/slowacki-ksiaze-niezlomny/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Słowacki, Juliusz</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Książę niezłomny</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kozioł, Paweł</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Ojdana, Ewelina</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Niedziałkowska, Marta</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Romantyzm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dramat</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Tragedia</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Bibliotekę Narodową z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów BN. Utwór powstał w ramach "Planu współpracy z Polonią i Polakami za granicą w 2014 roku" realizowanego za pośrednictwem MSZ w roku 2014. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu, pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o "Planie współpracy z Polonią i Polakami za granicą w 2014 r.".</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/slowacki-ksiaze-niezlomny</dc:identifier.url>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Juliusz Słowacki, Pisma Juliusza Słowackiego, Tom IV, nakł. ksiegarni Gubrynowicza i Schmidta, Lwów 1880.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Juliusz Słowacki zm. 1849</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1920</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2012-05-14</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/image/15064823662_d726cfb4e2_k.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Pedro Ribeiro Simões , Portuguese architecture art deco, CC BY 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/3435</dc:relation.coverImage.source>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/slowacki-ksiaze-niezlomny.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0936-9</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/slowacki-ksiaze-niezlomny.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1904-7</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/slowacki-ksiaze-niezlomny.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2859-9</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/slowacki-ksiaze-niezlomny.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3932-8</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/slowacki-ksiaze-niezlomny.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5018-7</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<category.thema>1DSE</category.thema>
    <category.thema>3MG</category.thema>
    <category.thema.main>DD.WL-R </category.thema.main>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF>
<dramat_wierszowany_lp>
<abstrakt>
<akap><tytul_dziela>Książę niezłomny</tytul_dziela> to parafraza literacka utworu Pedro Calderóna pt. <tytul_dziela>El principe constante</tytul_dziela>, dokonana przez Juliusza Słowackiego w 1843 roku, po raz pierwszy wydana rok później.</akap>


 
<akap>Głównym bohaterem dramatu jest Don Fernand portugalski infant przebywający w niewoli za to, że nie zgodził się oddać Maurom chrześcijańskiego miasta Ceuty. Słowacki nawiązuje w swojej interpretacji utworu Calderóna do duchowej wyższości nad ciałem, ideału Bożego sługi, rycerza, świętego, uduchowionego i dobrowolnie poddającego się niewoli. W ten sposób konstruuje nowego bohatera romantycznego, samotnego indywidualistę oddanego zgodnie z boskim porządkiem świata. Dramat Słowackiego był bardzo często interpretowany na deskach teatru, to jeden z najważniejszych spektakli Jerzego Grotowskiego.</akap>


 </abstrakt>
<autor_utworu>Juliusz Słowacki</autor_utworu>





<nazwa_utworu>Książę niezłomny</nazwa_utworu>


<podtytul>Z Calderona de la Barca<pe><slowo_obce>Calderon de la Barca</slowo_obce> (1600--1681) --- poeta i dramaturg hiszpański okresu baroku.</pe>.

Tragedia w trzech częściach.</podtytul>


<nota_red>
<akap>jako u mojej sfery słońcem idę -> jako za mojej sfery słońcem idę (bł. źródła)</akap>
</nota_red>



<naglowek_akt>DZIEŃ<pe><slowo_obce>Dzień</slowo_obce> --- odpowiednik aktu.</pe> I</naglowek_akt>






<didaskalia>Ogród nad morzem w Maurytanii. --- <osoba>NIEWOLNICY</osoba> pracują --- Wchodzi <osoba>ZARA</osoba>, służebna królewnej Fezu.</didaskalia>




<naglowek_osoba>ZARA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Zaśpiewajcie, niewolnicy./
Moja pani śród łazienki/
W perłowej igra miednicy/
Jak łabędzie bałamutne,/
I prosi was o piosenki,/
Ale tęskne, ale smutne.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>PIERWSZY NIEWOLNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Czyliż naszych brzęk kajdanów,/
Czyliż pieśni niewolników/
Rozweselić mogą panów?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba><begin id="b1408910360047-955680975"/><motyw id="m1408910360047-955680975">Śpiew, Niewola</motyw>ZARA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Ona lubi śpiew słowików,/
Kiedy się po laurach gubi./
I piosenki wasze lubi./
Zaśpiewajcie, Feniks słucha.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>NIEWOLNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Nasza pierś boleścią głucha./
Ach! Najgorsze przeznaczenie!/
I najgorsze to cierpienie/
Śpiewać, kiedy serce boli!/
Śpiewać temu, co w niewoli./
Trzeba na to być ptaszkami/
Bez rozumu.<end id="e1408910360047-955680975"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ZARA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czyż wy sami</wers_cd>/
Nie śpiewacie bez rozkazu? </strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>NIEWOLNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Każda boleść chce wyrazu,/
Kiedy w sercu jej za ciasno./
I my tłumim boleść własną./
Gdy nas z kajdan pieśń unosi.
</strofa></kwestia>





<naglowek_osoba>ZARA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Zaśpiewajcie, Feniks prosi.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>NIEWOLNICY</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>śpiewając.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
<begin id="b1408910385838-2901329452"/><motyw id="m1408910385838-2901329452">Czas</motyw>Czas jest panem tego świata,/
Czas jest panem i mąk duszy;/
Czegóż srogi czas nie skruszy,/
Nad grobami gdy przelata!
<end id="e1408910385838-2901329452"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ZARA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Dosyć pieśni, Feniksana,/
Już umyta i ubrana./
Sama schodzi do ogrodu/
Użyć porannego chłodu./
Niech się każdy kwiatek lęka,/
Że pięknością go zagasi,/
Bo wychodzi jak jutrzenka.</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wchodzi <osoba>FENIKSANA</osoba>, córka króla Fezu i niewolnice jej <osoba>ESTRELLA</osoba>, <osoba>ROZA</osoba> i <osoba>SELINA</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>ESTRELLA</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>do <osoba>Feniksany</osoba>.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
Wstałaś, piękna?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ZARA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Wdzięk twój krasi</wers_cd>/
Cały ogród, oko pali./
Niech się jutrzenka nie chwali,/
Że ten ogród nie ciemnieje,/
Bo nie ona światło leje;/
Bo ogród ten pośród gmachów/
Nie od drzew nabrał zapachów,/
Nie od róż nabrał rubinów,/
Białości nie od jaśminów,/
Lecz od ciebie.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>do <osoba>Estrelli</osoba>.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
<wers_cd>Daj zwierciadło.</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ESTRELLA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Nie dziw, piękna, żeś ciekawa/
Tej płci<pe><slowo_obce>płeć</slowo_obce> --- tu: powierzchnia skóry.</pe>, na którą nie padło/
Żadnej plamki. </strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1408910500824-2967643548"/><motyw id="m1408910500824-2967643548">Smutek</motyw>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Głosi sława,</wers_cd>/ 
Że ja piękna, że ja mila./
Gdyby to i prawda była,/
Cóż mi po tym? Kiedy źle mi!/
Niewesoło na tej ziemi!</strofa></kwestia>





<naglowek_osoba>SELINA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Cóż ci jest?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Co jest, Selino?</wers_cd>/
Ach! Gdybym ja to sama zgadła!/
Gdyby mi to od zwierciadła/
Powiedziano!... Ach! Dziewczyno,/
Wnet bym sama boleść własną/
Nakarmiła do przesytu/
I widziała w sercu jasno./
Ale teraz, w mgle przedświtu,/
Czuję tylko, że mnie kruszy/
Jakiś smutek i tęsknota;/
I że to jest męka duszy,/
Męka duszy i zgryzota,/
Gdy w uczuciach się tych miota,/
Których czuciem czuć nie może.<end id="e1408910500824-2967643548"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ZARA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Jeśli cię, pani, nie bawią/
Te ogrody w barw ubiorze,/
Gdzie wiośnie posągi stawią/
Róże, w poplątanych czołach,/
Na jaśminowych kościołach;/
Obróć twe oczy na morze,/
Kędy<pe><slowo_obce>kędy</slowo_obce> (daw.) --- gdzie.</pe> dla twojej tęsknoty/
Płynie wóz ze słońca złoty.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ROZA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Gdy taki zachód zobaczy/
Na morza ognistym łonie,/
Ten cały ogród w rozpaczy/
I melancholiach utonie,/
I zawoła, idąc w cień:/
Ach! Jak krótki był ten dzień!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Ani się tym rozweselę,/
Ani tym żądań ukorzę,/
Że moje smutki podzielę/
Pomiędzy ziemię i morze,/
Że pójdę z myślami w tan/
I sprzęgnę te oba światy,/
Z pianami równając kwiaty,/
Kwiaty równając do pian./
<wers_wciety typ="1">Bo ogród, kiedy zazdrosny</wers_wciety>/
Spojrzy na fale szalone,/
Chciałby tak płynąć jak one:/
I zaraz zefir miłosny/
Dwa razy miłośniej dysze;/
I szaleniej rozkochany,/
Z gałęzi, które kołysze,/
Czyni kwiatów oceany./
<wers_wciety typ="1">A morze, gdy się zasmuci,</wers_wciety>/
Spojrzawszy na te ogrody,/
Wnet ucisza szklane wody;/
Z fal wysokich pianę zrzuci/
I drugim prawom poddane,/
Równe zdobywa uroki,/
Z szmaragdów mając zatoki,/
Z błękitów piersi ulane./
<wers_wciety typ="1">I tak, tu kwiatowy łan</wers_wciety>/
I ogród pełen szkarłatów/
Wydaje się morzem kwiatów/
Tam morze --- ogrodem pian./
<wers_wciety typ="1">Ach! Cóż to za smutek głęboki,</wers_wciety>/
Ten smutek, co w sercu ma łoże?/
Że nie dba na kwiatów uroki,/
Na niebo, na ziemię i morze.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ZARA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Wielki smutek twój! Ach! I głęboki!</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wchodzi <osoba>KRÓL FEZU</osoba>, ojciec <osoba>Feniksany</osoba>, z miniaturą w ręku.</didaskalia>




<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Jeśli, moja Feniksano,/
Na piękność i smutek chora,/
Chcesz być zdrowszą dziś niż wczora, /
I zdrowszą niż byłaś rano:/
Oto jest portret Infanta<pe><slowo_obce>infant</slowo_obce> --- następca tronu.</pe>/
Maurytanów, Tarudanta,/
Który cię uleczy pewnie/
Na długo... Cóż to, tak blada?.../
Infant u nóg twoich składa/
Koronę, jako królewnie,/
A ten portret, choć nie gada/
Za niego, u nas zagości./
Każda niema ambasada/
Ambasadą jest miłości./
Za Infantem najgoręcej/
Wstawiam się... bowiem mieć będę/
Zięcia i dziesięć tysięcy/
Przyprowadzonych łuczników,/
Z którymi Ceutę zdobędę./
Płoń się, córko... tych płomyków/
Miłosnych tobie pozwolę.../
Owszem... serce puść na wolę,/
Niech kocha przyszłego Pana.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
O Boże!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Cóż tak zmieszana?</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENXANA</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>na stronie.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
Wyrokiem śmierci!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Cóż, przecie?</wers_cd>/
Trwogi te łatwo ukoim.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Jestem twe posłuszne dziecię,/
Ty ojcem... ty królem moim./
<didask_tekst>Na stronie.</didask_tekst>/
Cóż mu powiem?... ach, kochanku,/
Muleju, straciłeś żonę!/
O! Nieszczęśliwy poranku!/
O! Chwile nie w czas stracone!/
<didask_tekst>Głośno.</didask_tekst>/
Ojcze! Pokora mnie łamie/
Aż tu. <didask_tekst>Klęka.</didask_tekst> Aż do twych obuwi./ 
<didask_tekst>Na stronie.</didask_tekst>/
Dusza, co to myśli... kłamie!/
Kłamie głos, który to mówi!</strofa></kwestia>





<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Weź portret.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>biorąc miniaturę.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ojciec przymusza?</wers_cd>/
<didask_tekst>Na stronie.</didask_tekst>/
Ręce go biorą, nie dusza.
</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wchodzi <osoba>SELIM</osoba>, dozorca niewolników.</didaskalia>




<naglowek_osoba>SELIM</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Mulej, twój wódz, królu panie,/
Prosi cię o posłuchanie./
Z Fezańskiego morza wraca.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Niech wejdzie.
</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wchodzi <osoba>MULEJ</osoba>, wódz galer fezańskich.</didaskalia>




<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Gdzie zorza ozłaca</wers_cd>/
Tak wysokie pańskie progi,/
Gdzie człowieka czeka z drogi/
Taka zorza, córka słońca,/
Któż czoła nie rozpogodzi?/
Nie uczyni z siebie gońca,/
Za którym pomyślność nie chodzi?/
Pozwól mi twej ręki, pani./
Niechaj dar taki otrzymam,/
Jak najwierniejsi poddani,/
Pełni serca i przymiotów:/
Bo dla usług twych miecza się imam/
I dla usług twych zginąć jam gotów.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>na stronie.</didaskalia>



<kwestia><strofa>Cóż mu powiem? O chwilo boleści!/
Cóż mu powiem? Ach, umrę z rozpaczy!/
<didask_tekst>Głośno.</didask_tekst>/
O Muleju, czy dobre są wieści?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Czy są dobre, sam król to zobaczy/
I osądzi... podług mnie, będą dobre. </strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Cóż tam przecie?
</strofa></kwestia>





<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Lecz serce miej chrobre<pe><slowo_obce>chrobry</slowo_obce> (daw.) --- odważny.</pe></wers_cd>/
I na wszystko, o panie, odważne,/
Bo czas ważny i wieści są ważne.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Gadaj wszystko, co wiesz, gadaj śmiało./
Kto ma duszę na wszystko wytrwałą,/
Złe i dobre... z równą twarzą powita./
Siadaj, córko...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czyż mu wszystko obwieszczę? ...</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Niech twarz złego nie będzie mi skryta.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Trudno mówić... milczeć trudniej mi jeszcze./
Jakoś mi, panie, polecił,/
Wziąwszy tylko dwie galery,/
Wypłynąłem z tego portu/
Zwiedzić brzegi barbaryjskie./
A jakoś chciał, bym podstąpił,/
Aż pod to miasto przesławne,/
Przed wiekami zbudowane/
U Herkulesowych słupów<pe><slowo_obce>Herkulesowe słupy</slowo_obce> --- słupami Heraklesa w starożytności nazywano Cieśninę Gibraltarską.</pe>,/
Ceutą u ludzi nazwane./
Które słowo u Hebreów/
I u Arabów znaczyło:/
Piękność... Jakoż miasto owo/
I dzisiaj w piękność rozkwita;/
A na hańbę naszej wierze/
I na wstyd Mahometanom,/
Na murach dziś portugalskie/
Sztandary nosi i krzyże,/
I przeciwko flotom naszym/
Obrócone trzyma spiże/
I wieczny opór stanowi/
I wieczną skałę zakłada/
Twych zwycięstw wielkiemu Nilowi;/
A z Hiszpanią aż przez morze gada.../ 
Pod to miasto podpłynąłem,/
Abym obaczył rynsztunek/
I wierny ci zdał rachunek:/
Ile wież z krzyżowym czołem/
Grozi ci marnymi trwogi,/
Ile w nim stoi załogi;.../
Abym wypatrzył, jakimi/
Siłami weźmiesz je, panie,/
Czy od morza, czy od ziemi,/
Czy przez głód, czy szturmowanie.../
I wiem, że niebo ci chowa/
To zwycięstwo i tę chwałę;/
Abyś to miasto wspaniałe/
Przywrócił do swej korony.../
Ale dzisiaj trwoga nowa,/
Inna troska, z innej strony,/
Czeka cię, panie: i siły/
Na Ceutę przygotowane/
Będą Tangieru broniły.../
A to wiem... bo fale szklane/
Depcąc jednego poranku,/
O tej godzinie, gdy zorza/
Wyziera nad szafir morza,/
A na chmur ognistych wianku/
Słońce swe rozwiesza włosy/
Po różach i po jaśminach,/
Śnieg i ogień udając i kłosy,/
Sypiące się na fale... w bursztynach/
Owej zorzy, gościńcem odmętów/
Szła girlanda szarawa okrętów,/
Niby stado tak nikłe, że zrazu/
Oczy moje powiedzieć nie śmiały,/
Czy okręty to były, czy skały.../
Bo jak na płótnach obrazu/
Malarz, udawca natury,/
Jedną kreską czyni góry,/
Albo miasta, wielkie grody:/
Tak i na błękitach wody,/
Gdy cień się ze światłem pomięsza,/
Niebiosa do wód się nachylą,/ 
Myśl różne straszydła wskrzesza/
I błąka i oczy się mylą.../
Otóż zrazu myśl ciekawa/
Obaczyła tylko tłum/
I parę, i mgłę, i szum,/
Tak blisko przy nawie nawa/
I tak z daleka płynęły.../
Potem... gdy niebios dotknęły,/
Najwyższymi żaglów pióry,/
Pomyśleliśmy, że chmury,/
Chmury wielkie, czarne, chyże,/
Co po niebie lotem gonią/
I deszcze poczną w szafirze,/
A tu kryształy uronią./
I tak długośmy mniemali;/
Bo zdawała się tak wielka/
Gromada ludzi... że z fali/
Mórz nie zostanie kropelka,/
Kiedy ją w hełmy rozbiorą.../
Potem statki z piany runem,/
Jak potwora za potworą,/
Kiedy idą za Neptunem/
I z pod skał ciągle wychodzą/
Nowe i nowe straszydła.../
Nagle!... gdy podniosły skrzydła,/
Całe w słonecznych opalach/
I otrząsły je na falach,/
Myśleliśmy, że fale je rodzą.../
Wtem bliżej... ujrzały wzroki/
Wyraźniej, już nie obłoki,/
Już nie skrzydła, nie trytony,/
Ale jakieś Babilony,/
Idące po złotej ziemi/
Z chorągwiami ognistymi.../
Wtenczas spostrzegły i żebra/
Okrętów, tłukące je wały,/
Pod nimi, jak góry ze srebra,/
Pod nimi z kryształu --- jak skały./
Wtenczas poznawszy, że flota/
Tak wielka i tak przemożna,/ 
Kazała rycerska cnota,/
W niebezpieczeństwach ostrożna,/
(Bo i to w rycerzu waży,/
Gdy się dobrze ma na straży),/
Kazała mi, mówię, panie,/
Jako świadomszemu morza,/
Skryć się w tajemne przystanie,/
Między dwa skalne wydroża,/
Gdziem bezpiecznie mógł stać z galerami./
Otóż ta flota przed nami/
Przepłynęła... nie spostrzegła./
A ja chcąc wiedzieć, gdzie biegła?/
Komu niosła miecz zagłady?/
Wypłynąłem za nią w ślady/
I tu... Bogu memu chwała.../
Spotkałem jeden z Armady/
Okręt,/
<wers_cd>Wiadomo, że cała</wers_cd>/
Flota, na morzu odkryta,/
Była srogą burzą bita.../
Otóż jedna smętna nawa,/
Co większej doznała szkody,/
Potrzaskana i dziurawa./
Chwiejąca się, pełna wody,/
Nie mogąca jej wyzionąć./
Za każdym nowym bałwanem/
Już, już... już zdająca się tonąć,/
Stała na morzu... O! panie,/
Choć ja jestem Maurytanem,/
Sądzę, że politowanie/
W takim nieszczęściu i stanie/
Od Maurytan się należy.../
Przybiegłem, jak sokół bieży,/
I stanąłem jej przy boku.../
A ci rozbici... ach! Jaka/
Chęć życia w ludziach!... gdy nagle/
Ujrzeli mnie jako ptaka,/
Ze skrzydłami, ze skrą w oku,/
Mimo bojaźń, sznury, żagle,/
Przemieniali na drabiny/
I szli w klatkę jak ptaszyny/
I sami łańcuchy brali.../
A drudzy im urągali,/
Widząc schronionych bezpiecznie/
I drabiny tnąc toporem,/
Krzyczeli: że umrzeć z honorem/
I wolnym --- jest to żyć wiecznie.../
I w morze rzucali ciała ---/
Portugalska próżna chwała!!!/
<wers_wciety typ="1">Od jednego więc z tych wziętych</wers_wciety>/
Wiem, że owe pawilony/
Wypłynęły aż z Lizbony,/
I po falach idą wzdętych/
Tu na Tangier; klnąc się Bogiem/
I rycerstwem, że Dej stary/
Tu, nad wieżyc swoich rogiem,/
Ujrzy te same sztandary,/
Co są w Ceucie;... los batalii/
To pokaże, że się mylą!.../
Podług nich, król Portugalii,/
Przed którym światy się chylą,/
Którego zwycięska sława/
Sztandary swoje zatyka,/
Aż tam, gdzie ziemi nie stawa,/
Gdzie rzymski orzeł lot traci,/
Wysłał obu swoich braci,/
Fernandesa i Henryka,/
Aby tu ich wiek ciekawy/
Ujrzał obu w słońcach sławy;/
I za wielkie nasze klęski/
Przyklasnął, jako wiek klaszcze./
Fernand to mistrz Awiceński,/
Henryk to mistrz Chrystusowy;/
Oba noszą białe płaszcze,/
Rządzą wielkie dwa zakony:/
Jeden krzyż ma purpurowy,/
Drugi wielki krzyż zielony;/
Oba wiodą różnej broni/
Do czternastu aż tysięcy;/
A niepłatnych jeszcze więcej,/ 
Co idą jak na popisy:/
A do tysiąca aż koni/
Poprzebieranych w tygrysy,/
Na jednorożce przekutych.../
Taka fantazja jest u tych/
Hiszpanów!!!/
<wers_cd>Te więc szeregi</wers_cd>/
Depcą może nasze brzegi,/
Albo już u lądu stoją./
Spieszmy, o panie, z obroną./
Weź miecz i okryj się zbroją./
Weź tę chorągiew zieloną,/
Podobną do gromów obłoka,/
Chorągiew naszego Proroka./
Niech ze mną straż idzie przednia/
I niech się sprawdzi nad nimi/
Morabitów przepowiednia:/
Że tu, w tych piaskach, w tej ziemi,/
Co nas nosi na swym łonie,/
Jest grób portugalskiej koronie./
I niech widzą nasze oczy,/
Jak ta ćma czarnego sokoła/
Przefarbuje nasze zioła/
I morze krwią na czerwień przebroczy.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Muleju, dość! Nie mów dalej,/
Bo mi żyły krwią wybryzną,/
Bo dla serca, co się pali,/
Każde słowo jest trucizną./
Pomyślę, aby te franty,/
Ci dumni, zostali w Afryce./
Pomyślę, by tu ciemnice/
I grób znaleźli infanty./
Muleju, weź nieco konnych,/
Ruszaj zaraz na mórz brzegi/
I broń, aby te szeregi/
Brzegów naszych nieobronnych/
Nie wzięły bez krwi. Krew ci powie,/
Jak uczynić w tym razie należy;/
I uczynisz, jak czynili ojcowie. /
Ja tymczasem zgromadzę rycerzy/
A pośpiechu i sił nie poskąpię,/
I po tobie krok w krok tam nastąpię./
I pokażę, że dzień jeden zakończy/
Krwawe nasze wiekowe turnieje;/
Że mi Ceutę do korony przyłączy,/
A tu Tangier krwią hiszpańską obleje.</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>




<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>O! Feniksano! Bliski czy daleki,/
Tak skarg już moje nauczyłem wargi,/
Że zawsze one gotowe do skargi,/
I śmierć je chyba zagłuszy na wieki./
A choć nie umiesz zazdrości ocenić,/
Choć mnie obwiniasz, że uchybiam tobie,/
Na próżno chciałbym wyrazy odmienić,/
Bo zazdrość o słów nie myśli ozdobie./
Cóż to za portret? O! Dziewczyno sroga!/
Cóż to za portret ręka twoja pieści?/
Któż to jest? Powiedz, kto to jest, na Boga!.../
Ach, nie powiadaj! Dosyć już boleści.../
Dość, że go twoja biała ręka trzyma,/
Że nim jak różą zerwaną kołysze,/
Ach, dosyć dla mnie, że widzę oczyma,/
Niechaj przynajmniej z twoich ust nie słyszę.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Pozwoliłam ci, abyś mnie miłował,/
Nie pozwoliłam, abyś mnie obrażał.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Jam już wyrazów prędkich pożałował,/
Bom w żalu mówił i na styl nie zważał./
Ja wiem, że mówić potrzeba inaczej,/
Ale któż myśli o słowach w rozpaczy?/
Milczeć?... Ach, miłość potrafi ogłuchnąć,/
Milczeć... Lecz zazdrość... ta musi wybuchnąć,/
Musi wybuchnąć.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Chociaż mi się zdaje,</wers_cd>/
Żeś nie zasłużył, bym się tłumaczyła, /
Ponieważ różnych mam wymówek siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- wiele.</pe>,/
A mam ich wiele... najlepszą ci daję.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Więc masz wymówkę?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Mam.</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
O! Bogu dzięki.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Ten portret z ojca mojego mam ręki./
A przysłał mi go...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Kto?</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Fezki królewic.</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
W jakim zamiarze?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Bo mój ojciec stary,</wers_cd>/
Który się nie zna nic na sercu dziewic...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Co?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Pretenduje oraz ma zamiary</wers_cd>/
Te dwa królestwa Fezu i Tangieru...</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Dość! Ta wymówka jest podobna zeru./
Taką wymówkę dajesz? O! Nie dzięki!/
Nie dzięki tobie... Czy masz lepszą inną?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Ale ten portret ja mam z ojca ręki/
I sądzę, żem jest zupełnie niewinną.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba><begin id="b1408991720638-713385631"/><motyw id="m1408991720638-713385631">Miłość, Śmierć, Kłamstwo</motyw>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Winnaś! Bo trzeba było... trzeba było.../
Choćby ci ojciec zagrażał mogiłą/
Portret odrzucić.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jakąż dać przyczynę?</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Nie wiem... co skłamać.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>




<kwestia><strofa>
<wers_cd>Z kłamstwa ja nie słynę.</wers_cd>/
Cóż miałam czynić?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Co? Umrzeć w potrzebie,</wers_cd>/
Ja bym to łatwo uczynił dla ciebie.<end id="e1408991720638-713385631"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Przymus był wielki.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Ach! Serca zmienienie!</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Przymus i siła.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Któż się podda sile?</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Cóż więc być mogło?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Moje oddalenie!</wers_cd>/
Ach, oddalenie podobne mogile,/
Które mnie w grobie ciemnym położyło./
A teraz jeszcze drugi raz odjadę,/
A ty mnie drugą nakryjesz mogiłą.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Otóż, Muleju, dam ci jednę radę:/
Abyś tu zaczął skarżyć się w Tangierze/
I aż do Fezu ciągnął to stękanie.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Zaprawdę boleść moję tak rozszerzę,/
Że aż do Fezu za tobą dostanie.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
A teraz bądź zdrów, jedź, bo już nie rano./
Przymus ci każe opuścić te mury.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>I odsyłasz mnie? O! Feniksano?/
I nie oddasz mi tej miniatury?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Ach, jak smutna to chwila... ach, smutna/
Miniatura ta na mnie spoziera!
</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>




<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Więc ci z ręku ją wyrwę, okrutna,/
To, co serce mi z piersi wydziera.
</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>

 <naglowek_scena>ZMIANA I</naglowek_scena>


<didaskalia>Brzeg morski, słychać wrzask i zgiełk wylądowania. Wchodzą na scenę <osoba>DON FERNAND</osoba>
i <osoba>DON HENRYK</osoba>, Infanci portugalscy. --- <osoba>DON ŻUAN COUTINIO</osoba> i <osoba>ŻOŁNIERZE</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba><begin id="b1409224628413-2671199058"/><motyw id="m1409224628413-2671199058">Proroctwo</motyw>DON FERNAND</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>skacząc na ląd.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
Pierwszy, o! piękna Afryko, wyskoczę/
Na twoje brzegi i nadepcę nogą./
A ty czuj, jak cię moją stopą tłoczę,/
A ty czuj pana i poddaj się z trwogą.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON HENRYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Ja drugi skoczę na ląd./
<didask_tekst>Wyskakuje i pada.</didask_tekst>/
<wers_cd>O! Mój Boże!</wers_cd>/
Aż tu ścigają za mną wróżby czarne?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Nic, Don Henryku; wróżba nic nie może/
Przeciw krzyżowi --- strachy to są marne./
A że upadłeś? To ja tak tłumaczę,/
Że ziemia, pana uczuwszy i księcia,/
Sama się jemu chciała dać w objęcia.<end id="e1409224628413-2671199058"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON HENRYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Ziemia to pusta... Araby tułacze/
Poszli w pustynie.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON ŻUAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tangier zawarł<pe><slowo_obce>zawrzeć</slowo_obce> (daw.) --- zamknąć.</pe> bramy.</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba><begin id="b1409224797404-1965308130"/><motyw id="m1409224797404-1965308130">Groźba</motyw>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
W mieście my naszych wrogów poszukamy./
Niech z harmat pierwej wystrzelą na salwy./
Ty, Don Żuanie Coutinio z Miralwy,/
Idź i pod miasto podbiegnij zamknięte;/
Ostrzeż, niech próżną nie drażni obroną/
Ognia i miecza, bo gdy będzie wzięte,/
Domy się zwalą w krew, kościoły spłoną.
<end id="e1409224797404-1965308130"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON ŻUAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Wkrótce pod miejską ujrzycie mnie broną<pe><slowo_obce>brona</slowo_obce> (daw.) --- brama.</pe>;/
Choćby to miasto na dymu ciemnicy/
Stało jak wulkan z krwi i z błyskawicy.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Odchodzi. Wchodzi <osoba>BRYTASZ</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba><begin id="b1409227174597-3375053843"/><motyw id="m1409227174597-3375053843">Morze, Ziemia</motyw>BRYTASZ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Chwała Bogu, że przecie stoję o swej sile/
Na brzegu, kędy moje widzę i apryle;/
A już nie te przeklęte bałwany i szkuty<pe><slowo_obce>szkuta</slowo_obce> (daw.) --- niewielki jednomasztowy statek.</pe>,/
Kakatosy<pe><slowo_obce>kakatosy</slowo_obce> (z hiszp. a. fr.) --- kakadu.</pe>, maestry, gdzie człowiek ma buty,/
Ale chodzić nie może; gdzie od kul ucieka,/
To wpada w morze, kędy<pe><slowo_obce>kędy</slowo_obce> (daw.) --- gdzie.</pe> pan ludożer czeka./
Jak to mówią u ludzi, spadł z rynny pod wodę./
Dość morza --- lubię lepszą na ziemi wygodę./
<didask_tekst>Całuje ziemię.</didask_tekst>/
Kochana ziemio moja, noś mnie, ja człek lądu,/
Rad bym ostatecznego doczekać się sądu/
Na ziemi, nie na morzu.<end id="e1409227174597-3375053843"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON HENRYK</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>do <osoba>Fernanda</osoba>.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
<wers_cd>Co ty nań uważasz?</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
A ty czemu się wróżby<pe><slowo_obce>wróżby</slowo_obce> --- dziś popr. forma N.lm: wróżbami.</pe> marnymi przerażasz?/
Dlaczego smętny stoisz z rozwianymi włosy?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON HENRYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Duch mój pełny przestrachu. Przeciwne nam losy:/
Z Lizbony wyjeżdżając, gdy szeregi dzielne/
Wsiadały, to ja strachy widziałem śmiertelne./
Zaledwo barbaryjskich dotknęliśmy lądów,/
Słońce, jak gdyby na dzień ostatecznych sądów,/
W chmury krwawe zabiegło i w niebiosa wklęsło./
A morze ciemne, czarne, okrętami trzęsło./
I teraz, gdy nań spojrzę, to kolor ma taki/
Jak krew. Patrz na niebiosa, zewsząd czarne ptaki./
Patrz nad morzem... jakby z mgły posępne osoby./
Patrz na ziemię... zdaje się, że wszędy są groby,/
W które za każdym krokiem człowiek błędny wpada.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Moja miłość inaczej to wszystko wykłada:/
Że nam burza uniosła jeden okręt zbity?/
To zwyczajny przypadek. Że niebios błękity/
Zaćmiły się i kolor wzięły szczerozłoty,/
Poważny? To nie groźba, ale cześć dla floty./
Że potwory za nami wyzierały z morza?/
Że czarną chmurą ptaków migotała zorza? /
To nie przeciw nam wróżba, lecz strach na Araby;/
Wszakże tych ptaków nasze nie niosły koraby?/
Nie ciągnęły za sobą? Ale tu znachodzą<pe><slowo_obce>znachodzić</slowo_obce> --- dziś popr.: znajdować.</pe>?/
Więc tej arabskiej ziemi owe wróżby szkodzą,/
Jeżeli są wróżbami. Maur niech patrzy na nie./
Ale my, mój Henryku, oba chrześcijanie,/
My, cośmy nie dla marnej tu przyszli potęgi,/
Nie po to, aby nami zaczernione księgi/
Po wielu wiekach o nas do ludzi gadały;/
My, cośmy tu dla Boga i dla jego chwały,/
Abyśmy kościół jego szablami podparli;/
Z tą wiedzą, że zarówno oba byśmy zmarli,/
Choćbyśmy tylko szczęścia szukali jak drudzy;/
Czegoż się boim Boga? Wierni jego słudzy!/
Czemuż my się na wróżbach oparli, nie na nim?/
My, cośmy przyszli z naszej krwi ofiarowaniem.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wchodzi</didaskalia>

 
<naglowek_osoba>DON ŻUAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Ale cóż to od pola?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON ŻUAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Książęta,</wers_cd>/
Kiedym wasze wypełniał rozkazy,/
Tam, gdzie góra w łuk zagięta/
Łamie się w piętra dwa razy,/
Usłyszałem w strasznej wrzawie/
Pod nieba strefą niebieską/
Zlatującą konnicę fezką.../
Zdawało się, że żurawie,/
Na Pigmejów w wielkim gniewie,/
Szary klucz na niebie klecą<pe><slowo_obce>że żurawie,
Na Pigmejów w wielkim gniewie,
Szary klucz na niebie klecą</slowo_obce> --- wg mit. gr. Pigmeje toczyli wojny z żurawiami.</pe>./
Ziemia nie wie i wiatr nie wie,/
Czy oni biegną, czy lecą.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Idźmy powitać te wrogi./
Niech strzelce staną na czoło./
Siodłać konie, a wesoło!/
Wdziać kolczugi --- od głów do nogi/
Zbroić się i stawać w szyku!/
O! Szczęśliwy dzień, Henryku,/
Zwycięstwo nam w ręce dane.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DON HENRYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Ja, twój brat, przy tobie stanę,/
Piersi także mam niezłomne,/
O strasznych wróżbach zapomnę/
I pokażę, że śmierć mnie nie trwoży.
</strofa></kwestia>





<didaskalia>Wychodzą i słychać odgłos walki.</didaskalia>




<naglowek_osoba><begin id="b1409227730455-914530843"/><motyw id="m1409227730455-914530843">Ucieczka</motyw>BRYTASZ</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>sam.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
A ja tam, gdzie śmierć się sroży/
Nie pójdę... w każdym hazardzie<pe><slowo_obce>hazard</slowo_obce> (daw.) --- niebezpieczeństwo.</pe>/
Ja stoję na ariergardzie<pe><slowo_obce>ariergarda</slowo_obce> (z fr.) --- straż tylna.</pe>/
I wulkan ze mnie wybucha./
<didask_tekst>Patrząc na walkę.</didask_tekst>/
Ach jaka tam zawierucha!/
Jaki blask, jaki bój srogi!/
Niech się biją --- a ja w nogi!/
<didask_tekst>Ucieka.<end id="e1409227730455-914530843"/></didask_tekst>
</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wchodzą  <osoba>DON HENRYK</osoba> i <osoba>DON ŻUAN</osoba>.</didaskalia>





<naglowek_osoba>DON HENRYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Łatwo brać zwycięskie laury./
Uciekają zbite Maury.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON ŻUAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Pole całe pełne łupów,/
Koni, mieczów, siodeł, trupów.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON HENRYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Gdzie Don Fernand?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON ŻUAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Z całą linią</wers_cd>/
Arabów znika w obłoku.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON HENRYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Chodźmy za nim, Don Coutinio.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON ŻUAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Zawsze obaczysz mnie przy twoim boku.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>






<naglowek_scena>ZMIANA II</naglowek_scena>


<didaskalia>Pustynia. Wchodzi na scenę <osoba>DON FERNAND</osoba> ze szpadą Muleja --- i <osoba>MULEJ</osoba> rozbrojony, z tarczą tylko.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Tu, na tej ogromnej puszczy,/
Co zdaje się grobem ludzi,/
Gdzie krew z ciał pobitych pluszczy, /
Koń leży i pan się nie budzi,/
Sam zostałeś, Maurze młody,/
Nad pobitymi narody./
I twoje gdzieś orle źrzebie/
Przez pola pobiegło krwawe,/
Tocząc pianę i kurzawę,/
Pod sobą kurz, a pianę z siebie.../
I oddało cię bez broni/
Łupem tej rycerskiej dłoni./
Horyzont, jak okiem objęty,/
Podobien<pe><slowo_obce>podobien</slowo_obce> --- dziś popr.: podobny.</pe> do jednej trumny./
A ja twoim wzięciem dumny,/
Więcej dumny, żeś ty wzięty,/
Niż że te pola oblane/
Są krwią, aż tam gdzieś w błękit giną,/
Tak, że oczy smętne tą ruiną/
I czerwienią tą jak obłąkane/
Odwracają się, nie wiedząc, gdzie natrzeć/
Ostrzem wzroku znużonych promieni;/
Aby ciągle na nieszczęścia nie patrzeć,/
Aby ciągle nie widziały czerwieni./
Ja, gdym cię silnym ramieniem/
Wziął, mężnego tak wojaka,/
<begin id="b1409228902202-146932587"/><motyw id="m1409228902202-146932587">Koń, Niewola</motyw>Wybrałem sobie rumaka/
Z próżnym siodłem i strzemieniem,/
Którego ojciec był burzą,/
A matka była płomieniem;/
Bo płomienie i wiatry mu służą,/
Równe jemu robiąc rodowody./
A ja jeszcze powiem, że był z wody,/
Taką szerść miał i rzadkie tak piegi;/
I tę wodę przemienię na śniegi/
I znów powiem, że wody był synem./
A co do prędkości --- delfinem,/
A co do krwawości --- był smokiem./
Co do lotu --- był, mówię, obłokiem,/
Co do nozdrza --- był szczerym rubinem,/
A był orłem, gdy puścił się lotem,/
A gdy piersią uderzył --- był grzmotem;/
A pod dumnym --- szedł z dumą szlachecką, /
A pod starcem --- jak starzec poważnie./
A pod cichym --- spokojnie jak dziecko,/
A pod silnym --- jak rycerz odważnie:/
I na jego kark i siodło jego/
Siadłem z tobą, jak z broni kolegą;/
A on zda się, jak łódź, co się ślizga,/
Pruł się piersią przez krwawe bałwany/
I gniótł pole, co krwią naszą bryzga./
Ale czy to jego wnętrzne rany?/
Czy ta myśl, zwyciężonych tak bliska,/
Że kark jego zwycięzca uciska,/
Czy nad tobą może zlitowany?/
Gdy pomyślał, że obu nas wiedzie,/
Obu włożył na kark swój niechętny:/
,,A ten Hiszpan taki wesół gdzieś jedzie!/
A ten Arab jedzie taki smętny!"<end id="e1409228902202-146932587"/>/
Ach i może ta myśl nie pozbyta;/
Że ojczyznę zdradza, mnie unosząc,/
Padł, oczyma litości nas prosząc/
I załamał się na cztery kopyta/
I dech oddał./
<wers_cd><begin id="b1409228974934-58342730"/><motyw id="m1409228974934-58342730">Smutek, Cierpienie</motyw>I powiedz mi teraz.</wers_cd>/
Czemuś taki smutny, przyjacielu?/
Gdy się zwracam --- a obracam się nieraz ---/
Choć mi taisz twą boleść, Arabie,/
Widzę jasno, żeś pełny trosk wielu./
I podobnyś jest żelaznej sztabie/
I tej stali, co zgięta odskoczy.../
Lecz ból, wulkan, przez usta i oczy/
Ciągle z ciebie jak ogień wybucha:/
Niepodobna<pe><slowo_obce>niepodobna</slowo_obce> (daw.) --- nieprawdopodobne, niemożliwe.</pe>! by takiego ducha/
Marna boleść poddała swej woli?/
Abyś cierpiał tak na tej niewoli,/
Ty, co wolność przedałeś tak drogo./
Inna jakaś być musi przyczyna?/
Jeśli troski podzielić się mogą./
Jeśli sądzisz, żem na to zasłużył,/
Mów, o! Maurze, dla trosk to jedyna/
Prawie ulga... a jam serca nie zużył/
I obaczę, widząc ranę twoją,/
Czy ta rana jest z tych, co się goją.<end id="e1409228974934-58342730"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Widać, żeś równie szlachetny/
Jak odważny, mój Hiszpanie./
Równie mieczem jak językiem/
Umiesz czynić zwyciężonych./
Miecza twego niewolnikiem/
Było ciało, co nie boli.../
Teraz wziąłeś do niewoli/
Mego ducha. Doskonały/
Jesteś rycerz! Na dwie bronie;/
Moc masz i w ręku... i w łonie.../
Twoim jeńcem jestem cały./
A ponieważ ty wzruszony/
Litością pytasz, Hiszpanie,/
Czemu ogień i żal słony/
Sypią mi z oczu perłami?/
Uczynię tobie wyznanie/
I sercu ulżę ustami./
Nie dlatego, że mnie boli/
Serce i skarżyć się pragnie.../
Bo nieszczęście do skarg mnie nie nagnie./
Ale, że to z twojej woli,/
Ażebym ci się poskarżył.../
Wiedz, że jestem urodzony/
Synowcem króla fezkiego,/
A zowią mnie Mulej Chekke<pe><slowo_obce>chekke</slowo_obce> --- por. współcz. ,,szejk".</pe>./
Królewska krew płynie we mnie/
I serce mi wielkie grzeje,/
Bowiem ród mój uświetnili/
Różni basze<pe><slowo_obce>basza</slowo_obce> --- dostojnik turecki.</pe>, belerbeje<pe><slowo_obce>belerbej</slowo_obce> --- namiestnik zarządzający prowincją.</pe>./
A rodziłem się w tym roku,/
Gdyście wy Gelwy<pe><slowo_obce>Gelwy</slowo_obce> --- dziś: Dżerba, miasto w Tunezji.</pe> tracili,/
I ze smutnego wyroku/
Matce kosztowałem życie,/
Smętne fortuny igrzysko!/
Gelwańskie, krwi pełne pole/
Było mi pierwszą kołyską./
A odtąd... ciągłe niedole, /
Nieszczęścia mnie ciągle gonią/
I pokoju ciągle bronią./
Albowiem, kiedym do Fezu/
Przybył, dziecko, z moim stryjem,/
Przyjechała tam dziewica/
I w bliskim domu, przez ścianę,/
Stanęła, i odtąd serce/
Zostało w niej rozkochane/
I do śmierci tak zostanie./
Ach! Bo ta miłość, Hiszpanie!/
W zawiązkach swoich tak drobna,/
Zaczęta w dzieciach tak tkliwie,/
Taka, zda się, niepodobna,/
(Gdy sobie serce tłumaczy)/
Ani się skończyć szczęśliwie,/
Ani się skończyć inaczej,/
Ani się mogąca dźwignąć,/
Ani zerwać, ni ostygnąć.../
Z tą miłością wychowani/
Rośliśmy, panie, oboje./
I dziś zarówno nas rani/
Ta miłość w serc naszych dwoje./
Ciskając razy niemylne/
Na serce słabe i silne.../
Ach... z moim tak uczyniła,/
Jako woda z marmurami,/
W które ciągle bije łzami,/
I tak będzie ciągle biła,/
Ciągle biła, aż je strawi/
I w marmurze ślad zostawi;/
Tak łzy me nowe i nowe/
Na serce pięknej spadały,/
Aż serce twarde, ze skały,/
Serce jej dyjamentowe,/
Na które sto razy spadły,/
Przegryzły na wskroś i zjadły.../
Ach, i nie moje to cnoty,/
Że teraz serc naszych dwoje/
Są, jakoby dwa powoje,/
Wzajemnymi wite sploty. /
W tym stanie przeżyłem lata,/
Zapomniawszy prawie świata./
Rozpływając się w jej wdziękach,/
W pierwszej miłości jutrzenkach,/
Pijąc pierwsze tajemnicze/
Troski i pierwsze słodycze.../
Gdy oto, w nieszczęsnej chwili,/
Rozstałem się z nią na czas krótki;/
I stąd idą moje smutki,/
Stąd płynie mój żal ogromny,/
Bo ją z drugim zaręczyli,/
Kiedym ja był nieprzytomny<pe><slowo_obce>nieprzytomny</slowo_obce> (daw.) --- nieobecny.</pe>./
Teraz powiedz, czym szaleniec,/
Że klnę fortunie bogini?/
Tamten jest wolny... jam jeniec!/
Jam jest daleko... on przy niej!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Szlachetny Maurytańczyku,/
Dobrze mi smutki wykładasz./
Jeśli tak kochasz... jak gadasz?/
Tak cierpisz?... jak w serca krzyku/
Słychać, gdy boleść malujesz,/
Jeśli tak z ognia usychasz?/
Ach! I tak tęsknisz --- jak wzdychasz,/
Ach! I tak wzdychasz --- jak czujesz,/
Widzę, że wiernie miłujesz./
Więc honorowi nie skłamię,/
Wodzu maurytańskich galer,/
Idź i powiedz swojej damie,/
Że portugalski kawaler/
Przysłał cię za niewolnika,/
A ją ci daje za pana./
A jeśli obligowana,/
(Bo to dziewic serce łechce)/
Skarby swoje poodmyka/
I płacić za ciebie mi zechce,/
Ten okup weź. Maurze młody,/
Bo będzie wielki, jak sądzę,/
Zmień na miłości pieniądze/
I miej z niego wieczyste dochody. /
A teraz jedź mi szczęśliwie,/
Oto koń twój własny wraca./
Ja wiem, że kto kocha tkliwie,/
Temu czas płynie leniwie;/
Więc ci czasu, Arabie, ukraca/
Moja miłość, a ty się nie zmuszaj,/
Siadaj na koń, rycerzu, i ruszaj.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Słów mi teraz nie staje<pe><slowo_obce>nie staje</slowo_obce> (daw.) --- nie wystarcza.</pe> w potrzebie,/
Ale wdzięczność ma inne oznaki;/
Wiem, ze daru przyjęciem pochlebię./
Lecz mi powiedz, proszę, ktoś ty taki?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Portugalczyk i szlachcic... nic więcej.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Pokazałeś to czynem i słowy./
Bądź co bądź, w grunt nie siałeś jałowy./
Twój niewolnik...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ujeżdżaj co prędzej,</wers_cd>/
Koń twój czeka.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Więc otwierasz mi szranki?</wers_cd>/
Więc chcesz, aby serce w niewolniku/
Uderzyło znów przy sercu kochanki?</strofa></kwestia>

<didaskalia>Siada na koń za sceną.</didaskalia>





<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Tak, zaprawdę, szlachetnym być trzeba.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>z poza sceny, z konia.</didaskalia>



<kwestia><strofa>Hej! Szlachetny mój Portugalczyku!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Co mi powiesz?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Gdy pozwolą mi nieba,</wers_cd>/
To ci kiedyś za dar taki odpłacę.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Bądź szczęśliwy!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Teraz ja się bogacę...</wers_cd>/
Ale dar twój, panie, nie padł w wodę/
I na końcu, na ziemi odbierze/
Swoje żniwo i swoję nagrodę./
Mój Hiszpanie, niech Allach cię strzeże.
</strofa></kwestia>


<didaskalia>Odjeżdża.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Jeśli Allach Bogiem, niech cię broni,/
Lecz cóż to za tętent koni?/
Co to za trąby i krzyki,/
Którym powietrze przyklasło?/
Tam, z drugiej strony kotły słychać Marsa hasło./
Ha! Mój brat Henryk.</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wchodzi <osoba>DON HENRYK</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DON HENRYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Gdzie jesteś, Fernandzie?</wers_cd>/
Dawno cię szukam.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Cóż tam za nowiny?</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba><begin id="b1409231001853-36723380"/><motyw id="m1409231001853-36723380">Walka, Niebezpieczeństwo</motyw>DON HENRYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Bracie, Fezanie idą i Murzyni,/
Budząc te echa; Tarudant z wojskami/
Królowi Fezu przybył dla odsieczy./
A król podparty z Maurytańczykami/
Zrobił wycieczkę, bije nam na czoło,/
Kiedy Tarudant nam odwrotu przeczy./
<begin id="b1409231040457-2219127332"/><motyw id="m1409231040457-2219127332">Śmierć bohaterska</motyw>Zewsząd straszliwe nieprzyjaciół koło/
W swoje żelazne objęło nas wieńce./
Oblegający my i oblężeńce,/
Z tej ciemnej chmury, co się na nas toczy/
Błyskawicami bici w same oczy,/
Zmieszani... Cóż nam, Fernandzie, zostało?/
Powiedz, co czynić?
<end id="e1409231001853-36723380"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Co? Umierać z chwałą.</wers_cd>/
Niech nacierają ci oba alianci,/
My na śmierć idźmy jako wojownicy,/
Jako dwaj mistrze, jako dwaj infanci,/
A choćby tylko jak Portugalczycy./
Idźmy i krzyczmy hasło dwóch zakonów:/
<slowo_obce>Ave</slowo_obce> i Chrystus... hasło nasze stare, /
I stańmy oba na czele szwadronów,/
I umierajmy, mój bracie, za wiarę.<end id="e1409231040457-2219127332"/></strofa></kwestia>



<didaskalia>Wchodzi <osoba>DON ŻUAN</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DON ŻUAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Złe lądowanie jest wszystkiemu winą.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Nie czas się teraz zatrudniać przyczyną/
Złego... gdy zewsząd wróg i krew i jęki.../
Do poratunku trzeba użyć ręki/
Przeciwko siłom Tangieru i Fezu./
Za mną!... W twe Imię Przenajświętsze, Jezu!/
Za mną!
</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wychodzą wszyscy, z drogiej zaś strony na pustą scenę wchodzi <osoba>BRYTASZ</osoba></didaskalia>




<naglowek_osoba><begin id="b1409231187337-1557795379"/><motyw id="m1409231187337-1557795379">Strach</motyw>BRYTASZ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Otóż i śmierć! Otóż i sztuka!</wers_cd>/
Pięknie ten rycerz swoim hasłem puka/
W bramy niebieskie, klucze przenajświętsze/
Pewnie otworzą mu te wielkie gmachy,/
Gdzie święty mieszka aż na siódmym piętrze./
Co do mnie, czuję nieśmiertelne strachy,/
Które mi sercem jak diabły szamocą,/
Rozmyślam na co my tutaj i, po co?/
A z rozmyślania to wynika mego,/
Że odtąd mam się już za umarłego.<end id="e1409231187337-1557795379"/></strofa></kwestia>




<didaskalia>Pada na ziemię i udaje zabitego. Wchodzi <osoba>DON HENRYK</osoba> w pojedynku z <osoba>MAUREM</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>MAUR</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Kto się broni tak uparty?/
Szabla moja, piorun żywy,/
Który spada aż ze sfery czwartej.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON HENRYK</naglowek_osoba>




<didaskalia> depcąc <osoba>Brytasza</osoba>.</didaskalia>



<kwestia><strofa>Choć co krok ja nieszczęśliwy/
Chrześcijańskie depcę ciała,/
Ręka moja nie omdlała,/
Nie straciłem mocy w duchu./
Jeśli ja piorun? Ty trup... Ty piorun? Ja skała.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzą z <osoba>Maurem</osoba>, bijąc się.</didaskalia>




<naglowek_osoba>BRYTASZ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
I prawda, że mnie dobrze nadeptał po brzuchu.
</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wchodzi <osoba>DON ŻUAN</osoba> w pojedynku z <osoba>Mulejem</osoba>.</didaskalia>

 


<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>O! Rycerzu! Twoje męstwo/
Nie widzi, że słabo walczę;/
Że chciałbym ci dać zwycięstwo.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON ŻUAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Co mi powiadasz, zuchwalcze?/
Nie przyjmuję takich danin./
Broń się!/
<didask_tekst>Depce <osoba>Brytasza</osoba>.</didask_tekst>/
O! Straszliwa męka!/
Gdzie nadepcę i spojrzę na trupa, chrześcijanin!</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzą, bijąc się.</didaskalia>




<naglowek_osoba>BRYTASZ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Nadeptał mnie, lecz o mnie niechaj się nie lęka./
A gdyby lżej mnie deptał, to byłby rozumny.
</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wchodzi <osoba>DON FERNAND</osoba>, cofając się przed nacierającym <osoba>KRÓLEM</osoba> Fezu.</didaskalia>




<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Portugalczyku dumny,/
Oddaj mi twoję szpadę;/
Pod strażą cię zostawię/
I rękę na sercu kładę,/
Że obejdę się łaskawie,/
Choć twojego miecza znaki/
Na piersi rozdartej noszę./
Powiedz, mężny, ktoś ty taki?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Nie dam ci mego nazwiska/
Ani szpady... o śmierć proszę.</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wchodzi <osoba>DON ŻUAN</osoba> i ciałem swojem zakrywa <osoba>Fernanda</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DON ŻUAN</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>do króla.</didaskalia>



<kwestia><strofa>Ten miecz, o! panie, co w twym ręku błyska,/
Już okręcon koło głowy;/
Przez tę pierś chyba dostanie,/
Jak przez mur dyjamentowy/
Mego księcia. <didaskalia>Do <osoba>Fernanda</osoba>.</didaskalia> O! Mój panie!
O! Mój książę! Krzep się w sobie./
Teraz, teraz ja przy tobie/
Aż do śmierci.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Stój! Co słyszę?</wers_cd>/ 
Księcia Fernanda oglądam?/
Większego łupu nie żądam/
I ten wielki dzień zapiszę/
Pomiędzy najszczęśliwszymi./
Zatrzymać ludu zagładę.../
A ty królowi tej ziemi,/
Fernandesie, oddaj szpadę.</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wchodzi <osoba>MULEJ</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>na stronie.</didaskalia>



<kwestia><strofa>Co widzę? O! Biada jemu!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>oddając szpadę.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
Królowi tylko samemu/
Oddaję ten oręż święty,/
Nie chcąc jak desperat ginąć.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>BRYTASZ</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>wstając.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
Jak widzę, próżne wykręty!
</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wchodzi <osoba>DON HENRYK</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DON HENRYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Ach! Co widzę? Brat mój wzięty!...</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Patrzaj, ale boleści nie wydawaj głosem./
<begin id="b1409231341354-3538704496"/><motyw id="m1409231341354-3538704496">Stoicyzm</motyw>Bo to, mój miły bracie, zwycięstwo nad losem./
Jeśli go człek wolny umie/
Upokorzyć i poddać pod jarzmo swej dumie.
<end id="e1409231341354-3538704496"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Tak, Henryku, twój brat się dostał do niewoli.../
A choć mogę, i słuszność mi, sądzę, pozwoli,/
Abym go na śmierć skazał, serce mam ruszone./
Bom tu przyszedł na własnej korony obronę;/
A los, który mnie panem niespodzianym robi/
Waszej krwi, więcej waszą niewolą ozdobi./
Więc owszem z ciągłą myślą o tym niewolniku/
Powracaj do ojczyzny i powiedz, Henryku,/
Duartowi królowi, że temu poruczę<pe><slowo_obce>poruczyć</slowo_obce> (daw.) --- powierzyć.</pe>/
Więźnia, co mi przywiezie złote Ceuty klucze,/
Nie inaczej. A teraz, jako moja własność,/
Do Fezu za mną raczy twa książęca jasność.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Jako za mojej sfery słońcem idę wszędzie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>




<kwestia><strofa>Ach! Serce moje smutek dwojaki posiędzie,/
W miłości i w przyjaźni mając swe powody.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Henryku, ja zostaję tu pełen pogody;/
Na zło i dobro... wytrwam jak ludzie niezłomni./
Jedź i proś brata, niechaj o mnie się upomni/
Jako pan chrześcijański.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON HERYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>On się zobowiąże...</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>




<didaskalia>przerywając, mówi z powagą.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
Niech się upomni jako chrześcijański książę.../
Jak katolik.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON HENRYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Takim ja, mój bracie, powrócę.</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Teraz pozwól, że w twoje objęcia się rzucę/
I uściskam, bracie mój, Henryku kochany!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON HENRYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Ty wzięty, a mnie kładziesz na szyję kajdany?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Bywaj zdrów, Don Żuanie.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON ŻUAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Żywot mój bez celu...</wers_cd>/
Ja tu, z tobą.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Więc zostań ze mną, przyjacielu.</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON HENRYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>O! Dzień pełny nieszczęścia!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Wszyscy bądźcie zdrowi!</wers_cd>/
Jedź, Henryku, i powiesz ode mnie królowi.../
Nie, nic nie mów! Słowom to powierzać daremnie,/
Ot, tylko te łzy moje zanieś mu ode mnie.
</strofa></kwestia>


<didaskalia>Rozchodzą się, <osoba>Don Fernand</osoba> z <osoba>Maurami</osoba>, <osoba>Don Henryk</osoba> ku brzegowi morskiemu.</didaskalia>

 


<naglowek_akt>DZIEŃ II</naglowek_akt>






<didaskalia>Oprócz króla. --- Na ganku pokazuje się <osoba>FENIKSANA</osoba></didaskalia>




<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Zara! Estrella! Roza!... Cóż?/
Nikogo nie ma oprócz róż?
</strofa></kwestia>



<didaskalia><osoba>MULEJ</osoba> wychodzi z po za wzgórza.</didaskalia>




<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Piękna! W wołaniach imię zmień,/
<begin id="b1409290823269-1903621321"/><motyw id="m1409290823269-1903621321">Miłość</motyw>Ja ci odpowiem, lutni słodka!/
I oko twoje mnie napotka,/
Boś ty jest słońce, ja twój cień./
Za tobą chodzę na kształt chmur,/
I słysząc echo twego głosu,/
Wołanie twoje, zszedłem z gór...<end id="e1409290823269-1903621321"/>/
Co dumasz?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Ach! Z mojego losu</wers_cd>/
Girlandy sobie czarne plotę./
W górach, gdzie jedno pochlebne,/
Wolne, niewdzięczne i srebrne/
I słodkie i szepcące tęsknotę/
Źródło ma tajemną grotę,/
I stamtąd strumieniem bieży/
Kwiaty łąkom malujące;/
Pochlebne, bo szepce coś łące,/
A własnym słowom nie wierzy;/
Niestałe źródło i zwodne,/
Bo chociaż szemrze, pogodne;/
Wolne, bo otwarcie gada,/
Gdy głos zefirom poruczy<pe><slowo_obce>poruczyć</slowo_obce> (daw.) --- powierzyć.</pe>;/
Szalone, bo ze skał spada,/
A słodkie, bo w trawach mruczy;/
A głośne, bo słyszane z daleka;/
A niewdzięczne, bo ucieka;/
Tam, przy tym źródle, zmęczona/
Ściganiem za jedną sarną,/
Z melancholią moją czarną/
Ległam... a góry tej strona/
Pokryta na kształt płomyków/
Krzyczącą jaśnią gwoździków<pe><slowo_obce>gwoździki</slowo_obce> (reg.) --- goździki.</pe>,/
Jakoby falą karminów/
I szmaragdami jaśminów/
Błyszczała... Ledwo z tęsknotą/
Smętnym się oddałam dumom<pe><slowo_obce>dumy</slowo_obce> --- myśli, dumania.</pe>/
I samotnym źródła szumom/
I wielkiej ciszy... gdy oto/
Szmer usłyszałam za sobą:/
<begin id="b1409291458600-1537502492"/><motyw id="m1409291458600-1537502492">Starość, Strach</motyw>Przelękła, skoczyłam z trawy/
I twarz w twarz z ciemną osobą,/
Z duchem kobiecej postawy,/
Z czarną spotkałam się marą:/
Z Afrykanką suchą, starą,/
W łachmanach, z pochyłym grzbietem;/
Z cieniem człowieczej postaci/
I z cienia tego szkieletem/
Zeszłam się. Zda się, pień drzewa,/
Co korę spróchniałą traci/
I bursztynem się oblewa./
<wers_wciety typ="1">Gdy czarne myśli naraisz,</wers_wciety>/
Czarne wróżby ci przychodzą/
I straszą i sercu szkodzą,/
Nim się do nich przyzwyczaisz./
Gdy mnie wzięła ta szalona/
Za rękę, szatańskie plemię!/
Myślałam, że wrosłam w ziemię,/
Że byłam drzewem jak ona.../
W oczach mi czarno i dymno.../
Od jej rąk szło we mnie zimno;/
I broniłam się daremnie,/
Od niej strach przechodził we mnie...<end id="e1409291458600-1537502492"/>/
A jej głosy obłąkane,/
Pełne urągań bezczelnych/
I jadów pełne śmiertelnych,/
Ciche, zaledwie szeptane,/
W sercu się odbiły głucho,/
Tak jak węże lazły w ucho./
<wers_wciety typ="1"><begin id="b1409310303359-3364642126"/><motyw id="m1409310303359-3364642126">Proroctwo</motyw>,,Nieszczęśliwa niewiasto!" wrzasła,</wers_wciety>/
,,Nieszczęśliwa! Śmierci będziesz łupem! /
Proś, by piękność ta twoja zagasła/
Wprzód, nim zmarłych zostanie okupem./
Tak... ta piękność twoją będzie ceną/
A kupiony towar będzie trupem"./
To wyrzekła, a ja taką sceną/
Zatrwożona i dotąd lękliwa,/
Pół umarła, a jeszcze pół żywa;/
Ach! I lepiej bym cała umarła!/
Niżby ta wróżba straszliwa,/
Wiedźmie tej wydarta z gardła,/
Była prawdą, nim wejdę w mogiłę,/
Nim te oczy blask niebios utracą./
Ach! Więc ciało ludzkie! Ciało zgniłe/
Oszacują i mną żywą zapłacą.<end id="e1409310303359-3364642126"/></strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>




<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Porzuć, piękna, te rozpacze,/
Ja ci te sny pełne trwogi/
Jedynie przez mój los srogi/
Rozwiążę i wytłumaczę./
Tarudanta masz być żoną!/
A jeśli go nie pokonam.../
(Ach! Na samę tę myśl konam! )/
To pewnie, że moje łono/
Na dwoje mieczem rozkroi,/
Nim go twa miłość napoi.../
Więc zawsze widzę z daleka,/
Jak mi los okrutny grozi;/
Za mnie, martwego człowieka,/
On cię dostał i uwozi;/
I tak... o! moja Syreno!/
Przyszłość wróżbę sprawdzoną zobaczy;/
Bo ty mego trupa będziesz ceną,/
Bo z miłości skonani i z rozpaczy.</strofa></kwestia>



<didaskalia>Ustępuje na stronę. --- Wchodzi <osoba>DON FERNAND</osoba> bez broni, ale w książęcym
ubiorze. --- <osoba>NIEWOLNICY</osoba> pracujący w ogrodzie zbiegają się ku niemu.</didaskalia>




<naglowek_osoba>PIERWSZY NIEWOLNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>W tym ogrodzie, kopiąc grzędy,/
Skorośmy tylko postrzegli,/
Panie, że przechodzisz tędy, /
Wszyscyśmy oto przybiegli/
U nóg twoich się położyć.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DRUGI NIEWOLNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Bóg nam pozwolił tej pociechy dożyć!/
I tę nam ulgę w nędzy dał jedyną.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>PIERWSZY NIEWOLNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Tyś jest litosny! Bo łzy twoje płyną,/
Ty niewolników litujesz się męce.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Bracia! Podajcie mi ręce./
Bóg, co widzi ludzkie duchy,/
On wie, że tymi rękami/
Chciałbym zdjąć wasze łańcuchy,/
Ale nie mogę... Bóg z wami!.../
Pracujcie cicho i skromnie,/
A częściej o Nim niż o mnie/
Pamiętajcie... Smętna chwila!.../
Ale też miejcie nadzieję,/
Bo zło, gdy nad miarę przeleje,/
To się często na dobre przesila./
Pomnąc, że i w ostatecznym/
Razie odwaga pomoże,/
Idźcie z losem koniecznym,/
Sercami nie bądźcie w sporze./
Uwaga ta niech was czyni/
Odważnymi na fortuny upiora,/
Bo to dziwna na świecie bogini!/
Trup z niej dziś, a kwiat był wczora,/
To się może znów jutro zaśmieje./
<wers_wciety typ="1">O! Boże! Cóż dawać rady!</wers_wciety>/
Kiedy ten tłum taki blady/
I smętny... takie łzy leje!/
Trzeba te nauki schować,/
Aż ich serca jęk nie zgłuszy./
<wers_wciety typ="1">Chciałbym was czym udarować,</wers_wciety>/
Ale nie mam nic przy duszy,/
Przebaczcie mi, przyjaciele!/
Nadzieją się z wami dzielę,/
Bo sądzę, że nam z ojczyzny,/
Co pewnie tam o nas pamięta, /
Przybędą wkrótce okręta,/
Zgoją cierpienia i blizny;/
Wtenczas, co ja mam na świecie,/
To będzie moje i wasze./
Wszystkich rękami opaszę!/
Wszyscy ze mną pojedziecie!/
Teraz idźcie już, biedacy,/
Srogo bardzo spracowani;/
Idźcie znów do waszej pracy/
I bądźcie panom poddani.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>PIERWSZY NIEWOLNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Twoje zdrowie, panie nasz,/
Nieszczęsnym nam dodaje sił.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DRUGI NIEWOLNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Bogdaj ty setne lata żył!/
Bóg ciebie weź pod swoją straż!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Niewolnicy odchodzą.</didaskalia>






<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Duch mój został pełny mąk/
I w smętnym dumaniu stoi,/
Żeście wy od moich rąk,/
Biedni, tak odeszli z niczym!/
Biedni! Biedni bracia moi!/
Któż nad sercem niewolniczym/
Ulituje się prócz Boga?</strofa></kwestia>



<didaskalia><osoba>Mulej</osoba> wychodzi z ukrycia, gdzie patrzał na poprzednią scenę.</didaskalia>




<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Tu byłem. I żałość sroga/
Zdjęła mnie... i z uwielbieniem/
Patrzałem, z jaką miłością/
Traktowałeś niewolniki.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Zaprawdę, żem przejęty litością/
I przejęty był cierpieniem./
Patrząc na te męczenniki,/
Które pan do taczek pędza.../
I uczyła mnie ich nędza,/
Jak znosić więzy haniebne/
I los swój dźwigać biednemu... /
Kto wie? Może mnie samemu/
Wkrótce to będzie potrzebne.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Co wasza jasność powiada?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Co?... kto się infantem rodził,/
A dziś pan nim obcy władnie,/
Niech wie, że los często spada,/
I spadł już i jeszcze spadnie./
W infanctwo mnie już ugodził;/
A kto wie? Może niżej pokłoni?.../
Dzień za dniem nieszczęsny goni/
I płacz z płaczem w łańcuch wiąże.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Nie mniejszy mój ból, o książę!/
Chociaż innego rodzaju,/
Bo wasza jasność do kraju,/
Jak sądzę, wkrótce powróci.../
Ale to, co mnie tu smuci,/
Gatunku znaleźć nie może;/
Troska moja bezimienna.../
Fortuna jak księżyc zmienna.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Gość jestem na waszym dworze,/
I twój los mnie serdecznie obchodzi,/
A tyś mi nie dał nowiny,/
Jak się tam tobie powodzi/
Z sercem tej cudnej dziewczyny?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Łaski były na mnie zlane./
Ale wielką tajemnicą/
Usta przypieczętowane/
I tą pieczęcią zamknięte.../
Lecz przyjaźń ma prawa święte,/
Więc z jakąm winien różnicą,/
Tym dwóm a równym potęgom,/
Obojgu serca przysięgom,/
Powiem mową nieudolną,/
Ile mi powiedzieć wolno/
I com ci winien istotnie. /
<begin id="b1409313710199-2640834949"/><motyw id="m1409313710199-2640834949">Miłość</motyw>Miłość ma cierpi samotnie,/
I bogata jest, i biedna,/
Bo jak Feniks na świecie jest jedna/
I nie ma podobnej sobie./
Miłość moja jest na probie,/
Bo dla oka, myśli, duszy,/
Feniks jest skrą wyobraźni;/
Feniks powodem katuszy/
Dla czucia, miłości, bojaźni./
Feniks nadzieję mi niszczy,/
Gdy wątpię i czuję trwogę.../
Lecz gdy się na duchu wzmogę,/
Feniks mi nadzieją błyszczy./
Feniks moją wieczną troską!/
Feniks moją iskrą boską!<end id="e1409313710199-2640834949"/>/
Tak mej przysięgi nie łamiąc,/
Przyjaźni fałszu nie zadam,/
Bo o Feniksie ci gadam/
I nie milcząc, i nie kłamiąc.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Więc ci powiem bez ogródki,/
Otwarcie, żeś nie wart litości;/
Bo Feniksem są twe smutki/
I Feniksem ty jesteś miłości./
Lecz mój ból, miły kolego,/
Mój smutek, to co innego.../
Ludzie go pojmą niejedni,/
Bo to jest smutek powszedni,/
I wielu już tak cierpiało.
</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wchodzi <osoba>KRÓL</osoba> Fezu.</didaskalia>




<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Książe, oto za tą skałą/
I tam za tymi parowy<pe><slowo_obce>parowy</slowo_obce> --- dziś popr. forma N.lm: parowami.</pe>/
Kazałem przyrządzić łowy./
Nim słońce swój wieniec spali/
Pośród pereł i korali,/
Strzelce zaskoczą z przeciwka/
I tygrysa nam napędzą./
Dla księcia to będzie rozrywka. 
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Panie, twe ręce nie szczędzą/
Ciągłych łask. Utrudzasz głowę,/
Zawsze wynajdując nowe/
Rozrywki rozrywkom bliźnie;/
Jeśli tak zwykłeś, pan dziki,/
Traktować twe niewolniki,/
To zapomną o ojczyźnie!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Więźniom takim jak ty, panie,/
Którzy panów swoich szczycą,/
Takim winien traktowanie.
</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wchodzi <osoba>DON ŻUAN</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DON ŻUAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Panie, idź i spójrz strzelnicą/
Na morze, a mówię szczerze,/
Ujrzysz najpiękniejsze zwierzę,/
W którym się i dzikość szczera/
I ludzka maluje sztuka./
Jedna chrześcijańska galera/
Do drzwi tego portu stuka./
A taka piękna i wolna,/
Choć cała czarna i smolna,/
Że nam pojąć niepodobna,/
Patrząc na tego sokoła,/
Jak ona razem wesoła/
I w wesołości żałobna?/
Wszyscy tam wysoko stańcie,/
Portugalski herb ujrzycie./
Żałoba ta po infancie/
Prędko nam pociechą zlegnie,/
Bo z jej lotu po błękicie/
Widać, że po niego biegnie.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Przyjacielu, Don Żuanie,/
Omyli cię ta rachuba./
Zły to znak to jej ubranie/
I ta żałoba jej gruba./
Oj, byliby oni biali,/
Gdyby po mnie przyjechali. 
</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wchodzi <osoba>DON HENRYK</osoba> z pergaminem w ręku, w grubej żałobie ubrany, ze świtą.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DON HENRYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Rąk mi pozwól, Tangierski mocarzu.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>W szczęsny czas wasza jasność przybywa...</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>do <osoba>Żuana</osoba>.</didaskalia>



<kwestia><strofa>Don Żuanie, już ja na cmentarzu...</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>na stronie.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
Ceuta moja!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON HENRYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Niech mi wasza mościwa</wers_cd>/
Łaska brata uściskać pozwoli.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>ściskając brata.</didaskalia>



<kwestia><strofa>Mój Henryku, czemu tej niedoli/
Znak na tobie? I twarz taka blada?/
Dość!... Twa postać mi to sama powiada./
Słów nie trzeba, bo mówią twe oczy.../
Nie płacz, bracie, ja wiem, co cię boli,/
Ja wiem, co ci serce tłoczy./
Masz mi donieść, że zostanę w niewoli? .../
Ha! To dobrze, ja tego i żądam./
Niepotrzebnie cię w żałobie oglądam,/
Mogłeś przyjść tu wesoło i w bieli/
I mnie mogłeś uścisnąć weselej/
I ucztować na każdym popasie.../
Jak się ma brat mój miły i król mój?/
Nic nie słucham, aż powiesz, jak ma się/
Brat i pan mój...</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON HENRYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>O! bracie, ach, ból mój</wers_cd>/
Bez wyrazów... ach! Ty nie wiesz, co czuję.../
Niech raz tylko poselstwo sprawuję,/
A ty, bracie, co mi towarzyszysz/
Sercem w mowie, raz me słowa usłyszysz,/
I dość będzie jednego słuchania!/
<didask_tekst>Do króla Fezu.</didask_tekst>/
Panie, chociaż na tej górze,/
Gdzieś przybył dla polowania,/
Nie w stolicy twojej murze: /
Podaruj mnie swą uwagą,/
A tego jeńca wolnością./
<wers_wciety typ="1">Kiedy wielką nawałnością,</wers_wciety>/
<begin id="b1409315951355-3040148052"/><motyw id="m1409315951355-3040148052">Śmierć</motyw>Kiedy wielką fal przewagą/
Bici, na morskich rozruchach,/
Utraciliśmy armadę;/
Gdy infant został w łańcuchach;/
Gdy te wieści, jędze blade,/
Rozkołysane przez dzwony,/
Przyleciały do Lizbony/
Z wiatrem, co po morzu dyszał;/
Kiedy król o nich usłyszał,/
To bez żadnej prawie skargi/
Wpadł w melancholie serdeczne,/
A z melancholii w letargi,/
A z letargów we sny wieczne.<end id="e1409315951355-3040148052"/>/
I zwłoki jego dziś leżą,/
Płacze go ciżba nabożna;/
A ludzie, patrząc, dziś wierzą,/
Że z boleści umrzeć można./
Niebieska mu świeci chwała!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Tyle brata kosztowała/
Moja niewola!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Wie Alla,</wers_cd>/
Ile mnie ta śmierć zasmuca.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba><begin id="b1409588683908-156188176"/><motyw id="m1409588683908-156188176">Testament</motyw>DON HENRYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Otóż król, co świat porzuca,/
W swym testamencie pozwala,/
Owszem, każe dać fortecę/
Ceuty za infanta osobę.../
A ja, przywdziawszy żałobę,/
Od króla Alfonsa lecę,/
Jako od dziedzica tronu,/
Którego jeszcze nie znacie,/
Oto z tym aktem...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>wyrywając pergamin</didaskalia>



<kwestia><strofa><wers_cd>Stój, bracie!<end id="e1409588683908-156188176"/></wers_cd>/
Słowa te pełne pokłonu/
Nie tylko że nie są godne/
Krwi królewskiej i wyrodne,/
Niegodne są ust infanta,/
Niegodne mistrza zakonu,/
Od którego wiara czeka/
Wsparcia i wiecznego zelanta<pe><slowo_obce>zelant</slowo_obce> --- osoba silnej wiary.</pe>;/
Lecz niegodne są człowieka/
I niegodne barbarzyńca<pe><slowo_obce>barbarzyńca</slowo_obce> --- dziś popr. forma D.lp: barbarzyńcy.</pe>,/
Co nigdy o Chrystusie nie słyszał,/
Że mój brat, (niech mu Bóg świeci)/
Włożył ją do testamentu,/
Tę klauzę<pe><slowo_obce>klauza</slowo_obce> --- klauzula, warunek w umowie.</pe> --- to tylko na to,/
Aby u ludzi wiedziano,/
Że brat dba o swego brata;/
Nie na to, aby czytano/
I tłumaczono to słownie./
Jeśli rzekł: oddajcie Ceutę,/
To ma się znaczyć, że trzeba/
Powolnie, albo gwałtownie,/
Z pomocą ludzi i nieba/
Upomnieć się o infanta./
Jakżeby król katolicki/
Jak on, wierny, sprawiedliwy,/
Taki król jak on? --- nieżywy./
Na swój proch oddany laurom/
Kładł taką okropną plamę,/
By Ceutę oddawać Maurom,/
Tę Ceutę --- miasto te same,/
Gdzie on pierwszy, zdjęty żarem,/
W imię przenajświętsze Pańskie,/
Ze szpadą i ze sztandarem/
Przyskoczył i chrześcijańskie/
Chorągwie zatknął na wieżach./
A teraz byłożby czynem/
Godnym tej sławy w rycerzach,/
By miasto, które wyznało,/
Że Chrystus jest Boga synem,/
Kościoły pozakładało,/
Gdzie się imię Jego święci/
Pośród serdecznych płomyków, /
I męka się ma na pamięci,/
Aby kościoły już stare/
Przez ludzi, przez katolików,/
Przez ludzi, co mają wiarę/
I tego Boga wyznają,/
Przez ludzi, co serca mają!/
Przez nas! Przez Portugalczyków!/
Były?!... Aby te kościoły,/
Które złoconymi czoły<pe><slowo_obce>czoły</slowo_obce> --- dziś popr. forma N.lm: czołami.</pe>/
Podpierają mleczne pasy,/
Jak naszej wiary Atlasy<pe><slowo_obce>Atlas</slowo_obce> 
(mit. gr.) --- gigant, który za karę za udział w walce przeciw bogom olimpijskim z wyroku Zeusa dźwigał sklepienie niebieskie; tu przen.: podpora.</pe>;/
I na krzyż złoty pobożny/
Wieszają słońca czerwone;/
Aby przez księżyc dwurożny/
Były na niebie zaćmione,/
Jęcząc tak jak męczennice!/
<wers_wciety typ="1"><begin id="b1409588917039-517486520"/><motyw id="m1409588917039-517486520">Bóg, Zdrada</motyw>Więc-że teraz te kaplice</wers_wciety>/
Opuścilibyśmy tajnie?/
Oddawszy na stodoły i stajnie,/
Albo, czego ten Maur łaknie,/
Na Mahometa meszkity<pe><slowo_obce>meszkit</slowo_obce> (daw.) --- meczet.</pe>?/
Gdy to mówię, tchu mi braknie!/
Gdy myślę, stoję jak wryty;/
Język mi w ustach kościeje,/
Włosy wstają, pot się leje/
I drży całe moje ciało!/
<wers_wciety typ="1">Bo choć to nieraz bywało,</wers_wciety>/
Że jaka stajnia uboga/
Ugościła Pana Boga,/
I dala mu sen w swoim żłobie,/
Lecz meszkity? Boże Panie!/
Ach, to by na naszym grobie/
Napisano: tu chrześcijanie,/
Przewrotnym podobni panom,/
Wygnali Boga z kościołów,/
Boga i jego aniołów/
I oddali je szatanom!<end id="e1409588917039-517486520"/>/
I byłożby sprawiedliwie,/
Ażebyśmy boże gmachy,/
Gdzie my stoim jak szyldwachy<pe><slowo_obce>szyldwach</slowo_obce> (daw.) --- strażnik.</pe>, /
Mając cały świat pod nami/
W zatrwożeniu i podziwie,/
Teraz otwierali sami,/
Wpuszczając tam nasze wrogi?/
Ażeby ten lud ubogi/
Chrześcijański a gorący/
Z miasta wychodził płaczący,/
Z dobytkiem, z całą rodziną:/
A my, na te łzy, co płyną,/
Patrzalibyśmy, gnąc szpady?/
Aby osadnik nierady<pe><slowo_obce>nierady</slowo_obce> (daw.) --- niechętny.</pe>/
Zmieniał wiarę dla majątku?/
Aby tam Arab dzieciątku/
Urodzonemu bez winy/
Wlewał fałsz trupa z Medyny<pe><slowo_obce>trup z Medyny</slowo_obce> --- Mahomet.</pe>,/
Za młodu kalać zaczynał,/
Do swojej wiary naginał,/
Do swych zapędzał namiotów,/
Do swego zamykał płota?/
Więc dla jednego żywota/
Tyle chrześcijańskich żywotów!/
Tyle łez wylanych z powiek!/
Cóż ja? Czym więcej niż człowiek?/
Cóż mnie równa z ludzi likiem?/
Czy to, że byłem infantem?/
Więc oto nie infant ze mnie,/
Oto jestem niewolnikiem,/
Już nie korony brylantem,/
Gotów jak drudzy nikczemnie/
Żyć i tu Pana bogacić./
<begin id="b1409591543042-634040816"/><motyw id="m1409591543042-634040816">Niewola</motyw>I któż wam każe tak płacić/
Za niewolnika? Niech płaci/
Niewolnik ciałem i gardłem./
Bo kto swoję wolność straci,/
Ten, mówię, ludziom umiera./
Więc ja dawno już umarłem.<end id="e1409591543042-634040816"/>/
Któż mnie dziś z trumny wydziera?/
Któż chowa na większe czyny?/
<wers_wciety typ="1">Daj! Niech drę te pergaminy!</wers_wciety>/
Niech drę na świstki te kartę. /
Niech drę na kawałki gadu,/
I jeszcze je zjem już podarte,/
Aby nie zostało śladu./
<didask_tekst>Drze pergaminy i kawałki połyka.</didask_tekst>/
A teraz, królu i panie,/
Rozkazuj mi, panuj srogo,/
Jak chcesz... Niewolnik zostanie,/
Którego kupić nie mogą./
Każ, niech mnie łańcuchy strzegą,/
Niech robią na rękach blizny;/
Cierpliwością cię nasycę./
Henryku! Wróć do ojczyzny/
I mów: żeś mnie tu w Afryce/
Zostawił pogrzebanego./
Bo ja z żywota mojego/
Taką rzecz pokorną zrobię,/
Jakbym naprawdę był w grobie,/
Wspomnienia ludzi nie warty,/
Z oczu ludzkich i z myśli już starty./
Chrześcijanie! Książę Fernand już skończył/
Losom swoim on jeszcze nie sprostał,/
Lecz co do was, czas służby już wybył./
Maury! Oto niewolnik wam został./
Niewolnicy! Brat jeden wam przybył,/
Aby nędzę z niedolą połączył,/
I łzy swoje połączył z waszymi./
Wy, niebiosa! Oto człowiek na ziemi/
Panu swemu kościoły zakłada,/
Założone podpiera na skale./
Morza! Morza! Do fal waszych pada/
Jedna łza, co powiększy wam fale./
A wy góry! Oto człowiek pospołu/
Ze zwierzęty do jaskiń ucieka./
Wichry! Wichry! Oto nędzarz was z dołu/
Westchnieniami zaklina i wścieka./
A ty, ziemio! Oto garstkę popiołu/
Rzuca tobie i zewłok człowieka,/
Co z robaków twoich włoży laury.../
<wers_wciety typ="1">A to wszystko, by ten król i te Maury</wers_wciety>/
I ten infant, i ziemi gdzieś końce, /
Chrześcijanie, i księżyc, i słońce/
I niebiosa, i ziemia, i chmury/
I zwierzęta, i morza, i góry/
I kto jeszcze na powietrzu przytomny<pe><slowo_obce>przytomny</slowo_obce> (daw.) --- obecny.</pe>/
A pieczęć żywota nosi,/
Tu widzieli: jak książę niezłomny/
Wiarę swoję przeświętą podnosi,/
W obronie praw bożych stawa,/
I przed Maurami wyznawa/
Jego Przenajświętsze Imię./
A choćbym w działowym dymie,/
Śród mieczów i ludzkich grotów,/
Bronił od ludzkiej obrazy/
Niewymówionych przymiotów/
Tej, co poczęła bez zmazy,/
A miał w sobie sto żywotów,/
Oddałbym żywot sto razy!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Twardy, niewdzięczny człowieku!/
Także mi za łaski moje/
Odpłacasz?... Jak śmiesz, robaku,/
Tego mi właśnie odmawiać,/
Czego najwięcej żądałem?/
W państwie cię tak traktowałem/
Jako brata, jako syna;/
Nie czułeś prawie niewoli./
Lecz teraz przyszła godzina,/
Że cię twój łańcuch zaboli,/
I los cię ukole srogi./
Tu, więźniu z duszą robaczą!/
Tu sam! Niech wszyscy zobaczą,/
Jak ty mi całujesz nogi...</strofa></kwestia>

<didaskalia><osoba>Fernand</osoba> klęka mu do nóg.</didaskalia>






<naglowek_osoba>DON HENRYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>O! Nieszczęście!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>O! Cierpienie!</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON ŻUAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Boże! Co za poniżenie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>




<kwestia><strofa>
Do mnie twe należy ciało.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>wstając.</didaskalia>



<kwestia><strofa>Tak, zaprawdę, ale mało,/
Mało to ci mocy doda,/
Panować nad kościami moimi./
Bo <begin id="b1409593023436-3722308652"/><motyw id="m1409593023436-3722308652">Kondycja ludzka</motyw>ta ziemia to gospoda/
W ogromnej naszej podróży;/
I na to wyskoczył z ziemi/
Człowiek, by się z losem kłócił;/
I na końcu każdej burzy/
Znowu do ziemi powrócił.<end id="e1409593023436-3722308652"/>/
Więc, żeś mi kazał pochyłą/
Twarzą paść tu, gdzie proch leży,/
Za to ci wdzięczność należy,/
Bo mnie oswajasz z mogiłą.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Ponieważ jesteś w niewoli,/
Zatem więc idzie z porządku,/
Że nie możesz mieć majątku,/
Ni pieniędzy, ani roli./
Więc ponieważ ciebie trwoga/
Może zmusić... lub bicz pana,/
Czemu mi Ceuta nie zdana?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Bo nie moja jest Ceuta, lecz Boga.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Nie jest-że to pierwsze prawo,/
Że niewolnik pana słucha?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Nie przeciwko prawom ducha/
Ma niewolnik słuchać pana./
To nie pies nęcony strawą,/
Ale uchrystusowana/
Natura z woli przymiotem./
Która służy... grzech ją maże.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Podły jeńcze, zabić każę./
Dam ci śmierć... 
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Śmierć jest żywotem.</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Więc życiem ciebie obdarzę,/
Ale takim, że się zlękniesz/
I sam śmierci będziesz chciwy./
Bo jam srogi.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ja cierpliwy.</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Obaczymy --- zaraz zmiękniesz./
Hej...
</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wchodzi <osoba>SELIM</osoba>, dozorca niewolników.</didaskalia>




<naglowek_osoba>SELIM</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Co, panie?</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>W mgnieniu oka</wers_cd>/
Wziąć go, niech mi stóp nie plami,/
I porównać<pe><slowo_obce>porównać</slowo_obce> --- tu: zrównać.</pe> go z jeńcami./
Niech jego postać wysoka/
Ugnie się pod równą nędzą,/
Niechaj go do łazien pędzą,/
Niech moich koni dogląda;/
<begin id="b1409593814227-2720448661"/><motyw id="m1409593814227-2720448661">Strój</motyw>Dać mu w ręce taczki, grabie,/
A zdjąć te jasne jedwabie/
I ubrać w szarak ubogi;<end id="e1409593814227-2720448661"/>/
Dać chleba, gdy jeść zażąda,/
Spleśniałą wodę niech pije;/
Łańcuch mu włożyć na szyję,/
Łańcuchami okuć nogi;/
W mazamorach<pe><slowo_obce>mazamory</slowo_obce> --- z hiszp. <slowo_obce>mazmorra</slowo_obce>, mauretańskie kazamaty.</pe> bez podłogi/
Na wilgoci niechaj lega;/
Niech jego orszak służebny/
Tym samym prawom podlega,/
Co on.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON HENRYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>O! Wyrok haniebny!</wers_cd></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>O! Żałości!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON ŻUAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>O! Rozpaczy!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>




<kwestia><strofa>Zobaczy ten jeniec! Zobaczy!/
Czy mi jego duma sprzeczna<pe><slowo_obce>sprzeczny</slowo_obce> --- tu: stojący na przeszkodzie, sprzeciwiający się.</pe>/
I cierpliwość na tej próbie/
Wytrwa.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Wierz mi, wytrwa tobie,</wers_cd>/
Bo ta cierpliwość jest wieczna.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzi za dozorcą niewolników.</didaskalia>






<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Henryku, a co do ciebie,/
To ci powrotu nie bronię./
Wracaj i powiedz w Lizbonie,/
Niech się w popiołach zagrzebie,/
Bo stracon ratunek wszelki,/
Bo jej infant, jej mistrz wielki/
Został tu... czyści mi konie./
Niech mu z ratunkiem przychodzą.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON HENRYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>O! Przyjdą! Klnę się przed światem,/
Że przyjdą pod Boga wodzą./
A że ja tu z moim bratem/
Nie został, choć serce boli,/
To dlatego, królu fezki,/
Że przyjdę, jak syn królewski,/
Uwolnić brata z niewoli.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi ze świtą.</didaskalia>






<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Czyń, co ci rozum poradzi.
</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>




<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
A teraz nic mi nie wadzi,/
Ażebym się Fernandowi/
Z długu wdzięczności uiścił.
</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>




<naglowek_scena>ZMIANA I</naglowek_scena>


<didaskalia>Inna strona ogrodu, z dala pracują niewolnicy i widać Fezu mury. Wchodzi <osoba>DON
FERNAND</osoba> w niewolnika siermiędze i <osoba>SELIM</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>SELIM</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Król każe i to stanowi,/
Abyś tutaj ogród czyścił; /
Posłuszny więc bądź królowi/
I schyl do pracy ramiona.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Cierpliwość moja srogość królewską pokona.
</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzi z <osoba>Selimem</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>PIERWSZY NIEWOLNIK</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>zbliża się, śpiewając.</didaskalia>



<kwestia><strofa>Oj, na Tangier wysłał król.../
<wers_wciety typ="1">Jaki ból! Jaki ból!</wers_wciety>/
Na podbicie wysłał świata/
Don Fernanda, swego brata,/
<wers_wciety typ="1">Posłał król! Posłał król!</wers_wciety>/
Aby zawojował Fez,/
<wers_wciety typ="1">Ile łez! Ile łez!</wers_wciety>/
Don Fernanda wysłał król.../
<wers_wciety typ="1">Ile łez! Jaki ból!</wers_wciety></strofa></kwestia>



<didaskalia><osoba>DON FERNAND</osoba> wchodzi i z dala słucha tej piosenki.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Już z historii mojej jest piosenka,/
Już ją słyszę żałośnie śpiewaną./
Smętny jestem i serce mi pęka,/
Duszę jakby mam zaturbowaną/
I zlęknioną...</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>PIERWSZY NIEWOLNIK</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>nie poznając księcia.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
<wers_cd>Co ci jest, niewolniku?</wers_cd>/
Czy ty nie wiesz, że wolność mieć mamy?/
Infant wraca i wszyscy wracamy,/
A tu na tym mogilniku<pe><slowo_obce>mogilnik</slowo_obce> (daw.) --- cmentarz.</pe>/
Nie zostanie z nas żaden! z nas żaden!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>na stronie.</didaskalia>



<kwestia><strofa>O! Jak prędko tę nadzieję stracicie!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>PIERWSZY NIEWOLNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Przynieś, bracie, wody na ten gradyn<pe><slowo_obce>gradyn</slowo_obce> (daw.) --- ogród.</pe>/
Polać kwiaty.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>O wodę prosicie?...</wers_cd>/
O jak dobrze! Jak dobrze, że do mnie,/
Który z wami smętne życie wiodę,/
Udajecie się, bracia, po wodę,/
Bo zaprawdę... że choć cierpię niezłomnie, /
Jakiś robak, tu, serce mi toczy,/
Pełne serce i łez pełne mam oczy.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Bierze wiadra na plecy i wychodzi.</didaskalia>




<naglowek_osoba>NIEWOLNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Nam do łaźni iść teraz wypada,/
Gdzie już poszli wszyscy niewolnicy.
</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wchodzi <osoba>DON ŻUAN</osoba>, szukając oczyma księcia między niewolnikami.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DON ŻUAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Szukajmy, czy ta gromada/
Gdzie mego księcia nie mieści?/
Może go ci robotnicy/
Widzieli?... szukam go wszędzie./
Przy nim i mniej mi boleści,/
I siły w sercu przybędzie.../
Bracia, powiedzcie mi, proszę,/
Czyście tu gdzie nie widzieli/
Noszącego kwiatów kosze/
Księcia Fernanda?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>PIERWSZY NIEWOLNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie, bracie.</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON ŻUAN</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>na stronie.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
Pomóżcie, święci anieli!/
Bo łez utrzymać nie mogę.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>PIERWSZY NIEWOLNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
W łaźni go pewnie spotkacie./
Pokażemy tobie drogę/
Do tej gorącej piekielni.
</strofa></kwestia>



<didaskalia><osoba>DON FERNAND</osoba> wchodzi z wiadrami na plecach.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>patrząc w niebo.</didaskalia>



<kwestia><strofa>Czy się nie zlękniecie, śmiertelni,/
Widząc w takim pohańbieniu/
I mizerii<pe><slowo_obce>mizeria</slowo_obce> (daw.) --- nieszczęście.</pe> infanta korony?/
Mistrza Avis? Czy w zastanowieniu/
Czas nie stanie, jak stają zegary!!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON ŻUAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>O mój panie! Jaki ty zbiedniony!?/
O mój panie! W jakim ty odzieniu!/
O! Mój książę, do jakiej ty mary/
Już podobny? Jak żal cię już strawił!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
W imię Ojca!... wielkiś smutek mi sprawił/
Tym odkryciem, drogi don Żuanie;/
Ja się chciałem tu ukryć w łachmanie/
Między ludźmi własnymi, w tym cebrze/
Nosić wodę, jak człowiek, co żebrze/
I pracuje, tak biedny jak oni.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>PIERWSZY NIEWOLNIK</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>klękając.</didaskalia>



<kwestia><strofa>Przebacz, panie! I daj mi twej dłoni,/
Jam nie wiedział, kto jesteś; nas wielu/
Nie wiedziało...</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DRUGI NIEWOLNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Całujemy twe nogi.</wers_cd>/
Przebacz, Panie.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Wstań, mój przyjacielu.</wers_cd>/
Ja ci równy, niewolnik ubogi,/
Jak ty... pana mego teraz własność.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON ŻUAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Wasza jasność...</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Puść! Jaka tam jasność!?</wers_cd>/
Rzuć ten tytuł, mój drogi biedaku!/
Jaka proszę mi jasność w żebraku?/
Jasność!?... jestem ci równy, kolego,/
I ty teraz traktuj jak równego,/
I wy wszyscy traktujcie jak brata.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON ŻUAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Czemuż piorun mnie w proch nie obróci!/
Czemuż czaszki mi grom nie rozpłata!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Don Żuanie, to serdecznie mnie smuci/
Że utrzymać nie umiesz powagi/
Jako szlachcic... i potępiam tę żywość.../
Bo zwątpiłeś w nieba sprawiedliwość,/
A tu trzeba spokojnej odwagi/
Ufającej.
</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wchodzi <osoba>ZARA</osoba> z koszykiem.</didaskalia>




<naglowek_osoba>ZARA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Chodźcie tu, niewolniki.</wers_cd>/ 
Feniks, moja pani, prosi,/
Ażebyście te koszyki/
Napełnili kwiatami.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>




<kwestia><strofa>
 
<didaskalia>biorąc koszyk.</didaskalia>


</strofa></kwestia>


<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ja pierwszy</wers_cd>/
Będę kosił je tak, jak śmierć kosi.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>NIEWOLNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Idźmy tam, gdzie ogród szerszy.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ZARA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Ja z ganku patrzę za wami,/
Jak chodzicie za kwiatami/
I polewacie je łzami.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>do niewolników</didaskalia>



<kwestia><strofa>A wy bez tych już pokłonów,/
Bracia moi ukochani,/
Losem my już porównani,/
A jeszcze królowa zgonów/
Jutro we drzwi zakołace,/
Szczerszą<pe><slowo_obce>szczery</slowo_obce> --- tu: prawdziwy.</pe> równość postanowi,/
Więc, bracia, na co tę pracę/
Zostawiać jutro grobowi?</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzi z <osoba>Don Żuanem</osoba> i z niewolnikami.
Wchodzi <osoba>FENIKSANA</osoba> i <osoba>ROZA</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Czy posłałaś niewolniki/
Po kwiaty?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ZARA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Zaraz powrócą.</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Zasmuciły mnie słowiki,/
Kwiaty może odesmucą/
I kolorami zabawią.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ROZA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Twe fantazje takie ładne/
I piękne, że ach! nie zgadnę,/
Jakie ciebie smutki trawią,/
Gdy je kwiatami malujesz?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ZARA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Cóż ty cierpisz? Cóż ty czujesz? 
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Nie sen to był... ale widzenie,/
Ale mój los i przeznaczenie./
Bo czy nieszczęsnemu śni się,/
Że znalazł gdzie skarby duże?/
Brylanty jak jaja kurze/
W perłowej leżące misie?/
Czy mu się przyśni, że czyta/
Napis literami krwawymi,/
Że wszystko stracił na ziemi,/
Tak że we śnie aż zazgrzyta?/
Jeśli go nieszczęście tłoczy,/
Zarówno obudzonemu/
Spojrzy świat w zbudzone oczy/
Nieszczęściem... Biada biednemu!/
Ach! I mnie nieszczęsnej biada,/
Na którą los taki spada,/
Że za umarłego mnie dadzą.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ZARA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_wciety typ="1">Na to płacze nie poradzą.</wers_wciety>/
Jeśli ciebie takie smutki rozdarły,/
Jakże cierpieć ma... ach, ten umarły?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Któż słyszał o takim losie,/
Jak ten, co nade mną świta!/
Nieszczęśliwa ja kobieta!/
Wykąpana w kwiatów rosie,/
Jako perła czysta, biała./
Biała jak srebrne łabędzie/
Przy żółci trupiego ciała./
A ten trup --- ach, kto on będzie?/
Zda mi się, żem go widziała,/
Ciągle mi się w oczach roi.
</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wchodzi <osoba>DON FERNAND</osoba>, z koszem kwiatów i staje nagle przed <osoba>Feniksaną</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Ten trup --- tu --- przed tobą stoi.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Co widzę? Anieli w niebie!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Cóż cię trwoży?
</strofa></kwestia>
 
<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ty! Twoja twarz!</wers_cd>/
Strach mnie zdjął, patrząc na ciebie<pe><slowo_obce>Strach mnie zdjął, patrząc na ciebie</slowo_obce> --- dziś popr.: strach mnie zdjął, gdy patrzyłam na ciebie.</pe>.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba><begin id="b1409606354964-3379570667"/><motyw id="m1409606354964-3379570667">Kwiaty</motyw>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
I zaprawdę słuszność masz/
Dziwić się fortunie światów./
Przyniosłem ci oto kwiatów/
W koszyku, garstkę pokosu./
Zbierałem, gnąc się ku ziemi./
Są niektóre między nimi/
Hieroglify mego losu;/
Wyciągnij, znajdziesz niektóre,/
Co były rano szczęśliwe/
Jak ja...
<end id="e1409606354964-3379570667"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Ręce moje chciwe</wers_cd>/
Lecą na tych róż purpurę/
Jak gołębie. Ach, ten kwiat,/
Który mi już w ręku spadł,/
Znalazłam wczoraj śród łąk/
I nazwałam: maravilią.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Ach! Tak nazwij każdą lilią,/
Z moich niewolniczych rąk/
Podaną... czyż nie jest cudem?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba><begin id="b1409606751838-2985269615"/><motyw id="m1409606751838-2985269615">Kondycja ludzka</motyw>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
O prawda! Prawda! Lecz któż cię tak zmienił?/
Kto ci te włożył łańcuchy na nogi?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Seniora, mój los.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Twój los, taki srogi?</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Tak twardy, pani!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ach, tyś mnie skamienił!</wers_cd>/
Powiedz? Za cóż to?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jesteśmy skazani,</wers_cd>/
Rodząc się tu już, na mękę i ból.
<end id="e1409606751838-2985269615"/></strofa></kwestia>
 
<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Czyż ty nie Fernand?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ja Fernand, tak, pani.</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Któż skazał?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Prawo.</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Któż miał prawo?</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Sam król.</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Za cóż to?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jeniec, do niego należę.</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Zaledwo oczom zasmuconym wierzę!/
Wszakże cię wczora król wysoko cenił!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
A dzisiaj serce, jak widzisz, odmienił.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Ach, więc-że gwiazdom, co przy sobie siedzą,/
Dosyć jednego dnia, by się rozeszły.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><begin id="b1409606866824-592200007"/><motyw id="m1409606866824-592200007">Kwiaty, Śmierć</motyw>Kwiaty, co z gwiazdą nieszczęśliwą weszły,/
Same ci na to, pani, odpowiedzą./
Kwiaty, co wschodzą na ranek umyte/
<wers_wciety typ="1">I tak się w zorzach rozwinęły jasno,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">W objęciach nocy pomarszczone zasną</wers_wciety>/
I dla nich już dnie nie wrócą przeżyte!/
Lilije w tęcze kolorów spowite/
<wers_wciety typ="1">I umoczone w złoto i karminy,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Zejdą jak duchy aniołów z doliny</wers_wciety>/
Z jednym dniem życia pięknego pozbyte.<end id="e1409606866824-592200007"/>/
A czy to rosy spadały obfite,/
<wers_wciety typ="1">Czy otulone były mgłą i tęczą,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Śmierć je znalazła w godzinę urodzin.</wers_wciety>/
Tak ludzie kiedyś przyjdą i zaręczą,/
<wers_wciety typ="1">Że wieki, które się wloką i dręczą.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Nie były dłuższe nam od smętnych godzin.</wers_wciety></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Ranisz mnie... słyszę z daleka/
W twoim głosie wieków głos./
Kto cierpi na własny los,/
Od cierpiącego ucieka.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>A te kwiaty? Takie śliczne?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Jeżeli pomiędzy nimi/
Są kwiaty hieroglificzne,/
Jak losy twoje, żałobne,/
To je rozsypię po ziemi/
I zdepcę...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Cóż cię w nich rani?</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Ach, że są do gwiazd podobne!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Przebacz im te grzechy, pani.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Co?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Niestałość, próżne blaski.</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Nie, wszystkie wypuszczam z łaski!/
Z gwiazdami zarówno cenię.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Jak to?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Moje przeznaczenie</wers_cd>/
Z jedną smętną gwiazdą chodzi:/
Dlatego, bo kobieta się rodzi/
Gwiazdom podległa i kwiatom,/
Co ją prowadzą do truny<pe><slowo_obce>truna</slowo_obce> --- dziś popr.: trumna.</pe>.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Wiem, że w kwiatach są piołuny./
Ale ach! niebieskim światom/
Wpływy przysądzam uczynne.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba><begin id="b1409607032167-1621891288"/><motyw id="m1409607032167-1621891288">Przemijanie</motyw>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Więc się dowiesz, że i gwiazdy są winne. /
Ach, gwiazdy! Gwiazdy, co takie gromadne,/
<wers_wciety typ="1">Niebieskie mają ze słońcem sojusze</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">I leją w słońce całą światła duszę,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Są także dniowi jednemu podwładne.</wers_wciety>/
Kwiaty błękitu --- bo są takie ładne/
<wers_wciety typ="1">Jak te, którymi oto ziemię prószę</wers_wciety>/
Kwiat ci powiada: przez dzień skonać muszę;/
Gwiazda ci mówi: przez noc jednę spadnę./
Więc gdy się od gwiazd ludzkie losy sądzą,/
<wers_wciety typ="1">Jeśli się od nich nasze losy winą,</wers_wciety>/
Nie dziw, że często spadają i błądzą,/
I gdzieś w mgły ciemne niewidzialne płyną./
I naszym losem tak niestale rządzą/
<wers_wciety typ="1">One, co przez noc palą się i giną.<end id="e1409607032167-1621891288"/></wers_wciety></strofa></kwestia>


<didaskalia>Odchodzi.</didaskalia>




<didaskalia>Wchodzi na scenę <osoba>MULEJ</osoba>, który przy końcu tej sceny stał za drzewami.</didaskalia>




<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Czekałem, aż się oddali/
Feniksana. Pierwszy raz/
Od jej oka, od jej kras/
Uciekam jak orzeł smętny,/
Gdy na słońcu oczy spali./
Fernandzie, czy jesteś sam?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Cóż mi powiesz, Muleju szlachetny?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Oto chciałem, abyś wiedział,/
Że czasem i w sercu Maura/
Znajdzie się miłość i wiara,/
Radząca czyny rozpaczne./
Ach, nie wiem od czego zacznę?/
Nie wiem, czy ci mam powiadać,/
Ile ja cierpiałem na to,/
Kiedyś ty zaczął fortunie/
Ulegać, pod nią upadać,/
Jej niesłusznej podległ zmianie/
I poszedł na urąganie/
I stanął za przykład losów./
Ach, jak one z ludzi szydzą!/
Tyle nędzy! Tyle ciosów!/
Niech mnie tu ludzie nie widzą,/
Że z tobą, Fernandzie, gadam./
Bo król wydał rozkaz srogi,/
Aby ustępować z drogi,/
Traktować cię bez respektu:/
Lecz ja do nóg ci upadam,/
Fernandzie, pełny afektu<pe><slowo_obce>afekt</slowo_obce> (daw.) --- uczucie.</pe>/
I wielkiej wiary dla ciebie;/
Twój niewolnik, a w potrzebie/
Twój przyjaciel. Nie chcę tracić/
Tych chwil, więc krótko ci powiem,/
Że przychodzę dług zapłacić,/
Życie życiem, zdrowie zdrowiem,/
Wolność wolnością; więc żądam.../
(Daruj mi, że się oglądam,/
Czy nas gdzie nie widzą z murów)/
Weź ten nóż, ten wianek sznurów;/
Weź je o! panie... a skoro/
Noc się zaczerni, gotowa/
Będzie łódź pod mazamorą<pe><slowo_obce>mazamory</slowo_obce> --- z hiszp. <slowo_obce>mazmorra</slowo_obce>, mauretańskie kazamaty.</pe>,/
Łódź dobra, silna i zdrowa,/
Z rdzawym, pękniętym łańcuchem./
A wtenczas ty, panie, duchem/
Napełń twoje niewolniki,/
Rozkuj więzy; znajdziesz na to/
Gotowe piły, pilniki,/
Zapas ubioru, bielizny;/
Weź ich i na łódź skrzydlatą/
Wsiadaj i uchodź szczęśliwy/
Do miłej tobie ojczyzny./
Ja zaś tu zostanę żywy/
Odpowiadać życiem, zdrowiem,/
I czym trzeba, tym odpowiem/
I przed królem, i przed prawem;/
Gotów twoim być zastawem,/
Choćby głową, jestem gotów./
To wszystko. Ach, jeszcze sądzę,/
Że ci potrzebne pieniądze?/
Więc oto garstka klejnotów/
Za mój okup niechaj służy, /
Bo człowiek, gdy się zadłuży,/
Połowę przyjaźni traci,/
Gdy pieniądz serca przegrodzi./
Dopiero, gdy dług zapłaci/
I usunie tego rocha,/
Z przyjacielem równiej chodzi,/
Lepiej czuje, wolniej kocha.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Mówisz mi o wolnej łodzi.../
Chciałbym... Lecz patrz, król nadchodzi.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Czy nas widział?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie.</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>O, panie!</wers_cd>/
Skryj się.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tutaj, w tej altanie.</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<didaskalia><osoba>Fernand</osoba> kryje się do altany. --- Wchodzi <osoba>KRÓL</osoba> i uważa to z daleka.</didaskalia>




<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>na stronie.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
Gadali tajemnie oba./
Jeden skrył się do altany,/
Drugi stoi pomięszany./
Wcale mi się nie podoba/
To zejście obu, ta zmowa./
Jeden się przede mną chowa,/
Drugi zlękły stoi, czeka./
Więc go podejdę z daleka,/
A słuszny czy nie, powód trwogi/
Usunę. <didask_tekst>Do <osoba>Muleja</osoba>.</didask_tekst> Bardzo się cieszę...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>przerywając.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
Panie, pozwól uściskać twe nogi...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Żem cię spotkał tu...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Co mi rozkażesz?</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Wyznam tobie, żem mocno żałosny/
Z niepoddania się Ceuty. 
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>O, panie!</wers_cd>/
Ceutę szturmem zdobędziesz bez trudu./
Siłom twoim nie oprze się miasto.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Nie, Muleju, ta Ceuta się musi/
Poddać sama, bez kosztu żadnego...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Jak to, panie?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>O tak, przyjacielu,</wers_cd>/
Myślę nędzą i głodem okropnym/
Tak przycisnąć Fernanda infanta,/
Że mi sam tej fortecy da klucze./
Rzecz mnie jedna tylko trwoży.../
Oto infant, ten książę, Muleju,/
W Fezie nawet mieć może przyjaciół./
Sami jeńce go widząc w niedoli/
I w cierpieniu, gotowi lada dzień/
Bunt mi podnieść... a baczę też na to,/
Że pieniądze łakomą są rzeczą,/
Więc strażniki przejęte zapłatą,/
Mogą jeńca wypuścić... a nie mam/
Pewnych ludzi....</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<didask_tekst>na stronie.</didask_tekst>



<kwestia><strofa>
<wers_cd>W tej go myśli utrzymam.</wers_cd>/
A tak, widząc moję dobroduszność,/
O mnie bać się nie będzie./
<didask_tekst>Głośno.</didask_tekst>/
<wers_cd>Masz słuszność!</wers_cd>/
Myśli twoje biorą dobry kierunek.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Jeden na to jest tylko ratunek,/
Jeden sposób, a o tym sposobie...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Cóż to, panie?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Pod straż go dam tobie,</wers_cd>/
Bo wiem, że cię nie kupi brylantem/
Ani kiesą... Więc ty nad infantem/
Postanowion, bądź jemu alkadem.../
Ufam tobie, a jedynym zakładem/
Za infanta twój honor mi stoi.
</strofa></kwestia>


<didaskalia>Odchodzi.</didaskalia>




<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Słyszał wszystko i o mnie się boi,/
Albo sam się domyślił wszystkiego./
O! Allachu!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>wychodząc z altany.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
<wers_cd>Cóż tak smutny, kolego?</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Nie słyszałżeś, co pan ten okrutny?...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Owszem, wszystko słyszałem z altany.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Czemuż pytasz, dlaczegom ja smutny?/
Dlaczego stoję zmięszany?/
Dlaczego rozmawiam z sobą?/
Czemu żal mi pierś rozrywa?/
Pomiędzy królem a tobą,/
Posłuszeństwem a przyjaźnią/
Straszna się walka odbywa./
Sumienie mi będzie kaźnią,/
Jeśli króla mego zdradzę;/
Węgle na głowę zgromadzę,/
Jeżeli ciebie opuszczę.../
Ach! Zaszedłem w straszną puszczę!/
Myśl zbłąkanego odbiega.../
Król na mnie tylko polega,/
Ty we mnie masz tylko nadzieję.../
Radź, co czynić?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba><begin id="b1409608342318-2775196606"/><motyw id="m1409608342318-2775196606">Honor</motyw>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Miłość grzeje,</wers_cd>/
I przyjaźń szczęście stanowi;/
A choć obiedwie są święte/
I zdradzone są ohydą,/
Lecz w porównanie nie idą/
Z wiarą należną krajowi/
I klękają przed nią zgięte/
Te anioły naszych dusz, /
Więc radzę, królowi służ/
Z tą wiarą niepokalaną./
A ja tu przyrzekam święcie,/
Że choćby mi dziś dawano/
Wolność na pierwszym okręcie,/
Co do Portugalii płynie,/
Odrzucę, bo na mnie leży/
Twój honor i przeze mnie nie zginie.<end id="e1409608342318-2775196606"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Jesteś zwierciadłem rycerzy!/
Ale mi nie dawaj rad,/
Wszak ty mi wróciłeś życie!/
Smętnemu wróciłeś świat!/
A ja miałbym... Nie, mój książę!/
Tej nocy, jak była zmowa,/
U brzegu ci łódź przywiążę;/
Uchodź, a moja tu głowa/
Odpowie.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Bracie mój miły,</wers_cd>/
Byłżebym ja sprawiedliwy?/
Dałżebym ja dowód siły/
I serca? Wolności chciwy,/
Z hańbą mego przyjaciela.../
Hańbą się jego bogacąc,/
Honor biorąc, serce tracąc?/
Wolność, ten brylant wesela,/
Jażbym jego łzami płacił?/
Zostawiał tu męczennikiem?/
Jeżeliś miary nie stracił,/
Która czyny ludzkie mierzy,/
To bądź mi sam poradnikiem/
I mów, czy mi to należy/
Uczynić?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Ach! Nie wiem, panie,</wers_cd>/
Co ci sam na to poradzę.../
Powiem: nie, to serce pęknie,/
Powiem: tak, to ciebie zdradzę, /
Jak przyjaciel, co sam zmięknie/
I w trwodze źle radzi może.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Więc ja tu słowo położę/
Niewzruszone, głaz ogromny./
Wiedz, że mnie tu sądy boże/
Skazały, bym wybrał miarę/
Litości i tu za wiarę/
Skonał jak książę niezłomny.
</strofa></kwestia>




<naglowek_akt>DZIEŃ III</naglowek_akt>






<didaskalia>W pałacu króla fezkiego. --- Wchodzi <osoba>KRÓL</osoba> i <osoba>MULEJ</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>na stronie.</didaskalia>



<kwestia><strofa>Ponieważ pomóc nie mogę/
Fernandowi niczym prawie,/
Do króla się za nim wstawię,/
Może on co postanowi/
Litośniejszego z tym jeńcem./
<didask_tekst>Głośno.</didask_tekst>/
Panie, służyłem ci wiernie/
I na lądzie, i na morzu;/
Wszędzie, gdzieś mnie tylko użył.../
I jeszcze tę pierś postawię.../
A jeślim na łaskę zasłużył,/
Dziś wysłuchaj mnie łaskawie.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Cóż tam?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Fernand...</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Dosyć tego.</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Sądziłem, żeś mi łaskawszy?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
O Fernandzie tym wspomniawszy,/
Jużeś tknął mnie i zostawiasz smętnego.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Jak to, panie?
</strofa></kwestia>
 
<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Bo przysięgam na duszę,</wers_cd>/
Że dać chciałbym, a odmówić ci muszę.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Wszakże jestem strażnikiem książęcia,/
Czyliż nie chcesz o więźniu mieć sprawy?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Mów, lecz nie sądź, że będę łaskawy.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Ten Fernand, co z niemowlęcia/
Na króla był wychowany,/
A dzisiaj tak podeptany/
Żałośnie stopą fortuny,/
I tak bliski, panie, truny,/
Takim straszliwym posągiem/
Do grobu po stopniach zlata,/
Że fortuny dziwolągiem/
Wydaje się w oczach świata,/
Który patrzy i drży z trwogi,/
Widząc jej depcące nogi./
A myśli świat i o tobie,/
O twojej mocy i sile,/
Co takiej wielkiej mogile/
Rzuca takie wielkie ciało./
Ty go sam trzymasz przy grobie;/
Tyś mu jest na piesiach skałą;/
Ty, panie, pod twoje nogi/
Wziąłeś piersi takie dzielne,/
To czoło takie naczelne!/
Rzekłeś, a on dziś ubogi,/
Nieszczęsny żebrak i nędzarz,/
W rdzawym na szyi łańcuchu,/
Nie godzien twojego słuchu,/
Oczu, które ty oszczędzasz,/
Abyś nie stracił płaczących;/
Litości u przechodzących/
Prosi rękami obiema,/
Litości prosi i nie ma/
Nawet litości!... Bo jako/
Rozkazałeś, panie srogi,/
Aby wymiatał podłogi/
I strawę miał lada jaką,/
A potem odmówił strawy/
I chleba dawać zabronił,/
A do stajen twoich gonił/
I w loch zapędził plugawy/
Sypiać w mazamorach<pe><slowo_obce>mazamory</slowo_obce> --- z hiszp. <slowo_obce>mazmorra</slowo_obce>, mauretańskie kazamaty.</pe> ciemnych,/
Gdzie wilgoć ma gad i plamy./
<begin id="b1409654334313-3484614060"/><motyw id="m1409654334313-3484614060">Cierpienie</motyw>Z członków się jego nikczemnych/
Zrobił trup, a z oczów jamy.../
Te oczy, niegdyś pogodne,/
Dziś na ludzi patrzą głodne,/
We łzach bolesnych czerwone,/
Suche, głodem zapalone;/
A ręce jałmużny proszą./
Bankiem swoi go wynoszą/
Z mazamor jako kość bladą/
I gdzieś go na słońcu kładą./
Gdzieś na słońcu, pod murami;/
Potem uciekają sami,/
Bo... (ach, głos mi w piersiach głuchnie)/
Bo ten książę trupem cuchnie,/
Gnije żyw, z kości opada;/
Nikt z nim nie żyje, nie gada,/
Nikt przy jego mazamorze/
Od swądu wytrwać nie może;/
Tak kość, ciało, co się cegli,/
Trąci i tak się rozpada,/
Że go już wszyscy odbiegli.<end id="e1409654334313-3484614060"/>/
Jeden tylko, jeden sługa/
Został przy tym panu biednym/
I przyjaciel jeden jednym,/
Szlachetny pewien kawaler./
Tych dwóch ani męka długa,/
Ani dżuma, córka galer,/
Nie odstraszyły od pana./
Ci dwaj, jeden mu kolana/
Okrywa łachmany wiela,/
Drugi pierś pod głowę daje./
Chlebem z nim się oba dzielą,/
Choć dla jednego nie staje/
Tej cząstki... Bogi to wiedzą,/
Jak oni ją we trzech jedzą?.../
Jeszcze często książę musi,/
Gdy go chleb zebrany krztusi/
A przyjaciele go śledzą,/
Musi, kawałek podany/
Jak złodziej chować w łachmany,/
Kryć się z tym, że przez obrożę/
I gardło (o! jasne nieba! )/
Tego żebrackiego chleba/
Ten nędzarz przełknąć nie może./
A zaś owych karmicieli/
Służba twoja srogo karze,/
Kijem biją twoje straże./
Więc przy panu jeden czuwa/
I słowami go weseli,/
Drugi żebrze i z nim dzieli/
Chleb i łzę, co chleb zatruwa./
O! skończ, panie, już tę mękę!/
Ulż więźniowi w imię Boga!/
Spuść mu<pe><slowo_obce>spuść mu</slowo_obce> (daw.) --- tu: oszczędź mu cierpień.</pe>, panie, podaj rękę,/
Nie stężaj<pe><slowo_obce>stężać</slowo_obce> --- wzmacniać.</pe> tego powroza./
Bo to już nie żal, lecz trwoga,/
Nie litość bierze, lecz zgroza!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Przestań na tym.
</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wchodzi <osoba>FENIKSANA</osoba> i rzuca się do nóg królowi.</didaskalia>




<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Królu panie!...</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Cóż tam, moja córko miła?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Jeżelim ja zasłużyła,/
Przez miłość i przez pokorę,/
Na twoje, ojcze, kochanie,/
Przychodzę o łaskę prosić./
Niech ją z twoich rąk odbiorę.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Choćby królestwo! Pół berła!.../
Niechaj prosi wschodu perła.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Ojcze! Fernand...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Dosyć! Dosyć!...</wers_cd>/
Dalej nie gadaj, bo próżno.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Ojcze, zgrozą już przenika!/
Daruj go jaką jałmużną,/
Ulituj się niewolnika!/
Nieszczęsny aż do łez wzrusza.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
A któż go do tego zmusza,/
Aby cierpiał? ... Nędzny, słyszę,/
Lecz on sam swój wyrok pisze,/
Sam swoję pieczęć przykłada./
A pod nędzą nie upada,/
Choć wyszedł z głodu na marę;/
Ale chce cierpieć za wiarę,/
Co mu niebiosa otwiera.../
Chce umrzeć, niech więc umiera,/
Ja zeń mej nie zdejmę nogi,/
Bo on sam nad sobą srogi,/
Chce żyć w nędzy i plugastwie;/
I nie ja się nad nim pastwię,/
Ale on sam siebie męczy./
Niech mi Ceuty klucze wręczy,/
Dziś wolno puszczę infanta.
</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wchodzi <osoba>SELIM</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>SELIM</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Panie, przyszli dwaj posłowie./
Jeden z nich od Tarudanta,/
A zaś Portugalczykowie/
Drugiego przysłali w łodzi.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>na stronie.</didaskalia>



<kwestia><strofa>Ach! Jeden po mnie przychodzi!/
Tarudant po mnie przysyła!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>





 
<didaskalia>na stronie.</didaskalia>





<kwestia><strofa>Ach! W dniu jednym taka siła/
Nieszczęść na serce mi spada!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Wpuścić obu... Feniksanie/
Tu miejsce, niech przy mnie siada.
</strofa></kwestia>




<didaskalia>Król siada z <osoba>Feniksaną</osoba> na tronie. --- Wchodzi <osoba>ALFONS</osoba>, król portugalski w posła
charakterze i <osoba>TARUDANT</osoba>, infant Fezu, również jako poseł.</didaskalia>




<naglowek_osoba>TARUDANT</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Przepotężny Fezu panie!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>nie dając się wyprzedzić.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
Przesławny Maurów tyranie!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>TARUDANT</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>mówiąc razem z <osoba>Alfonsem</osoba></didaskalia>



<kwestia><strofa>
Którego moc...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Którego siła...</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>TARUDANT</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Bogdaj trwała...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Bogdaj żyła...</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>TARUDANT</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>O! Zorzo tego narodu!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>O! Jutrzenko jasna wschodu!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>TARUDANT</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Obyś lata...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Obyś wieki</wers_cd>/
Wielkie i nieprzeliczone...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>TARUDANT</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Miał laury...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nosił koronę.</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>TARUDANT</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
W każdej walce...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>W każdym czynie...</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>TARUDANT</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>do <osoba>Alfonsa</osoba> z gniewem.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
Jak ty, psie chrześcianinie,/
Ważysz mi się głos przewlekać?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>do <osoba>Tarudanta</osoba>.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
Jak ty się tu ważysz szczekać,/
Gdzie ja gadam?
</strofa></kwestia>
 
<naglowek_osoba><begin id="b1409654689873-1532011980"/><motyw id="m1409654689873-1532011980">Grzeczność</motyw>TARUDANT</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Słuszność każe,</wers_cd>/
Że gdzie Arab tron zasiada,/
Tam najpierwszy Arab gada.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>A gdzie znają gospodarze/
Grzeczność, tam prawo stanowi,/
Że głos pierwszy dać gościowi.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>TARUDANT</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Nie znam ja takiego prawa./
Niech dla gości pierwsza ława,/
Ale głos...
<end id="e1409654689873-1532011980"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Siadajcie oba</wers_cd>/
I niech poseł chrześcijanów,/
Jako nieznańsza osoba,/
Ma głos.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Krótko powiem, panie.</wers_cd>/
Oto Alfons, Luzytanów/
Król, którego panowanie/
Sławne teraz po wszej ziemi,/
A ustami brązowymi/
Sławy po morzach głoszone,/
Pozdrawia twoją koronę,/
Zdrowia ci życzy i błaga:/
Ponieważ ma tutaj brata,/
Który się wolności wzdraga/
Kupionej Ceutą i duszą,/
Aby teraz ta zapłata/
(Nim się jędze wojny ruszą)/
Dla zobopólnej ugody,/
W innych mogła być pieniądzach./
Poszukaj, panie, w twych żądzach,/
Oszacuj dwa takie grody/
Jak Ceuta, rachuj na krocie,/
Każ je złożyć w srebrze, w złocie;/
Alfons je pewno wypłaci/
I przyjaźń z tobą zachowa./
Lecz gdy tę nadzieję straci, /
A z wiatrem pójdą te słowa,/
Ten sam wiatr spoza odmętów/
Nagna tu tysiąc okrętów;/
Flotę, co już brzegów sięga,/
Krzyżami zaczęła błyskać,/
I króla, który przysięga/
Ogniem i mieczem odzyskać/
Księcia i walczyć dopóty,/
Aż więzień będzie rozkuty./
A te pola i doliny/
Szmaragdów pozbędą kłosa/
I ubiorą się w rubiny,/
Nim słońce zajdzie w niebiosa.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>TARUDANT</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Choć jako poseł zasiadam,/
Lecz krewny tego mocarza,/
Jako taki odpowiadam/
Na to, co Pana obraża/
I rani. --- Powiedz ode mnie/
Alfonsowi, jego rzeszy,/
Niechaj się na pola śpieszy,/
Bo nim się w blasku lazurze/
Jutrzenki pokażą róże/
I ozłocą wschodnie chmury,/
Na ziemi będą purpury.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Gdybyś ku nam się podźwignął/
Przez jaki wielki uczynek,/
Może by tu pojedynek/
Tę całą sprawę rozstrzygnął./
I tak rzecz niech z nami stanie:/
Niech Tarudant krwi nie skąpi,/
Niech wasz król przyjmie wyzwanie,/
A ja w tym, że mój wystąpi.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>TARUDANT</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Kłamiesz! Król się twój przelęknie./
Tarudant placu dotrzyma.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Więc na pole...
</strofa></kwestia>
 
<naglowek_osoba>TARUDANT</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Aż krwią zmięknie.</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Aż krew wytryśnie oczyma,/
Będę patrzał, czy przybędziesz?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>TARUDANT</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>I niedługo patrzeć będziesz,/
Bo ja piorun.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jam obłokiem!</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>TARUDANT</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
A ja piorunowym smokiem!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
A ja wulkan z ognia łonem!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>TARUDANT</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
A jam jędzą!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>A ja zgonem!</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba><begin id="b1409656362856-3830743964"/><motyw id="m1409656362856-3830743964">Pojedynek</motyw>TARUDANT</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Słuchasz... i żyjesz? To dziw!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Widzisz mnie i jesteś żyw!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Niech wasze jasności obie/
Na czas pofolgują sobie;/
Bowiem i słońce już bliskie/
Zachodu... A niechaj pomną/
Że bez mego pozwolenia/
Na mojej ziemi nie mogą/
Szranków mieć otwartych sobie./
A teraz niechaj pozwolą,/
Abym gościnnością służył.<end id="e1409656362856-3830743964"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Kto mnie ugaszcza niedolą/
I podał czarę żałości,/
Ten inaczej nie ugości/
I gościną nie przynęci./
Po Fernanda tu przyszedłem/
I miałem to na pamięci,/
Aby ludzkiej krwi oszczędzić, /
A zachować króla sławę./
Teraz czekam na odprawę.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Odprawa, królu Alfonsie,/
Będzie krótka. Jasny panie!/
Jeśli mi nie oddasz Ceuty,/
To infant u mnie zostanie.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Ponieważ przychodzę zbrojny/
Poseł srogi, wieszczby kruk,/
Ogłaszam żałobę wojny./
<didask_tekst>Do <osoba>Tarudanta</osoba>.</didask_tekst>/
A ty czy poseł, czy wróg,/
Chodź w pole. Za godzin trzy/
Cała niech Afryka drży.
</strofa></kwestia>


<didaskalia>Odchodzi.</didaskalia>




<naglowek_osoba>TARUDANT</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>do <osoba>Feniksany</osoba>.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
Wojny ognista pochodnia,/
Która o czasie stanowi,/
Twojemu niewolnikowi/
Nie daje służyć inaczej,/
Niechaj mnie więc perła wschodnia/
Zgiętego u nóg obaczy/
I ręką swoją obdarzy,/
A weźmie duszę w niewolę.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Nie przystoi dla mocarzy/
Takich jak ty, w takim dole/
Zostawać, i w tej pokorze/
Utracać godności miarę.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>na stronie.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
Słyszeć to i żyć! O! Boże!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Wasza Jasność godzin parę/
Niech przyjmie moją gościnę.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>TARUDANT</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Królu! Zaledwo godzinę/
Mogę czekać. I to jeszcze/
Jak ambasador obwieszczę,/
Że jestem umocowany/
Wybiwszy mymi kolany/
Przed tą pięknością dwa groby,/
Prosić o dar jej osoby/
I z sobą wziąć ten skarb drogi./
Przebacz, że tak krótko proszę,/
I tę piękną stąd unoszę/
Niby orzeł, pełną trwogi.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
We wszystkim, panie, me żądze/
Prześcigasz takim życzeniem./
A ponieważ to być sądzę/
Naszych długów skwitowaniem/
I naszych wojen skończeniem,/
Ugodę potwierdzam daniem/
I unieść ją stąd pozwolę;/
Ale spieszny odjazd radzę,/
Nim wrogi zastąpią pole.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>TARUDANT</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Swaty ja liczne prowadzę,/
W swaty wiodę wojsko całe,/
Tak, że puszcze mi za małe,/
A z obozów stoją miasta,/
Więc odjedzie ta niewiasta/
Bezpieczna.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Dla wszelkiej pieczy,</wers_cd>/
Nie będzie i to od rzeczy,/
Że, Muleju, weźmiesz Spahy<pe><slowo_obce>spah</slowo_obce> a. <slowo_obce>spahis</slowo_obce> --- żołnierz ciężkiej jazdy tureckiej.</pe>/
I odprowadzisz pod dachy/
Małżeńskie tę narzeczoną.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MULEJ</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>na stronie.</didaskalia>



<kwestia><strofa>Więc i to? ... pęka mi łono!/
Fortuna się koligaci<pe><slowo_obce>koligacić się</slowo_obce> (daw.) --- wchodzić w związki pokrewieństwa.</pe>/
Z wrogami, a ze mnie się śmieje,/
Ach! I Fernand we mnie traci/
Przyjaciela i ostatnią nadzieję!</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>

 <naglowek_scena>ZMIANA I</naglowek_scena>


<didaskalia>Ogród przy mazamerach. <osoba>NIEWOLNICY</osoba> wnoszą <osoba>DON FERNANDA</osoba> i kładą go pod murem. <osoba>DOK ŻUAN</osoba> i <osoba>BRYTASZ</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Połóżcie tu moje ciało/
Na słońcu, przy białej ścianie,/
Aby mnie słońce ogrzało./
Wielki Boże! Boże Panie!/
Bądź pozdrowion duszą całą/
Za twoje słońce wiosenne./
Pełne złotego uśmiechu./
Hiob<pe><slowo_obce>Hiob</slowo_obce> (bibl.) --- główny bohater biblijnej <tytul_dziela>Księgi Hioba</tytul_dziela>, doświadczony przez Boga dla wypróbowania jego wiary.</pe> przeklinał światło dzienne,/
Bo urodzony był w grzechu,/
W nędzy, w upadku, w obawie;/
Ale ja ci błogosławię/
Za dzień, co mi żyć pozwala,/
Miłości goreć płomykiem./
Każde drzewo się zapala/
I tobie, Panie, goreje;/
Każdy promień, co mnie grzeje,/
Płomienistym cię językiem/
Na wysokości wychwala!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>BRYTASZ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Czy ci tak dobrze, o panie?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Dobrze, bracie... dobrze, ciepło./
Wielkie Twoje zlitowanie,/
Boże! Wielkie łaski Twoje!/
Gdy mi ciało w lochu skrzepło,/
Ty mi dajesz światła zdroje,/
Ptaszkom twoim każesz śpiewać,/
Słońcu twojemu ogrzewać./
Dobry jesteś! I łaskawy!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>PIERWSZY NIEWOLNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Pozostalibyśmy dłużej/
Przy tobie, ale z obawy/
Nie możemy. Człowiek służy.../
Czeka nas łańcuch i plaga.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Bracia, niech wam Bóg pomaga/
I szczęści. 
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>PIERWSZY NIEWOLNIK</naglowek_osoba>




<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jakie katusze!</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DRUGI NIEWOLNIK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
O! Jaka nędza na świecie?</strofa></kwestia>

<didaskalia><osoba>Niewolnicy</osoba> odchodzą.</didaskalia>






<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Wy dwaj ze mną zostaniecie?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON ŻUAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Ach, ja, panie, odejść muszę.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Ciebie mi zawsze potrzeba/
Przy boku, bez ciebie się smucę.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON ŻUAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Panie, ja zaraz powrócę,/
Pójdę tylko szukać chleba,/
Abyś miał co jeść; dziś rano/
Nie jadłeś. O! Biada! Biada!/
Odkąd Muleja zabrano,/
Ziemia, zdaje się, zapada/
Pod nami, okropna puszcza/
Szerzy się, wszystko opuszcza!/
A straszliwa blada nędza/
Ciągle nam karku dopędza;/
Wczoraj jak straszydło krwawe,/
Dziś suchsza, bladsza od trupa./
Bo kiedy biegnę po strawę,/
To łajdactwa tego kupa,/
Co po wioskach, panie, siedzi,/
Pomna na zakaz surowy,/
A bojąc się, że ją śledzi/
Jaki Argus<pe><slowo_obce>Argus</slowo_obce> (mit. gr.) --- olbrzym o tysiącu oczu, strażnik na usługach bogini Hery.</pe> stuokowy<pe><slowo_obce>stuokowy</slowo_obce> --- dziśm popr.: stuoki.</pe>,/
Od króla stawiony na to,/
Chleba ani za opłatą/
Nie chce dać... o twarda taka!.../
Ani na prośbę żebraka/
Nie chce dać, skruszona łzami,/
Taki twardy los nad nami!/
O! panie... Lecz ktoś nadchodzi.
</strofa></kwestia>


<didaskalia><osoba>Don Żuan</osoba> wychodzi. <osoba>Brytasz</osoba> klęka przy leżącym <osoba>Don Fernandzie</osoba>. Wchodzą <osoba>KRÓL</osoba>, <osoba>TARUDANT</osoba>, <osoba>FENIKSANA</osoba> i
<osoba>SELIM</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Głos go mój w serce ugodzi./
Może litość wydobędę/
I cierpiąc, dłużej żyć będę.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>SELIM</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>do króla.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
Panie, przechodząc tą drogą,/
Musisz tu nadeptać nogą/
Infanta.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>do <osoba>Tarudanta</osoba>.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
<wers_cd>Bądź świadkiem, panie,</wers_cd>/
Jakie moje panowanie.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>TARUDANT</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Zamiary moje podróżne/
Opaźniasz<pe><slowo_obce>opaźniasz</slowo_obce> --- dziś popr.: opóźniasz.</pe> przez tę gościnę.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>żebrząc.</didaskalia>



<kwestia><strofa>O! Dajcie jaką jałmużnę/
Żebrakowi, z głodu ginę!.../
Niech próżno rąk nie otwieram,/
Pomnijcie, żem człowiek przecie!/
A z nędzy, z głodu umieram,/
W oczach mi głodnemu ciemno,/
Ludzie! Miejcie litość nade mną/
I nie odwracajcie oka.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>BRYTASZ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Książę, nie tak żebrać trzeba...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
A jakże?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>BRYTASZ</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>żebrząc.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
<wers_cd>W imię proroka!</wers_cd>/
I w imię siódmego nieba,/
Maury, dajcie nam jałmużnę,/
A niebo wam będzie dłużne/
I sam prorok wam zapłaci.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Taki nędzny, a nie traci/
Żywota, nie skłania czoła.../
Mistrzu infancie!
</strofa></kwestia>
 
<naglowek_osoba>BRYTASZ</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>do <osoba>Fernanda</osoba>.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
<wers_cd>Król woła.</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Mylisz się, więźniu, kolego,/
Mistrzem ja nie jestem zgoła,/
Ni infantem... trupem obu.../
Ich trupem, to co innego.../
Bowiem wyglądam spod grobu;/
Na piasku jak nędzarz drzemię/
I proszę wody kropelki.../
Lecz nie infant, nie mistrz wielki.../
Tamtych grobowiec naciska,/
Ja jestem człowiek z nazwiska.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Więc mi odpowiedz na imię/
Fernanda.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>wstając.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
<wers_cd>Teraz, ubogi,</wers_cd>/
Wstanę całować twe nogi,/
Prosić o posiłek skromny.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba><begin id="b1409695689869-3282263203"/><motyw id="m1409695689869-3282263203">Duma, Pokora</motyw>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Zawszeż-li taki niezłomny?/
I wytrwały dziś jak wczora!.../
Powiedz mi, to uniżenie,/
Duma to jest? Czy pokora?<end id="e1409695689869-3282263203"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Króla godność w tobie cenię,/
I każdym to stwierdzam czynem/
To prawo, które zamyka/
Zakon<pe><slowo_obce>zakon</slowo_obce> (daw.) --- prawo.</pe> boży: że nad gminem/
Król ma sobie berło dane,/
I ma mieć od niewolnika/
Posłuszeństwo... więc złamane/
Członki przed twoją osobą/
Prostując, stanę przed tobą,/
Nim przed Panem Bogiem stanę.../
Wiedz, że król, skąd nie bądź, nosi/
Taką powagę, moc bożą,/
Tak się w nim siły wielmożą,/
Że krew, co mu ciało rosi, /
Musi wstać w ciała nicestwie<pe><slowo_obce>nicestwo</slowo_obce> --- tu: nicość, marność.</pe>/
I zaświadczyć o królestwie,/
Do cnót królewskich się dostać./
Więc nie tylko króla postać,/
Ale i cnót świadczy żywość,/
W sercu łaska, sprawiedliwość/
I inne cnoty mocarza./
A to prawo, podług wzorów/
Boskich, do natury tworów/
Przechodzi i tak przeraża/
Samę dotkniętą naturę,/
Że prawa prosto idące,/
O te twory królujące/
Zbiwszy, nieraz cofa w górę/
I cud robi niesłychany,/
Jak niegdyś boże Jordany./
I tak: <begin id="b1409696353302-2463090647"/><motyw id="m1409696353302-2463090647">Król</motyw>pomiędzy zwierzęty/
Lwu się królestwo należy./
Ten kiedy grzywę najeży/
I kudłami stanie wzdęty,/
Jak ogromna fala złota,/
Co zwierzę przed sobą goni,/
To mu królewska istota/
Pastwić się nad jeńcem broni.<end id="e1409696353302-2463090647"/>/
A patrz na mórz błękit siny,/
Tam królami są delfiny./
Bowiem kiedy akwilony/
Napędzą fale gromadą;/
Fale te delfinom kładą/
Srebrne i złote korony./
Jednak to królewskie plemię/
Co włada na wodnym świecie,/
Nieraz na swym sinym grzbiecie/
Człeka wynosi na ziemię/
I wściekłym falom wyrywa./
Więc i orzeł, ten król trzeci,/
Który po błękitach pływa/
I zawsze na słońce leci;/
A koronę ma nie lichszą/
Od innych, z tych piór na głowie, /
Które mu burze rozwichrzą!/
A jednak, kiedy się dowie,/
Że gdzie podłe żądło gadu/
Do źródeł nalało jadu/
I woda już śmiercią trąci,/
By nie była ludzi grobem,/
Rusza ją skrzydły i dziobem,/
I wichrzy, aż ją zamąci,/
Aby swój kryształ popsuła,/
Zbladła i ludu nie truła./
Królestwo roślin, kamieni/
Tym samym prawom podpada./
Pani owoców, grenada<pe><slowo_obce>grenada</slowo_obce> --- dziś: granat.</pe>,/
Co z drzewnych niby promieni/
Koronę nosi i wieniec,/
Gdy ją dotknie jad zarazy,/
Traci ognisty rumieniec,/
A wewnątrz ziarnek rubiny/
Wnet zamienia na topazy./
Więc śród kamiennej drużyny/
Także król ma swój sakrament./
Oto, panie, ów dyjament,/
Co jest nad kamienną zgrają,/
Twardszy od granitów kości,/
Przed którym magnesy stają,/
Stają w jego obecności/
Pomne na króla potęgę,/
I tę mu zdają przysięgę/
Poddaństwa, ów król tak twardy,/
Tyle ma dumy i wzgardy,/
Że niepomny własnej siły,/
Kiedy go stal z dziecka krzykiem/
Zdradzi i dotknie pilnikiem/
I o królestwo zalęka,/
W drobne rozpada się pyły,/
W proch się rozpada i pęka,/
A biednej stali nie niszczy.../
<wers_wciety typ="1">Taka więc szlachetność błyszczy</wers_wciety>/
Wszędy w królewskich sumieniach,/
W zwierzętach, w rybach i ptakach, /
I w roślinach, i w kamieniach;/
Więc i w ludziach po tych znakach/
Mają być znani królowie./
Nie tylko że z wielmożności,/
Nie tylko z koron na głowie;/
Ale, panie, i z litości/
I ze szlachetnego serca./
Chrześcijanin, czy bluźnierca/
Krzyżowy, gdy spojrzy we dno/
Duszy, wyczyta to jedno/
Prawo przez Boga wyryte,/
Któreś ty w sercu zagłuszył./
Nie gadam, abym cię skruszył,/
Abym do litości skłonił./
Ciało me bólem rozryte/
Nie tyś, ale Bóg pokłonił./
Nie chcę u twojej osoby/
Żebrać, życia już mam sytość./
Późna też byłaby litość;/
Bo wiem, że żądło choroby/
Aż w serce mnie już raniło;/
Oddech mi powietrzem szkodzi,/
Jak nóż przez serce przechodzi/
I rżnie zapalone płuca./
Ja wiem, żem już nad mogiłą,/
Że mnie już żywot porzuca,/
I żar wypala piekielny.../
I to wiem, żem jest śmiertelny,/
Jak ty, panie, robak drobny,/
Nie żadna anielskość dumna./
I dlatego to podobny/
Kształt ma kołyska i trumna;/
Aby to ludzie wiedzieli,/
Że na podobnej pościeli,/
Gdy przyjdą na rozkaz boży,/
Matka ich i śmierć położy./
Tak więc podobne do pary/
Przy kołysce stoją mary!/
Tak podobne u podwoi/
Dwojga --- dwoje łóż człowieka. /
Kto to wie --- czegoż się boi?/
Kto słyszał to --- czegóż czeka?/
Kogo strzaskał los na ćwierci,/
Naraził na nieszczęść krocie ---/
W czymże ufa! Czy w żywocie?/
O nie, zaprawdę, że w śmierci,/
W śmierci ufa! Tę ofiarę/
Zrób ze mnie, panie, o! proszę.../
Daj śmierć --- niech umrę za wiarę!/
Oto ręce me podnoszę/
I o śmierć, panie, cię błagam./
Nie dlatego, że się wzdragam./
Żyć i cierpieć jestem nierad;/
Że chcę umrzeć jak desperat;/
Nie dlatego u nóg szlocham,/
Ale ja się, panie, kocham/
W takiej śmierci męczennika,/
Co krwawe ciało odmyka/
I Bogu uwalnia duszę/
I na wieki ją ożywia./
Więc choć grzechu prosić muszę,/
Miłość mnie usprawiedliwia,/
Że o śmierć nieszczęsną proszę.../
Oto me ręce podnoszę,/
A ty daj! Lwem będziesz wtedy,/
Co widząc myśliwce śmiałki,/
Napastniki ojców schedy,/
Napada i rwie w kawałki./
Orłem będziesz, co się ciska/
Na gniazd swoich rozbójnika,/
W szpony mu czaszkę zamyka,/
I dziób maluje rubinem/
Tej krwi, co z oczu wytryska./
O! Panie, będziesz delfinem./
Który na nieba lazurze/
Zapowiada śmierć i burze/
Ludziom grożące zalewem./
Królewskim ty będziesz drzewem,/
Co piorunami czerwone,/
Ramiona ogołocone/
W burzach rwie i tak się zżyma,/
Że zda się piorun otrzyma/
I nad światowym zamętem/
Będzie spełniało gniew boży./
Panie! Będziesz dyjamentem,/
Co się na stal biedną sroży,/
Gardząc kamieni motłochem./
Lecz syp się w proch i zrób mnie prochem!/
Bo ja nie ulegnę prędzej;/
Bo im więcej cierpię nędzy,/
Im więcej mnie gną rozpacze,/
Im boleśniej w nędzy płaczę,/
Im przed tobą jestem mniejszy,/
Im we wnętrznościach głodniejszy,/
Im bardziej odarty z ciała/
I z nadziei, i z łachmanów,/
Choćby ta ziemia gnać miała/
Za mną szczękami kajdanów/
Nawet --- nawet w żywot dalszy;/
Im więcej cierpię, tym stalszy/
Muszę trwać przy mojej wierze./
Bo ona mnie jedna strzeże!/
Serce nadzieją roznieca!/
Słońcem w męczeństwie oświeca!/
Palmy zawiesza nad czołem!/
Nie przeważysz nad kościołem,/
Ile go jest w mej osobie./
Z kości tych tryumfuj sobie./
Gardło masz i moje łono./
Bóg ucieczką moją i obroną!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
To już przechodzi pojęcie!/
Aby człowiek tak grobowy/
Bawił się takimi mowy,/
Wpadał na takie sentencje/
I sam się cieszył w niedoli./
Jakże ty chcesz, abym bolał!/
Gdy ciebie serce nie boli./
Jeśliś ty sam umrzeć wolał/
Niż żyć? Nie, nie, nadaremnie, /
Litości nie znajdziesz we mnie,/
Pierwej miej ją sam nad sobą.
</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>do <osoba>Tarudanta</osoba>.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
Przed twoją, panie, osobą/
Uniżam się, wspomóż jeńca...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>TARUDANT</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>odpychając go.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
Nędzarzu!
</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzi za królem.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>do <osoba>Feniksany</osoba>.</didaskalia>



<kwestia><strofa><wers_cd>Więc potępieńca</wers_cd>/
Ty się ulituj, o pani,/
Jeśli twa piękność jest z Boga,/
A nie jest wzięta z otchłani.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Ach! Jaki widok!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ty sroga,</wers_cd>/
Odwracasz oczy?...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>We łzach mi</wers_cd>/
Toną... człowieku! Ach! Strach mi!/
Duch mi cały z ust wyskoczy!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>I dobrze, bo są też oczy/
Ach! Nie do nędzy stworzone./
Dobrze, że twój wzrok roztropny.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Puść mnie. Jaki ty okropny!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Okropny? Choć odwrócone,/
Oczy masz pełne popłochu./
Dobrze jest, abyś wiedziała,/
Że piękność twojego ciała/
Tyle, co mój szkielet waży,/
Tyle co ja... garstkę prochu.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Puść mnie, oddech mnie twój parzy,/
Głos zabija, szaty cuchną./
Puść mnie ty, człowiecze próchno! /
Szaty mi rękami skazisz,/
Oddechem twoim zarazisz./
Puść, człowieku, bo omdleję!</strofa></kwestia>


<didaskalia>Ucieka z <osoba>Selimem</osoba>. Wchodzi <osoba>DON ŻUAN</osoba> pokrwawiony i w łachmanach, z chlebem.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DON ŻUAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Oto mnie Maury, złodzieje,/
Za kawałek tego chleba/
Zbili --- krew się ze mnie leje./
Panie, jedz.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Już mi nie trzeba</wers_cd>/
Jadła, drogi przyjacielu./
Oto już jestem u celu.../
Już idę...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON ŻUAN</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>padając mu do nóg.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
<wers_cd>Panie mój drogi!</wers_cd>/
Czy ty już... o! ratuj, Boże...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba><begin id="b1409696472945-5896073"/><motyw id="m1409696472945-5896073">Śmierć</motyw>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Płacz tu już nic nie pomoże./
Nie martw się --- ziębną mi nogi ---/
Zaprawdę, jużem przy śmierci./
To serce, za godzin mało,/
Robak śmiertelny przewierci/
I znajdzie, że cię kochało,/
Ciepło w nim jeszcze zostanie./
Nie martw się, mój Don Żuanie./
Ja się w długą podróż wybieram.../
A dla Boga tu umieram,/
Chóry anielskie bogacę/
I dług Panu memu płacę./
Nie martw się i oczu rosą/
Nie lej na ciało książęce./
Każ, niech mnie wezmą na ręce/
I do mej jamy odniosą./
Już konam...<end id="e1409696472945-5896073"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON ŻUAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Z tą ziemią nędzy</wers_cd>/
Ostatni mój węzeł pęka! 
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DON FERNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Don Żuanie... czy później, czy prędzej/
O tu./
<didask_tekst>Pokazuje na ziemię.</didask_tekst>/
<wers_cd>Daj rękę. Ta ręka</wers_cd>/
Karmiła mnie --- o! szlachetna!/
Chociaż moja śmierć nie świetna./
Po śmierci Bóg może zdarzyć/
Odmianę... więc w mazamorze,/
Gdzie się sam jak trup położę./
Nie rusz mnie, lecz po skonaniu,/
W mistrzowym zawiń ubraniu/
I zostaw tak okrytego/
Cichym i spokojnym trupem,/
Jeśli król pozwoli na to./
A kiedy przyjdą z okupem,/
To znajdą mistrza martwego/
Pod zwykłą krzyżową szatą/
I powiozą, gdzieś przez morza,/
Do kraju garstkę popiołów.../
Już też, za tyle kościołów,/
Da mi tam grób łaska boża!</strofa></kwestia>

<didaskalia><osoba>Don Żuan</osoba> i <osoba>Brytasz</osoba> wynoszą go.</didaskalia>






<naglowek_scena>ZMIANA II</naglowek_scena>


<didaskalia>Lądują, na brzeg morski <osoba>ALFONS</osoba> i <osoba>DON HENRYK</osoba> z rycerstwem.</didaskalia>




<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Zostawić falom zhukanym okręta,/
Co podpierały żaglami obłoki./
I niechaj biją dział ogniste smoki,/
I niechaj rzeka ludzi wyrzygnięta/
Z okrętów płynie i ton kraj zalewa...</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON HENRYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Zły do lądunku brzeg wybrałeś, panie,/
Radziłem lepiej te masztowe drzewa/
Bliżej po srebrnym posunąć bałwanie/
I z nich samemu Fezowi dać szturmy./
A tu, jak widzisz, maurytańskie hurmy/
Rażą nas straszną szabel błyskawicą./
Tu sam Tarudant, z swą oblubienicą/
Z Fezu wracając, bój nam wypowiada. </strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>




<kwestia><strofa>
Jasnych aniołów była to dorada<pe><slowo_obce>dorada</slowo_obce> --- dziś popr.: rada.</pe>,/
Abym uczynił to, co teraz czynię:/
W Fezie na oba natrafiłbym wrogi,/
A tutaj jeden... o pół nie tak srogi,/
Stoi na polu. Więc, nim się rozwinie,/
Każ huknąć w trąby.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON HENRYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Racz zważyć, że wojna</wers_cd>/
Za wczesna, panie, ludzie nie gotowi.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Na nic nie zważam, dusza moja zbrojna,/
A duch w mej piersi rówien piorunowi!/
A duchy święte pilnują mych skroni,/
A dla Afryki niosę śmierć w tej dłoni!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON HENRYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Lecz noc zaciąga swoje smętne kiry/
Na ogień słońca, na niebios szafiry;/
Ona zwycięstwo tobie wydrze z roku...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Ha! Więc zwyciężać będziemy po ciemku./
Niechaj noc idzie z czarnymi sztandary,/
Ona nie wydrze z mego ducha wiary,/
Że się o sprawę biję sprawiedliwą./
A jeśli Fernand mękę swą cierpliwą/
Za nas, o bracie, Bogu ofiarował,/
To Bóg pioruny te jasne ukował,/
Którymi szyki będzie walił krwawe/
A my zbierzemy zwycięstwo i sławę.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON HENRYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Lepiej by w polu porobić przerąby...
</strofa></kwestia>



<didaskalia>Ściemnia się --- słychać w powietrzu anielskie trąby i różne głosy duchów.</didaskalia>




<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Cyt... słyszysz, bracie?...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON HENRYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Głosy jakby śnią się...</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Głuchną... i znowu.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>GŁOS FERNANDA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Alfonsie! Alfonsie!...</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DON HENRYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Glos mego brata... i znów jakieś trąby/
Smętne, powietrzne, rozpłakane głosy...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
A więc to Pan Bóg z całymi niebiosy/
Schyla się ku nam, owinięty nocą.
</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wchodzi <osoba>DUCH FERNANDA</osoba> z pochodnią.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DUCH</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Z błogosławieństwem tobie i z pomocą/
Dla twojej, Alfonsie, wiary/
Pan Bóg zesłał tę noc ciemną,/
I zlitowany nade mną,/
Pozwolił opuścić mary,/
Gdzie płakali... odejść od nich.../
A tu z duchów ciżbą liczną/
I z tą pochodnią gromniczną/
U gwiazd zapaloną wschodnich/
Iść przed wami... Za mną... za mną!...
</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DON HENRYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Bracie, opuszcza mnie męstwo,/
Zda się, że czaszkę dwujamną/
Miał ten...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>GŁOS FERNANDA</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>za sceną.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
<wers_cd>Za mną...</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Słyszysz?...</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>GŁOS FERNANDA</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>ginący w odległości.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
<wers_cd>Za mną...</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Na koń, bracie, Bóg nam daje zwycięstwo!...
</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzą z wojskiem za dachem <osoba>Fernanda</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_scena>ZMIANA III</naglowek_scena>


<didaskalia>Galeria w pałacu króla fezkiego. Z jednej strony wchodzi <osoba>KRÓL</osoba> i <osoba>SELIM</osoba>, z
drugiej niewolnicy chrześcijanie niosą w trumnie ciało <osoba>Don Fernanda</osoba>. <osoba>DON ŻUAN</osoba>
idzie za trumną.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DON ŻUAN</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>do króla.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
Napaś oczy tym widokiem,/
Oto w czterech deskach leży/
Bohater, perła rycerzy,/
Twoim okrutnym wyrokiem/
Zabity...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ktoś ty jest taki?...</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON ŻUAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Rycerz bez żadnej poszlaki.../
Z nim oto dźwigałem biedę/
I łez się wspólnych napiłem,/
Do śmierci wierny mu byłem/
I za ciałem jego idę.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Patrzajcie się, ludzie krzyża,/
Bo oto trumna się zbliża./
Trumna, co do mnie należy,/
A w niej oto przykład leży/
Zgiętego aż do mogiły/
Pod nogą króla oporu./
Niech teraz Alfonsa siły/
Wyrwą go i ów sen moru/
Odwalą... Niech kto wyzwoli/
Z tej ostatecznej niewoli,/
W której mu łańcuchy śnią się?/
Chodź! Chodź po brata, Alfonsie!/
Chodź mu teraz z uwolnieniem!.../
Co do mnie... choć Ceutę tracę,/
To się tym książąt zgnieceniem/
I starciem więcej bogacę/
W sławie, niż tysiącem grodów.../
Otom upór ich zwyciężył./
A jakom żywemu ciężył/
Na piersiach... obaczą tłuszcze,/
Że nawet tej garstce lodów/
I po śmierci nie odpuszczę,/
Ale kość zgnilizny bliską/
I to nieszczęśliwe ciało,/
Z tą trumną na pół spróchniałą/
Oddam na wiatrów igrzysko,/
Na słońca wystawię skwary/
I wiatry...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DON ŻUAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Bliskiś jest kary!</wers_cd>/
Bo oto widzę z wysoka/
Chorągwie twego proroka/
Niżej... a krzyże u góry...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Selimie... wyjdźmy na mury/
Zobaczyć... co za nowiny?
</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>




<naglowek_scena>ZMIANA IV</naglowek_scena>


<didaskalia>Pole pod morami Fezu. Wchodzi <osoba>DUCH DON FERNANDA</osoba> z pochodnią, za nim zaś <osoba>ALFONS</osoba> z
wojskiem, <osoba>DON HENRYK</osoba>. --- <osoba>FENIKSANA</osoba> i <osoba>TARUDANT</osoba> wzięci w niewolę.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DUCH FERNANDA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Przez ciemnoście i mrok siny!/
Przez skały i rozpadliny,/
Gdzie orzeł latać się lęka,/
Prowadziłem was bezpiecznych./
Oto różana jutrzenka!/
Oto Fez w ogniach słonecznych!/
Więcej mi Bóg nie pozwoli.../
Wykupcie mnie u pogan z niewoli.
</strofa></kwestia>


<didaskalia>Znika.</didaskalia>




<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Zniknął w jutrzenki lazurze.../
Hej... kto tam z ludzi na murze? .../
Niech król do układów stanie</strofa></kwestia>



<didaskalia>Pokazuje się na murze <osoba>KRÓL</osoba> i <osoba>SELIM</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>z muru.</didaskalia>



<kwestia><strofa>Czego chcesz, śmiały młodzianie?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Wypuść infanta z niewoli,/
A ja ci oddam w zamianę/
Twoje dziecko ukochane,/
Które oto w mojej mocy.../
Inaczej... choć serce zaboli,/
Uczynię twój dom sierocy./
Śmiercią twojej córki pusty...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Selimie... ach, tymi usty<pe><slowo_obce>usty</slowo_obce> --- dziś popr. forma N.lm: ustami.</pe>/
Wydan wyrok sprawiedliwy.../
Co zrobię? Fernand nieżywy,/
A moja córka u wroga./
Fortuno! Fortuno sroga!/
Jak ty się nagle odmieniasz!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Ojcze! Czy ty zakamieniasz/
Serce na twej córki głosy?/
Że widzisz mnie w tej niedoli,/
Widzisz z rozwianymi włosy<pe><slowo_obce>włosy</slowo_obce> --- dziś popr. forma N.lm: włosami.</pe>,/
Pod toporami, pod strażą/
<begin id="b1408998759116-1099082520"/><motyw id="m1408998759116-1099082520">Córka, Ojciec</motyw>I spokojną patrzysz twarzą/
Na córki twojej więzienie./
W twoim ręku los mój cały,/
W twoim głosie me zbawienie,/
A ty stoisz oniemiały?/
Kiedy w jednym twoim słowie/
Ratunek dla córki leży?/
Widzisz miecz na mojej głowie/
I czekasz, aż we mnie uderzy?/
I milczysz? Aż mnie zabiją,/
Aż mi nóż utopią w łonie/
I szyję zetną bułatem.../
Ach, lwem ty byłeś na tronie!/
Będąc ojcem, jesteś żmiją!/
Będąc sędzią, byłeś katem!/
Nie król ty, nie sędzia, nie ojciec.<end id="e1408998759116-1099082520"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>O! Feniksano... ta zwłoka,/
Choć z twarzy mej trudno dociec/
Boleści... ach, na proroka!/
Straszną mnie rani katuszą./
Bo wiedz, Alfonsie, że wczora/
Książę się wasz rozstał z duszą/
O samym zachodzie słońca,/
Po wyjeździe Feniksany,/
I leży niepogrzebany.../
A ja... wskrzesić go bezsilny/
Wam... (o fortuno zdradziecka!)/
Oddaję krew mego dziecka/
Na zemstę...</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FENIKSANA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>O nieomylny</wers_cd>/
Wyrok był!... jestem zgubiona!
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Niech płynie ta krew czerwona,/
Za jej duszą moja śpieszy.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON HENRYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Co słyszę! Mój brat nieżywy!/
O! więc już go nie pocieszy/
Ta wolność... i pomoc próżna.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Nie mów tak, twój brat szczęśliwy,/
Girlanda go gdzieś podróżna/
Duchów i gwiazd bratnich wita./
Co do mnie, treść jego woli/
Nie jest mi wcale zakryta./
Prosząc, byśmy go z niewoli/
Uwolnili, gdy w ciemnościach/
Z pochodnią przed nami błądził,/
Mówił o sercu i kościach.../
<begin id="b1408998698798-892413950"/><motyw id="m1408998698798-892413950">Trup</motyw>Więc, królu, abyś nie sądził,/
Że ten trup, po którym lament/
Morskie podniosą Syreny,/
Podlejszej jest u nas ceny,/
Niż jaki wschodni dyjament/
I cudne piękności lice,/
Za Fernanda zewłok święty/
Oddam ci twoję dziewicę;<end id="e1408998698798-892413950"/>/
Róże dam... za dyjamenty,/
Śniegi dam... za te popioły;/
Oddam tobie maj wesoły/
A posępne wezmę grudnie;/
Tę postać świecącą cudnie,/
Co mi z rąk jak anioł ucieka,/
Zdając się młodością i chwałą,/
Oddam ci za biedne ciało/
Nieszczęśliwego człowieka.</strofa></kwestia>
 
<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Co mówisz?...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Każ spuścić trumnę...</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Ach! I czoło moje dumne/
Pójdę... przed tobą uniżyć.../
Spuścić tu ciało książęce...</strofa></kwestia>


<didaskalia>Odchodzi.

Spuszczają trumnę z murów.</didaskalia>




<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>przyjmując spuszczoną trumnę.</didaskalia>



<kwestia><strofa>Przyjmuję ciebie na ręcę,/
Święty! Drogi męczenniku!.../
Całuję twe rany i krzyże../
Proszę... pomóż mi, Henryku/
Tę trumnę...</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON HENRYK</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
<wers_cd>Witaj, mój bracie!...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<didaskalia>Stawiają trumnę... Wchodzi <osoba>KRÓL</osoba> i uniża się do nóg <osoba>Alfonsowi</osoba>, który go podnosi z
ziemi. --- Wchodzą <osoba>DON ŻUAN</osoba>, <osoba>BRYTASZ</osoba> i <osoba>NIEWOLNICY</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DON ŻUAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
A mnież to nie powitacie?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Witaj, don Żuanie stary?/
Dobry nam zdajesz rachunek/
Z opieki...
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DON ŻUAN</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Prowadzę mary...</wers_cd>/
Póki żył, każdy frasunek<pe><slowo_obce>frasunek</slowo_obce> (daw.) --- zmartwienie.</pe>/
Podzieliłem z nim i nędzę.../
A teraz (od łez mi ciemno! )/
Oto on poszedł przede mną,/
Ale ja go tam dopędzę,/
Dopędzę...</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>obracając się ku trumnie</didaskalia>



<kwestia><strofa><wers_cd>Wuju mój drogi!</wers_cd>/
Fernandzie, pochodnio świata!/
Na twoje ręce i nogi,/
Jako na święte stygmata,/
Kładę usta... i tę mroźną/
Dłoń ściskam w królewskiej dłoni... /
A choć przyszedłem za późno,/
Miłość moja się wyłoni/
W pośmiertnej dla ciebie cześci;/
I z mojej wielkiej boleści/
Wielkie, ze złotymi czoły/
Wstaną dla ciebie kościoły./
Bowiem po śmierci się jasno/
I przyjaźń ludzka pokaże.../
Królu, a tobie zaś w darze/
Oddając twą córkę własną,/
Oddaję tez Tarudanta./
Ale przez pamięć infanta,/
Któremu Mulej był miły,/
Proszę... abyś ten kwiat złoty,/
Który był ceną mogiły,/
Uczynił nagrodą cnoty,/
Wiary --- i dał Mulejowi.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>KRÓL</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Wszystko u mnie twa łaska stanowi.
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALFONS</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>do niewolników.</didaskalia>



<kwestia><strofa>
<begin id="b1408998519051-354558447"/><motyw id="m1408998519051-354558447">Pogrzeb</motyw>Teraz wy, coście w niewoli/
Nosili z księciem łańcuchy,/
Z niańczynymi teraz ruchy/
Nieście to ciało, powoli,/
Niech spocznie... a my za trumną,/
Co jest jako Arka święta,/
Rycerską idźmy kolumną,/
Żałobni, aż na okręta;/
Gdzie w srebrną złożymy skrzynię/
Zewłok ten niezłomnej duszy.../
I z prochem flota wyruszy/
I do ojczyzny popłynie.
<end id="e1408998519051-354558447"/></strofa></kwestia>



<nota><akap>Około 1841.</akap></nota>

</dramat_wierszowany_lp></utwor>