<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/slowacki-ksiadz-marek/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Słowacki, Juliusz</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Ksiądz Marek</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Paul, Magdalena</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kowalska, Dorota</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Niedziałkowska, Marta</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Rawska, Aneta</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Romantyzm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dramat</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Tragedia</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Bibliotekę Narodową z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów BN. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/slowacki-ksiadz-marek</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://polona.pl/item/196876/2/</dc:source.URL>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Juliusz Słowacki,  Pisma, t. 4, nakł. księgarni Gubrynowicza i Schmidta, Lwów 1880.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Juliusz Słowacki zm. 1849</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1920</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2014-12-12</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/image/3042505027_8f4d81ca74_o.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">light, myfear, CC BY 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/3817</dc:relation.coverImage.source>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/slowacki-ksiadz-marek.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0935-2</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/slowacki-ksiadz-marek.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1903-0</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/slowacki-ksiadz-marek.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2858-2</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/slowacki-ksiadz-marek.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3931-1</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/slowacki-ksiadz-marek.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5017-0</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<category.thema.main>DD.WL-R</category.thema.main>
    <category.thema>1DTN</category.thema>
    <category.thema>3ML</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF>
<dramat_wierszowany_l>
<abstrakt>

<akap>Rok 1768. Wojska rosyjskie połączone z oddziałami wiernymi królowi Stanisławowi Augustowi dowodzonymi przez Franciszka Ksawerego Branickiego (w utworze zwanego Baraneckim) przygotowują się do zdobycia Baru.</akap>


 
<akap>Dowództwo konfederatów decyduje się na wycofanie z miasta wobec braku prochu, jedzenia i pieniędzy; mimo że zbuntowali się przeciw królowi między innymi w imię obrony religii katolickiej, jawnie przyznają, że teraz liczą na pomoc muzułmańskiej Turcji. Również władze kościelne opuszczają Bar, zabierając ze sobą sakralne precjoza w obawie przed ich zbezczeszczeniem przez zdobywców. Jedynie nieustraszony ksiądz Marek gotów jest do końca dawać wsparcie osamotnionym mieszkańcom miasta.</akap>






<akap>Jedna z wielu podjętych przez Słowackiego prób uwznioślenia osoby księdza Marka (jego postać pojawia się również w Beniowskim i w osobnym urywku poematu) oraz stworzenia legendy konfederacji barskiej jako eksplozji arcypolskiej ,,świętej anarchii" - zawiera pełen zestaw rekwizytów polskiego romantyzmu.</akap>


</abstrakt>

<autor_utworu>Juliusz Słowacki</autor_utworu>





<nazwa_utworu>Ksiądz Marek</nazwa_utworu>
<podtytul>Poema dramatyczne w trzech aktach</podtytul>

<nota_red>
<akap>Uwspółcześnienia:</akap>
<akap>1) pisownia łączna / rozdzielna: zdaleka -> z daleka; zgrobu -> z grobu; zajasna -> za jasna; nie długo -> niedługo; to też -> toteż, któżby -> któż by; przedemną -> przede mną, podemną -> pode mną, dla czego -> dlaczego, nie mało -> niemało, któżby -> któż by; nie głoszone -> niegłoszone.</akap>
<akap>2) pisownia głosek dźwięcznych i bezdźwięcznych: zwycięsce -> zwycięzce;</akap>
<akap>3) żyda -> Żyda, żydowice -> Żydowice, cyganki -> Cyganki; talmudu -> Talmudu; Judzkimi -> judzkimi</akap>
<akap>4) interpunkcja, np. Nad Prutem, stanąwszy w sile -> Nad Prutem stanąwszy w sile; I rzuca się i rwie ludzi -> I rzuca się, i rwie ludzi;</akap>
<akap>interpunkcja: zamieniono przecinek między podmiotem i orzeczeniem na pauzę, np. a drugi miecz, to szulerka -> a drugi miecz --- to szulerka.</akap>
<akap>5) Błędy źródła: temens -> tremens; czarych -> czarnych; stoi Ksiądz Marek krzyżem -> stoi Ksiądz Marek z krzyżem.</akap>

</nota_red>



<naglowek_akt>AKT I</naglowek_akt>

<didaskalia>Szopa wyporządzona jak na zebranie koła rycerskiego. Wchodzą: <osoba>Starościc z Barku</osoba> i <osoba>Towarzysz pancerny</osoba>. Słychać z daleka śpiew konfederacki.</didaskalia>

<naglowek_osoba>TOWARZYSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Słyszysz pieśni, oto z pola/
Rycerze nasi wracają.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>STAROŚCIC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Mam taką harfę Eola<pe><slowo_obce>harfa Eola</slowo_obce> a. 
<slowo_obce>harfa eolska</slowo_obce> --- instrument muzyczny strunowy, który ustawiano na wolnym powietrzu, często nad brzegiem morza, aby wiatr na nim grał; <slowo_obce>Eol</slowo_obce> w mit. gr.: syn Posejdona, władca wiatrów.
</pe>/
W Anielinkach nad strumykiem;/
Lecz jej struny tak nie grają/
Z szumem liści, ze słowikiem,/
Tęskno, dziko i żałośnie,/
Jak ta pieśń, co w hymny rośnie.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TOWARZYSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Wracają pełni zapału,/
A ksiądz Marek, karmelita<pe><slowo_obce>ksiądz Marek, karmelita</slowo_obce> --- Marek Jandołowicz (1713--1799), charyzmatyczny kaznodzieja, duchowy przywódca konfederacji barskiej (1768--1772), w czasie której był przełożonym klasztoru karmelitów w Barze. Wsławił się patriotyczną postawą (m.in. wystąpił z krzyżem w ręku przeciw wojskom ros. szturmującym na Bar) oraz męczeństwem poniesionym z tego powodu (był bity, prześladowany oraz więziony). Przypisywano mu autorstwo wiersza (<tytul_dziela>Wieszczby dla Polski</tytul_dziela> a. <tytul_dziela>Proroctwa ks. Marka</tytul_dziela>) przepowiadającego w duchu mesjanistycznym polityczno-duchową klęskę, a następnie odrodzenie Polski.</pe>,/
Ludziom błogosławi z wału.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>STAROŚCIC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<begin id="b1417764258981-2313484088"/><motyw id="m1417764258981-2313484088">Patriota, Rycerz, Młodość</motyw>Jak miło, gdy młodość rozkwita!/
Gdy krwią biją wszystkie żyły,/
Rzucić się pod sztandar boży,/
Co w stepach z dawnej mogiły/
Jak tęcza, którą na chmurach/
Słońce gdzieś ojczyste tworzy,/
Błyska i na złotych piórach/
Dusze rycerskie unosi.<end id="e1417764258981-2313484088"/>/
A ta pieśń, co Boga prosi/
O łaskę, politowanie,/
Taka miła --- jak pieśń dziecka, /
Rubaszna --- jak pieśń szlachecka,/
Święta --- jak organów granie,/
A świeża --- jako zaranie/
Przyszłych nadziei narodu;/
Tak trzęsie całą mieściną,/
Że bez żadnego powodu,/
Kiedy słucham, łzy mi płyną.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIEŚŃ KONFEDERATÓW</naglowek_osoba>
<didaskalia>za sceną</didaskalia>

<kwestia><strofa><begin id="b1417825376745-3494124486"/><motyw id="m1417825376745-3494124486">Władza, Król, Państwo, Bóg, Chrystus, Szlachcic, Wolność, Polska</motyw>Nigdy z królami nie będziem w aliansach<pe><slowo_obce>alians</slowo_obce> --- przymierze; szczególnie: przymierze polityczne między państwami.</pe>,/
Nigdy przed mocą nie ugniemy szyi,/
Bo u Chrystusa my na ordynansach,/
<wers_wciety typ="3">Słudzy Maryi.</wers_wciety>/
Więc choć cię spęka świat i zadrży słońce,/
Chociaż się chmury i morza nasrożą,/
Choćby na smokach wojska latające/
<wers_wciety typ="3">Nas nie zatrwożą.</wers_wciety>/
Bóg naszych ojców i dziś jest nad nami,/
Więc nie dopuści upaść żadnej klęsce./
Wszak, póki on był z naszymi ojcami,/
<wers_wciety typ="3">Byli zwycięzce<pe><slowo_obce>byli zwycięzce</slowo_obce> --- tu w znaczeniu: byli zwycięzcami.</pe>!</wers_wciety>/
Więc nie wpadniemy w żadną wilczą jamę,/
Nie uklękniemy przed mocarzy władzą,/
Wiedząc, że nawet grobowce nas same/
<wers_wciety typ="3">Bogu oddadzą.<end id="e1417825376745-3494124486"/></wers_wciety>/
<begin id="b1417764464921-1880064274"/><motyw id="m1417764464921-1880064274">Religia, Żołnierz</motyw>Ze skowronkami wstaliśmy do pracy/
I spać pójdziemy o wieczornej zorzy,/
Ale w grobowcach my jeszcze żołdacy/
<wers_wciety typ="3">I hufiec boży.</wers_wciety>/
Bo kto zaufał Chrystusowi Panu/
I szedł na święte kraju werbowanie,/
Ten<slowo_obce> de profundis<pe><slowo_obce>de profundis</slowo_obce> (łac.) --- z otchłani.</pe></slowo_obce> z ciemnego kurhanu/
<wers_wciety typ="3">Na trąbę wstanie.<end id="e1417764464921-1880064274"/></wers_wciety>/
Bóg jest ucieczką i obroną naszą!/
Póki on z nami, całe piekła pękną!/
Ani ogniste smoki nas ustraszą,/
<wers_wciety typ="3">Ani ulękną.</wers_wciety>/
Nie złamie nas głód, ni żaden frasunek,/
Ani zhołdują żadne świata hołdy,/
Bo na Chrystusa my poszli werbunek,/
<wers_wciety typ="3">Na jego żołdy.</wers_wciety></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>STAROŚCIC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ponieśli dalej sztandary,/
Poszli dalej z bronią w ręku,/
A ta pieśń na fundum wiary,/
Anielskiego pełna jęku,/
Ściąga nam cudy, zjawienia,/
Przelotne niebios humory,/
Gwiazdy z grzywą, meteory,/
Nocne słońca, łby z płomienia,/
Szwadrony w zbrojach nieznanych,/
Po obłokach malowanych/
Idące truchtem i cwałem;/
<begin id="b1417764559360-3215257764"/><motyw id="m1417764559360-3215257764">Cud</motyw>A jak wczora sam widziałem,/
Będąc na straży w mieścinie,/
Pana, naszego obrońcę,/
Co siedmiomieczowe słońce/
Na serca jasnym rubinie/
Zapaliwszy, stał na chmurach./
I nie sam świadczę o cudzie,/
Ale wszyscy moi ludzie,/
Wszyscy szyldwasi na murach/
Widzieli ten wizerunek/
<wyroznienie>Doloris</wyroznienie><pe><slowo_obce>doloris</slowo_obce> (łac.) --- forma D.: bólu, cierpienia.</pe>, jak brał kierunek/
Ku wschodowi, świecąc miastu./
Widać, że nasz okręt tonie,/
Że potrzeba mu balastu,/
Więcej szabel, więcej ducha,/
Więcej serca w naszem łonie,/
Bo ta wielka zawierucha/
Niebios wszystkich nas pochłonie.<end id="e1417764559360-3215257764"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TOWARZYSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ksiądz Marek wczoraj to z ducha/
Wytłómaczył<pe><slowo_obce>wytłómaczyć</slowo_obce> --- dziś popr. pisownia: wytłumaczyć.</pe> na ambonie,/
<begin id="b1417764749100-3447279449"/><motyw id="m1417764749100-3447279449">Obraz świata, Ojczyzna</motyw>Mówiąc o różnej pokusie./
Miecze te, powiada, bolu,/
Bolące w Panu Jezusie,/
To są, gorsze od kąkolu<pe><slowo_obce>kąkol</slowo_obce> --- chwast zbożowy o purpurowych kwiatach i trujących nasionach.</pe>,/
Wady na ojczystem<pe><slowo_obce>ojczystem</slowo_obce> --- dziś popr. forma przym.lp r.n. równa formie r.m.: ojczystym.</pe> polu,/
Z których boleść ma ojczyzna./
Pierwszy miecz, co w niej usterka,/
Mówił, jest to francuzczyzna<pe><slowo_obce>francuzczyzna</slowo_obce> --- dziś ubezdźwięcznione: francuszczyzna.</pe>,/
A drugi miecz --- to szulerka,/
A trzeci --- to kieszeń stratna<pe><slowo_obce>kieszeń stratna</slowo_obce> --- tu: rozrzutność.</pe>,/
A czwarty --- kobiece rządy;/
Piąty --- to sprzedajne sądy,/
A szósty --- zawiść prywatna,/
A siódmy --- zgniłe sumienie.<end id="e1417764749100-3447279449"/>/
Te wszystkie, mówił, ościenie/
W jednem sercu, co je mieści,/
Zatknięte ręką morderczą,/
Jako błyskawice sterczą;/
Jak słońce srebrne boleści,/
Słonecznik siedmio-mieczowy,/
Co ma w środku serce Boże/
A na rękojeściach głowy/
Do panów naszych podobne./
<begin id="b1417870437190-2595592810"/><motyw id="m1417870437190-2595592810">Ksiądz, Słowo, Trup, Gotycyzm, Strach, Nauczyciel</motyw>I znów o każdym upiorze,/
O każdym mieczu, magnacie,/
Mówił powieści osobne,/
Jak sędzia na majestacie,/
Sądzący zbrodnie czerwone.../
Potem kazał przed ambonę/
Przynieść trumnicę z kościarza<pe><slowo_obce>kościarz</slowo_obce> --- krypta grobowa.</pe>,/
I sam z ognistą powieką,/
Nogą odrzuciwszy wieko,/
Kiedy się pył ruszył z kości,/
Krzyknął: oto proch cmentarza,/
Który w żywych obecności/
Będzie sądzon, jak wy sami/
Kiedyś, nakryci trumnami,/
Przez lud będziecie sądzeni.../
Oto jest proch z trupa rdzeni!/
Oto jest jedna z piszczeli,/
Co może na karabeli/
Spoczywała do starości./
Jeśli ty, mówił do kości,/
Z pod<pe><slowo_obce>z pod</slowo_obce> --- dziś popr. forma ubezdźwięczniona, pisownia łączna: spod.</pe> twojej rysiowej delii<pe><slowo_obce>delia</slowo_obce> --- w daw. stroju szlachty pol. szata wierzchnia; opończa, obszerny płaszcz podbity futrem.</pe>,/
Przy czytaniu ewangelii,/
Szabli dobyłaś na światy,/
Ręko, bądź błogosławiona!/
Lecz jeśli wy, stare gnaty!/
Wy, spróchniałe dziś ramiona!/
Wy, drżące palców kosteczki!/
Dla jakiej prywatnej sprzeczki/
Dobyłyście z pochew miecza,/
Chłopską porąbały chatę!/
Jeśli ty, ręko człowiecza,/
W sygnetach a krwią ociekła,/
Podpisywałaś utratę/
Naszych pogranicznych grodów,/
Jeśliś cały naród wlekła/
Za włosy w trumnę narodów/
I poiłaś go piołunem,/
Ręko hańby, idź do piekła!/
Rzekł i kością jak piorunem/
Uderzył z czarnej ambony/
Pomiędzy lud przerażony,/
W sam środek czerni, szepcącej/
O tej kości latającej,/
O tym poruszonym prochu,/
O tym niespokojnym grobie./
Aż ksiądz znowu ręce obie/
Zanurzywszy w trumny łonie,/
Czerepem się na ambonie/
I głową trupa oświecił./
Czerep pacierzom polecił/
I czcił pogrzebową rzeczą:/
To go malował w przyłbicy,/
To w karbunkułach<pe><slowo_obce>karbunkuł</slowo_obce> (daw.) --- tu: kamień szlachetny; rubin a. granat.</pe> korony,/
To w cierniach, co kość kaleczą;/
Aż ten czerep uśmiechniony<pe><slowo_obce>uśmiechniony</slowo_obce> --- dziś popr. forma: uśmiechnięty.</pe>,/
Wziąwszy prawie twarz człowieczą,/
Co się uśmiecha, nie sroży,/
Jak drugi spowiednik boży/
Zaczął naliczać z ambony...<end id="e1417870437190-2595592810"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>STAROŚCIC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
A tym czasem<pe><slowo_obce>tym czasem</slowo_obce> --- dziś popr. pisownia łączna: tymczasem.</pe> obrażony/
Pan marszałek, szlachta cała,/
Tem ruszeniem z grobu ciała,/
Tem urąganiem z magnatów, /
Tą obelgą antenatów,/
Zamyśla porzucić sprawę.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TOWARZYSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Co mówisz?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>STAROŚCIC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Będą ciekawe</wers_cd>/
Dzisiejsze panów narady./
Patrzaj, regimentarz blady/
Z manifestem o głos prosi;/
Ale oczu nie podnosi/
Na czoło marszałka dzielne.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wchodzą i zasiadają na ławach: <osoba>Pan Marszałek Konfederacyi Krasiński</osoba>, <osoba>Pan Regimentarz Pułaski</osoba>, <osoba>Ksiądz przełożony karmelitów</osoba> i wielu ze szlachty.</didaskalia>

<naglowek_osoba>REGIMENTARZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>z manifestem w ręku</didaskalia>

<kwestia><strofa>W imię Boga nieśmiertelne!/
I w imię Bożego Syna!/
I w imię Bożego Ducha!/
Przed tym światem, co patrzy i słucha,/
Jak się nasza krew tu lać zaczyna/
I wulkanem pomsty z nas wybucha,/
I wulkanem jęków świat przeraża;/
Przed ziemią, co nas spotwarza,/
Że już ojczyzny nie mamy/
I o nią się dobijamy/
Z mieczem w ręku; przed tronami,/
Któreśmy kiedyś zakryli/
Od Turka naszymi szablami;/
I przed dzieciątkiem, co kwili,/
I przed starcem, co grób kopie,/
I przed chłopkiem, który siada/
Jak Ceres na złotym snopie/
I płacze, gdy o nędzy gada;/
Przed magnatem, co krew żłopie,/
Ludu wnętrzności wyjada/
I złoto skrwawione chowa;/
I przed tą, która jest wdowa/
Po mężu za kraj poległym;/
I przed wiekiem już ubiegłym,/
I przed tym, co w czasów prądzie/
Na sąd trupów naszych idzie.../
Wydarci przeszłej ohydzie,/
Stajemy z tem pismem na sądzie;/
Sądem krwi nie przerażeni,/
Ani dumni, ani bladzi/
W środku rzezi i płomieni,/
Przy biciu gwałtownych dzwonów;/
Pany na czele czeladzi,/
Wodze na czele szwadronów,/
Księża tłum prowadząc niemy/
W blasku krzyków i kagańców,/
Dawnych świętych zmartwychwstańców;/
Na sądzie wszyscy stajemy!/
<begin id="b1418098810456-2110202707"/><motyw id="m1418098810456-2110202707">Polska, Chrystus, Cierpienie, Śmierć, Historia</motyw>I podnosząc ręce blade/
I wskazując rany święte,/
Tę wszystkich narodów zdradę/
I to morderstwo nie święte,/
Na naszych spełniane ciałach/
Rzucamy w czasu koryto./
Bogdajby kiedyś odkryto,/
Że na tych przekleństwa skałach/
Zatrzymane ludów wody/
Pierś swoję o nas rozbiją,/
Staną i w kałużach zgniją,/
Nie mogąc wejść na te wschody,/
Któreśmy sypali sami/
Wiekom, kładąc się trupami./
Bogdajby kiedyś odkryto,/
Że tu, gdzie nas zabijano,/
Ludów patronkę zabito;/
<wers_wciety typ="1">Że tu, gdzie Polski kolano</wers_wciety>/
Pierwszy raz przed nędzą klękło,/
Nowa jest ludów kalwarya<pe><slowo_obce>kalwarya</slowo_obce> --- dziś popr. pisownia: kalwaria; <slowo_obce>kalwaria</slowo_obce>: miejsce umęczenia Chrystusa (hebr. Golgota).</pe>;/
<wers_wciety typ="1">A tam, gdzie jej serce pękło,</wers_wciety>/
Gdzie zapłakała jak Marya<pe><slowo_obce>Marya</slowo_obce> --- dziś popr. pisownia: Maria.</pe>,/
Jest miejsce lamentowania;/
<wers_wciety typ="1">A tam, gdzie ją kat pogania</wers_wciety>/
Knutem, cierniami i spiżem,/
A ona padła pod krzyżem,/
W koronie z blasków słonecznych,/
Jest miejsce upadków wiecznych/
I śmierci okropna przystań./
<wers_wciety typ="1">A tam, gdzie matka rycerzy,</wers_wciety>/
Choć w grobie, w grób nie uwierzy,/
Jest miejsce wieczne zmartwychwstań,/
Jest duch, co z grobu wyrywa/
I kos żadnych się nie boi./
Panowie! to miejsce stoi!/
To miejsce --- Bar się nazywa!<end id="e1418098810456-2110202707"/>/
Tu my, rycerze bez plamy,/
Z odkrytą przed Bogiem głową,/
Pod chorągwią Jezusową/
Za kraj nasz poumieramy,/
Zatknąwszy wieczne sztandary/
Dla miłości i prawdy i wiary.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARSZAŁEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Szanowny regimentarzu,/
Mówisz tak jak na Golgocie,/
Mówisz tak jak na cmentarzu./
I tak by się nam w istocie/
Należało dziś zachować:/
Krzyże nosić i całować,/
Samym je zatykać w ziemię,/
Nauczając przyszłe plemię,/
Jak los przeciwny pokona,/
Za prawą rękę i lewą/
Dać się przybijać na drzewo,/
Aby widział nasz morderca,/
Że otworzywszy ramiona,/
Pokazujemy i serca./
Ale sądzę, mój kolego./
Że wola Nieśmiertelnego/
Chowa nas na większe czyny./
Więc z tej ubogiej mieściny,/
Gdzieśmy się teraz zamknęli,/
Nie chciałbym uczynić jeszcze/
Grobu dla obywateli.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>REGIMENTARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Panie! przechodzą mię dreszcze!/
Z gwałtownego chłonę żaru!.../
Pierwszy raz ktoś mówi w radzie/
O hańbie... o wyjściu z Baru.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARSZAŁEK</naglowek_osoba>
<didaskalia>dobywając w pół szabli</didaskalia>
<kwestia><strofa>Hańba! Cóż to mi ty?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>REGIMENTARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Panie,</wers_cd>/
Niech twoje słowo zostanie/
W gardle, szabla niech się kładzie/
Do snu i niech się nie budzi./
Dawno ja żyję śród ludzi!/
Z różnymi panami żyłem,/
Obelgi nieraz znosiłem/
Dla ojczyzny i dziś zniosę./
A jeśli kto mimowolną/
Obaczy na rzęsach rosę/
U obelżonego starca,/
To wszakże i mnie mieć wolno/
Przy białej siwiźnie marca/
I lód, co szkłem w oczach świeci./
Bo ja mam aż czworo dzieci,/
Aż czworo żywych pod niebem;/
A gdy na mnie hańba spada,/
To, panie, tym jednym chlebem/
Nas pięcioro się najada./
A czy to łza w oczach stoi/
I błyszczy w źrenicy biednej,/
To pięciorgo się napoi,/
Panie, z tej wielkiej łzy jednej.../
Bo kto na świat się nie gniewa/
Często, chociaż łez nie leje/
W serce --- rzeki łez wylewa.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARSZAŁEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Jeślim obraził --- boleję.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>REGIMENTARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dosyć. Gadajmy o Barze./
Więc wola jest rzucić miasto...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARSZAŁEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dosyć spojrzeć tu na twarze.../
Żaden tu nie jest niewiastą,/
Ani dzieckiem nie jest w duchu; /
Widziano nas przy harmatach./
Lecz dać się ciągnąć w łańcuchu?/
I przy ruskich kazematach/
W błocie przed Braneckim legać?/
Mnie... co jestem z panów panem,/
Nazywać jego hetmanem?/
I grzeczności z nim przestrzegać?/
Być jego sługą? Gdy mogę,/
Do Turczech dziś pojechawszy,/
Jutro tu powrócić krwawszy,/
Zgnieść tę moskiewską stonogę,/
Stanąć mu butem na głowie,/
Królowi napędzić strachów./
Cóż? czy nieprawda, panowie,/
Że tak lepiej! z hufcem spachów!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>SZLACHTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Lepiej!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARSZAŁEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zgodne głosy słyszę.../
A oto patrzcie <didask_tekst>dobywa listu</didask_tekst> tu pisze/
Pan Potocki, nasz podczaszy,/
Że Turek już Moskwę straszy,/
Nad Prutem stanąwszy w sile./
Cóż mu po naszej mogile?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>SZLACHTA</naglowek_osoba>
<didaskalia>krzycząc</didaskalia>
<kwestia><strofa>Do Turków całymi szwadrony!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Ksiądz Marek</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Niechaj będzie pochwalony/
Jezus Chrystus... Szatan głuchy</strofa>

<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<strofa>Żadnej nie dał odpowiedzi./
W tej szopie widać złe duchy/
I zło... co otworu śledzi,/
Aby zerwać naszą zgodę.</strofa>

<didaskalia>głośno</didaskalia>
<strofa>Gdzie tylko okiem powiodę,/
Zasmucone widzę twarze.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>REGIMENTARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mój księże, źle z nami w Barze,/
Myślimy z miasta uchodzić.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A miastem kto ma dowodzić?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>REGIMENTARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Na cóż dowództwa w pustoszy?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARSZAŁEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1418109597514-585338038"/><motyw id="m1418109597514-585338038">Wierność, Zdrada, Bieda, Głód, Broń</motyw>Dosyć tej wojny kokoszej!/
Tej manifestów papierni!/
Byliśmy krajowi wierni/
I wiernie jemu dotrwamy./
Lecz tu w Barze już nie mamy/
Prochu, jadła ni pieniędzy./
Gorszy pocałunek nędzy/
Niż pocałunek Judasza;/
Bo często odwagę zdradza/
I wszystkie cnoty rozprasza,/
I w śmierci --- hańbę doradza.<end id="e1418109597514-585338038"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Marszałku! panie narodu,/
Czyś ty dzisiaj doznał głodu?/
Otruł się na miejskiej wodzie?/
I pomyślał o tem w głodzie,/
Ażeby naród opuścić?/
Pan Bóg ci może odpuścić,/
Jeśli to się w głodzie stało,/
Jeśli twoje biedne ciało/
Zaczęło się trząść na kości./
Pan Bóg jest pełny litości,/
Jeśliś głodny był... przebaczy./
Lecz, panie! o ta stodoła/
Tego mi nie wytłómaczy,/
Przez jakiego ty anioła/
Ducha... byłeś ogłodzony?/
Powiedz? czy upiór czerwony,/
Jakie rodowe widziadło/
Odpycha od ciebie jadło?/
Straszy cię? jeść nie pozwala?/
Albo krwią okrzepłą kala/
Ten chleb, który bierzesz w usta?/
Mówisz o nędzy?... Ta pusta/
Stodoła, ta szopa Żyda, /
Panie, pałacem się wyda,/
Jeśli ją który z twych wnuków/
Ujrzy wygnańca oczyma./
Patrzaj, co tutaj jest bruków/
Z jedwabi... gdzie okiem trącę,/
Dywan na powietrzu trzyma/
Srebrne gwiazdy i miesiące,/
Kwiaty, takie winogrady,/
Że dają oczom pokusy./
Więc także blade turkusy/
Patrzą niby na obrady/
Z szabel brylantowych czoła,/
Jakoby oczy aniołów./
Więc ten dom i od kościoła/
Bogatszy... bo dół kościołów/
Często z ludzkich trumien bywa/
A tu morze złota pływa/
Po pas w tej żydowskiej stajni./
Więc jeżeli wy przedajni?/
Czego nie daj, Boże wielki,/
Kto was kupi? gdzie są fanty?/
Kto znajdzie takie brylanty,/
Coby waszej krwi kropelki/
Były godne? warte były?/
<wers_wciety typ="1">Więc wyznaj, że ani nędza,</wers_wciety>/
Ani głód jedzący żyły/
Poradził --- ale ta jędza,/
Co krew polską dawno chłepce,/
Tchórzostwo do ucha szepce.../
<wers_wciety typ="1">Nie chwytaj za miecz, człowieku!</wers_wciety>/
Ja ksiądz prosty, powiem tobie,/
Że tu leży Polska w żłobie,/
Lecz Polska nie tego wieku,/
Żywa --- nie przez nasze czyny./
Szanuj sen świętej dzieciny,/
Która, gdy oczy otworzy/
A uczuje boleść ciała,/
Najpierwej będzie płakała,/
Taka ją ciemność zatrwoży/
Z naszych grobów uczyniona, /
I brak matczynego łona/
Tak ją w żłobeczku rozkwili./
Szanuj!... bo tu, gdzieśmy żyli,/
Śród naszej niby opieki,/
Bogu i ziemi na chwałę,/
Poczęło się dziecko małe,/
Które będzie żyło wieki!/
O! gdybyś wiedział, jak one/
Przed narodami wystrzeli,/
Jaką ogromną koronę/
Włoży --- jakie berło chwyci;/
Chociaż wódz obywateli,/
Co są w rodach znakomici,/
Nie śmiałbyś przed tą maleńką/
Ruszyć ni szablą, ni ręką,/
I stałbyś tak u podwoi,/
Jak żebrak przed królem stoi./
Ja ci nie powiem, kto ona,/
Pozwalam jak szaleńcowi/
Pożyć, a sam też w ramiona/
Nie wezmę piastować żłobu ---/
Bom jest już podobny snowi,/
Bliski męczeńskiego grobu./
Ale, że tu jest to dziecię,/
To wiedzą małe ptaszęta/
Świegocące mu w błękicie,/
Gdzie słoma wichrem podjęta/
Błękit niebios pokazuje.../
Koń to już wojenny czuje,/
W kącie stojący przy sianie;/
Bo kiedy poczucie ducha/
Pójdzie ludziom w urąganie,/
To świat go podlejszy słucha,/
I nieraz harfą się stanie,/
Na którą duch Boży dmucha,/
Aż słońce się ludziom odsłoni.../
Człowieku! niech cię Bóg broni,/
Abyś zwątpił o proroctwie!/
Bo wkrótce! w całem sieroctwie/
Twego nieszczęsnego rodu,/
Gdy odrzucon od narodu/
Krwią się do krzyża przyklei,/
Sercem przylgnie do przyszłej ojczyzny;/
Nie zostanie --- prócz nadziei,/
Żadnej po ojcach puścizny;/
Nie zostanie, gdy wyjęczy/
Całą boleść; tylko, panie,/
Oto się chwytać tej tęczy,/
Którą przez wieków otchłanie/
Z proroczych ust teraz ciskam./
Więc się nie dziw, że tak błyskam/
Jak Mojżesz, duchem natchnięty,/
Żem jest jako ów Jan święty,/
Widzący to... co ja widzę.../
Bo zaprawdę, jestem w lidze/
Z duchami i ze świętymi!/
A chociaż niski na ziemi,/
To duchy okryte zbroją/
Na ramionach moich stoją!/
I kończą się gdzieś w bezkońcach,/
W świecie, gdzie gwiazd zawierucha,/
W gwiazdach, w meteorach, w słońcach,/
Za słońcami --- w słońcu ducha.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARSZAŁEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czegóż chcesz w tej exaltacyi<pe><slowo_obce>exaltacya</slowo_obce> (z łac.) --- wywyższenie, wyniesienie; pochwała, wzniosłość; por. dzisiejsze: <wyroznienie>egzaltacja</wyroznienie>, <wyroznienie>egzaltowany</wyroznienie>.</pe>?/
I co ma ona za związek/
Tu? gdzie pierwszy obowiązek/
Zbawić panów, naszych braci,/
Szlachetnych ludzi ostatki?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Panie, zostań, z tej gromadki/
Nie zginie żaden.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARSZAŁEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Kto ręczy?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Pan.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARSZAŁEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Co za znak?</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Zagrzmi działo.</wers_cd></strofa>

<didaskalia>po chwili milczenia słychać strzał</didaskalia>
<strofa>Czy słyszycie, że zagrzmiało,/
Aż belka w stodołach brzęczy/
Jak echo kościelne nad ludem.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Artylerzysta polski</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>ARTYLERZYSTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Panie, pękło nam na ćwierci/
Jedno działo, ale cudem/
Puszkarze uszli od śmierci;/
Myślą, że świat cały runął,/
Śledzą, kto ognia podsunął/
I kupią się<pe><slowo_obce>kupić się</slowo_obce> --- zbierać się razem, gromadzić się.</pe>... a szlachectwo/
Już krzyczy: ogień i zdrada...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARSZAŁEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czyli<pe><slowo_obce>czyli</slowo_obce> --- tu: konstrukcja z partykułą -li; znaczenie: czyż, czyżby.</pe> to boskie świadectwo/
I głos, który z niebios gada?/
Czy zrządzenie przypadkowe?/
O to nie zachodźmy w głowę/
A jeśli takie portenta<pe><slowo_obce>portenta</slowo_obce> (łac. lp <slowo_obce>portentum</slowo_obce>) --- cudowne znaki.</pe>/
Brać nam za rozkazy z nieba,/
To harmata rozpęknięta/
Mówi... że wyjeżdżać trzeba,/
Unosząc ducha i serce.</strofa></kwestia>
<didaskalia>Wstaje.</didaskalia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zabierz z sobą te kobierce,/
Własnością są twego rodu.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARSZAŁEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdzie ja ogrody zasadzę,/
To ptaszki z mego ogrodu,/
Nawet gdy się wyprowadzę,/
Mają prawo żyć wiszniami:/
Choć tu jedwab jest murawą,/
A hafty złote drzewami;/
Ten, kto ma do gruntu prawo,/
Ma prawo do drzew i kwiatów.</strofa></kwestia>
<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Więc sprzęt twoich antenatów/
Pójdzie do Żyda rabina,/
Który wynajął stodołę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>REGIMENTARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Upadać Polska zaczyna!/
Zarzucam żupana połę/
Na oczy, by nie widziano,/
Czy z twarzą wstydem rumianą,/
Czy z twarzą łzami zalaną/
Stary Pułaski odchodzi./
Pole teraz waszej młodzi,/
Niechaj nowe gniazdo lepi;/
Bo oto my wodze starzy/
Jako żebrakowie ślepi,/
Uchodząc z narodu straży,/
Ręką macamy, gdzie wrota,/
Co na wygnanie prowadzą./
Niech wam duchy boskie radzą!/
Niechaj rośnie patryota<pe><slowo_obce>patryota</slowo_obce> --- dziś pisownia: patriota.</pe>/
I nowy kościół zakłada.../
Co do mnie... byłaby zdrada,/
Gdybym nie szedł za Podole,/
Gdzie pan marszałek nas wiedzie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Szablę zostawiasz na stole!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>REGIMENTARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Kto był na cudzym obiedzie,/
Nie bierze sztućców gościnnych,/
Ale zostawia dla innych/
Zaproszonych na dzień drugi;/
Weźcież miecz pańskiego sługi/
Przeze mnie tu zostawiony/
I czyńcie nim, co potrzeba:/
Na ucztę wołajcie wrony/
I kruki, i pomsty z nieba.</strofa></kwestia>
<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Szabla mi się nie należy,/
Lecz przez nią Pan Bóg uderzy.</strofa></kwestia>
<didaskalia>Przypasuje pałasz.</didaskalia>

<naglowek_osoba><begin id="b1418139546815-722390938"/><motyw id="m1418139546815-722390938">Ksiądz, Obowiązek</motyw>KSIĄDZ PRZEŁOŻONY KARMELITÓW</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja także na żadną zgrozę/
Nie wydam pańskich ołtarzy./
Lecz obnażę z relikwiarzy/
I sakramenta uwiozę,/
Aby splamione nie były.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A cóż nam zostawiasz? mogiły?/
Ojcze! ojcze przełożony!/
Gdyby tu jedna owieczka/
Pańska, jeden człek raniony/
Miał zostać w nędznej mieścinie,/
Co podobna do okrętów,/
Na morzu rozpaczy ginie:/
Gdyby ten jeden, o panie!/
Ranny wołał sakramentów?/
Rękę swoję kładł na ranie,/
Głowę zwiędniałą pokłonił/
I tchu duchowego bronił/
Z rozpaczą w zawrotnej głowie,/
Aż Pan Bóg przyjdzie i powie/
Słowo ostatniej pociechy:/
«Przebaczone ci są grzechy!/
Duszo święta, wychodź z ciała»/
Gdyby jeden został taki,/
Najlichszy między żebraki,/
Pańska by przy nim została/
Myśl i miłość pańska przy nim.../
A myż<pe><slowo_obce>myż</slowo_obce> --- konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że, skróconą do -ż.</pe> co, mój księże, czynim,/
My, co o jutrze nie wiemy,/
A tu grzeszni zostajemy./
Aby tego jutra dożyć,/
Gotowi żywot położyć,/
Nakryć się prochu mogiłą,/
Ducha oddać w ogniu, w dymie./
Byle się tylko święciło/
Przenajświętsze Boga imię/
W obliczu świata i szyków,/
Nad trupami szyzmatyków<pe><slowo_obce>szyzmatyk</slowo_obce> --- dziś: schizmatyk; odstępca od wiary.</pe>;/
Byle hostye krwią rumiane/
Wilgotne naszymi łzami/
I w niebo exaltowane<pe><slowo_obce>exaltowany</slowo_obce> (z łac.) --- wywyższony, wyniesiony, wzniesiony; por. dzisiejsze: <wyroznienie>egzaltowany</wyroznienie>.</pe>/
Drżącymi rannych rękami,/
Exaltowane i drżące,/
Póki stanie mocy w kościach,/
Świeciły na wysokościach/
Ludom jak pełne miesiące/
Pośród pożarnych płomieni.../
A gdy na to odważeni/
Zostajemy tu na rzezie,/
Ty myślisz? ojcze wielebny,/
Że nam kto Boga uwiezie?/
Że nam Bóg jest niepotrzebny/
Charłakom jęczącym w nędzy?.../
Więc pan tej jedwabnej przędzy/
Nie chciał zwlekać przez hajduki/
I zostawił złote bruki,/
Po których chodził wspaniale,/
Jak na opuszczonej skale/
Morze swe perły zostawia!/
Więc drugi, którego wsławia/
Nie ród, lecz wielka ofiara,/
Droższa od pereł, rubinów,/
Uczyniona ze krwi synów.../
A przecież? kiedy go wiara/
W moc własnej szabli odbiegła,/
Zostawił ją, aby strzegła/
Rzeczy od człowieka świętszych,/
Kościołów i serc gorętszych/
A osadzonych na Bogu./
A ty sam z kościoła progu/
Uchodzisz! ksiądz poświęcony!/
I gdybyś twymi ramiony/
Mógł, co Samson z dawnych czasów,/
Wyrwałbyś bramy z zawiasów/
I poniósł z sobą wydarte,/
A potem przedawał ćwieki.../
A gdyby co były warte/
Okna, co patrzały wieki,/
Niby źrenice tęczowe, /
Które anioł w ołtarz wsłupił,/
W skrwawioną Chrystusa głowę,/
Tobyś je, panie, wyłupił,/
A potem nosząc przedawał/
Kawał szkła... za ziemi kawał,/
Łan tęczy, za łan pszenicy.../
Ja wiem, że w twojej winnicy,/
Gdy zbierzesz coć urodziła,/
Nie będzie ptaszyna piła/
Słodkiej rubinowej wody/
Z żadnej sierocej jagody;/
I zaćwierka gdzieś na płotach,/
Mówiąc: jak ci ludzie bozi/
Zapomnieli o sierotach!.../
<wers_wciety typ="2">Lecz ksiądz, co Boga uwozi</wers_wciety>/
I ucieka z nim za bramy,/
Tego my jeszcze nie znamy/
W Polsce od dawnego wieku!/
A co ty wiesz? ty człowieku!/
Czy Bóg nie chce zostać z nami/
I patrzeć, jak umieramy?/
I karmić sakramentami?/
I dusz naszych wszelkie plamy/
Krwią swoją obmywać drogą?/
A co ty wiesz? czyli trwogą/
Włożon do twoich zanadrzy/
Duch sakramentów nie zadrży?/
I nie zlęknie się tych kości,/
Gdzie żaden już duch nie gości?/
A co wiesz? czy tajemnice/
Po sakramentach zamknięte/
Nie pierzchną, by<pe><slowo_obce>by</slowo_obce> --- tu w znaczeniu: jakby.</pe> gołębice,/
Nie zlecą się w jedno święte/
Miejsce... gdzie były już miecze,/
A teraz jest pokój boży.../
W to biedne serce człowiecze,/
W moją pierś, co się otworzy/
Pełna radosnej boleści/
I wszystkie! wszystkie pomieści!/
Nie... Boga nie weźmiesz zgoła, /
Boć to nie jest tobie dane.../
Oto idę do kościoła,/
Sakramenta porwę w dłonie/
I pójdę... i sród kul stanę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ PRZEŁOŻONY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Temu księdzu na ambonie/
Tumanić ludem zakażę.</strofa></kwestia>

<didaskalia><end id="e1418139546815-722390938"/>Wychodzi.</didaskalia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Idźcie! idźcie... a ja w Barze/
Z ostatkiem ludu zostanę./
Zbiorę całą moję<pe><slowo_obce>moję</slowo_obce> (daw.) --- dziś popr. forma B.lp: moją.</pe> rzeszę,/
Tęcze moje chorągwiane/
Na miejskich wałach rozwieszę/
I odprawię nabożeństwo/
Święte do krwawego krzyża:/
A Pan, co ludy uniża,/
Da mi tryumf... lub męczeństwo/
I swoję<pe><slowo_obce>swoję</slowo_obce> (daw.) --- dziś popr. forma B.lp: swoją.</pe> wolą pokaże.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi z resztą szlachty.</didaskalia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Żyd Rabin</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba><begin id="b1418140828933-2086697670"/><motyw id="m1418140828933-2086697670">Żyd, Korzyść, Antysemityzm, Czarownica, Obcy</motyw>RABIN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Teraz my tu gospodarze./
Zamiećmy izbę po panach./
Nu... jest zysk na tych dywanach./
Kto zyska, a kto też straci/
Na tej to konfederacyi?/
A Moskal dywany kupi.../
Judyt! Judyt... heyne! heyne!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Woła do drzwi bocznych.</didaskalia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Judyta</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>RABIN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nu, co ty szejne morejne/
Zapłakana?... szlachcic głupi/
Nagadał się i wychodzi.../
A mnie pan marszałek dobrodziej/
Nie zapomniał! Pan kochany!/
Podarował mi dywany./
Nu! czemu ty głupia szlochasz?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ojcze, jeśli ty mnie kochasz,/
To porzuć te darowizny./
Na co nam?... my bez ojczyzny!/
Na co nam takie wystawy?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>RABIN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To dobrze, ale te ławy/
I te makatne pościele/
Ja schowam na twoje wesele,/
Aby ty na nich usiadła.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Obwiniesz mnie w prześcieradła,/
Złożysz trupa na drabinie,/
Każesz wynieść, nim zadniało./
A jak goim<pe><slowo_obce>goim</slowo_obce> --- innowierca dla wyznawcy judaizmu.</pe> spotka ciało,/
To przeżegna się i minie;/
A jak dziecko, to będzie się bało/
I u matki się rozpłacze/
I pod rańtuchem<pe><slowo_obce>rańtuch</slowo_obce> --- daw. kobiece nakrycie głowy; wełniana chusta zakrywająca głowę i ramiona, niekiedy również część twarzy.</pe> ukryje./
Nu, a jak kruk, to zakracze,/
Nu, a jak pies, to zawyje,/
A jak księżyc, to pobladnie,/
A jak gwiazda, to upadnie,/
A jak słońce... Nie, my Żydzi,/
Nas nigdy słońce nie widzi/
W prześcieradła obwiniętych./
Szybko na cmentarz niesionych;/
Bo my na prawach przeklętych/
Pośród ludzi przerażonych/
Naszą modlitwą gorącą,/
Naszą mogiłą stojącą,/
Krwią białych macowych przaśnic/
I blaskiem naszych szabaśnic/
I tajnych komor ciemnością/
I tą żółtą naszą złością,/
Co się w oczach jadem kręci,/
My tu na wieki wyklęci,/
Jak ogromne cherubiny,/
Co w trumnach zamkniętych siedzą./
Nu, a ci ludzie nie wiedzą,/
Co ja mogę, kiedym sroga,/
Co ja wiem od Pana Boga,/
Jaki ja im garnek z gliny/
Ulepię? co duchem zrobię?/
Jaki duch w mojej osobie?/
Nu, ja wczora na konwalie/
Na mogiłki poszła nasze/
I patrzała na batalie,/
Na działa i na pałasze,/
A w prochu był obłok jazdy,/
A kule jak srebrne gwiazdy,/
A bomby nad nimi w górze/
Jako płomieniste róże,/
A wystrzelone harmaty,/
Jeszcze do góry dymiące,/
Jak z ogniów siarczanych kwiaty,/
A podkowy koniów jak miesiące!/
Nu, ja tak patrząc z mogiłek/
Na te ognie, na tę krew,/
Zmarszczyła na czole brew,/
Wzięła gliny kilka bryłek,/
Wzięła z grobu trochę piasku/
I przeciwko temu blasku/
Rzuciła, że poszli w nic,/
Jak tysiąc zagasłych świéc<pe><slowo_obce>świéc</slowo_obce> (daw.) --- wyraz z tzw. <wyroznienie>e</wyroznienie> pochylonym, wymawianym jak <wyroznienie>i</wyroznienie>.</pe>,/
Gdy wiatr przeleci bożnicą./
Bo ja była błyskawicą!/
Duchem, co krwią pole broczy!/
Śmiercią gaszącą ich oczy!/
Naszej wiary tajemnicą!/
Aniołem na boskich posyłkach/
Który piorunami strzela!/
Zmartwychwstaniem Izraela/
Stojącym już na mogiłkach!/
A przed Bogiem --- małą mrówką,/
Przed aniołami --- aniołem;/
A śród popiołów --- popiołem,/
A przed ludźmi --- jak zawsze Żydówką/
Pogardzoną.<end id="e1418140828933-2086697670"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>RABIN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nu, Judyta,</wers_cd>/
Ty pierwszy raz jesteś taka?/
Słyszę tam pana Polaka,/
Co się o austerye<pe><slowo_obce>austerya</slowo_obce> --- dziś pisownia: <slowo_obce>austeria</slowo_obce>; karczma, gospoda, zajazd.</pe> pyta,/
Zakryj się, bo ty w płomieniach/
Za jasna na jego oczy.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Klemens Kosakowski</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<didaskalia>do sług za karczmą</didaskalia>
<kwestia><strofa>Niechaj tu Grzegorz zatoczy/
Mój karaban... a tu w sieniach/
Powiązać moje brytany./
A tu ćwieki wbić do ściany/
I pozawieszać szturmaki,/
Szable, kindżały, kulbaki./
A wymieść dom Żyda brodą.</strofa>

<didaskalia>do <osoba>Rabina</osoba></didaskalia>
<strofa>Żydzie! staję tu gospodą.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>RABIN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A panie, a kto ty taki?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niech tego Żyda wywiodą/
I zakneblują mu pyski./
Kto ciekawy, szpiega bliski.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>RABIN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nu, żartuje pan wielmożny.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Żydzie, ze mną bądź ostrożny,/
Bo u mnie Żyda powiesić,/
To tak jak w pejsy go trzepnąć.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>RABIN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nu, a czy ty umiesz wskrzesić?/
Ty możesz, człeku, oślepnąć,/
Patrząc na niewinną krew.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Patrz, pierś mam taką jak lew,/
A nozdrza takie jak koń,/
A w żyłach gwałtowną skroń,/
A włos koloru płomieni./
Biada! kto mię zarumieni, /
Ale temu stokroć biada,/
Przed którym twarz mi się blada/
Stanie, by opłatek boży./
Lew się ducha we mnie sroży/
I rzuca się, i rwie ludzi,/
Wprzód nim się rozum obudzi.</strofa>

<didaskalia>do <osoba>Judyty</osoba></didaskalia>
<strofa>
Żydówka, ściągnij mi buty.</strofa>

<didaskalia><osoba>Judyta</osoba> klęka i całuje mu nogi.</didaskalia>
<strofa>
Co robisz?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Całuję twe nogi.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co to jest? precz mi z podłogi.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1418141464143-2572965900"/><motyw id="m1418141464143-2572965900">Czarownica, Żyd, Kobieta</motyw>JUDYTA</naglowek_osoba>
<didaskalia>na kolanach</didaskalia>
<kwestia><strofa>Panie! ty wczora z reduty/
Jako Judasz Machabeusz/
Skoczył na moskiewskie działa./
Ja cię z mogiłek widziała/
Śród panów, choć ty chudeusz/
W szaraczku, a oni w złocie,/
W turkusie i w karmazynie./
To ty chodził po dolinie/
Na koniu, jak Goljat<pe><slowo_obce>Goljat</slowo_obce> --- dziś popr. pisownia: Goliat.</pe> jaki./
Włos twój był jak ogień w grzmocie!/
Czapka jak srebrzyste ptaki,/
Jak orzeł, co z nieba runie/
I usiądzie na piorunie!/
Nu, a twój koń był czerwony/
I ubrany cały w druty,/
I czterma miesiącami podkuty,/
A w boju taki szalony/
I tak ogniem z pyska strzela,/
Jak smok w pismach Izraela./
Otóż ja tu Żydowica/
Do nóg ci, panie, upadła/
I twój proch ustami kradła,/
Bo tyś jest z królów narodu;/
Ja z narodu --- niewolnica,/
Z Jerychońskiego ogrodu/
Róża, między obce ludy/
Przesadzona i kwitnąca;/
A królewna z rodu Judy.../
Nu! niech mię twa noga trąca!/
W piersi mię podkówką wytnij!/
Niech się moja pierś zbłękitni/
I twego herbu dostanie/
Od twojej czarnej podkówki./
Ja wiem, że dla mnie Żydówki/
Ty jest król, wielmożny panie!/
Ale ja powiedzieć chciała,/
Czego zamilczeć nie mogła./
Że ja twej szabli pomogła,/
Kiedy ty leciał na działa...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>RABIN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nu, Judyt, ty oszalała!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>

<didaskalia>wstaje i odsłaniając welon mówi z gniewnym zapałem</didaskalia>

<kwestia><strofa>Ja Judyt! ja Judyt, Judyta!/
Nu, ja nie straszna nikomu,/
Póki moja twarz zakryta!/
Ale z oczów mego gromu/
Ja cisnę na was zagładę,/
Bo ja duch, co wszystko odmieni./
Nu, ja kiedyś wezmę i szpadę/
Jasną ze złotych płomieni.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Rabinie, czy ta szalona/
To córka twoja czy żona?/
Wcale do niej nie mam wstrętu./
Czysta, mało ma akcentu.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>RABIN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Panie, to jest moja córka,/
Dziewica.<end id="e1418141464143-2572965900"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Cha! cha! cha! Żydzie!...</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>RABIN</naglowek_osoba>

<didaskalia>na stronie</didaskalia>

<kwestia><strofa>
Ten człowiek patrzy na Turka.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Słuchaj mnie, żyłem w bezwstydzie, /
Na kartach i pijatyce,/
Kochałem i Żydowice,/
I szlachcianki, i Cyganki;/
A tak mnie zna Litwy księstwo,/
Że gdyby nie moje męstwo,/
Dawno by mnie już --- na drzewie...</strofa>

<didaskalia>czyni gest duszenia się</didaskalia>
<strofa>A jednak do mnie się czepi.../
Tak w serce Bóg coś zaszczepi,/
O czem często człowiek nie wie;/
A w sercu to boże ziarno/
(Choć się szlachcic oddał biesu)/
Działa jak ziarno magnesu./
Tak, że się doń ludzie garną/
I kochają... Człowiek taki/
Na coś musi być potrzebny./
Otóż ja, ów łotr haniebny,/
Ów Kosakowski pyszałek,/
Tak się umiem dać we znaki,/
Mam za sobą tyle gałek/
Sejmikowych<pe><slowo_obce>gałki sejmikowe</slowo_obce> --- tj. głosy na lokalnym sejmiku ziemskim.</pe>, tyle szabel,/
Furdyng<pe><slowo_obce>furdynga</slowo_obce> --- prawdopodobnie z niem. <slowo_obce>für Dinge</slowo_obce>, dosł.: na rzeczy; sakwa, sakiewka.</pe>, rapierów, karabel,/
Ile ich ma sam Radziwiłł./
A jużem raz świat zadziwił,/
Porwawszy aż sejmik cały,/
Palestrę i trybunały,/
W jednem miasteczku na Żmudzi;/
I z sotkiem<pe><slowo_obce>sotek</slowo_obce> --- setka.</pe> tych różnych ludzi/
W kontuszach i taratatkach<pe><slowo_obce>taratatka</slowo_obce> (daw.) --- wierzchnia odzież męska używana w Polsce w XVIII i XIX w; kurtka ozdobiona szamerunkiem, tj. naszywkami ze sznura.</pe>,/
Ubranych w niedźwiedzie burki,/
Niektórzy w żelaznych siatkach,/
A ci w lisy, ci w marmurki,/
A ci przy szablach w jaszczurze<pe><slowo_obce>jaszczur</slowo_obce> (daw.) --- wyprawiona skóra jaszczurki; tu: pochwa wykonana z takiej skóry.</pe>,/
A drudzy niosąc dwururki/
Pozaczepiane na sznurze/
Jako hiszpańskie gitary;/
Cały, mówię, ten tłum szary/
Wiodąc jak stare Żurawie,/
Pokazałem się w Mitawie,/
Gdzie wtenczas Sas, Karol młody, /
Bez wojska i bez pieniędzy,/
Oblężony, prawie w nędzy/
I bez chleba, i bez wody,/
Bo pompy Moskal poimał<pe><slowo_obce>poimać</slowo_obce> (daw.) --- wziąć; por. dzisiejsze: <wyroznienie>pojmać</wyroznienie>.</pe>,/
W zamku się książęcym trzymał/
Jak pszczoła w głębi ula,/
Mając na to rozkaz króla,/
Aby dzierżał swoje księstwo;/
Rozkaz! patent na męczeństwo!/
Bo sejm zamiast posłać szyków,/
Posłał mu dwóch senatorów,/
Jakby rzec, dwóch spowiedników,/
Dwóch nietoperzy, upiorów,/
Dwie chorób, dwie dżum<pe><slowo_obce>dwie chorób, dwie dżum</slowo_obce> (daw.) --- dziś popr. składnia z M. (zam. D.): dwie choroby, dwie dżumy.</pe> i krupów<pe><slowo_obce>krup</slowo_obce> --- choroba układu oddechowego.</pe>,/
Dwóch sejmowych kościotrupów/
Posłał mu sejm... Senatory,/
Dziwny w potrzebie rynsztunek!/
Otóż ja mu na ratunek/
Przyszedłem i umysł chory/
Podparłem... (jak brytan wierny,/
Choć go czasem i nie karmią,/
On przy domie jak odźwierny)/
Tak ja przed moskiewską armią,/
Poleciwszy duszę Bogu,/
Położyłem się na progu/
Warcząc, bo mi tam, mospanie,/
Brakło zębów na kąsanie./
I tak my Polacy górą/
Lub z Moskalem oko w oko./
Aż z carską inwestyturą/
Przyjechał Biren z Sybiru./
Zda się, że go wiedźmy wloką/
Na tron, śród wroniego skwiru,/
Kacią zbryzgały posoką/
I pokazały z pod<pe><slowo_obce>z pod</slowo_obce> --- dziś popr. pisownia łączna, z ubezdźwięcznieniem: spod.</pe> chmury/
W płachcie z moskiewskiej purpury/
Przemrożonego do kości./
Jego oczy pełne złości/
I ognia, jak owe doły/
U bałwana ze śniegoły, /
Przestracha na arendarzy,/
Co jak latarnie cmentarzy/
Przez wydrążone dwie jamy/
Leją płomieniste błamy/
Światła... we mgle gorejące/
Jako cmentarne miesiące.../
Ten trup ciągle nam wybladły/
Groził... te oczy nas jadły.../
Bo nie ma straszniejszej rzeczy,/
O! Żydzie, nad wzrok człowieczy/
Błyszczący w sińcach wygnania,/
Jako w oprawie ze stali:/
Wzrok, który chęć królowania/
Rubinem piekieł zapali.../
Otóż patrz na moje oczy,/
Takie są jak u Birena./
Odmienionać<pe><slowo_obce>odmienionać</slowo_obce> --- konstrukcja z partykułą wzmacniającą -ci, skróconą do -ć.</pe> wprawdzie scena,/
Tu się rzecz o naród toczy,/
O poklask idzie gromadny,/
Nie zaś o tron samowładny;/
Ale mi to Bóg nadarzył,/
Że magnaterya<pe><slowo_obce>magnaterya</slowo_obce> --- dziś popr. pisownia: magnateria.</pe> ucieka;/
A potrzeba znów człowieka,/
Coby się na wszystko ważył,/
I los, który się wałęsa,/
Ćwiekami przybił do siebie./
Takim obaczą w potrzebie/
Kosakowskiego Klemensa.../
Bo choć ksiądz o Bogu gada,/
To w szable wierzy gromada;/
Choć tu ksiądz o cudach gęda<pe><slowo_obce>gędzić</slowo_obce> (daw., gw.) --- opowiadać.</pe>,/
Od szabli idzie komenda;/
Choć tu w żywot wieczny wierzą,/
Do mnie żywoty należą./
Ja miasto mam w mojem łonie,/
Ja go ogrzewam... ja bronię,/
Ja na wroga wyprowadzę/
Nawet karczmy, nawet mury;/
A kiedy trzeba? do góry/
Jak wulkanem je wysadzę/
Bez drżenia, bez drgnięcia powiek.../
Teraz wiesz... com jest za człowiek;/
Więc... mój kochany rabinie,/
Oto na ten skrypt książęcy,/
Musisz mi dać sto tysięcy/
Dukatów i milczeć głucho,/
Bo nawet trup twój zaginie,/
Jak namiot przed zawieruchą/
Wichrem Jehowy zmieciony.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>RABIN</naglowek_osoba>
 
<didaskalia>przeglądając skrypt</didaskalia>

<kwestia><strofa>Nu, panie... ja miliony/
Wydam zaraz na skrypt taki.../
Ja nie wiem dla kogo one,/
Ale będą zapłacone/
Tej nocy... mam dwa przetaki/
Złota... sługa niski pana!...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Żydzie, to skrypt na sułtana,/
Na nim ty nie będziesz tracił,/
Choć się jak cytryna wyciśniesz.../
Lecz jeśli mi przed kim piśniesz,/
Żeś mi taki skrypt zapłacił?/
Żydzie!... tak mi pomóż Boże!/
Nic cię z mych rąk nie wykupi.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>RABIN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A ja byłbym, panie, głupi,/
Gdybym gadał, nim otworzę/
Kredyt u wielkiego Turka.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niechaj ani twoja córka,/
Ani firanki u łóżka,/
Ani pod głową poduszka/
Nie słyszą jednego słowa.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>RABIN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A czy żadna inna głowa/
O tem nie wie?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Żadna inna.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>RABIN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nu! to moja będzie winna/
Albo pańska, jeśli o tem/
Kto na powietrzu zagada.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zaraz mi przychodź ze złotem.</strofa>

<didaskalia>Żyd wychodzi</didaskalia>
<strofa>Jaki mi na serce spada/
Kamień!... Cudzy pieniądz biorę;/
Skrypt na Potockich pisany./
I w złocie kradzionem piorę/
Brudny honor mój karciany./
Groszów publicznych grabieżą/
Przeszłe me opłacam długi./
Zabiłbym, gdyby kto drugi.../
Lecz sam to nazwę... kradzieżą!</strofa>

<didaskalia>wchodzi <osoba>Rabin</osoba> z pieniędzmi i uderza go po ramieniu</didaskalia>
<strofa>
Kto to jest?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>RABIN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nu... rabin, panie,</wers_cd>/
Z pieniądzami<pe><slowo_obce>pieniądzami</slowo_obce> --- dziś popr. forma N.lm: pieniądzmi.</pe>... nie miej strachu.../
Chodźmy do stancyi<pe><slowo_obce>stancyi</slowo_obce> --- dziś popr. pisownia: stancji.</pe> na dachu/
Liczyć... póki w skarbie stanie...</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzą oba.</didaskalia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Judyta</osoba> i <osoba>Jozafat</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chłopaku, chrześcianinie<pe><slowo_obce>chrześcianinie</slowo_obce> --- dziś popr. pisownia: chrześcijaninie.</pe>,/
Zapal mi proszę latarnie,/
Chodź... i za mną nieś tę skrzynię.../
W miasteczku ciemno i gwarnie./
Weź szablę i pistolety,/
Weź i kij, co psy odpędza,/
Pójdę do świętego księdza...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JOZAFAT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Do księdza?</strofa>

<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<strofa><wers_cd>Z tej się kobiety</wers_cd>/
Zrobił szatan stujęzyczny.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zapal ten kaganiec śliczny,/
Tę latarnię z pargaminu<pe><slowo_obce>pargamin</slowo_obce> --- dziś popr. pisownia: pergamin.</pe>,/
Co jako księżyc z bursztynu/
Po ciemnych ulicach chodzi;/
Księżyc, który na srebrnicy/
Róże malowane rodzi/
I rzuca po błotach ulicy,/
Gdzie ja Żydówka przechodzę,/
Tęczę... za most mojej nodze;/
Kwiaty rzuca na kałuże,/
Abym stąpała na róże...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JOZAFAT</naglowek_osoba>

<didaskalia>na stronie</didaskalia>

<kwestia><strofa>Co ten zły duch przez nią plecie/
O papierowej łojówce!/
Co za język w tej Żydówce!...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nu... pudło trzymaj na grzbiecie./
Nie gadaj nic, ale prowadź,/
A pomnij by fanał<pe><slowo_obce>fanał</slowo_obce> --- latarnia.</pe> nie zgasnął.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Kosakowski</osoba> i <osoba>Rabin</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Żydzie! ktoś tu drzwiami trzasnął,/
Ktoś wyszedł.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>RABIN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nu... złoto schować</wers_cd>/
A nie dbać, czy tu kto chodzi./
Niech się pan rotmistrz dobrodziej/
Nie boi... Niech pan naczelny/
Taki wojak wielki, dzielny,/
Żydowi także zaufa.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ćwiekami<pe><slowo_obce>ćwiek</slowo_obce> --- gwóźdź.</pe> nabita kufa<pe><slowo_obce>kufa</slowo_obce> --- duża beczka drewniana do leżakowania piwa.</pe>/
Dla ciebie Żydzie gotowa,/
Dla twoich kości i grzbietu,/
Jeśli ten dom nie dochowa/
Tak jak mogiła --- sekretu.../
Pamiętaj... źle z tobą będzie,/
Mój krwawy Dyogenesie<pe><slowo_obce>Diogenes</slowo_obce> (ok. 413--323 r. p.n.e.) --- pochodzący z Synopy gr. filozof ze szkoły cyników (z gr. <slowo_obce>κυνικός</slowo_obce>, kynikos: pies), który wprowadzając w życie swoje zasady, tj. wzgardę wobec dóbr materialnych i wygód w imię uniezależnienia się od nich, żył w ubóstwie, praktykował ascetyzm, chodził odziany w łachmany i mieszkał w beczce; do tego ostatniego elementu opowieści o Diogenesie odwołuje się aluzja w tekście.</pe>,/
Jeśli kto słowo wyniesie/
Za dom... A gdzie twoja córka?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>RABIN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie wiem, może jedwab przędzie,/
Może z jedwabnego sznurka/
Zwleka perły kałakuckie... /
Dziewczyna ma serce ludzkie.../
Może gotuje balsamy,/
Szarpie<pe><slowo_obce>szarpie</slowo_obce> --- bandaże sporządzane z dartego na pasy płótna.</pe> strzępi dla szpitali,/
Albo się w modlitwie pali/
I płacze jak Rachel u Ramy<pe><slowo_obce>płacze jak Rachel u Ramy</slowo_obce> --- nawiązanie do fragmentu z <tytul_dziela>Księgi Jeremiasza</tytul_dziela> (Jr 31,15--16), w którym mowa jest o opłakiwaniu przez Rachelę, żonę patriarchy Jakuba zwaną matką Izraela, jej synów, Józefa i Beniamina, patronujących dwóm pokoleniom Izraela: ,,(15) To mówi Pan: «Słuchaj! W Rama daje się słyszeć lament i gorzki płacz. Rachel opłakuje swoich synów, nie daje się pocieszyć, bo już ich nie ma». (16) To mówi Pan: «Powstrzymaj głos twój od lamentu, a oczy twoje od łez, bo jest nagroda na twe trudy, wyrocznia Pana, powrócą oni z kraju nieprzyjaciela"; por. też w <tytul_dziela>Nowym Testamencie</tytul_dziela> Mt 2, 18. </pe>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Zawołaj mi ją.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>RABIN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>A po co?</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bo ona wyszła za bramy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>RABIN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Nu... ona nie chodzi nocą.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Łżesz, Żydzie... Oto ci powiem,/
Że kiedyś ty liczył złoto,/
To ja na uliczne błoto/
Spojrzałem w ciemne czeluście;/
I gdzieś pod księżyca nowiem/
Postać, cała w białej chuście,/
Jak słup w bieliznę ubrany,/
Mgłą owinięta pochmurną,/
Za księżycem z porcelany,/
Za powietrzną jakąś urną/
Złotą, świecącą do koła,/
Jak lilija, co kielichem/
Złotym oświeca anioła:/
Postać taka do kościoła/
Szła i spotkała się z mnichem./
Ten mnich --- to ksiądz karmelita,/
A ta postać --- to Judyta.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>RABIN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Panie mój... to być nie może./
Judyt!... Nie ma jej w komorze!.../
Nu, prawda, że poszła... Judyta!.../
Nu ja nie wiem, jasny panie,/
Gdzie moja córka ukryta?/
Pójdę na poszukiwanie.</strofa>

<didaskalia>wchodzi <osoba>Jozafat</osoba> z latarnią</didaskalia>
<strofa>
A gdzie ty bywał, mój sługo?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JOZAFAT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pannę rabinównę wodził.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>RABIN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
A gdzie z twoją panną chodził?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JOZAFAT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O tem rozpowiadać długo./
Gdybyś mi był na Wielkanoc/
Dał na kolendę<pe><slowo_obce>kolenda</slowo_obce> --- dziś popr. pisownia: kolęda; por. łac. <slowo_obce>calendae</slowo_obce> dosł.: pierwszy dzień miesiąca, szczególnie pierwszego miesiąca nowego roku (tj. 1 stycznia); tu: może też chodzić o rodzaj podarunku czy premii z okazji świąt.</pe> złotówkę,/
Powiedziałbym, gdzie Żydówkę/
Odprowadziłem dziś na noc.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>RABIN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jozafacie, ja ciebie odpędzę!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JOZAFAT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czytujesz w Talmudu księdze,/
A nie wiesz, gdzie córka chodzi?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
 
<didaskalia>otwierając drzwi do szynkarni</didaskalia>

<kwestia><strofa>Hej! albeńska moja młodzi<pe><slowo_obce>albeńska młódź</slowo_obce> --- tj. młodzież należąca do ,,bandy albeńskiej", czyli kręgu wybranych obywateli, których książę Karol Radziwiłł zaszczycał swoją przyjaźnią i z których tworzył rodzaj na pół klubu, na pół nieformalnego przybocznego oddziału, nazywał ich ,,panie kochanku" (od czego zyskał sobie przydomek), ubierał w jednakowe ,,mundury" (kontusze, żupany i inne elementy stroju ściśle określonego koloru; byli zobowiązani zawsze nosić je, goszcząc w Nieświeżu u księcia); żeby być dopuszczonym do grona wybrańców należało spełniać następujące warunki: być szlachcicem karmazynowym (tj. z najstarszej szlachty rodowej), synem osiadłego obywatela, mieć wybitne umiejętności i doświadczenie w zakresie walki szablą, łowiectwa i jazdy konnej, a także odznaczać się niepospolitą odwagą; obowiązkiem albeńczyków było na każde zawołanie księcia walczyć w sprawie, którą on wskaże, bez zbędnych pytań: ,,nie zważając na nijakie niebezpieczeństwo, w każdym wypadku łba nadstawiać za honor Najświętszej Panny, księcia wojewody, swój własny i każdego z członków towarzystwa" (S. Rzewuski, <tytul_dziela>Pamiątki Soplicy</tytul_dziela>); wewnętrzne spory należało rozstrzygać w pojedynku, nie zaś na drodze sądownej; ,,banda albeńska" miała swoją strukturę (naczelnika w osobie księcia, kanclerza i sekretarza), została utworzona w Albie, posiadłości wiejskiej pod Nieświeżem, stąd jej nazwa; książę Karol Radziwiłł, choć przebywał wówczas na emigracji przyłączył się do przywódców konfederacji barskiej (1768--1772).
</pe>,/
Proszę tu do mnie z szynkarni.</strofa>

<didaskalia>wchodzi <osoba>Bojwił</osoba> i Litwinów kilkunastu w kurtach szarych, w czapkach przeszytych drutami</didaskalia>
<strofa>Panowie, kto wami dowodzi?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BOJWIŁ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ty, jak zawsze djabeł<pe><slowo_obce>djabeł</slowo_obce> --- dziś popr. pisownia: diabeł.</pe> Klemens,/
<slowo_obce>Infernem nec Deum tremens<pe><slowo_obce>infernem nec Deum tremens</slowo_obce> (łac.) --- nielękający się piekła ani Boga.</pe></slowo_obce>;/
Na róg przysięgliśmy sarni/
I na buty Radziwiłła.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Otóż wybieram Bojwiła,/
Namiestnikiem go stanowię;/
Jeżeli się tylko dowie,/
Że mię na koniu widziano/
Z tą srebrną szablą nad głową/
I w ręku z tą chustą rumianą:/
Niech mi da rycerskie słowo,/
Zgiąwszy przed Bogiem kolano,/
Że mój karaban<pe><slowo_obce>karaban</slowo_obce> (daw.) --- rodzaj krytego pojazdu.</pe> zaprzęże,/
Mój trzos weźmie i manatki/
I wyjedzie za rogatki./
Nie dbając na warty księże.../
A choćby sto gromów trzasło/
I świat drżał, niech nie uważa,/
A na takie moje hasło/
Powiesi tu arendarza.</strofa>

<didaskalia>do <osoba>Rabina</osoba></didaskalia>
<strofa>
Dobry jesteś i uczynny,/
Więc niechaj ci twarz nie bladnie,/
Bo jeżeliś ty niewinny,/
To ci włos z głowy nie spadnie.</strofa>

<didaskalia>do <osoba>Litwinów</osoba></didaskalia>
<strofa>Wziąść<pe><slowo_obce>wziąść</slowo_obce> (daw.) --- dziś popr.: wziąć.</pe> go i strzec. Niech za bramy/
Nie wychodzi. Gdy ujrzycie/
Mój znak, to go powiesicie./
Przysięgacie?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>LITWINI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Przysięgamy!</wers_cd>
</strofa></kwestia>




<naglowek_akt>AKT II</naglowek_akt>
<didaskalia>Plac w Barze ubrany jak na Zielone Świątki w brzozy, klony i jarzębiny. Wchodzą: <osoba>Ksiądz Marek</osoba>, <osoba>Judyta</osoba> i <osoba>Starościc z Barku</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Judyty</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Wracaj, Izraelitanko,/
I bądź o ducha spokojną,/
Niedługo będziesz wygnanką./
Na to się toczy ta wojna,/
Na to ja moję<pe><slowo_obce>moję</slowo_obce> --- dziś popr. forma: moją.</pe> siwiznę/
Ofiarowałem, kość złożę,/
Aby silne duchy boże/
Miały na ziemi ojczyznę/
I sztandar sercom zatknięty./
Więc manele, dyamenty<pe><slowo_obce>dyamenty</slowo_obce> --- dziś popr. pisownia: diamenty.</pe>,/
Któreś ty Bogu złożyła,/
Przyjmę... A ty, duchom miła,/
Już miłości nauczona,/
Chociaż przez krwawe ramiona/
Chrystusa i boskiej Matki/
Jeszcze nie obcięta z cierni,/
Ale jako polne kwiatki/
W słońca jasnego farbierni/
Umalowana sowicie/
W izraelowej purpurze,/
W polskich bławatków błękicie;/
Jeszcze nie biała lilija/
A już pachnąca jak róże;/
Strzeż serca, co się rozwija,/
I łez wiszących, nad rzęsą,/
Bo mówię ci, przyjdą burze/
I duchem twoim zatrzęsą;/
Z drogi cię może zawrócą/
I trupem pod nogi mi rzucą/
Jak garstką przeklętych kości.../
Idź, córko --- i trwaj w miłości!</strofa></kwestia>
<didaskalia>Błogosławi klęczącą <osoba>Judytę</osoba>, która wstaje i w milczeniu odchodzi.</didaskalia>

<naglowek_osoba>STAROŚCIC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Panie, Klemens Kosakowski/
Po całem cię mieście szuka.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nad tym człowiekiem gniew boski.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>STAROŚCIC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Księże, lecz to śmiała sztuka!/
Głowa zła, lecz serce złote.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Otóż obaczysz, jak zgniotę/
Tę głowę, tę czaszkę całą,/
Aby serce ocalało.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>STAROŚCIC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Z miasta go wygonię.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>STAROŚCIC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lecz on ku miasta obronie/
Potrzebny... wódz tego steku...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<didaskalia>przerywając</didaskalia>
<kwestia><strofa>Bóg tylko potrzebny, człowieku.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>STAROŚCIC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>On ma partyzantów wielu...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Posłuchaj mnie, przyjacielu./
Zaprawdę, że ludziom łatwo/
Mówić grzeczności wzajemne,/
Rozrzucać słowa przyjemne,/
Obchodzić się z ludźmi jak z dziatwą/
Przynęconą na łakocie,/
Albo dawać cięgi mocne/
Jak palmy przedwielkanocne,/
Umoczone całe w złocie,/
Owite kwiatki złotymi.../
Tak, że wchodzą do kościołów/
Jakby z krainy aniołów/
Inne drzewa, nie z tej ziemi.../
Toteż zwyczaj u nas żyje,/
Że wierzbą z kwietnej niedzieli/
Bijesz własnych przyjacieli,/
Mówiąc, że wierzba je bije/
A tyś nie winien, że boli.../
Raz w rok żart jest pozwolony,/
Uświęcono kłamstwa tony,/
Aby się duch tej swawoli/
Dorwawszy, znalazł spoczynek/
I z pod<pe><slowo_obce>z pod</slowo_obce> --- dziś popr. pisownia łączna z ubezdźwięcznieniem: spod.</pe> niańki się wyłamał,/
Objadł się cukru, rodzynek,/
A potem rok cały nie kłamał/
I z prawdą już nie swawolił./
Więc jeżeli w prawdę wierzysz,/
A Bóg ci miecza pozwolił,/
Bić kazał, a nie uderzysz,/
Choćby serce własne krając,/
Ale uderzysz igrając/
Jak arlekin, nie jak człowiek;/
Jeżeli prawdy piorunem/
Nie spalisz grzesznika powiek,/
Nie jesteś wtedy piastunem/
Boskiej powagi i chwały.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>STAROŚCIC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Słuchałbym ciebie dzień cały,/
Ojcze Marku.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przed wieczorem/
Z harmat będę miał słuchaczy,/
Bo z całą szlachtą, z nieszporem<pe><slowo_obce>nieszpór</slowo_obce> właśc. <slowo_obce>nieszpory</slowo_obce> --- wieczorne nabożeństwo w kościele katolickim.</pe>,/
Wiodąc nawet tłum żebraczy,/
Pójdę na wroga.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>STAROŚCIC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Dziś, panie?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dzisiaj, w dzień Zielonych Świątek<pe><slowo_obce>Zielone Świątki</slowo_obce> --- przedchrześcijańskie święto wiosny poświęcone rozkwitowi sił natury, przez kościół katolicki zastąpione świętem Zesłania Ducha Świętego, obchodzonym od maja do czerwca, 49 dni po Wielkanocy. </pe>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>STAROŚCIC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A tu w mieście któż zostanie?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ot, ta gromada dzieciątek,/
Która się na piasku bawi,/
Młynki na kałużach stawi/
I cieszy się, że drzewiny/
Ścięte na ulicach więdną./
<begin id="b1418205254234-3190875233"/><motyw id="m1418205254234-3190875233">Zapach</motyw>Polsko, nie jesteś oszczędną!/
Te klony, te jarzębiny,/
Te brzozy, las cały młody/
Przyniosłaś sobie do miasta;/
Prawdziwie jak ta niewiasta/
Między judzkimi narody,/
Sławna, że flaszeczkę całą/
Bardzo drogich aromatów/
Wylała na Zbawcę światów,/
O której rzekł, że mu ciało/
Uprzedziła na pogrzeb pomazać./
I któż by jej śmiał zakazać/
Tej rozrzutności?... niewieście,/
Która Zbawcy śmierć przeczuła/
I cały słoik zepsuła,/
I roztłukłszy alabastry,/
Rozlała po całem mieście/
Woń tego balsamowania./
Więc i dla naszej hałastry/
Ostatniego pomazania/
W tych drzewach pachną oleje!.../
I zaprawdę! nasze dzieje,/
Gdy nas srogi los połamie,/
Pachnąć będą w tym balsamie/
Długo w umarłej krainie;/
Szczególnie małej dziecinie,/
Co się zbudzi i obaczy/
Las cały z kalin czerwienią,/
Stojący przed domu sienią;/
Gdy jej dziadek wytłómaczy<pe><slowo_obce>wytłómaczyć</slowo_obce> --- dziś popr. pisownia: wytłumaczyć.</pe>/
I pod cieniem tych drzew powie,/
Że tak czynili ojcowie,/
Którzy już dawno są w grobie,/
To dziecko poczuje w sobie,/
Przejęte smutkiem i strachem,/
Patrząc w smętne oczy dziada,/
Że i tym nawet zapachem/
Ojczyzna do niego gada...</strofa>

<didaskalia><end id="e1418205254234-3190875233"/>błogosławiąc plac</didaskalia>
<strofa>Czy słyszysz, jak ten las śpiewa,/
Listeczków tracąc ostatki?/
Błogosławione wy, drzewa!/
Błogosławione wy, dziatki/
Rosnące przy kraju męczeństwie...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>STAROŚCIC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Panie, dzwonią na nieszpory.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Idę... a po nabożeństwie,/
Choć starości krok nie spory,/
Wycieczkę Pańską prowadzę,/
Bo mam na to rozkaz boży/
I taką nad ludem władzę,/
Że Kosakowski mi złoży/
Komendę... i stąd wyleci/
Jak czarny szatan nieczysty,/
Bo mi anioł promienisty/
Rozkazał, abym z tych dzieci,/
Które mam, nie stracił żadnego.</strofa></kwestia>
<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>

<naglowek_osoba>STAROŚCIC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chciałbym gdzie Kosakowskiego/
Ostrzec, że burza go czeka./
Szkoda byłoby człowieka!/
I strach... ach, strach, gdyby zorze/
I to słońce już czerwone,/
Na morderstwo zapatrzone/
Zachodziło po nieszporze./
Gdyby smętna twarz księżyca/
Ujrzała pod cerkwi ścianą/
Szarą szlachtę porąbaną/
Za ksiądza<pe><slowo_obce>ksiądza</slowo_obce> --- dziś popr.: księdza.</pe> i za szlachcica./
Gdyby znów nocne pojawy,/
Ten Chrystus strasznej bladości,/
Z dziurami na wylot w kości,/
Ubiczowany i krwawy,/
Jak kometa, co z podróży/
Powraca, pokazał miecze/
We krwi, co z grobów się kurzy/
I po mogilniku ciecze./
I odleciał z tymi mgłami,/
Zostawiwszy nas trupami.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>GŁOS ZA SCENĄ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Aj! wej!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>STAROŚCIC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Krzyków pełno w mieście./
Słyszę wrzask i szlochanie niewieście.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wpada <osoba>Judyta</osoba> z nożem w ręku, za nią <osoba>Kosakowski</osoba> i <osoba>Bojwił</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Kosakowskiego</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Nu! ja cię nożem przebiję,/
Ja nie twoja nierządnica./
<didask_tekst>do <osoba>Starościca</osoba></didask_tekst>/
Panie! od tego szlachcica/
Ratuj! skoczył mi na szyję/
Jak wąż, jak płomień, z pod ziemi,/
Wyskoczył do mnie w alkierzu./
Patrz! on cały w prochu, w pierzu,/
Z oczyma zapalonymi/
Jak Edomit<pe><slowo_obce>Edomit</slowo_obce> właśc. <slowo_obce>Edomita</slowo_obce> --- staroż. lud semicki, zamieszkujący krainę położoną na płd. od Morza Martwego (Edom a. Idumeę), ich praojcem miał być biblijny Ezaw, brat Jakuba, wnuk Abrahama; ich nazwa pochodzi od hebr. słowa <slowo_obce>edom</slowo_obce>: czerwony.</pe>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Milcz, szatanko!</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1418206555158-2901903529"/><motyw id="m1418206555158-2901903529">Bóg, Religia</motyw>Patrzaj ty na mnie, człowieku,/
Jestem Izraelitanką./
Mój Bóg nie wisiał na ćwieku,/
Nie pił octu i piołunów,/
Ale stał na wielkiej górze/
Pośród dwunastu piorunów,/
W czarnej i ognistej chmurze,/
I rozbłyskał się na całe niebiosa./
Otoż ten Bóg teraz broni/
Każdego mojego włosa,/
A pioruny trzyma w dłoni/
Bóg Izraela i Judy,/
Pioruny nad twoją skronią!/
A jak spojrzy, to się góry pokłonią!/
A jak błyśnie, to ślepota na ludy!/
A jak zagrzmi, to się groby odsłonią!/
A jak ścichnie, świat się cały odmieni,/
A skrę rzuci, to świat będzie z płomieni/
I w słoneczne się ognie roztrzaśnie;/
A brwi zmarszczy na czole, to zgaśnie/
Jako węgiel pod wodą i syknie;/
A gdy rękę podniesie, świat zniknie/
I nie będzie ani mnie, ani ciebie,/
Tylko ciemność i sam Pan Bóg na niebie./
I któż jesteś ty, gwałtowny goimie?/
I któż jesteś ty, chrześcianinie?/
Że chcesz Bogiem być judzkiej dziewczynie/
Jak ten drugi, co w Jerozolimie,/
Choć poselstwa do Judy nie mając,/
Zaćmił księżyc i słońce, konając./
<end id="e1418206555158-2901903529"/>Któż ty jesteś? nu, że chodzisz cieniem,/
Jak duch jaki za owczem gdzieś runem?/
I dotykasz się piersi piorunem?/
I z rąk chwytasz za szyję płomieniem?/
Nu, ty zginiesz jak duch w błyskawicy!/
I przy lampie, co stoi przy łożu,/
Łba twojego w żydowskiej miednicy/
Twoi słudzy obaczą przy nożu,/
I przelękną się łóżka i ciała./
Nu, ja sama, gdy to rzekła, zadrżała,/
A ty nie drżysz? któż ty jesteś, człowieku?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Na twe czoło wykąpane/
W ptasiem gołębicy mleku!/
Na twoje usta różane,/
Których łuk napięty drży!/
Na ten szprejtuch, który skrzy/
Niby złoty jaki kruż,/
W środku pełen białych róż!/
Na twe oczy, z których bije/
Razem żar i noc, i dzień!/
Na twoję łabędzią szyję!/
I na ten błękitny cień/
Twoich rzęsów, który spada/
Aż na rubin twoich lic!/
Na tę głowę, gdzie gromada/
I brylantów, i rubinów/
Pali się jak tysiąc świec,/
Lub nad głową Cherubinów/
Z różnych gwiazd uwity kłąb!/
Na każdy z perełek ząb,/
Co jak skrzydełko gołębie,/
Bieląc czepca aksamity,/
Spuszcza się na skroń błękity!/
Na każdą perłę w tym zębie,/
Co jakoby grochy duże/
Zwinęły się w srebrną różę/
I twoję głowę oblały!/
Na ten, mówię, skarbiec cały/
I klejnotów, i piękności!/
I na królestwo miłości/
Przysięgam.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<didaskalia>urągając</didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Miłość wieczną.</wers_cd>/
Bojwile, pod straż bezpieczną/
Wziąść mi tę synogarlicę.
</strofa></kwestia>
<didaskalia><osoba>Bojwił</osoba> chwyta <osoba>Judytę</osoba> i unosi ją do karczmy.</didaskalia>



<naglowek_osoba>STAROŚCIC</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Kosakowskiego</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Puść waćpan tę Żydowicę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co? czy chcesz się rąbać o nią?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>STOROŚCIC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zgoda...</strofa>

<didaskalia>Dobywają szabli i biją się <osoba>Starościc</osoba> pada.</didaskalia>
<strofa>Dostałem śmiertelnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Sam się przebiłeś tą bronią.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>STAROŚCIC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Rana pali mię piekielnie./
Księdza!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Trzymaj że za brodę</wers_cd>/
Duszę, aby nie uciekła./
A ja ci księdza przywiodę.</strofa></kwestia>
<didaskalia>Odchodzi.</didaskalia>

<naglowek_osoba>STAROŚCIC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W tej krwi, co ze mnie wyciekła/
Więdnie moja blada skroń./
Jezu! Jezu! ty mię broń/
Przed skonaniem od rozpaczy!/
Cóż tam będzie, gdy zobaczy/
Matka moja starościna,/
Że na marach niosą syna/
Przez posępne z lip aleje,/
A z mar syna krew się leje,/
A służący trupa kryją./
Cóż tam będzie! gdy zawyją/
Moje psy u moich bram?/
Gdy mój stary dziadek sam/
Przyjdzie, klęknie w czarnej sali,/
Oczy wlepi w moje oczy/
I na nogach się zatoczy,/
I na ciało się powali,/
I na piersiach mi zaryczy!/
Jezu! Jezu!</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wchodzi <osoba>Kosakowski</osoba>, wiodąc <osoba>Księdza Marka</osoba> w ubiorze mszalnym z monstrancyą --- w
głębi pokazują się zbrojne tłumy konfederatów ze sztandarami.</didaskalia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Kto tu krzyczy,</wers_cd>/
Kto tu z jękiem woła Pana?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>STAROŚCIC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Moje serce, moja rana/
Bolesne usta otwiera,/
Jęcząc w śmierci i w tęsknocie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Kto ufa, ten nie umiera.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>STAROŚCIC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mówisz o wiecznym żywocie!/
</strofa></kwestia>

<didaskalia>Zamyka oczy i kona.</didaskalia>


<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zaprawdę, kto nie doczeka/
Na jasny męczeństwa wieniec,/
A krew rzuca jak szaleniec/
Pod miecz drugiego człowieka/
I drogie utraca ciało;/
Gdy tej krwi biednej tak mało/
Tutaj na obronę bożą,/
Wart, że go w trumnie położą/
Ludzie, przy bladym świeczniku;/
I zapomną o nim na ziemi/
Jak o zdrajcy, niewdzięczniku,/
Niewartym nawet powszedniej/
Modlitwy, jednego krzyża,/
Niewartym nawet łzy jednej!/
Lecz Chrystus, co się przybliża/
Do twych ust pełnych rozpaczy,/
Które go wołały z jękiem,/
Człeku, niechaj ci przebaczy./
I niech twój grobowiec młody/
Ukraińskich kwiatów wdziękiem/
Okwitnie. O Boże! Boże!/
Jakie to matkom zawody!/
Jakie dla ich serca noże!/
Jakie za miłość wypłaty,/
Takie wczesne dziatek straty!/
Takie śmierci z marnych sprzeczek/
Wynikłe, zgony gwałtowne,/
A zaś równie nieodzowne/
Jak tamte, co są dla Boga./
O! jak te garstki kosteczek,/
Które śmierć odnosi sroga,/
Drogie im w dzieciństwie były!/
Ile mleka, łez wypiły!/
Ile za nimi pacierzy/
Pobiegło w złote niebiosa!</strofa>

<didaskalia>zamyka mu oczy</didaskalia>
<strofa>Umarł.... Trup przed wami leży./
Młodzieniec złotego włosa/
Wczoraj jeszcze kwiat młodzieży!/
Oto zszedł ze świata tego/
Syn Jaśnie Oświeconego,/
Dziedzic Barku i Ladawy,/
Na wejściu w związki książęce. ---/
Weźcie ten pierścionek krwawy/
I oddajcie go panience./
A nad trupem, co tu leży,/
Zaśpiewajcie Anioł Pański.</strofa>

<didaskalia>pokazuje na <osoba>Kosakowskiego</osoba></didaskalia>
<strofa>A to służalec szatański,/
Człowiek mordu i grabieży,/
Gwałtownik i pijanica,/
Pusty jak djabła kaplica,/
Krzykun jak wojna kokosza./
Złodziej publicznego grosza,/
Obdzierca domów, kapituł,/
Chodząca jakaś szkarada:/
Do którego nie przypada/
Żaden dawny polski tytuł./
Starosta? Lecz on na głowie/
Nie ma zasług, ani lat!/
Podskarbi? sam niechaj powie./
Niechaj publicznie obwieści,/
Ile grosza wczoraj skradł;/
Cześnik? ale on bez cześci!/
Miecznik? ale on jest kat!/
Nawet nie człowiek! bo oto/
Leży jego jeden brat,/
Z którego krew szczerozłotą/
Tak czystą, młodą, rumianą,/
Ojczyźnie ofiarowaną/
Ten człowiek wytoczył z serca./
Więc nie człowiek, lecz morderca/
Stoi pod nami i zgrzyta./
Otóż mówię w imię boże,/
Że odtąd jako banita/
Pójdzie na świata bezdroże,/
Jako szatanowie czarni,/
Pędząc gdzieś pod błyskawice,/
Do mglistej w deszczu latarni,/
Przez krwią zbryzgane ulice,/
Śród zgiełku i tarabanów;/
Z odwagą w sercu umarłą/
Bez sądu położyć gardło./
Proszę więc wielmożnych panów,/
Abyście go od tej chwili/
Jako zdrajcę opuścili,/
Jak Moskala się wyrzekli,/
Jak od choroby uciekli,/
Zamknęli sąd jak nad ściętym,/
Jak dla węża łez nie mieli,/
Jak o zmarłym zapomnieli;/
A myśląc jak o wyklętym,/
Żegnali się i truchleli./
A ty, na twój koń czerwony/
Siadaj... bo drżysz jak niewiasta./
A jeśli dla swej obrony/
Nie masz wyrzec nic? precz z miasta!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>SZLACHTA</naglowek_osoba>
<didaskalia>wyprowadzając <osoba>Kosakowskiego</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Oczy jego obłąkane/
Milczy i z ust toczy pianę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Posadźcie go na rumaka,/
Dajcie w rękę szablę gołą/
I połóżcie ją na czoło/
Jak miesiąca w półpromieniach./
Śniła mi się postać taka/
W przenajświętszych objawieniach./
Żem ją Duchem bożym cisnął,/
I gnał w ciemność krzyża znakiem./
A za nim i za rumakiem/
Cztery razy piorun błysnął./
Królowo świętych! proroków!/
Najświętsza panno Maryo!/
Każ, niech mi pioruny biją,/
Proszę o salwę obłoków/
I grzmoty: <slowo_obce>Salve Regina<pe><slowo_obce>salve Regina</slowo_obce> (łac.) --- bądź pozdrowiona królowo.</pe></slowo_obce>!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>SZLACHTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niebo się łyskać zaczyna,/
Koń rycerza na kieł bierze.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gwałty, morderstwa, grabieże/
Precz z Polski!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>SZLACHTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Grzmot już tu bije...</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wszemu duchowi, co żyje,/
I tym, którzy przyjdą nowi,/
Czyści, stać przy bożem prawie,/
Tym kielichem błogosławię./
<didask_tekst>błogosławi chmury śród ognistych trzaskawic</didask_tekst>/
Chwała Ojcu i Synowi/
I Duchowi świętemu, chwała!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>SZLACHTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niebo od piorunów pęka,/
Z wałów biją wszystkie działa./
Kto żyw niech przed Bogiem klęka!/
Pan zwycięża! Narody giną!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK </naglowek_osoba>
<didaskalia>śród najmocniejszych piorunów</didaskalia>
<kwestia><strofa><slowo_obce>Gloria in excelsis Domino<pe><slowo_obce>gloria in excelsis Domino</slowo_obce> (łac.) --- chwała na wysokości Bogu.</pe>!</slowo_obce></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>SZLACHTA </naglowek_osoba>
<didaskalia>na klęczkach</didaskalia>
<kwestia><strofa>Pioruny trzęsą biegunem!/
Panie! proch z nas i ofiara,/
Lituj się naszego jęku!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wstańcie! teraz wasza wiara/
Zapalona jest piorunem,/
A ja ten piorun mam w ręku./
</strofa></kwestia>

<didaskalia>Chwyta sztandar i wychodzi na czele szwadronów.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SZLACHTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Idźmy, prowadzi na wały.../
Dzień to zwycięstwa i chwały!/
Dalej z działkiem za rajtaryą<pe><slowo_obce>rajtaryą</slowo_obce> --- dziś popr. pisownia: rajtarią; <slowo_obce>rajtaria</slowo_obce>: jazda, kawaleria.</pe>!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CECHOWY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Naprzód sztandar z Panną Maryą,/
Naszą świętą z Poczajowa.../
Słyszycie? to Suwarowa/
Baterya gra posępnym basem,/
Kantyczce naszej do wiersza./
Odezwała się najpierwsza/
Pod hawryszowieckim lasem...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>GŁOS Z POZA SCENY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Cud! cud!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CECHOWY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co tam?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>GŁOS Z POZA SCENY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jedna ruska</wers_cd>/
Baterya z ziemi porwana./
A na płomieniach wulkana/
Zjawienie!... I wał konnicy,/
Której koń we krwi się pluska,/
W samo morze z błyskawicy/
Jak wał żelazny się wali...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CECHOWY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wszelki duch Chrystusa chwali!/
Bez harmat my, bez oręża,/
Lecz Pan Bóg za nas zwycięża!/
Wychodzi z sztandarem i z resztą ludu.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Scena oświecona posępnie błyskawicami, pusta, przez cały ciąg słychać odgłosy dalekiej walki. <osoba>Kosakowski</osoba> wlatuje, waląc się z konia, z drugiej strony z poza<pe><slowo_obce>z poza</slowo_obce> --- dziś popr. pisownia łączna, z ubezdźwięcznieniem: spoza.</pe>
karczmy wychodzi <osoba>Bojwił</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zwierzgnął mię rumak przelękły,/
Popręgi u siodła pękły./
Wyleciałem stąd jak śpiąc,/
Obelżony, duchem złaman./
Gdzie ten ksiądz? Gdzie ten czart ksiądz?/
Każę ćwiczyć po ulicach,/
Będzie bity tak jak Aman<pe><slowo_obce>Aman</slowo_obce> a. <slowo_obce>Haman</slowo_obce> --- postać biblijna ze Starego Testamentu, najwyższy urzędnik króla Persji, Achaszwerosza (Kserksesa), który za nieoddawanie mu pokłonu przez Żyda Mardocheusza planował zabić jego i innych Żydów w Persji; zapobiegła temu królowa Estera; Haman został powieszony; symboliczne bicie Hamana jest elementem obchodów święta Purim.</pe>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BOJWIŁ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_wciety typ="2">Ktoś tutaj przy błyskawicach</wers_wciety>/
W ognistej ulewy skrach/
Stoi jak upiorny strach,/
Co to jest? to rotmistrz nasz?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Obelgami zlał mi skronie,/
Piorunami dał mi w twarz,/
Przed nim siedział duch mój w łonie,/
Jako robak w trupie siedzi,/
Bo głos księdza jak dzwon z miedzi,/
W który kula uderzyła,/
A twarz jako słońce była,/
A w źrenicach mocy sto./
Czy jest tam kto? czy jest tam kto?
</strofa></kwestia>

<didaskalia>Stuka do karczmy.</didaskalia>


<naglowek_osoba>BOJWIŁ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W tej karczmie nie ma nikogo,/
Tylko żydowska dziewczyna/
A na belce --- trup rabina.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Otwórz! otwórz!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BOJWIŁ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jakąś trwogą</wers_cd>/
Wskroś przejęty, nie śmiem, panie,/
Trup ci przed oczyma stanie,/
Trup rabina się pokaże.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Otwórz! otwórz! ja ci każę!/
Niech widokiem tym ohydzę/
Moje oczy...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BOJWIŁ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>W oczach ćmi się</wers_cd>/
Od błyskawic... drzwi nie widzę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Oczy moje jasne, rysie,/
W oczy tego Żyda wszczepię,/
Na bladościach je oślepię/
I na strachu zahartuję./
Tysiąc trupów mi się snuje/
Przed oczyma, widma same!/
I ja widmo... Otwórz bramę!/
Choćby ją sam szatan kuł/
I przed piekłem ją postawił,/
Szablą ją rozetnę w pół.</strofa>


<didaskalia>Bije we drzwi szablą --- i brama się odmyka, ze środka rozepchnięta... w bramie pokazuje się <osoba>Judyta</osoba> w worku szarym ubrana, z bosymi nogami.</didaskalia>


<strofa>Jakiż mi się szatan zjawił?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nu!... Czemu bramę rozbito,/
Gdzie ja odprawiam bosiny/
Po ojcu?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>To ja, Judyto.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach... czemu ty taki siny/
Jak zabójca? oczy w słup?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Daj wody, pragnę jak pies.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nu... ja ci dam moich łez,/
Nie chodź tu, bo w karczmie trup./
A ja sama siedzę boso/
Na popiele w szarym worze./
Póki trupa nie wyniosą,/
Żaden goim wejść nie może,/
Gdzie Żydówka na bosinach,/
A przed nią trup na drabinach/
W śmiertelnej leży koszuli.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Judyto...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nu... co?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Chcę wody.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nu... czy ty żebrak na kuli?/
Ty możesz robić --- ty młody;/
Młode jeszcze twoje lata,/
Możesz być hyclem u kata.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI </naglowek_osoba>
<didaskalia>dobywając szabli</didaskalia>
<kwestia><strofa>Jezu!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ha... ty przy orężu?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Kobieto! szatański wężu!/
Co świszczesz urągowiskiem/
A nie drżysz przed szabli błyskiem,/
Spokojna i blada jak kreda./
Wiedz, że z mojego rozkazu/
Powieszono tego Żyda,/
Bo mię zdradził...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba><didaskalia>przez ciąg jej mowy słychać ciągle odgłos dalekiej walki</didaskalia><kwestia><strofa><wers_cd>Nu, do razu</wers_cd>/
Ja to zgadła i wiedziała,/
Że się to przed Bogiem wyda./
Ty okradł i zabił Żyda,/
I z jego martwego ciała/
Zostawił posag Żydówce;/
A sam poprowadził hufce,/
Jak wiatr, co się w polu miota,/
Jako Polak patryota,/
Jako rycerz krwią czerwony,/
Jak pan wielki oświecony,/
Jak twej ojczyzny dobrodziej;/
Choć ty zabójca i złodziej/
Brzęczysz od mojego złota;/
A ja przez ciebie sierota,/
Przy okradzionym kantorku/
Siedzę w popiele, na worku,/
A przede mną z trupem drabina./
Nu, czy ty wiesz? jak rabina/
Trup po śmierci straszny, srogi?/
Jak do wschodu leży głowa?/
A z drabiny sterczą nogi?/
Czy ty wiesz, co się nazywa/
U chłopów noc rabinowa?/
Co dęby w puszczach porywa,/
Domy znosi jak namioty/
I całą noc sypie grzmoty/
Głośne jak Jehowy słowa:/
A dlaczego rabinowa?/
Nu?... a czemu piorun głuchy/
Taki jasny? a świat drżący?/
Bo to są rabinów duchy,/
Nu... i trup się ten modlący,/
Co siedzi wtenczas w bożnicach/
Przy wichrze i błyskawicach,/
Pod czarnym kahałów dachem,/
I z pacierzem i z rejwachem,/
I z płaczem aż do niebiosów,/
I z jękiem, i z rwaniem włosów,/
I z żałobliwymi słowy,/
Modlący się do Jehowy,/
Aby zdjął już z Izraela/
Przekleństwo... A gdy Jehowa/
Piorunami wtenczas strzela/
I sprawuje taki zamęt;/
To widać, że płacz i lament/
Panu Bogu się podoba./
Że biednych Żydków żałoba/
Pioruny jego zapala.</strofa>

<didaskalia>słucha grzmotu dział</didaskalia>
<strofa>Nu, tam teraz u Moskala/
Wielki strach Chrystusa Pana:/
Ksiądz wziął krzyże, zdjął ornaty,/
Duchem rozrywa harmaty/
I w białym świeci habicie/
I krwi ma aż po kolana;/
A ja tu, żydowskie dziecię,/
Sierota w waszej krainie,/
Siedzę przy trupiej drabinie,/
Przy wietrze, co wieje od trupa,/
A pode mną popiołów kupa,/
A na mnie wór podły szary;/
A ja podobna do mary/
Z twarzą bielszą od miesiąca,/
Z zabójcą rozmawiająca,/
Z szczęścia jak kwiat oberwana,/
W żałości jak obłąkana,/
O zabójstwie jakby śniąca,/
A we śnie łzami zalana,/
A w strachu jak wiedźma blada,/
A zemstą w niebo porwana,/
A w przekleństwach jak piorun, co spada!</strofa>

<didaskalia>w najwyższej exaltacyi, przy odgłosie dział</didaskalia>
<strofa>Nu, więc teraz ja się zrywam/
I o ściany tłukę głową./
Ja przekleństwem się nazywam/
I nazywam się zagubą,/
Krwią i burzą rabinową,/
Wichrem, deszczem, nocą grubą,/
Duchem, gwiazdą, trumną, trwogą!/
Bo w tem sercu są wichrzyce,/
Co was i rozerwać mogą!/
Nu, bo w puchu błyskawice,/
Co świat cały mogą spalić!/
Bo oto ja tchnęła na pole/
I chorągwie zaczęły się walić,/
I wasz duch leży na dole/
Podobny wężowej chmurze;/
A ja tu stoję na górze/
I podnoszę zemsty ramię,/
I nogami go depcę i łamię,/
I odpędzam precz z pola do miasta!</strofa>

<didaskalia>strzały harmatnie ustają nagle</didaskalia>
<strofa>Abyś wiedział, że judzka niewiasta,/
Będąc w usprawiedliwieniu/
Przed Bogiem swego zakonu/
Zemstą ojcowskiego zgonu,/
Jest jak noc, cała w płomieniu,/
Jest jak burza, cała w mocy,/
Jest jak siła, cała w ciszy,/
Jest jak głaz w Dawida procy,/
Jest jak płacz, który Bóg słyszy,/
Jest jak grad, co bije w twarze,/
Jest jak strach, co serca napełnia,/
Jest jak miecz, którym Bóg karze,/
Jest jak sąd, który Bóg spełnia./
Ten sąd macie chrześciany,/
Ja go na was trzęsę z rąk!</strofa></kwestia>
<didaskalia>W największej furyi trzęsie ręce nad głową i rzuca garściami przekleństwa na pole.</didaskalia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI<begin id="b1418214989690-2547154024"/><motyw id="m1418214989690-2547154024">Zdrada, Żyd, Kobieta, Mężczyzna, Zemsta</motyw></naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Żydówko, ja twoich mąk/
Nie winien... bo obłąkany,/
W zupełnej nieprzytomności/
Dałem znak chustą czerwoną/
I mój rozkaz wypełniono,/
Wypełniono bez litości./
A jam tu powracał po to,/
Bym Żydowi oddał złoto,/
A porwał córkę żydowską.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Kogo, powiadasz, goimie?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przysięgam na Matkę Boską,/
Ciebie samę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Powiedz imię?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Judytę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>O! wielki Boże!</wers_cd>/
Kiedy wczora ja w komorze/
Całowała twoje nogi/
A ty jak pan wielki szumiał,/
Ty ust moich nie zrozumiał!/
Ty mię nogą pchał z podłogi,/
Jak człek, co gałganem miota!/
A dziś, czy ja tobie droższa/
Przez to, że dziś ja sierota?/
I od Żydów najuboższa,/
I od kobiet niegodziwsza,/
I od wszystkich węży mściwsza;/
Śmiertelniejsza od żelaza!/
Że ja?... Nu, ja... jak zaraza/
Dmuchnęła i wiatr popsuła?!/
<begin id="b1418215049063-3255217288"/><motyw id="m1418215049063-3255217288">Zabobony, Antysemityzm</motyw>Nu, ja... prawda, co mówicie,/
Igiełkami dzieci kłuła/
I wieszała na suficie/
I robiła ze krwią ciasto./
Nu, a teraz wasze miasto,/
Chociaż wiem, że sama zginę,/
Tak zakłułam jak dziecinę,/
Aż krwią skapie purpurowe.<end id="e1418215049063-3255217288"/>/
Jeśli ty kat, to nie czekaj,/
Lecz mi szablą zetnij głowę,/
Rzuć za siebie i uciekaj/
Pełny trwogi i popłochu,/
Bo tam w karczmie, patrzaj! z lochu/
Widma, co zagaszą słońce!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wielki Boże! w karczmie Dońce!/
I piechotny bagnet świta!/
Ty zdrajczyni!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja, Judyta!</strofa></kwestia>
<didaskalia>Wchodzi do karczmy.</didaskalia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bojwile! miasteczko wzięte!/
Czyńmy to, co jeszcze można./
A ty, coś wydała święte/
Kościoły, furyo bezbożna!/
Przysięgam ci, że powrócę,/
Za włosy ciebie pochwycę/
I w żar płomienisty rzucę,/
I spalę jak czarownicę,/
I strzaskasz się jak suchy pień.../
Gdzie mój koń?... to sądny dzień!</strofa></kwestia>
<didaskalia><osoba>Bojwił</osoba> i <osoba>Kosakowski</osoba> wychodzą.</didaskalia>




<didaskalia>Z karczmy wychodzi <osoba>Kreczetnikow</osoba>, jenerał moskiewski, <osoba>Suwarow</osoba> oficer, <osoba>Adjutant</osoba> i moskiewskie wojsko.</didaskalia>

<naglowek_osoba>KRECZETNIKOW</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak się przez Żydów każde miasto bierze.<end id="e1418214989690-2547154024"/>/
Suwarow, weźmij z sobą sotko ludzi/
I od klasztoru postaw tak żołnierze,/
Aby schwytali księdza cudotwórcę./
Ten mózg, co twoje dziś rękawy brudzi,/
Krew, koralowej podobna paciórce,/
Którać na czole błyszcy, bestyo dzika!/
Zrobiły z ciebie dzisiaj pułkownika.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>SUWAROW</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Sława Rosyanom<pe><slowo_obce>Rosyanom</slowo_obce> --- dziś: Rosjanom.</pe>!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Odchodzi.</didaskalia>



<naglowek_osoba>KRECZETNIKOW</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Gdzie jest pan Branecki?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ADJUTANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gada z karczmarką.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>


<didaskalia>Wchodzi <osoba>Branecki</osoba>, prowadząc za rękę <osoba>Judytę</osoba> już ubraną jak poprzednio, w pięknym
Żydowicy stroju.</didaskalia>

<naglowek_osoba>BRANECKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Na honor szlachecki!</wers_cd>/
Nigdy piękniejszej nie widziałem jędzy./
Dałem jej kiesę pieniędzy,/
Rzuciła na ziemię złoto,/
Zdjęła worek, z bladej twarzy/
Obtarła popiołów błoto/
I stoi cała w klejnotach/
Jak paw, kiedy rozwachlarzy/
Ogony.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nu, wy w namiotach</wers_cd>/
Mieli od mojego sługi/
Pokazany ten loch długi,/
Idący tu do piwnicy./
Teraz wy, jak na gościnie/
U rabina Żydowicy,/
Szanujcie ludzkie żywoty,/
Niech tu żadna krew nie płynie,/
Niech tu nie grzmią żadne grzmoty,/
Bo...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BRANECKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Bo i cóż?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Bo ja proszę.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BRANECKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Na twoję instancyę wnoszę/
Tę prośbę do jenerała,/
Aby wiatrem nabił działa/
I kul nie dawał harmatom;/
A manifestami z lawet/
Walił w tył konfederatom,/
Oddawszy im to wet za wet,/
Co nam niosła ich wymowa,/
Za wiatr --- wiatr, za słowa --- słowa.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nu, kto ty, co im urągasz?/
Czy ty pies, że ludzkie kości/
Na polu zębami ciągasz?/
I nad trupem jesteś w złości?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BRANECKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co, najpiękniejsza z karczmarek?.../
Wziąść<pe><slowo_obce>wziąść</slowo_obce> --- dziś popr.: wziąć.</pe> ją, ręce związać sznurem.../
Niech czeka.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Moskale wiążą <osoba>Judyty</osoba> ręce w tył i krępują powrozami. <osoba>Adjutant</osoba> wchodzi, prowadząc <osoba>Księdza Marka</osoba> pod strażą.</didaskalia>

<naglowek_osoba>ADJUTANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Oto ksiądz Marek!</wers_cd>/
Pod samym klasztornym murem/
Z szablą w ręku wzięty w plen.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BRANECKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co? ksiądz Marek? oszust ten?.../
Czy to ty jesteś, mój klecho?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja sam.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BRANECKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Bądźże nam pociechą</wers_cd>/
I grzesznych orędownikiem./
Księże, tęgim jesteś ćwikiem,/
Oszukiwałeś rok cały/
Wszystkich nabożnych i głupich;/
Biłeś się jak jenerały/
I chciałeś sobie z głów trupich/
Wybudować kazalnicę,/
Skąd byś mógł do króla gadać.../
Czas ci na osiołka siadać,/
Przejechać się przez stolicę,/
Gdzie już nie podolskie mózgi/
I szlachecka cię głupota/
Przyjmą, ale kat i rózgi;/
Bo ta twoja tu robota,/
Te bunty i te powstania/
Warte tylko wysmagania.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czegokolwiek one warte,/
Pokornie proszę Waćpana,/
Abyś me piersi rozdarte/
Lekarzom opatrzyć kazał.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BRANECKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A gdzież ty tak habit zmazał?/
A gdzież wzięta owa rana?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Na polu, z ręki Moskala.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BRANECKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to? więc Pan Bóg pozwala,/
Że i święci noszą blizny?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, mospanie, dla ojczyzny/
Pozwala Pan Bóg i świętym...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BRANECKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A rózgami być ociętym?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I to zniosę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BRANECKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Kreczetnikow,</wers_cd>/
Daj mi, proszę, dwóch burłaków/
Z sekty twoich biczowników,/
Bo w całym hufie Polaków/
Nie ma ludzi... a ten klecha/
Zna się na bicia dobroci./
Patrz, jak się na to uśmiecha,/
Że Moskal mu kość wymłóci.../
Hej! bić go tak, aż krwią się spluszcze./
</strofa></kwestia>

<didaskalia>Stają żołnierze przy księdzu.</didaskalia>


<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<didaskalia>pokazując przed sobą palcem na ziemię, do <osoba>Judyty</osoba></didaskalia>

<kwestia><strofa>Upadnij tu na kolana,/
Córko, niechaj ci odpuszczę./
Idę do mojego Pana.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba><didaskalia>rzuca się na kolana, szlochając</didaskalia><kwestia><strofa>Przeklnij! przeklnij!...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ja, Judyto?</wers_cd>/
Oto naród mój zabito!/
Oto, patrzaj! tam w oddali/
Płomień... Dom się boży pali/
Nad ognistej krwi strumieniem/
I niebo kole płomieniem,/
Jak miecz archanioła kręty,/
Już na brusie<pe><slowo_obce>brus</slowo_obce> ---  kamień szlifierski używany do ostrzenia narzędzi metalowych. </pe> pociągnięty,/
Ostrzem postawiony w górę,/
Miecz gotów karać naturę!/
Ludzi, że są przeciw cnocie,/
Braci, że rwą serca bliźnie,/
Polaków, że przeciw ojczyźnie,/
Niewinnych, że są w ciemnocie,/
Winnych, że w jasności ślepi./
<wers_wciety typ="2">Oto miecz z płomieni różnych,</wers_wciety>/
Co wkrótce niebo rozszczepi,/
Potem się na domach próżnych/
Powali, świszcząc jak żmije,/
I powali, i nakryje/
Gwałty, płacz, mordy rumiane/
I to miasto wyrzynane/
Jak anioł ognia pochłonie./
<wers_wciety typ="2">I podobny jest koronie</wers_wciety>/
Z hyacyntu, z chryzolitu,/
Śród gwiazd białych i błękitu/
Przez duchy boskie trzymaną;/
Aż naród zegnie kolano,/
O Bogu pomyśli w burzy/
I na to ogniste wiano/
Męczeństwem ducha zasłuży./
<wers_wciety typ="2">I jest jeszcze jako kręta</wers_wciety>/
Burza, co płomieni ręką/
Porwała tam sakramenta./
Krzyże, hostye z pańską męką,/
Obrazy przeświętych wzorów,/
I grobowce fundatorów,/
I podłogi, które rosi/
Ludu łza, nawet kamienie;/
Zawinęła je w płomienie/
I Panu Bogu odnosi./
<wers_wciety typ="2">Więc i te drzewa żałobne,</wers_wciety>/
W Zielone Świątki sadzone,/
Których pnie takie czerwone,/
Listki jak iskierki drobne/
W rubin na nitki zniżane,/
Jak struny wichrem odwiane,/
Ogniem zajęte przy korze;/
Te drzewa, to harfy boże,/
Od kościelnego krawędzia/
Idące rzędy długimi,/
To Dawidowe narzędzia/
Hymnów, które tu na ziemi/
Śpiewają mi z tryumfalnych/
Pieśni długie litanije,/
Od aniołów niewidzialnych/
Duchową ręką trącane./
<wers_wciety typ="2">Widzę Boga! któż mi oczy zakryje?</wers_wciety>/
Chwały niewypowiedziane/
Widzę! głosy wielkie słyszę!/
Boga, co mi ogniem pisze/
Nowy rozkaz, nowe prawo!/
Oblewa mnie swoją sławą!/
Ogniami męczeństwa złoci!/
Pan Bóg mój pełny dobroci!/
Którego mię rany bolą/
A wola jest moją wolą./
<wers_wciety typ="2">I ja przez tych świateł krocie</wers_wciety>/
Oświecony, miałbym, córo,/
Nie przebaczać tu ślepocie?/
Lecz we krwi umoczyć pióro?/
Ja, którego Bóg dziś słucha,/
Wydać mam na twego ducha/
Wyrok na wieki tracący?.../
Owszem, węgiel gorejący/
Na bladych ci ustach kładę;/
Zmazuję wszelką szkaradę,/
Wszelkie jady, co je ślinią,/
Abyś była prorokinią/
Przyszłą między twoim ludem,/
Nawrócenia żywym cudem,/
Jedną z tych, co w kraju jęczą,/
Jedną z tych, co boleść dzielą,/
Jedną z tych, co go weselą,/
Jedną z tych, co w przyszłość wierzą;/
Świecącą przymierza tęczą,/
Świecącą, aż pioruny uderzą/
I z chmur spędzą jak ostatnią pochodnię./
Bo wiedz, córko, że wszystkie ci zbrodnie/
Odpuszczone są na wieki wieków.</strofa>

<didaskalia>obraca się do Moskali</didaskalia>
<strofa>A teraz krzyża i ćwieków,/
A co macie czynić, czyńcie prędzej.</strofa></kwestia>
<didaskalia>Wyprowadzają go straże.</didaskalia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>On przebaczył, bo ja w nędzy,/
Bo on wie, co ja cierpiała.../
Puśćcie mnie do jenerała,/
Do ruskiego wojownika./
Nu... niech on księdza nie tyka,/
Bo straci całe obozy,/
Piorun mu spadnie na ramię.</strofa>

<didaskalia>rwąc na sobie powrozy</didaskalia>

<strofa>Bo tak... jak ja rwę powrozy,/
Tak ja mu wojsko połamię!/
Spalę lud jak błyskawica!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MOSKALE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czarownica! czarownica!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nu, ja wolna przed grabieżą/
I przed ogniem i przed katem./
Jeśli tam księdza uderzą/
Jednym tylko, jednym drutem,/
Tak wy padli z całym światem!/
Ta krew wasza jednym łutem/
Nie zaważy przed krwią Judy!.../
Nu, tam patrzcie! oto cudy!/
Oto w pożarach wychodzi/
Ksiądz męczony.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BRANECKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co to znaczy?</wers_cd>/
Kto nam tu stracha przywodzi?/
To ksiądz!... tysiąc sto kartaczy!.../
Widmo po pas obnażone/
Z katowskiej wychodzi chaty./
A za nim wloką się katy,/
Niby dwa słońca czerwone./
Niby dwa czerwone duchy,/
Zgięci jak żebracy na kulach/
I biją się po koszulach./
A koszule markietanów/
Od czarnej smagalnej pluchy,/
Są jak skrzydła u szatanów,/
Oczy przenikają zgrozą,/
Powietrze całe czerwienią...</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wchodzi <osoba>Ksiądz Marek</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lub się serca w katach mienią,/
Lub Pan oczy zaćmi ślozą<pe><slowo_obce>śloza</slowo_obce> --- łza.</pe>.../
A ciemna to była chata,/
Gdzie mię po pas obnażono./
Więc zamiast bić w moje łono,/
To kat się rzucił na kata/
I we krwi się oba pluszczą.../
Rozłączcie ich, bo się nie puszczą,/
Aż skonają.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KRECZETNIKOW </naglowek_osoba>
<didaskalia>do katów za sceną</didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Precz, sobaki<pe><slowo_obce>sobaka</slowo_obce> --- pies.</pe>!</wers_cd>/
Wziąść<pe><slowo_obce>wziąść</slowo_obce> --- dziś popr.: wziąć.</pe> ich, zanieść do szpitala./
Branecki, cudownik taki/
Harmaty nam pozapala./
Zrobi bunt w moskiewskiej armii./
Ach! tam Katarzyna karmi/
Tyle mnichów ruskiej wiary;/
A wszystko chłopy do miary,/
Poszczą chlebem i jesiotrem/
A żaden cudów nie umie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BRANECKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Poślij jej Żydówkę z tym łotrem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Cokolwiek w twoim rozumie/
Ułożysz, to nie pomoże,/
Bo ja tu ciało położę/
Pierwsze dla kraju i wiary./
I mój kopiec jak sztandary/
Będzie trwał --- aż wiek przeminie,/
Aż ludzie z jasnymi skrońmi/
Pokażą się w tej krainie,/
Wchodząc ducha mego bramą./
Więc nie porwiesz mię stąd końmi!/
Ani nawet śmiercią samą!/
Mój duch wiecznie tu i ciało/
Przyszłego kościoła skałą.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KRECZETNIKOW</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Hej, z kibitką kapitana!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Patrz, kogo wysyłasz ze mną,/
Bo na drogach pańskich ciemno,/
I często jest krwią zbryzgana/
Ta ciemna i nocna droga,/
Krwią szaleńców roztrąconych o Boga.</strofa></kwestia>


<naglowek_akt>AKT III</naglowek_akt>

<didaskalia>Plac w Barze. Wchodzi <osoba>Kosakowski</osoba>, ubrany jak sługa szpitalów<pe><slowo_obce>szpitalów</slowo_obce> --- dziś popr.: szpitali.</pe> zadżumionych, w smolnej koszuli, w kapturze.</didaskalia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zaraza, co tu panuje,/
Gdzie Moskale wiatr popsuli,/
Gorsza od miecza i kuli,/
Tysiącami ludzie truje,/
Z trupów czarnych urodzona,/
Stojąca jak widmo na wale./
<wers_wciety typ="2">Pełne Moskalów szpitale,</wers_wciety>/
Każda karczma zarażona./
Każdy człowiek straszny, blady,/
Sine włóczą się gromady/
Z krwią i ogniem pod powieką;/
Zgniłe prześcieradła wleką,/
A głowy w skrwawionych chustach/
Wspierają na rękach chudych,/
Z węglem i ze krwią na ustach,/
Pełni plam zielono-rudych,/
Ponurzy jak rozbójnicy,/
Jak wilcy na krew gotowi./
Przypatrzyłem się ludowi,/
Co tam, przed Boharodycy/
Namiotem klęczy i leży,/
Pałaszami namiot kraje/
I Boharodycy łaje,/
Nazywa ją matką żołnierzy./
I pochlebia, i klnie na przemiany./
<wers_wciety typ="2">A tak wszystko zaraza rozprzęga,</wers_wciety>/
Że oto w smołę ubrany,/
Rzuciwszy na plecy haki/
Jak koń, który się zaprzęga/
Do ciał, włóczę te sobaki;/
Wyciągam z miasta za bramy/
I rzucam nagie do jamy;/
A nikt o to nie zapyta,/
Kto ja jestem? skąd przychodzę?/
Mógłbym sztyletować wodze,/
Mógłbym zatruć wód koryta,/
Mógłbym --- wszędzie chodzę wolny ---/
Wejść aż do jenerałowej/
W nocy jako upiór smolny,/
Wziąść<pe><slowo_obce>wziąść</slowo_obce> --- dziś popr.: wziąć.</pe> lampę, która u głowy/
Przy srebrnym obrazie świeci,/
W kołysce podpalić dzieci,/
Blaskiem zbudzić matkę śpiącą/
I z pochodnią gorejącą/
Jak upior wynijść<pe><slowo_obce>wynijść</slowo_obce> (daw.) --- wyjść.</pe> z sypialni./
<wers_wciety typ="2">Tymczasem błądzę jak pjany</wers_wciety>/
Pośród tej okropnej szczwalni,/
Gdzie zaraza swe szatany,/
Psy swoje czarne puściła../
Gdzie dom... spojrzeć, to mogiła,/
Gdzie łóżko, tam trup być musi./
Par cięży, powietrze dusi,/
Gwiazdy, jakby przelęknione,/
Chodzą smętne i czerwone;/
Wyją psy na pustych bramach/
I rwą zębami łańcuchy./
A w polu, przy trupich jamach/
Jakieś płomienie jak duchy/
Stoją, czasem szyję zegną/
I za człowiekiem tak biegną/
Kolory z ognia fałszywe,/
Tak lecą jak trupy żywe,/
Owinięte przez płomienie,/
Jak moje za mną sumienie!/
<wers_wciety typ="2">Bo to ja, com tu zaszczepił</wers_wciety>/
Ruinę, gwałt, mord rumiany./
W żądzach niepohamowany,/
Kiedy mię szatan oślepił./
Leciałem, gryząc wędzidła,/
Własne rzuciwszy sztandary./
I przeze mnie ten ksiądz stary/
Odbieżany szedł na boje,/
Jak ptak bez jednego skrzydła,/
Żebraków zebrawszy roje/
Zbrojne w siekiery i kosy,/
Siwe swe rzuciwszy włosy/
Za sztandar, i męczenników/
Krzyżem oświecając złotym./
Ja zbieg! zdrajca jego szyków!/
Gdy siadłem nad trupów rowem,/
Kiedy pomyślałem o tem,/
Gdy ten ksiądz z czarnym okowem,/
Jasny jak światło jarzęce<pe><slowo_obce>jarzęce</slowo_obce> --- jarzące się.</pe>,/
Stanął mi w myśli upiorem;/
Gdy do nieba podniósł ręce,/
I pokazał nad klasztorem/
Ogień, dym, czerwone dachy/
I w cieniu ruskie bermyce,/
I na tych bermycach blachy,/
Jak złote, wielkie księżyce,/
Ciągnące ku pożarowi,/
Ból i strach mię przejął mrowi;/
I przysięgłem, furyą zdjęty,/
Że choć sam, chociaż wyklęty,/
Zbawię go albo tu zginę./
A tę żydowską dziewczynę/
Będę trzymał w mojej mocy,/
Porwę i gdzieś w czarnym jarze/
Zrobię z nią, co Pan Bóg każe.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Judyta</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co zrobisz ze mną, goimie?/
Nu, ksiądz mi odpuścił święty./
Ja przyjęła sakramenty/
Z jego rąk i mam na imię/
Salomea.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Więc ksiądz żywy?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ksiądz, on człowiek sprawiedliwy,/
Umrze, gdy go Pan obudzi./
Nu, on nie lęka się ludzi...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ale go pletniami zbito?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A kto tego bicia liczył?/
Jego palmami zakryto/
Słonecznymi od niebiosów,/
A kat się na śmierć zaćwiczył/
I szedł krwią kapiący z włosów,/
W koszuli, cały rumiany,/
Przez siebie zakatowany/
Na śmierć... i umarł w szpitalu./
Nu, a potem w tym Moskalu/
Była myśl księdza uwozić,/
Na Sybirze gdzieś zamrozić./
Więc okuli jemu nogi,/
Ubrali go w chłopskiej świtce<pe><slowo_obce>świtka</slowo_obce> --- siermięga; wierzchnia odzież noszona przez chłopów i ubogą szlachtę, szyta z grubego płótna, z długimi rękawami, sięgająca do kolan.</pe>,/
Położyli na kibitce,/
Koń zaprzęgli do niej srogi/
I szalony, i gorący,/
Jak smok dyszlem targający./
I siadł na kibitce zwoszczyk/
I kapitan w hełmie z blachy/
A blady był jak nieboszczyk;/
I usiedli dwa szyldwachy./
A noc była ciemna, głucha,/
Wielki lament i rozpacze,/
Słychać było, że lud płacze,/
Słychać było, że Bóg słucha;/
Bo stanęła po rejwachu/
Jakaś wielka cichość strachu,/
Gdy kibitka się ruszyła/
Z naszym ojcem śród miasteczka./
Bo wieść między Żydków była,/
Że on, ten ksiądz, jak owieczka/
Dał się okuwać w kajdany,/
Że mu krew bluznęła z rany,/
Że był znowu biczowany,/
W pysk przez Braneckiego bity,/
Jak trup dlatego zakryty,/
I cały we krwi czerwony;/
Bez sił, dlatego niesiony,/
Bez ducha, bo już nie jęczał,/
A w łańcuchu, bo zabrzęczał,/
Gdy go kładli do kibitki./
Nu, i potem tylko kitki/
Tych Moskali jak płomienie/
Poleciały na stracenie,/
Poszły w ciemność z wielką burzą./
Nu, a ludzi było dużo/
Na tym placu, wszyscy czarni,/
Przy jednej tylko latarni,/
Która była pałająca;/
Bez gwiazd żadnych i miesiąca,/
W nocy na strasznej pustoszy,/
Jak na jakiem grobowisku./
<wers_wciety typ="2">Nu, a kiedy Pan Bóg spłoszy</wers_wciety>/
Konie jakie na urwisku,/
To co? --- głowy się strzaskały!/
A on został jeden, cały,/
A na wozie ludzkie trzewo,/
Trup na prawo, trup na lewo,/
Kapitan przy swoim Dońcu<pe><slowo_obce>Doniec</slowo_obce> --- Kozak doński.</pe>,/
Zwoszczyk żyw, lecz jak śmierć biały./
I wóz jego we krwi cały,/
A ksiądz, jakby cały w słońcu,/
Na wozie, w męczeńskiej szacie,/
Jak na jakim majestacie/
Jechał spokojny i żywy,/
Bo on człowiek sprawiedliwy/
I święty...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Słuchaj, Judyto!</wers_cd>/
Zwiedź<pe><slowo_obce>zwiedź</slowo_obce> --- tu: spotkaj.</pe> mię ty z tym karmelitą.</strofa>

<didaskalia>na stronie</didaskalia>


<strofa>Ach! łza jej do pereł grochu/
Podobna.. zemstę już gasi...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Prorok wasz zamknięty w lochu./
A czy są rycerze wasi/
Blisko? Ja go wam wyzwolę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ty?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Przy waszym apostole</wers_cd>/
Ja córka i stróż.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ty sama?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nu, ja mu wolności brama,/
Ja mu róża od Saronu,/
Chociaż bardzo bliska zgonu;/
Ja konwalia mu pachnąca/
I wolnością, i weselem.../
Nu, ja stąd odlatująca,/
Jak duch jaki do miesiąca,/
Z całym dawnym Izraelem;/
Aż powrócę --- bom duch wielki,/
A u Panny Zbawicielki/
Na niebie oczekiwana.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W imię Ojca, Ducha, Pana!/
Co ty gadasz?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nu, ja sama</wers_cd>/
Nie wiem... Miasto dziś podpalę,/
Ogień włożę pod szpitale;/
Aż chorzy wyjdą z płomieni/
I o księdza będą prosić,/
I po mieście zarażeni/
Biegać i ogień roznosić,/
Kołdry targając ogniste...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co ty mówisz? Jezu Chryste!/
Szpital spalić?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nu, a oni...</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niechaj ciebie Pan Bóg broni/
Od tak haniebnego czynu.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdyby z każdego rubinu,/
Co na czepcu moim świeci,/
Była iskra, niechaj leci!/
Niechaj się za dachy chwyta!</strofa>

<didaskalia>zrywa z czepca drogie kamienie i rzuca na wiatr</didaskalia>
<strofa><begin id="b1418231729904-2920139471"/><motyw id="m1418231729904-2920139471">Żyd, Kobieta, Kobieta demoniczna, Antysemityzm</motyw>Nu, ja nie Polka, ja mściwa.../
Ja Żydówka! ja Judyta!<end id="e1418231729904-2920139471"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Słuchaj, dziewczyno straszliwa!/
Piękność twoja nieśmiertelna,/
Jakaś straszna i piekielna:/
Ząb perłowy, kiedy zgrzyta,/
To mi serce w piersiach lata./
Słuchaj, ty jesteś bogata/
I ochrzczona --- córko grzmotów!/
Ja się z tobą żenić gotów.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nu, a ojciec?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Żyd, wisielec...</wers_cd>/
Co mi tam twój ojciec znaczy!/
Odprawiłaś już popielec/
I bosiny po rabinie...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A jak jego duch zobaczy?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W jakiej ty żyjesz krainie,/
Że o trupach zawsze gadasz?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czy ty wojnę wypowiadasz/
Wszystkim duchom Izraela?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czart oczami twymi strzela,/
Ogień leje w serca cieśnie,/
Głowę wprawia w obłąkanie./
Dziś widziałem ciebie we śnie,/
Jakby jakie malowanie,/
Że już byłaś na stracenie/
Prowadzona w żar, w płomienie,/
A z płomieni były róże,/
A ty w różach jak w altanie,/
Uczepiona ręką w górze/
Za krzyż.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ty śnił prawdę świętą.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Judyto, gdyby cię wzięto/
I śmiercią, ogniem grożono.../
Ty znasz moję<pe><slowo_obce>moję</slowo_obce> --- dziś popr.: moją.</pe> klacz czerwoną,/
Co przeleci miasto całe/
I wyleci drugą stroną./
Tylko klaśnij w ręce białe,/
Tylko padnij mi na łono,/
Tylko chwyć się jak zbawienia,/
A ja z grobu i z płomienia/
Wyrwę ciebie po sto razy!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A czy wyrwiesz z rąk zarazy?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Strach mię zdjął.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JUDYTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nu, ja ze łzami</wers_cd>/
Mówię tobie, mój goimie,/
Że przepaść jest między nami.../
Najprzód twój ród, twoje imię,/
Co odrzuca to zamęście,/
A potem... moje nieszczęście/
I mój los. Bądź zdrów na wieki!/
A może przyjdzie daleki/
Jaki czas dla mego ducha,/
Że mnie mój Pan Bóg wysłucha,/
Modlitwę moję gorącą,/
Za twoje szczęście proszącą.</strofa></kwestia>
<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>We łzach, w obłąkaniu stoję...</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Bojwił</osoba> przebrany za chłopa.</didaskalia>

<naglowek_osoba>BOJWIŁ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Panie, widać nasze zbroje,/
Wiejące nam od północy/
Z tchem od ukraińskich kwiatów./
Nowy huf Konfederatów.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KOSAKOWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Idźmy... przed nadejściem nocy/
Może na czas przybędziemy/
Poprawić straconej sławy.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>


<didaskalia>Namiot. --- Wchodzą <osoba>Kreczetnikow</osoba>, <osoba>Branecki</osoba> i <osoba>Raportowy</osoba> oficer.</didaskalia>

<naglowek_osoba>KRECZETNIKOW</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W pochód wymaszerujemy/
Aż na Wierzchowieckie stawy./
Już tam ja w szlacheckie dworce/
Posłał i dzieci, i żonę.
Jej Boh! miasto zarażone./
Mści się Bóg za cudotwórcę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BRANECKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czy jenerał gada seryo?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KRECZETNIKOW</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ot wy z waszą fanaberyą,/
Francuszczyzną, nie widzicie,/
Że tu wojska mego życie/
Pod przekleństwem bunt podnosi.../
A ot, za tym cudownikiem/
Pułk jeden żałobnie prosi,/
Abym go im jałmużnikiem/
Zrobił... i archimandryta.../
A gdyby jeszcze odkryto,/
Co mi dziś piszą w depeszy;/
Boże pomiłuj na niebie,/
To ot... trup ze mnie i z ciebie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BRANECKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Cóż za wieści?...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KRECZETNIKOW</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Człowiek grzeszy</wers_cd>/
Ciekawością, mój Polaku./
A mądry, kto sekret chowa.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BRANECKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co? czy umarła carowa?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KRECZETNIKOW </naglowek_osoba>
<didaskalia>wpadając we wściekłość</didaskalia>
<kwestia><strofa>Szto ty skazał<pe><slowo_obce>Szto ty skazał</slowo_obce> (z ros.) --- co ty powiedziałeś.</pe>?... Ty na haku/
Będziesz wisiał za te słowa./
Małczy, Lach<pe><slowo_obce>małczy, Lach</slowo_obce> (z ros.) --- milcz, Lachu (Polaku).</pe>! Caryca żywa.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BRANECKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niech się pan jenerał nie zrywa,/
Bo ja także hetman jestem,/
A jestem tu w moim kraju.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KRECZETNIKOW </naglowek_osoba>
<didaskalia>w pasyi</didaskalia>
<kwestia><strofa>A czemu ty z naszym chrestem?/
Naszego dworca lokaju!/
Szambelanie z epoletką!/
W jakim ty kraju, szlachetko?/
W jakim ty kraju, łachmanie?/
Tu ja pan... my gospodarze!/
Ot miasteczko wyrżnąć każę,/
Dam ci szutkę w nos, hetmanie,/
I każę na szubienicy/
Powiesić, porąbać w ćwierci.../
I napiszę do carycy,/
Że ty o carycy śmierci/
Rozpowiadał... precz z komnaty.</strofa>

<didaskalia><osoba>Branecki</osoba> wychodzi</didaskalia>
<strofa>Hej, niech nabiją harmaty,/
Niech nabiją wszystkie działa/
I na tego jenerała,/
I na hułany obrócą./
Niech włożą zaraz bagnety!/
Niech mi z miasta precz wyrzucą/
To błoto... Ot francuszczyzna!/
Olejki i toalety!/
Gdy we krwi cała ojczyzna,/
Wino im kapie na brodę.</strofa>

<didaskalia>wchodzi <osoba>Adjutant</osoba> Braneckiego</didaskalia>

<strofa>Cóż tam od panów Polaków?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ADJUTANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pan jenerał uprasza o zgodę,/
O wojennych naszych znaków/
Złączenie... a oto w liście/
Obrażony osobiście/
O satysfakcyą<pe><slowo_obce>o satysfakcyą</slowo_obce> --- dziś: o satysfakcję.</pe> uprasza.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KRECZETNIKOW</naglowek_osoba>
<didaskalia>drąc list</didaskalia>
<kwestia><strofa>Szutki<pe><slowo_obce>szutki</slowo_obce> (z ros.) --- żarty.</pe>... ja nie konfederat,/
Ani młokos do pałasza,/
Jeśli pan jenerał nie rad/
Żem go uderzył po wstędze,/
To niech się w żałobnej księdze/
Rozpisze...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ADJUTANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Toż mu odpowiem.</wers_cd></strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>



<naglowek_osoba>KRECZETNIKOW</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Raportowego</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>A jak tam z wojskowem zdrowiem?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>RAPORTOWY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Po stu codziennie umiera,/
Grenadyer w grenadyera,/
Chłop w chłopa... i co dzień gorzej.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba> KRECZETNIKOW</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niech kancelarya położy/
W dzisiejszym dziennym rozkazie,/
Że kto się podda zarazie/
I położy na tapczany,/
Za pierwszy raz... tysiąc pałek,/
Za drugi raz... rozstrzelany.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>RAPORTOWY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Słuszaju's<pe><slowo_obce>słuszaju's</slowo_obce> (z ros.) --- słucham się (tu: oświadczenie podwładnego o przyjęciu do wiadomości informacji podanej przez przełożonego).</pe>... Braknie nam skałek/
I prochu...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KRECZETNIKOW</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ot i to szutka<pe><slowo_obce>szutka</slowo_obce> (z ros.) --- żart.</pe></wers_cd>/
Puławskiego, co nam bierze/
Po drodze wszystkie jaszczyki<pe><slowo_obce>jaszczyk</slowo_obce> --- wóz do przewożenia amunicji artyleryjskiej.</pe>.../
No... jak zadzwoni pobudka,/
Rozdać pomiędzy żołnierze/
Kamasze, nowe trzewiki,/
Pompony, kogucie pióra,/
I kaszy... niech krzyczą hurra!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>RAPORTOWY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Słuszaju's...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KRECZETNIKOW</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Precz Raportowy!</wers_cd></strofa></kwestia>
<didaskalia><osoba>Raportowy</osoba> odchodzi.</didaskalia>


<didaskalia>Wchodzi <osoba>Adjutant</osoba> Branickiego.</didaskalia>



<naglowek_osoba>ADJUTANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pan mój jako afront nowy/
Uważa, obelgę nową,/
Pana jenerała słowo/
O uderzeniu po wstędze.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KRECZETNIKOW</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nu... proś go, proś na herbatę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ADJUTANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie wiem, czyli go dopędzę,/
Bo wyjechał z sekundantem...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KRECZETNIKOW</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Powiedz mu, że na harmatę/
Strzela się z paniczem frantem,/
Karciarzem --- jenerał stary.</strofa>

<didaskalia><osoba>Adjutant</osoba> wychodzi</didaskalia>

<strofa>Oj dobrze, że my te Bary/
Przycisnęli!... Ot depesza,/
Że tam jakiś car w Kazaniu/
Jenerały nasze wiesza,/
I o carycy porwaniu/
Zamyśla w imię Piotrowe./
Oj dobrze, że my powstaniu/
Polskiemu urwali głowę,/
Nie dopuściwszy odsieczy;/
Bo gdyby... spasij nas<pe><slowo_obce>spasij nas</slowo_obce> (z ros.) --- wybaw nas.</pe>, Boże!...</strofa>

<didaskalia>żegna się</didaskalia>
<strofa>Od takiej okropnej rzeczy,/
Gdyby im pana we dworze/
A księdza puścić z łańcuszka,/
To ot, i Moskwa matuszka.../
Spasij, Boże! Spasij, Boże!</strofa>

<didaskalia>żegna się</didaskalia>
<strofa>Ot gdyby tu wojownika,/
To czart wziął państwo Ruryka,/
Spasij, Boże! spasij, Boże!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Adjutant</osoba> Kreczetnikowa.</didaskalia>

<naglowek_osoba>ADJUTANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Panie, pod wieczorną zorzę/
Widać pułk konfederatów./
Chcieliśmy wystrzelić z wałów,/
Lecz brak i kul, i granatów.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KRECZETNIKOW</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Rzucić kilka pustych strzałów/
Na to obdarte husarstwo/
A potem te pany Lachy/
Prosić na parlamentarstwo.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ADJUTANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Słuszaju's.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Odchodzi.</didaskalia>



<naglowek_osoba>KRECZETNIKOW</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ot nowe strachy!</wers_cd>/
Ot nam w mieście pewny cmentarz,/
Najstraszniejszy z mogilników,/
Gdzie nam ziemia oczy wyje;/
Jeśli to huf Pułaszczyków,/
Jeżeli ten parlamentarz,/
Co tu przyjedzie, nie pije...</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wjeżdża konno <osoba>Kazimierz Puławski</osoba>, za nim pieszo <osoba>Kosakowski</osoba> zawsze przebrany.</didaskalia>




<naglowek_osoba>KAZIMIERZ PUŁAWSKI</naglowek_osoba>
<didaskalia>zsiadając z konia</didaskalia>
<kwestia><strofa>Ty smolny parobku dżumy,/
Potrzymaj mego rumaka,/
A strzeż mi dobrze czapraka,/
Bo tu kradną.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KRECZETNIKOW </naglowek_osoba>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<kwestia><strofa>Pełny dumy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KAZIMIERZ PUŁAWSKI </naglowek_osoba>
<didaskalia>wchodzi</didaskalia>
<kwestia><strofa>Jenerale... twoja chrobra/
Gromada bez kul strzelała,/
Jest to grzeczność jenerała/
Zapewne, nie brak w jaszczykach?/
Zapewne myślał jenerał,/
Że mi się pułk poobdzierał,/
Że mam dosyć dziur w trzewikach/
I w czapkach wiatrzanych świstów;/
Za tę grzeczność siatelską/
I jego artylerzystów/
Dziękuję...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KRECZETNIKOW</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czy z przyjacielską</wers_cd>/
Ręką?...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KAZIMIERZ PUŁAWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przyszliśmy po księdza.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KRECZETNIKOW</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie mogę... Jej Bohu buntowszczyk!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KAZIMIERZ PUŁAWSKI </naglowek_osoba>
<didaskalia>zimno</didaskalia>
<kwestia><strofa>Pana jenerała zwoszczyk<pe><slowo_obce>zwoszczyk</slowo_obce> (z ros.) --- woźnica, furman, stangret.</pe>/
Z końmi przez nas dziś schwytany.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KRECZETNIKOW</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak<pe><slowo_obce>Tak</slowo_obce> (z ros.) --- tu: więc, a zatem.</pe> i miejcie, moje pany,/
Moje konie, niech popasą.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KAZIMIERZ PUŁAWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wózek z jenerała kasą...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KRECZETNIKOW</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak w złoto umoczcie dłonie,/
No... ja złota mam niemało.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KAZIMIERZ PUŁAWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pana jenerała żonie/
Także się nieszczęście stało;/
Zabrana z żołdactwa rojem/
Jak nie nabita harmata.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KRECZETNIKOW </naglowek_osoba>
<didaskalia>z wielką trwogą</didaskalia>
<kwestia><strofa>A rebiata<pe><slowo_obce>rebiata</slowo_obce> (z ros.) --- dzieci.</pe>?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KAZIMIERZ PUŁAWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nu... rebiata</wers_cd>/
Także u nas i z konwojem,/
I z panią jenerałową.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KRECZETNIKOW </naglowek_osoba>
<didaskalia>przysiadając i kładąc ręce na kolana</didaskalia>
<kwestia><strofa>Nu... tak ja dam na to słowo,/
Że ty pan Kazimierz Puławski...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KAZIMIERZ PUŁAWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Być może...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KRECZETNIKOW</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Więc proszę... z łaski,</wers_cd>/
Nim pogadamy o rzeczy,/
Na wypitkę i prykuski<pe><slowo_obce>prykuski</slowo_obce> (z ros.) --- przekąski.</pe>,/
Bo choć ja jenerał ruski/
Od Rena pewny odsieczy,/
Uzbrojony przeciw tobie/
I w proch, i w dobry rynsztunek,/
To ja ku twojej osobie/
Taki wielki mam szacunek,/
Że chciałbym, choć raz z weselem/
Z tobą pić jak z przyjacielem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KAZIMIERZ PUŁAWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A ksiądz Marek?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KRECZETNIKOW</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nu, niemało</wers_cd>/
Ja z tym księdzem miał roboty!/
Co jeszcze z niego zostało/
To wam oddam... Jakieś grzmoty/
Co to znaczy?</strofa></kwestia>


<didaskalia>Słychać zgiełk za sceną.
Wbiega <osoba>Adjutant</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>ADJUTANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jenerale,</wers_cd>/
Ktoś pozapalał szpitale;/
Buntują się starowierce/
Przy blasku ogni czerwonych;/
Mówią, żeś ty zarażonych/
Kazał w szpitalu podpalić./
Szpital jak ogniste serce/
Bijące w dymu szatanie/
Już pękł i zaczął się walić/
I pokazał na tapczanie/
Wskroś, przez otworzone deski,/
Trup zielony i niebieski/
W trwodze oddający ducha./
Potem się ta zawierucha/
Skier, ogni, dymów gorących/
I ludzi uciekających/
W kołdrach, w pokrwawionych chustkach/
Zebrała na czarnych pustkach/
Pogorzałych karmelitów./
Tam twój sierżant jeden Tytów,/
Chciał chorym dawać nauki,/
Ale żołdactwo pijane/
Rozerwało go na sztuki,/
Tak że i ciało rumiane/
(Straszne markietanek dzieło!)/
W oczach mi nagle zniknęło/
Cudownym prawie sposobem;/
Niewidzialnym niby grobem/
Ukradzione dłuższej męce,/
Przez oszukanie natury./
I tylko czerwone ręce,/
Straszne, wzniesione do góry/
O tym człowieku świadczyły,/
Bo innej nie miał mogiły,/
Oprócz tych dłoni ohydnych,/
Jasnych --- od pożaru widnych,/
Nad głowami buntowników ---/
Tych rąk, tych szponów, krwawników./
Ach, i pierwszy tam raz w życiu/
Słyszałem w ludzkiem zawyciu/
Zwierzęce głosy człowieka./
Z ludzi się zrobiła rzeka,/
Z rzeki morze, krwią rumiane,/
A jeszcze pohamowane,/
(Któż by rzekł?) dziewicy głosem./
Jedna, panie, Żydowica/
Blada, z rozpuszczonym włosem,/
Jedna, jak cudotwornica,/
Wiedźma, co w ogniu się pali,/
Śród tych rąk, lasu korali/
Ohydnych, ze łzami w oku/
O polskim księdzu proroku/
Krakała jak kruk na dachu;/
A co przydawało strachu/
U zabobonnych Moskali,/
To jedno umierające/
Dziecko. Jak w zamku Walhalli/
U dziewic na piersiach miesiące,/
Tak to dziecko, zawieszone/
Na piersiach jej, już zielone,/
Już nie dziecko u kobiety/
(Jak to lud powtarzał głupi),/
Ale do czarów użyty/
Jakiś wielki miesiąc trupi,/
Ukradziony u gwiaździarzy./
Dość, że za nią poszły pułki,/
Za nią starowierce starzy./
Aż skry, ogniste jaskółki/
Na Żydowicę napadły;/
I od włosów jeść począwszy,/
Ciągle przerażoną jadły,/
Aż upadła. Chciałem wtedy,/
Pomiędzy ludem stanąwszy,/
Choć Szwed, mówić do czeredy;/
Ale ledwiem się pokazał,/
Krwią mię obłoconą zmazał/
Ów lud, który cudzoziemca/
Szweda kładzie obok Niemca/
I obu równo przeklina./
Została mi więc jedyna/
Obrona w dobytej szpadzie,/
We wzroku i w rejteradzie/
Spokojnej, we lwa odwrocie./
A wtenczas żołdactwa krocie/
I różnej broni motłochy/
Napadły na ciemne lochy,/
Gdzie polskiego księdza skryto/
I przed białym karmelitą/
We krwi i czarnych kajdanach,/
Popadały na kolanach,/
Sine pokazując strupy/
I krzycząc, że zaraza je goni.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KRECZETNIKÓW</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ot ja teraz poszedł w trupy!/
Ot Puławski! szpada w dłoni/
I śmierć dla Kreczetnikowa!/
Powiedz tam, niech będzie zdrowa/
Moja żona, moje dziatki./
Ot nieszczęścia! ot wypadki!/
Już ja trup, pokojnik boży!</strofa></kwestia>

<didaskalia><osoba>Puławski</osoba> odkrywa namiotu skrzydło i pokazuje się plac pełny żołnierstwa, chorych szpitalnych. Niektórzy leżą prawie nadzy na tapczanach, trupom podobni. W środku motłochu na rusztowaniu z łóżek szpitalnych stoi <osoba>Ksiądz Marek</osoba> z krzyżem, w podartym i pokrwawionym habicie.</didaskalia>

<naglowek_osoba>PUŁAWSKI</naglowek_osoba><didaskalia>wstrzymując <osoba>Kreczetnikowa</osoba></didaskalia><kwestia><strofa>Stój! gdzie lecisz?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KRECZETNIKOW</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Puść, niech ginę!</wers_cd>/
Niech się ziemia pode mną otworzy!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KSIĄDZ MAREK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dziatki moje blade, sine,/
Leżące u nóg jak żyto./
Tam wasz jenerał z dobytą/
Szpadą śmierci szukający;/
A ja tu nędzarz cierpiący,/
Exaltowan w ludzi tłoce/
Pasterz. Bo pan niebios pragnie,/
Aby tu dwie były moce:/
Jedna, która ciałem nagnie;/
Druga, co duchem podniesie/
I ukorzy w imię Pana./
Siła wielka! niesłychana,/
Która przy żywota kresie/
U wielkich duchów się jawi./
A tę ludzie wydać muszą./
Bo kto ją w sercu zostawi,/
Ze łzą, z chlebem ludzkim strawi/
I uniesie razem z duszą,/
Niebieskiej pragnąc korony,/
A tu nie pomoże światu,/
Ten zaprawdę potępiony!/
Łachman z bożego szkarłatu!/
Gwiazda upadła z anielstwa,/
Gasnąca w błotnej kałuży!/
Duch na wieki bez poselstwa,/
Bez ciała, które mu służy,/
Bez serca, co w piersiach bije,/
Spadnie, w ziemię się zaryje/
I Boga prosi o litość./
A to jeszcze wielka skrytość/
U ludzi to ducha prawo,/
Niegłoszone na ambonach,/
Patryotyzmem i sławą/
Z ludzkich serc czasem dobyte,/
A zaszczepione już w łonach/
Jak dzieciąteczko spowite/
W duszy, na rubinach śpiące./
<wers_wciety typ="1">Bo oto ludzi tysiące</wers_wciety>/
W jednej chwili strach poczuli,/
I mnie, żebraka na kuli,/
Do krwi ubiczowanego,/
Jeszcze w niezakrzepłej bliźnie,/
Jeszcze we łzach po ojczyźnie,/
Jeszcze od męki krwawego,/
Jeszcze w śmiertelnej bieliźnie,/
Jeszcze w gorączkowych żarach,/
Jeszcze w smętku i na marach,/
Na rękach swoich wynieśli./
Abym jako piastun cieśli,/
Siadł na moim majestacie,/
Rozkazał odejść zatracie,/
Zarazie czarnej ustąpić./
Więc jeżeli będę skąpić/
Dziś mojego w kościach ducha,/
Jak człowiek, co jęków słucha/
I z łez sobie wieniec plecie;/
Jeżeli jeszcze na świecie/
Żywot mi się upodoba,/
I ta mych wrogów żałoba,/
I to ich upokorzenie,/
I to na deskach siedzenie,/
Które dał Ojciec Niebieski,/
Kładąc mi szpitalne deski/
Jak męczennikowi tronem;/
Jeżeli pogardzę zgonem,/
Serca litością nie ruszę,/
I duszy nie dam za dusze,/
Z ciała wyzwolić nie zdołam;/
Lecz wstanę, Pana zawołam,/
O zemsty jego kropelkę/
Poproszę --- gromu, co bije,/
Jak mściwy człowiek użyję,/
I przyzwę śmierć jak mścicielkę,/
Wszyscy zginiecie straceni./
Bo oto wy przerażeni/
Nad głowami nie widzicie,/
Że na pożarnym błękicie/
Kościotrup śmierci w czerwieni/
Tańcuje z trzaskiem goleni,/
Kiściami zarazy śnieży,/
Wije kłębem nietoperzy,/
Żółtą kością ciągle miga;/
I z ust okropnych wyrzyga/
Kartelusz ognio-tęczowy,/
Na którym imię Jehowy,/
Zatraciciela narodów,/
Wywrotnika twierdz i grodów,/
Pisane ogniście stoi./
Któż tu jest, co się Boga nie boi?/
Oprócz trupów... kto nie zadrży przed Panem?/
Ja sam jeden okryty łachmanem,/
Zakrwawiony, knutem zbity,/
Ja sam, który za naród cierpiałem,/
Ja sam, który mymi jelity/
Pasłem serca i serca kawałem/
Nakarmiłem tych, co serca nie mieli./
Ja sam jeden stoję w bieli/
I śmiem spojrzeć ku Panu ogniście/
I zawołać Nań o sprawiedliwość./
Oto naród mój jak zwiędłe liście!/
Oto zdrady i serc niegodziwość!/
Oto pierwsza niewoli godzina,/
Co się przez wiek ciągnąć będzie!/
Oto harfa płaczu ta mieścina!/
Oto gołe kościoła krawędzie,/
Przez które już kozom skakać/
I róść trawie na dawnych mogiłach!/
Panie Boże, nie pozwól mi płakać!/
Ducha mego utrzymaj przy siłach!/
Nie bierz mię w niebieską sferę/
Krzyczącego <slowo_obce>miserere</slowo_obce><pe><slowo_obce>miserere</slowo_obce> (łac.) --- zlituj się; początek Psalmu 51 (incipit: ,,Zmiłuj się nade mną, Boże, w łaskawości swojej"), należącego do psalmów pokutnych.</pe>,/
Łamiącego dłoń na głowie./
Kto mię słucha, ojczyźnie niech powie,/
Że sztandar zatknąwszy w Barze,/
Ległem sam na tym sztandarze,/
Broniąc go duchem i ciałem,/
A przy śmierci sam jeden zostałem./
Kto tu śmierci jest mojej przytomny,/
Niech widzi, jak ręka Boża,/
Biorąc jeden duch ogromny,/
Podnosi całe stworzenie;/
Nawet trupy ściąga z łoża,/
I przez trumien odemknienie/
Pomiędzy ludzkimi duchy/
O zrzucającym łańcuchy/
Zaświadcza pośród śmiertelnych./
Kto żyw, niech słucha weselnych/
Harf, co grają różnym tonem;/
Kto duch, niech duchowi memu,/
Jak księżycowi złotemu,/
Będzie blaskiem i ogonem./
Bo ja ojczyzny być muszę/
Duchem, stróżem i patronem;/
I wyżej porywać dusze,/
A żadnej ziemią nie skalać;/
Ale wszystkie pozapalać/
Na nowe wieki i czyny./
A teraz zdjąć z tej mieściny,/
Gdzie włada dżuma i trwoga,/
Zarazę, jak sztandar siny,/
I z chorągwią tą odejść do Boga,/
Do którego mię boleść porywa.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KAZIMIERZ PUŁAWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ojcze Marku.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KRECZETNIKOW</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Podnosi ramiona.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KAZIMIERZ PUŁAWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pochodni blaskiem opływa,/
Bladnie, oczy mu gasną, już kona./
Za trupami dostąpić nie można,/
W około ciżba nabożna/
Rozrywa jego habity,/
Całuje wychudłe ręce./
Jaki zgiełk! światła jarzęce/
I zarażonych błękity,/
Twarze zielonawej cery,/
Spisy, płaszcze i giwery,/
I łoża, co jeszcze płoną./
Jakby w obchód święto-Jański<pe><slowo_obce>święto-Jański</slowo_obce> --- dziś: świętojański; związany z uroczystościami poprzedzającymi dzień świętego Jana (z 23 na 24 czerwca); kościelne święto ustanowiono w terminie zbliżonym do tradycyjnego pogańskiego święta słowiańskiego, <slowo_obce>nocy Kupały</slowo_obce>, obchodzonego w najkrótszą noc w roku (ok. 21--22 czerwca), związanego z letnim przesileniem Słońca.</pe>./
Prawdziwy kurhan słowiański,/
Który po śmierci wzniesiono/
Nad pierwszym z naszych rycerzy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KRECZETNIKOW</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bić z harmat! niechaj tu leży,/
Niechaj się go lud dotyka/
I położy na sztandary./
A ja sam poniosę mary,/
I polskiego wojownika/
O pomoc proszę w posłudze.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KAZIMIERZ PUŁAWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jenerale, ręce cudze/
Dotknęły się tego ciała,/
I to ciało już nie nasze;/
Ale jego duch i chwała/
Przelana w polskie pałasze/
I serca świadectwo wyda./
A jak tu się teraz wznosi/
Zmartwychwstańców piramida/
I to ciało łzami rosi,/
O życiu świadcząc płakaniem;/
Tak my... (głosy moje wieszcze!)/
Wszyscy, wszyscy zmartwychwstaniem!/
Wszelki duch i ten, co jeszcze/
Nie pomyślał o hańbie narodu./
Teraz idę z tego grodu,/
A serce mam tak ruszone,/
Że ci oddam dzieci, żonę,/
I po tym buncie wojskowym/
Na dwa dni wytchnąć pozwolę.</strofa>

<didaskalia>do jednego z Moskali</didaskalia>
<strofa>Gdzie jest ów parobek w smole./
Strażnik mojego rumaka.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MOSKAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Na koniu gdzieś purpurowym/
Widzieliśmy tego ptaka,/
Jak kruk odlatywał gdzieś z łupem,/
A nie wiemy, czy z chorągwią, czy z trupem,/
Bo to, co za nim leciało,/
Było jak ogień i ciało.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KAZIMIERZ PUŁAWSKI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ten lud, widzę, cały chory./
Wszędy, gdzie oczyma skinie,/
Widzi ogień i upiory./
A ja wszędy w tej krainie/
Widzę jednę<pe><slowo_obce>jednę</slowo_obce> (daw.) --- dziś: jedną.</pe> wielką bliznę,/
Jednę moję cierpiącą ojczyznę!</strofa></kwestia>

<nota><akap>1843.</akap></nota>


</dramat_wierszowany_l></utwor>