<utwor>
<rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/sienkiewicz-potop-tom-trzeci/">
<dc:creator xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Sienkiewicz, Henryk</dc:creator>
<dc:title xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Potop, tom trzeci</dc:title>
<dc:relation.isPartOf xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">http://www.wolnelektury.pl/lektura/potop</dc:relation.isPartOf>
<dc:contributor.editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Kowalska, Dorota</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Hornowska, Sylwia</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Niedziałkowska, Marta</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Pozytywizm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Powieść</dc:subject.genre>
<dc:description xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">
Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Bibliotekę Narodową z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów BN.
</dc:description>
<dc:identifier.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/potop-tom-trzeci</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl"/>
<dc:source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Henryk Sienkiewicz, Potop, T. I, II, III, red. Julian Krzyżanowski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1972</dc:source>
<dc:rights xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Domena publiczna - H. Sienkiewicz zm. 1916</dc:rights>
<dc:date.pd xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">1987</dc:date.pd>
<dc:format xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">xml</dc:format>
<dc:type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">text</dc:type>
<dc:type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="en">text</dc:type>
<dc:date xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">2010-03-03</dc:date>

<dc:audience xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">L</dc:audience>
<dc:language xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">pol</dc:language>
<dc:relation.hasFormat xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" id="pdf">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/potop-tom-trzeci.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0906-2</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" id="html">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/potop-tom-trzeci.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1875-0</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" id="txt">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/potop-tom-trzeci.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2830-8</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" id="epub">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/potop-tom-trzeci.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3902-1</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" id="mobi">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/potop-tom-trzeci.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4988-4</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/7300.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kmicic z Tatarami, Wacław Boratyński (1908-1939) Autor wzoru, domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/7300/</dc:relation.coverImage.source>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF>


<powiesc>
<autor_utworu id="e1">Henryk Sienkiewicz</autor_utworu>

<nazwa_utworu id="e2">Potop</nazwa_utworu>

<naglowek_czesc id="e3">Tom trzeci</naglowek_czesc>






<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e4">Rozdział I</naglowek_rozdzial>



<akap id="e5"><begin id="b1283672935366-3907744918"/><motyw id="m1283672935366-3907744918">Polityka, Wojna, Siła</motyw>W czasie gdy w Rzeczypospolitej wszystko, co żyło, siadało na koń, Karol Gustaw bawił ciągle w Prusach, zajęty dobywaniem tamtejszych miast i układami z elektorem.</akap>


<akap id="e6"><begin id="b1283672965523-1597472771"/><motyw id="m1283672965523-1597472771">Ziemia, Własność</motyw>Po łatwym i nadspodziewanym podboju bystry wojownik wprędce się opatrzył, iż szwedzki lew pożarł więcej, niż trzewia jego znieść zdołają. Po powrocie Jana Kazimierza stracił nadzieję utrzymania Rzeczypospolitej, lecz wyrzekając się w duszy całości, chciał przynajmniej jak największą część zdobyczy zatrzymać, a przede wszystkim Prusy Królewskie, prowincję do jego Pomorza przyległą, żyzną, wielkimi miastami usianą, bogatą.<end id="e1283672965523-1597472771"/></akap>


<akap id="e7">Lecz ta prowincja, jak pierwsza zaczęła się bronić, tak dotychczas stała wytrwale przy dawnym panu i Rzeczypospolitej. Powrót Jana Kazimierza i rozpoczęta przez konfederację tyszowiecką wojna mogły pruskiego ducha ożywić, w wierności go utwierdzić, do wytrwania zachęcić, postanowił więc Karol Gustaw skruszyć powstanie, zetrzeć Kazimierzowe siły, by Prusakom nadzieję pomocy odjąć.</akap>


<akap id="e8">Musiał to uczynić i ze względu na elektora, któren<pe><slowo_obce>któren</slowo_obce> --- dziś popr. który.</pe> z mocniejszym zawsze trzymać był gotów. Król szwedzki poznał go już do gruntu, bo ani chwili nie wątpił, że jeśli Kazimierzowa fortuna przeważy, elektor po jego stronie znowu stanie.</akap>


<akap id="e9">Gdy więc oblężenie Malborga szło tępo, bo im go potężniej dobywano, tym go potężniej pan Wejher bronił, ruszył Karol Gustaw do Rzeczypospolitej, aby Jana Kazimierza na nowo, choćby w ostatnim jej krańcu, dosięgnąć.<end id="e1283672935366-3907744918"/></akap>


<akap id="e10">A że czyn po postanowieniu następował u niego tak prędko, jak właśnie grzmot po błyskawicy, podniósł więc wojska leżące przy miastach i nim się kto w Rzeczypospolitej opatrzył, nim wieść się o jego pochodzie rozeszła, on już minął Warszawę i w największe płomienie pożaru się rzucił.</akap>


<akap id="e11">Szedł więc do burzy podobny, gniewem, zemstą i zawziętością trawiony. Dziesięć tysięcy koni tratowało za nim pola jeszcze śniegiem pokryte, a piechoty z prezydiów<pe><slowo_obce>prezydium</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>praesidium</slowo_obce>) --- straż, zbrojna załoga.</pe> podnosił i szedł razem z wichrem, aż hen! ku południowi Rzeczypospolitej.</akap>


<akap id="e12">Po drodze palił i ścinał. Nie był to już ów dawny <slowo_obce>Carolus Gustavus</slowo_obce>, pan dobry, ludzki i wesoły, klaszczący w dłonie jeździe polskiej, mrugający oczyma przy ucztach i schlebiający żołnierzom. Teraz, gdzie się ukazał, płynęła potokiem krew szlachecka i chłopska. Po drodze ścierał partie<pe><slowo_obce>partia</slowo_obce> --- tu: oddział.</pe>, jeńców wieszał, nikogo nie żywił<pe><slowo_obce>żywić</slowo_obce> --- tu: pozostawiać przy życiu, darować życie.</pe>.</akap>


<akap id="e13"><begin id="b1283673113078-3970163411"/><motyw id="m1283673113078-3970163411">Polowanie, Wojna, Cień, Wróg</motyw>Ale jak gdy wśród gęszczy borów potężny niedźwiedź niesie swe ciężkie cielsko, krusząc po drodze krze i gałęzie, wilcy zaś idą w trop za nim i nie śmiąc mu drogi zastąpić, coraz bliżej następują nań z tyłu, tak i owe partie ciągnęły za armią Karola, w coraz ciaśniejsze łącząc się gromady, i szły za Szwedem, jako cień idzie za człowiekiem, i wytrwalej jak cień, bo we dnie i w nocy, w pogodę i w niepogodę; przed nim zaś psuto mosty, niszczono zapasy, że musiał iść jak w pustynię, nie mając głowy gdzie schronić lub się w głodzie czym pokrzepić.<end id="e1283673113078-3970163411"/></akap>


<akap id="e14"><begin id="b1283673233755-2485806592"/><motyw id="m1283673233755-2485806592">Wojna, Niebezpieczeństwo</motyw>Sam Karol Gustaw wprędce pomiarkował, jak straszne jest jego przedsięwzięcie. Wojna rozlewała się naokół niego tak szeroko, jak morze rozlewa się naokół zabłąkanego wśród roztoczy okrętu. Gorzały Prusy, gorzała Wielkopolska, która pierwsza poddaństwo przyjąwszy, pierwsza chciała szwedzkie jarzmo zrzucić, gorzała Małopolska i Ruś, i Litwa, i Żmudź<pe><slowo_obce>Żmudź</slowo_obce> --- płn.-zach. część Litwy.</pe>. <begin id="b1283673738934-3763629439"/><motyw id="m1283673738934-3763629439">Chłop, Patriota</motyw>W zamkach i w wielkich miastach, niby na wyspach, trzymali się jeszcze Szwedzi, zresztą wsie, bory, pola, rzeki były już w polskim ręku. Nie tylko człowiek, nie tylko mniejszy podjazd, ale i pułk cały nie mógł się od głównej szwedzkiej siły ani na dwie godzin odłączyć, bo zaraz przepadał bez wieści, a jeńcy, którzy wpadli w chłopskie ręce, umierali w mękach straszliwych.</akap>


<akap id="e15"><end id="e1283673233755-2485806592"/>Próżno Karol Gustaw po wsiach i miastach ogłaszać kazał, iż który chłop zbrojnego szlachcica żywcem lub umarłego dostawi, wolność na wieczne czasy i ziemię w nagrodę otrzyma, chłopi bowiem po równi ze szlachtą i mieszczany<pe><slowo_obce>mieszczany</slowo_obce> --- dziś popr. forma N. lm: mieszczanami.</pe> wyciągnęli do lasów. Lud z gór, lud z puszcz głębokich, lud z ługów i pól tkwił w lasach, czynił zasieki Szwedom po drodze, napadał na mniejsze prezydia, wycinał w pień podjazdy. Cepy, widły i kosy nie gorzej od szlacheckich szabel opłynęły krwią szwedzką.<end id="e1283673738934-3763629439"/></akap>


<akap id="e16">Tym bardziej zaś gniew wzbierał w sercu Karola, że przed kilkunastu miesiącami tak łatwo ten kraj ogarnął, więc prawie nie mógł pojąć, co się stało, skąd te siły, skąd ten opór, skąd ta wojna straszna na śmierć i życie, której końca przed sobą nie widział i odgadnąć go nie umiał.</akap>


<akap id="e17">Częste też bywały narady w obozie szwedzkim. Szli z królem: brat jego Adolf, książę biponcki, komendę nad wojskiem mający, Robert Duglas<pe><slowo_obce>Duglas</slowo_obce> --- Douglas, Robert (1611--1662), Szkot, od 16 r. życia żołnierz armii szwedzkiej, feldmarszałek, uczestnik wojny trzydziestoletniej. Podczas potopu szwedzkiego dowodził wojskami szwedzkimi w Prusach Książęcych. Za zasługi wojenne otrzymał tytuł hrabiego, a jego potomkowie stali się jednym z najbogatszych rodów arystokratycznych Szwecji.</pe>, Henryk Horn, krewny tego, który pod Częstochową był kosą chłopską usieczon, Waldemar, graf duński --- i ów Miller<pe><slowo_obce>Miller</slowo_obce> --- Burchard Müller von der Lühnen (1604--1670), szwedzki wojskowy, generał, uczestnik m.in. wojny trzydziestoletniej, II wojny północnej i wojny polsko-szwedzkiej.</pe>, który u stóp Jasnej Góry sławę swą bojową zostawił, i Aszemberg w prowadzeniu jazdy między Szwedami najbieglejszy, i Hammerszyld, który armatami zawiadował, i stary zbój, marszałek Arfuid Wittenberg<pe><slowo_obce>Wittenberg</slowo_obce> --- Arvid (a. Arfuid) Wittenberg von Debern (1606--1657), szwedzki hrabia i feldmarszałek, uczestnik wojny trzydziestoletniej i potopu szwedzkiego.</pe>, ze zdzierstw swych sławny, a ostatkiem zdrowia goniący, bo przez galicką chorobę toczon<pe><slowo_obce>przez galicką chorobę toczon</slowo_obce> --- chory na chorobę weneryczną.</pe> --- i Forgell, i wielu innych --- a wszystko wodzowie biegli w zdobywaniu miast i w polu królowi tylko samemu jeniuszem ustępujący.</akap>


<akap id="e18">Ci tedy lękali się w sercach, aby całe wojsko z królem nie przepadło, przez trudy, brak żywności i zaciekłość polską zmorzone. Stary Wittenberg wprost odradzał królowi pochód. ,,Jakże to, królu --- mówił --- będziesz zapuszczał się aż w ruskie kraje za nieprzyjacielem, który niszczy wszystko po drodze, sam niewidzialnym pozostając? Co uczynisz, jeśli koniom nie tylko siana i owsa, ale nawet strzech z chałup zbraknie, a ludzie z niewywczasów popadają? Gdzie są owe wojska, które w pomoc nam przyjadą, gdzie zamki, w których moglibyśmy odżywić się i strudzonym członkom dać folgę? Nie równam się z twoją, panie, sławą, ale gdybym był Karolem Gustawem, właśnie bym tej sławy, tak wielkimi zwycięstwami nabytej, na zmienne koleje wojny nie wystawiał."</akap>


<akap id="e19">Na to odpowiadał Karol Gustaw:</akap>


<akap_dialog id="e20">--- I ja, gdybym był Wittenbergiem.</akap_dialog>


<akap id="e21">Po czym Aleksandra Macedońskiego wspominał, z którym lubił być porównywany, i szedł naprzód, goniąc pana Czarnieckiego; ten zaś, nie mając sił tak wielkich ani ćwiczonych, umykał się przed nim, ale umykał jak wilk, gotów zawsze się zwrócić. Czasem też szedł przed Szwedami, czasem po bokach, a czasem, zapadłszy w głuchych lasach, puszczał ich naprzód, tak iż oni myśleli, że jego gonią, a on właśnie szedł za nimi, wycinał opieszałych, tu i ówdzie uszczknął cały podjazd, znosił idące wolniej pułki piesze, napadał na wozy z żywnością. I nigdy Szwedzi nie wiedzieli, gdzie jest, z której strony uderzy. Nieraz w zmrokach nocnych rozpoczynali ogień z armat i muszkietów do zarośli, sądząc, że nieprzyjaciela mają przed sobą. Nużyli się śmiertelnie, szli w chłodzie, głodzie i zmartwieniu, a ów --- <slowo_obce>vir molestissimus<pe><slowo_obce>vir molestissimus</slowo_obce> (łac.) --- mąż niezmiernie uciążliwy, uprzykrzony.</pe></slowo_obce> --- wisiał ciągle nad nimi, jako chmura gradowa wisi nad łanem zboża.</akap>


<akap id="e22"><begin id="b1283674231161-2238149240"/><motyw id="m1283674231161-2238149240">Walka</motyw>Na koniec dopadli go pod Gołębiem, niedaleko ujścia Wieprza do Wisły. Niektóre chorągwie polskie, stojące w gotowości, rzuciwszy się z impetem na nieprzyjaciela, rozniosły postrach i zamieszanie. Więc naprzód skoczył pan Wołodyjowski ze swoją laudańską chorągwią i wsparł<pe><slowo_obce>wsparł</slowo_obce> --- tu: starł się z nim.</pe> królewicza duńskiego Waldemara; zaś pan Kawecki Samuel i młodszy Jan stoczyli z pagórka pancerną chorągiew na najemnych Angielczyków Wikilsona --- i w mgnieniu oka pożarli ich, jako szczupak pochłania klenia, zaś pan Malawski zwarł się z księciem biponckim tak szczelnie, iż ludzie i konie pomieszali się ze sobą jako kurzawa, którą dwa wichry z przeciwnych stron przyniosą i jeden wir z niej uczynią. W mgnieniu oka zepchnięto Szwedów ku Wiśle, co widząc, Duglas pospieszył swoim z wyborową rajtarią na ratunek. Lecz rozpędu i te nowe posiłki wstrzymać nie mogły; poczęli więc Szwedzi skakać z wysokiego brzegu na lód, padając trupem tak gęsto, że czernili się na śnieżnym polu jako litery na białej karcie. Legł królewicz Waldemar; legł Wikilson, a książę biponcki, obalon z koniem, nogę złamał --- legli wszelako i obaj panowie Kaweccy, i pan Malawski, i Rudawski, i Rogowski, i pan Tymiński, i Choiński, i Porwaniecki, jeden tylko pan Wołodyjowski, chociaż się w szwedzkie szeregi jako nurek w wodę z głową zanurzał, najmniejszej rany nie poniósł.<end id="e1283674231161-2238149240"/></akap>


<akap id="e23">Tymczasem przyciągnął sam Karol Gustaw z główną siłą i armatami i naówczas zmieniła się postać boju. Inne Czarnieckiego pułki, niekarne i nie wyćwiczone, nie umiały stanąć na czas w ordynku<pe><slowo_obce>ordynek</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>Ordnung</slowo_obce>) --- porządek, szyk.</pe>; niektóre koni nie miały pod ręką, inne, po dalszych wsiach leżące, wbrew rozkazom, aby ciągle były w pogotowiu, zażywały wczasu po chatach. Na owe gdy nieprzyjaciel natarł niespodzianie, wnet poszły w rozsypkę i ku Wieprzowi umykać poczęły. Więc pan Czarniecki kazał trąbić na odwrót, aby tamtych pułków, które pierwsze uderzyły, nie wygubić. Jedni poszli tedy za Wieprz, inni do Końskowoli, zostawując pole i sławę zwycięstwa Karolowi, gdyż tych zwłaszcza, którzy za Wieprz uchodzili, długo ścigały chorągwie Zbrożka i Kalińskiego, przy Szwedach jeszcze zostające.</akap>


<akap id="e24"><begin id="b1283674383635-898520483"/><motyw id="m1283674383635-898520483">Wojna, Polityka</motyw>Radość była w obozie szwedzkim niezmierna. Niewielkie wprawdzie dostały się Szwedom owego zwycięstwa trofea: sakiewki z owsem i trochę pustych wozów, lecz Karolowi nie o łup tym razem chodziło. Cieszył się, że zwycięstwo szło jak i dawniej, w jego ślady, że ledwo się pokazał, już pogromił --- i to samego pana Czarnieckiego, na którym największe nadzieje Jana Kazimierza i Rzeczypospolitej spoczywały. Mógł się spodziewać, że wieść rozbiegnie się po całym kraju, że każde usta będą powtarzały: ,,Czarniecki zniesion", iż bojaźliwi rozmiary klęski przesadzą, a przez to zwątlą serca i odbiorą ducha wszystkim, którzy na głos konfederacji tyszowieckiej za broń chwycili.</akap>


<akap id="e25">Więc gdy mu przyniesiono i rzucono pod nogi owe sakiewki owsa, a z nimi razem ciała Wikilsona i Waldemara, on zwrócił się do swych frasobliwych jenerałów i rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e26">--- Rozmarszczcie ichmościowie czoła, bo to jest największe zwycięstwo, jakiem od roku odniósł, i całą wojnę skończyć ono może.<end id="e1283674383635-898520483"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e27">--- Wasza królewska mość --- odrzekł Wittenberg, który słabszym jak zwykle będąc, czarniej rzeczy widział --- dziękujmy Bogu i za to, że pochód dalszy będziem mieć spokojny; chociaż takie wojska jak Czarnieckiego prędko się rozpraszają, ale i prędko zbierają na powrót.</akap_dialog>


<akap id="e28">Na to król:</akap>


<akap_dialog id="e29">--- Panie marszałku! nie mam cię za gorszego wodza od Czarnieckiego, ale gdybym cię tak rozbił, tuszę, że i przez dwa miesiące nie zdołałbyś wojsk zebrać.</akap_dialog>


<akap id="e30">Wittenberg skłonił się tylko w milczeniu, a Karol mówił dalej:</akap>


<akap_dialog id="e31">--- Tak jest, pochód będziem mieli spokojny, bo tylko jeden Czarniecki mógł go naprawdę tamować. Nie masz wojsk Czarnieckiego, nie masz przeszkód!</akap_dialog>


<akap id="e32">Jenerałowie uradowali się tymi słowy. Upojone zwycięstwem wojska przechodziły przed oczyma króla z krzykiem i śpiewami. Czarniecki przestał wisieć na kształt chmury nad nimi. Czarniecki, rozproszony, przestał istnieć! Wobec tej myśli zapomnieli o przebytej mordędze --- wobec tej myśli miłe były im przyszłe trudy. Słowa królewskie, które wielu oficerów słyszało, rozniosły się po obozie i wszyscy byli tego mniemania, że zwycięstwo istotnie miało nadzwyczajne znaczenie, że smok wojny na nowo zabity, a jeno czasy pomsty i panowania nastaną.</akap>


<akap id="e33">Król dał wojsku kilkanaście godzin spoczynku; tymczasem od Kozienic przyszły wozy z żywnością. Wojska roztasowały się w Gołębiu, w Krowienikach i w Życzynie. Rajtarowie<pe><slowo_obce>rajtar</slowo_obce> --- średniozbrojny żołnierz konny, posługujący się w walce głównie bronią palną.</pe> pozapalali opuszczone domostwa, powieszono kilkunastu chłopów wziętych z bronią w ręku i kilku pacholików wojskowych, których za chłopów poczytano; następnie odbyła się uczta, po niej zaś żołnierstwo zasnęło snem twardym, bo od dawna po raz pierwszy spokojnym.</akap>


<akap id="e34">Nazajutrz dzień zbudzili się rześko i pierwsze słowa, jakie napłynęły wszystkim do ust, były:</akap>


<akap_dialog id="e35">--- Nie masz Czarnieckiego!</akap_dialog>


<akap id="e36">Powtarzał to jeden drugiemu, jakby się wzajem chcieli o dobrej nowinie upewnić. Pochód rozpoczął się wesoło. Dzień był suchy, zimny, pogodny. Szerść końska i nozdrza pokrywały się szronem. Zimny wiatr pozmrażał kałuże na trakcie lubelskim i drogę uczynił dobrą. Wojska wyciągnęły się niemal milowym wężem, czego przedtem nie czyniły nigdy. Dwa pułki dragońskie pod wodzą Francuza Dubois poszły na Końskowolę, Markuszew i Garbów w mili od głównej siły. Gdyby tak szły przed trzema jeszcze dniami, szłyby na pewną śmierć, lecz teraz poprzedzał je postrach i sława zwycięstwa.</akap>


<akap_dialog id="e37">--- Nie masz Czarnieckiego! --- powtarzali sobie oficerowie i żołnierze.</akap_dialog>


<akap id="e38">Jakoż pochód odbywał się spokojnie. Z głębin leśnych nie dochodziły okrzyki, z zarośli nie wypadały groty puszczane niewidzialnymi rękami.</akap>


<akap id="e39">Pod wieczór Karol Gustaw przybył do Garbowa, wesół i w dobrym humorze. Już właśnie zabierał się do spoczynku, gdy Aszemberg daj znać przez służbowego oficera, że chce się pilno widzieć z królem.</akap>


<akap id="e40">Po chwili wszedł do kwatery, i nie sam, ale z kapitanem dragońskim. Król, który miał oko bystre i pamięć tak niezmierną, że wszystkich niemal żołnierzy imiona pamiętał, poznał zaraz kapitana.</akap>


<akap_dialog id="e41">--- A co nowego, Freed? --- spytał. --- Dubois wrócił?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e42">--- Dubois zabity --- odpowiedział Freed.</akap_dialog>


<akap id="e43">Król zmieszał się; teraz dopiero zauważył, że kapitan wyglądał, jak gdyby go z grobu wyjęto, i odzież miał poszarpaną.</akap>


<akap_dialog id="e44">--- A dragoni? --- spytał --- one dwa pułki?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e45">--- Wszystko w pień wycięte. Mnie jednego żywcem puszczono!</akap_dialog>


<akap id="e46">Smagłe oblicze króla stało się jeszcze ciemniejszym; rękoma założył sobie pukle włosów za uszy.</akap>


<akap_dialog id="e47">--- Kto to uczynił?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e48">--- Czarniecki!</akap_dialog>


<akap id="e49">Karol Gustaw umilkł i począł patrzeć ze zdumieniem na Aszemberga, a ten głową tylko kiwał, jakby chciał powtarzać:</akap>


<akap_dialog id="e50">--- Czarniecki! Czarniecki! Czarniecki!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e51">--- Wszystko to niepodobne do wiary --- rzekł po chwili król. --- Widziałeś go na własne oczy?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e52">--- Jako twój majestat, panie, widzę. Przykazał mi pokłonić się waszej królewskiej mości i oświadczyć, że teraz za Wisłę się znów przeprawia, ale wnet tropem naszym pójdzie. Nie wiem, czyli prawdę powiadał...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e53">--- Dobrze! --- rzekł król. --- Siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, wiele.</pe> przy nim ludzi?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e54">--- Nie mogłem dokładnie zmiarkować, ale ze cztery tysiące ludzi sam widziałem, a za lasem stała także jakowaś jazda. Otoczono nas wedle Krasiczyna, do którego pułkownik Dubois umyślnie z traktu zboczył, bo mu doniesiono, że się tam ludzie jakowiś znajdują. Teraz mniemam, że Czarniecki umyślnie podesłał języka<pe><slowo_obce>język</slowo_obce> --- tu: informator, żołnierz nieprzyjacielski, wzięty do niewoli w celu przesłuchania i zasięgnięcia informacji o wojskach wroga, ich liczebności, rozmieszczeniu i zamiarach.</pe>, aby nas w zasadzkę wprowadzić. Jakoż nikt prócz mnie żywy nie wyszedł. Chłopstwo dobijało rannych, jam cudem ocalał!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e55">--- Z diabłem chyba ten człowiek wszedł w przymierze --- rzekł, przykładając dłoń do czoła, król. --- Bo żeby po takiej klęsce znów wojsko zebrać i nad karkiem nam stanąć, nie ludzka moc!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e56">--- Stało się wedle tego, co marszałek Wittenberg przewidywał --- wtrącił Aszemberg.</akap_dialog>


<akap id="e57">Na to król wybuchnął:</akap>


<akap_dialog id="e58">--- Wy wszyscy umiecie przewidywać, jeno radzić nie umiecie!</akap_dialog>


<akap id="e59">Aszemberg pobladł i umilkł. Karol Gustaw, gdy był wesół, zdawał się być z samej dobroci ulepiony, ale gdy raz brew zmarszczył, wzbudzał strach nieopisany w najbliższych --- i nie tak ptaki kryją się przed orłem, jako kryli się przed nim najstarsi i najzasłużeńsi jenerałowie.</akap>


<akap id="e60">Lecz teraz wprędce się pomiarkował i pytał znowu kapitana Freeda:</akap>


<akap_dialog id="e61">--- Zacneż to wojska przy Czarnieckim?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e62">--- Widziałem kilka chorągwi nieporównanych, jako to u nich bywa jazda.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e63">--- To te same pod Gołębiem z taką furią nacierały. Stare muszą być pułki. A on sam, Czarniecki, wesół, dufny?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e64">--- Tak dufny, jakoby to on pod Gołębiem rozgromił. Teraz tym bardziej musiały się serca w nich podnieść, bo o gołębskiej już zapomnieli, a krasiczyńską wiktorią się chwalą. Wasza królewska mość! co mi kazał Czarniecki powtórzyć, tom powtórzył, ale gdym już wyjeżdżał, zbliżył się do mnie ktoś ze starszyzny, człek potężny, stary, i rzekł mi, iż jest ten, który wiekopomnego Gustawa Adolfa w ręcznym boju rozciągnął. Siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, wiele; bardzo.</pe> i przeciwko waszej królewskiej mości bluźnił, inni zaś mu wtórowali. Tak oni się chełpią! Odjechałem wśród urągań i wymyślań...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e65">--- Mniejsza z tym! --- odparł Karol Gustaw. --- Czarniecki nie rozbity i wojska już zebrał, to grunt. Tym spieszniej musimy iść naprzód, aby polskiego Dariusza jak najprędzej dosięgnąć. Waszmościom wolno już odejść. Wojsku rozgłosić, że owe pułki od kup chłopskich na oparzeliskach zginęły. Idziemy naprzód!</akap_dialog>


<akap id="e66">Oficerowie wyszli, Karol Gustaw został sam. Przez czas jakiś dumał posępnie. Miałożby zwycięstwo pod Gołębiem żadnych owoców nie przynieść, położenia nie zmienić, owszem, większą tylko zaciekłość w całym tym kraju rozbudzić?</akap>


<akap id="e67">Karol Gustaw wobec wojska i jenerałów okazywał zawsze pewność siebie i wiarę, ale gdy został sam i poczynał rozmyślać o tej wojnie, jaka się od początku łatwo zaczęła, a coraz trudniejszą stawała --- nieraz ogarniało go zwątpienie. Wszystkie wypadki przedstawiały mu się jakoś dziwnie. Często wyjścia nie widział, końca nie mógł odgadnąć. <begin id="b1283674820779-598600984"/><motyw id="m1283674820779-598600984">Gwiazda, Obłok, Omen</motyw>Czasem zdawało mu się, że jest jako człowiek, który wszedłszy z brzegu morskiego w wodę, czuje, że za każdym krokiem głębiej schodzi i wkrótce straci grunt pod nogami.</akap>


<akap id="e68">Lecz wierzył w gwiazdy. I teraz więc podszedł do okna, aby na swoją wybraną popatrzyć, na tę właściwie, która w Wielkim Wozie, czyli w Niedźwiedzicy, najwyższe miejsce zajmuje i świeci najmocniej. Niebo było pogodne, więc i w tej chwili płonęła jaskrawo, migotała się na błękitno i czerwono --- z dala tylko, poniżej, na ciemnym granacie nieba, czerniła się jako wąż samotna chmura, od której szły jakby ramiona, jakby gałęzie, jakby macki morskiego potworu i zdawały się coraz zbliżać ku królewskiej gwieździe.<end id="e1283674820779-598600984"/></akap>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e69">Rozdział II</naglowek_rozdzial>



<akap id="e70">Nazajutrz dzień ruszył król w dalszy pochód i przyciągnął do Lublina. Tam otrzymawszy wiadomość, iż pan Sapieha po odparciu Bogusławowego najazdu ze znacznym wojskiem ciągnie, takowego zaniechał, Lublin tylko załogą umocnił i szedł dalej.</akap>


<akap id="e71">Najbliższym celem wyprawy był teraz dla niego Zamość, gdyby bowiem ową potężną twierdzę zdołał zająć, zyskałby niewzruszoną podstawę do dalszej wojny i tak znamienitą przewagę, iż szczęśliwego końca mógłby z całą otuchą wyglądać. O Zamościu różne krążyły mniemania. Polacy, dotychczas jeszcze przy Karolu stojący, utrzymywali, iż to jest twierdza w Rzeczypospolitej najpotężniejsza, i przytaczali na dowód, iż wszystkie siły Chmielnickiego wstrzymała.</akap>


<akap id="e72">Lecz ponieważ Karol spostrzegł, iż Polacy zgoła nie byli w fortyfikowaniu twierdz biegli, i takie za silne uważali, które po innych krajach zaledwie do trzeciorzędnych liczono, że wiedział i o tym, iż w żadnej z twierdz nie było dostatecznego opatrunku, to jest ani murów jak należy utrzymanych, ani budowli ziemnych, ani broni należytej, przeto i co do Zamościa dobrej był myśli. Liczył też na urok swego imienia, na sławę niezwyciężonego wodza, a wreszcie i na układy. Układami, które każden<pe><slowo_obce>każden</slowo_obce> --- dziś popr.: każdy.</pe> magnat mocen był w tej Rzeczypospolitej zawierać albo przynajmniej pozwalał sobie zawierać, więcej dotychczas Karol wskórał niż bronią. Jako więc człek przebiegły i lubiący wiedzieć, z kim ma do czynienia, starannie wszystkie wiadomości o władcy Zamościa zbierał. Wypytywał o jego obyczaje, skłonności, dowcip<pe><slowo_obce>dowcip</slowo_obce> (daw.) --- rozum, inteligencja.</pe> i fantazję.</akap>


<akap id="e73">Jan Sapieha, który naonczas zdradą jeszcze, ku wielkiemu umartwieniu wojewody witebskiego, nazwisko kalał, najwięcej królowi dawał objaśnień co do pana starosty kałuskiego. Trawili też na naradach całe godziny. Sapieha zresztą nie sądził, aby łatwo przyszło królowi pana na Zamościu skaptować.</akap>


<akap_dialog id="e74">--- Pieniędzmi go nie skusić --- mówił pan Jan --- bo człek okrutnie możny. O godności nie dba i nigdy o nie nie zabiegał, nie chciał ich wonczas nawet, gdy same go szukały... Co do tytułów, sam słyszałem, jak na dworze zgromił pana des Noyersa, sekretarza królowej, za to, że mówiąc do niego, powiedział: <slowo_obce>mon prince<pe><slowo_obce>mon prince</slowo_obce> (fr.) --- mój książę.</pe>!</slowo_obce> --- ,,Jam nie <slowo_obce>prince</slowo_obce> (rzecze mu), alem archiduków<pe><slowo_obce>archiduk</slowo_obce> (franc. <slowo_obce>archiduc</slowo_obce>) --- arcyksiążę.</pe> więźniami w moim Zamościu miewał." Co prawda zresztą, to nie on miewał, jeno jego dziad, którego Wielkim w narodzie naszym nazywają.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e75"><begin id="b1283675119240-3815452989"/><motyw id="m1283675119240-3815452989">Polityka, Honor, Władza, Własność</motyw>--- Byle mi bramy Zamościa otworzył, zaofiaruję mu coś takiego, czego żaden król polski zaofiarować by nie mógł.</akap_dialog>


<akap id="e76">Sapieże nie wypadało pytać, co by takiego było, spojrzał tylko z ciekawością na Karola Gustawa, ten zaś zrozumiał spojrzenie i odrzekł odgarniając, wedle zwyczaju, włosy za uszy:</akap>


<akap_dialog id="e77">--- Zaofiaruję mu województwo lubelskie jako niezawisłe księstwo --- korona skusi go. Żaden by z was się takiej pokusie nie oparł, nawet dzisiejszy wojewoda wileński.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e78">--- Nieograniczona jest hojność waszej królewskiej mości --- odparł, nie bez pewnej ironii w głosie, Sapieha.</akap_dialog>


<akap id="e79">A Karol odpowiedział z właściwym sobie cynizmem:</akap>


<akap_dialog id="e80">--- Daję, bo nie moje.</akap_dialog>


<akap id="e81">Sapieha pokręcił głową.</akap>


<akap_dialog id="e82">--- Nieżonaty człowiek jest i synów nie ma. Temu korona miła, kto potomstwu przekazać ją może.<end id="e1283675119240-3815452989"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e83">--- Jakichże tedy sposobów radzisz mi wasza mość się chwycić?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e84">--- Mniemałbym, że pochlebstwem najwięcej da się wskórać. Pan to jest niezbyt bystrego dowcipu i snadnie go można objechać. Trzeba mu przedstawić, jako od niego tylko zależy uspokojenie Rzeczypospolitej, trzeba mu wmówić, iż on jeden może ją osłonić od wojny, nieszczęścia, klęsk wszelkich i przyszłych nieszczęść, a to właśnie przez otwarcie bram. Jeśli ryba ten haczyk połknie, to będziemy w Zamościu, inaczej --- nie!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e85">--- Zostaną działa jako ostatnia racja!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e86">--- Hm! Na tę rację znajdzie się z czego w Zamościu odpowiedzieć. Armat ciężkich tam nie brak, a my musielibyśmy je dopiero sprowadzać, co gdy roztopy nastąpią, stanie się niepodobnym.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e87">--- Słyszałem, że piechoty w twierdzy są grzeczne, ale jazdy im brak.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e88">--- Jazda tylko w gołym polu potrzebna, a zresztą, skoro Czarniecki, jako się pokazało, nie rozbit, to mógł jedną i drugą chorągiew do posług wrzucić.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e89">--- Wasza mość same tylko trudności widzisz.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e90">--- Ale wciąż ufam w szczęśliwą gwiazdę waszej królewskiej mości --- odparł Sapieha.</akap_dialog>


<akap id="e91">Miał jednak słuszność pan Jan przewidując, że Czarniecki opatrzył Zamość w jazdę, konieczną do podjazdów i chwytania języków<pe><slowo_obce>język</slowo_obce> --- tu: informator, żołnierz nieprzyjacielski, wzięty do niewoli w celu przesłuchania i zasięgnięcia informacji o wojskach wroga, ich liczebności, rozmieszczeniu i zamiarach.</pe>. Wprawdzie pan Zamoyski miał swojej dosyć i wcale pomocy nie potrzebował, lecz kasztelan kijowski dwie chorągwie, które najbardziej ucierpiały pod Gołębiem, to jest Szemberkową i laudańską, umyślnie do fortecy posłał, żeby mogły odpocząć, odżywić się i konie srodze zmarnowane zmienić. W Zamościu przyjął je pan Sobiepan gościnnie, a gdy się dowiedział, jacy sławni żołnierze w nich się znajdują, tedy pod niebo ich wynosił, darami obsypał i co dzień u stołu swego sadzał.</akap>


<akap id="e92"><begin id="b1283675362409-3485424879"/><motyw id="m1283675362409-3485424879">Wdowa, Ojczyzna</motyw>Lecz któż opisze radość i rozrzewnienie księżnej Gryzeldy na widok pana Skrzetuskiego i pana Wołodyjowskiego, dawnych najdzielniejszych wielkiego męża pułkowników. Padli jej do nóg obaj, rzewne łzy na widok ukochanej pani wylewając, a i ona nie mogła płaczu pohamować. Ileż bo wspomnień łączyło się z nimi z owych dawnych czasów łubniańskich, gdy mąż jej, sława i ukochanie narodu, pełen sił życia, władał potężnie dziką krainą, jak Jowisz jednym zmarszczeniem brwi wzniecając postrach wśród barbarzyństwa. Takie to niedawne czasy, a gdzie one? Dziś władyka<pe><slowo_obce>władyka</slowo_obce> --- władca, książę.</pe> w grobie, krainę barbarzyńcy posiedli, a ona, wdowa, siedzi oto na popiołach szczęścia, wielkości, smutkiem jeno żyjąc i modlitwą.</akap>


<akap id="e93">Wszelako w owych wspomnieniach tak słodycz z goryczą się pomieszała, że myśli tych trojga rade leciały w przeszłość. Więc rozmawiali o dawnym życiu, o miejscach, których nie miały już ujrzeć ich oczy, o dawnych wojnach, wreszcie o dzisiejszych czasach klęski i gniewu bożego.</akap>


<akap_dialog id="e94">--- Gdyby nasz książę żył! --- mówił Skrzetuski --- inne by były Rzeczypospolitej koleje. Kozactwo byłoby starte, Zadnieprze przy Rzeczypospolitej, a Szwed teraz znalazłby swego pogromiciela. Bóg zarządził, jak chciał, aby za grzechy nas ukarać.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e95"><begin id="b1283675537759-1121945327"/><motyw id="m1283675537759-1121945327">Przywódca, Rycerz, Żołnierz</motyw>--- Oby Bóg w panu Czarnieckim obrońcę wskrzesił! --- rzekła księżna Gryzelda.<end id="e1283675362409-3485424879"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e96">--- Tak i będzie! --- zawołał pan Wołodyjowski. --- Jako nasz książę innych panów głową przenosił, tak i on wcale do innych wodzów niepodobny. Znam ja przecie obu panów hetmanów koronnych i pana Sapiehę litewskiego. Wielcy to żołnierze, ale przecie jest coś w panu Czarnieckim ekstraordynaryjnego<pe><slowo_obce>ekstraordynaryjny</slowo_obce> (z łac.) --- niezwykły, nadzwyczajny.</pe>, rzekłbyś: orzeł, nie człowiek. Niby łaskaw, a wszyscy go się boją, ba! nawet pan Zagłoba często o krotochwilach<pe><slowo_obce>krotochwila</slowo_obce> (starop.) --- żart.</pe> swych przy nim zapomina. A jak wojsko prowadzi! jak szykuje! --- imaginację<pe><slowo_obce>imaginacja</slowo_obce> (z łac.) --- wyobraźnia, wyobrażenie.</pe> przechodzi! Nie może inaczej być, tylko wielki wojennik powstaje w Rzeczypospolitej.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e97">--- Mąż mój, który go pułkownikiem znał, jeszcze wówczas wielkość mu przepowiadał --- rzekła księżna.<end id="e1283675537759-1121945327"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e98">--- Mówiono nawet, że żony na naszym dworze miał szukać --- wtrącił pan Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e99">--- Nie pamiętam, aby o tym była mowa --- odparła księżna.</akap_dialog>


<akap id="e100">Jakoż nie mogła pamiętać, bo nigdy nic podobnego nie było, ale pan Wołodyjowski chytrze na razie to wymyślił, chcąc zwrócić rozmowę na fraucymer<pe><slowo_obce>fraucymer</slowo_obce>  (z niem. <slowo_obce>Frauenzimmer</slowo_obce>: komnata kobiet, pokój dla dam) --- damy dworu, stałe towarzystwo księżnej.</pe> księżnej i o pannie Anusi Borzobohatej czegoś się dowiedzieć, albowiem wprost pytać osądził za rzecz nieprzyzwoitą i zbyt względem majestatu księżnej poufałą. Lecz wybieg się nie udał. Księżna wróciła znów myślą do męża i wojen kozackich, za czym i mały rycerz pomyślał: ,,Nie ma Anusi, może od Bóg wie wielu lat!" I więcej o nią nie pytał.</akap>


<akap id="e101">Mógł pytać oficerów, ale i jego umysł, i wszystkie zajęte były czym innym. Co dzień podjazdy dawały znać, że Szwedzi coraz to bliżej, gotowano się więc do obrony. Skrzetuski i Wołodyjowski dostali funkcje na murach, jako oficerowie i Szwedów, i wojny z nimi świadomi. Pan Zagłoba ducha dodawał i opowiadał o nieprzyjacielu tym, którzy go dotychczas nie znali, a było takich między zamojskimi żołnierzami dosyć, gdyż Szwedzi nie zapuszczali się dotychczas pod Zamość.</akap>


<akap id="e102">Zagłoba w lot pana starostę kałuskiego przeznał, a ten niezmiernie go polubił i we wszystkim się do niego zwracał, zwłaszcza że i od księżnej Gryzeldy słyszał, jako w swoim czasie sam książę Jeremi pana Zagłobę wenerował<pe><slowo_obce>wenerować</slowo_obce> (z łac.) --- uwielbiać.</pe> i <slowo_obce>vir incomparabilis</slowo_obce><pe><slowo_obce>vir incomparabilis </slowo_obce> (łac.) --- mąż niezrównany.</pe>nazywał. Co dzień tedy przy stole wszyscy słuchali, a pan Zagłoba prawił o dawniejszych i nowszych czasach, o wojnach z Kozaki<pe><slowo_obce>z Kozaki</slowo_obce> --- dziś popr. forma N. lm: z Kozakami.</pe>, o zdradzie Radziwiłła, o tym, jako pana Sapiehę na ludzi wyprowadził.</akap>


<akap_dialog id="e103"><begin id="b1283679634716-1380907152"/><motyw id="m1283679634716-1380907152">Mądrość, Śmiech</motyw>--- Radziłem mu --- mówił --- iżby siemię konopne w kieszeni nosił i po trochu spożywał. To tak ci się do tego przyzwyczaił, że teraz coraz to ziarno wyjmie, wrzuci do gęby, rozgryzie, miazgę zje, a łuskwinę wyplunie. W nocy, jak się obudzi, także to czyni. Od tej pory tak mu się dowcip<pe><slowo_obce>dowcip</slowo_obce> (daw.) --- rozum, inteligencja.</pe> zaostrzył, że i najbliżsi go nie poznają.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e104">--- Jakże to? --- pytał starosta kałuski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e105">--- Bo w konopiach <slowo_obce>oleum</slowo_obce><pe><slowo_obce>oleum</slowo_obce> (łac.) --- olej.</pe> się znajduje, przez co i w głowie jedzącemu go przybywa.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e106">--- Bodajże waszą mość! --- rzekł jeden z pułkowników. --- Toż w brzuchu oleju przybywa, nie w głowie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e107">--- <slowo_obce>Est modus in rebus<pe><slowo_obce>Est modus in rebus</slowo_obce> (łac.) --- na wszystko jest sposób.</pe>!</slowo_obce> --- rzecze na to Zagłoba --- trzeba co najwięcej wina pić: <slowo_obce>oleum</slowo_obce>, jako lżejsze, zawsze będzie na wierzchu, wino zaś, które i bez tego idzie do głowy, poniesie ze sobą każdą cnotliwą substancję. Ten sekret mam od Lupuła, hospodara<pe><slowo_obce>hospodar</slowo_obce>  --- tytuł władcy Wołoszczyzny, państwa położonego na terenie dzisiejszej płd. Rumunii, zależnego od Imperium Osmańskiego.</pe>, po którym jak waściom wiadomo, chcieli mnie Wołosi na hospodarstwo posadzić, ale sułtan, który woli, by hospodarowie nie mieli potomstwa, postawił mi kondycję<pe><slowo_obce>kondycja</slowo_obce> (łac.) --- warunek.</pe>, na którą zgodzić się nie mogłem.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e108">--- Musiałeś waść siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, wiele.</pe> konopnego siemienia i sam zażywać? --- rzekł na to pan Sobiepan.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e109">--- Ja nie potrzebowałem, ale waszej dostojności z całego serca radzę! --- odparł Zagłoba.</akap_dialog>


<akap id="e110">Słysząc te śmiałe słowa, zlękli się niektórzy, żeby ich pan starosta kałuski do serca nie wziął, lecz on, czy nie zmiarkował, czy nie chciał zmiarkować, dość, że uśmiechnął się tylko i spytał:</akap>


<akap_dialog id="e111">--- A słonecznikowe ziarna nie mogą konopnych zastąpić?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e112">--- Mogą --- odrzekł Zagłoba --- jeno ponieważ olej ze słoneczników jest cięższy, przeto trzeba wino mocniejsze pić od tego, które teraz oto pijemy.</akap_dialog>


<akap id="e113">Pan starosta zrozumiał, o co chodzi, rozochocił się i zaraz kazał co najlepszych win przynieść.<end id="e1283679634716-1380907152"/> Za czym uradowali się w sercach wszyscy i ochota stała się powszechną. Pito i wiwatowano na zdrowie królewskie, gospodarskie i pana Czarnieckiego. Pan Zagłoba wpadł w humor przedni, nikogo do głosu nie dopuścił. Opowiadał więc o gołębskiej potrzebie<pe><slowo_obce>potrzeba</slowo_obce> --- tu: bitwa.</pe> bardzo szeroko, w której istotnie dobrze stawał, bo zresztą, służąc w chorągwi laudańskiej, nie mógł inaczej uczynić. Ale że od jeńców szwedzkich, wziętych z pułków Dubois, wiedziano o śmierci grafa Waldemara, więc oczywiście wziął pan Zagłoba na się za tę śmierć odpowiedzialność.</akap>


<akap_dialog id="e114">--- Całkiem inaczej by ta bitwa poszła --- mówił --- żeby nie to, żem właśnie poprzedzającego dnia do Baranowa, do tamtejszego kanonika, odjechał, i Czarniecki nie wiedząc, gdzie jestem, poradzić się mnie nie mógł. Może też i Szwedzi o owym kanoniku zasłyszeli, bo u niego miody przednie, i niebawem pod Gołąb podeszli. Gdym wrócił, było już za późno, król nastąpił i zaraz trzeba było uderzać. Poszliśmy jako w dym, ale cóż, kiedy pospolitacy wolą w ten sposób kontempt<pe><slowo_obce>kontempt</slowo_obce> (z łac.) --- lekceważenie, pogarda.</pe> nieprzyjacielowi okazywać, że się tyłem do niego odwracają. Nie wiem, jako sobie teraz Czarniecki da rady beze mnie!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e115">--- Da sobie rady! nie obawiaj się waćpan! --- rzekł pan Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e116">--- I wiem dlaczego. Bo król szwedzki woli za mną pod Zamość walić niż jego po Powiślu szukać. <begin id="b1283679844867-2437784592"/><motyw id="m1283679844867-2437784592">Przywódca, Szlachcic, Żołnierz, Grzeczność</motyw>Nie neguję ja Czarnieckiemu, że dobry żołnierz, ale kiedy pocznie brodę kręcić, a swym żbiczym wzrokiem patrzyć, tedy towarzyszowi spod najgórniejszej chorągwi wydaje się, że jest dragonem... Nic on na godność nie uważa, czego i samiście byli świadkami, gdy pana Żyrskiego, człeka znacznego, kazał po majdanie końmi włóczyć za to tylko, że z podjazdem nie dotarł tam, gdzie miał rozkaz. Ze szlachtą, mości panowie, trzeba po ojcowsku, nie po dragońsku... Powiesz mu: ,,Panie bracie, a bądź łaskaw, a idź", rozczulisz go, na ojczyznę i sławę wspomniawszy, to ci dalej pójdzie niż dragon, który dla lafy<pe><slowo_obce>lafa</slowo_obce> (daw.) --- żołd, płaca.</pe> służy.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e117">--- Szlachcic szlachcicem, a wojna wojną --- ozwał się starosta.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e118">--- Bardzo to misternie wasza dostojność wywiodła --- odparł Zagłoba.<end id="e1283679844867-2437784592"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e119">--- A taki pan Czarniecki koncept Carolusowi w końcu powariuje! --- zauważył Wołodyjowski. --- Byłem też na niejednej wojnie i mówić o tym mogę.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e120">--- Pierwej my mu powariujemy pod Zamościem --- odparł pan starosta kałuski, wydymając usta, sapiąc z okrutną fantazją, wytrzeszczając oczy i biorąc się w boki. --- Ba! fiu! Co mnie tam! Hę? Kogo w gości proszę, temu drzwi otwieram! Co? ha!</akap_dialog>


<akap id="e121">Tu pan starosta zaczął jeszcze mocniej sapać, kolanami o stół uderzać, przechylać się, kręcić głową, a srożyć się, a oczami błyskać i mówić, jako miał zwyczaj, z pewną rubaszną niedbałością:</akap>


<akap_dialog id="e122">--- Co mi tam! On pan w Szwecji, a Zamoyski Sobiepan w Zamościu. <slowo_obce>Eques polonus sum<pe><slowo_obce>Eques polonus sum</slowo_obce> (łac.) --- jestem polskim rycerzem.</pe></slowo_obce>, nic więcej, co? Alem u siebie. Ja Zamoyski, a on król szwedzki... a Maksymilian był austriacki, co? Idzie, a niech idzie... Obaczym! Jemu Szwecji mało, mnie Zamościa dość, ale go nie dam, co?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e123">--- Miło, mości panowie, słuchać nie tylko takiej elokwencji, ale tak zacnych sentymentów! --- zakrzyknął pan Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e124">--- Zamoyski Zamoyskim! --- odparł uradowany z pochwały starosta kałuski. --- Nie kłanialiśmy się i nie będziem... <slowo_obce>ma foi<pe><slowo_obce>ma foi</slowo_obce> (fr.) --- słowo daję, dalibóg, doprawdy.</pe>!</slowo_obce> Zamościa nie dam, i basta.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e125">--- Zdrowie gospodarskie! --- huknęli oficerowie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e126">--- <slowo_obce>Vivat! vivat!</slowo_obce></akap_dialog>


<akap_dialog id="e127">--- Panie Zagłoba! --- zawołał starosta --- króla szwedzkiego nie puszczę do Zamościa, a waszmości z Zamościa!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e128">--- Panie starosto, dziękuję za łaskę, ale tego wasza dostojność nie uczynisz, bo ile byś Carolusa pierwszym postanowieniem zmartwił, tyle byś go drugim ucieszył.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e129">--- Dajże parol<pe><slowo_obce>parol</slowo_obce> (z fr.) --- słowo honoru.</pe>, że do mnie po wojnie przyjedziesz, co?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e130">--- Daję...</akap_dialog>


<akap id="e131">Długo jeszcze ucztowano, po czym sen począł morzyć rycerzy, więc poszli na spoczynek, zwłaszcza że wkrótce miały się dla nich zacząć bezsenne noce, bo Szwedzi byli już blisko i przednich straży spodziewano się lada godzina.</akap>


<akap_dialog id="e132"><begin id="b1283680375450-786491935"/><motyw id="m1283680375450-786491935">Patriota, Przywódca, Mądrość, Muzyka, Wojna, Wierność</motyw>--- Taki<pe><slowo_obce>taki</slowo_obce> (reg.) --- jednak, tak więc, przecież.</pe> on Zamościa naprawdę nie da --- mówił Zagłoba, wracając do swej kwatery ze Skrzetuskimi i Wołodyjowskim. --- Zauważyliście waszmościowie, jakeśmy się pokochali... Dobrze nam się będzie w Zamościu działo, i mnie, i wam. Przystaliśmy do siebie z panem starostą tak, że żaden stolarz futrowania<pe><slowo_obce>futrowanie</slowo_obce> --- obicie z desek, boazeria; por. futryna.</pe> lepiej nie połączy. Dobre panisko... Hm!... Gdyby był moim kozikiem i gdybym go u pasa nosił, często bym go o osełkę wecował, bo trochę tępy... Ale dobry człek, i ten nie zdradzi, jako oni skurczybykowie birżańscy... Uważaliście, jako magnatowie lgną do starego Zagłoby... Nic, tylko się opędzać... Ledwiem się od Sapiehy wykaraskał, już jest drugi... Ale tego nastroję jako basetlę i taką na nim arię Szwedom zagram, że się na śmierć pod Zamościem zatańcują... Nakręcę go jako gdański zegar do kuranta...<end id="e1283680375450-786491935"/></akap_dialog>


<akap id="e133">Dalszą rozmowę przerwał gwar dolatujący z miasta. Po chwili znajomy oficer przesunął się szybko koło rozmawiających.</akap>


<akap_dialog id="e134">--- Stój! --- zawołał Wołodyjowski. --- Co tam?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e135">--- Łunę z wałów widać. Szczebrzeszyn się pali! Szwedzi tuż!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e136">--- Chodźmy na wały, mości panowie! --- rzekł Skrzetuski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e137">--- Idźcie, a ja zdrzemnę, bo mi na jutro sił potrzeba --- odpowiedział Zagłoba.</akap_dialog>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e138">Rozdział III</naglowek_rozdzial>



<akap id="e139">Tejże jeszcze nocy pan Wołodyjowski poszedł na podjazd i nad ranem sprowadził kilkunastu języków<pe><slowo_obce>język</slowo_obce> --- tu: informator, żołnierz nieprzyjacielski, wzięty do niewoli w celu przesłuchania i zasięgnięcia informacji o wojskach wroga, ich liczebności, rozmieszczeniu i zamiarach.</pe>. Ci potwierdzili, że król szwedzki osobą własną w Szczebrzeszynie się znajduje i niebawem stanie pod Zamościem.</akap>


<akap id="e140">Uradował się pan starosta kałuski tą wieścią, bo się wielce rozruszał i niekłamaną miał chęć wypróbowania swych dział i murów na Szwedach. Mniemał przy tym, i bardzo słusznie, że choćby ulec w końcu przyszło, zawsze zatrzyma na sobie potęgę szwedzką przez całe miesiące, a przez ten czas Jan Kazimierz zbierze wojska, sprowadzi całą ordę w pomoc i w całym kraju potężny a zwycięski opór przygotuje.</akap>


<akap_dialog id="e141">--- Raz mi się zdarza sposobność --- mówił z wielką fantazją na radzie wojennej --- ojczyźnie i królowi znamienitą przysługę oddać, zapowiadam też waszmościom, że pierwej w powietrze się wysadzę, nim tu szwedzka noga postoi. Chcą Zamoyskiego siłą brać, dobrze! Niech biorą! Obaczym, kto lepszy! Waćpanowie, tuszę, z serca pomagać mi będziecie!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e142">--- Gotowiśmy poginąć przy waszej dostojności! --- ozwali się chórem oficerowie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e143">--- Byle nas tylko oblegali --- rzekł Zagłoba --- bo gotowi zaniechać... Mości panowie! jakem Zagłoba, pierwszy wycieczkę poprowadzę!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e144">--- Ja z wujem! --- rzekł Roch Kowalski. --- Na króla samego skoczę!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e145"><begin id="b1283680709377-1180743702"/><motyw id="m1283680709377-1180743702">Walka, Wojna, Żołnierz</motyw>--- Teraz na mury! --- zakomenderował starosta kałuski.</akap_dialog>


<akap id="e146">Ruszyli wszyscy. Mury były jako kwieciem żołnierzami ubrane. Pułki piechoty tak świetnej, jakiej nie było w całej Rzeczypospolitej, stały w gotowości jeden obok drugiego, z muszkietami w ręku i oczyma zwróconymi ku polom. Mało służyło w nich cudzoziemców, ledwie trochę Prusaków i Francuzów, głównie zaś chłopi ordynaccy. Lud rosły, dorodny, któren<pe><slowo_obce>któren</slowo_obce> --- dziś popr. który.</pe> gdy go w barwiste kolety przybrano i na modłę cudzoziemską wyćwiczono, bił się tak dobrze jak najlepsi kromwelowscy Anglicy<pe><slowo_obce>kromwelowscy Anglicy</slowo_obce> --- żołnierze Olivera Cromwella (1599--1658), angielskiego polityka i wybitnego dowódcy, który doprowadził do skazania na śmierć króla Karola I Stuarta (1600--1649) i został lordem protektorem Anglii.</pe>. Szczególnie tędzy byli, gdy po strzałach przyszło rzucić się wręcz na nieprzyjaciela. I teraz wyglądali Szwedów niecierpliwie, pomni dawniejszych swych nad Chmielnickim tryumfów. Przy działach, których długie szyje wyciągały się jakoby z ciekawością przez blanki ku polom, służyli przeważnie Flamandowie, do ognistej służby najprzedniejsi. Za fortecą już, z tamtej strony fosy, kręciły się chorągwie lekkiej jazdy, same bezpieczne, bo pod osłoną dział i schroniska pewne, a mogące w każdej chwili skoczyć, gdzie trzeba.<end id="e1283680709377-1180743702"/></akap>


<akap id="e147">Starosta kałuski objeżdżał mury w szmelcowanej zbroi, z pozłocistym buzdyganem<pe><slowo_obce>buzdygan</slowo_obce> (z tur.) --- rodzaj broni, ozdobna pałka; w XVII w. symbol władzy oficera.</pe> w ręku, i co chwila pytał:</akap>


<akap_dialog id="e148">--- A co, nie widać jeszcze?</akap_dialog>


<akap id="e149">I klął pod nosem, gdy mu zewsząd odpowiadano, że nie widać. Po chwili jechał w inną stronę i znowu pytał:</akap>


<akap_dialog id="e150">--- A co? Nie widać?</akap_dialog>


<akap id="e151">Tymczasem trudno było coś widzieć, bo trochę mgły wisiało w powietrzu. Dopiero koło dziesiątej rano zaczęła opadać. Niebo błękitne zaświeciło nad głowami, widnokrąg wyjaśnił się, i zaraz też na zachodniej stronie murów poczęto wołać:</akap>


<akap_dialog id="e152">--- Jadą! jadą! jadą!</akap_dialog>


<akap id="e153">Pan starosta, a z nim pan Zagłoba i trzej przyboczni oficerowie starosty wstąpili żywo na anguł<pe><slowo_obce>anguł</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>angulus</slowo_obce>: kąt, róg) --- załamanie, występ muru, rodzaj bastionu.</pe> murów, z którego widok był daleki, i poczęli patrzyć przez perspektywy<pe><slowo_obce>perspektywa</slowo_obce> (daw.) --- luneta.</pe>. Nieco mgły leżało jeszcze przy ziemi, ale wojska szwedzkie, idące od Wielączy, zdawały się brodzić do kolan w owym tumanie, jak gdyby wynurzały się z wód rozległych. Bliższe pułki bardzo już były wyraźne, tak że gołym okiem można było rozróżnić piechotę, idącą głębokimi szeregami, i zastępy rajtarskie; dalsze natomiast przedstawiały się jakoby kłęby kurzawy ciemnej, toczącej się ku miastu. Z wolna przybywało coraz więcej pułków, armat, jazdy.</akap>


<akap id="e154">Widok był piękny. Ze środka każdego czworoboku piechurów sterczał w górę niezmiernie regularny czworobok włóczni; między nimi wiewały chorągwie różnych barw, a najwięcej błękitnych z białymi krzyżami i błękitnych ze złotymi lwami. Zbliżyli się jeszcze bardziej. Na murach było cicho, więc powiew wiatru niósł od nich skrzyp kół, chrzęst zbroi, tętent koni i przytłumiony gwar głosów ludzkich. Doszedłszy na dwa strzały ze śmigownicy<pe><slowo_obce>śmigownica</slowo_obce> --- falkonet a. sokolik, działo polowe piechoty, ładowane od przodu, używane w XVI-XVIII w., rodzaj kolubryny o kalibrze 55-70 mm, stosowana także w bitwach morskich do abordażu.</pe>, poczęli się rozciągać przed fortecą. Niektóre czworoboki piechoty rozsypały się w bezładne roje. Widocznie zabierali się do roztasowywania namiotów i do sypania szańczyków.</akap>


<akap_dialog id="e155">--- Ot i są! --- rzekł pan starosta.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e156">--- Są, psubraty! --- odrzekł Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e157">--- Można by ich, człeka po człeku, palcem rachować.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e158">--- Tacy starzy praktycy jak ja nie potrzebują rachować, jeno okiem rzucą. Jest ich dziesięć tysięcy jazdy i ośm piechoty z artylerią. Jeślim się o jednego gemajna<pe><slowo_obce>gemajn</slowo_obce>  (daw., z niem. <slowo_obce>gemein</slowo_obce>: zwykły) --- szeregowiec.</pe> albo o jednego konia omylił, gotówem całą fortunę za omyłkę zapłacić.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e159">--- Zali<pe><slowo_obce>zali</slowo_obce> (daw.) --- czy, czyż.</pe> tak można wymiarkować?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e160">--- Dziesięć tysięcy jazdy i ośm piechoty, żebym tak zdrów był! W Bogu nadzieja, że w znacznie szczuplejszej liczbie odejdą, niech tylko jedną wycieczkę poprowadzę.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e161">--- Słyszysz waszmość, arię grają!</akap_dialog>


<akap id="e162">Rzeczywiście, trębacze z doboszami wystąpili przed pułki i zagrzmiała bojowa muzyka. Przy jej odgłosie nadchodziły bliżej dalsze pułki i otaczały z dala miasto. Na koniec od zbitych tłumów oderwało się kilkunastu jeźdźców. Wpół drogi pozasadzali białe chusty na miecze i poczęli nimi powiewać.</akap>


<akap_dialog id="e163"><begin id="b1283681964178-2465019667"/><motyw id="m1283681964178-2465019667">Zdrada, Pies, Polak, Patriota</motyw>--- Poselstwo --- rzekł Zagłoba. --- Widziałem, jak do Birżów, złodzieje, przyjechali z taką samą fantazją, i wiadomo, co z tego wypadło.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e164">--- Zamość nie Birże, a ja nie wojewoda wileński! --- odparł pan starosta.</akap_dialog>


<akap id="e165">Tymczasem tamci zbliżyli się do bramy. Po krótkiej chwili przyskoczył do pana starosty oficer służbowy z oznajmieniem, iż pan Jan Sapieha pragnie w imieniu króla szwedzkiego widzieć się z nim i rozmówić.</akap>


<akap id="e166">A pan starosta począł się zaraz w boki brać, z nogi na nogę przestępywać a sapać, a wargi odymać, wreszcie odrzekł z okrutną fantazją:</akap>


<akap_dialog id="e167">--- Powiedz panu Sapieże, że Zamoyski ze zdrajcami nie gada. Chce król szwedzki ze mną gadać, niech mi Szweda rodowitego przyśle, nie Polaka, bo Polacy, którzy Szwedowi służą, niech do psów moich poselstwa odprawują, gdyż po równi nimi gardzę!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e168">--- Jak mi Bóg miły, to <slowo_obce>respons</slowo_obce><pe><slowo_obce>respons</slowo_obce> (z łac.) --- odpowiedź.</pe>! --- zawołał z niekłamanym zapałem Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e169">--- A niech ich tam diabli wezmą! --- zawołał podniesiony własnymi słowy<pe><slowo_obce>własnymi słowy</slowo_obce> --- dziś popr. forma N. lm: własnymi słowami.</pe> i pochwałą starosta. --- Co? Będę z nimi robił ceremonie czy co?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e170">--- Pozwól, wasza dostojność, niech mu sam ten <slowo_obce>respons</slowo_obce> odniosę! --- rzekł Zagłoba.</akap_dialog>


<akap id="e171">I nie czekając dłużej, skoczył z oficerem służbowym, wyszedł naprzeciw pana Jana i widocznie, że nie tylko słowa starościńskie powtórzył, ale musiał od siebie coś wielce szpetnego dodać, bo pan Sapieha zawrócił tak z miejsca, jakby mu przed koniem piorun trzasł, i nacisnąwszy czapkę na uszy, odjechał.</akap>


<akap id="e172">Z murów zaś i z chorągwi tej jazdy, która przed bramą stała, poczęto huczeć za odjeżdżającymi:</akap>


<akap_dialog id="e173">--- A do budy, zdrajcy, przedawczykowie! żydowscy słudzy! Huź! huź!...<end id="e1283681964178-2465019667"/></akap_dialog>


<akap id="e174">Sapieha stanął przed królem blady, z zaciśniętymi wargami. A i król też był zmieszany, bo Zamość omylił jego nadzieję... Co najwięcej, mimo tego, co mu poprzednio mówiono, spodziewał się znaleźć gród takiej odpornej siły, jak Kraków, Poznań i inne miasta, których tyle już zdobył. Tymczasem znalazł twierdzę potężną, przypominającą duńskie i niderlandzkie, o której bez dział ciężkiego kalibru nie mógł nawet pomyśleć.</akap>


<akap_dialog id="e175">--- Co tam? --- spytał, ujrzawszy Sapiehę.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e176">--- Nic! Pan starosta nie chce gadać z Polakami, którzy waszej królewskiej mości służą. Wysłał do mnie swego trefnisia<pe><slowo_obce>trefniś</slowo_obce> --- błazen.</pe>, który mnie i waszą królewską mość zelżył tak sromotnie, że i powtórzyć się nie godzi.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e177">--- Wszystko mi jedno, z kim chce gadać, byle gadał. W braku innych mam żelazne argumenta, a tymczasem Forgella mu poślę.</akap_dialog>


<akap id="e178"><begin id="b1283682619362-123049401"/><motyw id="m1283682619362-123049401">Bogactwo, Polityka</motyw>Jakoż w pół godziny później Forgell z czysto szwedzką asystencją oznajmił się przy bramie. Most łańcuchowy opuścił się z wolna na fosę i jenerał wjechał do twierdzy wśród spokoju i powagi. Oczu nie wiązano ani jemu, ani nikomu ze świty; widocznie chciał, owszem, pan starosta, iżby wszystko widział i o wszystkim królowi mógł donieść. Przyjął go zaś z takim przepychem jak książę udzielny i istotnie w podziw wprawił, panowie bowiem szwedzcy i dwudziestej części tych bogactw nie mieli co Polacy, a pan starosta między polskimi był niemal najpotężniejszym. Przebiegły Szwed począł też od razu tak go traktować, jak gdyby go król Karol do równego sobie monarchy w poselstwie wysłał, z góry nazwał go <slowo_obce>princeps</slowo_obce><pe><slowo_obce>princeps, principis</slowo_obce> (łac.) --- pan, władca, książę, cesarz.</pe> i ciągle tak nazywał, chociaż pan Sobiepan za pierwszym zaraz razem mu przerwał:</akap>


<akap_dialog id="e179">--- Nie <slowo_obce>princeps</slowo_obce>, <slowo_obce>eques polonus sum</slowo_obce>, ale właśnie dlatego książętom równy!<end id="e1283682619362-123049401"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e180">--- Wasza książęca mość! --- mówił, nie dając się zbić z tropu, Forgell. --- Najjaśniejszy król szwedzki i pan (tu długo wyliczał tytuły) zgoła nie jako nieprzyjaciel tu przybył, ale wprost mówiąc, w gościnę tu przyjechał i przeze mnie się zapowiada, mając niepłonną, jak tuszę, nadzieję, że wasza książęca mość dla osoby jego i jego wojsk bramy swe otworzyć zechcesz.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e181">--- Nie masz u nas tego zwyczaju --- odpowiedział pan Zamoyski --- aby komu gościnności odmawiać, choćby też i nieproszony przyjechał. Znajdzie się zawsze u mnie miejsce przy stole, a nawet, dla tak dostojnej osoby, pierwsze. Powiedz tedy, wasza dostojność, najjaśniejszemu królowi, że bardzo proszę, i tym szczerzej, że jako najjaśniejszy <slowo_obce>Carolus Gustavus</slowo_obce> jest panem w Szwecji, tak ja w Zamościu. Ale że jako wasza dostojność widziałeś, służby mi nie brak, przeto nie potrzebuje jego szwedzka jasność swojej ze sobą brać. Inaczej, pomyślałbym, że mnie ma za chudopachołka i kontempt<pe><slowo_obce>kontempt</slowo_obce> (z łac.) --- obraza, pogarda, lekceważenie.</pe> chce mi okazać.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e182">--- Dobrze! --- szepnął stojący tuż za plecami pana starosty Zagłoba.</akap_dialog>


<akap id="e183">A pan starosta, wypowiedziawszy swoją orację, począł usta wydymać, sapać i powtarzać jeszcze:</akap>


<akap_dialog id="e184">--- A! ot, co jest! a!</akap_dialog>


<akap id="e185">Forgell przygryzł wąsów, pomilczał trochę i wreszcie tak mówić począł:</akap>


<akap_dialog id="e186">--- Największy to byłby dowód nieufności dla króla, gdybyś wasza książęca mość załogi jego do fortecy wpuścić nie raczył. Powiernikiem królewskim jestem, wiem jego najtajniejsze myśli, a oprócz tego mam rozkaz oświadczyć waszej dostojności i słowem w imieniu króla zaręczyć, że on ni państwa zamojskiego, ni tej twierdzy zajmować na stałe nie myśli. Ale gdy wojna w całym tym nieszczęsnym kraju rozgorzała na nowo, gdy bunt głowę podniósł, a Jan Kazimierz, niepomny na klęski, które na Rzeczpospolitą spaść mogą, swojej tylko dochodząc fortuny, znowu w granice powrócił i łącznie z pogany przeciw chrześcijańskim wojskom naszym występuje, postanowił niezwyciężony król i pan mój choćby do dzikich stepów tatarskich i tureckich go ścigać, w tym jedynie celu, aby spokój krajowi, panowanie sprawiedliwości i szczęście a wolność obywatelom tej prześwietnej Rzeczypospolitej przywrócić.</akap_dialog>


<akap id="e187">Starosta kałuski uderzył się ręką po kolanie, ale nie odrzekł ni słowa, jeno Zagłoba szepnął:</akap>


<akap_dialog id="e188">--- Diabeł się w ornat ubrał i ogonem na mszę dzwoni.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e189">--- Liczne już spłynęły na ten kraj z protekcji królewskiej dobrodziejstwa --- mówił dalej Forgell --- lecz najjaśniejszy król, mniemając w ojcowskim swym sercu, że nie dość jeszcze uczynił, znowu prowincji swej pruskiej odbieżał, aby mu jeszcze raz iść na ratunek, któren<pe><slowo_obce>któren</slowo_obce> --- dziś popr. który.</pe> na pokonaniu Jana Kazimierza polega. <begin id="b1283683482834-2606360210"/><motyw id="m1283683482834-2606360210">Pochlebstwo</motyw><begin id="b1283683691138-27607004"/><motyw id="m1283683691138-27607004">Polityka</motyw>Aby jednak nowa ta wojna prędki a szczęśliwy koniec wziąć mogła, potrzebne jest jego królewskiej mości nieodbicie<pe><slowo_obce>nieodbicie</slowo_obce> --- koniecznie.</pe> czasowe zajęcie tej twierdzy, ona bowiem ma stać się dla wojsk jego królewskiej mości ostoją, z której pościg za buntownikami będzie czyniony. Lecz słysząc, że ten, który Zamościa jest panem, nie tylko bogactwy<pe><slowo_obce>bogactwy</slowo_obce> --- dziś popr. forma N. lm: bogactwami.</pe>, nie tylko starożytnością rodu, dowcipem<pe><slowo_obce>dowcip</slowo_obce> (daw.) --- rozum, inteligencja.</pe>, wspaniałym umysłem, ale i miłością do ojczyzny wszystkich przewyższa, zaraz król i pan mój rzekł: ,,Ten mnie zrozumie, ten intencje moje dla tej krainy ocenić potrafi, ufności mojej nie zawiedzie, nadzieje przewyższy, do szczęścia i spokoju tego kraju pierwszy rękę przyłoży". Jakoż tak jest! Jakoż od ciebie, panie, zależą przyszłe losy tej ojczyzny. Ty ją ratować i ojcem jej stać się możesz... Przeto nie wątpię, iż to uczynisz. Kto sławę taką po przodkach dziedziczy, ten nie powinien omijać sposobności, aby ją powiększyć i nieśmiertelną uczynić. Zaiste, więcej dobrego sprawisz otworzeniem bram tej twierdzy, niż gdybyś całą prowincję do Rzeczypospolitej przyłączył. Król ufa, panie, że niepowszednia mądrość twa na równi z sercem do tego się skłonią, dlatego rozkazywać nie chce --- prosić woli; groźby odrzuca, przyjaźń ofiaruje; nie jako władca z podległym, lecz jako potężny z potężnym traktować pragnie.</akap_dialog>


<akap id="e190">Tu jenerał Forgell skłonił się panu staroście z takim uszanowaniem jakby udzielnemu monarsze i umilkł.<end id="e1283683482834-2606360210"/> W sali uczyniła się też cisza. Wszystkie oczy utkwione były w starostę.</akap>


<akap id="e191">On zaś kręcić się począł, wedle zwyczaju, na swoim pozłocistym krześle, usta nadymać i srogą fantazję okazywać, wreszcie łokcie rozszerzył, dłonie wsparł na kolanach i rzucając głową jak narowisty koń, tak począł:</akap>


<akap_dialog id="e192">--- Ot, co jest! <begin id="b1283683653474-1671736738"/><motyw id="m1283683653474-1671736738">Wierność</motyw>Wielcem ja wdzięczny jego szwedzkiej jasności za górne mniemanie, jakie ma o moim dowcipie i o afektach dla ojczyzny. Nic mi też milszego jak przyjaźń takowego potentata. Ale myślę, że tak samo moglibyśmy się miłować, gdyby jego szwedzka jasność sobie w Sztokholmie zostawała, a ja w Zamościu --- co? Bo Sztokholm jego szwedzkiej jasności, a Zamość mój! Co się afektów dla Rzeczypospolitej tyczy --- i owszem! --- jeno, wedle mego konceptu, nie wtedy będzie Rzeczypospolitej lepiej, kiedy Szwedzi będą do niej szli, ale wtedy, kiedy sobie z niej pójdą. Ot, racja! Bardzo w to wierzę, iż Zamość mógłby jego szwedzkiej jasności do wiktorii nad Janem Kazimierzem dopomóc, wszelako trzeba, żebyś i wasza dostojność wiedział, że ja nie jego szwedzkiej mości, jeno właśnie Janowi Kazimierzowi przysięgałem, dlatego jemu wiktorii życzę, a Zamościa nie dam! Ot co!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e193">--- To mi polityka! --- huknął Zagłoba.<end id="e1283683691138-27607004"/><end id="e1283683653474-1671736738"/></akap_dialog>


<akap id="e194">W sali uczynił się szmer radosny, lecz pan starosta trzepnął się rękoma po kolanach i owe gwary uciszył.</akap>


<akap id="e195">Forgell zmieszał się i milczał przez chwilę, po czym znowu argumentować począł: więc nalegał, trochę groził, prosił, pochlebiał. Jako patoka<pe><slowo_obce>patoka</slowo_obce> --- płynny miód.</pe> płynęła z ust jego łacina, aż krople potu uperliły mu czoło, lecz wszystko na próżno, bo po swych najlepszych argumentach, tak silnych, że mury poruszyć by mogły, słyszał zawsze jedną odpowiedź:</akap>


<akap_dialog id="e196">--- A ja tak i Zamościa nie dam, ot co!</akap_dialog>


<akap id="e197">Audiencja przeciągnęła się nad miarę, na koniec stała się dla Forgella kłopotliwą i trudną, bo wesołość poczynała ogarniać obecnych. Coraz to częściej padało jakieś słowo, jakieś szyderstwo to z ust Zagłoby, to z innych, po którym przytłumione śmiechy odzywały się w sali. Spostrzegł wreszcie Forgell, że trzeba ostatecznych chwycić się sposobów, więc rozwinął pergamin z pieczęciami, który trzymał w ręku, a na który nikt dotąd nie zwracał uwagi, i powstawszy rzekł uroczystym, dobitnym głosem:</akap>


<akap_dialog id="e198"><begin id="b1283683984570-127740787"/><motyw id="m1283683984570-127740787">Śmiech, Polityka</motyw>--- Za otwarcie bram twierdzy jego królewska mość (tu znów długo wymieniał tytuły) ofiaruje waszej książęcej mości województwo lubelskie w dziedziczne władanie!</akap_dialog>


<akap id="e199">Zdumieli się, słysząc to, wszyscy, zdumiał się na chwilę i pan starosta. Już Forgell począł toczyć tryumfującym wzrokiem dokoła, gdy nagle wśród ciszy głuchej ozwał się po polsku do starosty stojący tuż za nim pan Zagłoba:</akap>


<akap_dialog id="e200">--- Ofiaruj, wasza dostojność, królowi szwedzkiemu w zamian Niderlandy.</akap_dialog>


<akap id="e201">Pan starosta nie namyślał się długo, uderzył się rękoma w boki i palnął na całą salę po łacinie:</akap>


<akap_dialog id="e202">--- A ja ofiaruję jego szwedzkiej jasności Niderlandy!</akap_dialog>


<akap id="e203">W tej samej chwili sala zabrzmiała jednym ogromnym śmiechem. Trząść się poczęły brzuchy i pasy na brzuchach; jedni klaskali w ręce, drudzy zataczali się jak pijani, inni opierali się o sąsiadów, i śmiech brzmiał ciągle. Forgell blady był; brwi zmarszczył groźnie, lecz czekał, z ogniem w źrenicach i głową dumnie wzniesioną. Na koniec, gdy paroksyzm śmiechu przeszedł, spytał krótkim, urywanym głosem:</akap>


<akap_dialog id="e204">--- Czy to ostatnia waszej dostojności odpowiedź?<end id="e1283683984570-127740787"/></akap_dialog>


<akap id="e205">Na to pan starosta pokręcił wąsa.</akap>


<akap_dialog id="e206">--- Nie! --- odrzekł, podnosząc jeszcze dumniej głowę --- bo mam armaty na murach!</akap_dialog>


<akap id="e207">Poselstwo było skończone.</akap>


<akap id="e208">W godzin dwie później zagrzmiały działa z szańców szwedzkich, a zamojskie odpowiedziały im z równą siłą. Cały Zamość okrył się dymem, jakby chmurą niezmierną, tylko raz po razu łyskało w owej chmurze i grzmot huczał nieustanny. Lecz wnet ogień z ciężkich fortecznych śmigownic przemógł. Szwedzkie kule padały w fosę lub odbijały się bez skutku o potężne anguły; pod wieczór nieprzyjaciel musiał się cofać z bliższych szańców, twierdza bowiem zasypywała je takim gradem pocisków, że żywy duch wytrzymać nie mógł. Uniesiony gniewem król szwedzki kazał zapalić wszystkie okoliczne wsie i miasteczka, tak że okolica wyglądała w nocy jak jedno morze ognia, lecz pan starosta ani o to dbał.</akap>


<akap_dialog id="e209">--- Dobrze --- mówił --- niechże palą! My mamy dach nad głową, ale im rychło za kołnierz naleci.</akap_dialog>


<akap id="e210">I tak był kontent ze siebie samego a wesół, że tego jeszcze dnia wspaniałą ucztę wyprawiwszy, do późna kielichami się bawił. Huczna kapela grała do uczty tak gromko, że mimo huku dział słychać ją było aż w najdalszych szańcach szwedzkich.</akap>


<akap id="e211">Lecz i Szwedzi strzelali wytrwale, a nawet tak wytrwale, że ogień trwał przez całą noc. Drugiego dnia przyszło królowi kilkanaście dział, które ledwie że wciągnięto na szańce, wnet poczęły przeciw twierdzy pracować. Nie spodziewał się król wprawdzie zgruchotać murów, chciał tylko wpoić w starostę przekonanie, że postanowił szturmować zaciekle i nieubłaganie. Pragnął przerazić; ale były to strachy na Lachy. Pan starosta ani przez chwilę w nie nie uwierzył i często pokazując się na murach, mówił w czasie największej strzelaniny:</akap>


<akap_dialog id="e212">--- Po co oni prochy psują?!</akap_dialog>


<akap id="e213">Pan Wołodyjowski i inni oficerowie prosili się na wycieczkę, lecz pan starosta nie pozwolił; nie chciał po prostu darmo krwi marnować. Wiedział zresztą, że trzeba by było chyba stoczyć bój otwarty, bo tak przezorny wojownik, jak król szwedzki, i taka wyćwiczona armia nie dadzą się zejść niespodzianie. <begin id="b1283684852432-3581572619"/><motyw id="m1283684852432-3581572619">Odwaga, Pozory</motyw>Zagłoba, widząc stałe postanowienie starościńskie w tym względzie, tym bardziej nalegał i zaręczał, że sam wycieczkę poprowadzi.</akap>


<akap_dialog id="e214">--- Zbyt waszmość jesteś krwi chciwy! --- odpowiedział pan Sobiepan. --- Nam dobrze, Szwedom źle, przecz<pe><slowo_obce>przecz</slowo_obce> (daw.) --- po co.</pe> mamy do nich chodzić? Waszmość polec możesz, a tyś mi jako konsyliarz<pe><slowo_obce>konsyliarz</slowo_obce> (z łac.) --- doradca.</pe> potrzebny, bo waścinym to dowcipem takem Forgella skonfundował<pe><slowo_obce>skonfundować</slowo_obce> (z łac.) --- zbić z tropu, zawstydzić.</pe>, o Niderlandach wspomniawszy.</akap_dialog>


<akap id="e215">Pan Zagłoba odpowiedział, że nie może wytrzymać w murach, tak mu do Szwedów pilno, lecz słuchać musiał.<end id="e1283684852432-3581572619"/></akap>


<akap id="e216">Więc w braku innego zajęcia czas spędzał na murach między żołnierstwem, przestróg i rad z powagą udzielając, których wszyscy z niemałym szacunkiem słuchali, mając go za wojownika wielce doświadczonego i jednego w Rzeczypospolitej z najprzedniejszych. A on radował się w duszy, patrząc na obronę i na fantazję rycerską.</akap>


<akap_dialog id="e217">--- Panie Michale! --- mówił do Wołodyjowskiego --- inny już duch w Rzeczypospolitej i w szlachcie, inne czasy. Nikt już o zdradzie i o poddaniu się nie myśli, a każden<pe><slowo_obce>każden</slowo_obce> --- dziś popr.: każdy.</pe> z życzliwości dla Rzeczypospolitej i majestatu gotów wprzód gardło dać, nim krokiem nieprzyjacielowi ustąpi. Pamiętasz, jako to rok temu ze wszystkich stron się słyszało: ten zdradził! ów zdradził, ów protekcję przyjął, a ninie Szwedzi już więcej od nas protekcji potrzebują, których jeśli diabeł nie poproteguje, to ich wkrótce weźmie. Bo my tu mamy brzuchy tak pełne, że dobosze mogliby na nich bębnić, im zaś głód kiszki szlamuje i na bicze skręca.</akap_dialog>


<akap id="e218">Pan Zagłoba miał słuszność. Armia szwedzka nie miała ze sobą zapasów żywności i dla ośmnastu tysięcy ludzi, nie licząc koni, nie było skąd ich dostać, pan starosta bowiem, jeszcze przed przyjściem nieprzyjaciela, pościągał na kilkanaście mil wkoło ludzką i końską spyżę<pe><slowo_obce>spyża</slowo_obce> (daw.) --- prowiant, żywność.</pe> ze wszystkich swych majętności. W dalszych zaś okolicach kraju roiły się oddziały konfederackie, kupy zbrojnego chłopstwa, tak że podjazdy z obozu po żywność wychodzić nie mogły, bo tuż za obozem pewna śmierć czekała.</akap>


<akap id="e219">Do tego pan Czarniecki nie poszedł na Zawiśle, ale znów krążył koło szwedzkiej armii jak dziki zwierz koło owczarni. Rozpoczęły się znów nocne alarmy, przepadanie bez wieści mniejszych oddziałów. Wedle Kraśnika pojawiły się jakieś wojska polskie, które komunikację z Wisłą przecięły. Na koniec przyszła wieść, że pan Paweł Sapieha z potężną armią litewską idzie z północy, że po drodze mimochodem starł załogę w Lublinie, Lublin wziął i komunikiem<pe><slowo_obce>iść komunikiem</slowo_obce> (daw.) --- jechać konno, wierzchem, bez wozów i piechoty; <slowo_obce>komunik</slowo_obce> (daw.) --- jeździec, kawalerzysta.</pe> dąży ku Zamościowi.</akap>


<akap id="e220">Widział całą okropność położenia najdoświadczeńszy z wodzów szwedzkich, stary Wittenberg<pe><slowo_obce>Wittenberg</slowo_obce> --- Arvid (a. Arfuid) Wittenberg von Debern (1606--1657), szwedzki hrabia i feldmarszałek, uczestnik wojny trzydziestoletniej i potopu szwedzkiego.</pe>, i otwarcie przedstawił ją królowi.</akap>


<akap_dialog id="e221">--- Wiem --- mówił --- że geniusz waszej królewskiej mości cuda potrafi, ale po ludzku rzeczy biorąc, głód nas weźmie, a gdy nieprzyjaciel na wycieńczonych nastąpi, żywa noga z nas nie ujdzie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e222">--- Gdybym tę twierdzę posiadł --- odparł król --- we dwa miesiące wojnę skończę.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e223">--- Na taką twierdzę rok oblężenia mało.</akap_dialog>


<akap id="e224">Król w duszy przyznawał słuszność staremu wojownikowi, nie przyznał się tylko przed nim do tego, że i sam środków nie widzi, że jego geniusz wyczerpany.</akap>


<akap id="e225">Lecz liczył jeszcze na jakiś niespodziany wypadek --- więc kazał strzelać dzień i noc.</akap>


<akap_dialog id="e226">--- Ducha w nich pognębię, do układów będą łatwiejsi --- mówił.</akap_dialog>


<akap id="e227"><begin id="b1283685217053-2944397327"/><motyw id="m1283685217053-2944397327">Wojna, Polityka, Śmiech</motyw>Po kilku dniach strzelaniny tak zaciekłej, że świata spoza dymu nie było widać, posłał znów Forgella do twierdzy.</akap>


<akap_dialog id="e228">--- Król i pan mój --- rzekł, stanąwszy przed starostą, jenerał --- liczy na to, że szkody, jakie Zamość ponieść od naszych dział musiał, zmiękczą wyniosły waszej książęcej mości umysł i do układów go skłonią.</akap_dialog>


<akap id="e229">A na to pan Zamoyski:</akap>


<akap_dialog id="e230">--- Owszem! tak!... szkody są... Czemu nie ma być! Zabiliście świnię w rynku, którą złam granatu w żywot<pe><slowo_obce>żywot</slowo_obce> (daw.) --- brzuch.</pe> ugodził. Strzelajcie jeszcze tydzień, a może zabijecie drugą...</akap_dialog>


<akap id="e231">Forgell poniósł tę odpowiedź królowi. Wieczorem odbyła się znów narada w kwaterze królewskiej i nazajutrz poczęli Szwedzi pakować namioty na wozy i ściągać działa z szańców... a w nocy ruszyło całe wojsko.</akap>


<akap id="e232">Zamość grzmiał za nimi ze wszystkich dział, a gdy już znikli z oczu, wyszły przez południową bramę dwie chorągwie, Szemberkowa z laudańską --- i poszły w trop.<end id="e1283685217053-2944397327"/></akap>


<akap id="e233">Szwedzi ciągnęli ku południowi. Wittenberg radził wprawdzie, by wracać ku Warszawie, i ze wszystkich sił przekonywał, że to jedyna droga zbawienia, lecz szwedzki Aleksander postanowił koniecznie ścigać do ostatnich krańców państwa polskiego Dariusza<pe><slowo_obce>szwedzki Aleksander (...) polskiego Dariusza</slowo_obce> --- nawiązanie do historii starożytnej, do zwycięskiej wojny władcy macedońskiego Aleksandra Wielkiego (356--323 p.n.e.) z królem perskim Dariuszem (zm. 330 p.n.e.).</pe>.</akap>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e234">Rozdział IV</naglowek_rozdzial>



<akap id="e235"><begin id="b1283686098627-3866593953"/><motyw id="m1283686098627-3866593953">Zima, Wiosna</motyw>Wiosna roku tego dziwnymi chodziła drogami, bo gdy na północy Rzeczypospolitej potajały już śniegi i puściły zdrętwiałe rzeki, a cała kraina spłynęła marcową wodą, na południu od gór szło jeszcze na pola, na wody i bory lodowate tchnienie zimy. W lasach leżały zaspy, zmarznięte drogi tętniły pod kopytami koni, dnie były suche, zachody słońca czerwone, a noce gwiaździste i mroźne. Lud siedzący na żyznych glinach, na czarnoziemiu i na borowinie Małopolski, cieszył się z owej stateczności chłodów, twierdząc, że wyginą od nich myszy polne i Szwedzi. Lecz wiosna, o ile nie przychodziła długo, o tyle potem nastąpiła tak nagle, jak pancerna chorągiew idąca do ataku na nieprzyjaciela. Słońce sypnęło z nieba żywym ogniem i wraz pękła zimowa skorupa; od węgierskich stepów przyleciał wiatr duży a ciepły i jął chuchać na łąki, pola i puszcze. Wnet też wśród kałuż świecących zaczerniała orna ziemia, ruń<pe><slowo_obce>ruń</slowo_obce> --- tu: roślinność, trawy.</pe> zielona strzeliła na niskich porzeczach<pe><slowo_obce>porzecze</slowo_obce> --- łąka nad rzeką.</pe>, a lasy poczęły płakać łzami z roztopionej okiści<pe><slowo_obce>okiść</slowo_obce> --- ciężki śnieg na gałęziach drzew.</pe>.</akap>


<akap id="e236">Na pogodnym wciąż niebie codziennie widać było sznury żurawi, dzikich kaczek, cyranek i gęsi. Przyleciały bociany na zeszłoroczne koła, a podstrzesza<pe><slowo_obce>podstrzesze</slowo_obce> --- miejsce pod okapem dachu.</pe> zaroiły się jaskółkami, rozległ się świegot ptactwa przy wsiach, wrzaski po lasach i stawach, a wieczorami cała kraina brzmiała rzechotem i kumkaniem żab pławiących się z rozkoszą w wodzie.<end id="e1283686098627-3866593953"/></akap>


<akap id="e237">Za czym przyszły dżdże wielkie, a jakoby ugrzane, i padały dniem, padały nocą, bez przerwy.</akap>


<akap id="e238">Pola zmieniły się w jeziora, rzeki wezbrały, brody stały się nieprzebyte, nastąpiła ,,klejowatość i niesposobność dróg błotnistych".</akap>


<akap id="e239"><begin id="b1283686195179-2849242339"/><motyw id="m1283686195179-2849242339">Głód</motyw><begin id="b1283686234025-2501138887"/><motyw id="m1283686234025-2501138887">Wojna</motyw>Wśród tych wód, błot i topieli wlokły się wciąż ku południowi zastępy szwedzkie.</akap>


<akap id="e240">Lecz jakże mało ów tłum, idący jakby na zatracenie, podobny był do owej świetnej armii, która swego czasu wkroczyła pod Wittenbergiem<pe><slowo_obce>Wittenberg</slowo_obce> --- Arvid (a. Arfuid) Wittenberg von Debern (1606--1657), szwedzki hrabia i feldmarszałek, uczestnik wojny trzydziestoletniej i potopu szwedzkiego.</pe> do Wielkopolski. Głód powyciskał sine pieczęcie na twarzach starych wojowników; więc szli, do mar niż do ludzi podobniejsi, w zmartwieniu, trudzie, bezsenności, wiedząc, że na końcu drogi nie jadło ich czeka, ale głód, nie sen, lecz bitwa, a jeśli odpoczynek, to chyba odpoczynek śmierci.</akap>


<akap id="e241"><begin id="b1283686259501-2039387974"/><motyw id="m1283686259501-2039387974">Choroba</motyw>Przybrane w żelazo kościotrupy jeźdźców siedziały na kościotrupach koni. Piechurowie zaledwie nogi wlekli, zaledwie drżącymi rękoma mogli utrzymać dzidy i muszkiety. Dzień uchodził za dniem, oni ciągle szli naprzód. Wozy łamały się, armaty grzęzły w topieli; szli tak wolno, że czasem ledwie przez cały dzień milę ujść zdołali. Choroby rzuciły się na żołnierzy jak kruki na trupa; jedni szczękali zębami z febry, drudzy kładli się po prostu z osłabienia na ziemi, woląc umierać niż iść dalej.</akap>


<akap id="e242"><begin id="b1283686289620-2355448259"/><motyw id="m1283686289620-2355448259">Polowanie</motyw>Lecz szwedzki Aleksander ścigał wciąż polskiego Dariusza.<end id="e1283686195179-2849242339"/></akap>


<akap id="e243">Jednocześnie zaś sam był ścigany. Jak za chorym bawołem idą nocą szakale, czekając, rychło z nóg się zwali, a on wie, że padnie, i słyszy już wycia głodnego stada, tak za Szwedami szły ,,partie" szlacheckie i chłopskie, coraz bliżej następując, coraz zuchwałej napadając i szarpiąc.<end id="e1283686259501-2039387974"/></akap>


<akap id="e244">Wreszcie nadciągnął najstraszniejszy ze wszystkich Czarniecki i szedł tuż. Tylne straże szwedzkie, ile razy obejrzały się za siebie, widziały zawsze jeźdźców, czasem daleko na krańcu widnokręgu, czasem o staje<pe><slowo_obce>staje</slowo_obce> --- daw. miara długości, w różnych okresach i okolicach licząca od 100 do 1000 m.</pe>, czasem o dwa strzały z muszkietu, czasem, gdy atakował, nad samym karkiem.</akap>


<akap id="e245">Nieprzyjaciel chciał bitwy. Z rozpaczą modlili się o nią Szwedzi do Pana Zastępów, lecz Czarniecki bitwy nie przyjmował: czekał pory --- tymczasem wolał szarpać lub puszczać z ręki pojedyncze partie, jakby sokoły na ptastwo wodne.<end id="e1283686289620-2355448259"/><end id="e1283686234025-2501138887"/></akap>


<akap id="e246">I tak szli jedni za drugimi. Bywały wszelako chwile, w których pan kasztelan kijowski mijał Szwedów, wysuwał się naprzód i przecinał im drogę, symulując, że staje do walnej rozprawy. Wówczas trąby grały radośnie z jednego końca szwedzkiego obozu w drugi i, o cudzie! --- nowe siły, nowy duch zdawał się nagle ożywiać strudzone szeregi Skandynawów. Chorzy, zmoknięci, bezsilni, do Łazarzów<pe><slowo_obce>Łazarz</slowo_obce> --- nieboszczyk wskrzeszony przez Jezusa Chrystusa po kilku dniach spoczywania w grobie.</pe> podobni, stawali nagle do bitwy z płonącym licem, z ogniem w źrenicach. Dzidy i muszkiety poruszały się z taką dokładnością, jakby żelazne władały nimi ręce, krzyki wojenne rozlegały się tak gromko, jakby z najzdrowszych wychodziły piersi --- i szli naprzód, by piersią o pierś uderzyć.</akap>


<akap id="e247">Więc pan Czarniecki uderzał raz i drugi, lecz gdy zagrzmiały armaty, cofał wojska na boki, zostawując Szwedom w zysku tylko trud próżny, tylko większy zawód i zniechęcenie.</akap>


<akap id="e248">Natomiast, gdzie armaty nadążyć nie mogły, a dzida i szabla miały w otwartym polu rozstrzygać, tam uderzał jak piorun, wiedząc, że w ręcznej walce jazda szwedzka nawet wolentarzom<pe><slowo_obce>wolentarz</slowo_obce> --- ochotnik, żołnierz nieotrzymujący żołdu, walczący w imię swoich przekonań lub dla łupów wojennych.</pe> nie wytrzyma.</akap>


<akap id="e249">I znów Wittenberg począł wnosić instancję do króla, by się cofał, aby siebie i wojska nie gubił, lecz on w odpowiedzi zacinał usta, ogniem sypał z oczu i ukazywał ręką na południe, gdzie w ruskich krainach spodziewał się znaleźć Jana Kazimierza, otwarte do zwycięstw pole, spoczynek, żywność, paszę dla koni i łup bogaty.</akap>


<akap id="e250">Tymczasem, na dobitkę nieszczęścia, te polskie pułki, które służyły mu dotąd, a teraz jedynie mogły jako tako stawiać czoło krokom Czarnieckiego, poczęły opuszczać Szwedów. Więc podziękował pierwszy za służbę pan Zbrożek, którego nie chęć zysku, ale ślepe przywiązanie do chorągwi i wierność żołnierska trzymały dotąd przy Karolu. Podziękował w ten sposób, że poszarpał pułk dragonów Millera<pe><slowo_obce>Miller</slowo_obce> --- Burchard Müller von der Lühnen (1604--1670), szwedzki wojskowy, generał, uczestnik m.in. wojny trzydziestoletniej, II wojny północnej i wojny polsko-szwedzkiej.</pe>, połowę ludzi w pień wyciął i poszedł. Po nim podziękował pan Kaliński, po piechocie szwedzkiej przejechawszy. Sapieha stawał się co dzień posępniejszy, coś w duszy przeżuwał, coś knował. Sam dotąd nie odszedł, ale ludzie co dzień mu uciekali spod chorągwi.</akap>


<akap id="e251">Szedł więc Karol Gustaw na Narol, Cieszanów i Oleszyce, aby się do Sanu dostać. Podtrzymywała go nadzieja, że Jan Kazimierz zabieży mu drogę i bitwę stoczy. Jeszcze zwycięstwo mogło losy szwedzkie poprawić i odmianę fortuny sprowadzić. Jakoż rozeszły się pogłoski, że Jan Kazimierz ruszył ze Lwowa z kwarcianym wojskiem i Tatarami. Lecz rachuby Karolowe zawiodły, Jan Kazimierz wolał bowiem czekać na skupienie się wojsk i nadejście Litwy pod Sapiehą. Zwłoka była mu najlepszym sprzymierzeńcem, bo on rósł z każdym dniem w siły, Karol zaś z każdym dniem stawał się słabszy.</akap>


<akap_dialog id="e252">--- Nie wojsko to idzie ani armia, ale kondukt pogrzebowy! --- mówili starzy wojownicy w Kazimierzowym otoczeniu.</akap_dialog>


<akap id="e253">Zdanie to dzieliło wielu oficerów szwedzkich.</akap>


<akap id="e254">Sam król powtarzał jeszcze, że do Lwowa idzie, lecz oszukiwał siebie i swoich. Nie do Lwowa mu było iść, lecz o własnym ratunku myśleć. Zresztą i to było niepewnym, czy Jan Kazimierz we Lwowie się znajduje, a w każdym razie mógł się cofnąć aż hen, na Podole, i wyprowadzić za sobą nieprzyjaciela w dalekie stepy, na których przyszłoby Szwedom zginąć bez ratunku.</akap>


<akap id="e255">Poszedł Duglas<pe><slowo_obce>Duglas</slowo_obce> --- Douglas, Robert (1611--1662), Szkot, od 16 r. życia żołnierz armii szwedzkiej, feldmarszałek, uczestnik wojny trzydziestoletniej. Podczas potopu szwedzkiego dowodził wojskami szwedzkimi w Prusach Książęcych. Za zasługi wojenne otrzymał tytuł hrabiego, a jego potomkowie stali się jednym z najbogatszych rodów arystokratycznych Szwecji.</pe> pod Przemyśl spróbować, czyliby ta przynajmniej twierdza nie dała się zająć, i wrócił nie tylko z niczym, ale i poszarpany. Katastrofa zbliżała się z wolna, ale nieubłaganie. Wszystkie wieści, jakie przychodziły do szwedzkiego obozu, były tylko jej zapowiedzią. Co dzień zaś nadchodziły nowe, coraz groźniejsze.</akap>


<akap_dialog id="e256">--- Sapieha idzie, już jest w Tomaszowie! --- powtarzano jednego dnia.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e257">--- Pan Lubomirski<pe><slowo_obce>Lubomirski, Jerzy Sebastian herbu Szreniawa bez Krzyża </slowo_obce> (1616--1667) --- marszałek wielki koronny, później hetman polny koronny i starosta spiski; w latach 60. przywódca rokoszu, który ograniczył absolutystyczne dążenia Jana Kazimierza; zmarł na wygnaniu.</pe> wali z Podgórza z wojskiem i góralami! --- mówiono nazajutrz.</akap_dialog>


<akap id="e258">I znów potem:</akap>


<akap_dialog id="e259">--- Król wiedzie kwartę i sto tysięcy ordy! Z Sapiehą się połączył!</akap_dialog>


<akap id="e260">Były między tymi ,,awizami klęski i śmierci" nieprawdziwe i przesadzone, ale wszystkie szerzyły przerażenie. Duch w armii upadł. Dawniej, ilekroć Karol własną osobą pojawiał się przed pułkami, tylekroć witały go okrzyki, w których brzmiała nadzieja zwycięstwa, teraz pułki stały przed nim głuche i nieme. Za to u ognisk zgłodniały i strudzony na śmierć żołnierz więcej szeptał o Czarnieckim niż o własnym królu. Widziano go wszędzie. I rzecz szczególna! Gdy przez parę dni nie zginął żaden podjazd, gdy kilka nocy upłynęło bez alarmów, bez okrzyków: ,,Ałła!" i ,,Bij, zabij!" --- niepokój powstawał jeszcze większy.</akap>


<akap_dialog id="e261">--- Czarniecki ucichł. Bóg wie, co gotuje! --- powtarzali żołnierze.</akap_dialog>


<akap id="e262">Karol zatrzymał się przez kilka dni w Jarosławiu, namyślając się, co ma począć. Przez ten czas ładowano na szkuty chorych żołnierzy, których w obozie było mnóstwo, i wysyłano rzeką do Sandomierza, jako do najbliższego warownego grodu zostającego jeszcze w szwedzkim ręku. Po ukończeniu nowej roboty, gdy właśnie nadbiegły wieści o ruszeniu się Jana Kazimierza ze Lwowa, postanowił król szwedzki sprawdzić, gdzie istotnie Jan Kazimierz się znajduje.</akap>


<akap id="e263">W tym celu pułkownik Kanneberg z tysiącem jazdy przeszedł San i ruszył ku wschodowi.</akap>


<akap_dialog id="e264">--- Być może, iż losy wojny i nas wszystkich masz w ręku --- rzekł mu na odjezdnym król.</akap_dialog>


<akap id="e265">A i naprawdę siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, wiele.</pe> od tego podjazdu zależało, albowiem w najgorszym razie powinien był Kanneberg zaopatrzyć obóz w prowiant: w razie zaś gdyby się na pewno wywiedział, gdzie Jan Kazimierz się znajduje, miał król szwedzki natychmiast ruszyć z całą siłą przeciw ,,Dariuszowi polskiemu", rozbić jego wojska, a zdarzy się, to i samego w ręce dostać.</akap>


<akap id="e266">Dano więc Kannebergowi najprzedniejszych żołnierzy i najlepsze konie. Czyniono wybór tym staranniej, że pułkownik nie mógł ze sobą brać ni piechoty, ni armat, musiał więc mieć takich ludzi, którzy by mogli w otwartym polu z szablą w ręku stawić czoło polskiej jeździe.</akap>


<akap id="e267">Dnia 20 marca podjazd wyszedł. Gdy przechodzili przez most, mnóstwo oficerów i żołnierzy żegnało ich przy naczółku: ,,Bóg prowadź! Bóg daj wiktorię! Bóg daj szczęśliwy powrót!" Oni zaś szli długim sznurem, bo przecie było ich tysiąc, a szli dwójkami, po świeżo wykończonym moście, którego jedno przęsło, jeszcze nie ukończone, było jako tako dla nich pokryte deskami, ażeby tylko przejść mogli.</akap>


<akap id="e268">Dobra nadzieja świeciła im w twarzach, bo byli wyjątkowo syci. Innym odjęto, a ich nakarmiono, i gorzałki nalano im do manierek. Więc też, jadąc, pokrzykiwali wesoło i mówili do zgromadzonych przy naczółku żołnierzy:</akap>


<akap_dialog id="e269">--- Czarnieckiego samego na powrozie wam sprowadzim!</akap_dialog>


<akap id="e270">Głupi! nie wiedzieli, że szli, jak idą woły na rzeź do bydłobójni!</akap>


<akap id="e271">Wszystko składało się na ich zgubę. Zaledwie przeszli, zaraz saperowie szwedzcy rozebrali po nich czasowy pomost, by silniejsze dawać belkowanie, po którym by i armaty mogły przechodzić. Oni zaś skręcili, śpiewając sobie z cicha, ku Wielkim Oczom, hełmy ich zabłysły jeszcze w słońcu na skrętach raz i drugi, następnie poczęli się zanurzać w bór gęsty.</akap>


<akap id="e272">Ujechali pół mili --- nic! Cisza wkoło, głębiny leśne zdawały się być zupełnie puste. Więc stanęli, by dać oddech koniom, po czym ruszyli z wolna dalej. Na koniec dotarli do Wielkich Oczu, w których nie znaleźli żywego ducha.</akap>


<akap id="e273">Pustka ta zdziwiła Kanneberga.</akap>


<akap_dialog id="e274">--- Widocznie spodziewano nas się tu --- rzekł do majora Swena --- ale Czarniecki musi być gdzie indziej, skoro nie urządził nam zasadzki.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e275">--- Czy wasza dostojność nakaże odwrót? --- zapytał Sweno.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e276">--- Pójdziem naprzód, choćby pod sam Lwów, do którego niezbyt daleko. Musim języka<pe><slowo_obce>język</slowo_obce> --- tu: informator, żołnierz nieprzyjacielski, wzięty do niewoli w celu przesłuchania i zasięgnięcia informacji o wojskach wroga, ich liczebności, rozmieszczeniu i zamiarach.</pe> dostać i królowi o Janie Kazimierzu pewną wiadomość przywieźć.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e277">--- A jeśli na siły przeważne trafim?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e278">--- Choćbyśmy też spotkali i kilka tysięcy tej hałastry, którą oni pospolitym ruszeniem zowią, przecie z takimi żołnierzami nie damy się rozerwać.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e279">--- Ale możem trafić i na regularne wojska. Nie mamy armat, a armaty przeciw nim grunt.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e280">--- Tedy w porę się cofniem i królowi o nieprzyjacielu doniesiem. Tych zaś, którzy by nam chcieli odwrót przeciąć, rozbijem.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e281">--- Nocy się boję! --- odpowiedział Sweno.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e282">--- Zachowamy wszelkie ostrożności. Spyży<pe><slowo_obce>spyża</slowo_obce> --- jedzenie, prowiant.</pe> dla ludzi i koni mamy na dwa dni, nie potrzebujem się spieszyć.</akap_dialog>


<akap id="e283">Jakoż gdy znowu zagłębili się w bór za Wielkimi Oczami, jechali nierównie ostrożniej. Pięćdziesiąt koni poszło naprzód. Ci jechali z gotowymi muszkietami w ręku, mając wsparte kolby na udach, i oglądali się bacznie na wszystkie strony. Badali zarośla, chaszcze, częstokroć przystawali, słuchając, czasem zjeżdżali z drogi w bok, by zbadać przybrzeżne głębie borowe, ni na drodze jednak, ni po bokach nie było nikogo.</akap>


<akap id="e284">Dopiero w godzinę później, minąwszy skręt dość nagły, dwóch rajtarów<pe><slowo_obce>rajtar</slowo_obce> --- średniozbrojny żołnierz konny, posługujący się w walce głównie bronią palną.</pe> jadących w przodku ujrzało na czterysta kroków przed sobą jeźdźca na koniu.</akap>


<akap id="e285">Dzień był pogodny i słońce świeciło jasno, więc owego jeźdźca widać było jak na dłoni. Sam był żołnierzyk niewielki, przybrany bardzo przystojnie i z cudzoziemska. Wydawał się dlatego zwłaszcza tak mały, że siedział na rosłym bułanym bachmacie, widocznie wielkiej krwi.</akap>


<akap id="e286">Jeździec jechał sobie z wolna, jakby nie widząc, że wojsko za nim wali. Powodzie wiosenne powyrywały w drodze głębokie rowy, w których szumiała mętna woda. Owóż jeździec zdzierał przed rowami rumaka, a ten przesadzał je ze sprężystością jelenia i znów szedł truchtem, rzucając łbem i parskając od czasu do czasu rzeźwo.</akap>


<akap id="e287">Dwaj rajtarzy wstrzymali konie i poczęli się oglądać za wachmistrzem. Ten przycłapał w tej chwili, popatrzył i rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e288">--- To jakiś ogar z polskiej psiarni.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e289">--- Krzyknę na niego! --- rzekł rajtar.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e290">--- Nie krzykniesz. Może ich tu być więcej. Ruszaj do pułkownika!</akap_dialog>


<akap id="e291">Tymczasem nadjechała reszta przedniej straży i stanęli wszyscy, mały rycerz także zatrzymał konia i zwrócił go frontem do Szwedów, jakby im chciał drogę zagrodzić.</akap>


<akap id="e292">Przez jakiś czas oni patrzyli na niego, on na nich.</akap>


<akap_dialog id="e293">--- Jest i drugi! Drugi! trzeci! czwarty, cała kupa! --- poczęto nagle wołać w szwedzkich szeregach.</akap_dialog>


<akap id="e294">Jakoż z obu stron drogi poczęli się sypać jeźdźcy, zrazu pojedynczo, potem po dwóch, po trzech. Wszyscy stawali obok owego, który pojawił się najpierwszy.</akap>


<akap id="e295">Lecz i druga straż szwedzka ze Swenonem, a potem cały oddział z Kannebergiem nadciągnęły do forpoczty. Kanneberg i Sweno wyjechali zaraz na czoło.</akap>


<akap_dialog id="e296">--- Poznaję tych ludzi! --- zawołał, ledwie spojrzawszy, Sweno --- ta chorągiew pierwsza uderzyła na grafa Waldemara pod Gołębiem, to Czarnieckiego ludzie. On sam musi tu być!</akap_dialog>


<akap id="e297">Słowa te wywarły wrażenie, w szeregach nastała cisza głęboka, jeno konie dzwoniły munsztukami<pe><slowo_obce>munsztuk</slowo_obce> --- kiełzno, element uprzęży, zakładany na pysk koński i służący do kierowania szczególnie nieposłusznym wierzchowcem.</pe>.</akap>


<akap_dialog id="e298">--- Wietrzę tu jakąś zasadzkę --- mówił dalej Sweno. --- Za mało ich, by nam stawiali czoło, ale po lasach muszą być ukryci drudzy.</akap_dialog>


<akap id="e299">Tu zwrócił się do Kanneberga:</akap>


<akap_dialog id="e300">--- Wasza dostojność, wracajmy!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e301">--- Dobrze waść radzisz --- odparł, marszcząc brwi, pułkownik. --- Warto było wyjeżdżać, jeżeli na widok kilkudziesięciu obszarpańców wracać mamy! --- A czemuśmy na widok jednego nie wrócili?... Naprzód!</akap_dialog>


<akap id="e302">Szwedzki szereg poruszył się w tej chwili z największą dokładnością, za nim drugi, trzeci, czwarty. Przestrzeń między dwoma oddziałami zaczęła się zmniejszać.</akap>


<akap_dialog id="e303">--- <slowo_obce>Tuj!</slowo_obce> --- skomenderował Kanneberg.</akap_dialog>


<akap id="e304">Muszkiety szwedzkie poruszyły się jak jeden, żelazne szyje wyciągnęły się ku polskim jeźdźcom.</akap>


<akap id="e305">Lecz pierwej, nim zagrzmiały muszkiety, jeźdźcy polscy zawrócili konie i poczęli umykać bezładną kupą.</akap>


<akap_dialog id="e306">--- Naprzód! --- krzyknął Kanneberg.</akap_dialog>


<akap id="e307">Oddział ruszył z miejsca skokiem, aż ziemia zadrżała pod ciężkimi kopytami rajtarskich koni.</akap>


<akap id="e308">Las napełnił się krzykiem goniących i uciekających. Po kwadransie gonitwy, bądź że konie szwedzkie były lepsze, bądź że polskie jakowąś drogą pomęczone, dość, że przestrzeń dzieląca dwa wojska zaczęła się zmniejszać.</akap>


<akap id="e309">Lecz zarazem stało się coś dziwnego. Oto bezładna z początku kupa polska, w miarę trwania ucieczki, nie tylko nie rozpraszała się coraz bardziej, ale przeciwnie, uciekała w coraz lepszym ordynku<pe><slowo_obce>ordynek</slowo_obce>  (z niem. <slowo_obce>Ordnung</slowo_obce>) --- porządek, szyk, szereg.</pe>, coraz równiejszymi szeregami, jak gdyby sama szybkość koni równała jeźdźców w szeregi.</akap>


<akap id="e310">Spostrzegł to Sweno, rozpuścił konia, dopadł do Kanneberga i począł wołać:</akap>


<akap_dialog id="e311">--- Wasza dostojność! to nie zwykła partia, to regularny żołnierz, któren<pe><slowo_obce>któren</slowo_obce> --- dziś popr. który.</pe> umyślnie umyka i do zasadzki nas prowadzi.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e312">--- Zali<pe><slowo_obce>zali</slowo_obce> (daw.) --- czy, czyż.</pe> diabli będą w tej zasadzce czy ludzie? --- odrzekł Kanneberg.</akap_dialog>


<akap id="e313">Droga szła nieco w górę i stawała się coraz szersza, las rzedniał i na jego krańcu widać już było niezarosłe pole, a raczej ogromną polanę otoczoną ze wszystkich stron gęstym i szarym borem.</akap>


<akap id="e314">Chorągiew polska przyspieszyła z kolei biegu i okazało się, że poprzednio umyślnie szła tępo, teraz bowiem w krótkiej chwili odsadziła się tak daleko, że wódz szwedzki poznał, iż nigdy jej nie doścignie.</akap>


<akap id="e315">Dopadłszy zatem do połowy polany i spostrzegłszy, że nieprzyjaciel już niemal do drugiego jej końca dociera, począł hamować swoich ludzi i zwalniać biegu.</akap>


<akap id="e316">Lecz, o dziwo, polski oddział, zamiast utonąć w przeciwległym lesie, zatoczył na samym krańcu ogromne półkole i zwrócił się cwałem ku Szwedom, stanąwszy od razu w tak wspaniałym bojowym ordynku, że wzbudził podziw w samym nieprzyjacielu.</akap>


<akap_dialog id="e317">--- Tak jest! --- zawołał Kanneberg --- to regularny żołnierz! Zawrócili jakoby na mustrze. Czego oni chcą?... do kroćset!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e318">--- Idą na nas! --- krzyknął Sweno.</akap_dialog>


<akap id="e319">Jakoż chorągiew ruszyła naprzód rysią. Mały rycerz na bułanym bachmacie krzyczał coś na swoich, wysuwał się naprzód i znów wstrzymywał konia, szablą znaki dawał, widocznie on był dowódcą.</akap>


<akap_dialog id="e320">--- Atakują naprawdę! --- rzekł ze zdumieniem Kanneberg.</akap_dialog>


<akap id="e321">A pod tamtymi już konie wzięły pęd największy i potuliwszy uszy, wyciągnęły się tak, iż ledwie brzuchami nie dotykały ziemi. Jeźdźcy pochylili się na karki i skryli się za grzywą. Szwedzi, stojący w pierwszym szeregu, dostrzegli tylko setki rozwartych chrapów końskich i gorejących oczu. I wicher tak nie idzie, jako rwała ta chorągiew.</akap>


<akap_dialog id="e322">--- Bóg z nami! Szwecja! Ognia! --- skomenderował Kanneberg, podnosząc w górę szpadę.</akap_dialog>


<akap id="e323">Gruchnęły wszystkie muszkiety, lecz w tej samej chwili chorągiew polska wpadła w dym z taką siłą, że odrzuciła na prawo i lewo pierwsze szwedzkie szeregi i wbiła się w gęstwę ludzi i koni, jak klin wbija się w rozszczepione drzewo. Uczynił się wir straszliwy, pancerz uderzał o pancerz, szabla o szablę, a ów szczęk, kwik koński, lament konających mężów rozbudził wszystkie echa, tak że cały bór począł odzywać się bitwie, jako strome skały górskie odzywają się grzmotom.</akap>


<akap id="e324">Szwedzi zmieszali się przez chwilę, zwłaszcza że znaczna ich ilość padła od pierwszego uderzenia, lecz wnet ochłonąwszy, wsiedli potężnie na nieprzyjaciół. Skrzydła ich zbiegły się ze sobą, a że chorągiew polska i bez tego parła naprzód, chciała bowiem przejść ,,sztychem", wnet otoczona została. Środek Szwedów ustępował przed nią, natomiast boki nacierały ją coraz silniej, nie mogąc jej wprawdzie rozerwać, bo broniła się zaciekle i z całą ową niezrównaną biegłością, która czyniła jazdę polską tak straszną w ręcznej bitwie. <begin id="b1283690846596-2748598392"/><motyw id="m1283690846596-2748598392">Walka</motyw>Pracowały więc szable przeciw rapierom, trup padał gęsto, lecz zwycięstwo już, już chyliło się na szwedzką stronę, gdy nagle spod ciemnej ściany boru wytoczyła się druga chorągiew i od razu ruszyła z krzykiem.</akap>


<akap id="e325">Całe prawe skrzydło szwedzkie zwróciło się natychmiast, pod wodzą Swena, czołem ku nowemu nieprzyjacielowi, w którym wprawni żołnierze szwedzcy poznali husarię.</akap>


<akap id="e326">Wiódł ją mąż siedzący na dzielnym tarantowym<pe><slowo_obce>tarantowy</slowo_obce> --- o sierści białej w plamy.</pe> koniu, przybrany w burkę i rysi kołpak<pe><slowo_obce>kołpak</slowo_obce> --- wysoka czapka bez daszka, z futrzanym otokiem.</pe> z czaplim piórem. Widać go było doskonale, bo jechał z boku, o kilkanaście kroków od żołnierzy.</akap>


<akap_dialog id="e327">--- Czarniecki! Czarniecki! --- rozległy się wołania w szwedzkich szeregach.</akap_dialog>


<akap id="e328">Sweno spojrzał z rozpaczą w niebo, następnie ścisnął kolanami konia i ruszył ławą.</akap>


<akap id="e329">Pan Czarniecki zaś podprowadził husarzy na kilkanaście kroków i gdy szli już w największym pędzie, sam zawrócił.</akap>


<akap id="e330">Wtem od boru ruszyła trzecia chorągiew, on zaraz doskoczył do niej i podprowadził; ruszyła czwarta, podprowadził; buławą każdej pokazał, gdzie ma uderzyć, rzekłbyś: gospodarz prowadzący żniwiarzy i rozdzielający między nich robotę.</akap>


<akap id="e331">Na koniec, gdy wysunęła się piąta, sam stanął na czele i ruszył wraz z nią do bitwy.<end id="e1283690846596-2748598392"/></akap>


<akap id="e332">Lecz już husaria odrzuciła w tył prawe skrzydło i po chwili rozerwała je zupełnie, trzy zaś następne chorągwie obskoczyły tatarską modą Szwedów i czyniąc krzyk, poczęły siec zmieszanych żelazem, bóść włóczniami, rozbijać, tratować, a wreszcie gnać wśród wrzasków i rzezi.</akap>


<akap id="e333">Kanneberg poznał, że wpadł w zasadzkę i jakoby pod nóż wyprowadził swój oddział; nie chodziło mu już o zwycięstwo, ale chciał przynajmniej jak największą liczbę ludzi ocalić, więc kazał trąbić na odwrót. Ruszyli zatem Szwedzi całym pędem ku tej samej drodze, którą od Wielkich Oczu przyjechali, czarniecczykowie zaś jechali na nich tak, że dech polskich koni ogrzewał szwedzkie plecy.</akap>


<akap id="e334">W tych warunkach i wobec przerażenia, jakie ogarnęło rajtarów, odwrót ów nie mógł odbywać się w porządku, lepsze konie wysforowały się naprzód i wkrótce świetny Kannebergowski oddział zmienił się w kupę uciekającą bezładnie i wycinaną niemal bez oporu.</akap>


<akap id="e335">Im pogoń dłużej trwała, tym stawała się bezładniejszą, bo i Polacy nie gonili w ordynku, ale każdy wypuszczał konia, ile pary w nozdrzach, dopadał, kogo chciał, bił, kogo chciał.</akap>


<akap id="e336">Pomieszali się więc jedni z drugimi. Niektórzy polscy żołnierze prześcignęli ostatnie szwedzkie szeregi i zdarzało się, że gdy towarzysz stawał na strzemionach, by tym potężniej ciąć uciekającego przed sobą rajtara, sam ginął pchnięty rapierem z tyłu. Usłała się gęstym szwedzkim trupem droga do Wielkich Oczu, lecz nie tu był termin gonitwy. I jedni, i drudzy wpadli tym samym impetem do następnego lasu, tam jednak zdrożone poprzednio konie szwedzkie poczęły ustawać i rzeź stała się jeszcze krwawsza.</akap>


<akap id="e337">Niektórzy rajtarowie poczęli zeskakiwać z koni i zmykać w las, lecz kilkunastu zaledwie to uczyniło, wiedzieli bowiem z doświadczenia Szwedzi, że w lasach czyhają chłopi, woleli więc ginąć od szabel niż w straszliwych mękach, których rozwścieczony lud im nie szczędził.</akap>


<akap id="e338">Inni prosili pardonu, po większej części na próżno, bo każdy wolał ściąć nieprzyjaciela i gnać dalej, niż wziąwszy go jeńcem, pilnować i dalszej gonitwy zaniechać.</akap>


<akap id="e339">Więc cięto bez miłosierdzia, aby nikt z wieścią o klęsce nie wrócił. Pan Wołodyjowski gonił w przodku z laudańską chorągwią. On to był owym jeźdźcem, który pierwszy ukazał się Szwedom na wabia, on pierwszy uderzył, a teraz siedząc na koniu jako wicher ścigłym, używał z całej duszy, pragnąc się krwią nasycić i gołąbską klęskę pomścić. Coraz to doganiał rajtara, a dognawszy, gasił go tak prędko jako świecę; czasem zaś jechał na karku dwóch, trzech lub czterech, lecz krótko, bo po chwili już tylko konie bez jeźdźców biegły przed nim. Próżno niejeden Szwedzisko chwycił własny rapier za ostrze i zwracając go na znak pardonu rękojeścią ku rycerzowi, głosem i oczyma żebrał litości; pan Wołodyjowski nawet nie zatrzymywał się nad nim, jeno wsunąwszy mu sztych szabli tam, gdzie szyja piersi dotyka, zadawał cios lekki, nieznaczny, a ów ręce rozkładał, zbladłymi usty jedno i drugie słowo rzucił, po czym pogrążał się w mroku śmierci.</akap>


<akap id="e340">Pan Wołodyjowski zaś, nie oglądając się więcej, biegł dalej i nowe ofiary na ziemię strącał.<end id="e1283691053497-1238965345"/></akap>


<akap id="e341">Zauważył strasznego żniwiarza dzielny Sweno i skrzyknąwszy kilkunastu co najdzielniejszych rajtarów, postanowił ofiarą własnego życia wstrzymać choć na chwilę pogoń, aby innych ocalić.</akap>


<akap id="e342">Zwrócili tedy konie i nastawiwszy rapiery, czekali z ostrzami na goniących. Pan Wołodyjowski, widząc to, ani chwili się nie zawahał, wspiął konia i wpadł między nich w środek.</akap>


<akap id="e343">I nimby ktoś okiem zdołał mrugnąć, już dwa hełmy zapadły w dół konia. Przeszło dziesięć rapierów zmierzyło się teraz w jedną pierś Wołodyjowskiego, lecz w tej chwili wpadli za nim Skrzetuscy, Józwa Butrym Beznogi, pan Zagłoba i Roch Kowalski, o którym Zagłoba powiadał, że nawet idąc do ataku jeszcze, oczy ma zamknięte i drzemie, a budzi się dopiero, gdy piersią o pierś nieprzyjaciela uderzy.</akap>


<akap id="e344">Pan Wołodyjowski zwinął się pod kulbakę<pe><slowo_obce>kulbaka</slowo_obce> --- wysokie siodło.</pe> tak szybko, że rapiery puste powietrze przeszyły. Miał on ten sposób od białogrodzkich Tatarów<pe><slowo_obce>Tatarzy białogrodzcy</slowo_obce> --- Tatarzy mieszkający w Białogrodzie (a. Akermanie, dziś ukr.: <slowo_obce>Biłhorod-Dnistrowskij</slowo_obce>), położonym nad limanem Dniestru, ok. 20 km od Morza Czarnego, na terenie dzisiejszej płd. Ukrainy, ok. 50 km na płd. zach. od Odessy. Miasto, założone w VI w. p.n.e. jako kolonia grecka, w XVII i XVIII w. znajdowało się w rękach tatarskich.</pe>, lecz małym, a zarazem nad ludzką wiarę zręcznym będąc, do takiej doskonałości go doprowadził, że niknął, kiedy chciał, z oczu, bądź za karkiem, bądź pod brzuchem końskim. Tak zniknął i teraz, a nim zdumieni rajtarzy zdołali zrozumieć, co się z nim stało, znów niespodzianie na kulbakę wychynął, straszny jak żbik, gdy między trwożne ogary z wysokich gałęzi skoczy.</akap>


<akap id="e345">Tymczasem i towarzysze mu pomogli, roznosząc śmierć i zamieszanie. Jeden z rajtarów przyłożył panu Zagłobie do samych piersi pistolet, lecz Roch Kowalski, mając go po lewej stronie, zatem nie mogąc ciąć szablą, złożył pięść i w głowę go mimochodem dojechał, a ten nurknął w tej chwili pod konia, tak właśnie, jakby weń piorun uderzył. Pan Zagłoba zaś wydawszy okrzyk radosny, ciął w skroń samego Swena, któren ręce opuścił i czołem wsparł się na karku końskim. Na ten widok pierzchnęli inni rajtarzy. Wołodyjowski, Józwa Beznogi i dwaj Skrzetuscy puścili się za nimi i wycięli, zanim ubiegli sto kroków.</akap>


<akap id="e346">I pogoń dalej trwała. Szwedzkie konie coraz mniej miały tchu w piersiach i rozpierały się coraz częściej. Na koniec z tysiąca najświetniejszych rajtarów, którzy pod Kannebergiem wyszli, zostało zaledwie stu kilkudziesięciu jeźdźców, reszta leżała długim pasem na leśnej drodze. Lecz i ta ostatnia kupa zmniejszała się z każdą chwilą, gdyż ręce polskie nie przestały nad nią pracować.</akap>


<akap id="e347">Na koniec wypadli z lasu. Wieże Jarosławia zarysowały się wyraźnie na błękicie. Już, już nadzieja wstąpiła w serca uciekających, wiedzieli bowiem, że w Jarosławiu stoi sam król i cała potęga i że w każdej chwili może im przyjść w pomoc.</akap>


<akap id="e348">Zapomnieli o tym, iż zaraz po ich przejściu uprzątnięto pomost na ostatnim przęśle mostu, aby silniejsze podłożyć dla armat belkowanie.</akap>


<akap id="e349">Pan Czarniecki zaś, czy wiedział o tym przez swoich szpiegów, czy też umyślnie chciał się królowi szwedzkiemu pokazać i na jego oczach dociąć reszty tych nieszczęśliwych, dość, iż nie tylko nie wstrzymał pogoni, ale sam z Szemberkową chorągwią naprzód skoczył, sam siekł, sam własną ręką ścinał --- pędząc za kupą tak, jak gdyby tym samym pędem chciał na Jarosław uderzyć.</akap>


<akap id="e350">Na koniec dobiegli o staję<pe><slowo_obce>staja</slowo_obce> --- daw. miara długości, w różnych okresach i okolicach licząca od 100 do 1000 m.</pe> do mostu. Krzyki z pola doleciały do obozu szwedzkiego. Mnóstwo żołnierzy i oficerów wybiegło z miasta patrzeć, co się za rzeką dzieje. Ledwie spojrzeli --- dostrzegli i poznali rajtarów, którzy rano wyszli z obozu.</akap>


<akap_dialog id="e351">--- Oddział Kanneberga! oddział Kanneberga!--- poczęło krzyczeć tysiące głosów.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e352">--- W pień niemal wycięci! Ledwie sto ludzi bieży!</akap_dialog>


<akap id="e353">W tej chwili przygalopował sam król, a z nim Wittenberg, Forgell, Miller i inni jenerałowie.</akap>


<akap id="e354">Król pobladł.</akap>


<akap_dialog id="e355">--- Kanneberg! --- rzekł.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e356">--- Na Chrystusa i jego rany! Most nie wykończony! --- zawołał Wittenberg --- wytną ich do nogi!</akap_dialog>


<akap id="e357">Król spojrzał na rzekę wezbraną wiosennymi wody; szumiała żółtą falą, o przeprawieniu pomocy wpław nie było co i myśleć.</akap>


<akap id="e358">Tamci zbliżali się coraz więcej.</akap>


<akap id="e359">Wtem znów poczęto krzyczeć:</akap>


<akap_dialog id="e360">--- Wozy królewskie i gwardia nadciąga! Zginą i ci!</akap_dialog>


<akap id="e361"><begin id="b1283691595462-1364270626"/><motyw id="m1283691595462-1364270626">Odwaga, Interes, Walka, Chciwość</motyw>Jakoż zdarzyło się, że część królewskiego kredensu, ze stoma ludźmi pieszej gwardii, wynurzyła się w tej chwili inną drogą z przyległych lasów. Spostrzegłszy, co się dzieje, ludzie z eskorty w przekonaniu, że most gotowy, poczęli zdążać co sił ku miastu.</akap>


<akap id="e362">Lecz dostrzeżono ich z pola --- za czym natychmiast ze trzysta koni ruszyło ku nim całym pędem, a na czele wszystkich leciał z szablą wzniesioną nad głową i ogniem w źrenicach pan dzierżawca z Wąsoszy, Rzędzian. Niewielkie dał on dotąd męstwa dowody, lecz na widok wozów, w których mógł znajdować się łup obfity, odwaga tak wezbrała w jego sercu, że wysforował się na kilkadziesiąt kroków przed innymi. Piechurowie przy wozach, widząc, że nie ujdą, zwarli się w czworobok i sto muszkietów naraz skierowało się w piersi Rzędziana. Huk wstrząsnął powietrzem, wstęga dymu przeleciała wzdłuż ściany czworoboku, lecz nim dym się rozproszył, już pan dzierżawca przed ścianą wspiął konia tak, że kopyta przednie zawisły przez chwilę nad głowami rajtarów --- i wpadł na kształt gromu w środek.<end id="e1283691595462-1364270626"/></akap>


<akap id="e363">Lawina jeźdźców runęła za nim.</akap>


<akap id="e364">I jako gdy wilcy<pe><slowo_obce>wilcy</slowo_obce> --- dziś popr. forma M. lm: wilki.</pe> zmogą konia, on żyje jeszcze i leżąc na grzbiecie, broni się rozpaczliwie kopytami, a one pokryją go całkiem i drą zeń żywe kawały mięsa --- tak owe wozy i piechurowie pokryci zostali zupełnie kłębiącą się masą koni i jeźdźców. Jeno krzyki straszne podnosiły się z tego wiru i dolatywały uszu Szwedów stojących na drugim brzegu.</akap>


<akap id="e365">A tymczasem jeszcze bliżej brzegu docinano reszty Kannebergowych rajtarów. Cała armia szwedzka wyległa jak jeden mąż na wysoki brzeg Sanu. Piechota, jazda, artyleria pomieszały się ze sobą --- i patrzyli wszyscy, jakoby w dawnym cyrku rzymskim na widowisko, jeno patrzyli ze ściśniętymi ustami, z rozpaczą w piersi, w przerażeniu, w poczuciu bezsilności. Chwilami z piersi tych mimowolnych widzów wyrywał się krzyk straszny. Chwilami rozlegał się płacz powszechny, to znów zapadała cisza i słychać było tylko sapanie rozwścieczonych żołnierzy. Bo przecie ten tysiąc ludzi, który wyprowadził Kanneberg, stanowił czoło i dumę całej armii szwedzkiej; sami to byli weterani okryci sławą w Bóg wie ilu ziemiach i w Bóg wie ilu bitwach! A teraz oto biegali jak błędne stado owiec po obszernym przeciwległym błoniu, ginąc jak owce pod nożem rzeźniczym. Więc nie była to już bitwa, ale łowy. Straszni jeźdźcy polscy kręcili się jak zawierucha po bojowisku, krzycząc różnymi głosami i przebiegając rajtarom. Czasem za jednym pędziło kilku lub kilkunastu, czasem pojedynczy za pojedynczym. Niekiedy dognany Szwed pochylał się jeno na kulbace, by cios nieprzyjacielowi ułatwić, niekiedy przyjmował bitwę, lecz ginął najczęściej, bo na białą broń szwedzcy żołnierze nie mogli się mierzyć z wyćwiczoną we wszelakich fechtach szlachtą polską.</akap>


<akap id="e366">Lecz najokropniej srożył się między Polakami mały rycerzyk, siedzący na bułanym a ścigłym i zwrotnym jak sokół koniu. Zauważyło go wreszcie całe wojsko, bo kogo on pogonił, kto się z nim spotkał, ginął nie wiadomo jak i kiedy, tak małymi, tak nieznacznymi ruchami miecza strącał najtęższych rajtarów na ziemię. Na koniec dostrzegł samego Kanneberga, którego kilkunastu towarzystwa goniło, więc krzyknął na nich, rozkazem pogoń powstrzymał i sam na niego uderzył.</akap>


<akap id="e367">Szwedzi z drugiego brzegu wstrzymali dech w piersiach. Sam król się tuż do brzegu przysunął i patrzył z bijącym sercem, miotany jednocześnie trwogą i nadzieją, bo Kanneberg, jako pan wielki i królewski krewny, od dzieciństwa ćwiczony we wszelkiego rodzaju fechtach przez mistrzów włoskich, w walce na biały oręż nie miał równego sobie w armii szwedzkiej. Wszystkie więc oczy były teraz w niego utkwione i zaledwie śmiały oddychać otwarte usta, on zaś widząc, że pogoń gromadna ustała, i chcąc po straceniu wojska sławę swą w oczach królewskich ratować, rzekł do swej duszy ponurej:</akap>


<akap id="e368">,,Biada mi, jeśli wojsko wprzód wytraciwszy, krwią własną teraz hańby nie przypieczętuję lub jeśli życia nie okupię, tego strasznego męża obaliwszy. Inaczej, choćby mnie dłoń Boga na tamtą stronę przeniosła, żadnemu Szwedowi w oczy spojrzeć bym nie śmiał!"</akap>


<akap id="e369">To rzekłszy, zwrócił konia i skoczył ku żółtemu rycerzowi.</akap>


<akap id="e370">Że zaś ci jeźdźcy, którzy mu przebiegali od rzeki, usunęli się teraz, miał więc Kanneberg i tę nadzieję, że gdy pokona przeciwnika, dopadnie brzegu i w wodę skoczy, a potem --- co będzie, to będzie; jeśli nie zdoła wzburzonych fal przepłynąć, to przynajmniej prąd go wraz z koniem daleko uniesie, a tam już jakiś ratunek bracia dla niego obmyślą.</akap>


<akap id="e371">Skoczył więc jak piorun ku małemu rycerzowi, a mały rycerz ku niemu. Chciał Szwed w przelocie wbić swój rapier aż po gardę pod pachę przeciwnika, lecz zaraz poznał, że sam mistrzem będąc, na mistrza również trafić musiał, bo szpada tylko ześliznęła się wzdłuż ostrza polskiej szabli, tylko zachwiała mu się jakoś dziwnie w ręku, jak gdyby mu nagle ramię zdrętwiało; ledwie się zdołał zastawić od ciosu, który mu rycerz następnie zadał; na szczęście, w tej chwili rozniosły ich konie we dwie przeciwne strony.</akap>


<akap id="e372">Zatoczyli tedy obaj kołem i zwrócili się jednocześnie, lecz wolniej jechali już na siebie, pragnąc więcej na spotkanie mieć czasu i choć kilkakroć żelazo skrzyżować. Kanneberg zebrał się teraz w sobie, tak iż uczynił się podobny do ptaka, któremu dziób tylko potężny z nastroszonych piór wystaje. Znał on jedno niezawodne pchnięcie, w którym pewien Florentczyk go wyćwiczył, straszne, bo zwodnicze i niemal nieodbite, polegające na tym, że ostrze, skierowane niby w piersi, mijając bokiem zastawę, przeszywało gardło i wychodziło aż tyłem karku. Tego pchnięcia postanowił teraz użyć.</akap>


<akap id="e373">I pewien swego, zbliżał się, hamując coraz bardziej konia, a pan Wołodyjowski (on to był bowiem) nadjeżdżał ku niemu w drobnych skokach. Przez chwilę myślał, żeby białogrodzkim sposobem zniknąć nagle pod koniem, lecz że z jednym tylko mężem, i to na oczach obu wojsk miał się spotkać, więc choć zrozumiał, iż czeka go jakiś cios niespodziewany, wstyd mu było po tatarsku, nie po rycersku się bronić.</akap>


<akap id="e374">,,Chcesz mnie, jako czapla sokoła, sztychem nadziać --- pomyślał sobie --- ale ja cię owym wiatraczkiem zażyję, który w Łubniach<pe><slowo_obce>Łubnie</slowo_obce> --- miasto na Połtawszczyźnie, na śr.-wsch. Ukrainie, przed 1549 r. rezydencja książąt Wiśniowieckich, w 1655 r. znajdowało się na terytorium zajętym przez Kozaków.</pe> jeszcze wykoncypowałem."</akap>


<akap id="e375">I ta myśl wydała mu się na razie najlepszą, więc wyprostował się w kulbace, podniósł szabelkę i puścił ją w ruch podobny do ruchu śmig wiatraka, lecz tak szybki, iż powietrze poczęło świstać przeraźliwie.</akap>


<akap id="e376">A że zachodzące słońce grało mu na szabli, więc otoczyła go jakoby tarcza świetlana, migotliwa, on zaś uderzył ostrogami bachmata i runął na Kanneberga.</akap>


<akap id="e377">Kanneberg skurczył się jeszcze bardziej i prawie przywarł do konia, w mgnieniu oka związał rapier z szablą, nagle wysunął głowę jak wąż i pchnął okropnie.</akap>


<akap id="e378">Lecz w tej chwili zaszumiał straszliwy młyniec, rapier targnął się Szwedowi w ręku, ostrze uderzyło w pustą przestrzeń, natomiast wygięty koniec szabli małego rycerza spadł z piorunową szybkością na twarz Kanneberga, przeciął mu część nosa, usta, brodę, spadł na obojczyk, strzaskał go i zatrzymał się dopiero na idącym przez ramię pendencie<pe><slowo_obce>pendent</slowo_obce> --- pas zakładany przez ramię, służący do noszenia szabli.</pe>.</akap>


<akap id="e379">Rapier wysunął się z rąk nieszczęsnego i noc objęła mu głowę, lecz nim spadł z konia, pan Wołodyjowski puścił szablę na sznurek i chwycił go za ramiona.</akap>


<akap id="e380">Zawrzaśli jednym wrzaskiem z drugiego brzegu Szwedzi, pan Zagłoba zaś przyskoczył do małego rycerza i rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e381">--- Panie Michale, wiedziałem, że tak będzie, alem był gotów cię pomścić!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e382">--- Mistrz to był --- odpowiedział Wołodyjowski. --- Bierz waść konia za uzdę, bo zacny!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e383">--- Ha! żeby nie rzeka, skoczyłoby się z tamtymi pohałasować! Pierwszy bym...</akap_dialog>


<akap id="e384">Dalsze słowa przerwał panu Zagłobie świst kul, więc nie dokończył myśli, natomiast krzyknął:</akap>


<akap_dialog id="e385">--- Uchodźmy, panie Michale, ci zdrajcy postrzelić gotowi!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e386">--- Nie mają już te kule impetu --- odrzekł Wołodyjowski --- bo za daleko.</akap_dialog>


<akap id="e387">Tymczasem otoczyli ich inni jeźdźcy polscy, winszując Wołodyjowskiemu i patrząc nań z podziwem, a on tylko wąsikami raz po raz ruszał, bo także rad był z siebie.</akap>


<akap id="e388">Zaś na drugim brzegu, między Szwedami, wrzało jakby w ulu. Artylerzyści zataczali na gwałt armaty, więc i w pobliskich szeregach polskich ozwały się trąbki do odwrotu. Na głos ich skoczył każdy do swojej chorągwi, i w mig stanęły wszystkie w sprawie. Cofnęły się pod las i zatrzymały znowu, jakby miejsce nieprzyjacielowi zostawując i zapraszając go za rzekę. Wreszcie przed ławę ludzi i koni wyjechał na tarantowatym dzianecie mąż przybrany w burkę i czapkę z czaplim piórem, z pozłocistym buzdyganem<pe><slowo_obce>buzdygan</slowo_obce> (z tur.) --- rodzaj broni, ozdobna pałka; w XVII w. symbol władzy oficera.</pe> w ręku.</akap>


<akap id="e389">Widać go było doskonale, bo padały nań czerwone promienie zachodzącego słońca, i zresztą jeździł przed pułkami, jakby przegląd sprawując. Poznali go od razu wszyscy Szwedzi i poczęli krzyczeć:</akap>


<akap_dialog id="e390">--- Czarniecki! Czarniecki!</akap_dialog>


<akap id="e391">On zaś gadał coś z pułkownikami. Widziano, jak dłużej zatrzymał się przy rycerzu, który Kanneberga usiekł, i rękę położył na jego ramieniu, po czym podniósł buzdygan i chorągwie zaczęły z wolna, jedna za drugą, zawracać ku borom.</akap>


<akap id="e392">Właśnie i słońce zaszło. W Jarosławiu dzwony ozwały się po kościołach, więc wszystkie pułki zaśpiewały jednym głosem, odjeżdżając: ,,Anioł Pański zwiastował Najświętszej Pannie Marii", i z tą pieśnią znikły Szwedom z oczu<pe><slowo_obce>pułki zaśpiewały jednym głosem, odjeżdżając: ,,Anioł Pański zwiastował Najświętszej Pannie Marii", i z tą pieśnią znikły Szwedom z oczu</slowo_obce> --- modlitwa <tytul_dziela>Anioł Pański</tytul_dziela> jest tu jeszcze jednym symbolem przewagi nad Szwedami jako nieuznającymi kultu maryjnego luteranami.</pe>.</akap>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e393">Rozdział V</naglowek_rozdzial>



<akap id="e394">Dnia tego położyli się Szwedzi spać, nic w usta nie biorąc i bez nadziei, aby mieli czym nazajutrz się posilić. Toteż od męki głodowej spać nie mogli. Nim drugi kur zapiał, znękane żołnierstwo poczęło wymykać się z obozu pojedynczo i kupami na grasunek po wsiach przyległych do Jarosławia. Szli więc, do nocnych rabusiów podobni, ku Radymnu, Kańczudze, Tyczynowi --- gdzie mogli i gdzie spodziewali się zastać coś do jedzenia. Otuchy dodawało im to, że Czarniecki był na drugiej stronie rzeki, ale choćby i przeprawić się już zdążył, woleli śmierć niż głód. Widocznie wielkie już było rozprzężenie w obozie, bo około półtora tysiąca ludzi wysunęło się w ten sposób, wbrew najsurowszym rozkazom królewskim.</akap>


<akap id="e395">Poczęli więc grasować po okolicy, paląc, rabując, ścinając, lecz prawie nikt z nich nie miał powrócić do obozu. Czarniecki był wprawdzie z drugiej strony Sanu, lecz i z tej kręciły się różne partie szlacheckie i chłopskie; najpotężniejsza zaś pana Strzałkowskiego, złożona z bitnej szlachty górskiej, tej właśnie nocy przymknęła, jak na nieszczęście, do Próchnika. Ujrzawszy tedy łunę i usłyszawszy strzały, poszedł pan Strzałkowski, jakoby kto sierpem rzucił, prosto na gwar i napadł na zajętych rabunkiem. Bronili się silnie w opłotkach, lecz pan Strzałkowski rozerwał ich, wysiekł, nikogo nie żywił<pe><slowo_obce>żywić</slowo_obce> --- tu: pozostawiać przy życiu, darować życie.</pe>. W innych wioskach inne partie uczyniły toż samo, po czym w gonitwie za uciekającymi podsunęły się pod sam obóz szwedzki, roznosząc trwogę i zamieszanie, krzycząc po tatarsku, po wołosku, po węgiersku i po polsku, tak iż Szwedzi sądzili, że jakieś potężne wojska posiłkowe na nich następują, może chan z całą ordą.</akap>


<akap id="e396">Wszczęło się zamieszanie i --- rzecz niebywała dotąd --- popłoch, który z największym trudem udało się oficerom potłumić. Lecz król, który do rana przesiedział na koniu, widział, co się dzieje, zrozumiał, co z tego może wyniknąć, i zaraz rankiem zwołał radę wojenną.</akap>


<akap id="e397">Posępna owa narada niedługo trwała, bo nie było dwóch dróg do wyboru. Duch w wojsku upadł, żołnierz nie miał co jeść, nieprzyjaciel rósł w potęgę.</akap>


<akap id="e398">Szwedzki Aleksander, który obiecywał światu całemu gonić, choćby do tatarskich stepów, polskiego Dariusza, nie o gonitwie dalszej, ale o własnym ocaleniu musiał teraz myśleć.</akap>


<akap_dialog id="e399">--- Sanem możem się wracać do Sandomierza, stamtąd Wisłą do Warszawy i do Prus --- mówił Wittenberg. --- W ten sposób zguby unikniem.</akap_dialog>


<akap id="e400">Duglas<pe><slowo_obce>Duglas</slowo_obce> --- Douglas, Robert (1611--1662), Szkot, od 16 r. życia żołnierz armii szwedzkiej, feldmarszałek, uczestnik wojny trzydziestoletniej. Podczas potopu szwedzkiego dowodził wojskami szwedzkimi w Prusach Książęcych. Za zasługi wojenne otrzymał tytuł hrabiego, a jego potomkowie stali się jednym z najbogatszych rodów arystokratycznych Szwecji.</pe> za głowę się chwycił:</akap>


<akap_dialog id="e401">--- Tyle zwycięstw, tyle trudów, tak olbrzymi kraj podbity, i wracać nam przychodzi!</akap_dialog>


<akap id="e402">A Wittenberg na to:</akap>


<akap_dialog id="e403">--- Maszli, wasza dostojność, jaką radę?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e404">--- Nie mam! --- odrzekł Duglas.</akap_dialog>


<akap id="e405">Król, który dotąd nic nie mówił, wstał na znak, że posiedzenie skończone, i rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e406">--- Nakazuję odwrót!</akap_dialog>


<akap id="e407">Więcej tego dnia nie słyszano z jego ust ani słowa.</akap>


<akap id="e408">Bębny poczęły warczeć i trąby grać w szwedzkim obozie. Wieść, że odwrót nakazany, rozbiegła się w jednej chwili z końca w koniec. Przyjęto ją okrzykami radości. Przecie zamki i fortece były jeszcze w ręku Szwedów, w nich czekał wypoczynek, jadło, bezpieczeństwo.</akap>


<akap id="e409">Jenerałowie i żołnierze wzięli się tak gorliwie do przygotowań odwrotu, że aż gorliwość owa, jak zauważył Duglas, z hańbą graniczyła.</akap>


<akap id="e410">Samego Duglasa wysłał król w przedniej straży, aby trudne przeprawy naprawiał, lasy trzebił. Wkrótce za nim ruszyło całe wojsko szykiem jak do boju; front armaty zasłaniały, tył wozy utaborowane, po bokach szła piechota. Potrzeby wojenne i namioty płynęły rzeką na statkach.</akap>


<akap id="e411">Wszystkie te ostrożności nie były zbyteczne, ledwie bowiem tabor ruszył, już tylne straże szwedzkie dojrzały idących śladem jeźdźców polskich i odtąd niemal nigdy nie traciły ich z oczu. Czarniecki pościągał własne chorągwie, wszystkie partie okoliczne, posłał po nowe posiłki do króla i szedł w trop. Pierwszy nocleg w Przeworsku był zarazem pierwszym alarmem. Oddziały polskie natarły tak blisko, iż kilka tysięcy piechoty wraz z działami musiano przeciw nim zwrócić. Przez chwilę sam król myślał, że Czarniecki naprawdę następuje, lecz on, swoim zwyczajem, wysyłał tylko oddziały za oddziałami. Te, podpadając, czyniły okrzyk i cofały się natychmiast. Noc do rana zeszła na podobnych harcach, noc swarliwa, dla Szwedów bezsenna.</akap>


<akap id="e412">I cały pochód, wszystkie następne noce i dnie miały być do niej podobne.</akap>


<akap id="e413">Tymczasem znowuż Czarnieckiemu przysłał król dwie chorągwie jazdy, bardzo moderowanej<pe><slowo_obce>moderowany</slowo_obce> --- wyposażony, uzbrojony.</pe>, za tym i list, że wkrótce hetmani z komputowym wojskiem<pe><slowo_obce>wojsko komputowe</slowo_obce> --- stałe wojsko zaciężne w XVII w.</pe> ruszą, on zaś sam z resztą piechot i ordą rychło za nimi pospieszy. Jakoż zatrzymywały go już tylko rokowania z chanem, z Rakoczym i z cesarzem. Czarniecki uradował się niepomiernie tą wieścią, i gdy nazajutrz rano Szwedzi ruszyli dalej, w klin między Wisłę i San, rzekł pan kasztelan do pułkownika Polanowskiego:</akap>


<akap_dialog id="e414">--- Sieć nastawiona, ryby w matnię idą.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e415">--- A my uczynim jak ów rybak --- rzekł Zagłoba --- który im na fletni grał, żeby tańcowały, czego gdy nie chcą czynić, wyciągnął je na brzeg; tedy dopiero skakały, a on wziął je kijem razić mówiąc: ,,O, takie córki! trzeba było tańcować, pókim prosił."</akap_dialog>


<akap id="e416">Na to pan Czarniecki:</akap>


<akap_dialog id="e417">--- Będą oni tańcowali, niech jeno pan marszałek Lubomirski<pe><slowo_obce>Lubomirski, Jerzy Sebastian herbu Szreniawa bez Krzyża </slowo_obce> (1616--1667) --- marszałek wielki koronny, później hetman polny koronny i starosta spiski; w latach 60. przywódca rokoszu, który ograniczył absolutystyczne dążenia Jana Kazimierza; zmarł na wygnaniu.</pe> nadciągnie ze swoim wojskiem, które na pięć tysięcy liczą.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e418">--- Lada chwila go nie widać --- rzekł pan Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e419">--- Przyjechało dziś kilku szlachty podgórskiej --- ozwał się Zagłoba --- ci zapewniają, że wielkimi i pilnymi drogami idzie, ale czy się zechce z nami połączyć, miast na swoją rękę wojować, to inna rzecz!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e420">--- Czemu to? --- spytał pan Czarniecki, bystro patrząc na Zagłobę.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e421">--- Bo to człek nadzwyczajnej ambicji i o sławę zazdrosny. Znam go siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, wiele.</pe> lat i byłem mu konfidentem<pe><slowo_obce>konfident</slowo_obce> (z łac., przestarz.) --- tu: zaufany przyjaciel, powiernik (dziś: donosiciel).</pe>. <begin id="b1283777044999-3486757666"/><motyw id="m1283777044999-3486757666">Uczeń, Kłamstwo</motyw>Poznałem go, gdy był młodym jeszcze panięciem, na dworze pana krakowskiego, Stanisława<pe><slowo_obce>pan krakowski, Stanisław</slowo_obce> --- Koniecpolski, Stanisław (1591--1646), hetman wielki koronny, kasztelan krakowski, uznawany za jednego z najwybitniejszych polskich wodzów.</pe>. Fechtów się wonczas od Francuzów i Włochów uczył i okrutnie się na mnie rozgniewał, gdym mu powiedział, że to kpy, z których żaden mi nie zdzierży. Uczyniliśmy parol<pe><slowo_obce>parol</slowo_obce> (z fr.) --- słowo honoru; tu: zakład.</pe> i samem ich siedmiu jednego po drugim rozciągnął. On zaś ode mnie się dalej uczył nie tylko fechtów, ale i sztuki wojennej. Dowcip<pe><slowo_obce>dowcip</slowo_obce> (daw.) --- rozum, inteligencja.</pe> miał z przyrodzenia trochę tępy, ale co umie, to ode mnie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e422">--- Takiż to z waści mistrz? --- spytał Polanowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e423">--- <slowo_obce>Exemplum</slowo_obce><pe><slowo_obce>exemplum</slowo_obce> (łac.) --- przykład.</pe>: pan Wołodyjowski, drugi mój uczeń. Z tego mam prawdziwą pociechę.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e424">--- Prawda, żeś to waszmość Swena usiekł?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e425">--- Swena? Gdyby się to któremu z waszmościów zdarzyło, miałby przez całe życie co opowiadać, jeszcze by sąsiadów spraszał, by im przy winie jedno w kółko powtarzać, ale ja o to nie dbam, bo gdybym chciał wyliczać, mógłbym takimi Swenami drogę do samego Sandomierza wymościć. Może bym nie mógł? Powiedzcie, którzy mnie znacie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e426">--- Mógłby wuj! --- ozwał się Roch Kowalski.<end id="e1283777044999-3486757666"/></akap_dialog>


<akap id="e427">Pan Czarniecki nie słyszał dalszego ciągu rozmowy, bo się głęboko nad słowami Zagłoby zamyślił. Znał i on ambicję pana Lubomirskiego i nie wątpił, że albo zechce mu swoją wolę narzucać, albo na własną rękę będzie działał, chociażby to szkodę Rzeczypospolitej przynieść miało.</akap>


<akap id="e428">Więc surowe jego oblicze sposępniało i począł brodę kręcić.</akap>


<akap_dialog id="e429">--- Oho! --- szepnął do Skrzetuskiego Jana Zagłoba --- już tam Czarniecki coś gorzkiego żuje, bo mu się twarz do orłowej podobna uczyniła, rychło tu kogo podziobie.</akap_dialog>


<akap id="e430">Wtem pan Czarniecki ozwał się:</akap>


<akap_dialog id="e431">--- Trzeba, by który z waszmościów z listem ode mnie do pana Lubomirskiego pojechał.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e432">--- Jam mu znajomy i podejmuję się --- rzekł pan Jan Skrzetuski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e433">--- Dobrze --- odparł wódz --- im kto znamienitszy, tym lepiej...</akap_dialog>


<akap id="e434">Zagłoba zwrócił się do Wołodyjowskiego i znów szepnął:</akap>


<akap_dialog id="e435">--- Już i przez nos mówi, znak to wielkiej alteracji<pe><slowo_obce>alteracja</slowo_obce> (z łac.) --- zmiana nastroju, niepokój, wzburzenie.</pe>.</akap_dialog>


<akap id="e436">Rzeczywiście zaś pan Czarniecki miał srebrne podniebienie, bo mu je kula przed laty pod Buszą wyrwała. Owóż ilekroć był wzruszony, gniewny i niespokojny, zaczynał zawsze mówić ostrym i brzękliwym głosem.</akap>


<akap id="e437">Nagle zwrócił się teraz do Zagłoby:</akap>


<akap_dialog id="e438">--- A może byś i waćpan z panem Skrzetuskim pojechał?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e439">--- Chętnie --- odpowiedział Zagłoba. --- Jeśli ja czego nie wskóram, nikt nie wskóra. <begin id="b1283693763595-2958642868"/><motyw id="m1283693763595-2958642868">Ojczyzna, Rodzina, Pozycja społeczna</motyw>Wreszcie do człeka tak wielkiego rodu we dwóch będzie przystojniej.</akap_dialog>


<akap id="e440">Czarniecki zacisnął wargi, szarpnął brodę i rzekł jakby sam do siebie:</akap>


<akap_dialog id="e441">--- Wielkie rody... wielkie rody...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e442">--- Tego nikt panu Lubomirskiemu nie ujmie --- zauważył Zagłoba.</akap_dialog>


<akap id="e443">A Czarniecki brwi zmarszczył:</akap>


<akap_dialog id="e444">--- Rzeczpospolita sama jest wielka, a rodów w proporcji do niej nie masz wielkich, jeno małe, i bodaj ziemia pożarła takie, które o tym zapominają!</akap_dialog>


<akap id="e445">Umilkli wszyscy, bo bardzo potężnie przemówił, i dopiero po niejakiej chwili Zagłoba rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e446">--- W proporcji do całej Rzeczypospolitej słusznie!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e447">--- Jam też nie z soli wyrósł ani z roli<pe><slowo_obce>Jam też nie z soli wyrósł ani z roli</slowo_obce> --- słowa te miał wypowiedzieć Czarniecki, kiedy tytuł hetmana wielkiego przypadł Jerzemu Lubomirskiemu; jest to aluzja do źródeł bogactwa i wpływów Lubomirskich: żup solnych i rolnictwa, czemu Czarniecki przeciwstawiał własne zasługi wojskowe.</pe>, jeno z tego, co mnie boli --- ozwał się Czarniecki --- a boleli mnie Kozacy, którzy mi tę oto gębę przestrzelili, a teraz boli mnie Szwed, i albo tę bolączkę przetnę, albo sam od niej sczeznę, tak mi dopomóż Bóg!<end id="e1283693763595-2958642868"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e448">--- I my dopomożem krwią naszą! --- rzekł Polanowski.</akap_dialog>


<akap id="e449">Czarniecki zaś przeżuwał jeszcze czas jakiś gorycz, która wezbrała mu w sercu na myśl, że ambicja pana marszałka może mu w ratowaniu ojczyzny przeszkodzić, wreszcie uspokoił się i rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e450">--- Za czym i list trzeba pisać. Proszę waszmościów ze sobą.</akap_dialog>


<akap id="e451">Jan Skrzetuski i Zagłoba poszli za nim, a w pół godziny później siedli na koń i pojechali odwrotną drogą ku Radymnu, były bowiem wieści, że tam właśnie zatrzymał się pan marszałek z wojskiem.</akap>


<akap_dialog id="e452"><begin id="b1283694482374-3808123272"/><motyw id="m1283694482374-3808123272">Kłamstwo, Podstęp</motyw>--- Janie --- rzekł Zagłoba, macając się po kalecie<pe><slowo_obce>kalecie</slowo_obce> --- kieszeń a. sakiewka, torba.</pe>, w której wiózł list pana Czarnieckiego --- uczyń mi łaskę i pozwól mnie samemu gadać do marszałka.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e453">--- A ojciec naprawdę go znałeś i fechtów go uczyłeś?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e454">--- I!... tak się jeno sobie mówiło dlatego, żeby się para w gębie nie zagrzała i żeby język nie rozmiękł, co się od przydłuższego milczenia snadnie przytrafić może. Ni go znałem, ni go uczyłem. Albo to nie miałem czego lepszego do roboty niż być niedźwiednikiem i uczyć pana marszałka, jako się na zadnich nogach chodzi? Ale to wszystko jedno. Przeznałem go na wylot z tego, co ludzie o nim powiadają, i potrafię go zagnieść jako kucharka kluski. Jeno o to jedno cię jeszcze proszę: nie powiadaj, że mam list od pana Czarnieckiego, i nie wspominaj nawet o nim, póki go sam nie oddam.<end id="e1283694482374-3808123272"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e455">--- Jakże to? Miałżebym funkcji, z którą mnie posłano, nie spełnić?! W życiu mi się to nie przygodziło i nie przygodzi. Nie może być! Chociażby i pan Czarniecki przebaczył, nie uczynię tego za skarb gotowy!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e456">--- To wyciągnę szablę i pęcinę twemu koniowi podetnę, żebyś za mną nie nadążył. Zali<pe><slowo_obce>zali</slowo_obce> (daw.) --- czy, czyż.</pe> widziałeś kiedy, żeby chybiło to, com własną głową zamyślił? Gadaj! Źleś to wyszedł ty sam na Zagłobowych fortelach? Źle wyszedł pan Michał albo i twoja Halszka? albo i wy wszyscy, kiedym to was z rąk Radziwiłła wyłusknął? Powiadam ci, że z tego listu może być więcej złego niż dobrego, bo pan kasztelan pisał go w takiej alteracji, że ze trzy pióra złamał. Wreszcie, będziesz o nim gadał, gdy moje zamysły chybią; parol, że go sam wówczas oddam, ale nie prędzej.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e457">--- Bylem go mógł oddać, wszystko jedno kiedy.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e458">--- Więcej też nie potrzebuję! Hajda teraz, bo droga przed nami okrutna!</akap_dialog>


<akap id="e459">Popędzili tedy konie i puścili się w skok. Ale nie potrzebowali jechać długo, bo przednie straże marszałkowskie minęły już nie tylko Radymno, ale i Jarosław, on sam zaś znajdował się w Jarosławiu i stał w dawnej kwaterze króla szwedzkiego.</akap>


<akap id="e460">Znaleźli go przy obiedzie ze znaczniejszymi oficerami. Lecz gdy się opowiedzieli, Lubomirski kazał ich przyjąć natychmiast, bo ich nazwiska znał, gdyż głośne były owego czasu w całej Rzeczypospolitej.</akap>


<akap id="e461">Wszystkich oczy zwróciły się na nich, gdy weszli; patrzono zwłaszcza z podziwem i ciekawością na Skrzetuskiego, marszałek zaś, powitawszy ich wdzięcznie, spytał zaraz:</akap>


<akap_dialog id="e462">--- Czy to sławnego rycerza mam przed sobą, który listy z oblężonego Zbaraża<pe><slowo_obce>Zbaraż</slowo_obce> --- miasto w zachodniej części Ukrainy, ok. 20 km na płn. wschód od Tarnopola; w obronie Zbaraża (1649) przed Kozakami Chmielnickiego i Tatarami brały udział wojska polskie pod komendą trzech regimentarzy i księcia Jeremiego Wiśniowieckiego.</pe> królowi przeniósł?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e463">--- Ja to się przekradłem --- odrzekł pan Jan.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e464">--- Dajże mi Boże takich oficerów jak najwięcej! Niczego tak panu Czarnieckiemu nie zazdroszczę, bo zresztą wiem, że i moje małe zasługi w pamięci ludzkiej nie przepadną.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e465"><begin id="b1283694763320-3033899308"/><motyw id="m1283694763320-3033899308">Ambicja, Podstęp, Polityka, Patriota</motyw>--- A jam jest Zagłoba! --- rzekł stary rycerz, wysuwając się naprzód.</akap_dialog>


<akap id="e466">Tu powiódł okiem po zgromadzeniu; marszałek zaś, jako to każdego chciał sobie ująć, zaraz zakrzyknął:</akap>


<akap_dialog id="e467">--- Kto by nie wiedział o mężu, któren<pe><slowo_obce>któren</slowo_obce> --- dziś popr. który.</pe> Burłaja, wodza <slowo_obce>barbarorum</slowo_obce><pe><slowo_obce>barbarus</slowo_obce> (łac.: brodaty) --- barbarzyńca; tu D. lm <slowo_obce>barbarorum</slowo_obce>: barbarzyńców.</pe>, usiekł, któren Radziwiłłowi wojsko pobuntował...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e468">--- I panu Sapieże wojsko przywiodłem, które, prawdę rzekłszy, mnie, nie jego, wodzem sobie obrało --- dodał Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e469">--- A żeś to wasza mość chciał, mogąc tak górną mieć szarżę, wyrzec się jej i u pana Czarnieckiego służbę przyjąć?</akap_dialog>


<akap id="e470">Na to Zagłoba łysnął okiem ku Skrzetuskiemu i odrzekł:</akap>


<akap_dialog id="e471">--- Jaśnie wielmożny panie marszałku, od waszej to dostojności tak ja, jak i cały kraj przykład bierze, jak dla dobra publicznego wyrzekać się ambicji i prywaty.</akap_dialog>


<akap id="e472">Lubomirski pokraśniał z zadowolenia<end id="e1283694763320-3033899308"/>, a Zagłoba wziął się w boki i mówił dalej:</akap>


<akap_dialog id="e473">--- Pan Czarniecki umyślnie nas przysłał, abyśmy się waszej dostojności w jego i całego wojska imieniu pokłonili, a zarazem donieśli o znacznej wiktorii, jaką nam Bóg nad Kannebergiem odnieść pozwolił.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e474">--- Słyszeliśmy już tu o tym --- odrzekł dość sucho marszałek, w którym już poruszyła się zazdrość --- ale chętnie z ust naocznego świadka jeszcze raz posłyszymy.</akap_dialog>


<akap id="e475">Usłyszawszy to, pan Zagłoba rozpoczął zaraz opowiadać, jeno z niektórymi zmianami, bo siły Kanneberga spotężniały w jego ustach do dwóch tysięcy ludzi. Nie zapomniał też wspomnieć o Swenonie, o sobie, o tym, jak na oczach królewskich resztę rajtarów<pe><slowo_obce>rajtar</slowo_obce> --- średniozbrojny żołnierz konny, posługujący się w walce głównie bronią palną.</pe> tuż nad rzeką wycięto, jak wozy i trzystu ludzi gwardii wpadło w ręce szczęśliwych zwycięzców, słowem, wiktoria urosła w opowiadaniu do rozmiarów niepowetowanej dla Szwedów klęski.</akap>


<akap id="e476">Słuchali wszyscy pilnie, słuchał i pan marszałek, ale posępniał coraz bardziej i oblicze ścinało mu się jakoby lodem, wreszcie rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e477">--- Nie neguję, że pan Czarniecki znamienity wojennik, ale przecie sam wszystkich Szwedów nie zje i dla innych choć na łyk zostanie.</akap_dialog>


<akap id="e478">A na to Zagłoba:</akap>


<akap_dialog id="e479"><begin id="b1283694944662-2761293912"/><motyw id="m1283694944662-2761293912">Pochlebstwo, Kłamstwo, Polityka</motyw>--- Jaśnie wielmożny panie, to nie pan Czarniecki tę wiktorię odniósł.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e480">--- Jeno kto?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e481">--- Jeno Lubomirski!</akap_dialog>


<akap id="e482">Nastała chwila powszechnego zdumienia. Pan marszałek usta otworzył, powiekami począł mrugać i patrzył na Zagłobę tak zdziwionym wzrokiem, jak gdyby chciał go spytać:</akap>


<akap_dialog id="e483">--- Zali waćpanu piątej klepki nie staje?</akap_dialog>


<akap id="e484">Lecz pan Zagłoba nie dał się zbić z tropu, owszem, wargi z wielką fantazją wydął (któren gest przejął od pana Zamoyskiego) i rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e485">--- Słyszałem, jak sam Czarniecki przed całym wojskiem mówił: ,,Nie nasze to szable biją, ale (powiada) imię Lubomirskiego bije, bo gdy się (powiada) zwiedzieli, że tuż, tuż nadciąga, duch w nich tak zdechł, że w każdym żołnierzu wojsko marszałkowskie widzą i jako owce pod nóż łby oddają."</akap_dialog>


<akap id="e486">Gdyby wszystkie promienie słoneczne upadły od razu na twarz pana marszałka, twarz ta nie rozjaśniłaby się więcej.</akap>


<akap_dialog id="e487">--- Jakże? --- zakrzyknął --- sam Czarniecki to powiadał?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e488">--- Tak jest, i wiele innych rzeczy, ale nie wiem, czy mi się godzi powtarzać, bo do konfidentów<pe><slowo_obce>konfident</slowo_obce> (daw., z łac.) --- tu: zaufany przyjaciel, powiernik (dziś: donosiciel).</pe> jeno mówił.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e489">--- Mów waść! Każde słowo pana Czarnieckiego warte, żeby je sto razy powtórzyć. Niepowszedni to człek i z dawna to mówiłem!</akap_dialog>


<akap id="e490">Zagłoba spojrzał na marszałka, przymrużając jedno oko, i mruczał pod wąsami:</akap>


<akap_dialog id="e491">--- Połknąłeś hak, zaraz cię tu wyciągnę.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e492">--- Co waszmość mówisz? --- pytał marszałek.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e493">--- Mówię, że wojsko tak na cześć waszej dostojności wiwatowało, jakby i królowi jegomości lepiej nie wiwatowało, a w Przeworsku, gdyśmy to całą noc szarpali Szweda, co która chorągiew skoczyła, to krzyczeli: ,,Lubomirski! Lubomirski!", i lepszy to skutek miało niż wszystkie ,,ałła!" i ,,bij, zabij!" Jest tu świadek, pan Skrzetuski, żołnierz też nie lada, któren nigdy w życiu nie zełgał.</akap_dialog>


<akap id="e494">Marszałek spojrzał mimo woli na Skrzetuskiego, a ten zaczerwienił się po uszy i począł coś mamrotać pod nosem.<end id="e1283694944662-2761293912"/></akap>


<akap id="e495">Tymczasem oficerowie marszałkowscy poczęli wychwalać w głos posłów.</akap>


<akap_dialog id="e496">--- Ot, politycznie postąpił sobie pan Czarniecki, tak grzecznych kawalerów wysyłając! Obaj najsławniejsi rycerze, a jednemu miód po prostu z gęby płynie!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e497">--- Zawszem to rozumiał o panu Czarnieckim, że mi życzliwy, ale teraz nie masz takiej rzeczy, której bym dla niego nie uczynił! --- zakrzyknął marszałek, którego oczy mgłą się pokrywały z rozkoszy.</akap_dialog>


<akap id="e498">Na to Zagłoba wpadł w zapał:</akap>


<akap_dialog id="e499"><begin id="b1283697479121-2636053696"/><motyw id="m1283697479121-2636053696">Podstęp, Pochlebstwo, Kłamstwo, Polityka</motyw>--- Jaśnie wielmożny panie! Kto by cię nie uwielbiał, kto by cię nie czcił, wzorze wszystkich cnót obywatelskich, który Arystydesa sprawiedliwością, męstwem Scypionów przypominasz! Siłam<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, wiele.</pe> ksiąg w życiu przeczytał, siłam widział, siłam rozważał, i rozdarła mi się dusza od boleści, bo cóżem w tej Rzeczypospolitej ujrzał! Oto Opalińskich, Radziejowskich, Radziwiłłów, którzy własną pychę, własną ambicję nad wszystko ceniąc, ojczyzny dla prywaty gotowi byli każdego momentu odstąpić. Wiecem pomyślał: zginęła ta Rzeczpospolita niecnotą własnych synów! Lecz któż mnie pocieszył, kto mi otuchy w strapieniu dodał? --- pan Czarniecki! ,,Zaiste --- mówił --- nie zginęła, skoro powstał w niej Lubomirski. Tamci o sobie (powiada) myślą, ten tylko patrzy, tylko szuka, gdzie by ofiarę z prywaty na ołtarzu powszechnym mógł złożyć; tamci się wysuwają, ten się usuwa, bo przykładem chce świecić. Ot i teraz (powiada) nadciąga z wojskiem potężnym i zwycięskim, a już (powiada) słyszę, że chce mnie komendę nad nim zdawać, aby nauczyć innych, jako ambicję, choćby słuszną, mają dla ojczyzny poświęcać. Jedźcie tedy (powiada) do niego, oznajmijcie mu, że ja tej ofiary nie chcę, nie przyjmę, gdyż on lepszym ode mnie wodzem, gdyż, zresztą, jego nie tylko wodzem, ale --- daj Bóg naszemu Kazimierzowi długie życie --- królem gotowiśmy obrać!... i... obierzemy!!"</akap_dialog>


<akap id="e500">Tu pan Zagłoba sam się nieco przeląkł, czyli miary nie przebrał, i istotnie, po okrzyku: ,,obierzemy!", nastała cisza; lecz przed magnatem tylko się niebo otworzyło, zrazu przybladł nieco, następnie pokraśniał, następnie znów przybladł i robiąc silnie piersiami, odrzekł po chwili milczenia:</akap>


<akap_dialog id="e501">--- Rzeczpospolita jest i zostanie zawsze panią swej woli, bo na tym starodawne fundamenta naszych wolności spoczywają... Lecz jam jeno sługa jej sług i Bóg mi świadkiem, że nie podnoszę oczu na one wysokości, na które obywatel spoglądać nie powinien... Co do komendy nad wojskiem... pan Czarniecki przyjąć ją musi. Oto właśnie pragnę dać przykład tym, którzy wielkość swego rodu ustawnie na myśli mając, nie chcą żadnej zwierzchności uznawać, jak <slowo_obce>pro publico bono<pe><slowo_obce>pro publico bono</slowo_obce> --- dla dobra wspólnego.</pe></slowo_obce> należy o wielkości swego rodu zapomnieć. Więc choć i tak złym wodzem może nie jestem, jednakoż ja, Lubomirski, idę dobrowolnie pod komendę Czarnieckiego, o to tylko Boga prosząc, aby nam wiktorię nad nieprzyjacielem spuścić raczył!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e502">--- Rzymianinie! ojcze ojczyzny! --- krzyknął Zagłoba, chwytając rękę marszałka i przyciskając do niej wargi.<end id="e1283697479121-2636053696"/></akap_dialog>


<akap id="e503">Lecz tu jednocześnie stary wyga nastawił na Skrzetuskiego oko i począł nim mrugać raz po razu.</akap>


<akap id="e504">Rozległy się grzmiące okrzyki oficerów i towarzystwa. Tłum w kwaterze powiększał się z każdą chwilą.</akap>


<akap_dialog id="e505">--- Wina! --- zawołał pan marszałek.</akap_dialog>


<akap id="e506">A gdy wniesiono kielichy, zaraz wzniósł zdrowie królewskie, potem pana Czarnieckiego, którego naszym wodzem nazwał, i wreszcie posłów. Zagłoba nie pozostał w tyle z toastami i tak wszystkich za serce chwycił, że sam marszałek za próg ich przeprowadził, zaś rycerstwo aż do rogatek Jarosławia.</akap>


<akap id="e507">Na koniec zostali sami; wówczas Zagłoba zajechał drogę Skrzetuskiemu, wstrzymał konia i chwyciwszy się w boki, rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e508">--- A co, Janie?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e509">--- Dalibóg! --- odpowiedział Skrzetuski --- żebym na własne oczy nie widział i na własne uszy nie słyszał, wierzyć bym nie chciał, choćby mi też i anioł powiadał.</akap_dialog>


<akap id="e510">Zaś pan Zagłoba:</akap>


<akap_dialog id="e511">--- Ha? co? Przysięgnę, że sam Czarniecki co najwięcej to wzywał i prosił Lubomirskiego, by szedł z nim w parze. I wiesz, co byłby wskórał? Oto, że Lubomirski poszedłby osobno, bo jeśli w liście były zaklęcia na miłość do ojczyzny i jakoweś o prywacie wzmianki (a jestem pewien, że były), to zaraz by pan marszałek nadął się a rzekł: ,,Zali on chce moim <slowo_obce>praeceptorem</slowo_obce><pe><slowo_obce>praeceptor</slowo_obce> (z łac.) --- nauczyciel.</pe> zostać i uczyć, jak się ojczyźnie służy?..." Znam ja ich!!... Na szczęście, stary Zagłoba wziął sprawę w ręce, pojechał i ledwie gębę otworzył, już Lubomirski nie tylko chce iść razem, ale pod komendę się poddaje. Morzy się tam frasunkiem pan Czarniecki, ale ja go pocieszę... A co, Janie, umie sobie Zagłoba z magnatami rady dawać?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e512">--- Tedy powiadam, że z podziwienia pary z gęby puścić nie mogłem.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e513">--- Znam ja ich! Pokaż któremu koronę i róg gronostajowego płaszcza, to możesz go pod włos głaskać jak charcie szczenię, jeszcze ci się ugnie i sam krzyża nadstawi. Żaden kot nie będzie się tak oblizywał, choćbyś mu <slowo_obce>prospectus</slowo_obce><pe><slowo_obce>prospectus</slowo_obce> (łac.) --- widok.</pe> z samych sperek<pe><slowo_obce>sperka</slowo_obce> --- szperka, słonina.</pe> pokazał. Najpoczciwszemu oczy z pożądliwości na wierzch wyliżą, a trafi się szelma, jako był książę wojewoda wileński, to i ojczyznę zdradzić gotów. Co to ta ludzka próżność! Panie Jezu! żebyś mi dał tyle tysięcy, iluś kandydatów do tej korony stworzył, to bym i sam kandydował... Bo jeśli który z nich myśli, że mam się za gorszego od niego, to niech mu od własnej pychy żywot<pe><slowo_obce>żywot</slowo_obce> (daw.) --- brzuch.</pe> pęknie... Taki dobry Zagłoba jak i Lubomirski, tylko w fortunie różnica... Tak, tak, Janie... Czy myślisz, żem go naprawdę w rękę pocałował? Siebiem w wielki palec pocałował, a jego jenom nosem szturgnął... Pewno go tak, odkąd żywie<pe><slowo_obce>żywie</slowo_obce> --- dziś popr. forma 3 os. lp cz.ter.: żyje.</pe>, nikt w pole nie wywiódł. Rozsmarowałem go jako masło na grzance dla pana Czarnieckiego... Daj Boże naszemu królowi jak najdłuższe życie, ale na wypadek elekcji sobie wolałbym dać kreskę jak jemu... Roch Kowalski dałby mi drugą, a pan Michał oponentów by wysiekł... Boga mi, zaraz bym cię hetmanem wielkim koronnym uczynił, pana Michała po Sapieże litewskim... a Rzędziana podskarbim... Ten by dopiero Żydowinów podatkami cisnął!... Mniejsza wreszcie z tym; grunt, żem Lubomirskiego na hak ułowił, a sznurek wsadzę Czarnieckiemu w rękę. Na kim się skrupi, na Szwedach się zmiele, a zasługa czyja? co? O kim innym kroniki by pisały, ale ja nie mam szczęścia... Dobrze jeszcze, jeśli Czarniecki na starego nie parsknie, że listu nie oddał... Taka to wdzięczność ludzka... Ha! nie pierwszyzna mi, nie pierwszyzna... Inni na starostwach siedzą i słoniną jako parsiuki<pe><slowo_obce>parsiuk</slowo_obce> (reg.) --- prosię.</pe> obrośli, a ty, stary, po dawnemu trzęś brzuszysko na szkapie...</akap_dialog>


<akap id="e514">Tu machnął ręką pan Zagłoba.</akap>


<akap_dialog id="e515"><begin id="b1283697992416-1001024006"/><motyw id="m1283697992416-1001024006">Naród, Polak</motyw>--- Jechał ludzką wdzięczność sęk! I tak, i tak trzeba umierać, a przecie ojczyźnie miło posłużyć. Najlepsza nagroda dobra kompania. Jak człek raz na koń siędzie, to z takimi kompanami, jak ty i Michał, na kraj świata jechać gotów... Taka już nasza polska natura. Byle raz na koń siąść. Niemiec, Francuz, Angielczyk albo smagły Hiszpan od razu do oczu skoczy, a Polak pacjencję<pe><slowo_obce>pacjencja</slowo_obce> (z łac.) --- cierpliwość.</pe> wrodzoną mając, siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, wiele.</pe> zniesie, długo się choćby takiemu Szwedzinie szarpać pozwoli, ale gdy się miara przebierze, jak huknie w pysk, to ci się taki Szwedzina trzy razy nogami nakryje... Bo fantazja jeszcze jest, a póki fantazja nie zginie, poty i Rzeczpospolita trwać będzie. Zakonotuj to sobie, Janie...<end id="e1283697992416-1001024006"/></akap_dialog>


<akap id="e516">I tak długo jeszcze rozprawiał pan Zagłoba, bo bardzo był rad z siebie, a ilekroć się to zdarzyło, tylekroć bywał i mowny nad zwykłą miarę, i mądrych sentencyj pełen.</akap>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e517">Rozdział VI</naglowek_rozdzial>



<akap id="e518">Czarniecki istotnie nie śmiał nawet myśleć o tym, by pan marszałek koronny poddał się pod jego komendę. Chciał tylko, by działali razem, a obawiał się, że i to z powodu wielkiej ambicji marszałka nie przyjdzie do skutku, dumny pan bowiem odzywał się już nieraz poprzednio do swych oficerów, że woli na własną rękę Szwedów podchodzić, bo i tak coś wskórać może, a gdyby razem z Czarnieckim odnieśli zwycięstwo, tedyby cała sława spłynęła na Czarnieckiego.</akap>


<akap id="e519">Jakożby tak i było. Czarniecki rozumiał marszałkowe powody i martwił się. Wysławszy z Przeworska list, odczytywał teraz po raz dziesiąty jego kopię, chcąc się przekonać, czyli nie napisał czegoś takiego, co by tak drażliwego człeka ubość mogło.</akap>


<akap id="e520">I żałował niektórych wyrażeń, wreszcie począł w ogóle żałować, że list wysłał. Siedział zatem posępny w swej kwaterze, a coraz to do okna podchodził i spoglądał na drogę, czyli posłowie nie wracają. Widzieli go przez okna oficerowie i odgadywali, co się z nim dzieje, bo troska widoczna była na jego czole.</akap>


<akap_dialog id="e521">--- Patrz no waść --- rzekł Polanowski do Wołodyjowskiego. --- Nic dobrego nie będzie, bo u kasztelana oblicze stało się pstre, a to zły znak.</akap_dialog>


<akap id="e522">Jakoż twarz Czarnieckiego nosiła liczne ślady ospy i w chwilach wielkiego wzruszenia albo niepokoju pokrywała się białawymi i ciemnymi cętkami. Że zaś rysy miał ostre, bardzo wysokie czoło, na nim chmurne jowiszowe brwi, nos zagięty i wzrok po prostu przeszywający, więc gdy jeszcze przyszły nań owe piętna, stawał się straszny. Kozacy przezwali go swego czasu rabym<pe><slowo_obce>raby</slowo_obce> (z ukr.) --- pstry, nakrapiany.</pe> psem, ale wedle słuszności więcej był do rabego orła podobny, a gdy, bywało, prowadził lud do ataku z rozwianą na kształt olbrzymich skrzydeł burką, wtedy to podobieństwo uderzało swoich i nieprzyjaciół.</akap>


<akap id="e523">Wzbudzał też strach w jednych i drugich. Za czasów kozackich wojen dowódcy potężnych watah tracili głowy, gdy przyszło im przeciw Czarnieckiemu działać. Sam Chmielnicki bał się go, a zwłaszcza jego rad, których królowi udzielał. One to sprowadziły na kozactwo straszliwą klęskę pod Beresteczkiem. Lecz sława jego wyrosła głównie po beresteckiej, gdy na współkę z Tatary<pe><slowo_obce>z Tatary</slowo_obce> --- dziś popr. forma N. lm: z Tatarami.</pe> przebiegał na kształt płomienia stepy, wygniatał do cna zbuntowane roje, brał szturmem miasta, okopy, rzucając się z szybkością wichru z jednego końca Ukrainy w drugi.</akap>


<akap id="e524">Z tą samą zaciekłą wytrwałością szarpał teraz Szwedów. ,,Czarniecki nie wybije, ale wykradnie mi wojsko" --- mówił Karol Gustaw. Lecz właśnie Czarnieckiemu uprzykrzyło się już wykradać; mniemał, że przyszedł czas bić, zaś brakło mu zupełnie armat, piechoty, bez których stanowczo nie można było nic ważniejszego wskórać; dlatego tak pragnął połączyć się z Lubomirskim, który wprawdzie także małą miał ilość armat, ale wiódł ze sobą piechoty, złożone z górali. Te, jakkolwiek niezbyt jeszcze wyćwiczone, były już przecie nieraz w ogniu i mogły od biedy być użyte przeciw niezrównanym pieszym zastępom Karola Gustawa.</akap>


<akap id="e525">Więc pan Czarniecki był jakby w gorączce. Nie mogąc wreszcie wytrzymać w kwaterze, wyszedł przed sień i spostrzegłszy Wołodyjowskiego z Polanowskim, spytał:</akap>


<akap_dialog id="e526">--- A nie widać posłów?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e527">--- Znać, że im radzi --- odrzekł Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e528">--- Im radzi, ale mnie nieradzi, bo inaczej byłby pan marszałek swoich z odpowiedzią przysłał.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e529">--- Panie kasztelanie --- rzekł Polanowski, który cieszył się wielkim zaufaniem wodza --- po co się troskać; przyjdzie pan marszałek, dobrze! nie, to będziem po staremu podchodzić. Ciecze i tak krew ze szwedzkiego garnka, a to wiadomo, że gdy raz garnek zacznie ciec, to i wszystko z niego ucieknie.</akap_dialog>


<akap id="e530">Na to Czarniecki:</akap>


<akap_dialog id="e531">--- I z Rzeczypospolitej ciecze. Jeśli teraz ujdą, wzmocnią się, przyjdą im posiłki z Prus --- sposobność minie!</akap_dialog>


<akap id="e532">To rzekłszy, uderzył się ręką po pole na znak niecierpliwości; wtem dały się słyszeć stąpania końskie i basowy głos Zagłoby śpiewający:</akap>


<poezja_cyt>
<strofa id="e722"><wers_wciety typ="1">Poszła Kaśka do piekarni,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">A Stach do niej: Puść, przygarnij,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="6">Kochana!</wers_wciety></strofa>


<strofa id="e723"><wers_wciety typ="1">Bo śnieg pada i wiatr wieje,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Gdzież ja się, biedny, podzieję</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="6">Do rana!...</wers_wciety></strofa>


</poezja_cyt>
<akap_dialog id="e533">--- Dobry znak! Wesoło wracają! --- zawołał Polanowski.</akap_dialog>


<akap id="e534">Tymczasem tamci, ujrzawszy kasztelana, zeskoczyli z kulbak<pe><slowo_obce>kulbaka</slowo_obce> --- wysokie siodło.</pe>, oddali konie pacholikowi i szli żywo do ganku; nagle Zagłoba rzucił czapkę w górę i udając głos marszałka tak wybornie, że kto by go nie widział, mógłby się omylić, zakrzyknął:</akap>


<akap_dialog id="e535">--- <slowo_obce>Vivat</slowo_obce> pan Czarniecki, nasz wódz!</akap_dialog>


<akap id="e536">Kasztelan zmarszczył się i rzekł prędko:</akap>


<akap_dialog id="e537">--- Jest pismo dla mnie?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e538">--- Nie ma --- odrzekł Zagłoba --- jest coś lepszego. Marszałek z całym wojskiem przechodzi dobrowolnie pod komendę waszej dostojności!</akap_dialog>


<akap id="e539">Czarniecki przewiercił go wzrokiem, za czym zwrócił się do Skrzetuskiego, jakby mu chciał rzec: ,,Gadaj ty, bo tamten podpił!"</akap>


<akap id="e540">Pan Zagłoba rzeczywiście był nieco podpiły; lecz Skrzetuski potwierdził jego słowa, więc zdumienie odbiło się na obliczu kasztelana.</akap>


<akap_dialog id="e541">--- Bywajcie za mną! --- rzekł do przybyłych. --- Mości Polanowski, mości Wołodyjowski, proszę także!</akap_dialog>


<akap id="e542">I wszyscy weszli do izby. Nie siedli jeszcze, gdy Czarniecki spytał:</akap>


<akap_dialog id="e543">--- Co rzekł na mój list?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e544">--- Nic nie rzekł --- odpowiedział Zagłoba --- a dlaczego, to się w końcu mojej relacji okaże, teraz zaś <slowo_obce>incipiam</slowo_obce><pe><slowo_obce>incipio, incipere</slowo_obce> (łac.) --- zaczynać; tu 1 os. lp cz.przysz. <slowo_obce>incipiam</slowo_obce>: zacznę.</pe>....</akap_dialog>


<akap id="e545">Tu zaczął wszystko opowiadać, jak się odbyło, jako marszałka do decyzji tak pomyślnej doprowadził. Czarniecki patrzył na niego z coraz większym zdziwieniem, Polanowski za głowę się chwytał, pan Michał wąsikami ruszał.</akap>


<akap_dialog id="e546">--- Tożem ja waści nie znał dotąd, jak mnie Bóg miły! --- zawołał wreszcie kasztelan. --- Uszom własnym nie wierzę!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e547">--- Ulissesem<pe><slowo_obce>Ulisses</slowo_obce>  --- Odyseusz, bohater <tytul_dziela>Iliady</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Odysei</tytul_dziela> Homera, znany ze sprytu.</pe> z dawna mnie nazywano! --- odrzekł skromnie Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e548">--- Gdzie mój list?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e549">--- Ot, jest!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e550">--- Już ci muszę darować, żeś go nie oddał. To ćwik<pe><slowo_obce>ćwik</slowo_obce> --- zuch.</pe> kuty na cztery nogi! Podkanclerzemu uczyć się u niego, jak układy prowadzić! Na Boga, gdybym był królem, do Carogrodu<pe><slowo_obce>Carogród</slowo_obce> --- stolica Imperium Osmańskiego, Konstantynopol, dziś: Stambuł.</pe> bym waści wysłał...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e551">--- Już by tu sto tysięcy Turka stało! --- zakrzyknął pan Michał.</akap_dialog>


<akap id="e552">A Zagłoba na to:</akap>


<akap_dialog id="e553">--- Dwieście, nie sto, żebym tak zdrów był!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e554">--- W niczymże się pan marszałek nie spostrzegł? --- pytał znów Czarniecki.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e555">--- On? Łykał tak wszystko, com mu do gęby wkładał, jak karmny gąsior gałki, jeno mu grzdyka grała i oczy mgłą zachodziły. Myślałem, że pęknie od radości, jako szwedzki granat. Tego człowieka do piekła pochlebstwem można by zaprowadzić.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e556">--- Byle się to na Szwedach skrupiło, byle się skrupiło, a mam nadzieję, że tak będzie! --- odrzekł uradowany Czarniecki. --- Waść jesteś człek zręczny jako liszka<pe><slowo_obce>liszka</slowo_obce> (daw.) --- lis.</pe>, ale sobie zbytnio z pana marszałka nie dworuj, bo inny i tego by nie uczynił. Siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, wiele.</pe> od niego zależy... Aż do samego Sandomierza pójdziemy majętnościami Lubomirskich i marszałek jednym słowem może całą okolicę podnieść, chłopstwu kazać przeprawy zatrudniać, mosty palić, wiwendę<pe><slowo_obce>wiwenda</slowo_obce> (z łac.) --- prowiant, żywność.</pe> po lasach kryć... Waść będziesz miał zasługę, której ci do śmierci nie zapomnę, ale i panu marszałkowi muszę dziękować, bo tak mniemam, że nie z samej próżności to uczynił. </akap_dialog>


<akap id="e557">Tu w ręce zaklaskał i krzyknął do pacholika:</akap>


<akap_dialog id="e558">--- Konia mi natychmiast!... Kujmy żelazo, póki gorące.</akap_dialog>


<akap id="e559">Po czym zwrócił się do pułkowników:</akap>


<akap_dialog id="e560">--- Waściowie wszyscy ze mną, żeby asysta była jako najokazalsza.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e561">--- Czy i ja mam jechać? --- pytał Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e562">--- Waszmość zbudowałeś ten most między mną a panem marszałkiem, słuszna, abyś pierwszy po nim przejechał. Zresztą tak myślę, że cię tam bardzo nawidzą... Jedź, jedź, panie bracie, bo inaczej powiem, że chcesz wpół poczęte dzieło porzucić.<begin id="b1283699021844-783036906"/><motyw id="m1283699021844-783036906">Alkohol</motyw></akap_dialog>


<akap_dialog id="e563">--- Trudna rada! --- Muszę jeno pasa mocniej zacisnąć, bo się na nic utrzęsę... Już mi i sił nie bardzo staje, chybabym się czym pokrzepił.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e564">--- A czym by?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e565">--- Siła mi powiadano o kasztelańskim miodzie, któregom dotąd nie kosztował, a chciałbym wreszcie wiedzieć, czyli od marszałkowego lepszy?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e566">--- To się strzemiennego po kusztyczku<pe><slowo_obce>kusztyk</slowo_obce>  a. <slowo_obce>kulawka</slowo_obce> --- kieliszek bez nóżki, z którego trzeba wypić od razu całą zawartość.</pe> napijmy, za to z powrotem nie będziem sobie z góry odmierzali. Parę gąsiorków znajdziesz też waść u siebie w kwaterze...</akap_dialog>


<akap id="e567">To rzekłszy, kazał pan kasztelan podać kielichy i wypili w miarę, na fantazję i dobry humor, po czym na konie siedli i pojechali.<end id="e1283699021844-783036906"/></akap>


<akap id="e568">Marszałek przyjął pana Czarnieckiego z otwartymi rękoma, gościł, poił, do rana nie puścił, za to rano połączyły się oba wojska i szły dalej w komendzie pana Czarnieckiego. Koło Sieniawy napadli znów na Szwedów tak skutecznie, iż tylną straż w pień wycięli i wprowadzili zamieszanie w szeregi głównej armii. Dopiero o świtaniu spędziły ich armaty. Pod Leżajskiem jeszcze silniej nastąpił pan Czarniecki. Znaczne oddziały szwedzkie pogrzęzły w błotach, powstałych z deszczów i powodzi, i te wpadły w ręce polskie. <begin id="b1283699181068-2922948288"/><motyw id="m1283699181068-2922948288">Upadek</motyw>Droga stawała się dla Szwedów coraz opłakańszą. Wycieńczone, zgłodniałe i zmorzone snem pułki ledwie maszerowały. Coraz więcej żołnierzy zostawało na drodze. Znajdowano niektórych tak straszliwie zbiedzonych, że nie chcieli już jeść i pić, prosili tylko o śmierć. Inni kładli się i umierali po kępach, inni tracili przytomność i spoglądali z największą obojętnością na zbliżających się jeźdźców polskich. Cudzoziemcy, których sporo liczyło się w szwedzkich szeregach, poczęli wymykać się z obozu i przechodzić do pana Czarnieckiego. Tylko niezłomny duch Karola Gustawa utrzymywał resztę gasnących sił w całej armii.<end id="e1283699181068-2922948288"/></akap>


<akap id="e569">Bo nie tylko za armią szedł nieprzyjaciel; rozmaite partie pod nieznanymi wodzami i kupy chłopskie zabiegały jej ustawicznie drogę. Oddziały te, niesforne i niezbyt liczne, nie mogły wprawdzie uderzyć na nią wstępnym bojem, ale nużyły śmiertelnie. Że zaś chcąc wpoić w Szwedów przekonanie, iż Tatarzy przybyli już z pomocą, wszystkie polskie wojska wydawały tatarski okrzyk, więc ,,ałła! ałła!" rozlegało się dniem i nocą, bez chwili przerwy. <begin id="b1283699239932-2046082198"/><motyw id="m1283699239932-2046082198">Wojna, Okrucieństwo</motyw>Nie mógł żołnierz szwedzki odetchnąć, broni na moment w kozły złożyć. Nieraz kilkunastu ludzi alarmowało całą armię. Konie padały dziesiątkami i zjadano je natychmiast, bo sprowadzanie prowiantów stało się niepodobieństwem. Od czasu do czasu polscy jeźdźcy znajdowali straszliwie poszarpane trupy szwedzkie, po których poznawali natychmiast chłopską rękę. Większa część wsi w klinie między Sanem i Wisłą należała do pana marszałka i do jego krewnych. Owóż wszyscy chłopi jak jeden mąż w nich powstali, pan marszałek bowiem, nie żałując własnej fortuny, ogłosił, iż ten, który za oręż chwyci, z poddaństwa zostanie uwolniony. Ledwo wieść o tym rozbiegła się po ziemiach, wszystkie kosy osadzono sztorcem i poczęto co dzień znosić głowy szwedzkie do obozu, aż pan marszałek musiał tego zwyczaju, jako niechrześcijańskiego, zakazać.</akap>


<akap id="e570">Wówczas poczęto znosić rękawice i rajtarskie ostrogi. Szwedzi, przywiedzeni do desperacji, łupili ze skóry tych, którzy im w rękę wpadli, i wojna stawała się co dzień straszliwszą.<end id="e1283699239932-2046082198"/> Nieco wojska polskiego jeszcze trzymało się Szwedów, ale trzymano ich tylko postrachem. W drodze do Leżajska zbiegło ich wielu, pozostali wszczynali co dzień takie tumulty w obozie, iż Karol Gustaw rozkazał w samym Leżajsku rozstrzelać kilku towarzystwa. Było to hasłem ogólnej ucieczki, której dokonano z szablą w ręku. Nikt prawie nie pozostał, jeno Czarniecki, wzmocniony, począł następować coraz potężniej.</akap>


<akap id="e571"><begin id="b1283700165124-1363488845"/><motyw id="m1283700165124-1363488845">Ambicja</motyw>Pan marszałek pomagał mu bardzo szczerze. Być może, iż szlachetniejsze strony jego natury wzięły na ów czas, zresztą krótki, górę nad pychą i miłością własną, więc nie szczędził ni trudów, ni nawet życia, i własną osobą prowadził nieraz chorągwie, nie dał odetchnąć nieprzyjacielowi, a że był żołnierz dobry, więc znaczne położył zasługi. Te, przyłożone do późniejszych, chwalebną by mu zapewniły pamięć w narodzie, gdyby nie ów bunt bezecny, który pod koniec swego zawodu podniósł, aby naprawie Rzeczypospolitej przeszkodzić<pe><slowo_obce>bunt bezecny, który pod koniec swego zawodu podniósł, aby naprawie Rzeczypospolitej przeszkodzić</slowo_obce> --- mowa o tzw. rokoszu Lubomirskiego (1665--1666), wznieconym przez tego magnata politycznym i zbrojnym buncie szlachty przeciw dążeniom absolutystycznym Jana Kazimierza; konflikt zakończył się kompromisem: Lubomirski został wygnany, a król zrezygnował z wyznaczenia swojego następcy (tj. z elekcji <slowo_obce>vivente rege</slowo_obce>); w 1668 r. Jan Kazimierz abdykował.</pe>.</akap>


<akap id="e572">Lecz czasu tego wszystko czynił, by chwałę zyskać, i okrył się nią jak płaszczem. Chodził z nim o lepszą pan Witowski, kasztelan sandomierski, stary i doświadczony żołnierz; ten Czarnieckiemu samemu chciał dorównać, lecz nie zdołał, bo mu Bóg wielkości odmówił.<end id="e1283700165124-1363488845"/></akap>


<akap id="e573">Wszyscy trzej gnębili coraz potężniej Szwedów. Aż przyszło do tego, że te pułki piechotne i rajtarskie, którym wypadło iść tylną strażą w odwodzie, w takim szły przerażeniu, iż popłoch wszczynał się między nimi z lada powodu. Wówczas sam Karol Gustaw postanowił zawsze iść z tylną strażą, by ducha obecnością swą dodawać.</akap>


<akap id="e574">Lecz zaraz w początkach o mało życiem tego nie przypłacił. Zdarzyło się, że mając przy sobie pułk lejbgwardii<pe><slowo_obce>lejbgwardia</slowo_obce> --- straż przyboczna monarchy.</pe>, najtęższy ze wszystkich pułków, bo żołnierzy do niego z całego narodu skandynawskiego wybierano, zatrzymał się król dla odpoczynku we wsi Rudniku. Tam zjadłszy u plebana obiad, postanowił zażyć nieco spoczynku, albowiem poprzedniej nocy oka nie zmrużył. Lejbgwardziści otoczyli dom, by nad bezpieczeństwem królewskim czuwać. Tymczasem księży pacholik od koni wymknął się chyłkiem ze wsi i dopadłszy stadninki chodzącej po grodzi, skoczył na źrebaka i popędził do pana Czarnieckiego.</akap>


<akap id="e575">Lecz pan Czarniecki znajdował się tym razem o dwie mile drogi, zaś przednia straż, złożona z pułku księcia Dymitra Wiśniowieckiego, szła pod panem porucznikiem Szandarowskim nie dalej jak pół mili za Szwedami. Pan Szandarowski rozmawiał właśnie z Rochem Kowalskim, który z rozkazami od kasztelana przyjechał, gdy nagle obaj ujrzeli nadlatującego co koń wyskoczy pacholika.</akap>


<akap_dialog id="e576">--- Co to za diabeł tak pędzi? --- rzekł Szandarowski --- i jeszcze na źrebaku?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e577">--- Chłopak wiejski --- odrzekł Kowalski.</akap_dialog>


<akap id="e578">Tymczasem pacholę przyleciało przed sam szereg i zatrzymało się dopiero wówczas, gdy źrebak, przestraszony widokiem koni i ludzi, stanął dęba i zarył kopytami w ziemię. Pacholik zeskoczył i trzymając go za grzywę, skłonił się panom rycerzom.</akap>


<akap_dialog id="e579">--- A co powiesz? --- spytał, zbliżywszy się, Szandarowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e580">--- Szwedy u nas w plebanii! Gadają, że sam król między nimi! --- rzekł pachołek z iskrzącym wzrokiem.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e581">--- A siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, wiele.</pe> ich?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e582">--- Nie będzie nad dwieście koni.</akap_dialog>


<akap id="e583">Szandarowskiemu z kolei zaświeciły się oczy; lecz bał się zasadzki, więc spojrzał groźnie na chłopaka i rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e584">--- Kto cię przysłał?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e585">--- Co mnie kto miał przysyłać! Samem na źrebaka na grodzi skoczył, ledwom się nie zatknął i czapkę zgubił. Dobrze, że mnie, ścierwa, nie obaczyli!</akap_dialog>


<akap id="e586">Prawda biła z opalonej twarzy pacholika i ochotę miał widocznie wielką na Szwedów, bo mu policzki pałały i stał przed oficerami, trzymając jedną ręką za grzywę źrebca, z rozwianym włosem, rozchełstaną koszulą na piersiach, oddychając szybko.</akap>


<akap_dialog id="e587">--- A gdzie reszta szwedzkiego wojska? --- spytał chorąży.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e588">--- Jeszcze o świtaniu przewaliło się ich tyla, żeśmy zrachować nie mogli, ale tamci poszli dalej, a ostała jeno jazda, a jeden śpi u dobrodzieja, powiadają, że król.</akap_dialog>


<akap id="e589">Na to Szandarowski:</akap>


<akap_dialog id="e590">--- Chłopie, jeśli łżesz, szyja ci spadnie, ale jeśli prawdę mówisz, proś, o co chcesz.</akap_dialog>


<akap id="e591">A pacholik skłonił mu się do strzemienia.</akap>


<akap_dialog id="e592">--- Żebym tak zdrów był! Nie chcę nijakiej nagrody, jeno żeby mi wielmożny pan oficer ,,siablę" dać kazał.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e593">--- A dać mu tam jaką szerpentynę<pe><slowo_obce>szerpentyna</slowo_obce> --- szabla szlachecka.</pe>! --- krzyknął na swoją czeladź zupełnie już przekonany Szandarowski.</akap_dialog>


<akap id="e594">Inni oficerowie poczęli wypytywać jeszcze pachołka, gdzie dwór, gdzie wieś, co robią Szwedzi, ten zaś odrzekł:</akap>


<akap_dialog id="e595">--- Pilnują, psiajuchy! Kiedy byście prosto poszli, to was obaczą, ale ja was za olszyną poprowadzę.</akap_dialog>


<akap id="e596">Wydano wnet rozkazy i chorągiew ruszyła zrazu rysią, potem w skok. Pachołek jechał oklep na swoim źrebaku bez uzdy, przed pierwszym szeregiem. Źrebaka piętami gołymi poganiał, a coraz to spoglądał promienistymi oczyma na obnażoną szerpentynę.</akap>


<akap id="e597">Gdy już wieś było widać, wykręcił w łozy i wiódł drogą, trochę grząską, ku olszynom, w których było jeszcze błotniściej; za czym zwolnili koniom.</akap>


<akap_dialog id="e598">--- Cichajcie! --- rzekł chłopak --- jako się olszyna skończy, oni będą na prawo o ćwierć stajania<pe><slowo_obce>stajanie</slowo_obce> --- daw. miara długości, w różnych okresach i okolicach licząca od 100 do 1000 m.</pe>.</akap_dialog>


<akap id="e599">Więc poczęli się posuwać bardzo z wolna, bo i droga była trudna, a ciężkie konie jazdy zapadały nieraz do kolan. Wreszcie olszyna poczęła rzednąć i wyjechali na brzeg.</akap>


<akap id="e600">Wówczas, nie dalej jak o trzysta kroków, ujrzeli idący nieco w górę obszerny majdan, za nim dom księży, otoczony lipami, między którymi widać było słomiane wiechetki ulów, na majdanie zaś dwustu jeźdźców w czółenkowych hełmach i pancerzach.</akap>


<akap id="e601">Olbrzymi jeźdźcy siedzieli na olbrzymich, lubo<pe><slowo_obce>lubo</slowo_obce> (daw.) --- chociaż, mimo że.</pe> wychudzonych, koniach i stali w gotowości, jedni z rapierami przy ramionach, drudzy z muszkietami opartymi o uda, ale patrzyli wszyscy w inną stronę, ku głównej drodze, skąd jedynie mogli się spodziewać nieprzyjaciela. Wspaniały błękitny sztandar ze złotym lwem powiewał nad ich głowami.</akap>


<akap id="e602">Dalej, naokół domu, stały straże, po dwóch ludzi; jedna z nich zwrócona była ku olszynie, ale że słońce okrutnie grało i raziło oczy, a w olszynie, która już się pokryła bujnym liściem, było prawie ciemno, więc jeźdźców polskich nie mogła owa straż dostrzec.</akap>


<akap id="e603">W Szandarowskim, kawalerze ognistym, krew poczęła kipieć jak ukrop, lecz się pohamował i czekał, póki szereg się nie uładzi; tymczasem Roch Kowalski położył swą ciężką rękę na ramieniu pachołka.</akap>


<akap_dialog id="e604">--- Słuchaj, bąku! --- rzekł. --- A widziałeś króla?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e605">--- Widziałem, wielmożny panie --- szepnęło chłopię.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e606">--- Jakże wygląda? Po czym go poznać?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e607">--- Czarny okrutnie na gębie i czerwone wstęgi przy boku nosi.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e608">--- Konia zaś jego poznałbyś?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e609">--- Koń też kary, z łysiną.</akap_dialog>


<akap id="e610">Na to Roch:</akap>


<akap_dialog id="e611">--- Stajenny! pilnuj się mnie i pokaż mi go!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e612">--- Dobrze, panie! A prędko skoczym?...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e613">--- Zamknij gębę!</akap_dialog>


<akap id="e614">Tu umilkli i pan Roch modlić się począł do Najświętszej Panny, aby mu z Karolem spotkać się dozwoliła i prowadziła rękę w spotkaniu.</akap>


<akap id="e615">Chwilę jeszcze trwała cisza, wtem koń pod samym Szandarowskim parsknął okrutnie. Na to rajtar<pe><slowo_obce>rajtar</slowo_obce> --- średniozbrojny żołnierz konny, posługujący się w walce głównie bronią palną.</pe> ze straży spojrzał, drgnął, jakby go coś podrzuciło w kulbace, i wypalił z pistoletu.</akap>


<akap_dialog id="e616">--- Ałła! ałła!.. Bij, morduj!... zabij!... Uha-u-bij! --- rozległo się w olszynie.</akap_dialog>


<akap id="e617">I chorągiew, wypadłszy jak grom z cienia, runęła ku Szwedom.</akap>


<akap id="e618">Uderzyła w dym, nim zdołali się wszyscy do niej czołem zwrócić, i wnet poczęła się straszna rąbanina na szable tylko i rapiery, bo strzelać nikt nie miał czasu. W mgnieniu oka zepchnięto rajtarów na płot, który zwalił się z trzaskiem pod parciem zadów końskich, i poczęto ich siec tak zapamiętale, iż stłoczyli się i zmieszali. Dwakroć próbowali się zewrzeć i dwakroć rozerwani utworzyli dwie osobne kupy, które w mgnieniu oka rozdzieliły się znowu na mniejsze, wreszcie rozsypały się jak ziarnka grochu, które chłop szuflą rzuci w powietrze. Nagle rozległy się rozpaczliwe głosy:</akap>


<akap_dialog id="e619">--- Król! król! Ratujcie króla!</akap_dialog>


<akap id="e620">Karol Gustaw zaś zaraz w pierwszej chwili spotkania wypadł z pistoletami w ręku i szpadą w zębach przeze drzwi. Rajtar, który trzymał konia tuż przy drzwiach, podał mu go natychmiast, król wskoczył nań i skręciwszy koło samego węgła rzucił się między lipy i ule, by tyłem wymknąć się z koła bitwy.</akap>


<akap id="e621">Dobiegłszy do płotu wspiął konia, przesadził płot i wpadł w kupę rajtarów, broniącą się prawemu skrzydłu polskiemu, które przed chwilą właśnie okrążywszy dom, zderzyło się za ogrodem ze Szwedami.</akap>


<akap_dialog id="e622">--- W konie! --- krzyknął Karol Gustaw.</akap_dialog>


<akap id="e623">I obaliwszy pchnięciem szpady jeźdźca polskiego, który już wznosił nań szablę, jednym susem wydostał się z wiru bitwy; za nim rajtarowie rozerwali szereg polski i ruszyli całym pędem, jak stado jeleni, gnane przez psy, pędzi tam, gdzie je prowadzi rogacz przewodnik.</akap>


<akap id="e624">Jeźdźcy polscy zwrócili za nimi konie i rozpoczęła się gonitwa. Jedni i drudzy wypadli na główną drogę prowadzącą z Rudnika do Bojanówka. Spostrzeżono ich z przedniego dziedzińca, na którym wrzała główną bitwa, i wówczas to właśnie rozległy się głosy:</akap>


<akap_dialog id="e625">--- Król! król! Ratujcie króla!</akap_dialog>


<akap id="e626">Lecz rajtarowie na przednim dziedzińcu byli już tak przyciśnięci przez samego Szandarowskiego, że i o własnym nawet ratunku myśleć nie mogli, pognał więc król w kupie nie większej nad dwunastu rajtarów, za nimi zaś pognało blisko trzydziestu towarzystwa, na czele zaś wszystkich Roch Kowalski.</akap>


<akap id="e627">Pachołek, który miał mu króla pokazać, zamieszał się gdzieś w głównej bitwie, lecz Roch i sam poznał Karola Gustawa po bukiecie z czerwonych wstąg. Za czym pomyślał, że jego chwila nadeszła, pochylił się w kulbace<pe><slowo_obce>kulbaka</slowo_obce> --- wysokie siodło.</pe>, ścisnął konia ostrogami i popędził jak wicher naprzód.</akap>


<akap id="e628">Uciekający, dobywając ostatnich sił z koni, rozciągnęli się po szerokiej drodze. Szybsze i lżejsze rumaki polskie poczęły ich jednak wkrótce dochodzić. Pierwszego rajtara dojechał Roch bardzo prędko, więc wstał w strzemionach dla lepszego rozmachu i ciął strasznie; rękę wraz z łopatką jednym okropnym zamachem odwalił i biegł wichrem, oczy na nowo w króla utkwiwszy.</akap>


<akap id="e629">Następnie drugi rajtar zaczernił mu przed oczyma, zwalił drugiego, trzeciemu przełupał hełm i głowę na dwie połowy i rwał dalej, króla jedynie na oku mając. Wtem konie poczęły rajtarom rozpierać się i padać; chmura jeźdźców polskich dognała ich i wysiekła w mgnieniu oka.</akap>


<akap id="e630">Pan Roch pomijał już ludzi i konie, by czasu nie tracić, przestrzeń między nim a Karolem Gustawem poczęła się zmniejszać. Dwóch już tylko jeźdźców przedzielało ich na przestrzeni kilkudziesięciu kroków.</akap>


<akap id="e631">Wtem strzała, puszczona z łuku przez któregoś z towarzyszów, zaśpiewała koło ucha panu Rochowi i utkwiła w krzyżach pędzącego przed nim rajtara, a ów zakołysał się w prawo, w lewo, wreszcie wygiął się w tył, zaryczał nieludzkim głosem i spadł z kulbaki.</akap>


<akap id="e632">Między Rochem a królem został już tylko jeden.</akap>


<akap id="e633">Lecz ten jeden, pragnąc widocznie ratować króla, zamiast uciekać zawrócił konia. Pan Roch dobiegł i nie tak kula armatnia znosi człowieka z kulbaki, jako on zwalił go na ziemię, po czym, wydawszy krzyk okropny, rzucił się na kształt rozjuszonego odyńca przed siebie.</akap>


<akap id="e634">Król byłby mu może stawił także czoło i zginąłby niechybnie, ale za Rochem nadlatywali inni i strzały poczęły świstać, lada chwila która z nich mogła zranić konia, więc król ścisnął go jeszcze mocniej piętami, twarz pochylił na grzywę i rwał przed sobą przestrzeń, na kształt jaskółki ściganej przez jastrzębia.</akap>


<akap id="e635">Zaś pan Roch począł swego nie tylko ostrogami bóść, ale płazem szabli okładać, i tak pędzili jeden za drugim. Drzewa, kamienie, łozy migały im w oczach, wiatr świstał w uszach. Kapelusz królowi spadł z głowy, rzucił wreszcie i kieskę sądząc, że nieubłagany jeździec ułakomi się na nią i pogoni zaniecha; lecz Kowalski ani na nią spojrzał i walił coraz silniej konia, który począł wreszcie stękać z wysilenia.</akap>


<akap id="e636">Pan Roch zaś widocznie zapamiętał się ze wszystkim, bo biegnąc jął krzyczeć głosem, w którym obok groźby drgała i prośba:</akap>


<akap_dialog id="e637">--- Stój! na miłosierdzie boskie!</akap_dialog>


<akap id="e638">Wtem koń królewski potknął się tak silnie, że gdyby król całą siłą nie podtrzymał go cuglami, byłby upadł. Roch ryknął jak żubr, przestrzeń dzieląca go od króla zmniejszyła się znacznie.</akap>


<akap id="e639">Po chwili rumak zaplątał się drugi raz i znów, nim król ustawił go na nogach, Roch zbliżył się o kilkanaście sążni. Wówczas wyprostował się już w kulbace jak do cięcia. Straszny był... Oczy wyszły mu na wierzch, a zęby błysnęły spod rudawych wąsów... Jeszcze jedno potknięcie konia, jeszcze chwila, a losy całej Rzeczypospolitej, losy Szwecji i całej wojny byłyby rozstrzygnięte. Lecz rumak królewski znów biec począł, król zaś odwróciwszy się, błysnął lufami dwóch pistoletów i po dwakroć dał ognia.</akap>


<akap id="e640">Jedna z kul strzaskała kolano Rochowego bachmata<pe><slowo_obce>bachmat</slowo_obce>  --- koń rasy tatarskiej, niewielki, ale silny i wytrzymały, odporny na trudne warunki klimatyczne, szybki i zwinny.</pe>. Ten wspiął się, a następnie padł na przednie nogi i zarył nozdrzami w ziemię.</akap>


<akap id="e641">Król mógłby był w tej chwili rzucić się na swego prześladowcę i przeszyć go szpadą na wylot, lecz w odległości dwustu kroków nadlatywali inni jeźdźcy polscy, więc pochylił się na nowo w kulbace i pomknął jak strzała z tatarskiego łuku puszczona.</akap>


<akap id="e642">Roch wydobył się spod konia. Chwilę popatrzył bezprzytomnie za uciekającym, następnie zatoczył się jak pijany, siadł na drodze i począł ryczeć jak niedźwiedź.</akap>


<akap id="e643">Król zaś coraz był dalej, dalej, dalej!... Wreszcie począł zmniejszać się, topnieć i znikł w czarnej opasce chojarów.</akap>


<akap id="e644">Wtem z krzykiem i hukaniem nadbiegli towarzysze Rocha. Było ich z piętnastu, którym dopisały konie. Jeden z nich niósł kieskę królewską, drugi kapelusz, na którym czarne strusie pióra były diamentami upięte. Ci obaj poczęli wołać:</akap>


<akap_dialog id="e645">--- Twoje to, twoje, towarzyszu! Słusznie ci się to należy!</akap_dialog>


<akap id="e646">A inni:</akap>


<akap_dialog id="e647">--- Wiesz, kogoś gonił? Wiesz, kogoś dojeżdżał? To był sam <slowo_obce>Carolus</slowo_obce>!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e648">--- Na Boga! Póki żyw, tak nie uciekał przed nikim, jak przed tobą. Chwałą niezmierną się okryłeś, kawalerze!...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e649">--- A co rajtarów przedtem nałuszczył, nim się za samym królem wysforował!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e650">--- Małoś tą szablą Rzeczypospolitej w mig nie zbawił!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e651">--- Bierz kiesę!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e652">--- Bierz kapelusz!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e653">--- Zacny był koń, ale dziesięć takich za te skarby kupisz!</akap_dialog>


<akap id="e654">Roch spoglądał na nich osłupiałymi oczyma, na koniec zerwał się i zakrzyknął:</akap>


<akap_dialog id="e655">--- Jam Kowalski, a to pani Kowalska... Idźcie do wszystkich diabłów!!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e656">--- Rozum mu się pomieszał! --- poczęto wołać.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e657">--- Konia mi dawajcie! Jeszcze doścignę! --- wołał Roch.</akap_dialog>


<akap id="e658">Lecz oni wzięli go pod ręce i choć się rzucał, poprowadzili nazad ku Rudnikowi, uspokajając i pocieszając po drodze.</akap>


<akap_dialog id="e659">--- Dałeś mu pietra! --- wołali. --- Na co mu to przyszło temu Wiktorowi<pe><slowo_obce>Wiktor</slowo_obce> (z łac.) --- zwycięzca.</pe>, temu pogromicielowi tylu państw, miast, wojsk!...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e660">--- Cha! cha! Poznał polskich kawalerów!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e661">--- Sprzykrzy mu się w Rzeczypospolitej. Ciasne nań termina przyszły!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e662">--- <slowo_obce>Vivat</slowo_obce> Roch Kowalski!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e663">--- <slowo_obce>Vivat</slowo_obce>! <slowo_obce>vivat</slowo_obce> najmężniejszy kawaler! chluba całego wojska!</akap_dialog>


<akap id="e664">I poczęto pić z manierek. Dano i Rochowi, a on do dna jeden bukłaczek wychylił i pocieszył się zaraz znacznie.</akap>


<akap id="e665">W czasie owego pościgu za królem na bojanowskiej drodze rajtarzy przed plebanią bronili się jednak z godną tego sławnego pułku odwagą. Lubo napadnięci niespodzianie i zrazu bardzo prędko rozproszeni, równie prędko zebrali się przez to samo, że ich otoczono gęstą kupą, koło błękitnego sztandaru. Ani jeden nie poprosił o pardon, ale stanąwszy koń przy koniu, ramię przy ramieniu, bodli rapierami tak zaciekle, iż przez chwilę zwycięstwo zdawało się chylić na ich stronę. Trzeba ich było albo na nowo rozrywać, co stało się niepodobnym, gdyż naokół otaczała ich wstęga polskich jeźdźców, albo wyciąć do nogi. Uznał tę drugą myśl za lepszą Szandarowski, więc opasawszy kupę jeszcze ciaśniejszym pierścieniem, sam rzucał się na nieprzyjaciół, jak ranny krzeczot<pe><slowo_obce>krzeczot</slowo_obce> (daw.) --- sokół norweski, białozór.</pe> na stado długodziobych żurawi. <begin id="b1283763126433-1162473328"/><motyw id="m1283763126433-1162473328">Walka, Krew, Okrucieństwo</motyw>Uczyniła się rzeź sroga i tłok. Szable brzęczały o rapiery, rapiery łamały się o furdymenta<pe><slowo_obce>furdyment</slowo_obce> --- osłona dłoni na rękojeści szabli.</pe> szabel. Czasem koń wspinał się jak delfin nad morską falę i po chwili wpadał w wir mężów i koni. Krzyki ustały, rozlegał się tylko kwik koński, przeraźliwy brzęk żelaza i sapanie zdyszanych piersi rycerskich; niezwykła zaciekłość opanowała serca Polaków i Szwedów. Walczono złamkami szabel i rapierów; jedni sczepiali się z drugimi na kształt jastrzębi; chwytano się za włosy, wąsy, gryziono zębami; ci, którzy spadli z koni, a jeszcze na nogach utrzymać się mogli, żgali nożami w brzuchy końskie, w łydy jeźdźców. W dymie, w wyziewach koni, w straszliwym uniesieniu bojowym ludzie zmieniali się w olbrzymów i zadawali ciosy olbrzymie; ramiona zmieniały się w maczugi, szable w błyskawice. Jednym zamachem rozbijano hełmy stalowe jak garnki, rażono się przez łby, odwalano ręce z mieczami, cięto się bez wytchnienia, cięto bez pardonu, bez miłosierdzia. Spod wiru ludzi i koni krew strumieniami poczęła spływać po majdanie.</akap>


<akap id="e666">Olbrzymi błękitny sztandar pływał jeszcze nad kołem szwedzkim, lecz kolisko zmniejszało się z każdą chwilą.</akap>


<akap id="e667">Jak gdy żniwiarze staną z dwóch stron łanu i poczną migotać sierpami, łan niknie, a oni widzą się coraz bliżej, tak pierścień polski zaciskał się coraz bardziej, tak iż walczący z jednej strony mogli już dojrzeć krzywe szable walczących po przeciwnej.<end id="e1283763126433-1162473328"/></akap>


<akap id="e668">Pan Szandarowski szalał jak huragan i wżerał się w Szwedów, jako zgłodniały wilk wżera się paszczą w mięso świeżo zduszonego konia, lecz jeden jeździec go furią przewyższył, a było nim owo pacholę, które pierwsze znać dało o Szwedach w Rudniku, a teraz skoczyło wraz z całą chorągwią na nieprzyjaciela. Księży źrebiec trzylatek, który dotąd chadzał spokojnie po grodzi, naciskany przez konie, nie mogąc się wyrwać ze skrzętu, rzekłbyś: wściekł się jak i pan jego; więc ze stulonymi uszyma, z oczami wyszłymi na wierzch głowy, z najeżoną grzywą parł naprzód, kąsał, wierzgał, chłopak zaś szablą, jak cepem, machał na oślep, w prawo, w lewo, od ucha; płowa czupryna spłynęła mu krwią, ostrza rapierów podziurawiły mu ramiona i uda; twarz miał pociętą, lecz owe rany podniecały go tylko. Bił się w zapamiętaniu, jak człowiek, który o własnym życiu zdesperował<pe><slowo_obce>o własnym życiu zdesperował</slowo_obce> --- stracił nadzieję, że przeżyje.</pe> i pragnie tylko pomścić śmierć swoją.</akap>


<akap id="e669">Tymczasem jednak zastęp szwedzki zmniejszał się jak kupa śniegu, którą polewają ze wszystkich stron ukropem. Wreszcie koło królewskiego sztandaru zostało się tylko kilkunastu. Mrowie polskie pokryło ich zupełnie, a oni umierali ponuro, z zaciśniętymi zębami; żaden rąk nie wyciągnął, żaden nie zawołał o litość.</akap>


<akap id="e670">Wtem w zamęcie rozległy się głosy:</akap>


<akap_dialog id="e671">--- Chorągiew brać! chorągiew!</akap_dialog>


<akap id="e672">Usłyszawszy to, pachoł żgnął sztychem źrebca i rzucił się jak płomień naprzód, gdy zaś każdy z rajtarów stojących przy sztandarze miał na sobie dwóch lub trzech jeźdźców polskich, chłopak chlasnął chorążego szablą przez gębę, a ten ręce rozkrzyżował i pochylił się twarzą na grzywę końską.</akap>


<akap id="e673">Błękitny sztandar upadł z nim razem.</akap>


<akap id="e674">Najbliższy rajtar, krzyknąwszy okropnie, chwycił natychmiast za drzewce, zaś chłopak ujął za płachtę, szarpnął, oddarł w mgnieniu oka, zwinął ją w kłąb i przyciskając obu rękoma do piersi, począł wrzeszczeć wniebogłosy:</akap>


<akap_dialog id="e675">--- Mam, nie dam! Mam, nie dam!</akap_dialog>


<akap id="e676">Ostatni pozostali rajtarowie rzucili się na niego z wściekłością, jeden pchnął go jeszcze przez chorągiew i przeszył mu ramię, lecz w tej chwili rozniesiono wszystkich na szablach w puch.</akap>


<akap id="e677">Za czym kilkanaście krwawych rąk wyciągnęło się ku chłopakowi.</akap>


<akap_dialog id="e678">--- Chorągiew, dawaj chorągiew! --- poczęto wołać.</akap_dialog>


<akap id="e679">Szandarowski poskoczył mu z pomocą.</akap>


<akap_dialog id="e680">--- Zaniechać go! On wziął w moich oczach, niech ją samemu kasztelanowi odda.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e681">--- Jedzie kasztelan! jedzie! --- ozwały się liczne głosy.</akap_dialog>


<akap id="e682">Jakoż z dala ozwały się wojenne krzywuły<pe><slowo_obce>krzywuła</slowo_obce> --- wygięty flet, popularny w muzyce renesansowej, a dziś używany w folkowej.</pe> i na drodze od strony grodzi ukazała się cała chorągiew pędząca w skok ku plebanii. Była to chorągiew laudańska; na jej czele jechał sam pan Czarniecki. Dobiegłszy, widząc, iż wszystko już skończone, wstrzymali konie; żołnierze Szandarowskiego poczęli się sypać ku nim.</akap>


<akap id="e683">Poskoczył i Szandarowski z relacją do kasztelana, tak zaś był spracowany, że z początku tchu złapać nie mógł, bo i dygotał jak w febrze, i głos urywał mu się co chwila w gardzieli.</akap>


<akap_dialog id="e684">--- Sam król był... nie wiem... jeżeli uszedł...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e685">--- Uszedł! uszedł! --- ozwali się ci, którzy patrzyli na gonitwę.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e686">--- Chorągiew wzięta!... Trupa moc!</akap_dialog>


<akap id="e687">Czarniecki, nie rzekłszy ni słowa, posunął się z koniem ku pobojowisku, które okrutny i żałosny przedstawiało widok. <begin id="b1283763442742-1064384369"/><motyw id="m1283763442742-1064384369">Trup, Śmierć, Śmierć bohaterska, Walka, Wojna, Okrucieństwo, Krew</motyw>Przeszło dwieście trupów szwedzkich i polskich leżało mostem, jeden tuż koło drugiego; często jeden na drugim... Niektórzy trzymali się za włosy, niektórzy poumierali, gryząc się wzajemnie zębami lub szarpiąc się pazurami. A znów inni dzierżyli się jakoby w braterskim objęciu lub leżeli wsparci głowami na piersiach nieprzyjaciół. Wiele twarzy było tak stratowanych, że nie pozostało w nich nic człowieczego; te zaś, których nie zdruzgotały kopyta, oczy miały otwarte, pełne przerażenia, grozy bojowej, wściekłości... Krew chlupotała w rozmiękłej ziemi pod nogami kasztelańskiego konia, które wnet poczerwieniały wyżej pęcin; zapach krwi i potu końskiego drażnił nozdrza i tamował dech w piersiach.</akap>


<akap id="e688">Kasztelan patrzył, takim okiem na owe ciała ludzkie, jakim dziedzic patrzy na powiązane snopy pszeniczne mające bróg napełnić. Zadowolenie odbiło się na jego twarzy.<end id="e1283763442742-1064384369"/> W milczeniu objechał dokoła plebanii, popatrzył na trupy leżące z drugiej strony za sadem, za czym powrócił z wolna na główne bojowisko.</akap>


<akap_dialog id="e689">--- Rzetelną tu widzę robotę --- rzekł --- i kontent jestem z waszmościów!</akap_dialog>


<akap id="e690">Oni zaś wyrzucili krwawymi rękoma czapki w górę:</akap>


<akap_dialog id="e691">--- <slowo_obce>Vivat</slowo_obce> Czarniecki!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e692">--- Daj Bóg drugie prędkie spotkanie!... <slowo_obce>Vivat!</slowo_obce>... <slowo_obce>vivat!</slowo_obce>...</akap_dialog>


<akap id="e693">A kasztelan na to:</akap>


<akap_dialog id="e694">--- Pójdziecie do tylnej straży dla wypoczynku. Mości Szandarowski, a kto wziął chorągiew?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e695">--- Dawajcie pachołka! --- zakrzyknął Szandarowski --- gdzie on?</akap_dialog>


<akap id="e696">Żołnierze skoczyli szukać i znaleźli pacholika siedzącego pod ścianą stajenną przy źrebcu, który padł z ran i ostatnie właśnie tchnienie wydawał. Na pierwszy rzut oka zdawało się, że i chłopakowi niewiele się należy, trzymał jednak chorągiew obu rękoma i przy piersiach.</akap>


<akap id="e697">Porwano go natychmiast i przyprowadzono przed kasztelana. <begin id="b1283763918192-1666920459"/><motyw id="m1283763918192-1666920459">Chłop, Pozycja społeczna, Odwaga, Żołnierz, Krew</motyw>Stanął tedy bosy, rozczochrany, z nagą piersią, z koszulą i sukmaniną w strzępach, zamazany krwią szwedzką i własną jak nieboskie stworzenie, chwiejący się na nogach, ale z ogniem niezgasłym jeszcze w źrenicach. Zdumiał się pan Czarniecki na jego widok.</akap>


<akap_dialog id="e698">--- Jakże to? --- spytał --- ten zdobył królewską chorągiew?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e699">--- Własną ręką i własną krwią --- odparł Szandarowski. --- On także pierwszy dał znać o Szwedach, a potem w największym ukropie tyle dokazywał, że mnie samego i wszystkich <slowo_obce>superavit</slowo_obce><pe><slowo_obce>supero, superare</slowo_obce> (łac.) --- zwyciężyć, pokonać, przewyższyć; tu: 3. os. lp cz.przesz. <slowo_obce>superavit</slowo_obce>: przewyższył.</pe>!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e700">--- Prawda jest! Rzetelna prawda, jakoby kto spisał --- zakrzyknęli towarzysze.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e701">--- Jak ci na imię? --- spytał chłopaka pan Czarniecki.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e702">--- Michałko.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e703">--- Czyj jesteś?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e704">--- Księży.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e705">--- Byłeś księży, ale będziesz swój własny! --- odrzekł kasztelan.</akap_dialog>


<akap id="e706">Lecz Michałko nie słyszał już ostatnich słów, bo z ran, z upływu krwi zachwiał się i padł głową na kasztelańskie strzemię.</akap>


<akap_dialog id="e707">--- Wziąć go, dać mu wszelki starunek<pe><slowo_obce>starunek</slowo_obce> --- opieka, troskliwość; tu: leczenie, opatrzenie ran.</pe>. Ja w tym, że na pierwszym sejmie równy on wszystkim waszmościom będzie stanem, jako duszą już dziś równy!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e708">--- Godzien tego! godzien! --- zakrzyknęła szlachta.</akap_dialog>


<akap id="e709">Po czym wzięto Michałka na nosze i wniesiono do plebanii.<end id="e1283763918192-1666920459"/></akap>


<akap id="e710">Zaś pan Czarniecki słuchał dalszej relacji, którą nie Szandarowski już składał, ale ci, którzy pościg pana Rocha za Karolem Gustawem widzieli. Okrutnie uradował się tym opowiadaniem pan Czarniecki, aż się za głowę chwytał, to znów dłońmi po kolanach uderzał, bo rozumiał, że po takim terminie znacznie musi upaść duch w Karolu.</akap>


<akap id="e711">Pan Zagłoba nie mniej się radował i biorąc się w boki, z dumą powtarzał do rycerstwa:</akap>


<akap_dialog id="e712">--- Ha, zbój! co? Gdyby był <slowo_obce>Carolusa</slowo_obce> doścignął, sam diabeł nie potrafiłby mu go odjąć! Moja krew, jak mi Bóg miły, moja krew!</akap_dialog>


<akap id="e713">Pan Zagłoba z biegiem czasu i sam uwierzył w to święcie, że jest wujem Rocha Kowalskiego.</akap>


<akap id="e714">Tymczasem pan Czarniecki kazał szukać młodego rycerza, ale nie mogli go znaleźć, bo pan Roch ze wstydu i zmartwienia wlazł do stodoły, zakopał się w słomę i usnął tak mocno, że dopiero nazajutrz dzień dogonił chorągiew. Ale jeszcze był bardzo strapiony i nie śmiał pokazać się wujowi na oczy. Ten wszelako sam go poszukał i pocieszać zaczął.</akap>


<akap_dialog id="e715"><begin id="b1283764115984-656382568"/><motyw id="m1283764115984-656382568">Głupota, Mądrość</motyw>--- Nie frasuj się, Rochu! --- mówił. --- Wielką i tak chwałą się okryłeś; sam słyszałem, jak cię pan kasztelan wysławiał: ,,Kiep (powiada) na oko, że i trzech, zda się, nie zliczy, a to, widzę, ognisty kawaler, który reputację całego wojska podniósł!"</akap_dialog>


<akap_dialog id="e716">--- Pan Jezus mi nie pobłogosławił --- rzekł Roch --- bom się poprzedniego dnia upił i pacierzam wieczorem zaniechał!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e717">--- Jeno nie próbuj wyroków boskich dochodzić, żebyś zaś jeszcze nie pobluźnił. Co możesz na plecy brać, to bierz, ale na rozum nie bierz, gdyż zaraz będziesz szwankował.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e718">--- Bom już był tak blisko, że mnie pot od jego konia zalatywał. Byłbym go do kulbaki przeciął! Wuj to myśli, że ja zgoła nie mam rozumu!</akap_dialog>


<akap id="e719">Na to Zagłoba:</akap>


<akap_dialog id="e720">--- Każde bydlę ma swój rozum. Setny chłop z ciebie, Rochu, pociechy mi jeszcze nieraz przysporzysz. Daj Boże, żeby twoi synowie mieli ten sam w pięści rozum!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e721">--- A nie potrzebuję! --- rzekł Roch. --- Ja jestem Kowalski, a to pani Kowalska...<end id="e1283764115984-656382568"/></akap_dialog>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e724">Rozdział VII</naglowek_rozdzial>



<akap id="e725">Po rudnickich terminach poszedł król dalej w klin, między San a Wisłę, i nie przestał po staremu z tylną strażą iść, bo był nie tylko znamienitym wodzem, ale i rycerzem odwagi niezrównanej. Szli za nim pan Czarniecki, pan Witowski, pan Lubomirski<pe><slowo_obce>Lubomirski</slowo_obce> --- Lubomirski, Jerzy Sebastian herbu Szreniawa bez Krzyża (1616--1667), marszałek wielki koronny, później hetman polny koronny i starosta spiski; w latach 60. przywódca rokoszu, który ograniczył absolutystyczne dążenia Jana Kazimierza; zmarł na wygnaniu.</pe> i napędzali go jako zwierza do sieci. Luźne partie hałasowały dniem i nocą nad Szwedami. Żywności było coraz mniej, wojsko coraz bardziej znużone i na duchu upadłe, zguby pewnej oczekujące.</akap>


<akap id="e726">Zaszyli się na koniec Szwedzi w sam kąt, gdzie się dwie rzeki schodzą, i odetchnęli. Tu już z jednej strony broniła ich Wisła, z drugiej San, szeroko, jako zwykle wiosną rozlany, zaś trzeci bok trójkąta umocnił król potężnymi szańcami, na które pozaciągano działa.</akap>


<akap id="e727">Nie do zdobycia to była pozycja, jeno można w niej było z głodu umrzeć. Ale i pod tym względem lepszej nabrali Szwedzi otuchy, gdyż spodziewali się, że im z Krakowa i innych fortec nadbrzeżnych wodą komendanci spyżę<pe><slowo_obce>spyża</slowo_obce> --- jedzenie, prowiant.</pe> przyślą. Ot, zaraz pod bokiem był Sandomierz, w którym pułkownik Szynkler znaczne nagromadził zapasy. Toż i wnet je nadesłał, więc jedli, pili, spali, a zbudziwszy się, śpiewali luterskie psalmy na chwałę Bogu, że ich z tak ciężkiej toni wyratował.</akap>


<akap id="e728">Lecz pan Czarniecki nowe gotował im ciosy.</akap>


<akap id="e729">Sandomierz w szwedzkim ręku mógł ciągle przychodzić w pomoc głównej armii, umyślił więc pan Czarniecki jednym zamachem odebrać miasto, zamek, a Szwedów wyciąć.</akap>


<akap_dialog id="e730">--- Okrutne im sprawimy widowisko --- mówił na radzie wojennej --- będą patrzeć z tamtego brzegu, jako na miasto uderzym, a z pomocą przez Wisłę przyjść nie potrafią; my zaś, mając Sandomierz, żywności z Krakowa od Wirtza nie puścimy.</akap_dialog>


<akap id="e731">Pan Lubomirski, pan Witowski i inni starzy wojownicy odradzali panu Czarnieckiemu ten postępek.</akap>


<akap_dialog id="e732">--- Dobrze by było --- mówili --- opanować tak znaczne miasto i siła moglibyśmy Szwedom tym zaszkodzić, ale jak go wziąć? Piechoty nie mamy, armat wielkich nie mamy; trudno, by jazda na mury się darła.</akap_dialog>


<akap id="e733">Na to pan Czarniecki:</akap>


<akap_dialog id="e734">--- Albo to nasi chłopi źle się na piechotę biją? Bylem takich Michałków parę tysięcy znalazł, wezmę nie tylko Sandomierz, ale i Warszawę!</akap_dialog>


<akap id="e735">I nie słuchając dłużej niczyich rad, przeprawił się przez Wisłę. Ledwie po okolicy głos poszedł, sypnęło się do niego parę tysięcy luda, kto z kosą, kto z rusznicą, kto z muszkietem, i ruszyli pod Sandomierz.</akap>


<akap id="e736">Wpadli do miasta dość niespodzianie i po ulicach wszczęła się rzeźba okrutna. Szwedzi bronili się zaciekle z okien, z dachów, lecz wytrzymać nawałności nie mogli. Wygnieciono ich jak robactwo po domach i wyparto całkiem z miasta. Szynkler schronił się z resztą do zamku, lecz Polacy tymże impetem ruszyli za nimi. Rozpoczął się szturm do bram i murów. Poznał Szynkler, że i w zamku się nie utrzyma.</akap>


<akap id="e737">Więc zgarnął, co mógł, ludzi, rzeczy, zapasów żywności i wsadziwszy na szkuty, przeprawiał się do króla, który patrzył z drugiego brzegu na klęskę swoich, nie mogąc im iść w pomoc.</akap>


<akap id="e738">Zamek wpadł w ręce polskie.</akap>


<akap id="e739">Lecz chytry Szwed, uchodząc, podsadził pod mury, po piwnicach, beczki z prochem i z zapalonymi lontami.</akap>


<akap id="e740">Zaraz, stanąwszy przed obliczem króla, powiedział mu tę wiadomość, aby mu serce rozweselić.</akap>


<akap_dialog id="e741">--- Zamek w powietrze wyleci ze wszystkimi ludźmi --- rzekł. --- Może i sam Czarniecki zginie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e742">--- Jeśli tak, to i ja chcę widzieć, jako pobożni Polacy do nieba lecieć będą --- odrzekł król.</akap_dialog>


<akap id="e743">I pozostał ze wszystkimi jenerałami na miejscu.</akap>


<akap id="e744">Tymczasem, mimo zakazów Czarnieckiego, który zdradę przewidywał, wolentarze<pe><slowo_obce>wolentarz</slowo_obce> --- ochotnik, żołnierz nieotrzymujący żołdu, walczący w imię swoich przekonań lub dla łupów wojennych.</pe> i chłopi rozbiegli się po całym zamku dla szukania ukrytych Szwedów i dla rabunku. Trąby grały larum, by kto żyw, chronił się do miasta, lecz oni nie słyszeli tych głosów lub nie chcieli na nie zważać.</akap>


<akap id="e745">Nagle zatrzęsła się im ziemia pod nogami, grzmot straszny i huk targnęły powietrzem, olbrzymi słup ognia strzelił do góry, wyrzucając w powietrze ziemię, mury, dachy, cały zamek i przeszło pięćset ciał tych, którzy się cofnąć nie zdołali.</akap>


<akap id="e746">Karol Gustaw w boki się wziął z radości, a usłużni dworacy wnet zaczęli powtarzać jego słowa.</akap>


<akap_dialog id="e747">--- Do nieba idą Polacy! do nieba! do nieba!</akap_dialog>


<akap id="e748">Lecz przedwczesna to była radość, bo niemniej Sandomierz został w ręku polskim i nie mógł już zaopatrywać w żywność głównej armii, zamkniętej w kącie rzecznym.</akap>


<akap id="e749">Pan Czarniecki rozbił obóz naprzeciw Szwedów, po drugiej stronie Wisły, i pilnował przeprawy.</akap>


<akap id="e750">Zaś pan Sapieha, hetman wielki litewski i wojewoda wileński, nadciągnął z Litwinami z drugiej strony i położył się za Sanem.</akap>


<akap id="e751">Obsaczono tedy Szwedów zupełnie; chwycono ich jakoby w kleszcze.</akap>


<akap_dialog id="e752">--- Potrzask zapadł! --- mówili między sobą żołnierze w polskich obozach.</akap_dialog>


<akap id="e753">Każdy bowiem, najmniej nawet ze sztuką wojenną obznajmiony, rozumiał, że zguba wisi nad najezdnikami nieuchronna, chybaby nadeszły na czas posiłki i wyrwały ich toni.</akap>


<akap id="e754">Rozumieli to i Szwedzi; co rano oficerowie i żołnierze przychodząc nad brzeg Wisły, spoglądali z rozpaczą w oczach i w sercu na czerniejące po drugiej stronie zastępy groźnej jazdy Czarnieckiego.</akap>


<akap id="e755">Następnie szli nad San, tam znów wojska pana Sapieżyńskie czuwały dzień i noc, gotowe przyjąć ich szablą i muszkietem.</akap>


<akap id="e756">O przeprawie bądź przez San, bądź przez Wisłę, póki oba wojska stały w pobliżu, nie było co i myśleć. Mogliby chyba Szwedzi wracać do Jarosławia tąż samą drogą, którą przyszli, ale to wiedzieli, że w takim razie ani jeden z nich nie zobaczyłby już Szwecji.</akap>


<akap id="e757">Poczęły więc im płynąć ciężkie dni, cięższe jeszcze, bo swarliwe i pełne hałasów, noce... Żywność znowu się kończyła.</akap>


<akap id="e758">Tymczasem pan Czarniecki, zostawiwszy komendę nad wojskiem panu Lubomirskiemu i wziąwszy laudańską chorągiew dla asysty, przeprawił się przez Wisłę powyżej ujścia Sanu, aby się z panem Sapiehą zobaczyć i o dalszej wojnie z nim naradzić.</akap>


<akap id="e759">Tym razem nie potrzeba było pośrednictwa Zagłoby, aby dwóch wodzów do siebie dopasować, obaj bowiem miłowali ojczyznę więcej niż każden<pe><slowo_obce>każden</slowo_obce> --- dziś popr.: każdy.</pe> siebie samego, obaj byli gotowi dla niej poświęcić prywatę, miłość własną i ambicję.</akap>


<akap id="e760">Hetman litewski nie zazdrościł Czarnieckiemu, Czarniecki również hetmanowi, owszem, obaj się wielbili wzajemnie, toteż spotkanie między nimi było takie, że aż najstarszym żołnierzom łzy stanęły w oczach.</akap>


<akap_dialog id="e761">--- Rośnie Rzeczpospolita, raduje się miła ojczyzna, gdy tacy jej synowie w ramiona się biorą --- mówił do Wołodyjowskiego i do Skrzetuskich Zagłoba. --- Czarniecki straszny wojennik i szczera dusza, ale i Sapia do rany przyłóż, to się zgoi. Bodaj się tacy na kamieniu rodzili. Oto skóra by na Szwedach spierzchła, żeby owe afekta największych ludzi widzieć mogli. Czymże to oni nas bowiem zawojowali, jeżeli nie niezgodą a zawiścią panów. Zali<pe><slowo_obce>zali</slowo_obce> (daw.) --- czy, czyż.</pe> siłą nas zmogli, co? Ot, takich rozumiem! Dusza w człeku skacze na widok takiego spotkania. Ręczę też wam i za to, że nie będzie suche, bo Sapio okrutnie uczty lubi, a już z takim konfidentem<pe><slowo_obce>konfident</slowo_obce>  (daw., z łac.) --- tu: zaufany przyjaciel, ktoś, na kim można polegać (dziś: donosiciel).</pe> chętnie sobie cuglów popuści.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e762">--- Bóg łaskaw! zło mija! Bóg łaskaw! --- mówił Jan Skrzetuski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e763">--- Obacz, abyś nie bluźnił! --- odrzekł mu na to Zagłoba --- każde zło musi minąć, bo gdyby wiecznie trwało, to byłby dowód, że diabeł rządzi światem, nie zaś Pan Jezus, któren miłosierdzie ma nieprzebrane.</akap_dialog>


<akap id="e764">Dalszą rozmowę przerwał im widok Babinicza, którego wyniosłą postać ujrzeli z dala ponad falą głów innych. Pan Wołodyjowski i Zagłoba poczęli zaraz kiwać na niego, lecz on tak zapatrzony był w pana Czarnieckiego, że ich zrazu nie zauważył.</akap>


<akap_dialog id="e765">--- Patrzcie --- rzekł Zagłoba --- jako się chłop zmizerował!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e766">--- Nie musiał wiele wskórać przeciw księciu Bogusławowi --- odpowiedział Wołodyjowski --- inaczej byłby weselszy.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e767">--- I pewno, że nie wskórał. Wiadomo, że Bogusław pod Malborgiem, razem ze Szteinbokiem, przeciw fortecy czyni<pe><slowo_obce>czynić</slowo_obce> --- tu: walczyć.</pe>.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e768">--- W Bogu nadzieja, że nic nie sprawią!</akap_dialog>


<akap id="e769">Na to pan Zagłoba:</akap>


<akap_dialog id="e770">--- Choćby też i Malborg wzięli, my tymczasem <slowo_obce>Carolum Gustavum captivabimus</slowo_obce><pe><slowo_obce>Carolum Gustavum captivabimus</slowo_obce> (łac.) --- pojmamy Karola Gustawa.</pe>; obaczym, czy fortecy za króla nie oddadzą.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e771">--- Patrzcie! Babinicz idzie już do nas! --- przerwał Skrzetuski.</akap_dialog>


<akap id="e772">On zaś istotnie, dostrzegłszy ich, począł odsuwać tłum na obie strony i dążyć ku nim, kiwając im czapką i uśmiechając się z daleka. Przywitali się jak dobrzy znajomi i przyjaciele.</akap>


<akap_dialog id="e773">--- Co słychać? Cóżeś, panie kawalerze, uczynił z księciem? --- pytał Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e774">--- Źle słychać, źle! Ale nie pora o tym powiadać. Teraz do stołów zasiądziemy. Waszmościowie zostaniecie tu na noc; chodźcież do mnie po uczcie na nocleg, między moich Tatarów. Szałas mam wygodny, to sobie przy kielichach pogawędzim do rana.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e775">--- Jak tylko ktoś mądrze mówi, nie ja się przeciwię! --- odparł Zagłoba. --- Powiedz nam jeno, od czegoś tak wymizerniał?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e776">--- Bo mnie w bitwie razem z koniem obalił i rozbił ten piekielnik, jako gliniany garnek, że jeno od tej pory żywą krwią pluwam i przyjść do siebie nie mogę. W miłosierdziu Pana naszego Chrystusa nadzieja, że jeszcze krew z niego wytoczę. <begin id="b1283776988752-1820653887"/><motyw id="m1283776988752-1820653887">Uczta</motyw>Ale teraz chodźmy, bo już pan Sapieha z panem Czarnieckim poczynają sobie świadczyć i o pierwszy krok się ceremoniować. Znak to, że stoły gotowe. Z wielkim sercem tu na was czekamy, boście też juchy szwedzkiej dość rozlali.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e777">--- Niech inni mówią, jakem dokazywał! --- rzekł Zagłoba --- mnie nie wypada!</akap_dialog>


<akap id="e778">Wtem całe tłumy ruszyły się i poszli wszyscy na majdan między namioty, na którym zastawione były stoły. Pan Sapieha wystąpił na cześć pana Czarnieckiego jak król. Stół, przy którym posadzono kasztelana, był szwedzkimi chorągwiami nakryty. Miody i wina lały się ze stągiew, aż obaj wodzowie podchmielili sobie nieco pod koniec. Nie brakło wesołości, żartów, wiwatów, gwaru, aż lubo<pe><slowo_obce>lubo</slowo_obce> (daw.) --- chociaż, mimo że.</pe> pogoda była cudna i słońce nad podziw dogrzewało, chłód wieczorny spędził wreszcie ucztujących.</akap>


<akap id="e779">Wówczas Kmicic zabrał swoich gości między Tatarów. Siedli tedy w jego namiocie na łubach<pe><slowo_obce>łuby</slowo_obce> --- kosze, bagaże.</pe>, obficie wszelkiego rodzaju zdobyczą wypchanych, i gwarzyć poczęli o Kmicicowej wyprawie.<end id="e1283776988752-1820653887"/></akap>


<akap_dialog id="e780">--- Bogusław teraz jest pod Malborgiem --- mówił pan Andrzej --- a inni powiadają, że u elektora, z którym razem na odsiecz królowi ma ciągnąć.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e781">--- To lepiej! to się spotkamy! Wy, młodzi, nie umiecie sobie z nim poradzić, obaczym, jak sobie stary da rady! Z różnymi się spotykał, ale z Zagłobą jeszcze nie. Powiadam, że się spotkamy, chyba mu książę Janusz w testamencie zalecił, żeby Zagłobę z dala omijał. Może to być!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e782"><begin id="b1283777870779-194660948"/><motyw id="m1283777870779-194660948">Sługa, Pan, Niemiec, Wierność, Pies</motyw>--- Elektor chytry człek --- rzekł Jan Skrzetuski --- i niech tylko ujrzy, że z Carolusem źle, wnet będzie wszystkie obietnice i przysięgi relaksował.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e783">--- A ja wam mówię, że nie --- rzekł Zagłoba. --- Nikt nie jest na nas bardziej zawzięty jako Prusak. Gdy twój sługa, który cię pod nogi musiał podejmować i szaty twoje czyścić, panem twoim przy odmianie fortuny zostanie, to właśnie tym będzie sroższy, im byłeś mu panem łaskawszym.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e784">--- To zaś czemu? --- pytał Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e785">--- Bo mu jego służebna kondycja w pamięci zostanie, i mścił się będzie za nią na tobie, choćbyś mu same dobrodziejstwa świadczył.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e786">--- Mniejsza z tym! --- rzekł Wołodyjowski. --- Nieraz też się zdarza, że i pies pana w rękę ukąsi.<end id="e1283777870779-194660948"/> Niech nam Babinicz lepiej o swojej wyprawie powiada.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e787">--- Słuchamy! --- rzekł Skrzetuski.</akap_dialog>


<akap id="e788">Kmicic, pomilczawszy chwilę, nabrał tchu i począł rozpowiadać o ostatniej wojnie Sapieżyńskiej z Bogusławem, o klęsce tego ostatniego pod Janowem, na koniec o tym, jak książę Bogusław, rozbiwszy w puch Tatarów, jego samego wraz z koniem na ziemię obalił i z życiem uszedł.</akap>


<akap_dialog id="e789"><begin id="b1283778037078-1832603264"/><motyw id="m1283778037078-1832603264">Patriota, Poświęcenie, Zemsta</motyw>--- A powiadałeś waszmość --- przerwał Wołodyjowski --- że go będziesz ze swymi Tatary<pe><slowo_obce>z Tatary</slowo_obce> --- dziś popr. forma N. lm: z Tatarami.</pe> choćby do Bałtyku ścigał...</akap_dialog>


<akap id="e790">Na to Kmicic:</akap>


<akap_dialog id="e791">--- A waszmość mnie powiadałeś także w swoim czasie, jako tu obecny pan Skrzetuski, gdy mu Bohun umiłowaną dziewkę porwał, przecie i jej, i zemsty zaniechał dlatego, że ojczyzna była w potrzebie; z kim kto przestaje, takim się staje, jam zaś z waszmościami się zadał i śladem ich iść pragnę.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e792">--- Bogdaj ci tak Matka Boska nagrodziła jak Skrzetuskiemu! --- odrzekł Zagłoba. --- Wszelako wolałbym, żeby twoja dziewka była teraz w puszczy niż w Bogusławowym ręku.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e793"><end id="e1283778037078-1832603264"/>--- Nic to! --- zakrzyknął Wołodyjowski --- odzyszczesz<pe><slowo_obce>odzyszczesz</slowo_obce> --- dziś popr.: odzyskasz.</pe> ją!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e794">--- Mam ja do odzyskania nie tylko jej personę<pe><slowo_obce>persona</slowo_obce> (z łac.) --- osoba.</pe>, ale jej estymę<pe><slowo_obce>estyma</slowo_obce> (z łac.) --- szacunek, poważanie.</pe> i afekt<pe><slowo_obce>afekt</slowo_obce> (z łac.) --- uczucie.</pe>.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e795">--- Jedno przyjdzie za drugim --- rzekł pan Michał --- choćbyś osobę miał i gwałtem brać, jako to wówczas... pamiętasz?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e796">--- Tego nie uczynię więcej!</akap_dialog>


<akap id="e797">Tu począł pan Andrzej wzdychać ciężko, a po chwili rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e798"><begin id="b1283778573302-1481434732"/><motyw id="m1283778573302-1481434732">Dziewictwo, Porwanie, Podstęp</motyw>--- Nie tylkom tamtej nie odzyskał, ale jeszcze i drugą Bogusław mi porwał.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e799">--- Czysty Turek! jak mi Bóg miły! --- zakrzyknął Zagłoba. A pan Michał począł wypytywać:</akap_dialog>


<akap_dialog id="e800">--- Jaką drugą?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e801">--- At, siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, wiele.</pe> powiadać --- odrzekł Kmicic. --- Była jedna dziewka, okrutnie gładka, w Zamościu, która się panu staroście kałuskiemu haniebnie podobała. Ów, że siostry, księżnej Wiśniowieckiej, się boi, nie śmiał przy niej zbyt nacierać, umyślił tedy dziewkę wysłać ze mną, niby do pana Sapiehy, po spadek na Litwie, w rzeczy zaś dlatego, by mi ją o pół mili za Zamościem odjąć i w jakiej pustce osadzić, w której by nikt zapałom jego nie mógł przeszkadzać. Alem ja zwietrzył tę intencję. ,,Chcesz ty ze mnie (pomyślałem) rajfura swego uczynić? --- czekaj!" I ludzi mu wybatożyłem, a pannę w całej panieńskiej cnocie do pana Sapiehy odwiozłem. Mówię waćpaństwu, dziewka krasna jako szczygieł, ale zacna... Ja też już inny człek, a moi kompanionowie! Panie, świeć nad ich duszą! dawno już popróchnieli w ziemi!<end id="e1283778573302-1481434732"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e802">--- Cóż to była za dziewka? --- spytał Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e803">--- Z zacnego domu, respektowa<pe><slowo_obce>respektowa</slowo_obce> --- kobieta niezamężna, szlachcianka, pozostająca na utrzymaniu bogatych krewnych lub pracodawców.</pe> księżnej pani Wiśniowieckiej. Niegdyś była zmówiona<pe><slowo_obce>zmówiona</slowo_obce> (daw.) --- zaręczona.</pe> z Litwinem Podbipiętą, któregoście waćpanowie znali...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e804">--- Anusia Borzobohata!!! --- wrzasnął, zrywając się z miejsca, Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap id="e805">Zagłoba zerwał się także z kupy wojłoków.</akap>


<akap_dialog id="e806">--- Panie Michale, pohamuj się!</akap_dialog>


<akap id="e807">Lecz pan Wołodyjowski skoczył jak kot ku Kmicicowi.</akap>


<akap_dialog id="e808"><begin id="b1283778991433-1532077401"/><motyw id="m1283778991433-1532077401">Zemsta</motyw><begin id="b1283779595586-768421501"/><motyw id="m1283779595586-768421501">Przyjaźń</motyw>--- Tyżeś, zdrajco, dał ją porwać Bogusławowi?!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e809">--- Nie krzywdź mnie! --- rzekł Kmicic. --- Odwiozłem ją szczęśliwie do hetmana, staranie o niej takowe jak o siostrze mając, a Bogusław porwał ją nie mnie, ale innemu oficerowi, z którym pan Sapieha do swojej rodziny ją odesłał, a który zwał się Głowbicz czy jak, dobrze nie pamiętam.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e810">--- Gdzie on jest?!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e811">--- Nie masz go tu, bo poległ. Tak przynajmniej oficerowie Sapieżyńscy powiadali. Ja osobno z Tatary Bogusława podchodziłem, więc dobrze nic nie wiem. Ale miarkując z twojej alteracji<pe><slowo_obce>alteracja</slowo_obce> (z łac.) --- zmiana nastroju, wzburzenie.</pe>, widzę, że jednaki nas termin spotkał, jeden człek nas pokrzywdził, a skoro tak jest, to się przeciw niemu połączmy, by wspólnie krzywdy i zemsty dochodzić. Wielki on pan i wielki rycerz, a przecie myślę, że ciasno mu będzie w całej Rzeczypospolitej, gdy takich dwóch będzie miał wrogów.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e812">--- Masz moją rękę! --- odrzekł Wołodyjowski. --- Już my odtąd druhy na śmierć i życie! Któren<pe><slowo_obce>któren</slowo_obce> --- dziś popr. który.</pe> go pierwszy znajdzie, ten mu za dwóch zapłaci. Dałby Bóg mnie pierwszemu, bo że jego krew wytoczę, to jako amen w pacierzu!</akap_dialog>


<akap id="e813">Tu pan Michał począł tak okrutnie wąsikami ruszać i po szabli się macać, że pana Zagłobę aż strach wziął, wiedział bowiem, że z panem Michałem nie ma żartów.</akap>


<akap_dialog id="e814">--- Nie chciałbym ja być teraz księciem Bogusławem --- rzekł po chwili --- choćby mi kto całe Inflanty do tytułu dodał. Dość jednego takiego żbika, jak Kmicic, mieć na sobie, a cóż dopiero pana Michała! Ba! mało tego, bo i ja z wami <slowo_obce>foedus</slowo_obce><pe><slowo_obce>foedus, foederis</slowo_obce> (łac.) --- przymierze, związek; por. federacja.</pe> zawieram. Moja głowa, wasze szable! Nie wiem, czyli jest potentat w chrześcijaństwie, który by przed taką potęgą nie zadrżał. Do tego i Pan Bóg prędzej, później umknie mu fortuny, bo nie może być, aby na zdrajcę i heretyka kary nie było... Kmicic już mu i tak nieźle sadła za skórę zalał.<end id="e1283778991433-1532077401"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e815">--- Nie neguję, że spotkała go ode mnie niejedna konfuzja<pe><slowo_obce>konfuzja</slowo_obce> (z łac.) --- obraza, zawstydzenie.</pe> --- odrzekł pan Andrzej.</akap_dialog>


<akap id="e816">I kazawszy nalać kielichy, opowiedział, jako Sorokę z więzów uwolnił. Zamilczał tylko o tym, że pierwej się do nóg Radziwiłłowi rzucił, bo na samo wspomnienie tej chwili krew go zalewała.</akap>


<akap id="e817">Pan Michał rozweselił się, słuchając opowiadania, a w końcu rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e818">--- Niech ci Bóg sekunduje<pe><slowo_obce>sekundować</slowo_obce> (z łac.) --- pomagać, towarzyszyć.</pe>, Jędrek! Z takim rezolutem można by i do piekła iść! To tylko bieda, że nie zawsze będziem mogli razem chodzić, bo służba służbą.<end id="e1283779595586-768421501"/> Mnie mogą wysłać w jedną stronę Rzeczypospolitej, ciebie w drugą. Nie wiadomo, który na niego pierwszy trafi.</akap_dialog>


<akap id="e819">Kmicic pomilczał chwilę.</akap>


<akap_dialog id="e820"><begin id="b1283779821806-3278197197"/><motyw id="m1283779821806-3278197197">Uczeń, Nauczyciel, Zemsta</motyw>--- Po sprawiedliwości, ja powinien bym go dostać. Jeśli znów tylko z konfuzją nie wyjdę, bo... wstyd przyznać się, ale ja na rękę temu piekielnikowi zdzierżyć nie mogę...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e821">--- To ja cię wszystkich moich arkanów<pe><slowo_obce>arkanum</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>arcanum</slowo_obce>) --- sekret, tajemnica.</pe> wyuczę! --- zawołał Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e822">--- Albo ja! --- rzekł Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e823">--- Nie! Wybaczaj waszmość, wolę u Michała się uczyć! --- odparł Kmicic.<end id="e1283779821806-3278197197"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e824">--- Choć on taki rycerz, a przecież się go z panią Kowalską nie boję, byłem był wyspan! --- wtrącił Roch.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e825">--- Cicho, Rochu! --- odpowiedział Zagłoba --- żeby cię Bóg przez jego ręce za chełpliwość nie pokarał.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e826">--- O wa! Nie będzie mi nic!</akap_dialog>


<akap id="e827">Biedny pan Roch nie był szczęśliwym prorokiem, lecz mu się okrutnie w tej chwili z czupryny kurzyło i gotów był cały świat wyzwać na rękę. Inni też pili mocno, sobie na zdrowie, Bogusławowi i Szwedom na pohybel<pe><slowo_obce>na pohybel</slowo_obce> (z ukr.) --- na zgubę, na śmierć.</pe>.</akap>


<akap_dialog id="e828">--- Słyszałem --- rzekł Kmicic --- iż gdy tylko tych Szwedów tu zetrzem i króla dostaniem, zaraz pod Warszawę pociągniemy. Potem pewnie będzie i wojnie koniec. Potem zasię przyjdzie na elektora kolej.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e829">--- O to! to! to! --- rzekł Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e830"><begin id="b1283780424822-1943349254"/><motyw id="m1283780424822-1943349254">Polityka, Wojna</motyw>--- Słyszałem, jak sam pan Sapieha to kiedyś powiadał, a on, jako człek wielki, lepiej kalkuluje. Powiada tedy do nas: ,,Ze Szwedem będzie fryszt<pe><slowo_obce>fryszt</slowo_obce> (daw., z niem.) --- tu: rozejm, pokój.</pe>! z Septentrionami<pe><slowo_obce>Septentrionowie</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>septentrio</slowo_obce>, <slowo_obce>septentrionis</slowo_obce>: wielka niedźwiedzica, północ) --- ludzie z północy; omowne określenie Rosjan, o wojnie z którymi Sienkiewicz nie mógł w 1884 r. pisać wprost ze względu na cenzurę carską.</pe> już jest, ale z elektorem nie powinniśmy się w żadne układy bawić. Pan Czarniecki (powiada) z Lubomirskim pójdą do Brandenburgii, a ja z panem podskarbim litewskim do Prus elektorskich, a jeżeli potem (mówi) nie przyłączymy Prus na wieki do Rzeczypospolitej, to chyba w kancelarii nie ma ani jednej takiej głowy, jak pan Zagłoba, który na własną rękę listami elektorowi groził."<end id="e1283780424822-1943349254"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e831">--- Także Sapio powiadał? --- spytał Zagłoba, czerwieniejąc z zadowolenia.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e832">--- Wszyscy to słyszeli. A jam był okrutnie rad, bo ta sama rózga Bogusława wysiecze, i jeśli nie prędzej, to wówczas na pewno go dosięgniem.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e833">--- Byle z tymi Szwedami prędzej skończyć, byle skończyć! --- rzekł Zagłoba. --- Jechał ich sęk! Niech ustąpią Inflanty i miliony pozwolą, darujem ich zdrowiem.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e834">--- Złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma! --- odparł, śmiejąc się, Jan Skrzetuski. --- Jeszcze <slowo_obce>Carolus</slowo_obce> w Polsce, jeszcze Kraków, Warszawa, Poznań i wszystkie znamienitsze miasta w jego ręku, a ojciec już chcesz, żeby się okupował. Ej, siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, wiele.</pe> się jeszcze przyjdzie napracować, nim o elektorze pomyślimy!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e835">--- A jest armia Szteinboka, a prezydia<pe><slowo_obce>prezydium</slowo_obce>  (z łac. <slowo_obce>praesidium</slowo_obce>) --- straż, zbrojna załoga.</pe>, a Wirtz! --- wtrącił Stanisław.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e836">--- To czemu tu siedzim z założonymi rękami? --- spytał nagle Roch, wytrzeszczając oczy --- nie możem to Szwedów bić?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e837">--- Głupiś, Rochu! --- rzekł Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e838">--- Wuj zawsze jedno, a ja, jakom żyw, widziałem czółna nad brzegiem. Można by pojechać i choć straż porwać. Ciemno, choć w pysk bij; nim się opatrzą, to i wrócim, a fantazję kawalerską obu wodzom pokażem. Jak waszmościowie nie chcecie, to sam pójdę!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e839">--- Ruszyło martwe cielę ogonem, dziw nad dziwy! --- rzekł z gniewem Zagłoba.</akap_dialog>


<akap id="e840">Lecz Kmicicowi poczęły zaraz nozdrza latać.</akap>


<akap_dialog id="e841">--- Niezła myśl! niezła myśl! --- rzekł.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e842">--- Niezła dla czeladzi, ale nie dla tego, kto powagę kocha. Ludzie, miejcie respekt dla siebie samych! Toż pułkownikami jesteście, a chcecie w drapichrustów się bawić.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e843">--- Pewnie, że nie bardzo wypada! --- rzekł Wołodyjowski. --- Lepiej spać pójdźmy, bo późno.</akap_dialog>


<akap id="e844">Wszyscy zgodzili się na tę myśl, więc zaraz klękli do pacierzy i poczęli je w głos odmawiać; po czym pokładli się na wojłokach i wnet usnęli snem sprawiedliwych.</akap>


<akap id="e845">Lecz w godzinę później zerwali się wszyscy na równe nogi, gdyż huk wystrzałów rozległ się za rzeką, za czym gwar, krzyki powstały w całym Sapieżyńskim obozie.</akap>


<akap_dialog id="e846">--- Jezus Maria! --- krzyknął Zagłoba --- Szwedzi następują!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e847">--- Co waść gadasz?! --- odpowiedział, chwytając szablę, Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e848">--- Rochu, bywaj! --- wołał Zagłoba, któren w nagłych razach lubił mieć siostrzana<pe><slowo_obce>siostrzan</slowo_obce> (daw.) --- siostrzeniec.</pe> przy sobie.</akap_dialog>


<akap id="e849">Lecz Rocha nie było w namiocie.</akap>


<akap id="e850">Wybiegli więc na majdan. Tłumy już były przed namiotami i wszyscy dążyli nad rzekę; po drugiej bowiem stronie widać było błyskawice ognia i huk rozlegał się coraz większy.</akap>


<akap_dialog id="e851">--- Co się stało? co się dzieje? --- pytano straży porozstawianych licznie nad brzegiem.</akap_dialog>


<akap id="e852">Lecz straże nic nie widziały. Jeden z żołnierzy opowiadał, iż słyszał coś, jakby plusk fali, lecz że mgła wisiała nad wodą, więc nie mógł nic dostrzec, nie chciał zaś za byle odgłosem alarmować obozu.</akap>


<akap id="e853">Zagłoba, wysłuchawszy relacji, chwycił się za głowę z desperacji.</akap>


<akap_dialog id="e854">--- Roch pojechał do Szwedów! Mówił, że straż chce porwać!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e855">--- Dla Boga! Może to być! --- zawołał Kmicic.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e856">--- Ustrzelą mi chłopa, jak Bóg na niebie! --- desperował dalej Zagłoba. --- Mości panowie, czy nie ma żadnego ratunku? Panie Jezu! chłop jak złoto najszczersze! Nie masz takiego drugiego w obu wojskach. Co mu do głupiego łba strzeliło?!... Matko Boża, ratujże go w tej toni!...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e857">--- Może przypłynie, mgła sroga! Nie obaczą go!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e858">--- Będę tu czekał choćby do rana. Matko Boża! Matko Boża!</akap_dialog>


<akap id="e859">Tymczasem strzały po przeciwnym brzegu poczęły się uspokajać, światła gasły stopniowo i po godzinie zapanowało głuche milczenie. Zagłoba chodził nad brzegiem rzeki jako kura, która kaczęta wodzi, i wyrywał sobie resztki włosów z czupryny, lecz próżno czekał, próżno desperował. Ranek ubielił rzekę, wreszcie słońce zeszło, a Roch nie wracał.</akap>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e860">Rozdział VIII</naglowek_rozdzial>



<akap id="e861">Nazajutrz dzień pan Zagłoba, ciągle w desperacji trwając, udał się do pana Czarnieckiego z prośbą, aby posłał do Szwedów obaczyć, co się z Rochem przygodziło; żywli<pe><slowo_obce>żywli</slowo_obce> (daw.) --- czy jest żywy.</pe> czy w niewoli jęczy, czy też gardłem za swą śmiałość zapłacił?</akap>


<akap id="e862">Czarniecki zgodził się na to bez żadnej trudności, gdyż pana Zagłobę miłował. Pocieszając go tedy w utrapieniu, tak mówił:</akap>


<akap_dialog id="e863">--- Myślę, że siostrzan<pe><slowo_obce>siostrzan</slowo_obce> (daw.) --- siostrzeniec.</pe> waści żyw być musi, bo inaczej woda by go wyniosła.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e864">--- Dałby Bóg! --- odrzekł z żalem Zagłoba --- wszelako takiego niełacno woda wyniesie, bo nie tylko rękę miał ciężką, ale dowcip<pe><slowo_obce>dowcip</slowo_obce> (daw.) --- rozum, inteligencja.</pe> jakoby z ołowiu, co się i z jego uczynku pokazuje.</akap_dialog>


<akap id="e865">Na to Czarniecki:</akap>


<akap_dialog id="e866">--- Słusznie waść mówisz! Jeśli żyw, powinien bym go kazać koniem po majdanie włóczyć za pominięcie dyscypliny. Wolno alarmować szwedzkie wojska, ale on oba zaalarmował, a i Szwedów bez komendy i mojego rozkazania nie wolno. Cóż to! pospolite ruszenie czy ki diabeł, żeby każden<pe><slowo_obce>każden</slowo_obce> --- dziś popr.: każdy.</pe> na własną rękę miał się rządzić!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e867">--- Zawinił, <slowo_obce>assentior</slowo_obce><pe><slowo_obce>assentior</slowo_obce> (łac.) --- przyznaję.</pe>. Sam go ukarzę, niechby go jeno Pan Bóg powrócił!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e868">--- Ja zaś mu przebaczę przez pamięć na rudnickie terminy. Siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, wiele.</pe> mamy jeńców do wymiany i znaczniejszych oficyjerów od Kowalskiego. Jedźże waść do Szwedów i pogadaj o wymianie. Dam dwóch i trzech w razie potrzeby, bo nie chcę waści serca krwawić. Przyjdź do mnie po pismo do króla jegomości i jedź żywo!</akap_dialog>


<akap id="e869">Zagłoba skoczył uradowany do namiotu Kmicica i opowiedział towarzyszom, co zaszło. Pan Andrzej i Wołodyjowski zakrzyknęli zaraz, że chcą z nim jechać, bo obaj ciekawi byli Szwedów, Kmicic zaś mógł być prócz tego wielce pożyteczny dlatego, iż po niemiecku tak prawie płynnie jak po polsku mógł mówić.</akap>


<akap id="e870">Przygotowania nie zabrały im wiele czasu. Pan Czarniecki, nie czekając na powrót Zagłoby, przysłał sam przez pacholika pismo, za czym wzięli trębacza, siedli w łódź z białą płachtą osadzoną na drągu i ruszyli.</akap>


<akap id="e871">Z początku jechali w milczeniu, słychać było tylko chrobotanie wioseł o boki łodzi, wreszcie Zagłoba począł się nieco niepokoić i rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e872">--- Niech jeno trębacz prędko nas oznajmuje, bo szelmy, mimo białej płachty, gotowi strzelać!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e873">--- Co waćpan prawisz! --- odpowiedział Wołodyjowski --- nawet barbarzyńcy posłów szanują, a to polityczny<pe><slowo_obce>polityczny</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>politicus</slowo_obce>) --- tu: cywilizowany, przestrzegający prawa.</pe> naród!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e874">--- Niech trębacz trąbi, mówię! Pierwszy lepszy żołdak da ognia, przedziurawi łódź, i pójdziem w wodę, a woda zimna! Nie chcę przez ich politykę namoknąć!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e875">--- Ot, widać straże! --- rzekł Kmicic.</akap_dialog>


<akap id="e876">Trębacz począł oznajmiać. Łódź pomknęła szybko, na drugim brzegu uczynił się zaraz ruch większy i wkrótce nadjechał konno oficer przybrany w żółty skórzany kapelusz. Ten, zbliżywszy się do samej wody, przysłonił oczy ręką i począł patrzeć pod blask.</akap>


<akap id="e877">O kilkanaście kroków od brzegu Kmicic zdjął czapkę na powitanie, oficer skłonił im się z równą grzecznością.</akap>


<akap_dialog id="e878">--- Pismo od pana Czarnieckiego do najjaśniejszego króla szwedzkiego! --- zawołał pan Andrzej, ukazując list.</akap_dialog>


<akap id="e879">Tymczasem łódź przybiła.</akap>


<akap id="e880">Warta stojąca na brzegu sprezentowała broń. Pan Zagłoba uspokoił się zupełnie, wnet przybrał oblicze w powagę odpowiednią godności posła i rzekł po łacinie:</akap>


<akap_dialog id="e881">--- Zeszłej nocy kawaler pewien został pochwycon na tym brzegu, przyjechałem upomnieć się o niego.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e882">--- Nie umiem po łacinie --- odrzekł oficer.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e883">--- Grubian! --- mruknął Zagłoba.</akap_dialog>


<akap id="e884">Oficer zwrócił się do pana Andrzeja.</akap>


<akap_dialog id="e885">--- Król jest w drugim końcu obozu --- rzekł. --- Zechciejcie ich mość panowie zatrzymać się tu, a ja pojadę oznajmić.</akap_dialog>


<akap id="e886">I zawrócił konia.</akap>


<akap id="e887">Oni zaś poczęli się rozglądać. Obóz był bardzo obszerny, obejmował bowiem cały trójkąt, utworzony przez San i Wisłę. U wierzchołka trójkąta leżał Pniew; u podstawy Tarnobrzeg z jednej strony, Rozwadów z drugiej. Oczywiście, całej rozległości niepodobna było wzrokiem ogarnąć; jednak, jak okiem sięgnął, widać było szańce, okopy, roboty ziemne i faszynowe<pe><slowo_obce>faszynowe</slowo_obce> --- z powiązanych gałęzi wikliny, służących kiedyś do uzupełniania fortyfikacji, a dziś do zabezpieczania brzegów rzek i stawów.</pe>, na nich działa i ludzi. W samym środku okolicy, w Gorzycach, była kwatera królewska, tam też stały główne siły armii.</akap>


<akap_dialog id="e888">--- Jeśli głód ich stąd nie wypędzi, nie damy im rady --- rzekł Kmicic. --- Cała ta okolica ufortyfikowana. Jest gdzie i konie popaść.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e889">--- Ale ryb dla tylu gęb nie starczy --- odrzekł Zagłoba --- zresztą lutrzy nie lubią postnego jadła. Niedawno mieli całą Polskę, teraz mają ten klin; niechże siedzą zdrowi albo znów do Jarosławia wracają.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e890"><begin id="b1283781799564-2950426570"/><motyw id="m1283781799564-2950426570">Żołnierz, Nauka, Siła, Mądrość</motyw>--- Okrutnie biegli ludzie sypali te szańczyki --- rzekł Wołodyjowski, spoglądając okiem znawcy na roboty. --- Rębaczow u nas jest więcej, ale uczonych oficyjerów mniej, i w sztuce wojennej zostaliśmy w tyle za innymi.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e891">--- A to czemu? --- spytał Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e892">--- Czemu? Jako żołnierzowi, który w jeździe całe życie służył, mówić mi tego nie wypada, ale owóż temu, że wszędy piechota a armaty grunt, dopieroż one pochody a obroty wojenne, a marsze, a kontrmarsze. Siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, wiele.</pe> książek w cudzoziemskim wojsku człek musi zjeść, siła rzymskich autorów przewertować, nim oficerem znaczniejszym zostanie, u nas zaś nic to. Po staremu jazda w dym kupą chodzi i szablami goli, a jak zrazu nie wygoli, to ją wygolą...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e893">--- Gadaj zdrów, panie Michale! a któraż nacja tyle znamienitych wiktoryj odniosła?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e894">--- Bo i inni dawniej tak samo wojowali, nie mając zaś tego impetu, musieli przegrywać; ale teraz zmądrzeli i patrz waćpan, co się dzieje.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e895">--- Poczekamy końca. Postaw mi tymczasem najmądrzejrzego inżyniera Szweda czy Niemca, a ja przeciw niemu Rocha postawię, który ksiąg nie wertował, i obaczym.<end id="e1283781799564-2950426570"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e896">--- Byleś go waćpan mógł postawić... --- wtrącił pan Kmicic.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e897">--- Prawda, prawda! Okrutnie mi chłopa żal. <begin id="b1283782323988-459604989"/><motyw id="m1283782323988-459604989">Obyczaje, Żołnierz, Grzeczność</motyw>Panie Andrzeju, a poszwargocz no onym psim językiem do tych pludraków i rozpytaj, co się z nim stało?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e898">--- To waść nie znasz regularnych żołnierzy. Tu ci nikt bez rozkazu gęby nie otworzy. Szkoda gadać!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e899">--- Wiem, że szelmy nieużyte. Jak tak do naszej szlachty, a zwłaszcza do pospolitaków<pe><slowo_obce>pospolitak</slowo_obce> --- szlachcic, uczestnik pospolitego ruszenia.</pe>, poseł przyjedzie, to zaraz gadu, gadu, o zdrowie jejmości i dziatek się spytają i gorzałki się z nim napiją --- i w konsyderacje<pe><slowo_obce>konsyderacje</slowo_obce> (z łac.) --- rozważania.</pe> polityczne poczną się wdawać, a ci oto stoją jak słupy i tylko ślepia na nas wybałuszają. Żeby ich sparło w ostatku!</akap_dialog>


<akap id="e900">Jakoż coraz więcej pieszych żołnierzy gromadziło się wokół posłanników, przypatrując im się ciekawie. Oni też, ile że przybrani starannie w przystojne, a nawet bogate szaty, wspaniałą czynili postać. Najwięcej zwracał oczu pan Zagłoba, gdyż prawie senatorską nosił w sobie powagę, najmniej pan Michał, z przyczyny swego wzrostu.</akap>


<akap id="e901">Tymczasem oficer, który pierwszy przyjmował ich na brzegu, wrócił wraz z drugim, znaczniejszym, i z żołnierzami prowadzącymi luźne konie. Ów znaczniejszy skłonił się wysłannikom i rzekł po polsku:</akap>


<akap_dialog id="e902">--- Jego królewska mość prosi waszmość panów do swej kwatery, a że to niezbyt blisko, więc przywiedliśmy konie.<end id="e1283782323988-459604989"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e903">--- Waszmość Polak? --- pytał Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e904">--- Nie, panie. Jestem Sadowski. Czech w służbie szwedzkiej. </akap_dialog>


<akap id="e905">Kmicic zbliżył się szybko ku niemu.</akap>


<akap_dialog id="e906">--- Nie poznajesz mnie waszmość pan?</akap_dialog>


<akap id="e907">Sadowski popatrzył bystro w jego oblicze.</akap>


<akap_dialog id="e908">--- Jakże! pod Częstochową! Waść to największą armatę burzącą wysadził i Miller<pe><slowo_obce>Miller</slowo_obce> --- Burchard Müller von der Lühnen (1604--1670), szwedzki wojskowy, generał, uczestnik m.in. wojny trzydziestoletniej, II wojny północnej i wojny polsko-szwedzkiej.</pe> oddał waszmości Kuklinowskiemu. Witam, witam serdecznie tak znamienitego rycerza!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e909">--- A co się z Kuklinowskim dzieje? --- pytał dalej Kmicic.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e910">--- To waść nie wiesz?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e911">--- Wiem, żem mu odpłacił tym samym, czym on mnie chciał gościć, alem go zostawił żywego.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e912">--- Zmarzł.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e913">--- Tak i myślałem, że zmarznie --- rzekł, machnąwszy ręką, pan Andrzej.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e914">--- Mości pułkowniku! --- wtrącił Zagłoba --- a niejakiego Rocha Kowalskiego nie masz tu w obozie?</akap_dialog>


<akap id="e915">Sadowski rozśmiał się:</akap>


<akap_dialog id="e916">--- Jakże? Jest!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e917">--- Chwała Bogu i Najświętszej Pannie! Żyw chłop, to go i wydostanę. Chwała Bogu!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e918"><begin id="b1283782720140-3289131791"/><motyw id="m1283782720140-3289131791">Śmiech, Wróg, Przysięga</motyw>--- Nie wiem, czyli król zechce go oddać --- odrzekł Sadowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e919">--- O! a czemu to?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e920">--- Bo go sobie wielce upodobał. Poznał go zaraz, że to ten sam jest, któren na niego w rudnickiej sprawie tak nastawał. Za boki braliśmy się, słuchając odpowiedzi jeńca. Pyta król: ,,Coś sobie do mnie upatrzył?", a ów rzecze: ,,Ślubowałem!" Więc król znów: ,,To i dalej będziesz następował?" ,,A jakże!" --- powiada szlachcic. Król począł się śmiać: ,,Wyrzecz się ślubu, daruję cię zdrowiem i wolnością." ,,Nie może być!" ,,Czemu?" ,,Boby mnie wuj za kpa ogłosił!" ,,A takżeś to ufny, żebyś na pojedynkę dał mi rady?" ,,Ja bym i pięciu takim dał rady!" Więc król jeszcze: ,,I śmiesz na majestat rękę podnosić?" Ów zaś: ,,Bo wiara paskudna!" Tłumaczyliśmy królowi każde słowo, a on coraz był weselszy i coraz to powtarzał: ,,Udał mi się ten towarzysz!" Dopieroż chcąc wiedzieć, czy go naprawdę taki osiłek gonił, kazał wybrać dwunastu co najtęższych chłopów między gwardią i kolejno im się z jeńcem pasować. Ale to żyłowaty jakiś kawaler! W chwili gdym odjeżdżał, dziesięciu już rozciągnął jednego po drugim, a żaden nie mógł wstać o swej mocy. Przyjedziemy właśnie na koniec tej uciechy.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e921">--- Poznaję Rocha! Moja krew! --- zawołał Zagłoba. --- Damy za niego choćby trzech znacznych oficerów.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e922">--- Pod dobry humor królowi traficie --- odrzekł Sadowski --- co teraz rzadko się zdarza.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e923">--- A wierzę --- odpowiedział mały rycerz.<end id="e1283782720140-3289131791"/></akap_dialog>


<akap id="e924"><begin id="b1283783313394-190382609"/><motyw id="m1283783313394-190382609">Grzeczność, Żołnierz, Rycerz, Wróg</motyw>Tymczasem Sadowski zwrócił się do Kmicica i począł wypytywać go, jakim sposobem nie tylko się z rąk Kuklinowskiego uwolnił, ale jego samego pogrążył. Ów zaczął opowiadać obszernie, bo chełpić się lubił. Sadowski zaś, słuchając, za głowę się chwytał ze zdumienia, wreszcie uścisnął jeszcze raz Kmicicową rękę i rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e925">--- Wierzaj mi waszmość pan, że z duszy rad jestem, bo choć Szwedom służę, ale każde szczere żołnierskie serce raduje się, gdy prawy kawaler szelmę pogrąży. Trzeba wam przyznać, że jak się między wami rezolut trafi, to ze świecą takiego <slowo_obce>in universo<pe><slowo_obce>in universo</slowo_obce> (łac.) --- na całym świecie.</pe></slowo_obce> szukać.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e926">--- Polityczny z waszmości pana oficer! --- rzekł pan Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e927">--- I znamienity żołnierz, wiemy to! --- dorzucił Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e928">--- Bom się i polityki<pe><slowo_obce>polityka</slowo_obce> (z łac.) --- tu: grzeczność, uprzejmość, dobre obyczaje.</pe>, i żołnierki od was uczył! --- odpowiedział Sadowski, przykładając rękę do kapelusza.</akap_dialog>


<akap id="e929">Tak oni ze sobą rozmawiali, przesadzając się wzajemnie w grzecznościach, aż dojechali do Gorzyc, gdzie była kwatera królewska.<end id="e1283783313394-190382609"/> Wieś cała zajęta była przez żołnierstwo różnej broni. <begin id="b1283783409566-1611961672"/><motyw id="m1283783409566-1611961672">Obyczaje, Żołnierz</motyw>Towarzysze nasi z ciekawością przyglądali się kupom żołnierzy, rozrzuconym między opłotkami. Jedni, chcąc nieco głód zaspać, spali po przyzbach, bo dzień był bardzo pogodny i ciepły; drudzy grali w kości na bębnach, popijając piwo, niektórzy rozwieszali odzież na płotach; inni, siedząc przed chałupami i pośpiewując skandynawskie pieśni, szorowali ceglanym proszkiem hełmy i pancerze, od których blask szedł okrutny. Gdzie indziej czyszczono lub przeprowadzano konie, słowem, życie obozowe wrzało i roiło się wszędy pod jasnym niebem.<end id="e1283783409566-1611961672"/> Na niektórych twarzach znać było wprawdzie trudy straszliwe i głód, ale słońce powlokło złotem nędzę, zresztą zaczęły się dla tych niezrównanych żołnierzy dni wypoczynku, więc nabrali zaraz ducha i wojennej postawy. Pan Wołodyjowski podziwiał ich w duchu, zwłaszcza piesze pułki, słynne na cały świat z wytrwałości i męstwa. Sadowski zaś, w miarę jak przejeżdżali, objaśniał:</akap>


<akap_dialog id="e930">--- To smalandzki pułk gwardii królewskiej. To piechota dalekarlijska, najprzedniejsza.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e931"><begin id="b1283784180292-3120317176"/><motyw id="m1283784180292-3120317176">Dusza, Zabobony, Okrucieństwo, Wierzenia, Diabeł, Obcy, Szlachcic, Zwierzęta, Pozycja społeczna</motyw>--- Na Boga! a to co za małe <slowo_obce>monstra</slowo_obce><pe><slowo_obce>monstrum</slowo_obce> (łac.) --- potwór; tu M. lm <slowo_obce>monstra</slowo_obce>.</pe>? --- zakrzyknął nagle Zagłoba, ukazując kupę małych człowieczków z oliwkową cerą i czarnymi, wiszącymi po obu stronach głowy włosami.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e932">--- To Lapończykowie, którzy do najdalej siedzących Hiperborejów<pe><slowo_obce>Hiperborej</slowo_obce> a. <slowo_obce>Hiperborejczyk</slowo_obce>  (z gr.) --- członek ludu mieszkającego na północy</pe> się liczą.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e933">--- Dobrzyż do bitwy? Bo mi się widzi, że mógłbym po trzech w każdą garść wziąć i póty łbami stukać, póki bym się nie zmachał!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e934">--- Z pewnością mógłbyś waszmość to uczynić! Do bitwy oni na nic. Szwedowie ich ze sobą do posług obozowych wodzą, a w części dla osobliwości. Za to czarownicy z nich <slowo_obce>exquisitissimi</slowo_obce><pe><slowo_obce>exquisitissimus</slowo_obce> (łac.) --- wyborny, wyszukany, najlepszy; tu M. lm <slowo_obce>exquisitissimi</slowo_obce>: wyborni, najwyszukańsi, najlepsi.</pe>, każden<pe><slowo_obce>każden</slowo_obce> --- dziś popr.: każdy.</pe> najmniej jednego diabła, a niektórzy po pięciu do usług mają.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e935">--- Skądże im taka ze złymi duchami komitywa? --- pytał, żegnając się znakiem krzyża, Kmicic.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e936">--- Bo w ustawicznej nocy brodzą, która po pół roku i więcej u nich trwa, wiadomo zaś waszmościom, że w nocy najłatwiej z diabłem o styczność.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e937">--- A duszę mają?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e938">--- Nie wiadomo, ale tak myślę, że <slowo_obce>animalibus</slowo_obce><pe><slowo_obce>animal, animalis</slowo_obce> --- zwierzę, stworzenie, potwór; tu C. lm <slowo_obce>animalibus</slowo_obce>: zwierzętom.</pe> są podobniejsi.</akap_dialog>


<akap id="e939">Kmicic posunął konia, chwycił jednego Lapończyka za kark, podniósł go jak kota do góry i obejrzał ciekawie, następnie postawił go na nogi i rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e940">--- Żeby mi król takiego jednego podarował, kazałbym go uwędzić i w Orszy w kościele powiesić, gdzie z innych osobliwości strusie jaje się znajduje.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e941">--- A w Łubniach<pe><slowo_obce>Łubnie</slowo_obce> --- miasto na Połtawszczyźnie, na śr.-wsch. Ukrainie, przed 1549 r. rezydencja książąt Wiśniowieckich, w 1655 r. znajdowało się na terytorium zajętym przez Kozaków.</pe> była u fary<pe><slowo_obce>u fary</slowo_obce> --- w kościele parafialnym.</pe> szczęka wielorybia alboli też wielkoluda --- dodał Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e942">--- Jedźmy, bo jeszcze co paskudnego od nich się do nas przyczepi! --- rzekł Zagłoba.<end id="e1283784180292-3120317176"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e943">--- Jedźmy --- powtórzył Sadowski. --- Prawdę mówiąc, powinien bym był kazać waściom worki na głowę założyć, jako jest zwyczaj, ale nie mamy tu co ukrywać, a żeście na szańce spoglądali, to dla nas lepiej.</akap_dialog>


<akap id="e944">Za czym ruszyli końmi i po chwili byli przed dworem gorzyckim. Przed bramą zeskoczyli z kulbak<pe><slowo_obce>kulbaka</slowo_obce> --- wysokie siodło.</pe> i zdjąwszy czapki, szli dalej piechotą, bo sam król był przed domem.</akap>


<akap id="e945">Ujrzeli tedy moc jenerałów i oficerów bardzo świetnych. Był tam stary Wittenberg<pe><slowo_obce>Wittenberg</slowo_obce> --- Arvid (a. Arfuid) Wittenberg von Debern (1606--1657), szwedzki hrabia i feldmarszałek, uczestnik wojny trzydziestoletniej i potopu szwedzkiego.</pe>, Duglas<pe><slowo_obce>Duglas</slowo_obce> --- Douglas, Robert (1611--1662), Szkot, od 16 r. życia żołnierz armii szwedzkiej, feldmarszałek, uczestnik wojny trzydziestoletniej. Podczas potopu szwedzkiego dowodził wojskami szwedzkimi w Prusach Książęcych. Za zasługi wojenne otrzymał tytuł hrabiego, a jego potomkowie stali się jednym z najbogatszych rodów arystokratycznych Szwecji.</pe>, Loewenhaupt, Miller, Eriksen i wielu innych. Wszyscy siedzieli na ganku, nieco za królem, którego krzesło wysunięte było naprzód, i patrzyli na krotofilę<pe><slowo_obce>krotofila</slowo_obce>  a. <slowo_obce>krotochwila</slowo_obce> (starop.) --- żart.</pe>, którą Karol Gustaw sobie z jeńcem wyprawiał. Roch rozciągnął właśnie dopiero co dwunastego rajtara i stał w porozrywanym przez zapaśników kubraku, zdyszany i spocon wielce. Ujrzawszy wuja w towarzystwie Kmicica i Wołodyjowskiego, rozumiał zrazu, że ich również w niewolę wzięto, więc wytrzeszczył oczy i otworzył usta, za czym postąpił parę kroków, lecz Zagłoba dał mu znak ręką, by stał spokojnie, sam zaś postąpił z towarzyszami przed oblicze królewskie.</akap>


<akap id="e946">Sadowski począł prezentować wysłanników, oni zaś kłaniali się nisko, jak obyczaj i etykieta nakazywała, następnie Zagłoba oddał pismo Czarnieckiego.</akap>


<akap id="e947"><begin id="b1283848849022-230830067"/><motyw id="m1283848849022-230830067">Król</motyw>Król wziął list i począł czytać, tymczasem towarzysze przypatrywali mu się z ciekawością, bo nigdy go przedtem nie widzieli. Był to pan w kwiecie wieku, na twarzy tak smagły, jakoby się Włochem albo Hiszpanem urodził. Długie pukle czarnych jak krucze skrzydła włosów spadały mu wedle uszu aż na ramiona. Z blasku i barwy oczu przypominał Jeremiego Wiśniowieckiego, jeno brwi miał bardzo do góry podniesione, jak gdyby się dziwił ustawicznie. Natomiast w miejscu, gdzie się brwi schodzą, czoło podnosiło mu się w duże wypukłości, które czyniły go do lwa podobnym; głęboka zmarszczka nad nosem, nie schodząca nawet wówczas, gdy się śmiał, nadawała jego twarzy wyraz groźny i gniewny. Wargę dolną miał tak wysuniętą naprzód, jak Jan Kazimierz, jeno twarz tłustszą i większy podbródek; wąsy nosił na kształt sznureczków, nieco na końcach rozszerzonych. <begin id="b1283848829570-3885795181"/><motyw id="m1283848829570-3885795181">Przywódca, Krew</motyw>W ogóle oblicze jego zwiastowało nadzwyczajnego człowieka, jednego z takich, którzy chodząc po ziemi, krew z niej wyciskają.<end id="e1283848829570-3885795181"/> Była w nim wspaniałość i duma monarsza, i siła lwia, i lotność geniuszu, jeno, choć uśmiech łaskawy nie schodził mu nigdy z ust, nie było owej dobroci serca, która takim łagodnym światłem oświeca od wewnątrz lica, jak lampka wstawiona w środek alabastrowej urny.<end id="e1283848849022-230830067"/></akap>


<akap id="e948">Siedział tedy w fotelu ze złożonymi na krzyż nogami, których potężne łydki rysowały się wyraźnie spod czarnych pończoch, i mrugając, wedle zwyczaju, oczyma, czytał z uśmiechem list Czarnieckiego. Nagle, podniósłszy powieki, spojrzał na pana Michała i rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e949">--- Poznaję natychmiast waćpana: tyś to usiekł Kanneberga.</akap_dialog>


<akap id="e950">Wszystkie oczy zwróciły się natychmiast na Wołodyjowskiego, któren ruszył wąsikami, skłonił się i odrzekł:</akap>


<akap_dialog id="e951">--- Do usług waszej królewskiej mości.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e952">--- Jaka szarża? --- pytał król.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e953">--- Pułkownik chorągwi laudańskiej.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e954"><begin id="b1283849444384-689992620"/><motyw id="m1283849444384-689992620">Przysięga, Wierność, Zdrada</motyw>--- Gdzieś dawniej służył?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e955">--- U wojewody wileńskiego.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e956">--- I opuściłeś go wraz z innymi? Zdradziłeś jego i mnie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e957">--- Swemu królowi byłem powinien, nie waszej królewskiej mości.</akap_dialog>


<akap id="e958">Król nie odrzekł nic; wszystkie czoła zmarszczyły się, oczy poczęły świdrować w panu Michale, lecz on stał spokojnie, tylko wąsikami ruszał raz po razu.</akap>


<akap id="e959">Nagle król rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e960">--- Miło mi poznać tak znamienitego kawalera. Kanneberg uchodził między nami za niezwyciężonego w spotkaniu. Waść musisz być pierwszą szablą w tym państwie?...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e961">--- <slowo_obce>In universo<pe><slowo_obce>in universo</slowo_obce> (łac.) --- w całym świecie, w ogóle.</pe>!</slowo_obce> --- rzekł Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e962">--- Nie ostatnią --- odpowiedział Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e963">--- Witam waściów uprzejmie. Dla pana Czarnieckiego mam prawdziwą estymę, jako dla wielkiego żołnierza, chociaż mi parol złamał, bo powinien dotąd spokojnie w Siewierzu siedzieć.</akap_dialog>


<akap id="e964">Na to Kmicic:</akap>


<akap_dialog id="e965">--- Wasza królewska mość! Nie pan Czarniecki, ale jenerał Miller pierwszy parol złamał, Wolfowy regiment królewskiej piechoty zagarniając.</akap_dialog>


<akap id="e966">Miller postąpił krok, spojrzał w twarz Kmicicowi i począł coś szeptać do króla, któren, mrugając ciągle oczyma, słuchał dość pilnie, spoglądając na pana Andrzeja, wreszcie rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e967">--- To, widzę, wybranych kawalerów pan Czarniecki mi przysłał. Ale z dawna to wiem, że rezolutów między wami nie brak, jeno wiary w dotrzymaniu obietnic i przysiąg brakuje.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e968">--- Święte słowa waszej królewskiej mości! --- rzekł Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e969">--- Jak to waść rozumiesz?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e970">--- Bo gdyby nie ta narodu naszego przywara, to byś, miłościwy panie, tu nie był!</akap_dialog>


<akap id="e971">Król znów pomilczał chwilę, jenerałowie znów zmarszczyli się na śmiałość wysłannika.</akap>


<akap_dialog id="e972">--- Jan Kazimierz sam was od przysięgi uwolnił --- rzekł Karol --- bo was opuścił i za granicę się schronił.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e973">--- Od przysięgi jeno namiestnik Chrystusów<pe><slowo_obce>Chrystusów</slowo_obce> (daw.) --- dziś popr. forma M. lp n.m. przymiotnika: Chrystusowy.</pe> uwolnić zdolen, któren<pe><slowo_obce>któren</slowo_obce> --- dziś popr. który.</pe> w Rzymie mieszka i któren nas nie uwolnił.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e974">--- Mniejsza z tym! --- rzekł król. --- Ot, tym zdobyłem to królestwo (tu uderzył się po szpadzie) i tym utrzymam. Nie potrzeba mi waszych sufragiów<pe><slowo_obce>sufragium</slowo_obce> (łac. <slowo_obce>suffragium</slowo_obce>) --- głos w wyborach.</pe> ni waszych przysiąg. <end id="e1283849444384-689992620"/>Chcecie wojny, będziecie ją mieli! Tak myślę, że pan Czarniecki jeszcze o Gołębiu pamięta?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e975">--- Zapomniał po drodze z Jarosławia --- odrzekł Zagłoba.</akap_dialog>


<akap id="e976">Król, zamiast się rozgniewać, rozśmiał się.</akap>


<akap_dialog id="e977">--- To mu przypomnę!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e978">--- Bóg światem rządzi!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e979">--- Powiedzcie mu, niech mnie odwiedzi. Mile go przyjmę, jeno niech się śpieszy, bo jak konie odpasę, pójdę dalej.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e980">--- Wtedy my waszą królewską mość przyjmiemy! --- odrzekł, kłaniając się i kładąc nieznacznie rękę na szabli, Zagłoba.</akap_dialog>


<akap id="e981">Król na to:</akap>


<akap_dialog id="e982">--- Widzę, że pan Czarniecki nie tylko najlepsze szable, ale i najlepszą gębę w poselstwie przysłał. W mig waść każde pchnięcie parujesz. Szczęście, że nie na tym wojna polega, bo godnego siebie znalazłbym przeciwnika. Ale przystępuję do materii: Pisze mi pan Czarniecki, żebym owego jeńca wypuścił, dwóch mi za to w zamian znacznych oficerów ofiarując. Nie lekceważę tak moich żołnierzy, jako myślicie, i zbyt tanio ich okupywać nie chcę, byłoby to przeciw mojej i ich ambicji. Natomiast, ponieważ niczego panu Czarnieckiemu odmówić nie zdołam, przeto mu podarunek z tego kawalera zrobię.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e983">--- Miłościwy panie! --- odrzekł na to Zagłoba --- nie kontempt<pe><slowo_obce>kontempt</slowo_obce> (z łac.) --- obraza, pogarda, lekceważenie.</pe> oficerom szwedzkim, ale kompasję<pe><slowo_obce>kompasja</slowo_obce> (z łac.) --- współczucie.</pe> dla mnie chciał pan Czarniecki okazać, bo to jest mój siostrzan<pe><slowo_obce>siostrzan</slowo_obce> (daw.) --- siostrzeniec.</pe>, ja zaś jestem, do usług waszej królewskiej mości, pana Czarnieckiego konsyliarzem<pe><slowo_obce>konsyliarz</slowo_obce> (z łac.) --- doradca.</pe>.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e984"><begin id="b1283849942992-1529531659"/><motyw id="m1283849942992-1529531659">Przysięga, Niewola</motyw>--- Po prawdzie --- rzekł, śmiejąc się, król --- nie powinien bym tego jeńca puszczać, bo przeciw mnie ślubował, chyba że się za ono beneficjum<pe><slowo_obce>beneficjum</slowo_obce> (z łac.) --- tu: dobrodziejstwo.</pe> ślubu swego wyrzecze.</akap_dialog>


<akap id="e985">Tu zwrócił się do stojącego przed gankiem Rocha i kiwnął ręką.</akap>


<akap_dialog id="e986">--- A pójdź no tu bliżej, osiłku!</akap_dialog>


<akap id="e987">Roch przybliżył się o parę kroków i stanął wyprostowany.</akap>


<akap_dialog id="e988">--- Sadowski --- rzekł król --- spytaj się go, czy mnie zaniecha, jeśli go puszczę?</akap_dialog>


<akap id="e989">Sadowski powtórzył królewskie pytanie.</akap>


<akap_dialog id="e990">--- Nie może być! --- zawołał Roch.</akap_dialog>


<akap id="e991">Król zrozumiał bez tłumacza i począł w ręce klaskać i oczyma mrugać.</akap>


<akap_dialog id="e992">--- A co! a co! Jakże takiego wypuszczać? Dwunastu rajtarom karku nadkręcił, a mnie trzynastemu obiecuje! Dobrze! dobrze! Udał mi się kawaler! Czy i on jest pana Czarnieckiego konsyliarzem? W takim razie jeszcze prędzej go wypuszczę.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e993">--- Stul gębę, chłopie! --- mruknął Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e994"><begin id="b1283850190033-2106499702"/><motyw id="m1283850190033-2106499702">Bunt, Gniew, Obyczaje</motyw>--- Dość krotochwil --- rzekł nagle Karol Gustaw. --- Bierzcie go i miejcie jeden więcej dowód mojej klemencji<pe><slowo_obce>klemencja</slowo_obce> (z łac.) --- łagodność, pobłażanie.</pe>. Przebaczyć mogę, jako pan tego królestwa, gdy taka moja wola i łaska, ale w układy wchodzić z buntownikami nie chcę.<end id="e1283849942992-1529531659"/></akap_dialog>


<akap id="e995">Tu brwi królewskie zmarszczyły się i uśmiech nagle znikł mu z oblicza.</akap>


<akap_dialog id="e996">--- Kto bowiem przeciw mnie rękę podnosi, ten jest buntownikiem, gdyż jam tu prawym panem. Z miłosierdzia jeno nad wami nie karałem dotąd, jak należy, czekałem upamiętania, przyjdzie wszelako czas, że miłosierdzie się wyczerpie i pora kary nastanie. Przez waszą to swawolę i niestałość kraj ogniem płonie, przez wasze to wiarołomstwo krew się leje. Lecz mówię wam: upływają dnie ostatnie... nie chcecie słuchać napomnień, nie chcecie słuchać praw, to posłuchacie miecza a szubienicy!</akap_dialog>


<akap id="e997">I błyskawice poczęły migotać w Karolowych oczach; Zagłoba popatrzył nań przez chwilę ze zdumieniem, nie mogąc zrozumieć, skąd się wzięła ta nagła burza po pogodzie, wreszcie i w nim poczęło się serce podnosić, więc skłonił się i rzekł tylko:</akap>


<akap_dialog id="e998">--- Dziękujem waszej królewskiej mości.</akap_dialog>


<akap id="e999">Po czym odszedł, a za nim Kmicic, Wołodyjowski i Roch Kowalski.</akap>


<akap_dialog id="e1000">--- Łaskawy, łaskawy! --- mówił Zagłoba --- a ani się spostrzeżesz, kiedy ci ryknie w ucho jak niedźwiedź. Dobry koniec poselstwa! Inni kielichem na wsiadanego częstują, a on szubienicą! Niechże psów wieszają, nie szlachtę! Boże! Boże! jak my ciężko grzeszyli przeciw naszemu panu, który ojcem był, ojcem jest i ojcem będzie, bo jagiellońskie w nim serce! I takiego to pana zdrajcy opuścili, a poszli z zamorskimi straszydły<pe><slowo_obce>z zamorskimi straszydły</slowo_obce> --- dziś popr. forma N. lm: z zamorskimi straszydłami.</pe> się kumać. Dobrze nam tak, bo niceśmy lepszego niewarci. Szubienicy! szubienicy!... Samemu już ciasno, przycisnęliśmy go jako twaróg w worku, że już serwatką popuszcza, a on jeszcze mieczem i szubienicą grozi. Poczekaj! Złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma! Będzie wam jeszcze ciaśniej.<end id="e1283850190033-2106499702"/> Rochu! chciałem ci po gębie dać albo pięćdziesiąt na kobiercu, ale ci już przebaczę, za to, żeś się po kawalersku stawił i dalej go ścigać obiecałeś. Dajże gęby, bom z ciebie rad!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1001">--- Przecie wuj rad! --- odrzekł Roch.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1002"><begin id="b1283850557059-332810498"/><motyw id="m1283850557059-332810498">Diabeł, Matka Boska, Wojna, Polityka, Cud</motyw>--- Szubienica a miecz! I mnie to w oczy powiedział! --- mówił znów po chwili Zagłoba. --- Macie protekcję! Wilk tak samo barana do własnych kiszek proteguje!... I kiedy to mówi? Teraz, gdy mu się już gęsia skóra na krzyżach robi. Niech sobie Lapończyków na konsyliarzy dobierze i z nimi razem diabelskiej protekcji szuka! A nas będzie Najświętsza Panna sekundowała<pe><slowo_obce>sekundować</slowo_obce>  (z łac. <slowo_obce>secundo</slowo_obce>, <slowo_obce>secundare</slowo_obce>) --- pomagać, towarzyszyć; ochraniać, bronić.</pe>, jako pana Bobolę w Sandomierzu, którego prochy na drugą stronę Wisły razem z koniem przerzuciły, a dlatego mu nic. Obejrzał się, gdzie jest, i zaraz na obiad do księdza trafił. Przy takiej pomocy jeszcze my ich wszystkich, jako raki z więcierza, za szyje powyciągamy...<end id="e1283850557059-332810498"/></akap_dialog>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e1003">Rozdział IX</naglowek_rozdzial>



<akap id="e1004">Upłynęło dni kilkanaście. Król siedział ciągle w widłach rzecznych i gońców na wszystkie strony rozsyłał do fortec, do komend, w kierunku Krakowa i Warszawy, z rozkazami, by mu wszyscy z pomocą spieszyli. Sprowadzano mu też Wisłą prowianty, ile można było, ale niedostatecznie. Po upływie dni dziesięciu poczęto konie jeść, i rozpacz ogarniała króla i jenerałów na myśl, co będzie, gdy rajtaria od koni odpadnie i gdy armat nie będzie w co zaprząc. Zewsząd też przychodziły wieści niepocieszne. Kraj cały tak gorzał wojną, jakby go kto smołą polał i zapalił. Mniejsze komendy, mniejsze prezydia<pe><slowo_obce>prezydium</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>praesidium</slowo_obce>) --- straż, zbrojna załoga.</pe> nie mogły spieszyć na pomoc, bo nie mogły wychylać się z miast i z miasteczek. Litwa, trzymana dotąd żelazną ręką Pontusa de la Gardie, powstała jak jeden człowiek. Wielkopolska, która poddała się najpierwsza, najpierwsza też zrzuciła jarzmo i świeciła całej Rzeczypospolitej przykładem wytrwania, zawziętości, zapału. <begin id="b1283850734057-1735601955"/><motyw id="m1283850734057-1735601955">Chłop, Szlachcic, Walka</motyw>Partie<pe><slowo_obce>partia</slowo_obce> --- tu: oddział, grupa zbrojnych.</pe> szlacheckie i chłopskie rzucały się tam nie tylko na stojące po wsiach załogi, ale nawet na miasta. Próżno Szwedzi mścili się straszliwie nad krajem, próżno ucinali ręce schwytanym w niewolę jeńcom, puszczali z dymem wsie, wycinali w pień osady, wznosili szubienice, sprowadzali tortury z Niemiec dla męczenia buntowników. Kto miał cierpieć, cierpiał, kto miał ginąć, ginął, lecz jeśli był szlachcicem, ginął z szablą, jeśli chłopem, ginął z kosą w ręku.<end id="e1283850734057-1735601955"/> I lała się krew szwedzka po całej Wielkopolsce, lud żył w lasach, niewiasty nawet porywały za broń; kary wywoływały tylko zemstę i tym większą zaciekłość. Kulesza, Krzysztof Żegocki i wojewoda podlaski uwijali się na kształt płomieni po kraju, a prócz nich wszystkie bory pełne były partyj; pola leżały nieuprawne, głód srogi rozwielmożnił się w kraju, lecz najbardziej skręcał wnętrzności Szwedów, bo ci w miastach za bramami zamkniętymi siedzieli i nie mogli wychylać się w pole.</akap>


<akap id="e1005">Aż wreszcie poczęło im braknąć tchu w piersiach.</akap>


<akap id="e1006">W Mazowszu było to samo. Tam lud kurpieski<pe><slowo_obce>kurpieski</slowo_obce> --- dziś popr.: kurpiowski.</pe>, w mrokach leśnych żyjący, wychylił się z puszcz, poprzecinał drogi, przejmował żywność i gońców. Na Podlasiu rojna drobna szlachta tysiącami ciągnęła do Sapiehy lub na Litwę. Lubelskie było w rękach konfederacji. Z Rusi dalekich szli Tatarzy, a z nimi i zmuszeni do posłuszeństwa Kozacy.</akap>


<akap id="e1007">Więc wszyscy byli już pewni, że jeśli nie za tydzień, to za miesiąc, jeśli nie za miesiąc, to za dwa owe widły rzeczne, w których stał król Karol Gustaw z główną armią szwedzką, zmienią się w jedną wielką mogiłę --- na sławę dla narodu, na straszną naukę dla tych, którzy by Rzeczpospolitą napadać chcieli. Przewidywano już koniec wojny, byli tacy, którzy mówili, że Karolowi jeden tylko ratunek pozostał: wykupić się i oddać Rzeczypospolitej Inflanty szwedzkie.</akap>


<akap id="e1008">Lecz nagle polepszyły się losy Karola Gustawa i Szwedów.</akap>


<akap id="e1009">Dnia 20 marca poddał się Malborg, aż dotąd na próżno przez Szteinboka oblegany. Silna i dzielna armia jego nie miała teraz nic do roboty i mogła pospieszyć na ratunek królowi.</akap>


<akap id="e1010">Z drugiej strony margraf badeński, skończywszy zaciągi, z gotową siłą i nie utrudzonym jeszcze żołnierzem ruszył również ku widłom rzecznym.</akap>


<akap id="e1011">Obaj posuwali się naprzód, gromiąc pomniejsze kupy powstańcze, niszcząc, paląc, mordując. Po drodze zabierali prezydia szwedzkie, ściągali pomniejsze komendy i rośli w siłę, jak rzeka rośnie tym bardziej, im więcej strumieni w siebie przyjmuje.</akap>


<akap id="e1012">Wieści o upadku Malborga, o Szteinbokowej armii i o pochodzie margrabiego badeńskiego doszły bardzo prędko do wideł rzecznych i strapiły serca polskie. Szteinbok był jeszcze daleko, ale margrabia badeński, idąc spiesznymi pochodami, mógł wkrótce nadejść i zmienić całą postać rzeczy pod Sandomierzem.</akap>


<akap id="e1013">Złożyli tedy wodzowie polscy radę, w której wzięli udział pan Czarniecki, pan hetman litewski, Michał Radziwiłł, krajczy koronny, pan Witowski, stary doświadczony żołnierz, i pan Lubomirski<pe><slowo_obce>Lubomirski</slowo_obce> --- Lubomirski, Jerzy Sebastian herbu Szreniawa bez Krzyża (1616--1667), marszałek wielki koronny, później hetman polny koronny i starosta spiski; w latach 60. przywódca rokoszu, który ograniczył absolutystyczne dążenia Jana Kazimierza; zmarł na wygnaniu.</pe>, który od pewnego czasu przykrzył sobie na Zawiślu. Na radzie owej postanowiono, iż pan Sapieha z litewskim wojskiem pozostanie pilnować Karola, aby się z wideł nie wymknął, zaś pan Czarniecki ruszy przeciw margrabiemu badeńskiemu i spotka go, jako będzie mógł najprędzej, za czym, jeżeli mu Bóg wiktorię spuści, powróci po staremu króla oblegać.</akap>


<akap id="e1014">Rozkazy odpowiednie zostały natychmiast wydane. Nazajutrz zagrały trąbki wsiadanego przez munsztuk<pe><slowo_obce>zagrały trąbki wsiadanego przez munsztuk</slowo_obce> --- dano stłumiony sygnał do odjazdu; <slowo_obce>munsztuk</slowo_obce> --- kiełzno, element uprzęży, zakładany na pysk koński i służący do kierowania szczególnie nieposłusznym wierzchowcem.</pe> tak cicho, że je ledwie usłyszano, chciał bowiem Czarniecki odejść w tajemnicy przed Szwedami. Na dawnym obozowisku położyło się zaraz kilka luźnych partyj szlacheckich i chłopskich. Ci porozpalali ogniska i huczeć poczęli, aby nieprzyjaciel myślał, iż nikt z majdanu nie wyszedł, zaś kasztelańskie chorągwie wymykały się jedna za drugą. Poszła więc naprzód laudańska, która po prawie powinna była przy panu Sapieże pozostać, ale że Czarniecki bardzo się w niej rozkochał, więc mu hetman nie chciał jej odbierać. Za laudańską poszła Wąsowiczowa, lud wyborny, przez starego żołnierza prowadzony, któremu pół wieku we krwi rozlewie zeszło; za czym poszła księcia Dymitra Wiśniowieckiego pod Szandarowskim, ta sama, która pod Rudnikiem niezmierną chwałą się okryła; za czym pana Witowskiego dragonii dwa regimenta, za czym dwie pana starosty jaworowskiego; słynny Stapkowski w jednej porucznikował; za czym kasztelańska własna, królewska pod Polanowskim i cała siła pana Lubomirskiego. Piechoty nie brano dla pośpiechu ni wozów bo komunikiem<pe><slowo_obce>iść komunikiem</slowo_obce> (daw.) --- jechać konno, wierzchem; <slowo_obce>komunik</slowo_obce> (daw.) --- jeździec, kawalerzysta.</pe> iść mieli.</akap>


<akap id="e1015">Wszystkie razem stanęły pod Zawadą w sile znacznej i ochocie wielkiej. Wówczas wyjechał na przodek pan Czarniecki i uszykowawszy je do pochodu, sam zatrzymał nieco konia i puszczał je mimo siebie tak, aby całą siłę dobrze obejrzeć. Koń pod nim prychał i łbem rzucał, a kiwał, jakby chcąc witać przechodzące pułki, a samemu kasztelanowi serce rosło. Piękny też widok miał przed oczyma. Jak okiem sięgnął, fala koni, fala srogich lic żołnierskich, ruchem końskim kołysana, nad nimi trzecia jeszcze fala szabel i grotów, migotliwa i błyszcząca w porannym słońcu. Siła okrutna szła od nich, a tę siłę czuł w sobie pan kasztelan, bo już nie była to lada jaka zbieranina wolentarska<pe><slowo_obce>wolentarski</slowo_obce> --- ochotniczy.</pe>, ale lud na kowadle wojennym wykuty, sprawny, ćwiczony i w bitwie tak ,,jadowity", że żadna w świecie jazda zdzierżyć mu w równej sile nie mogła. Więc pan Czarniecki uczuł w tej chwili, że na pewno, że bez żadnej wątpliwości z tymi ludźmi rozniesie na szablach i kopytach wojsko margrabiego badeńskiego i owo przeczuwane zwycięstwo rozpromieniło mu tak oblicze, że blask bił od niego na pułki.</akap>


<akap_dialog id="e1016">--- Z Bogiem! Po wiktorię! --- zakrzyknął wreszcie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1017">--- Z Bogiem! Pobijemy! --- odpowiedziały mu potężne głosy.</akap_dialog>


<akap id="e1018">I okrzyk ów przeleciał przez wszystkie chorągwie, jak głuchy grzmot przez chmury. Czarniecki wspiął konia, by dognać idącą w przodku laudańską.</akap>


<akap id="e1019">I poszli.</akap>


<akap id="e1020">Szli zaś nie jak ludzie, ale jak stado ptaków drapieżnych, które, zwietrzywszy bój w oddali, lecą z wichrem na prześcigi. Nigdy, nawet między Tatarami w stepie, nikt nie słyszał o takim pochodzie. Żołnierz spał w kulbace<pe><slowo_obce>kulbaka</slowo_obce> --- wysokie siodło.</pe>, jadł i pił nie zsiadając; konie karmiono z ręki. Rzeki, bory, wsie, miasta zostawały za nimi. Ledwie po wsiach wypadli chłopi z chałup patrzeć na wojsko, już wojsko nikło w oddali za tumanami kurzawy. Szli dzień i noc, tyle tylko wypoczywając, aby koni nie wygubić.</akap>


<akap id="e1021">Wreszcie pod Kozienicami wpadli na ośm chorągwi szwedzkich, pod wodzą Torneskilda. Laudańska, idąca w przodku, pierwsza dojrzała nieprzyjaciela i nie odetchnąwszy nawet, natychmiast skoczyła ku niemu w dym. Drugi poszedł Szandarowski, trzeci Wąsowicz, czwarty Stapkowski.</akap>


<akap id="e1022">Szwedzi, mniemając, że z jakimiś partiami mają do czynienia, stawili w otwartym polu czoło i w dwie godziny później nie pozostała jedna żywa dusza, która by mogła do margrabiego dobiec i krzyknąć, że to Czarniecki idzie. Po prostu rozniesiono na szablach owe ośm chorągwi, świadka klęski nie zostawując. Po czym ruszyli, jakby kto sierpem rzucił, do Magnuszewa, szpiegowie bowiem dali znać, iż margrabia badeński z całym wojskiem w Warce się znajduje.</akap>


<akap id="e1023">Pan Wołodyjowski został wysłany na noc z podjazdem, aby dał znać, jak wojsko rozłożone i jaka jego siła.</akap>


<akap id="e1024">Bardzo na ową ekspedycję narzekał pan Zagłoba, albowiem nawet przesławny Wiśniowiecki nigdy takich pochodów nie odbywał; żalił się też stary towarzysz, lecz wolał iść z Wołodyjowskim niż przy wojsku zostawać.</akap>


<akap_dialog id="e1025"><begin id="b1283852148785-2970751213"/><motyw id="m1283852148785-2970751213">Głód, Wojna</motyw>--- Złoty był pod Sandomierzem czas --- mówił, przeciągając się w kulbace --- człek jadł, spał i na oblężonych Szwedów z dala spoglądał, a teraz nie ma kiedy i manierki do gęby przyłożyć. Znam ja sztukę wojenną <slowo_obce>antiquorum</slowo_obce><pe><slowo_obce>antiquus</slowo_obce> (łac.) --- dawny, starożytny; tu D. lm <slowo_obce>antiquorum</slowo_obce>: starożytnych.</pe>: wielkiego Pompejusza i Cezara, ale pan Czarniecki nową modę wymyśla. Przeciw wszelkiej jest to regule trząść brzuch przez tyle dni i nocy. Z głodu już imaginacja<pe><slowo_obce>imaginacja</slowo_obce> (z łac.) --- wyobraźnia.</pe> rebelizować<pe><slowo_obce>rebelizować</slowo_obce> (z łac.) --- buntować się.</pe> we mnie poczyna i ciągle mi się zdaje, że gwiazdy to kasza, a księżyc sperka. Na psa taka wojna! Jak mi Bóg miły, tak z głodu chce się własnemu koniowi uszy obgryźć!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1026">--- Jutro, da Bóg, wypoczniemy po Szwedach!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1027">--- Wolę już Szwedów niż taką mitręgę! Panie! Panie! kiedy Ty dasz spokój tej Rzeczypospolitej, a staremu Zagłobie ciepły przypiecek i piwo grzane... niechby i bez śmietany... Kołataj się, stary, na szkapie, kołataj, póki się do śmierci nie dokołatasz... Nie ma tam który tabaki? Może ową senność nozdrzami wyparsknę... Księżyc mi w samą gębę tak świeci, że aż do brzucha zagląda, a nie wiem, czego tam szuka, bo nic nie znajdzie. Na psa taka wojna, powtarzam!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1028">--- Skoro wuj myślisz, że księżyc sperka, to go wuj zjedz! --- rzekł Roch.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1029">--- Gdybym ciebie zjadł, mógłbym powiedzieć, że wołowinę jadłem, ale boję się, bym po takiej pieczeni reszty dowcipu<pe><slowo_obce>dowcip</slowo_obce> (daw.) --- rozum, inteligencja.</pe> nie utracił.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1030">--- Jeśli ja wół, a wuj mój wuj, to wuj co?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1031">--- A ty, kpie, myślisz, że Altea dlatego porodziła głownię<pe><slowo_obce>Altea (...) porodziła głownię</slowo_obce> (mit. gr.) --- Altea, królowa kalidońska, otrzymała we śnie proroctwo, według którego jej nowonarodzony syn, Meleager, miał żyć tak długo, póki nie spali się głownia, płonąca wówczas w domowym ognisku. Altea schowała więc głownię, ale kiedy po latach Meleager wdał się w spór z jej bratem, włożyła żagiew w ogień, powodując śmierć syna, po czym popełniła samobójstwo. Proroczy sen o urodzeniu płonącej głowni miała natomiast Hekabe, królowa Troi, w związku z czym swojego syna, Parysa-Aleksandra, kazała porzucić na pustkowiu. Wychowany przez pasterzy, Parys przyczynił się potem rzeczywiście do upadku Troi, porywając Helenę.</pe>, że przy piecu siadała?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1032">--- A mnie co do tego?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1033">--- To do tego, że jeśliś wołem, to się naprzód o ojca swego dopytuj, nie o wuja, bo Europę byk porwał, ale brat jej, który wypadł wujem jej potomstwu, był dlatego człowiekiem. Rozumiesz?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1034">--- Co prawda, nie rozumiem, ale zjeść, to bym też co zjadł.<end id="e1283852148785-2970751213"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e1035">--- Zjedz licha i daj mnie spać! Co tam, panie Michale? Czemuśmy to stanęli?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1036">--- Warkę widać --- rzekł Wołodyjowski. --- Ot, wieża kościelna błyszczy w miesiącu.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1037">--- A Magnuszew jużeśmy minęli?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1038">--- Magnuszew został na prawo. Dziwno mi, że po tej stronie rzeki żadnego podjazdu szwedzkiego nie masz. Pojedziem do tych chaszczów i postoim, może nam Bóg spuści jakowego języka<pe><slowo_obce>język</slowo_obce> --- tu: informator, żołnierz nieprzyjacielski, wzięty do niewoli w celu przesłuchania i zasięgnięcia informacji o wojskach wroga, ich liczebności, rozmieszczeniu i zamiarach.</pe>.</akap_dialog>


<akap id="e1039">To rzekłszy, pan Michał wprowadził oddział do zarośli i ustawił o sto kroków po obu stronach drogi przykazawszy, by cicho stali i cugle trzymali krótko, aby który koń nie zarżał.</akap>


<akap_dialog id="e1040">--- Czekać! --- rzekł. --- Posłuchamy, co się za rzeką dzieje, a może i co obaczym.</akap_dialog>


<akap id="e1041">Stanęli więc, lecz długi czas nie było nic słychać prócz słowików, które w pobliskim gaju olszynowym zaśpiewywały się na śmierć. Strudzeni żołnierze poczęli się kiwać w kulbakach, pan Zagłoba położył się na szyi końskiej i zasnął głęboko; nawet i konie drzemały. Upłynęła godzina. Nareszcie wprawne ucho Wołodyjowskiego dosłyszało coś podobnego do stąpania koni po twardej drodze.</akap>


<akap_dialog id="e1042">--- Czuj duch! --- rzekł do żołnierzy.</akap_dialog>


<akap id="e1043">Sam zaś wysunął się na brzeg chaszczów i spojrzał na drogę. Droga błyszczała w księżycu jak srebrna wstęga, ale nic nie było na niej widać, odgłos kroków końskich zbliżał się jednak.</akap>


<akap_dialog id="e1044">--- Idą na pewno! --- rzekł Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap id="e1045">I wszyscy ściągnęli jeszcze krócej konie, każdy zatamował oddech; nie było słychać nic prócz kląskania słowików w olszynie.</akap>


<akap id="e1046">Wtem na drodze ukazał się oddział szwedzki, złożony z trzydziestu jeźdźców. Szli z wolna i dość niedbale, nie w szeregu, ale rozwleczonym pasmem. Żołnierze jedni gawędzili ze sobą, drudzy pośpiewywali z cicha, bo ciepła noc majowa działała nawet na twarde dusze żołnierskie. Przeszli, nic nie podejrzewając, tak blisko od stojącego nie opodal brzegu pana Michała, że mógł zawietrzyć zapach koni i dym lulek<pe><slowo_obce>lulka</slowo_obce> --- fajka.</pe>, które rajtarowie palili.</akap>


<akap id="e1047">Na koniec znikli na zakręcie drogi. Wołodyjowski czekał jeszcze dość długo, aż tętent zginął w oddaleniu, wówczas dopiero zjechał do oddziału i rzekł do panów Skrzetuskich:</akap>


<akap_dialog id="e1048">--- Pognamy ich teraz jako gęsi do obozu pana kasztelana. Żaden nie powinien ujść, by nie dał znać!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1049"><begin id="b1283853094710-3777437084"/><motyw id="m1283853094710-3777437084">Jedzenie, Uczta, Przywódca, Żołnierz</motyw>--- Jeśli potem pan Czarniecki nie pozwoli nam się najeść i wyspać --- rzekł Zagłoba --- to mu podziękuję za służbę i wracam do Sapia. U Sapia, kiedy bitwa, to bitwa, ale kiedy fryszt<pe><slowo_obce>fryszt</slowo_obce> (daw., z niem.) --- tu: rozejm, pokój.</pe>, to i uczta. Żebyś miał cztery gęby, wszystkim dałbyś funkcję przystojną. To mi wódz! I prawdę rzekłszy, powiedzcie mi, po kiego diabła nie służymy u Sapia, gdy ta chorągiew z prawa mu przynależy?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1050">--- Ojciec, nie bluźnij przeciw największemu wojennikowi w Rzeczypospolitej --- rzekł Jan Skrzetuski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1051">--- Nie ja bluźnię, jeno moje kiszki, na których głód gra jak na skrzypkach.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1052">--- Potańcują przy nich Szwedzi --- przerwał Wołodyjowski.<end id="e1283853094710-3777437084"/> --- Teraz, mości panowie, jedźmy żywo! Przy onej karczmie w lesie, którąśmy, w tę stronę jadąc, minęli, chciałbym właśnie na nich nastąpić.</akap_dialog>


<akap id="e1053">I poprowadził oddział szybciej, ale niezbyt szybko. Wjechali w las gęsty, w którym ogarnęła ich ciemność. Karczma była o kilkanaście stajań<pe><slowo_obce>stajanie</slowo_obce> --- daw. miara długości, w różnych okresach i okolicach licząca od 100 do 1000 m.</pe>. Zbliżywszy się do niej, szli znów noga za nogą, by zbyt wcześnie alarmu nie dawać. Gdy byli nie więcej już jak na strzał armatni, doszedł ich gwar ludzki.</akap>


<akap_dialog id="e1054">--- Są i hałasują! --- rzekł Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap id="e1055">Szwedzi istotnie zatrzymali się przy karczmie, szukając jakiej żywej duszy, od której mogliby zasięgnąć języka. Lecz karczma była pusta. Jedni tedy przetrząsali główną budowę, inni szukali w oborze, w chlewach, inni podnosili snopki w dachach. Połowa stała na majdanie, trzymając konie tym, którzy szukali.</akap>


<akap id="e1056">Oddział Wołodyjowskiego zbliżył się na kroków sto i począł tatarskim półksiężycem otaczać karczmę.</akap>


<akap id="e1057">Stojący na majdanie słyszeli doskonale, a w końcu widzieli ludzi i konie, lecz że w lesie było ciemno, nie mogli poznać, co to za wojsko, nie alarmowali się zaś bynajmniej ani przypuszczając, by z tamtej strony mógł jakikolwiek inny niż szwedzki oddział zajeżdżać. Dopiero ów ruch półksiężycowy zdziwił i zaniepokoił ich. Ozwały się zaraz wołania na tych, którzy byli w budynkach.</akap>


<akap id="e1058">Nagle naokół karczmy rozległ się krzyk: Ałła!, i huk kilku wystrzałów. W jednej chwili ciemne tłumy żołnierzy pojawiły się, jakby spod ziemi wyrosły. Uczynił się zamęt i szczękanie szablami, klątwy, stłumione krzyki, lecz wszystko nie trwało dłużej nad dwa pacierze.</akap>


<akap id="e1059">Po czym na majdanie przed karczmą zostało kilka ciał ludzkich i końskich, oddział zaś Wołodyjowskiego ruszył dalej, prowadząc ze sobą dwudziestu pięciu jeńców.</akap>


<akap id="e1060">Szli teraz w skok, poganiając płazami szabel rajtarskie konie, i skoro świt, doszli do Magnuszewa. W obozie Czarnieckiego nikt nie spał; wszyscy byli w pogotowiu. Sam kasztelan wyszedł przeciw podjazdowi, wspierając się na obuszku<pe><slowo_obce>obuszek</slowo_obce>  --- broń o kształcie zaostrzonego młotka, o dziobie bardziej zagiętym, niż ostrze nadziaka, służąca w bitwie do rozbijania zbroi przeciwnika.</pe>, wychudzony i blady z bezsenności.</akap>


<akap_dialog id="e1061">--- Co tam? --- spytał Wołodyjowskiego. --- Siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, wiele.</pe> masz języka?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1062">--- Jest dwudziestu pięciu jeńców.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1063">--- A ilu uszło?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1064">--- <slowo_obce>Nec nuntius cladis<pe><slowo_obce>Nec nuntius cladis</slowo_obce> (łac.) --- nie pozostał świadek klęski.</pe></slowo_obce>. Wszyscy ogarnięci!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1065">--- Ciebie jeno wysyłać, choćby do piekła, żołnierzyku! Dobrze! Wziąć ich zaraz na pytki. Sam będę indagował!</akap_dialog>


<akap id="e1066">To rzekłszy, kasztelan zwrócił z miejsca, a odchodząc, rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e1067">--- A być w gotowości, bo może nie mieszkając ruszymy na nieprzyjaciela.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1068">--- Jak to? --- rzekł Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1069">--- Cicho waść --- odpowiedział Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap id="e1070">Szwedzcy jeńcy bez przypiekania w mig zeznali, co było im wiadomo o siłach margrabiego badeńskiego, o ilości armat, piechoty i jazdy. Zadumał się tedy nieco pan kasztelan, bo się dowiedział, że wprawdzie jest to nowo zaciężna armia, ale złożona z samych starych żołnierzy, którzy w Bóg wie ilu wojnach brali udział. Było też siła między nimi Niemców i znaczny oddział dragonii francuskiej; cała siła przewyższała o kilkaset głów wojsko polskie. Lecz natomiast pokazało się z zeznań, że margrabia ani przypuszczał nawet, iżby Czarniecki był tak blisko, i wierzył, iż Polacy całą siłą oblegają króla pod Sandomierzem.</akap>


<akap id="e1071">Ledwie to usłyszał kasztelan, gdy zerwał się z miejsca i zakrzyknął na swego dworzanina:</akap>


<akap_dialog id="e1072">--- Witowski, każ trąbić przez munsztuk<pe><slowo_obce>trąbić przez munsztuk</slowo_obce> --- dać stłumiony sygnał do odjazdu; <slowo_obce>munsztuk</slowo_obce> --- kiełzno, element uprzęży, zakładany na pysk koński i służący do kierowania szczególnie nieposłusznym wierzchowcem.</pe>, by na koń siadano!</akap_dialog>


<akap id="e1073">W pół godziny później wojsko ruszyło i szło świeżym rankiem majowym przez lasy i pola rosą okryte. W końcu Warka, a raczej jej zgliszcza, bo miasto przed sześciu laty spłonęło było niemal ze szczętem, ukazały się na widnokręgu.</akap>


<akap id="e1074">Wojska Czarnieckiego szły po otwartej płaszczyźnie, więc długo się przed okiem szwedzkim ukrywać nie mogły. Jakoż dostrzeżono je, ale margrabia mniemał, iż to są rozmaite partie, które połączone w znaczną kupę chcą alarmować obóz.</akap>


<akap id="e1075">Dopiero gdy coraz nowe chorągwie, idące rysią, ukazywały się zza lasu, powstał ruch gorączkowy w szwedzkim obozie. Z pola widziano pomniejsze oddziały rajtarii i pojedynczych oficerów przebiegających między pułkami. Barwna szwedzka piechota poczęła wysypywać się na środek równiny; pułki formowały się jeden za drugim w oczach polskich żołnierzy i stawały rojnie, na kształt kraśnych stad ptactwa. Nad głowami ich podnosiły się ku słońcu czworoboki potężnych dzid, którymi piechurowie zasłaniali się przed impetem jazdy. Na koniec ujrzano tłumy jazdy szwedzkiej pancernej, biegnące kłusem na skrzydła; zataczano i odprzodkowywano<pe><slowo_obce>zataczać i odprzodkowywać armaty</slowo_obce> --- ustawiać działa na pozycjach i odtykać lufy, zaślepione na czas transportu.</pe> na gwałt armaty. Wszystkie przygotowania, cały ten ruch widać było jako na dłoni, bo wstało słońce jasne, przepyszne, i rozświeciło całą krainę.</akap>


<akap id="e1076">Pilica dzieliła dwa wojska.</akap>


<akap id="e1077">Na szwedzkim brzegu ozwały się trąby, kotły, bębny i krzyki żołnierstwa stawającego co duchu do sprawy, a pan Czarniecki kazał również dąć w krzywuły<pe><slowo_obce>krzywuła</slowo_obce> --- wygięty flet, popularny w muzyce renesansowej, a dziś używany w folkowej.</pe> i następował ze wszystkimi chorągwiami ku rzece.</akap>


<akap id="e1078">Wtem poskoczył co tchu w dzianecie<pe><slowo_obce>dzianet</slowo_obce> (daw.; z wł. <slowo_obce>giannetto</slowo_obce>: koń wyścigowy) --- piękny rasowy koń paradny.</pe> do Wąsowiczowej chorągwi, która była najbliżej rzeki.</akap>


<akap_dialog id="e1079">--- Stary żołnierzu! --- krzyknął --- ruszaj mi ku mostowi, tam z koni i do muszkietów! Niech się na ciebie cała potęga obróci! Prowadź!</akap_dialog>


<akap id="e1080">Wąsowicz jeno poczerwieniał nieco z ochoty i machnął buzdyganem<pe><slowo_obce>buzdygan</slowo_obce> (z tur.) --- rodzaj broni, ozdobna pałka; w XVII w. symbol władzy oficera.</pe>. Ludzie, krzyk uczyniwszy, pomknęli za nim jak tuman kurzawy gnanej wiatrem.</akap>


<akap id="e1081">Dopadłszy na trzysta kroków do mostu, zwolnili biegu; tuż dwie trzecie zeskoczyło z kulbak<pe><slowo_obce>kulbaka</slowo_obce> --- wysokie siodło.</pe> i biegiem ruszyło ku mostowi.</akap>


<akap id="e1082">Szwedzi zaś ruszyli z drugiej strony i wkrótce zagrały muszkiety, zrazu wolniej, potem coraz prędzej, jakby tysiąc cepów biło nieregularnie w klepisko. Dymy rozciągnęły się na rzekę. Krzyki zachęty brzmiały przy jednym i drugim naczółku. Uwaga obu wojsk skupiła się na most, który był drewniany, wąski, zatem trudny do zdobycia, a łatwy do obrony. Jednakże tylko przezeń można się było dostać do Szwedów.</akap>


<akap id="e1083">Toteż w kwadrans później pchnął pan Czarniecki dragonię Lubomirskiego w pomoc Wąsowiczowi.</akap>


<akap id="e1084">Lecz Szwedzi poczęli już i z armat ostrzeliwać przeciwległy naczółek. Zataczano coraz nowe sztuki i faskule<pe><slowo_obce>faskula</slowo_obce> --- pocisk.</pe> poczęły z wyciem przelatywać ponad głowami Wąsowiczowych i dragonii, padać na łąkę i ryć w zagony ziemię, obrzucając walczących darnią i błotem.</akap>


<akap id="e1085">Margrabia badeński, stojąc pod lasem, na tyłach armii, patrzył przez perspektywę<pe><slowo_obce>perspektywa</slowo_obce> (daw.) --- luneta.</pe> na bitwę. Od czasu do czasu zaś odejmował ją od oczu i spoglądając ze zdziwieniem na swój sztab, wzruszał ramionami.</akap>


<akap_dialog id="e1086">--- Poszaleli --- mówił --- koniecznie chcą ów most sforsować. Kilka dział i dwa lub trzy pułki może go przed całą armią bronić.</akap_dialog>


<akap id="e1087">Jednakże Wąsowicz coraz potężniej następował ze swymi ludźmi, więc i obrona stawała się coraz zaciętszą. Most stawał się punktem środkowym bitwy, ku któremu z wolna poczęła ciężyć i ściągała się cała linia szwedzka. W godzinę później zmienił się jej cały szyk i zwrócił się bokiem do poprzedniej pozycji. Most zasypywano po prostu deszczem ognia i żelaza; ludzie Wąsowicza poczęli padać gęstym trupem, tymczasem przylatywały ordynanse<pe><slowo_obce>ordynans</slowo_obce> (z łac.) --- daw. rozkaz.</pe> coraz gwałtowniejsze, by koniecznie szli naprzód.</akap>


<akap_dialog id="e1088">--- Zgubi Czarniecki tych ludzi! --- krzyknął nagle pan marszałek koronny.</akap_dialog>


<akap id="e1089">Zaś pan Witowski, jako doświadczony żołnierz, poznał, że źle się dzieje, i aż dygotał cały z niecierpliwości, na koniec nie mógł wytrzymać dłużej, za czym wspiął konia, aż rumak stęknął żałośnie, i skoczył ku Czarnieckiemu, który przez cały czas ten ciągle, nie wiadomo dlaczego, posuwał ludzi ku rzece.</akap>


<akap_dialog id="e1090">--- Wasza miłość! --- krzyknął Witowski --- krew się próżno leje; nie zdobędziemy tego mostu!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1091">--- Ja też go nie chcę zdobywać! --- odrzekł Czarniecki.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1092">--- Więc czego wasza dostojność chcesz? Co mamy robić?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1093">--- Ku rzece chorągwiami! ku rzece! Do szeregu waść!</akap_dialog>


<akap id="e1094">Tu Czarniecki począł sypać oczyma takie błyskawice, iż Witowski cofnął się słowa nie rzekłszy.</akap>


<akap id="e1095">Tymczasem chorągwie doszły na dwadzieścia kroków do brzegu i stanęły długą linią wzdłuż koryta. Nikt z oficerów ni żołnierzy nie wiedział w pień, dlaczego to czynią.</akap>


<akap id="e1096">Nagle Czarniecki pojawił się jak piorun przed frontem chorągwi. Ogień miał w licach, piorun w oczach. Wiatr silny podnosił mu burkę na ramionach na kształt potężnych skrzydeł, koń pod nim skakał i wspinał się, wyrzucając płomień z nozdrzy, on zaś szablę puścił na temblak, czapkę zerwał z głowy i ze zjeżoną czupryną, z potem na czole, krzyknął do swojej dywizji:</akap>


<akap_dialog id="e1097"><begin id="b1283857316043-1967551742"/><motyw id="m1283857316043-1967551742">Woda</motyw>--- Mości panowie! Rzeką się nieprzyjaciel zastawił i drwi z nas! Morze przepłynął na pognębienie nam ojczyzny, a myśli, że my w jej obronie tej rzeki nie przepłyniem!</akap_dialog>


<akap id="e1098">Tu czapkę cisnął na ziemię, a chwyciwszy szablę, wskazał nią na wezbrane wody. Uniesienie go porwało, bo aż wstał w kulbace i jeszcze potężniej zakrzyknął:</akap>


<akap_dialog id="e1099">--- Komu Bóg! komu wiara! komu ojczyzna miła! za mną!</akap_dialog>


<akap id="e1100">I ścisnąwszy konia ostrogami tak, iż rumak jakoby w powietrze wyskoczył, rzucił się w nurty. Bryznęła naokół fala, mąż i koń skryli się na chwilę pod wodą, lecz wypłynęli w mgnieniu oka.</akap>


<akap_dialog id="e1101">--- Za moim panem! --- krzyknął Michałko, ten sam, który pod Rudnikiem chwałą się okrył.</akap_dialog>


<akap id="e1102">I skoczył w wodę.</akap>


<akap_dialog id="e1103">--- Za mną! --- wrzasnął przeraźliwym a cienkim głosem Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap id="e1104">I nurknął, nim krzyczeć przestał.</akap>


<akap_dialog id="e1105">--- Jezusie, Mario! --- ryknął, wspinając do skoku konia, Zagłoba.</akap_dialog>


<akap id="e1106">Wtem ława mężów i koni runęła w falę, aż woda wyskoczyła z szalonym rozpędem na brzegi. Za laudańską poszła wiśniowiecka, za wiśniowiecką pana Witowskiego, za nią Stapkowskiego, za nią wszystkie inne. Szał taki ogarnął tych ludzi, że pchały się chorągwie na wyścigi; krzyk komendy pomieszał się z krzykiem żołnierstwa, rzeka wystąpiła z brzegów i spieniła się na mleko w mgnieniu oka. Fala poczęła znosić nieco pułki, lecz konie, bodzone ostrogami, płynęły jakby nieprzejrzane stada delfinów, chrapiąc nozdrzami i stękając. Zapełnili tak rzekę, że tłum łbów końskich i ludzkich utworzył jakoby most, po którym mógłbyś przejść suchą nogą na drugi brzeg.</akap>


<akap id="e1107">Czarniecki przepłynął pierwszy, lecz nim woda zeń ociekła, wypłynęła za nim laudańska, więc machnął pan kasztelan buzdyganem i krzyknął na Wołodyjowskiego:</akap>


<akap_dialog id="e1108">--- W skok! bij!<end id="e1283857316043-1967551742"/></akap_dialog>


<akap id="e1109">A do wiśniowieckiej pod Szandarowskim:</akap>


<akap_dialog id="e1110">--- W nich!</akap_dialog>


<akap id="e1111">I tak puszczał jedną za drugą, póki wszystkich nie odprawił. Przy ostatniej sam stanął na czele i zakrzyknąwszy: ,,W imię Boże! szczęśliwie!" --- ruszył z innymi.</akap>


<akap id="e1112">A wszakże dwa pułki rajtarii, stojąc w odwodzie, widziały, co się dzieje, lecz pułkowników ogarnęło osłupienie tak wielkie, że nim ruszyli się z miejsca, już laudańska, rozpuściwszy konie, szła na nich niepowstrzymanym pędem. Uderzywszy, rozmiotła pierwszy pułk jak wicher liście, zepchnęła go na drugi, zmieszała drugi, wtem doskoczył za nią Szandarowski i rozpoczęła się rzeźba straszna, lecz krótko trwająca; po chwili rozerwały się szeregi szwedzkie i tłum bezładny począł umykać ku głównej armii.</akap>


<akap id="e1113">Chorągwie Czarnieckiego biegły za nimi z krzykiem straszliwym, siekąc, bodąc, pole trupami zaścielając.</akap>


<akap id="e1114"><begin id="b1283857487963-2171148642"/><motyw id="m1283857487963-2171148642">Walka</motyw>Stało się wreszcie jasnym, dlaczego pan Czarniecki kazał Wąsowiczowi zdobywać most, chociaż nie miał zamiaru po nim przechodzić. Oto główna uwaga całej armii skupiła się na ów punkt, i dlatego nikt nie bronił, i nie miał czasu bronić przeprawy wpław. Przy tym wszystkie niemal paszcze armatnie i cały front wojsk nieprzyjacielskich zwrócony był za rzekę ku mostowi, a teraz gdy trzy tysiące jazdy szło jej w bok całym pędem, teraz dopiero trzeba było zmieniać szyk, formować nowy front, by się choć jako tako od uderzenia zasłonić. Jakoż stał się straszliwy skrzęt<pe><slowo_obce>skrzęt</slowo_obce> --- krzątanina.</pe> i zamieszanie: pułki piechoty, jazdy odwracały się co duchu ku nieprzyjacielowi, łamiąc się w pośpiechu, zawadzając jedne o drugie, stawając byle gdzie, nie rozumiejąc wśród wrzasku i tumultu komendy, działając na własną rękę. Próżno oficerowie czynili nadludzkie usiłowania, próżno margrabia ruszył natychmiast stojące pod lasem w rezerwie pułki jazdy; nim do jakiejkolwiek sprawy przyszli, nim piechota zdołała dzidy tylnymi końcami w ziemię zasadzić, by je nadstawić nieprzyjacielowi, wpadła chorągiew laudańska jak duch śmierci, w sam środek szyków; za nią druga, trzecia, czwarta, piąta, szósta. Dopieroż rozpoczął się dzień sądu! Dymy strzałów muszkietowych przykryły, jakoby chmurą, całą bitwę, a w tej chmurze huk, wrzenie, nadludzkie głosy rozpaczy, krzyki tryumfu, przeraźliwe dźwiękanie żelaza, jakby w kuźni piekielnej, grzechotanie muszkietów; czasem błysnął proporzec i zapadł w dymy, czasem złota szpica chorągwi pułkowej, i znów nic nie widziałeś, jeno łoskot rozlegał się coraz straszliwszy, jakoby ziemia zarwała się nagle pod rzeką i jakoby wody jej spadały w przepaść niezgłębioną.</akap>


<akap id="e1115">Wtem z boku nowe zabrzmiały wrzaski: to Wąsowicz przeszedł most i szedł w bok nieprzyjaciela. Wówczas niedługo już trwała bitwa.<end id="e1283857487963-2171148642"/></akap>


<akap id="e1116">Z owej chmury poczęły się wysuwać i biec ku lasowi potężne kupy ludzkie, bezładne, obłąkane, bez czapek, hełmów, bez broni. Za nimi lunął wkrótce cały potok ludzki w najokropniejszym zwichrzeniu. <begin id="b1283858041516-908043375"/><motyw id="m1283858041516-908043375">Wojna, Okrucieństwo, Klęska</motyw>Artyleria, piechota, jazda, pomieszane ze sobą, uciekały ku lasowi, oślepłe z trwogi i przerażenia. Niektórzy żołnierze krzyczeli wniebogłosy, niektórzy uciekali w milczeniu, osłaniając głowy rękoma, inni w biegu zrzucali odzież, inni zatrzymywali biegnących naprzód, padali sami, tratowali się wzajemnie, a tuż za nimi, nad ich karkami i głowami, pędziła ława jeźdźców polskich. Co chwila widziałeś całe ich szeregi, wspinające konie i rzucające się w największą gęstwę ludzką. Nie bronił się już nikt, wszyscy szli pod miecz. Trup padał na trupie. Cięto bez wytchnienia, bez miłosierdzia, na całej równinie; po brzegach rzeki, ku lasowi, jak okiem sięgnął, widziałeś tylko uciekających i goniących: gdzieniegdzie tylko pojedyncze oddziały piechoty dawały bezładny a rozpaczliwy opór, armaty umilkły. Bitwa przestała być bitwą, zmieniła się na rzeź.<end id="e1283858041516-908043375"/></akap>


<akap id="e1117">Cała część armii, która biegła ku lasowi, została w pień wyciętą. Dotarły doń tylko nieliczne szwadrony rajtarii, za którymi wpadły w gęstwinę lekkie chorągwie.</akap>


<akap id="e1118">Lecz w lesie czekali już na owych niedobitków chłopi, którzy na odgłos bitwy zlecieli się ze wszystkich wsi okolicznych.</akap>


<akap id="e1119">Najstraszliwsza pogoń trwała jednak na drodze warszawskiej, którą uciekały główne siły szwedzkie. Młodszy margrabia Adolf po dwakroć usiłował tam osłonić ucieczkę, lecz po dwakroć rozbity, sam wreszcie wpadł w niewolę.</akap>


<akap id="e1120">Oddział przybocznej jego piechoty francuskiej, złożony z czterystu ludzi, rzucił broń, trzy tysiące wyborowego żołnierza, muszkieterów i jazdy, uciekało aż do Mniszewa. Muszkietników wycięto w Mniszewie, jazdę goniono ku Czerskowi, póki nie rozproszyła się zupełnie po lasach, trzcinach, zaroślach. Tam nazajutrz dopiero wyszukiwali pojedynczych jeźdźców chłopi.</akap>


<akap id="e1121"><begin id="b1283858175111-3331520408"/><motyw id="m1283858175111-3331520408">Zwycięstwo, Okrucieństwo</motyw>Nim słońce zaszło, armia Fryderyka margrabiego badeńskiego przestała istnieć.</akap>


<akap id="e1122">Na pierwszym pobojowisku pozostali sami tylko chorążowie z gołymi chorągwiami, bo wszyscy ludzie zagnali się za nieprzyjacielem. I słońce miało się już dobrze ku schyłkowi, gdy pierwsze oddziały jazdy poczęły ukazywać się od strony lasu i Mniszewa. Wracały ze śpiewaniem i szumem, wyrzucając w górę czapki, paląc z bandoletów. Prawie wszystkie wiodły za sobą tłumy powiązanych w łyka jeńców. Ci szli przy koniach bez kapeluszy, bez hełmów, z głowami pospuszczanymi na piersi, obdarci, okrwawieni, co chwila potykający się o ciała poległych współbraci. <begin id="b1283858532198-721741797"/><motyw id="m1283858532198-721741797">Trup, Krew</motyw>Pobojowisko straszny przedstawiało widok. W niektórych miejscach, gdzie zderzono się najpotężniej, leżały po prostu stosy trupów, na pół włóczni wysoko. Niektórzy z piechurów trzymali jeszcze zakrzepłymi dłońmi długie włócznie.<end id="e1283858175111-3331520408"/> Włóczniami tymi pokryty był cały majdan. Miejscami tkwiły one dotychczas w ziemi; gdzieniegdzie leżały mostem, gdzieniegdzie złamki ich potworzyły jakoby zagrodzenia i płoty. Lecz przeważnie wszędy przedstawiała się oku okrutna a żałosna mieszanina ciał ludzkich pomiażdżonych kopytami, drzewców, połamanych muszkietów, bębnów, trąb, kapeluszy, pasów, blaszanych ładunków, które nosiła piechota, rąk i nóg sterczących tak bezładnie ze stosów ciał, że trudno było odgadnąć, do kogo należą. Szczególnie w tych miejscach, gdzie broniła się piechota, leżały całe szańce trupów.</akap>


<akap id="e1123">W dali nieco, przy rzece, stały ostygłe już armaty, jedne poprzewracane przez napór ludzki, drugie jakoby gotowe jeszcze do strzału. Obok nich spali, ujęci snem wiecznym, kanonierowie, których również wycięto do nogi. Widziano wiele trupów przewieszonych przez działa i obejmujących je rękoma, jakby ci żołnierze chcieli je jeszcze po śmierci osłaniać. Spiż, poplamiony krwią i mózgiem, połyskiwał złowrogo w promieniach zachodzącego słońca. Złote blaski odbijały się w zakrzepłej krwi, która tu i owdzie utworzyła małe jeziorka. Ckliwy jej zapach mieszał się na całym pobojowisku z wonią prochu, z wyziewami ciał i końskim potem.<end id="e1283858532198-721741797"/></akap>


<akap id="e1124">Pan Czarniecki powrócił jeszcze przed zachodem słońca z królewskim pułkiem i stanął na środku majdanu. Wojska powitały go grzmiącym okrzykiem. Co który oddział nadciągnął, to wiwatował bez końca, on zaś stał w blaskach słonecznych, utrudzon niezmiernie, lecz cały promienny, z gołą głową, z szablą zwieszoną na temblaku i coraz to odpowiadał wiwatującym:</akap>


<akap_dialog id="e1125">--- Nie mnie, mości panowie, nie mnie, lecz imieniowi<pe><slowo_obce>imieniowi</slowo_obce> --- dziś popr. forma C. lp: imieniu.</pe> boskiemu!</akap_dialog>


<akap id="e1126"><begin id="b1283858693748-3107475348"/><motyw id="m1283858693748-3107475348">Zazdrość, Przywódca, Żołnierz</motyw>Zaś obok niego stał Witowski i Lubomirski, ten ostatni jasny jak samo słońce, bo w pozłociste blachy przybrany, z twarzą obryzganą krwią, bo okrutnie pracował i sam własną ręką siekł, ścinał jak prosty żołnierz, lecz już markotny i posępny, gdyż nawet jego własne pułki krzyczały:</akap>


<akap_dialog id="e1127">--- <slowo_obce>Vivat</slowo_obce> Czarniecki, <slowo_obce>dux et victor<pe><slowo_obce>Vivat Czarniecki, dux et victor</slowo_obce> (łac.) --- niech żyje Czarniecki, wódz i zwycięzca.</pe>!</slowo_obce></akap_dialog>


<akap id="e1128">Zazdrość więc poczęła już nurtować duszę marszałkową.<end id="e1283858693748-3107475348"/></akap>


<akap id="e1129"><begin id="b1283858940777-606505819"/><motyw id="m1283858940777-606505819">Matka Boska, Modlitwa, Zwycięstwo</motyw>Tymczasem coraz nowe oddziały waliły ze wszystkich stron na pobojowisko, za każdym zaś razem nadjeżdżał towarzysz i ciskał panu Czarnieckiemu pod nogi zdobytą chorągiew nieprzyjacielską. Na ów widok powstawały nowe krzyki, nowe wiwatowania, ciskanie czapek w górę i palba<pe><slowo_obce>palba</slowo_obce> --- strzelanina.</pe> z bandoletów.</akap>


<akap id="e1130">Słońce zachodziło coraz niżej.</akap>


<akap id="e1131">Wtem w jedynym kościele, jaki po pożarze w Warce pozostał, zadzwoniono na nieszpór; natychmiast poodkrywały się wszystkie głowy; ksiądz Piekarski, setny ksiądz, zaintonował: ,,Anioł Pański zwiastował Najświętszej Pannie Marii!...", a tysiąc żelaznych piersi odpowiedziało mu natychmiast potężnymi głosami: ,,...i poczęła z Ducha Świętego!..."<pe><slowo_obce>,,Anioł Pański zwiastował Najświętszej Pannie Marii!...", a tysiąc żelaznych piersi odpowiedziało mu natychmiast potężnymi głosami: ,,...i poczęła z Ducha Świętego!..."</slowo_obce> --- modlitwa <tytul_dziela>Anioł Pański</tytul_dziela> jest tu jeszcze jednym symbolem przewagi nad Szwedami jako nieuznającymi kultu maryjnego luteranami.</pe></akap>


<akap id="e1132">Wszystkie oczy podniosły się ku niebu, które zarumieniło się całe zorzą wieczorną, i z owego krwawego pobojowiska poczęła lecieć ku grającym w górze blaskom przedwieczornym pieśń pobożna.<end id="e1283858940777-606505819"/></akap>


<akap id="e1133"><begin id="b1283859360986-2864252425"/><motyw id="m1283859360986-2864252425">Żołnierz, Praca</motyw>Właśnie gdy skończono śpiewać, nadjechała rysią laudańska chorągiew, która się była najdalej zagnała za nieprzyjacielem. Żołnierze znów poczęli ciskać chorągwie pod nogi panu Czarnieckiemu, więc on uradował się w sercu, i widząc Wołodyjowskiego, posunął ku niemu konia.</akap>


<akap_dialog id="e1134">--- A siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, wiele.</pe> wam ich uszło? --- spytał.</akap_dialog>


<akap id="e1135">Pan Wołodyjowski począł tylko głową kręcić na znak, że nie siła uszło, lecz tak był zziajany, że słowa jednego przemówić nie mógł, jeno w otwartą gębę łapał powietrze raz po razu, aż mu w piersiach grało. Pokazał wreszcie ręką na usta, że mówić nie może, a pan Czarniecki zrozumiał i za głowę go tylko ścisnął.</akap>


<akap_dialog id="e1136">--- Ten się spracował! --- rzekł --- bodaj się tacy na kamieniu rodzili!<end id="e1283859360986-2864252425"/></akap_dialog>


<akap id="e1137"><begin id="b1283859753403-2303743201"/><motyw id="m1283859753403-2303743201">Woda, Alkohol, Krew</motyw>Pan Zagłoba zaś prędzej odzyskał oddech i szczękając zębami, tak począł przerywanym głosem mówić:</akap>


<akap_dialog id="e1138">--- Dla Boga! Na pot zimny wiater wieje!... Parala<pe><slowo_obce>parala</slowo_obce> --- paraliż.</pe> mnie trzaśnie... Zewleczcie szaty z jakiego grubego Szweda i dajcie mi, bo wszystko na mnie mokre... Mokro i tu mokro... Nie wiem już, co woda, a co mój własny pot, a co krew szwedzka... Jeślim ja się spodziewał... że... kiedy w życiu tylu tych szelmów narżnę, tom niewart być podogoniem przy kulbace<pe><slowo_obce>podogonie przy kulbace</slowo_obce> --- pasek przechodzący pod ogonem końskim, stabilizujący siodło.</pe>... Największa wiktoria w tej wojnie... Ale do wody nie będę drugi raz skakał... Nie jedz, nie pij, nie śpij, a potem kąpiel.... Dość mi na stare lata... Ręka mi zemdlała... Już mnie parala ima<pe><slowo_obce>imać</slowo_obce> --- brać.</pe>... Gorzałki, na miły Bóg!...</akap_dialog>


<akap id="e1139">Słysząc to, pan Czarniecki i widząc wiekowego męża istotnie całkiem pokrytego krwią nieprzyjacielską, ulitował się nad wiekiem i podał mu własną manierkę.</akap>


<akap id="e1140">Zagłoba przechylił ją do ust i po chwili oddał próżną, po czym rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e1141">--- Tylem się wody w Pilicy ożłopał, że rychło patrzeć, jak mi się ryby w brzuchu wylęgną, ale to lepsze od wody.<end id="e1283859753403-2303743201"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e1142">--- A przebierz się waść w inne szaty, choćby i szwedzkie --- rzekł pan kasztelan.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1143">--- Ja wujowi grubego Szweda poszukam! --- ozwał się Roch.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1144">--- Po co z trupa mam pokrwawione kłaść --- odrzekł Zagłoba. --- Ściągnij no wszystko do koszuli z tego jenerała, któregom w jasyr wziął.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1145">--- Toś waść wziął jenerała? --- spytał żywo pan Czarniecki.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1146">--- Kogom nie wziął, czegom nie dokonał! --- odpowiedział Zagłoba.</akap_dialog>


<akap id="e1147">Wtem pan Wołodyjowski odzyskał mowę:</akap>


<akap_dialog id="e1148">--- Wzięt przez nas młodszy margrabia Adolf, hrabia Falkenstein, jenerał Węgier, jenerał Poter, Benzy, nie licząc pomniejszych oficerów.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1149">--- A margrabia Fryderyk? --- spytał Czarniecki.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1150">--- Jeśli tu nie leży, to uszedł w lasy, ale jeśli uszedł, to go chłopi zabiją!</akap_dialog>


<akap id="e1151">Pan Wołodyjowski omylił się w swych przewidywaniach. Margrabia Fryderyk wraz z grafem Szlipenbachem i Ehrensheinem, błądząc lasami, dotarli nocą do Czerska; tam przesiedziawszy w ruinach zamku trzy dni o chłodzie i głodzie, powędrowali nocą do Warszawy. Nie uchroniło ich to później przed niewolą, na ten raz jednak ocaleli.</akap>


<akap id="e1152">Noc już była, gdy pan Czarniecki zjechał ku Warce z pobojowiska. Była to może najweselsza noc w jego życiu, tak wielkiej bowiem klęski nie ponieśli dotąd Szwedzi od początku wojny. Wszystkie działa, wszystkie chorągwie, wszystka starszyzna, prócz naczelnego wodza, była wzięta. Armia zniesiona do szczętu; rozegnane na cztery wiatry małe jej resztki musiały paść ofiarą kup chłopskich. Lecz pokazało się jeszcze przy tym, że owi Szwedzi, którzy sami za niezwyciężonych w otwartym polu się mieli, nie mogą właśnie w otwartym polu mierzyć się z regularnymi polskimi chorągwiami. Rozumiał wreszcie pan Czarniecki, jak potężny skutek to zwycięstwo w całej Rzeczypospolitej wywrze, jak podniesie ducha, jaki rozbudzi zapał; widział już całą Rzeczpospolitą w niedalekiej przyszłości od ucisku uwolnioną, tryumfującą... Może i złocistą wielkohetmańską buławę widział oczyma duszy na niebie.</akap>


<akap id="e1153">Wolno mu było o niej marzyć, bo szedł ku niej jak prawy żołnierz, jak obrońca ojczyzny, i był z takich, którzy nie powstają ani z soli, ani z roli, jeno z tego, co ich boli<pe><slowo_obce>z takich, którzy nie powstają ani z soli, ani z roli, jeno z tego, co ich boli</slowo_obce> --- podobne słowa miał wypowiedzieć Czarniecki, kiedy tytuł hetmana wielkiego otrzymał Jerzy Lubomirski; jest to aluzja do źródeł bogactwa i wpływów Lubomirskich: żup solnych i rolnictwa, czemu Czarniecki przeciwstawiał własne zasługi wojskowe.</pe>.</akap>


<akap id="e1154">Tymczasem ledwie całą duszą mógł objąć tę radość, która na niego spłynęła, więc zwrócił się do jadącego obok marszałka i rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e1155">--- Teraz pod Sandomierz! pod Sandomierz, jako najprędzej! Umie już wojsko rzeki przepływać; nie zastraszy nas San ni Wisła!</akap_dialog>


<akap id="e1156">Marszałek nie odrzekł ani słowa, natomiast jadący nieco opodal, w szwedzkim przebraniu, pan Zagłoba pozwolił sobie w głos przedmowie:</akap>


<akap_dialog id="e1157">--- Jedźcie, gdzie chcecie, ale beze mnie, bom ja nie kurek na kościele, który się kręci dniem i nocą, jeść i spać nie potrzebując.</akap_dialog>


<akap id="e1158">Pan Czarniecki tak był wesół, że nie tylko się nie rozgniewał, ale odrzekł żartując:</akap>


<akap_dialog id="e1159">--- Waść do dzwonnicy niż do kurka podobniejszy, zwłaszcza że jako widzę, wróble masz w kopule. Wszelako <slowo_obce>quod attinet</slowo_obce><pe><slowo_obce>quod attinet</slowo_obce> (łac.) --- co dotyczy.</pe> jadła i spoczynku, to się wszystkim przynależy.</akap_dialog>


<akap id="e1160">Na to Zagłoba, ale już półgłosem:</akap>


<akap_dialog id="e1161">--- Kto ma dzioby na gębie, ten ma wróble na myśli!</akap_dialog>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e1162">Rozdział X</naglowek_rozdzial>



<akap id="e1163">Po owym zwycięstwie pozwolił na koniec Czarniecki odetchnąć wojsku i konie strudzone odpaść, po czym znów wielkimi pochodami miał wracać pod Sandomierz, aby do upadłego króla szwedzkiego gnębić.</akap>


<akap id="e1164">Tymczasem pewnego wieczora przybył do obozu pan Charłamp z wieściami od Sapiehy. Czarniecki wyjechał był pod ową porę do Czerska na lustrację pospolitego ruszenia rawskiego, które się pod owym miastem właśnie zbierało, więc Charłamp, nie zastawszy wodza, udał się wprost do Wołodyjowskiego, aby u niego po długiej drodze wypocząć.</akap>


<akap id="e1165">Przyjaciele witali go wielce radośnie, lecz on zaraz na wstępie posępną im twarz ukazał i rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e1166">--- O waszej wiktorii już słyszałem. Tu nam się uśmiechnęła fortuna, a pod Sandomierzem nas przycisnęła. Nie masz już Carolusa w saku, bo się wydobył, a do tego z wielką wojska litewskiego konfuzją<pe><slowo_obce>konfuzja</slowo_obce> (z łac.) --- zawstydzenie.</pe>.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1167">--- Byćli to może? --- zakrzyknął, chwytając się za głowę, pan Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap id="e1168">Obaj Skrzetuscy i Zagłoba stanęli jak wryci.</akap>


<akap_dialog id="e1169">--- Jakże to było? Powiadaj waćpan, na żywy Bóg, bo we własnej skórze nie usiedzim!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1170">--- Już mi i tchu nie staje --- odpowiedział pan Charłamp --- jechałem dzień i noc, strudziłem się okrutnie. Nadjedzie pan Czarniecki, to wszystko <slowo_obce>ab ovo</slowo_obce><pe><slowo_obce>ab ovo</slowo_obce> (łac.: od jajka) --- od początku.</pe> opowiem. Dajcie mi teraz trochę odsapnąć.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1171">--- Więc ot i Carolus wyszedł z saku. Przewidywałem, że na to przyjdzie. Jakże to? zapomnieliście, iżem to prorokował? Niech Kowalski przyświadczy.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1172">--- Wuj prorokował! --- rzekł Roch.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1173">--- I gdzie Carolus poszedł? --- spytał Charłampa Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1174">--- Piechota popłynęła szmagami, a on z jazdą poszedł po Przywiślu ku Warszawie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1175">--- Bitwa była?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1176">--- I była, i nie była. Krótko mówiąc, dajcie mi spokój, bo nie mogę gadać!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1177">--- Jedno jeno jeszcze powiedz. Zali<pe><slowo_obce>zali</slowo_obce> (daw.) --- czy, czyż.</pe> całkiem pan Sapieha rozbit?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1178">--- Gdzie tam rozbit! Goni nawet króla, ale już tam pan Sapieha nikogo nie dogoni!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1179">--- Taki on do gonienia jak Niemiec do postu --- rzekł Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1180">--- Chwała Bogu i za to, że wojska w całości! --- wtrącił Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1181">--- Podrwili boćwinkowie<pe><slowo_obce>boćwinkowie</slowo_obce> --- przezwisko Litwinów, pochodzące od boćwiny a. botwiny, tj. potrawy z młodych buraków, z której słynęła kuchnia litewska.</pe>! --- zawołał Zagłoba. --- Ha! trudno! Musim znów dziurę w Rzeczypospolitej na współkę łatać!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1182">--- Waćpan na litewskie wojsko nie gadaj --- odparł Charłamp. --- Carolus jest wojennik wielki i nie sztuka z nim przegrać. A wyście to, koroniarze<pe><slowo_obce>koroniarz</slowo_obce> --- mieszkaniec Korony, tj. Polski, w przeciwstawieniu do mieszkańców wielkoksiążęcej Litwy.</pe>, nie podrwili pod Ujściem, a pod Wolborzem, a pod Sulejowem, a w dziesięciu innych miejscach? Sam pan Czarniecki przegrał pod Gołębiem! Dlaczego nie miał przegrać i pan Sapieha, zwłaszcza gdyście go, jako sierotę, samego zostawili?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1183">--- A cóż my to na tańce pod Warkę poszli? --- rzekł z oburzeniem Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1184">--- Wiem, że nie na tańce, jeno na bitwę, i Bóg dał wam wiktorię. Ale kto wie, czy nie lepiej było nie chodzić, bo u nas powiadają, że wojsko obojga narodów, każde z osobna, może być pobite, ale w kupie i sam piekielny komput<pe><slowo_obce>piekielny komput</slowo_obce> --- wojska diabelskie; <slowo_obce>komput</slowo_obce> --- jednostki wojskowe, zatrudniane i opłacane zgodnie z ustaleniami sejmu w XVII i XVIII w.</pe> mu nie poradzi.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1185">--- Może to być --- rzekł Wołodyjowski --- ale co wodzowie uradzili, w to nam nie wchodzić. Nie bez tego też, żeby waszej winy nie było!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1186">--- Musiał tam Sapio pokawić, już ja go znam! --- rzekł Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1187">--- Temu nie mogę negować! --- mruknął pod nosem Charłamp.</akap_dialog>


<akap id="e1188">Tu umilkli na chwilę, jeno od czasu do czasu spoglądali na się ponuro, bo im się wydało, że szczęście Rzeczypospolitej psuć się na nowo poczyna, a przecie tak niedawno pełni byli wszyscy ufności i nadziei.</akap>


<akap id="e1189">Wtem Wołodyjowski rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e1190">--- Pan kasztelan powraca!</akap_dialog>


<akap id="e1191">I wyszedł z izby.</akap>


<akap id="e1192">Kasztelan powracał rzeczywiście; Wołodyjowski wybiegł przeciw niemu i z dala począł wołać:</akap>


<akap_dialog id="e1193">--- Mości kasztelanie! Król szwedzki zgwałcił litewskie wojsko i z saku umknął. Jest tu towarzysz z listami od pana wojewody wileńskiego.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1194">--- Dawaj go sam<pe><slowo_obce>sam</slowo_obce> (daw.) --- tam; tutaj.</pe>! --- krzyknął Czarniecki. --- Gdzie on jest?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1195">--- U mnie. Zaraz go przystawię.</akap_dialog>


<akap id="e1196">Lecz pan Czarniecki tak przyjął do serca wiadomość, że nie chciał czekać, jeno natychmiast zeskoczył z kulbaki i wszedł do kwatery Wołodyjowskiego.</akap>


<akap id="e1197">Porwali się z ław wszyscy, widząc go wchodzącego, on zaś ledwie im głową skłonił, już rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e1198">--- Proszę o listy!</akap_dialog>


<akap id="e1199">Charłamp podał mu zapieczętowane pismo. Kasztelan poszedł z nim przed okno, bo w chałupie było ciemno, i począł je czytać ze zmarszczoną brwią i troską w twarzy. Od czasu do czasu gniew błyskał mu w obliczu.</akap>


<akap_dialog id="e1200">--- Zalterował<pe><slowo_obce>zalterować się</slowo_obce> (z łac.) --- zmienić nastrój, zdenerwować się.</pe> się pan kasztelan --- szeptał do Skrzetuskiego Zagłoba --- obacz, jak mu dzioby poczerniały; zaraz i szeplenić zacznie, co zawsze czyni, gdy go cholera chwyci.</akap_dialog>


<akap id="e1201">Wtem pan Czarniecki skończył czytać, przez chwilę całą pięścią kręcił brodę i myślał, na koniec ozwał się dźwiękliwym, niewyraźnym głosem:</akap>


<akap_dialog id="e1202">--- A pójdź no tu bliżej, towarzyszu!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1203">--- Do usług waszej dostojności!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1204">--- Gadaj prawdę --- rzekł z przyciskiem kasztelan --- bo ta relacja tak misternie haftowana, iż rzeczy dojść nie mogę... Jeno... gadaj prawdę... nie koloryzuj: wojska rozproszone?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1205">--- Nijak nie rozproszone, mości kasztelanie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1206">--- A ile dni wam potrzeba, byście się znów zebrali?</akap_dialog>


<akap id="e1207">Tu Zagłoba szepnął do Skrzetuskiego:</akap>


<akap_dialog id="e1208">--- Chce go, jako to mówią, z mańki zażyć.</akap_dialog>


<akap id="e1209">Lecz Charłamp odpowiedział bez wahania:</akap>


<akap_dialog id="e1210">--- Skoro wojsko nie rozproszone, to mu się zbierać nie trzeba. Prawda jest, że pospolitaków z dwieście koni nie mogliśmy się dorachować, gdym odjeżdżał, których i między poległymi nie było, ale to zwykła rzecz i komput na tym nie cierpi, a nawet pan hetman ruszył za królem w dobrym porządku.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1211">--- Armat nie straciliście, mówisz, nic?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1212">--- Owszem. Straciliśmy cztery, które Szwedzi, nie mogąc ich zabrać, zagwoździli.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1213">--- Widzę, że prawdę mówisz; powiadaj tedy, jako się wszystko odbyło?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1214">--- ...<slowo_obce>Incipiam</slowo_obce><pe><slowo_obce>incipio, incipere</slowo_obce> (łac.) --- zaczynać; tu 1 os. lp cz.przysz. <slowo_obce>incipiam</slowo_obce>: zacznę, zaczynam.</pe>! --- rzekł Charłamp. --- Kiedyśmy to ostali sami, postrzegł się nieprzyjaciel, iże zawiślańskich wojsk nie masz, jeno partie i kupy niesforne na ich miejscu. Myśleliśmy, a właściwie mówiąc, pan Sapieha myślał, że na tamtych uderzą, i jakie takie posiłki im ekspediował, ale nieznaczne, by siebie nie osłabić. <begin id="b1283861603025-597129550"/><motyw id="m1283861603025-597129550">Uczta, Walka</motyw>Tymczasem u Szwedów krętanina i szum jakoby w ulu. Pod wieczór poczęli zbliżać się tłumami do Sanu. Byliśmy w kwaterze wojewodzińskiej. <begin id="b1283861040525-2767208060"/><motyw id="m1283861040525-2767208060">Imię</motyw>Przyjeżdża ten pan Kmicic, który się Babiniczem teraz zowie, żołnierz przedni, i daje znać.<end id="e1283861040525-2767208060"/> A pan Sapieha właśnie do uczty zasiadał, na którą się siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, wiele.</pe> szlachcianek aż spod Kraśnika i Janowa nazjeżdżało... że to pan wojewoda lubi płeć białogłowską.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1215">--- I uczty lubi! --- przerwał Czarniecki.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1216">--- Nie masz mnie przy nim, nie ma go kto do temperancji<pe><slowo_obce>temperancja</slowo_obce> (z łac.) --- umiarkowanie.</pe> nakłaniać! --- przerwał Zagłoba.</akap_dialog>


<akap id="e1217">Na to pan Czarniecki:</akap>


<akap_dialog id="e1218">--- Może prędzej będziesz waść przy nim, niż myślisz, zaczniecie się we dwóch temperować!</akap_dialog>


<akap id="e1219">Tu zwrócił się do Charłampa:</akap>


<akap_dialog id="e1220">--- Mów dalej.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1221">--- Babinicz tedy daje znać, a wojewoda na to: ,,Symulują tylko, że chcą następować! Nie przedsięwezmą nic! Prędzej (powiada) przez Wisłę zechcą się przebierać, ale mam ja na nich oko i wtedy sam nastąpię. Tymczasem (powiada) nie psujmy sobie uciechy, żeby nam było dobrze!" Poczynamy tedy jeść i pić. A i kapela poczyna rżnąć, sam wojewoda prosi do tańca.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1222">--- Dam ja mu tańce! --- przerwał Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1223">--- Cicho waść! --- rzekł Czarniecki.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1224">--- Wtem znów przylatują od brzegu, że szum okrutny. Nic to! Wojewoda pazia w ucho: ,,Będziesz mi tu lazł!" Tańcowaliśmy do świtania, spaliśmy do południa. O południu patrzym, aż już szańce srogie stoją, a na nich ciężkie działa, kartauny<pe><slowo_obce>kartauna</slowo_obce> (z niem.) --- działo oblężnicze o długiej lufie.</pe>. Dają też czasem ognia, a co kula padnie, to jak ceber! Jedna taka na nic okop zaprószy!<end id="e1283861603025-597129550"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e1225">--- Nie powiadaj konceptów --- przerwał Czarniecki --- boś nie u hetmana!</akap_dialog>


<akap id="e1226">Charłamp zmieszał się mocno i tak dalej mówił:</akap>


<akap_dialog id="e1227">--- O południu wyjechał sam wojewoda. Szwedzi zaś pod osłoną owych szańców zaczęli stawiać most. Pracowali do wieczora, z wielkim naszym podziwem, bośmy byli tego mniemania, że zbudować go zbudują, ale przejść po nim nie zdołają. Na drugi dzień jeszcze budują. Począł wojewoda sprawiać wojska, bo i sam już myślał, że będzie batalia.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1228">--- Tymczasem most był pozór, a przeszli poniżej przez inny i z boku was zaszli? --- przerwał Czarniecki.</akap_dialog>


<akap id="e1229">Charłamp wytrzeszczył oczy, otworzył usta, przez chwilę milczał zdumiony, na koniec rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e1230">--- To wasza dostojność miała już relację?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1231">--- Nie ma co! --- szepnął Zagłoba --- co wojny tyczy, nasz dziad w lot zgadnie, jakoby właśnie patrzył na sprawę!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1232">--- Mów dalej! --- rzekł Czarniecki.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1233">--- Przyszedł wieczór. Wojska stały w gotowości, ale z pierwszą gwiazdą znowu była uczta. Tymczasem rano Szwedzi już przeszli przez ów drugi most, który poniżej zbudowali, i zaraz nastąpili. Stała od krańca chorągiew pana Koszyca, żołnierza dobrego. Ten w nich! Skoczą mu w pomoc pospolitacy, którzy byli najbliżej, ale kiedy to pluną do nich z armat --- w nogi! A pan Koszyc poległ i ludzi jego okrutnie naszarpano. Dopieroż pospolitacy, wpadłszy hurmem na obóz, wszystkich pomieszali. Co było gotowych chorągwi, to poszły, ale nie sprawiły nic, jeszcześmy armaty stracili. Gdyby więcej dział i piechoty było przy królu, sroga byłaby klęska, ale szczęściem większa część pieszych regimentów, wraz z armatami, odpłynęła nocą szmagami, o czym także nikt u nas nie wiedział.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1234">--- Sapio pokawił! Z góry wiedziałem! --- zawołał Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1235">--- Przejęliśmy korespondencję królewską --- rzekł Charłamp --- którą Szwedzi zronili<pe><slowo_obce>zronić</slowo_obce> --- zgubić, upuścić.</pe>. Czytali w niej żołnierze, że król do Prus ma iść, by z elektorskimi nazad wrócić, gdyż pisze, że samymi szwedzkimi siłami nie da sobie rady.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1236">--- Wiem o tym --- odrzekł Czarniecki --- pan Sapieha przysłał mi ten list.</akap_dialog>


<akap id="e1237">Po czym mruknął cicho, jakoby sam do siebie mówiąc:</akap>


<akap_dialog id="e1238">--- Trzeba i nam za nim do Prus.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1239">--- Dawno to mówię! --- rzekł Zagłoba.</akap_dialog>


<akap id="e1240">Pan Czarniecki popatrzył nań przez chwilę w zamyśleniu.</akap>


<akap_dialog id="e1241">--- Nieszczęście! --- rzekł głośno --- bo gdybym ja nadążył pod Sandomierz, tedybyśmy we dwóch z hetmanem żywej nogi nie puścili... Ha! stało się i nie wróci!... Wojna się przedłuży, ale tak i temu najazdowi, i najezdnikom śmierć pisana.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1242">--- Nie może inaczej być!... --- zawołali chórem rycerze.</akap_dialog>


<akap id="e1243">I wielka otucha wstąpiła im do serc, choć przed chwilą wątpili.</akap>


<akap id="e1244">Wtem szepnął coś Zagłoba do ucha panu dzierżawcy z Wąsoszy, a ów znikł we drzwiach i po chwili wrócił z gąsiorem. Widząc to, Wołodyjowski pochylił się do kolan kasztelanowi.</akap>


<akap_dialog id="e1245">--- Łaska by to była dla prostaka żołnierza niepowszednia... --- zaczął.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1246">--- Napiję się z wami chętnie --- rzekł Czarniecki --- a wiecie dlaczego? Owo dlatego, że nam się pożegnać przyjdzie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1247">--- Jakże to? --- zawołał zdumiony Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1248">--- Pisze pan Sapieha, że chorągiew laudańska do litewskiego wojska należy i że ją jeno dla asysty królowi przysłał, a teraz sam jej będzie potrzebował, zwłaszcza oficerów, bo mu ich brak okrutny. Mój Wołodyjowski, wiesz, ile cię miłuję, i ciężko mi się z tobą rozstawać, ale tu jest dla ciebie rozkaz. Wprawdzie pan Sapieha, jako człek polityczny<pe><slowo_obce>polityczny</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>politicus</slowo_obce>) --- uprzejmy, obyczajny.</pe>, na moje ręce i do mojej dyskrecji rozkaz przysyła. Mógłbym ci go nie pokazać.... Ba, ba, tak mi to miłe, jakoby mi pan hetman szablę najlepszą złamał... Ale właśnie, że do mojej dyskrecji przysłano, więc ci rozkaz daję --- masz!... a już czyń, coś powinien. Za zdrowie twoje, żołnierzyku!...</akap_dialog>


<akap id="e1249"><begin id="b1283862043471-1511191433"/><motyw id="m1283862043471-1511191433">Żołnierz</motyw>Pan Wołodyjowski znów pochylił się do kasztelańskich kolan, wypił, ale tak był strapiony, że słowa przemówić nie mógł, a gdy kasztelan wziął go w objęcia, łzy ciurkiem puściły mu się na żółte wąsiki.</akap>


<akap_dialog id="e1250">--- Wolejbym<pe><slowo_obce>wolej</slowo_obce> --- lepiej, chętniej.</pe> poległ! --- zawołał żałośnie. --- Gonić pod tobą, wodzu wielbiony, przywykłem, a tam nie wiadomo, jako będzie...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1251">--- Panie Michale, nie zważaj na rozkaz! --- rzekł wzruszony Zagłoba. --- Sam Sapiowi odpiszę i uszu mu przystojnie natrę.</akap_dialog>


<akap id="e1252">Lecz pan Michał przede wszystkim był żołnierzem, więc jeszcze się obruszył:</akap>


<akap_dialog id="e1253">--- A w waćpanu wiecznie stary wolentarz<pe><slowo_obce>wolentarz</slowo_obce> --- ochotnik, żołnierz nieotrzymujący żołdu, walczący w imię swoich przekonań lub dla łupów wojennych.</pe> siedzi!... Milczałbyś lepiej, kiedy rzeczy nie rozumiesz. Służba!!<end id="e1283862043471-1511191433"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e1254">--- Ot, co! --- rzekł Czarniecki.</akap_dialog>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e1255">Rozdział XI</naglowek_rozdzial>



<akap id="e1256">Pan Zagłoba, stanąwszy przed hetmanem, nie odpowiedział na radosne jego powitanie, owszem ręce w tył założył, wargę wysunął naprzód i począł nań spoglądać jak sędzia sprawiedliwy, ale surowy. Ten zaś jeszcze się bardziej ucieszył, widząc ową minę, bo już się jakowejś krotofili<pe><slowo_obce>krotofila</slowo_obce> a. <slowo_obce>krotochwila</slowo_obce> (starop.) --- żart.</pe> spodziewał, i zaraz jął mówić:</akap>


<akap_dialog id="e1257">--- Jak się masz, stary francie? Cóż to tak nosem kręcisz, jakbyś jakowy niecnotliwy zapach wietrzył?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1258">--- W całym Sapieżyńskim wojsku bigos czuć!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1259">--- Czemu to bigos? --- powiadaj!...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1260">--- Bo Szwedzi kapuścianych głów naszatkowali!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1261">--- Masz go! Już nam przymówił! Szkoda, że i waści nie usiekli!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1262">--- Bom pod takim wodzem służył, pod którym myśmy siekli, nie nas sieczono.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1263">--- Daj cię katu! Żeby ci choć język obcięli!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1264">--- Nie miałbym czym Sapieżyńskiej wiktorii głosić!</akap_dialog>


<akap id="e1265">Na to posmutniał hetman i odrzekł:</akap>


<akap_dialog id="e1266">--- Panie bracie, zaniechaj mnie! Jest więcej takich, którzy już na moje służby ojczyźnie niepamiętni, zgoła mnie spostponowali<pe><slowo_obce>spostponować</slowo_obce> (z łac.) --- obrazić, zlekceważyć.</pe>, i wiem to, że jeszcze wiele się przeciw mej osobie uczyni hałasu, a przecie, żeby nie owa chasa pospolitacka, inaczej by rzeczy pójść mogły. <begin id="b1283862576515-993019167"/><motyw id="m1283862576515-993019167">Jedzenie, Wojna</motyw>Powiadają, żem dla podkurków<pe><slowo_obce>podkurek</slowo_obce> --- posiłek nocny, spożywany, kiedy kur, tj. kogut, pieje.</pe> nieprzyjaciela zaniedbał, ale przecie temu nieprzyjacielowi cała Rzeczpospolita oprzeć się nie mogła!</akap_dialog>


<akap id="e1267">Wzruszył się nieco pan Zagłoba słowy hetmana i odrzekł:</akap>


<akap_dialog id="e1268">--- Taki to już u nas obyczaj, aby winę zawsze na wodza składać. Nie ja będę brał podkurki za złe, bo im dzień dłuższy, tym podkurek potrzebniejszy. Pan Czarniecki wielki wojennik, tę wszelako, wedle mojej głowy, ma przywarę, że wojsku na śniadanie, na obiad i na wieczerzę samą tylko szwedzinę daje. Lepszy on wódz niż kuchta, ale źle czyni, bo od takiej strawy wprędce wojna najlepszym kawalerom może zbrzydnąć.<end id="e1283862576515-993019167"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e1269">--- Bardzoże pan Czarniecki przeciw mnie choleryzował?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1270">--- I!... nie bardzo! Z początku wielką pokazał alterację<pe><slowo_obce>alteracja</slowo_obce> (z łac.) --- zmiana nastroju, wzburzenie.</pe>, ale gdy się dowiedział, że wojska nie rozbite, zaraz powiada: ,,Wola boska, nie ludzka moc! Nic to! (powiada) każdemu zdarzy się przegrać; gdybyśmy samych (powiada) Sapiehów w ojczyźnie mieli, byłby to kraj Arystydesów."</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1271">--- Dla pana Czarnieckiego krwi bym nie skąpił! --- odpowiedział hetman. --- Każdy inny poniżałby mnie, aby siebie i własną sławę wywyższyć, zwłaszcza po świeżej wiktorii, ale on nie z takich.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1272">--- Nic i ja przeciw niemu nie powiem, jeno to, żem za stary na taką służbę, jakiej on od żołnierza wygląda, a zwłaszcza na owe kąpiele, jakie wojsku wyprawuje<pe><slowo_obce>wyprawuje</slowo_obce> --- dziś popr. forma 3 os. lp cz.ter.: wyprawia.</pe>.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1273">--- Toś waść rad, żeś do mnie wrócił?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1274">--- I rad, i nierad, bo o podkurku słucham od godziny, ale go jakoś nie widzę.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1275">--- Zaraz siądziemy do stołu. A co pan Czarniecki teraz przedsiębierze?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1276">--- Idzie do Wielkopolski, aby tamtym niebożętom dopomóc, stamtąd zaś przeciw Szteinbokowi ciągnie i do Prus, spodziewając się dostać od Gdańska armat i piechoty.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1277">--- Zacni obywatele gdańszczanie. Całej Rzeczypospolitej przykładem świecą. To się z panem Czarnieckim pod Warszawą spotkamy, bo ja tam pociągnę, jeno się przedtem koło Lublina nieco zabawię.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1278">--- To Lublin znów Szwedzi obsadzili?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1279">--- Nieszczęsne miasto! Nie wiem już, ile razy było w nieprzyjacielskim ręku. Jest tu deputacja od szlachty lubelskiej i zaraz przyjdzie z prośbą, bym ich ratował. Ale że mam listy do króla i hetmanów ekspediować<pe><slowo_obce>ekspediować</slowo_obce> (z łac.) --- wyprawiać, wysyłać.</pe>, przeto muszą jeszcze poczekać.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1280">--- Do Lublina i ja chętnie pójdę, bo tam białogłowy nad miarę gładkie i rzęsiste. Kiedy to która chleb krając, bochenek o się oprze, to nawet na nieczułym bochenku skóra od kontentacji<pe><slowo_obce>kontentacja</slowo_obce> (z łac.) --- zadowolenie.</pe> czerwienieje.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1281">--- O Turku!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1282">--- Wasza dostojność, jako człek wiekowy, nie możesz tego wyrozumieć, ale ja co maja krew jeszcze muszę puszczać.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1283">--- Toćżeś starszy ode mnie!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1284">--- Jeno eksperiencją<pe><slowo_obce>eksperiencja</slowo_obce> (z łac.) --- doświadczenie.</pe>, nie wiekiem, że zaś umiałem <slowo_obce>conservare iuventutem meam<pe><slowo_obce>conservare iuventutem meam</slowo_obce> (łac.) --- zachować swoją młodość.</pe></slowo_obce>, tego mi już niejeden zazdrościł. Pozwól mnie, wasza dostojność, przyjąć deputację lubelską, a ja jej przyrzeknę, że zaraz idziemy w pomoc, niech się nieborakowie pocieszą, nim nieboraczki pocieszymy.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1285">--- Dobrze --- rzekł hetman --- ja pójdę listy ekspediować.</akap_dialog>


<akap id="e1286">I wyszedł.</akap>


<akap id="e1287">Zaraz potem wpuszczono deputację lubelską, którą pan Zagłoba przyjął z nadzwyczajną powagą i godnością, a pomoc przyrzekł pod warunkiem, że wojsko prowiantami, zwłaszcza zaś wszelakim napitkiem obeślą. Po czym zaprosił ich imieniem wojewodzińskim na wieczerzę. Oni radzi byli, bo wojska tejże jeszcze nocy ruszyły ku Lublinowi. Sam pan hetman pilił niezmiernie, bo mu chodziło o to, ażeby jakowąś przewagą wojenną pamięć sandomierskiej konfuzji zatrzeć.</akap>


<akap id="e1288">Rozpoczęło się więc oblężenie, ale szło dość marudnie. Przez cały ten czas Kmicic uczył się u pana Wołodyjowskiego szablą robić i postępy czynił nadzwyczajne. Pan Michał też wiedząc, że to na Bogusławową szyję nauka, żadnych sekretów swej sztuki mu nie ukrywał. Często też miewali i lepszą praktykę; chodzili bowiem pod zamek wyzywać Szwedów na rękę, których wielu usiekli. Wkrótce Kmicic do tego doszedł, że z Janem Skrzetuskim mógł się na równi potykać, nikt zaś w całym wojsku Sapieżyńskim nie zdołał mu dotrzymać. Wówczas taka chęć zmierzenia się z Bogusławem opanowała mu duszę, iż ledwie mógł wysiedzieć pod Lublinem, zwłaszcza że wiosna wróciła mu siły i zdrowie.</akap>


<akap id="e1289">Rany pogoiły mu się wszystkie, przestał pluć krwią, krew grała w nim po dawnemu i ogień tryskał z oczu. <begin id="b1283864642742-585661801"/><motyw id="m1283864642742-585661801">Imię, Przemiana</motyw>Spoglądali na niego z początku spode łba laudańscy ludzie, lecz nie śmieli nastawać, bo Wołodyjowski trzymał ich żelazną ręką, później też, patrząc na jego postępki i uczynki, pogodzili się z nim zupełnie, i sam najzacieklejszy jego wróg, Józwa Butrym, mawiał:</akap>


<akap_dialog id="e1290">--- Umarł Kmicic, żywie<pe><slowo_obce>żywie</slowo_obce> --- dziś popr. forma 3 os. lp cz.ter.: żyje.</pe> Babinicz, a ten niech żywie!<end id="e1283864642742-585661801"/></akap_dialog>


<akap id="e1291">Załoga lubelska poddała się wreszcie ku wielkiej uciesze wojska, za czym ruszył pan Sapieha chorągwie ku Warszawie. Po drodze odebrał wiadomość, że sam Jan Kazimierz wraz z hetmanami i nowym wojskiem przyjdzie mu w pomoc. Nadeszły też wieści i od Czarnieckiego, któren<pe><slowo_obce>któren</slowo_obce> --- dziś popr. który.</pe> także z Wielkopolski ku stolicy zdążał. Wojna, rozproszona po całym kraju, skupiła się tak pod Warszawą, jako chmury rozproszone po niebieskim sklepie skupiają się i łączą, aby zrodzić burzę, grzmoty i błyskawice.</akap>


<akap id="e1292">Szedł pan Sapieha na Żelechów, Garwolin i Mińsk do siedleckiego traktu, aby się w Mińsku z pospolitym ruszeniem podlaskim połączyć. Jan Skrzetuski objął nad ową chasą komendę, bo chociaż w województwie lubelskim mieszkał, ale że blisko granicy Podlasia, więc znany był wszystkiej szlachcie i wielce przez nią ceniony, jako jeden z najznamienitszych w Rzeczypospolitej rycerzy. Jakoż wprędce potrafił on zmienić bitną z natury tamtejszą szlachtę na chorągwie, w niczym komputowemu wojsku nie ustępujące.</akap>


<akap id="e1293">Tymczasem zaś szli z Mińska ku Warszawie bardzo spiesznie, aby jednym dniem pod Pragą stanąć. Pogoda sprzyjała pochodowi. Od czasu do czasu przelatywały majowe deszczyki, chłodząc ziemię i tłumiąc kurzawę, ale w ogóle czas był cudny, ni zbyt gorący, ni zbyt zimny. Wzrok biegł daleko w przeźroczystym powietrzu. Z Mińska szły wojska komunikiem<pe><slowo_obce>iść komunikiem</slowo_obce> (daw.) --- jechać konno, wierzchem; <slowo_obce>komunik</slowo_obce> (daw.) --- jeździec, kawalerzysta.</pe>, wozy bowiem i działa miały dopiero drugiego dnia za nimi wyruszyć; ochota panowała po pułkach niezmierna; gęste lasy, zalegające cały trakt, brzmiały echem pieśni żołnierskich, konie prychały na dobrą wróżbę. Chorągwie w sprawie i w porządku płynęły jedna za drugą, jak rzeka migotliwa a potężna, bo przecie dwanaście tysięcy luda, bez pospolitaków, wiódł pan Sapieha. Rotmistrze, oganiając pułki, świecili polerownymi blachami. Kraśne znaki chwiały się nad głowami rycerstwa na kształt olbrzymich kwiatów.</akap>


<akap id="e1294"><begin id="b1283868101334-2335294911"/><motyw id="m1283868101334-2335294911">Warszawa</motyw>Słońce miało się ku zachodowi, gdy pierwsza idąca w przodku chorągiew laudańska ujrzała wieże stolicy. Na ów widok radosny okrzyk wyrwał się z piersi żołnierstwa:</akap>


<akap_dialog id="e1295">--- Warszawa! Warszawa!</akap_dialog>


<akap id="e1296">Okrzyk ów przeleciał jak grzmot przez wszystkie chorągwie i przez jakiś czas słychać było na pół mili drogi powtarzane ustawicznie słowo: ,,Warszawa! Warszawa!"</akap>


<akap id="e1297">Wielu Sapieżyńskich rycerzy nigdy nie było w stolicy, wielu nigdy jej nie widziało, więc jej widok wywarł na nich wrażenie nadzwyczajne. Mimo woli wstrzymali wszyscy konie; niektórzy pozdejmowali czapki, inni poczęli się żegnać, niektórym łzy ciurkiem popłynęły z oczu i stali wzruszeni, milczący. Nagle pan Sapieha pojawił się na białym koniu od ostatnich zastępów i począł lecieć wzdłuż chorągwi.</akap>


<akap_dialog id="e1298">--- Mości panowie! --- wołał donośnym głosem --- my tu pierwsi, nam szczęście! nam honor!... Wyżeniem<pe><slowo_obce>wyżenąć</slowo_obce> (daw.) --- wygnać.</pe> Szweda ze stolicy!!...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1299">--- Wyżeniem! --- zawrzasło dwanaście tysięcy litewskich piersi. --- Wyżeniem! wyżeniem! wyżeniem!</akap_dialog>


<akap id="e1300">I stał się szum a huk. Jedni krzyczeli ciągle: ,,Wyżeniem!" --- drudzy już wołali: ,,Bij, kto cnotliwy!" --- inni: ,,W nich, psubratów!" Trzaskanie szablami mieszało się z krzykiem rycerzy. Oczy poczęły ciskać błyskawice, spod srogich wąsów błyskały zęby. Sam Sapieha spłonął jak pochodnia. Nagle buławę podniósł w górę i krzyknął:</akap>


<akap_dialog id="e1301">--- Za mną!</akap_dialog>


<akap id="e1302">W pobliżu Pragi wstrzymał pan wojewoda chorągwie i nakazał wolny pochód. Stolica wynurzała się coraz wyraziściej z sinawej oddali. Wieże rysowały się długą linią na błękicie. Spiętrzone dachy Starego Miasta, kryte czerwoną dachówką, płonęły w blaskach wieczornych. Nic wspanialszego nie widzieli nigdy w życiu Litwini nad owe mury białe i wyniosłe, poprzecinane mnóstwem wąskich okien, zwieszające się na kształt stromych wiszarów nad wodą; domy zdawały się wyrastać jedne z drugich, wysoko i jeszcze wyżej; nad ową zaś zbitą i zacieśnioną masą tynów, ścian, okien, dachów bodły niebo wieże strzeliste. Ci z żołnierzy, którzy już byli w stolicy bądź na elekcji, bądź prywatnie, objaśniali innym, co który gmach znaczył i jakie nosił miano. Szczególniej Zagłoba, jako bywalec, uczył swoich laudańskich, oni zaś słuchali go pilnie, dziwiąc się jego słowom i samemu miastu.<end id="e1283868101334-2335294911"/></akap>


<akap_dialog id="e1303">--- Patrzcie na ową wieżę w samym pośrodku Warszawy --- mówił. --- Oto <slowo_obce>arx regia<pe><slowo_obce>arx regia</slowo_obce> (łac.) --- zamek królewski.</pe></slowo_obce>! Żebym tyle lat żył, ile obiadów tam u królewskiego stołu zjadłem, Matuzala<pe><slowo_obce>Matuzal</slowo_obce> --- Matuzalem, postać biblijna opisana w Księdze Rodzaju, dziadek Noego, najdłużej żyjący człowiek, miał przeżyć 969 lat.</pe> bym w kozi róg zapędził. Nie miał też król bliższego ode mnie konfidenta<pe><slowo_obce>konfident</slowo_obce>  (daw., z łac.) --- tu: zaufany przyjaciel, powiernik (dziś: donosiciel).</pe>; mogłem wybierać między starostwami jako między orzechami, a rozdawać je tak łatwo jak ufnale<pe><slowo_obce>ufnal</slowo_obce> --- gwóźdź o kwadratowym przekroju, służący do przytwierdzania podków do kopyt końskich.</pe>. Siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, wiele.</pe> ludzi promowałem, a gdym wchodził, to <slowo_obce>senatores</slowo_obce><pe><slowo_obce>senatores</slowo_obce> (łac.) --- senatorowie.</pe> w pas mi się kłaniali, po kozacku. Pojedynki też na oczach królewskich odbywałem, bo mnie lubił widzieć przy robocie, marszałek zaś musiał zamykać oczy.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1304">--- Srogi gmach! --- rzekł Roch Kowalski. --- I pomyśleć, że wszystko to ci psiajuchowie mają w ręku!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1305">--- I łupią okrutnie! --- dodał Zagłoba. --- Słyszę: kolumny nawet z murów wydzierają i do Szwecji wywożą, które są z marmurów i innych kosztownych kamieni. Nie poznam miłych kątów, a przecie słusznie rozmaici <slowo_obce>scriptores</slowo_obce><pe><slowo_obce>scriptor, scriptoris</slowo_obce> (łac.) --- pisarz; tu M. lm  <slowo_obce>scriptores</slowo_obce>: pisarze.</pe> zamek ów za ósmy cud świata uważają, bo oprócz tego ma król francuski zacny dworzec, ale kiep w porównaniu do tego!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1306">--- A owo, co to za druga wieża w pobliżu na prawo?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1307">--- To Święty Jan. Jest z zamku do niego krużganek. W tym to kościele objawienie miałem, bo gdym raz po nieszporze przyzostał, słyszę głos od sklepienia: ,,Zagłoba, będzie wojna z takim synem, królem szwedzkim, i <slowo_obce>calamitates</slowo_obce><pe><slowo_obce>calamitas, calamitatis</slowo_obce> (łac.) --- nieszczęście; tu M. lm  <slowo_obce>calamitates</slowo_obce>: nieszczęścia.</pe> wielkie nastąpią!" Ruszyłem co tchu do króla i powiadam, com słyszał, a tu ksiądz prymas pastorałem mnie w kark: ,,Nie powiadaj głupstw, pijany byłeś!" Mają teraz... Ten drugi kościół, zaraz tam obok, to jest <slowo_obce>collegium Jesuitarum<pe><slowo_obce>collegium Jesuitarum</slowo_obce> (łac.) --- kolegium jezuickie.</pe></slowo_obce>; trzecia wieża opodal to <slowo_obce>curia</slowo_obce>, owa czwarta w prawo, marszałkowska, a ów zielony dach to Dominikanie; wszystkiego nie wymienię, choćbym językiem tak umiał obracać jak szablą.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1308">--- Chyba nie masz takiego drugiego miasta na świecie! --- zawołał jeden z żołnierzy.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1309">--- Dlatego też wszystkie nacje nam go zazdroszczą.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1310">--- A ów cudny gmach na lewo od zamku?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1311">--- Za Bernardynami?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1312">--- Tak jest.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1313">--- To <slowo_obce>pallatium</slowo_obce> Radziejowskianum, dawniej Kazanowskich. Uważają go za dziewiąty cud świata, ale zaraza na niego, bo w tych to murach zaczęło się nieszczęście Rzeczypospolitej.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1314">--- Jakże to? --- spytało kilka głosów.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1315">--- Bo jak się wziął pan podkanclerzy Radziejowski z żoną wadzić i wojować, tak król się za nią ujął. Wiecie, waćpanowie, co o tym ludzie mówili, a to pewno, że i sam podkanclerzy myślał, że mu się żona w królu kocha, a król w niej; za czym przez invidię<pe><slowo_obce>invidia</slowo_obce> (łac.) --- zazdrość.</pe> do Szwedów uciekł i wojna się rozpoczęła. Co prawda, siedziałem wtedy na wsi i końca onej sprawy nie widziałem, jeno z relacji, ale to wiem, że ona nie do króla, tylko do kogo innego przedtem słodkie oczy, jako marcepan, robiła.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1316">--- Do kogo?</akap_dialog>


<akap id="e1317">Zagłoba pokręcił wąsa.</akap>


<akap_dialog id="e1318">--- Do tego, do którego i wszystkie jako mrówki do miodu lazły, jeno mi się nazwiska nie godzi mówić, gdyż zawsze brzydziłem się chełpliwością... Przy tym zestarzał się człek, zestarzał, zdarł się jako miotła, zamiatając nieprzyjaciół ojczyzny, ale niegdyś nie było większego nade mnie gładysza i dworaka, niech Roch Kowalski przyświad...</akap_dialog>


<akap id="e1319">Tu spostrzegł się pan Zagłoba, że Roch żadną miarą owych czasów pamiętać nie może, więc tylko ręką machnął i rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e1320">--- Wreszcie, co on tam wie!</akap_dialog>


<akap id="e1321">Po czym pokazał jeszcze towarzyszom pałac Ossolińskich i Koniecpolskich, który ogromem prawie Radziejowskiemu był równy, wreszcie wspaniałą <slowo_obce>villa regia<pe><slowo_obce>villa regia</slowo_obce> (łac.) --- pałac królewski.</pe></slowo_obce>, a wtem słońce zaszło i mrok nocny począł nasycać przestworze.</akap>


<akap id="e1322">Huk działa rozległ się na murach warszawskich i trąby ozwały się długo i przeciągle na znak, iż nieprzyjaciel się zbliża.</akap>


<akap id="e1323">Pan Sapieha oznajmił też swoje przybycie palbą z samopałów, aby ducha mieszkańcom stolicy dodać, po czym tejże jeszcze nocy począł przeprawiać wojsko za Wisłę. Przeprawiła się więc pierwsza laudańska, za nią pana Kotwicza, za nią Tatarzy Kmicicowi, za nią Wańkowiczowa, razem ośm tysięcy ludzi. W ten sposób byli zarazem Szwedzi wraz z nagromadzonym łupem otoczeni i pozbawieni dowozu, panu Sapieże zaś nie pozostawało nic więcej, jak czekać, póki z jednej strony pan Czarniecki, z drugiej król wraz z koronnymi hetmany<pe><slowo_obce>hetmany</slowo_obce> --- dziś popr. forma N. lm: z hetmanami.</pe> nie przyciągnie, tymczasem zaś pilnować, aby się jakowe posiłki do miasta nie przekradły.</akap>


<akap id="e1324">Pierwsze wieści przyszły od pana Czarnieckiego, ale niezbyt pomyślne, donosił bowiem, że wojsko i konie tak ma strudzone, iż w tej chwili nie może żadnego w oblężeniu wziąć udziału. Od czasu bitwy pod Warką dzień w dzień był w ogniu, a od pierwszych miesięcy roku stoczył dwadzieścia jeden większych bitew ze Szwedami, nie licząc podjazdowych utarczek i napadów na mniejsze oddziały. Piechoty na Pomorzu nie dostał, do Gdańska dotrzeć nie mógł; obiecywał, co najwięcej, trzymać resztą sił w szachu tę armię szwedzką, która pod Radziwiłłem, pod bratem królewskim i Duglasem<pe><slowo_obce>Duglas</slowo_obce> --- Douglas, Robert (1611--1662), Szkot, od 16 r. życia żołnierz armii szwedzkiej, feldmarszałek, uczestnik wojny trzydziestoletniej. Podczas potopu szwedzkiego dowodził wojskami szwedzkimi w Prusach Książęcych. Za zasługi wojenne otrzymał tytuł hrabiego, a jego potomkowie stali się jednym z najbogatszych rodów arystokratycznych Szwecji.</pe> stojąc u Narwi, przemyśliwała, jakoby oblężonym przyjść w pomoc.</akap>


<akap id="e1325"><begin id="b1283870476160-3265371694"/><motyw id="m1283870476160-3265371694">Wojna, Głód</motyw>Zaś Szwedzi gotowali się do obrony z właściwym sobie męstwem i biegłością. Jeszcze przed przyjściem pana Sapiehy spalono Pragę, obecnie poczęli ciskać granaty na wszystkie przedmieścia, jako na Krakowskie, Nowy Świat, a z drugiej strony na kościół Św. Jerzego i Pannę Marię. Płonęły tedy domostwa, gmachy i kościoły. W dzień dymy wiły się nad miastem na kształt chmur gęstych i czarnych. W noc owe chmury stawały się czerwone i snopy iskier wybuchały z nich ku niebu. Za murami błąkały się tłumy mieszkańców bez dachu nad głową, bez chleba, niewiasty otaczały Sapieżyński obóz z płaczem o miłosierdzie; widziano ludzi uschniętych z głodu na szczypki, widziano dzieci umierające z braku pokarmu, w objęciach wychudłych matek; okolica zmieniła się w padół łez i nędzy.<end id="e1283870476160-3265371694"/></akap>


<akap id="e1326">Pan Sapieha, nie mając piechoty ni dział, czekał i czekał na nadejście króla, tymczasem przychodził, ile mógł, w pomoc ubogim, rozsyłając ich partiami w mniej zniszczone okolice, w których jako tako mogli się wyżywić. Troskał się też niemało w przewidywaniu trudności oblężenia, gdyż uczeni inżynierowie szwedzcy zmienili Warszawę w potężną twierdzę. <begin id="b1283947634233-721582283"/><motyw id="m1283947634233-721582283">Wojna, Uczta, Zabawa</motyw>Za murami siedziało trzy tysiące wyćwiczonego żołnierza, dowodzonego przez biegłych i doświadczonych jenerałów, w ogóle zaś Szwedzi uchodzili za mistrzów w oblężeniu i obronie wszelkich fortec. Na ową więc troskę wyprawiał sobie pan Sapieha co dzień uczty, w czasie których krążyły gęsto kielichy, miał bowiem ów zacny obywatel i niepospolity wojownik tę przywarę, iż wesołą kompanię i brząkanie szkłem nad wszystko nawidził, często nawet służby dla uciechy zaniedbując. </akap>


<akap id="e1327">Dzienną natomiast przezornością wieczorną folgę wynagradzał. Do zachodu słońca pracował szczerze, wysyłał podjazdy, ekspediował<pe><slowo_obce>ekspediować</slowo_obce> (z łac.) --- wyprawiać, wysyłać.</pe> listy, sam objeżdżał straże, sam przesłuchiwał schwytanych języków, natomiast z pierwszą gwiazdą często i skrzypki odzywały się w jego kwaterze. A gdy raz się rozochocił, to już na wszystko pozwalał, sam nawet posyłał po oficerów, choćby straży pilnujących albo na podjazd wyznaczonych, i krzyw był, jeżeli który się nie stawił, gdyż nie było dlań uczty bez ciasnoty. Przymawiał mu za to rankami mocno pan Zagłoba, ale wieczorami często samego czeladź bez duszy do kwatery Wołodyjowskiego odnosiła.<end id="e1283947634233-721582283"/></akap>


<akap_dialog id="e1328">--- Świętego by Sapio do upadku przywiódł --- tłumaczył się na drugi dzień przyjaciołom --- a cóż dopiero mnie, którym zawsze igraszki miłował. Jeszcze ma szczególniejszą jakąś pasję kielichy we mnie wmuszać, ja zaś, nie chcąc się grubianinem okazać, ustępuję przed przynuką<pe><slowo_obce>przynuka</slowo_obce> (z ukr.) --- przymus, usilne namawianie.</pe>, bo zawsze to obserwowałem, żeby gospodarzowi nie uchybiać. Alem już ślubował, że na przyszły adwent każę sobie grzbiet dyscypliną dobrze smarować, bo sam to rozumiem, że swawola bez pokuty zostać nie może; tymczasem muszę mu już dotrzymywać, a to z obawy, aby w gorsze jakie nie wpadł kompanie i do reszty sobie nie folgował.</akap_dialog>


<akap id="e1329">Byli tacy oficerowie, którzy i bez dozoru hetmańskiego służbę pełnili, ale niektórzy zaniedbywali się wieczorami srodze, jako zwyczajnie żołnierze, ręki żelaznej nad sobą nie czujący.</akap>


<akap id="e1330">Nie omieszkał korzystać z tego nieprzyjaciel.</akap>


<akap id="e1331">Pewnego razu, na parę dni przed nadciągnięciem króla i hetmanów, Sapieha wyprawił wspanialszą niż kiedykolwiek ochotę, już był bowiem rad, że się wszystkie wojska w kupę zbierają i oblężenie rozpocznie się na dobre. Wszyscy znakomitsi oficerowie byli proszeni, bo pan hetman szukający zawsze okazji rozgłosił, iż to na cześć królewską owa uczta się odbędzie. Do panów Skrzetuskich, Kmicica, Zagłoby, Wołodyjowskiego i Charłampa przyszedł nawet umyślny ordynans<pe><slowo_obce>ordynans</slowo_obce> (z łac.) --- daw. rozkaz.</pe>, aby koniecznie byli, gdyż hetman za wielkie usługi chce ich szczególnie uczcić. Pan Andrzej siadał już na koń, aby z podjazdem wyruszyć, tak iż ordynansowy oficer zastał już jego Tatarów za bramą.</akap>


<akap_dialog id="e1332">--- Nie możesz, wasza miłość, panu hetmanowi tej ujmy okazać i niewdzięcznością za serce zapłacić --- rzekł oficer.</akap_dialog>


<akap id="e1333">Kmicic zsiadł z konia i poszedł naradzić się z towarzyszami.</akap>


<akap_dialog id="e1334">--- Okrutnie mi to nie na rękę! --- rzekł. --- Słyszałem, że jakiś znaczny oddział jazdy wedle Babic się ukazał. Samże hetman kazał mi jechać i koniecznie dowiedzieć się, co to za żołnierze, a teraz na ucztę prosi? Co mam czynić?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1335">--- Pan hetman przysyła rozkaz, aby z podjazdem Akbah-Ułan poszedł --- odparł ordynansowy.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1336">--- Rozkaz to rozkaz! --- rzekł Zagłoba --- a kto żołnierz, ten słuchać musi. Waćpan strzeż się, aby złego przykładu nie dawać, a przy tym niedobrze by było dla waćpana ściągnąć na się nieżyczliwość hetmańską.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1337">--- Powiedz waść, że się stawię! --- rzekł do ordynansowego Kmicic.</akap_dialog>


<akap id="e1338">Oficer wyszedł. Za nim odjechali pod Akbah-Ułanem Tatarzy, a pan Andrzej począł się nieco stroić, w czasie zaś ubierania tak mówił do towarzyszów:</akap>


<akap_dialog id="e1339">--- Dziś jest uczta na cześć króla jegomości; jutro będzie na cześć ichmościów panów hetmanów koronnych i tak aż do końca oblężenia.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1340">--- Niech jeno król nadciągnie, skończy się to --- odpowiedział Wołodyjowski --- bo chociaż i nasz pan miłościwy lubi się także we wszelakim frasunku pocieszyć, ale przecie służba musi pójść pilniej, ile że każdy, a między innymi i pan Sapieha, będzie się starał gorliwość swoją okazać.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1341">--- Za dużo tego, za dużo! nie ma i gadania! --- rzekł Jan Skrzetuski. --- Czy wam to niedziwno, że tak przezorny i pracowity wódz, tak cnotliwy człowiek, tak godny obywatel ma tę słabość?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1342">--- Niech jeno wieczór się uczyni, inny to zaraz człowiek i z wielkiego hetmana w hulakę się przemienia.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1343">--- A wiecie, czemu mi tak uczty nie w smak? --- ozwał się Kmicic. --- Bo i Janusz Radziwiłł miał ten zwyczaj, że je co wieczora wyprawiał. Imainujcie<pe><slowo_obce>imainować sobie</slowo_obce> (daw., z łac.) --- imaginować sobie, wyobrażać sobie.</pe> sobie, że się tak jakoś dziwnie składało, że co uczta, to się albo nieszczęście jakoweś trafiało, albo zła nowina spadła, albo się nowa hetmańska zdrada wykrywała. Nie wiem, czyli ślepy traf, czyli zrządzenie boskie, dość, że zło nigdy nie przychodziło kiedy indziej, jeno w czasie uczty. To mówię wam, że w końcu do tego doszło, że jak tylko do stołów nakrywali, to aż skóra na nas cierpła.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1344">--- Prawda, jak mi Bóg miły! --- rzekł Charłamp. --- Ale było to i z tego, że książę hetman zawsze tę porę do promulgowania<pe><slowo_obce>promulgowanie</slowo_obce>  (z łac. <slowo_obce>promulgo</slowo_obce>, <slowo_obce>promulgare</slowo_obce>: wyjawiam, obwieszczam) --- ogłoszenie.</pe> swych praktyk z nieprzyjacielem ojczyzny wybierał.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1345">--- No! --- ozwał się Zagłoba. --- Przynajmniej ze strony poczciwego Sapia nie mamy się czego obawiać. Jeśli on kiedy zdradzi, to ja tyle wart, co wichtarze u moich butów.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1346">--- O tym i nie ma mowy! Zacny to pan jako chleb bez zakalca! --- zawołał Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1347">--- A co wieczorem zaniedba, to w dzień naprawi --- dodał Charłamp.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1348">--- To już wreszcie chodźmy --- rzekł Zagłoba --- bo prawdę rzekłszy, <slowo_obce>vacuum</slowo_obce><pe><slowo_obce>vacuum</slowo_obce> (łac.) --- pustka, próżnia.</pe> w brzuchu czuję.</akap_dialog>


<akap id="e1349">Wyszli, siedli na konie i pojechali, gdyż pan Sapieha stał w innej stronie za miastem i było dość daleko. Przybywszy przed hetmańską kwaterę, znaleźli już mnóstwo koni na podwórcu i ścisk trzymających je pachołków, dla których też stała kufa piwa na majdanie, a którzy jako zwykle, pijąc bez miary, zaczęli się już wadzić przy niej; uciszyli się jednak na widok nadjeżdżających rycerzy, zwłaszcza że pan Zagłoba począł okładać płazem<pe><slowo_obce>płazem</slowo_obce> --- płaską stroną szabli.</pe> tych, którzy mu na drodze stali, wołając stentorowym głosem:</akap>


<akap_dialog id="e1350">--- Do koni, hultaje! do koni! Nie was tu na ucztę proszono!</akap_dialog>


<akap id="e1351">Pan Sapieha przyjął towarzyszów, jak zwykle, z otwartymi rękoma, a że był sobie już nieco podchmielił, przepijając do gości, począł się zaraz z Zagłobą przekomarzać.</akap>


<akap_dialog id="e1352">--- Czołem, panie regimentarzu! --- rzekł mu.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1353">--- Czołem, panie kiper<pe><slowo_obce>kiper</slowo_obce> --- zawodowy znawca win, zarządzający piwniczką.</pe> --- odparł Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1354">--- Kiedy mnie kiprem zowiesz, to ci dam takiego wina, które jeszcze robi!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1355">--- Byle nie takiego, które z hetmana robi bibosza<pe><slowo_obce>bibosz</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>bibo</slowo_obce>, <slowo_obce>bibere</slowo_obce>: pić) --- opój, smakosz trunków.</pe>!</akap_dialog>


<akap id="e1356">Niektórzy z gości, słysząc to, zlękli się, lecz pan Zagłoba, gdy widział hetmana w dobrym humorze, na wszystko sobie pozwalał, Sapieha zaś taką miał do niego słabość, iż nie tylko się nie gniewał, ale za boki się brał, powołując przy tym na świadków obecnych, co to go od tego szlachcica spotyka.</akap>


<akap id="e1357">Rozpoczęła się tedy uczta gwarna, wesoła. Sam pan Sapieha przepijał raz po raz do gości, to wznosił toasty na cześć króla, hetmanów, wojsk obojga narodów, pana Czarnieckiego i całej Rzeczypospolitej. Ochota rosła, a z nią gwar i szum. Od toastów przyszło do pieśni. Izba zapełniła się oparem ze łbów i wyziewami miodów i win. Zza okien nie mniejszy dochodził hałas, a nawet szczękanie żelaza. To czeladź poczęła się bić szablami. Wypadło na dwór kilku szlachty, by ład przywrócić, lecz większe tylko uczyniło się zamieszanie.</akap>


<akap id="e1358">Nagle krzyk powstał tak wielki, że aż ucztujący w izbie umilkli.</akap>


<akap_dialog id="e1359">--- Co to jest? --- spytał któryś z pułkowników. --- Pachołkowie nie mogą takiego wrzasku czynić!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1360">--- Cicho no, mości panowie! --- rzekł, nasłuchując, zaniepokojony hetman.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1361">--- To nie zwykłe okrzyki!</akap_dialog>


<akap id="e1362">Nagle wszystkie okna zadrżały od huku dział i muszkietowej palby.</akap>


<akap_dialog id="e1363">--- Wycieczka! --- krzyknął Wołodyjowski --- nieprzyjaciel następuje!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1364">--- Do koni! Do szabel!</akap_dialog>


<akap id="e1365">Wszyscy zerwali się na równe nogi. Ciżba stała się przy drzwiach, następnie tłum oficerów wypadł na majdan, nawołując na pachołków, by im podawali konie.</akap>


<akap id="e1366">Lecz w zamęcie niełatwo było każdemu do swego trafić; tymczasem zza majdanu głosy trwożne poczęły wołać w ciemności:</akap>


<akap_dialog id="e1367">--- Nieprzyjaciel nastąpił! Pan Kotwicz w ogniu!</akap_dialog>


<akap id="e1368">Ruszyli tedy wszyscy, co tchu w koniach, do swych chorągwi, skacząc przez płoty i łamiąc karki w ciemności. A tam już <slowo_obce>larum</slowo_obce><pe><slowo_obce>larum</slowo_obce> (łac.) --- alarm.</pe> poczęło się w całym obozie. Nie wszystkie chorągwie miały konie pod ręką i te najpierwsze wszczęły zamieszanie. Tłumy żołnierstwa pieszego i konnego tłoczyły się na siebie wzajem, nie mogąc przyjść do sprawy, nie wiedząc, kto swój, kto nieprzyjaciel, krzycząc i hałasując wśród nocy ciemnej. Niektórzy poczęli już wołać, że to król szwedzki z całą armią następuje.</akap>


<akap id="e1369">Tymczasem wycieczka szwedzka uderzyła istotnie z gwałtownym zapędem na Kotwiczowych ludzi. Na szczęście, sam, chorym nieco będąc, nie był na uczcie i dlatego mógł dać jaki taki odpór na razie, jednak niedługotrwały, bo napadnięto go przeważną liczbą i zasypywano ogniem muszkietowym, więc cofać się musiał.</akap>


<akap id="e1370">Pierwszy Oskierko przybył mu w pomoc ze spieszoną<pe><slowo_obce>spieszony</slowo_obce> --- pozbawiony konia, pieszy.</pe> dragonią. Na strzały poczęto odpowiadać strzałami. Lecz i dragonia Oskierkowa długo również nie mogła wytrzymać naporu i w mig, usławszy pole trupami, poczęła ściągać się z pola w tył coraz pospieszniej. Dwa razy próbował Oskierko stanąć w sprawie i po dwakroć rozbito go tak, iż żołnierze jego kupkami jeno mogli się odstrzeliwać. Wreszcie rozsypali się zupełnie, a Szwedzi parli jak niepowstrzymany potok ku hetmańskiej kwaterze. Coraz nowe pułki wychodziły z miasta w pole; z piechurami szła jazda, wytaczano nawet działa polowe. Zanosiło się na walną bitwę i zdawało się, że nieprzyjaciel jej pragnie.</akap>


<akap id="e1371">Tymczasem Wołodyjowski, wypadłszy z kwatery hetmańskiej, spotkał już wpół drogi swą chorągiew idącą na odgłos alarmu i wystrzałów, bo była zawsze w gotowości. Wiódł ją teraz Roch Kowalski, który również, jak pan Kotwicz, na uczcie nie był, ale z tego powodu, że go na nią nie zaproszono. Wołodyjowski kazał co duchu zapalić parę szop, by pole oświetlić, i pomknął ku bitwie. Po drodze przyłączył się doń Kmicic ze swymi strasznymi wolentarzami<pe><slowo_obce>wolentarz</slowo_obce> --- ochotnik, żołnierz nieotrzymujący żołdu, walczący w imię swoich przekonań lub dla łupów wojennych.</pe> i tą połową Tatarów, która na podjazd nie poszła. Obaj przybyli w samą porę, aby Kotwicza i Oskierkę od zupełnej klęski uratować.</akap>


<akap id="e1372">Tymczasem szopy rozpaliły się już tak dobrze, że widno było jak w dzień. Przy tym blasku uderzyli laudańscy z pomocą Kmicica na pułk piechurów i wytrzymawszy ogień, wzięli ich na szable. Skoczyła swoim w pomoc rajtaria szwedzka i zwarła się z laudańskimi potężnie. Przez jakiś czas przepierali się, zupełnie jak zapaśnicy, którzy, chwyciwszy się za bary, dobywają ostatnich sił i coraz to ten tego, to tamten owego przechyli; lecz tak gęsty trup jął lecieć u Szwedów, że wreszcie poczęli się mieszać. Kmicic rzucał się okropnie w gęstwie ze swymi zabijakami, pan Wołodyjowski pustkę, jako zwykle, przed sobą szerzył; obok niego pracowali krwawo dwaj olbrzymi Skrzetuscy i Charłamp, i Roch Kowalski; laudańscy siekli na wyścigi z Kmicicowymi zabijakami, jedni pokrzykując przeraźliwie, inni, jako na przykład Butrymowie, waląc kupą a w milczeniu.</akap>


<akap id="e1373">Przełamanym Szwedom znów skoczyły na ratunek nowe pułki, a Wołodyjowskiego i Kmicica wsparł Wańkowicz, który blisko nich kwaterami stojąc, wkrótce po nich był gotów. Wreszcie przyprowadził pan hetman wszystko wojsko do sprawy i począł porządnie następować. Sroga bitwa zawrzała na całej linii od Mokotowa aż ku Wiśle.</akap>


<akap id="e1374">Wtem Akbah-Ułan, który jeździł z podjazdem, pojawił się na spienionym koniu przed hetmanem.</akap>


<akap_dialog id="e1375">--- Effendi<pe><slowo_obce>effendi</slowo_obce> (z tur.) --- pan, władca.</pe>! --- krzyknął --- czambuł<pe><slowo_obce>czambuł</slowo_obce> (z tur.) --- tu: zagon, oddział.</pe> jazdy idzie od Babic ku miastu i wozy wiodą, chcą się za mury dostać!</akap_dialog>


<akap id="e1376">Sapieha zrozumiał w jednej chwili, co znaczyła owa wycieczka w stronę Mokotowa. Oto nieprzyjaciel chciał odciągnąć wojska stojące na trakcie błońskim, aby owa posiłkowa jazda i wozy z żywnością mogły się dostać w obręb murów.</akap>


<akap_dialog id="e1377">--- Ruszaj do Wołodyjowskiego! --- krzyknął na Akbah-Ułana --- niech laudańska, Kmicic i Wańkowicz przebiegną im drogę, zaraz im pomoc wyślę!</akap_dialog>


<akap id="e1378">Akbah-Ułan wspiął konia, za nim poleciał drugi i trzeci ordynans. Wszyscy dopadli Wołodyjowskiego i powtórzyli mu rozkaz hetmański.</akap>


<akap id="e1379">Wołodyjowski zwrócił natychmiast chorągwie, Kmicic z Tatarami dognał go, idąc na przełaj, i pomknęli razem, a Wańkowicz za nimi.</akap>


<akap id="e1380">Lecz przybyli za późno. Blisko dwieście wozów wjeżdżało już w bramę, idący zaś za nimi świetny oddział ciężkiej jazdy był już prawie cały w promieniu fortecznym. Tylko tylna straż złożona z około stu ludzi nie nadążyła jeszcze pod osłonę dział. Ale i ci szli całym pędem. Oficer jadący z tyłu przynaglał ich jeszcze krzykiem.</akap>


<akap id="e1381">Kmicic, ujrzawszy ich przy blasku płonących szop, wydał krzyk przeraźliwy i straszny, że aż konie spłoszyły się obok; poznał Bogusławową rajtarię, tę samą, która przejechała po nim i po jego Tatarach pod Janowem.</akap>


<akap id="e1382">I niepomny na nic, rzucił się jak szalony ku nim, wyprzedził swoich własnych ludzi i wpadł pierwszy na oślep między szeregi. Szczęściem, dwaj młodzi Kiemlicze, Kosma i Damian, siedzący na przednich koniach, wpadli tuż za nim. W tej chwili Wołodyjowski przesunął się ukosem jak błyskawica i tym jednym ruchem odciął tylną straż od głównego oddziału.</akap>


<akap id="e1383">Działa z murów poczęły grzmieć, lecz główny oddział, poświęciwszy swych towarzyszów, wpadł co prędzej za wozami do twierdzy. Wówczas laudańscy i Kmicicowi opasali pierścieniem ową tylną straż i rozpoczęła się rzeźba<pe><slowo_obce>rzeźba</slowo_obce> --- tu: rzeź.</pe> bez miłosierdzia.</akap>


<akap id="e1384">Lecz krótko trwała. Bogusławowi ludzie, widząc, że nie masz znikąd ratunku, w mgnieniu oka pozeskakiwali z koni i rzucili broń pod nogi, krzycząc wniebogłosy, aby ich usłyszano w ciżbie i gwarze, że się poddają.</akap>


<akap id="e1385">Nie zważali na to wolentarze ni Tatarzy i siekli dalej, lecz w tejże chwili rozległ się groźny a przeraźliwy głos Wołodyjowskiego, któremu chodziło o języka:</akap>


<akap_dialog id="e1386">--- Żywych brać! Gas! gas! żywych brać!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1387">--- Żywych brać! --- zakrzyknął Kmicic.</akap_dialog>


<akap id="e1388">Zgrzyt żelaza ustał. Rozkazano teraz troczyć<pe><slowo_obce>troczyć</slowo_obce> --- tu: powiązać.</pe> jeńców Tatarom, którzy z właściwą sobie wprawą uczynili to w mgnieniu oka, po czym chorągwie cofnęły się spiesznie spod działowego ognia.</akap>


<akap id="e1389">Pułkownicy skierowali się ku szopom. Laudańska szła naprzód, Wańkowiczowi z tyłu, a Kmicic z jeńcami w pośrodku, wszyscy w zupełnej gotowości, aby napad, jeżeliby się zdarzył, odeprzeć. Jeńców prowadzili Tatarzy na smyczach, inni powodowali<pe><slowo_obce>powodować</slowo_obce> --- tu: prowadzić, kierować.</pe> zdobyczne konie. Kmicic, zbliżywszy się do szop, bacznie spoglądał w twarze jeńców, czy Bogusławowej między nimi nie zobaczy, bo choć mu już jeden z rajtarów pod sztychem zaprzysiągł, że księcia samego nie było w oddziale, jednak jeszcze myślał, że nuż umyślnie tają. Wtem jakiś głos spod strzemienia tatarskiego zawołał nań:</akap>


<akap_dialog id="e1390">--- Panie Kmicic! panie pułkowniku! Ratuj znajomego! Każ mnie puścić ze sznura na parol<pe><slowo_obce>parol</slowo_obce> (z fr.) --- słowo honoru.</pe>.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1391">--- Hassling! --- zakrzyknął Kmicic.</akap_dialog>


<akap id="e1392">Hassling był to Szkot, niegdyś oficer rajtarii księcia wojewody wileńskiego, którego Kmicic znał w Kiejdanach i swego czasu bardzo lubił.</akap>


<akap_dialog id="e1393">--- Puść jeńca! --- zakrzyknął na Tatara --- i sam precz z konia!</akap_dialog>


<akap id="e1394">Tatar skoczył z kulbaki<pe><slowo_obce>kulbaka</slowo_obce> --- wysokie siodło.</pe>, jakby go wiatr zmiótł, bo wiedział, jak niebezpiecznie marudzić, gdy ,,bagadyr<pe><slowo_obce>bagadyr</slowo_obce> (z tur.) --- bohater, wielki wojownik.</pe>" rozkazuje.</akap>


<akap id="e1395">Hassling, postękując, wdrapał się na wysokie siedzenie ordyńca<pe><slowo_obce>ordyniec</slowo_obce> --- członek ordy, Tatar.</pe>.</akap>


<akap id="e1396">Wtem Kmicic chwycił go powyżej dłoni i gniotąc mu rękę tak, jakby chciał ją zgruchotać, począł pytać natarczywie:</akap>


<akap_dialog id="e1397">--- Skąd jedziecie? Wraz powiadaj, skąd jedziecie? Na Boga, spiesz się!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1398">--- Z Taurogów! --- odparł oficer.</akap_dialog>


<akap id="e1399">Kmicic pocisnął go jeszcze silniej.</akap>


<akap_dialog id="e1400">--- A... Billewiczówna... tam jest?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1401">--- Jest!</akap_dialog>


<akap id="e1402">Pan Andrzej mówił coraz trudniej, bo coraz mocniej zaciskał zęby.</akap>


<akap_dialog id="e1403">--- I... co książę z nią uczynił?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1404">--- Nic nie wskórał.</akap_dialog>


<akap id="e1405">Nastało milczenie, po chwili Kmicic zdjął rysi kołpaczek<pe><slowo_obce>kołpak</slowo_obce> --- wysoka czapka bez daszka, z futrzanym otokiem.</pe>, pociągnął ręką po czole i ozwał się:</akap>


<akap_dialog id="e1406">--- Zacięto mnie w spotkaniu, krew mi idzie i zesłabłem...</akap_dialog>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e1407">Rozdział XII</naglowek_rozdzial>



<akap id="e1408">Wycieczka szwedzka w części tylko dopięła celu, gdyż oddział Bogusławowy wszedł do miasta; natomiast sama nie dokazała wielkich rzeczy. Wprawdzie chorągiew pana Kotwicza i Oskierczyna dragonia silnie ucierpiały, lecz i Szwedzi gęstym trupem zasłali pole, a nawet jeden pułk piechoty, na który wpadł Wołodyjowski z Wańkowiczem, całkiem niemal został zniesiony. Chlubili się nawet Litwini, że większe straty zadali nieprzyjacielowi, niż sami ponieśli, jeden tylko pan Sapieha trapił się wewnętrznie, że nowa spotkała go ,,konfuzja<pe><slowo_obce>konfuzja</slowo_obce> (z łac.) --- wstydliwa porażka, zawstydzenie.</pe>", od której sława jego wielce może ucierpieć. Przywiązani do niego pułkownicy pocieszali go, jak mogli, i prawdę rzekłszy, istotnie wyszła mu na pożytek ta nauka, albowiem odtąd nie bywało już uczt tak zapamiętałych, a jeśli zdarzyła się jakowaś ochota, to właśnie w czasie niej rozwijano największą czujność. Złapali się Szwedzi zaraz nazajutrz, przypuszczając bowiem, że hetman nie będzie się spodziewał, aby w tak krótkim terminie powtórzyła się wycieczka, wyszli znów za mury, lecz z miejsca odbici, zostawiwszy kilku poległych, wrócili nazad.</akap>


<akap id="e1409">Tymczasem badano w kwaterze hetmańskiej Hasslinga, co niecierpliwiło tak pana Andrzeja, iż mało ze skóry nie wyskoczył, chciał bowiem jak najprędzej mieć go u siebie i rozgadać się z nim o Taurogach. Cały dzień więc krążył koło kwatery, co chwila wchodził do środka, słuchał zeznań i aż podnosił się na ławie, gdy w badaniach wspominano imię Bogusława.</akap>


<akap id="e1410">Zaś wieczorem odebrał rozkaz, aby na podjazd ruszył. Nie rzekł na to nic, zęby tylko zacisnął, bo się już był bardzo zmienił i nauczył się prywatę dla służby publicznej odkładać. Tatarów tylko srodze w czasie podjazdu gnębił i o lada co gniewem wybuchając, buzdyganem<pe><slowo_obce>buzdygan</slowo_obce>  (z tur.) --- rodzaj broni, ozdobna pałka; w XVII w. symbol władzy oficera.</pe> tak walił, że aż kości trzeszczały. A ci mówili między sobą, że ,,bagadyr<pe><slowo_obce>bagadyr</slowo_obce> (z tur.) --- bohater, wielki wojownik.</pe>" się wściekł, i szli cicho jak trusie, w oczy tylko groźnemu przywódcy patrząc i myśli w lot zgadując.</akap>


<akap id="e1411">Wróciwszy, zastał już Hasslinga u siebie, ale tak chorego, że mówić nie mógł, bo przecie biorąc go w niewolę, poturbowano go srodze, tak iż teraz, po całym dniu badań w dodatku, miał gorączkę i pytań nawet nie rozumiał. Musiał się więc Kmicic kontentować tym, co mu pan Zagłoba o Hasslingowych zeznaniach powiadał; ale to tyczyło spraw publicznych, nie prywatnych. O Bogusławie zeznał młody oficer tylko tyle, że po powrocie z wyprawy na Podlasie i po klęsce janowskiej chorzał srodze. Z cholery i melancholii w malignę wpadał, a przyszedłszy nieco do zdrowia, zaraz z wojskiem na Pomorze wyruszył, dokąd go Szteinbok i elektor jak najpilniej wzywali.</akap>


<akap_dialog id="e1412">--- A teraz gdzie on jest? --- pytał Kmicic.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1413">--- Wedle tego, co Hassling powiada, a nie miał potrzeby łgać, teraz z bratem królewskim i Duglasem stoją w warownym obozie u Narwi i Buga, gdzie Bogusław całą jazdą dowodzi --- odrzekł Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1414">--- Ha! I myślą tu na odsiecz przyjść. To się spotkamy, jako Bóg na niebie, choćbym miał w przebraniu do niego pójść!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1415">--- Nie choleryzuj waść na próżno! Do Warszawy oni by na odsiecz radzi, ale nie mogą, bo im się pan Czarniecki położył na drodze, i ot, co się dzieje: on, nie mając piechot ni dział, nie może na obóz uderzyć, oni zaś boją się do niego wyjść, bo przekonali się, że w gołym polu ich żołnierz czarniecczykom nie wytrzyma. Wiedzą też, że i rzeką nie pomoże się zastawiać. Ba, żeby tam sam król był, to by dał pole, bo pod jego komendą i żołnierz lepiej się bije, dufając, że to wojownik wielki, ale Duglas ani brat królewski, ani książę Bogusław, chociaż to wszyscy trzej rezoluci, przecie się nie odważą!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1416">--- A gdzie król?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1417">--- Poszedł do Prus. Król nie wierzy, żebyśmy się już na Warszawę i Wittenberga<pe><slowo_obce>Wittenberg</slowo_obce> --- Arvid (a. Arfuid) Wittenberg von Debern (1606--1657), szwedzki hrabia i feldmarszałek, uczestnik wojny trzydziestoletniej i potopu szwedzkiego.</pe> porwać mieli. Zresztą, wierzy czy nie wierzy, musiał tam iść z dwóch powodów: raz, żeby elektora ostatecznie spraktykować<pe><slowo_obce>spraktykować</slowo_obce> --- tu: utwierdzić, całkowicie przeciągnąć na swoją stronę, rozpracować.</pe>, choćby za cenę całej Wielkopolski, a po wtóre: że to wojsko, które z saku<pe><slowo_obce>sak</slowo_obce> --- sieć na ryby, tu: pułapka.</pe> wyprowadził, póki nie wypocznie, to na nic. Trudy i niewywczasy a ciągłe alarmy tak ich zjadły, iż już żołnierze muszkietów w ręku utrzymać nie mogą, a przecie najwybrańsze to pułki z całej armii, które po wszystkich niemieckich i duńskich krainach znamienite wiktorie odnosiły.</akap_dialog>


<akap id="e1418">Dalszą rozmowę przerwało wejście Wołodyjowskiego.</akap>


<akap_dialog id="e1419">--- Jak się ma Hassling? --- spytał zaraz w progu.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1420">--- Chory, i trzy po trzy imaginuje! --- odparł Kmicic.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1421">--- A ty czego, Michałku, od Hasslinga chcesz? --- ozwał się Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1422">--- Niby to waćpan nie wiesz?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1423">--- Jaż bym nie miał wiedzieć, że ci o ową wiśnię chodzi, którą książę Bogusław w swoim ogródku zasadził. Gorliwy to ogrodnik, nie bój się! Nie potrzeba mu i roku, żeby się owoców doczekał.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1424">--- Bodaj waści zabito za taką pociechę! --- krzyknął mały rycerz.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1425">--- Patrzcie go: powiedzieć mu najniewinniejszy <slowo_obce>iocus</slowo_obce><pe><slowo_obce>iocus</slowo_obce> (łac.) --- żart.</pe>, to zaraz wąsikami rusza jak wściekły chrabąszcz! Com ci winien? Na Bogusławie szukaj pomsty, nie na mnie!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1426">--- Da Bóg, poszukam i znajdę!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1427">--- Dopiero co to samo Babinicz powiadał! Niedługo, widzę, całe wojsko się na niego sprzysięże; ale strzeże on się dobrze i bez moich fortelów nie dacie sobie rady!</akap_dialog>


<akap id="e1428">Tu obaj młodzi zerwali się na równe nogi.</akap>


<akap_dialog id="e1429">--- Maszże waść jaki fortel?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1430">--- A wy myślicie, że fortel tak łatwo z głowy wyjąć jak szablę z pochwy? Gdyby Bogusław był tuż, pewno bym znalazł niejeden, ale na tę odległość nie tylko fortel, ale i armata nie doniesie. Panie Andrzeju, każ mi dać kubek miodu, bo dziś gorąco.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1431">--- Dam i kufę<pe><slowo_obce>kufa</slowo_obce> --- beczka.</pe>, byłeś waćpan co wymyślił!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1432">--- Naprzód, czego wy nad tym Hasslingiem jak kat nad dobrą duszą stoicie. Nie jego jednego wzięto w niewolę, możecie się innych wypytać.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1433">--- Jużem ci ja tamtych brał na pytki, ale to gemajny<pe><slowo_obce>gemajn</slowo_obce> (daw., z niem. <slowo_obce>gemein</slowo_obce>: zwykły) --- szeregowiec, zwykły żołnierz.</pe>; nie wiedzą nic, a on, jako oficer, był przy dworze --- odrzekł Kmicic.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1434">--- To i racja! --- odpowiedział Zagłoba. --- Ja też muszę się z nim rozgadać; od tego, co mi powie o sobie i obyczajach księcia, mogą i fortele zależeć. Teraz grunt, żeby się to oblężenie prędko skończyło, bo potem pewno przeciw tamtej armii ruszymy. Ale coś naszego pana miłościwego i hetmanów długo nie widać!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1435">--- Jakże? --- odrzekł mały rycerz. --- W tej chwili wracam od hetmana, który dopiero co odebrał wiadomość, że król jegomość jeszcze dziś wieczorem z przybocznymi chorągwiami tu stanie, a hetmani z komputem jutro nadciągną. Od samego Sokala<pe><slowo_obce>Sokal</slowo_obce> --- miasto w płn.-zach. części Ukrainy, nad Bugiem.</pe> szli, mało co wypoczywając, wielkie pochody czyniąc. Przecie zresztą już od paru dni wiadomo, że tylko co ich nie widać.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1436">--- A wojska siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, wiele.</pe> ze sobą prowadzą?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1437">--- Blisko pięć razy tyle co przy panu Sapieże, piechoty ruskie i węgierskie, bardzo przednie; idzie i sześć tysięcy ordy pod Subaghazim, ale podobnoć nie można ich na dzień spod ręki puścić, bo bardzo swawolą i krzywdy naokoło czynią.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1438">--- Pana Andrzeja by im na przywódcę dać! --- rzekł Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1439">--- Ba! --- odparł Kmicic. --- Zaraz bym ich spod Warszawy wyprowadził, bo oni w oblężeniu na nic, i powiódłbym ich do Buga i Narwi.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1440">--- Na nic, nie na nic --- odrzekł Wołodyjowski --- gdyż nikt lepiej nie upilnuje, aby żywność do fortecy nie przychodziła.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1441">--- No, będzie Wittenbergowi ciepło! Postój, stary złodzieju! --- zawołał Zagłoba. --- Wojowałeś dobrze, tego ci nie neguję, ale kradłeś i łupiłeś jeszcze lepiej; dwie gęby miałeś: jedną do fałszywych przysiąg, drugą do łamania obietnic, ale teraz dwoma się nie wyprosisz. Swędzi cię od galickiej choroby<pe><slowo_obce>galicka choroba</slowo_obce> --- choroba weneryczna.</pe> skóra i medykowie ci ją drapią, czekaj, my cię lepiej podrapiemy, Zagłoby w tym głowa!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1442">--- Ba! Zda się na kondycję<pe><slowo_obce>zdać się na kondycję</slowo_obce> --- poddać się, podpisać zawieszenie broni; <slowo_obce>kondycja</slowo_obce> (z łac.) --- warunek.</pe> królowi i co mu kto uczyni? --- odrzekł pan Michał. --- Jeszcze mu honory wojskowe będziemy musieli oddawać!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1443">--- Zda się na kondycję? tak! --- zakrzyknął Zagłoba. --- Dobrze!</akap_dialog>


<akap id="e1444">Tu zaczął pięścią w stół walić tak silnie, że aż Roch Kowalski, który w tej chwili wszedł do izby, zląkł się i stanął, jako wryty, w progu.</akap>


<akap_dialog id="e1445">--- Niech Żydom za parobka służę! --- krzyczał dalej stary --- jeżeli ja tego bluźniciela przeciw wierze, tego zdziercę kościołów, tego ciemięzcę panienek, tego kata męża i niewiasty, tego podpalacza, tego szelmę, tego felczera od puszczania krwi i pieniędzy, tego mieszkogryza, tego skórołupa wolno z Warszawy wypuszczę! Dobrze! Król go na kondycje wypuści, hetmani na kondycje wypuszczą, ale ja, jakom katolik, jakom Zagłoba, jako szczęścia za życia, a Boga przy śmierci pragnę, taki tumult przeciw niemu uczynię, o jakim nikt jeszcze w tej Rzeczypospolitej nie słyszał! Nie machaj ręką, panie Michale! Tumult uczynię! powtarzam! tumult uczynię!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1446">--- Wuj tumult uczyni! --- zagrzmiał Roch Kowalski.</akap_dialog>


<akap id="e1447">Wtem Akbah-Ułan wsadził swą zwierzęcą twarz przeze drzwi.</akap>


<akap_dialog id="e1448">--- Effendi! --- rzekł do Kmicica --- wojska królewskie za Wisłą widać!</akap_dialog>


<akap id="e1449">Porwali się na to wszyscy na równe nogi i wypadli przed sień.</akap>


<akap id="e1450">Król istotnie przybył. Najpierwej przyciągnęły tatarskie chorągwie pod Subaghazim, ale nie w tej liczbie, w jakiej ich się spodziewano. Za nimi nadeszło wojsko koronne, mnogie i dobrze uzbrojone, a przede wszystkim pełne zapału. Do wieczora cała armia przeszła po świeżo zbudowanym przez pana Oskierkę moście. Sapieha czekał na króla z uszykowanymi jak do bitwy chorągwiami stojącymi wzdłuż, jedna podle drugiej, na kształt niezmiernego muru, którego końca okiem trudno było dosięgnąć. Rotmistrze stali przed pułkami, przy nich chorążowie, każden<pe><slowo_obce>każden</slowo_obce> --- dziś popr.: każdy.</pe> z rozpuszczonym znakiem; trąby, kotły, krzywuły<pe><slowo_obce>krzywuła</slowo_obce> --- wygięty flet, popularny w muzyce renesansowej, a dziś używany w folkowej.</pe>, bębny i litaury<pe><slowo_obce>litaury</slowo_obce> --- wielkie bębny wojskowe, kotły.</pe> czyniły zgiełk nieopisany. Koronne chorągwie, w miarę jak która przeszła, stawały również naprzeciw litewskich w ordynku<pe><slowo_obce>ordynek</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>Ordnung</slowo_obce>) --- porządek, szyk, szereg.</pe>; między jednym a drugim wojskiem zostało na sto kroków pustego miejsca.</akap>


<akap id="e1451">Sapieha, trzymając buławę w ręku, wyszedł piechotą na ów pusty majdan, za nim szło kilkunastu przedniejszych wojskowych i cywilnych dygnitarzy. <begin id="b1283950943754-1357563279"/><motyw id="m1283950943754-1357563279">Strój</motyw>Z drugiej strony, od wojsk koronnych, podjechał król konno na wspaniałym fryzie<pe><slowo_obce>fryz</slowo_obce> (a. <slowo_obce>koń fryzyjski</slowo_obce>) --- ciężki koń maści karej, bardzo popularny w Średniowieczu, uważany za najlepszego konia bojowego; jedna z najstarszych ras w Europie.</pe> podarowanym mu jeszcze w Lubowli przez pana marszałka Lubomirskiego, przybrany jak do bitwy w błękitny lekki pancerz ze złotymi rzutami, spod którego widać było czarny aksamitny kaftan, z wyłożoną aż na pancerz koronkową kryzą; tylko zamiast hełmu miał na głowie zwykły szwedzki kapelusz z czarnymi piórami, natomiast rękawice bojowe i na nogach długie, chrabąszczowego koloru buty, aż wysoko za kolana zachodzące.<end id="e1283950943754-1357563279"/></akap>


<akap id="e1452">Za nim jechał nuncjusz, ksiądz arcybiskup lwowski, ksiądz biskup kamieniecki, ksiądz nominat łucki, ksiądz Cieciszowski, pan wojewoda krakowski, pan wojewoda ruski, baron Lisola, hrabia Pöttingen, pan kasztelan kamieniecki, poseł moskiewski, pan Grodzicki, jenerał artylerii, Tyzenhauz i wielu innych. Posunął się Sapieha, jak ongi marszałek koronny, do strzemienia pańskiego, lecz król, nie czekając, zeskoczył lekko z kulbaki, podbiegł ku Sapieże i nie rzekłszy ani słowa, chwycił go w objęcia.</akap>


<akap id="e1453">I chwyciwszy, trzymał długo, na oczach obu wojsk; milczał ciągle, jeno łzy płynęły mu ciurkiem po twarzy, bo oto przyciskał do piersi najwierniejszego sługę swego i ojczyzny, który choć geniuszem nie dorównał innym, który choć czasem pobłądził, przecie poczciwością wystrzelił nad wszystkie panięta tej Rzeczypospolitej, w wierności nigdy się nie zawahał, poświęcił bez chwili namysłu całą fortunę i od początku wojny piersi za swego monarchę i swój kraj nadstawiał.</akap>


<akap id="e1454">Litwini, którzy sobie poprzednio szeptali, że za wypuszczenie Karola spod Sandomierza i za ostatnią warszawską nieostrożność może i spotkają pana Sapiehę wymówki, a co najmniej zimne przyjęcie, widząc ową dobroć królewską, uczynili na cześć dobrego pana huk tak srogi, że echo niebiosów dosięgło. Odpowiedziały im zaraz jednym grzmotem wojska królewskie i przez czas jakiś nad wrzawą kapeli, nad warczeniem bębnów, nad łoskotem strzałów słychać było tylko okrzyki:</akap>


<akap_dialog id="e1455">--- <slowo_obce>Vivat Joannes Casimirus<pe><slowo_obce>Vivat Joannes Casimirus</slowo_obce> (łac.) --- niech żyje Jan Kazimierz.</pe>!</slowo_obce></akap_dialog>


<akap_dialog id="e1456">--- <slowo_obce>Vivant</slowo_obce> koroniarze!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1457">--- <slowo_obce>Vivant</slowo_obce> Litwini!</akap_dialog>


<akap id="e1458">Tak to oni witali się pod Warszawą. Drżały mury, a za murami Szwedzi.</akap>


<akap_dialog id="e1459"><begin id="b1283951081746-3193426098"/><motyw id="m1283951081746-3193426098">Łzy</motyw>--- Ryknę! jak mi Bóg miły, ryknę! --- wołał rozczulony Zagłoba --- nie wytrzymam! Oto pan nasz! ojciec! (mości panowie! już szlocham!) ojciec!... nasz król, niedawno tułacz od wszystkich opuszczon, a teraz... a teraz... toćże tu sto tysięcy szabel na zawołanie!... O Boże miłosierny!... Nie mogę od łez... Wczoraj był tułaczem, dziś... cesarz niemiecki nie ma wojsk tak zacnych!</akap_dialog>


<akap id="e1460">Tu otwarły się śluzy w oczach pana Zagłoby i począł chlipać raz po razu, nagle zwrócił się do Rocha:</akap>


<akap_dialog id="e1461">--- Cicho bądź! czego buczysz!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1462">--- A wuj to nie buczy? --- odparł Roch.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1463">--- Prawda, jak mi Bóg miły, prawda!...<end id="e1283951081746-3193426098"/> Wstydziłem się, mości panowie, za tę Rzeczpospolitą... Ale teraz już bym się z żadną inną nacją nie pomieniał!... Sto tysięcy szabel, jak gołębiowi z gardła!... Niech to inni pokażą!... Bóg dał opamiętanie, Bóg dał! Bóg dał!...</akap_dialog>


<akap id="e1464">Pan Zagłoba nie pomylił się o wiele, bo istotnie stanęło pod Warszawą blisko siedmdziesiąt tysięcy ludzi, nie licząc dywizji pana Czarnieckiego, która jeszcze nie nadeszła, i nie licząc orężnej czeladzi obozowej, która w potrzebie stawała do sprawy, a której ćmy nieprzejrzane wlokły się za każdym obozem.</akap>


<akap id="e1465">Po przywitaniu się i pobieżnej lustracji wojska król podziękował Sapieżyńskim, wśród ogólnego zapału, za wierne służby i odjechał do Ujazdowa, wojska zaś stawały na pozycjach, które im wyznaczono. Niektóre chorągwie pozostały na Pradze, inne rozrzuciły się naokół miasta. Olbrzymi tabor wozów przeprawiał się jeszcze do drugiego południa przez Wisłę.</akap>


<akap id="e1466">Nazajutrz okolice miasta zabieliły się tak namiotami, jakoby je śniegi pokryły. Nieprzeliczone stada koni rżały na przyległych błoniach. Za wojskiem ciągnęli kupcy ormiańscy, żydowscy i tatarscy; drugie miasto, większe i gwarniejsze od obleganego, wyrosło na równinie.</akap>


<akap id="e1467">Szwedzi, przerażeni pierwszych dni potęgą króla polskiego, nie czynili żadnych wycieczek, tak że pan Grodzicki, jenerał artylerii, mógł spokojnie objeżdżać miasto i plan oblężenia układać.</akap>


<akap id="e1468">Na drugi zaraz dzień czeladź poczęła tu i owdzie wznosić, wedle jego konceptu, szańce; zaciągano na nie tymczasem mniejsze działa, większe bowiem miały dopiero za parę tygodni nadciągnąć.</akap>


<akap id="e1469">Król Jan Kazimierz posłał do starego Wittenberga, wzywając go do poddania miasta, do złożenia broni, i dając warunki łaskawe, które gdy o nich dowiedziano się, wzbudziły nieukontentowanie w wojsku. Szerzył owo nieukontentowanie głównie pan Zagłoba, który miał szczególną do pomienionego jenerała nienawiść.</akap>


<akap id="e1470">Wittenberg, jak łatwo było przewidzieć, odrzucił warunki i postanowił bronić się do ostatniej kropli krwi, i raczej zagrzebać się w gruzach miasta niż wydać je w ręce królewskie. Wielość oblegających wojsk nie przestraszała go wcale, wiedział bowiem, że zbytnia liczba jest raczej zawadą niżeli pomocą w oblężeniu. Wcześnie też doniesiono mu, że w obozie królewskim nie masz ani jednego oblężniczego działa, podczas gdy Szwedzi mieli ich aż nadto dosyć, nie licząc niewyczerpanych zasobów amunicji.</akap>


<akap id="e1471">Jakoż było do przewidzenia, że będą bronili się zapamiętale. Warszawa bowiem służyła im dotychczas za skład zdobyczy. Wszystkie niezmierne skarby, złupione po zamkach, kościołach, klasztorach i miastach w całej Rzeczypospolitej, przychodziły do stolicy, skąd wyprawiano je partiami wodą do Prus i dalej do Szwecji. W chwili zaś obecnej, gdy kraj cały podniósł się i zamki bronione przez mniejsze szwedzkie załogi nie zapewniały bezpieczeństwa, tym bardziej nazwożono zdobyczy do Warszawy. Szwedzki zaś żołnierz chętniej poświęcał życie niż zdobycz. Ubogi lud, dobrawszy się do skarbów bogatej krainy, rozłakomił się tak dalece, że świat nie widział łapczywszych drapieżników. Sam król rozsławił się chciwością, jenerałowie szli za jego przykładem, a wszystkich przewyższał Wittenberg. Gdy o zysk chodziło, nie powstrzymywał oficerów ani honor kawalerski, ani wzgląd na powagę stopnia. Brali, wyciskali, łupili wszystko, co się wziąć dało. W samej Warszawie pułkownicy wysokiej szarży i szlachetnego urodzenia nie wstydzili się sprzedawać gorzałkę i tabakę własnym żołnierzom, byle tylko napchać kieszenie ich żołdem.</akap>


<akap id="e1472">Do zaciekłości w obronie mogło podniecać Szwedów i to, że najcelniejsi ich ludzie byli naówczas w Warszawie zamknięci. Więc naprzód sam Wittenberg, drugi główny po Karolu dowódca, a pierwszy, który wstąpił w granice Rzeczypospolitej i do upadku ją pod Ujściem przywiódł. Miał on za to przygotowany w Szwecji tryumf, jako zdobywca. Prócz niego, był w mieście kanclerz Oxenstierna, statysta<pe><slowo_obce>statysta</slowo_obce> (daw.) --- polityk, mąż stanu, strateg (dziś: osoba niebędąca aktorem, a występująca w filmie lub sztuce teatralnej w roli podrzędnej).</pe> na cały świat sławny, dla uczciwości swej nawet przez nieprzyjaciół szanowany. Nazywano go Minerwą<pe><slowo_obce>Minerwa</slowo_obce> (mit. rzym.) --- bogini mądrości, odpowiednik gr. Ateny.</pe> królewską, gdyż jego to radom zawdzięczał Karol wszystkie swe przy układach zwycięstwa. Byli także jenerałowie: Wrangel młodszy, Horn, Erskin, drugi Loewenhaupt, i mnóstwo dam szwedzkich wielkiego urodzenia, które za mężami swymi do tego kraju jako do nowej posiadłości szwedzkiej przyjechały.</akap>


<akap id="e1473">Mieli więc Szwedzi czego bronić. Rozumiał też król Jan Kazimierz, że oblężenie, zwłaszcza przy braku ciężkich dział, będzie długie i krwawe; rozumieli i hetmani, ale nie chciało myśleć o tym wojsko. Ledwie pan Grodzicki szańce jakie takie wysypał, ledwie do murów nieco się przysunął, już poszły deputacje do króla od wszystkich chorągwi, by ochotnikom do szturmu iść pozwolono. Długo musiał tłumaczyć król, że szablami nie zdobywa się fortec, nim zapał pohamował.</akap>


<akap id="e1474">Tymczasem posuwano, o ile możności, roboty. Wojsko, nie mogąc iść do szturmu, wzięło w nich obok ciurów udział gorliwy. Towarzysze spod najprzedniejszych znaków, ba! nawet oficerowie sami, wozili taczkami ziemię, znosili faszynę<pe><slowo_obce>faszyna</slowo_obce> --- umocnienia z powiązanych gałęzi wikliny, służące kiedyś do uzupełniania fortyfikacji, a dziś do zabezpieczania brzegów rzek i stawów.</pe>, pracowali przy podkopach ziemnych. Nieraz Szwedzi próbowali przeszkadzać robotom i dzień jeden nie upływał bez wycieczek, lecz ledwie muszkieterowie szwedzcy zdołali przejść bramę, pracujący przy szańcach Polacy porzucali taczki, pęki chrustu, łopaty, oskardy<pe><slowo_obce>oskard</slowo_obce> --- narzędzie do prac ziemnych, podobne do kilofa.</pe> i biegli z szablami w dym tak zaciekle, iż wycieczka z największym pośpiechem musiała się chronić do twierdzy. Trup padał przy owych starciach gęsto, fosy i majdany aż do szańców zjeżyły się mogiłami, w które chowano podczas krótkich zawieszeń broni poległych. Wreszcie i czasu nie stało na grzebanie, leżały więc ciała na wierzchu, owiewając straszliwym zaduchem miasto i oblegających.<begin id="b1283954053597-1154847645"/><motyw id="m1283954053597-1154847645">Mieszczanin, Wojna, Okrucieństwo</motyw></akap>


<akap id="e1475">Mimo największych trudności co dzień przekradali się do obozu królewskiego mieszczanie, donosząc, co się w mieście dzieje, i na kolanach żebrząc o przyśpieszenie szturmu. Szwedzi bowiem mieli jeszcze dosyć żywności, ale lud umierał z głodu po ulicach, żył w nędzy, w ucisku, pod straszliwą ręką załogi. Codziennie echa donosiły aż do obozu królewskiego odgłosy strzałów muszkietowych w mieście i dopiero zbiegowie donosili, że to rozstrzeliwano mieszczan podejrzanych o życzliwość swemu królowi. Włosy powstawały od opowiadań zbiegów. Mówili, że cała ludność, chore niewiasty, nowo narodzone dzieci, starcy, wszyscy nocują na ulicach, bo Szwedzi powyganiali ich z domów, w których poprzebijano od muru do muru przejścia, by załoga, w razie wkroczenia wojsk królewskich do miasta, chronić się i cofać mogła. Na koczowniczą ludność padały deszcze, w dnie pogodne paliło ją słońce, nocami szczypały chłody. Ognia nie wolno było mieszkańcom palić, nie mieli przy czym łyżki ciepłej strawy uwarzyć. Różne choroby szerzyły się coraz bardziej i zabierały setki ofiar.<end id="e1283954053597-1154847645"/></akap>


<akap id="e1476">Królowi, gdy słuchał tych opowiadań, pękało serce, więc słał gońców za gońcami, by przyjście ciężkich dział przyspieszyć. Zaś czas płynął, upływały dnie, tygodnie i prócz odbijania wycieczek nie można było nic ważniejszego przedsięwziąć. Krzepiła tylko oblegających myśl, że i załodze musi w końcu zabraknąć żywności, gdyż drogi były tak poprzecinane, że i mysz nie zdołałaby się dostać do fortecy. Tracili też oblężeni z każdym dniem nadzieję odsieczy; owa armia pod Duglasem<pe><slowo_obce>Duglas</slowo_obce> --- Douglas, Robert (1611--1662), Szkot, od 16 r. życia żołnierz armii szwedzkiej, feldmarszałek, uczestnik wojny trzydziestoletniej. Podczas potopu szwedzkiego dowodził wojskami szwedzkimi w Prusach Książęcych. Za zasługi wojenne otrzymał tytuł hrabiego, a jego potomkowie stali się jednym z najbogatszych rodów arystokratycznych Szwecji.</pe>, stojąca najbliżej, nie tylko nie mogła pospieszyć z ratunkiem, ale o własnej musiała myśleć skórze, król bowiem Kazimierz, mając aż nadto sił, zdołał i tamtych przyciszyć.</akap>


<akap id="e1477">Poczęto wreszcie, jeszcze przed przyjściem ciężkich kartaunów<pe><slowo_obce>kartauna</slowo_obce> (z niem.) --- działo oblężnicze o długiej lufie; tu D. lm utworzony jak dla rzecz. r.m.</pe>, ostrzeliwać fortecę z mniejszych. Pan Grodzicki od strony Wisły, sypiąc przed sobą jak kret ziemne zasłony, przysunął się o sześć kroków do fosy i zionął nieustannym ogniem na nieszczęsne miasto. Przepyszny pałac Kazanowskich został zrujnowany i nie żałowano go, bo do zdrajcy Radziejowskiego należał. Ledwie trzymały się jeszcze porozszczepiane mury, świecące pustymi oknami; na wspaniałe tarasy i sady padały dzień i noc kule, burząc cudne fontanny, mostki, altany, marmurowe posągi i płosząc pawie, które żałosnym wrzaskiem dawały znać o swym nieszczęsnym położeniu.</akap>


<akap id="e1478">Pan Grodzicki sypał ogień i na dzwonnicę bernardyńską i na Bramę Krakowską, z tej strony bowiem postanowił do szturmu przystąpić.</akap>


<akap id="e1479">Tymczasem ciurowie obozowi poczęli się prosić, aby im wolno było uderzyć na miasto, bardzo bowiem pragnęli pierwsi do skarbów szwedzkich się dostać. Król raz odmówił, lecz wreszcie pozwolił. Kilku znacznych oficerów podjęło się stanąć na czele, a między innymi i Kmicic, któremu nie tylko sprzykrzyła się bezczynność, ale w ogóle rady sobie dać nie mógł z tej przyczyny, że Hassling, zapadłszy w ciężką chorobę, od kilku tygodni leżał bez duszy i o niczym mówić nic nie mógł.</akap>


<akap id="e1480">Skrzyknięto się zatem na szturm. Pan Grodzicki sprzeciwiał mu się do ostatniej chwili, twierdząc, że póki wyłom nie zrobiony, miasto nie może być wzięte, choćby nie tylko ciurowie, ale sama regularna piechota poszła do ataku. Lecz ponieważ król dał już poprzednio pozwolenie, musiał ustąpić.</akap>


<akap id="e1481">Dnia 15 czerwca zebrało się około sześciu tysięcy obozowej czeladzi, przygotowano drabiny, pęki chrustu, wory z piaskiem, bosaki, i pod wieczór tłum, zbrojny po większej części tylko w szable, począł ściągać się w miejsce, gdzie podkopy i ziemne osłony przymykały najbliżej do fosy. Gdy się już ściemniło zupełnie, na dany znak ruszyli pacholikowie z wrzaskiem okropnym ku fosie i poczęli ją zasypywać. Czujni Szwedzi przyjęli ich morderczym ogniem z muszkietów, dział i bitwa zaciekła zawrzała na całej wschodniej stronie miasta. Ciurowie pod zasłoną ciemności zarzucili w mgnieniu oka fosę i kupą bezładną dotarli aż do murów. Pan Kmicic uderzył we dwa tysiące na ziemny fort, który Polacy zwali ,,kretowiskiem", stojący w pobliżu Bramy Krakowskiej, i mimo rozpaczliwej obrony zdobył go jednym zamachem. Załogę rozniesiono na szablach, nikogo nie żywiąc<pe><slowo_obce>żywić</slowo_obce> --- tu: pozostawiać przy życiu, darować życie.</pe>. Działa rozkazał zwrócić pan Andrzej ku Bramie, częścią zaś ku dalszym murom, aby przyjść z pomocą i osłonić nieco te kupy, które usiłowały się na nie wdrapać.</akap>


<akap id="e1482">Tym zaś nie poszczęściło się w równym stopniu. Pachołkowie przystawiali drabiny i darli się na nie tak zapamiętale, że najbardziej ćwiczona piechota nie potrafiłaby lepiej, lecz Szwedzi, sami zabezpieczeni blankami, sypali im ogień w same twarze, spychali przygotowane kamienie i kłody, pod których ciężarem łamały się w drobne drzazgi drabiny, wreszcie piechota spychała szturmujących z pomocą długich dzid, przeciw którym szable nie mogły nic wskórać.</akap>


<akap id="e1483">Przeszło pięciuset co najdzielniejszej czeladzi legło pod murem; reszta, pod nieustającym ogniem, schroniła się na powrót przez fosę do polskich przykopów.</akap>


<akap id="e1484">Szturm był odparty, ale ów forcik pozostał w ręku polskim. Próżno Szwedzi walili doń przez całą noc z najcięższych kartaunów; Kmicic odpowiadał im również przez całą noc z tych dział, które zdobył. Dopiero nad ranem, gdy uczyniło się widno, rozbito mu je co do jednego. Wittenberg, któremu o ów szaniec jak o głowę chodziło, wysłał wówczas piechotę z rozkazem, by nie ważyła się wracać, nie odzyskawszy straty, lecz pan Grodzicki w tejże chwili posłał Kmicicowi posiłki, z pomocą których ten nie tylko odparł piechotę, lecz wypadł za nią i gnał aż do Krakowskiej Bramy.</akap>


<akap id="e1485">Pan Grodzicki tak był uradowany, że osobiście pobiegł do króla z relacją.</akap>


<akap_dialog id="e1486">--- Miłościwy panie! --- rzekł. --- Byłem przeciwny wczorajszej robocie, ale teraz widzę, że nie stracona! Póki ten szaniec był w ich ręku, póty nie mogłem nic wskórać przeciw Bramie, a teraz niech jeno działa ciężkie nadejdą, w jedną noc wyłom uczynię.</akap_dialog>


<akap id="e1487">Król, który był frasobliwy, że tylu dobrych pachołków pobito, uradował się słowami pana Grodzickiego i zaraz spytał:</akap>


<akap_dialog id="e1488">--- A kto tam w owym szańcu ma komendę?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1489">--- Pan Babinicz! --- odpowiedziało kilka głosów.</akap_dialog>


<akap id="e1490">Król w ręce klasnął.</akap>


<akap_dialog id="e1491">--- Ten wszędy musi być pierwszy! Mości jenerale, znam ja go! Okrutnie to zacięty kawaler, i nie da się wykurzyć!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1492">--- Wina by to była nie do odpuszczenia, miłościwy panie --- odrzekł Grodzicki --- gdybyśmy na to pozwolili. Jużem mu tam piechoty posłał i działek, bo że go będą wykurzać, to będą! O Warszawę chodzi! Tyle ten kawaler złota wart, ile sam waży!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1493">--- Więcej wart! bo to nie pierwszy i nie dziesiąty jego postępek! --- odrzekł król.</akap_dialog>


<akap id="e1494">Po czym kazał sobie podać co duchu konia, lunetę i pojechał patrzeć na szaniec. Lecz zza dymów wcale nie było go widać, bo kilkanaście kartaunów ziało nań ogniem nieustannym, rzucano weń faskule<pe><slowo_obce>faskula</slowo_obce> --- pocisk.</pe>, granaty, blachy napełnione kartaczami<pe><slowo_obce>kartacz</slowo_obce> --- pocisk artyleryjski składający się z lekkiej obudowy wypełnionej kulkami ołowianymi, służący do zwalczania siły żywej na niewielkich odległościach; od XIX w. zastąpiony szrapnelami i pociskami odłamkowymi.</pe>. A przecie szaniec ów leżał tak niedaleko Bramy, że nieledwie i strzały muszkietowe donosiły; toteż granaty widać było doskonale, jak wylatywały na kształt obłoczków w górę i opisując łuk bardzo zgięty, wpadały w ową chmurę dymu, roztrzaskując się w niej z hukiem okropnym. Wiele padało aż za szaniec i te tamowały przystęp posiłkom.</akap>


<akap_dialog id="e1495">--- W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego! --- rzekł król. --- Tyzenhauz! patrz!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1496">--- Nic nie widać, miłościwy królu!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1497">--- Kupa ziemi porytej jeno zostanie! Nie może inaczej być! Tyzenhauz, wiesz, kto tam siedzi?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1498">--- Wiem, miłościwy królu, Babinicz! Jeśli żyw wyjdzie, będzie mógł powiedzieć, że za życia był w piekle.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1499">--- Trzeba mu tam jeszcze świeżych ludzi podesłać! Mości jenerale!....</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1500">--- Już rozkazy wydane, ale trudno im dojść, bo granaty przenoszą i okrutnie gęsto z tej strony fortu padają.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1501">--- Ze wszystkich dział do murów mi bić, żeby dywersję uczynić!</akap_dialog>


<akap id="e1502">Grodzicki ścisnął konia ostrogami i skoczył ku szańcom. Po chwili ozwały się działa na całej linii, a nieco później widać było, jak świeży oddział piechoty mazurskiej wyszedł z przykopów i kopnął się biegiem ku kretowisku.</akap>


<akap id="e1503">Król wciąż stał i patrzył. Na koniec zakrzyknął:</akap>


<akap_dialog id="e1504">--- Godzi się Babinicza zluzować w komendzie. A kto, mości panowie, zechce go na ochotnika zastąpić?</akap_dialog>


<akap id="e1505">Skrzetuskich ni Wołodyjowskiego nie było w tej chwili przy osobie pana, więc nastała chwila milczenia.</akap>


<akap_dialog id="e1506">--- Ja! --- ozwał się nagle pan Topór Grylewski, towarzysz lekkiego znaku imienia prymasa.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1507">--- Ja! --- powtórzył Tyzenhauz.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1508">--- Ja! ja! ja! --- ozwało się zaraz kilkanaście głosów.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1509">--- Kto pierwszy się ofiarował, niech ten idzie! --- rzekł król.</akap_dialog>


<akap id="e1510">Pan Topór Grylewski przeżegnał się, następnie przechylił do ust manierkę i skoczył.</akap>


<akap id="e1511">Król stał i patrzył ciągle w chmurę dymów, którymi przykryte było kretowisko, a które ciągnęły się wyżej nad nim, na kształt mostu, aż do samych murów. Ponieważ fort leżał bliżej Wisły, więc mury miejskie górowały nad nim, i dlatego ogień był tak straszliwy.</akap>


<akap id="e1512">Tymczasem huk dział zmniejszył się nieco, choć granaty nie ustawały opisywać łuków, natomiast grzechot strzałów muszkietowych rozlegał się tak, jakby tysiące chłopów biło cepami w klepisko.</akap>


<akap_dialog id="e1513">--- Widać, znów idą do ataku --- rzekł Tyzenhauz. --- Gdyby mniej było dymów, widzielibyśmy piechotę.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1514">--- Podjedźmy nieco --- rzekł król, ruszając koniem.</akap_dialog>


<akap id="e1515">Za nim ruszyli inni i jadąc brzegiem Wisły od Ujazdowa, podjechali prawie do samego Solca, a ponieważ sady pałaców i klasztorów, schodzących ku Wiśle, były jeszcze w zimie przez Szwedów na opał wycięte i drzewa nie zasłaniały widoku, mogli więc przekonać się i bez lunet, że Szwedzi istotnie znów ruszyli do szturmu.</akap>


<akap_dialog id="e1516">--- Wolałbym tę pozycję stracić --- ozwał się nagle król --- niż żeby Babinicz miał zginąć!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1517">--- Bóg go obroni! --- rzekł ksiądz Cieciszowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1518">--- I pan Grodzicki nie omieszka posiłków posłać! --- dodał Tyzenhauz.</akap_dialog>


<akap id="e1519">Dalszą rozmowę przerwał jakiś jeździec, który zbliżał się całym pędem od strony miasta. Tyzenhauz, mając wzrok tak bystry, że gołym okiem lepiej widział niż inni przez perspektywy<pe><slowo_obce>perspektywa</slowo_obce> (daw.) --- luneta.</pe>, porwał się na jego widok za głowę i krzyknął:</akap>


<akap_dialog id="e1520"><begin id="b1283955800214-703805723"/><motyw id="m1283955800214-703805723">Śmierć bohaterska, Odwaga, Rycerz, Jedzenie, Walka</motyw>--- Grylewski wraca! Babinicz musiał polec i fort zdobyto!</akap_dialog>


<akap id="e1521">Król przysłonił oczy rękoma, tymczasem Grylewski przyskoczył, osadził konia na miejscu i łapiąc powietrze ustami, zawołał:</akap>


<akap_dialog id="e1522">--- Miłościwy panie!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1523">--- Co tam? zabit? --- spytał król.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1524">--- Pan Babinicz powiada, że mu tam dobrze i nie chce zastępcy, prosi tylko, by mu jeść przysłać, bo od rana nic w gębie nie mieli!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1525">--- Żyje zatem? --- krzyknął król.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1526">--- Powiada, że mu dobrze! --- powtórzył pan Grylewski.</akap_dialog>


<akap id="e1527">Inni zaś, ochłonąwszy ze zdumienia, poczęli wołać:</akap>


<akap_dialog id="e1528">--- To fantazja kawalerska!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1529">--- To żołnierz!</akap_dialog>


<akap id="e1530">Później zaś do pana Grylewskiego:</akap>


<akap_dialog id="e1531">--- A już potrzeba było zostać i koniecznie go zluzować. Nie wstyd to wracać? Tchórz waści obleciał czy co? Lepiej się było nie podejmować!</akap_dialog>


<akap id="e1532">Na to pan Grylewski:</akap>


<akap_dialog id="e1533">--- Miłościwy panie! Kto mi tchórza zadaje, temu się sprawię na każdym polu, ale przed majestatem muszę się usprawiedliwić. Byłem w samym kretowisku, czego by może niejeden z ichmościów nie dokazał, ale ów Babinicz jeszcze mi do oczu za moją intencję skoczył. ,,Idź waść (powiada) do kaduka! Ja tu pracuję, ledwo (powiada) ze skóry nie wylezę, i na gawędy nie mam czasu, a ni sławą, ni komendą dzielić się z nikim nie chcę. Dobrze mi tu (powiada) i ostanę, a waści za okop każę wyprowadzić! Bodaj cię zabito! (powiada). Żreć nam się chce, a tu mi komendanta, nie strawę przysyłają!" Com miał robić, miłościwy panie! Nawet się i humorowi jego nie dziwuję, bo tam im ręce od roboty opadają!<end id="e1283955800214-703805723"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e1534">--- A jakże? --- spytał król --- utrzyma on się tam?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1535">--- Taki straceniec! Gdzie on się nie utrzyma! Tegom jeszcze zapomniał powiedzieć, co mi na odchodnym krzyknął: ,,Będę tu i tydzień siedział i nie dam się, bylem miał co jeść!"</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1536">--- Możnaże tam wysiedzieć?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1537">--- Tam, miłościwy królu, istny dzień sądu! Granat pada za granatem, czerepy jako diabły koło uszu świszczą, ziemia w doły powybijana, od dymu mówić nie można! Piaskiem i darnią tak kule rzucają, że co chwila trzeba się otrząsać, żeby nie przysypało. Siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, wiele.</pe> ich poległo, ale ci, co żywi, w bruzdach na okopie leżą i płotki sobie przed głowami z kołów porobili, ziemią je umocniwszy. Bardzo starownie Szwedzi ten nasyp uczynili, a teraz przeciw nim służy. Przy mnie jeszcze przyszły piechoty pana Grodzickiego i teraz biją się tam na nowo.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1538"><begin id="b1283955990737-2764062757"/><motyw id="m1283955990737-2764062757">Walka, Modlitwa, Religia, Obyczaje</motyw>--- Skoro na mury nie można, póki wyłomu nie ma --- rzekł król --- to na pałace na Krakowskim dziś jeszcze uderzymy; to będzie najlepsza dywersja.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1539">--- Okrutnie i pałace umocnione, prawie w fortece pozmieniane --- zauważył Tyzenhauz.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1540">--- Ale im z pomocą z miasta nie pospieszą, bo całą zawziętość na Babinicza obracają --- odrzekł król. --- Tak będzie, jakom tu żyw, tak będzie! I zaraz szturm nakażę, jeno jeszcze Babinicza przeżegnam.</akap_dialog>


<akap id="e1541">To rzekłszy, król wziął z ręki księdza Cieciszowskiego złocisty krucyfiks, w którym drzazgi krzyża świętego były osadzone, i podniósłszy go do góry, począł żegnać daleki nasyp, okryty ogniem i dymami, mówiąc:</akap>


<akap_dialog id="e1542">--- Boże Abrahamów, Boże Izaaków i Jakubów, zmiłuj się nad ludem Twoim i daj ratunek tym ginącym! Amen! amen! amen!<end id="e1283955990737-2764062757"/></akap_dialog>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e1543">Rozdział XIII</naglowek_rozdzial>



<akap id="e1544">Nastąpił krwawy szturm od strony Nowego Światu ku Krakowskiemu Przedmieściu, niezbyt szczęśliwy, ale o tyle skuteczny, że odwrócił uwagę Szwedów od szańca bronionego przez Kmicica i pozwolił zawartej w nim załodze nieco odetchnąć. Posunęli się jednak Polacy aż do pałacu Kazimierowskiego, lubo<pe><slowo_obce>lubo</slowo_obce> (daw.) --- chociaż, mimo że.</pe> nie mogli utrzymać owego punktu.</akap>


<akap id="e1545">Z drugiej strony szturmowano do pałacu Daniłłowiczowskiego i do Gdańskiego Domu, również bezskutecznie. Legło znów ludzi kilkaset. Tę jedną miał król pociechę, iż widział, że nawet pospolite ruszenie z największym męstwem i poświęceniem rwie się na mury i że po owych próbach, mniej więcej niepomyślnych, duch nie tylko nie upadł, ale przeciwnie, umocniła się w wojsku pewność zwycięstwa.</akap>


<akap id="e1546">Lecz najpomyślniejszym dni tych wydarzeniem było przybycie pana Jana Zamoyskiego i pana Czarnieckiego. Pierwszy z nich sprowadził piechotę bardzo doskonałą i tak ciężkie kartauny<pe><slowo_obce>kartauna</slowo_obce> (z niem.) --- działo oblężnicze o długiej lufie.</pe> z Zamościa, iż Szwedzi nie mieli w Warszawie podobnych. Drugi, obsadziwszy Duglasa w porozumieniu z panem Sapiehą częścią wojsk litewskich i pospolitego ruszenia podlaskiego, nad którym Skrzetuskiemu Janowi powierzono dowództwo, przybył do Warszawy, aby wziąć udział w szturmie jeneralnym<pe><slowo_obce>jeneralny</slowo_obce> --- dziś popr.: generalny.</pe>. Spodziewano się, a i Czarniecki dzielił tę wiarę, że ten szturm będzie ostatnim.</akap>


<akap id="e1547">Na szańcu, zdobytym przez Kmicica, ustawiono owe działa potężne, które natychmiast poczęły pracować przeciw murom i Bramie i na początek zmusiły do milczenia granatniki szwedzkie. Wówczas sam jenerał Grodzicki zajął tę pozycję, Kmicic zaś powrócił do swych Tatarów.</akap>


<akap id="e1548">Ale nie dojechał jeszcze do swej kwatery, gdy już wezwano go do Ujazdowa. <begin id="b1283956216740-180644683"/><motyw id="m1283956216740-180644683">Żołnierz, Rycerz, Odwaga</motyw>Król wobec całego sztabu wysławiał młodego rycerza, nie szczędził mu pochwał sam Czarniecki ni Sapieha, ni Lubomirski, ni hetmani koronni, on zaś stał przed nimi w podartym i zasypanym ziemią ubraniu, na twarzy całkiem dymami prochowymi okopcony, niewyspany, utrudzon, lecz radosny, że szaniec utrzymał, na tyle pochwał zasłużył i sławę niezmierną u obu wojsk pozyskał.</akap>


<akap id="e1549">Winszowali mu też, między innymi kawalerami, pan Wołodyjowski i pan Zagłoba.</akap>


<akap_dialog id="e1550">--- Nie wiesz nawet, panie Andrzeju --- rzekł mu mały rycerz --- jak wielkie i u króla masz zachowanie. Wczoraj byłem na radzie wojennej, bo mnie pan Czarniecki wziął ze sobą. Mówiono o szturmie, a potem o wiadomościach, które właśnie z Litwy nadeszły, o tamtejszej wojnie i o okrucieństwach, jakich się Pontus i Szwedzi dopuszczają. Radzą tedy, jak by tam wojnę podsycić. Powiada Sapieha, że najlepiej parę chorągwi posłać i człeka, któren<pe><slowo_obce>któren</slowo_obce> --- dziś popr. który.</pe> by umiał być tam tym, czym pan Czarniecki był na początku wojny w Koronie. Na to król: ,,Taki jest tylko jeden: Babinicz." Inni zaraz przyświadczyli.<end id="e1283956216740-180644683"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e1551">--- Ja na Litwę, a zwłaszcza na Żmudź<pe><slowo_obce>Żmudź</slowo_obce> --- płn.-zach. część Litwy.</pe>, najchętniej pojadę --- odrzekł Kmicic --- i sam króla jegomości o to prosić miałem, czekam jeno, póki Warszawy nie weźmiem.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1552">--- Szturm jeneralny na jutro --- rzekł, zbliżając się, Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1553"><begin id="b1283956267528-1104117519"/><motyw id="m1283956267528-1104117519">Imię</motyw>--- Wiem, a jak się ma Ketling?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1554">--- Kto taki? Chyba Hassling?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1555">--- Wszystko jedno, bo on ma dwa nazwiska, jako to u Angielczyków, Szkotów i wielu innych nacyj obyczaj.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1556">--- Prawda --- odrzekł Zagłoba --- a Hiszpan to ci na każdy dzień tygodnia ma inne. <end id="e1283956267528-1104117519"/>Powiadał mi waszmościów pacholik, że Hassling, czyli też ów Ketling, zdrowy; już przemówił, chodzi i gorączka go opuściła, jeno jeść co godzina woła.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1557">--- A waść to nie byłeś u niego? --- pytał Kmicic małego rycerza.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1558">--- Nie byłem, bom czasu nie miał. Kto tam przed szturmem ma głowę do czegokolwiek?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1559">--- To pójdźmy teraz.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1560">--- Waćpan idź naprzód spać --- rzekł Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1561">--- Prawda! prawda! Ledwie na nogach stoję!</akap_dialog>


<akap id="e1562">Jakoż wróciwszy do siebie, poszedł pan Andrzej za tą radą, tym bardziej że i Hasslinga zastał śpiącego. Natomiast wieczorem przyszli go odwiedzić Zagłoba z Wołodyjowskim i zasiedli w przestronnym letniku<pe><slowo_obce>letnik</slowo_obce> (daw.) --- altana.</pe>, który Tatarowie dla swego ,,bagadyra<pe><slowo_obce>bagadyr</slowo_obce> (z tur.) --- bohater, wielki wojownik.</pe>" wznieśli. Kiemlicze miód im leli stary, stuletni, który król Kmicicowi przysłał, a oni popijali go ochotnie, gdyż gorąco było na dworze. Hassling, blady jeszcze i wyniszczony, zdawał się życie i siły czerpać w cennym napitku. Zagłoba językiem mlaskał i pot z czoła obcierał.</akap>


<akap_dialog id="e1563">--- Hej! jak tam te kartauny grzmią --- ozwał się, nasłuchując, młody Szkot. --- Jutro pójdziecie do szturmu... dobrze zdrowym!... Boże was błogosław! Obcej krwi jestem i służyłem, komum był powinien, ale wam lepiej życzę! Ach, co to za miód! Życie, życie we mnie wstępuje...</akap_dialog>


<akap id="e1564">Tak mówiąc, odrzucał swe złote włosy w tył i oczy błękitne wznosił ku niebu; a twarz miał cudną i pół jeszcze dziecinną. Zagłoba spoglądał na niego z pewnym rozrzewnieniem.<begin id="b1283956498311-164968949"/><motyw id="m1283956498311-164968949">Polak, Obcy, Szlachcic</motyw></akap>


<akap_dialog id="e1565">--- Waćpan tak dobrze po polsku mówisz, panie kawalerze, jak każdy z nas. Zostań Polakiem, pokochaj tę naszą ojczyznę, a zacną rzecz uczynisz i miodu ci nie zabraknie! O indygenat<pe><slowo_obce>indygenat</slowo_obce> (z łac.) --- nadanie cudzoziemcowi polskiego szlachectwa.</pe> też żołnierzowi nie tak u nas trudno.</akap_dialog>


<akap id="e1566">Na to Hassling:</akap>


<akap_dialog id="e1567">--- Tym bardziej że szlachcicem jestem. Całe moje nazwisko jest: Hassling-Ketling of Elgin. Rodzina moja z Anglii pochodzi, choć w Szkocji osiadła.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1568">--- Dalekie to są i zamorskie kraje, a tu jakoś przystojniej człowiekowi żyć --- odparł Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1569">--- Mnie też tu dobrze!<end id="e1283956498311-164968949"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e1570">--- Ale nam źle --- rzekł Kmicic, który kręcił się od początku niecierpliwie na ławie --- bo nam pilno słyszeć, co w Taurogach się działo, waćpanowie zaś o rodowodach rozprawiacie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1571">--- Pytajcie mnie, będę odpowiadał.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1572">--- Często widywałeś pannę Billewiczównę?</akap_dialog>


<akap id="e1573">Po bladej twarzy Hasslinga przeleciały rumieńce.</akap>


<akap_dialog id="e1574">--- Co dzień! --- rzekł.</akap_dialog>


<akap id="e1575">A pan Kmicic zaraz począł na niego bystro patrzeć.</akap>


<akap_dialog id="e1576">--- Cóżeś to był taki konfident<pe><slowo_obce>konfident</slowo_obce> (daw., z łac.) --- zaufany przyjaciel, powiernik (dziś: donosiciel).</pe>? Czego płoniesz? Co dzień? Jak to co dzień?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1577">--- Bo wiedziała, żem był jej życzliwy i usług jej kilka oddałem. To się z dalszego opowiadania pokaże, a teraz trzeba od początku zacząć. Waćpanowie może nie wiecie, że nie byłem w Kiejdanach wówczas, gdy książę koniuszy przyjechał i pannę ową do Taurogów wywiózł? Owóż, dlaczego się to stało, nie będę powtarzał, bo różni różnie mówili, to tylko powiem, iż ledwie przyjechali, wszyscy zaraz spostrzegli, że książę okrutnie zakochany.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1578">--- Bodaj go Bóg skarał! --- zakrzyknął Kmicic.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1579">--- Nastały zabawy, jakich przedtem nie bywało, a gonitwy do pierścienia i turnieje. Myślałby kto, że najspokojniejsze czasy, a tu co dzień listy biegały, przyjeżdżali posłowie od elektora, od księcia Janusza. Wiedzieliśmy, że książę Janusz, przez pana Sapiehę i konfederatów przyciśnięty, o ratunek na miłosierdzie boskie błaga, bo mu zguba grozi. My nic! <begin id="b1283956861053-278592942"/><motyw id="m1283956861053-278592942">Miłość niespełniona, Flirt, Pożądanie</motyw><begin id="b1283956777606-88588730"/><motyw id="m1283956777606-88588730">Dziewictwo, Cnota</motyw>Na granicy elektorskiej gotowe wojska stoją, kapitanowie z zaciągami nadchodzą, ale w pomoc nie idziem, bo księciu od panny niesporo.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1580">--- To dlatego Bogusław bratu z pomocą nie przychodził? --- ozwał się Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1581">--- Tak jest. Toż samo mówił Paterson i wszyscy osoby jego najbliżsi. Niektórzy sarkali na to, inni radzi byli, że Radziwiłłowie zginą. Sakowicz za księcia sprawy publiczne odrabiał i na listy odpowiadał, i z posłami się naradzał, książę zaś jedynie na to koncept wysilał, żeby ułożyć jakowąś zabawę albo konną kawalkadę, albo polowanie. Pieniędzmi --- on, skąpiec --- na wszystkie strony sypał, lasy kazał na mile całe wycinać, by panna z okien miała prospekt<pe><slowo_obce>prospekt</slowo_obce> (z łac.) --- widok.</pe> lepszy, słowem, że naprawdę kwiaty jej pod nogi sypał i tak ją przyjmował, że gdyby była królewną szwedzką, nic by lepszego nie wymyślił. Żałowało ją z tego powodu wielu, bo mówiono: ,,Wszystko to na jej zgubę, ożenić się książę nie ożeni, a niech ją jeno za serce chwyci, to ją, dokąd chce, doprowadzi." Aleć się pokazało, że to nie taka panna, którą by można doprowadzić tam, gdzie cnota nie chodzi. Oho!<end id="e1283956777606-88588730"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e1582">--- A co? --- zawołał, zrywając się, Kmicic. --- Wiem ci ja to lepiej od innych!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1583">--- Jakże panna Billewiczówna owe królewskie hołdy przyjmowała? --- spytał Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1584">--- Z początku z uprzejmą twarzą, lubo<pe><slowo_obce>lubo</slowo_obce> (daw.) --- chociaż, mimo że.</pe> było widać po niej, że jakowyś żal w sercu nosi. Bywała na łowach, na maszkarach i kawalkadach, i turniejach, myśląc ponoć, że to zwykły dworski u księcia obyczaj. Aleć wprędce się spostrzegła, że to wszystko dla niej. Raz się trafiło, że książę, wysiliwszy już koncept na rozmaite widowiska, zapragnął pannie konterfekt<pe><slowo_obce>konterfekt</slowo_obce> --- obraz, portret.</pe> wojny pokazać: zapalono tedy osadę blisko Taurogów, piechota broniła, książę szturmował. Oczywiście wiktorię wielką odniósł, po której, syt chwały, upadł, jak powiadają, pannie do nóg i o wzajemność w afektach prosił. Nie wiadomo, co jej tam <slowo_obce>proposuit</slowo_obce><pe><slowo_obce>propono</slowo_obce>, <slowo_obce>proponere</slowo_obce> (łac.) --- proponować; tu 3.os. lp cz.przesz. <slowo_obce>proposuit</slowo_obce>: proponował.</pe>, ale od tej pory skończyła się ich amicycja<pe><slowo_obce>amicycja</slowo_obce> (z łac.) --- przyjaźń.</pe>. Ona poczęła się stryja swego, pana miecznika rosieńskiego, dzień i noc za rękaw trzymać, książę zaś...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1585">--- Począł jej grozić? --- zakrzyknął Kmicic.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1586">--- Gdzie tam! Za greckiego pasterza się przebierał, za Philemona; umyślni kurierowie latali do Królewca po modeliusze pasterskich strojów, po wstęgi i peruki. On desperację udawał, pod jej oknami chodził i na lutni grywał. <begin id="b1283957805014-2040871289"/><motyw id="m1283957805014-2040871289">Uroda, Miłość niespełniona</motyw>A tu powiem waćpanom, co rzetelnie myślę: kat to był na cnotę panien zawzięty i śmiało można o nim rzec, co w naszej ojczyźnie o podobnych ludziach mówią: że jego westchnienia niejeden panieński żagiel wydęły, ale tym razem naprawdę się zakochał, co i nie dziwota, bo panna więcej boginie niźli mieszkanki ziemskiego padołu przypomina.<end id="e1283956861053-278592942"/></akap_dialog>


<akap id="e1587">Tu Hassling zarumienił się znowu, lecz pan Andrzej tego nie spostrzegł, bo chwyciwszy się z zadowolenia i dumy w boki, spoglądał właśnie tryumfującym wzrokiem na Zagłobę i Wołodyjowskiego.</akap>


<akap_dialog id="e1588">--- Znamy ją, wykapana Diana<pe><slowo_obce>Diana</slowo_obce> (mit. rzym.) --- dziewicza bogini łowów, odpowiednik gr. Artemidy.</pe>, jeno jej miesiąca<pe><slowo_obce>miesiąc</slowo_obce> (daw.) --- księżyc.</pe> we włosach brak! --- rzekł mały rycerz.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1589">--- Co to Diana?! Własne psy by na Dianę wyły, gdyby ją ujrzały! --- zakrzyknął Kmicic.<end id="e1283957805014-2040871289"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e1590">--- Dlategom rzekł: ,,nie dziwota" --- odpowiedział Hassling.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1591">--- Dobrze! Jeno za tę niedziwotę małym ogniem bym go przypalał; za tę niedziwotę hufnalami bym go podkuć kazał...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1592">--- Daj waćpan spokój! --- przerwał Zagłoba --- pierw go dostań, potem będziesz wydziwiał, teraz zasię daj temu kawalerowi mówić.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1593"><begin id="b1283958030603-2951248304"/><motyw id="m1283958030603-2951248304">Oświadczyny</motyw><begin id="b1283958051845-3553057996"/><motyw id="m1283958051845-3553057996">Małżeństwo</motyw>--- Nieraz trzymałem wartę przed komnatą, w której sypiał --- mówił dalej Hassling --- i wiem, jako się na łożu przewracał, a wzdychał, a gadał do siebie, a syczał jako z bólu, tak go widocznie żądze piekły. Zmienił się okrutnie, wysechł; może też go ta choroba już nurtowała, w którą później zapadł. Tymczasem rozleciały się po całym dworze wieści, iż książę tak dalece się zapamiętał, że się chce żenić. Doszło to i do księżnej Januszowej, która z księżniczką w Taurogach mieszkała. Zaczęły się gniewy a kwasy, bo jak waćpaństwu wiadomo, miał Bogusław, wedle układu, poślubić księżniczkę Januszównę<pe><slowo_obce>księżniczka Januszówna</slowo_obce> --- Anna Maria Radziwiłłówna (1640--1667), od 1665 r. żona Bogusława Radziwiłła.</pe>, byle do lat doszła. Lecz on o wszystkim już zapomniał, tak miał przeszyte serce. Księżna Januszowa, wpadłszy w pasję, pojechała z córką<pe><slowo_obce>księżna Januszowa (...) z córką</slowo_obce> --- matka Anny Marii Radziwiłłówny, Katarzyna Potocka, zmarła w 1642 r., a w 1645 r. Radziwiłł ożenił się z córką hospodara mołdawskiego, Marią Lupu (natomiast siostra Marii, Roksana, została później synową Bohdana Chmielnickiego). Anna Maria nie była zatem córką, lecz pasierbicą księżnej.</pe> do Kurlandii, on zaś oświadczył się o pannę Billewiczównę tego samego wieczora.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1594">--- Oświadczył się?! --- zawołali ze zdumieniem Zagłoba, Kmicic i Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1595">--- Tak! Naprzód panu miecznikowi rosieńskiemu, który nie mniej od waszmościów był zdumion i uszom własnym wierzyć nie chciał, ale uwierzywszy wreszcie, z radości ledwie się posiadał, boć to dla całego domu Billewiczów splendor niemały z Radziwiłłami się połączyć; wprawdzie powiadał Paterson, że i tak koligacja jakaś jest, ale dawna i zapomniana.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1596">--- Powiadaj dalej! --- ozwał się, drżąc z niecierpliwości, Kmicic.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1597">--- Obaj tedy ruszyli do panny z całą ostentacją, jaka w takich razach we zwyczaju. Cały dwór aż się trząsł. Przyszły złe wieści od księcia Janusza, Sakowicz jeden je przeczytał, zresztą nikt na nie nie zważał ani też na Sakowicza, bo był tego czasu wypadł z łaski za to, że małżeństwo perswadował. <begin id="b1283958073342-3232916405"/><motyw id="m1283958073342-3232916405">Dziewictwo, Podstęp</motyw>A u nas jedni mówili, że to nie pierwszyzna się Radziwiłłom ze szlachciankami żenić, że w tej Rzeczypospolitej wszystka szlachta równa, a billewiczowski dom rzymskich czasów sięga. I to mówili ci, którzy już sobie chcieli łaski przyszłej pani zarobić. Inni twierdzili, że to tylko fortel księcia, aby do większej przyjść z panną konfidencji (jako to między narzeczonymi niejedno uchodzi) i przy sposobności kwiat dziewictwa uszczknąć.<end id="e1283958073342-3232916405"/><end id="e1283958051845-3553057996"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e1598">--- Pewnie to było! Nic innego! --- ozwał się pan Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1599">--- I ja tak mniemam --- rzekł Hassling --- ale słuchajcie dalej. Gdy tak między sobą na dworze deliberujem, nagle jak grom rozchodzi się, że panna przecięła wątpliwości jak szablą, bo odmówiła wprost.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1600">--- Boże jej błogosław! --- krzyknął Kmicic.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1601">--- Odmówiła tedy wprost! --- mówił dalej Hassling. --- Dość było spojrzeć na księcia, by to poznać. On, któremu księżniczki ulegały, nie znosił oporu i mało nie oszalał. Niebezpiecznie mu się było pokazywać. Wiedzieliśmy wszyscy, że tak długo nie pozostanie i że książę prędzej, później siły użyje. Jakoż porwano na drugi dzień pana miecznika i osadzono w Tylży, już za granicą elektorską. Tegoż dnia panna ubłagała oficera trzymającego straż przed jej drzwiami, że jej krócicę nabitą dał. Oficer jej tego nie odmówił, bo szlachcicem i honorowym człekiem będąc, czuł litość dla nieszczęść damy, a uwielbienie dla jej urody i stałości.<end id="e1283958030603-2951248304"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e1602">--- Kto ów oficer? --- zawołał Kmicie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1603">--- Ja! --- odrzekł sucho Hassling.</akap_dialog>


<akap id="e1604">Pan Andrzej porwał go tak w ramiona, że młody Szkot, słabym jeszcze będąc, krzyknął z bólu.</akap>


<akap_dialog id="e1605">--- Nic to! --- zawołał Kmicic. --- Nie jesteś jeńcem, jesteś moim bratem, przyjacielem! Mów, czego chcesz? Na Boga, powiadaj, czego chcesz?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1606">--- Spocząć chwilę! --- odrzekł, dysząc, Hassling.</akap_dialog>


<akap id="e1607">I umilkł, ściskał tylko ręce, które mu podawali Wołodyjowski i Zagłoba, na koniec sam widząc, że wszyscy płoną z ciekawości, mówił dalej:</akap>


<akap_dialog id="e1608"><begin id="b1283958317173-687949185"/><motyw id="m1283958317173-687949185">Choroba</motyw>--- Ostrzegłem ją też, o czym wszyscy wiedzieli, że medyk książęcy przygotowywał jakieś bezoary<pe><slowo_obce>bezoar</slowo_obce> --- substancja powstała w żołądku zwierzęcym z niestrawionych włókien roślinnych i sierści, uważana w średniowieczu za odtrutkę na dolegliwości żołądkowe; tu: napój magiczny.</pe> i dekokta<pe><slowo_obce>dekokt</slowo_obce> --- napój leczniczy lub magiczny.</pe> odurzające. Tymczasem obawy okazały się płonne, bo wmieszał się do sprawy Pan Bóg. Ten, tknąwszy księcia palcem, obalił go na łoże boleści i miesiąc trzymał. Dziw, mości panowie, ale padł tak, jakby go kosą z nóg ścięto, tego samego dnia, gdy miał na cnotę tej panienki nastąpić. Ręka boża, mówię, nic więcej! Sam on to pomyślał i zląkł się, może też w chorobie wypaliły się w nim żądze, a może czekał na odzyskanie sił, dość, że przyszedłszy do siebie, dał jej spokój, a nawet miecznika z Tylży dozwolił sprowadzić. Co prawda, to opuściła go choroba obłożna, ale nie febra, która do tej pory ponoć go gnębi. Co prawda także, to wkrótce po opuszczeniu łoża na wyprawę ową musiał iść pod Tykocin, w której klęska go spotkała. Wrócił z febrą jeszcze większą, za czym elektor przywołał go do siebie<end id="e1283958317173-687949185"/>, a tymczasem w Taurogach zaszła taka zmiana, o której i dziwnie, i śmieszno powiadać, dość, że książę nie może tam już na wierność żadnego oficera ani dworzanina liczyć, chyba na bardzo starych, którzy niedowidzą i niedosłyszą, zatem i nie dopilnują.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1609">--- Cóż się takiego stało? --- spytał Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1610">--- W czasie tykocińskiej wyprawy porwano, jeszcze przed janowską klęską, niejaką pannę Annę Borzobohatą-Krasieńską i przysłano ją do Taurogów.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1611">--- Masz babo placek! --- zawołał Zagłoba.</akap_dialog>


<akap id="e1612">A pan Wołodyjowski począł oczyma mrugać i srodze wąsikami ruszać, wreszcie rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e1613">--- Panie kawalerze, nie powiadaj o niej jeno nic złego, bo po wyzdrowieniu ze mną miałbyś do czynienia.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1614">--- Choćbym chciał, nie mogę nic złego o niej powiedzieć, ale jeśli to waszej mości narzeczona, to powiem, że jej źle pilnujesz, a jeśli krewna, to zbyt ją dobrze znasz, abyś temu, co powiem, miał negować; dość, że w tydzień rozkochała ta panna w sobie wszystkich w czambuł, starszych i młodszych, niczym innym, jeno oczu strzyżeniem z dodatkiem jakichś sztuk czarodziejskich, z których już relacji zdać nie mogę.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1615">--- Ona! W piekle bym ją po tym poznał! --- mruknął Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1616">--- Dziwna rzecz! --- mówił Hassling. --- Przecież panna Billewiczówna dorównywa tamtej urodą, ale taka w niej powaga i nieprzystępność, jakby w jakowej ksieni<pe><slowo_obce>ksieni</slowo_obce> --- przełożona klasztoru, przeorysza.</pe>, że człek, admirując i wielbiąc, nie śmie nawet i oczu podnieść, a cóż dopiero jakowąś nadzieję powziąć. Sami przyznacie, że bywają różne panny: jedne jako starożytne westalki<pe><slowo_obce>westalka</slowo_obce> --- w starożytnym Rzymie dziewicza kapłanka strzegąca świętego ognia w świątyni Westy, otoczona wielkim szacunkiem i nietykalna.</pe>, drugie --- co to ledwie spojrzysz, już chciałbyś...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1617">--- Mości panie! --- rzekł groźnie pan Michał.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1618">--- Nie bzdycz się, panie Michale, bo prawdę powiada! --- rzekł Zagłoba. --- Sam przy niej nogami przebierasz jako młody kurek i oczy ci bielmem zachodzą, a że bałamutna, wszyscy wiemy i ty mało sto razy to mówiłeś.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1619">--- Porzućmy tę materię --- rzekł Hassling. <begin id="b1284023985997-846778564"/><motyw id="m1284023985997-846778564">Flirt, Pojedynek</motyw>--- Chciałem tylko waćpanom wytłumaczyć, dlaczego w pannie Billewiczównie zakochali się niektórzy tylko, prawdziwie niezrównaną jej doskonałość ocenić zdolni (tu zarumienił się znów Hassling), a w pannie Borzobohatej niemal wszyscy. Jak mi Bóg miły, śmiech brał, bo zupełnie tak było, jakby jakowaś zaraza padła na serca. A zwad, a pojedynków namnożyło się w mgnieniu oka. I o co? Po co? Bo i to trzeba wiedzieć, że nie masz takiego, który by się wzajemnym afektem tej panienki mógł pochlubić, w to tylko każdy ślepo wierzy, że prędzej później on jeden coś wskóra.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1620">--- Ona, jakoby ją malował! --- mruknął znów Wołodyjowski.<end id="e1284023985997-846778564"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e1621">--- Za to obie panienki pokochały się okrutnie --- mówił dalej Hassling --- jedna bez drugiej krokiem nie ruszy, że zaś panna Borzobohata rządzi, jak sama chce, w Taurogach...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1622">--- Jak to? --- przerwał mały rycerz.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1623">--- Bo rządzi wszystkimi. <begin id="b1284024619939-1571439032"/><motyw id="m1284024619939-1571439032">Flirt, Zazdrość</motyw>Sakowicz na wyprawę teraz nie pojechał, taki rozkochany, a Sakowicz pan absolutny we wszystkich książęcych posiadłościach. Przez niego rządzi panna Anna.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1624">--- Takiż on rozkochany? --- spytał znów Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1625">--- I najbardziej sobie dufa, bo to człek sam przez się bardzo możny.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1626">--- A zowie się Sakowicz?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1627">--- Wasza mość chcesz go, widzę, dobrze zapamiętać?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1628">--- I... zapewne! --- odrzekł niby niedbale Wołodyjowski, ale tak przy tym złowrogo wąsikami ruszył, że Zagłobę ciarki przeszły.<end id="e1284024619939-1571439032"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e1629">--- Owóż to tylko chciałem dodać --- rzekł Hassling --- że gdyby panna Borzobohata kazała Sakowiczowi, by księcia zdradził, a jej i towarzyszce ucieczkę ułatwił, myślę, że uczyniłby to bez wahania; ale o ile wiem, woli to ona za plecami Sakowicza czynić, może na złość mu... kto wie... dość, że zwierzył mi się jeden oficer, rodak mój (tylko niekatolik), że tam już cały wyjazd pana miecznika z pannami ułożony, oficerowie do spisku wciągnięci... że to ma wkrótce nastąpić...</akap_dialog>


<akap id="e1630">Tu Hassling począł oddychać ciężko, bo się zmęczył i resztkami sił gonił.</akap>


<akap_dialog id="e1631">--- I to jest najważniejsza rzecz, jaką miałem waćpanom powiedzieć! --- dodał pospiesznie.</akap_dialog>


<akap id="e1632">Wołodyjowski i Kmicic aż za głowy się porwali.</akap>


<akap_dialog id="e1633">--- Dokąd mają uciekać?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1634">--- Do puszcz i puszczami się do Białowieży przebierać... Tchu mi brak!...</akap_dialog>


<akap id="e1635">Dalszą rozmowę przerwało wejście ordynansa sapieżyńskiego, który wręczył Wołodyjowskiemu i Kmicicowi po ćwiartce papieru złożonej we czworo. Ledwo rozwinął swoją Wołodyjowski, wnet ozwał się:</akap>


<akap_dialog id="e1636">--- Rozkaz, by już stanowiska do jutrzejszej roboty zajmować.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1637">--- Słyszycie, jak kartauny ryczą? --- zawołał Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1638">--- No, jutro! jutro!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1639">--- Uf! gorąco! --- rzekł pan Zagłoba. --- Zły dzień do szturmu... Niech licho porwie takie upały. Matko Boska... Niejeden przecie jutro mimo upału ostygnie, ale nie ci, nie ci, którzy się Tobie polecają, Patronko nasza... Ależ grzmią działa!... Za starym już do szturmów... otwarte pole co innego.</akap_dialog>


<akap id="e1640">Wtem nowy oficer ukazał się we drzwiach.</akap>


<akap_dialog id="e1641">--- Jest li tu jegomość pan Zagłoba? --- spytał.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1642">--- Jestem!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1643">--- Z rozkazu króla miłościwego masz waćpan jutro zostawać przy jego osobie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1644">--- Ha! chcą mnie od szturmu zachować, bo wiedzą, że stary pierwszy ruszy, niech jeno trąby zagrzmią. Dobry pan, pamiętny, nie chciałbym go zmartwić, ale czy wytrzymam, nie wiem, bo jak mnie ochota zeprze, tedy o niczym nie pamiętam i prosto w dym walę... Taka już natura!... Dobry pan!... <begin id="b1284024845344-2591031977"/><motyw id="m1284024845344-2591031977">Wojna, Piekło, Raj</motyw>Słyszycie, już i trąbki przez munsztuk grają<pe><slowo_obce>trąbki przez munsztuk grają</slowo_obce> --- słychać stłumiony sygnał do odjazdu; <slowo_obce>munsztuk</slowo_obce> --- kiełzno, element uprzęży, zakładany na pysk koński i służący do kierowania szczególnie nieposłusznym wierzchowcem.</pe>, by każdy na stanowisko ruszał. No! jutro! jutro... Będzie miał i święty Piotr robotę; już książki przygotowywać musi... W piekle także dla Szwedów kotły ze świeżą smołą na kąpiel nastawili...<end id="e1284024845344-2591031977"/> Uf! uf! jutro!...</akap_dialog>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e1645">Rozdział XIV</naglowek_rozdzial>



<akap id="e1646"><begin id="b1284024887808-1736188405"/><motyw id="m1284024887808-1736188405">Wojna, Modlitwa, Wierzenia, Przysięga</motyw>Dnia 1 lipca, między Powązkami a osadą nazwaną później Marymontem, odbyła się wielka msza polowa, której dziesięć tysięcy ludzi wojsk kwarcianych słuchało w skupieniu ducha. Król ślub uczynił, że w razie zwycięstwa kościół Najświętszej Pannie wystawi. Ślubowali za jego przykładem, każdy wedle możności, dygnitarze, hetmani, rycerstwo, nawet prości żołnierze, gdyż ów dzień miał być dniem ostatecznego szturmu.</akap>


<akap id="e1647"><end id="e1284024887808-1736188405"/>Po skończeniu mszy ruszył każdy z wodzów do swojej komendy. Więc pan Sapieha stanął naprzeciw kościoła Świętego Ducha, który wówczas za murami leżał, ale że był do nich kluczem, został zatem potężnie przez Szwedów umocnion i wojskiem należycie obsadzony. Pan Czarniecki miał Gdańskiego Domu dobywać, tylna bowiem ściana tej budowli stanowiła część obwodowego muru, i przebiwszy go, można się było dostać do miasta. Piotr Opaliński, wojewoda podlaski, z Wielkopolany<pe><slowo_obce>z Wielkopolany</slowo_obce> --- dziś popr. forma N. lm: z Wielkopolanami.</pe> i Mazurami od Krakowskiego i Wisły zmierzał. Kwarciane pułki tkwiły naprzeciw Bramy Nowomiejskiej. Luda było tyle, że niemal więcej niźli przystępu do murów; cała płaszczyzna, wszystkie okoliczne podmiejskie wioski i błonia zalane zostały morzem ludzkim, za którym bielały namioty, za namiotami wozy, aż hen! wzrok gubił się w sinym oddaleniu, nim krańca tego mrowiska sięgnąć zdołał.</akap>


<akap id="e1648">Zastępy owe stały w zupełnej gotowości, z bronią podaną już naprzód i wysuniętą do biegu nogą, gotowe w każdej chwili rzucić się ku wyłomom uczynionym przez działa wielkiego kalibru, a zwłaszcza przez ciężkie kartauny<pe><slowo_obce>kartauna</slowo_obce> (z niem.) --- działo oblężnicze o długiej lufie.</pe> zamojskie. Działa nie ustawały grać ani na moment, szturm zaś zwłóczył się tylko dlatego, że czekano ostatecznej odpowiedzi Wittenberga<pe><slowo_obce>Wittenberg</slowo_obce> --- Arvid (a. Arfuid) Wittenberg von Debern (1606--1657), szwedzki hrabia i feldmarszałek, uczestnik wojny trzydziestoletniej i potopu szwedzkiego.</pe> na list, który kanclerz wielki Koryciński mu posłał. Lecz gdy koło południa przyjechał oficer z odpowiedzią odmowną, zagrzmiały naokół miasta złowieszcze trąby i szturm się rozpoczął.</akap>


<akap id="e1649">Wojska koronne pod hetmanami, czarniecczykowie, pułki królewskie, piesze regimenta pana Zamoyskiego, Litwini spod Sapiehy i zastępy pospolitego ruszenia rzuciły się jak wezbrana fala ku murom. A z murów wykwitły ku nim smugi białego dymu i rzuty płomienia: wielkie działa, hakownice<pe><slowo_obce>hakownica</slowo_obce> --- ręczna broń palna, powstała w końcu średniowiecza jako udoskonalona wersja rusznicy.</pe>, organki<pe><slowo_obce>organki</slowo_obce> --- działo, używane w XVI i XVII w., złożone z wielu luf karabinowych na jednym łożu, ładowane od przodu i odpalane wspólnym lontem.</pe>, muszkiety zagrzmiały naraz; ziemia wstrząsła się w posadach. Kule miesiły tę ciżbę ludzką, orały w niej bruzdy długie, lecz ona biegła naprzód i darła się ku twierdzy, nie zważając na ogień i śmierć. Obłoki dymów prochowych słońce zakryły.</akap>


<akap id="e1650">Uderzył tedy każdy zapamiętale tam, gdzie mu było najbliżej, więc hetmani od Nowomiejskiej Bramy, Czarniecki na Gdański Dom, pan Sapieha z Litwą na kościół Świętego Ducha, a Mazury i Wielkopolanie od Krakowskiego Przedmieścia i Wisły.</akap>


<akap id="e1651">Tym zaś ostatnim wypadła najcięższa robota, wszystkie bowiem pałace i domy wzdłuż Krakowskiego Przedmieścia zmienione były na twierdze. Lecz dnia tego ogarnęła Mazurów taka zaciekłość bojowa, że zapędowi ich nic się oprzeć nie mogło. Brali więc szturmem dom po domu, pałac po pałacu, bili się w oknach, we drzwiach, na schodach; wycinali w pień załogi.</akap>


<akap id="e1652">Po zdobyciu jednego domostwa, nim krew przyschła im na rękach i twarzach, już rzucali się na drugie i znów rozpalała się ręczna bitwa, i znów biegli dalej. Towarzystwo szło na wyścigi z pospolitym ruszeniem, pospolite ruszenie z piechotą. <begin id="b1284025772297-2045068111"/><motyw id="m1284025772297-2045068111">Walka, Śmierć bohaterska</motyw>Kazano im, by idąc do szturmu, nieśli przed sobą snopy niedojrzałego jeszcze zboża, które miały ich od kul zasłaniać, lecz oni w zapale i uniesieniu bojowym porzucali wszystkie zasłony, biegnąc z gołą piersią. Wśród krwawej bitwy wzięto kaplicę carów Szujskich i wspaniały pałac Koniecpolskich. Wygnieciono Szwedów co do jednego w pomniejszych budowlach, w magnackich stajniach, w ogrodach schodzących ku Wiśle. Bliżej pałacu Kazanowskich piechota próbowała postawić czoło w ulicy i posiłkowana z murów pałacu, z kościoła i dzwonnicy bernardyńskiej, zmienionych na potężną twierdzę, przyjęła rzęsistym ogniem napastników.</akap>


<akap id="e1653">Lecz grad kul nie wstrzymał ich ani na chwilę i szlachta z okrzykiem: ,,Górą Mazury!", rzuciła się z szablami w środek czworoboku; za nimi wpadła piechota łanowa<pe><slowo_obce>piechota łanowa</slowo_obce> --- wojsko zaciężne narodowego autoramentu, złożone z chłopów z dóbr królewskich, szlacheckich i kościelnych, powoływanych po jednym z każdych 15 łanów, tj. z ok. 200 ha.</pe>, czeladź zbrojna w drągi, oskardy, siekiery. Czworobok rozbito w mgnieniu oka i poczęto ciąć. Swoi i nieprzyjaciele zmieszali się tak, że utworzyli jeden kłąb olbrzymi, który między pałacem Kazanowskich, domem Radziejowskiego a Bramą Krakowską wił się, targał i przewalał we krwi własnej.<end id="e1284025772297-2045068111"/></akap>


<akap id="e1654">Lecz coraz nowe zastępy krwią dyszących wojowników napływały, niby spieniona rzeka, od strony Krakowskiego. Wycięto wreszcie w pień piechotę i rozpoczął się ów sławny szturm do pałacu Kazanowskich i jednocześnie do Bernardynów, który w znacznej części o losach bitwy rozstrzygnął.</akap>


<akap id="e1655"><begin id="b1284025911245-234395664"/><motyw id="m1284025911245-234395664">Odwaga, Tchórzostwo</motyw>Pan Zagłoba wziął w nim udział, mylił się bowiem dnia wczorajszego sądząc, że król wzywa go do swej osoby jedynie dla asystencji. Przeciwnie bowiem: powierzono mu, jako wsławionemu i doświadczonemu wojownikowi, komendę nad czeladzią, która na ochotnika razem z kwartą i pospolitakami z tej strony miała do szturmu ruszyć. Chciał był wprawdzie pan Zagłoba iść z nią w odwodzie i kontentować się zajmowaniem zdobytych już poprzednio pałaców, lecz gdy zaraz na początku wszyscy, idąc na prześcigi, pomieszali się ze sobą zupełnie, porwał i jego prąd ludzki. On zaś poszedł, bo jakkolwiek wielką wziął od natury w udziale przezorność i wolał, gdzie było można, żywota na szwank nie wystawiać, tak się już mimo woli od tylu lat wezwyczaił do bitew, w tylu okropnych był rzeziach, że gdy konieczność wypadła, stawał z innymi, a nawet lepiej od innych, bo z desperacją i wściekłością w mężnym sercu.<end id="e1284025911245-234395664"/></akap>


<akap id="e1656">Tak i obecnie znalazł się pod bramą pałacu Kazanowskich, a raczej w piekle, które pod ową bramą wrzało straszliwie, zatem wśród wiru, gorąca, tłoku, gradu kul, ognia, dymu, jęków ludzkich i krzyków. <begin id="b1284026036032-1211380557"/><motyw id="m1284026036032-1211380557">Walka</motyw>Tysiące siekier, oskardów, ratyszcz waliło w bramę; tysiące ramion męskich parło i targało ją wściekle; jedni padali, jakoby piorunami rażeni, drudzy pchali się na ich miejsce, deptali po ich trupach i dobijali się do wnętrza, jakby umyślnie szukając śmierci. Nikt nigdy nie widział i nie pamiętał uporczywszej obrony, ale i uporczywszego szturmowania. Z wyższych piętr nad bramą sypały się kule, lała się smoła, lecz ci, którzy byli pod ogniem, gdyby nawet byli chcieli, nie mogli ustąpić, tak popychano ich z zewnątrz. Widziałeś pojedynczych ludzi mokrych od potu, czarnych od prochu, ze ściśniętymi zębami i zdziczałymi oczyma, walących w bramę belkami tak wielkimi, że w zwyczajnym czasie zaledwie trzech tęgich chłopów władnąć by nimi zdołało. Tak uniesienie troiło siły. Szturmowano jednocześnie do wszystkich okien, przystawiano drabiny do górnych piętr, wyrąbywano kraty w murach. A przecież z owych krat, z okien, z otworów wyciętych w ścianach sterczały rury muszkietów, które ani chwili nie przestawały dymić.<end id="e1284026036032-1211380557"/> Lecz takie wreszcie wzbiły się dymy, taka wstała kurzawa, że przy jasnym dniu słonecznym szturmujący zaledwie mogli się rozpoznać. Mimo to walki nie zaniechali, owszem, tym bardziej darli się na drabiny, tym zacieklej łupali bramę, że wrzaski od kościoła Bernardynów zwiastowały, iż tam inne watahy szturmują z równą energią.</akap>


<akap id="e1657">Wtem Zagłoba krzyknął głosem tak donośnym, ze usłyszano go wśród zgiełku i wystrzałów:</akap>


<akap_dialog id="e1658">--- Puszkę z prochem pod bramę!</akap_dialog>


<akap id="e1659">Podano mu ją w mgnieniu oka, on zaś kazał zaraz rąbać wąską dziurę u samego spodu wrzeciądzów<pe><slowo_obce>wrzeciądze</slowo_obce> --- okucia na drzwiach, służące do zamykania ich od wewnątrz (np. na skoble lub kłódki).</pe>, tak wąską, aby tylko puszka w nią się zmieściła. Gdy weszła, pan Zagłoba sam nić siarkową zapalił, po czym zakomenderował:</akap>


<akap_dialog id="e1660">--- Na boki! Pod ściany!</akap_dialog>


<akap id="e1661">Stojący bliżej umknęli się na obie strony ku tym, którzy drabiny przystawiali do dalszych okien, i nastała chwila oczekiwania.</akap>


<akap id="e1662">Po czym łoskot ogromny wstrząsnął powietrzem i nowe kłęby dymu podniosły się ku górze. Skoczył pan Zagłoba na powrót ze swoimi ludźmi; spojrzą: wybuch nie rozniósł wprawdzie bramy w drobne szczątki, ale wyrwał zawiasę z prawej strony, odłupał parę potężnych bierwion już podrąbanych, skręcił antabę i całą jedną połowę odepchnął w dolnej części w głąb sieni, tak iż utworzyło się wejście, przez które tęgi nawet człowiek łatwo mógł się przecisnąć.</akap>


<akap id="e1663">Wnet zaostrzone koły, topory i siekiery poczęły bić gwałtownie w nadwątloną wierzeję, setki ramion podparły ją z wysileniem, dał się słyszeć trzask przeraźliwy i cała jedna połać runęła, odkrywając głąb ciemnej sieni.</akap>


<akap id="e1664">W ciemności owej wnet błysły wystrzały muszkietów, lecz rzeka ludzka runęła wyłomem z niepohamowanym pędem --- pałac był zdobyty.</akap>


<akap id="e1665">Jednocześnie wdarto się i przez okna i rozpoczęła się straszliwa bitwa na białą broń wewnątrz pałacu. Zdobywano komnatę po komnacie, korytarz po korytarzu, piętro po piętrze. Mury były już poprzednio tak porozszczepiane i nadwątlone, że pułapy w kilku pokojach zapadły się z łoskotem, pokrywając gruzami Polaków i Szwedów. Lecz Mazury szli jak pożar, wnikali wszędzie, waląc ośnikami<pe><slowo_obce>ośnik</slowo_obce> --- dziś narzędzie do strugania i korowania drewna, wyposażone w dwie rękojeści i stalowe ostrze.</pe>, siekąc, bodąc. Nikt ze Szwedów nie prosił pardonu, ale go też i nie dawano. <begin id="b1284026683406-1794730252"/><motyw id="m1284026683406-1794730252">Śmierć bohaterska, Krew, Walka, Okrucieństwo</motyw>W niektórych korytarzach i przejściach trupy ludzkie tak zawaliły drogę, że Szwedzi porobili z nich sobie barykady, napastnicy zaś wywłóczyli je za nogi, za włosy i wyrzucali przez okna. Krew płynęła strugami po schodach. Gromady Szwedów broniły się jeszcze tu i owdzie, odbijając mdlejącymi rękoma wściekłe razy szturmujących. Krew zalewała im twarze, oczy zachodziły ciemnością, niejeden osunął się już na kolana, a jeszcze walczył; parci ze wszystkich stron, duszeni przez tłum przeciwników, umierali w milczeniu Skandynawowie, zgodnie ze swą sławą, jak na żołnierzy przystało. Kamienne figury bóstw i dawnych bohaterów, zbryzgane krwią, patrzyły martwą źrenicą na tę śmierć.<end id="e1284026683406-1794730252"/></akap>


<akap id="e1666">Roch Kowalski szalał głównie na górze, pan <begin id="b1284026737766-3212129183"/><motyw id="m1284026737766-3212129183">Ogród</motyw>Zagłoba zaś rzucił się ze swoim oddziałem na tarasy i wysiekłszy broniących się tam piechurów, wpadł z tarasów do owych cudnych sadów, w całej Europie sławnych. Drzewa były już w nich wycięte, kosztowne krzewy poniszczone przez polskie kule, fontanny pogruchotane, ziemia poorana przez granaty, słowem, wszędy pustka i zniszczenie, choć Szwedzi nie przykładali do niego swej drapieżnej ręki, przez wzgląd na osobę Radziejowskiego.<end id="e1284026737766-3212129183"/> Obecnie bój i tam zawrzał srogi, lecz trwał tylko chwilę, bo już słaby dawali opór Szwedzi. Toż wycięto ich pod osobistym pana Zagłoby dowództwem, za czym żołnierze rozbiegli się po sadach i całym pałacu za zdobyczą.</akap>


<akap id="e1667">A pan Zagłoba udał się aż na koniec sadu, w miejsce, gdzie mury tworzyły potężny ,,anguł<pe><slowo_obce>anguł</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>angulus</slowo_obce>: kąt, róg) --- załamanie, występ muru, rodzaj bastionu.</pe>" i gdzie nie dochodziło słońce, chciał bowiem groźny rycerz odetchnąć nieco i z potu uznojone czoło obetrzeć. <begin id="b1284028214310-1630202099"/><motyw id="m1284028214310-1630202099">Walka, Małpa, Zwierzęta, Okrucieństwo, Śmiech</motyw>Nagle spojrzał i spostrzegł dziwaczne jakieś monstra, które na niego zza kraty żelaznej klatki złowrogo patrzyły.</akap>


<akap id="e1668">Klatka była wszczepiona w kąt murów, tak że kule padające od zewnątrz nie mogły jej dosięgnąć. Drzwi do niej szeroko były otwarte, lecz owe wychudłe i szkaradne istoty nie myślały z tego korzystać; owszem, przerażone widocznie zgiełkiem, świstem kul i srogą rzezią, na którą przed chwilą patrzyły, zacisnęły się w kąt klatki i poukrywane w słomę, jeno mruczeniem oznajmiały swój przestrach.</akap>


<akap_dialog id="e1669">--- <slowo_obce>Simiae</slowo_obce><pe><slowo_obce>simia</slowo_obce> (łac.) --- małpa; tu M. lm <slowo_obce>simia</slowo_obce>: małpy.</pe> czy diabły? --- rzekł do siebie pan Zagłoba.</akap_dialog>


<akap id="e1670">Nagle gniew go uchwycił, męstwo wezbrało mu w piersi i podniósłszy szablę, wpadł do klatki.</akap>


<akap id="e1671">Popłoch okropny odpowiedział pierwszemu ciosowi jego miecza. Małpy, z którymi żołnierze szwedzcy dobrze się obchodzili i które ze swych szczupłych racyj karmili, bo ich bawiły, wpadły w tak okropne przerażenie, że je szał ogarnął po prostu, a ponieważ pan Zagłoba zastąpił im ode drzwi, poczęły w susach nadprzyrodzonych rzucać się po klatce, czepiać się ścian, pułapu, wrzeszczeć, zgrzytać, na koniec jedna skoczyła w obłędzie panu Zagłobie na kark i chwyciwszy go za głowę, przywarła doń z całej siły. Druga przyczepiła mu się do prawego ramienia, trzecia od przodu chwyciła za szyję, czwarta uwiesiła się u zawiązanych z tyłu wylotów<pe><slowo_obce>wyloty</slowo_obce> --- szerokie, rozcięte rękawy kontusza, w czasie walki zarzucane na plecy, żeby nie przeszkadzały.</pe>, on zaś przyduszon, spocony, próżno się miotał, próżno w tył zadawał ślepe razy, samemu wkrótce zabrakło oddechu, oczy mu na wierzch wyszły i rozpaczliwym głosem krzyczeć począł:</akap>


<akap_dialog id="e1672">--- Mości panowie! ratujcie!</akap_dialog>


<akap id="e1673">Wrzaski zwabiły kilkunastu towarzystwa, którzy nie mogąc rozeznać, co się dzieje, biegli w pomoc z dymiącymi od krwi szablami, lecz nagle stanęli w zdumieniu, spojrzeli po sobie i jakby pod wpływem czarów ryknęli jednym ogromnym śmiechem. Nadbiegło więcej żołnierzy, tłum cały, lecz śmiech, jak zaraza, udzielił się wszystkim. Więc taczali się jak pijani; brali się w boki, zamazane posoką ludzką twarze krzywiły im się spazmatycznie i im bardziej rzucał się pan Zagłoba, tym oni śmieli się więcej. Dopiero Roch Kowalski nadbiegł z góry i roztrąciwszy tłumy, uwolnił wuja z małpich uścisków.</akap>


<akap_dialog id="e1674">--- Szelmy! --- krzyknął zdyszany pan Zagłoba --- bodaj was zabito! To śmiejecie się, widząc katolika w opresji od monstrów afrykańskich? Bodaj was zabito! Żeby nie ja, to byście dotychczas trykali łbami o bramę, boście czego lepszego niewarci! Bodaj was zabito, żeście i onych małp niegodni!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1675">--- Bogdaj ciebie zabito, małpi królu! --- zakrzyknął najbliżej stojący towarzysz.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1676">--- <slowo_obce>Simiarum destructor<pe><slowo_obce>simiarum destructor</slowo_obce> (łac.) --- pogromca małp.</pe>!</slowo_obce> --- zawołał drugi.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1677">--- <slowo_obce>Victor<pe><slowo_obce>victor</slowo_obce> (łac.) --- zwycięzca.</pe>!</slowo_obce> --- dodał trzeci.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1678">--- Gdzie tam <slowo_obce>victor</slowo_obce>, chyba <slowo_obce>victus<pe><slowo_obce>victus</slowo_obce> (łac.) --- zwyciężony.</pe></slowo_obce>.</akap_dialog>


<akap id="e1679">Tu Roch przyszedł znowu z pomocą wujowi i najbliższego pięścią w pierś uderzył, a ten zaraz padł, krew ustami oddawszy.<end id="e1284028214310-1630202099"/> Inni cofnęli się przed gniewem męża, niektórzy do szabel się brali, lecz dalszej kłótni zapobiegły wrzaski i strzały dochodzące ze strony bernardyńskiego klasztoru. Widocznie szturm trwał tam jeszcze w całej sile i sądząc z gorączkowej palby muszkietowej, Szwedzi nie myśleli się poddawać.</akap>


<akap_dialog id="e1680">--- W sukurs<pe><slowo_obce>sukurs</slowo_obce> (z łac.) --- pomoc, wsparcie, odsiecz, ratunek.</pe>! pod kościół! pod kościół! --- krzyknął Zagłoba.</akap_dialog>


<akap id="e1681">Sam zaś skoczył do pałacu na górę, tam bowiem z prawego skrzydła widać było kościół, który zdawał się gorzeć w ogniu. Tłumy szturmujących wiły się pod nim konwulsyjnie, nie mogąc dostać się do środka i ginąc bezużytecznie w krzyżowym ogniu, bo i od Bramy Krakowskiej sypały się na nich kule jak piasek.</akap>


<akap_dialog id="e1682">--- Działa do okien! --- krzyknął Zagłoba.</akap_dialog>


<akap id="e1683">Działek większych i mniejszych było w pałacu Kazanowskich dosyć, wnet też przywleczono je do okien; ze złamów kosztownych sprzętów, z podstaw posągów pourządzano lawety i po upływie pół godziny kilkanaście paszcz wyjrzało przez puste otwory okien ku kościołowi.</akap>


<akap_dialog id="e1684">--- Rochu! --- mówił w nadzwyczajnym rozdrażnieniu pan Zagłoba --- muszę czegoś znacznego dokazać, bo inaczej przepadła moja sława! Przez te małpy --- żeby je zaraza wydusiła! --- całe wojsko na języki mnie weźmie, a choć i mnie słów w gębie nie brak, przecie wszystkim nie poradzę. Muszę tę konfuzję<pe><slowo_obce>konfuzja</slowo_obce> (z łac.) --- wstyd, zawstydzenie.</pe> zatrzeć, inaczej, jak Rzeczpospolita szeroka, za małpiego króla mnie ogłoszą!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1685">--- Wuj musi tę konfuzję zatrzeć! --- powtórzył grzmiącym głosem Roch.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1686">--- A pierwszy sposób będzie, iż jakom pałac Kazanowskich zdobył... bo niech kto powie, że to nie ja!...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1687">--- Niech kto powie, że to nie wuj!... --- powtórzył Roch.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1688">--- Tak i ów kościół zdobędę, tak mi Panie Boże dopomóż, amen! --- dokończył Zagłoba.</akap_dialog>


<akap id="e1689">Po czym odwrócił się do swej czeladzi, która już stała przy armatach.</akap>


<akap_dialog id="e1690">--- Ognia!</akap_dialog>


<akap id="e1691">Szwedów, broniących się z rozpaczą w kościele, strach zdjął, gdy nagle cała boczna ściana trząść się zaczęła. Na tych, którzy siedzieli w oknach, przy strzelnicach powycinanych w murze, na załamach wewnętrznych gzymsów, przy gołębich otworach, przez które strzelali do oblegających, jęły się sypać cegły, gruz, wapno. Straszliwa kurzawa wstała w domu bożym i pomieszana z dymem, jęła dławić spracowanych ludzi. Człek człeka nie mógł dojrzeć w ciemności, okrzyki: ,,Dusim się, dusim się!", powiększyły jeszcze przerażenie. A tu kościół chwieje się, trzask muru, spadanie cegieł, łoskot kul wpadających przez okna, dźwięk ołowianych krat lecących na podłogę, żar, wyziewy ludzkie zmieniają przybytek boży w piekło ziemskie. Przerażeni żołnierze odbiegają bramy, okien, strzelnic. Popłoch zmienia się w szał. Znów przeraźliwe głosy wołają: ,,Dusim się! powietrza! wody!" Nagle setki gardzieli poczynają ryczeć.</akap>


<akap_dialog id="e1692"><begin id="b1284028701116-796854590"/><motyw id="m1284028701116-796854590">Walka, Okrucieństwo</motyw>--- Białą chorągiew! białą chorągiew!</akap_dialog>


<akap id="e1693">Komenderujący, Erskin, chwyta za nią własną ręką, aby ją wywiesić na zewnątrz, wtem brama pęka, lawa szturmujących wpada na kształt ławicy szatanów --- i nastaje rzeź. Cisza nagle czyni się w kościele, słychać tylko zwierzęce sapanie walczących, zgrzyt żelaza o kości, o kamienną posadzkę, jęki, chlupotanie krwi --- czasem głos jakiś, w którym nie masz nic ludzkiego, krzyknie: ,,Pardon! pardon!" Po godzinie walki dzwon na dzwonnicy poczyna huczeć, i huczy, huczy --- Mazurom na zwycięstwo, Szwedom na pogrobne.<end id="e1284028701116-796854590"/></akap>


<akap id="e1694"><begin id="b1284028780749-3388591115"/><motyw id="m1284028780749-3388591115">Zwycięstwo</motyw>Pałac Kazanowskich, klasztor i dzwonnica zdobyte. Sam Piotr Opaliński, wojewoda podlaski, ukazuje się wśród krwawych tłumów przed pałacem na koniu.</akap>


<akap_dialog id="e1695">--- Kto nam przyszedł w sukurs z pałacu? --- krzyczy, chcąc przekrzyczeć gwar i wycie ludzkie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1696">--- Ten, który pałac zdobył! --- mówi potężny mąż, ukazując się nagle przed wojewodą. --- Ja!!!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1697">--- Jak waści zowią?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1698">--- Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1699">--- <slowo_obce>Vivat</slowo_obce> Zagłoba! --- ryczą tysiące gardzieli. Lecz straszliwy Zagłoba ukazuje krzywcem zabrukanej szabli na bramę.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1700">--- Nie dosyć na tym! --- woła --- tam! do bramy! Działa ku murom i na bramę, a my naprzód! za mną!</akap_dialog>


<akap id="e1701">Rozszalałe tłumy rzucają się w kierunku bramy, wtem --- o cudo! --- ogień szwedzki, zamiast się wzmagać, słabnie.</akap>


<akap id="e1702">Jednocześnie głos jakiś donośny rozlega się niespodzianie z wierzchołka dzwonnicy.</akap>


<akap_dialog id="e1703">--- Pan Czarniecki już w mieście! Widzę nasze chorągwie!!!</akap_dialog>


<akap id="e1704">Ogień szwedzki słabnie coraz bardziej.</akap>


<akap_dialog id="e1705">--- Stój! stój! --- komenderuje wojewoda.</akap_dialog>


<akap id="e1706">Lecz tłumy go nie słyszą i biegną na oślep. Wtem biała chorągiew ukazuje się na Bramie Krakowskiej.<end id="e1284028780749-3388591115"/></akap>


<akap id="e1707">Istotnie, Czarniecki, przebiwszy Dom Gdański, wpadł na kształt huraganu do obrębu fortecy, a gdy pałac Daniłłowiczowski już był także zdobyty, gdy w chwilę później i litewskie znaki zabłysły od strony Świętego Ducha na murach, uznał Wittenberg<pe><slowo_obce>Wittenberg</slowo_obce> --- Arvid (a. Arfuid) Wittenberg von Debern (1606--1657), szwedzki hrabia i feldmarszałek, uczestnik wojny trzydziestoletniej i potopu szwedzkiego.</pe>, że dalszy opór daremny. Mogli wprawdzie Szwedzi bronić się jeszcze w wyniosłych domach Starego i Nowego Miasta, lecz i mieszczanie chwycili już za broń: obrona musiałaby się skończyć na straszliwej rzezi Szwedów, bez nadziei zwycięstwa.</akap>


<akap id="e1708">Trębacze poczęli tedy trąbić na murach i wiewać białymi chorągwiami. Widząc to, komendanci polscy wstrzymali szturm, po czym jenerał Loewenhaupt, w otoczeniu kilku pułkowników, wyjechał Bramą Nowomiejską i popędził, co tchu, do króla.</akap>


<akap id="e1709">Jan Kazimierz miał już miasto w ręku, lecz dobry pan pragnął wstrzymać rozlew krwi chrześcijańskiej, więc przystał na podawane poprzednio Wittenbergowi warunki. Miasto miało być oddane ze wszystkimi nagromadzonymi w nim łupami. Każdemu Szwedowi pozwolono było zabrać to tylko, co ze Szwecji ze sobą przywiózł. Załoga ze wszystkimi jenerałami i z bronią w ręku miała prawo wyjść z miasta, zabrawszy chorych i rannych oraz damy szwedzkie, których kilkadziesiąt było w Warszawie. Polakom, którzy przy Szwedach jeszcze służyli, udzielono amnestii, ze względu, że zapewne nie było już wysługujących się dobrowolnie. Wyłączon został jeden Bogusław Radziwiłł, na co Wittenberg zgodził się tym łatwiej, iż książę stał w tej chwili z Duglasem u Buga.</akap>


<akap id="e1710">Warunki podpisano natychmiast. Wszystkie dzwony w kościołach poczęły głosić miastu i światu, że stolica przechodzi znów do rąk prawego monarchy. W godzinę później wysypało się mnóstwo co najbiedniejszego ludu zza wałów szukać miłosierdzia i chleba w polskich obozach, wszystkim już bowiem, prócz Szwedów, brakło w mieście żywności. Król kazał dawać, co było można, sam zaś odjechał patrzeć na wyjście załogi szwedzkiej.</akap>


<akap id="e1711">Stanął więc otoczony dostojnikami duchownymi i świeckimi, w asystencji tak wspaniałej, iż oczy ludzkie ćmiła. Wszystkie niemal wojska, więc koronne pod hetmanami, dywizja Czarnieckiego, litewskie pod Sapiehą i niezmierne tłumy pospolitego ruszenia wraz z czeladzią, zebrały się obok majestatu, bo wszyscy ciekawi byli widzieć tych Szwedów, z którymi przed kilku godzinami tak straszliwie i krwawo walczyli. Przy wszystkich bramach, od chwili podpisania ugody, stali komisarze polscy; powierzono im zbadanie, czy Szwedzi jakowych łupów nie wywożą. Osobna komisja zajęta była przejmowaniem łupów w samym mieście.</akap>


<akap id="e1712"><begin id="b1284029302395-1307059290"/><motyw id="m1284029302395-1307059290">Zwycięstwo, Klęska, Żołnierz, Rycerz, Obyczaje</motyw>Ukazała się więc naprzód jazda, której było niewiele, zwłaszcza że wyłączono od prawa wyjścia Bogusławową; za nią szła artyleria polowa z lekkimi działami, ciężkie bowiem miały być wydane Polakom. Szli tedy żołnierze obok dział z zapalonymi lontami. Nad nimi chwiały się rozwinięte chorągwie, które przed królem polskim, niedawno tułaczem, na znak czci zniżano. Artylerzyści postępowali hardo, patrząc wprost w oczy polskiemu rycerstwu, jak gdyby chcieli mówić: ,,Spotkamy się jeszcze!", a Polacy podziwiali ich butną postawę i nieugięty nieszczęściem animusz. Za czym ukazały się wozy z oficerami i rannymi. W naczelnym leżał Benedykt Oxenstierna, kanclerz, przed którym król kazał broń prezentować piechocie, chcąc okazać, że nawet w nieprzyjacielu cnotę uszanować umie.</akap>


<akap id="e1713">Potem, przy odgłosie bębnów i także z rozpuszczonymi chorągwiami, szły czworoboki nieporównanej piechoty szwedzkiej, podobne, wedle wyrażenia Subaghaziego, do chodzących zamków. Za nimi ukazał się świetny orszak rajtarii, przybranej w blachy od stóp do głowy, z błękitną chorągwią, na której złoty lew był wyszyty. Rajtarowie ci otaczali sztab główny.<end id="e1284029302395-1307059290"/> Na ich widok poszedł szmer przez tłumy:</akap>


<akap_dialog id="e1714">--- Wittenberg<pe><slowo_obce>Wittenberg</slowo_obce> --- Arvid (a. Arfuid) Wittenberg von Debern (1606--1657), szwedzki hrabia i feldmarszałek, uczestnik wojny trzydziestoletniej i potopu szwedzkiego.</pe> jedzie! Wittenberg!</akap_dialog>


<akap id="e1715">Jakoż jechał sam feldmarszałek, a przy nim Wrangel młodszy, Horn, Erskin, Loewenhaupt, Forgell. Oczy polskich rycerzy zwróciły się z chciwością w ich stronę, a zwłaszcza na twarz Wittenberga. Lecz oblicze jego nie zwiastowało tak straszliwego wojownika, jakim był w samej istocie. Była to twarz stara, blada, wyniszczona przez chorobę. Rysy miał ostre, nad ustami nosił rzadki i mały wąs, zadarty w końcach ku górze. Zaciśnięte usta i spiczasty, długi nos nadawały mu pozór starego i drapieżnego skąpca. Przybrany w czarny aksamit i w czarny kapelusz na głowie, wyglądał raczej na uczonego astrologa lub na medyka, i tylko złoty łańcuch na szyi oraz brylantowa gwiazda na piersiach i buława feldmarszałkowska w ręku zdradzały jego wysoką hetmańską szarżę.</akap>


<akap id="e1716">Jadąc, rzucał niespokojnie oczyma na króla, na sztab królewski, na stojące w szyku chorągwie, po czym wzrok jego ogarniał niezmierzone tłumy pospolitego ruszenia i ironiczny uśmiech ukazywał mu się na bladych wargach.</akap>


<akap id="e1717">A w tych tłumach szmer rosnął coraz bardziej i słowo: ,,Wittenberg! Wittenberg!" --- było na wszystkich ustach.</akap>


<akap id="e1718"><begin id="b1284029427014-1846534702"/><motyw id="m1284029427014-1846534702">Bunt, Burza</motyw>Po chwili szmer zmienił się w pomruk głuchy, ale groźny, jak pomruk morza przed burzą. Od chwili do chwili cichł; a wówczas hen! w dali, w ostatnich szeregach, słychać było jakiś głos perorujący. Temu głosowi odpowiadały inne, odpowiadało ich coraz więcej, rozlegały się coraz silniej, rozbiegały się coraz szerzej jakby jakieś echa złowrogie. Przysiągłbyś, że burza idzie z oddali, że wybuchnie z całą siłą.</akap>


<akap id="e1719">Dostojnicy stropili się i poczęli niespokojnie spoglądać na króla.</akap>


<akap_dialog id="e1720">--- Co to jest? co to znaczy? --- pytał Jan Kazimierz.</akap_dialog>


<akap id="e1721">Wtem pomruk przeszedł w huk tak straszny, jakby grzmoty poczęły w niebie walczyć ze sobą. Niezmierne tłumy pospolitego ruszenia poruszyły się gwałtownie, zupełnie jak łan zboża, gdy huragan zawadzi o niego swym olbrzymim skrzydłem. Nagle kilkadziesiąt tysięcy szabel zabłysło w słońcu.</akap>


<akap_dialog id="e1722">--- Co to jest? co to znaczy? --- spytał powtórnie król.</akap_dialog>


<akap id="e1723">Nikt nie umiał mu odpowiedzieć.</akap>


<akap id="e1724">Wtem Wołodyjowski stojący w pobliżu przy panu Sapieże zakrzyknął:</akap>


<akap_dialog id="e1725">--- To pan Zagłoba!</akap_dialog>


<akap id="e1726">Wołodyjowski odgadł. Jak tylko bowiem warunki kapitulacji zostały ogłoszone i doszły do uszu pana Zagłoby, stary szlachcic wpadł w gniew tak straszny, że mowa była mu przez jakiś czas odjętą. Przyszedłszy do siebie, zaczął od tego, iż wskoczył między szeregi pospolitego ruszenia i począł burzyć umysły. Słuchano go chętnie, bo wszystkim się zdało, że za tyle męstwa, za tyle trudów, za tyle krwi wylanej pod murami Warszawy lepszą powinni mieć nad nieprzyjacielem zemstę. Otaczały więc Zagłobę potężne koła niesfornej i burzliwej szlachty, a on całymi garściami rzucał rozżarzone węgle na prochy i wymową rozdmuchiwał coraz większy pożar, który tym łatwiej ogarniał głowy, że już i tak dymiły od zwykłych po zwycięstwie libacji.<end id="e1284029427014-1846534702"/></akap>


<akap_dialog id="e1727">--- Mości panowie! --- mówił Zagłoba. Oto te stare ręce pięćdziesiąt lat już pracują dla ojczyzny, pięćdziesiąt lat przelewały krew nieprzyjacielską przy wszystkich ścianach Rzeczypospolitej, teraz zasię --- mam świadków! --- one to pałac Kazanowskich i kościół bernardyński zdobyły! A kiedy, mości panowie, Szwedzi stracili otuchę, kiedy na kapitulację się zgodzili? --- oto wówczas, gdyśmy armaty od Bernardynów na Stare Miasto wyrychtowali. Nie żałowano tu naszej krwi, bracia, hojnie nią szafowano, a pożałowano tylko samego nieprzyjaciela. To my, bracia, substancję<pe><slowo_obce>substancja</slowo_obce> (z łac.) --- majątek, dobra materialne.</pe> zostawiamy bez gospodarza, czeladź bez pana, żonę bez męża, dziatki bez ojca... (o moje dziatki, co się z wami teraz dzieje!) i przychodzimy tu z gołą piersią na armaty, a jakaż nam za to nagroda? Oto taka: Wittenberg wolny odchodzi i jeszcze go honorują na drogę. Odchodzi kat naszej ojczyzny, odchodzi bluźniciel przeciw wierze, Najświętszej Panny wróg zaciekły, podpalacz naszych domów, zdzierca naszych szat ostatnich, morderca żon i dziatek naszych! (o moje dziatki, gdzie wy teraz!) hańbiciel duchowieństwa i panienek Bogu poświęconych... Biada tobie, ojczyzno! hańba tobie, szlachto! paroksyzm tobie nowy, wiaro nasza święta! biada wam, kościoły utrapione, płacz tobie i narzekanie, Częstochowo! --- bo Wittenberg odchodzi wolno i wróci wkrótce łzy i krew wyciskać, dobijać, których nie dobił, palić, czego jeszcze nie spalił, hańbić, czego jeszcze nie zhańbił. Płacz, Korono i Litwo, płaczcie, wszystkie stany, jako ja płaczę, stary żołnierz, który, do grobu zstępując, na paroksyzm wasz patrzeć musi... Biada tobie, Illium<pe><slowo_obce>Illium</slowo_obce> --- Troja, miasto opisane w <tytul_dziela>Iliadzie</tytul_dziela>, rządzone przez króla Priama.</pe>, miasto starego Priama! Biada! biada! biada!</akap_dialog>


<akap id="e1728">Tak to prawił pan Zagłoba, a tysiące słuchały go i gniew podnosił szlachcie włosy na czuprynach, on zaś jechał dalej i znów biadał, i szaty darł na sobie, i piersi odkrywał. Wnikał też i w wojsko, które także chętnie skargom jego ucho podawało, istotnie bowiem straszliwa była przeciw Wittenbergowi we wszystkich sercach zawziętość. Tumult byłby wybuchł od razu, ale powstrzymał go sam Zagłoba z obawy, że gdy za wcześnie wybuchnie, wówczas Wittenberg może się jeszcze jakoś wyratować, a jeśli wybuchnie wówczas, gdy będzie wyjeżdżał z miasta i na oczy się pospolitemu ruszeniu pokaże, to go na szablach rozniosą, zanim się kto opatrzy, co się dzieje.</akap>


<akap id="e1729">I wyrachowania jego sprawdziły się zupełnie. Na widok okrutnika szał ogarnął mózgi niesfornej a podpiłej szlachty i w mgnieniu oka burza wybuchła straszliwa. Czterdzieści tysięcy szabel zabłysło w słońcu, czterdzieści tysięcy gardzieli poczęło ryczeć: ,,Śmierć Wittenbergowi!" --- ,,Dawajcie go sam<pe><slowo_obce>sam</slowo_obce> (daw.) --- tam, tutaj.</pe>!" --- ,,Bigosować! bigosować!" Do tłumów szlacheckich przyłączyły się tłumy niesforniejszej jeszcze, a rozbestwionej niedawnym przelewem krwi czeladzi, nawet karniejsze regularne chorągwie jęły szemrać groźnie przeciw ciemięzcy i burza poczęła lecieć z wściekłością na sztab szwedzki.</akap>


<akap id="e1730">W pierwszej chwili stracili wszyscy głowę, choć wszyscy od razu zrozumieli, o co idzie. ,,Co czynić!" --- ozwały się głosy przy królu. ,,Jezu miłosierny!" --- ,,Ratować! osłaniać!" --- ,,Hańba nie dotrzymać umowy!"</akap>


<akap id="e1731">Wtem tłumy rozżarte wpadają między chorągwie, cisną je, chorągwie mieszają się, nie mogąc ustać na miejscu. <begin id="b1284035701912-1602648176"/><motyw id="m1284035701912-1602648176">Strach, Bunt</motyw>Naokół widać szable, szable i szable, pod nimi rozpalone twarze, wytrzeszczone oczy, wyjące usta; zgiełk, szum i dzikie okrzyki rosną z przerażającą szybkością, na czele leci czeladź, ciury i wszelka wojskowa hołota, podobniejsza do zwierząt lub diabłów niż do ludzi.</akap>


<akap id="e1732">Zrozumiał i Wittenberg, co się dzieje. Twarz mu pobladła jak płótno, pot obfity a zimny zrosił mu w jednej chwili czoło i --- o dziwo! --- ów feldmarszałek, który przedtem światu całemu gotów był przegrażać, ów pogromca tylu armii, zdobywca tylu miast, ów stary żołnierz, zląkł się teraz tak okropnie wyjącej tłuszczy, iż przytomność opuściła go zupełnie. I począł dygotać całym ciałem, i ręce opuścił, i jęczał, i ślina poczęła mu ciec z ust na złoty łańcuch, a buława marszałkowska z ręki wypadła. Tymczasem straszliwa ciżba była coraz bliżej i bliżej; już, już okropne postacie otaczały nieszczęsnych jenerałów naokół, chwila jeszcze, a rozniosą tak wszystkich na szablach, że jednego szczątka nie zostanie.<end id="e1284035701912-1602648176"/></akap>


<akap id="e1733">Inni jenerałowie powydobywali szpady, chcąc umrzeć z bronią w ręku, jak na rycerzy przystało, lecz stary ciemięzca zesłabł zupełnie i przymrużył oczy.</akap>


<akap id="e1734">Wtem pan Wołodyjowski skoczył sztabowi na ratunek. Chorągiew, idąc w skok klinem, roztrąciła tak tłuszczę, jak okręt płynący wszystkimi żaglami roztrąca spiętrzone fale morza. Krzyk tratowanej hołoty pomieszał się z krzykiem laudańskich, lecz jeźdźcy pierwej dopadli sztabu i otoczyli go w mgnieniu oka murem koni, murem piersi własnych i szabel.</akap>


<akap_dialog id="e1735">--- Do króla! --- krzyknął mały rycerz.</akap_dialog>


<akap id="e1736">I ruszyli. Tłum otoczył ich ze wszystkich stron, biegł z boków, z tyłu, wywijał szablami i drągami, wył coraz straszniej, lecz oni parli naprzód, tnąc szablami od czasu do czasu na boki, jak tnie potężny odyniec otoczony przez stado wilków.</akap>


<akap id="e1737">Wtem Wojniłłowicz skoczył w pomoc Wołodyjowskiemu, za nim Wilczkowski z królewskim pułkiem, za nim kniaź Połubiński i wszyscy razem, oganiając się ustawicznie, przyprowadzili sztab przed oblicze Jana Kazimierza.</akap>


<akap id="e1738">Tumult, zamiast zmniejszać się, rósł coraz bardziej. <begin id="b1284035837739-1300414990"/><motyw id="m1284035837739-1300414990">Strach, Tchórzostwo</motyw>Zdawało się przez chwilę, że rozhukana tłuszcza, bez względu na majestat, będzie chciała dostać w ręce jenerałów. Wittenberg oprzytomniał, ale strach nie opuścił go bynajmniej, więc zeskoczył z konia, jak zając napierany przez psy lub wilki chroni się aż pod wozy zaprzężone, tak on kopnął się, mimo podagry, aż pod nogi królewskie.</akap>


<akap id="e1739">Tam rzucił się na kolana i chwyciwszy za strzemię, począł krzyczeć:</akap>


<akap_dialog id="e1740">--- Ratuj, miłościwy panie! ratuj! Mam twoje słowo królewskie, ugoda podpisana, ratuj, ratuj! Zmiłuj się nad nami! Nie pozwalaj mnie zamordować!</akap_dialog>


<akap id="e1741">Król na widok takiego upokorzenia i takiej hańby odwrócił ze wstrętem oczy i rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e1742">--- Panie feldmarszałku, uspokój się pan!<end id="e1284035837739-1300414990"/></akap_dialog>


<akap id="e1743">Lecz sam miał twarz strapioną, bo nie wiedział, co czynić. Naokół zbierały się coraz większe tłumy i zbliżały się coraz natarczywiej. Wprawdzie stanęły chorągwie jakby do boju, a piechota zamojska utworzyła naokół groźny czworobok, lecz jaki miał być wszystkiego koniec?</akap>


<akap id="e1744">Król spojrzał na Czarnieckiego, lecz ten tylko brodę kręcił z wściekłością, takim gniewem wzburzyła mu się dusza przeciw niekarności pospolitego ruszenia.</akap>


<akap id="e1745">Tymczasem kanclerz Koryciński rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e1746"><begin id="b1284036030647-3477741682"/><motyw id="m1284036030647-3477741682">Przysięga, Zdrada, Sprawiedliwość</motyw>--- Miłościwy panie, trzeba ugody dotrzymać.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1747">--- Tak jest! --- rzekł król.</akap_dialog>


<akap id="e1748">Wittenberg, który pilno patrzył im w oczy, odetchnął swobodniej.</akap>


<akap_dialog id="e1749">--- Najjaśniejszy panie! --- zawołał --- wierzyłem w twoje słowo jak w Boga!</akap_dialog>


<akap id="e1750">A na to stary hetman koronny, pan Potocki:</akap>


<akap_dialog id="e1751">--- A czemuś to waść tyle przysiąg, tyle ugód i kapitulacyj łamał? Kto czym wojuje, od tego ginie... Wszakżeś to Wolfa, pułk królewski, wbrew kapitulacji zagarnął?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1752">--- To nie ja, to Miller, to Miller --- odrzekł Wittenberg.</akap_dialog>


<akap id="e1753">Hetman spojrzał z pogardą, za czym odwrócił się do króla.</akap>


<akap_dialog id="e1754">--- Miłościwy panie! Nie mówię tego, abym waszą królewską mość miał do złamania także ugody pobudzać, bo niechże wiarołomstwo po ich jeno stronie będzie.<end id="e1284036030647-3477741682"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e1755">--- Więc co czynić? --- spytał król.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1756">--- Jeśli go teraz do Prus odeślem, to z pięćdziesiąt tysięcy szlachty ruszy za nim i nim do Pułtuska dojedzie, już go rozsiekają... Chybaby mu cały komput wojska za stróżę dodać, a tego czynić nie możem... Słyszysz, wasza królewska mość, jako tam wyją. <slowo_obce>Revera</slowo_obce>... słuszna jest przeciw niemu zawziętość... Trzeba naprzód jego osobę ubezpieczyć, a odesłać wszystkich wówczas, gdy ten ogień ugaśnie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1757">--- Nie może inaczej być! --- rzekł kanclerz Koryciński.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1758">--- Ale gdzie go ubezpieczyć? Tu go trzymać nie możem, bo tu, u licha, wojna domowa wybuchnąć gotowa --- ozwał się pan wojewoda ruski.</akap_dialog>


<akap id="e1759">Na to wystąpił pan starosta kałuski, Sobiepan, i wydymając mocno wargi, rzekł ze zwykłą sobie fantazją:</akap>


<akap_dialog id="e1760">--- A cóż! miłościwy panie! Dajcie mi ich do Zamościa, niech posiedzą, póki się spokój nie uczyni. Już ja go tam przed szlachtą obronię... Ba! niech mi spróbują go wydrzeć! Ba!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1761">--- Ale w drodze, jak go wasza dostojność obronisz? --- spytał kanclerz.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1762">--- Ha! jeszcze mnie na pachołków stać. Albo to nie mam piechoty i dział, co? Niech go Zamoyskiemu wydrą! Obaczym!</akap_dialog>


<akap id="e1763">Tu zaczął się w boki brać, po udach klepać i na kulbace<pe><slowo_obce>kulbaka</slowo_obce> --- wysokie siodło.</pe> na obie strony się przechylać.</akap>


<akap_dialog id="e1764">--- Nie ma innej rady! --- rzekł kanclerz.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1765">--- I ja nie widzę! --- dodał pan Lanckoroński.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1766">--- To ich i weźcie, panie starosto! --- rzekł do Zamoyskiego król.</akap_dialog>


<akap id="e1767">Lecz Wittenberg widząc, że już życiu jego nic nie grozi, uznał za stosowne protestować.</akap>


<akap_dialog id="e1768">--- Nie tegośmy się spodziewali! --- rzekł.</akap_dialog>


<akap id="e1769">Na to pan Potocki, ukazując w dal ręką:</akap>


<akap_dialog id="e1770">--- A to proszę, nie zatrzymujem, wolna droga!</akap_dialog>


<akap id="e1771">Wittenberg umilkł.</akap>


<akap id="e1772">Tymczasem kanclerz rozesłał kilkudziesięciu oficerów, aby głosili wzburzonej szlachcie, że Wittenberg nie odejdzie wolno, ale zostanie odesłany do Zamościa. Tumult nie zaraz wprawdzie się uciszył, jednakże wieść podziałała uspokajająco. Nim wieczór zapadł, umysły zwróciły się w inną stronę. <begin id="b1284036190122-1660038585"/><motyw id="m1284036190122-1660038585">Zwycięstwo, Żołnierz, Szlachcic, Przywódca</motyw>Wojska poczęły wchodzić do miasta i widok odzyskanej stolicy napełnił wszystkie dusze radością tryumfu.</akap>


<akap id="e1773">Radował się i król, jednakże myśl, że nie mógł w zupełności dotrzymać warunków ugody, trapiła go niepomału, zarówno jak wieczna niekarność pospolitego ruszenia.</akap>


<akap id="e1774">Czarniecki żuł w sobie gniew.</akap>


<akap_dialog id="e1775">--- Z takim wojskiem nigdy nie można być jutra pewnym --- mówił do króla. --- Czasem bije się źle, czasem po bohatersku, wszystko od fantazji, a lada podmuch, to i bunt gotowy.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1776">--- Daj Boże, by się nie zaczęli rozjeżdżać --- rzekł król --- bo jeszcze potrzebni, a już myślą, że wszystkiego dokonali.<end id="e1284036190122-1660038585"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e1777">--- Sprawca tego rozruchu powinien być końmi rozerwan, bez względu na usługi, jakie oddał! --- mówił dalej Czarniecki.</akap_dialog>


<akap id="e1778"><begin id="b1284036684845-3132832522"/><motyw id="m1284036684845-3132832522">Wina, Kara, Przebaczenie</motyw>Kazano też najsurowiej szukać pana Zagłoby, bo nikomu nie było tajno, że on to podniósł burzę, lecz pan Zagłoba jak w wodę wpadł. Szukano go w mieście, w namiotach, między taborem, nawet między Tatarami, wszystko na próżno. Powiadał przy tym Tyzenhauz, że król, jak zawsze dobry i miłościw, życzył sobie z całej duszy, żeby go nie znaleziono, i że nawet nowennę<pe><slowo_obce>nowenna</slowo_obce> --- specjalne nabożeństwo katolickie, rozłożone na dziewięć dni.</pe> na to odprawiał.</akap>


<akap id="e1779">Zaś w tydzień później, po jakowymś obiedzie, gdy monarsze serce wezbrało radością, usłyszano z ust Jana Kazimierza słowa następujące:</akap>


<akap_dialog id="e1780">--- A rozgłoście tam, żeby się pan Zagłoba dłużej nie chował, bo już nam po nim i jego krotochwilach<pe><slowo_obce>krotofila</slowo_obce>  a. <slowo_obce>krotochwila</slowo_obce> (starop.) --- żart.</pe> tęskno!</akap_dialog>


<akap id="e1781">Gdy kasztelan kijowski żachnął się na to, król dodał:</akap>


<akap_dialog id="e1782">--- Kto by w tej Rzeczypospolitej jeno sprawiedliwość, nie miłosierdzie miał w sercu, ten by, zamiast serca, topór w piersiach nosić musiał. O winę tu łatwiej niż gdzie indziej, ale też i poprawa nigdzie tak rychło nie następuje!</akap_dialog>


<akap id="e1783">A mówiąc to, miał pan więcej jeszcze Babinicza na myśli niż Zagłobę<end id="e1284036684845-3132832522"/>, zaś o Babiniczu myślał dlatego, że młody junak właśnie poprzedniego dnia pokłonił się do nóg królewskich z prośbą, by mu na Litwę nie było wzbroniono jechać. Mówił, że chce tam wojnę ożywić i Szwedów podchodzić, jak niegdyś Chowańskiego<pe><slowo_obce>Chowański, Iwan Andriejewicz</slowo_obce> (zm. 1682) --- rosyjski wojskowy, bojar i wojewoda, jeden z dowódców w wojnie polsko-rosyjskiej (1654--1667), o której Sienkiewicz nie mógł w 1884 r. pisać wprost ze względu na cenzurę carską; kariera Chowańskiego zaniepokoiła w końcu dwór carski do tego stopnia, że został ogłoszony buntownikiem i ścięty wraz z synem, co stało się powodem buntu wojskowego, a w XIX w. tematem opery Modesta Musorgskiego <tytul_dziela>Chowańszczyzna</tytul_dziela>.</pe> podchodził. A ponieważ król i tak miał zamiar posłać tam doświadczonego w podjazdowej wojnie żołnierza, więc pozwolił, opatrzył, pobłogosławił i jeszcze mu czegoś tam po cichu do ucha życzył, po którym życzeniu padł mu młody rycerz do nóg jak długi.</akap>


<akap id="e1784">Po czym nie zwłócząc ruszył raźno na wschód. Subaghazi, znacznym podarkiem ujęty, pozwolił mu nowych pięciuset dobrudzkich ordyńców<pe><slowo_obce>dobrudzcy ordyńcy</slowo_obce> --- dobrudzcy Tatarzy, orda tatarska z zachodu, z terenów dzisiejszej Mołdawii i płd. Ukrainy.</pe> z sobą zabrać, szło więc za nim półtora tysiąca ludzi dobrych, siła, z którą można było przecie coś począć. I paliła się głowa junacka chęcią bojów i wojennych czynów, śmiała mu się nadzieja sławy; słyszał już, jak cała Litwa wymawia z chlubą i podziwem jego imię... Słyszał zwłaszcza, jak powtarzają je jedne kochane usta, i dusza dostawała mu skrzydeł.</akap>


<akap id="e1785">A jeszcze i dlatego tak mu się jechało raźno, że gdzie przyjechał, tam pierwszy szczęsną wieść zwiastował, iż Szwed pobit i Warszawa wzięta. Warszawa wzięta! Gdzie zatętniły kopyta jego konia, tam całe okolice rozbrzmiewały tymi słowami, tam lud witał go z płaczem na drogach, tam bito we dzwony po kościołach i śpiewano <slowo_obce>Te Deum laudamus<pe><slowo_obce>Te Deum laudamus</slowo_obce> (łac.) --- Ciebie Boga wysławiamy; hymn kościelny, śpiewany przy szczególnie uroczystych okazjach.</pe>!</slowo_obce> Gdy jechał lasem, to sosny ciemne, gdy polami, to łany zbóż złocistych, wiatrem kołysane, zdawały się powtarzać, szumiąc radośnie:</akap>


<akap_dialog id="e1786">--- Szwed pobit! Warszawa wzięta! Warszawa wzięta!</akap_dialog>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e1787">Rozdział XV</naglowek_rozdzial>

<akap id="e1788">Jakkolwiek Ketling bliskim był osoby księcia Bogusława, jednakże nie wszystko wiedział i nie wszystko umiał opowiedzieć Kmicicowi, co się działo w Taurogach, albowiem zaślepiało go to, że sam się w Billewiczównie kochał.</akap>


<akap id="e1789"><begin id="b1284037532230-1024487170"/><motyw id="m1284037532230-1024487170">Miłość niespełniona, Pożądanie</motyw>Bogusław innego także miał powiernika, a mianowicie pana Sakowicza, starostę oszmiańskiego, i ten jeden tylko wiedział, jak głęboko zabrnął książę w afekt dla swej wdzięcznej branki oraz jakich sposobów używał, aby jej serce i osobę posiąść.</akap>


<akap id="e1790">Miłość ta była po prostu żądzą piekącą, bo do innych uczuć serce Bogusławowe nie było zdolne, ale tak gwałtowną, iż ów doświadczony w amorach kawaler głowę tracił. I nieraz wieczorami, gdy zostali ze starostą oszmiańskim sam na sam, chwytał się Bogusław za włosy, wołając:</akap>


<akap_dialog id="e1791">--- Gorzeję, Sakowicz, gorzeję!</akap_dialog>


<akap id="e1792">Sakowicz wnet sposób znajdował.<begin id="b1284041125808-3177153745"/><motyw id="m1284041125808-3177153745">Przemoc</motyw></akap>


<akap_dialog id="e1793"><begin id="b1284037638896-1884816737"/><motyw id="m1284037638896-1884816737">Wierzenia, Sen, Omen, Zabobony</motyw>--- Kto chce miód wybrać --- mówił --- musi pszczoły odurzyć, a małoż to durzących dryjakwi<pe><slowo_obce>dryjakiew</slowo_obce> --- driakiew, używany w medycynie ludowej uniwersalny lek roślinny, złożony m.in. z cynamonu, imbiru, dziurawca, miodu, mięsa żmii, ziemi z Lemnos, często z dodatkiem opium; tu: środek odurzający.</pe> ma medyk waszej książęcej mości? Dziś mu słowo rzec, jutro będzie po harapie<pe><slowo_obce>po harapie</slowo_obce> --- po sprawie, dokonane; <slowo_obce>harap</slowo_obce> --- bicz z krótką rękojeścią i długim plecionym rzemieniem, używany dawniej na psy myśliwskie; por. przysł.: jak z bicza strzelił.</pe>.</akap_dialog>


<akap id="e1794">Lecz książę nie chciał chwytać się tego sposobu, a to z rozmaitych przyczyn. Naprzód, któregoś dnia pojawił mu się we śnie stary pułkownik Billewicz, dziadek Oleńki, i stanąwszy wedle wezgłowia, wpatrywał się w niego, aż do pierwszego piania kogutów, groźnymi oczyma. Bogusław ten sen zapamiętał, tak zaś był ów rycerz bez trwogi przesądny, tak się bał czarów, sennych ostrzeżeń i nadprzyrodzonych zjawisk, iż dreszcz go przejmował na myśl, w jakiej grozie i w jakiej postawie pojawiłoby się po raz wtóry owo widziadło, gdyby za radą Sakowicza poszedł. Sam starosta oszmiański, który w Boga nie bardzo wierzył, ale snów i czarów bał się także, zachwiał się nieco w radach.<end id="e1284037638896-1884816737"/><end id="e1284037532230-1024487170"/></akap>


<akap id="e1795">Drugą przyczyną powściągliwości Bogusławowej było to, że ,,Wołoszka<pe><slowo_obce>Wołoszka</slowo_obce> --- Maria Lupu, wdowa po księciu Januszu Radziwille, córka hospodara mołdawskiego, Wasyla (Bazylego) Lupu, w 1653 r. pozbawionego tronu przez władcę sąsiedniej Wołoszczyzny (siostra Marii, Roksana, była synową Bohdana Chmielnickiego).</pe>" bawiła z pasierbicą<pe><slowo_obce>pasierbica</slowo_obce> --- Anna Maria Radziwiłłówna (1640--1667), córka Janusza Radziwiłła i Katarzyny Potockiej, od 1665 r. żona Bogusława Radziwiłła.</pe> w Taurogach. Nazywano ,,Wołoszką" księżnę Januszową Radziwiłłową. Pani ta, pochodząc z kraju, w którym niewiasty dość wolne miewają obyczaje, nie była wprawdzie zbyt surową, owszem, może aż nadto na uciechy dworzan i fraucymeru<pe><slowo_obce>fraucymer</slowo_obce>  (z niem. <slowo_obce>Frauenzimmer</slowo_obce>: komnata kobiet, pokój dla dam) --- damy dworu, stałe towarzystwo księżnej.</pe> wyrozumiałą, jednakże nie mogłaby ścierpieć, aby pod jej bokiem człowiek, mający być mężem jej pasierbicy, spełnił występek wołający o pomstę do nieba.</akap>


<akap id="e1796">Lecz i później, gdy wskutek namów Sakowicza i z wolą księcia wojewody wileńskiego ,,Wołoszka" wyjechała z księżniczką Januszówną do Kurlandii, Bogusław nie ośmielił się na występek. Bał się straszliwego krzyku, który by na Litwie całej powstać musiał. Billewiczowie, ludzie możni, nie omieszkaliby go gnębić procesem, prawo zaś karało podobne uczynki utratą mienia, czci i gardła.<end id="e1284041125808-3177153745"/></akap>


<akap id="e1797">Radziwiłłowie byli wprawdzie dość potężni i mogli deptać po prawie, lecz gdyby zwycięstwo przechyliło się w wojnie na stronę Jana Kazimierza, wówczas i tak mógł młody książę popaść w srogie terminy, w których zbrakłoby mu potęgi, przyjaciół i popleczników. A właśnie trudno już było przewidzieć, jak się wojna skończy, gdy Kazimierzowi co dzień sił przybywało, Karolowa zaś potęga malała konieczną ludzi utratą i wyczerpywaniem się pieniędzy.</akap>


<akap id="e1798"><begin id="b1284041289931-306205886"/><motyw id="m1284041289931-306205886">Miłość niespełniona, Samolubstwo</motyw>Książę Bogusław, człowiek popędliwy, ale i polityk, liczył się z położeniem. Żądze trawiły go ogniem, rozum doradzał powściągliwość, strach zabobonny kiełznał porywy krwi, jednocześnie przyszły nań choroby, jednocześnie zwaliły się sprawy wielkie a pilne, od których częstokroć los całej wojny zależał, i te wszystkie przyczyny targały duszę książęcą, aż ją znużyły śmiertelnie.</akap>


<akap id="e1799">Wszelako nie wiadomo, jak by się skończyła walka, gdyby i nie miłość własna Bogusławowa. Był to pan niezmiernego o sobie rozumienia. Poczytywał się za niezrównanego statystę<pe><slowo_obce>statysta</slowo_obce>  (daw.) --- polityk, mąż stanu, strateg (dziś: osoba niebędąca aktorem, a występująca w filmie lub sztuce teatralnej w roli podrzędnej).</pe>, wielkiego wodza, wielkiego rycerza i niezwyciężonego zdobywcę serc niewieścich. <begin id="b1284041255092-3657089450"/><motyw id="m1284041255092-3657089450">List</motyw>Miałżeby uciekać się do siły lub odurzających napojów on, który skrzynię kowaną listów miłosnych od różnych znamienitych zagranicznych dam ze sobą woził?<end id="e1284041255092-3657089450"/> Miałyżby jego dostatki, jego tytuły, jego potęga, królewskiej niemal równa, jego wielkie imię, uroda i dworność nie wystarczyć do pokonania jednej trusi szlacheckiej?</akap>


<akap id="e1800">A przy tym, o ileż triumf większy, o ileż więcej rozkoszy, gdy opór dziewczyny sfolżeje i gdy sama dobrowolnie, z bijącym jak u schwytanego ptaka sercem, z palącą twarzą i oczyma zaszłymi mgłą, obsunie się w te ramiona, które się ku niej wyciągają.<end id="e1284041289931-306205886"/></akap>


<akap id="e1801">Bogusława przechodził dreszcz na myśl o tej chwili i pragnął jej tak prawie mocno jak samej Oleńki. Spodziewał się ciągle, że taka chwila nastąpi, zżymał się, niecierpliwił, łudził samego siebie, czasem zdawało mu się, że jest od niej bliżej, czasem, że dalej, i wówczas wołał, że gorzeje, lecz pracować nie przestawał.</akap>


<akap id="e1802">Otoczył naprzód dziewczynę drobiazgową troskliwością, tak aby musiała mu być wdzięczną i myśleć, że jest dobry, rozumiał bowiem, że uczucie wdzięczności i przyjaźni jest to łagodny i ciepły płomyk, który później należy tylko rozdmuchać, a wraz w wielki żar się zamieni. Częste przestawanie ich ze sobą miało służyć do tego, aby to przyszło tym pewniej, dlatego też nie okazywał Bogusław żadnej natarczywości, nie chcąc zmrozić zaufania ani przestraszyć.</akap>


<akap id="e1803"><begin id="b1284041443013-819944567"/><motyw id="m1284041443013-819944567">Polowanie, Podstęp, Pokusa</motyw>Tymczasem każde spojrzenie, każde dotknięcie ręki, każde słowo, nic nie szło na darmo, jeno musiało być kroplą drążącą kamień. Wszystko, co czynił dla Oleńki, mogło się tłumaczyć gościnnością gospodarza, owym niewinnym pociągiem przyjaznym, jaki jedna istota dla drugiej uczuwa, ale jednak było to czynione tak, jakby czyniła miłość. Granica była umyślnie zatarta i niewyraźna, aby przekroczenie jej stało się z czasem łatwiejszym i aby dziewczyna snadniej zabłądziła w tych manowcach, gdzie każdy kształt mógł coś, ale mógł i nic nie znaczyć. Gra ta nie godziła się wprawdzie z wrodzoną popędliwością Bogusława, wszelako hamował się, bo sądził, że ona jedynie może doprowadzić do celu, a zarazem znajdował w niej upodobanie takie, jakie znajduje pająk napinający sieć, zdradliwy ptasznik zastawiający sidła lub strzelec tropiący cierpliwie a wytrwale zwierza. Bawiła księcia własna przenikliwość, subtelność i bystrość, których nauczył go pobyt na dworze francuskim.<end id="e1284041443013-819944567"/></akap>


<akap id="e1804"><begin id="b1284042383080-1162612485"/><motyw id="m1284042383080-1162612485">Pozycja społeczna</motyw>Jednocześnie podejmował pannę Aleksandrę jakby księżnę udzielną, ale tak, że znowu niełatwo było jej odgadnąć, czyli to dzieje się wyłącznie dla niej, czy też wypływa z jego przyrodzonej i nabytej dworności dla płci białej w ogóle.</akap>


<akap id="e1805">Wprawdzie czynił ją główną osobą wszystkich zabaw, igrzysk, kawalkad i wypraw myśliwskich, lecz wypływało to nieco z natury rzeczy; po wyjeździe księżnej Januszowej do Kurlandii ona była istotnie najdostojniejszą wśród niewiast zgromadzonych w Taurogach. Schroniło się wprawdzie do Taurogów, jako do miejsca leżącego tuż przy granicy, mnóstwo szlachcianek z całej Żmudzi<pe><slowo_obce>Żmudź</slowo_obce> --- płn.-zach. część Litwy.</pe>, aby się pod opieką książęcą od Szwedów uchronić, te jednak same Billewiczównie, jako córce najzacniejszego rodu, prym we wszystkim przyznawały.<end id="e1284042383080-1162612485"/> A tymczasem, gdy cała Rzeczpospolita zalewała się krwią, uroczystościom nie było końca. Rzekłbyś: dwór królewski ze wszystkimi dworzany i pannami zjechał na wieś dla wczasu i zabaw.</akap>


<akap id="e1806">Bogusław rządził jak samowładny monarcha w Taurogach i w całych przyległych Prusach elektorskich, w których częstym bywał gościem, więc wszystko było na jego rozkazy. Miasta dostarczały na skrypty pieniędzy, wojsk, szlachta pruska z ochotą zjeżdżała koleśno<pe><slowo_obce>koleśno</slowo_obce> --- kolasami, karetami.</pe> i konno na uczty, karuzele i łowy. <begin id="b1284042732448-2010739849"/><motyw id="m1284042732448-2010739849">Rycerz</motyw>Bogusław wskrzesił nawet na cześć swej damy zaniechane już wówczas gonitwy rycerskie w szrankach.</akap>


<akap id="e1807">Pewnego razu sam wziął w nich czynny udział i przybrany w srebrną zbroję, a przepasany błękitną wstęgą, którą panna Aleksandra musiała go przewiązać, zwalił z konia czterech najprzedniejszych rycerzy pruskich, piątego Ketlinga, a szóstego z kolei Sakowicza, choć ten siłę miał tak olbrzymią, że karety, uchwyciwszy za koło, w biegu zatrzymywał. I co za zapał powstał w tłumie widzów, gdy następnie srebrny rycerz, klęknąwszy przed swą damą, brał z jej rąk wieniec zwycięstwa. Okrzyki brzmiały na podobieństwo grzmotu dział, wiewały chustki, kłaniały chorągwie, on zaś uniósł przyłbicy i patrzył w jej zapłonioną twarz swymi ślicznymi oczyma, przyciskając jednocześnie do ust jej ręce.</akap>


<akap id="e1808">Innym razem, gdy wśród parkanów rozwścieczony niedźwiedź zażerał się z psami i wszystkie z kolei rozciągnął, książę, przybrany tylko w lekką szatę hiszpańską, skoczył do środka z oszczepem i skłuł nie tylko srogą bestię, ale i trabanta, który widząc chwilę niebezpieczeństwa, poskoczył mu na ratunek.</akap>


<akap id="e1809">Panna Aleksandra, wnuczka starego żołnierza, wychowana w tradycjach krwi, wojny i czci dla przewag rycerskich, nie mogła się oprzeć na widok tych czynów podziwowi, a nawet uwielbieniu, nauczono ją bowiem z małego uważać męstwo za pierwszy niemal przymiot męża.<end id="e1284042732448-2010739849"/></akap>


<akap id="e1810">Tymczasem książę co dzień składał dowody nadludzkiej prawie odwagi, i co dzień na cześć Oleńki. Goście zebrani, w pochwałach i uniesieniach dla księcia tak wielkich, że bóstwo samo poprzestać by na nich mogło, musieli mimo woli łączyć w rozmowach jej imię z imieniem Bogusława. On milczał, lecz oczyma wypowiadał jej to, czego nie śmiały wypowiedzieć usta... Czar otaczał ją dokoła.</akap>


<akap id="e1811">Wszystko układało się w ten sposób, żeby ich zbliżać, łączyć, a zarazem wyłączać z tłumu innych ludzi. Trudno było wspomnieć komuś o nim, by jednocześnie o niej nie wspomniał. <begin id="b1284042914593-3859994683"/><motyw id="m1284042914593-3859994683">Podstęp, Dziewictwo</motyw>Myślom samej Oleńki Bogusław narzucał się z siłą nieprzepartą. Każda chwila dnia była obrachowana na to, by czar potężniał.</akap>


<akap id="e1812"><begin id="b1284042847790-1167524903"/><motyw id="m1284042847790-1167524903">Światło</motyw>Wieczorem, po igrzyskach, pokoje płonęły od lamp różnokolorowych, rzucających blaski tajemnicze a słodkie, jakoby z krainy snów rozkosznych na jawę przeniesione; upajające wschodnie wonie przesycały powietrze, ciche dźwięki niewidzialnych harf, lutni i innych instrumentów pieściły uszy, a wśród tych aromatów, świateł, dźwięków chodził on, w glorii powszechnych uwielbień, niby zaczarowany królewicz z bajki, młody, piękny, rycerski, świecący jak słońce od klejnotów, a jako pasterz rozkochany...<end id="e1284042847790-1167524903"/></akap>


<akap id="e1813">Jakaż dziewczyna mogła się oprzeć tym urokom, jakaż cnota mogła nie zemdleć wśród tych czarów?...<end id="e1284042914593-3859994683"/> A unikać młodego księcia nie było możności, żyjąc z nim pod jednym dachem i korzystając z jego gościnności, którą aczkolwiek przemocą narzucił, jednakże szczerze i prawdziwie po pańsku wypełniał. Przy tym Oleńka udała się bez niechęci do Taurogów, bo je wolała od ohydnych Kiejdan, również jak wolała rycerskiego Bogusława, który udawał przed nią miłość do opuszczonego króla i ojczyzny, od jawnego zdrajcy Janusza. Owszem, w początkach swego pobytu w Taurogach, pełna była przyjaznych uczuć dla młodego księcia, a spostrzegłszy wkrótce, jak dalece i on stara się o jej przyjaźń, używała nieraz swego wpływu, aby ludziom dobrze czynić.</akap>


<akap id="e1814">W trzecim miesiącu jej bytności pewien oficer artylerii, przyjaciel Ketlinga, skazany został na rozstrzelanie przez księcia; Billewiczówna, dowiedziawszy się o tym od młodego Szkota, wniosła za nim instancję<pe><slowo_obce>wniosła za nim instancję</slowo_obce> --- wstawiła się za nim.</pe>.</akap>


<akap_dialog id="e1815">--- Bóstwo może rozkazywać, nie prosić --- odrzekł jej Bogusław i przedarłszy wyrok śmierci, rzucił jej do nóg. --- Rządź, rozkazuj! Taurogi spalę, jeżeli choć uśmiech za tę cenę zdołam na twej twarzy wywołać. Nie chcę innej nagrody, jeno mi bądź wesołą i zapomnij o tym, coć dawniej bolało!</akap_dialog>


<akap id="e1816">Ona wesołą nie mogła być, mając w sercu ból, żal i niewypowiedzianą pogardę dla człowieka, którego pierwszą miłością pokochała, a który teraz był w oczach jej większym zbrodniarzem od ojcobójcy. Ów Kmicic, obiecujący za czerwone złote wydać króla jak Judasz Chrystusa, zohydzał się i szpetniał coraz bardziej w jej oczach, aż z biegiem czasu zmienił się w potwór ludzki, w zgryzotę, w wyrzut dla niej samej. Nie mogła sobie darować, iż go kochała, a zarazem nie mogła go zapomnieć, nienawidząc.</akap>


<akap id="e1817"><begin id="b1284043149138-1705369374"/><motyw id="m1284043149138-1705369374">Pozory, Podstęp, Polityka, Patriota</motyw>Wobec tych uczuć trudno jej było nawet udawać wesołość, ale natomiast musiała być księciu wdzięczną i za to, że do zbrodni Kmicicowej nie chciał przyłożyć ręki, i za wszystko, co dla niej czynił. Dziwno jej to było, że młody książę, taki rycerz i tak pełen szlachetnych uczuć, nie śpieszył na ratunek ojczyźnie, choć się na praktyki Januszowe nie zgadzał, sądziła wszelako, że taki statysta wie, co robi, i że tego wymaga polityka, której ona swym prostym panieńskim rozumem pojąć nie może. Bogusław napomykał jej też, tłumacząc swoje częste do bliskiej pruskiej Tylży wyjazdy, że sił mu już nie staje od zbytniej pracy, że prowadzi układy między Janem Kazimierzem, Karolem Gustawem, elektorem i że spodziewa się ojczyznę z toni wydźwignąć.</akap>


<akap_dialog id="e1818">--- Nie dla nagród, nie dla urzędów to czynię --- mówił do niej --- brata Janusza nawet poświęcam, który był mi ojcem, bo nie wiem, czy życie dla niego u zawziętości królowej Ludwiki<pe><slowo_obce>Ludwika Maria Gonzaga de Nevers</slowo_obce> (1611--1667) --- księżniczka mantuańska, królowa Polski, żona dwóch polskich królów: Władysława IV i Jana II Kazimierza.</pe> wyproszę, ale czynię to, co mi Bóg, sumienie i afekt dla miłej matki ojczyzny nakazuje....</akap_dialog>


<akap id="e1819">Gdy tak mówił ze smutkiem w delikatnej twarzy i oczyma ku pułapowi zwróconymi, wydawał jej się wzniosłym jako ci bohaterowie starożytni, o których stary pułkownik Billewicz jej opowiadał, co sam w Korneliuszu wyczytał. I wzbierało w niej serce podziwem, uwielbieniem. <begin id="b1284043259788-1511579154"/><motyw id="m1284043259788-1511579154">Ciemność, Światło</motyw>Powoli doszło do tego, że gdy myśli o nienawistnym Andrzeju Kmicicu zbyt ją zmęczyły, myślała o Bogusławie, aby się ukoić i pokrzepić. Tamten uosabiał dla niej straszliwą i ponurą ciemność, ten światło, w którym rada się kąpie każda dusza stroskana.<end id="e1284043259788-1511579154"/><end id="e1284043149138-1705369374"/> Pan miecznik rosieński i panna Kulwiecówna, którą także sprowadzono z Wodoktów, popychali jeszcze Oleńkę po owej pochyłości, śpiewając od rana do wieczora hymny pochwalne na cześć Bogusława. Ciążyli mu wprawdzie oboje w Taurogach tak, iż o tym tylko myślał, jakby ich grzecznie precz wyprawić, ale ich sobie zjednał, a zwłaszcza pana miecznika, który z początku niechętny, nawet zagniewan, nie mógł się jednak przyjaźni i faworom Radziwiłła oprzeć.</akap>


<akap id="e1820"><begin id="b1284043472677-1543305290"/><motyw id="m1284043472677-1543305290">Pozycja społeczna, Szlachcic</motyw>Gdyby Bogusław był tylko znamienitego rodu szlachcicem, nie zaś Radziwiłłem, nie księciem, nie magnatem w monarchiczny niemal majestat przyodzianym, byłaby może Billewiczówna zakochała się w nim na śmierć i życie, wbrew testamentowi starego pułkownika, który jej wybór tylko między klasztorem a Kmicicem zostawiał. Lecz była to panna surowa dla siebie samej i dusza bardzo prawa, więc nawet nie dopuściła do głowy ani marzenia o niczym innym, jak o wdzięczności i podziwieniu dla księcia.</akap>


<akap id="e1821">Ród jej był zbyt mały, by mogła zostać żoną, a zbyt wielki, by mogła zostać kochanicą Radziwiłła, patrzyła więc na niego, jakby patrzyła na króla, będąc przy dworze. Próżno sam starał się nasuwać inne myśli; próżno sam, zapamiętawszy się istotnie w miłości, częścią z rachuby, częścią z uniesienia, powtarzał nieraz, co swego czasu mówił pierwszego wieczoru w Kiejdanach, że Radziwiłłowie nieraz się z szlachciankami żenili; owe myśli nie czepiały się jej, jak woda nie czepia się piersi łabędziej, i pozostała, jaką była, wdzięczną, przyjazną, wielbiącą, szukającą ulgi w myśli o bohaterze, lecz w sercu spokojną.<end id="e1284043472677-1543305290"/></akap>


<akap id="e1822">On zaś nie umiał się w jej uczuciach połapać i często wydawało mu się, że jest bliskim celu. <begin id="b1284043744487-784454908"/><motyw id="m1284043744487-784454908">Pocałunek</motyw>Lecz sam ze wstydem i złością wewnętrzną spostrzegał, że nie jest tak śmiałym względem niej, jak bywał względem najpierwszych dam w Paryżu, w Brukseli i w Amsterdamie. Może to było dlatego, że się naprawdę zakochał, a może dlatego, że w tej pannie, w jej twarzy, ciemnych brwiach i surowych oczach było coś takiego, co nakazywało szacunek. Jeden jedyny Kmicic nie podlegał swego czasu temu wpływowi i ani dbając, śmiało garnął się do całowania tych surowych oczu i dumnych ust, ale Kmicic był jej narzeczonym.<end id="e1284043744487-784454908"/></akap>


<akap id="e1823">Wszyscy inni kawalerowie, począwszy od pana Wołodyjowskiego, skończywszy na bardzo rubasznej szlachcie pruskiej w Taurogach i samym księciu, mniej byli z nią poufali niż z innymi pannami takiej samej kondycji<pe><slowo_obce>kondycja</slowo_obce> --- tu: pozycja społeczna.</pe>. <begin id="b1284043852664-2865023566"/><motyw id="m1284043852664-2865023566">Flirt</motyw>Księcia unosiła wprawdzie popędliwość, ale gdy raz w karecie nacisnął jej nogę, szepcząc jednocześnie: ,,Nie bój się..." --- a ona odrzekła, iż właśnie boi się, by nie pożałowała położonej w nim ufności, Bogusław zmieszał się i powrócił do dawnej drogi stopniowego podbijania jej serca.<end id="e1284043852664-2865023566"/></akap>


<akap id="e1824">Lecz wyczerpywała się i jego cierpliwość. Powoli zaczął też zapominać o strasznym widziadle, które mu się we śnie pojawiło, coraz częściej rozmyślał nad tym, co Sakowicz radził, i nad tym, że Billewiczowie w wojnie wszyscy wyginą; żądze piekły go coraz potężniej, gdy nagle zaszła okoliczność, która bieg rzeczy w Taurogach zupełnie zmieniła.</akap>


<akap id="e1825">Pewnego dnia przyszła wieść jak piorun, że Tykocin przez pana Sapiehę wzięty, a książę hetman wielki stracił życie w zwaliskach zamku.</akap>


<akap id="e1826">Zawrzało wszystko w Taurogach, sam Bogusław zerwał się i wyjechał tegoż samego dnia do Królewca, w którym miał widzieć się z ministrami króla szwedzkiego i elektora.</akap>


<akap id="e1827">Pobyt jego przedłużał się nad pierwotny zamiar. Tymczasem do Taurogów poczęły ściągać oddziały wojsk pruskich, a nawet i szwedzkich. Poczęto mówić o wyprawie przeciw panu Sapieże. Naga prawda, iż Bogusław był stronnikiem Szwedów, tak jak jego stryj<pe><slowo_obce>stryj</slowo_obce> --- Janusz (1612--1655) i Bogusław (1620--1669) byli braćmi stryjecznymi, tu słowo ,,stryj" podkreśla być może różnicę wieku i opiekuńczy stosunek Janusza do Bogusława.</pe> Janusz, wychodziła na wierzch coraz wyraźniej.</akap>


<akap id="e1828">Zdarzyło się, że jednocześnie pan miecznik rosieński odebrał wiadomość o spaleniu rodzinnych Billewicz przez oddziały Loewenhaupta, które, pobiwszy powstańców żmudzkich pod Szawlami, niszczyły ogniem i mieczem cały kraj.</akap>


<akap id="e1829">Wówczas szlachcic zerwał się i pojechał, chcąc szkody własnymi oczyma zobaczyć, a książę Bogusław wcale go nie wstrzymywał --- owszem, chętnie wyprawił, rzekłszy tylko na drogę:</akap>


<akap_dialog id="e1830">--- Teraz waszmość rozumiesz, dlaczegom was do Taurogów sprowadził, bo po prostu mówiąc, życie mi zawdzięczacie.</akap_dialog>


<akap id="e1831">Oleńka została sama z panną Kulwiecówną i natychmiast zamknęła się w swych komnatach, nikogo prócz niektórych niewiast nie widując. Te gdy jej przyniosły wieść, iż książę gotuje wyprawę przeciw wojskom polskim, nie chciała im zrazu wierzyć, lecz pragnąc się upewnić, kazała prosić do siebie Ketlinga, wiedziała bowiem, iż młody Szkot niczego przed nią nie utai.</akap>


<akap id="e1832">Jakoż stawił się natychmiast, szczęśliwy, że go przywołano, że przez chwilę będzie mógł rozmawiać z tą, która opanowała mu duszę.</akap>


<akap id="e1833">Billewiczówna poczęła go wypytywać:</akap>


<akap_dialog id="e1834">--- Panie kawalerze --- rzekła --- tyle wieści krąży po Taurogach, że błądzimy w nich jako wśród lasu. Jedni mówią, że książę wojewoda swoją śmiercią zmarł; drudzy, że na szablach rozniesion. Jaka jest przyczyna jego śmierci?</akap_dialog>


<akap id="e1835">Ketling zawahał się przez chwilę; widocznym było, że walczy z wrodzoną nieśmiałością, na koniec zarumienił się mocno i odrzekł:</akap>


<akap_dialog id="e1836">--- Przyczyną upadku i śmierci księcia wojewody pani jesteś.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1837">--- Ja?... --- zapytała ze zdumieniem panna Billewiczówna.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1838">--- Tak jest, bo książę nasz wolał zostać w Taurogach niż bratu iść na ratunek. O wszystkim tu zapomniał... przy tobie, pani.</akap_dialog>


<akap id="e1839">Teraz ona z kolei zapłonęła jak róża purpurowa.</akap>


<akap id="e1840">Nastała chwila milczenia.</akap>


<akap id="e1841">Szkot stał z kapeluszem w ręku, ze spuszczonymi oczyma i głową schyloną na piersi, w postawie pełnej czci i uszanowania, na koniec podniósł głowę, strząsnął jasne pukle włosów i rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e1842">--- Pani, jeżeli cię obraziły moje słowa, pozwól mi klęknąć przed tobą i na kolanach prosić cię o przebaczenie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1843">--- Nie czyń tego, panie kawalerze --- odrzekła żywo panna widząc, że młody rycerz zgina już kolano. --- Wiem, iż coś rzekł, toś rzekł w szczerości serca, bom to z dawna spostrzegła, żeś mi życzliwy. Zali<pe><slowo_obce>zali</slowo_obce> (daw.) --- czy, czyż.</pe> nie tak? Zali mi waćpan nie życzysz?...</akap_dialog>


<akap id="e1844">Oficer podniósł swe anielskie oczy do góry i położywszy rękę na sercu, głosem tak cichym jak szmer wiatru, a smutnym jak westchnienie rzekł tylko:</akap>


<akap_dialog id="e1845">--- Ach, pani! pani!...</akap_dialog>


<akap id="e1846">I w tej chwili przestraszył się, że za wiele powiedział, więc znów głowę schylił na piersi i przybrał postawę dworzanina słuchającego rozkazów ukochanej królewny.</akap>


<akap_dialog id="e1847">--- Wśród obcych tu jestem i bez opieki --- rzekła Oleńka --- a choć sama potrafię czuwać nad sobą i Bóg mnie od przygody uchroni, przecież i ludzkiej mi pomocy potrzeba. Chceszli waćpan być moim bratem? Chcesz mnie ostrzec w potrzebie, abym wiedziała, co czynić, i wszelakich sideł uniknąć mogła?</akap_dialog>


<akap id="e1848">To rzekłszy, wyciągnęła doń rękę, on zaś teraz przyklęknął, mimo iż mu broniła, i ucałował końce jej palców.</akap>


<akap_dialog id="e1849">--- Mów waćpan, co tu się dzieje koło mnie?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1850">--- Książę kocha panią --- odrzekł Ketling. --- Czyś pani tego nie spostrzegła?</akap_dialog>


<akap id="e1851">Ona zaś zakryła twarz rękoma.</akap>


<akap_dialog id="e1852">--- Widziałam i nie widziałam. Czasem wydawało mi się, że on jeno dobry bardzo...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1853">--- Dobry!... --- powtórzył jak echo oficer.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1854">--- Tak jest. A czasem, gdy mi przyszło do głowy, żem, nieszczęsna, żądze wzbudzić w nim mogła, tom i tak uspokajała się tym, iż żadna mi od niego nie grozi napastliwość. Byłam mu wdzięczna za to, co dla mnie czynił, choć, Bóg widzi, nie wyglądałam jego nowych łask, bojąc się i tak tych, które już wyświadczył.</akap_dialog>


<akap id="e1855">Ketling odetchnął:</akap>


<akap_dialog id="e1856">--- Mogęż śmiele mówić? --- zapytał po chwili milczenia.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1857">--- Mów waćpan.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1858">--- Książę dwóch ma tylko powierników: pana Sakowicza i Patersona, a Paterson mnie wielce życzliwy, bo z jednych krajów pochodzim i na ręku mnie nosił. Więc co wiem, to wiem od niego. Książę kocha panią: żądze płoną w nim jako smoła w pochodni. Wszystko, co tu się dzieje, wszystkie owe uczty, łowy, karuzele i ten turniej, po którym dotąd, dzięki książęcej ręce, krew mi się rzuca ustami, dzieje się dla waćpanny. Książę miłuje cię, pani, bez pamięci, ale nieczystym ogniem, bo cię chce pohańbić, nie zaślubić; bo chociaż nie mógłby znaleźć godniejszej, królem nawet wszystkiego świata, nie tylko księciem będąc, przecie myśli o innej... Przeznaczona mu jest księżniczka Anna i jej fortuna. Wiem to od Patersona, i Boga wielkiego, jego ewangelię biorę za świadka, że szczerą prawdę mówię. Nie wierz, pani, księciu, nie ufaj jego dobrodziejstwom, nie ubezpieczaj się jego moderacją<pe><slowo_obce>moderacja</slowo_obce> (z łac.) --- umiarkowanie, wstrzemięźliwość.</pe>, czuwaj, strzeż się, bo ci tu zdradę na każdym kroku gotują. Dech zamiera w piersiach od tego, co mi Paterson mówił. Równego Sakowiczowi zbrodniarza w świecie nie ma... nie mogę o tym mówić, po prostu me mogę mówić! Gdyby nie przysięga, którąm księciu składał, że życia i osoby jego strzec będę, ta ręka, pani, i ta szpada uwolniłyby cię od groźby ustawicznej... Ale pierwszego zabiłbym Sakowicza... Tak jest! jego pierwszego przed wszystkimi ludźmi! przed tymi nawet, którzy w mojej ojczyźnie krew z ojca mego wytoczyli, fortunę zagarnęli i tułacza, jurgieltnika<pe><slowo_obce>jurgieltnik</slowo_obce>  (z niem. <slowo_obce>Jahrgeld</slowo_obce>: coroczna wypłata) --- tu: najemnik (w innych przypadkach: urzędnik skorumpowany przez obce państwo).</pe> ze mnie uczynili...</akap_dialog>


<akap id="e1859">Tu Ketling trząść się począł z uniesienia, przez chwilę gniótł tylko ręką gardę szpady, słowa wyrzec nie mogąc, następnie ochłonął i jednym tchem wypowiedział, jakie sposoby podsuwał księciu Sakowicz.</akap>


<akap id="e1860">Panna Aleksandra, ku wielkiemu jego zdziwieniu, zachowała się dość spokojnie, ujrzawszy grożącą sobie przepaść, tylko twarz jej pobladła i stała się jeszcze poważniejszą. Nieugięta wola odbiła się w jej surowym spojrzeniu.</akap>


<akap_dialog id="e1861">--- Potrafię się uchronić! --- rzekła --- tak mi dopomóż Bóg i święty krzyż!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1862">--- Książę dotychczas nie chciał iść za radą Sakowicza --- dodał Ketling --- lecz gdy ujrzy, że droga, którą obrał, do niczego nie prowadzi...</akap_dialog>


<akap id="e1863">I począł opowiadać o przyczynach, które Bogusława zatrzymywały.</akap>


<akap id="e1864">Panna słuchała ze zmarszczoną brwią, ale niezbyt uważnie, bo już poczęła myśleć o tym, jak by się wyrwać spod tej straszliwej opieki. Lecz że w całym kraju nie było miejsca nie oblanego krwią i plany ucieczki nie przedstawiały się jasno, zatem wolała o nich nie mówić.</akap>


<akap_dialog id="e1865">--- Panie kawalerze --- rzekła wreszcie --- odpowiedz mi na jedno jeszcze pytanie. Stoili książę Bogusław po stronie króla szwedzkiego czy polskiego?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1866">--- Nikomu z nas nietajno --- odrzekł młody oficer --- że książę nasz pragnie należeć do rozbioru tej Rzeczypospolitej, ażeby Litwę w udzielne księstwo dla siebie zmienić!</akap_dialog>


<akap id="e1867">Tu umilkł i rzekłbyś, że jego myśl pobiegła mimo woli śladami myśli Oleńki, bo po chwili dodał:</akap>


<akap_dialog id="e1868">--- Elektor i Szwedzi na usługi księcia, a że całą zajmują Rzeczpospolitę, więc nie ma się przed nimi gdzie schronić.</akap_dialog>


<akap id="e1869">Oleńka nie odrzekła nic.</akap>


<akap id="e1870">Ketling czekał jeszcze przez chwilę, czy go o co zapytać nie zechce, lecz gdy milczała, ciągle własnymi myślami zajęta, poczuł, że nie należy jej przeszkadzać, więc zgiął się we dwoje w pożegnalnym ukłonie, zamiatając ziemię piórami od kapelusza.</akap>


<akap_dialog id="e1871">--- Dziękuję, panie kawalerze --- rzekła, wyciągnąwszy doń rękę.</akap_dialog>


<akap id="e1872">Oficer, nie odwracając się, zaczął cofać się ku drzwiom.</akap>


<akap id="e1873">Nagle na twarzy jej pojawiły się lekkie rumieńce, zawahała się przez chwilę, nareszcie rzekła:</akap>


<akap_dialog id="e1874">--- Słowo jeszcze, panie kawalerze.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1875">--- Każde jest dla mnie łaską...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1876">--- Waćpan znałeś pana... Andrzeja Kmicica...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1877">--- Tak jest, pani... z Kiejdan. Ostatni raz widziałem go w Pilwiszkach, gdyśmy z Podlasia w te strony ciągnęli.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1878">--- Czy prawda?... czy prawdę książę powiedział, iż mu się pan Kmicic ofiarował na osobę króla polskiego targnąć?...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1879">--- Nie wiem, pani... Wiadomo mi jeno, iż się w Pilwiszkach ze sobą naradzali, za czym książę odjechał z nim w lasy i tak długo nie wracał, że Paterson począł się bać i wysłał wojsko na spotkanie. Ja właśnie prowadziłem ten oddział. Spotkaliśmy księcia, gdy już wracał. Uważałem, że był zalterowan<pe><slowo_obce>zalterowan</slowo_obce> (z łac.) --- wzburzony, zdenerwowany.</pe> bardzo, jakby wielkie wzruszenie duszy przebył. Rozmawiał też sam z sobą, co mu się nigdy nie zdarza. Słyszałem też, jako rzekł: ,,Diabeł by się na to porwał..." Zresztą nic więcej nie wiem... Jeno później, gdy książę wspominał o tym, z czym mu się pan Kmicic ofiarował, pomyślałem sobie: jeśli to było, to wtedy być musiało.</akap_dialog>


<akap id="e1880">Billewiczówna zacisnęła wargi.</akap>


<akap_dialog id="e1881">--- Dziękuję --- rzekła.</akap_dialog>


<akap id="e1882">I po chwili została sama.</akap>


<akap id="e1883">Myśl ucieczki opanowała ją zupełnie. Za wszelką cenę postanowiła wyrwać się z tych ohydnych miejsc i spod władzy tego zdradzieckiego księcia. Ale dokąd się udać? Wsie i miasta były w ręku szwedzkim, klasztory poburzone, zamki zrównane z ziemią, kraj cały roił się od żołdaków i od straszniejszych od nich zbiegów wojskowych, zbójców, wszelkiego rodzaju łotrzyków. Jakiż los mógł czekać dziewczynę rzuconą na pastwę tej burzy? Kto z nią pójdzie? Ciotka Kulwiecówna, pan miecznik rosieński i kilkunastu jego czeladzi. A czyż siły te ochronią ją?... Poszedłby może i Ketling, może by nawet znalazł garść wiernych żołnierzy i przyjaciół, którzy by chcieli mu towarzyszyć, lecz Ketling kochał się w niej zbyt widocznie, więc jakże jej było zaciągać u niego dług wdzięczności, który by zbyt wielką ceną spłacać następnie przyszło?</akap>


<akap id="e1884">Wreszcie, jakież miała prawo zamykać los temu młodzieńcowi, ledwie wyrosłemu z pacholęcia, i narażać go na pościg, na zgubę, jeżeli nie mogła nic mu w zamian prócz przyjaźni ofiarować. Więc pytała sama siebie: co czynić, dokąd uciekać, gdyż tu i tam groziła zguba, tu i tam hańba.</akap>


<akap id="e1885">W takiej rozterce dusznej poczęła modlić się gorąco, a szczególniej powtarzała gorliwie jedną modlitwę, do której swego czasu stary pułkownik zawsze się w złych terminach uciekał, zaczynającą się od słów:</akap>


<poezja_cyt>
<strofa id="e1892"><wers_wciety typ="1">Bóg Cię z dzieciątkiem salwował<pe><slowo_obce>salwować</slowo_obce> (z łac.) --- ratować.</pe></wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Od Herodowej złości<pe><slowo_obce>Bóg Cię z dzieciątkiem salwował od Herodowej złości</slowo_obce> --- modlitwa do Matki Boskiej, wspominająca wydarzenia związane z ucieczką Maryi i Józefa z nowo narodzonym Jezusem do Egiptu, opisane w Biblii; wybór właśnie maryjnej modlitwy jest znaczący, kiedy prześladowcą Oleńki okazuje się wyznawca kalwinizmu, negującego kult maryjny.</pe>,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">W Egipcie drogi prostował</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Dla Twojej <begin id="b1284045512149-424584085"/><motyw id="m1284045512149-424584085"/>przezpieczności<end id="e1284045512149-424584085"/><pe><slowo_obce>przezpieczność</slowo_obce> (daw.) --- bezpieczeństwo.</pe>...</wers_wciety></strofa>


</poezja_cyt>
<akap id="e1886">Tymczasem powstał wicher mocny i drzewa poczęły w sadzie za oknami szumieć okrutnie. <begin id="b1284047162109-1472973951"/><motyw id="m1284047162109-1472973951">Las, Bezpieczeństwo</motyw>Nagle przypomniały się zamodlonej panience puszcze, na których skraju wychowała się od małego, i myśl, że w puszczach znajdzie się jedyne bezpieczne schronisko, przeleciała jej jako błyskawica przez głowę.</akap>


<akap id="e1887">Więc odetchnęła głęboko Oleńka, bo znalazła wreszcie, czego szukała. Tak jest! Do Zielonki, do Rogowskiej! Tam nieprzyjaciel nie pójdzie, łotrzyk nie będzie łupu szukał. Tam swój nawet, jeśli się zapamięta, to może zabłądzić i błądzić aż do śmierci, coż zaś dopiero obcy, dróg nie znający. Tam obronią ją Domaszewicze myśliwi i Stakjanowie Dymni, a jeśli nie masz ich, jeśli ruszyli wszyscy za panem Wołodyjowskim, toż tymi lasami można aż hen! do innych województw ciągnąć i w innych puszczach spokoju szukać.</akap>


<akap id="e1888">Wspomnienie pana Wołodyjowskiego rozweseliło Oleńkę. Takiego by jej opiekuna! To prawy żołnierz, to szabla, pod którą i przed Kmicicem, i przed Radziwiłłami samymi można się schronić. Tu przypomniało się jej, że on to właśnie radził wówczas, gdy Kmicica w Billewiczach schwytał, ażeby w Puszczy Białowieskiej spokoju szukać.</akap>


<akap id="e1889">I słusznie mówił! Rogowska i Zielonka za blisko Radziwiłłów, a koło Białowieży stoi właśnie ten Sapieha, który dopiero co starł z oblicza ziemi najstraszniejszego Radziwiłła.</akap>


<akap id="e1890">Zatem do Białowieży, do Białowieży, choćby dziś, jutro!... Niech tylko miecznik rosieński przyjedzie, nie będzie zwlekała!</akap>


<akap id="e1891">Ochronią ją ciemne głębie Białowieży, a później, gdy burza przejdzie, klasztor. Tam jeno spokój prawdziwy być może i zapomnienie wszystkich ludzi, wszystkiego bólu, żalu, pogardy...<end id="e1284047162109-1472973951"/></akap>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e1893">Rozdział XVI</naglowek_rozdzial>



<akap id="e1894"><begin id="b1284047222491-95643560"/><motyw id="m1284047222491-95643560">Upadek</motyw>Pan miecznik rosieński wrócił w kilka dni później. Mimo iż jechał z glejtem Bogusławowym, dotarł tylko do Rosień; do samych zaś Billewicz nie było po co jeździć, gdyż nie było ich już na świecie. Dwór, zabudowania, wieś, wszystko zostało do cna spalone w ostatniej bitwie, którą ksiądz Straszewicz, jezuita, stoczył na czele swego oddziału z kapitanem szwedzkim Rossą. Lud był w lasach lub w partiach zbrojnych. Zostały na miejscu wsi zamożnej jeno ziemia i woda.<end id="e1284047222491-95643560"/></akap>


<akap id="e1895">Drogi przy tym pełne były ,,grasantów", to jest zbiegów z wojsk rozmaitych, którzy znacznymi kupami chodząc, rozbojem się trudnili, tak że nawet pomniejsze komendy wojskowe nie były od nich bezpieczne. Nie zdołał się zatem pan miecznik nawet i o tym przekonać, czy zakopane w sadzie solówki ze srebrem i pieniędzmi ocalały, i powrócił do Taurogów wielce zły, zgryziony, z okrutną przeciw niszczycielom w sercu zawziętością.</akap>


<akap id="e1896">Ledwie nogą zstąpił z kałamaszki<pe><slowo_obce>kałamaszka</slowo_obce>  --- odkryty jednokonny pojazd czterokołowy bez resorów, używany na Kresach w XVII i XVIII w. Drewniane koła osadzone były na drewnianej osi, którą smarowano mazią w celu zmniejszenia oporów.</pe>, wciągnęła go Oleńka do swej komnaty i opowiedziała mu wszystko, co jej Hassling-Ketling powiadał.</akap>


<akap id="e1897">Zatrząsł się na to stary szlachcic, który nie mając własnego potomstwa, dziewczynę jak córkę kochał. Przez jakiś czas łapał się tylko za głownię szabli, powtarzając: ,,Bij, kto cnotliwy!" --- wreszcie za głowę się porwał i tak mówić począł:</akap>


<akap_dialog id="e1898">--- <slowo_obce>Mea culpa, mea maxima culpa<pe><slowo_obce>Mea culpa, mea maxima culpa</slowo_obce> (łac.) --- moja wina, moja bardzo wielka wina.</pe>!</slowo_obce> bo mi i samemu czasem do łba przychodziło, i ten, i ów szeptał, że ów piekielnik w amorach dla ciebie utonął, a ja nie mówiłem nic, jeszczem się w boki brał myśląc: ,,Nuż się ożeni!" Gosiewskim krewniśmy, Tyzenhauzom także... Czemu nie mamy być krewni Radziwiłłom? Za pychę to, za pychę Bóg mię karze... Zacne zdrajca pokrewieństwo obmyślił. Takim nam być chciał krewnym... bodaj go zabito!... jako dworski byk wiejskim jałoszkom! Bodaj go zabito! Ale poczekasz! Pierwej ta ręka i ta szabla spróchnieją!...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1899">--- Tu o ratunku myśleć trzeba --- odrzekła Oleńka.</akap_dialog>


<akap id="e1900">I nuż przedstawiać swe plany ucieczki.</akap>


<akap id="e1901">Pan miecznik, wysapawszy się, słuchał uważnie, na koniec rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e1902">--- Wolej mi poddaństwo zebrać i partię utworzyć! Będę Szwedów podchodził, jako inni podchodzą, jak niegdyś Kmicic Chowańskiego<pe><slowo_obce>Chowański, Iwan Andriejewicz</slowo_obce> (zm. 1682) --- rosyjski wojskowy, bojar i wojewoda, jeden z dowódców w wojnie polsko-rosyjskiej (1654--1667), o której Sienkiewicz nie mógł w 1884 r. pisać wprost ze względu na cenzurę carską; kariera Chowańskiego zaniepokoiła w końcu dwór carski do tego stopnia, że został ogłoszony buntownikiem i ścięty wraz z synem, co stało się powodem buntu wojskowego, a w XIX w. tematem opery Modesta Musorgskiego <tytul_dziela>Chowańszczyzna</tytul_dziela>.</pe>. Bezpieczniej ci będzie w lesie i w polu niż na tym dworze zdrajcy i heretyka!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1903">--- Dobrze --- odpowiedziała panna.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1904">--- Nie tylko się nie sprzeciwiam --- mówił w zapale miecznik --- ale tak powiadam: że im prędzej, tym lepiej... A toć poddaństwa ani kos mi nie brak. Spalili mi rezydencję, mniejsza z tym! to z innych wiosek chłopstwo ściągnę... Wszyscy Billewicze, którzy już są w polu, staną przy nas. Pokażemy ci, panku, pokrewieństwo, pokażemy, co to na honor Billewiczówny nastawać... Tyś Radziwiłł! Nic to! nie masz hetmanów w billewiczowskim rodzie, ale nie masz i zdrajców!... Obaczym, za kim cała Żmudź<pe><slowo_obce>Żmudź</slowo_obce> --- płn.-zach. część Litwy.</pe> pójdzie!...</akap_dialog>


<akap id="e1905">Tu zwrócił się do panny:</akap>


<akap_dialog id="e1906">--- Ciebie osadzim w Białowieży, a sami wrócim! Nie może inaczej być! Musi on za ten afront odpokutować, bo to całego stanu szlacheckiego krzywda. Infamis, kto się za nami nie opowie! Bóg pomoże, bracia pomogą, obywatele pomogą, a wonczas ogień a miecz! Dotrzymają Billewicze Radziwiłłom! Infamis, kto nie z nami! infamis, kto zdrajcy szablą przed oczyma nie błyśnie! Król, sejmy, cała Rzeczpospolita z nami!</akap_dialog>


<akap id="e1907"><begin id="b1284047841882-2786307763"/><motyw id="m1284047841882-2786307763">Gniew, Rodzina, Honor, Zemsta</motyw>Tu miecznik, czerwony jak krew i ze zjeżoną czupryną, począł pięścią w stół walić.</akap>


<akap_dialog id="e1908">--- Pilniejsza ta wojna niż szwedzka, bo w nas jest cały stan rycerski, wszystkie prawa, wszystka Rzeczpospolita pokrzywdzona i w najgłębszych fundamentach zachwiana. Infamis<pe><slowo_obce>infamis</slowo_obce> (łac.) --- banita, człowiek pozbawiony honoru i wyjęty spod prawa.</pe>, kto nie rozumie! Zginie ta ojczyzna, jeżeli pomsty i kary na zdrajcę nie wymierzym!</akap_dialog>


<akap id="e1909">I tak grała stara krew coraz gwałtowniej, że aż Oleńce przyszło miecznika uspokajać. Siedział on dotychczas spokojnie, choć się zdawało, że nie tylko ojczyzna, lecz i świat cały ginie, ale dopiero gdy Billewiczów dotknięto, w tym ujrzał najstraszniejszą przepaść dla ojczyzny i jak lew ryczeć począł.<end id="e1284047841882-2786307763"/></akap>


<akap id="e1910">Lecz panna, która miała na niego wpływ wielki, zdołała go w końcu uspokoić, tłumacząc mu, że dla zbawienia ich i dla tego, iżby się ucieczka udała, potrzeba właśnie najgłębszą tajemnicę zachować i nie pokazać księciu, że się czegokolwiek domyślają.</akap>


<akap id="e1911">Przyrzekł święcie, iż wedle jej wskazówek postąpi, po czym już radzili o samej ucieczce. Rzecz nie była zbyt trudna, bo zdawało się, że ich nie strzegą wcale. Postanowił tedy pan miecznik wyprawić naprzód pachołka z listami do ekonomów, aby natychmiast chłopstwo ze wszystkich wiosek, do niego i do innych Billewiczów należących, zbierali i zbroili.</akap>


<akap id="e1912">Następnie sześciu zaufanych czeladzi miało niby ruszyć do Billewicz po solówki z pieniędzmi i srebrem, a w rzeczy zatrzymać się w lasach girlakolskich i tam na państwo z końmi, tobołami i żywnością czekać. Oni sami ułożyli, że z Taurogów wyjadą z dwoma czeladnikami w saniach, niby tylko do pobliskiej Gawny, po czym na konie wierzchowe przesiądą i z kopyta ruszą. Do Gawny jeździli często do państwa Kuczuków-Olbrotowskich, gdzie czasem zostawali i na noc, spodziewali się zatem, że wyjazd ich nie zwróci niczyjej uwagi i że pogoń za nimi nie pójdzie, chyba we dwa lub trzy dni potem, gdy będą już wśród kup zbrojnych i w głębi niezbrodzonych lasów. Nieobecność księcia Bogusława utwierdzała ich w tej nadziei.</akap>


<akap id="e1913">Tymczasem pan Tomasz zajął się bardzo czynnie przygotowaniami. Pacholik z listami wyjechał na drugi dzień. Trzeciego rozmawiał pan miecznik obszernie z Patersonem o swoich zakopanych pieniądzach, których, jak mówił, było nad sto tysięcy, i o potrzebie przewiezienia ich do bezpiecznych Taurogów. Paterson uwierzył z łatwością, albowiem szlachcic i uchodził za bardzo bogatego, i był nim w istocie.</akap>


<akap_dialog id="e1914">--- Niech je przywożą jak najprędzej --- rzekł Szkot --- jeśli potrzeba, to i żołnierzy jeszcze dodam.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1915">--- Im mniej ludzi będzie wiedziało, co wiozę, tym lepiej. Czeladź moja wierna, a solówki każę im pieńką<pe><slowo_obce>pieńka</slowo_obce> --- konopie.</pe> przykryć, którą często z naszych stron do Prus wożą, albo też klepkami, na które nikt się nie ułakomi.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1916">--- Lepiej klepką --- rzekł Paterson --- bo przez konopie szablą albo dzidą można namacać, że coś innego na dnie wozu leży. A pieniądze najlepiej wasza mość księciu panu na skrypt oddaj. Wiem też, że potrzebuje pieniędzy, bo intraty<pe><slowo_obce>intrata</slowo_obce> --- zysk z posiadłości ziemskiej.</pe> źle dochodzą.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1917">--- Chciałbym się księciu tak przysłużyć, aby niczego nie potrzebował --- odparł szlachcic.</akap_dialog>


<akap id="e1918">Na tym skończyła się rozmowa i wszystko zdawało się składać jak najpomyślniej, gdyż zaraz potem ruszyła czeladź, a miecznik z Oleńką mieli wyjechać nazajutrz.</akap>


<akap id="e1919">Tymczasem wieczorem wrócił najniespodzianiej Bogusław na czele dwóch regimentów rajtarii pruskiej. Sprawy jego nie musiały iść zbyt pomyślnie, bo wrócił zły i zgryziony.</akap>


<akap id="e1920">Tego jeszcze dnia zwołał radę wojenną, którą składali pełnomocnik elektorski hr. Sejdewitz, Paterson, Sakowicz i pułkownik rajtarski Kyritz. Obradowali do godziny trzeciej w nocy, a celem obrad była wyprawa na Podlasie przeciw panu Sapieże.</akap>


<akap_dialog id="e1921">--- Elektor i król szwedzki zasilili mnie w miarę wojskiem --- mówił książę. --- Jedno z dwojga: albo Sapiehę zastaniem jeszcze na Podlasiu i w takim razie musimy go zetrzeć; albo nie: wówczas Podlasie zajmiem bez oporu. Do wszystkiego jednak trzeba pieniędzy, a tych ni elektor, ni jego szwedzki majestat mi nie dali, bo sami nie mają.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1922">--- U kogóż pieniędzy szukać, jeżeli nie u waszej książęcej mości --- odrzekł hr. Sejdewitz. --- W całym świecie mówią o nieprzebranych radziwiłłowskich skarbach.</akap_dialog>


<akap id="e1923">Na to Bogusław:</akap>


<akap_dialog id="e1924">--- Panie Sejdewitz, gdyby mnie dochodziło wszystko, co mi z dziedzicznych dóbr należy, pewnie bym miał więcej grosza niż pięciu waszych niemieckich książąt w kupę wziętych. Ale w kraju wojna, intraty nie dochodzą lub też przez rebelizantów bywają przejmowane. Można by gotowizny dostać na skrypty od miast pruskich, wszelako waść najlepiej wiesz, co się w nich dzieje, i że chyba dla jednego Jana Kazimierza rozwiązałyby worki.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1925">--- A Królewiec?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1926">--- Co można było wziąć, tom wziął, ale tego mało.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1927">--- Za szczęście sobie poczytuję, że się będę mógł waszej książęcej wysokości dobrą radą przysłużyć --- rzekł Paterson.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1928">--- Wolałbym, żebyś się przysłużył gotówką.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1929">--- Warta jej ta rada. Nie dawniej jak wczoraj mówił mi pan Billewicz, że ma zacne kwoty zakopane w sadzie w Billewiczach i że właśnie chce je tu w bezpieczne miejsce przenieść, aby je waszej książęcej wysokości na skrypt oddać.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1930">--- A toś mi z nieba spadł i ów szlachcic także! --- zawołał Bogusław. --- A siłaż<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, wiele.</pe> tam tego będzie?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1931">--- Nad sto tysięcy prócz sreber i kosztowności, których bodaj że drugie tyle.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1932">--- Sreber i kosztowności szlachcic nie zechce na gotowiznę zmieniać, ale można je będzie zastawić. Wdzięczenem ci, Paterson, bo w porę mi to przychodzi. Muszę z Billewiczem zaraz jutro pomówić.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1933">--- To go uprzedzę, bo właśnie jutro wybiera się z panną do Gawny, do państwa Kuczuków-Olbrotowskich.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1934">--- Uprzedź go, by nie wyjeżdżał, nim się ze mną nie obaczy.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1935">--- Czeladź już posłana, boję się tylko, czy bezpiecznie dojedzie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1936">--- Można będzie posłać za nimi cały regiment, wreszcie pogadamy. W porę mi to, w porę! A i pocieszna rzecz, jeżeli Podlasie za pieniądze tego regalisty<pe><slowo_obce>regalista</slowo_obce> --- rojalista, zwolennik króla.</pe> i patrioty od Rzeczypospolitej oderwę.</akap_dialog>


<akap id="e1937"><begin id="b1284048831696-825624163"/><motyw id="m1284048831696-825624163">Uroda</motyw>To rzekłszy, książę pożegnał radę, bo musiał jeszcze oddać się w ręce pokojowych, których zadaniem było co dzień przed nocą kąpielami, maściami i różnymi sztukami, znanymi tylko za granicą, nadzwyczajną jego urodę konserwować. Trwało to zwykle godzinę, a czasem i dwie; książę zaś i bez tego był już znużon drogą i późną godziną.<end id="e1284048831696-825624163"/></akap>


<akap id="e1938">Nazajutrz rano Paterson zatrzymał miecznika i Oleńkę oznajmieniem, iż książę pragnie się z nimi widzieć. Trzeba było wyjazd odłożyć, ale nie zaniepokoili się tym zbytnio, bo Paterson powiedział, o co chodzi.</akap>


<akap id="e1939">W godzinę później nadszedł książę. Mimo iż pan Tomasz i Oleńka przyrzekli sobie najświęciej, iż przyjmą go po dawnemu, i mimo wszelkich wysileń, nie mogli tego dokazać.</akap>


<akap id="e1940">Jej twarz zmieniła się, a miecznikowa nabiegła krwią na widok młodego księcia, i przez chwilę stali oboje zmieszani, wzburzeni, próżno usiłując do zwykłej powrócić spokojności.</akap>


<akap id="e1941">Książę, przeciwnie, swobodny był zupełnie, tylko trochę pomizerniał w oczach i twarz miał mniej ubarwioną niż zwykle, ale właśnie ta jego bladość cudnie odbijała od perłowej rannej szaty, przerabianej srebrem; spostrzegł jednak natychmiast, iż przyjmują go jakoś inaczej i mniej radzi widzą aniżeli zwyczajnie. Ale pomyślał zaraz, że pewnie tych dwoje regalistów dowiedziało się o jego stosunkach ze Szwedami, i stąd ten chłód w przyjęciu.</akap>


<akap id="e1942">Postanowił więc sypnąć im natychmiast piaskiem w oczy, i po zwykłych komplimentach powitalnych tak zaczął:</akap>


<akap_dialog id="e1943">--- Panie mieczniku dobrodzieju, słyszałeś już zapewne waszmość, jakie nieszczęście mnie spotyka...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1944">--- Wasza książęca mość chce mówić o śmierci księcia wojewody? --- odparł miecznik.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1945">--- Nie tylko o śmierci. Cios to okrutny, wszelako już zdałem się na wolę Boga, który jak tuszę, wszystkie krzywdy bratu memu hojnie wynagrodził, ale na mnie nowy ciężar zesłał, bo muszę wojnę domową prowadzić, a dla każdego obywatela, miłującego ojczyznę, gorzka to dola...</akap_dialog>


<akap id="e1946">Miecznik nie odrzekł nic, tylko spojrzał nieco bokiem na Oleńkę. Książę zaś mówił dalej:</akap>


<akap_dialog id="e1947">--- Moją pracą, moim trudem a Bóg jeden wie, jakim kosztem doprowadziłem już pokój do skutku. <begin id="b1284120925856-820643516"/><motyw id="m1284120925856-820643516">Polityka, Kłamstwo, Pozory</motyw>Prawie o podpisanie traktatów tylko chodziło. Mieli Szwedzi wyjść z Polski, żadnej nagrody nie żądając, prócz przyzwolenia królewskiego i stanów, aby po śmierci Jana Kazimierza Carolus na tron polski był obrany. Wojownik tak wielki i potężny zbawieniem byłby dla Rzeczypospolitej. Co więcej, zaraz teraz miał zostawić posiłki na wojnę ukrainną i na moskiewską. Jeszcze byśmy granice rozszerzyli; ale panu Sapieże to nie na rękę, bo nie mógłby gnębić Radziwiłłów. Wszyscy się już na owe traktaty zgodzili, on jeden się zbrojną ręką przeciwi; za nic mu ojczyzna, byle prywaty mógł dochodzić. Aż przyszło do tego, że trzeba oręża przeciw niemu użyć, którą funkcję właśnie mnie, za tajemną zgodą Jana Kazimierza i Carolusa, powierzono. Ot, co jest! Nie wybiegałem się nigdy od żadnej służby, więc i tej podjąć się muszę, choć niejeden będzie mnie krzywo sądził i pomyśli, że bratobójczą wojnę z samej tylko zemsty wszczynam.</akap_dialog>


<akap id="e1948">Na to miecznik:</akap>


<akap_dialog id="e1949">--- Kto waszą książęcą mość poznał tak dobrze jako my, tego pozory nie uwiodą i zawsze prawdziwe intencje waszej książęcej mości zrozumieć potrafi.</akap_dialog>


<akap id="e1950">Tu pan miecznik, zachwycony własną chytrością i polityką, mrugnął tak wyraźnie na Oleńkę, że ta aż przelękła się, by tych znaków nie ujrzał książę.</akap>


<akap id="e1951">Ten jednak spostrzegł.</akap>


<akap id="e1952">,,Nie wierzą mi" --- pomyślał.</akap>


<akap id="e1953">I chociaż gniewu na twarzy nie okazał, przecież ubodło go to w duszy. Był on zupełnie szczerze przekonany, że obrazą jest nie wierzyć Radziwiłłowi, nawet wówczas, gdy mu się spodoba zmyślać.<end id="e1284120925856-820643516"/></akap>


<akap_dialog id="e1954">--- Paterson mówił mi --- rzekł po chwili --- że wasza mość chcesz gotowiznę swą na skrypt mi oddać. Chętnie w tym waści dogodzę, gdyż przyznaję, że gotowy grosz i mnie teraz na rękę. Gdy spokój nastanie, uczynisz, co zechcesz, albo kwotę odbierzesz, alboli też dam waszmości parę wsi w zastaw, tak aby to z korzyścią dla cię było.</akap_dialog>


<akap id="e1955">Tu zwrócił się książę do Oleńki:</akap>


<akap_dialog id="e1956">--- Przebacz waćpanna, że przy tak doskonałej istocie nie o supirach<pe><slowo_obce>supir</slowo_obce> (z fr. <slowo_obce>soupir</slowo_obce>) --- westchnienie.</pe> ani idyllach mówimy. Niesłuszna to rozmowa, jeno czasy takie, iż uwielbieniu i admiracji przystojnej folgi dać nie można.</akap_dialog>


<akap id="e1957">Oleńka spuściła oczy i chwyciwszy końcami palców za suknię, uczyniła dyg przynależny, nie chcąc nic odpowiadać.</akap>


<akap id="e1958"><begin id="b1284121504676-2076521936"/><motyw id="m1284121504676-2076521936">Podstęp, Mądrość, Głupota</motyw>Tymczasem miecznik ułożył sobie w głowie projekt niesłychanie niedołężny, ale który sam za nadzwyczaj przebiegły poczytał.</akap>


<akap id="e1959">,,I z dziewczyną ucieknę, i pieniędzy nie pożyczę". --- pomyślał.</akap>


<akap id="e1960">Za czym odchrząknąwszy i pogładziwszy kilkakroć czuba, tak rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e1961">--- Miło mi będzie waszej książęcej mości wygodzić. Nie mówiło się też Patersonowi o wszystkim, bo i z czerwonymi złotymi półgarncówka się znajdzie, zakopana osobno, aby w razie przygody całej gotowizny nie utracić. Prócz tego są i innych Billewiczów solówki, ale te podczas mojej nieobecności pod dyrekcją tej oto panny zakopywano i ona jedna potrafi wykalkulować miejsce, bo człowiek, który je nosił, umarł. Pozwólże nam, wasza książęca mość, jechać obojgu, to przywieziem wszystko.</akap_dialog>


<akap id="e1962">Bogusław spojrzał na niego bystro.</akap>


<akap_dialog id="e1963">--- Jak to? Paterson powiadał, żeś już waszmość czeladź wysłał, a skoro wyjechała, to musi wiedzieć, gdzie pieniądze.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1964">--- Ale o innych nikt nie wie, tylko ona.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1965">--- Przecie muszą być zakopane w jakimś wyraźnym miejscu, które wskazać słowy albo <slowo_obce>delineare</slowo_obce><pe><slowo_obce>delineo</slowo_obce>, <slowo_obce>delineare</slowo_obce> (łac.) --- narysować.</pe> na papierze łatwo.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1966">--- Słowa wiatr --- odrzekł miecznik --- a na delineacjach czeladź się nie zna. Pojedziemy oboje, ot, co!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1967">--- Dla Boga, toż waść musi znać dobrze swoje sady, więc jedź sam. Po co panna Aleksandra ma jechać?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1968">--- Sam nie pojadę! --- odrzekł rezolutnie pan miecznik.</akap_dialog>


<akap id="e1969">Bogusław po raz drugi spojrzał nań badawczo, po czym siadł wygodniej i trzciną, którą trzymał w ręku, począł uderzać się po butach.</akap>


<akap_dialog id="e1970">--- Koniecznie? --- rzekł. --- A dobrze! Ale w takim razie dam wam dwa regimenty jazdy, które was odwiozą i przywiozą.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1971">--- Nie potrzeba nam żadnych regimentów. Sami pojedziem i wrócim. To nasze strony, nic nam tam nie grozi.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1972">--- Jako gospodarz czuły na dobro swych gości nie mogę pozwolić, ażeby panna Aleksandra jechała bez siły zbrojnej, wybieraj więc waść: albo sam, albo oboje z eskortą.</akap_dialog>


<akap id="e1973">Pan miecznik spostrzegł, że wpadł we własne sidła, i do takiego go to gniewu przywiodło, że zapomniawszy o wszelkich ostrożnościach, zakrzyknął:</akap>


<akap_dialog id="e1974">--- To wasza książęca mość wybieraj: albo pojedziem oboje bez regimentów, albo pieniędzy nie dam!</akap_dialog>


<akap id="e1975">Panna Aleksandra spojrzała na niego błagalnie, lecz on już poczerwieniał i sapać począł. <end id="e1284121504676-2076521936"/>Był to jednak człowiek z natury ostrożny, nawet nieśmiały, lubiący zgodnie wszystkie sprawy załatwiać, ale za to gdy raz przebrano z nim miarę, gdy sobie zbytnio przeciw komu na wąs namotał lub gdy o billewiczowski honor chodziło, wówczas z desperacką jakąś odwagą rzucał się do oczu, choćby najpotężniejszemu nieprzyjacielowi.</akap>


<akap id="e1976">Więc i teraz porwał się ręką za lewy bok i trzasnąwszy szablą, począł krzyczeć na całe gardło:</akap>


<akap_dialog id="e1977">--- Cóż to tu, jasyr<pe><slowo_obce>jasyr</slowo_obce> --- niewola tatarska.</pe>? Oprymować<pe><slowo_obce>oprymować</slowo_obce> (z łac.) --- uciskać.</pe> chcą wolnego obywatela? kardynalne prawa deptać?</akap_dialog>


<akap id="e1978">Bogusław, oparty plecami o poręcz krzesła, patrzył na niego uważnie, bez widomych oznak gniewu, jeno wzrok jego stawał się z każdą chwilą zimniejszy, a szpicrutą coraz szybciej uderzał się po butach. Gdyby pan miecznik znał go lepiej, wiedziałby, że ściąga na swą głowę groźne niebezpieczeństwo.</akap>


<akap id="e1979"><begin id="b1284121636610-2423990840"/><motyw id="m1284121636610-2423990840">Gniew, Pozory, Grzeczność, Władza</motyw>Stosunki z Bogusławem były po prostu straszne, dlatego że nigdy nie było wiadomo, kiedy nad dwornym kawalerem i przywykłym do panowania nad sobą dyplomatą weźmie górę dziki i niepohamowany magnat depcący z okrucieństwem despoty wschodniego wszelki opór. Świetne wychowanie, ogłada zdobyta na najpierwszych dworach europejskich, rozwaga, której nabrał w stosunkach ludzkich, i wykwintność były jakby cudne a potężne kwiaty, pod którymi taił się tygrys.<end id="e1284121636610-2423990840"/></akap>


<akap id="e1980">Lecz miecznik nie wiedział o tym i w zaślepieniu gniewnym krzyczał dalej:</akap>


<akap_dialog id="e1981">--- Wasza książęca mość nie udawaj dłużej, bo cię znają!... i bacz, że ni król szwedzki, ni elektor, którym obum przeciw ojczyźnie służysz, ni twoje księstwo przed trybunałem cię nie osłoni, a szable szlacheckie nauczą moresu... młodziku!...</akap_dialog>


<akap id="e1982">Na to Bogusław wstał, w jednej chwili skruszył trzcinę w żelaznych rękach i cisnąwszy drzazgi pod nogi miecznika, rzekł strasznym, przyciszonym głosem:</akap>


<akap_dialog id="e1983">--- Ot, mi wasze prawa! Ot, wasze trybunały! Ot, wasze przywileje!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1984">--- Gwałt okropny! --- krzyknął miecznik.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1985">--- Milcz, szlachetko! --- krzyknął książę --- bo cię w proch zetrę!</akap_dialog>


<akap id="e1986"><begin id="b1284121767104-1529407755"/><motyw id="m1284121767104-1529407755">Odwaga, Kobieta, Gniew</motyw>I szedł ku niemu, by porwać zdumiałego szlachcica za pierś i rzucić nim o ścianę.</akap>


<akap id="e1987">Wtem Billewiczówna stanęła między nimi.</akap>


<akap_dialog id="e1988">--- Co wasza książęca mość chcesz uczynić? --- rzekła.</akap_dialog>


<akap id="e1989">Książę zatrzymał się.</akap>


<akap id="e1990">Ona zaś stała z rozdętymi nozdrzami, z płonącą twarzą i ogniem w oczach, jak gniewna Minerwa. Pierś jej wzdymała się pod stanikiem, na kształt fali morskiej, i tak była cudna w tym gniewie, że Bogusław zapatrzył się w nią, wszystkie żądze wypełzły mu na twarz, jakoby węże w pieczarach duszy zamieszkałe.</akap>


<akap id="e1991">Po chwili gniew jego przeszedł, przytomność wróciła, czas jakiś patrzył jeszcze w Oleńkę, na koniec twarz mu złagodniała, skłonił głowę na piersi i rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e1992">--- Przebacz, anielska panno!... Duszę mam pełną zgryzot a bólu, więc i sobą nie władnę.</akap_dialog>


<akap id="e1993">To rzekłszy, wyszedł z komnaty.<end id="e1284121767104-1529407755"/></akap>


<akap id="e1994">Wówczas Oleńka załamała ręce, a miecznik, oprzytomniawszy, chwycił się za czuprynę i zakrzyknął:</akap>


<akap_dialog id="e1995">--- Jam to popsował wszystko, jam przyczyną twej zguby!</akap_dialog>


<akap id="e1996">Książę nie pokazał się przez cały dzień. Obiadował nawet u siebie, samowtór z panem Sakowiczem. Wzburzony do dna duszy, nie mógł myśleć tak jasno jak zwykle. <begin id="b1284121864051-2280214874"/><motyw id="m1284121864051-2280214874">Choroba, Miłość</motyw>Trawiła go jakaś gorączka. Była to zapowiedź ciężkiej febry, która miała go niebawem uchwycić z taką siłą, że w czasie jej napadów drętwiał zupełnie, tak iż musiano go rozcierać. Ale on przypisywał w tej chwili stan swój nadzwyczajnej sile miłości i rozumował, że albo musi ją zaspokoić, albo umrze.<end id="e1284121864051-2280214874"/></akap>


<akap id="e1997">Tymczasem, opowiedziawszy Sakowiczowi całą rozmowę z miecznikiem, tak mówił:</akap>


<akap_dialog id="e1998">--- Ręce i nogi mnie palą, mrowie chodzi po krzyżach, w gębie czuję gorycz i ogień. A! do wszystkich rogatych diabłów, co to jest?... Nigdy mi się to nie trafiało!...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e1999">--- Boś wasza książęca mość skrupułami<pe><slowo_obce>skrupuły</slowo_obce> (z łac.) --- wyrzuty sumienia, wątpliwości.</pe> nadziany jak pieczony kapłon kaszą... Książę kurzejec, książę kurzejec! Cha! cha!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2000">--- Głupiś!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2001">--- Dobrze!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2002">--- Nie konceptów mi twoich trzeba!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2003">--- Weź, mości książę, lutnię i pójdź pod okna dziewki, może ci pokaże... pięść... miecznik. Tfu! do licha, takiż to z Bogusława Radziwiłła rezolut?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2004">--- Dureń-eś!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2005">--- Dobrze! Widzę, że wasza książęca mość zaczynasz ze sobą rozmawiać i prawdę sobie w oczy gadać. Śmiało, śmiało! Proszę na godność nie uważać!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2006">--- Bo widzisz, Sakowicz, że mój Kastor poufali się ze mną, to i tak często go w ziobro nogą kopnę, a ciebie cięższa mogłaby spotkać przygoda.</akap_dialog>


<akap id="e2007">Sakowicz zerwał się na równe nogi niby zaperzony, jak niedawno miecznik rosieński, a że miał nadzwyczajny dar udawania, więc począł krzyczeć głosem tak do miecznikowego podobnym, że nie widząc, kto mówi, można by się omylić.</akap>


<akap_dialog id="e2008">--- Cóż to, jasyr? Oprymować chcą wolnego obywatela, kardynalne prawa deptać?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2009">--- Daj spokój, daj spokój! --- mówił gorączkowo książę --- bo tam ona tego starego bałwana własną osobą zastawiła, a tu nie masz, kto by cię bronił.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2010">--- Kiedy go zastawiła, to trzeba było ją w zastaw brać!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2011">--- Nie może inaczej być, tylko tu są jakoweś czary. Albo musiała mi coś zadać, albo konstelacje<pe><slowo_obce>konstelacje</slowo_obce> --- układ gwiazd.</pe> są takowe, że po prostu od zmysłów odchodzę... Żebyś ty ją widział, jak tego parszywego stryjca broniła... Aleś ty kiep! <begin id="b1284122137468-2643973448"/><motyw id="m1284122137468-2643973448">Miłość, Małżeństwo, Szaleństwo</motyw>W głowie mi się mąci! Patrz! jako mi ręce gorzeją! Taką miłować, taką przygarnąć, z taką...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2012">--- Potomstwo mieć! --- dodał Sakowicz.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2013">--- A tak! a tak! jakbyś wiedział, i musi to być, bo inaczej rozerwą mnie te płomienie, jak granat. Dla Boga, co się ze mną dzieje... Ożenię się czy co, u wszystkich ziemskich i piekielnych diabłów?</akap_dialog>


<akap id="e2014">Sakowicz spoważniał.</akap>


<akap_dialog id="e2015">--- O tym wasza książęca mość nie powinieneś myśleć.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2016">--- Właśnie że myślę, właśnie że jak zechcę, to tak uczynię, choćby regiment Sakowiczów powtarzał mi przez cały dzień: ,,O tym wasza książęca mość nie powinieneś myśleć!"</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2017">--- Ej, to widzę nie żarty!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2018">--- Chorym jest, oczarowany, nie może inaczej być!<end id="e1284122137468-2643973448"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e2019">--- Czemu wasza książęca mość nie idzie w ostateczności za moją radą?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2020">--- Chyba pójdę! Niech zaraza porwie wszystkie sny, wszystkich Billewiczów, całą Litwę wraz z trybunałami i Janem Kazimierzem w dodatku. Nie wskóram inaczej... Widzę, że nie wskóram! Dość tego! Co? Wielka rzecz! wielka sprawa! I ja, kiep, ważyłem się dotąd na dwie strony! Bałem się snów, Billewiczów, procesów, chasy<pe><slowo_obce>chasa</slowo_obce> --- banda, zbrojny tłum.</pe> szlacheckiej, fortuny Jana Kazimierza!... Powiedz mi, żem kiep! Słyszysz? rozkazujęć powiedzieć mi, żem kiep!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2021">--- A ja nie usłucham, boś teraz właśnie Radziwiłł, a nie kalwiński wikary. Ale chory musisz być, wasza książęca mość, naprawdę, bom cię w takiej alteracji<pe><slowo_obce>alteracja</slowo_obce> (z łac.) --- zdenerwowanie, wzburzenie.</pe> nigdy nie widział.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2022">--- Prawda! aha! W najcięższych terminach jenom ręką machał i pogwizdywał, a teraz czuję, jakoby mi kto ostrogi w boki wpierał.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2023">--- Dziwna to jest, bo jeśli ta dziewka umyślnie waszej książęcej mości co zadała, to nie dlatego, żeby potem miała uciekać, a przecież z tego, coś mi wasza książęca mość mówił, pokazuje się, że oni oboje chcieli się po cichu wynieść.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2024">--- Powiadał mi Ryff, że to wpływ Saturna, na którym wyziewy palące w tym właśnie miesiącu się podnoszą.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2025">--- Mości książę, wolej Jowisza<pe><slowo_obce>Jowisz</slowo_obce> (mit. rzym.) --- najwyższe bóstwo rzymskiego panteonu, odpowiednik gr. Zeusa; wiele mitów opowiada o jego miłosnych podbojach i licznym potomstwie.</pe> weź sobie za patrona, bo temu bez ślubów się szczęściło. Wszystko będzie dobrze, tylko o ślubie wasza książęca mość nie wspominaj, chyba o malowanym<pe><slowo_obce>malowany</slowo_obce> --- tu: pozorny, udawany.</pe>.</akap_dialog>


<akap id="e2026">Nagle pan starosta oszmiański uderzył się w czoło.</akap>


<akap_dialog id="e2027">--- Czekaj no, wasza książęca mość... Słyszałem o podobnym wypadku w Prusiech<pe><slowo_obce>w Prusiech</slowo_obce> --- dziś popr. forma Ms.: w Prusach.</pe>...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2028">--- Szepceli ci diabeł coś do ucha, powiadaj?</akap_dialog>


<akap id="e2029">Lecz pan Sakowicz długo nic nie odpowiadał, wreszcie twarz mu się rozjaśniła i rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e2030">--- Podziękuj, mości książę, swojej fortunie, że ci Sakowicza za przyjaciela dała.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2031">--- Co nowego? co nowego?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2032">--- Ej, nic! będę drużbą waszej książęcej mości --- tu Sakowicz skłonił się --- zaszczyt to dla takiego chudopachołka niemały...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2033">--- Nie błaznuj, mów prędko!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2034"><begin id="b1284123762168-3906859339"/><motyw id="m1284123762168-3906859339">Ksiądz, Pozory, Kłamstwo, Małżeństwo, Podstęp, Religia, Obyczaje</motyw>--- Jest w Tylży niejaki Plaska, czy tam jak, który swego czasu był księdzem w Nieworanach, ale rewokowawszy<pe><slowo_obce>rewokować</slowo_obce> (łac. <slowo_obce>revoco</slowo_obce>, <slowo_obce>revocare</slowo_obce>: odwoływać) --- nawrócić się.</pe>, luterstwo przyjął, ożenił się i pod protekcję elektora się schronił, a teraz wędzoną rybą ze Żmudzią<pe><slowo_obce>Żmudź</slowo_obce> --- płn.-zach. część Litwy.</pe> handluje. Swego czasu starał się nawet biskup Parczewski, aby go na powrót na Żmudź dostać, gdzie by mu pewnie stosik pod nogi podłożono, ale elektor nie chciał wspołwiercy wydać.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2035">--- Co mnie to obchodzi? Nie marudź!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2036">--- Co waszą książęcą mość to obchodzi? Owóż powinno obchodzić, bo on was zszyje jako wierzch z podszewką, rozumiesz, wasza książęca mość? A że kiepski majster i do cechu nie należy, łatwo będzie po nim rozpruć, rozumiesz, mości książę? Tego szycia cechowi za ważne nie uznają, a przecie nie będzie ni gwałtów, ni hałasów. Majstrowi będzie można potem łeb ukręcić, wasza książęca mość zaś sam będziesz narzekał, że było podejście, rozumiesz? Zaś przedtem: <slowo_obce>crescite et multiplicamini<pe><slowo_obce>crescite et multiplicamini</slowo_obce> (łac.) --- rośnijcie i rozmnażajcie się.</pe></slowo_obce>... Pierwszy daję moje błogosławieństwo.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2037">--- Rozumiem i nie rozumiem --- rzekł książę. --- Diabła tam! pojmuję doskonale. Sakowicz! musiałeś już jak strzyga z zębami na świat się urodzić. Kat cię czeka, nie może inaczej być... O, panie starosto!... Ale póki żyję, włos ci z głowy nie spadnie, a kontentacja<pe><slowo_obce>kontentacja</slowo_obce> (z łac.) --- zadowolenie; tu: nagroda, zadośćuczynienie.</pe> przystojna nie minie... Ja tedy...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2038">--- Wasza książęca mość oświadczysz się solennie o rękę panny Billewiczówny jej samej i miecznikowi. Jeśli ci odmówią, jeśli się nie uda, to każ ze mnie skórę ściągnąć, rzemienie do sandałów z niej zrobić i iść na pokutną pielgrzymkę do... do Rzymu. Radziwiłłowi można się najeżyć, gdy zechce pokochać, ale gdy zechce się żenić, tedy żadnego szlachcica nie będzie potrzebował pod włos głaskać. Musisz tylko wasza książęca mość powiedzieć miecznikowi i pannie, że ze względu na elektora i króla szwedzkiego, którzy cię z księżniczką biponcką swatają, małżeństwo musi pozostać sekretne, dopóki pokój nie będzie zawarty. Zresztą intercyzy<pe><slowo_obce>intercyza</slowo_obce> --- umowa przedślubna.</pe> piszcie, jakie chcecie. Wszystko to oba kościoły muszą uznać za nieważne... A co?<end id="e1284123762168-3906859339"/></akap_dialog>


<akap id="e2039">Bogusław milczał przez chwilę, tylko na obliczu pojawiły mu się pod farbą gorączkowe plamy czerwone. Po chwili rzekł.</akap>


<akap_dialog id="e2040">--- Czasu nie ma, za trzy dni muszę, muszę na Sapiehę wyruszyć.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2041">--- To właśnie! Gdyby czasu było więcej, niepodobna by było pozorów usprawiedliwić. Jakże? Tylko brakiem czasu wytłumaczysz wasza książęca mość, że pierwszy lepszy ksiądz przyjeżdża, jako w nagłych razach bywa, i na pytel ślub daje. Oni toż samo pomyślą: ,,Prędko, bo musi być prędko!" Rycerska to dziewka, więc wasza książęca mość i na wyprawę zabrać ją ze sobą możesz... Królu miły, jeślić Sapieha pobije, to i tak w połowie Wiktorem będziesz.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2042">--- Dobrze, dobrze! --- rzekł książę.</akap_dialog>


<akap id="e2043">Lecz w tej chwili uchwycił go pierwszy paroksyzm, tak iż szczęki mu się zacięły i słowa więcej przemówić nie mógł. Zesztywniał cały, a potem poczęło nim rzucać i drgał jako ryba wyjęta z wody. Wszelako, nim przestraszony Sakowicz zdołał sprowadzić medyka, paroksyzm przeszedł.</akap>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e2044">Rozdział XVII</naglowek_rozdzial>



<akap id="e2045">Po rozmowie z Sakowiczem książę Bogusław udał się nazajutrz po południu wprost do miecznika rosieńskiego.</akap>


<akap_dialog id="e2046">--- Panie mieczniku dobrodzieju! --- rzekł na wstępie --- zawiniłem ciężko ostatnim razem, bom się uniósł we własnym domu. <slowo_obce>Mea culpa<pe><slowo_obce>mea culpa</slowo_obce> (łac.) --- moja wina.</pe>!</slowo_obce>... i tym większa, żem ten afront uczynił człowiekowi z rodu od wieków zaprzyjaźnionego z Radziwiłłami. Ale przychodzę błagać o przebaczenie. Niech szczere przyznanie waszmości panu za satysfakcję, mnie za pokutę wystarczy. Waszmość znasz od dawna Radziwiłłów, wiesz, żeśmy do przeprosin nieskorzy; wszelako, żem to wiekowi i powadze uchybił, pierwszy, nie bacząc, ktom jest, przychodzę z powinną głową. A już też, stary przyjacielu naszego domu, dłoni mi, wierzę, nie umkniesz?</akap_dialog>


<akap id="e2047">To rzekłszy, wyciągnął rękę, a miecznik, w którego duszy pierwszy impet już przeszedł, nie śmiał mu swej odmówić, choć podał ją, ociągając się, i rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e2048">--- Wasza książęca mość, wróć nam wolność, a to będzie najlepsza kontentacja<pe><slowo_obce>kontentacja</slowo_obce> (z łac.) --- zadowolenie; tu: nagroda, zadośćuczynienie.</pe>.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2049">--- Jesteście wolni i możecie jechać, choćby dziś.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2050">--- Dziękuję waszej książęcej mości --- odrzekł zdziwiony miecznik.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2051">--- Jedną tylko stawię kondycję<pe><slowo_obce>kondycja</slowo_obce> (z łac.) --- warunek.</pe>, której, daj Bóg, żebyś nie odrzucił.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2052">--- Jakąż to? --- spytał z obawą miecznik.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2053">--- Ażebyś chciał wysłuchać cierpliwie tego, coć powiem.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2054">--- Jeżeli tak, tedy będę słuchał, chociażby do wieczora.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2055">--- Nie dawaj mi zaraz responsu<pe><slowo_obce>respons</slowo_obce> (z łac.) --- odpowiedź.</pe>, jeno się namyśl godzinę albo i dwie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2056">--- Bóg widzi, że bylem wolność odzyskał, pragnę zgody.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2057">--- Wolność waćpan dobrodziej odzyszczesz<pe><slowo_obce>odzyszczesz</slowo_obce> --- dziś popr. forma 2.os. lp cz.przysz.: odzyskasz.</pe>, nie wiem tylko, czy korzystać z niej zechcesz i czy ci pilno będzie opuścić moje progi. Rad bym, żebyś mój dom i całe Taurogi za swoje uważał, ale teraz słuchaj. Czy wiesz waszmość, mój dobrodzieju, dlaczegom się sprzeciwiał wyjazdowi panny Billewiczówny? Oto dlatego, żem odgadł, iż uciec po prostu chcecie, a ja takem się w synowicy waszmościnej rozkochał, iż byle ją widzieć, Hellespont bym co dzień przepływać gotów jako ów Leander dla Hery<pe><slowo_obce>Leander i Hero</slowo_obce> (mit. gr.) --- mityczni kochankowie. Hero była kapłanką Afrodyty w Sestos nad Hellespontem (dziś Dardanele, cieśnina u zach. wybrzeży Turcji, łącząca Morze Egejskie z Morzem Marmara), a Leander każdej nocy przepływał do niej z drugiego brzegu cieśniny, prowadzony światłem lampki w oknie ukochanej. Pewnej nocy wiatr zgasił lampkę i Leander utonął, a Hero popełniła samobójstwo, rzucając się z wieży do morza.</pe>...</akap_dialog>


<akap id="e2058">Miecznik poczerwieniał na nowo w jednej chwili.</akap>


<akap_dialog id="e2059">--- Mnie to wasza książęca mość śmiesz mówić?...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2060">--- Właśnie waszmości, mój szczególniejszy dobrodzieju.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2061"><begin id="b1284127202404-133525764"/><motyw id="m1284127202404-133525764">Oświadczyny, Podstęp</motyw>--- Mości książę! Szukaj fortuny u dworek, a szlacheckiej dziewki nie tykaj, boć zasię! Możesz ją więzić, możesz do sklepu<pe><slowo_obce>sklep</slowo_obce> --- piwnica, lochy.</pe> zamknąć, ale ci jej pohańbić nie wolno!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2062">--- Pohańbić nie wolno --- odrzekł książę --- ale wolno pokłonić się staremu Billewiczowi i rzec mu: Słuchajcie, ojcze! dajcie mi swoją synowicę za żonę, bo mi żyć bez niej nijak.</akap_dialog>


<akap id="e2063">Miecznik tak zdumiał, że słowa przemówić nie mógł, przez czas jakiś tylko wąsami ruszał, a oczy wyszły mu na wierzch; potem jął je sobie pięściami przecierać i spoglądać to na księcia to wokoło po komnacie, wreszcie rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e2064">--- We śnieli czy na jawie?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2065">--- Nie śpisz, dobrodzieju, nie śpisz, a żebyś się jeszcze lepiej przekonał, toć powtórzę <slowo_obce>cum omnibus titulis<pe><slowo_obce>cum omnibus titulis</slowo_obce> (łac.) --- ze wszystkimi tytułami.</pe></slowo_obce>: Ja, Bogusław książę Radziwiłł, koniuszy Wielkiego Księstwa Litewskiego, proszę ciebie, Tomasza Billewicza, miecznika rosieńskiego, o rękę synowicy twej, panny łowczanki Aleksandry.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2066">--- Jakże to? Dla Boga! czyś wasza książęca mość rozważył?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2067">--- Ja rozważyłem, teraz ty rozważ, dobrodzieju, czyli kawaler godzien panny...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2068">--- Bo ze zdziwienia dech mi zaparło...<end id="e1284127202404-133525764"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e2069">--- Poznaj, czylim miał jakowe niecnotliwe intencje...<begin id="b1284127344977-3229983488"/><motyw id="m1284127344977-3229983488">Pozycja społeczna, Szlachcic</motyw></akap_dialog>


<akap_dialog id="e2070">--- I wasza książęca mość nie zważałbyś na stan nasz chudopacholski?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2071">--- Tacyż to Billewicze tani, także to klejnot wasz szlachecki i starożytność rodu cenisz? Zali<pe><slowo_obce>zali</slowo_obce> (daw.) --- czy, czyż.</pe> to Billewicz mówi?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2072">--- Mości książę, wiem, że początków rodu naszego w Rzymie starożytnym szukać należy, ale...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2073">--- Ale --- przerwał książę --- hetmanów ni kanclerzy nie macie. Nic to! elektorami wszakże jesteście, jako mój wuj brandenburski. Skoro w naszej Rzeczypospolitej szlachcic królem obran być może, to nie masz za wysokich progów na jego nogi. Ja, mój mieczniku, a da Bóg, mój stryjaszku, rodzę się z księżniczki brandenburskiej, ojciec mój z Ostrogskiej, ale dziad, wielkiej pamięci Krzysztof Pierwszy, ten, którego Piorunem zwali, hetman wielki, kanclerz i wojewoda wileński, żonaty był <slowo_obce>primo voto<pe><slowo_obce>primo voto</slowo_obce> (łac.) --- w pierwszym małżeństwie.</pe></slowo_obce> z Sobkówną, a dlatego mitra mu z głowy nie spadła, bo Sobkówna była szlachcianka, tak zacnie urodzona jak i inne. Za to gdy nieboszczyk rodzic z elektorówną się żenił, to wydziwiano, że na godność nie pamięta, chociaż z panującym domem się łączył. Taka u was diabla szlachecka pycha. No, dobrodzieju, przyznaj, że nie myślisz, żeby Sobek od Billewicza był lepszy? No?...<end id="e1284127344977-3229983488"/></akap_dialog>


<akap id="e2074">Tak mówiąc, począł książę klepać z wielką poufałością pana miecznika po łopatce, a szlachcic zmiękł jak wosk i odrzekł:</akap>


<akap_dialog id="e2075"><begin id="b1284127443492-2573304574"/><motyw id="m1284127443492-2573304574">Religia</motyw>--- Bóg waszej książęcej mości zapłać za zacne intencje... Ciężar spada z serca! Ej, mości książę, żeby jeszcze nie różnica wiary!...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2076">--- Ksiądz katolicki będzie ślub dawał, innego ja sam nie chcę.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2077">--- Całe życie będziem za to wdzięczni, bo tu chodzi o błogosławieństwo boże, którego pewnie by Pan Jezus umknął, gdyby jaki paskudnik...</akap_dialog>


<akap id="e2078">Tu ugryzł się w język pan miecznik, bo zmiarkował, że nieprzyjemną dla księcia rzecz chciał powiedzieć, lecz Bogusław ani zauważył, owszem, uśmiechnął się łaskawie i dodał:</akap>


<akap_dialog id="e2079">--- I co do potomstwa nie będę się upierał, bo nie masz takiej rzeczy, której bym dla tej waszej śliczności nie uczynił...<end id="e1284127443492-2573304574"/></akap_dialog>


<akap id="e2080">Miecznika twarz rozjaśniła się, jakby na nią promienie słońca padły.</akap>


<akap_dialog id="e2081">--- Już też Bóg tej błaźnicy<pe><slowo_obce>błaźnica</slowo_obce> (daw., reg.) --- pieszczotliwie: młódka, panienka.</pe> nie poskąpił urody... Prawda jest!</akap_dialog>


<akap id="e2082">Bogusław znów poklepał go po ramieniu i pochyliwszy się szlachcicowi do ucha, począł szeptać:</akap>


<akap_dialog id="e2083">--- A że pierwszy będzie chłopak, to ja ręczę, i malowanie, nie chłopak!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2084">--- Chi! chi!...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2085">--- Bo nie może inny być z Billewiczówny.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2086"><begin id="b1284127664623-2125292449"/><motyw id="m1284127664623-2125292449">Rodzina, Modlitwa, Zazdrość</motyw>--- Z Billewiczówny za Radziwiłłem --- dodał miecznik, rozkoszując się połączeniem tych nazwisk. --- Chi! chi! Ot, będzie huczek na całej Żmudzi<pe><slowo_obce>Żmudź</slowo_obce> --- płn.-zach. część Litwy.</pe>... A co panowie Sicińscy, nasi nieprzyjaciele, powiedzą, gdy Billewicze tak wyrosną? Wszakże to oni nawet starego pułkownika nie zostawili w spokoju, choć to był mąż rzymskiego pokroju, od całej Rzeczypospolitej uwielbiany.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2087">--- Wyścigamy ich ze Żmudzi, mości mieczniku!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2088">--- Boże wielki, Boże miłosierny, niezbadane są wyroki Twoje, ale jeżeli w wyrokach Twoich leży, aby panowie Sicińscy popękali z inwidii<pe><slowo_obce>inwidia</slowo_obce> (z łac.) --- zazdrość, zawiść.</pe>... bądź wola Twoja!<end id="e1284127664623-2125292449"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e2089">--- Amen! --- dorzucił Bogusław.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2090">--- Mości książę! nie bierzże za złe, iż się w godność nie obwijam, jako przystoi temu, którego o dziewkę proszą, i że zbyt jawnie radość okazuję... Lecz owo żyliśmy w strapieniu, nie wiedząc, co nas czeka, i wszystko najgorzej sobie tłumacząc. Przyszło do tego, żeśmy i waszą książęcą mość źle sądzili, aż naraz pokazuje się, że strachy i posądzenia były niesłuszne i że pierwszemu uwielbieniu folgę dać można. To, mówię waszej książęcej mości, jakoby kto brzemię z ramion zdjął...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2091">--- Zali i panna Aleksandra tak mnie sądziła?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2092"><begin id="b1284127934939-11495785"/><motyw id="m1284127934939-11495785">Miłość</motyw>--- Ona? Choćbym Cyceronem był, jeszcze bym jej poprzedniej admiracji<pe><slowo_obce>admiracja</slowo_obce> (z łac.) --- podziw, uwielbienie.</pe> dla waszej książęcej mości godnie opisać nie umiał... Tak myślę, że cnota w niej jeno i przyrodzona jakowaś nieśmiałość afektom stała na przeszkodzie. Ale gdy się dowie o szczerych waszej książęcej mości intencjach, tedy jestem pewien, że sercu zaraz cugli popuści, a ono bryknąć na pastwisko miłości z największym impetem nie omieszka.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2093">--- Cyceron by tego ozdobniej nie umiał wyrazić! --- odrzekł Bogusław.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2094">--- Bo przy szczęściu i wymowa się znajdzie.<end id="e1284127934939-11495785"/> Lecz skoro wasza książęca mość tak wdzięcznie wszystkiego, co prawię, słuchać raczysz, tedy już do ostatka będę szczery.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2095">--- Bądź szczery, panie mieczniku...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2096">--- Bo choć to dziewka młoda, ale <slowo_obce>hic mulier<pe><slowo_obce>hic mulier</slowo_obce> (łac.: ten kobieta) --- mężna, wojownicza kobieta, herod-baba.</pe></slowo_obce> i przy męskim zgoła umyśle, dziw, jak charakterna. Tam, gdzie niejeden by doświadczony człek się zawahał, ona ani się namyśli. Co złe, to na lewo, co dobre, na prawo... a sama też na prawo. Słodkie to niby, a jak raz sobie drogę obierze, chociażby armaty, na nic! bo już nie zboczy. W dziada i we mnie się wdała; ojciec był żołnierz zawołany, ale człek miękki... matka zasię, Wojniłłowiczówna <slowo_obce>de domo<pe><slowo_obce>de domo</slowo_obce> (łac.) --- z domu.</pe></slowo_obce>, cioteczna siostra Kulwiecówny, także była charakterna.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2097">--- Rad to słyszę, mości mieczniku!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2098">--- Owóż nie uwierzysz, mości książę, jakie to licho na Szwedów, ba! na wszystkich nieprzyjaciół Rzeczypospolitej zawzięte. Gdyby kogoś o zdradę, choćby najmniejszą, posądzała, już by abominację<pe><slowo_obce>abominacja</slowo_obce>  (z łac.) --- wstręt, odraza, obrzydzenie.</pe> nieprzezwyciężoną do niego czuła, choćby to anioł był, nie człowiek... Wasza książęca mość! wybacz staremu, który ojcem twoim mógłby z wieku, jeśli nie z godności być: porzuć Szweda... Toż to gorszy Tatara ojczyzny ciemięzca! Rusz przeciw takim synom swoje wojska, a nie tylko ja, ale i ona pociągnie z tobą w pole! Wybaczaj, wasza książęca mość, wybaczaj!... Ot! powiedziałem, com myślał!</akap_dialog>


<akap id="e2099">Bogusław przemógł się po chwili milczenia i tak mówić począł:</akap>


<akap_dialog id="e2100">--- Panie mieczniku dobrodzieju! Godziło się wam wczoraj jeszcze przypuszczać, ale dziś już się nie godzi, że wam chcę jeno piaskiem w oczy rzucić, mówiąc, iż po stronie króla i ojczyzny stoję. Owóż pod przysięgą, jako krewnemu, powtarzam, że com o pokoju i o jego kondycjach rzekł, to była szczera prawda. Wolałbym i ja ruszyć w pole, bo mnie do tego natura ciągnie, ale żem widział, iż nie w tym ratunek, z czystej miłości musiałem się innego sposobu chwycić... I to mogę rzec, iżem niesłychanej rzeczy dokazał, bo żeby po straconej wojnie taki pokój zawrzeć, aby zwycięska potęga szła jeszcze na służbę zwyciężonej, tego by się sam najchytrzejszy z ludzi Mazarin<pe><slowo_obce>Mazarin, Jules</slowo_obce> (1602--1661) --- własc. Giulio Raimondo Mazzarini, Włoch, francuski kardynał, pierwszy minister i reformator Francji, którą faktycznie rządził w zastępstwie małoletniego Ludwika XIV.</pe> nie powstydził... Nie panna Aleksandra jedna, ale i ja na równi z nią <slowo_obce>odium</slowo_obce><pe><slowo_obce>odium</slowo_obce> (łac.) --- nienawiść, niechęć.</pe> do nieprzyjaciół czuję. Co jednak czynić? Jako tę ojczyznę ratować? <slowo_obce>Nec Hercules contra plures<pe><slowo_obce>nec Hercules contra plures</slowo_obce> (łac.) --- nawet Herkules na nic przeciw wielu.</pe>!</slowo_obce> Więc pomyślałem sobie tak: ,,Miast zginąć, co byłoby i łatwiej, i pocieszniej, trzeba ją ratować." A iżem się w sprawach tego rodzaju u wielkich statystów<pe><slowo_obce>statysta</slowo_obce>  (daw.) --- polityk, mąż stanu, strateg (dziś: osoba występująca w filmie lub sztuce teatralnej w podrzędnej roli).</pe> ćwiczył, żem to elektora krewny i u Szwedów, za przyczyną brata Janusza, dobrze widziany, wnet począłem rokowania, a jaki był ich <slowo_obce>cursus</slowo_obce><pe><slowo_obce>cursus</slowo_obce> (łac.) --- przebieg.</pe> i dla Rzeczypospolitej pożytek, to już waszmość wiesz: koniec wojny, uwolnienie spod opresji katolickiej waszej wiary, kościołów, duchowieństwa, stanu szlacheckiego, pospólstwa, pomoc szwedzka na wojnę moskiewską i kozacką, a bogdaj rozszerzenie granic... Za to zaś wszystko to jedno ustępstwo, że Carolus po Kazimierzu królem ma zostać. Kto więcej w tych czasach dla ojczyzny uczynił, niech mi stanie do oczu!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2101"><begin id="b1284129012251-1245186977"/><motyw id="m1284129012251-1245186977">Ojczyzna, Król, Szlachcic, Pochlebstwo, Wolność</motyw>--- Prawda jest... ślepy by zobaczył... jeno stanowi szlacheckiemu okrutnie markotno będzie, że wolna elekcja ustanie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2102">--- A co ważniejsze, elekcja czy ojczyzna?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2103">--- Wszystko jedno, mości książę, boć to kardynalny fundament Rzeczypospolitej... A cóż jest ojczyzna, jeżeli nie zbiór praw, przywilejów i wolności, stanowi szlacheckiemu przysługujących?... Pana i pod obcym panowaniem znaleźć można.</akap_dialog>


<akap id="e2104">Gniew i nuda przeleciały błyskawicą po obliczu Bogusława.</akap>


<akap_dialog id="e2105">--- Carolus --- rzekł --- podpisze <slowo_obce>pacta conventa<pe><slowo_obce>pacta conventa</slowo_obce> (łac.: uzgodnione warunki) --- umowa podpisywana podczas sejmu koronacyjnego przez każdego króla wybranego poprzez wolną elekcję, począwszy od 1573 r. <slowo_obce>Pacta conventa</slowo_obce> wraz z tzw. artykułami henrykowskimi uzależniały ściśle władzę królewską od woli szlachty, zapewniając jej wszystkie dotychczasowe przywileje; zobowiązując monarchę do regularnego zwoływania sejmów, ustanawiając u boku króla radę szesnastu senatorów-rezydentów, z którymi król miał uzgadniać wszelkie decyzje polityczne; uniemożliwiając przekształcenie monarchii elekcyjnej w dziedziczną, a wreszcie zezwalając na wypowiedzenie królowi posłuszeństwa poprzez wywołanie rokoszu, gdyby król naruszał przywileje szlacheckie. Przy okazji dokument zapewniał również wolność wyznania.</pe></slowo_obce>, jako i poprzednicy podpisywali, a po jego śmierci obierzem sobie, kogo zechcem... choćby tego Radziwiłła, który się z Billewiczówny narodzi.<end id="e1284129012251-1245186977"/></akap_dialog>


<akap id="e2106">Miecznik stał przez chwilę jakoby olśniony tą myślą, na koniec podniósł rękę w górę i zakrzyknął z wielkim zapałem:</akap>


<akap_dialog id="e2107">--- <slowo_obce>Consentior<pe><slowo_obce>consentior</slowo_obce>, <slowo_obce>consentire</slowo_obce> (łac.) --- zgadzam się.</pe>!</slowo_obce>...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2108">--- Tak i ja myślę, że się waść zgadzasz, choćby potem tron dziedziczny w naszej rodzinie miał zostać --- rzekł ze złośliwym uśmiechem książę. --- Tacyście wszyscy!... Ale to rzecz późniejsza. Tymczasem trzeba, żeby układy do skutku doszły... Rozumiesz waszmość, panie stryjcu?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2109">--- Trzeba, jako żywo trzeba! --- powtórzył z głębokim przekonaniem miecznik.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2110">--- Dojść zaś mogą dlatego, że wdzięcznym jestem jego szwedzkiemu majestatowi pośrednikiem, a wiesz, waszmość, z jakowych przyczyn?... Oto, Carolus ma jedną siostrę za de la Gardie, a drugą, księżniczkę biponcką, jeszcze panną, i tę chce za mnie wydać, aby się z domem naszym skoligacić i gotową partię mieć na Litwie. Stąd jego dla mnie powolność, do której go i wuj elektor nakłania.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2111">--- Jakże to? --- spytał zaniepokojony miecznik.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2112">--- Tak, mości mieczniku, że za waszego gołąbka oddałbym wszystkie księżniczki biponckie, razem z księstwem nie tylko Dwóch, ale i wszystkich na świecie Mostów. Jeno mi drażnić szwedzkiej bestii nie wypada, za czym udaję powolne dla ich rokowań ucho; ale niech jeno traktat podpiszą, zobaczymy!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2113">--- Ba! to gotowi nie podpisać, gdy się dowiedzą, żeś się wasza książęca mość ożenił?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2114">--- Mości mieczniku --- rzekł z powagą książę --- posądziłeś mnie o nieszczerość dla ojczyzny... Ja zaś, jako prawy obywatel, pytam cię teraz: mamli<pe><slowo_obce>mamli</slowo_obce> (daw.) --- czy mam.</pe> prawo dla swej prywaty dobro Rzeczypospolitej poświęcić?</akap_dialog>


<akap id="e2115">Pan Tomasz słuchał.</akap>


<akap_dialog id="e2116">--- Więc co będzie?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2117">--- Pomyśl sam waszmość: co ma być?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2118">--- Dla Boga, widzę już, że ślub musi być odłożony, a przysłowie mówi: ,,Co się odwlecze, to i uciecze."</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2119">--- Ja serca nie zmienię, bom na całe życie pokochał, a i to trzeba waszmości wiedzieć, że wiernością samą cierpliwą Penelopę<pe><slowo_obce>Penelopa</slowo_obce> (mit. gr.) --- opisana w Odysei żona Odyseusza, która czekała wiernie na męża przez 20 lat.</pe> mógłbym zawstydzić.</akap_dialog>


<akap id="e2120">Miecznik przeląkł się jeszcze bardziej, bo właśnie całkiem przeciwne o wierności książęcej miał mniemanie, które i reputacja powszechna potwierdzała, książę zaś jakby na dobitkę dodał:</akap>


<akap_dialog id="e2121">--- Ale masz wasza mość słuszność, że jutra swego nikt nie pewien: mogę zachorzeć, ba! nawet zbiera mi się na jakowąś obłożnicę, bom wczoraj tak zdrętwiał, że mnie ledwie Sakowicz odratował; mogę umrzeć, zginąć na wyprawie przeciwko Sapieże, a co będzie mitręgi, molestowań, zmartwień, tego by na wołowej skórze nie spisał.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2122">--- Na rany boskie, radź mości książę!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2123">--- Co ja poradzę? --- odrzekł ze smutkiem książę --- chociaż sam bym rad, ażeby klamka jak najprędzej zapadła.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2124">--- Otóż, żeby zapadła... Wziąć ślub, a potem co będzie, to będzie...</akap_dialog>


<akap id="e2125">Bogusław zerwał się na równe nogi.</akap>


<akap_dialog id="e2126">--- Na świętą Ewangelię! Waszmość ze swoim rozumem kanclerzem litewskim powinien byś zostać. Przez trzy dni inny by tego nie wymyślił, co waszmości od razu do głowy przyszło! Tak jest! tak! wziąć ślub i cicho siedzieć. To głowa! Ja i tak za dwa dni na Sapiehę ruszam, bo mus! Przez ten czas przejście tajemne do komnatki panieńskiej się urządzi, a potem w drogę! To głowa statysty<pe><slowo_obce>statysta</slowo_obce> (daw.) --- polityk, mąż stanu, strateg (dziś: osoba występująca w filmie lub sztuce teatralnej w podrzędnej roli).</pe>! Dwóch albo trzech konfidentów<pe><slowo_obce>konfident</slowo_obce> (daw., z łac.) --- tu: zaufany przyjaciel, ktoś, na kim można polegać (dziś: donosiciel).</pe> do tajemnicy przypuścim i za świadków weźmiem, aby ślub odbył się <slowo_obce>formaliter</slowo_obce><pe><slowo_obce>formaliter</slowo_obce> (łac.) --- formalnie, legalnie.</pe>. Intercyzę<pe><slowo_obce>intercyza</slowo_obce> --- umowa przedślubna.</pe> spiszem, wiano<pe><slowo_obce>wiano</slowo_obce> --- posag.</pe> ubezpieczym, do którego zapis dołączę, i do czasu --- sza! Mieczniku dobrodzieju! dziękujęć z serca, dziękuję! Pójdź w moje objęcia, stryjcu, bo tobie najlepszą radę zawdzięczam. Nie ja będę protestował! Pójdź w moje objęcia, a potem do mojej śliczności... Będę odpowiedzi jej czekał, jako na węglach! Tymczasem zaś Sakowicza po księdza wyprawię! Bądź zdrów, ojczyku, a da Bóg, wkrótce i dziadku Radziwiłła!</akap_dialog>


<akap id="e2127">To rzekłszy, książę wypuścił zdumionego szlachcica z objęcia i wypadł z komnaty.</akap>


<akap_dialog id="e2128">--- Dla Boga! --- rzekł do siebie, ochłonąwszy, miecznik. --- Dałem taką rozumną radę, że i Salomon by się nie powstydził, a wolałbym, żeby się bez niej obyło. Tajemnica tajemnicą... Wszakże, łam głowę, tłucz łbem o ścianę, nie może inaczej być... Hm! nie może inaczej być! ślepy dojrzy! Bogdaj tych Szwedów mróz ścisnął i wydusił w ostatku!... Żeby nie owe rokowania, to ślub odbyłby się z ceremoniami, jeszcze by cała Żmudź<pe><slowo_obce>Żmudź</slowo_obce> --- płn.-zach. część Litwy.</pe> się na weselisko zjechała. A tu do własnej żony mąż musi w wojłokach<pe><slowo_obce>wojłok</slowo_obce> (z tur.) --- filc, gruby materiał ze zbitej wełny; tu: miękkie kapcie.</pe> chodzić, żeby hałasu nie narobić. Tfu, do licha! Nie tak prędko jeszcze Sicińscy popękają, choć Bogu chwała, że ich to nie minie...</akap_dialog>


<akap id="e2129">To rzekłszy, poszedł do Oleńki.</akap>


<akap id="e2130">Książę tymczasem naradzał się w dalszym ciągu z Sakowiczem.</akap>


<akap_dialog id="e2131"><begin id="b1284130221101-2561629102"/><motyw id="m1284130221101-2561629102">Podstęp, Oświadczyny</motyw>--- Tańcował szlachcic na dwóch łapach jak niedźwiedź --- mówił Sakowiczowi --- ale też mnie wymęczył! Uf! uścisnąłem go za to, aż mu żebra zatrzeszczały, i trząsłem nim tak, iż myślałem, że mu buty razem z wiechciami z nóg zlecą... A com mu powiedział: ,,stryjcu", to aż w oczach pęczniał, jakby się całą faską bigosu udławił. Tfu! tfu! poczekaj! uczynię cię stryjcem, ale takich stryjców mam na kopy po całym świecie... Sakowicz! widzę już, jako ona mnie w swojej komnatce czeka i przyjmuje, oczki zamknąwszy i rączęta skrzyżowawszy... Czekaj i ty! wycałuję ja ci te oczki... Sakowicz! weźmiesz dożywociem Prudy za Oszmianą! Kiedy Plaska może tu stanąć?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2132">--- Przed wieczorem! Dziękuję waszej książęcej mości za Prudy...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2133">--- Nic to! Przed wieczorem? to znaczy lada chwila... żeby to można dziś jeszcze, choćby o północy, ów ślub wziąć. Masz gotową intercyzę?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2134">--- Mam. Hojny byłem w imieniu waszej książęcej mości. Birże pannie oprawą zapisałem... Będzie miecznik wył jak pies, gdy mu się to potem odbierze.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2135">--- Posiedzi w lochu, to się uspokoi.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2136">--- Nie trzeba i tego. Jak ślub pokaże się nieważny, to i wszystko nieważne. A nie mówiłem waszej książęcej mości, że się zgodzą?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2137">--- Nie czynił najmniejszych trudności... Ciekawym, co ona powie... Jakoś go nie widać!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2138">--- Padli sobie w ramiona i z rozczulenia płaczą, a błogosławią waszą książęcą mość, a nad dobrocią i urodą się unoszą.<end id="e1284130221101-2561629102"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e2139">--- Nie wiem, czyli nad urodą, bo jakoś mizernie wyglądam. Ciąglem niezdrów i boję się, żeby ona wczorajsza zdrętwiałość znów nie przyszła.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2140">--- Ej, byleś wasza książęca mość ciepła zażywał...</akap_dialog>


<akap id="e2141">Książę już stał przed zwierciadłem.</akap>


<akap_dialog id="e2142">--- Oczy mam podsiniałe i kiep Fouret brwi mi dziś krzywo uczernił. Patrz, czy nie krzywo? Każę mu palce wkręcić w kurek od muszkietu, a małpę zrobię moim kamerdynerem. Co to jest, że miecznika nie ma?... Chciałbym już do panny! Przecie pocałować się przed ślubem pozwoli... pocałować... posmakować!... Jak prędko się dziś ściemnia... Na Plaskę, jeśliby się wzdragał, trzeba obcążki do ognia wsadzić...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2143">--- Plaska nie będzie się wzdragał, to szelma spod ciemnej gwiazdy!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2144">--- I ślub da po szelmowsku.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2145">--- Szelma szelmę po szelmowsku ożeni.</akap_dialog>


<akap id="e2146">Książę wpadł w dobry humor.</akap>


<akap_dialog id="e2147">--- Gdzie rajfur<pe><slowo_obce>rajfur</slowo_obce> --- stręczyciel.</pe> drużbą, nie może być innego ślubu.</akap_dialog>


<akap id="e2148">Na chwilę umilkli i poczęli się śmiać obaj, ale rzechotanie ich dziwnie złowrogo rozlegało się po ciemnej izbie. Noc zapadała coraz głębsza.</akap>


<akap id="e2149">Książę począł chodzić po pokoju, stukając głośno czekanikiem, którym podpierał się silnie, bo od ostatniego odrętwienia nogi mu jeszcze niezbyt służyły.</akap>


<akap id="e2150">Wtem pachołkowie wnieśli kandelabry ze świecami i wyszli, lecz pęd powietrza pochylił płomienie świec tak, iż długo nie mogły się palić prosto, topiąc tymczasem obficie wosk.</akap>


<akap_dialog id="e2151">--- Patrz, jak się świecę palą --- rzekł książę. --- Cóż stąd wróżysz?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2152">--- Że jedna cnota stopi się dziś jak wosk.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2153">--- Dziw, jak długo trwa to chybotanie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2154">--- Może dusza starego Billewicza przelatuje nad płomieniami.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2155">--- Głupiś! --- rzekł porywczo książę Bogusław --- ogromnieś głupi! A wybrał też sobie porę do mówienia o duchach!</akap_dialog>


<akap id="e2156">Nastała chwila milczenia.</akap>


<akap_dialog id="e2157">--- W Anglii powiadają --- ozwał się książę --- że jak duch jakowy jest w izbie, to każda świeca będzie ci się palić błękitno, a te, patrz! płoną żółto, jak zwykle.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2158">--- Furda! --- rzekł Sakowicz. --- W Moskwie są ludzie...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2159">--- Cicho no!... --- przerwał Bogusław. --- Miecznik nadchodzi... Nie! to wiatr porusza okiennicą. Diabli nadali tę ciotkę dziewczyny... Kulwiec-Hippocentaurówna<pe><slowo_obce>hippocentaur</slowo_obce> (z gr.) --- centaur, w mit. gr. pół koń, pół człowiek; tu przydomek, oznaczający jeźdźców tak dobrych, jakby zrośniętych z wierzchowcem.</pe>! Słyszał kto o czymś podobnym? Ale też i wygląda na Chimerę<pe><slowo_obce>Chimera</slowo_obce> (mit. gr.) --- potwór ziejący ogniem, z głową lwa, ciałem kozy i ogonem węża.</pe>.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2160">--- Chcesz wasza książęca mość, to się z nią ożenię. Nie będzie zawadzać. Plaska nas zlutuje na poczekaniu.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2161">--- Dobrze. Dam jej jaworową łopatę na prezent ślubny, a tobie latarnię, żebyś jej miał czym świecić.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2162">--- Ale będę twoim wujaszkiem... Bogusiu...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2163">--- Pamiętaj na Kastora! --- odparł książę.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2164">--- Nie gładź Kastora, mój Polluksie, pod włos, bo może ugryźć!</akap_dialog>


<akap id="e2165">Dalszą rozmowę przerwało wejście miecznika i panny Kulwiecówny. Książę postąpił ku nim żywo, podpierając się czekanikiem. Sakowicz wstał.</akap>


<akap_dialog id="e2166">--- A co? można do Oleńki? --- spytał książę.</akap_dialog>


<akap id="e2167">Lecz miecznik tylko ręce rozłożył, a głowę spuścił na piersi.</akap>


<akap_dialog id="e2168">--- Mości książę! Synowica moja powiada, że jej testament pułkownika Billewicza zakazuje losem swym rozporządzać, a gdyby nawet nie zakazywał, tedyby za waszą książęcą mość, nie mając do niej serca, nie wyszła.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2169">--- Sakowicz! słyszysz? --- ozwał się strasznym głosem Bogusław.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2170">--- O tym testamencie i ja wiedziałem --- mówił miecznik --- alem w pierwszej chwili nie uważał go za niezwalczone <slowo_obce>impedimentum</slowo_obce><pe><slowo_obce>impedimentum</slowo_obce> (łac.) --- przeszkoda, kłopot.</pe>.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2171">--- Drwię sobie z waszych szlacheckich testamentów! --- rzekł książę. --- Plwam na wasze szlacheckie testamenta! rozumiesz!...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2172">--- Ale my nie drwim! --- odparł zaperzony pan Tomasz --- a wedle testamentu wolno dziewce albo do klasztoru, albo za Kmicica.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2173">--- Za kogo, szerepetko? za Kmicica?... Pokażę ja wam Kmiciców!... nauczę was!...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2174">--- Kogo to, mości książę, szerepetką nazywasz! Billewicza?</akap_dialog>


<akap id="e2175">I miecznik za bok się pochwycił w furii największej, lecz Bogusław w jednej chwili trzasnął go obuchem w piersi, aż w szlachcicu jękło i zwalił się na ziemię, sam zaś kopnąwszy leżącego nogą, aby drogę do drzwi otworzyć, wypadł bez kapelusza z komnaty.</akap>


<akap_dialog id="e2176">--- Jezus! Maria! Józef! --- wołała panna Kulwiecówna.</akap_dialog>


<akap id="e2177">Lecz Sakowicz chwycił ją za ramię i przyłożywszy jej kindżał do piersi, mówił:</akap>


<akap_dialog id="e2178">--- Cicho, klejnociku, cicho, turkaweczko najmilsza, bo ci twoje słodkie gardło poderżnę jako kulawej kurze. Siedź tu spokojnie i nie chodź na górę, bo tam się wesele twej siostrzenicy odprawia.</akap_dialog>


<akap id="e2179">Lecz w pannie Kulwiecównie płynęła również krew rycerska, więc ledwie usłyszała słowa Sakowicza, natychmiast przestrach jej zmienił się w rozpacz i uniesienie.</akap>


<akap_dialog id="e2180">--- Łotrze! zbóju! poganinie! --- krzyknęła --- zarżnij mnie, bo będę krzyczeć na całą Rzeczpospolitę. Brat zabit, krewna pohańbiona, nie chcę i ja żyć! Bij, zbóju, zarżnij! Ludzie! schodźcie się! patrzajcie!...</akap_dialog>


<akap id="e2181">Dalsze słowa stłumił Sakowicz, położywszy jej na ustach swą dłoń potężną.</akap>


<akap_dialog id="e2182">--- Cicho, krzywa kądziołko! cicho, zwiędła ruto! --- rzekł do niej. --- Jać nie będę zarzynał, po co mam diabłu dawać to, co i tak jego, ale żebyś nie mogła jako paw krzyczeć, zanim się uspokoisz, to ci twą wdzięczną buzię własną twoją chustką obwiążę, a sam lutnię wezmę i ,,wzdychanego" ci zagram. Nie może być inaczej, jeno musisz mnie polubić.</akap_dialog>


<akap id="e2183">Tak mówiąc, pan starosta oszmiański, z wprawą prawdziwego rzezimieszka, okręcił głowę panny Kulwiecówny chustką, pasem skrępował jej w mgnieniu oka ręce, nogi i rzucił ją na sofę.</akap>


<akap id="e2184">Następnie siadł przy niej i wyciągnąwszy się wygodnie, spytał tak spokojnie, jak gdyby zwykłą rozpoczynał rozmowę:</akap>


<akap_dialog id="e2185">--- Jakże waćpanna myślisz? Ja mniemam, że i Boguś równie sobie łatwo poradzi?</akap_dialog>


<akap id="e2186">Wtem zerwał się na równe nogi, bo drzwi otworzyły się szybko i ukazała się w nich panna Aleksandra.</akap>


<akap id="e2187">Twarz miała białą jak kreda, włos nieco rozrzucony, brew namarszczoną i zgrozę w oczach.</akap>


<akap id="e2188">Ujrzawszy leżącego miecznika, przyklękła nad nim i poczęła ręką dotykać jego głowy i piersi.</akap>


<akap id="e2189">Miecznik odetchnął głęboko, otworzył oczy, podniósł się na wpół i jął rozglądać się po komnacie, jakby zbudzony ze snu, następnie wsparłszy się ręką o ziemię, popróbował wstać, co mu się po chwili przy pomocy panienki udało, więc doszedł chwiejnym krokiem do krzesła i rzucił się w nie.</akap>


<akap id="e2190">Oleńka teraz dopiero dostrzegła pannę Kulwiecównę leżącą na sofie.</akap>


<akap_dialog id="e2191"><begin id="b1284130901191-1807677125"/><motyw id="m1284130901191-1807677125">Sługa, Władza, Kobieta</motyw>--- Czyś ją waść zamordował? --- spytała Sakowicza.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2192">--- Uchowaj Boże! --- odrzekł starosta oszmiański.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2193">--- Rozkazujęć rozwiązać!</akap_dialog>


<akap id="e2194">Tyle było mocy w jej głosie, że Sakowicz nie odrzekł ani słowa, jak gdyby rozkaz wyszedł od samej księżnej Radziwiłłowej, i począł rozwiązywać zemdloną pannę Kulwiecównę.</akap>


<akap_dialog id="e2195">--- A teraz --- rzekła panna --- idź do twego pana, któren<pe><slowo_obce>któren</slowo_obce> --- dziś popr. który.</pe> tam leży na górze.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2196">--- Co się stało? --- krzyknął, oprzytomniawszy, Sakowicz. --- Waćpanna odpowiesz za niego!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2197">--- Nie przed tobą, sługo! Precz!</akap_dialog>


<akap id="e2198">Sakowicz skoczył jak opętany.<end id="e1284130901191-1807677125"/></akap>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e2199">Rozdział XVIII</naglowek_rozdzial>



<akap id="e2200">Sakowicz nie odstępował księcia przez dwa dni, bo drugi paroksyzm cięższy był od pierwszego; szczęki Radziwiłła tak się zwarły, że trzeba je było nożem otwierać, aby do ust wlać lekarstwo trzeźwiące. Zaraz potem odzyskał przytomność, jednakże trząsł się, dygotał, podskakiwał na łożu, wyprężał się jak zwierz śmiertelnie postrzelony. Gdy i to minęło, przyszło osłabienie ogromne; przez całą noc patrzył w sufit, nic nie mówiąc. Nazajutrz, po wzięciu odurzających leków, zapadł w sen twardy i ciężki, a koło południa rozbudził się znowu, zlany potem obfitym.</akap>


<akap_dialog id="e2201">--- Jak się wasza książęca mość czuje? --- pytał Sakowicz.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2202">--- Lepiej mi. Czy nie przyszły jakowe listy?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2203">--- Są od elektora i Szteinboka, leżą tu na stole, ale czytanie na później trzeba odłożyć, bo wasza książęca mość sił jeszcze nie masz.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2204">--- Dawaj zaraz... słyszysz?</akap_dialog>


<akap id="e2205">Starosta oszmiański wziął listy i podał, a Bogusław przeczytał je po dwakroć, po czym pomyślał chwilę i rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e2206">--- Jutro ruszamy na Podlasie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2207">--- Jutro będziesz, mości książę, w łożu, jako i dzisiaj.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2208">--- Będę na koniu jako i ty!... Milcz, nie przeciw się!...</akap_dialog>


<akap id="e2209">Starosta umilkł i przez chwilę trwała cisza, którą przerywał tylko poważny i powolny tyk-tak gdańskiego zegara.</akap>


<akap_dialog id="e2210">--- Rada była głupia i pomysł głupi --- rzekł nagle książę --- i ja także głupi, żem cię usłuchał...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2211">--- Wiedziałem, że jak się nie uda, to wina na mnie spadnie --- odrzekł Sakowicz.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2212">--- Boś podrwił głową<pe><slowo_obce>podrwić głową</slowo_obce> --- źle coś obmyślić.</pe>.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2213">--- Rada była roztropna, ale jeśli tam jest jaki diabeł na usługach, który o wszystkim ostrzega, ja za to nie odpowiadam.</akap_dialog>


<akap id="e2214">Książę podniósł się na łóżku.</akap>


<akap_dialog id="e2215">--- Myślisz?... --- rzekł, patrząc bystro na Sakowicza.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2216">--- A wasza książęca mość nie zna papistów<pe><slowo_obce>papista</slowo_obce> --- katolik, zwolennik papieża.</pe>?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2217">--- Znam, znam! <begin id="b1284131096485-3359396747"/><motyw id="m1284131096485-3359396747">Zabobony</motyw>I mnie często do głowy przychodziło, że to mogą być czary. Od wczoraj pewien jestem. Utrafiłeś w moją myśl, dlategom cię spytał, zali naprawdę tak mniemasz? Ale które z nich może w komitywę z siłą nieczystą wchodzić?... Przecie nie ona, bo cnotliwa... i nie miecznik, bo za głupi?...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2218">--- A choćby ona ciotka...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2219">--- Może to być...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2220">--- Dla pewności na krzyż ją wczoraj wiązałem, a przed tym przyłożyłem jej nóż do gardzieli i imaginuj sobie wasza książęca mość, patrzę dziś, a ostrze jakoby w ogniu stopione.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2221">--- Pokaż!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2222">--- Cisnąłem nóż do wody, choć w rękojeści turkus był zacny. Wolałem tego już więcej nie tykać.<end id="e1284131096485-3359396747"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e2223">--- To ci powiem, co mi się wczoraj przygodziło... <begin id="b1284131187575-3562439904"/><motyw id="m1284131187575-3562439904">Zabobony, Choroba</motyw>Wpadłem do niej jak oszalały. Com mówił, nie pamiętam... ale to wiem, że dziewka krzyknęła: ,,W ogień pierwej się rzucę!" Wiesz, jako tam komin ogromny. I wraz skoczyła! Ja za nią. Porwałem ją wpół. Już się szatki na niej zatliły. Musiałem gasić i trzymać zarazem. Wtem dur mnie schwycił, szczęki mi się ścięły... Rzekłbyś, że mnie kto za żyły w szyi szarpnął... Za czym wydało mi się, że owe iskry, wedle nas latające, zmieniły się w pszczoły i brzęczą jako pszczoły... Ot, jak mnie tu widzisz, prawda!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2224">--- I co później?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2225">--- Nic już nie pamiętam, jeno taki strach, jak gdybym w niezmierną studnię zlatywał, w jakąś głębię bezdenną. Co za strach!... powiadam ci, co za strach! Teraz jeszcze włosy wstają mi na głowie... I nie sam strach, ale... Jakby powiedzieć... i czczość, i nuda niezmierna, i umęczenie niepojęte... Szczęściem, moce niebieskie były ze mną, inaczej już bym dziś z tobą nie rozmawiał.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2226">--- Wasza książęca mość miałeś paroksyzm... Sama choroba często różne jasełeczka przed oczy stawia, ale dla pewności można by kazać nieco lodu na rzece odrąbać i tę babę spławić.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2227">--- Jechał ją sęk! I tak jutro ruszamy, a potem przyjdzie wiosna, inne będą zaraz gwiazdy i noce krótkie, wszelką nieczystą siłę debilitujące.<end id="e1284131187575-3562439904"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e2228"><begin id="b1284131292819-2350310195"/><motyw id="m1284131292819-2350310195">Pieniądz</motyw>--- Skoro mamy jutro ruszać, to już lepiej wasza książęca mość tej dziewki zaniechaj.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2229">--- Choćbym nie chciał, muszę... Wcale żądze dziś ode mnie odpadły.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2230">--- Puść ich, niech sobie idą do diabła!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2231">--- Nie może być!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2232">--- Czemu?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2233">--- Bo mi się szlachcic do okrutnych pieniędzy przyznał, które są w Billewiczach zakopane. Puszczę ich, to odkopią i pójdą w lasy. Wolę ich tu potrzymać, a pieniądze w rekwizycję wziąć... Teraz wojna, to wolno! Zresztą, sam się ofiarował. Każemy sady w Billewiczach skopać piędź przy piędzi; musimy znaleźć. Miecznik zaś, siedząc tu, przynajmniej hałasu i krzyku na całą Litwę nie naczyni, że go zrabowano. Złości mnie biorą, gdy pomyślę, ilem tu pieniędzy na próżno stracił na owe uciechy i turnieje, a wszystko to na nic! na nic!...<end id="e1284131292819-2350310195"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e2234">--- Mnie już dawno i na tę dziewkę złości brały. A mówię waszej książęcej mości, że gdy wczoraj przyszła i rzekła mi, niby ostatniemu ciurze: ,,Ruszaj, sługo, na górę, bo tam pan twój leży" --- tylko com jej głowy nie ukręcił jako szpakowi, ile żem myślał, że to ona sama pchnęła waszą książęcą mość nożem, czyli ustrzeliła z krócicy.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2235">--- Ty wiesz, iż nie lubię, żeby kto u mnie rządził jak szara gęś... I dobrze, żeś tego nie uczynił, bo kazałbym cię owymi żelazkami szczypać, które na Plaskę były przygotowane... Wara ci od niej...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2236">--- Plaskę jużem wyprawił z powrotem. Okrutnie był zdziwiony, nie wiedząc, po co go przywieźli i po co każą precz. Chciał coś za fatygę, że to, powiada, ,,w handlu mam straty", alem mu rzekł: w nagrodę skórę całą wywozisz!... Zali to naprawdę jutro mamy ruszać na Podlasie?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2237">--- Jako Bóg w niebie. A wojska powyprawiane wedle moich rozkazów?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2238">--- Rajtarie wyszły już do Kiejdan, skąd mają do Kowna ruszyć i tam czekać... Nasze polskie chorągwie są jeszcze tu, nie zdało mi się naprzód ich wyprawiać. Ludzie niby pewni, a przecie mogliby się z konfederatami zwąchać. Głowbicz pojedzie z nami; semenowie<pe><slowo_obce>semen</slowo_obce> --- Kozak.</pe> pod Wrotyńskim także, Karlström ze Szwedy<pe><slowo_obce>ze Szwedy</slowo_obce> --- dziś popr. forma N. lm: ze Szwedami.</pe> idzie w przedniej straży... Po drodze ma rozkaz rebelizantów, a zwłaszcza chłopstwo wycinać.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2239">--- Dobrze.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2240">--- Kyritz z piechotą ma ciągnąć z wolna, ażeby w ciężkim terminie było się o kogo oprzeć. Jeśli mamy iść naprzód jako piorun i cały rachunek nasz na szybkości polega, to nie wiem, jeżeli pruskie i szwedzkie rajtarie będą nam przydatne. Szkoda, że nie staje polskich chorągwi, bo mówiąc między nami, nie masz nad naszą jazdę...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2241">--- A artyleria wyszła?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2242">--- Wyszła.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2243">--- Jakże? i Paterson?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2244">--- Nie! Paterson jest, pilnuje Ketlinga, który własną szpadą zranił się dość szkodliwie. On go bardzo miłuje. Gdybym Ketlinga nie znał, iż odważny oficer, myślałbym, że się umyślnie zakłuł, aby na wyprawę nie iść.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2245">--- Trzeba tu będzie ze sto ludzi zostawić, toż w Rosieniach, toż w Kiejdanach. Szwedzkie prezydia<pe><slowo_obce>prezydium</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>praesidium</slowo_obce>) --- straż, zbrojna załoga.</pe> szczupłe, a de la Gardie i tak co dzień od Loewenhaupta ludzi żąda. Jak jeszcze i my wyjdziemy, rebelia zapomni o szawelskiej klęsce i znów głowę podniesie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2246">--- Rosną oni i tak. Znów słyszałem, iż Szwedów w Telszach wycięto.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2247">--- Szlachta? chłopi?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2248">--- Chłopi pod przywództwem księdza, ale są i partie szlacheckie, szczególnie wedle Laudy.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2249">--- Laudańscy pod Wołodyjowskim wyszli.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2250">--- Siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, wiele.</pe> wyrostków i starców zostało. Ci za broń chwytają, bo to wojennicy z rodu.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2251">--- Bez pieniędzy nic rebelia nie wskóra.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2252">--- A my się w Billewiczach zasilim. Trzeba być geniuszem jak wasza książęca mość, żeby tak we wszystkim znaleźć poradę.</akap_dialog>


<akap id="e2253">Bogusław gorzko się uśmiechnął.</akap>


<akap_dialog id="e2254"><begin id="b1284132707582-2513068062"/><motyw id="m1284132707582-2513068062">Patriota, Ojczyzna, Zdrada</motyw>--- Lepiej w tym kraju cenią tego, kto się królowej jejmości i szlachcie akomodować<pe><slowo_obce>akomodować</slowo_obce> (z łac.: przystosować) --- tu: przypodobać się, dogadzać.</pe> umie. Geniusz ni cnota nie popłaca. Szczęście, żem to i książęciem Rzeszy, a za nogę mnie przecie do sosny nie przywiążą. Byle mnie intraty<pe><slowo_obce>intrata</slowo_obce> --- dochód z dóbr ziemskich, pożytek.</pe> z dóbr tu położonych regularnie dochodziły, nie dbam o całą Rzeczpospolitą.<end id="e1284132707582-2513068062"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e2255">--- Żeby tylko konfiskować nie chciano?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2256">--- Pierwej my skonfiskujemy Podlasie, jeśli nie całą Litwę. Tymczasem zawołaj mi Patersona.</akap_dialog>


<akap id="e2257">Sakowicz wyszedł i po chwili wrócił z Patersonem. Rozpoczęła się przy łożu książęcym narada, skutkiem której nazajutrz do dnia miano ruszać i nagłymi pochodami ciągnąć na Podlasie. Książę Bogusław wieczorem czuł się już o tyle lepiej, że ucztował razem z oficerami i żartami do późna się bawił, słuchając z przyjemnością rżenia koni i szczęku oręża gotujących się do pochodu chorągwi.</akap>


<akap id="e2258">Chwilami oddychał głęboko i przeciągał się w krześle.</akap>


<akap_dialog id="e2259">--- Widzę, że ta wyprawa zdrowie mi wróci --- mówił do oficerów --- bom też wśród tych wszystkich układów i zabaw znacznie pole zależał. Ale w Bogu nadzieja, że poczują rękę moją konfederaci i nasz eks-kardynał w koronie<pe><slowo_obce>eks-kardynał w koronie</slowo_obce> --- król Jan Kazimierz, po dwóch latach nowicjatu w zakonie jezuitów, mimo braku święceń kapłańskich w 1646 r. został mianowany przez papieża kardynałem. Zrezygnował z tej godności, kiedy został królem i poślubił wdowę po bracie, królową Marię Ludwikę Gonzagę.</pe>.</akap_dialog>


<akap id="e2260">Na to zaś Paterson ośmielił się odpowiedzieć:</akap>


<akap_dialog id="e2261">--- Szczęście to, że Dalila nie obcięła włosów Samsonowi<pe><slowo_obce>Dalila nie obcięła włosów Samsonowi</slowo_obce> --- Samson  (XII w. p.n.e.), opisany w Biblii bohater izraelski, walczący z Filistynami, został obdarzony przez Boga niezwykła siłą, zaklętą w jego długich włosach. Jego kochanka Dalila, przekupiona przez wrogów, ostrzygła go i bezsilnego wydała Filistynom. Po długiej niewoli Samson, odzyskawszy część siły, zdołał zburzyć filary w budynku, w którym był więziony, grzebiąc pod gruzami siebie i wielu wrogów.</pe>.</akap_dialog>


<akap id="e2262">Bogusław popatrzył na niego przez chwilę dziwnym wzrokiem, od którego Szkot już mieszać się począł, ale po chwili oblicze książęce rozjaśniło się strasznym uśmiechem.</akap>


<akap_dialog id="e2263">--- Jeśli filarem jest Sapieha --- odrzekł --- to nim tak potrząsnę, że cała Rzeczpospolita na łeb mu runie.</akap_dialog>


<akap id="e2264">Rozmowa była prowadzona po niemiecku, więc wszyscy cudzoziemscy oficerowie-jurgieltnicy<pe><slowo_obce>jurgieltnik</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>Jahrgeld</slowo_obce>: coroczna wypłata) --- oficer lub urzędnik opłacany przez obce państwo (lub korumpowany przez kogoś innego stałą pensją).</pe> zrozumieli ją doskonale i odpowiedzieli chórem:</akap>


<akap_dialog id="e2265">--- Amen!</akap_dialog>


<akap id="e2266">Nazajutrz pochód z księciem na czele wyruszył do dnia. Szlachta pruska, którą świetny dwór przywabiał, poczęła zaraz wynosić się do domów.</akap>


<akap id="e2267">Za nimi ruszyli do Tylży ci, którzy w Taurogach szukali przed groźbami wojny schronienia, a którym Tylża wydała się teraz bezpieczniejszą. Zostali tylko miecznik, panna Kulwiecówna i Oleńka, nie licząc Ketlinga i starego oficera Brauna, który nad szczupłym prezydium<pe><slowo_obce>prezydium</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>praesidium</slowo_obce>) --- straż, zbrojna załoga.</pe> miał komendę.</akap>


<akap id="e2268">Miecznik po owym uderzeniu obuszkiem leżał dni kilkanaście, krew od czasu do czasu ustami oddając, że jednak żadna kość nie była złamana, począł z wolna przychodzić do siebie i o ucieczce zamyślać.</akap>


<akap id="e2269">Tymczasem nadjechał ciwun<pe><slowo_obce>ciwun</slowo_obce> (reg.) --- urzędnik, zarządca.</pe> z Billewicz z listem od samego Bogusława. Miecznik nie chciał z początku pisma czytać, lecz wkrótce namyślił się inaczej, idąc w tym za radą panienki, która była zdania, że lepiej znać wszystkie zamiary nieprzyjaciela.</akap>


<akap id="e2270">,,Mnie wielce miłościwy panie Billewicz! <slowo_obce>Concordia res parvae crescunt, discordia maximae dilabuntur<pe><slowo_obce>Concordia res parvae crescunt, discordia maximae dilabuntur</slowo_obce> (łac.) --- W zgodzie małe rzeczy wzrastają, w niezgodzie nawet największe upadają; cytat z pism rzymskiego historyka Salustiusza (86--34 p.n.e.).</pe>!</slowo_obce> Fata<pe><slowo_obce>fatum</slowo_obce> (łac.) --- los, zrządzenie losu, przeznaczenie; tu M. lm <slowo_obce>fata</slowo_obce>: losy.</pe> to sprawiły, iżeśmy się nie rozstali tak zgodnie, jakby sobie moje afekta dla WPana i jego wdzięcznej synowicy życzyć mogły, w czym, dalibóg, nie moja wina, gdyż to WPan wiesz najlepiej, iżeście mnie za moje szczere intencje niewdzięcznością nakarmili. Co się zaś w gniewie czyni, tego wedle amicycji<pe><slowo_obce>amicycja</slowo_obce> (z łac.) --- przyjaźń.</pe> w rachubę brać nie trzeba, tuszę przeto, że popędliwe me uczynki zechcesz WPan krzywdą, której od was doznałem, zgoła wyekskuzować<pe><slowo_obce>wyekskuzować</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>excuso</slowo_obce>, <slowo_obce>excusare</slowo_obce>) --- wytłumaczyć, usprawiedliwić.</pe>. Ja wam też z serca odpuszczam, jako mi chrześcijańska miłość nakazuje, i do zgody powrócić pragnę. Żeby zaś WPanu dać rękojmię, że urazy w sercu nie zostało, nie osądziłem za rzecz godną odmawiać WPanu tej przysługi, której ode mnie żądałeś, i pieniądze WMPanowe przyjmuję..."</akap>


<akap id="e2271">Tu miecznik przestał czytać, uderzył kułakiem w stół i zakrzyknął:</akap>


<akap_dialog id="e2272">--- Pierwej mnie na marach zobaczy niż szeląg z mojej szkatuły!...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2273">--- Czytaj ojciec dalej --- rzekła Oleńka.</akap_dialog>


<akap id="e2274">Miecznik podniósł znów pismo do oczu.</akap>


<akap id="e2275">,,...Której gotowizny dobywaniem nie chcąc WPana trudzić i zdrowia jego w dzisiejszych burzliwych czasach na szwank wystawiać, kazałem sam ją wydobyć i obliczyć..."</akap>


<akap id="e2276">W tym miejscu zabrakło panu miecznikowi głosu i list wypadł mu z rąk na podłogę; przez chwilę zdawało się, że mowa została szlachcicowi odjętą, bo palcami tylko chwycił się za czuprynę i targał ją z całej siły:</akap>


<akap_dialog id="e2277">--- Bij, kto w Boga wierzy! --- zakrzyknął wreszcie.</akap_dialog>


<akap id="e2278">Na to Oleńka:</akap>


<akap_dialog id="e2279">--- Jedna krzywda więcej, kara boska bliżej, bo miara wkrótce się dopełni...</akap_dialog>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e2280">Rozdział XIX</naglowek_rozdzial>



<akap id="e2281">Rozpacz miecznika była tak wielka, że panna musiała go pocieszać i zapewniać, że tych pieniędzy za przepadłe uważać nie trzeba, bo przecie sam list ów za skrypt<pe><slowo_obce>skrypt</slowo_obce> --- skrypt dłużny, dokument wystawiony przez dłużnika, zawierający potwierdzenie zaciągniętego długu i zobowiązanie do jego zwrotu.</pe> starczy, a Radziwiłła, pana tylu dóbr na Litwie i Rusi, jest na czym poszukiwać.</akap>


<akap id="e2282">Natomiast, że trudno było przewidzieć, co ich oboje spotkać jeszcze może, zwłaszcza gdyby Bogusław powrócił zwycięsko do Taurogów, poczęli tym gorliwiej myśleć o ucieczce.</akap>


<akap id="e2283">Oleńka radziła ją wszelako odłożyć, dopóki by Hassling-Ketling nie wyzdrowiał, bo Braun był to posępny i nieużyty żołdak, pilnujący ślepo rozkazów, i niepodobna było go przejednać.</akap>


<akap id="e2284"><begin id="b1285767274865-3537244529"/><motyw id="m1285767274865-3537244529">Poświęcenie, Miłość</motyw>Co do Ketlinga, wiedziała doskonale panienka, że dlatego się zranił, aby przy niej pozostać, zatem wierzyła głęboko, że wszystko dla niej uczynić gotów. Sumienie niepokoiło ją wprawdzie bez ustanku pytaniami, czy ma prawo dla własnego ocalenia poświęcać cudzy los, a może i życie, lecz groźby, które nad nią wisiały w Taurogach, były tak straszne, że stokroć przewyższały niebezpieczeństwa, na jakie Ketling z powodu opuszczenia służby mógł być narażony. Bo przecie Ketling, jako wyborny oficer, wszędy mógł znaleźć służbę, i to szlachetniejszą, a z nią razem i potężnych protektorów, jako król, jako pan Sapieha lub pan Czarniecki. I będzie przy tym służył dobrej sprawie, i znajdzie pole wywdzięczenia się temu krajowi, który go, wygnańca, przygarnął. Śmierć grozi mu tylko w takim razie, gdyby wpadł w ręce Bogusława, ale przecie Bogusław nie włada jeszcze w całej Rzeczypospolitej.</akap>


<akap id="e2285">Panna przestała się wahać i gdy zdrowie młodego oficera polepszyło się już tak znacznie, że mógł służbę odbywać, wezwała go do siebie.</akap>


<akap id="e2286">Ketling stanął przed nią blady, wynędzniały, bez kropli krwi w twarzy, ale pełen zawsze czci, uwielbienia i pokory.</akap>


<akap id="e2287">Na jego widok łzy zakręciły się w oczach Oleńce, bo przecie była to jedyna życzliwa dusza w Taurogach, a taka przy tym biedna i cierpiąca, że gdy Oleńka na powitanie spytała go o zdrowie, młody oficer odrzekł:</akap>


<akap_dialog id="e2288">--- Niestety, pani, wraca, a tak by mi było dobrze umrzeć...<end id="e1285767274865-3537244529"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e2289">--- Waćpanu trzeba porzucić tę służbę --- odrzekła, patrząc nań ze współczuciem dziewczyna --- bo tak zacnemu sercu trzeba pewności, że zacnej sprawie, zacnemu panu służy.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2290">--- Niestety! --- powtórzył oficer.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2291"><begin id="b1285768118872-14958280"/><motyw id="m1285768118872-14958280">Honor</motyw>--- Kiedy kończy się służba waćpana?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2292">--- Za pół roku dopiero.</akap_dialog>


<akap id="e2293">Oleńka pomilczała chwilę, po czym podniosła na niego swe cudne oczy, które w tej chwili przestały być surowe, i rzekła:</akap>


<akap_dialog id="e2294">--- Słuchaj mnie, panie kawalerze. Będę mówiła jako do brata, jako do serdecznego konfidenta<pe><slowo_obce>konfident</slowo_obce>  (z łac., daw.) --- tu: zaufany przyjaciel, ktoś, na kim można polegać, powiernik (dziś: donosiciel).</pe>: waćpan możesz i powinieneś się uwolnić.</akap_dialog>


<akap id="e2295">To rzekłszy, wyznała mu wszystko: i zamiar ucieczki, i to, że na jego pomoc rachuje. Poczęła mu przedstawiać, że służbę wszędy może znaleźć, a piękną, jako jego dusza jest piękną, a zaszczytną, jak honor rycerski wymagać może; wreszcie takimi skończyła słowy:</akap>


<akap_dialog id="e2296">--- Ja waćpanu do śmierci będę wdzięczną. Pod bożą opiekę chcę się schronić i Bogu w zakonie ślubować, ale gdziekolwiek będziesz, daleko czy blisko, na wojnie, w pokoju, będę się za waćpana modliła, będę prosiła Boga, by bratu mojemu i dobroczyńcy dał spokój i szczęście, gdy ja prócz wdzięczności i modlitwy nic mu więcej dać nie mogę...</akap_dialog>


<akap id="e2297">Tu głos jej zadrżał, a oficer słuchał jej słów, bledniejąc jak chusta, na koniec klęknął, obie dłonie przyłożył do czoła i głosem do jęku podobnym odrzekł:</akap>


<akap_dialog id="e2298">--- Nie mogę, pani! nie mogę!...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2299">--- Waćpan mi odmawiasz? --- spytała ze zdumieniem Billewiczówna.</akap_dialog>


<akap id="e2300">A on zamiast odpowiedzieć modlić się począł.</akap>


<akap_dialog id="e2301">--- Boże wielki i miłosierny! --- mówił. --- Od dziecinnych lat nigdy fałsz nie postał na wargach moich, nigdy nie splamił mnie krzywy uczynek. Wyrostkiem będąc, broniłem tą słabą ręką króla mojego i ojczyzny, za cóż, Panie, karzesz mnie tak ciężko i zsyłasz mękę, do której, sam widzisz, sił mi brakuje!</akap_dialog>


<akap id="e2302">Tu zwrócił się do Oleńki:</akap>


<akap_dialog id="e2303">--- Pani, ty nie wiesz, co to jest rozkaz dla żołnierza, że w posłuchu nie tylko jego obowiązek, ale jego cześć i honor. Mnie, pani, wiąże przysięga, i więcej niż przysięga, bo słowo rycerskie, że służby przed terminem nie porzucę i co do niej należy, ślepo spełnię. Jam żołnierz i szlachcic i tak mi dopomóż Bóg, jako nigdy w życiu nie pójdę śladem takich jurgieltników<pe><slowo_obce>jurgieltnik</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>Jahrgeld</slowo_obce>: coroczna wypłata) --- oficer lub urzędnik opłacany przez obce państwo (lub korumpowany przez kogoś innego stałą pensją); tu: żołnierz bez honoru, służący tylko dla pieniędzy.</pe>, którzy honor i służbę zdradzają. A nawet na rozkaz, nawet na prośbę twoją, pani, słowa nie złamię, choć w męce to mówię i bólu. Gdybym, mając rozkaz nie puszczać nikogo z Taurogów, stał na straży przy bramie i gdybyś wówczas ty sama, pani, przejść ją wbrew rozkazowi chciała, tedy przeszłabyś, ale po moim trupie. Tyś mnie, pani, nie znała i zawiodłaś się na mnie. Ale zlituj się, zrozumiej, że ja ci do ucieczki pomagać nie mogę i słuchać nawet o niej nie powinienem, gdyż rozkaz jest wyraźny, gdyż odebrał go Braun i nas pięciu pozostałych tu oficerów. Boże, Boże! gdybym był przewidział taki rozkaz, wolej bym poszedł na tę wyprawę... Ja panią nie przekonam, nie uwierzysz mi, a jednak Bóg widzi, Bóg niech tak mnie sądzi po śmierci, jako prawda, że życie dałbym ci bez wahania... honoru nie mogę, nie mogę!<end id="e1285768118872-14958280"/></akap_dialog>


<akap id="e2304">To rzekłszy, Ketling załamał ręce i umilkł wyczerpany zupełnie, jeno począł oddychać szybko.</akap>


<akap id="e2305">Oleńka nie ochłonęła jeszcze ze zdumienia. Nie miała czasu ni zastanowić się, ni ocenić, jak należy, tej duszy wyjątkowej w swej szlachetności; czuła tylko, że usuwa się jej z rąk ostatnia deska ratunku, zawodzi ją jedyny sposób wydostania się z nienawistnej niewoli.</akap>


<akap id="e2306">Lecz próbowała jeszcze opierać się.</akap>


<akap_dialog id="e2307">--- Panie --- rzekła po chwili. --- Jestem wnuczką i córką żołnierza; dziad i ojciec mój również honor nad życie cenili, ale właśnie dlatego nie do wszystkich posług daliby się byli ślepo używać...</akap_dialog>


<akap id="e2308">Ketling wydobył drżącą ręką pismo z kalety, podał je Oleńce i rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e2309">--- Sądź, pani, czy rozkaz służby nie tyczy?</akap_dialog>


<akap id="e2310">Oleńka rzuciła okiem na papier i przeczytała, co następuje: ,,Ponieważ doszło do naszej wiadomości, że urodzony Billewicz, miecznik rosieński, zamierza opuścić skrycie rezydencję naszą w zamiarach nam nieprzyjaznych: mianowicie, aby znajomych, koligatów, krewnych i klientów swoich <slowo_obce>ad rebelionem<pe><slowo_obce>ad rebelionem</slowo_obce> (z łac.) --- do rebelii.</pe></slowo_obce> przeciw jego szwedzkiemu majestatowi i nam <slowo_obce>excitare</slowo_obce><pe><slowo_obce>excitare</slowo_obce> (łac.) --- podżegać, podniecać.</pe>, przeto polecamy oficerom, na <slowo_obce>praesidium</slowo_obce><pe><slowo_obce>  praesidium</slowo_obce> (łac.) --- ochrona, straż, zbrojna załoga.</pe> w Taurogach zostającym, urodzonego Billewicza wraz z synowicą jako zakładników i jeńców wojennych strzec i ucieczki ich nie dopuścić, pod utratą honoru i <slowo_obce>sub poena<pe><slowo_obce>sub poena</slowo_obce> (łac.) --- pod karą.</pe></slowo_obce> sądu wojennego..." etc.</akap>


<akap_dialog id="e2311">--- Rozkaz przyszedł z pierwszego postoju, po wyjeździe księcia --- rzekł Ketling --- dlatego jest na piśmie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2312">--- Niech się dzieje wola boża! --- rzekła po chwili milczenia Oleńka. --- Stało się.</akap_dialog>


<akap id="e2313"><begin id="b1285768546087-2565476994"/><motyw id="m1285768546087-2565476994">Cierpienie</motyw>Ketling czuł, że wypada mu już odejść, i nie ruszał się z miejsca. Blade jego wargi poruszały się od czasu do czasu, jak gdyby chciał coś mówić i nie mógł głosu wydobyć.</akap>


<akap id="e2314">Dławiło go pragnienie, by paść jej do nóg i żebrać przebaczenia, lecz z drugiej strony czuł, że ona dosyć ma własnego nieszczęścia, i znajdował jakąś dziką rozkosz w tym, że i on cierpi i że będzie cierpiał bez skargi.</akap>


<akap id="e2315">Na koniec skłonił się i wyszedł w milczeniu, ale zaraz w korytarzu pozrywał bandaże, które miał na świeżej ranie, i padł zemdlony, a gdy po upływie godziny straż pałacowa znalazła go leżącego blisko schodów i odniosła do cekhauzu<pe><slowo_obce>cekhauz</slowo_obce> (z niem.) --- arsenał, zbrojownia.</pe>, rozchorował się ciężko i przez dwa tygodnie nie mógł opuścić łoża.</akap>


<akap id="e2316">Oleńka po odejściu Ketlinga pozostała czas jakiś jakby odurzona. Spodziewała się prędzej śmierci aniżeli jego odmowy, dlatego w pierwszej chwili, pomimo całego hartu duszy, zbrakło jej sił, energii, uczuła się słabą jak zwykła niewiasta, a chociaż nieświadomie powtarzała: ,,Dziej się wola boża!" --- przecie żal zawodu wziął górę nad rezygnacją i łzy obfite a gorzkie puściły się jej z oczu.<end id="e1285768546087-2565476994"/></akap>


<akap id="e2317">W tej chwili nadszedł miecznik, a spojrzawszy na synowicę odgadł zaraz, że mu niepomyślną wieść ma zwiastować, więc spytał żywo:</akap>


<akap_dialog id="e2318">--- Dla Boga! co tam znowu?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2319">--- Ketling odmawia --- odrzekła dziewczyna.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2320">--- Wszystko tu łotry, szelmy i arcypsy! Jak to? i ten nie chce pomóc?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2321">--- Nie tylko nie chce on pomóc --- odrzekła, skarżąc się jak małe dziecko --- ale powiada jeszcze, że przeszkodzi, choćby też i polec mu przyszło.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2322">--- Czemu? na rany Pańskie! czemu?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2323">--- Bo taka już nasza dola! Ketling nie zdrajca, ale taka już nasza dola, bośmy najnieszczęśliwsi ze wszystkich ludzi!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2324">--- Bodaj tych wszystkich heretyków pioruny zatrzasły! --- krzyknął miecznik. --- Na cnotę nastają, łupią, kradną, więżą... Bodaj wszystko już przepadło! Nie żyć uczciwym ludziom w takich czasach!</akap_dialog>


<akap id="e2325">Tu począł chodzić spiesznym krokiem po komnacie i pięściami wygrażać, na koniec ozwał się, zgrzytnąwszy zębami:</akap>


<akap_dialog id="e2326">--- Wolałem wojewodę wileńskiego, wolę tysiąc razy nawet Kmicica niż tych uperfumowanych szelmów bez czci i sumienia!</akap_dialog>


<akap id="e2327">A gdy Oleńka nie odrzekła nic, tylko jeszcze mocniej płakać zaczęła, pan miecznik złagodniał i po chwili tak mówić począł:</akap>


<akap_dialog id="e2328">--- Nie płacz. Kmicic mi do głowy przyszedł jeno dlatego, że ten by nas przynajmniej wyrwać z tej babilońskiej niewoli potrafił. Dałby ci on wszystkim Braunom, Ketlingom, Patersonom i samemu Bogusławowi! Ale zresztą wszyscy zdrajcy jednacy! Nie płacz! Płakaniem nic nie wskórasz, a tu radzić trzeba. Nie chce Ketling pomagać... żeby go skrzywiło!... to się bez niego obejdziem... <begin id="b1285768951879-3457393206"/><motyw id="m1285768951879-3457393206">Łzy</motyw>Męski niby animusz w tobie, a w ciężkim terminie jeno szlochać umiesz... Co powiada Ketling?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2329">--- Powiada, że książę kazał nas jako jeńców wojennych strzec, bojąc się, żebyś stryjko partii nie zebrał i do konfederatów nie poszedł.</akap_dialog>


<akap id="e2330">Pan miecznik wziął się w boki:</akap>


<akap_dialog id="e2331">--- A! a! boi się, szelma!... I ma słuszność, bo tak uczynię, jako Bóg w niebie!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2332">--- Mając zaś rozkaz, który służby tyczy, Ketling pod czcią musi go spełnić.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2333">--- Dobrze!... Obejdziem się bez heretyckiej pomocy!</akap_dialog>


<akap id="e2334">Oleńka otarła łzy.</akap>


<akap_dialog id="e2335">--- I stryjko myślisz, że będzie można?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2336">--- Myślę, że trzeba, a jak trzeba, to i można, choćbyśmy mieli po powrozach spuszczać się z tych okien.</akap_dialog>


<akap id="e2337">A panienka zaraz na to:</akap>


<akap_dialog id="e2338">--- Moja wina, żem płakała... Radźmy jak najprędzej!</akap_dialog>


<akap id="e2339">Łzy jej całkiem oschły i brwi ściągnęły się znowu od myślenia, z dawną stanowczością i energią.<end id="e1285768951879-3457393206"/></akap>


<akap id="e2340">Jakoż pokazało się, że miecznik nie umie rady znaleźć i że imaginacja panny o wiele w sposoby obfitsza. Lecz ciężko i jej szło, bo to było jasne, że ich tam muszą strzec pilnie.</akap>


<akap id="e2341">Postanowili tedy nie prędzej próbować, aż pierwsze wieści od Bogusława przyjdą do Taurogów. W tym całą złożyli nadzieję, spodziewając się kary boskiej na zdrajcę ojczyzny i bezczestnego<pe><slowo_obce>bezczestny</slowo_obce> --- pozbawiony czci, niehonorowy.</pe> człeka. Mógł on przecie polec, mógł obłożnie zachorzeć, mógł być pobity przez Sapiehę, a wówczas niezawodnie powstałby w całych Taurogach popłoch i nie tak by już bacznie bram strzeżono.</akap>


<akap_dialog id="e2342">--- Znam ja pana Sapiehę --- mówił, pokrzepiając siebie i Oleńkę, miecznik --- wojennik to powolny, ale akuratny, i dziw, jak zawzięty. <slowo_obce>Exemplum</slowo_obce><pe><slowo_obce>exemplum</slowo_obce> (łac.) --- przykład.</pe> jego dla majestatu i ojczyzny wierność. Zastawił się, wyprzedał, a taki<pe><slowo_obce>taki</slowo_obce> (reg.) --- przecież, jednak.</pe> potęgę zebrał, przy której Bogusławowa jedno nic. Tamto poważny senator, to fircyk, tamto prawy katolik, to heretyk, tamto sama roztropność, to paliwoda! Przy kim może być wiktoria i błogosławieństwo boże? Ustąpi ta radziwiłłowska noc przed sapieżyńskim dniem, ustąpi! Chybaby kary i sprawiedliwości na tym świecie nie było!... Czekajmy jeno wieści i módlmy się za powodzenie pana Sapieżyńskiego oręża.</akap_dialog>


<akap id="e2343">Poczęli tedy wyczekiwać, ale przeszedł miesiąc, długi, ciężki dla strapionych serc, nim pierwszy goniec przybył, a i to wysłany nie do Taurogów, ale do Szteinboka, do Prus Królewskich.</akap>


<akap id="e2344">Ketling, który od czasu ostatniej rozmowy nie śmiał stanąć przed oczyma Oleńki, przysłał jej zaraz kartkę z następującą wiadomością:</akap>


<akap id="e2345">,,Książę Bogusław zniósł pana Krzysztofa Sapiehę koło Brańska; kilka chorągwi jazdy i piechoty w pień wyciętych. Idzie na Tykocin, pod którym stoi Horotkiewicz."</akap>


<akap id="e2346">Dla Oleńki był to po prostu grom. Wielkość wodza i dzielność rycerska znaczyły dla jej dziewczęcego umysłu jedno i to samo, że zaś widziała Bogusława w Taurogach pokonywającego z łatwością najdzielniejszych rycerzy, przeto, zwłaszcza po owej wiadomości, wyobraziła go sobie jako złą, ale niezwyciężoną siłę, której nikt nie sprosta.</akap>


<akap id="e2347">Nadzieja, aby Bogusław mógł być pokonany, zgasła w niej zupełnie. Próżno miecznik uspokajał ją i pocieszał tym, że młody książę nie zmierzył się jeszcze ze starym panem Sapiehą, próżno jej zaręczał, że sama godność hetmańska, którą król świeżo pana Sapiehę przyozdobił, musi dać temu ostatniemu stanowczą nad Bogusławem przewagę, nie wierzyła, nie śmiała wierzyć.</akap>


<akap_dialog id="e2348">--- Kto jego zwycięży? kto mu sprosta?... --- odpowiadała ustawicznie.</akap_dialog>


<akap id="e2349">Dalsze wieści zdawały się potwierdzać jej obawy.</akap>


<akap id="e2350">W kilka dni później Ketling znów nadesłał kartkę z doniesieniem o rozbiciu Horotkiewicza i wzięciu Tykocina. ,,Całe Podlasie (pisał) jest już w ręku księcia, który nie czekając na pana Sapiehę, sam wielkimi pochodami ciągnie na niego."</akap>


<akap id="e2351">,,I pan Sapieha zniesion<pe><slowo_obce>zniesion</slowo_obce> --- tu: zwyciężony, pobity.</pe> będzie!" --- pomyślała dziewczyna.</akap>


<akap id="e2352"><begin id="b1285770482006-1695326280"/><motyw id="m1285770482006-1695326280">Wiadomość, Radość</motyw>Tymczasem nadleciała niby jaskółka, zwiastunka wiosny, wieść z innych stron. Na te przymorskie brzegi Rzeczypospolitej przyleciała ona późno, ale za to ubrana we wszystkie tęczowe blaski cudownej legendy z pierwszych wieków chrześcijaństwa, gdy jeszcze święci chodzili po świecie, świadcząc prawdzie i sprawiedliwości.</akap>


<akap_dialog id="e2353">--- Częstochowa! Częstochowa! --- powtarzały wszystkie usta.</akap_dialog>


<akap id="e2354">Z serc lód odtajał i zakwitnęły jako kwiaty w przygrzanej wiosennym słońcem ziemi. ,,Częstochowa się obroniła, widziano Ją samą, Królowę Polską, okrywającą mury płaszczem niebieskim; granaty zabójcze przypadały pod Jej święte stopy, łasząc się jako psy domowe; Szwedom schły ręce, muszkiety przyrastały do twarzy, aż odstąpili ze wstydem i strachem."</akap>


<akap id="e2355">Ludzie sobie obcy, gdy usłyszeli tę wieść, padali sobie w objęcia, płacząc z radości. Inni narzekali, że przyszła tak późno.</akap>


<akap_dialog id="e2356">--- A my tu w płaczu --- mówili --- a my w bólu, my w męce tyle czasu żyli, gdy nam już weselić się było trzeba!...<end id="e1285770482006-1695326280"/></akap_dialog>


<akap id="e2357">Za czym poczęło huczeć w całej Rzeczypospolitej i roztaczały się te groźne grzmoty od Pontu Euksynu do Bałtyku, aż fale obu mórz drżały; to lud wierny, lud zbożny powstawał jak burza w obronie swej Królowej. We wszystkie serca wstąpiła otucha, wszystkie źrenice zapałały ogniem; to, co się wydawało przedtem strasznym i niezwalczonym, zmalało w oczach.</akap>


<akap_dialog id="e2358">--- Kto go pokona? --- mówił do dziewczyny pan miecznik --- kto mu sprosta? Teraz wiesz kto? Panna Najświętsza!</akap_dialog>


<akap id="e2359">Oboje z Oleńką krzyżem po całych dniach leżeli, dziękując Bogu za miłosierdzie nad Rzecząpospolitą; zarazem przestali wątpić i o własnym ocaleniu.</akap>


<akap id="e2360">O Bogusławie zaś ucichło przez długi czas zupełnie, jakby on sam wraz z całą swą siłą w wodę wpadł. Oficerowie pozostali w Taurogach poczęli się niepokoić i przyszłość swą niepewną oglądać. Woleliby wieść o klęsce niż tę głuchą ciszę. Ale żadna wieść nie mogła nadejść, bo właśnie to wówczas straszliwy Babinicz wysforował się z Tatary<pe><slowo_obce>z Tatary</slowo_obce> --- dziś popr. forma N. lm: z Tatarami.</pe> przed księcia i wszystkich gońców przejmował.</akap>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e2361">Rozdział XX</naglowek_rozdzial>



<akap id="e2362">Pewnego jednak dnia przybyła do Taurogów z konwojem kilkudziesięciu żołnierzy panna Anna Borzobohata-Krasieńska.</akap>


<akap id="e2363">Braun przyjął ją bardzo uprzejmie, bo musiał, gdyż mu tak nakazywał list Sakowicza, przez samego Bogusława podpisany, a polecający wszelkie dla respektowej<pe><slowo_obce>panna respektowa</slowo_obce> --- kobieta niezamężna, szlachcianka, pozostająca na utrzymaniu bogatych krewnych lub pracodawców.</pe> panienki księżnej Gryzeldy Wiśniowieckiej mieć względy. Panienka też była pełna fantazji; od pierwszej chwili przyjazdu poczęła w Braunie świdrować oczkami, aż posępny Niemiec rozruszał się, jakoby go kto ogniem przypiekł; poczęła także komenderować innymi oficerami, słowem, rozporządzać się w Taurogach jak we własnym domu. Tego samego dnia wieczorem poznała się z Oleńką, która patrzyła wprawdzie na nią z nieufnością, lecz przyjmowała ją grzecznie, w nadziei, iż nowin od niej zaczerpnie.</akap>


<akap id="e2364">Jakoż Anusia miała ich pod dostatkiem. Rozmowa poczęła się od Częstochowy, bo tych wieści najchciwsi byli taurogscy jeńcy. Miecznik szczególnie pilnie osłaniał uszy rękoma, by żadnego słowa nie uronić, przerywając tylko od czasu do czasu opowiadanie Anusi okrzykami:</akap>


<akap_dialog id="e2365">--- Chwała na wysokości Panu!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2366">--- Dziwno mi to --- rzekła wreszcie przyjezdna panienka, że waćpaństwa dopiero niedawno wiadomość o tych cudach Najświętszej Panienki doszła, bo to już dawna historia, i ja byłam jeszcze wtedy w Zamościu, i pan Babinicz jeszcze po mnie nie przyjechał --- hej! na ileż to tygodni było przedtem... Potem już zaczęli Szwedów wszędy bić, i w Wielkopolsce, i u nas, a najgorzej pan Czarniecki, przed którego imieniem samym uciekają.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2367">--- A! pan Czarniecki! --- krzyknął, zacierając ręce, miecznik --- ten im da pieprzu! Słyszałem jeszcze o nim z Ukrainy jako o wielkim żołnierzu.</akap_dialog>


<akap id="e2368">Anusia tylko rączkami strzepnęła sukienkę i tak sobie, jakby o najmniejszą rzecz szło, zawołała z niechcenia:</akap>


<akap_dialog id="e2369">--- Oho! już po Szwedach!</akap_dialog>


<akap id="e2370">Stary zaś pan Tomasz nie mógł wytrzymać, więc porwawszy ją za rączkę, całkiem pogrążył onę malutką w swych ogromnych wąsach i począł całować zawzięcie, wreszcie zakrzyknął:</akap>


<akap_dialog id="e2371">--- A, moje śliczności! Patoka<pe><slowo_obce>patoka</slowo_obce> --- płynny miód.</pe> płynie z ust waćpanny, jak mi Bóg miły!... Nie może inaczej być, jeno anioł przyjechał do Taurogów!</akap_dialog>


<akap id="e2372">Anusia zaraz poczęła kręcić palcami kończyki warkoczyków obwiązane różowymi wstążeczkami i strzygąc spod czoła oczyma, odrzekła:</akap>


<akap_dialog id="e2373">--- Ej, daleko mnie do aniołów! Ale już i hetmani koronni poczęli Szwedów bić, i wszystkie wojsko kwarciane z nimi, i wszystkie rycerstwo, i uczynili konfederację w Tyszowcach, i król do niej przystąpił, i wydali uniwersały, i nawet chłopstwo Szwedów bije... i Najświętsza Panienka błogosławi...</akap_dialog>


<akap id="e2374">Tak zaś mówiła, jakoby ptak szczebiotał, ale od tego szczebiotania w mieczniku serce zmiękło zupełnie, więc choć niektóre z tych nowin były już mu wiadome, ryknął wreszcie z radości jak żubr; po twarzy Oleńki poczęły także płynąć łzy ciche a duże.</akap>


<akap id="e2375">Widząc to, Anusia, a mając od natury serce dobre, skoczyła zaraz ku niej, a objąwszy ją rękoma za szyję, poczęła mówić szybko:</akap>


<akap_dialog id="e2376">--- Nie płacz, waćpanna... mnie waćpanny żal i nie mogę na to patrzeć... Czego płaczesz?...</akap_dialog>


<akap id="e2377">Tyle było szczerości w jej głosie, że nieufność Oleńki znikła zaraz, ale za to rozpłakała się biedna dziewczyna jeszcze serdeczniej.</akap>


<akap_dialog id="e2378">--- Waćpanna taka śliczna... --- pocieszała ją Anusia --- czego płaczesz?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2379">--- Od radości --- odrzekła na to Oleńka --- ale i ze strapienia, bo my tu w ciężkiej niewoli jesteśmy, dnia niepewni ani godziny...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2380">--- Jakże to? U księcia Bogusława?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2381">--- U tego zdrajcy! u tego heretyka! --- huknął pan miecznik.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2382"> Na to Anusia:</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2383">--- To samo i mnie się przygodziło, a dlatego nie płaczę. Nie neguję waćpanu dobrodziejowi, że książę zdrajca i heretyk, ale dworny kawaler i płeć naszą respektujący.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2384">--- Bodaj go tak samo w piekle respektowali! --- odparł miecznik. --- Panna go jeszcze nie znasz, bo na waćpannę tak nie nastawał jako na tę dziewczynę. Arcy to szelma jest, a ów Sakowicz drugi! Dałby Bóg, żeby pan hetman Sapieha obu pogrążył!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2385">--- Że pogrąży, to pogrąży... Książę Bogusław chory okrutnie i potęgę ma niewielką. Prawda, że nagle nastąpił i kilka chorągwi zniósł, i Tykocin zagarnął, i mnie, ale nie jemu mierzyć się z pana Sapieżyńską siłą. Możecie mi waćpaństwo wierzyć, bom obie potęgi widziała... Przy panu Sapieże najwięksi kawalerowie się znajdują, którzy sobie z księciem Bogusławem wnet poradzą.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2386">--- A widzisz! nie mówiłem ci? --- rzekł miecznik, zwracając się do Oleńki.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2387">--- Księcia Bogusława znam z dawna --- mówiła dalej Anusia --- bo to obojga księstwa Wiśniowieckich i państwa Zamoyskich powinowaty; przyjeżdżał on raz do nas do Łubniów<pe><slowo_obce>Łubnie</slowo_obce> --- miasto na Połtawszczyźnie, na śr.-wsch. Ukrainie, przed 1549 r. rezydencja książąt Wiśniowieckich, w 1655 r. znajdowało się na terytorium zajętym przez Kozaków.</pe>, wtedy kiedy sam książę Jeremi<pe><slowo_obce>książę Jeremi</slowo_obce> --- Wiśniowiecki, Jeremi Michał herbu Korybut (1612--1651), książę, dowódca wojsk polskich w walkach z Kozakami; ojciec późniejszego króla polskiego, Michała Korybuta Wiśniowieckiego (1640--1673).</pe> na Tatarów w Dzikie Pola chodził. Dlatego i teraz mnie szanować kazał, bo pamiętał, iżem tam domową była i księżnej pani najbliższą. Ot, taka, taka jeszcze byłam malutka! nie to co dziś!... Mój Boże, kto by się to wtedy spodział, że z niego zdrajca będzie. Ale nie frasujcie się i tak, mili państwo, bo albo on już nie wróci, albo też my się jako stąd wydostaniemy.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2388">--- Już my tego próbowali --- odrzekła Oleńka.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2389">--- I nie udało się wam?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2390">--- Jak się miało udać? --- rzekł miecznik. --- Spuściliśmy się ze sekretu przed jednym oficyjerem, o którym rozumieliśmy, że nam sprzyja, a pokazało się, że on gotów przeszkodzić, nie pomóc. Najstarszy nad nimi jest tu Braun, tego zaś i sam diabeł nie przejedna.</akap_dialog>


<akap id="e2391">Anusia spuściła oczki.</akap>


<akap_dialog id="e2392">--- Może by mnie się udało. Trzeba tylko, żeby pan Sapieha tu przyszedł, aby było się do kogo schronić.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2393">--- Daj go Boże jak najprędzej --- odpowiedział pan Tomasz --- bo też i między jego ludźmi siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, wiele.</pe> mamy krewnych, znajomych i przyjaciół... Ba! tamże przecie są i dawni towarzysze spod wielkiego Jeremiego, panowie Wołodyjowski, Skrzetuski i Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2394">--- Znam ich --- odrzekła ze zdziwieniem Anusia --- ale ich u pana Sapiehy nie masz. Ej, żeby to byli! a zwłaszcza pan Wołodyjowski (bo pan Skrzetuski żonaty), to by mnie tu nie było, gdyż pan Wołodyjowski nie dałby się ogarnąć jako pan Kotczyc.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2395">--- Wielki to kawaler! --- zawołał miecznik.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2396">--- Chluba całego wojska! --- dodała Oleńka.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2397">--- Dla Boga! czy tylko nie polegli, żeś ich waćpanna nie widziała?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2398">--- Ej, nie! --- odrzekła Anusia --- przecieby głośno było o śmierci takich rycerzy, a nie mówiono mi nic... Waćpaństwo ich nie znacie... Nie dadzą się oni nigdy... chyba kula może ich zabić, bo żaden człowiek im nie poradzi, ani panu Skrzetuskiemu, ani panu Zagłobie, ani panu Michałowi. Chociaż pan Michał mały, ale pamiętam, co książę Jeremi o nim powiadał, że gdyby los całej Rzeczypospolitej zawisł od bitwy jednego z jednym, to by pana Michała do niej wybrał. Onże Bohuna usiekł... O, nie! pan Michał zawsze sobie da rady.</akap_dialog>


<akap id="e2399">Miecznik kontent, że ma z kim gawędzić, począł chodzić szerokimi krokami po komnacie zapytując:</akap>


<akap_dialog id="e2400">--- Proszę, proszę! To waćpanna znasz tak dobrze pana Wołodyjowskiego?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2401">--- Bośmy tyle lat razem byli...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2402">--- Proszę!... To pewno się i bez afektów nie obeszło?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2403">--- Ja temu nie winna --- rzekła Anusia, przybierając skromną postawę --- ale do tej pory pewnie i pan Michał się ożenił.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2404">--- A właśnie że się nie ożenił.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2405">--- Choćby się i ożenił... toż mi wszystko jedno!...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2406">--- Daj wam Boże, abyście się zeszli... Ale to mnie martwi, co mi waćpanna mówisz, że ich u pana hetmana nie masz, bo z takimi żołnierzami wiktorie łatwiejsze.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2407">--- Jest tam ktoś, co za nich wszystkich stanie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2408">--- Któż to taki?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2409">--- Pan Babinicz z Witebskiego... Waćpaństwo o nim nie słyszeli?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2410">--- Nic, co mi i dziwno.</akap_dialog>


<akap id="e2411">Anusia poczęła opowiadać historię swego wyjazdu z Zamościa i wszystko, co się jej w drodze przygodziło. Pan Babinicz zaś wyrósł w jej opowiadaniu na tak wielkiego bohatera, że miecznik w głowę zachodził, kto by to był taki.</akap>


<akap_dialog id="e2412">--- Toż ja znam całą Litwę --- mówił. --- Są tu wprawdzie domy podobnie się nazywające, jak: Babonaubków, Babiłłów, Babinowskich, Babińskich i Babskich, ale o Babiniczach nie słyszałem... i mniemam, że to musi być nazwisko przybrane, bo tak wielu czyni z tych, którzy są w partiach, ażeby zaś nieprzyjaciel nie mścił się na substancji<pe><slowo_obce>substancja</slowo_obce> (z łac.) --- majątek, dobra materialne.</pe> i rodzinach. Hm! Babinicz!... Ognisty to jakiś kawaler, skoro i pana Zamoyskiego umiał tak splantować.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2413">--- Oj! jak ognisty! ach! --- zawołała Anusia.</akap_dialog>


<akap id="e2414">Miecznik wpadł w dobry humor.</akap>


<akap_dialog id="e2415">--- Także to? --- spytał, stając przed Anusią i biorąc się w boki.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2416">--- Bo waćpan dobrodziej może sobie zaraz Bóg wie co suponujesz<pe><slowo_obce>suponować</slowo_obce> (z łac.) --- przypuszczać.</pe>?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2417">--- Boże uchowaj, nic nie suponuję!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2418">--- A pan Babinicz, ledwośmy z Zamościa wyjechali, zaraz mi powiedział, że jego serce kto inny w dzierżawie trzyma... i chociaż mu tenuty<pe><slowo_obce>tenuta</slowo_obce> (z wł.) --- czynsz dzierżawny.</pe> nie płaci, przecie dzierżawcy zmieniać nie myśli...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2419">--- I waćpanna temu wierzysz?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2420">--- Jużci, że wierzę --- odparła z wielką żywością Anusia --- musi on być po uszy zakochany, skoro przez tyle czasu... skoro... skoro...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2421">--- Oj! jakoś nieskoro! --- odrzekł, śmiejąc się, pan miecznik.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2422">--- A ja mówię, że skoro --- odrzekła, tupiąc nóżką --- bo skoro o nim usłyszymy...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2423">--- Daj to Bóg!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2424">--- I powiem waćpanu, dlaczego... Oto, ile razy pan Babinicz o księciu Bogusławie wspomniał, to aż mu twarz bielała, a zębami tak skrzypiał jak drzwiami.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2425">--- To już będzie nasz przyjaciel!... --- odrzekł pan miecznik.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2426">--- Pewnie!... I do niego uciekniemy, byle się pokazał!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2427">--- Bylem się stąd wyrwał, będę miał własną partię, i waćpanna zobaczysz, że mi także wojna nie pierwszyzna i że ta stara ręka jeszcze się na coś przyda.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2428">--- To idź waćpan pod komendę pana Babinicza.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2429">--- Waćpanna masz większą ochotę iść pod tę komendę...</akap_dialog>


<akap id="e2430">Długo jeszcze przekomarzali się w ten sposób i coraz weselej, tak że i Oleńka, zapomniawszy o swych zgryzotach, rozweseliła się znacznie, a Anusia poczęła w końcu parskać na miecznika jak kotka. Że zaś była wypoczęta, bo na ostatnim noclegu w niedalekich Rosieniach wyspała się dobrze, odeszła więc dopiero późną nocą.</akap>


<akap_dialog id="e2431">--- Złoto, nie dziewka! --- rzekł po jej odejściu pan miecznik.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2432">--- Szczere jakoweś serce... i myślę, że prędko przyjdziemy do konfidencji<pe><slowo_obce>konfidencja</slowo_obce> (z łac.) --- zażyłość, zaufanie.</pe> --- odpowiedziała mu Oleńka.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2433">--- A postawiłaś jej oto z początku kozła na czole.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2434">--- Bom mniemała, że to ktoś nasłany. Czy ja wiem wreszcie? Wszystkiego się tu boję!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2435">--- Ona nasłana?... chyba przez dobre duchy!... A wykrętne to licho jak łasica... Żebym tak był młodszy, nie wiem, do czego by przyszło, choć i tak człek jeszcze jary...</akap_dialog>


<akap id="e2436">Oleńka rozweseliła się zupełnie i wsparłszy rączki na kolanach, przekręciła na bok główkę, naśladując Anusię i patrząc z ukosa na miecznika:</akap>


<akap_dialog id="e2437">--- Tak to, stryjaszku?! Stryjnę mi chcecie z tej mąki wypiec?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2438">--- No, cicho! no! --- odrzekł miecznik.</akap_dialog>


<akap id="e2439">Ale uśmiechnął się i począł całą garścią wąsa w górę podkręcać. Po chwili zaś dodał:</akap>


<akap_dialog id="e2440">--- Przecie i takową sensatkę, jak ty, rozruszała. Pewien jestem, że się okrutna amicycja<pe><slowo_obce>amicycja</slowo_obce> (z łac.) --- przyjaźń.</pe> między wami pocznie.</akap_dialog>


<akap id="e2441"><begin id="b1285831674056-2010071079"/><motyw id="m1285831674056-2010071079">Kobieta</motyw>Jakoż nie mylił się pan Tomasz, bo w niedługim czasie zawiązała się przyjaźń między dziewczętami bardzo żywa i rosła coraz bardziej, może dlatego właśnie, że obie stanowiły zupełne względem siebie przeciwieństwo. Jedna miała powagę w duszy, głębokość uczuć, niezłomną wolę i rozum; druga, przy dobrym sercu i czystości myśli, była dzierlatką. Jedna ze swej cichej twarzy, jasnych warkoczów, z niewysłowionego spokoju i uroku wysmukłej postawy do starożytnej Psyche była podobną; druga, istna czarnuszka, przypominała raczej chochlę, która nocami na wertepy ludzi wyprowadza i z frasunku ich się śmieje. Oficerów pozostałych w Taurogach, którzy na obie co dzień patrzyli, brała ochota całować Billewiczówny nogi, Anusi usta.<end id="e1285831674056-2010071079"/></akap>


<akap id="e2442">Ketling mający duszę szkockiego górala, zatem melancholii pełną, czcił i ubóstwiał Oleńkę, a od pierwszego wejrzenia począł nie znosić Anusi, która zresztą wypłacała mu się wzajemnością, wetując poniesione straty na Braunie i wszystkich pozostałych, nie wyłączając samego pana miecznika rosieńskiego.</akap>


<akap id="e2443">Oleńka w krótkim czasie uzyskała wielką przewagę nad swą przyjaciółką, która z całą szczerością serca mawiała do pana Tomasza:</akap>


<akap_dialog id="e2444">--- Ona w dwóch słowach więcej powie, niż ja przez cały dzień wytrajkoczę.</akap_dialog>


<akap id="e2445"><begin id="b1285831742285-1600884576"/><motyw id="m1285831742285-1600884576">Flirt, Kobieta</motyw>Z jednej wszelako przywary nie mogła poważna panna wyleczyć swojej pustej przyjaciółki, mianowicie z zalotności. Bo niech jeno Anusia usłyszy brzęk ostróg na korytarzu, wnet udaje, że czegoś zapomniała, że chce obaczyć, czyli nowiny o panu Sapieże nie przybyły, wypada na korytarz, leci wichrem i wpadłszy na oficera, wykrzykuje:</akap>


<akap_dialog id="e2446">--- Ach! jak mnie pan przestraszył!</akap_dialog>


<akap id="e2447">Po czym wszczyna się rozmowa przeplatana kręceniem fartuszka, spoglądaniem spod czoła i rozmaitymi innymi minkami, za pomocą których najtwardsze serce męskie snadnie pogrążone być może.<end id="e1285831742285-1600884576"/></akap>


<akap id="e2448">I tym bardziej brała jej za złe Oleńka owo bałamuctwo, że Anusia po kilku dniach znajomości przyznała się jej do cichego afektu dla pana Babinicza. Nieraz ze sobą o tym rozmawiały.</akap>


<akap_dialog id="e2449">--- Inni jako dziady żebrali --- mówiła zatem Anusia --- a ten smok wolał na swoich Tatarów niż na mnie spoglądać, a zaś nie mówił inaczej, jak rozkazując: ,,Waćpanna wysiądź! Waćpana jedz! Waćpanna pij!" Żeby przy tym był grubian, ale nie był; żeby nie był troskliwy, ale był! W Krasnymstawie zaraz powiedziałam sobie: ,,Nie patrzysz na mnie --- czekaj!..." A to już w Łęcznej mnie samą tak rozebrało, że strach. Tu powiem ci, żem mu w te siwe oczy jeno patrzała, a gdy się roześmiał, to już i mnie radość brała, jakobym owo niewolnicą jaką była...</akap_dialog>


<akap id="e2450">Oleńka zwiesiła głowę, bo i jej siwe oczy przyszły na pamięć. I tamten by tak samo mówił, i tamten komendę wiecznie miał na ustach, dzielność w obliczu, jeno sumienia nie miał ni bojaźni bożej.</akap>


<akap id="e2451">A Anusia, idąc za własną myślą, mówiła dalej:</akap>


<akap_dialog id="e2452">--- Kiedy z buzdyganem<pe><slowo_obce>buzdygan</slowo_obce> (z tur.) --- rodzaj broni, ozdobna pałka; w XVII w. symbol władzy oficera.</pe> na koniu po polach latał, to myślałam, że orzeł albo hetman jaki. Tatarowie się go gorzej ognia bali. Gdzie przyjechał, posłuch musiał być, a jak się bitwa zdarzyła, to ognie na niego z ochoty na krew biły. Siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, wiele.</pe> ja godnych kawalerów w Łubniach<pe><slowo_obce>Łubnie</slowo_obce> --- miasto na Połtawszczyźnie, na śr.-wsch. Ukrainie, przed 1549 r. rezydencja książąt Wiśniowieckich, w 1655 r. znajdowało się na terytorium zajętym przez Kozaków.</pe> widziałam, ale takiego, żeby mnie strach przed nim brał, nigdym nie widziała.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2453">--- Jeżeli ci go Pan Bóg przeznaczył, to go dostaniesz, ażeby zaś ciebie nie lubił, temu się wierzyć nie chce...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2454">--- Lubić to on mnie lubił... troszeczkę... ale inną więcej. Sam mi nieraz mówił: ,,Szczęście to waćpanny, że ni zapomnieć, ni odkochać się nie mogę, bo inaczej lepiej by wilkowi kozę powierzyć aniżeli mnie taką dziewczynę."</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2455">--- Cóżeś mu na to?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2456">--- Mówiłam mu tak: ,,Skądże waćpan wiesz, żebym mu była wzajemną?" A on odpowiadał: ,,Ja bym nie pytał!" I rób tu, co chcesz, z takim!... Głupia tamta, która go nie pokochała, i samą zatwardziałość musi mieć w sercu. Pytałam go, jak jej imię, nie chciał powiedzieć. ,,Lepiej --- mówił --- tego nie tykać, bo to bolączka, a druga (powiada) bolączka to Radziwiłły... zdrajcy!" I zaraz tak straszną twarz czynił, że byłabym wolała do mysiej jamy się schować. Po prostu bałam się go!... <begin id="b1285832570346-2414904718"/><motyw id="m1285832570346-2414904718">Zabobony, Wierzenia, Religia</motyw><begin id="b1285832542514-3484734966"/><motyw id="m1285832542514-3484734966">Flirt, Kobieta demoniczna</motyw>Ale co tam! nie dla mnie on, nie dla mnie!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2457">--- Proś o niego świętego Mikołaja; wiem od ciotki, że najlepszy to w takich terminach protektor. Bacz jeno, byś go nie obraziła, innych bałamucąc.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2458">--- Już nigdy nie będę, jeno tyle! odrobinę!</akap_dialog>


<akap id="e2459">Tu Anusia pokazywała na palcu, ile sobie pozwoli, i małą sobie wyznaczała porcję, co najwięcej na pół paznokcia, by świętego Mikołaja nie obrazić.</akap>


<akap_dialog id="e2460">--- Ja nie przez pustą swawolę to czynię --- tłumaczyła się panu miecznikowi, który także począł jej bałamuctwo do serca brać --- ale muszę, bo jeżeli nam ci oficyjerowie nie pomogą, to się nigdy stąd nie wydostaniem.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2461"><end id="e1285832570346-2414904718"/>--- Ba! Braun nigdy nie dopuści.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2462">--- Braun pogrążon! --- odrzekła cienkim głosikiem i spuszczając oczy.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2463">--- A Fitz-Gregory?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2464">--- Pogrążon! --- odrzekła jeszcze cieniej.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2465">--- A Ottenhagen?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2466">--- Pogrążon!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2467">--- A von Irhen?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2468">--- Pogrążon!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2469">--- Niechże waćpannę las ogarnie!... To widzę z jednym Ketlingiem tylko nie umiałaś sobie dać rady...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2470">--- Nie cierpię go! Ale kto inny da sobie z nim rady. Zresztą, obejdzie się bez jego pozwolenia.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2471">--- I waćpanna myślisz, że jak zechcemy uciekać, to oni nie przeszkodzą?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2472">--- Pójdą z nami!... --- odrzekła, wyciągając główkę i mrużąc oczy, Anusia.<end id="e1285832542514-3484734966"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e2473">--- Dla Boga! to czemu tu siedzimy? Dziś bym chciał być daleko!</akap_dialog>


<akap id="e2474"><begin id="b1285832691216-3500184442"/><motyw id="m1285832691216-3500184442">Niebezpieczeństwo, Wojna, Patriota, Chłop, Obcy</motyw>Ale z narady, która zaraz nastąpiła, wypadło, że należy czekać, póki się losy Bogusławowe nie rozstrzygną i póki pan podskarbi albo pan Sapieha nie zbliżą się w okolicę Żmudzi<pe><slowo_obce>Żmudź</slowo_obce> --- płn.-zach. część Litwy.</pe>. Inaczej groziła sroga zguba nawet od swoich. Towarzystwo cudzoziemskich oficerów nie tylko nie stanowiłoby obrony, ale powiększało jeszcze niebezpieczeństwo, lud bowiem prosty tak strasznie był na cudzoziemców zawzięty, że każdego, kto polskich szat nie nosił, mordował bez miłosierdzia. Polscy bowiem dygnitarze noszący obce suknie, nie mówiąc o dyplomatach austriackich i francuskich, nie mogli podróżować inaczej, chyba pod osłoną potężnych oddziałów wojskowych.</akap>


<akap_dialog id="e2475">--- Waćpaństwo mi wierzcie, bom ja przejechała cały kraj --- mówiła Anusia --- w pierwszej lepszej wsi, w pierwszym lepszym lesie grasanci wymordują nas, nim spytają, ktośmy tacy. Nie można inaczej uciekać, jeno do wojsk.<end id="e1285832691216-3500184442"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e2476">--- Ba, będę miał własną partię.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2477">--- Nim ją waćpan zbierzesz, nim do znajomej wsi dojedziesz, szyję stracisz.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2478">--- Wieści o księciu Bogusławie powinny wkrótce nadejść.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2479">--- Panu Braunowi kazałam, by zaraz mi wszystko donosił.</akap_dialog>


<akap id="e2480">Braun jednak przez długi czas nic jej nie donosił.</akap>


<akap id="e2481">Ketling natomiast począł odwiedzać Oleńkę, bo pierwsza, spotkawszy go pewnego dnia, wyciągnęła doń rękę. Młody oficer źle wróżył z tej głuchej ciszy. Wedle niego, książę, ze względu na elektora i Szwedów, nie zamilczałby o najmniejszym powodzeniu i raczej by je przesadzał, aniżeli milczeniem znaczenie rzeczywistych przewag osłabiał.</akap>


<akap_dialog id="e2482">--- Nie przypuszczam, żeby miał być już zniesiony ze szczętem --- mówił młody oficer --- ale pewnie znajduje się w ciężkim położeniu, z którego wyjście znaleźć trudno.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2483">--- Wszystkie wieści przychodzą tu tak późno --- odrzekła Oleńka --- a najlepszy dowód na Częstochowie, o której cudownej obronie dowiedzieliśmy się szczegółów dopiero od panny Borzobohatej.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2484">--- Ja, pani, wiedziałem już o tym dawniej, ale nie rozumiejąc, jako cudzoziemiec, waloru, który dla Polaków ma to miejsce, nawet nie wspominałem pani o tym. Bo że się w tak wielkiej wojnie jakowyś zameczek na czas obroni i kilka szturmów odeprze, to się zawsze zdarza i zwykle nie przywiązuje się do tego wagi.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2485">--- A przecie byłaby to dla mnie najmilsza nowina.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2486">--- Widzę istotnie, że źle uczyniłem, bo z tego, co jak teraz słyszę, po owej obronie zaszło, miarkuję, że to rzecz ważna, która na całą wojnę wpłynąć może. Wszelako, wracając do podlaskiej księcia ekspedycji, to inna sprawa. Częstochowa daleko, Podlasie bliżej. A gdy księciu powodziło się początkowo, pamiętasz, pani, jak prędko przychodziły nowiny... Wierzaj mi, pani: jestem młodym człowiekiem, ale od czternastego roku życia żołnierzem, i doświadczenie mi mówi, że owa cisza i źle wróży.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2487">--- Raczej dobrze --- odrzekła panna.</akap_dialog>


<akap id="e2488">Na to Ketling:</akap>


<akap_dialog id="e2489">--- Niech będzie dobrze!... Za pół roku kończy się moja służba!... Za pół roku rozwiązuje się moja przysięga!...</akap_dialog>


<akap id="e2490">W kilka dni po tej rozmowie nowiny nareszcie nadeszły.</akap>


<akap id="e2491">Przywiózł je pan Bies herbu Kornia, zwany na dworze Bogusławowym Cornutusem. Był to szlachcic polski, ale scudzoziemczały zupełnie, bo od pacholęcych niemal lat w wojskach zagranicznych służąc, prawie po polsku zapomniał, a przynajmniej mówił jak Niemiec. Duszę miał także scudzoziemczałą, dlatego wielce do osoby księcia był przywiązany. Jechał on z ważną misją do Królewca, w Taurogach zaś zatrzymał się tylko dla wypoczynku.</akap>


<akap id="e2492">Braun z Ketlingiem przyprowadzili go zaraz do Oleńki i Anusi, które obecnie mieszkały już i sypiały razem.</akap>


<akap id="e2493">Braun stanął frontem przed Anusią, po czym zwrócił się do pana Biesa i rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e2494">--- To jest krewna pana Zamoyskiego, starosty kałuskiego, zatem i księcia pana, dla której kazał wszelkie mieć atencje, a która życzy sobie nowiny z ust naocznego świadka posłyszeć.</akap_dialog>


<akap id="e2495">Pan Bies z kolei wyprostował się jak po służbie i czekał pytania.</akap>


<akap id="e2496">Anusia nie zaprzeczała pokrewieństwa z Bogusławem, bo bawiły ją hołdy wojskowych, więc skinęła ręką na pana Biesa, by usiadł, co gdy uczynił, spytała:</akap>


<akap_dialog id="e2497">--- Gdzie książę obecnie się znajduje?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2498">--- Książę cofa się ku Sokółce, daj Boże szczęśliwie! --- odrzekł oficer.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2499">--- Mów waćpan szczerą prawdę, jak mu idzie?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2500"><begin id="b1285833411871-789515761"/><motyw id="m1285833411871-789515761">Wiadomość</motyw>--- Powiem szczerą prawdę --- odrzekł oficer --- i nic nie zataję, mniemając, że jej dostojność znajdziesz w duszy swej fundament do wysłuchania nowin mniej pomyślnych.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2501">--- Znajdę! --- odrzekła Anusia, stukając pod suknią korkiem o korek<pe><slowo_obce>korek</slowo_obce> --- obcas.</pe> z ukontentowania, że ją zwą jej dostojnością i że nowiny są ,,mniej pomyślne".</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2502">--- Z początku wszystko nam szło dobrze --- mówił pan Bies. --- Starliśmy po drodze kilka kup rebelizantów, rozbiliśmy pana Krzysztofa Sapiehę i wycięliśmy dwie chorągwie jazdy oraz regiment piechoty dobrej, nikogo nie żywiąc<pe><slowo_obce>żywić</slowo_obce> --- tu: pozostawiać przy życiu, darować życie.</pe>... Za czym znieśliśmy pana Horotkiewicza, iż sam ledwie uszedł, a inni powiadają, że zabit... Za czym zajęliśmy ruiny tykocińskie...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2503">--- To już wszystko wiemy, powiadaj prędko waćpan niepomyślne nowiny! --- przerwała nagle Anusia.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2504">--- Racz tylko pani wysłuchać ich spokojnie.<end id="e1285833411871-789515761"/> Doszliśmy aż do Drohiczyna i tam naraz odwinęła się karta... Mieliśmy wieść, że pan Sapieha jeszcze daleko; tymczasem dwa nasze podjazdy jakoby w ziemię wpadły. Nie wrócił ni świadek klęski. Wtem pokazało się, że jakieś wojska idą w przodku przed nami. Wielka stąd powstała konfuzja<pe><slowo_obce>konfuzja</slowo_obce> (z łac.) --- zmieszanie, zawstydzenie.</pe>. Książę pan począł myśleć, że wszystkie poprzednie relacje były fałszywe i że pan Sapieha nie tylko nastąpił, ale i drogę przeciął. Poczęliśmy się tedy cofać, bo w ten sposób można było przydybać nieprzyjaciela i do walnej bitwy, której koniecznie chciał książę, go zmusić... Ale nieprzyjaciel nie dawał pola, jeno ciągle napadał i napadał. Poszły znów podjazdy i wróciły poszarpane. Odtąd poczęło nam wszystko w ręku topnieć, nie mieliśmy spokoju we dnie ni w nocy. Drogi nam psuto, groble przecinano, przejmowano wiwendę<pe><slowo_obce>wiwenda</slowo_obce> (z łac.) --- prowiant, żywność.</pe>. Poczęły chodzić słuchy, że sam pan Czarniecki nas gnębi; żołnierz nie jadł, nie spał, duch upadł; w samym obozie ginęli ludzie, jakoby ich ziemia pożerała. W Białymstoku nieprzyjaciel zachwycił<pe><slowo_obce>zachwycić</slowo_obce> --- tu: przejąć, zdobyć.</pe> znów cały podjazd, kredensy i karoce książęce, i działa. Nigdy nic podobnego nie widziałem. Nie widziano też tego w poprzednich wojnach. Książę wpadł w alterację<pe><slowo_obce>alteracja</slowo_obce> (z łac.) --- zmiana nastroju, zdenerwowanie, wzburzenie.</pe>. Chciał jednej walnej bitwy, a musiał staczać co dzień po dziesięć mniejszych... i przegrywać. Ład rozprzęgał się. A cóż dopiero wyrazić zdoła naszą konfuzję i strach, gdyśmy się dowiedzieli, że sam pan Sapieha jeszcze nie nastąpił i że to tylko potężny podjazd przedostał się przed nas i tyle niewypowiedzianych klęsk nam zadał... W podjeździe tym były wojska tatarskie...</akap_dialog>


<akap id="e2505">Dalsze słowa oficera przerwał pisk Anusi, która rzuciwszy się nagle Oleńce na szyję, zakrzyknęła:</akap>


<akap_dialog id="e2506">--- Pan Babinicz!</akap_dialog>


<akap id="e2507">Oficer zdumiał, usłyszawszy nazwisko, ale sądził, że to przestrach i nienawiść wyrwały dostojnej pannie z piersi ten okrzyk, więc dopiero po chwili tak mówić począł:</akap>


<akap_dialog id="e2508">--- Komu Bóg dał wielkość, dał mu i siłę do zniesienia ciężkich terminów, więc racz się, pani, uspokoić! Tak istotnie zowie się ten piekielnik, który los całej wyprawy podkopał i nieobliczonych jeszcze szkód stał się przyczyną. Nazwisko jego, które jej dostojność z taką zdumiewającą bystrością odgadłaś, powtarzają teraz wszystkie usta z przerażeniem i wściekłością w naszym obozie...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2509">--- Tego pana Babinicza widziałam w Zamościu --- odrzekła prędko Anusia --- i gdybym była odgadła...</akap_dialog>


<akap id="e2510">Tu umilkła, i nikt nie dowiedział się, co by w takim razie zaszło...</akap>


<akap id="e2511">Oficer po chwili milczenia tak znowu mówić począł:</akap>


<akap_dialog id="e2512">--- Nastały odwilże i ciepła, wbrew, można rzec, przyrodzonemu natury porządkowi, bo mieliśmy wiadomość, iż na południu Rzeczypospolitej zima trzyma się jeszcze tęga, a my zasię brodziliśmy w roztopach wiosennych, które naszą ciężką jazdę do ziemi przykuły. On zaś, mając ludzi lekkich, tym bardziej dojeżdżał. Co krok roniliśmy wozy i działa, tak że w końcu komunikiem<pe><slowo_obce>iść komunikiem</slowo_obce> (daw.) --- jechać konno, wierzchem, bez wozów i piechoty; <slowo_obce>komunik</slowo_obce> (daw.) --- jeździec, kawalerzysta.</pe> iść przyszło. Mieszkaniec okoliczny w ślepej zaciekłości swej jawnie sprzyjał napastnikom... Będzie, co Bóg zdarzy, ale w desperackim stanie zostawiłem cały obóz i samego księcia pana, którego w dodatku febra złośliwa nie opuszcza i po całych dniach sił pozbawia. Bitwa jeneralna wszakże nastąpi wkrótce, ale jak się to obróci, Bóg wie... i pokieruje... Cudów należy się spodziewać.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2513">--- Gdzieś waćpan zostawił księcia?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2514">--- Na dzień drogi od Sokółki; książę ma zamiar okopać się w Suchowoli lub tamtejszym Janowie i bitwę przyjąć. Pan Sapieha jest o dwa dni drogi. Gdym wyjeżdżał, mieliśmy trochę wolniejszego oddechu, bo od schwytanego języka dowiedzieliśmy się, że sam Babinicz odjechał do głównego obozu, bez niego zaś Tatarowie nie śmieją tak następować, kontentując się szarpaniem podjazdów. Książę, który jest wódz niezrównany, wszystkie nadzieje na walnej bitwie gruntuje, ale to gdy zdrów, a gdy go febra chwyci, musi inaczej myśleć, czego najlepszy dowód w tym, iż mnie wysłał do Prus.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2515">--- Po co tam waćpan jedziesz?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2516">--- Albo książę bitwę wygra, albo przegra. Jeżeli przegra, całe Prusy elektorskie pozostaną bez obrony i snadnie może się zdarzyć, że pan Sapieha przejdzie granicę, aby elektora do decyzji skłonić... Owóż (mówię to, gdy tajemnicy nie ma żadnej) jadę ostrzec, by jakowąś obronę tamtym prowincjom obmyślono, bo nieproszeni goście mogą w zbyt licznej kompanii nadciągnąć. Elektora to sprawa i Szwedów, z którymi książę pan jest w przymierzu i od których również ma prawo ratunku wyglądać.</akap_dialog>


<akap id="e2517">Oficer skończył.</akap>


<akap id="e2518">Anusia zarzuciła go jeszcze mnóstwem pytań, z trudnością utrzymując należytą powagę, za to gdy wyszedł, dała sobie folgę zupełną, poczęła rękoma po jubce<pe><slowo_obce>jubka</slowo_obce> --- spódnica.</pe> uderzać, na korkach się jak fryga okręcać, Oleńkę po oczach całować, pana miecznika za wyloty<pe><slowo_obce>wyloty</slowo_obce> --- szerokie, rozcięte rękawy kontusza.</pe> ciągnąć i wołać:</akap>


<akap_dialog id="e2519"><begin id="b1285834237878-2857079661"/><motyw id="m1285834237878-2857079661">Imię</motyw>--- A co? a co mówiłam? Kto zgnębił księcia Bogusława? może pan Sapieha?... figę pan Sapieha! Kto Szwedów tak samo gnębi? kto zdrajców wypleni? kto największy kawaler, największy rycerz? Pan Andrzej! pan Andrzej!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2520">--- Jaki pan Andrzej?... --- spytała nagle, blednąc, Oleńka.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2521">--- To ci nie mówiłam, że jemu Andrzej na imię? Sam mi to powiadał. Pan Babinicz! Pan Babinicz! Niech żyje pan Babinicz!... Już i pan Wołodyjowski lepiej by nie potrafił!... Co tobie, Oleńko? </akap_dialog>


<akap id="e2522">Billewiczówna otrząsnęła się, jakby pragnąc zrzucić z siebie brzemię ciężkich myśli.</akap>


<akap_dialog id="e2523">--- Nic! Myślałam, że to imię sami zdrajcy noszą. Bo był ktoś, który króla podejmował się żywego lub umarłego Szwedom albo księciu Bogusławowi sprzedać, i na imię miał także... Andrzej.<end id="e1285834237878-2857079661"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e2524">--- Niech go Bóg potępi! --- huknął miecznik. --- Co tam zdrajców po nocy wspominać. Radujmy się lepiej, gdy jest czego!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2525">--- Niech tylko tu pan Babinicz nadciągnie! --- dodała Anusia.--- Otóż tak! Będę, umyślnie będę jeszcze bardziej Brauna bałamuciła, by całe prezydium pobuntował i z ludźmi, z końmi i z nami razem do pana Babinicza przeszedł.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2526">--- Uczyń to waćpanna! uczyń! --- zawołał rozochocony miecznik.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2527">--- A później figa tym wszystkim Niemcom... Może też on o tej niegodnej zapomni i mnie po... ko...</akap_dialog>


<akap id="e2528">Tu znowu pisnęła cieniuteczko, zakryła oczy rękoma, nagle gniewna myśl musiała jej przyjść do głowy, bo uderzyła pięstką w pięstkę i rzekła:</akap>


<akap_dialog id="e2529">--- Jak nie, to za pana Wołodyjowskiego pójdę!</akap_dialog>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e2530">Rozdział XXI</naglowek_rozdzial>



<akap id="e2531">We dwa tygodnie później zawrzało w całych Taurogach. <begin id="b1285834751404-1141692791"/><motyw id="m1285834751404-1141692791">Klęska</motyw>Pewnego wieczora nadciągnęły bezładne kupy wojsk Bogusławowych, po trzydzieści lub czterdzieści koni, nędzne, obdarte, do mar podobniejsze niż do ludzi, i przyniosły wieść o klęsce Bogusławowej pod Janowem. Stracono w niej wszystko: armię, armaty, konie, tabor. Sześć tysięcy najświetniejszego luda wyszło z księciem na tę wyprawę, wróciło zaś ledwo czterystu rajtarów<pe><slowo_obce>rajtar</slowo_obce> --- średniozbrojny żołnierz konny, posługujący się w walce głównie bronią palną.</pe>, których sam książę wyprowadził z pogromu.</akap>


<akap id="e2532">Z Polaków nie wróciła, prócz Sakowicza, jedna żywa dusza, wszyscy bowiem, którzy nie polegli w boju, których nie poznosił na podjazdach straszny Babinicz, przeszli do pana Sapiehy. Wielu także cudzoziemskich oficerów wolało dobrowolnie stanąć przy rydwanie zwycięzcy. Słowem, nigdy jeszcze żaden z Radziwiłłów nie powracał z wojennej wyprawy bardziej sterany, zniszczony i pobity.</akap>


<akap id="e2533">A jak poprzednio dworackie pochlebstwo nie znało miary w wynoszeniu Bogusława jako wodza, tak teraz wszystkie usta brzmiały nieustającą skargą przeciw niedołężnemu prowadzeniu wojny; w resztkach żołnierzy trwało nieustające wzburzenie, które w ostatnich dniach odwrotu sprowadziło zupełny bezład i doszło do tego stopnia, że książę osądził za rzecz roztropniejszą pozostać nieco w tyle.<end id="e1285834751404-1141692791"/></akap>


<akap id="e2534">Obaj z Sakowiczem zatrzymali się w Rosieniach. Hassling, dowiedziawszy się o tym od żołnierzy, poszedł natychmiast z nowiną do Oleńki.</akap>


<akap_dialog id="e2535">--- Główna rzecz --- rzekła mu, wysłuchawszy relacji --- czy pan Sapieha i ów Babinicz ścigają księcia i czy zamierzają wojnę przenieść w te strony?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2536">--- Z zeznań żołnierzy nic nie można wydobyć --- odpowiedział oficer --- bo przestrach przesadza wszelkie niebezpieczeństwa, są więc tacy, którzy mówią, że pan Babinicz tuż. Z tego jednak, iż książę z Sakowiczem pozostali, wnoszę, iż pościg nie może być szybki.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2537">--- Ale wszakże musi nastąpić? Wszakże trudno inaczej mniemać? Któż by po zwycięstwie nie ścigał pobitego nieprzyjaciela?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2538">--- To się pokaże. O czym innym chciałem z panią pomówić. Książę wskutek choroby i niepowodzeń musi być rozdrażniony, zatem jako desperat do gwałtownych uczynków skłonny... <begin id="b1285838482830-3197204832"/><motyw id="m1285838482830-3197204832">Honor, Kłamstwo, Pozory</motyw>Nie rozłączaj się pani teraz z ciotką i panną Borzobohatą; nie zgadzaj się na to, by pana miecznika do Tylży wyprawiano, jako ostatnim razem przed wyprawą się stało.</akap_dialog>


<akap id="e2539">Oleńka nie odrzekła nic; miecznika oczywiście nigdy do Tylży nie wyprawiano, tylko, gdy po uderzeniu go obuszkiem przez księcia chorzał dni kilka, Sakowicz, by ukryć przed ludźmi książęcy uczynek, umyślnie rozpuścił wieść, że stary do Tylży wyjechał. Oleńka wolała o tym przed Ketlingiem zamilczeć, bo dumnej dziewczynie wstyd było wyznawać, że ktoś jednego z Billewiczów, jak psa, poterał.<end id="e1285838482830-3197204832"/></akap>


<akap_dialog id="e2540">--- Dziękuję waćpanu za ostrzeżenie --- rzekła po chwili milczenia.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2541">--- Uważałem za swój obowiązek...</akap_dialog>


<akap id="e2542">Lecz jej serce wezbrało znów goryczą. Przecież przed niedawnym czasem od Ketlinga zależało, by to nowe niebezpieczeństwo nie zawisło nad jej głową, przecież gdyby się był zgodził na ucieczkę, byłaby już daleko, raz na zawsze od Bogusława wolna.</akap>


<akap_dialog id="e2543"><begin id="b1285838596517-3919128582"/><motyw id="m1285838596517-3919128582">Honor, Żołnierz</motyw>--- Panie kawalerze --- rzekła --- szczęście prawdziwe dla mnie, że to ostrzeżenie nie tyczy pańskiego honoru ani że książę nie wydał rozkazu, ażebyś pan mnie nie ostrzegał.</akap_dialog>


<akap id="e2544">Ketling zrozumiał przymówkę i odrzekł mową, której się Oleńka po nim nie spodziewała:</akap>


<akap_dialog id="e2545">--- Co się służby mojej żołnierskiej tyczy i czego strzec mi honor nakazuje, to spełnię albo życiem przypłacę. Innego wyboru nie mam i mieć nie chcę. Poza służbą wolno mi niegodziwością zapobiegać. Więc jako prywatny człowiek zostawiam pani tę krócicę i mówię: broń się, bo niebezpieczeństwo bliskie, w razie potrzeby --- zabij! Wówczas moja przysięga będzie rozwiązana i z ratunkiem ci pospieszę.</akap_dialog>


<akap id="e2546">To rzekłszy, skłonił się i zwrócił ku drzwiom, lecz Oleńka zatrzymała go.</akap>


<akap_dialog id="e2547">--- Panie kawalerze, uwolnij się od tej służby, broń dobrej sprawy, broń skrzywdzonych, boś tego godzien, boś zacny, bo szkoda cię dla zdrajcy...</akap_dialog>


<akap id="e2548">Na to Ketling:</akap>


<akap_dialog id="e2549">--- Byłbym się dawno uwolnił i do dymisji podał, gdyby nie to, żem mniemał, iż pozostając tu, tobie, pani, mogę być pożytecznym. Dziś za późno. Gdyby książę wracał zwycięzcą, nie wahałbym się chwili... gdy wraca zwyciężony, gdy być może, iż nieprzyjaciel za nim następuje, byłoby tchórzostwem żądać dymisji, póki sam kończący się termin mnie nie uwolni... Napatrzysz się pani do woli, jak ludzie małego serca tłumem opuszczają pobitego, ale mnie między nimi nie obaczysz... Żegnam panią. Krócica ta nawet pancerz z łatwością przebije...<end id="e1285838596517-3919128582"/></akap_dialog>


<akap id="e2550">Ketling wyszedł, pozostawiwszy broń na stole, którą Oleńka schowała natychmiast. Na szczęście, przewidywania młodego oficera i jej własne obawy okazały się płonnymi.</akap>


<akap id="e2551">Książę nadjechał wieczorem wraz z Sakowiczem i Patersonem, ale tak pognębiony i chory, że ledwie na nogach mógł się utrzymać. Do tego sam dobrze nie wiedział, czyli pan Sapieha nie następuje lub czy nie ekspediował<pe><slowo_obce>ekspediować</slowo_obce> (z łac.) --- wyprawiać, wysyłać.</pe> na pościg Babinicza z lekkimi chorągwiami.</akap>


<akap id="e2552">Bogusław obalił był wprawdzie tego ostatniego w ataku wraz z koniem, ale nie śmiał się spodziewać, iż go zabił, gdyż zdawało mu się, że koncerz<pe><slowo_obce>koncerz</slowo_obce> --- długi na 150-180 cm, ciężki miecz.</pe> obsunął mu się w cięciu po Babiniczowej misiurce<pe><slowo_obce>misiurka</slowo_obce> --- hełm z osłoną karku, wykonaną z plecionki kolczej (z kółek metalowych).</pe>. Wreszcie raz on już przecie strzelił mu w samą twarz z pistoletu i na nic się to nie przydało.</akap>


<akap id="e2553">Bolało księcia serce na myśl, co taki Babinicz uczyni z jego włościami, gdy się raz do nich ze swymi Tatary<pe><slowo_obce>z Tatary</slowo_obce> --- dziś popr. forma N. lm: z Tatarami.</pe> dostanie. A bronić ich nie miał czym! I nie tylko włości, ale nawet własnej osoby. Między jego jurgieltnikami<pe><slowo_obce>jurgieltnik</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>Jahrgeld</slowo_obce>: coroczna wypłata) --- obcy, najemny oficer lub urzędnik; tu: żołnierz, służący dla pieniędzy.</pe> nie było takich wielu jak Ketling i należało się spodziewać, że na pierwszą wieść o zbliżaniu się wojsk Sapieżyńskich opuszczą go wszyscy co do jednego.</akap>


<akap id="e2554">Książę też nie zamierzał zabawić w Taurogach dłużej nad dni dwa lub trzy, musiał bowiem spieszyć do Prus Królewskich, do elektora i Szteinboka, którzy go mogli zaopatrzyć w nowe siły i użyć bądź do zdobywania miast pruskich, bądź wysłać w pomoc samemu królowi zamierzającemu wyprawę w głąb Rzeczypospolitej.</akap>


<akap id="e2555">W Taurogach wypadło zostawić tylko kogoś z oficerów, który by ład w rozbite resztki wojsk wprowadził, opędzał się partiom chłopskim i szlacheckim, osłaniał dobra obu Radziwiłłów i porozumiewał się z Loewenhauptem, głównodowodzącym siłami szwedzkimi na Żmudzi<pe><slowo_obce>Żmudź</slowo_obce> --- płn.-zach. część Litwy.</pe>.</akap>


<akap id="e2556">W tym celu, po przybyciu do Taurogów i po przespanej nocy, książę wezwał na naradę Sakowicza, któremu jednemu mógł ufać i zupełnie serce otworzyć.</akap>


<akap id="e2557">Dziwne było owo pierwsze ,,dzień dobry" w Taurogach, jakie sobie powiedzieli dwaj przyjaciele po nieszczęsnej wyprawie. Czas jakiś patrzyli na siebie bez słowa.</akap>


<akap id="e2558">Przemówił pierwszy książę:</akap>


<akap_dialog id="e2559">--- Ano! diabli wzięli!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2560">--- Wzięli! --- powtórzył Sakowicz.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2561">--- Musiało tak być przy takiej aurze. Gdybym miał więcej lekkich chorągwi lub gdyby licho nie przyniosło tego Babinicza... Do dwóch razy sztuka! Przezwał<pe><slowo_obce>przezwać się</slowo_obce> --- tu: zmienić nazwisko.</pe> się wisielec. Nie powiadajże o tym nikomu, żeby mu jeszcze sławy nie przysparzać.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2562">--- Ja nie powiem... Ale czy oficerowie nie będą trąbili, nie zaręczam, boś przecie książę prezentował go u swoich butów, jako chorążego orszańskiego.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2563">--- Oficerowie Niemcy nie rozumieją się na polskich nazwiskach. Im wszystko jedno: Kmicic czy Babinicz. A! na rogi Lucypera, żebym go dostał! A miałem go... i jeszcze, szelma, ludzi mi pobuntował, Głowbiczowski oddział odprowadził!... Musi to być jakiś bastard po naszej krwi, nie może inaczej być!... <begin id="b1285840887281-1456556903"/><motyw id="m1285840887281-1456556903">Kłótnia</motyw>Miałem go, miałem... i uszedł!... Więcej mnie to gryzie aniżeli ta cała stracona wyprawa.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2564">--- Miałeś go, książę, ale za cenę mojej głowy.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2565">--- Jasiu! powiem ci szczerze: niechby cię tam byli ze skóry obdarli, bylem z Kmicicowej bęben mógł zrobić!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2566">--- Dziękuję ci, Bogusiu. Mniej po twojej przyjaźni nie mogłem się spodziewać.</akap_dialog>


<akap id="e2567">Książę rozśmiał się:</akap>


<akap_dialog id="e2568">--- A skwierczałbyś na sapieżyńskim ruszcie... Wszystkie by twoje szelmostwa z ciebie wytopili. <slowo_obce>Ma foi<pe><slowo_obce>ma foi</slowo_obce> (fr.) --- słowo daję, dalibóg, doprawdy.</pe>!</slowo_obce> chciałbym to widzieć!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2569">--- Ja zaś chciałbym cię widzieć w ręku Kmicica, twojego miłego krewniaka. Twarz masz inną, ale z postawy jesteście do siebie podobni i nogi macie jednej miary, i do jednej dziewki wzdychacie, tylko że ona, nie doświadczywszy, zgaduje, że tamten zdrowszy i że żołnierz lepszy.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2570">--- Takim dwom jak ty dałby rady, ale ja przejechałem mu po brzuchu... A gdybym był miał dwie minut czasu, mógłbym ci teraz parol dać, że mój kuzynek nie żyje. Zawsześ był głupowaty i dlategom cię polubił, ale w ostatnich czasach zjełczał ci dowcip<pe><slowo_obce>dowcip</slowo_obce> (daw.) --- rozum, inteligencja.</pe> do reszty.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2571">--- Zawsześ miał dowcip w piętach i dlatego takeś przed Sapiehą zmiatał, ażem cię znielubił i sam gotówem pójść do Sapiehy.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2572">--- Na powróz!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2573">--- Na ten, którym Radziwiłła zwiążą.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2574">--- Dosyć!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2575">--- Sługam waszej książęcej mości!<end id="e1285840887281-1456556903"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e2576">--- Trzeba by kilku z tych rajtarów rozstrzelać, którzy najwięcej krzyczą, i ład wprowadzić.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2577">--- Kazałem dziś rano sześciu powiesić. Już i ostygli, a tańcują na sznurach zawzięcie, bo wiatr okrutny.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2578">--- Dobrześ zrobił. Słuchaj no! Czy chcesz zostać na załodze w Taurogach, bo muszę tutaj kogoś zostawić?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2579">--- I chcę, i proszę o tę funkcję. Nikt się tu lepiej nie sprawi. Żołnierz boi się mnie więcej niż innych, bo wie, że żartów ze mną nie ma. Z uwagi na Loewenhaupta lepiej, że zostanie ktoś poważniejszy od Patersona.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2580">--- Daszże sobie z rebelizantami rady?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2581">--- Upewniam waszą książęcą mość, że sosny żmudzkie będą rodziły łońskiego<pe><slowo_obce>łoński</slowo_obce> (gw.) --- ubiegłoroczny; tu: tegoroczny.</pe> roku cięższe od szyszek owoce. Z chłopstwa ze dwa regimenty piechoty uczynię i po mojemu wyćwiczę. Na włości będę miał oko, a jeśli rebelizanci którą napadną, wnet rzucę podejrzenie na jakiego bogatszego szlachcica i wycisnę go jak ser w worku. Na początek potrzeba by mi tyle tylko pieniędzy, żeby lafę<pe><slowo_obce>lafa</slowo_obce> (daw.) --- płaca, żołd.</pe> zaspokoić i piechoty przybrać.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2582">--- Co będę mógł, zostawię.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2583">--- Z posażnych?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2584">--- Jak to?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2585">--- To się znaczy z billewiczowskich, które w posagu z góry sam sobie wypłaciłeś.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2586">--- Żebyś mógł jako politycznie<pe><slowo_obce>politycznie</slowo_obce> (z łac.) --- uprzejmie, w sposób cywilizowany; tu: z zachowaniem pozorów.</pe> skręcić łeb temu miecznikowi, dobrze by było, bo to się lekko mówi, a szlachcic skrypt<pe><slowo_obce>skrypt</slowo_obce> --- skrypt dłużny, dokument wystawiony przez dłużnika, zawierający potwierdzenie zaciągniętego długu i zobowiązanie do jego zwrotu.</pe> ma.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2587">--- Postaram się. Jeno w tym rzecz, czy skryptu gdzie nie wysłał albo czy go dziewka w koszulę nie zaszyła. Wasza książęca mość nie życzyłbyś sobie sprawdzić?...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2588">--- Przyjdzie do tego, ale teraz muszę jechać i przy tym sił mnie ta przeklęta <slowo_obce>febris</slowo_obce><pe><slowo_obce>febris</slowo_obce> (łac.) --- dreszcze, gorączka.</pe> całkiem zbawiła.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2589"><begin id="b1285844663590-2667012854"/><motyw id="m1285844663590-2667012854">Małżeństwo, Interes</motyw>--- Zazdrość mi, wasza książęca mość, że w Taurogach zostaję.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2590">--- Jakąś masz dziwną ochotę. Tylko... Czybyś ty czasem?... Hakami kazałbym cię rozerwać... Czemu to tak tej funkcji się napierasz?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2591">--- Bo się chcę żenić.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2592">--- Z kim? --- spytał książę, siadając na łóżku.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2593">--- Z panną Borzobohatą-Krasieńską.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2594">--- To jest dobra myśl, to jest przednia myśl! --- rzekł po chwili milczenia Bogusław. --- Słyszałem o jakimś zapisie...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2595">--- Tak jest, po panu Longinie Podbipięcie. Wasza książęca mość wiesz, jaki to możny ród, a onego Longina majętności w kilku powiatach leżą. Wprawdzie jedne z nich jakieś tam dziewiąte wody po kisielu zagarnęły, w drugich moskiewskie wojska stoją. Będzie procesów, bitek i zwad, i zajazdów bez liku, ale ja dam sobie rady i jednego wyczółka nikomu nie ustąpię. Przy tym dziewka okrutnie mi się nadała, bo gładka i wabna. Jużem to zauważył zaraz po tym, kiedyśmy ją to zabrali, że udawała strach, a okiem ku mnie strzygła. Niech jeno tu jako komendant zostanę, z samego próżniactwa zaczną się amory...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2596">--- Jedno ci zapowiadam. Żenić się nie będę ci zabraniać, wszelako, słuchaj no dobrze, żadnych ekscesów, rozumiesz?! Bo to dziewka od Wiśniowieckich, samej księżnej Gryzeldy zaufana, a ja księżnej nie chcę obrazić przez estymę ani pana starosty kałuskiego także.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2597">--- Nie trzeba ostrzegać --- odpowiedział Sakowicz --- bo skoro się chcę żenić regularnie, to i starać się muszę regularnie.<end id="e1285844663590-2667012854"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e2598">--- Chciałbym, żeby cię odpaliła.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2599">--- Znam kogoś, kogo odpalili, chociaż jest księciem, ale tak myślę, że mnie się to nie przygodzi. Dziwnie mi ono strzyżenie oczyma dodaje otuchy.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2600">--- Nie przymawiajże temu, kogo odpalono, aby cię rogaczem nie uczynił. Wyrobię ci w dodatku do herbu rogi albo przydomek do nazwiska przybierzesz: Sakowicz Rogaty! Ona z domu Borzobohata, a on Bardzorogaty. Dobrana z was będzie para. Owszem, żeń się, Jasiu, żeń, a daj znać o weselu, będę drużbą.</akap_dialog>


<akap id="e2601">Srogi gniew wystąpił na straszne i bez tego lica Sakowicza. Oczy przez chwilę zaszły mu jak dymem, ale wkrótce się opamiętał i w żart obracając słowa książęce, odrzekł:</akap>


<akap_dialog id="e2602">--- Niebożę! na schody o własnej mocy ci niesporo, a grozisz... Masz tu swoją Billewiczównę, dalej, chuchraku! dalej! Będziesz ty jeszcze Babiniczowe dzieci piastował!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2603">--- Bodajżeś język złamał, taki synu! To z choroby się naigrawasz, która o włos mnie nie pogrążyła? Bodaj i ciebie tak oczarowano!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2604">--- Co tam czary! Czasem, gdy spojrzę, jak wszystko idzie naturalnym rzeczy porządkiem, to myślę, że czary głupstwo.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2605">--- Sameś głupi! Cicho bądź, nie wywołuj licha! Brzydniesz mi coraz więcej.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2606">--- Bodaj bym nie był ostatnim Polakiem, który waszej książęcej mości wierny pozostał, bo za moją wierność samą niewdzięcznością mnie karmią. Wrócę oto w domowe pielesze i będę siedział spokojnie, końca wojny wyglądając.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2607">--- Och, daj spokój! Wiesz, że cię miłuję.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2608">--- Ciężko mi to zmiarkować. Diabeł mi ten afekt dla waszej książęcej mości wszczepił. Jeśli w czym są czary, to w tym.</akap_dialog>


<akap id="e2609">Sakowicz prawdę mówił, bo rzeczywiście Bogusława kochał; książę wiedział o tym i dlatego płacił mu, jeśli nie głębszym przywiązaniem, to wdzięcznością, jaką ludzie próżni żywią zawsze dla tych, którzy ich uwielbiają.</akap>


<akap id="e2610">Dlatego chętnie zgodził się na jego zamiary względem Anusi Borzobohatej i sam osobiście dopomóc mu postanowił.</akap>


<akap id="e2611">W tym celu koło południa, gdy się czuł najzdrowszy, kazał się ubrać i poszedł do Anusi.</akap>


<akap_dialog id="e2612">--- Przyszedłem po dawnej znajomości dowiedzieć się o zdrowiu waćpanny --- rzekł --- i spytać się, czyli się waćpannie pobyt w Taurogach podobał?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2613">--- Kto jest w niewoli, temu się wszystko musi podobać --- odrzekła, wzdychając, Anusia. Książę rozśmiał się.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2614">--- Waćpanna nie jesteś w niewoli. Zagarnięto cię razem z sapieżyńskimi żołnierzami, to prawda, i kazałem waćpannę tu odesłać, ale tylko dla bezpieczeństwa. Włos tu ci z głowy nie spadnie. Wiedz o tym waćpanna, że ja mało kogo tak szanuję, jak księżnę Gryzeldę, której serca bliską jesteś. I Wiśniowieccy, i Zamoyscy moi koligaci<pe><slowo_obce>koligat</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>colligatus</slowo_obce>: związany) --- krewny, powinowaty.</pe>. Waćpanna tu znajdziesz wszelką wolność i wszelką opiekę, ja zaś przychodzę jako życzliwy przyjaciel i mówię tak: chcesz, to jedź, dam ci eskortę, choć samemu mi żołnierzy szczupło, ale radzęć zostać. Waćpannę, ilem słyszał, wysłano dla odzyskania majętności zapisanych. Wiedzże, iż teraz nie czas o tym myśleć i że nawet w spokojnych czasach protekcja pana Sapieżyńska na nic, bo on jeno w Witebskiem może wskórać, tu nic. Zresztą sam się tą sprawą nie zajmie, jeno przez komisarzy... Waćpannie trzeba by człowieka życzliwego a obrotnego, który by strach i estymę<pe><slowo_obce>estyma</slowo_obce> (z łac.) --- szacunek, poważanie.</pe> u ludzi miał. Taki, gdyby się zajął, pewnie nie dałby sobie słomy zamiast ziarna w garść wetknąć.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2615">--- Gdzie ja sierota znajdę takiego opiekuna?! --- zawołała Anusia.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2616">--- Właśnie, że w Taurogach.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2617">--- Wasza książęca mość raczyłby sam...</akap_dialog>


<akap id="e2618">Tu Anusia złożyła rączki i spojrzała tak ślicznie w Bogusławowe oczy, że gdyby książę nie był tak umęczon i sterany, pewnie by zaraz mniej szczerze począł o Sakowiczowskiej sprawie myśleć, lecz że mu amory nie były w głowie, więc odrzekł prędko:</akap>


<akap_dialog id="e2619">--- Gdybym jeno mógł, nikomu bym tak wdzięcznej funkcji nie powierzał; ale ja wyjeżdżam, bo muszę. Na moim miejscu zostaje komendantem w Taurogach pan starosta oszmiański, Sakowicz, kawaler wielki, żołnierz sławny i człek tak obrotny, jak drugiego na całej Litwie nie masz. Owóż, powtarzam, ostań się waćpanna w Taurogach, bo jechać nie masz gdzie, gdy wszędzie pełno grasantów<pe><slowo_obce>grasant</slowo_obce> (z łac.) --- rabuś, zbój.</pe> i łotrzykowie a rebelizanci wszystkie drogi infestują<pe><slowo_obce>infestować</slowo_obce> (z łac.) --- niepokoić.</pe>. Sakowicz ci tu da opiekę, Sakowicz cię obroni, Sakowicz rozpatrzy się, co można dla wywindykowania<pe><slowo_obce>wywindykowanie</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>vindico</slowo_obce>, <slowo_obce>vindicare</slowo_obce>: dochodzić własności, mścić się) --- odzyskanie własności.</pe> tych majętności uczynić, a gdy się tylko do tego raz weźmie, zaręczam, że nikt w świecie prędzej do pomyślnego końca nie doprowadzi. Mój to przyjaciel, więc go znam, i tyle tylko o nim waćpannie powiem, że gdybym ja sam majętności waćpanny zagarnął, a potem dowiedział się, że Sakowicz przeciwko mnie występuje, to bym się wolał ich zrzec dobrowolnie, bo z nim niebezpieczna się spierać.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2620">--- Byleby tylko pan Sakowicz zechciał sierocie przyjść w pomoc...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2621">--- Nie bądź mu jeno krzywa, a dla waćpanny wszystko on uczyni, bo mu twoje śliczności głęboko w serce zapadły. Już on tam chodzi i wzdycha...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2622">--- Gdzie ja bym tam komu mogła wpaść w serce.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2623">,,Szelma dziewczyna!" --- pomyślał książę.</akap_dialog>


<akap id="e2624">Głośno zaś dodał:</akap>


<akap_dialog id="e2625">--- Niechże Sakowicz wytłumaczy, jak się to stało, a waćpanna nie bądź mu tylko krzywa, bo to człek zacny i ze znamienitego rodu, więc takim nie życzę pogardzać.</akap_dialog>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e2626">Rozdział XXII</naglowek_rozdzial>



<akap id="e2627">Nazajutrz rano książę odebrał wezwanie od elektora, aby co prędzej pospieszył do Królewca dla objęcia komendy nad świeżo zaciągniętymi wojskami, które miały iść pod Malborg lub pod Gdańsk. List zawierał także wiadomości o śmiałej wyprawie Karola Gustawa w dół Rzeczypospolitej, aż do krajów ruskich. Elektor przewidywał zły koniec tej wyprawy, ale właśnie dlatego pragnął stanąć na czele sił jak największych, aby w razie potrzeby jednej lub drugiej stronie stać się niezbędnym, drogo się sprzedać i losy wojny przeważyć. Z tych powodów zalecał młodemu księciu wszelki możliwy pośpiech, tak dalece zaś chodziło mu o uniknięcie mitręgi, że za pierwszym gońcem wysłał i drugiego, który przybył we dwanaście godzin później.</akap>


<akap id="e2628">Książę więc nie miał ani chwili do stracenia i nie dość czasu do odpoczynku, febra bowiem wróciła znowu z dawną siłą. Jednak trzeba było jechać. Za czym, zdawszy władzę Sakowiczowi, rzekł mu:</akap>


<akap_dialog id="e2629">--- Być może, iż przyjdzie miecznika i dziewczynę przewieźć do Królewca. Tam łatwiej przyjdzie się po cichu z nieprzyjaznym człekiem uporać; dziewkę łaś, bylem był zdrów, wezmę ze sobą do obozu, bo dość mi tych ceremonij.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2630">--- Dobrze, to się i komput<pe><slowo_obce>komput</slowo_obce> --- ustalana przez sejm liczba stałego wojska w I Rzeczypospolitej XVII i XVIII w.</pe> wojsk może powiększyć --- odparł na pożegnanie Sakowicz.</akap_dialog>


<akap id="e2631">W godzinę później nie było już księcia w Taurogach. <begin id="b1285847258849-1354874075"/><motyw id="m1285847258849-1354874075">Flirt, Miłość, Kobieta</motyw>Został Sakowicz jako pan samowładny, uznający nad sobą jedną tylko władzę: władzę Anusi Borzobohatej. I proch przed jej stopami zaczął zdmuchiwać, jak niegdyś sam książę przed stopami Oleńki. Hamując dziką swą naturę, był dwornym, uprzedzającym chęci, zgadującym myśli, a zarazem trzymał się z dala, z całym szacunkiem, z jakim powinien być światowy kawaler dla panny, o której rękę i serce się stara.</akap>


<akap id="e2632">Jej zaś, trzeba wyznać, spodobało się owo królowanie w Taurogach; miło jej było pomyśleć, że gdy wieczór nadchodzi, w dolnych salach, na korytarzach, w cekhauzie<pe><slowo_obce>cekhauz</slowo_obce> (z niem.) --- arsenał, zbrojownia.</pe>, w sadzie, jeszcze zimowym szronem okrytym, rozlegają się wzdychania starszych i młodszych oficerów, że nawet astrolog wzdycha, patrząc w gwiazdy ze swej samotnej wieży, że nawet stary miecznik westchnieniami przerywa wieczorny różaniec.</akap>


<akap id="e2633">Najlepszą będąc dziewczyną, była przecie rada, że nie ku Oleńce idą owe afekta strzeliste, ale ku niej; była rada i ze względu na Babinicza, bo czuła swoją moc i przychodziło jej do głowy, że jeśli nigdy nikt się jej nie oparł, to musiała i na jego sercu trwałe oczyma wypalić znaki.</akap>


<akap id="e2634">,,O tamtej zapomni, nie może inaczej być, bo niewdzięcznością go tam karmią, a gdy się to stanie, wie, gdzie mnie szukać, i poszuka... rozbójnik jeden!"</akap>


<akap id="e2635">Zaraz potem odgrażała mu się w duszy:</akap>


<akap id="e2636">,,Czekaj! odpłacę ja ci, nim pocieszę."<end id="e1285847258849-1354874075"/></akap>


<akap id="e2637">Sakowicza tymczasem, niezbyt nawet lubiąc, mile widziała. Prawda, że usprawiedliwił się w jej oczach z zarzutu zdrady w ten sam sposób, w jaki miecznikowi wytłumaczył się Bogusław. Zatem mówił, że ze Szwedem już był pokój zawarty, już Rzeczpospolita odetchnąć i zakwitnąć miała, gdy pan Sapieha dla swojej prywaty wszystko popsował.</akap>


<akap id="e2638">Anusia, niezbyt się na tych sprawach znając, puszczała te słowa mimo uszu. Lecz natomiast uderzyło ją coś innego w opowiadaniach pana starosty oszmiańskiego.</akap>


<akap_dialog id="e2639">--- Billewicze --- mówił --- krzyczą wniebogłosy na swą krzywdę i niewolę, a przecież nic im się tu nie stało i nie stanie. Nie puszczał ich książę z Taurogów, prawda, ale to dla ich dobra, bo o trzy staje<pe><slowo_obce>staja</slowo_obce> --- daw. miara długości, w różnych okresach i okolicach licząca od 100 do 1000 m.</pe> za bramą zginąć już od grasantów lub leśnych osaczników mogli. Nie puszczał ich i dlatego, że pannę Billewiczównę pokochał, i to prawda! Któż wszelako go nie usprawiedliwi? Kto, czułe serce mając i wzdychaniami obarczone piersi, inaczej by postąpił? Gdyby miał mniej zacne intencje, pewnie by jako pan tak potężny mógł wodzów sobie popuścić, lecz on chciał się żenić, chciał wynieść tę oporną pannę do swego książęcego stanu, szczęśliwościami ją obsypać, koronę radziwiłłowską na jej głowę włożyć, i za to inwektywy nań ci niewdzięczni ludzie rzucają, sławy mu i zacności ujmując...</akap_dialog>


<akap id="e2640">Anusia, niezbyt wierząc, spytała zaraz tego samego dnia Oleńki, czy prawda, że książę chciał się z nią żenić? Oleńka zaprzeczyć nie mogła, a że były już ze sobą poufałe, więc przytoczyła swoje racje. Wydały się one Anusi słuszne i dostateczne, ale przecie pomyślała sobie, że Billewiczom nie było znów tak ciężko w Taurogach ani książę z Sakowiczem nie byli takimi zbrodniarzami, za jakich ich pan miecznik rosieński ogłosił.</akap>


<akap id="e2641">Toteż gdy nadeszły wieści, że pan Sapieha z Babiniczem nie tylko nie zbliżają się ku Taurogom, ale pociągnęli wielkimi pochodami na króla szwedzkiego aż hen, ku Lwowu, Anusia wpadła naprzód w złość, a potem jęła rozumować, że gdy ich nie ma, to na nic uciekać z Taurogów, bo można życie stracić lub w najlepszym razie spokojny pobyt zmienić w pełną niebezpieczeństw niewolę.</akap>


<akap id="e2642">Przyszło z tego powodu do sporów między nią a Oleńką i miecznikiem; lecz i oni nawet przyznać musieli, że odejście pana Sapiehy wielce ucieczkę utrudnia, jeżeli całkiem niepodobną jej nie uczyni, tym bardziej że w kraju wrzało coraz bardziej i nikt z mieszkańców jutra pewien być nie mógł. Zresztą, chociażby i nie przyznawali racyj Anusinych, ucieczka bez jej pomocy, wobec czujności Sakowicza i innych oficerów, była niemożliwą. Ketling jeden był im oddany, ale do żadnego układu przeciwnego służbie wciągnąć się nie dawał, przy tym często bywał nieobecny, bo go Sakowicz jako doświadczonego żołnierza i zdolnego oficera rad używał przeciwko zbrojnym kupom konfederatów i grasantów, za czym często z Taurogów wysyłał.</akap>


<akap id="e2643">A Anusi coraz było w nich lepiej.</akap>


<akap id="e2644"><begin id="b1285847554509-2782835559"/><motyw id="m1285847554509-2782835559">Flirt, Miłość niespełniona</motyw>Sakowicz oświadczył jej się w miesiąc po wyjeździe księcia, ale zwodnica dała mu chytrą odpowiedź, że go nie zna, że różnie o nim mówią, że nie miała czasu jeszcze go polubić, że bez pozwolenia księżnej Gryzeldy wychodzić za mąż nie może, a na koniec, że chce go na rok próby wystawić.</akap>


<akap id="e2645"><begin id="b1285847538757-2583562730"/><motyw id="m1285847538757-2583562730">Okrucieństwo</motyw>Starosta zżuł gniew, kazał dać tego dnia jednemu rajtarowi za błahe przewinienie trzy tysiące rózg, po których pochowano biednego żołdaka, lecz musiał się na Anusine kondycje zgodzić. Ona zaś zapowiedziała pankowi, że jeżeli będzie służył jeszcze wierniej, pilniej i pokorniej, to za rok i tak dostanie tylko tyle, ile będzie jej łaska.</akap>


<akap id="e2646">W ten sposób igrała z niedźwiedziem, lecz tak już zdążyła go opanować, że stłumił nawet mruczenie, odrzekł jej tylko:</akap>


<akap_dialog id="e2647">--- Z wyjątkiem zdrady księcia, wszystkiego waćpanna ode mnie wymagaj, choćby tego, bym na kolanach chodził...</akap_dialog>


<akap id="e2648">Gdyby Anusia wiedziała, jak straszne Sakowiczowego zniecierpliwienia skutki spadają na całą okolicę, może by go tak nie drażniła. Żołnierze i mieszczanie w Taurogach drżeli przed nim, bo karał ciężko całkiem bez winy, nad wszelką miarę. Jeńcy konali w łańcuchach z głodu lub przypiekani żelazem.</akap>


<akap id="e2649">Nieraz zdawało się, że dziki starosta chce ochłodzić wzburzoną i spiekłą żarem miłości duszę w krwi ludzkiej, bo zrywał się nagle i sam chodził na wyprawy. A zwycięstwo chodziło najczęściej jego śladem. Wycinał w pień kupy rebelizantów; wziętym do niewoli chłopom kazał dla przykładu ucinać prawe ręce i puszczał do domów wolno.<end id="e1285847554509-2782835559"/><end id="e1285847538757-2583562730"/></akap>


<akap id="e2650">Groza jego imienia opasała też jakby murem Taurogi, znaczniejsze nawet oddziały patriotów nie ośmielały się zapuszczać dalej jak pod Rosienie.</akap>


<akap id="e2651">Cisza stała się wszędzie, a on z powsinogów niemieckich, z miejscowego chłopstwa formował za pieniądze wyciśnięte z okolicznych mieszczan i szlachty coraz nowe pułki i rósł w siły, ażeby ich swemu księciu w razie ciężkiej potrzeby dostarczyć.</akap>


<akap id="e2652">Wierniejszego i straszniejszego sługi nie mógł Bogusław znaleźć.</akap>


<akap id="e2653">W Anusię za to patrzył Sakowicz coraz tkliwiej swymi strasznymi bladoniebieskimi oczyma i na lutni jej grywał.</akap>


<akap id="e2654">Płynęło tedy życie w Taurogach dla Anusi wesoło i zabawnie, dla Oleńki ciężko i jednostajnie. Z jednej szły promienie wesołości jako owo światełko, które nocami bije od świętojańskiego robaczka; drugiej twarz stawała się coraz bledszą, poważniejszą, surowszą, czarne brwi ściągały się coraz mocniej na białym czole, tak że w końcu przezwano ją zakonnicą i miała w sobie coś z mniszki. Poczęła się oswajać z tą myślą, że nią zostanie, że ją sam Bóg, przez ból, przez zawody, za kratę do spokoju prowadzi.</akap>


<akap id="e2655">Nie ta to już była dziewczyna ze ślicznymi rumieńcami na twarzy i szczęściem w oczach, nie ta Oleńka, która niegdyś, jadąc w saniach z narzeczonym, panem Andrzejem Kmicicem, krzyczała: ,,Hej! hej!", na bory i lasy!</akap>


<akap id="e2656"><begin id="b1285852576031-1741978711"/><motyw id="m1285852576031-1741978711">Wiosna, Wojna</motyw>Wiosna czyniła się na świecie. Rozpętane z lodu wody Bałtyku począł kołysać wiatr duży a ciepły, potem drzewa zakwitły, strzeliły kwiaty z surowych liściastych obsłon, potem słońce zaczęło bywać znojne, a biedna dziewczyna próżno wyglądała końca taurożańskiej niewoli, bo i Anusia nie chciała uciekać, i w kraju coraz straszniej było.</akap>


<akap id="e2657">Miecz i ogień srożył się tak, jakby nigdy zmiłowanie boże nastąpić nie miało. Owszem, kto nie chwycił szabli lub dzidy zimą, ten schwytał ją wiosną; śnieg śladów nie zdradzał, gdy bór dawał lepsze schronienie i ciepło wojnę czyniło łatwiejszą.<end id="e1285852576031-1741978711"/></akap>


<akap id="e2658">Wieści jako jaskółki nadlatywały do Taurogów, czasem groźne, czasem pocieszające. I jedne, i drugie święciła czysta dziewczyna modlitwą, a oblewała łzami smutku lub radości.</akap>


<akap id="e2659">Więc naprzód mówiono o okropnym całego narodu powstaniu. Ile było drzew w borach Rzeczypospolitej, ile kłosów kołysało się na jej łanach, ile gwiazd świeciło po nocach między Tatrami a Bałtykiem, tyle wstało przeciw Szwedom wojowników: którzy szlachtą będąc, do miecza a wojny z woli bożej i przyrodzonego rzeczy porządku się rodzili; którzy skiby pługiem krając, obsiewali ziarnem tę krainę; którzy handlem i rzemiosły<pe><slowo_obce>rzemiosły</slowo_obce> --- dziś popr. forma N. lm: rzemiosłami.</pe> po miastach się parali; którzy żyli w puszczach z pszczelnej pracy, z wypalania smoły, z topora lub strzelby; którzy nad rzekami siedząc, rybactwem się trudnili; którzy na stepach koczowali ze stadami --- wszyscy chwycili za broń, aby najezdnika z kraju wyżenąć<pe><slowo_obce>wyżenąć</slowo_obce> (daw.) --- wygnać.</pe>.</akap>


<akap id="e2660">Już Szwed tonął w tej liczbie jako w rzece wezbranej.</akap>


<akap id="e2661">Ku podziwowi całego świata, bezsilna jeszcze niedawno Rzeczpospolita znalazła więcej szabel w swojej obronie, niż mógł ich mieć cesarz niemiecki lub król francuski.</akap>


<akap id="e2662">Potem przyszły wieści o Karolu Gustawie, jako szedł coraz w głąb Rzeczypospolitej z nogami we krwi, z głową w dymach i płomieniach, bluźniąc. Spodziewano się lada chwila usłyszeć wieść o jego śmierci i zagubie wszystkich wojsk szwedzkich.</akap>


<akap_dialog id="e2663">Imię Czarnieckiego rozlegało się coraz potężniej od ściany do ściany, przejmując strachem nieprzyjaciół, wlewając otuchę w serca polskie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2664">--- Zbił pod Kozienicami! --- mówiono jednego dnia --- zbił pod Jarosławiem! --- powtarzano w kilka tygodni później --- zbił pod Sandomierzem! --- powtarzało dalekie echo. Dziwiono się temu tylko, skąd się jeszcze bierze tyle Szwedów po takich pogromach.</akap_dialog>


<akap id="e2665">Na koniec przyleciały nowe stada jaskółek, a z nimi fama o uwięzieniu króla i całej armii szwedzkiej w widłach rzecznych. Zdawało się, że koniec tuż, tuż.</akap>


<akap id="e2666">Sam Sakowicz w Taurogach przestał chodzić na wyprawy, jeno listy po nocach pisywał i w różne strony rozsyłał.</akap>


<akap id="e2667">Miecznik był jakoby obłąkany. Co dzień wieczór wpadał z wieściami do Oleńki. Czasem gryzł ręce, gdy sobie wspomniał, że trzeba siedzieć w Taurogach. Tęskniła w pole stara żołnierska dusza. W końcu zaczął się zamykać w swojej stancji i nad czymś po całych godzinach rozmyślać. Raz chwycił niespodzianie Oleńkę w ramiona, zaryczał wielkim płaczem i rzekł jej:</akap>


<akap_dialog id="e2668"><begin id="b1285853120694-1588922983"/><motyw id="m1285853120694-1588922983">List, Patriota</motyw>--- Miłaś ty, dziewczyno, córuchno jedyna, ale ojczyzna milsza.</akap_dialog>


<akap id="e2669">I nazajutrz dzień znikł, jakoby w ziemię się zapadł.</akap>


<akap id="e2670">Oleńka znalazła tylko list, a w nim słowa następujące:</akap>


<akap id="e2671">,,Bóg cię błogosław, dziecko kochane. Rozumiałem ja ci dobrze, że ciebie, a nie mnie strzegą i że samemu mi łatwiej wymknąć się przyjdzie. Niechże mnie Bóg sądzi, jeślim ja to, niebogo sieroto, z zatwardziałości serca i braku ojcowskiego afektu dla ciebie uczynił. Ale męka była od pacjencji<pe><slowo_obce>pacjencja</slowo_obce> (z łac.) --- cierpliwość.</pe> większa i nie mogłem, na rany Chrystusa Pana przysięgam, nie mogłem już dłużej wysiedzieć. Bo jakem pomyślał, że się tam najszczersza krew polska rzeką <slowo_obce>pro patria et libertate</slowo_obce><pe><slowo_obce>pro patria et libertate</slowo_obce> (łac.) --- za ojczyznę i wolność.</pe> leje, a mojej ni kropli w tej rzece nie masz, tedy mi się wydało, że mnie anieli niebiescy za to potępią... Nie rodzić mi się było na świętej Żmudzi<pe><slowo_obce>Żmudź</slowo_obce> --- płn.-zach. część Litwy.</pe> naszej, gdzie żywie<pe><slowo_obce>żywie</slowo_obce> --- dziś popr. forma 3 os. lp cz.ter.: żyje.</pe><slowo_obce>amor patriae<pe><slowo_obce>amor patriae</slowo_obce> (łac.) --- miłość ojczyzny.</pe></slowo_obce> i męstwo, nie rodzić mi się było ni szlachcicem, ni Billewiczem, to bym przy tobie został i ciebie strzegł. Ale ty, mężem będąc, uczyniłabyś to samo, więc i mnie odpuścisz, iżem cię, jako Daniela<pe><slowo_obce>Daniel</slowo_obce> --- jeden z proroków <tytul_dziela>Starego Testamentu</tytul_dziela>, bohater <tytul_dziela>Księgi Daniela</tytul_dziela>, wysoko urodzony Izraelita, pozostawał w niewoli babilońskiej na dworze Nabuchodonozora II i Baltazara, a następnie na dworze perskim. Na skutek intryg wtrącony do jaskini lwów, gdzie przeżył dzięki modlitwie i boskiej pomocy.</pe>, samą w jaskini lwów porzucił. Którego że Bóg w miłosierdziu swoim konserwował<pe><slowo_obce>konserwować</slowo_obce> (z łac.) --- tu: zachować przy życiu, ocalić.</pe>, tak też mniemam, że i nad tobą będzie lepsza od mojej, Najświętszej Panny, Królowej naszej, protekcja."</akap>


<akap id="e2672">Oleńka łzami oblała pismo, ale pokochała stryjca za ten postępek jeszcze lepiej, bo jej serce dumą wezbrało.<end id="e1285853120694-1588922983"/> Tymczasem uczynił się w Taurogach hałas niemały. <begin id="b1285854355037-2788108777"/><motyw id="m1285854355037-2788108777">Kobieta, Patriota, Więzień</motyw>Sam Sakowicz wpadł do dziewczyny z furią wielką i nie zdejmując czapki z głowy, spytał:</akap>


<akap_dialog id="e2673">--- Gdzie stryj waćpanny?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2674">--- Gdzie wszyscy, prócz zdrajców, są!... W polu!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2675">--- Waćpanna wiedziałaś o tym!... --- krzyknął starosta.</akap_dialog>


<akap id="e2676">A ona, zamiast się stropić, postąpiła kilka kroków ku niemu i mierząc go oczyma z niewypowiedzianą pogardą odrzekła:</akap>


<akap_dialog id="e2677">--- Wiedziałam --- i cóż?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2678">--- Waćpanna... ej! gdyby nie książę!... Waćpanna przed księciem odpowiesz!...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2679">--- Ni przed księciem, ni przed jego pachołkiem. A teraz proszę!...</akap_dialog>


<akap id="e2680">I palcem wskazała mu drzwi.</akap>


<akap id="e2681">Sakowicz zgrzytnął zębami i wyszedł.<end id="e1285854355037-2788108777"/></akap>


<akap id="e2682">Tego samego dnia zagrzmiało w całych Taurogach o zwycięstwie wareckim i taka trwoga padła na wszystkich stronników szwedzkich, że sam Sakowicz nie śmiał karać księży, którzy publicznie odśpiewali w okolicznych kościołach <slowo_obce>Te Deum</slowo_obce><pe><slowo_obce>Te Deum</slowo_obce> (łac.) --- własc. <slowo_obce>Te Deum laudamus</slowo_obce>: Ciebie Boga wysławiamy; hymn kościelny, śpiewany przy szczególnie uroczystych okazjach.</pe>.</akap>


<akap id="e2683">Wielki też ciężar spadł mu z serca, gdy w kilka tygodni później przyszło spod Malborga pismo Bogusławowe z doniesieniem, iż król wymknął się z rzecznego saku<pe><slowo_obce>sak</slowo_obce> --- sieć na ryby, tu: pułapka.</pe>. Lecz inne nowiny były wielce niepocieszne. Książę żądał posiłków i nie kazał zostawiać w Taurogach więcej wojsk, niżby tego konieczna obrona wymagała. Gotowe rajtarie wyszły na drugi dzień, a z nimi Ketling, Oettingen, Fitz-Gregory, słowem, wszyscy znamienitsi oprócz Brauna, który był koniecznie Sakowiczowi potrzebny.</akap>


<akap id="e2684">Taurogi opustoszały jeszcze bardziej niż po wyjeździe księcia.</akap>


<akap id="e2685">Anusia Borzobohata poczęła się nudzić i tym bardziej Sakowiczowi dokuczać. On zaś myślał, czyby się do Prus nie przenieść, bo ośmielone odejściem wojsk partie jęły znowu przesuwać się za Rosienie i zbliżać do Taurogów. Sami Billewicze zebrali do pięciuset koni z obywatelstwa, drobnej szlachty i chłopów. Porazili oni znacznie pułkownika Bützowa, który przeciw nim wyciągnął, i przepłukiwali bez miłosierdzia wszystkie wsie radziwilłowskie.</akap>


<akap id="e2686">Ludność garnęła się do nich chętnie, bo żaden ród, sami nawet Chlebowiczowie, nie cieszyli się taką między pospólstwem czcią i powagą. Sakowiczowi żal było zostawiać Taurogi na łaskę nieprzyjaciół, wiedział także, że w Prusach trudno mu będzie o pieniądze, o posiłki, że tu rządzi, jak chce, tam władza jego zmaleć musi, jednakże tracił coraz bardziej nadzieję, czy się potrafi utrzymać.</akap>


<akap id="e2687">Pobity Bützow schronił się pod jego opiekę, a wieści, które przywiózł o potędze i wzroście rebelii, skłoniły ostatecznie Sakowicza na stronę pruską.</akap>


<akap id="e2688">Jako zaś człowiek stanowczy i lubiący prędko doprowadzić do skutku to, co zamierzył, w dziesięć dni ukończył przygotowania, wydał rozkazy i miał ruszyć.</akap>


<akap id="e2689">Nagle trafił na niespodziewany opór i to ze strony, z której najmniej go się spodziewał, bo ze strony Anusi Borzobohatej.</akap>


<akap id="e2690">Anusia nie myślała do Prus jechać. W Taurogach było jej dobrze. Postępy konfederackich partyj nie przestraszały jej bynajmniej, i gdyby Billewicze uderzyli na same Taurogi, jeszcze by była rada. Rozumowała sobie przy tym, że na obczyźnie, między Niemcami, zostawałaby zupełnie na łasce Sakowicza, że łatwiej by tam mogło przyjść do jakowychś zobowiązań, do których nie miała ochoty, więc postanowiła upierać się przy pozostaniu. Oleńka, której wyznała swoje przyczyny, nie tylko potwierdziła ich słuszność, ale najmocniej, ze łzami w oczach, poczęła ją błagać, aby oparła się wyjazdowi.</akap>


<akap_dialog id="e2691">--- Tu zbawienie może jeszcze przyjść, nie dziś, to jutro --- mówiła --- tam zginiemy obie.</akap_dialog>


<akap id="e2692">Anusia zaś jej na to:</akap>


<akap_dialog id="e2693">--- A widzisz! A małoś to mnie nałajała za to, że i pana starostę chciałam pogrążyć, choć ja o niczym nie wiedziałam, jak księżnę Gryzeldę kocham, tylko to jakoś tak samo z siebie przyszło. A teraz zważałli by on na mój opór, gdyby nie był pogrążon? A co?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2694">--- Prawda, Anusiu, prawda! --- odrzekła Oleńka.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2695">--- Nie turbujże się, kwiatuszku najśliczniejszy! Nogą się z Taurogów nie ruszymy, jeszcze Sakowiczowi dokuczę w dodatku okrutnie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2696">--- Dajże Boże, byś co wskórała.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2697">--- Ja bym nie miała wskórać?... Wskóram, raz dlatego, że mu chodzi o mnie, a po wtóre, jak mniemam, o moje majętności. Pogniewać mu się ze mną łatwo, a nawet szablą mnie zranić, ale w takim razie wszystko by przepadło.</akap_dialog>


<akap id="e2698">I pokazało się, że ma słuszność. Sakowicz przyszedł do niej wesół i pewien siebie, ona zaś przywitała go z minką wielce pogardliwą.</akap>


<akap_dialog id="e2699">--- Podobno --- spytała --- waćpan ze strachu przed panami Billewiczami do Prus chcesz uciekać?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2700">--- Nie przed panami Billewiczami --- odrzekł, marszcząc brwi --- i nie ze strachu, jeno się tam przenoszę z roztropności, abym więcej przeciw tym zbójom mógł ze świeżymi siłami dokazać.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2701">--- To szczęśliwej drogi.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2702">--- Jak to? Zali<pe><slowo_obce>zali</slowo_obce> (daw.) --- czy, czyż.</pe> myślisz, że bez ciebie pojadę, moja nadziejo najmilejsza?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2703">--- Kogo tchórz oblatuje, niech w ucieczce ma nadzieję, nie we mnie. Zbytnioś waćpan poufały, ja zaś, gdybym potrzebowała konfidenta, pewnie byś nie waćpan nim został.</akap_dialog>


<akap id="e2704">Sakowicz pobladł z gniewu. Dałby on jej, gdyby nie była Anusią Borzobohatą! Lecz bacząc, przed kim stoi, pomiarkował się, straszną swą twarz ocukrzył uśmiechem i odrzekł, niby żartując:</akap>


<akap_dialog id="e2705">--- Ej, nie będę pytał! Wsadzę do kolaski i powiozę!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2706">--- Tak? --- spytała dziewczyna. --- Tom, widzę, wbrew intencjom księcia w niewoli tu trzymana? Wiedzże waćpan o tym, że jeśli to uczynisz, słowa więcej w życiu do waćpana nie przemówię, tak niech mi Pan Bóg dopomoże, bo ja w Łubniach<pe><slowo_obce>Łubnie</slowo_obce> --- miasto na Połtawszczyźnie, na śr.-wsch. Ukrainie, przed 1549 r. rezydencja książąt Wiśniowieckich, w 1655 r. znajdowało się na terytorium zajętym przez Kozaków.</pe> chowana i dla tchórzów największą mam pogardę. Bodajem nie była wpadła w takie ręce!... Bodaj mnie pan Babinicz do sądnego dnia na Litwę wiózł, bo ten się nie bał nikogo!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2707">--- Dla Boga! --- krzyknął Sakowicz. --- Powiedzże mi przynajmniej, czemu do Prus nie chcesz jechać?</akap_dialog>


<akap id="e2708">Lecz Anusia poczęła udawać płacz i desperację.</akap>


<akap_dialog id="e2709">--- Wzięli mnie jako Tatarzyni w niewolę, choć ja księżnej Gryzeldy wychowanka i nikt do mnie nie miał prawa. Wzięli i więżą, za morza gwałtem wywożą, na wygnanie mnie skazują, rychło patrzeć, jak kleszczami będą szarpali!... O Boże! o Boże!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2710">--- Bójże się waćpanna tego Boga, którego wzywasz! --- zawołał pan starosta.--- Kto cię kleszczami będzie szarpał?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2711">--- Ratujcie mnie, wszyscy święci! --- powtarzała, łkając, Anusia.</akap_dialog>


<akap id="e2712">Sakowicz sam nie wiedział, co ma czynić; dusiła go wściekłość, gniew; chwilami myślał, że zwariuje albo że Anusia zwariowała. Na koniec rzucił się jej do nóg i przyrzekł, że w Taurogach zostanie. Wówczas ona zaczęła go prosić, iżby odjechał, jeśli się boi, czym go do ostatniej doprowadziła rozpaczy, tak że się zerwał i wychodząc, rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e2713">--- Dobrze! Zostajem w Taurogach, a czy się boję panów Billewiczów, to się wkrótce pokaże.</akap_dialog>


<akap id="e2714">I tego samego dnia, zebrawszy resztki pobitych wojsk, Bützowa i swoje własne, poszedł, ale nie do Prus, tylko za Rosirnie, przeciw panom Billewiczom, którzy w lasach girlakolskich stali obozem. Nie spodziewali się oni żadnego napadu, bo już wieść o zamierzonym wyjściu wojsk z Taurogów powtarzano od kilku dni w okolicy, więc starosta, napadłszy nie ubezpieczonych, rozniósł ich na szablach i kopytach. Sam miecznik, pod którego dowództwem stał oddział, ocalał z pogromu, ale dwóch Billewiczów z innej linii poległo; z nimi trzecia część żołnierzy; pozostali rozpierzchli się na cztery świata strony. Kilkudziesięciu jeńców przyprowadził starosta do Taurogów i stracić wszystkich rozkazał, zanim Anusia mogła wystąpić w ich obronie.</akap>


<akap id="e2715">O opuszczeniu Taurogów nie było już mowy i nie potrzebował pan starosta tego czynić, bo po tym nowym zwycięstwie partie nie śmiały przechodzić na tę stronę Dubisy<pe><slowo_obce>Dubisa</slowo_obce> --- (lit. <slowo_obce>Dubysa</slowo_obce>), rzeka w płd. części Litwy, dopływ Niemna.</pe>.</akap>


<akap id="e2716">Sakowicz spanoszał i chełpił się niezmiernie, że byle mu Loewenhaupt przysłał tysiąc dobrych koni, on w całej Żmudzi rebelię zetrze. Ale Loewenhaupta nie było już w tych stronach; Anusia zaś źle przyjęła starościńską chełpliwość.</akap>


<akap_dialog id="e2717">--- To z panem miecznikiem --- rzekła --- łatwo się udało... Ale niechby tam był ten, przed którym obaście z księciem precz umykali, pewnie byłbyś waćpan i beze mnie do Prus za morze wyjechał.</akap_dialog>


<akap id="e2718">Starostę ubodły te słowa do żywego.</akap>


<akap_dialog id="e2719">--- Naprzód, nie imaginuj sobie waćpanna, żeby Prusy były za morzem, bo za morzem jest Szwecja, a po wtóre: przed kimżeśmy to tak z księciem umykali?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2720">--- Przed panem Babiniczem! --- odrzekła, dygając z wielką ceremonią.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2721">--- Bodajem go kiedyś na długość szabli spotkał!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2722">--- Pewnie byś waćpan na głębokość szabli leżał w ziemi... Ale nie wywołuj wilka z lasu!</akap_dialog>


<akap id="e2723">Sakowicz rzeczywiście nieszczerze tego wilka wywoływał, bo lubo<pe><slowo_obce>lubo</slowo_obce> (daw.) --- chociaż, mimo że.</pe> był człowiekiem niezrównanej odwagi, jednakże przed Babiniczem czuł on jakiś strach, prawie zabobonny, tak okropne zostały mu po nim z ostatniej wojny wspomnienia. Nie wiedział przy tym, jak prędko już to groźne nazwisko usłyszy.</akap>


<akap id="e2724">Nim jednak rozebrzmiało po całej Żmudzi<pe><slowo_obce>Żmudź</slowo_obce> --- płn.-zach. część Litwy.</pe>, przyszła w czas jakiś inna, dla jednych najradośniejsza z radosnych, dla Sakowicza zaś straszliwa wieść, którą w dwóch słowach powtarzały wszystkie usta w całej Rzeczypospolitej:</akap>


<akap_dialog id="e2725">--- Warszawa wzięta!</akap_dialog>


<akap id="e2726">Zdawało się, że ziemia rozstępuje się pod nogami zdrajców lub że cale niebo szwedzkie wali się na ich głowy wraz ze wszystkimi bóstwami, które na nim świeciły dotychczas jako słońca. Uszy nie chciały wierzyć, że kanclerz Oxenstierna w niewoli, Ersken w niewoli, Loewenhaupt w niewoli, Wrangel w niewoli, Wittenberg<pe><slowo_obce>Wittenberg</slowo_obce> --- Arvid (a. Arfuid) Wittenberg von Debern (1606--1657), szwedzki hrabia i feldmarszałek, uczestnik wojny trzydziestoletniej i potopu szwedzkiego.</pe>, sam wielki Wittenberg, który całą tę Rzeczpospolitę krwią oblał, który połowę jej jeszcze przed nadejściem Karolowym podbił, w niewoli! Że król Jan Kazimierz triumfuje, a po zwycięstwie sąd będzie czynił<pe><slowo_obce>czynić</slowo_obce> --- tu: sądzić.</pe> nad grzesznymi.</akap>


<akap id="e2727">A wieść biegła jakby na skrzydłach, huczała jak grzmot nad całą Rzecząpospolitą, szła przez wsie, bo chłop powtarzał ją chłopu; szła przez pola, bo łan zbożowy nią szumiał; szła przez lasy, bo sosna powtarzała ją sośnie, orły krakały o niej w powietrzu --- i tym bardziej, kto żyw, chwytał za broń.</akap>


<akap id="e2728">W mig zapomniano koło Taurogów o girlakolskiej klęsce. Straszny niedawno Sakowicz zmalał we wszystkich, ba, nawet we własnych swoich oczach; partie poczęły na nowo wpadać na oddziały szwedzkie; Billewicze, ochłonąwszy po ostatnim pogromie, przeszli znów Dubisę na czele swych chłopów i resztek szlachty laudańskiej.</akap>


<akap id="e2729">Sakowicz sam nie wiedział, co począć, gdzie się obrócić, skąd wyglądać ratunku. Od dawna nie miał wieści od księcia Bogusława i próżno łamał sobie głowę, gdzie on, przy jakich wojskach może się znajdować? I chwilami niepokój ogarniał go śmiertelny, czy książę nie dostał się także do niewoli?</akap>


<akap id="e2730">Z przerażeniem przypominał sobie, iż książę mówił mu, że tabor skieruje ku Warszawie i że jeżeli uczynią go komendantem nad załogą w stolicy, to woli tam być, gdyż łatwiej się stamtąd na wszystkie strony oglądać.</akap>


<akap id="e2731">Nie brakło też ludzi, którzy twierdzili na pewno, że książę musiał wpaść w ręce Jana Kazimierza.</akap>


<akap_dialog id="e2732">--- Gdyby księcia nie było w Warszawie --- mówiono --- po cóż by miłościwy pan nasz z amnestii, którą wszystkim Polakom przy załodze zostającym z góry udzielił, jego jednego wyjmował? Musi on już być w mocy królewskiej, a że wiadomo, iż głowa księcia Janusza na pień była przeznaczona, przeto i Bogusławowa pewno spadnie.</akap_dialog>


<akap id="e2733">Skutkiem rozmyślań doszedł Sakowicz do tego samego przekonania i borykał się z rozpaczą, bo raz, że księcia kochał, a po wtóre, wiedział, że w razie śmierci tego potężnego protektora łatwiej najdzikszy zwierz zdoła uchronić głowę w tej Rzeczypospolitej niż on, który był prawą ręką zdrajcy.</akap>


<akap id="e2734">Zdawało mu się, że pozostaje jedno tylko: nie zważać już na Anusin opór i uciec do Prus, tam szukać chleba, służby.</akap>


<akap_dialog id="e2735">--- Lecz co będzie --- pytał się nieraz sam siebie starosta --- gdy i elektor ulęknie się gniewu polskiego majestatu i wszystkich zbiegów wyda?</akap_dialog>


<akap id="e2736">Nie było wyjścia, a schronienie chyba za morzem, w Szwecji samej.</akap>


<akap id="e2737">Na szczęście po tygodniu tych niepewności i męki, przybył od księcia Bogusława goniec z długim listem własnoręcznym:</akap>


<akap id="e2738">,,Warszawa odjęta Szwedom --- pisał książę. --- Tabor mój i rzeczy przepadły. <slowo_obce>Recedere</slowo_obce><pe><slowo_obce>recedo</slowo_obce>, <slowo_obce>recedere</slowo_obce> (łac.) --- cofnąć się, odstąpić.</pe> już za późno, bo taka na mnie tam zawziętość, żem był od amnestii wyłączon. Ludzi moich u samych bram Warszawy poszarpał Babinicz. Ketling w niewoli. Król szwedzki, elektor i ja, razem ze Szteinbokiem i wszystkimi siłami, idziemy pod stolicę, gdzie walna bitwa niebawem nastąpi. Carolus klnie się, że ją wygra, chociaż biegłość Kazimierzowa w prowadzeniu wojny konfunduje<pe><slowo_obce>konfundować</slowo_obce> (z łac.) --- zbijać z tropu, zawstydzać.</pe> go niepomału. Kto by się spodziewał, że w eks-jezuicie<pe><slowo_obce>eks-jezuita</slowo_obce> --- król Jan Kazimierz, po dwóch latach nowicjatu w zakonie jezuitów, mimo braku święceń kapłańskich w 1646 r. został mianowany przez papieża kardynałem. Zrezygnował z tej godności, kiedy został królem i poślubił wdowę po bracie, królową Marię Ludwikę Gonzagę.</pe> tak wielki <slowo_obce>strategos</slowo_obce><pe><slowo_obce>strategos</slowo_obce> (gr.) --- dowódca wojsk, strateg.</pe> siedzi? Ale jam to poznał jeszcze pod Beresteczkiem<pe><slowo_obce>pod Beresteczkiem</slowo_obce> --- bitwa pod Beresteczkiem (1651), zwycięstwo wojsk polskich nad siłami kozacko-tatarskimi; <slowo_obce>Beresteczko</slowo_obce> --- miasto nad Styrem na Wołyniu, w zach. części Ukrainy.</pe>, bo tam wszystko się działo jego i Wiśniowieckiego<pe><slowo_obce>Wiśniowiecki, Jeremi Michał herbu Korybut</slowo_obce> (1612--1651) --- książę, dowódca wojsk polskich w walkach z kozakami; ojciec późniejszego króla polskiego, Michała Korybuta Wiśniowieckiego (1640--1673).</pe> głową. Mamy nadzieję w tym, że pospolite ruszenie, którego przy Kazimierzu było na kilkadziesiąt tysięcy, rozlezie się do domów albo że pierwszy zapał ostygnie i bić się tak dobrze nie będzie. Daj Bóg popłoch jakowy między tą chasą<pe><slowo_obce>chasa</slowo_obce> --- banda, zbrojny tłum.</pe>, wówczas Carolus walną może klęskę zadać, choć co po niej będzie, nie wiadomo, i sami jenerałowie powiadają sobie po cichu, że ta rebelia to hydra, której coraz nowe głowy rosną. Mówi się: ,,Naprzód odebrać znów Warszawę." Gdym to z ust Karola usłyszał, pytałem, co potem. Nie rzekł nic. A tu siły nasze kruszeją, ich zaś rosną. Nowej wojny zaczynać nie ma z czym. I animusz już nie ten, i nikt się z naszych nie chwyci tak Szwedów, jak na początku. Wuj elektor milczy, jak zwykle, ale to widzę dobrze, że jeśli bitwę przegramy, pocznie Szwedów nazajutrz bić, aby się w łaski Kazimierzowe wkupić. Ciężko uderzać w pokorę, ale musimy! Daj tylko Bóg, żeby mnie przyjęto i żebym cały wyszedł, substancji<pe><slowo_obce>substancja</slowo_obce> (z łac.) --- majątek, dobra materialne.</pe> wszystkiej nie straciwszy. W Bogu tylko ufność, ale bojaźni trudno się uchronić i trzeba zło przewidywać. Dlatego, co można z majętności za gotowy grosz zastawić albo i przedać, to uczyń, choćby z konfederatami po cichu w praktyki wejść. Sam z całym taborem jedź do Birż, jako że stamtąd do Kurlandii bliżej. Radziłbym ci do Prus, ale tam wkrótce przed ogniem i mieczem nie będzie bezpieczno, bo zaraz po wzięciu Warszawy ordynowano Babinicza, aby przez Prusy na Litwę szedł rebelię ekscytować, a po drodze palił i ścinał. A wiesz, że on to potrafi. Chcieliśmy go złowić u Bugu i sam Szteinbok wysłał nań znaczny podjazd, z którego ni zwiastun klęski nie wrócił. Nie bierz tego na się, abyś miał się z Babiniczem mierzyć, bo nie zdużasz<pe><slowo_obce>zdużać</slowo_obce> (daw.) --- wygrać, przemóc, dać radę.</pe>, jeno do Birż pospieszaj.</akap>


<akap id="e2739"><slowo_obce>Febris</slowo_obce><pe><slowo_obce>febris</slowo_obce> (łac.) --- dreszcze, gorączka.</pe> opuściła mnie zupełnie, ile że tu wszędy wysokie i suche równie, nie takie <slowo_obce>paludes</slowo_obce><pe><slowo_obce>palus, paludis</slowo_obce> (łac.) --- bagno; tu M. lm <slowo_obce>paludes</slowo_obce>: bagna.</pe> jako na Żmudzi<pe><slowo_obce>Żmudź</slowo_obce> --- płn.-zach. część Litwy.</pe>. Bogu cię polecam etc."</akap>


<akap id="e2740">O ile pan starosta uradował się, iż książę żyw i zdrowy, o tyle zatroskały go wielce nowiny. Jeżeli bowiem książę przewidywał, że nawet wygrana walna bitwa nie zdoła zbyt poprawić zachwianej fortuny szwedzkiej, to czego należało się spodziewać w przyszłości? Być może, iż książę zdoła się uchronić od zagłady pod płaszczem chytrego elektora, a on, pan Sakowicz, pod książęcym, lecz co czynić tymczasem? Iść do Prus?</akap>


<akap id="e2741">Pan Sakowicz nie potrzebował rad książęcych, aby nie wchodzić w drogę Babiniczowi. Brakło mu do tego zarówno sił, jak chęci. Pozostawały Birże, ale i to zbyt późno! Na drodze do nich leży partia billewiczowska, leży kopa innych, szlacheckich, chłopskich i księżych, i Bóg wie nie jakich, które na samą wieść połączą się i rozniosą go jak wicher suche liście; a choćby się nie połączyły, choćby uprzedzić je szybkim a śmiałym pochodem, trzeba po drodze w każdej wsi, na każdym bagnie, w każdym polu i lesie staczać nową bitwę. Jakież by siły mieć należało, by choć w trzydzieści koni dojść do Birż? Więc zostać w Taurogach? I to źle, bo tymczasem przyjdzie na czele potężnego tatarskiego zastępu straszny Babinicz; wszystkie partie zlecą się do niego i zaleją Taurogi jak powódź, i zemstę taką wywrze, o jakiej ludzie dotąd nie słyszeli.</akap>


<akap id="e2742">Pierwszy raz w życiu poczuł zuchwały do niedawna starosta, że brak mu rady w głowie, mocy w przedsięwzięciu, wyboru w niebezpieczeństwie.</akap>


<akap id="e2743">I na drugi dzień zwołał na radę Bützowa, Brauna i kilku znaczniejszych oficerów.</akap>


<akap id="e2744">Postanowiono zostać w Taurogach i czekać na nowiny spod Warszawy.</akap>


<akap id="e2745">Lecz Braun z tej narady udał się wprost na inną, mianowicie do Anusi Borzobohatej.</akap>


<akap id="e2746">Długo, długo naradzali się ze sobą, na koniec Braun wyszedł z twarzą wielce poruszoną. Anusia zaś wpadła jak burza do Oleńki.</akap>


<akap_dialog id="e2747">--- Oleńka! przyszedł czas! --- krzyknęła zaraz w progu. --- Musimy uciekać!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2748">--- Kiedy? --- spytała dzielna dziewczyna, blednąc nieco, lecz wstając zaraz, na znak natychmiastowej gotowości.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2749">--- Jutro, jutro! Braun ma komendę, a Sakowicz będzie spał w mieście, bo go pan Dzieszuk na ucztę zaprosi. Pan Dzieszuk dawno namówion i do wina czegoś mu namiesza. Braun powiada, że sam pójdzie i pięćdziesiąt koni wyprowadzi. Oj, Oleńka! Oleńka, jaka ja szczęśliwa! jaka ja szczęśliwa!</akap_dialog>


<akap id="e2750">Tu Anusia rzuciła się na szyję Billewiczówny i poczęła ją ściskać z takim wybuchem radości, że aż ta zdziwiona spytała:</akap>


<akap_dialog id="e2751">--- Co ci jest, Anusiu? Wszakże mogłaś dawno Brauna do tego skłonić?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2752">--- Mogłam skłonić? Tak, mogłam! To ja ci jeszcze nic nie mówiłam? O Boże! Boże! Nic nie wiesz? Pan Babinicz tu idzie! Sakowicz ze strachu mrze i wszyscy oni!... Pan Babinicz idzie! pali! ścina! Podjazd jeden zniósł ze szczętem, samego Szteinboka poraził i idzie wielkimi pochodami, jakby się spieszył! A do kogóż on się tu może spieszyć? Powiedz, czy ja nie głupia?</akap_dialog>


<akap id="e2753">Tu łzy błysnęły w Anusinych źrenicach, Oleńka zaś złożyła ręce jak do modlitwy i wzniósłszy oczy, rzekła:</akap>


<akap_dialog id="e2754">--- Do kogokolwiek się spieszy, niech Bóg prostuje drogi jego, niech go błogosławi i chroni.</akap_dialog>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e2755">Rozdział XXIII</naglowek_rozdzial>



<akap id="e2756">Pan Kmicic, chcąc się przedostać od Warszawy ku Prusom Książęcym i Litwie, rzeczywiście niełatwe miał zaraz w początkach zadanie, bo nie dalej jak w Serocku stała wielka potęga szwedzka. Karol Gustaw kazał jej swego czasu umyślnie tam stanąć, aby przeszkadzała oblężeniu Warszawy, lecz ponieważ Warszawa była już wzięta, przeto armia ta nie miała tymczasem nic lepszego do roboty, jak nie puszczać oddziałów, które Jan Kazimierz chciałby na Litwę lub do Prus posłać. Stał na jej czele Duglas<pe><slowo_obce>Duglas</slowo_obce> --- Douglas, Robert (1611--1662), Szkot, od 16 r. życia żołnierz armii szwedzkiej, feldmarszałek, uczestnik wojny trzydziestoletniej. Podczas potopu szwedzkiego dowodził wojskami szwedzkimi w Prusach Książęcych. Za zasługi wojenne otrzymał tytuł hrabiego, a jego potomkowie stali się jednym z najbogatszych rodów arystokratycznych Szwecji.</pe>, biegły wojownik, wyćwiczony jak żaden ze szwedzkich jenerałów w dorywczej wojnie, i dwóch zdrajców polskich, Radziejowski i Radziwiłł. Było z nimi dwa tysiące wybornej piechoty, a drugie tyle jazdy i artylerii. Wodzowie, zasłyszawszy o ekspedycji Kmicica, gdy i tak trzeba im było zbliżyć się ku Litwie dla ratowania na nowo obleganego przez Mazurów i Podlasian Tykocina, rozciągnęli szeroko na pana Andrzeja sieci w trójkącie nad Bugiem, między Serockiem z jednej, Złotoryją z drugiej strony i Ostrołęką na szczycie.</akap>


<akap id="e2757">Kmicic zaś musiał przez ów trójkąt przechodzić, bo spieszył się, a tamtędy była mu droga najbliższa. Wcześnie też pomiarkował się, że jest w sieci, ale że przywykł do tego sposobu wojowania, więc się nie zrażał. Liczył na to, że sieć ta zbyt jest rozciągnięta, i dlatego oka w niej tak szerokie, iż się w razie potrzeby przedostać przez nie zdoła. Co więcej: jakkolwiek polowano na niego pilnie, on nie tylko kluczył, nie tylko się wymykał, ale i sam polował. Naprzód przeszedł Bug za Serockiem, dotarł brzegiem rzeki do Wyszkowa, w Brańszczyku zniósł ze szczętem trzysta koni wysłanych na podjazd, tak iż, jak książę pisał, ni zwiastun klęski nie został. Sam Duglas nacisnął go w Długosiodle, lecz on, rozbiwszy jazdę, przedostał się poza nią i zamiast umykać co duchu, szedł im na oczach aż do Narwi, którą wpław przebył. Duglas został nad jej brzegiem, czekając na promy, ale nim je sprowadzono, Kmicic głuchą nocą wrócił się znów przez rzekę i uderzywszy na przednie straże szwedzkie, wzniecił popłoch i zamieszanie w całej Duglasowej dywizji.</akap>


<akap id="e2758">Zdumiał się tym postępkiem stary jenerał, lecz nazajutrz zdumienie jego jeszcze było większe, gdy dowiedział się, iż Kmicic obszedł armię i wróciwszy na miejsce, z którego ruszono go jak zwierza, zagarnął w Brańszczyku podążające za wojskiem wozy szwedzkie wraz z łupami i kasą, wyciąwszy przy tym pięćdziesiąt piechoty konwoju.</akap>


<akap id="e2759">Upływały czasem całe dnie, że Szwedzi widzieli jego Tatarów gołym okiem na krańcu widnokręgu, a dosięgnąć ich nie mogli. Za to pan Andrzej co chwila coś urywał. Żołnierz szwedzki nużył się, a polskie chorągwie, które trzymały się jeszcze przy Radziejowskim, lubo<pe><slowo_obce>lubo</slowo_obce> (daw.) --- chociaż, mimo że.</pe> z dysydentów złożone, służyły nieszczerze. Natomiast ludność wysługiwała się z zapałem głośnemu partyzantowi. Wiedział o każdym ruchu, o najmniejszym podjeździe, o każdym wozie, który wyruszał naprzód lub pozostawał w tyle. Częstokroć zdawało się, że igra ze Szwedami, ale były to igraszki tygrysie. Jeńców nie żywił<pe><slowo_obce>żywić</slowo_obce> --- tu: pozostawiać przy życiu, darować życie.</pe>, kazał ich wieszać Tatarom, gdyż tak samo zresztą czynili w całej Rzeczypospolitej Szwedzi. Chwilami, rzekłbyś, napadała go wściekłość niepohamowana, bo ze ślepym zuchwalstwem rzucał się na przeważne siły.</akap>


<akap_dialog id="e2760">--- Wariat dowodzi tym oddziałem --- mówił o nim Duglas.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2761">--- Albo wściekły pies! --- odpowiedział Radziejowski.</akap_dialog>


<akap id="e2762">Bogusław był zdania, że jedno i drugie, ale podszyte znamienitym żołnierzem. Z chlubą też opowiadał jenerałom, że tego kawalera po dwakroć własną ręką zwalił na ziemię.</akap>


<akap id="e2763">Jakoż na niego najzacieklej następował pan Babinicz. Szukał go widocznie; sam ścigany, ścigał.</akap>


<akap id="e2764">Duglas odgadł, że musi być w tym jakaś prywatna nienawiść.</akap>


<akap id="e2765">Książę nie zapierał, chociaż objaśnień żadnych nie dawał. Płacił też Babiniczowi równą monetą, bo idąc za przykładem Chowańskiego<pe><slowo_obce>Chowański, Iwan Andriejewicz</slowo_obce> (zm. 1682) --- rosyjski wojskowy, bojar i wojewoda, jeden z dowódców w wojnie polsko-rosyjskiej (1654--1667), o której Sienkiewicz nie mógł w 1884 r. pisać wprost ze względu na cenzurę carską; kariera Chowańskiego zaniepokoiła w końcu dwór carski do tego stopnia, że został ogłoszony buntownikiem i ścięty wraz z synem, co stało się powodem buntu wojskowego, a w XIX w. tematem opery Modesta Musorgskiego <tytul_dziela>Chowańszczyzna</tytul_dziela>.</pe>, wyznaczył cenę na jego głowę, a gdy to nie pomogło, zamyślił skorzystać z jego ku sobie nienawiści i właśnie przez nią w potrzask go wprowadzić.</akap>


<akap_dialog id="e2766">--- Wstyd nam już porać<pe><slowo_obce>porać się</slowo_obce> --- zmagać się, walczyć; por. uporać się.</pe> się tak długo z tym rozbójnikiem --- rzekł do Duglasa i Radziejowskiego --- kręci się on koło nas jak wilk koło owczarni i spomiędzy palców wymyka. Pójdę mu tedy z niewielkim oddziałem na przynętę, a gdy na mnie uderzy, póty go na sobie zatrzymam, dopóki wasze dostojnoście nie nadciągniecie; wówczas nie wypuścim raka z kobieli<pe><slowo_obce>kobiel</slowo_obce> (daw.: wygięcie w łuk, wybrzuszenie) --- tu: kosz, pułapka.</pe>.</akap_dialog>


<akap id="e2767">Duglas, któremu gonitwa dawno się już uprzykrzyła, mały tylko stawiał opór, twierdząc, że nie może i nie powinien życia tak wielkiego dostojnika i krewnego królów dla schwytania jednego grasanta azardować<pe><slowo_obce>azardować</slowo_obce> --- ryzykować.</pe>. Lecz gdy książę nalegał, zgodził się.</akap>


<akap id="e2768">Ułożono, że książę pójdzie z oddziałem pięciuset jeźdźców, ale każdemu rajtarowi<pe><slowo_obce>rajtar</slowo_obce> --- średniozbrojny żołnierz konny, posługujący się w walce głównie bronią palną.</pe> wsadzi za plecy piechura z muszkietem. Fortel ten miał posłużyć do wprowadzenia w błąd Babinicza.</akap>


<akap_dialog id="e2769">--- Nie wytrzyma on, gdy usłyszy o pięciuset tylko rajtarach, i uderzy niezawodnie --- mówił książę --- tymczasem, gdy mu piechota w oczy plunie, rozproszą się jego Tatarzy jak piasek... i sam polegnie lub żywcem go dostaniem...</akap_dialog>


<akap id="e2770">Plan ów przeprowadzono szybko i z wielką dokładnością. Naprzód puszczano przez dwa dni wieści, iż podjazd z pięciuset koni ma być pod Bogusławem wysłany. Jenerałowie liczyli na pewno, że miejscowa ludność uwiadomi o tym Babinicza. Jakoż tak się stało.</akap>


<akap id="e2771">Książę ruszył głęboką i ciemną nocą ku Wąsowu i Jelonce, przeszedł w Czerewinie rzekę i zostawiwszy jazdę w gołym polu, zasadził piechotę w pobliskich zagajnikach, aby niespodzianie wychylić się mogła. Tymczasem Duglas miał się posuwać brzegiem Narwi udając, że idzie ku Ostrołęce. Radziejowski zaś zachodzić miał z lżejszymi chorągwiami jazdy od Księżopola.</akap>


<akap id="e2772">Wszyscy trzej wodzowie nie wiedzieli dobrze, gdzie w tej chwili jest Babinicz, bo od chłopów niepodobna się było dowiedzieć, rajtarowie zaś nie umieli chwytać Tatarów. Przypuszczał jednak Duglas, że główna siła Babiniczowa stoi w Śniadowie, i chciał ją otoczyć tak, aby jeśli Babinicz ruszy na księcia Bogusława, zajść mu od granicy litewskiej i przeciąć odwrót.</akap>


<akap id="e2773">Wszystko zdało się sprzyjać szwedzkim zamiarom. Kmicic istotnie był w Śniadowie i zaledwie doszła go wiadomość o Bogusławowym podjeździe, zapadł natychmiast w lasy, aby niespodzianie wynurzyć się z nich pod Czerewinem.</akap>


<akap id="e2774">Duglas, zawróciwszy od Narwi, trafił po kilku dniach na ślady tatarskiego pochodu i szedł tym samym szlakiem, zatem już z tyłu za Babiniczem. Upał mordował straszliwie konie i ludzi poprzybieranych w żelazne blachy, lecz jenerał szedł naprzód, nie zważając na te przeszkody, pewien już zupełnie, że zajdzie Babiniczowa watahę niespodzianie i w chwili bitwy.</akap>


<akap id="e2775">Na koniec po dwóch dniach pochodu dotarł tak blisko Czerewina, że dymy chałup widać było. Wówczas stanął i poobsadzawszy wszystkie przejścia, najmniejsze ścieżki, czekał.</akap>


<akap id="e2776">Niektórzy oficerowie chcieli iść na ochotnika i zaraz uderzać, lecz on wstrzymał ich mówiąc:</akap>


<akap_dialog id="e2777">--- Babinicz, po uderzeniu na księcia, gdy pozna, że nie z samą jazdą, ale i z piechotą ma do czynienia, cofać się musi... a może wracać tylko dawnym szlakiem, wówczas zaś wpadnie nam jakby w otwarte ramiona.</akap_dialog>


<akap id="e2778">Jakoż pozostawało tylko nadstawiać ucha, rychłoli odezwą się wycia tatarskie i pierwsze strzały muszkietów.</akap>


<akap id="e2779">Tymczasem upłynął jeden dzień i w lasach czerewińskich cicho było, jak gdyby nigdy nie postała w nich noga żołnierska.</akap>


<akap id="e2780">Duglas począł się niecierpliwić i pod noc wysłał maleńki podjazd ku polom, przykazawszy mu największą ostrożność.</akap>


<akap id="e2781">Podjazd wrócił głęboką nocą, nic nie widziawszy i niczego nie sprawdziwszy. Świtaniem ruszył sam Duglas z całą siłą naprzód.</akap>


<akap id="e2782">Po kilku godzinach drogi dotarł do miejsca, na którym pełno było śladów żołnierskiego postoju. Znaleziono resztki sucharów, potłuczone szkło, kawałki ubioru i pas z ładunkami, jakich używali piechurowie szwedzcy; niewątpliwie więc stała w tym miejscu Bogusławowa piechota, lecz nigdzie nie było jej widać. Dalej, na mokrej łące, przednia straż Duglasowa spostrzegła mnóstwo wycisków ciężkich rajtarskich koni, na brzegu zaś ślady tatarskich bachmatów<pe><slowo_obce>bachmat</slowo_obce>  --- koń rasy tatarskiej, niewielki, ale silny i wytrzymały, odporny na trudne warunki klimatyczne, szybki i zwinny.</pe>; jeszcze dalej leżało padło jednego konia, z którego wilcy świeżo wyciągnęli wnętrzności. O staję<pe><slowo_obce>staja</slowo_obce> --- daw. miara długości, w różnych okresach i okolicach licząca od 100 do 1000 m.</pe> stamtąd znaleziono strzałę tatarską bez grotu, ale z całkowitą brzechwą<pe><slowo_obce>brzechwa</slowo_obce> --- tylna część pocisku, zapewniająca mu stabilizację podczas lotu w powietrzu.</pe> i bełtem<pe><slowo_obce>bełt</slowo_obce> --- nasada strzały, w której tkwią pióra (także: strzała do kuszy).</pe>. Widocznie Bogusław cofał się, a Babinicz szedł za nim.</akap>


<akap id="e2783">Duglas zrozumiał, że musiało zajść coś niezwykłego.</akap>


<akap id="e2784">Lecz co? Na to nie było odpowiedzi. Duglas zamyślił się. Nagle zadumę przerwał mu oficer z przedniej straży.</akap>


<akap_dialog id="e2785"><begin id="b1285941595533-3991611475"/><motyw id="m1285941595533-3991611475">Trup</motyw>--- Wasza dostojność! --- rzekł. --- Przez zarośla widać o staję kilku ludzi w kupie. Nie ruszają się, jakby wartownicy. Wstrzymałem straż, by waszej dostojności o tym donieść.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2786">--- Jezdni czy piesi? --- spytał Duglas.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2787">--- Piesi, jest ich czterech czy pięciu w kupie, dobrze policzyć nie można, bo gałęzie zasłaniają. Ale migają się żółto, jakby nasi muszkietnicy.</akap_dialog>


<akap id="e2788">Duglas ścisnął kolanami konia, szybko popędził do pierwszej straży i ruszył z nią naprzód. Przez rzednące zarośla w dalszym głębokim lesie widać było grupę żołnierzy zupełnie nieruchomą, stojącą pod drzewem.</akap>


<akap_dialog id="e2789">--- Nasi, nasi! --- rzekł Duglas. --- Książę musi być w pobliżu.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2790">--- Dziw! --- ozwał się po chwili oficer --- stoją na warcie i żaden się nie ozwie, choć hałaśliwie idziemy.</akap_dialog>





<akap id="e2791">Wtem zarośla skończyły się i odsłonił się las niepodszyty. Wówczas nadjeżdżający ujrzeli czterech ludzi stojących w kupie, tuż jeden obok drugiego, jakby patrzyli czegoś w ziemię. Od głowy podnosiło się każdemu czarne pasmo prosto ku górze.</akap>


<akap_dialog id="e2792">--- Wasza dostojność! --- rzekł nagle oficer --- ci ludzie wiszą!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2793">--- Tak jest! --- odpowiedział Duglas.</akap_dialog>


<akap id="e2794">I przyśpieszywszy kroku, stanęli za chwilę tuż koło trupów. Czterech piechurów wisiało na pętlach razem, jak kupa drozdów, z nogami ledwie na cal wyniesionymi nad ziemię, bo na niskiej gałęzi.</akap>


<akap id="e2795">Duglas popatrzył na nich dość obojętnie, po czym rzekł jakby do samego siebie:</akap>


<akap_dialog id="e2796">--- To wiemy, że i książę, i Babinicz tędy przechodzili.<end id="e1285941595533-3991611475"/></akap_dialog>


<akap id="e2797">I zamyślił się znowu, bo sam dobrze nie wiedział, czyli ma iść dalej tym leśnym szlakiem, czy się przebrać na wielki gościniec ostrołęcki.</akap>


<akap id="e2798">Tymczasem w pół godziny później odkryto znów dwa trupy. Widocznie byli to maruderowie lub chorzy, których babiniczowscy Tatarzy schwytali, postępując za księciem.</akap>


<akap id="e2799">Lecz czemu książę się cofał?</akap>


<akap id="e2800">Duglas znał go zbyt dobrze, to jest zarówno jego odwagę, jak doświadczenie wojenne, ażeby chociaż na chwilę przypuścił, że książę nie miał dostatecznych przyczyn. Musiało tam coś zajść koniecznie.</akap>


<akap id="e2801">Na drugi dzień dopiero sprawa się wyjaśniła. Mianowicie przyjechał z podjazdem w trzydzieści koni pan Bies Kornia od księcia Bogusława z doniesieniem, iż król Jan Kazimierz wyprawił za Bug przeciw Duglasowi pana hetmana polnego Gosiewskiego w sześć tysięcy litewskich i tatarskich koni.</akap>


<akap_dialog id="e2802">--- Dowiedzieliśmy się o tym --- mówił pan Bies --- zanim Babinicz nadciągnął, bo szedł bardzo ostrożnie i często przypadał, zatem marudnie. Pan Gosiewski jest w czterech lub pięciu milach. Książę, powziąwszy wiadomość, cofać się spiesznie musiał, aby się z panem Radziejowskim połączyć, który łatwo mógł być zniesion. Ale szybko idąc, połączyliśmy się szczęśliwie. Zaraz też książę podjazdy ordynował po kilkanaście koni we wszystkie strony z doniesieniem do waszej dostojności. Siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, wiele.</pe> ich wpadnie w tatarskie albo chłopskie ręce, ale w takiej wojnie nie może inaczej być.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2803">--- Gdzie są książę i pan Radziejowski?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2804">--- W dwóch milach stąd, u brzegu.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2805">--- Książę całąli siłę wyprowadził?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2806">--- Piechotę zostawić musiał, która się przebiera co najgęstszymi lasami, by się od Tatarów uchronić.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2807">--- Taka jazda, jak tatarska, by i największymi gąszczami iść umie. Nie spodziewam się już ujrzeć tej piechoty. Ale niczyjej w tym winy nie ma i książę postąpił jako wódz doświadczony.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2808">--- Książę rzucił jeden znaczniejszy podjazd ku Ostrołęce, aby pana podskarbiego litewskiego w błąd wprowadzić. Ruszą oni tam nie mieszkając, w tej myśli, że całe nasze wojsko na Ostrołękę poszło.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2809">--- To dobrze! --- rzekł ucieszony Duglas. --- Damy panu podskarbiemu rady.</akap_dialog>


<akap id="e2810">I nie tracąc chwili, nakazał pochód, aby się z księciem Bogusławem i Radziejowskim połączyć. Nastąpiło to tego samego dnia ku wielkiej uciesze, zwłaszcza pana Radziejowskiego, który niewoli gorzej od samej śmierci się obawiał, wiedział bowiem, że jako zdrajca i sprawca wszystkich nieszczęść Rzeczypospolitej srodze odpowiadać by musiał.</akap>


<akap id="e2811">Teraz wszelako, po połączeniu się z Duglasem, armia szwedzka wynosiła przeszło cztery tysiące ludzi, zatem mogła stawić skuteczny opór siłom pana hetmana polnego. Miał on wprawdzie sześć tysięcy jazdy, lecz Tatarzy prócz Babiniczowych, bardzo wyćwiczonych, użyci być we wstępnym boju nie mogli, a i sam pan Gosiewski, lubo<pe><slowo_obce>lubo</slowo_obce> (daw.) --- chociaż, mimo że.</pe> wojownik biegły i uczony, nie umiał śladem Czarnieckiego natchnąć ludzi takim zapałem, przeciw któremu nic ostać się nie zdołało.</akap>


<akap id="e2812">Duglas jednak w głowę zachodził, w jakim celu Jan Kazimierz mógł wysłać hetmana polnego za Bug. Król szwedzki wraz z elektorem szedł na Warszawę, walna bitwa musiała więc tam prędzej, później nastąpić. A lubo<pe><slowo_obce>lubo</slowo_obce> (daw.) --- chociaż, mimo że.</pe> Kazimierz stał już na czele potęgi liczebnie od Szwedów i Brandenburczyków większej, jednakże sześć tysięcy bitnego ludu stanowiło zbyt wielki zasiłek, aby się król polski miał go dobrowolnie pozbawiać.</akap>


<akap id="e2813">Prawda, że i pan Gosiewski wyrwał Babinicza z toni, ale przecie na ratunek Babinicza nie potrzebował król całej dywizji wysyłać. Był zatem w tej wyprawie jakiś cel ukryty, którego jenerał szwedzki, mimo całej przenikliwości, odgadnąć nie umiał.</akap>


<akap id="e2814">W liście króla szwedzkiego, nadesłanym w tydzień później, znać było wielki niepokój i jakoby przerażenie z powodu tej ekspedycji, ale kilka słów wyjaśniało jej przyczyny. Wedle zdania Karola Gustawa pan hetman nie po to był posłany, by na Duglasową armię uderzać, ni by iść na Litwę, tamtejsze powstanie wspomagać, bo tam i tak Szwedzi już nastarczyć nie mogli, ale po to, żeby Prusom Książęcym, mianowicie wschodniej ich części, całkowicie wojsk pozbawionej, zagrozić.</akap>


<akap id="e2815">,,Obliczono na to --- pisał król --- by elektora w wierności dla malborskiego traktatu i dla nas zachwiać, co łatwo może się stać, gdyż on z Chrystusem przeciw diabłu i z diabłem przeciw Chrystusowi jednocześnie wejść w sojusz gotowy, aby od obudwu skorzystać."</akap>


<akap id="e2816">List kończył się poleceniem, aby Duglas starał się wszelkimi siłami pana hetmana do Prus nie dopuścić, który jeśli w ciągu kilku tygodni wkroczyć tam nie zdoła, niechybnie pod Warszawę wracać musi.</akap>


<akap id="e2817">Duglas uznał, że zadanie, jakie nań włożono, wcale sił jego nie przechodzi. Jeszcze niedawno stawiał on z pewnym powodzeniem czoła samemu Czarnieckiemu, dlatego Gosiewski nie był mu straszny. Nie spodziewał się wprawdzie znieść jego dywizji, ale był pewien, że potrafi ją osadzić i wszelkie jej ruchy zahamować.</akap>


<akap id="e2818">Jakoż od tej chwili poczęły się bardzo sztuczne podchody obu armii, które unikając wzajemnie walnej bitwy, starały się obejść jedna drugą. Obaj wodzowie godnie współzawodniczyli ze sobą, jednakże doświadczony Duglas o tyle był górą, że wyżej jak do Ostrołęki pana hetmana polnego nie puścił.</akap>


<akap id="e2819">Zaś ocalony od Bogusławowego podejścia pan Babinicz wcale się także z połączeniem z litewską dywizją nie spieszył, albowiem z wielką gorliwością zajął się ową piechotą, którą Bogusław w spiesznym swym pochodzie ku Radziejowskiemu musiał po drodze zostawić. Tatarzy jego, prowadzeni przez miejscowych leśników, szli za nią dzień i noc, łuszcząc co chwila nieostrożnych lub tych, którzy pozostawali w tyle. Brak żywności zmusił na koniec Szwedów do podzielenia się na małe oddziały, które łatwiej o spyżę<pe><slowo_obce>spyża</slowo_obce> --- jedzenie, prowiant.</pe> starać się mogły, ale tego tylko czekał pan Babinicz.</akap>


<akap id="e2820">Podzieliwszy swą watahę na trzy komendy, pod dowództwem własnym, Akbah-Ułana i Soroki, w kilka dni wygniótł większą część owych piechurów. Była to jakby nieustająca obława na ludzi po gąszczach leśnych, łozach i trzcinach, pełna hałasu, wrzasków, nawoływań, strzałów i śmierci.</akap>


<akap id="e2821">Szeroko rozsławiła ona imię Babinicza między Mazurami. Watahy zebrały się i połączyły z panem Gosiewskim dopiero pod samą Ostrołęką, kiedy pan hetman polny, którego wyprawa była tylko demonstracją, odebrał już rozkaz królewski ciągnienia z powrotem pod Warszawę. Krótko tylko mógł pan Babinicz cieszyć się znajomymi, mianowicie panem Zagłobą i Wołodyjowskim, którzy na czele laudańskiej chorągwi towarzyszyli hetmanowi. Witali się jednak bardzo serdecznie, bo już była wielka przyjaźń i zażyłość pomiędzy nimi. Obu młodym pułkownikom markotno było wielce, że nie mogli tym razem nic wskórać przeciw Bogusławowi, ale pan Zagłoba pocieszał ich, dolewając im gęsto do szklenic i tak mówiąc:</akap>


<akap_dialog id="e2822">--- Nic to! Już moja głowa od maja pracuje nad fortelami, a nigdy jeszcze na darmo jej nie łamałem. Mam kilka gotowych, bardzo przednich, jeno do aplikowania już czasu nie ma, chyba pod Warszawą, dokąd wszyscy ruszymy.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2823">--- Ja muszę do Prus! --- odparł Babinicz --- i pod Warszawą nie będę.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2824">--- Zali<pe><slowo_obce>zali</slowo_obce> (daw.) --- czy, czyż.</pe> się do Prus dostać zdołasz? --- spytał Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2825">--- Jak Bóg na niebie, tak się przemknę, i to święcie wam przyrzekam, że bigosu narobię niepośledniego, bo jużci powiem moim Tatarom: ,,Hulaj dusza!" Radzi by oni i tu nożami po gardłach ludziom przeciągać, alem im zapowiedział, że za każdy gwałt powróz! Za to w Prusiech<pe><slowo_obce>w Prusiech</slowo_obce> --- dziś popr. forma Ms.: w Prusach.</pe> i własnej ochocie pofolguję. Zaś bym nie miał się przemknąć! Wyście nie mogli, ale to inna rzecz, bo łatwiej większej sile drogę zagrodzić niźli takiej wataże, jako jest moja, z którą ukryć się łatwo. Nieraz ja już w trzcinach siedział, a Duglasowi przechodzili tuż, tuż, ani o tym wiedząc. Duglas też pójdzie pewnie za wami i mnie tu pole wolne odsłoni.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2826">--- Aleś go też, słyszę, zmachał! --- rzekł z zadowoleniem Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2827">--- Ha, szelma! --- dodał pan Zagłoba. --- Co dzień musiał koszulę brać, tak się pocił. Jużeś waćpan i Chowańskiego<pe><slowo_obce>Chowański, Iwan Andriejewicz</slowo_obce> (zm. 1682) --- rosyjski wojskowy, bojar i wojewoda, jeden z dowódców w wojnie polsko-rosyjskiej (1654--1667), o której Sienkiewicz nie mógł w 1884 r. pisać wprost ze względu na cenzurę carską; kariera Chowańskiego zaniepokoiła w końcu dwór carski do tego stopnia, że został ogłoszony buntownikiem i ścięty wraz z synem, co stało się powodem buntu wojskowego, a w XIX w. tematem opery Modesta Musorgskiego <tytul_dziela>Chowańszczyzna</tytul_dziela>.</pe> sprawniej nie podchodził, i to ci muszę przyznać, że sam bym lepiej nie potrafił, gdybym się na waćpanowym miejscu znajdował, chociaż jeszcze pan Koniecpolski<pe><slowo_obce>Koniecpolski, Stanisław</slowo_obce> (1591--1646) --- hetman wielki koronny w latach 1632--1646, kasztelan krakowski, uznawany za jednego z najwybitniejszych polskich wodzów.</pe> powiadał, że do podjazdowej wojny nie masz nad Zagłobę.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2828">--- Widzi mi się --- rzekł do Kmicica Wołodyjowski --- iż jeśli Duglas wróci, to Radziwiłła tu zostawi, by na cię następował.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2829">--- Daj to Bóg! Tę samą mam nadzieję --- odparł żywo Kmicic. --- Jakbym ja zaczął jego szukać, a on mnie także, to byśmy się przecie znaleźli. Trzeci raz już przeze mnie nie przejedzie, a jeśli przejedzie, to się chyba więcej nie podniosę. Twoje arkana<pe><slowo_obce>arkana</slowo_obce> (z łac.) --- sekrety, tajemnice.</pe> pamiętam dobrze i wszystkie sztychy łubniańskie<pe><slowo_obce>łubniańskie</slowo_obce> --- z czasów pobytu pana Wołodyjowskiego w Łubniach; <slowo_obce>Łubnie</slowo_obce> --- miasto na Połtawszczyźnie, na śr.-wsch. Ukrainie, przed 1549 r. rezydencja książąt Wiśniowieckich, w 1655 r. znajdowało się na terytorium zajętym przez Kozaków.</pe> mam jako pacierz w pamięci. Co dzień ich też z Soroką próbuję, ażeby sobie rękę wkładać.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2830">--- Co tam fortele! --- zawołał Wołodyjowski --- szabla grunt!</akap_dialog>


<akap id="e2831">Dotknęła nieco ta maksyma pana Zagłobę, który też zaraz odrzekł:</akap>


<akap_dialog id="e2832">--- Każdy wiatrak myśli, że grunt skrzydłami machać, a wiesz, Michałku, czemu? Bo ma plewy pod dachem, <slowo_obce>alias</slowo_obce><pe><slowo_obce>alias</slowo_obce> (łac.) --- inaczej, albo.</pe> w głowie. Sztuka wojenna także na fortelach polega, inaczej Roch mógłby być hetmanem wielkim, a ty polnym.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2833">--- A co pan Kowalski porabia? --- spytał Kmicic.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2834">--- Pan Kowalski? Już żelazny hełm na głowie nosi i słusznie, bo kapusta z sagana najlepsza. Obłowił się okrutnie w Warszawie, zdobył się na poczet<pe><slowo_obce>poczet</slowo_obce> --- orszak, drużyna, słudzy, towarzyszący panu w podróżach i w walce.</pe> zacny i poszedł do husarzów, do kniazia Połubińskiego, a wszystko dlatego, żeby móc kopią się do Carolusa złożyć. Przychodzi do nas co dzień pod namiot i ślipiami łypie, czyli szyja od gąsiora ze słomy nie wygląda. Nie mogę tego chłopca od pijaństwa odzwyczaić. Na nic dobry przykład! Alem mu prorokował, że mu na złe wyjdzie to chorągwi laudańskiej opuszczenie. Szelma! niewdzięcznik! za tyle dobrodziejstw, którem mu wyświadczył, opuścił mnie, taki syn, dla kopii!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2835">--- Waćpan żeś jego chował?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2836">--- Mój mosanie! nie czyńże mnie niedźwiednikiem. Panu Sapieże, któren<pe><slowo_obce>któren</slowo_obce> --- dziś popr. który.</pe> mnie o to pytał, powiedziałem, że jednego z Rochem mieli <slowo_obce>praeceptora</slowo_obce><pe><slowo_obce>praeceptor</slowo_obce> (łac.) --- nauczyciel.</pe>, ale nie mnie, bo ja za młodych lat byłem bednarzem i klepki umiałem dobrze wstawiać.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2837">--- Naprzód, tego byś waćpan panu Sapieże nie śmiał powiedzieć --- odpowiedział Wołodyjowski --- a po wtóre, niby mruczysz na Kowalskiego, a miłujesz go jako źrenicę oka.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2838">--- Wolę go od ciebie, panie Michale, gdyż chrabąszczów nigdy znosić nie mogłem ani kochliwych mydłków, którzy na widok pierwszej lepszej niewiasty koziołki zaczynają zaraz przewracać jako niemieckie muce.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2839">--- Albo jako te małpy u Kazanowskich, z którymi waćpan wojował!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2840">--- Śmiejcie się, śmiejcie, będziecie drugi raz sami Warszawę zdobywali!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2841">--- Toś to niby waćpan ją zdobył?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2842">--- A kto Krakowską Bramę <slowo_obce>expugnavit</slowo_obce><pe><slowo_obce>expugno</slowo_obce>, <slowo_obce>expugnare</slowo_obce> (łac.) --- zdobyć, wywalczyć; tu 3.os. lp cz.przesz. <slowo_obce>expugnavit</slowo_obce>: zdobył.</pe>? Kto niewolę dla jenerałów obmyślił? Siedzą teraz na chlebie i wodzie w Zamościu, a co Wittenberg<pe><slowo_obce>Wittenberg</slowo_obce> --- Arvid (a. Arfuid) Wittenberg von Debern (1606--1657), szwedzki hrabia i feldmarszałek, uczestnik wojny trzydziestoletniej i potopu szwedzkiego.</pe> spojrzy na Wrangla, to powiada: ,,Zagłoba nas tu wsadził!" --- i oba w płacz. Żeby pan Sapieha nie był chory i żeby tu był obecny, powiedziałby wam, kto szwedzkiego kleszcza z warszawskiej skóry najpierwszy wyciągnął.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2843">--- Dla Boga! --- rzekł Kmicic --- uczyńcieże to dla mnie i przyślijcie mi wiadomość o onej bitwie, na którą się pod Warszawą zbiera. Dnie i noce będę na palcach liczył i spokoju nie zaznam, póki się czego pewnego nie dowiem.</akap_dialog>


<akap id="e2844">Zagłoba przyłożył palec do czoła.</akap>


<akap_dialog id="e2845">--- Posłuchajcie mojej polityki --- rzekł --- bo co powiem, to się tak pewno spełni... jako i to jest pewne, że ta szklenica stoi przede mną... Czy nie stoi? co?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2846">--- Stoi, stoi! Mów waść!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2847">--- Tę bitwę walną albo przegramy, albo wygramy...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2848">--- To każdy wie! --- wtrącił Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2849">--- Milczałbyś, panie Michale, i uczył się. Suponując<pe><slowo_obce>suponować</slowo_obce> (z łac.) --- przypuszczać, przyjąć założenie.</pe>, że tę bitwę przegramy, wiesz, co dalej będzie?... Widzisz! nie wiesz, bo już swymi szydełkami pod nosem, jak zając, ruszasz... Otóż ja mówię wam, że nic nie będzie...</akap_dialog>


<akap id="e2850">Kmicic, który był bardzo żywy, zerwał się, stuknął szklanką o stół i zawołał:</akap>


<akap_dialog id="e2851">--- Marudzisz waść!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2852">--- Mówię, że nic nie będzie! --- odparł Zagłoba. --- Młodziście, to tego nie rozumiecie, że jako teraz rzeczy stoją, nasz król, nasza miła ojczyzna, nasze wojska mogą pięćdziesiąt bitew jedna po drugiej przegrać... i po staremu wojna pójdzie dalej, szlachta będzie się zbierała, z nią i wszystkie podlejsze stany... I nie uda się raz, to uda się drugi, dopóki moc nieprzyjacielska nie stopnieje. Ale jak Szwedzi jedną batalię większą przegrają, to ich diabli bez ratunku wezmą, a elektora z nimi w dodatku.</akap_dialog>


<akap id="e2853">Tu ożywił się Zagłoba, wychylił szklankę, palnął nią o stół i mówił dalej:</akap>


<akap_dialog id="e2854"><begin id="b1285943747715-2028874479"/><motyw id="m1285943747715-2028874479">Polityka, Wojna, Mądrość, Zwycięstwo</motyw><begin id="b1285944065752-91321100"/><motyw id="m1285944065752-91321100">Proroctwo</motyw>--- Słuchajcie, bo tego z lada gęby nie usłyszycie, bo nie każdy umie patrzyć generalnie. Niejeden myśli: co tu nas jeszcze czeka? ile bitew, ile klęsk, o które, wojując z Carolusem, nietrudno... ile łez? ile krwi wylanej? ile ciężkich paroksyzmów?... I niejeden wątpi, i niejeden przeciw miłosierdziu bożemu i Matce Najświętszej bluźni... A ja wam powiadam tak: Wiecie, co nieprzyjaciół onych wandalskich czeka? --- zguba; wiecie, co nas czeka? --- zwycięstwo! Pobiją nas jeszcze sto razy... dobrze... ale my pobijemy sto pierwszy, i będzie koniec.</akap_dialog>


<akap id="e2855">Rzekłszy to, pan Zagłoba przymknął na chwilę oczy, lecz zaraz je otworzył, spojrzał błyszczącymi źrenicami przed siebie i nagle zakrzyknął całą siłą piersi:</akap>


<akap_dialog id="e2856">--- Zwycięstwo! zwycięstwo!<end id="e1285943747715-2028874479"/></akap_dialog>


<akap id="e2857">Kmicic aż zaczerwienił się z radości.</akap>


<akap_dialog id="e2858">--- Dalibóg, ma rację! dalibóg, słusznie mówi! Nie może inaczej być! Musi taki przyjść koniec!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2859">--- Już to trzeba waści przyznać, że ci tu nie brakuje --- rzekł Wołodyjowski, palnąwszy się w głowę. --- Rzeczpospolitę można zająć, ale dosiedzieć w niej nie lża<pe><slowo_obce>nie lża</slowo_obce> (daw.) --- nie można, nie da się; nie wolno.</pe>... i tak w końcu trzeba się będzie wynieść.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2860">--- Ha! co? nie brakuje! --- rzekł uradowany z pochwały Zagłoba. --- Kiedy tak, to wam jeszcze będę prorokował. Bóg przy sprawiedliwych! Waćpan (tu zwrócił się do Kmicica) zdrajcę Radziwiłła pokonasz, do Taurogów pójdziesz, dziewczynę odbierzesz, za żonę ją pojmiesz, potomstwo wychowasz... Niech pypcia na języku dostanę, jeżeli tak nie będzie, jakom rzekł... Dla Boga! tylko nie uduś!<end id="e1285944065752-91321100"/></akap_dialog>


<akap id="e2861">Słusznie zastrzegł się pan Zagłoba, bo pan Kmicic porwał go w swoje ramiona, podniósł w górę i tak ściskać począł, że aż oczy staremu wyszły na wierzch, ledwie zaś stanął na własnych nogach, ledwie odsapnął, już pan Wołodyjowski rozochocony wielce chwycił go za rękę.</akap>


<akap_dialog id="e2862">--- Moja kolej! Mów waćpan, co mnie czeka?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2863">--- Boże ci błogosław, panie Michale!... Wywiedzie ci twoja misterna dzierlatka całe stadko... nie bój się. Uf!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2864">--- <slowo_obce>Vivat</slowo_obce>! --- krzyknął Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2865">--- Ale pierwej ze Szwedami koniec uczynim! --- dodał Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2866">--- Uczynim! uczynim! --- zawołali, trzaskając szablami młodzi pułkownicy.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2867">--- <slowo_obce>Vivat!</slowo_obce> zwycięstwo!</akap_dialog>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e2868">Rozdział XXIV</naglowek_rozdzial>



<akap id="e2869">W tydzień później przedostał się pan Kmicic w granice Prus elektorskich pod Rajgrodem. Przyszło mu to dość łatwo, gdyż przed samym odejściem pana hetmana polnego zapadł w lasy tak skrycie, iż Duglas<pe><slowo_obce>Duglas</slowo_obce> --- Douglas, Robert (1611--1662), Szkot, od 16 r. życia żołnierz armii szwedzkiej, feldmarszałek, uczestnik wojny trzydziestoletniej. Podczas potopu szwedzkiego dowodził wojskami szwedzkimi w Prusach Książęcych. Za zasługi wojenne otrzymał tytuł hrabiego, a jego potomkowie stali się jednym z najbogatszych rodów arystokratycznych Szwecji.</pe> był pewien, że i jego wataha pociągnęła razem z całą dywizją tatarsko-litewską pod Warszawę, i małe tylko załogi po zameczkach do obrony tych stron zostawił.</akap>


<akap id="e2870">Duglas odszedł także w ślad za Gosiewskim, z nim i Radziejowski, i Radziwiłł.</akap>


<akap id="e2871"><begin id="b1285946646928-3378277378"/><motyw id="m1285946646928-3378277378">Zemsta</motyw>Kmicic dowiedział się o tym jeszcze przed przejściem granicy i zgryzł się srodze, że nie będzie się mógł oko w oko ze swym śmiertelnym wrogiem spotkać i że kara może Bogusława dojść z innych rąk, mianowicie z rąk pana Wołodyjowskiego, który także przeciw niemu ślubował.</akap>


<akap id="e2872">Za czym, nie mogąc wywrzeć zemsty za krzywdy Rzeczypospolitej i swoje na osobie zdrajcy, wywarł ją w straszliwy sposób na posiadłościach elektorskich.</akap>


<akap id="e2873">Tej samej nocy jeszcze, w której Tatarzy minęli słup graniczny, niebo zaczerwieniło się łunami, rozległy się wrzaski i płacz ludzi deptanych stopą wojny. <begin id="b1285946761679-11926871"/><motyw id="m1285946761679-11926871">Obcy, Niemiec, Patriota</motyw>Kto polską mową o litość umiał prosić, ten z rozkazu wodza był oszczędzany, ale natomiast niemieckie osady, kolonie, wsie i miasteczka zmieniały się w rzekę ognia, a przerażony mieszkaniec szedł pod nóż.</akap>


<akap id="e2874">I nie tak prędko oliwa rozlewa się po morzu, gdy ją żeglarze dla uspokojenia fal wyleją, jak rozlał się ów czambuł<pe><slowo_obce>czambuł</slowo_obce> (z tur. <slowo_obce>czapuł</slowo_obce>: zagon) --- oddział jazdy.</pe> Tatarów i wolentarzy<pe><slowo_obce>wolentarz</slowo_obce> --- ochotnik, żołnierz nie otrzymujący żołdu, walczący w imię swoich przekonań lub dla łupów wojennych.</pe> po spokojnych i ubezpieczonych dotąd stronach. Zdawało się, iż każdy Tatar umiał się dwoić i troić, być naraz w kilku miejscach, palić, ścinać. Nie oszczędzano nawet łanów zbożowych, nawet drzew w sadach.</akap>


<akap id="e2875"><begin id="b1285946680748-455237868"/><motyw id="m1285946680748-455237868">Krew</motyw>Tyle przecież czasu trzymał pan Kmicic na smyczy swych Tatarów, że wreszcie, gdy ich puścił na kształt stada drapieżnych ptaków, prawie zapamiętali się wśród rzezi i zniszczenia. Jeden przesadzał się nad drugiego, a że jasyru brać nie mogli, więc pławili się od rana do wieczora we krwi ludzkiej.</akap>


<akap id="e2876"><begin id="b1285946606391-85950868"/><motyw id="m1285946606391-85950868">Religia, Wierzenia</motyw><begin id="b1285946737491-3076175595"/><motyw id="m1285946737491-3076175595">Okrucieństwo</motyw>Sam pan Kmicic, mając w sercu niemało dzikości, dał jej folgę zupełną i choć własnych rąk we krwi bezbronnych nie walał, przecie patrzył z zadowoleniem na płynącą. Na duszy zasię był spokojny i sumienie nic mu nie wyrzucało, bo była to krew niepolska i w dodatku heretycka, więc nawet sądził, że miłą rzecz Bogu, a zwłaszcza świętym Pańskim czyni.</akap>


<akap id="e2877">Przecie elektor, lennik, zatem sługa Rzeczypospolitej z dobrodziejstw jej żyjący, pierwszy podniósł świętokradzką rękę na swą królową i panią, więc należała mu się kara, więc pan Kmicic był tylko narzędziem gniewu bożego.<begin id="b1285946547694-1593204462"/><motyw id="m1285946547694-1593204462">Modlitwa, Grzech, Świętoszek</motyw></akap>


<akap id="e2878">Dlatego co wieczora spokojnie odmawiał różaniec przy blasku płonących osad niemieckich, a gdy krzyki mordowanych zmyliły mu rachunek, tedy zaczynał od początku, aby duszy grzechem niedbalstwa w służbie bożej nie obciążyć.<end id="e1285946761679-11926871"/><end id="e1285946737491-3076175595"/><end id="e1285946680748-455237868"/><end id="e1285946646928-3378277378"/><end id="e1285946606391-85950868"/><end id="e1285946547694-1593204462"/></akap>


<akap id="e2879">Nie same jednak okrutne uczucia w sercu hodował, bo oprócz pobożności ożywiały je różne wzruszenia związane pamięcią z dawnymi laty. Często więc przychodziły mu na myśl owe czasy, w których Chowańskiego z tak wielką sławą podchodził, i dawni kompanionowie stawali mu jakby żywi przed oczyma: Kokosiński, olbrzymi Kulwiec-Hippocentaurus, raby<pe><slowo_obce>raby</slowo_obce> --- pstry, nakrapiany; tu: o twarzy w plamki.</pe> Ranicki z senatorską krwią w żyłach, Uhlik, na czekaniku<pe><slowo_obce>czekanik</slowo_obce> --- rodzaj fletu, używany w muzyce ludowej czeskiej i węgierskiej.</pe> grywający, Rekuć, na którym krew ludzka nie ciężyła, i Zend, ptactwo i wszelkiego zwierza biegłe naśladujący.</akap>


<akap_dialog id="e2880"><begin id="b1286008689157-2422296819"/><motyw id="m1286008689157-2422296819">Krew, Grzech, Patriota</motyw>--- Wszyscy oni, prócz może jednego Rekucia, w piekle skwierczą, a ot! użyliby teraz, ot by się we krwi ubabrali, grzechu na duszę nie ściągając i z pożytkiem dla Rzeczypospolitej!...</akap_dialog>


<akap id="e2881">Tu wzdychał pan Andrzej na myśl, jak zgubną rzeczą jest swawola, skoro w zaraniu młodości drogę do pięknych uczynków na wieki wieków zamyka.<end id="e1286008689157-2422296819"/></akap>


<akap id="e2882">Lecz najwięcej wzdychał do Oleńki. Im bardziej zapuszczał się w granice pruskie, tym srożej paliły go rany serca, jakby owe pożary, które rozniecał i dawną miłość zarazem podsycały. Co dzień też prawie mówił w swym sercu do dziewczyny:</akap>


<akap id="e2883">,,Gołąbku najmilszy, możeś tam już o mnie zapomniał, a jeżeli wspomnisz, to jeno niechęć ci serce zaleje, ja zaś, daleki czy bliski, w nocy i we dnie, w pracy dla ojczyzny i trudzie, o tobie ciągle myślę i dusza leci ku tobie przez bory i wody, jak zmęczony ptak, aby zaś u nóg twoich się położyć. Rzeczypospolitej i tobie jednej oddałbym wszystką krew moją, ale gorze mi, jeśli w sercu na wieki banitem<pe><slowo_obce>banitem</slowo_obce> --- dziś popr. forma N. lp: banitą.</pe> mnie ogłosisz!"</akap>


<akap id="e2884">Tak rozmyślając, szedł coraz wyżej ku północy pasem granicznym, palił i ścinał, nikogo nie żywił<pe><slowo_obce>żywić</slowo_obce> --- tu: pozostawić przy życiu, darować życie.</pe>. Tęsknota dławiła go okrutna. Chciałby jutro być w Taurogach, a tymczasem droga była jeszcze tak daleka i tak trudna, bo wreszcie poczęto bić we wszystkie dzwony w całej prowincji pruskiej.</akap>


<akap id="e2885">Kto żyw, chwytał za broń, by dać opór strasznym niszczycielom; sprowadzano prezydia<pe><slowo_obce>prezydium</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>praesidium</slowo_obce>) --- straż, zbrojna załoga.</pe> nawet z bardzo odległych miast, formowano pułki nawet z pachołków miejskich, i wkrótce wszędy mogło stanąć ze dwudziestu chłopa przeciw jednemu Tatarowi.</akap>


<akap id="e2886">Kmicic rzucał się na owe komendy jak piorun, gromił, rozpraszał, wieszał, wywijał się, krył i znów wypływał na fali ognia, ale jednak nie mógł już iść tak szybko jako wprzódy. Nieraz trzeba było tatarskim sposobem zapadać i taić się całymi tygodniami w gąszczu lub trzcinach nad brzegami jezior. Ludność wysypywała się coraz gęściej, jakby na wilka, a on kąsał też jak wilk, co jednym uderzeniem kłów śmierć zadaje, i nie tylko się bronił, ale zaczepnej wojny nie zaniechał.</akap>


<akap id="e2887"><begin id="b1286009081784-3917738583"/><motyw id="m1286009081784-3917738583">Praca, Żołnierz</motyw>Miłując pracę rzetelną, czasem, mimo pościgu, tak długo nie ruszał się z jakiejś okolicy, póki jej mieczem i ogniem na kilka mil nie zniszczył.<end id="e1286009081784-3917738583"/> Nazwisko jego dostało się, nie wiadomo jakim sposobem, do ust ludzkich i grzmiało, okryte zgrozą i przerażeniem, aż do brzegów Bałtyku.</akap>


<akap id="e2888">Mógł wprawdzie pan Babinicz wejść na powrót w granice Rzeczypospolitej i mimo komend szwedzkich spieszniej ruszyć do Taurogów, ale nie chciał tego uczynić, bo pragnął nie sobie tylko, lecz Rzeczypospolitej służyć.</akap>


<akap id="e2889">Tymczasem przyszły wieści, które miejscowym mieszkańcom dodały ducha do obrony i zemsty, a srogą żałością przejęły serce pana Babinicza. Gruchnęło o wielkiej bitwie pod Warszawą, którą król polski miał przegrać. ,,Karol Gustaw i elektor pobili wszystkie wojska Kazimierzowe" --- powtarzano sobie w Prusach z radością. ,,Warszawa znów wzięta! Największa to w całej wojnie wiktoria i teraz będzie już koniec Rzeczypospolitej!"</akap>


<akap id="e2890">Wszyscy ludzie, których zagarniali i kładli na węgle dla zeznań Tatarzy, powtarzali to samo; były i przesadne wieści, jako zwykle w czasach wojennych a niepewnych. Wedle tych wieści wojska były doszczętnie zniesione, hetmani polegli, a Jan Kazimierz dostał się do niewoli.</akap>


<akap id="e2891">Więc wszystko się skończyło? Więc owa powstająca i zwycięska Rzeczpospolita była tylko czczym mamidłem? Tyle potęgi, tyle wojsk, tylu wielkich ludzi i znamienitych wojowników: hetmani, król, pan Czarniecki ze swoją niezwyciężoną dywizją, pan marszałek koronny, inni panowie ze swymi pocztami, wszystko przepadło, wszystko jak dym się rozwiało? I nie masz już innych obrońców tego nieszczęsnego kraju, prócz luźnych partyj powstańczych, które zapewne na wieść o klęsce jak tuman się rozwieją?!</akap>


<akap id="e2892">Pan Kmicic włosy z czupryny darł i ręce łamał, chwytał wilgotną ziemię garściami i do płonącej głowy przyciskał.</akap>


<akap_dialog id="e2893">--- Polegnę i ja! --- mówił sobie --- ale wprzód ziemia ta krwią spłynie!</akap_dialog>


<akap id="e2894">I począł wojować jak desperat; nie ukrywał się już więcej, nie zapadał po lasach i trzcinach, śmierci szukał, rzucał się jak szalony na siły trzykroć większe i roznosił je w puch na szablach i kopytach. W Tatarach jego zamarły wszystkie resztki uczuć ludzkich i zmienili się w stado dzikich zwierząt. Drapieżny, ale niezbyt przydatny do walki w otwartym polu lud, nie utraciwszy nic ze swej zdolności do zasadzek i podstępów, przez ciągłą wprawę, przez ciągłe walki wyćwiczył się tak, że najpierwszej w świecie jeździe mógł pierś w pierś dotrzymać pola i roznosić czworoboki nawet szwedzkiej dalekarlijskiej gwardii. W zapasach ze zbrojną chasą pruską stu tych Tatarów rozbijało z łatwością dwieście i trzysta tęgich, zbrojnych w muszkiety i włócznie pachołków.</akap>


<akap id="e2895"><begin id="b1286012514991-1402292031"/><motyw id="m1286012514991-1402292031">Bogactwo, Pieniądz, Wojna, Przywódca</motyw>Kmicic oduczył ich obciążania się łupem, brali tylko pieniądze, a mianowicie złoto, które zaszywali w kulbaki<pe><slowo_obce>kulbaka</slowo_obce> --- wysokie siodło.</pe>. Toteż, gdy który poległ, pozostali bili się z wściekłością o jego konia i siodło. Bogacąc się w ten sposób, nie stracili nic ze swej nadludzkiej prawie lotności. Poznawszy, że pod żadnym w świecie wodzem nie mieliby żniw tak obfitych, przywiązali się do Babinicza jako psy gończe do myśliwca i z prawdziwie mahometańską uczciwością składali po bitwach w ręce Soroki i Kiemliczów lwią część łupów ,,bagadyrowi<pe><slowo_obce>bagadyr</slowo_obce> (z tur.) --- bohater, wielki wojownik.</pe>" przynależną.</akap>


<akap_dialog id="e2896">--- Ałła! --- mawiał Akbah-Ułan --- mało ich Bakczysaraj<pe><slowo_obce>Bakczysaraj</slowo_obce> --- miasto na Krymie, siedziba chanów krymskich.</pe> zobaczy, ale ci, którzy wrócą, murzami<pe><slowo_obce>murza</slowo_obce> --- <slowo_obce>murza</slowo_obce> [wym. mur-za] a. <slowo_obce>mirza</slowo_obce> [wym. mir-za], książę tatarski.</pe> wszyscy zostaną.</akap_dialog>


<akap id="e2897"><end id="e1286012514991-1402292031"/>Babinicz, który z dawna umiał się z wojny żywić, zebrał bogactwa potężne; natomiast śmierci, której więcej od złota szukał, nie znalazł.</akap>


<akap id="e2898">Upłynął znów miesiąc na harcach i trudach wiarę ludzką przechodzących. Bachmatom<pe><slowo_obce>bachmat</slowo_obce>  --- koń rasy tatarskiej, niewielki, ale silny i wytrzymały, odporny na trudne warunki klimatyczne, szybki i zwinny.</pe>, lubo<pe><slowo_obce>lubo</slowo_obce> (daw.) --- chociaż, mimo że.</pe> jęczmieniem i pruską pszenicą pasionym, trzeba było koniecznie dać choć parę dni wypoczynku, zatem młody pułkownik, chcąc także wieści zasięgnąć i szczerby w ludziach nowymi wolentarzami zastąpić, cofnął się koło Dospady w granice Rzeczypospolitej.</akap>


<akap id="e2899">Wieści wkrótce przyszły i to tak radosne, że Kmicic mało rozumu nie stracił. Okazywało się prawdą, że równie dzielny, jak niefortunny Jan Kazimierz przegrał wielką trzydniową bitwę pod Warszawą, ale z jakiejże przyczyny?</akap>


<akap id="e2900">Oto pospolite ruszenie w ogromnej części rozeszło się przedtem do domów, a pozostała część nie biła się już z takim animuszem jak przy wzięciu Warszawy i trzeciego dnia bitwy wszczęła popłoch. Natomiast przez dwa pierwsze dni ważyło się zwycięstwo na stronę polską. Wojska regularne już nie w dorywczej podjazdowej wojnie, ale w wielkiej bitwie z najbardziej wyćwiczonym w Europie żołnierzem okazały taką umiejętność i wytrwałość, że samych jenerałów szwedzkich i brandenburskich ogarnęło zdumienie.</akap>


<akap id="e2901">Król Jan Kazimierz nieśmiertelną sławę pozyskał. Mówiono, że okazał się być równym Karolowi Gustawowi wodzem i że gdyby wszystkie jego rozporządzenia spełnione zostały, nieprzyjaciel straciłby walną bitwę i wojna byłaby ukończona.</akap>


<akap id="e2902">Kmicic miał już też wiadomości z ust naocznych świadków, natknął się bowiem na szlachtę, która służąc w pospolitakach<pe><slowo_obce>w pospolitakach</slowo_obce> --- w pospolitym ruszeniu.</pe>, brała w bitwie udział. Jeden z nich opowiadał mu o świetnym uderzeniu husarii, w czasie którego sam Carolus, który mimo zaklęć jenerałów cofać się nie chciał, omal nie zginął. Wszyscy też potwierdzali, że nieprawda, jakoby wojska były zniesione lub żeby hetmani polegli. Owszem, cała potęga, prócz pospolitego ruszenia, pozostała nie naruszona i cofnęła się w dobrym ładzie w dół kraju.</akap>


<akap id="e2903">Na moście warszawskim, który się załamał, uroniono tylko armaty, ale ,,ducha przewieziono przez Wisłę". Wojsko klęło się na wszystko, że pod takim wodzem jak Jan Kazimierz pobije w następnym spotkaniu Karola Gustawa, elektora i kogo będzie trzeba, bo ta bitwa to była tylko próba, lubo niepomyślna, ale dobrej otuchy na przyszłość pełna.</akap>


<akap id="e2904">Kmicic zachodził w głowę, skąd pierwsze wieści mogły być tak straszne. Wytłumaczono mu, że Karol Gustaw umyślnie porozsyłał przesadzone nowiny, w rzeczy zaś nie bardzo wiedział, co czynić. Oficerowie szwedzcy, których pan Andrzej w tydzień później ułowił, potwierdzili to zdanie.</akap>


<akap id="e2905">Dowiedział się też od nich, że zwłaszcza elektor żył w wielkim przerażeniu i o własnej skórze coraz bardziej poczynał myśleć, że z wojsk jego siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, wiele.</pe> pod Warszawą legło, na pozostałe rzuciły się choroby tak straszne, iż gorzej bitew je niszczą. Tymczasem zaś Wielkopolanie, pragnąc za Ujście i wszystkie krzywdy zapłacić, najechali samą marchię brandenburską<pe><slowo_obce>marchia brandenburska</slowo_obce> --- przygraniczna jednostka administracyjno-wojskowa na dawnych terenach Słowian Połabskich, wydzielona w XII w. w celu obrony wschodnich granic Cesarstwa Niemieckiego, rządzona przez margrabiego, podległego bezpośrednio cesarzowi niemieckiemu; od 1618 r. Brandenburgia i Prusy tworzyły jedno państwo pod berłem księcia elektora pruskiego.</pe>, paląc, ścinając, wodę a ziemię zostawując<pe><slowo_obce>zostawując</slowo_obce> --- dziś popr.: zostawiając.</pe>. Wedle oficerów bliską była godzina, w której elektor porzuci Szwedów, a z mocniejszym się połączy.</akap>


<akap id="e2906">,,Trzeba mu tedy przypiekać --- pomyślał Kmicic --- żeby prędzej to uczynił."</akap>


<akap id="e2907">I mając konie już wypoczęte a szczerby zapełnione, znów przekroczył Dospadę i jak duch zniszczenia na osady niemieckie się rzucił.</akap>


<akap id="e2908">Różne partie poszły za jego przykładem. Zastał obronę już słabszą, więc tym bardziej dokazywał. Nowiny przychodziły coraz radośniejsze, tak radosne, że wierzyć w nie było trudno.</akap>


<akap id="e2909">Oto naprzód poczęto prawić, że Karol Gustaw, który po bitwie warszawskiej aż do Radomia się posunął, cofa się teraz na złamanie szyi ku Prusom Królewskim. Co się stało? czemu się cofa? --- na to nie było czas jakiś odpowiedzi, aż wreszcie gruchnęło znów po Rzeczypospolitej nazwisko pana Czarnieckiego. Zbił pod Lipcem, zbił pod Strzemesznem, pod samą Rawą wyciął w pień tylną straż umykającego Karola, za czym dowiedziawszy się, iż dwa tyciące rajtarii wraca z Krakowa, napadł na nią wstępnym bojem i ani zwiastuna klęski żywcem nie puścił. Pułkownik Forgell, brat jenerała, czterech innych pułkowników, trzech majorów, trzynastu rotmistrzów i dwudziestu trzech poruczników poszło w łyka<pe><slowo_obce>w łyka</slowo_obce> --- tj. do niewoli; łyka --- sznury.</pe>. Inni podawali liczbę podwójną, niektórzy twierdzili już w uniesieniu, że pod Warszawą nie klęskę, ale zwycięstwo odniósł Jan Kazimierz, i że jego pochód w dół kraju był tylko fortelem dla pogrążenia nieprzyjaciela.</akap>


<akap id="e2910">Sam pan Kmicic tak począł myśleć, bo od pacholęcych lat przecież żołnierzem będąc, rozumiał się na wojnie, a nigdy nie słyszał o takim zwycięstwie, po którym by się zwycięzcom gorzej dziać miało. A Szwedom widocznie było gorzej i właśnie od bitwy warszawskiej.</akap>


<akap id="e2911">Panu Andrzejowi przypomniały się wówczas słowa Zagłoby, gdy przy ostatnim widzeniu się mówił, że wiktorie nie naprawią już szwedzkiej sprawy, zaś jedna walna przegrana może ich zgubić.</akap>


<akap id="e2912">,,Kanclerska to głowa! --- pomyślał Kmicic --- która jakoby w księdze w przyszłości umie czytać."</akap>


<akap id="e2913">Tu przypomniały mu się i dalsze proroctwa pana Zagłoby, jako on, Kmicic alias Babinicz, do Taurogów dojdzie, Oleńkę swoją odnajdzie, przebłaga, zaślubi i potomstwo z niej na chwałę kraju wyprowadzi. Gdy sobie to wspomniał, ogień wstąpił mu w żyły; już i chwili tracić nie chciał, jeno Prusaków i rzezi na czas zaniechać i do Taurogów lecieć.</akap>


<akap id="e2914">Wtem w wilię wyjazdu przybył do niego szlachcic laudański spod chorągwi pana Wołodyjowskiego z listem od małego rycerza.</akap>


<akap id="e2915">,,Idziemy z panem hetmanem polnym litewskim i księciem krajczym za Bogusławem i Waldekiem --- pisał pan Michał. --- Połączże się z nami, bo pole do słusznej zemsty się znajdzie, a i prusactwu za opresję Rzeczypospolitej spłacić się przygodzi."</akap>


<akap id="e2916">Pan Andrzej własnym oczom wierzyć nie chciał i czas jakiś posądzał szlachcica, iż chyba przez jakiego komendanta pruskiego czy szwedzkiego umyślnie był nasłany, aby go wraz z czambułem w zasadzkę wprowadzić. Miałżeby pan Gosiewski istotnie drugi raz do Prus ciągnąć? Niepodobna było nie wierzyć. Ręka była pana Wołodyjowskiego, herb pana Wołodyjowskiego, a i szlachcica sobie pan Andrzej przypomniał. Więc indagować go począł, gdzie pan Gosiewski się znajduje i dokąd dojść zamierza?</akap>


<akap id="e2917">Szlachcic dość był głupkowaty. Nie jemu wiedzieć, dokąd pan hetman chce iść; wie tylko, że pan hetman z tą samą dywizją litewsko-tatarską o dwa dni drogi, a przy nim jest i chorągiew laudańska. Pożyczył jej sobie na czas pan Czarniecki, ale już z dawna odesłał, a teraz idą, gdzie pan hetman polny prowadzi.</akap>


<akap_dialog id="e2918">--- Mówią --- kończył szlachcic --- że do Prus pójdziem, i żołnierz cieszy się okrutnie... Ale zresztą nasza rzecz słuchać i bić.</akap_dialog>


<akap id="e2919">Kmicic, wysłuchawszy relacji, nie namyślał się długo, zawrócił czambuł i poszedł wielkim pochodem ku panu hetmanowi, a po dwóch dniach, już późną nocą, padł w ramiona panu Wołodyjowskiemu, który wyściskawszy go, zaraz zakrzyknął:</akap>


<akap_dialog id="e2920">--- Graf Waldek i książę Bogusław są w Prostkach, szańce sypią, by się warownym obozem ubezpieczyć. Pójdziem na nich.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2921">--- Dziś? --- rzekł Kmicic.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2922">--- Jutro do dnia, to jest za dwie lub za trzy godziny.</akap_dialog>


<akap id="e2923">Tu padli sobie znów w objęcia.</akap>


<akap_dialog id="e2924"><begin id="b1286014824479-3657956055"/><motyw id="m1286014824479-3657956055">Rycerz, Pobożność, Przyjaźń</motyw>--- Tak mi coś mówi, że go Bóg wyda w ręce nasze! --- zawołał wzruszony Kmicic.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2925">--- I ja tak myślę.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2926">--- Ślubowałem sobie do śmierci ten dzień pościć, w którym go spotkam.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2927">--- Protekcja boża nie zawadzi --- odrzekł pan Michał. --- Nie będę też czuł inwidii<pe><slowo_obce>inwidia</slowo_obce> (z łac.) --- zazdrość, zawiść.</pe>, jeśli tobie ten los przypadnie, bo twoja krzywda większa.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2928">--- Michale! zacniejszego od ciebie kawalera nie widziałem!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2929">--- A niechże ci się, Jędrek, przypatrzę. Sczerniałeś od wiatru do reszty; aleś się spisał. Z wielką estymą patrzyła cała dywizja na twoją robotę. Nic, jeno zgliszcza i <slowo_obce>cadavera</slowo_obce><pe><slowo_obce>cadaver, cadaveris</slowo_obce> (łac.) --- trup, ruina; tu M. lm <slowo_obce>cadavera</slowo_obce>: trupy, ruiny.</pe>. Żołnierz z ciebie zawołany.<end id="e1286014824479-3657956055"/> I samemu panu Zagłobie, gdyby tutaj był, ciężko by przyszło coś lepszego o sobie wymyślić.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2930">--- Dla Boga! a gdzie pan Zagłoba?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2931">--- Przy panu Sapieże został, bo spuchł całkiem z płaczu i z desperacji po Rochu Kowalskim...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2932">--- To pan Kowalski zginął?</akap_dialog>


<akap id="e2933">Wołodyjowski zacisnął wargi.</akap>


<akap_dialog id="e2934">--- Wiesz, kto go zabił?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2935">--- Skąd mam wiedzieć?... Powiadaj!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2936">--- Książę Bogusław.</akap_dialog>


<akap id="e2937">Kmicic zakręcił się na miejscu, jakby sztychem pchnięty, i począł z sykiem wciągać w siebie powietrze, na koniec zgrzytnął strasznie zębami i rzuciwszy się na ławę, wsparł w milczeniu głowę na dłoniach.</akap>


<akap id="e2938">Pan Wołodyjowski klasnął w ręce i kazał czeladnikowi napitku przynieść, po czym siadł około Kmicica, nalał kusztyki<pe><slowo_obce>kusztyk</slowo_obce>  a. <slowo_obce>kulawka</slowo_obce> --- kieliszek bez nóżki, z którego trzeba wypić od razu całą zawartość.</pe> i począł mówić:</akap>


<akap_dialog id="e2939">--- Roch Kowalski tak kawalerską śmiercią zginął, że nie daj Boże żadnemu z nas gorzej. Dość ci powiedzieć, że mu sam Carolus po otrzymaniu pola pogrzeb wyprawił i cały regiment gwardii ognia nad jego trumną dawał.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2940">--- Żeby nie z tych rąk, żeby nie z tych piekielnych rąk! --- zawołał Kmicic.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2941">--- Owszem, z rąk Bogusławowych, wiem to od usarzy, którzy własnymi oczyma na ów żałosny termin patrzyli.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2942">--- Toś tam nie był?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2943">--- W bitwie miejsca się nie wybiera, jeno się stoi, gdzie każą. Gdybym ja tam był, to albo tu bym teraz nie był, albo Bogusław nie sypałby wałów w Prostkach.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2944">--- Mów, jak wszystko się odbyło. Zawziętości tylko przybędzie.</akap_dialog>


<akap id="e2945">Pan Wołodyjowski napił się, obtarł żółte wąsiki i począł:</akap>


<akap_dialog id="e2946">--- Pewnie ci nie brakło relacji o warszawskiej bitwie, bo wszyscy o niej mówią, więc też i ja nie będę się nad nią zbyt długo rozwodził. Nasz pan miłościwy... dajże mu Boże zdrowie i długie lata, bo pod innym królem zginęłaby ta ojczyzna wśród klęsk... okazał się wodzem znamienitym. Gdyby był taki posłuch jak wódz, gdybyśmy byli go godni, kroniki zapisałyby nową polską wiktorię pod Warszawą, grunwaldzkiej i beresteckiej równą. Krótko mówiąc, pierwszego dnia biliśmy Szwedów. Drugiego poczęła fortuna to na tę, to na tamtą stronę wagi nachylać, ale przecie byliśmy górą. Wtedy to poszła do ataku litewska husaria, w której i Roch służył pod kniaziem Połubińskim, żołnierzem wielkim. Widziałem ich, gdy szli, jako ciebie widzę, bo stałem z laudańskimi na wyżynie pod szańcami. Było ich tysiąc dwieście ludzi i koni, jakich świat nie widział. Szli na pół staja<pe><slowo_obce>staje</slowo_obce> --- daw. miara długości, w różnych okresach i okolicach licząca od 100 do 1000 m.</pe> wedle nas i mówię ci, ziemia drżała pod nimi. Widzieliśmy piechotę brandenburską, na gwałt zatykającą piki w ziemię, aby pierwszemu impetowi się oprzeć. Inni walili z muszkietów, aż dymy zasłoniły ich zupełnie. Spojrzymy: husaria już rozpuściła konie. Boże, co za impet! Wpadli w dym... znikli! U mnie żołnierze poczną krzyczeć: ,,Złamią! złamią!" Przez chwilę nie widać nic. Aż zagrzmiało coś i dźwięk się uczynił, jakby w tysiącu kuźni kowale młotami bili. Spojrzymy: Jezus Maria! Elektorscy mostem już leżą jako żyto, przez które burza przejdzie, a oni już hen za nimi! jeno proporce migocą! Idą na Szwedów! Uderzyli na rajtarię --- rajtaria mostem! uderzyli na drugi regiment --- mostem! Tu huk, armaty grzmią... widzimy ich, gdy wiatr dym zwieje. Łamią piechotę szwedzką... Wszystko pierzcha, wszystko się wali, rozstępuje, idą jak gdyby ulicą... bez mała przez całą armię już przeszli!... Zderzą się z pułkiem konnej gwardii, wśród którego Carolus stoi... i gwardię jakoby wicher rozegnał!...</akap_dialog>


<akap id="e2947">Tu przerwał Wołodyjowski opowiadanie, bo Kmicic pięściami oczy zatkał i krzyczeć począł:</akap>


<akap_dialog id="e2948">--- Matko Boża! raz widzieć i polec!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2949">--- Takiego ataku nie zobaczą już oczy moje --- ciągnął dalej mały rycerz.<end id="e1286015069095-273879343"/> --- Nam też skoczyć kazano... Więcej nie widziałem, ale coć powiem, tom słyszał z ust szwedzkiego oficera, który przy boku Karolowym wówczas był i własnymi oczyma na termin patrzył. Gdy już husaria wszystko złamała po drodze, ten Forgell, który później pod Rawą wpadł w nasze ręce, rzucił się do rąk Karolowych: ,,Królu, ratuj Szwecję! ratuj siebie! --- krzyknął. --- Ustępuj, ustępuj! Nic ich nie wstrzyma!" A Carolus na to: ,,Na nic przed nimi ustępować, trzeba opór dać lub zginąć!" Przypadają inni jenerałowie, błagają, proszą, nie chce. Ruszył naprzód... zderzyli się i złamano Szwedów prędzej, niżbyś do dziesięciu zrachował. Kto legł, tego stratowano; inni rozsypali się jak groch. Nuż ich ciąć. Król odbił się samowtór; najechał go Kowalski i poznał, bo go już dwa razy widział. Kiedy nie natrze!... Rajtar zastawił króla... Ale owo, powiadali ci, którzy widzieli, że piorun prędzej nie zabija, jako Roch rozwalił go na dwoje. Wówczas sam król rzucił się na niego...</akap_dialog>


<akap id="e2950">Wołodyjowski przerwał znów opowiadanie i odetchnął głęboko, lecz Kmicic zaraz zawołał:</akap>


<akap_dialog id="e2951">--- Kończ już, bo dusza ze mnie wyjdzie!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2952"><begin id="b1286015324179-1814747336"/><motyw id="m1286015324179-1814747336">Walka</motyw>--- Starli się tedy w środku pola, iże piersi końskie uderzyły o piersi. Zakotłowało się! ,,Spojrzę --- powiada nam oficer --- aż król wraz z koniem już na ziemi!" Wydostał się, ruszył cyngla krócicy<pe><slowo_obce>krócica</slowo_obce> --- broń palna, podobna do pistoletu, ładowana od przodu, z zamkiem skałkowym, pistolet podróżny.</pe>, chybił. Roch go za łeb, bo mu kapelusz spadł. Już miecz wznosił, już Szwedzi mdleli z przerażenia, bo nie czas było iść na ratunek, gdy Bogusław jakoby spod ziemi wyrósł i w samo ucho Kowalskiemu wystrzelił, że mu głowę wraz z hełmem rozniosło.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2953">--- Dla Boga! Nie miałże czasu miecza spuścić?! --- krzyknął pan Andrzej, targając się za czuprynę.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2954">--- Bóg nie dał mu tej łaski --- odrzekł pan Michał. --- Zgadliśmy też z Zagłobą, co się stało. Oto służyło chłopisko u Radziwiłłów od pacholęcych lat, za panów ich swoich uważało, i na widok Radziwiłła musiało się skonfundować. Może mu nigdy ta myśl w głowie nie postała, żeby na Radziwiłła można rękę podnieść. Bywa tak, bywa! <begin id="b1286017124046-2768941551"/><motyw id="m1286017124046-2768941551">Śmierć bohaterska, Pobożność</motyw>Ha! życiem to przypłacił.<end id="e1286015324179-1814747336"/> Dziwny człek jest pan Zagłoba, bo on mu wcale wujem ni krewnym nie był, a przecie inny by po synu tak nie desperował... Prawdę zaś rzekłszy, nie było czego, bo tak sławnej śmierci zazdrościć by Kowalskiemu można. Toż szlachcic i żołnierz na to się rodzi, by nie dziś, to jutro gardło dać, a o Kowalskim dzieje pisać będą i potomność jego imię wysławi.</akap_dialog>


<akap id="e2955">Umilkł pan Wołodyjowski, po chwili zaś przeżegnał się i rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e2956">--- Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie, a światłość wiekuista niech mu świeci...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2957">--- Na wieki wieków! --- zakończył Kmicic.</akap_dialog>


<akap id="e2958">Czas jakiś szeptali modlitwy, może o podobną śmierć dla siebie prosząc, byle nie z rąk Bogusławowych, wreszcie pan Michał rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e2959">--- Ksiądz Piekarski zaręczał nam, że on wprost do raju poszedł.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2960">--- Pewnie, że tak, to mu i modlitwy nasze niepotrzebne.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2961">--- Modlitwy zawsze potrzebne, bo na rejestr innych będą wpisane, a może na nasz własny.</akap_dialog>


<akap id="e2962">Kmicic westchnął.</akap>


<akap_dialog id="e2963">--- W miłosierdziu bożym nadzieja --- rzekł --- tuszę też, że za to, com tu w Prusach dokazywał, choć z parę lat czyśćca będzie mi odpuszczonych.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2964">--- Wszystko się tam karbuje. Co tu człowiek szablą wyrąbie, to tam sekretarze niebiescy zapisują.<end id="e1286017124046-2768941551"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e2965">--- Służyłem i ja u Radziwiłła --- rzekł Kmicic --- ale się widokiem Bogusława nie skonfunduję. Boże, Boże! toć Prostki niedaleko! Pomnij, Panie, że on i Twój nieprzyjaciel, bo heretyk, któren<pe><slowo_obce>któren</slowo_obce> --- dziś popr. który.</pe> nieraz prawdziwej Twej wierze bluźnił!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2966">--- I ojczyzny nieprzyjaciel! --- dodał Wołodyjowski. --- Miejmy nadzieję, że jego termin się zbliża. Pan Zagłoba to samo po owym ataku husarii prorokował, a mówił w żalu, we łzach, jakoby natchniony. I przeklinał Bogusława tak, że aż słuchającym włosy w czuprynach stawały. <begin id="b1286017230566-3940742251"/><motyw id="m1286017230566-3940742251">Sen, Przeczucie, Omen</motyw>Książę Kazimierz Michał<pe><slowo_obce>książę Kazimierz Michał</slowo_obce> --- Michał Kazimierz Radziwiłł herbu Trąby (1635--1680), krajczy litewski, później otrzymał także tytuły podczaszego litewskiego, kasztelana i wojewody wileńskiego oraz hetmana polnego litewskiego; szwagier Jana Sobieskiego, gorliwy katolik, interesował się nauką, a szczególnie alchemią.</pe>, który z nami przeciw nim ciągnie, widział też we śnie dwie złote trąby, które Radziwiłłowie w tarczy noszą, pogryzione przez niedźwiedzia i zaraz na drugi dzień powiadał: ,,Albo mnie, albo którego z innych Radziwiłłów nieszczęście spotka."</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2967">--- Przez niedźwiedzia? --- spytał, blednąc, Kmicic.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2968">--- Tak jest.</akap_dialog>


<akap id="e2969">Twarz pana Andrzeja rozjaśniła się, jak gdyby na nią blask zórz porannych upadł, oczy wzniósł do góry, ręce ku niebu wyciągnął i uroczystym głosem zawołał:</akap>


<akap_dialog id="e2970">--- Jaż w herbie mam niedźwiedzia. Chwała Ci, Panie, na wysokościach! Chwała Ci, Matko Najświętsza!... Panie, Panie! nie jestem godzien tej łaski!</akap_dialog>


<akap id="e2971">Usłyszawszy to, Wołodyjowski wielce także się wzruszył, bo poznał zaraz, że w tym jest omen niebieski.</akap>


<akap_dialog id="e2972">--- Jędrek! --- zawołał --- ściśnijże dla pewności przed bitwą nóżki Chrystusowi, a ja o Sakowicza Go poproszę.<end id="e1286017230566-3940742251"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e2973">--- Prostki! Prostki! --- powtarzał jakby w gorączce Kmicic. --- Kiedy ruszamy?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2974">--- Do dnia, a niedługo już świtać pocznie.</akap_dialog>


<akap id="e2975">Kmicic zbliżył się do wybitego okienka chałupy, spojrzał w niebo i zawołał:</akap>


<akap_dialog id="e2976">--- Bledną już gwiazdy, bledną. <slowo_obce>Ave Maria</slowo_obce>...</akap_dialog>


<akap id="e2977">Wtem rozległo się dalekie pianie koguta, a jednocześnie zabrzmiało ciche trąbienie przez munsztuk. W kilka pacierzy później ruch począł się w całej wsi. Słychać było szczęk żelaza, parskanie koni. Ciemne masy jazdy zbierały się na gościńcu.</akap>


<akap id="e2978">Powietrze poczęło się nasycać światłem; blady blask jął srebrzyć groty włóczni, migotać na gołych szablach, wydobywać z cienia wąsate, groźne twarze, hełmy, kołpaki<pe><slowo_obce>kołpak</slowo_obce> --- wysoka czapka bez daszka, z futrzanym otokiem.</pe>, kapuzy<pe><slowo_obce>kapuza</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>caput</slowo_obce>: głowa) --- futrzana czapka-uszanka a. kaptur.</pe>, tatarskie baranie czapki, tołuby<pe><slowo_obce>tołub</slowo_obce> (daw.) --- futro, kożuch.</pe>, sajdaki<pe><slowo_obce>sajdak</slowo_obce> --- sahajdak, futerał z łukiem i kołczan ze strzałami.</pe>. Wreszcie pochód z panem Kmicicem w przedniej straży ruszył ku Prostkom; wojska rozciągnęły się długim wężem po drodze i szły żywo.</akap>


<akap id="e2979">Konie poczęły parskać okrutnie w pierwszych szeregach, za nimi inne na dobrą dla żołnierzy wróżbę.</akap>


<akap id="e2980">Białe tumany zakrywały jeszcze łąki i pola.</akap>


<akap id="e2981">Naokół była cisza, jeno derkacze<pe><slowo_obce>derkacz</slowo_obce>  --- ptak średniej wielkości z rodziny chruścielowatych, o charakterystycznym głosie, w Polsce dość rzadko spotykany, bardzo płochliwy.</pe> grały w zroszonych trawach.</akap>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e2982">Rozdział XXV</naglowek_rozdzial>



<akap id="e2983">Dnia 6 września doszły wojska polskie do Wąsoszy i stanęły na odpoczynek, aby przed bitwą konie i ludzie mogli sił nabrać. Postanowił pan podskarbi cztery albo pięć dni się tam zatrzymać, ale wypadki pomieszały jego rachubę.</akap>


<akap id="e2984">Pana Babinicza, jako znającego już dobrze pogranicze, wyprawiono na podjazd, dawszy mu dwie lekkie litewskie chorągwie i świeży czambulik<pe><slowo_obce>czambulik</slowo_obce>, własc. <slowo_obce>czambuł</slowo_obce> (z tur. <slowo_obce>czapuł</slowo_obce>: zagon) --- oddział tatarski, dokonujący najazdów w głębi terytorium przeciwnika w celu odwrócenia jego uwagi od działań sił głównych lub zagarnięcia łupów i jasyru.</pe> ordy, bo jego właśni Tatarzy zbyt byli pomęczeni.</akap>


<akap id="e2985">Pan podskarbi wielce mu przed drogą zalecał, by się o języka<pe><slowo_obce>język</slowo_obce> --- tu: informator, żołnierz nieprzyjacielski, wzięty do niewoli w celu przesłuchania i zasięgnięcia informacji o wojskach wroga, ich liczebności, rozmieszczeniu i zamiarach.</pe> starał i z próżnymi rękoma nie wracał. Babinicz zaś uśmiechnął się tylko, myśląc sobie, iż nie potrzeba mu żadnej zachęty i że jeńców przywiedzie, choćby ich za okopami w Prostkach miał szukać.</akap>


<akap id="e2986">Jakoż wrócił we dwie doby, przywiódłszy kilkunastu Prusaków i Szwedów, a pomiędzy nimi znacznego oficera von Rössela, kapitana z pruskiego regimentu Bogusława.</akap>


<akap id="e2987">Przyjęto podjazd w obozie z wielkim aplauzem. Kapitana nie potrzeba było brać na pytki, bo już to Babinicz w drodze, przyłożywszy mu sztych do gardła, uczynił. Z zeznań jego okazywało się, że nie same pruskie pułki grafa Waldeka stoją w Prostkach, ale i sześć regimentów szwedzkich pod komendą jenerał-majora Izraela, z tych cztery jazdy pod Petersem, Frytiotsonem, Taubenem, Ammersteinem i dwa piechoty pod braćmi Engel. Z pułków pruskich, bardzo okrytych, prócz własnego grafa Waldeka, był księcia Wismaru, Bruncla, Konnaberga, jenerała Walrata oraz cztery chorągwie z komendy Bogusławowej: dwie szlachty pruskiej i dwie jego własne.</akap>


<akap id="e2988">Naczelną komendę miał rzekomo graf Waldek, lecz w rzeczywistości słuchał we wszystkim księcia Bogusława, którego wpływom ulegał także i szwedzki jenerał Izrael.</akap>


<akap id="e2989">Najważniejszą wszelako wiadomością, jakiej von Rössel udzielił, była ta, że z Ełku spieszy na pomoc pod Prostki dwa tysiące wyborowej pomorskiej piechoty, graf Waldek zaś bojąc się, aby oddziały owe nie zostały zagarnięte przez ordę, pragnie wyjść z warownego obozu i dopiero po połączeniu się z nimi, drugi raz się okopać. Bogusław był, wedle Rössela, aż dotąd dość przeciwny opuszczeniu Prostek i dopiero w ostatnich dniach skłaniać się do tego zaczął.</akap>


<akap id="e2990">Usłyszawszy to, pan Gosiewski wielce się uradował, bo już był pewien, że go zwycięstwo nie minie. Nieprzyjaciel długo potrafiłby bronić się w okopie, lecz ani szwedzka, ani pruska jazda nie mogła dotrzymać litewskiej w otwartym polu.</akap>


<akap id="e2991">Książę Bogusław rozumiał to widocznie tak samo dobrze jak pan podskarbi i dlatego właśnie nie bardzo pochwalał Waldekowe plany. Lecz zbyt był próżnym, aby nie ustąpił przed zarzutem nawet zbytniej ostrożności. Wreszcie nie odznaczał się cierpliwością. Można było niemal na pewno rachować, że sprzykrzy sobie leżenie w wałach i w otwartej bitwie sławy i zwycięstwa poszuka. Pan podskarbi powinien był tylko spieszyć się, aby nastąpić na nieprzyjaciela właśnie w chwili, gdy będzie okopy opuszczał.</akap>


<akap id="e2992">Tak też myślał i on sam, i inni pułkownicy, jako Hassun-bej, który ordą dowodził, pan Wojniłłowicz z królewskiego znaku, pan Korsak, pułkownik petyhorski<pe><slowo_obce>pułkownik petyhorski</slowo_obce> --- dowódca petyhorców, średniozbrojnej jazdy w wojsku litewskim.</pe>, pan Wołodyjowski, pan Kotwicz i pan Babinicz. Wszyscy zgodzili się na jedno, że trzeba dalszego odpoczynku zaniechać i na noc, to jest za kilka godzin, ruszać; tymczasem pan Korsak wysłał natychmiast swego chorążego, Biegańskiego, aby szedł pod Prostki i nadciągającemu wojsku każdej godziny znać dawał, co się w obozie dzieje. Wołodyjowski zaś i Babinicz wzięli do swej kwatery Rössela, aby o Bogusławie czegoś więcej od niego się dowiedzieć.</akap>


<akap id="e2993">Kapitan z początku przerażony był wielce, bo jeszcze sztych Kmicicowy czuł na gardle, ale wkrótce wino rozwiązało mu język. Że zaś kiedyś, służąc w Rzeczypospolitej w cudzoziemskim autoramencie, wyuczył się po polsku, przeto mógł i na pytania małego rycerza, nie umiejącego po niemiecku, odpowiadać.</akap>


<akap_dialog id="e2994">--- Dawno waść służysz u księcia Bogusława? --- pytał mały rycerz.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2995">--- Ja u księcia w jego nadwornym wojsku nie służę --- odrzekł Rössel --- jeno w elektorskim pułku, który pod jego komendę został oddany.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2996">--- To i pana Sakowicza waść nie znasz?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2997">--- Pana Sakowicza widywałem w Królewcu.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2998">--- Jestli on przy księciu?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2999">--- Nie masz go. W Taurogach został.</akap_dialog>


<akap id="e3000">Mały rycerz westchnął i wąsikami ruszył.</akap>


<akap_dialog id="e3001">--- Nie mam szczęścia, jako zwykle! --- rzekł.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3002">--- Nie frasuj się, Michale --- rzekł Babinicz --- odnajdziesz go, a nie, to ja odnajdę.</akap_dialog>


<akap id="e3003">Po czym zwrócił się do Rössela:</akap>


<akap_dialog id="e3004">--- Waść jesteś stary żołnierz, widziałeś oba wojska, a naszą jazdę znasz od dawna; jakże myślisz, po czyjej stronie będzie wiktoria?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3005">--- Jeżeli wam pole dadzą za okopem, to po waszej, ale okopu bez piechoty i armat nie zdobędziecie, zwłaszcza że tam się wszystko księcia Radziwiłła głową dzieje.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3006">--- Za takiegoż to wielkiego masz go waść wodza?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3007">--- Nie tylko ja, ale ogólne to jest mniemanie w obu wojskach. Powiadają też, że pod Warszawą <slowo_obce>serenissimus rex Sueciae<pe><slowo_obce>serenissimus rex Sueciae</slowo_obce> (łac.) --- najjaśniejszy król Szwecji.</pe></slowo_obce> we wszystkim szedł za jego radą i dlatego wielką bitwę wygrał. Książę, jako Polak, lepiej zna wasz sposób wojowania i prędzej radę wymyślić umie. Sam widziałem, jak król szwedzki po trzecim dniu bitwy przed frontem wojsk księcia ściskał i całował. Prawda, że mu życie był winien, bo gdyby nie strzał książęcy... no! strach myśleć!... Rycerz to jest przy tym niezrównany, z którym się nikt na żadną broń mierzyć nie może.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3008">--- Ej! --- rzekł pan Wołodyjowski --- może by się taki znalazł...</akap_dialog>


<akap id="e3009">To rzekłszy, wąsikami groźnie ruszył. Rössel popatrzył na niego i nagle poczerwieniał. Przez chwilę zdawało się, że albo krew go zaleje, albo śmiechem wybuchnie; lecz wreszcie wspomniał, iż jest w niewoli, więc opamiętał się zaraz.</akap>


<akap id="e3010">Kmicic zaś popatrzył na niego pilnie swoimi stalowymi oczyma i rzekł, zaciskając nieco wargi:</akap>


<akap_dialog id="e3011">--- Jutro się pokaże...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3012">--- A zdrów teraz Bogusław? --- pytał pan Wołodyjowski --- bo go to febra długo trzęsła i osłabić go musiała...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3013"><begin id="b1286019577595-3488290535"/><motyw id="m1286019577595-3488290535">Zdrowie, Lekarz</motyw>--- Zdrów od dawna jak ryba i lekarstw żadnych nie bierze. Chciał mu medyk z początku dawać różne prezerwatywy<pe><slowo_obce>prezerwatywa</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>praeservare</slowo_obce>: zachowywać, zabezpieczać) --- tu: środek zapobiegawczy, lek uśmierzający a. wzmacniający.</pe>, ale właśnie po pierwszej zdarzył się zaraz paroksyzm. Wprawdzie nie powtórzył się więcej. Książę Bogusław kazał też rzucać medykiem w prześcieradłach i to mu pomogło, bo medyk sam febry ze strachu dostał.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3014">--- Rzucać w prześcieradłach? --- spytał pan Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3015">--- Sam widziałem --- odrzekł Rössel. --- Złożono dwa prześcieradła do kupy, w środku położono medyka, za czym czterech silnych i trabantów wzięło prześcieradła za rogi i kiedy to nie poczną rzucać nieborakiem, to, mówię waszym miłościom, mało na dziesięć łokci w górę podlatywał, a oni ledwie go złapią i znów w górę. Jenerał Izrael, graf Waldek i książę za boki trzymali się od śmiechu. Nas też oficerów wielu patrzyło na owo widowisko, póki medyk nie omdlał. Księciu potem jakby ręką odjął.<end id="e1286019577595-3488290535"/></akap_dialog>


<akap id="e3016">Jakkolwiek Wołodyjowski i Babinicz nienawidzili Bogusława, nie mogli jednak wstrzymać się także od śmiechu, słysząc o tej krotofili<pe><slowo_obce>krotofila</slowo_obce> a. <slowo_obce>krotochwila</slowo_obce> (starop.) --- żart.</pe>. Pan Babinicz zaś uderzył się rękoma po kolanach i zawołał:</akap>


<akap_dialog id="e3017">--- Ha! szelma, jak sobie poradził!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3018">--- Trzeba panu Zagłobie o tym lekarstwie powiedzieć --- rzekł mały rycerz.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3019">--- Na febrę to pomogło --- rzecze Rössel --- ale co po tym, kiedy książę nie dość zapędy krwi hamuje i dlatego nie dożyje późnego wieku.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3020">--- I ja tak myślę --- mruknął przez zęby Babinicz. --- Tacy jak on długo nie żyją.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3021">--- Zali<pe><slowo_obce>zali</slowo_obce> (daw.) --- czy, czyż.</pe> i w obozie jeszcze sobie folguje? --- spytał pan Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3022">--- Jakże nie? --- odrzekł Rössel. --- Śmiał się nieraz graf Waldek mówiąc, że jego książęca mość fraucymer<pe><slowo_obce>fraucymer</slowo_obce>  (z niem. <slowo_obce>Frauenzimmer</slowo_obce>: komnata kobiet, pokój dla dam) --- damy dworu, stałe towarzystwo księżnej.</pe> ze sobą wozi... Ja zaś sam dwie gładkie panny widziałem, o których mówili mi dworzanie, że do prasowania kryz służą... Ale Boga tam!</akap_dialog>


<akap id="e3023">Babinicz, usłyszawszy to, zaczerwienił się i zbladł, nagle zerwał się na równe nogi i porwawszy Rössela za ramię, począł nim potrząsać gwałtownie.</akap>


<akap_dialog id="e3024">--- Polki to są czyli Niemkinie? Powiadaj!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3025">--- Nie Polki --- odparł przestraszony Rössel --- jedna jest szlachcianka pruska, a druga Szwedka, która przedtem u żony jenerała Izraela służyła.</akap_dialog>


<akap id="e3026">Babinicz spojrzał na Wołodyjowskiego i odetchnął głęboko; mały rycerz odetchnął także i przestał wąsikami ruszać.</akap>


<akap_dialog id="e3027">--- Pozwólcie mi, wasze miłoście, pójść spocząć --- rzekł Rössel --- okrutniem utrudzon, bo dwie mile mnie Tatarzyn na arkanie<pe><slowo_obce>arkan</slowo_obce> --- bicz, sznur, używany przez Tatarów do walki; lasso.</pe> prowadził.</akap_dialog>


<akap id="e3028">Kmicic zaklasnął na Sorokę i powierzył mu jeńca, po czym zwrócił się szybkim krokiem do pana Wołodyjowskiego.</akap>


<akap_dialog id="e3029">--- Dość już tego! --- rzekł --- wolę zginąć, wolę sto razy zginąć aniżeli żyć w tych ustawicznych trwogach i niepewności. Ot i teraz, gdy Rössel wspomniał o onych dziewkach, myślałem, że mnie kto obuchem w skroń zajechał.</akap_dialog>


<akap id="e3030">Na to pan Wołodyjowski trzasnął rapierem.</akap>


<akap_dialog id="e3031">--- Czas skończyć! --- rzekł.</akap_dialog>


<akap id="e3032">Wtem zatrąbiono przy hetmańskiej kwaterze i wnet po wszystkich litewskich chorągwiach odezwały się trąbki, a w czambułach<pe><slowo_obce>czambuł</slowo_obce> --- oddział tatarski.</pe> piszczałki.</akap>


<akap id="e3033">Wojsko poczęło się zbierać i w godzinę później było w pochodzie.</akap>


<akap id="e3034">Zanim uszli milę, nadbiegł posłaniec od chorążego Biegańskiego, z chorągwi pana Korsakowej, z wiadomością do hetmana, iż schwytano kilku rajtarów z większej kupy, która z tej strony rzeki zabierała wszystkie wozy i konie chłopskie. Badani na miejscu, wyznali, że tabor i całe wojsko ma opuścić Prostki nazajutrz o ósmej rano i że rozkazy są już wydane.</akap>


<akap_dialog id="e3035">--- Chwalmy Boga i popędzajmy konie --- rzekł na to pan podskarbi. --- Do wieczora nie będzie już tych wojsk!</akap_dialog>


<akap id="e3036">Posłano tedy ordę<pe><slowo_obce>orda</slowo_obce> --- tu: wojsko tatarskie.</pe> na łeb na szyję, aby jak najprędzej starała się dostać między wojska Waldekowe a ową piechotę pruską śpieszącą na pomoc. Za nią litewskie chorągwie poszły rysią, że zaś najwięcej było lekkich, więc szły tak wartko, iż tuż, tuż za ordą nadążały.</akap>


<akap id="e3037"><begin id="b1286023705476-276992432"/><motyw id="m1286023705476-276992432">Modlitwa, Rycerz</motyw>Kmicic poszedł w pierwszej ordzińskiej straży i parł swoją watahę, aż z koni dymiło. Po drodze kładł się na kulbace, czołem bił o kark koński i modlił się ze wszystkich sił duszy:</akap>


<akap_dialog id="e3038">--- Nie za moją krzywdę daj mi się, Chryste, pomścić, ale za insulty<pe><slowo_obce>insult</slowo_obce> (z łac.) --- zniewaga.</pe> ojczyźnie wyrządzone! Jam grzesznik, jam łaski Twojej niegodzien, ale zmiłuj się nade mną, pozwól mi tę krew heretycką rozlać, a na chwałę Twoją będę suszył<pe><slowo_obce>suszyć</slowo_obce> --- pościć.</pe> i będę się biczował każdego tygodnia w ten dzień po wiek życia mego!</akap_dialog>


<akap id="e3039">Potem Najświętszej Pannie Częstochowskiej, której krwią własną służył, i patronowi swojemu jeszcze się polecał, a tak protekcję ich sobie zapewniwszy, uczuł zaraz, że ogromna nadzieja wstępuje mu do duszy, że moc nadzwyczajna przejmuje jego członki, moc taka, przed którą w proch musi upaść wszystko. Zdawało mu się, że z ramion wyrastają mu skrzydła; radość ogarnęła go jak wicher i leciał na czele Tatarów, aż iskry sypały się spod kopyt jego konia. Tysiące dzikich wojowników, pochylonych na karki końskie, pędziło za nim.<end id="e1286023705476-276992432"/></akap>


<akap id="e3040">Fala spiczastych czapek chwiała się w takt końskiego pędu, łuki kołysały się na plecach, przed nimi biegł tętent bachmatów<pe><slowo_obce>bachmat</slowo_obce> --- koń rasy tatarskiej, niewielki, ale silny i wytrzymały, odporny na trudne warunki klimatyczne, szybki i zwinny.</pe>, z tyłu dolatywał głuchy szum nadążających litewskich chorągwi, podobny do szumu wezbranej rzeki.</akap>


<akap id="e3041">I lecieli tak wśród nocy pysznej, gwiaździstej, pokrywającej drogi i pola, na kształt olbrzymiego stada drapieżnych ptaków, które krew zwietrzyły w oddaleniu.</akap>


<akap id="e3042">Mijali pola bujne, dąbrowy, łąki, aż wreszcie sierp miesiąca pobladł i pochylił się ku zachodowi. Wówczas zwolnili koniom i stanęli na popas ostatni. Byli już nie dalej jak pół mili niemieckiej od Prostek.</akap>


<akap id="e3043">Tatarzy poczęli karmić konie z rąk jęczmieniem, aby nowych sił nabrały przed bitwą. Kmicic zaś, przesiadłszy się na zapaśnego dzianeta<pe><slowo_obce>dzianet</slowo_obce> (daw.; z wł. <slowo_obce>giannetto</slowo_obce>: koń wyścigowy)--- piękny rasowy koń paradny.</pe>, pojechał dalej, aby na obóz nieprzyjaciela okiem rzucić.</akap>


<akap id="e3044">Po pół godziny drogi trafił w łozie nad rzeczką na ów podjeździk petyhorski, który pan Korsak wysłał na zwiady.</akap>


<akap_dialog id="e3045">--- A co? --- spytał chorążego pan Kmicic. --- Co słychać?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3046">--- Nie śpią już i huczą jak pszczoły w ulu --- odparł chorąży. --- Byliby się już ruszyli, ale nie mieli dość wozów.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3047">--- Zali można gdzie z pobliża obóz widzieć?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3048">--- Można z onego wyniesienia, które krzami<pe><slowo_obce>kierz</slowo_obce> (daw.) --- krzew, krzak.</pe> pokryte. Obóz hen tam leży w dole rzeki. Chce wasza miłość popatrzyć?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3049">--- Prowadź waść!</akap_dialog>


<akap id="e3050">Chorąży ruszył koniem i wyjechali na wzniesienie. Już też zorze były na niebie i powietrze przesycało się złotym światłem, ale wedle rzeki, na drugim niskim brzegu, leżała jeszcze mgła surowa. Oni, ukryci w krzach, patrzyli w ową mgłę rzednącą coraz bardziej.</akap>


<akap id="e3051">Na koniec o dwie staje<pe><slowo_obce>staja</slowo_obce> --- daw. miara długości, w różnych okresach i okolicach licząca od 100 do 1000 m.</pe> odsłonił się w dolinie kwadratowy okop ziemny, wzrok Kmicica wpił się weń z chciwością, lecz w pierwszej chwili dojrzał tylko mgliste zarysy namiotów wozów stojących w środku wzdłuż wałów. Płomienia ognisk nie było już widać, tylko dymy podnosiły się wysokimi smugami ku niebu na znak pogody. Lecz w miarę jak mgła roztapiała się coraz bardziej, mógł pan Babinicz z pomocą perspektywy<pe><slowo_obce>perspektywa</slowo_obce> (daw.) --- luneta.</pe> odróżnić pozatykane na wałach chorągwie: błękitne szwedzkie i żółte pruskie, następnie masy żołnierzy, działa i konie.</akap>


<akap id="e3052">Naokoło była cisza, przerywana tylko szelestem krzów poruszanych przez powiew i wesołym porannym czyrykaniem szarego ptactwa. Ale z obozu dochodził przytłumiony szum.</akap>


<akap id="e3053">Widocznie nikt tam już nie spał, widocznie gotowane się do pochodu, bo w środku okopu panował ruch niezwyczajny. Całe pułki przenosiły się z miejsca na miejsce, niektóre wychodziły przed wały; około wozów panowała sroga krętanina<pe><slowo_obce>krętanina</slowo_obce> (daw.) --- krzątanina, gorączkowy ruch, zamieszanie.</pe>. Staczano również armaty z wałów.</akap>


<akap_dialog id="e3054">--- Nie może inaczej być, tylko się do pochodu gotują --- rzekł Kmicic.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3055">--- Wszyscy jeńcy to zeznawali. Chcą się ze swoją piechotą połączyć. Nie spodziewają się też, aby pan hetman mógł na nich nastąpić prędzej jak wieczorem, a choćby miał i nastąpić, wolą bitwę w otwartym polu przyjąć niż onę piechotę pod nóż wydać.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3056">--- Ze dwie godzin upłynie, nim wyruszą, a za dwie godzin pan podskarbi tu będzie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3057">--- Chwalić Boga! --- odrzekł chorąży.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3058">--- Poślijże waść jeszcze ludzi, by tam nie popasali za długo.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3059">--- Wedle rozkazu.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3060">--- A nie wysyłali jakich podjazdów na tę stronę rzeki?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3061">--- Na tę stronę ani jeden nie wyszedł. Wysłali, ale ku swojej piechocie, która od Ełku nadciąga.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3062">--- Dobrze! --- rzekł Kmicic.</akap_dialog>


<akap id="e3063">I zjechał z pagórka, a przykazawszy podjazdowi taić się dalej w trzcinach, sam ruszył, ile tchu w koniu, z powrotem do chorągwi.</akap>


<akap id="e3064">Pan Gosiewski właśnie na koń siadał, gdy Babinicz nadjechał. Prędko opowiedział mu młody rycerz, co widział i jaka jest pozycja okolicy; hetman wysłuchał relacji z wielkim zadowoleniem i nie mieszkając chorągwie ruszył.</akap>


<akap id="e3065">Ale tym razem poszła naprzód Babiniczowa wataha, za nią litewskie: więc Wojniłłowicza, laudańska, własna pana hetmanowa, trzy księcia Michała Radziwiłła<pe><slowo_obce>Michał Kazimierz Radziwiłł herbu Trąby</slowo_obce> (1635--1680) --- książę, krajczy litewski, później otrzymał także tytuły podczaszego litewskiego, kasztelana i wojewody wileńskiego oraz hetmana polnego litewskiego; szwagier Jana Sobieskiego, gorliwy katolik, interesował się nauką, a szczególnie alchemią.</pe>, Korsakowa i inne. Orda pozostała za nimi, bo o to usilnie Hassun-bej prosił, obawiając się, czy lud jego pierwsze natarcie ciężkiej jazdy wytrzyma. Miał także i inne wyrachowanie.</akap>


<akap id="e3066">Oto chciał, aby podczas gdy Litwa uderzy na czoło wojsk, on z Tatary<pe><slowo_obce>z Tatary</slowo_obce> --- dziś popr. forma N. lm: z Tatarami.</pe> mógł ogarnąć tabor, w którym łupu najobfitszego się spodziewał. Pan hetman zezwolił, słusznie mniemając, że ordyńcy miękko by może uderzali na komunik<pe><slowo_obce>komunik</slowo_obce> (daw.) --- jazda, kawaleria.</pe>, ale wpadną jak wściekli na tabor i popłoch wzniecić mogą, zwłaszcza że konie pruskie mniej były straszliwego ich wycia zwyczajne.</akap>


<akap id="e3067">We dwie godziny, jak przepowiedział Kmicic, stanęli przy owym wzniesieniu, z którego podjazd zaglądał w okopy, a które teraz pochód wszystkich wojsk zasłaniało. Chorąży, na widok zbliżających się wojsk, skoczył jak piorun z wiadomością, że nieprzyjaciel, pościągawszy straże z tamtej strony rzeki, już wyruszył i że właśnie koniec ogona taboru wychodzi z okopu.</akap>


<akap id="e3068">Usłyszawszy to pan Gosiewski, wyciągnął buławę z tulei przy kulbace<pe><slowo_obce>kulbaka</slowo_obce> --- wysokie siodło.</pe> i rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e3069">--- To już zawrócić nie mogą, bo wozy drogę zasłaniają. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego! Nie ma już po co dłużej się ukrywać!</akap_dialog>


<akap id="e3070">I skinął na buńczucznego, a ów buńczuk<pe><slowo_obce>buńczuk</slowo_obce> --- symbol władzy wojskowej, drzewce, ozdobione końskim włosiem.</pe> podniósł w górę i począł nim machać na wszystkie strony. Na ten znak wszystkie buńczuki poczęły się kołysać, huknęły trąby i krzywuły<pe><slowo_obce>krzywuła</slowo_obce> --- wygięty flet, popularny w muzyce renesansowej, a dziś używany w folkowej.</pe>, zawrzasły tatarskie piszczałki, zadźwięczały litaury<pe><slowo_obce>litaury</slowo_obce> --- wielkie bębny wojskowe, kotły.</pe> sześć tysięcy szabel rozbłysło w powietrzu i sześć tysięcy gardzieli krzyknęło:</akap>


<akap_dialog id="e3071">--- Jezus, Maria!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3072">--- Ałła-hu-Ałła!</akap_dialog>


<akap id="e3073">Za czym chorągiew za chorągwią wynurzała się rysią zza wzniesienia. W Waldekowym obozie nie spodziewano się tak prędko gości, bo ruch powstał gorączkowy. Bębny poczęły huczeć nieustającym grzmotem; pułki zwracały się frontem ku rzece.</akap>


<akap id="e3074">Gołym już okiem można było dostrzec przelatujących między regimentami jenerałów i pułkowników. We środku zajeżdżano co duchu z armatami, by je odprzodkować ku rzece. Po chwili oba wojska nie były już więcej od siebie jak o tysiąc kroków. Dzieliło je tylko błonie rozległe, środkiem którego płynęła rzeczka.</akap>


<akap id="e3075">Chwila jeszcze i pierwsza smuga białego dymu wykwitła od strony pruskiej ku Polakom.</akap>


<akap id="e3076">Bitwa była rozpoczęta. Pan hetman sam skoczył ku Kmicicowej wataże.</akap>


<akap_dialog id="e3077">--- Następuj, mości Babinicz! następuj w imię boże! ot, na tę ścianę!</akap_dialog>


<akap id="e3078">I buławą wskazał błyszczący pułk rajtarii.</akap>


<akap_dialog id="e3079">--- Za mną! --- skomenderował pan Andrzej.</akap_dialog>


<akap id="e3080">I ścisnąwszy konia ostrogami, ruszył w skok z miejsca ku rzece. Nim jedno strzelenie z łuku przebiegli, konie już wzięły pęd największy i biegły ze stulonymi uszami, wyciągnięte jako charty. Jeźdźcy pochyleni na karkach, wyjąc, smagali jeszcze rumaki, które już ziemi zdawały się nie tykać; tymże impetem wpadli w rzekę, która ich nie wstrzymała, bo trafili na obszerny bród, zupełnie płytki i piaszczysty; dopadli drugiego brzegu i skoczyli ławą dalej.</akap>


<akap id="e3081">Widząc to, pułk pancernej rajtarii ruszył ku nim, z początku stępą, potem rysią i nie szedł prędzej, tylko gdy wataha zbliżyła się już na dwadzieścia kroków, rozległa się komenda: <slowo_obce>Feuer<pe><slowo_obce>feuer</slowo_obce> (niem.) --- ognia!, pal!</pe>!</slowo_obce> --- i tysiące ramion, zbrojnych w pistolety, wyciągnęło się ku nadbiegającym.</akap>


<akap id="e3082">Wstęga dymu przeleciała z jednego końca szeregu w drugi, potem dwie ławy jeźdźców i koni uderzyły o siebie z łoskotem. Konie wspięły się w pierwszym uderzeniu; nad głowami walczących zamigotały przez całą długość linii szable, jakby wąż błyskawiczny przeleciał z końca w koniec. Złowrogi dźwięk żelaza o hełmy i pancerze dosłyszano aż na drugiej stronie rzeki. Zdało się, że to w kuźnicach młoty biją w stalowe blachy.</akap>


<akap id="e3083">Linia wygięła się w jednej chwili w półksiężyc, bo gdy środek rajtarii ustąpił, zepchnięty pierwszym natarciem, skrzydła, na które mniejszy impet przyszedł, stały ciągle na miejscu. Lecz i w środku pancerni żołnierze nie pozwolili się rozerwać i rozpoczęła się rzeźba straszliwa. Z jednej strony lud olbrzymi, przybrany w blachy, opierał się całą potęgą ciężaru koni, z drugiej szara ćma tatarska parła go siłą nabytego rozpędu, siekąc i tnąc z taką niepojętą szybkością, jaką tylko nadzwyczajna lekkość i ciągła wprawa dać może. Jak gdy ćma drwali rzuci się na las sosen gonnych<pe><slowo_obce>gonny</slowo_obce> --- wysoki i prosty, strzelisty (o drzewach).</pe>, słychać tylko huk siekier i raz wraz wyniosłe drzewo jakieś spada w dół z trzaskiem straszliwym, tak co chwila któryś z rajtarów pochylał błyszczącą głowę i zwalał się pod konia. Szable Kmicicowych migotały im w oczach, oślepiały ich, furkały koło twarzy, oczu, rąk. Daremnie potężny żołnierz wzniesie do góry ciężki miecz; nim go opuści, już czuje zimne ostrze przenikające w ciało, więc miecz wysuwa mu się z ręki, a sam pada krwawym obliczem na kark koński. I jako stado ós napadnie w ogrodach człowieka, który chciał owoce otrząsać, próżno ten trzepie rękoma, wywija się, uchyla, one umieją przeniknąć do twarzy, szyi i każda wbija weń ostrze kłujące, tak ów zaciekły, a w tylu bojach wyćwiczony lud Kmicicowy rzucał się oślep, ciął, kąsał, kłuł, szerzył strach i śmierć coraz natarczywiej, o tyle właśnie przewyższając swych przeciwników, o ile biegły mistrz w rzemiośle przewyższa choćby silniejszego od się chłopa, któremu praktyki brakuje.</akap>


<akap id="e3084">Więc poczęła rajtaria coraz gęstszym padać trupem, i środek, w którym walczył sam Kmicic, rzedniał tak bardzo, iż lada chwila mógł się już przerwać. Krzyk oficerów, zwołujących w nadwątlone miejsce żołnierzy, ginął w zgiełku i dzikich wrzaskach, szereg nie zaciskał się dość szybko, a Kmicic parł coraz potężniej. Sam zbrojny w stalową kolczugę, którą od pana Sapiehy dostał w darze, walczył jak prosty żołnierz, mając za sobą młodych Kiemliczów i Sorokę. Ci na zdrowie pana baczenie mieli dawać, i coraz to któryś odwrócił się w prawo lub lewo, zadając cios okropny, a on rzucał się na swym cisawym koniu w gęstwę największą, i wszystkie tajemnice pana Wołodyjowskiego posiadłszy, a siłę mając olbrzymią, gasił żywoty ludzkie jak świece. Czasem całą szablą uderzy, czasem ledwie końcem dosięgnie, czasem ledwie kółeczko niewielkie a jako piorun szybkie zatoczy i rajtar leci głową w dół pod konia, jakby go grom zmiótł z kulbaki<pe><slowo_obce>kulbaka</slowo_obce> --- wysokie siodło.</pe>. Inni cofają się przed strasznym mężem.</akap>


<akap id="e3085">Wreszcie ciął pan Andrzej przez skroń chorążego, a ten zapiał tylko jak zarzynany kur i chorągiew z ręki wypuścił; w tej chwili środek się przerwał, a pomieszane skrzydła uczyniły dwie kupy bezładne i cofające się szybko ku dalszym liniom wojsk pruskich.</akap>


<akap id="e3086">Kmicic spojrzał przez rozerwany środek w głąb pola i nagle ujrzał regiment czerwonych dragonów, lecący jak wicher w pomoc rozerwanej rajtarii.</akap>


<akap id="e3087">,,Nic to! --- pomyślał --- za chwilę Wołodyjowski tym brodem przyjdzie mi w pomoc..."</akap>


<akap id="e3088">Tymczasem rozległ się huk armat tak gwałtowny, że ziemia zatrzęsła się w posadach; muszkiety poczęły grzechotać od okopu aż hen do najbardziej wysuniętych szeregów nieprzyjacielskich. Całe pole pokryło się dymem i w tymże dymie wolentarze<pe><slowo_obce>wolentarz</slowo_obce> --- ochotnik, żołnierz nie otrzymujący żołdu, walczący w imię swoich przekonań lub dla łupów wojennych.</pe> Kmicicowi wraz z Tatarami sczepili się z dragonią.</akap>


<akap id="e3089">Ale od strony rzeki nikt nie przybywał na pomoc.</akap>


<akap id="e3090">Pokazało się, że nieprzyjaciel umyślnie puścił Kmicicową watahę przez bród, następnie począł go zasypywać tak straszliwie z dział i muszkietów, że żywa noga przejść nie mogła.</akap>


<akap id="e3091">Pierwsi poszli ku niemu ludzie pana Korsaka i powrócili w nieładzie; druga, Wojniłłowiczowska, doszła do pół brodu i cofnęła się, wprawdzie z wolna, bo był to królewski pułk, jeden z najdzielniejszych w całym wojsku, ale ze stratą dwudziestu towarzystwa, znakomitej szlachty, i dziewięćdziesięciu pocztowych.</akap>


<akap id="e3092">Woda w szczerku<pe><slowo_obce>szczerk</slowo_obce> --- piasek gliniasty, teren podmokły.</pe>, który stanowił jedyne tylko przejście przez rzekę, pluskała tak pod uderzeniami kul, jak pod ciężkim ulewnym deszczem. Armatnie przelatywały na drugą stronę, rozrzucając tumany piasku.</akap>


<akap id="e3093">Sam pan podskarbi nadjechał skokiem i popatrzywszy, uznał, że niepodobna, aby jeden żywy człek mógł przedostać się na brzeg przeciwny.</akap>


<akap id="e3094">A jednak mogło to stanowić o losach bitwy. Toteż czoło hetmana zachmurzyło się srodze. Przez chwilę patrzył przez perspektywę<pe><slowo_obce>perspektywa</slowo_obce> (daw.) --- luneta.</pe> na całą linię wojsk nieprzyjacielskich i krzyknął na ordynansa:</akap>


<akap_dialog id="e3095">--- Ruszaj do Hassun-beja --- niechaj orda, jako może, przeprawi się przez głęboki brzeg i na tabor niech uderzy. Co w wozach znajdą, to ich! Armat tam nie masz, jedno z rzeką będą mieli robotę.</akap_dialog>


<akap id="e3096">Oficer skoczył, ile tchu w koniu; hetman zaś posunął się dalej, gdzie pod wierzbiną na łące stała chorągiew laudańska, i zatrzymał się tuż przed nią.</akap>


<akap id="e3097">Wołodyjowski stał na jej czele, posępny, ale milczący, jeno w oczy hetmańskie patrzył, a wąsikami ruszał.</akap>


<akap_dialog id="e3098">--- Co myślisz waść? --- spytał hetman --- przeprawią się Tatarzy?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3099">--- Tatarzy przeprawią się, ale Kmicic zginie! --- rzekł Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3100">--- Na Boga! --- krzyknął nagle hetman --- ten Kmicic, żeby jeno miał głowę na karku, mógłby bitwę wygrać, nie zginąć!</akap_dialog>


<akap id="e3101">Wołodyjowski nie odrzekł nic, jednakowoż pomyślał w duszy:</akap>


<akap id="e3102">,,Nie trzeba było puszczać albo żadnej chorągwi za rzekę, albo pięć..."</akap>


<akap id="e3103">Przez chwilę hetman znów patrzył przez perspektywę na daleki zamęt, który za rzeką sprawował pan Kmicic; wtem mały rycerz, nie mogąc dłużej ustać, przysunął się i trzymając szablę ostrzem do góry, rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e3104">--- Wasza dostojność! gdyby rozkaz, to ja bym jeszcze tego brodu spróbował.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3105">--- Stać! --- odrzekł dość ostro pan podskarbi. --- Dość, że tamci zginą.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3106">--- Giną już! --- rzekł Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap id="e3107">Rzeczywiście zgiełk stał się wyraźniejszy i potężniał coraz bardziej. Widocznie Kmicic cofał się na powrót ku rzece.</akap>


<akap_dialog id="e3108">--- Na Boga! tegom chciał! --- krzyknął nagle pan hetman i skoczył jak piorun ku Wojniłłowiczowskiej chorągwi.</akap_dialog>


<akap id="e3109">Pan Kmicic zaś cofał się rzeczywiście. Po uderzeniu na czerwonych dragonów ludzie jego cięli się z nimi, ostatka sił dobywając; lecz tchu już brakło im w piersiach, zmachane ręce mdlały, trup padał coraz gęściej i tylko nadzieja, że odsiecz zza rzeki przyjdzie lada chwila, podtrzymywała w nich jeszcze ducha.</akap>


<akap id="e3110">Tymczasem upłynęło pół godziny i okrzyk ,,bij!" nie dawał się słyszeć; natomiast czerwonym dragonom skoczył na odsiecz Bogusławowy pułk ciężkiej jazdy.</akap>


<akap id="e3111">,,Śmierć idzie!" --- pomyślał Kmicic, widząc ich zajeżdżających z boku.</akap>


<akap id="e3112">Lecz był to żołnierz, który do ostatniej chwili nie wątpił nigdy nie tylko o swoim życiu, ale i o wygranej. Długa i hazardowna praktyka dała mu także wielką znajomość wojny --- więc nie tak szybko wieczorna błyskawica zapala się i gaśnie, jak Kmicicowi mignęła w głowie myśl następująca:</akap>


<akap id="e3113">,,Widocznie przez bród do nieprzyjaciela przedostać się nie mogą, a skoro nie mogą, to im go podprowadzę..."</akap>


<akap id="e3114">Więc, że pułk Bogusławowy nie był już dalej jak o sto kroków, a idąc całym pędem, lada chwila mógł uderzyć i roznieść jego Tatarów, pan Andrzej podniósł piszczałkę do ust i świsnął tak przeraźliwie, że aż najbliższe konie dragońskie osadziły się na zadach.</akap>


<akap id="e3115">Świst powtórzyły natychmiast inne piszczałki starszyzny tatarskiej i nie tak prędko wicher zakręca piaskiem, jak prędko cały czambuł zwrócił konie do ucieczki.</akap>


<akap id="e3116">Niedobitki rajtarii, czerwona dragonia i pułk Bogusławowy kopnęły się za nimi z kopyta.</akap>


<akap id="e3117">Krzyki oficerskie: ,,Naprzód!" i ,,<slowo_obce>Gott mit uns<pe><slowo_obce>Gott mit uns</slowo_obce> (niem.) --- Bóg z nami.</pe>!</slowo_obce>", zagrzmiały jak burza i stał się cudny widok. Na rozległej grodzi pędził bezładny i pomieszany czambuł wprost do zasypywanego kulami brodu i rwał, jakby go skrzydła niosły. Każdy ordyniec przyległ był do konia, rozpłaszczył się, pochował w grzywie i karku, tak iż gdyby nie chmura strzał lecących ku rajtarii, rzekłbyś, iż same konie bez jeźdźców biegną; za nimi z hukiem, krzykiem i tętentem biegł lud olbrzymi, migocąc wzniesionymi w prawicach mieczami.</akap>


<akap id="e3118">Bród był coraz bliżej: biegli staję<pe><slowo_obce>staja</slowo_obce> --- daw. miara długości, w różnych okresach i okolicach licząca od 100 do 1000 m.</pe>, pół jeszcze i widocznie konie tatarskie dobywały już ostatnich sił, bo odległość między nimi a rajtarią poczęła się zmniejszać szybko.</akap>


<akap id="e3119">W kilka minut potem pierwsze rajtarskie szeregi poczęły już siec mieczami zmykających na ostatku Tatarów, bród był tuż, tuż. Zdawało się, że w kilku skokach konie go dosięgną.</akap>


<akap id="e3120">Nagle stało się coś dziwnego.</akap>


<akap id="e3121">Oto, gdy czambuł dobiegł brodu, przeraźliwy świst piszczałek rozległ się znowu na skrzydłach czambułu i cała wataha zamiast wpaść w rzekę, aby na drugim jej brzegu szukać ocalenia, rozdzieliła się na dwie kupy i z szybkością stada jaskółek skoczyła w prawo i w lewo, wzdłuż jej biegu.</akap>


<akap id="e3122">Lecz jadące na ich karkach ciężkie pułki, których konie wzięły już największy rozpęd, wpadły tąż samą siłą w bród i dopiero w wodzie już jeźdźcy poczęli hamować rozhukane rumaki.</akap>


<akap id="e3123">Artyleria, która dotąd zasypywała szczerk deszczem żelaza, umilkła nagle, aby swoich nie razić.</akap>


<akap id="e3124">Lecz tej właśnie chwili czekał jak zbawienia hetman Gosiewski.</akap>


<akap id="e3125">I jeszcze rajtarie nie dotknęły prawie wody, gdy straszna królewska chorągiew Wojniłłowicza ruszyła ku nim jak huragan, za nią laudańska, za nią Korsakowa, za nimi dwie hetmańskie, za nimi wolentarska<pe><slowo_obce>wolentarski</slowo_obce> --- ochotniczy.</pe>, za nią pancerna księcia krajczego Michała Radziwiłła.</akap>


<akap id="e3126">Krzyk straszny ,,Bij, zabij!", zagrzmiał w powietrzu i nim pruskie pułki zdołały ściągnąć konie, zatrzymać się, zastawić mieczami, już Wojniłłowiczowska rozniosła je jak trąba powietrzna roznosi liście, zgniotła czerwonych dragonów, wsparła<pe><slowo_obce>wesprzeć</slowo_obce> --- tu: stawić czoła, zaatakować.</pe> pułk Bogusławowy, rozbiła go na dwoje i poniosła się w pole ku głównej armii pruskiej.</akap>


<akap id="e3127">Rzeka zrumieniła się krwią w jednej chwili, armaty poczęły grać na nowo, lecz zbyt późno, bo już ośm chorągwi litewskiej jazdy mknęło z hukiem i szumem po błoniu i cała bitwa przeniosła się na drugą stronę rzeki.</akap>


<akap id="e3128">Sam pan podskarbi leciał przy jednej ze swych chorągwi z promiennym szczęściem w twarzy, a z ogniem w oczach, bo raz wyprowadziwszy jazdę za rzekę, już był pewien zwycięstwa.</akap>


<akap id="e3129">Chorągwie, siekąc i bodąc na wyścigi, gnały przed sobą resztki dragonii i rajtarów, które kładły się mostem, ile że ciężkie konie nie mogły dość spiesznie umykać i tylko zasłaniały goniących przed pociskami.</akap>


<akap id="e3130">Tymczasem Waldek, Bogusław Radziwiłł i Izrael pchnęli wszystką swą jazdę, by natarcie powstrzymać, sami zaś szykowali na gwałt piechotę. Pułk za pułkiem wybiegał od taboru i osadzał się na grodzi. Wbijano ciężkie dzidy tylnymi końcami w górę, pochylając je płotem ku nieprzyjacielowi.</akap>


<akap id="e3131">W drugim szeregu muszkietnicy wyciągnęli rury muszkietów. Między czworobokami pułków ustawiano na łeb na szyję armaty. Ani Bogusław, ani Waldek, ani Izrael nie łudzili się, aby ich jazda mogła długo wręcz wytrzymać polskiej, i cała nadzieja ich była w armatach i w piechocie. Tymczasem przed piechotą już konne pułki uderzyły o siebie pierś w pierś. Ale stało się to, co przewidzieli pruscy wodzowie.</akap>


<akap id="e3132">Oto natarcie litewskiej jazdy było tak straszne, że masy kawalerii nie mogły ani na chwilę ich powstrzymać i że pierwsza husarska chorągiew rozszczepiła ich niby klin drzewo i szła, nie krusząc kopii, wśród gęstwy, jak statek gnany gwałtownym wichrem idzie wśród fal. Już, już coraz bliżej widać było proporce; po chwili łby husarskich koni wynurzyły się z tłumów pruskich.</akap>


<akap_dialog id="e3133">--- Baczność! --- krzyknęli oficerowie stojący w czworoboku piechoty.</akap_dialog>


<akap id="e3134">Na to hasło knechtowie pruscy osadzili się silniej na nogach i wytężyli ręce, trzymając dzidy. A wszystkim serca waliły w piersiach gwałtownie, bo straszliwa husaria wynurzyła się już zupełnie i gnała wprost na nich.</akap>


<akap_dialog id="e3135">--- Ognia! --- rozległa się znów komenda.</akap_dialog>


<akap id="e3136">Muszkiety zagrzechotały w drugim i trzecim szeregu czworoboku. Dym owionął ludzi. Chwila jeszcze: huk nadlatującej chorągwi coraz bliżej. Już, już dobiegają!... Nagle, wśród dymu, pierwszy szereg piechurów spostrzega tuż nad sobą, prawie nad głowami, tysiące końskich kopyt, rozwartych chrapów, rozpalonych oczu; słychać trzask łamanych dzid; krzyk okropny rozdziera powietrze; polskie głosy wrzeszczą: ,,Bij!" --- niemieckie zaś ,,<slowo_obce>Gott erbarme Dich meiner<pe><slowo_obce>Gott erbarme Dich meiner</slowo_obce> (niem.) --- Boże, zmiłuj się nade mną.</pe></slowo_obce>!"</akap>


<akap id="e3137">Pułk rozbity, zgnieciony, ale między innymi poczynają grać armaty. Już i inne chorągwie dobiegają; każda za chwilę uderzy się o las dzid, ale być może, że nie każda go przełamie, bo żadna nie ma w sobie tak strasznej jak Wojniłłowiczowa siły. Krzyk wzmaga się na całym pobojowisku. Nie widać nic. Lecz z masy walczącej znów poczynają bezładnie wymykać się kupy żółtych piechurów z jakiegoś innego pułku, który widocznie także został rozbity.</akap>


<akap id="e3138">Jeźdźcy w szarej barwie gnają za nimi, sieką i tratują z okrzykiem:</akap>


<akap_dialog id="e3139">--- Lauda! Lauda!</akap_dialog>


<akap id="e3140">To pan Wołodyjowski uporał się z drugim czworobokiem.</akap>


<akap id="e3141">Wszelako inne ,,tkwią" jeszcze; jeszcze zwycięstwo może przechylić się na stronę pruską, zwłaszcza że przy taborze stoją dwa nie naruszone regimenta, które ponieważ tabor zostawiono w spokoju, w każdej chwili mogą być przywołane.</akap>


<akap id="e3142">Waldek stracił już wprawdzie głowę, Izraela nie masz, bo z jazdą go wysłano, ale Bogusław czuwa, rządzi wszystkim, prowadzi całą bitwę i widząc coraz straszniejsze niebezpieczeństwo, wysyła pana Biesa po owe regimenta.</akap>


<akap id="e3143">Pan Bies wypuszcza konia i w pół godziny wraca bez kołpaka<pe><slowo_obce>kołpak</slowo_obce> --- wysoka czapka bez daszka, z futrzanym otokiem.</pe>, z przerażeniem i rozpaczą w twarzy.</akap>


<akap_dialog id="e3144">--- Orda w taborze! --- krzyczy, dobiegłszy do Bogusława.</akap_dialog>


<akap id="e3145">Jakoż w tej chwili na prawym skrzydle rozlegają się nieludzkie wycia i zbliżają się w każdej chwili.</akap>


<akap id="e3146">Nagle ukazują się gromady jeźdźców szwedzkich pędzące w okropnym popłochu, za nimi umykają, bez broni już i bez kapeluszy, piechurowie, za nimi w zamieszaniu, w bezładzie pędzą wozy, ciągnięte przez zhukane i przerażone konie. Wszystko to leci oślep od taboru na własną piechotę. Za chwilę wpadną, zamieszają ją, rozbiją, zwłaszcza że od czoła gna na nią jazda litewska.</akap>


<akap_dialog id="e3147">--- Hassun-bej przedostał się do taboru! --- woła w uniesieniu pan Gosiewski i puszcza ostatnie swe dwie chorągwie, jak dwa sokoły z berła.</akap_dialog>


<akap id="e3148">I w tej samej chwili, gdy chorągwie owe uderzają na piechotę z czoła, jej własne wozy wpadają na nią z boku. Ostatnie czworoboki pękają jak pod uderzeniem młota. Z całej świetnej armii szwedzko-pruskiej czyni się jedna olbrzymia kupa, w której jazda miesza się z piechotą. Ludzie tratują się wzajemnie, przewracają, duszą, zrzucają odzież, ciskają broń. Jazda prze ich, tnie, gniecie, miażdży. To już nie bitwa przegrana, to klęska, jedna z najokropniejszych w całej wojnie.</akap>


<akap id="e3149">Lecz Bogusław widząc, że wszystko stracone, postanawia przynajmniej siebie i nieco jazdy ocalić z pogromu.</akap>


<akap id="e3150">Nadludzkim wysileniem zbiera koło siebie kilkuset jeźdźców i wymyka się w dal lewym skrzydłem, w kierunku biegu rzeki.</akap>


<akap id="e3151">Już wydostał się z głównego wiru, gdy oto drugi Radziwiłł, książę Michał Kazimierz<pe><slowo_obce>Michał Kazimierz Radziwiłł herbu Trąby</slowo_obce> (1635--1680) --- książę, krajczy litewski, później otrzymał także tytuły podczaszego litewskiego, kasztelana i wojewody wileńskiego oraz hetmana polnego litewskiego; szwagier Jana Sobieskiego, gorliwy katolik, interesował się nauką, a szczególnie alchemią</pe>, uderza nań z boku ze swą nadworną husarią i jednym uderzeniem rozprasza cały oddział.</akap>


<akap id="e3152">Rozproszeni, uciekają pojedynczo lub małymi kupkami. Jedynie szybkością koni mogą być ocaleni.</akap>


<akap id="e3153">Jakoż husaria ich nie goni, bo uderza na główną kupę piechurów, których wycinają wszystkie inne chorągwie --- wiec tamci mkną jak rozproszone stado sarn po błoniu.</akap>


<akap id="e3154">Bogusław na karym Kmicicowym rumaku umyka jak wicher, próżno usiłując krzykiem skupić przy sobie choć kilkunastu ludzi. Nikt go nie słucha; każdy umyka na własną rękę, kontent<pe><slowo_obce>kontent</slowo_obce> (z łac.) --- zadowolony.</pe>, że wysunął się z pogromu i że nie ma już nieprzyjaciela przed sobą.</akap>


<akap id="e3155">Lecz próżna radość. Nie ubiegli jeszcze tysiąca kroków, gdy wycie rozległo się nagle przed nimi i szara ćma tatarska wysunęła się od rzeki, przy której czaiła się aż dotąd.</akap>


<akap id="e3156">Był to pan Kmicic ze swoją watahą. Wysunąwszy się z pola po przyprowadzeniu nieprzyjaciela do brodu, wrócił teraz, aby uciekającym przeciąć odwrót.</akap>


<akap id="e3157">Tatarzy, widząc rozproszonych jeźdźców, w jednej chwili rozproszyli się i sami, aby ich łowić swobodniej, i rozpoczął się pościg morderczy. Po dwóch, po trzech Tatarów przebiegało jednemu rajtarowi, a ów bronił się rzadko, częściej chwytał rapier za ostrze i rękojeścią wyciągał go ku ordyńcom, wzywając miłosierdzia. Lecz ordyńcy, wiedząc, że nie odprowadzą tych jeńców do domu, brali żywcem tylko starszyznę, która mogła się wykupić; pospolity żołnierz dostawał nożem po gardle i konał, nie mogąc nawet ,,<slowo_obce>Gott<pe><slowo_obce>Gott</slowo_obce> (niem.) --- Boże.</pe>!</slowo_obce>" wykrzyknąć. Tych, którzy uciekali do ostatka, kłuto nożami w karki i plecy; tych, pod którymi nie rozpierały się konie, łowiono arkanami.</akap>


<akap id="e3158">Kmicic rzucał się czas jakiś po pobojowisku, strącając jeźdźców, i szukał oczyma Bogusława; na koniec ujrzał go i poznał natychmiast po koniu, po błękitnej wstędze i kapeluszu z czarnymi, strusimi piórami.</akap>


<akap id="e3159">Chmurka białego dymu otaczała księcia, bo właśnie przed chwilą napadło go dwóch nohajców<pe><slowo_obce>nohajec</slowo_obce> a. <slowo_obce>nogajec</slowo_obce> --- tu: Tatar; członek Ordy Nogajskiej, która w XIII w. odłączyła się od Złotej Ordy na Kaukazie i przewędrowała na tereny dzisiejszej płd. Ukrainy. Nazwa pochodzi od mongolskiego wodza Nogaja (zm. 1299), wnuka Czyngis Chana i zięcia cesarza bizantyjskiego. Potomkowie tej ordy, Nogajowie, żyją dziś na Kaukazie.</pe>, lecz on jednego powalił wystrzałem z pistoletu, drugiego przebódł na wylot rapierem, za czym ujrzawszy większą watahę pędzącą z jednej, a Kmicica z drugiej strony, ścisnął konia ostrogami i pomknął jak jeleń ścigany przez psy gończe.</akap>


<akap id="e3160">Przeszło pięćdziesięciu ludzi rzuciło się kupą za nim, lecz nie wszystkie konie biegły jednakowo, więc wkrótce kupa rozciągnęła się w długiego węża, którego głowę stanowił Bogusław, szyję Kmicic.</akap>


<akap id="e3161">Książę pochylił się w kulbace; kary koń zdawał się ziemi nie tykać nogami, jeno czernił się na zielonej trawie jak śmigająca nad ziemią jaskółka; cisawy wyciągał szyję na kształt żurawia, uszy stulił i zdawał się z własnej skóry chcieć wyskoczyć. Mijali samotne krzaki wierzbowe, kępy, gaiki olszynowe; Tatarzy zostali w tyle na staję<pe><slowo_obce>staja</slowo_obce> --- daw. miara długości, w różnych okresach i okolicach licząca od 100 do 1000 m.</pe>, na dwie, na trzy, a oni biegli i biegli. Kmicic wyrzucił pistolety z olster, aby koniowi ulżyć, sam zaś ze wzrokiem wbitym w Bogusława, z zaciśniętymi zębami, leżąc prawie na szyi rumaka, bódł ostrogami spienione jego boki, aż wkrótce piana spadająca na ziemię stała się różową.</akap>


<akap id="e3162">Lecz odległość pomiędzy nim a księciem nie tylko nie zmniejszyła się na jeden cal, ale poczęła się powiększać. ,,Gorze! --- pomyślał pan Andrzej --- tego konia żaden bachmat<pe><slowo_obce>bachmat</slowo_obce>  --- koń rasy tatarskiej, niewielki, ale silny i wytrzymały, odporny na trudne warunki klimatyczne, szybki i zwinny.</pe> w świecie nie zgoni!"</akap>


<akap id="e3163">I gdy po kilku skokach odległość powiększyła się jeszcze bardziej, wyprostował się w kulbace, szablę puścił na temblak i złożywszy ręce koło ust, począł krzyczeć głosem spiżowym.</akap>


<akap_dialog id="e3164">--- Umykaj, zdrajco, przed Kmicicem! Nie dziś, to jutro cię dostanę!</akap_dialog>


<akap id="e3165">Nagle, ledwie słowa te przebrzmiały w powietrzu, książę, który je usłyszał, obejrzał się szybko, a widząc, że pan Kmicic sam go tylko goni, zamiast umykać dalej, zatoczył koło i z rapierem w ręku rzucił się ku niemu.</akap>


<akap id="e3166">Pan Andrzej wydał okropny krzyk radości i nie wstrzymując pędu, wzniósł szablę do cięcia.</akap>


<akap_dialog id="e3167">--- Trup! trup! --- zawołał książę.</akap_dialog>


<akap id="e3168">I chcąc tym pewniej uderzyć, począł konia hamować.</akap>


<akap id="e3169">Kmicic, dobiegłszy, osadził też swego, aż kopyta zaryły się w ziemi, i związał rapier z szablą.</akap>


<akap id="e3170">Zwarli się tedy tak, że dwa konie uczyniły niemal jedną całość. Rozległ się straszny dźwięk żelaza, szybki jak myśl; żadne oczy nie mogłyby ułowić błyskawicznych ruchów rapiera i szabli ni odróżnić księcia od Kmicica. Czasem zaczernił się Bogusławowy kapelusz, czasem błysnęła Kmicicowa misiurka<pe><slowo_obce>misiurka</slowo_obce>  --- hełm z osłoną karku, wykonaną z plecionki kolczej (z kółek metalowych).</pe>. Konie szły młyńcem obok siebie. Miecze dźwięczały coraz okropniej.</akap>


<akap id="e3171">Bogusław po kilku uderzeniach przestał lekceważyć przeciwnika. Wszystkie straszliwe pchnięcia, których wyuczył się od mistrzów francuskich, były odbite. Już pot spływał mu obficie z czoła, mieszając się na twarzy z barwiczką i bielidłem, już czuł znużenie w prawicy... Począł go chwytać podziw, potem niecierpliwość, potem złość, więc postanowił skończyć i pchnął okropnie, aż kapelusz spadł mu z głowy.</akap>


<akap id="e3172">Kmicic odbił z taką siłą, że rapier księcia aż do boku końskiego odleciał i nim Bogusław zdołał zastawić się na nowo, ciął go samym końcem szabli w czoło.</akap>


<akap_dialog id="e3173">--- <slowo_obce>Christ!</slowo_obce> --- krzyknął po niemiecku książę.</akap_dialog>


<akap id="e3174">I zwalił się w trawę. Padł wznak.</akap>


<akap id="e3175">Pan Andrzej stał przez chwilę jakby oszołomiony, lecz oprzytomniał prędko; szablę puścił na temblak, przeżegnał się, po czym zeskoczył z konia i chwyciwszy na nowo rękojeść, zbliżył się do księcia.</akap>


<akap id="e3176">Straszny był, bo blady z umęczenia jak chusta, wargi miał zaciśnięte i nieubłaganą nienawiść w twarzy.</akap>


<akap id="e3177">Oto śmiertelny, a tak potężny wróg leżał teraz u jego nóg we krwi, żywy jeszcze i przytomny, ale zwyciężon, i niecudzą bronią ani też z cudzą pomocą.</akap>


<akap id="e3178">Bogusław patrzył na niego szeroko otwartymi oczyma, pilnie bacząc na każdy ruch zwycięzcy, a gdy Kmicic stanął tuż nad nim, zawołał prędko:</akap>


<akap_dialog id="e3179">--- Nie zabijaj mnie! Okup!</akap_dialog>


<akap id="e3180">Kmicic, zamiast odpowiedzieć, stanął mu nogą na piersiach i przycisnął z całej siły, po czym sztych szabli oparł mu na gardle, aż skóra ugięła się pod ostrzem; potrzebował tylko ręką ruszyć, tylko pocisnąć mocniej, lecz nie zabijał od razu; chciał się jeszcze nasycić widokiem i śmierć uczynić nieprzyjacielowi cięższą. Oczy wbił w jego oczy i stał nad nim, jak stoi lew nad obalonym bawołem.</akap>


<akap id="e3181">Wtem książę, któremu coraz więcej krwi wypływało z czoła, tak iż cały wierzch głowy nurzał się jakoby w kałuży, ozwał się raz jeszcze, ale już bardzo przyduszonym głosem, bo stopa pana Andrzeja ciągle gniotła mu piersi:</akap>


<akap_dialog id="e3182">--- Dziewka... słuchaj...</akap_dialog>


<akap id="e3183">Ledwie pan Andrzej usłyszał te słowa, zdjął nogę z piersi książęcych i szablę podniósł.</akap>


<akap_dialog id="e3184">--- Mów! --- rzekł.</akap_dialog>


<akap id="e3185">Lecz książę Bogusław czas jakiś oddychał tylko głęboko, wreszcie mocniejszym już głosem odpowiedział:</akap>


<akap_dialog id="e3186">--- Dziewka zginie, jeśli mnie zabijesz... Rozkazy wydane!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3187">--- Coś z nią uczynił? --- spytał Kmicic.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3188">--- Zaniechaj mnie, to ci ją oddam, przysięgam... na Ewangelię...</akap_dialog>


<akap id="e3189">Na to pan Andrzej uderzył się pięścią w czoło, przez chwilę znać było, że walczył ze sobą i ze swymi myślami, po czym rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e3190">--- Słuchaj, zdrajco! Ja bym stu takich wyrodków za jeden jej włos oddał!... Ale ja tobie nie wierzę, krzywoprzysięzco!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3191">--- Na Ewangelię! --- powtórzył książę. --- Dam ci glejt i rozkaz na piśmie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3192">--- Niechże tak będzie, daruję cię zdrowiem, ale cię z rąk nie puszczę. Dasz mi na piśmie... Tymczasem Tatarom cię oddam, u których w niewoli będziesz.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3193">--- Zgoda --- rzekł książę.<begin id="b1286037955185-2802280919"/><motyw id="m1286037955185-2802280919">Zemsta</motyw></akap_dialog>


<akap_dialog id="e3194">--- Pamiętaj! --- odrzekł pan Andrzej. --- Nie uchroniło cię przed moją ręką twoje księstwo, twoje wojska, twoje szermierstwo... I wiedz, że ilekroć mi wejdziesz w drogę albo nie dotrzymaszli słowa, nic cię nie uchroni, choćby cię cesarzem niemieckim kreowano... Poznajże mnie! Raz cię już miałem w ręku, teraz mi pod nogami leżysz!<end id="e1286037955185-2802280919"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e3195">--- Przytomność mnie opuszcza --- rzekł książę. --- Panie Kmicic, woda musi tu być blisko... Daj mi pić i ranę zalej.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3196">--- Zdychaj, parrycydo<pe><slowo_obce>parrycyda</slowo_obce> (łac. <slowo_obce>parricida</slowo_obce>) --- ojcobójca; wróg ojczyzny, zdrajca.</pe>! --- rzekł Kmicic.</akap_dialog>


<akap id="e3197">Lecz książę, bezpieczen już o życie, odzyskał, lubo<pe><slowo_obce>lubo</slowo_obce> (daw.) --- chociaż.</pe> ranny, całą pewność siebie i ozwał się:</akap>


<akap_dialog id="e3198">--- Głupiś, panie Kmicic! Jeśli umrę i ona...</akap_dialog>


<akap id="e3199">Tu wargi mu zbielały.</akap>


<akap id="e3200">Kmicic zaś skoczył szukać, czy w okolicy nie ma jakiego rowu lub też kałuży.</akap>


<akap id="e3201">Książę omdlał, ale na krótką chwilę, i obudził się na szczęście swoje, gdyż tymczasem nadbiegł pierwszy Tatarzyn, Selim, syn Gazy-agi, chorąży z Kmicicowej watahy, a widząc broczącego we krwi nieprzyjaciela, postanowił przyszpilić go grotem od chorągwi do ziemi. Książę w tej chwili strasznej znalazł jeszcze tyle sił, że za grot ręką pochwycił, który słabo przytwierdzon oderwał się od drzewca.</akap>


<akap id="e3202">Odgłos tej krótkiej walki ściągnął na powrót pana Andrzeja.</akap>


<akap_dialog id="e3203">--- Stój, psi synu! --- zakrzyknął, nadbiegając z daleka.</akap_dialog>


<akap id="e3204">Tatar na dźwięk znanego głosu przyległ ze strachu do konia. Kmicic kazał mu ruszyć po wodę, sam zaś został przy księciu, bo z dala widać było nadjeżdżających w skok Kiemliczów, Sorokę i cały czambuł, który wyłowiwszy wszystkich rajtarów, puścił się na poszukiwanie wodza.</akap>


<akap id="e3205">Ujrzawszy pana Andrzeja, wierni nohajcy wyrzucili z gromkim okrzykiem czapki w górę.</akap>


<akap id="e3206">Akbah-Ułan zeskoczył z konia i począł mu się kłaniać, dotykając ręką czoła, ust i piersi. Inni, cmokając po tatarsku ustami, patrzyli z drapieżnością w oczach na leżącego rycerza, a z podziwem na jego zwycięzcę; niektórzy ruszyli łapać dwa konie, cisawego i karego, które biegały opodal z rozwianymi grzywami.</akap>


<akap_dialog id="e3207">--- Akbahu-Ułanie --- rzekł Kmicic --- to jest wódz wojsk, które pobiliśmy dziś rano: książę Bogusław Radziwiłł. Daruję wam go, a wy go trzymajcie, bo za żywego czy za umarłego zapłacą wam sowicie. Teraz opatrzyć go, wziąć na arkan i zaprowadzić do obozu!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3208">--- Ałła! ałła! Dziękujem, wodzu! dziękujem, zwycięzco! --- zawołali jednym głosem ordyńcy.</akap_dialog>


<akap id="e3209">I znów rozległo się cmokanie tysiąca warg.</akap>


<akap id="e3210">Kmicic kazał sobie podać konia, siadł i puścił się z częścią Tatarów ku polu bitwy.</akap>


<akap id="e3211">Z dala już ujrzał chorążych, stojących ze znakami, ale przy chorągwiach było zaledwie po kilkunastu towarzystwa, reszta zagnała się za nieprzyjacielem. Gromady czeladzi kręciły się po pobojowisku, obdzierając trupy i czubiąc się tu i owdzie z Tatarami, którzy czynili to samo. Szczególniej ci ostatni wyglądali po prostu strasznie, z nożami w ręku i ubroczonymi po łokcie rękoma. Rzekłbyś: stado kruków spadło z chmur na pobojowisko. Dzikie ich śmiechy i wrzaski rozlegały się po całym polu.</akap>


<akap id="e3212">Niektórzy, trzymając dymiące jeszcze noże w wargach, ciągnęli obu rękoma za nogi poległych, inni rzucali w siebie z żartów odciętymi głowami, inni ładowali sakwy, inni jak na bazarze podnosili w górę pokrwawione szaty, zachwalając ich doskonałość, lub oglądali broń zdobytą.</akap>


<akap id="e3213">Kmicic przejechał naprzód przez pole, na którym pierwszy spotkał się z rajtarią. Trupy ludzkie i końskie, pocięte mieczami, leżały tu w rozproszeniu; lecz tam, gdzie chorągwie cięły piechotę, wznosiły się ich całe stosy, a kałuże zakrzepłej już krwi świegotały pod kopytami końskimi na kształt błota.</akap>


<akap id="e3214">Trudno było tamtędy przejechać wśród szczątków połamanych dzid, muszkietów, trupów, poprzewracanych wozów taborowych i uwijających się kup tatarstwa.</akap>


<akap id="e3215">Pan Gosiewski stał dalej jeszcze na okopie warownego obozu, a przy nim książę krajczy Radziwiłł<pe><slowo_obce>Michał Kazimierz Radziwiłł herbu Trąby</slowo_obce> (1635--1680) --- książę, krajczy litewski, później otrzymał także tytuły podczaszego litewskiego, kasztelana i wojewody wileńskiego oraz hetmana polnego litewskiego; szwagier Jana Sobieskiego, gorliwy katolik, interesował się nauką, a szczególnie alchemią</pe>, Wojniłłowicz, Wołodyjowski, Korsak i kilkudziesięciu ludzi. Z wysokości tej ogarniali oczyma pole aż hen, do najdalszych krańców, i mogli cały rozmiar swego zwycięstwa a nieprzyjacielskiej klęski ocenić.</akap>


<akap id="e3216">Kmicic, ujrzawszy panów, przyspieszył kroku, a pan Gosiewski, jako że był nie tylko wojennik szczęśliwy, ale i człowiek zacny, bez cienia zazdrości w sercu, ledwie go ujrzał, zakrzyknął:</akap>


<akap_dialog id="e3217">--- Oto przybywa <slowo_obce>victor</slowo_obce><pe><slowo_obce>victor</slowo_obce> (łac.) --- zwycięzca.</pe> prawdziwy! Za jego to przyczyną ta potrzeba<pe><slowo_obce>potrzeba</slowo_obce> (daw.) --- tu: bitwa.</pe> wygrana, ja pierwszy publicznie to oświadczam. Mości panowie! dziękujcie panu Babiniczowi, bo gdyby nie on, nie dostalibyśmy się przez rzekę!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3218">--- <slowo_obce>Vivat</slowo_obce> Babinicz! --- krzyknęło kilkadziesiąt głosów --- <slowo_obce>vivat! vivat<pe><slowo_obce>vivo, vivere</slowo_obce> (łac.) --- żyć; tu 3.os. lp tr.rozkaz. <slowo_obce>vivat</slowo_obce>: niech żyje.</pe>!</slowo_obce></akap_dialog>


<akap_dialog id="e3219">--- Gdzieś ty się, żołnierzu, wojny uczył --- spytał z uniesieniem hetman --- żeś tak od razu zrozumiał, co czynić należy?</akap_dialog>


<akap id="e3220">Kmicic nie odpowiadał, bo nadto był utrudzon, tylko się kłaniał na wszystkie strony i ręką po zabrukanej od potu i prochowego dymu twarzy wodził. Oczy świeciły mu blaskiem nadzwyczajnym, a tymczasem wiwaty brzmiały ciągle. Oddział za oddziałem nadciągał z pola na spienionych koniach i co który nadciągnął, łączył się z całej piersi z głosami na cześć Babinicza. Czapki wylatywały w górę, kto bandolety miał nie wystrzelone, ten ognia dawał.</akap>


<akap id="e3221">Nagle pan Andrzej stanął w kulbace i podniósłszy obie ręce do góry, huknął jak grzmot:</akap>


<akap_dialog id="e3222">--- <slowo_obce>Vivat</slowo_obce> Jan Kazimierz! pan nasz i ojciec miłościwy!</akap_dialog>


<akap id="e3223">Tu powstał taki krzyk, jakby nowa bitwa się zaczęła. Zapał niewypowiedziany ogarnął wszystkich.</akap>


<akap id="e3224">Książę Michał odpasał szablę z pochwą diamentami sadzoną i oddał ją Kmicicowi, hetman delię własną kosztowną zarzucił mu na ramiona, a on znów wzniósł ręce do góry.</akap>


<akap_dialog id="e3225">--- <slowo_obce>Vivat</slowo_obce> nasz hetman, wódz zwycięski!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3226">--- <slowo_obce>Crescat! floreat<pe><slowo_obce>Crescat! floreat!</slowo_obce> (łac.) --- niech wzrasta i kwitnie.</pe>!</slowo_obce> --- odpowiedziano chórem.</akap_dialog>


<akap id="e3227">Za czym poczęto chorągwie zdobyte zwozić i zatykać w wale pod nogami wodzów. Ani jednej nie uniósł nieprzyjaciel: były pruskie komputowe, pruskie pospolitego ruszenia, szlacheckie, były szwedzkie, Bogusławowe, cała ich tęcza powiała u wału.</akap>


<akap_dialog id="e3228">--- Jedna to z największych wiktorii w tej wojnie! --- zawołał hetman. --- Izrael i Waldek w niewoli, pułkownicy polegli lub w niewoli, wojsko w pień wycięte...</akap_dialog>


<akap id="e3229">Tu zwrócił, się do Kmicica:</akap>


<akap_dialog id="e3230">--- Panie Babinicz, waść w tamtej stronie z Bogusławem musiałeś się spotkać... Co się z nim dzieje?</akap_dialog>


<akap id="e3231">Tu i pan Wołodyjowski począł pilnie patrzeć w oczy Kmicica, ów zaś odrzekł spiesznie:</akap>


<akap_dialog id="e3232">--- Księcia Bogusława Bóg pokarał tą oto ręką!</akap_dialog>


<akap id="e3233">To rzekłszy, wyciągnął prawicę, lecz w tej chwili mały rycerz rzucił mu się w objęcia.</akap>


<akap_dialog id="e3234">--- Jędrek! --- krzyknął --- nie zajrzę<pe><slowo_obce>zajrzeć</slowo_obce> a. <slowo_obce>zaźrzeć</slowo_obce> (daw.) --- zazdrościć.</pe> ci! Niech cię Bóg błogosławi!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3235">--- Tyś to mi rękę formował! --- odrzekł z wylaniem pan Andrzej.</akap_dialog>


<akap id="e3236">Lecz dalszy wylew braterskich uczuć powstrzymał książę krajczy<pe><slowo_obce>książę krajczy</slowo_obce> --- Michał Kazimierz Radziwiłł herbu Trąby (1635--1680), krajczy litewski, później otrzymał także tytuły podczaszego litewskiego, kasztelana i wojewody wileńskiego oraz hetmana polnego litewskiego; szwagier Jana Sobieskiego, gorliwy katolik, interesował się nauką, a szczególnie alchemią</pe>.</akap>


<akap_dialog id="e3237">--- Zali<pe><slowo_obce>zali</slowo_obce> (daw.) --- czy, czyż.</pe> brat mój zabit? --- spytał żywo.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3238">--- Nie zabit --- odparł Kmicic --- bom mu życie darował, ale ranny i pojman. A owo, tam ot, prowadzą go moi nohajcy!</akap_dialog>


<akap id="e3239">Na te słowa zdumienie odmalowało się w twarzy pana Wołodyjowskiego, a oczy rycerstwa zwróciły się ku równinie, na której ukazał się oddział kilkudziesięciu Tatarów i zbliżał się wolno; na koniec, minąwszy kupy połamanych wozów, przysunął się o kilkadziesiąt kroków do okopu.</akap>


<akap id="e3240">Wówczas ujrzano, że jadący w przodzie Tatar prowadzi jeńca; poznali wszyscy Bogusława, lecz w jakiejże losów odmianie!...</akap>


<akap id="e3241"><begin id="b1286801259457-1068894365"/><motyw id="m1286801259457-1068894365">Pozycja społeczna</motyw>On, jeden z najpotężniejszych panów w Rzeczypospolitej, on, który wczoraj jeszcze o państwie udzielnym marzył, on, książę Rzeszy Niemieckiej, szedł teraz z arkanem na szyi, pieszo, przy koniu tatarskim, bez kapelusza, z krwawą głową, obwiązaną w brudną szmatę. Taka jednak zawziętość była przeciw temu magnatowi w sercach rycerstwa, że straszne to upokorzenie nie wzbudziło niczyjej litości, owszem, wszystkie niemal usta zawrzasły w jednej chwili:</akap>


<akap_dialog id="e3242"><begin id="b1286801179503-2909104576"/><motyw id="m1286801179503-2909104576">Brat, Rodzina, Krew</motyw>--- Śmierć zdrajcy! Na szablach go roznieść! śmierć! śmierć!</akap_dialog>


<akap id="e3243">A książę Michał oczy ręką zatkał, bo przecie to Radziwiłła prowadzono w takim upodleniu. Nagle poczerwieniał i krzyknął:</akap>


<akap_dialog id="e3244">--- Mości panowie! to mój brat, to moja krew, a jam ni zdrowia, ni mienia nie żałował dla ojczyzny! Wróg mój, kto na tego nieszczęśnika rękę podniesie.</akap_dialog>


<akap id="e3245">Rycerze umilkli zaraz.</akap>


<akap id="e3246">Księcia Michała kochano powszechnie za męstwo, hojność i serce wylane dla ojczyzny. Wszakże, gdy cała Litwa wpadła w moc hiperborejską<pe><slowo_obce>hiperborejski</slowo_obce> (z gr.) --- północny; tu: zawoalowane określenie Rosjan, o wojnie z którymi Sienkiewicz, publikując <tytul_dziela>Potop</tytul_dziela> w 1886 r. w zaborze rosyjskim, nie mógł pisać wprost ze względu na cenzurę carską.</pe>, on jeden bronił się w Nieświeżu, za wojen szwedzkich wzgardził namowami Janusza i jeden z pierwszych przystał do konfederacji tyszowieckiej, więc też głos jego znalazł i teraz posłuch. Wreszcie, może nikt nie chciał narazić się tak potężnemu panu, dość, że szable schowały się zaraz do pochew, a nawet kilku oficerów, klientów<pe><slowo_obce>klient</slowo_obce> (daw., z łac.) --- uboższy szlachcic, zależny od bogatszego, głosujący na sejmikach zgodnie z wolą magnata i walczący pod jego komendą.</pe> radziwiłłowskich, zawołało:</akap>


<akap_dialog id="e3247">--- Odjąć go Tatarom! Niech go Rzeczpospolita sądzi, ale nie dajmy poniewierać krwi zacnej poganom!<end id="e1286801259457-1068894365"/><end id="e1286801179503-2909104576"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e3248">--- Odjąć go Tatarom! --- powtórzył książę. --- Znajdziemy zakładnika, a okup on sam zapłaci! Panie Wojniłłowicz, rusz no swoich ludzi i niech siłą go wezmą, jeśli inaczej nie będzie można!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3249">--- Ja się jako zakładnik Tatarom ofiaruję! --- zawołał pan Gnoiński.</akap_dialog>


<akap id="e3250">Tymczasem Wołodyjowski przysunął się do Kmicica i rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e3251">--- Jędrek! coś ty najlepszego uczynił! Toż on cało wyjdzie z tych terminów!</akap_dialog>


<akap id="e3252">Na to Kmicic skoczył jak ranny żbik.</akap>


<akap_dialog id="e3253">--- Za pozwoleniem, mości książę! --- krzyknął. --- To mój jeniec! Jam go zdrowiem darował, ale pod kondycjami, które mi na swoją heretycką Ewangelię zaprzysiągł, i niech trupem padnę, jeśli wyjdzie z rąk, w które go oddałem, nim mi wszystkiego dotrzyma!</akap_dialog>


<akap id="e3254">To rzekłszy, zdarł konia, zastawił drogę i już, już wrodzona popędliwość poczęła go unosić, bo twarz mu się skurczyła, rozdął nozdrza i oczyma błyskawice jął rzucać.</akap>


<akap id="e3255">A tymczasem pan Wojniłłowicz nacisnął go koniem.</akap>


<akap_dialog id="e3256"><begin id="b1286041552149-2162982682"/><motyw id="m1286041552149-2162982682">Rycerz, Okrucieństwo, Zwierzęta, Koń</motyw>--- Na bok, panie Babinicz! --- zakrzyknął.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3257">--- Na bok, panie Wojniłłowicz! --- wrzasnął pan Andrzej i uderzył rękojeścią szabli Wojniłłowiczowskiego konia z tak straszną siłą, że rumak zachwiał się na nogach, jakby uderzony kulą, i nozdrzami zarył w ziemię.<end id="e1286041552149-2162982682"/></akap_dialog>


<akap id="e3258">Stał się tedy huk srogi między rycerstwem, aż pan Gosiewski wysunął się naprzód i rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e3259">--- Milczeć waszmościom! Mości książę, z mocy mojej władzy hetmańskiej oświadczam, że pan Babinicz ma prawo do jeńca i że kto chce go z rąk tatarskich wydobyć, musi dać jego zwycięzcy porękę!</akap_dialog>


<akap id="e3260">Książę Michał opanował wzburzenie, uspokoił się i rzekł, zwracając mowę do pana Andrzeja:</akap>


<akap_dialog id="e3261">--- Mów waść, czego chcesz?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3262">--- By mi kondycji dotrzymał, zanim z niewoli wyjdzie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3263">--- To ci dotrzyma, wyszedłszy.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3264">--- Nie może być! Nie wierzę!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3265">--- Tedy ja za niego przysięgam na Matkę Najświętszą, którą wyznaję, i na parol rycerski, że wszystko ci będzie dotrzymane. W przeciwnym razie możesz mnie na honorze i majętności poszukiwać.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3266">--- Dość mi! --- rzekł Kmicic. --- Niech pan Gnoiński na zakładnika jedzie, bo inaczej Tatarzy opór stawią. Ja poprzestaję na słowie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3267">--- Dziękuję ci, panie kawalerze! --- odrzekł książę krajczy. --- Nie bój się także, aby wolność zaraz odzyskał, bo go panu hetmanowi z prawa oddam i jeńcem aż do królewskiego wyroku pozostanie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3268">--- Tak będzie! --- rzekł hetman.</akap_dialog>


<akap id="e3269">I rozkazawszy Wojniłłowiczowi siąść na świeżego konia, bo tamten ledwie już drgał, wysłał go wraz z panem Gnoińskim po księcia.</akap>


<akap id="e3270">Lecz sprawa nie poszła jeszcze łatwo. Jeńca trzeba było siłą brać, bo sam Hassun-bej stawił groźny opór i dopiero widok pana Gnoińskiego i umówiony okup stu tysięcy talarów zdołał go uspokoić.</akap>


<akap id="e3271">Za czym wieczorem książę Bogusław znajdował się już w namiotach pana Gosiewskiego. Opatrzono go tam starannie, dwóch medyków nie opuszczało go ani chwili i obaj ręczyli za jego zdrowie, gdyż rana, jako zadana samym końcem szabli, nie była zbyt ciężką.</akap>


<akap id="e3272">Pan Wołodyjowski nie mógł przebaczyć Kmicicowi, że księciu życie darował, i z żalu unikał go cały dzień, dopiero wieczorem sam pan Andrzej przyszedł do jego namiotu.</akap>


<akap_dialog id="e3273"><begin id="b1286801356121-2052398230"/><motyw id="m1286801356121-2052398230">Szantaż</motyw>--- Bój się ran boskich! --- wykrzyknął na jego widok mały rycerz. --- Prędzej bym się po każdym tego spodziewał aniżeli po tobie, że żywcem tego zdrajcę wypuści!...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3274">--- Słuchaj mnie, Michale, zanim potępisz --- odrzekł ponuro Kmicic. --- Miałem go już pod nogą i sztych trzymałem mu przy gardzieli, a wówczas wiesz, co mi ten zdrajca rzekł?... Oto, że są rozkazy wydane, aby Oleńkę na gardle w Taurogach karano, jeśli on zginie... Com miał, nieszczęsny, czynić? Kupiłem jej życie za jego życie... Com miał czynić?... na krzyż Chrystusów<pe><slowo_obce>Chrystusów</slowo_obce> (daw.) --- Chrystusowy.</pe>... Com miał czynić?</akap_dialog>


<akap id="e3275">Tu zaczął targać się za czuprynę pan Andrzej i nogami z uniesienia tupał, a pan Wołodyjowski zamyślił się przez chwilę, po czym rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e3276"><begin id="b1286041982605-325377281"/><motyw id="m1286041982605-325377281">Sumienie, Pobożność, Patriota, Obowiązek, Cnota, Miłość silniejsza niż śmierć</motyw>--- Pojmuję twoją desperację... ale zawsze... tyś, widzisz, zdrajcę ojczyzny wypuścił, który ciężkie paroksyzmy na Rzeczpospolitą w przyszłości sprowadzić może... Nie ma co, Jędrek! Zasłużyłeś się dzisiaj okrutnie, aleś w końcu dobro publiczne dla prywaty poświęcił.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3277">--- A ty, ty sam, co byś uczynił, gdyby ci powiedziano, że nóż na gardle panny Anny Borzobohatej trzymają?...</akap_dialog>


<akap id="e3278">Wołodyjowski począł okrutnie wąsikami ruszać.</akap>


<akap_dialog id="e3279">--- Jać się za przykład nie podawam. Hm! co bym uczynił?... Ale Skrzetuski, który ma duszę rzymską, ten by go nie żywił<pe><slowo_obce>żywić</slowo_obce> --- tu: pozostawiać przy życiu, darować życie.</pe>, a przecie jestem pewien, że Bóg nie pozwoliłby, aby krew niewinna dlatego została rozlana.<begin id="b1286801469862-1132038229"/><motyw id="m1286801469862-1132038229">Pokuta</motyw><end id="e1286801356121-2052398230"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e3280">--- Niechże ja pokutuję. Ukarz mnie, Boże, nie wedle winy mej ciężkiej, jeno wedle Twojego miłosierdzia... bo żeby wyrok na tego gołębia podpisać...</akap_dialog>


<akap id="e3281">Tu Kmicic oczy zatkał.</akap>


<akap_dialog id="e3282">--- Ratujcież mnie, anieli! Nigdy! nigdy!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3283">--- Stało się! --- rzekł Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap id="e3284">Na to pan Andrzej wydobył z zanadrza papiery.</akap>


<akap_dialog id="e3285">--- Patrz, Michale! oto, com zyskał. To rozkaz do Sakowicza, to do wszystkich oficerów radziwiłłowskich i do komendantów szwedzkich... Kazali mu podpisać, choć ledwo ręką ruszał... Książę krajczy sam pilnował... Oto jej wolność, jej bezpieczeństwo! Dla Boga, krzyżem będę przez rok co dzień leżał, kańczugami<pe><slowo_obce>kańczug</slowo_obce> --- bicz z plecionego rzemienia osadzonego na krótkim kiju.</pe> ciąć się każę, kościół nowy będę erygował<pe><slowo_obce>erygować</slowo_obce> (z łac.) --- wznieść, wybudować.</pe>, ale jej życia nie poświęcę! Nie mam rzymskiej duszy... dobrze! Nie jestem Katonem jako pan Skrzetuski... dobrze! Ale nie poświęcę! nie, do stu piorunów! i niechaj mnie w ostatku w piekle na rożen...</akap_dialog>


<akap id="e3286">Kmicic nie dokończył, bo pan Wołodyjowski skoczył i zatkał mu usta ręką, krzyknąwszy przeraźliwym głosem:</akap>


<akap_dialog id="e3287">--- Nie bluźnij! bo na nią pomstę bożą ściągniesz! Bij się w piersi! żywo, żywo!</akap_dialog>


<akap id="e3288">I Kmicic począł się walić w piersi: <slowo_obce>Mea culpa! mea culpa! mea maxima culpa<pe><slowo_obce>mea culpa! mea maxima culpa!</slowo_obce> (łac.) --- moja wina, moja bardzo wielka wina.</pe>!</slowo_obce> Nareszcie ryknął wielkim płaczem biedne żołnierzysko, bo już sam nie wiedział, co ma czynić.<end id="e1286801469862-1132038229"/></akap>


<akap id="e3289">Wołodyjowski pozwolił mu się wypłakać do woli, wreszcie, gdy się uspokoił, spytał go:</akap>


<akap_dialog id="e3290">--- A co teraz przedsięweźmiesz?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3291">--- Pójdę z watahą, gdzie mnie posłano, aż hen! pod Birże! Niech jeno ludzie i konie odetchną. Po drodze, co będę mógł heretyckiej krwi na chwałę bożą rozlać, to jeszcze rozleję.<end id="e1286041982605-325377281"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e3292">--- I będziesz miał zasługę. Nie trać fantazji, Jędrek. Bóg miłosierny!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3293">--- Pójdę prosto, jako sierpem rzucił. Całe Prusy teraz stoją otworem, chyba gdzieniegdzie małe prezydia<pe><slowo_obce>prezydium</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>praesidium</slowo_obce>) --- straż, zbrojna załoga.</pe> nadybię.</akap_dialog>


<akap id="e3294">Pan Michał westchnął:</akap>


<akap_dialog id="e3295">--- Ej, poszedłbym z tobą z taką ochotą jakby do raju! Ale komendy trzymać się muszę. Szczęśliwyś ty, że wolentarzami<pe><slowo_obce>wolentarz</slowo_obce> --- ochotnik, żołnierz nie otrzymujący żołdu, walczący w imię swoich przekonań lub dla łupów wojennych.</pe> dowodzisz... Jędrek, słuchaj, bracie!... a jak je obie odnajdziesz, to... opiekujże się i tamtą, aby zaś jej źle nie było... Bóg wie, może mi ona pisana...</akap_dialog>


<akap id="e3296">To rzekłszy, mały rycerz rzucił się w objęcia pana Kmicica.</akap>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e3297">Rozdział XXVI</naglowek_rozdzial>



<akap id="e3298">Oleńka i Anusia, wydostawszy się pod opieką Brauna z Taurogów, dotarły szczęśliwie do partii pana miecznika, który stał podówczas pod Olzą, zatem od Taurogów niezbyt daleko.</akap>


<akap id="e3299">Stary szlachcic, gdy je obie w dobrym zdrowiu zobaczył, naprzód oczom własnym wierzyć nie chciał, potem zapłakał z radości, a następnie wpadł w taki wojowniczy zapał, iż nie było już dla niego niebezpieczeństw. Niechby nie tylko Bogusław, ale sam król szwedzki z całą potęgą nastąpił, pan miecznik gotów był bronić swoich dziewczyn przed wszelkim nieprzyjacielem.</akap>


<akap_dialog id="e3300">--- Pierwej polegnę --- mówił --- niż włos wam z głowy spadnie. Nie ten ja już człowiek, któregoście znały w Taurogach, i tak myślę, że długo popamiętają Szwedzi Girlakole, Jaswojnię i te cięgi, które im pod samymi Rosieniami zadałem. Prawda, że zdrajca Sakowicz napadł nas niespodzianie i rozproszył, ale oto znów kilkaset szabel ma się na usługi.</akap_dialog>


<akap id="e3301">Pan miecznik nie bardzo przesadzał, bo rzeczywiście trudno w nim było poznać upadłego na duchu taurożańskiego jeńca. Inną wcale miał fantazję; energia jego odżyła; w polu, na koniu, znalazł się w swoim żywiole, a będąc żołnierzem dobrym, rzeczywiście kilkakrotnie już Szwedów mocno poszarpał. Że zaś wielką miał powagę w okolicy, więc też kupiła się do niego chętnie szlachta i lud prosty, a i z dalszych powiatów raz wraz któryś z Billewiczów przyprowadzał po kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt koni.</akap>


<akap id="e3302">Partia miecznikowa składała się z trzystu piechoty chłopskiej i około pięciuset jeźdźców. W piechocie rzadko kto miał rusznicę, większość zbrojna była w kosy i widły; jazda stanowiła zbieraninę zamożniejszej szlachty, która z czeladzią w lasy ruszyła, i uboższej z zaścianków. Uzbrojenie jej lepsze było niż piechoty, ale bardzo rozmaite. Tyki chmielowe służyły wielu za kopie; inni nosili broń rodzinną bogatą, ale częstokroć zeszłowieczną; konie rozmaitej krwi i dobroci nie nadawały się do jednego szeregu.</akap>


<akap id="e3303">Mógł miecznik z takim wojskiem zastępować drogę patrolom szwedzkim, mógł wycinać większe nawet oddziały jazdy, mógł oczyszczać lasy i wsie z grasantów, których liczne watahy, złożone ze zbiegów szwedzkich, pruskich i miejscowych łotrzyków, trudniły się rozbojem, ale nie mógł na żadne miasto uderzyć.</akap>


<akap id="e3304">Owóż Szwedzi zmądrzeli już. Zaraz po wybuchu powstania wycięto na całej Żmudzi<pe><slowo_obce>Żmudź</slowo_obce> --- płn.-zach. część Litwy.</pe> i Litwie tych, którzy w kwaterach rozproszeni po wsiach stali; teraz więc ci, którzy ocaleli, trzymali się naprędce obwarowanych miast, z których wychylali się tylko na bliższe ekspedycje. Stało się zatem, że pola, lasy, wioski i pomniejsze miasteczka były w ręku polskim, a za to wszystkie większe grody dzierżyli Szwedzi i rugować<pe><slowo_obce>rugować</slowo_obce> (z niem.) --- wygnać.</pe> ich nie było sposobu.</akap>


<akap id="e3305">Miecznikowa partia była jedną z najlepszych; inne mniej jeszcze mogły wskórać. Na granicy Inflant powstańcy uzuchwalili się wprawdzie tak dalece, że po dwakroć Birże oblegli, które za drugim razem zmuszone były poddać się, ale chwilowa ta przewaga wypłynęła stąd, że de la Gardie pościągał na obronę Rygi przeciw carskiej potędze wszystkie wojska z pogranicznych Inflantom powiatów.</akap>


<akap id="e3306">Świetne jego i rzadkie w dziejach zwycięstwa kazały się jednak spodziewać, że tamta wojna wkrótce zostanie ukończoną, a potem na Żmudź nadciągną nowe i upojone triumfami wojska szwedzkie. Wszelako tymczasem dość było w lasach bezpiecznie i liczne partie powstańcze, same niewiele zdolne przedsięwziąć, mogły być wszelako pewne, że ich nieprzyjaciel po zapadłych puszczach szukać nie będzie.</akap>


<akap id="e3307">Dlatego pan miecznik porzucił myśl schronienia się do Puszczy Białowieskiej, bo droga do niej była bardzo daleka, a po drodze siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, wiele.</pe> miast znacznych, opatrzonych w liczne prezydia<pe><slowo_obce>prezydium</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>praesidium</slowo_obce>) --- straż, zbrojna załoga.</pe>.</akap>


<akap_dialog id="e3308">--- Pan Bóg dał suchą jesień --- mówił do swoich dziewcząt --- za czym i łatwiej żyć <slowo_obce>sub Iove</slowo_obce><pe><slowo_obce>sub Iove</slowo_obce> (łac.: pod Jowiszem) --- pod gołym niebem.</pe>. Każę wam namiocik foremny sporządzić, babę do usług wam dam, i zostaniecie w obozie. Nie masz w tych czasiech<pe><slowo_obce>czasiech</slowo_obce> --- dziś popr. forma Ms. lm: czasach.</pe> bezpieczniejszego schronienia jak w lasach. Billewicze moje do cna spalone; na dwory grasanci nachodzą, a często i podjazdy szwedzkie. Gdzie wam bezpieczniej głowy przytulić jako przy mnie, który kilkaset szabel mam do rozporządzenia? Przyjdą zaś później słoty, to wam się jaką chacinę w głębokich ostępach wynajdzie.</akap_dialog>


<akap id="e3309">Myśl ta podobała się bardzo pannie Borzobohatej, bo w partii było kilku młodych Billewiczów, grzecznych kawalerów, a wreszcie mówiono bez ustanku, że pan Babinicz w te strony ciągnie.</akap>


<akap id="e3310">Spodziewała się tedy Anusia, że nadciągnąwszy, w mig Szwedów wyżenie<pe><slowo_obce>wyżenąć</slowo_obce> (daw.) --- wygnać.</pe>, a potem... potem będzie, co Bóg da. Oleńka sądziła również, że najbezpieczniej przy partii, chciała się tylko od Taurogów oddalić, pościgu Sakowicza się obawiając.</akap>


<akap_dialog id="e3311">--- Pójdźmy ku Wodoktom --- rzekła --- tam będziem między swymi. Choćby też były spalone, są Mitruny i wszystkie zaścianki okoliczne. Niepodobna, by cały kraj tamtejszy w pustynię miał być zmieniony. Lauda w razie niebezpieczeństwa będzie nas bronić.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3312">--- Ba, wszyscy laudańscy z Wołodyjowskim wyszli --- zaoponował młody Jur Billewicz.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3313">--- Zostali starzy i wyrostki, wreszcie nawet niewiasty tamtejsze bronić się w razie potrzeby umieją. Puszcze tam także większe niż tu; Domaszewicze Myśliwi albo Gościewicze Dymni do Rogowskiej nas zawiodą, w której żaden nieprzyjaciel nas nie odnajdzie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3314">--- A ja, taborek i was ubezpieczywszy, będę na Szwedów wypadał i znosił tych, którzy się na brzegi puszczańskie odważą --- rzekł pan miecznik. --- To jest przednia myśl! Nic tu po nas, tam większe usługi oddać można.</akap_dialog>


<akap id="e3315">Kto wie, czy miecznik nie dlatego chwycił się tak skwapliwie rady panny Aleksandry, że w duszy także nieco się Sakowicza obawiał, który do rozpaczy przywiedzion mógł być straszny.</akap>


<akap id="e3316">Rada jednak była sama w sobie mądrą, dlatego wszystkim od razu przypadła do smaku, więc miecznik tego samego jeszcze dnia wysłał pod dowództwem Jura Billewicza piechotę, ażeby się przedzierała lasami w kierunku Krakinowa<pe><slowo_obce>Krakinów</slowo_obce>  (lit. <slowo_obce>Krekenava</slowo_obce>) --- miasteczko w środkowej części Litwy, położone ok. 70 km na płn. od Kowna.</pe>; sam zaś z jazdą ruszył w dwa dni później, zasięgnąwszy wprzód dokładnych wieści, czy z Kiejdan<pe><slowo_obce>Kiejdany</slowo_obce> (lit. <slowo_obce>Kėdainiai</slowo_obce>) --- miasto w środkowo-zach. części Litwy, położone nad rzeką Niewiażą, ok. 40 km na płn. od Kowna.</pe> lub z Rosień<pe><slowo_obce>Rosienie</slowo_obce> (lit. <slowo_obce>Raseiniai</slowo_obce>) --- miasto w środkowej części Litwy, położone ok. 80 km na płn. zach. od Kowna.</pe>, między którymi musiał przechodzić, nie wyszły jakie znaczniejsze szwedzkie wojska.</akap>


<akap id="e3317">Szli z wolna i ostrożnie. Panny jechały na chłopskich wózkach, a czasami na podjezdkach<pe><slowo_obce>podjezdek</slowo_obce> --- koń mniej wart, słaby a. młody.</pe>, o które miecznik się wystarał.</akap>


<akap id="e3318">Anusia, dostawszy w darze od Jura lekką szabelkę, przewiesiła ją mężnie przez siebie na jedwabnych rapciach i w kołpaczku<pe><slowo_obce>kołpaczek</slowo_obce> --- wysoka czapka bez daszka, z futrzanym otokiem.</pe> nałożonym z fantazją na głowę oganiała, niby jaki rotmistrz, chorągiew. Bawił ją pochód i szable błyszczące w słońcu, i rozkładane nocą ogniska. Zachwycali się nią wielce młodzi oficerowie i żołnierze, a ona strzygła oczyma na wszystkie strony, rozpuszczała w pochodzie warkocze po to, by je po trzy razy na dzień zaplatać nad brzegami jasnych strumieni, które zastępowały jej zwierciadło. Mówiła często, że chce widzieć bitwę, aby dać przykład męstwa, ale w rzeczy samej wcale nie pragnęła bitwy; chciała tylko pogrążyć serca wszystkich młodych wojowników, jakoż i pogrążyła ich liczbę niepomierną.</akap>


<akap id="e3319">Oleńka także jakoby na nowo odżyła po opuszczeniu Taurogów. Tam zabijała ją niepewność losu i ciągła obawa, teraz czuła się bezpieczniejszą w głębinach leśnych. Zdrowe powietrze wracało jej siły. Widok żołnierstwa, broni, ruch i gwar obozowy działały jak balsam na zmęczoną jej duszę. I jej również sprawiał przyjemność pochód wojsk, a możliwe niebezpieczeństwa nie przestraszały bynajmniej, bo przecie rycerska krew płynęła w jej żyłach. Mniej okazując się żołnierzom, nie pozwalając sobie buszować na podjezdku przed szeregami, mniej też ściągała na się oczu. Ale natomiast otaczał ją szacunek powszechny.</akap>


<akap id="e3320">Uśmiechały się wąsate twarze żołnierskie na widok Anusi, a odkrywały się głowy, gdy Oleńka zbliżała się do ognisk. Szacunek ów zmienił się później w uwielbienie. Nie było też bez tego, by jakie serce nie zabiło dla niej w młodej piersi, jeno że oczy nie śmiały na nią patrzeć tak wprost, jak na ową czarnuszkę-Ukrainkę.</akap>


<akap id="e3321">Szli lasami, zaroślami, często wysyłając przed sobą zwiady, i aż dopiero siódmego dnia przybyli późną już nocą do Lubicza, który leżał na skraju laudańskiej okolicy, stanowiąc jakoby wrota do niej. Konie tak były dnia tego zmęczone, że mimo przedstawień Oleńki niepodobna było ruszyć dalej, więc miecznik zakazał dziewczynie wydziwiać i roztasował partię na nocleg. Sam z pannami stanął we dworze, bo i czas był mglisty, a chłodny bardzo. Dziwnym trafem dwór nie był spalony. Nieprzyjaciel oszczędził go prawdopodobnie z poleceń księcia Janusza Radziwiłła, dlatego że był Kmicicowy, a chociaż później książę dowiedział się o odstępstwie pana Andrzeja, zapomniał lub nie miał czasu wydać nowych rozkazów. Powstańcy uważali całą majętność za billewiczowską własność, grasanci nie śmieli rabować pod bokiem Laudy. Więc nie zmieniło się w nim nic. Oleńka wchodziła ze strasznym uczuciem bólu i goryczy pod ten dach. Znała tu każdy kąt, lecz niemal z każdym łączyło się jakoweś wspomnienie Kmicicowego występku. Oto przed nią sala jadalna, ubrana w konterfekty Billewiczów i w czaszki leśnego zwierza. Potrzaskane kulami czaszki są jeszcze na gwoździach, pochlastane szablami portrety spoglądają surowe ze ścian, jakoby chciały mówić: ,,Patrz, dziewczyno, patrz, nasza wnuczko, to on świętokradzką ręką pociął wizerunki naszych ziemskich postaci, dawno spoczywających już w grobach!"</akap>


<akap id="e3322">Oleńka czuła, że oczu nie zmruży w tym domu splamionym. Zdało jej się, że w ciemnych kątach komnat snują się jeszcze widma strasznych kompanionów, buchające ogniem z nozdrzy. I jakże prędko przechodził ten człowiek, tak przez nią kochany, od swawoli do występku, od występku do coraz większych zbrodni, od porąbania wizerunków do rozpusty, do spalenia Upity i Wołmontowicz, do porwania jej samej z Wodoktów, dalej do służby radziwiłłowskiej, do zdrady, ukoronowanej obietnicą podniesienia ręki na króla, na ojca całej Rzeczypospolitej...</akap>


<akap id="e3323">Noc biegła, a sen nie chwytał się powiek nieszczęsnej Oleńki. Wszystkie rany duszy odnowiły się w niej i poczęły piec boleśnie. Wstyd na nowo palił jej policzki; oczy nie roniły w tej chwili łez, ale serce ogarniała taka żałość niezmierna, że nie mogąca się w tym biednym sercu pomieścić...</akap>


<akap id="e3324">Żałość za czym? Za tym, co by być mogło, gdyby on był inny, gdyby przy swych narowach, dzikości i swawoli choć serce przynajmniej miał uczciwe, gdyby wreszcie miał choć miarę w zbrodni, gdyby istniała jakaś granica, przez którą by przejść nie był zdolen. Przecie jej serce przebaczyłoby tak wiele...</akap>


<akap id="e3325">Spostrzegła mękę towarzyszki Anusia i dorozumiała się powodu, bo jej poprzednio już całą historię stary miecznik wyśpiewał, więc mając serce dobre, podeszła ku pannie Billewiczównie i zarzuciwszy jej ręce na szyję, rzekła:</akap>


<akap_dialog id="e3326">--- Oleńka! ty w tym domu od boleści się wijesz...</akap_dialog>


<akap id="e3327">Oleńka z początku nie chciała nic mówić, jeno poczęła się trząść całym ciałem jako osinowy liść, a w końcu płacz straszny, rozpaczliwy wyrwał się z jej piersi. Chwyciwszy konwulsyjnie rękę Anusi, głowę swą jasną wsparła na jej ramieniu i łkanie targało nią jak wicher krzewem.</akap>


<akap id="e3328">Anusia długo czekać musiała, zanim przeszło, wreszcie gdy Oleńka uspokoiła się nieco, ozwała się po cichu:</akap>


<akap_dialog id="e3329">--- Oleńka, módlmy się za niego... </akap_dialog>


<akap id="e3330">A tamta obu rękoma zakryła oczy.</akap>


<akap_dialog id="e3331">--- Nie... mogę!... --- rzekła z wysileniem.</akap_dialog>


<akap id="e3332">I po chwili zagarniając gorączkowo w tył włosy, które opadły jej na skronie, poczęła mówić zdyszanym głosem:</akap>


<akap_dialog id="e3333">--- Widzisz... nie mogę... Ty szczęśliwa!... Twój Babinicz zacny, sławny... przed Bogiem... i ojczyzną... Ty szczęśliwa! Mnie się nie wolno nawet modlić... Tu wszędy krew ludzka... zgliszcza! Żeby choć ojczyzny nie zdradził! żeby się króla sprzedać nie podjął!... Ja poprzednio już wszystko przebaczyłam... w Kiejdanach... bom myślała... bo miłowałam go... z całego serca!... Ale teraz nie mogę... O Boże miłosierny! nie mogę!... Chciałabym sama nie żyć... i żeby on już nie żył!</akap_dialog>


<akap id="e3334">Ma to Anusia:</akap>


<akap_dialog id="e3335">--- Za każdą duszę modlić się wolno, bo Bóg miłosierniejszy od ludzi i przyczyny wie, których ludzie często nie wiedzą.</akap_dialog>


<akap id="e3336">To rzekłszy, klękła do modlitwy, a Oleńka rzuciła się krzyżem na ziemię i przeleżała tak aż do rana.</akap>


<akap id="e3337">Nazajutrz gruchnęła wieść po okolicy, że pan miecznik Billewicz jest na Laudzie. Na tę wieść, kto żyw był, wychodził witać. Więc z lasów okolicznych wychodzili starcy zgrzybiali i niewiasty z dziećmi małymi. Dwa lata nie siał już nikt ni orał w zaściankach. Same zaścianki były częścią spalone i puste. Ludność żyła w lasach. Mężowie w sile wieku poszli z panem Wołodyjowskim lub do różnych partii, tylko wyrostkowie strzegli i bronili resztek dobytku, i bronili dobrze, ale pod osłoną puszcz.</akap>


<akap id="e3338">Witano tedy miecznika, jak zbawcę, wielkim płaczem radości, bo tym prostym ludziom zdało się, że kiedy miecznik przyszedł i panna wraca do dawnego gniazda, to już musi być wojnie i klęskom koniec. Jakoż zaraz poczęli wracać do zaścianków i zganiać półdziki dobytek z najgłębszych ostępów.</akap>


<akap id="e3339">Szwedzi siedzieli wprawdzie niedaleko, obwarowani szańcami w Poniewieżu<pe><slowo_obce>Poniewież</slowo_obce> (lit. <slowo_obce>Panevėžys</slowo_obce>) --- miasto w środkowej części Litwy nad rzeką Niewiażą, ok. 100 km na płn. od Kowna.</pe>, ale wobec miecznikowej siły i innych okolicznych partii, które można było przywołać w razie potrzeby, mniej już na nich zważano.</akap>


<akap id="e3340">Pan Tomasz zamierzał nawet uderzyć na Poniewież, aby całkiem powiat oczyścić; czekał tylko, by jeszcze więcej luda zebrało się pod jego chorągiew, a zwłaszcza by jego piechocie dostarczono strzelb, których znaczną liczbę mieli ukrytą w lasach Domaszewicze Myśliwi; tymczasem oglądał się po okolicy, przejeżdżając od wioski do wioski.</akap>


<akap id="e3341">Ale smutna to była lustracja. W Wodoktach dwór był spalony i połowa wsi; Mitruny również; Wołmontowicze Butrymów, które swego czasu spalił Kmicic, odbudowały się po pożarze i dziwnym trafem ocalały; za to Drożejkany i Mozgi Domaszewiczów były spalone do cna; Pacunele do połowy, Morozy całkiem, Goszczuny najsroższego losu doznały, bo i ludność była do połowy w pień wycięta, a wszyscy mężczyźni, od starców do kilkunastoletnich chłopaków, mieli z rozkazu pułkownika Rosy poucinane ręce.</akap>


<akap id="e3342">Tak wojna deptała strasznie te okolice, takie były skutki zdrady księcia Janusza Radziwiłła.</akap>


<akap id="e3343">Lecz nim miecznik skończył lustrację i postawił swoje chorągwie piechoty, przyszły znów wieści radosne zarazem i straszne, które tysiącznym echem rozbrzmiały od chaty do chaty.</akap>


<akap id="e3344">Jurek Billewicz, poszedłszy w kilkadziesiąt koni z podjazdem pod Poniewież i zachwyciwszy<pe><slowo_obce>zachwycić</slowo_obce> --- tu: schwytać.</pe> kilku Szwedów, pierwszy dowiedział się o bitwie pod Prostkami. Następnie co nowina, to przychodziło więcej szczegółów, tak cudownych, że na baśń zakrawały.</akap>


<akap_dialog id="e3345">--- Pan Gosiewski --- powtarzano --- zbił grafa Waldeka, Izraela i księcia Bogusława. Wojsko zniesione ze szczętem, wodzowie w niewoli! Całe Prusy jednym ogniem płoną!</akap_dialog>


<akap id="e3346">W kilka tygodni później jeszcze jedno groźne nazwisko poczęły powtarzać usta ludzkie: nazwisko Babinicza.</akap>


<akap_dialog id="e3347">--- Babinicz głównie do wiktorii pod Prostkami się przyczynił --- mówiono na całej Żmudzi. --- Babinicz księcia Bogusława własną ręką usiekł i pojmał.</akap_dialog>


<akap id="e3348">A dalej:</akap>


<akap_dialog id="e3349">--- Babinicz pali Prusy elektorskie, idzie jako śmierć ku Żmudzi, ścina, ziemię a niebo zostawuje.</akap_dialog>


<akap id="e3350">W końcu zaś:</akap>


<akap_dialog id="e3351">--- Babinicz Taurogi spalił. Sakowicz uciekł przed nim i po lasach się kryje...</akap_dialog>


<akap id="e3352">Ostatni wypadek zaszedł zbyt blisko, by długo pozostać mógł wątpliwym. Jakoż wieść sprawdziła się w zupełności.</akap>


<akap id="e3353">Anusia Borzobohata przez cały czas, gdy te wieści dochodziły, żyła jakby w odurzeniu, śmiała się i płakała na przemian, tupała nogami, gdy kto nie wierzył, i powtarzała wszystkim, czy kto chciał, czy nie chciał słuchać:</akap>


<akap_dialog id="e3354">--- Ja pana Babinicza znam! On mnie z Zamościa do pana Sapiehy przywiózł. Największy to w świecie wojownik. Nie wiem, czyli pan Czarniecki mu dorówna. On to --- pod panem Sapiehą służąc --- całkiem księcia Bogusława w czasie pierwszej wyprawy pognębił... On, jestem pewna, że nie kto inny, pod Prostkami go usiekł. Da on panu Sakowiczowi i takim dziesięciu jak Sakowicz!... A Szwedów w miesiąc z całej Żmudzi wymiecie!</akap_dialog>


<akap id="e3355">Jakoż zaręczenia jej poczęły się prędko sprawdzać. Nie było już najmniejszej wątpliwości, że groźny wojownik, zwany Babiniczem, posunął się od Taurogów w głąb ku północy kraju.</akap>


<akap id="e3356">Pod Kołtyniami zbił pułkownika Baldona i oddział jego zniósł ze szczętem; pod Worniami wyciął piechotę szwedzką, która cofała się przed nim do Telsz; pod Telszami stoczył większą zwycięską bitwę z dwoma pułkownikami, Normanem i Hudenskiöldem, w której Hudenskiöld poległ, a Norman z niedobitkami nie oparł się aż w Zagórach, na samej granicy żmudzkiej.</akap>


<akap id="e3357">Z Telsz ruszył Babinicz ku Kurszanom, pędząc przed sobą mniejsze oddziały szwedzkie, które na gwałt chroniły się przed nim pod skrzydła znaczniejszych załóg.</akap>


<akap id="e3358">Od Taurogów i Połągi do Birż i Wiłkomierza brzmiało imię zwycięzcy. Rozpowiadano o okrucieństwach, których się nad Szwedami dopuszczał; mówiono, że wojska jego, złożone początkowo z niewielkiego czambułu Tatarów i chorągiewki wolentarzy<pe><slowo_obce>wolentarz</slowo_obce> --- ochotnik, żołnierz nie otrzymujący żołdu, walczący w imię swoich przekonań lub dla łupów wojennych.</pe>, rosną z dnia na dzień, bo kto żyw, biegnie do niego, wszystkie partie łączą się z nim, a on ujmuje je w kluby<pe><slowo_obce>ująć w kluby</slowo_obce> (daw.) --- wziąć w ryzy, zdyscyplinować.</pe> żelazne i prowadzi na nieprzyjaciela.</akap>


<akap id="e3359">Umysły tak dalece były jego zwycięstwami zajęte, że wieść o klęsce, jaką pan Gosiewski poniósł od Szteinboka pod Filipowem, przeszła prawie bez echa. Babinicz był bliższym, i Babiniczem więcej się zajmowano.</akap>


<akap id="e3360">Anusia co dzień błagała miecznika, ażeby szedł łączyć się ze wsławionym wojownikiem. Popierała ją i Oleńka, naglili wszyscy oficerowie i szlachta, którą sama ciekawość podniecała.</akap>


<akap id="e3361">Ale nie była to rzecz łatwa. Naprzód, Babinicz był w innej stronie; po wtóre, często zapadał tak, że po całych tygodniach nie było o nim słychać, i wypływał znów razem z wieścią o nowym zwycięstwie; po trzecie, wszystkie oddziały i załogi szwedzkie z miast i miasteczek, chroniąc się przed nim, zagrodziły wielkimi kupami drogę, na koniec za Rosieniami pojawił się znaczny oddział Sakowicza, o którym przyniesiono wiadomość, że niszczy wszystko przed sobą straszliwie i mękami ludzi morząc, o partię billewiczowską ich bada.</akap>


<akap id="e3362">Miecznik nie tylko nie mógł ruszyć ku Babiniczowi, ale obawiał się, czy mu w okolicach Laudy nie stanie się wkrótce za ciasno.</akap>


<akap id="e3363">Więc sam nie wiedząc, co począć, zwierzył się Jurkowi Billewiczowi, że ma zamiar w lasy rogowskie na wschód się cofać. Jurek wygadał się zaraz z nowiną przed Anusią, ta zaś poszła wprost do miecznika.</akap>


<akap_dialog id="e3364">--- Stryjku najmilszy --- rzekła do niego (bo tak nazywała go zawsze, gdy chciała coś na nim wydębić) --- słyszałam, iż uciekać mamy. Zali<pe><slowo_obce>zali</slowo_obce> (daw.) --- czy, czyż.</pe> to nie wstyd tak znamienitemu żołnierzowi pierzchać na samą wieść o nieprzyjacielu?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3365">--- Waćpanna musisz we wszystko swoje trzy grosze wścibić --- odrzekł skłopotany miecznik. --- To nie waćpanny rzecz.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3366">--- Dobrze, to się sobie cofajcie, a ja tu zostanę.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3367">--- Żeby cię Sakowicz złowił? obaczysz!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3368">--- Sakowicz mnie nie złowi, bo mnie pan Babinicz obroni.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3369">--- Właśnie też będzie wiedział, gdzie waćpanna jesteś! Powiedziałem raz, że się nie zdołamy do niego przedrzeć.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3370">--- Ale on może przyjść do nas. Ja jego znajoma; żebym tylko mogła wysłać do niego list, jestem pewna, że by tu przyszedł, wprzód Sakowicza pobiwszy. On mnie trochę lubił, to by i nie odmówił ratunku.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3371">--- A kto się podejmie list zanieść?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3372">--- Przez pierwszego lepszego chłopa można posłać...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3373">--- A nie zawadzi, nie zawadzi, w żadnym razie nie zawadzi. Oleńka ma bystry rozum, ale i waćpannie go nie brakuje. Choćbyśmy się mieli tymczasem przed przeważną siłą w lasy uchylić, zawsze będzie dobrze, żeby Babinicz przyszedł w te strony, bo tym sposobem prędzej się z nim połączym. Próbuj waćpanna. Posłańcy się znajdą i ludzie pewni...</akap_dialog>


<akap id="e3374">Uradowana Anusia tak dobrze zaczęła próbować, że tego samego dnia znalazła sobie aż dwóch posłańców, i to nie chłopów, bo jednego Jurka Billewicza, drugiego Brauna. Obaj mieli wziąć po liście jednobrzmiącym, aby w każdym razie, jeśli nie ten, to ów mógł go wręczyć Babiniczowi. Z samym listem miała Anusia więcej kłopotu, lecz wreszcie napisała go w następujących słowach:</akap>


<akap id="e3375">,,W ostatniej toni piszę do Waćpana, jeśli mnie pamiętasz (choć wątpię, bo co byś tam miał Waćpan pamiętać!), abyś mi na ratunek przybył. Lecz tylko po życzliwości Waćpana, którą mi w drodze z Zamościa okazywałeś, śmiem się tego spodziewać, że mnie w nieszczęściu nie zaniechasz. Jestem w partii pana Billewicza, miecznika rosieńskiego, który mi przytułek dał, bom jego krewną, pannę Billewiczównę, z niewoli taurożańskiej wyprowadziła. I jego, i nas obie oblega zewsząd nieprzyjaciel, a mianowicie Szwedzi i niejaki pan Sakowicz, przed którego grzeszną natarczywością musiałam uciekać i w obozie szukać schronienia. Wiem, żeś mnie Waćpan nie lubił, choć Bóg widzi, nic ci nie uczyniłam złego, a życzyłam i życzę zawsze z całego serca. Ale i nie lubiąc, ocal biedną sierotę ze srogich rąk nieprzyjacielskich. Bóg zasię wynagrodzi ci to stokrotnie i ja będę się modlić za Waćpana, którego dziś jeno dobrym opiekunem, potem zaś zbawcą moim będę nazywała do śmierci..."</akap>


<akap id="e3376">Gdy wysłańcy opuszczali już obóz, Anusia, bacząc, na jakie niebezpieczeństwa się narażają, zlękła się o nich i koniecznie zatrzymać ich pragnęła. Nawet ze łzami w oczach poczęła prosić miecznika, żeby im jechać nie pozwolił, bo listy i chłopi mogą zanieść, chłopom zaś i przedostać się będzie łatwiej.</akap>


<akap id="e3377">Lecz Braun i Jurko Billewicz uparli się tak, że żadne przedstawienia nie pomogły. Jeden i drugi chcieli się w gotowości do usług przesadzić, żaden zaś nie przewidywał, co go czeka.</akap>


<akap id="e3378">Albowiem w tydzień później Braun wpadł w ręce Sakowicza, który kazał go ze skóry obedrzeć, biedny zaś Jurko został zastrzelony za Poniewieżem, w ucieczce przed podjazdem szwedzkim. </akap>


<akap id="e3379">Oba listy wpadły w ręce nieprzyjaciół.</akap>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e3380">Rozdział XXVII</naglowek_rozdzial>



<akap id="e3381">Sakowicz po schwytaniu Brauna i obdarciu go ze skóry, porozumiał się natychmiast z obersztem Hamiltonem, Anglikiem w służbie szwedzkiej i komendantem w Poniewieżu, celem wspólnego uderzenia na partię miecznika Billewicza.</akap>


<akap id="e3382">Babinicz właśnie był gdzieś zapadł w lasy i od kilkunastu dni żaden słuch o nim nie doszedł. Zresztą Sakowicz nie byłby już zważał na jego bliskość. Miał on wprawdzie, mimo całej swej odwagi, jakąś instynktową obawę przed Babiniczem, ale teraz gotów był sam zginąć, byle zemsty dokonać. Od czasu ucieczki Anusinej wściekłość nie przestawała ani na chwilę targać jego duszy. Zmylone rachuby i zraniona miłość własna w szał go wprawiały, a przy tym cierpiało w nim i serce. Z początku pragnął on pojąć Anusię za żonę tylko dla majętności zapisanych jej przez pierwszego narzeczonego, pana Podbipiętę, lecz później zakochał się w niej ślepo i na zabój, jak tylko taki człowiek mógł się zakochać. I doszło do tego, że on, który oprócz Bogusława nikogo się nie bał na świecie, on, przed którego wzrokiem samym ludzie bledli, patrzył jak pies w oczy tej dziewczyny, ulegał jej, znosił jej wydziwiania, spełniał wszystkie chęci, starał się myśli zgadywać.</akap>


<akap id="e3383">Ona używała i nadużywała swego wpływu, łudząc go słowy<pe><slowo_obce>słowy</slowo_obce> --- dziś popr. forma N. lm: słowami.</pe>, spojrzeniem, wysługiwała się nim jak niewolnikiem, w końcu zdradziła.</akap>


<akap id="e3384">Sakowicz należał do tego rodzaju ludzi, którzy za jedyne dobro i cnotę poczytują to, co dla nich dobre, za złe i winę to, co im szkodę przynosi. Więc w oczach jego Anusia popełniła najstraszliwszą zbrodnię i nie było dla niej dość wielkiej kary. Gdyby to kogo innego spotkało, pan starosta śmiałby się i drwił, lecz gdy dotknęło jego osobę, ryczał jak ranny zwierz i myślał tylko o pomście. Chciał dostać w ręce winowajczynię umarłą albo żywą. Wolałby żywą, bo mógłby naprzód kawalerską zemstę wywrzeć, lecz choćby dziewczyna miała i polec w czasie napadu, mniejsza mu było z tym, byle się komu innemu nie dostała.</akap>


<akap id="e3385">Chcąc działać na pewno, posłał do miecznika przekupionego człowieka z listem niby od Babinicza, w którym oznajmiał w imieniu tego ostatniego, że w Wołmontowiczach w ciągu tygodnia stanie.</akap>


<akap id="e3386">Miecznik uwierzył łatwo, ufając zaś w niezwyciężoną siłę Babinicza i tajemnicy z tego nie czynił, za czym nie tylko sam zakwaterował się na dobre w Wołmontowiczach, ale poruszył przez rozgłoszenie nowiny całą prawie ludność laudańską. Resztki jej zbiegły się z lasów, raz dlatego, że to już był koniec jesieni i chłody wielkie nastały, a po wtóre, przez samą ciekawość widzenia wsławionego wojownika.</akap>


<akap id="e3387">A tymczasem od strony Poniewieża ciągnęli ku Wołmontowiczom hamiltonowscy Szwedzi, od strony Kiejdan przekradał się po wilczemu Sakowicz.</akap>


<akap id="e3388">Ten ostatni jednak ani się domyślał, że za nim, również po wilczemu, ciągnie na krok ktoś trzeci, który lubo<pe><slowo_obce>lubo</slowo_obce> (daw.) --- chociaż, mimo że.</pe> żadnych wezwań nie otrzymał, miał właśnie we zwyczaju zjawiać się tam, gdzie się go najmniej spodziewano.</akap>


<akap id="e3389">Kmicic nie wiedział zupełnie, że Oleńka znajduje się w billewiczowskiej partii. W Taurogach, które splądrował ogniem i mieczem, zasięgnął języka o tym, że uszła wraz z panną Borzobohatą, lecz przypuszczał, że uszły do Puszczy Białowieskiej, gdzie chroniła się także pani Skrzetuska i wiele innych szlachcianek. Mógł to przypuszczać tym bardziej, iż wiedział, że stary miecznik od dawna miał zamiar odwiezienia do tych nieprzebytych borów synowicy.</akap>


<akap id="e3390">Zmartwiło to pana Andrzeja niepomiernie, że jej w Taurogach nie znalazł, ale z drugiej strony pocieszał się, że umknęła z rąk Sakowicza i że aż do końca wojny znajdzie bezpieczne przytulenie. </akap>


<akap id="e3391">Nie mogąc do puszczy zaraz po nią iść, postanowił nieprzyjaciela na Żmudzi<pe><slowo_obce>Żmudź</slowo_obce> --- płn.-zach. część Litwy.</pe> dopóty podchodzić i niszczyć, dopóki całkiem go nie zgnębi. I szczęście szło jego śladem. Od półtora miesiąca zwycięstwo następowało po zwycięstwie, lud zbrojny sypał się do niego tak obficie, że wkrótce czambulik stanowił ledwie czwartą część jego siły. Wreszcie wyżenął<pe><slowo_obce>wyżenąć</slowo_obce> (daw.) --- wygnać.</pe> nieprzyjaciół z całej zachodniej Żmudzi, a zasłyszawszy o Sakowiczu i mając z nim dawne rachunki do załatwienia, puścił się w swe dawne strony i szedł za nim.</akap>


<akap id="e3392">W ten sposób dotarli obaj w pobliże Wołmontowicz.</akap>


<akap id="e3393">Miecznik, który poprzednio stał niedaleko, rezydował tam już od tygodnia i nawet w głowie nie postała mu myśl, jak strasznych wkrótce będzie miał gości.</akap>


<akap id="e3394">Aż pewnego wieczora wyrostkowie Butrymi, pasący za Wołmontowiczami konie, dali znać, że jakieś wojsko wyszło z lasów i zbliża się od południowej strony. Miecznik zbyt był jednak starym i doświadczonym żołnierzem, aby nie przedsięwziąć żadnych ostrożności. Piechotę swoją, częścią już opatrzoną przez Domaszewiczów w strzelbę, umieścił w niedawno odbudowanych domach, częścią obsadził kołowrót, sam zaś z jazdą stanął nieco z tyłu poza płotami, na obszernym pastewniku dotykającym jedną stroną rzeczki. Miecznik uczynił to głównie dlatego, żeby uzyskać pochwały Babinicza, który na dobrych rozporządzeniach znać się musiał; ale pozycja jego istotnie była silna.</akap>


<akap id="e3395">Zaścianek, od czasu jak go Kmicic z zemsty za wymordowanie kompanionów spalił, odbudowywał się z wolna; że zaś później wojna szwedzka robotę przerwała, było więc nagromadzonych w głównej ulicy mnóstwo bali, bierwion, desek. Całe ich kupy wznosiły się przy kołowrocie, i piechota, choćby mniej wyćwiczona, mogła się spoza nich długo bronić.</akap>


<akap id="e3396">W każdym razie zabezpieczała ona jazdę od pierwszego natarcia. Miecznik tak dalece pragnął popisać się ze swoją znajomością żołnierki przed Babiniczem, że nawet podjeździk wysłał na zwiady.</akap>


<akap id="e3397">Jakież było jego zdumienie, a w pierwszej chwili i przerażenie, gdy z dala, zza borku, doszedł go odgłos strzałów, następnie podjazd ukazał się na drodze, ale idący w skok i z chmurą nieprzyjaciół na karku.</akap>


<akap id="e3398">Miecznik skoczył natychmiast do piechoty, aby ostatnie rozkazy wydać, a tymczasem z borku poczęły się wysypywać gęstsze zastępy nieprzyjaciół i szły jak szarańcza ku Wołmontowiczom, świecąc w zachodzącym słońcu bronią.</akap>


<akap id="e3399">Borek był blisko, więc podjechawszy nieco, jazda owa puściła zaraz w skok konie, pragnąc jednym zamachem przedostać się przez kołowrót, lecz nagły ogień piechoty osadził ją na miejscu. Pierwsze szeregi cofnęły się nawet dość bezładnie i tylko kilkunastu dotarło piersiami końskimi do zasieków.</akap>


<akap id="e3400">Miecznik też ochłonął tymczasem i skoczywszy do jazdy, kazał wszystkim, którzy mieli pistolety lub strzelby, iść na posiłek piechocie.</akap>


<akap id="e3401">Nieprzyjaciel był widocznie również zaopatrzony w muszkiety bo zaraz po pierwszym natarciu rozpoczął ogień bardzo gwałtowny chociaż nieregularny.</akap>


<akap id="e3402">Więc z obu stron poczęło grzmieć to szybciej, to powolniej; kule, świszcząc, dolatywały aż do jazdy, stukały po domach, płocie, kupach belek; dym rozciągał się nad Wołmontowiczami, zapach prochu napełnił ulicę.</akap>


<akap id="e3403">Anusia zatem miała to, czego chciała, to jest bitwę.</akap>


<akap id="e3404">Obie panny zaraz w pierwszej chwili dosiadły z rozkazu miecznika podjezdków<pe><slowo_obce>podjezdek</slowo_obce> --- koń mniej wart, słaby a. młody.</pe>, aby w danym razie, gdyby siły nieprzyjacielskie okazały się zbyt wielkie, mogły uchodzić razem z partią. Pomieszczono je więc w tylnych szeregach jazdy.</akap>


<akap id="e3405"><begin id="b1286345349478-3600121377"/><motyw id="m1286345349478-3600121377">Tchórzostwo, Kobieta</motyw>Lecz Anusi, mimo że szabelkę miała przy boku i kołpaczek rysi na głowie, dusza zaraz z początku uciekła na ramię. Ona, która tak dobrze umiała sobie radzić w pokoju z oficerami, nie znalazła ani szczypty energii, gdy przyszło stanąć jej oko w oko synom Bellony<pe><slowo_obce>Bellona</slowo_obce> (mit. rzym.) --- bogini wojny; <slowo_obce>synowie Bellony</slowo_obce> --- wojownicy.</pe> w polu. Świst i stukanie kul przerażało ją, zamęt, bieganie ordynansów, huk muszkietów i jęki rannych odejmowały jej przytomność, a zapach prochu przytłumiał oddech w piersiach. Uczyniło się jej mdło i słabo, twarz zbladła jak chusta i poczęła wić się a piszczeć jak dziecko; aż jeden z towarzyszów, młody pan Olesza z Kiemnar, musiał uchwycić ją w ramiona. Trzymał zaś mocno, mocniej aniżeli trzeba było i gotów był trzymać tak do końca świata.</akap>


<akap id="e3406">Lecz żołnierze śmiać się naokoło poczęli.</akap>


<akap_dialog id="e3407">--- Rycerz w spódnicy! --- ozwały się głosy. --- A kury sadzić, a pierze drzeć!<end id="e1286345349478-3600121377"/></akap_dialog>


<akap id="e3408">Inni zaś wołali:</akap>


<akap_dialog id="e3409">--- Panie Olesza! przypadła ci tarcza do ramienia, ale cię przez nią tym łatwiej Kupido strzałą przeszyje!...</akap_dialog>


<akap id="e3410">I dobry humor ogarnął żołnierzy.</akap>


<akap id="e3411"><begin id="b1286345432541-3655446907"/><motyw id="m1286345432541-3655446907">Odwaga, Kobieta</motyw>Inni woleli wszelako patrzeć na Oleńkę, która zachowywała się całkiem inaczej. Z początku, gdy kilka kul przeleciało opodal, przybladła i ona, nie mogąc się wstrzymać od uchylania głowy i zamykania oczu; lecz następnie krew rycerska grać w niej poczęła, więc spłonąwszy na twarzy jak róża, podniosła głowę i patrzyła nieulękłym okiem przed siebie. Rozdęte jej nozdrza wciągały jakby z lubością zapach prochu. Że zaś dym czynił się wedle kołowrotu coraz większy i widok bardzo przysłaniał, więc odważna panna, widząc, że oficerowie wyjeżdżają naprzód, aby dokładniej przebieg bitwy śledzić, poruszyła się wraz z nimi, nie myśląc nawet o tym, co czyni.</akap>


<akap id="e3412">A w gęstwie jazdy podniósł się szmer pochwalny:</akap>


<akap_dialog id="e3413">--- O, to krew! to żona dla żołnierza, to słuszny wolentarzyk!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3414">--- <slowo_obce>Vivat</slowo_obce> Billewiczówna!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3415">--- Popiszmy się, mości panowie, bo przed takimi oczyma warto!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3416"><end id="e1286345432541-3655446907"/>--- I amazonki lepiej przeciw muszkietom nie stawały! --- krzyknął któryś z młodych towarzyszów, zapominając w zapale, że amazonki żyły przed wynalezieniem prochu.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3417">--- Czas by już skończyć. Piechota grzecznie się sprawiła i <slowo_obce>hostes</slowo_obce><pe><slowo_obce>hostis, hostis</slowo_obce> (łac.) --- wróg, obcy; tu M. lm <slowo_obce>hostes</slowo_obce>: wrogowie.</pe> mocno nadwerężeni.</akap_dialog>


<akap id="e3418">Rzeczywiście, nieprzyjaciel nie mógł nic wskórać jazdą. Co chwila rozpuszczał konie, podpadał do kołowrotu, ale po salwie cofał się bezładnie. I jako fala, rozlawszy się po płaskim brzegu, zostawia po sobie muszle, kamyki, martwą rybę, tak po każdym ataku zostawało kilkanaście ciał końskich i ludzkich na drodze przed kołowrotem.</akap>


<akap id="e3419">Wreszcie ataki ustały. Podjeżdżali tylko ochotnicy, paląc w stronę wsi z pistoletów i muszkietów dość gęsto, aby uwagę Billewiczowskich zająć. Natomiast pan miecznik, wylazłszy po węgłach pod okap dworku, dojrzał ruch w tylnych szeregach nieprzyjacielskich ku polom i chruśniakom, ciągnącym się z lewej strony Wołmontowicz.</akap>


<akap_dialog id="e3420">--- Stąd będą tentowali<pe><slowo_obce>tentować</slowo_obce> (z łac.) --- próbować, usiłować.</pe>! --- zakrzyknął i natychmiast posłał część jazdy między chałupy, żeby z sadów dała nieprzyjacielowi odpór.</akap_dialog>


<akap id="e3421">W pół godziny nowa bitwa, ale także na palną broń, zawiązała się z lewego skrzydła partii.</akap>


<akap id="e3422">Sady ogrodzone utrudniały jeszcze atak wręcz, ale utrudniały zarówno dla stron obu. Przy tym nieprzyjaciel, rozrzuciwszy się na długiej linii, mniej był narażony na strzały.</akap>


<akap id="e3423">Bitwa z wolna stawała się coraz zażartszą i coraz pracowitszą, nie przestano bowiem atakować i kołowrotu.</akap>


<akap id="e3424">Miecznik począł się niepokoić.</akap>


<akap id="e3425">Z prawej strony miał za sobą błonia wolne jeszcze, kończące się rzeczką niezbyt szeroką, lecz głęboką i bagnistą, przez którą przeprawa, zwłaszcza w pośpiechu, mogła być trudną. W jednym miejscu tylko była wydeptana droga do płaskiego brzegu, przez który przepędzano bydło do boru. Pan Tomasz coraz częściej jakoś jął się oglądać w tamtą stronę.</akap>


<akap id="e3426">Naraz, między przejrzystą, bo pozbawioną już liści wierzbinową gęstwą, ujrzał przy zorzy wieczornej połyskującą broń i czarniawą chmurę żołnierstwa.</akap>


<akap id="e3427">,,Babinicz nadchodzi!" --- pomyślał.</akap>


<akap id="e3428">Lecz w tej chwili przypadł do niego pan Chrząstowski, który szwadronem jazdy dowodził.</akap>


<akap_dialog id="e3429">--- Od rzeki szwedzką piechotę widać! --- krzyknął w przerażeniu.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3430">--- Zdrada jakowaś! --- zawołał pań Tomasz. --- Na rany Chrystusa! skoczże waść ze swoim szwadronem na tę piechotę; inaczej w bok nam przyjdzie!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3431">--- Siła wielka! --- odrzekł pan Chrząstowski.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3432">--- Wesprzyjcie ją choć na godzinę, my zaś będziem się w tył ku lasom salwować.</akap_dialog>


<akap id="e3433">Pan Chrząstowski skoczył i wkrótce ruszył błoniem na czele dwustu ludzi, co widząc, nieprzyjacielska piechota poczęła się szybko formować w gąszczach na przyjęcie nieprzyjaciela; po chwili szwadron rozpuścił konie, a zaś z wierzbinowych krzów zagrzmiała muszkietowa palba.</akap>


<akap id="e3434">Miecznik zwątpił już nie tylko o zwycięstwie, ale nawet o ocaleniu własnej piechoty.</akap>


<akap id="e3435">Mógł jeszcze wycofać się w tył z częścią jazdy, z pannami i szukać schronienia w lesie, lecz taki odwrót równał się wielkiej klęsce, bo prowadził za sobą wydanie pod miecz większej części partii i resztek ludności laudańskiej, która zgromadziła się w Wołmontowiczach dla widzenia Babinicza. Same Wołmontowicze zostałyby naturalnie w takim razie z ziemią zrównane.</akap>


<akap id="e3436">Pozostawała jeszcze jedynie nadzieja, że pan Chrząstowski przełamie ową piechotę.</akap>


<akap id="e3437">Tymczasem ściemniło się na niebie, ale w zaścianku blask czynił się coraz większy, bo zapaliły się wióry, drzazgi i heblowiny leżące kupą przy pierwszym domu od kołowrotu. Od nich zajął się sam dom i krwawa łuna zaświeciła nad wioską.</akap>


<akap id="e3438">Przy jej blasku ujrzał pan miecznik jazdę Chrząstowskiego, wracającą w popłochu i nieładzie, za nią zaś piechota szwedzka wysypywała się z gąszczów, idąc pędem do ataku.</akap>


<akap id="e3439">Wówczas zrozumiał, że trzeba cofać się jedyną wolną drogą.</akap>


<akap id="e3440">Już więc dopadł do resztek jazdy, już machnął szablą i krzyknął: ,,W tył, mości panowie! a w ordynku<pe><slowo_obce>ordynek</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>Ordnung</slowo_obce>) --- porządek, szyk, szereg.</pe>! w ordynku!" --- gdy nagle i z tyłu ozwały się strzały, pomieszane z okrzykiem żołnierstwa.</akap>


<akap id="e3441">Poznał tedy miecznik, że jest otoczony, że wpadł jakoby w pułapkę, z której nie ma ni wyjścia, ni ratunku.</akap>


<akap id="e3442">Pozostawało mu tylko zginąć z chwałą, więc wyskoczył przed szereg jazdy i zawołał:</akap>


<akap_dialog id="e3443">--- Padniemy jeden na drugim! Nie pożałujem krwi za wiarę i ojczyznę!</akap_dialog>


<akap id="e3444">Tymczasem ogień jego piechoty, broniącej kołowrotu i lewej strony zaścianka, zesłabł, a coraz potężniejszy krzyk nieprzyjaciela zwiastował jego bliski triumf.</akap>


<akap id="e3445">Lecz co znaczą te chrapliwe głosy krzywuł<pe><slowo_obce>krzywuła</slowo_obce> --- flet.</pe> w szeregach Sakowiczowskiej watahy i warczenie bębnów w szeregach szwedzkich? Wrzaski słychać coraz przeraźliwsze, jakieś dziwne, zamieszane, jakby nie triumf, ale przerażenie w nich brzmiało.</akap>


<akap id="e3446">Ogień przy kołowrocie ustaje naraz, jakby kto nożem przeciął. Kupy jazdy Sakowiczowskiej lecą na złamanie karku od lewej strony ku głównej drodze. Z prawej strony piechota staje i zamiast naprzód, poczyna się cofać ku zaroślom.</akap>


<akap_dialog id="e3447">--- Co to jest?... Na rany Chrystusa! Co to jest? --- krzyczy miecznik.</akap_dialog>


<akap id="e3448">Wtem odpowiedź przychodzi ze strony owego borku, z którego wyszedł Sakowicz, a teraz sypią się z niego ludzie, konie, chorągwie, buńczuki, szable i idą --- nie! raczej pędzą jak wicher i nie jak wicher, ale jak trąba powietrzna. W krwawych blaskach pożaru widać ich jak na dłoni. Idzie ich tysiące! Ziemia zdaje się uciekać spod ich nóg, a ci lecą ławą zbitą, rzekłbyś: jakiś potwór wychylił się z dąbrowy i sadzi przez pola ku wiosce, by ją pochłonąć. Leci przed nimi gnane pędem powietrze, leci strach i zatracenie... Już, już są! już dopadają! Zwieją Sakowicza jak wicher!</akap>


<akap_dialog id="e3449">--- Boże! Boże wielki! --- krzyczy jak w obłąkaniu miecznik --- to nasi! to chyba Babinicz!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3450">--- Babinicz! --- wrzeszczą za nim wszystkie gardziele.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3451">--- Babinicz! --- rozlegają się przerażone głosy w Sakowiczowskim oddziele<pe><slowo_obce>oddziele</slowo_obce> --- dziś popr. forma Ms. lp: oddziale.</pe>. I cała nieprzyjacielska wataha wykręca w prawo, chcąc umykać ku swojej piechocie.</akap_dialog>


<akap id="e3452">Płot łamie się z trzaskiem przeraźliwym pod parciem piersi końskich; pastewnik zapełnia się uciekającymi, lecz tamci już siedzą na ich karkach, tną, sieką, bodą, tną bez wytchnienia, tną bez miłosierdzia. Słychać krzyk, jęki, świst szabel. Jedni i drudzy wpadają na piechotę, przewracają ją, łamią, roznoszą. Rzekłbyś: tysiące chłopów stanęło do młocki i cepami bije. Wreszcie cała masa zwala się ku rzece, ginie w zaroślach, przetacza się na drugi brzeg. Jeszcze ich widać, gonią ciągle i tną a tną! Oddalają się. Zabłyśli raz jeszcze szablami i znikli wreszcie w krzach, w przestrzeni, w ciemności.</akap>


<akap id="e3453">Piechota miecznikowa poczęła ściągać się od kołowrotu i z domów, których już bronić nie potrzeba; jazda stoi czas jakiś w takim zdumieniu, że milczenie głuche panuje w szeregach, i dopiero gdy płonący dom zawala się z trzaskiem, głos jakiś odzywa się nagle:</akap>


<akap_dialog id="e3454">--- W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego! Burza to przeleciała!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3455">--- Noga żywa z tego pościgu nie wyjdzie! --- dodaje drugi głos.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3456"/>
<akap_dialog id="e3457">--- Mości panowie! --- woła nagle miecznik --- a my nie skoczym na tych, którzy nam z tyłu zachodzili? W odwrocie oni teraz, ale ich dogonim!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3458">--- Bij! zabij! --- odpowiadają chórem głosy.</akap_dialog>


<akap id="e3459">I cała jazda, zawróciwszy się, wypuszcza konie za ostatnim oddziałem nieprzyjaciół. W Wołmontowiczach zostają tylko starcy, niewiasty, dzieci i panienka z towarzyszką.</akap>


<akap id="e3460">Dom ugaszono w mgnieniu oka, po czym radość niepojęta pochwytuje wszystkie serca. Kobiety z płaczem i szlochaniem wznoszą ręce ku niebu i zwracając się ku stronie, w którą popędził Babinicz, wołają:</akap>


<akap_dialog id="e3461">--- Boże ci błogosław, wojenniku niezwyciężony! Zbawco, któryś nas, nasze dzieci i domy od zagłady ocalił!</akap_dialog>


<akap id="e3462">Zgrzybiali Butrymowie powtarzają chórem:</akap>


<akap_dialog id="e3463">--- Boże ci błogosław! Boże cię prowadź! Bez ciebie byłoby już po Wołmontowiczach!</akap_dialog>


<akap id="e3464">Ach! gdyby w tym tłumie wiedziano, że wieś od ognia i ludność od miecza ocaliła właśnie ta sama ręka, która przed dwoma laty do tej samej wioski wniosła ogień i miecz!...</akap>


<akap id="e3465">Po ugaszeniu pożaru, kto żyw, począł zbierać rannych, groźni zaś wyrostkowie, przebiegając z kłonicami<pe><slowo_obce>kłonica</slowo_obce> --- element wozu, drąg drewniany mocujący drabiny (burty wozu).</pe> pobojowisko, dobijali Szwedów i Sakowiczowskich grasantów.</akap>


<akap id="e3466">Oleńka wnet wzięła komendę nad opatrunkiem. Przytomna zawsze, pełna energii i siły, nie ustała w pracy póty, póki każdy ranny nie spoczął w chacie z przewiązanymi ranami.</akap>


<akap id="e3467">Po czym cała ludność poszła za jej przykładem pod krzyż, odmawiać litanię za poległych; przez całą noc nikt oka nie zmrużył w Wołmontowiczach, wszyscy czekali na powrót miecznika i Babinicza krzątając się przy tym, aby zwycięzcom należyte zgotować przyjęcie. Szły pod nóż hodowane w lasach woły i barany; ogniska huczały aż do rana.</akap>


<akap id="e3468">Anusia jedna w niczym nie mogła brać udziału, bo naprzód odjął jej siły strach, a potem radość tak wielka, że do szału podobna. Oleńka musiała mieć i o niej staranie, a ona śmiała się i płakała na przemian, to znów rzucała się w ramiona towarzyszce, powtarzając bez ładu i porządku:</akap>


<akap_dialog id="e3469">--- A co? Kto nas ocalił, i miecznika, i partię, i całe Wołmontowicze? Przed kim Sakowicz uciekł? Kto go pogrążył i Szwedów razem z nim?... Pan Babinicz! A co? Wiedziałam, że przyjdzie. Przeciem do niego pisała. A on nie zapomniał! Wiedziałam, wiedziałam, że przyjdzie. Ja to go sprowadziłam! Oleńko! Oleńko! ja szczęśliwa! Nie mówiłamże ci? Jego nikt nie zwycięży! Jemu pan Czarniecki nie dorówna... O Boże! Boże! Prawda, że on tu wróci? Dziś jeszcze? Bo żeby nie miał wrócić, to by nie przychodził, prawda?... Słyszysz, Oleńka, jakieś konie rżą w oddali...</akap_dialog>


<akap id="e3470">Ale w oddali nic nie rżało. Nad ranem dopiero rozległ się tętent, okrzyk, śpiewy i wrócił pan miecznik. Jazda na spienionych od pogoni koniach zapełniła cały zaścianek. Śpiewom, krzykom, opowiadaniom nie było końca.</akap>


<akap id="e3471">Miecznik, umazany krwią, zdyszany, ale radosny, opowiadał do wschodu słońca, jako zniósł oddział rajtarii nieprzyjacielskiej, jako dwie mile na nich jechał i prawie do nogi wytępił.</akap>


<akap id="e3472">On, również jak całe wojsko i wszyscy laudańscy byli przekonani, że Babinicz wróci lada chwila.</akap>


<akap id="e3473">Lecz przyszło południe, potem słońce odbyło drugą połowę drogi i poczęło się zniżać, a Babinicz nie wracał.</akap>


<akap id="e3474">Anusia atoli pod wieczór dostała wypieków na twarzy.</akap>


<akap id="e3475">,,Zaliby<pe><slowo_obce>zaliby</slowo_obce> (daw.) --- czyżby.</pe> mu tylko o Szwedów, nie o mnie chodziło? --- myślała sobie w duszy. --- Przecie list odebrał, skoro tu przyszedł..."</akap>


<akap id="e3476">Biedna, nie wiedziała, że dusze Brauna i Jurka Billewicza były dawno już na tamtym świecie i że Babinicz żadnego listu nie odebrał.</akap>


<akap id="e3477">Bo gdyby był odebrał, błyskawicą wróciłby do Wołmontowicz, tylko... nie dla ciebie, Anusiu!</akap>


<akap id="e3478">Upłynął znowu dzień; miecznik nie tracił jeszcze nadziei i nie ruszał się z zaścianka.</akap>


<akap id="e3479">Anusia zacięła się w milczeniu.</akap>


<akap_dialog id="e3480">--- Spostponował<pe><slowo_obce>spostponować</slowo_obce> (z łac.) --- obrazić, zlekceważyć.</pe> mnie strasznie! Ale dobrze mi tak za moją płochość, za moje grzechy! --- mówiła do siebie.</akap_dialog>


<akap id="e3481">Na trzeci dzień pan Tomasz wysłał kilkunastu ludzi na zwiady.</akap>


<akap id="e3482">Ci wrócili czwartego dnia z doniesieniem, że pan Babinicz wziął Poniewież, a ze Szwedów nikogo nie żywił<pe><slowo_obce>żywić</slowo_obce> --- tu: pozostawiać przy życiu, darować życie.</pe>. Po czym poszedł nie wiadomo dokąd, bo słuch o nim przepadł.</akap>


<akap_dialog id="e3483">--- Już go nie znajdziem, póki znowu nie wypłynie! --- rzekł na to miecznik.</akap_dialog>


<akap id="e3484">Anusia zmieniła się w pokrzywę; kto z młodszej szlachty i oficerów dotknął się jej, wnet się sparzył. Piątego zasię dnia rzekła do Oleńki:</akap>


<akap_dialog id="e3485">--- Pan Wołodyjowski taki sam dobry żołnierz, ale mniejszy grubian<pe><slowo_obce>grubian</slowo_obce> --- grubianin, człowiek nieuprzejmy.</pe>.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3486">--- A może --- odrzekła na to w zamyśleniu Oleńka --- może pan Babinicz wierności dla tamtej dochowuje, o której ci w drodze z Zamościa wspominał.</akap_dialog>


<akap id="e3487">Na to Anusia:</akap>


<akap_dialog id="e3488">--- Dobrze! Wszystko mi jedno...</akap_dialog>


<akap id="e3489">Ale nie powiedziała prawdy, bo jej wcale nie było jeszcze wszystko jedno.</akap>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e3490">Rozdział XXVIII</naglowek_rozdzial>



<akap id="e3491">Sakowicz tak doszczętnie został zniesiony, iż zaledwie samopięt<pe><slowo_obce>samopięt</slowo_obce> --- sam z czterema towarzyszami.</pe> zdołał się schronić do lasów w pobliżu Poniewieża. Następnie tułał się po nich w przebraniu chłopskim przez całe miesiące, nie śmiejąc wychylić się na świat jasny.</akap>


<akap id="e3492">Babinicz zaś rzucił się na Poniewież, piechotę szwedzką tamże na załodze stojącą wyciął i gonił za Hamiltonem, który nie mogąc ku Inflantom uchodzić z powodu znacznych sił polskich zebranych w Szawlach i dalej pod Birżami, zawrócił w bok ku wschodowi w nadziei, że do Wiłkomierza zdoła się przedrzeć. Zwątpił on już o ocaleniu swego regimentu, nie chciał tylko wpaść w ręce Babinicza, bo wieść głosiła powszechnie, że ów srogi wojownik, aby się kłopotem nie obarczać, jeńców do nogi każe wycinać.</akap>


<akap id="e3493">Umykał więc nieszczęsny Anglik, jak jeleń ścigany przez stado wilków, a Babinicz gonił go tym zawzięciej; dlatego to do Wołmontowicz nie wrócił i nawet nie pytał, jaką partię udało mu się ocalić.</akap>


<akap id="e3494">Już też pierwsze szrony poczęły rankami okrywać ziemię, więc ucieczka stawała się tym trudniejsza, bo ślady kopyt zostawały na gruncie leśnym. Paszy nie było w polach, konie cierpiały głód srogi.</akap>


<akap id="e3495">Rajtarowie<pe><slowo_obce>rajtar</slowo_obce> --- średniozbrojny żołnierz konny, posługujący się w walce głównie bronią palną.</pe> nie śmieli zatrzymywać się na dłużej po wsiach z obawy, że uparty nieprzyjaciel może ich lada chwila doścignąć.</akap>


<akap id="e3496">W końcu nędza ich przeszła wszelką granicę; żywili się tylko liśćmi, korą i własnymi końmi, które upadały ze znużenia.</akap>


<akap id="e3497"><begin id="b1286347045264-1316881016"/><motyw id="m1286347045264-1316881016">Śmierć bohaterska</motyw>Po tygodniu sami poczęli prosić swego pułkownika, by odwrócił się czołem ku Babiniczowi i dał mu pole, bo wolą ginąć od miecza niż od głodowej śmierci.</akap>


<akap id="e3498">Hamilton usłuchał i stanął do bitwy w Androniszkach. Siły szwedzkie o tyle były mniejsze, że Anglik nie mógł nawet i marzyć o zwycięstwie, zwłaszcza nad takim przeciwnikiem. Ale i sam był już umęczon bardzo i chciał zginąć.</akap>


<akap id="e3499">Jednakże bitwa, poczęta w Androniszkach, skończyła się w pobliżu Troupiów, pod którymi ostatni Szwedzi polegli.</akap>


<akap id="e3500">Hamilton zginął bohaterską śmiercią, broniąc się pod krzyżem przydrożnym przeciw kilkunastu ordyńcom, którzy początkowo chcieli go brać żywcem, ale rozjątrzeni uporem, roznieśli wreszcie na szablach.<end id="e1286347045264-1316881016"/></akap>


<akap id="e3501">Lecz i Babiniczowe chorągwie były tak pomęczone, że nie miały sił ni chęci iść nawet do pobliskich Troupiów, jeno jak gdzie która w czasie bitwy stała, tam zaraz poczęła się roztasowywać na nocleg, rozpalając ognie wśród trupów nieprzyjacielskich.</akap>


<akap id="e3502">Po posiłku zasnęli wszyscy kamiennym snem.</akap>


<akap id="e3503">Sami zaś Tatarzy odłożyli do jutra obszukiwanie trupów.</akap>


<akap id="e3504">Kmicic, któremu głównie o konie chodziło, nie sprzeciwiał się temu wypoczynkowi.</akap>


<akap id="e3505">Nazajutrz jednak wstał dość rano, aby straty własne po zażartej potyczce obliczyć i łup sprawiedliwie rozdzielić. Zaraz po posiłku stanął na wzniesieniu pod tym samym krzyżem, pod którym zginął Hamilton, a starszyzna polska i tatarska podchodziła ku niemu z kolei, mając zakarbowany na laskach ubytek ludzi, i czyniła relacje. On słuchał, jako gospodarz wiejski słucha latem włodarzy i radował się w sercu żniwem obfitym.</akap>


<akap id="e3506">Wtem zbliżył się ku niemu Akbah-Ułan, podobniejszy do straszydła niż do człowieka, bo mu w wołmontowickiej bitwie nos rozbito głownią od szabli, skłonił się, dał Kmicicowi zakrwawione papiery i rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e3507">--- Effendi<pe><slowo_obce>effendi</slowo_obce> (z tur.) --- pan, władca.</pe>, pisma jakoweś znaleziono przy wodzu szwedzkim, które wedle rozkazu oddaję.</akap_dialog>


<akap id="e3508">Rzeczywiście Kmicic raz na zawsze wydał rozkazy, aby wszystkie papiery, znalezione przy trupach, odnoszono mu zaraz po bitwie, częstokroć bowiem mógł wymiarkować z nich zamiary nieprzyjaciół i stosownie postąpić.</akap>


<akap id="e3509">Lecz w tej chwili nie było mu tak pilno, więc kiwnąwszy głową Akbahowi, schował papiery w zanadrze. Akbaha zań odesłał do czambułu, poleciwszy mu, ażeby zaraz ruszał do Troupiów, w których na dłuższy odpoczynek pozostać mieli.</akap>


<akap id="e3510">Przeciągały tedy chorągwie przed nim jedna po drugiej. <begin id="b1286801737377-2958056215"/><motyw id="m1286801737377-2958056215">Bogactwo, Chciwość, Żołnierz</motyw>W przodku szedł czambulik, który obecnie niespełna pięćset głów tylko liczył, reszta wykruszyła się w ciągłych bitwach, ale każdy Tatar tyle miał zaszytych w kulbace<pe><slowo_obce>kulbaka</slowo_obce> --- wysokie siodło.</pe>, tołubie<pe><slowo_obce>tołub</slowo_obce> (daw.) --- korzuch, futro.</pe> i czapce szwedzkich riksdalerów, pruskich talarów i dukatów, że go można było brać na wagę srebra. Był to przy tym lud wcale do zwykłych czambułowych Tatarów niepodobny, bo co było słabsze, to z trudów zmarniało, zostały tylko chłopy na schwał, pleczyste, żelaznej wytrzymałości i jadowite na kształt szerszeni. Ciągła praktyka tak ich wyćwiczyła, że w ręcznym spotkaniu mogliby dotrzymać nawet polskiej komputowej jeździe, na rajtarów zaś lub dragonów pruskich, o ile liczba była równą, chodzili jak wilcy na owce. W bitwie bronili szczególniej ze straszną zajadłością ciał swych towarzyszów, aby się potem skarbami ich podzielić.<end id="e1286801737377-2958056215"/></akap>


<akap id="e3511">Teraz przechodzili przed panem Kmicicem z wielką fantazją, brząkając w litaury<pe><slowo_obce>litaury</slowo_obce> --- wielkie bębny wojskowe, kotły.</pe>, świszcząc na końskich piszczelach i potrząsając buńczukiem, a szli tak sfornie, że i regularny żołnierz nie szedłby lepiej. Za nimi ciągnęła dragonia, przez pana Andrzeja z mozołem wielkim z ochotników wszelkiego rodzaju utworzona, zbrojna w rapiery i muszkiety. Dowodził nią dawny wachmistrz Soroka, teraz do godności oficerskiej, a nawet kapitańskiej podniesion. Pułk ów, przybrany jednostajnie w mundury zdobyczne, zdarte z dragonów pruskich, składał się przeważnie z ludzi niskiego stanu, ale właśnie pan Kmicic lubił ten rodzaj ludzi, bo słuchał ślepo i wszelkie trudy bez szemrania znosił.</akap>


<akap id="e3512">W dwóch następnie idących chorągwiach wolentarskich służyła sama szlachta, mniejsza i większa. Były to duchy burzliwe i niespokojne, które pod innym wodzem zmieniłyby się w kupę drapieżników, ale w tych żelaznych rękach stały się podobne do regularnych chorągwi i same rade zwały się ,,petyhorskimi<pe><slowo_obce>chorągiew petyhorska</slowo_obce> --- oddział średniozbrojnej jazdy w wojsku litewskim.</pe>". Ci, mniej na ogień od dragonów wytrzymali, byli za to w pierwszej furii straszniejsi, biegłością zaś w ręcznym spotkaniu przewyższali całe wojsko, bo każdy sztukę fechtów posiadał.</akap>


<akap id="e3513">Za nimi na koniec przeciągnęło około tysiąca świeżych wolentariuszów, ludu dobrego, ale nad którym siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, wiele.</pe> trzeba było jeszcze pracować, by się stali do sprawnego wojska podobni.</akap>


<akap id="e3514">Każda z tych chorągwi, przechodząc koło figury, podnosiła okrzyk, salutując przy tym pana Andrzeja szablami. On zaś radował się coraz więcej. Siła to przecie znaczna i nielicha! Wiele już z nią dokazał, wiele krwi nieprzyjacielskiej wytoczył a Bóg wie, czego jeszcze dokonać potrafi.</akap>


<akap id="e3515"><begin id="b1286347613305-3965362606"/><motyw id="m1286347613305-3965362606">Ambicja, Patriota, Żołnierz, Walka</motyw><begin id="b1286347647742-4467794"/><motyw id="m1286347647742-4467794">Sumienie</motyw>Dawne jego winy wielkie, ale i świeże zasługi niemałe. Oto powstał z upadku, z grzechu i poszedł pokutować nie w kruchcie, ale w polu, nie w popiele, ale we krwi. Bronił Najświętszej Panny, ojczyzny, króla, i teraz czuje, że mu na duszy lżej, weselej. Ba! nawet dumą wzbiera serce junackie, bo nie każdy tak by sobie dał rady jako on!<end id="e1286347647742-4467794"/></akap>


<akap id="e3516">Tyle przecie jest szlachty ognistej, tylu kawalerów w tej Rzeczypospolitej, a czemu to żaden na czele takiej potęgi nie stoi, ani nawet Wołodyjowski, ani Skrzetuski? Kto przy tym Częstochowę osłaniał, króla w wąwozach bronił? Kto Bogusława usiekł? Kto pierwszy wniósł miecz i ogień do Prus elektorskich?! A owo i teraz na Żmudzi prawie już nie masz nieprzyjaciół.</akap>


<akap id="e3517">Tu pan Andrzej uczuł to, co czuje sokół, gdy rozciągnąwszy skrzydła, wzbija się wyżej i wyżej! Przeciągające chorągwie witały go gromkim okrzykiem, a on głowę podniósł i pytał sam siebie: ,,Dokąd też dolecę?" --- I twarz mu spłonęła, bo w tej chwili wydało mu się, że hetmana w sobie nosi. Lecz ta buława, jeżeli go dojdzie, to dojdzie z pola, z ran, z zasługi, z chwały. Nie zamigoce mu już nią przed oczyma żaden zdrajca, jak w swoim czasie migotał Radziwiłł, jeno wdzięczna ojczyzna włoży mu ją w dłoń z woli królewskiej. A jemu nie troskać się o to, kiedy to przyjdzie, jeno bić i bić --- bić jutro, jak pobił wczoraj!<end id="e1286347613305-3965362606"/></akap>


<akap id="e3518">Tu rozbujała wyobraźnia kawalerska powróciła do rzeczywistości. Dokąd ma ruszyć z Troupiów, w jakim nowym miejscu o Szwedów zahaczyć?</akap>


<akap id="e3519">Wtem przypomniały mu się listy oddane przez Akbah-Ułana, a znalezione przy trupie Hamiltona; sięgnął więc ręką w zanadrze, wydobył, spojrzał i zaraz zdumienie odbiło się na jego twarzy.</akap>


<akap id="e3520">Na liście bowiem stał wyraźnie napis, niewieścią skreślony ręką: ,,Do JMP Babinicza, pułkownika wojsk tatarskich i wolentarskich."</akap>


<akap_dialog id="e3521">--- Do mnie?... --- rzekł pan Andrzej.</akap_dialog>


<akap id="e3522">Pieczęć była złamana, więc prędko otworzył list, uderzył wierzchem dłoni po papierze i począł czytać.</akap>


<akap id="e3523">Ale jeszcze nie skończył, gdy mu ręce zadrgały, zmienił się na twarzy i zakrzyknął:</akap>


<akap_dialog id="e3524"><begin id="b1286347738530-460622715"/><motyw id="m1286347738530-460622715">Modlitwa</motyw>--- Pochwalone imię Pańskie! Boże miłosierny! oto i nagroda dochodzi mnie z rąk Twoich!</akap_dialog>


<akap id="e3525">Tu chwycił podnóże krzyża w obie ręce i płową czupryną począł bić w cokół. Inaczej dziękować Bogu w tej chwili nie umiał, na więcej słów modlitwy się nie zdobył, bo radość objęła go do wichru podobna i aż hen, pod niebo uniosła.<end id="e1286347738530-460622715"/></akap>


<akap id="e3526">Oto list był od Anusi Borzobohatej. Szwedzi znaleźli go przy Jurku Billewiczu, a teraz przez drugiego trupa doszedł rąk Kmicicowych. W głowie pana Andrzeja tysiączne myśli przelatywały z szybkością strzał tatarskich.</akap>


<akap id="e3527">Więc Oleńka była nie w puszczy, ale w partii billewiczowskiej? I on właśnie ocalił ją, a z nią razem te Wołmontowicze, które niegdyś za kompanionów z dymem puścił! <begin id="b1286347823072-2212067412"/><motyw id="m1286347823072-2212067412">Przemiana</motyw>Widocznie ręka boska kierowała jego krokami tak, aby za jednym zamachem wynagrodził za wszystkie krzywdy i Oleńce, i Laudzie. Oto zmazane jego winy? Możeli ona teraz mu nie przebaczyć albo ta szara brać laudańska? Mogąli go nie błogosławić? I co powie umiłowana dziewczyna, która go za zdrajcę uważa, gdy się dowie, że ów Babinicz, który Radziwiłła obalił, który po pas nurzał się we krwi niemieckiej i szwedzkiej, który na Żmudzi nieprzyjaciela wygniótł, wyniszczył, do Prus i Inflant przepędził, to on, to Kmicic, ale już nie zabijaka, nie banit<pe><slowo_obce>banit</slowo_obce> --- dziś popr. forma M. lp: banita.</pe>, nie zdrajca, jeno obrońca wiary, króla, ojczyzny!<end id="e1286347823072-2212067412"/></akap>


<akap id="e3528">A przecie zaraz po przestąpieniu granicy żmudzkiej byłby pan Andrzej na cztery strony świata rozgłosił, kim jest ów przesławny Babinicz, i jeśli tego nie uczynił, to jeno dlatego, że się obawiał, iż na sam dźwięk prawdziwego jego nazwiska wszyscy się od niego odwrócą, wszyscy go będą podejrzewać, odmówią pomocy i ufności. Dopieroż ledwie dwa lata upłynęły, jak obłąkany przez Radziwiłła wycinał te chorągwie, które razem z Radziwiłłem przeciw królowi i ojczyźnie powstać nie chciały. <begin id="b1286347888849-255304797"/><motyw id="m1286347888849-255304797">Przemiana, Imię</motyw>Przed dwoma ledwie laty był prawą ręką wielkiego zdrajcy!</akap>


<akap id="e3529">Lecz teraz zmieniło się wszystko! Teraz, po tylu zwycięstwach, w takiej chwale, ma prawo przyjść do dziewczyny i powiedzieć jej: ,,Jam Kmicic, ale twój zbawca!" Ma prawo krzyknąć całej Żmudzi: ,,Jam Kmicic, ale twój zbawca!"<end id="e1286347888849-255304797"/></akap>


<akap id="e3530">A zatem Wołmontowicze przecie niedaleko! Tydzień ścigał Babinicz Hamiltona, lecz Kmicic prędzej jak w tydzień będzie u nóg Oleńki.</akap>


<akap id="e3531">Tu powstał pan Andrzej, blady ze wzruszenia, z płonącymi oczyma, z promienną twarzą, i krzyknął na pachołka:</akap>


<akap_dialog id="e3532">--- Konia mi prędzej! żywo! żywo!</akap_dialog>


<akap id="e3533">Pacholik podprowadził karego dzianeta<pe><slowo_obce>dzianet</slowo_obce> (daw.; z wł. <slowo_obce>giannetto</slowo_obce>: koń wyścigowy)--- piękny rasowy koń paradny.</pe> i sam zeskoczył strzemię podawać, lecz stanąwszy na ziemi, rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e3534">--- Wasza miłość! obcy ludzie jacyś ku nam od Troupiów z panem Soroką jadą i suną rysią.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3535">--- Mniejsza mi z nimi! --- odrzekł pan Andrzej.</akap_dialog>


<akap id="e3536">Tymczasem obaj jeźdźcy zbliżyli się na kilkanaście kroków, następnie jeden z nich w towarzystwie Soroki wysunął się w skok naprzód, przybiegł i uchyliwszy rysiego kołpaka<pe><slowo_obce>kołpak</slowo_obce> --- wysoka czapka bez daszka, z futrzanym otokiem.</pe>, odkrył rudą jak ogień czuprynę.</akap>


<akap_dialog id="e3537">--- Widzę, że przed panem Babiniczem stoję! --- rzekł. --- Rad jestem, żem waści odszukał.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3538">--- Z kim mam honor? --- rzekł niecierpliwie pan Kmicic.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3539">--- Jestem Wierszułł, niegdyś rotmistrz tatarski chorągwi księcia Jaremy Wiśniowieckiego; przybywam w rodzinne strony, by tu na nową wojnę zaciągi czynić, a oprócz tego przywiozłem list dla waszmości od pana hetmana wielkiego Sapiehy.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3540">--- Na nową wojnę? --- spytał Kmicic, marszcząc brwi. --- Co waść prawisz?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3541">--- Ten list lepiej ode mnie waćpana objaśni --- rzekł Wierszułł, podając pismo hetmańskie.</akap_dialog>


<akap id="e3542">Kmicic rozerwał gorączkowo pieczęć. List Sapiehy brzmiał, jak następuje:</akap>


<akap id="e3543">,,Mnie wielce uprzejmy panie Babinicz! Nowy potop na ojczyznę! Liga Szweda z Rakoczym<pe><slowo_obce>Jerzy II Rakoczy</slowo_obce> (1621--1660) --- książę Siedmiogrodu, krainy położonej w centralnej części dzisiejszej Rumunii. Wyznawca protestantyzmu i sprzymierzeniec Szwedów (w 1657 r.).</pe> stanęła i podział Rzeczypospolitej ułożony. Ośmdziesiąt tysięcy Węgrzynów, Siedmiogrodzian, Wołoszy<pe><slowo_obce>Wołosza</slowo_obce> a. <slowo_obce>Wołoszczyzna</slowo_obce> --- państwo na terenach dzisiejszej płd. Rumunii, rządzone przez hospodara i zależne od Imperium Osmańskiego.</pe> i Kozaków przekroczy lada godzina południową granicę. A gdy w takiej ostatniej toni trzeba nam wszystkie siły wytężyć, aby choć imię sławne po naszym narodzie na przyszłe wieki zostało, posyłam WMści ten ordynans<pe><slowo_obce>ordynans</slowo_obce> (z łac.) --- rozkaz.</pe>, wedle którego masz WMść<pe><slowo_obce>WMść</slowo_obce> --- wasza miłość.</pe>, nie tracąc chwili czasu, wprost na południe konie obrócić i wielkimi drogami ku nam dążyć. Zastaniesz nas w Brześciu, skąd, nie mieszkając, dalej cię wyślem. Tymczasem <slowo_obce>periculum in mora<pe><slowo_obce>periculum in mora</slowo_obce> (łac.) --- niebezpiecznie zwlekać, nie ma chwili do stracenia.</pe></slowo_obce>! Książę Bogusław eliberował<pe><slowo_obce>eliberować się</slowo_obce> (z łac.) --- uwolnić się.</pe> się z niewoli, ale pan Gosiewski ma mieć na Prusy i Żmudź oko. Raz jeszcze zalecając WMści pośpiech dufam<pe><slowo_obce>dufać</slowo_obce> (daw.) --- ufać, mieć nadzieję.</pe>, że miłość do ginącej ojczyzny najlepszą ci będzie ostrogą."</akap>


<akap id="e3544"><begin id="b1286796007396-2775476242"/><motyw id="m1286796007396-2775476242">Bunt</motyw>Kmicic, skończywszy czytać, wypuścił list na ziemię i począł przeciągać rękoma po zwilgotniałej twarzy, na koniec spojrzał błędnie na Wierszułła i spytał cichym, zduszonym głosem:</akap>


<akap_dialog id="e3545">--- Dlaczegóż to pan Gosiewski ma na Żmudzi zostawać, a ja ruszać na południe?</akap_dialog>


<akap id="e3546">Wierszułł wzruszył ramionami.</akap>


<akap_dialog id="e3547">--- Spytaj się waszmość pana hetmana w Brześciu o racje! Jać nic nie powiem.</akap_dialog>


<akap id="e3548"><begin id="b1286797938434-3146869533"/><motyw id="m1286797938434-3146869533">Konflikt wewnętrzny</motyw>Nagle straszny gniew schwycił pana Andrzeja za gardło, oczy mu zabłysły, twarz zsiniała i krzyknął przeraźliwym głosem:</akap>


<akap_dialog id="e3549">--- A ja stąd nie pójdę! Rozumiesz waść?!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3550">--- Tak? --- odrzekł Wierszułł. --- Moja rzecz była ordynans oddać, a reszta waści sprawa! Czołem, czołem! Chciałem się na parę godzin do kompanii zaprosić, ale po tym, com usłyszał, wolę poszukać innej.</akap_dialog>


<akap id="e3551">To rzekłszy, odwrócił konia i odjechał.</akap>


<akap id="e3552">Pan Andrzej siadł znów pod figurą i począł bezmyślnie rozglądać się po niebie, jakby pogodę chciał wymiarkować. Pacholik usunął się z końmi opodal i cisza uczyniła się naokół.</akap>


<akap id="e3553">Ranek był pogodny, blady, pół jesienny i pół już zimowy. Wiatr nie wiał, ale z brzóz rosnących pod męką Pańską<pe><slowo_obce>pod męką Pańską</slowo_obce> --- tu: pod krzyżem.</pe> spływały bez szelestu resztki pożółkłych i skręconych od chłodu liści. Nieprzeliczone stada wron i kawek leciały nad lasami, niektóre zapadały z wielkim krakaniem tuż obok figury, na polu bowiem i na drodze leżało jeszcze pełno nie pogrzebionych trupów szwedzkich. Pan Andrzej patrzył na owe czarne ptastwo, mrugając oczyma, rzekłbyś: chce je przeliczyć. Potem przymknął powieki i długo siedział bez ruchu. Na koniec wzdrygnął się, zmarszczył brwi, przytomność wróciła mu na twarz i tak począł do się mówić:</akap>


<akap_dialog id="e3554">--- Nie może inaczej być! Pójdę za dwa tygodnie, ale nie teraz. Niech się dzieje, co chce! Nie jam Rakoczego sprowadził. Nie mogę! Co nadto, to nadto!... Małom to się natłukł, nakołatał, nocy bezsennych na kulbace spędził, krwi swojej i cudzej narozlewał? Takaż za to nagroda?!... Żebym to choć tamtego listu nie odebrał, poszedłbym; ale oba przyszły w jednej godzinie, jakoby na większy ból, na większy żal dla mnie... <begin id="b1286350574571-3138326942"/><motyw id="m1286350574571-3138326942">Modlitwa, Sumienie, Patriota, Ojczyzna, Poświęcenie</motyw>Niechże świat się zapada, nie pójdę! Nie zginie przez dwa tygodnie ojczyzna, a zresztą widocznie gniew boży jest nad nią, i nie w mocy ludzkiej na to wskórać. Boże, Boże! Hiperboreje<pe><slowo_obce>Hiperboreje</slowo_obce> (z gr.) --- mieszkańcy północy; tu omowne określenie Rosjan, o wojnie z którymi w 1886 r. Sienkiewicz nie mógł pisać otwarcie ze względu na cenzurę carską.</pe>, Szwedzi, Prusacy, Węgrzyni, Siedmiogrodzianie, Wołosza, Kozacy, wszystko naraz! Kto się temu oprze? O Panie, co Ci zawiniła ta nieszczęsna ojczyzna, ten król pobożny, żeś odwrócił od nich oblicze i ni miłosierdzia, ni ratunku nie dajesz, i plagi coraz nowe zsyłasz? Małoż jeszcze krwi? mało łez? Toż tu ludzie już się weselić zapomnieli, toć tu wichry nie wieją, jeno jęczą... Toć tu dżdże nie padają, jeno płaczą, a ty smagasz i smagasz! Miłosierdzia, Panie! ratunku, Ojcze!... Grzeszyliśmy... ale przecie już przyszła poprawa!... Oto odstąpiliśmy naszych fortun, siedliśmy na koń i bijem a bijem! Poniechaliśmy swawoli, zrzekliśmy się prywaty... Więc czemu nie odpuścisz? Czemu nie pocieszysz?</akap_dialog>


<akap id="e3555">Tu nagle sumienie porwało go za włosy i zatrzęsło nim, aż krzyknął, bo zarazem zdało mu się, że słyszy jakiś głos nieznany, z całego sklepienia niebios płynący, który mówi:</akap>


<akap_dialog id="e3556">--- Zaniechaliście prywat? A tyż, nieszczęśniku, co w tej chwili czynisz? Zasługi swoje podnosisz, a gdy przyszła pierwsza chwila próby, jako zhukany koń dęba stajesz i krzyczysz: ,,Nie pójdę!" Ginie matka, nowe miecze pierś jej przeszywają, a ty się od niej odwracasz, nie chcesz jej wesprzeć ramieniem, za własnym szczęściem gonisz i krzyczysz: ,,Nie pójdę!" Ona ręce krwawe wyciąga, już, już pada, już mdleje, już kona i ostatnim głosem woła: ,,Dzieci! ratujcie!" A ty jej odpowiadasz: ,,Nie pójdę!" Biada wam! Biada takiemu narodowi, biada tej Rzeczypospolitej!</akap_dialog>


<akap id="e3557">Tu panu Kmicicowi strach podniósł włosy na głowie i całe jego ciało dygotać poczęło, jakby je paroksyzm febry chwycił... I naraz rymnął twarzą do ziemi, i nie wołać, ale krzyczeć jął w przerażeniu:</akap>


<akap_dialog id="e3558">--- Jezu, nie karz! Jezu, zmiłuj się! Bądź wola Twoja! Już pójdę, pójdę!<end id="e1286796007396-2775476242"/></akap_dialog>


<akap id="e3559">Potem czas jakiś leżał w milczeniu i szlochał, a gdy podniósł się wreszcie, twarz miał rezygnacji pełną i spokojniejszą i tak dalej się modlił:</akap>


<akap_dialog id="e3560">--- Ty się, Panie, nie dziwuj, że mi żal, bom był w wilię szczęśliwości mojej. Ale niech już tak będzie, jak Ty rozporządzisz! Teraz już rozumiem, żeś mnie chciał doświadczyć, i dlategoś mnie jakoby na rozstajnych drogach postawił. Bądź jeszcze raz wola Twoja. Ani się obejrzę za siebie! Tobie, Panie, ofiaruję ten mój żal okrutny, te moje tęskności, to moje ciężkie zmartwienie. Niechże mi wszystko będzie policzone za to, żem księcia Bogusława oszczędził, nad czym płakała ojczyzna. <begin id="b1286368704526-2878420120"/><motyw id="m1286368704526-2878420120">Przemiana</motyw>Widzisz teraz, Panie, że to była ostatnia moja prywata. Już więcej nie będę. Ojcze miłościwy! Ano jeszcze tę ziemię kochaną ucałuję, ano jeszcze nóżki Twoje krwawe ścisnę... i idę, Chryste! idę!...</akap_dialog>


<akap id="e3561">I poszedł.</akap>


<akap id="e3562">A w rejestrze niebieskim, w którym zapisują złe i dobre uczynki ludzkie, przemazano mu w tej chwili wszystkie winy, bo to był człowiek zupełnie poprawiony.<end id="e1286797938434-3146869533"/><end id="e1286368704526-2878420120"/><end id="e1286350574571-3138326942"/></akap>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e3563">Rozdział XXIX</naglowek_rozdzial>



<akap id="e3564">Żadna księga nie wypisała, ile jeszcze bitew stoczyły wojska, szlachta i lud Rzeczypospolitej z nieprzyjaciółmi. Walczono po lasach, polach, po wsiach, miasteczkach i miastach; walczono w Prusach Królewskich i Książęcych, na Mazowszu, w Wielkopolsce, w Małopolsce, na Rusi, na Litwie i Żmudzi<pe><slowo_obce>Żmudź</slowo_obce> --- płn.-zach. część Litwy.</pe>, walczono bez wytchnienia we dnie i w nocy.</akap>


<akap id="e3565">Każda grudka ziemi nasyciła się krwią. Nazwiska rycerzy, prześwietne czyny, wielkie poświęcenia zginęły w pamięci, bo nie zapisał ich kronikarz i nie wyśpiewała lutnia. Ale pod potęgą tych usiłowań ugięła się wreszcie moc nieprzyjacielska.</akap>


<akap id="e3566">I jako gdy wspaniały lew, który przed chwilą, przeszyty pociskami, leżał jak martwy, podniesie się nagle, a wstrząsnąwszy królewską grzywą, ryknie potężnie, wnet myśliwców przejmuje strach blady i nogi ich zwracają się ku ucieczce, tak owa Rzeczpospolita powstawała coraz groźniejsza, jowiszowego gniewu pełna, światu całemu stawić czoło gotowa; w kości zaś napastników zstąpiła niemoc i strach. Nie o zdobyczy już myśleli, ale o tym jeno, by ze lwiej paszczęki głowy całe do domowych pieleszy unieść.</akap>


<akap id="e3567">Nie pomogły nowe ligi, nowe zastępy Węgrów, Siedmiogrodzian<pe><slowo_obce>Siedmiogrodzianie</slowo_obce> --- mieszkańcy Siedmiogrodu, krainy znajdującej się w centralnej części dzisiejszej Rumunii. Księstwo to pozostawało w XVI i XVII w. zależne od Imperium Osmańskiego, potem podporządkowane Austrii i Węgrom. Z Siedmiogrodu pochodził król Polski Stefan Batory (1533--1586).</pe>, Kozaków i Wołoszy<pe><slowo_obce>Wołosza</slowo_obce> a. <slowo_obce>Wołoszczyzna</slowo_obce> --- państwo na terenach dzisiejszej płd. Rumunii, rządzone przez hospodara i zależne od Imperium Osmańskiego.</pe>. Przeszła wprawdzie jeszcze raz burza między Krakowem, Warszawą i Brześciem, lecz się o piersi polskie rozbiła i wkrótce marnym rozwiała się tumanem.</akap>


<akap id="e3568">Król szwedzki, pierwszy zwątpiwszy o sprawie, na duńską wojnę odjechał; zdradziecki elektor, korny przed silnym, zuchwały przed słabszym, czołem do nóg Rzeczypospolitej uderzył i Szwedów bić począł; zbójeckie zastępy ,,rzeźników" Rakoczego<pe><slowo_obce>Jerzy II Rakoczy</slowo_obce> (1621--1660) --- książę Siedmiogrodu, krainy położonej w centralnej części dzisiejszej Rumunii. Wyznawca protestantyzmu i sprzymierzeniec Szwedów (w 1657 r.).</pe> zmykały co sił ku swym siedmiogrodzkim komyszom, które pan Lubomirski<pe><slowo_obce>Lubomirski, Jerzy Sebastian herbu Szreniawa bez Krzyża </slowo_obce> (1616--1667) --- marszałek wielki koronny, później hetman polny koronny i starosta spiski; w latach 60. przywódca rokoszu, który ograniczył absolutystyczne dążenia Jana Kazimierza; zmarł na wygnaniu.</pe> ogniem i mieczem spustoszył.</akap>


<akap id="e3569">Lecz łatwiej im było wtargnąć w granice Rzeczypospolitej niż wyjść z nich bez kary. Więc gdy dopadnięto ich u przeprawy, grafowie siedmiogrodzcy, klęcząc przed panem Potockim, Lubomirskim i Czarnieckim, w prochu żebrali o litość.</akap>


<akap_dialog id="e3570">--- Oddamy broń, oddamy miliony! --- wołali --- jeno pozwólcie nam odejść!</akap_dialog>


<akap id="e3571">I przyjąwszy okup, hetmani zlitowali się nad tym wojskiem nędzników; lecz orda rozniosła ich na kopytach końskich u samych już progów domowych.</akap>


<akap id="e3572">Spokój począł z wolna wracać na polskie równiny. Król jeszcze pruskie fortece odbierał, pan Czarniecki miał do Danii zanieść miecz polski, bo Rzeczpospolita nie chciała już poprzestać na samym wypędzeniu nieprzyjaciół.</akap>


<akap id="e3573">Odbudowywały się ze zgliszczów<pe><slowo_obce>zgliszczów</slowo_obce> --- dziś popr. forma D. lm: zgliszcz a. zgliszczy.</pe> wsie i miasta; ludność wracała z lasów, pługi pojawiły się na roli.</akap>


<akap id="e3574">Jesienią 1657 roku, zaraz po wojnie węgierskiej, cicho już było w większej części ziem i powiatów, cicho zwłaszcza na Żmudzi.</akap>


<akap id="e3575">Ci z laudańskich, którzy swego czasu poszli z panem Wołodyjowskim, byli jeszcze gdzieś hen! w polu, ale już oczekiwano ich powrotu.</akap>


<akap id="e3576">Tymczasem w Morozach, Wołmontowiczach, Drożejkanach, Mozgach, w Goszczunach i Pacunelach niewiasty, podloty<pe><slowo_obce>podlot</slowo_obce> --- nastolatek, człowiek dorastający.</pe> obu płci i starcy orali, siali oziminy, odbudowywali wspólnymi siłami chaty w tych okolicach<pe><slowo_obce>okolica</slowo_obce> --- zaścianek, wieś drobnoszlachecka.</pe>, przez które pożar przeszedł, aby wojownicy po powrocie znaleźli przynajmniej dach nad głową i głodem nie potrzebowali przymierać.</akap>


<akap id="e3577">Oleńka siedziała od niejakiego czasu w Wodoktach z Anusią Borzobohatą i miecznikiem. Pan Tomasz do swoich Billewicz się nie spieszył, raz dlatego, że były spalone, a po wtóre, że mu milej było przy dziewczynach niż samemu. Tymczasem przy pomocy Oleńki zagospodarowywał Wodokty.</akap>


<akap id="e3578">Panna zaś chciała jak najlepiej zagospodarować Wodokty, te bowiem miały wraz z Mitrunami stanowić jej wiano klasztorne, inaczej mówiąc, przejść na własność zakonu benedyktynek, u których w sam dzień przyszłego Nowego Roku namierzała biedna Oleńka rozpocząć nowicjat.</akap>


<akap id="e3579">Rozważywszy bowiem wszystko, co ją spotkało, i owe losów odmiany, i zawody, i boleści, przyszła do przekonania, że taka, a nie inna musi być wola boża. Zdawało się jej, że jakaś ręka wszechmocna popycha ją do celi, że jakiś głos mówi jej:</akap>


<akap id="e3580">,,Tam ono najlepsze uspokojenie i koniec wszystkich trosk światowych!"</akap>


<akap id="e3581">Więc postanowiła pójść za tym głosem; czując jednak w głębi sumienia, że jeszcze jej dusza nie zdołała oderwać się zupełnie od ziemi, pragnęła pierwej przygotować ją gorącą pobożnością, dobrymi uczynkami i pracą. Często też w tych usiłowaniach przeszkadzały jej echa ze świata.</akap>


<akap id="e3582">Oto, na przykład, poczęli ludzie przebąkiwać, że ów przesławny Babinicz był to Kmicic. Jedni zaprzeczali gorąco, drudzy powtarzali wieść uporczywie.</akap>


<akap id="e3583">Oleńka nie uwierzyła. Nadto przytomne były w jej pamięci wszystkie uczynki Kmicica i jego u Radziwiłłów służby, aby chociaż na chwilę przypuszczać mogła, że on jest pogromcą Bogusława i tak wiernym sługą królewskim, takim gorącym patriotą. Jednak jej spokój został zmącony, a żal i ból podniosły się na nowo w jej piersi.</akap>


<akap id="e3584">Można było temu zaradzić przyspieszonym wejściem do klasztoru, lecz klasztory były rozproszone; mniszki, które nie zginęły od żołdackiej swawoli w czasie wojny, poczynały dopiero się zbierać.</akap>


<akap id="e3585">Nędza też panowała w kraju powszechna, i kto się chciał w mury konwentów<pe><slowo_obce>konwent</slowo_obce> --- klasztor, zgromadzenie zakonne.</pe> chronić, musiał nie tylko z własnym chlebem przychodzić, ale i cały konwent nim żywić.</akap>


<akap id="e3586">Oleńka chciała przyjść właśnie z chlebem do klasztoru, zostać nie tylko siostrzyczką, ale i karmicielką mniszek.</akap>


<akap id="e3587">Miecznik wiedząc, że na chwałę bożą ma iść jego praca, pracował gorliwie. Objeżdżali więc razem pola i folwarki, pilnując prac jesiennych, które z przyszłą wiosną miały plon przynieść. Czasem towarzyszyła im Anusia Borzobohata, która nie mogąc przenieść afrontu, jaki jej Babinicz uczynił, groziła, że także do klasztoru wstąpi i że czeka tylko, aby pan Wołodyjowski odprowadził laudańskich, bo się chce z dawnym przyjacielem pożegnać. Częściej jednak miecznik z samą tylko Oleńką puszczał się na objazdy, bo Anusię nudziło gospodarstwo.</akap>


<akap id="e3588">Pewnego razu wyjechali oboje na podjezdkach<pe><slowo_obce>podjezdek</slowo_obce> --- koń mniejszej wartości, słaby a. młody.</pe> do Mitrunów, w których odbudowywano pogorzałe czasu wojny stodoły i obory.</akap>


<akap id="e3589">Po drodze mieli też wstąpić do kościoła, bo to była właśnie rocznica wołmontowickiej bitwy, w której z ostatniej toni zostali przez nadejście Babinicza uratowani. Cały dzień zeszedł im na rozlicznych zajęciach, tak że dopiero pod wieczór mogli wyruszyć z Mitrunów.</akap>


<akap id="e3590">W tamtą stronę jechali drogą kościelną, ale wracać wypadało im koniecznie na Lubicz i Wołmontowicze. Panna, ledwie ujrzała pierwsze dymy lubickie, zaraz odwróciwszy oczy, poczęła szybko odmawiać pacierze, aby bolesne myśli odegnać, miecznik zaś jechał w milczeniu i tylko rozglądał się dokoła.</akap>


<akap id="e3591">Wreszcie, gdy już minęli kołowrót, rzekł:</akap>


<akap_dialog id="e3592">--- Senatorska to gleba! Lubicz za dwoje Mitrunów stanie.</akap_dialog>


<akap id="e3593">Oleńka dalej odmawiała pacierze.</akap>


<akap id="e3594">Lecz w mieczniku przebudził się widocznie dawny zawołany gospodarz, a może i szlachcic do pieniactwa po trosze skłonny, bo po chwili rzekł znowu jakby sam do siebie:</akap>


<akap_dialog id="e3595">--- A przecie po prawdzie to nasze... Stara billewiczowska substancja<pe><slowo_obce>substancja</slowo_obce> (z łac.) --- majątek, dobra materialne.</pe>, nasz pot, nasz trud. Tamten nieszczęśnik musiał dawno zginąć, skoro się nie zgłosił, a choćby się i zgłosił, prawo za nami.</akap_dialog>


<akap id="e3596">Tu zwrócił się do Oleńki:</akap>


<akap_dialog id="e3597">--- Co myślisz, proszę?</akap_dialog>


<akap id="e3598">Na to panna:</akap>


<akap_dialog id="e3599">--- Przeklęte to miejsce. Niech się z nim, co chce, dzieje.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3600">--- Ale bo, widzisz, prawo za nami. Miejsce przeklęte było w złych rękach, a stanie się błogosławione w dobrych. Prawo za nami!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3601">--- Nigdy! Nie chcę o niczym wiedzieć. Dziaduś bez restrykcji zapisał, niechże jego krewni biorą.</akap_dialog>


<akap id="e3602">To rzekłszy, popędziła podjezdka; miecznik dał także swojemu ostrogi i nie zwolnili aż w czystym polu. Tymczasem zapadła noc, ale widno było zupełnie, bo ogromny czerwony miesiąc wynurzył się zza wołmontowickiego lasu i rozświecił całą okolicę złotym blaskiem.</akap>


<akap_dialog id="e3603">--- Ano! dał Bóg piękną noc --- ozwał się miecznik, patrząc w kolisko księżyca.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3604">--- Jak to się Wołmontowicze świecą z daleka! --- rzekła Oleńka.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3605">--- Bo drzewo jeszcze na domach nie sczerniało.</akap_dialog>


<akap id="e3606">Dalszą rozmowę przerwało im skrzypienie wozu, którego zrazu dojrzeć nie mogli, bo droga w tym miejscu szła falisto, wkrótce jednak ujrzeli parę koni, za nią następną parę przy dyszlu, a w końcu drabiniasty półtorak otoczony przez kilku jeźdźców.</akap>


<akap_dialog id="e3607">--- Co to za ludzie mogą być? --- rzekł miecznik.</akap_dialog>


<akap id="e3608">I zatrzymał konia; Oleńka stanęła przy nim.</akap>


<akap id="e3609">Tamci przez ten czas zbliżali się coraz więcej, na koniec przyjechali tuż.</akap>


<akap_dialog id="e3610"><begin id="b1286801992275-238369788"/><motyw id="m1286801992275-238369788">Spotkanie</motyw>--- Stój! --- zawołał miecznik. --- A kogo to tam wieziecie?</akap_dialog>


<akap id="e3611">Jeden z jeźdźców zwrócił się ku nim:</akap>


<akap_dialog id="e3612">--- Pana Kmicica wieziem, który pod Magierowem od Węgrzynów postrzelon.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3613">--- Słowo stało się ciałem! --- zakrzyknął miecznik.</akap_dialog>


<akap id="e3614">Oleńce świat cały zakręcił się nagle w oczach; serce w niej zamarło, piersiom zabrakło oddechu. Głosy jakieś wołały jej w duszy: ,,Jezusie, Mario! To on!" Po czym całkiem opuściła ją świadomość, gdzie jest, co się z nią dzieje.</akap>


<akap id="e3615">Ale nie spadła z konia na ziemię, bo ręką chwyciła konwulsyjnie za drabinę wozu. I z chwilą gdy przyszła do przytomności, oczy jej padły na nieruchomy kształt ludzki leżący na wozie. Tak, to był on, pan Andrzej Kmicic, chorąży orszański. I leżał na wznak na wozie; głowę miał obwiniętą w chusty, ale przy czerwonym blasku miesiąca widać było doskonale jego twarz białą i spokojną, jakby z marmuru wykutą lub zlodowaciałą pod tchnieniem śmierci. Oczy miał głęboko zapadłe i zamknięte, życie nie zdradzało się w nim najmniejszym ruchem.</akap>


<akap_dialog id="e3616">--- Z Bogiem!... --- rzekł, zdejmując czapkę, pan miecznik.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3617">--- Stój! --- zawołała Oleńka.</akap_dialog>


<akap id="e3618">I poczęła pytać cichym, ale prędkim, jakoby gorączkowym głosem:</akap>


<akap_dialog id="e3619">--- Żyw jeszcze czy zmarły?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3620">--- Żyw, ale śmierć nad nim.</akap_dialog>


<akap id="e3621">Tu miecznik, spojrzawszy na twarz Kmicica, ozwał się znowu:</akap>


<akap_dialog id="e3622">--- Nie dowieziecie go do Lubicza.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3623">--- Kazał się koniecznie tam wieźć, bo tam chce umrzeć.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3624">--- Z Bogiem! Spieszcie się!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3625">--- Czołem bijemy!</akap_dialog>


<akap id="e3626">I wóz ruszył dalej, a Oleńka z miecznikiem skoczyli co tchu w koniach w przeciwną stronę.<end id="e1286801992275-238369788"/> Przelecieli przez Wołmontowicze jak dwa widziadła nocne i dopadli do Wodoktów, nie mówiąc do siebie ni słowa przez drogę; dopiero zsiadając z konia, Oleńka zwróciła się do stryja:</akap>


<akap_dialog id="e3627">--- Księdza mu trzeba posłać! --- rzekła zdyszanym głosem --- niech w tej chwili ktoś do Upity rusza!</akap_dialog>


<akap id="e3628">Miecznik zajął się żywo spełnieniem polecenia, ona zaś wpadła do swojej izby i rzuciła się na kolana przed obrazem Najświętszej Panny.</akap>


<akap id="e3629">W parę godzin potem, późną już nocą, dzwonek ozwał się przed bramą Wodoktów. To ksiądz przejeżdżał z Panem Jezusem<pe><slowo_obce>z Panem Jezusem</slowo_obce> --- tj. z sakramentem.</pe> do Lubicza.</akap>


<akap id="e3630">Panna Aleksandra klęczała ciągle. Usta jej powtarzały litanię, którą się przy konających odmawia. A gdy ją odmówiła, po trzykroć poczęła bić głową o podłogę i powtarzać ustawicznie:</akap>


<akap_dialog id="e3631">--- Panie, policz mu, że z ręki nieprzyjaciół ginie... Panie, policz mu, że z ręki nieprzyjaciół ginie... Odpuść mu! zmiłuj się nad nim!...</akap_dialog>


<akap id="e3632">Na tym zeszła jej cała noc. Ksiądz bawił w Lubiczu aż do rana, a wracając, sam wstąpił do Wodoktów. Ona wybiegła na jego spotkanie.</akap>


<akap_dialog id="e3633">--- Czy już? --- spytała.</akap_dialog>


<akap id="e3634">I nie mogła mówić więcej, bo jej oddechu zbrakło.</akap>


<akap_dialog id="e3635">--- Żyw jeszcze --- odrzekł ksiądz.</akap_dialog>


<akap id="e3636">Przez następnych dni kilkanaście co dzień posłańcy latali z Wodoktów do Lubicza i każdy wracał z odpowiedzią, że pan chorąży ,,żyw jeszcze", na koniec jeden przywiózł wiadomość, którą od cyrulika, sprowadzonego z Kiejdan, usłyszał, że nie tylko żyw, ale i zdrowy będzie, bo postrzały goją się szczęśliwie i siły rycerzowi wracają.</akap>


<akap id="e3637">Panna Aleksandra posłała hojne ofiary na mszę dziękczynną do Upity, ale od owego dnia przestali chodzić posłańcy, i dziwna rzecz! w sercu dziewczyny, razem z uspokojeniem, począł się budzić dawny żal do pana Andrzeja. Winy jego przychodziły jej znowu co chwila do myśli, tak ciężkie, że nie do odpuszczenia. Śmierć jedynie mogła je pokryć niepamięcią... Gdy wracał do zdrowia, ciążyły znów nad nim... A jednak wszystko, co było można przytoczyć na jego obronę, powtarzała sobie co dzień biedna Oleńka.</akap>


<akap id="e3638">Tyle się zaś nagryzła przez te dni, tyle jednak rozterki było w jej duszy, że aż na zdrowiu poczęła szwankować.</akap>


<akap id="e3639">Zaniepokoiło to wielce pana Tomasza, więc pewnego wieczora, gdy zostali sami, spytał ją:</akap>


<akap_dialog id="e3640">--- Oleńka, powiedz no mi szczerze, co ty myślisz o chorążym orszańskim?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3641">--- Bogu wiadomo, że nie chcę o nim myśleć! --- odrzekła.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3642">--- Bo to widzisz... pochudłaś... Hm!... Być może, że ty jeszcze... Jać nie nalegam na nic, jeno rad bym wiedzieć, co się tam w tobie dzieje... Zali<pe><slowo_obce>zali</slowo_obce> (daw.) --- czy, czyż.</pe> nie mniemasz, że wola nieboszczyka dziada twego powinna się spełnić?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3643">--- Nigdy! --- odrzekła Oleńka. --- Dziaduś zostawił mi też furtę otwartą... a ja do niej na Nowy Rok zapukam. W tym spełni się jego wola.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3644">--- Nie wierzyłem i ja temu zgoła --- odparł miecznik --- co tu niektórzy przebąkiwali, że Babinicz a Kmicic to jedno, ale przecie pod Magierowem przy ojczyźnie a przeciw nieprzyjaciołom się już oponował i krew rozlał. Późna to poprawa, aleć zawsze poprawa!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3645">--- A przecie i książę Bogusław już teraz królowi i Rzeczypospolitej służy --- odpowiedziała z żalem panna. --- Niechże im Bóg obudwom przebaczy, a zwłaszcza temu, który krew rozlał... Ludzie wszelako zawsze będą mieli prawo powiedzieć, że oto w chwili największego nieszczęścia, w chwili klęsk i upadku na tę ojczyznę nastawali, a nawrócili się do niej dopiero wtedy, gdy nieprzyjaciołom powinęła się już noga i gdy korzyść własna nakazywała ze zwycięzcą trzymać. Ot, w czym ich wina! Teraz już nie ma zdrajców, bo nie ma zysku ze zdrady! Ale jaka w tym zasługa?... Zali nie nowy to dowód, że tacy ludzie gotowi zawsze mocniejszemu służyć? Bóg by dał, Bóg by dał! żeby inaczej było, ale takich win Magierów nie opłaci...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3646">--- Prawda jest! Nie mogę negować --- odrzekł miecznik. --- Ciężka prawda, ale zawsze prawda! Wszyscy dawniejsi zdrajcy w czambuł do króla przeszli.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3647">--- Nad chorążym orszańskim --- mówiła dalej panna --- ciąży jeszcze straszniejszy niż na księciu Bogusławie zarzut, bo pan Kmicic ofiarował się przecie na króla rękę podnieść, czego się sam książę przeląkł. Zali przypadkowy postrzał może to zmazać?... Tę rękę pozwoliłabym sobie uciąć, gdyby tego nie było... ale to było, jest i nie odstanie się więcej! Bóg widocznie zostawił mu życie właśnie dlatego, żeby mógł pokutować... Mój stryju! Mój stryju! toż byśmy się oszukiwali sami, gdybyśmy chcieli w siebie wmówić, że on jest czysty. I co stąd za zysk? Zali sumienie da się oszukać? Niechże się dzieje wola boska. Co się rozerwało, to nie zwiąże się więcej, i nie powinno! Szczęśliwam, że pan chorąży żywie<pe><slowo_obce>żywie</slowo_obce> --- dziś popr. forma 3 os. lp cz.ter.: żyje.</pe>... przyznaję, bo znać, że Bóg nie odwrócił jeszcze całkiem od niego łaski swojej... Ale dość mi na tym! Szczęśliwa będę, gdy usłyszę, że zmazał winy, ale niczego więcej nie chcę, nie pragnę! choćby tam dusza we mnie jeszcze pocierpieć miała... Niechaj go Bóg wspomaga...</akap_dialog>


<akap id="e3648">Tu Oleńka dłużej nie mogła mówić, bo płacz ją porwał wielki i żałosny, ale był to płacz ostatni. Wypowiedziała wszystko, co nosiła w sercu, i od tej pory spokój znów począł jej wracać.</akap>





<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e3649">Rozdział XXX</naglowek_rozdzial>



<akap id="e3650">Rogata dusza junacka nie chciała istotnie wychodzić z cielesnej powłoki i nie wyszła. W miesiąc po powrocie do Lubicza rany pana Andrzeja poczęły się goić, wcześniej zaś jeszcze odzyskał przytomność i rozejrzawszy się po izbie, zgadł zaraz, iż już jest w Lubiczu.</akap>


<akap id="e3651">Następnie począł wołać wiernego Soroki.</akap>


<akap_dialog id="e3652">--- Soroka! --- rzekł --- miłosierdzie boże jest nade mną! Czuję, iż nie umrę!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3653">--- Wedle rozkazu! --- odpowiedział stary żołnierz, rozgniatając łzę kułakiem.</akap_dialog>


<akap id="e3654">A Kmicic mówił dalej, jakby sam do siebie:</akap>


<akap_dialog id="e3655">--- Skończona pokuta... widzę to jaśnie<pe><slowo_obce>jaśnie</slowo_obce> --- dziś popr.: jasno.</pe>. Miłosierdzie boże jest nade mną!</akap_dialog>


<akap id="e3656">Potem milczał przez chwilę, jeno mu się wargi poruszały modlitwą.</akap>


<akap_dialog id="e3657">--- Soroka! --- rzekł znów po chwili.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3658">--- Do usług waszej miłości!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3659">--- A kto tam jest w Wodoktach?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3660">--- Jest panna i pan miecznik rosieński.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3661">--- Pochwalone imię Pańskie! Przychodziłli tu kto pytać się o mnie?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3662">--- Przysyłali z Wodoktów, pókiśmy nie powiedzieli, że wasza miłość zdrów będzie.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3663">--- A potem przestali przysyłać?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3664">--- Potem przestali.</akap_dialog>


<akap id="e3665">Na to Kmicic:</akap>


<akap_dialog id="e3666">--- Nic jeszcze nie wiedzą, ale się ode mnie samego dowiedzą. Nie mówiłżeś nikomu, żem tutaj jako Babinicz wojował?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3667">--- Nie było rozkazu --- odrzekł żołnierz.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3668">--- A laudańscy z panem Wołodyjowskim nie wrócili jeszcze?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3669">--- Nie masz ich jeszcze, ale lada dzień zjadą.</akap_dialog>


<akap id="e3670">Na tym skończyła się pierwszego dnia rozmowa. We dwa tygodnie później pan Kmicic wstawał już i chodził na kulach, a następnej niedzieli uparł się jechać do kościoła.</akap>


<akap_dialog id="e3671">--- Pojedziem do Upity --- rzekł do Soroki --- bo od Boga trzeba poczynać, a po mszy do Wodoktów.</akap_dialog>


<akap id="e3672">Soroka nie śmiał się sprzeciwiać, więc kazał jeno wymościć sianem skarbniczek<pe><slowo_obce>skarbniczek</slowo_obce> (daw.) --- prosty, dwukołowy wózek konny z drewnianym daszkiem, używany najczęściej do wożenia bagażu; tu: wóz, pojazd konny.</pe>, a pan Andrzej wystroił się odświętnie i pojechali.</akap>


<akap id="e3673">Przyjechali w czas, gdy mało jeszcze ludzi było w kościele. Pan Andrzej, wsparty na ramieniu Soroki, podszedł pod sam wielki ołtarz i klęknął w kolatorskiej ławce<pe><slowo_obce>kolatorska ławka</slowo_obce> --- najlepsze miejsca w kościele przed ołtarzem, w których miał prawo zasiadać kolator, czyli fundator lub bogaty dobroczyńca kościoła.</pe>; nikt też go nie poznał, tak zmienił się wielce; twarz miał bardzo chudą, wynędzniałą, a przy tym nosił długą brodę, która mu czasu wojny i choroby wyrosła. Kto i spojrzał na niego, pomyślał, że jakiś przejezdny personat<pe><slowo_obce>personat</slowo_obce> (z łac.) --- osobistość, ważna osoba.</pe> na mszę wstąpił; kręciło się bowiem wszędzie pełno przejezdnej szlachty, która z pola do swych majętności wracała.</akap>


<akap id="e3674">Lecz kościół z wolna napełniał się ludem i okoliczną szlachtą; za czym poczęli zjeżdżać i posesjonaci<pe><slowo_obce>posesjonat</slowo_obce> (z łac.) --- bogaty szlachcic, posiadacz ziemski.</pe> z dalekich nawet stron, bo w wielu miejscach kościoły były popalone i mszy trzeba było aż w Upicie szukać.</akap>


<akap id="e3675">Kmicic, zatopiony w modlitwie, nie widział nikogo; z pobożnego zamyślenia zbudziło go dopiero skrzypienie ławki pod nogami wchodzących do niej osób.</akap>


<akap id="e3676">Wówczas podniósł głowę, spojrzał i spostrzegł tuż nad sobą słodką a smutną twarz Oleńki.</akap>


<akap id="e3677">Ona także dostrzegła go i poznała w tej chwili, bo cofnęła się nagle, jakby przerażona; naprzód płomień, a potem bladość śmiertelna wystąpiła na jej twarz, lecz najwyższym wysileniem woli przemogła wrażenie i klękła tuż koło niego; trzecie miejsce zajął pan miecznik.</akap>


<akap id="e3678">I Kmicic, i ona pochylili głowy i wsparłszy twarz na dłoniach, klęczeli obok siebie w milczeniu, a serca biły im tak, że je słyszeli oboje doskonale.</akap>


<akap id="e3679">Wreszcie pan Andrzej przemówił pierwszy:</akap>


<akap_dialog id="e3680">--- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3681">--- Na wieki wieków... --- odrzekła półgłosem Oleńka. I więcej nie mówili do siebie.</akap_dialog>


<akap id="e3682">Tymczasem ksiądz wyszedł z kazaniem; słuchał go Kmicic, ale mimo usiłowań i nie słyszał, i nie rozumiał. Oto ona, ta upragniona, do której od lat całych już tęsknił, która nigdy nie schodziła mu z myśli i z serca, była teraz tuż pod jego bokiem. I czuł ją koło siebie, i nie śmiał zwracać ku niej oczu, bo był w kościele, lecz przymknąwszy powieki, łowił uchem jej oddech.</akap>


<akap_dialog id="e3683">--- Oleńka, Oleńka przy mnie! --- mówił sobie --- oto Bóg nam się w kościele po rozłące spotkać kazał.</akap_dialog>


<akap id="e3684">Więc myśli jego i serce powtarzały bez ustanku to imię:</akap>


<akap_dialog id="e3685">--- Oleńka, Oleńka, Oleńka!</akap_dialog>


<akap id="e3686">I chwilami płacz radości chwytał go za gardło, to znów porywało go takie uniesienie dziękczynnej modlitwy, że aż świadomość tracił, co się z nim dzieje.</akap>


<akap id="e3687">Ona klęczała ciągle z twarzą ukrytą w dłoniach.</akap>


<akap id="e3688">Ksiądz skończył kazanie i zszedł z ambony.</akap>


<akap id="e3689"><begin id="b1286379163448-274824274"/><motyw id="m1286379163448-274824274">Spotkanie</motyw>Nagle przed kościołem rozległ się szczęk broni i tętent kopyt końskich. Ktoś krzyknął przed progiem kościoła: ,,Lauda wraca!" --- i wnet w samej świątyni zerwały się szmery, potem gwar, potem coraz głośniejsze wołanie:</akap>


<akap_dialog id="e3690">--- Lauda! Lauda!</akap_dialog>


<akap id="e3691">Tłumy poczęły się kołysać, wszystkie głowy zwróciły się naraz ku drzwiom.</akap>


<akap id="e3692">A wtem zaroiło się we drzwiach i hufiec zbrojny pojawił się w kościele. Na czele szli z brzękiem ostróg pan Wołodyjowski i pan Zagłoba. Tłumy rozstępowały się przed nimi, a oni przeszli przez cały kościół, klękli przed ołtarzem, pomodlili się krótką chwilę, po czym obaj weszli do zakrystii.</akap>


<akap id="e3693">Laudańscy zatrzymali się wpół nawy, nie witając się dla powagi miejsca z nikim.</akap>


<akap id="e3694">Ach, co za widok! Groźne twarze, ogorzałe od wichrów, wychudłe z trudów bojowych, pocięte szablami Szwedów, Niemców, Węgrów, Wołochów. Cała historia wojny i chwała pobożnej Laudy mieczem na nich wypisana. Oto ponure Butrymy, oto Stakjany, Domaszewicze, Gościewicze, wszystkich po trochu. Lecz ledwie czwarta część wróciła z tych, którzy ongi pod Wołodyjowskim z Laudy ruszyli.</akap>


<akap id="e3695">Wiele niewiast na próżno szuka mężów, wielu starców na próżno wypatruje synów, więc płacz wzmaga się, bo i ci, którzy znajdują swoich, płaczą z radości. Cały kościół rozlega się szlochaniem; od czasu do czasu głos jakiś imię kochane wykrzyknie i zmilknie, a oni stoją w chwale, wsparci na mieczach, lecz i im po srogich bliznach łzy spływają na wąsiska.<end id="e1286379163448-274824274"/></akap>


<akap id="e3696">Wtem dzwonek targnięty przy drzwiach zakrystii uciszył płacze i gwary. Wszyscy klękli, wyszedł ksiądz ze mszą, a za nim w komżach pan Wołodyjowski i pan Zagłoba, i ofiara się rozpoczęła.</akap>


<akap id="e3697">Lecz ksiądz także był wzruszony i gdy pierwszy raz zwrócił się do ludu mówiąc: <slowo_obce>Dominus vobiscum<pe><slowo_obce>Dominus vobiscum</slowo_obce> (łac.) --- Pan z wami.</pe>!</slowo_obce> --- głos mu drgał; <begin id="b1286383552032-3945934278"/><motyw id="m1286383552032-3945934278">Obyczaje, Pobożność, Religia, Wierzenia</motyw>gdy zaś przyszło do Ewangelii i wszystkie szable naraz wysunęły się z pochew na znak, że Lauda zawsze gotowa wiary bronić, a w kościele stało się aż jasno od stali<end id="e1286383552032-3945934278"/>, to ledwie mógł odśpiewać Ewangelię.</akap>


<akap id="e3698">Odśpiewano potem wśród powszechnego uniesienia suplikacje, wreszcie msza się skończyła, lecz ksiądz, pochowawszy Sakrament w cyborium<pe><slowo_obce>cyborium</slowo_obce> (z łac.) --- naczynie na komunikanty a. tabernakulum.</pe>, odwrócił się już po Ostatniej Ewangelii ku tłumom<pe><slowo_obce>odwrócił się... ku tłumom</slowo_obce> --- przed Soborem Watykańskim II (1962--1965) ksiądz odprawiał mszę zwrócony w kierunku krzyża i tabernakulum, plecami do wiernych.</pe>, na znak, że pragnie coś powiedzieć.</akap>


<akap id="e3699">Więc uczyniło się cicho; ksiądz zaś w serdecznych słowach powitał naprzód wracających żołnierzy, wreszcie oznajmił, że list królewski zostanie odczytany, przez pułkownika chorągwi laudańskiej przywieziony.</akap>


<akap id="e3700">Więc uczyniło się jeszcze ciszej i po chwili po całym kościele rozległ się głos od ołtarza:</akap>


<akap id="e3701"><begin id="b1286385645007-1324760294"/><motyw id="m1286385645007-1324760294">List, Przemiana, Sława</motyw>,,My, Jan Kazimierz, król polski, wielki książę litewski, mazowiecki, pruski <slowo_obce>etc</slowo_obce>., <slowo_obce>etc</slowo_obce>., <slowo_obce>etc</slowo_obce><pe><slowo_obce>etc.</slowo_obce> --- skrót łac. <slowo_obce>et caetera</slowo_obce>: i tak dalej; tu oznacza to pominięcie dalszych tytułów króla polskiego.</pe>. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, amen.</akap>


<akap id="e3702">Jako złych ludzi szpetne przeciw majestatowi i ojczyźnie występki, zanim przed sądem niebieskim staną, już w tym życiu doczesnym mają otrzymać karę, tak równie słusznym jest, ażeby cnota nie zostawała bez nagrody, która cnocie samej blasku chwały, a potomnym zachęty do naśladowania cnych przykładów dodawać winna.</akap>


<akap id="e3703">Przeto wiadomo czynimy całemu stanowi rycerskiemu, mianowicie zaś ludziom wojskowym i świeckim, urzędy mającym <slowo_obce>cuiusvis dignitatis et praeeminentiae<pe><slowo_obce>cuiusvis dignitatis et praeeminentiae</slowo_obce> (łac.) --- jakiegokolwiek rodzaju godność i wyróżnienie.</pe></slowo_obce>, oraz wszystkiemu obywatelstwu Wielkiego Księstwa Litewskiego i naszego starostwa żmudzkiego, że jakiekolwiek <slowo_obce>gravamina</slowo_obce><pe><slowo_obce>gravamina</slowo_obce> (łac.) --- przewinienia, występki.</pe> ciążyłyby na urodzonym a nam wielce miłym panu Andrzeju Kmicicu, chorążym orszańskim, te <slowo_obce>coram</slowo_obce><pe><slowo_obce>coram</slowo_obce> (łac.) --- wobec.</pe> jego następnych zasług i chwały zniknąć z pamięci ludzkiej mają, w niczym czci i sławy pomienionemu chorążemu orszańskiemu nie ujmując." <end id="e1286385645007-1324760294"/></akap>


<akap id="e3704">Tu ksiądz przestał czytać i spojrzał ku ławce, w której pan Andrzej siedział, on zaś powstał na chwilę i wnet usiadł znowu, głowę swą wynędzniałą wsparł o stalle<pe><slowo_obce>stalle</slowo_obce> --- zdobione ławki w prezbiterium, blisko ołtarza, przeznaczone głównie dla duchownych.</pe> i przymknął powieki jakoby w omdleniu.</akap>


<akap id="e3705">A wszystkie oczy zwróciły się ku niemu, wszystkie usta poczęły szeptać:</akap>


<akap_dialog id="e3706">--- Pan Kmicic! Kmicic! Kmicic!... tam, obok Billewiczów!</akap_dialog>


<akap id="e3707">Lecz ksiądz skinął ręką i począł czytać dalej wśród głuchego milczenia:</akap>


<akap id="e3708">,,Który chorąży orszański, lubo<pe><slowo_obce>lubo</slowo_obce> (daw.) --- chociaż, mimo że.</pe> w początkach nieszczęsnej owej szwedzkiej inkursji<pe><slowo_obce>inkursja</slowo_obce> (z łac.) --- najazd, napad.</pe> po stronie księcia wojewody się opowiedział, przecie uczynił to nie z żadnej prywaty, ale z najszczerszej ku ojczyźnie intencji, perswazją tegoż księcia do błędu przywiedzion, jakoby taka jeno, a nie inna droga <slowo_obce>salutis Reipublicae<pe><slowo_obce>salutis Reipublicae</slowo_obce> (łac.) --- ratowania Rzeczypospolitej.</pe></slowo_obce> zostawała, jaką sam książę kroczył!</akap>


<akap id="e3709">A przybywszy do księcia Bogusława, który za przedawczyka go mając, wszystkie nieżyczliwe praktyki przeciw ojczyźnie jaśnie przed nim odkrył, nie tylko pomieniony chorąży orszański na osobę naszą ręki podnosić nie obiecywał, ale samego księcia zbrojną ręką porwał, aby się za nas i za utrapioną ojczyznę pomścić..."</akap>


<akap_dialog id="e3710">--- Boże, bądź miłościw mnie grzesznej! --- zawołał niewieści głos tuż około pana Andrzeja, a w kościele zerwał się znowu gwar zdumienia.</akap_dialog>


<akap id="e3711">Ksiądz czytał dalej:</akap>


<akap id="e3712">,,Przez tegoż księcia postrzelon, ledwie do zdrowia przyszedłszy, do Częstochowy się udał i tam piersią własną najświętszy przybytek osłaniał, przykład wytrwania i męstwa wszystkim dając; tamże z niebezpieczeństwem zdrowia i życia największe działo burzące prochami rozsadził, przy którym hazardzie pojman, na śmierć przez okrutnych nieprzyjaciół był skazany, a przedtem żywym ogniem palony..."</akap>


<akap id="e3713">Tu już płacz niewieści rozległ się tu i owdzie po kościele. Oleńka trzęsła się cała, jak w paroksyzmie febry.</akap>


<akap id="e3714">,,Ale i z tych srogich terminów mocą Królowej Anielskiej wyratowan, do nas na Śląsk się udał i w powrocie naszym do miłej ojczyzny, gdy zdradliwy nieprzyjaciel zasadzkę nam nagotował, pomieniony chorąży orszański samoczwart<pe><slowo_obce>samoczwart</slowo_obce> (daw.) --- sam z trzema towarzyszami.</pe> tylko na całą potęgę nieprzyjacielską się rzucił, osobę naszą ratując. Tam posieczon i rapierami skłuty, do pół boków we krwi własnej rycerskiej się pławiąc, z pobojowiska jako bez duszy był podniesion..."</akap>


<akap id="e3715">Oleńka obie ręce przyłożyła do skroni i podniósłszy głowę, poczęła łowić w spieczone usta powietrze. Z piersi jej wychodził jęk:</akap>


<akap_dialog id="e3716">--- Boże! Boże! Boże!</akap_dialog>


<akap id="e3717">I znów zabrzmiał głos księdza, także coraz bardziej wzruszony:</akap>


<akap id="e3718">,,A gdy staraniem naszym do zdrowia przyszedł, i wtedy nie spoczął, ale dalsze wojny odprawował, z chwałą niezmierną stawając w każdej potrzebie, za wzór rycerstwu przez hetmanów obojga narodów podawany, aż do szczęśliwego zdobycia Warszawy, po którym do Prus pod przybranym nazwiskiem Babinicza był wyprawiony..."</akap>


<akap id="e3719">Gdy to imię zabrzmiało w kościele, gwar ludzki zmienił się jakoby w szmer fali. Więc Babinicz to on?! Więc ów pogromca Szwedów, zbawca Wołmontowicz, zwycięzca w tylu bitwach to Kmicic?!... Szum wzmagał się coraz bardziej, tłumy poczęły cisnąć się ku ołtarzowi, aby go widzieć lepiej.</akap>


<akap_dialog id="e3720">--- Boże, błogosław mu! Boże, błogosław! --- ozwały się setki głosów.</akap_dialog>


<akap id="e3721">Ksiądz zwrócił się ku ławce i przeżegnał pana Andrzeja, który, wsparty ciągle o stalle, do umarłego niż żywego był podobniejszy, bo dusza wyszła zeń ze szczęścia i uleciała ku niebiosom.</akap>


<akap id="e3722">Po czym kapłan dalej czytał:</akap>


<akap id="e3723">,,Tamże nieprzyjacielski kraj ogniem i mieczem spustoszył, do wiktorii pod Prostkami głównie się przyczynił, księcia Bogusława własną ręką obalił i pojmał, następnie do starostwa naszego żmudzkiego powołany, jak niezmierne usługi oddał, ile miast i wsiów<pe><slowo_obce>wsiów</slowo_obce> --- dziś popr. forma D. lm: wsi.</pe> od nieprzyjacielskiej ręki uchronił, o tym tamtejsi <slowo_obce>incolae</slowo_obce><pe><slowo_obce>incola</slowo_obce> (łac.) --- mieszkaniec; tu M. lm <slowo_obce>incolae</slowo_obce>: mieszkańcy.</pe> najlepiej wiedzieć powinni."</akap>


<akap_dialog id="e3724">--- Wiemy! wiemy! wiemy! --- grzmiało w całym kościele.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3725">--- Uciszcie się --- rzekł ksiądz, podnosząc pismo królewskie ku górze.</akap_dialog>


<akap id="e3726"><begin id="b1286385598215-2438829602"/><motyw id="m1286385598215-2438829602">List, Przemiana, Sława</motyw>,,Przeto my (czytał dalej) rozważywszy wszystkie jego zasługi względem naszego majestatu i ojczyzny tak niezmierne, że i syn większych ojcu i matce oddać by nie mógł, postanowiliśmy je w tym liście naszym promulgować<pe><slowo_obce>promulgować</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>promulgo, promulgare</slowo_obce>: wyjawiać, obwieszczać) --- ogłosić.</pe>, ażeby tak wielkiego kawalera, wiary, majestatu i Rzeczypospolitej obrońcę nieżyczliwość ludzka dłużej już nie ścigała, lecz aby przynależną cnotliwym chwałą i powszechną miłością okryty chodził. Nim zaś sejm następny, chęci te nasze potwierdzając, wszelką zmazę z niego zdejmie, i nim starostwem upickim, które <slowo_obce>vacat</slowo_obce><pe><slowo_obce>vaco</slowo_obce>, <slowo_obce>vacare</slowo_obce> (łac.) --- brakować, być pustym; tu 3.os. lp cz.ter. <slowo_obce>vacat</slowo_obce>: jest nieobsadzone, pozostaje wolne.</pe>, nagrodzić go będziem mogli, prosim uprzejmie nam miłych obywatelów starostwa naszego żmudzkiego, aby te słowa nasze w sercach i umysłach zatrzymali, które nam sama <slowo_obce>iustitia, fundamentum regnorum<pe><slowo_obce>iustitia, fundamentum regnorum</slowo_obce> (łac.) --- sprawiedliwość, fundament władzy.</pe></slowo_obce>, przesłać, ku ich pamięci, nakazała."<end id="e1286385598215-2438829602"/></akap>


<akap id="e3727">Tu skończył ksiądz i zwróciwszy się do ołtarza, modlić się począł; pan Andrzej zaś uczuł nagle, że jakaś dłoń miękka chwyta jego rękę, spojrzał: była to Oleńka, i nim miał czas pomiarkować się, cofnąć dłoń, panna podniosła ją i przycisnęła do ust wobec wszystkich w obliczu ołtarza i tłumów.</akap>


<akap_dialog id="e3728">--- Oleńka! --- krzyknął zdumiony Kmicic.</akap_dialog>


<akap id="e3729">Lecz ona wstała i zakrywszy twarz zasłoną, rzekła do miecznika:</akap>


<akap_dialog id="e3730">--- Stryju! chodźmy, chodźmy stąd prędko!</akap_dialog>


<akap id="e3731">I wyszli przez drzwi zakrystii.</akap>


<akap id="e3732">Pan Andrzej próbował wstać, wyjść za nią, lecz nie mógł...</akap>


<akap id="e3733">Siły opuściły go zupełnie.</akap>


<akap id="e3734">Natomiast w kwadrans później znalazł się przed kościołem, trzymany pod ręce przez pana Wołodyjowskiego i pana Zagłobę.</akap>


<akap id="e3735">Tłumy obywatelstwa, drobnej szlachty i pospolitego ludu cisnęły się dokoła; niewiasty --- zaledwie która zdołała się oderwać od piersi wracającego z wojny męża --- już wiedzione ciekawością, płci swojej właściwą, biegły popatrzyć na tego strasznego ongi Kmicica, dziś zbawcę Laudy i przyszłego starostę. Koło zaciskało się coraz więcej, aż laudańscy musieli w końcu otoczyć i bronić od natłoku rycerza.</akap>


<akap_dialog id="e3736">--- Panie Andrzeju! --- wołał pan Zagłoba --- ot, przywieźliśmy ci gościńca. Sam się takiego nie spodziewałeś! Do Wodoktów teraz, do Wodoktów, na zrękowiny<pe><slowo_obce>zrękowiny</slowo_obce> (daw.) --- zaręczyny.</pe> i wesele!...</akap_dialog>


<akap id="e3737">Dalsze słowa pana Zagłoby zginęły w gromkim okrzyku, który naraz pod przywództwem Józwy Beznogiego podnieśli wszyscy laudańscy:</akap>


<akap_dialog id="e3738">--- Niech żyje pan Kmicic!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3739">--- Niech żyje! --- powtórzyły tłumy. --- Nasz starosta upicki niech żyje! niech żyje!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3740">--- Do Wodoktów! wszyscy! --- huknął znowu pan Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3741">--- Do Wodoktów! do Wodoktów! --- wrzasnęło tysiąc ust. --- W swaty do Wodoktów, z panem Kmicicem, z naszym zbawcą! Do panienki! do Wodoktów!</akap_dialog>


<akap id="e3742">I ruch uczynił się ogromny. Lauda siadła na koń; z tłumów, kto żyw, dopadał wozów, bryczek, wasągów<pe><slowo_obce>wasąg</slowo_obce> --- wóz z burtami plecionymi z wikliny.</pe>, podjezdków<pe><slowo_obce>podjezdek</slowo_obce> --- koń mniejszej wartości, słaby a. młody.</pe>. Piesi na przełaj poczęli biec przez lasy i pola. Okrzyk: ,,Do Wodoktów!", brzmiał w całym miasteczku. Drogi zaroiły się różnobarwnymi kupami ludzi.</akap>


<akap id="e3743">Pan Kmicic jechał w skarbniczku między Wołodyjowskim i Zagłobą i raz wraz któregoś brał w ramiona. Mówić jeszcze nie mógł, bo zbyt był wzruszony, zresztą pędzili tak, jakby Tatarzy na Upitę napadli. Wszystkie bryki i wozy pędziły tak samo koło nich.</akap>


<akap id="e3744">Byli już dobrze za miastem, gdy nagle pan Wołodyjowski pochylił się do ucha Kmicica:</akap>


<akap_dialog id="e3745">--- Jędrek --- spytał się --- a nie wiesz, gdzie tamta?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3746">--- W Wodoktach! --- odpowiedział rycerz.</akap_dialog>


<akap id="e3747">Wówczas, czy wiatr począł tak poruszać wąsikami pana Michała, czy wzruszenie, nie wiadomo, dość, że przez całą drogę nie przestawały wysuwać się naprzód, jakby dwa szydła lub dwie macki chrabąszcza.</akap>


<akap id="e3748">Pan Zagłoba śpiewał z radości tak okrutnym basem, że aż się konie płoszyły:</akap>


<poezja_cyt>
<strofa id="e3783"><wers_wciety typ="">Dwoje nas było, Kasieńko, dwoje na świecie,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="">Ale mi się coś wydaje, że jedzie trzecie.</wers_wciety></strofa>


</poezja_cyt>
<akap id="e3749">Anusia nie była tej niedzieli w kościele, bo przy słabej pannie Kulwiecównie z kolei zostać musiała, przy której się z Oleńką dzień po dniu zmieniały.</akap>


<akap id="e3750">Cały ranek zajęta była doglądaniem i opatrunkiem chorej, tak że późno dopiero mogła się zabrać do pacierzy.</akap>


<akap id="e3751">Zaledwie jednak wymówiła ostatnie: ,,Amen", gdy zaturkotało przed bramą i Oleńka wpadła jak wicher do pokoju.</akap>


<akap_dialog id="e3752">--- Jezus, Maria! Co się stało? --- krzyknęła, spojrzawszy na nią, panna Borzobohata.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3753">--- Anusiu! wiesz, kto jest pan Babinicz? To pan Kmicic!</akap_dialog>


<akap id="e3754">Anusia zerwała się na równe nogi.</akap>


<akap_dialog id="e3755">--- Kto ci powiedział?</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3756">--- Czytano list królewski... pan Wołodyjowski przywiózł... laudańscy...</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3757">--- To pan Wołodyjowski wrócił?... --- krzyknęła Anusia.</akap_dialog>


<akap id="e3758">I nagle rzuciła się w ramiona Oleńki.</akap>


<akap id="e3759">Oleńka przyjęła ten wybuch czułości jako dowód Anusinego afektu dla siebie, bo zresztą była zgorączkowana, prawie nieprzytomna. Na twarzy miała ogniste wypieki, a pierś jej falowała, jak gdyby z wielkiego zmęczenia.</akap>


<akap id="e3760">Więc poczęła opowiadać bez ładu i przerywanym głosem wszystko, co w kościele słyszała, biegając przy tym jak szalona po komnacie i powtarzając co chwila: ,,To ja go niewarta!" --- czyniąc sobie zarzuty okrutne, że go najgorzej ze wszystkich skrzywdziła, że nawet modlić się za niego nie chciała wówczas, gdy on we krwi własnej za Najświętszą Pannę, za ojczyznę i za króla się pławił.</akap>


<akap id="e3761">Próżno Anusia, biegając za nią po izbie, próbowała ją pocieszać. Ona powtarzała wciąż jedno, że go niewarta, że nie śmiałaby mu w oczy spojrzeć; to znów poczynała mówić o czynach Babinicza, o porwaniu Bogusława, o jego zemście, o ocaleniu króla, o Prostkach i Wołmontowiczach, i Częstochowie; to wreszcie o swoich winach i o swej zawziętości, za którą musi odpokutować w klasztorze.</akap>


<akap id="e3762">Dalsze jej wyrzekania przerwał pan Tomasz, który wpadłszy jak bomba do komnaty, zakrzyknął:</akap>


<akap_dialog id="e3763">--- Na Boga! cała Upita do nas wali! Już są we wsi, a Babinicz pewnie z nimi!</akap_dialog>


<akap id="e3764">Jakoż za chwilę daleki okrzyk zwiastował zbliżanie się tłumów. Miecznik porwał Oleńkę i wyprowadził na ganek; Anusia wypadła za nimi.</akap>


<akap id="e3765">Wtem tłumy ludzi i koni zaczerniły się w dali i jak okiem sięgnąć cała droga była jeszcze nimi zapchana. Dobiegli w końcu do dziedzińca. Piesi przedostawali się szturmem przez fosę i płoty; wozy tłoczyły się w bramie, a wszystko to krzyczało, wyrzucało czapki w górę.</akap>


<akap id="e3766">Wreszcie ukazał się huf<pe><slowo_obce>huf</slowo_obce> --- hufiec, oddział.</pe> zbrojny laudańskich, otaczających skarbniczek, w którym siedziało trzech mężów: pan Kmicic, pan Wołodyjowski i pan Zagłoba.</akap>


<akap id="e3767">Skarbniczek zatrzymał się nieco opodal, bo już tyle ludu natłoczyło się przed gankiem, że nie można było tuż dojechać. Zagłoba z Wołodyjowskim wyskoczyli pierwsi i pomógłszy Kmicicowi zsiąść, zaraz chwycili go pod ramiona.</akap>


<akap_dialog id="e3768">--- Rozstąpcie się! --- krzyknął Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3769">--- Rozstąpić się! --- powtórzyli laudańscy.</akap_dialog>


<akap id="e3770">Ludzie usunęli się zaraz, tak że środkiem tłumu utworzyła się pusta droga, po której wiedli Kmicica aż do ganku dwaj rycerze. On słaniał się i blady był bardzo, ale szedł z głową podniesioną, zarazem zmieszany i szczęśliwy.</akap>


<akap id="e3771">Oleńka oparła się o odrzwia i ręce opuściła bezwładnie po sukni; lecz gdy był już blisko, gdy spojrzała w twarz tego mizeraka, który po tylu latach rozłąki zbliżał się oto jak Łazarz<pe><slowo_obce>Łazarz</slowo_obce> --- postać biblijna, przyjaciel Jezusa Chrystusa, który go wyprowadził z grobu i przywrócił do życia.</pe>, bez kropli krwi w twarzy, wówczas szlochanie rozdarło na nowo jej piersi. <begin id="b1286386278483-1010655333"/><motyw id="m1286386278483-1010655333">Spotkanie, Pocałunek</motyw>On ze słabości, ze szczęścia i zmieszania nie wiedział sam, co ma mówić, więc wstępując na ganek, powtarzał tylko przerywanym głosem:</akap>


<akap_dialog id="e3772">--- A co, Oleńka, a co?</akap_dialog>


<akap id="e3773">Ona zaś obsunęła mu się nagle do kolan.</akap>


<akap_dialog id="e3774">--- Jędruś! ran twoich niegodnam całować!</akap_dialog>


<akap id="e3775">Ale w tej chwili wyczerpane siły wróciły rycerzowi, więc porwali ją z ziemi jak piórko i do piersi przycisnął.</akap>


<akap id="e3776">Okrzyk jeden ogromny, od którego zadrżały ściany domów i ostatki liści z drzew opadły, zgłuszył wszystkie uszy. Laudańscy poczęli palić z samopałów, czapki wylatywały w górę, naokół widziałeś tylko uniesione radością twarze, rozpalone oczy i otwarte usta wrzeszczące:</akap>


<akap_dialog id="e3777">--- <slowo_obce>Vivat</slowo_obce> Kmicic! <slowo_obce>vivat</slowo_obce> Billewiczówna! <slowo_obce>Vivat</slowo_obce> młoda para!</akap_dialog>


<akap_dialog id="e3778">--- <slowo_obce>Vivant</slowo_obce><pe><slowo_obce>vivo</slowo_obce>, <slowo_obce>vivere</slowo_obce> (łac.) --- żyć; tu 3.os. lm tr.rozkaz. <slowo_obce>vivant</slowo_obce>: niech żyją.</pe> dwie pary! --- huczał Zagłoba.<end id="e1286386278483-1010655333"/> Ale głos jego ginął w burzy ogólnej.</akap_dialog>


<akap id="e3779">Wodokty zmieniły się jakoby w obóz. Przez cały dzień rżnięto z rozkazu miecznika barany i woły, wykopywano z ziemi beczki miodu i piwa. Wieczorem zasiedli wszyscy do uczty, starsi i znamienitsi w komnatach, młodsi w czeladnej, prostactwo również weseliło się przy ogniskach na podwórzu.</akap>


<akap id="e3780">Przy głównym stole krążyły kielichy na cześć dwóch par szczęśliwych, gdy zaś ochota doszła do najwyższego stopnia, pan Zagłoba wzniósł jeszcze toast następujący:</akap>


<akap_dialog id="e3781">--- Do cię zwracam się, cny panie Andrzeju, i do cię, stary druhu, panie Michale! Nie dość było piersi nadstawiać, krew rozlewać, nieprzyjaciół wycinać! Nie skończony trud wasz, bo gdy siła<pe><slowo_obce>siła</slowo_obce> (daw.) --- dużo, wiele.</pe> ludzi czasu tej okrutnej wojny poległo, musicie teraz nowych obywatelów, nowych obrońców tej miłej Rzeczypospolitej przysporzyć, do czego, tuszę, nie zbraknie wam męstwa ni ochoty! Mości panowie! na cześć onych przyszłych pokoleń! Niechże im Bóg błogosławi i pozwoli ustrzec tej spuścizny, którą im odrestaurowaną naszym trudem, naszym potem i naszą krwią zostawujem<pe><slowo_obce>zostawujem</slowo_obce> --- dziś popr. forma 1.os. lm cz.ter.: zostawiamy.</pe>. Niech, gdy ciężkie czasy nadejdą, wspomną na nas i nie desperują nigdy, bacząc na to, że nie masz takowych terminów, z których by się <slowo_obce>viribus unitis<pe><slowo_obce>viribus unitis</slowo_obce> (łac.) --- wspólnymi siłami.</pe></slowo_obce> przy boskich auxiliach<pe><slowo_obce>auxilium</slowo_obce> (z łac.) --- pomoc.</pe> podnieść nie można.</akap_dialog>


<sekcja_asterysk/>
<akap id="e3782">Pan Andrzej niedługo po ślubie na nową wojnę ruszył, która od wschodniej ściany wybuchła. Lecz piorunujące zwycięstwo Czarnieckiego i Sapiehy nad Chowańskim<pe><slowo_obce>Chowański, Iwan Andriejewicz</slowo_obce> (zm. 1682) --- rosyjski wojskowy, bojar i wojewoda, jeden z dowódców w wojnie polsko-rosyjskiej (1654--1667), o której Sienkiewicz nie mógł w 1884 r. pisać wprost ze względu na cenzurę carską; kariera Chowańskiego zaniepokoiła w końcu dwór carski do tego stopnia, że został ogłoszony buntownikiem i ścięty wraz z synem, co stało się powodem buntu wojskowego, a w XIX w. tematem opery Modesta Musorgskiego <tytul_dziela>Chowańszczyzna</tytul_dziela>.</pe> i Dołgorukim<pe><slowo_obce>Dołgoruki</slowo_obce> --- własc. Dołgorukow, Jurij Aleksiejewicz (1602--1682), kniaź rosyjski, bojar i wojewoda. Dowodził wojskami rosyjskimi w wojnie polsko-rosyjskiej 1654--1667, w 1658 zajął Wilno, w 1670 r. wsławił się także stłumieniem powstania Stieńki Razina (ok. 1630--1671), atamana Kozaków dońskich. Zamordowany podczas powstania strzelców w 1682 r.</pe>, a hetmanów koronnych nad Szeremetem<pe><slowo_obce>Szeremet</slowo_obce> --- własc. Szeremietiew, Wasilij Borisowicz (1622--1682), naczelny wódz południowej części armii rosyjskiej podczas wojny polsko-rosyjskiej 1654--1667. Walczył z wojskami polskimi, tatarskimi i kozackimi. Po dwumiesięcznej bitwie pod Cudnowem dostał się do niewoli tatarskiej, w której zmarł.</pe> ukończyły ją wkrótce. Wówczas wrócił Kmicic świeżą chwałą okryty i na stałe w Wodoktach osiadł. Chorąstwo orszańskie wziął po nim stryjeczny jego, Jakub, który później do nieszczęsnej konfederacji wojskowej należał, <begin id="b1286796080999-291850043"/><motyw id="m1286796080999-291850043">Mąż, Żona</motyw>pan Andrzej zaś, duszą i sercem stojąc przy królu, starostwem upickim nagrodzon, żył długo w przykładnej zgodzie i miłości z Laudą, powszechnym szacunkiem otoczony. Niechętni (bo któż ich nie ma) mówili wprawdzie, że żony we wszystkim zbytnio słucha, ale on się tego nie wstydził, owszem, sam przyznawał, że w każdej ważniejszej sprawie zawsze rady jej zasięga.<end id="e1286796080999-291850043"/></akap>


</powiesc>



</utwor>