<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/sienkiewicz-plomyk/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sienkiewicz, Henryk</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Płomyk</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Ołtusek, Paulina</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kowalska, Dorota</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Ołtusek, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Pozytywizm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Nowela</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez fundację Nowoczesna Polska z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów Marty Niedziałkowskiej. Dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach Programu Narodowego Centrum Kultury - Kultura - Interwencje.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/sienkiewicz-plomyk</dc:identifier.url>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Henryk Sienkiewicz, Baśnie i legendy, wybór, wstęp, przypisy Tomasz Jodełko-Burzecki, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1986.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Henryk Sienkiewicz zm. 1916</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1987</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2013-04-10</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language><dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/media/dynamic/cover/image/2445.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Candle, Matt and Kim Rudge@Flickr, CC BY 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/2445</dc:relation.coverImage.source>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/sienkiewicz-plomyk.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0901-7</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/sienkiewicz-plomyk.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1871-2</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/sienkiewicz-plomyk.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2826-1</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/sienkiewicz-plomyk.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3897-0</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/sienkiewicz-plomyk.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4983-9</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<category.thema.main>FS</category.thema.main>
    <category.thema>1DTP</category.thema>
    <category.thema>3MN</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF><opowiadanie>

<abstrakt>
<akap>Główny bohater opowiadania Płomyk, Piotr Lipiecki, to chłop, który pracował dla Niemców przy wykopie ziemniaków.</akap>


 
<akap>Gdy prace się zakończyły, chciał zabrać z baraku, w którym miał miejsce do spania, święty obrazek i ołowianą lampkę. Po drodze jednak poczuł, że zaczyna chorować. Po dotarciu do baraku uznał, że nie da rady ruszyć w drogę powrotną do rodzinnej wsi --- położył się więc na swoim tapczanie, by odpocząć. Choroba jednak postępowała coraz bardziej, więc Piotr przeraził się, że zapewne niebawem umrze, a Niemcy pochowają go w obcej wierze i bez należytego szacunku. Zaczął się więc gorąco modlić...</akap>


 

<akap>Henryk Sienkiewicz, jeden z najbardziej znanych polskich powieściopisarzy epoki pozytywizmu, jest również autorem nowel o tematyce historycznej, religijnej i podróżniczej. Za całokształt twórczości w 1905 roku otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury.</akap>


 </abstrakt>


<autor_utworu>Henryk Sienkiewicz</autor_utworu>




<nazwa_utworu>Płomyk</nazwa_utworu>


<nota_red>
<akap>Pisownia łączna / rozdzielna: Broń-że > Brońże.</akap>


</nota_red>




<akap>Gdy po wykopaniu ziemniaków wypłacono w końcu strudzonym najmitom należność za cały czas robót polnych, pobrali wszyscy na plecy przygotowane już poprzednio węzełki i ruszyli pod wieczór do najbliższej stacji
kolejowej. Przyzostał<pe><slowo_obce>przyzostać</slowo_obce> (daw., gw.) --- pozostać, zostać na jakiś czas.</pe> tylko Wojciech Lipiecki, chłop spod Kościana, który
przypadkiem przyłączył się wraz z kilku innymi do obieżysasów<pe><slowo_obce>obieżysas</slowo_obce> (daw.) --- wędrowny robotnik najemny; nazwa pochodzi od obchodzenia Saksonii, która była kiedyś najczęstszym celem wyjazdów zarobkowych (por. wyrażenie <wyroznienie>na Saksy</wyroznienie>). </pe> z Królestwa<pe><slowo_obce>Królestwo</slowo_obce> --- tu: Królestwo Polskie a. Królestwo Kongresowe, pot. Kongresówka (utworzone na mocy postanowień kongresu wiedeńskiego). Tereny daw. Polski pozostające pod zaborem rosyjskim w latach 1815--1918. Królem tego organizmu państwowego był car Rosji. Początkowo Królestwo miało odrębną konstytucję, sejm, walutę i wojsko, ale utraciło je w ramach represji po powstaniu listopadowym; zaborcy zaczęli też używać wtedy nazwy Kraj Nadwiślański.</pe> i razem z nimi pracował. Przyzostał on dlatego, że się w dzień podźwigał
worem ziemniaków i czuł się jakiś słaby, a po wtóre i z tej jeszcze przyczyny,
że chciał wstąpić do baraku, w którym ludzie przez cały czas koczowali, i
zabrać stamtąd obrazek Matki Boskiej Częstochowskiej i ołowianą lampkę.
Sam je był zawiesił, jako chłop pobożny, w kącie nad swoim tapczanem, i
oczywiście szkoda mu było świętych rzeczy, a to tym bardziej że Niemcy-lutrzy<pe><slowo_obce>Niemcy-lutrzy</slowo_obce> --- luteranie, jak i wszyscy protestanci, szanują matkę Jezusa i chcą naśladować świętych, ale odrzucają kult świętych i Matki Boskiej, charakterystyczny dla katolicyzmu.</pe> nie umieliby ich uszanować. Więc w tym zamiarze, po otrzymaniu
zapłaty w kancelarii, powlókł się do baraku, wzniesionego na skraju przestronnego pola pod lasem, układając sobie w myśli po drodze, że się prześpi,
wypocznie, a jutro skończy pakowanie i pociągnie za innymi.</akap>


<akap><begin id="b1370427847723-216086962"/><motyw id="m1370427847723-216086962">Choroba, Samotność</motyw>Ale szło mu się jakoś dziwnie niesporo --- i czuł, że ma nogi jak słomiane, że
krzyże go bolą i że w piersiach ma jakby gwoździe, które kłują go przy każdym
poruszeniu. Robiło mu się to gorąco, to zimno. Przed samym barakiem
rozebrało już chłopa do szczętu. Tyle tylko że wszedł, ledwo-ledwo zapalił
lampkę przed obrazem i zaraz gruchnął się jak długi na tapczan. Masz-że
teraz! Dopieroż zląkł się, bo zrozumiał, że przyszła na niego ciężka choroba. I
to tak nagle, i z taką siłą, jak latem przychodzi burza.</akap>


<akap>Od razu stracił moc w kościach. Chciał się przeżegnać i z trudem wielkim
podniósł rękę do czoła, następnie zawlókł ją na piersi, ale do lewego ramienia
ani rusz! I leżał tak czas jakiś, bezwładny jak pień. Jednakże, ponieważ
przytomność nie opuściła go jeszcze, więc naprzód zdjęła go ogromna tęsknota i żal, że ludzie już odeszli i że został tak sam jak Łazarz<pe><slowo_obce>Łazarz</slowo_obce> --- postać biblijna, przyjaciel Jezusa Chrystusa, przez którego został wskrzeszony z martwych. Jako św. Łazarz z Betanii był patronem żebraków i trędowatych, stąd też powiedzenia wiążące jego osobę z nędzą i opuszczeniem.</pe> na obczyźnie. Bo
oto Bóg raczy wiedzieć, kiedy tu kto zajrzy teraz do tego baraku, a przez ten
czas nikt mu i dzbanka z wodą nie poda. Co tu zaś przecie bywało zawsze
gwaru pod wieczór --- i ludzkich głosów, i rozmów, i narzekań, i sporów, i
śmiechu, i śpiewania! A teraz cicho. Myszy jeno, które jesienią chronią się z
pól przed chłodami do zabudowań, chrobocą wszędy i gryzą zawzięcie drzewo, a blisko wygasłego ogniska, w kupie grochowin, świerkają świerszcze
polne. Spojrzy Lipiecki po tapczanach stojących pod ścianami jakby w
nadziei, że może kto zaspał i został; spojrzy na drzwi, że może kto czego
zapomniał i wróci, ale nie widać i nie słychać nic. Barak tylko wydaje mu się
tak ogromny jak nigdy i w głębi całkiem zapełniony mrokiem, bo tylko ta
jedna lampka przed obrazem go oświeca. Chłopu robi się jakoś dziwnie
nieswojo i po prostu straszno. Żeby choć jedna ludzka dusza przy nim --- żeby
choć jedno polskie słowo ozwało się za ścianą --- żeby choć jedno! Nic i nic! A
niechże to Bóg broni chorować w takiej pustce --- zaś jeszcze bardziej umierać
bez księdza, spowiedzi i sakramentów! Przyszło mu na myśl, że gdyby tak
umarł, to Prusaki pogrzebałyby go na luterskim cmentarzu, a może nawet
zakopałyby go gdzie w polu pod borem jak zdechłe bydlę albo psa.<end id="e1370427847723-216086962"/></akap>


<akap>Brońże od tego, Matko jedyna, i ty, święta Barbaro, patronko dobrej
śmierci! Lipieckiemu z niemocy, żałości i utrapienia wezbrały łzy w oczach.
Podniósł wzrok ku płomykowi, który świecił pod obrazkiem, i jął mówić:
,,Pod Twoją obronę uciekamy się, święta Boża Rodzicielko" --- a modlił się
ogromnie gorliwie, bo to jedno dobrze rozumiał, że jeżeli Ona go nie wspomoże, to będzie z nim źle. Ale już podczas modlitwy poczęło mu się tak
mieszać w głowie, że nie mógł jej dokończyć. Pierwej brały go ciągoty i
dreszcze, a teraz chwyciła go gorątwa taka, jakby mu kto rozpalonych węgli
do głowy i do piersi nasypał. I widać, że coraz z nim było gorzej i coraz więcej
tracił rozeznanie, gdyż nagle wydało mu się, że tapczany zaczęły chodzić
jeden za drugim po izbie jak gęsi --- i że z krokwi baraku zwiesiły się jakieś
długie, do ziemi sięgające powrósła, oblepione rojami czarnych wielkich
much. Przymknął oczy, żeby tego nie widzieć, gdyż było w tym coś tak
wstrętnego, że aż skóra na nim ścierpła. Tyle zachował jednak jeszcze przytomności, że powiedział sobie, iż mu się to tylko tak przewiduje i że tego
naprawdę nie ma. Jakoż gdy otworzył znów oczy, tapczany stały po dawnemu
pod ścianami, żadne czarne powrósła nie zwieszały się z pułapu i płomyk
lampki palił się nad nim spokojnie. Czuł się natomiast okrutnie chory i aż mu
dziwno było, że to idzie tak prędko. Dość długo leżał bez ruchu, tylko wargi
mu się trzęsły, bo od czasu do czasu brały go dreszcze. Potem jednak oblała go
nowa fala żaru i powtórnie pomieszały mu się myśli. <begin id="b1370428587943-1969275373"/><motyw id="m1370428587943-1969275373">Wizja, Marzenie</motyw>A że to w gorączce, tak
jak w jasełkach, widzi się coraz to inne rzeczy, czasem straszne, a czasem
miłe, więc przyszło na niego teraz widzenie błogie.</akap>


<akap>Takie zaś było wrażenie, że już nie starczyło Lipieckiemu rozeznania, żeby
sobie powiedzieć, że to jest złuda, ale był pewien, że Matka Boska naprawdę
cud uczyniła i kazała go przenieść aniołom w mig do Kościana. Idzie oto
szerokim lipowym gościńcem od miasta ku swej sadybie... Jest jesień i pogoda
cudna. Liście, jedne czerwone jak płomień, drugie żółte, spływają cicho z
drzew na ziemię, bo nie ma żadnego wiatru. Na dachach domów złoci się
słońce. Lipieckiemu czyni się jakoś rzewliwie na duszy i radość zalewa mu
serce. Pamięta, że był chory, ale teraz czuje się zdrów i wraca do dom. Widać
już jego chałupinę za wiśniowym sadkiem na prawo ode drogi. Tymczasem
przechodzi wedle stawu, po którym mimo jesiennego chłodu bobrują z sieciami chłopaki, a na brzegu stoi starowina proboszcz i pilnuje połowu.
Przychodzi do niego chłop, całuje go w rękę, a ksiądz, spojrzawszy mu na
twarz, mówi: --- Bójcie się Boga, Lipiecki, a wyście się gdzie tak wymizerowali?<end id="e1370428587943-1969275373"/></akap>


<akap_dialog><begin id="b1370428572830-1815301062"/><motyw id="m1370428572830-1815301062">Obcy, Dusza</motyw>--- Dobrodzieju --- odpowiada --- choróbsko opadło mnie na Saksach, alem z
pomocą bożą wyzdrowiał.</akap_dialog>


<akap>A na to ksiądz:</akap>


<akap_dialog>--- Oj! --- powiada --- podziękujcie Matce Boskiej, bo śmierć na obczyźnie to
zatrata nie tylko dla ciała, ale często i dla duszy.<end id="e1370428572830-1815301062"/></akap_dialog>


<akap_dialog>--- Prawda, prawda, prawda!</akap_dialog>


<akap>Tu wśród widzeń zasnął na dobre. Ale w godzinę albo i w dwie później
drgnął nagle i zbudził się. Wydało mu się teraz, że przytomność całkiem mu
wróciła. Tylko czoło miał zlane zimnym potem i poczęły mu ziębnąć ręce,
nogi i nos. Ogarnęło go niewypowiedziane osłabienie. Usłyszał jakby dalekie
dzwony, choć nawet myszy przestały chrobotać i była cisza zupełna. Pomyślał wtedy, że zaczyna konać.</akap>


<akap>Jeszcze raz chciał się przeżegnać --- i nie mógł. Dalekie dzwony jęczały
żałośniej i żałośniej. Lipiecki patrzył, leżąc na wznak, osłupiałymi oczyma w
mrok, który w głębi izby gęstniał, czynił się coraz ciemniejszy i zdawał się
toczyć jak chmura ode drzwi ku środkowi izby.</akap>


<akap>Jednak po chwili nieruchome już prawie źrenice chłopa rozszerzyły się z
trwogi i twarz pobladła mu jak płótno, albowiem w baraku poczęło się dziać
coś nadzwyczajnego i złowrogiego zarazem.</akap>


<akap><begin id="b1370428694072-2364459278"/><motyw id="m1370428694072-2364459278">Potwór</motyw>Oto ów mrok począł zaczyniać się w sobie, skupiać i tworzyć jakowąś
postać: zaokrąglił się z wierzchu niby w potworny łeb, rozszerzył się niżej w
ogromny tułów, a od tego tułowia wyciągnęły się dwie długie, ciemne smugi
jak ręce.</akap>


<akap>Lipieckiemu włosy stanęły dębem na głowie, a zęby poczęły szczękać,
albowiem obaczył teraz wyraźnie, że z całego tego mroku, który zalegał głąb
baraku, zrobił się czarny, straszny wielkolud --- i że wielkolud ten idzie ku
niemu.</akap>


<akap>Jakieś niepojęte, martwe przerażenie napełniło powietrze. Powiało mrozem jak od kupy lodu.</akap>


<akap>A potwór zbliżał się, ale posuwał się tak wolno, jak posuwają się ślepi.
Jakoż istotnie w jego ohydnym łbie nie było wcale oczu --- i tylko ręce wyciągał
coraz dalej przed siebie, macając jednostajnym, okropnym ruchem po tapczanach, jakby szukał, gdzie jest ta żywa ludzka dusza, po którą przyszedł.<end id="e1370428694072-2364459278"/></akap>


<akap_dialog><begin id="b1370428754264-3456721489"/><motyw id="m1370428754264-3456721489">Śmierć, Obcy</motyw><begin id="b1370428924940-1211420645"/><motyw id="m1370428924940-1211420645">Polak, Matka Boska</motyw>--- Jezusie, Maryjo!... --- krzyknął Lipiecki. --- Śmierć! śmierć!</akap_dialog>


<akap>I w tej chwili jeszcze jedna, jasna jak błyskawica, myśl rozświeciła mu
krzepnący mózg, że to nie polska śmierć przy jasnym ognisku domowym,
przy spłakanych twarzach, przy gromnicy i litanii, ale obca, czarna i lodowata pruska śmierć, która dławi człowieka tak niemiłosiernie jak kat i która
jest zgubą bez nadziei i nocą bez światła, otchłanią bez Boga.<end id="e1370428754264-3456721489"/></akap>


<akap>Więc w ostatniej toni i rozpaczy zwrócił jeszcze spojrzenie ku obrazowi i
począł wołać gasnącym już i przerywanym przez śmiertelną czkawkę głosem:</akap>


<akap_dialog><begin id="b1370428868845-181603045"/><motyw id="m1370428868845-181603045">Cud, Walka, Ptak</motyw>--- Panienko Najświętsza!!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ratuj!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O rety!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ratuj!...</akap_dialog>


<akap>Czarne, straszne ręce szukały już na najbliższym tapczanie.</akap>

<separator_linia/>

<akap>Ale wówczas stało się coś takiego, czego żadne ludzkie słowa dobrze nie
wypowiedzą.</akap>


<akap>Płomyk od lampki przed obrazkiem oderwał się nagle i począł płynąć jak
złota pszczoła przez powietrze ku potworowi.</akap>


<akap>Lecz rósł z każdą chwilą; w jednym mgnieniu oka z płomyka stał się
płomieniem, rozpalił się, rozżarzył, zbielał. Z boków strzeliły mu skrzydła,
nad skrzydłami podniosła się głowa jakby w koronie i zmieniony w Białopiórego Ptaka rzucił się błyskawicą na strasznego Czarnoboga. I ujrzał Lipiecki ogromną bitwę światła z ciemnością.</akap>


<akap>Zmora skręciła się niby wąż, w którym utkwiło żeleźce. W mrocznym
cielsku zasyczało coś jak rozpalona stal w wodzie, rozległo się chrapanie i
charczenie. Już Ciemność wije się, rozdziera, a Orzeł razi ją, zatraca, niszczy,
wypala. Zwalił się wreszcie czarny kadłub, runął łeb, rozkruszyły się plugawe
ramiona, po czym opadło wszystko i rozwiało się prochem marnym.</akap>


<akap>Cały barak zalało światło tak jasne, jak słoneczne.</akap>

<separator_linia/>

<akap>A gdy Srebrzysty Ptak zmienił się na powrót w płomyk i przyleciał znów
złotą pszczółką przed obraz, Lipiecki spał już głębokim snem i w ciszy, jaka
zalegała barak, słychać było tylko jego spokojny, równy oddech.<end id="e1370428868845-181603045"/></akap>

<separator_linia/>

<akap><begin id="b1370429023086-409020451"/><motyw id="m1370429023086-409020451">Wierzenia</motyw>W kilka dni później wrócił chłop w dobrym zdrowiu do rodzinnej wioski i
przez całą potem zimę --- i w mieście, i po chałupach --- rozpowiadał, co mu się
owej nocy przygodziło. Więc niektórzy dziwili się wielkim dziwem, inni zaś
myśleli, że to wszystko widział w gorączce albo we śnie. Jednakże proboszcz
starowina wierzył głęboko, że to był cud prawdziwy. Pewnej niedzieli powiedział nawet ludziom w kościele z ambony, że płomyk sprzed oblicza Bogarodzicielki potrafi się na Jej rozkaz w orła przemienić i że może nieraz jeszcze
obroni chłopa polskiego przed niejednym Czarnobogiem i niejedną zmorą
śmiertelną.<end id="e1370429023086-409020451"/><end id="e1370428924940-1211420645"/></akap>


</opowiadanie></utwor>