<utwor>
  <rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
    <rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/shelley-prometeusz-rozpetany/">
    <dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Shelley, Percy Bysshe</dc:creator>
    <dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Prometeusz rozpętany</dc:title>
    <dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
    <dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sekuła, Elżbieta</dc:contributor.editor>
    <dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kotwica, Wojciech</dc:contributor.editor>
    <dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kopeć-Gryz, Aleksandra</dc:contributor.technical_editor>
    <dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
    <dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2022-09-22</dc:date>
    <dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1972</dc:date.pd>
    <dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
    <dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
    
    <dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Feliks Jezierski zm. 1901</dc:rights>
    
    <dc:subject.period xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Romantyzm</dc:subject.period>
    <dc:subject.type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dramat</dc:subject.type>
    <dc:subject.genre xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Tragedia</dc:subject.genre>
    <dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury. Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Bibliotekę Uniwersytecką w Toruniu z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów Biblioteki.</dc:description>
    <dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Percy Bysshe Shelley, Prometeusz rozpętany. Dramat liryczny w czterech aktach, tłum. Feliks Jezierski, wyd. Teodor Paprocki i S-ka, Warszawa 1887.</dc:source>
    <dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://kpbc.umk.pl/dlibra/publication/43601/edition/51864</dc:source.URL>
    <dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/shelley-prometeusz-rozpetany/</dc:identifier.url>
    <dc:contributor.translator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Jezierski, Feliks</dc:contributor.translator>
      <dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/7095.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Uprowadzenie Prometeusza, pl. 14, Fantazja Brahmsa, Op. XII (fragment), Max Klinger (1857-1920), domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/7095/</dc:relation.coverImage.source>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/pdf/shelley-prometeusz-rozpetany.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-6754-3</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/shelley-prometeusz-rozpetany.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-6755-0</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/txt/shelley-prometeusz-rozpetany.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-6756-7</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/epub/shelley-prometeusz-rozpetany.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-6757-4</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/mobi/shelley-prometeusz-rozpetany.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-6758-1</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
    <category.legimi>Dramat</category.legimi>
    <category.thema.main>DD.WL-R</category.thema.main>
    <category.thema>1QBAG</category.thema>
    </rdf:Description>
  </rdf:RDF>

<dramat_wierszowany_l>

  <uwaga>
  
<akap>Percy Bysshe Shelley 
Ur. 04 - 08 - 1792 w Horsham
Zm. 08 - 07 - 1822 w Viareggio</akap><akap>Najważniejsze utwory: <tytul_dziela>Alastor, czyli Duch samotności</tytul_dziela> (1815), <tytul_dziela>Hymn do piękna myśli ludzkiej</tytul_dziela> (1816), <tytul_dziela>Rewolucja muzułmańska</tytul_dziela> (1818), <tytul_dziela>Julian and Maddalo</tytul_dziela> (1818), <tytul_dziela>The Cenci</tytul_dziela> (1819), <tytul_dziela>The Masque of Anarchy</tytul_dziela> (1819), <tytul_dziela>Prometeusz rozpętany</tytul_dziela> (1820), <tytul_dziela>Adonais</tytul_dziela> (1821).</akap><akap>Poeta i dramatopisarz angielski doby romantyzmu. Znaczący wpływ na jego twórczość wywarła radykalna filozofia Williama Godwina. Shelley był mężem Mary Wollstonecraft Shelley, autorki <tytul_dziela>Frankensteina</tytul_dziela>; przyjaźnił się także z innym wybitnym przedstawicielem angielskiego romantyzmu, George'em Byronem.</akap><akap>Percy Shelley używał niekiedy pseudonimu <slowo_obce>Pustelnik z Marlow</slowo_obce>.</akap><akap>Więcej informacji o życiu  i twórczości autora <tytul_dziela>Prometeusza rozpętanego</tytul_dziela> można znaleźć we wprowadzeniu do tekstu, umieszczonym poniżej.</akap>



  
  </uwaga>
  
<abstrakt>
<akap><tytul_dziela>Prometeusz rozpętany</tytul_dziela> to liryczny dramat wierszowany autorstwa Percy'ego Bysshe Shelleya, powstały w 1820 roku. Tekst inspirowany jest niezachowaną do naszych czasów tragedią Ajschylosa pod tym samym tytułem; angielski poeta odchodzi jednak od greckiego pierwowzoru --- jego Prometeusz pokazany jest jako <wyroznienie>człowiek</wyroznienie> pełen dobroci, działający w sposób wysoce etyczny; nie ma w nim pychy ani chęci zemsty.</akap>

<akap>Historia przedstawiona przez Shelleya  opowiada o uwolnieniu tytana, ale --- inaczej niż u Ajschylosa --- nie kończy się pojednaniem pomiędzy Zeusem a Prometeuszem, lecz strąceniem z tronu najważniejszego z helleńskich bogów. Ten dramaturgiczny wybór jest odzwierciedleniem charakterystycznej dla romantyzmu wizji, zgodnie z którą bunt przeciw tyranowi musi doprowadzić do jego obalenia. Prometeusz, symbol ludzkości i ofiary za nią, przykuty jest do skały Kaukazu, gdzie sęp pożera jego odrastające codziennie wnętrzności. Znosi godnie swoja mękę z nadzieją na jej zakończenie, gdy Zeus (uosobienie zła) zostanie, zgodnie z przepowiednią, wygnany przez siły dobra. Ostatecznie zostaje on zdetronizowany przez Demogorgona, symbolizującego wieczność, a Prometeusza z okowów wyzwala Herakles, wcielający nadludzką siłę. Tytan poślubia ukochaną Azję (symbol natury), rozpoczynając tym samym panowanie dobra i miłości na świecie.</akap>

<akap>Początkowo <tytul_dziela>Prometeusz rozpętany</tytul_dziela> składał się z trzech aktów, jednak później poeta dołączył jeszcze jeden, przypieczętowując ostatecznie triumf tytułowego bohatera. Poza nowatorskim podejściem do samego mitu warto również zwrócić uwagę na język poetycki dramatu, pełen metafor, neologizmów i erudycyjnych odniesień do topiki antycznej.</akap>

<akap><tytul_dziela> Prometeusz rozpętany</tytul_dziela> jest swoistą kontynuacją tragedii Ajschylosa, a zarazem najwznioślejszym dziełem Shelleya. Bogaty w symbole i alegorie dramat przemyca nierzadko treści anarchistyczne i ateistyczne, mówi o wyzwoleniu człowieka spod władzy państwa, religii i nierówności społecznych --- w ten oto sposób poeta buduje autorską, utopijną wizję świata wolnych ludzi.</akap>
</abstrakt>

<nota_red>
<akap>Informacja o dokonanych zmianach</akap>

<akap>I. Poprawiono błędy źródła: Spezzia > Spezia.</akap>

<akap>II. Wprowadzono uwspółcześnienia w następującym zakresie:</akap>

<akap>Zmiany leksykalne, w tym ortograficzne: Etonu > Eton; ośmnastoletni > osiemnastoletni; władzcą > władcą; puhary > puchary; Pendzla > Pędzla.</akap>

<akap>Udźwięcznienia/ubezdźwięcznienia, np.: zkąd > skąd; blizka > bliska; zfałdowanej > sfałdowanej.</akap>

<akap>Pisownia małą/wielką literą, np.: uniwersytetu oksfordzkiego > Uniwersytetu Oksfordzkiego; zatoka Spezzia > Zatoka Spezia; <tytul_dziela>Rokosz Islamu</tytul_dziela> > <tytul_dziela>Rokosz islamu</tytul_dziela>; wyspy Egejskie > Wyspy Egejskie;</akap>

<akap>Pisownia łączna/rozdzielna, np.: nakoniec > na koniec; nicbym > nic bym; podwakroć > po dwakroć.</akap>

<akap>Pisownia joty, np.: studyował > studiował; Azyo > Azjo.</akap>

<akap>Fleksja, np.: poezyj > poezji; starem > starym; swojem > swoim; mię > mnie.</akap>

<akap>Składnia: pozostał nieosłabionym > pozostał nieosłabiony.</akap>

<akap>Inne zmiany: mięszać > mieszać; przedstawiano na teatrze ateńskim > przedstawiano w teatrze ateńskim.</akap>

<akap>Uwspółcześniono interpunkcję oraz pisownię łączną i rozdzielną wyrazów. Uwzględnione zostały również poprawki naniesione w erracie, znajdującej się na końcu wydania źródłowego.</akap>
</nota_red>


<autor_utworu>Percy Bysshe Shelley</autor_utworu>

<nazwa_utworu>Prometeusz rozpętany</nazwa_utworu>

<naglowek_czesc>Kilka słów o życiu autora</naglowek_czesc>

<akap>Percy Bysshe Shelley urodził się w Field Place<pe><slowo_obce>Field Place</slowo_obce> --- rodzinny dom Shelleya, położony niedaleko miasta Horsham w hrabstwie West Sussex na południu Anglii.</pe> w hrabstwie Sussex, d. 4 sierpnia r. 1792, kiedy Byron<pe><slowo_obce>Byron, George Gordon</slowo_obce> (1788--1824) --- angielski poeta i dramaturg romantyczny, przyjaciel Shelleya.</pe> był już dzieckiem czteroletnim. Był on synem lekarza (Tymoteusza), a wnukiem zbogaconego wskutek popierania wigowskiej<pe><slowo_obce>wigowski</slowo_obce> --- odnoszący się do wigów, brytyjskiego liberalnego stronnictwa, a następnie partii politycznej.</pe> polityki baroneta<pe><slowo_obce>baronet</slowo_obce> --- angielski tytuł szlachecki.</pe>, który, umierając, pozostawił po sobie arcypoważną na owe czasy spuściznę. Ale ani dziadek, ani ojciec, ani całe otoczenie nie dawały owej żywotnej atmosfery, w której by dusza, powołana do wysokich przeznaczeń, całą piersią oddychać mogła. W Field Place, wśród wiejskiej rodziny arystokratycznej, w której ojciec prowadził praktykę lekarską wątpliwej wziętości, a dziadek marzył o zbudowaniu zamku --- nasz Percy zdawał się jakoby odmieńcem, zaniesionym z innego świata, a złożonym do gniazda, które powołując się nieustannie na genealogię, sięgającą czasów Edwarda I<pe><slowo_obce>Edward I Długonogi</slowo_obce> (1239--1307) --- król Anglii od 1272.</pe>, wydawało dotąd mężów pieniędzy, dostojeństw i ,,szanownej głupoty, ale niewielu poetów". Tak więc pierwsze ziarno zwątpienia i walki z zewnętrznym, obcym mu światem zapadło w duszę Shelleya na samym wstępie życia, w domu rodzicielskim. Kiełkowało ono następnie, naprzód w szkole Sion House School, a później w Eton<pe><slowo_obce>Eton</slowo_obce> --- Eton College, jedna z najstarszych angielskich szkół męskich, położona w Berkshire w płd. Anglii. </pe>, dokąd oddano go w piętnastym roku jego życia. Tu dopiero prawdziwy początek owej uporczywej walki słabego przeciw silnemu, charakteru anielskiej słodyczy ze średniowieczną rutyną mistrzów i dziką szorstkością współuczniów, którzy nie szczędzili szyderstw i złośliwych epitetów. W okresie pomiędzy opuszczeniem Eton a wstąpieniem do Uniwersytetu Oksfordzkiego<pe><slowo_obce>Uniwersytet Oksfordzki</slowo_obce> --- ang. <slowo_obce>University of Oxford</slowo_obce>, najstarsza brytyjska uczelnia publiczna w Oksfordzie w płd. Anglii.</pe> osiemnastoletni nasz Percy ukazuje się jako początkujący autor, zakochany w kuzynce swojej, Henryce Grove<pe><wyroznienie/><slowo_obce>Grove, Harriet</slowo_obce> (1791--1867) --- kuzynka Shelleya, omyłkowo uznana przez tłumacza za jego pierwszą żonę (zapewne przez zbieżność imion). Według innych źródeł pierwszą żoną poety i matką ich dwojga dzieci była Harriet Westbrook (1795--1816), a z kuzynką połączył go jedynie romans.</pe> (dwie powieści i tom poezji z owej epoki przeszły bez śladu). W r. 1810 wstąpił do uniwersytetu, gdzie w towarzystwie Jeffersona Hogga<pe><slowo_obce>Hogg, Jefferson</slowo_obce> (1792--1862) --- brytyjski adwokat, przyjaciel Shelleya. </pe>, serdecznego przyjaciela a przyszłego autora życiorysu Shelleya, gorliwie studiował filozofię Platona<pe><slowo_obce>Platon</slowo_obce> (427--347 p.n.e.) --- filozof grecki, kluczowa postać w rozwoju filozofii; uczeń Sokratesa, nauczyciel Arystotelesa.</pe>, Locke'a<pe><slowo_obce>Locke, John</slowo_obce> (1632--1704) --- angielski filozof, lekarz, polityk, politolog i ekonomista.</pe>, Hume'a<pe><slowo_obce>Hume, David</slowo_obce> (1711--1776) --- szkocki filozof, pisarz i historyk.</pe>, Volneya<pe><slowo_obce>Volney, Constantin François de Chaseboeuf de</slowo_obce> (1757--1829) --- francuski filozof, historyk, pisarz i moralista.</pe>. Prace te urozmaicał niekiedy przesyłaniem bezimiennie pisemek polemicznej lub naukowej treści do ówczesnych powag literackich. Jeden z takich pamfletów po odkryciu nazwiska autora spowodował wydalenie go z uniwersytetu. Pod tym uderzeniem pękło ostatnie ogniwo i tak już luźnego związku Shelleya ze starym społeczeństwem. Wkrótce po opuszczeniu Oksfordu nastąpiło smutne w skutkach, bo nierozmyślnie, pod wpływem chwilowego szału zawarte małżeństwo z Henryką Grove, która tajemnie opuściła dom rodzicielski. W r. 1813 urodziła się im córka, Jante<pe><slowo_obce>Shelley, Eliza Jante</slowo_obce> (1813--1876) --- córka Shelleya z pierwszego małżeństwa.</pe>, i pod hasłem tego imienia powstał poemat <tytul_dziela>Królowa Mab</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Królowa Mab</slowo_obce> --- zbiór pieśni Shelleya, opublikowany w 1813 r.</pe>, napisany pod wpływem Southeya<pe><slowo_obce>Southey, Robert</slowo_obce> (1774--1843) --- angielski poeta romantyczny.</pe>, w którym poeta, na tle staromitycznego podania, rzuca główne zarysy negacyjnych dogmatów społecznych, od których odtąd już nigdy nie odstąpił. Małżeństwo to nie przyniosło szczęścia obojgu. Wkrótce bowiem rozłączyli się, a następnie (w r. 1816) Henryka zakończyła życie samobójstwem --- jednak nie z powodu zerwania małżeństwa (bo węzeł przyjaźni pozostał nieosłabiony do końca), lecz pod wrażeniem ucisku ze strony ojca. Dodać przy tym należy, że Shelley nie zapomniał zapewnić opuszczonej środków utrzymania, na jakie tylko pozwalały bardzo naówczas ograniczone, z powodu poróżnienia z ojcem, jego stosunki majątkowe.</akap>

<akap>W Henryce poeta nasz nie znalazł był jednej z owych dwu gwiazd platońskich, które szukają się i spotykają na koniec pod przyciągającą siłą wszechświatowej miłości. Taką gwiazdą była Maria Godwin<pe><slowo_obce>Godwin Shelley, Mary</slowo_obce> (1797--1851) --- angielska poetka i pisarka romantyczna, autorka <tytul_dziela>Frankensteina, czyli współczesnego Prometeusza</tytul_dziela>; druga żona Shelleya. </pe>, córka znakomitego autora <tytul_dziela>Badań w kwestii sprawiedliwości politycznej</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Badania w kwestii sprawiedliwości politycznej</slowo_obce> --- dzieło Williama Godwina (1756--1836), angielskiego publicysty i myśliciela, opublikowane w 1793 r.</pe>, którą spotkał na cmentarzu, przy grobie jej matki. Połączeni idealnym ogniwem, a następnie poślubieni sobie, Shelley i pięknowłosa, blada, o głęboko przenikającym spojrzeniu, Maria, wraz z przyrodnią swą siostrą, <slowo_obce>miss</slowo_obce> Clairmont<pe><slowo_obce>Clairmont, Claire</slowo_obce> (1798--1879) --- przyrodnia siostra Mary Shelley.</pe>, potajemnie puścili się w podróż do Francji. Widok zniszczenia i śladów klęsk po świeżej wojnie wywarł na duszę poety niezatarte wrażenie, którego echo przypomnieć się miało później w cudnych obrazach <tytul_dziela>Rokoszu islamu</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Rokosz islamu</slowo_obce> a. <slowo_obce>Bunt islamu</slowo_obce> --- ang. <tytul_dziela>The Revolt of Islam</tytul_dziela>, poemat Shelleya, pierwotnie zatytułowany <tytul_dziela>Laon and Cythna</tytul_dziela>, wydany w 1818 r.</pe>. Wkrótce jednak brak pieniędzy spowodował powrót trojga zbiegów Renem<pe><slowo_obce>Ren</slowo_obce> --- jedna z najdłuższych rzek w Europie (1233 km), płynąca m.in. przez Niemcy i Francję.</pe> do Anglii. W pierwszym roku wspólnego życia szczęśliwych kochanków, niewątpliwie pod wpływem wspomnień z fantastycznej wędrówki, powstał <tytul_dziela>Alastor, czyli Duch samotności</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Alastor, czyli Duch samotności</slowo_obce> --- poemat Shelleya, opublikowany w 1816 r.</pe>, utwór zapowiadający już orle poloty, gdzie ukryty poza bohaterem poeta nakreśla niejako pierwsze rysy biografii ducha własnego w chwilach walki ideału z rzeczywistością. Ale, co ważniejsze dla charakterystyki Shelleya, słyszymy tu już wyraźniejszą zapowiedź <wyroznienie>kultu natury</wyroznienie>:</akap>

<akap>,,Matko tego bezdennego świata! Przewódź uroczystej pieśni mojej, albowiem ciebie kochałem zawsze i tylko ciebie".</akap>

<akap>Po stworzeniu <tytul_dziela>Alastora</tytul_dziela> poeta z Marią i <slowo_obce>miss</slowo_obce> Clairmont w początkach lata udali się do Szwajcarii i tu nastąpiło spotkanie Shelleya z Byronem, a raczej wzajemne odnalezienie się dwóch dusz pokrewnych, które odtąd wciąż oddziaływały na siebie i dopełniały się wzajem: Byron majestatem pochodu i zdolnością żywszego, bezpośredniejszego kształtowania pojęć, Shelley duchem filozoficznym, którego w dotychczasowych utworach Byrona nie spostrzegamy, oraz prowadzonymi na skalę wszechświatową malowidłami natury, w połączeniu z czarowną słodyczą tak myśli, jak tonów. Tu Shelley po raz pierwszy przeczytał <tytul_dziela>Nową Heloizę</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Nowa Heloiza</slowo_obce> --- powieść Jeana Jacques'a Rousseau (1712--1778) z 1761 r.</pe>.</akap>

<akap>Dwaj nowi, ale duchem już dawni przyjaciele, a raczej dwie pary (albowiem <slowo_obce>miss</slowo_obce> Clairmont stała się teraz dla Byrona tym, czym była Maria dla Shelleya), poili się rozkoszami samotności, zasnutej wspomnieniami i widokami Clarensu<pe><slowo_obce>Clarens</slowo_obce> --- dzielnica w szwajcarskiej gminie Montreux, w kantonie Vaud.</pe>, ,,kolebki" głębokiej miłości, i ,,gaiku Julii"<pe><slowo_obce>gaik Julii</slowo_obce> --- odniesienie do bohaterki wzmiankowanego wyżej tekstu Rousseau, którego pełny tytuł brzmi <tytul_dziela>Julia, Nowa Heloiza, listy dwojga kochanków, mieszkańców małego miasteczka u stóp Alp</tytul_dziela>.</pe>. Ale twórca <tytul_dziela>Childe Harolda</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Childe Harold</slowo_obce> a. <tytul_dziela>Wędrówki Childe Harolda</tytul_dziela> --- poemat Byrona, powstały w latach 1809--1818.</pe> wcielał te wrażenia, Shelley pochłaniał je tylko --- w wyobraźni jego zawiązywały się pierwsze pomysły do <tytul_dziela>Rokoszu islamu</tytul_dziela>. Miejscem poczęcia i urodzenia tej olbrzymiej budowy było Marlow<pe><slowo_obce>Marlow</slowo_obce> --- miasto w Anglii, w hrabstwie Buckinghamshire.</pe>, gdzie poeta po powrocie do Anglii spędzał całe godziny nad brzegami Tamizy<pe><slowo_obce>Tamiza</slowo_obce> --- rzeka w płd. Anglii.</pe>, pod uroczym cieniem lasów bishamskich<pe><slowo_obce>bishamski</slowo_obce> --- znajdujący się w Bisham, wsi angielskiej w hrabstwie Berkshire.</pe>. Od lat prawie chłopięcych trawiąca duszę poety gorączka protestu i reformatorstwa przybrała tu postać wyraźniejszą, bardziej konkretną niż indziej --- chociaż w ogólnym przesnuwaniu pasma brak tu przejrzystości. Myśl wyzwolenia kobiety, a przez kobietę całego społeczeństwa, poeta przeprowadza w powieści, wybierając dla niej za scenę świat muzułmański, jako najjaskrawsze pole moralnych, umysłowych i społecznych więzów tego rodzaju.</akap>

<akap>Dwoje kochanków, Laon i Cytna<pe><slowo_obce>Laon i Cytna</slowo_obce> --- bohaterowie <tytul_dziela>Rokoszu islamu</tytul_dziela> Shelleya.</pe>, natchnieni gorącą wiarą w swój ideał, puszczają się w pielgrzymkę apostolstwa. Laon na pierwszym zaraz kroku dostaje się do niewoli. Wówczas posłannictwo bierze na siebie Cytna: sprowadza przy pomocy kobiet rozruch, a następnie wojnę, i chwilowo tryumfuje. Ale naraz odwraca się karta: zwyciężeni wpadają w ręce sułtana i, na stos rzuceni, giną rzekomo w płomieniach. Ale poeta nie skąpi cudowności: oto w końcu na łodzi perłowej pod sterem dziecięcia-anioła odpływają na wyspę błogosławioną.</akap>

<akap>W nerwowo przyśpieszonym życiu Shelleya szybko następują teraz po sobie klęski i arcydzieła. Wyrokiem kanclerza, strasznego i znienawidzonego lorda Eldona<pe><slowo_obce>lord Eldon</slowo_obce> (1751--1838) --- John Scott, hrabia Eldon, brytyjski prawnik i polityk, lord kanclerz w latach 1801--1806.</pe>, odsądzony został od praw wychowywania dwojga swych dzieci z pierwszej żony, Janty i Karola<pe><slowo_obce>Shelley, Charles Bysshe</slowo_obce> (1814--1826) --- syn Shelleya z pierwszego małżeństwa.</pe>, które odebrano mu i oddano pod opiekę duchownego, Hume'a. Ten gwałt śmiertelny zadany prawom ojca, upamiętniony w wierszu <tytul_dziela>Do lorda Eldona</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Do lorda Eldona</slowo_obce> --- chodzi o tekst <tytul_dziela>To the Lord Chancellor</tytul_dziela>, w którym Shelley atakuje brytyjskiego polityka.</pe>, zerwał ostatnią nić wiążącą go z ojczyzną.</akap>

<akap>W r. 1818 Shelley z rodziną przybył do Włoch, aby uścisnąć dłoń wielkiego współbojownika i odnowić przyjaźń zawartą w Szwajcarii. Temu spotkaniu winniśmy prześliczny obrazek <tytul_dziela>Julian i Maddalo --- Rozmowa</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Julian i Maddalo --- Rozmowa</slowo_obce> --- utwór poetycki Shelleya z 1818 r.</pe>, w której hrabia Maddalo jest uosobieniem Byrona; ,,Julian (Shelley) --- jak mówi poeta w przedmowie --- jest to Anglik, człowiek dobrego urodzenia, który pod hasłem doktryn filozoficznych przemawia za panowaniem człowieka duchem i dowodzi możebności olbrzymich postępów rodu ludzkiego po wytępieniu pewnych utrzymujących się jeszcze przesądów". Maddalo występuje przeciwko pierwszemu punktowi, skąd wywiązuje się gorąca wymiana poglądów, której główną osią jest współczucie dla nieszczęśliwej doli obłąkanych. Prawie jednocześnie ukazała się druga powieść poetycka: <tytul_dziela>Rozalinda i Helena</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Rozalinda i Helena</slowo_obce> --- ang. <tytul_dziela>Rosalind and Helen, A Modern Eclogue</tytul_dziela>, zbiór poezji Shelleya z 1819 r.</pe>, zaliczana bezwarunkowo do rzędu najpiękniejszych kwiatów poezji nowoczesnej. Jest to wołający o pomstę do nieba głos w obronie nieszczęśliwych ofiar przymuszonego małżeństwa. Poeta stworzył go w chwilach rozpaczy; ,,nigdzie też --- mówi Brandes<pe><slowo_obce>Brandes, Georg</slowo_obce> (1842--1927) --- duński krytyk literacki, filozof, podróżnik i pisarz.</pe> --- w walce przeciw wszelkim formom tradycyjnym Shelley nie zaszedł tak daleko".</akap>

<akap>Cztery lata spędzone wo Włoszech, od marca r. 1818 aż do dnia katastrofy, a mianowicie czasy pobytu w Pizie<pe><slowo_obce>Piza</slowo_obce> --- włoskie miasto w regionie Toskania.</pe> i dokonywanych stamtąd wycieczek do Neapolu<pe><slowo_obce>Neapol</slowo_obce> --- włoskie miasto w regionie Kampania.</pe>, Rzymu<pe><slowo_obce>Rzym</slowo_obce> --- stolica i największe miasto Włoch.</pe>, Balsorano<pe><slowo_obce>Balsorano</slowo_obce> --- miejscowość i gmina we włoskim w regionie Abruzja.</pe>, Florencji<pe><slowo_obce>Florencja</slowo_obce> --- włoskie miasto w regionie Toskania.</pe> --- przedstawiają geniusz poety w fazie najwyższego natężenia siły twórczej. Tam, ,,na zwaliskach termów Karakalli<pe><slowo_obce>Karakalla</slowo_obce> (188--217) -- cesarz rzymski z dynastii Sewerów. Termy Karakalli to najlepiej zachowane rzymskie termy, znajdujące się w okręgu XII, na południowy zachód od via Appia.</pe>", jak powiada Shelley w przedmowie, powstał najpotężniejszy w poezji nowożytnej utwór, <tytul_dziela>Prometeusz rozpętany</tytul_dziela>, przed którym nawet najgroźniejsi wrogowie i współzawodnicy Shelleya w końcu ugięli kolano. Wkrótce po <tytul_dziela>Prometeuszu</tytul_dziela> nastąpiła, w tym samym prawie roku, tragedia <tytul_dziela>Cenci</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Cenci</slowo_obce> --- ang. <tytul_dziela>The Cenci</tytul_dziela>, tragedia Shelleya z 1819 r. </pe> --- arcydzieło demonicznego majestatu, do jakiego tylko Milton<pe><slowo_obce>Milton, John</slowo_obce> (1608--1674) --- angielski poeta i pisarz.</pe> i Byron, a spośród naszych mistrzów tylko Słowacki<pe><slowo_obce>Słowacki, Juliusz</slowo_obce> (1809--1849) --- polski poeta romantyczny.</pe> w tragedii tegoż imienia, wznieść się umieli. Shelley --- równie jak nasz poeta --- zaczerpnął treść swego utworu z archiwów pałacu Cencich, w odwrotnym wszakże przedstawił ją profilu. Jakby dla osłabienia czynionych mu zarzutów, że jego typom braknie substancji, doprowadził tu je Shelley do ostatecznych krańców rzeczywistości.</akap>

<akap>Włochy hojnie dostarczały wieszczowi natchnień najróżnorodniejszych; wielkimi falami wpływał w duszę poety ów świat przeżytej wielkości, piękna, sztuki i natury, z zawisłą nad nim atmosferą materialnych ponęt i zbrodni; obok tych czynników podniecały jeszcze twórczy jego polot wypadki życia. W końcu r. 1820 zagasła najpoetyczniejsza, najrodzeńsza mu dusza --- John Keats<pe><slowo_obce>Keats, John</slowo_obce> (1795--1821) --- angielski poeta romantyczny.</pe>; niezapomniany twórca <tytul_dziela>Endymiona</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Endymion</slowo_obce> --- dzieło Keatsa z 1818 r.</pe> zmarł bolesnym zgonem w 26. roku życia. Temu smutnemu wypadkowi, jak zranieniu muszli, poezja zawdzięcza <tytul_dziela>Adonaisa</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Adonais</slowo_obce> --- elegia Shelleya na cześć Keatsa z 1821 r.</pe>, elegię nad elegiami, gdzie nasz poeta, tak pesymistycznie nastrojony względem świata i rzeczy ludzkich, bryznął im w oczy krwawą żółcią. <tytul_dziela>Adonais</tytul_dziela> --- to cała dusza Shelleya, z której rozpaczliwie rozlega się pogrzebowy dzwon nad ukochanym Johnem i nadziejami samego poety.</akap>

<akap>Przeciwobrazem <tytul_dziela>Adonaisa</tytul_dziela> jest <tytul_dziela>Epipsychidion</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Epipsychidion</slowo_obce> --- poemat Shelleya z 1821 r.</pe>, prześliczna rapsodia, w której Shelley, pod postacią nieznanego poety, zmarłego we Florencji, wypowiada swą platoniczną miłość ku Emilii Viviani<pe><slowo_obce>Emilia Viviani</slowo_obce> --- właśc. Teresa Viviani, córka gubernatora Pizy, zamknięta przez ojca w klasztorze.</pe>.</akap>

<akap>Paląca naówczas kwestia grecka natchnęła go pomysłem do <tytul_dziela>Hellady</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Hellada</slowo_obce> --- wierszowany dramat Shelleya, napisany w 1821 r.</pe>, dramatu lirycznego z chórami, w którym poeta przepowiada wyzwolenie Grecji, jako nieulegającą wątpliwości, cywilizacyjną konieczność postępu ludzkości. Na koniec do tego okresu, pomiędzy r. 1819 i 1822, należy między innymi poczet arcydzieł liryki: <tytul_dziela>Oda do Nieba</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Czarodziejka Atlasu</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Oda do Wiatru zachodniego</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Oda do Skowronka</tytul_dziela> itd., <tytul_dziela>Mimoza</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Mimoza</slowo_obce> --- poemat Shelleya z 1820 r.</pe>, sielanka niewysłowionej piękności, którą słusznie nazwano ,,świętem kwiatów", oraz niektóre poematy polityczne i satyry.</akap>

<akap>W drugiej połowie roku 1822 kończy się poetycka, z namaszczoną namiętnością prowadzona działalność Shelleya, a kończy się nieprzewidzianym jego zgonem. Podczas wycieczki morskiej w odwiedziny do przyjaciół utonął wraz z towarzyszem, Williamsem<pe><slowo_obce>Williams, Edward</slowo_obce> (1793--1822) --- emerytowany oficer, przyjaciel Shelleya. </pe>, w Zatoce Spezia<pe><slowo_obce>Zatoka Spezia</slowo_obce>, wł. <slowo_obce>Golfo della Spezia</slowo_obce> --- zatoka Morza Tyrreńskiego na płn.-zach. wybrzeżu Włoch, nad którą położone jest miasto La Spezia.</pe>. Wyrzucone przez morze zwłoki wskutek polecenia władz miejscowych spalono, a popioły złożono na cmentarzu protestanckim w Rzymie. Na grobie wyryto napis (w języku łacińskim):</akap>



<strofa>Percy Bysshe Shelley/
Serce Serc/
Urodzony IV sierpnia 1792/
Zmarł VIII lipca 1822.</strofa>





<naglowek_czesc>Prometeusz rozpętany</naglowek_czesc>


<lista_osob>
<naglowek_listy>OSOBY DRAMATU:</naglowek_listy>
<lista_osoba><osoba>Prometeusz</osoba></lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Demogorgon</osoba></lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Zeus</osoba> (Jowisz)</lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Ziemia</osoba></lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Ocean</osoba></lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Apollo</osoba></lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Hermes</osoba> (Merkury)</lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Herakles</osoba> (Herkules)</lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Azja</osoba>, oceanida</lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Pantea</osoba>, oceanida</lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Jona</osoba>, oceanida</lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Widmo Zeusa</osoba></lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Duch Ziemi</osoba></lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Duch Księżyca</osoba></lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Duchy Godzin</osoba></lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Duchy</osoba>, <osoba>Echa</osoba>, <osoba>Fauny</osoba>, <osoba>Furie</osoba>.</lista_osoba>
</lista_osob>

<akap>Tragicy greccy, biorąc przedmiot utworu z własnych dziejów lub mitologii, rozsnuwali go z pewną swobodą. Nie uważali oni za konieczny obowiązek przyłączać się do zwykłego poglądu ani iść śladem współzawodników lub poprzedników, tak w tytule, jak i w prowadzeniu akcji. Byłoby to bowiem zrzeczeniem się dążenia do wyższości nad nimi, kiedy właśnie to dążenie wywołało utwór. Historię Agamemnona<pe><slowo_obce>Agamemnon</slowo_obce> (mit. gr.) --- król Myken, naczelny wódz greckiej wyprawy przeciw Troi, brat Menelaosa; po powrocie z wojny trojańskiej zamordowany przez żonę i jej kochanka, pomszczony przez swego syna Orestesa; tytułowy bohater tragedii Ajschylosa z 458 p.n.e.</pe> z rozmaitymi zmianami przedstawiano w teatrze ateńskim.</akap>

<akap>Na krok podobnej swobody i ja się odważyłem. W <tytul_dziela>Prometeuszu rozkutym</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Prometeusz rozkuty</slowo_obce> --- niezachowana tragedia Ajschylosa, ostatnia część trylogii prometejskiej.</pe> Eschylosa<pe><slowo_obce>Eschylos</slowo_obce> (z łac.) a. <slowo_obce>Ajschylos</slowo_obce> (525--456 p.n.e.) --- jeden z najwybitniejszych tragików ateńskich.</pe> pojednanie Zeusa<pe><slowo_obce>Zeus</slowo_obce> (mit. gr.) --- najważniejszy spośród bogów olimpijskich; bóg nieba i ziemi, władał piorunami. </pe> ze swą ofiarą następuje jako nagroda za odkrycie niebezpieczeństwa, jakim groziło Zeusowi małżeństwo z Tetydą<pe><slowo_obce>Tetyda</slowo_obce> (mit. gr.) --- jedna z Nereid, matka Achillesa.</pe>. Odpowiednio do tego pojęcia Tetyda zostaje żoną Peleusa<pe><slowo_obce>Peleus</slowo_obce> (mit. gr.) --- król Ftyi w Tesalii, argonauta, ojciec Achillesa.</pe>, a Zeus posyła Herkulesa<pe><slowo_obce>Herkules</slowo_obce> (mit. rzym.) a. <slowo_obce>Herakles</slowo_obce> (mit. gr.) --- heros grecki słynny z ogromnej siły i wykonania 12 trudnych i niebezpiecznych zadań.</pe>, aby uwolnił z więzów Prometeusza<pe><slowo_obce>Prometeusz</slowo_obce> (mit. gr.) --- jeden z tytanów, dobroczyńca ludzkości; ukradł bogom ogień, by darować go ludziom; za karę został przykuty do skał Kaukazu, gdzie sęp wyjadał mu wciąż odrastającą wątrobę; według niektórych mitów był także stworzycielem pierwszych ludzi i opiekował się nimi, ucząc wielu przydatnych umiejętności.</pe>. Gdybym ja dramat mój wzorem tego ukształtował, byłoby to nic więcej, jak odbudowanie zatraconego dramatu Eschylosa... Ale myśl o pojednaniu się bojownika ludzkości z Zeusem, wyznaję, wstrętna mi była. Duchowe współczucie ku akcji, wywołane tak potężnie cierpieniami i wytrwałością Tytana<pe><slowo_obce>tytani</slowo_obce> (mit. gr.) --- bogowie z pokolenia poprzedzającego bogów olimpijskich.</pe>, upadłoby stanowczo, gdyby pomyśleć nam przyszło, że Prometeusz cofa wzniosłe swe słowa i ugina się przed tryumfującym, krzywoprzysięskim przeciwnikiem. Jedyną postacią fantazji, podobną poniekąd Prometeuszowi, jest szatan; ale zdaniem moim Prometeusz uosabia charakter wyższy poetycznie; ponieważ oprócz tego, że koniecznymi stronami jego charakteru są: moc duchowa, wzniosłość, cierpliwa i wytrwała walka z wszechmocnym gwałtem, występuje on wolny od wszelkich skaz nienawiści, zemsty i chciwości władania, które tak wybitnie odejmują sympatię Miltonowskim bohaterom <tytul_dziela>Raju utraconego</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Raj utracony</slowo_obce> --- poemat epicki Johna Miltona z 1667 r.</pe>. Tu nasuwa się przed oczy niebezpieczna kazuistyka<pe><slowo_obce>kazuistyka</slowo_obce> --- drobiazgowe rozważanie szczegółowych problemów, najczęściej moralnych lub prawnych, poprzez podciąganie ich pod zasady ogólne; pot.: pokrętne argumentowanie w celu uzasadnienia założonej z góry tezy.</pe> --- kiedy tymczasem Prometeusz jest niejako typem najwyższej doskonałości ducha i serca, podniecanym ku arcydobremu i arcyszlachetnemu celowi najczystszymi i najprawdziwszymi pobudkami.</akap>

<akap>Przy tej sposobności niech wolno mi będzie oświadczyć, że posiadam w duszy mej to, co jeden z filozofów szkockich nazywa ,,namiętnością reformowania świata". Co do mnie, wolę być potępiony z Platonem i lordem Baconem<pe><slowo_obce>Bacon, Francis</slowo_obce> (1561--1626) --- angielski filozof.</pe>, aniżeli pójść do nieba z Paleyem<pe><slowo_obce>Paley, William</slowo_obce> (1743--1805) --- angielski teolog i filozof.</pe> i Malthusem<pe><slowo_obce>Malthus, Thomas</slowo_obce> (1766--1834) --- ekonomista angielski i duchowny anglikański.</pe>... Błędem jednak byłoby sądzić, że moje poezje poświęcam jedynie prostym i bezpośrednim wymogom reformy, w ogóle bowiem mam wstręt do poezji dydaktycznej. Celem moim było dotąd spokrewnić wysoko wykształconą fantazję wybranych czytelników z pięknymi ideałami doskonałości moralnej.</akap>

<akap>P. B. Shelley.</akap>



<naglowek_akt>AKT I</naglowek_akt>





<didaskalia>Scena. Wąwóz lodowatych skał Kaukazu Indyjskiego<pe><slowo_obce>Kaukaz Indyjski</slowo_obce> --- starożytna nazwa gór Hindukusz, położonych w Azji Południowo-Zachodniej, na terenie ob. płn.-wsch. Afganistanu i płn. Pakistanu.</pe>. Nad przepaścią widać <osoba>Prometeusza</osoba> w więzach. U stóp jego siedzi <osoba>Pantea</osoba><pe><slowo_obce>Pantea</slowo_obce> (mit. gr.) --- siostra Azji, szwagierka Prometeusza.</pe> i <osoba>Jona</osoba><pe><slowo_obce>Jona</slowo_obce> (mit. gr.) --- siostra Azji, szwagierka Prometeusza.</pe>. Noc. Podczas sceny z wolna świta poranek.</didaskalia>




<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><begin id="b1662729612526-2249481044"/><motyw id="m1662729612526-2249481044">Bóg, Konflikt, Niewola, Prometeusz, Cierpienie, Władza, Kondycja ludzka, Samotność</motyw>Wszechwładco bogów, demonów i duchów<pt><slowo_obce>Wszechwładco bogów, demonów i duchów</slowo_obce> --- Pierwszą wskazówkę wiary w demony spotykamy u Hezjoda. U pitagorejczyków wchodziła ona w skład misteriów. Plato sprowadził ją do sfery psychologicznej, ale u neoplatonistów weszła ona na powrót do rzędu pojęć mistycznych. Demony tedy były to twory pośrednie pomiędzy bogami a ludźmi.</pt>,/
Prócz jedynego<pt><slowo_obce>Prócz jedynego</slowo_obce> --- oprócz Prometeusza.</pt> wszystkich, co te jasne,/
Te wirujące napełniają światy,/
Na które tylko ty, a wśród żyjących/
Ja tylko, patrzym bezsenną źrenicą;/
O Zeusie, spojrzyj na tę ziemię, która/
Twych niewolników roi się mrowiskiem./
A ty, za hołd ich, modły, uwielbienia,/
Za hekatomby tylu serc złamanych/
Odpłacasz grozą twego majestatu,/
Ich samowzgardą i marną nadzieją./
A mnie --- wrogowi --- ślepy z zaciekłości,/
Ku własnej hańbie, mnie ty pozwoliłeś/
--- Królować, tryumf odnosić nad moją/
Nędzą, nad twoim bezsilnym szyderstwem./
Trzy tysiąclecia, co --- łamiąc się wiecznie/
W bezsenne chwile, w godziny katuszy ---/
Porówne latom, męka i samotność,/
Szyderstwo, rozpacz... oto me królestwo,/
Świetniejsze nad to, na które spozierasz/
Z wyżyny tronu, o ty, dziś wszechwładny!/
Wszechwładny ---<begin id="b1662729816558-324702654"/><motyw id="m1662729816558-324702654">Góra, Cierpienie</motyw> gdybym ja dzielić był raczył/
Sromotę twojej tyranii, nie wisiał/
Na tym skalisku, co orłom urąga,/
Burzliwe, czarne, umarłe, bez granic,/
Ziół, zwierząt, kształtu lub dźwięku żywota,/
Biada mi, biada! Na wieki, na wieki!/
Wytchnienia, zmiany, nadziei --- o! żadnej.<end id="e1662729612526-2249481044"/>/
A przecież znoszę. Więc pytam tej Ziemi,/
<begin id="b1662729915172-1921409230"/><motyw id="m1662729915172-1921409230">Żywioły</motyw>Czy moich cierpień nie poczuły Góry?<end id="e1662729816558-324702654"/>/
Więc pytam Niebios, czy ich nie widziało/
To wszechwidzące Słońce? Więc wśród burzy/
I ciszy ciebie ja pytam, o morze,/
Ty wiekuiście zmienny cieniu Nieba/
Tu rozścielony, czy głuche twe fale/
Nie dosłyszały mojego konania?<end id="e1662729915172-1921409230"/>/
Biada mi, biada! Na wieki, na wieki!/
Lodowce bodą mnie grotem kryształów,/
Marznących nocą; łyskliwe kajdany/
Piekącym chłodem wyżerają kości,/
A pies skrzydlaty, plugawiąc dziób jadem/
Nie swoich --- twoich --- ust, szarpie mi serce;/
<begin id="b1662730007903-3678480114"/><motyw id="m1662730007903-3678480114">Żywioły, Duch, Cierpienie</motyw>Bezkształtne widma wokół mnie koczują;/
Straszydeł roje z królestwa senności,/
Szydząc, przechodzą nade mną; Demonom/
Trzęsienia ziemi kazano, by nity/
Drgających ran mych zdzierały o skałę,/
Co się rozwiera i zwiera pode mną;/
A z jej otchłani tłoczą się i wyją/
Geniusze burzy, podniecając wściekłość/
Orkanów, aby chłostały mnie gradem./
A jednak miły jest mi dzień, noc miła./
Czy ten rozkuwa siwą mgłę poranku,/
Czy ta gwiaździsto, z wolna, w ołowiane/
Tło wschodu pełza; bo one prowadzą/
Orszaki godzin, gnuśnych --- lecz z nich jedna<pt><slowo_obce>lecz z nich jedna</slowo_obce> --- Godziny, u Homera: Horai, odźwierne nieba, którego bramę otwierają lub zamykają podług rozkazu Hery (rzym. Junony).</pt>,/
Jak mroczny kapłan, uporną ofiarę<end id="e1662730007903-3678480114"/>/
Pod nóż wlokący, wlec będzie i ciebie,/
Okrutny Zeusie, abyś krew całował/
Tych nóg wybladłych, co mogłyby wtedy/
Tratować ciebie, gdyby nie gardziły/
Zwalonym nędznie do stóp niewolnikiem.../
Pogarda? O, nie! To litość nad tobą,/
Bo jakież zniszczenie ścigać cię będzie,/
Rozbrojonego, po przestworzach nieba!/
Bo jakże dusza twa, trwogą rozdarta,/
Jak otchłań piekła do dna się rozzieje!/
Z boleści mówię, nie z naigrawania,/
<begin id="b1662730149372-1094335654"/><motyw id="m1662730149372-1094335654">Przekleństwo</motyw>Bo nienawiści już nie mam, jak niegdyś,/
Gdym jeszcze nędzą nie zdobył mądrości;/
Przekleństwo owe, którem niegdyś rzucił/
Na ciebie, chciałbym odwołać. ---<end id="e1662730149372-1094335654"/>/
<wers_cd><begin id="b1662730170163-2534463225"/><motyw id="m1662730170163-2534463225">Przekleństwo, Wiatr, Natura, Żywioły</motyw>--- Wy, Góry!</wers_cd>/
Wy, których echa stugłose rozniosły/
Tych czarów piorun po mgle wodospadów!/
Wy, Źródła, które, kostniejąc pod lodem,/
Na moje słowa drgałyście, a potem/
Po całej Indii w dreszczach się rozpełzły!/
Ty, przenajczystsze Powietrze, po którym/
Palące słońce kroczy bez promieni!/
Wy, kręte Wichry, coście w onej chwili/
Niechwiejnym skrzydłem, nieme, nieruchome/
Nad uciszoną zawisły otchłanią,/
Straszniejszą niźli wasz piorun, gdy wstrząsa/
Okręgiem świata! O, jeżeli wtedy/
Me słowa miały moc --- acz tak jam dzisiaj/
Przeistoczony, że wszelka zła żądza/
Zamarła we mnie i samo wspomnienie/
O nienawiści --- pomnijcież przekleństwo./
Jak brzmiało? --- Wszakże słyszeli je wszyscy.<end id="e1662730170163-2534463225"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY GŁOS</naglowek_osoba>






<kwestia><didaskalia>od Gór</didaskalia>



<strofa>Po trzykroć trzysta tysięcy lat/
Stojąc niezłomne tu, na pokładach/
Trzęsienia ziemi, nieraz w jej ślad/
Myśmy wszem tłumem drgnęły w posadach,/
Jak zdjęty trwogą ludzki ten świat.</strofa></kwestia>





<naglowek_osoba>DRUGI GŁOS</naglowek_osoba>





<kwestia><didaskalia>od Źródeł</didaskalia>



<strofa>Nieraz piorunowe strzały/
Wypalały nasze wody,/
Gorzką krwią je pokalały;/
A te, nieme, wciąż przez grody,/
Przez pustynie upływały.</strofa></kwestia>





<naglowek_osoba>TRZECI GŁOS</naglowek_osoba>






<kwestia><didaskalia>od Powietrza</didaskalia>



<strofa>Gdy nagiej Ziemi pierwooblicze/
Jam barwą własnej szaty natarło,/
Nieraz jęczenie tajemnicze/
Pogodną ciszę mą rozdarło.</strofa></kwestia>





<naglowek_osoba>CZWARTY GŁOS</naglowek_osoba>





<kwestia><didaskalia>od Burz</didaskalia>



<strofa>
Od wieku wieków, wirem orkanu/
Wokół tych gór krążył nasz lot;/
Lecz nigdy jeszcze ani ów grzmot,/
Ani ogniste źródło wulkanu,/
Ni moc od góry, ni od poziomu/
Dziwem nie tchnęła w burze pogromu.
</strofa></kwestia>





<naglowek_osoba>PIERWSZY GŁOS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Pierwszy to raz mój szczyt zaobłoczny/
Na twój się zatrząsł odzew wyroczny.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI GŁOS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Nigdy na fali indyjskiej łono/
Takiego głosu nie poniesiono./
Sternik przez sen w gardziel odmętu/
Z dreszczem śmiertelnym skoczył z okrętu;/
«Biada mi!» --- krzyknął i w gąszczu piany/
Skonał, szalony, jak fal bałwany.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TRZECI GŁOS</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Jeszcze pod słowy tak gromowymi/
Nigdy się wskroś, od nieba do ziemi,/
Nie rozstąpiła moja ojczyzna,/
A gdy zarosła pierwsza ta blizna,/
To w krwawy cień osnuł się dzień.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CZWARTY GŁOS</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><begin id="b1662730535117-3917651421"/><motyw id="m1662730535117-3917651421">Koniec świata, Strach, Sen</motyw>Zbiegłyśmy w trwodze, bo tam nas, aż tam/
Sny o zniszczeniu wszerz świata i wzdłuż/
Do lodowatych ścigały jam/
I nakazały milczenie nam./
A wszak milczenie jest piekłem dla burz.<end id="e1662730535117-3917651421"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ZIEMIA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Od wzgórz skalistych milczące Jaskinie/
Jęknęły: «Biada!»; bezdenne Niebiosa/
Odjękły: «Biada!»; purpurowa fala,/
Z dna Oceanu<pe><slowo_obce>Ocean</slowo_obce> a. <slowo_obce>Okeanos</slowo_obce> (mit. gr.) --- największy z tytanów, personifikacja morza.</pe>, bijąc w ląd, do wiatrów/
Siekących wyła --- i ludy pobladły,/
I ludy bowiem usłyszały: «Biada!».</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><begin id="b1662730667474-1206430921"/><motyw id="m1662730667474-1206430921">Walka</motyw>Słyszałem głosy, lecz nie te, co niegdyś/
Wyszły z ust moich. Matko, syny twoje/
I ty bluźnicie temu, bez którego /
Niezłomnej woli wy byście pospołu,/
Jak mgła, pod wiatrem poranku rozwiana,/
Pod dziką Zeusa wszechmocą zniknęli./
Więc mnie nie znacie?... Tytana, co stanął/
Przez męki swoje wałem od pogromu/
Waszego wroga? O, karmione śniegiem/
Strumienie, w skałę oprawione smugi,/
Po których, w cieniu, jam błąkał z Azją<pe><slowo_obce>Azja</slowo_obce> (mit. gr.) --- jedna z okeanid, w zależności od wersji mitu matka lub żona Prometeusza.</pe>,/
Z jej ukochanych oczów<pe><slowo_obce>oczów</slowo_obce> (daw.) --- dziś popr. forma D.lm: oczu.</pe> pijąc życie;/
Dlaczegóż nowy duch broni wam dawnej/
Wspólności ze mną, com jeden ukracał/
Jak rozpęd furii ogniami gnanego/
Woźnicy --- siłę i podstęp mocarza,/
Który, zdobywszy tron, napełnia jękiem/
Obezwładnionych swoich niewolników<end id="e1662730667474-1206430921"/>/
Jasne pustynie i ciemne wąwozy?/
Przecz<pe><slowo_obce>przecz</slowo_obce> (daw.) --- dlaczego.</pe>, Bracia, jeszcze nie odpowiadacie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ZIEMIA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>
Nie śmieją.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd><begin id="b1662730724988-2042833571"/><motyw id="m1662730724988-2042833571">Przekleństwo, Duch</motyw>Któż śmie? Bo chciałbym raz jeszcze</wers_cd>/
Usłyszeć owo przekleństwo. Ha! Jakieś/
Wśród nich złowieszcze przebiegły szeptania, /
Nie głosy... Tylko po krwi zatętniły,/
Jak błyskawica, co drgnie, nim uderzy./
Mów, Duchu! Głos twój, niewcielony, tylko/
Mnie tu wskazuje, że krążysz w pobliżu/
I kochasz. Mów więc, jak ja go przekląłem/
Przed wieki<pe><slowo_obce>przed wieki</slowo_obce> --- tu daw.: przed wiekami.</pe>?<end id="e1662730724988-2042833571"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ZIEMIA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Jakże możesz mnie dosłyszeć,</wers_cd>/
Ty, który nie znasz języka umarłych?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Tyś duch żyjący, mów mową żyjących.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ZIEMIA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Mową żyjących? Nie, nie śmiem przemówić,/
By nie dosłyszał mnie dziki Pogromca/
I nie osadził na kole męczeństwa,/
Straszliwszym niźli to, po którym krążę./
Tyś pełen wiedzy, dobry, i --- choć bogom/
Ten głos jest tajny --- tyś wyższy nad Zeusa/
Sercem i wiedzą. Więc bacznie posłuchaj.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Po mózgu moim mrocznie, jak cień bury,/
Migają straszne, nieprzejrzyste myśli,/
Omdlewam, jakby w duszącym uścisku/
Miłości --- ale to nie jest rozkoszą.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ZIEMIA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><begin id="b1662730789653-2400864084"/><motyw id="m1662730789653-2400864084">Nieśmiertelność</motyw>Nie, mojej mowy ty słyszeć nie możesz:/
Tyś nieśmiertelny, a ta mowa tylko/
Tym bywa znana, którzy umierają.<end id="e1662730789653-2400864084"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>A któż ty jesteś, o melancholijny/
Głosie mój?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ZIEMIA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd><begin id="b1662730854219-2036685089"/><motyw id="m1662730854219-2036685089">Matka, Kara, Cierpienie, Zemsta</motyw>Jam jest matka twoja, Ziemia,</wers_cd>/
Po której żyłach kamiennych, aż w krańce/
Ostatnich włókien najwyższego drzewa,/
Co gronem listków potrząsa w powietrzu,/
Przebiegła rozkosz, jak krew w żywym ciele,/
Gdy ty z jej łona, we mgle majestatu/
Powstałeś, duchu rozkoszy niebieskiej,/
A na dźwięk głosu twego mdłe jej syny/
Podniosły czoła z prochu pohańbienia,/
A nasz Pogromca blednął --- nim piorunem,/
Niosącym zemstę, przykuł cię do skały.<end id="e1662730854219-2036685089"/>/
O, wtedy... widzisz te światów miliony,/
Co tu naokół toczą się i płoną:/
Ich ludy były świadkami, jak zszarzał/
W bezmiarach nieba mój okrąg świetlisty;/
P<begin id="b1662730979054-29023389"/><motyw id="m1662730979054-29023389">Kondycja ludzka, Żywioły, Cierpienie, Natura</motyw>od dziwną burzą spiętrzyło się morze,/
A nowy ogień z śnieżnych gór, rozdartych/
Trzęsieniem ziemi, aż po niebokręgu/
Granice włosy rozpuścił złowieszcze;/
Doliny gnębił Potop z Błyskawicą<pt><slowo_obce>Doliny gnębił Potop z Błyskawicą</slowo_obce> --- Ksenofont wspomina o pięciu potopach. Tu może aluzja do potopu Deukaliona, jakkolwiek późniejszego (Deukalion był synem Prometeusza).</pt>,/
Po grodach osty zakwitły, po pysznych/
Komnatach głodne dyszały ropuchy,/
Bo Głód z Zarazą padły na człowieka,/
Na zwierza lasów i ziemne robactwo,/
A rdzawa rosa na drzewa i zioła;/
W winnicach, w zbożu i wśród łącznej trawy/
Bez liku lęgnął się chwast jadowity,/
Ich wzrost tamując --- bo piersi z boleści/
Schły mi; powietrze, ten lotny mój oddech,/
Skaziły tchnienia nienawiści, które/
Matka zionęła na mordercę dziecka.<end id="e1662730979054-29023389"/>/
<begin id="b1662731079302-2061383919"/><motyw id="m1662731079302-2061383919">Przekleństwo, Tajemnica</motyw>O tak, słyszałam ja twoje przekleństwo,/
Którego, jeśli ty już nie pamiętasz,/
To moje góry, niezliczone morza,/
Jaskinie, wiatry, eter bezgraniczny/
I oniemiałe narody umarłych/
Jak czarodziejski skarb je przechowują./
Z nadzieją, z tajną radością ważymy/
Wyroczne słowa twe myślą, lecz wyrzec/
Tych słów nie śmiemy.<end id="e1662731079302-2061383919"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>
<wers_cd>O, matko czcigodna!</wers_cd>/
Kto tylko żyje i cierpi, każdego/
Pocieszasz; kwiatów, owoców, melodii,/
Miłości nawet przelotnej nie żądam;/
Tylko mych własnych słów mi nie odmawiaj.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ZIEMIA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><begin id="b1662731143768-3192833564"/><motyw id="m1662731143768-3192833564">Obraz świata, Zaświaty</motyw>Usłyszysz: Zanim Babilon<pe><slowo_obce>Babilon</slowo_obce> --- starożytne miasto mezopotamskie, dawna stolica Babilonii.</pe> legł w gruzy,/
Mag Zoroaster<pt><slowo_obce>Mag Zoroaster</slowo_obce> --- aluzja do tzw. dwuosobowości. Tę magiczną stronę podań o Zoroastrze wybrał poeta jako najprostszą drogę prowadzącą do pojęcia o zaświatowych pierwowzorach wszelkich form bytu rzeczywistego, które tak wielką gra rolę w dramacie [<slowo_obce>Zoroaster</slowo_obce> a. <slowo_obce>Zaratustra</slowo_obce>: starożytny perski kapłan, prorok i reformator religijny, twórca religii nazwanej od jego imienia zaratusztrianizmem; red. WL].</pt>, umarłe me dziecię,/
W ogrodzie spotkał kroczący swój obraz./
Jedyny z ludzi on miał to widzenie./
Bo wiedz, dwa światy są: życia i śmierci./
Jeden tu widzisz wokoło; świat drugi/
Pod grobem leży, tam gdzie zamieszkują/
Cienie wszech kształtów, co myślą i żyją,/
Aż śmierć je złączy, by już nie rozłączyć. /
To są sny, świetlne pierworysy ludzi;/
Co stwarza wiara, miłość roi, wszystkie/
Straszliwe, dziwne i piękne postacie./
I ty tam jesteś, jako cień stargany,/
Wśród gór wiszący na wichrów stolicy;/
Są tam bogowie wszyscy, są tam także/
Wszystkie potęgi bezimiennych światów,/
Olbrzymie widma z berłami, mężowie,/
I bohaterzy, i dzikie zwierzęta,/
I ów ponury pomrok --- Demogorgon<pt><slowo_obce>Demogorgon</slowo_obce> --- nie tyle sam wyraz, jak raczej pojęcie jest utworem fantazji Shelleya. Podług Teodocjona był to starzec przebywający we wnętrznościach ziemi. Zrodził on Parki, Niebo, Ereb itp. W naszym dramacie jest on wyrocznym synem Zeusa, spełniającym w imię Przeznaczenia rolę mściciela względem ojca swego, a dodatnią jego rolą jest podniesienie Prometeusza, również pod powagą Przeznaczenia.</pt>,/
I Zeus na tronie z płonącego złota./
O s<begin id="b1662731256782-2898982487"/><motyw id="m1662731256782-2898982487">Przekleństwo, Duch, Bóg, Zemsta</motyw>ynu, jeden z nich wyjawi owo/
Przekleństwo, które wszyscy pamiętają./
Wywołaj ducha twojego lub ducha/
Zeusa, Hadesa<pe><slowo_obce>Hades</slowo_obce> (mit. gr.) --- bóg podziemnego świata zmarłych.</pe>, Tyfona<pe><slowo_obce>Tyfon</slowo_obce> (mit. gr.) --- najstraszliwszy z potworów, syn Gai i Tartaru; wystąpił przeciw władzy Zeusa, ten jednak raził go piorunem i przywalił Etną.</pe> lub jednej/
Z tych potężniejszych istot, co poczęte/
W brzemiennym łonie Złego, po twej klęsce/
Dziś depczą moich ukorzonych synów,/
I pytaj --- oni muszą odpowiedzieć.../
Tak --- niechaj raz już przewionie Najwyższa/
Zemsta po próżni cieniów, jako wicher/
Przez opuszczoną bramę zapadłego/
W gruzy pałacu.<end id="e1662731256782-2898982487"/><end id="e1662731143768-3192833564"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Matko, niech już nigdy</wers_cd>/
To, co złem grozi, nie przejdzie raz drugi/
Przez usta moje lub mnie podobnego./
O, widmo Zeusa --- powstań, ukaż mi się.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JONA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Skrzydła mi własne zaćmiły wzrok,/
Skrzydła mi własne zaparły słuch,/
Lecz i przez srebrny cienia ich mrok,/
Przez ich drzemiące piórka i puch/
Prześwieca Widmo, grzmią groźne tony./
Niechże przeminie nie w złej godzinie/
Dla ciebie, więźniu, krwawo zraniony,/
Gdy my dla siostry, o Bracie nasz,/
Wieczne sprawujem czaty i straż.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><begin id="b1662731649301-1169885306"/><motyw id="m1662731649301-1169885306">Żywioły, Walka, Czyn</motyw>To huk trzęsienia ziemi, to burze,/
Ogień spod świata, dno gór zapadło:/
Oto ponure kroczy widziadło/
W ciemnej, gwiazdami tkanej purpurze;/
Żylasta ręka widma-olbrzyma,/
By dotrwać kroku na tle obłoku,/
Bladozłote berło trzyma;/
Dziki, spokojny wzrok zda się głosić:/
«Jam mocen krzywdę spełniać, nie znosić».
<end id="e1662731649301-1169885306"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>WIDMO ZEUSA<pt><slowo_obce>Widmo Zeusa</slowo_obce> --- Moment psychologiczny tak wielką odgrywa rolę u Shelleya, ilekroć wprowadza on cudowność (widzimy to samo i w <tytul_dziela>Helladzie</tytul_dziela>), że co najmniej dziwacznie wygląda zdanie krytyki niemieckiej, upatrującej tu (jak i w poprzednim miejscu o ,,dwóch światach") pokrewieństwo z ,,Macierzami" Fausta. Toż mając Platona i cały szereg jego epigonów, Shelley miałby szukać wskazówki dopiero w Germanii, tej krainie wszystkiego i wszystkich, dla której nawet nazywać się nie można, ażeby nie powędrować z Kopernikiem do Walhalli, albo z Wita Stwosza nie zostać Weit-Stosem! Wzmianka ,,o dwóch światach" niech przypomni czytelnikowi naszego Jana z Czarnolasu, który (<tytul_dziela>Pieśni</tytul_dziela>, ks. III, 6), opisawszy piękności świata widomego, dodaje: ,,To takie, co widzimy. --- Cóż, gdzie nasze oczy/ Dosiąc nie mogą? Gdzie --- myśl, która niebem toczy?/ Gdzie sama piękność świeci i kształty wszechrzeczy?...".</pt></naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><begin id="b1662731826381-1910041755"/><motyw id="m1662731826381-1910041755">Duch, Wróg, Bóg, Spotkanie</motyw>Przecz tajne moce tej dziwnej krainy/
Mnie, wątłe widmo bez ciała, tu wparły/
W szalonych burzach? Jakież mi niezwykłe/
Po wargach drgają dźwięki, niepodobne/
Do głosu, którym blade plemię nasze/
Prowadzi trupią rozmowę w ciemnościach?/
I któż ty jesteś, dumny męczenniku?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Straszny Obrazie! Takim, jak ty, musi/
Być ten, któregoś cieniem. Jam wróg jego,/
Tytan. Wypowiedz to, co słyszeć pragnę,/
Choć próżny głos twój jest próżnią bez myśli.<end id="e1662731826381-1910041755"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ZIEMIA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Słuchajcie! --- lecz niech milczy wasze echo ---/
Wy, siwe góry, wy, lasy przedwieczne, /
Wysepne wody, jaskinie prorocze,/
Zaczarowane źródła. Usłyszycie/
To, czego dotąd wymówić nie śmiecie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>WIDMO ZEUSA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Duch przebiegł po mnie i mówi tam, w głębi,/
Targa jak ogień chmurę błyskawiczną.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Patrz, jak potężny podniósł wzrok! Mroczeje/
Niebo!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JONA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Przemawia! O, brońcie mnie, brońcie!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>J<begin id="b1662731925917-2216550041"/><motyw id="m1662731925917-2216550041">Przekleństwo, Zemsta</motyw>ak wypisane na zwitku, już widzę/
Przekleństwo w dumnej i zimnej postawie,/
W spojrzeniach groźby i zemsty milczącej,/
I w tej rozpaczy, co własnym uśmiechem/
Urąga sobie. Lecz przemów, o, przemów!<end id="e1662731925917-2216550041"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>WIDMO ZEUSA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><begin id="b1662731967798-2562549089"/><motyw id="m1662731967798-2562549089">Wróg, Konflikt, Walka, Przekleństwo, Upadek, Cierpienie</motyw>«Wrogu, wyzywam Cię! Nieulękniony,/
W ciebie odpieram wszystkie twoje groty:/
Bogów i ludzi ciemiężco szalony,/
O! Jednej tylko nie zmożesz istoty!/
Wybuchnij na mnie wszech plag twoich deszczem,/
Trupią niemocą, obłąkania dreszczem;/
Niech mróz, niech ogień, twej pomsty narzędzie,/
Wgryza się we mnie, gniew niech gradem będzie,/
Gromem; niech orkan, z wędzideł spuszczony,/
Wpędzą na mnie krwawiących furii legiony.<end id="e1662731967798-2562549089"/></strofa>




<strofa>Brnij w złym. Poddałem ci pod dłoń wszechwładną/
Wszystko --- prócz ciebie i prócz mojej woli ---/
Więc z eterycznej wieży twej niech spadną/
Na ludzkość czarne zastępy niedoli./
Ozioń w mroku piekłem całym/
Ród ten, który ukochałem:/
Moją i wszech braci duszę/
Poświęcam ci na katusze./
Tu krnąbrna głowa męczarń się nie wzbrania,/
Aż po kres niepochybny twego królowania.</strofa>




<strofa>A tobie --- bytów pogromcy i panu ---/
Co ten świat płaczu napełniasz swą duszą,/
Któremu wszystkie twory oceanu,/
Nieba i ziemi hołd trwogi nieść muszą ---/
Przekleństwo, Zeusie! Niech jęk męczennika/
Wyrzutów jadem w krew twoją przenika,/
Wieczność twa niech będzie cała/
Szatą jadem napuszczoną,/
A wszechmoc twoja męczeńską koroną,/
Aby, jak złoto w ogniu wraz z mózgiem stopniała.</strofa>




<strofa>Pod tym przekleństwem mnóż <wyroznienie>złe</wyroznienie> w tysiąckrotność,/
Dręcz się widokiem <wyroznienie>dobrego</wyroznienie> na ziemi:/
Bo te, jak wszechświat, są nieskończonymi,/
Jak ty i twoja trawiąca samotność./
Groźna larwo<pe><slowo_obce>larwa</slowo_obce> (daw., z łac.) --- widmo, upiór; maska.</pe>, acz od skroni/
Ciszy świecisz majestatem,/
Przyjdzie chwila, co przed światem/
Wnętrzną istność twą odsłoni,/
Kiedy po zbrodniach, po fałszu i zdradzie,/
Czas i przestrzeń rozniosą wieść o twej zagładzie».</strofa></kwestia>





<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Mojeż to słowa, matko?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ZIEMIA</naglowek_osoba>


<kwestia><strofa>
<wers_cd>Twoje, synu!</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Rodzico, żal mi i słów mych, i czynu,/
Bo słowa marne to, przelotne tony;/
A gniew zaślepia. Byłem zaślepiony./
Bodaj nie znała cierpień żadna istność żywa.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ZIEMIA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>O! Nieszczęśliwa ja, nieszczęśliwa!/
Zwycięży ciebie ten Zeus, wyklęty./
Zapłaczcie lądy i wód odmęty,/
Rozdarta Ziemi pierś wam odpowie;/
Zapłaczcie, żywych i zmarłych Duchowie,/
Wasza tarcz, wasza schrona leży zwyciężona.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZE ECHO</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Leży zwyciężona.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGIE ECHO</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
Leży zwyciężona.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JONA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Nie drżyj --- to krótkie, spazmowe dreszcze,/
Tytan Zwycięzcy nie uległ jeszcze./
Lecz patrzcie tam, tam, w szczerbę błękitu:/
Pod śnieżnym grzbietem widłatej skały,/
Spychając wiatry z żeber granitu,/
Stopą, ozutą w złote sandały,/
Skrzydłem, podobnym barwą w purpurze/
Świeżo skąpanej słoniowej kości,/
Od prawej ręki miga się w górze/
Z wężów opaska i złota laska.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>
To Hermes<pe><slowo_obce>Hermes</slowo_obce> (mit. gr.) --- syn Zeusa i Mai, bóg dróg, kupców i podróżnych, posłaniec bogów; przedstawiany z laską herolda oplecioną dwoma wężami, w uskrzydlonym kapeluszu podróżnym oraz w sandałach ze skrzydłami, dzięki którym szybko podróżował.</pe>, Zeusa gońcem się zwie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JONA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>A oweż, z hydry<pe><slowo_obce>Hydra</slowo_obce> (mit. gr.) --- potwór z wieloma głowami, odrastającymi po ścięciu, zabity przez Heraklesa.</pe> włosem na łbie,/
Których żelazne skrzydła wiatr wzdyma, /
I tylko On je w posłuchu trzyma,/
Gdy za nim stado wrzaskliwe gna,/
Iście zgnilizny ziejąca mgła?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>To wichrolotne psy z jego sfór,/
Które jękami karmi i krwią,/
Gdy na siarczanym rydwanie z chmur/
Opuścić ma stolicę swą.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JONA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Więc z krajów śmierci, z głodną paszczęką,/
Przyszły tu nową karmić się męką.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Jak zawsze: stały, niedumny wzrok więźnia.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZA FURIA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Ha! Już zwietrzyłam życie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGA FURIA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd><begin id="b1662733358526-3726660833"/><motyw id="m1662733358526-3726660833">Duch, Potwór, Okrucieństwo, Zło</motyw>Pozwól tylko</wers_cd>/
Zajrzeć mu w oczy. Ta myśl, że katować/
Go będę, pachnie mi tak, jak stos trupów/
Ptakowi śmierci na pobojowisku.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZA FURIA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>I ty śmiesz zwlekać, heroldzie? Ho! Hura,/
Hura, psy piekła --- a nużby syn Mai<pt><slowo_obce>syn Mai</slowo_obce> --- bóg Hermes (rzym. Merkury).</pt>/
Spadł nam na strawę. Któż długo ma łaskę/
U Zeusa?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HERMES</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Precz stąd, do żelaznej wieży,</wers_cd>/
I tam, nad rzeką ognia i łez, głodnym/
Zgrzytać mi zębem. Powstań, Gerionie<pe><slowo_obce>Gerion</slowo_obce> (mit. gr.) --- potwór o trzech zrośniętych razem ciałach, zabity przez Heraklesa.</pe>,/
Chimero<pe><slowo_obce>Chimera</slowo_obce> (mit. gr.) --- ziejący ogniem potwór z głową lwa, ciałem kozy i ogonem węża.</pe>, Gorgo<pe><slowo_obce>Gorgona</slowo_obce> (mit. gr.) --- trzy siostry-potwory, przedstawiane ze skrzydłami, ostrymi kłami i szponami oraz wężami zamiast włosów.</pe> i ty, najchytrzejsza/
Z potwornic, Sfinkso<pe><slowo_obce>Sfinks</slowo_obce> (mit.) --- skrzydlaty potwór o głowie kobiety i tułowiu lwa, zadający zagadki i pożerający tych, co nie umieli na nie odpowiedzieć; tu w r.ż.: <slowo_obce>Sfinksa</slowo_obce>, gdyż był to potwór żeński.</pe>, coś niegdy Tebidom<pe><slowo_obce>Tebidzi</slowo_obce> --- z gr.: ród pochodzący z Teb, greckiego miasta w Beocji, na drodze do którego czyhał potwór Sfinks.</pe>/
Zatrute z nieba przyprawiła wino:/
Dzikiej miłości --- dzikszej nienawiści<pe><slowo_obce>Sfinkso, coś niegdy Tebidom Zatrute z nieba przyprawiła wino: Dzikiej miłości, dzikszej nienawiści</slowo_obce> --- z powodu przepowiedni Edyp, syn Lajosa, króla Teb, jako niemowlę został porzucony przez rodziców na śmierć; uratowany przez pasterza, wychowywał się jako syn króla Koryntu. Kiedy dowiedział się od wyroczni, że zabije ojca i poślubi matkę, porzucił Korynt. Podczas wędrówki zabił w kłótni nieznajomego starca, który w rzeczywistości był jego ojcem. Kiedy rozwiązał zagadkę Sfinksa i uratował Teby przed potworem, w nagrodę został obwołany królem i poślubił Jokastę, wdowę po swoim poprzedniku, swoją prawdziwą matkę. Gdy dowiedział się, że nieświadomie wypełnił przepowiednię, oślepił się i udał się na wygnanie. Zrodzeni z kazirodczego związku synowie Edypa, Polinik i Eteokles, wszczęli bratobójczą walkę o tron Teb.</pe>;/
Sprawcie się pilnie.<end id="e1662733358526-3726660833"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZA FURIA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ach! Zlituj się, zlituj!</wers_cd>/
My umieramy z żądzy --- nie odpędzaj.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HERMES</naglowek_osoba>







<kwestia><strofa>To milczcie, jędze...</strofa>




<strofa><wers_cd><begin id="b1662733587822-2756758279"/><motyw id="m1662733587822-2756758279">Konflikt wewnętrzny, Cierpienie, Kara, Walka, Wróg</motyw>Wielki Męczenniku!</wers_cd>/
Do niechętnego i najniechętniejszy/
Schodzę tu z woli wielkiego Rodzica,/
Aby wykonać wyrok nowej kaźni./
Ach! Żal mi --- sam ja siebie nienawidzę,/
Żem więcej zdziałać nic zdolen. Gdy żegnam/
Spojrzenie twoje, to długo mi, długo/
Piekłem się zdaje niebo, wciąż mnie ściga/
Uśmiechem skargi znędzniała twa postać./
Tyś stały, mądry i dobry. Lecz próżno!/
Sam jeden chciałbyś upierać się w walce/
Z wszechmocą, którą uznały od wielu/
Lat i uznawać będą owe światła,/
Co mierzą, dzieląc, powolny prąd czasów,/
Przed którym nie ma ucieczki. Dziś właśnie/
Twój wróg uzbraja potworne potęgi,/
Co w piekle srogie wymyślają męki,/
I mnie poleca spędzić je, a z nimi<end id="e1662733587822-2756758279"/>/
Wszech dzikich, jeszcze chytrzejszych demonów,/
Co śpią w otchłani. Oby tak nie było./
<begin id="b1662733681722-1275297515"/><motyw id="m1662733681722-1275297515">Tajemnica, Strach, Proroctwo</motyw>Jest tajemnica, li<pe><slowo_obce>li</slowo_obce> (daw.) --- tylko.</pe> tobie wiadoma<pt><slowo_obce>Jest tajemnica, li tobie wiadoma</slowo_obce> --- ma tu na myśli Hermes przedwieczną przepowiednię, że syn, mający się zrodzić z Zeusa i Tetydy, będzie mocniejszy od ojca swego i strąci go z tronu.</pt>,
/
Prócz ciebie --- żadnej z żyjących istności,/
Która mu berło z rąk wytrącić może;/
Ta myśl zatrważa Piorunującego./
Odziej ją w słowa, niech natchnie tron jego/
Orędownictwem. Skłoń duszę do modłów,/
Jak błagalnica w wspaniałej świątyni,/
Niech wola w dumnym sercu twym uklęknie./
Przysługa bowiem z pokorą --- najdzikszych/
I najsilniejszych ugłaszcze.<end id="e1662733681722-1275297515"/></strofa></kwestia>





<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd><begin id="b1662733769211-1236664113"/><motyw id="m1662733769211-1236664113">Cierpienie, Krzywda, Niewola, Prometeusz</motyw>Złe dusze</wers_cd>/
I dobro nagną do swojej natury./
Jam dał mu wszystko, co ma; on mnie za to/
Przez lata, wieki więzi dniem i nocą,/
Gdzie słońce spiekłą skórę mi rozdziera,/
Gdzie w noc miesięczną śnieg szklanymi skrzydły/
W mój włos się wkleja, kiedy ukochane/
Me plemię leży zdeptane przez srogich/
Siepaczy, jego myśli wykonawców./
Tak, tak nagradza wielki Zeus! I słusznie./
Kto złym jest, dobra przyjąć ci nie może.<end id="e1662733769211-1236664113"/>/
Świat mu podaruj, strać dlań przyjaciela ---/
To gniew poczuje, wstyd, bojaźń --- nie wdzięczność./
On mści się na mnie za własne swe zbrodnie;/
Dla niego dobroć --- to wyrzut, co gorzkim/
Przerywa żądłem wpółczujny sen Zemsty./
Sam wiesz --- na korność ważyć się nie mogę;/
jakąż inną korność on by przyjąć,/
A jam udzielić mógł, jeśli nie owo/
Wyroczne słowo, tę śmiertelną pieczęć/
Niewoli rodu ludzkiego, drgającą/
Nad jego skronią, jak niegdyś na włosku/
Miecz sycylijski<pe><slowo_obce>miecz sycylijski</slowo_obce> --- miecz Damoklesa: gdy Damokles, dworzanin Dionizjosa, tyrana sycylijskiego miasta Syrakuzy, zazdrościł władcy szczęśliwego losu, został podczas uczty posadzony pod mieczem zawieszonym na końskim włosie, by mógł wczuć się w sytuację władcy w każdej chwili narażonego na nieszczęście.</pe>. Nie, tego nie spełnię,/
Niech inni kadzą zbrodni, co zasiadła/
Na krótką wszechmoc --- oni są bezpieczni,/
<begin id="b1662733892612-1480237474"/><motyw id="m1662733892612-1480237474">Krzywda, Sprawiedliwość, Zemsta</motyw>Sprawiedliwość, zwycięska, nie kary,/
Lecz współboleści łzami płakać będzie/
Nad krzywdą swoją, aż nadto pomszczoną/
Na tych, co krzywdzą. Więc czekam wytrwale/
Na dzień odpłaty, co z biegiem słów moich/
Wciąż się przybliża. Lecz słuchaj: już wyją/
Te psy piekielne... Nie zwlekaj... Czy widzisz,/
Jak niebo mroczy się pod brwi zmarszczeniem/
Twojego ojca?<end id="e1662733892612-1480237474"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HERMES</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Oby mi oszczędził</wers_cd>/
Był bólu, że ci męki zadać muszę./
Jeszcze raz błagam, odpowiedz: wszak nie wiesz/
O kresie władzy Zeusa?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Wiem to tylko,</wers_cd>/
Że kres ten musi nastąpić.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HERMES</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Niestety!</wers_cd>/
Więc lat twej przyszłej męki ty nie zliczysz!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Trwać będą, póki on włada; nie pragnę/
Ni mniej, ni więcej.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HERMES</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Ach! Zapuść się myślą</wers_cd>/
W tę wieczność, gdzie by czas zapamiętany/
I pomyślany nawet w wieki wieków/
Kropelką zdał się, a harda twa dusza/
Mdlała, ścigając jej lot nieskończony,/
I padła ślepa, obłędna, zgubiona.../
I ta nie zliczy lat, które tu musisz/
Przejęczeć w mękach, nieułaskawiony.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Nie zliczy może, lecz one wciąż płyną.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HERMES</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Tymczasem mógłbyś je przeżyć wśród bogów/
W pełniach rozkoszy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Za nic bym nie rzucił</wers_cd>/
Tych czarnych urwisk, mąk nieżałowanych.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HERMES</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Podziwiam, ale i żałuję ciebie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>O, żałuj raczej tych służalców Zeusa,/
Co sami sobą gardzą, ale nie mnie,/
W którego duszy króluje spokojność/
Jak w słońcu światło. Po co tu czcze mowy;/
Wołaj swych zbirów.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JONA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Patrz, patrz, siostro moja,</wers_cd>/
Jak biały ogień rozszarpał z korzeniem/
Ów cedr olbrzymi, przywalony śniegiem!/
Jak w grozie piorun boga mu odgrzmiewa.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HERMES</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Niestety! Muszę być posłuszny twoim/
I jego słowom, choć pognębiające/
Zgryzoty brzemię spada mi na serce.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Patrz! Już syn nieba skrzydlatymi stopy/
Mknie po ukośnych promieniach poranku!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JONA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>O luba, zapuść twe piórka na oczy,/
Abyś, ujrzawszy, nie umarła. Idą,/
Już idą, idą --- i dnia narodzenie/
Czernią milionem swych skrzydlisk, od wnętrza/
Jako śmierć pustych.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZA FURIA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Hej, Prometeuszu!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGA FURIA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Hej, nieśmiertelny Tytanie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TRZECIA FURIA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Wojaku,</wers_cd>/
Walczący w sprawie niewolników Nieba!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Ten, na którego woła głos straszliwy,/
Jest tu: spętany Tytan, Prometeusz./
Lecz kto jesteście wy, ohydne zmory?/
A wszak, jak piekło piekłem, w jego toniach/
Ćmy tak bezecne nie zlęgły się dotąd/
Z wszechpotwornego mózgu Gromowładcy./
Gdy patrzę na te przeklęte dziwadła,/
To zdaje mi się, żem podobny temu,/
O którym marzę, więc śmiech mnie porywa/
I osłupienie w obmierzłym współczuciu.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZA FURIA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><begin id="b1662734266311-1856981772"/><motyw id="m1662734266311-1856981772">Potwór, Okrucieństwo</motyw>Jesteśmy duchy męki i postrachu,/
Kłamstw, nienawiści, rozszalałej zbrodni/
I nieufności; my, jak psy zgłodniałe,/
Po krzach<pe><slowo_obce>kierz</slowo_obce> (daw., Msc. lm: <slowo_obce>krzach</slowo_obce>) --- krzew, krzak.</pe> i bagnach zranione sarniątko,/
Tropimy wszystko, co ma łzy, krew, życie,/
A z Jego woli na pastwę nam spadnie.<end id="e1662734266311-1856981772"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>O! Tyle strasznych plag w jednym imieniu!/
Ja znam was, wody i echa te znają/
Brzęk czarnych skrzydeł waszych; ale czemuż/
Dziś, ohydniejsze nad własną ohydę,/
Aż legionami wpadacie z otchłani?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGA FURIA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Nie wiem. Hej! Cieszmy się, cieszmy, siostrzyce.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Możnaż się cieszyć pod piętnem brzydoty?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGA FURIA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Piękność rozkoszy raduje kochanków,/
Gdy w oczy sobie patrzą. Tak jest z nami./
Jak od tej róży, którą, klęcząc, zerwie/
Blada kapłanka na wianek świąteczny,/
Na twarz jej pada szkarłat świąteczny,/
Tak od wyrocznych mąk naszej ofiary/
Pada cień, który zabarwia nam postać,/
Zwykle bezkształtną, jak Noc, matka nasza.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Szydersko śmieję się z potęgi waszej/
I tego, co was zesłał tu. Nalejcież/
Kielich mąk.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZA FURIA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Myślisz ty, że ci będziemy</wers_cd>/
Szarpać za kością kość i nerw za nerwem,/
Jak ogień w twoich nurtując wnętrznościach?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Męka --- to żywioł mój, jak twój --- nienawiść./
Już teraz wy mnie szarpiecie, a jednak/
Ja się nie skarżę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGA FURIA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Czy myślisz, że tylko</wers_cd>/
Śmiać ci się będziem w te oczy bez powiek?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Nie myślę o tym, co czynicie; myślę/
O tym, co, czyniąc złe, cierpieć musicie./
Okrutną była ta Moc, co z ciemności/
Was i podobne wam jędze wyzwała.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TRZECIA FURIA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Czy wiesz, Tytanie, że żyć będziem w tobie/
Zwierzęcym życiem, i chociaż niezdolne/
Zaćmić płonącej duszy, zamieszkamy/
Obok niej, jako czcza, wrzaskliwa tłuszcza,/
Co wiarę w siebie najmędrszym wydziera?/
Że będziem straszną myślą w twoim mózgu,/
Bezecną żądzą, wokół zdumionego/
Serca krążącą? Krwią, ból roznoszącą/
Po labiryncie żył?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Już tym jesteście.</wers_cd>/
Jam jednak królem nad sobą, bo wirom/
Walk i boleściom ducha rozkazuję,/
Jak wam Zeus, kiedy piekło kark podnosi.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHÓR FURII</naglowek_osoba>







<kwestia><strofa>Od kończyny<pe><slowo_obce>kończyna</slowo_obce> (daw.) --- kraniec, koniec, skraj.</pe> wszech ziem, od kończyny wszech ziem,/
Tam gdzie noc ma swój grób, gdzie kolebkę ma świt,/
<wers_wciety typ="3">O! Bywajcie, bywajcie!</wers_wciety></strofa>




<strofa>I wy, co w tryumfie wstrząsacie gór tłem/
Z hasłami, że w gruzy miast wali się szczyt,/
I wy, co bez skrzydeł po morzu kroczycie,/
Radośnie witając okrętu rozbicie/
I głodną śmierć ludzi, czy nocą czy dniem, /
<wers_wciety typ="3">Bywajcie, bywajcie!</wers_wciety></strofa>




<strofa>Porzućcie łoże zimne, czerwone,/
Obok umarłych ludów zastawione;/
Rzućcie nienawiść, bo tak się ściele/
Na przyszły pożar iskrę w popiele;</strofa>




<strofa>Wybłyśnie ona z krwawszym wybuchem,/
Gdy ją wskrzesicie nowym podmuchem./
Rzućcie kuszący młodzieńca łono,/
Uwikłanego w chuciowej przędzy,/
Zmysł samowzgardy i przyszłej nędzy,/
<wers_wciety typ="3">Głowienkę niedopaloną.</wers_wciety></strofa>




<strofa>I marzyciela sny niech przestrasza/
Niewyjawiona tajemnica piekła;/
Rzućcie i jego: trwoga zaciekła/
Srodzej go strawi niż nienawiść wasza./
<wers_wciety typ="3">Bywajcie, bywajcie!</wers_wciety></strofa>




<strofa>Pędzim, jak wyziew od piekielnej bramy,/
Ciążę pomoru w powietrzu wdychamy;/
Lecz bez was próżną jest tu praca nasza ---/
<wers_wciety typ="3">Bywajcie!</wers_wciety></strofa></kwestia>





<naglowek_osoba>JONA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Siostro, ja słyszę tam grzmot nowych skrzydeł.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Potężne góry drgają pod ich hukiem,/
Drga i powietrze, a cień ich w pośrodku/
Mych piór mrok spuszcza czarniejszy od nocy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CZWARTA FURIA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Ten wyzew wasz, jak lot rydwanu,/
Party skrzydłem huraganu,/
Z czerwonego oceanu/
Mąk i wojny do tych stref/
Oderwał nas...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIĄTA FURIA</naglowek_osoba>







<kwestia><strofa><wers_cd>Od miast przestronnych,</wers_cd>/
Głodną śmiercią spustoszonych;</strofa></kwestia>






<naglowek_osoba>SZÓSTA FURIA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Niedosłuchanych jęków, od trzew/
Z krwią nieliźniętą;</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SIÓDMA FURIA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Od pysznych niecnotą</wers_cd>/
Wieców mocarzy, kędy za złoto/
Kupują i sprzedają krew.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ÓSMA FURIA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Od pieca, w którym czerwony żar,/
Wrąc do białości...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JEDNA Z FURII</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Milcz! Wiem ja, wiem</wers_cd>/
Wszystko, co wyrzec chcesz w słowie twym;/
Snadź<pe><slowo_obce>snadź</slowo_obce> (daw.) --- widocznie, zapewne.</pe> jedno słowo złamie nam czar,/
Który miał ugiąć Niezwyciężonego,/
Niech więc i szeptów usta się strzegą./
Ta krnąbrna dusza, ta myśl burzliwa/
Najgłębszą piekieł potęgę wyzywa.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JEDNA Z FURII</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Zedrzyj zasłonę!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>INNA FURIA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Zdarłam.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHÓR<pt><slowo_obce>Chór</slowo_obce> --- widoczna aluzja do Chrystusa; a jako przeciwobraz: ,,Półchór", zaczynający się od wyrazów: ,,Mnie inny świat się odsłania".</pt></naglowek_osoba>







<kwestia><strofa><wers_cd><begin id="b1662734677224-2160323478"/><motyw id="m1662734677224-2160323478">Chrystus, Cierpienie, Miłość</motyw>Patrz! Oto świtanie</wers_cd>/
Smutno gwiazdami olśniło bladymi/
Postać, zrodzoną na nędzę tej ziemi.../
Omdlewasz? Więc ci, wszechmocny Tytanie,/
Urągam. Chełpisz się otwarciem wieka/
Przeczystej wiedzy przed wzrokiem człowieka?/
Tyś nią zapalił to pragnienie duszy,/
Co owe zgubne wody wskroś wysuszy: /
Gorączkę zwątpień, uczuć, żądz, nadziei,/
Które ją trawić będą po kolei.</strofa>




<strofa>Był Mąż, pokoju pełen i czci,/
Który na ziemię, skąpaną w krwi,/
Zszedł z pojednania uśmiechem;/
Głos Męża przeżył go swoim echem,/
Przeżył --- lecz jako przezgubny jad,/
Wypalający hasło i ślad/
Prawdy, litości, bratniej miłości!</strofa>




<strofa>Patrz! Po widnokręgu tym,/
Z grodu, co milion serc w sobie mieści,/
Pod jasne niebo wzbija się dym!/
A teraz --- słyszysz okrzyk boleści?/
To jego cichy duch się rozżalił/
Nad wiarą, którą On sam zapalił.../
A teraz: płomień blednie, zanika/
Jak w krzach skrzydlata lampka świetlika;/
Ci, co zostali, z bliska i z dali,/
Drżąc, otaczają popioły ogniska.<end id="e1662734677224-2160323478"/></strofa>




<strofa><wers_cd>O! Radości, radości!</wers_cd>/
Tyle wieków przed tobą! A każdy ci powie:/
«Przyszłość ciemna, obecność<pe><slowo_obce>obecność</slowo_obce> --- tu: teraźniejszość, czasy obecne.</pe> tak srodze uciska/
Jak głowę twą bezsenną cierniste wezgłowie».</strofa></kwestia>





<naglowek_osoba>PÓŁCHÓR I</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Zimna kropla, jak przy zgonie,/
Broczy białe, drżące skronie;/
Niech na chwilę z mąk ochłonie.../
Patrz, jak w moc wyrocznej zmiany,/
Z udręczenia, z umęczenia/
Wschodzi lud odczarowany;/ Jego hasłem --- prawda żywa,/
Przywódczynią --- dusz swoboda/
I ta spójna braci zgoda,/
Których dziatwą swą nazywa/
Miłość.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PÓŁCHÓR II</naglowek_osoba>







<kwestia><strofa><wers_cd><begin id="b1662734828062-413396960"/><motyw id="m1662734828062-413396960">Obraz świata, Walka, Grzech, Śmierć, Koniec świata</motyw>Mnie inny świat się odsłania:</wers_cd>/
Patrz, jak brat morduje brata!/
Jak wschodzi czas winobrania/
Śmierci i Grzechu; z wnętrzności świata/
Tryska sok nowy --- krew! Aż z rozpaczą,/
Wśród zgliszcz, konania dusz i płomieni,/
Na zwłokach świata wspólnie zapłaczą/
Zwycięzcy i zwyciężeni.<end id="e1662734828062-413396960"/></strofa>




<didaskalia>Wszystkie <osoba>Furie</osoba> znikają oprócz jednej.</didaskalia></kwestia>




<naglowek_osoba>JONA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>O, siostro! Co za jęk złowieszczo głuchy/
Wybucha z serca dobrego Tytana,/
Jak wichry, kiedy zawyją po głębiach,/
A zwierz dosłyszy to wycie z pieczary./
Czy śmiałaś patrzeć, jak wróg go katuje?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Po dwakroć, ale już więcej nie będę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JONA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>I cóż widziałaś?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Widok rozpaczliwy:</wers_cd>/
Młodzieńca z cichym, cierpliwym obliczem,/
Przygwożdżonego do krzyża.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JONA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>
<wers_cd>A potem?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Ziem rozpadliny i Niebo zasnute/
Widmami ludzi umarłych strasznymi;/
Z tych jedne były rąk ludzkich ofiarą,/
Niektóre, jak się zdawało, serc ludzkich./
Bo nieraz ludzi zabijano samym/
Brwi namarszczeniem lub uśmiechem. Inne/
Też, wstrętne oku i życiu, przede mną/
Przemknęły widma. Po cóż szukać grozy/
Wstrętniejszej --- dosyć zraniły i tamte.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FURIA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Znaj godło: «Ci, co cierpią za człowieka/
Krzywdy, szyderstwo i pęta, skupiają/
Tysiąckroć męki na niego i siebie».</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>O! Spędź z oblicza ten mrok osłupienia<pt><slowo_obce>O! Spędź z oblicza ten mrok osłupienia</slowo_obce> --- Takaż sama aluzja do Chrystusa i wiarołomnych fałszerzy jego nauki.</pt>,/
Zawrzyj zsiniałe usta, aby z twojej,/
Cierniem zranionej, skroni krew nie trysła,/
Bo ona miesza się z moimi łzami./
Utkwij źrenice w spokoju i śmierci,/
Aby pod spazmem twym krzyż się nie zatrząsł,/
Wychudłe palce we krwi nie pływały./
Duchu! Imienia twego nie wymówię,/
Bo dziś się stało złorzeczeniem. Widzę/
Mężów mądrości, wzniosłości i prawdy,/
Znienawidzonych przez twe niewolniki/
Za to, że tobie podobni; tych nędzne/
Kłamstwa wygnały za ognisko serca,/
Wcześnie wybrane, późno opłakane,/
Jak łań poszczutą ryś zakapturzony;/
Tamtych --- w zgniliźnie skowano z trupami;/
Innych (słyszycie głośny śmiech motłochu?)/
Na stos wrzucono. U stóp moich płyną/
Szeroko, na kształt wysep, z korzeniami/
Wyrwanych z morza, potężne królestwa,/
Których synowie giną w krwi pospólnej/
Przy świetle głowni swych domów spalonych.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FURIA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Krew możesz widzieć i ognie, jęk słyszeć;/
Lecz gorsze rzeczy --- niedosłyszanymi,/
Niewidzianymi pozostaną.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>
<wers_cd>Gorsze?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FURIA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>O<begin id="b1662735097589-3269281237"/><motyw id="m1662735097589-3269281237">Strach, Upadek</motyw>bawa, w sercu każdego człowieka,/
Przeżyje strawę, którą pochłonęła./
Najpotężniejszych przestrasza to wszystko,/
W czym prawdy uznać nie raczą. Obłuda/
I zwyczaj czynią z ich duchów świątynie/
Przeróżnych, dziś już przeżytych, obrzędów./
Nie śmią pomyśleć o dobru ludzkości,/
A jednak o tym nie wiedzą, że nie śmią./
Dobrym sił braknie, prócz siły ronienia/
Łez bezowocnych; silnym brak dobroci,/
Co jeszcze gorsze; mądrym brak miłości;<end id="e1662735097589-3269281237"/>/
Tak wszelkie dobro w zło się przeistacza./
Niejeden z silnych i bogatych byłby/
Snadź sprawiedliwy, lecz tak wśród cierpiących/
Żyje, jak gdyby z tych żaden nie cierpiał:/
Tacy nie wiedzą, co czynią.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Twe słowa</wers_cd>/
To chmara wężów skrzydlatych, a jednak/
Żal mi tych, których nie dręczą te słowa.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FURIA</naglowek_osoba>







<kwestia><strofa>Żal ci? Nic więcej nie powiem.</strofa>




<didaskalia>Znika.</didaskalia></kwestia>




<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>O, biada!</wers_cd>/
Biada! Katuszo! Na wieki, na wieki!/
Zamykam oczy bezłzawe; lecz w duszy,/
Opromienionej męką, jaśniej widzę,/
Podstępco, sprawy twe. Spokój jest w grobie;/
Grób kryje wszystko, co piękne i dobre;/
Lecz jam Duch, znaleźć ich tam ja nie mogę/
I szukać nie chcę, bo zemsta, choć sroga,/
Porażką będzie twoją, nie zwycięstwem./
Zmory, którymi dręczysz mnie, pierś moją/
Uzbroją w pancerz nowej wytrwałości,/
Aż przyjdzie chwila, kiedy już nie będą/
Widmami rzeczy, które są.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Niestety!</wers_cd>/
Coś widział?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Dwie są srogie klęski: mówić</wers_cd>/
I widzieć; oszczędź mi jednej. Są słowa,/
Są święte hasła Natury; wysoko/
W gwiazd aureoli zrodziły się one;/
W imię ich wokół zbiegły się narody/
Z okrzykiem: «Prawda, Swoboda i Miłość!»./
Aż nagle z nieba spadł zamęt i wszczął się/
Wśród nich bój, podstęp i popłoch --- a w zgiełku/
Powstali możni, dzieląc się łupami./
Widziałem tedy cień prawdy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ZIEMIA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd><begin id="b1662735298473-3925424392"/><motyw id="m1662735298473-3925424392">Matka, Duch</motyw>O synu,</wers_cd>/
Twój ból odczułam z tą rzewną otuchą,/
Jaką sprawiają cierpienia i cnota./
Więc na pociechę wezwałam z podniebia/
Czarowne Duchy te, których domami/
Są myśli ludzkiej kryjome pieczary/
I które wskroś, jak ptacy głąb powietrza,/
Jej wszechświatowy eter zamieszkują./
Poza królestwem zorzy widzą one,/
Jakby w zwierciadle, przyszłość: niech przemówią/
I rozweselą ciebie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Patrz, patrz, siostro!</wers_cd>/
Tłum Duchów spływa, jak stada obłoków,/
Gdy te pod błogim tchem wiosny zalegną/
Modre powietrze.<end id="e1662735298473-3925424392"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JONA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Wciąż, wciąż napływają,</wers_cd>/
Jak mgła nadwodna, co w chwili bezwietrza/
Luźnymi pręgi wznosi się z parowu./
<begin id="b1662735354435-1683559280"/><motyw id="m1662735354435-1683559280">Muzyka</motyw>O, słuchaj --- czy to gra muzyka jodeł?/
Może jeziora? Może wodospadu?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>To coś słodszego --- ach! I smętniejszego/
Nad wszystko.<end id="e1662735354435-1683559280"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHÓR GENIUSZÓW DUSZY<pt><slowo_obce>Chór Geniuszów Duszy</slowo_obce> --- Duch ludzki, podług neoplatonistów, jako emanacja bóstwa rozlany jest po wszechświecie, ale w człowieku dopiero dochodzi do wyższej samowiedzy. Przy tym Prometeusz z wyżyn boskiej natury swej przechyla się ku dziedzinom <wyroznienie>Człowieka</wyroznienie>, którego ukochał i odkupić pragnie mękami.</pt>
</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Od niepamiętnych wieków i lat/
My bronim, chronim od ciosów i strat/
Ten pognębiony ludzkości świat./
My w atmosferze myśli człowieka,/
Bez krzywd jej, czerpiem żywioły tchnień,/
Czy to w posępne mgły się obleka,/
Jak pod zawieją zgaszony dzień,/
O który ledwie promyk potrąca;/
Czy --- jak tu wszystko między przestworzem/
Niebieskich sfer a sennych wód łożem ---/
Wolna, przejrzysta, ciszą płynąca,/
Jak po wiatrzanej łodzi ptaszęta,/
Rybka, przez szkliste fali ogniwa,/
Jak myśl, w człowieczej duszy poczęta,/
Nad skrajem grobu wszechświat przepływa. /
Aż tam rozbiwszy namioty wodne,/
Mkniemy, jak lotny obłok swobodne,/
Przez nieskończony żywiołów wątek,/
Na twe sieroctwo niosąc proroctwo,/
Co w tobie ma i kres, i początek.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JONA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Wciąż napływają: wkoło nich powietrze,/
Jak wkoło gwiazdy, lśni się promienisto.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY GENIUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><begin id="b1662735462272-2635296395"/><motyw id="m1662735462272-2635296395">Proroctwo</motyw>Na huczny trąby wojennej grzmot,/
Po szarej fali mroku i słot/
Pędzę z wysoka, w lot, w lot, w lot./
Na prochu zgasłych, prastarych wiar/
I zapomnianych haseł ciemięstwa<pe><slowo_obce>ciemięstwo</slowo_obce> --- ucisk, prześladowanie.</pe>/
Szły hasła nowej barwy i miar:/
«Nadziei, Swobody, Śmierci, Zwycięstwa»;/
Szły --- aż, skłócone w zamęt niezwykły,/
Kędyś<pe><slowo_obce>kędyś</slowo_obce> (daw.) --- gdzieś.</pe> w otchłaniach nieba zanikły;/
I tylko jedno nutą tajemną/
Brzmiało nade mną, wokół, przede mną:/
«Dusza Miłości, współczułych łez»./
Więc na sieroctwo niosęć proroctwo,/
Co w tobie ma początek i kres.<end id="e1662735462272-2635296395"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI GENIUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><begin id="b1662735523229-1189314478"/><motyw id="m1662735523229-1189314478">Morze, Żywioły, Burza</motyw>Nad morzem zawisł tęczowy łuk,/
Od morza gniewny pogrzmiewał huk,/
W pośrodku, istny tryumfów bóg,/
Szła burza, pędząc w zwycięstwie swym,/
Jak stado branek, przeciągły sznur/
Potwornie ciemnych, gwałtownych chmur,/
Na wpół rozdartych piorunu kłem./
Słucham: to gromu chrapliwy śmiech;/
Okręt wyziewał ostatni dech,/
I rozpryśnięty w próchna i sierci<pe><slowo_obce>sierć</slowo_obce> (daw.) --- sierść. </pe>,/
Zwalił się z pianą do piekła śmierci./
Wpadam na odłam, bo mnie tam zwrócił/
Jęk męża... Biedny! Na ratowanie/
Swojego wroga deskę mu rzucił,/
A sam --- zapadał w otchłanie.<end id="e1662735523229-1189314478"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TRZECI GENIUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><begin id="b1662735607493-1318519374"/><motyw id="m1662735607493-1318519374">Mędrzec, Sen</motyw>Przy łożu mędrca zasiadłem w bok;/
Czerwona lampa świeciła w mrok;/
On z księgi ssał mądrości sok./
Wtem na wezgłowie, skrzydłem z płomienia,/
Spuścił się sen --- poznałem: to ten,/
Ten sam, co niegdyś tchnął w pokolenia/
Litość, wymowę --- ha! i cierpienia!/
I długo, długo od jego szat/
Padał cień na ten poziomy<pe><slowo_obce>poziomy</slowo_obce> (daw.) --- przyziemny, pospolity.</pe> świat./
On to mnie porwał z mędrca świetlicy/
Na wyzew twój w lot błyskawicy;/
Jeśli nie wrócę dziś z nim przed ranem,/
Mędrzec się zbudzi z sercem złamanym.<end id="e1662735607493-1318519374"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CZWARTY GENIUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><begin id="b1662735676029-1405934618"/><motyw id="m1662735676029-1405934618">Poeta, Sen</motyw>Ja dziś na ustach poety spałem;/
Jak zakochany, duszą i ciałem/
Z jego oddechu zdrowie wdychałem./
On o śmiertelne nie dba zachwyty,/
On pocałunkiem powietrznym syty,/
Widmami, które błędnie koczują/
Po stepie myśli; ani poczują/
Snu jego nerwy, gdy od poranku/
Do zmierzchu czujną patrzy źrenicą,/
Czy się w podwodnym słońcu odświécą/
Pszczółki, zdrzemane w bluszczowym wianku./
Nie śledząc tajni ziemskich istności,/
Stworzyć z nich może formy najczystsze,/
Nad rzeczywisty świat rzeczywistsze;/
Formy te --- córki nieśmiertelności!/
Na hasło jednej z nich po mgle nocy/
Śpieszę z ofiarą bratniej pomocy.<end id="e1662735676029-1405934618"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JONA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Czy widzisz owe dwa widma na zrębie/
Dwóch szlaków nieba, wschodu i zachodu?/
Oba zlatują tu, jak dwa gołębie/
Na wspólne gniazdo --- bliźnięta: ich rodu/
Ojcem powietrze, wszechrzeczy obsłona;/
Jak słodko smętny ich głos! To, skłócona/
Z rozpaczą, potem w dźwięki roztopiona/
Miłość.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>O siostro, czy możesz przemówić?</wers_cd>/
Bo moje słowa --- wszystkie potonęły.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JONA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Ich piękność wraca mi mowę. Patrz, luba,/
Jak tam wiosłują skrzydłami prześwietnej/
Barwy lazuru, w złoto wpadającej;/
Wdzięczne uśmiechy ich świecą w powietrzu/
Jak ogień gwiazdy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHÓR GENIUSZÓW</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Czy ty widziałeś Geniusza Miłości?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIĄTY GENIUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Gdym sfery dróg mlecznych przebiegał od szlaku do szlaku,/
Jak obłok płynący po morzu błękitnych przezroczy,/
Na skrzydłach z błyskawic On zszedł, w planetowym szyszaku<pe><slowo_obce>szyszak</slowo_obce> --- rodzaj stożkowatego hełmu bez przyłbicy.</pe>./
Od stóp jego biły światłości, lecz zblakły w tej chwili,/
Gdym nadbiegł --- i oto z otchłani zionęła ruina,/
A prawdy obrońcy, a mędrcy na śmierć obłąkani,/
Młodzieńcy, co niegdyś krwią swoją jej cześć odkupili,/
Mignęli w noc ową --- widemka bez ciała i kości!.../
Przemknąłem --- aż twoje uśmiechy, o Królu żałości,/
W wesele zmieniły straszliwe widzenie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SZÓSTY GENIUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Ach, siostro! Zniszczenie --- nieodgadniona to siła straszliwa;/
Nie żegluje powietrzem, nie kroczy ona po ziemi,/
Nie depcze stopą zabójczą --- upieszcza skrzydły cichymi/
Nadzieje, które człowiek najczulej w sercu ukrywa;/
I w spokój zwodniczy, uśpiony pod zdradnym wachlarzem jej piór,/
Któremu drganie jej stóp ponętnie przygrywa jak wtór,/
On, w eterycznym widzeniu, potwora Miłością nazywa;/
A potem, gdy się zbudzi na progu wyrocznej snów bramy,/
Widzi cień --- Mękę, jak ten, którego teraz witamy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHÓR</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Choć nieodstępnym Miłości cieniem/
Jest tu Ruina, która na białym/
Skrzydlatym koniu Śmierci po całym/
Ściga ją świecie, strasząc zniszczeniem,/
Tak że najchyższy umknąć nie zdoła,/
I depcze kwiaty i brudne zioła,/
Wdzięk i brzydotę, męża i zwierzę,/
Jak burza, blask i mrok w atmosferze ---/
Lecz tego jeźdźca, acz niemy/
I nietykalny, ujarzmisz przecie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>O, Duchy, skąd wy wszystko to wiecie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHÓR</naglowek_osoba>







<kwestia><strofa><begin id="b1662735992108-1598420835"/><motyw id="m1662735992108-1598420835"></motyw>My świat powietrzny zamieszkujemy./
Jak czerwienieją drzewne pąkowia,/
Gdy po śnieżycach przedsmakiem zdrowia/
Powieje wiosna, bliska tuż, tuż,/
Bez pod jej tchnieniem pękać zaczyna,/
Wędrowny pasterz przeczuwa już,/
Że wnet zakwitnie biała tarnina ---/
Tak Mądrość, Miłość, Pokój i Cześć/
Słuszności, która równo odmierza/
I walcząc, z mroku sili się wznieść,/
Są dla nas tym, czym dla pasterza/
Wiatr, pękająca tarnina i bez:/
Są, nad sieroctwem, wielkim proroctwem,/
Co w tobie ma początek i kres.<end id="e1662735992108-1598420835"/></strofa>




<didaskalia><osoba>Geniusze</osoba> znikają.</didaskalia></kwestia>






<naglowek_osoba>JONA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Gdzież są Geniusze, co jeszcze przed chwilką/
Nuciły?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Znikły; zostało nam tylko</wers_cd>/
Wrażenie, jako tej gędźby<pe><slowo_obce>gędźba</slowo_obce> (daw.) --- muzyka towarzysząca śpiewowi lub recytacji.</pe> wszechwładza,/
Gdzie głos natchniony i lutnia zżeniona/
Z głosem osłabną już pierwej, nim skona/
Odpowiedź chóru, i znów się odradza/
W labiryntowej głębi i załomach/
Duszy, jak echo po grotach i stromach.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><begin id="b1662736033423-2392212753"/><motyw id="m1662736033423-2392212753">Miłość, Kobieta, Samotność, Los, Prometeusz, Poświęcenie</motyw>Jakże są piękne te dzieci powietrza!/
A jednak marne są wszystkie nadzieje/
Oprócz miłości. A tyś mi daleko,/
Ty, Azjo! Która w chwilach przepełnienia/
Istoty mojej nieraz byłaś dla mnie/
Jak złoty puchar dla czystego wina,/
Które bez ciebie spada w proch spragniony./
Wokoło cisza... Ach! Jakże boleśnie/
Ten cichy ranek ciąży na mym sercu;/
Gdybym mógł marzyć, chciałbym spać i z troską/
(Gdyby, niestety! snu mi nie wydarto),/
I zostać tym, czym być mam z przeznaczenia:/
Zbawcą i tarczą zbolałej ludzkości<pt><slowo_obce>I zostać tym, czym być mam z przeznaczenia: Zbawcą i tarczą zbolałej ludzkości</slowo_obce> --- zręcznym zwrotem do miłości poeta przysposabia grunt do wprowadzenia nowej postaci pierwszego rzędu: Azji.</pt>,/
Lub zapaść w otchłań pierwotną wszechrzeczy,/
Gdzie już mąk nie ma ni radości; Ziemia/
Pocieszać, Niebo dręczyć już nie może.<end id="e1662736033423-2392212753"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Czyż zapomniałeś o tej, co tu czuwa/
O mroźnej nocy i nie wpierw zasypia,/
Aż spadnie na nią cień twojego ducha?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Wszak powiedziałem, że oprócz miłości/
Wszystkie nadzieje są próżne: ty kochasz.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>O! I głęboko, zaprawdę. Lecz oto/
Już wschodnia gwiazda pobladła i Azja/
Czeka w dalekiej dolinie indyjskiej<pe><slowo_obce>dolina indyjska</slowo_obce> --- szeroka dolina, którą rzeka Indus płynie z północy, od Hindukuszu i Himalajów, do swego ujścia do Morza Arabskiego; położona na terenie ob. Pakistanu.</pe>,/
Smutnej krainie wygnania jej, niegdyś/
Urwistej, mroźnej, pustej jak ten wąwóz,/
A dziś odzianej w szaty ziół i kwiecia,/
Tchnącej słodyczą powietrza i dźwięków,/
Które tam wpośród wód i lasów płyną,/
Przeobrażone w czarownym eterze/
Jej obecności, i zwiędłyby marnie,/
Bez skojarzenia z twoimi. --- Więc żegnaj!</strofa></kwestia>


<naglowek_akt>AKT II</naglowek_akt>




<naglowek_scena>SCENA I</naglowek_scena>

<didaskalia>Poranek. Rozkoszna dolina w Kaukazie Indyjskim.</didaskalia>




<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><didaskalia>sama</didaskalia>



<strofa>Wschodzisz z przybytku wszech dźwięków niebieskich!/
Tak! Jak duch wschodzisz, jak myśl wciskająca/
Strugi łez w oczy od łez już odwykłe,/
A nowe tętna w serce pognębione,/
Które by dawno, o! dawno powinno/
Już się nauczyć spoczynku. Ty, w burzach/
Ukołysana, wschodzisz mi, o Wiosno!/
O dziecię wiatrów! A wschodzisz tak nagle,/
Jak przypomnienie snu, co teraz smutne/
Przeto, że sen był tak słodki; jak geniusz/
Lub radość, która, jakoby spod ziemi/
Wschodząca, w złote obłoki osnuwa/
Pustynię życia naszego. /
To pora roku, to dzień, to godzina;/
Czemuś nie wzeszła mi o wschodzie słońca?/
Przybywaj, siostro, dawno upragniona,/
A zwlekająca tak długo, przybywaj!/
Tam skrawek białej gwiazdy za górami/
Purpurowymi drga jeszcze głęboko/
W żółtym tle świtu; teraz się przez szczerbę/
Mgły odzwierciedla w ciemniejszym jeziorze;/
Teraz zanika, błyszczy; kiedy fale/
Spłowieją, pasma płomienne obłocznej/
Tkani rozpłaczą się w bladym powietrzu./
Już znikł. Od szczytu owych stert śniegowych/
Już drga różowy blask słońca. O, czyliż/
Nie słyszę, jak tam po świtu szkarłacie/
Wieje eolska<pe><slowo_obce>eolski</slowo_obce> (mit. gr.) --- dotyczący Eolii, greckiej wyspy, będącej siedzibą władcy wiatrów, Eola. </pe> muzyka piór jego,/
W mórz zieloności skąpanych?</strofa>


<didaskalia>Wchodzi <osoba>Pantea</osoba>.</didaskalia>


<strofa><wers_cd>Ja czuję</wers_cd>/
Te oczy, widzę płonące uśmiechem,/
Przyćmionym łzami jak mgłą srebrnej rosy/
Na wpół zgaszona gwiazda. Ukochana,/
Przenajśliczniejsza ty moja! Co nosisz/
Cień owej duszy, przez którą ja żyję,/
Jak późno wschodzisz! Już słońce wstąpiło/
Nad morze, serce me schnęło z tęsknoty,/
Nim eter poczuł leniwe twe skrzydła.</strofa></kwestia>





<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><begin id="b1662736536041-3444457277"/><motyw id="m1662736536041-3444457277">Sen</motyw>O, przebacz! Ale pod czarem wspomnienia
/
Snu rozkosznego<pt><slowo_obce>O, przebacz! Ale pod czarem wspomnienia Snu rozkosznego</slowo_obce> --- Znane są pojęcia o czarodziejskiej sile snów i ich tajemniczym znaczeniu w epopei Persów. Poeta, tak wysoko podnoszący ekstazę, nie mógł nie zużytkować tego czynnika tam, gdzie samym tłem jest cudowność.</pt> omdlały me skrzydła,/
Jak chyżolotne piórka letnich wiatrów/
Pod wonią kwiecia. Wprzód jam zasypiała/
Spokojnie --- cicho, rzeźwo się budziła,/
Nim upadł święty nasz Tytan, a miłość/
Twa nieszczęśliwa, przez czas i współczucie,/
Tchnęła mi w serce miłość i cierpienie,/
Już znane tobie. Wprzód jam zasypiała/
W błękitnych grotach Starca-Oceanu,/
W cieniu paproci i mchów purpurowych;/
Pieściwe, mleczne dłonie naszej Jony/
Jak dziś przez ciemny włos mój przeświecały,/
A moje usta i zamknięte oczy<end id="e1662736536041-3444457277"/>/
W ożywczej głębi jej łona tonęły./
Dziś nie tak! Oto stałam się jak wietrzyk,/
Zamierający pod melodią twojej/
Bezsłownej mowy; otom roztopiona/
W boleść, językiem miłości mówiącą;/
Sny moje trwożne są dziś, zakłócone,/
Ale i słodkie --- a chwile czuwania/
Zbyt pełne troski i mąk.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Podnieś oczy,</wers_cd>/
Niech w nich odczytam twój sen.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd><begin id="b1662736622514-757881512"/><motyw id="m1662736622514-757881512">Sen, Siostra</motyw>Więc powtarzam,</wers_cd>/
Że z morską siostrą naszą u stóp jego/
Zasnęłam. Górne mgławice, na głos nasz/
Zgęszczone, śnieżną płachtą pod księżycem/
Zasłały bratnią drzemkę, osłaniając/
Od twardych lodów. I dwa sny mnie zaszły./
Jednego z nich już nie pamiętam; w drugim ---/
Blade, zranione członki już opadły/
Z Prometeusza, a noc lazurowa/
Rozpromieniła się pod glorią<pe><slowo_obce>gloria</slowo_obce> --- zjawisko optyczne: wielobarwne kręgi poświaty wokół postaci; chwała, sława otaczająca kogoś.</pe> wiecznie/
Niezmiennej duszy Tytana; głos jego/
Był tą muzyką, co wprawia w omdlenie/
Mózg, odurzony wonnością rozkoszy:/
«Siostro tej, której stopa świat ukwieca/
Lubością, stokroć piękniejszą nad wszystko,/
Oprócz tej, której jesteś cieniem, spojrzyj/
Na mnie!». --- Spojrzałam: blask olśniewający/
Tej nieśmiertelnej postaci ciemniła/
Miłość, co z miękkich, smagłych jego cieniów,/
Co z ust pieściwych, ze mgławo płonącej/
Źrenicy biła jak para ognista./
I wskroś mnie jakaś błoga atmosfera/
Owiała siłą swą roztapiającą,/
Jak ciepły eter porannego słońca/
Owiewa rosy wędrowny obłoczek,/
Nim go wypije. Już anim patrzyła,/
Ani słuchała, nieruchoma; tylkom/
Czuła, że jego obecność przepływa/
W krew moją, że się z nią miesza, aż jego/
Życiem się stała, a jego krew --- moim:/
Tak mnie pochłaniał. I przeszło widzenie./
A jak wyziewy, gdy słońce opadnie,/
Znów się gromadzą, skraplając na sosnach,/
I drżą jak one --- tak się moja istność/
Na tle skropliła nocy; a gdy z wolna/
Promienie myśli wróciły z rozsypki,/
Dopierom mogła zasłyszeć głos jego,/
Którego dźwięki, nim skonały, słabły,/
Jak tony nikłej melodii. Lecz z wielu/
Niejasnych dźwięków tylko Twoje imię/
Szło do mych uszu, chociaż jeszczem długo/
Słuchała, kiedy już dźwięków nie było./
Wtedy ocknęła się Jona i mówi:/
«Czy zgadniesz, co mnie straszyło tej nocy?/
Przedtem wiedziałam zawsze, czego pragnę,/
A marnych pragnień nigdy nie lubiłam;/
Teraz ja sama nie wiem, czego szukam:/
Czegoś --- ach! Nie wiem --- słodkiego, bo słodko/
Nawet zapragnąć tego. Obłudnico!/
Ty igrasz ze mną, tyś musiała odkryć/
Odwieczne jakieś czary, których siła/
Podczas snu mego wykradła mi ducha/
I zlała z twoim; bo gdyśmy się teraz/
Ucałowały, tom z ust twych poczuła/
Mój własny oddech, a ciepło krwi życia,/
Której utrata wprawia mnie w omdlenie,/
Drgało tam w naszych serdecznych uściskach»./
Nic nie odrzekłam jej, bo wschodnie gwiazdy/
Już bladły, ale pobiegłam do ciebie.<end id="e1662736622514-757881512"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Ty mówisz, siostro, ale słowa twoje/
Są jak powietrze. Ja słów tych nie czuję./
O luba! Podnieś oczy, abym mogła/
Przeczytać jego duszę tam wpisaną.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Podnoszę, lecz mi więdną pod ciężarem/
Tego, co z głębi wyrazić by chciały;/
Bo cóż w nich dojrzeć możesz, jeśli nie ten/
Twój najpiękniejszy cień, tam odciśnięty?</strofa></kwestia>




<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Te oczy są jak głębokie, błękitne/
Niebo, ściągnięte w dwa krążki pod parą/
Długich, cieniutkich rzęs, ciemne, dalekie,/
Bezmierne; krążek w krążku, linia w linię/
Wetkana.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Czemu tak na mnie spoglądasz,</wers_cd>/
Jak gdyby jakiś duch przeszedł przed nami?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Tu nowy obraz: w samym dnie ich głębi/
Widzę cień, postać. To On, oświetlony/
Uśmiechów swoich jasnością, bijącą/
Jako promienie księżyca w zamgławiu!/
Prometeuszu! To twój cień. Nie znikaj,/
O, Duchu! Czyż te uśmiechy nie mówią,/
Że się znów z sobą spotkamy pod owym/
Jasnym namiotem, który ich promienie/
Zbudować mają na pustyni świata?/
Sen odgadniony. Lecz cóż to za widmo/
Wpośród nas staje? Patrz, szorstki włos jego/
Pod dęciem wiatru jeży się, wzrok widma/
Ognisty, dziki; to coś utkanego/
Z powietrza, bowiem przez szarą oponę<pe><slowo_obce>opona</slowo_obce> (daw.) --- zasłona.</pe>/
Przelśniewa złota rosa, której gwiazdek/
Nie zagasiło słońce.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SEN</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Za mną! Za mną!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>To mój sen drugi.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>
<wers_cd>Już znikł.</wers_cd>
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>On przechodzi</wers_cd>/
Teraz do mojej duszy. Zdało mi się,/
Żeśmy siedziały tu. Ciężarne kwiatem,/
Pękały pączki tam na porażonym/
Od błyskawicy drzewie migdałowym,/
Gdy wtem od białej pustyni<pe><slowo_obce>pustynia</slowo_obce> (daw.) --- pustkowie, odludne miejsce.</pe> scytyjskiej<pe><slowo_obce>Scytia</slowo_obce> --- stepowa część Eurazji zamieszkiwana w starożytności przez koczownicze ludy Scytów: na północ od Morza Czarnego, Kaukazu i Wyżyny Irańskiej, tj. tereny ob. Ukrainy, płd. Rosji i Kazachstanu.</pe>/
Wionęło; ziemia skostniała pod mrozem./
Spojrzałam: wszystkie pąkowia opadły,/
Ale na każdym listku --- jak błękitne/
Hiacyntu dzwonki<pt><slowo_obce>jak błękitne Hiacyntu dzwonki</slowo_obce> --- Apollo z żalu po ukochanym Hiacyncie (synu Amyklasa), zmarłym wskutek zdrady, nie mogąc przywrócić mu życia, zmienił go w kwiatek (hiacynt), a na jego listkach wyrył początkowe głoski jego imienia, będące przy tym wyrazem rozpaczy: <slowo_obce>ai! ai!</slowo_obce> (Owidiusz w <tytul_dziela>Metamorfozach</tytul_dziela>).</pt> zapisały niegdyś/
Smutek Apolla<pe><slowo_obce>Apollo</slowo_obce> (mit. gr.) --- bóg słońca, opiekun wieszczbiarstwa, sztuk i nauk.</pe> --- było wyciśnięte:/
«O, za mną, za mną!».</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd><begin id="b1662737060990-2711049826"/><motyw id="m1662737060990-2711049826">Sen</motyw>Kiedy ty przemawiasz,</wers_cd>/
To słowa twoje z wolna napełniają/
Widmami własny mój sen, zapomniany./
Marzyłam we śnie, żeśmy razem z tobą/
O szarym świcie kroczyły po gaju;/
Obłoków tłumy, gęste, białorunne/
Wzdłuż gór zbitymi ciągnęły stadami./
Niechętny, gnuśny wiatr był im pasterzem,/
A biała rosa drzemiąco zawisła/
Na trawie ledwo wyklutej spod ziemi. /
Było coś więcej --- lecz już nie pamiętam;/
Tylko na cieniach rannego obłoku,/
Wzdłuż purpurowej pochyłości góry,/
Czernił się napis: «O, za mną, o, za mną!»./
Gdy znikły cienie, na każdym ziółeczku,/
Z którego rosa nieba już opadła,/
Ten sam był napis, jakby wyciśnięty/
Trawiącym ogniem. Wśród sosen wiatr zawył, /
Strząsł z ich gałęzi uśpioną melodię,/
I słychać było mdłe, słodkie, głębokie/
Podźwięki, jakby pożegnania duchów:/
«O, za mną, za mną, za mną!». Wtedy rzekłam:/
«Panteo, spojrzyj na mnie!» --- ale w głębi/
Owych najdroższych oczów jeszczem długo/
Widziała: «Za mną, za mną!».<end id="e1662737060990-2711049826"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ECHO</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Za mną, za mną!<pt><slowo_obce>Za mną, za mną!</slowo_obce> --- Echa, wabiące za sobą coraz dalej, coraz głębiej Azję i Panteę, mają wyrażać instynktowo parcie ku doskonałości.</pt></wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>



<kwestia><strofa>O jasnym wiosny poranku te skały/
Wciąż przedrzeźniają nam głosy, jak gdyby/
Były mównymi duchami.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Zapewne</wers_cd>/
Przebywa jakaś istota w tych skałach./
Jakież to lube dźwięki! O, słuchajmy!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ECHA</naglowek_osoba>
<didaskalia>niewidzialne</didaskalia>
<kwestia><strofa>Słuchaj! Bo my, głosu odgłosy,/
Ustać nie możem ani na jedną/
Chwilkę --- jak gwiazdki rosy,/
Co błysną i bledną,/
O córko Oceanu!</strofa></kwestia>





<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>
Słuchaj, to Duchy mówią; płynne dźwięki/
Powietrznej mowy ich brzmią jeszcze.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Słucham.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ECHA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Za nami, za nami!/
Aż głos nasz do gór, /
Do pieczar zamami,/
Gdzie skały, gdzie piętrzy się bór.</strofa>

<didaskalia>z oddalenia</didaskalia>

<strofa>Pędź za nami, wciąż za nami,/
W głąb pieczary głos nasz mami;/
Ta nut fala dalej woła,/
Niż doleci dzika pszczoła;/
Przez południe, zmrok, świt ranny,/
Tam gdzie, roniąc woń nad ziemią,/
Mdławo nocne kwiaty drzemią,/
W grotach iskrzą się fontanny,/
A melodia nasza bliźnia/
Chwiejne kroki twe przedrzeźnia,/
<wers_wciety typ="2">Córko Oceanu!</wers_wciety></strofa></kwestia>





<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Czyż mamy ciągle pomykać za głosem?/
On coraz słabszy i dalszy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Słuchajmy!</wers_cd>/
Bo teraz pienia płyną gdzieś w pobliżu.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ECHA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><begin id="b1662737264323-2071025872"/><motyw id="m1662737264323-2071025872">Tajemnica</motyw>W nieznanej świata dzielnicy/
Śpi słowo niewyrzeczone/
I tylko ty z tajemnicy/
Uchylić możesz zasłonę,/
<wers_wciety typ="2">Córko Oceanu!</wers_wciety></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Jak nikną dźwięki te z wiatru odpływem!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ECHA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>O! Za nami, za nami!/
W próżnię groty, w głąb pieczary, /
Dokąd pieśni dźwięk zamami,/
Przez jeziora, lasy, jary,/
Przez porannej rosy ślady,/
Stromy gór i wodospady,/
Ku przepaściom, w których cieniu/
Matka-Ziemia po trzęsieniu/
Odpoczęła w wielkiej chwili,/
Kiedyście się rozłączyli/
Ty i On --- a po rozbracie/
Teraz się zjednoczyć macie<pt><slowo_obce>Kiedyście się rozłączyli Ty i On --- a po rozbracie Teraz się zjednoczyć macie</slowo_obce> --- jest podanie, że Prometeusz dwa razy poślubiał Azję.</pt>,/
<wers_wciety typ="2">Córko Oceanu!<end id="e1662737264323-2071025872"/></wers_wciety></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Luba Panteo, pójdźmy z dłonią w dłoni/
Za śladem głosów, póki nie zanikną.</strofa></kwestia>

<naglowek_scena>SCENA II</naglowek_scena>


<didaskalia>Las napełniony skałami i grotami. <osoba>Azja</osoba> i <osoba>Pantea</osoba> wchodzą. Na skale siedzą dwaj <osoba>Faunowie</osoba>, słuchając.</didaskalia>




<naglowek_osoba>I PÓŁCHÓR DUCHÓW</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><begin id="b1662737371284-1048652684"/><motyw id="m1662737371284-1048652684">Natura</motyw>Nad ścieżką, którą przeszły bliźnięta,/
Żadne tu drzewo: cis, cedr ni sosna,/
Pod gąszczu stropem --- czy skwar czy wiosna ---/
Widoku nieba nie zapamięta./
Wiatr, słońce, księżyc, gradowe ciosy/
Ich baldachimu wskroś nie rozplączą,/
Chyba że błędne obłoczki rosy,/
Pod mdłym podmuchem, po liściu suchym/
Na siwych pniach tu krople wysączą,/
Przemkną nad bladych kwiateczków rzeszą,/
Na laur zielony perłę zawieszą;/
A tam sasanka, piękna a cicha,/
Pochyla nikłą skroń i usycha;/
Chyba że która z gwiazd miliona,/
Krocząc przez głuche nocy pustynie,/
Znajdzie szczelinę i tą wpuszczona/
Utopi promyk w mrocznej głębinie./
I --- nim ją popchną wszechświatów drogą/
Lotne niebiosa, co stać nie mogą ---/
Snuje z wysoka smukłe promiona,/
Co wokół srebrne kropelki sieją,/
A każda świeci jak deszczu nici,/
Które się nigdy z sobą nie zleją ---<end id="e1662737371284-1048652684"/>/
<wers_wciety typ="2">I odlatuje...</wers_wciety>/
I ciemność boża po jej odlocie,/
A pod ciemnością --- mchy i paprocie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>II PÓŁCHÓR</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Tam rozkochane stadło słowicze/
W pełni południa bezsennie czuwa;/
Jeden wynuca żal lub słodycze/
I, śpiewak puszcz, z bluszczu na bluszcz/
Pod upojenia czarem przefruwa,/
Aż mdlejącemu przychyli łona/
Luba, melodii szałem uśpiona./
Drugi, pod kwiecie zbiegłszy od słońca,/
Chciwie na czatach wygląda końca/
Ostatniej zwrotki; gdy ta przewieje,/
Uderza czułej pieśni skrzydłami,/
Wtem zabrzmi czulsza, pieśń nad pieśniami.../
I milczą wszystkie bory i knieje,/
Kiedy po ciszy naraz powstanie/
W ciemnym powietrzu i skrzydeł granie,/
I niby fletów dźwięk tajemniczy, /
Co tak się stłacza w mózgu słuchacza,/
Że z męką prawie rozkosz graniczy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>I PÓŁCHÓR</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Tam, w czarodziejskie zbiwszy się grona,/
Śpiewno-języczne Echa bujają;/
Na ich skinienie, bezwiedną zgrają,/
W imię potęgi Demogorgona<pt><slowo_obce>W imię potęgi Demogorgona</slowo_obce> --- Z biegiem akcji coraz wyraźniej rysuje się znaczenie Demogorgona, tak że w końcu występuje on prawie w roli Fatum, ale Fatum postępu świata i ludzkości.</pt>,/
Z podziwem, z grozą, z pełnią otuchy/
Wciąż pędzą wszystkie a wszystkie duchy/
Po tajnej drodze --- jak tłumy łodzi/
Po rzekach, wzdętych górską lawiną,/
Do oceanu płyną a płyną./
Więc zrazu cichy głosek zachodzi/
Tych na rozmowach, tych w snu okowach,/
<begin id="b1662744390751-3751012953"/><motyw id="m1662744390751-3751012953">Los</motyw>I Przeznaczonych budzi słodkimi/
Tętnami serca. Z sennej pościeli/
Rwą się w świat coraz śmielej i śmielej,/
Bo czar ich wabi. Ci, co widzieli,/
Mówią, że chyłkiem, z oddechem ziemi/
Wybucha wiatr i wzdyma im skrzydła,/
Co ich wpędzają w wyroczne sidła;/
A tym się zdaje ów pęd sokoli/
Grą stóp, posłusznych ich krwi i woli./
I tak żeglują po swoim prądzie,/
Aż, wabna zrazu, lecz już z hałasem/
Ich łódkę burza dźwięków obsiądzie,/
Nawalna, czarna burza --- tymczasem/
Z tyłu, wśród piany prą ją bałwany/
Jak wiatr obłoki pod gwiazd sklepienia --- /
Pod tajną górę ich Przeznaczenia.<end id="e1662744390751-3751012953"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY FAUN</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><begin id="b1662744432347-3841324649"/><motyw id="m1662744432347-3841324649">Duch</motyw>Czy wiesz, gdzie mają siedzibę te duchy, /
Co brzmią tak cudną muzyką po lasach?/
Wszak my w najdzikszych puszczach przebywamy,/
W najodludniejszych grotach i kryjówkach,/
Wskroś znamy knieje te; nigdy ich przecież/
Nie spotykamy. Gdzie kryją się one?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI FAUN</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Odpowiedź na to niełatwa. Słyszałem/
Od tych, co głębiej znają się na duchach,/
Że bańki, które czar słońca ssie z bladych/
Podwodnych kwiatów, co to wyścielają/
Szlamiste, grząskie dno jezior i bagien,/
To ich namioty; tam spławione, brodzą/
Popod zielono-złotą atmosferą,<end id="e1662744432347-3841324649"/>/
Którą po liści sklepieniach zapala/
Południe. Kiedy rozprysną się, kiedy/
Parne powietrze, które w siebie z tchnieniem/
Wzionęły w owych liścianych świetlicach,/
Wzbije się, aby jako meteory/
Po toniach nocy żeglować, to duchy/
Wsiadają na nie, krępują szalone/
Ich pędy, wrzące ich głowy zginają,/
A potem w szatach ognistych z powrotem/
Do swych podwodnych siedzib zapadają.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY FAUN</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><begin id="b1662744518899-3565611148"/><motyw id="m1662744518899-3565611148">Kwiaty</motyw>Jeżeli jedne żyją tam, to inne/
Snadź pod pączkami gwoździków lub w dzwonkach/
Łącznego kwiecia, pod fałdem fiołków,/
A może w tej już ostatniej wonności,/
Jaką wyziewa kwiat, kiedy umiera?/
A może w rosy słonecznym odblasku?<end id="e1662744518899-3565611148"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI FAUN</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Zaprawdę, jest ich jeszcze co niemiara. /
Pierw, nim byś zliczył, zeszłoby południe,/
I Bachos<pe><slowo_obce>Bachos</slowo_obce> a. <slowo_obce>Bachus</slowo_obce>, a. <slowo_obce>Dionizos</slowo_obce> (mit. gr.) --- bóg płodności, dzikiej natury i wina.</pe>, sprzeka<pe><slowo_obce>sprzeka</slowo_obce> (gw.) --- człowiek lubiący sprzeczki.</pe>, zastawszy koźlęta/
Swe niedojone, nie chciałby nam śpiewać/
Przedziwnie mądrych i nadobnych pieśni/
O Przeznaczeniu, o Trafie, o bogach,/
Pierwo-chaosie, Miłości, o czarnej/
Doli Tytana, w więzach spętanego,/
I o tym, jako ma być wyzwolony,/
Przetworzyć ziemię w jedno wszechbraterstwo;/
Rozkosznych pieśni, co nam osładzają/
Samotne zmierzchy, tak że pod ich czarem/
Słowiki nawet milkną --- bez zazdrości.</strofa></kwestia>

<naglowek_scena>SCENA III</naglowek_scena>


<didaskalia>Szczyt skały pomiędzy górami. <osoba>Azja</osoba> i <osoba>Pantea</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><begin id="b1662744614887-3089603640"/><motyw id="m1662744614887-3089603640">Los, Szaleństwo, Proroctwo</motyw>Aż tu nas zawiódł ów dźwięk --- do królestwa/
Demogorgona, do potężnej bramy,/
Z której jak z gardła wulkanicznej góry,/
Meteorami ziejącej, paruje/
Wyroczny wyziew<pt><slowo_obce>Wyroczny wyziew</slowo_obce> --- fakt to niezaprzeczony, że pomiędzy środkami, które wywoływały w kapłance wyroczni stan ekstazy, wielką rolę grały odurzające wyziewy z podziemia.</pt> --- a ludzie go piją,/
Samotnie błądząc po drodze młodości,/
I nazywają cnotą, geniuszem,/
Miłością, prawdą, to odurzające/
Wino żywota, a gdy sok pochłoną/
Aż do szaleństwa, wtedy jak menady<pe><slowo_obce>menady</slowo_obce> (gr.: szalejące) a. <slowo_obce>bachantki</slowo_obce> (mit. gr.) --- kobiety z orszaku boga wina i płodności Dionizosa, tańczące w nieokiełznanej religijnej ekstazie.</pe>,/
Krzyczące hucznie «<slowo_obce>Evoe! Evoe!</slowo_obce>»,/
Wznoszą głos, który jest zarazą świata.<end id="e1662744614887-3089603640"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Tron, jak być winien, dla takiej potęgi!/
Wspaniały! Ziemio! Jakżeś ty wielmożna!/
O, gdybyś była cieniem, tylko cieniem/
Jakiegoś ducha jeszcze piękniejszego ---/
Choć jego dzieła plami zło, a on sam,/
Jak jego utwór, słaby jest, lecz piękny ---/
Ja bym upadła na twarz, cześć składając/
Jemu i tobie. Wszak teraz już z serca/
Mojego płynie modlitwa. O! Cuda!/
Spójrz, luba siostro, nim wyziewy zaćmią/
Twój mózg./
<wers_cd><begin id="b1662744717510-381729821"/><motyw id="m1662744717510-381729821">Natura, Piękno</motyw>Pod nami przestwór mgły faluje</wers_cd>/
Na kształt jeziora, co kędyś w dolinie/
Indów o świcie rozściela błękitne/
Wód zmarszczki, srebrnym światłem migające;/
Patrz, jak się toczy, wiatrem kędzierzawa,/
Uwyspia szczyty, na których stoimy/
W opięciu mrocznych lasów, łąk kwiecistych,/
Strugami lśniących grot, zaczarowanych/
Od wiatru złudnych widm, ze mgły utkanych;/
A wyżej góry, rozszczepiając niebo,/
Z lodowych wieżyc blaskiem odbijają/
Świt... tak iskrawe piany oceanu/
Z brzegu szkarłatnej wyspy Atlantyku/
Złocą wiatr lśniwych kropel paciorkami./
Ich wał okala dolinę, a pogwar/
Katarakt z głębi rozdartych ich żeber/
Podsyca wiatr, wciąż czujny, czyhający,/
Groźnie uroczy jak milczenie. Słuchaj:/
Tam spada śniegu lawina, od słońca/
Zbudzony odłam! Jego straszna bryła,/
Trzykroć przyparta burzą, tu stłoczyła/
Warstwy na warstwach --- jak w duchach, niebiosa/
Wyzywających, tłoczą się i piętrzą/
Myśli na myślach, póki jedna z wielkich/
Prawd rozwiązana nie będzie, a wokół/
Świętym jej echem ozwą się narody,/
Jak dziś te góry, wzruszone w posadach.<end id="e1662744717510-381729821"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Patrz! Tu burzliwe morze mgły u naszej/
Stopy w różową pianę się rozkręca/
I rośnie tak, jak pod czarem księżyca/
Ocean rośnie naokół trawionych/
Głodem rozbitków na wyspie szlamistej.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Strzępki obłoku wzbiły się --- wiatr, dołem/
Podwiewający, rozgarnia mi włosy;/
Teraz falują mi już nad oczami,/
Już w mózgu czuję zawrót, w mgle już widzę/
Jakieś postacie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>To widmo uśmiechem</wers_cd>/
Swoim skinienie nam daje; ze złotych/
Kędziorów jego bije blask niebieski.../
Znów inne! Inne! Słuchaj: widma mówią.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIEŚŃ DUCHÓW</naglowek_osoba>







<kwestia><strofa>Nuż! W głębie, pod głębie,/
W podświecie ze szczytu/
Po ciemnym snu zrębie,/
Po chmurach milionu/
Walk Życia i Zgonu,/
Za gwiazd kres i świtu,/
Złudzenia i bytu,/
Aż do podnóża ostatniego tronu!/
Nuż! W głębie, pod głębie.</strofa>




<strofa>Nim zaniknie dźwięku ślad,/
Za nim, za nim popod świat./
Jak pęd sarny wabi psa,/
Błyskawicę --- parna mgła,/
Świeca --- ćmy, dżdże --- siwy szron,/
Miłość --- smutki, rozpacz --- zgon,/
A czas --- wszystko i bez kresu,/
Jak stal, posłuszną duchowi magnesu.../
Za nim, za nim, popod świat!</strofa>




<strofa>W głąb, w głąb! Bez wstrętu --- na dno odmętu!/
Przez szarą próżnię pod dolnym światem,/
Gdzie już powietrze nie jest pryzmatem,/
Gdzie nie ma gwiazd, nie ma miesiąca<pe><slowo_obce>miesiąc</slowo_obce> (daw., poet.) --- księżyc.</pe>,/
Gdzie nigdy w głuche wnętrzności skały/
Z niebios promyki nie zawitały,/
Z ziemi nie wsiąkła pomroka ćmiąca,/
Gdzie Jeden na dnie, tylko Jeden władnie./
Nuż! Bez wstrętu w krtań odmętu!</strofa>




<strofa>Nuż! W głębię głębi, z dołu do dołu,/
W czarne przestworze, wszechmocy morze,/
Jak w mgłę spowita strzała gromowa,/
Iskra, dysząca w stosie popiołu,/
Jak łza ostatnia, którą przechowa/
Pamięć miłości, jak w min<pe><slowo_obce>mina</slowo_obce> (daw.) --- kopalnia.</pe> skarbnicy/
Lśniący po mroku promień diamentu:/
Bo tam was czeka ów czar tajemnicy./
Nuż! W głębię głębi, w odmęt z odmętu!</strofa>




<strofa>My wam pochodnią, gwiazdą przewodnią;/
A hasłem drogi w tajne otchłanie/
Niech będzie słodycz i pojednanie./
W głąb! W głąb! Pod hasłem błogosławionym,/
Bowiem obojga czar tak jest dzielny,/
Że Wiekuisty, że Nieśmiertelny/
Przez moc ich samą, za życia bramą,/
Jak wąż zwiniętą pod jego tronem/
Zagadkę Losu rozwiązać jest w stanie.</strofa></kwestia>




<naglowek_scena>SCENA IV</naglowek_scena>


<didaskalia>Pieczara <osoba>Demogorgona</osoba>. <osoba>Azja</osoba> i <osoba>Pantea</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Cóż to za postać, okryta zasłoną,/
Zasiadła owdzie na tronie z hebanu?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Zasłona spadła.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd><begin id="b1662745133373-3894214817"/><motyw id="m1662745133373-3894214817">Duch</motyw>Wielki mrok napełnia</wers_cd>/
Jego stolicę czarem majestatu./
Dokoła biją posępne promienie/
Jak blask słoneczny wśród pełni południa./
To niewidzialne, bezkształtowe widmo!/
Ani tam rysów, członków, ni postawy;/
A jednak --- czuję, że to duch żyjący.<end id="e1662745133373-3894214817"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMOGORGON</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Zapytaj o to, co chciałabyś wiedzieć.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Co nam powiedzieć możesz?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DEMOGORGON</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>Wszystkie rzeczy,</wers_cd>/
O które spytać się ważysz.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd><begin id="b1662745175541-3596958779"/><motyw id="m1662745175541-3596958779"></motyw><begin id="b1662745191738-2914544182"/><motyw id="m1662745191738-2914544182">Bóg, Obraz świata</motyw>Kto stworzył</wers_cd>/
Ten świat żyjący?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMOGORGON</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Bóg.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Kto stworzył wszystko,</wers_cd>/
Co on zawiera: myśl, rozum, namiętność,/
Wolę, fantazję?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMOGORGON</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Bóg, Bóg wszechpotężny.<end id="e1662745191738-2914544182"/><end id="e1662745175541-3596958779"/></wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Kto stworzył owo uczucie, co z wiosny/
Powiewem, w rzadkim, rzadkim nawiedzeniu/
Lub na głos lubych ust, słyszany niegdyś/
W młodości, oczy strugą łez napełnia,/
Pod którą bledną promieniste lica/
Niewiednych troski kwiateczków, i ziemię/
Tę zaludnioną zamienia w pustynię,/
Gdy głos nie wraca już?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMOGORGON</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Bóg miłosierny,</wers_cd>/
Bóg.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd><begin id="b1662745250633-3845403400"/><motyw id="m1662745250633-3845403400">Piekło</motyw>A kto stworzył trwogę, kto szaleństwo,</wers_cd>/
Zbrodnie, sumienia żądła, co od ogniw/
W wielkim łańcuchu wszechrzeczy do każdej/
Myśli w głębinie istoty człowieka/
Ciążą i cisną go, a pod ciężarem/
Każde się toczy ku dołowi śmierci?/
Kto zawiedzioną nadzieję i miłość,/
Obracającą się w gorzką nienawiść,/
Kto samowzgardę, wstrętniejszą nad samą/
Krew do wypicia, i cierpienia, których/
Szczerym, ojczystym językiem są jęki/
I wieczne krzyki rozpaczy? Kto Piekło/
Lub czarną trwogę przed Piekłem?<end id="e1662745250633-3845403400"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMOGORGON</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>On włada.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Powiedz mi jego imię! Świat, niedolą/
Znękany, pyta cię tylko o jego/
Imię: przekleństwa zgubią go!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMOGORGON</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd>On włada.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>To wiem i czuję; ale kto?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMOGORGON</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>On włada.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><begin id="b1662745341890-3754834213"/><motyw id="m1662745341890-3754834213">Obraz świata, Prometeusz, Bóg</motyw>A któż to włada?</strofa>





<strofa><wers_cd>Na początku było</wers_cd>/
Niebo i Ziemia, i Światło, i Miłość,/
A potem Kronos<pe><slowo_obce>Kronos</slowo_obce> (mit. gr.) --- syn Uranosa (Nieba) i Gai (Ziemi); za namową matki stanął na czele buntu tytanów, pokolenia bogów istniejącego przed bogami olimpijskimi, i przejął władzę; obalony przez swego syna Zeusa, został uwięziony w Tartarze, najgłębszej i najciemniejszej części krainy podziemia.</pe>, od którego tronu/
Spadł cień zazdrosny: Czas. Za jego rządów/
Dola pierwotnych duchów ziemi była/
Jak cicha radość kwiatów, ziół i liści,/
Dopóki wiatr ich nie zwarzy lub słońce/
I wpółżywotne robactwo. Lecz on im/
Odmówił praw, ich istocie wrodzonych: /
Potęgi, wiedzy, tajemnicy władztwa/
Nad żywiołami; myśli, która w cieniu/
Na wskroś ten wszechświat przenika jak światło;/
I majestatu miłości --- a duchy/
Mdlały z pragnienia. Wtedy Prometeusz/
To, co jest siłą --- mądrość --- dał Zeusowi/
I z godłem: «Ludzie niech będą swobodni!»/
Udzielił steru nad przestworem nieba./
A być potężnym, ale bez przyjaciół,/
Miłości, prawa, wiary --- jest to władać./
Otóż Zeus władał; bo na ród Człowieka/
Zwalił się naprzód głód, mozół i nędza,/
Potem bój, rany i czarna zaraza,/
I najczarniejsza, przedtem niewidziana,/
Śmierć... Powikłane pory, samowolną/
Koleją mrozu i ognia strzałami,/
Bezschronne, blade jego pokolenie/
Wparły do górskich jam --- a na pustkowia/
Ich serc on zesłał dzikie niepokoje,/
Czcze cienie szczęścia niedoścignionego,/
Które wzajemny toczą bój i burzą/
Im legowisko, na którym szalały...</strofa>




<strofa>I widział Tytan --- i wzbudził zastępy/
Nadziei, śpiące w elizejskich<pe><slowo_obce>elizejski</slowo_obce> (mit. gr.) --- od: Pola Elizejskie, kraina wiecznej szczęśliwości.</pe> kwiatów/
Czarownych zwojach, w moly i nepenthe,/
I amarancie<pt><slowo_obce>zastępy Nadziei, śpiące w elizejskich kwiatów Czarownych zwojach, w moly i nepenthe, I amarancie</slowo_obce> --- <slowo_obce>moly</slowo_obce>: ,,ziółko z korzeniem czarnym, z kwiatem podobnym do mleka", tak je opisuje <tytul_dziela>Odyseja</tytul_dziela>; Hermes dał je Odyseuszowi, aby go uchronić od trucicielki Cyrce; <slowo_obce>nepenthe</slowo_obce>: roślina egipska, u Pliniusza: <slowo_obce>hellenium</slowo_obce>, którą Helena mieszała do wina, dla rozweselenia gości (dosłownie znaczy: nie-cierpienie); <slowo_obce>amarant</slowo_obce> (=niewiędnący): kwiat będący godłem nieśmiertelności.</pt> --- nieśmiertelnym kwieciu,/
Aby lekkimi, tęczowymi skrzydły/
Przysłonić mogły widmo Śmierci; zesłał/
I miłość, aby ta porozrywane/
Związała pędy owej winorośli,/
Co rodzi wino życia --- winorośli/
Serca ludzkiego; on ujarzmił ogień,/
Który jak zwierzę drapieżne, straszliwie,/
Lecz i uroczo grał w oku człowieka;/
Zdobył żelazo i złoto --- znamiona/
I niewolników potęgi; klejnoty/
I szybkie jady, i najsubtelniejsze/
Kształty pod falą i w górach ukryte;/
On człowiekowi dał mowę, a mowa/
Stworzyła z siebie myśl --- miarę wszechświata./
Tedy nauka trąciła o trony/
Ziemi i nieba; zatrzęsły się one,/
Lecz nie upadły; i harmonia duszy/
Naraz w prorocze wylała się dźwięki,/
I duch słuchacza rósł muzyki czarem,/
Aż wyzwolony od troski śmiertelnej,/
Na obraz bóstwa krążył nad jasnymi/
Falami tonów<begin id="b1662745515592-2537512440"/><motyw id="m1662745515592-2537512440">Sztuka</motyw>. I oto dłoń ludzka,/
Wprzód naśladowczo, a potem misterniej/
Nad samo dzieło przyrody, stworzyła/
Postać człowieczą, przewyższając siebie ---/
I ubóstwiła się bryła marmuru.<end id="e1662745515592-2537512440"/>/
A matki, patrząc, spłonęły miłością,/
Jaką poczuwa ojciec, gdy w swym dziecku/
Zobaczy rodu własnego odbicie ---/
I tak patrzyły, aż schnęły z miłości.<end id="e1662745341890-3754834213"/></strofa>




<strofa>Objawił skrytą moc ziół i zdrojowisk:/
Niemocą tknięty, spijał i zasypiał,/
I śmierć się stała jako sen. Pokazał/
Zawiłe drogi, po których wędrowne/
Kołują gwiazdy; pokazał, jak słońce/
Tor zmienia, jaki tajny czar księżyca/
Twarz przeobraża, gdy blada, szeroka/
Jego źrenica nie patrzy na morze./
Nauczył rządzić, jak życie --- człowiekiem,/
Wichrowo-skrzydłym wozem Oceanu:/
Więc Indianina<pe><slowo_obce>Indianin</slowo_obce> --- tu: mieszkaniec Indii, Hindus.</pe> poznał Celt<pe><slowo_obce>Celtowie</slowo_obce> --- grupa ludów indoeuropejskich, które ze swoich siedzib w dorzeczu górnego Renu i Dunaju w I tys. p.n.e. rozprzestrzeniły się po całej Europie, opanowując przede wszystkim tereny Galii (ob. Francja i Belgia), Iberii (Hiszpania) i Brytanii.</pe>, stanęły/
Grody, przez białe ich kolumny ciepłe/
Płynęły wiatry, zwyż eter przeświecał,/
A z dala --- morze i góry cieniste.</strofa>




<strofa><begin id="b1662745574808-97426638"/><motyw id="m1662745574808-97426638">Prometeusz, Kara, Poświęcenie, Ofiara, Miłość, Niewola, Cierpienie, Kondycja ludzka</motyw>Taką to ulgę na dolę człowieka/
Zlał Prometeusz; za niego przykuty/
Usycha w mękach... Lecz któż to, jak z deszczem,/
Zsyła zło, plagę te nieuleczoną,/
Która człowieka --- kiedy ten, jak bóstwo,/
Na dzieło swoje pogląda i widzi,/
Że jest chwalebne --- utrapia; człowieka,/
Rozbitka własnej woli, pośmiewisko/
Ziemi, wyrzutka, sierotę, wygnańca?/
Nie Zeus. Wszak jeszcze brwi zmarszczeniem wstrząsał/
Olimp, a gdy go Tytan w diamentowym/
Łańcuchu przeklął, to drżał jak niewolnik./
Powiedz mi, Duchu, gdzie jest jego władca?/
Czy i on także ma być niewolnikiem?<end id="e1662745574808-97426638"/></strofa></kwestia>





<naglowek_osoba>DEMOGORGON</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Niewolnikami są wszystkie te duchy,/
Co posługują złemu. A czy Zeus jest,/
Czy nie jest takim, o tym wiesz zaprawdę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>A kogo pierwej nazwałeś ty Bogiem?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DEMOGORGON</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Mówiłem tylko to, co ty mówiłaś,/
Bo Zeus najwyższy jest z istot żyjących.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>A któż jest władcą niewolników?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMOGORGON</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Gdyby</wers_cd>/
Otchłań wyziała swoje tajemnice.../
Lecz brak jej głosu; głęboka, naprawdę/
Nie ma wcielenia: cóż by ci pomogło,/
Gdybym na świat ten, kręgiem wirujący,/
Spojrzeć ci kazał lub wymówić słowo:/
Czas, Przeznaczenie, Traf, którym podległe/
Są wszystkie rzeczy prócz wiecznej Miłości?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><begin id="b1662745981962-2158894506"/><motyw id="m1662745981962-2158894506">Prometeusz, Proroctwo, Los</motyw>O to pytałam już pierwej, a serce/
Dało mi twoją odpowiedź; bo każda/
Z takich prawd winna być sobie wyrocznią./
Jeszcze cię spytam, a ty mi odpowiedz/
Tak, jakby dusza ma odpowiedziała,/
Gdyby rozwiązać mogła zapytanie:/
Czyli<pe><slowo_obce>czyli</slowo_obce> (daw.) --- konstrukcja z partykułą wzmacniającą -li; znaczenie: czy, czy też.</pe> powstanie kiedyś Prometeusz,/
To słońce świata uradowanego?/
Kiedy nadejdzie wyroczna godzina?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMOGORGON</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Patrz.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Oto skały pękają. O nocy</wers_cd>/
Czerwonej konie w tęczowej uprzęży/
Pędzą z wozami, wiatry depczącymi;/
Na każdym wozie stoi dzikooki. /
Z tych jedni patrzą za siebie, jak gdyby/
Złe duchy gnały za nimi; ja przecież/
Prócz gwiazd iskrzących nic dojrzeć nie mogę./
Drudzy ognistym wzrokiem spoglądają/
Przed siebie, pijąc chciwymi ustami/
Wiatr swych rumaków, jak gdyby istota,/
Którą kochali, z rąk im się wymknęła.../
Już, już chwytają! Ich jasne kędziory/
Płyną w pomroce jak warkocz ognisty/
Jądra komety. Teraz popędzili...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMOGORGON</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>
To nieśmiertelne Godziny, o które/
Pytałaś pierwej. Jedna z nich snadź czeka/
Na ciebie.
<end id="e1662745981962-2158894506"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd><begin id="b1662746063549-2492380714"/><motyw id="m1662746063549-2492380714">Duch, Los</motyw>Jakiś duch strasznej postaci</wers_cd>/
Wóz zatrzymuje przy skalnej zatoce./
Różny od braci twych, dziki woźnico,/
Kto jesteś? Dokąd unosisz mnie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DUCH</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Jam jest</wers_cd>/
Cień Przeznaczenia sroższego nad samo/
Oblicze moje. Zaprawdę, nim owa/
Planeta w bezmiar zapadnie, już ciemność,/
Co społem ze mną zstępuje, zagarnie/
W noc wiekuistą bezwładczy tron Nieba.<end id="e1662746063549-2492380714"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Co masz na myśli?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Ów straszny Cień bucha</wers_cd>/
Od jego tronu, jak bucha nad morzem/
Dym czarno-żółty z grodów powalonych/
Trzęsieniem ziemi. Patrz! Oto wstępuje/
Na wóz. Rumaki pędzą, przerażone!/
Śledź jego drogę wpośród gwiazd, czerniącą/
Tło nocy!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Takąż daje mi odpowiedź:</wers_cd>/
O dziwo!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Spojrzyj, przy skalnej krawędzi</wers_cd>/
Drugi wóz stanął --- muszla ze słoniowej/
Kości, czerwonym wykładana ogniem,/
Który się wzbija i spada po cudnych,/
Po fantastycznie rzeźbionych jej ściankach./
Młody Duch, który przewodzi, ma rzewne/
Oczy nadziei, gołąbkom podobne./
Patrz! Cichy uśmiech ten przyciąga duszę/
Jak blask skrzydlate robaczki w pomroku.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DUCH</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Rumaków mych karmią<pe><slowo_obce>karm</slowo_obce> (daw.) --- karma, pokarm.</pe> jest chmur błyskawica,/
Napojem --- orkanów krynica;/
Gdy wschodu kraina czerwienieć zaczyna,/
To w świeżych promieniach się kąpią/
I z dróg nie ustąpią, i pędu nie skąpią./
Więc zasiądź tu ze mną, Córko Oceanu!</strofa>




<strofa>
Rozkażę --- to pędem noc w ogniach pogrążą,/
Przerażę --- to wicher przegonią;/
Nim mgły te Atlasu<pe><slowo_obce>Atlas</slowo_obce> --- pasmo górskie w płn.-zach. Afryce, na zachodnich krańcach świata znanego starożytnym Grekom.</pe> rozpłynąć się zdążą,/
My ziemię z księżycem, z wód tonią,/
Opłyniem przecudnie, spoczniemy w południe./
Więc zasiądź tu ze mną, Córko Oceanu!
</strofa></kwestia>



<naglowek_scena>SCENA V</naglowek_scena>

<didaskalia>Wóz zatrzymuje się w głębi obłoku na wierzchołku śnieżnej góry. <osoba>Azja</osoba>, <osoba>Pantea</osoba> i <osoba>Duch Godziny</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DUCH</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Na skrajach północy i ranku/
Dla koni mych chwila przystanku;/
Lecz oto pod nimi brzmi hasło od Ziemi,/
By rączej nad ogień pędziły ---/
I będą pędziły co siły.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Bo tchem podrażniasz im nozdrza; mój oddech/
Żywiej by dodał im bodźca.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DUCH</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Niestety!</wers_cd>/
Nie może.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Dość, dość, o Duchu! Ty powiedz,</wers_cd>/
Skąd bije światło to, zalewające/
Obłoki? Jeszczeć nie zeszło nam słońce.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DUCH</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>I przed południem nie zejdzie. Apolla/
Czar zatrzymuje w niebiosach, a światłość/
Bijąca w obłok --- jak powietrzna barwa/
Róż, zapatrzonych w fontannę, zapada/
W wodę --- ta światłość bije od oblicza/
Dostojnej Siostry twej.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>O tak, ja czuję...</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Co tobie, Siostro? Tak pobladłaś.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd><begin id="b1662746489130-3683097136"/><motyw id="m1662746489130-3683097136">Miłość, Piękno, Siostra</motyw>A ty ---</wers_cd>/
Jakżeś zmieniona! Ja nie śmiem już spojrzeć/
Na ciebie --- czuję, lecz nie widzę ciebie./
I ledwie znieść już mogę promienienie/
Twojej piękności. Jakiś zwrot szczęśliwy/
Działa w żywiołach świata, że pozwolą,/
Że mogą twoją obecność oglądać/
Tak odsłoniętą. Nereidy<pe><slowo_obce>Nereidy</slowo_obce> (mit. gr.) --- nimfy morskie.</pe> mówią,/
Że w on dzień, kiedy jasna hyjalina<pe><slowo_obce>hialina</slowo_obce> (ang. <slowo_obce>hyaline</slowo_obce>, z gr. <slowo_obce>hyalinos</slowo_obce>: przezroczysty) --- szklista, przezroczysta substancja.</pe>/
Przy urodzeniu twym się rozstąpiła/
I kiedyś stała w rzeźbionej muszelce,/
Lekko płynącej po cichym zwierciadle/
Przezroczej toni pośród Wysp Egejskich<pe><slowo_obce>Wyspy Egejskie</slowo_obce> --- ogół wysp położonych na Morzu Egejskim, pomiędzy Półwyspem Bałkańskim a Azją Mniejszą.</pe>,/
Co noszą imię twoje, wtedy Miłość,/
Jak atmosfera płomieni słonecznych,/
Napełniających żywy świat, z twojego/
Łona wybłysła i opromieniła/
Ziemię i niebo, głębie oceanu/
I wiekuisty mrok pieczar, i wszystko,/
Co w nich mieszkało --- aż smutek na duszę,/
Z której zrodzona jest Miłość, sprowadził/
Zaćmienie światła... Taką jesteś teraz./
O! I nie tylko ja --- siostra, ja --- twoja/
Wspólniczka życia, ja --- wybrana twoja:/
Cały świat szuka twojego współczucia./
Czyliż nie słyszysz dźwięków od powietrza,/
Głoszących miłość wszech istot wcielonych?/
Nie czujesz w szmerze wiatrów, acz bezdusznych,/
Że zakochane są w tobie?... O, słuchaj!<end id="e1662746489130-3683097136"/></strofa>




<didaskalia>Muzyka.</didaskalia></kwestia>





<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><begin id="b1662746540605-60185047"/><motyw id="m1662746540605-60185047">Miłość</motyw>Twe słowa słodsze są nad słowa wszystkich/
Prócz słów tej Duszy, której są echami./
Lecz każda miłość słodka jest: darząca/
Czy odpłacana; wspólna jest jak światło;/
Jej głos --- tak zwykły, a nigdy nie strudzi;/
Jest ona jak te nieskończone nieba,/
Jak to powietrze, podściel wszechnatury,/
Gdzie płaz poczuwa się równy z bogami./
Kto wzbudza miłość, ten arcyszczęśliwy,/
Jak ja w tej chwili; lecz kto cierpiał długo,/
Szczęśliwszy jeszcze jest, znacznie szczęśliwszy,/
Jak wkrótce może, po długich cierpieniach,/
Ja szczęsna będę.<end id="e1662746540605-60185047"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Słuchaj! Duchy mówią.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>GŁOS</naglowek_osoba>


<didaskalia>śpiewający w powietrzu</didaskalia>

<kwestia><strofa>Ty, Życie Życia! Pod ust twych czarem/
Sam oddech płonie miłości żarem;/
Twój uśmiech, pierw nim z twarzy uleci,/
W zimnym powietrzu ognie roznieci/
I tonie w oczach; kto spojrzy w nie,/
W zaczarowanym omdlewa śnie.</strofa>




<strofa>O! Córko światła! Przez mgły obsłonki/
Wskroś przełyskują wabne twe członki,/
Jak smugi świtu przez chmurę czarną,/
Nim ją promieni rzutem rozgarną./
Gdzie tylko błyśniesz, już cię ubiera,/
Już złoci boska ta atmosfera.</strofa>





<strofa>Są inne piękna; ciebie nie zoczy/
Nikt; tylko cichy, tylko uroczy/
Głos twój dosłyszy: tak tajni szata/
Ciebie osłania przed wzrokiem świata./
Czując, nie dojrzy cię spod zasłony,/
Jak ja --- na wieki wieków zgubiony!</strofa>




<strofa>Pochodnio Ziemi! Gdzie duch twój gości,/
Tam świta radość wśród jej ciemności,/
A pokochane przez ciebie dusze/
Lekko na wiatru tłach się unoszą,/
Aż padną z żądzy, jak ja paść muszę,/
Błędne, zgubione --- ale z rozkoszą!</strofa></kwestia>





<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>







<kwestia><strofa>Mój duch --- to łódka zaczarowana,/
Która jak senny łabędź od rana/
Płynie srebrzystą twoich pieśni tonią;/
Gdy twój, jak anioł, skryty w eterze,/
Z przewodnim sercem czuwa przy sterze,/
A wszystkie wiatry melodiami dzwonią./
I zda się płynąć, płynąć na wieki/
Za niebokręgu bezmiar daleki,/
Wpływać przez mnogie zakrętne rzeki,/
Przepaście, góry: w raj puszcz natury;/
Póki --- jak żeglarz, śpiący bezwładnie,/
Gdy prąd ku morzu niesie go zdradnie ---/
W ocean wiecznej gędźby nie wpadnie.</strofa>




<strofa>Twój duch już wzbił się, skrzydła rozpiera,/
Tam gdzie najczystszych nut atmosfera.../
Przestwór --- w przestworze ni gwiazd, ni przystani./
Nie dbamy! Wiatry tor nam wysieką, /
O, bo daleko płyniem, daleko,/
Instynktem słodkiej muzyki podwiani,/
Aż w Elizejskich Wysepek smudze,/
Dokąd nie dotarł żeglarz śmiertelny,/
Z tobą, sterniku nieskazitelny,/
Łódka wypocznie po swej żegludze./
Tu z tchem miłości tchy w pierś nam płyną,/
Bo dyszą w wiatrach, nad wód głębiną,/
Wiążąc harmonią ziemię z niebieską dziedziną.</strofa>




<strofa>Przeszliśmy Starość --- lodowe skały,/
Przeszli i Męskość --- spienione wały,/
I młodość --- lśniące, zdradne topielisko;/
Już przez zasnuty mgłą, mroczno-niemy/
Chaos Dziecięctwa, w światło płyniemy,/
W dzień bogów, między Śmiercią a kołyską,/
W raj sklepionego z listków zaświecia,/
Pod pełnię czarów wonnego kwiecia,/
Gdzie wodne dróżki pod wieczną strażą/
Zielonej ciszy biegną i gwarzą./
Tam spoczniem, patrząc z świętej oddali,/
Jak duchy, których blask serca zbyt pali,/
Z melodyjnymi śpiewy snują się po fali.</strofa></kwestia>



<naglowek_akt>AKT III</naglowek_akt>




<naglowek_scena>SCENA I</naglowek_scena>


<didaskalia>Niebo. <osoba>Zeus</osoba> na tronie; <osoba>Tetyda</osoba> i inne bóstwa.</didaskalia>




<naglowek_osoba>ZEUS</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><begin id="b1662757043885-3590838752"/><motyw id="m1662757043885-3590838752">Kondycja ludzka, Bunt, Władza</motyw>Wy, zgromadzone tu moce niebieskie,/
Współuczestnicy chwały i potęgi/
Tego, któremu służycie --- radujcie/
Myśl waszą! Odtąd jam jest wszechmogący,/
Wszystko uległo przede mną i tylko/
Dusza Człowieka, jak niezagaszony/
Ogień, wybucha przeciw Olimpowi/
Gorzkim wyrzutem, zwątpieniem, skargami,/
A przez jej modły niechętne przeziera/
Groźba rokoszu, zdolnego podkopać/
Odwieczną władzę mą, acz zbudowaną/
Na starej wierze i piekłom współwiecznej/
Trwodze.<end id="e1662757043885-3590838752"/> I chociaż z falami powietrza/
Przekleństwa moje, jak śnieg na beztrawne/
Wierzchołki skał, wciąż płatami po płatach/
Lecą z Olimpu, przylegając do niej,/
Chociaż pod gniewu mojego pomroką/
Wdzierać się musi po stromach żywota,/
Które kaleczą ją, jak lód kaleczy/
Rozzutą stopę --- wciąż pnie się i targa/
Wyżej i wyżej, butna, nieugięta,/
Lecz już skazana na rychły upadek!/
<begin id="b1662757156254-989401803"/><motyw id="m1662757156254-989401803">Los, Duch, Nieśmiertelność, Dziecko</motyw>Bowiem zrodziłem teraz dziwne cudo: /
Dziecię przeznaczeń, postrach ziemi, które/
Osierocony tron Demogorgona/
Uzbroił w straszną moc nieśmiertelności,/
Spadek po owym niewidzialnym Duchu.../
To dziecię tylko oczekuje, kiedy/
Przyjdzie wyroczna Godzina, a potem/
Zstąpi na ziemię i zadepcze iskrę.<end id="e1662757156254-989401803"/></strofa>




<strofa>Nalewaj wino, niebian Ganimedzie<pe><slowo_obce>Ganimedes</slowo_obce> (mit. gr.) --- piękny młodzieniec, kochanek Zeusa, podczaszy na Olimpie.</pe>,/
Niech ogniem spływa w Dedalskie<pe><slowo_obce>Dedal</slowo_obce> (mit. gr.) --- architekt, rzeźbiarz i wynalazca; zaprojektował m.in. labirynt dla potwornego Minotaura na Krecie; uciekając z Krety wraz z synem, posłużył się sztucznymi skrzydłami zlepionymi woskiem.</pe> puchary,/
A wy, kwieciste córy duszy bogów,/
Powstańcie, święte harmonie zwycięstwa,/
Jak z ziemi rosa pod gwiazdami zmierzchu;/
Niech nektar, krążąc po waszej krwi, będzie/
Duszą radości, bóstwa nieśmiertelne,/
Aż z piersi okrzyk tryumfu wybuchnie/
Jak czar muzyki z wiatrów elizejskich!</strofa>




<strofa>I ty przy boku mym usiądź na tronie,/
Odziana w światło owej namiętności,/
Przez którą jesteś jednolita ze mną,/
Tetydo, świetlny obrazie Wieczności!/
Kiedyś krzyczała: «O Potęg Potęgo,/
Oszczędź mnie! Nie, nie --- tych żądnych płomieni,/
Tej obecności, w mózg przenikającej,/
Przenieść<pe><slowo_obce>przenieść</slowo_obce> (daw.) --- znieść, przetrzymać, wytrzymać.</pe> nie mogę. Istność ma --- jak istność/
Numidyjczyka<pe><slowo_obce>Numidyjczyk</slowo_obce> --- mieszkaniec Numidii, historycznego państwa Berberów w płn. Afryce. </pe>, który pod jaszczura/
Jadem topnieje --- rozpada się cała,/
Z posad wyparta!» --- dwa potężne duchy,/
Spojone z sobą, stworzyły trzeciego<pt><slowo_obce> dwa potężne duchy, Spojone z sobą, stworzyły trzeciego</slowo_obce> --- pomimo wyraźnego w dalszym ciągu odezwania się Demogorgona: ,,Jam twój syn, jako tyś synem Kronosa", rozumieć należy, iż Zeus został jego ojcem <wyroznienie>pośrednio</wyroznienie>, przez ,,dziecię przeznaczeń" (<slowo_obce>the fatal-child</slowo_obce>). Co do Tetydy, poeta poszedł za podaniem niehomerycznym, podług którego Zeus nie poślubił Tetydy, lękając się groźby Fatum.</pt>,
/
Potężniejszego nad obu; on dotąd,/
Niewosobiony, w pośrodku nas krążąc, /
Acz niewidzialny, ale przeczuwany,/
Czeka wcielenia... Owóż to wcielenie/
(Czy wy słyszycie, jak grom kul ognistych/
Rozpycha wiatry?) zstępuje od tronu/
Demogorgona. Zwycięstwo! Zwycięstwo!/
O świecie, czy ty nie słyszysz w przestworach/
Trzęsienia ziemi? To on --- Demogorgon,/
W piorunach wóz swój zatacza na Olimp.</strofa>





<didaskalia>Wóz <osoba>Godziny</osoba> przybywa. <osoba>Demogorgon</osoba> zstępuje i kroczy ku tronowi <osoba>Zeusa</osoba>.</didaskalia>




<strofa>
Widmo straszliwe! Kto jesteś? Odpowiedz!
</strofa></kwestia>




<naglowek_osoba>DEMOGORGON</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><begin id="b1662757450296-3239228560"/><motyw id="m1662757450296-3239228560">Ojciec, Syn, Upadek</motyw>Wieczność! O imię straszniejsze nie pytaj!/
Powstań i za mną zstępuj do otchłani:/
Jam twój syn, jako tyś synem Kronosa,/
Lecz potężniejszy od ciebie --- i odtąd/
Razem musimy zamieszkać w ciemności./
Po swe pioruny nie sięgaj. Po tobie/
Tronu w Olimpie nikt nie odziedziczy<pt><slowo_obce>Po tobie Tronu w Olimpie nikt nie odziedziczy</slowo_obce> --- podkreślamy to miejsce jako jądro charakterystyki samego poety.</pt> /
Ani utrzyma go, ani ponowi./
Lecz --- jeśli chcesz się powołać na prawa/
Zadeptanego robaka, co jeszcze/
Wije się chwilę pod stopą, nim skona ---/
Okaż moc swoją.<end id="e1662757450296-3239228560"/></strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ZEUS</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd><begin id="b1662757574624-631617587"/><motyw id="m1662757574624-631617587">Upadek, Piekło</motyw>Przeklęty potworze!</wers_cd>/
Tak właśnie ja cię zadepczę i strącę/
Aż tam pod samo dno więzień Tytanów!/
Ty się ociągasz jeszcze?.../
<wers_cd>Łaski! Łaski!...</wers_cd>/
Nie ma litości, nie ma odwołania,/
Nie ma! Och, gdybyś postanowił sędzią/
Nade mną wroga mego i tam właśnie,/
Gdzie on usycha pod długą mą zemstą ---/
<wyroznienie>On</wyroznienie> by nie wydał takiego wyroku,/
Bo i łaskawy, i nieustraszony,/
I prawy, nie onże władcą nad Światem?/
A ty któż jesteś? --- Ha! Nie ma ucieczki!/
Nie ma odwłoki!/
<wers_cd>Zapadnij więc ze mną!</wers_cd>/
Obaj zapadniem w czarną toń zniszczenia,/
Jak sęp ze smokiem, w jeden kłąb splecione,/
W nierozstrzygnionym boju społem giną/
W bezbrzeżnym morzu. Niechaj piekła piekieł/
Spuszczą z uwięzi całe oceany/
Wściekłego ognia i wgniotą pod sobą/
W bezdenną próżnię zmarły świat, i ciebie/
I mnie, zwycięzcę i zwyciężonego,/
I szczątki tego, o co bój toczono.../
Ach! Ach! Żywioły już mnie nie słuchają!/
W głąb, w głąb zapadam na wieki, na wieki!/
A tam, wysoko, tam Wróg mój, jak obłok,/
Upadek władcy pomracza zwycięstwem./
Ach! Ach!<end id="e1662757574624-631617587"/></strofa></kwestia>

<naglowek_scena>SCENA II</naglowek_scena>


<didaskalia>Ujście wielkiej rzeki na wyspie Atlantydzie<pe><slowo_obce>Atlantyda</slowo_obce> --- mityczna wyspa zamieszkała przez rozwiniętą cywilizację, zniszczona przez trzęsienie ziemi i pochłonięta przez morze.</pe>; na brzegu widać spoczywającego <osoba>Oceana</osoba>; przy nim stoi <osoba>Apollo</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>OCEAN</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Więc upadł, mówisz, na samo zmarszczenie/
Brwi przez pogromcę?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>APOLLO</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa><wers_cd><begin id="b1662757665645-2111192611"/><motyw id="m1662757665645-2111192611">Walka, Upadek</motyw>Tak! Gdy się skończyła</wers_cd>/
Ta walka, która podwładne mi koło/
Zaćmiła, wstrząsła stałymi gwiazdami,/
To jeszcze groza jego oczów krwawym/
Barwiła blaskiem niebokrąg, przez gęste/
Strzępy zwycięskiej ciemności, gdy spadał,/
Jak błysk ostatni dnia, konającego/
W smugach czerwieni, gdy szczerbem obłoków/
Tryska z głębiny, burzą sfałdowanej.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>OCEAN</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>I zapadł w otchłań do pomrocznej próżni?<end id="e1662757665645-2111192611"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APOLLO</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Jak orzeł, gdy go porwie pękający/
Obłok Kaukazu, gdy skrzydła złamane/
Piorunem w węzły wichru się zaplączą,/
A jego oczy, dotąd bez olśnienia/
Patrzące w oczy słońcu, teraz ślepną/
Pod błyskawicą, a tu jeszcze gradem/
Brzemienne ziarna biją mocownika,/
Aż w końcu padnie zgnieciony, a trupa/
Obsiądą lody powietrza.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>OCEAN</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd><begin id="b1662757738255-1229983868"/><motyw id="m1662757738255-1229983868">Morze, Woda</motyw>Więc odtąd</wers_cd>/
Morze, co okrąg nieba odzwierciedla ---/
Królestwo moje --- już krwią niebroczone,/
Pod prądem wiatrów kołysać się będzie,/
Jak się pod wianiem letniego powietrza/
Kołyszą łany zbóż; a rzeki moje/
Toczyć się będą u ludnych wybrzeży/
I wysp szczęśliwych. Błękitny Proteusz<pe><slowo_obce>Proteusz</slowo_obce> (mit. gr.) --- bóstwo morskie, syn Posejdona i Tetydy.</pe>/
I jego Nimfy wodne patrzeć będą,/
Jak cień okrętów (tak patrzą śmiertelni/
Na łódź księżyca, nasutą światłami,/
Gdy z ową białą gwiazdą, pióropuszem/
Niewidzialnego sternika, po szybkim/
Pędzi odpływie słońca wieczornego)/
Snuje się, lecz już nie po krwi i jękach,<end id="e1662757738255-1229983868"/>/
Nie po zniszczeniu ani po zmieszanych/
Głosach nakazu, mrukach niewolnictwa,/
Ale po świetle kwiatów, podwojonych/
W podwodnym morza zwierciadle, po falach/
Wonności, słodkiej muzyki i rzewnych,/
Łagodnych, wolnych głosach tej najsłodszej/
Muzyki, jaką ukochały Duchy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APOLLO</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>A ja --- nie ujrzę już tych czynów, które/
Duszę mą mroczą smutkiem, jak zaćmienie/
Mroczy podwładną mi kulę. Lecz słuchaj!/
Bo oto słyszę, jak mnie nawołuje/
Przeczysty lutni dźwięk młodego Ducha,/
Co ma przybytek swój w Gwieździe Poranku.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>OCEAN</naglowek_osoba>







<kwestia><strofa>Więc czas ci odejść. Bieguny<pe><slowo_obce>biegun</slowo_obce> (daw.) --- koń, wierzchowiec.</pe> twe spoczną/
Na odwieczerzu. Tymczasem bądź zdrowy./
Szumiąca głębia wzywa mnie do domu,/
Abym błękitną nakarmił ją ciszą/
Z urn szmaragdowych, które stoją, wiecznie/
A wiecznie pełne, obok mego tronu./
Już pod zielonym morzem Nereidy/
Wietrzną kibicią w nurtach się kołyszą,/
W wieńcach i kwiecia morskiego girlandach,/
I spod rozwianych kędziorów bieluchne/
Wznoszą ramiona, śpiesząc, by powitać/
Dostojną siostrę.</strofa>


<didaskalia>Słychać szumiący głos fal morza.</didaskalia>



<strofa><wers_cd>To nienapasione</wers_cd>/
Morze, łaknące ciszy. Milcz, potworze!/
Oto już wracam! Bądź zdrowy.</strofa></kwestia>





<naglowek_osoba>APOLLO</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Bądź zdrowy!</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_scena>SCENA III</naglowek_scena>


<didaskalia><begin id="b1662757994789-2159908030"/><motyw id="m1662757994789-2159908030">Wolność</motyw>Kaukaz. <osoba>Prometeusz</osoba>, <osoba>Herakles</osoba>, <osoba>Jona</osoba>, <osoba>Ziemia</osoba>, <osoba>Duchy</osoba>. <osoba>Azja</osoba> i <osoba>Pantea</osoba> unoszą się na wozie z <osoba>Duchem Godziny</osoba>. <osoba>Herakles</osoba> zdejmuje więzy z <osoba>Prometeusza</osoba>, ten schodzi ze skały.</didaskalia>





<naglowek_osoba>HERAKLES</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Przenajświetniejszy z Duchów! Tak to siła/
Służy Mądrości, Męstwu i Miłości/
Długo cierpiącej --- i tobie, co jesteś/
Formą ich bytu, służy jak niewolnik.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>







<kwestia><strofa>Bratnie twe słowa słodsze są nad samą/
Długo pragnioną, długo opóźnianą/
Swobodę./
<wers_cd>Azjo! Ty światło żywota,</wers_cd>/
Cieniu piękności niewidzianej, i wy,/
Piękne me siostry, Nimfy, których miłość/
I troska słodkim wspomnieniem uświęca/
Powolne lata męki, już się odtąd/
Nie rozstaniemy.<end id="e1662757994789-2159908030"/> Jest grota, powojem/
I pachnącymi ziołami obrosła;/
Kwiaty i liście dnia tam nie wpuszczają/
Na tło, wysłane żyłkami szmaragdu,/
Gdzie sny upieszcza bijące źródełko./
Od jej sklepienia zamarzłe łzy góry/
Wiszą nad głębią, jak sznury ze śniegu,/
Srebra lub długie rożki z diamentu,/
Roniąc kroplami niepewne światełko./
U groty słychać bezsenne powietrze,/
Z szeptem płynące od drzewa do drzewa,/
Brzęk pszczół i ptasząt. Wokół z mchu kobierce/
I żywe ściany piętrzą się, odziane/
W miękką murawę; zaciszny przybytek!/
Waszym on będzie. Tam osiądziem, gwarząc/
O czasie, jego zwrotach i kolejach,/
O tym przypływie i odpływie światów,/
Co wciąż przemienne, gdy my wciąż niezmienni!/
A Człowiek, możeż ukryć się przed zmianą?/
Jeśli ja westchnę, wy się uśmiechniecie;/
Ty, Jono, będziesz nuciła nam zwrotki/
Z muzyki morza, aż ja się rozpłaczę,/
A wy jej pieniem z oczu wyciśnięte/
Uśmiechem spędzać będziecie łzy moje,/
Choć tak mi było słodko je wylewać./
Wiązać będziemy pąkowia i kwiaty,/
I te promienie, po krawędziach źródła/
Bijące; z rzeczy powszednich --- przedwieczne/
Urabiać kształty, jak dzieci człowieka/
W swojej, zbyt krótkiej dobie niewinności,/
Wzrokiem i słowy miłości szukając/
Ukrytych myśli, coraz to piękniejszych,/
Po nieprzebranej głębi naszych duchów./
Jak rzewne lutnie, trącone urokiem/
Zakochanego wiatru, snuć będziemy/
Harmonie boskie, ale wiecznie nowe,/
Gdzie, w różni strojów, rozstroju nie będzie./
<begin id="b1662758274351-215722708"/><motyw id="m1662758274351-215722708">Miłość, Nadzieja, Piękno, Wolność</motyw>Tu, na zalotnych wiatrach, co się z wszystkich/
Stron niebokręgu zlatują (jak pszczoły/
Z każdego kwiatka, niebotycznej Enny<pe><slowo_obce>Enna</slowo_obce> --- miasto pośrodku wyspy Sycylii, położone na płaskowyżu, górującym nad okolicą.</pe>/
Wonią sytego, w wielki rój zebrane,/
Do swych wysepnych domków na Himerze<pe><slowo_obce>Himera</slowo_obce> --- staroż. kolonia grecka na Sycylii.</pe>),/
Echa od świata ludzkiego przypłyną,/
Głosy Miłości, ledwie dosłyszalne,/
Gołębiookiej Litości bolesne/
Szemrania, echa Muzyki, co sama/
Jest echem serca i wszystko, co wznosi,/
Uświęca --- teraz wolnego --- człowieka./
I wdzięczne zjawiać się będą widzenia,/
Naprzód zamglone, potem promieniste;/
Jak dusza, gdy się wybije w światłości/
Z uścisków Piękna (skąd i jej postacie/
Zrazu widmami są), to rzuca na nie/
Wszechpromieniami wcielenia i życia ---/
Tak nam się zjawi nieśmiertelne plemię/
Pędzla i dłuta, i czaru Poezji,/
Niezamarzonych jeszcze, lecz już żywych/
W przyszłości. Są to koczujące głosy/
I cienie tego, czym stać się ma człowiek;/
To pośredniki najlepszej ofiary:/
Miłości, wzajem od niego i od nas/
I przyniesionej, i znów odpłacanej,/
Kształty i dźwięki, coraz to piękniejsze/
I słodsze, w miarę, jak człowiek się staje/
Mędrszy i lepszy, a łuską po łusce/
Błąd i nieprawość z niego opadają. /
Taka jest siła owej cudotwórczej/
Groty...<end id="e1662758274351-215722708"/></strofa>





<didaskalia>zwracając się do <osoba>Ducha Godziny</osoba></didaskalia>




<strofa><wers_cd>A tobie, nadobny mój Duchu,</wers_cd>/
Zostaje jedna sprawa do spełnienia:/
Podaj mi, Jono, ową wyginaną/
Muszelkę, którą prastary Proteusz/
Darował Azji w ślubnym upominku/
I głos w nią wetchnął jako zwiastowanie;/
Tyś ją ukryła w wydrążeniu skały.</strofa></kwestia>





<naglowek_osoba>JONA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Ty, przenajdroższa Godzino, i luba,/
I ulubiona goręcej niż wszystkie/
Twe siostry! Oto mistyczna muszelka./
Patrz, jak bledziutki, półsrebrzysty lazur/
Nikłym, lecz lśniwym powleka ją światłem;/
Czyż nie wygląda ona tak, jak gdyby/
Ukołysana muzyka tam spała?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DUCH</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Istotnie, zdaje mi się najpiękniejszą/
Z konch oceanu, a dźwięk jej być musi/
Słodki i dziwny.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Pędź więc, uniesiony</wers_cd>/
Przez wichronogie bieguny, przebiegaj/
Grody ludzkości i przegoń raz jeszcze/
Słońce w obiegu naokoło świata,/
A krając wozem iskrawe powietrze,/
Zadmij w zakrętną głębinę tej muszli/
Na wywołanie potężnej muzyki./
Ta niechaj będzie jak piorun zmieszany/
Z czystymi echy. Potem wracaj do nas/
Na zamieszkanie obok naszej groty. /
A ty, o Matko-Ziemio!...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ZIEMIA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Słyszę, czuję!</wers_cd>/
Bowiem przywarły do mnie twoje usta,/
Na wskroś dotknięcie przebiegło po żyłach/
Krwi mej i moich nerwach marmurowych./
To życie, radość... Po tym spracowanym,/
Starym, lodowym ciele krąży ciepły/
Płyn nieśmiertelnej młodości. Już odtąd/
Mnogie, nadobne dzieci, piastowane/
Na czułym łonie mym, wszystkie rośliny,/
Płazy, owady o skrzydłach tęczowych,/
Ptaki, zwierzęta i ludzkie postacie,/
Które z wychudłej piersi mej ciągnęły/
Ból i chorobę --- truciznę rozpaczy,/
Teraz się żywić i obdzielać będą/
Słodkim pokarmem w spokoju. I będą/
Dla mnie jakoby siostry --- antylopy ---/
Od jednej matki --- piękne, jak śnieg białe,/
Rącze jak wiatry, chowane w swobodzie/
Między liliami nad pełnym strumieniem,/
Mgły rośne, w chwili mego snu bez słońca,/
Jak balsam płynąć będą pod gwiazdami./
W noc otulone kwiaty me z powietrza/
Przez sen ssać będą wonności i barwy,/
Człowiek i zwierzę w błogich snach nabierać/
Siły na jutro i jego rozkosze./
Śmierć --- będzie tylko ostatnim uściskiem/
Tej, co odbiera życie, które dała,/
Jak matka, która ściskając swe dziecię,/
Mówi: «Raz drugi już mnie nie opuszczaj».</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>







<kwestia><strofa><begin id="b1662758507004-206241963"/><motyw id="m1662758507004-206241963">Nieśmiertelność, Śmierć</motyw>O matko! Czemuż mówisz imię śmierci?/
Powiedz, czy już się przestają poruszać,/
Oddychać, kochać i myśleć, i mówić/
Ci, co pomarli?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ZIEMIA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Po cóż ci odpowiedź?</wers_cd>/
Tyś nieśmiertelna, a ta mowa tylko/
Niemym na wieki --- umarłym --- jest znana./
Śmierć to zasłona, którą ci, co żyją,/
Zowią tu życiem; kiedy zasypiają,/
Ona opada. Tymczasem w łagodnych/
Zmianach i różniach łagodne lat pory,/
Wciąż w przesnuwane tęczami ulewy,/
W długie, błękitne meteory --- w gnuśną/
Noc zganiające --- ożywcze, niechybne/
Z kołczanu słońca miotane pociski,/
Wciąż namarszczone rosą, w tajemniczo/
Prześcigające promienie księżyca/
Odziewać będą i lasy, i pola...<end id="e1662758507004-206241963"/>/
O! I stromami skał zabudowane/
Głębie pustyni wciąż odziewać będą/
W wieczne owoce i liście, i kwiaty./
A ty, o Synu mój!... Jest tam pieczara,/
Gdzie duch mój cierpiał boleści, a serce/
Na widok twoich męczarni szalało.../
I tych, co ból mój ciągnęli z oddechem,/
Zdjęło szaleństwo, że tam zbudowali/
Wielką świątynię, głosili wyrocznie/
I obłąkane ludy podniecali/
Do bratobójczej wojny, wiarołomstwa,/
I zdrad, jakimi Zeus osnuł i ciebie. /
Teraz ten oddech powstaje jak w gąszczu/
Dzikich zielsk oddech wonności fiołka./
I pogodniejsze światło, i rumiane,/
Jędrne, lecz słodkie powietrze dokoła/
Zlewa na skały i bory. On żywe/
Pędy w winnicy karmi i podnieca,/
On --- łęty bluszczu dziko poplątane,/
On --- kwiaty w pączku, w rozkwicie i w pełni/
Rozkosznej woni, co to falujące/
Po nich powietrze skrapiają gwiazdami/
Ubarwionego światła; on --- owoców/
Złote, błyszczące kule, zawieszone/
Nad ziemią w swoim zielonym podniebiu;/
On, wskroś przez żyły listków, bursztynowe/
Korzonki, sączy się do duszy kwiatów,/
A tych szkarłatne, przejrzyste kielichy/
Stale się pienią rosą eteryczną,/
Napojem duchów. I krąży dokoła/
Jak lekkie skrzydła drzemki południowej,/
Nawiewającej myśli tak szczęśliwe,/
Ciche, jak moje, odkąd ty wraz ze mną/
Odżyłeś. Twoją będzie ta pieczara./
Więc powstań! Ukaż się!</strofa>




<didaskalia><begin id="b1662758670766-2208942326"/><motyw id="m1662758670766-2208942326">Duch, Dziecko</motyw><osoba>Duch</osoba> ukazuje się w postaci dziecka skrzydlatego.</didaskalia>



<strofa><wers_cd>To mój pochodnik,</wers_cd>/
Który w prastarych czasach zgasił lampę,/
Gdy się zapatrzył w dwoje ócz, a potem/
Na nowo od nich zapalił miłością,/
Która jest jako ogień, córko moja/
(Bo w twoich oczach ogień)! Biegnij, dziecię,/
I towarzysza tego wiedź na szczyty/
Nysy<pe><slowo_obce>Nysa</slowo_obce> (mit. gr.) --- góra będąca siedzibą nimf deszczu, które wychowały boga Dionizosa (Bachosa).</pe> Bachijskiej, menad<pe><slowo_obce>menady</slowo_obce> (gr.: szalejące) a. <slowo_obce>bachantki</slowo_obce> (mit. gr.) --- kobiety z orszaku boga wina i płodności Dionizosa, tańczące w nieokiełznanej religijnej ekstazie.</pe> pomieszkania, /
Za Ind<pe><slowo_obce>Ind</slowo_obce> --- Indus, jedna z głównych rzek Płw. Indyjskiego. </pe> i jego rzeki hołdownicze,/
Depcząc potoki i szkliste jeziora/
Suchą, niezwłoczną, nieznękaną stopą,/
I przez zielony wąwóz, przez dolinę,/
Nad kryształowym, bezwietrznym jeziorem,/
Gdzie leży wiecznie na spokojnej fali/
Obraz świątyni na wyżynie wzgórza,/
Strojnej w kolumny, łuki, i nadsłupia,/
I kapitele jak palm baldachimy;<end id="e1662758670766-2208942326"/>/
Wskroś zarzeźbionej jakby żyjącymi/
Tworami ducha Praksytelowego<pe><slowo_obce>Praksyteles</slowo_obce> (IV w. p.n.e.) --- wybitny rzeźbiarz grecki z Aten, autor rzeźb bogów greckich, uwydatniających piękno ludzkiego ciała.</pe>,/
Gdzie marmurowy ich uśmiech napełnia/
Wieczną miłością milczące powietrze./
Dziś pusta --- niegdyś twoje miała imię,/
Prometeuszu. Tu młódź wspólzawodnio/
W świętym pomroku niosła na cześć twoją/
Lampę --- twój symbol --- jak ci, którzy moją/
Nieprzekazaną pochodnię nadziei/
Przez noc żywota niosą aż do grobu,/
Jak ty ją niosłeś w tryumfie aż do tej/
Dalekiej czasów granicy. Więc idźcie/
I bądźcie zdrowi. Przy owej świątyni/
Leży pieczara, dla was przeznaczona.</strofa></kwestia>




<naglowek_scena>SCENA IV</naglowek_scena>


<didaskalia>Las. Na dalszym planie pieczara. <osoba>Prometeusz</osoba>, <osoba>Azja</osoba>, <osoba>Pantea</osoba>, <osoba>Jona</osoba> i <osoba>Duch Ziemi</osoba><pt><slowo_obce>Duch Ziemi</slowo_obce> --- jest to najpiękniejsze wcielenie w poezji platońskiej nauki o duszy albo raczej o duszach świata. W dalszym rozwinięciu tej doktryny (również zgodnie z platonistami, a szczególniej z Plotynem), Duch Ziemi mógł wystąpić w charakterze osobistości. On więc zabiera tu główny głos w zwiastowaniu nowej ery po upadku Zeusa i narzuconego przezeń porządku świata. Pod tą również zasadą nabierają znaczenia <wyroznienie>Duchy niewidzialne</wyroznienie>.</pt>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>JONA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>O siostro, to coś nieziemskiego --- widzisz,/
Jak on się lotnie przemyka pod liściem! /
Jak mu od głowy bije aureola,/
Żywnie podobna do zielonej gwiazdy,/
Której promienie szmaragdowe w piękny/
Włos mu się wplotły! Za każdym stąpieniem/
Blask iskier wiązką ściele się po trawie!/
Czy znasz to cudo?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd><begin id="b1662759057387-1819178840"/><motyw id="m1662759057387-1819178840">Duch</motyw>To ów Duch subtelny,</wers_cd>/
Co oprowadza ziemię po niebiosach./
Ludne plemiona gwiazd zowią to światło/
Najukochańszą z wszech planet. Niekiedy/
Po słonej pianie morza on żegluje/
Lub z mgły obłocznej wóz buduje sobie,/
Lub się po polach przechadza, po grodach,/
Kiedy śpią ludzie; to znów po gór szczytach,/
To znów po rzekach lub, jak oto teraz,/
W zielonych puszczach krąży i podziwia/
Wszystko, co ujrzy.<end id="e1662759057387-1819178840"/> Niegdyś, przed rządami/
Zeusa, on kochał siostrę naszą, Azję,/
I w każdą wolną godzinę przybywał,/
Aby się napić światłości z jej oczów,/
Których, jak mówił, takie miał pragnienie/
Jak ukąszony od dypsa<pe><slowo_obce>dipsas</slowo_obce> (gr.) --- jadowity wąż, którego ukąszenie wywołuje silne pragnienie.</pe>, i z dziecka/
Szczerotą zwierzał się przed nią, i prawił ---/
Ale z dziecięcym rozumem --- o wszystkim,/
Co tylko zaznał, a widział on wiele,/
I (rodu swego nie znał i ja nie znam)/
Wciąż ją nazywał «matką, drogą matką».</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DUCH ZIEMI</naglowek_osoba>


<didaskalia>biegnąc do <osoba>Azji</osoba></didaskalia>




<kwestia><strofa>
Matko, najdroższa matko, więc ja mogę/
Rozmawiać z tobą, jak niegdyś bywało:/
Ukrywać oczy w twych lubych objęciach,/
Gdy je utrudzi już zbytek radości?/
Igrać przy tobie przez długie południa,/
Gdy zejdzie spokój na lśniwe powietrze?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Kocham cię, duchu najdroższy, i odtąd/
Kochać cię mogę bez trwogi. Mów, dziecię!/
Prosta twa powieść niegdyś pocieszała,/
Teraz zachwyca mnie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DUCH ZIEMI</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>O matko luba!</wers_cd>/
Jam stał się mędrszy (choć dziecię nie może/
Być, jak ty, mądre) i to dziś, dziś, matko;/
Ha! I szczęśliwszy --- szczęśliwszy i mędrszy./
Ty wiesz, że węże, ohydne ropuchy,/
Gniazda robaków, że złe, jadowite/
Zwierzęta, krzewy, co rodzą jagody/
Trujące, zawsze raziły mnie wstrętem/
W moich wędrówkach po zielonym świecie/
I że w siedzibach człowieczeństwa twory/
O dzikich rysach, butno-gniewnym wzroku,/
Z zimną postawą, obłudnym uśmiechem/
Lub samolubnym ciemnoty szyderstwem,/
I inne maski plugawe, którymi/
Kryje złe myśli owa piękna istność,/
Którą my, Duchy, zowiemy człowiekiem. /
Ach! I kobiety --- co już najwstrętniejsze ---/
(Chociaż i piękne nawet tu na świecie,/
Twojej piękności i z twoją dobrocią,/
Twoją szczerotą) --- ach, jeśli obłudne/
Albo złośliwe, to wszystkie mi serce/
W mdłości wprawiały, kiedym spojrzał na nie,/
Choć spały, a ja byłem niewidzialny./
Posłuchaj dalej. Droga mi wypadła/
Przez wielkie miasto ku wzgórzom, a wzgórza/
Lasów okręgiem otaczały miasto;/
W bramie straż spała. Wtem rozległ się nagle/
Dźwięk tak donośny, że się przy księżyca/
Blasku zatrzęsły wieże; ale był on/
Słodszy nad wszelki dźwięk, prócz głosu twego,/
Przenajsłodszego ze wszystkich na świecie;/
Był to dźwięk długi, długi, jakby nigdy/
Skończyć się nie miał --- i wszyscy grodzianie/
Nagle ze snu się zerwali, gromadząc/
W ulicach miasta i patrząc w zdumieniu/
Na górne niebo. Dźwięk jeszcze brzmiał. Tedym/
Ukrył się w źródle, w środku targowiska,/
I tam leżałem jak odblask księżyca,/
Pod liści stropem w fali utopiony./
I wkrótce owe wstrętne mi postacie/
Człowiecze, które, jak rzekłem już, w sercu/
Ból mi sprawiały, odpływać poczęły/
Z pędem powietrza, wcielając się z wolna/
W wiatry, aż w końcu wiatry je rozwiały;/
A owe, co swym przyjściem je wyparły,/
Tak się zdawały wdzięczne, tak łagodne,/
Po zaniknięciu barw!<begin id="b1662759404824-3029511144"/><motyw id="m1662759404824-3029511144">Przemiana</motyw> I nastąpiła/
Naprzód na wszystkich obliczach przemiana,/
A potem chwila zdumienia, a potem/
Radość i podziw. I wszystko wróciło/
Na senne łoża. Skoro świt zabłysnął ---/
O matko moja, czy byś pomyślała,/
Że kiedyś węże, ropuchy, jaszczury/
Mogą być piękne? A przecież tak było,/
I to po małej zmianie barw i kształtu./
Wszystko otrząsło z siebie złą naturę./
Któż ci wypowie mą radość, gdym oto/
Ponad jeziorem, na zwisłej gałązce,/
W powój owitej, ujrzał lazurowe/
Dwa zimorodki; biegały po prątkach/
I graniastymi, długimi dziobami/
Skubały grono złocistych jagódek;/
A tam --- pod głębią --- biegały odbicia/
Powabnych ptasząt jakby w drugim niebie.../
I oto z myślą o tylu szczęśliwych,/
Słodkich przemianach, znów się spotykamy./

Ach, to najsłodsze dla mnie przemienienie!<end id="e1662759404824-3029511144"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>I już się nigdy nie rozstaniem z sobą,/
Aż się przeczysta siostra twoja, która/
Zimny, niestały księżyc oprowadza,/
Tak w twoje światło cieplejsze zapatrzy,/
Że jej serduszko, jak w kwietniu śniegowe/
Płaty, stopnieje i --- pokocha ciebie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DUCH ZIEMI</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Pokocha? Czyliż tak, jak Azja kocha/
Prometeusza?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>No, no, młodzieniaszku!</wers_cd>/
Jeszcześ nie dorósł. Czyliż wam się zdaje,/
Że wzajem sobie spoglądając w oczy,/
Już lube kształty swe zwielokrotnicie,/
Że już na nowiu to nocne powietrze/
Napełnią sfery ognia?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DUCH ZIEMI</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Ależ, matko,</wers_cd>/
Tęskno mi będzie koczować w pomroce,/
Kiedy ma siostra zapala tam światło.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AZJA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Patrz, słuchaj!</strofa></kwestia>



<didaskalia><osoba>Duch Godziny</osoba> wchodzi.</didaskalia>



<naglowek_osoba>PROMETEUSZ</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>To, coś ty słyszał i widział,</wers_cd>/
Czujemy wszyscy. Jednak opowiadaj!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DUCH ZIEMI</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><begin id="b1662759549419-254809311"/><motyw id="m1662759549419-254809311">Przemiana, Piękno, Dobro, Kondycja ludzka</motyw>Zaledwie umilkł głos, którego piorun/
Napełnił nieba i ziemi otchłanie,/
Stała się zmiana: rzadki, nieujęty/
Eter i słońce, obsłona wszechbytu,/
Byłe postacie swoje przemieniły,/
Jakby miłości duch, w nich roztopiony,/
Otulił kulę świata objęciami./
Tedy się w moim wzroku rozwidniło,/
Że przejrzeć mogłem w tajnie przyrodzenia,/
I, obłąkany zachwytem, spływałem,/
Prując powietrze omdlałymi pióry./
Rumaki moje odszukały w słońcu/
Kolebkę rodu, gdzie odtąd żyć będą/
Wolne od pracy, pasąc się kwiatami/
Roślin ognistych; gdzie wóz mój, bijący/
Blaskiem księżyca, stać będzie w świątyni/
Pod okiem, jakby wyszłych z rąk Fidiasza<pe><slowo_obce>Fidiasz</slowo_obce> (ok. 490--ok. 430 p.n.e.) --- najwybitniejszy rzeźbiarz grecki okresu klasycznego; autor m.in. posągów Ateny Promachos i Ateny Partenos na ateńskim Akropolu oraz posągu Zeusa w Olimpii, zaliczanego do siedmiu cudów świata starożytnego.</pe>,/
Posągów Azji, Ziemi i mojego,/
I Nimf, miłości naszej pięknych świadków/
(A to na wieczną pamiątkę tej wieści,/
Którą nam przyniósł), pod banią sklepienia/
O rytowanych kwiatach, na dwunastu/
Z lśniącego głazu wykutych kolumnach,/
Z oknem na jasne eteryczne niebo;<end id="e1662759549419-254809311"/>/
Wprzężone w jarzmo żmii pierścieniowej,/
Staną i moje skrzydlate rumaki,/
Jakby schwycone wśród pędu, po którym/
W tej chwili dano im spocząć. Niestety!/
Dokąd to odbiegł niezdolny mój język,/
Żem tyle jeszcze wam nie dopowiedział/
Prawdziwych cudów./
<wers_cd>Oto, jak już wiecie,</wers_cd>/
Począłem spływać ku ziemi: a jeszcze/
Było to razem rozkoszą i bólem/
Pędzić, oddychać i być. Gdym po drodze/
Spojrzał na gniazda i domy ludzkości,/
Tom zrazu bolał, że potężnej zmiany,/
Jaka już w głębi mej zaszła, nie widzę/
W rzeczach zewnętrznych. Wtem --- spojrzę --- a tam już/
Trony bez królów, ludzie obok ludzi/
Krążą spokojnie, tak właśnie jak duchy:/
Nie pełzający ani tratowani./
Na żadnym ludzkim czole już nie było/
Napisu: trwoga, samolubstwo, duma,/
Nienawiść bratnia albo samowzgarda,/
Jak tam, na bramie piekielnej: «Żegnajcie/
Wszelką nadzieję, wy, co tu wchodzicie»<pe><slowo_obce>Żegnajcie wszelką nadzieję, wy, co tu wchodzicie</slowo_obce> --- napis nad bramą Piekła według poematu <tytul_dziela>Boska Komedia</tytul_dziela> Dantego Alighieri (1265--1321).</pe>./
Nikt brwi nie marszczył, nie drżał, bo w drugiego/
Oczach nie czytał zimnych słów rozkazu,/
Ażeby, naprzód niewolnik silniejszej,/
Potem (co jeszcze sromotniejsza dola!)/
Już własnej woli został niewolnikiem,/
Która ohydą go, jak spędzonego/
Konia ostrogą, parłaby do śmierci./
Nikt ust nie ściągał z obłudnym spojrzeniem,/
Aby w swój uśmiech wcieliły to kłamstwo,/
Które by język wstydził się wymówić./
Nikt w własnym sercu bezczelnym szyderstwem/
Nie zdeptał iskier miłości, nadziei,/
Ażeby po nich pozostały tylko/
Gorzkie popioły, szczątki duszy, samej/
W sobie strawionej, a potem --- ów nędznik,/
Jak upiór, wkradał się pomiędzy ludzi/
I wszystko tchnieniem plugawym zarażał./
Nikt nie przemawiał ową pospolitą,/
Zimną, fałszywą a bezmyślną mową,/
Której to serce swego «tak» odmawia,/
Choć usta silą się na nie wbrew woli,/
Lecz nie ufając własnej, nieumyślnej/
Obłudzie, wpada na koniec w ostatnią/
Niemoc, na którą już nie masz wyrazu:/
Nieufność w siebie samo./
<wers_cd><begin id="b1662759830541-1924922060"/><motyw id="m1662759830541-1924922060">Kobieta</motyw>Przechodziły</wers_cd>/
Tam i kobiety, piękne i swobodne,/
Jak te niebiosa, co na wielką ziemię/
Zsyłają światło ożywcze i rosę ---/
Wdzięczne, promienne, przeczyste postacie,/
Nietknięte brudną skazą zalotnictwa,/
Głoszące słowa mądrości, o której/
Niegdyś pomyśleć nie śmiały; z ich oczu/
Biją wzruszenia, na których by niegdyś/
Samą myśl drżały; zmienione w to wszystko,/
Czym być nie śmiały, a czym będąc teraz,/
W niebo zmieniły ziemię. <end id="e1662759830541-1924922060"/>Ani duma,/
Ani fałszywy wstyd, zazdrość, nienawiść,/
Te, najstraszniejszą nasiąkłe goryczą,/
Kropelki starej żółci, już nie truły/
Świętej słodyczy nepentu<pe><slowo_obce>nepenthe</slowo_obce> (gr.) --- napój zapomnienia, uśmierzający smutki, opisany w <tytul_dziela>Odysei</tytul_dziela> Homera (IV, 219--221).</pe>: miłości. /
Trony, ołtarze, sądy i więzienia,/
Dokąd ubodzy służalcy znosili/
Berła, tiary, miecze i łańcuchy,/
I wielkie księgi rozumowanego/
Bezprawia, które ciemnota zwie prawem ---/
Teraz się zdały jak owe potworne/
I barbarzyńskie widma i straszące/
Duchy od wieków przebrzmiałej już sławy,/
Co z niespożytych swoich obelisków/
Wciąż się z tryumfem patrzą na pałace/
I groby swoich zwycięzców --- zbutwiałe./
A jak te niegdyś --- ku dumie półbogów/
I ofiarników --- były obrazami/
Ciemnego, ale możnego wierzenia,/
Potęgi, równie wielkiej jak ziemiokrąg,/
Który zburzyły --- tak teraz są tylko/
Ócz dziwowiskiem. O! Nawet narzędzia/
I godła jego ostatniej niewoli/
Stoją wśród siedzib wieloludnej ziemi,/
Nieobalone, lecz już zapomniane./
A ową zmorą zmór plugawych, Bogu/
I człowiekowi obrzydłą, pod wielą/
Imion i wielą postaci dziwacznych,/
Groźnych, widmowych, złowieszczych, przeklętych,/
Był Zeus, Pogromca świata, On, któremu/
Z trwogi blednące ludy krwią służyły/
I sercem, w długiej nadziei złamanym,/
I na splamione, na nieuwieńczone/
Ołtarze wlokły Miłość, i wśród próżnych,/
Niezłorzeczących mu łez, zabijały,/
By uczcić marę, przed którą truchlały,/
Gdy to truchlenie było nienawiścią. /
I owóż zmora ta i malowana/
Zasłona --- którą nazywano życiem,/
Która, w niezdarnie nakreślonych barwach/
Miała odwzorzyć to wszystko, co sercu/
Było bożyszczem wiary i nadziei ---/
Dziś na ołtarzach opuszczonych zdarta,/
Zbutwiała szybko jak przegniłe próchno/
I wstrętna larwa opadła.<begin id="b1662760058340-236489590"/><motyw id="m1662760058340-236489590">Kondycja ludzka</motyw> A człowiek/
Zostaje czystym, swobodnym, bez władcy,/
Tylko człowiekiem --- wszechbliźnim, za kresem/
Plemion, narodów i szczebli społecznych,/
I próżnym trwogi, hołdu, sobą władnym,/
A sprawiedliwym, mądrym i szlachetnym,/
Tylko człowiekiem... Czyż bez namiętności?.../
O, nie! Choć wolny od zbrodni i cierpień,/
Których wpierw bywał sprawcą i ofiarą,/
Lecz niewyjęty (choć są jego steru/
Niewolnikami) spod trafu i śmierci,/
I przemienności --- tych wag, przyczepionych/
Do jego bytu, bez których by może/
Wzbił się nad gwiazdy niedostępnych niebios,/
Których szczyt ginie tam, w mrokach bezmiaru.<end id="e1662760058340-236489590"/></strofa></kwestia>

<naglowek_akt>AKT IV</naglowek_akt>





<didaskalia>Część lasu w pobliżu pieczary <osoba>Prometeusza</osoba>. <osoba>Pantea</osoba> i <osoba>Jona</osoba> śpią; następnie budzą się stopniowo podczas pierwszego śpiewu.</didaskalia>



<naglowek_osoba>GŁOS</naglowek_osoba>
<didaskalia>Duchów niewidzialnych</didaskalia>
<kwestia>
<strofa><wers_wciety typ="3">Blade gwiazdy schodzą już:</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Słońce, stada rączy stróż,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Do owczarni je zagania,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">W głąb porannej mgły,</wers_wciety>/
I błyskiem meteoru daje znak świtania./
<wers_wciety typ="3">Gwiazdy pędzą atmosferą</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Jak gazele przed panterą...</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Lecz gdzież się kryjecie wy?</wers_wciety></strofa>

<didaskalia>Orszak mrocznych <osoba>Postaci</osoba> i <osoba>Cieniów</osoba> przemyka się, śpiewając.</didaskalia>

<strofa><wers_wciety typ="3"><begin id="b1662760202518-2942515935"/><motyw id="m1662760202518-2942515935">Czas</motyw>Tu, u nicestwa bramy,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Tu Ojca tysięcy lat,</wers_wciety>/
Już wykreślonych, na marach dźwigamy;/
<wers_wciety typ="3">My, Duchy pchniętych za świat,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Zmarłych Godzin przeszłości,</wers_wciety>/
Oto niesiemy Czas do grobu wieczności<pt><slowo_obce>Oto niesiemy Czas do grobu wieczności</slowo_obce> --- z chwilą ,,złożenia Czasu do grobu wieczności" kończy się również stara, przedpotopowa kreacja, ,,behemoty, skrzydlate ryby --- byłe książęta w królestwie zwierząt". Tak przygotowaną Ziemię Prometeusz oddaje Człowiekowi --- odrodzonemu ,,przez Miłość".</pt>.</strofa>

<strofa><wers_wciety typ="3">Włosów rzucajcie wiązki,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Nie cisowe gałązki;</wers_wciety>/
Łzami skrapiajcie mu całun, nie rosą/
<wers_wciety typ="3">Niech tam, z nagiej krzewiny</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Śmierci, zwiędłe wawrzyny</wers_wciety>/
Na wieczną cześć Królowi Godzin przyniosą! <end id="e1662760202518-2942515935"/></strofa>

<strofa>
<wers_wciety typ="3">Śpiesz, o śpiesz się, orszaku!</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Jak błyskiem zórz zepchnięty,</wers_wciety>/
Drżący tłum cieniów z niebieskiego szlaku,/
<wers_wciety typ="3">Już pierzchamy w odmęty;,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Na kształt zdmuchnionej pianki,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Topnieje czereda ta,</wers_wciety>/
Przed chórem dzieci bożego dnia,/
<wers_wciety typ="3">Pod nutą kołysanki,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Tego wiatru, co kona,</wers_wciety>/
Otulony we własnej harmonii ramiona.</strofa></kwestia>




<naglowek_osoba>JONA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>O! Smutne, smutne odwiedziny!/
I któż to był?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>To przeszłe Godziny,</wers_cd>/
Byłych chwil trupy, poniosły łupy/
Po obalonym światów tytanie,/
Którego tylko Jeden zwyciężyć był w stanie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JONA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>
I przeszły?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Chyżej od potoku,</wers_cd>/
Dźwięku słów, śpiewu --- wiatrów powiewu.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JONA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Dokąd, ach, dokąd?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Tam... do wszechmroku,</wers_cd>/
Do przeszłości, do umarłych...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>GŁOS</naglowek_osoba>

<didaskalia>Duchów niewidzialnych</didaskalia>


<strofa><wers_wciety typ="3">Pod niebem obłoki się pławią;</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Na ziemi szklne rosy jaskrawią;</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Na morzu, pod krawędź z krawędzi</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Wierzgają, buchają bałwany,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Bo toczy je, wzdyma i pędzi</wers_wciety>/
I wirem rozściela --- szaleństwo wesela./
<wers_wciety typ="3">Aż trzęsą się skalne wód ściany,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Aż dno pod pląsami ich drży.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Lecz gdzież to kryjecie się wy?</wers_wciety></strofa>




<strofa><wers_wciety typ="3">Już z nową radością hymn stary</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Jodłowe śpiewają konary;</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Od źródeł, potoków i strug</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Tak świeża pieśń bije, tak hoża,</wers_wciety>/
Jak duchów melodia od lądu i morza;/
<wers_wciety typ="3">A górom od burz, na ich gry,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Wtórowo piorunu grzmi huk.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Lecz gdzież to kryjecie się wy?</wers_wciety></strofa>




<naglowek_osoba>JONA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Powiedz mi, kto to są owi woźnice?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Gdzież są ich wozy?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>I PÓŁCHÓR DUCHÓW GODZIN</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Już strącił głos Duchów Powietrza i Ziemi/
Senności zasłonę, co fałdy barwnymi/
W mrok byt nasz wikłała, we mgłę --- urodziny,/
W głębiny.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JEDEN Z GŁOSÓW</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>W głębiny?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>II PÓŁCHÓR</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>O! Na dno głębiny.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>I PÓŁCHÓR</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Sto wieków nas więził senny szał,/
Uśpionych w widzeniach mąk i sideł, /
A ci, co czuwali, gdy brat ich spał,/
Widzieli świat ---</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>II PÓŁCHÓR</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Gorszy od snu straszydeł.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>I PÓŁCHÓR</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Słyszeliśmy we śnie dźwięk lutni Nadziei,/
Poznali Miłości w nim głos --- aż z kolei,/
Poczuwszy buławę Potęgi ---</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>II PÓŁCHÓR</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>W zachwycie</wers_cd>/
Pląsali jak fala w promieniach o świcie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHÓR</naglowek_osoba>







<kwestia><strofa>W tany! W skoki! Wy, śmieli, na wietrzyka podścieli!/
Pieśnią dno wy przebijcie tam, w niebieskiej wyżynie;/
Zaczarujcie nam Dzień, bo ot znika jak cień;/
Zatrzymajcie przed ujściem w nieme Nocy jaskinie.</strofa>




<strofa><begin id="b1662760494743-1686600048"/><motyw id="m1662760494743-1686600048">Czas, Duch</motyw>Niegdyś --- głodne Godziny, psy to były, mściciele,/
Dzień ścigały jak łowcy krwią zbroczone gazele;/
A ten, chromy, bez schrony, ran krociami omdlony,/
Drżąc, przesadzał, jak ślepy, Roku puszcze i stepy.</strofa>




<strofa>Ale teraz --- o! Wiążcie się w mistyczne półkręgi/
Pląsów, dźwięku i pieśni, słodkich dum i potęgi;/
Niech Godziny i Duchy z światłem pięknych form świata,/
Jak obłoki z promieniem, wspólne tętno pobrata.<end id="e1662760494743-1686600048"/></strofa></kwestia>





<naglowek_osoba>GŁOS</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Pobrata.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Patrz, oto szatą melodyjnych dźwięków,/
Jakby świetlistą zasłoną osnute,/
Geniusze Duszy Ludzkiej się zbliżają.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHÓR GENIUSZÓW DUSZY</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_wciety typ="3">I nas, powietrznych gości,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Pieśń i pląsu wir szybki</wers_wciety>/
Przywiały do was wichrem wesołości,/
<wers_wciety typ="3">Na kształt polotnej rybki,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Co Indu głąb roztrąca,</wers_wciety>/
Wpółsennie z morskim ptastwem żeglująca.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHÓR GODZIN</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Skąd --- i tak dzikie was pędy przygnały,/
Że macie u stopek błyskawic sandały,/
Że skrzydła tak bystre jak myśli pogonie,/
Że oczy jak miłość, nieskryta w zasłonie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHÓR GENIUSZÓW DUSZY</naglowek_osoba>




<didaskalia>do <osoba>Godzin</osoba></didaskalia>



<strofa><wers_wciety typ="3"><begin id="b1662760666870-3509461611"/><motyw id="m1662760666870-3509461611">Obraz świata, Przemiana</motyw>O! Z daleka, z daleka!</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Z krajów rodu człowieka,</wers_wciety>/
Przedtem tak ciemnych, ślepych, wszetecznych.../
<wers_wciety typ="3">Dziś --- to ziemia bez skażeń,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Morze najczystszych wrażeń,</wers_wciety>/
Niebo łez szczęścia, myśli słonecznych;</strofa>



<strofa><wers_wciety typ="3">Z tej otchłani dusz, ludów,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Błogosławieństw i cudów,</wers_wciety>/
Których pałacem groty z kryształu;/
<wers_wciety typ="3">Z wież niebieskich zapału,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Gdzie koronne potęgi</wers_wciety>/
Myśli --- wciąż liczą wasze te kręgi;<end id="e1662760666870-3509461611"/></strofa>




<strofa><wers_wciety typ="3">Z tej utajonej groty,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Gdzie miłość wśród pieszczoty</wers_wciety>/
Chwyta was wciąż za włosów uploty; /
<wers_wciety typ="3"><begin id="b1662760809490-2188968083"/><motyw id="m1662760809490-2188968083">Nauka, Wiedza, Sztuka</motyw>Z wysp błękitnych, gdzie święta</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Wiedzy spóźnia ponęta</wers_wciety>/
Pieśnią syrenią wasze okręty;</strofa>




<strofa><wers_wciety typ="3">Od świątyń niebotycznych,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Czarów ucha i oczu,</wers_wciety>/
Z dłuta dźwigniętych, z tchnień poetycznych;/
<wers_wciety typ="3">Od wód, w których przezroczu</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Nauka, mknąc z oddala,</wers_wciety>/
Skrapia swe znojne skrzydła Dedala;<end id="e1662760809490-2188968083"/></strofa>




<strofa><wers_wciety typ="3">Brnęliśmy lat tak wiele</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Przez krwi i łez topiele,</wers_wciety>/
Piekło niezgody, mąk, klątw, zarazy,/
<wers_wciety typ="3">Ach! I rzadkie oazy,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Gdzie ledwie spod obsłony</wers_wciety>/
Wykwitał szczęścia kwiat --- już zwarzony.</strofa>




<strofa><wers_wciety typ="3">Dziś --- wśród ciszy stąpamy,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Po dawnych łzach cierpienia</wers_wciety>/
Z piór naszych skrzydeł płyną balsamy:/
<wers_wciety typ="3">Miłość ludzka, co swymi</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Węzły wszystko na ziemi</wers_wciety>/
Samym spojrzeniem w Eden<pe><slowo_obce>Eden</slowo_obce> --- biblijny rajski ogród, miejsce pierwotnej szczęśliwości. </pe> przemienia.</strofa>





<naglowek_osoba>CHÓR DUCHÓW I GODZIN</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Więc snujcie tę tkań, te mistyczne współkręgi/
Od głębin podniebia do Ziemi tej krańca,/
O Duchy, wy słodkie rozkoszy potęgi!/
Zespólcie się w muzyki cudach i tańca,/
Jak fale rzek, czujnych od brzasku do brzasku,/
Zlewają się w morzu harmonii i blasku.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHÓ GENIUSZÓW DUSZY</naglowek_osoba>






<strofa><wers_wciety typ="3">Już zdobyty nasz łup,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Wroga schłonął już grób;</wers_wciety>/
<begin id="b1662760971343-478623438"/><motyw id="m1662760971343-478623438">Obraz świata</motyw>Już wolno kroczyć, nurzać się, toczyć,/
<wers_wciety typ="3">Czy górą czy dołem,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Czy z sferą tą społem,</wers_wciety>/
Co świat przecina ciemności kołem.</strofa>




<strofa><wers_wciety typ="3">Znikniem z oczu skalistym</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Górom, niebom gwiaździstym,</wers_wciety>/
I siwe głębie zasiedlim tam;/
<wers_wciety typ="3">A Śmierć, Chaos i Noc</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Na dźwięk ustąpią się nam,</wers_wciety>/
Jak mgła, gdy burzy nadciąga moc.</strofa>




<strofa><wers_wciety typ="3"><begin id="b1662761027771-2815742142"/><motyw id="m1662761027771-2815742142">Przemiana, Prometeusz</motyw>Ziemia, Powietrza ruch,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Światła i Mocy Duch,</wers_wciety>/
Co kręci ognie gwiazd w ich orbicie,/
<wers_wciety typ="3">Miłość i Myśl, i Życie,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Śmierć krępujące siły,</wers_wciety>/
W naszym orszaku będą krążyły.<end id="e1662760971343-478623438"/></strofa>




<strofa><wers_wciety typ="3">Pieśń zbuduje w eterze</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Świat dla ludów Geniusza,</wers_wciety>/
Gdzie Duch Mądrości stanie na sterze,/
<wers_wciety typ="3">A w cześć nowego świata</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Ludzi --- na wieczne lata</wers_wciety>/
Nazwiem go światem Prometeusza.<end id="e1662761027771-2815742142"/></strofa>




<naglowek_osoba>CHÓR GODZIN</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Niech pląs ustanie, niech śpiew zadrzemie;/
Tym odejść, tamtym zostać potrzeba.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>I PÓŁCHÓR</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Nas --- tajny czar rwie poza nieba.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>II PÓŁCHÓR</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Nas --- tajny czar ściąga na ziemię.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>I PÓŁCHÓR</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>A dziko, a rączo, swobodnie, szalenie,/
Z Duchami, co tworzą mórz nowe przestrzenie/
I niebo, gdzie nieba nie było przed wieki.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>II PÓŁCHÓR</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>A cicho, a wolno, przez blasku wszechsteki,/
Gdy noc prześcigają, dzień biały zwiastują ---/
Z mocami, co berło światłości piastują.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>I PÓŁCHÓR</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>My --- budzim pieśniami, nie grozą mściciela,/
Obłoki i drzewa z polnymi zwierzęty,/
Witając z chaosu świat nowo poczęty;</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>II PÓŁCHÓR</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>My --- góry i morza zachodu i wschodu ---/
A kolej szczęśliwa ich śmierci i rodu/
Uroczo się wciela w melodię wesela.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHÓR GODZIN I DUCHÓW</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Niech pląs ustanie, niech śpiew zadrzemie,/
Te wzwyż ulecą, owe na ziemię./
Gdzie tylko chyże niosą nas skrzydła,/
My wciąż, ujęty w słodkie wędzidła,/
Na gwiezdnej nici wiedziem płomienny/
Obłok, miłości deszczem brzemienny.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Ha! Już zniknęły!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JONA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Nie czujeszże wdzięku</wers_cd>/
Przeszłej słodyczy?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Jak wzgórek zielony,</wers_cd>/
Gdy nad nim lekki obłok w deszcz stopnieje,/
Do otwartego nieba się uśmiecha/
Tysiącem kropli wód usłonecznionych.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JONA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Nawet w tej chwili, gdy mówimy, słychać.../
Ach! Jakież cudne tony!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>To głębokie</wers_cd>/
Tony harmonii wirujących światów,/
Które, trącając po strunach powietrza,/
Eolskie dźwięki z ich dusz wywołują.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JONA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Wsłuchaj się przy tym, jak każdą tam przerwę/
Poddźwięki dźwięków spójnie zapełniają,/
Srebrne, przejrzyste, szklane, co to w zmysły/
Do dna wnikają, żyją w głębi duszy,/
Jak skrzące gwiazdy wnikają w powietrze,/
A w głębi morza widzą swe oblicza.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><begin id="b1662761313940-3030958487"/><motyw id="m1662761313940-3030958487">Siostra</motyw>Teraz spójrz w owe dwa rozstępy lasu,/
Nad którym wisi baldachim gałęzi,/
Gdzie dwa ramiona strumyka w pośrodku/
Mchu, wytkanego suto fiołkami,/
Dróżkę melodii wyżłobiły sobie:/
Jak siostry, co się żegnając --- z westchnieniem,/
Marzą o przyszłym spotkaniu --- z uśmiechem,/
Mieniąc rozłąki ciężkie chwile w wyspę/
Słodkiej żałości, w gaj rzewnej zadumy...<end id="e1662761313940-3030958487"/>/
Oto dwa widma promieniste kroczą/
Niby po falach zachwycenia dźwiękiem,/
Który coraz to silniej, śmielej, głębiej/
Płynie pod ziemią i w ciszy powietrza.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JONA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Teraz się zbliża wóz, podobny owej/
Najsubtelniejszej łódeczce, na której/
Matka Miesięcy, na odpływie nocy,/
Z sennego łoża wzbudzona o nowiu,/
Ku zachodowej grocie swej żegluje./
Nad nim kulisto sklepi się baldachim/
Z miłej pomroki, a wzgórza i lasy/
Przez mgieł półciemną szatę wyglądają,/
Jak w czarnoksięskim zwierciadle rój cieniów;/
Kołami jego są szczelne obłoki,/
Modre i złote, jakie geniusz burzy/
I błyskawicy stłacza nad olśnioną/
Szybą wód, kiedy zapada w nią słońce;/
Toczą się, pędzą i rosną, jak gdyby/
Od wnętrza wiatr je podwiewał. <begin id="b1662761411092-543762515"/><motyw id="m1662761411092-543762515">Dziecko</motyw>Na wozie/
Siedzi skrzydlate dziecko o twarzyczce/
Białej jak białość błyszczącego śniegu,/
A skrzydła jego zdają się piórkami/
Z kwiatków zmarzłego szronu; jego suknia/
Biała --- tkaniną z perły eterycznej;/
Jego włos biały --- to jasność białego/
Światła, w promienny snop rozpryśnionego;/
A owych oczów dwoje --- to niebiosa/
Przezroczej ciemni, którą Bóstwo z głębi/
Siebie wylewa, jak obłok zębaty/
Wylewa burzę z pręg swoich strzelistych,/
Dokoła zimne łagodząc powietrze/
Ogniem bez blasku; dłoń dziecka potrząsa/
Drżącym promieniem księżyca, a siła/
Kończyn promieni kieruje wóz jego/
Na siwo-kolnych obłokach, co żywo/
Ponad trawami, kwiatami, falami/
Tocząc się, budzą tak urocze dźwięki,/
Jak śpiewny deszczu plusk po srebrnej rosie.<end id="e1662761411092-543762515"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>A tam, z drugiego rozstępu, wyrusza/
Z wirem rozgłośnej, wichrowej harmonii/
Sfera, jak gdyby z tysiąca sfer zlana,/
Spójna jak kryształ; lecz przez nią wskroś płynie,/
Niby przez próżnię, muzyka i światło,/
Miriada<pe><slowo_obce>miriada</slowo_obce> (z gr.) --- grecki liczebnik oznaczający dziesięć tysięcy, używany zwykle w liczbie mnogiej na określenie ogromnej, trudnej do policzenia liczby czegoś.</pe> kręgów i opasujących/
I opasanych, białych, purpurowych,/
Modrozielonych i złotych sfer w sferach./
A każdą próżnię wśród sfer zaludniają/
Dziwne, dla zmysłu nieujętne widma/
Na kształt tych, co się wylęgają z sennych/
Marzeń o duchach w mroku bezmiesięcznym;/
A przecież każda do dna przezroczysta./
I tak się toczą wciąż wirów tysiącem,/
Wokół tysiąca niewidzialnych osi;/
Toczą z szybkości siłą samoburczą<pe><slowo_obce>samoburczy</slowo_obce> --- samoniszczycielski.</pe>,/
Lotną, a jednak wolną, uroczystą,/
Tworząc w chaosie pomieszanych tonów/
Dziki chór --- słowa dla dusz zrozumiałe./
Silny prąd tego kłębu sfer świetlistą/
Szybę strumienia rozmiażdża w błękitną/
Mgłę elementów, wnikliwą jak światło;/
A dzikie kwiecia leśnego zapachy,/
A szepty żywej trawy i powietrza, /
A szmaragdowe światełka splątanych/
Z liściem promieni --- pod wirem szalonym,/
Lecz samoburczym, zdają się o niemal/
Ściśnięte w jedną masę eteryczną,/
W której zmysł tonie. W głębi, na wezgłowiu/
Alabastrowych ramionek przyległszy ---/
Jak dziecko, które strudziła zabawa ---/
Na zwartych skrzydłach, rozwianych kędziorach/
Ukołysany, zasypia Duch Ziemi./
Mogłabyś nawet dojrzeć, jak porusza/
Drobnymi usty... Ot, zda się, jak gdyby/
O tym chciał gwarzyć, co i we śnie kocha.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JONA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>To tylko odszept na harmonię światów.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Z gwiazdy na jego czole --- niby miecze/
Z lazurowego ognia albo złote/
Włócznie w oplotach mirtu, jako godła,/
Że niebo z ziemią dziś się zjednoczyło ---/
Strzelają długie promienie, jak piasty/
Niewidzialnego koła, co się toczy/
Na równi z wirem sfer, chyżej od myśli;/
I napełniają otchłań słonecznymi/
Błyskawicami, już to prostopadle,/
Już to z ukosa; przebijając ciemną/
Warstwę poziomu, odsłaniają światu/
Głębokie serca ziemi tajemnice:/
Bezdenne miny diamentów i złota,/
Skarbce kamieni i cennych klejnotów,/
Całe pieczary, oparte na zrębach/
Kolumn z kryształu, w okrąg wysadzanych/
Żyjącym srebrem, niezgłębione studnie/
Ogniste, źródła, z których wielkie morze,/
Jak dziecko z piersi, ssie karm, a ich wyziew/
Koronne szczyty gór ziemi w królewski/
Gronostajowy płaszcz śniegu odziewa./
<begin id="b1662762135331-2659335137"/><motyw id="m1662762135331-2659335137">Koniec świata, Upadek, Ruiny</motyw>Promienie biją wciąż i odsłaniają/
Smutne zwaliska zamarłych już cyklów:/
Kotwice, dzioby okrętów, belk stosy/
W marmur skostniałe, kołczany, przyłbice,/
Proporce, tarcze z głowami Gorgony,/
Kosiste<pe><slowo_obce>kosisty</slowo_obce> (daw.) --- uzbrojony w kosę. </pe> wozy, odłamki trofeów,/
Chorągwi, zwierząt herbowych --- te godła/
Wielkości --- niegdyś: pośmiewisko Śmierci,/
Dziś: pogrzebane godła już umarłej/
Ręki zniszczenia --- ruinę w ruinie!/
Obok: zwaliska wielkich miast, gdzie ludność,/
Trawą zarosła dziś, była śmiertelna,/
Ale nie ludzka... Spójrz, spójrz --- oto leżą/
Dumne jej twory: dzikie kościotrupy,/
Posągi, domy, świątynie, zwalone/
Na jeden siwy stos unicestwienia,/
Zepchnięte w ciemną głąb, a ponad nimi/
Szkielety tworów nieznanych: skrzydlatych/
Ryb, które niegdyś bywały wyspami/
Żyjącej łuski, wężów, tych kościanych/
Łańcuchów, co się zwijały wokoło/
Żelaznej skały albo w stertach prochu,/
Na który niegdyś żelazną tę skałę/
Zmiażdżył ostatni, lecz jeszcze potężny/
Kurcz ich konania;<end id="e1662762135331-2659335137"/><begin id="b1662762281673-3322906918"/><motyw id="m1662762281673-3322906918">Potop</motyw> a dalej nad nimi/
Pancerny kajman i trwożący ziemię/
Behemot<pe><slowo_obce>Behemot</slowo_obce> --- biblijny potwór, olbrzymie zwierzę lądowe.</pe> --- byłe książęta w królestwie/
Zwierząt, co niegdyś na szlamistych brzegach/
I bagnach ziemi zarosłej chwastami/
Lęgły się, mnożąc jak letnie robactwo/
Na porzuconym trupie, aż błękitne/
Nieba sklepienie obwinęło ziemię/
Płaszczem potopu --- zawyły potwory,/
Jękły i padły... A może Bóg jaki,/
Którego tron był gdzieś tam na komecie,/
Przeszedł i krzyknął: «Nie bądźcie!» --- i oto,/
Jak echo słów mych, istnieć już przestały.<end id="e1662762281673-3322906918"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ZIEMIA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Tu radość i tryumf, tu obłęd zachwytu/
Wre, wzbiera, wybucha od zrębów do szczytu,/
Nad wszelki a wszelki kres oczarowania./
Ha! Ha! Upojonam przedziwną rozkoszą,/
Co tak mnie światłości sferami ochłania,/
Unosi, jak wiatry chmur falę unoszą.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KSIĘŻYC</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Cicha pielgrzymko! Serce ty moje,/
Dziana z powietrza i lądu, szczęśliwa/
Planeto! Z ciebie tajny duch spływa/
I tchnie na blade, zmarzłe me słoje,/
I wskroś do rdzeni ciepłem promieni,/
Miłości wdziękiem, wonnością i dźwiękiem/
<wers_wciety typ="3">Zasila, umila.</wers_wciety></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ZIEMIA</naglowek_osoba>






<strofa><wers_wciety typ="3">Ha! Ha! Gór moich jaskinie i groty,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Gwarne me źródła, rozpękłe wulkany,</wers_wciety>/
Chichoczą rozgłośnymi, wiecznymi chichoty!/
<wers_wciety typ="3">A głąb przepaści, stepy, oceany</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">I puszcz powietrznych dzika miriada</wers_wciety>/
Od wszech fal i obłoków echem odpowiada</strofa>




<strofa><wers_wciety typ="3">I woła ze mną: «Ty, Duchu przeklęty,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Coś nasz zielony, modry świat bez śladu</wers_wciety>/
Miał zgnieść i strącić w wiecznej zagłady odmęty/
<wers_wciety typ="3">Wrzącym obłokiem kamiennego gradu,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">A potem stoczyć dziatek moich kości</wers_wciety>/
I wszelki płód mój w jeden martwy kłąb --- nicości.</strofa>




<strofa><wers_wciety typ="3">Ażby i świątyń, i pałaców mury,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Wieże, kolumny i lśniące w koronie</wers_wciety>/
Śniegu, chmur i płomieni, królewskie te góry,/
<wers_wciety typ="3">Lasy, krze, kwiaty i źdźbła --- co w mym łonie</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Mają kolebkę i grób --- pod naciskiem</wers_wciety>/
Twojej zawiści trupim stały się bagniskiem.</strofa>




<strofa><wers_wciety typ="3">Jakżeś to upadł! --- trawi cię mścicielka:</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Spragniona nicość; jesteś na kształt czary</wers_wciety>/
Dla wojsk pustyni --- jedna dla wszystkich kropelka;/
<wers_wciety typ="3">A tu wokoło, przez bytu obszary</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Miłość, jak światło pod próżni całunem,</wers_wciety>/
Płynie do pieczar, twoim strzaskanych piorunem!».</strofa>




<naglowek_osoba>KSIĘŻYC</naglowek_osoba>






<strofa><wers_wciety typ="3">Na martwych górach mych śnieżne wały</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">W roiska żywych źródeł stopniały;</wers_wciety>/
Płyną i świecą moje oceany,/
<wers_wciety typ="3">A w sercu jakiś duch zadrgał rzewnie...</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">To duch tworzenia. Wszedł niespodziany</wers_wciety>/
W nagie, zimne me łono... O! Twoje to pewnie/
<wers_wciety typ="3">Dysze i płonie na moim łonie.</wers_wciety></strofa>




<strofa><wers_wciety typ="3">Ja wiem, ja czuję, patrząc na ciebie,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Że kwiaty rosną, klują się źdźbła,</wers_wciety>/
Ruch żywych tworów w łonie mym gra;/
<wers_wciety typ="3">Muzyka morza grzmi, grzmi podniebie,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Obłok rozpiera skrzydeł ramiona,</wers_wciety>/
Pączki w mroku i dreszczu już marzą o deszczu./
<wers_wciety typ="3"><begin id="b1662762532682-2400584414"/><motyw id="m1662762532682-2400584414">Miłość</motyw>Ach, to jest miłość --- ona to, ona!</wers_wciety></strofa>




<naglowek_osoba>ZIEMIA</naglowek_osoba>







<kwestia><strofa>Ona przenika w ciało me z pierwogranitu,/
W twarde węzły korzeni i zdeptane próchno;/
Ona --- w samą krew listka, kwiatu woń młodziuchną;/
Ona --- w obłoki, wiatry i gwiazdy błękitu;/
Zmarłym od dawna życia powiekę odsłania.../
I piją z jej skrytości ducha zmartwychwstania.<end id="e1662762532682-2400584414"/></strofa>




<strofa>Jak burza, targająca kajdany obłoku/
Piorunem i wichrami, ona się rzuciła/
Na świat z niepojętego istności pomroku/
I wstrząsającym ziemię natarciem skłóciła/
Chaos myśli --- spokojny, bez ruchu --- aż w końcu/
Męka, trwoga, nienawiść, jak cienie przy słońcu,</strofa>




<strofa>Opuściły Człowieka --- to niegdyś zwierciadło,/
Które, skrzywione, srodze z barw prawdy okradło/
Piękny ten świat --- dziś wierne Miłości odbicie,/
Które nad całym rodem, jak nad oceanem/
Niebo słoneczne, płynie światłem nieskalanym,/
Lejąc z gwiaździstej głębi promienność i życie;</strofa>




<strofa>Opuściły, jak trądem rażoną dziecinę,/
Co się za chorym zwierzem wdziera w rozpadlinę,/
Gdzie zdrój uzdrawiający wybiega spod skały;/
A gdy wróci z uśmiechem i nuci, i skacze,/
Matka, drży, myśląc, że to upiór zmartwychwstały;/
Ale wkrótce z radości rzewnie się rozpłacze;</strofa>






<strofa><begin id="b1662762659091-634971086"/><motyw id="m1662762659091-634971086">Kondycja ludzka</motyw>Człowieka --- o, nie, ludzi! Myśli łańcuch szczelny/
Miłości i pokoju, wiecznie nierozdzielny,/
Panujący żywiołom siłą jednolitą,/
Jak słońce rządzi, z całą berła aureolą,/
Labiryntową Planet rzecząpospolitą,/
Krnąbrnie walczących z dziką niebios samowolą;</strofa>




<strofa>Człowieka, harmonijną duszę dusz tysiąca,/
Gdzie wyrocznią jest boska myśl w sercu goszcząca./
Wszystko tonie we wszystkim jak rzeki w przestworze/
Morskim; trud, męka --- cicho życia gaj zielony/
Przebiegają, jak dziki zwierz, ułaskawiony,/
O którym nie myślano, że cichy być może.<end id="e1662762659091-634971086"/></strofa>




<strofa>Jego wola, z czeredą dusznych<pe><slowo_obce>duszny</slowo_obce> (daw.) --- duchowy; dotyczący duszy.</pe> pasożytów:/
Czczych trosk, złych uciech, chuci kornych satelitów/
(Duch słaby w przewodzeniu, lecz silny w posłuchu),/
Dziś --- to okręt beztrwożny, prąd burz jego skrzydłem;/
Sternikiem --- miłość, która. w pełni fal i ruchu./
Najdzikszą żądzę własnym powściąga wędzidłem.</strofa>




<strofa>W moc jego wierzy wszystko. Do zimnej kamienia/
I barw bryły przenika czar jego natchnienia,/
Złota nić, z której matka dzieciom tka sukienki;/
Jego mowa --- jęk wieczny orficznej<pe><slowo_obce>orficzny</slowo_obce> --- dotyczący orfizmu, staroż. greckiego nurtu religijnego o charakterze mistycznym, który wywodził swoje początki od mitycznego poety Orfeusza i charakteryzował się wiarą w istnienie boskiej i nieśmiertelnej duszy ludzkiej, uwięzionej w ciele, oraz we wcielanie się duszy po śmierci w inne ciała (wędrówka dusz).</pe> piosenki ---/
Do harmonii niebieskiej dostraja posłuszną/
Myśl i formę --- bez niego niemą i bezduszną.</strofa>




<strofa>Grom --- jego niewolnikiem; przed jego oblicza/
Stawią się gwiazdy; on je jak stado przelicza,/
I płyną dalej; jego rumakiem jest burza;/
Gdy wstąpi w eter, bezdno nieba się wynurza;/
Pyta o tajemnice, a niebo odrzeka:/
«Nie mam ich... odsłoniła mnie dusza człowieka».</strofa></kwestia>





<naglowek_osoba>KSIĘŻYC</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Z gościńca moich błękitnych mórz/
Cień bladej śmierci ustąpił już,/
Ta mrozu i snu śmiertelna koszula;/
W nowo utkanych gajach świetlanych/
Już się kochanków serce rozczula/
Mniej silnych, ale tym równych słodyczą,/
Co twe doliny dziedziczą.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ZIEMIA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Tak ciepła zorza smugami promieni/
Głaszcze paciorek złoto-kryształowy/
Rosy, aż ta się we mgłę skrzydlatą przemieni/
I pod błękitne wzbije się namioty,/
Sam dzień przeżyje i ponad falistym/
Tłem morza ogniorunnym błyszczy ametystem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KSIĘŻYC</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Tyś rozczulona i utulona/
W tym nadśmiertelnym, nieskazitelnym,/
Boskim uśmiechu, własnym zachwycie./
Ach! Wszystkie słońca, chór gwiazd bez końca/
Zlewają w ciebie moc, czar i życie/
I sferę twoją w promienność stroją;/
<wers_wciety typ="3">A ty moja, moja, moja!</wers_wciety></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ZIEMIA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Pod piramidą nocnego cienia/
Myśl mą odziergam w rozkoszne marzenia, /
Szepcząc w zaczarowanym śnie zwycięskie słowa/
Jak młodzian, śpiący pod lubej oczyma,/
Gdy wierna jego istoty połowa/
Nad zakochanym ciepłą i świetlną straż trzyma.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KSIĘŻYC</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><begin id="b1662762924965-3723889762"/><motyw id="m1662762924965-3723889762">Miłość</motyw>Jak dla kochanków chwila to słodka,/
Gdy się na ustach duch z duchem spotka,/
Z serc tętno, czujność ze źrenic ulata,/
Tak gdy na twarz mą padnie twój cień,/
Głuchnę, niemieję, mdleję bez tchnień,/
Pełen miłości kochanka i brata./
O, najpiękniejsza z okręgów świata!/
O, najświetniejsza z przyrody cór,/
Tocząca wkoło słońca swój tór;<end id="e1662762924965-3723889762"/>/
Modrozielone tło we wszechbycie!/
Co się nam bosko, arcyczarownie/
Lśnisz ponad wszystkie niebios pochodnie,/
W które wcielono światło i życie ---/
Toż oblubieniec twój kryształowy/
Sam się w miłosne rzuca okowy!/
Jakby polarnym magnesu tokiem/
Wciąż mnie ku sobie przyciągasz okiem;/
Jak szalejąca sercem dziewczyna,/
Której duch wątły aż się ugina/
Pod namiętnością --- wiecznie i wszędzie/
Wokoło ciebie krążę w obłędzie,/
Patrzę a patrzę w tę postać drogą,/
Że się napatrzyć oczy nie mogą,/
Żem już podobien owej menadzie,/
Co patrzy w czarę swą na biesiadzie/
W zaczarowanym kadmejskim<pe><slowo_obce>kadmejski</slowo_obce> --- dotyczący miasta Kadmei, czyli Teb greckich.</pe> lesie.../
Ach! Kędy tylko pęd cię poniesie,/
Puszczać się będę w bratnie ściganie/
Przez modre, wielkie nieba otchłanie,/
Objęciem duszy twej przysłonięty/
Od zapadnięcia w próżni odmęty,/
Ssać z twego serca --- jak pszczółka z kwiatu ---/
Wdzięk piękna, siły i majestatu./
Tak maść<pe><slowo_obce>maść</slowo_obce> --- tu: kolor skóry.</pe> niestała kameleona/
W to się przebarwia, w co zapatrzona;/
Tak oko fiołka żądnie spoziera/
Tam, gdzie błękitna gwiazd atmosfera,/
Aż się zaleje błękitem jak ona;/
Tak się szarawa, wodnista mgła/
Lśni ametystem górskiego tła,/
Które obściela, gdy zachód zmierzchnie,/
I senną kładnie skroń na powierzchnie/
Śniegów --- a dzionek płakać zaczyna,/
Że zgonu słońca bije godzina.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ZIEMIA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>O, luby Księżycu, tak głos ten się wraża/
W kochanki twej duszę, jak w duszę żeglarza/
Błysk światła, co w trwodze otuchę mu stwarza/
Pod mgłą, wśród brzeżnego załamu;/
O, luby Księżycu, ten dźwięk wypieszczony/
Rozdzierga najgłębsze uczucia zasłony,/
Czaruje tygrysa, co w pierś mi wbił szpony,/
Spragnioną twojego balsamu.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Powstaję --- jakby z kąpieli, fontanną/
Iskier bijącej, z kąpieli błękitnych/
Promieni światła w pośrodku skał ciemnych,/
Z potoku dźwięków.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JONA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Ach, siostro ma droga,</wers_cd>/
Ten potok dźwięków już ucichł w oddali,/
A tobie jeszcze zdaje się, że z jego/
Fali wychodzisz; bo wierzaj mi, siostro:/
Te słowa twoje spadają jak cicha,/
Przejrzysta rosa, otrząśnięta z ramion/
I włosów leśnej kąpiącej się nimfy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>O, cicho! Oto w grozie majestatu/
Spod ziemi wschodzi Potęga; spod nieba/
Zalewa jakby deszcz nocy; od głębi/
Pęka powietrze, jakby się zaćmienie/
Wcisnęło w pory światła słonecznego;/
Promienne widma, po których w jasnościach/
Przebiegał orszak Duchów śpiewających,/
Migają, niby blade meteory/
W tle zwilgłej nocy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JONA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>A mnie tak się marzy,</wers_cd>/
Że do mych uszu dolatują jakieś/
Słowa.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PANTEA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>O, Jono, to dźwięk wszechświatowy,</wers_cd>/
Tylko podobny do słów... Słuchaj, słuchaj!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMOGORGON</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><begin id="b1662763213758-205687808"/><motyw id="m1662763213758-205687808">Dusza</motyw>Ziemio! --- wszechjednej duszy królestwo przedwieczne<pt><slowo_obce>Ziemio! --- wszechjednej duszy królestwo przedwieczne</slowo_obce> --- Ostatnim zastosowaniem dogmatu o Duszy świata, o Duchach i Geniuszach żywiołów jest głos Demogorgona do Ziemi, do Księżyca, Słońca i gwiazd, do umarłych.</pt>,

/
Sfero świętej harmonii w postaciach i głosach,/
Co zbierasz, obiegając w krąg koło słoneczne,/
Miłość, ścielącą twoje drogi po niebiosach.<end id="e1662763213758-205687808"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ZIEMIA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Słucham: ja --- kropla rosy, co drga i umiera.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMOGORGON</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Księżycu! Zapatrzony w pomroczne oblicze/
Tej Ziemi, jak i ona na twarz twą spoziera,/
A w was ludzie i zwierząt, i ptastwa ród wszystek ---/
Czczą miłości i piękna stadło tajemnicze.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KSIĘŻYC</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Słucham: ja --- z twej potęgi otrząśniony listek.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMOGORGON</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Wy, Słońc i Gwiazd królowie! Demony i Bogi,/
Eteryczne mocarstwa, co tam jednolicie,/
Za bezmiarami nieba i mlecznymi drogi,/
Szczęśliwe elizejskie przybytki dzierżycie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>GŁOS Z WYSOKA</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Słuchamy, błogosławiąc i błogosławieni.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMOGORGON</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Wy, szczęśliwi umarli! Dla was dźwięki pieni/
Są obłokiem całunu, nie rysów barwami;/
Czyście tam w nieskończoność natury wcieleni,/
Znanej wam niegdyś ---</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>GŁOS SPOD ZIEMI</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><wers_cd>Czy --- jak owi, co zostali</wers_cd>/
Po nas --- wciąż pod zmiennymi płyniemy larwami.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMOGORGON</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Wy, Geniusze żywiołów, ścielący swe gniazda:/
Od sfer duszy człowieka do pierwotnej bryły/
Ołowiu, od baszt, których szczyt usrebrza gwiazda,/
Do zielsk, z których mdły robak ciągnie karm i siły.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>GŁOSY POMIESZANE</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Słuchamy: głos twój budzi ze snu Zapomnienie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMOGORGON</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Wy, Duchy! Których domem jest ciało: zwierzęta,/
Ptaki, ryby --- wy, pączki, liście i korzenie;/
Wiatry i błyskawice --- i ty, nieujęta,/
Koczująca otchłani mgieł i meteorów.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>GŁOS</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>Dla nas twój głos jest jako wiatr w zaciszu borów.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMOGORGON</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa><begin id="b1662763408934-2269760408"/><motyw id="m1662763408934-2269760408">Kondycja ludzka</motyw>Człowieku! Coś tyranem był i niewolnikiem,/
Zwodzicielem --- zwodzonym, wielkością --- ruiną,/
Od kolebki do grobu błędnym podróżnikiem/
Wśród ciemnej nocy tego dnia nieśmiertelnego.<end id="e1662763408934-2269760408"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>WSZYSCY</naglowek_osoba>






<kwestia><strofa>O, mów! Zaprawdę, słowa twoje nie przeminą;/
Od niepamięci --- wieki wieków je ustrzegą.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMOGORGON</naglowek_osoba>






<strofa><begin id="b1662763479590-2328662578"/><motyw id="m1662763479590-2328662578">Przemiana, Zwycięstwo</motyw>Oto dzień wielki: przepaść na niebios bezprawia,/
Pod czarem Syna Ziemi, chłonącą rozdziawia/
Paszczę; a światoburca --- dziś jeniec tułaczy ---/
Zniknął. I oto Miłość ze swojego tronu,/
Mądrości serc, po chwilach ostatnich rozpaczy,/
Srogich mąk, wpółszaleństwa, powolnego zgonu,/
Powstaje nad odmętem, w świt się rozpromienia/
I roztacza nad światem skrzydło uzdrowienia.</strofa>




<strofa>Łagodność, Cnota, Mądrość i męskie pojęcie/
Wytrwałości --- to cztery niezłomne pieczęcie,/
Pod których strażą w prochu korzy się Zniszczenie./
I gdyby matce czynów i godzin, Wieczności,
/
Wyrwał się z rąk bezwładnych wąż<pt><slowo_obce>I gdyby matce czynów i godzin, Wieczności, Wyrwał się z rąk bezwładnych wąż</slowo_obce> --- obok tysiącznych znaczeń symbolicznych wąż zwinięty w pierścień, w którym ogon styka się z paszczą, był godłem wieczności.</pt>, co w swe pierścienie/
Chciałby wcisnąć Jej ducha, zgnieść ciało i kości.../
Te pieczęcie Ją zbawią i w moc Jej oddadzą/
Berło nad rozbrojoną Przeznaczenia władzą.<end id="e1662763479590-2328662578"/></strofa>




<strofa>Znosić cierpienie, choć się los potwornie sroży;/
Przebaczać zło, czarniejsze od śmierci i nocy,/
Wyzywać moc, choć równa byłaby wszechmocy;/
Kochać, dźwigać, z nadzieją --- aż nadzieja stworzy/
Z gruzów swych wymarzony, wielki czyn żywota;/
Stać bez drżenia i żalu, gdy czyn już powstanie ---/
Oto podobna twojej, święty nasz Tytanie,/
Piękność, dobro, majestat, swoboda, cześć, cnota/
I zwycięskie nad biegiem świata panowanie!</strofa>



<naglowek_rozdzial>Uwagi i objaśnienia</naglowek_rozdzial>

<akap>Gdybyśmy przypuścili na chwilę, że obecny dramat wyszedł z twórczej dłoni Eschylosa, jako dokończenie jego trylogii o wielkim męczenniku, że jest to dramat osnuty na fakcie mitologicznym, a więc na pewnym rodzaju <wyroznienie>rzeczywistości</wyroznienie> --- wtedy śmiało twierdzić by można, że autor <tytul_dziela>Persów</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Persowie</slowo_obce> --- tragedia Ajschylosa z 472 r. p.n.e.</pe> uznałby go za dzieło swoje. Taż sama zdumiewająca śmiałość w postawieniu głównych zrębów dramatu, taż sama apoteoza woli, stawiącej czoło przywłaszczeniu, taż sama przewaga liryzmu, pochłaniającego akcję i niejako czyniącego ją zbyteczną, ten sam na koniec, instynktowo przeczuwany przez Eschylosa, zmysł naturalistyczny --- oto rysy współrodnego typu, wobec których trudno byłoby oprzeć się złudzeniu. A jednak z wszelką myślą o faktowej osnowie naszego <tytul_dziela>Prometeusza</tytul_dziela> rozstać się musimy stanowczo. <tytul_dziela>Prometeusz</tytul_dziela> jest utworem na wskroś <wyroznienie>alegorycznym</wyroznienie>. Nie z taką myślą poeta nasz ujął w swe ręce ułomki tej potężnej, nad wieki swe wyjątkowej organizacji, ażeby z nich odbudować rozbitego mamuta. Szedł on jedynie za wołającym o pomstę głosem duszy, który słyszymy we wszystkich jego utworach, od <tytul_dziela>Królowej Mab</tytul_dziela> do <tytul_dziela>Cencich</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Hellady</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Czarodziejki Atlasu</tytul_dziela>. Komu znane są główne rysy dogmatu Shelleya, ten łatwo pojmie, dlaczego dusza jego musiała zatrzymać się na niezłomnym Tytanie. Wszak po wydobyciu zwłok nieodżałowanego poety z głębin morza znaleziono przy nim Eschylosa.</akap>

<akap>Dla udowodnienia alegorycznego charakteru <tytul_dziela>Prometeusza</tytul_dziela> wystarczające będzie rzucić okiem na mitologiczne tło dramatu, obliczyć zaczerpnięte z niego żywioły, zauważyć, które z nich zużytkował poeta dla przeprowadzenia swoich wierzeń, a następnie, w czym przeszedł za granice mitu greckiego.</akap>

<akap>Z podań mitografów o Prometeuszu, który miał dopomóc Zeusowi do strącenia z tronu Kronosa i oddać mu władzę nad światem, pod warunkiem ,,swobody dla rodzaju ludzkiego" --- Shelley pominął najważniejsze: a mianowicie mit podany przez Apollodora<pe><slowo_obce>Apollodoros z Aten</slowo_obce> (ok. 180--ok. 110 p.n.e.) --- filolog, geograf i kronikarz grecki.</pe> i innych, podług którego Prometeusz ,,ulepił ludzi z gliny i wody". Szczegół ten kładziemy na czele wskazówek napomykających o alegorycznym założeniu dramatu. Widocznie Shelley z dwóch natur Prometeusza chciał podnieść w nim stronę ludzką, która, jak widzimy, stanowi główną oś ducha dramatu. Tytan do tego stopnia umiłował człowieka, że nieśmiertelność swej boskiej natury gotów jest poświęcić dla jego uszczęśliwienia. Ponieważ przez cały dramat wieje myśl ofiarności --- posłannictwo cierpienia --- przeto wszystkie żywioły mitu, ściągające się do mąk i żelaznej wytrwałości: przykucie do skały Kaukazu, szarpanie przez sępa, chłosty wichrów i lodów, szyderstwa Furii, słowem, wszystkie katusze ciała i duszy, poeta powtórzył z całą przerażającą ścisłością. Ale dla przeprowadzenia wielkiej idei sprężyny Eschylosowe nie zdawały się jeszcze wystarczające. Sroższe, zaiste, cierpienia czekają tego Prometeusza przyszłości, które --- że użyjemy świętego wyrażenia poety --- ,,mają wgryźć się w samo serce serca" męczennika. Psychologia starożytna nie miała jeszcze tak subtelnego klucza, który by przed Zeusem Eschylosowym mógł otworzyć na pociski dalsze głębiny duszy. Od tego też punktu w dramacie rozpoczyna się moment alegoryczny.</akap>

<akap>Do pojęcia alegoryczności dziwnie przypada rys następujący. Widzieliśmy, że dobierając rozlicznych znamion dla ułożenia zamierzonego ideału, Shelley porusza wszystkie a wszystkie warstwy wieków, narodów, religii i pojęć; na jego wezwanie czarodziejskie stawią się, ofiarując mu swą służbę, barwy i dźwięki, czasy i przestrzenie, głębie mórz i drogi mleczne. Bez zastrzeżenia domyślnej alegoryczności nie umielibyśmy wytłumaczyć sobie tego chaosu lirycznego i wypadałoby nazwać go szeregiem rażących anachronizmów. Pomijamy już np. przesnuwający się tu i owdzie strój lapidarny, przypominający poważne spadki biblijne; pomijamy włożone w usta Azji i Demogorgona głębokie wycieczki w dziedzinę metafizyki i etyki, pomijamy napomknienia o zasługach Prometeusza w sprawie miłości wszechludzkiej. Ależ poeta w opisie starej świątyni wprowadza rzeźby dłuta Praksytelesa, tak odległe od atmosfery mitycznej jak żegluga parowa od korabiu Noego<pe><slowo_obce>Noe</slowo_obce> --- postać biblijna; przed zesłanym na ziemię niszczycielskim potopem z rozkazu Boga zbudował według szczegółowych wskazówek arkę (rodzaj statku), dzięki której uratował swoją rodzinę oraz po parze każdego rodzaju zwierząt.</pe>. Tu należy między innymi miejsce w akcie I, gdzie śmiertelną pieczęć niewoli rodu ludzkiego, drgającą nad jego głową, Prometeusz porównywa z mieczem zawieszonym na włosku nad głową Damoklesa; znów więc pozorny anachronizm. Nic pominął też poeta bramy piekła Dantowego<pe><slowo_obce>Dante Alighieri</slowo_obce> (1265--1321) --- jeden z najwybitniejszych poetów włoskich, autor poematu <tytul_dziela>Boska Komedia</tytul_dziela>, przedstawiającego wizję wędrówki poety przez trzy światy pozagrobowe: Piekło, Czyściec i Raj.</pe>, nad którą wyryto ów czarnowróżbny napis: ,,Zrzeczcie się wszelkiej nadziei, wy, którzy tu wchodzicie...". Najwybitniejsza wszakże ze wszystkich pod tym względem będzie aluzja do Chrystusa. Zatrzymujemy się na niej dlatego, że w uderzający sposób przypomina ona podniesienie natury ludzkiej i w samym Tytanie, a tym samym dowodzi symbolicznego charakteru dramatu. Jest to przy tym jedyny grunt, na którym poeta nasz na chwilę odstępuje nieco od swej negacji; bez tego ustępstwa sprzeniewierzyłby się on wrodzonemu sobie uczuciu czci dla wszelkiej ofiarności. Podobne ustępstwo spotykamy w przedziwnie pięknym chórze jego <tytul_dziela>Hellady</tytul_dziela>, zaczynającym się od wyrazów:</akap>




<poezja_cyt><strofa>Światy na światach toczą się wiecznie/
Od stworzenia do upadku...</strofa></poezja_cyt>





<nota>
<akap>(W wyd. Will. Scotta, str. 404--405)</akap>


</nota>

<akap_cd>oraz w prologu do <tytul_dziela>Hellady</tytul_dziela> (fragment tamże, str. 552):</akap_cd>




<poezja_cyt><strofa>Ojcze wszechmocny!/
Oto upadam na kolana u stóp Przeznaczenia.</strofa></poezja_cyt>

<akap>W końcu zaznaczamy jeszcze krótką, ale wspaniałą aluzję do roku 93<pe><slowo_obce>aluzja do roku 93</slowo_obce> --- prawdopodobnie odniesienia do rewolucji francuskiej, bratobójczych walk we Francji i wojny w Europie w 1793 r.</pe>.</akap>

<akap>Słowem, jesteśmy tu jakby na dnie poetycznej głębiny, w którą prawem naturalnego ciążenia spadają pojęcia, myśli, uczucia, religie i instynkty wszech czasów i istot. Taki porządek rzeczy, takie postawienie ogólnej sfery, poza którą nic już nie pozostaje, a w której być musi wszystko, mamy w <tytul_dziela>Balladynie</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Balladyna</slowo_obce> --- dramat romantyczny Juliusza Słowackiego z 1834 r.</pe> Słowackiego, w filozofii Hegla<pe><slowo_obce>Hegel, Georg Wilhelm Friedrich</slowo_obce> (1770--1831) --- niemiecki filozof.</pe>, w <tytul_dziela>Prometeuszu</tytul_dziela> Shelleya.</akap>



<naglowek_rozdzial>Ogólny ton dramatu</naglowek_rozdzial>

<akap>Przy ostatecznym sformułowaniu ogólnego tonu naszego dramatu przede wszystkim uderza nas transcendentalność. Nic powszechniejszego w krytykach i ocenach Shelleya nad zarzut, że utworom jego brak wszelkiej substancji, że gromadzi on oderwania na oderwaniach, że pisze eterem na eterze. Na taki zarzut jedyna jest odpowiedź: gorąco radujemy się, że Shelley mniej troszczył się o dogodzenie arystarchom<pe><slowo_obce>arystarch</slowo_obce> --- tu przen.: krytyk literacki; od imienia Arystarcha z Samotraki (216--144 p.n.e.), greckiego gramatyka, uznawanego za twórcę krytyki literackiej.</pe> krytyki aniżeli o te wielkie cele, do których powoływało go ogólne przeznaczenie poezji. Jakoż nie zapiera on się bynajmniej tych rzekomych grzechów. W głosie ,,Do swojej Maryi" (we wstępie do <tytul_dziela>Czarodziejki Atlasu</tytul_dziela>) sam podnosi ten zarzut, zrobiony mu przez krytyków, ,,te żmije, co zabijają nawet umarłe", że pisma jego nie odpowiadają historii, czy to prawdziwej czy fałszywej, i dzieło swoje sam nazywa ,,wizją skrzydlatą". Transcendentalność ta wynikła być może z samych nawet życiowych stosunków poety, który, od najmłodszych lat poróżniony ze światem, niepojęty, okrzyczany za wroga duszącej atmosfery swoich czasów, miał przed sobą dwa tylko wyłomy dla odetchnięcia: albo krańcowy pesymizm, albo bierny protest, pod tajnym, dla niego tylko zrozumiałym hasłem wiary w powszechne odrodzenie. Pierwszy przypadł w udziale Byronowi; wrodzona słodycz charakteru i bogato uposażone w miłość serce skierowały umysł Shelleya ku drugiemu. ,,Ucieczka ze świata", jak się wyrażano w neoplatonizmie<pe><slowo_obce>neoplatonizm</slowo_obce> --- kierunek w filozofii, nawiązujący do myśli Platona oraz politeizmu grecko-rzymskiego.</pe>, oto pierwsze i jedyne jego przykazanie, które tak potężnie streścił Mickiewicz<pe><slowo_obce>Mickiewicz, Adam</slowo_obce> (1798--1855) --- polski poeta, publicysta, tłumacz, filozof i nauczyciel akademicki.</pe> w swoim <tytul_dziela>Nowym Roku</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Nowy Rok</slowo_obce> --- Mickiewiczowska parafraza utworu Jeana Paula Richtera (1763--1825).</pe>: ,,kochać świat, sprzyjać światu, z daleka od ludzi". Wypowiada je sam Prometeusz w przemówieniu do jednej z Furii.</akap>



<naglowek_rozdzial>Wpływy filozofii na etyczne tło dramatu</naglowek_rozdzial>

<akap>Wiemy z życiorysu poety, że ulubionymi towarzyszami jego myśli byli Plato i Hume --- transcendentalizm i zwątpienie; ale idealista przemógł sceptyka. Z takiej wysokości ogarniając świat wzrokiem poety i filozofa, Shelley odgadł w swoim Prometeuszu najpiękniejszą i najwznioślejszą sprężynę biegu świata: wiekuisty prąd ku <wyroznienie>udoskonaleniu</wyroznienie>, ku <wyroznienie>nieskończonemu postępowi w imię miłości</wyroznienie>. Tu znów czujemy się poniekąd na gruncie Zygmunta Krasińskiego<pe><slowo_obce>Krasiński, Zygmunt</slowo_obce> (1812--1859) --- polski poeta, dramaturg i prozaik.</pe>, w takim rozumieniu, iż ten ostatni, wychodząc z innego bieguna, pojmuje ów boży ideał jako uświątobliwienie; ale wspólnym dla obu czynnikiem jest ofiarność.</akap>



<naglowek_rozdzial>Etyczne tło <tytul_dziela>Prometeusza</tytul_dziela>, ekstaza</naglowek_rozdzial>

<akap>Otóż w przeprowadzeniu swoich wierzeń Shelley prawie przeważnie kierował się duchem filozofii Platona, już to w jej pierwotnym ukształtowaniu, już w jej okresie neoplatońskim. Platonizm, a jeszcze ściślej mówiąc, plotynizm<pe><slowo_obce>plotynizm</slowo_obce> --- neoplatonizm, system filozoficzny stworzony przez Plotyna (204/205--270).</pe> Shelleya najwydatniej przebija się w jego teorii woli i jej głównego przeciw czynnika: zła. Plato, jak wiadomo, zło uważa razem z materią za przeciwieństwo bytu (zło=niebyt). Plotyn w pojęciu zła prześcignął mistrza swojego, wyłączył je z rzędu pojęć ujemnych; podług niego zło ma byt samoistny, <wyroznienie>jest</wyroznienie> --- jako nieuchronny skutek zetknięcia się duszy z materią. ,,Główną osią, na której obracają się stosunki dobrego i złego, jest wola. Wola jest wolna. Bez niej ludzie nie byliby ludźmi, lecz tylko biernymi, w powszechny ruch świata porywanymi cząstkami...". Ależ pogodzenie pojęcia woli z pojęciem starożytnej teologii...? Plotyn omija tę przepaść zręcznym zwrotem od sfery metafizycznej ku sferze moralnej. Shelley rozcina węzeł po prostu: zrzeka się dalszych instancji i jawnie, uroczyście ogłasza królewskość woli. Kiedy jedna z Furii wylicza Prometeuszowi szereg mąk, które go czekają, on jej odpowiada: ,,...a jednak jam jest królem nad sobą, bo rozkazuję wirom walk i boleściom ducha, jak wasz Zeus, kiedy piekło kark podnosi".</akap>

<akap>Tak jasno postawiona zasada woli jest tu kamieniem węgielnym kwestii dobra i zła. Zło, podług Prometeusza, bynajmniej nie ma korzeni swoich w jakimś zendzkim<pe><slowo_obce>zendzki</slowo_obce> (daw.) --- taki jak w <tytul_dziela>Zendaweście</tytul_dziela>; dziś: awestyjski; <tytul_dziela>Zendawesta</tytul_dziela> a. <tytul_dziela>Awesta</tytul_dziela>: święta księga zawierająca teksty religijne wyznawców zaratusztrianizmu (zoroastryzmu), dualistycznej religii irańskiej, której charakterystyczną cechą jest wiara w istnienie dwóch równorzędnych, walczących ze sobą pierwiastków: dobra (światła) i zła (ciemności). Nazwa <slowo_obce>Zendawesta</slowo_obce> oznacza faktycznie komentarze (<slowo_obce>Zend</slowo_obce>) do <tytul_dziela>Awesty</tytul_dziela>.</pe> dualizmie; przeciwnie, wyrabia się ono tu, na poziomie stosunków życia --- a ,,w plan systematu stworzenia bynajmniej nie wchodzi". I dlatego, kiedy z kolei wystąpić ma na scenę ideał dobra, wówczas stanowczo zamyka się oczy na zło, ponieważ nie jest ono ani jego (chociażby najniższym) stopniem, ani nawet jego przeciwieństwem --- lecz jest tylko wykręceniem woli.</akap>

<akap>Dobro, podług Shelleya, jest to najwyższa norma, boska konieczność, trzymająca berło nad wszechświatem. Zwichnięte, wskutek wynaturzenia się woli, przyćmione błędami i wtargnięciem barbarzyństwa --- zawita ono kiedyś z powrotem --- naprzód w sferach kosmicznych, a następnie i w bycie ludzkim. Że i dla samego poety ideał dobra był ewangelią, na to mamy dowód w każdym prawie jego wierszu. Żywy, czuły, namiętny, gorączką reformatorstwa trawiony, Shelley drży na samą myśl, że panującą, narzuconą rzeczywistość stosunków świata od ery ich odrodzenia oddzielają potoki krwi. Krytyka francuska, zwykle troszcząca się więcej o efekt aniżeli o prawdę, składa gorącą podziękę losom, że Shelley ,,nie miał zaszczytu być Francuzem i żyć w r. 1793, ponieważ byłby on Saint-Justem<pe><slowo_obce>Saint-Just, Louis de</slowo_obce> (1767--1794) --- jeden z przywódców Rewolucji Francuskiej, jakobin, zwolennik Robespierre'a, zasłynął z rewolucyjnego zaangażowania i bezwzględności.</pe> i wysyłałby ojców rodziny na rusztowanie, rozrzewniając się nad przyszłą ludzkością". Rzecz prawie nie do uwierzenia, ażeby w jednym zdaniu umieścić więcej kłamstw niż wyrazów. Wszak wiadomo powszechnie, że żaden z poetów do tego stopnia nie wcielał siebie w bohaterów swoich jak Shelley. Jeżeli zaś w <tytul_dziela>Alastorze</tytul_dziela> widzimy połowę, w <tytul_dziela>Królowej Mab</tytul_dziela> całą jego duszę, to w wielu miejscach <tytul_dziela>Prometeusza</tytul_dziela> spoza cierpiącego Tytana wyziera najżywotniejsza strona jego istoty. Otóż <tytul_dziela>Prometeusz</tytul_dziela> jest najuroczystszym uosobieniem ideału dobra. On, męczennik przykuty na długie wieki do skał Kaukazu, oddany w katowskie ręce za to, że ukochał ludzi --- on żałuje swego przekleństwa, rzuconego niegdyś na wroga. ,,O, Matko --- mówi --- niech to, co grozi złem, nie przejdzie już drugi raz przez moje usta". Przed płynącym z ust męczennika hymnem na cześć bratniej wspólności nawet Furia ustać nie może i odlatuje, z obawy, aby jej nie nawrócił. Wszystko to, co powiedział Schopenhauer<pe><slowo_obce>Schopenhauer, Arthur</slowo_obce> (1788--1860) --- filozof niemiecki, reprezentant pesymizmu.</pe> na cześć ,,współczucia", blednie wobec tej ewangelii.</akap>

<akap>Jako boski bojownik w sprawie ludzkości, Prometeusz cierpi --- stąd drugi, olbrzymi rys czystej, najwyższej ofiarności. Prometeusz pragnąłby przynieść w ofierze więcej, aniżeli przynieść może: pragnąłby umrzeć, ale --- ku sroższej jeszcze boleści --- jest on nieśmiertelny. Rys ten szczególniej zaakcentował Byron, którego Tytan również na cierpienia ludzkości nie spogląda takim okiem pogardy jak bogowie. ,,I twoim udziałem --- mówi Byron --- była walka pomiędzy cierpieniem a wolą... A nieubłagane niebo, srogość Przeznaczenia i wszechwładna zasada Nienawiści, co dla zabawy swej tworzy istoty, które unicestwić by mogła --- tobie odmówiła nawet daru śmierci". W apoteozie cierpienia, odkupującego ludzkość, poeta nasz nie pominął (bo czyliż mógł pominąć) ideału nad ideałami: ,,Ukrzyżowanego". To, co Prometeusz odpowiada Furii na jej słowa, potępiające ofiarność i poświęcenie, jest głosem boleści samego poety i w całej pierwszej części dramatu nie ma podobno drugiego miejsca, gdzie by wyraźniej odzywała się dusza męża, na którego grobie wyryto wyrazy: ,,Serce Serc". Czyliż odczytał, czyliż zrozumiał i odczuł tę odpowiedź ów niecny krytyk, co pierwszy rzucił kamień na Shelleyowego <tytul_dziela>Prometeusza</tytul_dziela>?... Toż samo tętno ofiarności czuć się daje w chórze ,,Geniuszów Duszy", gdzie jeden z nich jest świadkiem poświęcenia życia dla ocalenia tonącego wroga.</akap>

<akap>Obok miłości bratniej poeta wprowadza w <tytul_dziela>Prometeuszu</tytul_dziela> odłam powszechnego uczucia wspólności --- miłość dwojga serc, erosa dawnego i nowego platonizmu, jedną z potężnych sprężyn poezji, którą, jak wiadomo, mistrzowsko włada. Ale co do użycia tej sprężyny w naszym dramacie nasuwa się ważny rys charakterystyczny. Gdyby czytelnik chciał na chwilę przypuścić, że stoi tu na gruncie chociażby tylko legendowej rzeczywistości, tedy dość byłoby kilku dźwięków z melodii erotycznej, aby wyprowadzić go ze złudzenia. Głęboka i gorąca miłość Azji i Prometeusza jest natury kosmicznej, przypomina miłość, jaką tchną ku sobie Księżyc i Ziemia, miłość, której najwyższym wyrazem jest harmonia światów. W przedziwnie pięknej rozmowie Księżyca z Ziemią (akt IV), wyjąwszy rzucony niemal trafem wyraz ,,Bracie", niepodobna nawet odróżnić kochającego od kochającej --- do tego stopnia poeta chciał pozostać wierny kosmicznemu pojęciu tego uczucia, przesięgającemu ograniczone stosunki płci --- jakkolwiek ze wszystkich, a nader licznych rysów, w jakich przedstawia w ciągu akcji Ziemię, umysł czytelnika chętniej skłania się ku uznaniu w Ziemi siły rodzącej, w Księżycu zaś --- zapładniającej. Miłość <tytul_dziela>Prometeusza</tytul_dziela> różni się więc w wysokim stopniu od owego uczucia, które Shelley wyprowadza tam, gdzie czuje pod stopami stały ląd, rzeczywistość życiową, jak np. w cudownym zakończeniu <tytul_dziela>Epipsychidionu</tytul_dziela> (chociaż wyznać potrzeba, że i tu zawiewa jakiś duch wszechświatowy). Kosmiczny rys miłości w <tytul_dziela>Prometeuszu</tytul_dziela>, którą nie tyle uczuciem, jak raczej poetycznym pojęciem nazwać by można, widzimy w wielu miejscach dramatu: w ,,powietrznym głosie Ducha", w zakończeniu aktu II itp. Słowem, w duchu tej niebiańskiej poezji pojmować ją należy jako punkt kulminacyjny praw i stosunków wszechświata; pod tą wysokością neutralizują się potęga i słabość, byt i zniszczenie, życie i śmierć. Nawet ów jeździec na białym skrzydlatym koniu, ścigający ją po całym świecie, depczący zarówno kwiaty i brudne zioła, wdzięk i brzydotę, ugiąć się musi przed jej majestatem.</akap>

<akap>Jeżeli w kreśleniu wzruszeń miłości (np. pomiędzy Prometeuszem i Azją) dostrzeżemy niekiedy takie rysy, w których poeta zdaje się zstępować z wysokości kosmicznej, tedy przypomnijmy sobie, że najistotniejszym znamieniem naszego Tytana jest <wyroznienie>teantropia</wyroznienie><pe><slowo_obce>teantropia</slowo_obce> --- równoczesne łączenie cech boskich i ludzkich.</pe>. Bez tego klucza charakterystyki dramatu odgadnąć by niepodobna. I z tej strony właśnie Shelley stoi na gruncie mitu, i tą właśnie stroną Eschylosowy typ Prometeusza mógł przydać się poecie przy przeprowadzeniu umiłowanej przez niego idei.</akap>

<akap>Wysoki wpływ natchnień platońskich widzimy w pojęciu <wyroznienie>piękna</wyroznienie>. Atoli środek ciężkości tego pojęcia, podług Shelleya, pada na <wyroznienie>formę</wyroznienie>. Formę nazywa on ,,córką nieśmiertelności". Ale co głównie przypomina tu Platona, to jednolitość piękna z dobrem. Taką właśnie harmonię piękna z dobrem zapowiada Prometeusz w akcie III, gdzie spod tła boskiej natury Tytana tak wybitnie promienieje jego miłość ku człowiekowi.</akap>

<akap>Nie można pominąć jeszcze jednego rysu, przypominającego neoplatonizm --- a mianowicie ekstazy, tj. takiego wysokiego nastroju duszy, pod którym znika wszelka mgła, zakrywająca przed jej oczyma świat ideału. Czynnik ten tak jest powszechny w <tytul_dziela>Prometeuszu</tytul_dziela>, że nie mamy potrzeby bardziej szczegółowo powoływać się na tekst dramatu. Stan ekstazy, upojenia, do którego Plotyn poczuł się tylko ,,cztery razy w swym życiu", tj. spoglądanie w samo oblicze bóstwa, powtarza się w <tytul_dziela>Prometeuszu</tytul_dziela> prawie nieustannie, z tą różnicą, że Shelley temu zjawisku nadaje nie tyle pojęciowy, jak raczej poetyczny charakter.</akap>



<naglowek_rozdzial>Główne typy i doby dramatu</naglowek_rozdzial>

<akap>Obok <wyroznienie>Prometeusza</wyroznienie> na pierwszym planie występuje, naprzód oczekiwany, a następnie osobiście, <wyroznienie>Zeus</wyroznienie> (<wyroznienie>Jupiter</wyroznienie>). Dla uwydatnienia biegunowego przeciwieństwa poeta poszedł wbrew upowszechnionemu w starożytności dogmatowi, a do takiego zwrotu upoważniał go --- zmuszał nawet --- raz na zawsze powzięty pogląd na stosunki świata do obcej, narzuconej mu przemocą, sfery sił wyższych. Kiedy, podług ogólnie przyjętego mitu, Zeus zdobył sobie berło, wydarte Kronosowi, miał on stać się dobroczyńcą rodu ludzkiego, dawcą światła i szczęścia. Otóż w dramacie Shelleya występuje on jako wiarołomca, który sprzeniewierzył się opatrznościowemu posłannictwu, został gnębicielem świata, rozpoczynając wiarołomstwo swoje od zemsty na Tytanie. Przy alegorycznym charakterze dramatu dalsze wyniki przedstawiają się już jasno same przez się.</akap>

<akap>W jednym rzędzie z Tytanem widzimy <wyroznienie>Azję</wyroznienie>. Poeta --- powodując się tąż samą pobudką --- zużytkował tu dwoistość samego mitu, albowiem podług Herodota<pe><slowo_obce>Herodot z Halikarnasu</slowo_obce> (ok. 484--426 p.n.e.) --- historyk grecki.</pe> Azja była żoną Prometeusza, podług innych zaś --- jego matką (a żoną Japeta<pe><slowo_obce>Japet</slowo_obce> (mit. gr.) --- jeden z tytanów.</pe>). Zużytkowanie mitu w pierwszym znaczeniu z samej natury rzeczy więcej odpowiada symbolicznemu zamysłowi poety. Toteż małżonka, a na teraz oblubienica Tytana, występuje tu w roli najsympatyczniejszej; w kosmicznym oświetleniu swoim jest ona najwyższym uwieńczeniem szczęścia Prometeusza, nagrodą za męki, poniesione w wielkiej sprawie, oraz symbolem dziewiczej piękności przyrodzenia (początek I sceny aktu II) --- i dlatego z ust jej płyną tak urocze dźwięki, wypowiadające piękność natury, że równych im nie usłyszymy nigdzie, chyba w niebiańskiej sielance <tytul_dziela>Mimoza</tytul_dziela>.</akap>

<akap><wyroznienie>Jona</wyroznienie> i <wyroznienie>Pantea</wyroznienie> są to dwie siostry Azji, córki Oceanu, jedynego bóstwa z okresu Kronosowego, które oszczędził Zeus po przywłaszczeniu sobie wszechwładzy. Jako przedstawicielki drugiego żywiołu natury są one naturalnymi opiekunkami udręczonego. W mechanizmie dramatu poeta wprowadził je jako ogniwa pośrednie dla przeprowadzenia akcji. Obie kochają Prometeusza, ale poeta umiał misternie przeciągnąć linię, odgraniczającą ich miłość od uczuć Azji. W ogóle uważać je można za dopełniające dekoracje w głównym wątku.</akap>

<akap>Wielce zagadkowa --- co do pochodzenia swego --- jest postać <wyroznienie>Demogorgona</wyroznienie>. Shelleyowi prawdopodobnie przyświecały tu wspomnienia nauki kabalistów, których Adam-Kadmon<pe><slowo_obce>Adam-Kadmon</slowo_obce> --- według kabały i Hagady pierwszy człowiek.</pe> ma w sobie coś wysoce pokrewnego z postacią Shelleyowskiego dramatu. Syn Boga, wcielenie rozlicznych jego potęg, pośrednik pomiędzy Stwórcą a stworzeniami, jest on pewnego rodzaju Demogorgonem, ale otrząśnionym z żywiołów teologicznych --- a co najważniejsze --- przeznaczonym do odkupienia ludzkości przez zgubę bytodawcy swojego. Jakkolwiek Shelley odział go w rysy dobrane z dziedzin najróżnorodniejszych, mianując go tłumaczem Przeznaczenia, mistrzem w zagadnieniach życia i śmierci, wyrocznią wiedzy, prorokiem przyszłości, jednakże jądro charakteru jego wykazuje się ostatecznie w samym końcu dramatu, w jego odezwie do Ziemi, do Księżyca, do umarłych, do Geniuszów elementowych<pe><slowo_obce>element</slowo_obce> (daw.) --- żywioł, jeden z pierwiastków wszechświata.</pe>, do Człowieka wreszcie --- odezwie, stanowiącej ostatni wyraz wierzeń samego poety. Może poeta nasz miał przed oczyma i Teodocjona<pe><slowo_obce>Teodocjon</slowo_obce> (II w. n.e.) --- hellenistyczny żydowski uczony i lingwista, autor tłumaczenia Biblii hebrajskiej na język grecki. </pe>, wspominającego o Demogorgonie (<slowo_obce>demon</slowo_obce> i<slowo_obce> georgos</slowo_obce>=geniusz ziemiaństwa, uprawy roli); ale dotyczyć to może chyba tylko nazwy --- samo zaś <wyroznienie>pojęcie</wyroznienie> niewątpliwie jest płodem własnej jego fantazji. Jest to więc ,,Gorgon ludu", tj. grożący w przyszłości Zeusowi <wyroznienie>postrach</wyroznienie> ze strony obrońcy ludów, wiekuistego stróża sprawiedliwości, a mściciela krzywd.</akap>

<akap>Na koniec w orszaku głównych potęg akcji widzimy <wyroznienie>Ziemię</wyroznienie> jako osobę, wszechrodzicę istot, równie zgnębioną przez przywłaszczyciela, głęboko współczującą z Męczennikiem. Tu poeta czuł się na otwartym morzu i bujał swobodnie po uprzywilejowanym swym żywiole krańcowego naturalizmu. Jego Ziemia jest matką, w najpoetyczniejszym i najmetafizyczniejszym znaczeniu tego wyrazu. Nie przytaczamy tu miejsc ten charakter Ziemi wypowiadających, bo jest ich bardzo wiele. Przypomnimy tylko głos jej do Prometeusza.</akap>
<separator_linia/>

<akap>Pozostaje nam jeszcze rzut oka na skład budowy i ogólne jej linie. Rzeczywiście, dramat ten nazwać można tajemniczym gmachem, wystawionym w oazie, do której schronił się duch poety po zerwaniu z otaczającą, zimną, obcą mu niemal rzeczywistością. Jedna część budowy zwrócona jest ku przeszłości --- ciemnej przeddziejowej przeszłości tak bogów, jak ludzi i żywiołów. Główny bohater i sceniczny jego orszak wydają się jakoby postaciami zachowanymi z owej pierwotnej kreacji, kiedy to, jak naiwnie wyraża się pierwszy historiozof starożytności, Herodot: ,,od niedawna dopiero zaczęto nazywać bogów imionami". Z takiej to bezimiennej, bezosobowej przeszłości świata wychyla się nieliczny, ale potężny chór działaczów dramatu, a jego przywódcą jest Tytan, przykuty do skały Kaukazu. Tak więc, wbrew wszelkim tradycjom zwyczajów i sztuki, dramat rozpoczyna się od męki, męki srogiej, ale im sroższej, tym świętszej. Jest to pierwsza <wyroznienie>doba</wyroznienie> (ponieważ z uwagi na kosmiczny charakter i rozmiary przyjęta przez poetę nazwa aktu może tu mieć tylko znaczenie przenośne) --- doba krytyczna, wojująca głuchym protestem i wytrwałością bohatera. Ziemia, Ocean, Apollo, Oceanidy jawnie lub tylko w głębi duszy współczują z Męczennikiem. Zeus, przywłaszczyciel i zbrodniczy pogromca, z Hermesem, Furiami i całym godnym siebie orszakiem stanowi obóz przeciwników. Ale wyżej i głębiej, poza sceną, pracuje trzecia potęga, przesięgająca wszystkie inne, niema, beznamiętna, na wieki wieków niezłomna: Przeznaczenie. Tajny wyrok Przeznaczenia wiadomy jest samemu tylko Prometeuszowi; kilka słów zagadki, wyrzeczonych, skruszyłoby pęta i --- ocaliło Zeusa. Ale na ugięcie woli, na krok ukorzenia się, nie mógł zdobyć się, jak sam poeta, tak i jego bohater. W drugiej połowie tej doby zasłona, okrywająca wyrok Przeznaczenia, spada i Los spełnia swoje nieodwołalne postanowienie. Na Demogorgonie przerywa się pierwszy węzeł --- i następuje druga doba: zwycięstwo dobra, tryumf świata i ludzi. W tryumfie tym i uradowaniu biorą udział zarówno bogowie, jak ludzie, morza i lądy, góry i lasy, zwierzęta, ptaki i płazy; zło rozsypuje się w gruzy. Demogorgon ogłasza rozpoczynające się <wyroznienie>millenium</wyroznienie> świata, tj. ów przeczuwany bezwiednie przez masy, a ze świadomością oczekiwany przez mędrców cykl, o którym wróżby snują się szczególniej śród społeczeństwa amerykańskiego, a którego obraz widocznie przyświecał i wyobraźni szlachetnego Percy'ego Bysshe. Przy poświacie takiego millenium sama śmierć nawet traci przedwieczną okropność swoją. Taką erę zapowiada Prometeuszowi Ziemia (Akt III, Scena III), kiedy to ,,człowiek i zwierzę w błogich snach nabierać będzie siły na jutro i jego rozkosze".</akap>




<poezja_cyt><strofa>Śmierć --- będzie tylko ostatnim uściskiem/
Tej, co odbiera życie, które dała,/
Jak matka, która ściskając swe dziecię,/
Mówi: «Raz drugi już mnie nie opuszczaj!».</strofa></poezja_cyt>

<akap>Zaprawdę, nikt tak mistrzowsko nie odwrócił biegunami owego starojońskiego<pe><slowo_obce>starojoński</slowo_obce> --- dotyczący Jonii, starożytnej krainy położonej na wybrzeżu Azji Mniejszej, zasiedlonej przez Greków.</pe> dogmatu: ,,Imieniem Życia jest życie, a dziełami jego --- Śmierć". Nie podzielamy zdania, jakoby akt IV nie miał organicznego związku z całością. Jakkolwiek Shelley wytworzył go później, jest on przecież prawdziwym sklepieniem gmachu i --- powtarzamy --- ostatnim wyrazem dogmatu samego poety.</akap>


</dramat_wierszowany_l></utwor>