<utwor>
<rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/shakespeare-tytus-andronikus/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Shakespeare, William</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Tytus Andronikus</dc:title>
<dc:contributor.translator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Ulrich, Leon</dc:contributor.translator>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Rajski, Maciej</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kotwica, Wojciech</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Renesans</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dramat</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dramat szekspirowski</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez fundacje Nowoczesna Polska z egzemparza pochodzącego ze zbiorów Doroty Kowalskiej. Utwór powstał w ramach "Planu współpracy z Polonią i Polakami za granicą w 2014 roku" realizowanego za pośrednictwem MSZ w roku 2014. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu, pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o "Planie współpracy z Polonią i Polakami za granicą w 2014 r.".</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/tytus-andronikus</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"/>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">William Shakespeare, Tragedie, tom I, tłum. Leon Ulrich, Józef Paszkowski, wstęp Róża Jabłkowska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1973.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Leon Urlich zm. 1885</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1956</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2014-11-25</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/tytus-andronikus.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0989-5</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/tytus-andronikus.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1952-8</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/tytus-andronikus.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2907-7</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/tytus-andronikus.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3985-4</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/tytus-andronikus.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5071-2</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/7278.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Ira Aldridge jako Aaron in Titus Andronicus, autor nieznany, domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/7278/</dc:relation.coverImage.source>
    <category.legimi>Dramat</category.legimi>
    <category.thema.main>DD.WL-D</category.thema.main>
    <category.thema>DD.WL-DW</category.thema>
    <category.thema>3CT</category.thema>
    <category.thema>1QBAR</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF>
<dramat_wierszowany_l>
<abstrakt>
<akap>Niezwykle krwawa opowieść o zemście w różnych smakach, oparta luźno na dziejach starożytnego Rzymu oraz micie o Filomeli, zdradza mroczne fascynacje mistrza ze Stratford.</akap>





<akap>Ze względu na schematyczność utworu próbowano podważyć autorstwo Shakespeare'a; próby te jednak nie powiodły się. Cóż nam pozostaje? Z zadumą patrzeć na upiorną paradę fantazmatów, takich jak ,,nierządnica u władzy doprowadzająca do ruiny państwa" czy wcielenie ,,absolutnie obcego" (w kategoriach rasowych, cywilizacyjnych i religijnych) bezwstydnie przyznającego się do pokrewieństwa ze złem absolutnym --- to mroczne cienie postaci Lady Makbeth i Otella.</akap>



</abstrakt>
<autor_utworu>William Shakespeare</autor_utworu>

<nazwa_utworu>Tytus Andronikus</nazwa_utworu>





<nota_red>
<akap>Zmiany:</akap>

<akap>1. I na swej sławie ciężko był dotknięty -> (...) jest dotknięty.</akap>

<akap>2. Uwspółcześnienie: w swoich ręku -> w swoim ręku.</akap>

<akap>3. Zapis: Dobre morderstwo -> Dobre Morderstwo (tu: alegoria).</akap>






</nota_red>






<lista_osob>
<naglowek_listy>OSOBY:</naglowek_listy>

<lista_osoba><osoba>Saturninus</osoba> --- syn ostatniego cesarza rzymskiego</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Basjanus</osoba> --- brat <osoba>Saturnina</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Tytus Andronikus</osoba> --- rzymski patrycjusz</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Markus Andronikus</osoba> --- trybun ludu, brat <osoba>Tytusa</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Lucjusz</osoba> --- syn <osoba>Tytusa</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Kwintus</osoba> --- syn <osoba>Tytusa</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Mucjusz</osoba> --- syn <osoba>Tytusa</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Marcjusz</osoba> --- syn <osoba>Tytusa</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Młody Lucjusz</osoba> --- dziecię, syn <osoba>Lucjusza</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Publiusz</osoba> --- syn <osoba>Marka</osoba>, trybuna</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Emiliusz</osoba> --- znakomity Rzymianin</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Alarbus</osoba> --- syn <osoba>Tamory</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Chiron</osoba> --- syn <osoba>Tamory</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Demetriusz</osoba> --- syn <osoba>Tamory</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Aaron</osoba> --- Murzyn</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Dowódca</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Trybun</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Posłaniec</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Chłop<pe><slowo_obce>Chłop</slowo_obce> --- w tłumaczeniu Leona Ulricha postać ta występuje jako <wyroznienie>Pajac</wyroznienie>.</pe></osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Tamora</osoba> --- królowa Gotów</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Lawinia</osoba> --- córka <osoba>Tytusa Andronika</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Mamka</osoba> i dziecko murzyńskie</lista_osoba>

<lista_osoba>Krewni <osoba>Tytusa</osoba>, senatorowie, trybuni, żołnierze, służba, Goci i Rzymianie.</lista_osoba>

</lista_osob>



<miejsce_czas>Rzecz dzieje się w Rzymie i okolicy.</miejsce_czas>




<naglowek_akt>AKT PIERWSZY</naglowek_akt>


<naglowek_scena>SCENA PIERWSZA</naglowek_scena>



<didaskalia>Rzym.</didaskalia>

<didaskalia>Przy odgłosie trąb wchodzą trybuni, senatorowie i zasiadają na wzniesionej galerii; następnie z jednej strony wchodzi <osoba>Saturninus</osoba> i jego stronnicy, z drugiej <osoba>Basjanus</osoba> ze swoimi stronnikami, przy odgłosie trąb i bębnów, z rozwiniętymi chorągwiami.</didaskalia>



<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Praw mych obrońco, dostojny senacie,/
Poprzyj orężem słuszność mojej sprawy,/
A wy, rodacy, drodzy towarzysze,/
Szablą utwierdźcie me prawa dziedziczne;/
Wszak pierworodnym jestem męża synem,/
Który ostatni rzymskim był cesarzem;/
Honory ojca niech odżyją we mnie,/
Niech hańba mego nie skala starszeństwa.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BASJANUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bracia Rzymianie, moich praw obrońcy,/
Jeśli Basjanus, syn Cezara, kiedy/
Miał łaskę w oczach królewskiego Rzymu ---/
Zastąpcie drogę do bram Kapitolu/
I nie pozwólcie, żeby bezwstyd zasiadł/
Na tronie tylko cnocie poświęconym,/
Sprawiedliwości i umiarkowaniu./
Niech większość głosów uwieńczy zasługę;/
Walczcie za wolność waszego wyboru.</strofa></kwestia>



<didaskalia><osoba>Markus Andronikus</osoba> pokazuje się na wysokościach sceny, z koroną.</didaskalia>



<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Książęta, chciwi korony i władzy,/
Których szukacie w stronników zapasach,/
Wiedzcie, że ludu rzymskiego wyborem/
(Którego jestem tu reprezentantem),/
Jednomyślnością na tron wyniesiony,/
W nagrodę wielkich i uczciwych zasług,/
Tytus Andronik, nazwany Pobożnym!/
Mąż szlachetniejszy, a dzielniejszy rycerz/
W murach naszego nie żyje dziś miasta./
Senat go wezwał, by wracał do Rzymu/
Z mozolnych wojen z Gotem barbarzyńskim,/
Którego dumny kark pod jarzmo ugiął/
Z pomocą synów, wrogów naszych strachem./
Dziesięć lat temu, jak pierwszy raz stanął/
W obronie Rzymu, jak orężem skarcił/
Śmiałego wroga; pięćkroć krwią oblany/
Wracał do Rzymu, aby z placu boju/
Walecznych synów w trumnach przynieść zwłoki;/
Teraz na koniec, syt lat i honorów,/
Wraca do Rzymu dobry Andronikus,/
Wsławiony Tytus, w chwały swojej blasku./
Błagam was teraz, wy, których życzeniem/
Godnie zastąpić zmarłego cesarza,/
Byście przez pamięć czystej jego chwały,/
Przez wzgląd na prawa senatu i ludu,/
Którym posłuszne oddajecie hołdy,/
Zrzekli się waszych uroszczeń i gwałtów,/
Waszych stronników bandy rozpuścili,/
Jak kandydatom przystoi, w pokoju,/
Pokornie waszą popierali sprawę.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak słowa jego koją moje myśli!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>BASJANUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Taką mam ufność, Marku Androniku,/
W nieskazitelnej twojej uczciwości,/
Tak czczę i kocham i ciebie, i twoich,/
Brata twojego Tytusa z synami/
I tę, przed którą myśl się ma uniża,/
Lawinię, Rzymu bogatą ozdobę,/
Że wszystkich żegnam drogich mych przyjaciół,/
A łasce ludu i fortunie mojej/
Polecam mojej sprawy rozsądzenie.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzą stronnicy <osoba>Basjana</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wy, dotąd wierni praw moich obrońcy,/
Dzięki wam składam i żegnam was wszystkich./
Moją osobę, me prawa polecam/
Mojej ojczyzny miłości i łaskom.</strofa>
<didaskalia>Wychodzą stronnicy <osoba>Saturnina</osoba>.</didaskalia>
<strofa>Niech teraz twoja sprawiedliwość, Rzymie,/
Dorówna mojej w dobroć twą ufności!/
Otwórzcie bramy i wejść mi dozwólcie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BASJANUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I mnie, biednemu współzawodnikowi.</strofa></kwestia>



<didaskalia>Przy odgłosie trąb wchodzą do izby senatu.</didaskalia>





<naglowek_scena>SCENA DRUGA</naglowek_scena>

<didaskalia>Rzym.</didaskalia>

<didaskalia>Wchodzą <osoba>Dowódca</osoba> i inni.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DOWÓDCA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Otwórzcie drogę! Waleczny Andronik,/
Cnoty obrońca, dzielny Rzymu rycerz,/
Zwycięzca w bitwach przez siebie stoczonych,/
Wraca honorem i szczęściem wieńczony/
Z dalekich krain, w których Rzymu wrogów/
Mieczem powstrzymał i pod jarzmo ugiął.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Przy odgłosie trąb i bębnów wchodzą <osoba>dwaj synowie Tytusa</osoba>; za nimi dwóch mężów niosących trumnę okrytą kirem; za nimi <osoba>dwóch innych synów</osoba>, następnie <osoba>Tytus Andronikus</osoba>; za nimi <osoba>Tamora</osoba>, królowa Gotów, i dwaj jej synowie: <osoba>Chiron</osoba> i <osoba>Demetriusz</osoba>, Murzyn <osoba>Aaron</osoba> i jeńcy w jak można największej liczbie. Tragarze składają trumnę, a <osoba>Tytus</osoba> głos zabiera.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Witaj, zwycięski Rzymie, w swej żałobie!/
Jak okręt z brzegów dalekich gościny/
Wraca na koniec z bogatym ładunkiem/
Do opuszczonej przed laty przystani,/
Tak dziś, bluszczowym ozdobiony wieńcem,/
Wraca Andronik, aby znów pozdrowić/
Swoją ojczyznę radości łzą szczerą./
O, ty wszechwładny stróżu Kapitolu,/
Spojrzyj łaskawie na dzisiejszy obrzęd!/
Z dwudziestu pięciu mych walecznych synów/
(Połowy króla Priama potomstwa)/
Patrzcie na resztki żywe i umarłe!/
Żyjącym waszą zapłaćcie miłością,/
Zwłoki umarłych w przodków złóżcie grobie./
Got mi dozwolił oręż w pochwę schować./
Na własne dzieci niepomny Tytusie,/
Niepogrzebanym czy dozwolisz synom/
Na pustych brzegach Styksu się wałęsać?/
Otwórzcie groby! Niech się bracia z bracią/
Milcząc pozdrowią umarłych zwyczajem./
Śpijcie w pokoju, za wasz kraj polegli!/
Święty przytułku cnoty, szlachetności,/
Iluż mych synów w swoim trzymasz łonie,/
Których już nigdy, nigdy nie zobaczę!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ<begin id="b1415662701793-1488085487"/><motyw id="m1415662701793-1488085487">Ofiara, Obyczaje</motyw></naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Najdumniejszego z Gotów daj nam jeńca,/
Abyśmy jego posiekali członki,/
<slowo_obce>Ad manes fratrum</slowo_obce><pe><slowo_obce>ad manes fratrum</slowo_obce> (łac.) --- duchom (manom) braci.</pe> na stosie spalili/
U bram ziemskiego więzienia ich kości,/
Aby się dusze ich uradowały,/
A nas na ziemi nie trwożyły dziwy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Weźcie z żyjących najszlachetniejszego,/
Tej nieszczęśliwej najstarszego syna.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O, stójcie, bracia! Szlachetny zdobywco,/
Łez się mych zlituj, zwycięzco Tytusie,/
Łez biednej matki za synem płaczącej!/
Jeśli ci były drogie twoje dzieci,/
Pomnij, że syn mój równie mi jest drogi,/
Czy nie dość na tym, że nas tu przywiodłeś,/
Aby ozdobić twój triumf, a zostać/
Rzymu i twymi na zawsze jeńcami?/
Maż<pe><slowo_obce>maż</slowo_obce> --- konstrukcja z partykułą -że, skróconą do -ż; znaczenie: czy ma, czyż ma.</pe> krew mych synów ulice te rosić/
Za to, że mężnie bronili swej ziemi?/
Jak u was cnotą jest za swego króla,/
Za kraj swój walczyć --- tak cnotą jest u nas./
Nie kal<pe><slowo_obce>kal</slowo_obce> --- dziś popr. forma trybu rozkazującego 1 os.lp: kalaj.</pe> krwią grobu twego, Androniku!/
Czy chcesz się zbliżyć do natury bogów?/
To zbliż się do nich, pełniąc miłosierdzie,/
Bo miłosierdzie bóstwa jest znamieniem./
Pierworodnego oszczędź mego syna!</strofa></kwestia>




<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Uzbrój się, pani, w cierpliwość i przebacz!/
W wojnie z Gotami poległych rycerzy/
Bracia pobożnie ofiary żądają,/
By ległych cienie jęczące ukoić;/
Syn więc twój musi umrzeć jak ofiara.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Precz z nim! Ofiarny przygotujcie ogień,/
A my orężem posiekane ciało/
W płomieniach stosu na popiół spalimy.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzą <osoba>synowie Tytusa</osoba> i <osoba>Alarbus</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>
</naglowek_osoba><naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O, pobożności straszna a bezbożna!<end id="e1415662701793-1488085487"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Był kiedyż Scyta na pół tak okrutny?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie stawiaj Scytów przeciw Rzymu dumie./
Alarbus idzie spocząć, my zostajem,/
By drżeć pod groźnym Tytusa spojrzeniem./
Cierpliwość, pani, ale i nadzieja,/
Że bóg, co rękę Hekuby uzbroił/
Do krwawej pomsty na trackim tyranie,/
Równie i Gotów królowej, Tamorze/
(Gdy Got był Gotem, Tamora królową),/
Ześle dzień błogi pomsty na jej wrogach.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wracają <osoba>synowie Andronika</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ojcze i panie, patrz, jak spełniliśmy/
Rzymskie obrzędy; wnętrzności Alarba/
I posiekane ciała jego członki/
Są teraz strawą ofiarnego ognia,/
Którego dymy wznoszą się ku niebu,/
Jak woń kadzidła. Nic nam nie zostaje,/
Jak w grobie złożyć braci naszych zwłoki/
I trąb odgłosem w Rzymie ich powitać.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niechaj tak będzie i niechaj Andronik/
Ostatnie duszom ich da pożegnanie.</strofa>
<didaskalia>Przy odgłosie trąb składają trumnę w grobowcu.</didaskalia>
<strofa>Śpijcie tu, dzieci, w pokoju i sławie!/
Śpijcie tu, Rzymu waleczni rycerze,/
Od klęsk i przemian światowych bezpieczni!/
Tu zazdrość kona, zdrada tu nie czyha,/
Tu się nie rodzą obrzydłe niesnaski,/
Tu burzy nie ma, wrzawa tu nieznana,/
Sen tylko wieczny i wieczne milczenie./
Śpijcie tu, dzieci, w pokoju i sławie!</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wchodzi <osoba>Lawinia</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>LAWINIA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Żyj długo, ojcze, w pokoju i sławie!/
Żyj długo w sławie, szlachetny Tytusie!/
Na braci moich przynoszę grobowiec/
Łez mych ofiarę, a u nóg twych klęcząc,/
Powrót twój strugą łez witam radosnych./
Zwycięską dłonią błogosław mi, ojcze,/
Którego szczęście Rzym podziwia cały.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dzięki ci, Rzymie, żeś czule przechował/
Skarb ten na mojej starości pociechę!/
Żyj, córko! Przeżyj dni twojego ojca!/
A cnoty sławą wieczność całą przeżyj!</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wchodzą <osoba>Markus Andronikus</osoba>, <osoba>Saturninus</osoba>, <osoba>Basjanus</osoba> i inni.</didaskalia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Witaj, Tytusie! Witaj, dzielny bracie,/
Triumfatorze drogi Rzymu oczom!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dzięki, mój bracie, szlachetny trybunie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I wasz z szczęśliwej wojny witam powrót,/
Synowcy, żywi albo w chwale śpiący!/
We wszystkim równa wszystkich was fortuna,/
Coście w ojczyzny swej walczyli służbie,/
Lecz bezpieczniejsza chwała jest rycerzy,/
Którzy dobiegli do szczęścia Solona,/
A na honoru spoczywając łożu,/
Wszystkie przygody życia zwyciężyli./
Teraz, Tytusie, szlachetny lud rzymski,/
Którego zawsze byłeś przyjacielem,/
Przeze mnie, swego wiernego trybuna,/
Śnieżny, bez skazy płaszcz ci ten przysyła,/
Współzawodnikiem do tronu mianuje/
Z tymi zmarłego cesarza synami,/
Więc płaszcz ten zarzuć i bądź kandydatem,/
Pomóż dać głowę Rzymowi bez głowy.</strofa></kwestia>




<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wielkiemu ciału lepszej głowy trzeba/
Niż ta, od wieku i słabości drżąca./
Mamże w tym płaszczu o głosy was prosić,/
By, zaszczycony dziś waszym wyborem,/
Jutro pożegnać koronę i życie,/
Znowu kłopotów ciężkich was nabawić?/
Przez lat czterdzieści twym byłem żołnierzem,/
Szczęśliwym dzieci twych wodzem, o Rzymie!/
Dwudziestu jeden pogrzebałem synów,/
W ojczyzny służbie poległych walecznie;/
Daj mi na starość laskę honorową,/
Ale nie berło, aby światem rządzić!/
Godnie je dzierżył ostatni monarcha.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zażądaj tylko, a będziesz cesarzem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Śmiesz mówić, dumny, ambitny trybunie...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Cierpliwość, książę!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Chcę sprawiedliwości!</wers_cd>/
Dobądźcie mieczy waszych, patrycjusze,/
A nim cesarzem zostanie Saturnin,/
Niechaj do swoich nie wracają pochew!/
Wprzód do Erebu popłyń, Androniku,/
Nim mi rzymskiego ludu skradniesz serca!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Sam gwałtownością niszczysz dobre chęci,/
Które dla ciebie miał szlachetny Tytus.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ukój się, książę, moją bowiem sprawą<pe><slowo_obce>moją (...) sprawą</slowo_obce> --- tu: za moją sprawą, tj. z moją pomocą.</pe>/
Serca narodu skłonią się ku tobie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BASJANUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie pochlebstwami łudzę cię, Tytusie,/
Ale do śmierci będę cię poważał,/
Będę ci wdzięczny, jeśli moją stronę/
Twoich przyjaciół pokrzepić chcesz głosem;/
A dla człowieka wielkiej duszy wdzięczność/
Jest najpiękniejszą usługi zapłatą.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Rzymski narodzie i ludu trybuni,/
Tytus Andronik o głosy was prosi;/
Czy chcecie jego kierować się radą?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TRYBUNI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Na znak miłości swej dla Andronika,/
By uczcić powrót jego do ojczyzny,/
Lud i trybuni wybór jego stwierdzą.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Dzięki wam! Teraz upraszam o wybór/
Starszego syna zmarłego monarchy,/
Bo cnoty jego, niepłonną mam wiarę,/
Jak słońce będą Rzymowi przyświecać,/
A sprawiedliwość w blasku ich dojrzeje./
Jeśli wasz wybór za mą pójdzie radą,/
Krzyknijmy społem: «Niech żyje nasz cesarz!».</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Za wspólną zgodą wszystkich klas narodu,/
Panów i ludu, głoszę Saturnina/
Imperatorem potężnego Rzymu,/
Wołam: «Niech żyje cesarz Saturninus!».</strofa></kwestia>


<didaskalia>Przy odgłosie trąb schodzą z galerii.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Za wyświadczoną łaskę i usługi/
W tym dniu naszego wyboru, Tytusie,/
Dzięki ci składam, a mojej wdzięczności/
Uczynkiem także jasny dam ci dowód./
Przed wszystkim, żeby twojemu imieniu/
Dorzucić blasku, żeby twój ród wsławić,/
Na cesarzową wybieram Lawinię,/
Na panią Rzymu i mojego serca,/
I w Panteonie ją świętym poślubię./
Powiedz, Tytusie, czy to po twej myśli?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dostojny panie, związek ten uważam/
Za wielki zaszczyt dla mojego domu/
I tu w obliczu Rzymu cesarzowi/
Szerokiej ziemi, a naszemu panu,/
Poświęcam miecz mój, mój rydwan, mych jeńców,/
Ofiary godne wielkiego monarchy;/
Przyjmij więc jako należną daninę/
Znaki mej chwały u twych stóp złożone.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dzięki, Tytusie, ojcze mego życia!/
Jak jestem dumny z ciebie, z twoich darów,/
Rzym popamięta, a jeśli zapomnę/
Z niewysłowionych twych zasług najmniejszą,/
Niech lud zapomni swej dla mnie wierności.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Tamory</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Cesarza jesteś teraz branką, pani,/
Twojej minionej pamiętny wielkości,/
Ciebie i twoich szlachetnie opatrzy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<kwestia><strofa>Prawdziwie, ją bym wybrał na królowę,/
Gdyby mi przyszło wybierać na nowo.</strofa>
<didaskalia>głośno</didaskalia>
<strofa>Chmurne twe czoło rozjaśń, piękna pani:/
Choć cię los wojny z wielkości twej strącił,/
Nie pójdziesz w Rzymie na ludzi pogardę,/
Ale królewskie znajdziesz w nim przyjęcie./
Ufaj mi, pani, i nie trać nadziei;/
Ten, co cię słowem swym krzepi, jest zdolny/
Większą cię zrobić od Gotów królowej./
Lawinio, czy ci nie wstrętne te słowa?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LAWINIA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, bo szlachetność twa jest mi rękojmią,/
Że to monarszej tylko znak dobroci.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dzięki, Lawinio. Lecz czas się oddalić./
Jeńcom dajemy wolność bez okupu./
Przy bębnów grzmocie wybór mój ogłoście.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Rozmawia z <osoba>Tamorą</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>BASJANUS</naglowek_osoba>
<didaskalia>chwytając <osoba>Lawinię</osoba></didaskalia>

<kwestia><strofa>Tytusie, pozwól, dziewica ta moją.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co mówisz, książę?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BASJANUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Mówię tylko prawdę,</wers_cd>/
Przygotowany własną sobie ręką/
Wymierzyć, jeśli trzeba, sprawiedliwość.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><slowo_obce>Suum cuique</slowo_obce><pe><slowo_obce>suum cuique</slowo_obce> (łac.) --- każdemu co mu się należy.</pe>, to rzymskie jest prawo;/
Słusznie więc bierze, co mu się należy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I co zatrzyma, póki Lucjusz żyje.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Precz, precz stąd, zdrajcy! Gdzie jest straż cesarska?/
Zdrada, mój panie! Lawinia porwana!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Przez kogo?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BASJANUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tylko przez tego, co może</wers_cd>/
Choćby i ostrzem odebrać bułata/
Swą narzeczoną z rąk całego świata.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzą <osoba>Markus</osoba> i <osoba>Basjanus</osoba> z <osoba>Lawinią</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>MUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Śpieszcie im w pomoc, bracia, ja z mej strony/
Drzwi tej komnaty zamknę mym orężem.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzą <osoba>Lucjusz</osoba>, <osoba>Kwintus</osoba> i <osoba>Marcjusz</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Idźmy, cesarzu, wkrótce ci ją wrócę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Drzwi te zamknięte...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co? nikczemny chłopcze,</wers_cd>/
Co? Ty mi w Rzymie drogę chcesz zamykać?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lucjuszu, ratuj!</strofa></kwestia>


<didaskalia><osoba>Tytus</osoba> zabija go. Wchodzi <osoba>Lucjusz</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jak niesprawiedliwie</wers_cd>/
Zabiłeś syna w niesłusznym zatargu!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ni on mym synem, ani ty nim jesteś;/
Nigdy syn ojca tak by nie zbezecnił./
Zdrajcy, Lawinię zwróćcie cesarzowi!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdy chcesz, umarłą, lecz nigdy jak żonę,/
Bo jest innego prawną narzeczoną.</strofa></kwestia>


<didaskalia><osoba>Lucjusz</osoba> wychodzi. <osoba>Cesarz</osoba> wchodzi na wzniesienie z <osoba>Tamorą</osoba>, dwoma jej synami i Murzynem <osoba>Aaronem</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, nie, Tytusie, cesarz jej nie żąda,/
Ni jej, ni ciebie, ni żadnego z twoich./
Nie ufam temu, co raz ze mnie szydził;/
Nie ufam tobie ni synom twym, zdrajcom,/
Co się spiknęli na moją niesławę./
Czy na igraszkę nie mogliście w Rzymie/
Innego wybrać? Jak ten czyn, Tytusie,/
Z zuchwałą twoją zgadza się przechwałką,/
Że o cesarstwo u ciebie żebrałem!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co znaczą, przebóg, te krwawe zarzuty?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lecz idź w pokoju, oddaj twą zmiennicę/
Temu, co dla niej orężem młynkował./
Znalazłeś sobie walecznego zięcia,/
Godnego synów twoich sprzymierzeńca,/
By kłócić pokój rzeczypospolitej.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Słowa te krwawią serce me jak sztylet.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tamoro, piękna ty Gotów królowo,/
Co jak Dyjana w swych nimf jasnym kole/
Prześcigasz blaskiem wszystkie damy rzymskie,/
Jeśli mój nagły wybór ci niewstrętny,/
Przyjmij ofiarę, bądź mą narzeczoną,/
A ja cię zrobię Rzymu cesarzową./
Królowo Gotów, czy potwierdzasz wybór?/
Na wszystkich bogów Rzymu tu przysięgam ---/
Gdy wodę świętą widzę i kapłana,/
I blask pochodni, i gotowe wszystko/
Do uroczystych Hymenu obrzędów ---/
Że póty ulic miasta nie powitam,/
Mego pałacu nie przestąpię progu,/
Póki stąd żony z sobą nie powiodę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A ja w obliczu nieba tu przysięgam,/
Że jeśli cesarz Saturnin podniesie/
Królowę Gotów do swojej wielkości,/
Żądz ona jego będzie służebnicą,/
Młodości jego i matką, i mamką.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Do Panteonu idźmy, o królowo!/
A wy, panowie, chciejcie cesarzowi/
I narzeczonej towarzyszyć pięknej,/
Którą mi niebo zesłało łaskawe,/
A której losy mądrość ma zmieniła:/
Tam święty obrzęd spełni się małżeństwa.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzą <osoba>Saturninus</osoba> i jego orszak, <osoba>Tamora</osoba> i jej synowie, <osoba>Aaron</osoba> i <osoba>Goci</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja w dziewosłębów koło nie wezwany!/
Kiedyż samotnym tak byłeś, Tytusie,/
Tak pokrzywdzonym i hańbą okrytym?</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wchodzą <osoba>Markus</osoba>, <osoba>Lucjusz</osoba>, <osoba>Kwintus</osoba> i <osoba>Marcjusz</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O, patrz, Tytusie, o, patrz, co zrobiłeś!/
W złej sprawie synaś cnotliwego zabił.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To syn mój nie był, szalony trybunie,/
On mi był obcy jak ty i jak wszyscy/
W występnym czynie twoi sprzymierzeńcy,/
By nasze czyste dotąd splamić imię!/
Niegodny bracie! Niegodni synowie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pogrzeb przynajmniej sprawmy mu uczciwy;/
Przy braciach naszych niech Mucjusz spoczywa.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, zdrajcy, w grobie on tym spać nie będzie./
Pięć temu wieków grób ten zbudowany,/
A odnowiony bogato mym kosztem,/
Krył tylko wiernych sług Rzymu, żołnierzy/
W boju poległych, nie w ulicznym swarze;/
Nie tu dlań miejsce; grzebcie go, gdzie chcecie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jest to bezbożny z twej strony uczynek;/
Przeszłość za moim synowcem przemawia;/
Przy swoich braciach on musi spoczywać.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KWINTUS I MARCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Musi i będzie lub my za nim pójdziem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Musi? To słowo który wyrzekł nędznik?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KWINTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ten, który wszędzie jest poprzeć je gotów/
Wyjąwszy tutaj.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jak to, wbrew mej woli?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, nie, Tytusie, my tylko błagamy,/
Przebacz mu, dozwól w tym grobie go złożyć.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I ty, z synami moimi w przymierzu,/
Rzuciłeś plamę na czysty mój honor;/
W każdym z was tylko wroga mego widzę;/
Daremną prośbą nie dręczcie mnie dłużej.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Stracił nad sobą panowanie. Idźmy.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KWINTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, póki brata nie pogrzebiem kości.</strofa></kwestia>


<didaskalia><osoba>Markus</osoba> i <osoba>synowie Tytusa</osoba> klękają.</didaskalia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bracie, natura błaga pod tym mianem!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KWINTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ojcze, natura w imieniu tym mówi!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O, milcz, milcz tylko lub wszystkim wam biada!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Więcej niż duszy mej połowo, bracie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ojcze, nas wszystkich duszo i istności!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pozwól w tym cnoty gnieździe mi pochować/
Mego synowca, co szlachetnie poległ/
W obronie siostry Lawinii honoru./
Jesteś Rzymianin, nie bądź barbarzyńcą;/
Grecy, mądrzejszą kierowani radą,/
Nie odmówili grobu Ajaksowi,/
Choć samobójcy; mądry syn Laerta/
W jego pogrzebu wystąpił obronie,/
I ty nie dozwól, aby radość twoja,/
Aby twój Mucjusz wejścia tam nie znalazł.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Wstań, bracie! Dzień to z mych dni najczarniejszy,/
Bo w nim me dzieci skalały mój honor./
Dobrze, w tym grobie złóżcie go --- mnie potem.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wnoszą <osoba>Mucjusza</osoba> do grobowca.</didaskalia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Śpij tu, Mucjuszu, z twymi przyjaciółmi,/
Aż uwieńczymy twój grób trofeami.</strofa>
<didaskalia>Wszyscy klękają.</didaskalia>
<strofa>Niech nikt nie płacze po Mucjusza zgonie,/
Bo w sławie żyje, kto za cnotę umarł.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzą wszyscy prócz <osoba>Marka</osoba> i <osoba>Tytusa</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>By myśl odwrócić od bolesnych zdarzeń,/
Powiedz mi, jaką sztuki subtelnością<pe><slowo_obce>subtelność</slowo_obce> --- tu: wyrafinowanie, przemyślność, przebiegłość, chytrość.</pe>/
Królowa Gotów tak nagle urosła?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie wiem; wiem tylko, że jest cesarzową;/
Czy w tym subtelność<pe><slowo_obce>subtelność</slowo_obce> --- tu: przebiegłość.</pe> jaka, Bóg wie tylko./
Czy nie jest dłużną wdzięczności mężowi,/
Co ją z daleka do tej chwały przywiódł?/
Z swego się długu szlachetnie uiści.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wchodzą <osoba>Cesarz</osoba>, <osoba>Tamora</osoba> i jej <osoba>dwaj synowie</osoba> z <osoba>Murzynem</osoba> z jednej strony, z drugiej <osoba>Basjanus</osoba> i <osoba>Lawinia</osoba> z orszakiem.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak więc, Basjanie, odniosłeś nagrodę;/
Z piękną małżonką daj ci Boże radość!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BASJANUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A tobie z twoją! Nic więcej nie dodam,/
A mniej nie życzę; tym żegnam cię słowem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jeśli Rzym prawa, a ja mam potęgę,/
Ten gwałt zapłacisz drogo z przyjaciółmi.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BASJANUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1415664019027-854935228"/><motyw id="m1415664019027-854935228">Żona, Własność</motyw>Nazywasz gwałtem zabranie własności,/
Mej narzeczonej, a teraz mej żony?/
Niech prawa rzymskie tę rozstrzygną sprawę,/
Tymczasem wziąłem to, co było moje.<end id="e1415664019027-854935228"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W krótkich mnie, panie, dzisiaj zbywasz słowach,/
Lecz i mój przyjdzie czas, byleśmy żyli.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BASJANUS</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Odpowiem, panie, za wszystko, com zrobił,/
Wedle sił moich, choćby kosztem życia./
Dziś moje względem Rzymu powinności/
Jedno mi słowo dodać nalegają./
Ten pan szlachetny, Tytus, na honorze/
I na swej sławie ciężko jest dotknięty;/
Jednak on własną ręką syna zabił/
W gorącej chęci oddania ci córki,/
Gniewem szalony, że śmiał opór stawić/
W szczerości ducha zrobionej ofierze./
Wróć mu więc łaskę twoją, Saturninie,/
Bo w każdym czynie swojego żywota/
Twoim i Rzymu pokazał się ojcem.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Twoich się wstawień nie dopraszam, książę,/
Boś z nimi razem sprawcą mej ohydy./
Niech Rzym i niebo świadkami mi będą,/
Jak szczerzem kochał i czcił Saturnina.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dostojny panie, jeśli kiedykolwiek/
Miała Tamora w oczach twoich łaskę,/
We wszystkich sprawie dozwól mi przemówić:/
Przebacz im wszystkim przez miłość Tamory.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co? Pani, wobec wszystkich być zelżonym/
I podle wszystko przebaczyć bez zemsty?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Uchowaj Boże, abym zapragnęła/
Być kiedy sprawcą twego poniżenia!/
Ale honorem odpowiadam własnym/
Za Andronika Tytusa niewinność;/
Gniew jego świadczy jasno jego boleść<pe><slowo_obce>gniew jego świadczy (...) jego boleść</slowo_obce> --- tzn. jego gniew poświadcza jego boleść; jego gniew świadczy o boleści.</pe>;/
Więc na mą prośbę spojrzyj nań łaskawie,/
Dla czczych przypuszczeń nie trać przyjaciela,/
Szlachetnej duszy nie smuć gniewnym okiem.</strofa>


<didaskalia>cicho do <osoba>Cesarza</osoba></didaskalia>
<strofa>Słuchaj mej rady, daj się ułagodzić,/
Skryj gniew i utaj choć słuszną urazę./
Ledwo zasiadłeś na cesarskim tronie,/
Strzeż się, ażeby lud z patrycjuszami,/
Biorąc w opiekę słuszną jego sprawę,/
Nie chciał cię strącić za grzech niewdzięczności,/
Którą nad wszystkie brzydzi się występki./
Ustąp ich prośbie, a zostaw mi resztę;/
Zagłady wszystkich wynajdę godzinę,/
Ze stronnikami ten ród cały zmiotę./
Srogiego ojca, zdrajców jego synów,/
U których darmo żebrałam o życie/
Drogiego syna, i wszystkich nauczę,/
Jak drogo płaci, kto u nóg swych widzi/
Królowę darmo proszącą o łaskę.</strofa>
<didaskalia>głośno</didaskalia>
<strofa>Dobry cesarzu, podnieś Andronika/
I pokrzep serce uczciwego starca,/
W twojego gniewu burzy więdniejące.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wstań, wstań! Przemogły słowa cesarzowej.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dzięki ci, pani! I tobie, o panie!/
Twe słowa, wzrok twój --- wróciły mi życie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tytusie, jestem teraz Rzymu cząstką./
Przybraną córką rzeczypospolitej,/
A dobre rady są mą powinnością./
W tym dniu, Tytusie, wszelka niechęć kona./
Niech mi to będzie chlubą, żem cię mogła/
Pogodzić, panie, z twymi przyjaciółmi.</strofa>
<didaskalia>do <osoba>Basjana</osoba></didaskalia>
<strofa>Za ciebie, książę, dałam cesarzowi/
Słowo, że będziesz nadal potulniejszy./
Bądźcie bez trwogi, panowie, Lawinio,/
A za mą radą wszyscy na kolanach/
O przebaczenie błagajcie cesarza.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czynię to chętnie, bo niebo nam świadkiem,/
Żeśmy stanęli bez żadnej złej myśli/
W obronie siostry drogiego honoru.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co ja honorem moim tu poświadczam.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Skończmy więc na tym, dość już słów natrętnych.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, nie, musimy rozstać się w przyjaźni./
Trybun o łaskę prosi z synowcami,/
Daj ją, cesarzu; nie przyjmę odmowy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przez wzgląd na ciebie i na twego brata,/
Na przekładania drogiej nam Tamory,/
Przebaczam szpetnej młokosów tych winie./
Wstańcie! Lawinio, choć mnie opuściłaś/
Jak liche chłopię, przyjaciółkęm znalazł,/
Bom na śmierć przysiągł, że od stóp ołtarza/
Bez poślubionej nie odejdę żony./
Jeśli na dworze cesarskim dość miejsca/
Na dwóch małżonek uczciwe przyjęcie,/
Lawinio, bądź mym gościem z przyjaciółmi;/
Tamoro, dzień ten poświęćmy miłości.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jeśli łaskawie raczysz, panie, jutro/
Polować ze mną panterę i łanię,/
Z psami i rogiem przyjdziem na dzień dobry.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Twe zaprosiny przyjmuję z wdzięcznością.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>





<naglowek_akt>AKT DRUGI</naglowek_akt>


<naglowek_scena>SCENA PIERWSZA</naglowek_scena>


<didaskalia>Rzym. Przed pałacem.</didaskalia>

<didaskalia>Wychodzi <osoba>Aaron</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Teraz Tamora do Olimpu szczytów/
Pnie się, bezpieczna od fortuny ciosów,/
Wyżej piorunu grzmotów i błyskawic,/
Bladej zazdrości groźbom niedosięgła./
Jak złote słońce pozdrawia poranek,/
A promieniami morze ozłociwszy,/
Pędzi po niebie w błyszczącym rydwanie,/
Nad gór najwyższych panuje szczytami,/
Tak dziś Tamora./
Jej rozum panem ziemskich jest honorów,/
Cnota drży blada na brwi jej zmarszczenie,/
Uzbrój więc serce i przygotuj myśli,/
By z twą cesarską panią i kochanką/
Do jej wielkości wznieść się, Aaronie./
Długo ją wiodłem, jak mą niewolnicę/
Związaną silnym łańcuchem miłości,/
Twardziej przykutą do ócz Aarona/
Niż Prometeusz do skały Kaukazu./
Precz, niewolnicze myśli i ubranie!/
Będę od złota i od pereł świecił,/
By godnie nowej służyć cesarzowej./
Co? Służyć? Igrać z tą Semiramidą,/
Nimfą, syreną, co Rzym oczaruje/
I będzie świadkiem rozbicia cesarstwa/
Z jego cesarzem. Lecz cóż to za wrzawa?</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wchodzą <osoba>Chiron</osoba> i <osoba>Demetriusz</osoba>, grożąc sobie wzajemnie.</didaskalia>



<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chironie, dowcip twój jeszcze za młody,/
Rozum za tępy, aby chciał się wdzierać/
Tam, gdzie ja kocham, może i kochany.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zawsześ zbyt ufał sobie, Demetriuszu,/
I teraz myślisz, że groźbą mnie strwożysz./
Nie rok różnicy wdzięk mi odejmuje/
Albo nade mną triumf ci zapewnia./
Mogę kochance jak ty służyć wiernie/
I wierną służbą na miłość zarobić;/
Tego w potrzebie szablą ci dowiodę,/
Praw moich broniąc do serca Lawinii.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdzież straż? Te gaszki chcą pokój zamącić.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dzieciuchu, chociaż w chwili nierozwagi/
Matka do boku przypięła ci szpadkę,/
To już przypuszczasz, że grozić ci wolno?/
Każ ten rożenek w pochwie zalutować,/
Zanim się lepiej robić nim poduczysz.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tymczasem, na co z mą małą zręcznością/
Mogę się dzisiaj ważyć, wnet zobaczysz.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Taki zuch z ciebie?
</strofa></kwestia>


<didaskalia>Dobywają mieczy.</didaskalia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co znowu, panowie?</wers_cd>/
Śmiecie tak blisko cesarskiego zamku/
Dobywać szabli do otwartej walki?/
Wiem dobrze powód waszej nienawiści;/
Za skarby świata nie chciałbym, by doszedł/
Tych wiedzy, których dotyczy najwięcej;/
A matka wasza i za więcej nawet/
Tej by niesławy nie chciała doczekać/
Na rzymskim dworze. Przez wstyd, skończcie swary!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, póki w piersiach jego nie utopię/
Mego oręża, w gardło mu nie wtłoczę/
Słów na ohydę moją wyrzeczonych.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jam na to równie jest przygotowany,/
Piorunujący językiem twym tchórzu,/
Ale nie śmiący orężem słów poprzeć.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Na bóstwa Gotów walecznych przysięgam:/
Wszystkich nas zgubi ta zwada dziecinna!/
Skończcie! Nie wiecież<pe><slowo_obce>nie wiecież</slowo_obce> --- konstrukcja z partykułą -że, skróconą do -ż; znaczenie: czy nie wiecie.</pe>, jak jest niebezpiecznie/
Na prawa księcia zuchwale się ważyć?/
Co? Czy Lawinia taką rozpustnicą,/
A tak wyrodnym stał się Basyjanus,/
Że o jej miłość bój możecie zwodzić/
Bez sprawiedliwej pomsty za zuchwalstwo?/
Panicze, baczność! Gdyby cesarzowa/
Tego zatargu usłyszała powód,/
Pieśń by ta do jej nie przypadła serca.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mniejsza! Niech ona, niech świat ją usłyszy,/
Bo ja Lawinię kocham nad świat cały.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zstąp niżej w twoim wyborze, młokosie,/
Ona starszego brata jest nadzieją.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co za szaleństwo! Nie wiecież, jak wściekły/
W wybuchu gniewu swojego Rzymianin,/
Jak znieść rywala niezdolny w miłości?/
Powtarzam, tylko grób sobie kopiecie/
Waszą niesnaską.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wierzaj, Aaronie,</wers_cd>/
<begin id="b1415665007729-3937804614"/><motyw id="m1415665007729-3937804614">Kobieta, Mężczyzna, Kochanek</motyw>Na tysiąc śmierci polecę szczęśliwy,/
Byle ją posiąść.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jak? Byle ją posiąść?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czemu cię dziwią tak moje nadzieje?/
Wszak to kobieta, wolne zalecanki;/
Wszak to kobieta, więc ją można zyskać;/
Wszak to Lawinia, jakże jej nie kochać?/
Ba, więcej wody, niźli młynarz widzi,/
Przez młyn przepływa, i wiemy, jak łatwo/
Ukraść kromeczkę z zaczętego bochna;/
Chociaż Basjanus cesarskim jest bratem,/
I lepsi godło Wulkana<pe><slowo_obce>godło Wulkana</slowo_obce> --- tj. znak zdradzanego męża; Wulkan (w mit. gr. Hefajstos) był mężem bogini miłości, Wenery (w mit. gr. Afrodyty).</pe> nosili.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<kwestia><strofa>Może i tacy jak sam Saturninus.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czemu rozpaczać temu, co się umie/
Słowem, spojrzeniem, szczodrotą zalecać?/
Czy ci się łani nie udało zabić/
I unieść nieraz pod leśnego okiem?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Więc jak się zdaje, to by ci starczyło/
I na podkradku?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Przestałbym i na tym.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Zgadłeś.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Od razu należało wyznać,</wers_cd>/
A wszystko byłbym bez hałasu skończył;/
Także w was mało rozumu, że o to/
Rąbać się chcecie? Czyby was bolało,/
Gdybyście obaj do celu dobiegli?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie mnie, przynajmniej.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ni mnie, bym miał swoje.</wers_cd><end id="e1415665007729-3937804614"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dobrze więc, zgoda! Łączcie się miast swarzyć./
Musimy sztuką i podstępem działać;/
Czego nie możem dokonać, jak chcemy,/
Konieczność zmusza, jak możem, osiągnąć./
Wierzcie mi tylko, że od tej Lawinii/
Lukrecja czystszą nie była matroną./
Tylko nie trzeba w biegu nam omdlewać:/
Pośpiech jest wszystkim, a znalazłem ścieżkę./
Zapowiedziano łowy uroczyste,/
Na które tłumnie zbiegną damy rzymskie;/
Leśne chodniki są długie, szerokie,/
A nie brak kątów dzikich i samotnych,/
Jakby stworzonych na spełnienie zbrodni;/
Tam waszą łanię przywabcie samotrzeć,/
Dopnijcie celu wymową lub gwałtem;/
Inaczej marne są wasze nadzieje./
A teraz nasze plany cesarzowej/
Idźmy wyjawić; dowcip<pe><slowo_obce>dowcip</slowo_obce> (daw.) --- rozum, spryt, inteligencja.</pe> jej piekielny,/
Zemście i czarnym poświęcony gwałtom,/
Broń naszą dobrą swą zaostrzy radą./
Ona was obu przymusi do zgody/
I doprowadzi do szczytu nadziei./
Dwory cesarskie są wieści pałacem,/
Pełnym języków, ócz, uszów ciekawych;/
Lasy są głuche, straszne, bez litości./
Tam, dzielni chłopcy, mówcie i zwyciężcie,/
Skryci przed niebem chuć waszą nasyćcie,/
Karmcie się skarbem Lawinii do syta.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Twa rada, panku, nie grzeszy tchórzostwem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><slowo_obce>Sit fas aut nefas</slowo_obce><pe><slowo_obce>sit fas aut nefas</slowo_obce> (łac.) --- niech to będzie godziwe lub niegodziwe.</pe>, bylem znalazł źródło,/
Które ostudzi serca mego żary,/
<slowo_obce>Per Stygia, per manes vehor</slowo_obce><pe><slowo_obce>per Stygia, per manes vehor</slowo_obce> (łac.) --- przez manowce Stygii mnie prowadzą; przen.: jestem w piekle.</pe>.</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>




<naglowek_scena>SCENA DRUGA</naglowek_scena>


<didaskalia>Las w bliskości Rzymu.</didaskalia>


<didaskalia>Przy odgłosie rogów i szczekaniu psów wchodzą <osoba>Tytus Andronikus</osoba>, <osoba>trzej jego synowie</osoba> i <osoba>Markus</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1415696070048-3959124250"/><motyw id="m1415696070048-3959124250">Polowanie</motyw>Łowy zaczęte; jasny jest poranek,/
Wonne są pola, a zielone lasy;/
Psy rozsforujmy, niechaj dźwięcznym graniem/
Zbudzą cesarza z nadobną małżonką,/
Wywabią księcia, a strzelecką wrzawą/
Rozbudzą wszystkie dworu tego echa./
Synowie, waszą jak mą powinnością/
Pilną być strażą cesarskiej osoby./
<begin id="b1415695931047-2841421936"/><motyw id="m1415695931047-2841421936">Sen, Noc</motyw>Mój sen zmącony groźnym był marzeniem,/
Ale niepokój uciekł z nocy cieniem.<end id="e1415695931047-2841421936"/></strofa>

<didaskalia>Wśród szczekania psów i odgłosu rogów wchodzą <osoba>Saturninus</osoba>, <osoba>Tamora</osoba>, <osoba>Basjanus</osoba>, <osoba>Lawinia</osoba>, <osoba>Chiron</osoba>, <osoba>Demetriusz</osoba> i ich orszak.</didaskalia>

<strofa>
Tysiąc dzień dobry! mojemu monarsze/
I tysiąc tobie, dostojna ma pani./
Głośne strzeleckie przyrzekłem zbudzenie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I dziarsko swego dotrzymałeś słowa;/
Trochę za wcześnie jak dla nowożeńców.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BASJANUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co mówi na to Lawinia?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LAWINIA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Zaprzeczy.</wers_cd>/
Od dwóch już godzin byłam rozbudzoną.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niech więc zajadą wozy, przyjdą konie/
I dalej w pole! Teraz, piękna pani,/
Zobaczysz nasze rzymskie polowanie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Psy moje ruszą najdzikszą panterę/
I przez najstromsze pogonią urwiska.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mój koń chyżemu zrówna jeleniowi/
I jak jaskółka poleci przez pola.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Chirona</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Bez psów i koni nasze polowanie;/
Ułowim przecie najpiękniejszą łanię.<end id="e1415696070048-3959124250"/></strofa></kwestia>



<didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>





<naglowek_scena>SCENA TRZECIA</naglowek_scena>


<didaskalia>Odludna część lasu.</didaskalia>


<didaskalia>Wchodzi <osoba>Aaron</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mądry by myślał, że straciłem rozum,/
Gdy pod tym drzewem tyle złota grzebię,/
Które już nigdy do mych rąk nie wróci./
Niech jednak o mnie tak licho nie myśli;/
Ukuję bowiem z tego złota fortel,/
Który przezorną kierowany myślą/
Stworzy prawdziwe zbrodni arcydzieło./
Czekaj tu, złoto, na tych, co śmierć dłużną/
Znajdą z cesarskiej skarbnicy jałmużną.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wchodzi <osoba>Tamora</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czemuś tak smutny, drogi Aaronie,/
Gdy ziemia cała jaśnieje weselem?/
Szczęśliwe ptaki świergocą w gęstwinie,/
Na słońcu wąż się w kłąb zwinął z radością,/
Zielone listki wiatr wonny kołysze/
I cętkowany cień na ziemię rzuca;/
W tym cieniu siądźmy, słodki Aaronie./
I gdy psom wtórzy echo gadatliwe,/
I szorstkim rogów dźwiękom odpowiada,/
Jakby podwójne wrzało polowanie,/
Słuchajmy dzikiej myśliwców muzyki,/
A po utarczce, jaką stoczył niegdyś/
Błędny Eneasz z kartagińską panią,/
Gdy ich szczęśliwa burza zaskoczyła,/
A niema grota swym owiła cieniem,/
Wzajemnym ramion ściśnieni łańcuchem,/
Zamknijmy oczy pod snu złotym skrzydłem,/
Gdy psów i rogów, i ptactwa melodia/
Będzie nam jakby mamki słodką pieśnią,/
Do snu niemowlę swoje kołyszącą.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pani, jeżeli Wenus teraz włada/
Twymi myślami, mymi rządzi Saturn./
Co wzrok mój znaczy dziki, nieruchomy,/
Moje milczenie i twarzy pochmurność?/
Czemu wełnistej głowy mojej runa/
Każdy się włosek rozwija jak żmija,/
Gdy ma łup zębem jadowitym chwycić?/
O, nie miłosnych myśli są to znaki;/
Zemsta w mym sercu, śmierć w mojej jest dłoni,/
A krew w mej głowie kuje zemsty oręż./
Słuchaj, Tamoro, pani mojej duszy,/
Dla której niebem twoje towarzystwo,/
To dzień ostatni jest życia Basjana;/
Język dziś straci jego Filomela<pe><slowo_obce>Filomela</slowo_obce> (mit. gr.) --- kobieta uwiedziona przez Tereusa, męża swej siostry Prokne, który następnie uciął jej język, by rzecz nie wyszła na jaw; Filomela utkała jednak peplos (płaszcz), na którym zapisała, co się stało, i przesyłając tkaninę w darze, dała znać siostrze o wszystkim; następnie wspólnie zabiły następnie syna Tereusa, Itysa, i podały ojcu jego ciało w potrawce; bogowie uratowali siostry przed zemstą Tereusa, zmieniając je w ptaki: w wersji z <tytul_dziela>Metamorfoz</tytul_dziela> Owidiusza Filomela stała się słowikiem, Prokne jaskółką, a Tereusz dudkiem; historia Lawinii w <tytul_dziela>Tytusie Andronikusie</tytul_dziela> stanowi przetworzenie mitu o Flomeli.</pe>,/
Czystość jej twoi zrabują synowie,/
Swe ręce we krwi omyją Basjana./
Weź list ten, proszę, a w cesarza ręce/
Fatalny zwitek oddaj bez spóźnienia./
Nie pytaj więcej, widzę, że nadchodzi/
Upragnionego część naszego łupu,/
Której o bliskiej śmierci się nie marzy.</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wchodzą <osoba>Basjanus</osoba> i <osoba>Lawinia</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Słodki Murzynie, słodszy mi nad życie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Skończ, bo Basjanus przybliża się do nas./
Szukaj z nim zwady; twych przywołam synów,/
By ją poparli jakkolwiek poczętą.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>BASJANUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Kogoż ja widzę? Rzymska cesarzowa/
Bez straży swojej świetnego orszaku?/
Czy to Dyjana owita jej szatą/
Swe poświęcone opuściła gaje,/
By się w tych lasach przyjrzeć polowaniu?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tajnych przechadzek mych szpiegu zuchwały,/
Gdybym potęgę Dyjany posiadła,/
Skroń by się twoja nastrzępiła rogiem,/
A twe ogary rozszarpały wściekle,/
Jak Akteona przemienione członki,/
Wstrętny prostaku.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LAWINIA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wiem, dostojna pani,</wers_cd>/
Że dar masz wielki ludziom dawać rogi,/
I ta samotna z Murzynem przechadzka/
Jest pewno nową sztuki twojej próbą./
Niech od psów strzeże dziś Bóg twego męża,/
Żeby nie chciały wziąć go za jelenia.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BASJANUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1415703166042-2648174065"/><motyw id="m1415703166042-2648174065">Rasizm</motyw>Wierzaj mi, pani, czarny twój towarzysz/
Barwę swą daje twemu honorowi,/
Znaczoną cętkiem wzgardliwej brzydoty./
Czyżbyś, daleko od twego orszaku,/
Twego śnieżnego odbiegła rumaka/
Pod strażą tylko dzikiego Murzyna,/
Gdyby cię szpetna nie pędziła żądza?<end id="e1415703166042-2648174065"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LAWINIA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A podchwycona nagle w swej zabawie,/
Nie bez powodu mojego małżonka/
Wstrętnym nazywasz. Oddalmy się, proszę,/
Z kruczej ją barwy zostawmy kochankiem:/
Trudno dolinę znaleźć przyjaźniejszą.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>BASJANUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Cesarz, a brat mój, o wszystkim się dowie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LAWINIA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dawno już popadł na ludzkie języki;/
Cesarz tak dobry, tak ciężko skrzywdzony!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I jaż to wszystko cierpliwie mam znosić?</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wchodzą <osoba>Chiron</osoba> i <osoba>Demetriusz</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dostojna pani, a łaskawa matko,/
Co znaczy bladość twojego oblicza?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Alboż bladości tej nie mam powodów?/
Ta para w to mnie przywabiła miejsce,/
Kąt, jak widzicie, samotny i dziki,/
Gdzie drzewa nagie są i karłowate,/
Mchem i zjadliwą trawione jemiołą;/
Tu nigdy jasne nie zagląda słońce;/
Tu nie oddycha żaden twór żyjący/
Prócz złowróżbnego kruka lub puszczyka./
Gdy mi tę straszną pokazali jamę,/
Opowiadali, jak w głuchej północy/
Tysiąc szatanów i wężów syczących,/
Wydętych ropuch i jeżów kolczastych/
Takim dolinę napełniają wrzaskiem,/
Że byle chwilę śmiertelnik go słyszał,/
Lub rozum traci, albo nagle kona./
Gdy swą piekielną zakończyli powieść,/
Dodali zaraz, że ich było myślą/
Tu do czarnego przywiązać mnie cisu/
I tej okrutnej śmierci mnie zostawić./
Cudzołożnicą nazwali mnie potem,/
Rozpustną Gotką i wszystkim, co może/
Najsprośniejszego ludzkie słyszeć ucho./
Gdyby nie wasze cudowne przybycie,/
Już by swą na mnie nasycili wściekłość;/
Bądźcie więc matki waszej mścicielami/
Lub się przestańcie moimi zwać dziećmi.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Oto jest świadek, żem twoim jest synem.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Uderza <osoba>Basjanusa</osoba> sztyletem.</didaskalia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A to cios, siły mej dowód skuteczny.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Uderza sztyletem <osoba>Basjanusa</osoba>, który umiera.</didaskalia>



<naglowek_osoba>LAWINIA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Teraz ty przystąp, o Semiramido!/
Lecz nie: Tamoro! Twej srogiej naturze/
Żadne nazwisko lepiej nie przystoi.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Daj mi twój sztylet; ujrzycie, me dzieci,/
Jak matki ręka pomści krzywdę matki.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Poczekaj, jej tu należy się więcej./
Wprzód wymłóć zboże, a potem spal słomę./
Ta się pieszczotka swą puszy czystością/
I wiarą ślubnym przysięgom niezłomną,/
I z tym przykładem śmie ci czoło stawiać;/
Maż<pe><slowo_obce>maż</slowo_obce> --- konstrukcja z partykułą -że, skróconą do -ż; znaczenie: czy ma, czyż ma.</pe> je do grobu zabrać także z sobą?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To ja bym wolał zostać wprzód rzezańcem./
Do jakiej groty powleczemy męża,/
Niech nam trup jego za poduszkę służy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A kiedy z ula miód już podbierzecie,/
Rozdepczcie osę, by nas nie ukłuła.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O bezpieczeństwie naszym nie zapomnim./
No, pieścidełko, teraz się nam uda/
Wziąć szturmem twoją warowną uczciwość.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LAWINIA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tamoro! nosisz niewiasty oblicze...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie chcę jej słuchać; precz z nią, precz z mych oczu!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LAWINIA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wstawcie się za mną! Jedno tylko słowo.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Słuchaj jej, pani, niech twą będzie chwałą,/
Że choć widziałaś łzy jej, twoje serce/
Było jak krzemień pod kroplami deszczu.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LAWINIA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Odkąd szczenięta tygrysie zaczęły/
Matki swe uczyć? Nie ucz jej wściekłości,/
Od niejś ją dostał; mleko, które ssałeś,/
W twoich się żyłach na marmur zmieniło,/
I już przy piersi tchnąłeś okrucieństwem<pe><slowo_obce>już przy piersi tchnąłeś okrucieństwem</slowo_obce> --- w późn. wyd. popr. tłumaczenie: ,,już z jej piersi ssałeś okrucieństwo".</pe>.</strofa>

<didaskalia>do <osoba>Chirona</osoba></didaskalia>
<strofa>Nie wszystkie dzieci podobne są matkom;/
Błagaj, niech litość pokaże niewieścią.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czy chcesz, bym sam się ogłosił bękartem?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LAWINIA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Prawda, skowronków kruk nie wysiadywa,/
Słyszałam przecie --- bodaj dziś tak było! ---/
Że lew, litością tknięty, bez oporu/
Z królewskiej łapy obciąć dał pazury;/
Kruk, mówią, karmi opuszczone dziecko,/
Własne pisklęta zagładzając w gnieździe;/
Nie żądam tyle dobroci od ciebie,/
Błagam cię tylko o trochę litości!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wiedźcie ją! Słów jej nie pojmuję wcale.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LAWINIA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To je wyjaśnię. Pomyśl o mym ojcu,/
Choć cię mógł zabić, darował ci życie;/
Zmiękcz twarde serce, otwórz głuche uszy!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Choćbyś mnie sama nigdy nie skrzywdziła,/
Przez pamięć ojca będę bez litości./
Pomnijcie, dzieci, płakałam daremno,/
By uratować syna od ofiary;/
Lecz nieugięty, krwawy był Andronik./
Precz, precz z nią! Rządźcie nią po waszej woli;/
Tym wdzięczniej dla mnie, im dla niej boleśniej.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LAWINIA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bądź dla mnie dobrą królową, Tamoro!/
I tu twą własną zamorduj mnie ręką!/
Bo nie o życie tak długo cię błagam:/
Mój duch uleciał już z Basjana duszą.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czego więc żądasz? Odczep się, szalona!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LAWINIA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Śmierci niezwłocznej, a do tego łaski,/
Której wymówić niewieści wstyd broni:/
Broń mnie od gorszej niż śmierć ich swawoli!/
W jaką mnie straszną rzuć jamę, gdzie nigdy/
Zwłok moich ludzkie nie dojrzą źrenice./
Zrób to! Litośną bądź dla mnie zbójczynią!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mam okraść synów z należnej im płacy?/
Nie, niech na tobie swoją chuć nasycą.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dość straciliśmy czasu, idźmy teraz.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LAWINIA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nic w tej kobiecie nie ma niewieściego!/
Szpetna potworo, naszej płci ohydo,/
Niech Bóg...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dość tego; czas zamknąć jej usta.</strofa>
<didaskalia>Knebluje usta <osoba>Lawinii</osoba>.</didaskalia>
<strofa>Ty weź jej męża; to właśnie jest jama,/
W którą Aaron złożyć go polecił.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Rzucają trupa w jaskinię.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Żegnam was, tylko polecam ostrożność.</strofa>
<didaskalia><osoba>Demetriusz</osoba> i <osoba>Chiron</osoba> wychodzą, uprowadzając <osoba>Lawinię</osoba>.</didaskalia>
<strofa>Radość do serca mojego nie zajrzy,/
Póki ostatni nie zginie Andronik./
Powracam teraz do mego kochanka,/
Gdy synów bawi mych ta imościanka.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>




<naglowek_scena>SCENA CZWARTA</naglowek_scena>


<didaskalia>Las.</didaskalia>


<didaskalia>Wchodzą <osoba>Aaron</osoba>, <osoba>Kwintus</osoba> i <osoba>Marcjusz</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dalej, panowie, śmiało, lecz ostrożnie,/
Już dobiegamy obrzydliwej jamy,/
W której panterę śpiącą wytropiłem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KWINTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie wiem dlaczego, lecz mi się ćmi w oczach.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I ja bym wolał, gdybym się nie wstydził,/
Dobrą godzinę snu za polowanie.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wpada w jamę.</didaskalia>


<naglowek_osoba>KWINTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zapadłeś? Cóż to za jama subtelna<pe><slowo_obce>subtelny</slowo_obce> --- tu: wymyślny; wykonany według wyrafinowanego (przemyślnego) planu.</pe>?/
Otwór jej siecią jeżyn zasłoniony,/
Na których liściu świecą krwi kropelki,/
Jakby na kwiatach krople rannej rosy./
Straszne to miejsce, ale powiedz, bracie,/
Czyś się nie ranił, padając znienacka?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Widok mnie, bracie, ranił najstraszniejszy,/
Co kiedykolwiek przez wzrok serca dosiągł.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<kwestia><strofa>Cesarza teraz przywołam co prędzej;/
Ich tu obecność zbudzi podejrzenie,/
Że oni brata jego mordercami.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>MARCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czemu pomocnej nie dajesz mi ręki,/
By mnie z przeklętej jamy tej wydobyć?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KWINTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jakaś mnie trwoga trzyma niepojęta,/
Po drżących członkach zimny pot mi ciecze,/
A serce grozy więcej podejrzewa,/
Niż widzi oko.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Twój duch jest proroczy.</wers_cd>/
Spójrz z Aaronem na dno tej jaskini,/
A ujrzysz śmierci i krwi widowisko.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KWINTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Aaron odszedł; serce me wzruszone/
Broni mym oczom poglądać na sprawy,/
O których myśl już dreszczem mnie przejmuje./
Co się to znaczy? Raz pierwszy w mym życiu/
Jak dziecko boję się, nie wiedząc czego.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W ciemnej, przeklętej, krwią zbroczonej jamie/
Leży bezkształtne ciało Basyjana,/
Niby jagnięcia zabitego resztki.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KWINTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak rysy jego w ciemnościach poznałeś?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Na krwawym jego palcu drogi klejnot/
Swym ogniem całą rozjaśnia jaskinię/
I jak pochodnia w grobowcu płonąca/
Świeci nad bladą umarłego twarzą/
I zdradza hydne jamy tajemnice./
Tak blady księżyc nad Piramem świecił,/
Kiedy w dziewiczej krwi skąpany leżał./
Pomóż mi, bracie, chociaż słabą ręką,/
Jeśli cię trwoga jak mnie nie zdrętwiła,/
Z tej się żarłocznej wydobyć kotliny,/
Jak mgliste brzegi Kocytu<pe><slowo_obce>Kocyt</slowo_obce> (mit. gr.) --- jedna z rzek w Hadesie, krainie zmarłych.</pe> obrzydłej.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KWINTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Podaj mi rękę, bym ci zdołał pomóc,/
Lub, jeśli moje nie wystarczą siły,/
Bym zapadł z tobą w rozdziawioną paszczę/
Głębokiej jamy, grobu Basyjana./
Sił nie mam dosyć, by cię na brzeg wciągnąć.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ni ja wydrapać się bez twej pomocy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KWINTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Daj znowu rękę; nie puszczę jej teraz,/
Póki ty w górze lub ja tam nie będę,/
Nie możesz do mnie, ja pójdę do ciebie.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Zapada. Wchodzą <osoba>Saturninus</osoba> i <osoba>Aaron</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Za mną! Zobaczę, co to za jaskinia/
I co za człowiek rzucił się w nią teraz./
Powiedz, kto jesteś, co przed krótką chwilą/
W otwartej ziemi skoczyłeś czeluście?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Syn nieszczęśliwy starego Tytusa,/
Który w fatalnej przyszedł tu godzinie,/
By twego brata martwe znaleźć ciało.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mojego brata ciało? Ty żartujesz./
Brat mój z swą żoną jest teraz w altanie/
Na lasu tego północnej krawędzi,/
Gdziem go zostawił, ledwo jest godzina.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie wiemy, gdzieś go zostawił żyjącym,/
Lecz myśmy tutaj go zmarłym znaleźli.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wchodzą <osoba>Tamora</osoba>, <osoba>Tytus Andronikus</osoba> i <osoba>Lucjusz</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Gdzie cesarz, pan mój?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tu, w czarnej boleści.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Gdzie brat twój?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Teraz dosięgłaś dna rany:</wers_cd>/
Tam biedny brat mój zabity spoczywa.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach! Więc za późno list fatalny niosę,/
Plan tej tragedii, zdziwiona, że może/
Ludzkie oblicze tyle okrucieństwa/
Osłonić płaszczem słodkiego uśmiechu.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Oddaje <osoba>Saturninowi</osoba> list.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<didaskalia>czyta</didaskalia>
<kwestia><strofa>,,Jeśli go w dobry czas nie napotkamy,/
O Basjanusie mówim, drogi strzelcze,/
Kop dlań mogiłę --- myśl naszą rozumiesz./
A twej zapłaty między pokrzywami/
U stóp bzu szukaj, którego gałęzie/
Właśnie jaskini zasłaniają otwór,/
W którą go rzucić naszym jest zamiarem./
Zrób tak, a wieczną kupisz naszą przyjaźń"./
Czy podobnego słyszano co kiedy?/
To jest ta jama, to bzowe jest drzewo;/
Szukajcie, czy się nie kryje gdzie strzelec,/
Co miał tu brata mego zamordować.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Łaskawy panie, oto złota worek.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Tytusa</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Z twej rasy krwawej krwawe dwa szczenięta/
Tu mego brata biednego zagryzły./
Prowadźcie z jamy tej ich do więzienia,/
Niech tam czekają, nim dla nich wymyślę/
Męczarnie dotąd jeszcze niesłychane.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co? W tej są jamie? O, dziwy; jak prędko/
W cudowny sposób odkryte morderstwo!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Panie, na słabych błagam cię kolanach,/
Ze łzą niełatwo z mych źrenic płynącą,/
Aby ta zbrodnia mych przeklętych synów,/
Przeklętych, jeśli znajdą się dowody...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dowody! Toż jest sprawa jak dzień jasna./
Kto list ten znalazł? Ty sama, Tamoro?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Własną go ręką podniósł Andronikus.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Prawda, cesarzu, lecz przyjm mą rękojmię./
Na moich ojców święty grób przysięgam,/
Że na twe pierwsze stawią się wezwanie,/
Na podejrzenia gardłem odpowiedzieć.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Twojej rękojmi nie chcę --- sam idź ze mną./
Zabierzcie trupa i jego morderców./
Wzbrońcie im mówić; zbrodnia jest widoczna./
Gdybym znał karę od śmierci straszniejszą./
Tą karą głowy dotknąłbym występne.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bądź o twych synów bez trwogi, Tytusie,/
Ja przy cesarzu obrońcą ich będę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Idźmy, Lucjuszu, mowy ich nie słuchaj.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>




<naglowek_scena>SCENA PIĄTA</naglowek_scena>


<didaskalia>Las.</didaskalia>


<didaskalia>Wchodzą <osoba>Demetriusz</osoba>, <osoba>Chiron</osoba> i <osoba>Lawinia</osoba>, ręce jej i język ucięte.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Idź i przed światem rozgłoś, jeśli możesz,/
Kto cię tu zhańbił, kto ci język uciął.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Albo przez pismo skargi twe wypowiedz,/
Jeśli kikutem zdołasz pióro schwycić.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Patrz, jak migami jeszcze bazgrać może.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Idź, żądaj wody, białe umyj rączki.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie ma języka, aby wody żądać,/
Ni rączek, by je umyć; więc ją teraz/
Niemej, samotnej zostawmy przechadzce.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Na jej bym miejscu obwiesić się poszedł.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdybyś miał ręce na związanie stryczka.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzą <osoba>Demetriusz</osoba> i <osoba>Chiron</osoba>. Wchodzi <osoba>Markus</osoba>, wracając z polowania.</didaskalia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Kto tam ucieka? Moja synowica?/
Kuzynko, słowo. Gdzie twój jest małżonek?/
Czy marzę? Skarby me za obudzenie!/
Jaż to? Niech jaki skruszy mnie planeta,/
Abym na wieki mógł śmierci snem zasnąć!/
Mów, synowico, jaka dłoń okrutna/
Dwie ciała twego odcięła gałązki,/
W objęciu których rozkosznego cienia/ 
Królowie spocząć chcieli<pe><slowo_obce>Królowie spocząć chcieli (...) miłości</slowo_obce> --- w późn. wyd. tłumaczenie poprawiono: ,,Królowie spocząć chcieli, darmo marząc,/ By choć pół twojej otrzymać miłości.</pe>, a nie mogli/ 
Jak pół twej drogiej otrzymać<pe><slowo_obce>nie mogli jak pół (...) otrzymać</slowo_obce> --- nie mogli otrzymać więcej niż pół.</pe> miłości?/
I czemu do mnie nie mówisz? Niestety!/
Czerwona rzeka twojej krwi gorącej,/
Jak wrzące źródło wiatrem kołysane,/
Wzdyma się w twoich ustach i opada/
Twoim oddechem kołysana wonnym./
Czy jaki nowy zhańbił cię Tereusz/
I język uciął ci dla bezpieczeństwa?/
Ze wstydem twoje odwracasz oblicze!/
A choć krew trzema ucieka strugami,/
Lica się twoje czerwienią jak Tytan,/
Gdy na spotkanie chmury się rumieni./
Mamże za ciebie «tak jest» odpowiedzieć?/
Gdybym twe myśli mógł przeniknąć! Zgadnąć,/
Kto tym nędznikiem, bym go mógł przeklinać!/
Smutek tajony, niby piec zamknięty,/
Na proch przepala serce, co go chowa./
Tylko straciła język Filomela,/
A haftem myśli swe odmalowała;/
Ale dla ciebie droga ta zamknięta!/
Bo twym był zbójcą Tereusz./
On twoje piękne poodcinał palce,/
Co mogły haftem Filomeli sprostać./
Gdyby ten potwór twoje ręce widział/
Na lutni drżące jak liść osiczyny,/
Gdy je z rozkoszą struny całowały,/
Kosztem żywota tknąć by się ich nie śmiał;/
Lub gdyby słyszał niebieską melodię/
Z twego słodkiego płynącą języka,/
Nóż by upuścił, usnął, jak trzygłowy/
Potwór przy stopach trackiego poety./
Lecz idźmy ojca twojego oślepić;/
Ojcowskie oczy ślepi taki widok./
Godzina burzy topi wonne łąki,/
Co z ojca okiem zrobią łez miesiące?/
Nie cofaj kroku! Będziem płakać z tobą;/
Gdybyśmy mogli ulżyć ci żałobą!</strofa></kwestia>




<didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>




<naglowek_akt>AKT TRZECI</naglowek_akt>



<naglowek_scena>SCENA PIERWSZA</naglowek_scena>


<didaskalia>Rzym. Ulica.</didaskalia>



<didaskalia>Wchodzą sędziowie i senatorowie, za nimi <osoba>Marcjusz</osoba> i <osoba>Kwintus</osoba> przechodzą scenę prowadzeni na śmierć, poprzedza ich <osoba>Tytus</osoba> błagając.</didaskalia>



<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Raczcie mnie słuchać, poważni ojcowie,/
Wstrzymajcie wyrok przez litość dla starca,/
Który swą młodość w krwawych spędził wojnach,/
By wam bezpieczny sen w domu zapewnić./
Za krew mą w Rzymu zatargach wylaną,/
Za wszystkie mroźne noce przeczuwane/
I za łzy gorzkie, co dziś napełniają/
Na twarzy mojej stare moje zmarszczki,/
Bądźcie dla synów skazanych litośni!/
Nie tak, jak mówią, dusze ich popsute./
Dwudziestu i dwóch synów śmierć widziałem/
Suchą źrenicą, bom widział ich trupy/
Na szczytnym łożu sławy i honoru.</strofa>
<didaskalia>rzuca się na ziemię, gdy sędziowie przechodzą</didaskalia>
<strofa>Za tych, trybuni, żal serca głęboki/
I łzy mej duszy w prochu wypisuję./
Niech łzy me ziemi ugaszą pragnienie,/
Ich krew rumieńcem powlecze ją wstydu!</strofa>
<didaskalia>Wychodzą senatorowie, trybuni i więźniowie.</didaskalia>
<strofa>Ziemio, bogatszy będzie deszcz dla ciebie,/
Który z tych starych dwóch wycieka źródeł,/
Niż wszystkie kwietnia młodego ulewy;/
Będę cię rosił i wśród lata suszy,/
A w zimie stopię śniegi łzą gorącą;/
Twe łono wieczną wiosną kwitnąć będzie,/
Byleś nie chciała pić krwi synów moich.</strofa>
<didaskalia>Wchodzi <osoba>Lucjusz</osoba> z dobytym orężem.</didaskalia>
<strofa>O dobre starce, poważne trybuny,/
Wyrok na moich synów odwołajcie!/
Bym ja, com nigdy nie płakał, mógł wyznać,/
Że łzy są moje dziś najwymowniejsze.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Szlachetny ojcze, skargi twe daremne;/
Trybuni wyszli, twych błagań nie słyszą;/
Twoje boleści głazom wypowiadasz.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pozwól mi w synów obronie przemawiać./
Trybuni! Jeszcze raz jeden was błagam!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mój ojcze, żaden nie słyszy cię trybun.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Cóż mi to znaczy? Gdyby mnie słyszeli,/
Nic bym nie wskórał; gdyby mnie słyszeli,/
Nie litowaliby się nad mym losem;/
Więc głazom żal mój bezcelny wypowiem;/
Choć mym niezdolne skargom odpowiedzieć,/
Mniej od trybunów będą mi surowe,/
W połowie słów mych mowy mi nie przerwą./
One, gdy płaczę, u stóp mych w pokorze/
Zdają się płakać ze mną, łzy me pijąc;/
Gdybym je ubrał w togę uroczystą,/
Nigdy by lepszych nie miał Rzym trybunów,/
Bo jak wosk miękki jest kamień i czuły:/
Trybunów serce twardsze jest niż kamień;/
Głaz milczy, milcząc krzywdy nie wyrządza:/
Trybunów język głosi wyrok śmierci./
Lecz czemu stoisz z dobytym orężem?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chciałem mych braci od śmierci ratować,/
A w bezowocnych usiłowań pomście/
Jestem na wieczne skazany wygnanie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Szczęśliwy! Jaką dziś świadczą ci łaskę!/
Bo czy nie widzisz, szalony Lucjuszu,/
Że Rzym jest tylko jaskinią tygrysów?/
Za łupem dyszą, a dziś im innego/
Rzym dać nie może prócz mnie i prócz moich./
Lecz z kimże brat mój przybliża się do mnie?</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wchodzą <osoba>Markus</osoba> i <osoba>Lawinia</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Do łez przygotuj szlachetne twe oczy/
Lub od boleści serce twoje pęknie,/
Bo nieskończoną przynoszę ci boleść.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co skończy wszystko? Niech ją więc zobaczę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
To była twoja córka.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czy nią nie jest?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wszechmocny Boże! Widok mnie zabija.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lękliwe chłopię, wstań i spojrzyj na nią!/
Lawinio, powiedz, jaka dłoń przeklęta/
Przed oczy ojca bez rąk cię przysyła?/
Jakiż szaleniec morzom daje wodę,/
Przyrzuca głownię do płonącej Troi?/
Nim przyszłaś, ból mój już dosięgnął szczytu,/
Teraz bez granic jak Nil się rozlewa./
Daj oręż, moje utnę także ręce,/
Bo w Rzymu darmo walczyły obronie./
Tę wykarmiły rozpacz, karmiąc życie;/
Do bezowocnych wznosiłem je błagań/
I do jałowej użyłem ich pracy./
Niech mi ostatnią oddadzą usługę:/
Niech jedna drugą uciąć mi pomoże./
Lawinio, dziękuj Bogom, że rąk nie masz:/
Widzisz, Rzymowi darmo służą ręce.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Kto ci te męki, droga siostro, zadał?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach, ten rozkoszny myśli jej instrument,/
Co je tak dźwięczną szczebiotał wymową,/
Z tej swojej pięknej wyrwany jest klatki,/
Gdzie jak ptak śpiewny słodkie nucił pieśni./
Zachwycające swych słuchaczów uszy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Więc powiedz za nią, kto zbrodni jest sprawcą?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak ją znalazłem po lesie błądzącą,/
Aby się ukryć jak lękliwa sarna/
Nieuleczalną raną zakrwawiona.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To moja sarna, a ten, co ją ranił,/
Dotknął mnie ciosem od śmierci straszniejszym,/
Bo stoję teraz jak żeglarz na skale,/
Co mórz otoczon pustynią bez końca,/
Widzi, jak fala po fali się wzdyma,/
Czeka co chwila, aż bałwan ostatni/
Słoną, łakomą połknie go gardzielą./
Moi synowie na śmierć szli tą drogą,/
Wygnany tułacz tu, syn trzeci, stoi,/
A tam nad moim losem brat płaczący;/
Lecz dla mej duszy boleść nad boleści/
Jest ma Lawinia, droższa mi nad duszę./
Gdybym twój obraz w takim ujrzał stanie,/
Mógłbym oszaleć, cóż więc ze mną będzie,/
Kiedy tak widzę żywe twoje ciało?/
Nie masz rąk, żeby łzy otrzeć gorące,/
Nie masz języka, by mi wypowiedzieć,/
Kto jest męczarni wszystkich twoich sprawcą;/
Mąż twój zabity, a za jego życie/
Już bracia twoi życiem zapłacili./
Spójrz na nią, bracie, spójrz i ty, Lucjuszu;/
Gdym braci wspomniał, świeżych łez kropelki/
Spadły na lica jej, jak miodna rosa/
Na uszczyknięte, prawie zwiędłe lilie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Może dlatego płacze, że jej męża/
Zabili, może, że zna ich niewinność.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jeśli zabili męża twego, ciesz się,/
Surowe prawo śmierć jego pomściło./
Lecz nie, nie oni morderstwa sprawcami,/
Żal siostry świadkiem jest ich niewinności./
Twe drogie usta daj mi pocałować/
Lub pokaż, jak ci ulgę przynieść mogę./
Czy chcesz z twym stryjem, z twym bratem i ojcem/
Usiąść nad brzegiem krynicy, schylona/
Patrzeć na nasze skalane oblicza,/
Jak łąka jeszcze z ostatniej powodzi/
Nieosuszonym obryzgana mułem?/
Czy chcesz tak długo w jej patrzeć zwierciadło,/
Aż kryształowa wód jej przezroczystość/
Słodycz swą straci, naszych łez goryczą?/
Mamyż<pe><slowo_obce>mamyż</slowo_obce> --- konstrukcja z partykułą -że, skróconą do -ż; znaczenie: czy mamy, czyż mamy.</pe> jak twoje ręce uciąć nasze,/
Ugryźć języki i na pantomimach/
Przepędzić resztę dni naszych bolesnych?/
Co mamy począć? My, co mamy język,/
Wymyślmy jakichś nowych cierpień rodzaj,/
Aby pokoleń przyszłych dziwem zostać.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Osusz łzy, ojcze, bo patrz, na ich widok/
Od łkań nieszczęsna zanosi się siostra.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Osusz łzy, bracie, cierpliwość, Lawinio!</strofa></kwestia>


<didaskalia>Ociera łzy <osoba>Tytusa</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Ach, bracie! bracie! Wiem, że twoja chustka/
Łzy z mojej twarzy wypić nie potrafi,/
Boś ją w twych własnych łez umaczał strudze.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Droga Lawinio, lica otrę twoje.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Słuchaj mnie, bracie; rozumiem jej znaki,/
I gdyby język miała, swemu bratu/
To by wyrzekła, co ja ci mówiłem:/
Chustka twa, bracie, twoją łzą wilgotna,/
Nie zdoła lic mych otrzeć bolejących;/
Tak od współczucia dalekie ulżenie,/
Jak od dnia raju piekielne są cienie.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wchodzi <osoba>Aaron</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pan mój przez moje ogłasza ci usta,/
Że jeśli kochasz synów twych, Tytusie,/
Byleś sam albo twój brat lub syn Lucjusz/
Odciętą rękę posłał cesarzowi<pe><slowo_obce>Odciętą rękę posłał cesarzowi</slowo_obce> --- po tym wersie w późn. wyd. uzupełniono tekst, dodając: ,,W zamian ci odda twoich synów żywych".</pe>,/
Ta ręka zbrodni ich będzie okupem.</strofa></kwestia>




<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O drogi pośle! Łaskawy cesarzu!/
Kiedyż kruk śpiewał jak słodki skowronek,/
Bliski wschód słońca zapowiadający?/
Z całego serca rękę moją poślę;/
Czy chcesz mi w pomoc przyjść, mój Aaronie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wstrzymaj się, ojcze! Twoja dłoń szlachetna,/
Co nieprzyjaciół tylu powaliła,/
Nie spadnie dzisiaj; i moja wystarczy;/
Więcej krwi wylać może moja młodość,/
Moja też ręka braci uratuje.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Któraż z rąk waszych nie broniła Rzymu,/
Krwawego wojny nie wzniosła topora,/
Pisząc zagładę na wrogów puklerzach?/
Kosztowne obie, obie są nam drogie./
Lecz moja ręka, ciągle próżnująca,/
Niech dziś okupi śmierć moich synowców:/
Przynajmniej koniec jej niech będzie godny.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zgódźcie się tylko, kto ma rękę posłać,/
Aby godzina łaski nie minęła.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Więc ja.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie, nigdy, dopóki ja żyję.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Próżne zatargi; zioła, jak to, zwiędłe/
Łaską jest wyrwać; więc ja poślę rękę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jeśli chcesz, by mnie twym synem świat uznał,/
Pozwól mi, ojcze, braci mych okupić.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przez pamięć ojca, a przez miłość matki,/
Pozwól mi dowieść mej bratniej miłości.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Więc ustępuję, wy zgódźcie się tylko.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Przyniosę topór.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Lecz dla mnie on będzie.</wers_cd></strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzą <osoba>Lucjusz</osoba> i <osoba>Markus</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Oszukam obu; pożycz mi swej ręki,/
Mój Aaronie, a ja dam ci moją.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<kwestia><strofa>Jeżeli to się zwać ma oszukaństwem,/
Będę uczciwym i jak długo żyję,/
Nie chcę na wzór ten ludzi oszukiwać./
Ale ja w inny oszukam cię sposób,/
Jak mi to przyznasz sam przed pół godziną<pe><slowo_obce>przed pół godziną</slowo_obce> --- tu: zanim upłynie pół godziny.</pe>.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Odcina rękę <osoba>Tytusowi</osoba>. Wchodzą <osoba>Lucjusz</osoba> i <osoba>Markus</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zakończcie spór wasz; wszystko się spełniło./
Ty moją rękę oddaj cesarzowi,/
Mów, żem nią tysiąc odbił niebezpieczeństw/
Od jego głowy: niechaj ją pogrzebie;/
Choć zasłużyła na więcej, niech raczy/
Choć to jej przyznać. W moich synach widzę/
Dwa małym kosztem nabyte klejnoty,/
A jednak drogie, bom swoje odkupił.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Idę, Tytusie, a za twoją rękę/
Za chwilę twoich dwóch powitasz synów.</strofa>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<strofa>To jest ich głowy. Jakże to łotrostwo/
Tuczy mnie samą nawet o nim myślą!/
Niech innym cnoty smakują słodycze,/
Ja chcę mieć duszę czarną jak oblicze.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tę rękę, niebo, podnoszę do ciebie,/
Ku ziemi chylę słabe te ruiny,/
I jeśli jakie bóstwo się lituje/
Nad łzą niedoli, wznoszę głos do niego.</strofa>
<didaskalia>do <osoba>Lawinii</osoba></didaskalia>
<strofa>Co, drogie serce, chcesz uklęknąć ze mną?/
Więc klęknij, niebo naszych próśb wysłucha/
Lub westchnieniami zasępimy błękit/
I kirem słońce powleczem jak chmury,/
Gdy je wilgotnym otulają łonem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mów o tym, czego człowiek dopiąć może,/
A w tę rozpaczy nie rzucaj się przepaść.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Żal mój bezdenny nie jestże przepaścią?/
Niechże i rozpacz ma bezdenną będzie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ale rozumem, bracie, rządź twe skargi.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdyby niedolą taką rozum rządził/
I ja bym boleść mógł w granicach zamknąć./
Gdy niebo płacze, czy nie ma wylewów?/
Gdy ryczą wiatry, nie szaleje morze,/
Nie grozi niebu wzdętych fal gardzielą?/
A ty mą rozpacz chcesz rozumem rządzić?/
Ja morzem jestem. Słyszysz jej westchnienia?/
Ona płaczącym niebem jest, ja ziemią,/
Jej westchnieniami muszę wzdąć me morze,/
Zatonąć muszą wszystkie moje ziemie/
W potopie gorzkich łez jej nieustannym./
Nie mogą skryć jej cierpień me wnętrzności,/
Ale jak pijak muszę je wyrzucić./
Daj mi więc wolność; bo przegrywającym/
Wolno gniewowi w gorzkich ulżyć słowach.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wchodzi <osoba>Posłaniec</osoba> z dwiema głowami i ręką.</didaskalia>


<naglowek_osoba>POSŁANIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Źleś zapłacony, dostojny Tytusie,/
Za cesarzowi posłaną dłoń dobrą,/
Oto są głowy dwóch szlachetnych synów,/
Oto twa ręka z wzgardą odesłana;/
Z łez się twych śmieją, z męstwa twego szydzą./
Widok twych smutków jest mi boleśniejszy/
Niż pamięć śmierci mojego rodzica.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niech teraz Etna ostygnie w Sycylii,/
Serce me piekłem będzie gorejącym:/
Znieść tyle nieszczęść nad siły człowieka./
Płakać z płaczącym jest ulgą boleści;/
Wyśmiana boleść śmiercią jest podwójną.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Możeż<pe><slowo_obce>możeż</slowo_obce> --- konstrukcja z partykułą -że, skróconą do -ż; znaczenie: czy może.</pe> ten widok tak głęboko ranić,/
A jednak życie nie zgasnąć obrzydłe?/
Możeż śmierć życiu imię pozostawić,/
Gdy oddech życia jedynym jest skarbem?</strofa>
<didaskalia><osoba>Lawinia</osoba> całuje <osoba>Tytusa</osoba>.</didaskalia>
<strofa>Twój pocałunek nie większą mu ulgą/
Od zmarzłej wody<pe><slowo_obce>nie większą mu ulgą od zmarzłej wody</slowo_obce> --- nie większą jest mu ulgą niż zmarzła woda.</pe> głodnemu wężowi.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Kiedyż się straszny ten mój sen zakończy?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Żegnaj, pochlebstwo! Konaj, Androniku!/
To nie marzenie; patrz na synów głowy,/
Twą dłoń waleczną, kalectwo twej córki;/
Patrz na wygnańca, z którego oblicza/
Straszny ten widok krew całą wygonił;/
Patrz na mnie, brata, co stoi przed tobą/
Zdrętwiały, zimny jak posąg z kamienia./
Już twej boleści sprzeciwiać się nie chcę:/
Rwij włos twój srebrny, pozostałą rękę/
Rozdzieraj zębem, niechaj na ten widok/
Oczy się moje zamkną nieszczęśliwe!/
To czas na burze; czemuś tak spokojny?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Cha, cha, cha!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jak to? Śmiejesz się, Tytusie?</wers_cd>/
Nie czas to śmiechu.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Łez już nie mam więcej.</wers_cd>/
Boleść prócz tego jest nieprzyjacielem,/
Co by chciał podbić wilgotne me oczy,/
Łzą hołdowniczą chciałby je oślepić,/
Aby nie mogły znaleźć grobu zemsty,/
A dwie te głowy wołać mi się zdają/
Wiecznym przekleństwem, zdają mi się grozić,/
Jeżeli wszystkich krzywd tych i tych zbrodni/
Nie odwetuję na zbrodniczych gardłach./
Obliczmy teraz nasze powinności;/
Wy, nieszczęśliwi, otoczcie mnie kołem,/
Niech do każdego zwrócę się koleją,/
Krzywd waszych pomstę duszy mej przysięgnę./
Ślub dokonany! Bracie, weź tę głowę,/
A ja tę drugą w ręce mej poniosę,/
I ty, Lawinio, miej w orszaku udział,/
Tę rękę moją w swoich ponieś zębach./
Ty zaś, mój synu, wygnany tułaczu,/
Nie możesz zostać, uciekaj z mych oczu!/
Śpiesz się do Gotów, rób zaciągi zbrojne, /
Jeśli mnie kochasz tak szczerze, jak myślę;/
Twym pocałunkiem pozdrów mnie ostatnim/
I leć, bo długa czeka na nas praca.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzą <osoba>Tytus</osoba>, <osoba>Markus</osoba> i <osoba>Lawinia</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bądź zdrów, Tytusie, szlachetny mój ojcze!/
Nieszczęśliwszego nie znał Rzym od ciebie./
Żegnam cię, dumny Rzymie, do powrotu,/
Droższy nad życie zostawiam ci zakład./
Szlachetna siostro, żegnam cię, Lawinio!/
Czemuż nie jesteś, czym niedawno byłaś,/
Lecz teraz Lucjusz, Lawinia nie żyją,/
Tylko w boleściach, tylko w zapomnieniu./
Lecz Lucjusz pomsty krzywd waszych dożyje,/
A dumny cesarz z swoją cesarzową/
Żebrać u miasta będą bram, jak niegdyś/
Pyszny Tarkwiniusz ze swoją królową./
Do Gotów teraz, by na Gotów czele/
Mścić się na Rzymie i na Saturninie!</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>





<naglowek_scena>SCENA DRUGA</naglowek_scena>


<didaskalia>Pokój w domu <osoba>Tytusa</osoba>. Zastawiony bankiet.</didaskalia>


<didaskalia>Wchodzą <osoba>Tytus</osoba>, <osoba>Markus</osoba>, <osoba>Lawinia</osoba> i <osoba>Młody Lucjusz</osoba>, synek <osoba>Lucjusza</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, tak, siadajcie; niech każdy pożywa/
Tylko, co trzeba, by zachować siły,/
Co mają pomścić gorzkie te cierpienia./
Rozwiąż smutkami zwity węzeł, bracie,/
Ja z synowicą twą biedną nie mamy/
Rąk, by wyrazić tysiączne boleści/
Ich załamaniem. Ta biedna prawica/
Na mojej piersi została tyranem,/
Bo gdy me serce, szalone cierpieniem,/
Bije w więzieniu pustym mego ciała,/
Tak je hamuję.</strofa>
<didaskalia>uderza się w piersi; do <osoba>Lawinii</osoba></didaskalia>
<strofa><wers_cd>Ale ty, obrazie</wers_cd>/
Wszystkich boleści, co tylko znakami/
Przemawiasz do nas o twoich uczuciach,/
Gdy serce twoje z gwałtownością bije,/
Rąk uderzeniem koić go nie możesz;/
Rań je westchnieniem, a zabij łkaniami/
Albo zębami uchwyć jaki nożyk/
I blisko serca małą wykraj jamę./
W którą by wszystkie biedne łzy twych oczu/
Mogły się zlewać, i w tym słonym morzu/
Lamentujące utop to głupiątko.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Wstydź się, mój bracie, własne uczysz dziecko,/
jak dłoń gwałtowną wznieść na swoje życie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I tobież boleść rozum zamąciła?/
Ja tylko jeden szaleć tu mam prawo./
Jakąż dłoń ona wznieść może gwałtowną?/
Czemu wyrazem myśl o rękach budzisz?/
Chcesz, by Eneasz powtórzył znów powieść/
O Troi ogniu i o swej niedoli?/
O, nie mów, nie mów o rękach nam więcej,/
Bo nam przypomnisz, że my rąk nie mamy./
Co ja szalony mówię! Mogliżbyśmy/
Zapomnieć kiedy, że już rąk nie mamy,/
Gdyby z ust brata wyraz «ręka» nie spadł?/
Ale siadajmy; jedz to, droga córko./
Nie ma napitku! Czy słyszysz, co mówi?/
Mogę tłumaczyć jej znaki męczeńskie:/
Mówi, że tylko swe łzy pije własne/
Na swoich licach smutkami warzone./
Myśli twe zbadam, niema skarżycielko,/
I w twych milczących będę biegły znakach/
Jak pustelnicy w swych świętych modlitwach./
Nie westchniesz, w górę nie wzniesiesz ramienia/
Nie mrugniesz okiem, głowy nie pochylisz,/
Nie ugniesz kolan, ażebym z twych znaków/
Nie ukształtował sobie alfabetu,/
Który mi twoje wytłumaczy myśli.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHŁOPIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Daj pokój, dziadziu, twym gorzkim lamentom,/
Jaką powiastką rozwesel stryjenkę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Biedne pacholę, wzruszone litością,/
Płacze nad dziadka swojego strapieniem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Ukój się, chłopcze, z łez jesteś lepiony,/
We łzach twe życie prędko się rozpłynie.
</strofa>
<didaskalia><osoba>Markus</osoba> uderza nożem w talerz.</didaskalia>
<strofa>
<begin id="b1415700684122-3252252884"/><motyw id="m1415700684122-3252252884">Mucha</motyw>Na kogo, bracie, nóż twój wymierzyłeś?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Na to, com zabił, Tytusie, na muchę.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Srogi morderco, serce mi zabijasz!/
Widok tyranii przesycił mi oczy;/
A na niewinnym spełnione zabójstwo/
Bratu Tytusa nie przystoi. Precz stąd!/
W mym towarzystwie nie dla ciebie miejsce.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach, panie, pomyśl, tylkom zabił muchę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A gdy ta mucha ojca ma i matkę?/
Jak spuszczą złote, przeźrocze skrzydełka,/
Brzękiem rozpaczy powietrze napełnią!/
Zabić to biedne, niewinne stworzenie!/
Słodkim brzęczeniem weselić nas przyszło,/
A tyś je zabił!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd><begin id="b1415702865817-1015618783"/><motyw id="m1415702865817-1015618783">Rasizm</motyw>O, przebacz mi, bracie,</wers_cd>/
To było czarne, paskudne muszysko,/
Jak Murzyn pani; dlategom ją zabił.<end id="e1415702865817-1015618783"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O, o! Więc przebacz mi moje wyrzuty,/
Bo miłosierny spełniłeś uczynek./
Daj mi nóż, ja też chcę jej trupa zelżyć,/
Ciesząc się myślą, że to jest sam Murzyn,/
Który tu przyszedł, ażeby mnie otruć./
Masz! To dla ciebie, a to dla Tamory./
Ha! łotrze! Jednak zdaje mi się, bracie,/
Że jeszcze nie tak upadliśmy nisko,/
Abyśmy we dwóch nie zdołali zabić/
Muchy na obraz czarnego Murzyna.<end id="e1415700684122-3252252884"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Biedna, boleścią zamącona głowa/
Na rzeczywistość marne zmienia cienie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ale czas powstać. Lawinio, chodź ze mną,/
W twojej komnacie będę z tobą czytał/
Ze starych czasów żałosne powieści./
Chodź i ty, chłopcze; twoje oczy młode,/
Ty mnie zastąpisz, gdy wzrok mój zagaśnie.</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>





<naglowek_akt>AKT CZWARTY</naglowek_akt>


<naglowek_scena>SCENA PIERWSZA</naglowek_scena>


<didaskalia>Przed domem <osoba>Tytusa</osoba>.</didaskalia>


<didaskalia>Wchodzą <osoba>Tytus</osoba> i <osoba>Markus</osoba>, za nimi <osoba>Młody Lucjusz</osoba>, ścigany przez <osoba>Lawinię</osoba>, ucieka przed nią z książkami pod pachą.</didaskalia>


<naglowek_osoba>CHŁOPIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ratuj, dziaduniu! Bo moja stryjenka,/
Nie wiem dlaczego, wszędzie za mną goni./
Patrz, stryju Marku, jak spiesznie nadbiega./
Droga stryjenko, nie wiem, czego żądasz.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Stań przy mnie, chłopcze, nie bój się stryjenki.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nazbyt cię kocha, by cię chciała skrzywdzić.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHŁOPIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Prawda, kochała mnie dawniej, gdy ojciec/
Jeszcze był w Rzymie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co migi jej znaczą?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie bój się, wnuku, chce ci coś powiedzieć./
Patrz, patrz, jak czule pogląda na ciebie;/
Pragnie zapewne, byś jej towarzyszył./
Nigdy Kornelia z gorętszą miłością/
Swych nie kształciła dzieci, jak Lawinia/
Kształciła ciebie, gdy czytała z tobą/
Słodkich poetów lub Tuliusza mówcę./
Czy nie zgadujesz, czego chce od ciebie?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>CHŁOPIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nic nie zgaduję; zdaje mi się tylko,/
Że się obłąkał stryjenki mej rozum,/
Bo nieraz z dziadka mego ust słyszałem,/
Że zbytek żalu sprowadza szaleństwo;/
Czytałem także, że boleść bez granic/
Zmąciła rozum trojańskiej Hekuby./
To mnie strwożyło, choć wiem, że stryjenka/
Kocha mnie czule, jak kochała matka,/
Nie chce mej krzywdy, chyba w obłąkaniu;/
Dlatego książki z trwogą porzuciłem/
I uciekałem może bez przyczyny./
Daruj mi, pani, wszędzie pójdę z tobą,/
Byle stryj Markus chciał nam towarzyszyć.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Idźmy, Lucjuszu.
</strofa></kwestia>


<didaskalia><osoba>Lawinia</osoba> kikutami przewraca karty książek upuszczonych przez Lucjusza.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Cóż to jest, Lawinio?</wers_cd>/
Czy widzisz, bracie? Szuka jakiejś książki./
Której chcesz? Chłopcze, otwórz je kolejno;/
Lecz twa nauka, drogie moje dziecko,/
Nad treść tych książek; w mej bibliotece/
Wybierzesz sobie dzieła, co potrafią/
Ból twój złagodzić, aż niebo łaskawe/
Odkryje sprawców tej zbrodni piekielnej./
Co to za książka? Dlaczego do góry/
Podnosi razem oba swe ramiona?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Może to znaczy, że więcej niż jeden/
Miał w zbrodni udział, a może do nieba/
Podnosi ręce i o pomstę błaga.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Co to za książkę przerzuca?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHŁOPIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nazona</wers_cd>/
<tytul_dziela>Metamorfozy</tytul_dziela>; dała mi je matka.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Może przez pamięć na drogą umarłą/
Między książkami jedną tę wybrała.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Cicho! Jak spiesznie przewraca stronice! /
Pomóż jej. Czego szukasz? Mamże czytać?/
Ha, to tragiczna powieść Filomeli/
O Tereusza zdradzie i zgwałceniu;/
Gwałt też podobno twych nieszczęść początkiem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Patrz, patrz, jak pilnie przegląda stronice.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Droga Lawinio, czy jak Filomela/
Nagle porwana byłaś, pohańbiona/
W tym wielkim, czarnym, w tym przeklętym lesie?/
Patrz, patrz, to miejsce, gdzieśmy polowali/
(Bodaj tam noga nasza nie stanęła!),/
Skreślił poeta, jakby przez naturę/
Stworzone miejsce na gwałt i morderstwo.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czemu kryjówki takie bogi lepią,/ 
Jeśli tragedie nie są ich rozrywką?
</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Daj mi znak, córko --- to są przyjaciele ---/
Kto śmiał zbrodniczą wznieść na ciebie rękę?/
Czy Saturninus, jak niegdyś Tarkwiniusz,/
Czyste Lukrecji łoże śmiał pokalać?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Siądź, synowico; bracie, usiądź przy mnie./
Febie, Minerwo, Jowiszu, Merkury,/
Przyjdźcie mi w pomoc, by tę zdradę odkryć!/
Zwróćcie tu oczy, bracie i Lawinio.</strofa>
<didaskalia>pisze swoje nazwisko laską, którą kieruje nogą i wargami</didaskalia>
<strofa>Jeżeli możesz, na tablicy z piasku/
Moim pisz wzorem; me skreśliłem imię/
Bez rąk pomocy. Przeklęte to serce,/
Co nas do takich przymusza wybiegów!/
Pisz, synowico, objaw nam na koniec,/
Co Bóg chce odkryć i naszej dać pomście./
Bodaj twym piórem niebo kierowało,/
Byśmy poznali zbrodniarzy i prawdę!</strofa></kwestia>


<didaskalia><osoba>Lawinia</osoba> bierze laskę w usta, a kierując nią kikutem, pisze.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czy czytasz, bracie, co nam nakreśliła?/
,,<slowo_obce>Stuprum</slowo_obce><pe><slowo_obce>stuprum</slowo_obce> (łac.) --- zhańbienie, nierząd; tu: gwałt.</pe>, Chiron, Demetrius."</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co? co? Lubieżni synowie Tamory/
Tej strasznej, krwawej zbrodni są sprawcami?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><slowo_obce>Magni dominator poli,</slowo_obce>/
<slowo_obce>Tam lentus audis scelera? Tam lentus vides</slowo_obce><pe><slowo_obce>Magni dominator (...) tam lentus vides?</slowo_obce> --- władco wielkiego nieba, czy jesteś tak chętny, by słuchać o zbrodniach, by je oglądać? (Seneka, <tytul_dziela>Fedra</tytul_dziela>).</pe>?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Miarkuj się, panie, choć wiem, że jest dosyć/
Słów na tym piasku przez nią wypisanych,/
Aby zbuntować duch najpotulniejszy/
I serce nawet niemowląt oburzyć./
Klęknijmy, bracie, Lawinio i chłopcze,/
Droga nadziejo rzymskiego Hektora,/
I razem świętą zwiążmy się przysięgą ---/
Jak niegdyś Brutus z bolejącym mężem/
I ojcem czystej, zhańbionej Lukrecji ---/
Że będziem pomstą ścigali śmiertelną/
Tych zdrajców Gotów, aż ich krew popłynie/
Albo my sami z tą zginiemy hańbą.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pomścić się! Dobrze, gdybyś miał sposoby;/
Lecz niedźwiedzicy polując szczenięta/
Obudzisz matkę, a gdy raz cię zwietrzy,/
Ona w tak ścisłym jest ze lwem przymierzu,/
Że gdy go swymi pieszczotami uśpi,/
Wszystko, co zechce, zdolna jest wykonać./
Daj temu pokój; młody z ciebie strzelec;/
Mnie rzecz tę zostaw. Na blasze spiżowej/
Stalowym rylcem słowa te wypiszę,/
By nam zostały; gniewny wiatr północny/
Rozwieje piasek jak liście Sybilli,/
A wtedy, chłopcze, gdzie będzie twa lekcja?/
Co mówisz?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>CHŁOPIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Mówię, że gdybym był mężem,</wers_cd>/
Sypialna własnej matki ich komnata/
Dość by bezpiecznym nie była schronieniem/
Tych złych rzymskiego jarzma niewolników.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ha, dzielny chłopcze! I ojciec twój nieraz/
Tak działał w sprawie niewdzięcznego Rzymu.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHŁOPIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bylem żył, pójdę za jego przykładem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A teraz idźmy do mojej zbrojowni,/
Tam cię ustroję; a potem, Lucjuszu,/
W moim imieniu synom cesarzowej/
Poniesiesz dary, które im przeznaczam./
Wszak prawda, mego dopełnisz poselstwa?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHŁOPIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Moim sztyletem w ich piersiach, mój dziadziu.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, chłopcze, inny pokażę ci sposób./
Idźmy, Lawinio; bracie, pilnuj domu,/
A ja z Lucjuszem pójdziemy dworować,/
Pójdziem, naprawdę, a pójdziem z orszakiem.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzą <osoba>Tytus</osoba>, <osoba>Lawinia</osoba> i <osoba>Chłopiec</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O Boże, cnoty jęk cię dolatuje,/
A nad jej losem nie czujesz litości!/
Lecz czuwać muszę w jego obłąkaniu/
Nad tym, co w sercu więcej ma ran smutku/
Niż na swej tarczy cięć nieprzyjacielskich,/
A w uczciwości swojej mścić się nie chce./
Ty więc, o Boże, bądź jego mścicielem!</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>




<naglowek_scena>SCENA DRUGA</naglowek_scena>


<didaskalia>Sala w pałacu.</didaskalia>


<didaskalia>Wchodzą <osoba>Aaron</osoba>, <osoba>Chiron</osoba> i <osoba>Demetriusz</osoba> z jednej strony, z drugiej <osoba>Młody Lucjusz</osoba> i sługa z wiązką oręży, na których stoją wypisane wiersze.</didaskalia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przychodzi do nas, bracie, syn Lucjusza/
I, jak powiada, przynosi poselstwo.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jakieś szaleństwo szalonego dziadka.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHŁOPIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Z całą pokorą składam wam, panowie,/
Hołd wam należny w imieniu Tytusa.</strofa>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<strofa>A proszę bogów, by was na proch starli.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dziękujem, miły chłopcze, co za wieści?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHŁOPIEC</naglowek_osoba>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>

<kwestia><strofa>Jest wieść, że obu was już odgadniono,/
Jak łotrów zbrodnią gwałtu piętnowanych.</strofa>
<didaskalia>głośno</didaskalia>
<strofa>Dziad mój roztropny przez moje wam ręce/
Śle z swej zbrojowni najlepsze oręże,/
Aby dostojną młodość uczcić waszą,/
Rzymu nadzieję; tak mówić mi kazał./
Rozkaz wypełniam, dar jego oddaję,/
Byście, panowie, gdy przyjdzie potrzeba,/
Rąk waszych godnych władać mogli mieczem./
Żegnam was teraz,</strofa>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<strofa>
<wers_cd>krwawe rozbójniki.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzi ze sługą.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Cóż to za papier cały zapisany?/
Zobaczmy./
«<slowo_obce>Integer vitae, scelerisque purus,</slowo_obce>/
<slowo_obce>Non eget Mauri iaculis, nec arcu.</slowo_obce><pe><slowo_obce>Integer vitae (...) nec arcu</slowo_obce> --- człowiek uczciwy w życiu i zbrodnią nieskalany nie potrzebuje oszczepu ni łuku Maura (Horacy, <tytul_dziela>Ody</tytul_dziela> I, 22).</pe>»</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To Horacjusza wiersz, jak zapamiętam,/
Który czytałem niegdyś w gramatyce.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wiersz Horacjusza, zgadliście poetę.</strofa>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<strofa>Co to jest jednak być osłem! To nie żart./
Starzec, jak widzę, już zbrodnię ich odkrył/
I śle im miecze w te owite słowa/
Ciężko raniące, choć nie czują rany;/
Lecz gdyby matka ich przy zdrowiu była,/
Poklask by myśli oddała Tytusa;/
Lecz niech spoczywa na bezsennym łożu.</strofa>
<didaskalia>głośno</didaskalia>
<strofa>
Młodzi panowie, jak szczęśliwa gwiazda/
Nas cudzoziemców, co gorsza, nas jeńców,/
Wiodła do Rzymu, do tej wysokości!/
Z jaką rozkoszą pod pałacu bramą/
Lżyłem trybuna w przytomności brata!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja z większą widzę tak wielkiego pana/
Z podłą pokorą ślącego nam dary.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Słuszne do tego nabyliście prawo,/
Z taką dobrocią traktując mu córkę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O, jakże pragnę, by tysiąc dam rzymskich/
Kolejno naszej służyło rozkoszy!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Życzenie pełne względów i miłości.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Brak tylko matki, by amen dorzekła.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A ona chętnie dorzekłaby: amen,/
Zmieniając jeden tysiąc na dwadzieścia.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lecz idźmy teraz wszystkich błagać bogów/
Za drogą matkę naszą w jej boleściach.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<kwestia><strofa>Błagajcie diabłów, bo Bóg nas opuścił.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Słychać odgłos trąb.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co trąb cesarskich znaczyć może odgłos?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Może radości znak --- cesarz ma syna.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Cicho! Kto idzie?</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wchodzi <osoba>Mamka</osoba> z czarnym dzieckiem, które na widok <osoba>Demetriusza</osoba> i <osoba>Chirona</osoba> spiesznie przykrywa płaszczem.</didaskalia>


<naglowek_osoba>MAMKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Dzień dobry, panowie,</wers_cd>/
Mówcie, czy widział kto i tu Aarona?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mniej albo więcej lub raczej nic wcale/
Oto Aaron, czego chcesz od niego?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MAMKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O Aaronie, wszyscyśmy zginęli!/
Ratuj co prędzej albo giń na wieki!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co za harmider! Co wrzaski te znaczą?/
Co tam owijasz i mniesz w swoim ręku?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MAMKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co bym przed okiem nieba chciała ukryć:/
Wstyd cesarzowej, Rzymu upodlenie./
Już rozwiązana.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czy była związana?</wers_cd>/
Kiedy? Przez kogo?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MAMKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Chcę mówić, już zległa.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Więc szczęść jej Boże! A co jej Bóg zesłał?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MAMKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Diablę.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Diablicy rozkoszne potomstwo!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MAMKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1415704987546-3540284154"/><motyw id="m1415704987546-3540284154">Rasizm, Zdrada, Dziecko</motyw>Czarne, okropne, złowrogie potomstwo!/
Oto niemowlę szpetne jak ropucha/
Wśród pięknych dzieci pięknej naszej ziemi./
Twój stempel, pieczęć śle ci cesarzowa,/
Byś go sztyletu twego końcem ochrzcił.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Alboż to czarny kolor tak jest szpetny?/
Piękny kwiat z ciebie, pyzaty kopciuszku!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co ty zrobiłeś, podły niewolniku?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To, czego nigdy nie zdołasz odrobić.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tyś matkę naszą zgubił.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jam ją znalazł.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tymeś ją właśnie zgubił, psie piekielny!/
Przeklęte diabła szpetnego potomstwo<pe><slowo_obce>Przeklęte diabła szpetnego potomstwo</slowo_obce> --- w późn. wyd. tłumaczenie uzupełniono wstawiając przed tym wersem: ,,Biada jej doli! Przeklęty jej wybór!".</pe>!<end id="e1415704987546-3540284154"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Żyć też nie będzie.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>A przecie nie umrze.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MAMKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A umrzeć musi, to wola jest matki.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co, umrzeć musi? Niechże ja sam będę/
Mojego ciała i krwi mojej katem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Na mojej szabli zatknę tę kijankę;/
Daj mi ją, mamko; krótka będzie sprawa.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wprzód miecz ten w twoich utonie wnętrznościach.</strofa>
<didaskalia>bierze dziecko od <osoba>Mamki</osoba></didaskalia>
<strofa><begin id="b1415705222657-924033264"/><motyw id="m1415705222657-924033264">Dziecko, Ojciec, Rasizm</motyw>Stójcie, mordercy! Chcecie brata zabić?/
Klnę się na niebios te wieczne pochodnie,/
Co jasno jego świeciły poczęciu,/
Że na mej szabli ostrzu skona śmiałek,/
Co trąci mego syna i dziedzica./
Ani Encelad z całą groźną bandą/
Dzieci Tyfona, ni wielki Alcydes,/
Ni sam bóg wojny wydrzeć nie potrafi/
Z ojcowskiej ręki tego niemowlęcia./
Jak to? Wy krwiste, płytkich serc młokosy,/
Wiechy szynkowne, mury pobielane,/
Czy nie wierzycie, że węgla jest czarność/
Z wszystkich kolorów farbą najpiękniejszą,/
Bo wszelkim innym gardzi malowidłem?/
Nigdy też woda wszystkich oceanów/
Czarnej łabędzia nogi nie pobieli,/
Choć ją falami swymi wiecznie myje./
Powiedzcie matce, że jestem dość stary,/
Bym swego bronił; niech mi więc przebaczy.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chcesz więc tak zdradzić szlachetną twą panią?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ma pani panią jest moją, mną samym/
Jest to niemowlę, obraz mej młodości/
Nad świat mi droższy; na przekór też światu/
Będę od wszelkiej zasłaniał je krzywdy,/
Jak to niebawem który z was poczuje.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To będzie wieczną matki naszej hańbą.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Rzym nią pogardzi za tę szpetną słabość.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MAMKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A na śmierć cesarz w swej pośle wściekłości.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Na myśl tej hańby rumienię się cały.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Oto jedyny zysk waszej piękności./
Zdradziecka farbo, objawiasz rumieńcem/
Serca tajemne ruchy i rozmysły./
Inaczej ten jest zuch pomalowany./
Do ojca czarny uśmiecha się łotrzyk,/
Jakby chciał mówić: stary mój kamracie,/
Twoim ja synem. On bratem jest waszym,/
W jednej połowie krew jego ta sama,/
Która w zawiązku życia was karmiła,/
Z tego samego na świat wyszedł łona,/
Które i waszym było wprzód więzieniem;/
Z pewniejszej nawet strony jest wam bratem,/
Choć moją pieczęć na swej nosi twarzy.<end id="e1415705222657-924033264"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MAMKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jakąż odpowiedź dać mam cesarzowej?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Radź, Aaronie, co nam trzeba robić,/
A wszyscy zdanie twoje podpiszemy./
Ocal to dziecko, byleś nas ocalił.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A więc zasiądźmy do wspólnej narady./
Bezpiecznym od was z moim chcę być synem;/
To wasze miejsce; a teraz możecie/
O ocaleniu waszym śmiało prawić.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak wiele niewiast dziecko to widziało?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Brawo, panowie! Gdy radzimy zgodnie,/
Jestem barankiem; ale rozdrażniony/
Jestem groźniejszy od szczwanego dzika,/
Od głodnej lwicy, od burz oceanu./
Lecz ile niewiast widziało to dziecko?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MAMKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Oprócz Kornelii, położniczej babki,/
Ja tylko sama jedna z cesarzową.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ty, cesarzowa, babka położnicza;/
Dwie mogą sekret bez trzeciej zachować;/
Idź, cesarzowej powiedz, żem to mówił!/
<didaskalia>zabija ją</didaskalia>
Kwik, kwik, jak prosię na rożen sadzane.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co robisz? Jaka myśl twa, Aaronie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O panie, jest to manewr polityczny./
Chcecież, by żyjąc sekret nasz zdradziła/
Z długim językiem szczebiotliwa kmoszka?/
Nie, nie, panowie. A teraz słuchajcie,/
Jakie stanowcze moje są zamiary:/
Blisko stąd żyje pewien Muliteusz,/
A mój spółrodak, właśnie że mu wczora/
Żona powiła syna, a niemowlę/
Jest do swej matki podobne i białe;/
Śpieszcie tam, złoto szczodrą sypcie ręką,/
Całą im sprawę wyłóżcie dowodnie,/
Do jakiej syn ich urośnie wielkości,/
Będzie dziedzicem rzymskiego cesarza/
Na miejsce mego syna podstawiony,/
Aby tę dworską ukołysać burzę./
Niech się z nim cesarz jak z swym cacka synem./
Słuchajcie teraz.</strofa>

<didaskalia>wskazując <osoba>Mamkę</osoba></didaskalia>
<strofa><wers_cd>Jam dał jej lekarstwo.</wers_cd>/
Waszą jest rzeczą pogrzeb jej wyprawić./
Pola są blisko, a z was krzepkie zuchy./
Po tym obrzędzie nie marnujcie czasu,/
Ale mi babkę przyślijcie co prędzej;/
Bo kiedy babkę i mamkę wyprawim,/
Niech sobie damy, co chcą, potem gwarzą.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie chcesz tajemnic twoich wiatrom zwierzać.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Za tę troskliwość o Tamory honor,/
Jak ona, wdzięczni są ci jej synowie.</strofa></kwestia>


<didaskalia><osoba>Demetriusz</osoba> i <osoba>Chiron</osoba> wychodzą, zabierając z sobą <osoba>Mamkę</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Do Gotów teraz szybszy niż jaskółka;/
Ten skarb mych ramion bezpiecznie tam złożę,/
Tajnie pozdrowię pani mej przyjaciół./
Mój grubowargi niewolniku, w drogę,/
Bo ty fortelów tych wszystkich przyczyną./
Będę cię karmił jagodą, korzonkiem,/
Mlekiem, serwatką, a będziesz ssał kozę,/
W jaskini mieszkał, lecz urośniesz mężem,/
I, rycerz, będziesz rycerzom dowodził.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>




<naglowek_scena>SCENA TRZECIA</naglowek_scena>


<didaskalia>Publiczny plac w Rzymie.</didaskalia>


<didaskalia>Wchodzą <osoba>Tytus</osoba>, <osoba>Markus</osoba>, <osoba>Młody Lucjusz</osoba>. <osoba>Publiusz</osoba> i inni panowie z łukami; <osoba>Tytus</osoba> niesie strzały, na których końcach przytwierdzone są listy.</didaskalia>



<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bracie, panowie, idźmy! Tędy droga./
Paniczku, pokaż, co za łucznik z ciebie;/
A naciągajcie i celujcie dobrze!/
<slowo_obce>Terras Astraea reliquit</slowo_obce><pe><slowo_obce>terras Astraea reliquit</slowo_obce> (łac.) --- Astrea opuściła ziemię (Owidiusz, <tytul_dziela>Metamorfozy</tytul_dziela> I, 150); Astrea: bogini sprawiedliwości.</pe>; pomnijcie,/
Że już od dawna odbiegła, uciekła./
Teraz do sprzętów! Wy, mości panowie,/
Sieć zarzucicie w głębie oceanu,/
A może na dnie morskim ją znajdziecie;/
Lecz tam nie większa niż tu sprawiedliwość./
Ty znów, Publiuszu, i ty, Semproniuszu,/
Musicie kopać rydlem i motyką/
Aż do samego środka twardej ziemi,/
A gdy w królestwie Plutona staniecie,/
W moim imieniu złożycie mu prośbę./
Mówcie: przysyła stary nas Andronik,/
Sprawiedliwości i pomocy żąda,/
Przejęty bólem na niewdzięczność Rzymu./
Ach, Rzymie! Ja cię zrobiłem nędzarzem,/
Gdy ludu głosy temu wyjednałem,/
Co dziś żelazną przycisnął mnie ręką,/
A teraz idźcie; baczność wam zalecam./
Wszystkie mi pilnie przetrząście okręty,/
Bo zły ją cesarz gotów tam władować,/
A wtedy możem za sprawiedliwością/
Świstać, panowie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czy nie gorzki widok</wers_cd>/
Takiego męża w takim obłąkaniu?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PUBLIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Naszą też świętą jest dziś powinnością/
We dnie i w nocy pilnie nad nim czuwać,/
Jak można, schlebiać jego przywidzeniom,/
Aż czas sprowadzi ulgę i lekarstwo.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie ma lekarstwa na jego boleści./
W związku z Gotami skarćmy Rzym niewdzięczny,/
Na Saturninie pomścijmy się zdrajcy!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>No co, Publiuszu? No i cóż, panowie,/
Czyście spotkali ją gdzie?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>PUBLIUSZ</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Nie, mój panie,</wers_cd>/
Lecz ci przynoszę słowo od Plutona:/
Jeśli chcesz zemsty, piekło dać ją może;/
Lecz sprawiedliwość, jak myśli, jest teraz/
Z Jowiszem w niebie lub może gdzie indziej/
Tak zatrudniona, że musisz poczekać.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Krzywdzi mnie, próżną karmić chcąc nadzieją./
Sam w płomieniste rzucę się jezioro,/
Z dna ją Kocytu za pięty wyciągnę./
Krzaki z nas tylko, mój Marku, nie cedry/
Ani olbrzymy z kościami cyklopów;/
Metal nasz jednak, choć silnego hartu,/
Krzywd nie wytrzyma, które na nas padły./
Sprawiedliwości gdyśmy nie znaleźli/
Ni tu, ni w piekle, musim bogów prosić,/
By ją nam z nieba przysłali na krzywdy/
Naszej mścicielkę. A więc do roboty!</strofa></kwestia>
<didaskalia>rozdaje strzały zależnie od adresu na listach</didaskalia>
<kwestia><strofa>Tobie, dobremu łucznikowi, Marku,/
Daję tę strzałę <slowo_obce>ad Jovem</slowo_obce><pe><slowo_obce>ad Jovem</slowo_obce> (łac.) --- do Jowisza.</pe>, a tobie/
<slowo_obce>Ad Apollinem</slowo_obce><pe><slowo_obce>ad Apollinem</slowo_obce> (łac.) --- do Apollina.</pe>, <slowo_obce>ad Martem</slowo_obce><pe><slowo_obce>ad Martem</slowo_obce> (łac.) --- do Marsa.</pe> --- ta dla mnie,/
Dla Pallas, chłopcze. --- Ta dla Merkurego<pe><slowo_obce>a tobie ad Apollinem (...) ta dla Merkurego</slowo_obce> --- tłumaczenie uzupełnione wg późniejszego wydania o te dwa fragmenty.</pe>./
Ta do Saturna, nie do Saturnina;/
Baczność, Kajusie, w takim bowiem razie/
Lepiej byś zrobił, gdybyś na wiatr strzelił./
No, chłopcze, żwawo! Marku, na znak strzelaj!/
Udało mi się pismo, daję słowo;/
Nie ma jednego boga bez supliki.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wypuśćmy wszystkie strzały ku dworowi,/
To w jego dumie ubodzie cesarza.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Strzelajcie teraz.</strofa>
<didaskalia>Strzelają.</didaskalia>
<strofa><wers_cd>Brawo, mój Lucjuszu!</wers_cd>/
Na łono Panny, niech odda Palladzie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jam milę dalej za księżycem mierzył;/
W tej chwili list twój u stóp jest Jowisza.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Cha, cha, Publiuszu, a co ty zrobiłeś?/
Toć odstrzeliłeś jeden róg Bykowi.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To były żarty; od Publiusza strzały/
Byk ranny w gniewie tak kolnął Barana,/
Że oba jego rogi na dwór spadły;/
A kto je znalazł? Sługa cesarzowej;/
Ona z uśmiechem każe Murzynowi/
Ponieść je panu swojemu w prezencie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To bardzo dobrze; daj mu Boże zdrowie!</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wchodzi <osoba>Chłop</osoba> z koszykiem, w którym są dwa gołębie.</didaskalia>
<uwaga><akap>przypisy końcowe wydania źródłowego:</akap>
<slowo_obce>Chłop</slowo_obce> --- u Ulricha zawsze: <slowo_obce>Pajac</slowo_obce>.
</uwaga>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nowiny z nieba! Marku, przyszła poczta!/
Co nam przynosisz? Czy masz jakie listy?/
Czyli na koniec znajdę sprawiedliwość?/
Co mówi Jowisz?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHŁOP</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ho! Cieśla szubieniczny? Mówi, że znowu rozebrał swoją machinę, bo człowiek ma być powieszony dopiero na przyszły tydzień.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lecz ja się pytam, co Jowisz powiedział?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHŁOP</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ach, panie, ja nie znam Jowisza. Jeszcze jak żyję, nie wychyliłem z nim kieliszka.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to, hultaju, czy nic nie przynosisz?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHŁOP</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Przynoszę, panie, parę gołąbków, ale nic więcej.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Więc nie przychodzisz z nieba?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHŁOP</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Z nieba, panie? Ach, nigdy tam moja nie postała noga. Uchowaj Boże, żebym tak był śmiały i pchał się do nieba w moich młodych latach. Idę z moimi gołąbkami do trybunału Plebs, żeby zagodzić kłótnię mojego stryja z cysarskim człowiekiem.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Najdoskonalsza, jaka być może, sposobność do przesłania twojej supliki. Niech odda cesarzowi gołąbki w twoim imieniu.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Powiedz, czy możesz oddać cesarzowi suplikę z gracją?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CHŁOP</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie, panie, na uczciwość, nie; nigdym w życiu <slowo_obce>gratias</slowo_obce> wyrecytować nie mógł.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Skończ, skończ, mopanku, dość tych ceregieli;/
Gołąbki twoje oddaj cesarzowi;/
Dzięki mym wpływom znajdziesz sprawiedliwość./
Czekaj! Tymczasem weź to za fatygę./
Dajcie mi teraz pióro i kałamarz./
Czy możesz z gracją wręczyć mu suplikę?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHŁOP</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Mogę, panie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Zabierz więc tę suplikę. A jak przyjdziesz do cesarza, musisz najprzód klęknąć, potem w nogi go pocałować, potem oddać twoje gołąbki, a potem czekać na nagrodę. Ja będę niedaleko, daj baczność, żeby wszystko odbyło się uczciwie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CHŁOP</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Bądź spokojny, panie, zostaw mi tę sprawę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czy masz nóż? Pokaż, niech mu się przypatrzę./
Weź go, mój bracie, i w suplikę zawiń,/
Boś jak pokorny pisał ją suplikant./
A kiedy wszystko oddasz cesarzowi,/
Do drzwi mych stuknij, aby mi powtórzyć,/
Co ci powiedział.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHŁOP</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Zrobię wszystko, panie.</akap></kwestia>


<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czas nam iść, Marku, śpiesz za mną, Publiuszu.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>





<naglowek_scena>SCENA CZWARTA</naglowek_scena>


<didaskalia>Przed pałacem.</didaskalia>

<didaskalia>Wchodzą <osoba>Saturninus</osoba>, <osoba>Tamora</osoba>, <osoba>Chiron</osoba>, <osoba>Demetriusz</osoba> i panowie.
<osoba>Cesarz</osoba> niesie w ręku strzały wypuszczone przez <osoba>Tytusa</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Patrzcie, panowie, na ciężką obelgę!/
Powiedzcie sami, czy był kiedy cesarz/
Tak poniżony, tak lekceważony,/
Z taką pogardą za to traktowany,/
Że wszystkim równą sprawiedliwość mierzył?/
Wam to i bogom wiadomo, panowie ---/ 
Mimo pokoju państwa burzycieli/
Szeptów<pe><slowo_obce>mimo pokoju państwa burzycieli
Szeptów</slowo_obce> --- szyk przestawny; inaczej: mimo szeptów burzycieli pokoju państwa; w późn. wyd. poprawiono tłumaczenie dwóch wersów: ,,Chociaż pokoju państwa burzyciele/ Złe plotki szerzą wśród wiernego ludu".</pe> na ucho wiernego mi ludu ---/
Że tylko prawo skarciło surowo/
Zuchwałych synów starego Tytusa./
A jeśli smutki zmąciły mu głowę,/
Mamże być jego przywidzeń ofiarą,/
Jego szaleństwa i jego goryczy?/
Teraz do nieba swe posyła skargi,/
To do Jowisza, to do Merkurego,/
To do Apolla, to do boga wojny;/
Świstki właściwe dla ulicznej rzeszy!/
Czy to senatu nie jest szkalowaniem,/
Trąbieniem naszej niesprawiedliwości?/
Żart wyśmienity! To jakby kto mówił:/
Sprawiedliwości darmo w Rzymie szukać./
Lecz póki żyję, udane szaleństwo/
Żadną obroną obelg tych nie będzie./
On i ród jego dowiedzą się wkrótce,/
Że sprawiedliwość w Saturninie żyje;/
Jeśli usnęła, tak dobrze ją zbudzę,/
Że we wściekłości swojej na proch zgniecie/
Najdumniejszego w Rzymie buntownika.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Łaskawy panie, drogi Saturninie,/
Mojego życia i myśli mych władco,/
Ukój się, przebacz winom Andronika,/
Skutkom żałoby po walecznych synach,/
Których śmierć ciężko przeszyła mu serce./
Pokrzep go raczej w jego utrapieniach/
Miast karcić za te obelgi pierwszego/
Lub ostatniego z twych wiernych poddanych.</strofa>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<strofa>Tak mówić mądrej przystoi Tamorze:/
Lecz cię do głębi dotknęłam, Tytusie;/
Twa krew popłynie, a byle Aaron/
Był mądry, okręt do portu zawinie.</strofa>
<didaskalia>Wchodzi <osoba>Chłop</osoba>.</didaskalia>
<strofa>
Dobry człowieku, czy mówić chcesz z nami?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHŁOP</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A jużci, jeśli wasza pańskość jest cesarska.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja cesarzowa, lecz tam siedzi cesarz.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHŁOP</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To on. <didask_tekst>klęka</didask_tekst> Niechże wam Pan Bóg i święty Szczepan dobry dadzą zdrowie. Przyniosłem wam list i parę gołąbków.</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Saturninus</osoba> czyta list.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tego mi człeka powiesić natychmiast!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHŁOP</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ile dostanę w brzęczącej monecie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Na szubienicy dostaniesz postronek.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHŁOP</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Postronek? A to na śliczny, jak widzę, koniec przyniosłem tu moje gardło.</akap></kwestia>


<didaskalia>Wychodzi pod strażą.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Oburzające i nieznośne krzywdy!/
Mamże potworne znosić obelgi?/
Wiem, w czyjej głowie myśl ta się wylęgła./
Ścierpięż to, jakby zdrajcy, jego syny,/
Skarani prawa mieczem za morderstwo,/
Występnie byli przeze mnie zarżnięci!/
Idźcie, za włosy przywleczcie go do mnie;/
Ni wiek, ni słowa tarczą mu nie będą./
Za to szyderstwo znajdziesz we mnie kata,/
Zdrajco, coś pomógł mi do mej wielkości./
Myśląc, że będziesz Rzymem i mną rządził!</strofa>
<didaskalia>Wchodzi <osoba>Emilusz</osoba>.</didaskalia>
<strofa>Jakie przynosisz wieści, Emiliuszu?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>EMILIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Do broni! Nigdy czas więcej nie naglił./
Got podniósł głowę, niezliczone tłumy/
Odważnych, łupu chciwych wojowników/
Ciągną do Rzymu pod wodzą Lucjusza,/
Syna Tytusa, który zemstą grozi,/
Koriolana odnowić chce dzieje.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Waleczny Lucjusz Gotów naczelnikiem?/
Dreszcz mnie przechodzi i pochylam głowę/
Jak kwiat od mrozu, jak wśród burzy trawa./
Teraz się zbliża smutków naszych chwila./
Lud pospolity tak kocha go w Rzymie!/
Często zwiedzając ulice, przebrany,/
Słyszałem tłumy po kątach szemrzące,/
Że krzywdą było wygnanie Lucjusza,/
Którego ujrzeć chcieliby cesarzem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czego się lękasz? Miasto masz obronne.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ale mieszkańców serca są z Lucjuszem/
I bunt podniosą, aby przyjść mu w pomoc.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bądź dziś cesarzem myślą jak nazwiskiem./
Czy słońce ćmi się, że w jego promieniach/
Kołują stada brzęczących komarów?/
I orzeł śpiewać ptaszętom nie broni/
Ani się troszczy, co śpiew ten ma znaczyć,/
Wie bowiem dobrze, że swych skrzydeł cieniem/
Może te wszystkie uciszyć pisklenia;/
Równą masz władzę nad szaloną tłuszczą./
Pokrzep więc ducha! Wiedz bowiem, cesarzu,/
Że oczaruję starego Tytusa/
Zaklęciem słodszym, lecz niebezpieczniejszym/
Niż rybom nęta lub owcom miodunka,/
Gdy pierwsza haczyk śmiertelny osłania,/
A druga strawą zabija rozkoszną.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lecz on nie pójdzie syna za nas błagać.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pójdzie, cesarzu, na Tamory prośbę;/
Słów bowiem moich złotą obietnicą/
Tak stare jego uszy opanuję,/
Że choćby nawet z kamienia miał serce,/
Choćby był głuchy, i serce, i ucho/
Będą posłuszne memu językowi.</strofa>
<didaskalia>do <osoba>Emiliusza</osoba></didaskalia>
<strofa>Lecz ty idź pierwszy i bądź naszym posłem,/
Powiedz, że cesarz z walecznym Lucjuszem/
Chce się rozmówić; a miejscem zebrania/
Niechaj dom będzie starego Tytusa.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dopełń poselstwa twojego z honorem./
Jeżeli będzie zakładników żądał/
Dla bezpieczeństwa, na wszystko pozwalam.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>EMILIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co każesz, panie, wykonam bez zwłoki.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A teraz idę odwiedzić Tytusa,/
Sztuk moich siłą skłonić, aby syna/
Wyrwał z pośrodka dzielnych Gotów armii./
Teraz, cesarzu, rozjaśń znowu czoło,/
Trwogę twą całą w mych pogrzeb fortelach.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Idź, a niech twoim szczęści się zamysłom!</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>




<naglowek_akt>AKT PIĄTY</naglowek_akt>


<naglowek_scena>SCENA PIERWSZA</naglowek_scena>


<didaskalia>Przy odgłosie trąb i bębnów wchodzi <osoba>Lucjusz</osoba> na czele armii Gotów.</didaskalia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dzielni rycerze, wierni przyjaciele,/
Oto list z Rzymu, w którym mi donoszą,/
Jak wszystkich serca brzydzą się cesarzem,/
A jak wzdychają, żeby nas zobaczyć./
Z dumą, do jakiej męstwo daje prawo,/
Pomścijcie niegdyś poniesione klęski,/
Za każdą krzywdę przez Rzym wyrządzoną/
Potrójną dzisiaj odpłaćcie mu krzywdą.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>GOT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wielkiego męża dzielna latorośli,/
Niegdyś postrachu, dziś nadziejo nasza,/
Którego chwałę, którego zasługi/
Śmiał Rzym występną zapłacić pogardą,/
Licz na nas; pójdziem, gdzie nas poprowadzisz,/
Jak rój pszczół leci w gorących dniach lata/
Za swą królową na kwieciste pola,/
I na przeklętej pomścim się Tamorze.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KILKU GOTÓW</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co on powiedział, wszyscy potwierdzamy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dzięki ci, mówco, i dzięki wam wszystkim./
Lecz kto się zbliża pod Gota przewodnią?</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wchodzi <osoba>Got</osoba> prowadząc <osoba>Aarona</osoba> z dzieckiem na ręku.</didaskalia>


<naglowek_osoba>GOT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Słynny Lucjuszu, kiedym się oddalił/
Gruzom starego przyjrzeć się klasztoru,/
Ledwom ciekawe moje oczy wlepił/
W murów zwaliska, nagle niemowlęcia/
Kwilenie uszu moich doleciało;/
Kiedym się zbliżył, słowam te usłyszał/
Do płaczącego wymówione dziecka:/
«Milcz, niewolniku czarny, ulepiony/
Pół na mój obraz, pół na twojej matki!/
Gdyby twój kolor ojca nie rozgłaszał,/
Gdyby ci tylko matki los dał farbę,/
Mógłbyś cesarski wdziać płaszcz, mój łotrzyku;/
Ale gdy mleczna jest krowa, byk mleczny,/
Tam nigdy czarne cielę się nie rodzi./
Nie płacz! Wiernemu oddam cię Gotowi,/
Gdy powiem, żeś jest cesarzowej synem,/
Będziesz mu drogim przez miłość twej matki»./
Z dobytym mieczem wpadłem niespodzianie/
I przyprowadzam jeńca, byś z nim, wodzu,/
Jak w twej mądrości uznasz, mógł postąpić.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dzielny mój Gocie, to wcielony diabeł,/
Co odciął rękę waleczną Tytusa./
Ta perła oczy pani swej olśniła,/
A to jest owoc szpetnej ich rozpusty./
Mów, rybiooki nędzniku, gdzie niosłeś/
Ten żywy obraz twej diabelskiej twarzy?/
Dlaczego milczysz? Czyś głuchy? Ni słowa?/
Żołnierze, na tym powieście go drzewie./
A przy nim owoc jego bezecności.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Szanujcie dziecko, krew jego królewska!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zbyt ci podobny na co uczciwego./
Powieście dziecko, niech ojcowską duszę/
Wierzgania jego rozedrą katusze./
Dajcie drabinę!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Lucjuszu, ocal dziecko,</wers_cd>/
W mym je imieniu oddaj cesarzowej,/
A na zapłatę opowiem ci sprawy,/
Które niemałą przyniosą ci korzyść./
Nie chcesz? Zamilknę, niech się, co chce, dzieje,/
A na was wszystkich niech zemsty duch wieje!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mów, jeśli słowa są twe po mej myśli;/
Pod mą opieką żyć będzie twe dziecko.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Po twojej myśli? Wierzaj mi, Lucjuszu,/
Słowa me duszy twej będą męczarnią,/
Bo muszę mówić o gwałtach, morderstwach,/
Obrzydłych sprawach, czynach jak noc czarnych,/
Występnych spiskach, zdradach, nikczemnościach,/
O dokonanych bez litości zbrodniach;/
Wszystko to z sobą do grobu poniosę,/
Jeśli mi łaski dziecka nie przysiężesz.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mów, a powtarzam, twe dziecko żyć będzie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1415707221340-794071626"/><motyw id="m1415707221340-794071626">Przysięga, Wiara, Bóg</motyw>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przysięgnij wprzódy, a wszystko opowiem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Na co mam przysiąc? Ty w Boga nie wierzysz,/
Jakżebyś mojej uwierzył przysiędze?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie wierzę w Boga; lecz cóż to dla ciebie?/
Wiem, że ty wierzysz, że w twoim masz sercu/
To, co u ludzi sumieniem się zowie,/
I tysiąc innych popich zabobonów,/
Które z pobożną chowałeś pokorą;/
Dlatego twej się domagam przysięgi./
Wiem, że z swych cacek głupcy Boga robią/
I dotrzymują w Boga tego imię/
Danej przysięgi; ty mi więc przysięgnij,/
Na tego Boga, którego czcisz w sercu/
(A niechaj sobie ten Bóg, czym chce, będzie)<end id="e1415707221340-794071626"/>,/
Że dziecko moje ocalisz, wychowasz,/
Inaczej słowa jednego nie powiem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Więc ci na Boga mojego przysięgam.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wiedz naprzód, że to syn mój z cesarzową.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nienasycona, rozpustna niewiasto!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ba, ba, Lucjuszu! To był czyn pobożny/
Przy tym, co teraz usłyszysz ode mnie./
Jej dwaj synowie zabili Basjana,/
Zgwałconej siostrze twej ucięli język,/
Ucięli ręce i tak ustroili,/
Jak sam widziałeś.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>O przeklęty łotrze!</wers_cd>/
To ustrojeniem nazywasz?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Toć była</wers_cd>/
Umytą, dobrze przykrajaną, strojną,/
A dla strojących rozkoszną zabawą.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O krwawe łotry, do ciebie podobne!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON<begin id="b1415707507410-2137700435"/><motyw id="m1415707507410-2137700435">Zło</motyw></naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Prawda, ja byłem ich nauczycielem,/
Swoją gorącość dostali od matki/
Tak pewno, jakby wygrali ją w karty./
Lecz krwawych myśli ja ich nauczyłem,/
Jak dobry brytan, co za gardło chwyta./
Niech moje czyny wartość moją świadczą./
Jam braci twoich do jamy sprowadził,/
W której Basjana trup spoczywał martwy,/
Ja list pisałem, który podjął Tytus,/
Jam złoto grzebał, o którym list mówił,/
W zmowie z królową i z królowej dziećmi;/
Gdzie czyn spełniony na wasze strapienie,/
W którym by dłoń ma nie zadała ciosu?/
Ja ojca twego wyłudziłem rękę,/
A gdy ją miałem, odszedłem, by śmiać się,/
Że mało w piersiach serce mi nie pękło./
Przez szparę słodkie miałem widowisko,/
Gdy synów głowy za rękę odebrał;/
Łzym jego widział z śmiechem tak serdecznym,/
Że i me oczy łzą jak jego zaszły./
Gdym o tych figlach cesarzowej prawił,/
Mdlała z radości, dając mi w nagrodę/
Dwadzieścia swoich gorących całusów.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I nie rumieniąc się mówić to możesz?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak czarny kundel, jak mówi przysłowie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I za te zbrodnie nie czujesz zgryzoty?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Żem jeszcze tysiąc więcej nie mógł spełnić./
I teraz dzień ten przeklinam --- choć myślę,/
Że na niewiele klątwa moja spadnie ---/
Któregom jaką zbrodnią nie zaznaczył:/
Lub śmiercią męża, przynajmniej zamachem,/
Gwałtem dziewicy lub przygotowaniem,/
Krzywoprzysięstwem, niewinnego skargą,/
Starych przyjaciół śmiertelnym rozbratem,/
Skręceniem karku krowie biednej wdowy,/
Stodół lub stogów nocnym podpaleniem,/
By je właściciel łzami gasił swymi;/
Nieraz umarłych dobywałem z grobów/
I u drzwi drogich stawiałem przyjaciół,/
Gdy już o stracie prawie zapomnieli,/
A na ich skórach, jak na drzewa korze,/
Nożem rzymskimi ryłem literami:/
«Choć ja umarłem, niechaj smutek żyje»./
Tysiąc okrutnych dokonałem czynów/
Chętnie, jak inny mógłby zabić muchę,/
I nic mnie teraz nie dręczy boleśniej,/
Jak że nie mogę dokonać ich więcej.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ściągnijcie diabła z drabiny, bo stryczek/
Byłby dla niego zbyt łagodną śmiercią.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1415707550027-712742161"/><motyw id="m1415707550027-712742161">Diabeł</motyw>Jeśli są diabły, chciałbym diabłem zostać,/
By żyć i gorzeć w wiekuistym ogniu,/
Bo byłbym w piekle waszym towarzyszem/
I mym palącym dręczył was językiem.<end id="e1415707550027-712742161"/><end id="e1415707507410-2137700435"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Żeby raz skończył, zaknebluj mu gębę.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wchodzi <osoba>Got</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>GOT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wodzu mój, poseł rzymskiego cesarza/
Przybył i prosi o twe posłuchanie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Niechaj więc przyjdzie.
</strofa>
<didaskalia>Wchodzi <osoba>Emiliusz</osoba>.</didaskalia>
<strofa><wers_cd>Witaj, Emiliuszu,</wers_cd>/
Jakie nowiny z Rzymu mi przynosisz?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>EMILIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Panie, książęta gockiego narodu,/
Wszystkich was cesarz przeze mnie pozdrawia./
Na wieść, że ciągniesz zbrojnie, Saturninus/
Chce mówić z tobą w domu twego ojca,/
A zakładników twego bezpieczeństwa/
Na twoje pierwsze wyprawi żądanie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>GOT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co wódz nasz mówi?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Niechaj zakładników</wers_cd>/
Da cesarz ojcu memu i stryjowi,/
A do żądanej staniemy rozmowy./
Idźmy!</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzą przy odgłosie trąb.</didaskalia>




<naglowek_scena>SCENA DRUGA</naglowek_scena>


<didaskalia>Przed domem <osoba>Tytusa</osoba>.</didaskalia>


<didaskalia>Wchodzą <osoba>Tamora</osoba>, <osoba>Chiron</osoba> i <osoba>Demetriusz</osoba> przebrani.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak więc w tym dziwnym, żałobnym ubraniu/
Ujrzę Tytusa, aby mu powiedzieć,/
Że jestem Pomstą, z dna piekieł przysłaną,/
By z nim naprawić ciężkie jego krzywdy./
Stuknij w drzwi izby, gdzie samotnie marzy/
O dziwnych planach swojej krwawej zemsty,/
Powiedz, że Pomsta przychodzi do niego/
Na wszystkich jego wrogów zatracenie.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Stukają. <osoba>Tytus</osoba> otwiera drzwi swojej izby.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Kto śmie przerywać moje rozmyślania?/
Pragniecie chytrze, abym drzwi otworzył,/
By uleciały me postanowienia,/
Zmarniały moje zachody i prace?/
Lecz się mylicie: wszystkie moje plany/
Są tu spisane krwawym charakterem,/
A co tu stoi, będzie wykonane.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przyszłam naradzić się z tobą, Tytusie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, ani słowa; nie pragnę rozmowy,/
Bo nie mam ręki, by wdzięku jej dodać;/
Ty masz więc górę; nie nalegaj próżno.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Radziłbyś ze mną, gdybyś znał mnie lepiej.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Znam ja cię dobrze, nie jestem szalony;/
Świadkiem ten kikut, te linie czerwone,/
Te bruzdy smutkiem i troską orane,/
Dni bez pociechy, noce bez wytchnienia,/
Świadkiem me wszystkie boleści, że znam cię,/
Groźna Tamoro, dumna cesarzowo./
Czy nie przychodzisz po drugą mą rękę?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, smutny mężu, nie jestem Tamorą,/
Ona twym wrogiem, ja twą przyjaciółką./
Ja jestem Pomstą z piekieł tu przysłaną,/
By sępa czarnych myśli twych nasycić/
Okrutną zemstą na twych prześladowcach./
Więc zejdź na dziennym powitać mnie świetle/
I radzić ze mną o mordach i śmierci./
Nie ma jaskini, jamy dość głębokiej,/
Nie ma dość ciemnych, dość mglistych wądołów,/
W których Morderstwo krwawe, Gwałt przeklęty/
Skryć by się chciały, bym ich nie dosięgła,/
Mego strasznego nie rzekła nazwiska ---/
Pomsta --- na które wszyscy drżą zbrodniarze.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Więc jesteś Pomstą? A przychodzisz do mnie/
Ażeby moich męczyć nieprzyjaciół?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, jestem Pomstą, więc zejdź mnie pozdrowić.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Małą mi oddaj przysługę, nim zejdę;/
Gwałt i Morderstwo przy twym widzę boku,/
A więc na dowód, że ty jesteś Pomstą,/
Zakłuj je, rozgnieć twego wozu kołem,/
A ja przybędę i jak twój woźnica/
Będę po światach z tobą galopował./
Nabądź dwa czarne jak smoła rumaki,/
Żeby twój mściwy wóz szybko uniosły,/
Zbójców odkryły w zbrodniczych jaskiniach,/
A gdy już głów ich twój wóz będzie pełny,/
Zsiądę, przy kołach jak pieszy niewolnik/
Będę dzień cały bez znużenia bieżał,/
Aż do bram wschodu Tytan gorejący/
Dosięgnie mety zachodniego morza./
Z dnia na dzień służbę tę ciężką podejmę,/
Byleś zakłuła ten Gwałt i Morderstwo.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To mych rozkazów sługi pełniciele.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To sługi twoje? Jakież ich nazwiska?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gwałt i Morderstwo, dlatego tak zwane,/
Że winnych zbrodni tych katują ludzi.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach, dobry Boże, jak do cesarzowej/
Jesteś podobna, oni do jej synów!/
Ale my ludzie, ziemi tej mieszkańcy,/
Mamy szalone i omylne oczy./
O słodka Pomsto, śpieszę więc do ciebie;/
Jeśli ci starczy jednej ręki uścisk,/
Uścisk ten wkrótce chętnym dam ci sercem.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Zamyka drzwi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jego szaleństwu dogadzać nam trzeba./
Co bądź wymyślę, aby szał ten karmić,/
Nie zaniedbujcie waszym poprzeć słowem./
On mnie za Pomstę wziął teraz naprawdę,/
A utwierdzony w tej szalonej myśli,/
Na prośby moje syna tu przywoła./
Gdy na wspaniałej zatrzymam go uczcie,/
Albo wynajdę fortel, który zdoła/
Rozproszyć zastęp jego zmiennych Gotów,/
Lub ich przynajmniej na wrogów mu zmienię./
To on. Mą rolę dalej będę grała.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wchodzi <osoba>Tytus</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak długie czasy darmo cię szukałem!/
Witaj mi teraz w mym domu żałoby!/
Was także witam, Gwałcie i Morderstwo!/
Jakie w was dziwne widzę podobieństwo/
Do cesarzowej i do dwóch jej synów!/
Murzyna tylko brak wam do kompletu./
Czy w piekle diabła takiego nie było?/
Wiem, że nie stawia kroku cesarzowa,/
Jeśli jej Murzyn nie jest towarzyszem;/
Więc żeby obraz przedstawić jej wierny,/
Byłoby dobrze takiego mieć diabła./
Lecz jak jesteście, witam was! --- Co robić?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jakiej usługi chcesz od nas, Tytusie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wskaż mi mordercę, ja się z nim rozprawię.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wskaż łotra, który gwałtu się dopuścił,/
Bom jest przysłany, by się na nim pomścić.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wskaż nam tysiące twoich krzywdzicieli,/
A my na wszystkich pomścim się za ciebie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dobre Morderstwo, zbież<pe><slowo_obce>zbież</slowo_obce> --- tu: przebież; przemierz.</pe> ulice grzeszne,/
A jeśli spotkasz podobnego sobie,/
Zakłuj go, proszę, bo to jest morderca./
I ty, mój dobry Gwałcie, idź z nim razem,/
A jeśli schwytasz swoje podobieństwo,/
Zabij je śmiało, bo to jest gwałciciel./
I ty idź trzecia: na cesarskim dworze/
Znajdziesz królowę, a przy niej Murzyna;/
Łatwo ją poznasz, bo od stóp do głowy/
Jest twej postaci żywym powtórzeniem;/
Śmierć jaką srogą wymyśl dla nich, proszę,/
Bo byli srodzy dla mnie i dla moich.</strofa></kwestia>

 
<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wszystkie rozkazy twoje wykonamy./
Ty z twojej strony, dobry Androniku,/
Przywołaj syna trzykroć walecznego,/
Który prowadzi na Rzym dzielnych Gotów,/
A wydaj bankiet w twym domu wspaniały./
Do uroczystej gdy siądziecie uczty,/
Mą sprawą cesarz z swoją cesarzową/
I jej synami, w twych wrogów orszaku,/
Przyjdą, uklękną u twych nóg w pokorze,/
A ty nasycisz na nich gniewne serce./
Co na ten projekt powie mi Andronik?</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wchodzi <osoba>Markus</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bracie mój, Marku, spełń prośbę Tytusa./
Idź do twojego synowca Lucjusza,/
W obozie Gotów łatwo go wynajdziesz./
Niech przyjdzie do mnie, a niech z sobą razem/
Przywiedzie wybór gockich naczelników./
Niech armia jego, gdzie jest, obozuje,/
Powiedz, że ucztę w mym domu wydaję/
Cesarskiej parze, jego też zapraszam./
A dodaj, bracie, niech mi nie odmawia,/
Jeśli starego ojca życie ceni.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Śpieszę natychmiast twój rozkaz wykonać.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>
<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja także śpieszę w moich sług orszaku/
Zająć się sprawy twojej dokonaniem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, nie, Morderstwo i Gwałt zostaw przy mnie/
Albo mojego brata znów przywołam,/
A zemstę tylko synowi zostawię.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<kwestia><strofa>Czy chcecie przy nim zostać, dzieci moje,/
Gdy ja pośpieszę donieść cesarzowi,/
Jak nasz zabawny ułożyłam spisek?/
Schlebiajcie wszystkim jego przywidzeniom./
Łudźcie go słowem do mego powrotu.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<kwestia><strofa>Znam ich, choć myślą, że jestem szalony,/
I w zastawione przez nich złapię sidła/
Tę psów piekielnych sforę z matką razem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DEMETRIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Idź, gdzie chcesz, pani, my tu zostaniemy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bądź zdrów, Tytusie! Pomsta teraz leci/
Na nieprzyjaciół twych zastawiać sieci.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wiem o tym, żegnaj mi więc, słodka Pomsto!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A od nas jakiej wymagasz usługi?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bądźcie spokojni, mam dla was robotę./
Hej, Walentynie, Publiuszu, Kajusie!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wchodzą <osoba>Publiusz</osoba> i inni.</didaskalia>


<naglowek_osoba>PUBLIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Czego chcesz, panie?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czy znacie tych ludzi?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PUBLIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To cesarzowej, zda mi się, synowie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach, mój Publiuszu, jak grubo się mylisz!/
Morderstwo imię tego, Gwałt tamtego,/
Dlatego zwiąż ich, mój dobry Publiuszu,/
A wy mu w sprawie tej bądźcie pomocą./
Jak długo do tej wzdychałem godziny!/
Przyszła na koniec; więc zwiążcie ich silnie,/
Kneblujcie gęby, jeśli zechcą krzyczeć.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzi <osoba>Tytus</osoba>. <osoba>Publiusz</osoba> i inni chwytają <osoba>Chirona</osoba> i <osoba>Demetriusza</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>CHIRON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Precz! Cesarzowej jesteśmy synami.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PUBLIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dlatego pełnim, co nam nakazano./
Knebluj im gęby, skoro milczeć nie chcą./
A tylko baczność, by ich dobrze związać.</strofa></kwestia>



<didaskalia>Wchodzi <osoba>Tytus Andronikus</osoba> z nożem i <osoba>Lawinia</osoba> z miednicą.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Patrz, patrz, Lawinio, wrogi twe związane!/
Zamknąć im gęby, niech nie mówią do mnie,/
Lecz milcząc, strasznych słów moich słuchają./
Łotry nikczemne, oto czyste źródło,/
Którego wody zmąciliście błotem;/
To lato z waszą pomieszane zimą;/
Zbójcy jej męża, za tę waszą zbrodnię/
Dwóch jej niewinnych braci głowy spadły,/
Jak moja ręka --- wam na pośmiewisko./
Jej ręce, język i niepokalaną/
Czystość jej, droższą nad język i ręce,/
Wyście jej, zdrajcy bez serca, wydarli./
Gdybym wam mówić pozwolił, nędznicy,/
Wstyd by wam bronił przebaczenia żebrać./
Słuchajcie teraz, jak was męczyć będę:/
Mam jedną ręką gardła wam poderznąć,/
A w swych kikutach miednicę potrzyma/
Lawinia, by w nią krew winnych spłynęła,/
Matka tu wasza ma przyjść bankietować,/
Pomstą się mieni, myśli, żem szalony;/
Słuchajcie, łotry, kości wasze zmielę,/
Krwią potem waszą mąkę tę zagniotę<pe><slowo_obce>Krwią potem waszą mąkę tę zagniotę</slowo_obce> --- w późn. wyd. uzupełniono tłumaczenie, dodając po tym wersie: ,,I górę ciasta z tych waszych ciał wzniosę".</pe>/
I dwa pasztety z dwóch głów waszych zlepię,/
A matce waszej wszetecznej nakażę,/
Żeby jak ziemia swój owoc połknęła./
Na tom ja święto zaprosił ją do mnie,/
Tą ją potrawą bankiet mój przesyci;/
Od Filomeli gorszy los mej córki,/
Zemsta też moja niż Prokny straszniejsza./
Zbliż się, Lawinio, przygotuj miednicę/
Na krew z gardzieli łotrów tych płynącą;/
Kości ich potem na drobny proch zmielę,/
Tym szpetnym płynem mąkę tę zarobię/
I w tym pasztecie upiekę ich głowy./
Niech teraz każdy z was mi dopomoże/
Przyrządzić bankiet, który w mej jest myśli,/
Straszniejszy, krwawszy od centaurów uczty.</strofa>


<didaskalia>podrzyna im gardła</didaskalia>
<strofa>A teraz idę w kucharza się zmienić,/
Na ich przybycie wszystko przygotować.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>




<naglowek_scena>SCENA TRZECIA</naglowek_scena>


<didaskalia>Dom <osoba>Tytusa</osoba>. Pawilon.</didaskalia>


<didaskalia>Wchodzą <osoba>Markus</osoba>, <osoba>Lucjusz</osoba> z Gotami i <osoba>Aaronem</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Skoro to wolą ojca mego, stryju,/
Bym wszedł do Rzymu, wolę jego pełnię.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>GOT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>My twą fortunę bez wahania dzielim.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tego Murzyna, przeklętego diabła,/
Zamknij w bezpiecznym miejscu, dobry stryju,/
Niech tam w łańcuchach i o głodzie czeka,/
Aż go w obliczu cesarzowej stawim/
Na świadka wszystkich czynów jej występnych./
A trzymaj silną przyjaciół zasadzkę,/
Bo nic dobrego cesarz nam nie myśli.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Diabeł mi jakiś klęcia podszeptuje/
I nagli, żeby język mój wyplunął/
Jad złości, serce moje wzdymającej.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Precz, psie nieludzki, podły niewolniku!/
Pomóżcie łotra tego wyprowadzić,/
Bo trąby orszak cesarski zwiastują.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Goci wyprowadzają <osoba>Aarona</osoba>. Trąby. Przy odgłosie trąb wchodzą <osoba>Saturninus</osoba> i <osoba>Tamora</osoba> z trybunami i orszakiem.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to? Dwa słońca na naszym są niebie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Słońcem się mienić na co się przyda?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Panie, z synowcem mym zacznij układy,/
Wszystko złagodzi spokojna rozmowa./
Przezorny Tytus przygotował ucztę/
W uczciwej myśli; dla związku, pokoju,/
Zgody, miłości i dla szczęścia Rzymu./
Raczcie się zbliżyć i zasiąść.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Siadamy.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<didaskalia>Trąby. Wchodzi <osoba>Tytus</osoba>, przebrany za kucharza, stawia potrawę na stole; <osoba>Lawinia</osoba> zakwefiona, <osoba>Młody Lucjusz</osoba> i inni.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Witam cię, panie, witam cię, królowo!/
Ciebie, Lucjuszu, i was, dzielne Goty,/
Witam was wszystkich! Choć biedna biesiada,/
Na głód wystarczy; więc raczcie pożywać.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czemu ten ubiór wziąłeś, Androniku?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chciałem być pewny, że bankiet mój będzie/
Godny cesarza i jego małżonki.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wdzięczni ci za to jesteśmy, Tytusie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Byłbyś nim, panie, gdybyś znał me serce./
Racz mi, cesarzu, trudność tę rozwiązać:/
Czy dobrze zrobił Wirginiusz, gdy córkę/
W zbytniej krewkości własną ręką zabił,/
Kiedy gwałt czystość dziewiczą jej skalał?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Dobrze.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Cesarzu, dla jakich powodów?</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dziewka honoru nie powinna przeżyć,/
By obecnością wciąż smutki odnawiać.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Powód to silny, potężny, stanowczy,/
A dla mnie żywy przykład i zachęta,/
Bym w równej doli równe spełnił dzieło./
Giń, giń, Lawinio, a hańba twa z tobą,/
A z twoją hańbą ojca twego smutek!</strofa></kwestia>


<didaskalia>Zabija ją.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Coś zrobił, ojcze srogi i wyrodny?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tęm zabił<pe><slowo_obce>tęm zabił</slowo_obce> --- konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: tę zabiłem.</pe>, która zrobiła mnie ślepym/
Przez łzy wylane nad jej nieszczęściami./
Jak Wirginiusza, los mój opłakany,/
A tysiąc więcej niż on mam powodów/
Dokonać czynu, którym teraz spełnił.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gwałt jej honoru? Kto gwałtu był sprawcą?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jedz, jedz łaskawie, dostojna ma pani.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TAMORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dlaczego własną córkę twą zabiłeś?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie ja, Demetriusz z Chironem ją zabił;/
Po gwałcie oni język jej ucięli,/
Oni to, oni jej krzywd są sprawcami.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Natychmiast stawcie ich obu przede mną!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Już w tym pasztecie stoją upieczeni,/
Który ich matce smakował, jak widzę,/
Gdy jadła mięso, które wykarmiła./
To prawda, prawda, świadkiem nóż mój ostry.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Zabija <osoba>Tamorę</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SATURNINUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Giń, wściekły zbójco, za ten czyn przeklęty!</strofa></kwestia>


<didaskalia>Zabija <osoba>Tytusa</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Możeż syn patrzeć na krew swego ojca?/
Krew za krew, miarę równą płacę miarą.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Zabija <osoba>Saturnina</osoba>. Lud rozbiega się w przestrachu.</didaskalia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Od trwogi blade, smutne Rzymu dzieci,/
Nieprzewidzianą rozegnane burzą,/
Jak stado ptaków wichru powiewami,/
Słuchajcie, ja was nauczę, jak znowu/
W snop jeden związać kłosy rozproszone,/
Z rozdartych członków jedno zlepić ciało,/
By Rzym swą własną nie został ruiną,/
By ten, któremu hołdują królestwa,/
Jakby wyrzutek rozpaczą miotany,/
Sam przeciw sobie nie podniósł prawicy./
Lecz jeśli siwe te włosy, te zmarszczki,/
Poważne świadki doświadczenia wieku,/
Waszej nie mogą zjednać mi baczności,</strofa>
<didaskalia>do <osoba>Lucjusza</osoba></didaskalia>
<strofa>Przemów ty do nich, Rzymu przyjacielu,/
I mów, jak niegdyś przodek nasz Eneasz/
Uszom zbolałej miłością Dydony/
Bolesne dzieje w słowach uroczystych/
Prawił o strasznych nocy tej płomieniach,/
W której Grek chytry zdradą podszedł Troję,/
Jaki nam Synon uszy zaczarował/
I kto fatalną wprowadził machinę,/
Co pierś zakrwawia Rzymu, naszej Troi./
Serce me nie jest z kamienia ni stali,/
I gdy o naszych mówić chcę goryczach,/
W łez moich morzu toną moje słowa/
I milknę właśnie w chwili, w której miałem/
Obudzić w waszych sercach miłosierdzie./
Niech wódz ten mówi, niech na jego słowa/ 
Serca wam biją i łzy wasze płyną<pe><slowo_obce>Niech wódz ten mówi (...) łzy wasze płyną</slowo_obce> --- w późn. wyd. zweryfikowano tłumaczenie w tym miejscu: ,,Niech wódz ten młody opowie wam wszystko,/ Ja, stojąc obok, gorzko będę płakał".</pe>.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wiedzcie więc, moi szlachetni słuchacze,/
Że krwawą ręką Chiron i Demetriusz/
Zamordowali cesarskiego brata;/
Oni mej siostry są gwałcicielami;/
Braci mych głowy za ich zbrodnię spadły,/
Łzy mego ojca były pogardzone/
I wierna była odcięta mu ręka,/
Którą tak długo walczył w sprawie Rzymu;/
Ja sam na koniec srogom był wygnany,/
Płacząc, ojczyste opuściłem mury./
Poszedłem żebrać u wrogów litości;/
Oni gniew stary w mych łzach utopili,/
Jak przyjaciela do serc przycisnęli;/
Wiedzcie też o tym, że ja, ja wygnaniec,/
Ja Rzymu wielkość krwią mą okupiłem,/
Gotowy własne ofiarować piersi/
Mieczom od łona Rzymu odwróconym./
Wiecie, żem nigdy samochwalcą nie był,/
Niech świadki moje nieme, moje szramy,/
Słów moich wiernej dowiodą wam prawdy,/
Ale przebaczcie, że się zapominam,/
Że sam się chwalę: kto przyjaciół nie ma,/
Musi sam własne rozgłaszać zasługi.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ma kolej teraz. Widzicie to dziecię?/
Dziecię to na świat wydała Tamora,/
A ojcem jego bezbożny jest Murzyn,/
Główny tych wszystkich podżegacz boleści./
Jeszcze w Tytusa domu podlec żyje,/
Aby przed śmiercią słów tych stwierdzić prawdę./
A teraz sądźcie, czy miał Tytus powód/
Mścić się za krzywdy i ludzką cierpliwość,/
I wszelkie ludzkie siły przechodzące./
Obywatele, wiecie teraz prawdę,/
Sądźcie nas: jeśli czyn nasz jest występkiem,/
Z miejsca, na którym widzicie nas teraz,/
My, biedne resztki domu Androników,/
Dłoń w dłoni, rzucim się z tej wysokości/
Głowy na twardych potrzaskać kamieniach/
I tak naszego rodu dzieje skończyć./
Mówcie, Rzymianie; jedno wasze słowo/
Znajdzie w nas obu ofiarę gotową.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>EMILIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dostojny mężu, zejdź, łagodną ręką/
Poprowadź z sobą naszego cesarza,/
Bo wiemy dobrze, że ludu jest wolą/
Naszym cesarzem ogłosić Lucjusza.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>WSZYSCY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niech żyje Lucjusz, pan i cesarz Rzymu!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<didaskalia>do sług</didaskalia>
<kwestia><strofa>Idźcie do domu żałoby Tytusa/
I niewiernego przywiedźcie Murzyna,/
By śmiercią straszną, na jaką skazany,/
Grzeszne swe życie, jak zasłużył, skończył.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzą słudzy.</didaskalia>


<naglowek_osoba>WSZYSCY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niech żyje Lucjusz, łaskawy pan Rzymu!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dzięki, Rzymianie! Bodaj moje rządy/
Mogły pocieszyć Rzym po tylu klęskach!/
Ale wytchnienia wprzód dajcie mi chwilę;/
Natura ciężką wkłada mi powinność./
Ustąpcie! Stryju, zbliż się, aby razem/
Łzy świętobliwe nad tym wylać trupem.</strofa>
<didaskalia>całuje <osoba>Tytusa</osoba></didaskalia>
<strofa>Na zimne usta przyjm ten pocałunek,/
Te krople smutku na twarz twą skrwawioną,/
Ostatni szczery hołd twojego syna!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MARKUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Łzę za łzę brat twój i za pocałunek/
Na twoje usta pocałunek składa;/
Choćbym był dłużny liczbę nieskończoną/
I tak bym pragnął wszystkie ci zapłacić.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zbliż się, mój synu, i naucz się od nas/
W łzach się rozpływać. Dziadek twój cię kochał,/
Kołysał nieraz na swoich kolanach/
I do snu śpiewał na swoich ci piersiach,/
Dzieje ci nieraz opowiadał dziwne,/
Które rozkoszą twych lat były młodych;/
A więc jak wdzięczne, kochające dziecię,/
Z małego źródła wysącz kilka kropli,/
Tak chce natura: zawsze przyjaciele/
Powinni dzielić smutki i wesele./
Ponieś go razem z nami do grobowca/
I tam ostatnie daj mu pożegnanie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CHŁOPIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O dziadziu, dziadziu, jakże z duszy pragnę,/
Abym ja umarł, a ty znowu ożył!/
O Boże! Łzy mi zabraniają mówić,/
Łzy mnie uduszą, bylem otwarł usta.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wchodzą stróże z <osoba>Aaronem</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>EMILIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przestańcie płakać, smutni Andronicy!/
Wydajcie wyrok przeciw nędznikowi,/
Który był twórcą tych wszystkich wypadków.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Po pierś go wkopcie; pożerany głodem/
Niechaj szaleje, próżno o chleb woła,/
Bo kto litośną poniesie mu rękę,/
Ten losu jego będzie towarzyszem./
Oto nasz wyrok; spełnić go natychmiast.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AARON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czemuż szaleństwo i wściekłość są nieme!/
Nie jestem dzieckiem, bym podłą chciał prośbą/
Za dokonane czyny żal objawiać;/
Tysiąc bym więcej popełnił okrucieństw,/
Gdybym miał siły odpowiednie woli./
Jeślim się w ciągu mojego żywota/
Jednego czynu dobrego dopuścił,/
Żałuję tego z całej teraz duszy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1415709270356-1586611156"/><motyw id="m1415709270356-1586611156">Trup, Grób, Pogrzeb</motyw>Dłoń przyjacielska niechaj w przodków grobie/
Zwłoki cesarza uczciwie pochowa,/
Jak my w rodzinnym zamkniemy pomniku/
Resztki naszego ojca i Lawinii./
Lecz tygrysicy tej wściekłej trupowi/
Żałobny orszak niech nie towarzyszy,/
Niech dzwon pogrzebny nad nią nie zapłacze;/
Ptactwu i zwierzom na pastwę ją rzućcie./
Jak dzikie zwierzę, bez litości żyła,/
Niech też<pe><slowo_obce>niech też</slowo_obce> --- tu właśc.: niech więc.</pe> po śmierci nie znajdzie litości<pe><slowo_obce>Niech też po śmierci nie znajdzie litości</slowo_obce> --- w późn. wyd. tłumaczenie zweryfikowano w tym miejscu: ,,Niech się nad trupem jej ptaki litują".</pe>.<end id="e1415709270356-1586611156"/>/
Murzyn Aaron, naszych klęsk początek,/
Niech głodem ginie wedle słów wyroku./
Obmyślim potem prawa, by ich siła/
Podobne klęski uniemożebniła.</strofa></kwestia>


<didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>





</dramat_wierszowany_l></utwor>