<utwor>
<rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/shakespeare-tymon-atenczyk/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Shakespeare, William</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Tymon Ateńczyk</dc:title>
<dc:contributor.translator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Ulrich, Leon</dc:contributor.translator>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kotwica, Wojciech</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kowalik, Piotr</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Renesans</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dramat</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dramat szekspirowski</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez fundacje Nowoczesna Polska z egzemparza pochodzącego ze zbiorów Doroty Kowalskiej. Utwór powstał w ramach "Planu współpracy z Polonią i Polakami za granicą w 2014 roku" realizowanego za pośrednictwem MSZ w roku 2014. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu, pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o "Planie współpracy z Polonią i Polakami za granicą w 2014 r.".</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/tymon-atenczyk</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"/>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">William Shakespeare, Tragedie, tom I, tłum. Leon Ulrich, Józef Paszkowski, wstęp Róża Jabłkowska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1973.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Leon Urlich zm. 1885</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1956</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2014-11-14</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/tymon-atenczyk.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0988-8</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/tymon-atenczyk.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1951-1</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/tymon-atenczyk.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2906-0</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/tymon-atenczyk.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3984-7</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/tymon-atenczyk.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5070-5</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/6841.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Tymon Ateńczyk przed swoją jaskinią, Richard Cosway  (1742–1821), domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/6841</dc:relation.coverImage.source>
    <category.thema.main>DD.WL-W </category.thema.main>
    <category.thema>1QBAG</category.thema>
    <category.thema>3CT</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF>
<dramat_wierszowany_l>
<abstrakt>
<akap>
<akap>Sztuka, której współautorstwo przypisuje się Thomasowi Middletonowi, jest opowieścią o nadmiernej szczodrości i zaufaniu, które po odmianie losu przeradzają się w równie skrajną mizantropię.</akap>


 
<akap>Nie znajdziemy tu jednak jednoznacznego morału zalecającego umiarkowanie.

Szczególną cechę utworu stanowi wyjątkowe nagromadzenie wymyślnych przekleństw (np. ,,za brudny jesteś, żebym pluł na ciebie"); celują w tym Tymon i Apemantes w scenie 3. aktu IV.</akap>


</akap>


</abstrakt>
<autor_utworu>Wiliam Shakespeare</autor_utworu>

<nazwa_utworu>Tymon Ateńczyk</nazwa_utworu>







<nota_red>
<akap>Zmiany: 1.) A co mi powiesz o tym tu pociągu? -> A co mi powiesz o tym pociągnięciu?; 2.) I malowanych jak on przyjacieli? -> I malowanych tak jak on przyjaciół?; 3.) osieł -> osioł; 4.) Więc osieł mur przeskoczył, gdy się z miasta wymknąłeś -> Więc osioł mur przeskoczył, że (...); 5.) ludzie potrzebni -> ludzie w potrzebie; 6.) Jeszcze wam drzewa i ludzi pożerać? -> Jeszcze wam trzeba i ludzi pożerać? (bł. drukarski). </akap>

<akap/>


</nota_red>



<lista_osob>

<naglowek_listy>OSOBY</naglowek_listy>

<lista_osoba><osoba>Tymon</osoba> --- Ateńczyk szlachetnego rodu</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Lucjusz</osoba> --- pan, pochlebca <osoba>Tymona</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Lukullus</osoba> --- pan, pochlebca <osoba>Tymona</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Semproniusz</osoba> --- pan, pochlebca <osoba>Tymona</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Wentydiusz</osoba> --- jeden z fałszywych przyjaciół <osoba>Tymona</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Apemantus</osoba> --- opryskliwy filozof</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Alcybiades</osoba> --- wódz ateński</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Flawiusz</osoba> --- intendent <osoba>Tymona</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Flaminiusz</osoba> --- sługa <osoba>Tymona</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Lucyliusz</osoba> --- sługa <osoba>Tymona</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Serwiliusz</osoba> --- sługa <osoba>Tymona</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Kafis</osoba> --- jeden ze sług wierzycieli <osoba>Tymona</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Filotus</osoba> --- jeden ze sług wierzycieli <osoba>Tymona</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Tytus</osoba> --- jeden ze sług wierzycieli <osoba>Tymona</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Lucjusz</osoba> --- jeden ze sług wierzycieli <osoba>Tymona</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Hortensjusz</osoba> --- jeden ze sług wierzycieli <osoba>Tymona</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba>Dwaj słudzy <osoba>Warrona</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Sługa Izydora</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba>Dwaj wierzyciele <osoba>Tymona</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Kupido</osoba> i maski</lista_osoba>

<lista_osoba>Trzech cudzoziemnców</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Poeta</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Malarz</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Jublier</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Kupiec</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Stary Ateńczyk</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Paź</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Błazen</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Frynia</osoba> --- kochanka <osoba>Alcybiadesa</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>Tymandra</osoba> --- kochanka <osoba>Alcybiadesa</osoba></lista_osoba>

<lista_osoba>Panowie, senatorowie, oficerowie-żołnierze, rozbójnicy, służba.</lista_osoba>

</lista_osob>


<miejsce_czas>Scena w Atenach lub w lesie niedaleko miasta.</miejsce_czas>




<naglowek_akt>AKT PIERWSZY</naglowek_akt>



<naglowek_scena>SCENA PIERWSZA</naglowek_scena>

<didaskalia>Ateny. Sala w domu <osoba>Tymona</osoba>.</didaskalia>

<didaskalia>Wchodzą <osoba>Poeta</osoba>, <osoba>Malarz</osoba>, <osoba>Jubiler</osoba>, <osoba>Kupiec</osoba> i inni z różnych stron.</didaskalia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dzień dobry panu.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Rad widzę cię zdrowym.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dawno widziany. Jakże tam świat idzie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Rośnie, lecz rosnąc zużywa się trochę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Stara nowina. Lecz co tam nowego?/
Jakie zdarzenie jeszcze bezprzykładne?/
Patrz na te czary wspaniałomyślności!/
Jej moc te wszystkie wywołała duchy./
Znam tego kupca.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>A ja znam ich obu;</wers_cd>/
To jest jubiler.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KUPIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>O, pan to dostojny!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JUBILER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Rzecz dowiedziona.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KUPIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie ma mu równego;</wers_cd>/
Oddycha tylko, żeby dobrze robić;/
Wyższy nad wszystkich.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JUBILER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przyniosłem tu brylant.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KUPIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O, pokaż, proszę. Czy to dla Tymona?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JUBILER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jeśli zapłaci, co wart. Co do tego...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1415574084568-1478189002"/><motyw id="m1415574084568-1478189002">Poezja</motyw>Kto śpiewa podłość za nagrodę marną,/
Ten muzę plamą napiętnował czarną,/
Bo śpiewać cnotę muzy przeznaczeniem.<end id="e1415574084568-1478189002"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KUPIEC</naglowek_osoba>
<didaskalia>patrząc na brylant</didaskalia>
<kwestia><strofa>Prześliczna forma!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JUBILER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd> A przy tym bogata,</wers_cd>/
A co za woda!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Z twego zadumania</wers_cd>/
Wnoszę, że jakąś składasz dedykację/
Na cześć patrona.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Rzecz tylko natchnienia;</wers_cd>/
Nasza poezja to guma, co cieknie/
Z pnia rodzinnego. Iskra nie wyskoczy/
Z kamienia, póki stal go nie uderzy;/
Ale szlachetny płomień nasz sam z siebie/
Bucha i jakby niewstrzymany potok/
Wszystkie zapory, pieniąc się, rozrywa./
A ty coś przyniósł?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Obraz. Powiedz, proszę,</wers_cd>/
Kiedy na widok wyjdzie twoje dzieło?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Skoro je złożę w hołdzie. Pokaż obraz.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Rzecz nie najgorsza.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czyste arcydzieło!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, tak.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Cudowne! Jaki w tej postawie</wers_cd>/
Oddycha urok! Jaka z tej źrenicy/
Wytryska siła rozumu i ducha!/
Jak wyobraźnia na ustach tych igra!/
A ten gest niemy każdy wytłumaczy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Naśladowanie to życia niezgorsze./
A co mi powiesz o tym pociągnięciu<pe><slowo_obce>pociągnięcie</slowo_obce> --- tu: pociągnięcie pędzla; rys odzwierciedlony na obrazie.</pe>?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Powiem: naturze naukę dać może,/
Bo sztuka rysom tym nadała życie./
Od życia żywsze.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Kilku senatorów przechodzi scenę.</didaskalia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jakie tłumy gości!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Senatorowie ateńscy. Szczęśliwi!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Patrz, coraz więcej.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jakby gości potop.</wers_cd>/
W moim więc szkicu przedstawiłem męża,/
Którego cały ten świat podsłoneczny/
Ciśnie do serca w uczuć gorącości./
Mego polotu żaden drobny szczegół/
Nie zatrzymuje; płynę jak po morzu;/
Żadne zjadliwe, uszczypliwe słówko/
Mej jednej komy<pe><slowo_obce>koma</slowo_obce> (daw.) --- tu: przecinek.</pe> nie zatruwa żółcią;/
Lecę jak orzeł, śmiało, coraz wyżej,/
Nie zostawiając śladu poza sobą.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to rozumiesz?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Słuchaj, wytłumaczę:</wers_cd>/
Widzisz, jak wszystkie stany i rozumy,/
Chwiejne stworzenia i poważne głowy/
Świadczą gotowość na Tymona służbę./
Jego fortuna, swoim blaskiem strojąc/
Jego szlachetną, uprzejmą naturę,/
Wszystkie mu serca oddaje na własność,/
Od zwierciadlanych pasożytów twarzy/
Do Apemanta, którego największą/
Rozkoszą samym brzydzić się jest sobą;/
Ten nawet ugiął swe przed nim kolano,/
W pokoju wraca do swojego domu/
Skinieniem głowy Tymona bogaty.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Widziałem, jak z nim na stronie rozmawiał.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Na wzniosłej górze, zielonej, kwiecistej,/
W mym poemacie stawiam tron Fortuny,/
U stóp jej wszystkie zebrane zawody/
Urosnąć chętne pracą i zasługą;/
Śród tłumów, z okiem na panią wlepionym/ 
Postrzegasz pańskie Tymona oblicze./ 
Fortuna ręki liliowej skinieniem/
Do swego tronu każe mu przystąpić/
I tym skinieniem jego wprzód rywali/
Na niewolników i sługi mu zmienia.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Olbrzymi<pe><slowo_obce>olbrzymi pomysł</slowo_obce> --- tu właśc.: wspaniały (świetny, trafny) pomysł.</pe> pomysł! Ten tron, ta Fortuna,/
To wzgórze, człowiek ten z tłumu jedyny,/
Na jej skinienie drapiący się w górę/
Do swego szczęścia, wszystko to, mym zdaniem,/
Dla sztuki naszej pyszny byłby przedmiot.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lecz to nie koniec. Słuchaj tylko, proszę:/
Wszyscy przed chwilą jego towarzysze,/
Niejeden nawet znaczeniem wznioślejszy,/
Są mu orszakiem, w sieniach jego stoją./
Szepcą mu w ucho słowa uwielbienia;/
Świętym jest dla nich jego nawet strzemię;/
Jego powietrzem tylko oddychają.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dobrze, cóż potem?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>A kiedy Fortuna,</wers_cd>/
Zmieniając humor, swego faworyta/
Z wzgardą odepchnie, tłum cały sług jego,/
Do szczytu góry drapiących się za nim/
Na klęczkach nawet, obojętnym okiem/
Na toczącego się w przepaść pogląda,/
Lecz mu w upadku nikt nie towarzyszy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Rzecz to powszednia. Mógłbym ci pokazać/
Alegorycznych obrazów tysiące,/
Które dobitniej od słów pokazują/
Te nagłe ciosy zwodniczej Fortuny./
Chwalę cię jednak, żeś śmiał Tymonowi/
Powiedzieć jasno, że ubogie oczy/
Widziały nieraz magnatów koziołki.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Przy odgłosie trąb wchodzi <osoba>Tymon</osoba> z licznym orszakiem, rozmawiając ze <osoba>Sługą Wentydiusza</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W więzieniu, mówisz?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA WENTYDIUSZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak jest, dobry panie,</wers_cd>/
Za pięć talentów długu; wierzyciele/
Są bez litości; środki jego małe./
Błaga cię, panie, byś słówko napisał/
Do twardych ludzi, którzy go zamknęli;/
Inaczej, panie, zginął bez nadziei.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Biedny Wentydiusz! Nie tego ja pierza/
Bym się przyjaciół w kłopotach wypierał./
Wiem, że pomocy ze wszech miar jest godny,/
A więc dług płacę i wolność mu wracam.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA WENTYDIUSZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zobowiązałeś go na wieczne czasy,/
Dostojny panie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Pozdrów go ode mnie.</wers_cd>/
Dziś poślę okup. Gdy odzyska wolność,/
Powiedz, że rad go w domu mym zobaczę,/
Nie dość biednego postawić na nogi,/
Trzeba go jeszcze podeprzeć. Idź z Bogiem!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA WENTYDIUSZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niech ci we wszystkim Pan Bóg błogosławi!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi. Wchodzi <osoba>Stary Ateńczyk</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>STARY ATEŃCZYK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Racz mnie wysłuchać, panie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Mów, mój ojcze.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>STARY ATEŃCZYK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jest w twojej służbie niejaki Lucyliusz.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I cóż stąd?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>STARY ATEŃCZYK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Rozkaż przywołać go, panie.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdzie jest Lucyliusz? Niechaj się tu stawi.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Lucyliusz</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>LUCYLIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jestem na rozkaz.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>STARY ATEŃCZYK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Dostojny Tymonie,</wers_cd>/
Ten tu jegomość, twoja kreatura,/
Do mego domu zagląda po nocach./
Od mych lat młodych grosz do groszam ciułał;/
Dziś moje mienie zasłużyło, myślę,/
Na spadkobierców wyższych trochę stopniem/
Od twoich krajczych.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Dobrze więc, cóż dalej?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>STARY ATEŃCZYK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa> Mam jedynaczkę córkę, żadnych krewnych,/
Którym przekazać mógłbym mój majątek./
Dziewczę jest piękne, młode, wychowane/
Jak jaka pani wielkim moim kosztem./
Sługa twój, panie, chce miłość jej zyskać;/
Racz mi przyjść w pomoc; daj mu, panie, zakaz/
Dom mój nawiedzać, bo próżne me słowa.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To człek uczciwy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>STARY ATEŃCZYK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Niechże nim zostanie;</wers_cd>/
Jego uczciwość będzie mu nagrodą,/
Mojej mu córki nie trzeba w dodatku.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A czy go kocha?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>STARY ATEŃCZYK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Młoda jest i tkliwa;</wers_cd>/
Uczy nas własnych namiętności pamięć,/
Jak wiotka młodość.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Lucyliusza</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>A ty, czy ją kochasz?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCYLIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Kocham ją, panie, i jestem kochany.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>STARY ATEŃCZYK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdy męża weźmie mimo woli mojej,/
Bóg mi jest świadkiem, moim spadkobiercą/
Pierwszy włóczęga będzie albo żebrak,/
Lecz nigdy ona.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jaki dajesz posag,</wers_cd>/
Jeśli równego weźmie sobie męża?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>STARY ATEŃCZYK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dziś, trzy talenty, po mej śmierci, wszystko.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Szlachcic ten długo i wiernie mi służył:/
Dla jego szczęścia, jak powinność każe,/
Małą ofiarę gotów jestem zrobić./
Daj mu twą córkę; co jej ty zapiszesz,/
Ja z mojej strony wypłacę mężowi,/
By jej był równym.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>STARY ATEŃCZYK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Dam mu moją córkę,</wers_cd>/
Byleś ty raczył twoje dać mi słowo.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Oto ma ręka, słów moich rękojmia.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCYLIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dzięki ci, panie! Przyszła ma fortuna/
Twoim jest dziełem, tobie się należy.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzą <osoba>Lucyliusz</osoba> i <osoba>Stary Ateńczyk</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przyjm moją pracę, a żyj długo, panie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dzięki na teraz; wkrótce coś usłyszysz,/
Nie odchodź tylko. Co to, przyjacielu?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To obraz, panie, racz przyjąć go w hołdzie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chętnie, bo obraz to prawie sam człowiek;/
Gdy podłość ludzką frymarczy naturą,/
Nieraz człek tylko jest powierzchownością./
Gdy utwór pędzla jest tym, co przedstawia./
Podoba mi się twe dzieło; zobaczysz,/
Że się podoba; czekaj, proszę, chwilę,/
Mam z tobą mówić.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Niech cię Bóg zachowa!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Witam, panowie! Daj mi twoją rękę,/
Musimy dzisiaj razem obiadować./
Twój klejnot, panie, nasłuchał się dosyć...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JUBILER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Krytyki, panie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Pochwał nieskończonych;</wers_cd>/
Gdybym zapłacił za niego w stosunku/
Do tych uwielbień, poszedłbym z torbami.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>JUBILER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Cenię go, panie, wedle kursu giełdy,/
Choć wiesz, że przedmiot tejże samej ceny/
Wartość swą zmienia wedle właściciela./
Wierzaj mi, panie, klejnot na twym palcu/
Stokroć jest droższy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Prześliczne szyderstwo!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KUPIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, dobry panie, on tylko tłumaczem/
Uczuć jest naszych.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Patrzcie, kto się zbliża?</wers_cd>/
Czy chcecie, żeby zburczał was porządnie?</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Apemantus</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>JUBILER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zniesiemy wszystko za pańskim przykładem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KUPIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Każdy dostanie swoje, ani wątpię.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Witaj! Dzień dobry, słodki Apemancie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>,,Dzień dobry" oddam, gdy słodkim się stanę,/
Ty psem Tymona, uczciwymi ludźmi/
Ta łotrów banda.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czemuż łotrów bandą</wers_cd>/
Nazywasz ludzi, których nie znasz nawet?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Alboż nie są Ateńczykami?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tak jest.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Więc nie odwołuję tego, co powiedziałem.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>JUBILER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Poznajesz mnie, Apemancie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Widzisz, że cię poznałem, gdym cię nazwał po imieniu.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dumny jesteś, Apemancie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A z niczego dumniejszym, jak z tego, żem niepodobny do Tymona.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Gdzie idziesz?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Zamordować uczciwego Ateńczyka.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Śmierć za to cię czeka.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To chyba zrobienie niczego prawo karze śmiercią.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jak ci się obraz ten podoba, Apemancie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Bardzo, zwłaszcza dla swojej niewinności.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Czy niedobrze pracował jego malarz?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Lepiej ten pracował, który zrobił malarza, a zrobił przecie plugawe tylko dzieło.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Pies z ciebie!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Twoja matka z mojego jest rodu: jeśli ja psem, czym ona?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Czy chcesz obiadować ze mną, Apemancie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie, nie jadam panów.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Gdybyś jadł panów, gniewałbyś panie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>O, one same jedzą panów, mają też wielkie brzuchy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wszeteczna uwaga.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Czy tak ją rozumiesz? Weźże ją sobie za fatygę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jak ci się podoba ten klejnot, Apemancie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Mniej niż szczerość, za którą człowiek szeląga nie płaci.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ile on wart, twoim zdaniem?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Niewart mojej myśli. A co tam nowego, poeto?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A co tam nowego, filozofie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Kłamiesz.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Albożeś nie filozof?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tak jest.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Więc nie kłamię.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Albożeś nie poeta?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tak jest.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Więc kłamiesz. Zajrzyj do twojego ostatniego poematu, w którym przez fikcję zrobiłeś go godnym człowiekiem.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To nie fikcja, to szczera prawda.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Masz rację; godny jest ciebie i godny płacić ci za twoją pracę. Kto lubi pochlebstwo, godny jest pochlebcy. Ach, gdybym był panem!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co byś zrobił, Apemancie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To samo, co teraz robi Apemantus: nienawidziłbym panów z całego serca.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co, nienawidziłbyś samego siebie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tak jest.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A to dlaczego?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dlatego że byłem dość głupi, abym pragnął zostać panem. Czy ty nie kupiec?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KUPIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tak jest, Apemancie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Niechże cię twój własny handel zrujnuje, jeśli nie zechcą bogi.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KUPIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co robi mój handel, robią bogi.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Handel twoim bogiem, niechże cię twój bóg zrujnuje!</akap></kwestia>

<didaskalia>Słychać trąby za sceną. Wchodzi <osoba>Sługa</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co się to znaczy?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Przybył Alcybiades,</wers_cd>/
A z nim dwudziestu przyjaciół na koniach.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Idźcie ich przyjąć i wprowadzić do nas.</strofa>
<didaskalia>Wychodzi kilku dworzan.</didaskalia>
<strofa>Musicie dzisiaj obiadować ze mną;/
Zostańcie, póki nie złożę wam dzięków./
Pokażesz dzieło mi twe po obiedzie./
Szczęśliwy jestem, gdy was tutaj widzę.</strofa>
<didaskalia>Wchodzi <osoba>Alcybiades</osoba> z przyjaciółmi.</didaskalia>
<strofa>Witaj nam, witaj!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>O tak! bardzo pięknie!</wers_cd>/
Bodaj skostniały wasze gibkie członki!/
W sercu tych łotrów tak mało przyjaźni,/
Uścisków jednak i pokłonów tyle!/
Człowiek się, widzę, w koczkodana zmienił.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zgłodniały byłem twojego oblicza,/
Pozwól, choć teraz niech się nim nasycę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Witaj nam, panie; nim się pożegnamy,/
Spędzimy razem kilka chwil wesołych./
Raczcie wejść ze mną.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzą wszyscy prócz <osoba>Apemanta</osoba>. Wchodzą dwaj panowie.</didaskalia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Która godzina, Apemancie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Godzina uczciwości.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Godzinę tę zawsze zegar pokazuje.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tym też gorzej, że nie spostrzegłeś jej dotąd.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Idziesz na ucztę Tymona?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Idę, bo chcę widzieć, jak mięso napycha łotrów, a jak wino rozgrzewa głupców.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Bądź zdrów! Bądź zdrów!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wielkie robisz głupstwo, dając mi dwa pozdrowienia.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dlaczego, Apemancie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Należało ci jedno zachować dla siebie, bo ja ci go dać nie myślę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Idź się powiesić.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie mam zamiaru słuchać twojej rady; daj ją twojemu przyjacielowi.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Precz stąd, psie wściekły! Albo sam cię wygonię.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Umykam jak pies przed wierzgnięciem osła.</akap></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co za mizantrop! Lecz idźmy z bogactwa/
I gościnności Tymona korzystać./
On dobrotliwszy od dobroczynności.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Rozlewa łaski, a Plutus, bóg skarbów,/
Tylko podskarbim na jego jest służbie./
Każdą usługę siedmiokrotnie spłaca;/
Dar każdy taką wetuje nagrodą,/
Że wszelką miarę wdzięczności prześciga.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Świat nie posiada szlachetniejszej duszy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przy tej fortunie niech Bóg go zachowa!/
Lecz wejdźmy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Pójdę za twoim przykładem.</wers_cd></strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA DRUGA</naglowek_scena>

<didaskalia>Sala w domu <osoba>Tymona</osoba>.</didaskalia>

<didaskalia>Muzyka. Wielki bankiet zastawiony. <osoba>Flawiusz</osoba> i reszta służby. Wchodzą <osoba>Tymon</osoba>, <osoba>Alcybiades</osoba>, <osoba>Lucjusz</osoba>, <osoba>Lukullus</osoba>, <osoba>Semproniusz</osoba> i inni senatorowie ateńscy. <osoba>Wentydiusz</osoba> i służba. Za wszystkimi wchodzi <osoba>Apemantus</osoba> w złym humorze.</didaskalia>


<naglowek_osoba>WENTYDIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zacny Tymonie, było wolą bogów/
Przypomnieć sobie wiek mojego ojca/
I do wiecznego zabrać go pokoju./
Umarł szczęśliwy; ja dzisiaj bogaty,/
Pamiętny łaski, którąś mi wyświadczył,/
Wracam talenty, przy których pomocy/
Wolność zyskałem, dodaję w procencie/
Moją ci wdzięczność i wierne me służby.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Uchowaj Boże! Dobry Wentydiuszu,/
Przyjaźń mą krzywdzisz; wedle mojej myśli,/
Co ci raz dałem, dałem ci na zawsze;/
Bo kto odbiera, nie może powiedzieć,/
Że dał prawdziwie. Jeśli lepsi od nas/
Grać w grę tę mogą, ja nie mam odwagi/
Iść za ich wzorem, bo wiesz, co się zdarza:/
Bogatych błędom świat chętnie pobłaża.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>WENTYDIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Szlachetna dusza!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wszyscy wstają ceremonialnie i poglądają na <osoba>Tymona</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd><begin id="b1415576865199-1850192426"/><motyw id="m1415576865199-1850192426">Pozory, Przyjaźń</motyw>Nie, moi panowie,</wers_cd>/
Boć ceremonię wymyślili ludzie,/
By nią osłonić powierzchowne dzieła,/
Zwodną gościnność i dobroć fałszywą,/
Przed czynem jeszcze żałującą czynu./
Gdzie przyjaźń szczera, po co ceremonie?/
Usiądźcie, proszę; przytomność tu wasza/
Droższa fortunie mej niż mnie fortuna.<end id="e1415576865199-1850192426"/></strofa></kwestia>

<didaskalia>Siadają.</didaskalia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To zawsze, panie, naszą było myślą.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ha! Takie dzisiaj twe wyznanie wiary?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O, Apemantus; witaj, przyjacielu!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie witaj tylko, bo ja tu przychodzę/
Dlatego, żebyś sam wypchnął mnie za drzwi.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Fe! To rzecz brzydka, grubijanin z ciebie,/
Podobny humor męża nie jest godny./
Przysłowie mówi: ,,<slowo_obce>Ira brevis furor<pe><slowo_obce>ira brevis furor</slowo_obce> (łac.) --- właśc. <slowo_obce>Ira furor brevis est: animum rege, qui nisi paret, imperat</slowo_obce>: gniew to krótkotrwały szał: panuj nad umysłem, który jeśli nie jest ci uległy, rządzi tobą (z <tytul_dziela>Listów</tytul_dziela> Horacego, I, 2, 62).</pe></slowo_obce>",/
Ale ten człowiek ciągle zagniewany,/
Więc mu na boku dajcie stół osobny,/
Bo jeśli czuje wstręt do towarzystwa,/
Dla towarzystwa nie jest on stworzony.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Skoro nalegasz, zostanę, lecz pomnij,/
Żem przyszedł tylko wzorki z was wybierać<pe><slowo_obce>wzorki z was wybierać</slowo_obce> --- tj. patrząc na was, kolekcjonować przykłady typowych zachowań.</pe>.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie zważam na to, co mówisz. Jesteś Ateńczykiem, to dosyć, żebyś dobre znalazł u mnie przyjęcie. Sam nie chcę żadnej nadawać tu sobie powagi<pe><slowo_obce>nie chcę żadnej nadawać tu sobie powagi (...) niech moja uczta zamknie ci usta</slowo_obce> --- tj. nie chcę uzurpować sobie prawa, aby cię uciszać.</pe>; więc cię proszę, niech moja uczta zamknie ci usta.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gardzę twą ucztą, twój obiad mnie dławi,/
Bo ci pochlebiać nie jest moją myślą./
Boże! Tłum jaki pożera Tymona!/
On tylko jeden tego nie spostrzega!/
Z boleścią patrzę, kiedy w krwi jednego/
Tylu chleb macza, a on jak szalony/
Sam ich do tego krzykiem swym podszczuwa./
Dziwna, że ludzie śmią ludziom zawierzać,/
Gdy ich powinni zapraszać bez nożów;/
Ich uczta równie na tym by zyskała/
I bezpieczniejsze byłoby ich życie./
Nie brak przykładów; ten chytry pasożyt,/
Który przy boku teraz jego siedzi/
I chleb z nim łamie, i z jednej z nim szklanki/
Wychyla zdrowie jego, będzie pierwszy,/
Żeby go zabić: widziano to nieraz./
Gdybym był panem, nie piłbym przy stole,/
By gościom moim nie odsłonić krtani:/
Magnatom tylko z pancerzem na gardle/
Pić się należy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<didaskalia>do gościa, który wznosi zdrowie</didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Chętnie, dobry panie,</wers_cd>/
A niechaj potem puchar idzie kołem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zacny Tymonie, niech płynie tą stroną.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Płynie tą stroną! To mi zuch, to pływak!/
Zdrowie to zdrowiu twemu i fortunie/
Grozi chorobą. Pij uczciwą wodę,/
Która nikogo w błoto nie rzuciła./
Pokarm mój skromny, jak skromny napitek:/
Kto kiedy bogom dziękował za zbytek?</strofa>
<didaskalia>Modlitwa <osoba>Apemanta</osoba> przed jedzeniem.</didaskalia>
<strofa><wers_wciety typ="2">Boże, o skarby żadne cię nie proszę;</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Za siebie modły, nie za innych wznoszę</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Niech mnie od tego łaska twa zachowa,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Bym wierzył w ludzkie przysięgi i słowa,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Bym zapłakanej ufał kurtyzanie</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Lub psu, co drzemać zdaje się przy ścianie,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Wolność mą w izbie więziennego chował,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">A na przyjaciół w potrzebie rachował.</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Amen. Niech twoją stanie się to sprawą<pe><slowo_obce>niech twoją stanie się to sprawą</slowo_obce> --- niech to się stanie za twoją sprawą (dzięki tobie).</pe>!</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="2">Bogacze grzeszą, korzonki mą strawą.</wers_wciety></strofa>
<didaskalia>je i pije</didaskalia>
<strofa>Niech ci to służy na zdrowie, Apemancie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wodzu Alcybiadesie, twoje serce jest teraz na placu bitwy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Moje serce zawsze jest na twoje usługi, Tymonie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wolałbyś jednak śniadanie z nieprzyjaciół złożone niż obiad z przyjaciół.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To prawda, panie; nie ma potrawy nad nieprzyjacielską surowiznę; najlepszemu przyjacielowi takiego bym życzył bankietu.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Chciałbym też, żeby ci wszyscy pochlebcy twoimi byli nieprzyjaciółmi, abyś mógł ich zabić, a mnie potem na ucztę zaprosić!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Gdybyś mógł, panie, jakim szczęśliwym zdarzeniem nasze serca choć raz na próbę postawić! Gdybyśmy mieli sposobność pokazać ci choć cząstkę naszego dla ciebie poświęcenia! Nic by już nam wtedy do życzenia nie zostało.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie wątpię o tym, dobrzy moi przyjaciele, że same bogi dadzą wam kiedyś sposobność pośpieszenia mi na pomoc; bo inaczej dlaczegóż bylibyście moimi przyjaciółmi? Czyż dałbym wam, przed tysiącem innych, tytuł ten kosztowny, gdybym was w sercu nie nosił? Sam sobie powiedziałem o was więcej niż wy przy waszej skromności moglibyście na waszą pochwałę powiedzieć, bo nieskończona jest moja w was ufność. O bogi, myślałem sobie nieraz: ,,Na co by się nam zdali przyjaciele, gdybyśmy nie potrzebowali ich nigdy? Byliby najnieużyteczniejszymi stworzeniami, gdyby nam nigdy żadnej nie oddali przysługi; byłyby to tylko dźwięczne instrumenty w futerałach swoich zamknięte, tylko dla siebie swoją harmonię chowające". Wyznaję wam, że nieraz pragnąłem zostać ubogim, żeby się do serc waszych przybliżyć. Rodzimy się, żeby sobie świadczyć dobrodziejstwa; a co lepiej, co właściwiej możemy nazwać naszym od bogactw naszych przyjaciół? Co za nieskończona radość; tylu mieć braci, rozrządzających nawzajem jedni drugich majątkami! <didask_tekst>płacze</didask_tekst> O radości, przed urodzeniem we łzach tonąca! Oczy moje łez wstrzymać nie mogą; żeby o ich słabości zapomnieć, piję wasze zdrowie!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Płaczesz, Tymonie, żeby oni pili.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak samo w naszych poczęta źrenicach/
Radość, jak dziecię, w łzach się naszych rodzi.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Śmieję się, myśląc, że to dziecię bękart.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TRZECI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wierzaj mi; panie, bardzoś mnie rozczulił.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bardzo!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Słychać za sceną odgłos trąb i rogów.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co znaczą te trąby i rogi?</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Sługa</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SŁUGA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Kilka dam czeka u drzwi i nalega o posłuchanie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dam? Czego pragną?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wyprzedził je posłaniec z poleceniem objawienia ich życzeń.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Proszę cię, wprowadź je natychmiast.</akap></kwestia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Kupido</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>KUPIDO</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Witaj, Tymonie! witajcie, panowie,/
Do gościnnego przypuszczeni stołu!/
Pięć zmysłów, których ty jesteś patronem,/
Hołd ci swój teraz przybiegają złożyć;/
Słuch, powonienie, smak i dotykanie/
Uradowane wstały już; me panie/
Przychodzą teraz widzenie nasycić.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Witam je chętnie, niech wejdą co prędzej./
A niech kapela da im powitanie.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi <osoba>Kupido</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dowód masz nowy, jak jesteś kochany.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Muzyka. Wchodzi <osoba>Kupido</osoba> w towarzystwie dam zamaskowanych, w ubiorze Amazonek z lutniami w ręku; grają i tańczą.</didaskalia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ha! Co za banda pustoty nadbiegła!/
Tańczą! To, widzę, szalone kobiety./
Szaleństwem tylko jest chwała żywota,/
Jak jest szaleństwem pompa ta, równana/
Z kroplą oliwy i szczyptą korzonków./
Żeby się bawić, zmieniamy się w błaznów;/
Płacim pochlebstwem, by nam pić dał człowiek,/
Któremu damy na starość za wino/
Tylko zatrutą pogardę i zazdrość./
Kto żył nie psując albo nie popsuty?/
Kto zmarł, do grobu nie biorąc w podarku/
Słowa pogardy z ust swoich przyjaciół?/
Boję się, żeby kiedyś ci, co teraz/
Tańczą przede mną, nie deptali po mnie./
Zwyczaj to ludzi drzwi swoje, z dnia końcem,/
Przed zachodzącym już zamykać słońcem.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Panowie wstają od stołu z wielkimi oznakami uwielbienia dla <osoba>Tymona</osoba>, a na dowód miłości każdy bierze Amazonkę i wszyscy tańczą parami przy odgłosie obojów; po chwili zatrzymują się.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ileż mej uczcie dodałyście krasy,/
Piękne me panie, przytomnością waszą!/
Bez was połowę straciłaby wdzięku,/
Wam swoją godność, swój blask winna cały,/
Pierwszy mój pomysł swoje dopełnienie./
Dzięki wam za to!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZA PANI</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Zbyt jesteś łaskawy</wers_cd>/
I bierzesz, panie, z najlepszej nas strony.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Bo najgorsza tak jest plugawa, iż, jak myślę, wziąć byłoby za trudno.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A teraz, panie, przyjmijcie łaskawie/
Wieczerzę skromną i bez ceremonii.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>WSZYSTKIE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dziękujem, panie.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzą <osoba>Kupido</osoba> i panie.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Flawiusz!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Na rozkazy.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przynieść mi, proszę, moją tu szkatułkę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Spieszę.</strofa>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<strofa><wers_cd>Rozdzielać chce znowu klejnoty;</wers_cd>/
Sprzeciwić mu się niepodobna teraz./
Mógłbym powiedzieć --- może bym powinien ---/
Gdy wyda wszystko, markotno mu będzie,/
Że mu się na czas nikt nie śmiał sprzeciwiać./
Szkoda, że dobroć z tyłu oczu nie ma!/
Serce nikogo by nie zubożyło.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi i wraca ze szkatułką.</didaskalia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdzie nasza służba?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Na rozkazy, panie.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przyprowadź konie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Moi przyjaciele,</wers_cd>/
Jedno wprzód słowo. Patrz, dobry mój panie,/
Zrób mi tę łaskę, racz ten klejnot przyjąć/
I na pamiątkę noś go na tym palcu.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak mnie już łaską twoją obsypałeś...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>WSZYSCY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak i nas wszystkich.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Sługa</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SŁUGA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Dostojny mój panie,</wers_cd>/
Przybyło właśnie kilku senatorów/
Z odwiedzinami.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Witam ich z radością.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chciałbym ci, panie, jedno szepnąć słowo/
W sprawie dla ciebie nieskończenie ważnej.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ważnej? Więc dobrze, powiesz mi je później;/
Zajmij się teraz przyjęciem mych gości.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<kwestia><strofa>Tylko jak? Nie wiem.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wchodzi inny <osoba>Sługa</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SŁUGA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Na dowód przyjaźni</wers_cd>/
Lucjusz, a pan mój, przysyła ci w darze/
W srebrnych przyborach cztery mleczne konie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przyjmuję chętnie. Nie zapomnij tylko/
Pięknym prezentem piękny spłacić prezent.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Trzeci sługa</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co za nowiny?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TRZECI SŁUGA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Pan mój, dostojny i szlachetny Lukullus, zaprasza cię z sobą jutro na polowanie, a zarazem przysyła ci dwie smycze chartów.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I zaproszenie, i charty przyjmuję,/
Nie bez odpłaty.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Lecz jak się to skończy?</wers_cd>/
Każe mi świetne rozsyłać prezenty,/
Wydawać uczty, a szkatuła pusta./
Ani chce wiedzieć, co w jego sakiewce,/
Ani mnie słucha, gdy pragnę powiedzieć,/
Że dobre serce jego dziś żebrakiem/
Niezdolnym zadośćuczynić życzeniom;/
Tak są nad środki jego obietnice,/
Że długiem wszystko, co mówi, że winien/
Za każde słowo; tak zawsze był dobry,/
Że dziś dobroci swej płaci procenty;/
Na wszystkich dobrach ciąży hipoteka./
Jak bym chciał z jego wyśliznąć się służby,/
Zanim konieczność gwałtem mnie wypędzi!/
O, jak szczęśliwsza samotność uboga/
Nad tłum przyjaciół groźniejszych od wroga!/
Myśl o mym panu serce mi zakrwawia.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Sam siebie krzywdzisz, wartość twą poniżasz./
Przyjmij ten drobny przyjaźni zadatek.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przyjmuję, panie, z wdzięcznością bez granic.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TRZECI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To czysta dusza wspaniałomyślności!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A teraz sobie przypominam, panie,/
Żeś wczora chwalił mojego gniadosza;/
Racz więc go przyjąć, gdy ci tak do serca.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O, co do tego, panie, racz przebaczyć...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Możesz za słowo wziąć mnie bez skrupułu;/
Wiem, co kto chwali, pragnąłby posiadać;/
Moich przyjaciół życzenia są moje;/
Wierz memu słowu. Odwiedzę was wkrótce.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>WSZYSCY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nigdy milszego nie ujrzymy gościa.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak mi każdego z was drogi jest widok,/
Że nigdy dosyć dać nie jestem w stanie;/
Gdybym królestwa miał na me rozkazy,/
Mym przyjaciołom rozdałbym je chętnie,/
Jesteś żołnierzem, mój Alcybiadesie,/
A więc bez grosza; to ci się należy/
Prawem jałmużny, bo twoja dziedzina/
Pośród umarłych; wszystkie twoje ziemie/
Są placem boju.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Leżą też odłogiem.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak ci jesteśmy wdzięczni...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ja wam równie.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A miłość nasza...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Równa mojej dla was.</wers_cd>/
Hej! Więcej światła!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Niech szczęście bez granic,</wers_cd>/
Honor, Fortuna strzegą cię, Tymonie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zawsze gotowy służyć przyjaciołom.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzą <osoba>Alcybiades</osoba>, panowie i inni.</didaskalia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co za harmider! Jakie nóg wierzganie!/
Lecz mi się zdaje, że te wszystkie nogi/
Niewarte ceny, którą za nie płacisz./
Mętna to przyjaźń. Gdzie serce fałszywe/
I nogi także powinny być krzywe./
Tak to niejeden uczciwiec, lecz głupi,/
Za całe mienie pokłonów nakupi.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mój Apemancie, gdybyś mniej był cierpki,/
Dla ciebie także równie byłbym szczodry.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie, niczego nie żądam, bo gdybym i ja dał się przekupić, nikt by nie został, żeby śmiać się z ciebie, grzeszyłbyś więc tym łatwiej. Od tak dawna rozdajesz, Tymonie, że lękam się bardzo, abyś w końcu i sam się nie oddał za kwitem. Na co te uczty, ta pompa, ta próżna wystawność?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Skoro zaczynasz wygadywać na towarzystwo, przysiągłem cię nie słuchać. Bądź zdrów! Przyjdź innym razem z lepszą muzyką.</akap></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dobrze! Nie chcesz mnie słuchać teraz, nie usłyszysz mnie później./
Zamknę przed tobą twoje niebo./
<begin id="b1415578573038-2676559206"/><motyw id="m1415578573038-2676559206">Pochlebstwo</motyw>Ach, czemu człowiek, dla swojej niedoli,/
Na radę głuchy, pochlebstw słuchać woli!<end id="e1415578573038-2676559206"/></strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>




<naglowek_akt>AKT DRUGI</naglowek_akt>



<naglowek_scena>SCENA PIERWSZA</naglowek_scena>

<didaskalia>Ateny. Pokój jednego z senatorów.</didaskalia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Senator</osoba> z papierami w ręku.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ostatnim razem pięć tysięcy; przy tym/
Izydorowi wraz z Warronem winien/
Dziewięć tysięcy, co razem z mym długiem/
Dochodzi sumy dwudziestu i pięciu;/
Zawsze go jednak febra marnotrawstwa/
Toczy wewnętrznie; trudno, by stan taki/
Długo się ostał --- ostać się nie może./
Jeśli chcę złota, dość mi będzie ukraść/
Psa sąsiadowi, dać go Tymonowi,/
A pies mi będzie złotą bił monetę;/
Gdybym chciał przedać konia, żeby kupić/
Dwadzieścia lepszych, dam go Tymonowi,/
Dam jako prezent, a koń mi się źrebi/
I rumakami napełnia mi stajnię;/
Przy jego wrotach nie ma odźwiernego,/
By przechodzących z uśmiechem nie wpraszał./
To trwać nie może, dość chwili rozwagi,/
By zgłębić stanu podobnego chwiejność./
Hej! Hola! Kafis.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Kafis</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>KAFIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co pan rozkazuje?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Weź płaszcz, co żywo biegnij do Tymona,/
O me pieniądze domagaj się głośno;/
Pierwszą odmową nie daj się odgonić;/
Nie trać języka; jeżeli ci powie,/
Grzecznie kiwając czapką w prawej ręce:/
,,Poleć mnie pana twojego przyjaźni!"/
Powiedz dobitnie, że jestem w kłopocie,/
Że mych pieniędzy własne me potrzeby/
Na gwałt żądają; termin jego minął,/
A ja, na jego licząc wierzytelność,/
Własny mój kredyt zrujnowałem prawie./
Kocham go, ale nie chcę krzyżów złamać,/
Żeby uleczyć chory jego palec./
Żadnej nie cierpią zwłoki me potrzeby;/
Nie słów mi trzeba, ale gotowizny./
Idź, przybierz minę śmiałą, rezolutną,/
Bo mi się zdaje, że gdy każde pióro/
Wróci do skrzydła swego właściciela,/
Tymon, co teraz wygląda jak feniks,/
Będzie wyglądał jak gęś oskubana./
Idź!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KAFIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Idę, panie.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Weź z sobą obligi.</wers_cd>/
A patrz na daty.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KAFIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie zapomnę, panie.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Idź.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA DRUGA</naglowek_scena>

<didaskalia>Pokój w domu <osoba>Tymona</osoba>.</didaskalia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Flawiusz</osoba> z plikiem rachunków w ręku.</didaskalia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ni jednej chwili rozwagi w tym szale!/
Daje i daje, i ani się pyta,/
Skąd brać, by dawać; nie uważa na to,/
Jak mu się w rękach topi jego mienie/
I jak zastąpić to, co uleciało./
Człowieka z pustszą głową, lepszym sercem/
Ziemia nie nosi. Co ja tu mam począć?/
Nie będzie słuchał, póki nie uczuje./
Muszę mu jednak wręcz powiedzieć prawdę,/
Jak tylko wróci z polowania. Szkoda!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wchodzą <osoba>Kafis</osoba> i sługi <osoba>Izydora</osoba> i <osoba>Warrona</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>KAFIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dobry ci wieczór, Warronie, czyś przyszedł/
Pieniędzy żądać?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA WARRONA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czy i ty w tym celu?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KAFIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zgadłeś, kolego. A ty, Izydorze?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA IZYDORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W tej samej myśli.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KAFIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Moi przyjaciele,</wers_cd>/
Bodaj nas tylko z kwitkiem nie odprawił!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA WARRONA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bardzo się boję.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KAFIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Otóż pan nadchodzi.</wers_cd></strofa></kwestia>

<didaskalia>Wchodzą <osoba>Tymon</osoba>, <osoba>Alcybiades</osoba>, panowie i inni.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A po obiedzie, mój Alcybiadesie,/
Ruszamy znowu. Czego chcesz ode mnie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KAFIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To nota, panie, pewnych zaległości...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co? Zaległości? A skąd tu przychodzisz?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KAFIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tu, z Aten, panie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>W takim interesie</wers_cd>/
Do intendenta mego chciej się udać.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KAFIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Intendent, panie, przez miesiąc mnie cały/
Z dnia na dzień, z dzisiaj na jutro odsyłał;/
Tymczasem pan mój w wielkiej jest potrzebie/
Swoich pieniędzy, pokornie też prosi,/
Abyś ze zwykłą sobie szlachetnością/
Oddać mu raczył, co mu się należy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przyjdź jutro rano, dobry przyjacielu.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KAFIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lecz...?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tylko miarkuj się, mój przyjacielu.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA WARRONA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Sługa Warrona...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA IZYDORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Sługa Izydora</wers_cd>/
Prosi pokornie o śpieszną wypłatę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KAFIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdybyś mojego pana znał potrzeby...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA WARRONA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Termin upłynął od sześciu tygodni./
Areszt...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA IZYDORA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Intendent z niczym mnie odprawił;</wers_cd>/
Więc wprost do pana udać się mam rozkaz.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dajcie mi, proszę, odetchnąć. Panowie,/
Raczcie mieć krótką chwilę cierpliwości,/
Przyjdę niebawem.</strofa>
<didaskalia>Wychodzą <osoba>Alcybiades</osoba> i panowie. <osoba>Tymon</osoba> do <osoba>Flawiusza</osoba>:</didaskalia>
<strofa><wers_cd>Zbliż się i wytłumacz,</wers_cd>/
Co się to znaczy, że jestem zmuszony/
Krzyków tych słuchać o zaległe długi,/
O niespłacone na termin obligi,/
Z krzywdą mojego honoru.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Panowie,</wers_cd>/
Nie teraz pora do spraw takiej treści./
Do poobiedzia zechciejcie poczekać,/
A ja tymczasem wytłumaczę panu,/
Dlaczego dotąd długi nie spłacone.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zróbcie tak, proszę, moi przyjaciele./
Tymczasem daj im uczciwe przyjęcie.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Proszę za sobą.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>KAFIS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Czekajcie! Czekajcie! Apemantus zbliża się z błaznem, pobawmy się z nimi trochę.</akap></kwestia>

<didaskalia>Wchodzą <osoba>Apemantus</osoba> i <osoba>Błazen</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SŁUGA WARRONA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Na szubienicę z tym hultajem! Nawymyśla nam tylko.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA IZYDORA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Zaraza na tego psa!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA WARRONA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jak się masz, błaźnie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Czy rozmawiasz z własnym cieniem?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA WARRONA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie do ciebie mówię.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie, ale do siebie samego. <didask_tekst>do <osoba>Błazna</osoba></didask_tekst> Idźmy!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA IZYDORA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Sługi Warrona</osoba></didaskalia>
<kwestia><akap>Już ci na grzbiet wsadził błazna.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie jeszcze, bo widzę, że cię jeszcze nie wziął na barana.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KAFIS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A kto teraz błazen?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ten, co się o to pyta. Biedni hultaje, fagasy lichwiarzy! Rajfury między złotem a potrzebą!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WSZYSCY SŁUDZY</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Czym jesteśmy, Apemancie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Osłami.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WSZYSCY</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dlaczego?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Bo się pytacie, czym jesteście, i nie znacie samych siebie. Mów do nich, błaźnie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BŁAZEN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jak się macie, panowie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WSZYSCY</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dziękujemy, dobry błaźnie; a jak się ma twoja kochanka?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BŁAZEN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Właśnie grzeje wodę, aby oparzyć takie, jak wy, kurczęta. Ach, gdybyśmy mogli widzieć was w Koryncie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dobrze, dziękuję.</akap></kwestia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Paź</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>BŁAZEN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Patrz, zbliża się paź mojej pani.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PAŹ</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Błazna</osoba></didaskalia>
<kwestia><akap>Jakże tam, kapitanie? Co robisz w tej mądrej kompanii? Jak się masz, Apemancie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Chciałbym mieć kij w gębie, żebym ci użytecznie mógł odpowiedzieć.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PAŹ</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Proszę cię, Apemancie, czytaj mi adresy tych listów, bo nie wiem, który któremu oddać.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie umiesz czytać?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PAŹ</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To niewiele umrze mądrości w dniu, w którym cię powieszą. Ten do Tymona, ten do Alcybiadesa. Widzę, że się urodziłeś bękartem, a umrzesz rajfurem.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PAŹ</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A ty się ulągłeś szczenięciem, a umrzesz psią śmiercią --- z głodu. Nie odpowiadaj, odchodzę.</akap></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tak zawsze przed łaską uciekasz. Błaźnie, pójdę z tobą do Tymona.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BŁAZEN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Czy mnie tam zostawisz?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jeżeli go zastaniemy w domu. Wy trzej służycie trzem lichwiarzom?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WSZYSCY</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tak jest, a wolelibyśmy, żeby oni nam służyli.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>I ja też bym wolał, byłby to figiel, jakiego nigdy jeszcze kat złodziejowi nie wypłatał.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BŁAZEN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jesteście sługami trzech lichwiarzy?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WSZYSCY</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tak jest, błazenku.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BŁAZEN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Zdaje mi się, że każdy lichwiarz musi mieć błazna na służbie. Pani moja jest także lichwiarką, ja też jestem jej błaznem, gdy ludzie przychodzą pożyczać u waszych panów, wchodzą ze smutkiem, a odchodzą z weselem; w domu mojej pani dzieje się przeciwnie, wchodzą z weselem, a odchodzą ze smutkiem. Dlaczego?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA WARRONA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Mógłbym powiedzieć jedną tego przyczynę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Powiedz więc, ażebyśmy cię uznali za tatusia<pe><slowo_obce>abyśmy cię uznali za tatusia</slowo_obce> --- w późn. wyd. zweryfikowano tłumaczenie na dosadniejsze: ,,(...) za rajfura".</pe> i hultaja, co wcale nie umniejszy twojego poważania.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA WARRONA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co to jest tatuś<pe><slowo_obce>tatuś</slowo_obce> --- w późn. wyd. zweryfikowano tłumaczenie na dosadniejsze: rajfur.</pe>, błazenku?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BŁAZEN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Błazen w pięknym odzieniu, coś na twoje podobieństwo. Jest to duch: czasami pokazuje się w postaci pana, czasami w postaci prawnika, czasami wygląda jak filozof, tylko że nie filozoficznego szuka kamienia; bardzo często ma minę kawalera, a w ogólności wszystkie formy, pod którymi człowiek rośnie i próchnieje od trzynastego do osiemdziesiątego roku.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA WARRONA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie całkiem ty błazen.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BŁAZEN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jak ty nie całkiem mądry. Ile u mnie błazeństwa, tyle u ciebie braku mądrości.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tej odpowiedzi nie powstydziłby się Apemantus.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WSZYSCY SŁUDZY</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Z drogi! Z drogi! Zbliża się Tymon.</akap></kwestia>

<didaskalia>Wchodzą <osoba>Tymon</osoba> i <osoba>Flawiusz</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>BŁAZEN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie zawsze ja chodzę za kochankiem, starszym bratem lub kobietą; zdarza mi się chodzić i za filozofem.</akap></kwestia>

<didaskalia>Wychodzą <osoba>Apemantus</osoba> i <osoba>Błazen</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Oddalcie się, proszę, za chwilę przyjdę rozmówić się z wami</akap></kwestia>

<didaskalia>Wychodzą <osoba>Słudzy</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dziwię się bardzo. Dlaczego aż dotąd/
Jasnoś mi stanu mego nie wykazał,/
Abym wydawał wedle mych dochodów?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nigdy mnie, panie, słuchać nie raczyłeś.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Żartujesz; może wybierałeś porę,/
W której mi słuchać było niepodobna;/
Trudność tę wziąłeś sobie za wymówkę/
Twego niedbalstwa.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>O dobry mój panie,</wers_cd>/
Moje rachunki przynosiłem nieraz;/
Gdym je przedstawiał, odpychałeś księgi./
Mówiąc, że moja sprawdza je uczciwość;/
Kiedyś za lada datek nakazywał/
Skarby przesyłać, płakałem jak dziecko,/
A nawet często, bez względu na respekt,/
Błagałem, żebyś rękę mniej otwierał;/
Musiałem nieraz fukania twe znosić,/
Kiedy mówiłem o skarbów odpływie,/
O długów coraz groźniejszym przystępie,/
Drogi mój panie, choć to już za późno,/
Czas wielki, żebyś usłyszał na koniec,/
Że cała masa twoich posiadłości/
Połowy twoich długów nie pokryje.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Sprzedaj me ziemie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wszystkie zastawione,</wers_cd>/
Niejedna poszła w ręce wierzycieli./
Co pozostało, ledwo zamknie usta/
Dzisiejszym długom, jutro przyjdą nowe;/
Jak je zapłacić? Jaka przyszłość nasza?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Do Sparty me się rozciągały klucze.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Drogi mój panie, świat to wyraz tylko;/
Gdyby był twoim, gdybyś nim rozrządzał,/
Jakby się prędko z twoich rąk wyśliznął!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To prawda.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Panie, jeśli podejrzewasz,</wers_cd>/
Jeżeli wątpisz o mej uczciwości,/
Błagam cię, wybierz sędziów najsurowszych,/
Niechaj się w moich rozpatrzą rachunkach./
Bóg mi jest świadkiem, że gdy twoje sale/
Od pasożytów twych się trzęsły krzyku,/
Gdy się w piwnicach lało twoje wino,/
Kiedy twój pałac od pochodni gorzał,/
A grzmot kapeli echo odbijało,/
Me oczy w kącie łzami zachodziły.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dość tego!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Boże, mówiłem do siebie:</wers_cd>/
Pan mój jak wielki, jak wspaniałomyślny!/
Tłum niewolników i chłopów tej nocy/
Ile zbytkownych połknął tu łakoci!/
Kto się Tymona poddanym nie pisze?/
Na jego służbę nie oddaje serca,/
Głowy i szabli, i sił, i majątku?/
O wielki Tymon! Szlachetny, królewski!/
Lecz gdy skarb zniknie, co tę chwałę płaci,/
I duch uleci, który ją dziś trąbi:/
Głód zamorduje, co spłodziła uczta;/
Niech przyjdzie jeden chłodny dzień zimowy,/
A tych komarów cała zniknie chmara.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dosyć, powtarzam; skończ twoje kazanie!/
Ma dobroć nigdy nie była nikczemną;/
Nie podle, alem nierozważnie dawał./
Dlaczego płaczesz? Możeszli<pe><slowo_obce>możeszli</slowo_obce> --- konstrukcja z partykułą -li; znaczenie: czy możesz.</pe> przypuszczać,/
Że w mej potrzebie nie znajdę przyjaciół?/
O, bądź spokojny! Bo gdybym chciał czerpać/
Z mnogich miłości mojej magazynów,/
Gdybym pożyczką na próbę chciał stawić/
Przyjaciół serca, tak mi łatwo będzie/
Rozrządzać ludźmi i ludzi fortuną,/
Jak mi rozkazać łatwo, żebyś mówił.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bodaj się twoje sprawdziły nadzieje!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I gdy rozważam dzisiejsze kłopoty,/
Błogosławieństwem zdają mi się nowym,/
By przez nie moich doświadczyć przyjaciół./
Zobaczysz wkrótce, jak mylne twe sądy:/
Jestem bogaty przyjaciół skarbami,/
Hej, Flaminiuszu! Serwiliuszu, hola!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wchodzą <osoba>Flaminiusz</osoba>, <osoba>Serwiliusz</osoba> i kilka sług innych.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SERWILIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Panie! Panie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Mam dla każdego z was zlecenie. Ty pójdziesz do Lucjusza, ty do Lukullusa; polowałem dziś z jego dostojnością; ty do Semproniusza. Polećcie mnie ich przyjaźni i dodajcie, iż jestem dumny, że moje interesa<pe><slowo_obce>interesa</slowo_obce> --- dziś M.lm: interesy.</pe> dają mi sposobność żądania od nich pieniężnych zasiłków. Żądajcie pięćdziesiąt talentów.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAMINIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jak rozkazałeś, panie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<kwestia><akap>Lucjusz? Lukullus? Hm!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A ty, mopanku, idź do senatorów ---/
Sprawie publicznej oddane usługi/
Prośbie mej, sądzę, dadzą posłuchanie ---/
Powiedz, niech raczą bez zwłoki mi przysłać/
Tysiąc talentów.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Przekonany, panie,</wers_cd>/
Że to najkrótsza będzie dla mnie droga,/
Dość byłem śmiały, że im na rękojmię/
Twój podpis dałem, lecz kiwali głową/
I nie bogatszy wróciłem do domu.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Byćże to może<pe><slowo_obce>byćże to może</slowo_obce> --- konstrukcja z partykułą -że; znaczenie: czy być to może.</pe>? Czy mi prawdę mówisz?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Odpowiedzieli wszyscy jednomyślnie,/
Że są bez grosza --- że w tej właśnie porze/
Nie mogą zrobić, co by zrobić chcieli ---/
Że ich to boli --- żeś jest mąż dostojny ---/
Żeby jednakże pragnęli --- że sądzą ---/
Że wszystko jakoś nie było, jak trzeba ---/
Że najzacniejsi swe mają dziwactwa ---/
Pragną, by wszystko dobrze się skończyło ---/
Że szkoda --- w końcu dla różnych pozorów,/
Patrząc z ukosa, szeptając półsłówka,/
Półukłonami, zimnym głów kiwaniem/
Na moich ustach zmrozili mi słowa.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niech Bóg ich skarze! Ale nie rozpaczaj;/
W starcach niewdzięczność jest jakby dziedziczna./
Ich krew zamarzła, zimna, ledwo płynie;/
Dla braku ciepła dobroć ich ostygła;/
Ludzka natura, chyląc się ku ziemi,/
Do swej podróży gotuje się z wolna,/
Ziębnie, ciężeje.</strofa>

<didaskalia>do <osoba>sługi</osoba></didaskalia>
<strofa><wers_cd>Idź do Wentydiusza.</wers_cd></strofa>

<didaskalia>do <osoba>Flawiusza</osoba></didaskalia>
<strofa>Nie smuć się, proszę, wiem, żeś jest uczciwy,/
I szczerze mówię, w sprawie tej niewinny.</strofa>

<didaskalia>do <osoba>sługi</osoba></didaskalia>
<strofa>Wentydiusz ojca niedawno pogrzebał/
I odziedziczył ogromny majątek;/
Gdy był ubogi, w więzieniu za długi/
I bez przyjaciół, dałem pięć talentów,/
By mu dać wolność. Pozdrów go ode mnie,/
Powiedz, że smutna zmusza mnie konieczność/
O zwrot tych pięciu talentów upraszać.</strofa>

<didaskalia>do <osoba>Flawiusza</osoba></didaskalia>
<strofa>Gdy je odbierzesz, bez najmniejszej zwłoki/
Spłacisz tym ludziom, co się im należy:/
Tylko ci myślą bluźnić nie pozwolę,/
Żem mógł utonąć w przyjaciół mych kole.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bodajem błądził! Dobry w złe nie wierzy,/
Bo własną miarą innych ludzi mierzy!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>




<naglowek_akt>AKT TRZECI</naglowek_akt>



<naglowek_scena>SCENA PIERWSZA</naglowek_scena>

<didaskalia>Ateny. Pokój w domu <osoba>Lukullusa</osoba>.</didaskalia>
<didaskalia><osoba>Flaminiusz</osoba> czeka. Wchodzi <osoba>Sługa</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SŁUGA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zameldowałem cię panu, przyjdzie niebawem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAMINIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Dziękuję.</wers_cd></strofa></kwestia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Lukullus</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SŁUGA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Otóż i pan mój.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUKULLUS</naglowek_osoba>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<kwestia><akap>Jeden z dworzan Tymona? O zakład, przynosi mi jakiś prezent. Na uczciwość, w sam czas; śniło mi się tej nocy o srebrnej miednicy i dzbanku. Flaminiuszu, uczciwy Flaminiuszu, witam z poszanowaniem. Daj nam wina.</akap>
<didaskalia>Wychodzi <osoba>Sługa</osoba>.</didaskalia>
<akap>A teraz powiedz mi, jak się ma ten zacny, doskonały, wspaniałomyślny szlachcic ateński, twój pan dobry a szczodrobliwy?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAMINIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Zdrowie jego nic do życzenia nie zostawia.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUKULLUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Cieszę się, że zdrów jest. A co tam trzymasz pod płaszczem, mój piękniuchny Flaminiuszku?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAMINIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Na uczciwość, panie, tylko pustą szkatułkę, z którą przychodzę, w imieniu pana, z prośbą, żeby ją wasza dostojność raczyła napełnić. Pan mój, mając wielką a nagłą potrzebę pięćdziesięciu talentów, wyprawił mnie do wielmożnego pana, a nie wątpi, że mu je dasz bez zwłoki.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUKULLUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>La, la, la, la! Nie wątpi, powiada? Niestety! Dobry to pan, wielkoduszny szlachcic, gdyby tylko tak wielkiego dworu nie prowadził! Nieraz, a nawet często obiadowałem u niego i napomykałem mu o tym. Ostatnim nawet razem przyjąłem zaproszenie na wieczerzę dlatego jedynie, żeby mu powiedzieć, aby mniej wydawał, ale ani chciał słuchać mojej rady i z odwiedzin moich korzystać. Każdy człowiek ma swoją wadę, a jego wadą była hojność. Mówiłem mu to, ale nie udało mi się go poprawić.</akap></kwestia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Sługa</osoba> z winem.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SŁUGA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Przynoszę wino, panie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUKULLUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Flaminiuszu, od dawna zmiarkowałem, że byłeś roztropnym człowiekiem. Twoje zdrowie!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAMINIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wielmożny pan zbyt łaskawy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUKULLUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Uważałem w tobie umysł zawsze giętki a bystry --- oddaję ci tylko sprawiedliwość --- zdolny poznać, co rozsądne, i korzystać z okoliczności, jeśli się okoliczność nadarzy: dobre to są przymioty.</akap>
<didaskalia>do <osoba>Sługi</osoba></didaskalia>
<akap>Oddal się, mopanku.</akap>
<didaskalia><osoba>Sługa</osoba> wychodzi.</didaskalia>
<akap>Zbliż się, uczciwy Flaminiuszu. Pan twój jest wspaniałomyślnym szlachcicem, ale ty masz rozum i wiesz doskonale, choć do mnie przychodzisz, że to nie pora pożyczania pieniędzy, zwłaszcza dla nagiej przyjaźni, bez żadnych rękojmi. Weź te trzy dukaty dla siebie, uczciwy chłopaku, przymruż trochę oczu i powiedz, że mnie w domu nie znalazłeś. Bądź zdrów!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAMINIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Byćże to może, by świat tak się zmienił,/
My jednak żyli, jak żyliśmy wprzódy?/
Niech się to złoto przyrzuci do masy,/
Ha, ty przeklęty i podły metalu,/
Leć do tych, którzy za boga cię mają!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Rzuca pieniądze.</didaskalia>


<naglowek_osoba>LUKULLUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ha! Widzę, żeś dureń i godny swojego pana.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>FLAMINIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W której, piekielnym roztopionej ogniem,/
Będziesz się smażył, chorobo przyjaźni,/
Nie przyjacielu, bo przyjaźni serce/
Jestże tak słabe, tak łatwo topliwe,/
By się w niecałych dwóch zmieniło dobach?/
O, czuję pana mego oburzenie!/
Nędznik ten jeszcze potrawy Tymona/
W swym ma żołądku; czemu te potrawy/
Mają się zmienić na pokarm dla niego,/
Gdy on sam w czarną zmienił się truciznę?/
Bodaj mu tylko przyniosły chorobę!/
A kiedy śmierci nadejdzie godzina,/
Bodaj żywotnych sił jego ta cząstka,/
Za którą pan mój złotem swoim płacił,/
Nie dała zdrowia, cierpień nie zmniejszyła,/
Konania tylko męki przedłużyła!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA DRUGA</naglowek_scena>

<didaskalia>Plac publiczny.</didaskalia>
<didaskalia>Wchodzi <osoba>Lucjusz</osoba> z trzema cudzoziemcami.</didaskalia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Kto? Tymon? To mój najlepszy przyjaciel i szlachcic najzacniejszy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY CUDZOZIEMIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wiemy o tym bardzo dobrze, choć go nie znamy osobiście. Mogę ci jednak jedną rzecz powiedzieć, mój panie, o której dowiedziałem się ze słuchu; szczęśliwe godziny Tymona już się skończyły i przeminęły; majątek z rąk mu się wyślizga.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie, nie wierzę temu; nie zabraknie mu nigdy pieniędzy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI CUDZOZIEMIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wierzaj jednak temu, panie, że niedawno jeden z jego dworzan udał się do Lukullusa z prośbą o pożyczenie nie wiem ilu talentów. Ba! Natrętnie nawet nalegał i przedstawiał, w jak wielkiej pan jego był potrzebie; Lukullus mu jednak odmówił.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI CUDZOZIEMIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Odmówił mu, powtarzam.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jak dziwne zdarzenie! Na Boga, rumienię się za niego. Odmówił temu honorowemu człowiekowi! To rzecz bardzo niehonorowa. Co do mnie, wyznaję, że odebrałem od niego drobne dowody uprzejmości, jak na przykład: pieniądze, stołowe srebra, klejnoty i tym podobne bagatele, nic nieznaczące w porównaniu z tym, co dostał Lukullus, a przecie, gdyby go był pominął, a do mnie się udał, nigdy bym nie odmówił potrzebnych mu talentów.</akap></kwestia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Serwiliusz</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SERWILIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Patrz, co za szczęście! To on! Zapociłem się, szukając jego dostojności.</akap>
<didaskalia>do <osoba>Lucjusza</osoba></didaskalia>
<akap>Zacny mój panie...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Serwiliusz! Cieszę się z tego spotkania. Bądź zdrów! Poleć mnie twojemu zacnemu a cnotliwemu panu, mojemu najlepszemu przyjacielowi.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SERWILIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Z przeproszeniem waszej dostojności, pan mój przysyła...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ha, co przysyła? Już mu tyle winienem, a on zawsze przysyła! Jak mu wdzięczność moją okazać? Powiedz. A teraz co przysyła? Przysyła mnie tylko z naglącą prośbą, panie, abyś mu natychmiast pożyczył, ile tu napisane talentów.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>SERWILIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Przysyła mnie tylko z naglącą prośbą, panie, abyś mu natychmiast pożyczył, ile tu napisane talentów.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Widzę, że pan twój chce sobie żartować:/
Choćby talentów nawet pięć tysięcy/
Było mu trzeba, nietrudno to znajdzie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SERWILIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tymczasem, panie, nie trzeba mu tyle./
Gdyby konieczność mniej była nagląca,/
Nigdy bym z takim nie prosił natręctwem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Więc to na serio mówisz, Serwiliuszu?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SERWILIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Na duszę moją, szczerą tylko prawdę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co za głupie ze mnie bydlę, żem się do grosza wyszeptał właśnie w porę, w której miałbym sposobność honorowo sobie postąpić! Co za nieszczęśliwe zdarzenie, że wczoraj kupiłem drobny majątek, aby dziś wielki stracić honor! Serwiliuszu, Bóg widzi, nie mogę mu usłużyć, i tym większe ze mnie bydlę, powtarzam. Właśnie miałem zamiar sam posłać do Tymona z tą samą prośbą, biorę tych panów na świadków; ale teraz za wszystkie bogactwa Aten zrobić bym tego nie chciał. Poleć mnie uprzejmie twojemu dobremu panu. Spodziewam się, że nie będzie miał złej o mnie opinii, jeśli nie jestem w możności oddania mu tej usługi; powiedz mu ode mnie, iż uważam to za największą dla siebie boleść, że nie mogę zadośćuczynić żądaniom tak honorowego szlachcica. Dobry Serwiliuszu, czy zechcesz oddać mi tę usługę i powtórzyć mu własne moje słowa?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SERWILIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zrobię to, panie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wdzięczny ci za to będę, Serwiliuszu.</strofa>
<didaskalia>Wychodzi <osoba>Serwiliusz</osoba>.</didaskalia>
<strofa>To prawda, widzę, z Tymonem jest krucho:/
Źle tam, gdzie przyjaźń zaczyna być głuchą.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY CUDZOZIEMIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czy uważałeś?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI CUDZOZIEMIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ach, zbyt tylko dobrze!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY CUDZOZIEMIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To świata zwyczaj! Nie znajdziesz pochlebcy,/
Który by z innej lepiony był gliny./
Kto by mógł swoim nazwać przyjacielem/
Tego, co je z nim z jednego półmiska?/
Toć, ilem słyszał, Tymon tego pana/
Był jakby ojcem; ze swojej szkatuły/
Popierał jego kredyt, płacił ludzi;/
Lucjusz nie może wypić kropli wina,/
By do ust sreber Tymona nie zbliżył,/
A przecie --- patrzcie, jak potworny człowiek,/
Gdy w niewdzięcznika jawi się postaci,/
Odmawia teraz na jego żądanie,/
Co miłosierny dałby żebrakowi.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TRZECI CUDZOZIEMIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Religia na to jęczy widowisko.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY CUDZOZIEMIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja, chociem nigdy nie widział Tymona,/
Nigdy szczodroty jego nie doświadczył,/
Bym mógł się liczyć do jego przyjaciół,/
Przysięgam jednak, że dla jego cnoty,/
Jego honoru, wspaniałomyślności,/
Gdyby w potrzebie do mnie się był udał,/
W majątku moim dar bym jego widział/
I lepszą jego zwrócił mu połowę;/
W tak wielkiej cenie serce jego trzymam./
Litość nam w duszy dziś zgłuszyć wypada,/
Bo dziś interes nad sumieniem włada.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA TRZECIA</naglowek_scena>

<didaskalia>Pokój w domu <osoba>Semproniusza</osoba>.</didaskalia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Semproniusz</osoba> i <osoba>Sługa Tymona</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SEMPRONIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Trzebaż koniecznie, aby przed innymi/
Mnie najpierwszego sprawą tą kłopotał?/
Mógł był próbować Lukulla, Lucjusza;/
Wentydiusz także dzisiaj jest bogaty;/
Tymon go kiedyś z więzienia wykupił;/
Wszyscy trzej swoją winni mu fortunę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niestety pan mój wszystkich już próbował./
We wszystkich znalazł metal lichej próby:/
Wszyscy odmowną dali mu odpowiedź.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SEMPRONIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to, odmowną? Wentydiusz, Lukullus?/
A teraz do mnie przysyła? Hm, wszyscy!/
To brak miłości lub rozsądku zdradza./
Więc mam ostatnią być jego ucieczką?/
Trzej przyjaciele, jakby trzej doktorzy,/
Już opuścili chorego trzykrotnie,/
Teraz się jego podjąć mam kuracji?/
Twój pan mnie skrzywdził, ciężko mnie obraził;/
Lepiej mógł wiedzieć, co mi się należy,/
I nie pojmuję, dlaczego w potrzebie/
Do mnie pierwszego udać się nie raczył./
Ja pierwszy jego otrzymałem dary,/
A on tak licho jednak o mnie sądził,/
Że mu ostatni wdzięczność mą pokażę?/
Nie, nie chcę ludzi zostać pośmiewiskiem,/
Między panami uchodzić za dudka./
Wolałbym raczej dać trzy razy tyle,/
Byleby naprzód do mnie się był zgłosił;/
Tak byłem chętny w pomoc mu pośpieszyć./
Idź, a do zimnej innych odpowiedzi/
Dodaj i moją: kto honor mój plami,/
Niechaj się żegna z mymi talentami.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SŁUGA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Doskonale! Honorowy łotr z waszmości. Nie wiedział diabeł, co robił, gdy lepił polityka; sam się zrujnował, bo jestem pewny, iż na tym się skończy, że swoim hultajstwem wybawi się człowiek z diabelskiej niewoli. Co sobie kłopotu pan ten zadaje, żeby się hultajem pokazać! Do uczciwych udaje się wzorów, aby zostać hajdamaką, podobny do tych ludzi, którzy przez gorącą gorliwość gotowi całe królestwo podpalić. Takiej natury jest jego polityczna miłość!</akap>
<strofa>On twą ostatnią był nadzieją, panie,/
Wszystko przepadło! Lecz Bóg ci zostanie,/
<begin id="b1415581862769-247911078"/><motyw id="m1415581862769-247911078">Korzyść, Pieniądz, Samotność</motyw>Drzwi, co przez długie pomyślności lata/
Rygla nie znały, teraz po raz pierwszy/
Wolności swego pana bronić muszą./
Taki to zwykle koniec rozrzutnika:/
Nie zamknął kufra, drzwi teraz zamyka.<end id="e1415581862769-247911078"/></strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA CZWARTA</naglowek_scena>

<didaskalia>Przysionek w domu <osoba>Tymona</osoba>.</didaskalia>

<didaskalia>Wchodzą dwaj słudzy <osoba>Warrona</osoba>, <osoba>Sługa Lucjusza</osoba>, <osoba>Tytus</osoba>, <osoba>Hortensjusz</osoba> i inni słudzy wierzycieli <osoba>Tymona</osoba>, czekając na jego wyjście.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SŁUGA WARRONA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Witaj, Tytusie, witaj, Hortensjuszu!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dobry Warronie, witam cię uprzejmie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HORTENSJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I Lucjusz? Co nas wszystkich tu sprowadza?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA LUCJUSZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wszystkich, jak myślę, tenże sam interes./
Ja po pieniądze przychodzę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>My także.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Filotus</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SŁUGA LUCJUSZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Patrz, i Filotus.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FILOTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wszystkim wam dzień dobry!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA LUCJUSZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dzień dobry, bracie. A która godzina?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FILOTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Blisko dziewiątej.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA LUCJUSZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jak to, już tak późno?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FILOTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czyli się Tymon jeszcze nie pokazał?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA LUCJUSZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FILOTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>To rzecz dziwna, bo wedle zwyczaju,</wers_cd>/
Już go o siódmej można było widzieć.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA LUCJUSZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bo widzisz, krótsze są dni jego teraz./
Bieg marnotrawcy jest niby bieg słońca,/
Tym tylko różny, że się nie odnawia;/
Boję się, żeby w Tymona sakiewce/
Głęboka zima dziś nie panowała,/
To jest: że choćbyś dłoń wsunął głęboko,/
Niewiele znajdziesz.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FILOTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Bojaźń twoją dzielę.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Na dziwną sprawę zwracam waszą baczność.</strofa>
<didaskalia>do <osoba>Hortensjusza</osoba></didaskalia>
<strofa>Twój pan cię przysłał po pieniądze?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HORTENSJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Zgadłeś.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A na swym palcu dar nosi Tymona,/
Za który żądać przychodzę zapłaty.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HORTENSJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Robię, co muszę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA LUCJUSZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Każdy mi uwierzy,</wers_cd>/
Że Tymon płaci więcej, niż należy;/
Boć to wygląda, jakby Tymonowi/
Za te klejnoty twój pan płacić kazał,/
Które sam nosi.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>HORTENSJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Bóg mi też jest świadkiem,</wers_cd>/
Że rozkaz pana z wielkim pełnię wstrętem./
Tymon lat tyle był mu dobrodziejem!/
Niewdzięczny, gorzej dziś jest niż złodziejem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SŁUGA WARRONA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Po trzy tysiące koron ja przychodzę;/
A ty po ile?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA LUCJUSZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja po pięć tysięcy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SŁUGA WARRONA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wielka to suma, a biorąc z niej miarę,/
Twój pan mu więcej niżeli mój ufał;/
Inaczej kredyt z dwóch stron byłby równy.</strofa></kwestia>
<didaskalia>Wchodzi <osoba>Flaminiusz</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jeden z dworzan Tymona.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA LUCJUSZA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Flaminiuszu, panie, jedno słowo. Powiedz, proszę, czy Tymon gotowy jest nas przyjąć?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAMINIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie, wierzaj mi, niegotowy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Czekamy na jego dostojność; proszę cię, racz mu to powiedzieć.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAMINIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie potrzebuję mu tego mówić; wie on dobrze, że zbyt tylko wielka wasza gorliwość.</akap></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi <osoba>Flaminiusz</osoba>. Wchodzi <osoba>Flawiusz</osoba> zakapturzony.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SŁUGA LUCJUSZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czy to nie jego intendent w kapturze?/
Idzie jak mglistą owinięty chmurą./
Wołaj go.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Panie, czy słyszysz?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI SŁUGA WARRONA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Mój panie...</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czego żądacie, moi przyjaciele?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czekamy, panie, na pewne pieniądze.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O, gdyby pewne tak były pieniądze,/
Jak jest czekanie, dobrze by to było./
Czemuście wtedy nie przyszli z rachunkiem,/
Kiedy panowie wasi przeniewierni/
U stołu pana mego zajadali?/
Lecz oni wtedy z łaszącym uśmiechem/
Łykali chciwie długów swoich procent./
Marny wasz kłopot; puśćcie mnie spokojnie,/
Bo nic już nie ma, wierzcie mej przysiędze,/
Co by pan trwonił, a ja stawiał w księdze.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA LUCJUSZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Taka odpowiedź wcale nie posłuży.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SŁUGA WARRONA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co tam pod nosem mruczy ten abszytowany mopanek?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdy nie posłuży, to mniej od was podła,/
Bo wy hultajom służycie.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DRUGI SŁUGA WARRONA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Mniejsza o to; on teraz biedny, to dostateczną dla nas zemstą. Kto może śmielej mówić niż ten, co nie ma domu, w którym by złożył swoją głowę? Takiemu wolno wygadywać na kamienice.</akap></kwestia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Serwiliusz</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Otóż i Serwiliusz; teraz przynajmniej dostaniemy jaką odpowiedź.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SERWILIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Gdybyście raczyli, panowie, wrócić innym razem, nieskończoną oddalibyście mi usługę, bo, na moją duszę, pan mój dziwnie teraz pochopny do złego humoru. Odbiegło go dawne umiarkowanie; chory jest prócz tego i nie wychodzi z komnaty.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA LUCJUSZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie każdy chory, co siedzi w komnacie;/
A jeśli prawda, że tak z nim jest krucho,/
To winien długi swe tym spieszniej spłacić,/
By mu do bogów lżejsza była podróż.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SERWILIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Boże!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Odpowiedź ta niedostateczna.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAMINIUSZ</naglowek_osoba>
<didaskalia>poza sceną</didaskalia>
<kwestia><akap>O panie, panie! Ratuj, Serwiliuszu!</akap></kwestia>

<didaskalia>Wbiega <osoba>Tymon</osoba> z wściekłością, za nim <osoba>Flaminiusz</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co? Drzwi me własne przede mną zamknięte?/
Ja, zawsze wolny, mam dziś w własnym domu/
Zamurowany jak w więzieniu siedzieć?/
Czy nawet miejsce, w którym ucztowałem,/
Jak ludzie, serce żelazne ma dla mnie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA LUCJUSZA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Zagadnij do niego, Tytusie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS<begin id="b1415582405563-3602787203"/><motyw id="m1415582405563-3602787203">Pieniądz, Szaleństwo, Rozpacz</motyw></naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wielmożny panie, oto mój rachunek.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA LUCJUSZA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A to mój.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA HORTENSJUSZA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>I mój, wielmożny panie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>OBAJ SŁUDZY WARRONA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>I nasz, wielmożny panie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FILOTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wszystkie nasze kwity.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lepiej od razu skwitujcie mnie z życia.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA LUCJUSZA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Niestety! Wielmożny panie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pokrajcie serce moje na talarki.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Pięćdziesiąt talentów, wielmożny panie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zapłać sobie krwią moją.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUGA LUCJUSZA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Pięć tysięcy koron, wielmożny panie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Weź pięć tysięcy kropli --- będzie kwita./
A tobie ile? A ile znów tobie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SŁUGA WARRONA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jaśnie panie...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI SŁUGA WARRONA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jaśnie panie...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bierzcie mnie, drzyjcie, a niech Bóg was skarze!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>HORTENSJUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Widzę, na uczciwość, że nasi panowie mogą się pożegnać z pieniędzmi. Długi te można nazwać śmiało desperackimi, bo je winien desperat.</akap></kwestia>

<didaskalia>Wychodzą. Wracają <osoba>Tymon</osoba> i <osoba>Flawiusz</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nędzniki! Oddech mi zatamowali./
O wierzyciele! Diabły!<end id="e1415582405563-3602787203"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Drogi panie...</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A gdybym jednak tak zrobił?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Mój panie...</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zrobię tak. Hola! Gdzie jest mój intendent?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jestem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Więc śpiesz się; sproś mi tu natychmiast/
Wszystkich: Lukulla, Semproniusza, wszystkich./
Raz jeszcze łotrów tych chcę uczęstować.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Panie mój, mówisz w duszy obłąkaniu;/
Co mamy w domu, nie wystarczy nawet/
Na zapłacenie skromnego obiadu.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie troszcz się o to; masz moje rozkazy;/
Raz jeszcze całą bandę sproś tu żwawo;/
Reszta jest moją i kucharza sprawą.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA PIĄTA</naglowek_scena>

<didaskalia>Izba senatorska.</didaskalia>

<didaskalia>Senat zebrany. Wchodzi <osoba>Alcybiades</osoba> z orszakiem.</didaskalia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zdanie to dzielę; czyn godny jest śmierci;/
Przestępca musi gardłem go zapłacić/
Niewczesna litość grzechy tylko płodzi.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Prawda; niech prawo skruszy winowajcę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Cześć senatowi, zdrowie, miłosierdzie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Po co przychodzisz, dzielny naczelniku?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES<begin id="b1415583074146-1740584550"/><motyw id="m1415583074146-1740584550">Sąd, Prawo, Wina, Kara, Przyjaźń</motyw></naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przychodzę z prośbą pokorną, senacie:/
Wszak litość prawa najpierwszą jest cnotą,/
Tyran je tylko srogo wykonywa./
Zbieg niefortunnych wypadków przycisnął/
Żelazną ręką mego przyjaciela,/
Który, gorącej krwi podszeptem gnany,/
Rzucił się w prawa przepaść, niezgłębioną/
Dla nieprzezornych; był to jednak człowiek,/
Gdyby nie jeden fatalny uczynek,/
Dotąd cnót wszystkich ozdobiony wieńcem./
W tym nawet czynie nie było podłości,/
I to go względom senatu zaleca;/
Bo uniesiony szlachetnych dusz gniewem,/
Widząc splamione swoje dobre imię,/
Dopiero wtedy na wroga się rzucił,/
Gdy zużył wszystkie skarby cierpliwości,/
Długie godziny słuchając bez wstrętu/
Czarnych potwarzy jakby argumentu.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Paradoksalnym chcesz rozumowaniem/
Szpetny uczynek przemienić na piękny./
Wypracowanych słów twoich zadaniem/
Na wysokościach mordercę postawić/
I kłótliwości dać męstwa znamiona,/
Choć ona tylko męstwa jest bękartem,/
A przyszła na świat z sekciarstwem i fakcją./
Tylko ten słusznie mężnym zwać się może,/
Co cierpi ludzkich języków złość wszelką,/
Wszelką obrazę obojętnie nosi/
Na zewnątrz, jakby zwyczajne odzienie,/
Ale do głębi duszy jej nie wpuszcza,/
By mu nie była występku podszeptem,/
Gdy krzywda złem jest i każe mordować,/
Szaleństwem życie dla zła ryzykować.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Panie...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Daremno grzech zmienić chcesz w cnotę:</wers_cd>/
Nie mści się mężny, lecz znosi sromotę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Więc mi przebaczcie, dostojni panowie,/
Jeśli jak żołnierz mówić teraz będę:/
Więc jest szalonym, kto na wojnę idzie,/
A gróźb nie słucha z mądrą cierpliwością,/
Nieprzyjaciołom, drzemiąc, nie pozwala/
Poderżnąć sobie gardła bez oporu./
Jeżeli znosić znamieniem jest męstwa,/
Po co z orężem wybiegać za mury?/
Gdy cierpliwości należy się palma,/
Nasze kobiety od nas waleczniejsze,/
A osioł lepszym od lwa wojownikiem./
Jeżeli znosić jest mądrości znakiem,/
Zbrodniarz w kajdanach mędrszy jest od sędzi./
Niech dobroć wasza dorówna wielkości:/
Kto nie potępi gwałtu bez krewkości?/
Zabić jest zbrodnią; czynność jednak krwawą/
W własnej obronie uniewinnia prawo./
Wszak gniew jest grzechem, kto jednak, panowie,/
,,Nie znałem grzechu" bez kłamstwa nam powie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Daremne słowa.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Służba jego przecie</wers_cd>/
W lacedemońskiej i bizanckiej wojnie/
Na okup teraz winna mu posłużyć.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Cóż to za służba?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Uczciwa i wielka.</wers_cd>/
Powalił szablą niejednego wroga,/
A sam niejedną w boju odniósł ranę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przyniósł też za to i łupów dostatkiem./
Zawsze niesforny, często rozum topi,/
I męstwo kufla robi niewolnikiem./
Gdyby nie było innych nieprzyjaciół,/
Ten jeden starczy, by go z nóg obalić;/
Nieraz, bydlęcą rozgrzany wściekłością,/
Szuka zaczepki, gotowy na wszystko<pe><slowo_obce>gotowy na wszystko</slowo_obce> --- w późn. wyd. zweryfikowano tłumaczenie w tym miejscu, zastępując ten fragment zdaniem: ,,udział bierze w spiskach".</pe>./
Naszym więc zdaniem, hańbą jego życie,/
A niebezpieczne miastu jego picie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Umrze!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Los twardy. Czemuż w boju nie legł!</wers_cd>/
Panowie, jeśli nie dla jego zasług ---/
Chociaż dłoń jego sama dość bogata,/
Aby u innych długu nie zaciągnąć ---/
Raczcie do usług jego moje przydać,/
A skoro wiek wasz, wiem, lubi rękojmie,/
W zakład wam daję me zwycięstwa, honor,/
Za jego dobre na przyszłość postępki./
Jeśli na koniec jego śmierć konieczna,/
Niech w boju umrze, niech surowość prawa/
Zastąpi wojna surowa i krwawa.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co prawo każe, spełnione być musi;/
Jeśli więc nie chcesz obrazić senatu,/
Przestań nalegać, skończ daremne prośby./
Ni przyjaciela, ni prawo zna brata:/
Krew krwi wylanej jedyna zapłata.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Byćże to może? Nie, nie, tak nie będzie./
Senatorowie, nie wiecież, kto jestem?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1415583163736-3805900504"/><motyw id="m1415583163736-3805900504">Żołnierz, Państwo, Krzywda</motyw>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Raczcie sobie przypomnieć, kto jestem.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TRZECI SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co mówisz?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jestem zmuszony przypuścić,</wers_cd>/
Że wiek podeszły pamięć wam odebrał;/
Inaczej trudno, bym tak mało ważył/
Bym was bez skutku błagał o drobnostkę./
Wy stare moje odświeżacie rany.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gniew nasz bez drżenia rozbudzasz, szalony?/
Ma on słów mało, lecz ramię potężne:/
Jesteś na wieczne skazany wygnanie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Kto? Ja? Wygońcie wasze niedołęstwo./
Wasze lichwiarstwo, które szpeci senat.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jeśli powtórnie ujrzy cię tu słońce,/
Surowszy wyrok zapadnie na ciebie./
Aby od razu skończyć z winowajcą./
Niech go natychmiast na śmierć poprowadzą<end id="e1415583074146-1740584550"/></strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzą senatorowie.</didaskalia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niech starość waszą tyle Bóg przeciągnie,/
Że suche tylko zostaną wam kości,/
Od których ludzie z wstrętem się odwrócą!/
Wściekłość mną miota. Wroga odganiałem,/
Gdy oni swoje liczyli procenty/
I kapitały na lichwę dawali./
Jam tylko w ciężkie zbogacił się rany./
Teraz w nagrodę dostałem wygnanie;/
Takiż to balsam ten lichwiarzy senat/
Na swego wodza żywe rany leje?/
Wygnany, dobrze, przyjmuję wygnanie,/
Godny to powód, by mą wściekłość zbudzić,/
Usprawiedliwić cios przeciw Atenom./
Serca niechętnych żołnierzy podpalę;/
Z silniejszym walczyć chwałą dla tułacza:/
Żołnierz, jak bogi, krzywdy nie przebacza.<end id="e1415583163736-3805900504"/></strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA SZÓSTA</naglowek_scena>

<didaskalia>Wspaniała sala w domu <osoba>Tymona</osoba>.</didaskalia>
<didaskalia>Muzyka. Stoły zastawione. Służba. Przez różne drzwi wchodzą panowie.</didaskalia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dzień dobry ci, panie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Przyjmij ode mnie to samo życzenie. Jak się zdaje, pan ten dostojny wziął nas tylko na próbę ostatnim razem.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>O tym właśnie rozmyślałem w chwili naszego spotkania. Nie sądzę, aby tak źle z nim było, jak to pozornie utrzymywał, aby doświadczyć kilku przyjaciół.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Że tak źle nie jest, najlepiej dowodzi nowa jego uczta.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tak sądzę. Przysłał mi naglące zaproszenie; ważne interesa zmusiły mnie do dania mu odmownej odpowiedzi; lecz nowe jego zaklęcia przemogły nad moimi interesami i niepodobna było odmówić.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>I ja także bez skutku broniłem się ważnością moich zatrudnień; ani chciał słuchać moich wymówek. Przykro mi, że właśnie gdy przysłał do mnie z prośbą o pożyczkę, wszystkie moje zapasy były wyczerpane.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>I mnie ta sama myśl dręczy, zwłaszcza gdy widzę, jaki obrót wzięły rzeczy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wszyscy w takim samym znajdują się położeniu. Ile żądał od ciebie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tysiąc dukatów.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tysiąc dukatów!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A od ciebie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Do mnie przysłał po... ale otóż nadchodzi.</akap></kwestia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Tymon</osoba> z orszakiem.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Witam was serdecznie, mości panowie, jak się macie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jak najlepiej, skorośmy dobre od ciebie otrzymali wiadomości.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jaskółka nie leci chętniej za latem niż my za tobą, panie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<kwestia><akap>Ani chętniej ucieka przed zimą; tak wędrownym ptakiem jest człowiek. <didask_tekst>głośno:</didask_tekst> Panowie, obiad nie zapłaci wam długiego czekania, tymczasem raczcie przynajmniej muzyką wasze uszy, byle odgłos trąby nie był za szorstką dla nich potrawą. Wkrótce wszystko będzie gotowe.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Spodziewam się, panie, iż się na mnie nie gniewasz, że odprawiłem twojego posłańca z próżnymi rękami.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>O, niech cię głowa o to nie boli.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Szlachetny panie...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ach, mój dobry przyjacielu, jakże zdrowie?</akap></kwestia>

<didaskalia>Wnoszą ucztę.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Rumienię się od wstydu, że kiedy ostatnim razem przysłać do mnie raczyłeś, byłem tak nieszczęśliwym żebrakiem.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Zapomnij o tym, panie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Gdybyś był przysłał tylko dwie godziny wcześniej...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Niech cię myśl ta nie kłopocze. Dalej, wnieście wszystko razem!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wszystkie półmiski przykryte.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Prawdziwy królewski bankiet.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TRZECI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Możesz rachować na wszystko, co w tej porze roku za pieniądze można dostać.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jak się macie? Co za nowiny?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TRZECI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Alcybiades wygnany. Czy słyszałeś o tym?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY I DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Alcybiades wygnany?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TRZECI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tak jest, możecie mi wierzyć.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jak to? Jak to?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A za co, proszę?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Zacni moi panowie, raczcie się przybliżyć.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TRZECI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wkrótce opowiem ci szczegóły; ale teraz wspaniała uczta nas woła.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Zawsze po staremu.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TRZECI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tylko czy to długo potrwa? Czy to długo potrwa?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Trwa dotąd --- ale z czasem --- być może...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TRZECI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Rozumiem.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Zasiadajcie proszę, a każdy z takim ogniem, z jakim by się przysuwał do ust swojej kochanki. Wszędzie te same zastawione potrawy. Tylko nie róbcie z naszej uczty miejskiego bankietu, nie pozwólcie, żeby ostygły potrawy, nim się zgodzimy, kto pierwszy zajmie miejsce. Siadajcie! Siadajcie! Tylko zacznijmy od bogów. Wy, potężni dobrodzieje, ześlijcie rosę wdzięczności na nasze zebranie! Rozlewajcie wasze dary, aby dziękowali wam ludzie, ale zatrzymajcie zawsze cząstkę na później, jeśli nie chcecie, żeby pogardzano waszą boskością. Użyczcie każdemu, co trzeba, żeby nic musiał pożyczać u drugich; bo gdyby waszemu nawet bóstwu przyszło pożyczać u ludzi, ludzie wyparliby się bogów. Sprawcie, żeby uczta była ucztującym droższą od traktującego. Nie dozwólcie, aby tam, gdzie się zebrało piętnastu, nie było mendla hultajów; a jeżeli dwanaście kobiet zasiądzie do stołu, sprawcie, żeby ich tuzin był --- czym już jest teraz. Niech gniew wasz dotknie, o bogi, senatorów ateńskich z całą kliką pospolitego ludu; niech własne ich wady posłużą do ich ruiny; a co do tu przytomnych moich przyjaciół, jak niczym są dla mnie, tak nie błogosławcie im w niczym, i ja też na nic ich zaprosiłem. Odkryjcie, kundle, i chłepczcie!</akap></kwestia>

<didaskalia>Odkryte półmiski są napełnione gorącą wodą.</didaskalia>


<naglowek_osoba>KILKU</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jaka myśl jego dostojności?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KILKU INNYCH</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie pojmuję.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bodaj z was żaden, gębni przyjaciele,/
Nigdy do lepszej nie zasiadł biesiady!/
Naturą waszą dym i ciepła woda./
To pożegnanie Tymona ostatnie;/
Umorusany pochlebstw waszych brudem,/
Zmywa go teraz i na twarz wam pluska/
Podłością waszą dymiące pomyje.</strofa>
<didaskalia>pluska im wodą w twarze</didaskalia>
<strofa>Żyjcie w pogardzie długo, pasożyty,/
Z wiecznym uśmiechem na nikczemnej twarzy,/
Uprzejme wilki, dworne rozbójniki,/
Wy letnie muchy, łagodne niedźwiedzie,/
Błazny fortuny, wierni przyjaciele/
Pełnych półmisków, czapki niewolnicy,/
Smrodne wyziewy i minut skazówki!/
Wszystkie choroby bydląt i człowieka/
Niech swą skorupą ciała wam powleką!/
Co? Już odchodzisz? Więc na pożegnanie/
Weź to lekarstwo, i ty, i ty, panie!</strofa>
<didaskalia>rzuca na nich półmiski i wygania</didaskalia>
<strofa>Czekaj, chcę dać ci, a nie chcę pożyczać./
Wszyscy zmiatają! Odtąd zawsze, wszędzie/
Łotr tylko niechaj gościem uczty będzie!/
Spal się, mój domu! A niechaj Ateny/
W ziemię zapadną! Tymon dziś ślubuje/
Wieczną nienawiść ludziom i ludzkości.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi. Wracają panowie z senatorami.</didaskalia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co o tym wszystkim myślicie, panowie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jak nazwać to szaleństwo Tymona?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TRZECI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Uch! Czy nie widziałeś mojej czapki?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CZWARTY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Płaszcz mój zgubiłem.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TRZECI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Pan ten oszalał i słucha tylko swoich przywidzeń. Dał mi niedawno klejnot, a teraz odtrącił go od mojego kapelusza. Czy nie widziałeś mojego klejnotu?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CZWARTY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A ty czy nie widziałeś mojej czapki?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tam leży.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CZWARTY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A tu widzę płaszcz mój.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie traćmy czasu!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tymon zwariował!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TRZECI PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wiedzą coś o tym biedne me golenie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CZWARTY PAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dawał brylanty, dziś daje kamienie.</akap></kwestia>

<didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>




<naglowek_akt>AKT CZWARTY</naglowek_akt>



<naglowek_scena>SCENA PIERWSZA</naglowek_scena>

<didaskalia>Za murami Aten.</didaskalia>
<didaskalia>Wchodzi <osoba>Tymon</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1415584082084-38575875"/><motyw id="m1415584082084-38575875">Przekleństwo</motyw>Niech raz cię jeszcze zobaczę. O murze,/
Który twym pasem otoczyłeś wilki,/
Zapadnij w ziemię! Nie broń dłużej Aten!/
Na kurtyzany zmieńcie się, matrony!/
Przeciw rodzicom podnieście bunt, dzieci!/
Szalona tłuszczo głupich niewolników,/
Poważnych starców wygoń z ław senatu/
I rządź na przyszłość rzecząpospolitą!/
Młode dziewice, w kałużę rozpusty/
Rzućcie się wszystkie pod matek oczyma!/
Zamiast dług spłacać weźcie nóż, bankruty,/
I wierzycieli poderżnijcie gardła!/
Okradaj pana, kupny niewolniku!/
Twój pan złodziejem na wielką jest skalę,/
Prawnie rabuje. Do pańskiego łoża/
Idź, służebnico: pani twa z zamtuza./
Szesnastoletni synu, wydrzyj z ręki/
Starego ojca watowaną kulę,/
Strzaskaj mu czaszkę! Pobożność, skrupuły,/
Religia, pokój, sprawiedliwość, prawda,/
Domowe względy, sen w nocy spokojny,/
Dobry obyczaj, nauka, rzemiosła,/
Porządek stanów, prawa i zwyczaje,/
Wszystko niech zginie! Chaos rządzi światem!/
A wy, choroby, dziedzictwo ludzkości,/
Wyrzućcie wszystkie zaraźliwe febry/
Na lud ateński, już dla was dojrzały!/
Zimna scjatyko, ochrom senatorów,/
Niech mają nogi koślawe jak dusze!/
Wsuń się, rozpusto, w myśl i szpik młodzieży,/
Przeciw nurtowi cnoty niechaj płyną,/
Utoną w zbytkach! Wy, świerzbo i krosty,/
W krwi Ateńczyków ziarno siejcie wasze,/
Niech żniwem wszystkich jedynym trąd będzie!/
Tchu, dech zarażaj! Niech ich towarzystwo/
Tylko trucizną będzie jak ich przyjaźń!/
Nic nie uniosę z ciebie prócz nagości,/
Obrzydłe miasto! Daję ci w zapłatę/
Moje przekleństwo! Tymon w las się chowa,/
W najdzikszych zwierzach, do których ucieka,/
Więcej litości znajdzie niż u człeka./
Ciebie zaś błagam, Jowiszu, twe strzały/
Niech na proch skruszą ateński lud cały!/
W Tymona piersiach niechaj rośnie z wiekiem/
Wstręt do wszystkiego, co się zwie człowiekiem./
Amen.<end id="e1415584082084-38575875"/></strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA DRUGA</naglowek_scena>

<didaskalia>Ateny. Pokój w domu <osoba>Tymona</osoba>.</didaskalia>
<didaskalia>Wchodzi <osoba>Flawiusz</osoba> z dwoma lub trzema sługami.</didaskalia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SŁUGA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1415584435016-1520100716"/><motyw id="m1415584435016-1520100716">Sługa</motyw>Gdzie pan? Jesteśmyż naprawdę zgubieni?/
Wygnani z domu? Nic nam nie zostało?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Cóż wam powiedzieć mogę, przyjaciele?!/
Bóg mi jest świadkiem, jak wy jestem biedny.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SŁUGA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Taki dom pusty! I pan tak szlachetny/
Dziś zrujnowany! Czyliż się nie znalazł/
Jeden przyjaciel, co by wziął za rękę/
Fortunę jego i w świat się z nim puścił?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI SŁUGA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1415584179730-149349547"/><motyw id="m1415584179730-149349547">Los, Przemiana, Bogactwo, Bieda, Przyjaźń, Pochlebstwo, Zdrada</motyw>Jak odwracamy oczy od kolegi/
W grób rzuconego, tak się odwracają/
Od pogrzebanej jego dziś fortuny/
Wprzód nieodstępni jego towarzysze,/
Czcze mu życzenia jak pustą sakiewkę/
Na pożegnanie tylko zostawiając;/
A on, ubogi, wszystkich burz igraszka,/
Z nędzą, jedyną swoją towarzyszką,/
Której jak dżumy świat cały unika,/
Błąka się teraz wzgardzony, samotny.<end id="e1415584179730-149349547"/>/
Otóż i reszta.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wchodzą inni słudzy.</didaskalia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Strzaskane narzędzia</wers_cd>/
Zrujnowanego domu!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TRZECI SŁUGA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Serca nasze</wers_cd>/
Jeszcze Tymona wiernie noszą barwę/
I to na twarzach czytać mogę waszych,/
Jesteśmy zawsze na służbie strapienia./
Lecz barka cieknie, a my, biedne majtki,/
Już na tonącym stoimy pokładzie,/
Szum wichrów słyszym, które nas rozgonią/
Po nieskończonym oceanie życia.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Moim ostatkiem rozdzielę się z wami;/
A gdziebądźkolwiek spotkamy się znowu,/
Tymona pamięć przyjaźń koleżeńską/
Niech w nas zachowa; potrząsając głową,/
Jakby na jego fortuny pogrzebie,/ 
Powiedzmy: lepsze widzieliśmy czasy./
Nadstawcie ręce, każdy coś dostanie.</strofa>
<didaskalia>rozdaje im pieniądze</didaskalia>
<strofa>Ni słowa więcej: żegnam was jak braci,/
Idziem ubodzy, lecz w smutek bogaci.</strofa>
<didaskalia>Wychodzą sługi.</didaskalia>
<strofa>Ach, ileż cierpień chwała nam przynosi!/
I któż by nie chciał bogactwa się wyrzec,/
Co go prowadzi do nędzy i wzgardy?/
Kto by zwodniczej pragnął chwały/
Życia, gdzie przyjaźń jest tylko marzeniem?/
Kto by przepychu chciał malowanego/
I malowanych tak jak on przyjaciół?/
Biedny mój panie, zgubą twoją było/
Dobre twe serce. O, jak rzadki człowiek,/
Którego głównym grzechem zbytnia dobroć!/
Kto by śmiał teraz być na pół tak dobrym,/
Gdy właśnie dobroć, która tworzy bóstwo,/
Pędzi człowieka w boleść i ubóstwo?/
Błogosławiony byłeś, drogi panie,/
Abyś przekleństwo uczuł tym boleśniej./
Bogaty, żebyś nędzę lepiej poznał:/
Twoja fortuna cierpień twych sprawczynią./
Biedny! Siedlisko potwornych przyjaciół/
Z wściekłością rzucił, nic z sobą nie uniósł,/
Czym by potrzeby życia zaspokoić./
Pośpieszę za nim, może go wynajdę./
Jakem mu dotąd służył wiernie, długo,/
Póki mam szeląg, będę jego sługą.<end id="e1415584435016-1520100716"/></strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA TRZECIA</naglowek_scena>
<didaskalia>Las.</didaskalia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Tymon</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1415584684067-606407622"/><motyw id="m1415584684067-606407622">Obraz świata, Kondycja ludzka, Samotnik</motyw>O święte słońce, wszystkiego rodzicu,/
Pij zgniłą wilgoć z ziemi oparzelisk!/
Zatruj powietrze pod siostry twej sferą!/
Z jednego łona zrodzonym bliźniętom,/
Razem poczętym i razem powitym,/
Daj tylko później odmienną fortunę:/
Wyższy z pogardą niższego odepchnie,/
Stworzenie, wszystkich niedołęstw siedlisko,/
Wielkiej fortuny posiadać nie może,/
Żeby stworzeniem innym nie gardziło./
Wynieś żebraka, obal senatora,/
Senator znajdzie dziedziczną pogardę,/
A na żebraka czekają honory;/
Jeden wypycha boki dobrą paszą,/
Boki drugiego chudną w niedostatku./
Kto się odważy z ręką na sumieniu/
Wstać i powiedzieć: ,,Ten człek jest pochlebcą"?/
Jeśli pochlebcą jeden jest, są wszyscy./
Bo każdy szczebel w drabinie fortuny/
Od wszystkich niższych pokłony odbiera;/
Mędrzec czapkuje przed złoconym głupcem./
Wszystko to krzywe, nic nie stoi prosto/
W naszej przeklętej człowieczej naturze,/
Nic prócz łotrostwa. Brzydzę się też wami,/
Święta, zebrania, ludzkie zbiegowiska!/
Tymon się brzydzi podobnymi sobie/
I sobą samym! Niech zginie ród ludzki!/
Ty, ziemio, daj mi trochę twych korzonków.<end id="e1415584684067-606407622"/></strofa>
<didaskalia>kopie</didaskalia>
<strofa>Tych, co od ciebie zażądają więcej,/
Pochleb językom zjadliwą trucizną!/
<begin id="b1415584823524-676107812"/><motyw id="m1415584823524-676107812">Pieniądz, Bogactwo, Obraz świata</motyw>Cóż to jest? Złoto? Żółte i świecące,/
Kosztowne złoto? Modłym me zanosił/
Nie o to, Boże, ale o korzonki./
Toć odrobina tego zmienić zdolna/
Czarne na białe, szpetne na urodne,/
A złe na dobre, podłe na szlachetne,/
Starość na młodość, tchórza na rycerza./
Na co to, bogi? To zdolne odciągnąć/
Kapłanów waszych od waszych ołtarzy,/
Wyrwać poduszkę spod głów zdrowych ludzi./
Złoty niewolnik ten wiąże i zrywa/
Ludzkie przysięgi, przeklętych poświęca,/
Każe ubóstwiać hydną trędowatość,/
Złodziejom daje godność i pokłony,/
Na senatorskiej ławie ich osadza,/
Płaczącą<pe><slowo_obce>płaczącą wdowę</slowo_obce> --- w późn. wyd. poprawiono tłumaczenie, zmieniając w tym miejscu wyrażenie na: ,,zwiędłą już wdowę".</pe> wdowę w nowe stadło wiedzie;/
Tej, którą nawet szpital trędowatych/
Od drzwi by swoich odepchnął ze wstrętem,/
Wdzięk i woń daje wiosennego ranka./
Przeklęty prochu, świata wszetecznico,/
Ziarno niezgody między narodami,/
Znajdę ci miejsce natury twej godne.</strofa>
<didaskalia><end id="e1415584823524-676107812"/>Marsz w odległości.</didaskalia>
<strofa>Co słyszę? bęben? Potężny złodzieju,/
Choć jesteś żywy, tam ja cię pogrzebię,/
Gdzie twoich stróżów podagryczne nogi/
Zajść nie potrafią. Tylko na zadatek/
Tę drobną cząstkę zatrzymam przy sobie.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Zatrzymuje część złota. Wchodzą <osoba>Alcybiades</osoba> w wojennym rynsztunku przy odgłosie bębnów i piszczałek, <osoba>Frynia</osoba> i <osoba>Tymandra</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Kto jesteś?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Bydlę podobne do ciebie.</wers_cd>/
Bodaj rak serce twe roztoczył za to,/
Żeś mi raz znowu twarz ludzką pokazał!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jakie twe imię? Jak możesz do tyla,/
Sam będąc człekiem, ludzi nienawidzić?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jestem mizantrop; brzydzę się ludzkością,/
A co do ciebie, pragnę, byś psem został,/
Bym cię mógł kochać trochę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Znam cię dobrze,</wers_cd>/
Lecz nie znam przemian twojego żywota.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja znam cię także i dlatego więcej/
Znać cię nie pragnę. Idź za twoim bębnem,/
Krwią ludzką ziemię pomaluj czerwono!/
Cywilne prawa i święte honory<pe><slowo_obce>święte honory</slowo_obce> --- w późn. wyd. poprawiono tłumaczenie w tym miejscu zmieniając to wyrażenie na: ,,nakazy religii".</pe>/
Już są okrutne, czymże wojna będzie?/
Ta przy twym boku sroga nierządnica/
Mimo anielskiej twarzy swojej sieje/
Więcej zniszczenia od twojego miecza.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FRYNIA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bodaj twe usta zgniły!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie mam chęci</wers_cd>/
Ust twych całować; niechże więc zgnilizna/
Do ust twych wróci.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jakich zdarzeń sprawą</wers_cd>/
Tak się mógł Tymon przemienić?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jak księżyc;</wers_cd>/
Brakło mi światła, bym je mógł rozdawać;/
Lecz się odnowić jak księżyc nie mogłem,/
Bo słońc nie było pożyczyć mi zdolnych.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Szlachetny Tymonie, jaką mogę oddać ci usługę?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Żadnej; stwierdź tylko dobitniej moje przekonanie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jakie, Tymonie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Przyrzecz mi przyjaźń, a nie dotrzymaj. Jeśli mi nie przyrzeczesz, niech cię skarzą bogi, bo jesteś człowiekiem! A jeśli dotrzymasz, niech cię skarżą, bo jesteś człowiekiem.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Słyszałem trochę o twoich przygodach<pe><slowo_obce>przygody</slowo_obce> (daw.) --- to, co się komuś przytrafia; przejścia, przeżycia.</pe>.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Byłeś ich świadkiem, gdy żyłem w dostatkach.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Widzę je teraz, wtedy był czas błogi.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak twój jest dzisiaj w objęciach nierządnic.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMANDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Toćże jest Tymon, Aten ulubieniec,/
A świata dziwo?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Toćże jest Tymandra?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMANDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak jest.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Więc prowadź dalej twe rzemiosło,</wers_cd>/
Z twoich kochanków żaden cię nie kocha;/
Za daną rozkosz zapłać im chorobą,/
Użyj lat młodych; twoich niewolników/
Poślij gromadą do łaźni i wanny,/
Skaż na post młodzież o różanych licach.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMANDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Na szubienicę, potworo!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tymandro,</wers_cd>/
Przebacz mu, proszę, rozum bowiem jego/
Przepadł, utonął w nieszczęść jego morzu./
Dobry Tymonie, niewiele mam złota/
I brak ten ciągłych buntów jest przyczyną/
W mej głodnej armii. Słyszałem z boleścią,/
Że te przeklęte Ateny, niepomne/
Twych wielkich czynów, gdy sąsiednie państwa,/
Gdyby nie miecz twój, byłyby je zgniotły...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Każ bić twym bębnom i ciągnij, gdzieś zmierzał.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak przyjaciela, żal mi cię, Tymonie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dziwny to żal jest przyjaciela dręczyć./
Pragnę sam zostać.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Więc na pożegnanie</wers_cd>/
Przyjmij to złoto.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Zatrzymaj je, proszę;</wers_cd>/
Jeść go nie mogę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Gdy zburzę Ateny,</wers_cd>/
Na stosach gruzów...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Toczysz z nimi wojnę?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A mam powody.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Niech Bóg ich zagładzi</wers_cd>/
Twoim zwycięstwem! Ciebie po zwycięstwie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Za co, Tymonie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Że się urodziłeś,</wers_cd>/
Mordując łotrów, ojczyznę twą podbić;/
Schowaj twe złoto --- idź, idź --- weź to złoto ---/
Bądź jak zaraza z planety, gdy Jowisz/
Nad grzesznym miastem truciznę zawiesi/
W zgniłym powietrzu. W pień wszystkich wycinaj!/
Starca dla siwej nie oszczędzaj brody,/
Bo to jest lichwiarz; ni fałszywych matron./
Szaty ich tylko uczciwe, a wewnątrz/
Są to rajfurki; niech lica dziewicy/
Nie tępią ostrza twojego oręża;/
Pierś jej łabędzia, przez sznurówki wstęgi/
Swym blaskiem oczy ślepiąca łakome,/
Nie zapisana do księgi litości;/
Jak obrzydliwą zdrajczynię ją zabij;/
Nie szczędź niemowląt, których słodki uśmiech/
Obudzą litość w głupich tylko duszach,/
To są bękarty, przez ciemną wyrocznię/
Skazane, żeby gardło ci poderżnąć;/
Bez miłosierdzia siecz je na kawałki,/
Włóż na twe oczy i na uszy zbroję,/
Której by hartu przeszyć nie zdołały/
Krzyki niemowląt i dziewic, i matek/
Ni ubiór świętych kapłanów w ornatach/
Od krwi czerwonych. Na żołd jurgieltników/
Daję ci złoto. Siej śmierć i pożogę!/
A gdy swą zemstę nasycisz --- przepadnij!/
Idź, nie mów do mnie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czy masz więcej złota?</wers_cd>/
Zabiorę wszystko, choć nie wszystkie rady.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zabierz lub odrzuć; niech niebo cię przeklnie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FRYNIA I TYMANDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1415620330782-152891244"/><motyw id="m1415620330782-152891244">Pieniądz, Choroba, Śmierć, Obraz świata, Kara</motyw>Dobry Tymonie, daj nam trochę złota!/
Czy masz go więcej?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Więcej, niźli trzeba,</wers_cd>/
By nierządnice wszystkie się wyrzekły/
Swego rzemiosła, rajfurki przysięgły,/
Że fabrykować nie będą wszetecznic./
Nie myślę od was wymagać przysięgi<pe><slowo_obce>Nie myślę od was wymagać przysięgi</slowo_obce> --- w późn. wyd. zweryfikowano tłumaczenie, wstawiając przed tym wersem następujący: ,,A teraz, flądry, nadstawcie zapaski".</pe>,/
Choć do przysięgi, wiem, żeście gotowe,/
Przysięgi strasznej, na którą w niebiosach/
Na tronach swoich bogi zdolne zadrżeć;/
Lecz przysiąg sobie oszczędźcie na teraz,/
Popędom waszym ufam dostatecznie:/
Zostańcie wierne waszemu rzemiosłu,/
Jeśli pobożny zechce was nawracać,/
Waszą go sztuką przywabcie i spalcie,/
Niechaj wasz ogień dym jego przemoże;/
Lecz zawsze bądźcie samym sobie wierne<pe><slowo_obce>Lecz zawsze bądźcie samym sobie wierne</slowo_obce> --- w późn. wyd. zweryfikowano tłumaczenie, wstawiając przed tym wersem jako wtrącenie w nawiasie następujący: ,,Wasz trud pół roku niech będzie daremny".</pe>./
Dajcie na strzechę nagim waszym czaszkom/
Włosy umarłych, choćby i wisielców,/
To mniejsza: niechaj pomogą wam zdradzać,/
Frymarczyć ciałem; nie szczędźcie bielidła,/
Żeby w tym błocie koń mógł nawet ugrząźć./
Do diabła marszczki!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FRYNIA I TYMANDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Brawo! Więcej złota!</wers_cd>/
Co dalej! Wierzaj, Tymonie, za złoto/
Zrobim, co zechcesz.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wysuszajcie kości,</wers_cd>/
Chudźcie golenie, trawcie mężów siły,/
Głos złamcie dźwięczny rzecznika, by przestał/
Fałszywych aktów bronić przed kratkami,/
A swych wykrętów rozwijać dyszkantem;/
Toczcie kapłana, który piorunuje/
Na grzeszne cielsko, sam nie wierząc sobie;/
A nos wyjedzcie do samej nasady/
Tego statysty, co dla swej prywaty/
Odbieżał tropu publicznego dobra:/
Z hultajów czaszek odrzyjcie kędziory;/
Junak, którego oszczędziła wojna,/
U was przynajmniej niech cierpieć się uczy;/
Zaraźcie wszystkich! Niechaj waszą sprawą/
Do dna samego źródło życia wyschnie!/
Tu złota więcej, a gdy innych zgubi,/
I waszej zguby niech będzie powodem!/
Niech wspólnym grobem jeden rów wam będzie!<end id="e1415620330782-152891244"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FRYNIA I TYMANDRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Więcej rad, więcej złota, mój Tymonku!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wprzód więcej praktyk waszego rzemiosła/
I złego więcej; com dał, to zadatek.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Uderzcie w bębny, dalej, na Ateny!/
Bądź zdrów, Tymonie! Jeżeli zwyciężę,/
Znów cię odwiedzę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jeśli mnie nadzieje</wers_cd>/
Me nie zawiodą, nie ujrzę cię więcej.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nigdy ci żadnej nie zrobiłem krzywdy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zrobiłeś wielką: dobrześ o mnie mówił.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I ty to krzywdą nazywasz, Tymonie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dowody tego co dzień widzą ludzie./
Idź! tylko zabierz z sobą swoje suki.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nasza obecność gniewa go. Hej, w bębny!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Biją w bębny. Wychodzą <osoba>Alcybiades</osoba>, <osoba>Frynia</osoba> i <osoba>Tymandra</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Że też natura przez ludzką niewdzięczność/
Tak schorowana czuć jeszcze głód może!</strofa>
<didaskalia>kopie</didaskalia>
<strofa>O matko wspólna, której wieczne łono/
Wszystko wydaje, a pierś wszystko żywi,/
Która z tej samej gliny, z której człowiek,/
Dziecko twe dumne, zlepiony, kształtujesz/
Czarne ropuchy i niebieskie żmije,/
Złotą jaszczurkę, jadowite płazy,/
Wszystkie podniebne straszliwe potwory,/
Które Hiperion swym ogrzewa ogniem,/
Daj temu, co się ludzkim brzydzi rodem,/
Z bogatej piersi jeden choć korzonek!/
Zjałów twe płodne, twoje żyzne łono,/
Niech już niewdzięcznych nie wydaje ludzi!/
Płódź węże, wilki, tygrysy, niedźwiedzie,/
Nowe potwory, których twa powierzchnia/
Marmurowemu nigdy sklepieniowi/
Nie pokazała! Korzonek! O, dzięki!/
Wysusz winnice, poorane łany,/
Z których niewdzięczny wyprowadza człowiek/
Wonny napitek i smaczne potrawy,/
Którymi boski zwierzęci swój umysł,/
W których rozwagę traci unurzany!</strofa>
<didaskalia>Wchodzi <osoba>Apemantus</osoba>.</didaskalia>
<strofa>Co? jeszcze człowiek? Zaraza! zaraza!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przyszedłem tutaj, bo mi powiedziano,/
Że praktykujesz mego życia sposób.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dlatego tylko, że psa nie chowałeś,/
Którego mógłbym naśladować zwyczaj./
Bodajeś usechł!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>To tylko choroba</wers_cd>/
Niegodna męża, licha melancholia,/
Twojej fortuny spłodzona przemianą./
Co tutaj robisz? Na co ta motyka?/
Stroskana postać, ubiór niewolnika?/
Twoi pochlebcy zawsze wino piją,/
Chodzą w jedwabiach i śpią w miękkim łożu/ 
Zabójczych perfum strugami oblani<pe><slowo_obce>Chodzą w jedwabiach (...) zabójczych perfum strugami oblani</slowo_obce> --- w późn. wyd. zweryfikowano tłumaczenie, zastępując w tym miejscu dwa wersy następującymi: ,,Chodzą w jedwabiach, leżą w miękkim łożu/ Ściskając swoje wonne nałożnice".</pe>,/
A zapomnieli, że był kiedyś Tymon./
Nie wstydź tych lasów twą cenzorską miną;/
Zostań pochlebcą i staraj się uróść/
Tą samą sztuką, która cię zgubiła;/
Przypraw zawiasy do kolan, niech tchnienie/
Twego patrona zwiewa ci kapelusz;/
Śpiewaj pochwały wad jego najgorszych,/
Cnotą je mianuj; tak śpiewano tobie./
Każdemu chętnie nadstawiałeś ucha,/
Jak szynkarz, który dla wszystkich wisielców/
Ma powitanie na ustach gotowe./
Rzecz sprawiedliwa, abyś łotrem został,/
Bo gdybyś w pieniądz znów urósł, twe skarby/
Do łotrów pójdą. Przestań mnie małpować.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdybym był tobą, sam bym się zrujnował.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Już to zrobiłeś, będąc sobą samym:/
Szaleńcem długo, teraz głupcem. Jak to,/
Myślisz, że wicher, głośny twój szambelan,/
Ciepłą koszulę na grzbiet ci przywieje?/
Że mchem brodate drzewa, co przeżyły/
Orła, na paziów przemienią się twoich/
I na skinienie poskoczą, gdzie każesz?/
Że zimny strumień, do dna ścięty lodem,/
Da ci rano gorącą polewkę,/
Aby naprawić zbytków nocnych szkody?/
Przyzwij stworzenia, które w swej nagości/
Srogiego nieba wszystkie znoszą gniewy./
Wszystkie rozterki niezgodnych żywiołów,/
I każ im, niechaj prawią ci pochlebstwa,/
A znajdziesz...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Znajdę głupca w tobie. Precz stąd!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nigdym cię więcej nie kochał jak teraz.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A jam cię nigdy więcej nienawidził.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A to dlaczego?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Bo pochlebiasz nędzy.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, nie pochlebiam i zwę cię hołyszem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Po cóżeś przyszedł?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Żeby ci dokuczać.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To albo błazna, albo rzecz jest łotra./
Czy ci przypada?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Bardzo.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Więc łotr z ciebie?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdybyś na karę dumy twojej wybrał/
Twarde to życie, i ja bym cię chwalił;/
Ale to robisz tylko przymuszony;/
Gdyby nie nędza, byłbyś znów dworakiem./
Lepsze jest życie dobrowolnej biedy/
Niż chwiejnej pompy; pewniejsze jej cele;/
Jedna ma zawsze pełnię swoich życzeń,/
Druga je ciągle, a ciągle jest głodna./
<begin id="b1415653341150-3043549239"/><motyw id="m1415653341150-3043549239">Cierpienie, Szczęście</motyw>Stan choć najlepszy, gdy sam sobie nierad,/
Jest tylko ciągiem kłopotów i cierpień,/
Od najgorszego stanu stokroć gorszym,/
Byle najgorszy na tym, co ma, przestał.<end id="e1415653341150-3043549239"/>/
Śmierci byś pragnąć powinien w tej nędzy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie za poradą większego nędzarza,/
Tyś jest niewolnik, którego fortuna/
Nigdy ramieniem nie ścisnęła tkliwym;/
Psem się zrodziłeś i jak pies --- wyrosłeś./
Gdybyś od pieluch, tak jak my, używał/
Wszystkich słodyczy, które świat ten krótki/
Trzyma w zapasie dla tych, co rozkazy/
Tłumom posłusznych dają niewolników,/
Byłbyś utonął w swawoli kałużach,/
Młodość twą stopił na rozpusty łożu,/
Zimnej nauki obyczajów nie znał,/
Goniąc za słodką rozkoszy zwierzyną./
Lecz ja, któremu świat był sutą ucztą,/
Który na służbie mojej miałem więcej/
Ócz, serc, języków, niż ich mogłem użyć;/
Ja, do którego przylgnęły tysiące,/
Jak do gałęzi dębowych lgną liście ---/
Liście te spadły jednej zimy tchnieniem ---/
Zostałem nagi, wszystkich burz igraszką./
Mnie, który dotąd szczęście tylko znałem,/
Ciężko jest teraz taki cios wytrzymać./
Ty już w kolebce znalazłeś cierpienie,/
A czas cię jeszcze lepiej zahartował;/
Dlaczegóż miałbyś ludzi nienawidzić?/
Nikt ci nie schlebiał; coś dał kiedy komu?/
Gdy kląć chcesz gwałtem, nie możesz przeklinać,/
Krom twego ojca, nędznego chudziaka,/
Co znalazł, światu na przekór, żebraczkę/
I dał ci życie, dziedziczny cherlaku./
Precz z moich oczu! Gdybyś się nie zrodził/
Ostatnim z ludzi, byłbyś łotrem także,/
Byłbyś pochlebcą.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czyś jeszcze jest dumny?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Żem nie jest tobą.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ja, że marnotrawcą</wers_cd>/
Nigdy nie byłem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ja, żem jest nim teraz.</wers_cd>/
Gdyby jedynie w tobie skarb mój leżał,/
Powiesić ci się chętnie bym pozwolił,/
Precz! Gdyby życie Aten było w tobie,/
Tak bym cię pożarł.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Je korzonek.</didaskalia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<didaskalia>ofiarując mu coś</didaskalia>
<kwestia><strofa>Polepszę twą ucztę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wprzód towarzystwo me polepsz i zmykaj.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Polepszę moje, odchodząc od ciebie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, nie polepszysz, ledwo że połatasz./
Gdybyś polepszył, smutno by mi było.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jakie mi dajesz zlecenia do Aten?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niech cię tam wichry poniosą. Gdy zechcesz,/
Rozgłoś w Atenach, że mam złoto. Widzisz?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tu ci się na nic nie przyda.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tu tylko</wers_cd>/
Jest czyste, wierne, bo tu śpi spokojnie,/
Nie płaci grzechów.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Gdzie sypiasz, Tymonie?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pod tym, co wisi nade mną. Gdzie jadasz?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Gdzie mój żołądek znajdzie pokarm albo raczej tam, gdzie jem go.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jakże bym pragnął, żeby trucizna była mi posłuszną i myśl moją odgadła!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Gdzież byś ją posłał?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Na sos twoim potrawom.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nigdy nie znałeś środka ludzkości, ale tylko dwa jej ostateczne końce. Kiedy byłeś w twojej pozłocie i perfumach, śmiali się z ciebie ludzie dla twojej zbytniej wykwintności; dziś w twoich łachmanach, nie masz znowu żadnej i ludzie znów gardzą tobą dla przeciwnej ostateczności. Weź ten migdałek i zjedz go.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie karmię się tym, czego nienawidzę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Czy nienawidzisz migdałków?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jeśli pochodzą od ciebie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Gdybyś zaczął wcześniej brzydzić się migdałkami, kochałbyś teraz lepiej samego siebie. Czy znałeś kiedy marnotrawcę, którego by kochano, gdy przeszastał majątek?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Czy znałeś kiedy człowieka, którego by kochano bez majątku?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Mnie pierwszego.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Rozumiem; byłeś dość bogaty, aby psa wyżywić.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jakie stworzenie na świecie najpodobniejsze, twoim zdaniem, do twoich pochlebców?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Najpodobniejsze kobiety, ale mężczyźni to żyjące pochlebstwo. Co byś zrobił ze światem, Apemancie, gdyby w twojej był mocy?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dałbym go bestiom na pastwę, żeby się pozbyć ludzi.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Czy chciałbyś i sam zginąć w zagładzie ludzi i zostać bestią wśród bestii?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Bez wątpienia, Tymonie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Bestialska ambicja i daj Boże, żeby się spełniła. Gdybyś był lwem, lis by cię oszwabił; gdybyś był jagnięciem, lis by cię zdławił; gdybyś był lisem, lew by cię podejrzewał na lada osła oskarżenie; gdybyś był osłem, własne głupstwo byłoby ci męczarnią i żyłbyś tylko jako śniadanie dla wilka; gdybyś był wilkiem, dręczyłoby cię twoje obżarstwo i nieraz ryzykowałbyś życie dla obiadu; gdybyś był jednorożcem, duma i wściekłość byłaby twoją zgubą i gniew twój własny wydałby cię na pastwę; gdybyś był niedźwiedziem, koń by cię zabił kopytem; gdybyś był koniem, lampart by cię schwytał; gdybyś był lampartem, byłbyś lwa krewnym, a familijne cętki zapłaciłbyś życiem; jedynym dla ciebie ratunkiem byłaby ucieczka, jedyną obroną nieobecność. Jakąż mógłbyś zostać bestią, żebyś zaraz nie stał się łupem innej bestii? Jaka już i teraz z ciebie bestia, że nie widzisz swojej zguby w tej przemianie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Gdyby rozmowa z tobą mogła mi smakować, to byłoby teraz. Rzeczpospolita ateńska stała się puszczą bestii.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jak to? Więc osioł mur przeskoczył<pe><slowo_obce>przeskoczył</slowo_obce> --- w późn. wyd. zweryfikowano tłumaczenie, zmieniając na: ,,rozwalił".</pe>, że się z miasta wymknąłeś?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Widzę zbliżających się poetę i malarza: niech dżuma ich towarzystwa spadnie na ciebie. Co do mnie, boję się zarazy i umykam. Jak nie będę miał nic lepszego do roboty, odwiedzę cię znowu.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jak nie będzie innego prócz ciebie żyjącego stworzenia, dobre znajdziesz u mnie przyjęcie. Wolałbym zostać psem żebraka niż Apemantem.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wszystkich żyjących głupców jesteś królem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Za brudny jesteś, żebym pluł na ciebie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A ty zbyt chudy, żebym cię przeklinał.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Każdy łotr świętym przy tobie się wyda.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie ma na świecie trądu prócz słów twoich.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Prawda, gdy twoje wymawiam nazwisko;/
Gdybym się nie bał rąk moich osmolić,/
Biłbym cię.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Bodaj od słów moich zgniły!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Precz z moich oczu, psów parszywych szczenię,/
Gniew mnie zadusi, żeś jeszcze przy życiu;/
Widząc cię mdleję.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Bodajeś się rozpękł!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Precz, nudny łotrze! Żal mi, że dla ciebie/
Kamień ten tracę.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Rzuca w niego kamieniem.</didaskalia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Bydlę!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Niewolniku!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ropucho!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Łotrze! łotrze! łotrze! łotrze!</wers_cd></strofa>
<didaskalia><osoba>Apemantus</osoba>, niby odchodząc, kryje się w głębi.</didaskalia>
<strofa>Obłudny świat ten obrzydł mi i tylko/
Przyjmę od niego, co mi jest niezbędne./
A więc, Tymonie, grób sobie przygotuj;/
Śpij na wybrzeżu, aby lekka fala/
Grobowy kamień co dzień obmywała,/
A taki wyryj napis na kamieniu,/
Że śmierć twa z innych życia szydzić będzie.</strofa>
<didaskalia>spoglądając na zioło</didaskalia>
<strofa>O królobójco słodki, drogi sprawco/
Rozwodu między synem a rodzicem!/
Czystego łoża jasny hańbicielu!/
Waleczny Marsie, tyś zawsze jest młody,/
Świeży, kochany! Twój rumieniec topi/
Śnieg poświęcony na łonie Diany!/
Widomy boże, wszystkie przeciwieństwa/
Ty w jednym możesz połączyć uścisku!/
W każdym języku każdą wygrasz sprawę!/
O ty probierczy serc ludzkich kamieniu!/
Przypuść, że podniósł bunt człek, twój niewolnik,/
Twoją potęgą zniszcz ród jego cały,/
By mogły bestie tym światem zawładnąć!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bodaj tak było! --- ale po mej śmierci./
Rozgłoszę wszędzie, że znowu masz złoto,/
A ujrzysz tłumy twych starych pochlebców.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tłumy?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak, tłumy.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Proszę cię, umykaj!</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>APEMANTUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Żyj, a twą nędzę kochaj.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>A ty z twoją</wers_cd>/
Żyj i umieraj.</strofa>
<didaskalia>Wychodzi <osoba>Apemantus</osoba></didaskalia>
<strofa><wers_cd>Przeciem się go pozbył!</wers_cd>/
Znowu coś na kształt ludzi? Jedz, Tymonie./
A brzydź się nimi.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wchodzą rozbójnicy.</didaskalia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY ROZBÓJNIK</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Gdzie on mógł schować to złoto? To pewno jaki biedny ułomek, jaka licha resztka dawnej jego fortuny. Tylko brak złota i odstępstwo przyjaciół przywiodły go do tej melancholii.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI ROZBÓJNIK</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Biega wieść, że ma skarby niewyczerpane.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TRZECI ROZBÓJNIK</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Spróbujmy. Jeśli o skarb ten nie dba, odstąpi go nam bez trudności; ale jeśli go pilnuje łakomo<pe><slowo_obce>łakomo</slowo_obce> --- dziś popr.: łakomie.</pe>, jak się do niego dostać?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI ROZBÓJNIK</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To prawda, boć go nie nosi na sobie, musiał go gdzieś schować.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY ROZBÓJNIK</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Czy to nie on?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>INNI</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Gdzie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI ROZBÓJNIK</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wygląda, jak nam powiadano.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TRZECI ROZBÓJNIK</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To on; poznałem go.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WSZYSCY</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Witaj nam, Tymonie!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co tam nowego, złodzieje?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WSZYSCY</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Żołnierze, nie złodzieje.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jedno i drugie, a w dodatku synowie niewiasty.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WSZYSCY</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie, nie złodzieje, lecz ludzie w potrzebie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Waszą potrzebą niepotrzebna strawa,/
Bo czego, proszę, macie potrzebować?/
Patrzcie, ta ziemia dosyć ma korzonków,/
Wokoło biją tysiączne krynice;/
Dąb daje żołądź, jeżyna jagody;/
Na każdym krzaku dobra gospodyni,/
Natura, ucztę pełną wam zastawia:/
Potrzeba? Czemu i jaka potrzeba?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY ROZBÓJNIK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Trudno żyć trawą, jagodą i wodą/
Jak ptaki, ryby albo jak bydlęta.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bydła i ptaków, i ryb wam nie dosyć;/
Jeszcze wam trzeba i ludzi pożerać?/
<begin id="b1415654534943-1697980455"/><motyw id="m1415654534943-1697980455">Złodziej, Obraz świata</motyw>Muszę wam jednak dzięki za to złożyć,/
Że złodziejami jesteście otwarcie;/
Prac waszych świętą nie słonicie formą,/
Gdy w uświęconych prawami rzemiosłach/
Osiadło dzisiaj złodziejstwo bez granic./
Łotry, złodzieje, zabierzcie to złoto,/
Idźcie, winnicy krew ssijcie subtelną,/
Aż wam gorączka wszystką krew wypali/
I uratuje was od szubienicy!/
Tylko doktorom żadnym nie ufajcie,/
Ich lek trucizną; oni zabijają/
Więcej i pewniej, niźli wy kradniecie./
Trzos odbierając, bierzcie razem życie,/
Boć gdy łotrostwo jest waszym rzemiosłem,/
Bądźcież w pełności słowa artystami./
Wszędzie wam wskażę przykłady złodziejstwa:/
Złodziejem słońce, bo okrada morze;/
Księżyc pierwszego rzędu jest złodziejem,/
Bo kradnie słońcu blade swe światełko;/
Złodziejem morze, które w swoim łonie/
W łzy zmienia słone wyziewy księżyca;/
Ziemia złodziejem, bo żywi się, płodzi,/
Mieszając zewsząd kradzione odchody;/
Wszystko złodziejem; prawo, co was karci,/
Bezkarnie kradnie dzięki swej potędze./
Precz! A nie miejcie przyjaźni dla siebie,/
Jeden drugiego niech śmiało okrada./
Tu więcej złota --- podrzynajcie gardła./
Kogo spotkacie, to złodziej. Do Aten!/
Rabujcie sklepy, a co ukradniecie,/
Innych złodziei tylko będzie stratą./
Ale kradnijcie --- dlatego wam daję:/
A w końcu złoto niech karki wam skręci!/
Amen.<end id="e1415654534943-1697980455"/></strofa></kwestia>
<didaskalia>Chroni się do swej jaskini.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TRZECI ROZBÓJNIK</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Prawie mnie odczarował od mojej profesji, namawiając mnie do niej.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY ROZBÓJNIK</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tylko przez zawziętość na ród ludzki daje nam te rady, nie żeby nam się szczęściło w naszym cechu.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI ROZBÓJNIK</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Uwierzę mu jak nieprzyjacielowi i wyrzeknę się naszego rzemiosła.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY ROZBÓJNIK</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Czekajmy wprzódy na pokój w Atenach. Nie ma tak opłakanych czasów, w których by człowiek nie mógł zostać uczciwym.</akap></kwestia>

<didaskalia>Wychodzą rozbójnicy. Wchodzi <osoba>Flawiusz</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O wielki Boże! Jak to? I to pan mój,/
Ten zrujnowany, pogardzony człowiek?/
Dobrych uczynków, na złe obróconych<pe><slowo_obce>dobrych uczynków, na złe obróconych</slowo_obce> --- tzn. dobrych uczynków, które przyniosły zły skutek; w późn. wyd. zweryfikowano tłumaczenie, zmieniając ten wers na: ,,Dobrych uczynków źle adresowanych".</pe>/
Dziwny monument! Jak fatalne zmiany/
Zrobiła na nim nędza rozpaczliwa!/
Co podlejszego nad przyjaciół bandę/
Szlachetną duszę tak upodlić zdolną?/
Na co dziś ludziom przez grzech czasów przyszło,/ 
Że pragną swoich własnych kochać wrogów<pe><slowo_obce>Na co dziś ludziom przez grzech czasów przyszło, że pragną swoich własnych kochać wrogów</slowo_obce> --- w późn. wyd. zweryfikowano tłumaczenie tych dwóch wersów, zmieniając je na następujące: ,,Jak się wspaniale z naszym czasem zgadza/ Nakaz, by kochać własnych nieprzyjaciół".
</pe>!/
Lecz czy nie lepiej kochać chcących szkodzić/
Niż przynoszących szkodę przyjacieli<pe><slowo_obce>przyjacieli</slowo_obce> --- dziś popr. forma M.lm: przyjaciół.</pe>?/
Spostrzegł mnie, widzę: czas mu już pokazać/
Uczciwą boleść i kosztem żywota/
Służyć mu wiernie jak mojemu panu.</strofa>
<didaskalia>Wychodzi <osoba>Tymon</osoba> z jaskini.</didaskalia>
<strofa>Drogi mój panie...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Precz! Co ty za jeden?</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czyś mnie zapomniał, panie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czemu pytasz?</wers_cd>/
Od dawna wszystkich zapomniałem ludzi;/
Jeśli wyznajesz, że jesteś człowiekiem,/
I ciebie także zapomniałem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Panie,</wers_cd>/
To biedny, stary, uczciwy twój sługa.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A więc cię nie znam, bom nigdy, jak żyję,/
Nie miał przy sobie uczciwego człeka;/
Żywiłem tylko łotrów, by przy stole/
Łotrom od siebie strojniejszym służyli.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bóg świadkiem, nigdy ubogi intendent/
Nie płakał szczerzej nad ruiną pana.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to? Ty płaczesz? Zbliż się, ja cię kocham,/
BoS jest kobietą, kamiennej ludzkości/
Głośno się zrzekasz, której łzy wyciska/
Śmiech lub lubieżność, nigdy miłosierdzie./
Dziwne to czasy, co płaczą od śmiechu,/
A nie od płaczu!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>O dobry mój panie,</wers_cd>/
Racz sobie sługę starego przypomnieć./
Boleść mą przyjąć i, póki to starczy,</strofa>
<didaskalia>ofiarowując mu sakiewkę</didaskalia>
<strofa>Jak intendenta przy tobie zatrzymać.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to? Więc miałem sługę tak wiernego,/
Sprawiedliwego, pełnego litości?/
To mi już resztę rozumu odbierze/
Pokaż oblicze. Zaprawdę, z niewiasty/
Człek ten się rodził./
Przebaczcie, wiecznie sprawiedliwe bogi/
Bezwyjątkowy mój gniew przeciw ludziom!/
Wyznaję, jeden uczciwy jest człowiek./
Jeden, nie więcej, zrozumcie mnie dobrze./
A ten jedyny uczciwiec --- jest sługą./
Chciałbym ród cały ludzki nienawidzić,/
Lecz tyś się jeden odkupił; prócz ciebie/
Przeklinam wszystkich!/
Większa uczciwość w tobie niźli rozum./
Gdybyś mnie zdradził, gdybyś po mnie deptał,/
Prędzej byś, sądzę, nową znalazł służbę:/
Do nowych panów niejeden się drapie/
Po karku dawnych. Lecz powiedz mi szczerze,/
Bo muszę wątpić mimo oczywistość,/
Czy twej dobroci, subtelną rachubą,/
Nie dajesz czasem na lichwiarski procent,/
Wzorem bogacza, co rozsyła dary,/
A czeka w zamian dwadzieścia za jeden?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niestety, panie, do twojego serca/
Za późno teraz podejrzenie wbiega!/
Przy ucztach była pora na wątpienie:/
Gdy szczęście zniknie, wchodzi podejrzenie./
Bóg widzi, szczerą przynoszę ci miłość,/
Poszanowanie twej szlachetnej duszy,/
Czułą troskliwość o twoje potrzeby,/
A wierzaj, panie, że wszystkie korzyści,/
Czy to obecne, czy tylko w nadziei,/
Dam za spełnienie jednego życzenia:/
Abyś miał możność nagrodzić me służby,/
Wracając znowu do dawnej fortuny.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Patrz, tak się stało! Jedyny uczciwcze,/
Patrz, bierz! Z mej nędzy Bóg skarby ci przysłał./
Bierz, żyj bogaty! Bierz i bądź szczęśliwy!/
Ale ten jeden kładę ci warunek:/
Dom twój zbudujesz daleko od ludzi,/
Będziesz klął wszystkich, wszystkich nienawidził,/
A nie okażesz żadnemu litości;/
Od twoich kości wprzód odpadnie ciało,/ 
Nim żebrakowi przyniesiesz jałmużnę<pe><slowo_obce>Od twoich kości wprzód odpadnie ciało, nim żebrakowi przyniesiesz jałmużnę</slowo_obce> --- w późn. wyd. zweryfikowano tłumaczenie, zmieniając ten fragment następująco: ,,Niech żebrakowi zagłodzone ciało,/ Nim go wspomożesz, od kości odpadnie".</pe>;/
Psom oddaj wszystko, co odmówisz ludziom;/
Niechaj w więzieniach gniją i przepadną;/
Niech jak las będą z swych liści odarty,/
Krew ich fałszywą niech wyssie choroba!/
Bądź mi zdrów teraz! Bądź zdrów i szczęśliwy!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pozwól mi zostać, służyć ci, mój panie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Oddal się, jeśli przekleństwa się lękasz./
Idź, pókiś cały. Unikaj człowieka/
I mą jaskinię wymijaj z daleka.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>




<naglowek_akt>AKT PIĄTY</naglowek_akt>



<naglowek_scena>SCENA PIERWSZA</naglowek_scena>

<didaskalia>Przed jaskinią <osoba>Tymona</osoba>.</didaskalia>

<didaskalia>Wchodzą <osoba>Poeta</osoba> i <osoba>Malarz</osoba>, w głębi <osoba>Tymon</osoba> niewidziany.</didaskalia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jeśli dobrze zauważyłem miejsce, gdzieś niedaleko stąd mieszka.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co myślisz? Czy można wierzyć, że tyle ma złota?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie ma wątpliwości. Alcybiades tak twierdzi; Frynia i Tymandra wyniosły od niego kupy złota; wzbogacił także kilku biednych maruderów, a powiadają, że swojemu dawnemu intendentowi dał ogromną jakąś sumę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A więc to jego bankructwo było tylko próbą przyjaciół?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nic więcej. Zobaczysz go znowu w Atenach, kwitnącego jak palmowe drzewo między najwyższymi. Dobrze więc będzie, gdy mu ofiarujemy naszą miłość w tym mniemanym jego ubóstwie; będzie to dowodem naszej uczciwości, a wedle wszelkiego podobieństwa napełni nasze sakwy rzeczą, po którąśmy przyszli, byle to była prawda o jego fortunie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co mu dasz teraz w podarunku?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Na teraz nic prócz odwiedzin; ale przyrzeknę mu arcydzieło.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>I ja za twoim pójdę przykładem; będę mu prawił o poemacie, który zamierzam mu poświęcić.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Myśl przewyborna/
<begin id="b1415655161046-1866413975"/><motyw id="m1415655161046-1866413975">Słowo, Czyn</motyw>Znamieniem czasów naszych obiecywać./
Bo obietnica rozbudza ciekawość,/
Gdy w wykonaniu zawsze coś ciężkiego;/
Tylko w motłochu niemądrych prostaków/
Jeszcze w zwyczaju dotrzymanie słowa./
Obiecać to rzecz modna i dworacka;/
Dotrzymać to jest niby jak testament,/
Dowód choroby bardzo niebezpiecznej,/
W głębiach rozumu wykonawcy tkwiącej.<end id="e1415655161046-1866413975"/></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<kwestia><akap>Pyszny z ciebie artysta! Nie potrafisz jednak odmalować brzydszego od siebie człowieka.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Rozmyślam teraz, co by mu powiedzieć./
Że napisałem na jego intencję./
Coś o nim samym --- to rzecz naturalna ---/
Satyrę przeciw miękkości dostatków,/
I żywy obraz pochlebstw nieskończonych/
Do bogactw tylko i młodości lgnących....</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<kwestia><akap>Chcesz więc koniecznie być wzorem łotra w swoim własnym utworze. Chcesz więc chłostać twoje własne wady w innych ludziach. Zrób tak, a mam dla ciebie złoto.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie traćmy czasu, znaleźć go nam trzeba;/
Przeciw nam samym grzechem by to było/
Za późno przybyć, gdzie o zysk chodziło.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nim w głębiach morza słońce się zanurzy,/
Znajdź, czego szukasz, boć na to dzień służy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<kwestia><strofa>Wnet się spotkamy. Cóż to za bóg złoto,/
Co cześć odbiera w podlejszej świątyni/
Niż chlew, gdzie wieprze karmią się zamknięte!/
Ty okręt stroisz, słone sieczesz fale,/
Hołd i powagę jednasz niewolnikom<pe><slowo_obce>Hołd i powagę jednasz niewolnikom</slowo_obce> --- w późn. wyd. zweryfikowano tłumaczenie, znajdując inny sens w tym fragmencie: ,,Zaś w niewolniku wzmagasz cześć dla pana".</pe>./
Cześć więc odbieraj, a twoim wyznawcom/
Niech wszystkie plagi służą za koronę!/
Czas się pokazać.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi na scenę.</didaskalia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Witaj nam, Tymonie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niegdyś nasz panie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Dożyłem więc chwili,</wers_cd>/
W której oglądam dwóch ludzi uczciwych.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nieraz dobrocią twoją zaszczyceni,/
Na wieść, żeś poszedł w jaskiniach się chować,/
Od twych najlepszych zdradzony przyjaciół,/
Których niewdzięczność --- dusze obrzydliwe,/
Wszystkie niebieskie bicze nie dość dla was! ---/
Co? Ciebie zdradzić!/
Ciebie, którego, gwiaździsta szlachetność/
Dawała wszystkim życie i znaczenie!/
Niemy od zgrozy, na próżno słów szukam,/
W które bym ubrał i światu pokazał/
Potworny ogrom takiej niewdzięczności.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zostaw ją nagą, łatwiej ją zobaczą,/
Ale wy za to waszą uprzejmością/
Tym lepiej szpetność ich pokazujecie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Obaśmy życia odbyli pielgrzymkę/
Pod darów twoich życiodajną rosą/
I wdzięczność w naszych zapisali sercach.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O, wiem, wiem dobrze, uczciwi z was ludzie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przychodzim nasze służby ofiarować.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Uczciwi ludzie! Jakże wam zapłacę?/
Czy jeść możecie korzonki? Pić wodę?/
Nie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>OBAJ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Zrobim wszystko, co możemy zrobić,</wers_cd>/
Byle ci służyć.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wiem, żeście uczciwi:</wers_cd>/
Doszły was wieści, że znowu mam złoto,/
O tym nie wątpię; jak uczciwi ludzie/
Wyznajcie prawdę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Mówią o tym w mieście;</wers_cd>/
Lecz ni ja, panie, ani mój przyjaciel/
Nie dla tych dzisiaj przychodzim powodów.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Poczciwe dusze!</strofa>
<didaskalia>do <osoba>Malarza</osoba></didaskalia>
<strofa><wers_cd>Ty, jak portrecista,</wers_cd>/
Z dawna w Atenach pierwsze trzymasz miejsce;/
Twoje portrety żyją.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak, tak, panie.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Żyją, powtarzam.</strofa>
<didaskalia>do <osoba>Poety</osoba></didaskalia>
<strofa><wers_cd>A twoim utworem</wers_cd>/
Kształt taki daje wiersz twój potoczysty,/
Że twoja sztuka zdaje się naturą./
A mimo tego, moi przyjaciele,/
Wyznać wam muszę, macie jedną wadę;/
Lecz to w was żadną nie jest potwornością/
I nie chcę, żeby was to kłopotało,/
Jak ją naprawić.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>OBAJ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Błagamy cię, panie.</wers_cd>/
Daj nam ją poznać.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Gniewać się będziecie.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>OBAJ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, panie, raczej będziemy ci wdzięczni.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chcecie koniecznie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>OBAJ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Chcemy, wierzaj, panie.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Każdy z was w łotrze ufność swą położył,/
Który w paskudny tumani go sposób.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>OBAJ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>My?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wy. Słuchacie, kiedy was podchodzi,</wers_cd>/
A choć świadomi grubych jego figlów,/
W głębi go serca chowacie, żywicie;/
Wierzcie mi jednak, łotr to jest wierutny.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>MALARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wcale go nie znam.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>POETA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ani ja, mój panie.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Kocham was szczerze, dam chętnie wam złoto,/
Tylko tych łotrów wygońcie od siebie,/
Powieście lub ich zakłujcie, utopcie,/
A byle pozbyć wam się ich udało,/
Wracajcie do mnie, czeka na was złoto.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>OBAJ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Powiedz nam tylko, panie, ich nazwisko.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ty po tej stronie, a ty stań po tamtej;/
Zawsze dwóch razem: każdy z was samotny,/
Ma jednak zawsze towarzyszem łotra.</strofa>
<didaskalia>do <osoba>Malarza</osoba></didaskalia>
<strofa>Jeżeli nie chcesz, by tam, gdzie ty będziesz,/
Dwóch łotrów było, uciekaj od niego...</strofa>
<didaskalia>do <osoba>Poety</osoba></didaskalia>
<strofa>Jeśli chcesz bawić, gdzie tylko łotr jeden,/
Opuść go, radzę. Precz stąd! Umykajcie!/
To dla was złoto, po któreście przyszli./
Za wasze dzieła, które dla mnie macie,/
Oto zapłata! Precz, precz z moich oczu!/
Zrób z tego złoto, jesteś alchemistą./
Precz, psy! Precz, łotry!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wybiega za nimi, bijąc ich.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA DRUGA</naglowek_scena>

<didaskalia>Przed jaskinią <osoba>Tymona</osoba>.</didaskalia>

<didaskalia>Wchodzą <osoba>Flawiusz</osoba> i dwaj senatorowie.</didaskalia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Daremno chcecie z Tymonem rozmawiać,/
On się albowiem tak zamknął sam w sobie,/
Że mu obrzydło, co ludzką ma postać,/
I sam chce zostać.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Pokaż nam jaskinię:</wers_cd>/
Mamy rozkazy, chcemy ich dopełnić./
Musim z nim mówić.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Zmieniają się ludzie.</wers_cd>/
Był czas, gdy smutek odludkiem go zrobił./
Ten sam czas dzisiaj, przyjaźniejszą ręką/
Starą mu jego wracając pomyślność,/
Może mu stary powrócić charakter./
Co bądź wypadnie, prowadź nas do niego.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To jest dom jego. Pokój mu i radość!/
Panie mój, wystąp! Przemów do przyjaciół!/
Lud ci ateński przez dwóch senatorów/
Najdostojniejszych pozdrowienie przysłał;/
Przemów więc do nich, szlachetny Tymonie!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Tymon</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ożywicielu, słońce, pal! --- wisielce,/
Czego żądacie? Za każdą wam prawdę/
Niech pryszcz wystąpi; każde wasze kłamstwo/
Niech wam w korzeniu samym język pali!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tymonie godny...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Was tylko, wy jego.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Senat ateński śle ci pozdrowienie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dziękuję, chciałbym posłać im w odwecie/
Zarazę, gdybym mógł ją dla nich złowić.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zapomnij krzywdy, którą opłakujem./
Dziś, jednomyślnie, na miłości dowód,/
Senat cię błaga, byś do Aten wrócił;/
Rzeczpospolita najpierwsze godności/
W wakansie trzyma do twego powrotu.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Sam przeciw tobie swe grzechy wyznaje;/
Lud, który rzadko wyroki swe cofa,/
Czuje potrzebę pomocy Tymona/
I swój upadek widzi niewątpliwy,/
Gdy Tymonowi odmówi pomocy./
W jego imieniu przychodzim do ciebie/
I żal wyrazić, i przyrzec nagrodę/
Zdolną przeważyć wszystkie dawne krzywdy;/
Taki dostatek miłości i skarbów,/
Że całą przeszłość zatrze ci w pamięci,/
A w zamian naszej miłości obrazy/
Na wieczne czasy w sercu twym zapisze.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czarami, widzę pociągnąć mnie chcecie:/
Niewiele trzeba, żebym się rozpłakał,/
Dajcie mi tylko, dostojni mężowie,/
Głupiego serce, a kobiety oczy,/
A łzami wasze pociechy obleję.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Racz więc do naszych wrócić z nami Aten ---/
Naszych i twoich --- objąć naczelnictwo,/
A czeka na cię wdzięczność narodowa,/
Władza bez granic, chwała i powaga./
Przy twej pomocy bez trudu odpędzim/
Alcybiadesa zuchwałe napady,/
Co podkopuje ojczyzny swej pokój/
Niby dzik wściekły.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>I ateńskim murom</wers_cd>/
Swym mieczem grozi.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Dlatego, Tymonie...</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dobrze, panowie, zgoda; więc słuchajcie:/
Gdy Alcybiades ziomków mych morduje,/
Niech mu powiedzą w Tymona imieniu,/
Że Tymon --- o to nie troszczy się wcale./
Lecz jeśli piękne zrabuje Ateny,/
Za brody świętych ciągnąć będzie starców,/
Czyste dziewice jeśli na łup wyda/
Swych krwawych bestii chuciom rozpasanym,/
Niechaj wie o tym --- idźcie mu powtórzyć,/
Co Tymon mówi: przez litość dla starców,/
Dziewic, niemowląt, musi mu powiedzieć ---/
Że Tymon o to nie troszczy się wcale./
Niech, co chce, robi. O jego też noże/
Bądźcie bez troski, póki macie gardła./
Co do mnie, nie ma jednego kozika/
W całym obozie zbuntowanej tłuszczy,/
Który by nie był sercu memu droższy/
Niż gardło u was najprzewielebniejsze./
Teraz opiece bogów was polecam,/
Jak zbójców stróżom.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Darmo czas tracicie.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Właśnie nagrobek mój komponowałem;/
Jutro go będzie świat oglądać; długa/
Mojego ciała i duszy choroba,/
Widzę, zaczyna teraz się polepszać/
I nicość da mi wszystkiego dostatek./
Wy, żyjcie; męką waszą Alcybiades,/
Wy bądźcie jego, jak można najdłużej!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Próżno błagamy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jednak kraj mój kocham,</wers_cd>/
I wieść ta kłamstwem, że się kiedykolwiek/
Z rozbicia nawy ojczystej cieszyłem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Szlachetne słowa!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Moim mnie współziomkom</wers_cd>/
Polećcie, proszę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wyrazy ust godne,</wers_cd>/
Z których wychodzą.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Do naszego ucha</wers_cd>/
Wbiegają niby triumfalną bramą/
Wielki zwycięzca.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Więc mnie im polećcie.</wers_cd>/
Dodajcie razem, żeby ich żal zmniejszyć,/
Odgonić trwogę, cierpienia i straty,/
Troski miłości i strapienia wszystkie,/
Którym w żywota niepewnej pielgrzymce/
Kruche natury podlega naczynie./
Wielką usługę chętnie im wyświadczę/
Od Alcybiada wyzwolę wściekłości.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Miłe to słowa. Widzę, wróci z nami.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wyrosło drzewo w mojej tu zagrodzie,/
Które ściąć muszę dla mej dogodności;/
Zwlekać nie mogę, więc powiedzcie, proszę,/
Mym przyjaciołom, wszystkim Ateńczykom,/
Małym i wielkim, potężnym i słabym,/
Że kto chce koniec położyć strapieniom,/
Niechaj się śpieszy, niech do mnie przybywa/
I nim pień drzewa siekierę poczuje,/
Niech się powiesi. Pozdrówcie ich wszystkich.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FLAWIUSZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Próżne błagania, będzie nieugięty.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TYMON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Idźcie, a więcej nie wracajcie do mnie./
Powiedzcie miastu, że Tymon zbudował/
Na brzegach morza swój dom wiekuisty,/
Który codziennie rozdąsane fale/
Pianą odzieją. Odwiedźcie go czasem,/
Niech mój nagrobek wyrocznią wam będzie./
Przestańcie, usta, groźne cedzić słowa,/
Co złe, niech leczy zaraza morowa!/
Niech groby kopać będzie ludzką pracą,/
A ich mozołu niech śmierć będzie płacą;/
Zagaśnij, słońce! Niech noc wieczna wstanie,/
Bo się Tymona kończy panowanie.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Próżne zachody, bo w jego naturę/
Gniew się wplótł wieczny.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wracajmy do Aten,</wers_cd>/
Pomocy jego skonała nadzieja;/
Szukajmy innych zbawienia sposobów/
Wśród niebezpieczeństw.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Idźmy, bo czas drogi.</wers_cd></strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA TRZECIA</naglowek_scena>

<didaskalia>Mury ateńskie.</didaskalia>

<didaskalia>Wchodzi dwóch senatorów i <osoba>Posłaniec</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niemiłe wieści, ale jego armia/
Czy niewątpliwie, jak mówisz, potężna?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>POSŁANIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lub potężniejsza. Zresztą lada chwila/
Stanie pod miastem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nasz stan rozpaczliwy,</wers_cd>/
Jeśli Tymona z sobą nie przywiodą.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>POSŁANIEC</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Właśnie spotkałem na drodze posłańca,/
Który, choć z innym złączony stronnictwem,/
Moim był niegdyś dobrym przyjacielem;/
Przez czułą pamięć dawnej zażyłości/
Wyznał, że śpieszy do Tymona groty/
Z Alcybiadesa listami i prośbą,/
By się z nim złączył w wojnie, którą w części/
Rozpoczął, aby pomścić jego krzywdy.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wchodzą senatorowie od <osoba>Tymona</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To bracia nasi.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>TRZECI SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie łudźcie się wcale</wers_cd>/
I nie rachujcie na Tymona pomoc./
Bębny już słychać, niezliczone wojsko/
Duszącym pyłem zaciemnia powietrze,/
Już czas, do broni! Za chwilę wróg srogi/
Przyniesie miastu mordy i pożogi.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA CZWARTA</naglowek_scena>

<didaskalia>Las. Jaskinia <osoba>Tymona</osoba>. Nad brzegiem morza grobowiec.</didaskalia>
<didaskalia>Wchodzi <osoba>Żołnierz</osoba> szukający <osoba>Tymona</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>ŻOŁNIERZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wedle opisu tu być musi miejsce./
Hola! Odpowiedz! Głucho --- co to znaczy?/
Tymon nie żyje, a nad morską falą/
Zwierz jakiś dziki pomnik mu zbudował,/
Bo ludzi nie ma. Umarł. To grób jego./
Nie mogę czytać<pe><slowo_obce>nie mogę czytać</slowo_obce> --- w sensie: nie umiem czytać (i nie wiem, co znaczy ten napis).</pe>, co napis ten niesie,/
Ale na wosku odcisk z sobą wezmę:/
Wódz nasz ćwiczony w pisma charakterach,/
Stary ma rozum, chociaż młode lata;/
W tej chwili pewno Aten waży losy/
I chce je zmienić na popiołów stosy.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA PIĄTA</naglowek_scena>

<didaskalia>Pod murami Aten.</didaskalia>

<didaskalia>Przy odgłosie trąb wchodzi <osoba>Alcybiades</osoba> z armią.</didaskalia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Daj znak o groźnym wojsk naszych przybyciu/
Temu tchórzostwa i rozpusty gniazdu.</strofa>
<didaskalia>Trębacz daje znak parlamentarski; na murach pokazuje się dwóch senatorów.</didaskalia>
<strofa>Żywot wasz dotąd wśród rozpusty płynął,/
Sprawiedliwości miarą była wola,/
Dotąd ja równie jak i wszyscy inni,/
Cośmy w potęgi waszej spali cieniu,/
Próżnośmy skargi nasze wyziewali,/
Zmuszeni pośród obcych się wałęsać<pe><slowo_obce>Zmuszeni pośród obcych się wałęsać</slowo_obce> --- w późn. wyd. zweryfikowano tłumaczenie, zmieniając ten wers na następujący: ,,Wędrując smętnie ze złożoną bronią".</pe>,/
Lecz czas już dojrzał, w którym szpik pokorny/
W cierpiących kościach zawołał: ,,Dość tego!",/
W którym milczący długo pokrzywdzony/
Na krzesłach waszych zasiądzie i wytchnie,/
Kiedy otyła i nadęta pycha/
Zdychawicieje od trwogi.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Młodzieńcze,</wers_cd>/
Gdy gniew twój jeszcze w myślach twoich istniał,/
Nim miałeś siłę, a my trwogi powód,/
Przez naszych posłów balsam odebrałeś,/
Zdolny zagoić gniewu twego rany,/
A zatrzeć ślady naszej niewdzięczności/
Nadmiarem szczerej miłości dowodów.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pokorną prośbą i obietnicami/
Tymona także przeobrażonego/
Z naszym pogodzić pragnęliśmy miastem./
Niewdzięcznikami nie byliśmy wszyscy,/
Nie zasługujem wszyscy na zagładę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie tych ramiona mur ten zbudowały,/
Którzy niebacznie gniew twój podpalili,/
Ni twoje krzywdy takiej są natury,/
Aby te wieże, szkoły i trofea/
Dla winy kilku w popiół się zmieniły.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Już ci nie żyją, za których podnietą/
Lud cię ateński na wygnanie skazał;/
Myśl ich zabiła, że w sprawie tak ważnej/
Przenikliwości tak mało dowiedli./
Wkrocz, dzielny wodzu, w bramy tego miasta/
Z rozwiniętymi pułków sztandarami./
Jeśli twa zemsta krwi ludzkiej jest głodna,/
Zrób, na co ludzka wzdryga się natura,/
I weź mieszkańców krwawą dziesięcinę:/
Niech hazard kostek wskaże tych, co muszą/
Za resztę kości swoje hazardować.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie wszyscy grzeszni ani sprawiedliwie/
Grzechy umarłych na żyjących karać,/
Bo grzech nie spada dziedzictwem jak ziemia./
Więc, ziomku drogi, wprowadź twe zastępy,/
Lecz wściekłość twoją za murami zostaw;/
Twoją ateńską oszczędź dziś kolebkę,/
Oszczędź rodzinę, która w szale gniewu/
Z winowajcami padłaby niewinna./
Jak dobry owczarz zbliż się do owczarni,/
Brakuj parszywe, ale zdrowe oszczędź.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Prędzej uśmiechem celu swego dopniesz,/
Niż się do niego szablami dorąbiesz.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>PIERWSZY SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Trąć tylko nogą murów naszych bramy,/
Staną otworem, byle twoje serce/
Wprzód wyprawiło nadziei poselstwo,/
Że jak przyjaciel bramy te przekroczysz.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUGI SENATOR</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Rzuć rękawicę twoją albo inny/
Jaki zadatek twojego honoru,/
Że w wojnie szukasz twoich krzywd naprawy,/
Ale nie naszej zagłady, a miasto/
Bezpiecznym portem armii twojej będzie,/
Póki twych wszystkich nie spełnimy życzeń.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Więc dobrze, oto moja rękawica./
Bramy mi wasze otwórzcie bez trwogi,/
Nieprzyjaciele Tymona i moi,/
Których mi sami jak winnych oddacie,/
Będą jedyną gniewu mego pastwą./
Na dowód mojej wspaniałomyślności,/
By wszelką trwogę z waszych serc wygonić,/
Ni jeden żołnierz waszych trybunałów/
Sprawiedliwości biegu nie zamąci/
Albo natychmiast za wszystko odpowie/
Wedle praw waszych całej surowości.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>OBAJ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Szlachetny mówca!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dotrzymajcie słowa.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Senatorowie schodzą i otwierają bramy.</didaskalia>
<didaskalia>Wchodzi <osoba>Żołnierz</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>ŻOŁNIERZ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Szlachetny wodzu mój, Tymon nie żyje./
Nad brzegiem morza śpi złożony w grobie./
Napis wyryty na jego kamieniu/
Przynoszę, wodzu, w woskowym odcisku,/
Jakby w zastępstwie mojego nieuctwa.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCYBIADES</naglowek_osoba>
<didaskalia>czyta</didaskalia>
<kwestia><strofa><begin id="b1415657095120-3430661024"/><motyw id="m1415657095120-3430661024">Grób</motyw>,,Bez biednej duszy biedne spoczywa tu ciało,/
Niech mór dobije wszystkich, co po nim zostali!/
Tu śpi Tymon, przeklinał, żyjąc, ludzkość całą,/
I ty ją klnij, przechodniu, tylko klnąc idź dalej!"/
To jest wyrazem twych ostatnich myśli./
Choć naszą ludzką gardziłeś boleścią/
I kropelkami, które mózg nasz cedzi,/
Które natura sączy niedołężna<pe><slowo_obce>Które natura sączy niedołężna</slowo_obce> --- w późn. wyd. zweryfikowano tłumaczenie, zastępując ten wers wtrąceniem w nawiasie: ,,Skąpa natura sączy je powoli".</pe>,/
To przecie, duszy natchniony wielkością,/
Chciałeś, by wiecznie nad twym cichym grobem,/
Nad przebaczonym grzechem Neptun płakał./
Szlachetny Tymon umarł; jego pamięć/
W stosownej porze należnie uczcimy./
<end id="e1415657095120-3430661024"/>Ale do miasta prowadźcie mnie teraz;/
Miecz mój owinę gałązką oliwy;/
Odgonił wojnę pokój pożądany/
I leje balsam na przeszłości rany./
Uderzcie w bębny!</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>

</dramat_wierszowany_l>
</utwor>