<utwor>
<rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/schulz-sklepy-cynamonowe-nawiedzenie/">
<dc:creator xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Schulz, Bruno</dc:creator>
<dc:title xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Nawiedzenie</dc:title>
<dc:relation.isPartOf xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/schulz-sklepy-cynamonowe</dc:relation.isPartOf>
<dc:contributor.editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Kozioł, Paweł</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Rawska, Aneta</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Dwudziestolecie międzywojenne</dc:subject.period>
<dc:subject.type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Opowiadanie</dc:subject.genre>
<dc:description xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja wykonana przez Fundację Nowoczesna Polska.</dc:description>
<dc:identifier.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/sklepy-cynamonowe-nawiedzenie</dc:identifier.url>
<dc:source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Bruno Schulz, Sklepy cynamonowe; Sanatorium Pod Klepsydrą, red. Zofia Smyk, Biblioteka Klasyki, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1996</dc:source>
<dc:rights xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Domena publiczna - Bruno Schulz zm. 1942</dc:rights>
<dc:date.pd xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">2013</dc:date.pd>
<dc:format xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">xml</dc:format>
<dc:type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">text</dc:type>
<dc:type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="en">text</dc:type>
<dc:date xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">2012-11-12</dc:date>

<dc:language xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">pol</dc:language>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/media/dynamic/cover/image/2054.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Brockhaus &amp;amp; Efron Encyclopedic Dictionary, Double--M@Flickr, CC BY 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/2054</dc:relation.coverImage.source>
</rdf:Description>
</rdf:RDF>
<opowiadanie>

<autor_utworu id="e1">Bruno Schulz</autor_utworu>

<dzielo_nadrzedne id="e2">Sklepy cynamonowe</dzielo_nadrzedne>



<nazwa_utworu id="e3">Nawiedzenie</nazwa_utworu>

<naglowek_rozdzial id="e4">1</naglowek_rozdzial>




<akap id="e5"><begin id="b1356744901334-2007008217"/>
<motyw id="m1356744901334-2007008217">Zima</motyw>
<begin id="b1356744921140-2084981082"/>
<motyw id="m1356744921140-2084981082">Miasto</motyw>
Już wówczas miasto nasze popadało coraz bardziej w chroniczną szarość zmierzchu, porastało na krawędziach liszajem<pe><slowo_obce>liszaj</slowo_obce> --- schorzenie skóry a. ubytki i plamy na płaskiej powierzchni, np. na tynku.</pe> cienia, puszystą pleśnią i mchem koloru żelaza.<end id="e1356744921140-2084981082"/>
</akap>


<akap id="e6">Ledwo rozpowity z brunatnych dymów i mgieł poranka --- przechylał się dzień od razu w niskie bursztynowe popołudnie, stawał się przez chwilę przezroczysty i złoty jak ciemne piwo, ażeby potem zejść pod wielokrotnie rozczłonkowane, fantastyczne sklepienie kolorowych i rozległych nocy.<end id="e1356744901334-2007008217"/>
</akap>


<akap id="e7">Mieszkaliśmy w rynku, w jednym z tych ciemnych domów o pustych i ślepych fasadach<pe><slowo_obce>fasada</slowo_obce> --- frontowa ściana budynku.</pe>, które tak trudno od siebie odróżnić.</akap>


<akap id="e8"><begin id="b1356744953503-1633782243"/>
<motyw id="m1356744953503-1633782243">Labirynt, Miasto, Dom</motyw>
Daje to powód do ciągłych omyłek. Gdyż wszedłszy raz w niewłaściwą sień i na niewłaściwe schody, dostawało się zazwyczaj w labirynt obcych mieszkań, ganków, niespodzianych wyjść na obce podwórza i zapominało się o początkowym celu wyprawy, ażeby po wielu dniach, wracając z manowców dziwnych i splątanych przygód, o jakimś szarym świcie przypomnieć sobie wśród wyrzutów sumienia dom rodzinny.<end id="e1356744953503-1633782243"/>
</akap>


<akap id="e9"><begin id="b1356745001714-2507988201"/>
<motyw id="m1356745001714-2507988201">Dom</motyw>
Pełne wielkich szaf, głębokich kanap, bladych luster i tandetnych palm sztucznych, mieszkanie nasze coraz bardziej popadało w stan zaniedbania wskutek opieszałości matki, przesiadującej w sklepie, i niedbalstwa smukłonogiej Adeli, która, nie nadzorowana przez nikogo, spędzała dnie przed lustrami na rozwlekłej toalecie, zostawiając wszędzie jej ślady w postaci wyczesanych włosów, grzebieni, porzuconych pantofelków i gorsetów.</akap>


<akap id="e10">Mieszkanie to nie posiadało określonej liczby pokojów, gdyż nigdy nie pamiętano, ile z nich wynajęte było obcym lokatorom. Nieraz otwierano przypadkiem którąś z tych izb zapomnianych i znajdowano ją pustą; lokator dawno się wyprowadził, a w nie tkniętych od miesięcy szufladach dokonywano niespodzianych odkryć.<end id="e1356745001714-2507988201"/>
</akap>


<akap id="e11">W dolnych pokojach mieszkali subiekci<pe><slowo_obce>subiekt</slowo_obce> (daw.) --- sprzedawca w sklepie.</pe> i nieraz w nocy budziły nas ich jęki, wydawane pod wpływem zmory sennej. W zimie była jeszcze na dworze głucha noc, gdy ojciec schodził do tych zimnych i ciemnych pokojów, płosząc przed sobą świecą stada cieni, ulatujących bokami po podłodze i ścianach; szedł budzić ciężko chrapiących z twardego jak kamień snu.</akap>


<akap id="e12">W świetle pozostawionej przezeń świecy wywijali się leniwie z brudnej pościeli, wystawiali, siadając na łóżkach, bose i brzydkie nogi i ze skarpetką w ręce oddawali się jeszcze przez chwilę rozkoszy ziewania --- ziewania przeciągniętego aż do lubieżności<pe><slowo_obce>lubieżność</slowo_obce> --- rozpusta.</pe>, do bolesnego skurczu podniebienia, jak przy tęgich<pe><slowo_obce>tęgi</slowo_obce> --- tu: obfiy.</pe> wymiotach.</akap>


<akap id="e13">W kątach siedziały nieruchomo wielkie karakony<pe><slowo_obce>karakon</slowo_obce> --- karaluch.</pe>, wyogromnione własnym cieniem, którym obarczała każdego płonąca świeca i który nie odłączał się od nich i wówczas, gdy któryś z tych płaskich, bezgłowych kadłubów<pe><slowo_obce>kadłub</slowo_obce> (daw.) --- tułów.</pe> z nagła zaczynał biec niesamowitym, pajęczym biegiem.</akap>


<akap id="e14">W tym czasie ojciec mój zaczął zapadać na zdrowiu. Bywało już w pierwszych tygodniach tej wczesnej zimy, że spędzał dnie całe w łóżku, otoczony flaszkami, pigułkami i księgami handlowymi, które mu przynoszono z kontuaru<pe><slowo_obce>kontuar</slowo_obce> --- lada sklepowa.</pe>. Gorzki zapach choroby osiadał na dnie pokoju, którego tapety gęstwiały ciemniejszym splotem arabesek<pe><slowo_obce>arabeska</slowo_obce> --- symetryczny, geometryczny ornament ze stylizowanych motywów roślinnych.</pe>.</akap>


<akap id="e15">Wieczorami, gdy matka przychodziła ze sklepu, bywał podniecony i skłonny do sprzeczek, zarzucał jej niedokładności w prowadzeniu rachunków, dostawał wypieków i zapalał się do niepoczytalności. Pamiętam, iż raz, obudziwszy się ze snu późno w nocy, ujrzałem go, jak w koszuli i boso biegał tam i z powrotem po skórzanej kanapie, dokumentując w ten sposób swą irytację przed bezradną matką.</akap>


<akap id="e16">W inne dni bywał spokojny i skupiony i pogrążał się zupełnie w swych księgach, zabłąkany głęboko w labiryntach zawiłych obliczeń.</akap>


<akap id="e17">Widzę go w świetle kopcącej lampy, przykucniętego wśród poduszek, pod wielkim rzeźbionym nadgłowiem łóżka, z ogromnym cieniem od głowy na ścianie, kiwającego się w bezgłośnej medytacji.</akap>


<akap id="e18">Chwilami wynurzał głowę z tych rachunków, jakby dla zaczerpnięcia tchu, otwierał usta, mlaskał z niesmakiem językiem, który był suchy i gorzki, i rozglądał się bezradnie, jakby czegoś szukając.</akap>


<akap id="e19"><begin id="b1356745051686-2511140559"/>
<motyw id="m1356745051686-2511140559">Ojciec, Tajemnica, Grzech</motyw>
Wówczas bywało, że zbiegał po cichu z łóżka w kąt pokoju, pod ścianę, na której wisiał zaufany instrument. Był to rodzaj klepsydry wodnej albo wielkiej fioli<pe><slowo_obce>fiola</slowo_obce> --- wąskie, wysokie szklane naczynie.</pe> szklanej, podzielonej na uncje<pe><slowo_obce>uncja</slowo_obce> --- ang. jednostka objętości, ok. 28--29 cm³.</pe> i napełnionej ciemnym fluidem<pe><slowo_obce>fluid</slowo_obce> --- wg spirytystów substancja emanująca z ludzi i duchów.</pe>. Mój ojciec łączył się z tym instrumentem długą kiszką<pe><slowo_obce>kiszka</slowo_obce> --- tu: długa rura o niewielkiej średnicy.</pe> gumową, jakby krętą, bolesną pępowiną, i tak połączony z żałosnym przyrządem --- nieruchomiał w skupieniu, a oczy jego ciemniały, zaś na twarz przybladłą występował wyraz skupienia czy jakiejś występnej rozkoszy.<end id="e1356745051686-2511140559"/>
</akap>


<akap id="e20">Potem znów przychodziły dni cichej skupionej pracy, przeplatanej samotnymi monologami. Gdy tak siedział w świetle lampy stołowej, wśród poduszek wielkiego łoża, a pokój ogromniał w górze w cieniu umbry<pe><slowo_obce>umbra</slowo_obce> --- barwnik brunatnoczerwony.</pe>, który go łączył z wielkim żywiołem nocy miejskiej za oknem --- czuł, nie patrząc, że przestrzeń obrasta go pulsującą gęstwiną tapet, pełną szeptów, syków i seplenień. Słyszał, nie patrząc, tę zmowę pełną porozumiewawczych mrugnięć, perskich oczu, rozwijających się wśród kwiatów małżowin usznych, które słuchały, i ciemnych ust, które się uśmiechały.</akap>


<akap id="e21">Wówczas pogrążał się pozornie jeszcze bardziej w pracę, liczył i sumował, bojąc się zdradzić ten gniew, który w nim wzbierał, i walcząc z pokusą, żeby z nagłym krzykiem nie rzucić się na oślep za siebie i nie pochwycić pełnych garści tych kędzierzawych arabesek, tych pęków oczu i uszu, które noc wyroiła ze siebie i które rosły i zwielokrotniały się, wymajaczając coraz nowe pędy i odnogi z macierzystego pępka ciemności. I uspokajał się dopiero, gdy z odpływem nocy tapety więdły, zwijały się, gubiły liście i kwiaty i przerzedzały się jesiennie, przepuszczając dalekie świtanie.</akap>


<akap id="e22">Wtedy wśród świergotu tapetowych ptaków, w żółtym zimowym świcie, zasypiał na parę godzin gęstym, czarnym snem.</akap>


<akap id="e23"><begin id="b1356745120360-2856294148"/>
<motyw id="m1356745120360-2856294148">Ojciec, Szaleństwo, Prorok</motyw>
Od dni, od tygodni, gdy zdawał się być pogrążonym w zawiłych konto-korrentach --- myśl jego zapuszczała się tajnie w labirynty własnych wnętrzności. Wstrzymywał oddech i nasłuchiwał. I gdy wzrok jego wracał zbielały i mętny z tamtych głębin, uspokajał go uśmiechem. Nie wierzył jeszcze i odrzucał jak absurd te uroszczenia, te propozycje, które nań napierały.</akap>


<akap id="e24">Za dnia były to jakby rozumowania i perswazje, długie, monotonne rozważania, prowadzone półgłosem i pełne humorystycznych interludiów<pe><slowo_obce>interludium</slowo_obce> --- instrumentalna wstawka muzyczna rozdzielająca poszczególne partie utworu.</pe>, filuternych<pe><slowo_obce>filuterny</slowo_obce> (daw.) --- figlarny, prowokujący.</pe> przekomarzań. Ale nocą podnosiły się te głosy namiętniej. Żądanie wracało coraz wyraźniej i donioślej i słyszeliśmy, jak rozmawiał z Bogiem, prosząc się jak gdyby i wzbraniając przed czymś, co natarczywie żądało i domagało się.</akap>


<akap id="e25">Aż pewnej nocy podniósł się ten głos groźnie i nieodparcie, żądając, aby mu dał świadectwo usty<pe><slowo_obce>usty</slowo_obce> --- dziś popr. forma D. lm.: ustami.</pe> i wnętrznościami swymi. I usłyszeliśmy, jak duch weń wstąpił, jak podnosił się z łóżka, długi i rosnący gniewem proroczym, dławiąc się hałaśliwymi słowy, które wyrzucał jak mitralieza<pe><slowo_obce>mitralieza</slowo_obce> (daw.) --- wielolufowe działko szybkostrzelne.</pe>. Słyszeliśmy łomot walki i jęk ojca, jęk tyrana ze złamanym biodrem, który jeszcze urąga.<end id="e1356745120360-2856294148"/>
</akap>


<akap id="e26">Nie widziałem nigdy proroków Starego Testamentu, ale na widok tego męża, którego gniew boży obalił, rozkraczonego szeroko na ogromnym porcelanowym urynale<pe><slowo_obce>urynał</slowo_obce> (daw.) --- nocnik.</pe>, zakrytego wichrem ramion, chmurą rozpaczliwych łamańców, nad którymi wyżej jeszcze unosił się jego głos, obcy i twardy --- zrozumiałem gniew boży świętych mężów.</akap>


<akap id="e27"><begin id="b1356745165116-2012660005"/>
<motyw id="m1356745165116-2012660005">Ojciec, Proroctwo, Prorok</motyw>
Był to dialog groźny jak mowa piorunów. Łamańce rąk jego rozrywały niebo na sztuki, a w szczelinach ukazywała się twarz Jehowy, wzdęta gniewem i plująca przekleństwa. Nie patrząc, widziałem go, groźnego Demiurga<pe><slowo_obce>demiurg</slowo_obce> --- w niektórych systemach religijnych twórca świata, który nie jest jednak tożsamy z najwyższym bogiem. Ponieważ demiurg nie jest ani wszechwiedzący, ani wszechmocny, a dokonany przez niego akt kreacji był aktem samowolnym, stworzony przez niego świat jest niedoskonały i pełen zła.</pe>, jak leżąc na ciemnościach jak na Synaju, wsparłszy potężne dłonie na karniszu firanek, przykładał ogromną twarz do górnych szyb okna, na których płaszczył się potwornie mięsisty nos jego.</akap>


<akap id="e28">Słyszałem jego głos w przerwach proroczej tyrady mego ojca, słyszałem te potężne warknięcia wzdętych warg, od których szyby brzęczały, mieszające się z wybuchami zaklęć, lamentów, gróźb mego ojca.<end id="e1356745165116-2012660005"/>
</akap>


<akap id="e29">Czasami głosy przycichały i zżymały się z cicha jak gaworzenie wiatru w nocnym kominie, to znowu wybuchały wielkim zgiełkliwym hałasem, burzą zmieszanych szlochów i przekleństw. Z nagła otworzyło się okno ciemnym ziewnięciem i płachta ciemności wionęła przez pokój.</akap>


<akap id="e30">W świetle błyskawicy ujrzałem ojca mego w rozwianej bieliźnie, jak ze straszliwym przekleństwem wylewał potężnym chlustem w okno zawartość nocnika w noc, szumiącą jak muszla.</akap>


<naglowek_rozdzial id="e31">2</naglowek_rozdzial>



<akap id="e32">Mój ojciec powoli zanikał, wiądł w oczach.</akap>


<akap id="e33">Przykucnięty pod wielkimi poduszkami, dziko nastroszony kępami siwych włosów, rozmawiał z sobą półgłosem, pogrążony cały w jakieś zawiłe wewnętrzne afery. Zdawać się mogło, że osobowość jego rozpadła się na wiele pokłóconych i rozbieżnych jaźni, gdyż kłócił się z sobą głośno, pertraktował usilnie i namiętnie, przekonywał i prosił, to znowu zdawał się przewodniczyć zgromadzeniu wielu interesantów, których usiłował z całym nakładem żarliwości i swady<pe><slowo_obce>swada</slowo_obce> --- płynność w mówieniu.</pe> pogodzić. Ale za każdym razem te hałaśliwe zebrania, pełne gorących temperamentów, rozpryskiwały się przy końcu wśród klątw, złorzeczeń i obelg.</akap>


<akap id="e34">Potem przyszedł okres jakiegoś uciszenia, ukojenia wewnętrznego, błogiej pogody ducha.</akap>


<akap id="e35">Znowu wielkie folianty<pe><slowo_obce>foliant</slowo_obce> a. <slowo_obce>foliał</slowo_obce> --- gruba książka dużego formatu.</pe> rozłożone były na łóżku, na stole, na podłodze i jakiś benedyktyński spokój pracy zalegał w świetle lampy nad białą pościelą łóżka, nad pochyloną siwą głową mego ojca.</akap>


<akap id="e36">Ale gdy matka późnym wieczorem wracała ze sklepu, ojciec ożywiał się, przywoływał ją do siebie i z dumą pokazywał jej świetne, kolorowe odbijanki<pe><slowo_obce>odbijanka</slowo_obce> a. <slowo_obce>kalkomania</slowo_obce> --- obrazek przenoszony na kartkę ze specjalnie przygotowanego papieru.</pe>, którymi skrzętnie wylepił stronice księgi głównej.</akap>


<akap id="e37"><begin id="b1356745379864-60141085"/>
<motyw id="m1356745379864-60141085">Ojciec, Dziecko, Szaleństwo</motyw>
Zauważyliśmy wówczas wszyscy, że ojciec zaczął z dnia na dzień maleć jak orzech, który zsycha się wewnątrz łupiny.</akap>


<akap id="e38">Zanikowi temu nie towarzyszył bynajmniej upadek sił. Przeciwnie, stan jego zdrowia, humor, ruchliwość zdawały się poprawiać.</akap>


<akap id="e39">Często śmiał się teraz głośno i szczebiotliwie, zanosił się wprost ze śmiechu, albo też pukał w łóżko i odpowiadał sobie ,,proszę'' w różnych tonacjach, całymi godzinami. Od czasu do czasu złaził z łóżka, wspinał się na szafę i przykucnięty pod sufitem porządkował coś w starych gratach, pełnych rdzy i kurzu.<end id="e1356745379864-60141085"/>
</akap>


<akap id="e40">Niekiedy ustawiał sobie dwa krzesła naprzeciw siebie i wspierając się rękami o poręcze, bujał się nogami wstecz i naprzód, szukając rozpromienionymi oczyma w naszych twarzach wyrazów podziwu i zachęty. Z Bogiem, zdaje się, pogodził się zupełnie. Niekiedy w nocy ukazywała się twarz brodatego Demiurga w oknie sypialni, oblana ciemną purpurą bengalskiego światła<pe><slowo_obce>bengalskie światła</slowo_obce> a. <slowo_obce>ognie bengalskie</slowo_obce> --- rodzaj fajerwerków.</pe>, i patrzyła przez chwilę dobrotliwie na uśpionego głęboko, którego śpiewne chrapanie zdawało się wędrować daleko po nieznanych obszarach światów sennych.</akap>


<akap id="e41">Podczas długich, półciemnych popołudni tej późnej zimy ojciec mój zapadał od czasu do czasu na całe godziny w gęsto zastawione gratami zakamarki, szukając czegoś zawzięcie.</akap>


<akap id="e42">I nieraz bywało podczas obiadu, gdy zasiadaliśmy wszyscy do stołu, brakło ojca. Wówczas matka musiała długo wołać ,,Jakubie!" i stukać łyżką w stół, zanim wylazł z jakiejś szafy, oblepiony szmatami pajęczyn i kurzu, z wzrokiem nieprzytomnym i pogrążonym w zawiłych, a jemu tylko wiadomych sprawach, które go zaprzątały.</akap>


<akap id="e43"><begin id="b1356745529368-3636078501"/>
<motyw id="m1356745529368-3636078501">Ojciec, Ptak</motyw>
Czasem wdrapywał się na karnisz i przybierał nieruchomą pozę symetrycznie do wielkiego wypchanego sępa, który po drugiej stronie okna zawieszony był na ścianie. W tej nieruchomej, przykucniętej pozie, z wzrokiem zamglonym i z miną chytrze uśmiechniętą trwał godzinami, ażeby z nagła przy czyimś wejściu zatrzepotać rękoma jak skrzydłami i zapiać jak kogut.<end id="e1356745529368-3636078501"/>
</akap>


<akap id="e44"><begin id="b1356745579321-3573005251"/>
<motyw id="m1356745579321-3573005251">Ojciec, Szaleństwo, Choroba</motyw>
Przestaliśmy zwracać uwagę na te dziwactwa, w które się z dnia na dzień głębiej wplątywał. Wyzbyty jakby zupełnie cielesnych potrzeb, nie przyjmując tygodniami pokarmu, pogrążał się z dniem każdym głębiej w zawiłe i dziwaczne afery, dla których nie mieliśmy zrozumienia. Niedosięgły dla naszych perswazji i próśb, odpowiadał urywkami swego wewnętrznego monologu, którego przebiegu nic z zewnątrz zmącić nie mogło. Wiecznie zaaferowany, chorobliwie ożywiony, z wypiekami na suchych policzkach, nie zauważał nas i przeoczał.</akap>


<akap id="e45">Przywykliśmy do jego nieszkodliwej obecności, do jego cichego gaworzenia, do tego dziecinnego, w sobie zatopionego świegotu, którego trele przebiegały niejako na marginesie naszego czasu. Wtedy już znikał niekiedy na wiele dni, podziewał się gdzieś w zapadłych zakamarkach mieszkania i nie można go było znaleźć.</akap>


<akap id="e46">Stopniowo te zniknięcia przestały sprawiać na nas wrażenie, przywykliśmy do nich i kiedy po wielu dniach znów się pojawiał, o parę cali mniejszy i chudszy, nie zatrzymywało to na dłużej naszej uwagi. Przestaliśmy po prostu brać go w rachubę, tak bardzo oddalił się od wszystkiego, co ludzkie i co rzeczywiste. Węzeł po węźle odluźniał się od nas, punkt po punkcie gubił związki łączące go ze wspólnotą ludzką. To, co jeszcze z niego pozostało, to trochę cielesnej powłoki i ta garść bezsensownych dziwactw --- mogły zniknąć pewnego dnia, tak samo nie zauważone, jak szara kupka śmieci, gromadząca się w kącie, którą Adela co dzień wynosiła na śmietnik.<end id="e1356745579321-3573005251"/>
</akap>





</opowiadanie>
</utwor>