<utwor>
<rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/schulz-republika-marzen/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Schulz, Bruno</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Republika marzeń</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kotwica, Wojciech</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dwudziestolecie międzywojenne</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Opowiadanie</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja wykonana przez Fundację Nowoczesna Polska. Utwór powstał w ramach "Planu współpracy z Polonią i Polakami za granicą w 2014 roku" realizowanego za pośrednictwem MSZ w roku 2014. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu, pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o "Planie współpracy z Polonią i Polakami za granicą w 2014 r.".</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/schulz-republika-marzen</dc:identifier.url>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Bruno Schulz, Opowiadania, wybór esejów i listów. oprac. J. Jarzębski, wyd. Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1989.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Bruno Schulz zm. 1942</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2013</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2014-10-13</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/schulz-republika-marzen.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0871-3</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/schulz-republika-marzen.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1845-3</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/schulz-republika-marzen.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2800-1</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/schulz-republika-marzen.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3867-3</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/schulz-republika-marzen.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4953-2</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/6547.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Rafineria nafty Polmin  (Drohobycz. Album z rysunkami miasta), autor nieznany, domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/6547</dc:relation.coverImage.source>
    <category.thema.main>FBC</category.thema.main>
    <category.thema>1DTP</category.thema>
    <category.thema>3MP</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF>
<opowiadanie>
<abstrakt>
<akap>Z gwarnego, oszałamiającego życia Warszawy Bruno Schulz ponownie
przenosi się wspomnieniami do krainy młodości, odległego, sennego
miasta na prowincji.</akap>


 
<akap>Dla małego chłopca rodzinne miasto i jego
okolice to cały doświadczany świat: podwórka opanowane przez
wybujałe zielska, duszne letnie upały i rodzinne wycieczki
za rogatki miasta. Za miastem otwiera się widok na rozległy
krajobraz. Tam, na pograniczu nieznanego, młodzi chłopcy snują
marzenia, by powędrować w daleki świat i zbudować własny kraj,
odmienny od świata dorosłych.</akap>


</abstrakt>
<nota_red>
<akap>Poprawiono błąd źródła:
Bękitnookiego -> Błękitnookiego.</akap>
</nota_red>

<autor_utworu>Bruno Schulz</autor_utworu>


<nazwa_utworu>Republika marzeń</nazwa_utworu>


<akap>Tu na warszawskim bruku, w te dni zgiełkliwe, płomienne i oszałamiające, przenoszę się myślą do dalekiego miasta mych marzeń, wzbijam się wzrokiem ponad ten kraj niski, rozległy i fałdzisty, jak płaszcz Boga zrzucony kolorową płachtą u progów nieba. Bo kraj ten cały podkłada się niebu, trzyma je na sobie, kolorowo sklepione, wielokrotne, pełne krużganków<pe><slowo_obce>krużganek</slowo_obce> (archit.) ---  zadaszenie z kolumnadą obiegające budynek bądź jego wewnętrzny dziedziniec.</pe>, triforiów<pe><slowo_obce>triforium</slowo_obce> (archit.) --- trójdzielne okno lub przezrocze w archit. romańskiej i gotyckiej; w kościołach romańskich także: galeryjka z przezroczy (głównie trójdzielnych) obiegająca nawę główną, transept i prezbiterium, umieszczona poniżej okien.</pe>, różyc<pe><slowo_obce>różyca</slowo_obce> (archit.) --- ornament archit. w kształcie stylizowanej, koncentrycznie rozwiniętej róży; rozeta.</pe> i okien na wieczność. Kraj ten wrasta rok za rokiem w niebo, wstępuje w zorze, przeaniela się cały w refleksach wielkiej atmosfery.</akap>


<akap>Tam gdzie mapa kraju staje się już bardzo południowa, płowa od słońca, pociemniała i spalona od pogód lata, jak gruszka dojrzała --- tam leży ona, jak kot w słońcu --- ta wybrana kraina, ta prowincja osobliwa, to miasto jedyne na świecie. Daremnie mówić o tym profanom<pe><slowo_obce>profan</slowo_obce> --- nieznający się na jakiejś nauce lub sztuce, niewtajemniczony, laik.</pe>! Daremnie tłumaczyć, że tym długim falistym językiem ziemi, którym dyszy ten kraj w skwarze lata, tym kanikularnym<pe><slowo_obce>kanikularny</slowo_obce> (daw.) --- wakacyjny, letni.</pe> przylądkiem ku Południowi<pe><slowo_obce>ku południowi</slowo_obce> --- dziś częściej: ku południu.</pe>, tą odnogą wsuniętą samotnie między smagłe węgierskie winnice --- oddziela się ten partykularz<pe><slowo_obce>partykularz</slowo_obce> (daw.) --- prowincjonalna miejscowość, odcięta od ośrodków życia umysłowego.</pe> od zespołu krainy i idzie samopas, w pojedynkę, nie wypróbowaną drogą, próbuje na własną rękę być światem. Miasto to i kraina zamknęły się w samowystarczalny mikrokosmos, zainstalowały się na własne ryzyko na samym brzegu wieczności.</akap>


<akap>Ogródki przedmiejskie stoją jakby na krawędzi świata i patrzą poprzez parkany w nieskończoność anonimowej równiny. Tuż za rogatkami<pe><slowo_obce>rogatka</slowo_obce> --- daw. posterunek na granicy miasta, na którym pobierano opłaty za wjazd.</pe> mapa kraju staje się bezimienna i kosmiczna, jak Kanaan<pe><slowo_obce>Kanaan</slowo_obce> --- starożytna kraina na wschodnim wybrzeżu Morza Śródziemnego, wymieniana w Biblii jako ziemia obiecana Izraelitom przez Boga (tereny obecnej Palestyny); w szerszym znaczeniu Kanaan to ziemie obejmujące Fenicję, Palestynę i Syrię aż do rzeki Eufrat.</pe>. Nad tym skrawkiem ziemi wąskim i straconym otworzyło się raz jeszcze niebo głębsze i rozleglejsze niż gdzie indziej, niebo ogromne, jak kopuła, wielopiętrowe i chłonące, pełne niedokończonych fresków i improwizacyj<pe><slowo_obce>improwizacyj</slowo_obce> --- dziś D. lm: improwizacji.</pe>, lecących draperyj<pe><slowo_obce>draperyj</slowo_obce> --- dziś D. lm: draperii; <slowo_obce>draperia</slowo_obce>: tkanina ułożona w dekoracyjne fałdy.</pe> i gwałtownych wniebowstąpień.</akap>


<akap>Jak to wyrazić? Gdy inne miasta rozwinęły się w ekonomikę<pe><slowo_obce>ekonomika</slowo_obce> --- tu: gospodarka.</pe>, wyrosły w cyfry statystyczne, w liczebność --- miasto nasze zstąpiło w esencjonalność<pe><slowo_obce>esencjonalność</slowo_obce> --- treściwość, skoncentrowanie się na istocie rzeczy.</pe>. Tu nie dzieje się nic na darmo, nic nie zdarza się bez głębokiego sensu i bez premedytacji. Tu zdarzenia nie są efemerycznym<pe><slowo_obce>efemeryczny</slowo_obce> ---  krótkotrwały, ulotny.</pe> fantomem na powierzchni, tu mają one korzenie w głąb rzeczy i sięgają istoty. Tu rozstrzyga się coś każdej chwili, egzemplarycznie<pe><slowo_obce>egzemplaryczny</slowo_obce> (z łac.) --- mający charakter wzorca.</pe> i po wszystkie czasy. Tu dzieją się wszystkie sprawy raz jeden tylko i nieodwołalnie. Dlatego jest tak wielka powaga, głęboki akcent, smutek na tym, co się tu zdarza.</akap>


<akap><begin id="b1410513916192-2075431441"/><motyw id="m1410513916192-2075431441">Rośliny</motyw>Teraz na przykład podwórza toną w pokrzywach i chwastach, szopy i komórki krzywe i omszone zapadają po pachy w ogromne łopuchy<pe><slowo_obce>łopuch</slowo_obce> ---  łopian, dziko rosnąca lecznicza roślina o dużych liściach.</pe> spiętrzone aż po okapy gontowych dachów<pe><slowo_obce>gontowy dach</slowo_obce> --- dach pokryty nachodzącymi na siebie deseczkami.</pe>. Miasto stoi pod znakiem zielska, dzikiej, żarliwej, fanatycznej wegetacji, wystrzelającej tanią i lichą zieleniną, trującą, zjadliwą i pasożytniczą. To zielsko pali się zażegnięte<pe><slowo_obce>zażegnięty</slowo_obce> (daw.) ---  zapalony.</pe> słońcem, tchawki<pe><slowo_obce>tchawka</slowo_obce> --- narząd oddechowy występujący u części stawonogów; tu: aparat szparkowy rośliny, organ służący do wymiany gazowej między tkankami rośliny a atmosferą.</pe> liści dyszą płonącym chlorofilem<pe><slowo_obce>chlorofil</slowo_obce> --- substancja odpowiedzialna za proces fotosyntezy, nadająca liściom zieloną barwę.</pe> --- armie pokrzyw, wybujałe i żarłoczne, pożerają kultury kwiatowe, wdzierają się do ogrodów, zarastają przez noc tylne nie dozorowane ściany domów i stodół, plenią się w rowach przydrożnych. Rzecz dziwna, jaka witalność opętańcza, daremna i nieproduktywna tkwi w tej żarliwej odrobinie zielonej substancji, w tym derywacie<pe><slowo_obce>derywat</slowo_obce> --- pochodna.</pe> słońca i wody gruntowej. Z szczypty chlorofilu wyprowadza, rozbudowuje ona w pożarze tych dni tę tkankę wybujałą i pustą, miękisz zielony, rozpłodzony stokrotnie na miliony blach listnych, prześwietlonych zielono i pożyłkowanych, przeświecających wodnistą, wegetatywną krwią zielną, omszonych i włochatych, o zapachu ostrym, chwastowym i polnym.<end id="e1410513916192-2075431441"/></akap>


<akap>W tych dniach tylne okno magazynu sklepowego wychodzące na podwórze stawało się ślepe od zielonego bielma<pe><slowo_obce>bielmo</slowo_obce> --- zmętniona rogówka w oku.</pe>, pełne zielonych lśnień, listnych refleksów, bibulastych łopotów, falujących płatów zieleni, monstrualnych wybujałości tej podwórzowej, potwornej abundancji<pe><slowo_obce>abundancja</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>abundatia</slowo_obce>: nadmiar, obfitość, bogactwo) --- obfitość.</pe>. Schodząc w głęboki cień, magazyn kartkował się migotliwie wszystkimi odcieniami zieleni, zielone refleksy rozchodziły się w nim falisto przez całą głębokość sklepienia, jak w szumiącym lesie.</akap>


<akap>Jak w stuletni sen zapadało miasto w tę wybujałość, nieprzytomne od pożaru, ogłuszone blaskiem, i spało stokrotnie oprzędzone pajęczyną, zarośnięte zielskiem, zdyszane i puste. W pokojach zielonych od powoju na oknach, podwodnych i mętnych, jak na dnie starej butelki dogorywały plemiona much na zawsze uwięzione i zamknięte w bolesnej agonii, rozprowadzonej w monotonne i rozwlekłe lamenty, w buczenie gniewne i żałosne. Z wolna gromadziło w sobie okno całą tę koronkową rozprószoną<pe><slowo_obce>rozprószony</slowo_obce> --- dziś: rozproszony.</pe> faunę na ostatni przedśmiertny pobyt: ogromne długonogie komary, które długo opukiwały ściany cichą wibracją błędnych lotów, zanim wylądowały już ostatecznie na szybach nieruchome i martwe, całe drzewo genealogiczne much i insektów wyrosłe w tym oknie, rozgałęzione powolną wędrówką po szybach, rozmnożone pokolenia tych misternych skrzydlaczy, błękitnych, metalicznych i szklanych.</akap>


<akap>Na wystawach sklepowych łopocą cicho w gorącym powiewie wielkie, jasne, ślepe markizy<pe><slowo_obce>markiza</slowo_obce> --- ruchomy daszek z płótna chroniący przed słońcem.</pe> i płoną w blasku pasiasto i falisto. Martwy sezon panoszy się na pustych placach, na wymiecionych przez wiatr ulicach. Dalekie horyzonty wezbrane ogrodami stoją w blasku nieba, olśnione i nieprzytomne, jak gdyby dopiero co zleciały ogromną, jaskrawą płachtą z pustkowi niebieskich --- jasne, płonące, poszarpane od lotu --- i za chwilę już zużyte, czekają na nowy ładunek blasku, w którym się odnawiają.</akap>


<akap>W te dni cóż robić, dokąd uciec od żaru, od ciężkiego snu, który się wali zmorą na piersi w gorącej godzinie południa? W te dni, bywało, matka wynajmowała powóz i wyjeżdżaliśmy wszyscy stłoczeni w jego czarnym pudle --- subiekci<pe><slowo_obce>subiekt</slowo_obce> (daw.) --- sprzedawca w sklepie.</pe> na koźle<pe><slowo_obce>kozioł</slowo_obce> --- tu: siedzenie dla woźnicy.</pe> z tobołkami, lub uczepieni resorów --- za miasto, na ,,Górkę". Wjeżdżaliśmy w pagórkowaty, falisty krajobraz. Kareta długo gramoliła się samotnie w upale między garbami pól, ryjąc się w złotym i gorącym pyle gościńca.</akap>


<akap>Grzbiety koni natężały się wypukło, lśniące zady kłębiły się pracowicie, otrzepywane co chwilę przez puszyste uderzenia chwostów<pe><slowo_obce>chwost</slowo_obce> (daw.) --- ogon.</pe>. Obręcze toczyły się powoli, kwiląc na osiach. Landara<pe><slowo_obce>landara</slowo_obce> --- ciężka i duża kareta podróżna; pot.: niezgrabny pojazd.</pe> mijała płaskie pastwiska zasiane kretowiskami, wśród których rozkładały się szeroko krowy --- rosochate i rogate --- ogromne nieforemne bukłaki<pe><slowo_obce>bukłak</slowo_obce> --- skórzany worek do przewożenia płynów.</pe> pełne gnatów, sęków i sterczyn<pe><slowo_obce>sterczyna</slowo_obce> (archit.) --- dekoracyjny element w postaci smukłej wieżyczki, umieszczany na przyporze, wieńczący ścianę szczytową lub skarpę.</pe>. Leżały monumentalnie, jak kurhany, w spokojnym ich spojrzeniu odbijały się dalekie, płynące horyzonty.</akap>


<akap>Zatrzymywaliśmy się wreszcie na ,,Górce", przy karczmie murowanej i szerokiej. Stała samotnie na dziale wód, odcinając się na niebie rozłożystym dachem, na wyniosłej granicy dwóch opadających połaci. Konie dobijały z trudem do wysokiej krawędzi, ustawały same w zamyśleniu, jakby na rogatce dzielącej dwa światy. Za tą rogatką otwierał się widok na rozległy krajobraz, pocięty gościńcami, wyblakły i opalizujący<pe><slowo_obce>opalizujący</slowo_obce> --- mieniący się kolorami jak opal.</pe> jak blady gobelin<pe><slowo_obce>gobelin</slowo_obce> --- tkanina dekoracyjna przedstawiająca jakąś scenę na podobieństwo obrazu.</pe>, owiany ogromnym powietrzem, błękitnym i pustym. Powiew wstawał z tej dalekiej, falistej równiny, podnosił koniom grzywy na karkach i płynął pod niebem wysokim i czystym.</akap>


<akap>Tu zatrzymywaliśmy się na noc, albo też ojciec dawał znak i wjeżdżaliśmy w ten kraj rozległy, jak mapa, rozgałęziony szeroko gościńcami. Przed nami na dalekich i krętych drogach posuwały się ledwie widoczne w tym oddaleniu powozy, które nas wyprzedziły. Ciągnęły jasnym gościńcem wśród czereśni wprost do małego jeszcze wówczas zdrojowiska przytulonego w wąskiej lesistej dolinie pełnej źródlanych szmerów, cieknącej wody i listnych szelestów.</akap>


<akap>W tych dniach dalekich powzięliśmy po raz pierwszy z kolegami ową myśl niemożliwą i absurdalną, ażeby powędrować jeszcze dalej, poza zdrojowisko, w kraj już niczyj i boży, w pogranicze sporne i neutralne, gdzie gubiły się rubieże państw, a róża wiatrów wirowała błędnie pod niebem wysokim i spiętrzonym. Tam chcieliśmy się oszańcować, uniezależnić od dorosłych, wyjść zupełnie poza obręb ich sfery, proklamować republikę młodych. Tu mieliśmy ukonstytuować prawodawstwo nowe i niezależne, wznieść nową hierarchię miar i wartości. Miało to być życie pod znakiem poezji i przygody, nieustannych olśnień i zadziwień. Zdawało się nam, że trzeba tylko rozsunąć bariery i granice konwenansów<pe><slowo_obce>konwenans</slowo_obce> --- ogólnie przyjęta w danym środowisku norma zachowania, obyczaj towarzyski.</pe>, stare łożyska, w które ujęty był bieg spraw ludzkich, ażeby w życie nasze włamał się żywioł, wielki zalew nieprzewidzianego, powódź romantycznych przygód i fabuł. Chcieliśmy poddać nasze życie temu strumieniowi fabulizującego żywiołu, natchnionemu przypływowi dziejów i zdarzeń i dać się ponieść tym wezbranym falom, bezwolni i jemu tylko oddani. Duch natury był w gruncie rzeczy wielkim bajarzem. Z jej sedna wypływała niewstrzymanym strumieniem swada<pe><slowo_obce>swada</slowo_obce> --- płynność i łatwość w wypowiadaniu się.</pe> fabuł i powieści, romansów i epopei. Cała wielka atmosfera pełna była tłoczących się wątków fabularnych. Trzeba było tylko nastawić sidła pod niebem pełnym fantomów, wbić pal, grający na wietrze, a już trzepotały dookoła wierzchołka złowione strzępy powieści.</akap>


<akap><begin id="b1410517949201-3553972231"/><motyw id="m1410517949201-3553972231">Theatrum mundi</motyw>Postanowiliśmy stać się samowystarczalni, stworzyć nową zasadę życia, ustanowić nową erę, jeszcze raz ukonstytuować świat na małą skalę wprawdzie, dla nas tylko, ale podług naszego gustu i upodobania.</akap>


<akap>Miała to być forteca, blockhaus<pe><slowo_obce>blokhauz</slowo_obce> (niem. <slowo_obce>Blockhaus</slowo_obce>) --- schron bojowy lub ufortyfikowany budynek, przeznaczony do samodzielnej obrony ze wszystkich stron; przen.: duży budynek o prostej budowie, zwłaszcza betonowy.</pe>, ufortyfikowana placówka opanowująca okolicę --- na wpół twierdza, na wpół teatr, na wpół laboratorium wizyjne. Cała natura miała być wprzęgnięta w jego orbitę. Jak u Szekspira, teatr ten wybiegał w naturę, niczym nie ograniczony, wrastający w rzeczywistość, biorący w siebie impulsy i natchnienie z wszystkich żywiołów, falujący z wielkimi przypływami i odpływami naturalnych obiegów. Tu miał być punkt węzłowy wszystkich procesów przebiegających wielkie ciało natury, tu miały wchodzić i wychodzić wszystkie wątki i fabuły, jakie majaczyły się w jej wielkiej i mglistej duszy. Chcieliśmy, jak Don Kichot, wpuścić w nasze życie koryto wszystkich historyj<pe><slowo_obce>historyj</slowo_obce> --- dziś D. lm: historii.</pe> i romansów, otworzyć jego granice dla wszystkich intryg, zawikłań i perypetyj<pe><slowo_obce>perypetyj</slowo_obce> --- dziś D. lm: perypetii.</pe>, jakie zawiązują się w wielkiej atmosferze przelicytowującej się w fantastycznościach.<end id="e1410517949201-3553972231"/></akap>


<akap>Marzyliśmy o tym, by okolica była zagrożona nieokreślonym niebezpieczeństwem, przesiana tajemniczą grozą. Przed tym niebezpieczeństwem i przed tą trwogą znajdowaliśmy w naszej fortecy bezpieczny schron i azylum<pe><slowo_obce>azylum</slowo_obce> (daw., z łac. <slowo_obce>asylum</slowo_obce>) --- azyl, miejsce bezpiecznego schronienia.</pe>. Więc okolicę przebiegały stada wilków, bandy rozbójników wałęsały się po lasach. Planowaliśmy zabezpieczenia i fortyfikacje, przygotowywali się do oblężenia pełni rozkosznych dreszczyków i przyjemnej trwogi. Bramy nasze wchłaniały zbiegów spod noży zbójeckich. Znajdowali u nas przytułek i bezpieczeństwo. Zajeżdżały przed nasze bramy w galopie kolasy<pe><slowo_obce>kolasa</slowo_obce> --- lekki, odkryty pojazd konny, podobny do bryczki.</pe> ścigane przez dzikie bestie. Gościliśmy dostojnych i tajemniczych nieznajomych. Gubiliśmy się wśród domysłów, pragnąc przeniknąć ich <slowo_obce>incognito<pe><slowo_obce>incognito</slowo_obce> (z łac.) --- zatajanie swojego nazwiska, tożsamości.</pe></slowo_obce>. Wieczorami gromadzili się wszyscy w wielkim hallu<pe><slowo_obce>hall</slowo_obce> --- duży, reprezentacyjny korytarz.</pe>, przy świetle migotliwych świec, słuchaliśmy kolejnych historyj i zwierzeń. W pewnej chwili intryga przenikająca te opowiadania występowała z ram narracji, wchodziła między nas --- żywa i głodna ofiar, wplątując nas w swój wir niebezpieczny. Niespodziane odpoznania, nagłe rewelacje, nieprawdopodobne spotkanie wkraczały w nasze prywatne życie. Traciliśmy grunt pod nogami, zagrożeni perypetiami, któreśmy<pe><slowo_obce>któreśmy (...) rozpętali</slowo_obce> --- konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika: które rozpętaliśmy.</pe> sami rozpętali. Z dali dochodziło wycie wilków, deliberowaliśmy nad romantycznymi zawikłaniami, na wpół wciągnięci sami w ich wiry, podczas gdy za oknem szumiała niezgłębiona noc, pełna niesformułowanych aspiracyj<pe><slowo_obce>aspiracyj</slowo_obce> --- dziś D. lm: aspiracji.</pe>, żarliwych i nie objętych zwierzeń, bezdenna, niewyczerpana, w sobie samej tysiąckrotnie zaplątana.</akap>


<akap>Nie bez przyczyny powracają dziś te dalekie marzenia. <begin id="b1410518393379-3227040229"/><motyw id="m1410518393379-3227040229">Marzenie</motyw>Przychodzi na myśl, że żadne marzenie, choćby nie wiedzieć jak absurdalne i niedorzeczne, nie marnuje się w wszechświecie. W marzeniu zawarty jest jakiś głód rzeczywistości, jakaś pretensja, która zobowiązuje rzeczywistość, rośnie niedostrzegalnie w wierzytelność i w postulat, w kwit dłużny<pe><slowo_obce>kwit dłużny</slowo_obce> --- wystawione przez dłużnika pokwitowanie zaciągnięcia długu.</pe>, który domaga się pokrycia.<end id="e1410518393379-3227040229"/> Dawno wyrzekliśmy się naszych marzeń o twierdzy, a oto po latach znalazł się ktoś, kto je podchwycił, wziął na serio, ktoś naiwny i wierny w duszy, kto je przyjął dosłownie, za dobrą monetę, wziął do ręki, jak rzecz prostą i nieproblematyczną. Widziałem go, mówiłem z nim. Miał oczy nieprawdopodobnie błękitne, niestworzone do patrzenia, tylko do bezdennego zniebieszczania się w marzeniu. Opowiadał, że gdy przybył w te okolice, o których mówię, w ten kraj anonimowy, dziewiczy i niczyj --- zapachniało mu od razu poezją i przygodą, ujrzał w powietrzu gotowe kontury i fantom mitu zawieszone nad okolicą. Odnalazł w atmosferze przeformowane kształty tej koncepcji, plany, elewacje i tablice. Usłyszał wezwanie, głos wewnętrzny, jak Noe<pe><slowo_obce>Noe</slowo_obce> --- postać biblijna;  przed zesłanym na ziemię niszczycielskim potopem z rozkazu Boga zbudował według szczegółowych wskazówek arkę (rodzaj statku), dzięki której uratował swoją rodzinę oraz po parze każdego rodzaju zwierząt.</pe>, gdy otrzymał rozkazy i instrukcje.</akap>


<akap>Nawiedził go duch tej koncepcji zbłąkany w atmosferze. Proklamował republikę marzeń, suwerenne terytorium poezji. Na tylu a tylu morgach<pe><slowo_obce>morga</slowo_obce> a. <slowo_obce>mórg</slowo_obce> --- daw. miara powierzchni gruntu, około 0,5 ha.</pe> ziemi, na płachcie krajobrazu rzuconej między lasy, ogłosił panowanie niepodzielne fantazji. Wytyczył granice, położył fundamenty pod twierdzę, zamienił okolicę w jeden ogromny ogród różany. Pokoje gościnne, cele samotnej kontemplacji, refektarze<pe><slowo_obce>refektarz</slowo_obce> --- jadalnia w klasztorze lub w innej instytucji kościelnej.</pe>, dormitoria<pe><slowo_obce>dormitorium</slowo_obce> --- sypialnia w klasztorze, zakładzie wychowawczym lub internacie.</pe>, biblioteki... samotne pawilony wśród parku, altany i belwedery<pe><slowo_obce>belweder</slowo_obce> a. <slowo_obce>belwederek</slowo_obce> (z wł. <slowo_obce>belvedere</slowo_obce>: piękny widok) --- pawilon ogrodowy z widokiem na okolicę.</pe>...</akap>


<akap>Kto goniony przez wilki albo zbójców dowlecze się do bram tej twierdzy --- jest uratowany. Wprowadzają go w triumfie, zwlekają zakurzoną odzież. Odświętny, błogi i szczęśliwy wstępuje w elizejskie<pe><slowo_obce>elizejski</slowo_obce> --- właściwy dla <slowo_obce>Pól elizejskich</slowo_obce>, wg mit gr. szczęśliwego miejsca, w którym po śmierci przebywają dusze ludzi, którzy na to zasłużyli swoim życiem.</pe> wianie, w różaną słodycz powietrza. Daleko za nim pozostały miasta i sprawy, dni i ich gorączka. Wszedł w nową, odświętną, lśniącą prawidłowość, strącił ze siebie, jak skorupę, własne ciało, zrzucił maskę grymasu przyrosłą do twarzy, przepoczwarczył się i wyzwolił.</akap>


<akap>Błękitnooki nie jest architektem, jest raczej reżyserem. Reżyserem krajobrazów i sceneryj<pe><slowo_obce>sceneryj</slowo_obce> --- dziś D. lm:  scenerii.</pe> kosmicznych. Kunszt jego polega na tym, że podchwytuje intencje natury, że umie czytać w jej tajnych aspiracjach. Bo natura pełna jest potencjalnej architektury, projektowania i budowania. Cóż innego robili budowniczowie wielkich stuleci? Podsłuchiwali szeroki patos rozległych placów, dynamiczną perspektywiczność dali, milczącą pantominę symetrycznych alei. Na długo przed Wersalem<pe><slowo_obce>Wersal</slowo_obce> --- wspaniały zespół pałacowy z kompleksem ogrodowo-parkowym, powstały pod Paryżem z polecenia Ludwika XIV; od 1682 do 1789 stanowił rezydencję królów francuskich.</pe> układały się obłoki na rozległych niebach wieczorów letnich w rozbudowane szeroko eskoriale<pe><slowo_obce>eskorial</slowo_obce> --- tu: wielki pałac, od <slowo_obce>Escorialu</slowo_obce>, monumentalnego renesansowego zespołu pałacowo-klasztornego w pobliżu Madrytu, zbudowanego w latach 1563--84 przez Filipa II.</pe>, rezydencje napowietrzne i megalomaniczne, próbowały się w inscenizacjach, w spiętrzeniach, w arrangementach<pe><slowo_obce>arrangement</slowo_obce> (fr.) --- urządzenie czegoś, kompozycja, układ.</pe> ogromnych i uniwersalnych. To wielkie teatrum<pe><slowo_obce>teatrum</slowo_obce> (łac.) --- teatr, przedstawienie.</pe> nie objętej atmosfery niewyczerpane jest w pomysłach, w planowaniu, w napowietrznych preliminarzach<pe><slowo_obce>preliminarz</slowo_obce> --- projekt budżetu państwa lub instytucji; tu przenośnie.</pe> --- halucynuje architekturę ogromną i natchnioną, urbanistykę obłoczną i transcendentalną<pe><slowo_obce>transcendentalny</slowo_obce> --- przekraczający poznanie zmysłowe, pozazmysłowy, nadnaturalny.</pe>.</akap>


<akap>Dzieła ludzkie mają tę właściwość, że, ukończone, zamykają się w sobie, odcinają od natury, stabilizują się na własnej zasadzie. Dzieło Błękitnookiego nie wystąpiło z wielkich związków kosmicznych, tkwi w nich, do połowy uczłowieczone, jak centaur<pe><slowo_obce>centaur</slowo_obce> (mit. gr.) --- stworzenie z ludzkim tułowiem na końskim korpusie.</pe>, wprzęgnięte w wielkie periody natury, nie gotowe jeszcze i rosnące. Błękitnooki zaprasza wszystkich do kontynuacji, do budowania, do współtwórczości --- jesteśmy wszak wszyscy z natury marzycielami, braćmi spod znaku kielni<pe><slowo_obce>jesteśmy wszak (...) braćmi spod znaku kielni</slowo_obce> --- zapewne aluzja do wolnomularstwa (masonerii), elitarnego ruchu głoszącego braterstwo wszystkich ludzi; wolnomularze odwoływali się do symboliki związanej z budowaniem i dawnymi murarzami, m.in. posługiwali się znakiem kielni.</pe>, jesteśmy z natury budowniczymi...</akap>




</opowiadanie></utwor>