<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/schmid-koszyk-kwiatow/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Schmid, Christof</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Koszyk kwiatów</dc:title>
 <dc:contributor.translator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Osmański, Mateusz</dc:contributor.translator>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kowalska, Dorota</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Romantyzm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">powieść obyczajowa</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Wydano z finansowym wsparciem Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej. Eine Publikation im Rahmen des Projektes Wolne Lektury. Herausgegeben mit finanzieller Unterstützung der Stiftung für deutsch-polnische Zusammenarbeit.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/schmid-koszyk-kwiatow</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://www.pbc.rzeszow.pl/dlibra/doccontent?id=7887&amp;from=FBC</dc:source.URL>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Ks. Christof Schmid, Koszyk kwiatów. Powieść dla młodzieży, tłum. M. Osmanski, druk i nakł. C.A. Köhler, Brodnica 1857.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Mateusz Osmański zm. 1857</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1928</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2013-11-28</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.nowoczesnapolska.org.pl/media/cover/image/5517.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">basket of flowers, liz west@Flickr, CC BY 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/5517</dc:relation.coverImage.source>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/schmid-koszyk-kwiatow.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0862-1</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/schmid-koszyk-kwiatow.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1836-1</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/schmid-koszyk-kwiatow.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2791-2</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/schmid-koszyk-kwiatow.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3858-1</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/schmid-koszyk-kwiatow.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4944-0</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<category.thema.main>DS.WL-R </category.thema.main>
    <category.thema>1DFG</category.thema>
    <category.thema>3MN</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF><powiesc>
<abstrakt>
<akap>Marianna to jedyna żyjąca córka Jakuba, wdowca, zajmującego się pleceniem koszyków. Dziewczyna uwielbia kwiaty i robi z nich piękne bukiety, które często ofiarowuje Emilii, młodej hrabinie.</akap>


 
<akap>Gdy na jej urodziny przynosi piękny koszyk kwiatów, zrobiony przez ojca, wypełniony cudownymi kwiatami, Emilia postanawia się odwdzięczyć. Ofiarowuje Mariannie śliczną sukienkę, z której już wyrosła. Niestety, garderobiana hrabiny, Jutka, jest zazdrosna o suknię, bo to ona zwykle dziedziczy dawne ubrania Emilii. Jutka oskarża Mariannę o kradzież pierścienia...</akap>


 
<akap><tytul_dziela>Koszyk kwiatów</tytul_dziela> to powieść dla młodzieży autorstwa Chrisotfa Schmida, napisana w 1823 roku. Pisarz był rzymskokatolickim duchownym, autorem pieśni kościelnych oraz pism dla dzieci i młodzieży.</akap>


 </abstrakt>
<autor_utworu>Christof Schmid</autor_utworu>



<nazwa_utworu>Koszyk kwiatów</nazwa_utworu>


<podtytul>powieść dla młodzieży</podtytul>




<nota_red>

<akap>Uwspółczesnienia</akap>












<akap>Pisownia łączna/rozdzielna: 
do tąd > dotąd; 
to też > toteż; 
z pośród > spośród; 
w wijasz > wwijasz; 
po tem > potem; 
w obec > wobec; 
w reszcie > wreszcie; 
tym czasem > tymczasem; 
nie poszlakowane > nieposzlakowane; 
niewspomiawszy > nie wspomniawszy;
tocieś my > tocieśmy; 
na ten czas > natenczas;
nademną > nade mną; 
któżby > któż by; 
możnaby > można by; 
takto > tak to; 
zwolna > z wolna; 
uznać zaprawdę > uznać za prawdę; 
niemoże > nie może; 
zapóźno > za późno; 
poczem > po czym; 
pójdźno > pójdź no; 
przedewszystkiem > przede wszystkim; 
źlebyto było > źle by to było; 
nie jedno > niejedno; 
w ów czas > wówczas; 
na ów czas > naówczas; 
z tąd > stąd; 
niespostrzegłbyś > nie spostrzegłbyś; 
jestto > jest to; 
albożwamto > alboż wam to;
itp.</akap>






<akap>Pisownia joty: Anjół > Anioł; historya > historia; itp.</akap>


 


<akap>Realizacja samogłosek pochylonych oraz realizacja o/ó/u(leksyka/fleksja/osobliwości): 
jéj > jej, 
Anjół > Anioł; 
widzić > widzieć; 
leżyć > leżeć; lecić > lecieć; pomyślić > pomyśleć; 
zobaczemy > zobaczymy; prosiemy > prosimy; wychodziem > wychodzim; używiemy > używimy; kupiemy > kupimy; 
cierpić i milczyć > cierpieć i milczeć; 

cybulki > cebulki; uśmichem > uśmiechem; 
poseła > posyła; 
powtorzyła > powtórzyła; otoż > otóż; krókiewkę > krokiewkę; kómorkę > komórkę; 

komotra > kumotra; dopukąd > dopokąd; zbotwiałej > zbutwiałej; podarónki > 

podarunki; szacónku > szacunku; opiekónie > opiekunie; ratónek > ratunek; zastósować > zastosować;
ukrucone > ukrócone; ukrudza > ukróca; symbół > symbol; itp.</akap>


 





<akap>Pisownia spółgłosek dźwięcznych/bezdźwięcznych: 
z pośród > spośród; z tąd > stąd; 
wymódz > wymóc; iśdź > iść; 
jeźli > jeśli; proźba > prośba; rzeźkim > rześkim; 
rosypane > rozsypane; niebespieczeństwa > niebezpieczeństwa; itp.</akap>


 


<akap>Pisownia nazw własnych: Jakób > Jakub; Maryanna > Marianna; Ejchburszczanie > eichburszczanie.</akap>










<akap>Pisownia wielką/małą literą w zdaniu: cóż > Cóż (tak się modliła: ,,Cóż tu innego 

czynić mogę); Ta > ta (Sędzia zadzwonił i wprowadzono Jutkę: Ta, ze zemsty iż ją 

ominęła darowana Mariannie suknia); itp.</akap>





<akap>Pisownia wielką/małą literą: Pan > pan (hrabia); w niemczech > w Niemczech; Boskie 

błogosławieństwo, na obraz Boży > boskie błogosławieństwo, na obraz boży; Sakrament > sakrament (chory przyjął Sakrament pokuty);  kś. Proboszcza > księdza proboszcza; Religia św. > religia święta; Zięba > zięba; 25ty Lipiec > 25 lipca; itp.</akap>


 





<akap>Poprawiono formy osobliwe i błędy źródła:
zapomieć > zapomnieć; niewspomiawszy > nie wspomniawszy; zadowolnić > zadowolić; 

najmiejszego > najmniejszego; 
gromica > gromnica; 
świerzości > świeżości; kradzierzy > kradzieży; 
końciczek > kąciczek; 
zadrzżały > zadrżały; drzżącym > drżącym; 
wszyskie > wszystkie; 
młodociannym > młodocianym;
przychodzo > przychodzą;
ojczec > ojciec; 
podsunęła > podsunęło (Ta prosta, ale modlitwa, którą serce przejęte wiarą, ufnością 

i miłością Boga podsunęło); 
pomiliłem > pomyliłem;  
gdziesz > gdzież; ścieszki > ścieżki; 
z ubożał > zubożał; 
objeżdziać > objeżdżać; 
pod sośnią > pod sosną; 
wsieśdź > wsiąść; 
preto > przeto; 
izbetce > izdebce; 
biada > bieda;
komotry > kumotry; 
cęnę > cenę; moję dziecię; 
z żółkłemi > ze zżółkłymi;
kalsznął > kaszlnął; 
Ah > Ach; 
tylką > tylko;
hrabioskiego > hrabiowskiego;
zatworzył > zatrwożył;
zapewnienienie > zapewnienie;
Proboscz > Proboszcz; 
pierszchną > pierzchną; 
bankrót > bankrut; w biórze > w biurze;
oślifuje > oszlifuje; 
harakteru > charakteru;


itp.</akap>


 




<akap>Fleksja: rozmaitemi > rozmaitymi; dostarczającém > dostarczającym; kolcy > kolców; wątpiał > wątpił; przyjmasz > przyjmiesz; obie hrabine > 

obie hrabiny; winowajce > winowajców; piełła > pełła; liściami > liśćmi; ramie > ramię; itp.</akap>


 




<akap>Leksyka (także osobliwości pisowni): owinieni > obwinieni; processu > procesu; pierścianek, pierścionek > 

pierścionek; 
wiosienne > wiosenne; rumienność > rumianość; zadowolnia > zadowala; zadowolnieniem 

> zadowoleniem; kilkonastoletnem > kilkunastoletnim; mięszkał > mieszkał; sparami > 

szparami; skradzony > skradziony; po grubijańsku > po grubiańsku; kassa > kasa; interessownie > interesownie; processa > procesa; śrebro > srebro; marmóru > marmuru; itp.</akap>





<akap>Pozostawiono wiele form i zwrotów dawnych, aby  nie ingerować w tłumaczenie więcej, 

niż to konieczne, oraz aby zachować charakter języka, dopasowany do wymowy utworu. Niektóre z tych form opatrzono objaśnieniami w przypisach.</akap>






<akap>Uwspółcześniono interpunkcję --- dodano przecinki, np. nie mogła pojąć, gdzie jest; 

Pewnie ty, księżycu, także zaglądasz do jego
więzienia!; 
usunięto przecinki, np. Zajaśniał, dotąd czarną okryty chmurą księżyc; W miasteczku 

Eichburg, żył przed więcej jak sto laty, rozumny i poczciwy mąż nazwiska Jakub Rode. 

itp.

? > . (Spojrzały po sobie, właśnie z zapytaniem, co by to znaczyło?) itp.</akap>





<akap>Rozwiązano skróty: P. Jezus > Pan Jezus; p. Maryanna > panna Marianna; NajśSakrament > Najświętszy Sakrament; kś. Proboszcza > księdza proboszcza; Religia św. > religia święta; itp.</akap>





</nota_red>



<naglowek_rozdzial>Rozdział I. Ojciec Jakub i jego córka Marianna</naglowek_rozdzial>




<akap>W miasteczku Eichburg żył przed więcej jak sto laty<pe><slowo_obce>przed więcej jak sto laty</slowo_obce> --- ponad sto lat temu.</pe> rozumny i poczciwy mąż
nazwiska Jakub Rode. Jako ubogi chłopczyna przyszedł do Eichburga, ażeby w ogrodzie hrabiego wyuczyć się sztuki ogrodniczej. Jego piękne przymioty duszy, jego
dobre serce, zręczność z którą wszystko wykonywał i powabność postaci ciała i twarzy
zjednały mu przychylność państwa. --- Polecano mu niejedno zatrudnienie w pałacu,
które zręcznie i sumiennie wykonał, a gdy
hrabia, wówczas jeszcze młody człowiek,
wybrał się w podróż na zwidzenie<pe><slowo_obce>zwidzenie</slowo_obce> --- dziś: zwiedzanie.</pe> rozmaitych krajów, obrał Jakuba jako towarzysza
podróży. --- Nie była ta podróż bez chwalebnego wpływu na Jakuba, bo ubogacił swój
umysł, zapatrując się ciekawie na rozliczne
przedmioty, rozmaitymi wiadomościami, wykształcił swój sposób wysłowienia i wzięcia<pe><slowo_obce>wzięcie się</slowo_obce> --- tu: zachowanie, maniery.</pe>
się, a co jeszcze więcej znaczy zachował
swe piękne serce od wszelkiego złego wpływu.
Hrabia postanowił z czasem wynagrodzić jego
wierne usługi i zaopatrzyć go dostarczającym<pe><slowo_obce>dostarczający</slowo_obce> --- tu: wystarczający, dostateczny.</pe> utrzymaniem. Jakub mógłby był dostąpić urzędu rządcy domu hrabiowskiego w
stolicy; ale że milsze mu było życie wiejskie, a właśnie naówczas w Eichburgu
zwrócono hrabi małą osadę z ogrodem dotąd wydzierżawianą, przeto na prośbę przekazał mu hrabia takowę i to do żywocie<pe><slowo_obce>do żywocie</slowo_obce> --- dziś: dożywotnio.</pe>,
bezpłatnie, z wyznaczeniem deputatu w zbożu
i drzewie, co wystarczyć mogło do uczciwego utrzymania. Tak uposażony łaskawością hrabi, pojął Jakub małżonkę z tejże wsi
i swobodnie żył zbiorem<pe><slowo_obce>żył zbiorem swej osady</slowo_obce> --- utrzymywał się ze zbiorów ze swojej ziemi.</pe> swej osady, która
prócz pięknego domku miała znaczny ogród,
którego jedna połowa zasadzona była drzewem
owocowem wybornych gatunków, a druga
użyta była na warzywo.</akap>


<akap>Po kilkunastoletnim szczęśliwym pożyciu z zacną swą małżonką, stracił ją Jakub
przez nieubłaganą śmierć, a jego smutek stąd wynikły był bardzo dokuczający; widocznie
chylił się ku ziemi i głowa jego siwiała.
Jedyną jego pociechą była, pozostała z wielu
zmarłych dzieci, córka imieniem Marianna,
w czasie jak umierała matka, tylko pięć lat
stara<pe><slowo_obce>pięć lat stara</slowo_obce> --- mająca pięć lat.</pe>. Wierny obraz swej poczciwej matki,
a z wzrostem<pe><slowo_obce>z wzrostem</slowo_obce> --- tu: z wiekiem.</pe> i duch jej stawał się ozdobniejszy nadobnymi przymioty<pe><slowo_obce>przymioty</slowo_obce> --- dziś popr. forma N. lm: przymiotami (tj. zaletami).</pe>: niewinność,
skromność, uprzejmość, dodawały jej piękności, ozdób. Z twarzy jej wyglądało coś
tak ujmującego, jak gdyby Anioł boży mieszkał w jej ciele. Zaledwo doszła piętnastego
roku swego życia, a już prowadziła małe
ojczyste gospodarstwo z zupełnym zadowoleniem ojca. W izbie nie spostrzegłbyś pyłku,
w kuchni wszystko błyszczało jak nowe, a cały
dom był wzorem porządku i ochędostwa.
Przecież umiała tak czas swój oszczędnie rozporządzić, że go zbyło do pomocy ojcu zatrudnionemu w ogrodzie, --- a te godziny były
najmilszymi jej życia, bo je słodził rozumny
ojciec, powabnymi i na obyczajność wpływającymi powieściami i w ten sposób pracę
czynił dwojako korzystną i przyjemną.</akap>


<akap>Marianna, która właśnie wzrosła między ziołami i kwiatami, której przeto światem był ogród, mocno kochała kwiaty; a ojciec dla jej zadowolenia sprowadzał co rok
nasiona, cebulki i korzenie rozmaitych, a
coraz nowszych kwiatów, pozwalając nimi
osadzać brzegi zagonów; w ten sposób miała
Marianna w wolnych od domowego zarządu
godzinach przyjemną zabawę. <begin id="b1378837199093-3131202659"/><motyw id="m1378837199093-3131202659">Kwiaty, Radość</motyw>Hodowała z
pilnością delikatne roślinki, przypatrywała
się pączkom zgadując, jaki wydadzą kwiatek,
a gdy się ten rozwinął, czuła niezmierną
radość. ---</akap>


<akap>,,Jest to niewinna i czysta radość!" mawiał ojciec przypatrując się z uśmichem córce.
,,Inni wydają znaczne pieniądze na złoto i jedwabie dla swych córek, a przecież im nie
czynią tyle uciechy, co ja mojej za kilka groszy." --- I w rzeczy samej kwitła co miesiąc,
co tydzień nowa dla Marianny pociecha, że
mogła mówić: ,,jak raj miłym jest nasz ogródek!" bo i przechodzący około niego nie mogli się dosyć napatrzyć, a dzieci wiejskie
zamanąwszy przypatrując się szparami parkanu, z radością odbierały od Marianny
kwieciste podarunki. ---</akap>


<akap>Rozumny ojciec usiłował radości Marianny z powodu kwiatów dać wznioślejsze
znaczenie; uczył ją bowiem w piękności kwiatów, ich rozmaitych kształtach, ich rozmiarach, farbach<pe><slowo_obce>farba</slowo_obce> (tu daw.) --- kolor.</pe>, zapachu widzieć i podziwiać
mądrość dobroć i wszechmocność Boga.<end id="e1378837199093-3131202659"/>
Zwykł on był pierwsze godziny dnia poświęcać modlitwie, a przeto raniej wstawać niż
tego jego prace wymagały; był bowiem tego
przekonania, że życie ludzkie dużo traci na
swojej cenie, skoro człowiek nie ujmie mu
co dzień kilka godzin, lub przynajmniej półgodzinki, aby je Stwórcy swemu poświęcić i w nich zatrudnić się swym przeznaczeniem dla Nieba. W porankach wiosennych i letnich, bierał<pe><slowo_obce>bierać</slowo_obce> --- zabierać wiele razy.</pe> Mariannę do swego
ogródka, gdzie przy ślicznym śpiewie ptasząt, rosą skropionych ziołach, i nadobnie
rannym promieniem słońca oświeconej i orzeźwionej okolicy, mawiał z nią o Bogu, który
tak przyjemnie oświecać świat słońcu każe,
rosą i dżdżem<pe><slowo_obce>dżdżem</slowo_obce> --- deszczem.</pe> pokrzepia roślinki, ptastwo<pe><slowo_obce>ptastwo</slowo_obce> --- dziś: ptactwo.</pe>
żywi i kwiaty tak nadobnie stroi. Tu uczył
ją poznawać Wszechmocnego, jako dobrego
ojca ludzi, który nierównie przychylniejszym
i dobrotliwszym jak w swych stworzeniach,
pokazał się w daniu nam Syna swego, dla
zbawienia człowieka. Tu uczył ją modlić
się, gdy z nią razem podług uczucia swego modlił się do Boga. --- Te godziny ranne
przyłożyły się niezmiernie do wykształcenia
serca Marianny; bo prosta, bezprzesadna
pobożność zajęła trwałe miejsce w jej sercu.</akap>


<akap><begin id="b1378841882531-2089238395"/><motyw id="m1378841882531-2089238395">Cnota</motyw>W kwiatach, a właśnie tych, które ona
lubiła, wskazywał jej godła cnót, które panny
zdobić powinny. Gdy radosna przyniosła
mu w początku marca pierwszy fiołek; mówił jej ojciec: ,,fiołek, moja Marysiu, niech
cię uczy: pokory, skromności i dobroczynności w ukryciu bez przechwałek, jak to Pan
Jezus kazał, żeby nie wiedziała lewa, co czyni
prawa ręka. Fiołek przybrany w barwę
skromności, kwitnie ukryty w listkach, a
napełnia powietrze wyborną wonią. Bądź
i ty Marysiu takim fiołkiem, co gardzi krzyczącymi farbami i działa dobrze w ukryciu,
aż okwitnie.<end id="e1378841882531-2089238395"/></akap>


<akap>Gdy róże i lilie rozkwitły, zdobiąc ogródek i napełniając przyjemną wonią powietrze, mówił ojciec do radosnej tym Marianny: ,,Lilia, moja córko, niech ci będzie obrazem niewinności! Widzisz ją jaka czysta i
niczym niepokalana. Najpiękniejszy atłas
jeszcze nie jest tak śliczny jak ona. Szczęśliwa panna, której serce tak czyste, dalekie od brudnych myśli! Ale najczystsza ze
wszystkich farb, najtrudniej się w swej świetności utrzymuje; łatwo skazić listek lilii,
szorstkie dotknięcie już pozostawi plamę;
tak to jedno brudne słowo, jedna myśl skazi
niewinność! --- Róża niech ci będzie godłem
wstydliwości. Piękniejszą farbą jak róży
jest rumieniec wstydliwości panieńskiej; a
szczęśliwa ta panna, która na każdy zawolny<pe><slowo_obce>zawolny</slowo_obce> --- zbyt swobodny.</pe>
żarcik rumienić się umie, i przyjmie ten rumieniec jak przestrogę zapowiadającą niebezpieczeństwo. --- Oblicze, co się zwykło rumienić, bywa trwale czerstwe i nadobne;
gdy to, co nie umie rumienić się, straciło
wstyd i wszystką krasę panieństwa --- poblednie, zżółknie niebawem i przed czasem
zgnije w grobie." Zerwał lilię i różę, złączył w bukiet, a oddając go Mariannie odrzekł: ,,lilie i róże, te rodzinne kwiatki, są
z sobą spowinowacone i stoją w bukietach
i wieńcach bardzo harmonicznie; tak niewinność i wstydliwość są bliźniętami i rozłączyć ich nie można. Tak jest, w pielgrzymce życia obecnego oddał Bóg niewinności wstydliwość za towarzyszkę, aby tamtę strzegła i
chroniła. --- Bądź wstydliwą, moja córko, będziesz niezawodnie niewinną. Niech będzie
serce twoje czyste jak lilia, a lica twoje utrzymają kolor róży.</akap>


<akap>Najpiękniejszą ozdobą ogródka była jabłoń, nie większa jak dobry krzak róży; stała
na jednym z zagonów. Sadził ją ojciec w dzień
urodzin Marianny, na wiosnę okryła się najpiękniejszym kwiatem, tak że się zdawało,
jakoby to był jeden tylko tak wielki kwiat,
Marianna stąd wynikłej radości ukryć nie
mogła. <begin id="b1378844910339-3742418341"/><motyw id="m1378844910339-3742418341">Dziewictwo, Grzech, Wychowanie</motyw>W parę dni potem zwarzył nocny
mróz ten piękny kwiat tak, że całe drzewię<pe><slowo_obce>drzewię</slowo_obce> --- drzewko.</pe>
przedstawiało smutną postać zniszczoty<pe><slowo_obce>zniszczota</slowo_obce> --- zniszczenie.</pe>. Marianna nie mogła powściągnąć łez swoich
na ten smutny widok; a ojciec tak jej te okoliczności zastosował: ,,tak to, moja kochana,
potrafi namiętność zniszczyć róż niewinności. Gdyby i tobie podobnie temu drzewięciu przydarzyć się miało, gdyby, mówię, te
piękne nadzieje, które mnie ty postępowaniem twoim rokujesz, nie tak jak tu na rok,
ale nieodwetowanie<pe><slowo_obce>nieodwetowanie</slowo_obce> --- na zawsze, nieodwołalnie.</pe> zniknąć miały; --- o natenczas daleko boleśniejsze wylewałbym nad
tobą łzy, jak ty wylewasz obecnie! Znikłyby
natenczas dla mnie godziny pociechy, a
ciało moje, ktorego twarz nosiłaby znaki obficie w życiu wylewanych łez, poniesiono by
do grobu." --- W istocie, samo wspomnienie
możebności zrosiło lica jego, --- na Mariannie wywarła ta okoliczność głębokie wrażenie! ---<end id="e1378844910339-3742418341"/></akap>


<akap>Pod okiem tak mądrego i miłością pałającego ojca rosła Marianna jak kwitnąca
róża, niewinna jak lilia, skromna jak fiołek,
a obiecująca wiele, jak drzewko obficie kwitnące.</akap>


<akap>Z zadowalającym uśmiechem popatrywał się Jakub na swój ogródek, co mu się
za prace jego tak pięknie wywdzięczał; ale
nieskończenie większą miał stąd radość, że
w córce usiłowania jego tak śliczne wydawały owoce.</akap>





<naglowek_rozdzial>Rozdział II. Marianna na pałacu hrabiego</naglowek_rozdzial>








<akap>Pewnego pięknego poranku w maju poszła
Marianna do bliskiego lasu, aby uzbierać
prątków<pe><slowo_obce>prątek</slowo_obce> --- mały pręt, gałązka.</pe> laskowych i wierzbowych do koszyków, które jej ojciec w wolnych od innych
zatrudnień godzinach zwykł był wyrabiać;
przy tej sposobności znalazła konwalię i
uzbierała tego tak przyjemny zapach wydającego kwiatu, z którego zrobiła dwa bukiety, jeden dla ojca, drugi dla siebie. Gdy
wracała do domu ścieżką kwiatem ozdobioną przez łąkę, spotkała hrabinę Eichburg
i jej córkę Emilię, które pospolicie mieszkały
w stolicy, a tu przyjechały przed parą<pe><slowo_obce>przed parą dniami</slowo_obce> --- dziś popr.: przed paru dniami.</pe> dniami, dla użycia świeżego powietrza.</akap>


<akap>Skoro je Marianna zbliżające się spostrzegła, zeszła ze ścieżki, aby im wolne
zostawić przejście, i stała z uszanowaniem.</akap>


<akap>Przechodząc i widząc kwiatki, rzekła hrabianka: ,,tak to wczesną konwalię znalazłaś?" ---</akap>


<akap>Z tej radość tłumaczącej odezwy, wniosła
słusznie Marianna, że hrabianka lubi konwalię; a przeto grzecznie ofiarowała oba
pęczki, jeden matce, a drugi córce. --- Za co
odwdzięczając się hrabina, dobyła sakiewek
i chciała pieniędzmi wynagrodzić grzeczną
ofiarę.</akap>


<akap>Wszakże domyślając się tego Marianna
odrzekła: ,,Ach Jaśnie Pani! --- ja nie dla
nagrody ofiarowałam bukiet; dla mnie dosyć
już wielkie zadowolenie, że panie tę małą
ofiarę wdzięcznie przyjmują z rąk biednej
dziewczyny; a cóż dopiero za radość, że tą
drobnostką mogę okazać moją wdzięczność
za tyle już doznanych łask i dobrodziejstw!" ---</akap>


<akap>Hrabina uśmiechnęła się wdzięcznie na
ten piękny zwrot Marianny i żądała, aby częściej Emilii przynosiła do dworu tak piękne
kwiaty; co ona każdego wykonała poranku,
dopokąd konwalię znaleźć można było, a tak
co dzień znajdowała się na dworze. Emilia podobała sobie w towarzystwie Marianny; jej zdrowy rozsądek, jej skromność,
jej umysł wesoły, jej nie wykwintne, ale grzeczne postępowanie, to wszystko wiązało hrabiankę; --- a choć już wszystka konwalia znikła, to Marianna na żądanie Emilii musiała
bywać na dworze i jej towarzyszyć. Co więcej, można było oczywiście wnosić, że
życzy sobie mieć Mariannę zawsze przy sobie, i wziąć ją na usługi.</akap>


<akap>Zbliżała się rocznica urodzin Emilii, a
Marianna przemyślała, jakie by dać solenizantce wiązanie. Bukiet już jej kilka razy
ofiarowała, taki więc zdawał się jej być czymsiś<pe><slowo_obce>czymsiś</slowo_obce> (daw.) --- czymś.</pe> spowszedniałym, przeto trzeba było coś
rzadszego ofiarować. Zeszłej zimy zrobił
był ojciec kilka pięknych koszyków dla dam,
i jeden z nich najpiękniejszy podarował Mariannie, ten postanowiła napełnić wyborem
kwiatów i w dzień urodzin ofiarować Emilii. Ojciec nie tylko zezwolił na to, ale co
więcej ozdobił koszyczek sztucznym wyrobem herbu hrabiów. ---</akap>


<akap>Z rana w dzień urodzin Emilii nazrywała Marianna najpiękniejszych róż, różnobarwnych lefkoi, laku, gwodzików i rozmaitych innych kwiatów i tak wszystko to gustownie ułożywszy w koszyczku, ten, a osobliwie imię Emilii obwiodła wybornym wianuszkiem z niezapominajków<pe><slowo_obce>niezapominajków</slowo_obce> (daw. a. gw.) --- dziś popr. forma D. lm: niezapominajek.</pe>. W istocie, cały
ten koszyczek i wyborem kwiatów, i doborem ich farb<pe><slowo_obce>farba</slowo_obce> (tu daw.) --- kolor.</pe> jak najprzyjemniej głaskał oko,
nawet poważny jej ojciec znalazł w tym wielkie zadowolenie, że z uśmiechem odrzekł
,,wstrzymajże się cokolwiek z odniesieniem
tego koszyczka, aż mu się do syta przypatrzę!"</akap>


<akap>Marianna poniosła ten koszyk do dworu
i z wynurzeniem prostym swych najszczerszych życzeń oddała Emilii. --- Ta siedziała
właśnie przy gotowalni, garderobianna<pe><slowo_obce>garderobianna</slowo_obce> --- dziś: garderobiana.</pe> stała
za nią zajęta trefieniem włosów swej pani.
Emilii ofiarowany koszyczek z prostym a
szczerym powinszowaniem tak dalece się
spodobał, że nie znalazła dosyć życzeniu swemu odpowiednich wyrazów na oświadczenie
swej wdzięczności. ,,Dobre dziewczę!" rzekła, ,,tyś cały swój ogródek ogołociła z najpiękniejszych ozdób, aby się mnie przysłużyć! --- A twój ojciec tak ślicznie zrobił ten
koszyczek, że nic piękniejszego w tym rodzaju nie widziałam! --- O pójdźże ze mną
do mej matki, niech widzi tę tak mi miłą
ofiarę!" --- Powstała, wzięła Mariannę za rękę
i poprowadziła na pokoje matki na piętrze
dworu będące.</akap>


<akap>,,O przypatrzże się, matko! zawołała radośnie hrabianka wchodząc na pokoje, jak
nieporównanie piękną przyniosła mi dziś
Marianna ofiarę! --- Piękniejszego koszyczka
doprawdy nie widziałam! --- A kwiatki jak to
wyborne, jak kolory gustownie dobrane!" ---</akap>


<akap>,,W istocie! --- odrzekła hrabina, wszystko
tak ślicznie, że żaden malarz nie zdobyłby
się na tak wdzięczny obraz. Czyni to wielki
honor tak wdzięcznemu sercu Marianny, jak
jej wybornemu smakowi! --- Poczekaj, moja
miła, cokolwiek<pe><slowo_obce>cokolwiek</slowo_obce> --- tu: chwilę, niedługo. </pe>!" ---</akap>


<akap>To wyrzekłszy, wyszła z córką do przyległego pokoju, gdzie do Emilii tak mówiła:
,,bez wynagrodzenia nie można tego dobrego
dziewczęcia puścić; cóż jej ofiarować myślisz?"</akap>


<akap>Po małym namyśle odrzekła hrabianka:
,,mnie się zdaje, żeby sukienka była dla niej
najstosowniejsza, zwłaszcza jeżelibyś matka
pozwoliła dać jej sukienkę ową w białe i
czerwone kwiatki na tle ciemnozielonym. Jest
ona jeszcze dobra, jak nowa; parę razy tylko
jej użyłam; ale już po części z niej wyrosłam;
Marianna potrafi ją sobie przerobić, i będzie dla niej odświętną. Jeżeli przeto matka
pozwolisz." ---</akap>


<akap>,,Bardzo chętnie! --- Gdy się ludziom cóś
ofiaruje, trzeba na to uważać, iżby z ofiary
mieli istotną korzyść. Sukienka ta będzie
jej do twarzy."</akap>


<akap>Wyszedłszy z Emilią do stancji, w której
pozostała Marianna, rzekła hrabina: ,,bieżcie<pe><slowo_obce>bieżcie</slowo_obce> (daw.) --- biegnijcie.</pe>, moje dzieci, miejcie pieczą, aby te kwiatki
do obiadu nie zwiędły, bo chcę je wraz z
koszykiem mieć ozdobą stołu, przy którym
dziś gości mieć będziemy. --- Tobie, Emilio,
pozostawiam odwdzięczenie się Mariannie
za jej przysługę."</akap>


<akap>Emilia pobiegła z Marianną do swego
pokoju i rozkazała garderobiannie<pe><slowo_obce>garderobiannie</slowo_obce> --- dziś popr. forma: garderobianej.</pe> przynieść
wiadomą sukienkę. --- Jutka, tak się zwała
garderobianna, stanęła i rzekła: ,,przecież
pani dziś tej sukni nie obleczesz?"</akap>


<akap>,,Pewnieć że nie! --- Ale ją Mariannie
podaruję."</akap>


<akap>,,Te suknię? --- Czy wie o tym Jaśnie
Pani?"</akap>


<akap>,,Cóż ciebie to obchodzi? --- Spełnij rozkaz,
a ja biorę na siebie odpowiedzialność."</akap>


<akap>Jutka odwróciła się nagle, ażeby zakryć
swe zmartwienie, i wyszła. Oblicze jej pałało złością; z gniewem porywała ubiory ze
skrzyni i szemrała: ,,godziłoby się, żebym
wszystkie dziś podarła w drobne sztuczki.
Ta przebrzydła ogrodowianka! --- Połowy
przychylności mego państwa już mię<pe><slowo_obce>mię</slowo_obce> --- dziś popr. forma: mnie.</pe> pozbawiła, a teraz mi jeszcze tak piękną sukienkę
kradnie, boć zużywane mnie należą. --- Oczy bym mogła wydrapać tej brzydnej kwiaciarce!"
--- Z tym wszystkim utłumiła jak mogła swą
złość; wróciwszy oddała pani swej żądaną
suknię.</akap>


<akap>Hrabianka, odebrawszy sukienkę, rzekła
do Marianny: ,,lubo odebrałam dziś droższe
jak twój upominki, ale żaden z tych nie był
mi tak przyjemnym jak twój koszyk. Kwiatki
tej sukienki nie są wprawdzie tak piękne
jak twoje, przecież sądzę, że dla mej miłości
nie pogardzisz nimi. Noś tę sukienkę na
moją pamiątkę, i pozdrów ode mnie twojego
ojca." Marianna dziękując pocałowała hrabiankę w rękę, i odebrawszy podarunek
odeszła.</akap>


<akap>Jutka, pełna zazdrości i zemsty, które
ile możności w sobie tuliła, poczęła przerwane trefienie włosów wykonywać. Tłumienie burzliwych namiętności niemało ją zatrudniało, że nie mogła się obejść, iż tu i
owdzie drasnęła panię<pe><slowo_obce>panię</slowo_obce> --- dziś popr. forma B. lp: panią.</pe>.</akap>


<akap>Z tego powodu odezwała się hrabianka:
,,Czy się ty gniewasz, Jutka?"</akap>


<akap>,,A to by też było bardzo głupie ode mnie, żebym
się miała o to gniewać, że Pani jesteś dobra!"</akap>
<akap>,,Bardzo rozumnie mówisz, życzę, abyś
też tak rozumnie i myślała!" --- Tymczasem
Marianna biegła radosna z sukienką do domu. Ojciec, zobaczywszy sukienkę, nie dzielił z córką radości, pokręcił głową i powiedział: ,,wolałbym, żebyś nie była poniosła koszyka do dworu! --- Podarunek ten jako od
naszego państwa pochodzący jest mi wprawdzie miły; ale może zrodzić zazdrość, a co by
gorzej było, ciebie nauczyć próżności. Bądźże ostrożną, moja Marychno, żeby przynajmniej na ciebie złego upływu nie wywarła.
Wiedz, że skromność i obyczajność daleko
więcej zdobi dziewczynę, jak najpiękniejszy
i najwyborniejszy ubiór!"</akap>




<naglowek_rozdzial>Rozdział III. Skradziony pierścionek</naglowek_rozdzial>









<akap>Zaledwo Marianna przymierzyła sukienkę
i zdążyła onę<pe><slowo_obce>onę</slowo_obce> --- dziś popr. forma B. lp r.ż.: ją.</pe> złożyć i schować do skrzyni,
wchodzi do izby hrabianka blada, drżąca
i rzecze: ,,Przebóg, Marianno, cóżeś ty zrobiła! --- Zginął pierścień matki z diamentem
z izby, w której prócz ciebie nikt obcy nie był. --- Zwróć go, to się ta rzecz da jeszcze
zatrzeć, jenaczej<pe><slowo_obce>jenaczej</slowo_obce> --- dziś popr.: inaczej.</pe> gdy się zguba rozgłosi, narobisz sobie i nam wielkich nieprzyjemności."</akap>


<akap>Przelękła Marianna odrzekła: ,,mój Boże!
ja o żadnym pierścionku nie wiem! --- Anim
widziała pierścionka; --- ani nawet nie ruszyłam się z miejsca, na którym stanęłam, gdyście
wyszły do przyległego pokoju."</akap>


<akap>,,Marianno! mówiła dalej hrabianka, na
twoję własnę<pe><slowo_obce>twoję własnę</slowo_obce> --- dziś popr. forma B. lp r.ż.: twoją własną.</pe> pomyślność zaklinam cię, oddaj
pierścionek! --- Ty nie wiesz jak drogi jest
taki pierścień, oto jest wart około tysiąca
talarów. --- Wiem, iżbyś go nie była wzięła,
gdybyś jego cenę wiedziała; sądziłaś pewnie
że to taka nikczemna bagatelka. --- Zwróć go,
a darujemy ci dziecinną lekkomyślność!" ---</akap>


<akap>Marianna zalała się łzami i odrzekła:
,,Za prawdę mówię, iż nie wiem o żadnym
pierścionku. Nigdym w życiu nie pozwoliła sobie cudzej rzeczy poruszyć, a miałażbym tak wielką rzecz skraść? --- O zanadto
głęboko wpoił mi mój ojciec szacunek dla
cudzej własności, żeby dać się złudzić chciwości!"</akap>


<akap>W tym wszedł ojciec do izby, bo pracując w sadzie, widział hrabiankę spiesznie
do chaty biegnącą; a wyrozumiawszy, o co
rzecz idzie, zawołał żalem trapiony: ,,Mój
Boże! --- Dziecko! taki pierścień skraść, jest to
zasłużyć na śmierć! A to jeszcze najmniejsza;
wspomnij no na przykazanie Boże, mówiące:
,,nie kradnij!" Za taki występek stajemy się
odpowiedzialnymi nie tylko ludziom, ale i
Bogu, daleko wyższemu Panu, Sędzi, przed
którego wiadomością nic się utaić nie może,
bo jest świadkiem czynów i nawet myśli naszych; --- przed którym nie popłaca żadna
czcza wymówka, ani kłamstwo! --- Jeżeliś
o tym bożym przykazaniu zapomniała, jeżeliś
nie wspomniała na moje napomnienia, a zaślepiona blaskiem złota i drogiego kamienia,
pozwoliłaś chciwości wziąć górę nad sobą
i zgrzeszyłaś; to przynajmniej nie trwaj w
grzechu, nie przecz, przyznaj się i oddaj
pierścień!"</akap>


<akap>,,Ach ojcze! wierz mi, że pierścienia nawet nie widziałam! --- Gdybym taki pierścień
na ulicy znalazła, doprawdy nie miałabym żadnej spokojności, dopokąd bym go nie złożyła w
ręce właściciela; a miałażbym takowy ukraść?"</akap>


<akap>,,Córko! oto hrabianka Emilia, która jak
Anioł stróż przyszła tu, aby cię oswobodzić
z nieszczęścia i odwrócić od ciebie hańbę i
karę, --- która cię dopiero co tak hojnie obdarzyła, nie zasługuje na to, żebyś ją okłamywała i na twoje własne nieszczęście oszukiwała! --- Masz pierścień; to się przyznaj:
a hrabianka przez swoje pośrednictwo u
rodziców ocali cię od haniebnych skutków kradzieży! --- Marianna! bądź rzetelną; nie kłam!"</akap>


<akap>,,Ojcze! wszakże ci to wiadoma<pe><slowo_obce>wiadoma</slowo_obce> --- dziś: wiadomo.</pe>, iż w życiu moim nic takiego, co by najmniej warte
było, nie skradłam! --- Wszakże nawet jednego
jabłuszka z cudzego drzewa, garstki trawy
z cudzej roli, a cóż dopiero miałabym tak
wielki skraść klejnot? --- Wierzże mi ojcze!
Wszakże w życiu moim okłamać cię nie odważyłam się!"</akap>


<akap>,,Marianno! spojrzyj na moją zsiwiałą
głowę! --- Nie przyczyniaj się do tego, iżbym
zgryzotą znękany życie moje nędznie kończył! --- Oszczędź mi żalu i zgryzoty! ---
Wyznaj wobec Boga, który złodzieja karać będzie, czy masz pierścień? --- Na miłość duszy twej i jej zbawienia zaklinam cię,
powiedz prawdę!" ---</akap>


<akap>Marianna wzniosła oczy ku niebu, złożyła ręce i rzekła: ,,Bóg wie że nie mam
pierścienia! --- Jak chcę być zbawioną, tak
pewno nie wzięłam pierścienia!"</akap>


<akap>,,Po takim zarzeczeniu wierzę ci! --- Wierzę żebyś wobec Bogi, u przytomności
hrabianki, starego ojca twego nie okłamała.
Że jesteś niewinną, jak się przekonywam,
więc ta okoliczność zaspokoja mię; zaspokój się i ty, a nie obawiaj się niczego. Jedno
tylko i to istotne złe jest na świecie, a tym
jest grzech. Więzienie, haniebna śmierć,
są niczym względem tamtego. Niech więc
przyjdzie na nas, co chce, niech nas wszyscy
opuszczą, niech przeciw nam wszyscy powstaną, przecież przy czystości sumienia Bóg
nas nie opuści, i będzie niewinnych przyjacielem. Jego potężna opieka wykryje z
czasem naszą niewinność, prędzej czy później, tu albo na sądzie bożym!" ---</akap>


<akap>Hrabianka, tuląc swe rozczulenie, odezwała
się: ,,moi mili ludzie, gdy was tak mówiących słyszę, muszę w prawdzie wierzyć, że
pierścionka nie macie; wszakże wziąwszy z
drugiej strony na uwagę okoliczności towarzyszące zgubie, nie inaczej się zdaje, jak
że go mieć musicie! --- Matka moja przypomina sobie z pewnością, że przed przyjściem moim z Marianną do jej pokoju pierścień leżał na stoliku, wie nawet dokładnie
oznaczyć miejsce, na którym go w ten moment
widziała. Żywa dusza prócz nas nie była w
tym pokoju; Marianna sobie przypomni, że
przy tym stoliczku nie byłam nawet. Gdyśmy
z matką poszły do drugiego pokoju, sama
Marianna została tam, gdzie leżał pierścień,
przed naszym przyjściem i potem aż do spostrzeżenia zguby, nikt tam nie był. Skorośmy
się oddaliły, zamknęła matka na zamek drzwi
pierwszego, a udała się do drugiego pokoju,
aby się tam ubrać. Gdy ubrawszy się wróciła, i chciała wsadzić sygnet na palec; już
go nie znalazła. Przerzuciła wszystko w pokoju, --- nie pozwoliła nikomu, nawet mnie,
wejść do niego, aż przetrząsnęła wszystko
szukając; to przecież było bezskutecznie. ---
Powiedzcież teraz sami, któż ten pierścień
mógł wziąć?" ---</akap>


<akap>,,Ja tego nie pojmuję! --- pojmuję to tylko,
że nas Bóg wielce doświadcza! --- Wszakże
bądź co bądź, --- rzekł ojciec z wzniesionymi
w niebo oczyma i rękoma, --- Boże! oto tu
jestem, rób ze mną, co święta wola Twoja
rozporządzi! Nie usuwaj mi tylko Twej łaski,
a na tym dosyć mi będzie!" ---</akap>


<akap>,,Wierzcie mi, rzekła hrabianka, ja wracam z ciężkim sercem do domu! Smutna to
mnie rocznica urodzin! --- Już widzę jak
okropna stąd powstanie historia! --- Jeszcze
matka, chroniąc Mariannę, nikomu o zgubie
nie powiedziała; ale na długo nie da się to
zataić. Matka ten pierścień musi dziś mieć
u stołu; bo ojciec, którego się dziś na obiad
ze stolicy spodziewamy, spostrzegłby łatwo,
że go nie ma, ile że jej go w dzień moich
urodzin ofiarował i ona go odtąd w każdą
nosi rocznicę, oczekuje więc, że jej go niezawodnie przyniosę. --- Bądźcie zdrowi! rada bym powiedziała, że jesteście niewinni,
ale któż mi uwierzy?"</akap>


<akap>Wyszła Emilia, ucierając zapłakane oczy;
ojciec wraz z córką zanadto odurzeni byli
smutkiem, żeby ją odprowadzić. --- Ojciec siadł
na ławce, wsparłszy głowę na ręku, patrzał
zamyślony w ziemię, łzy toczyły się po licach
jego. Marianna uklękła przed nim, spojrzała mu w oczy i rzekła: ,,Ojcze kochany!
wierz mi, że w tym zdarzeniu na włos nie
zawiniłam."</akap>


<akap>Jakub podniósł ją, popatrzył się w jej
niebieskie oczy i odrzekł: ,,tak Marianno,
ty jesteś niewinna! --- bo tak śmiało i poufnie winowajca nie spojrzy!" ---</akap>


<akap>,,O ojcze! Jakiż to koniec weźmie nasze
utrapienie! Jaki nas los czeka! O gdyby ta
smutna przyszłość mię samą dotknęła, zniosłabym ją cierpliwie; ale że ty dla mnie masz
cierpieć, to mi jest najokropniejsza!"</akap>


<akap>,,Ufaj Bogu i nie rozpaczaj. --- Bez jego
woli włosek nam z głowy nie spadnie. ---
Wszystko, co nas czeka, jest z dopuszczenia
bożego --- i na dobro nasze, bo od ojca naszego pochodzi, i cóż możesz chcieć więcej
na naszą pociechę? --- Niech cię przyszłość
nie trwoży; stój zawsze przy prawdzie. Czy
ci grozić będą, czy łudzić cię obietnicami,
nie zbaczaj na włos od prawdy, nie obrażaj
sumienia. Czyste sumienie jest najlepszą pociechą nawet we więzieniu. Pewnie nas zechcą rozłączyć; ojciec twój, Marianno, nie
będzie ci mógł nieść pociechy, szukajże więc
takowej u Ojca Niebieskiego, który zawsze
jest bliski ciebie; tego potężnego obrońcy
nie zdołają ci zabrać."</akap>


<akap>Wtem z trzaskiem roztworzono drzwi,
a na progu pokazał się urzędnik sprawiedliwości, jego pisarz i kilka sług sądowych.
Marianna przelękniona, krzyknęła i rzuciła
się w objęcia ojca. ---</akap>


<akap>,,Rozłączcie ich!" zawołał sędzia, a oczy
jego iskrzyły się gniewem. --- ,,Córkę okujcie w kajdany i zaprowadźcie do więzienia;
a ojca osadźcie takoż pod strażą. --- Dom i
ogród weźcie tymczasem w dozór, żeby
tu nikt nie wszedł, aż wszystko z pisarzem
przejrzymy."</akap>


<akap>Rozkaz ten słudzy natychmiast wykonali:
Mariannę porwali z objęcia ojcowskiego i
okuli w kajdany; zemdlała, i w takim stanie
wynieśli ją z domu. Gdy ojca i córkę wyprowadzono na ulicę, przyjęła ich wielka
liczba zgromadzonego ludu, bo historia o
pierścieniu wnet rozeszła się po całej wsi
i zwabiła dużo ciekawych. Jak zwykle różni
różnie sądzili, byli tacy, co im się nie mogło
pomieścić w głowie, jakby Marianna i Jakub,
ta para poczciwych ludzi, mogli być tak wielkimi winowajcami; --- Inni litowali się nad
ich nieszczęściem, sąd Bogu zostawiając; ---
a najwięcej było takich, którzy łatwo uwierzyli, że są zbrodniami. Byli to ludzie albo
lekkomyślni, co chcieliby wszystkich prócz
siebie widzieć złymi, albo zazdrośni, co im
ciężko było widzieć szczęśliwszych od siebie.
,,Teraz widzieć, mówili ci ostatni, skąd im
tak przyrastało wszystkiego! --- W taki sposób,
o pojmujem, że jest łatwo zbogacić się, kiedy
się sięga po to, czego się nie położyło;" i tak
podobnie sądzili przed czasem. Przed czasem?
A prawda, bo dopiero, gdy Bóg swój sąd
ogłosi, pokaże się prawda; wprzód może
się człek dużo omylić, osobliwie gdy namiętność jaka i brak miłości bliźniego wmiesza
się do naszego sądu.</akap>


<akap>Wszakże nie wszyscy eichburszczanie
byli tak nielitościwymi; wielu było z rzeczywistym politowaniem w dotyczeniu Jakuba
i Marianny, a wielu mówiło sobie: ,,Mój
Boże jak też to człowiek jest ułomnym! I najpoczciwszy nie jest wolen od upadku! Któż by
był źle myślał o tych poczciwych ludziach. ---
Któż wie? Może to też i nie jest tak źle, jak
powiadają; niechże Bóg wykryje ich niewinność! --- albo doda im łaski nawrócenia, jeżli
w samej rzeczy upadli! --- a nas niech broni
i zachowa od podobnego upadku!" Stało tam
i wiele małych dziatek, które rzewnie płakały
i mówiły sobie: ,,jeżli ich uwiężą, jakże nam
będzie mógł dać Jakub owocu, a Marychna
kwiatów?" --- Niewinne samoluby! --- Nie umieli
źle sądzić o ludziach, bo sami wolni byli od
występków; --- kto im dobrze czynił, tego
kochali.</akap>




<naglowek_rozdzial>Rozdział IV. Marianna w więzieniu</naglowek_rozdzial>








<akap>Wniesiono Mariannę omdlałą do więzienia; gdy się ocuciła, poczęła rzewnie płakać,
załamywać ręce, wyrzekać i modlić się, aż
tym wszystkim znurzona i osłabiona padła
na posłanie ze słomy i zasnęła. Odeckła<pe><slowo_obce>odecknąć</slowo_obce> --- obudzić się, ocknąć się.</pe> się
głęboko w noc: w ciemności nie mogła pojąć,
gdzie jest; zajście z owym pierścieniem, które
jej przyszło na myśl, sądziła być snem, i
zdawało się jej, że leży na swym łożu. Już
poczęła się cieszyć, że znikł ten dręczący sen,
gdy uczuła kajdany na ręku i nogach; przeląkłszy się, powstała z posłania, a klęnąwszy
i wzniósłszy ręce swe tak się modliła: ,,Cóż
tu innego czynić mogę, jak te niewinne, kajdanami ociążone<pe><slowo_obce>ociążony</slowo_obce> --- dziś: obciążony.</pe> ręce, wznieść do ciebie Boże! --- Spojrzyj na mię<pe><slowo_obce>mię</slowo_obce> --- dziś popr. forma: mnie.</pe> łaskawie, wspomnij,
że niewinną źle i fałszywie osądzili ludzie!
Jesteś opieką i wybawicielem niewinnych,
wybaw i mię z tej niedoli! --- Zmiłuj się nade mną! Zmiłuj się i nad moim niewinnie
cierpiącym ojcem! --- Wlej pociechę w serce
jego, ujmij jemu boleści, choćbyś mnie jego
cząstkę nałożył!"</akap>


<akap>Na wspomnienie o ojcu potok łez skropił jej twarz: boleść i litość przytłumiły jej
głos, długi czas słychać było łkanie i kwilenie. --- Zajaśniał dotąd czarną okryty chmurą księżyc, zajrzał małym okienkiem do więzienia przez żelazną kratę, którą odznaczył
na posadzce; przy świetle jego widziała Marianna cztery brudne i wilgotne ściany więzienia, --- tę garść zbutwiałej słomy, na której spoczywała, --- dzban z wodą i kawał
czarnego chleba dane jej na posiłek; tak rozpoznawszy<pe><slowo_obce>rozpoznawszy swoje nieszczęśliwe położenie, odnowiła się zgryzota i żal</slowo_obce> --- dziś popr.: rozpoznawszy swoje nieszczęśliwe położenie, odczuła na nowo zgryzotę i żal (wymagana tożsamość podmiotu imiesłowu i czasownika w formie osobowej).</pe> swoje nieszczęśliwe położenie,
odnowiła się zgryzota i żal; lecz że widziała,
iż smutkiem tylko pogorsza<pe><slowo_obce>pogorsza</slowo_obce> --- dziś popr.: pogarsza.</pe> swoje położenie, przeto usiłowała rozerwać swe smętne
myśli, i poczęła rozmawiać z księżycem jakby
z przyjacielem, mówiła więc: ,,Ty dawny mój
przyjacielu, odwiedzasz mię i chcesz wiedzieć,
jak mi się powodzi? --- O! dawniej, gdyś zaglądał do mojej komórki przez liściem pokryte
okienko, świeciłeś przecież wesoło, dziś przez
te kraty, posępne jest twoje światło, czy ty
się smucisz nad moim obecnym położeniem? --- Nigdy nie myślałam widzieć cię w
tak bolesnej dobie! --- Cóż tam robi mój biedny
ojciec! --- pewnie ucieka sen z oczu jego i
narzeka nad dolę swoją. Ach! gdybym ja
go też choć na moment widzieć mogła! ---
Pewnie ty, księżycu, także zaglądasz do jego
więzienia! O, gdybyś ty mógł mówić i powiedzieć mu, jak córka ubolewa nad jego
nieszczęściem."</akap>


<akap>,,Ale jakże niedorzecznie mówię w moim
smutku! --- Daruj mi, Boże, moje próżne mowy! --- Ty, Boże, jesteś wszędzie; widzisz mnie
i ojca mego we więzieniu! --- Ty rozumiesz
myśli nawet człowieka, a przeto wiesz, że
tak mnie jak ojca niewinnie posądzają o złodziejstwo! --- Twej wszechmocnej pomocy ani
mury, ani kraty żelazne przeszkodzić nie mogą! Poślijże nam uciemiężonym ojcowską twę<pe><slowo_obce>twę</slowo_obce> --- dziś popr. forma B. lp r.ż.: twą.</pe>
pociechę!" ---</akap>


<akap>Z podziwieniem wielkim Marii<pe><slowo_obce>Maria</slowo_obce> --- tu: Marianna.</pe>, rozszedł
się po więzieniu miły zapach kwiatów; rano
gdy ubierała koszyk kwiatkami, związała zbywające w bukiet zatknęła za bawet<pe><slowo_obce>bawet</slowo_obce> --- tu: przednia część sukni osłaniająca gorset (w odzieży francuskiego kroju, popularnego w XVIII w.).</pe> i te to
napełniły wonią więzienie. Doszedłszy tego,
wyjęła bukiet i mówiła: ,,Ach, to i wy, niewinne kwiateczki, dostałyście się do więzienia?! --- Wy niewinne i ja niewinna; toteż
to jest ulgą w moich cierpieniach, bo gorzej
by było jeszcze, gdyby sumienie czyniło zarzut!"</akap>


<akap>Przypatrując się bliżej bukietowi i spostrzegłszy w nim pączki róż i kilka niezapominajek, mówiła dalej: ,,Kiedym was, różyczki, dziś rano zrywała i zbierała błękitne
jak czyste niebo niezapominajki, któż by to
był śmiał mówić, że wieczorem tegoż samego dnia leżeć będę w więzieniu? --- Gdym
wiła wieniec dla ozdoby koszyka, któż by
sądził był, że pod wieczór opasaną będę tym
żelaznym wieńcem? --- Tak to wszystko na
świecie podlega zmianie! --- Tak to nie wie
człowiek, jak prędko położenie jego zmienić
się może! --- jak najniewinniejsza jego czynność spowodować może jego wielkie nieszczęście! --- W takiej niestateczności położeń ludzkich najlepiej rozpoczynając dzień
polecić się opiece wszechmocnego Boga, ---
na nim wsparty nie zachwieje się; --- On nie
dopuści zginąć ufającemu w opiece Jego!"
I zanuciła sobie dwie ostatnie zwrotki Psalmu 90.</akap>





<poezja_cyt><strofa>Słuchaj, mówi Pan: że mi ufał szczerze,/
Czcił imię moje, zachował przymierze,/
Ja go też także w każdą jego trwogę/
Nie chcę zapomnieć i owszem wspomogę.</strofa>





<strofa>Głos jego n mnie nie będzie wzgardzony,/
Ja z nim w przygodzie: ode mnie obrony/
Niech będzie pewien, pewien uwielbienia,/
I lat sędziwych, i mego zbawienia. ---</strofa></poezja_cyt>



<akap>Poczęła znowu płakać, a łzy spadały kroplami na kwiatki i błyszczały w świetle księżyca jak rosa. ,,Ten co o kwiatach pamięta,
i posila one<pe><slowo_obce>one</slowo_obce> (tu daw.) --- je.</pe> rosą, nie zapomni i o mnie! ---
Tak dobry Boże! spuść kropłę pociechy w
smutne serce moje i mojego ojca, jak zasilasz rosą po ojcowsku biedne kwiatki polne!"</akap>


<akap>Wspomniawszy o ojcu, pomyślała: ,,O ty,
dobry ojcze! gdy spojrzę na te kwiatki, przychodzą mi na myśl twoje słowa, któreś mi
tyle razy powtarzał, zwracając na nie uwagę
moją."</akap>


<akap><begin id="b1381044694760-595182909"/><motyw id="m1381044694760-595182909">Kwiaty, Kondycja ludzka, Los, Pokora</motyw>,,Te pączki róż wyrosły spośród kolców;
tak z boleści moich, wyrodzą się niezawodnie radości. Kto by usiłował tę z wolna rozwijającą się różę za wcześnie wydobywać
z pączka, ten by ją zniszczył. Bóg tylko umie
rozwinąć powoli te delikatne listeczki, i nadać im ten śliczny zapach. Tak i z moich
cierpień wywinie z czasem swoją nieograniczoną mądrością swoje łaski, a choć to z wolna idzie, trzeba czekać czasu, który On najlepiej wie, --- i ufać, bo On nie zawiedzie."</akap>


<akap>,,Niezapominajki, --- mówią mi: nie zapominaj o Bogu, jak On o tobie nie zapomina! --- Są błękitne jak niebo; --- niebo ma
być pociechą twoją w cierpieniach, bo będzie odpoczynkiem po mężnym wytrwaniu!"</akap>


<akap>,,Wiczka z listkiem białym i różowym; ---
pozioma roślinko jakżebyś ty się musiała czołgać w prochu ziemi, gdybyś nie miała podpory, na którą się wwijasz, i tak podnosisz
w górę! --- I ja bym tak nikczemną była i niszczała w prochu ziemi, gdybyś Ty, Boże,
nie stał mi za podporę w mej słabości! ---
Daj mi, Boże! pamięć na ten stosunek mnie
nieszczęśliwej względem Ciebie, potężnego
Pana!"<end id="e1381044694760-595182909"/></akap>


<akap>,,Ta gałązka rezedy zapełnia swą przyjemną wonią całe więzienie; i temu nawet
udziela swego błogiego zapachu, kto ją zerwał; --- stanowię być tobie podobną, nie gniewać się na tych, i tym być dobroczynną,
którzy mię wyrwali z mego ogródka i w tym
smutnym osadzili więzieniu."</akap>


<akap>,,Oto tu jest różczka<pe><slowo_obce>różczka</slowo_obce> --- gałązka.</pe> barwinku: ten i w
zimie nawet zachowuje swoję<pe><slowo_obce>swoję</slowo_obce> --- dziś popr. forma B. lp r.ż.: swoją.</pe> świeżość, a
w ostrej porze roku swą zieloną farbą głosi
błogą każdemu nadzieję! --- To ziółko uczy
mię, że w moich cierpieniach nie powinnam
upadać na sercu, lecz unosić się nad to wszystko, co mię tłoczy, nadzieją w Boga. Toć
ten, co ziółko to wśród wichrów zimowych,
pod mrożącym śniegiem i lodem, w jego świeżości i zieloności utrzymuje, i mnie pokrzepiać zechce w moich cierpieniach."</akap>


<akap>,,Oto i listki wawrzynowe w moim bukiecie, przypominają owe wawrzyny, które
obiecane są tym, co mężnie walczyli w tym
życiu z dotkliwymi przeciwnościami i nie
dali się onym zwyciężyć. Wierzę, coś powiedział, Panie! że zwycięzcy dasz koronę
żywota! I spodziewam się, że za mężne przezwyciężenie siebie samej raczysz mi onęż<pe><slowo_obce>onęż</slowo_obce> (daw.) --- tę właśnie.</pe>
udzielić. --- Wy, kwiatki, łatwo więdniejecie<pe><slowo_obce>więdniejecie</slowo_obce> --- dziś popr. forma: więdniecie.</pe> i
równie ziemskie radości, nikniecie! --- ale
tamta korona, co nas czeka po krótkich cierpieniach, jest wieczna!" ---</akap>


<akap>Ciemny obłok zakrył przyświecający księżyc; Marianna nie mogła widzieć swych kwiatków i rozmawiać z nimi, posępna ciemność
zapełniła więzienie. Smutne myśli poczęły
ją straszyć, aleć przeleciała chmura tamująca
światło księżyca i znowu jasność napełniła
więzienie: ,,Tak to, mówiła sobie z tego powodu, może niewinność być zaćmioną na
czas jakiś, ale potem zajaśnieje na nowo.
Obecnie ciężą na mej niewinności ponure
chmury okrutnych podejrzeń, aleć Ty, Boże,
rozpędzisz te fałszywe zarzuty i pokażesz
prawdę, że jestem niewinną!"</akap>


<akap>Po tych uwagach położyła się Marianna
na posłaniu i zasnęła pokrzepiającym snem;
śniło jej się: że chodziła po sadzie, położonym wśrzód<pe><slowo_obce>wśrzód</slowo_obce> (daw. a. gw.) --- wśród.</pe> pustyni otoczonej niebotycznymi świerkami, w okolicy nieznanej, przy
świetle księżyca. Jeszcze jej księżyc nigdy
tak jasno i powabnie nie przyświecał; a śliczne
kwiatki rozlewały najprzyjemniejszy zapach
i barwiły rozmaitością farb swoich. Znalazła tam i ojca swego z wypogodzoną twarzą; pośpieszyła ku niemu i z radości, iż go
tak widzi, płakała na piersiach jego spoczywając. Gdy odeckła<pe><slowo_obce>odecknąć</slowo_obce> --- obudzić się, ocknąć się.</pe>, zroszona łzą była jej
twarz.</akap>





<naglowek_rozdzial>Rozdział V. Marianna przed sądem</naglowek_rozdzial>








<akap>Zaledwo Marianna odeckła<pe><slowo_obce>odecknąć</slowo_obce> --- obudzić się, ocknąć się.</pe>, wszedł do więzienia sługa sądowy i poprowadził ją przed
sąd. Zgroza przejęła ją, gdy weszła do izby
posępnej, wysokie starożytne mającej sklepienie i okna z sześciobocznych szyb złożone.
Sędzia zasiadł krzesło czerwonym oszyte suknem, w czarnym obszernym ubraniu, z potężną na głowie peruką. Pisarz siadł z piórem w ręku przy wielkim stole od starości
zupełnie czarnym. Sędzia zadał jej wiele
pytań, na które ona sumiennie odpowiedziała.
Z płaczem zarzekała się, że jest niewinną
zarzuconej jej kradzieży, wszakże na to odrzekł jej sędzia: ,,Mnie ty nie oszukasz i nie
wymożesz na mnie, abym to, co jest niepodobieństwem, miał uznać za prawdę. --- Nikt
prócz ciebie nie był w tej izbie, z której pierścionek zginął, nikt też nie może go mieć
jak ty; więc wyznaj, iżeś go skradła."</akap>


<akap>Z rozrzewnieniem odpowiedziała Marianna: ,,Nie mogę jenaczej<pe><slowo_obce>jenaczej</slowo_obce> --- dziś popr.: inaczej.</pe> mówić, tylko jak
mówiłam: że o pierścionku nic nie wiem, nie mam go, ani nawet widziałam."</akap>


<akap>,,Kłamiesz! przecież są tacy, co go w ręku
twoich widzieli. Cóż na to powiesz?"</akap>


<akap>,,Nikt go widzieć nie mógł, bo ja go nigdy
nie miałam, ani widziałam."</akap>


<akap>Sędzia zadzwonił i wprowadzono Jutkę:
ta, ze zemsty, iż ją ominęła darowana Mariannie suknia, w celu żeby zniszczyć zaufanie państwa swego, jakie powzięli dla Marianny, powiedziała była swoim koleżankom:
,,Pierścionka tego nie mógł kto inny skraść,
jak ta niegodziwa ogrodowianka. Odchodząc
ze dworu, właśnie gdy schodziła ze schodów, przypatrywała się pierścionkowi z oczkiem; gdy mię spostrzegła, przelękła się i
schowała go. Zaraz mi to było rzeczą podejrzaną, ale nie chciałam o tym mówić, bo
sobie myślałam; może jej go podarowano jak
i inne rzeczy; --- jeżeli ukradła, zrobi się
niezawodnie hałas, a w ten czas nie będzie
za późno powiedzieć moje spostrzeżenie. ---
Cieszy mię to dużo, że dziś nie byłam jeszcze w tym pokoju, z którego pierścień zginął; bo takie lizuski jak ta Marianna, zdolne
są uczciwych ludzi w podejrzenie wprawić."
Jutkę schwycono za słowo i spowodowano
zeznać to spostrzeżenie przed sądem. Gdy
weszła do izby sądowej, a sędzia ją napominał, żeby wobec Boga wszystko wiedzącego wyznała prawdę, zadrżały wprawdzie
pod nią nogi i serce poczęło się lękać, ale
złośliwa nie usłuchała głosu sędziego i sumienia, głosu Boga, bo sobie pomyślała:
gdybyś się teraz przyznała, iż nakłamałaś na
nię<pe><slowo_obce>nię</slowo_obce> --- dziś popr. forma B. lp r.ż.: nią.</pe>, odpędziliby cię ze służby, albo wcale
do więzienia wtrącili. Pozostała więc przy
swym kłamstwie i w oczy Mariannie powiedziała: ,,Ty masz ten pierścionek; ja widziałam go w twoich ręku."</akap>


<akap>Marianna wzdrygnęła się na to bezczelne
kłamstwo, ale nie potwarzyła, ani złożyczyła,
lecz ze łzami odrzekła: ,,To, co ty mówisz,
jest kłamstwo, bo nie widziałaś u mnie pierścionka. Jakże też ty możesz tak szkaradnie
kłamać i mnie, która ci nic złego nie zrobiłam, tak nieszczęśliwą przez twoję potwarz
czynić!"</akap>


<akap>Jutka, której szło tylko o pomyślność
doczesną, --- a przy tym jej serce zazdrosne pałało zemstą ku Mariannie, nie zważała na
zarzuty jej, lecz powtórzyła jeszcze raz swoje
zeznanie, z wymyślonymi okolicznościami.</akap>


<akap>Na dany znak przez sędziego odprowadzono Jutkę, po czym ten odezwał się do
Marianny: ,,Otóż twoja wina jest udowodniona: wszystkie okoliczności mówią przeciw
tobie; a pokojowa hrabianki zeznała nawet,
że pierścień widziała w twoich ręku. Zeznaj
teraz, gdzieś go podziała."</akap>


<akap>Że Marianna statecznie twierdziła, iż pierścionka nie wzięła i nie ma; przeto sędzia
nakazał ochłostać ją rózgami aż do krwi.
Serce się krajało na jej płacz i narzekania,
ale zawsze jedno prawiła, że jest niewinną,
co przecież nie zmiękczyło śledzcy. --- Zbladłą, zkrwawioną, na pół tylko żywą, wrzucono na powrót do więzienia. Zadane jej
rany, wyrządzona jej hańba, dokuczały jej
do żywa; padła na posłanie, jęczała płacząc
rzewnie i modliła się do Boga, aby ją wzmacniał w cierpieniach, aż wreszcie zasnęła.
Nazajutrz kazał sędzia stawić Mariannę przed
sobą, a że wszelkie ostre postępowanie nic
na niej nie wymogło, przeto usiłował środki
łagodnymi przyprowadzić ją do zeznania. ---
,,Przez tę kradzież, mówił jej, zasłużyłaś na
śmierć, mieczem by cię ścięto, ale skoro
powiesz, gdzieś pierścień schowała, i oddasz
go, będzie ci wszystko darowano. Plagi<pe><slowo_obce>plagi</slowo_obce> --- tu: bicie, chłosta.</pe>
odebrane, będą ci za karę przyczytane<pe><slowo_obce>za karę przyczytane</slowo_obce> --- policzone jako odbyta kara.</pe>, będziesz uwolniona od dalszego śledztwa i wrócisz do spokojnego życia z ojcem twoim. Rozważ to sobie dobrze i obieraj<pe><slowo_obce>obierać</slowo_obce> (tu daw.) --- wybierać.</pe> śmierć lub spokojne życie! --- Ja ci życzę dobrze, bo cóż
ci pomoże skradziony pierścień, gdy ci głowę zetną?"</akap>


<akap>Marianna stała przy swoim pierwszym
zeznaniu.</akap>


<akap>Sędzia, który wiedział, jak wielce Marianna miłuje ojca swego, postanowił z tej
strony natrzeć na jej serce; mówił tedy: ,,Jeżelić tak upartą jesteś, że nie dbasz na własne życie, to przecie miej wzgląd na twego
starego ojca! --- Czy chcesz, żeby jego zsiwiała głowa padła pod hańbiącym mieczem
katowskim? --- Bo któż by cię inny, jak on,
namówił do tak uporczywego tajenia złodziejstwa, które jest dowiedzione? --- Wiedz, że
i jego głowa, jako wspólnika kradzieży, paść
musi!" ---</akap>


<akap>Gdy widział, jak się Marianna wzdrygnęła,
dodał: ,,Wyznaj, iżeś pierścień wzięła; jedno
twoje słowo, może uratować życie ojca twego!"</akap>


<akap>Była to wielka pokusa dla Marianny;
milczała długo; --- przechodziło jej przez myśl:
,,mogłabyś powiedzieć, żeś wzięła i w drodze
zgubiła", ale przemogła tę myśl rzetelność;
,,lepiej trzymać się prawdy, kłamstwo jest
grzechem, a grzeszyć dla żadnej korzyści nie
trzeba, choćby nawet dla zaratowania życia
ojcowskiego. --- Tobie, Boże, chcę być posłuszną i Tobie polecam moję sprawę!" ---
Po takich myślach lubo drżącym, lecz wyraźnym odpowiedziała głosem: ,,Gdybym powiedziała, iż mam pierścień, byłoby to kłamstwem, a kłamać choćby dla zaratowania życia nie będę! --- Wszakże gdy chcecie, aby
krew płynęła, niechże płynie moja, ochrońcie tylko ojca mego. Ja chętnie i za niego
umrę."</akap>


<akap>Ta odezwa wzruszyła wszystkich przytomnych, dotknęła nawet serca surowego
sędziego. Skiwnął<pe><slowo_obce>skiwnąć</slowo_obce> --- dziś: skinąć.</pe> na sługi sądowe i odprowadzili Mariannę do więzienia.</akap>




<naglowek_rozdzial>Rozdział VI. Jakub w więzieniu córki</naglowek_rozdzial>








<akap>W takim położeniu rzeczy był sędzia w
niemałym kłopocie. ,,Trzeci już dzień obrabiamy tę sprawę, mówił na drugi dzień do
swego pisarza, a przecież nie postąpiliśmy
dalej, jak w pierwszej godzinie. Gdybym
mógł aby pomyśleć, że ktoś inny może mieć
ten pierścień, chętnie bym uwierzył, że to
dziewczę niewinne złodziejstwa. Taki stateczny upór, a w tak młodocianym wieku, jest
w istocie nadzwyczajnym; ale wszystkie okoliczności mówią jasno przeciw niej, i jenaczej<pe><slowo_obce>jenaczej</slowo_obce> --- dziś popr.: inaczej.</pe>
być nie może, jak że pierścień skradła."</akap>


<akap>Poszedł jeszcze raz do hrabiny i pytał
o najdrobniejsze okoliczności, które by może
rzecz lepiej wyjaśniły, może mówiły za dziewczęciem, --- wysłuchał jeszcze raz Jutkę, czy
się nie dowie od niej coś nowego; --- siedział cały dzień nad akiami śledzczymi, rozważał pilnie zeznania Marianny; ale to wszystko było bez korzyści. --- Późno już wieczorem kazał sobie przyprowadzić ojca Marianny z więzienia, aby z nim o rzeczy pomówić.</akap>


<akap>,,Jakubie! począł do niego, znacie mię
jak ostrego urzędnika, ale tego spodziewam
się, nikt nie powie, iżbym kogo z moją wiedzą miał skrzywdzić; i tu pewnie przyznacie,
że śmierci waszej córki nie chcę. Wszakże
ze wszystkich okoliczności wynika, że ona musiała pierścień skraść, a prawo stanowi za
to śmierć. Zeznanie pokojowej wynosi kradzież do tego stopnia pewności, że wątpić
nie należy. Gdyby ten pierścień mógł być
zwrócony państwu i w ten sposób szkoda wynagrodzona została, można by waszę córkę,
przez wzgląd na jej młodociany wiek, ułaskawić. Lecz skoro nie przestanie zacięcie
przeczyć, przypisze się to jej wiek przechodzącej złości, i kara śmierci niezawodnie nastąpi. Idźcież, Jakubie, do córki i usiłujcie
przywieść ją do zeznania prawdy i zwrócenia pierścionka; skoro to nastąpi, zaręczam
wam, iż ją po małej karze puszczę z więzienia. --- Jesteście jej ojcem i powagą waszą zdołacie na niej wszystko wymóc; jeżeli nie zadowolicie mojego słusznego żądania, będę powodowany sądzić, iż z nią w
złodziejstwie macie społeczność, i podpadniecie wspólnej karze. Pamiętajcież, iż jeśli
pierścienia nie dostaniemy, źle wam pójdzie!"</akap>


<akap>,,Mówić z nią będę, ale naprzód wiem,
że pierścienia nie ukradła i że się następnie
do kradzieży przyznać nie może. Wszystko
gotów jestem najchętniej wykonać, co pan sędzia każesz, ile że pozwolenie mówienia z moją córką przed jej śmiercią, jeżlić ma umrzeć
niewinnie, wysoko sobie cenię."</akap>


<akap>Sługa sądowy poprowadził milcząc ojca
do więzienia córki; postawił palącą się lampę
na murku, gdzie stały miseczki z nieruszonym jedzeniem Marianny i kruż z wodą; wyszedł i zamknął więzienie.</akap>


<akap>Marianna leżała na posłaniu, twarzą obrócona ku ścianie, drzemiąc. Gdy oczy otworzyła i spostrzegła światło, odwróciła się
od ściany, a wtem widząc ojca, powstała
z posłania nagle, aż kajdany zabrzękły, i z
przeraźliwym wykrzykiem chwyciła ojca za
szyję na pół żywa. Ojciec osadziwszy ją na
posłaniu sam siadł przy niej; milczeli oboje
długo, łzy wzajemne były tłumaczami ich
uczuć.</akap>


<akap>Wreszcie począł mówić ojciec, jak mu
polecono.</akap>


<akap>,,Ach ojcze! przecież ty nie będziesz wątpił o mojej niewinności! --- Mój Boże! toż
nie ma na świecie człowieka, który by mnie złodziejką być nie sądził? --- Nawet własny ojciec
sądzi mię być taką? --- Ach ojcze! przecież
aby ty nie myśl, żeś mię na zbrodnię wychował!"</akap>


<akap>,,Uspokój się, kochane dziecko, ja ci wierzę! Ja nie myślę źle o tobie! Ja zapytałem
ciebie, bo mi tak nakazano!"</akap> 


<akap>Tu znowu nastąpiło milczenie. Ojciec
przypatrywał się córce; jej twarz pobladła,
strapiona, --- oczy od płaczu zapuchłe, krwią
zaszłe; --- jej piękny włos potargany, w nieładzie --- ,,Biedne dziecię, mówił, Bóg włożył na cię duże zmartwienie! --- A kto wie, czy
cię jeszcze co gorszego i haniebniejszego
nie czeka?" ---</akap>


<akap>,,Ach ojcze! ja się śmierci nie obawiam,
ona skończy moją niedolę, Bóg wie, że niewinnie odbiorę karę śmierci i będzie mi u
niego dobrze. Ludzie niech sobie myślą o
mnie, co chcą, toć sąd Boży odkryje wszystko
i pokaże im, jak się srodze mylili. --- Nad
własną śmierć więcej by mię martwiło, gdyby
ciebie, ojcze, po równo ze mną fałszywie sądząc
śmiercią ukarali!" ---</akap>


<akap>,,O mnie się nic bój, kochana córko; mnie
nic nie zrobią. Ale tobie może pójść źle." ---</akap>


<akap>,,O, jeżeli tak moja rzecz stoi, jestem zupełnie pocieszoną! Bądź ojcze pewnym, iż
się śmierci bynajmniej nie boję; a wszakci
przez śmierć przyjdę do nagrody niewinnie
cierpiących, prześladowanych; --- Boga będę
oglądać, którego tak serdecznie kocham; zobaczę i moję kochanę matkę w Niebie; --- i nie
cieszyćże się z tego?" ---</akap>


<akap>Ta mowa Marianny przeszyła serce ojca;
płakał jak małe dziecko. --- ,,Dzięki Bogu, mówił łkając, że cię w takim usposobieniu
znajduję! Jest to wprawdzie wielka rana dla
serca ojcowskiego, swoje jedyne i kochane
dziecię, jedyną podporę i pociechę starości
utracić; wszakże niech się stanie wola twoja,
Boże! --- Żądasz wielkiej od serca ojcowskiego
ofiary, wszelako chętnie Ci tę ofiarę oddaję.
Boże! to co mi najmilsze jest na ziemi, oddaję Tobie; przyjm tę ofiarę; u Ciebie będzie jej najlepiej. Twej ojcowskiej miłości
polecam ją, pewny że jej na niczym zbywać
nie będzie! --- Lepiej ci to, moja Marychno, że
z ręki kata skończysz twe życie, niż żebym
dożył, żeś dała się wśrzód<pe><slowo_obce>wśrzód</slowo_obce> (daw. a. gw.) --- wśród.</pe> tego zepsutego
świata zwieść, straciła niewinność, i splamiła się zwystępkiem<pe><slowo_obce>zwystępek</slowo_obce> --- dziś: występek.</pe>. --- <begin id="b1381048421499-1653627154"/><motyw id="m1381048421499-1653627154">Cnota</motyw>Nie bierz mi za złe;
tyć jeszcze jesteś nie zepsutą, --- niewinność
i cnota zdobi cię dotąd, ale któż wie, co by
cię na tym natarczywych pokus pełnym świecie w przyszłość spotkać mogło; --- wszakci
i Aniołowie upadli. Jeżeli wola jest Boga,
umrzyj, moja córko, z nią się zgadzając, do
Nieba jesteś obecnie więcej usposobioną, niżbyś może była w późniejszych latach; bo
obecnie umrzesz niewinna, jak śliczna lilia
godna rajskiego ogrodu; przeniesie cię Bóg
z biednego do szczęśliwego życia!<end id="e1381048421499-1653627154"/>"</akap>


<akap>Potok łez przerwał mowę jego. Po chwili
począł tak mówić: ,,Jescze jednę rzecz powinienem ci wspomieć. Jutka świadczyła
przeciw tobie; przysięgła, iż widziała pierścień w twoich ręku; jej świadectwo będzie
główną przyczyną twej śmierci, jeżeli Bóg
ją na ciebie przypuści. --- Wszakże ty jej darujesz tę krzywdę, którą ci wyrządza? Wszakże ty się na nię gniewać nie będziesz. Pomyśl tylko, że ty w tym smutnym więzieniu, w tych ciężkich kajdanach, zagrożona hańbiącą śmiercią, jesteś przecież szczęśliwszą
niż on w pałacu, ubrana w pyszne szaty,
bo ty masz czyste sumienie i przychylność
Boga; a jej sumienie skalane krzywoprzysięstwem, oczernieniem sławy i zabójstwem.
Wszakże lepiej umrzeć w niewinności; jak
żyć prześladowanym zarzutami sumienia! ---
Odpuść jej, Marychno! jak twój Odkupiciel
odpuścił swym zabójcom. --- Wszakże darujesz jej, i przyjmiesz twoje nieszczęście, jakby nie jej przyczyną, lecz z woli Boga na ciebie
się zwaliło."</akap> 


<akap>Gdy Marianna przyrzekła to ojcu, mówił dalej, kończąc zwłaszcza, iż posłyszał, że się zbliża stróż więzienia: ,,Polecam cię, moje
dziecko, Bogu i Jego opiece! --- Wspomnij,
jak Odkupiciel twój równie złoczyńcy skazany został na hańbiącą śmierć, choć był najniewinniejszym. --- Jeżelibyś mię już ostatni
raz w tym życiu oglądała, bądź pewna, że
się wkrótce w lepszym jak teraźniejsze
życiu zobaczymy; --- bo ja tego czasu długo
nie przeżyję."</akap>


<akap>Dozorca wzywał Jakuba do powrotu; Marianna nie chciała go puścić, usilnie trzymając go u swych objęciach; nareszcie ojciec
lekko spuścił ją na posłanie, a ona padła
bez zmysłów.</akap> 


<akap>Wprowadzono Jakuba przed sędziego:
,,Przed Bogiem wszechmocnym! --- odezwał
się wznosząc prawą rękę w Niebo --- Przed
Bogiem wszystko wiedzącym przysięgam: że
jest niewinną! że moja córka nie jest złodziejką!"</akap>


<akap>,,Ja bym ci to rad wierzył, mój Jakubie!
odparł sędzia --- wszakże nie mogę powodować się twym i twej córki zarzeczeniem,
lecz powinienem sądzić podług świadectw,
które popierają sprawę, i stosować się do
litery prawa!"</akap>





<naglowek_rozdzial>Rozdział VII. Wyrok i jego wykonanie</naglowek_rozdzial>








<akap>Każdy w pałacu i w całym Eichburgu
ciekawym był, jak się sprawa Marianny zakończy. Wszyscy dobrze myślący obawiali
się o jej życie, bo w owych czasach karano
kradzież surowo, a nie jeden utracił życie
za kradzież, której cena ledwie dziesiątą
część wartości pierścionka wynosiła. --- Hrabia szczerze sobie życzył przekonania o niewinności Marianny; czytał pilnie akta tego
śledztwa, ale nic nie mógł na jej stronę mówiącego wyczytać, ile że niepodobno się
zdawało, aby kto inny skradł pierścień. Obie
hrabiny, tak matka, jak i córka, ze łzami
prosiły, aby Marianny nie skazywać na
śmierć. --- Stary Jakub dzień i noc błagał
Boga gorąco, aby wyjawił niewinność córki.
Marianna, ile razy sługa więzienia przychodził pod jej drzwi, sądziła, że przychodzą
ogłosić jej wyrok śmierci. --- Kat tymczasem czyścił z zarośli miejsce, gdzie ścinano
winowajców.</akap>


<akap>Jutka wracając z przechadzki spotkała go
przy tej pracy, a to ubodło do żywa jej serce.
Przerażona trwogą, pobladła, smętna, jak
nieswoja, i każdy widział, że jej coś okrutnie
dokucza. Nie posmakowała nawet wieczerzy, spała bardzo niespokojnie, bo krwią
zlana głowa Marianny prześladowała ją i
niepokoiła i we śnie. Jej złe sumienie nie
dało jej, tak w nocy, jak we dnie, najmniejszego spokoju; wszędzie i zawsze ją niepokoiło. Z tym wszystkim ta niegodziwa
dziewczyna nie dała się tym obudzić ze snu
grzechowego; szło jej tylko o ciało, o doczesność; brakło jej szlachetnej odwagi, żeby
wyznać swój grzech i ocalić niewinną.</akap>


<akap>Sędzia wydał nareszcie dekret: że Marianna z powodu oczywistej i znakomitej
kradzieży, również z powodu uporczywego
przeczenia popełnionego występku, stała się
winną śmierci, lecz przez wzgląd na jej wiek
i zresztą nieposzlakowane życie ma być
oddana na zawsze do domu poprawy. Jej
ojciec, który albo rzeczywiście, albo przez
złe jej wychowanie stał się uczestnikiem kradzieży, ma być na zawsze oddalony z dóbr
hrabi, a ich majątek ma być zabrany na wynagrodzenie, ilekolwiek niedostateczne, popełnionej kradzieży. --- Hrabia ułaskawił ten
wyrok o tyle, że oboje obwinieni wypędzeni
być mają za granicę, co aby uniknąć wrażenia, ma być jak najraniej na drugi dzień
wykonane.</akap>


<akap>Gdy Mariannę z ojcem dnia następująjącego przy zamkowej bramie sługa sądowy
wyprowadzał za wieś, wyszła właśnie z pałacu Jutka; widocznie zadowoloną była tym
skutkiem procesu, bo tej lekkomyślnej, złośliwej dziewczynie zdawało się, iż sprawa
bardzo dobrze zakończoną została. Gdyby
Mariannę ukarano śmiercią, byłaby Jutka potępiała siebie, iż się do tej przez swoje fałszywe świadectwo przyłożyła; ale że ją tylko
ze wsi wygnają, nie zdało się jej być wielkim
nieszczęściem, owszem widziała tu swoję
korzyść, bo nie potrzebowała być w obawie, że ją Marianna kiedyś wyprze ze służby. --- Cieszyła się właśnie z nieszczęścia! ---</akap>


<akap>Hrabianka w czasie śledztwa przeciw
Mariannie, spostrzegłszy ofiarowany sobie
przez nię koszyk, rzekła do Jutki: ,,weźm
mi ten koszyk z oczu, bo mi przypomina
smutne zdarzenie, i nie mogę go widzieć bez
bolesnego uczucia."</akap>


<akap>Julka wzięła koszyk do siebie, a widząc
właśnie prowadzoną Mariannę na wygnanie,
porwała koszyk i rzucając go pod jej nogi
z pogardą rzekła: ,,Oto ci tu twój dar wracają! --- Państwo moje nie chce tego posiadać,
co pochodzi od tak podłej jak ty osoby. ---
Twoja świętność ociemniała już, właśnie jak
zwiędły kwiaty, któreś sobie tak drogo pierścieniem zapłaciła. Myślałaś mię wysadzić
ze służby i sobie miejsce zrobić, a oto kto
pod kim dołki kopie, sam w nie wpada!" ---
Rozrzechotała się pogardliwie i wszedłszy
w podwórze trzasnęła z pogardą drzwiami.</akap>


<akap>W milczeniu podniosła Marianna koszyk,
a w odpowiedzi na złośliwą mowę Jutki,
zalała się łzami, ofiarując Bogu swoje cierpienie. Jakub nie miał nawet kija dla podpory wieku swego, gdy wychodził ze wsi,
Marianna niosła tylko rzucony sobie koszyk.
Z udręczoną smutkiem duszą wychodzili ze
wsi, oglądając się na swój domek, fałszywym sądem im wydarty; aż zniknął z ich
oczu, aż góry zakryły widokowi ich zamek
i kościół parafialny.</akap>


<akap>Gdy Mariannę i jej ojca doprowadził
sługa do granicy hrabstwa, i w głębi lasu
ich opuścił, siadł stary kłopotem i zmartwieniem udręczony na kamieniu mchem obrosłym pod stoletnim dębem. ,,Pójdź no, dziecię moje --- mówił do Marianny, złożył jej
ręce i ze swymi wzniósł ku Niebu --- przede wszystkim podziękujmy Panu Bogu za to,
iż nas zwolnił z więzienia, a pozwala widzieć sklepienia nieba i oddychać świeżym
powietrzem; --- że nam życie ocalił, i ciebie
mi ocalić raczył."</akap>


<akap>Klęki, wzniósł oczy swe w Niebo i tak
się głosem modlił: ,,Kochany Ojcze niebieski! Ty jedyna pociecho dzieci Twoich na
ziemi! --- Ty dzielny opiekunie uciemiężonych! --- przyjm nasze wspólne dzięki za łaskawe
wyzwolenie nas z więzów, więzienia i śmierci! --- przyjm nasze dziękczynienie za te wszystkie dobrodziejstwa, którymiś nas udarował
na tej ziemi! Bo jakżebyśmy mogli opuścić
nasz dotychczasowy pobyt, nie wspomniawszy
na Ciebie, naszego dobroczyńcę! --- Oto, zanim
wstąpimy na obcą ziemię; prosimy Cię pokornie, spojrzyj na nieszczęśliwego ojca i
biedne jego dziecię, i weźm nas w swoję
wszechwładną opiekę! --- Bądź naszym towarzyszem i wodzem w tej przykrej podróży,
którą rozpoczynamy! --- Poprowadź nas do
dobrych ludzi, skłoń ich serca ku litości,
niech znajdziem kąciczek na tej ziemi, gdzie byśmy wiernie Ci służyć i z nadzieją zbawienia umrzeć mogli. Wszak widzisz, że
ze wszystkich zasobów utrzymania życia jesteśmy ogołoceni, i wychodzim między ludzi
całkiem nam obcych; na Ciebie, dobry ojcze,
tylko spuszczamy<pe><slowo_obce>spuszczać się</slowo_obce> (daw.) --- ufać komuś, polegać na kimś.</pe> się, od Ciebie błagamy
pomocy, w tej pewności, iż jej nam nie odmówisz!"</akap>


<akap>Ta prosta, ale modlitwa, którą serce przejęte wiarą, ufnością i miłością Boga podsunęło, którą wymówił ojczec, a córka myślą
powtórzyła, pewnie była Bogu przyjemna,
bo po jej skończeniu uczuli w sercach swych
pociechę i otuchę, że im będzie dobrze.</akap>




<naglowek_rozdzial>Rozdział VIII. Przyjaciel w potrzebie</naglowek_rozdzial>








<akap>Nim nasi wygnańcy ruszyli z miejsca, przyszedł do nich strzelec, z którym razem Jakub
służył u hrabi i towarzyszyli obaj panu swemu, gdy był na wojażu. Jeszcze przed wschodem słońca wyszedł na czaty i tu spotkał
ojca i córkę.</akap>


<akap>,,Poszczęść wam Boże! --- Słyszałem wasz
głos i oto nie pomyliłem się, że was tu znajdę. --- Płakać się chce, że was tak na wasze
stare lata wypędzają! --- Tak to niewdzięcznie
płacą nasze usługi; a nie wiem, co by boleśnlejsze było, jak być przymuszonym opuścić
swoją siedzibę, gdzie się spocząć od prac
na starość słusznie spodziewało!"</akap>


<akap>,,A cóż robić! --- Trzeba sobie myśleć: że
cała ziemia jest własnością Boga, wszędzie
panuje Jego ojcowska miłość; a naszą ojczyzną jest Niebo, ziemia zaś jest pielgrzymką
tylko, na której nie ma stałego pobytu!"</akap>


<akap>,,Mój Boże! Ale was też wydalono widzę
bez wszystkiego, jak stoicie, nie macie nawet
potrzebnych sukien na podróż!"</akap>


<akap>,,Ten, co kwiaty tak pięknie przyodziewa,
i nam da potrzebne suknie."</akap>


<akap>,,Pewnie i w pieniądze nie jesteście zaopatrzeni."</akap>


<akap>,,Ale mamy czyste sumienie, a to więcej
popłaca, jak gdyby ten kamień, na którym
siedzę, był szczerym zlotem i moją własnością."</akap>


<akap>,,Jestci te prawda, ale powiedzcie szczerze, pewnie wy ani grosza nie macie w
kieszeni."</akap>


<akap><begin id="b1381052182938-1261610753"/><motyw id="m1381052182938-1261610753">Praca, Bogactwo</motyw>,,Oto ten koszyczek, co u nóg moich stoi,
jest całym moim majątkiem. Ileż go też cenicie?" ---</akap>


<akap>,,Mój Boże! może złoty, --- może talara
jest wart; ale cóż to znaczy na wasze potrzeby?"</akap>


<akap>,,No, tocieśmy dosyć bogaci! odrzekł
z uśmiechem Jakub. A jeżli podoba się Bogu
użyczyć zdrowia, to będzie przy boskim
błogosławieństwie z czego żyć. --- Że sto na
rok zrobię takich koszyczków, a sto talarami używimy się! --- Mój ojciec, który był
koszykarzem, radził przy ogrodnictwie nauczyć się koszykarstwa, aby i w zimie, gdy
tamtym trudnić się nie można, mieć sposób
utrzymania życia. Ot jak się jego rada przydała! Wielbić go jeszcze po śmierci za jego
mądrą radę powinienem. Gdyby mi zostawił
był kapitał złożony z trzech tysięcy złotych,
jeszcze by ten nie wydał mi sto talarów, które
robieniem koszyków otrzymać mogę. Zdrowa
dusza w zdrowym ciele i uczciwe rzemiosło
jest najwyborniejszym wyposażeniem człowieka; najpewniejsze bogactwo na świecie."<end id="e1381052182938-1261610753"/></akap>


<akap>,,Dzięki Bogu, że tak umiecie sądzić ---
a muszę przyznać, że rozumnie sądzicie. Obok
robienia koszyków, sztuka ogrodnicza niemało przyłożyć się może do waszej swobody. Prawda! prawda! że człowiek zdrowy
i tak jak wy uzdatniony nie powinien rozpaczać co do swego utrzymania! --- Ale gdzież
teraz myślicie się udać?"</akap>


<akap>,,O, daleko! --- Do tamtąd, gdzie nas nikt
nie zna! --- Gdzie nas Bóg poprowadzi!" ---</akap>


<akap>,,Jakubie! widzę, że nawet kija nie macie dla
wspierania się w podróży, weźmcie oto ten sękacz, który wziąłem z domu, aby się na nim
wspierać pod oną przykrą górę; --- a tu oto w
tym woruszku macie parę groszy na drogę;
wczoraj wieczorem dano mi one za drzewo, w
przyległej wiosce, gdzie nocowałem."</akap>


<akap>,,Kij przyjmuję od was, jako upominek od
poczciwego kolegi mego; ale pieniędzy przyjąć nie mogę. Że to płaca za drzewo, więc
należy do pana, tym rozporządzać nie możecie."</akap>


<akap>Poczciwi Jakubie! toć nie sądźcie, żebym
wam cudze dawał pieniądze! --- Hrabia, co mu
należało, już dawno odebrał. Tak się rzecz
ma: przed kilku laty padła pewnemu człowiekowi krówka, zubożał i nie mógł zapłacić
potrzebnego na zimę drzewa, otóż ja wyłożyłem za niego i panu zapłaciłem. Ja o tym
zupełnie zapomniałem, aż on gdy się ma teraz
lepiej, wczoraj dług mi odpłacił. Widzicie,
że to te pieniądze właśnie dla was Bóg mi
w ręce wetchnął."</akap>


<akap>,,A gdy tak, to niech wam Bóg za to
w czym innym odpłaci! --- Widzisz, Marychno,
rzeki ojciec do córki --- jak to łaskawie Bóg
błogosławi początki naszego tułactwa! --- Zanim przekroczyliśmy granicę naszej dotychczasowej siedziby, zanim rozpoczęliśmy naszą karę, posyła nam starego przyjaciela,
żeby podał podporę dla moich starych kości
i pieniądze na potrzebny posiłek ciała. Jeszcześmy się nie oddalili od tego kamienia, a
On pokazuje widocznie, że wysłuchał modlitwę naszą. Przeto nie rozpaczaj, ani się
smęć, Bóg będzie i dalej miał o nas staranie!"</akap>


<akap>Stary strzelec żegnał się w łzach ze
swoim dawnym kolegą: ,,Bądź zdrów, poczciwy Jakubie! Bądź zdrowa, dobra Marychno! --- Ja was zawsze uważałem jak poczciwych ludzi, i teraz jeszcze jak takich poważam; co tam o was te odsądniki powiadają, to mię nie zachwiewa w mym zdaniu.
Ja myślę, że i na was się ziści, że poczciwość trwa najdłużej. Tak jest, kto czyni
dobrze i Bogu ufa, tego też Bóg nie opuści --- Niech was Bóg prowadzi!" Wzruszony
odwrócił się i szedł ku Eichburgowi. Jakub powstał, wziął córkę za rękę i szedł
dalej w świat, drogą przez bór. ---</akap>




<naglowek_rozdzial>Rozdział IX. Pielgrzymka Jakuba i Marianny</naglowek_rozdzial>









<akap>Jakub i Marianna coraz dalej biegli w świat;
uszli już około dwudziestu mil, a jeszcze
żadnego stałego pobytu nie wynaleźli dla
siebie. Lubo bardzo oszczędnie żyli, przecież te kilka złotych, które im ofiarował strzelec dworski, wydali i gdy już ani grosza
nie mieli, wypadało żebrać u serc miłosiernych o wsparcie. Z wielką trudnością przyszło im tą drogą zapewniać sobie wyżywienie, bo tego w życiu swym nie czynili, a
wstyd naturalny trudno było przełamać; konieczność wreszcie znagliła ich do tego. ---
Zdarzyło się często, że żebrzącym, zamiast
wsparcia, dano złe słowo; albo suchy zapleśniały kawałek chleba. Czasem dostali
i ciepłej strawy, lub kawałek mięsa, ale trzeba
było wprzód przypatrywać się, jak skąpa gospodyni sama do zbytku syta, nie wiedząca,
co to bieda, wybierała najmniejszy i najgorszy kąsek. Zdarzyło się, że cały dzień
nic ciepłego nie dostawszy, noc gdzie w pustej
stodole przenocować musieli. ---</akap>


<akap>Pewnego dnia, gdy droga naszych pielgrzymów prowadziła przez bory i przykre
góry, a znaczny już czas nie można było
znaleźć ludzkiego pomieszkania, stary Jakub
osłabł bardzo; nie chcąc dać poznać córce,
że do dalszej podróży sił mu nie dostarcza,
przezwyciężał się, aż wreszcie upadł na ziemię, wynędzniony, oddychać właśnie niezdolny. Marianna przerażona tą przygodą, na
próżno szukała wody do otrzeźwienia jego,
bo żadnej w bliskości nie było; na próżno
wołała o ratunek, bo jej głos o drzewa odbity, echo tylko powtarzało, w okolicy nikt
nie mieszkał. W tak krytycznym położeniu, sama na siłach osłabiona, wdrapała się
na bliską górę, aby stamtąd dostrzec może
jakie ludzkie pomieszkanie. I w rzeczy samej, z drugiej strony góry w nizinie spostrzegła chałupę wśrzód<pe><slowo_obce>wśrzód</slowo_obce> (daw. a. gw.) --- wśród.</pe> pola okrytego dojrzewającymi zbożami, samotnie położoną.
Spiesznie biegła z góry ku onemu pomieszkaniu i stanęła zadyszona, z łzami prosząc aby
w smutnym położeniu pomoc jej dano. ---
Gospodarze oboje w wieku podeszli, byli
dobrzy i litościwi ludzie, przeto usilne prośby
Marianny łatwo ich przychylność zjednały.
Gburka<pe><slowo_obce>gburka</slowo_obce> --- tu: chłopka, gospodyni.</pe> rzekła do męża: ,,Zaprząż konia do
wózka, trzeba tego chorego w nasz dom sprowadzić." Co gdy mąż wykonywał, ona
wzięła parę pierzyn, włożyła we worek, żeby
choremu wygodną uczynić jazdę; nalała wody
w krokiewkę i octu w butelkę, aby go pokrzepić. Że Marianna posłyszała, że, aby
dostać się wozem do miejsca, gdzie jej ojciec
pozostał, trzeba blisko godziny wkoło góry
objeżdżać, więc gdy gbur jechał, ona z wodą
i octem szła wprost, aby spieszniej przybyć z pomocą.</akap>


<akap>Gdy wróciła do ojca, zastała go siedzącego pod sosną, już trochę przyszedł do
siebie, cieszył się niezmiernie, że zobaczył
córkę, za którą już tęsknił, nie wiedząc, gdzie
się podziała. Nadjechał tymczasem i gospodarz z wózkiem, na który pomógł wsiąść
Jakubowi, i zawiózł go do swego domu. Miał
tu ten dobry człowiek próżną komórkę z
kominkiem, tam żona jego usłała dla Jakuba
łoże i umieściła z córką, która aby być zawsze na usługi chorego, za miło przyjęła
spoczynek na ławce. ---</akap>


<akap>Choroba Jakuba pochodziła z osłabienia,
przez zmartwienia, liche pożywienie i inne
niewygody podróży, spowodowanego; uważali to ci litościwi ludzie, i wnosili słusznie,
że odpoczynek i pokrzepiający posiłek potrafi wrócić siły i zdrowie choremu, a przeto
nic nie żałowali z tego co dom miał, aby
tylko nieszczęśliwego pokrzepić. Mleko, masło, jaja, stało to wszystko do użycia jego
wolne. Gosposia nie żałowała dla słabego
nawet kokoszy na rosół; a gospodarz mawiał żartobliwie, przyniósłszy tu i owdzie
gołąbka: ,,Ja ci się, moja żono, nie dam wyścignąć w twej dobroczynności; ochroń twoję
zagrodę, a ugotuj z mojej dla tego poczciwego, a nieszczęśliwego człowieka."</akap>


<akap>Jest to w Niemczech zwyczajem, że w
rocznicę poświecenia kościoła, po nabożeństwie, schodzą się społem zuajomi i przyjaciele, aby się zabawić i użyć rozrywki po
pracach, na takie rzeczy wyda się kilka groszy.
Gospodarze nasi nie zwykli byli wyłączać
się od powszechnego obyczaju, tą razą<pe><slowo_obce>tą razą</slowo_obce> --- dziś popr.: tym razem.</pe> przecież mówili sobie, zostaniemy w domu, oszczędzim parę złotych, a za te kupimy choremu
dobrego wina, żeby prędzej do sił przyszedł.
Tak też i uczynili, a Marianna, gdy jej oddała butelkę z winem, aby tu i owdzie posiliła kieliszkiem, ze łzami rozczulenia dziękowala mówiąc: ,,Mój Boże, wszędzie znajdziesz poczciwych sług Twoich, okolice szorstkie mają ludzi ludzkości pełnych!"</akap>


<akap>Marianna była nieodstępną przy łożu ojcowskim, ale przecież nie próżnowała; umiała dobrze szyć i dziać; działa i szyła przeto
dla swej litościwej gospodyni, a to z wielką
pilnością. Gospodyni lubiła ją bardzo z jej pracowitości i uczciwego zachowania się.
Jakubowi posłużyło dobrze pielęgnowanie,
że wnet przyszedł do sił i zdolnym był łóżko
opuścić. Że przywykł do pracowitości,
a nieczynność była mu nieznośna, więc skoro
poczuł się być krzepciejszym<pe><slowo_obce>krzepciejszy</slowo_obce> --- bardziej krzepki, silniejszy.</pe>, wziął się do
plecenia koszyków. Marianna przyniosła z
lasa błekicia i leszczyny, a ojciec począł
splatać ręczny koszyk dla swej ludzkiej gosposi z wdzięczności za dany mu przytułek
i wygodę w jego nieszczęściu. Trafił jej
zupełnie w gust; ale bo też to był koszyk
i trwały, i piękny; na pokryciu czerwonymi
witkami wyrobił pierwsze litery jej imienia
i nazwiska, a na bokach zielonymi i brunatnymi wyrobił dom, i dwie jodły, jako
wyraz ich posiadła i jego nazwy: <wyroznienie>Jodlina</wyroznienie>.
Gdy Jakub zupełnie wyzdrowiał rzekł, do
swych dobroczyńców: ,,Długośmy wam byli
ciężarem; czas jest udać się dalej, podziękowawszy wam najserdeczniej za waszę gościnność."</akap>


<akap>,,A cóż to sobie, mój dobry Jakubie, myślicie! --- odrzekł gospodarz. --- Czemuż to nas
opuścić chcecie; przecież ja nie sądzę, żeby
wam tu źle było, przynajmiej ani ja, ani
moja, nie chcieliśmy wam dać powodu do
opuszczenia nas. --- Poznałem was jak człowieka rozsądnego, ale ta wasza myśl opuszczenia nas nie podoba mi się!"</akap>


<akap>Żona jego, której na to oświadczenie Jakuba miękko się zrobiło, ocierając łzy fartuchem dodała: ,,Zostańcie u nas! Toć to
już późna pora roku, liść z drzew opada,
zima za pasem, nie czas to do podróży.
Chybać że chcecie znów nabawić się choroby i może gdzie zamrzeć, boć i nie dzisiejsi jesteście na szarapaty, włóczęgi." ---</akap>


<akap>,,Mnieć tu z waszej łaski jest bardzo dobrze, nic też nie ma takiego, co by mię w
świat ciągnęło; ale ja bym nikomu nie chciał
być ciężarem."</akap>


<akap>,,Cóż tam o ciężarze mówicie, odrzekł
gospodarz, --- o to niech was głowa nie boli! ---
W tej małej izdebce nic zawadzacie nam; a
czego do życia potrzebujecie, to sobie sami
zarobicie."</akap>


<akap>,,Bo i prawda, --- dodała gospodyni, ---
to, co wy oboje spotrzebujecie, sama Marianna dzianiem i szyciem zarobi; a jeśli jeszcze
wy, Jakubie, zatrudniać się będziecie wyplataniem koszyków, to wam bieda w niczym
nie dokuczy. Ostatnią razą, gdym stała w
kumotry<pe><slowo_obce>gdym stała w
kumotry młynarce</slowo_obce> --- kiedy uczestniczyłam w chrzcinach dziecka młynarzowej.</pe> młynarce, wzięłam z sobą waszej
roboty koszyk; wszystkie gburki podziwiały
takowy, i wszystkie życzą sobie takie posiadać. Róbcie, a będziecie mieli dosyć odbytu<pe><slowo_obce>odbyt</slowo_obce> --- tu: zbyt, popyt.</pe> i zarobku.</akap>


<akap>Taką uprzejmością swoich gospodarzy
skłoniony, Jakub został i z córką na miejscu, z wzajemnym zadowoleniem.</akap>





<naglowek_rozdzial>Rozdział X. Jakuba i Marianny szczęśliwe dni w Jodlinie</naglowek_rozdzial>








 <akap>Jakub i Marianna, mając na dłużej zostać,
urządzili swoję komórkę podług życzenia własnego; postarali się o potrzebne sprzęty, i tymi tak izbę, jak i kuchnię zaopatrzyli. Marianna czuła się być szczęśliwą stąd, że może
znowu, jak kiedyś, we własnej kuchni podług gustu ojca warzyć jedzenie. --- Żyli znowu pomyślnie, a gdy stary wyplatał koszyki,
Marianna zaś szyła, rozmawiali sobie w zaufaniu. Niejeden wieczór zimowy przepędzili w izbie gospodarstwa, gdzie wszystkim
zgromadzonym opowiadał Jakub ciekawe i nauczające przygody życia, a tak i przykrości zimowe przemijały im swobodnie.</akap>


<akap>Przy domu leżał znaczny kawał ogrodu,
nie ze wszystkim korzystnie użyty, --- po
części dlatego, że gospodarze zajmowali się
istotniej polową robotą, po części, że nie
umieli lepiej tego ogrodu użyć. Jakub za
ich zezwoleniem postanowił ten ogród przerobić na sad; już na jesieni poczynił potrzebne do tego przygotowania, a jak skoro śnieg
stopiły promienie wiosennego słońca, pracował on i z córką, aż w późny wieczór
około tej przemiany. Podzielili ogród na
rozmaite oddziały, dla rozlicznych ogrodowizn; wyprowadzili ścieżki, wysypali je piaskiem, osadziwszy ich brzegi kwiatami, porozrzucawszy tu i owdzie owocowe drzewa.
Gdy ojciec z pobliskiego miasteczka przyniósł nasion ogrodowych, nie zapomniał też
zadowolić próśb Marianny, przyniósłszy
razem krzaki róż, cebulki lilii, --- flanców i
nasion rozmaitych kwiatów. To wszystko
wiernie pielęgnowane, rosło ślicznie, że wkrótce sadek ten szczycił całą okolicę; nawet stare drzewa pod ręką doświadczonego
ogrodnika odmłodniały i niosły obfity owoc,
na pociechę i korzyść właścicieli.</akap>


<akap>W tak miłym sobie zatrudnieniu wrócił
Jakubowi dawny wesoły humor; swoim zwyczajem czynił dowcipne<pe><slowo_obce>dowcipny</slowo_obce> (tu daw.) --- rozumny, mądry, inteligentny.</pe> uwagi nad roślinami
i kwiatami.</akap>


<akap>Marianna w pierwszych dniach wiosny,
szukała pod cierniowymi ogrodzeniami fiołków, ażeby jak zwykle oddać ojcu swemu
bukiet; znalazła, wybrała najśliczniejsze, uwiła bukiet i oddała ojcu. --- ,,Otóż widzisz, ---
odrzekł, odebrawszy kwiatki, --- kto szuka,
ten znajdzie. Warto to uwagi, moja Marychno, iż te kwiateczki zwykły rość<pe><slowo_obce>rość</slowo_obce> --- dziś: rosnąć.</pe> pod
cierniem, ta okoliczność nie jest bez nauki.
Któż by to sądził, żebyśmy w tych ciemnych
borach, pod tym starym, mchem pokrytym
dachem, tyle zadowolenia i swobody znaleźli? --- O wierz mi! nie maż<pe><slowo_obce>nie maż</slowo_obce> (daw.) --- nie ma (z dodaną partykułą wzmacniającą <wyroznienie>ż</wyroznienie>, <wyroznienie>że</wyroznienie>).</pe> tak cierpkiego
położenia na świecie, żeby w nim nie natrafiło się na jakie przymilenia. Pozostań,
moje dziecię, statecznie dobrą i pobożną, a
nigdy, choćby ci też jeszcze tak źle iść
miało jak niegdyś, nie będziesz bez wewnętrznej pociechy.</akap>


<akap>Jakaś mieszczka przyjechała do Jodliny,
ażeby od gburki nakupić lnu; przywiozła z
sobą swego małego syna. W czasie gdy
len oglądano, wybierano i o cenę tegoż układano się, wbiegł malec otwartymi przypadkiem drzwiami do sadu i nuż zrywać oburącz z najbliższego krzaczka różę, niebaczny
ukłuwszy się porządnie, począł wrzaskliwie
płakać. Na jego krzyk wpadła do sadu matka, gburka, Jakub i Marianna; --- chłopiec
stoi z zakrwawionymi rękoma, beczy i złożyczy<pe><slowo_obce>złożyczyć</slowo_obce> --- dziś raczej: złożeczyć, tj. przeklinać kogoś, krzyczeć na kogoś.</pe> złudnym kwiatom, które na pozór piękne, tają przy sobie szkaradne kolce! ---</akap> 


<akap><begin id="b1381056789422-2798589851"/><motyw id="m1381056789422-2798589851">Pokusa, Kwiaty, Dziecko</motyw>,,Nie dziwić się dziecku! I my bywamy
często starymi dziećmi! Każda uciecha ma
swoje kolce jak róża, a my oburącz chwytamy się uciech, nie patrząc na ich kolce.
Oto ten tańcem, oto pijaństwem, tamten szulerstwem lub czym gorszym rujnuje się do
szczętu. A gdy skutki bolesne wynikną z
uciech, płacze i narzeka, podobnie temu malcowi. Niechże nas piękne różę nie łudzą,
mają one swe kolec! --- Dał nam Bóg rozum,
żeby nim pomierzać nasze postępowanie,
a nie lecieć ślepo za namiętnością!"<end id="e1381056789422-2798589851"/></akap>


<akap>Pewnego ślicznego poranku w niedzielę,
po kilku dniach dżdżystych weszła Marianna
do sadu z ojcem, i znalazła pierwszę lilię
rozwiniętą; a jej białość w promieniach
wschodzącego słońca cudnie połyskiwała. ---
Współmieszkańcy nie znali tego nadobnego
kwiatu, i na opis jego piękności oświadczyli
życzenie widzenia onegoż, przeto gdy się
pora nadarzyła zadowolenia ich życzeń,
zawezwała ich Marianna do ogrodu. Ciekawi wszyscy zeszli się i podziwiali nadobny kwiat.</akap>


<akap>Gburka mówiła: ,,Jaka to świętna białość tego kwiatka, --- jaka czysta i bez najmiejszej plamki." ---</akap>


<akap>,,Tak jest, odrzekł Jakub, o, dałby to
Bóg! żeby tak umysł człowieka był czysty
i nieskalany! --- Bóg i jego Aniołowie cieszyliby się z tego, bo ludzie czystego serca
Boga oglądać będą, powiedział Pan Jezus!" ---</akap>


<akap>,,Jak to ten kwiat prosto, bez wszelkiego
pochylenia się ku ziemi, wznosi się ku Niebu!" dodał gbur.</akap>


<akap>,,Właśnie jak gdyby palcem wskazywał
nam Niebo, dodał Jakub. --- Życzyłbym, żeby
lilię każdy miał przy swoim domu. My, ludzie
wiejscy, grzebiemy z powołania naszego największą część roku w ziemi, a dlatego zapominamy łatwo o niebie; jakby to było korzystnie, żeby ten kwiat wpadając nam pod
oko, przestrzegał nas, że przy naszych ziemskich zatrudnieniach i pracach w górę nasz
umysł wznosić, a coś lepszego i trwalszego,
jak nam ziemia dać może, szukać powinniśmy. --- Wszystkie rośliny, nawet najdelikatniejsza trawka pnie się do góry, a co jest
z siebie słabe, żeby siłą własną wznosiło
się w górę, to używa silniejszych sąsiadów
jak podpory, a przecież dąży ku niebu. Tak
czyni oto ten chmiel, tak owe szable<pe><slowo_obce>szable</slowo_obce> --- być może: tyczki, podpierające chmiel.</pe>, co je
potyczyliście. --- Źle by to było, żeby tylko
człowiek, to na obraz boży uczynione stworzenie, dało się powstydzać roślinom; żeby
jego myśli, życzenia i nadzieje tylko po ziemi
zawsze się czołgać miały."</akap>


<akap><begin id="b1381057390030-597158667"/><motyw id="m1381057390030-597158667">Ogród, Kondycja ludzka</motyw>Gdy raz Jakub na świeżej roli sadził
rośliny, a Marianna pełła na zagonach, odezwał się do niej ojciec: ,,Te dwa zatrudnienia, sadzenie i pielenie, powinny, moja córko, być zatrudnieniami całego naszego życia.
Nasze serce jest także ogrodem, który nam
Bóg powierzył. Trzeba nam być starannymi, ażeby coraz co dobrego tam wsadzić,
a wypuszczające chwasty wyrywać, jenaczej<pe><slowo_obce>jenaczej</slowo_obce> --- dziś popr.: inaczej.</pe>
ten ogródek zdziczeje. Ale kto te zatrudnienia należycie wykona i prosi Boga, od którego wszelki wzrost pochodzi, o jego błogosławieństwo, ten w duszy swej zbuduje
sobie najśliczniejszy ogródek, --- istotny raj
na ziemi."<end id="e1381057390030-597158667"/></akap>


<akap>Tak to przy pracy ziemskiej krasili sobie
życie pięknymi i budującymi ducha uwagami.
Nie znali nudnych chwil, ani owej zwykłej
przy trudnych pracach niecierpliwości. Przez
trzy lata swobody zapomnieli o dawnym swoim nieszczęściu; lecz gdy jesień rozpoczęła
czwarty rok ich pobytu w Jodlinie, gdy
drzewa traciły liść, zimno poczęło stopniowo
wzmagać się, rośliny w ogródku udały się
na zimowy spoczynek i nie potrzebowały
ludzkiej pomocy, począł i Jakub opadać na
siłach ciała i umysłu. Starał się w prawdzie ukrywać przed córką swe położenie,
ale troskliwa córka, która na ojca przywykła wielką dawać baczność, zrozumiała jego
odmianę, choćby tylko z tych uwag, które
on nad każdym umiał dawać przedmiotem.
Kiedy te dawniej zwykle bywały jędrne i
czasem wesołe, teraz nabierały coraz większej posępności; co ją niemało obchodziło. ---</akap>


<akap>Już w jesieni znalazła jeszcze Marianna rozkwitłą różę, która się za swymi
towarzyszkami spóźniła, gdy ją zrywała,
opadły listeczki i leżały rozsypane na ziemi.
,,Otóż to obraz człowieka! mówił przytomny<pe><slowo_obce>przytomny</slowo_obce> --- tu: obecny przy tym, będący na miejscu; świadek.</pe>
ojciec. --- W młodości możemy się przyrównać
do świeżej rozwiniętej róży; ale z czasem
więdniemy jak ona; krótki czas bawiemy oczy
ludzkie, a potem opadamy i gnijemy jak
ona. Nie bądź, moje dziecko, dumną z piękności i zgrabności twego ciała, bo to wszystko przemija i niszczeje; bądź nierównie
staranniejszą o piękność ducha, o cnotę, bo
ta ozdoba nie więdnieje<pe><slowo_obce>więdnieje</slowo_obce> --- dziś popr. forma: więdnie.</pe>, nie niknie nigdy!"
Zbierał pod wieczór stojąc na drabinie Jakub z drzewa jabłka i podawał je Mariannie, która składała je ostrożnie w koszyk;
a że nie zwykł był żadnej opuszczać okoliczności, żeby coś nauczającego nie powiedzieć, więc i tu rzekł do córki: ,,Jak to jesienny wiatr okropnie po rżysku przewiewa
i igra ze zżółkłymi liśćmi, jako i z mymi
zsiwiałymi włosami! --- Tak to, Marychno, moja jesień już się znalazła --- i twoja też kiedyś nadejdzie! --- Starajże się w twoim życiu, abyś jak ta jabłoń obfitowała w owoce,
a Pan cieszył się z onego!"</akap>


<akap>Gdy Marianna rzucała w ziemię siew,
nadmienił ojciec: ,,Tak to i nas kiedyś, moja
córko, włożą w ziemię; ale nie troszczmy
się; jak te nasionka po niejakim przeciągu
czasu, puszczą kiełki, ożyją i kwiat wydadzą, tak i my kiedyś ożyjemy i powstaniemy
z ziemi. Pamiętaj o tym, córko, gdy mię
kiedyś pogrzebią. Kwiat, który pewnie na
moim posadzisz grobie, niech ci zwiastuje
obraz zmartwychwstania i nieśmiertelności."</akap>


<akap>Marianna spojrzała na ojca, a dwie krople łez stanęły w jej oczach; --- przeczucie
śmierci ojca przeraziło ją.</akap>




<naglowek_rozdzial>Rozdział XI. Choroba Jakuba</naglowek_rozdzial>








<akap>Na początku zimy, która bardzo ostro rozpoczęła i wielkim okryła pola śniegiem, zachorował Jakub. --- Marianna prosiła go, aby
pozwolił z pobliskiego miasteczka powołać
lekarza, a gospodarz pojechał po niego sankami. --- Lekarz, przyjechawszy i wyrozumiawszy chorobę, przepisał lekarstwo, a Marianna wyszedłszy za nim z izby, zapytała,
co by myślał o stanie choroby?</akap>


<akap>,,Tymczasem, odrzekł jej, nie ma żadnego
niebezpieczeństwa; ale że choroba może
przejść w suchoty, a te w wieku chorego
nie mogą dać nadziei życia, jest wielkie
podobieństwo." ---</akap>


<akap>Ta nowina przeraziła Mariannę, poczęła
rzewnie płakać; wszakże usiłowała uspokoić się i przybrać spokojną powierzchowność, ażeby wróciwszy nie zasmucić ojca.</akap>


<akap>Opatrywała chorego ojca z najwytworniejszą starannością; czegokolwiek tylko
zażądał, tego mu dostarczyła, życzenia nawet jego uprzedzała. Czuwała przy nim
całe noce, a gdy ją, chroniąc od choroby z
niewczasu wyniknąć mogącej, zastępowano,
kładła się zwykle na blisko łóżka stojącą
ławę, aby nie zasnąć za bardzo; a skoro
chory kaszlnął lub poruszył się, wstajała<pe><slowo_obce>wstajała</slowo_obce> --- dziś popr. forma: wstawała.</pe>
cichutko, aby się przekonać, czy czego nie
żąda. --- Sporządzała mu pokrzepiające posiłki; poprawiała mu poduszki; czytywała
mu, aby go rozerwać; a jak skoro zasnął,
klękała i modliła się serdecznie do Boga o
jego zdrowie. --- ,,O Boże! spraw łaskawie,
aby ozdrowiał mój kochany ojciec! --- Zachowaj mi go aby jeszcze na parę lat!" ---</akap>


<akap>Pilną swą pracowitością, --- że siadała
czasami do północka zatrudniona szyciem i
dzianiem, --- zebrała sobie kilka groszy; tych
nie szczędziła, aby ojcu przynieść jakie ulżenie.</akap>


<akap>Pobożny starzec, któremu choć się wprawdzie polepszyło, przecież był pewnym,
że to jego ostatnia choroba, mimo to był
spokojnym i na śmierć gotowym, przeto mówił o końcu życia swego z zupełnym zdaniem się na wolę Boga, i właśnie z wesołością.</akap>


<akap>Dla Marianny były takie mowy nieznośnie bolesne, ze łzami mawiała: ,,O, nie mów
o tym drogi ojcze! --- O tym trudno mi jest
nawet wspomnieć, bo cóż bym ja sobie bez
ciebie poczęła? --- Ach! natenczas nikogo bym na świecie nie miała, komu by zaufać
można!" ---</akap>


<akap>,,Nie płacz, moje dziecię! --- odpowiadał
podając jej drżącą rękę starzec. Nie płacz!
a wszakci masz dobrego Ojca w Niebie.
Wszakci On pozostanie, choć utracisz twego ojca na ziemi. --- Jak się ty, gdy mnie
nie będzie, utrzymasz i używisz na świecie,
o to ja się bynajmniej nie troszczę. --- Ptaki
niebieskie znajdują dla siebie żywność, a
ty byś miała żyć w niedostatku? --- Biedne
wróble żywi opatrzność, a czemuż by ciebie
nie miała wyżywić? --- Toć człowiek niewiele
potrzebuje do swego utrzymania, a i potrzeby jego są zakreślone niedługim przeciągiem czasu! --- Co mnie niespokoi, to jest
to, żebyś ty w tej pobożności i poczciwości, jaką się obecnie odznaczasz, statecznie
wytrwała! --- Ach moja córko! ty jeszcze nie
wiesz, jak złym i zepsutym jest ten świat,
jak ludzie są złymi. Z żalem mówić ci muszę, że są tacy ludzie, u których to niczym
będzie ciebie, biedną dziewczynę, odrzeć z
niewinności, sławy i spokojności serca ---
a tak uczynić cię nieszczęśliwą na całe życie. --- Jeżeli im mówić będziesz o bojaźni
Boga, sumieniu, przykazaniach bożych, piekle, na ten czas nazwą cię dziecinną, to jest
głupią. Unikaj takich ludzi, jakby to wcielone diabły były! --- Gdy ci będą pochlebiać:
nazwą cię piękną, zgrabną, i wokoło ciebie, jak motyle około kwiatów uwijać się
będą, nie wierz im! Oni cię chcą zdradzić! ---
Nie odbieraj od nich żadnych ofiar, bo przez
to zaprzedałabyś się onym! --- Nie ufaj ich
przyrzeczeniom, ani nawet przysięgom, bo
to wszystko kłamstwa! --- Wszakci wiesz, że
pod skórką owczą może być drapieżny wilk ---
a to jest ich właściwy obraz!" ---</akap>


<akap>,,Dał ci Bóg, jako Anioła stróża, świętą
wstydliwość: jeżeli po tobie wymagają coś
takiego, co się sprzeciwia czystości obyczajów, albo choć jeno wymówi jakie nieuczciwe,
niewinność obrażające słowo, natenczas
rumianość pokrywa twarz twoję; --- to jest
przestroga tego stróża niewinności; uważaj na nię, jako na głos samego Boga! ---
Nie pogardzaj tym prawym twoim przyjacielem, bo dopokąd on ci towarzyszyć będzie, wolną będziesz od zdrady. --- Ale jak
skoro aby raz w najmniejszym skłonisz się
na stronę przeciwną, już będziesz w niebezpieczeństwie zguby!" ---</akap>


<akap><begin id="b1381059090576-1664569858"/><motyw id="m1381059090576-1664569858">Wychowanie, Dziewictwo, Pobożność, Wstyd, Ojciec, Córka</motyw>,,O Marianno! i w twoim własnym sercu
obudzi się głos nieprzyjaciela. Przyjdą czasy, gdzie poczujesz w sobie skłonność do
złego, i chętna będziesz wmówić w siebie,
że to pragnieuie nie jest tak złe; może
nawet niewinne. Ale przestrzegam cię i
proszę, zapisz słowa umierającego ojca głęboko w sercu twoim! Nie mów, ani czyń
nic takiego, za co byś się w mojej przytomności wstydzić musiała. --- Moje oczy wnet się
na zawsze zamkną, niedługo już będę ci
mógł być stróżem; ale wiedz, że Ojciec twój
niebieski zawsze ci jest przytomny, i widzi
myśli twoje. --- Wiem, iżbyś w przytomności mojej nic takiego nie popełniła, za co byś się wstydzić musiała; daleko bardziej
bój się i wstydź Ojca niebieskiego!" ---</akap>


<akap>,,Spojrzyj na mię, Marianno, a jeśli kiedy
napadać cię będą pokusy, wspomnij na moją
wybladłą twarz, na te moje łzy, z którymi
cię przestrzegam! Włóż twoją w moję wyschłą i wnet w proch obrócić się mającą
dłoń, a przyrzecz mi, iż przestróg moich nie zapomnisz! --- W czasie nagabań nieprzyjacielskich wystaw sobie, że ta ręka chwyta cię,
iżbyś w zgubę nie wpadła.<end id="e1381059090576-1664569858"/></akap>


<akap>,,Popatrz się na mnie, z wolna w pierwiastkowy proch obracającego się, i widź znikomość rzeczy doczesnych! --- I ja byłem
kiedyś czerstwym i rześkim młodzieńcem,
jak ty dziś jesteś, i ty kiedyś będziesz tak
wynędzniałą, jak ja obecnie, jeśli Bóg cię
wcześniej jak mnie z tej ziemi nie zabierze! ---
Swobody mojej młodości tak znikły, jak wiosenne kwiaty, których pod ten czas i śladu
nie znajdziesz, --- jak rosa na roślince, która
krótki tylko czas istnieje i ginie. Szlachetne zaś czyny, cnota, sumienie, podobnie
klejnotom, nie giną nigdy; żadna siła ludzka
nie zniszczy ich; --- o takie klejnoty staraj
się! --- Co ja dobrego w życiu twoim uczyniłem, to mię obecnie cieszy i słodzi moje
smutne skądinąd położenie; --- gdzie widzę
popełniony błąd, przekroczenie, tam wynika
powstydzenie i żal. Obym ja był nic złego
nie popełnił!" ---</akap>


<akap>,,Bądź zawsze pobożną, moje dziecko!
Pamiętaj o Bogu i chodź w obecności jego,
miej go nieustannie w sercu! W Nim znalazłem zawsze niezawodną pociechę w smutnych położeniach życia, --- w Nim pokrzepienie w każdym razie!"</akap>


<akap>,,Wierz mi, Marychno; ja mówię prawdę!
Gdyby się rzecz jenaczej<pe><slowo_obce>jenaczej</slowo_obce> --- dziś popr.: inaczej.</pe> miała, nie zamilczałbym ci. I ja poznałem świat, gdy z
hrabią byłem w podróży. Gdzie tylko coś
znakomitego widzieć można było, tam iść
nie omieszkałem. Po całych tygodniach bawiłem na uciechach; bywałem na świetnych
ucztach, maszkaradach, hucznych muzykach,
w wesołych i dowcipnych towarzystwach,
tak dobrze jak i mój pan, --- i z nim brałem
udział w wytwornych potrawach i napojach;
ale wyznać ci muszę szczerze, że przy tym
wszystkim było moje serce czcze i puste;
a jedna godzina cichego nabożeństwa w naszej altance w Eichburgu, albo tu pod tym
ubogim dachem, ba nawet na tym łożu boleści, więcej moję duszę zadowala, niż
tamte wszystkie krzykliwe uciechy. I ty
szukaj twej uciechy w Bogu, a znajdziesz
ją w obfitej mierze."</akap>


<akap>,,Wiesz, moje dziecię, że mi w moim
życiu nie zbywało na cierpieniach. Gdy
twoja umarła matka, długi czas podobne było
serce moje roli ogrodowej mocnym upałem
słońca spieczonej i porozpadanej, której deszczu potrzeba. Tak potrzeba mi było pociechy; w Bogu ją znalazłem. Przyjdą na
cię dni podobne, ale nie upadaj na sercu ---
szukaj w Bogu pociechy, a znajdziesz ją w
potrzebnym razie! --- Miej zawsze mocne zaufanie w boskiej opatrzności; kochającym
Boga wszystko na dobre wychodzi; przez
cierpienia zwykł prowadzić do swobody."</akap>


<akap>,,Pamiętasz, jak dużo ucierpiałaś wówczas, gdym w naszej nędznej podróży padł
na ziemię bez sił! A oto tę moję chorobę
przypuścił Bóg na to, żebyśmy u tych poczciwych ludzi znaleźli spokojny kącik. Wszakci gdyby nie ta choroba, nie bylibyśmy tu
trafili lub nie znaleźli tego politowania; daliby nam może byli miseczkę mleka z kawałkiem chleba i trzeba by pewnie było iść
dalej w świat. Gdyby nie moja choroba,
nie bylibyśmy się z tymi poczciwymi ludźmi
wzajem poznali i pokochali; wszystkie więc
te dobre i swobodne dni, które tu przeżyliśmy, były skutkiem owej choroby. --- Tak to
we wszystkich smutnych zdarzeniach naszego życia, znachodzić można ślady dobroci Boga. Jak Bóg nadobne kwiaty rozsiał po górach i dolinach, w lasach i polach, nad strumieniami i na bagnach, abyśmy
w tym widzieć mogli jego przychylność ku
nam; tak też we wszystkich naszych położeniach życia, znajdziem ślady jego mądrości, miłości i litości, tak jawnie, że uważny
na to umysł wyczerpnie dla siebie rozweselenie i pociechę. Niech no człowiek będzie
uważnym na zajścia życia swego, a uczyni
w nich takowe pocieszające spostrzeżenia."</akap>


<akap>,,Najdotkliwsze nasze cierpienia były niezawodnie wtenczas, gdy nas o złodziejstwo posądzono, gdy leżałaś w więzieniu
okuta, osmagana, na śmierć skazana; gorzko
opłakiwaliśmy siebie wzajem! --- O! i to cierpienia niewinne nie będą bez korzyści; ---
a mnie się widzi, że już teraz wyrodziły
błogosławieństwo boskie! --- Wspomniał
moje słowa! --- Wówczas, gdy cię hrabianka
nad wszystkie wyniosła dziewczęta, zaszczyciła cię swoim towarzystwem, podarowała ci piękną suknię i chciała cię mieć pod bokiem swoim, sądziłaś się być najszczęśliwszą;
o, jakżeś się myliła! --- teraz widzisz, że
właśnie to twoje mniemane szczęście było
przyczyną wszystkich naszych nieszczęść!
Nie ufaj nigdy doczesnemu powodzeniu! To
jest robaczywy orzech: powierzchnia piękna,
wewnątrz brzydkie próchno. Sodomskie
jabłka, --- rosnące nad Morzem Martwym, gdzie
stały owe od Boga skarane miasta, --- śliczne na pozór, a rozsypią się w brzydkie
próchno, gdy je radosną zerwiesz ręką. ---
I dobrze, że ci Bóg wytrącił z ręku owo
bawidełko, bo może by honor, dostatek, zbytek zrobił cię próżną, lekkomyślną, cielesną; --- może byś nareszcie i o Bogu zapomniała; wszystko to możebne; żaden człowiek
za sobą ręczyć nie może. --- W biedzie, we
więzieniu, na naszej pielgrzymce, poznaliśmy Boga bliżej i lepiej. W tej oto szorstkiej okolicy, dalekiej od roztargnień i zepsucia światowego, zapewnił ci Bóg miejsce
bezpieczne, gdzie rośniesz jak nadobny kwiatek, pewny, że go ręka nie naruszy złośliwa."</akap>


<akap>,,Przekonasz się, że dobry Bóg wyprowadzi twoje cierpienia na twoje szczęście.
Prosiłem gorąco Boga, żeby niewinność twoję
na jaw wykazał, a moje zaufanie powiada mi,
że mię Bóg wysłuchał. Ja tego może nie
dożyję, ale ty dożyjesz i radość po tych
wszystkich cierpieniach zakwitnie ci jeszcze
na tym świecie, chociaż, jak ci to dobrze
wiadomo, ziemska szczęśliwość jest najmniejszym darem Bożym, a istotna nagroda za
cierpliwie znoszone nieszczęścia dopiero w
Niebie się znajdzie, do którego tylko drogą
krzyża dostać się można."</akap>
<akap>,,Nie martw się, ty dobra duszko, gdy
ci dokuczać będzie niedostatek, troskami twymi nic sobie nie nadsporzysz; --- wiedz, że
Bóg ma pieczą nad tobą, a twoje troski są
zbytne. --- Przeto gdziekolwiek zaprowadzi
cię ręka Opatrzności, chociażby tam położenie twoje nieprzyjemne było, mów sobie:
to jest właśnie miejsce wskazane mi od Najwyższego Pana! I wierz, że właśnie potrzebne do twojego wykształcenia. --- Właśnie
jak ogrodnik, tam posadzi drzewko, gdzie
wie że mu najlepiej rola posłuży, i tak się
z nim obchodzi, jak zna, że natura jego wymaga; tak Bóg tam stawi w świecie człowieka, gdzie wie, że mu jest najzbawienniej.
I ta moja choroba, moja Marychno! śmierć
moja nawet wyjdzie ci na dobre."</akap>


<akap><begin id="b1381060769928-2002534224"/><motyw id="m1381060769928-2002534224">Śmierć, Wierzenia, Pobożność</motyw>,,Dobre dziecię! że wymówiłem to słówko
śmierć, zalewasz się łzami. --- O, nie płacz!
Nie myśl, że śmierć jest czemsiś okropnym,
owszem jest ona koniecznie potrzebną do
naszego wykształcenia. Wszakci wiesz, jak
się rzecz ma z roślinkami do przesadzania;
zasiane na małym zagonie, wzrosną społem
słabe i mało się odznaczające, nie poznasz,
jak piękny kwiat albo drogi owoc w której siedzi; i gdybyś je w tej ciasności zostawiła, nie wydałyby żadnej korzyści i zniszczałyby; --- dlatego też z małej objętości
roli przesadzamy je na miejsce przestronniejsze, gdzie każda podług własnej przyrody rozwija się, kształci i wydaje owoce.
Tak właśnie ma się rzecz i z nami; nie jest
tu na ziemi właściwe nasze miejsce, --- tu
jesteśmy ściśnieni, rozwinąć się nie można,
przeto Ogrodnik niebieski przesadza nas, na
obszerniejszą i lepiej dogadzającą naszej naturze rolę, a tam wyda się, co w każdym
nas siedzi, czego tu ledwie doświadczone dostrzeże oko. Bolesne jest to przesadzenie,
ale wielce korzystne, i tak, że ta momentalna boleść opłaci się obficie."<end id="e1381060769928-2002534224"/></akap>


<akap>,,Przeto nie płacz! --- Mnie tam lepiej jak
tu będzie! Ja się z tego cieszę, iż mam
odejść do mego ojca! --- Jak to dobrze będzie,
gdy złożywszy uciążliwe to ciało, w szczęśliwszym znajdziemy się położeniu! --- Wspomnij sobie, jak się to cieszyliśmy, gdy w
naszym ogródku wiosennego poranku znaleźliśmy rozwinięte nadobne kwiaty, które
poprzedniego wieczora jeszcze kryły się w
swoich listeczkach! --- Oto ja idę do Nieba,
miejsca, gdzie wieczna wiosna, i nie miałżebym się z tego cieszyć? Miałażbyś się z tego
smucić, że idę w miejsce szczęśliwości? O, starajże się raczej, żebyś była zawsze poczciwą
i pobożną, a przeto godną Nieba i bycia tam,
gdzie twój ojciec, żebyś go tam znalazła. ---
Jeżeli ci pójdzie dobrze na świecie, nie dajże
się uwikłać w tej światowej pomyślności,
żebyś dla niej nie straciła wiecznej! --- Nie
płaczże, moje dziecko! Owszem ciesz się tą
błogiej przyszłości nadzieją!" ---</akap>


<akap>Tak to cieszył umierający ojciec poczciwą
swą córkę, tak ją napominał, aby wytrwała
w granicach wiary, a nie dała się ni namiętności, ni ludziom z nich wyprzeć; a każda
jego myśl była nasionkiem, co na dobrą padło rolę. ,,Prawda, kończył, iżem cię zasmucił, i wiele łez ci wycisnąłem, ale te
łzy będą dobroczynne: co wśrzód<pe><slowo_obce>wśrzód</slowo_obce> (daw. a. gw.) --- wśród.</pe> łez się
sieje, będzie zbierane w radości, mówi Duch
Boży! --- właśnie jak nasionka rozsiane i
skropione rosą niebieską, lepiej się przyjmą
i lepszy wydadzą owoc!"</akap>


<!--TRIM:4-->




<naglowek_rozdzial>Rozdział XII. Śmierć Jakuba</naglowek_rozdzial>





<nota><akap/></nota>



<akap>Choroba starego Jakuba coraz stawała się
groźniejszą, co gdy Marianna spostrzegła,
dała o tym znać proboszczowi, do którego
parafii należeli, prosząc, aby chorego odwiedził. --- Szanowny kapłan odwiedzał częściej
chorego, rozmawiając z nim o rzeczach duszy tyczących, aż gdy spostrzegł, że starzec
w istocie schyla się ku końcowi, nadmienił
mu o przyjęciu sakramentów świętych, czym
i tak usposobionego na śmierć bynajmniej
nie zatrwożył, owszem w ten moment gotowym znalazł. Ustąpiła z izby Marianna,
a chory przyjął sakrament pokuty. Gdy
się to skończyło i Marianna wróciła, odezwał się do niej ojciec:</akap>


<akap>,,Oto, Marychno! usprawiedliwiłem się
właśnie Bogu, a jutro zamyślam przyjąć Najświętszy Sakrament z rąk księdza proboszcza, wiesz, jak
się do tego usposobić."</akap>


<akap>Mariannę przeszedł zimny dreszcz i łzy
zalały jej oczy, bo pierwsza myśl o śmierci
ojca przeraziła ją, lecz wkrótce uspokoiła
się i odrzekła: ,,Słusznie czynisz, kochany
ojcze; bo cóż lepszego czynić możemy, jak
w naszych smutnych położeniach udawać się
pod opiekę Boga?" ---</akap>


<akap>Resztę dnia i wieczór cały przepędził
Jakub na modlitwie: widzieć było, jak jego
duch zebrany był, --- mało mówił, ciągle był
zamyślony. --- Pobożność, z jaką na drugi dzień
przyjmał<pe><slowo_obce>przyjmał</slowo_obce> --- dziś popr. forma: przyjmował.</pe> komunię świętą, niepodobna do opisania. Wiara i miłość, --- nadzieja przyszłego życia przemieniła jego oblicze; rzewne
łzy toczyły się po jego twarzy. Marianna
klęczała przy łożu, pobożna, łzami zalana.
Gospodarz z żoną i czeladzią towarzyszyli
pobożni świętemu obrządkowi. ---</akap>


<akap>,,Teraz --- rzekła Marianna po skończonym opatrzeniu ojca --- teraz jest mi lekko
na sercu, i czuję siebie być pocieszoną.
Otóż to prawda, że religia święta w potrzebach życia i śmierci daje niebieską pociechę!"</akap>


<akap>Jakub tymczasem zbliżał się ku swemu
końcowi. --- Gospodarz i gospodyni, którzy
go jak doświadczonego przyjaciela szanowali i kochali, błogosławiąc ten dzień, w którym do nich zawitał, czynili, co tylko mogli dla ulgi i pociechy chorego. Kilkanaście razy na dzień zaglądali do niego, aby
się przekonać o jego powodzeniu. Marianna właśnie za każdą razą<pe><slowo_obce>za każdą razą</slowo_obce> --- dziś popr.: za każdym razem.</pe> pytała ich, czy
sądzą, że wyjdzie z choroby? ---</akap>


<akap>Gospodyni odpowiedziała raz: ,,Moje dziecko! niech cię to nie smuci, ale dłużej się
pewnie nie powlecze, jak do wiosny."</akap>


<akap>Odtąd wyglądała Marianna z bojaźnią
okienkiem swej izby do ogrodu; nadzieja
zbliżającej się wiosny cieszyła ją niegdyś,
tą razą widziała wypuszczający pączki angrest<pe><slowo_obce>angrest</slowo_obce> (gw.) --- agrest.</pe> ze smutkiem, a śpiew zięby przerażał ją, bo przepowiednia doświadczonej gospodyni zwiastowała jej ze zmartwychwstającą naturą śmierć ojca. ,,Mój Boże! --- mawiała sobie smętna --- wszystko odżywa, ---
cały świat w błogiej nadziei, tylko mój ojciec
bez nadziei zdrowia! Ale nie! I on nie jest
bez nadziei! --- On podług zapewnienia Chrystusa nie umrze, tylko złoży zwłoki ziemskie, i zacznie dopiero żyć właściwie w życiu
wieczności!" ---</akap>


<akap>Starzec chętnie słuchał, gdy mu Marianna czytywała, bo to czyniła głosem przyjemnym, z pobożnością. W ostatnich dniach
choroby najchętniej słuchał, gdy mu czytała
mowy Zbawiciela z Ewangelii i ostatnią Jego
modlitwę w wieczerniku. Raz czuwała przy
nim sama w nocy; Księżyc przyświecał do
izby tak, że światełka błyszczącej lampki nie znać było; ojciec wyrzekł do niej: ,,Marychno, przeczytajże mi jeszcze raz modlitwę
Pana Jezusa!" Marianna zapaliła gromnicę
i zadosyć uczyniła żądaniu ojca.</akap>


<akap>,,A teraz daj mi tu książkę i przyświecaj mi gromnicą"; co gdy uczyniła, odrzekł:
,,oto teraz będzie moja ostatnia modlitwa na
rzecz twoję<pe><slowo_obce>twoję</slowo_obce> --- dziś popr. forma B. lp r.ż.: twoją.</pe>." Wskazał na miejsce pisma
świętego i ściągając wyrazy na siebie i córkę
urywanym słabym głosem modlił się mówiąc:</akap>


<akap>,,Ojcze, oto już niedługo będę na tym
świecie; ale ta oto zostanie tu jeszcze czas
jakiś. Tak sobie tuszę, Ojcze, iż przyjdę do
Ciebie! Ją zachowaj od zepsutości świata
tego. Dopókąd żyłem na tym świecie, usiłowałem w Imię Twoje zachować ją od
zguby; teraz idę do Ciebie, ją opuszczam:
Nie o to Cię proszę, abyś ją zabrał z tego
zepsutego świata, lecz żebyś ją strzegł od
zepsutości. Utrzymaj ją w Twej świętej
prawdzie; Twoje słowo jest prawdą. Ojcze,
spraw, aby ta, którąś mi dał, kiedyś tam
dostała się, dokąd ja, spodziewam się, przyjdę. Amen."</akap>


<akap>Marianna stała przy łóżku z gromicą,
drżąca, i powtórzyła czułym głosem za ojcem: ,,Amen".</akap> 


<akap>,,Tak, moja kochana córko! tam widzieć
będziemy Jezusa w całej Jego świetności;
tam zobaczym się wzajem!"</akap>


<akap>Położył głowę na poduszki, aby trochę
wypocząć, zatrzymawszy książkę w ręku. --- Po niejakiej dobie<pe><slowo_obce>po niejakiej dobie</slowo_obce> --- po pewnym czasie.</pe> począł znowu mówić: ,,Dziękuję ci, moja kochana Marychno, za twoję
przychylność i miłość, których dowody dałaś i dajesz mi w mej chorobie. Wykonałaś tu chętnie i dowolnie to, co Bóg żąda
po dzieciach czwartym przykazaniem. Pamiętaj na moje słowa, że ci pójdzie dobrze
na świecie, choć cię w biednym pozostawiam stanie, bo to Bóg obiecał dobrem dzieciom. Nic ci pozostawić nie mogę, jak moje
błogosławieństwo i tę oto książkę; bądź pobożną i poczciwą, a to błogosławieństwo
nie będzie czczym słowem. Błogosławieństwo w Bogu ufność pokładającego ojca
więcej jest korzystne dobrym dzieciom jak
najbogatsze spuścizny. --- Tę książkę zatrzymaj na pamiątkę po twoim ojcu; kosztuje
ona tylko kilka groszy, ale gdy ją pilnie
czytać i jej nauki sumiennie pełnić będziesz,
znajdziesz w niej skarb tysiącami nie opłacony. Gdybym ci w spuściźnie tyle pozostawił dukatów, co wiosna odrodzi liści i
kwiatów; przecieżbyś za te skarby nic lepszego nabyć nie mogła; bo oto w tej książeczce zawarte jest słowo boże, a to ma
taką dzielność, że może każdego wiernego
zbawić. --- Czytaj co poranek, a choćby tylko
cokolwiek --- przecież do tego, kto chce, czas
znajdzie --- rozważ, coś czytała, i zachowaj
w twym sercu. Jeżelibyś czegoś nie zrozumiała, poradź się twego pasterza, jak to
ja zawsze czyniłem; a to nie będzie bez
wielkiej twej korzyści. Zważ tylko to jedno zapewnienie Chrystusa w tej książeczce umieszczone: »przypatrzcie się liliom
polnym!«, to jedno zapewnienie, mówię, więcej mię nauczyło, jak te wszystkie książki,
które w mej czytałem młodości. --- A potem
było mi ono źrzódłem<pe><slowo_obce>źrzódło</slowo_obce> (daw. a. gw.) --- źródło.</pe>, z którego tysiące pociech czerpałem; --- w tysiącznych dolegliwościach, gdzie by troski może mię do rozpaczy
doprowadziły, zupełnie mię zaspokoiło, bo
czyniło ufnym w Opatrzności dobrego Boga."</akap>


<akap>Z rana około trzeciej godziny odezwał się
ojciec: ,,Marianno, mnie jest tak duszno;
otwórzże trochę okno."</akap>


<akap>Marianna wypełniła rozkaz ojca. Księżyc
już zaszedł; ale gwiazdy przyświecały prześlicznie. ,,Widzisz jak to piękne jest niebo! ---
Cóż są wszystkie kwiaty ziemskie, w porównaniu z tą pięknością gwiazd? --- Oto ja
tam teraz pójdę! --- Jakże mię to wielce cieszy! Żyj poczciwie, żebyś i ty tam kiedyś
przyszła!"</akap>


<akap>Po wyrzeczeniu tych słów upadł wznak
na posłanie i zasnął szczęśliwie. --- Marianna,
która jeszcze umierającego człowieka nie widziała, sądziła, iż omdlał; nigdy by zresztą
nie sądziła, że się tak prędko z życiem rozstanie. Z tym wszystkim przestraszona
obudziła mieszkańców domu, --- zeszli się wszyscy i gdy zapewnili, że Bogu ducha oddał,
Marianna ścisnęła zwłoki ojca, z głośnym
płaczem całowała je i mieszała swe łzy ze
śmiertelnym potem zmarłego.</akap> 


<akap>,,O ty, dobry ojcze! mówiła --- jakże ja ci
mogę odpłacić się za to wszystko, coś ty mi
w życiu uczynił! --- Nie jest mi to rzeczą podobną, boś bardzo wiele dla mnie czynił! --- Dzięki
ci za każde słowo, za każde napomnienie, które
wyszło z twych teraz zsiniałych ust! --- Z rozczuleniem całuję tę zimną rękę, która mi tyle
dobrodziejstw wyświadczyła; która na moje
utrzymanie ciężko pracowała --- mię po ojcowsku za błędy dzieciństwa karała. Teraz ja
poznaję, że i karcąc kochałeś mię skutecznie. ---
Dzięki ci serdeczne! A wybacz, żem cię lekkomyślnością dziecinną kiedykolwiek zasmuciła! --- Boże wielki! wynagródź mu jego miłość. --- Ach, gdybym ja teraz mogła oddać ducha
i tak z tobą, ojcze, pośpieszyć do Nieba! ---
Boże! spraw, żeby kiedyś i moja śmierć tak
lekką była, jak tego sprawiedliwego! --- Ach,
jak to niczym jest życie na tej ziemi! Jak to
dobrze, że jest Niebo, że jest życie wieczne! ---
To jest obecnie moją jedyną pociechą!"</akap>


<akap>Wszyscy przytomni płakali; gospodyni,
że widziała, jak przytomność<pe><slowo_obce>przytomność</slowo_obce> --- tu daw.: obecność.</pe> zwłok ojca drażni
czucie Marianny, prośbą i namową skłoniła
ją, iż przeszła do jej izby. Przecież tego
jej wzbronić nikt nie zdołał, że noc całą przepędziła przy zwłokach, na czytaniu i modlitwie. Zanim zamknięto trumnę, przypatrywała się zwłokom i mówiła: ,,Ach, mój Boże!
ostatni raz zapatrywam się, ojcze, na twoją
szanownę<pe><slowo_obce>twoją
szanownę</slowo_obce> --- dziś popr. forma B. lp r.ż.: twoją szanowną.</pe> twarz! --- Jakże nadobna --- właśnie
uśmiecha się, w promieniach przyszłego uwielbienia! --- Żegnam cię, drogi ojcze! --- Niech
szczątki twe swobodnie spoczywają w grobie,
gdy --- jak się spodziewam --- Aniołowie duszę
twę zaprowadzili do przybytków bożych!" ---</akap>


<akap>Urwała parę gałązków<pe><slowo_obce>gałązków</slowo_obce> --- dziś popr. forma D. lm: gałązek.</pe> rozmarynu, złotożółtych kluczyków i błękitnych fiołków,
związała w bukiet i dała w rękę trupa, mówiąc: ,,te pierwiastki ożywiającej się ziemi
niech będą obrazem twego zmartwychwstania; a ten zawsze zielony rozmaryn godłem
mojej pamięci, w której ciebie ojcze na zawsze zachowam."</akap>


<akap>Gdy trumnę wiekiem nakrywano, każde
uderzenie dotykało jej serca, mdlała, a dlatego poprowadziła ją gospodyni do swej izby
i prosiła aby się uspokoiła i zasnęła.</akap>


<akap>Przy pogrzebie szła Marianna za trumną,
ubrana w czarną suknię, pożyczoną od pewnej litościwej dziewczyny ze wsi, --- blada
jak trup, a każdy litował się nad tą sierotą,
ojca i matki niemającą.</akap>


<akap>Że ojciec Marianny w Erlenbrun nie był
znajomy, przeto przeznaczono jego zwłokom
grób w rogu cmentarza pod murem; para
świerków ocieniała tenże. Proboszcz miejscowy miał czułą mowę przy pogrzebie z
tych słów Chrystusa: ,,Zaprawdę powiadam
wam, jeśli ziarno pszeniczne wrzucone w
ziemię nie obumrze, tedy samo zostawa<pe><slowo_obce>zostawa</slowo_obce> --- dziś popr. forma: zostaje.</pe>. ---
Lecz jeśli obumrze, wielki owoc przyniesie."
Mówił jak ten pobożny starzec cierpliwie i
ze zdaniem się na wolę Boga znosił swoją
chorobę i tak wszystkim, co nań patrzyli, dał
piękny wzór zachowania się w biedzie; ---
mówił wiele na pociechę pozostałej sieroty;
dziękował włościanom w imieniu zmarłego,
za wszystkie wyświadczone mu przysługi i
dobrodziejstwa i wymagał, aby względem pozostającej sieroty zastąpić zechcieli miejsce
matki i ojca.</akap>


<akap>Marianna odwiedzała grób ojca, ile razy
bywała na nabożeństwie parafialnym, a prócz
tego wieczorem, jak tylko mogła oderwać się
od pracy, tam w rozczuleniu modliła się; bo
mawiała, iż nigdzie tak czule modlić się nie
może, jak na grobie ojca. Tu wydaje mi
się świat nikczemnym<pe><slowo_obce>nikczemny</slowo_obce> --- tu: mało warty, marny.</pe>; tu czuję, że człek przeznaczony jest do lepszego świata, tu pobiera
mię tęsknota do niego." Od grobu ojcowskiego nie wracała jenaczej<pe><slowo_obce>jenaczej</slowo_obce> --- dziś popr.: inaczej.</pe>, jak z postanowieniem gardzić pożądliwościami świata,
a żyć dla Boga i cnoty, w nadziei połączenia się z rodzicami w Niebie.</akap>





<naglowek_rozdzial>Rozdział XIII. Nowe cierpienia Marianny</naglowek_rozdzial>





<nota><akap/></nota>



<akap>Od śmierci ojca była Marianna ciągle smętną, zdawało się jej, jak gdyby wszystkie jej
ulubione kwiatki straciły swą świeżość i
kolor, jak gdyby drzewa powleczone były
czarną krepą. Czas uleczył po części jej
smutek, ale naszły ją znowu świeże cierpienia. We wsi od śmierci ojca zmieniły
się okoliczności znakomicie. Gospodarz i jego
żona zdali gospodarstwo synowi, człowiekowi dobremu, cichemu, pracowitemu; a ten
pojął w małżeństwo kobietę dosyć piękną
i bogatą; która przecież prócz zarozumienia
i próżności nic tak wielce nie ceniła, jak
pieniądze. Pycha i chciwość tak jej twarz
napiętnowały, że mimo jej piękności z odrazą nań patrzeć przychodziło. Skromnie i
z niechęcią oddawała teściostwu zastrzeżony
wymiar żywności; choć wiedziała, że można by
się im czemsiś przypodobać, tego umyślnie
nie uczyniła; tysiąc nieprzyjemności im wyrządzała i każdy właśnie kąsek im rachowała.
Starzy usunęli się do tylnej izdebki i żeby
uniknąć swarów, nie bywali w przedniej izbie
gdzie dzieci mieszkały.</akap>


<akap>Synowi nie szło też lepiej z żoną. Obchodziła się z nim po grubiańsku, a zamanąwszy przytaczała mu jej wniesiony majątek;
jeżeli chciał mieć spokojną godzinę, trzeba
było cierpieć i milczeć. Wymagała nawet,
żeby nie odwiedzał rodziców, bo jak wyrzucała, co może to im wywlecze, i tak
ciężko będzie dorobić się czego; on przeto
tylko wieczorem po pracy i to ukradkiem
odwiedzał rodziców. Siadali starzy zwykle
smętnie na ławce, syn, gdy ich odwiedził,
siadał takoż z uciśnionym sercem przy nich,
a rozmowa tak wzajem udręczonych nie mogła
być pokrzepiającą smutkiem skołatanego ducha.</akap>


<akap>,,Tak to tak! mawiał stary. Wszyscyśmy
sami sobie winni: ty, matko, dałaś się blaskiem
pieniędzy, ty, synu, czerwonymi policzkami
oszałamocić, a i jam nie bez winy, iżem uległ
waszym przedstawieniom i prośbom. --- Tak
więc wszystko troje zasłużoną cierpimy karę. Trzeba nam było słuchać rady starego
Jakuba, temu roztropnemu człowiekowi nie
podobało się to małżeństwo, gdy o nim
jeszcze za życia jego była mowa; pamiętam
ja wszystkie jego słowa i widzę obecnie jak
się sprawdzają. --- Pamiętasz, matko, twoje
własne słowa: dziesięć tysięcy złotych to
piękny pieniądz. --- On na to: <wyroznienie>pięknyć</wyroznienie> nie
jest, bo te oto kwiaty w ogrodzie są daleko
piękniejsze. Chcieliście pewnie mówić <wyroznienie>ciężki</wyroznienie>
pieniądz, a to jest prawda, bo trzeba niemałej siły, żeby tyle pieniędzy unieść bez
szwanku na ciele --- a pewnie i na duszy, bo
te skarby zwykły robić człowieka ziemskim,
cieleśnikiem, jaki o duszy i Bogu zapomina.
I czemuż to chcecie tyle nabyć pieniędzy? ---
Alboż wam to kiedy na czym zbywało? ---
A wszakcić i odłożyć na stronę po trosze
mogliście. --- Wierzcie mi, zbytek nie jest dobry dla człowieka, czyni go dumnym, i coś
więcej jeszcze, bo doprowadza go do zwierzęcości. Deszcz lubo jest potrzebny dla
roślin, ale jeśli go za wiele, gniją rośliny! ---
To są słowa Jakuba, a mnie tak w pamięci
utkwiły, jak gdybym go słyszał właśnie mówiącego."</akap>


<akap>,,I ty, synu, mówiłeś raz w jego przytomności: przecież ona jest bardzo piękna
dziewczyna, właśnie świeżo rozwinięta róża! --- a on ci odrzekł: kwiat nie ceni się
samą pięknością, łączy on z pięknością i
korzyść, bo daje nam wosk i miód, co z
niego zbierają pszczółki. Piękna postać bez
cnoty, jest to róża z papieru, rzecz nikczemna,
bez życia i zapachu, bez miodu i wosku.
Tak mówił Jakub, myśmy nie chcieli słuchać, otóż nam teraz trzeba doświadczać i
cierpieć. Co nam wówczas zdawało się być
największym szczęściem, to nam dziś do żywa
dokucza. Daj nam Boże łaskę, żeby to wszystko znieść cierpliwie, a nie potępić przy tym
duszy; bo odwołać tego wszystkiego nie
można."</akap>


<akap>Marianny powodzenie było także bardzo
przykre. Że starzy wprowadzili się do izdebki, przeto ona musiała z niej ustąpić; a
młoda gospodyni wskazała jej pomieszczenie
na górze, swarząc się z nią caluteńki dzień
i przyganiając wszelkim jej postępkom, tak
dalece, że oczywiście pojąć było można, iż
chce jej się pozbyć z domu. Starzy sami
udręczeni nie mogli jej dać żadnej pociechy.
Tak przeto opuszczona sierota uznawała, iż
trzeba opuścić ten bolesny przytułek, ale
dokądże miała się udać? --- W tak krytycznym
położeniu poszła do proboszcza, a przedstawiwszy mu swoje położenie, prosiła o radę.
Roztropny kapłan wysłuchawszy zażalenia
Marianny, taką jej dał radę: ,,W takim rzeczy położeniu nie możesz na długo pozostać
u twoich gospodarzy; do takich ciężkich robót,
jakie na cię wkładają, nie jesteś dość silną
i od młodości przyzwyczajoną; wszakże zaraz opuścić miejsce i udać się w świat na
niepewne nie wypada; trzeba trochę jeszcze
pocierpieć, a Boga serdecznie prosić o siłę
do zniesienia tych nieludzkich prześladowań;
ja tymczasem postaram się o stosowne dla
ciebie miejsce, u jakiej uczciwej familii. Módl
się i ufaj w Bogu, znoś cierpliwie prześladowania, a doczekasz się, że Bóg twe położenie przemieni."</akap>


<akap>Marianna podziękowała za radę i obiecała do niej się zastosować.</akap>


<akap>Jej najmilsze na ziemi miejsce był grób
jej ojca. Posadziła na nim krzak róży i
mówiła sobie: ,,O, gdybym ja tu zawsze przebywać mogła! Łzami bym go polewała, żeby
się przyjął i zakwitł." ---</akap>


<akap>Doczekała się i tego, krzaczek się zazielenił i wydał śliczne pączki.</akap>


<akap>,,Miał mój ojciec prawdę --- mówiła sobie --- gdy mi powiadał: życie ludzkie podobne jest krzaczkowi róż; czasami jest goły
i suchy, a nie widać na nim, tylko kolce;
ale gdy się trochę cierpliwie poczeka, to się
znajdą listki i śliczne kwiaty. --- Obecnie jest
dla mnie czas ciernia, ale nie traćmy nadziei, --- przysłowie pewnie się ziści, cierpliwość rodzi różę!" ---</akap>




<naglowek_rozdzial>Rozdział XIV. Wyrzucenie Marianny</naglowek_rozdzial>





<nota><akap/></nota>



<akap>W czasie tych rozmaitych dolegliwości, jakie ciężyły na Mariannie, nadszedł 25 lipca, rocznica imienin jej nieboszczyka ojca.
Niegdyś był ten dzień dla niej dniem radości, ale dziś przy wschodzącym słońcu powitała go ze łzami. Niegdyś zwykła była w
tym dniu zrobić ojcu jakąś radość, albo podarowała mu jakąś tajemnie wygotowaną ręczną pracę, --- albo stawiła mu ulubione potrawy z butelką wina, lub coś podobnego;
tą razą<pe><slowo_obce>tą razą</slowo_obce> --- dziś popr.: tym razem.</pe> chciała takoż uczcić dzień imienin
jego, ale czymże to okazać? --- Włościanie
okoliczni mieli zwyczaj w takowych dniach
zdobić groby swoich lubych kwiatami, przy
takich okolicznościach zwykli byli prosić ją
o kwiaty, których im nigdy nie odmówiła.
Przyszło jej przeto do myśli grób ojca takoż
kwiatami przyozdobić. Koszyczek, który spowodował wszystkie jej cierpienia, stał na
skrzyni i wpadł jej pod uwagę. Zdjęła go,
a napełniwszy zielonym i rozmaitymi kwiatami, poszła do Erlenbrun godziną prędzej,
niż się msza święta zwykle rozpoczynała, i stawiła go na grobie ojca. --- ,,Otóż --- mówiła
w rozczuleniu --- kochany ojcze, wychowałeś
mię starannie, i dałeś mi niezliczone dowody twej miłości, a ja ci za to nic dać
nie mogę, przynajmniej grób twój zdobię
kwiatami." --- Wysłuchawszy mszy świętej, zostawiła koszyk na grobie, bo mogła być
pewną, iż go nikt nie ruszy. I prawda, ludzie,
spostrzegłszy koszyczek, cieszyli się owszem
z pobożności córki i życzyli zmarłemu spokoju i wiecznej światłości, przykładem jej
pociągnięci.</akap>


<akap>Zaraz na drugi dzień po tym, gdy ludzie
gospodarza zatrudnieni byli grabieniem siana,
zginęła z bielnika przy domu sztuka płótna.
Gospodyni dostrzegła tego dopiero pod wieczór, a że była podejrzliwą, jak zwykle ludzie
chciwi, zwróciła swe podejrzenie na Mariannę, której nie lubiła. Stary Jakub nie czynił tajemnicy z owego zginionego pierścienia, powierzył ją w zaufaniu gospodarzom;
syn to wiedział, powierzył niebacznie swej
złośliwej żonie, ta też łatwo rzuciła pomysł
na niewinną Mariannę. Skoro więc ta wspólnie z innymi dziewkami wracała od siana,
wybiegła gospodyni jak oparzona z kuchni,
poczęła na Mariannę krzyczeć i wymyślać,
żądając, aby natychmiast oddała skradzioną
sztukę płótna.</akap>


<akap>Marianna odpowiedziała skromnie, że
tego płótna nie skradła i że nie ma nawet
podobieństwa, aby to uczynić mogła, ile że
cały dzień z drugimi służącymi oddalona
od domu, była przy sianie. Pewniej to jest,
że gdy gospodyni zatrudniona była w kuchni,
ktoś obcy przyszedł i płótno ukradł. --- I tak
też było w samej rzeczy, ale zaślepiona kobieta, nie przypuszczając żadnej zdrowej uwagi, nie ustała wymyślać, nazywając ją złodziejką itp. ,,Albo ja to nie wiem, jakaś
ty jest? --- krzyczała. --- Nie wiem pewnie, żeś
skradła pierścień; żeś o mało uszła szubienicy, --- że cię za granicę wypędzono! ---
Natychmiast wynoś się z mego domu! ---
Pod moją strzechą nie ma miejsca dla takiej
hołoty!" ---</akap>


<akap>Gbur<pe><slowo_obce>gbur</slowo_obce> (tu daw.) --- chłop, gospodarz.</pe>, już i tak przytłumiony ostrością
żony, przecież ośmielił się żonę uspokoić i
dlatego nadmienił: ,,przecież jej dziś nie
wypędzisz z domu, toć już noc; dajże jej
przynajmniej zjeść wieczerzę, którą pracując
cały dzień, zarobiła; --- niech przynajmniej
przenocuje."</akap>


<akap>,,Ani godziny, --- krzyknęła szalona kobieta --- ani minuty niech mi tu nie zawadza! ---
A ty, głupi chłopie, zamknij gębę, bo ci ją
głownią przypiekę!" ---</akap>


<akap>Gospodarz, widząc, że rozzłoszczonej swymi uwagami nie upamięta, zamilkł. Marianna zaś milczała; zebrała w białą chustę
swoje rzeczy, zapewniła jeszcze raz skromnie,
że złodziejstwa nie jest winną, i prosiła, aby
nie broniono pożegnać się ze starymi. ,,A któż
ci będzie tego bronił? --- mówiła gospodyni
drwinkując. --- Idź i pożegnaj się, a lepiej byś
jeszcze zrobiła, gdybyś ich z sobą zabrała,
ile że śmierć nie ma widać ochoty, ciepnąć
się na tę domową zawadę!" ---</akap>


<akap>Oboje starcy słyszeli ten hałas i zrozumieli po większej części, a przeto zapłakali nad sobą i nad tą biedną dziewczyną;
cieszyli ją jak mogli, dawszy na drogę, co
mieli gotowizny, która kilka złotych wynosiła. ,,Idź, dobre dziewczę, z Bogiem! --- mówili w końcu. Nie trać nadziei; błogosławieństwo twego ojca będzie ci niewyczerpanym skarbem; zobaczysz może nie za długo, że wyda nadobny owoc. Wspomnisz
na nasze zapewnienie, gdy ci dobrze pójdzie!"</akap>


<akap>Marianna pożegnawszy się, szła z zawiniątkiem w ręku ku cmentarzowi, chciała
albowiem pożegnać grób ojca, zanim oddali
się z tych stron. Gdy wychodziła z boru,
słyszała jak w kościele dzwoniono na Anioł
Pański, a gdy stanęła na cmentarzu, była już
ciemna noc. Z tym wszystkim nie przerażały ją bynajmniej tam znajdujące się groby; szła prosto ku grobowcowi ojca, klękła i modliła się czule; łza łzę potrącała.
Księżyc w pełni oświecał nadobnie cmentarz,
a przesyłając swe światło przez dwa przy
grobie stojące świerki, oświetlił grób, widziała krzak róż i koszyk z kwiatami, który
nie tknęła ręka lekkomyślna. Lekki wiatr
szeptał smutne tony w gałęziach drzew i
igrał swawolnie z listkami róż; zresztą było
samotnie, cichutko, jak zwykle na cmentarzach bywa.</akap>


<akap>,,Dobry ojcze! obyś ty jeszcze żył, żeby
twoja Marianna mogła się tobie poskarżyć
w swej biedzie i tak ulżyć sobie w cierpieniach! --- Wszakże i tak dobrze jest, iżeś nie
dożył tej nędzy, w której obecnie zostaję.
Tobie już jest dobrze, nie dokucza ci żadna
boleść! --- O, gdybym ja też z tobą połączona
była! --- Jeszczem ja też w życiu moim tak
nieszczęśliwą nie była, jak jestem obecnie. ---
Wtenczas, gdy księżyc przez kraty zaglądał do mego więzienia, żyłeś jeszcze, kochany ojcze, dziś ten księżyc oświetla twój
grób! --- Wówczas, gdy mię wypędzano z
rodzinnej siedziby, miałam jeszcze ciebie, ojca
dobrego, wiernego opiekuna, przyjaciela wiernego! --- Obecnie nie mam nikogo; uboga, haniebnym splamiona podejrzeniem, wszędzie
obca, od wszystkich opuszczona, niemająca
żadnego przytułku. Nawet z tego miejsca,
gdzie jakie takie skłonienie głowy miałam,
wygnano mię złośliwie; i pociecha, która mi
stąd wynikała, iż czasami mogłam popłakać
sobie nad grobem ojca --- wzięta mi, bo trzeba
odejść w daleki i nieznany mi świat." I znowu
poczęła serdecznie płakać.</akap>


<akap>Po chwili płaczu klękła i tak się modliła: ,,Boże i najlepszy ojcze! spojrzyj z
wysokiego nieba na biedną sierotę płaczącą
na grobie ojca swego, --- i zmiłuj się nad
nią! --- Gdzie bieda najwyższego dochodzi
stopnia, tam bywa Twoja pomoc najbliższą;
moja niedola nie może już być większą, serce
mi właśnie pęka pod jej ciężarem; --- pokaż
o, dobry Ojcze, że ramię Twoje nędznych
wspierające nie jest ukrócone; uświetnij
Twoją dobroć we mnie, nie opuść mnie;
boć już nikogo nie mam, do kogo bym się uciec
mogła. --- Weźm mię tam, gdzie są moi rodzice, --- albo spuść kroplę pociechy do mego
zmartwieniem skołatanego ducha. --- Wszakże
Ty upałem zwiędniałe kwiatki pokrzepiasz
chłodzącą rosą, pokrzep, Ojcze, i moją duszę
Twą ożywiającą łaską!" --- Łzy nie pozwoliły jej więcej mówić. ---</akap>


<akap>,,I jakąż ja biedna dam sobie radę? ---
Gdzież się opuszczona podzieję? --- Choćbym
do którego domu wstąpiła z prośbą o nocleg,
a czy mię przyjmą, jeśli powiem, dlaczego
ze służby oddalona?" ---</akap>


<akap>Spojrzała wokoło siebie, i spostrzegłszy
mchem porosły kamień przy grobie ojca leżący, który że gdzie indziej zawadzał, pod
mur cmentarza złożony, służył za ławkę ---
rzekła: na tym kamieniu siądę i przy ojcowskim grobie noc całą spoczywać będę; i
słuszna, bo może ostatni raz przy nim jestem,
niechże moja bytność będzie przedłużona.
Jutro z dniem pójdę dalej, gdzie mię ręka
Boska poprowadzi."</akap>




<naglowek_rozdzial>Rozdział XV. Pomoc z Nieba</naglowek_rozdzial>





<nota><akap/></nota>



<akap>Marianna siadła na kamieniu pod murem,
ocieniona gałęźmi świerków, osłoniwszy
twarz chustą łzami zmoczoną. Duch jej był
bardzo strapiony, a tak tkliwie się modliła,
że tego opisać niepodobna. Raz westchnęła:
,,Mój Boże! czy to nie masz dla mnie Anioła,
który by mi wskazał, dokąd się mam udać?"</akap>


<akap>Wtem zdaje się jej, iż słyszy swe imię
głosem bardzo przyjemnym wyrzeczone; spojrzy i przelękniona widzi postać nadobną,
właśnie Anioła, --- oczy świetnią radością,
twarz rumienna jak róża, głowa i szyja złotym włosem pokryte, suknia biała jak najczystszy śnieg, --- stojącą przed nią w świetle
srebrnym księżyca; --- widzi i z drżeniem pada
na kolana. ,,O mój Boże! --- Czy to Anioła
przysyłasz na moje pokrzepienie?" ---</akap>


<akap>,,Nie, kochana Marianno! Aniołem nie
jestem, lecz człowiekiem jak ty; wszakże stawam ci na ratunek! --- Bóg wysłuchał pobożne twe modły! --- Przypatrz się mnie; bo
podobno mię nie poznajesz!"</akap>


<akap>,,Boże Wielki! --- odrzekła Marianna ---
Hrabianka Emilia! --- Jakżeś tu Pani się znalazła, na tym smutnym miejscu, w tej późnej
godzinie, tyle mil od domu rodzinnego?"</akap>


<akap>Hrabianka podniosła Mariannę z ziemi,
ujęła ją w swe objęcia i całowała w najrzewniejszem rozczuleniu. ,,Dobra Marychno! --- myśmy ci wielką krzywdę wyrządzili! Owa radość, którąś mi uczyniła, podarowawszy ów piękny koszyk, była ci bardzo
źle odpłacona. Ale twoja niewinność jest
obecnie odkryta. O! możesz ty mnie i moim
rodzicom tę krzywdę --- darować? --- Oto my
pragniem, co tylko siły zdołają, wynagrodzić
ci pokrzywdzenia! --- Tylko nam wybacz kochana dzieweczko!" ---</akap>


<akap>Na to odpowiedziała Marianna: ,,Moja
dobra pani! W steku ówczesnych okoliczności, dosyć jeszcze łagodnie obeszliście się ze
mną! --- a przeto ani mi na myśl przyszło,
żeby się na wasze postępowanie gniewać;
owszem wspominałam zawsze o was z wdzięcznością. Co mię najwięcej martwiło, to była
ta okoliczność, iż mieliście powód, choć i nieprawy, ale przecież powód złego o mnie
sądzenia; następnie nic więcej sobie nie życzyłam, jak żeby moja niewinność wyszła
kiedyś na jaw, a to życzenie oto Bóg uiścił. Niech mu za to wieczne dzięki będą!"</akap>


<akap>Hrabianka, która trzymała jeszcze Mariannę w swoich objęciach, gdy spuściwszy
na dół oczy spostrzegła grób Jakuba; złożywszy pobożnie ręce mówiła: ,,O! ty, poczciwy starcze, który pod tą spoczywasz mogiłą, którego od mego dzieciństwa lubiłam,
który zdziałałeś kosz, w którym pierwsze dni
życia mojego spoczywałam; którego ostatnią,
a tak źle odpłaconą ofiarą, był oto ten koszyk, co tu na grobie twoim stoi; --- o, gdybyś
ty jeszcze żył, aby można było za wyrządzoną ci obrazę ciebie przebłagać! Mój
Boże! gdybyśmy byli z większą rozwagą
działali; więcej ufali twojej z dawna doświadczonej wierności, pewnie byś tu był nie legł,
lecz żył jeszcze na pociechę naszą! --- Wybacz! oto ja w mym i moich rodziców imieniu ślubuję przy twym grobie, że czego tobie
wynagrodzić nie możem, to twej córce w
dwójnasób wynagrodzimy! --- Daruj urazy!" ---</akap>


<akap>,,Ale, pani, mój ojciec nie miał żadnej
urazy względem państwa; owszem co dzień
z rana i w wieczór łączył ich w swej modlitwie tak dobrze, jak to czynił pod bytność
swą w Eichburgu. Nawet błogosławił im
w skonaniu, bo mówił do mnie krótko przed
zgonem: ,,Marianno! mam to mocne przekonanie, że nasze Państwo uzna naszą niewinność i powoła cię z wygnania do siebie. --- Zapewnij natenczas hrabię, hrabinę
i tego anioła pannę Emilię, którą, gdy jeszcze
dzieckiem była, na ręku nosiłem, że moje serce
jeszcze dotąd pełne jest uszanowania i wdzięczności! Wierz pani; to są jego słowa!" ---</akap>


<akap>To zapewnienie rozczuliło hrabiankę. W końcu rzekła: ,,Siądźmy tu sobie na tym kamieniu;
bo od grobu ojca twego ciężko mi jest naraz
oddalić się, ile że tu mi tak dobrze, jak w jakiej świątyni, jakby duch twego poczciwego
ojca unosił się nad nami!"</akap>




<naglowek_rozdzial>Rozdział XVI. Jakim sposobem znalazła się tu hrabianka</naglowek_rozdzial>





<nota><akap/></nota>



<akap>Siadłszy z Marianną na kamieniu, poczęła
mówić Emilia. ,,Marianno! rzecz oczywista, że Bóg jest z tobą! Bo mię tu cudownie dla twego dobra przyprowadził. Stało
się to jakby z prostego i naturalnego porządku rzeczy, a przecież jest w tym coś widocznie dziwnego, boskiego."</akap>


<akap>,,Od czasu, jak się widocznie odkryła twoja niewinność, żadnej nie miałem spokojności; ty i twój ojciec ciężyliście mi na sercu.
Wierz mi, niejedną gorzką łzę wylałam dla
was! --- Moi rodzice śledzili was wszędzie,
ale nie można było nic wyśledzić. --- Przed
kilku dniami przyjechałam z ojcem i matką
do owego tam książęcego zamku, co leży przy
onej tam wsi, od dwudziestu lat niezamieszkały, tylko przez leśniczego. Mój ojciec,
który, jak wiesz, jest intendentem lasów książęcych, przyjechał tu dla sprostowania granic w borach tutejszych, cały dzień dzisiejszy
przepędził w borach z dwoma obcymi panami,
którzy w tym samym interesie, co mój ojciec,
tu przebywają. Matka moja z żonami tych
panów i dorosłą jednej z nich córką zasiadły do gry, a mnie, która w grach sobie niewiele podobam, od takowej zwolnili. Po
gorącym dniu nastał przyjemny wieczór, okolica tutejsza nader przyjemna, wywabiła mię
na przechadzkę; szłam więc z córką leśniczego."</akap>


<akap>,,Szliśmy przez wieś, drzwi cmentarza
były otwarte, grobowce pozłociło zachodzące
słońce; a że od wczesnej młodości lubiłam
odczytywać napisy i wiersze na pomnikach,
więc weszliśmy na cmentarz. Nie uwierzysz,
jak mi to jest przyjemno, gdy czytam tu, że
w kwiecie wieku zmarł młodzieniec lub panna; tam jak mężczyzna lub kobieta dożyli
lat sędziwych i spoczęli po trudach i pracy.
Nawet wiersze, które trzeba nieraz dobrym
usprawiedliwiać celem, są mi godne czytania i rozwagi. Wszystko to wzbudza we
mnie tkliwe, pobożne, moralne myśli."</akap>


<akap>,,Gdyśmy już wszystkie zwiedzili grobowce, rzekła córka leśniczego: ,,Warto, żebym pani jeszcze coś pięknego wskazała; ---
grób pewnego ubogiego człowieka, który
lubo nie ma ani pomnika ani napisu, który
przecież nader przywiązana do ojca córka
umie wybornie ozdabiać. --- Spojrzyj pani na
ów, pod cieniem świerków wsadzony na mogile krzak róż i ten tak gustowny koszyczek
z pięknymi kwiatami." --- Spojrzę, dostrzegam
i stawam jak wryta. Od razu poznaję koszyk, o którym tyle razy od twego oddalenia z Eichburga smutnie wspominałam; --- a
gdyby mogła się wcisnąć jeszcze jaka wątpliwość, tę zbiłaby wyrobiona na nim moja
cyfra i herb rodzicielski. Dopytuję się skwapliwie o ciebie i twego ojca; a córka leśniczego zawiadomiła mię o chorobie ojca twego
i smutku, jaki z jego ponosisz śmierci. Pospieszyłam natychmiast do tutejszego proboszcza, widać godnego kapłana, który tamto potwierdził i wiele dobrego o was mi napowiadał. Chciałem natychmiast udać się do
ciebie, ale zanim wszystko opowiedział ksiądz
proboszcz, było późno w wieczór, i nie można było życzenia wykonać. Cóż tu robić,
jutro już mamy powracać; --- otóż proboszcz,
ułatwiając trudność, posłał po nauczyciela, aby
ciebie zawezwał, iżbyś natychmiast przyszła
na probostwo."</akap>


<akap>Nauczyciel, stanąwszy przed proboszczem,
oznajmił, że tak daleko chodzić nie trzeba,
bo jest przy grobie ojca. Biedne dziewczę
dodał --- obawiać się trzeba, żeby nie nabyła
jakiej choroby z ciężkiego żalu; ciągle płacze i narzeka. Już po dzwonieniu na Anioł
Pański, --- gdym około zegara był zatrudniony, żeby ten gruchot aby pod bytność państwa w biegu utrzymać --- widziałem ją na
grobie ojczystym kwilącą się."</akap>


<akap>,,Proboszcz chciał mi tu towarzyszyć; ale
jam mu za to podziękowała, aby bez świadków, podług uczucia mego serca, przywitać cię. Za to prosiłam go, aby poszedł do
moich rodziców, uwiadomić ich, gdzie jestem,
i przysposobić na przyjęcie ciebie. --- W taki
to sposób zaszło moje nagłe zjawienie; koszyczek, jak nas smutnie rozłączył, tak nas znowu
społem połączył, żeby nigdy się nie rozdzielić."</akap>


<akap>,,Tak jest, --- mówiła Marianna, złożywszy ręce i wzniósłszy oczy w górę --- to
tak Bóg zrządził! --- Zmiłował się nad moją
nędzą, gdy żadnego nie miałam widoku. O, jakże
dobrotliwym i łaskawym jest dla mnie! ---
Mówią, że Bóg nie posyła pod te czasy, jak
niegdyś, Aniołów, ażeby byli ludziom pomocą; --- ale ja wiem z doświadczenia, że posyła szlachetne dusze, pełne czucia i ludzkości, które umieją czynnie podźwignąć nędzarza, jak hrabianka Emilia. --- Bóg kieruje
ich krokami aż do miejsca, gdzie ich przytomność, tak pociesza jak zjawienie Anioła."</akap>


<akap>Emilia, przerywając Mariannie, rzekła:
,,Jeszcze jedno powiedzieć ci powinnam, moja
przyjaciółko, co w tej historii jest osobliwszym, a co mię przeraża; bo pokazuje, jak
sprawiedliwość Boska ściga człeka jeszcze
na tym świecie! Oto Jutka, twoja największa nieprzyjaciółka, usiłowała ciebie wyprzeć z mego serca, aby siebie tam osadzić,
przeto wymyśliła owo złośliwe kłamstwo na
ciebie i zdawało się, iż jej się to udało.
Wszakże właśnie to kłamstwo było przyczyną, że straciła nasze zaufanie i służbę,
a ty stałaś się wtenczas jeszcze droższą
sercu naszemu. --- Usiłowała ciebie na zawsze
oddalić, już tryumfowała z twego wygnania,
rzuciła ci z diabelską radością koszyk pod nogi;
pewnie nie pomyślała nawet, że ten sam koszyk posłuży do wzajemnego naszego połączenia, a przecież posłużył. --- Iści się tu
przeto, że poczciwym żaden zły człowiek
szkodzić właściwie nie może; --- że wszystko,
co nam źli ludzie, wyrządzą, Bóg obróci na
nasze dobre; że właściwie usiłowania złośliwych na naszą zgubę, Bóg używa do
naszej swobody." ---</akap>


<akap>,,Ale powiedzże mi, moja luba, czemu w
tak późnej dobie znajdujesz się przy grobie
ojca, i czym tak szczególniej zdajesz się być
zmartwioną?"'</akap>


<akap>Marianna opowiedziała hrabiance, jak
haniebnie wygnaną została z domu ostatniego
przytułku swego, a hrabianka zdziwiła się
niemało nad tym zdarzeniem. W rzeczy samej --- mówiła --- już to Bóg tak zrządził, że
właśnie w ten sam moment tu stanęłam, gdyś
ty najsmętniejszą była, i z łzami Boga o
opiekę błagała! --- A wszak ci i w tej okoliczności potwierdza się, że Bóg to złe co
nam nieludzkość wyrządza, na nasze dobro
obraca. Złośliwa gospodyni wypędziła cię
z domu i sądziła, iż cię nieszczęśliwą czyni; --- a oto mimo woli popędziła cię w moję<pe><slowo_obce>moję</slowo_obce> --- dziś popr. forma B. lp r.ż.: moją.</pe>
i moich rodziców bliskość, którzy cię dawno
troskliwie szukają i z radością przyjmą."</akap>


<akap>,,Teraz czas, mówiła Emilia, żebyśmy
stąd odeszli; bo moi rodzice pewnie się o
mnie troszczą. Pójdźże więc, kochana Marychno, i wiedz, że cię już nie popuszczę od
mego boku; jutro odjeżdżamy do dóbr rodzicielskich." ---</akap>


<akap>Marianna, która z boleścią serca wspomniała, że jej przychodzi opuścić grób ojczysty na zawsze, w łzach żegnała się z nim
i trudno się mogła od niego oderwać. Hrabianka przeto wzięła ją pod ramię i rzekła:
,,Pójdź, kochana Marychno, weźm z sobą koszyk, a będziesz miała pamiątkę po twoim
dobrym ojcu. Zamiast koszyka, którym twoja
miłość ozdobiła mogiłę, stawimy mu pomnik,
z którego się ty ucieszysz. --- Pójdźmy, bez
wątpienia, życzysz sobie wiedzieć historię
owego pierścionka, tę ci w drodze opowiem."</akap>


<akap>Prowadząc się wzajem pod ramię, szły przy
łagodnym świetle księżyca ku zamkowi.</akap>





<naglowek_rozdzial>Rozdział XVII. Znaleziony pierścień</naglowek_rozdzial>





<nota><akap/></nota>




<akap>Droga do zamka prowadząca wysadzona
była starymi lipami; postąpiwszy nią cokolwiek w zadumaniu, przerwała takowe hrabianka opowiadaniem, jak znaleziono ów sygnet, o którego kradzież niesłusznie obwiniono Mariannę.</akap>


<akap>,,W roku bieżącym wyjechaliśmy z rezydencji do dóbr wcześniej jak zwykle, a to
w pierwszych pięknych dniach marca, bo tak
chciały interesa<pe><slowo_obce>interesa</slowo_obce> --- dziś popr. forma M. lm: interesy.</pe> ojca. Jak skorośmy stanęli
w Eichburgu, poczęło powietrze majaczyć,
a osobliwie jednej nocy tak szalał wiatr i
taki był plusk, że aż drzewa do ziemi przyginał. Przypomnisz sobie pewnie owe wielkie drzewo gruszkowe w zamkowym ogrodzie w Eichburgu. Stare to było drzewo i
mało już wydawało owocu; burza tak mu
dopiekła, że groziło obaleniem; żeby więc
zapobieżyć<pe><slowo_obce>zapobieżyć</slowo_obce> --- dziś popr.: zapobiec.</pe> możebnemu nieszczęściu, nakazał
ojciec ono wyciąć, ale tak ostrożnie, żeby
wywrotem nie uszkodziło drzew przyległych,
a przeto do tej czynności wszyscy słudzy
użyci zostali. Ojciec, matka i całe rodzeństwo zeszliśmy do sadu, aby być świadkami
końca tej stoletniej mieszczanki sadu."</akap>


<akap>,,Gdy to drzewo z wielkim padło łoskotem, rzucili się moi mali dwaj bracia na
krucze gniazdo, na tym drzewie będące, a na
które oni z dawna ząbki ostrzyli. Że w nim
ani jajek, ani młodych nie znaleźli, poczęli
owo gniazdo pilnie rozbierać; pod czas rozbierania spostrzegł August między splecionemu gałązkami coś błyszczącego. --- Jutka
dojrzała najprzód, że to ów zgubiony sygnet,
krzyknęła przeraźliwie, zemdlała i padła na
ziemię. --- Bracia wydobyli ów sygnet z gałęzi i z tryumfem ponieśli go matce."</akap>


<akap>,,Matka za jednym rzutem oka poznała, że
to ten sam sygnet, który ci tyle zmartwienia spowodował i rzekła: ,,Jakąż to krzywdę
wyrządziliśmy poczciwemu Jakubowi i biednej Mariannie! --- Lubo się cieszę ze znalezienia zguby, ale nierównie więcej cieszyć
się będę, jak skoro Jakuba i Mariannę wynajdę. Z radością oddam ten klejnot, żeby
wynagrodzić wyrządzoną krzywdę!"</akap>


<akap>,,Przytomna<pe><slowo_obce>przytomny</slowo_obce> --- tu: obecny przy tym, będący na miejscu; świadek.</pe> temu zapytałam: ale powiedzcież mi proszę, jakim sposobem mógł się ten
pierścień dostać na sam wierzchołek tego
wysokiego drzewa?"</akap>


<akap>,,A ja to pani zaraz wytłomaczę, --- odrzekł Antoni, stary myśliwy, ze łzą radości
w oku. --- Że ani stary Jakub, ani Marianna
tego pierścienia tam, gdzie znaleziony, nie
złożyła, jest rzecz jasna; bo i drzewo za
wysokie, i wierzch za smagły, żeby się tam
człowiek wdrapał. A potem i czasu nie
mieli po temu, żeby go tam włożyć, boć skoro Marianna wróciła z pałacu, wnet ją i
ojca uwięziono. --- Niezawodna rzecz, że krucy<pe><slowo_obce>krucy</slowo_obce> --- dziś popr. forma M. lm: kruki.</pe>
gnieżdżący się na drzewie, którym się to
podoba, co błyszczy, zwędzili pierścień i w
swój rezydencji złożyli. Ale to dziwna,
że ja, stary myśliwy, nie przyszedłem na tę
myśl wcześniej! Ha! musiało to być dopuszczenie Boże, żeby mój stary przyjaciel i
poczciwa jego córka cierpiała!"</akap>


<akap>,,Masz prawdę mój stary! --- mówiła matka. --- Teraz dopiero pojmuję rzecz całą.
Przypominam sobie bowiem, że kruki często przylatywały na moje okna; że natenczas,
gdy pierścień zginął, okno było otwarte, a
stolik, na którym pierścień leżał, stał zupełnie przy oknie, i że gdym tę izbę zamknęła,
w przyległej niemały czas zabawiła: jasna
więc rzecz, że w mojej nieprzytomności ptak
spostrzegł błyszczący sygnet, wpadł otwartym oknem do pokoju i, porwawszy go, złożył w swym gnieździe."</akap>


<akap>,,Ojciec mój, gdy się w taki sposób przekonał, iż ty i twój ojciec niewinnie zostaliście ukarani, był bardzo zatrwożony. ---
,,Martwi mię to okropnie --- mówił --- żeśmy
tak dużą krzywdę tym poczciwym wyrządzili
ludziom! --- To mię tylko trochę pociesza, że
tu nie nasza zła wola, lecz niewinny błąd
zachodzi; nie zaspokoję się przecież prędzej,
aż tych poczciwych ludzi wynajdę, im odartą
sławę wrócę i wyrządzoną krzywdę wynagrodzę."</akap>


<akap>Po czym przystąpił do Jutki, która sama
między radośnymi stała jak zbrodniarz blada
i drżąca, i odezwał się głosem surowym:
,,Ty fałszywa jaszczurko, jakieś się ty poważyć mogła okłamać twoje państwo i sąd ---
i skusić ich do takiej o pomstę wołającej
niesprawiedliwości! --- Jakieś ty mogła przenieść na twoim sumieniu, żeś tych poczciwych ludzi w tak wielkie nieszczęście pogrążyła!" ---</akap>


<akap>,,A obróciwszy się do dwóch tam przytomnych sług sprawiedliwości, rozkazał:
weźmcie<pe><slowo_obce>weźmcie</slowo_obce> --- dziś popr. forma: weźcie.</pe> ją i okujcie w te same żelaza, które
niewinnie nosiła Marianna; rzućcie w toż
samo więzienie; dajcie tyle rózg, co odebrała tamta. Wszystkie pieniądze i ubiory, które
ta sobie zebrała, zabierzcie na wynagrodzenie tamtej; jak stoi, tak po tym wszystkim
i przez tegoż samego sługę, co Mariannę
wyprowadził, ma być wyprowadzona za granicę."</akap>


<akap>,,Wszyscy przytomni zdrętwieli, bo jeszcze nigdy tak rozgniewanego ojca nie widzieli. Cichość taka nastała, że najmniejsze
poruszenie listka można było słyszeć, aż
po dobrej chwili poczęli wyjawiać swe myśli.
Jeden ze sług sądowych powiedział: ,,Dobrze ci tak! --- Kto pod kim dołki kopie, ten
sam w nie wpadnie!"</akap>


<akap>,,Otóż masz skutki twoich matactw! ---
mówił drugi, biorąc ją z drugiej strony za
ramię. --- Czy prędzej, czy później, wydadzą
się szydła z miecha!"</akap>


<akap>,,Kucharka temu przytomna dodała: złość
na Mariannę, z powodu owej sukni zawiązana, spowodowała ją do kłamstwa, jakoby
widziała pierścień w jej ręku; raz to wyrzekłszy, nie mogła się cofnąć bez okazania,
że jest nieuczciwą kłamczynią; a tak iści się
przysłowie: pozwól diabłu włosek, a on cię
całego pochwyci!" ---</akap>


<akap>,,Możeć jej ta próbka sprawiedliwości
Bożej będzie skuteczną; --- kończył woźnica,
mając siekierę na ramieniu, którą ściął drzewo --- uzna swój błąd i poprawi się; jenaczej<pe><slowo_obce>jenaczej</slowo_obce> --- dziś popr.: inaczej.</pe> jeszcze gorzej by jej poszło tam, jak tu
na tym świecie. Drzewo nierodzące dobrych owoców będzie wycięte i w piec, na
spalenie rzucone!"</akap>


<akap>Wnet rozeszła się wieść o znalezionym
sygnecie po całej wsi, i ściągnęła mnóstwo
ludzi do zamkowego sadu; przyszedł też i
sędzia, który wydał wyrok na Mariannę.
Nie uwierzysz, jakie wrażenie na niego ta
rzecz uczyniła; bo lubo to jest człowiek ostry
i surowo z tobą postąpił, przecież przyznać
trzeba, że ściśle trzyma się prawa i sprawiedliwości. ,,Połowę majątku mego dałbym --- mówił --- gdyby mi się taki przypadek
nie był zdarzył; bo to okropna jest, niewinnego ukarać!"</akap>


<akap>,,Obrócił się potem do zgromadzonego
ludu i rzekł wzniosłym głosem: ,,Bóg tylko
jest sędzią, który się pomylić nie może i
którego oszukać nie można. --- Ten tylko,
któremu nic nie jest ukryte, wiedział, jak ten
sygnet zginął i gdzie się znajdował. Sędziowie ziemscy mylą się w swoich wyrokach,
bo ich wiadomość określona, tak więc niewinnego nierzadko ukarzą, gdy zbrodniarz
wyjdzie spod ich rąk bezkarny. Upieka
się taka niesprawiedliwość czasami na tym
świecie; ale tą razą<pe><slowo_obce>tą razą</slowo_obce> --- dziś popr.: tym razem.</pe> Sędzia odwieczny, który
kiedyś wszelką takową niesprawiedliwość
sądem swym sprostuje, już tu i w oczach
naszych odkrył niewinność i ukarał zbrodnię. --- Uważajcie no, jak to wszystko służyć
musiało woli jego świętej! --- Na jego skinienie powstał wczorajszy okropny wicher
i nagiął drzewo, że zagroziło niebezpieczeństwem; posłał ulewny deszcz, żeby wypłukał gniazdo i wykrył tam złożony pierścień;
z Jego rozporządzenia było hrabiostwo przytomne<pe><slowo_obce>przytomny</slowo_obce> --- tu: obecny przy tym, będący na miejscu; świadek.</pe> ścięciu drzewa, i panicze ciekawi na
gniazdka, wybrani byli jako niepodejrzani
widze<pe><slowo_obce>widze</slowo_obce> --- dziś popr. forma M. lm: widzowie.</pe> i wynalazcy pierścienia; musiała i
Jutka być przytomną i sama przeraźliwym
krzykiem ogłosić niewinność Marianny, ta
właśnie, co zeznaniem swym fałszywym najwięcej się przyłożyła do jej zguby. Lubo
Bóg dopiero na końcu świata przetrząśnie
wszystkie procesa<pe><slowo_obce>procesa</slowo_obce> --- dziś popr. forma B. lm: procesy.</pe> ludzkie i każdemu wymierzy sprawiedliwości miarę podług prawdy; --- przecież, żeby ludzie przez długie
ociąganie się tego sądnego dnia nie ostygli
w wierze o Jego rzeczywistości, żeby ożywił pewność, iż czuwa nad nami niewidzialna,
a przecież wszystko doskonale wiedząca sprawiedliwość, dosyć silna, żeby złego ukarać,
dobrego nagrodzić, wprowadza na widownię
świata tego podobne obecnemu zajścia! ---
Nie myśl, że gdy okłamiesz siebie, ludzi
i sędzię ziemskiego, --- już możesz być spokojnym, iże się rzecz twoja skończyła.
O nie! --- Jest ci taki przytomny<pe><slowo_obce>przytomny</slowo_obce> --- tu: obecny przy tym, będący na miejscu; świadek.</pe>, który wszystko doskonale widzi, będzie pamiętał i po
śmierci będzie twoim surowym sędzią. Miej
tę prawdę przed oczyma twymi zawsze, i
nie dopuszczaj się żadnych matactw!" ---</akap>


<akap>,,Ta odezwa uczyniła niemałe wrażenie na przytomnych, zamyśleni rozeszli się
do domów."</akap>


<akap>Podczas tej rozmowy doszły obie te
poczciwe dziewczyny do drzwi zamkowych.</akap>





<naglowek_rozdzial>Rozdział XVIII. Jak szlachetni ludzie wynagradzają krzywdy</naglowek_rozdzial>





<nota><akap/></nota>



<akap>Hrabia z małżonką swoją i innymi gośćmi
zgromadzeni byli w wielkiej sali zamkowej,
w guście staroświeckim ozdobionej. Ściany
jej były wybite tapetami, na których igłą szyte
były sceny myśliwskie, z myśliwymi, końmi,
psami, jeleniami i dzikami. Kolory tych choć
już starych obić były jeszcze dość żywe i
świeże. Kto osobliwie wieczorem, gdy kryształowe świeczniki pozapalane były, wszedł
do tej sali, zdało mu się, że jest w boru
wśród uganiania myśliwskiego.</akap>


<akap>Proboszcz już od znacznej doby znajdował się w salonie, a zgromadzeni goście z
natężoną uwagą słuchali jego opowiadania
o Jakubie i Mariannie. Prawił im historię
poczciwego starca tak serdecznie i czule; ---
przedstawił sposób myślenia i całe postępowanie tego dobrego człowieka w tak zajmujących zarysach, --- oznaczył szczególniej tego starego sługi miłość i przywiązanie ku
swemu państwu, które zbiegiem osobliwszych
okoliczności omamione było zmuszone z nim
ostro postąpić, w żywych kolorach. ---
Marianny miłość ku ojcu, jej pieczołowitość
około swobody onegoż, jej pracowitość, pobożność, cierpliwość i skromność tak dobitnie opowiedział; --- że wszystkim przytomnym łza zrosiła oczy, a hrabina od łez wstrzymać się nie mogła.</akap>


<akap>Wtem weszła Emilia do salonu, prowadząc jedną ręką Mariannę, w drugiej niosąc
znajomy koszyczek. Wszyscy goście powstali
i spieszyli powitać Mariannę, którą z opowiadania proboszcza nauczyli się cenić i szanować.</akap>


<akap>Hrabia wziął łaskawie Mariannę za rękę
i rzekł: ,,Biedne, dobre dziecko! Jakże to ty
pobladłaś i wynędzniałaś! --- A to nasze nie
dosyć rozważne postępowanie przywiodło cię
do tego stanu. Wybacz nam! --- Bądź pewną, że nie zaniedbamy użyć żadnych środków do podźwignienia twego służyć mogących. --- Wyrzuciliśmy cię z twego rodzinnego domku, otóż odtąd ma być twoją własnością. Oto domek i ogród, który ojciec
twój dożywocie<pe><slowo_obce>do żywocie</slowo_obce> --- dziś: dożywotnio.</pe> posiadał, daruję ci na własność; mój sekretarz odebrał rozkaz wygotowania tegorzecznego<pe><slowo_obce>tegorzeczny</slowo_obce> (daw.) --- mówiący o tym; o tej treści.</pe> zapisu, a Emilia wręczy ci takowy."</akap>


<akap>Hrabina uścisnęła Mariannę serdecznie
i zdjąwszy z palca sygnet --- ten sam co tyle
spowodował nieszczęścia --- i oddając go onej, rzekła: ,,Moja kochana córko! Lubo twoja
niewinność i cnota daleko wyższym i droższym jest klejnotem, jak ten w pierścieniu
osadzony diament, choć posiadasz nierównie
większe przymioty duszy, niż ten pierścień,
nie gardź przecież nim, jako nagrodą krzywd,
które ci poczyniliśmy, i zadatkiem macierzyńskiej mój przychylności. Jeżeli nadejdzie
czas, w którym potrzebna ci będzie wyprawa, na ten czas pierścień ten jego ceną wykupię." --- I w czasie tej odezwy wsadziła
Mariannie pierścień na palec.</akap>


<akap>Marianna tą dobrocią hrabiów tak przytłoczoną była, że nie mogła się zdobyć na
wynurzenie myśli swych; tyle tylko czuła,
że pierścienia, ile zanadto drogiego i niestosownego do jej stanu upominku, przyjąć
nie powinna.</akap>


<akap>Gdy tak się oświadcza i trzyma w celu
zwrócenia pierścienia, jeden z przytomnych
panów odezwał się: ,,Weźm, dobre dziewczę,
co ci wspaniałomyślność daje. Bóg ubogacił
majątkiem szanownego hrabię i czcigodnę
hrabinę; ale dał im, co więcej jak majątki
znaczy --- wspaniałomyślne serce, że umieją
skarbów użyć na dobre!"</akap>


<akap>,,Zanadto schlebiasz nam, baronie! ---
Nie jest to tu czyn wspaniałomyślności, lecz
sprawiedliwości! --- Pokazaliśmy światu czyn
wielkiej krzywdy, o którym bez powstydzenia w życiu naszym wspomnieć nie można,
dla naszego zaspokojenia jest rzeczą nieodzowną podług możności błąd nasz wynagrodzić. Zasługi tu nie skarbimy sobie, bo
czynimy, co każe powinność sprawiedliwości."</akap>


<akap>Skromna Marianna trzymała pod ten czas
pierścień w ręku, który zdjęła z palca, i zwróciła swe łzą zroszone oczy na księdza proboszcza, jak gdyby go prosiła o pomoc w pozbyciu się tej ofiary, smutne wspomnienia
w sobie łączącej.</akap>


<akap>Co gdy ten zrozumiał, tak do niej mówił:
,,Tak, Marianno! pierścień ten zatrzymać musisz. --- Hrabiostwo zanadto myślą szlachetnie, żeby raz ci daną ofiarę na powrót przyjąć mieli. Oto, dobre dziecko! Bóg ci nagradza twoją wzorową miłość ku ojcu, bo
kto rodziców swych jak Pan przykazał szanuje, temu daną obietnicę niezawodnie uiści,
a tu oto daje ci obiecaną nagrodę przez ręce
twego Państwa. --- Przyjm przeto ten dar
z wdzięcznością; a gdy będąc w nieszczęściu
umiałaś poddać się rozporządzeniom bożym
i być cierpliwą, sądzę, że teraz w szczęściu
nie będziesz dumną, lecz Bogu wdzięczną i
bliźnich szanującą."</akap>


<akap>Włożyła przeto sygnet na palec, ale
wzruszona nie zdołała wyrazić usty<pe><slowo_obce>usty</slowo_obce> --- dziś popr. forma N. lm: ustami.</pe> swej
wdzięczności.</akap>


<akap>Emilia, która stała obok Marii, trzymając w ręku koszyczek z kwiatami, widocznie
ucieszoną była spaniałomyślnością<pe><slowo_obce>spaniałomyślność</slowo_obce> --- dziś: wspaniałomyślność.</pe> swoich
rodziców; w oczach jej wyczytać można było
przywiązanie do Marianny. --- Proboszcz,
który czasami przeciwnych usposobień bywał
świadkiem, gdzie dzieci krzywym okiem
patrzały na dobrodziejstwa innym przez rodziców świadczone, nie mógł pominąć bez
interesownej dobroci serca, jaką widział w
Emilii, mówił więc do hrabiów: ,,Niech Bóg
nagrodzi szlachetne czyny wasze, a coście
uczynili sierocie, niech zleje na godną córkę
waszą, która widzę w szlachetności serca rodzicom wyrównywa<pe><slowo_obce>wyrównywa</slowo_obce> --- dziś popr. forma: wyrównuje.</pe>!" ---</akap>


<akap>,,Tego się spodziewamy; bo to, co my
z doczesnych dóbr cierpiącej ludzkości udzielamy, to jest kapitałem dla wieczności złożonym, którego nikt na tym świecie uszkodzić nie potrafi."</akap>





<naglowek_rozdzial>Rozdział XIX. Jeszcze znakomite zdarzenie tyczące niniejszej
histori</naglowek_rozdzial>





<nota><akap/></nota>



<akap>Hrabina kazała dać wieczerzę, zaprosiwszy proboszcza i Mariannę do stołu. ---
Podczas modlitwy, którą wszyscy przytomni pobożnie mówili, stanęła Mariannie następująca tkliwa myśl: ,,Mój Boże! --- myślała sobie, --- któż by to był pomyślał, gdy
mię gburka bez wieczerzy wygnała, że tę
zajadać będę w tak świetnym gronie? ---
A przecież tam byłam tak małowierną w boskiej opatrzności! --- Wybacz mi, Panie, to
uchybienie i daj łaski, abym nigdy nie chwiała
się w ufności, którą w Tobie pokładać trzeba!</akap>


<akap_dialog>Przy stole naznaczono Mariannie miejsce między hrabiną i Emilią, a gdy się, w
uznaniu swej niskości, wzbraniała zająć wyznaczonego sobie miejsca, wzięła ją hrabina
za rękę i posadziła, mówiąc: ,,Ty jesteś naszą córką, nie zgubioną, lecz odrzuconą ---
słuszna, byś, gdyśmy cię znaleźli, zajęła w
uczcie miejsce honorowe." Podczas stołu
właśnie o niczym więcej, jak o Marianny
przypadkach nie mówiono. A że hrabia przywiózł z sobą swego wiernego leśniczego Antoniego, który więcej z przywiązania, jak
z powinności posługiwać zwykł był państwu
swemu przy stole, więc i tą razą pełnił swą
usługę, ale właśnie ciągle stał za krzesłem
Marianny, często ocierał płynącą z oka łzę.
Jako staremu zasłużonemu słudze wolno było
czasami wmieszać się w rozmowę, użył i tą
razą swej wolności i tak rzekł do Marianny:
,,Nieprawdaż to, panno Marianno, że się ziściło,
cofa ojcu i tobie przy owym granicznym kamieniu w lesie powiedział: że poczciwość
trwa najdłużej, a kto w Bogu ufa, tego Bóg
nie opuści. --- Jednego tu jeszcze nie dostaje; trzeba by, aby twój ojciec, a mój stary
przyjaciel dożył był dzisiejszego dnia radości! --- Mój Boże! jakżeby się to był cieszył
poczciwy Jakub, będąc świadkiem odkrytej niewinności swojej córki! --- To mi z głowy
ustąpić nie chce i zdaje mi się, że powinien
był te parę miesięcy przeżyć, aby widział
tę cześć, jakiej córka jego dziś jest uczestniczką, a choćby wreszcie i z radości dziś
umarł!" ---</akap_dialog>


<akap>,,Dobry starcze! --- odrzekł proboszcz ---
umiem ja ocenić wasze uczucia, które zdobią ducha waszego. --- Wszakże nasza uwaga
nie powinna się zwracać i zakreślać tylko
na to życie doczesne, krótkie i mizerne; życie teraźniejsze jest tylko wstępem życia
przyszłego; życie obecne jest przygotowaniem do Nieba. --- Jeżeli teraźniejsze życie
uważać będziem samo w sobie, bez związku
z przyszłym, o, natenczas znajdziemy wiele
takich zdarzeń, które nie będą nam zgodne
z mądrością, dobrocią i sprawiedliwością
Boga. Ale gdy wzniesiem naszą myśl ku
Niebu, jak ono łączy się z teraźniejszą pracą
na zyskanie onego, a wtenczas pierzchną
wszelkie wątpliwości. To widzim właśnie
w historii Jakuba i Marianny. Temu dobremu dziecku wspaniałomyślność wynagrodziła na tym świecie jej cierpienia; ojciec
zaś jej nie poznany z względu swej poczciwości umarł w nędzy, a co najwięcej zapewno umierającemu dokuczało, była ta okoliczność, że dziecię swe pozostawia bez opieki
w ubóstwie. Gdyby nie było życia przyszłego, ta nierówność nagrody za cierpienia byłaby wielką niesprawiedliwością, i oburzyłaby każdego, jak nasz Antoni nadmienił.
Ale nie! Jest życie przyszłe! --- Jest Niebo!
gdzie Bóg sprawiedliwy wynagradza zasługi
życia teraźniejszego. Więc tam nasz poczciwy
Jakub, co tu tylko cierpieć musiał, pewnie
obficiej od Boga wynagrodzonym jest, jak jego
córka od naszego państwa.</akap>


<akap>,,Co więcej, tak mi moje czucie powiada, --- a to czasem więcej ma prawdy, jak
rozum, --- że ten starzec, który poniósł ze
sobą na tamten świat uczucia ojcowskie, więcej może ma udziału w niniejszym weselu,
jak my sądzimy. --- Muszę tu jedną przytoczyć okoliczność, która tę myśl zdaje mi się
potwierdzać. --- Ilekolwiek w tym starcu wielkie znalazłem zaufanie w Bogu, to przecież
trapiła go troska o dalsze powodzenie jego
córki. --- Jednego poranku, gdym go odwiedził, znalazłem go nader wesołego; podał
mi rękę z wdzięcznym uśmiechem i dodał
,,Teraz, księże proboszczu, spadł kamień z serca
mego, to jest troska o los córki, gdy mnie
nie będzie; teraz zupełnie jestem o nią spokojnym. Zeszłej nocy tak czule mogłem się
modlić, jak nigdy w życiu; takie zadowolenie i tak słodkiego doznałem spokoju, że
mi się zdaje, że to jest szczególna łaska i
pociecha od Boga pochodząca i Bóg moje
modły wysłuchał. Zawrę teraz oczy spokojnie, bo jestem pewnym, iż niewinność córki
mojej będzie odkryta, a państwo moje zastąpi miejsce rodziców we względzie na moję
córkę." Tak mówił, a to właśnie po nocy,
której, jak słyszę, wicher obalił owo drzewo,
gdzie kruk złożył ów sygnet --- tak to widać
Rządźca Najwyższy na pociechę sprawiedliwego dał mu uczuć szczęśliwe i tak wielki
wpływ na los córki wywierające zdarzenie,
a czyż nie można sobie pomyśleć, że uiszczenie tego przeczucia jest mu wiadome,
i wiadoma dzisiejsza szczęśliwość jego córki? --- Bądź co bądź, to dziś nam jest jasną
prawdą, że modlitwa Jakuba w owej nocy i jej wysłuchanie najpiękniejsze światło rzuca
na tę całą historię, bo powiada jawnie, że
była dziełem wszystkim rządzącej Opatrzności. Bóg dopuścił upokorzenie na tę familię; a gdy widział niezwichniętą jej cnotę choć
w nędzy, podźwignął i pocieszył onę. --- Nie,
tego nie mógł skojarzyć bezrozumny przypadek, ślepy traf, ale Boska mądrość, wszechmocność i sprawiedliwość. ---</akap>


<akap>,,Ta historia powiada nam, jak to wielką
miłość zapalił Bóg w sercach rodzicielskich
na rzecz ich dzieci; ale nierównie większą
miłością pała On sam ku wszystkim ludziom.
Żyjmy w tej wierze, że Bóg, co rządzi wszystkim, miłuje nas serdecznie, bo ta będzie
jedyną pociechą naszą w biedzie i śmierci,
od których nikt ochronionym być nie może."</akap>


<akap>,,Tej wiary ja jestem," skończyła hrabina --- i wstali wszyscy od stołu, aby po
spoczynku nazajutrz powrócić do dóbr swoich.</akap> 





<naglowek_rozdzial>Rozdział XX. Nawiedziny</naglowek_rozdzial>





<nota><akap/></nota>



<akap>Na drugi dzień wszystko było w ruchu, gotując się do odjazdu; panna Emilia i jej towarzyszka krzątały się zwinnie około Marianny,
szło tu o jej ubranie. W Eichburgu ubrana
była, jak się ubierają wieśniaczki, i twierdziła,
że to ubiór jej stanu, zmieniać go nie powinna bez podejrzenia o pychę; tamte zaś
twierdziły, że ponieważ obecnie przyjęta za
córkę hrabiów i będzie nieodstępną towarzyszką Emilii, przeto nie wypada, aby w dawnym chodziła ubiorze; dawny stan zmienia,
zmienić też winna i ubranie. Mimo tych słusznych przyczyn ledwo ją uprosiły, że przywdziała na siebie ofiarowane ubiory.</akap>


<akap>Zeszła tak ubrana z koleżankami na śniadanie, a przytomni zadziwili się, jak pięknie
stroił nowy ubiór Mariannę. Po śniadaniu
siadła z Emilią i jej rodzicami do powozu,
aby odwiedzić dotychczasowe jej pomieszkanie, bo hrabia chciał poznać gospodarzy, którzy przyjęli miłosiernie Jakuba z córką, i podziękować im za ich uczynność. W drodze
dopytywał się o stosunki tych starych, a Marianna nie mogła zamilczeć, że ich obecne
położenie, odkąd synowa w dom weszła, nie
jest najlepsze, mało mają szczęśliwych godzin.</akap>


<akap>Gdy zatoczył się powóz przed dom gburów, zdziwiono się, skąd ta niesłychana nowość. Gburka wybiegła, aby powitać przybyłych i pomóc paniom wysiadającym z powozu. Gdy spostrzegła po pańsku ubraną
Mariannę, którą niedawno z domu wygnała, zakwasiła twarz i, niby ją bąk zagryzł, odskoczyła.</akap>


<akap>Stary pracował w sadku, wskazała go
państwu Marianna, a ci podali mu przyjacielską dłoń na powitanie i pochwalili jego
dobroczynność względem nieszczęśliwego Jakuba. Na co on im w szczerości odrzekł:
,,O! powinienem ci ja jemu więcej, niż on
mnie wdzięczności! --- Z nim bowiem wkroczyło pod dach mój błogosławieństwo boże,
a gdybym go był we wszystkim słuchał, byłoby mi dziś lepiej, jak jest. --- Od jego śmierci nie ma dla mnie pociechy, prócz tego ogródka,
a i tę pociechę zawdzięczam jemu, bo za jego radą zastrzegłem sobie ten kawałek ziemi,
a od niego nauczywszy się obchodzić z drzewem i ziołami, tu znajduję rozrywkę, której
bym próżno szukał w domu."</akap>


<akap>Wtem wynalazła Marianna starą gburkę
w jej kąciku i nieśmiałą stawiła państwu.
Oboje starzy, zobaczywszy zmianę powodzenia swej lubej Marychny i dowiedziawszy
się z ust hrabiny, jak ta nastąpiła, rozczulili się; a stary rzekł: ,,Nie mawiałem ci tego, Marysiu, że tobie pójdzie raz jeszcze dobrze
na świecie, a to za tę wielką miłość, z jakąś
była dla twego ojca! --- Widzisz, jak się to
chwatko ziściło!" Staruszka ośmielona łaskawością państwa dodała, wskazując na piękny ubiór Marianny: ,,A widzisz, jak to prawda, co ci prawił twój poczciwy ojciec, gdy
mówił, ten, co kwiaty tak pięknie zdobi, i o
tobie nie zapomni!"</akap>


<akap_dialog>Młoda gburka stała z daleka i tak sobie
dumała: jak też to opacznie idzie na świecie! Ta żebraczka wnet stała się jejmościanką! Tylko że to ludzie widzą, co ona w istocie jest, bo nie zapomnieli, jak wczoraj z zawiniątkiem pod pachą pod ową tam wędrowała górę, aby rozpocząć żebraninę po kraju! --- Dziś ani przystąp do pani!"</akap_dialog>


<akap>Hrabia pojął jej myśl z pogardliwej miny i mówiąc: ,,To niegodziwa kobieta!", przeszedł kilka razy po sadzie w myślach i wreszcie stanął przed starym i rzekł: ,,Mam ja wam, ojcze, cóś przedłożyć; jeśli przystaniecie na moje: oto ową posadę w Eichburgu, którą dzierżył Jakub, darowałem Mariannie; ale ona, jaki mi się zdaje, tak łatwo nie zechce swej własności osiąść; nie chcielibyście wy ze swoją tam pociągnąć? Zaręczam, że wam się tam podobać będzie; a Marianna pewnie od was dzierżawy żądać nie będzie. Tam będziecie mogli oddać się miłemu i nietrudnemu gospodarstwu, a w pomieszkaniu przyzwoitym znajdziecie na stare lata spokój i wygodę."</akap>


<akap>Hrabina, Emilia i Marianna przyłączyły
się do zdania hrabiego, a oboje starcy przystali z ochotą, bo im w ich własnym domu
źle było; ciężko było wytrzymać to piekło,
jakie zła kobieta codziennie podsycała.</akap>


<akap>Nadszedł z pola młody gbur sprowadzony ciekawością, co by znaczył powóz pański
przed jego domem; a gdy się dowiedział, o
co rzecz idzie, zezwolił na przesiedlenie rodziców, przekonany, że sobie o tyle ulży, iż
sam za siebie tylko cierpieć będzie, a będzie
miał tę pewność, iż jego rodzice szczęśliwi; ---
bo dotąd cierpiał od złej kobiety podwójnie,
i sam za siebie, i przez litość nad nieszczęśliwymi rodzicami.</akap>


<akap>Młodej gburce dogodnie też było, że starych pozbędzie, przeto poczęła starym dogadywać w tej myśli, żeby to była wielka
niewdzięczność nie przyjąwszy ofiary --- tego
ogromnego szczęścia! --- Na to jej odpowiedział z przycinkiem mąż: ,,A to mnie cieszy,
że ty przecież przyszłaś do rozumu! Mawiałem ja zawsze: że dobroczynność świadczona biednym przynosi w dom błogosławieństwo; a tyś nie chciała wierzyć. A teraz
widzisz, że miałem po sobie słuszność."</akap>


<akap>Na to żonka gdyby gotowany rak poczerwieniała, ale nie śmiała wobec państwa wydać swej złośliwej odpowiedzi, lubo ją każdy
w zaiskrzonych oczach mógł wyczytać.</akap>


<akap>Gdy tak się ułożyli, zapewnił hrabia, że
skoro wróci do domu, przyśle swe wozy po
starych, i udał się ze swymi w dalszą podróż.</akap>




<naglowek_rozdzial>Rozdział XXI. Co tu więcej jeszcze zdarzyło się</naglowek_rozdzial>





<nota><akap/></nota>



<akap>Hrabia dotrzymał danego starym gburom
słowa, przysłał bowiem po nich i ich sprzęty
wozy z Eichburga. Przy pożegnaniu z rodzicami płakał syn serdecznie; ale synowa, która z utęsknieniem liczyła godziny odjazdu,
wielce się stąd cieszyła, iż się raz starych
z domu pozbędzie; lubo jej radość zasępiło
pismo hrabiego, w którym uwiadomiał, że
otrzymanie, które sobie zapisem zastrzegli rodzice, co kwartał w pieniądzach płacić mają
do najbliższej kasy krajowej, a ta prześle
tę płacę starym; w przypadku nieregularności nastąpi egzekucja. --- To synowę mocno
zmartwiło, bo sądziła, że z przeniesieniem
starych ustanie obowiązek utrzymania onych, a tu inaczej; a potem przez pośrodek rządu trzeba było dać i regularnie, i wszystko, gdy tymczasem wprost dało się z rodzicami różnie zrobić.</akap>


<akap>Starzy wyjechali na drugi dzień z rana
wśród szczerych i rzewnych pożegnań syna
a dąsów synowej. Tej niegodziwej kobiecie
dał Pan Bóg z czasem przestrogę, bo jej
tak poszło, jak zwykle idzie chciwcom. Pożyczyła ona była pewnemu kupcowi pieniędzy na duży czynsz: dziesięć od sta. Nie
brała czynszu rocznie, lecz zbijała go w kapitał, a tak rósł czynsz od czynszu i kapitał się zwiększał. Cieszyła się takim panoszeniem i często liczyła mężowi, jak w dziesięć lat wielką w ten sposób zgromadzi sumę. Ale że to powiedział Pan Jezus, iż kto z nim
nie zbiera, ten rozprasza, więc i te lichwiarskie rachuby na nic wyszły: kupiec zrobił
bankrut, a kapitał z procentami przepadł. Odtąd jak się o tym dowiedziała, nie miała żadnej spokojności we dnie i w nocy; dnie całe
biegała po sądach, po rzecznikach, a po długim kłopocie i umartwieniu, zamiast spodziewanych tysięcy, ledwie paręset wydostała; i to jej tak dokuczyło, iż sobie życie
całkiem obrzydziła. Wreszcie wpadła w chorobę; a gdy jej mąż radził lekarza, odrzekła
z gniewem: ,,A cóż on pomógł staremu Jakubowi? --- Lepiej się zna na chorobach kat,
tego mi sprowadź." --- I to radziło skąpstwo,
bo spodziewała się, że kata usługę za parę
złotych mieć może, gdy lekarz kosztowałby
kilka talarów. Oparł się temu mąż i, poradziwszy się doktora, przyniósł flaszkę medycyny, ale ona tę wyrzuciła za okno, a użyła
lekarstwa katowskiego, które zgubiło prawda
febrę, ale sprowadziło suchoty.</akap>


<akap>W czasie choroby odwiedzał ją proboszcz
z Erlenbrun kilkakrotnie i widząc, że dogorywa, mawiał o nikczemności rzeczy doczesnych, o potrzebie zapewnienia sobie zbawienia przez nawrócenie do Boga, pogardzeniu znikomych zysków i zamiłowaniu Boga
i przykazań Jego. To ją nudziło: ,,Co on sobie
myśli z tymi perorami? --- Kupcowi, co nas
oszukał, żeby tak prawił, pochwaliłabym, bo
to oszukaniec; ale jać taką łotrzyną przecie
nie jestem. Dopókąd mogłam się włóczyć,
chodziłam do kościoła, modlitwy i inne obrządki religii pełniłam; pracowałam, oszczędzałam, grosza na psią nie wydałam; czegóż
trzeba więcej? --- Wszakże zachowałam się
jak wzorowa gospodyni; a on mi tu prawi
o nawróceniu! --- Nic innego, tylko musieli
mu starzy głowę nabechtać."</akap>


<akap>W takim zaślepieniu trzeba było proboszczowi mówić jaśniej i dobitniej: że kocha
pieniądze, bo dla ich zguby zmartwieniem
życie sobie ukróca; że jest złośnicą i o tyle
co kłóci się z mężem, że ten spokojnej godzinki nie ma; że to skąpstwo i ta złość
była powodem, iż poczciwą dziewczynę wygnała z domu, że i starzy, chroniąc się przed
jej zjadliwością, swoję lubę własność, gdzie
się schowali i wzrośli, opuścić z ciężkim
sercem musieli; że przez lichwę, którą się
zbogacić chciała, splamiła ducha chrześcijańskiego i ściągnęła na się karę bożą, stratę
własnego zarobku i chorobę. Że przy tym
niedostatku miłości Boga i bliźnich, wszystkie jej pobożności nic nie znaczą, bo prawa pobożność nie na samych paciorkach się
zasadza, jak to powiedział Pan Jezus: ,,Nie
każdy, kto mówi: Panie! Panie! wnijdzie<pe><slowo_obce>wnijść</slowo_obce> (daw.) --- wejść.</pe> do
Królestwa Bożego; lecz ten, co pełni wolę
Boga, ten wnijdzie do Królestwa Bożego!"</akap>


<akap>Nie dała skończyć, lecz poczęła szlochać,
nie z żalu, lecz z oburzenia na mówiącego:
,,Ach! ja jestem najnieszczęśliwszą na świecie
kobietą! Nikt mię cierpieć nie może! --- a to
najgorzej mi dokucza; że i mój pasterz uwziął
się na mnie! --- A cóżem ja to waćpanu zrobiła złego, że mię tak nienawidzisz i tak mnie
krzywdzisz?" ---</akap>


<akap>Cóż tu było więcej robić? --- ,,Jak to jest
źle --- odrzekł proboszcz --- kiedy serce człowieka przylgnie do doczesności! --- niepodobna mu wznieść go ku niebu. Prawda, co
powiedział Zbawiciel: łatwiej wielbłądowi
przedostać się przez ucho igły, jak bogaczowi wejść do nieba. --- Gdzie twój skarb, tam i
serce twoje! --- Jak się to ludzie wielce mylą,
gdy myślą, że majątek ich uszczęśliwi! ---
Przy twoim gospodarstwie i pieniądzach
miałażeś ty aby kiedy prawdziwą szczęśliwą
godzinę? --- Zawsze w pracy, aby mieć; zawsze w kłopocie, aby nie stracić! Doznajesz teraz smutku, gdy ci wszystko niknie! --- Obyś ty była mniej przywiązaną do tej znikomości,
pewnie by cię teraz znikająca nie tak martwiła! --- Obyś ty w Bogu całe twe uszczęśliwienie pokładała była --- byłoby ci obecnie
lekko i swobodnie, bo On by cię, ten cel
serca kochającego, nie opuścił!"</akap>


<akap>Zaręczywszy, że to wszystko mówi, nie
żeby ją zmartwić, lecz do uznania swego
obłąkania doprowadzić, pożegnał chorą i odszedł. --- Gburka męczyła się jeszcze kilka
tygodni, żałując sobie niejednego, co by jej
ulżyć mogło. Wreszcie gdy czuła bliski zgon,
poprosiła proboszcza --- przyjęła ze łzami
święte sakramenta --- i umarła właśnie w połowie wieku życia ludzkiego, jako ofiara chciwości i oczywisty dowód, że szczęśliwość
człowieka nie w posiadaniu doczesności leży.</akap>





<naglowek_rozdzial>Rozdział XXII. Smutne zdarzenie</naglowek_rozdzial>





<nota><akap/></nota>



<akap>Hrabiostwo, wyjechawszy do stolicy państwa, wzięli Mariannę z sobą. Pewnego
poranku przyszedł do mieszkania ich kapłan,
którego głowa dobrze posiwiała, i kazał się
poprowadzić do Marianny, zapewniając, iż
ma z nią coś ważnego mówić. Pewna chora
osoba, bliską będąc śmierci, chce z nią mówić, zapewniając, że bez tego spokojnie
umierać nie będzie mogła; kto jest tą osobą,
zechce się Marianna sama przekonać. --- Wezwanie takowe zadziwiało Mariannę i zapytała o radę w tej mierze hrabinę, ta że
znała tego kapłana ze strony zalecającej go,
radziła Mariannie iść za wezwaniem. --- Na
żądanie kapłana, towarzyszył jej stary sługa
Antoni.</akap>


<akap>Szli długo, aż w sam koniec miasta, gdzie
w odległej ciasnej uliczce stanęli przed domom posępnej postaci, weszli weń po pięciu wschodach<pe><slowo_obce>wschody</slowo_obce> --- tu daw.: schody.</pe>, a kapłan wskazał na drzwiska połachane i dodał: ,,Nim wejdziesz, przydadzą się parę kropel tej wódki" --- i polał
jej na chustkę melisowego spirytusu.</akap>


<akap>Nad izbę, do której weszli, nic smutniejszego nie było: ciemne okienko, pozalepiane
papierem, łóżko ubożuchne, złamany stołek, dzbanek na pół stłuczony z wodą, składały sprzęta<pe><slowo_obce>sprzęta</slowo_obce> --- dziś popr. forma B. lm: sprzęty.</pe>; postać leżącej w tej izbie osoby
była odrażająca. Mariannie zdało się, że
widzi trupiokost<pe><slowo_obce>trupiokost</slowo_obce> --- kościotrup.</pe>, odzywający się chrapliwym
głosem i wyciągający do niej z ciała opadłą rękę. Przelękła się i tyle z mowy podziemnym o jej uszy obijającym się głosem,
wyrozumiała, że to jest owa Jutka, co na
dworze w Eichburgu tak pięknie jak kwitnąca róża wyglądała.</akap>


<akap>Nieszczęśliwa dowiedziała się od kapłana,
że Marianna jest z państwem w stolicy,
prosiła go przeto, aby ją sprowadził w zamiarze przeproszenia za wyrządzonę krzywdę
w procesie o ów wiadomy sygnet. Nazwiska swego nie powiedziała wprzód, bo sądziła, iżby skrzywdzona przez nią Marianna,
wiedząc, kto jej żąda, nie byłaby do niej przyszła. Dobroduszna Marychna, zalana łzami
na ten bolesny widok, zapewniła chorą, że
już dawno o wszystkim zapomniała i darowała, a obecnie tylko politowanie czuje; w
dowód tego chciała chorą uściskać i ucałować; ale ksiądz odsunął ją od łóżka i rzekł:
,,Dla Boga! Nie czyń tego! Bo to choroba
zaraźliwa!" --- Na zapytanie: ,,Cóż to przecież
za choroba, której chronić się każesz?" ---
spuścił oczy i milczał. --- To milczenie przerwała chora, wzywając, aby dla przestrogi
odpowiedział na pytanie.</akap>


<akap>Z politowaniem spojrzawszy na Mariannę, tak kapłan zadowolił żądanie Jutki:
,,Choroba ta, moja panno, jest skutkiem szkaradnych zbytków. Tak to lubieżność zbezecnić najpiękniejszą postać, i sprowadzić
najokropniejszą śmierć zdoła! Jesteś, moje
dziecko, młoda i niedoświadczona, zdarzy ci
się pewnie, że cię nazwą piękną, będą ci
schlebiać; nie wierz! Bo to są pajęczynki,
które rozpościerają straszne pająki, aby
schwytać głupie muszki i zabić! --- Muszka
wrzeszczy i usiłuje wydobyć się z sieci, ale
na próżno; a pająk się cieszy! Tak i ci
fałszywi schlebcy drwić będą z ciebie, gdy
cię nieszczęśliwą uczynią. Gdzież są dziś
ci, co tej nieszczęśliwej oświadczali swą przyjaźń? Oto dają jej z głodu umierać! --- Napatrzysz się wiele złych przykładów, nasłuchasz, jak grzech będą usprawiedliwiać; nie
ufaj im! Wierz, co boskie przykazanie szóste i dziewiąte mówi, bo to dał Bóg, żeby
odwrócić człowieka od nieszczęścia doczesnego i wiecznego! --- Pamiętaj na to, co tu
dziś widzisz! <begin id="b1381525151233-1225323569"/><motyw id="m1381525151233-1225323569">Choroba, Kara, Grzech, Seks, Rozkosz</motyw>Widzisz, mówię, do czego to grzech
doprowadza! A pamięć na tę nędzę odstraszyć cię zdoła od myśli brudnych. --- O, gdyby
można było sprowadzić tu wszystkie miasta
tego dziewice, aby im dla przestrogi wskazać tę nędzną ofiarę lubieżności! --- Obym ja
tu mógł sprowadzić wszystkich tych łotrów,
co pod maską przyjaźni i miłości zgubili
i do tej nędzy przyprowadzili to biedne dziewczę! Niechby widzieli: że gorsi są od
zbójców! --- Nas, księży, nazywają oni tetrykami psującymi rozkosz, jakiej świat młody
używać może; ale uciecha, która do tak opłakanego prowadzi końca, czyż może być zachwalaną? Biada temu, kto tak podłą zachwala
rozkosz!" ---<end id="e1381525151233-1225323569"/></akap>


<akap>Jutka, już dawniej gdy z państwem bywała w stolicy, zadała się z niegodziwymi
mężczyznami. --- Gdy ją państwo oddalili ze
służby, wróciła na łono swoich mniemanych
przyjaciół, żyła czas jakiś w rozkoszy, ubierała się wspaniale, aż z czasem zarwała choroby. Ani ją pies potem nie opytał, ubiory
swe, które składały cały jej majątek, ledwo
za dziesiąty grosz sprzedała, a gdy i tego
nie stało, gdy i miłosierdzie rzadko podało
wsparcie, opuszczona, bez pociechy, żyć była
zmuszona w nędzy. Wszystko to ona ze łzami szczerze wyznała.</akap>


<akap>,,Ach! --- mówiła --- jestem ja wielką grzesznicą, los mój stokrotnie zasłużyłam! ---
Kiedym o Bogu przestała myśleć, nie chciała
słuchać przestróg, na głos sumienia nie uważała, nic nie miłowała prócz strojenia się,
pochlebstw i rozkoszy; wtenczas położyłam niecne początki niniejszego mego nieszczęścia! --- Oby przecież na tym się skończyło, a darował mi Bóg zasłużone kary życia przyszłego. --- Darowałaś mi, Marychno,
krzywdę ci wyrządzoną, mam nadzieję, że
i miłosierny Bóg takoż mi grzechy odpuści!"</akap>


<akap>Co mogła, dała chorej Marianna, a wróciwszy do domu, nie mogła jeść, bo zawsze
jej stał przed oczami widok Jutki i napełniał
ją obrzydzeniem. --- Wspomniała sobie wszystko, co jej nieboszczyk ojciec w podobnej
mawiał materii, i wielbiła jego nauki, utwierdzając ducha swego w cnocie! ---</akap>


<akap>Że sama nie mogła dać Jutce dostarczającego wsparcia, przyczyniła się za nią do
hrabiny, która posyłała lekarza, żywność i
zresztą wszystko, co chorej służyło ku wygodzie. Wszystko to niewiele pomogło, bo
po wycierpianych okropnych bólach, po nieznośnym smrodzie, który każdego od jej łóżka
odpędzał, umarła Jutka mając 23 lat życia.</akap>





<naglowek_rozdzial>Rozdział XXIII. Zdarzenie radosne</naglowek_rozdzial>





<nota><akap/></nota>



<akap>Na wiosnę opuściło państwo stolicę, aby
w dobrach swoich Eichburgu użyć wiosennego powietrza, Marianna siedziała w powozie obok Emilii; gdy się zbliżali do celu, a
ona pod zachód słońca spostrzegła kościół,
zamek i własną chatkę, nie mogła się wstrzymać od łez i gdy ją o przyczynę pytano, odrzekła: ,,Mój Boże! Wówczas, gdym z biednym moim ojcem stąd wychodziła, mogłamże
myśleć, że tak jak dziś wracać będę? --- Jakże to cudownie Bóg wszystkim rządzi! Jak
On jest dobrym!" ---</akap>


<akap>Gdy zajechali przed zamek, wszyscy urzędnicy i słudzy stali gotowi na przyjęcie
swego państwa. I Mariannę przywitali radośnie, ciesząc się, że jej niewinność tak dobrotliwie Bóg wyjawił. --- Stary Amtman
wziął ją prawdziwie z ojcowskim uniesieniem za rękę, prosił o wybaczenie, iż z nią
surowo postąpił, zapewniając, że gdy zawinił, chce też uchybienie wynagrodzić.</akap>


<akap>Mariannę zbudziło słońce bardzo wcześnie, ubrawszy się pobiegła do swej chatki,
z którą tak wiele łączyło się wspomnień; każdy, kto ją spotkał, cieszył się z jej szczęśliwego powrotu, a starzy gospodarze, obecnie
dzierżyciele jej chatki, spostrzegłszy idącą,
wyszli naprzeciw niej, dziękując jej za to,
że przez nią teraz swobodnie sobie żyją.</akap>


<akap>,,Niegdyś, kiedyś była bez przytułku, przyjęliśmy cię, a ty nawzajem, gdyśmy smutne
prowadzili życie, dałaś nam swobodę! Prawda to, mówili, że dobrze być ludzkim i miłosiernym, bo nie wiedzieć jak może człowiek
przyjść w położenie liche i potrzebować miłosierdzia i ludzkości. A lubośmy wtenczas
nie czynili usługi w chęci zyskania nagrody,
to przecież ziściło się słowo boże: bądźcie
miłosiernymi, a dostąpicie miłosierdzia!"</akap>


<akap>Marianna zwiedziła wszystkie kąty domu, stajni, sadu, a wszędzie stanął jej na
myśli dobry jej ojciec, wszędzie odnowiło
jej się jakieś zajście i wzbudziło uczucia tkliwe. Każde drzewko, które sadził jej ojciec,
witała jak dawnego znajomego, a stanąwszy
przy jednej, okrytej kwiatem jabłoni, odrzekła: ,,Jak to krótką jest bytność człowieka
na ziemi! Schodzi człek z tego świata, drzewa i krzaki przeżyją go!"</akap>


<akap>Siadła w altanie, w której tyle przyjemnych z ojcem spędziła godzin; stąd widok
na sadek, po którym uwijającego się ojca
zdawało jej się widzieć; uroniła łzę, którą
utłumiła tą pocieszającą myślą, że obecnie
używa korzyści prac życia teraźniejszego w
Niebie. --- Takie wspomnienia były jej przyjemne i często przychodziła odświeżać sobie
oneż.</akap>


<akap>Właśnie siedziała z Emilią przy stoliku
zatrudniona szyciem, gdy wszedł Amtman,
choć to w dzień powszedni, ubrany odświętnie. Spojrzały po sobie, właśnie z zapytaniem, co by to znaczyło. --- Gdy on, oddawszy
uszanowanie hrabiance, oświadczył, że z Marianną ma cóś ważnego mówić: ,,Syn mój
Fryderyk --- mówił --- który z łaski hrabiego
jest mi dany do pomocy a to z obietnicą, że
będzie moim w urzędzie następcą, oświadczył
mi wczoraj: że z powodu szlachetnego serca
i pięknych przymiotów, spodobał sobie pannę
Mariannę i że sądzić siebie będzie szczęśliwym, jeśli jej rękę w małżeństwo osiągnie.
Jako dobry syn wprzód, zanim pannie swe
skłonności oświadczy, powierzył je ojcu i prosił o zezwolenie. Z wielką radością przyjąłem oświadczenie syna i zobowiązałem się
prosić panny o rękę dla niego. --- Co właśnie
tym chętniej czynię, że uspokoję moje tak
często strofujące mię sumienie, z powodu ubliżenia, którem jak ostry sędzia wyrządził. Spodziewa się, że panna Marianna nie przypisze to synowi, co ojciec przez gorliwość
w swoim urzędowaniu zawinił." --- Zamilkł
i czekał na odpowiedź.</akap>


<akap>Marianna, zadziwiona tym przedstawieniem, nie wiedziała co odpowiedzieć, raz
po raz rumieniła się. Syn Amtmana był to
młodzieniec dobrych obyczajów, nauki swe
skończył na uniwersytecie, a w biurze ojcowskim pracując, zebrał sobie wiele biegłości pod doświadczonym ojcem; postawa jego
piękna, wzięcie ujmujące. Pod bytność Marianny w Eichburgu widywał ją często na
dworze i towarzyszył w pańskim sadzie na
przechadzkach po obiedzie, okazując jej szczególne uszanowanie. Ona domyślała się, co to
miało znaczyć, i przeszła jej czasami myśl,
iżby z nim szczęśliwie żyć mogła; ale odrzucała takowe myśli, sądząc, iż są zanadto
górne; i unikała przechadzek po sadzie. Było
to bardzo roztropnie, bo zapobiegła wzrostowi skłonności, która by ją niepokoiła była.
Chociaż więc oświadczenie trafiło w jej myśl,
nie mogła się przecież nagle, bez rozwagi
wyrazić; odrzekła przeto z nieśmiałością, że
ilekolwiek czuje się być uwzględnioną oświadczeniem pana Amtmana, prosi przecież o czas
do zastanowienia się nad tą rzeczą, zwłaszcza że powinna poradzić się swoich dobroczyńców, którzy zajmują względem niej miejsce rodziców.</akap>


<akap>Ta odpowiedź zadowoliła Amtmana, ile
niewątpiącego, że hrabia i z małżonką nie tylko
się skłonią do życzenia jego, ale owszem
takowe poprzeć nie zaniedbają. Za świeża
przeto udał się do państwa i rzecz im przedstawił.</akap>


<akap>Hrabia, wysłuchawszy Amtmana, odrzekł:
,,Mój szanowny Amtmanie, zwiastujesz nam
rzeczywiście bardzo pocieszającą nowinę! ---
Ja i moja żona zauważaliśmy między sobą,
że z twego syna i Marianny byłoby bardzo
dobre stadło; aleśmy to nasze zdanie zachowali u siebie z obawy, aby naszego życzenia
nie wzięto za jakiś rodzaj rozkazu, w przekonaniu, że małżeństwa powinny być z wszelką
wolnością, bez obcego wpływu zawierane.
Gdy teraz życzenie nasze uiszczacie, jest to
nam tym milej, iżeśmy się w to nie wmieszali."</akap>


<akap>Hrabina zaś tak mówiła: ,,Z całego serca
życzę ci, panie Amtman, szczęścia; w Mariannie
będziesz miał najgodniejszą córkę, a syn
najgodniejszą żonę! --- <begin id="b1381528814664-1798233334"/><motyw id="m1381528814664-1798233334">Wychowanie</motyw>Marianna wychowana
jest w szkole cierpień, a to jest najlepsza
szkoła dla ludzi; bo tam najdzielniej otrze
i oszlifuje się szorstkość charakteru, i ogładzą
się przywary, od których nikt wolen nie
jest. --- Wychowanie jej nie jest zwichnięte
pieszczeniem, ani pochlebstwami; --- jest to
jedna z najskromniejszych osób, bez pretensji, bez chęci występowania; grzeczna, roztropna, a co najważniejsza: gruntownie pobożna. --- Od młodości przyzwyczajana do
pracowitości, zarządzała sama domem ojca
swego, a jak była w tym porządną i staranną
o chędostwo, każdy to widział, spodziewać
się, że będzie i teraz dobrą gospodynią.
Co do wzięcia się towarzyskiego, korzystała
dużo pod naszą bytność w stolicy; w niej
piękność z niewinnością ściśle złączona;
zgoła jest to we wszystkich względach wzorowa dziewczyna, i jestem pewną, że syn
pański będzie z nią szczęśliwym.<end id="e1381528814664-1798233334"/> Z mej strony
z wielką chęcią przyłożę się do tego związku,
przekonana, że Marianna nie będzie jemu
sprzeczną! --- O, i darowany jej sygnet zda
się do czegoś! --- będzie pierścionkiem ślubnym, a wyprawę biorę na siebie."</akap> 


<akap>Ślub nastąpił z taką okazałością, jakiej w
Eichburgu jeszcze nie widziano. Cała familia
hrabiów stanęła o naznaczonej godzinie ślubu
w kościele, który już napełniony ludem z całego hrabstwa zebranym, bo to było coś
szczególnego, że uboga dziewczyna, która
niegdyś więzieniem i wygnaniem niewinnie
skaraną była, obecnie uczczoną według zasług została.</akap>


<akap>Emilia towarzyszyła swej przyjaciółce do
kościoła; nie była bowiem dumną, a przeto
sądziła, iż sobie nie ubliża przez społeczeństwo z nierównie niższą stanem od siebie;
owszem zyskała na szacunku i miłości u ludu,
który był świadkiem jej ludzkości i uprzejmości.</akap>


<akap>Marianna w wieńcu z białych i czerwonych róż, w błękitnej sukni, z wypogodzoną
twarzą, która swą krasą przewyższała róże,
jak anioł skromna, stała obok nadobnego
oblubieńca swego przed ołtarzem. --- Wszystkich oczy na nich zwrócone były.</akap>


<akap>Stary Antoni stał z boku przy ołtarzu,
a zapatrując się na tak piękną oblubienicę,
pomyślał sobie: ,,Jaka to wielka różnica między tą, a ową Jutką? Trzeba by, żeby wszystkie tu przytomne dziewczyny mogły obie
te figurki porównać, aby pojęły, dokąd te
dwie drogi, na których obie postępowały, prowadzą. Tamta łotrzyca najokropniej skończyła; ta oto jak świetnego stopnia doszła
drogą cnoty!"</akap>


<akap>Proboszcz z Erlenbrun, w którego parafii żyła wygnana Marianna, a który na
jej ślub zaproszony przyjechał, prawił przy
ślubie bardzo pięknie: przedstawił krótko
historię Marianny i jej ojca, i wielbił opatrzność boską, która nas ludzi na świecie
przez cierpienia wykształca, od zabłąkań
strzeże; ćwiczy w pobożności, ufności, cierpliwości i pokorze; usposobił do szczęśliwości na ziemi nam przeznaczonej; a co najważniejsza, sposobi do Nieba, podając sposobność do zasługi. --- Napominał rodziców,
aby dzieci swe w bojaźni bożej, miłości,
cnoty, nienawiści występku wychowywali,
bo to spuścizna najlepsza i najtrwalsza, jaką
im pozostawić mogą. Mówił do dzieci, aby
pobożnie żyli, rodzicom byli posłuszni, niewinność nieskażoną dochowali, i boskie
przykazania wiernie pełnili, bo te są właśnie wskazówką, czego się strzec, a co czynić, żeby być zbawionym.</akap>


<akap>Uczta dana była w sali zamkowej; --- zamiast zastaw srebrnych, które zwykle stół
zdobiły, stał w śrzodku<pe><slowo_obce>śrzodek</slowo_obce> (daw. a. gw.) --- środek.</pe> koszyk kwiatów.
Emilia ozdobiła go świeżymi kwiatami i tam
go na pociechę gości jako symbol, tak znakomitą w tej historii grający rolę, postawiła.</akap>


<akap>,,Piękna to myśl tego, kto ozdobił stół
tym koszykiem --- rzekł proboszcz z Erlenbrun --- więcej on bowiem zdobi, jak złoto
i srebro! --- Same te śliczne kwiaty wprowadzają na myśl o Bogu, jak dobrym jest
dla człowieka, gdy go nie tylko służącymi
do potrzeby, ale nawet do wygody i rozweselenia opatruje przedmiotami; --- a koszyk
ten wspomina opatrzność boską, która i
mało znaczących rzeczy umie użyć do naszego uszczęśliwienia. --- Mnie się zdaje, że
ten powinien być zachowany w familii, na
pamiątkę dobroci Boga, i aby powodował
do tych wzniosłych wspomnień."</akap>





<naglowek_rozdzial>Rozdział XXIV. Pomnik Jakuba</naglowek_rozdzial>





<nota><akap/></nota>




<akap>Przyrzekła Emilia postawić pomnik na grobie Jakuba, ten właśnie był wykończony; ---
zrobiony był z białego marmuru z prostym
napisem, literami złoconymi; --- prócz imienia, nazwiska, stanu, wieku i czasu śmierci,
nosił ten wiele obejmujący napis: ,,Ja jestem
zmartwychwstaniem i życiem, kto wierzy
i żyje we mnie, nie zginie na wieki." ---
U dołu wyrżnięty był koszyk kwiatów, jak
wątek, około którego owijała się cała historia Jakuba i Marii. --- W górze, nad pomnikiem, wznosił się krzyż w ogniu złocony.</akap>




<akap>Ten pomnik między dwoma topolami stawiony, mający parę krzewów róży obok siebie, pięknie podpadał pod oko widzów; był
ozdobą piękną cmentarza i pamiątką zdarzenia umysł do Boga wznoszącego. --- A kiedy
proboszcz poprowadził gości na cmentarz,
aby im wskazać ten pomnik, opowiedział im
znaczenie jego, i tak niejeden odszedł rozczulony i z wzniesionym do Boga umysłem. ---
Życzę i ja, aby czytanie tej historii pobożną myśl i dobre obyczaje wzbudziło.</akap>




</powiesc></utwor>