<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/schiller-intryga-i-milosc/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Schiller, Fryderyk</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Intryga i miłość</dc:title>
<dc:contributor.translator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Budzyński, Michał</dc:contributor.translator>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kozioł, Paweł</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Ołtusek, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Romantyzm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dramat</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Tragedia</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Wydano z finansowym wsparciem Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej. Eine Publikation im Rahmen des Projektes Wolne Lektury. Herausgegeben mit finanzieller Unterstützung der Stiftung für deutsch-polnische Zusammenarbeit.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/schiller-intryga-i-milosc</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://www.polona.pl/item/661510/3/</dc:source.URL>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fryderyk Schiller, Dzieła dramatyczne. T. 1., tł. Michał Budzyński, wydanie drugie J. N. Bobrowicza, Lipsk, Nakładem Księgarni Zagranicznej, 1850.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Michał Budzyński, zm. 1864</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1935</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2013-10-31</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/media/dynamic/cover/image/2837.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Chained and Locked, Dusty J@Flickr, CC BY 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/2837</dc:relation.coverImage.source>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/schiller-intryga-i-milosc.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0853-9</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/schiller-intryga-i-milosc.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1827-9</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/schiller-intryga-i-milosc.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2782-0</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/schiller-intryga-i-milosc.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3849-9</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/schiller-intryga-i-milosc.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4935-8</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<category.thema>1DFG</category.thema>
    <category.thema>3ML</category.thema>
    <category.thema.main>DD.WL-D</category.thema.main>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF>
<dramat_wierszowany_l>
<abstrakt>
<akap><tytul_dziela>Intryga i miłość</tytul_dziela> to wydana w 1784 tragedia niemieckiego poety, Friedricha Schillera. Oprócz pisania zajmował się także filozofią, historią, estetyką czy teatrem.</akap>





<akap>W dramacie autor ukazał stosunki społeczne jakie panowały w Niemczech. Jest to historia miłości arystokraty Ferdynanda von Waltera oraz przedstawicielki mieszczaństwa, Luizy Miller. Ojciec Ferdynanda próbuje ich rozdzielić, ponieważ Luiza pochodzi z niższej warstwy społecznej. Ostatecznie za to, że spiskował przeciwko ukochanej syna, spotyka go kara.</akap>



 </abstrakt>

<autor_utworu>Fryderyk Schiller</autor_utworu>

<nazwa_utworu>Intryga i miłość</nazwa_utworu>


<nota_red><akap>Oddzielono "nie" od czasowników, dostosowano interpunkcję do norm współczesnych, w szczególności wstawiono przecinki przed "że" i "który".
mię -> mnie, 
Ubezdźwięcznienia: zkąd->skąd, blizko->blisko.
Fleksja: synie->synu, oczów->oczu
ale czarny potwór zgnilizny ze śmiechem ściskamy w objęciach naszych! -> ale czarnego potwora zgnilizny ze śmiechem ściskamy w objęciach naszych!
zamian-> zamianę
swojemu sumieniowi wiecznego trzyma robaka? -> swojemu sumieniu
wiecznego trzyma robaka?
Błąd źródła: str. 253 (skan 73) MILLRE - MILLER

bł. źródła: żarzące się lica radości białem
śmierci powlec->żarzące się lica radości bielmem
śmierci powlec</akap></nota_red>




<podtytul>Tragedia</podtytul>


<lista_osob>
<naglowek_listy>OSOBY</naglowek_listy>
<lista_osoba><osoba>Pan Walter</osoba>, prezydent na dworze niemieckiego książęcia</lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Ferdynand</osoba>, syn jego, major</lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Kalb</osoba>, marszałek dworu</lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Lady Milford</osoba>, faworyta księcia</lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Wurm<pe><slowo_obce>Wurm</slowo_obce> --- nazwisko znaczące, w jęz. niem. oznacza robaka.</pe></osoba>, prywatny sekretarz prezydenta</lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Miller</osoba>, skrzypek</lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Jego Żona</osoba></lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Ludwika</osoba>, ich córka</lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Zofia</osoba>, pokojowa <osoba>Lady Milford</osoba></lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Pokojowy księcia</osoba></lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Straż</osoba> --- <osoba>Słudzy</osoba></lista_osoba>
</lista_osob>







<naglowek_akt>AKT I</naglowek_akt>





<naglowek_scena>SCENA I</naglowek_scena>

<didaskalia>Pokój w domu <osoba>Millera</osoba>.</didaskalia>



<didaskalia><osoba>Miller</osoba> wstaje z krzesła i kładzie na bok basetlę. Przy
stole <osoba>Żona</osoba> jego w rannym ubiorze pije kawę.</didaskalia>




<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<didaskalia>w poruszeniu i przechadzając się po scenie</didaskalia>



<kwestia><akap>Dosyć już tego! To rzecz nie na żarty. Córka
moja z majorem pójdzie na języki. Mój dom okrzyczą. Prezydent rzecz całą przewącha --- i cóż? ---
oto krótko i zwięźle ja paniczowi zakażę tu
bywać.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Wszakżeś go do domu twego nie namawiał ---
córki nie narzucał.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Do domum nie namawiał, dziewki nie narzucał; a kto o tym wspomni? --- Byłem tu panem
i trzeba było córce mores<pe><slowo_obce>mores</slowo_obce> (daw.) --- posłuszeństwo.</pe> nakazać, szanownemu
papie o synku dać wiedzieć --- a tak, młodemu
baronowi wytrą kapitułę, a cała burza spadnie
na skrzypiciela.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<didaskalia>popijając kawę</didaskalia>



<kwestia><akap>Koszałki, opałki! Co spaść może na ciebie?
Kto ci za złe weźmie? Pilnujesz rzemiosła i zbierasz uczniów, gdzie ich znaleźć można.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Ale racz mi powiedzieć, co z tego wszystkiego na końcu wypadnie? Dziewczynę na żonę
wziąć nigdy nie może --- o ożenieniu tu ani gadać --- a jeśli ma być... Zlituj się Boże! --- Dobry dzień Jejmości! --- Przypuśćmy, że ten paniczyk, tu i tam się szastając, poradził już sobie ---
diabeł nie śpi! --- tożby zasmakowało taką
szklaneczkę słodkiej wody wypić. Pilnuj dobrze!
Gdybyś do każdej szparki oko przytknęła, przed
każdą krwi kroplą straż postawiła; on ci z przed
nosa dziewczynę uchwyci, na swoje przerobi
i córka zhańbiona, życie całe na koszu osiędzie<pe><slowo_obce>na koszu osiąść</slowo_obce> --- spotkać się z odmową propozycji małżeństwa.</pe>,
albo znudzona, przyczepi się do rzemiosła ---
<didask_tekst>grożąc pięścią</didask_tekst>. Jezu Chryste!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Boże nas zachowaj!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Ty się tylko zachowaj. Za czym innym ten
wietrznik<pe><slowo_obce>wietrznik</slowo_obce> (daw.) --- osoba niestała w uczuciach.</pe> upędzać się może? Dziewka piękna
i zgrabna i czysto się przybiera. Pod dachem
niech co chce będzie. U was kobiet to fraszka,
byle pieścidełko na świecie pokazać. Niech no
mój wiercipięta ten artukuł zwietrzy, to mu aż
jasno w oczach zaświeci i dopiero żagielki na
wszystkie wiatry rozepnie. Cóż ja mam mówić? --- Człowiek jest człowiekiem.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Gdybyś ty odczytał wszystkie piękne listy
majora do naszej córki. Boże mój! Tam jak słońce stoi, że mu tylko idzie o jej piękną duszę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>W tym właśnie jest sztuka --- bić po worku, a osła ogrzmocić. Kto miłe ciałko chce tylko
uraczyć, niechaj do serca w kumy posyła. A jaź
jak robiłem? --- Skoro się czarno na białym pokaże, że dwie dusze zawarły przymierze, to i
dwa ciała niebawnie<pe><slowo_obce>niebawnie</slowo_obce> --- dziś popr.: niebawem.</pe> pójdą za przykładem. Służba idzie za panem --- a koniec zawsze wyjaśnia, że srebrny księżyc był tylko kusicielem.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Obacz no piękne książki, które pan major do
domu poznosił. Córka nasza na nich odmawia
modlitwy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<didaskalia>świszcząc</didaskalia>



<kwestia><akap>Hej ha! ona się modli! --- dobrześ odgadła.
Prosta polewka za przykra dla brzuszka tuczonego makaronem, trzeba ją pierwej w zaraźliwej
kuchni beletrystów przez szatana zaprawić.
W ogień mi te brudy! Dziewczyna wysysa
z nich tylko Bóg wie jakieś figle niebieskie, co po
krwi biegają jak muchy hiszpańskie<pe><slowo_obce>mucha hiszpańska</slowo_obce> --- afrodyzjak.</pe> i wywracają
nauki Chrystusa, które zaledwie ojciec jako tako
jeszcze utrzymać może. W ogień powiadam ---
panienka nabija sobie głowę piekła świecidłami,
w czułych rozmowach próżniackiego świata nie obaczy swojego domu, zapomni, wstydzić się będzie, że ojciec tylko na skrzypcach umiał wygrywać i gotowa odmówić na końcu poczciwego
zięcia, który by się chętnie z moim stanem pogodził. Nie! Na Boga, nie! Zaraz mi pasztety
w żywy ogień rzucić --- a panu majorowi ja sam
pokażę, gdzie stolarz drzwi porobił.</akap></kwestia>


<didaskalia>Chce odejść.</didaskalia>



<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Upamiętaj się, Millerze! Nie raz piękny
grosz się zebrał z prezentów...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<didaskalia>wraca się i staje przed <osoba>żoną</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Krwawy grosz za córkę moją? --- Do piekła
ruszaj, przeklęta kuplerko<pe><slowo_obce>kuplerka</slowo_obce> (daw.) --- stręczycielka.</pe>! Wolę na żebraczym
kiju, z moją skrzypką za suchy kawał chleba
piosenki wygrywać, wolę moją basetlę w kawałki roztrzaskać, gnój na rolę wozić, niźli używać grosza, na który jedyne dziecko moje zgubą
honoru i zbawienia musiało zarabiać. Nie pij tej
przeklętej kawy i nie zażywaj tabaki --- a nie
będzie potrzeby twarz dziecka twego na targowisko wynosić. Ja Bogu dzięki miałem dosyć
strawy i białą koszulę na ciele nosiłem, choć ten
szałaput w domu się moim jeszcze nie rozkochał.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Tylko się ze drzwiami twymi nie odgrażaj.
Poczekaj, aż pierwszy zapęd gniewu minie. Powiadam ci, że nie można pana majora tak niegrzecznie traktować, choćby dlatego, że jest synem prezydenta.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Otóż świrszcz w ukropie. Dlatego właśnie, dlatego dziś się wszystko skończy. Prezydent będzie mi wdzięczny, jeżeli poczciwym
jest ojcem. Wyczyść mi mój ceglasty surdut
bajowy --- a zaraz się jemu przedstawię i powiem
bez ogródki: Syn jaśnie oświeconego pana rzucił oko na moją dziewkę. Dziewka moja za niska jest na żonę dla jego syna, ale za wysoka
na jego nałożnicę --- i basta --- nazywam się
Miller.</akap></kwestia>

<naglowek_scena>SCENA II</naglowek_scena>


<didaskalia>Poprzedzający i <osoba>Wurm</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ach! Dobry dzień, panie sekretarzu! Przecież znowu mamy przyjemność oglądania jego.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Mnie się zdaje, pani kumo, że gdzie łaska
szlachcica gości, tam moja przyjemność mieszczańska niewiele znaczyć może.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>



<kwestia><akap>Co też nie powiecie, panie sekretarzu! Wysoka łaska pana majora sprawia nam zapewne
wielki <slowo_obce>plezir</slowo_obce><pe><slowo_obce>plezir</slowo_obce> (z fr.) --- przyjemność.</pe> czasami; ale dlatego nikim wzgardzać nie będziemy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Żono! Krzesło podaj panu --- racz się rozgościć.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<didaskalia>kładzie laskę, kapelusz i usiada</didaskalia>



<kwestia><akap>No! jakże się miewacie, moi przyszli teściowie? --- a może przeszli? --- nie spodziewam
się jednak. Czy można pannę Ludwikę powitać?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Dzięki za pamięć, panie sekretarzu! Ale
moja córka nie jest wcale dumna.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<didaskalia>ze złością trącając ją łokciem</didaskalia>



<kwestia><akap>Kobieto!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Żałuję bardzo, że nie może mieć honoru pozdrowienia pana sekretarza. W tej chwili poszła
do kościoła.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>To mnie cieszy, cieszy nieskończenie! Będę
z niej dobrą chrześcijankę, pobożną mieć żonę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<didaskalia>z uśmiechem głupkowatym</didaskalia>



<kwestia><akap>Tak! --- ale, panie sekretarzu! ...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<didaskalia>z widocznym pomieszaniem szczypie ją za ucho</didaskalia>



<kwestia><akap>Kobieto!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jeśli mu w czym innym służyć możemy ---
to z wielką przyjemnością, panie sekretarzu!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<didaskalia>z fałszywym spojrzeniem</didaskalia>



<kwestia><akap>W czym innym? --- Pięknie dziękuję, pięknie dziękuję --- hum, hum.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ale pan sekretarz sam uzna...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<didaskalia>Pełen gniewu, silnie z tyłu uderzając <osoba>żonę</osoba>.</didaskalia>



<kwestia><akap>Kobieto!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Co dobre, to dobre, a co lepsze, to lepsze.
Szczęściu własnego dziecka nie można na zawadzie stawać; sam to wyznasz, panie sekretarzu.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<didaskalia>niespokojnie obraca się na krześle, skrobie się po
głowie i poprawia żaboty<pe><slowo_obce>żabot</slowo_obce> --- ozdoba z marszczonej tkaniny umieszczana na przodzie bluzki.</pe> i manszetki<pe><slowo_obce>manszet</slowo_obce> --- mankiet, zakończenie rękawa wzmocnione dodatkowym paskiem tkaniny.</pe></didaskalia>



<kwestia><akap>Sam wyznam? Nie! --- ale tak!... Jakże to
rozumiecie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>No --- ja myślę, mnie się zdaje, że kiedy Pan
Bóg wybrał moją córkę na szlachciankę ---</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<didaskalia>wstając z krzesła</didaskalia>



<kwestia><akap>Jak powiadacie? --- jak? ---</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nie wstawaj! Siedź, panie sekretarzu! Moja
żona to gęś głupia; skąd by się wziąć miała szlachcianka? Jakie tam diabeł rogi w tej gadaninie wyściubił?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Żartuj sobie, żartuj. Co wiem, to wiem ---
a co pan major mówił, to mówił.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<didaskalia>uniesiony porywa za skrzypce</didaskalia>



<kwestia><akap>Czy stulisz ty pysk twój przeklęty? Czy
chcesz, ażebym wiolonczelę na twojej czaszce potrzaskał? Co ty wiesz? --- co on mógł mówić? ---
nie zwracaj, kumie, uwagi na paplarstwo kobiece. --- Marsz do kuchni. Nie jestem przecież
tyle nierozsądnym, panie sekretarzu, ażebym
dziewkę moją chciał przeć tak wysoko. O mnie
zapewne tego nie pomyślisz?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>I na to nie zasłużyłem u was, panie kapelmajstrze! Miałem cię zawsze za słownego człowieka --- a moje prawa do twojej córki były tak święte, jakby podpisane. Mam urząd, który na opędzenie potrzeb domowych wystarczy. Prezydent
łaskaw na mnie. Gdy zechcę wyżej się podnieść,
pleców nie zabraknie. Widzicie więc, że moje
zamiary są prawdziwe; chyba jakiemu szlachcicowi wiercipięcie...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Panie sekretarzu Wurm! Więcej uszanowania, jeżeli prosić można.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Trzymaj język za zębami, raz ci powiadam.
Nie gniewaj się, kumie! Z nami po dawnemu.
Co wam przeszłego lata mówiłem, to i dziś powtórzę. Córki mojej zmuszać nie będę. Staraj
się o jej serce, a ona obaczy, czy może być z tobą
szczęśliwą, pokręci głową --- tym lepiej --- w imię
Boże chciałem powiedzieć; od niej weźmiesz harbuza<pe><slowo_obce>harbuz</slowo_obce> (daw., pot.) --- odmowa na propozycję małżeństwa.</pe>, ale z ojcem wypijesz butelczynę wina.
Nie ja, ale dziewczyna musi żyć z tobą. Dlaczegóż bym miał jej narzucać człowieka, którego ona kochać nie może? --- Żeby mnie w starych latach zły duch, jak pieczeń na rożnie
obracał, żebym w każdej szklance wina, w każdej łyżce zupy przypominał, słyszał wyrzuty: jesteś niegodziwiec, który własne dziecko zgubił.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Krótko i zwięźle, ja mego zezwolenia zupełnie odmawiam; moja córka na coś lepszego
stworzona --- a choćby mój mąż dał się namówić, ja przed sądem stanę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Czy chcesz ty, wietrzna pętlico, ażebym ci
nogi i ręce połamał!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ojcowska rada u córki wiele znaczyć może --- a wy mnie znacie, panie Millerze!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Do piorunów! Dziewce, a nie mnie daj się
naprzód poznać. Co ja, stary wyga, w tobie
upatrzę, nie będzie łakociem dla młodej, wybrednej dziewczyny. Powiem ci, czy możesz przydać się do orkiestry --- ale serduszko kobiece
zanadto dla mnie figlarne. A potem kumie! Ot
ci prawdę powiem, bom stary, poczciwy Niemiec.
Córce mojej nikogo na męża doradzać nie będę --- ale ciebie, panie sekretarzu, wręcz bym
odradzał. Pozwól niech dokończę. Kochankowi,
który ojca na pomoc musi przyzywać --- daruj mi,
ani na włosek wierzyć nie mogę. Jeżeli ma jakie uczucie, wstydzić by się powinien, swoje przymioty tą staromodną drogą do kochanki przyprowadzać --- tam, za plecami ojca odbywa się
konkurencja. Trzeba, żeby dziewka wolała ojca i matkę, aniżeli jego opuścić; żeby sama
do nóg się rodzicom rzuciła i wypłakała sobie
albo czarną śmierć, albo najdroższego. Taki
u mnie zuch! To u mnie się kochać nazywa,
a kto tego u kobiet nie może --- ten woli na drewnianym jeździć koniku.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<didaskalia>porywa za laskę i kapelusz i wychodząc</didaskalia>



<kwestia><akap>Wielce obowiązany, panie Millerze!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<didaskalia>powoli idąc za nim</didaskalia>



<kwestia><akap>Za cóż? --- za cóż, panie sekretarzu! Przecieżeście niczego nie doznali. <didask_tekst>(Wracając)</didask_tekst>. Nie słucha i odchodzi. --- A to jakbym truciznę, denderę zażywał ile razy tego lisiego skribusa<pe><slowo_obce>skribus</slowo_obce> (z łac.) --- pisarz (tj. urzędnik zajmujący się dokumentacją).</pe> obaczę --- obrzydliwa istota, do ludzi niepodobna,
jakby go przemycarz skąd inąd na świat Boży
sprowadził. Małe mysie oczy, pełne chytrości ---
czerwone włosy, broda spiczasto zadarta --- zdaje
się, że natura z gniewu nad zepsutą pracą swoją,
ten pień chropawy schwyciwszy, na rozdroże cisnęła. Nie --- zanim bym córkę moją miał dać takiemu niecnocie, wolałbym ją --- Boże odpuść!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Tak! --- a każesz mi milczeć.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Tyś także z twoim przeklętym paniczem
gorącego sadła mi za kołnierz nalała. Co znaczyła ta gadanina o szlacheckiej pani i o córce
twojej? To stary smyk! Połóż mu co na nosie,
a jutro na targowisku obaczysz. Paniczyk należy do tych ludzi, co przeglądają wszystko, co
się w domu dzieje; rozmawiają o piwnicy i kuchni,
a przemknie się któremu przez język nieostrożne
słowo --- baff --- książę, faworyta, prezydent i
wszyscy wiedzą --- a na ciebie pioruny i burze.</akap></kwestia>

<naglowek_scena>SCENA III</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Ludwika</osoba> z książką w ręku. Poprzedzający.</didaskalia>



<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>kładzie książkę na stole i ojca w rękę całuje</didaskalia>



<kwestia><akap>Dobry dzień, kochany ojcze!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Brawo moja Ludwiko! --- cieszy mnie, że tak
pilnie o Stwórcy twoim myślisz. Bądź tak zawsze --- a jego ramię wesprze cię w potrzebie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Och! Jam wielce grzeszna, ojcze mój! ---
Był on tu, matko?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Kto, dziecię moje?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Zapominam, że oprócz niego i inni są ludzie.
W mojej głowie taka pustynia. --- Czy nie było
Waltera?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Rozumiałem, że moja Ludwika od dziś to
imię w kościele zostawi.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>patrząc w oczy ojca osłupiale</didaskalia>



<kwestia><akap>Pojmuję cię ojcze --- czuję to żelazo, które
zagłębiasz w sumienie moje; ale za późno. Pobożność mnie opuściła. Niebo i Ferdynand, mój
ojcze! walczą w duszy mojej --- lękam się, lękam ---
ale nie, ojcze kochany! <begin id="b1391550042030-825707638"/><motyw id="m1391550042030-825707638">Miłość, Bóg</motyw>Mistrz największą pochwałę odbiera, gdy o nim zapominamy, patrząc na
dzieło jego. Radość moja nad Boga arcydziełem
każe mi o Bogu zapomnieć. --- Ojcze! Czyliż go
to cieszyć nie powinno?<end id="e1391550042030-825707638"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<didaskalia>ze smutkiem rzuca się na krzesło</didaskalia>



<kwestia><akap>Otóż mamy owoc bezbożnego czytania?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>niespokojnie spozierając w okno</didaskalia>



<kwestia><akap>Gdzie on jest? Wysokie panie może go w tej
chwili oglądają, słuchają rozmów jego --- ja biedna opuszczona dziewczyna. <didask_tekst>Przestraszona własnymi słowami rzuca się w objęcie ojca.</didask_tekst> Ale nie!
przebacz; nad losem moim nie płaczę --- jedną mu
tylko myśl poświęcę --- to tak mała ofiara! Dostatecznym byłoby szczęściem dla mnie to trochę
życia mojego wyzionąć w cichy, uśmiechający
się zefirek, byle tylko lice jego ochłodzić --- ten
kwiatek drobny młodości mojej, w fiołek zamienić i umrzeć pod nogami jego. --- Dumne, majestatyczne słońce nie ukarze muszki, co się w jego jasnych przegląda promieniach!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<didaskalia>wzruszony opiera się na poręcz krzesła i twarz sobie zakrywa</didaskalia>



<kwestia><akap>Słuchaj, Ludwiko! To trochę życia, które mi
zostaje, dałbym chętnie, gdybyś ty nigdy majora
nie znała.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Co mówisz, ojcze? --- Nie --- tak myśleć nie
możesz! Czyż nie wiesz, że Ferdynand jest moim; dla mnie stworzonym, dla mojej rozkoszy
od ojca miłości. <didask_tekst>Po krótkim namyśle.</didask_tekst> Gdym po
raz pierwszy ujrzała jego --- i krew mi na twarz
biła, i radośniej pulsa uderzały --- każde wzruszenie gadało, szeptał każdy oddech: to on, to on
dawno marzony od serca twego --- i głos ten był
echem całej natury radującej się ze mną! <begin id="b1391550016982-638350678"/><motyw id="m1391550016982-638350678">Miłość, Wiosna, Bóg</motyw>Wtenczas, o wtenczas pierwszy ranek zawitał do duszy mojej. Tysiące młodych uczuć serce napełniło, rozwinęło się jak kwiatki za wiosny błyśnieniem. Jużem świata nie widziała --- a jednak
on nigdy nie był dla mnie piękniejszym. --- Zapomniałam Boga na niebie --- a jednak go nigdy
więcej nie kochałam.<end id="e1391550016982-638350678"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<didaskalia>zbliżając się do niej i przyciskając do piersi</didaskalia>



<kwestia><akap>Ludwiko! Drogie, szlachetne dziecię moje ---
weź tę starą pochyloną głowę --- weź wszystko, wszystko --- ale majora, Bóg moim świadkiem --- majora dać ci nie mogę.</akap></kwestia>


<didaskalia>Odchodzi.</didaskalia>



<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>I ja go teraz nie żądam, mój ojcze! Jedno
marzenie, marzenie o Ferdynandzie wypija rozkosznie tę kroplę skąpą czasu życia doczesnego.
Tu, na tej ziemi, wyrzekam się kochanka. Tam,
matko, tam, gdy stanów różnice przepadną --- ludzie będą ludźmi --- ja tylko z sobą niewinność
przyniosę. Ale ojciec nie raz mi powiadał, że
pyszne tytuły i marne ozdoby stracą wartość
swoją, gdy Bóg przyjdzie i ceny serca podniesie.
Tam będę bogatą, bo tam łzy za tryumfy, a piękne myśli za przodków rachują. Twoja córka,
matko, będzie szlachcianką i on niczym nad nią
nie zdoła się wznosić.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<didaskalia>podskakując w górę</didaskalia>



<kwestia><akap>Ludwiko! Major! --- skacze już przez kładkę --- gdzie się ukryję?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>ze drżeniem</didaskalia>



<kwestia><akap>Zostań tu, matko!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Boże! Jakże ja wyglądam! --- muszę się
wstydzić --- dalibóg, tak się przed nim pokazać
nie można.</akap></kwestia>


<didaskalia>Odchodzi.</didaskalia>


<naglowek_scena>SCENA IV</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Ferdynand</osoba>, <osoba>Walter</osoba> i <osoba>Ludwika</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>bieży do niej --- <osoba>Ludwika</osoba> blada upada na krzesło ---
on w niemym wzruszeniu staje przed nią --- chwila
milczenia</didaskalia>



<kwestia><akap>Ty taka blada, Ludwiko!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>wstaje i wiesza mu się na szyi</didaskalia>



<kwestia><akap>Nic mi nie jest --- tyś się pokazał i wszystko już przeszło.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>całując jej rękę</didaskalia>



<kwestia><akap><begin id="b1391720145680-1786179470"/><motyw id="m1391720145680-1786179470">Miłość, Smutek</motyw>Kochasz mnie jeszcze, Ludwiko moja? Bo
moje serce wczorajsze. Przylatuję, chcę widzieć, czy ty jesteś wesołą, i odejść, i z tobą
wspólnie się radować. Tyś smutna, Ludwiko!<end id="e1391720145680-1786179470"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nic --- nic, mój kochanku!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Mów prawdę! Tyś smutna! Ja w duszy twojej tak jasno patrzę, jak w czystej wodzie tego
brylantu <didask_tekst>pokazując na pierścień</didask_tekst>.  Tu ja postrzegę skazkę najdrobniejszą, a na twojej twarzy
każdą myśl grającą. Co ci jest? --- mów prędko.
Byle na twoim licu pogoda jaśniała, nie ma dla
mnie chmurki na niebie całym. Co cię udręcza?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>patrzy na niego czas niejaki w milczeniu, a potem
z boleścią wymawia</didaskalia>



<kwestia><akap>Ferdynandzie! Gdybyś ty wiedział, jak śmiesznie w tej mowie wygląda córka mieszczańska.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Co to jest! --- Dziewczyno! Skąd te myśli
wzięłaś? Ty dla mnie jesteś Ludwiką moją! Kto
mówi, że ci więcej jeszcze potrzeba? Fałszywa!
Czy w tej zimnej rachubie mam cię spotykać?
Gdybyś ty cała w miłości była, gdzieżby czas się
znalazł na porównywanie. Przy tobie mój rozum w jeden wzrok się topi --- bez ciebie w jeden sen o tobie --- a ty w miłości rozsądku przyzywasz? Wstydź się! Tę nawet chwilę twego
rozważania ukradłaś życiu twojego kochanka.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>bierze go za rękę i wstrząsa głową</didaskalia>



<kwestia><akap>Chcesz mnie uśpić, Ferdynandzie! Odwrócić
oczy od tej przepaści, do której runąć muszę niewątpliwie. Ja patrzę w przyszłości. --- Głos
sławy --- twoje zamiary --- twój ojciec --- moje
nic! --- <didask_tekst>przestraszona spuszcza jego rękę</didask_tekst>. Ferdynandzie! Miecz wisi nade mną i nad tobą ---
rozdzielą nas!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Rozdzielą nas? Skąd to przeczucie, Ludwiko moja? Rozdzielą nas? kto może zniszczyć
dwóch serc przymierze --- dwa dźwięki jednej
rozerwać harmonii. Ja szlachcic --- ale czyż dyplom mój starszy niżeli zarys do wielkiej świata
przestrzeni, ale czyż herb mój ważniejszy, niżeli w oczach Ludwiki napis niebiański: <wyroznienie>ta kobieta dla tego człowieka</wyroznienie>. Jestem prezydenta synem --- cóż, jeżeli nie miłość, osłodzi przekleństwa,
które mi zdzierstwo ojca mojego w testamencie
przekaże?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>O! Tego ojca --- jakże ja się lękam.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ja niczego --- tylko granic miłości twojej.
Choć przeszkody jak góry między nami staną ---
ja je wezmę za wschody<pe><slowo_obce>wschody</slowo_obce> --- dziś popr.: schody.</pe> i po nich w Ludwiki
objęcia polecę. Burze przeciwnego losu podniosą
uczucia moje --- niebezpieczeństwa w ponętniejszych kolorach malować cię będą. A więc nic nie
mów o bojaźni twojej. Ja sam --- sam nad tobą
czuwać będę, jak smok nad podziemnym złotem.
Mnie się powierz! Gdzie lepszego wynajdziesz
anioła? Między tobą i losem piersi ja nastawię ---
za ciebie każdą ranę przyjmę --- z kielicha radości każdą kroplę wezmę; w kubku miłości do ust
twych zaniosę. <didask_tekst>Czule ją obejmując.</didask_tekst> Na tym ramieniu po drodze życia prowadzić cię będę, oddam niebu piękniejszą, niźli byłaś pierwej i zmuszę go wyznać: że tylko miłość może duszę
wykończyć.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>odpychając go</didaskalia>



<kwestia><akap>Nic więcej --- błagam --- ani słowa więcej ---
gdybyś wiedział, puść mnie, ty nie wiesz, że twoje
nadzieje, jak furie biją w serce moje.</akap></kwestia>


<didaskalia>Chce odejść.</didaskalia>



<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>zatrzymując</didaskalia>



<kwestia><akap>Ludwiko? --- jak to? --- skąd te myśli przyszły?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Już te sny w mej duszy zapomniane były ---
Szczęście wróciło --- a teraz, teraz --- od tej
chwili zginął pokój życia mojego. Dzikie pragnienia --- już widzę --- powstaną w piersi mojej.
Idź --- Bóg niech ci przebaczy. Zarzewie pożaru
w moje ciche, młode serce rzuciłeś i nikt go nigdy nie ugasi.</akap></kwestia>

<didaskalia>Wybiega <osoba>Ferdynand</osoba> ją gont.</didaskalia>


<naglowek_scena>SCENA V</naglowek_scena>


<didaskalia>Sala w domu <osoba>prezydenta</osoba>.</didaskalia>



<didaskalia><osoba>Prezydent</osoba> z orderem na szyi --- gwiazdą na piersiach i <osoba>Wurm</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>







<kwestia><akap>Miłość prawdziwa? --- mój syn? --- Nie --- temu
nigdy wiary nie przydam.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jaśnie oświecony pan niech każe dowody
wyłożyć.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ze się umizga<pe><slowo_obce>umizgać się</slowo_obce> --- zalecać się.</pe> do miejskiej kanalii, pali koperczaki<pe><slowo_obce>palić koperczaki</slowo_obce> (daw., pot.) --- zalecać się.</pe> --- a wreszcie miłość udaje --- to są rzeczy podobne, godne przebaczenia. Ale żeby --- i
to w córce kapelmajstra powiadasz?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Kapelmajstra Millera córce.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Czy piękna? --- to się ma rozumieć.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>




<didaskalia>żywo</didaskalia>



<kwestia><akap>Najdoskonalszy egzemplarz blondynki, który bez przysady<pe><slowo_obce>przysada</slowo_obce> (daw.) --- wada.</pe> mógłby między najpierwszymi
pięknościami dworu królować.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>




<didaskalia>śmiejąc się</didaskalia>



<kwestia><akap>Mówisz, Wurmie, że sam o niej myślisz,
to dobrze; ale uważ tylko, kochany sekretarzu,
że syn mój pociąg ma do płci niewieściej, robi mi
nadzieje, że go panienki nie będą odrzucać --- to
mu się przyda na dworze. Dziewczyna jest piękną, powiadasz --- widać, że ma dobry gust. Kłamie jej zręcznie o wiernej miłości --- tym lepiej ---
ma dowcip<pe><slowo_obce>dowcip</slowo_obce> (daw.) --- rozum, spryt.</pe> kłamstwa za prawdę podawać --- to go
do prezydenckiego krzesła zaprowadzi. Dojedzie
swojego! --- wyśmienicie --- pokaże, że szczęście
mu się uśmiecha, a jeśli się cały figiel na zdrowym wnuku zakończy --- nieporównanie! --- wypiję więcej jedną butelkę malagi<pe><slowo_obce>malaga</slowo_obce> --- gatunek słodkiego wina hiszpańskiego.</pe> na dobry znak
rozrodzenia się mojego plemienia i zapłacę sądową karę za uwiedzenie dziewczyny.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Wszystko, cokolwiek życzyć mogę jaśnie
oświeconemu panu, jest żebyś nie potrzebował butelki malagi na roztargnienie umysłu.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Pamiętaj Wurmie! że gdy raz wierzę, wierzę najuporniej --- w szaleństwo wpadam, gdy
mnie gniew ogarnie. Wiem, że byś rywala chętnie chciał się pozbyć. Pojmuję, że nie mogąc
syna mego wyrugować, chcesz ojca biczyk naprowadzić. Filuterny twój dowcip cieszy mnie
niewymownie. Tylko, mój Wurmie kochany,
mnie nie oszukuj --- żartami swymi, rozumiesz,
nie waż się moich zasad naruszać.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jaśnie oświecony pan raczy mi przebaczyć,
ale gdyby istotnie zazdrość grać tu miała rolę ---
widziałbyś ją pan w oczach, a nie na języku.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap><begin id="b1391551804443-3328546389"/><motyw id="m1391551804443-3328546389">Ślub, Cnota</motyw>I stąd, i zowąd lepiej ją odrzucić. Głupi
mazgaju --- czy ci nie wszystko jedno dukat z mennicy, czy od bankiera otrzymać. Ciesz się przykładem szlachty tutejszej --- widomo czy nie widomo --- rzadko u nas małżeństwo się odbędzie,
żeby najmniej półtuzina gości, albo usłużnych
przyjaciół, przed ślubem jeszcze, raju narzeczonego geometrycznie nie odmierzyło.<end id="e1391551804443-3328546389"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>




<didaskalia>kłaniając się</didaskalia>



<kwestia><akap>W tej mierze wolę, jaśnie oświecony panie, zostać mieszczaninem.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Oprócz tego, możesz w krótkim czasie mieć
uciechę wypłatania rywalowi porządnej sztuczki. Właśnie teraz ułożono w gabinecie, na
przyjazd nowej małżonki panującego księcia, Lady Milford pozornie pożegnać --- a nawet dla lepszego udania rzeczy, męża jej wynaleźć. Wiesz
Wurmie, jak wiele moje znaczenie na wpływie
Lady się opiera, jak moje wszystkie sprężyny
zależą na dogadzaniu chęciom książęcia. Szuka
on małżonka dla Milford. Ktoś inny może się
pojawić, kupno zawrzeć i z faworytą księcia
stać się panującemu niezbędnym. Żeby więc książę w sieciach mojej rodziny pozostał, Ferdynand
musi zaślubić Lady Milford. Czy jasno ci teraz?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Aż mi w oczach piecze. Prezydent dowodzi, że ojciec tylko początkującym jest uczniem;
ale jeżeli major tak posłusznym okaże się synem, jak wy, panie, ojcem pełnym czułości, boję
się, ażeby zamiar odrzuconym nie był.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Szczęściem, nigdy się nie troskałem o doprowadzenie zamiarów moich do skutku, skoro raz
wyrzekłem: tak stać się musi. Otóż, Wurmie,
jesteśmy znowu na punkcie, z któregośmy wyszli.
Przed południem jeszcze oznajmiam synowi memu ożenienie. Jego twarz twoje podejrzenie
usprawiedliwi, albo zupełnie zniweczy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Łaskawy panie! --- racz mi przebaczyć ---
ale smutną twarz, którą niewątpliwie syn ci pokaże, odnieść będzie można albo do oblubienicy,
którą mu dajesz, albo do tej, którą mu wydzierasz.
Ja żądam ostrzejszej próby. Racz mu przedstawić najlepsze w kraju małżeństwo --- a jeżeli
przyjmie, możesz na trzy lata Wurma do łańcucha skazać.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>




<didaskalia>gryząc wargi</didaskalia>



<kwestia><akap>Piekło!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>To nie może być inaczej. Matka, uosobione
głupstwo, w prostocie mowy swojej zanadto mi
wiele powiedziała.</akap></kwestia>


<kwestia><akap>PREZYDENT</akap></kwestia>


<didaskalia>w gniewie szybko się przechadzając</didaskalia>



<kwestia><akap>A więc dobrze --- tego jeszcze rana.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Tylko, panie! Racz pamiętać, że major mojego dobrodzieja jest synem.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nic się o tobie nie wspomni.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>I że usługa uwolnienia cię od nieproszonej
synowej...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Wyciąga wzajemnej usługi Wurmowi do żony dopomóc --- nie zapomnę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<didaskalia>kłaniając się</didaskalia>



<kwestia><akap>Zawsze twój najuniżeńszy, mój łaskawy panie.</akap></kwestia>

<didaskalia>chce odejść</didaskalia>




<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>To, com ci powierzył <didask_tekst>grożąc</didask_tekst> jeżeli wydasz...</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>




<didaskalia>śmiejąc się</didaskalia>



<kwestia><akap>Jaśnie oświecony pan pokażesz wtenczas
moje fałszywe podpisy.</akap></kwestia>

<didaskalia>Odchodzi.</didaskalia>



<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>O tom spokojny --- trzymam cię na twojej
zbrodni jak chrząszcza na nici.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOKAJ</naglowek_osoba>




<didaskalia>anonsując</didaskalia>



<kwestia><akap>Marszałek dworu pan Kalb.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jakby zawołany! --- przyjemnie mi go przyjąć.</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Lokaj</osoba> odchodzi.</didaskalia>


<naglowek_scena>SCENA VI</naglowek_scena>

<didaskalia>Marszałek <osoba>Kalb</osoba> w bogatej ale bez gustu sukni
dworskiej, z kluczem szambelańskim, dwoma zegarkami, szpadą, stosowanym kapeluszem i ufryzowany.
Bieży z głośnym tupaniem i śmiechem i ściska <osoba>Prezydenta</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Dobry dzień ci mój najdroższy! Jakże spałeś, jak spoczywałeś --- daruj, że tak późno mam
przyjemność --- ale naglące zatrudnienia: Cettel
kuchenny, karty wizytowe --- ułożenie par na
dzisiejszą saniami przejażdżkę --- ach --- a potem
przy wstawaniu musiałem być obecnym i Jego
Książęcej Mości porę oznajmić.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Prawda, marszałku, nie tak łatwo mogłeś
się uporać.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jeszcze ten krawiec niegodziwy zabrał mi
czasu.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>I mimo tego na nogach i gotów?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>To nie wszystko --- nieszczęście za nieszczęściem idzie. Posłuchaj tylko.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>




<didaskalia>z roztargnieniem</didaskalia>



<kwestia><akap>Czy podobieństwo?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Posłuchaj tylko. Zaledwie wysiadam z powozu, rumaki moje wierzgać i bić kopytami zaczynają --- tak dalece --- proszę cię, że błoto uliczne pada na spodnie moje. Co tu począć? Postaw się, na imię Boga, w położeniu moim, baronie! Stałem na progu! wszystko za późno ---
na dniu białym trzeba pokazać się jego książęcej
mości. Boże mój sprawiedliwy! --- wpadam na
myśl --- udaję omdlenie --- na łeb na szyję niosą
mnie do powozu --- ja w całym pędzie koni jadę do
domu, zmieniam odzienie, przyjeżdżam nazad<pe><slowo_obce>nazad</slowo_obce> (daw.) --- z powrotem.</pe> ---
i cóż powiesz? Jestem najpierwszy w przedpokoju --- co myślisz?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Cudowne <slowo_obce>impromptu<pe><slowo_obce>impromptu</slowo_obce> --- improwizacja.</pe></slowo_obce> ludzkiego dowcipu. Ale
o tym potem, mój Kalbie. Mówiłeś więc z księciem?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>




<didaskalia>z powagą</didaskalia>



<kwestia><akap>Dwadzieścia minut i pół.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><strofa>Doprawdy? --- wiesz więc zapewne o ważnej
nowinie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<didaskalia>po niejakim milczeniu</didaskalia>



<kwestia><akap>Jego książęca mość wystąpił w <slowo_obce>Merde d'Oie<pe><slowo_obce>merde d'oie</slowo_obce> (fr.) --- kolor żółtozielony (dosł.: gęsie odchody).</pe></slowo_obce>
odzieniu bobrowym.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Proszę uniżenie! Nie, marszałku! Ja mam
ci lepszą oznajmić wiadomość. Zapewne nie wiesz, że Lady Milford ma być majorową
Walter?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Czy podobna<pe><slowo_obce>czy podobna</slowo_obce> (daw.) --- czy to możliwe?</pe>? I to zupełnie ułożone?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Podpisane, marszałku --- a ty zobowiążesz
mnie, jeżeli bez odwłoki uprzedzisz Lady o wizycie syna mojego, a całe miasto o jego postanowieniu uwiadomisz.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<didaskalia>z zachwyceniem</didaskalia>



<kwestia><akap>Z największą przyjemnością, mój drogi
przyjacielu! Cóż dla mnie może być więcej pożądanym? --- lecę co prędzej <didask_tekst>ściskając go</didask_tekst>. Bądź
zdrów --- w trzech kwadransach całe miasto się
dowie.</akap></kwestia>


<didaskalia>wyskakuje</didaskalia>




<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>śmiejąc się</didaskalia>



<kwestia><akap>Niechże mówią, że takie stworzenie na nic
się światu nie przyda? --- No, teraz mój Ferdynand musi się zgodzić, albo całe miasto skłamało
<didask_tekst>dzwoni, wchodzi Wurm</didask_tekst>. Syn mój niech przyjdzie!</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Wurm</osoba> odchodzi, <osoba>Prezydent</osoba> zamyślony przechadza się.</didaskalia>


<naglowek_scena>SCENA VII</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Ferdynand</osoba>, <osoba>Prezydent</osoba>, <osoba>Wurm</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Kazałeś, mój ojcze.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Musiałem, chcąc syna mojego choć raz obaczyć. Zostaw nas, Wurmie. <didask_tekst><osoba>Wurm</osoba> odchodzi.</didask_tekst>
Ferdynandzie, od dawna uważam i nie widzę już
w tobie tej żywej, otwartej młodości, która mnie
tyle zachwycała. Dziwna jakaś posępność zaległa twarz twoją --- unikasz ojca, unikasz towarzystwa. Wstydź się. Wiekowi twojemu prędzej
tysiąc uchybień niż jedno strapienie darować można. Strapienie mnie zostaw --- ja sam, kochany
synu, pracować będę nad szczęściem twoim, ty
tylko podług moich postępuj zamiarów. Chodź,
uściskaj ojca, Ferdynandzie!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Wielce jesteś łaskawym dzisiaj, mój ojcze!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Dzisiaj? --- figlarzu! I to dzisiaj wymawiasz
ze skrzywioną twarzą? <didask_tekst>surowo</didask_tekst> Ferdynandzie,
dla kogo ja wstąpiłem na niebezpieczną drogę do
serca książęcego? --- dla kogo z sumieniem i Bogiem na wieki zerwałem? Komu otwarłem miejsce wydaleniem poprzednika mego? --- Straszna
historia, która tym krwawiej tnie głąb duszy
mojej, im staranniej żelazo przed światem ukryte. Słuchaj --- dla kogo to wszystko, Ferdynandzie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>z przerażeniem odstępując od ojca</didaskalia>



<kwestia><akap>Przecież nie dla mnie, mój ojcze? Na mnie
odbicie strasznego występku spadać nie powinno!
Przez Boga potężnego, lepiej było na świat nie przychodzić, aniżeli zbrodni za wymówkę służyć!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Co to jest? --- co to znaczy? --- Ale przebaczam twojej romansowej głowie. Ferdynandzie, nie chcę gniewem się unosić. Chłopcze gwałtowny! Także<pe><slowo_obce>także</slowo_obce> --- tak z partykułą wzmacniającą -że.</pe> mi płacisz za noce bezsenne, za
nieustanne troski, za tego robaka, co wiecznie sumienie mi toczy? Na mnie spadnie ciężar odpowiedzialności, na mnie przekleństwo, na mnie
piorun sędziego. Ty z drugiej ręki szczęście odbierasz --- zbrodnia nie spada w dziedzictwie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>






<didaskalia>podnosząc prawą rękę do Nieba</didaskalia>



<kwestia><akap>Uroczyście, przed niebem zrzekam się dziedzictwa, które mi o zbrodni ojca przypominać musi.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Młodzieńcze! --- słuchaj --- nie obudzaj gniewu! --- Gdyby cię własnej woli zostawić, całe byś
życie czołgał się w prochu.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Lepiej w prochu niż przy tronie czołgać się,
mój ojcze!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<didaskalia>tłumiąc gniew</didaskalia>



<kwestia><akap>Zmusić cię trzeba, żebyś szczęście uznał.
Gdzie dziesięciu innych w trudzie i pracy dojść
nie zdołają, ty się podnosisz śpiąc słodko, igraszki
pędząc dziecinne. W dwunastym roku chorążym,
w dwudziestym majorem. Teraz za prośbą moją
zrzucisz mundur i wejdziesz do ministerium.
Książę mi mówił o tajnym radcy, o poselstwach,
o łaskach nadzwyczajnych. Wspaniała przyszłość
otwiera się przed tobą. Ubita droga do pierwszego miejsca po tronie --- do tronu samego, jeżeli władza ma tyle ponęty, ile jej oznaki --- i toż cię nie
zapala?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Moje pojęcie o szczęściu i wielkości różne
jest od twojego. Wasza szczęśliwość rodzi się
zniszczeniem. Zazdrość, bojaźń, złorzeczenie ---
oto są smutne zwierciadła, gdzie się wysokość panującego przegląda. Łzy, przekleństwa, rozpacz --- oto są potrawy strasznej uczty, przy której uderzeni szczęściem swym biesiadują, i
kończą pijaństwem, żeby w tym stanie przed tron
się Boga do wieczności zatoczyć. Marzenia moje
o szczęściu we mnie się samym zbierają. W moim sercu wszystkie chęci leżą pogrzebane.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Mistrzowsko --- wybornie --- nie można lepiej!
Po trzydziestu latach znowu pierwsze kazanie.
Szkoda tylko, że pięćdziesiątletnia głowa moja
za twarda do nauki. Ale żeby te rzadkie przymioty próżno nie rdzewiały, przydam do boku osobę, przy której mógłbyś się ćwiczyć do woli
w twoim pstrofarbnym szaleństwie. Przygotuj
się --- dziś jeszcze --- do ożenienia.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>cofa się przerażony</didaskalia>



<kwestia><akap>Mój ojcze!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Posłałem w twoim imieniu kartę wizytową
Lady Milford. Bez odwłoki masz się tam udać
i oznajmić jej, że przychodzisz jako narzeczony.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Lady Milford, mój ojcze?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jej samej, jeżeli ci znana.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jakiemuż pręgierzowi w księstwie nie jest
ona znana? Ale śmieszny jestem, żart twój za
prawdę uważać. Chciałżebyś ojcem bezwstydnego być syna, który uprzywilejowaną zaślubia rozpustnicę?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jeszcze więcej, starałbym się o jej rękę,
gdyby nie pięćdziesiąt lat moich. Chciałżebyś synem być bezwstydnego ojca?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nie! Jak Bóg żywy na niebie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Zuchwałość --- na mój honor --- której dla<pe><slowo_obce>dla</slowo_obce> (daw.) --- z powodu.</pe>
osobliwości tylko przebaczyć trzeba.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Proszę cię, ojcze, nie zostawiaj mnie dłużej
w tej niepewności, gdzie by mi nieznośnie było
synem się twoim nazywać.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Młodzieńcze! Czy szał cię napadł? Któryżby
człowiek rozumny nie pożądał honoru w jednym
się miejscu z panującym stykać?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jesteś mi zagadką, mój ojcze. Nazywasz
honorem --- honorem dzielić się z panującym tam,
gdzie panujący między ludźmi pełza.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>






<didaskalia>głośno się śmiejąc</didaskalia>



<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Możesz się śmiać --- ale ja z tym odejdę. ---
Z jaką ja twarzą, mój ojcze, przed najnędzniejszym stanę wyrobnikiem, który przynajmniej niepodzielne ciało z żoną wziął w posagu? --- z jaką twarzą stanę przed światem, przed księciem ---
z jaką przed tą nałożnicą, która skazę czci swojej
w moim wstydzie obmyć usiłuje?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Gdzie znowu, młodzieńcze, język cię prowadzi?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Na Boga i ludzi zaklinam cię, ojcze! Przez
poniżenie syna twojego nigdy tyle szczęśliwym
nie będziesz, ile go nieszczęśliwym uczynisz.
Dam ci życie moje, jeżeli cię to podnieść może.
Życie mam od ciebie, nie będę się wahał jednej
chwili twojej go wielkości poświęcić. Ale mój
honor, ojcze! --- jeżeli go zabierzesz, to życie mi
dawać nazwę lekkomyślnym niegodziwca dziełem
i będę zmuszony ojca jak kuplera<pe><slowo_obce>kupler</slowo_obce> (daw.) --- stręczyciel.</pe> przeklinać.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<didaskalia>przyjaźnie uderzając go po ramieniu</didaskalia>



<kwestia><akap>Brawo, kochany synu --- widzę, że jesteś
prawym człowiekiem i godnym najlepszej kobiety
w tym księstwie. Otrzymasz ją, i tego południa
jeszcze z hrabiną Ostheim będziesz zaręczony!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>znowu pomieszany</didaskalia>



<kwestia><akap>Czy ta godzina przeznaczona na moje zniszczenie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>






<didaskalia>przenikające spojrzenie na niego rzucając</didaskalia>




<kwestia><akap>Tu honor twój zapewne nic nie zdoła zarzucić?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nie, mój ojcze! Fryderyka Oslheim każdego
innego uszczęśliwić by mogła. <didask_tekst>do siebie</didask_tekst>. Co złość
jego w moim sercu zostawiła, dobroć jego niszczy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<didaskalia>nie spuszczając z niego oka</didaskalia>



<kwestia><akap>Czekam na twoje podziękowanie, Ferdynandzie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>całując jego ręce ze wzruszeniem</didaskalia>



<kwestia><akap>Ojcze! Łaska twoje zapala wszystkie moje
uczucia --- przyjmij moje najszczersze podziękowanie. Wybór twój najzacniejszy --- ale ---
ja nie śmiem --- nie powinienem --- żałuj mnie, ojcze! --- ja hrabiny nigdy kochać nie mogę.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<didaskalia>cofając się</didaskalia>



<kwestia><akap>Hola! --- mam cię w łapce, młody paniczu ---
wpadłeś w sidła, chytry pochlebniku. --- Nie honor od Lady Milford oddalał ciebie. Nie osoby,
ale małżeństwa nie chciałeś.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>przez chwilę stoi niemy --- potem chce odejść</didaskalia>



<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Dokąd? Zaczekaj. Jestże to uszanowanie
winne ojcu twojemu? <didask_tekst><osoba>Major</osoba> wraca</didask_tekst>. Lady o twoim przyjściu już jest uprzedzona. Książę słowo
moje otrzymał. Dwór i miasto wiedzą o moim
zamiarze. Jeżeli mnie zrobisz kłamcą przed księciem --- przed Lady --- przed miastem, przed
dworem kłamcą mnie zrobisz --- słuchaj młokosie!
--- jeżeli ja wpadnę na pewne historyjki... poczekaj --- hola, skąd ci naraz ten ogień do twarzy wystąpił?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>zbladły i drżący</didaskalia>



<kwestia><akap>Jak to? --- to nic --- w istocie nic, mój ojcze!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<didaskalia>groźnie patrząc na niego</didaskalia>



<kwestia><akap>A jeżeli jest coś? --- a jeżeli ja ślad znajdę,
skąd twój upór pochodził? Ha młodziku, samo
podejrzenie szaleństwo sprowadza. Idź natychmiast --- na placu zaczyna się przegląd. Po służbie zaraz udasz się do Lady. Skoro ja się pokażę, państwo drży całe. Zobaczymy, czy ta
uporna głowa potrafi mną przewodzić --- <didask_tekst>oddala
się i wraca</didask_tekst>. Powtarzam ci jeszcze, musisz tam
być albo uciekać przed gniewem moim.</akap></kwestia>


<didaskalia>Odchodzi.</didaskalia>



<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>obudzony z głębokiego zamyślenia</didaskalia>



<kwestia><akap>Czy już odszedł? --- Byłże to głos ojca?
Tak --- pójdę do niej, będę jej mówić, przed
jej oczy postawię zwierciadło. Bezwstydna! Jeżeli jeszcze wtenczas będziesz mojej ręki żądać --- w obliczu zgromadzonej szlachty, wojskowych i ludu --- o! przywołaj całą dumę twojej Anglii --- w obliczu wszystkich odrzucę cię ---
ja, niemiecki młodzieniec.</akap></kwestia>



<naglowek_akt>AKT II</naglowek_akt>






<didaskalia>Sala w pałacu <osoba>Lady Milford</osoba> --- po prawej ręce sofa,
po lewej fortepian.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA I</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Lady</osoba> w rannym pięknym stroju --- włosy jeszcze nieułożone --- przygrywa na fortepianie. <osoba>Zofia</osoba> od okna
odchodząc zbliża się do pani.</didaskalia>



<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Oficerowie już się rozchodzą. Przegląd
skończony --- ale Waltera nie widać.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<didaskalia>wstaje i z niespokojnością przechodzi wzdłuż sali</didaskalia>



<kwestia><akap>Nie wiem, gdzie dziś jestem? --- jeszcze mi
nigdy tak tęskno nie było. Więc go nie widziałaś.
O! pewnie; nie spieszy się. Jak zbrodnia cięży
na piersi mojej... Idź, Zofio! każ mi najdzikszego z mojej stajni osiodłać rumaka. Ja muszę
na wolne --- obaczyć ludzi i niebo błękitne, i sercu mojemu ulżenie wyjeździć.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jeśli wam niedobrze, Milady --- trzeba zwołać <slowo_obce>assemblée</slowo_obce><pe><slowo_obce>assemblée</slowo_obce> (fr.) --- zebranie.</pe>, księcia do stołu zaprosić, albo
przed waszą sofą kazać grać lombra. Mnieżby
książę i dwór cały stali na rozkazy, a w głowie
mojej miał szumieć kaprys niezaspokojony?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<didaskalia>rzuca się na sofę</didaskalia>



<kwestia><akap>Zostaw mnie, proszę: dam ci diament za każdą godzinę, w której się ich pozbędę. Czyż ja
tą ciżbą mam pokoje moje meblować? Ach! To
są ludzie źli i godni politowania --- przestraszają
się jednego słowa, gdy go czułym, gorącym sercem wymówię --- krzywią nos i usta, jakby upiora postrzegli. Niewolnicy skaczący po drucie
wertepowym, którym ja łatwiej niźli szydełkiem
kieruję. Co począć z ludźmi, których dusze tak
jednakowe, jak ich zegarki? Jakąż przyjemność
znajdę zapytywania ich o co, kiedy wiem naprzód, jaką dadzą odpowiedź? Albo prowadzenia
rozmowy, kiedy im lękliwość w zdaniu różnić się
nie pozwoli. Precz z nimi. --- Przykro jeździć na
koniu, który nawet uzdy kąsać nie umie.</akap></kwestia>

<didaskalia>zbliża się do okna</didaskalia>



<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Księcia przynajmiej wyłączysz, Milady ---
najpiękniejszego człowieka, najognistszego kochanka, w całym kraju głowę najdowcipniejszą.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>




<didaskalia>wraca od okna</didaskalia>



<kwestia><akap>Bo to jego kraj się nazywa --- a tylko księstwo, Zofio, może służyć gustowi memu za wymówkę. Mówisz, że mi zazdroszczą? O! raczej
hołota żalić się nade mną powinna. Ze wszystkich ludzi, co się przy piersiach majestatów tuczą, faworyta kończy najgorzej, bo ona jedna o
żebraczym kiju, bogaczowi drogę zachodzić będzie! Prawda --- on może talizmanem swojej
wielkości, każdej żądzy mojego serca, czarowny
pałac z pod ziemi wywołać --- mój stół sokami
dwóch Indii<pe><slowo_obce>dwóch Indii</slowo_obce> --- tj. Indii wschodnich i zachodnich.</pe> zastawić --- w raj pustynię zamienić --- w jednym fajerwerku spalić wszystek szpik
poddanych swoich --- ale swojemu sercu czyż rozkaże wspaniale i ogniście uderzać o moje serce
ogniste i wspaniałe? Ubogi swój rozum zlać w jedno piękne uczucie? Przy szumnym zmysłów upojeniu ja noszę duszę spragnioną --- co ja z tysiącem lepszych uczuć pocznę --- tam, gdzie tylko
dzikie namiętności ugasić się mogą?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>




<didaskalia>z zadziwieniem</didaskalia>



<kwestia><akap>Jak dawno, Milady, jestem w twojej służbie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Że dziś mnie tylko poznajesz? --- Zofio! Ja
mój honor zaprzedałam księciu, chowam wolne
serce, godne może człowieka, serce przez które
zaraźliwy wiatr dworu przeszedł tylko jak dech
po zwierciadle. Wierz mi, kochana, ja bym temu
księciu dawno się oparła, gdyby moja duma pozwoliła innej oddać miejsce.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>I to serce tak łatwo dumie się poddało?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<didaskalia>żywo</didaskalia>




<kwestia><akap>Czy się nie mściło, nie mści się jeszcze? Zofio! <didask_tekst>kładąc ręce na jej ramieniu</didask_tekst><begin id="b1391558515309-818995176"/><motyw id="m1391558515309-818995176">Kobieta, Niewola</motyw> My kobiety tylko między panowaniem i służbą wybierać możemy; ale władzy rozkosz najwyższa nędzną jest
tylko igraszką, gdy nam braknie większego
szczęścia --- szczęścia być niewolnicą człowieka,
którego kochamy.<end id="e1391558515309-818995176"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jest to prawda, Milady, którą od ciebie najpóźniej usłyszeć myślałam.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Dlaczego, Zofio? Czyż nie znać po tym
dziecinnym wodzeniu berła, żeśmy tylko do paska dziecinnego stworzone? Czyś nie postrzegła
po tej kapryśnej lekkości umysłu, po dzikich uciechach, żem tylko inne pragnienie w duszy mej
zagłuszyć usiłowała?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>




<didaskalia>cofając się</didaskalia>



<kwestia><akap>Milady!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ukój to pragnienie; daj mi męża, o którym
marzę, którego ubóstwiam, którego posiadać lub
umrzeć muszę. Niechaj posłyszę z ust jego własnych, że łzy miłości piękniej się w naszych
oczach błyskają niż brylanty we włosach ---
a pod nogi księcia rzucę i berło, i serce jego;
z tym mężem ucieknę, ucieknę w najdalszą
świata pustynię.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>




<didaskalia>z przestrachem</didaskalia>



<kwestia><akap>Boże! Co robisz? Co wam jest, Milady?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>




<didaskalia>pomieszana</didaskalia>



<kwestia><akap>Bledniejesz? --- Zanadtom może powiedziała --- O! Niech ufność moja zawiąże ci mowę ---
słuchaj dalej, słuchaj wszystkiego.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Lękam się, Milady --- lękam się.... słuchać
cię dalej nie mogę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Związek z majorem --- ty i świat rozumiecie,
że tylko jest dworu intrygą. Zofio! Nie czerwień
się --- nie pogardzaj mną --- związek ten jest
dziełem mojej miłości.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Przez Boga! --- ja przeczuwałam.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Dali się uwieść --- słaby książę, chytry Walter --- głupi marszałek --- każdy z nich przysięgnie, że w tym małżeństwie jedyny jest sposób
zachowania mnie księciu, umocnienia naszego
węzła --- Tak! Rozdzielenia nas na zawsze, rozerwania na wieki tych łańcuchów hańbiących.
Okłamani kłamce! Dali się słabej oszukać kobiecie. Oni mi sami kochanka sprowadzą --- tego
potrzeba --- skoro go otrzymam, skoro będzie moim --- żegnaj na zawsze, wystawo ohydna!</akap></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA II</naglowek_scena>


<didaskalia>Poprzedzający. <osoba>Lokaj</osoba> stary księcia z pudełkiem brylantów.</didaskalia>



<naglowek_osoba>LOKAJ</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jego książęca mość poleca się łasce Milady,
i na jej wesele przysyła brylanty właśnie teraz
z Wenecji przywiezione.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<didaskalia>otwiera pudełko i odskakuje przerażona</didaskalia>



<kwestia><akap>Człowieku! Co książę za te brylanty zapłacił.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOKAJ</naglowek_osoba>





<didaskalia>z posępnym wejrzeniem</didaskalia>



<kwestia><akap>Nie kosztują go ani złamanego szeląga.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Co? --- nic? Czyś szalony? --- i rzucasz na
mnie wzrok --- jakbyś chciał mnie przeszyć --- nic
nie kosztują te niezmierzenie kosztowne kamienie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOKAJ</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Wczoraj siedm tysięcy młodzieży krajowej
musiało jechać do Ameryki --- te siedm tysięcy
wszystko zapłaciło.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<didaskalia>kładzie brylanty i przechadza się szybkim krokiem ---
po chwili zbliża się</didaskalia>



<kwestia><akap>Co ci jest, człowieku? --- zdaje się, że płaczesz?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOKAJ</naglowek_osoba>





<didaskalia>ociera łzy --- straszliwym głosem</didaskalia>



<kwestia><akap>Dwa brylanty, jak ten --- ja mam dwóch synów między porwanymi.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ale nie zmuszonych?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOKAJ</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>O Boże! --- nie --- istni ochotnicy! Kilku
z nich wprawdzie przed frontem pytało pułkownika jak drogo książę w jarzmo ludzi przedaje ---
ale łaskawy nasz pan kazał wszystkim pułkom
na plac się zebrać i śmiałków rozstrzelać. Słychać huk było i widać, jak mózg ich bruk pofarbował, a wojsko krzyknęło --- hejże do Ameryki!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>




<didaskalia>rzucając się na sofę</didaskalia>



<kwestia><akap>Boże mój Boże! A jam nie słyszała, nie wiedziała o niczym?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOKAJ</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Tak --- łaskawa pani! Czemu właśnie w tej
chwili, gdy na czas do odjazdu w bębny uderzono,
jechałeś z księciem na walkę niedźwiedzi --- byłabyś świadkiem wspaniałego widowiska: jak
jęczące sieroty za ojcem goniły; jak wściekła matka niemowlę od piersi na ostrze bagnetu wsadzała; jak szabli cięciami kochankę z kochankiem
rozdzielali; jak starce ze siwymi włosami stali
w rozpaczy i odjeżdżającym na pożegnanie rzucali szczudła drewniane do nowego świata --- a
pośród tego grzmiał łoskot bębnów, żeby Bóg
modlitw naszych nie usłyszał.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<didaskalia>powstając w wielkim wzruszeniu</didaskalia>



<kwestia><akap>Precz z brylantami --- z nich piekielne blaski do mego serca wpadają. Utul żal twój, stary
człowieku --- oni powrócą, obaczą jeszcze ojczyznę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOKAJ</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Bóg to raczy wiedzieć. U bramy miasta jeszcze się zwrócili i krzyknęli do nas --- Bóg z wami żono i dzieci --- niech żyje nas książę! Na strasznym sądzie znowu się obaczym.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Strasznie! Niegodziwie! Przekonać mnie
chcieli, żem wszystkie łzy kraju otarła --- okropnie --- okropnie otwarły się oczy. Idź, mów panu,
że mu osobiście przyjdę podziękować, <didask_tekst>rzucając
worek do kapelusza</didask_tekst> a to weź dla siebie, żeś mi
prawdę powiedział.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOKAJ</naglowek_osoba>





<didaskalia>rzucając kiesę na stół z pogardą</didaskalia>



<kwestia><akap>Schowaj to z tamtymi ---</akap></kwestia>
 
<didaskalia>odchodzi</didaskalia>



<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>




<didaskalia>patrząc z podziwieniem za odchodzącym</didaskalia>



<kwestia><akap>Zofio! Leć za nim --- pytaj o nazwisko,
powiedz mu, że synów będzie miał na powrót.
<didask_tekst><osoba>Zofia</osoba> oddala się --- <osoba>Lady</osoba> w zamyśleniu przechadza
się chwilę --- do <osoba>Zofii</osoba>, która przebiega z powrotem.</didask_tekst>
Czy nie było wieści, że ogień niedawno zniszczył
miasto pograniczne i cztery tysiące familii na żebraczym kiju posadził?</akap></kwestia>

<didaskalia>dzwoni</didaskalia>



<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Skąd to ci przyszło na myśl, Milady? Tak
jest istotnie i większa część tych nieszczęśliwych
służy wierzycielom swoim za niewolników, albo
niszczeje w podziemnych srebra kopalniach.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUŻĄCY</naglowek_osoba>




<didaskalia>wchodzi</didaskalia>



<kwestia><akap>Co każe Milady?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>




<didaskalia>dając mu brylanty</didaskalia>



<kwestia><akap>Niech te brylanty do miasta zaniosą, bez
zwłoki na gotowe zamienią pieniądze i rozdadzą je między cztery tysiące ludzi ogniem zniszczonych.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Zastanów się, Milady, że ci największa grozi niełaska.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Mamże ja przekleństwo jego poddanych
W moich włosach nosić? <didask_tekst>na znak <osoba>Służący</osoba> oddala
się</didask_tekst> Albo pod strasznym ciężarem ich łez upadać? --- Lepiej, Zofio, fałszywe brylanty mieć na
głowie a w sercu zadowolenie dobrego uczynku.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ale takie diamenty --- mogłaś, Milady wybrać gorsze --- prawdziwie, to nie do darowania.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Dziewcze nierozsądne! za ten czyn więcej
na mnie w jednej chwili pereł i brylantów spadnie, niż się znajduje w dziesięciu królów koronach --- i piękniejsze...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUŻĄCY</naglowek_osoba>




<didaskalia>wchodząc</didaskalia>



<kwestia><akap>Major Walter ---</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Milady! --- bledniejesz...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Pierwszy człowiek, którego się lękam.
<didask_tekst>do <osoba>Służącego</osoba></didask_tekst> Niedobrze mi jest Edwardzie, ale
zaczekaj --- mów --- czy zagniewany? --- czy się
śmieje? --- co powiada? O Zofio! Nieprawdaż, że
ja okropnie wyglądam.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Proszę cię, Milady!...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SŁUŻĄCY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Czy pani rozkażę wizytę odmówić?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Owszem --- z chęcią go przyjmę.</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Służący</osoba> odchodzi.</didaskalia>



<kwestia><akap>Zofio! Co ja powiem jemu? Jak go powitam?
Czuję, że zaniemieję --- a on z mojej niemocy urągać się będzie --- będzie --- przeczuwam... Chcesz
mnie opuścić? Zostań --- albo nie, odejdź. Zostań
jednakże.</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Major</osoba> ukazuje się z przedpokoju.</didaskalia>



<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Zbierz myśli, Milady! Major nadchodzi.</akap></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA III</naglowek_scena>


<didaskalia>Poprzedzający --- <osoba>Ferdynand</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>po zimnym ukłonie</didaskalia>



<kwestia><akap>Jeżeli przerywam, łaskawa pani?...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<didaskalia>z widocznym pomieszaniem</didaskalia>



<kwestia><akap>W niczym, majorze, co by dla mnie ważniejszym było.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Przychodzę z rozkazu ojca mojego.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Wdzięczną mu jestem.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>I mam ci oznajmić nasze ożenienie. Taka
jest wola mego ojca.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>




<didaskalia>drżąc i bledniejąc</didaskalia>



<kwestia><akap>A więc nie serca twojego?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Świat i minister serca nie zwykł się pytać.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<didaskalia>zaledwie słowa wymawiając</didaskalia>



<kwestia><akap>Ty sam, majorze, nic nie masz do dodania?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>spozierając na pokojową</didaskalia>



<kwestia><akap>Bardzo wiele, Milady!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<didaskalia>dając znak <osoba>Zofii</osoba> aby się oddaliła</didaskalia>



<kwestia><akap>Czy mogę? --- proszę --- usiądź na tej sofie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Krótko skończę, Milady.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>A więc? ---</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>



<kwestia><akap>Jestem człowiekiem honoru.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Umiem go szacować.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Szlachcicem.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Najzacniejszym w państwie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>I oficerem.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Dotykasz tych zalet, które wielu służą. Czemuż przemilczasz o piękniejszych --- tobie tylko
właściwych?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Bo tu mi nie są potrzebne.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<didaskalia>z coraz miększą niespokojnością</didaskalia>



<kwestia><akap>Jak mam te słowa, majorze uważać?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jako zarzut honoru, jeżeli rękę moją zmusić zechcesz.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>




<didaskalia>w gniewie</didaskalia>



<kwestia><akap>Co to jest, majorze?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>spokojnie</didaskalia>




<kwestia><akap>Mowa mojego serca --- mojego herbu i tej
mojej szpady.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Szpadę masz od księcia.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Przez ręce księcia ojczyzna ją dała. --- Serce dał mi Bóg --- a herb pół wieku.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Imię księcia...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Książę nie jest mocny prawa ludzkości wywracać, albo kuć czyny w mennicy jak proste
trojaki? Nad honor on nie jest wyższym --- głos
tylko honoru może zapchać złotem, na hańbę
rzucić swoje gronostaje. Nic więcej o tym, Milady! Zamilknę o moich widokach, o przodkach
moich --- nie wspomnę ani o szpadzie, ani o zdaniu światowym. To wszystko nogami gotów jestem zdeptać, skoro Milady dowieść mi zechcesz,
że nagroda nie gorsza od ofiary będzie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<didaskalia>Z boleścią oddalając się kilka kroków</didaskalia>



<kwestia><akap>Na to, majorze! --- na tom nie zasłużyła.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>porywa ją za rękę</didaskalia>



<kwestia><akap>Przebacz mi. Mówimy bez żadnego świadka. Okoliczność, która mnie i ciebie, dziś i nigdy
więcej, przed oczy sprowadza, daje mi prawo i
zmusza najtajniejsze uczucia przed tobą wyjawić. Nie przyszłoby mi na myśl, Milady, że kobieta z tym sercem i tym rozumem --- z tymi
przymiotami, które by człowiek godny ocenić potrafił, oddała się księciu płeć jej tylko podziwiającemu --- gdyby ta kobieta nie miała wstydu
z ofiarą serca swego występować.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<didaskalia>dumnie na twarz jego spoglądając</didaskalia>



<kwestia><akap>Dokończ zupełnie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Mienisz się Angielką --- przebacz, ja wierzyć nie mogę, żebyś ty Angielką była. Wolno
urodzona córka najwolniejszego pod słońcem narodu, za dumna obcej cnocie hołdować, niezdolną by była obcej zbrodni się wynająć. Ty nie
jesteś Angielką, albo serce u Angielki tym nikczemniej bije, im wspanialej i śmielej krew Anglii uderza.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Skończyłeś?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Można by na uniewinnienie przytoczyć tu:
próżność --- namiętność --- żywą krew --- skłonność do uciech --- cnotę tyle razy honor przeżywającą. Można by wspomnieć o kobietach, które
na tej drodze hańby szlachetnymi czynnościami
z światem się pogodziły i bezwstydne rzemiosło
uszlachetniły pięknym użyciem --- ale skądże ten
niesłychany ucisk kraju, który nigdy nie istniał?
Skończyłem.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<didaskalia>łagodnie i z grzecznością</didaskalia>



<kwestia><akap>Pierwszy raz, Walterze, taką mowę słyszę
i ty jesteś jedyny człowiek, któremu odpowiem.
Że moją rękę odrzucasz --- szanuję ciebie; że
moje serce obrażasz, przebaczam --- ale że jak
mówisz, tak myślisz istotnie, temu nie uwierzę.
Kto się ośmiela w ten sposób znieważać kobietę,
która nie więcej jak jednej nocy potrzebuje, aby
go zniszczyć, zgubić zupełnie --- musi tej kobiecie albo wielkość duszy przyznawać, albo być
szalonym.<begin id="b1391591542508-2386781024"/><motyw id="m1391591542508-2386781024">Patriota</motyw> Że kraju zniszczenie na pierś moją
zwalasz --- niechaj ci przebaczy Bóg wszechmogący, który kiedyś i mnie, i ciebie, i księcia przed
sąd swój zawoła --- aleś ty Angielkę we mnie
zapozwał --- na taki wyrzut ojczyzna moja musi
odpowiedzieć.<end id="e1391591542508-2386781024"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>




<didaskalia>opierając się na szpadzie</didaskalia>



<kwestia><akap>Jestem ciekawy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Słuchaj więc, czego nikt jeszcze ode mnie
nie słyszał, czego, prócz ciebie, nikomu z ludzi
nie powierzę. Walterze! ja nie jestem awanturnicą, jaką mnie być mienisz --- jestem krwi książęcej, z nieszczęśliwego rodu Tomasza Norfolka,
który padł ofiarą przywiązania do Marii Szkockiej. Mój ojciec, kanclerz najwyższy króla, podejrzany o zmowę z Francją, wyrokiem parlamentu poniósł głowę na rusztowanie. Dobra nasze zabrano, my na wygnanie skazani. W dzień
wyroku matka mi umarła, a ja, czternastoletnia
sierota ,uciekłam do Niemiec z piastunką moją,
ze skrzynką brylantów i z tym krzyżem, który
mi matka umierająca z błogosławieństwem na
pierś zawiesiła.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>zamyślony czule spogląda na <osoba>Lady</osoba></didaskalia>



<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Słaba, bez imienia, bez majątku i opieki ---
sierota cudzego kraju, przybyłam do Hamburga.
Trochę po francusku, haftować, grać na fortepianie --- to była cała moja umiejętność --- ale
tym lepiej wiedziałam, jak na srebrze i złocie
ucztować, jak pod adamaszkowym sypiać pawilonem, jednym skinieniem dziesięciu sługom kazać się uwijać, jak słuchać pochlebstw ludzi
twojego stanu. Minęło sześć lat przepłakanych ---
zniknęła ostatnia spinka brylantowa --- piastunka umarła i los waszego księcia do Hamburga
sprowadził. W wieczornej przechadzce, nad brzegami Elby, patrzałam na rzekę i marzyć zaczęłam,
czy jej wody czy moje cierpienia głębsze mają
łoże? Książę mnie obaczył, ścigał, odkrył moje
mieszkanie i u nóg moich wieczną miłość zaprzysiągł. <didask_tekst>Przestaje na chwilę, potem kończy ze
łkaniem</didask_tekst>. Wszystkie obrazy szczęśliwego dzieciństwa obudziły się znowu w uwodzących blaskach --- czarna jak groby straszyła mnie przyszłość --- serce serca pragnęło --- upadłam w jego objęcia. Teraz mnie potępiaj.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>w poruszeniu zbliża się do niej</didaskalia>



<kwestia><akap>Milady! --- o nieba --- co słyszę? --- cóżem
ja uczynił? Widzę okropne moje zuchwalstwo ---
ty mi nie możesz nigdy przebaczyć.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Posłuchaj dalej. Książę napadł moją młodość bezbronną, ale krew Norfolków podniosła
się we mnie: ,,Ty, Emilio, księżniczką urodzona, masz być księcia nałożnicą." Duma i los walczyły w sercu moim --- aż tu sprowadzona, przed oczami okropny obraz postrzegłam. Rozpusta możnych tej ziemi jest to nigdy nienasycona hiena w głodzie ofiar szukająca,
straszliwe po tym kraju szpony zapuściła; narzeczoną parę rozdzielała, rozdarła nawet święty
związek małżeństwa. Tu ciche szczęście rodziny podkopane; tam młode, niedoświadczone serce, wszystko niszczącą zarazą ujęte --- umierające ofiary w przekleństwach i konwulsjach, pieniącymi się ustami wyjękiwały imiona zwodzicieli.
Pomiędzy tygrysem i jagniątkiem ja stanęłam,
Walterze! W namiętnej godzinie wymogłam
przysięgę na księciu i okropne ofiary ustać musiały w kraju.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>w najwyższej niespokojnośei przebiega salę</didaskalia>



<kwestia><akap>Nic więcej, Milady! Na Boga, nic więcej.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Smutna ta epoka smutniejszej jeszcze ustąpiła miejsca. Dwór i jego seraj<pe><slowo_obce>seraj</slowo_obce> --- rezydencja sułtana.</pe> napełnił się rojem włoskich wyrzutków. Lekkomyślne paryżanki jak cackiem igrały berłem książęcym, a lud
krwią się oblewał pod ich kaprysami. Wszystkie
przeżyły własny upadek. Widziałam je w prochu
przede mną padające; bom większą kokietą była
niźli wszystkie. Odebrałam wodze tyranowi, który rozkosznie usnął w moim objęciu. Twoja ojczyzna, Walterze, po pierwszy raz rękę ludzką
uczuła i z ufnością dziecka padła na łono moje.
<didask_tekst>Po chwili</didask_tekst>. O, jak boleśnie sercu, że człowiek
jedyny, któremu bym znaną być chciała, zmusza
mnie samolubnie się chełpić, moją cichą cnotę
światłem podziwienia zapalać. Walterze! Jam
kraty więzień rozłamywała, zdzierała śmierci
wyroki i nie jedną wieczność okropną galer
skróciła. W niezagojone rany uśmierzający balsam wlewałam --- w prochu potężnego zbrodniarza układłam, łzą nierządnicy zbawiłam przegraną już sprawę niewinności. Jak mi słodko
było, młodzieńcze! Jak dumnie mogłam sercem
każdy wyrzut książęcego urodzenia odeprzeć ---
a dzisiaj przychodzi człowiek, którego może los
zmordowany prześladowaniem jako nagrodę
przeszłych moich cierpień utworzył --- człowiek,
którego palącą tęsknotą w sennych marzeniach
już obejmowałam ---</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>na wskroś poruszony przerywa jej</didaskalia>



<kwestia><akap>Za wiele, za wiele! To nad umowę Milady!
Miałaś się z zarzutów oczyścić --- a chcesz występnego ze mnie uczynić. Zlituj się --- zaklinam
cię --- zlituj się nad sercem moim, szarpanym
wstydem i żałością.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>trzymając jego rękę</didaskalia>



<kwestia><akap>Teraz lub nigdy! Dosyć już długo bohaterka walczyć musiała. Wagę łez tych bolesnych
musisz uczuć, Walterze! --- słuchaj: gdyby nieszczęśliwa, niewstrzymanie, potężnie ku tobie
pędzona z piersią pełną ognistej, niewyczerpanej
miłości do ciebie się cisnęła --- a ty jej zimne
słowo honoru wymawiał --- gdyby ta nieszczęśliwa, przygnębiona uczuciem swojej zniewagi,
zbrodnią przesycona, sławą cnoty bohatersko natchnięta --- ot tak --- w twoje się objęcia rzucała
<didask_tekst>obejmuje go</didask_tekst> i przez ciebie zbawioną, przez
ciebie niebu znowu chciała być oddaną --- albo
<didask_tekst>drżącym głosem i twarz odwracając</didask_tekst> dla uniknienia
twojego obrazu, posłuszna strasznemu głosowi
rozpaczy, jeszcze się w ohydniejszą głąb zbrodni zagrzebała...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>wyrywając się jej z najżywszym uczuciem żalu</didaskalia>



<kwestia><akap>Nie! Przez Boga wielkiego, ja dłużej nie wytrzymam. Niechaj niebo i ziemia na moje
piersi upadną --- ja ci muszę, Milady, wyznanie
uczynić.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Teraz nie! teraz nie --- przez wszystko, co
święte. Nie w tej straszliwej chwili, gdy serce
moje rozdarte krwawi się pod razami tysiąca
sztyletów. Śmierć czy życie --- ja nie śmiem,
ja nie chcę nic od ciebie słyszeć.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ale --- ty musisz, najlepsza Milady! Co ci
powiem, umniejszy karygodną winę i przeszłej
obrazy będzie przebłaganiem. Zwiodłem się na
tobie. Myślałem --- życzyłem znaleźć cię godną
pogardy mojej. Z mocnym postanowieniem znieważenia ciebie, ściągnienia twojej nienawiści
przyszedłem w to miejsce! Szczęśliwi bylibyśmy
oboje, gdyby mój zamiar przyszedł był do skutku
<didask_tekst>chwila milczenia</didask_tekst> --- potem <didask_tekst>głosem cichszym i nieśmielszym</didask_tekst> --- ja kocham, Milady --- kocham mieszczankę, Ludwikę Miller, córkę kapelmajstra.
<didask_tekst><osoba>Lady</osoba> pobladła odwraca się od niego.</didask_tekst> Wiem, w jaką przepaść lecę --- ale jeżeli rozsądek może milczenie nakazać namiętności, to obowiązek tym
donośniejszym głosem przemawia. Przewiniłem.
Jam najpierwszy rozdarł złotą spokojność jej niewinności, zuchwałymi nadziejami kołysałem jej
serce i oddałem go na pastwę dzikim namiętnościom. Przypomnisz mi zapewne mój stan, moje
urodzenie, zasady ojca mojego --- ale ja kocham.
Moje nadzieje tym wyżej się wznoszą, im głębiej
natura w zimne przyzwoitości zapada. Moje postanowienie i przesąd! --- Obaczę, czy moda, czy ludzkość zwycięstwo odniesie. <didask_tekst><osoba>Lady</osoba> tym czasem oddaliła się do najdalszej części salonu i twarz sobie obciera,
rękami zakrywa. <osoba>Ferdynand</osoba> idzie aż do niej.</didask_tekst> Miałaś mi coś mówić, Milady!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nic, panie, Walterze! Nic --- jak tylko, że
siebie i mnie i trzecią jeszcze osobę do zguby
prowadzisz.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>I trzecią osobę?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>My nie możemy być z sobą szczęśliwi ---
a jednak pośpiechu ojca twojego staniemy się
ofiarą. Nigdy nie posiędę serca człowieka, który
mi rękę swoją z musu tylko oddaje.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Z musu Milady? --- z musu i oddaje? Czy ze chcesz rękę przymuszać bez serca, wydzierać
kochanka dziewczynie, która w nim ma świat
cały --- kochankowi dziewczę, które mu świat
cały stanowi? Ty, Milady? --- przed chwilą godna podziwienia Angielka --- Ty byś mogła?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Bo muszę. Moja namiętność, Walterze,
ustąpi przywiązaniu dla ciebie, ale mój honor nigdy. Nasz związek na ustach jest całego kraju --- wszystkie oczy, pociski dowcipu na nas są
wymierzone. Zniewaga będzie niezatarta, gdy
mnie poddany książęcia odrzuci. Urządź się z ojcem twoim --- broń się, jak możesz --- ja wszystkie miny w górę wysadzę.</akap></kwestia>

<didaskalia>Odchodzi spiesznie ---
<osoba>Major</osoba> zostaje czas jakiś w niemym osłupieniu, potem
przez drzwi środkowe prędko wylatuje.</didaskalia>


<naglowek_scena>SCENA IV</naglowek_scena>

<didaskalia>Pokój w domu <osoba>Millera</osoba>.</didaskalia>



<didaskalia><osoba>Miller</osoba>. <osoba>Żona</osoba>. <osoba>Ludwika</osoba>. wchodzą.</didaskalia>



<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>




<didaskalia>szybko chodząc po pokoju</didaskalia>



<kwestia><akap>Wszakże przepowiadałem.</akap></kwestia>
 

<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>z niespokojnością idąc za nim</didaskalia>



<kwestia><akap>O czym? --- Ojcze! O czym?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<didaskalia>rzucając się na wszystkie strony</didaskalia>



<kwestia><akap>Mój surdut niedzielny --- prędko --- muszę go uprzedzić. Białą z manszetkami koszulę. Zaraz tak myślałem.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Na imię Boga! Co?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Cóż się stało? Cóż się stało?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>




<didask_tekst>rzucając na stół perukę</didask_tekst>


<kwestia><akap>Perukę do fryzjera --- co się dzieje? 
<didask_tekst>idzie
przed lustro</didask_tekst> i broda moja na palec już długa. Co
się dzieje? --- co się dziać będzie? --- chcesz wiedzieć, ty ścierwo krucze --- oto diabeł wyleciał,
i wicher cię porwie!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Patrzajcie! Zaraz wszystko na mnie spaść
musi.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Na ciebie? --- a na kogóż innego ty głupi
pysku petliczy<pe><slowo_obce>petliczy</slowo_obce> (daw.) --- gadatliwy.</pe>. Dzisiaj rano z twoim szatańskim paniczem --- czyżem zaraz nie mówił? ---
Wurm wszystko wypaplał.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Co? --- ach! --- jakże możesz wiedzieć?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jak mogę wiedzieć? --- ot tam, pod drzwiami,
stoi pachołek ministra i pyta się o muzykusa.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ach! Ja śmierć czuję.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>I ty także, z twymi oczami niezapominajkowymi! <didask_tekst>śmieje się</didask_tekst> Prawda to jednakże: komu
diabeł chce jajo w komorze posadzić, niechaj się
piękna córka urodzi --- ot czarno na białym.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Skąd wiesz, że to się Ludwiki dotyczy?
Może cię księciu kto rekomendował i do dworskiej orkiestry chcą ciebie zamówić.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>




<didaskalia>biegając za laską</didaskalia>



<kwestia><akap>Ach! żeby cię siarczany deszcz Sodomy napadł --- tak! do orkiestry, gdzie ty, kuplerko, dyszkantem wyciągniesz, a moje sine plecy będą
kontrabasem. <didask_tekst>Rzuca się na krzesło.</didask_tekst> Ach --- Boże na niebie!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>jak śmierć blada pada na krzesło</didaskalia>



<kwestia><akap>Ojcze! Matko! Dlaczego taki strach mnie
przejął?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>




<didaskalia>porywając się z krzesła</didaskalia>



<kwestia><akap>Ale niechże mi ten gryzmoła raz pod ręce
wpadnie --- toż mi będzie skakać --- na tym czy
na tamtym świecie --- ja mu ciało i duszę w kosteczki połamię, dziesięcioro przykazań i siedm
próśb ojczenaszu i wszystkie księgi Mojżesza,
proroków na skórze wypiszę, tak że sine plamy przy ciał zmartwychwstaniu jeszcze widać
będzie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Klnij i hałasuj, to diabła nie wygna. Dopomóż, święty synu Boży. Co począć w tej bidzie?
gdzie rady poszukać? Mówże, ojcze Millerze!</akap></kwestia>


<didaskalia>Biega po pokoju, głośno łkając.</didaskalia>



<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Zaraz idę do ministra --- ja tu sam otworzę
gębę, sam będę oskarżać. Wiedziałaś przede mną,
trzeba było ostrzec, a dziewczyna by pewnie
przekonać się dała. Był czas --- ale nie! --- coś się
złowić, coś się udrzeć dało. Nawarzyłaś piwa.
Pilnujże teraz skóry twej kuplerskiej, żryj, coś
nagotowała. Ja pod rękę zabieram Ludwikę i
marsz przez granice!</akap></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA V</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Ferdynand</osoba>. <osoba>Walter</osoba> <didask_tekst>wpada przestraszony i bez
oddechu</didask_tekst> Poprzedzający.</didaskalia>




<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Był tu mój ojciec?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jego ojciec? --- przedwieczny Boże!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>




<didaskalia>[mówi jednocześnie z dalszymi kwestiami <osoba>Millera</osoba> i <osoba>Ferdynanda</osoba> --- Red.WL] załamując ręce</didaskalia>




<kwestia><akap>Prezydent! to już do nas!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Chwała Bogu! chwała Bogu! mamy postrzyżyny.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>bieży do <osoba>Ludwiki</osoba> i silnie ją do serca przyciska</didaskalia>



<kwestia><akap>Ty moją jesteś --- choćby się nieba i piekło
między nas rzuciły.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Moja śmierć nieuchronna --- mów dalej ---
ty straszne imię wymówiłeś --- twój ojciec?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nic! Nic! Wszystko zwyciężone. Znowu
cię posiadam --- i tyś mnie odzyskała. Pozwól,
niech odetchnę. To była straszna --- straszna
godzina!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jaka? --- Zabijasz mnie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>To była godzina, Ludwiko, w której się
między sercem moim a tobą obca postać rzuciła --- gdzie miłość moja przed sumieniem zbladła --- gdzie Ludwika Ferdynandowi przestała
być wszystkim.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>pada na krzesło, zasłaniając twarz</didaskalia>



<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>bieży do niej, patrzy czas niejaki osłupiałym wzrokiem,
potem opuszcza ją i z wielkim poruszeniem mówi</didaskalia>



<kwestia><akap>Nie! Nigdy Lady! Za wiele wyciągasz.
Ja ci tej niewinności poświęcić nie mogę. Nie!
Przez Boga nieskończonego, nie mogę złamać
przysięgi, która mnie z jej martwego oka piorunem nieba głośno napomina. Patrzaj tu Milady ---
tu patrz ojcze. Mamże ja anioła tego zamordować? piekło cisnąć w tę niebiańską duszę? <didask_tekst>zbliżając się do niej</didask_tekst> Ja cię przed tron zaprowadzę
Boga; niech przedwieczny osądzi, czy moja miłość jest zbrodnią. <didask_tekst>bierze ją za rękę i podnosi
z krzesła</didask_tekst> Uspokój się, najdroższa! Przy tobie
wygrana --- jako zwycięzca z najniebezpieczniejszej walki przychodzę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nie! Nie, nic mi nie ukrywaj. Powiedz
wyrok straszny. Wspomniałeś o ojcu, wspomniałeś o Lady? Dreszcz mnie śmierci przejmuje ---
mówią, że ma iść za mąż.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>




<didaskalia>padając do nóg <osoba>Ludwiki</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Za mnie, nieszczęśliwa!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>po chwili ze straszną niespokojnością</didaskalia>

 

<kwestia><akap><begin id="b1391720104121-2472963383"/><motyw id="m1391720104121-2472963383">Ojciec, Córka</motyw>I czegóż się lękam. --- Ot ten stary człowiek
często mi powtarzał --- ja wierzyć nie chciałam.
<didask_tekst>rzuca się ze łkaniem w objęcia ojcowskie</didask_tekst>
Ojcze,
twoja córka powraca --- daruj jej --- dziecko twoje
niewinne, że sen --- był tak piękny --- a takie
straszne przebudzenie.<end id="e1391720104121-2472963383"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ludwiko! Ludwiko! O Boże, ona od zmysłów odchodzi. Córko moja? dziecię moje biedne!
Przekleństwo na zwodziciela, przekleństwo na
kobietę, co córkę zwodziła!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<didaskalia>rzucając się z płaczem w objęcia <osoba>Ludwiki</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Czyż ja na tę klątwę, córko moja, mogłam
zasłużyć? Niechaj ci Bóg przebaczy, baronie!
Co ci to jagnię zrobiło, że go tak zabijasz?</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ale ja jego intrygi zniweczę --- rozerwę
wszystkie żelazne ogniwa przesądu. Wolno jak
człowiek wybiorę i olbrzymim dziełem miłości
mojej zawrócę głowy tym pełzającym owadom.</akap></kwestia>


<didaskalia>Chce odejść.</didaskalia>



<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>z drżeniem powstaje z krzesła</didaskalia>



<kwestia><akap>Zostań! Zostań, gdzie chcesz odchodzić?
Ojcze! Matko! W tej strasznej godzinie on chce
nas opuścić.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<didaskalia>czepiając się <osoba>Majora</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Prezydent tu przyjdzie --- znieważać będzie dziecko nasze --- nas będzie znieważać ---
a ty nas rzucasz, panie Walterze?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<didaskalia>śmiejąc się wściekle</didaskalia>



<kwestia><akap>Rzuca nas? --- Zapewne! Dlaczego nie?
Ona mu wszystko oddała! <didask_tekst>Jedną ręką majora, drugą chwytając <osoba>Ludwikę</osoba>.</didask_tekst> Cierpliwości, mój panie ---
droga z mojego domu przez moją córkę przechodzi. Czekaj tu na ojca, jeżeli jesteś uczciwym
człowiekiem. Opowiedz mu, jak się do jej serca
wkradłeś --- oszukańcze --- albo na Boga! <didask_tekst>rzucając mu córkę</didask_tekst> musisz wprzódy podeptać tego
jęczącego robaka, którego miłość dla ciebie wstydem okrywa.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>powraca i w głębokich przechadza się myślach</didaskalia>



<kwestia><akap>Wprawdzie wielką jest władza prezydenta.
Prawo ojcowskie ma szerokie znaczenie --- zbrodnia nawet w jego się fałdy owinie --- z nim
on może wiele, wiele uczynić --- ale do ostateczności miłość tylko prowadzi. Tu chodź, Ludwiko! dłoń w mojej dłoni <didask_tekst>bierze ją</didask_tekst>. Jak pragnę,
żeby w ostatniej godzinie Bóg mnie nie opuścił ---
chwila, która te dwie dłonie rozerwie, rozerwie
zarazem łańcuch pomiędzy mną i stworzeniem.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Mnie bojaźń przyjmuje --- nie patrz na mnie ---
twoje usta drżą --- twój wzrok zatacza się straszliwie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nie --- Ludwiko! nie lękaj się. Nie szaleństwo ze mnie przemawia, dar to najkosztowniejszy nieba, postanowienie w ważnej chwili
życia, gdzie pierś uciśniona tylko niesłychanym
sposobem wciąga oddech do siebie. Kocham cię
Ludwiko! będziesz moją --- a teraz do ojca.</akap></kwestia>


<didaskalia>U drzwi wpada na <osoba>prezydenta</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_scena>SCENA VI</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Prezydent</osoba> ze świtą sług. Poprzedzający.</didaskalia>



<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Już tu jest!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>W domu niewinności!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Gdzie syn się uczy posłuszeństwa ojcu.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Pozwól nam tylko...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<didaskalia>przelewając mu i do <osoba>Millera</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Asan<pe><slowo_obce>asan</slowo_obce> (daw.) --- waćpan, waszmość pan.</pe> jesteś ojciec?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Kapelmajster miasta Miller.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Asani matka?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ach! tak --- matka!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>




<didaskalia>do <osoba>Millera</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Ojcze! Wyprowadź córkę --- jej niemoc grozi.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Zbyteczna troskliwość! --- zaraz ją ocucę.
<didask_tekst>Do <osoba>Ludwiki</osoba>.</didask_tekst> Jak dawno znasz asanna syna prezydenta.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Syna prezydenta nie znałam --- Ferdynand
Walter nawiedza mnie od listopada.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>I ubóstwia.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Miałaś przyrzeczenia?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Przed niedawną chwilą najuroczystsze w obliczu Boga.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>




<didaskalia>z gniewem do syna</didaskalia>



<kwestia><akap>Zawołają cię zaraz do spowiedzi twojego
szaleństwa. Do <osoba>Ludwiki</osoba>. Czekam na odpowiedź.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Przysiągł mi miłość.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>I dotrzyma.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Czy mam ci wyraźnie nakazać milczenie. ---
<didask_tekst>do <osoba>Ludwiki</osoba></didask_tekst> Przyjęłaś przysięgę?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>




<didaskalia>czule</didaskalia>



<kwestia><akap>Dałam wzajemną.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Związek zawarty!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Echo przez okno wyrzucić rozkażę, <didask_tekst>do <osoba>Ludwiki</osoba></didask_tekst> Jednakże gotówką każdą razą płacił.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>




<didaskalia>po namyśle</didaskalia>



<kwestia><akap>Tego pytania nie rozumiem wcale.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nie? --- no ja sądzę tylko, że każde rzemiosło ma złotą podstawę --- i asanna bez wątpienia darmo faworów swoich nie rozdajesz ---
czy może sam skutek wszystko zaspokoił? --- Co?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Piekło! --- co to znaczy?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>




<didaskalia>do <osoba>majora</osoba> z powagą i niechęcią</didaskalia>



<kwestia><akap>Panie majorze! Od dziś jesteś wolny.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ojeze! W żebraczej nawet sukni cnota nakazuje szacunek.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>




<didaskalia>z głośnym śmiechem</didaskalia>



<kwestia><akap>Zabawne żądanie! Ojciec ma szanować syna nałożnicę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>




<didaskalia>padając</didaskalia>



<kwestia><akap>Niebiosa i ziemio!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>trzymając jedną ręką <osoba>Ludwikę</osoba>, drugą dobywa szpady na ojca --- upuszcza ją jednak natychmiast</didaskalia>



<kwestia><akap>Ojcze! Miałeś raz prawo życia mego żądać ---
dług zapłacony. Kwit na obowiązek dziecka tu
leży rozdarty.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<didaskalia>który dotąd przelękniony stał na boku, zbliza się do
<osoba>nrezydenta</osoba> w iywem poruszeniu z gniewu zębami
zgrzytając</didaskalia>



<kwestia><akap>Panie prezydencie! --- dziecko jest dziełem
ojca --- z przeproszeniem pana --- kto dziecko
znieważa, ojca ciągnie za ucho. Szczutek za
szczutek<pe><slowo_obce>szczutek</slowo_obce> (daw.) --- prztyczek.</pe> --- to u nas moneta, z przeproszeniem
pana!</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ratuj nas, panie i zbawicielu --- stary już
zaczyna --- na naszą głowę spadnie cała burza.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<didaskalia>który mowę <osoba>Millera</osoba> na pół tylko słyszał</didaskalia>



<kwestia><akap>I kupler się rusza --- zaraz pomówimy z sobą, kuplerze!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Z przeproszeniem pana nazywam się Miller --- jeżeli <slowo_obce>Adagio<pe><slowo_obce>adagio</slowo_obce> --- utwór muzyczny w powolnym tempie.</pe></slowo_obce> wola posłyszeć... kuplerstwem się nie trudnię. Póki dwór podostatkiem
ma tego towaru, liwerunek<pe><slowo_obce>liwerunek</slowo_obce> (daw.) --- podatek, zwykle w naturze, na utrzymanie wojska.</pe> do mieszczan tak prędko nie przyjdzie z przeproszeniem pana!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Na imię Boga, człowieku! Żonę i dziecko
gubisz.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Grasz tu rolę, mój ojcze, przy której świadków przynajmniej nie trzeba było sprowadzać.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<didaskalia>zbliza się do <osoba>prezydenta</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Po niemiecku i wyraźnie, z przeproszeniem
pana! Jego wielmożność rozkazuje i rządzi
w kraju --- a ja w mojej izbie. Uniżony mój
ukłon, jeżeli kiedyś <slowo_obce>pro memoria</slowo_obce><pe><slowo_obce>pro memoria</slowo_obce> (łac.) --- upominek (dosł.: dla pamięci).</pe> przyniosę ---
ale niegrzecznego gościa mam zwyczaj za drzwi
wypychać, z przeproszeniem pana.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>




<didaskalia>z gniewu bledniejąc</didaskalia>



<kwestia><akap>Jak to? Co to jest?</akap></kwestia>

<didaskalia>zbliża się ku niemu</didaskalia>



<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Takie moje zdanie --- z przeproszeniem pana.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>




<didaskalia>w wściekłości</didaskalia>



<kwestia><akap>Ha, niegodziwcze! Zdanie twoje do więzienia zaprowadzi --- precz! przywołać tu straż.
<didask_tekst>niektórzy ze sług odchodzą, <osoba>prezydent</osoba> w gniewie przebiega izbę</didask_tekst> Ojciec do więzienia, pod pręgierz matka z córką nierządnicą. Mojej wściekłości sąd
ramienia użyczy. Za taką zniewagę muszę mieć
straszne zadosyćuczynienie. Hołota ta będzie
moje plany niweczyć, bezkarnie syna z ojcem
rozdzielać. Ha, przeklęci! Moją nienawiść ja waszym upadkiem nasycę --- cały płód --- ojca, matkę i córkę palącej zemście mojej poświęcę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>




<didaskalia>idzie pomiędzy nich</didaskalia>



<kwestia><akap>Nie lękajcie się --- ja tu jestem z wami.
<didask_tekst>do <osoba>prezydenta</osoba></didask_tekst> Żadnego pospiechu, mój ojcze! Żadnego gwałtu, jeśli sam siebie cenisz. Jest jedno
miejsce w mym sercu, gdzie słowo Ojciec nie było jeszcze słyszane; do tego miejsca nie posuwaj
ojcze!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Niegodziwy! Milcz! Mojego gniewu nie rozdrażniaj.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<didaskalia>obudzony z głuchego zamyślenia</didaskalia>



<kwestia><akap>Żono! pilnuj dziecka. Ja biegnę do księcia.
Leibszneider --- Bóg mnie natchnął --- krawiec nadworny na flecie bierze lekcje u mnie --- musi być
przy księciu.</akap></kwestia>

<didaskalia>Chce odejść.</didaskalia>



<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Do księcia, powiadasz? Zapominasz, że ja jestem progiem, przez który przeskoczyć potrzeba,
albo szyję złamać. Do księcia, barania głowo?
Spróbuj, ale gdy w podziemne więzienie, na wysokość wieży do głębi cię spuszczę i żywo-umarły
obaczysz, jak piekło z nocą oczkują światło i głos
przepada. Dzwoń wtenczas łańcuchem i skowycz: <wyroznienie>za wiele na mnie, za wiele!</wyroznienie></akap></kwestia>

<naglowek_scena>SCENA VII</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Straż</osoba> --- Poprzedzający.</didaskalia>



<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>bieży do <osoba>Ludwiki</osoba>, która na wpół umarła na ręce mu
pada</didaskalia>



<kwestia><akap>Ludwiko! Pomocy! Ratunku --- przestrach ją
obalił.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>






<didaskalia>porywa swoją trzcinę hiszpańską, nadziewa kapelusz
i chce wychodzić</didaskalia>




<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>





<didaskalia>pada na kolana przed <osoba>prezydentem</osoba></didaskalia>



<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<didaskalia>do <osoba>straży</osoba> odchylając gwiazdę</didaskalia>



<kwestia><akap>Bierzcie w imieniu księcia! Młokosie, precz
mi od dziewczyny. Niech no na szyi żelazną
obrożę poczuje, kamieniami ją prędko ocucą
z omdlenia.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻONA</naglowek_osoba>




<didaskalia>na kolanach</didaskalia>



<kwestia><akap>Litości, jaśnie oświecony panie! Litości! Litości!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>




<didaskalia>podnosząc <osoba>żonę</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Przed Bogiem klękaj, stara czarownico, ale
nie przed --- że tak powiem --- łotrem. Bo już w każdym razie pójdę do więzienia.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>




<didaskalia>gryząc usta</didaskalia>



<kwestia><akap>Możesz się mylić, niecnoto! Szubienice stoją
gotowe <didask_tekst>do <osoba>straży</osoba></didask_tekst>. Czy mam powtarzać?</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Straż</osoba> chce się zbliżyć do <osoba>Ludwiki</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>bieży do niej i zasłania piersiami</didaskalia>



<kwestia><akap>Kto się waży? <didask_tekst>szpadą niedobytą z pochwy
broni przystępu</didask_tekst> --- Śmiej ją dotknąć, jeżeli z sobą i czaszkę sądowi wynająłeś <didask_tekst>do <osoba>prezydenta</osoba></didask_tekst>.
Szanuj siebie, mój ojcze! --- nie zmuszaj mnie do
ostateczności.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>grożąc <osoba>straży</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Piecuchy! --- jeśli wam chleb wasz drogi!</akap></kwestia>



<didaskalia><osoba>Straż</osoba> bieży do <osoba>Ludwiki</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Na śmierć i piekło! Precz stąd, powiadam!
Zlituj się nad sobą, nie przyprowadzaj mnie do
ostateczności, ojcze!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>




<didaskalia>w gniewie do <osoba>straży</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Czy taka wasza służba, hultaje!</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Straż</osoba> z większą usilnością.</didaskalia>



<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Gdy tak być musi, <didask_tekst>dobywa szpady i kaleczy
kilku</didask_tekst> to przebacz mi, sądowa sprawiedliwości!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>




<didaskalia>w wściekłym gniewie</didaskalia>



<kwestia><akap>Muszę obaczyć, czy na mnie także ta szpada
uderzy.</akap></kwestia>

<didaskalia>porywa <osoba>Ludwikę</osoba> i oddaje <osoba>straży</osoba></didaskalia>



<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>ze śmiechem rozpaczy</didaskalia>



<kwestia><akap>Ojcze! ojcze! Gryzący paszkwil wydajesz na
Boga, który ludzi swych nie zna i z katów doskonałych złych robi ministrów.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>




<didaskalia>do <osoba>sług</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Wynieście ją.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ojcze! dziewczyna pod pręgierzem stanie,
ale i major --- syn prezydenta!... obstajesz przy
swoim?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Tym zabawniejsze będzie widowisko. Precz!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ojcze! Szpadę moją oficerską postawię obok
dziewczyny. --- Obstajesz przy swoim?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Przy twoim boku szpada poznała już pręgierz. --- <didask_tekst>do <osoba>sług</osoba></didask_tekst> Precz! Precz, znacie moją wolę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>oddala jednego ze straży, bierze <osoba>Ludwikę</osoba> jedną ręką,
drugą szpadę</didaskalia>



<kwestia><akap>Ojcze! Nim moją małżonkę znieważysz ---
ja ją przebiję. Obstajesz przy swoim?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Przebij --- jeżeli klinga jak twój język ostra.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>opuszcza rękę <osoba>Ludwiki</osoba> i strasznym wzrokiem patrzy
na niebo</didaskalia>



<kwestia><akap>Boże wszechmogący! Ty byłeś świadkiem, że
wszystkich świadków ludzkich na próżno używałem --- teraz się muszę do szatańskich udać.
Prowadźcie ją pod pręgierz, ja tymczasem <didask_tekst>do ucha
<osoba>prezydenta</osoba></didask_tekst> opowiem całej stolicy sposób, w jaki
można prezydentem zostać.</akap></kwestia>

<didaskalia>Odchodzi.</didaskalia>



<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>jak od pioruna rażony</didaskalia>



<kwestia><akap>Co to jest? --- Ferdynandzie! Puśćcie ją
wolno.</akap></kwestia>

<didaskalia>Spieszy za <osoba>Majorem</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_akt>AKT III</naglowek_akt>






<didaskalia>Sala u <osoba>prezydenta</osoba>.</didaskalia>




<didaskalia><osoba>Prezydent</osoba> i <osoba>Wurm</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Plan przeklęcie zniweczony!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Tegom się obawiał, łaskawy panie! --- gwałt
rozdrażnia zapaleńca, lecz go nie poprawia.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Zupełną ufność w tym napadzie miałem.
Zdało mi się, że skoro dziewczyna będzie znieważona, on jako oficer ustąpić musi.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Wybornie! Ale też zniewaga musiała nastąpić.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jednakże, gdy rzecz całą z zimną krwią
rozważam --- nie powinienem był dawać baczenia
na jego pogróżkę której by nigdy nie śmiał uskutecznić.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nie myślisz tak, panie. Rozdrażnionej namiętności każdy szał ponętny. Mówisz panie, że
major na rządy twoje zawsze krzywił głowę.
Wierzę bardzo. Z akademii przejęte zasady
w samych początkach nie mogły mi przystać; bo
co znaczyć mogły te fantastyczne marzenia o
wielkości duszy na dworze, gdzie największa
mądrość spoczywa w umiejętności pokazywania
się małym i wielkim z wymierzonym taktem i
w sposób układny? Syn twój, panie, zanadto jest
młody i zanadto gorący aby smakować mógł
w powolnym i zwrotnym biegu intrygi --- a jego
dumę tylko to, co wielkie i połączone z niebezpieczeństwem może wznieść potężnie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>




<didaskalia>z nieukontentowaniem</didaskalia>



<kwestia><akap>Ale co twoje mądre uwagi w naszym dziele
pomogą?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Wskażą ranę, a może i lekarstwo znajdą.
Daruj, jaśnie oświecony panie, ale takiego człowieka nie trzeba było za powiernika wybierać,
albo go nieprzyjacielem swoim robić. Dotychczas może syn tylko wiązał usta przeniewiercy.
Daj mu powód zrzucenia tego tytułu, niech obrażona namiętność szepnie mu, że ty ojcem czułym
nie jesteś --- a obowiązki obywatela wystąpią naprzód. Sama myśl szczególna, zaniesienia na ołtarz sprawiedliwością nadzwyczajnej ofiary, mogłaby mieć dosyć ponęty w jego duszy własnego
ojca poświęcić.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Wurmie! Wurmie! Nad okropną przepaść
mnie zawodzisz.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Wyprowadzę cię stamtąd, łaskawy panie!
Mogęż mówić śmiało?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>




<didaskalia>siadając</didaskalia>



<kwestia><akap>Jak potępiony do potępionego.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Daruj więc, panie --- ale mi się zdaje, że
wiotkiej sztuce dworactwa winien jesteś prezydenturę --- dla czegóż jej ojca nie zwierzysz. Przypominam sobie, z jaką szczerą otwartością namówiłeś poprzednika swego na rumel-pikietę<pe><slowo_obce>rumel-pikieta</slowo_obce> --- gra w karty.</pe> i
pół nocy raczyłeś go przyjazną mową i szumnym
burgundem<pe><slowo_obce>burgund</slowo_obce> --- gatunek francuskiego wina.</pe>, a jednak było to tej samej nocy, gdy
wielka mina miała wybuchnąć i w powietrze gościa twego wysadzić. Dlaczego synowi twemu
odkryłeś nieprzyjaciela? Nigdy on wpaść nawet
nie powinien był na domysł, że ja wiem o jego
miłości. Trzeba było romans z drugiej strony
zręcznie podkopać i serca synowskiego nie tracić.
Byłbyś tu mądrym generałem, który na czoło
silnego nieprzyjaciela nie uderza, ale niszczy oddziały pojedyncze.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jakże było robić?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>W najprostszy sposób --- i tej gry karty jeszcze
niezupełnie rozdane. Zapomnij na czas jakiś, żeś
jest ojcem, panie! Nie śmiej walczyć z namiętnością, którą przeszkody rozniecają tylko. Mnie
pozwól --- a ja z jej własnej piersi wykluję robaka, co ją roztoczy<pe><slowo_obce>roztoczyć</slowo_obce> --- rozgryźć, zniszczyć.</pe> zupełnie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jestem ciekawy!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nie znałbym barometru duszy, gdybym nie
był pewny, że pan major tyle jest straszny w zazdrości, ile w kochaniu. Wzbudź w nim podejrzenie --- pozorne czy prawdziwe. Jeden gran<pe><slowo_obce>gran</slowo_obce> --- niewielka jednostka wagi, por. ang. <slowo_obce>grain</slowo_obce>, tj, ziarno.</pe>
nieczystych drożdży w całej masie niszczący
kwas zaszczepia.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Gdzież ten gran znaleźć?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Zaraz przyjdziemy. Przede wszystkim racz
mnie, panie, oświecić, jak wiele ci szkodzić może
dłuższy opór majora --- jak dalece ważnym jest
zerwanie miłości z mieszczańską dziewczyną a
ożenienie syna twego z Lady Milford?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Możeszże, Wurmie, o to zapytywać? W niebezpieczeństwie stoi cały mój wpływ, jeśli małżeństwo z Lady spełznie na niczym --- a moja
głowa, jeżeli syna przymuszać zechcę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>




<didaskalia>wesoło</didaskalia>



<kwestia><akap>Racz mnie więc słuchać, łaskawy panie! Majora usiedlimy podstępem. Na dziewczynę użyjemy całej władzy twojej. Napisany jej ręką
słodki bilecik do trzeciej osoby musi wpaść w ręce majora.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Pomysł szalony! Jakby ją tak łatwo nakłonić można do podpisania własnego wyroku
śmierci?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Będzie zmuszona, jeżeli mi wolno działaś
pozwolisz. Dobre jej serce znam ja aż do głębi.
Dwie w nim są struny śmiertelne, po których
do jej sumienia uderzać będziemy. Ojciec i major. Ostatniego gdy od gry wyłączymy --- tym łatwiej z kapelmajstrem przyjdziemy do szturmu.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Na przykład?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Po tym, coś mi panie o twojej bytności
w ich domu powiedział, nietrudno będzie ojcu
kryminalnym pogrozić procesem. Osoba ulubieńca i stróża pieczęci jest w niejaki sposób cieniem książęcego majestatu. Jej więc obraza jest
obrazą tronu. --- Przynajmniej tą zręcznie uplecioną androną<pe><slowo_obce>androna</slowo_obce> (daw.) --- bzdura, kłamstwo.</pe>, biednego pachołka przez igle ucho
przewlokę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Na prawdę jednak nie trzeba posuwać.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>O nie, zupełnie! --- tylko o ile niezbędność
wymaga całą rodzinę w kleszcze ułowić. Kapelmajstra więc tajemnie zamykamy w więzieniu,
niebezpieczeństwo żeby powiększyć, można mu
matkę dać za towarzyszkę --- mówimy potem
o kryminalnym zaskarżeniu, o szubienicy albo
wiecznych galerach --- a za jedyny warunek wolności podamy córce list do napisania.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Dobrze! Dobrze! --- rozumiem.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Dziewczyna kocha ojca namiętnie, można
powiedzieć. Niebezpieczeństwo jego życia, jego
wolności przynajmniej --- wyrzuty sumienia, że
z jej powodu nieszczęście wynikło --- niepodobieństwo<pe><slowo_obce>niepodobieństwo</slowo_obce> (daw.) --- niemożliwość.</pe> posiadania majora, na koniec zagłuszenie jej zmysłów, które na siebie biorę. --- wszystko to niewątpliwie musi ją w sidła nasze nagnać.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ale mój syn? Czyż się natychmiast nie dowie? --- czy nie wpadnie w gniew wściekły?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Zostaw to, panie, mojemu staraniu. Ojciec
i matka nie pierwej opuszczą więzienie, aż cała
rodzina wykona przysięgę dzieło utrzymać w tajemnicy i oszukanie potwierdzić.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1391603186473-2451678447"/><motyw id="m1391603186473-2451678447">Przysięga</motyw>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Przysięgę! Co ona znaczy, nierozsądny?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nic u nas --- ale wszystko w tej klasie ludzi. <end id="e1391603186473-2451678447"/>Patrz teraz, łaskawy panie, jak pięknie tym
sposobem obadwaj do celu dojdziemy --- dziewczyna utraci miłość majora i dobre imię swej
cnoty; matka i ojciec na cieńszych strunach grać
będą i powoli zmiękczeni przygodami, uznają za
szczęście oddać mi rękę córki i przez to jej dobre imię powrócić.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<didaskalia>śmiejąc się</didaskalia>

 

<kwestia><akap>Tak! tak --- widzę, żeś mnie zwyciężył, niecnoto! --- plan szatańsko ułożony --- uczeń przeszedł mistrza. Zachodzi tylko pytanie, do kogo
musi być list posłany, z kim ją w podejrzenie
wprowadzić?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Z takim koniecznie, który by przez postanowienie twojego syna albo wszystko zyskać, albo
wszystko mógł stracić.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Takim jest tylko marszałek Kalb.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<didaskalia>ruszając ramionami</didaskalia>



<kwestia><akap>Ten by nie był w moim guście, gdybym był
Ludwiką Miller.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Czemu nie? Dziwnie! Śklniące<pe><slowo_obce>śklniący</slowo_obce> --- błyszczący.</pe> się ubranie.
W koło niego atmosfera piżma i perfum, za
każdym słowem garść pełna dukatów --- i to by
nie miało zwyciężyć skrupułów miejskiej dziewczyny? Mój przyjacielu! Zazdrość nie przebiera.
Posyłam do marszałka.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ja idę wiadomy list mu ułożyć --- a wy, panie, rozkażcie uwięzić kapelmajstra.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<didaskalia>idąc do <osoba>sekretarza</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>List mi przyniesiesz do odczytania, skoro będzie skończony. <didask_tekst><osoba>Wurm</osoba> odchodzi, <osoba>prezydent</osoba> po napisaniu oddaje papier <osoba>lokajowi</osoba>.</didask_tekst> Ten rozkaz uwięzienia zanieść do sądu bez zwłoki --- listem tym
proszę marszałka do siebie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOKAJ</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Pan marszałek właśnie tu zajechał.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Tem lepiej. Uwięzienie powinno się odbyć
z całą przezornością, żeby żadnego ruchu nie sprowadzić.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOKAJ</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Dobrze, jaśnie oświecony panie!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Rozumiesz? W cichości największej.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOKAJ</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Bardzo dobrze, jaśnie oświecony panie!</akap></kwestia>

<naglowek_scena>SCENA II</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Prezydent</osoba> i <osoba>Kalb</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<didaskalia>spiesząc się</didaskalia>



<kwestia><akap><slowo_obce>En passant<pe><slowo_obce>en passant</slowo_obce> (fr.) --- w przelocie.</pe></slowo_obce> tylko przychodzę, mój drogi!
Jak się masz, co porabiasz? Dziś w wieczór
grają operę <tytul_dziela>Dido</tytul_dziela>. Pyszny fajerwerk --- całe miasto ma się palić. Przyjdziesz oglądać? --- co?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Dosyć ja mam fajerwerków w własnym moim domu, tak że całe państwo może w górę wylecieć. Przychodzisz w porę kochany marszałku, poradzić mi, pomóc w jednej rzeczy, która
nas obu albo podniesie, albo zgubi zupełnie.
Siadaj.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nie nabawiaj mnie strachu, mój najdroższy!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jakem powiedział: podniesie albo zgubi zupełnie. Wiesz o moim zamiarze z majorem i Łady. Pojmujesz, jak nieodbitym było ustalenie
szczęścia naszego. Kalbie! wszystko stracone;
Ferdynand nie chce.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nie chce, nie chce --- ja po całym mieście
rozniosłem. Małżeństwo na ustach każdego.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Za plotkę cię w całym mieście wezmą; Ferdynand kocha inną.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Żartujesz. Jestże to przeszkoda?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Przy tej upornej głowie nieprzezwyciężona.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jak to? --- syn twój śmiałby być do tyla<pe><slowo_obce>do tyla</slowo_obce> (daw.) --- do tego stopnia.</pe> szalonym i <slowo_obce>sa fortune<pe><slowo_obce>sa fortune</slowo_obce> (fr.) --- swój los, swoje szczęście.</pe></slowo_obce> odpychać? Co?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Pytaj go i posłuchaj, co ci odpowie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ale <slowo_obce>mon Dieu<pe><slowo_obce>mon Dieu</slowo_obce> (fr.) --- mój Boże.</pe></slowo_obce>! Cóż on odpowiedzieć może?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Że całej stolicy odkryje zbrodnię która nas
wzniosła; że nas o listy i kwity fałszywe oskarży; że nas obu na ścięcie wyda --- to ci może
odpowie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Czyś zmysły utracił?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>To już odpowiedział --- to już chciał wykonać i zaledwie go najnędzniejszym poniżeniem
moim od tego odwiodłem. Co mówisz?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Mój rozum nic nie mówi.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>To by jeszcze uszło --- ale donoszą mi szpiegi, że wielki podczaszy Bok w myśli jest starania się o rękę Lady.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>W szaleństwo mnie wprawiasz. Kto --- powiadasz? Bok, mówisz? Wieszże, to mój główny
nieprzyjaciel? --- Wieszże dlaczego?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Pierwszy raz słyszę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Mój drogi! Posłyszysz i ze skóry wyskoczysz. Pamiętasz o tym wielkim balu na dworze --- dziś temu lat dwadzieścia jeden --- pamiętasz: Wtenczas, gdy pierwszego Angleza tańczono i hrabiemu Merszaum gorąca kropla wosku
z kandelabry na domino upadła? Boże mój!
Przecież musisz o tym pamiętać?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Kto by mógł o takiej rzeczy zapomnieć?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Otóż uważaj: na tym balu księżniczka Amelia w zapale tańca podwiązkę zgubiła. Rzecz
do pojęcia, że wszystko biegło w poruszeniu.
Bok i ja (jeszcze wówczas byliśmy kamerjunkrami<pe><slowo_obce>kamerjunkier</slowo_obce> --- młodszy szambelan.</pe>) --- czołgamy się po całej redutowej sali,
szukając podwiązki; na koniec ja postrzegam ---
i Bok zauważył --- ja biegnę --- Bok wpada i z rąk
mi wydziera --- tylko proszę cię: wydziera, księżniczce zanosi i kradnie szczęśliwie podziękowanie dla mnie przeznaczone. Co myślisz?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Bezczelny!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Kradnie podziękowanie dla mnie przeznaczone. Myślałem upaść w niemocy --- takiej <slowo_obce>malice<pe><slowo_obce>malice</slowo_obce> (fr.) --- złośliwość.</pe></slowo_obce>
nikt jeszcze nie dożył. --- Przychodzę jednak do siebie, zbliżam się do księżniczki i mówię: łaskawa
pani! Bok był szczęśliwym podwiązkę w jej
wspaniałe ręce oddać --- ale ten, kto podwiązkę
pierwszy wynalazł, nagrodzony jest w cichości i
milczy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Brawo, marszałku! brawissimo!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>I milczy --- ale ja Bokowi do dnia sądnego
pamiętać będę --- nikczemny, czołgający się pochlebnik! To jeszcze nie dosyć. Gdyśmy obadwa za podwiązką na ziemię upadli, Bok mi
z prawej fryzury wszystek puder strząsnął --- a
ja na bal cały zrujnowany byłem.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Otóż jest człowiek, który Lady Milford za
żonę weźmie, i pierwszą rolę zajmie na dworze.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nóż w serce moje zagłębiasz. Zajmie? Ale
gdzież konieczność?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Bo mój Ferdynand nie chce --- a nikt się inny nie zjawia.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nie znaszże jakiego sposobu, żeby majora
nakłonić? Choćby był najdziwniejszy, najwięcej
rozpaczający. Cóż na świecie może być przeciwnego, co nieupragnionego, byle przeklętego Boka wyparować<pe><slowo_obce>wyparować</slowo_obce> --- wyprząc z zaprzęgu.</pe>?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jeden znam sposób i ten od ciebie zależy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ode mnie zależy? --- a jaki?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Majora poróżnić z jego kochanką.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Poróżnić? --- Jak to rozumiesz i jak ja to
zrobię?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Wygramy, skoro się uda pannę podać w podejrzenie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Że kradnie, na przykład.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ale nie! Gdzieżby temu mógł major uwierzyć? Że się w innym kocha.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>W kim innym?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Niby w tobie, baronie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Co? --- we mnie? --- a czy z krwi szlacheckiej?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Do czego? --- co za napad? --- córka muzykanta.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Więc mieszczka? --- to nie ujdzie. Co?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Czemu nie ujdzie? Dzieciństwo. Kto pod
słońcem twarzyczki okrągłej o dyplom się pyta?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ale rozważ --- człek honoru --- dobre imię
na dworze.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>To co innego --- wybaczaj --- nie wiedziałem, że więcej cenisz człowieka nienagannych
obyczajów, jak człowieka wpływ mającego.
Skończmy więc.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Bądźże wyrozumiały, baronie --- ja nie to
chciałem powiedzieć.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>




<didaskalia>zimno</didaskalia>



<kwestia><akap>Nie --- nie! Masz słuszność --- ja także
znudzony, wolę rzucić wszystko. Bokowi życzę szczęścia na krześle pierwszego ministra.
Świat nie tylko w tym kraju. Natychmiast proszę księcia o uwolnienie od służby.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>A jaż? --- dobrze ci mówić --- ty --- ty człowiek uczony. Ale ja, <slowo_obce>mon Dieu</slowo_obce>, w co się obrócę,
gdy mnie książę oddali?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>W <slowo_obce>bon mot<pe><slowo_obce>bon mot</slowo_obce> (fr.) --- dowcipne powiedzonko.</pe></slowo_obce> wczorajsze, w modę przeszłoroczną.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Zaklinam cię, mój drogi, mój złoty baronku. Zapomnij tej myśli --- ja już wszystko zrobię.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Pozwolisz użyć imienia twego do <slowo_obce>rendez-vous<pe><slowo_obce>rendez-vous</slowo_obce> (fr.) --- spotkanie.</pe></slowo_obce>, które ci panna Miller prześle na piśmie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>W imię Boże! --- pozwolę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>I list upuścisz w takim miejscu, gdzie by go
major obaczył.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Upuszczę go na paradzie, niby razem
z chustką.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>I rolę kochanka przed majorem utrzymasz?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap><slowo_obce>Mort de ma vie<pe><slowo_obce>Mort de ma vie!</slowo_obce> (fr.) --- śmierć mojego życia.</pe></slowo_obce>! Już ja mu pokażę. Gustować w moim wyborze na zawsze oduczę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Wszystko więc idzie dobrze. List dziś jeszcze musi być napisany. Przyjdziesz po niego
wieczorem i ułożysz się ze mną, jak grać trzeba
rolę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Przyjdę tu, skoro oddam szesnaście wizyt
największej wagi. Daruj więc, że cię natychmiast pożegnam.</akap></kwestia>

<didaskalia>wychodzi</didaskalia>



<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>dzwoniąc</didaskalia>



<kwestia><akap>Liczę na twoją przebiegłość.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>




<didaskalia>za drzwiami</didaskalia>

 

<kwestia><akap>Ach! <slowo_obce>Mon Dieu!</slowo_obce> Wszak mnie znasz, prezydencie.</akap></kwestia>

<naglowek_scena>SCENA III</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Prezydent</osoba> i <osoba>Wurm</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Kapelmajster i jego żona już są szczęśliwie
i bez hałasu do więzienia zawiedzeni. Czy chcesz
odczytać list, jaśnie oświecony panie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>




<didaskalia>przeczytawszy</didaskalia>



<kwestia><akap>Wybornie! Wybornie, sekretarzu! --- i marszałek dał się schwycić na wędkę. Trucizna taka samo zdrowie w trąd zaraźliwy przemienić by
mogła. Tylko natychmiast bież z warunkami do
ojca i do córki.</akap></kwestia>
 
<didaskalia>Odchodzą w róine strony.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA IV</naglowek_scena>





<didaskalia>Pokój w domu <osoba>Millera</osoba>.</didaskalia>



<didaskalia><osoba>Ludwika</osoba> i <osoba>Ferdynand</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Proszę cię, przestań! Ja w dni szczęśliwe
nie wierzę --- moje nadzieje wszystkie upadły.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ale moje się wzniosły. Ojciec mój rozgniewany, wszystkie działa swoje przeciwko nas
obróci. Zmusi mnie nieludzkim pokazać się synem. Nie zaręczam za obowiązki moje dziecięce.
Wściekłość i rozpacz wycisną ze mnie tajemnicę
krwawego zabójstwa i syn ojca w ręce sprawiedliwości wyda. Najwyższe niebezpieczeństwo
grozi, skoro się miłość moja na krok olbrzymi
odważy. Słuchaj, Ludwiko! Myśl wielka i zuchwała jak moja namiętność do duszy się ciśnie.
Ty Ludwiko i ja i miłość nasza! Czyż w tej trójcy całe niebo nie spoczywa? --- Czy potrzebujesz
jeszcze czwartej rzeczy?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Przestań, nic więcej; blednieję na samo
wspomnienie tego, co chesz mówić.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Do świata nie mamy żadnego żądania ---
po cóż się woli jego zapytywać? Po co ważyć,
gdzie nic zyskać, a wszystko utracić można?
Twoje oko jednako upajać mnie będzie, czy się
ono w Renie, czy w Elbie, czy w Bałtyckim
morzu odbije. Moja ojczyzna tam, gdzie mnie Ludwika kocha. Droższe dla mnie będą ślady stóp
twoich na pustyniach piasku, niżeli wspaniała
katedra miasta rodzinnego. Czy nam wystawy<pe><slowo_obce>wystawa</slowo_obce> --- wystawne wyposażenie.</pe>
zabraknie? --- Gdziekolwiek pójdziemy, Ludwiko,
wschód i zachód słońca przedstawiać się nam będzie --- a przed tym widokiem natury blednieją
najcudowniejsze sztuki arcydzieła. Jeżeli Boga
nie uczcimy pod sklepieniami kościołów, to w nocy, w środku jej cieniów duchami się snujących,
blady księżyc do pokuty napomni --- a rozsiane
gwiazdy na błękicie modlić się z nami będą. Rozmowy miłości naszej nigdy się nie wyczerpią ---
uśmiech na ustach mojej Ludwiki całego wieku
jest treścią --- a sen życia przeminie, za nim się
w jej łzie rozpatrzę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap><begin id="b1391641167994-3525526709"/><motyw id="m1391641167994-3525526709">Ojciec, Obowiązek</motyw>Czy oprócz miłości nie masz innych obowiązków?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Twoja spokojność jest mi najświętszym.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Milcz więc i opuść mnie --- bo ja mam ojca
ubogiego --- który tę jedną tylką ma córkę --- jutro 60 lat skończy i zemsty prezydenta stanie się
ofiarą.<end id="e1391641167994-3525526709"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>




<didaskalia>prędko</didaskalia>


<kwestia><akap>Ojciec twój z nami pojedzie --- żadnej więc
wymówki, droga moja! Idę moje brylanty na
złoto zamienić, podniosę sumy na imię ojca mego. Wolno jest złodzieja okradać --- a jego skarby czyż nie są krwawym groszem ojczyzny? O
pierwszej po północy pojazd tu zajedzie --- wsiądziesz do niego i wraz uciekamy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap><begin id="b1391641262656-2664992040"/><motyw id="m1391641262656-2664992040">Przekleństwo</motyw>A za nami ojca twego przekleństwo! ---
Nierozsądny! Przekleństwo, którego zbójca nawet nie wymawia, które zemsta nieba na kole
wplecionemu złoczyńcy dotrzymuje, które jak
upiór krwawy nas zbiegów gnać będzie od morza
do morza. Nie, mój kochanku! Jeżeli tylko występek dać mi ciebie może, to dosyć czuję mocy
stracić cię na wieki.<end id="e1391641262656-2664992040"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>z spojrzeniem posępnym</didaskalia>



<kwestia><akap>Istotnie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Stracić! --- O! Bez granic straszna ta myśl
moja! --- zdolna przeszyć żelazem ducha nieśmiertelnego, żarzące się lica radości bielmem
śmierci powlec. Ferdynandzie! Ciebie stracić! ---
Ale ach! Utracić może ten, co posiadał. Serce
twoje twojemu należy stanowi. Moje prawo jest
świętokradztwem i z drżeniem śmiertelnym wyrzekam się jego.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>mieniąc twarz i gryząc wargi</didaskalia>



<kwestia><akap>Wyrzekasz się jego?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nie, kochany Walterze! nie patrz na mnie,
nie zgrzytaj tak gorzko zębami. Chodź --- niech
moim przykładem umierającą odwagę w duszy
twej ożywię. Pozwól mi tej chwili być bohaterką, uciekającego syna ojcu powrócić --- wyrzec
się związku, który podstawy obywatelskiego podkopuje świata i wali wiekuisty porządek do szczętu. Jestem występną, bo zuchwałe, szalone chęci
w piersi mej nosiłam --- moje nieszczęście będzie
mi karą --- pozwól mi więc tym słodkim, pochlebnym cieszyć się złudzeniem, żem dobrowolną
ofiarę poniosła. Czy mi tej wielkiej rozkoszy
odmówisz?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>w wściekłości i roztargnieniu porwał wiolonczelę ---
próbował kilka tonów wydać --- w tej chwili zrywa
struny, gruchocze instrument i w głośny śmiech wpada.</didaskalia>



<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Walterze! Boże na niebie! --- Co to znaczy. Upamiętaj się. Stałości wymaga ta godzina --- godzina rozstania. Ty masz odwagę, Walterze kochany! Ja znam cię. Wrząca jak życie
jest twoja miłość i bez granic jak nieskończoność.
Daj ją szlachetniejszej, godniejszej kobiecie, a ona
najszczęśliwszym płci swojej zazdrościć nie będzie. <didask_tekst>Tłumiąc łzy.</didask_tekst> Mnie już nie obaczysz. Próżna, oszukana dziewczyna przepłacze żałość
swoją w samotnych murach. Nikt o jej łzy troszczyć się nie będzie --- pustą i umarłą jest moja
przyszłość --- ale w wspomnieniach wonieć mi
będą zwiędłe kwiaty przeszłości. <didask_tekst>z odwróconą
twarzą drżącą dłoń mu podając</didask_tekst> Bądź zdrów ---
panie Walterze!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>ocucając się z zamyślenia</didaskalia>



<kwestia><akap>Ja uciekam, Ludwiko! Czy istotnie nie chcesz
iść za mną?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>oddalona w głębi pokoju twarz obiema rękami zasłaniając</didaskalia>



<kwestia><akap>Moja powinność każe mi zostać i cierpieć.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Wężu! Ty kłamiesz. --- Ciebie coś innego
zatrzymuje.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Zostań przy tym mniemaniu --- może ci żalu oszczędzi.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Stawiać zimną powinność naprzeciw ognistej miłości! --- i mnież ta bajka uwiedzie? Kochanek cię wstrzymuje --- ale biada jemu i tobie,
jeśli mój domysł się sprawdzi.</akap></kwestia>
 
<didaskalia>Odchodzi szybko.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA V</naglowek_scena>





<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>sama</didaskalia>



<didaskalia>Czas niejaki bez ruchu i niema --- po chwili wstaje
z krzesła i ze strachem ogląda się w koło.</didaskalia>



<kwestia><akap>Gdzie moi rodzice? Ojciec obiecał za kilka
minut powrócić --- a już pięć godzin strasznych
minęło. Jeżeli jaki wypadek --- jakże mi ciężko
oddychać.</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Wurm</osoba> wchodzi i niepostrzeżony staje w głębi pokoju.</didaskalia>



<kwestia><akap>O! To nic prawdziwego --- to tylko straszna
mara krwi rozognionej. Skoro raz dusza okropnością się napoiła, to oko w każdym kącie widmo postrzeże.</akap></kwestia>

<naglowek_scena>SCENA VI</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Ludwika</osoba> i <osoba>Wurm</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>zbliżając się</didaskalia>



<kwestia><akap>Dobry wieczór, panno Ludwiko!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIK</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Boże! kto tu przemówił? <didask_tekst>Obraca się, widzi
<osoba>Wurma</osoba> i przestraszona cofa się.</didask_tekst> Okropnie, okropnie! Bolesnemu przeczuciu juz nienajszczęśliswsze wypełnienie zachodzi. <didask_tekst>Do sekretarza z pogardą</didask_tekst> Czy tu pan szukasz prezydenta --- już odszedł.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Szukam pannę Ludwikę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIK</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Dziwi mnie, w takim razie, że się na rynek
nie udasz?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Dlaczego tam?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Narzeczoną twoją z rusztowania sprowadzić.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Panno Miller! --- niesłuszne masz podejrzenie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Czem mogę służyć panu?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Przychodzę w poselstwie od twojego ojca.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Od mojego ojca? Gdzież jest mój ojciec?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Gdzie by chętnie być nie chciał.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Na imię Boga! spiesz się --- mnie okropne
ciśnie przeczucie. Gdzie jest mój ojciec?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>W więzieniu --- kiedy już powiedzieć muszę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>z oczami w niebo</didaskalia>




<kwestia><akap>To jeszcze! --- i to jeszcze! W więzieniu?
Za co?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Na rozkaz książęcia.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Książęcia?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Który obrazę majestatu w osobie swojego
ministra...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Co? co? --- o wieczna wszechmocności!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>...Przykładnie ukarać postanowił.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Tego tylko nie stawało! tego! --- Zapewne,
zapewne, serce moje prócz majora miało jeszcze
'coś' drogiego --- nie można było pominąć. Obraza
majestatu --- Opatrzności Boska, dźwignij, o dźwignij upadającą wiarę moją! --- a Ferdynand?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Musi wybierać między Lady albo przekleństwem i wydziedziczeniem.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Straszny wybór! --- a jednakże on jest szczęśliwym --- nie ma ojca do stracenia, choć nie mieć
żadnego jest już potępieniem. Mój ojciec za obrazę majestatu, mój kochanek Lady Milford albo
przekleństwo i wydziedziczenie. Wybornie! Doskonale! Doskonałe łotrostwo jest także doskonałością. Doskonałością? Nie --- do tego coś brakuje --- gdzie jest matka moja?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>W domu roboczym.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>




<didaskalia>z bolesnym śmiechem</didaskalia>



<kwestia><akap>Teraz kielich jest pełny! --- pełny i jaż sama jestem wolną? --- odarta ze wszystkich świętych obowiązków --- z łez --- z uciech --- sierota
opatrzności! --- Opatrzności już mi nie potrzeba ---
<didask_tekst>milczenie</didask_tekst>. Może jeszcze masz jaką wiadomość?
Mów --- wszystkiego słuchać mogę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Wiesz, co się teraz stało.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ale nie wiem, co się stać może. <didask_tekst>Milczenie,
w którym spoziera na <osoba>sekretarza</osoba> od stóp do głowy.</didask_tekst>
Biedny człowieku! Smutne twoje rzemiosło niepodobna, żeby zadowolniać miało. Okropnie to
być sprawcą nieszczęścia, ale stokroć straszniej
oznajmiać je, rozpowiadać puszczyka głosem;
być świadkiem, patrzeć jak na żelaznej łodydze
konieczności drga serce zakrwawione, słyszeć
jak chrześcijanin o Bogu zwątpiewa! Niechaj mnie
niebo zachowa! Choćby ci każda kropla krwi
spadającej przed twymi oczyma miała być beczką złota ważona --- ja bym nie chciała być tobą.
Mów: cóż się stać może?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nie wiem.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nie chcesz raczej wiedzieć. Twoje światła
lękające się poselstwo szmeru słów się boi --- ale
w grobowej ciszy twojego lica widzę już upiora.
Co może nastąpić? Mówiłeś mi, że książę chce
przykładnie ukarać. Co nazywasz <wyroznienie>przykładnie</wyroznienie>?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nic więcej nie pytaj.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Słuchaj człowieku! Do katowskiej szkoły
chodziłeś na nauki --- bo inaczej jakżebyś umiał
żelazo pierwej powoli, rozważnie, po chrapiących stawach prowadzić do góry, a potem serce
drgające szarpać słowami litości? Mów co czeka
ojca mojego? Śmierć jest w tym co głosisz śmiejącą się mową; jakże musi wyglądać to co wewnątrz. Wypowiedz! Zwal naraz cały ciężar
druzgotający. Co czeka ojca mojego?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Proces kryminalny.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Cóż to znaczy? Ja nieumiejętna, ja prosta
dziewczyna i nie pojmuję strasznych łacińskich
słów waszych. Co znaczy proces kryminalny?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Sąd na śmierć i życie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Dziękuję bardzo!</akap></kwestia>

<didaskalia>Spiesznie wychodzi do alkierza<pe><slowo_obce>alkierz</slowo_obce> (daw.) --- sypialnia.</pe>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>




<didaskalia>przerażony</didaskalia>



<kwestia><akap>Gdzie ona poszła? Szalona, czy by chciała?...
Piekło! przecież nie --- pójdę za nią --- za jej
życie muszę odpowiadać.</akap></kwestia>

<didaskalia>chce iść</didaskalia>



<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>




<didaskalia>wraca w salopie<pe><slowo_obce>salopa</slowo_obce> --- wierzchnie okrycie kobiece z pelerynką, podbite futrem.</pe></didaskalia>



<kwestia><akap>Daruj panie sekretarzu! --- ja pokój zamykam.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Gdzież tak spiesznie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>chcąc wychodzić</didaskalia>



<kwestia><akap>Do księcia.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Co? Dokąd?</akap></kwestia>

<didaskalia>zatrzymując ją</didaskalia>



<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Do księcia --- czy nie słyszysz? Do tego samego księcia, który ojca na śmierć i życie chce
sądzić. Nie! --- nie chce, ale sądzić musi --- bo
kilku chce niegodziwców. On do całego procesu
obrażonego majestatu nic nie daje, tylko swój
majestat i podpis książęcy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>




<didaskalia>z głośnym śmiechem</didaskalia>



<kwestia><akap>Do księcia!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Wiem, dlaczego się śmiejesz --- ale ja nie
litości idę tam szukać. Boże mnie uchowaj! ---
wstręt tylko chce sprawić krzykiem mojej mowy.
Mówili mi, że możni tego świata nie znają i znać
nie chcą, co to nędza znaczy --- ja im opowiem ---
wszystkimi farbami pochłaniającej śmierci malować będę --- co nędza znaczy --- rozdzierającymi
tonami zajęczę im aż do kości i szpiku, co nędza
znaczy --- a gdy na mój opis włosy do góry staną,
zakrzyczę do ich ucha: że w godzinie śmiertelnej płuca nawet ziemskich bożków chrapią straszliwie, i że na sądzie ostatecznym Bóg żebraków i królów przez jedno sito przesieje.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Idź --- w istocie idź do księcia --- nic rozsądniejszego nie możesz uczynić. Ja ci radzę ---
spiesz się --- a wierz słowu, że książę wysłucha.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jak mówisz? --- sam mi radzisz? <didask_tekst>wraca</didask_tekst>
Co tu począć? --- coś okropnego musi być w moim zamiarze, kiedy ten człowiek doradza. Skąd
wiesz, że książę wysłucha?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Bo bezpłatnie tego nie uczyni.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Bezpłatnie? --- Jakąż za czyn ludzkości<pe><slowo_obce>ludzkość</slowo_obce> (daw.) --- miłosierdzie.</pe> można cenę nałożyć?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Piękna suplikantka<pe><slowo_obce>suplikantka</slowo_obce> --- osoba wnosząca prośbę.</pe> będzie mu dostateczną
zapłatą.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>jakiś czas w osłupieniu, potem głosem bolesnym</didaskalia>



<kwestia><akap>Boże sprawiedliwy!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Spodziewam się, że tę cenę za wykup ojca
zbyteczną nie znajdziesz?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Tak! O tak! Wasi możni przed prawdą opasani są własnymi zbrodniami, jakby mieczem cherubinów. Niechaj ci Bóg potężny dopomoże.
Ojcze! Córka twoja chce umrzeć za ciebie, ale
grzechu nie popełni.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Przykro będzie biednemu, opuszczonemu
człowiekowi. ,,Moja Ludwika, rzekł do mnie
ciężko mnie dotknęła; ale moja Ludwika mnie
dźwignie". Idę odpowiedź mu zanieść.</akap></kwestia>

<didaskalia>Udaje, że ma wychodzić.</didaskalia>



<naglowek_osoba>Ludwika</naglowek_osoba>




<didaskalia>zatrzymując go</didaskalia>



<kwestia><akap>Zostań, zaczekaj! --- cierpliwości! O, jak
przebiegle umie ten szatan w szaleństwo wprowadzać. <wyroznienie>Ja go dotknęłam i ja go podźwignę.</wyroznienie>
Mów --- radź! Co ja mam zrobić, co ja zrobić
mogę?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jeden tylko sposób.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jaki?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ojciec nawet życzy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>I mój ojciec? Mów więc, jaki sposób?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nietrudny dla ciebie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nie ma dla mnie trudnego, chyba hańba tylko.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Gdybyś chciała majora uwolnić.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Od miłości dla mnie? --- Żartujesz? Zostawiać mojej woli, do czego mnie zmusili.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ja to inaczej rozumiem, kochana pani! Major powinien pierwszy i dobrowolnie ustąpić.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nie zechce.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Tak się zdaje. Nikt by do ciebie darmo nie przychodził, gdybyś nie ty jedna poradzić nam
mogła.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Mogęż go zmusić, żeby mnie nienawidził?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Spróbujemy! Racz tylko usiąść.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>




<didaskalia>przerażona</didaskalia>



<kwestia><akap>Człowieku! Jaki twój zamiar?</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Racz usiąść --- i pisać. Tu jest pióro, papier i atrament.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>siada w największej niespokojności</didaskalia>



<kwestia><akap>Co ja mam pisać? Do kogo mam pisać?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Do kata ojca twojego.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Och! Ty znasz dobrze, jak dusze ciągnąć na
tortury.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>




<didaskalia>dyktując</didaskalia>



<kwestia><akap>,,Łaskawy panie!" --- <didask_tekst><osoba>Ludwika</osoba> pisze drżącą ręką.</didask_tekst>
,,Trzy już nieznośnych dni upłynęło --- a my się
nie widzieli".</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>




<didaskalia>zdziwiona kładzie pióro</didaskalia>



<kwestia><akap>Do kogo list ten?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Do kata ojca twojego.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>O mój Boże!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>,,Wina w tym majora --- majora --- który
mnie dzień cały jak Argus<pe><slowo_obce>Argus</slowo_obce> (mit. gr.) --- stuoki, zawsze czuwający olbrzym.</pe> pilnował."</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Niegodziwość, o jakiej jeszcze nie słyszano.
Do kogo jest list ten?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Do kata ojca twojego.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>wstaje i przechadza się, załamując ręce</didaskalia>



<kwestia><akap>Nie! nie! To po tyrańsku. Karz Boże ludzi
po ludzku, jeśli cię obrażają, ale dlaczego mnie
cisnąć pomiędzy dwie ostateczności? Dlaczego
kołysać między śmiercią i wstydem? Dlaczego
na moją głowę zsyłać tego krew ssącego szatana? Rób, co zechcesz --- tego nigdy nie napiszę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<didaskalia>porywając za kapelusz</didaskalia>



<kwestia><akap>Jak się pani podoba? --- w jej woli stoi.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>W mojej woli powiadasz? W mojej woli? ---
Idź, barbarzyńco! --- Wieszaj nieszczęśliwego
nad przepaścią piekła, proś go o co i bluźnij Boga i pytaj, czy mu się podoba. O, ty wiesz, że nasze serca do związków natury łańcuchem przykute. Teraz mi wszystko jedno. Muszę się chytrości powodować<pe><slowo_obce>powodować</slowo_obce> (daw.) --- dać się kierować.</pe> piekła.</akap></kwestia>


<didaskalia>Siada znowu do pisania.</didaskalia>



<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>dyktuje</didaskalia>



<kwestia><akap>,,Dzień cały jak Argus<pe><slowo_obce>Argus</slowo_obce> (mit. gr.) --- stuoki, zawsze czuwający olbrzym.</pe> pilnował". Masz to,
pani?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Dalej, dalej!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>,,Mieliśmy wczoraj w domu prezydenta. Zabawnie było patrzeć, jak major o mój honor się
spierał".</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>O pięknie, pięknie! Doskonale! Idź dalej!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>,,Udałam omdlenie, żeby się głośno nie rozśmiać".
</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>O nieba!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>,,Ale ta rola wkrótce była mi nieznośną ---
nieznośną. --- Gdybym go tylko prędzej pozbyć
się mogła".</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>zatrzymuje się, powstaje, przechadza się ze zwieszoną głową, jakby czegoś na ziemi szukała --- po chwili
usiada znowu i pisze dalej</didaskalia>



<kwestia><akap>,,Pozbyć się mogła".</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>,,Jutro major ma służbę. Pilnuj skoro wyjdzie i pospiesz na wiadome miejsce". Masz pani
,,wiadome miejsce?"</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Wszystko mam.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>,,Na wiadome miejsce do twojej tkliwej Ludwiki".</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Brakuje tylko adressu.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>,,Do marszałka dworu pana Kalb."</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Przezorności nieskończona! Imię tak obce
uszom moim, jak sercu memu obce to okropne
pismo. <didask_tekst>Powstaje, patrzy długo i osłupiałym okiem na
list napisany i oddaje go na koniec <osoba>sekretarzowi</osoba>.</didask_tekst>
Weź go, panie! Moje dobre imię, Ferdynanda,
całą rozkosz mojego życia, wszystko ci oddaję ---
jestem żebraczką.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>O nie! Nie rozpaczaj, pani kochana! Mam
litość dla ciebie. Może --- kto wie? ja bym odrzucił niektóre okoliczności. Istotnie, na Boga,
mam litość nad tobą.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>






<kwestia><akap>Nie kończ, panie sekretarzu! Jesteś na drodze jakieś okropne dla siebie życzenie objawić.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>




<didaskalia>chcąc jej rękę całować</didaskalia>



<kwestia><akap>A gdyby szło o tę piękną rączkę? Cóż na
to kochana pani?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>Ludwika</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Żebym cię pierwszej nocy ślubnej zamordowała i z rozkoszą potem szła na rusztowanie?
<didask_tekst>Chce odejść, ale wraca nazad<pe><slowo_obce>nazad</slowo_obce> (daw.) --- z powrotem.</pe>.</didask_tekst>
 Czyśmy skończyli?
Ptaszek czy może już odlecieć?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1391704240105-1995140737"/><motyw id="m1391704240105-1995140737">Przysięga</motyw>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jeszcze jedna drobnostka! Musisz przysiąc
na Sakrament, że uznasz zawsze to pismo jako
dobrowolne.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Boże! Boże! Ty sam musisz dać rękojmię<pe><slowo_obce>rękojmia</slowo_obce> (daw.) --- gwarancja.</pe>,
to piekła dzieło zachować.<end id="e1391704240105-1995140737"/></akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Wurm</osoba> wyciągają z pokoju.</didaskalia>



<naglowek_akt>AKT IV</naglowek_akt>





<naglowek_scena>SCENA I</naglowek_scena>


<didaskalia>Sala <osoba>prezydenta</osoba>.</didaskalia>




<didaskalia><osoba>Ferdynand</osoba> z otwartym listem w ręku wpada gwałtownie do pokoju jednymi drzwiami --- przez drugie
wchodzi <osoba>Lokaj</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Marszałka tu nie było?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOKAJ</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Pan prezydent pyta się o pana majora.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>A ja, do piorunów, pytam się, czy tu marszałka nie było.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOKAJ</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Pan łaskawy siedzi przy stoliku faraonowym<pe><slowo_obce>faraon</slowo_obce> --- daw. gra w karty.</pe>.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Pan łaskawy w imieniu całego piekła niechaj tu się stawi.</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Lokaj</osoba> odchodzi</didaskalia>


<naglowek_scena>SCENA II</naglowek_scena>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>




<didaskalia>sam, przebiegając list</didaskalia>



<kwestia><akap>To niepodobna<pe><slowo_obce>niepodobna</slowo_obce> (daw.) --- nieprawdopodobne, niemożliwe.</pe>! To niepodobna! Ta boska
powłoka tak piekielnego serca ukrywać nie mogła.
A jednakże, gdyby wszyscy aniołowie na ziemię
zstąpili, gdyby Stwórca i stworzenie naraz tu
stanęli, za jej niewinność ręczyli --- to jej ręka.
Niesłychane, straszne oszukaństwo, takiego ludzkość jeszcze nie dożyła. Dlatego więc tak stale
opierała się ucieczce? Dlatego? O Boże! Teraz
się obudzam, teraz wszystko się odkrywa. Z takim bohaterskim sercem zrzekła się mojej miłości! --- uwiódłby mnie sam niewinny rumieniec
na licu.</akap></kwestia>


<didaskalia>Szybko przebiega pokój, potem znowu staje zadumany.</didaskalia>



<kwestia><akap>Mnie tak znała do głębi duszy --- każdemu
śmiałemu czuciu, każdemu cichemu, bojaźliwemu drżeniu, każdej ognistej namiętności umiała
odpowiedzieć --- wiedziała, jak objąć duszę moją
za najdelikatniejszą nieopisaność przelatującego
głosu. W każdej łzie policzyła myśli moje --- ze
mną biegła na każdy stromy szczyt namiętności,
spotkała przed zawrotną drogą przepaści. --- I
wszystko to przelotnym było tylko kaprysem? ---
Kaprysem? --- O, jeżeli kłamstwo takie prawdziwe przybierać może kolory, jakim sposobem szatan jeszcze do nieba się nie wkłamał?</akap></kwestia>


<kwestia><akap>Z jakim złudzeniem pociągającym zbladła
ta fałszywa, gdym jej niebezpieczeństwa naszej
miłości odkrywał! Z jaką godnością zwyciężającą odparła szyderstwo ojca mojego --- a w tej
chwili jednakże już się czuła występną. --- Co?
Niewytrzymałaż ognistej nawet próby prawdy ---
gdy w niemoc upadła zwodzicielka. Jaką mową
dasz się teraz usłyszeć, uczucie niekłamane,
kiedy nierządnice tak doskonale omdlewać umieją? Jakim sposobem usprawiedliwiać się będziesz,
niewinności, kiedy rozpustna kobieta wpada
w omdlenie?</akap></kwestia>


<kwestia><akap>Wie ona, co ze mnie zrobiła. --- Och! Tak ---
przejrzała całą duszę moją. Moje serce w zarumienieniu się przy pierwszym pocałunku wystąpiło do oczu --- a ona nic nie uczuła? Była może
dumna tryumfem sztuki swojej. Gdy mój szał
szczęśliwy rozumiał całe niebo do jej duszy sprowadzać --- gdy moje najdziksze namiętności zmilkły --- kiedy przed umysłem moim innej myśli nie
było --- tylko wieczność i dziewica! Wtenczas
Boże! ona nic nie czuła? Nic nie czuła, tylko zamiar doprowadzony do skutku, tylko pochlebstwem zajęte wdzięki swoje? Zemsto śmiertelna --- czuła tylko, że jestem oszukany?</akap></kwestia>

<naglowek_scena>SCENA III</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Ferdynand</osoba> i <osoba>Kalb</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Oświadczyłeś chęć twoją, mój drogi!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>




<didaskalia>na stronie</didaskalia>



<kwestia><akap>Kark skręcić łotrowi, <didask_tekst>głośno</didask_tekst> Marszałku!
Ten list na przeglądzie wojskowym wypadł ci
z kieszeni --- a ja <didask_tekst>z bolesnym uśmiechem</didask_tekst> miałem
szczęście go znaleźć.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ty, majorze?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Zabawnym przypadkiem --- dziękuj opatrzności.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Patrzaj baronie, jak jestem przerażony.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>








<kwestia><akap>Czytaj go, czytaj <didask_tekst>odchodząc od niego</didask_tekst>. Jeśli
się na kochanka przydać nie mogłem, może mi
lepiej się uda być posłannikiem miłości.</akap></kwestia>

<didaskalia>w chwili,
gdy <osoba>Kalb</osoba> zajęty jest odczytywaniem listu, <osoba>Ferdynand</osoba>
zdejmuje ze ściany dwa pistolety.</didaskalia>




<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<didaskalia>rzucając list na stół</didaskalia>



<kwestia><akap>Przeklęta sprawa.</akap></kwestia>
 
<didaskalia>chce odchodzić</didaskalia>



<naglowek_osoba><begin id="b1391703237928-1347029545"/><motyw id="m1391703237928-1347029545">Pojedynek</motyw>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Cierpliwości, kochany marszałku! Nowiny
zdają się bardzo przyjemne --- dla znalazcy potrzeba nagrody.</akap></kwestia>

<didaskalia>Pokazuje mu pistolety.</didaskalia>



<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<didaskalia>z przestrachem cofając się</didaskalia>



<kwestia><akap>Bądźże wyrozumiałym, mój drogi!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Więcej, aniżeli potrzeba, aby takiego łotra
na drugi świat wyprawić. <didask_tekst>Wtyka mu w rękę pistolet i dobywa chustki.</didask_tekst> Weźże! --- trzymaj koniec
tej chustki! Mam ją od kochanki.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Przez chustkę? --- czy szalejesz? Co myślisz, baronie!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Bierz za koniec, powiadam, bo chybisz, piecuchu! --- Ot! jak drży lękliwie! Powinieneś, piecuchu, Bogu podziękować, że w twojej czaszce
coś się dziś obraca. <didask_tekst><osoba>Marszałek</osoba> chce uciekać.</didask_tekst> Powoli --- o tym pomyślano.<end id="e1391703237928-1347029545"/></akap></kwestia>

<didaskalia>Przyprowadza go i drzwi
na rygiel zamyka.</didaskalia>



<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>W pokoju, baronie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jakby warto z tobą na wały wychodzić? Mój
drogi! Głośniejszy strzał będzie --- a tak pierwszego hałasu w świecie narobisz. Strzelaj!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<didaskalia>ocierając czoło z potu</didaskalia>

 

<kwestia><akap>I tak chcesz twoje kosztowne życie wystawiać, młody, pełen nadziei człowieku?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Strzelaj, powiadam --- nic na tym świecie
nie mam do czynienia.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Mój najdroższy! Ale ja mam wiele.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ty biedaku? --- Co, ty? Żeby używanym
być z potrzeby tam, gdzie ludzi nie staje. --- W jednej minucie siedm razy się skurczyć, siedm
wyciągnąć jak motyl na szpilce? Służyć za oślą
skórę dowcipu twojego pana i pilnować strawności jego żołądka? --- Lepiej, że cię jak niedźwiedzia powiodę za sobą. --- Małpa przyswojona, będziesz tańcować po wyciu potępionych, służyć i
podawać i dworskimi sztuczkami rozweselać
rozpacz wiekuistą.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Wszystko, co każesz, baronie! Wszystko, co
ci się podoba --- tylko połóż pistolety.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Syn boleści! --- na hańbę szóstemu dniu
stworzenia stoi tu wyciągnięty, jakby go przedwiecznemu autorowi przedrukował księgarz
w fałszywym wydaniu. Szkoda tylko --- szkoda
uncji mózgu, która w tej czaszce tak się licho
objawia. Ta jedna uncja pawiana mogłaby w człowieka zamienić --- a tobie na trochę rozumu nie starczy. I z nim podzielać serce swoje? Okropnie! Niewypowiedzianie!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Dzięki ci Boże! Na dowcip się zwrócił!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ja z niego zrobię jakiś użytek. Łagodność
obyczajów, która gąsienicę oszczędza, i jemu wyjdzie na dobre. Kto go spotka, wzruszy ramionami --- podziwiać będzie mądrą opatrzność nieba, która nawet mętem i fusami wykarmia stworzenia --- krukom na szubienicy, a dworakom
w błocie majestatu do jadła nakrywa. Ale po
moich kwiatach owad ten pełzać nie będzie: <didask_tekst>porywając go za barki obraca nim na wszystkie strony</didask_tekst>
albo go tak --- i tak i w miazgi rozduszę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>do siebie wzdychając</didaskalia>



<kwestia><akap>O Boże mój --- gdyby stąd się wymknąć ---
na sto mil się wymknąć --- do <slowo_obce>Bicêtre</slowo_obce> w Paryżu,
byle nie tu przy nim!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Niecnoto! --- jeżeli ona czystość swoją straciła --- jeśliś ty używał, gdziem ja ubóstwiał ---
rozkoszował, gdziem czuł Boga. --- <didask_tekst>Po chwili</didask_tekst>
Lepiej by ci było iść do piekła niżeli w niebie ze
mną się obaczyć. Jak daleko zaszedłeś z dziewczyną? --- wyznaj.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Puszczaj mnie tylko --- ja wszystko ci wydam.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>O! do tej dziewczyny wzdychać tylko, jeszcze jest ponętniej jak z drugą rozpustne prowadzić życie. Gdyby ona zboczyć z drogi prawej chciała --- w jej by mocy było zniżyć wartość duszy --- rozkoszą cnotę sfałszować. <didask_tekst>Przytykając pistolet do serca marszałka.</didask_tekst> Jak z nią daleko zaszedłeś --- wyznaj, albo strzelam.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nic nie było --- wszystko nic --- miej tylko
jedną minutę cierpliwości! Jesteś oszukany!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>I to, złoczyńco, śmiesz mi przypominać? ---
Jak z nią daleko zaszedłeś? --- wyznaj, albo cię
trupem położę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap><slowo_obce>Mon Dieu<pe><slowo_obce>Mon Dieu</slowo_obce> (fr.) --- mój Boże.</pe></slowo_obce>! Mój Boże --- ja powiem, słuchaj tylko. --- Jej ojciec --- własny ojciec --- jej
ojciec rodzony.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Córkę swoją zaprzedał? Jakże daleko z nią
byłeś --- wyznaj, albo cię zabiję.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Szalejesz --- nie chcesz słuchać. Ja jej nie widziałem --- nie znam jej --- nie wiem o niej.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>




<didaskalia>cofając się</didaskalia>



<kwestia><akap>Nie widziałeś jej --- nie znasz --- nic nie
wiesz o niej? Przez ciebie Ludwika przepadła ---
a ty za jednym oddechem trzy razyś się jej zaparł. Precz, niegodziwcze. <didask_tekst>Uderza go kolbą pistoletu i wypycha go za drzwi.</didask_tekst> Proch nie dla ciebie
wynaleziono.</akap></kwestia>



<naglowek_scena>SCENA IV</naglowek_scena>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>




<didaskalia>po długim milczeniu</didaskalia>



<kwestia><akap>Zgubiony! --- Tak, nieszczęśliwa! Zgubiony
jestem i ty ze mną razem. Na Boga wielkiego!
W mojej zgubie i twoja jest zguba. Sędzio świata! O nią nie będziesz mnie pytał --- ona była moją.
Świat ci cały za nią oddałem, zrzekłem się całej
wspaniałości twojego stworzenia. Zostaw mi tę
dziewczynę. Sędzio świata! Miliony dusz płacz
tam wznoszą do ciebie --- do nich zwróć oko
politowania --- mnie dozwól działać samemu, sędzio wielki świata! <didask_tekst>Ręce załamując</didask_tekst>. Miałżeby bogaty, wszechmogący stwórca skąpić jednej duszy,
i to najgorszej z całego stworzenia? Dziewczyna jest moją. Ja jej niegdyś Bogiem --- dziś szatanem będę.</akap></kwestia>


<didaskalia>Utkwiwszy oczy w kąt jeden.</didaskalia>



<kwestia><akap><begin id="b1391700429871-445630202"/><motyw id="m1391700429871-445630202">Piekło</motyw>Przez wieczność z nią razem na jedno koło
potępienia wpleciony --- wzrok we wzrok wkorzeniony --- włosy naprzeciw włosów dębem stojące i jęki puste, grobowe z dwóch piersi w jeden
jęk zlane --- i tak powtarzać pieszczoty --- i tak
przysięgi jej przypominać --- Boże, Boże! Straszny to ślub małżeński --- ale wiekuisty.<end id="e1391700429871-445630202"/></akap></kwestia>


<didaskalia>Chce odejść.</didaskalia>


<naglowek_scena>SCENA V</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Ferdynand</osoba> i <osoba>Prezydent</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>




<didaskalia>cofając się</didaskalia>



<kwestia><akap>O! Mój ojcze!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Dobrze, że się spotykamy, mój synu. Przychodzę ci przyjemną nowinę oznajmić --- nowinę,
kochany synu, która cię zadziwi. Usiądźmy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Mój ojcze! <didask_tekst>Z mocnym wzruszeniem zbliżając się
ku niemu i całując jego ręce.</didask_tekst> Mój ojcze! --- O mój
ojcze!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Co ci jest, synu! Powstań, ręka twoja w ogniu i drży cała.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Przebaczenia błagam za moją niewdzięczność, mój ojcze. Jestem odrodkiem. Twojej dobroci nie poznałem --- tyś po ojcowsku ze mną postępował. Twoja dusza przeczuwała --- teraz
już za późno. Przebacz mi, przebacz! Daj twoje
błogosławieństwo.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Powstań, powstań, mój synu! Jesteś mi zagadką.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ta Miller, mój ojcze! Och! Ty znasz ludzi.
Twój gniew był tak sprawiedliwy, tak szlachetny, tak szczerze ojcowski! Tylko gorliwość twoja chybiła drogi --- ta Miller!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nie dręcz mnie, synu! Przeklinam moją surowość --- przychodzę cię przepraszać.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Mnie przepraszać? Przeklinaj mnie raczej.
Twoja pomyłka była prawdą --- twoja surowość
boskim miłosierdziem. --- Ta Miller, ojcze...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jest szlachetną, kochaną dziewicą. Odwołuję moje za prędkie podejrzenie --- zasłużyła na mój szacunek.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>




<didaskalia>cofając się</didaskalia>



<kwestia><akap>Co, i ty, ojcze? --- i ty także? Nieprawdaż,
dziewczyna sama niewinność? --- i to tak ludzkim ją kochać?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Mów raczej, że zbrodnia ją nie kochać.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Niesłychanie --- okropnie! Ty, ojcze, co tak
serca na wskroś przezierasz i oczami nienawiści
na nią poglądałeś. Oszustwo bezprzykładne! Ta
Miller, ojcze!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jest godną być moją córką. Jej cnotę uważam za przodków --- jej piękność za majątek.
Moje zasady ustępują twojej miłości. Niech będzie twoją.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>w obłąkaniu wybiega z pokoju</didaskalia>



<kwestia><akap>Tego brakowało! --- Bądź zdrów, mój ojcze!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>




<didaskalia>idąc za nim</didaskalia>



<kwestia><akap>Zostań, zostań --- gdzie bieżysz?</akap></kwestia>


<didaskalia>Odchodzi za nim.</didaskalia>


<naglowek_scena>SCENA VI</naglowek_scena>


<didaskalia>Pyszny salon w pałacu <osoba>Lady</osoba>.</didaskalia>



<didaskalia><osoba>Lady</osoba> i <osoba>Zofia</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>A więc ją widziałaś? --- czy przyjdzie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Natychmiast --- była jeszcze w rannej sukni
i naprędce chciała się ubrać.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nic mi nie mów o niej --- cicho! --- ja drżę
jak złoczyńca na myśl obaczenia tej szczęśliwej,
co tak harmonijnie z moim sercem czuje! Jakże
przyjęła moje zaproszenie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Zdała się przerażoną --- zamyśliła się, po tym spojrzała na mnie wielkimi oczami i zamilkła. Już byłam gotowa zbijać jej wymówki, gdy
naraz usłyszałem jej słowa: Twoja pani każe
mi to, o com sama chciała prosić.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>




<didaskalia>niespokojnie</didaskalia>



<kwestia><akap>Zostaw mnie, Zofio! 
Żałuj mnie --- bo rumienić się muszę, jeżeli jest tylko zwyczajną kobietą --- a rozpaczać, jeśli znajdę ją wyższą.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ale, Milady! To nie kaprys zapewne wiedzie cię do przyjmowania u siebie twojej rywalki --- pamiętaj, kim jesteś! Przywołaj twoje
urodzenie, twoją godność, twoją potęgę na pomoc.
Dumniejszym sercem staraj się dumną wspaniałość lica twego podnieść.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>roztargniona</didaskalia>



<kwestia><akap>Co plecie ta szalona?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Może przypadkiem najkosztowniejsze dzisiaj wybrałaś brylanty, najbogatszą odziałaś się
suknią --- twoje przedpokoje liberlą i paziami napełnione, i miejska dziewczyna w książęcym salonie twojego pałacu ma być przyjmowaną.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<didaskalia>przechadzając się nieukontentowana</didaskalia>



<kwestia><akap>Nieznośnie! że wszystkie kobiety mają ostrowidza<pe><slowo_obce>ostrowidz</slowo_obce> --- ryś.</pe> oczy na kobiece słabości --- ale jak
głęboko --- jak głęboko musiałam ja upaść, że takie stworzenie odgadło myśl moją.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOKAJ</naglowek_osoba>




<didaskalia>wchodząc</didaskalia>



<kwestia><akap>Panna Miller!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>




<didaskalia>do <osoba>Zofii</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Idź sobie --- oddal się. <didask_tekst>Grożąc, gdy ta się ociąga</didask_tekst>
Precz --- ja każę. <didask_tekst><osoba>Zofia</osoba> odchodzi, <osoba>Lady</osoba> przechadza
się po salonie.</didask_tekst> Dobrze, żem rozdrażniona. Jestem,
jaką być chciałam. <didask_tekst>do <osoba>Lokaja</osoba></didask_tekst> Panna Miller wejść
może.</akap></kwestia>

<didaskalia><osoba>Lokaj</osoba> odchodzi --- <osoba>Lady</osoba> siada na sojie opiera
jącsię wygodnie o poręcz.</didaskalia>


<naglowek_scena>SCENA VII</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Ludwika</osoba> wchodzi nieśmiało i staje w niejakim oddaleniu od <osoba>Lady</osoba>. <osoba>Lady</osoba> obrócona do niej plecami ogląda ją w naprzeciw stojącym zwierciadle.</didaskalia>




<didaskalia>Po chwili.</didaskalia>



<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Łaskawa pani! Czekam na jej rozkazy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<didaskalia>obraca się i obojętnie kiwa głową</didaskalia>



<kwestia><akap>A ha! Czy jest tu? --- Bez wątpienia panna...
niejaka... jakże ją nazywają?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>




<didaskalia>nieco urażona</didaskalia>



<kwestia><akap>Miller nazywa się mój ojciec --- a jaśnie oświecona pani posyłałaś po jego córkę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Prawda, prawda! Przypominam sobie. ---
Biedna córka muzykanta, o której niedawno mowa była. <didask_tekst>Do siebie.</didask_tekst> Twarz zajmująca, ale wcale
nie piękna. <didask_tekst>Głośno do <osoba>Ludwiki</osoba>.</didask_tekst> Przybliż się, moje dziecię. <didask_tekst>Do siebie.</didask_tekst> Oczy płaczu zaznały --- jak ja lubię te oczy. <didask_tekst>Głośno.</didask_tekst> Bliżej
tylko --- tu do mnie. Zdaje się, dobre dziecię,
że się mnie lękasz.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nie, Milady! Ja pogardzam zdaniem świata.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>




<didaskalia>do siebie</didaskalia>



<kwestia><akap>Patrzajże! Tę uporną głowę ma także od niego. <didask_tekst>Głośno.</didask_tekst> Polecono mi asannę. Chcesz się
uczyć i umieć na życie zarabiać. Wierzę i za
świat cały, nie chciałabym zadawać kłamstwa gorliwemu protektorowi.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nie znam nikogo, Milady, który by trudu
sobie zadawał wyszukiwania mi protektorki.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Trudu? --- o protektorkę, czy o klientkę?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Tego nie rozumiem, łaskawa pani!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Więcej ma złośliwości, niżeli te rysy otwartego charakteru kazały się domyślać. Masz imię
Ludwika. Jaki wiek, jeżeli się zapytać wolno?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Szesnaście lat.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<didaskalia>powstaje gwałtownie</didaskalia>



<didaskalia>na stronie</didaskalia>



<kwestia><akap>Rzecz skończona! --- Szesnaście lat! Pierwsze uderzenie tej namiętności! Na nietykanym
klawikordzie pierwszy srebrny głos wydobyty.
Nic ponętniejszego. <didask_tekst>Głośno.</didask_tekst> Siadaj, jam ci przyjazna kochana dziewczyno! <didask_tekst>na stronie</didask_tekst> I on pierwszy
raz kocha --- cóż dziwnego, że się spotkały dwa
promienie jednego poranku? <didask_tekst>Biorąc ją za rękę,
głośno.</didask_tekst> Rzecz więc ułożona --- zajmę się szczęściem twoim. <didask_tekst>na stronie</didask_tekst> Miłość --- to jest słodkie,
prędko ulatujące marzenie. <didask_tekst>Klapiąc <osoba>Ludwikę</osoba> po
twarzy, głośno.</didask_tekst> Zofia moja idzie za mąż. Ty jej
miejsce weźmiesz. <didask_tekst>na stronie</didask_tekst> Szesnaście lat --- to
długo nie potrwa.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>z uszanowaniem całując jej rękę</didaskalia>



<kwestia><akap>Wdzięczną jestem Milady za tę łaskę, jakbym ją przyjęła.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Patrzcie, jaka wielka pani! Dziewczyna
twojego urodzenia uważać się powinna za szczęśliwą, gdy służbę znajdzie. Cóż poczniesz, moja droga! Cóż to? --- czy masz za delikatne paluszki do roboty, czy ta twarzyczka tak cię dumną czyni?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Twarz moją, łaskawa pani, tak jak urodzenie, do zasług moich policzać nie można.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap><begin id="b1391698198389-1677073894"/><motyw id="m1391698198389-1677073894">Piękno, Przemijanie</motyw>Albo myślisz może, że ta piękność nigdy
nie przeminie? Biedne dziecię! Ktokolwiek ci to
mówił, żartował z was obojga. Lica twoje w ogniu nie pozłacane. Co ci zwierciadło za stałe,
za wieczne podaje, jest tylko powierzchowna, cienka pozłota, która prędzej czy później wielbicielowi twojemu w rękach zostanie. Cóż poczniesz
wtenczas?<end id="e1391698198389-1677073894"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Żałować będę wielbiciela, Milady, który dlatego diament kupował, że go widział w złoto
oprawnym.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>




<didaskalia>nie zważając na jej słowa</didaskalia>



<kwestia><akap>Dziewczyna twojego wieku ma zawsze dwa
zwierciadła przed sobą. Prawdziwe i wielbiciela
swojego. Niedelikatną otwartość pierwszego naprawia drugi pochlebstwem przyjemnym. Jedno
zwierciadło brzydką ci kresę pokazuje --- to dołek wdzięków, odpowiada ci drugie. Wy, młode
dzieci tylko ostatniemu wierzycie, cokolwiek by
pierwsze przedstawiało --- a skaczecie od jednego do drugiego, aż zwierciadła rolę przemienią.
Czegoś się tak we mnie wpatrzyła?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap><begin id="b1391698046410-585847873"/><motyw id="m1391698046410-585847873">Bogactwo, Próżność</motyw>Właśnie w tej chwili, łaskawa pani, żal mi
było twego błyszczącego, kosztownego rubinu,
który zapewne nie wie, że jego właścicielka tak
mocno przeciw próżności się oświadcza.<end id="e1391698046410-585847873"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>




<didaskalia>rumieniąc się</didaskalia>



<kwestia><akap>Żadnych uwag, zuchwała! Gdyby nie obietnice piękności twojej, cóżby cię na świecie miało
zatrzymywać od przyjęcia służby, gdzie się manier światowych nauczysz i pozbędziesz się
mieszczańskich przesądów.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>I mojej mieszczańskiej niewinności, Milady.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Zarzut nierozsądny! Największy rozpustnik
nie odważy się coś hańbiącego nam przypisywać,
jeżeli same z zachętą nie wystąpimy. Pokaż się,
kim jesteś. Nadaj sobie godność i przystojność,
a ja zaręczam, że twoja miłość uniknie wszelkiej
pokusy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Daruj mi łaskawa pani, że śmiem o tym wątpić. Pałace kobiet niektórych są miejscem ulubionym najzuchwalszej rozpusty. Któż córce biednego muzykanta zawierzy moc duszy, uniknienia choroby wśród zarazy powszechnej? Kto
przypuści, że Lady Milford swojemu sumieniu
wiecznego trzyma robaka? Że złoto wydaje na
to tylko, żeby się każdej chwili rumienić. Daruj
mojej otwartości, łaskawa pani! ale spieszącej na
uciechy, mój widok nie rozweseli ciebie. Powracającej nieznośnym będzie. O lepiej, lepiej, żeby
nas strefy nieba rozdzielały, żeby morza płynęły
pomiędzy nami. Zważ tylko na przyszłość, Milady! Gdy przyjdzie godzina rozwagi, gdy chwile
wycieńczenia uderzą i węże żalu napadną piersi
twoje, z jakąż męczarnią czytać będziesz na twarzy twojej służebnej tę spokojność wesołą, którą
niewinność nagradzać zwykła serce nieskażone.
<didask_tekst>Cofając się.</didask_tekst> Jeszcze raz, łaskawa pani, proszę o
przebaczenie!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<didaskalia>w mocnym poruszeniu</didaskalia>



<kwestia><akap>Nieznośnie, że mi to mówi --- nieznośniej, że prawdę mówi. <didask_tekst>Zbliża się do <osoba>Ludwiki</osoba> i oko
w oko jej patrząc.</didask_tekst> Dziewczyno! Ty mnie nie oszukasz! W tych zasadach kryje się interes osobisty --- on ci służbę moją nienawistną czyni, on
twoją mowę zapalił --- ja go odkryję.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Choćbyś go odkryła, Milady! Choćbyś pogardliwie trącając nogą obudziła obrażonego robaka, któremu stwórca dał żądło przeciwko zniewagom --- ja się twojej zemsty nie lękam, Milady!
Biedna grzesznica na katowskim krześle tortur
śmieje się ze świata zniszczenia. Moja nędza
tak wysoko doszła, że ją mowa moja śmiała i
otwarta powiększyć nie zdoła. Chcesz mnie, pani,
z prochu mojego pochodzenia wydobyć? --- zapytam cię naprzód, co ci dało powód brać mnie za
ograniczoną istotę, która się wstydzi swego urodzenia? Co cię uprawnia do narzucania się za
stwórcę szczęścia mojego, nie wiedząc, czy ja
zechcę to szczęście z twoich rąk przyjąć? Prawo moje do uciech tego świata rozdarłam: szczęściu jego skwapliwość przebaczyłam --- dlaczegóż
mi stratę moją przypominasz? Gdy Bóstwo nawet przed okiem stworzenia zakrywa promienie
swoje, żeby jego najwyższy archanioł własnej
się ciemności nie przeląkł --- dlaczego ludzie tylko tak są okrutnie litościwi? Skąd pochodzi, Milady, że twoje wsławione szczęście żebrze w nędzy zazdrości i podziwienia? --- Czy ci rozpacz
potrzebna do zaspokojenia kaprysów szczęśliwości? O, daj mi raczej ślepotę, jedyne dobro, które mnie z barbarzyńskim losem pogodzić może.
Drobny owadzik raduje się życiem, w jednej wody kropelce --- rzewny i szczęśliwy, dopóki mu
o wielkim morzu nie opowiedzą, gdzie okręta
wieją żaglami, igrają wieloryby. Ale ty mnie
szczęśliwą chcesz widzieć? <didask_tekst>Po chwili przystępując
do <osoba>Milford</osoba>.</didask_tekst> Jesteś ty szczęśliwą, Milady? <didask_tekst><osoba>Lady</osoba>
oddala się od niej co prędzej --- <osoba>Ludwika</osoba> idzie za nią
i na jej łono ręką wskazując.</didask_tekst> Powiedz, czy to serce nosi śmiejącą się postać twojego stanu? --- I
gdybyśmy dzisiaj łono za łono, los za los zamieniać mieli --- gdybym ja w dziecinnej niewinności, ufna twojemu sumieniu, jak matkę pytała ---
czyżbyś mi radziła, Milady, zamianę uskutecznić.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<didaskalia>żywo poruszona na sofę się rzuca</didaskalia>



<kwestia><akap>Rzecz nie do pojęcia! Nie, dziewczyno! Tę
wielkość duszy na świat nie przyniosłaś --- dla
twego ojca jest ona za młodą --- nie kłam, ja
w twojej mowie słyszę innego nauczyciela.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Dziwi mnie, Milady, że tej chwili dopiero o
nauczycielu wspominasz, a jednak przedtem
uczyć mnie chciałaś.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<didaskalia>wstając prędko</didaskalia>



<kwestia><akap>To nie do wytrzymania --- a więc gdy ci się
wymknąć niepodobna --- wyznam, że go znam,
że wiem o wszystkim, że wiem więcej, niżelibym wiedzieć chciała. <didask_tekst>Zatrzymuje się --- potem
z żywością, która w końcu do wściekłości przechodzi.</didask_tekst>
Ale waż się tylko, nieszczęśliwa, waż się go
kochać albo być kochaną. Co mówię? Chciej tylko myśleć o nim albo być jedną z myśli jego ---
ja mam potęgę, nieszczęśliwa! --- straszną potęgę --- jak Bóg żywy na niebie! --- zgubioną
będziesz.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Zgubioną będę bez ratunku, Milady, jeżeli
go zmusisz, żeby cię kochał.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap><begin id="b1391697138686-114755297"/><motyw id="m1391697138686-114755297">Szczęście, Zemsta</motyw>Rozumiem cię --- on mnie kochać nie będzie,
ja tę wstydliwą namiętność zwyciężę, powściągnę serce moje, ale i twoje rozbiję. Skały i
przepaście pomiędzy was rzucę, jak furia chodzić będę przez środek nieba waszego; moje imię
przestraszy wasze pocałunki jak widmo zbrodniarza i twoja kwitnąca postać w jego objęciu zwiędnie jak mumia i zniknie na zawsze.
Ja z nim szczęśliwą nigdy być nie mogę --- ale i
ty nie będziesz. Wiedz, nędznico, że szczęście
niszczyć jest także szczęśliwością.<end id="e1391697138686-114755297"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Szczęśliwość, Milady, której sama byłaś
ofiarą. Nie bluźń sercu twojemu, nie jesteś zdolną pogróżki twoje uskutecznić, nie jesteś zdolną
dręczyć stworzenie, którego cała wina, że jednakie z tobą miało uczucie --- a to właśnie uczucie,
Milady, każe mi kochać ciebie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>




<didaskalia>obejmując ją</didaskalia>



<kwestia><akap>Gdzie jestem, gdzie byłam? --- Com mówiła,
komu ja zwierzałam się? --- O Ludwiko! --- Wielka, szlachetna, niebiańska duszo! Przebacz szalonej. Ja włosa twego nie dotknę, dziecię moje!
Żądaj, rozkazuj --- na rękach cię nosić będę ---
twoją przyjaciółką, twoją siostrą zostanę. Jesteś
ubogą --- patrzaj <didask_tekst>zdejmując brylanty</didask_tekst> ja sprzedam
te brylanty, posprzedaję moje suknie, powozy i
konie i wszystko ci oddam --- tylko jego się wyrzecz.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>




<didaskalia>na stronie</didaskalia>



<kwestia><akap>Czy się z rozpaczy mojej naigrawa --- czy
istotnie w okrutnym czynie nie miała żadnego
udziału? Ha! --- więc ja mogę jeszcze rolę bohaterki odegrać i niemożność moją za zasługę podać.
<didask_tekst>Stoi czas niejaki w zamyśleniu --- potem zbliża się do
<osoba>Lady</osoba> i bierze jej rękę.</didask_tekst> Weź go, Milady --- dobrowolnie ustępuję ci człowieka, którego od serca
skrwawionego żelazem piekła oderwali. --- Ty
sama może nie wiesz, Milady --- żeś niebo dwóch
kochanków rozdarła, rozdarła dwa serca, które
Bóg złączył: żeś zdeptała stworzenie jak ty Bogu miłe, jak ty do szczęścia zrodzone, stworzenie co jak ty Stwórcę uwielbiało --- a od dziś go
nigdy uwielbiać nie będzie. Lady! Ostatni kurcz
rozdeptanego robaka jak krzyk donośny idzie do
ucha przedwiecznego. Zimno on patrzeć nie może na zabójstwo dusz w jego opiece będących.
Teraz on do ciebie należy --- weź go Milady! ---
bierz w jego objęcia, prowadź go do ołtarza ---
tylko nie zapominaj, że w ślubnym pocałunku widmo samobójczyni wpadnie ci przed oczy! Bóg
jest miłosierny --- ja innego ratunku znaleźć sobie nie mogę.</akap></kwestia>

<didaskalia>Wychodzi.</didaskalia>


<naglowek_scena>SCENA VIII</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Lady</osoba> poruszona, stoi w nieprzytomności umysłu ---
wzrok osłupiały utkwiła we drzwi, przez które <osoba>Ludwika</osoba> wybiegła --- po niejakim czasie jakby obudzona.</didaskalia>



<kwestia><akap>Jak to było? --- com ja czuła? --- co ta nieszczęśliwa wyrzekła? Jeszcze, o nieba! jeszcze
rozdzierają ucho te straszne potępiające mnie słowa: <wyroznienie>Weź go.</wyroznienie> Co nieszczęśliwa? Podarunek
ostatniego oddechu twojego? Boże mój, Boże! Także<pe><slowo_obce>także</slowo_obce> --- tak z partykułą pytającą -że.</pe> ja nisko upadłam --- także mnie gwałtownie
ze wszystkich tronów mojej dumy strącili, że czekam zgłodniała na to, co mi wspaniałość żebraczki wyrzuci z ostatniej walki życia i śmierci.
<wyroznienie>Weź go</wyroznienie> i te słowa wymawia takim głosem, patrzy takimi oczami! --- Emilio! Na to żeś wybiegła za granice płci twojej? --- walczyła o piękne
imię dziewicy brytańskiej, ażeby bogaty gmach
twojego honoru zapadł się przed wyższą cnotą
wypieszczonej mieszczanki? Nie --- o nie, biedaczko dumna! --- Emilia Milford da się zawstydzić, ale nigdy zhańbić. I ja mam siłę zrzeczenia się go na zawsze. Upokorz się, miękka, cierpiąca niewiasto --- uciekajcie ode mnie słodkie,
złote obrazy miłości! Niechaj wspaniałomyślność będzie jedyną przewodniczką moją. Ta kochająca się para musi zginąć, albo Milford zrzec
się prawa swego i zgasnąć w sercu książęcia.
<didask_tekst>Po chwili z żywością.</didask_tekst> Stało się --- usuwam straszną przeszkodę, rozrywam związki pomiędzy
mną i księciem, wyrwę z łona mojego tę miłość
wściekłą. W twoje objęcia rzucę się, o cnoto!
Przyjm twoją żałującą córkę Emilię. Jakże mi
błogo, jakże się lekką, jak podniesioną się czuję!
Ze szczytu mojej potęgi zejdę dzisiaj wielka jak
słońce zapadające --- moje państwo razem z miłością przepadnie --- i tylko z sercem moim pójdę
na to dumne wygnanie, <didask_tekst>Idzie do <osoba>sekretarza</osoba>.</didask_tekst> Zaraz się stać musi --- bez zwłoki, nim wdzięki lubego młodzieńca krwawą walkę serca na nowo
sprowadzą.</akap></kwestia>

<didaskalia>Siada i pisze.</didaskalia>


<naglowek_scena>SCENA IX</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Lady</osoba>, <osoba>Lokaj</osoba> i <osoba>Zofia</osoba>, później <osoba>Marszałek Kalb</osoba>
i <osoba>Służba</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>LOKAJ</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Marszałek dworu pan Kalb z poleceniem od
księcia przysłany, czeka w przedpokoju.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>




<didaskalia>pisząc</didaskalia>



<kwestia><akap>Gubić się będą w domysłach wertepowe lalki książęcia. W istocie, wypadek dosyć dziwny,
żeby te prześwietne mózgownice gwoździami
pozabijać. Skręcą się granice dworskiej etykiety.
Cały kraj się wzburzy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOKAJ i ZOFIA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Marszałek dworu, Milady!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>




<didaskalia>obracając się</didaskalia>



<kwestia><akap>Kto? co? --- Tym lepiej! Ten rodzaj stworzeń
do posyłek tylko zdatny na świecie. Niech wejdzie!</akap></kwestia>
 

<didaskalia><osoba>Lokaj</osoba> odchodzi.</didaskalia>



<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>




<didaskalia>przystępując z troskliwością</didaskalia>



<kwestia><akap>Gdybym się nie lękała Milady, że weźmiesz
za zuchwalstwo --- Panna Miller wybiegła z sali
w nieprzytomności zupełnej --- ty pani, masz
twarz rozognioną, mówisz sama z sobą. 
<didask_tekst><osoba>Lady</osoba>
zawsze pisze.</didask_tekst>
 Lękam się --- cóż się tu stać mogło?</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Marszałek</osoba> i uchodzi, kilka ukłonów robi do pleców
<osoba>Milady</osoba> --- niepostrzeżony zbliża się, staje za krzesłem,
stara się uchwycić połę jej sukni, którą całuje --- i mówi
bojaźliwie szeptając:</didaskalia>



<kwestia><akap>Serenissimus. ---</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<didaskalia>przezierając list i posypując go piaskiem</didaskalia>



<kwestia><akap>Zwali na mnie ciężar czarnej niewdzięczności --- byłam opuszczoną. --- On dźwignął mnie z nędzy. Z nędzy? --- Okropna zamiana! --- Zedrzyj
twój rachunek, zwodzicielu! Wieczny mój wstyd
z lichwą<pe><slowo_obce>z lichwą</slowo_obce> (daw.) --- z procentem.</pe> ci zapłaci.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<didaskalia>na próżno do <osoba>Lady</osoba> ze wszystkich stron się zbliżając</didaskalia>



<kwestia><akap>Milady zdaje się trochę roztargnioną. Muszę się jednakże ośmielić. --- <didask_tekst>Bardzo głośno.</didask_tekst> Serenissimus przysyła mnie do Milady, zapytując, czy
tego wieczora bal, czy niemiecki ma być teatr?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>




<didaskalia>powstając ze śmiechem</didaskalia>



<kwestia><akap>Jedno z dwojga, mój aniołku! --- Tym czasem raczysz księcia na deser zanieść ten bilecik
<didask_tekst>Do <osoba>Zofii</osoba>.</didask_tekst> Ty, Zofio, rozkażesz, żeby zaprzężono
i zwołasz do tej sali całą moją służbę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ZOFIA</naglowek_osoba>




<didaskalia>oddalając się w poruszeniu żywym</didaskalia>



<kwestia><akap>O nieba! --- co ja przeczuwam? --- co to będzie, Boże!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Łaskawa pani jest trochę <slowo_obce>échauffée<pe><slowo_obce>échauffée</slowo_obce> (fr.) --- rozgorączkowana.</pe></slowo_obce>.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Tym mniej będzie udania. --- Hura, panie
marszałku nadworny! --- miejsce jest do zajęcia.
Wyborna pora dla swatów. <didask_tekst><osoba>Marszałek</osoba> wątpliwym
wzrokiem list przeglądając.</didask_tekst> Czytaj go, czytaj ---
ja chcę, żeby treść znano, nie tylko we cztery
oczy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<didaskalia>czyta; tymczasem w głębi sceny zbiera się <osoba>służba Milady</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Najłaskawszy panie!</akap></kwestia>


<kwestia><akap>Ugoda, którą tak lekkomyślnie zerwałeś, dłużej mnie obowiązywać nie może. Szczęście twojego kraju było warunkiem mojej miłości. Trzy
lata trwało oszukanie. Zawiązka spada mi z oczu i nienawidzić muszę te łaski, po których
łzy twoich poddanych kroplami spadają. Daruj
miłość, której ja podzielać nie mogę, płaczącemu
krajowi twemu --- i od angielskiej księżniczki
ucz się litości nad niemieckim ludem twoim. Za
godzinę przejadę granicę.</akap></kwestia>


<nota><akap>Joanna Norfolk.</akap></nota>


<naglowek_osoba>WSZYSCY SŁUŻĄCY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Granice?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<didaskalia>przestraszony kładzie list na stole</didaskalia>



<kwestia><akap>Niechaj mnie niebo strzeże, moja droga i łaskawa pani! --- Poseł musiałby tak mało dbać o
głowę, jak ta, co ten list pisała.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>W tym twoja rzecz, mój złoty chłopczyku!
Wiem, niestety! że ty i tobie podobni, duszą
się przy powtarzaniu tego, co drudzy zdziałali ---
ale moja rada była, by zawinąć list w pasztet zwierzyny --- Serenissimus znajdzie go na półmisku.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<kwestia><akap><slowo_obce>Ciel</slowo_obce><pe><slowo_obce>ciel</slowo_obce> (fr.) --- niebo.</pe> taka zuchwałość --- rozważ tylko, Milady, pomyśl, w jak wielką wpadniesz niełaskę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>




<didaskalia>do <osoba>służby</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Przerażeni jesteście, dobrzy ludzie moi,
czekacie, jak się rozwiąże cała zagadka. Zbliżcie się do mnie, moi kochani! --- Służyliście mi
szczerze i poczciwie, więcej patrząc na oczy
moje, jak na mój worek. Posłuszeństwo było
waszą namiętnością, moja łaska waszą dumą.
Smutny to los, że pamiątka wierności waszej jest
razem wspomnieniem poniżenia mego --- że moje
dnie najczarniejsze dla was najszczęśliwszymi
były! <didask_tekst>Ze łzami.</didask_tekst> Uwalniam was, dzieci moje! Nie
ma już Lady Milford, a Joanna Norfolk za uboga, ażeby mogła długi płacić. Mój skarbnik niech
całą szkatułkę pomiędzy was rozda. Pałac ten
zostanie księciu --- najuboższy z was odejdzie
stąd bogatszym od swojej pani. <didask_tekst>Wszyscy ze szczerym uczuciem całują jej ręce.</didask_tekst> Rozumiem was, moi
dobrzy ludzie! --- Bądźcie mi zdrowi, bądźcie mi
zdrowi na zawsze. Już słyszę powóz zajeżdżający. <didask_tekst>Chce wychodzić, <osoba>marszałek</osoba> zastępuje jej drogę.</didask_tekst>
Biedny człowieku! Czy jeszcze tu jesteś?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KALB</naglowek_osoba>





<didaskalia>który cały czas z podziwieniem najwyższej ograniczoności na list <osoba>Lady</osoba> spoziera</didaskalia>



<kwestia><akap>I list ten mam oddać do własnych wspaniałych rąk najjaśniejszego pana?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LADY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Biedny człowieku! Do własnych wspaniałych rąk i dodasz jeszcze własnym wspaniałym
uszom, że ja nie mogąc pieszo do Loretty wędrować, zarabiać będę codzienną pracą na życie, żeby się oczyścić z tego wstydu, żem nad nim panowała.</akap></kwestia>

<didaskalia>Odchodzi, wszyscy za nią w poruszeniu.</didaskalia>



<naglowek_akt>AKT V</naglowek_akt>





<didaskalia>Zmrok. --- Pokój <osoba>Millera</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_scena>SCENA I</naglowek_scena>


<didaskalia>W ciemnym kącie pokoju <osoba>Ludwika</osoba> niema, nieruchoma, głowę swoją na ramieniu oparła. Po niejakiej
chwili wchodzi <osoba>Miller</osoba> z latarnią --- szuka po całym pokoju, nie postrzegając córki --- na koniec stawia latarnię
i zdejmuje kapelusz.</didaskalia>



<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>I tu jej nie ma! I tam nie znalazłem. Przebiegłem wszystkie ulice --- byłem u znajomych,
w każdej się bramie pytałem --- i nikt mojego
dziecka nie widział. <didask_tekst>Po chwili.</didask_tekst> Cierpliwości, biedny, nieszczęśliwy człowieku! Poczekaj do ranka, a może twoja jedynaczka na brzeg wypłynie.
Boże, Boże! Serce moje bałwochwalczo do dziecka się przywiązało --- ale ty karzesz surowo. Nie
będę narzekać, nie będę szemrać, ojcze niebieski! Ale ty karzesz surowo.</akap></kwestia>

<didaskalia>Pełen troski rzuca się
na krzesło.</didaskalia>



<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>




<didaskalia>nie ruszając się z miejsca</didaskalia>



<kwestia><akap>Masz słuszność, biedny starcze, że się zawczasu do straty gotujesz.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>




<didaskalia>ze skokiem powstając</didaskalia>



<kwestia><akap>Jesteś tu, moje dziecię? Tu jesteś? --- ale dlaczegóż samotnie i bez światła?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Samotną nie jestem --- gdy wokoło ciemność mnie otoczy, najprzyjemniejsze wtenczas
miewam odwiedziny.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Bóg niechaj cię strzeże! --- robak tylko sumienia za sowami pełza. Grzesznicy i złe duchy
światła się lękają.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>I wieczność, która wtenczas, ojcze, bez pośrednika z duszą rozmawia.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Dziecię, dziecię! --- jaka to jest mowa?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>




<didaskalia>wstaje i zbliża się ku ojcu</didaskalia>



<kwestia><akap>Ty wiesz, ojcze! Ja w strasznej walce zwyciężyłam. Bóg dał siłę --- i walka skończona.
Ojcze! Płeć naszą zwykli wiotką i słabą nazywać --- nie wierz im. Przed pająkiem, prawda,
dreszcz wstrząsa nam ciało --- ale czarnego potwora
zgnilizny ze śmiechem ściskamy w objęciach naszych! --- To dla wiadomości, bo dziś ojcze wesołą
jest twoja Ludwika.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Słuchaj córko --- ja bym wolał --- mnie by
milej było --- gdybyś ty jęczała.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jak ja oszukam, jak ja podejdę tyrana. Miłość jest śmielsza, chytrzejsza od złości --- nie wiedział o tym ten człowiek ze smutną gwiazdą na
piersiach --- domyślni oni, dopóki z głową do czynienia, ale skoro się z sercem zadadzą, tracą rozum
złoczyńcy. Przysięgą chciał kłamstwo swoje zabezpieczyć. --- Przysięga, ojcze, wiąże żyjących,
ale przy śmierci żelazny nawet łańcuch Sakramentu musi się rozpryskać. Ferdynand pozna
Ludwikę swoją. Mój ojcze, chcesz być tak dobrym i ten list doręczyć?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Do kogo, córko moja?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Dziwne pytanie! Nieskończoność i serce moje nie mają dosyć miejsca na jedną tylko myśl o
nim --- do kogóż bym innego pisać miała?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>




<didaskalia>z niespokojnością</didaskalia>



<kwestia><akap><begin id="b1391693093132-29691644"/><motyw id="m1391693093132-29691644">List</motyw>Słuchaj, Ludwiko --- ja list ten otworzę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jak zechcesz, ojcze! --- ale go nie zrozumiesz, głoski tam leżą jak trupy i tylko żyją dla
oczu miłości.<end id="e1391693093132-29691644"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>




<didaskalia>czyta</didaskalia>



<kwestia><akap>Oszukany jesteś, Ferdynandzie! Zbrodnia
bezprzykładna rozdarła związek serc naszych,
ale przysięga straszna kazała zamilknąć ustom
moim i ojciec twój szpiegów wszędzie rozstawił:
ale jeżeli masz odwagę, mój kochanku --- ja znam
trzecie miejsce, gdzie przysięga nie obowiązuje i
nikt nie podsłucha.</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Miller</osoba> zatrzymuje się i spoziera na trwarz <osoba>Ludwiki</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Dlaczego na mnie spozierasz --- doczytaj
wszystkiego, mój ojcze!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>




<didaskalia>czytając dalej</didaskalia>



<kwestia><akap>--- Ale odwagę mieć musisz, żeby kroczyć po
ciemnej drodze, gdzie ci tylko Bóg i twoja Ludwika przyświecać będą. Przyjdź samą tylko
miłością przejęty, wszystkie nadzieje, wszystkie
żądze burzliwe zostaw za sobą --- serce tylko
przynieś. Jeżeli chcesz --- za uderzeniem dwunastej godziny czekam cię na wieży karmelitańskiego kościoła --- ale jeśli bojaźń cię przejmie ---
wymaż słowo ,,mocny" płci twojej nadane --- bo
cię słaba dziewczyna zawstydzi. <didask_tekst><osoba>Miller</osoba> kładzie
list, spoziera bolesnym i osłupiałym wzrokiem przed
siebie, a potem cichym dodaje głosem.</didask_tekst> --- Gdzie to
trzecie miejsce, córko?...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nie znasz go? Istotnie nie znasz, mój ojcze! Dziwna rzecz --- ręką go można namacać ---
Ferdynand znajdzie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Hum! --- mów wyraźniej.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap><begin id="b1391692959632-1206229520"/><motyw id="m1391692959632-1206229520">Grób</motyw>Nie znam na to pięknego słowa --- ale nie strasz
się, ojcze, gdy ci okropne wymienię. To trzecie
miejsce --- o, czemu miłość nazwy nie znalazła ---
ona by piękniejsze wyszukała imię --- To trzecie
miejsce, mój dobry ojcze! --- pozwól mi wymówić --- to trzecie miejsce --- jest grób.<end id="e1391692959632-1206229520"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>upadając na krzesło</didaskalia>



<kwestia><akap>O mój Boże!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>




<didaskalia>bierząc do niego</didaskalia>



<kwestia><akap><begin id="b1391692884147-1625046140"/><motyw id="m1391692884147-1625046140">Śmierć</motyw>Och! Nie, mój ojcze! To przestrach tylko
w słowie się gnieżdżący --- odrzuć to słowo ---
a oczom twoim on się okaże, jak łoże ślubne,
gdzie ranek swój złoty dywan rozściela --- a wiosna sieje różnofarbne kwiaty. Grzesznik tylko jęczący w kościotrupie śmierć odmalował. Śmierć
jest pięknym, pełnym wdzięków, kwitnącym
chłopczykiem, do bożka miłości podobnym --- nie
tyle tylko zdradliwym. Cichy, usłużny geniusz,
on duszy zmordowanego pielgrzyma podaje ramie uprzejme, przez grobowiec czasu przeprowadza. --- Wiecznej szczęśliwości otwiera pałac
czarowny --- zaprasza tam przyjaźnie i znika
potem.<end id="e1391692884147-1625046140"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Co ty myślisz, córko! Zabójczą rękę chcesz
podnieść na siebie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nie tak mów, mój ojcze! <begin id="b1391692574204-1724090503"/><motyw id="m1391692574204-1724090503">Samobójstwo, Grzech</motyw>Ja chcę towarzystwo porzucić, gdzie mi niedobrze --- przeskoczyć do kraju, za którym tęsknię --- i jestże to
grzechem?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Samobójstwo jest najstraszniejszym grzechem, moje dziecię! Jedynym grzechem, którego żałować nie można --- bo zbrodnia i śmierć
razem zapadają.<end id="e1391692574204-1724090503"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Okropnie! --- ale tak się nie stanie --- ja
wskoczę do wody, mój ojcze --- i na dnie przed
śmiercią będę Boga wszechmocnego błagać o miłosierdzie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Złodziejstwa więc będziesz żałować, skoro
twoją kradzież w bezpiecznym miejscu ukryjesz.
Córko, córko! Nie naigrawaj się z Boga wtenczas,
gdy jego pomoc najwięcej ci potrzebna --- zapomniałaś modłów i miłosierny rękę swoją odciągnął od ciebie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jestże miłość zbrodnią, mój ojcze?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Boga miłując --- aż do występku kochać
nie będziesz. Głęboko, moja jedyna, pochyliłaś głowę ojca --- głęboko i może aż do grobu
pochyliłaś. Ale nie chcę na twoje serce większego zwalać ciężaru. Córko, mówiłem do siebie, przed niedawną chwilą --- myślałem, że sam
jestem --- ty słyszałaś i czemuż bym miał dłużej
ukrywać? <begin id="b1391692449880-2854045173"/><motyw id="m1391692449880-2854045173">Ojciec, Córka, Obowiązek</motyw>Byłaś moim bożyszczem --- słuchaj
Ludwiko! 
Jeżeli masz jeszcze miejsce na uczucia dla ojca twego --- ty mi jesteś wszystkim ---
nie twojej więc własności się zrzekasz z sobą ---
i ja wszystko utracę. Patrzaj, włos mój siwieć
zaczyna; czas nadchodzi, gdzie ojciec odbiera
wypłatę kapitałów, w sercu dziecięcia złożonych.
Chceszże mnie oszukać, Ludwiko, i z całym majątkiem moim opuszczać ojca starego?<end id="e1391692449880-2854045173"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>




<didaskalia>całując jego ręce</didaskalia>



<kwestia><akap>Nie --- ojcze! Ja z tego świata jak wielka
twoja dłużniczka odchodzę --- i w wieczności
wszystko z lichwą<pe><slowo_obce>z lichwą</slowo_obce> (daw.) --- z procentem.</pe> ci wypłacę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Strzeż się, strzeż się, dziecię moje! Żebyś
się w rachubie nie pomyliła. <didask_tekst>Uroczyście</didask_tekst> Pomyśl:
czy my się tam znajdziemy? Patrz --- jak zbladłaś. Moja Ludwiko! rzecz prosta, ja cię na
tamtym świecie nie dogonię, bo ty wcześniej odchodzisz.</akap></kwestia>

<didaskalia><osoba>Ludwika</osoba> upada w ojca objęcie --- on ją
przyciska do piersi i mówi potem smutnym głosem.</didaskalia>



<kwestia><akap>O, córko, córko nieszczęśliwa, córko, może
już na zawsze stracona --- pamiętaj na słowa
ojcowskie. Ja cię upilnować nie mogę --- nóż ci
odbiorę, ty się igłą zabijesz --- ustrzegę cię od
trucizny, ty się zadusisz sznurkiem korali ---
przestrzec cię tylko, napomnieć jeszcze mogę.
Ludwiko, Ludwiko! Chceszże przyjść do tego,
że twój niewierny obraz zwodniczy na strasznym
moście między czasem i wiecznością ucieknie od
ciebie? Będzieszże mieć odwagę z kłamstwem
przychodzić do tronu przedwiecznego i winnymi
oczyma szukając lalki twojej śmiertelnej, wołać
do Boga: <wyroznienie>przez ciebie, Stwórco, tutaj zachodzę?</wyroznienie>
A gdy jeszcze ten znikomy bożek marzenia twojego, robak jak ty, u nóg sędziego kłamstwo zada
bezbożnej pewności twojej --- gdy twoje nadzieje
zwiedzione odeśle do wiecznego miłosierdzia,
którego dla siebie zaledwie wyżebrać zdolny ---
co poczniesz wtenczas --- co poczniesz, nieszczęśliwa? 
<didaskalia>Obejmuje ją silniej --- patrzy przenikliwie i
bezprzytomny na jej lica, potem opuszcza ją gwałtownie.</didaskalia>

 Już nic więcej nie wiem. --- <didask_tekst>Z wzniesioną
ręką</didask_tekst>. Nie odpowiadam ci za tę duszę, sędzio
najwyższy! Rób, co chcesz, córko, nieś ofiarę
smukłemu młodzieńcowi twemu, na radość piekła, na strapienie aniołów twoich. Ruszaj --- zabierz wszystkie grzechy twoje, przyłóż ten ostatni, najstraszniejszy --- a gdy jeszcze ciężar będzie za mały, dołącz do wagi przekleństwo moje.
Oto jest nóż --- przebij serce twoje, <didask_tekst>łkając od płaczu</didask_tekst> i serce ojca twego.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>




<didaskalia>spiesząc do niego</didaskalia>



<kwestia><akap>Wstrzymaj się, wstrzymaj, mój ojcze! Czułość okrutniej jeszcze zmusza, jak wściekłość tyrana. --- Co ja pocznę? --- Co ja mogę? --- Co ja
mam uczynić?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jeżeli pocałunki majora więcej cię palą, jak
łzy ojca twojego --- umieraj.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>po chwili męczącej walki z sobą</didaskalia>



<kwestia><akap>Ojcze! oto masz rękę! ja --- Boże, Boże!
Co ja robię? Co ja myślę? Ojcze! Przysięgam ---
biada mi, biada! Występna, gdziekolwiek się zwrócę! Ale niech tak będzie. Ferdynandzie, Bóg patrzy na nas! --- Oto niszczę ostatnią o nim pamiątkę.</akap></kwestia>

<didaskalia>Drze list.</didaskalia>



<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>uradowany ściska ją serdecznie</didaskalia>



<kwestia><akap>Teraz jesteś córką moją! Patrz mi w oczy ---
pozbywasz się kochanka, za to ojca szczęśliwym
czynisz. <didask_tekst>Śmiejąc się i płacząc.</didask_tekst> Dziecię, dziecię,
ani jednego dnia w moim życiu ja ciebie godny
nie byłem --- Bóg wie jakim sposobem, mnie, złemu człowiekowi, dostał się anioł taki! Moja Ludwiko, moje niebiosa! Mało ja znam, co to kochanie; ale pojmuję męczarnie tego, kto kochać
już przestał.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Tylko precz z tego miasta, z tej okolicy,
mój ojcze, gdzie moje towarzyszki naigrawać się
ze mnie mogą, gdzie moje dobre imię stracone na
zawsze. Och! Precz, precz od miejsca, gdzie
przeszłej szczęśliwości pamiątki silnie do mnie
przemawiać będą. Och! Prędzej, jeżeli to podobna<pe><slowo_obce>podobna</slowo_obce> (daw.) --- możliwe.</pe>.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap><begin id="b1391691721479-856518027"/><motyw id="m1391691721479-856518027">Muzyka, Smutek, Żebrak</motyw>Gdzie tylko zechcesz, córko moja! Chleb
pański wszędzie rośnie i wszędzie znajdą się
uszy, żeby moją skrzypkę uczcić. O! Choćbym
wszystko utracił --- ja twój smutek do lutni zawołam; zaśpiewam piosenkę o córce, która własne serce rozdarła, by ojca uszanować --- i z piosenką ode drzwi do drzwi żebrać będziemy ---
a z rąk ludzi rozrzewnionych lepiej nam jałmużna smakować będzie.<end id="e1391691721479-856518027"/></akap></kwestia>

<naglowek_scena>SCENA II</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Ferdynand</osoba>, Poprzedzający.</didaskalia>



<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>postrzegłszy go, rzuca się z przestrachem na szyję
ojca</didaskalia>



<kwestia><akap>Boże! On tu --- zgubiona jestem!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Kto? --- gdzie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>






<didaskalia>z odwróconą twarzą wskazując ręką <osoba>majora</osoba></didaskalia>




<kwestia><akap>On sam! --- patrz za siebie, ojcze! --- przyszedł mnie zamordować!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>




<didaskalia>postrzegając <osoba>majora</osoba> cofa się</didaskalia>



<kwestia><akap>Co? --- wy tu, baronie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>zbliia się powoli, staje naprzeciw <osoba>Ludwiki</osoba> i przenikliwy wzrok w nią zatapia</didaskalia>



<kwestia><akap>Sumienie przerażone! Dziękuję! Twoje wyznanie jest straszne, ale prędkie i pewne oszczędza mi męczarnie. --- Dobry wieczór ci, Millerze!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Na imię Boga, czego żądasz, baronie? Co
cię tu sprowadza? Co znaczy ten napad?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Był czas, pamiętam, gdy dzień na sekundy
rozdrabniano; gdzie tęsknota za mną czepiała
się wag leniwego zegara i czyhała na uderzenie
pulsu, gdy ja się miałem ukazać. Jakimże sposobem dzisiaj was przerażam?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Odejdź, odejdź, baronie! --- jeżeli iskra
ludzkości<pe><slowo_obce>ludzkość</slowo_obce> --- tu: miłosierdzie.</pe> w twoim sercu została, jeżeli zamordować nie chcesz tej, którą kochać udawałeś ---
uciekaj, jednej chwili nie przebywaj tutaj. Szczęście znikło z chaty mojej, od pory, jakeś w niej
nogę postawił. Zawołałeś nędzę pod tę strzechę, gdzie tylko radość gościła. Jeszczeż ci nie dosyć? Czy chcesz rozdzierać ranę, którą twoja
znajomość memu jedynemu dziecku zadała!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Szczególny człowieku! Właśnie przychodzę
coś pocieszającego córce twojej powiedzieć.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Zapewne nowe nadzieje do nowej rozpaczy.
Idź, posłanniku nieszczęścia --- rysy twoje towar
zdradzają.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Przyszło na koniec spełnienie moich nadziei!
Lady Milford, najstraszniejsza przeszkoda naszej miłości, tej chwili kraj opuściła. Ojciec wybór mój przyjmuje. Los więc przestał nas ścigać i gwiazdy szczęśliwe nad nami wschodzą.
Przyszedłem słowa dotrzymać i moją narzeczoną
zaprowadzić do ołtarza.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Słyszysz go córko? Słyszysz, jak się naigrawa z twoich nadziei zwiedzionych. W istocie, baronie! Pięknie przystało zwodzicielowi
ostrzyć swój dowcip na własnym występku.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap><begin id="b1391691371922-392801753"/><motyw id="m1391691371922-392801753">List</motyw>Myślisz, że żartuję? Na mój honor, nie. Co
mówię, jest tak prawdziwym, jak prawdziwa miłość mojej Ludwiki, i święcie dotrzymam --- jak
ona przysiąg swoich dotrzymała. Nie znam większego zaklęcia --- wątpiszże jeszcze? Dziwna
rzecz! --- Kłamstwo w tym domu musi być kursującą monetą, kiedy prawda tak mało wiary
znajduje. Nie wierzycie słowom moim, wierzcie
więc świadectwu na piśmie.<end id="e1391691371922-392801753"/></akap></kwestia>

<didaskalia>Ciska na <osoba>Ludwikę</osoba> list
jej do <osoba>Kalba</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>rozwija papier i pada na krzesło z twarzą pobladłą</didaskalia>



<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<didaskalia>nie postrzegając <osoba>Ludwiki</osoba> do <osoba>majora</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Co to znaczy, baronie? --- ja cię nie rozumiem.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>






<didaskalia>prowadząc go do <osoba>Ludwiki</osoba></didaskalia>





<kwestia><akap>Ale ona dobrze mnie zrozumiała.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>




<didaskalia>rzucając się na nią</didaskalia>



<kwestia><akap>Boże! Córko moja!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Blada jak śmierć! --- teraz dopiero podoba
mi się córka twoja! Tak piękną jeszcze nie była
ta pobożna, poczciwa córka twoja --- z tą trupią
twarzą. Tchnienie sądu ostatecznego, co zedrze
powłokę z każdego kłamstwa, zdmuchnęło z jej
twarzy farbę, którą by kuglarka aniołów nawet
światła oszukać mogła. To jej twarz najpiękniejsza --- to jest twarz prawdziwa --- pozwól,
niech pocałuję.</akap></kwestia>

<didaskalia>Idzie do niej.</didaskalia>



<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>wstrzymując</didaskalia>



<kwestia><akap>Precz, precz --- nie tykaj ojcowskiego dziecka. Od twoich pieszczot ochronić jej nie mogłem,
ale od zniewag zasłonię.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Czego chcesz tu głowo siwa! z tobą nic nie
mam do czynienia, nie mieszaj się do gry zupełnie straconej --- albo możeś ty mędrszy, niżeli
mi się zdawało --- możeś roztropność sześciudziesiąt lat twoich do romansu córki twojej wynajął
i włos twój siwy rzemiosłem skalał hańbiącym.
O! Jeśli tak nie jest --- nieszczęśliwy, stary człowiecze, pochyl głowę i umieraj --- jeszcze wsłodkim zaśniesz złudzeniu, że byłeś ojcem szczęśliwym. Chwila później --- a strącisz jadowitą
jaszczurkę do jej piekielnej ojczyzny, przeklinać
będziesz dar i dawcę i z bluźnierstwem Boga
zstąpisz do grobu. 
<didask_tekst>Do <osoba>Ludwiki</osoba>.</didask_tekst>
 Powiedz, nieszczęśliwa! Pisałaś list ten?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>napominając córkę</didaskalia>



<kwestia><akap>Na Boga, córko! Nie zapominaj, nie zapominaj.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>O! Ten list, mój ojcze!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Szkoda, że nie we właściwe wpadł ręce?
Pochwalony niech będzie przypadek; większe on
zdziałał rzeczy niżeli rozum szperający --- i więcej się na tym dniu przyda, niżeli dowcip uczonych. Co mówię --- przypadek? O! Opatrzność,
która czuwa nad wróblem padającym, czemuż by
szatanowi nie miała zdjąć maski? --- Odpowiedzi
czekam --- pisałaś ten list?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Stałości, córko moja! --- jeszcze jedno <wyroznienie>tak</wyroznienie>
a wszystko zwyciężone.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Wybornie, wybornie! Ojciec oszukany ---
wszyscy oszukani. Patrzcie tylko na nią --- oto
stoi zhańbiona, język jej nawet wypowiada posłuszeństwa do ostatniego kłamstwa. Przysiąż
na Boga, na strasznego i sprawiedliwego Boga ---
czy pisałaś ten list?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>




<didaskalia>po długiej walce</didaskalia>



<kwestia><akap>Pisałam.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>




<didaskalia>przerażony</didaskalia>



<kwestia><akap>Ludwiko! --- nie --- na byt duszy mojej, ty
kłamiesz. Na łożu tortur niewinność nawet
przyznaje się do występku, którego nigdy nie popełniła. Ja cię porywczo pytałem --- nieprawdaż
Ludwiko, wyznałaś bom cię pytał porywczo?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Wyznałam prawdę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nie, powiadam --- nie! nie! --- tyś go nie
pisała. To nie twoja ręka --- a gdyby nawet tak
było, czyż trudniej rękę naśladować, jak serca
zabijać? <begin id="b1391685796415-3974018970"/><motyw id="m1391685796415-3974018970">Kłamstwo</motyw>Mów prawdę, Ludwiko! --- albo nie,
nie! --- nie mów jej; mogłabyś domysł potwierdzić i mnie zgubić na wieki. Kłamstwa, kłamstwa wyszukaj! --- O, gdybyś znała jakie i anielską twarzą mogła wymówić --- tylko uszy i oczy
przekonać, choćby serce oszukać. O, gdybyś mogła, Ludwiko! Niech prawda natenczas w tym
jednym oddechu ze świata ucieka --- niech dobra
sprawa uporny kark swój do dworskiego schyla
ukłonu.<end id="e1391685796415-3974018970"/> --- Pisałaś ten list?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Przez Boga, przez strasznego i sprawiedliwego Boga --- pisałam.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>



<didaskalia>po chwili z wyrazem najżywszej boleści</didaskalia>



<kwestia><akap>Kobieto! Kobieto! Z tą twarzą, w której
stoisz przede mną, gdybyś raje rozdawała, w krainie nawet potępienia nie znajdziesz nabywcy.
Wiesz ty, czymeś mi była, Ludwiko? Niepodobieństwo --- nie, ty nie wiesz, żeś mi wszystkim
była. Wszystkim! Nędzne i ubogie słowo --- a
wieczność zaledwie obejść go zdoła. W tym
słowie biegi światów kończą drogę swoją. Wszystkim! I tak zuchwale grać z tym wielkim słowem? --- okropnie!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Masz moje wyznanie, panie Walterze. Potępiłam siebie --- idź więc, opuść ten dom, gdzie
tyle nieszczęścia doznałeś.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Dobrze! Dobrze! --- Już jestem spokojny.
Mówią, że i kraj spokojny, po którym przeszła
zaraza --- taki ja spokojny! <didask_tekst>Po chwili.</didask_tekst> Jeszcze
jedna prośba, Ludwiko --- ostatnia! Głowę moją
pali gorączka --- trzeba mi ochłody. Przyrządź
mi, jeżeli wola, szklankę limonady.</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Ludwika</osoba> odchodzi.</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA III</naglowek_scena>





<didaskalia><osoba>Ferdynand</osoba> i <osoba>Miller</osoba>.</didaskalia>



<didaskalia>Obaj po dwóch stronach izby przechadzają się czas
niejaki, nie mówiąc i słowa.</didaskalia>



<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<didaskalia>zatrzymuje się i smutnie spogląda na <osoba>majora</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Kochany baronie! --- jeżeli to smutku może
ci umniejszyć, to wierz, że cię szczerze żałuję.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Zostaw to --- Millerze! <didask_tekst>Znowu się przechadza.</didask_tekst> Millerze! Zaledwie pomnę<pe><slowo_obce>pomnieć</slowo_obce> (daw.) --- pamiętać.</pe>, jak ja do domu twego wszedłem. Z jakiego to powodu?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jakto, panie majorze? Chciałeś brać lekcje
na flecie --- czy już nie pamiętasz?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Obaczyłem córkę twoją! <didask_tekst>Po chwili.</didask_tekst> Nie dotrzymałeś mi słowa, przyjacielu! Ułożyliśmy się
o spokój w moich samotnych godzinach --- tyś
mnie oszukał i przedał jaszczurkę. Nie przerażaj
się, starcze! <didask_tekst>Wzruszony wiesza mu się na szyi.</didask_tekst> Ty
nic nie wiesz!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>




<didaskalia>ocierając łzy</didaskalia>



<kwestia><akap>Bóg świadkiem wszechmogący!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>




<didaskalia>przechadzając się</didaskalia>



<kwestia><akap>Dziwnie, niepojęcie gra z nami przedwieczny! Na cienkich niedojrzanych niciach straszne
ciężary zawiesza. --- Gdyby człowiek wiedział,
że z tym jabłkiem truciznę pożywa. --- Hum! Gdyby wiedział? <didask_tekst>W żywym poruszeniu bierze za rękę <osoba>Millera</osoba>.</didask_tekst> Człowieku! Ja ci za drogo flet twój zapłaciłem --- a tyś nic nie zyskał --- a może wszystko
utracił. <didask_tekst>Odchodząc od niego.</didask_tekst> Nieszczęśliwe granie
na flecie, bogdaj by mi nigdy do głowy nie
przyszło.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<didaskalia>starając się ukryć swoje wzruszenie</didaskalia>



<kwestia><akap>Limonada za długo bawi<pe><slowo_obce>bawić</slowo_obce> (daw.) --- tu: zwlekać.</pe>. Pójdę obaczyć, jeżeli mi za złe nie weźmiesz.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>To nie spieszy, kochany Millerze! <didask_tekst>Do siebie.</didask_tekst>
Ojcu przynajmniej nie spieszy. <didask_tekst>Głośno.</didask_tekst> Zostań:
coś jeszcze miałem cię zapylać? --- Ha! --- Czy
Ludwika jest twoim jedynym dziecięciem? Nie
masz innych?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nie mam innych, baronie! --- i nie chcę
mieć innych. Dziewczyna całe serce ojcowskie
zabrała. --- Co mogę mieć miłości, to jej dałem
wszystko.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ha! --- obacz poczciwy Millerze, czy napój gotowy.</akap></kwestia>

<naglowek_scena>SCENA IV</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Ferdynand</osoba> sam.</didaskalia>



<kwestia><akap>Dziecko jedyne! Czujesz to, zabójco? Jedyne,
słyszysz? Jedyne dziecko, zabójco! --- i człek biedny na tym świecie nic nie posiada, tylko skrzypce i swoją jedynaczkę. Chcesz ją zabrać, ukraść
ostatni grosz żebraka --- połamać szczudła i pod
nogi rzucić kulawemu? I na toż serce moje pozwoli? A gdy przybieży i niespodzianie wszystkie swoje uciechy obaczy spadające z twarzy
dziecięcia, wejdzie --- a ona leży --- kwiat zwiędły, umarły! Zdeptana jedyna --- ostatnia nadzieja. Ha! I staje przed nią, i cała natura oddech mu
wstrzymuje, i oko jego na próżno przebiega całą
bezludną nieskończoność, Boga wzywa i Boga
znaleźć nie może. --- I mój ojciec jedynego tylko
ma syna --- jedynego syna --- ale nie jedyne bogactwo. <didask_tekst>Po chwili.</didask_tekst> Cóż on straci? Dziewczyna,
dla której najświętsze uczucia miłości igraszką
tylko były, czyż może ojca uszczęśliwić? Nie!
Nie! I mnie się nagroda należy, że depczę jaszczurkę, nim się z żądłem porwie na ojca.</akap></kwestia>

<naglowek_scena>SCENA V</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Miller</osoba> i <osoba>Ferdynand</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Natychmiast podadzą ci, baronie! Ot tam
siedzi biedna dziewczyna i na śmierć się zapłacze. Z limonadą łzy ci swoje przyniesie!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Gdyby tylko łzy przyniosła! Ale ponieważ
o muzyce mówić zaczęliśmy, Millerze! <didask_tekst>Dobywając kieski.</didask_tekst> --- Przypominam sobie, że ci dłużny
jestem!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Co? Jak to? --- daj pokój, baronie! Za kogo
mnie trzymasz? Pieniądz mój w dobrym ręku.
Nie rób mi wstydu --- mam ufność w Bogu, że się
nie ostatni raz widzimy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Kto może wiedzieć? --- Zabierz, Millerze ---
idzie o śmierć i życie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>




<didaskalia>śmiejąc się</didaskalia>



<kwestia><akap>O! Jeżeli dla tego, baronie! to z tobą można ważyć bezpiecznie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ważyłbyś w istocie --- czyżeś nie słyszał, że
młodzieńce umierają --- że umierają młodzieńce i
dziewice, dzieci nadziei, zamki na lodzie zwiedzionych rodziców. Czego starość i robak nie dogryzie --- obala piorun czasami. I twoja Ludwika śmiertelna.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Mam ją od Boga!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Słuchaj --- ja ci powiadam, że ona śmiertelna. Ta córka jest ci okiem w głowie; sercem
się i duszą do niej przywiązałeś. Bądź ostrożny,
Millerze! Rozpaczający gracz tylko na jedną
kartę stawia swoje wszystko. --- Szalonym jest
kupiec, który na jeden okręt cały majątek ładuje.
Pamiętaj na moją przestrogę. Ale dlaczego nie
bierzesz twoich pieniędzy?</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Jak to, panie? --- ta cała potężna kiesa? Co
myślisz, baronie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>O moim długu. <didask_tekst>Rzuca worek na stół, tak że
sztuki złota wylatują.</didask_tekst> Przecież go całe życie zatrzymać nie mogę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap><begin id="b1391647277586-3282486858"/><motyw id="m1391647277586-3282486858">Bogactwo</motyw>Co to jest? Na Boga, to nie srebra dźwięk.
<didask_tekst>Zbliża się do stołu.</didask_tekst> Na wszystkich świętych, baronie! Co się tobie stało? Co robisz? Może roztargnienie. --- Oto leży --- albo chyba czary! Dalibóg, to gotowe, żółte i wcielone złoto. Nie, szatanie! W sidła mnie nie złowisz!<end id="e1391647277586-3282486858"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Czyś ze starej, czy z nowej pociągnął butelki?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Grzmoty i pioruny --- patrzajże, majorze!
Złoto!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>I cóż więcej?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Do kata! --- ja mówię w imię Chrystusa
Boga --- złoto!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>I cóż w tym dziwnego.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>




<didaskalia>po chwili zbliżając się do <osoba>majora</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Łaskawy panie! Jeżeli mnie do niegodziwego
czynu chcesz użyć, wiedz, że jestem uczciwym,
prawym człowiekiem --- tak wiele złota, Bóg
wie, dobrem się nie zarabia.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1391647116205-3777116124"/><motyw id="m1391647116205-3777116124">Pieniądz</motyw>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Bądź spokojny, kochany Millerze --- pieniądz ten zarobiłeś i Bóg niech zachowa, żebym
sumienie twoje miał brać za zapłatę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>




<didaskalia>skacząc w górę</didaskalia>



<kwestia><akap>Moje więc, z Boga wolą i pozwoleniem do
mnie należy, <didask_tekst>Idąc do drzwi i krzycząc.</didask_tekst> Żono, córko --- chodźcie tu --- Wiktoria. --- Ale Boże dobry, jakże ja przyszedłem do tego bogactwa, jak
ja zasłużyłem, jak się wypłacę --- he?<end id="e1391647116205-3777116124"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nie lekcjami muzyki, Millerze! Pieniędzmi
tymi płacę ci --- <didask_tekst>przerażony urywa</didask_tekst> płacę ci ---
<didask_tekst>po chwili z boleścią</didask_tekst>
 trzymiesięczny sen o córce twojej.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>




<didaskalia>porywając go za rękę</didaskalia>



<kwestia><akap>Łaskawy panie! --- gdybyś ty biednym, nędznym był mieszczaninem --- a moja dziewka kochać cię nie chciała --- przebiłbym ją --- ale <didask_tekst>patrząc na pieniądze</didask_tekst> ja mam teraz wszystko, a tobie nic nie zostaje i z tym cała moja radość znika. --- Co?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap><begin id="b1391647129973-314016145"/><motyw id="m1391647129973-314016145">Pieniądz, Śmierć</motyw>Niech cię to nie obchodzi, przyjacielu --- ja
odjeżdżam do kraju, gdzie ta moneta nie kursuje.<end id="e1391647129973-314016145"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<didaskalia>ciągle w pieniądze mając wzrok wlepiony</didaskalia>



<kwestia><akap>Niech więc będą moje --- boli mnie tylko, że
ty, panie, odjeżdżasz. Poczekaj, jak ja to teraz
występować będę, jak pyski nadmę --- <didask_tekst>nakłada
kapelusz i pompatycznie przechadza się</didask_tekst>. Na wielkim
placu naprzód na skrzypcach przegrywam, numer piąty drei-kenigu<pe><slowo_obce>drei-kenig</slowo_obce> --- gatunek tytoniu.</pe> palę --- a niech mnie diabeł porwie, jeżeli kiedy na trzygroszowym targowisku usiędę.</akap></kwestia>



<didaskalia>Chce odchodzić.</didaskalia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Zostań tu, milcz i schowaj pieniądze. Ten
wieczór tylko nie odzywaj się --- dla mojej przyjemności zaniechaj na zawsze godzin twojej muzyki.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<didaskalia>z większym jeszcze zapałem trzymając go za kamizelkę</didaskalia>



<kwestia><akap>Panie! A moja córka? --- Pieniądze człowieka bogatym nie robią --- nie --- ja kartofle pożywałem albo dziką ptaszynę, aby być sytym, ten
surdut zawsze dobry, byle słoneczko pana Boga
przez łokcie nie wejrzało --- dla mnie to terefere.
Ale dziewczyna musi mieć wszystkiego pod dostatkiem; z oczu jej wyczytam --- natychmiast
dostarczę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Cicho --- o cicho!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>I po francusku z reguł uczyć się będzie i
menueta tańcować i śpiewać --- tak, że aż w dziennikach o niej napiszą. Na głowie musi mieć piękny czypeczek, jak pani konsyliarzowa<pe><slowo_obce>konsyliarzowa</slowo_obce> (daw.) --- żona lekarza.</pe> i kidebari<pe><slowo_obce>kidebari</slowo_obce> --- (z fr. <slowo_obce>cul de Paris</slowo_obce>) rodzaj torebki.</pe> --- czy jak je nazywają --- słuchaj --- o córce
muzykanta na cztery mile wokoło będzie co rozpowiadać.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>porywając go za rękę i głosem przerażającym</didaskalia>



<kwestia><akap>Nic więcej --- nic więcej. Na Boga, milcz,
cicho. --- Dzisiaj tylko bądź cicho. --- To jedyne
zawdzięczenie, jakiego żądam od ciebie.</akap></kwestia>

<naglowek_scena>SCENA VI</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Ludwika</osoba> niosąc limonadę i Poprzedzający.</didaskalia>



<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>z wypłakanymi oczami i drżącym głosem podając na
tacy limonadę <osoba>majorowi</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Jeżeli niemocna --- rozkażesz panie!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>bierze szklankę, stawia na stole i obraca się do <osoba>Millera</osoba></didaskalia>

 

<kwestia><akap>Prawie bym zapomniał --- czy mogę cię Millerze, o jedną rzecz prosić --- zrobisz mi maleńką usługę?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Tysiąc, nie jedną! Co rozkażesz?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Będą mnie czekać przy stole --- na nieszczęście w złym jestem humorze i niepodobna by mi
było między ludzi wchodzić. Pójdź do ojca mego
i wytłumacz mnie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>




<didaskalia>przerażona</didaskalia>



<kwestia><akap>Ja pójść mogę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Do prezydenta?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nie do niego samego --- powiesz w przedpokoju lokajowi. Na znak oto jest mój zegarek. Znajdziesz mnie za powrotem --- zaczekaj
tylko na odpowiedź.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>




<didaskalia>z niespokojnością</didaskalia>



<kwestia><akap>Czy ja niemogłabym zastąpić.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>




<didaskalia>do <osoba>Millera</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Czekaj! --- jeszcze jedno. Tego wieczora
list zapieczętowany przyszedł do mego ojca. ---
Może ważne sprawy.</akap></kwestia>

<didaskalia>Dając mu list.</didaskalia>



<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Dobrze, dobrze, baronie!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>




<didaskalia>czepiając się ojca</didaskalia>



<kwestia><akap>Ale mój ojcze! --- ja bym mogła to wszystko uczynić.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ciemną noc mamy --- a ty sama, moja córko!</akap></kwestia>


<didaskalia>Odchodzi.</didaskalia>



<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Poświeć ojcu, Ludwiko! <didask_tekst><osoba>Ludwika</osoba> ze światłem odprowadza <osoba>Millera</osoba>, <osoba>Ferdynand</osoba> zbliża się do stołu i do limonady wsypuję truciznę.</didask_tekst> Musi, musi!
Nadziemska potęga straszliwe tak z góry wymawia; zemsta nieba podpisuje, jej dobry anioł opuszcza ją.</akap></kwestia>

<naglowek_scena>SCENA VII</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Ferdynand</osoba> i <osoba>Ludwika</osoba>.</didaskalia>




<didaskalia><osoba>Ludwika</osoba> wolnym krokiem powraca, stawia światło
na stole i siada na stronie przeciwnej od majora z twarzą w ziemię spuszczoną. Kiedy niekiedy nieśmiało i
ukradkiem spoziera na niego. <osoba>Ferdynand</osoba> wzrokiem
obłąkanym patrzy w jeden punkt przed siebie.</didaskalia>



<didaskalia>Długie milczenie.</didaskalia>



<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Czy chcesz mi towarzyszyć, panie Walterze, na fortepianie? <didask_tekst>Otwiera pantalon, <osoba>Ferdynand</osoba>
nie daje żadnej odpowiedzi.</didask_tekst> Winieneś mi rewanż
w szachy. Czy chcesz grać, panie Walterze?
<didask_tekst>Żadnej odpowiedzi.</didask_tekst> Panie Walterze! Puliares<pe><slowo_obce>puliares</slowo_obce> --- portfel.</pe>,
który mu wyhaftować obiecałam, już jest zaczęty. Może wola deseń zobaczyć? --- <didask_tekst>Żadnej odpowiedzi</didask_tekst> O, jakże nędzną jestem!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>To może być prawdą.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nie moja w tym wina, że cię, panie Walterze, tak źle zabawiam.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>




<didaskalia>ze śmiechem szyderczym</didaskalia>



<kwestia><akap>Zapewne, nie w tobie wina mojej lękliwej
nieśmiałości.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Wiedziałam dobrze, że się razem znajdować
nie możemy --- i dlatego strach mnie przejął, gdyście ojca wysłali, panie Walterze! Zdaje mi się,
że chwila ta dla nas obojga jest nieznośną. Jeżeli mi pozwolisz, zaproszę kilka towarzyszek
moich.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Bardzo dobrze --- a ja kilku moich towarzyszy sprowadzę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>




<didaskalia>patrząc na niego z zdziwieniem</didaskalia>



<kwestia><akap>Panie Walterze!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Na honor! To jest najwyborniejszy pomysł
człowieka będącego w podobnym położeniu. Z tego tęsknego duetu zrobimy wieczór wesoły i
w uciechach lubieżnych mścić się będziemy kaprysów miłości.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>W dobrym humorze jesteś, panie Walterze.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>W wybornym --- mógłbym wszystkich chłopców za sobą pędzić po ulicy. Wsamej rzeczy,
Ludwiko, twój przykład mnie nauczył --- i odtąd
będziesz moją przewodniczką. Głupi tylko gada
o wiecznej miłości. Ciągła jednostajność nudzi ---
zmiana zaś jest perłą wszystkich przyjemności.
Hej, Ludwiko! zgoda z tobą. Skakać będziemy
od miłości do miłości --- z błota w błoto się tarzać. Ja tu, ty tam --- kiedyś straconą spokojność znajdziemy w domu uciechy. Może wtenczas po długiej na wyścig rozpuście, zdybiemy się
niespodzianie, dwa wywiędłe szkielety, i znowu
się poznamy z familijnych rysów, wspólnych
dzieciom tej matki. Hańba i przesyt może ułożą
w nas tę harmonię, której najczulsza niegdyś miłość utrzymać nie mogła.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Młodzieńcze! Młodzieńcze, nieszczęśliwym
jesteś, chceszże jeszcze na nieszczęście zasłużyć?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nieszczęśliwy jestem, kto ci powiedział? ---
Kobieto! Zanadto jesteś występną, żebyś sama
czuć mogła, jakże innych ludzi osądzisz uczucia?
Nieszczęśliwy, powiadasz? --- to słowo z grobu
zdolne wściekłość moją zbudzić. Wiedziałaś, że
będę nieszczęśliwym! Śmierć i potępienie! Wiedziała, a zdradziła jednakże! Patrz, wężu! Tu była ostatnia nadzieja przebaczenia. Twoja mowa
gubi cię na wieki. Dotychczas zbrodnię twojej
przypisać mogłem prostocie; w pogardzie może byś zemsty unikła. <didask_tekst>Porywając napój.</didask_tekst> Lekkomyślną więc nie byłaś --- ograniczoną nie byłaś ---
byłaś tylko szatanem. <didask_tekst>Pije.</didask_tekst> Limonada tak słaba,
jak dusza twoja --- spróbuj.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>O, nieba! Nie darmo tej się sceny lękałam!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>




<didaskalia>rozkazującym głosem</didaskalia>



<kwestia><akap>Spróbuj.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>bierze niechętnie szklankę i pije</didaskalia>



<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>odwraca się pobladły. Skoro <osoba>Ludwika</osoba> napój do ust
przytknęła, oddala się w tylną część pokoju</didaskalia>



<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Limonada jest dobra.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>I dobrze skutkuje.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>




<didaskalia>stawiając szklankę</didaskalia>



<kwestia><akap>O! gdybyś wiedział, Walterze, jak okropnie duszę moją obrażasz!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Co?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Przyjdzie czas, Walterze!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Na czas niedługo czekać będziemy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Przyjdzie czas, gdy wieczór dzisiejszy ciężko na twoje serce upadnie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>szybko się przechadzając, odpina szarfę i szpadę</didaskalia>



<kwestia><akap>Dobranoc służbie pańskiej.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Mój Boże! Co ci jest?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ciasno i gorąco --- to mi ulży trochę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Napij się --- napij jeszcze, napój cię ochłodzi.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ochłodzi niezawodnie. Lubieżnica ma dobre serce --- ale wszystkie one jednakowe.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<didaskalia>z całą mocą miłości zbliża się do niego</didaskalia>



<kwestia><akap>I toż twojej Ludwice, mój Ferdynandzie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>




<didaskalia>odpychając ją</didaskalia>



<kwestia><akap>Precz, precz te oczy czułe, mógłbym jeszcze upaść. Przyjdź, wężu, w strasznej swojej
postaci; skacz na mnie, gadzie! Wytężaj przede mną skrzypiące stawy, pnij łeb swój do góry ---
ukaż się przerażająco, jak cię przepaść widziała ---
ale anioła nie udawaj, anioła nie przybieraj już
postaci --- za późno --- zdeptać cię muszę jak jaszczurkę albo zrozpaczać. Zlituj się nad sobą.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Och! Czemuż tak daleko zajść musiało?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>




<didaskalia>z boku na nią spoglądając</didaskalia>



<kwestia><akap>To piękne dzieło niebieskiego rzeźbiarza ---
któż by uwierzył --- któż by mógł uwierzyć? <didask_tekst>Biorąc
jej rękę i wznosząc do góry</didask_tekst> Nie chcę cię, Boże,
Stwórco nasz, obwiniać. --- Ale dlaczego truciznę kładziesz w tak piękne naczynie? Jak zbrodnia może przebywać w tej strefie nieba łagodnej? --- O! Dziwne przeznaczenie!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>To słyszeć --- i milczeć!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap><begin id="b1391644937353-3295059161"/><motyw id="m1391644937353-3295059161">Piękno</motyw>A jej głos słodki i melodyjny --- jakże tyle
harmonii z porwanych strun dobywać można?
<didask_tekst>Z okiem upojenia spoglądając na nią.</didask_tekst> Wszystko
tak piękne, tak kształtne, tak bosko doskonałe!
Wszędzie dzieło pasterskich godzin Boga widoczne. Zdaje się, jakby świat tylko powstał na
to, żeby Stwórcę tym jego arcydziełem rozweselić! --- W duszy się tylko Bóg pomylił! Czy
podobna, aby ten wyrodek w naturze bezkarnie
się ukazał? <didask_tekst>Opuszczając ją.</didask_tekst> Albo może widział
on spod dłuta swego wychodzące rysy anioła i
pomyłce żeby zapobiec, szatańskie serce rzucił
do jej łona?<end id="e1391644937353-3295059161"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>O, zbrodnicza zarozumiałości! Zamiast wyznać porywczość twojego sądu, na niebo uderzasz.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>z płaczem rzucając się jej na szyję</didaskalia>



<kwestia><akap>Jeszcze raz, Ludwiko! --- jak na dniu pierwszym naszych pocałunków --- gdyś nieśmiało
imię Ferdynanda wymawiała i na ognistych ustach twoich pierwszy raz wyraz <wyroznienie>ty</wyroznienie> zabrzmiał.
Wtenczas ziarno nieskończonych, niewysłowionych uciech w pełnym się kłosie do nas uśmiechało. Wieczność jak dzień majowy świeciła
oczom naszym, złote stulata jak oblubienice
skacząc, migały we wzroku dusz naszych. O, jakże w tej chwili ja byłem szczęśliwy! Ludwiko!
Ludwiko! Na coś to uczyniła?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Płacz, płacz Walterze! --- boleść twoja będzie sprawiedliwszą niźli zagniewanie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Mylisz się --- to łzy nie moje, to nie ta ciepła, ta rozkoszna rosa, co balsamem spływa po
zranionej duszy i koło uczucia obraca na nowo,
to tylko jednotne, zimne krople z oczu --- ostatnie pożegnanie mojej miłości. --- To łzy na twoją
duszę, Ludwiko! --- łzy na bóstwo, które nieskończonej dobroci w tobie chybiło, najwspanialsze arcydzieło swoje dobrowolnie zwichnęło.
Sądem moim cała natura powinna żałobę nałożyć, przerażoną być wypadkiem, który wpośród
niej zaszedł. Nic dziwnego, że człowiek upada,
że raj traci grzechem --- ale gdy zaraza morowa
aniołów nieba dotyka, niech cała natura płaczem
i zgrzytaniem zębów odezwie się do Boga.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nie przyprowadzaj mnie do ostateczności,
Walterze! I ja mam moc duszy --- ale ludzką tylko
mogę próbę wytrzymać. Walterze! To słowo tylko,
a potem rozdział... Los okropny pomieszał serc
naszych rozmowę. Gdybym ja mogła usta otworzyć, Walterze! odkryłabym rzeczy --- rzeczy. ---
Ale straszne przeznaczenie związało mój język
i miłość moją. --- Milczeć muszę, Walterze, gdy
mnie pospolitą rozpustnicą nazywasz.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Czy jeszcze ci dobrze, Ludwiko?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Do czego to pytanie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Przykro by mi było z kłamstwem cię wyprawiać.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Zaklinam cię, Walterze!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>




<didaskalia>w gwałtownym poruszeniu</didaskalia>



<kwestia><akap>Nie, nie! Zemsta byłaby piekielną, Bóg niech
mnie strzeże! Na tamten świat nie chcę ją tak posłać. Ludwiko! Czy kochałaś marszałka? --- Z tej
izby nigdy nie wyjdziesz.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Pytaj, co chcesz --- ja nic nie odpowiem.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Przygotuj twoją duszę nieśmiertelną. Ludwiko! Czy kochałaś marszałka? Z tej izby już
nigdy nie wyjdziesz.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nic nie odpowiem.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>w okropnym poruszeniu upada przed nią</didaskalia>



<kwestia><akap>Ludwiko! powiedz: czy kochałaś marszałka? --- zanim to światło dogore --- staniesz przed
Bogiem.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>




<didaskalia>zprzestrachem powstając</didaskalia>



<kwestia><akap>Jezus! --- co to znaczy? --- i --- słabą się czuję.</akap></kwestia>


<didaskalia>Upada na krzesło.</didaskalia>



<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap><begin id="b1391643592946-3096629320"/><motyw id="m1391643592946-3096629320">Trucizna</motyw>Już? --- Bogdaj was kobiety! --- i waszą
wieczną zagadkę. Nerwy delikatne chwytają się
zbrodni, która ludzkość w jej korzeniu toczy ---
a nędzne ziarno arszeniku w niemoc was obala.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Trucizna! trucizna! --- o mój wielki Boże!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Tak myślę --- twoja limonada w piekle przyprawiona. Zdrowie śmierci piłaś.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Umierać! --- umierać! Boże miłosierny!
trucizna w limonadzie i umierać trzeba! Zlituj
się nad duszą moją, panie miłosierny!<end id="e1391643592946-3096629320"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>To rzecz główna --- i ja go o to prosić będę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Moja matka --- mój ojciec! --- świata Zbawicielu, mój biedny, nieszczęśliwy ojciec! ---
Czy nie ma ratunku? Mój wiek młody, i nie
ma ratunku --- i tej chwili porzucać świat muszę?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nie ma ratunku i tej chwili świat porzucić
musisz --- bądź jednak spokojną; razem w drogę
idziemy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ferdynandzie, i ty? Truciznę od ciebie,
Ferdynandzie? Boże, przebacz mu, Boże łaski!
Zdejm z niego tę winę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Przejrzyj twoje rachunki --- bo zda mi się
nie najlepiej stoją.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ferdynandzie. Ferdynandzie! O, teraz nie chcę dłużej milczeć. --- Śmierć rozwiązuje przysięgi. Ferdynandzie --- na ziemi i w niebie nie
ma nieszczęśliwszego od ciebie człowieka --- ja
niewinną umieram, mój Ferdynandzie!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Co ona mówi? Z kłamstwem nikt nie zwykł
w tę drogę odchodzić.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ja nie kłamię --- nie kłamię. Raz w życiu
skłamałam --- Hu! Jakie zimno po kościach przechodzi --- raz tylko, pisząc list do marszałka.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ha! Ten list! --- Bogu dzięki, jeszcze całą
siłę czuję.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>




<didaskalia>w poruszeniach umierającej</didaskalia>



<kwestia><akap>Ten list --- przygotuj się straszne słowo
słyszeć --- moja ręka pisała, co potępiało serce ---
ojciec twój dyktował.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>z obłąkaniem, martwym okiem pozierając, rzuca się
jakby piorunem rażony</didaskalia>



<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nieszczęśliwe nieporozumienie! --- Ferdynandzie! Zmusili mnie --- Twoja Ludwika śmierć
by przeniosła<pe><slowo_obce>przenosić</slowo_obce> (daw.) --- woleć.</pe> --- ale mój ojciec... Niebezpieczeństwo --- chytrze to ułożyli.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Bóg niech będzie pochwalony --- jeszcze trucizny w sobie nie czuję.</akap></kwestia>

<didaskalia>Porywa za szpadę.</didaskalia>



<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>




<didaskalia>coraz słabsza</didaskalia>



<kwestia><akap>Biada! Co myślisz począć? --- To twój ojciec.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba><begin id="b1391643232225-3484406130"/><motyw id="m1391643232225-3484406130">Śmierć</motyw>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Zbrodniarz i zabójca --- z nami iść musi ---
żeby sędzia przedwieczny winnego nie szukał.</akap></kwestia>


<didaskalia>Chce wyjść.</didaskalia>



<naglowek_osoba>LUDWIKA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Umierając przebaczył Zbawiciel mój świata! --- Błogosławieństwo tobie i jemu.</akap></kwestia>

<didaskalia>Umiera.<end id="e1391643232225-3484406130"/></didaskalia>



<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>wraca szybko, patrzy na jej ostatnie poruszenia i
przed zmarłą pada na kolana</didaskalia>



<kwestia><akap>Czekaj, czekaj! Jeszcze chwilę, o aniele
nieba! <didask_tekst>Porywa za rękę i prędko opuszcza.</didask_tekst> Zimna,
zimna, i spotniała --- już jej duszy nie ma. <didask_tekst>Powstaje.</didask_tekst> Boże mojej Ludwiki! Przebaczenia najokropniejszemu zabójcy --- przebaczenie było jej
ostatnią modlitwą! <begin id="b1391643191315-3246013876"/><motyw id="m1391643191315-3246013876">Śmierć, Piękno</motyw>Jakże piękna i pociągająca
nawet po zgonie! Śmierć wzruszona, łagodnie
przeszła po cichych jej licach. Wyraz dobroci
nie był jej maską. --- Śmierci się oparł i został.<end id="e1391643191315-3246013876"/>
<didask_tekst>Po chwili.</didask_tekst> Cóż to --- ja nic nie czuję? --- Czy
siła młodości ma mnie zatrzymać? Niewdzięczny
trudzie --- tego ja nie ścierpię.</akap></kwestia>

<didaskalia>Porywa za szklankę</didaskalia>


<naglowek_scena>SCENA OSTATNIA</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>Ferdynand</osoba>, <osoba>Prezydent</osoba>, <osoba>Wurm</osoba> i <osoba>Służba</osoba> ze
strachem wpadają do pokoju --- później <osoba>Miller</osoba> z <osoba>Ludem</osoba> i <osoba>Strażą</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>




<didaskalia>z listem</didaskalia>



<kwestia><akap>Synu! Czy być może --- nigdy nie uwierzę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>dopija resztę trucizny i szklankę ciska ojcu pod nogi</didaskalia>



<kwestia><akap>To patrz, rozbójniku!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Synu mój! Na co, na coś to uczynił?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Zapewne! Trzeba było ministra się radzić,
czy dzieło do jego planów przypadało. Wyborny,
zadziwiający był pomysł, żeby związek naszych
serc zazdrością rozerwać. Wyrachowanie godne
było mistrza; szkoda tylko, że gniewna miłość
nie powodowała się<pe><slowo_obce>powodować się</slowo_obce> (daw.) --- dać się kierować.</pe> ruchom druta, jak twoje lalki
drewniane.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>




<didaskalia>oglądając się w około</didaskalia>



<kwestia><akap>Czy nie ma tu nikogo, żeby nad niepocieszonym ojcem zapłakał?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>




<didaskalia>za sceną</didaskalia>



<kwestia><akap>Puszczajcie mnie --- na Boga, puszczajcie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Dziewica jest świętą --- za nią kto inny modlić się powinien.</akap>
</kwestia>
<didaskalia>Otwiera drzwi <osoba>Millerowi</osoba> który
z ludem i strażą wpada.</didaskalia>



<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Moje dziecię! Moje dziecię! Mówią tu o truciźnie. --- Córko moja! Gdzie jesteś?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<didaskalia>prowadzi go pomiędzy <osoba>prezydenta</osoba> i trupa <osoba>Ludwiki</osoba></didaskalia>



<kwestia><akap>Jam niewinny! --- Ot temu podziękuj.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>




<didaskalia>pada przy córce</didaskalia>



<kwestia><akap>O Jezu!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>W krótkich słowach, ojcze! Zaczynają mi być
drogimi. --- Niegodziwie z życia zostałem okradziony --- okradziony przez ciebie. Drżę o mój rachunek z Bogiem --- ale złoczyńcą nigdy nie byłem. --- Wiekuiste moje przeznaczenie jakiekolwiek będzie, na ciebie niech nie spada. Ale ja
zabójstwo popełniłem, zabójstwo, które nie zechcesz, abym sam przed sąd Boga zanosił. Uroczyście zwalam większą i straszniejszą połowę
na ciebie. --- Jak się z nią ułatwisz, twoje w tym
staranie. <didask_tekst>Prowadząc go do <osoba>Ludwiki</osoba>.</didask_tekst> Tu, barbarzyńco! Nad tym okropnym owocem dowcipu<pe><slowo_obce>dowcip</slowo_obce> (daw.) --- rozum, spryt.</pe>
twojego paś oczy twoje --- na tej twarzy głoskami zniszczenia stoi wypisane imię twoje, i
anioł śmierci głośno go odczyta kiedyś. Postać,
jaką tu widzisz, odchyli zasłonę łoża twojego, gdy w śnie spoczniesz i poda ci lodowatą rękę. Postać, jaką tu widzisz, w godzinie śmierci stanie
przed duszą twoją i z ust twoich strąci ostatnią
modlitwę. Postać ta na twoim grobie się ukaże,
gdy cię na zmartwychwstanie obudzą, i przy
Bogu stanie, gdy ten cię sądzić będzie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<didaskalia>wznosząc rękę do góry</didaskalia>



<kwestia><akap>Nie mnie, nie mnie, sędzio świata! Ale jego
pytaj o tę duszę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Mnie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Ciebie, przeklęty! --- Ciebie, szatanie! Ty dałeś jadowitą radę --- na tobie odpowiedzialność ---
ja umywam ręce.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Na mnie? <didask_tekst>Ze strasznym śmiechem.</didask_tekst> Wybornie! Wybornie! Wiem teraz przynajmniej, jak
szatani dziękują. Na mnie, głupi złoczyńco? ---
Byłżeto mój syn? Ha! Przy tym widoku, co szpik
w kościach zamraża, na mnie zwalasz odpowiedzialność? --- Zgubiony jestem, ale i ty ze mną.
Chodźcie --- po mieście ogłoście zabójstwo, obudźcie sprawiedliwość. Zwiąż mi ręce, straży, i prowadź do sędziów --- ja odkryję tajemnicę, która
włosy słuchaczom najeży.</akap></kwestia>

<didaskalia>Chce wychodzić.</didaskalia>



<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>




<didaskalia>wstrzymując go</didaskalia>



<kwestia><akap>Przecież nie zechcesz, szalony?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WURM</naglowek_osoba>




<didaskalia>bijąc go po ramieniu</didaskalia>



<kwestia><akap><begin id="b1391642613208-538811902"/><motyw id="m1391642613208-538811902">Szaleniec, Piekło</motyw>Zechcę, towarzyszu! Zechcę --- szalonym
mnie nazywasz --- prawda, ale to twoje dzieło ---
i po szalonemu postąpię. Ręka w ręce z tobą
pójdę na rusztowanie! Ręka w ręce z tobą pójdę
do piekła. --- Mojej miłości pochlebi, razem być
z tobą potępionym!<end id="e1391642613208-538811902"/></akap></kwestia>

<didaskalia>Odprowadzają go.</didaskalia>



<naglowek_osoba>MILLER</naglowek_osoba>






<didaskalia>który cały czas miał głowę na łonie <osoba>Ludwiki</osoba>, powstaje i worek z pieniędzmi ciska pod stopy <osoba>Ferdynanda</osoba></didaskalia>




<kwestia><akap>Przyprawiaczu trucizny! Zatrzymaj złoto
twoje --- czy chciałeś nim dziecko moje zapłacić?</akap></kwestia>


<didaskalia>Wypada z pokoju.</didaskalia>



<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>




<didaskalia>urywanym głosem</didaskalia>



<kwestia><akap>Bieżcie za nim --- on rozpacza! Oddajcie mu
złoto, straszliwą moją zapłatę. Ludwiko! Ludwiko! --- idę --- bądźcie zdrowi --- przy tym ołtarzu, pozwólcie, niech umrę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>





<didaskalia>budząc się z głuchego osłupienia</didaskalia>



<kwestia><akap>Synu mój! Ferdynandzie! Nie rzuciszże jednego spojrzenia na ojca przygnębionego?</akap></kwestia>

<didaskalia><osoba>Majora</osoba> kładą przy <osoba>Ludwice</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Bogu miłosiernemu należy się to ostatnie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>




<didaskalia>klękając przy synu</didaskalia>



<kwestia><akap>Stwórca i stworzenie opuszczają mnie. Na
ulgę sercu, czyż jednego nie rzucisz spojrzenia?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FERDYNAND</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>podaje mu rękę</didaskalia>



<naglowek_osoba>PREZYDENT</naglowek_osoba>




<didaskalia>wstając</didaskalia>



<kwestia><akap>Przebaczył mi! <didask_tekst>Do <osoba>straży</osoba></didask_tekst> --- teraz do więzienia.</akap></kwestia>


<didaskalia>Wyprowadzają go.</didaskalia>




</dramat_wierszowany_l></utwor>