<utwor>
<rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">

<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/rzewuski-pamiatki-soplicy-kazanie-konfederackie/">

<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Rzewuski, Henryk</dc:creator>

<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kazanie konfederackie</dc:title>

<dc:relation.isPartOf xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/pamiatki-soplicy</dc:relation.isPartOf>

<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.editor>

<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Niedziałkowska, Marta</dc:contributor.technical_editor>

<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Trzeciak, Weronika</dc:contributor.technical_editor>

<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kozioł, Karolina</dc:contributor.technical_editor>

<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>

<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Romantyzm</dc:subject.period>

<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>

<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Gawęda szlachecka</dc:subject.genre>

<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja  zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl).  Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Bibliotekę Narodową z egzemplarza  pochodzącego ze zbiorów BN.</dc:description>

<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/pamiatki-soplicy-kazanie-konfederackie</dc:identifier.url>

<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://www.polona.pl/dlibra/doccontent2?id=214</dc:source.URL>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Henryk Rzewuski, Pamiątki JPana Seweryna Soplicy, cześnika parnawskiego, przedm. Stefan Witwicki, wydanie A. Jełowickiego i spółki, Paryż 1839</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Henryk Rzewuski zm. 1866</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2008</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2010-03-18</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language><dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/media/dynamic/cover/image/1659.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Apartment along Beaver Creek, AZ, joiseyshowaa@Flickr, CC BY-SA 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/1659</dc:relation.coverImage.source></rdf:Description>
</rdf:RDF>



<opowiadanie>



<autor_utworu>Henryk Rzewuski</autor_utworu>





<dzielo_nadrzedne>Pamiątki Soplicy<pe><slowo_obce>Pamiątki Soplicy</slowo_obce> --- pierwotny tytuł brzmiał: <tytul_dziela>Pamiątki JPana Seweryna Soplicy, cześnika parnawskiego</tytul_dziela></pe></dzielo_nadrzedne>






<nazwa_utworu>Kazanie konfederackie</nazwa_utworu>















<akap>Było to roku 1769, czwartego listopada, w sam dzień świętego Karola, a tak pamiętam, jakby to się działo onegdaj<pe><slowo_obce>onegdaj</slowo_obce> (daw.) --- przedwczoraj.</pe>. Słuchaliśmy mszy świętej w kościele ojców bernardynów w Kalwarii; kościół był jak nabity szlachtą, której mnóstwo panów przewodniczyło. Siedzieli w ławach książę Karol Radziwiłł, wojewoda wileński, solenizant, i Potocki, podczaszy litewski, i Potocki, wojewoda kijowski, i Pac, starosta ziołowski, marszałek jeneralny<pe><slowo_obce>jeneralny</slowo_obce> (daw.) --- generalny.</pe> konfederacji i Rzewuski, chorąży litewski, a któż wymieni wszystkich tych panów? I na sejmach więcej ich nie widać; oni siedzieli w ławach, a my stali, ba, nie tylko my, ale i urzędnicy nawet stali, bo do ławek niełatwo było się docisnąć. Po mszy świętej ksiądz Marek, karmelita, na którego cuda zacni ludzie patrzali, zaintonował: <tytul_dziela>Te Deum laudamus</tytul_dziela><pe><slowo_obce>Te Deum laudamus</slowo_obce> (łac.) --- Ciebie, Boga, chwalimy.</pe>, a my szlachta śpiewali wtór i niektórzy panowie nawet; wszyscy śpiewaliśmy ochoczo, bo też było za co Panu Bogu dziękować. Przed czterma<pe><slowo_obce>czterma</slowo_obce> --- dziś: czterema.</pe> dniami w sam dzień Wszystkich Świętych<pe><slowo_obce>Wszystkich Świętych</slowo_obce> --- święto katolickie obchodzone 1 listopada.</pe>, jak na wiązanie<pe><slowo_obce>wiązanie</slowo_obce> (daw.) --- podarunek imieninowy.</pe> JJ. OO. i JJ. WW.<pe><slowo_obce>JJ. OO. i JJ. WW.</slowo_obce> --- skrót od lm: Jaśnie Oświeceni i Jaśnie Wielmożni (tu: w C.).</pe> panom, nie zapominając i o nas szlachcie, pan Kazimirz<pe><slowo_obce>Kazimirz</slowo_obce> a. <slowo_obce>Kaźmirz</slowo_obce> --- Kazimierz; zapis fonetyczny wymowy powszechnej we wschodnich województwach daw. Rzeczpospolitej.</pe> Puławski, starosta warecki, porządnie był wytłukł<pe><slowo_obce>był wytłukł</slowo_obce> --- daw. czas zaprzeszły.</pe> Moskwę pod Lanckoroną i aż do Myślenic Szuwarowa gnali, a i ja tam swoim nie szkodził, co mnie trochę zaszczytu i nieco nieprzyjemności przyniosło, jak się o tem<pe><slowo_obce>tem</slowo_obce> --- daw. forma N. i Msc. lp zaimków r.n.; dziś tożsama z r.m.: tym.</pe> powie. Po hymnie wstąpił ojciec Marek na ambonę; my wszyscy natężyli uszów: raz że i łaknąć trzeba za słowem bożem<pe><slowo_obce>bożem</slowo_obce> --- daw. forma N. i Msc. lp przymiotników r.n.; dziś tożsama z r.m.: bożym.</pe>, po wtóre byliśmy ciekawi, co też powie z powodu rocznicy urodzin JO. księcia Karola Radziwiłła, co był pan wielki, pobożny, dobrodziej szlachty i filar naszej barskiej konfederacji, a którego w dniu tym przepomnieć<pe><slowo_obce>przepomnieć</slowo_obce> (daw.) --- zapomnieć.</pe> nie zdawało się nam, aby było do rzeczy. Przeżegnał się ojciec Marek i tak powiedział:</akap>


<akap_dialog>--- Święty Jan Ewangelista mawiał: ,,Dziateczki! Kochajcie jedni drugich", a ja wam to mówię, a raczej wymówię, że tak nie robicie. ,,Kochamy ojczyznę!" mówicie, a między sobą żyjecie w ciągłych swarach! Piękna to miłość ziemię kochać, a z ziemianami się wadzić; a wy, panowie naczelnicy tej konfederacji pod hasłem wiary i wolności zawiązanej, zamiast cobyście mieli dobry przykład dawać szlachcie, to albo sami ogień tworzycie, albo do gotowego drewka przykładacie. Czyż wy usadziliście się znękać cierpliwość i miłosierdzie boże, aby inne narody nauczyć, ile to trzeba grzechów, żeby aż ojczyznę zatracić? Wy się cieszycie wygraną pod Lanckoroną, a ja się smucę, bo ten dar boży będzie wam powodem nowej Boga obrazy; powiększy waszą pychę, waszą swawolę, waszą rozpustę! A kiedy bieda was nie poprawi, cóż to będzie z pomyślnością? ,,Lękamy się Boga" mówicie; ,,za wiarę, za biskupów wziętych walczymy i krew przelewamy". Bodajby tak! A to co się u ciebie zrobiło na obiedzie dzień trzeci temu, JW. marszałku lubelski? Jak dwóch rotmistrzów związku twojego powadziło się, kiedy zapomniawszy o Bogu, z cierpkich przymówek przyszło do odgrażania się, do korda: to ty, marszałku, co byś miał mitygować, godzić, bronić nareszcie już nie jako wierny katolik, ale przynajmniej jako poczciwy gospodarz: co żeś uczynił najlepszego? Toś sobie z tego zabawkę robił! Toś drugich panów zapraszał, ażeby byli świadkami, jak się Lubelczycy tęgo w kordy biją. A o cóż to się bili? O honor Najświętszej Panny, o wypędzenie intruza, którego syzma<pe><slowo_obce>syzma</slowo_obce> --- schizma.</pe> na stolicy naszej przemocą usadowiła? Nie, o głupstwo, aby wam, panowie, czas przyjemnie schodził. Krew szlachecka dla pańskiej zabawy niech płynie! Tak to niegdyś w Rzymie, nim papieże nastali, bawili się pogańscy panowie, patrząc, jak szermierze się zabijają. A i ci przecie krew szlachecką szanowali: bo szermierze byli brańcy narodów Rzymowi obrzydłych, ale nie szlachtą rzymską. Otóż to wasza wolność! Wasza równość! Wasza wiara! Wkrótce ja pożegnam was; powrócę do klasztoru berdyczowskiego, z którego bodajbym nigdy był nie wyszedł! A tam będę błagał Najświętszą Pannę za sobą; tak, za sobą, bo same patrzanie<pe><slowo_obce>same patrzanie</slowo_obce> --- dziś: samo patrzenie.</pe> na wasze grzechy zmazało duszę moją. To wy Ją nazywacie Królową? Pięknych Ona ma z was poddanych! Dziewica przeczysta i panieńskiego serca ma panować nad wszetecznikami i burdami? Złoży Ona wkrótce niegodną koronę, a wy raczej Lutra królem, a syzmę<pe><slowo_obce>syzma</slowo_obce> --- dziś: schizma; tu: o prawosławiu.</pe> królową ogłoście. To będą godni was panowie, jacy poddani, tacy monarchowie! A więcej nie powiem wam, niegodny sługa boży.</akap_dialog>




<akap>To wyrzekłszy, zszedł z ambony i przed wielkim ołtarzem uklęknąwszy, zaczął śpiewać <tytul_dziela>Przed oczy Twoje, Panie</tytul_dziela>. Wszyscy stali jak wryci; nie mogłem widzieć, co się natenczas działo z JW. Granowskim, marszałkiem wielkim lubelskim, ale jak mi później mawiał pan Mikołaj Morawski, natenczas porucznik pancerny księcia Karola Radziwiłła, który w asystencji stał przy jego ławce, że pan Granowski tak się pocił, jak gdyby w łaźni siedział, a przecie to był czwarty listopad i dobry przymrozek na dworze; taki mu był wstyd. A nie bez słuszności; bośmy wszyscy wiedzieli, o co rzecz. W sam dzień zaduszny zaprosił był na obiad obozowy panów i urzędników, i tych, co się dnia poprzedniego popisali pod Lanckoroną, co i mnie dało wstęp do jego stołu, a swoich Lubelczyków wszystkich. Otóż między nimi był pan Snarski, tęgi jeździec, nie ma co mówić, i łebski w potyczce, ale zwłaszcza przy kielichu wielki kłótnik. Już to on i do mnie u stołu strzelał przymówkami, ale ja, szanując gospodarza i dostojnych gości, wszystko mimo siebie puszczałem, raczej przysłuchując się dyskursom zacnych, niżbym się miał oglądać na jakąsiakę przymówkę. Tak tedy nie doczekawszy się ze mną zwady i innych na próżno tentując<pe><slowo_obce>tentować</slowo_obce> (daw.) --- kusić; wystawiać na próbę, próbować.</pe>: aż na koniec dostał, czego żądał, od jednego ze swoich. Pan Bolesta, <wyroznienie>Mańkutem</wyroznienie> przezwany, lubo<pe><slowo_obce>lubo</slowo_obce> (daw.) --- choć.</pe> opodal od Snarskiego siedział, usłyszał, iż ten się odezwał: <wyroznienie>Wiwat powiat urzędowski, czoło województwa lubelskiego!</wyroznienie> A że był ziemianinem łukowskim, markotno mu się zrobiło i to mu wymówił. Od przymówek do wymówek. Jak zaczął ich podjudzać JW.<pe><slowo_obce>JW.</slowo_obce> --- skrót od: jaśnie wielmożny.</pe> marszałek i JO.<pe><slowo_obce>JO.</slowo_obce> --- skrót od: jaśnie oświecony.</pe> książę wojewoda, przyszło do tak grubych wyrazów, że zgroza było słuchać: a z tego gospodarzowi jeszcze większy śmiech. Wyszli z izby: a porwawszy się do szabel, przy nas bić się zaczęli. Urzędowczycy swego, Łukowczanie swego, a JW. marszałek obudwóch<pe><slowo_obce>obudwóch</slowo_obce> --- dziś: obydwu.</pe> zagrzewał. Ślicznie się obadwa<pe><slowo_obce>obadwa</slowo_obce> --- dziś: obywaj.</pe> składali; Panie Boże, przyjm to za żart, aż miło było patrzeć! Ale na koniec silnie po łbie dostał Snarski; jak długi padł krwią oblany. Myśleliśmy, że już po nim, ale jakoś przyszedł do siebie; a potem cerulik<pe><slowo_obce>cerulik</slowo_obce> --- właśc. cyrulik; osoba zajmująca się daw. czynnościami higienicznymi i medycznymi: goleniem, strzyżeniem, kąpielą, czyszczeniem uszu, puszczaniem krwi, rwaniem zębów itp.; balwierz.</pe> tameczny<pe><slowo_obce>tameczny</slowo_obce> --- dziś raczej: tamtejszy.</pe> jak zaczął mu chleb z solą do rany przykładać, a krew puszczać z ręki: cierpiał ci on jak w czyscu<pe><slowo_obce>w czyscu</slowo_obce> --- dziś: w czyśćcu.</pe>, alem go jeszcze kilkanaście lat potem widział na kontraktach dubieńskich wojskim urzędowskim, z głęboką kresą, ale zdrowego i opamiętałego. Jak ludzie mówili, bardzo był szacowany w swoim powiecie; a co się zrobiło z Bolestą, prawdziwie do dziś dnia nie wiem: ale dawno musiał umrzeć.</akap>





<akap>Wracam do swego. Ksiądz Marek śpiewał, ale sam jeden; bo my wszyscy tak się zadumali, że muchę by można usłyszeć, lubo<pe><slowo_obce>lubo</slowo_obce> (daw.) --- choć.</pe> nas była ćma<pe><slowo_obce>ćma</slowo_obce> (daw.) --- mnóstwo.</pe>, bo żaden z kościoła nie wyszedł. Ksiądz Marek po odśpiewaniu pieśni, znowu na ambonę powrócił: co nawet starych zadziwiło, bo nikt nie słyszał, aby kiedykolwiek ksiądz lub zakonnik jednego poranku dwa razy kazał. Dosyć, że ksiądz Marek powróciwszy na ambonę, tak mówił:</akap>

<akap_dialog>--- W piersi uderzyć się muszę, że w dniu urodzin i imienin twoich, JO. książę, wojewodo wileński, dostojny wodzu naszego związku, zdawałem się na chwilę o tobie zapomnieć. Twoje i twoich przodków zasługi, poświęcenie się twoje dla ojczyzny, miłość szlachty i ta żywa wiara, którą ci Bóg pomimo twoich błędów zostawuje, warte, ażebym się z tego przed obliczem was wszystkich skruszył. Dam ci więc w dniu tak dla ciebie, a więcej jeszcze dla nas uroczystym wiązanie<pe><slowo_obce>wiązanie</slowo_obce> (daw.) --- podarunek imieninowy.</pe> najdroższe: bo go nigdzie nie otrzymasz, jeno w domu bożym! To jest prawda, że jako prawy Polak gościnne i uczynne twoje serce żadnej korzyści mieć nie chce, z której byś drugim udziału nie zrobił. Wielce mnie pochwalisz, że w tej prawdzie, w tem<pe><slowo_obce>tem</slowo_obce> --- daw. forma N. i Msc. lp zaimków r.n.; dziś tożsama z r.m.: tym.</pe> wiązaniu tobie ofiarowanem<pe><slowo_obce>ofiarowanem</slowo_obce> --- daw. forma N. i Msc. lp przymiotników r.n.; dziś tożsama z r.m.: ofiarowanym.</pe> inni dostojni koledzy twoi swój także udział otrzymają. A jeżeli ciebie i kolegów twoich nie przekonam, że to, co mówię, jest prawdą: każdemu z was wolno mię zawstydzić, mieniąc mnie kłamcą. <begin id="b1342450458380-2580934965"/><motyw id="m1342450458380-2580934965">Ksiądz, Anioł, Wizja, Polska, Szlachcic, Interes, Ojczyzna</motyw>Bóg często dla korzyści drugich niegodnym sługom swoim wielkie rzeczy objawia. W tym względzie doświadczałem i ja Jego łaski. Oto rok siódmy temu, gdy w celi mojej, gorzko płacząc nad ojczyzną, modliłem się, ujrzałem anioła Polski. Widziałem jego tak, jak na was przytomnych patrzę; a Bóg raczył udzielić siły, żem mógł znieść oblicze tego mocarza niebieskiego. Wiele on rzeczy mnie powiedział, których objawić mi nie wolno; ale to co mi się godzi, to wam powiem bez ogródki: bo anioła rzecz ani szlachcica, ani pana, ani króla nawet obrazić nie może: wszak każdy jest kmieciem przed nim. ,,Marku --- powiedział mi anioł --- źle się dzieje z ojczyzną twoją. Nierząd ją zgubi. Wszyscy pragną rządu, a żaden z poczciwych rządzić nie chce. Król Sas, którego wszyscy kochają, a nikt mu nie pomaga, lada dzień zamieni koronę doczesną za wieczną; i będzie to, co jest; rząd leży na ziemi, a nikt się schylić nie chce, aby go podjął. Pod różnemi<pe><slowo_obce>różnemi</slowo_obce> --- daw. forma N. i Msc. lm przymiotników r.ż. i r.n.; dziś tożsama z r.m.: różnymi.</pe> postaciami do wszystkich waszych panów udawałem się; zawsze ta sama odpowiedź: przebrzydłe domatorstwo, nałogowe lenistwo. Byłem u Radziwiłła, wojewody wileńskiego; mówiłem, błagałem: «Jedź do Warszawy! Zajmij się rządem! Cała Litwa twoja! Ratuj ojczyznę!...». Aż płakał, tak się rozczulił: «Ja z torbą pójdę --- powiedział --- a niech ojczyzna będzie cała». «Ale tu nie idzie o ofiary z majątku lub narażania życia; siedź w Warszawie i zajmuj się rządem.» Oto wiesz, com wycisnął na koniec?  --- «<wyroznienie>Panie kochanku</wyroznienie>, ja będę w Warszawie rządził, a mnie pan Michał Reytan w Nalibokach wszystkie moje niedźwiedzie wybije». --- Udałem się do wojewody kijowskiego. Pan obszernych włości i co by je chętnie dla ojczyzny poświęcił; ale <wyroznienie>uczciwszy uszy</wyroznienie>, jakże to siedzieć w Warszawie, kiedy to człowiek przywykł po kilka dni ciągle z panem miecznikiem Ciesielskim pić w Szorstynie, kiedy pani wojewodzina myśli, że mąż folwarki objeżdża? --- Byłem u marszałka Mniszcha. Nie może! Kocha ojczyznę, ale «<wyroznienie>świnia bura</wyroznienie>, rządząc, nie można mieć processów, a jakże żyć bez codziennych konferencjów z jurystami?» --- A pan Wielopolski, krajczy koronny, kocha ojczyznę, ale «<wyroznienie>bała bała</wyroznienie>, jak zasiądę się w Warszawie, kto będzie dyspozytorów co sessji do roboty napędzał?» --- A pan Krakowski? --- «<wyroznienie>Moja panno</wyroznienie>, niech no się obmuruję w Białymstoku, to i o ojczyźnie pomyślę». --- A Książę Sanguszko, starosta szerkaski? --- «<wyroznienie>Mopanie</wyroznienie>, ja będę siedział w Warszawie, a moje stado w Sławucie sparszywieje». --- Otóż taka wasza miłość ojczyzny i dlatego tułacie się, żeby odzyskać, coście dobrowolnie utracili. Niechże to za naukę wam posłuży nadal i waszym potomkom: płyńcie na desce, kiedy już wygodny okręt przez niedbalstwo wasze odbiegł od lądu. A przynajmniej teraz zaklinam was w imię Chrystusa, nie ustawajcie w przedsięwzięciach waszych; może was Bóg pobłogosławi pomyślnością; a w przeciwnym nawet razie, żadna wasza usilność dla ojczyzny straconą nie będzie. Myślcie w Bogu o ojczyźnie, ale tak czyńcie, jakby ona jedynie od was zależała".</akap_dialog>





<akap>Mówił ów ksiądz Marek wiele jeszcze innych rzeczy pięknych. Płakaliśmy, a razem pocieszaliśmy się. Myślałem, że panowie, których wytknął, rozsierdzą się na niego; ale nie. Owszem, każdy z nich wychodzącego uprzejmie powitał i w rękę pocałował, a solenizant na obiad zaprosił: gdzie, jakem się później od pokojowych dowiedział, kolejnym kielichem wszyscy panowie zdrowie księdza Marka spełnili.<end id="e1342450458380-2580934965"/></akap>





</opowiadanie></utwor>