<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/rolando_biala_ksiazka_set_seta/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Rolando, Bianka</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Pieśń dwudziesta szósta. Set Seta</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kozioł, Paweł</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kopeć, Aleksandra</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Szejko, Jan</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Współczesność</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Liryka</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Wiersz</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez fundację Nowoczesna Polska z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów autora. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/rolando-piesn-dwudziesta-szosta-set-seta</dc:identifier.url>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Bianka Rolando, Biała książka, Wydawnictwo Święty Wojciech, Poznan 2009.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Licencja Wolnej Sztuki 1.3</dc:rights>
<dc:rights.license xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://artlibre.org/licence/lal/pl/</dc:rights.license>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2017-07-18</dc:date>

<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/image/5772.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Oops!, steve p2008@Flickr, CC BY 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/5772</dc:relation.coverImage.source>
</rdf:Description>
</rdf:RDF><liryka_l>
<autor_utworu>Bianka Rolando</autor_utworu>

<dzielo_nadrzedne>Biała książka</dzielo_nadrzedne>


<dzielo_nadrzedne>Piekło </dzielo_nadrzedne>



<nazwa_utworu>Pieśń dwudziesta szósta. Set Seta</nazwa_utworu>



<strofa>
Zagrzmijcie w trąby odwrócone, zostałem ukoronowany/
Gronostaje łaszą się, kłaniają się zgruchotanymi ciałkami/
Tak się powinno władcy cześć oddawać, skłonami/
Zasłaniając twarze przed mym obliczem Najwyższego/
Chorągwie szykujcie, flagi ze wstęgami, twórzcie pochody/
śpiewając hymny ku fortunie, która mą fikcyjną nałożnicą/
Rogi obfitości wypełnione słowami, udają one owoce/
Grajcie, śpiewajcie piosenki przymuszone siłą i złotem/
siłą i złotem wygięte ich słowa, melodie, modlitwy głośne/
Z pochodzenia jestem Set, z rodu wielkich generałów/
Ojciec spoglądał na moje ślinienie się astmatyczne ze wzgardą/
Od dziecka byłem przygotowany do bycia kimś niezwykłym/
służyłem w wojsku, tam zabijałem, pojedynczo, proszę/
Nauczyłem się manipulować gęstwiną pokrak w kombinezonach/
już wtedy byłem oszustem błogosławionym, wywyższanym/
Set kradł im dusze, sprzedawał taniej, niż kupił na giełdach/
Rysowały się już utopie podpiwniczone jeszcze uczuciami/
lecz z czasem te podziemia wilgotne zostały zasypane pyłem/
Przyszła wojna, jej postać, suknia w najsilniejsze wzory/
Wyciąga się do mnie, prowokuje mnie pod sklepem z alkoholem/
Oszołomiony jej hałasem mianowałem się Głównym Konstruktorem/
Zacząłem wydawać pierwsze rozkazy i niszczyć swych wrogów/
we wnętrzności ich ingerując, implikując im nowe funkcje/
dla nich mój jad wcierany, by być nieuchwytnym w walce, śliskim/
Rozdawany przeze mnie chleb z ziarnami nabojów, z musli/
Wielkie szkoły przyuczające przedszkolaków do walki wręcz/
Ich czarne usta od zjadanego atramentu straszyły się wzajemnie/
Przepływała przeze mnie świadomość władzy, przyszłe królowanie/
Zacząłem zszywać sobie nowe płaszcze, nowe miecze wykuwać/
Zostałem wrysowany do atlasu dzikich zwierząt występujących/
Litość --- gangreną zdrowia kolosów i nowych olbrzymów/
Straszyłem grupy płochliwe pochowane w norach przede mną/
Wydawałem rozkazy zabójstw mych przeciwników i przyjaciół/
rozkazy zabójstw w ilościach hurtowych, nie detalicznych/
Uniform skrywał wielkie tajemnice, wygniecione i spocone/
tatuowałem się mapami, których nikt nie potrafił rozczytać/
Przygodne kochanki ginęły przerażone widokiem mych planów/
daty, miejsca na przegubach, ostateczne rozwiązania pod ręką/
Pornograficzne zespolenie i pozycje wykorzystywania śmierci/
nie nazywajmy tego nawet tańcem, to ja prowadzę ją na parkiet/
Przeciwnicy znikali podczas wycieczek szkolnych w lasach/
Set we mnie wzrastał, coraz silniejszy prężył się dniami, nocami/
Zmieniało się moje oblicze na coraz surowsze, kamienne w dotyku/
Taki był ze mnie nowoczesny faraon, wielki złodziej w nocy śniący/
Dokumenty zawierały coraz dłuższe listy do rozstrzelania/
ich podpisywanie, charakter pisma, ciężar ostatniej pieczęci/
Nacisk mej dłoni na papier czerpany ze skóry i włosów z kwiatami/
Armia coraz głodniejsza, bardziej wściekła podbijała dalekie krainy/
Pochody na moją cześć wydłużały się, wzbogacane były w pieśni/
W usta wpływały miody pozyskiwane z uzurpacji pszczelarzy/
Złoto sklejało mi palce i lutowało me dziury w słabych zębach/
Pszenny brzuch pęczniał i coraz bardziej gniewny byłem/
Z wielką zapalczywością paliłem świątynie dawnych bóstw/
Ołtarze ich roztrzaskiwałem, ciąłem w bloki kamienne dla Seta/
Gdzież są one milczące i zamyślone, niech zejdą i toczą spór/
Niech schodzą z krzyżów, niech z komór gazowych się uwalniają/
Niech wybiegają w panice z kolorowych glorii, co je otaczają/
Zostawcie swe hula-hoopy mieniące się tęczami, bijcie się ze mną/
Statuy wasze przerabiałem na swoje pomniki zalewane kwiatami/
kadzidłami różnymi ubłagiwany jestem, jestem tym złotym cielcem/
z fałszywymi wymionami, mleka nie wydadzą ni bogactwa nikomu/
Mój wzrok pada właśnie na ciebie, czy czujesz jego szorstką surowość?/
Padaj na kolana podcięte przeze mnie, wołaj, wołaj do nowego boga/
Set obwieszcza swe imię, które jest już złą nowiną nazywane/
na wszystkich odrzwiach, na wszystkich powypisywane/
Wielkie strategie gniecenia ludzkich ciał wobec innych/
Wybrałem sobie dobrze wroga nazwałem go, dla nich/
Nie potrafiłem i nie chciałem z nikim się dzielić władzą/
Jabłka władzy zachłannie jadłem, nie pozostawiając nic/
Nawet ogryzek nie został z niewidocznym mym zgryzem/
po którym można się zorientować, że jestem ludzki i zły/
Pęczniały me złowrogie usta zapalczywe, cyniczne/
Oni słuchali i gotowali się, by zanieść innym śmierć/
Śmierć przysyłana, jeszcze tego samego dnia ją dostaniesz/
nie musisz się niecierpliwić, na pewno ją dostaniesz od nich/
Otaczałem się wokół dziećmi, można je ścinać bukietami/
z ich ściętych łodyg ambrozja, nektar bez dodatku cukru/
otoczony szczelnie, wyciągałem swe dłonie do nich/
głaskałem po jasnych głowach i karciłem za brak dyscypliny/
pouczałem ich właściwie, opowiadając przypowieści o sile/
Me podium liczyło tysiące pilastrów zawiniętych w sobie/
Tylko ja wygrażający niebu i skarżący je za zbyt jasne noce/
za zbyt trzeźwe poranki po bitwach/
Nad małymi, skarłowaciałymi pochodami widnieję rozciągnięty/
Ochraniała mnie gwardia milczących, mroźnych morszczuków/
która często się zjadała wzajemnie, zachowując dynamikę nocy/
Wielokrotnie próbowano mnie zabić eksplozjami komet/
Pewna trajektoria meteorytu zawarła się we mnie, zahaczając/
Przejeżdżałem swym wozem, gdy wpadliśmy w zasadzkę/
Widziałem twarz młodego chłopca celującego, zdenerwowanego/
ledwo utrzymywał karabin, rozdawany za darmo na pochodach/
Strzelił mi w twarz zupełnie amatorsko, celując za 10 punktów/
Rozerwało się me oblicze niepoświęcone, krwawe relikwie/
Żołnierze zastrzelili go szybko, próbowali ratować wodza/
tamować mą krew, która uwolniona z użylnienia kipiała/
Umierałem może pięć minut, skuwany mój wizerunek/
tłuczony mój pomnik, moja statua 700-metrowa zniszczona/
tak można zabić boga ze złotą twarzą Seta na polnej drodze/
Ukryłem tętniące ranami oblicze w tkaninach, dłoniach/
Odchodziłem od swojego ciała jakoś tak daleko, niespokojnie/
Usłyszałem ryk, przyrost wielki mej drobnej figurki/
Lustrzane drzwi do piekła zwabiły mnie swym odbiciem/
Czerwone dywany witały Seta, w tle słyszałem ich głosy/
kłaniające się nisko, uznające mą zwierzchność nad nimi
</strofa>




<strofa>
Jednak gdy bramy się zamknęły, zrozumiałem ich odwrócenie/
łowiły mnie z dna i pożerały moje resztki, śpiewając hucznie
</strofa>


</liryka_l></utwor>