<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/rolando_biala_ksiazka_lukrecja_nuci_na_bezdechu/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Rolando, Bianka</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Pieśń dwudziesta. Lukrecja nuci na bezdechu</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kozioł, Paweł</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kopeć, Aleksandra</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Szejko, Jan</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Współczesność</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Liryka</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Wiersz</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez fundację Nowoczesna Polska z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów autora. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/rolando-piesn-dwudziesta-lukrecja-nuci-na-bezdechu</dc:identifier.url>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Bianka Rolando, Biała książka, Wydawnictwo Święty Wojciech, Poznan 2009.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Licencja Wolnej Sztuki 1.3</dc:rights>
<dc:rights.license xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://artlibre.org/licence/lal/pl/</dc:rights.license>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2017-07-26</dc:date>

<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/image/5772.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Oops!, steve p2008@Flickr, CC BY 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/5772</dc:relation.coverImage.source>
</rdf:Description>
</rdf:RDF>
<liryka_l>
<autor_utworu>Bianka Rolando</autor_utworu>


<dzielo_nadrzedne>Biała książka</dzielo_nadrzedne>



<dzielo_nadrzedne>Piekło</dzielo_nadrzedne>



<nazwa_utworu>Pieśń dwudziesta. Lukrecja nuci na bezdechu</nazwa_utworu>



<strofa>Podnoszę swój głos nisko, za nisko podnoszę znów/
spod czoła gniewnego i zachmurzonego Lukrecji/
noszącej w sobie same trucizny w ustach, w języku/
Ona w sukienkach przewiewnych nosiła paczuszki/
Moja pieśń ma smak fałszywy, trujący śmiertelnie/
Pocałuj mnie namiętnie w usta, a dam ci ich smak sobą/
Spróbuj, zasmakuj tych związków we mnie chemicznych/
Mojej cierpkości wonie zagubione degustuj swobodnie/
Mając dwadzieścia parę lat urodziłam zgniły owoc/
Córka, zakradła się do mego brzucha i tam spała/
Ja wtedy studiowałam medycynę w białym kołnierzu/
Ona przerwała mi swym krzykiem wszystko, me plany/
Urodziłam ją, choć marzyłam o aborcjach kwiecistych/
Całoczerwony potwór, ciągle domagał się mnie bardziej/
Rosa, tak ją nazwała moja matka, ja jej nie chciałam/
nie chciałam jej nazywać, wołać po imieniu do siebie/
Nie przytulałam jej, nie karmiłam, nie patrzyłam na nią/
nienawidząc jej najbardziej na świecie, za tę jej niewinność/
za uzależnienie od Lukrecji zwaną dalej Potężną/
Nie przerwie mi planów jej byt jasny, złożony do łóżeczka/
w te pościele, w ubranka dla najmniejszych, tkanych/
Dziecko nie lubiło mej obecności bliskiej i dalekiej/
Unikała mnie, płakała, gdy przychodziłam z pracy, z apteki/
Praca sprzątaczki, wycieraczka po nocach, po nogach/
Miałam być królową, królową cennych skarbów ukrytych/
szmaragdowych buteleczek, odważników miedzianych/
Wracałam do sutereny, gdzie była ona czuwająca/
Spoglądała na mnie coraz rozumniejsza, wiedziała wszystko/
jak bardzo jej nienawidzę, jak bardzo jej nie chcę i nie kocham/
W cichości swego serca wymyśliłam pewnego dnia śmierć/
Zatruję swą córkę najjaśniejszą Rosę, zabierającą mi władzę/
orędującą, taką nieskazitelną, pewną swej obecności/
Zaplanowałam to w szczegółach, obmyśliłam skład/
Znałam się trochę na tych substancjach, na ich brzmieniach/
Postanowiłam wyśpiewać nową pieśń głosem pewnym/
Plan dawał mi energię do życia i radość wielką/
Tego wieczora nie było mej matki stróżującej cierpliwie/
Przygotowałam kaszkę z morelami, z dodatkami skrytymi/
Skradłam je z apteki cichutko, niezauważalnie w nocy/
Nakarmiłam jej twarz, nie chciała jeść mi z rąk/
Wykręcała główkę na boki, nieświadomie się broniąc/
przed nieznanym smakiem matczynej ręki, z dzikimi owocami/
Za mamusię jeszcze pięć, łyżeczkę za mamusię, ta ostatnia/
Umyłam ją pierwszy raz, z pewną dozą uczucia dla odchodzącej/
ceremonialne, tkliwe obmywanie prawie że trupa/
Spoglądała na mnie prawie ciepło, głaszcząc mnie po policzku/
Ułożyłam ją do łóżka i czekałam z niecierpliwością na jej sen/
W głowie plotłam już nowe historie bez dwuletniej córki/
Próbowałam ją budzić, a gdy nie usłyszałam oddechu/
owinęłam małe ciało kocem i zawiozłam na działkę/
Zakopałam ją pod zwiędniętymi porami, z zimna umierającymi/
mrucząc kołysanki, uśmiechając się do siebie w nocnej aurze/
W mieszkaniu zaaranżowałam włamanie nieznajomego i zniknięcie/
Nie odkryto intrygi skrytej, przez lata córka była poszukiwana/
Pogrążona w fałszywym żalu cieszyłam się spokojem i ciszą/
tylko matka spoglądała czasem tak samo niepewnie/
tak, jak kiedyś spoglądała ona, ten okropny bachor zaginiony/
Już śpij, kochanie, Lukrecja założyła własną firmę kosmetyczną/
o nazwie Rosa, widzisz osiągnęłam sukces rynkowy i medialny/
Zaprawdę powiadam wam, świetna nazwa firmy produkującej róż/
Wyszłam za mąż za chłodnego człowieka, on umiał liczyć/
za człowieka, którego nie kochałam, a on nie kochał mnie/
Nie posiadałam dzieci, Lukrecja się wysterylizowała na zawsze/
W wielkich, chłodnych wnętrzach o różanych odcieniach trwałam/
Odpoczywałam, nakładając tłuste kremy na mój rozkład powolny/
Ostatecznie zginęłam tragicznie, w wypadku samochodowym/
mając niecałe pięćdziesiąt lat i doczekawszy bajecznej fortuny/
W zimowy wieczór jadąc swym luksusowym autem lustrzanym/
wpadłam w poślizg, rozbiłam wóz o drzewo olbrzymie/
Poczułam wielki huk i ból, ostatnie, co zobaczyłam w lusterku/
to były gałęzie tego drzewa, wyglądały jak pory zziębnięte/
takie rosły kiedyś na owej działce, gnijące i martwe już/
od niespodziewanych przymrozków</strofa>


</liryka_l>



</utwor>