<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/rolando_biala_ksiazka_fenrir_schowany_spiewa/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Rolando, Bianka</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Pieśń dwudziesta dziewiąta</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kozioł, Paweł</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kopeć, Aleksandra</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Szejko, Jan</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Współczesność</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Liryka</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Wiersz</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez fundację Nowoczesna Polska z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów autora. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/rolando-piesn-dwudziesta-dziewiata-fenrir-schowany-spiewa</dc:identifier.url>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Bianka Rolando, Biała książka, Wydawnictwo Święty Wojciech, Poznan 2009.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Licencja Wolnej Sztuki 1.3</dc:rights>
<dc:rights.license xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://artlibre.org/licence/lal/pl/</dc:rights.license>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2017-07-26</dc:date>

<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/image/5772.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Oops!, steve p2008@Flickr, CC BY 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/5772</dc:relation.coverImage.source>
</rdf:Description>
</rdf:RDF><liryka_l><autor_utworu>Bianka Rolando</autor_utworu>

 
<dzielo_nadrzedne>Biała książka</dzielo_nadrzedne>



<dzielo_nadrzedne>Piekło </dzielo_nadrzedne>



<nazwa_utworu>Pieśń dwudziesta dziewiąta. Fenrir schowany śpiewa</nazwa_utworu>



<strofa>
Czy mogę się dołączyć do tej grupy rzeźbionej?/
Będę w tle, jako cherubin nadmiernie owłosiony/
Wzbogacę ten układ nierytmiczny ślinotokiem mym/
Zawsze ten dodatkowy aspekt i tajemnicę zawrę/
byście tym bardziej byli zagubieni w szelestach/
Wysiewam wam nowe słowa, które będą suszone/
przechowywane na piecach kaflowych z boku/
Pełznę do ciebie jako Fenrir wzywany przez siebie/
Schowane jest wszystko we mnie, pod plandekami/
pozwiązywane, nigdy przedtem nierozłożone/
Podzespoły przewożone, niepołączone w całość/
tajnie przechowywane, nocami przenoszone w dal/
Choć nigdy nie byłem autorem śmiercionośnym/
w głowie torturowałem stada tłuściochów pączowych/
często przymykałem oczy, bym zaspy trupie widział/
Zbierałem do mojej duszy wszelkie niegodziwości/
Oto ja, nowy misjonarz, nowy Fenrir zmartwstańczy/
unicestwię cię językiem, przykrościami nadziewanymi/
unieszczęśliwię cię sobą słownie sto tysięcy razy/
Fenrir mieszka w wynajmowanym wiecznie pokoju/
jego głównym zadaniem jest niszczenie dookoła/
Pulchne, różowe twarze niszczone są przeze mnie/
Autor scenariuszów tragicznych objawiony wam/
z misternie planowaną intrygą zaskakującą zawsze/
To ja dobieram odpowiednie role plączące aktorów/
Plączę ich kwestie narzucone tak, że się łamią/
wpadają w depresje harmoniczne, leczą się mną/
wpycham w nich mój jad w kształcie drogowskazów/
po to, by na wieki zaginęli w odstępach leśnych/
przywiązani przez siebie do drzew przy drogach
</strofa>




<strofa>
Jako drugie dziecko chłodnych rodziców tliłem się/
Od początku, od kiedy pamiętam jedyne uczucie/
nienawiść do wszystkiego dobrego/
Cynicznie wykorzystywałem osoby bliskoznaczne/
szybko zostałem z domu wyrzucony bezpowrotnie/
Pracując w teatrze jako sztukmistrz reperujący/
dorabiałem nowe elementy ze starych scenografii/
manipulowałem ich starymi znaczeniami w nowych/
w nowych premierach występowały historie dawne/
Bardzo skomplikowaną i wyrafinowaną grę tworzyłem/
Stół, na którym zapija się bohater, przerabiałem na kołyski/
szubienicę zamieniałem na krzyże, a je na deski wychodka/
Nikt mnie nie lubił, ale byłem bardzo oszczędny w pracy/
potrafiłem detali używać setki razy, modulując, klejąc/
Pozwalałem sobie z czasem na manipulacje aktorami/
Przynosiłem im fałszywe informacje na patenach/
oni wsysali je nieświadomie ode mnie, padali ofiarami/
Ofiary nowego scenariusza, co ma ciemny grzbiet/
W głównych rolach u mnie grały niegodziwości/
Niektórzy wpadali w alkoholizm, inni się rozwodzili/
aktorka odeszła na leczenie psychiatryczne na zawsze/
Wtedy poznałem dziewczynę, posiąść ją chciałem siłą/
Ona bała się mojego oblicza pełnego złości malowanej/
uciekała ode mnie pełna histerii, nerwowości jakiejś/
Nauczyłem się ją tak nienawidzić, jak nikogo wcześniej/
myśląc o niej, spijałem leki uodporniające mnie na nią/
gdy cały sczerniałem z gniewu w sobie, byłem gotów/
Ona była śmiertelnie zakochana w jakimś jasnookim/
Uknułem misternie tę historię tak, że ona nie wiedziała/
Przez listy, przez przypadkowe rozmowy i oszczerstwa/
powoli, konsekwentnie, przez dwa lata mych strategii/
doprowadziłem ją do samobójstwa w zapomnieniu/
Ma księżniczka nawet nie wiedziała, jaką rolę zagrała/
na pewno by dostała masę głównych nagród za grę/
Złoto za rolę pierwszoplanową u takiego reżysera jak ja/
Drugoplanową rolę teraz miał zagrać mój brat rodzony/
który zawsze był do mnie porównywany jako lepszy/
Pewien czas mieszkał u mnie, miał kryzys z żoną/
Przez tygodnie szczepiłem go nienawiścią i gniewem/
ostatecznie zrezygnował z pracy, zaczął pić dużo/
Widziałem, jak leżał zarzygany pod moimi drzwiami/
prosił mnie o radę i wskazówki, o didaskalia/
Starałem się jak mogłem operować go amatorsko/
Zgodnie z przewidywaniami, planami, zabił żonę/
w szale, w zazdrości wpadł do domu i udusił ją/
tak jak mu to wcześniej ktoś szeptał do ucha, ktoś/
Oskarżony o zabójstwo został skazany na 15 lat/
Jego więc odłożyłem do mych zapasów na zimę/
gdy wyszedł, nie zapomniałem o nim, zapił się/
Tak mój byt niewidoczny, acz nadrzędny trwał/
Doczekałem późnej, samotnej, dobrej starości/
Na półkach mej biblioteki stały scenariusze/
zwijały się ich strony z bólu, do brzuchów zwijane/
Imionami je nazywałem, rozpoznając w nocy/
Czytałem te albumy ze zdjęciami, podziwiając się/
Fenrir skryty, Fenrir szary, już nie zapomnisz mnie/
Do końca zachowałem wielką trzeźwość umysłu/
Niewłaściwe narządy w niewłaściwych funkcjach/
w trakcie operacji woreczka żółciowego, burego/
niewłaściwe detale w nieodpowiednich miejscach/
spowodowały całkowitą katastrofę w mym ciele/
Mój uśpiony oddech się wytrącił, zbudziłem się inaczej/
Czułem jakieś zagęszczenie spersonifikowane i wielkie/
dałem się wszyć w smycz Jego, ciągnął mnie teraz/
za te nici, których kiedyś używałem, niewidzialne ciągnął/
zaciągał mnie z tego przydługiego spaceru do domu/
Fenrir haftowany w detalach bolesnych zaczął się pruć/
coraz boleśniej pozbywany swej ukrytej, bogatej sierści/
Mój nowy właściciel wołał już do mnie w gniewie/
Do nogi, głupi psie, gdzieś ty się podziewał, Fenrirze?
</strofa>


</liryka_l></utwor>