<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/rolando_biala_ksiazka_badb_catha_kracze/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Rolando, Bianka</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Pieśń dwudziesta trzecia. Badb Catha kracze</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kozioł, Paweł</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kopeć, Aleksandra</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Szejko, Jan</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Współczesność</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Liryka</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Wiersz</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez fundację Nowoczesna Polska z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów autora. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/rolando-piesn-dwudziesta-trzecia-badb-catha-kracze</dc:identifier.url>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Bianka Rolando, Biała książka, Wydawnictwo Święty Wojciech, Poznan 2009.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Licencja Wolnej Sztuki 1.3</dc:rights>
<dc:rights.license xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://artlibre.org/licence/lal/pl/</dc:rights.license>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2017-07-18</dc:date>

<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/image/5772.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Oops!, steve p2008@Flickr, CC BY 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/5772</dc:relation.coverImage.source>
</rdf:Description>
</rdf:RDF><liryka_l>
<autor_utworu>Blanka Rolando</autor_utworu>


<dzielo_nadrzedne>Biała książka</dzielo_nadrzedne>


<dzielo_nadrzedne>Piekło</dzielo_nadrzedne>


<nazwa_utworu>Pieśń dwudziesta trzecia. Badb Catha kracze </nazwa_utworu>



<strofa>Krótkie włosy zachodzą mi na oczy/
nie widzę nic prócz ich ostrych końców/
Badb Catha wspaniała, groźna niezwykle/
kracze w dalekich krainach nieznanych/
Wykształcona w dobrej rodzinie przyzwoitych/
Pani kruk, panienka z dziwnym spojrzeniem/
Studiowałam fotografię z ocenami celującymi/
Lubiłam fotografować w czerni-bieli reportaże/
Potem młodziutka, pachnąca wyjechałam do Afryki/
dokumentować narastającą tam wojnę diamentową/
Dzięki dostępnym mi stale pieniądzom żyłam dobrze/
Poznałam go na wytwornym, cukrowym przyjęciu/
tamtejszego króla plemienia morderczego, wężowego/
Zaoferował mi wielkie złoża kokainy i wina/
Zostaliśmy przyjaciółmi, szanował mnie jak siostrę/
spoglądał w me zaczernione, przekontrastowane oczy/
Mówił, że widzi w nich śmierć, którą on kocha/
Podczas jednego z seansów, gdy oblepieni złotem/
bielusieńkie, magiczne mączki z puzderek/
wpadliśmy razem na zły pomysł, przekrzykując się/
Może podał go nam równocześnie jakiś demon/
ta nasza wspólna zgoda, jednomyślność wtedy/
Wiedział on od dawna, że lubię fotografować śmierć/
niby to przypadkową, to zwierząt, to kwiatów dzikich/
Zajmował się narkotykami oraz ich dystrybucją/
był właścicielem paru magazynów z słodyczami/
miał też żelazną czwórkę zajmującą się zabijaniem/
Śmierć drobnych narkomanów, zbyt głośne prostytutki/
rodziny konkurencyjnych handlarzy i niecni klienci/
wioski nie współpracujące z nim, na śmierć skazane/
Ustanowiliśmy układ, utkwił on w nas, mocno związał/
On mi dozwalał robić zdjęcia tym zamordowanym/
w których jeszcze życie się tli, bym mogła oglądać/
napawając się widokiem ich odchodzenia i cierpienia/
Tę noc spędziłam z Tym, co dał mi władzę oglądania/
W mych nozdrzach już czułam wielką tajemnicę/
Me podniecenie, me drżenie było wielkie, niezwykłe/
Pierwszy raz zdarzyło się to w niedalekim porcie/
podczas przeładunku miał być usunięty jeden oszust/
Jechałam w samochodzie, prawie frunęłam jak kruk/
zobaczyć ciepłe pole bitwy, napawać się widokiem/
Strzelanina była krótka, wyszłam, spoglądając na niego/
Błagał mnie o litość i ratunek, powoli i dostojnie/
ustawiłam aparat, zaczęłam go fotografować cicho/
Modlił się chyba, zasłaniał się przed mym uśmiechem/
Podniecenie ogarnęło mnie wielkie, bo Oto Jestem/
Bogini wojny syci swe kontrasty w skali szarości/
jak walczy się ze śmiercią, jak śmiesznie się ucieka/
Innym razem mój ukochany postanowił wybić wioskę/
Pojechałam wraz z nimi, czekałam w furgonetce/
aż zakończą przygotowania do mej uczty wieczornej/
Krzyki kobiet, wrzaski dzieci i męskie płaczliwe głosy/
podniecały mnie do tego stopnia, że cała piałam/
Nie byłam w stanie zapanować nad euforią/
uśmiechem mego wielkiego spełnienia i radości/
Gdy już otworzyli drzwiczki, kaci całowali mnie po rękach/
Nikt się przede mną nie schroni, zabiorę jego duszę/
do mych skrzynek czarnych i tajemniczo zamykanych/
W fotografiach pozowali zmuszeni do ostatniego uśmiechu/
Widziałam te twarze popaprane, anatomiczne konstrukcje/
Dzieci skulone, wyciągające dłonie do skrzydeł kruka/
Kroczyłam między ich ciałami, ja, królowa ich umierania/
Jakże dziwne kwiaty pokrywają tę łąkę, jakże dziwne pole?/
Setek zdjęć, ujęć z różnych śmierci i cierpień wielu/
Me suknie w czarnej krwi umoczone jak opłatek łamany/
Mogłabym ratować ich przed odchodzeniem, tamować/
ich krwotoki, sklejać tętnice przerwane w jednej chwili/
ale białe oblicze wyniosłe unosiło się nad nimi/
Tylko na pamiątkę zachowywałam ich wizerunki, portrety/
portrety trumienne nieznanych żołnierzy, cichych rodzin/
W zielonej, soczystej wilgocią dżungli schowana śmierć/
której i tak nikt nie zauważy, nie osądzi, bezkarne me hobby/
Król koki sprowadził mi nawet chłopca umiejącego wywoływać/
zdjęcia w żółtych kuwetach, suszył je na ciepłym powietrzu/
Wisiały te zdjęcia na sznurkach jak prania, drżały na wietrze/
Zefir muskał je, kołysał te wizerunki, co litości nie doznały/
Mój techniczny wkrótce sam się powiesił na tych sznurkach/
Na którejś z fotografii rozpoznał swe dziecko i żonę dawną/
Wisiał wraz z tymi zdjęciami, kołysał się na ciepłym wietrze/
Nadużywałam słodkich narkotyków, pod rzęsami je nosząc/
Zwycięska w czarnych sukniach u królów afrykańskich/
Sprzedawaliśmy im najlepsze wyroby cukiernicze w okolicy/
wraz z bronią do wojen krwawych i potępiających rzesze/
Nad czarnymi łepkami płynęła biała królowa, język maczająca/
przygryzając z podniecenia do krwi oczy zachodzące mgłą/
na wspaniałych wypoczynkach sprowadzanych z mediolanów/
Mój wielki król zawsze prosił mnie o podjęcie decyzji/
strategiczne było me krakanie głodne śmierci i krwi/
Opowiadałam mu często, jak odchodzą jego wrogowie/
Pokazywałam mu zdjęcia dawnych niepodporządkowanych/
Śmialiśmy się wtedy, pijąc szampan wyborny, kochając się/
na tych zdjęciach, jak na niebie czerwonym bóstwa razem/
a ludy prymitywne odczytują to z konstelacji gwiazd/
Mordowaliśmy wzajemnie swych kochanków z dziczy/
przygodnych, obustronnych, śmiejąc się, ćpając/
Biała jak kokaina królowa nocy rozkoszą i towarzyszem/
Miałam parę tysięcy zdjęć z różnymi trupami pozującymi/
w ekstazach cierpienia, bólu zatrzymanego na papierze/
Śmierć zdarzyła się porą deszczową, gdy odpoczywaliśmy/
po nocnych eskapadach na dachach świata bezkarnego/
Do naszego pilnie obserwowanego pałacu wjechała armia/
Byli wśród nich zbójcy wyszkoleni do przerywania uczt/
W pałacu wszyscy zostali zastrzeleni, nawet psy w ogrodzie/
Gdy wtargnęli do sypialni byłam nieprzytomna, naga/
Podszedł do mnie sędzia, strzelając z hebanowego pistoletu/
w głowę jasną, całą w lokach z dawna zapętlonych w kołtuny/
Zdążyłam usłyszeć tylko krzyk zdziwienia króla mego/
Eksplozje nabojów w mej głowie zapukały krzykiem/
Leżałam jeszcze chwilę na polu bitwy, słysząc swój ból/
napełniając się obficie krwią, dławiąc się nią histerycznie/
Me oczy zamarły i odzyskałam świadomość, znów byłam/
Poczułam wielką moc, mój lot kruka znów był uwolniony/
Poczułam obecność innego boga niedaleko stąd za rogiem/
Uciekłam od niego jak najdalej, moje spojrzenie było przesycone/
Uciekłam do jakiegoś ciernistego gniazda/
gorycz się w nim lęgnie na wiosnę/
Rozbiłam się o bramę, na której rozpoznałam dawne wizerunki/
dawnej świetności, boskości nurkującej w bólu/
Pióropusz został mi zabrany, nagość też została zabrana/
Badb Catha, kiedyś nasycająca się widokiem bitwy/
ucięte ma skrzydła i dziób, i wszystko ucięte/
jestem kadrowana/
skadrowana idealnie/
do ostatniej fotografii</strofa>


</liryka_l></utwor>