- Kobieta: 1
- Lud: 1 2
- Modlitwa: 1
- Pozycja społeczna: 1
Arthur RimbaudBiedni ludzie w kościele
1
Co dech ich studzi, w ław dębowych cieśni
[1],
K' pozłocie
[2] chóru obróciwszy czoła,
Z dwudziestu gardeł zbożne ryczą pieśni.
5Zapachy wosku chłonąc jak woń chleba,
Szczęśliwi, korni
[3] jak psy pod batogiem
[4],
Ubodzy w Panu, ci wybrańcy nieba
Śmieszne Oremus
[5] składają przed Bogiem.
10Ławie — dla kobiet jakaż to ponęta,
Tam w dziwny kożuch zakutane
[7] matki
Muszą płaczące tulić niemowlęta.
Tam pierś ich brudna! Zup zjadaczki blade
Patrzą tam z prośbą, której nie wypowie
15Oko, na chłystków
[8] złośliwą gromadę
Z kapeluszami zmiętymi na głowie.
W domu chłód, zimno i mąż pijanica…
To nic… Chwileczkę!… Potem niech je zdepce
Trud… Teraz wokół charkot, poszept, lica
20Starych babinek postrojonych w czepce;
Których się człowiek w drodze nierad czepi;
Nosem łypiący zaduch brewiarzy
[10],
Przez psy w podwórza wprowadzani ślepi;
25
Wszyscy, żebraczą ośliniając wiarę,
Ślą nieustanne skargi Jezusowi,
Którego okien malowidła stare
Wskroś pożółciły. Próśb ich nie ułowi:
Śni od wychudłych i opasłych z dala,
30Precz od łachmanów i od mięsa woni.
A zaś wybrańsza płynie modłów fala,
Mistyczność w ton się szczególny rozdzwoni,
Gdy silny uśmiech i jedwabne szaty
Z naw się wychylą, w których gaśnie słońce,
35Gdy u kropielnic szereg dam bogaty
Całują chorzy w długich palców końce.