<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/reymont-orka/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Reymont, Władysław Stanisław</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Orka</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kozioł, Paweł</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Osmola, Mateusz</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Osmola, Mateusz</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Modernizm</dc:subject.period>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Pozytywizm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Opowiadanie</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). </dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/reymont-orka</dc:identifier.url>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"/>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Władysław St. Reymont zm. 1925</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1996</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2019-08-12</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/pdf/reymont-orka.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5740-7</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/reymont-orka.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5741-4</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/txt/reymont-orka.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5742-1</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/epub/reymont-orka.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5743-8</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/mobi/reymont-orka.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5744-5</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<category.legimi>Obyczajowe</category.legimi>
    <dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/7320.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Orka, Bończa-Rutkowski, Władysław (1840-1905), domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/7320/</dc:relation.coverImage.source>
    <category.thema.main>FS.WL-N </category.thema.main>
    <category.thema>1DTP</category.thema>
    <category.thema>3MN</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF>
<opowiadanie>



<nota_red>
<akap>Błędy źródła: cegły > cegieł.</akap>
<akap>Ujednolicono zapis dialogów (kwestia po wypowiedzi postaci jest teraz zawsze zapisana małą literą).</akap></nota_red>

<abstrakt>
<akap><tytul_dziela>Orka</tytul_dziela> Władysława Reymonta przedstawia chłopską rodzinę podczas wyniszczającej pracy w polu. Z toczonych przy pracy rozmów dowiadujemy się, że sytuacja materialna rodziny pogorszyła się, ponieważ ich jedyny koń został zarekwirowany na potrzeby wojska.</akap>
</abstrakt>






<autor_utworu>Władysław Stanisław Reymont</autor_utworu>






<nazwa_utworu>Orka</nazwa_utworu>






<akap><begin id="b1565069723404-1529184476"/><motyw id="m1565069723404-1529184476">Praca</motyw>W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego! --- wyrzekł uroczyście chłop i przeżegnawszy się z namaszczeniem, ujął za pług. --- Wio! Powoluśko
a krzepko! --- Smagnął batem z przyzwyczajenia.</akap>

<akap>Pług,
zaprzężony w krowę i troje ludzi, werżnął się
w ziemię i odwalał czarną, lśniącą skibę. Grunt
był ciężki, stare koniczynisko wytarte do ostatniego ździebła<pe><slowo_obce>ździebła</slowo_obce> --- częstsza jest forma ,,źdźbła".</pe> i ubite niby klepisko, ze chociaż pług
szedł płytko, skiba kładła się ostro, nastroszona.<end id="e1565069723404-1529184476"/></akap>




<akap>Starucha ledwie kształtem dająca pozór człowieczy rozbijała motyczką twarde grudy, kilka wron podskakiwało za nią, wybierając z bruzdy
pędraki.</akap>




<akap>Orka szła niezmiernie ciężko i powoli, pług był stary, na kółkach, i zaprzęg lichy: w pierwszą parę ciągnęła kobieta z krową złączona wspólnym, drewnianym jarzmem, zaś na przedzie, zaprzężeni w rodzaj szorów<pe><slowo_obce>szory</slowo_obce> --- rodzaj uprzęży, której głównym elementem jest szeroki pas przeciągnięty przez pierś zwierzęcia.</pe>, mozoliła się rosła dziewczyna z chłopakiem. Krowa była jeno<pe><slowo_obce>jeno</slowo_obce> (daw.) --- tylko.</pe> szkieletem, obciągniętym poszerszeniałą<pe><slowo_obce>poszerszeniały</slowo_obce> (o sierści  zwierzęcia) --- splątały i bez połysku.</pe> skórą, a ludzie zaledwie cieniami. Długi uparty głód jednako wyzierał im z oczów; okryci w łachmany, wynędzniali, bosi ciągnęli jednak zgodnie bez skarg i wyrzekań, przyginając się w strasznym wysiłku do ziemi, a z taką mocą, że trzeszczały orczyki<pe><slowo_obce>orczyk</slowo_obce> --- poziomy drążek, do którego przyczepia się uprząż od strony ciągniętego obiektu.</pe> i postronki.</akap>




<akap_dialog><begin id="b1565070676164-1838262410"/><motyw id="m1565070676164-1838262410">Chłop</motyw>--- Choćby ta spyskać<pe><slowo_obce>spyskać</slowo_obce> (reg.) --- zryć (mówi się tak zwykle o świni ryjącej grunt). </pe> ze trzy albo cztery morgi<pe><slowo_obce>morgz</slowo_obce> z niem. <slowo_obce>Morgen</slowo_obce>, tj. ranek --- daw.: powierzchnia pola, jaką można zaorać jednym zaprzęgiem w ciągu jednego dnia.</pe>! --- marzył głośno chłop, ledwie się wlekący za
pługiem. Baranicę<pe><slowo_obce>baranica</slowo_obce> --- czapka ze skóry baraniej.</pe> miał na łbie, strzępy kożucha
na plecach i chore nogi okręcone w szmaty. Żyto
niezgorzej ruszyło --- spojrzał na zielonawe zagony pobok rozciągnięte --- ziemniaków się nasadzi
pod motyczkę, jęczmienia wsieje, ze ćwiartkę grochu, to się jakoś przy boskiej pomocy, przebiduje!
Wio! Wio! Zachęcał pchając usilnie pług.<end id="e1565070676164-1838262410"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- I pod len trza by parę zagonów i pod kapustę! --- przypomniała cicho dziewczyna.</akap_dialog>




<akap>--- A nie zabrali to siemienia? --- wtrąciła kobieta. --- Trzymałam na siew i na tę kapkę oleju!
Dobrali się kieby<pe><slowo_obce>kieby</slowo_obce> (reg.) --- jakby.</pe> do miodu! Próżna marnacyja
wszystko i tyla!</akap>




<akap_dialog>--- Na deszcz się znowu zbiera! Mówiłem ci Magduś, spuść wody ze żyta, wygniło przy bruzdach. Ani chybi że idzie deszcz! --- zagadywał żonine wspominki.</akap_dialog>




<akap><begin id="b1565076249298-3325440155"/><motyw id="m1565076249298-3325440155">Wiosna, Natura</motyw>Jakoż kwietniowy poranek, chociaż się był podniósł pogodny i jasny, schmurzał się i posępniał,
blade słońce przezierało z oparów niby opłatek.
Szare, omglone równie roztaczały się dokoła, jak
tylko było można sięgnąć okiem, jeno tu i owdzie
naznaczone siwymi płachtami rozlewisk i kępami
drzew. Pierwsza wiosna zaledwie tknęła ziemię:
już puszczały wierzby, po łąkach żółciły się kaczeńce, na rowach otwierały oczy stokrotki, oziminy nabierały zieleni, a skowronki od świtu do
nocy wyśpiewywały, ale na polach było jeszcze
szaro, pusto i dziwnie smutnie. Nie było wesela
w sercach ludzkich i cmentarna cichość unosiła się
nad światem.<end id="e1565076249298-3325440155"/></akap>

<akap_dialog>--- Kto jeno żyw wychodzi na robotę! --- zauważył chłop, gdy dosięgnąwszy granicy, nawrócili ku wsi. Nikt nie odpowiedział, dyszeli, przykucnąwszy na miedzy.</akap_dialog>




<akap>--- I na dworskim robią! Całe cztery pary, dopiero ci parada! --- szepnął z politowaniem.</akap>




<akap_dialog>--- Nie frasuj się<pe><slowo_obce>frasować się</slowo_obce> (daw.) --- martwić się.</pe> o dziedzicową skórę, poradzi
sobie --- mruknęła kobieta. --- Jeszcze chłopom nakażą mu pomagać przy orce. A jak to było we żniwa? --- gniew ją przejmował.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Było tak, juści, nie za darmo przecież, płacili...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Co im się spodobało! A przymuszali pomagać dworom, jak za pańszczyznę. --- przypominała.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- I szkoda czasu! Ciągnijta! Tomek już jęczmień bronują! --- zauważył, patrząc na lewo.</akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1565076438196-3995527241"/><motyw id="m1565076438196-3995527241">Zwierzę</motyw>--- Podorał na zimę, to teraz sobie pan i w krowę poradzi. A nie molestowałam cię to świętymi słowami: Wojtek, orz! Koń był i czasu miałeś dosyć. Wolałeś na jarmarki jeździć i po karczmach się uradzać z łajdusami, a teraz we mnie i dzieci orzesz! Kieby<pe><slowo_obce>kieby</slowo_obce> (reg.) --- jakby.</pe> w bydlęta!<end id="e1565076438196-3995527241"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- Twoja prawda żono, twoja --- przyznawał pokornie. --- Śmierci bym się pierwej spodziewał, niźli tego, ze na wiosnę konia miał nie będę.
Śmierci! --- zajęczał boleśnie.</akap_dialog>

<akap><begin id="b1565076530298-3108416917"/><motyw id="m1565076530298-3108416917">Wieś, Wojna</motyw>Zmierzali się ku wsi. Rozciągnęła się w poprzek pól, na łagodnym skłonie pod słońce leżała grobla sadów, z których gęsto sterczały nagie kominy, zręby spalonych chałup i rumowisk budynków. Połowa wsi leżała w gruzach. Dwór, stojący na prawo za wielkim
stawem, czerniał się kupą rozbitych ścian, cegieł i połamanych dachów, zaś z ogromnego parku pozostały jeno żałosne kikuty postrzelanych drzew,
jakoby pięście grożące niebu. Wojna przeciągnęła tędy i na każdym miejscu znaczyły się ślady jej nieubłaganych pazurów. Poszarpała wsie, wyłamała lasy, stratowała pola i na rodnych ziemiach pozostawiła plugawe, żółte groble okopów i nieskończone rzędy mogiłek, obsadzonych białymi drzewami krzyżów.<end id="e1565076530298-3108416917"/></akap>




<akap_dialog>--- Wawron orzą we dwie krowy --- zagadał chłopak, przystając przy tej okazji.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Patrz roboty, a nie cudzych ogonów --- posłyszał odpowiedź wraz z poświstem bata.</akap_dialog>




<akap>Przymilkli, ciągnąc pług niestrudzenie, a uważając, jako wkrótce za nimi cała wieś wyszła na
robotę i już na każdym poletku ktoś się ruchał<pe><slowo_obce>ruchał</slowo_obce> (reg.) --- ruszał.</pe>.
W szarym, przemglonym powietrzu gmerali się
jako te mrówki cicho, z wolna i akuratnie. <begin id="b1565076675299-3443949647"/><motyw id="m1565076675299-3443949647">Praca, Bieda</motyw>Kto
w konia, kto w krowy, kto jeno w ludzki sprzężaj,
a każden<pe><slowo_obce>każden</slowo_obce> (reg.) --- każdy.</pe> orał, siał lub bronował. A byli, co tylko
rydlem, jakby gołymi pazurami, darli tę świętą
ziemię z ponurą zawziętością.<end id="e1565076675299-3443949647"/></akap>




<akap_dialog>--- Mój Boże, po inne lata sto koni wychodziło na robotę! --- westchnął chłop.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- A jakie to szły śpiewania, pokrzyki, ugwary! Hej! --- wspomniała cicho dziewczyna.</akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1565071935322-3404071338"/><motyw id="m1565071935322-3404071338">Chciwość, Kara</motyw>--- Pan Jezus wiedział, co zrobił! --- zamamrotała starucha, przysiadając na skibie, gdy stanęli
nabrać nieco sił i oddechu. --- Tyle się rozmnożyło
złego, że kara przyjść musiała! Spokornieją ścierwy, spokornieją! Wynosił się jeden nad drugiego
i pysznił! W morgi jeno wierzyli, a w pełne sakwy! Za nic mieli biednego, za nic sprawiedliwego. Rozwalał się jeno po świecie, któren<pe><slowo_obce>któren</slowo_obce> --- dziś popr.: który.</pe> rublami
sypał! Dał wam Pan Jezus radę!<end id="e1565071935322-3404071338"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ale i poczciwym stała się niemała krzywda! --- wtrąciła posępnie młodsza.</akap_dialog>




<akap>Orali znowu w głębokim milczeniu, chłop rozważał babczyne słowa i pilnie szukał w sumieniu, czym by się zasłużył na ukaranie, aż w końcu rzekł
twardo:</akap>




<akap_dialog>--- <begin id="b1565076741341-3449628038"/><motyw id="m1565076741341-3449628038">Chłop, Pan, Wojna</motyw>Panowie sobie wojują, a chłop w skórę bierze.<end id="e1565076741341-3449628038"/> --- splunął i prał krowę aż zaryczała.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Człowieku, dyć<pe><slowo_obce>dyć</slowo_obce> (reg.) --- przecież.</pe> to ostatnie bydlątko! --- spróbowała mitygować<pe><slowo_obce>mitygować</slowo_obce> --- hamować zapalczywe zachowanie.</pe> kobieta.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Cicho! Wio ścierwy, bo gnaty poprzetrącam! --- grzmiał rozsrożony.</akap_dialog>





<akap_dialog>--- Tatulu, boćki przyleciały --- zakrzyczał naraz chłopak, wskazując ręką. --- Boćki, loboga!</akap_dialog>




<akap>Przystanęli patrząc za bocianami, krążącymi
nad zburzonym dworem i parkiem.</akap>




<akap_dialog>--- Kajże to se założą gniazda, kaj<pe><slowo_obce>kaj</slowo_obce> (reg.) --- gdzie.</pe>! --- westchnęła współczująco kobieta. --- Biedne sieroty!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Nawet tej suchej topoli nie darowali. Wszystko im na przeszkodzie! --- wrzał głucho.</akap_dialog>




<akap>Bociany spłynęły na zalane łąki, jakiś pies gnał
ku nim z radosnym naszczekiwaniem. Wszystkim
zrobiło się jakoś weselej, jakby z bocianami wraz
zakwitła w sercach nadzieja.</akap>




<akap_dialog>--- Ciągta<pe><slowo_obce>ciągta</slowo_obce> (reg.) --- ciągnijcie.</pe> ludzie! Józiek, nie wykręcaj łbem,
bo weźmiesz batem. --- upominał chłop, ale już go
gniew opuszczał i sam co chwila niósł się oczami
na łąki, a coś w sobie rozmawiał:</akap_dialog>





<akap_dialog>--- <begin id="b1565269930280-898278409"/><motyw id="m1565269930280-898278409">Wojna</motyw>Jak wracają na gniazda bociany, to wojna
odlatuje!<end id="e1565269930280-898278409"/> --- wyrzekł z głębokim przeświadczeniem.</akap_dialog>




<akap><begin id="b1565176744185-614041573"/><motyw id="m1565176744185-614041573">Praca</motyw>I znowu podały się karki jarzmom, przygięły
się plecy, nogi wparły się w ziemię i pociągnęli
pług w głuchym milczeniu. Zmroczyło się naraz
i zaczął padać drobny, uprzykrzony deszcz. Sypał
obficie niby przez sito, zasuwając świat jakby rozdrganym szkliwem, przenikającym do kości chłodem i wilgocią. Wiosenna plucha zaniosła się na
dobre i orka stawała się coraz cięższa i mozolniejsza, ślizgały się nogi, że raz po raz któreś ryło nosem po ziemi, brakowało już sił, jarzmo uwierało
boleśnie, a postronki wrzynały się dzieciom w ramiona i piersi aż do krwi. Ciągnęli jednak bez
skarg i jęków, utykając i co trochę przemieniając
miejsca w uprzęgu. Chłop wyręczał wszystkich po
kolei, a do prowadzenia pługa stawała żona, to
córka, to chłopak.<end id="e1565176744185-614041573"/> <begin id="b1565176843244-28016443"/><motyw id="m1565176843244-28016443">Zwierzę</motyw>Niewiele to pomagało, robota
szła coraz ciężej i każda nowo odwalona skiba
zdała się być przemoknięta nie tyle deszczem, ile
potem i krwią strasznych wysiłków. A chwilami,
kiedy już brakowało oddechów, walili się na ziemię gdzie popadło i leżeli, jak pomordowane bydlęta, martwi niby kloce i zgoła już niewiedzący
nawet o sobie.<end id="e1565176843244-28016443"/></akap>






<akap>Niedługo odpoczywali, bowiem nieubłagana konieczność wprzęgła ich z powrotem w jarzma, przymuszając do krwawego trudu. Straszliwe widmo głodu nieodstępnie snuło się za nimi, poganiając batem rozpaczy.</akap>




<akap_dialog>--- Siwkiem już bym od świętej pamięci zaorał! ---
wyrwało się chłopu.</akap_dialog>




<akap>Sercami zatargał nagły ból, wyciskając z oczów
łzy gorzkich wspomnień.</akap>




<akap_dialog><begin id="b1565177657852-1347957616"/><motyw id="m1565177657852-1347957616">Koń, Wojna</motyw>--- Prawdę im rzekłem: zołzowaty<pe><slowo_obce>zołzowaty</slowo_obce> --- chorujący na gruźlicę węzłów chłonnych.</pe> i ma grudę<pe><slowo_obce>gruda</slowo_obce> --- choroba skóry u koni.</pe>.
Nie uwierzyły! Juści, na oko koń jak malowany,
rosły i chody miał cuganta<pe><slowo_obce>cugant</slowo_obce> --- koń używany w wielokonnym zaprzęgu.</pe>. Po dworskich, to i nie
dziwota. Do nóg się pokłoniłem. Nie gubcie, powiadam, toć nasz żywiciel. Dziesięć morgów pola,
sześcioro narodu i z wiosną za pasem, powiadam.
Jakże se poradzimy sieroty bez konia, jak! --- powiadam. Poświargotały<pe><slowo_obce>świargotać</slowo_obce> --- mówić w obcym języku, zwł. po niemiecku.</pe> i wzieni<pe><slowo_obce>wzieni</slowo_obce> (reg.) --- wzięli.</pe>. --- powtarzał może już po raz tysiączny. Ta chwila utraty konia stała mu
wciąż w pamięci; była to niezagojona rana, przez
którą uciekało jego życie.<end id="e1565177657852-1347957616"/> --- Taki koń! Jacek dawał mi za niego parę kasztanów, a nie chciałem
bez dopłaty.</akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1565269029936-451753089"/><motyw id="m1565269029936-451753089">Koń, Tęsknota</motyw>--- I do figlów był skory! Pamiętacie, jak to łoni<pe><slowo_obce>łoni</slowo_obce> (reg.) --- w zeszłym roku.</pe>
pierzynę z płota ściągnął i latał z nią po sadzie,
a odebrać sobie nie dawał --- rozrzewniała się dziewczyna.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- I na gwizdanie przylatywał jak piesek ---
wspomniał chłopak.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Był, był, a teraz i łajna po nim nie stało.<end id="e1565269029936-451753089"/>
A żebyśta ścierwy! Wio! Wio!</akap_dialog>




<akap>Krowa się naraz<pe><slowo_obce>naraz</slowo_obce> (daw.) --- nagle.</pe> przewróciła, kobiety uderzyły
w płacz, skoczyli na ratunek, na szczęście nic się
jej nie stało i dala się podnieść na nogi.</akap>




<akap_dialog>--- Granula! Loboga! Granula! --- lamentowała
kobieta, obcierając ją z błota i głaszcząc, jak dziecko najmilsze. --- Jeszcze gotowa zgubić tę ostatnią kapkę mleka.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- I tak źremy, że świnie nie tknęłyby naszego
jadła!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Zła bydlakowi marchew, to niech idzie
w chrzan!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Dam ja ci lepiej źreć, poczekaj! --- wrzasnął
chłop, zacinając batem synowskie portki.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Nie bijcie, a to cisnę wszystko i pójdę sobie
w cały świat! --- groził płaczliwie.</akap_dialog>




<akap_dialog><begin id="b1565269970569-3405818752"/><motyw id="m1565269970569-3405818752">Żołnierz</motyw>--- Będzie jedną gębę mniej! A powędruj se
synku! Matka sporządzi ci torbeczki. Nie bój się,
nazbierasz, ale kijów na plecy, nazbierasz! A może przystaniesz do żołnierzów<pe><slowo_obce>żołnierzów</slowo_obce> --- dziś popr. forma D.lm: żołnierzy.</pe>? W sam raz dla ciebie rozbijać i kraść i palić. Idź synku! --- mamrotał dotknięty do żywego.<end id="e1565269970569-3405818752"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- Ja sobie jeno tak, a ociec powstają, jak na
tego złego psa! Wiecie --- zaczął nagle z innej beczki --- a to siwek bojał się żołnierzów!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Głupiś! Ale taki koń i bojałby się czego! --- poczuł się i prawie obrażony.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Prawda! Latową porą pojechałem którejś
nocy na rowy we dworskiej koniczynie. Były
i drugie chłopaki. Konie trzymalim na postronkach, w gotowości. Ale i tak o świtaniu przydybał
nas polowy! Ale nie bił i koni nie zajmował,
a tylko krzyknął: Moskale walą przez las! I pojechał naprzód, a my wszystkie za nim. Stanęlim
w zagajach nade drogą! Mój Jezu, było tego mrowia, że sztyki<pe><slowo_obce>sztyk</slowo_obce> (daw.) --- bagnet.</pe> to się kolebały niby żyto na zagonie,
ani początku dojrzał, ani końca! Ledwie com się
napatrzył, a tu trąby jak nie hukną, zaś siwek jak
nie zadrze ogona i jak nie pogna na przełaj! Zrucił me<pe><slowo_obce>zrucił me</slowo_obce> (reg.) --- zrzucił mnie.</pe> na rowach i popędził do chałupy.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- A no, twoja to była sprawka! Teraz baczę,
jako koń całą niedzielę źreć nie chciał, a tylko pił
i postękiwał. A ja w głowę zachodziłem! Czekajże,
ja ci za tę sztukę zapłacę!...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Naści głupi --- stanęła w obronie matka. ---
Procesujże się o ten zeszłoroczny śnieg!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Dla porządku, żeby konia szanował, frycówka<pe><slowo_obce>frycówka</slowo_obce> --- tu: lanie.</pe> go nie minie! --- obiecywał.</akap_dialog>




<akap>Ale na tym się skończyło, gdyż wspomnienie utraconego konia ożyło naraz we wszystkich i opanowało jednaką żałością. Raz po raz ktoś przypominał różne zdarzenia, świadczące o jego zaletach, o jego śliczności i o jego przywiązaniu do domu. Wspominali z takim żarem tęsknoty, jakby o kimś
drogim, bliskim, a już utraconym na wieki...</akap>




<akap_dialog><begin id="b1565269451552-1040108496"/><motyw id="m1565269451552-1040108496">Koń, Duch</motyw>--- Wiecie --- zagadała na odpoczynku dziewczyna. --- Nieraz już w nocy zdawało mi się, jako
siwek rży pod chałupą. Jużcić myślałam, że to
przez śpik<pe><slowo_obce>śpik</slowo_obce> (reg.) --- sen.</pe> tak mi się majaczy! Dopiero onegdajszej nocy, kiedym przecknęła wyraźnie słyszę: cosik rży! Wychodzę na dwór z potrzebą i patrzę:
siwek, nie siwek? Przeżegnałam się i przecieram
oczy: coś białego rucha się pod stajnią. Myślę,
uciekł tym złodziejom i przyleciał do chałupy!
Skoczyłam do niego, a tu jakby wiatr zakręcił kłębem mgły i wszystko gdzieś przepadło. Jeno na
drodze zatętniało i pies Wawrzonów zaczął gonić i szczekać. Aże mnie zamroczyło ze strachu. Może
zdechł i teraz tłucze się po nocach i swoich szuka...<end id="e1565269451552-1040108496"/></akap_dialog>




<akap_dialog>--- To konie będą przychodziły po śmierci, jak
te dusze pokutujące? --- zgromiła matka.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Jać nie mówię! Przysięgałabym jednak, żem
go widziała. W kościele bym przysięgła!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- A bo to mu była krzywda! Miał swoje wygody i roboty mało wiele.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Taki wam był dobry, a praliście go orczykiem i wyklinali --- żgnął mściwie chłopak.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Jak biłem, to na bicie musiał dobrze zarobić, a tobie wara!</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Zarobił, że cię schlanego przywoził z karczmy --- dołożyła mu żona.</akap_dialog>





<akap>Umilkli. Deszcz się wzmagał, w bruzdach już
polśniewała woda i ziemia zapadała się pod nogami, a każdą skibę przychodziło krajać coraz
z większym mozołem. Orali jednak niestrudzenie.
Oczy im wyłaziły, krew broczyła od jarzma i postronków, gnaty dziw nie pękały i w głowach się
mąciło, ale chłop nieubłaganie poganiał.</akap>






<akap_dialog>--- Zabijcie mnie, a już nie poradzę! --- Zajęczała
naraz dziewczyna, waląc się na ziemię. Przysiedli
przy niej, matka obcierała jej twarz, a chłop jął<pe><slowo_obce>jąć</slowo_obce> (daw.) --- zacząć.</pe>
się tłumaczyć.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Trudna rada! Odzipnij córóchno! Mus pogania. Choćby z pół morgi pod ziemniaki zaorać!
Kto nie posieje, nie zbierze. Cóż to, z głodu mamy zdychać, czy ze swojego we świat iść po żebranym chlebie? --- Niedoczekanie wasze ścierwy!
Niedoczekanie! --- zakrzyczał i zacisnąwszy pięście, groźnie potoczył oczami.</akap_dialog>




<akap>Orali dalej z niestrudzoną zaciekłością.</akap>


</opowiadanie></utwor>