<utwor>

<rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/reymont-chlopi-jesien/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Reymont, Władysław Stanisław</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Chłopi, Część pierwsza - Jesień</dc:title>
<dc:relation.isPartOf xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://www.wolnelektury.pl/lektura/chlopi</dc:relation.isPartOf>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Jodełka-Burzecki, Tomasz</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Orlewiczowa, Irena</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sutkowska, Olga</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Pozytywizm</dc:subject.period>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Modernizm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Powieść</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Bibliotekę Narodową z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów BN.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/chlopi-czesc-pierwsza-jesien</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://polona.pl/item/387327/3/</dc:source.URL>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Władysław Stanisław Reymont, Chłopi, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1976</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Władysław St. Reymont zm. 1925</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1996</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2008-04-07</dc:date>
<dc:audience xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">L</dc:audience>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
  <dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/image/Leon_Wycz%C3%B3%C5%82kowski_Beet_Harvest_II.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kopanie buraków II, Leon Wyczółkowski  (1852–1936), domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/6307</dc:relation.coverImage.source>


<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/chlopi-czesc-pierwsza-jesien.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0791-4</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/chlopi-czesc-pierwsza-jesien.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1768-5</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/chlopi-czesc-pierwsza-jesien.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2723-3</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/chlopi-czesc-pierwsza-jesien.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3787-4</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/chlopi-czesc-pierwsza-jesien.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4873-3</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>

    <category.thema>4CL</category.thema>
    <category.thema.main>FS</category.thema.main>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF>
<powiesc>


<autor_utworu id="e1">Władysław Stanisław Reymont</autor_utworu>
<abstrakt>
<akap>Skąpane w słońcu babiego lata Lipce prezentują się niczym sielankowa ,,wieś spokojna, wieś wesoła'', opiewana przez Pannę XII w <tytul_dziela>Pieśni świętojańskiej o Sobótce</tytul_dziela> Kochanowskiego, ale nie dajmy się zwieść pozorom... Bo we wsi aż huczy od plotek --- podobno wdowiec Boryna, najbogatszy z gospodarzy, postanowił się znów ożenić! Jakby tego było mało --- z dziewczyną, z którą widywano jego syna! <tytul_dziela>Jesień</tytul_dziela>, pierwszy tom nagrodzonej literacką Nagrodą Nobla powieści Stanisława Reymonta, wprowadza czytelnika w fascynujący mikrokosmos wiejskiej społeczności.</akap><akap><tytul_dziela>Chłopi</tytul_dziela> Władysława Stanisława Reymonta to realistyczna, społeczno-obyczajowa powieść opowiadająca o życiu mieszkańców wsi Lipce. Utwór ukazywał się pierwotnie w odcinkach w ,,Tygodniku Ilustrowanym", w latach 1902--1908. Począwszy od 1904 roku warszawskie wydawnictwo Gebethnera i Wolffa rozpoczęło publikację kolejnych tomów <tytul_dziela>Chłopów</tytul_dziela>. W 1904 roku ukazały się dwie pierwsze części, <tytul_dziela>Jesień</tytul_dziela> oraz <tytul_dziela>Zima</tytul_dziela>. Dwa lata później wyszedł trzeci tom, <tytul_dziela>Wiosna</tytul_dziela>, a zamykające całość <tytul_dziela>Lato</tytul_dziela> trafiło do czytelników w 1909 roku.</akap><akap>Akcja <tytul_dziela>Chłopów</tytul_dziela> rozgrywa się na przestrzeni roku, wpisując życie bohaterów w cykl zmieniającej się przyrody. Jej główną oś fabularną stanowią losy rodziny Borynów. Historyczny czas opisywanych wydarzeń nie został przez Władysława Reymonta wskazany wprost, ale na podstawie padających w powieści informacji możemy w przybliżeniu sytuować go na przełom XIX i XX wieku. Brak konkretnej daty przy jednoczesnym powiązaniu fabuły z rytmem rocznym, wyznaczanym z jednej strony przez przemiany natury (i związany z nimi ściśle harmonogram prac na roli), a z drugiej przez następujące kolejno święta liturgiczne, pozwoliły Reymontowi stworzyć wrażenie, że akcja powieści lokuje się poniekąd poza czasem, jest czymś ciągłym i powtarzalnym. <tytul_dziela>Chłopi</tytul_dziela> zawierają jednak nawiązania do konkretnych wydarzeń, np. do powstania styczniowego. Władysław Reymont nie określił także dokładnie miejsca akcji. Nie należy bowiem utożsamiać wsi powieściowej z rzeczywistą wsią Lipce (obecnie nazywaną Lipcami Reymontowskimi) --- jej topografia jest zupełnie inna, a ponadto w pobliżu Lipiec biegła kolej warszawsko-wiedeńska, mająca znaczący wpływ na życie mieszkańców, o czym w powieści nie ma wzmianki. Powieściowe rozplanowanie wsi jest charakterystyczne dla wielu wsi regionu łódzkiego. Na literackie Lipce możemy zatem, mimo całej ich specyfiki, patrzeć jak na reprezentację świata wsi centralnej Polski.</akap><akap>W pierwszym tomie powieści Reymont wprowadza czytelnika w realia Lipiec i otwiera wątki, które rozwijają się w kolejnych częściach <tytul_dziela>Chłopów</tytul_dziela>. Akcja <tytul_dziela>Jesieni</tytul_dziela> rozpoczyna się w pięknym i słonecznym wrześniu i toczy się przez kolejne miesiące, stopniowo coraz bardziej szare i ponure. Dla mieszkańców Lipiec jesień to czas intensywnych prac gospodarskich, zbierania ostatnich plonów, wypraw na jarmark i szykowania się na trudny czas zimy. W takich okolicznościach poznajemy bohaterów powieści i sieć łączących ich relacji, zależności oraz istniejących między nimi napięć. </akap><akap>
Głównym wątkiem jest konflikt w łonie rodziny Macieja Boryny, nie tylko najbogatszego gospodarza we wsi, ale też nieformalnego przywódcy lipczańskich chłopów. Boryna jest podwójnym wdowcem i ma czworo dzieci --- nastoletnią Józkę, służącego w wojsku Grzelę oraz dorosłych już i mających własne rodziny Antka i Magdę. Ci ostatni czują się pokrzywdzeni przez ojca, gdyż ten nie chce przepisać gruntów na dzieci i iść do nich na tzw. wycug, czyli dożywotnie utrzymanie starszej, niezdolnej do pracy osoby. Maciej Boryna ma 58 lat, jest zdrowy, silny i zarządza gospodarstwem żelazną ręką. Doskwiera to zwłaszcza 30-letniemu Antkowi, który wraz z żoną Hanką i dwojgiem małych dzieci mieszka z ojcem. Antek ma poczucie, że ojciec traktuje go jak parobka, podczas gdy on chciałby wreszcie być pełnoprawnym gospodarzem. Antek jest ambitny, ma dużą potrzebę niezależności i porywczy charakter. Maciej Boryna wyczuwa w synu rywala i aby nie stracić kontroli nad gospodarstwem, zaczyna myśleć o kolejnym ożenku, którą to myśl podsycają w nim inni gospodarze, a nawet sam wójt. Odpowiednią kandydatką wydaje się Jagna Paczesiówna --- panna zamożna i do tego najpiękniejsza we wsi. Matka Jagny, Dominikowa, jest zadowolona, kiedy dowiaduje się o planach Boryny względem Jagny. Uważa, że czas już na małżeństwo, bo z powodu budzącej zazdrość urody i nachalnych niekiedy zalotów licznych adoratorów (wśród których jest także żonaty Antek Boryna) dziewczyna staje się przedmiotem plotek. Dominikowa jest przekonana, że związek z majętnym gospodarzem zapewni ukochanej córce dostatnią i bezpieczną przyszłość. Kwestia różnicy wieku (Jagna jest młodsza od Macieja o prawie czterdzieści lat) nie stanowi dla niej problemu. Kobieta walczy natomiast o to, aby Boryna przepisał na Jagnę część swojej ziemi; tzw. ,,zapis'' ma zabezpieczyć dziewczynę na wypadek śmierci Macieja oraz zapewnić jej mocną pozycję wewnątrz rodziny i w społeczności wsi. Dominikowa osiąga swój cel.  </akap><akap>
Zaręczyny Boryny z Jagną zaostrzają konflikt w jego rodzinie. Antek jest wściekły na ojca za przepisanie gruntów na narzeczoną, a jego gniew dodatkowo podsyca zazdrość o Jagnę, co zresztą  sam niechętnie dopuszcza do świadomości. Po wielkiej awanturze i bijatyce między ojcem a synem Antek z żoną i dziećmi wyprowadzają się od Boryny do ojca Hanki. Wkrótce potem cała śmietanka towarzyska wsi, czyli zamożni gospodarze i krewni Borynów oraz Paczesiów, bawi się na niezwykle wystawnym jak na lokalne warunki weselu. Goście schlebiają młodej parze, lecz za plecami gadają, że Boryna skrzywdził syna, a małżeństwo nie da mu szczęścia, bo Jagna na pewno wkrótce zacznie go zdradzać. Do tego wszystkim humor psuje pogłoska, jakoby miejscowy dziedzic sprzedał las, do którego prawa mają także chłopi z Lipiec.</akap><akap><tytul_dziela>Chłopi</tytul_dziela> to pierwsze tak wnikliwe studium życia wsi w literaturze polskiej. Nie bez przyczyny powieść Władysława Reymonta pojawiła się w tym właśnie momencie --- okres Młodej Polski to czas wielkiej fascynacji artystów i literatów kulturą i życiem ludności wiejskiej. Na fali tego zjawiska, określanego niekiedy jako ,,chłopomania'', przedstawiciele inteligencji, młodopolscy artyści decydowali się na związki małżeńskie z wiejskimi kobietami (np. malarz Włodzimierz Tetmajer czy poeta Lucjan Rydel). Powieść Reymonta jest jednak świadectwem znacznie głębszego i dojrzalszego zainteresowania środowiskiem wiejskim. Pisarz starał się przedstawić je wnikliwie i naturalistycznie. Dostrzegł, jak bardzo zróżnicowana jest społeczność wiejska i zdemaskował mit o chłopskiej jedności. </akap><akap>
W Lipcach toczy się bezustanna rywalizacja o miejsce w hierarchii. Pozycję chłopów wyznacza przede wszystkim ich status majątkowy, ale znaczenie ma także siła i sprawność fizyczna oraz umiejętność walki o swoje i obrony własnej godności. Małżeństwa dobierane są starannie, z myślą o przyszłej pozycji gospodarzy. Bycie gospodarzem, czyli posiadaczem ziemi, jest powodem do dumy, a im więcej żyznej ziemi ma gospodarz, tym bardziej inni liczą się z jego zdaniem. Najniżej w hierarchii stoją chłopi nieposiadający ziemi wcale i pełniący służbę u innych (wyrobnicy, komornicy). Przykładem mogą tu być parobcy Boryny --- Kuba i mały Witek. Dlatego właśnie konflikt między młodym a starym Boryną jest tak zażarty. Dla Macieja Boryny utrata ziemi, choćby poprzez przepisanie jej na dzieci, oznaczałaby utratę autorytetu, decyzyjności i popadnięcie w zależność od rodziny. A zdarza się też, że dzieci bezlitośnie wypędzają starych rodziców. Taki los spotkał Jagustynkę, która podejmuje się licznych prac u różnych gospodarzy, aby zarobić na życie. W jeszcze gorszej sytuacji jest Jagata, którą krewni wyprawiają jesienią w świat, na żebry, aby nie trzeba było dzielić się z nią pożywieniem i miejscem w chałupie w tym trudnym okresie (za to kiedy na wiosnę wraca do wsi, bez skrupułów korzystają z pieniędzy, które wyżebrała). W powieści pojawiają się także przedstawiciele mniejszości narodowej --- Żydzi. Grupę tę reprezentuje przede wszystkim karczmarz Jankiel. Chłopi traktują Żydów z wyższością i pogardą, choć są z nimi powiązani siecią wzajemnych interesów, a karczma stanowi ważny ośrodek życia wsi. Tam zawsze mieszkańcy Lipiec wstępują po mszy w niedzielę, tam odbywają się narady, ale też zwyczajowo --- huczne zaręczyny z tańcami.</akap><akap>

Choć rzeczywistość opisywana w <tytul_dziela>Chłopach</tytul_dziela> jest surowa, a nierzadko wręcz brutalna, przecież nie jest ona malowana przez Reymonta wyłącznie w mrocznych barwach. Mieszkańcy Lipiec, choć ciężko pracują, a część z nich cierpi biedę, mają też swoje radości, przyjemności i rozrywki. Satysfakcję czerpią nie tylko z dobrych plonów czy przychówku zwierząt, ale także z muzyki, tańca i życia towarzyskiego, które toczy się w karczmie oraz po chałupach przy okazji wspólnych prac i uroczystości. Mają też, a przynajmniej część z nich ma, potrzeby estetyczne --- potrafią zachwycić się urodą krajobrazu, cenią piękny ubiór, na święta ozdabiają wnętrza domów i obejścia. Reymont porusza także kwestię religijności i duchowości chłopskiej. Przejmująco opisane w <tytul_dziela>Jesieni</tytul_dziela> święto Wszystkich Zmarłych to w Lipcach czas refleksji nad przemijaniem, myślenia o wieczności i wspominania przodków. Przy tej okazji poznajemy historię kulawego Kuby, czyli Jakuba Sochy, starszego parobka Boryny, który, jak się okazuje, brał udział w powstaniu styczniowym i uratował życie brata dziedzica. Kuba to człowiek niezwykle pracowity, uczciwy, żarliwie religijny, pogodzony z własnym losem i zajmowanym w hierarchii niskim miejscem. Jednak i on ma swoje tęsknoty i namiętności --- uwielbia polować, a że przy okazji może zarobić parę groszy, wchodzi w układ z Jankielem, który załatwia mu strzelbę i umawia się na skupowanie dziczyzny. Proceder jest jednak nielegalny i Kuba zostaje postrzelony przez borowego. Ukrywa swoją ranę, później nie daje się namówić na skorzystanie z profesjonalnej pomocy w szpitalu. Kieruje nim częściowo lęk przed obcym światem, przed karą, ale bardziej jeszcze poczucie, nie jest godny zawrać głowę gospodarzom szykującym się do wesela. Kuba dogorywa w męczarniach podczas wesela Boryny i Jagny. Dostaje weselny poczęstunek i choć pierwszy raz w życiu ma szansę jeść do syta, w dodatku same przysmaki, jednak nie jest już w stanie. Mimo że jest głęboko wierzący, nie chce wezwać księdza, bo nie wierzy, że ksiądz może przyjść do tak nieważnej osoby jak on, w dodatku leżącej na słomie w stajni. Opis śmierci Kuby jest bardzo naturalistyczny, a jednocześnie, przeplatając się ze scenami weselnych tańców i ucztowania zamożnych gospodarzy w kolorowo przystrojonej chałupie --- buduje metaforę ludzkiego losu i samotności.</akap><akap>

 
Władysław Stanisław Reymont bardzo sprawnie połączył w <tytul_dziela>Chłopach </tytul_dziela>perspektywę antropologiczną z uniwersalną tematyką relacji międzyludzkich. Z jednej strony otrzymujemy pełen obraz życia wiejskiego --- obyczajów, obrzędów, prac, kultury materialnej ---  opisywanych z niemal etnograficzną dbałością o szczegóły. Z drugiej strony <tytul_dziela>Chłopi</tytul_dziela> Reymonta to pełne emocji historie poszczególnych bohaterów, których sylwetki pisarz kreśli w sposób wiarygodny i psychologicznie pogłębiony. Dodajmy do tego bardzo interesujące zestawienie scen naturalistycznych i symbolicznych oraz niezwykły talent autora do impresyjnego opisywania przyrody i nastroju, które znakomicie korespondują ze stanami emocjonalnymi bohaterów, a otrzymamy jedną z najwybitniejszych powieści okresu Młodej Polski. </akap><akap>

 
<tytul_dziela>Chłopi</tytul_dziela> od razu wzbudzili entuzjazm krytyków i powieść szybko została przetłumaczona na język ukraiński i rosyjski. W 1912 wyszło wydanie niemieckie, otwierając drogę kolejnym tłumaczeniom i przyczyniając się do sukcesu powieści na zachodzie Europy. W 1924 za powieść <tytul_dziela>Chłopi</tytul_dziela> Władysław Stanisław Reymont został uhonorowany literacką Nagrodą Nobla. Polski pisarz w konkurencji o tę najbardziej prestiżową nagrodę literacką świata wyprzedził tak wybitnych autorów z listy nominowanych, jak Maksym Gorki, Tomasz Mann i Thomas Hardy. Kapituła nagrody określiła <tytul_dziela>Chłopów</tytul_dziela> jako ,,wybitny epos narodowy''. Była to druga w historii Nagroda Nobla dla polskiego autora --- pierwszą otrzymał w 1905 roku Henryk Sienkiewicz.</akap><akap>Powieść Reymonta ma także wszystko to, co kocha świat filmu --- wyrazistych bohaterów, jasno zarysowane konflikty, mocną dramaturgię oraz barwne tło zdarzeń. Nic zatem dziwnego, że szybko, bo już w 1922 powstała jej pierwsza ekranizacja, która niestety nie zachowała się do naszych czasów. Pięćdziesiąt lat później, w latach 70', nakręcono serial telewizyjny, a w roku 1973 na jego podstawie zmontowano kinową wersję <tytul_dziela>Chłopów</tytul_dziela>. Reżyserował Jan Rybkowski, Borynę zagrał Władysław Hańcza, a Jagnę Emilia Krakowska. Film kręcono w Lipcach Reymontowskich oraz w pobliskim Pszczonowie, a jako statyści i epizodyści wystąpili mieszkańcy obu wsi. Najnowszą próbą zmierzenia się z powieścią noblisty jest animowany film Doroty Kobieli Welchman i Hugh Welchmana z 2023 roku. Zrealizowany z dużym rozmachem film przyciągnął do kin tłumy widzów, lecz krytyka przyjęła go raczej chłodno. Twórcy próbowali opowiedzieć <tytul_dziela>Chłopów</tytul_dziela> na nowo, centralną postacią historii czyniąc Jagnę. W przeciwieństwie jednak do samego Reymonta, jak i ekranizacji Rybkowskiego niespecjalnie dbali o zachowanie wierności realiom wsi polskiej przełomu XIX i XX wieku. Film został zgłoszony jako polski kandydat do Oscara, lecz w rywalizacji oscarowej przepadł z kretesem. Obraz Welchmanów bez wątpienia przyczynił się jednak do ponownego zainteresowania powieścią oraz twórczością Władysława Reymonta. Jest to bezcenne, bo dziś, kiedy tak wiele mówi się odkrywaniu i odczarowywaniu chłopskich korzeni Polaków oraz tzw. ,,zwrocie ludowym'' w polskiej kulturze, warto do Reymonta wrócić i przekonać się, czy wciąż opowiada coś ważnego o Polsce i o nas samych.</akap>

<akap>Część pierwsza <tytul_dziela>Jesień</tytul_dziela> powieści <tytul_dziela>Chłopi</tytul_dziela> Władysława Reymonta jest dostępna jako e-book w formatach EPUB i MOBI, a także jako plik PDF. Utwór jest lekturą obowiązkową w liceach i technikach i został opracowany redakcyjnie, w tym opatrzony przypisami, z myślą o uczniach i uczennicach. Zamieszczony na stronie Wolnych Lektur audiobook <tytul_dziela>Chłopi. Część pierwsza. Jesień</tytul_dziela> czyta Joanna Domańska.</akap>

</abstrakt>
<dzielo_nadrzedne id="e2">Chłopi</dzielo_nadrzedne>

<nazwa_utworu id="e3">Część pierwsza. Jesień</nazwa_utworu>


<dedykacja id="e4">
<strofa id="e5">Miriamowi/
(Zenonowi Przesmyckiemu)</strofa>
</dedykacja>







<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e6">I</naglowek_rozdzial>


<akap_dialog id="e7"><begin id="b1203937053742"/><motyw id="m1203937053742">Ksiądz, Podróż, Żebrak, Bieda</motyw>--- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e8">--- Na wieki wieków, moja Agato, a dokąd to wędrujecie, co?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e9">--- We świat, do ludzi, dobrodzieju kochany --- w tyli świat!... --- zakreśliła kijaszkiem łuk od wschodu do zachodu.</akap_dialog>


<akap id="e10">Ksiądz spojrzał bezwiednie w tę dal i rychło przywarł<pe><slowo_obce>przywrzeć</slowo_obce> --- przymknąć.</pe> oczy, bo nad zachodem wisiało oślepiające słońce; a potem spytał ciszej, lękliwiej jakby...</akap>

<akap_dialog id="e11">--- Wypędzili was Kłębowie, co? A może to ino niezgoda?... może...</akap_dialog>


<akap id="e12">Nie zaraz odrzekła, wyprostowała się nieco, powlekła ciężko starymi, wypełzłymi<pe><slowo_obce>wypełzły</slowo_obce> --- wyblakłymi.</pe> oczami po polach ojesieniałych, pustych i po dachach wsi zanurzonej w sadach.</akap>

<akap_dialog id="e13">--- I... nie wypędzali... jakżeby... dobre są ludzie --- krewniaki. Niezgody też nijakiej być nie było. Samam ino zmiarkowała, że trza mi w świat. Z cudzego woza to złaź choć i w pół morza.</akap_dialog>


<akap id="e14">Trza było... roboty już la mnie nie miały... na zimę idzie, to jakże --- darmo mi to dadzą warzę<pe><slowo_obce>warza</slowo_obce> --- gotowany posiłek; por. warzyć: gotować.</pe> abo i ten kąt do spania?...</akap>


<akap id="e15">A że rychtyk<pe><slowo_obce>rychtyk</slowo_obce> --- akurat, właśnie.</pe> i ciołka odsadzili od maci... a i gąski, bo to już zimne nocki, trza zagnać pod strzechę, tom i zrobiła miejsce... jakże, bydlątek szkoda, Boże stworzenie też... A ludzie dobre, bo mię choć latem przytulą, kąta ani tej łyżki strawy nie żałują, że se człowiek kiej jaka gospodyni paraduje...</akap>


<akap id="e16">A na zimę we świat, po proszonym.</akap>


<akap id="e17">Niewiela mi potrza, to se u dobrych ludzi uproszę i do zwiesny<pe><slowo_obce>zwiesna</slowo_obce> --- wiosna.</pe> z Panajezusową łaską przechyrlam, a jeszcze się coś niecoś grosza uścibi --- to rychtyk la nich na przednówek<pe><slowo_obce>przednówek</slowo_obce> --- dawniej najtrudniejszy do przetrwania na wsi okres, po zimie (w czasie której ludzie żywili się zapasami zebranymi jesienią), a przed nowymi zbiorami.</pe>... krewniaki przeciech...</akap>


<akap id="e18">A już ta Jezusiczek przenajsłodszy biedoty opuścić nie opuści.</akap>

<akap_dialog id="e19">--- Nie opuści, nie --- zawołał gorąco i wstydliwie wsadził jej w garść złotówkę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e20">--- Dobrodzieju nasz serdeczny, dobrodzieju!</akap_dialog>


<akap id="e21">Przypadła mu do kolan roztrzęsioną głową, a łzy jak groch posypały się po jej twarzy szarej i zradlonej<pe><slowo_obce>zradlony</slowo_obce> --- poorany, naznaczony bruzdami (jak pocięta radłem ziemia).</pe> jak te jesienne podorówki<pe><slowo_obce>podorówka</slowo_obce> --- pole płytko zaorane po jesiennych zbiorach i w ten sposób przygotowane do wiosennej orki.</pe>.</akap>

<akap_dialog id="e22">--- Idźcie z Bogiem, idźcie --- szeptał zakłopotany podnosząc ją z ziemi.</akap_dialog>


<akap id="e23">Zebrała drżącymi rękami torby i kijaszek z jeżem<pe><slowo_obce>kijaszek z jeżem</slowo_obce> --- dawnym zwyczajem wędrowni żebracy nabijali na koniec kostura, którym się podpierali, skórkę jeża, która służyła im do obrony przed napastliwymi psami.</pe> na końcu, przeżegnała się i poszła szeroką, wyboistą drogą ku lasom; raz wraz tylko odwracała się ku wsi, ku polom, na których kopano kartofle, i na te dymy pastusich ognisk, co się snuły nisko nad ścierniskami --- poglądała żałośnie, aż i zniknęła za przydrożnymi krzami.<end id="e1203937053742"/></akap>


<akap id="e24"><begin id="b1194979953562"/><motyw id="m1194979953562">Ksiądz</motyw>A ksiądz usiadł z powrotem na kółkach od pługa, zażył tabaki i rozłożył brewiarz<pe><slowo_obce>brewiarz</slowo_obce> --- zbiór modlitw przeznaczonych do liturgii godzin (znanej zarówno kościołowi rzymskokatolickiemu, jak grekokatolickiemu i mającej swój odpowiednik w różnych kościołach protestanckich); duchowni katoliccy są zobowiązani do codziennego odmawiania całego brewiarza.</pe>, ale oczy ześlizgiwały mu się z czerwonych liter i leciały po ogromnych, w jesiennej zadumie pogrążonych ziemiach, to po bladym niebie błądziły lub zatrzymywały się na parobku, pochylonym nad pługiem.</akap>

<akap_dialog id="e25">--- Walek... bruzda krzywa... te... --- zawołał unosząc się nieco i chodził już oczami krok za krokiem za parą tłustych siwków, ciągnących pług ze skrzypem.</akap_dialog>


<akap id="e26">Zaczął znowu bezwiednie przebiegać czerwone litery brewiarza i poruszać ustami, ale co chwila gonił oczami siwki, to stadko wron, które ostrożnie, z wyciągniętymi dziobami podskakiwały w bruździe i raz wraz, za każdym świstem bata, za każdym nawrotem pługa, podrywały się ciężko, padały zaraz na zorane zagony i ostrzyły dzioby o twarde, zeschłe skiby.</akap>

<akap_dialog id="e27"><begin id="b1194982782140"/><motyw id="m1194982782140">Koń</motyw>--- Walek! a śmignij no prawą po portkach, bo zostaje!</akap_dialog>


<akap id="e28">Uśmiechnął się, bo jakoż po bacie prawa już równo ciągnęła, a gdy konie doszły do drogi, uniósł się żywo, poklepał je przyjaźnie po karkach, aż wyciągały do niego nozdrza i przyjacielsko obwąchiwały twarz.<end id="e1194979953562"/></akap>

<akap_dialog id="e29">--- Heeet--aa! --- wołał śpiewnie Walek, wyciągnął błyszczący jakby ze srebra pług, uniósł go lekko, pociągnął konie lejcami, że zatoczyły krótki łuk, wraził krój błyszczący w rżysko, śmignął batem, konie pociągły z miejsca, aż zgrzytnęły orczyki --- i orał dalej wielki łan ziemi, co pod prostym kątem spadał od drogi po pochyłości i niby długi wątek zgrzebnych skib rozciągał się aż ku wsi, leżącej nisko i jakby zatopionej w czerwonawych i żółtawych sadach.<end id="e1194982782140"/></akap_dialog>


<akap id="e30"><begin id="b1194982845109"/><motyw id="m1194982845109">Jesień, Natura</motyw>Cicho było, ciepło i nieco sennie.</akap>


<akap id="e31">Słońce, chociaż to był już koniec września, przygrzewało jeszcze niezgorzej --- wisiało w połowie drogi między południem a zachodem, nad lasami, że już krze i kamionki, i grusze po polach, a nawet zeschłe twarde skiby kładły za się cienie mocne i chłodne.</akap>


<akap id="e32">Cisza była na polach opustoszałych i upajająca słodkość w powietrzu, przymglonym kurzawą słoneczną; na wysokim, bladym błękicie leżały gdzieniegdzie bezładnie porozrzucane ogromne białe chmury niby zwały śniegów, nawiane przez wichry i postrzępione.<end id="e1194982845109"/></akap>


<akap id="e33"><begin id="b1194982926609"/><motyw id="m1194982926609">Wieś, Natura</motyw>A pod nimi, jak okiem ogarnąć, leżały szare pola niby olbrzymia misa o modrych wrębach lasów --- misa, przez którą, jak srebrne przędziwo rozbłysłe w słońcu, migotała się w skrętach rzeka spod olch i łozin nadbrzeżnych. Wzbierała w pośrodku wsi w ogromny podłużny staw i uciekała na północ wyrwą wśród pagórków; na dnie kotliny, dokoła stawu, leżała wieś i grała w słońcu jesiennymi barwami sadów --- niby czerwono--żółta liszka, zwinięta na szarym liściu łopianu, od której do lasów wyciągało się długie, splątane nieco przędziwo zagonów, płachty pól szarych, sznury miedz pełnych kamionek i tarnin --- tylko gdzieniegdzie w tej srebrnawej szarości rozlewały się strugi złota --- łubiny żółciły się kwiatem pachnącym, to bielały omdlałe, wyschłe łożyska strumieni albo leżały piaszczyste senne drogi i nad nimi rzędy potężnych topoli z wolna wspinały się na wzgórza i pochylały ku lasom.<end id="e1194982926609"/></akap>


<akap id="e34">Ksiądz ocknął się z zapatrzenia, bo długi, żałosny ryk rozległ się gdzieś niedaleko, aż wrony poderwały się z krzykiem i skośnym rzutem leciały na kopaniska --- a czarny migocący cień biegł za nimi dołem po rżyskach i podorówkach.</akap>


<akap id="e35">Przysłonił ręką oczy i patrzył pod słońce --- drogą od lasów szła jakaś dziewczyna i ciągnęła za sobą na postronku dużą, czerwoną krowę; gdy przechodziła obok, pochwaliła Boga i chciała skręcić, aby księdza pocałować w rękę, ale krowa szarpnęła ją w bok i znowu ryczeć zaczęła.</akap>

<akap_dialog id="e36">--- Na sprzedanie prowadzisz, co?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e37">--- Ni... ino do młynarzowego bysia... a stójże, zapowietrzona... Wściekłaś się czy co! --- wołała zadyszana, usiłując powstrzymać, ale krowa ją pociągnęła, że już obie gnały w dyrdy, aż kurz je zakrył obłokiem.</akap_dialog>


<akap id="e38"><begin id="b1194982996468"/><motyw id="m1194982996468">Żyd</motyw>A potem wlókł się ciężko po piaszczystej drodze Żyd szmaciarz<pe><slowo_obce>szmaciarz</slowo_obce> --- czyli zajmujący się zbieraniem zniszczonych materiałów do recyklingu.</pe>, pchał przed sobą taczki dobrze naładowane, bo raz wraz przysiadał i ciężko dyszał.</akap>

<akap_dialog id="e39">--- Co tam słychać, Moszku?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e40">--- Co słychać?... Komu dobrze, to i dobrze słychać... Kartofle chwała Bogu obrodziły, żyto sypie, kapusta będzie. Kto ma kartofle, kto ma żyto, kto ma kapustę --- temu dobrze słychać! --- Pocałował księdza w rękaw, założył na kark pas od taczek i pchał dalej, lżej już, bo zaczynał się spadek łagodny.<end id="e1194982996468"/></akap_dialog>


<akap id="e41">A potem szedł środkiem drogi w kurzawie, bo zamiatał nogami, ślepy dziad prowadzony przez tłustego kundla na sznurku.</akap>


<akap id="e42">A potem leciał od lasu chłopak z butelką, ale ten ujrzawszy księdza przy drodze okrążył go z dala i biegł na przełaj pól do karczmy.</akap>


<akap id="e43">To znowu chłop z sąsiedniej wsi wiózł zboże do młyna albo Żydówka pędziła stado kupionych gęsi.</akap>


<akap id="e44">A każdy pochwalił Boga, zamienił słów parę i szedł w swoją drogę, odprowadzany życzliwym słowem i spojrzeniem księdza, któren, że już słońce było coraz niżej, powstał i krzyknął do Walka:</akap>

<akap_dialog id="e45">--- Doórz do brzózek i do domu... na nic się konie zmachają.</akap_dialog>


<akap id="e46">I poszedł wolno miedzami, odmawiał półgłosem modlitwy i jasnym, pełnym kochania spojrzeniem ogarniał pola...</akap>


<akap id="e47">...<begin id="b1360343926417-2169754375"/><motyw id="m1360343926417-2169754375">Praca, Chłop, Natura</motyw>Rzędy kobiet czerwieniły się na kopaniskach... rozlegał się grochot zsypywanych do wozów kartofli... miejscami orano jeszcze pod siew... stada krów srokatych pasły się na ugorach... długie, popielate zagony rdzawiły się młodą szczotką zbóż wschodzących... to gęsi niby płaty śniegów bieliły się na wytartych, zrudziałych łąkach... krowa gdzieś zaryczała... ogniska się paliły i długie, niebieskie warkocze dymów ciągnęły się nad zagonami... Wóz zaturkotał albo pług zgrzytnął o kamienie... to cisza znowu obejmowała ziemię na chwilę, że słychać było głuchy bełkot rzeki i turkot młyna, schowanego za wsią, w zbitym gąszczu drzew pożółkłych... to znowu śpiewka się zerwała lub krzyk nie wiadomo skąd powstały leciał nisko, tłukł się po bruzdach i dołach i tonął bez echa w jesiennej szarości, na ścierniskach oprzędzonych srebrnymi pajęczynami, w pustych sennych drogach, nad którymi pochylały się jarzębiny o krwawych, ciężkich głowach... to włóczono role i tuman szarego, przesłonecznionego kurzu podnosił się za bronami, wydłużał i pełzał aż na wzgórze i opadał, a spod niego niby z obłoku wychylał się bosy chłop, z gołą głową, przewiązany płachtą --- szedł wolno, nabierał ziarna z płachty i siał ruchem monotonnym, nabożnym i błogosławiącym ziemi, dochodził do końca zagonów, nabierał z worka zboża, nawracał i z wolna podchodził pod wzgórze, że najpierw głowa rozczochrana, potem ramiona, a w końcu już był cały widny na tle słońca z tym samym błogosławiącym ruchem siejby; z tym samym świętym rzutem rozrzucał zboże, co jak złoty pył kolistym wirem padało na ziemię.<end id="e1360343926417-2169754375"/></akap>


<akap id="e48"><begin id="b1194983131796"/><motyw id="m1194983131796">Drzewo, Ptak</motyw>Ksiądz szedł coraz wolniej, czasem przystawał, aby odetchnąć, to znowu obejrzał się na swoje siwki, to przyglądał się chłopakom, obtłukującym kamieniami ogromną gruszę, aż hurmem przybiegli do niego i chowając ręce za siebie całowali w rękaw sutanny.</akap>


<akap id="e49">Pogładził ich po głowach i rzekł upominająco:</akap>

<akap_dialog id="e50">--- Nie łamcie ino gałęzi, bo na bezrok<pe><slowo_obce>na bezrok</slowo_obce> --- w przyszłym roku.</pe> gruszek mieć nie będziecie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e51">--- My nie rzucalim na gruszki, ino że tam jest gapie gniazdo<pe><slowo_obce>gapie gniazdo</slowo_obce> --- gniazdo wron (zwanych też gapami).</pe> --- ozwał się śmielszy.<end id="e1194983131796"/></akap_dialog>


<akap id="e52"><begin id="b1194983181937"/><motyw id="m1194983181937">Chłop, Ksiądz</motyw>Ksiądz się uśmiechnął dobrotliwie i zaraz znowu przystanął przy kopaczach.</akap>

<akap_dialog id="e53">--- Szczęść Boże w robocie!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e54">--- Boże zapłać, dziękujemy! --- odpowiedzieli razem, prostując się, i ruszyli wszyscy do ucałowania rąk dobrodzieja kochanego.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e55">--- Pan Bóg dał latoś urodzaj na kartofle, co? --- mówił, wyciągając otwartą tabakierkę do mężczyzn --- brali sumiennie i z szacunkiem w szczypty, nie śmiejąc przy nim zażywać.<end id="e1194983181937"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e56">--- Juści, kartofle kiej kocie łby i dużo pod krzami.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e57">--- Ha, to świnie zdrożeją, bo jaki taki chciał będzie wsadzać do karmika.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e58">--- Już i tak drogie; na zarazę latem wyginęły, a i do Prus kupują.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e59">--- Prawda, prawda. A czyje to ziemniaki kopiecie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e60">--- A Borynowe.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e61">--- Gospodarza nie widzę, tom i rozeznać nie rozeznał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e62">--- Ociec pojechali z moim ano do boru.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e63">--- A to wy, Anna, jakże się macie? --- zwrócił się do młodej, przystojnej kobiety w czerwonej chustce na głowie, która, że ręce miała uwalane ziemią, przez zapaskę ujęła jego rękę i pocałowała.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e64">--- Jakże się ma ten wasz chłopak, com go to we żniwa chrzcił?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e65">--- Bóg zapłać dobrodziejowi, zdrów się chowa i coś niecoś bałykuje<pe><slowo_obce>bałykować</slowo_obce> --- raczkować.</pe>.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e66">--- No, zostańcie z Bogiem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e67">--- Panu Bogu oddajem.</akap_dialog>


<akap id="e68"><begin id="b1194983243406"/><motyw id="m1194983243406">Ksiądz</motyw>I ksiądz skręcił na prawo, ku cmentarzowi, który leżał z tej strony wsi, przy topolami wysadzonej drodze.</akap>


<akap id="e69">Długo za nim spoglądali w milczeniu, na jego smukłą, pochyloną nieco postać, dopiero gdy przeszedł niskie, kamienne ogrodzenie cmentarza i szedł między mogiłami ku kaplicy, co stała wpośród pożółkłych brzóz i klonów czerwonych, rozwiązały się im języki.</akap>

<akap_dialog id="e70">--- Lepszego to i na całym świecie nie znaleźć --- zaczęła któraś z kobiet.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e71">--- Juści, chciały go też zabrać do miasta... żeby ociec z wójtem nie jeździli prosić biskupa, to byśwa go i nie mieli...<end id="e1194983243406"/> <begin id="b1194983466125"/><motyw id="m1194983466125">Praca</motyw>Kopta no, ludzie, kopta, bo do wieczora mało daleko, a ziemniaków mało wiele<pe><slowo_obce>mało wiele</slowo_obce> --- niewiele, niezbyt wiele.</pe>! --- mówiła Anna wysypując swój kosz na kupę żółcącą się na rozkopanej ziemi, pełnej zeschłych łęcin.</akap_dialog>


<akap id="e72">Wzięli się chyżo za robotę i w cichości, że ino słychać było dziabanie motyczek o twardą ziemię, a czasem suchy dźwięk żelaza o kamień. Czasami ktoś niektoś wyprostował zgięty i zbolały grzbiet, odetchnął głęboko, popatrzył bezmyślnie na siejącego przed nimi i znowu kopał, wybierał z szarej ziemi żółte ziemniaki i rzucał do kosza przed się stojącego.<end id="e1194983466125"/></akap>


<akap id="e73">Ludzi było kilkanaścioro, przeważnie starych kobiet i komorników, a za nimi bieliły się dwa krzyżaki, u których w płachtach leżały dzieci raz wraz popłakując.</akap>

<akap_dialog id="e74"><begin id="b1194983542015"/><motyw id="m1194983542015">Żebrak</motyw>--- A tak i stara poszła we świat --- zaczęła Jagustynka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e75">--- Kto? --- spytała Anna podnosząc się.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e76">--- A stara Agata.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e77">--- Na żebry...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e78">--- Juści, że na żebry! Hale! nie na słodkości, ino na żebry. Obrobiła krewniaków, wysłużyła się im bez lato, to już ją puściły na wolny dech.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e79">--- Wróci na zwiesnę, to im naznosi w torebeczkach, a to i cukru, a to i harbaty, a to i grosza coś niecoś; zaraz ją będą miłowały, każą spać w łóżku, pod pierzyną, robić nie dadzą, coby se wypoczena... A wujna, a ciotka jej mówią, póki tego ostatniego szelążka od niej nie wyciągną... A jesienią to już la niej miejsca nie ma w sieni ani we chliwie. Ścierwy, psie krewniaki i zapowietrzone --- wybuchała Jagustynka i taki gniew ją przejął, że stara jej twarz posiniała.<end id="e1194983542015"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e80">--- Biednemu to zawsze na ten przykład wiatr w oczy --- dorzucił jeden z komorników, stary, wynędzniały chłop z krzywą gębą.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e81">--- Kopta no, ludzie, kopta --- popędzała Anna nierada tokowi rozmowy.</akap_dialog>


<akap id="e82">Jagustynka, że to długo nie mogła bez gadania, to spojrzała na siejącego i rzekła:</akap>

<akap_dialog id="e83"><begin id="b1203942499823"/><motyw id="m1203942499823">Matka, Obowiązek, Praca, Rodzina, Syn</motyw>--- Te Paczesie to stare chłopy, że jaże im już kłaki na łbach puszczają...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e84">--- Ale kawalery zawdy --- rzekła insza kobieta.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e85">--- A tyle dziewuch się starzeje albo i służby szukać idzie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e86">--- Przeciech, a one mają cały półwłóczek i jeszcze łączkę za młynem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e87">--- Juści, abo to im matka da się żenić... abo to im popuści...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e88">--- A kto by krowy doił, kto by opierał, kto by kole gospodarstwa abo i śwyń chodził...<end id="e1203942499823"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e89">--- Obrządzają se matulę i Jagusię, bo jakże, Jagna kiej pani jaka, kiej i druga dziedziczka, ino się stroi... a myje, a w lusterku przegląda, a warkocze zaplata.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e90">--- I patrzy ino, kogo by puścić pod pierzynę, któren aby mocny! --- dorzuciła znowu ze złym uśmiechem Jagustynka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e91">--- Józek Banachów posyłał z wódką --- nie chciała.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e92"><begin id="b1194984161828"/><motyw id="m1194984161828">Czary</motyw>--- Cie... dziedziczka zapowietrzona.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e93">--- A stara ino w kościele siaduje, a na książce się modli, a na odpusty chodzi!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e94">--- Prawda, ale czarownica to też jest; a Wawrzonowym krowom to chto mleko odebrał, co? A jak na Jadamowego chłopaka, co jej śliwki w sadku obrywał, jakieś złe słowo powiedziała, to mu się zaraz taki kołtun zbił i tak go pokręciło, Jezus!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e95">--- I ma tu błogosławieństwo Boże być nad narodem, kiej takie we wsi siedzą...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e96">--- A drzewiej, kiej jeszcze krowy pasałam tatusiowe, to baczę, że takie ze wsi wyganiali --- dodała znowu Jagustynka.<end id="e1194984161828"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e97"><begin id="b1408997043397-1708510246"/><motyw id="m1408997043397-1708510246">Plotka, Kobieta, Mężczyzna, Obyczaje</motyw>--- Tym się krzywda nie stanie, bo ma ją kto strzec... --- i zniżając głos do szeptu, a patrząc z ukosa na Annę, co kopała na przedzie pierwszą z kraja redlinę, szeptała Jagustynka sąsiadkom:</akap_dialog>

<akap_dialog id="e98">--- A pono pierwszy do obrony to ano chłop Hanki... cieka się on za Jagną kiej ten pies...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e99">--- Laboga... moiściewy... cudeńka prawicie... Hale! to by już grzech i obraza boska była... --- szeptały do siebie kopiąc i nie podnosząc głów.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e100">--- A bo to on jeden... a to jak za suką, tak chłopaki za nią ganiają.<end id="e1408997043397-1708510246"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e101"><begin id="b1360344089273-1332993416"/><motyw id="m1360344089273-1332993416">Uroda</motyw>--- A bo też urodę ma, to ma; wypasiona kiej jałowica, biała na gębie, a ślepie to ma rychtyk<pe><slowo_obce>rychtyk</slowo_obce> --- akurat, właśnie, dokładnie.</pe> jak te lnowe kwiatki... a mocna, że i niejeden chłop jej nie uradzi...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e102">--- A bo to co robi, ino żre a wysypia się, to nie ma urodna być...<end id="e1360344089273-1332993416"/></akap_dialog>


<akap id="e103">Milczały długą chwilę, bo trzeba było kartofle wysypywać na kupę.</akap>


<akap id="e104"><begin id="b1194984249859"/><motyw id="m1194984249859">Choroba, Zwierzęta</motyw>A potem już z rzadka pogadywały to o tym, to o owym, aż i zamilkły, bo któraś dojrzała, że od wsi rżyskiem bieży Józka Borynianka.</akap>


<akap id="e105">Jakoż i ta nadbiegała zziajana i już z daleka krzyczała:</akap>

<akap_dialog id="e106">--- Hanka, a chodźcie ino do chałupy, bo krowie się cosik stało.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e107">--- Jezus Maria, a której?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e108">--- A to ci graniastej... a to ci... tchu złapać nie mogę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e109">--- Loboga, aże mnie zatknęło, myślałam, że mojej... --- zawołała z ulgą Anna.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e110">--- Witek ją co dopiero przygnał, bo gajowy ich wypędził z zagajów. Krowa się zlachała, bo taka śpaśna... i zaraz przed oborą upadła... i ani pić nie pije, ani żreć nie żre, ino się tarza, a ryczy, że loboga!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e111">--- Ojca to nie ma?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e112">--- Ni, tatulo jeszcze nie przyjechali. O Jezus, mój Jezus, taka krowa, co na raz dobrze i garniec mleka dawała. A chodźcież rychło.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e113">--- Duchem ci lecę, w to oczymgnienie.<end id="e1194984249859"/></akap_dialog>


<akap id="e114">Jakoż i wyjęła dziecko z płachty, nadziała mu czapeczkę z kutasikami<pe><slowo_obce>kutasik</slowo_obce> (daw., gw.) --- frędzel, pompon; element dekoracyjny stroju wykonany ze związanego w pędzel pęczka nici.</pe>, okręciła zapaską i poszła żywo, a taka była strwożona wieścią, że nawet nie opuściła wełniaka, zapomniała do cna, aż jej odsłonięte do kolan nogi bieliły się po roli. Józka biegła przodem.</akap>


<akap id="e115">A kopacze, każdy okrakiem nad swoją redliną, posuwali się z wolna, kopiąc leniwiej, jako że nikt nie pilił i nie poganiał.</akap>


<akap id="e116"><begin id="b1408997478638-2039661814"/><motyw id="m1408997478638-2039661814">Słońce, Wieczór, Natura, Wieś</motyw>Słońce już się przetaczało na zachód i jakby rozżarzone biegiem szalonym czerwieniło się kołem ogromnym i zsuwało za czarne, wysokie lasy. Mrok gęstniał i pełzał już po polach; sunął bruzdami, czaił się po rowach, wzbierał w gąszczach i z wolna rozlewał się po ziemi, przygaszał, ogarniał i tłumił barwy, że tylko czuby drzew, wieże i dachy kościoła gorzały płomieniami.</akap>


<akap id="e117">A niektórzy ściągali już z pól do domów.</akap>


<akap id="e118">Głosy ludzkie, rżenia, porykiwania, turkoty wozów coraz ostrzej brzmiały w cichym, omroczonym powietrzu.</akap>


<akap id="e119">Sygnaturka na kościele zaczęła dzwonić Anioł Pański spiżowym świegotem, że ludzie przystawali i szept pacierzów, niby szemranie opadających listków, padał w mroki.</akap>


<akap id="e120"><begin id="b1194984315125"/><motyw id="m1194984315125">Zwierzęta</motyw>Ze śpiewami a pokrzykami wesołymi spędzano bydło z pastwisk, co ciżbą szło drogami w tumanach kurzawy, że tylko raz wraz wychylały się z niej głowy potężne i rogi krzaczaste.</akap>


<akap id="e121">Owce pobekiwały tu i owdzie, to gęsi zerwały się z pastwisk i stadami leciały, całe w zorzach zachodu zatopione, że tylko krzyk przenikliwy znaczył je w powietrzu.<end id="e1194984315125"/><end id="e1408997478638-2039661814"/></akap>

<akap_dialog id="e122">--- Ale szkoda, ta graniasta to sielna<pe><slowo_obce>sielna</slowo_obce> --- silna, potężna, wielka, dorodna.</pe> krowa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e123">--- I... nie na biedaka trafiło.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e124">--- A tak i bydlątka żal, co się zmarnuje.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e125">--- Gospodyni Boryna nie ma, to wszystko leci kiej przez sito.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e126">--- A bo to Hanka nie gospodyni?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e127"><begin id="b1194984415515"/><motyw id="m1194984415515">Głupota, Ojciec, Rodzina, Starość, Dziecko, Korzyść</motyw>--- La siebie... jakby na komornym u ojca siedzą, to juści patrzą, aby ino na swoją stronę coś niecoś urwać, a ojcowego niechta pies pilnuje.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e128">--- A Józka, że to jeszcze skrzat głupi, to i cóż poradzi?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e129">--- Hale, albo to Boryna nie mógłby gront oddać Antkowi, co?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e130">--- A sam pójdzie do nich na wycug, co?... Starzyście, Wawrzku, a do cna jeszcze głupi --- zaczęła żywo Jagustynka. --- Ho, ho, Boryna jeszcze krzepki, może się ożenić, a głupi by był, żeby dzieciom zapisywał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e131">--- Hale, krzepki to juści, że jest, ale już ma ze sześćdziesiąt roków.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e132">--- Nie bój się, Wawrzku, każda młódka pójdzie za niego, niechby tylko rzekł.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e133">--- Już dwie żony pochował.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e134">--- Niech se pochowa i trzecią, Panie Boże mu pomóż, a niech dzieciom, póki żyw, nie daje ni staja, ni liszki jednej, ni tyle, co trepem przydepnie. Ścierwy, wyrychtowałyby go, kiej moje mnie. Dałyby mu wycugi, że na wyrobek by chodził, z głodu by zdychał abo i na żebry, po proszonym szedł. Oddaj ino, co masz, dzieciom --- to ci oddadzą; rychtyk ci tego starczy na sznureczek abo i na ten kamień do szyi...<end id="e1194984415515"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e135">--- Ludzie, a to czas do domu, mroczeje.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e136">--- Czas, czas! Słońce już zaszło.</akap_dialog>


<akap id="e137">Pozbierali prędko motyczki, koszyki, to dwojaki od obiadów i szli wolno gęsiego miedzą, pogadując coś niecoś, a tylko stara Jagustynka wykrzykiwała wciąż namiętnie na dzieci własne, a potem już i na wszystkich pomstowała.</akap>


<akap id="e138">A równo z nimi jakaś dziewczyna gnała maciorę z prosiętami i śpiewała cienkim głosikiem:</akap>


<poezja_cyt>
<strofa id="e140">Aj, nie chodź kiele woza,/
Aj, nie trzymaj się osi,/
Aj, nie daj chłopu gęby,/
Aj, choć cię pięknie prosi.</strofa>
</poezja_cyt>


<akap_dialog id="e139">--- Cie, głupia, wrzeszczy, kiejby ją kto ze skóry obdzierał.</akap_dialog>














<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e141">II</naglowek_rozdzial>



<akap id="e142"><begin id="b1195033594285"/><motyw id="m1195033594285">Choroba, Zwierzęta</motyw>Na borynowym podworcu obstawionym z trzech stron budowlami gospodarskimi, a z czwartej sadem, który go oddzielał od drogi, już się zebrało dość narodu; kilka kobiet radziło i wydziwiało nad ogromną czerwono--białą krową, leżącą przed oborą na kupie nawozu.</akap>


<akap id="e143">Stary pies, kulawy nieco i z oblazłą na bokach sierścią, oganiał graniastą, obwąchiwał ją, szczekał, to wypadał w opłotki i gnał dzieci na drogę, co się były wieszały na płotach i zazierały ciekawie w obejście, albo docierał do maciory, co legła pod chałupą i rozwalona jęczała cicho, bo ssały ją białe, młode prosięta.</akap>


<akap id="e144">Hanka nadbiegła właśnie zziajana, przypadła do krowy i jęła ją głaskać po gębuli i łbie.</akap>

<akap_dialog id="e145">--- Granula, biedoto, granula! --- wołała łzawo, aż buchnęła płaczem i lamentem serdecznym.</akap_dialog>


<akap id="e146">A kobiety radziły raz wraz nowe ratowanie chorej; to sól rozpuszczoną wlewali jej w gardło, to topiony z poświęcanej gromnicy wosk z mlekiem; radził ktosik mydła z serwatką --- insza znowu wołała, żeby krew puścić --- ale krowie nic nie pomagało, wyciągała się coraz dłużej, niekiedy podnosiła łeb i porykiwała długo, jakby o ratunek, boleśnie, aż jej piękne oczy o białkach różowych mętniały mgłą i ciężki, rogaty łeb opadał z wysilenia, że ino wysuwała ozór i polizywała ręce Hanki.<end id="e1195033594285"/></akap>

<akap_dialog id="e147">--- A może by Ambroży co poradził? --- zaproponowała któraś.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e148">--- Prawda, na chorobach on jest znający --- zawtórowali.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e149">--- Bieżyj no, Józia! Na Anioł Pański dzwonili, to musi jeszcze być przy kościele. Laboga, a jak ociec nadjadą, będzie to pomstowanie, będzie. --- A przeciech my niczego niewinowate! --- narzekała płaczliwie.</akap_dialog>


<akap id="e150">A potem siadła na progu obory, wsadziła chłopakowi w usta, bo popłakiwał, białą pełną pierś i z trwogą niezmierną spoglądała na krowę rzężącą, to przez opłotki na drogę i nasłuchiwała.</akap>


<akap id="e151"><begin id="b1195033666144"/><motyw id="m1195033666144">Lekarz</motyw>W pacierz abo i dwa wpadła Józia z krzykiem, że Jambroży już idą.</akap>


<akap id="e152">Jakoż i przyszedł zaraz dziad może stuletni, prosty jak świeca, choć o nodze drewnianej i o kiju; twarz miał suchą, pomarszczoną jak kartofel na zwiesnę i szarą takoż, wygoloną i pociętą szramami, włosy białe jak mleko kosmykami opadały mu na czoło i kark, bo był z gołą głową.</akap>

<akap id="e153">Poszedł prosto do krowy i dokumentnie ją obejrzał.</akap>

<akap_dialog id="e154">--- Oho, widzę, że świeże mięso jedli będzieta.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e155">--- A dyć jej pomóżcie co, wylekujcie<pe><slowo_obce>wylekujcie</slowo_obce> --- wyleczcie.</pe>, a toć krowa ze trzysta złotych warta --- i dopiero po cielęciu, a dyć pomóżcie! O mój Jezu, mój Jezu! --- zawołała Józia.</akap_dialog>


<akap id="e156">Ambroży wyjął z kieszeni puszczadło, powecował<pe><slowo_obce>powecować</slowo_obce> (z niem. <slowo_obce>wetzen</slowo_obce>) --- ostrzyć.</pe> je po cholewie, przyjrzał się pod zorzę ostrzu i przeciął granuli arterie pod brzuchem --- ale krew nie trysnęła, a ciekła wolno czarna, spieniona.</akap>


<akap id="e157">Stali wszyscy dokoła pochyleni i patrzyli bez oddechu.</akap>

<akap_dialog id="e158">--- Za późno! Oho, bydlątko ostatnią parę puszcza --- rzekł uroczyście Ambroży. --- Nic to, ino paskudnik albo i co innego... trza było zaraz, kiej zachorzała... <begin id="b1204113290980"/><motyw id="m1204113290980">Kobieta</motyw>ale te baby to ino juchy do płakania są mądre, a jak trza radzić, to w bek kiej owce. --- Splunął pogardliwie<end id="e1204113290980"/>, obszedł krowę, zajrzał jej w oczy, przyjrzał się ozorowi, obtarł zakrwawione ręce o jej miękką, lśniącą skórę i zabierał się do odejścia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e159">--- Na ten pochówek dzwonił nie będę; zadzwonita w garki sami.<end id="e1195033666144"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e160">--- Ociec z Antkiem! --- krzyknęła Józka i wybiegła na drogę naprzeciw, bo głuchy, ciężki turkot rozległ się z drugiej strony stawu, gdzie w rozczerwienionej zorzami zachodu kurzawie czerniał długi wóz i konie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e161">--- Tatulu, a to... graniasta już zdycha --- wołała, dobiegając do ojca, który skręcał właśnie na tę stronę stawu. Antek szedł w końcu i podtrzymywał, bo wieźli długą sosnę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e162">--- Nie pleć byle czego po próżnicy --- mruknął podcinając konie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e163">--- Jambroży puszczali krew i nic... i wosk topiony lali jej w gardziel i nic... i sól... i nic... pewnie paskudnik... Witek pedał, co borowy wygnał ich z zagajów i co granula zara się pokładała i stękała, jaże ją i przygnał...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e164"><begin id="b1204113749426"/><motyw id="m1204113749426">Chłop, Gospodarz, Ojciec</motyw>--- Graniasta, najlepsza krowa, ażeby was, ścierwy, pokręciło, kiej tak pilnujecie! --- rzucił lejce synowi i z batem w garści pobiegł przodem.</akap_dialog>


<akap id="e165">Baby się rozstąpiły, a Witek, który cały czas coś najspokojniej majstrował pod chałupą, skoczył w ogród i przepadł ze strachu, nawet Hanka podniosła się na progu i stała bezradna, strwożona.</akap>

<akap_dialog id="e166">--- Zmarnowali mi bydlę!... --- wykrzyknął wreszcie stary, obejrzawszy krowę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e167">--- Trzysta złotych jak w błoto! Do miski to ścierwów aż gęsto, a przypilnować nie ma kto. Taka krowa, taka krowa! A to człowiek ruszyć się z domu nie może, bo zaraz szkoda i upadek...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e168">--- Dyć ja od połednia samego byłam przy kopaniu --- tłumaczyła się cicho Hanka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e169"><begin id="b1195033758426"/><motyw id="m1195033758426">Śmierć, Zwierzęta</motyw>--- A bo ty co kiej widzisz! --- krzyknął z wściekłością. --- A bo ty stoisz o moje!... Taka krowa, taki haman, że i drugiej nie w każdym dworze by znalazł!</akap_dialog>


<akap id="e170">Wyrzekał coraz żałośniej i obchodził ją, próbował podnieść, ciągał za ogon, zaglądał w zęby, ale krowa dyszała chrapliwie i coraz ciężej, krew przestała płynąć, tylko krzepła w czarne, spieczone żużle --- wyraźnie już zdychała.</akap>

<akap_dialog id="e171">--- Nie ma co, ino ją trza dorznąć, choć tyla się wróci! --- rzekł w końcu, przyniósł kosę ze stodoły, poostrzył ją nieco na taczalniku, co stał pod okapem obory, rozdział się ze spencerka<pe><slowo_obce>spencerek</slowo_obce> --- kurtka z kołnierzem i kieszeniami.</pe>, zawinął rękawy koszuli i zabrał się do zarzynania...<end id="e1204113749426"/></akap_dialog>


<akap id="e172">Hanka z Józią buchnęły płaczem, bo granula, jakby czując śmierć, uniosła z trudem łeb, zaryczała głucho i... padła z przerżniętym gardłem, grzebiąc ino nogami...</akap>


<akap id="e173">Pies zlizywał krzepnącą na powietrzu krew, a potem skoczył na doły od kartofli i szczekał na konie stojące z wozem w opłotkach, bo tam je zostawił Antek, a sam spokojnie przyglądał się jatce.<end id="e1195033758426"/></akap>

<akap_dialog id="e174">--- Nie bucz, głupia! Ojcowa krowa to nie nasza strata! --- powiedział ze złością do żony i zabrał się do wyprzęgania i rozbierania koni, które już Witek ciągnął za grzywy do stajni.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e175">--- Ziemniaków w polu dużo? --- zagadnął Boryna, myjąc pod studnią ręce.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e176">--- A bogać tam mało, będzie ze dwadzieścia worków.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e177">--- Trzeba dzisiaj zwieźć.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e178">--- Hale, zwoźcie se sami, ja już kulasów nie czuję ni krzyża... a i licowy kuleje na przednią.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e179">--- Józka, zwołaj no Kubę od kopania, niech źróbkę założy za licowego i trza dzisiaj zwieźć. --- Deszcz ano być może.</akap_dialog>


<akap id="e180">Ale wrzał złością i zmartwieniem, bo coraz to przystawał przed krową i klął siarczyście, a potem łaził po podwórzu i zaglądał to do obory, to do stodoły, to pod szopę i sam nie wiedział, czego szuka, żarła go ano taka strata.</akap>

<akap_dialog id="e181">--- Witek! Witek! --- jął wołać i odpinał szeroki rzemień z bioder, ale chłopak się nie pokazał.</akap_dialog>


<akap id="e182">Ludzie się porozchodzili, bo rozumieli, że taka szkoda i taka markotność musi się skończyć bitką, jako że do niej Boryna był skory zazwyczaj, ale stary klął tylko dzisiaj i poszedł do izby.</akap>

<akap_dialog id="e183">--- Hanka, a daj no jeść! --- krzyknął na synową w otwarte okno i poszedł na swoją stronę.</akap_dialog>


<akap id="e184"><begin id="b1195033827160"/><motyw id="m1195033827160">Dom</motyw>Dom był zwykły, kmiecy --- przedzielony na przestrzał sienią ogromną; szczytem wychodził na podwórze, a frontem czterookiennym na sad i na drogę.</akap>


<akap id="e185">Jedną połowę od ogrodu zajmował Boryna z Józią, a na drugiej siedzieli Antkowie. Parobek z pastuchem sypiali przy koniach.</akap>


<akap id="e186">W izbie było już czarniawo, bo przez małe okienka, przysłonięte okapem i zagajone drzewami, mało przeciskało się światła, a i mroczało już na świecie, że tylko połyskiwały szkła obrazów świętych, co rzędem czerniły się na bielonych ścianach; izba była duża, ale przygnieciona czarnym pułapem i ogromnymi belkami pod nim, i tak zastawiona różnym sprzętem, że tylko koło wielkiego komina z okapem, co stał przy siennej ścianie, było niecoś swobodnego miejsca.<end id="e1195033827160"/></akap>


<akap id="e187">Boryna się rozzuł i poszedł do ciemnego alkierza<pe><slowo_obce>alkierz</slowo_obce> --- ustronny pokoik, często w narożniku budynku; garderoba.</pe>, zamykając drzwi za sobą, odsunął z małej szybki deskę, że zachodnie światło krwawym brzaskiem zalało alkierz.</akap>


<akap id="e188">Izdebka pełna była różnych rupieci i statków gospodarskich, na drążkach, w poprzek przewieszonych, wisiały kożuchy, czerwone pasiaste wełniaki, białe sukmany, to całe pęki motków szarej przędzy i zwinięte w kłęby brudne runa owiec i worki z pierzem. Wyciągnął białą sukmanę i pas czerwony, a potem długo czegoś szukał w beczkach napełnionych zbożem, to w kącie pod stosem starych rzemieni i żelastwa, aż usłyszawszy Hankę w pierwszej izbie, zaciągnął deskę na okienko i znowu coś długo grzebał w zbożu.</akap>


<akap id="e189"><begin id="b1195033899004"/><motyw id="m1195033899004">Jedzenie</motyw>A na ławie pod oknem już się dymiło jadło; od ogromnego tygla z kapustą rozchodził się zapach słoniny, jak i od jajecznicy, której niezgorsza miseczka stała obok.<end id="e1195033899004"/></akap>

<akap_dialog id="e190">--- Gdzie Witek pasł krowy? --- zapytał, krając potężny glon chleba z bochna, jak przetak<pe><slowo_obce>przetak</slowo_obce> --- rodzaj sita.</pe> wielkiego.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e191">--- Na dworskich zagajach i borowy go stamtąd wygonił.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e192">--- Ścierwy, zmarnowali mi bydlę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e193">--- Przeciech, tylo krowa, to się zlachała w tym gonieniu, że się w niej cosik zapaliło.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e194">--- Dziadaki, psiekrwie. Paśniki są nasze, w tabeli stoi kiej wół, a one cięgiem wyganiają i pedają, co<pe><slowo_obce>pedają, co</slowo_obce> --- powiadają, że.</pe> ich.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e195">--- Drugich też powyganiali, a chłopaka Walkowego tak zbił, tak zbił...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e196">--- Ha! do sądu trza abo i do komisarza. Trzysta złotych warta, jak nic.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e197">--- Pewnie, pewnie --- przytakiwała rada niezmiernie, że ociec się udobruchali.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e198">--- Powiedzcie Antkowi, że skoro ziemniaki zwiezą, to niech się wezmą do krowy, trza ją obłupić i poćwiertować. Przyndę od wójta, to wama pomogę. W sąsieku<pe><slowo_obce>sąsiek</slowo_obce> --- wydzielona część spichlerza, w której składowano w skrzyniach ziarno.</pe> u belki ją powiesić --- będzie przespiecznie<pe><slowo_obce>przespiecznie</slowo_obce> --- bezpiecznie.</pe> ode psów lebo jenszej gadziny...</akap_dialog>


<akap id="e199">Skończył wrychle<pe><slowo_obce>wrychle</slowo_obce> --- szybko.</pe> jeść i wstał, bych się nieco przyogarnąć, ale takie ociążenie poczuł w sobie, takie ciągotki w kościach, taką senność, że jak stał, rzucił się na łóżko, by się z pacierz<pe><slowo_obce>pacierz</slowo_obce> --- tu: miara czasu (tyle, ile potrzeba na odmówienie pacierza).</pe> przedrzymać.</akap>


<akap id="e200">Hanka poszła na swoją stronę i krzątała się po izbie, i coraz to wychylała się przez okno spojrzeć na Antka, który pożywiał się na ganku, przed domem; odsadził się od miski obyczajnie i z wolna ciągnął łyżkę za łyżką, skrzybiąc mocno o wręby i spozierając czasami przed się na staw --- bo zachód już był i na wodzie czyniły się złotopurpurowe tęcze i płomienne koliska, przez które niby białe chmurki przepływały z gęgotem gęsi, rozlewając dziobami sznury krwawych pereł.</akap>


<akap id="e201">Wieś zaczynała się mrowić i wrzeć ruchem; na drodze, z obu stron stawu, ciągle podnosiły się kurzawy i turkoty wozów, i porykiwania krów, które wchodziły do stawu po kolana, piły wolno i podnosiły ciężkie łby, aż cienkie strugi wody, niby bicze opali, opadały im z szerokich gębul.</akap>


<akap id="e202">Gdzieś, od drugiego końca stawu, słychać było trzask kijanek<pe><slowo_obce>trzask kijanek</slowo_obce> --- kijanka był to przyrząd drewniany, za pomocą którego kobiety prały bieliznę i ubrania w rzece, uderzając kijanką materiał zanurzony w wodzie.</pe> bab piorących i głuchy, monotonny łopot cepów<pe><slowo_obce>cep</slowo_obce> --- proste narzędzie służące do młócenia zboża, zbudowane z dwóch połączonych ze sobą rzemieniem lub łańcuchem kijów, z których dłuższy (dzierżak) służył jako uchwyt, a krótszy (bijak) do uderzania w zboże, ułożone na twardym podłożu; dzięki umiejętnemu uderzaniu (bijak powinien spadać płasko, a nie na sztorc) oddziela się ziarno od plew i słomy.</pe> w jakiejś stodole.</akap>

<akap_dialog id="e203"><begin id="b1204194151172"/><motyw id="m1204194151172">Mąż, Żona</motyw>--- Antek, urąb no pieńków, bo sama nie poradzę --- prosiła nieśmiało i z obawą, bo nic to nie było u niego skląć abo i zbić z leda powodu.</akap_dialog>


<akap id="e204">Nie odrzekł nawet, jakby nie słyszał, że ona nie śmiała powtórzyć i już sama poszła udziabywać trzaski z pni --- i milczał zły, zmęczony całodzienną pracą srodze, i patrzył teraz na staw, na drugą stronę,<end id="e1204194151172"/> w duży dom, świecący białymi ścianami i szybami okien, bo zachód bił w niego. Pęki czerwonych georginii wychylały się zza kamiennego płotu i paliły jaskrawo na tle ścian, a przed chałupą, w sadzie, to między opłotkami uwijała się wysoka postać, ale twarzy rozeznać nie można było, bo co chwila ginęła w sieni, to pod drzewami.</akap>

<akap_dialog id="e205"><begin id="b1204194305822"/><motyw id="m1204194305822">Ojciec, Syn</motyw>--- Śpią se kiej dziedzic, a ty, parobku, rób --- mruknął ze złością, bo ojcowe chrapanie rozlegało się aż na ganku.</akap_dialog>


<akap id="e206">Poszedł na podwórze i raz jeszcze przyjrzał się krowie.</akap>

<akap_dialog id="e207">--- Juścik, ojcowa krowa, ale i nasza strata --- rzekł do żony<end id="e1204194305822"/>, która, że to Kuba przywiózł ziemniaki z pola, rzuciła łupanie drzewa i szła do woza.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e208">--- Doły jeszcze nie wyporządzone, to trza zesuć<pe><slowo_obce>zesuć</slowo_obce> --- zsunąć.</pe> na klepisko.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e209">--- Kiej ociec mówili, żebyś na klepisku krowę z Kubą obdarł i wyporządził.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e210">--- Zmieści się i krowa, zmieszczą się i ziemniaki --- szeptał Kuba, otwierając wierzeje stodoły na roścież.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e211">--- Ja ta nie jestem drzyk, cobym krowę obłupiał ze skóry --- rzucił Antek.</akap_dialog>


<akap id="e212">I już nie mówili, słychać było tylko grochot zsypywanych na klepisko ziemniaków.</akap>


<akap id="e213">Słońce zgasło, wieczór się robił, świeciły jeszcze zorze łunami zakrzepłej krwi i ostygłego złota i posypywały na staw jakby pyłem miedzianym, że wody ciche drgały rdzawą łuską i szmerem sennym.</akap>


<akap id="e214">Wieś zapadała w mrokach i w głęboką, martwą ciszę jesiennego wieczora. Chałupy malały, jakby się przypłaszczały do ziemi, jakby się tuliły do drzew sennie pochylonych, do płotów szarych.</akap>


<akap id="e215"><begin id="b1204195354062"/><motyw id="m1204195354062">Praca, Wieś</motyw>Antek z Kubą zwozili ziemniaki, a Hanka z Józią uwijały się koło gospodarstwa, bo gęsi trza było zagnać na noc, to świnie nakarmić, bo z kwikiem cisnęły się do sieni i wsadzały żarłoczne ryje do cebratek<pe><slowo_obce>cebratka</slowo_obce> --- wiaderko (zdrobn. od cebro).</pe>, gdzie stało picie dla bydląt, to krowy wydoić, bo właśnie Witek przygnał resztę z pastwiska i zakładał im za drabiny po garści siana, żeby spokojniej stały przy dojeniu.<end id="e1204195354062"/></akap>


<akap id="e216">Jakoż Józia zabrała się doić pierwszą z brzegu, gdy Witek wylazł od żłobów i spytał cicho, trwożnie:</akap>

<akap_dialog id="e217">--- Józia, a gospodarz źli?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e218">--- O Jezu, spiera cię, chudziaku, spiera... tak pomstowali --- odpowiedziała, wytykając ku światłu głowę i osłaniając ręką twarz, bo krowa chlastała ogonem, oganiając się od much.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e219">--- Ale... bom to winowaty... ale... borowy mię wygnał i jeszcze chciał kijem sprać, inom uciekł... a granula zarno<pe><slowo_obce>zarno</slowo_obce> --- zaraz, od razu.</pe> się jęła pokładać, a porykiwać, a stękać, żem do chałupy przygnał...</akap_dialog>


<akap id="e220">Zamilkł, ale słychać było ciche, bolesne chlipanie i siurkanie nosem.</akap>

<akap_dialog id="e221">--- Witek... a nie bucz kiej ciele, bo ci to pierwszyzna, że cię ociec spiera?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e222">--- Juści, że nie pierwszyzna, ale zawdy tak się bojam... bo nijakiej wytrzymałości na bicie nie mam...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e223">--- Głupiś, parobek tyli, a boja się... już ja przełożę tatusiowi...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e224">--- Przełożysz, Józia? --- zawołał radośnie --- bo to borowy mię wygnał z krowami, bo...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e225">--- Przełożę, Witek, ino się już nie bojaj!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e226">--- Kiej tak... to naści tego ptaka! --- szepnął z radością i wyjął z zanadrza drewniane cudło. --- Obacz ino, jak się sam rucha.</akap_dialog>


<akap id="e227">Postawił go na progu obory, nakręcił, i ptak zaczął się kiwać, podnosić nogi długie i spacerować...</akap>

<akap_dialog id="e228">--- Bociek, Jezu a dyć się rucha kiej żywy! --- zawołała zdumiona, odstawiła szkopek<pe><slowo_obce>szkopek</slowo_obce> lub: <slowo_obce>skopek</slowo_obce> --- naczynie, kubek, kubełek.</pe>, przykucnęła przed progiem i z najżywszą radością i zdumieniem patrzyła.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e229">--- Jezu! to z ciebie mechanik! I to się sam tak rucha, co?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e230">--- A sam, Józia, ino go kołeczkiem nakręcę, to już se spaceruje kiej dziedzic po obiedzie --- o... --- odwrócił go, i ptak poważnie a śmiesznie zarazem podnosił długą szyję, podnosił nogi i szedł.</akap_dialog>


<akap id="e231">Zaczęli się śmiać serdecznie i bawić się jego ruchami, tylko Józia czasami podnosiła oczy na chłopaka --- podziw w nich był a zdumienie.</akap>

<akap_dialog id="e232">--- Józia! --- rozległ się głos Boryny sprzed chałupy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e233">--- A czegój?... --- odkrzyknęła.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e234">--- Chodzi ino.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e235">--- Kiej dojem krowy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e236">--- Pilnuj tu, bo idę do wójta --- powiedział, wsadzając głowę do ciemnej obory --- nie ma tutaj tego znajdka, co?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e237">--- Witka?... ni, pojechał po ziemniaki z Antkiem, bo Kuba miał urżnąć sieczki dla koni... --- odpowiedziała prędko i trochę niespokojnie, bo Witek przycupnął za nią ze strachu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e238">--- Ścierwa ten chłopak, to ino pasy drzeć, żeby zmarnować taką krowę --- mruczał powracając do izby, gdzie się odział w nową kapotę białą, wyszywaną na wszystkich szwach czarnymi tasiemkami, nadział wysoki czarny kapelusz, okręcił się czerwonym pasem i poszedł drogą nad stawem ku młynowi.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e239"><begin id="b1195033950863"/><motyw id="m1195033950863">Praca, Wieś</motyw>--- Roboty jeszcze tyla... zwózka drzewa... siew nie skończony... kapusta w polu... ściółka nie wygrabiona... podorać by trza na kartofle... dobrze by i pod owsy... a tu jedź na sądy... Laboga, że to człek nigdy obrobić się nie obrobi, ino cięgiem jak ten wół w jarzmie... że i wyspać się nie ma czasu ni odpocząć... --- rozmyślał.<end id="e1195033950863"/> --- A tu i ten sąd... Tłumok ścierwa, hale, ja z nią sipiałem... żebyś ozór straciła... lakudro jakaś... suka... --- splunął ze złością, nabił fajeczkę machorką<pe><slowo_obce>machorka</slowo_obce> --- tytoń kiepskiej jakości.</pe> i długo pocierał zwilgotniałe zapałki o portki, nim zapalił.</akap_dialog>


<akap id="e240">Pykał od czasu do czasu i wlókł się wolno; bolały go wszystkie kości i żale za krową raz wraz go markociły i rozbierały.</akap>


<akap id="e241">A tu ani odbić się na kim, ani wyżalić, nic... sam jak ten kołek; sam o wszystkim myśl, sam deliberuj łbem, sam kiele wszystkiego obiegaj kiej ten pies... a do nikogój słowa przemówić i rady znikąd ni pomocy --- a ino strata i upadek... a wszystkie to kiej te wilki za owcą... a ino skubią, a patrzą, kiedy ozerwą w kawały...</akap>


<akap id="e242"><begin id="b1195034074144"/><motyw id="m1195034074144">Jedzenie</motyw>Ciemnawo już było we wsi, przez przywierane drzwi i okna, że to wieczór był ciepły, buchały smugi ognisk i zapach gotowanych ziemniaków i żuru ze skwarkami; gdzieniegdzie jedli w sieniach albo i zgoła przed domami, że ino skrzybot łyżek słychać było a pogadywania.<end id="e1195034074144"/></akap>


<akap id="e243"><begin id="b1195034135410"/><motyw id="m1195034135410">Żona, Wdowiec</motyw>Boryna szedł coraz wolniej, bo ociężało go rozdrażnienie, a potem przypomnienie nieboszczki, co ją na zwiesnę był pochował, ułapiło go za grdykę...</akap>

<akap_dialog id="e244">--- Ho! ho!... przy niej, co ją wspominam wieczorem w dobry sposób, nie przygodziłoby się tak granuli... gospodyni to była, gospodyni!... Juści, że i mamrot, i przeklętnica też, że i dobrego słowa nikomu dać nie dała i cięgiem się z babami za łby wodziła... ale zawżdy żona i gospodyni! --- Tu westchnął pobożnie na jej intencję, i żal go jeszcze większy dusił, bo przypominał, jak to bywało...</akap_dialog>


<akap id="e245">Przyszedł z roboty, spracowany --- to i jeść tłusto dała, i często gęsto kiełbasy podtykała kryjomo przed dzieciskami... A jak się wszystko darzyło!... i cielaki, i gąski, i prosiaki... że co jarmarek było z czym jeździć do miasta, i grosz był zawsze gotowy, na zakład z samego przychówku... A już co kapusty z grochem, to już jensza zgoła tak nie potrafi...<end id="e1195034135410"/></akap>


<akap id="e246">A teraz co?...</akap>


<akap id="e247">Antek ino na swoją stronę ciągnie, kowal też wypatruje, aby co chycić, a Józka? Skrzat głupi, któremu plewy jeszcze we łbie, co i nie dziwota, bo dzieusze mało co na dziesiąty rok idzie... Hanka kiej ta ćma łazi, a choruje jeno, i tyle zrobi, co ten pies zapłacze...</akap>


<akap id="e248">Toć i marnieje wszystko... granule trza było dorznąć... we żniwa wieprzak zdechł... wrony gąski tak przebrały, że z połowa ostała!... Tyle marnacji, tyle upadku!... Przez sito wszyćko leci, przez sito...</akap>

<akap_dialog id="e249">--- Ale nie dam! --- wykrzyknął prawie głośno --- póki rucham tymi kulasami, to ani jednej morgi nie odpiszę i do waju<pe><slowo_obce>do waju</slowo_obce> (gwar.) --- do was.</pe> na wycug<pe><slowo_obce>wycug</slowo_obce> --- dożywotnie utrzymanie, jakie powinny zapewnić dzieci rodzicom, po przepisaniu przez nich majątku na dzieci.</pe> nie pójdę...</akap_dialog>


<akap id="e250">Ino Grzela z wojska do dom powróci, to niechta se Antek na żoniną gospodarkę wróci... nie dam...</akap>

<akap_dialog id="e251">--- Niech będzie pochwalony! --- zabrzmiał jakiś głos.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e252">--- Na wieki!... --- odrzucił machinalnie i skręcił z drogi w szerokie i długie opłotki, bo wójtowa osada leżała trochę w głębi.</akap_dialog>


<akap id="e253">W oknach się świeciło i pieski ujadać poczęły.</akap>


<akap id="e254">Wszedł prosto do świetlicy.</akap>

<akap_dialog id="e255"><begin id="b1204199027218"/><motyw id="m1204199027218">Żebrak</motyw>--- Wójt doma? --- zapytał tłustej kobiety, klęczącej przy kołysce i karmiącej dziecko.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e256">--- Zarno wrócą, pojechał po ziemniaki. Siadajcie, Macieju, a dyć i ci też czekają na niego --- wskazała ruchem brody na dziada siedzącego przy kominie; był to ten stary ślepiec, wodzony przez psa; czerwonawe światło szczap ostro opływało jego ogromną, wygoloną twarz, łysą czaszkę i szeroko otwarte oczy, zasnute bielmem, nieruchomo tkwiące pod siwymi, krzaczastymi brwiami...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e257">--- Skąd to Pan Bóg prowadzi? --- zapytał Boryna, siadając po drugiej stronie ognia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e258">--- Ze świata, a skądże by, gospodarzu? --- odpowiadał wolno rozlazłym, jęczącym, iście proszalnym głosem i nadstawiał pilnie uszów, a wyciągnął tabakierkę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e259">--- Zażyjcie, gospodarzu.</akap_dialog>


<akap id="e260">Maciej zażył rzetelnie i kichnął raz po raz trzy razy, aż mu łzy w oczach stanęły.</akap>

<akap_dialog id="e261">--- Tęga jucha! --- i rękawem tarł załzawione oczy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e262">--- Niech wam będzie na zdrowie. Peterburka, dobrze ano robi na oczy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e263">--- Wstąpcie jutro do mnie, krowem dorznął, to się tam jaka sztuczka la was znajść znajdzie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e264">--- Bóg zapłać... Boryna, widzi mi się, co?... ---</akap_dialog>

<akap_dialog id="e265">--- A juści, żeście to rozeznali?... no, no.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e266">--- Po głosie ino, po gadaniu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e267">--- Cóż ta we świecie słychać? Wędrujecie cięgiem?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e268">--- Moiściewy, a cóż by! --- A to źle, a to i dobrze, a to i różnie, jak we świecie. A wszyscy piszczą, a narzekają, jak przyjdzie dziadowi co dać abo i drugiemu, ale na gorzałę mają.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e269">--- Prawdę rzekliście, bo ano tak i jest.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e270">--- Ho, ho! tyle roków się człek telepie po tej świętej ziemi, to się i wie różnie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e271">--- A gdzieście to podzieli tego znajdę, co was prowadzał łoni? --- zapytała wójtowa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e272">--- Poszedł se ścierwa, poszedł, wyłuskał on mi dobrze torbeczki... Miałem coś grosza od ludzi ochfiarnych, com go niósł na wotywy do Częstochowskiej Panienki, to mi jucha podebrał i poszedł we świat! Cichoj, Burek! bo to pewnikiem wójt! --- pociągnął sznurkiem i pies warczeć przestał.</akap_dialog>


<akap id="e273">Zgadł, bo wójt wszedł, bat rzucił w kąt i od progu wołał:</akap>

<akap_dialog id="e274">--- Żono, jeść, bom głodny kiej wilk --- jak się macie, Macieju; a wy czego, dziadu?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e275">--- Ja do was, Pietrze, wedle tej mojej sprawy, co ma być jutro.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e276">--- Ja zaś se poczekam, panie wójcie. Każecie w sieniach --- dobrze i tam będzie, a ostawicie przy ogniu, że to stary jestem, ostanę, a dacie tę miseczkę ziemniaków abo i chleba skibkę, to pacierz za was zmówię jeden abo i drugi... jakbyście dali gotowy grosz abo i dziesiątkę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e277">--- Siedźcie se, dostaniecie i kolację, a chcecie, to zanocujcie...<end id="e1204199027218"/></akap_dialog>


<akap id="e278"><begin id="b1195034197394"/><motyw id="m1195034197394">Jedzenie, Obyczaje</motyw>I wójt siadł do miski, okrytej parą świeżo utłuczonych ziemniaków i polanych obficie skwarkami, w drugiej donicy stało zsiadłe mleko.</akap>

<akap_dialog id="e279">--- Siadajcie, Macieju, z nami, zjecie, co jest --- zapraszała wójtowa, kładąc trzecią łyżkę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e280">--- Bóg zapłać. Przyjechałem z boru, tom se już dobrze podjadł...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e281">--- Bierzcie się ano za łyżkę, nie zaszkodzi wam, teraz już wieczory długie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e282">--- Długi pacierz i duża miska, jeszcze bez to niktoj nie pomarł --- rzucił dziad.</akap_dialog>


<akap id="e283">Boryna wzdragał się, ale w końcu, że słonina mocno raziła mu nozdrza, przysiadł się do ławki i pojadał z wolna, delikatnie, jak obyczaj kazał.</akap>


<akap id="e284">A wójtowa raz wraz wstawała i dokładała kartofli, to mleka przylewała.<end id="e1195034197394"/></akap>


<akap id="e285"><begin id="b1204199169820"/><motyw id="m1204199169820">Pies</motyw>Dziadowski pies się kręcił i skamlał zdziebko do jadła.</akap>

<akap_dialog id="e286">--- Cichoj, Burek, gospodarze ano jedzą... i ty dostaniesz, nie bój się... --- uspokajał go dziad i wciągał nozdrzami smakowitą woń, a przygrzewał ręce przy ogniu.<end id="e1204199169820"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e287"><begin id="b1204199516209"/><motyw id="m1204199516209">Chłop, Dziecko, Gospodarz, Kobieta, Sąd, Sługa</motyw>--- To Jewka was podobno zaskarżyła --- zaczął wójt, podjadłszy nieco.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e288">--- A ona ci! Żem to jej zasług nie wypłacił! Zapłaciłem, jak Bóg w niebie, i jeszczem ponadto z dobrego serca księdzu za chrzciny dał worek owsa...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e289">--- Ona powieda, że ten dzieciak to...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e290">--- W imię Ojca i Syna! Wściekła się czy co?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e291">--- Ho, ho, stary z was, a jeszcze majster! --- Wójtowie poczęli się śmiać.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e292">--- Staremu prędzej się przytrafi, bo praktyk ci jest i znający! --- szeptał dziad.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e293">--- Cygani jak ten pies, anim ją tknął. Jeszcze by, taki tłumok... taka pode płotem zdychała, a skamlała, coby ją za samą warzę a kąt do spania wziąć, bo na zimę szło. Nie chciałem, ale nieboszka pedo<pe><slowo_obce>pedo</slowo_obce> --- powiada.</pe>: ,,Weźmiem, przyda sie w domu, co mamy przynajmować? będzie swoja pod ręką...” Nie chciałem ja, jako że zimą roboty nijakiej, a jedna gęba więcej do miski. Ale nieboszka pedo: ,,Nie turbuj się, umie pono wełniaki i płótno tkać, zasadzę ją i niechta se ścibie, zawżdy coś uścibie.” No i ostała, odpasła się ino i zarno się postarała o przychówek<pe><slowo_obce>przychówek</slowo_obce> --- potomstwo.</pe>... A kto w spółce, to już różnie gadali...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e294">--- Ona skarży na was.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e295">--- Zakatrupię ścierwę, cygana pieskiego!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e296">--- Ale do sądu trza wam iść.<end id="e1204199516209"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e297">--- Pójdę. Bóg zapłać, żeście mi powiedzieli, bo wiedziałem ino, że o zasługi --- ale zapłaciłem, na co świadków mam! A pyskacz zapowietrzony, a dziadówka! <begin id="b1204199638008"/><motyw id="m1204199638008">Chłop, Konflikt, Szlachcic</motyw>Loboga, tyle umartwienia, że jaż chyba udzierżyć nie udzierżę --- a to mi i krowa padła, że dorznąć musiałem, roboty nie pokończone, a tu człowiek sam kiej ten palec.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e298">--- U wdowca to kiej między wilkami owca --- powiedział znowu dziad.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e299">--- O krowiem słyszał, mówili mi już na polu...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e300">--- To dworska sprawa, bo pono borowy wygnał z zagajów. Najlepsza krowa! Ze trzysta złotych wartała, zegnała się, bo ciężka była, zapaliły się w niej wątpia, żem dorznąć musiał... Ale dworowi tego nie daruję... Podam do sądu.</akap_dialog>


<akap id="e301">Ale wójt zaczął mu tłumaczyć i przekładać, żeby się wstrzymał, jako w pierwszej złości zawsze się źle radzi, bo stał za dworem, a w końcu, żeby zwrócić rozmowę w inną stronę<end id="e1204199638008"/>, mrugnął na żonę i powiedział:</akap>

<akap_dialog id="e302"><begin id="b1195034265894"/><motyw id="m1195034265894">Małżeństwo, Żona, Kobieta, Wdowiec</motyw>--- Bobyście się, Macieju, ożenili i miałby kto gospodarstwa pilnować.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e303">--- Kpicie czy co?... A dyć na Zielną skończyłem pięćdziesiąt i osiem roków. Co wama też w głowie, jeszcze tamta dobrze nie ostygła...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e304">--- Weźcie kobitę do swego wieku, a zaraz się wam zgoi wszystko --- dodała wójtowa i jęła sprzątać ze stołu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e305">--- Dobra żona głowy mężowej korona --- dorzucił dziad, obmacując miski, które przed nim postawiła wójtowa.</akap_dialog>


<akap id="e306">Żachnął się Boryna, ale zamedytował głęboko, że mu to samemu do głowy nie przyszło. Boć jaka się tam kobieta nadarzy, a zawżdy z nią lepiej niźli samemu biedować...</akap>

<akap_dialog id="e307">--- Która i głupia jest, i niemrawa, która znów kłótnica, która do chłopskich kołtunów sięgająca, która paparuch a latawiec po muzykach i karczmach, a zawżdy chłopu z nią lepiej i wygoda --- ciągnął dziad, pojadając.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e308">--- Dopiero by na wsi wydziwiali --- powiedział Boryna.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e309">--- Hale --- ludzie wama zwrócą krowę abo i co poradzą, abo i kiele gospodarstwa chodzić będą, abo się nad wami użalą --- zagadała gorąco wójtowa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e310">--- Albo i ciepłą pierzynę narządzą --- zaśmiał się wójt. --- A we wsi tyle jest dziewuch, że jak się idzie między chałupami, to bucha kiej z pieca.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e311">--- Ale, widzisz go, rozpustnik... czego mu się zachciewa...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e312">--- A Zośka Grzegorzowa na ten przykład, śmigła, piękna i wiano niezgorsze.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e313">--- A cóż to Maciejowi potrza wiana, nie gospodarz to pierwszy we wsi?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e314">--- Kto by ta miał dobra a i grontu dosyć --- zaoponował dziad.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e315">--- Ni Grzegorzowa nie la nich --- podjął wójt --- za mdła i młódka to jeszcze.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e316">--- A Jędrkowa Kasia? --- wyliczała dalej wójtowa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e317">--- Zmówiona. Wczoraj Rochów Adam posyłał z wódką.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e318">--- Jest ci jeszcze Stachowa Weronka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e319">--- Mamrot, latawiec i jedno biedro ma grubsze.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e320">--- A wdowa po Tomku, jakże to jej?... całkiem jeszcze do żeniaczki...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e321">--- Troje dzieci, cztery morgi, dwa krowie ogony i stary kożuch po nieboszczyku.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e322">--- A Ulisia tego Wojtka, co to za kościołem siedzi?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e323">--- I... to la kawalera... z przychówkiem, chłopak mógłby już być do pasionki, ale Maciejowi tego nie potrza, ma już pastucha swojego.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e324">--- Jest ci jeszcze, jest tego nasienia pannowego, ale ino wybieram takie, co by pasowały la Macieja.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e325">--- A zabaczyłaś<pe><slowo_obce>zabaczyć</slowo_obce> --- zapomnieć.</pe> o jednej, co by była la nich w sam raz.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e326">--- Którna?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e327">--- A Jagna Dominikowa?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e328">--- Prawda, całkiem o niej przepomniałam.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e329">--- Sielna dziewucha, a rosła, że bez płot nie przejdzie, bo żerdki pod nią pękają... a piękna, biała na gębie, a urodna kiej jałowica.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e330">--- Jagna --- powtórzył Boryna słuchający w milczeniu wyliczania --- a to powiedają o niej, że łasa na chłopaków.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e331">--- Ale, był to kto przy tym, to wie! Pleciuchy pletą, byle pleść, a wszystko ino przez zazdrość --- broniła mocno wójtowa.<end id="e1195034265894"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e332">--- Ja też nie powiedam sam z siebie, ino tak pogadują. Ale trza mi iść --- poprawił pasa, wraził węgielek we fajkę i pyknął parę razy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e333">--- Na którą to w sądzie? --- zapytał spokojnie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e334">--- Na dziewiątą napisane w powiestce. Musicie do dnia wstać, jeśli na piechty.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e335">--- I... źróbką se wolno pojadę. Ostańcie z Bogiem, dziękuję wama za pożywienie i somsiedzką radę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e336">--- Idźcie z Bogiem, a pomyślcie, cośwa wama raili<pe><slowo_obce>cośwa wama raili</slowo_obce> --- cośmy wam raili; <slowo_obce>raić</slowo_obce> --- polecać, rekomendować, swatać.</pe>... Powiecie, to z wódką pójdę do pani matki i jeszcze przed Godami sprawim wesele...</akap_dialog>


<akap id="e337">Boryna nie odrzekł nic, łypnął ino oczami i wyszedł.</akap>

<akap_dialog id="e338"><begin id="b1204200065673"/><motyw id="m1204200065673">Kobieta, Małżeństwo, Mężczyzna, Młodość, Starość</motyw>--- Jak stary młódkę bierze, diabeł się cieszy, bo profit z tego miał będzie --- rzekł dziad poważnie, skrobiąc głośno po dnie miski.<end id="e1204200065673"/></akap_dialog>


<akap id="e339">Boryna wolno wracał i żuł w sobie rozważnie, co mu raili. Nie dał poznać po sobie tam u wójtów, że mu się ta myśl strasznie udała<pe><slowo_obce>udała mu się</slowo_obce> --- spodobała.</pe>, bo jakże, gospodarz był, a nie żaden chłopak, co to ma jeszcze mleko pod nosem, a na wspominek o żeniaczce aże kwiczy i z nogi na nogę przedeptuje.</akap>


<akap id="e340"><begin id="b1204670079210"/><motyw id="m1204670079210">Noc</motyw>Noc już ogarnęła ziemię, gwiazdy srebrną rosą pobłyskiwały z ciemnych, głuchych głębin, cicho było we wsi, psy tylko niekiedy poszczekiwały, a tu i owdzie spoza drzew mżyły się słabe światełka... czasem wilgotny podmuch zawiał z łąk, że drzewa poczęły się lekko chybotać i z cicha poszmerywać listkami.<end id="e1204670079210"/></akap>


<akap id="e341">Boryna nie wrócił drogą, jaką był przyszedł, a tylko puścił się w dół, przeszedł most, pod którym woda z bełkotem przelewała się do rzeki i waliła głucho na młyn, i nawrócił na drugą stronę stawu --- wody leżały ciche i lśniły się czarniawo, pobrzeżne drzewa rzucały na taflę czarne cienie i jakby ramą obejmowały brzegi, a w pośrodku stawu, gdzie jaśniej było, odbijały się gwiazdy niby w zwierciadle stalowym.</akap>


<akap id="e342">Maciej sam nie wiedział, dlaczego nie poszedł prosto do domu, a wybrał dłuższą drogę, może aby przejść koło domu Jagny? a może aby zebrać nieco myśli i pomedytować.</akap>

<akap_dialog id="e343">--- Juści, że byłoby niezgorzej! juści! A co tam o niej mówią, to taka prawda. --- Splunął. --- Sielna kobieta! --- Dreszcz nim wstrząsnął, bo i chłód wilgotny szedł od stawów, a u wójtów gorąc był silny.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e344"><begin id="b1204281706224"/><motyw id="m1204281706224">Gospodarz, Kobieta, Małżeństwo, Mężczyzna, Wieś, Dom, Ojciec, Dziecko, Wdowiec, Własność</motyw>--- A bez kobiety trza zmarnieć abo dzieciom gospodarkę odpisać --- myślał --- a duża jucha i kiej malowana. --- A krowa najlepsza padła, a kto wie jutra?... Może to i trza poszukać żony? Tyle obleczenia<pe><slowo_obce>obleczenie</slowo_obce> --- ubranie.</pe> po nieboszce jest --- przygodziłoby się. Ale stara Dominikowa to pies... a cóż, mają chałupę i gront, to by na swojem ostała. Troje ich, a mają piętnaście morgów, to niby na Jagnę pięć i spłata za chałupę i lewentarz<pe><slowo_obce>lewentarz</slowo_obce> --- inwentarz; zwierzęta w gospodarstwie wiejskim.</pe>! Pięć morgów to rychtyk te pola za mojem kartofliskiem, żyto, widzi mi się, posiały latoś, tak... Pięć morgów do moich to... trzydzieści i pięć bez mała! Karwas pola!...</akap_dialog>


<akap id="e345">Zatarł ręce i poprawił pasa. --- To ino młynarz ma więcej... złodziej, krzywdą ludzką a precentami, a oszukaństwem tyla nabrał... A na bezrok podwiózłbym gnoju, a uprawił i pszenicy posiał na całym kawale; konia by trzeba przykupić, a i po granuli krowinę jaką... Prawda, krowę by dostać dostała...</akap>


<akap id="e346">I tak rozmyślał, liczył, rozmarzał się gospodarsko, aż czasem i przystawał z ciężkiej deliberacji. A że mądry chłop był, to wszystko zasię zbierał w sobie i głęboko w głowę patrzył, coby czego nie prześlepić i nie przepomnieć.</akap>

<akap_dialog id="e347">--- Wrzeszczałyby juchy, wrzeszczały! --- pomyślał o dzieciach, ale wnet fala mocy i pewności zalała mu serce i skrzepiła głuche jeszcze, wahające postanowienia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e348">--- Gront mój, wara komu drugiemu do niego. A nie chceta, to... --- nie skończył, bo stanął przed chałupą Jagny.<end id="e1204281706224"/></akap_dialog>


<akap id="e349">Świeciło się u nich jeszcze i przez otwarte okno padała szeroka smuga światła i szła przez kierz georginiowy i niskie drzewa śliwkowe aż na płot i drogę.</akap>


<akap id="e350">Boryna stanął w cieniu i zapuścił wzrok w izbę.</akap>


<akap id="e351"><begin id="b1204281897602"/><motyw id="m1204281897602">Kobieta, Praca, Wieś</motyw>Lampka tliła się nad okapem, ale w kominie musiał się buzować tęgi ogień, bo słychać było trzask świerczyny i czerwonawe światło zapełniało ogromną, mroczną po kątach izbę; stara, skulona przed kominem, czytała cosik głośno, a Jagna przeciw niej twarzą do okna siedziała; w koszuli była tylko i z podwiniętymi do ramion rękawami --- podskubywała gęś.</akap>

<akap_dialog id="e352">--- Urodna jucha, to urodna! --- myślał.</akap_dialog>


<akap id="e353">Podnosiła czasem głowę, nasłuchiwała matki, wzdychała ciężko, to znowu brała się skubać pióra, aż gęś zagęgała boleśnie i rwać się poczęła z krzykiem z jej rąk, i bić skrzydłami, że puch się rozwiał po izbie białym tumanem. Uspokoiła ją rychło i mocno ściskała kolanami, że gęś jeno pogęgiwała z cicha a boleśnie, i odpowiadały jej inne gdzieś z sieni czy z podwórza.</akap>

<akap_dialog id="e354">--- Piękna kobieta --- pomyślał i odszedł spiesznie, bo mu uderzyło do głowy, aż się podrapał, zapiął pętlę i pasa przyciągnął.<end id="e1204281897602"/></akap_dialog>


<akap id="e355">Już był w swoich wrotach i wchodził w opłotki, gdy się obejrzał na jej dom, bo rychtyk stał naprzeciw, tylo że po tamtej stronie wody. Ktoś akuratnie wychodził, bo przez drzwi uchylone lunęła struga światła i jak błyskawica zamigotała i padła aż na staw, potem czyjeś mocne stąpania zadudniły, i rozległ się chlupot wody nabieranej, a w końcu wskroś ciemni i mgieł, co się były zwlekały z łąk, śpiew się ozwał przyciszony:</akap>


<poezja_cyt>
<strofa id="e366">Ja za wodą, ty za wodą,/
Jakże ja ci buzi podom?.../
Podam ci ją na listeczku,/
A naściże, kochaneczku...</strofa>
</poezja_cyt>


<akap id="e356">Słuchał długo, ale głos rychło przepadł i światła wkrótce pogasły.</akap>


<akap id="e357"><begin id="b1204282269227"/><motyw id="m1204282269227">Księżyc, Noc, Światło</motyw>Na niebo wtaczał się zza lasów księżyc w pełni i rozsrebrzał czuby drzew, i siał przez gałęzie światło na staw, i zaglądał w okna chat, co mu były naprzeciw. Psi nawet pomilkli, cichość niezgłębiona objęła wieś całą i stworzenie wszelkie.<end id="e1204282269227"/></akap>


<akap id="e358"><begin id="b1204282145568"/><motyw id="m1204282145568">Zwierzęta</motyw>Boryna obszedł podwórze, zajrzał do koni, parskały i gryzły obroki; wsadził głowę do obory, bo drzwi dla gorąca stały otworem. Krowy leżały przeżuwając a postękując, jako to jest zwyczajnie u bydlątek.<end id="e1204282145568"/> Przywarł wrota do stodoły.</akap>


<akap id="e359">Zdjąwszy kapelusz, szedł do izby i mówił półgłosem pacierz.</akap>


<akap id="e360">A że spali już wszyscy, rozzuł się po cichu i zaraz legł spać.</akap>


<akap id="e361">Ale zasnąć nie mógł, to pierzyna go parzyła, że nogi spod niej wysuwał, to mu po głowie chodziły sprawy różne, a turbacje, a pomyślenia... to mu brzuch ano ciężył srodze, że postękiwał i mruczał.</akap>

<akap_dialog id="e362">--- Zawżdy mówię, że zsiadłe mleko ino rozpiera brzucho, coby na noc nie dawać...</akap_dialog>


<akap id="e363"><begin id="b1204315039748"/><motyw id="m1204315039748">Mężczyzna, Wdowiec, Żona, Modlitwa</motyw>A potem jął myśleć o Jagnie; jak by to dobrze było, bo i urodna, i gospodarna, i tyle pola... To znowu przypominał sobie dzieci, to te gadania na Jagnę, że mąciło się w nim wszelakie rozeznanie, i już nie wiedział, co począć, że uniósł się nieco, i jak to było zwyczajnie, chciało mu się do drugiego łóżka zawołać i poradzić:</akap>

<akap_dialog id="e364">--- Maryś! Żenić się czy to się nie żenić z Jagną?...</akap_dialog>


<akap id="e365">Ale w czas sobie przypomniał, że Maryś już od zwiesny na cmentarzu, a tam se śpi Józka i chrapie, a on jest sierotą, która poradzić się nikogo nie ma; to ino westchnął ciężko, przeżegnał się i jął mówić zdrowaśki za nieboszczkę i wszystkie dusze w czyścu ostające.<end id="e1204315039748"/></akap>













<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e367">III</naglowek_rozdzial>



<akap id="e368">Już świt ubielił dachy i zgrzebną, szarą płachtą przysłonił noc i gwiazdy pobladłe, gdy ruch się uczynił w Borynowym obejściu.</akap>


<akap id="e369">Kuba zwlókł się z wyrka i wyjrzał przed stajnię --- szron leżał na ziemi i szaro było jeszcze, ale już zorze rozpalały się na wschodniej stronie i czerwieniły czuby drzew oszroniałych --- przeciągnął się z lubością, ziewnął parę razy i poszedł do obory, aby krzyknąć na Witka, że czas wstawać, ale chłopak uniósł nieco senną głowę i szepnął:</akap>

<akap_dialog id="e370">--- Zaraz, Kuba, zaraz! --- i przytulał się do legowiska.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e371">--- Pośpij se zdziebko, biedoto, pośpij! --- Przyokrył go kożuchem i pokusztykał, bo że nogę miał kiedyś przestrzeloną w kolanie, kulał srodze i ciągnął ją za sobą; <begin id="b1204533541425"/><motyw id="m1204533541425">Modlitwa, Pobożność</motyw>umył się pod studnią, przygładził dłonią rzadkie, wyleniałe włosy, co mu się były pozwijały w kołtuny, i klęknął na progu stajni odmawiać pacierze.</akap_dialog>


<akap id="e372">Gospodarz spali jeszcze, w oknach chałupy zapalały się krwawe brzaski zórz, a gęste, białe mgły zwlekały się z wolna ze stawów, kołysały ciężko i posuwały w górę podartymi szmatami.</akap>


<akap id="e373"><begin id="b1204315326260"/><motyw id="m1204315326260">Pies</motyw>Kuba przesuwał w palcach koronkę i modlił się długo, a biegał oczami po podwórzu, po oknach chałupy, po sadzie omroczonym jeszcze na dole, po jabłonkach, obwieszonych jabłkami niby pięście; rzucił czymściś do budy, co stała zaraz koło drzwi, w biały łeb Łapy, aż pies zawarczał, zwinął się i spał dalej.</akap>

<akap_dialog id="e374">--- Ale, do samego słońca spał będziesz, jucho! --- i rzucił w niego raz, drugi, że pies wylazł, przeciągał się, ziewał, machał ogonem, przysiadł w podle i jął się drapać i czynić zębami w gęstych kudłach porządek.</akap_dialog>


<akap id="e375">...I ochfiaruję ten pacierz Tobie i wszystkim świętym. Amen! --- Bił się długo w piersi, a powstając, rzekł do Łapy:</akap>

<akap_dialog id="e376">--- Hale! aligant jucha, wybiera se pchły kiej baba na wesele!<end id="e1204533541425"/><end id="e1204315326260"/></akap_dialog>


<akap id="e377"><begin id="b1195552154046"/><motyw id="m1195552154046">Praca, Wieś</motyw>A że robotny był, to się zajął obrządkiem --- wóz wytoczył ze stodoły i nasmarował, <begin id="b1204315581047"/><motyw id="m1204315581047">Koń</motyw>napoił konie i przyłożył im siana, aż parskać zaczęły i bić kopytami, a potem przyniósł z sąsieka nieco zgonin, dobrze okraszonych owsem, i wsypał to klaczy do żłobu, bo stała w gródce, osobno.</akap>

<akap_dialog id="e378">--- Żrej, stara, żrej; źróbka mieć będziesz, to ci mocy trza, żrej! --- Pogładził ją po nozdrzach, aż klacz położyła mu łeb na ramieniu i pieszczotliwie chwytała wargami za kołtuny.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e379">--- ...Ziemniaki do połednia zwieziemy, a pod wieczór do lasu, po ściółkę --- nie bój się, ściółka letka, nie zgonię cię...<end id="e1195552154046"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e380">--- A ty, wałkoniu, batem dostaniesz, widzisz go, owies mu pachnie, próżniakowi --- mówił do wałacha, co stał obok i łeb wtykał między deski przegrody, do żłobu klaczy --- grzmotnął go pięścią w zad, aż koń uskoczył w bok i zarżał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e381">--- Hale, parob żydowski! Żreć to byś choć i czysty owies żarł, a do roboty cię nie ma, bez bata, jucho, z miejsca nie ruszysz, co?</akap_dialog>


<akap id="e382"><begin id="b1195552248984"/><motyw id="m1195552248984">Zwierzęta</motyw>Wyminął go i zajrzał do źróbki, co stała przy ścianie samej i już z daleka wyciągała do niego kasztanowaty łeb ze strzałką białą na czole i rżała cicho.</akap>

<akap_dialog id="e383">--- Cichoj, mała, cichoj! Podjedz se ano, bo pojedziesz z gospodarzem do miasta! --- Uwił kłak siana i wyczyścił jej bok zawalany. --- Tyla klacz, że już do ogiera czas, a świniaś. Utytlesz się zawdy kiej maciora --- pogadywał wciąż i poszedł do chlewów wypuścić świnie, bo kwiczały, a Łapa chodził za nim i zaglądał mu w oczy.<end id="e1204315581047"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e384">--- Zjadłbyś i ty, co? To naści--że chlebaszka, naści! --- Wyjął zza pazuchy kawałek i rzucił, pies pochwycił i schował się do budy, bo świnie ano leciały mu wydrzeć.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e385">--- Hale, te swynie to kiej człowiek niektóry, aby ino chycić cudze i zechlać...</akap_dialog>


<akap id="e386">Zajrzał do stodoły i długo patrzył na wiszącą u belki krowę.</akap>

<akap_dialog id="e387">--- Głupie to jeno bydle, a i temu na koniec przyszło. Widzi mi się, co jutro zgotują mięsa... Tyle i z ciebie, biedoto, że człek se podje w niedzielę...<end id="e1195552248984"/></akap_dialog>


<akap id="e388">Westchnął do tego jadła i powlókł się budzić Witka...</akap>

<akap_dialog id="e389">--- Słońce ino, ino --- zarno się pokaże... Krowy trza wypędzać.</akap_dialog>


<akap id="e390">Witek mamrotał coś, bronił się, przykładał do kożucha, ale w końcu wstać wstał i łaził ociężały i senny po podwórzu.</akap>


<akap id="e391">Gospodarz zaspali dzisiaj, bo słońce już weszło i rozczerwieniło szrony, i zapaliło łuny w wodach i szybach, a z chałupy nikt się nie pokazywał...</akap>


<akap id="e392"><begin id="b1195552311921"/><motyw id="m1195552311921">Ptak</motyw>Witek siedział na progu obory i podrapywał się zajadle, i przeziewał, a że wróble poczęły zlatywać z dachów do studni i trzepać się w korycie, to przyniósł drabkę<pe><slowo_obce>drabka</slowo_obce> --- drabinka.</pe> i wlazł pod okap zajrzeć do gniazd jaskółczych, bo cicho tam jakoś było.</akap>

<akap_dialog id="e393">--- Pomarzły czy co?</akap_dialog>


<akap id="e394">I jął wyciągać delikatnie pomorzone ptaszki i kłaść je za pazuchę.</akap>

<akap_dialog id="e395">--- Kuba, wiecie, nie żyją, o! --- Pobiegł do parobka i pokazywał sztywne, pogasłe jaskółki.</akap_dialog>


<akap id="e396">Ale Kuba wziął ino w rękę, przyłożył do ucha, dmuchnął w oczy i rzekł:</akap>

<akap_dialog id="e397">--- Zdrętwiały, bo przymrozek galanty<pe><slowo_obce>galanty</slowo_obce> --- porządny.</pe>. Ale że to głupie nie poszły jeszcze do ciepłych krajów, no, no... --- I poszedł do swojej roboty.</akap_dialog>


<akap id="e398">A Witek siadł pod chałupą, w szczycie, bo słońce już tam dochodziło i oblewało bielone ściany, po których i muchy łazić poczynały; wyciągał zza koszuli te, które już ogrzane nieco jego ciałem, gmerały się trochę, chuchał na nie, rozdziawiał im dziobki, poił z ust własnych, aż ożywiały się, otwierały oczy i poczynały wydzierać się do ucieczki; wtedy prawą ręką czaił się po ścianie i raz wraz zagarnął jaką muchę, nakarmiał nią i puszczał.</akap>

<akap_dialog id="e399">--- Lećta se do matuli, lećta --- szeptał, patrząc, jak jaskółki siadały na kalenicy obory, czesały się dziobkami i szczebiotały jakby dziękczynienia.<end id="e1195552311921"/></akap_dialog>


<akap id="e400">A Łapa siedział przed nim na zadzie i skomlał uciesznie, a co który ptaszek wyfruwał, rzucał się za nim, biegł kilka kroków i zawracał z powrotem stróżować.</akap>

<akap_dialog id="e401">--- Ale, złap wiater w polu --- mruczał Witek i tak się zatopił w rozgrzewaniu jaskółek, że ani widział, kiedy Boryna wyszedł zza węgła i stanął przed nim.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e402"><begin id="b1195552383562"/><motyw id="m1195552383562">Przemoc, Chłop, Wieś, Pan, Sługa</motyw>--- Ptaszkami się, ścierwo, zabawiasz, co?</akap_dialog>


<akap id="e403">Porwał się, by uciekać, ale już gospodarz chycił go krótko za kark i drugą ręką szybko odpasywał szeroki, twardy pas rzemienny.</akap>

<akap_dialog id="e404">--- A dyć nie bijcie, a dyć! --- zdążył krzyknąć jeno.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e405">--- Takiś to pastuch, co? Tak to pilnujesz, co? Najlepsza krowa się zmarnowała, co?... Ty znajdku, ty pokrako warsiaska! Ty! --- I bił zapamiętale, gdzie popadło, aż rzemień świszczał, a chłopak wił się kiej piskorz i wrzeszczał:</akap_dialog>

<akap_dialog id="e406">--- Nie bijta! Loboga! Zabije mię! Gospodarzu!... O Jezu, ratujta!...</akap_dialog>


<akap id="e407">Aż Hanka wyjrzała z chałupy, co się dzieje, a Kuba splunął i schował się do stajni.</akap>


<akap id="e408">A Boryna łoił go rzetelnie, wybijał mu na skórze swoją stratę tak zajadle, że Witek miał już gębę posinioną i z nosa puściła mu się krew, krzyczał wniebogłosy i cudem jakimś się wyrwał, chwycił się obu rękami z tyłu za portki i gnał w opłotki.</akap>

<akap_dialog id="e409">--- Jezu, zabili mę, zabili mę! --- ryczał i tak pędził, aż mu reszta jaskółek wylatywała zza pazuchy i rozsypywała się po drodze.<end id="e1195552383562"/></akap_dialog>


<akap id="e410">Boryna pogroził jeszcze za nim, opasał się i wrócił do chałupy, i zajrzał na Antkową stronę.</akap>

<akap_dialog id="e411">--- Słońce już na dwa chłopa, a ty się jeszcze wylegujesz! --- krzyknął na syna.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e412">--- Zmogłem się wczoraj kiej bydlę, to muszę się wywczasować.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e413">--- Do sądu pojadę... Zwieź ziemniaki, a jak ludzie skończą kopanie, to zagnać je do grabienia ściółki, a ty mógłbyś kołki pozabijać do ogacenia<pe><slowo_obce>ogacenie</slowo_obce> --- ocieplenie.</pe>.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e414">--- Ogaćcie se sami chałupę, nama tutaj nie wieje.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e415">--- Rzekłeś... to swoją stronę ogacę, a ty marznij, kiejś wałkoń.</akap_dialog>


<akap id="e416">Trzasnął drzwiami i poszedł na swoją stronę.</akap>


<akap id="e417">Józka już rozpaliła ogień i szła doić krowy.</akap>

<akap_dialog id="e418">--- Rychło daj jeść, bo trza mi jechać...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e419">--- Przecięch się nie ozedrę, dwóch robót razem nie poradzę --- i poszła.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e420"><begin id="b1195552441156"/><motyw id="m1195552441156">Ojciec, Syn</motyw>--- Spokojnego oczymgnienia nie ma, ino kłyżnij się<pe><slowo_obce>kłyżnić się</slowo_obce> --- kłócić się.</pe> ze wszystkimi! --- myślał i wziął się do obleczenia, ale zły był i zgryziony. Jakże, ciągła wojna z synem, słowa nie można rzec, bo zaraz do oczów z pazurami skacze albo rzeknie coś, co jaże we wątpiach poczujesz. Na nikogo się spuścić, ino haruj i haruj!</akap_dialog>


<akap id="e421">Złość w nim zbierała, aż poklinał z cicha i rzucał szmatami po izbie a butami.</akap>

<akap_dialog id="e422">--- Słuchać się powinny, a nie słuchają! Czemu to? --- myślał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e423">--- Widzi mi się, co bez kijaszka z nimi obyć się nie obędzie, bez twardego! Dawno się im to należało, zaraz po śmierci nieboszczki, kiej kłyżnić się zaczęły o gronta, ale się jeszcze wagował<pe><slowo_obce>wagował</slowo_obce> --- wahał.</pe>, żeby zgorszenia we wsi nie czynić. Gospodarz był przeciech nie leda jaki, na trzydziestu morgach, i z rodu nie bele chto --- Boryna, wiadomo. Ale dobrością z nimi się nie skończy, nie!...<end id="e1195552441156"/> --- <begin id="b1204316434464"/><motyw id="m1204316434464">Córka, Ojciec, Rodzina, Własność</motyw>Tu przyszedł mu na myśl zięć, kowal, któren wszystkich po cichu burzył, a i sam wciąż nastawał, żeby mu sześć morgów odpisać i morgę lasu, a już na resztę chciał poczekać...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e424">--- To niby kiej zamrę! Poczekaj, jucho, poczekaj --- myślał ze złością. --- Póki się ino rucham, nie powąchasz ty ani zagona! Widzisz go, mądrala!</akap_dialog>


<akap id="e425">Kartofle już mocno perkotały w kominie, gdy Józka przyszła od udoju i wnetki narządziła śniadanie.</akap>

<akap_dialog id="e426">--- Józka! A mięso sama przedawaj. Jutro niedziela, ludzie się już zwiedziały, to się ich tu naleci; ino nie borguj<pe><slowo_obce>borgować</slowo_obce> --- dawać na kredyt.</pe> nikomu. Pośladek ostaw la nas; zawoła się Jambroża, to zasoli i przyprawi...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e427">--- A dyć i kowal umieją...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e428">--- Ale, podzieliłby się kiej wilk z owcą.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e429">--- Magdzie będzie markotno, że to nasza krowa, a ona nawet nie obaczy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e430">--- To la Magdy wytnij jaką sztuczkę i zanieś, ale kowala nie wołaj.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e431">--- Dobryście, tatulu, dobry.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e432">--- Hale, córuchno, hale! Pilnuj tutaj, a już ci bułeczkę przywiezę abo i co.<end id="e1204316434464"/></akap_dialog>


<akap id="e433">Podjadł se niezgorzej, opasał się pasem, przygładził poślinioną dłonią zwichrzone i rzadkie włosy, ujął bat i jeszcze się rozglądał po izbie...</akap>

<akap_dialog id="e434">--- Bym czego nie przepomniał. --- Chciało mu się zajrzeć do komory, ale się powstrzymał, bo Józka patrzała, więc się przeżegnał i ruszył.</akap_dialog>


<akap id="e435">A już z wasąga, zbierając w garść parciane lejce, rzekł Józce na ganek:</akap>

<akap_dialog id="e436">--- Skończą ziemniaki, to zaraz iść grabić ściółkę, kwitek jest za obrazem. A niechta zetną jakiego grabka albo i chojkę --- przyda się.</akap_dialog>


<akap id="e437">Wóz ruszył i już był w opłotkach, gdy Witek mignął pod jabłoniami.</akap>

<akap_dialog id="e438">--- Zahaczyłem... prru... Witek! Prru! Witek, puść krowy na łąki, a pilnuj, bo cię, jucho, spierę, że popamiętasz!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e439">--- Ale, pocałujta mę gdzieś... --- odkrzyknął hardo znikając za stodołą.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e440">--- Będziesz tu pyskował, jak zlezę, to obaczysz...</akap_dialog>


<akap id="e441">Skręcił z opłotków na lewo, na drogę wiodącą ku kościołowi; podciął batem źróbkę, że podyrdała truchcikiem po wyboistej, pełnej kamieni drodze.</akap>


<akap id="e442"><begin id="b1204316594224"/><motyw id="m1204316594224">Światło</motyw>Słońce było już chyla tyla nad chałupami i świeciło coraz cieplej, bo z oszroniałych strzech podnosiły się opary i woda skapywała, tylko w cieniach --- pod płotami w sadach, po rowach, leżał jeszcze siwy mróz; po stawie wlekły się ostatnie zrzedłe mgły i woda poczynała spod bielm wrzeć brzaskami i odbłyskiwać słońce.<end id="e1204316594224"/></akap>


<akap id="e443"><begin id="b1195552505062"/><motyw id="m1195552505062">Wieś</motyw>We wsi poczynał się już zwykły ruch: poranek był jasny i chłodny, a że zaś przymrozek orzeźwił powietrze, to i raźniej się poruszali, i zgiełkliwiej; wychodzili gromadnie na pola, którzy do kopania szli z motyczkami a koszykami na ręku, dojadając śniadań; którzy z pługiem ciągnęli na ścierniska; którzy na wozach brony wieźli a worki pełne ziarna siewnego; którzy znów zasię wykręcali ku lasom z grabiami na ramionach, ściółkę grabić --- że ino dudniło po obu stronach stawu i krzyk się wzmagał, bo drogi były zatłoczone bydłem ciągnącym na paszę, szczekaniem psów, pokrzykami, co wybuchały raz wraz z niskiej, ciężkiej kurzawy, jaka się była wznosiła z orosiałych dróg.</akap>


<akap id="e444">Boryna wymijał trzody ostrożnie, czasem śmignął po wełnie jakie jagniątko głupie, co się nie usuwało przed źrebicą, to cielę jakie, aż i wyminął wszystkich i koło kościoła, który stał osłonięty potężnym wałem lip żółknących i klonów, wjechał na szeroki gościniec, obsadzony z obu stron ogromnymi topolami.<end id="e1195552505062"/></akap>


<akap id="e445"><begin id="b1204316781863"/><motyw id="m1204316781863">Obyczaje, Pobożność, Religia</motyw>A że w kościele była msza święta, bo sygnaturka przedzwoniła ofiarę i huczały przyciszonym głosem organy, zdjął kapelusz i westchnął pobożnie.<end id="e1204316781863"/></akap>


<akap id="e446">Droga była pusta i zasłana opadłym liściem tak obficie, że wyboje i głęboko powyrzynane koleiny pokryły się rdzawozłocistym kobiercem, pociętym gęstymi pręgami cieniów, jakie rzucały pnie topoli, bo słońce z boku świeciło.</akap>

<akap_dialog id="e447">--- Wio, maluśka, wio! --- Świsnął batem i źrebica przez kilka stajań poszła raźniej, ale potem opadła i wlekła się wolno, bo droga, choć nieznacznie, szła pod wzgórza, na których czerniały lasy.</akap_dialog>


<akap id="e448">Boryna, że go ta cisza mroczyła sennością, to poglądał przez kolumnadę topoli na pola, pławiące się w różowym, porankowym świetle, albo myśleć usiłował o sprawie z Jewką, to o granuli --- ale nie mógł sobie dać rady, tak go śpik<pe><slowo_obce>śpik</slowo_obce> --- senność.</pe> morzył...</akap>


<akap id="e449">Ptaszki ćwierkały w gałęziach, to <begin id="b1204316926191"/><motyw id="m1204316926191">Rośliny</motyw>czasem wiatr przegarnął leciuchnymi palcami po czubach drzew, że ino jaki taki listeczek, kieby motyl złoty, odrywał się od maci, spadał kolisto na drogę abo i na zakurzone osty, co zaognionymi oczami kwiatów hardo patrzyły w słońce --- a topole zagwarzyły, poszemrały z cicha gałązkami i pomilkły kiej te kumy, co na Podniesienie oczy podniesą, ręce rozłożą i westchną modlitewnie, a padną wnetki w proch przed Majestatem, ukrytym w tej złotej monstrancji, zawisłej nad ziemią świętą, nad rodzoną...<end id="e1204316926191"/></akap>


<akap id="e450">Dopiero pod lasem przecknął na dobre i wstrzymał konia.</akap>

<akap_dialog id="e451"><begin id="b1204538892228"/><motyw id="m1204538892228">Gospodarz</motyw>--- Wschodzi niezgorzej --- szepnął, przyjrzawszy się pod światło szarym zagonom, ordzawionym krótką szczotką wschodzącego żyta.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e452">--- Kawał pola, a przyległo do mojego, kieby kto z umysłu narządził! Żyto, widzi mi się, wczoraj posiały. --- Ogarnął pożądliwym spojrzeniem zbronowane zagony, westchnął i wjechał w las.<end id="e1204538892228"/></akap_dialog>


<akap id="e453">Poganiał często konia, bo droga szła po równym i twardsza była, tylko gęsto przerośnięta korzeniami, na których wóz podskakiwał i turkotał.</akap>


<akap id="e454"><begin id="b1204317055937"/><motyw id="m1204317055937">Drzewo, Rośliny</motyw>Ale już nie drzemał, owiany surowym i chłodnym dechem lasu.</akap>


<akap id="e455">Bór był ogromny, stary --- stał zbitą gęstwą w majestacie wieku i siły, drzewo przy drzewie, sama sosna prawie, a często dąb rosochaty i siwy ze starości, a czasem brzozy w białych koszulach, z rozplecionymi warkoczami żółtymi, że to jesień już była. Podlejsze krze, jako leszczyna, to karłowata grabina, to osiczyna drżąca tuliły się do czerwonych, potężnych pni tak zwartych koronami i poplątanych gałęziami, że ino gdzieniegdzie przedzierało się słońce i pełzało niby złote pająki po mchach zielonych i paprociach zrudziałych.<end id="e1204317055937"/></akap>

<akap_dialog id="e456"><begin id="b1204317207816"/><motyw id="m1204317207816">Chłop, Konflikt, Szlachcic, Własność</motyw>--- Zawżdy mojego tu są cztery morgi! --- myślał i pożerał oczami las, i już na oko wybierał co najlepszy. --- Przeciech Pan Jezus nie da nas ukrzywdzić --- abo i same się nie damy, nie... Dworowi widzi się dużo, a nam mało. Zarno... moje ze cztery, a Jagusine z morga... cztery i jedna...<end id="e1204317207816"/> <begin id="b1204317143453"/><motyw id="m1204317143453">Koń, Ptak</motyw>Wio! głupia, sroków się będzie bojała! --- Trzepnął ją batem, bo na suszce, co dźwigała Bożą Mękę, kłóciły się sroki tak zajadle, aż źrebica strzygła uszami i przystawała.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e457">--- Srokowe wesele --- deszczu będzie wiele. --- Przypiął parę batów źrebicy i jechał kłusem.<end id="e1204317143453"/></akap_dialog>


<akap id="e458"><begin id="b1195552607078"/><motyw id="m1195552607078">Żyd</motyw>Dobrze było już po ósmej, bo ludzie na polach siadali do śniadaniowych dwojaków, gdy wjeżdżał do Tymowa, na puste uliczki, obstawione pozapadanymi domostwami, co przysiadły niby stare przekupki nad rynsztokami, pełnymi śmieci, kur, Żydziąt obdartych i nierogacizny.</akap>


<akap id="e459">Zaraz na wjeździe obstąpili go Żydzi i Żydówki i nuż zaglądać do wasągu, macać pod grochowinami, pod siedzeniem, czy nie wiezie czego na sprzedanie.</akap>

<akap_dialog id="e460">--- Poszły, parchy! --- mruknął, wjeżdżając na rynek, pod cień starych, poobdzieranych kasztanów, konających na środku placu, gdzie już stało kilkanaście wozów z wyprzęgniętymi końmi.<end id="e1195552607078"/></akap_dialog>


<akap id="e461"><begin id="b1204317642361"/><motyw id="m1204317642361">Chłop, Miasto</motyw>I swój wasąg tam umieścił, źrebicę wyłożył łbem do półkoszka, nasuł jej do kobiałki obroku, bat schował na dno, pod siedzenie, otrzepał się ze słomy i ruszył prosto do Mordki, tam gdzie błyszczały trzy mosiężne talerze, aby się nieco przyogolić --- wyszedł wkrótce czysto ostrugany i tylko z jednym zacięciem na brodzie, zalepionym papierem, przez który sączyła się krew.<end id="e1204317642361"/></akap>


<akap id="e462">Sądy nie były jeszcze zaczęte.</akap>


<akap id="e463">Ale przed domem sądowym, co stał zaraz w rynku, naprzeciw ogromnego poklasztornego kościoła, czekało już sporo narodu. Siedzieli na wydeptanych stopniach, to kupili się pod oknami i raz wraz zaglądali do środka, kobiety zaś przykucnęły pod bielonymi ścianami, opuściły czerwone zapaski z głów na ramiona i rajcowały.</akap>


<akap id="e464">Boryna, że dojrzał Jewkę z dzieckiem na ręku, stojącą w gromadzie swoich świadków, to się zeźlił zarno, jako że skory był do złości, splunął i wszedł do sieni drugiej, biegnącej na przestrzał sądowego domostwa.</akap>


<akap id="e465"><begin id="b1204317454240"/><motyw id="m1204317454240">Sługa, Praca</motyw>Po lewej stronie był sąd, a po prawej mieszkał sekretarz, bo jakoż właśnie Jacek wyniósł samowar przed sam próg i tak go rozdmuchiwał cholewą zawzięcie, że dymił niby komin fabryczny, a co chwila ostry, gniewny głos krzyczał z głębi zadymionej sieni:</akap>

<akap_dialog id="e466">--- Jacek! buciki panienkom!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e467">--- Zaraz, zaraz!</akap_dialog>


<akap id="e468">Samowar już niby wulkan huczał i buchał płomieniami.</akap>

<akap_dialog id="e469">--- Jacek! wodę panu do mycia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e470">--- Dyć zara, zrobi się wszyćko, zrobi! --- I spocony, nieprzytomny, ganiał po sieni, aż dudniło, powracał, dmuchał i znowu leciał, bo pani krzyczała:</akap_dialog>

<akap_dialog id="e471">--- Jacek! kulfonie jeden, gdzie moje pończochy?!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e472">--- Ale! ścierwa, nie samowar!</akap_dialog>


<akap id="e473">Trwało to wszystko dobrych parę pacierzy, abo i z koronkę, aż wreszcie drzwi sądowe się otwarły i naród począł napełniać dużą, wybieloną izbę.</akap>


<akap id="e474"><begin id="b1204539844887"/><motyw id="m1204539844887">Obyczaje, Sąd</motyw>Jacek, już teraz jako woźny, boso, w modrych portkach i takimże lejbiku z mosiężnymi guzikami, z czerwoną, spoconą twarzą, którą raz wraz obcierał rękawem, uwijał się za czarnymi kratami, dzielącymi izbę na dwie połowy, i rzucał łbem niby koń, kiej go giez ukąsi, bo płowe włosy spadały mu grzywą na oczy, to zaglądał ostrożnie do sąsiedniej stancji i potem siadał na chwilę pod zielonym piecem.<end id="e1204317454240"/></akap>


<akap id="e475">A narodu się nawaliło, że ani palca wetknąć, i parli się coraz krzepciej<pe><slowo_obce>coraz krzepciej</slowo_obce> --- coraz silniej (od: <slowo_obce>krzepki</slowo_obce> --- silny).</pe> na kraty, aż trzeszczały; gwar zrazu cichy podnosił się z wolna, szemrał, przewalał po izbie, huczał czasami, przechodził miejscami w kłótnię, że jakie takie mocne słowo padało coraz gęściej.</akap>


<akap id="e476">Żydzi szwargotali pod oknami, a jakieś baby na głos opowiadały swoje krzywdy i jeszcze głośniej popłakiwały, ale nie można było rozeznać, kto i gdzie, bo ciasnota była i głowa przy głowie, jako ten zagon pełen maków czerwonych i kłosów żytnich, co go to wiater żenie, a on się zakolebie i gwarzy, i szumi, a potem staje równo kłos przy kłosie. <begin id="b1204539432431"/><motyw id="m1204539432431">Kłótnia, Konflikt</motyw>To znowuj Jewka, dojrzawszy Borynę wspartego o kraty, jęła dogadywać i wykrzykiwać na niego, że zeźlony odrzekł ostro:</akap>

<akap_dialog id="e477">--- Zamilknij, suko, bo ci gnatki porachuję, że rodzona nie pozna.</akap_dialog>


<akap id="e478">A na to Jewka rozsrożona nuż pazury wyciągać i drzeć się do niego przez gęstwę ludzką, aż jej chustka spadła z głowy i dzieciak się rozkrzyczał, że nie wiada, na czym by się skończyło, gdy naraz Jacek się zerwał, otworzył drzwi i krzyknął:</akap>

<akap_dialog id="e479">--- Cichojta, ścierwy, bo ano sąd idzie!...<end id="e1204539432431"/></akap_dialog>


<akap id="e480"><begin id="b1204542492424"/><motyw id="m1204542492424">Pozycja społeczna, Sędzia, Szlachcic, Władza</motyw>Jakoż i sąd wszedł; najpierw gruby, wysoki dziedzic z Raciborowic, a za nim dwóch ławników i sekretarz<end id="e1204542492424"/>, który usiadł przy bocznym stoliku pod oknem i rozkładał papiery a patrzył na sędziów, jak stanęli przy wielkim stole, okrytym czerwonym suknem, i nałożyli złote łańcuchy na grube karki...</akap>


<akap id="e481">Cicho się zrobiło, że słychać było tych, co na ulicy pod oknami gwarzyli.</akap>


<akap id="e482">Dziedzic rozłożył papiery, chrząknął, spojrzał na sekretarza i grubym, donośnym głosem oznajmił, że sądy się rozpoczynają.</akap>


<akap id="e483">Potem sekretarz przeczytał sprawy na dzień dzisiejszy, coś szepnął pierwszemu ławnikowi, ten oddał to siędziemu, który kiwnął głową potakująco.</akap>


<akap id="e484">Sądy się rozpoczęły.</akap>


<akap id="e485">Pierwsza szła sprawa ze skargi strażnika na jakiegoś łyczka o nieporządki w podwórzu.</akap>


<akap id="e486">Skazany zaocznie.</akap>


<akap id="e487">Potem o pobicie chłopaka za wypasanie końmi koniczyny.</akap>


<akap id="e488">Pogodzili się --- matka dostała pięć rubli, a chłopak nowe portki i lejbik.</akap>


<akap id="e489">Sprawa o woranie się<pe><slowo_obce>woranie się</slowo_obce> --- zaoranie kawałka cudzego pola.</pe>.</akap>


<akap id="e490">Odłożona z braku dowodów.</akap>


<akap id="e491">Sprawa o kradzież leśną w borze sędziego; stawał rządca --- oskarżeni chłopi z Rokicin.</akap>


<akap id="e492">Skazani na kary pieniężne lub odsiedzenie w areszcie po dwa tygodnie.</akap>


<akap id="e493">Nie przyjęli wyroku, pójdą do apelacji.</akap>


<akap id="e494">I tak głośno zaczęli wykrzykiwać na niesprawiedliwość, bo las był wspólny, serwitutowy, aż sędzia skinął na Jacka, i ten zagrzmiał:</akap>

<akap_dialog id="e495">--- Cichojta, cichojta, bo tu sąd, nie karczma.</akap_dialog>


<akap id="e496">I tak szła sprawa za sprawą, kieby skiba za skibą, równo i dość spokojnie, czasem tylko podnosiły się skargi abo chlipanie, abo i przekleństwo, ale te Jacek wnet przyciszał.</akap>


<akap id="e497">Z izby ubyło nieco ludzi, ale w ich miejsce przybyło tyle nowych, że stali zbici kieby w snop, że nikto poruszyć się nie mógł i zrobił się taki gorąc, iż ani odetchnąć, aż sędzia polecił otworzyć okna.</akap>


<akap id="e498"><begin id="b1204542316200"/><motyw id="m1204542316200">Chłop, Kłamstwo, Konflikt, Złodziej</motyw>Teraz szła sprawa Bartka Kozia z Lipiec o kradzież świni u Marcjanny Antonówny Pacześ. Świadkowie: taż Marcjanna, syn jej Szymon, Barbara Piesek itd.</akap>

<akap_dialog id="e499">--- Świadkowie czy są? --- zapytał ławnik.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e500">--- Jesteśmy! --- zawołali chórem.</akap_dialog>


<akap id="e501">Boryna, który dotąd samotnie a cierpliwie stał przy kracie, przysunął się nieco do Paczesiowej przywitać, boć to była Dominikowa, matka Jagny.</akap>

<akap_dialog id="e502">--- Oskarżony, Bartek Kozioł, bliżej, za kratę.</akap_dialog>


<akap id="e503">Niski chłop przepychał się ze środka tak gwałtownie, aż kląć poczęli, że depcze po kulasach i przyodziewek ozdziera.</akap>

<akap_dialog id="e504">--- Cichojta, ścierwy, bo prześwietny sąd mówi! --- krzyknął Jacek, wpuszczając go.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e505">--- Wy Bartłomiej Kozioł?</akap_dialog>


<akap id="e506">Chłop drapał się frasobliwie po gęstych, równo obciętych włosach; głupowaty uśmiech skrzywiał mu suchą, wygoloną twarz, a małe rudawe oczki chytrze skakały po sędziach niby wiewiórki.<end id="e1204539844887"/></akap>

<akap_dialog id="e507">--- Wy Bartłomiej Kozioł? --- zapytał znowu sędzia, bo chłop milczał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e508">--- Dyć juści, on ci Bartłomiej Kozioł, dopraszam się łaski prześwietnego sądu! --- piszczała ogromna kobieta, wpychając się siłą za kraty.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e509">--- A wy czego?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e510">--- Dopraszam się łaski, a dyć ja żona tego chudziaka, Bartka Kozła --- i kłaniała się ręką do ziemi, aż wyrurkowanym czepcem zawadzała o stół sędziowski.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e511">--- Świadkujecie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e512">--- Niby to za świadka? ni, jeno dopraszam się...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e513">--- Woźny, wyrzuć ją za kratę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e514">--- Wychodźta, kobieto, bo nie la was tu miejsce... --- Chwycił ją za ramiona i pchał zadem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e515">--- Dopraszam się prześwietnego sądu, kiej mój ano nie dosłyszy na ten przykład... --- krzyczała.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e516">--- Wychodźta, póki po dobremu --- i aż jęknęła, tak ją ciepnął na kratę, bo ani kroku po dobroci ustąpić nie chciała.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e517">--- Wyjdźcie, będziemy głośno mówili, to choć on Kozioł, a usłyszy!</akap_dialog>


<akap id="e518">Zaczęło się wreszcie badanie.</akap>

<akap_dialog id="e519">--- Jak się nazywacie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e520">--- Hę?... a, przezywam?... Przeciech wołali mę, to niby wiedzieć wiedzą...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e521">--- Głupiś. Jak się nazywacie? --- indagował nieubłaganie sędzia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e522">--- Bartek Kozioł, prześwietny sądzie --- rzuciła żona.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e523">--- Ile lat?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e524">--- Hę?... a, lat?... bo ja to pomnę! Matka, wiele to ja mam roków?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e525">--- Pięćdziesiąt i dwa, widzi mi się, będzie na zwiesnę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e526">--- Gospodarz?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e527">--- I... trzy morgi piachu i ten jeden krowi ogon... sielny<pe><slowo_obce>sielny</slowo_obce> --- silny, potężny, wielki; tu: ironicznie.</pe> gospodarz.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e528">--- Był już karany?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e529">--- Hę?... karany?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e530">--- Czy siedzieliście w kozie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e531">--- To niby w kreminale?... karany?... Matka, byłem to w kreminale, hę?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e532">--- A byłeś, Bartku, byłeś, a to cię te ścierwy dworskie o to zdechłe jagniątko...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e533">--- Juści, juści... na paśniku znalazłem zdechłe jagnię... wzionem, co miały psy rozwłócyć... poskarżyły, przysięgły, com ukradł, sąd przysądził... wsadziły mę i siedziałem... Niesprawiedliwość jest ino, niesprawiedliwość... --- mówił głucho i obzierał się nieznacznie na żonę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e534"><begin id="b1195552802812"/><motyw id="m1195552802812">Złodziej</motyw>--- Oskarżeni jesteście o kradzież maciory Marcjannie Pacześ! Wzięliście ją z pola, zagnali do domu, zarżnęli i zjedli! Co macie na swoją obronę?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e535">--- Hę? Zjadłem! Żebym tak Boga przy skonaniu nie oglądał, że nie zjadłem... Moiściewy, zjadłem!... o świecie, świecie rodzony, ja zjadłem! --- wołał żałośnie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e536">--- Cóż macie na swoją obronę?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e537">--- Obronę?... miałem to co rzec, matka?... Juści, baczę; niewinowatym, świni nie zjadłem, a Marcjanna Dominikowa, na ten przykład, szczeka bele co, kiej ten pies, że ino chycić za ten paskudny pysk a sprać... a...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e538">--- O ludzie, ludzie!... --- jęknęła Dominikowa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e539">--- To już sobie później zrobicie, a teraz mówcie, jakim sposobem świnia Paczesiowej znalazła się u was?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e540">--- Świnia Paczesiowa... u mnie?... Matka, co to wielmożny dziedzic rzekli?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e541">--- A dyć, Bartku, to o tym prosiaku, co to za tobą przylazł do chałupy...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e542">--- Baczę, juści, że baczę, bo prosiak to był, a nie świnia żadna; dopraszam się łaski wielmożnego sądu, niech słyszą, com ano rzekł, i przywtórzę; prosiak to był, a nie świnia; białny prosiak, a kiele ogona abo i zdziebko poniżej czarno łaciaty.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e543">--- Dobrze, ale skąd się wziął u was?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e544">--- Niby u mnie?... Zarno wszyćko dokumentnie rzeknę, z czego się pokaże la prześwietnego sądu i la zgromadzonego narodu, co jestem niewinowaty, a Dominikowa cygan jest baba, pleciuch i ozornica zapowietrzona!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e545">--- Ja cyganię! A dyć tej Najświętszej Panienki uproszę, żeby was pierun bez świętej spowiedzi nie trzasnął! --- rzekła cicho, z westchnieniem ciężkim do obrazu Matki Boskiej, wiszącego w rogu izby, Dominikowa, a potem, że to już ścierpieć nie mogła, wyciągnęła zwiniętą, chudą pięść do niego i syknęła:</akap_dialog>

<akap_dialog id="e546">--- Ty złodzieju świński! ty zbóju! ty!... --- i rozczapierzyła palce, jakby go chycić chciała.<end id="e1195552802812"/></akap_dialog>


<akap id="e547">Ale Bankowa rzuciła się do niej z krzykiem.</akap>

<akap_dialog id="e548">--- Co! biłabyś go, suko jedna, biłabyś, czarownico, kacie synowski, ty!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e549">--- Uciszyć się! --- zawołał sędzia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e550">--- Stulta pyski, kiej sąd mówi, bo waju wyciepnę na osobność! --- poparł Jacek, podciągając parcianki, bo mu się był obertelek<pe><slowo_obce>obertelek</slowo_obce> --- drewniany kołeczek spełniający funkcję guzika.</pe> oberwał.</akap_dialog>


<akap id="e551">Uciszyło się zaraz, a baby, że to blisko było do chwycenia się za łby, stały już cicho, ino się oczami jadły a wzdychały ze złości...</akap>

<akap_dialog id="e552"><begin id="b1195552925734"/><motyw id="m1195552925734">Prawda</motyw>--- Mówcie, Bartłomieju, mówcie wszystko a prawdę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e553">--- Prawdę?... Samą czystą kiej szkło prawdę rzeknę, rzetelnie powiem, kiej na spowiedzi, kiej gospodarz do gospodarzy, kiej swój do swojaków, bom gospodarz z dziada pradziada, a nie komornik, nie prefesjant jaki abo i jenszy miescki zdzier. To tak było.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e554">--- Patrz dobrze w głowę, byś czegój nie przepomniał --- radziła.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e555">--- Nie przepomnę, Magduś, nie. To było tak.<end id="e1195552925734"/> Szedłem se... a baczę, że to rychtyk zwiesna była... i za Wilczym Dołem, wedłe Borynowej koniczyny... idę se i mówię pacierz, bo na ten przykład przedzwonili już na Anioł Pański... nocka też szła... idę se... jaż tu słyszę: głos nie głos?... Loboga, myślę se: chrząka albo i nie chrząka?... Oglądnąłem za się --- niczegój nie widno, cicho całkiem. Złe mę kusi czy co?... Ide dalej i że mę zdziebko mrówki oblazły ze strachu, mówię se Pozdrowienie Anielskie. Chrząka znowu! Cie! myślę sobie, nic, jeno swynia to abo i zasie prosiak. Zlazłem zdziebko w bok, w koniczynę i obejrzałem się... juści, że cosik lizie za mną, przystanąłem ja --- przystanęło i to, a białne, niskie i długie... a ślepie świeciły się kiej u żbika abo zgoła u złego... <begin id="b1195553056546"/><motyw id="m1195553056546">Duch</motyw>Przeżegnałem się, a że i skóra mi ścierpła, tom ruszył lepszym krokiem --- jakże, abo to wiadomo, co się po nocach tłucze?... A wszyscy w Lipcach wiedzą, co na Wilczych Dołach straszy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e556">--- Juści, że prawda, bo łoni, kiej Sikora przechodził tam nocą, to go ułapiło za grdykę i rzuciło o ziemię, i tak zbiło, że chłop chorzał dwie niedziele --- objaśniała żona.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e557">--- Cichoj, Magduś, cichoj!<end id="e1195553056546"/> Idę, idę... idę... a to fort lezie za mną i chrząka! A że to był rychtyk miesiączek wylazł se na niebo, to patrzę, a to ino prosiak, nie złe. Ozgniewałem się, bo co se ten głupi myśli --- straszyć, tom rzucił nań patykiem i idę ku domowi. Szedłem se miedzą, między Michałowymi burakami a pszenicą Borynową, a potem między jarką Tomka a owsem tego Jaśka, co go łoni do wojska wzieni, a którego to kobieta akuratnie wczoraj zlegla... Prosiak fort za mną kiej pies, to se idzie obok, to wlazł w kartofle Dominikowej i tu pysknie, i tam pysknie, i chrząknie, i kwiknie, a nie ostaje, ino za mną...</akap_dialog>


<akap id="e558">Skręciłem na ścieżkę, co bieży na przełaj --- ona za mną. Gorąco mi się zrobiło, bo laboga, taka świnia, co może nie świnia! Skręciłem na drogę wedle figury, prosiak za mną... Widziałem, białny był, a kiele ogona, poniżej zdziebko, czarno łaciaty! Ja bez rów --- ona za mną, ja na te mogiłki, co za figurą są --- ona za mną, ja na kamionki, a ona kiej mi się nie rzuci pod kulasy --- rymnąłem kiej długi. Opętana czy co?... Ledwiem się pozbierał, a ona kiej nie zadrze ogona i w skok przede mną! A lećże se, zapowietrzona, pomyślałem. Ale nie uciekła, ino wciąż przede mną leciała --- aż do samej chałupy --- aż do samej chałupy, prześwietny sądzie, aż w ogrodzenie weszła, aż do sieni wlazła, a że drzwi do izby były wywarte, to i do izby poszła... Tak mi Panie Boże dopomóż. Amen!</akap>

<akap_dialog id="e559">--- A potem zarżnęliście i zjedli, prawda? --- rzekł sędzia rozbawiony.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e560">--- Hę! Zarżnęli i zjedli?... A cośwa zrobić mieli? Przeszedł dzień --- prosiak nie odchodzi; przeszedł tydzień --- jest, ani jej wygonić, bo z kwikiem wraca!... Moja podtykała jej, co mogła, bo jakże głodem morzyć, Boże stworzenie też... Prześwietny sąd jest mądry, to sprawiedliwie se wymiarkuje, że com z nią biedny sierota miał zrobić? Niktoj po nią nie przychodził, a w domu bieda --- a żarła, że i dwie drugie tyle nie zechlają... Jeszcze z miesiąc, to by nas zeżarła i z bebechami... <begin id="b1195553234109"/><motyw id="m1195553234109">Pies</motyw>Co było radzić? Miała ona nas --- tośwa my ją zjadły, a i to niecałą, bo na wsi się zwiedziały, a Dominikowa poskarżyła, że to jej, przyszła ze sołtysem i zabrała wszyćko...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e561">--- Wszystko?... a cały zad to gdzie?... --- syknęła złowrogo Dominikowa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e562">--- Gdzie? Spytajta się Kruczka i drugich piesków. Wynieśliśmy na noc do stodółki. Psy, że to czujne psie pary, a wrota były dziurawe, wyciągnęły i bal se sprawiły moją krwawicą, że chodziły obżarte kiej te dziedzice.<end id="e1195553234109"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e563">--- Hale, świnia sama poszła za nim, głupi uwierzy, ale nie sąd. Złodziej jucha, a barana młynarzowi, a gęsi dobrodziejowi to kto pokradł, co?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e564">--- Widziałaś, co? Widziałaś! --- wrzasnęła Kozłowa, przyskakując z pazurami.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e565">--- A kartofle z organistowego dołu to kto?... A cięgiem cosik komuś we wsi ginie, to gąska, to kury, to sprzęt jaki --- ciągnęła nieubłaganie.<end id="e1204542316200"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e566">--- Ty ścierwo! Coś ty robiła za młodu, a i co twoja Jagna teraz wyprawia z parobkami, to ci tego nikt nie wypomina, a ty kiej ten pies...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e567">--- Wara ci od Jagny! Wara, bo ci ten pysk tak spierę, że... Wara!... --- ryknęła wielkim głosem, ugodzona jak w żywe mięso.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e568">--- Cichojta, pyskacze, bo za drzwi wyciepnę! --- uciszał Jacek, podciągając parcianek.</akap_dialog>


<akap id="e569">Zaczęło się przesłuchiwanie świadków.</akap>


<akap id="e570">Najpierw świadczyła poszkodowana, Dominikowa --- a zeznawała cichym, nabożnym głosem i przysięgała co chwila przed tą Częstochowską, jako świnia jej, i żegnała się, i biła w piersi, że prawda jest, jako ją ukradł z pastwiska Kozioł, i nie żądała od prześwietnego sądu kary na niego, niech mu już tam Jezusiczek czyśćca za to nie pożałuje --- ale domagała się wielkim głosem sądu i kary za to, że tak spostponował ją i Jagnę wobec całego narodu.</akap>


<akap id="e571">Świadczył potem Szymek, syn Dominikowej; czapkę powiesił na rękach złożonych jak do pacierza, oczów nie spuścił z sędziego i jękliwym, nieprzytomnym głosem zeznawał, że świnia była matczyna, że białna była cała, a ino kiele ogona czarną łatę miała, a ucho rozerwane, bo ją był Łapa Borynowy chycił na zwiesnę, a tak kwiczała, że chociaż w stodółce był --- usłyszał...</akap>


<akap id="e572">Potem zawezwano Barbarę Piesek i innych.</akap>


<akap id="e573">Świadczyli po kolei i przysięgali, a Szymek wciąż stał z czapką na rękach, wpatrzony pobożnie w sędziego, a Kozłowa darła się za kratę z krzykiem zaprzeczań i złorzeczeń, a Dominikowa ino wzdychała do obrazu, a poglądala na Kozła, który skakał oczami, nasłuchiwał, a obzierał się na swoją Magdusię.</akap>


<akap id="e574">Naród słuchał uważnie i raz wraz szmer, to uwagi złośliwe albo śmiech się rozległ głuchy pod powałą, aż Jacek musiał przyciszać groźbą.</akap>


<akap id="e575"><begin id="b1204542545165"/><motyw id="m1204542545165">Sąd</motyw>Sprawa ciągnęła się długo, aż do przerwy, w której sąd poszedł do sąsiedniej izby na naradę, a naród wysypał się do sieni i przed dom odetchnąć nieco: kto pojeść zdziebko, kto ze swoimi świadkami się zmówić, kto wywodzić krzywdy swoje, a jenszy znowuj wyrzekać na niesprawiedliwość a pomstować, jak to zwyczajnie bywa na rokach.</akap>


<akap id="e576">Po przerwie i odczytaniu wyroków przyszła na stół sprawa Boryny.<end id="e1204542545165"/></akap>


<akap id="e577">Jewka stanęła przed sądem i pohuśtując dziecko, obwinięte w zapaskę, jęła płaczliwie wywodzić krzywdy swoje i żale; jako służyła u Boryny i pracowała, jaże jej kulasy ustawały, a nigdy dobrego słowa nie usłyszała, kąta nie miała na spanie ani jadła dość, że się u sąsiadów pożywiać musiała, a potem zasług nie zapłacił i z jego własnym dzieckiem wygnał ją w cały świat... buchnęła w końcu ogromnym płaczem i rzuciła się na kolana przed sędziami z krzykiem:</akap>

<akap_dialog id="e578">--- Krzywda to moja, krzywda! a dzieciak jego, prześwietny sądzie!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e579">--- Cygani jak ten pies --- mruknął Boryna ze zgrozą.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e580">--- Ja cyganię?! A dyć wszystkie, a dyć całe Lipce wiedzą, że...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e581">--- Żeś suka i latawiec...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e582">--- Wielmożny sądzie, a przódzi to mi ino mówili: Jewka, Jewuś, i jeszcze słodziej, a to mi paciorki przywieźli, a to często gęsto bułkę z miasta i mówili: ,,Naści, Jewuś, naści, boś mi najmilejsza..." --- a teraz, o mój Jezu, mój Jezu!... --- poczęła ryczeć.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e583">--- Cygan, jucha, możem cię jeszcze pierzyną przyodział i mówił: ,,Śpij se, Jewuś, śpij!..."</akap_dialog>


<akap id="e584">Izba zatrzęsła się śmiechem.</akap>

<akap_dialog id="e585">--- Abo nie, co? Abośta nie skamłali, jako ten pies przed drzwiami, abośta mało obiecowali, co?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e586">--- Loboga, ludzie, że to pierun nie zabije taką pokrakę? --- zakrzyknął zdumiony.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e587">--- Wielmożny sądzie, cały świat wiedział, jak to było, całe Lipce mogą przyświadczyć, co prawdę mówię. Służyłam u nich, to mi cięgiem spokoju nie dawał. O biedna ja sierota, biedna!... O dola moja nieszczęśliwa!... Abo tom się mogła obronić przed tylim chłopem?... Krzyczałam, to mę sprał i zrobił, co chciał... A gdzież ja się podzieję z tym dzieciąteczkiem, gdzie?... Świadki powiedzą i przyświadczą! --- wołała wśród płaczu i krzyków.</akap_dialog>


<akap id="e588">Ale świadkowie w rzeczywistości nic nie zeznali prócz plotek i domysłów, więc znowu jęła dowodzić i przekonywać, aż w końcu jako ostatni dowód rozpowiła dziecko i położyła je przed sędziami; dziecko wierzgało nagimi nóżkami i krzyczało wniebogłosy.</akap>

<akap_dialog id="e589">--- Wielmożny sąd sam obaczy, czyje ono; o, ten ci sam nos kiej kartofel, te same bure ślepie i kaprawe... Kropla w kroplę nikt jenszy, jeno Boryna!... --- wołała.</akap_dialog>


<akap id="e590">Ale już i sąd nie mógł powstrzymać się od śmiechu, a naród aż huczał z uciechy, przyglądali się dziecku, to Borynie i raz wraz ktoś powiedział:</akap>

<akap_dialog id="e591">--- To ci pannica, kiej ten pies odarty ze skóry!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e592">--- Boryna wdowiec, ożeniłby się z nią, a chłopak zdałby się do pasionki...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e593">--- Lenieje ci ona kiej krowa na zwiesnę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e594">--- A urodna! jeno grochowinami przytrząść i w proso wsadzić --- wszystkie gapy<pe><slowo_obce>gapa</slowo_obce> --- wrona.</pe> uciekną...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e595">--- Już i tak psy uciekają, kiej Jewusia bez wieś idzie!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e596">--- A gębusię ci ma kiej pomyjami wymalowaną...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e597">--- Bo gospodarna, raz w rok się myje, coby na mydło nie wydawać...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e598">--- Żydom w piecach pali, czasu nie ma, to i nie dziwota!</akap_dialog>


<akap id="e599">Dogadywali coraz złośliwiej i okrutniej, a ona zmilkła i nieprzytomnymi oczami psa zgonionego patrzyła po ludziach i ważyła coś w sobie...</akap>

<akap_dialog id="e600">--- Cichojta! To grzych tak się naśmiewać nad biedotą! --- krzyknęła Dominikowa tak mocno, aż pomilkli, i jaki taki drapał się po łbie ze wstydu.</akap_dialog>


<akap id="e601">Sprawa skończyła się na niczym.</akap>


<akap id="e602"><begin id="b1195553663312"/><motyw id="m1195553663312">Plotka, Sprawiedliwość</motyw>Boryna poczuł niezmierną ulgę, bo chociaż nie był winien, ale zawżdy bojał się ludzkiego obmówiska, no i tego, że przysądzić mogą, by płacił --- bo prawo juści jest ci takie, że nikiej nie wiada, kogo za łeb chyci, winowatego czy sprawiedliwego. Bywało już tak nie raz, nie dwa, nie dziesięć... bywało.<end id="e1195553663312"/></akap>


<akap id="e603">Wyszedł zaraz ze sądu i czekając na Dominikową, jął medytować i rozważać w sobie całą tę sprawę. Nie mógł zrozumieć, po co i dlaczego skarżyła.</akap>

<akap_dialog id="e604">--- Ni, to nie jej rozum i głowa, to jenszy, ktoś drugi przez nią sięga, ale kto?...</akap_dialog>


<akap id="e605"><begin id="b1207127469164"/><motyw id="m1207127469164">Karczma</motyw>Poszli z Dominikową i z Szymkiem do karczmy napić się i przegryźć coś niecoś, bo było już dobrze po południu, i chociaż mu Dominikowa napomykała z lekka, że cała ta Jewczyna sprawa to musi być robota kowala, zięcia jego, nie mógł uwierzyć.</akap>

<akap_dialog id="e606">--- Co by mu z tego przyszło?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e607">--- Tyla, żeby was pokłyźnić a podać na pośmiewisko i umartwienie. Drugi człowiek jest taki, że z jenszego la samej uciechy pasy by darł.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e608">--- Dziwno mi tej zawziętości Jewczynej! Bom nie ukrzywdził w niczym, a jeszczem za chrzest tego jej bękarta dał dobrodziejowi worek owsa...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e609">--- Służy ona u młynarza, a ten w kompanii z kowalem chodzi... miarkujecie?!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e610"><begin id="b1195553754453"/><motyw id="m1195553754453">Jedzenie, Alkohol, Obyczaje</motyw>--- Miarkuję, ino że nic rozeznać nie mogę! Napijwa się jeszcze!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e611">--- Bóg zapłać, pijcie przódzi, Macieju!</akap_dialog>


<akap id="e612">Napili się raz i drugi, zjedli drugi funt kiełbasy z półbochenkiem chleba, stary kupił rządek bułek dla Józi i zabierali się do powrotu.<end id="e1195553754453"/><end id="e1207127469164"/></akap>

<akap_dialog id="e613">--- Siadajcie, Dominikowa, ze mną, ckno samemu, pogwarzym...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e614"><begin id="b1207127534689"/><motyw id="m1207127534689">Modlitwa, Pobożność</motyw>--- A dobrze, ino skoczę jeszcze do klasztoru zmówić pacierz.</akap_dialog>


<akap id="e615">Poszła, ale w dobre dwa pacierze już była z powrotem, i zaraz pojechali.<end id="e1207127534689"/></akap>


<akap id="e616">Szymek wlókł się za nimi wolno, bo w jedną szkapę i piachy były srogie, ale rozebrało go nieco, że to nie był zwyczajny picia i oszołomiony sądem, to się ino kiwał sennie w półkoszkach i raz wraz przecykając<pe><slowo_obce>przecykać (się)</slowo_obce> --- budzić się z drzemki.</pe> zdzierał czapkę ze łba, żegnał się nabożnie i wpatrzony nieprzytomnie w ogon szkapy, jakoby w dziedzicową twarz na sądzie, mamrotał: ,,...Świnia matczyna, białna cała, a ino kiele ogona czarną łatę miała..."</akap>


<akap id="e617">Słońce się już było przetaczało ku zachodowi, gdy wjechali w las.</akap>


<akap id="e618"><begin id="b1204543075464"/><motyw id="m1204543075464">Obyczaje, Słowo</motyw>Mało wiele pogadywali, choć siedzieli w podle siebie na przednim siedzeniu.</akap>


<akap id="e619">Czasem któreś zagadnęło jakimś słowem, że to nieobycznie siedzieć jak te mruki, ale ino tyla tego było, żeby śpik nie morzył i język nie zasechł...<end id="e1204543075464"/></akap>


<akap id="e620">Boryna poganiał źróbkę, bo wolniła, że to już do pół boków spotniała z umęczenia i gorąca, czasem pogwizdał a milczał, i coś żuł, coś ważył w sobie, coś kalkulował i często a niewidnie poglądał na starą, na jej suchą kieby z blichowanego wosku twarz, całą w podłużnych bruzdach zastygłą --- poruszała bezzębnymi wargami, jakby się modliła po cichu; czasem pociągała czerwoną zapaskę barzej na czoło, bo słońce świeciło prosto w oczy, i siedziała nieruchomo, ino jej bure oczy gorzały.</akap>

<akap_dialog id="e621">--- Wykopaliście ta już, co? --- zagadnął wreszcie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e622">--- A juści. Obrodziły latoś niezgorzej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e623">--- Przychować będzie wama łacniej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e624">--- Wsadziłam też wieprzka do karmika, bo w zapusty może się zdać...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e625">--- Pewnie, pewnie... mówiły, że Walek Rafałów przysyłał z wódką?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e626">--- Nie on jeden, nie... ale po próżnicy ino grosz tracą... nie la takich Jaguś moja, nie.</akap_dialog>


<akap id="e627">Podniosła głowę i jastrzębimi oczami wpiła się w niego, ale Boryna, że człek był w latach, nie wicher żaden, to twarz pokazał zimną i spokojną nie do rozeznania. Długo nie rzekli ni słowa, jakby się tą niemotą mocując ze sobą.</akap>


<akap id="e628">Borynie nijako było zaczynać pierwszemu, bo jakże, w latach już był i gospodarz na całe Lipce pierwszy; no i mógł to zasię tak prosto rzec, co mu się Jaguś udała?... Honor przeciech swój miał i pomyślenie --- ale że krwie gorącej był z przyrodzenia, to aże go złość porywała, że musi tak baczyć na siebie, tak kołować a zabiegać.</akap>


<akap id="e629">Dominikowa przezierała go coś niecoś i miarkowała zasię, co go tak markoci i rozbiera, ale ni słówkiem nie pomogła, ino raz wraz poglądała nań, to w ten świat i te dalekości niebieskie, aż i rzekła niechcący:</akap>

<akap_dialog id="e630">--- Gorąc ci taki, kieby we żniwa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e631">--- Rzekliście.</akap_dialog>


<akap id="e632">Jakoż i tak było, bo <begin id="b1204543884491"/><motyw id="m1204543884491">Drzewo, Rośliny</motyw>drogę otaczały potężne ściany boru, że żaden wiater ni przewiew nijaki nie przedzierał się z pól, a słońce wisiało prosto nad głowami i tak dogrzewało, że rozprażone drzewa stały bez ruchu i omdlałe czuby pochylały nad drogą, i tylko raz wraz puszczały bursztynowe igliwo, co kołujący spływało na drogę. Grzybny zapach bajorów i liścia dębowego aż wiercił w nozdrzach.<end id="e1204543884491"/></akap>

<akap_dialog id="e633"><begin id="b1195554508500"/><motyw id="m1195554508500">Pozycja społeczna, Urzędnik</motyw>--- Wiecie, dziwno to mnie, a i drugim, że taki gospodarz, co to i pomyślenie nie bele jakie ma, i grontu tela, i posłuch u narodu --- kiej wy na ten przykład, a do urzędu ambitu nie macie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e634">--- Utrafiliście, że ambitu nijakiego nie mam. Co mi po tym? Sołtysem byłem bez trzy roki, tom dopłacił gotowym groszem. A com namarnował siebie i konisków! com się nakłyźnił i nabiegał, że i ten pies polowy nie więcej... A upadek w gospodarstwie był i marnacja, że jaże mi moja nie dała dobrego słowa...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e635">--- Miała i ona swój rozum. Urzędnikiem być zawżdy to i honor jest, i profit.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e636">--- Bóg zapłać. Strażnikowi się kłaniaj, pisarza obłapiaj za nogi i bele ciaracha, co z urzędu --- też... Wielgi mi honor! Nie płacą podatków, most się popsowa, wścieknie się pies, który weźmie kłonicą po łbie --- kto winowaty?... Sołtys winowaty, do śtrafu sołtysa ciągają! Hale, jest profit. Dosyć ja pisarzowi i do powiatu nanosił i kur, i jajków, i gąskę niektórą...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e637">--- Prawdę mówicie, ale Pietrkowi wójtostwo do grdyki nie wraca, nie; grontu już dokupił i stodółkę dostawił, i konie ma kiej te hamany!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e638">--- Juści, ino nie wiada, co mu z tego ostanie, kiej się urząd skończy...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e639">--- Myślicie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e640">--- Oczy swoje mam i miarkuję se zdziebko...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e641">--- Dufny ci on w siebie i z dobrodziejem<pe><slowo_obce>z dobrodziejem</slowo_obce> --- tj. z księdzem.</pe> koty drze.<end id="e1195554508500"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e642"><begin id="b1204544495962"/><motyw id="m1204544495962">Kobieta, Małżeństwo, Mężczyzna, Pieniądz, Własność</motyw>--- A że mu się darzy, to ino bez kobietę; on se wójtuje, a ona w garści wszyćko dzierży.</akap_dialog>


<akap id="e643">Milczeli znowu z pacierz dobry.</akap>

<akap_dialog id="e644">--- A wy to nie poślecie z wódką do której?... --- zapytała ostrożnie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e645">--- I... nie bierą mę już ciągotki do kobiet, za starym...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e646">--- Nie powiadajcie po próżnicy! Ino ten stary, co się ruchać nie może, łyżki sam do gęby nie doniesie i na przypiecku se dochodzi... Widziałam, kiejście worek żyta nieśli.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e647">--- Juści, żem w sobie krzepki jeszcze, ale która by ta poszła za mnie?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e648">--- Któren nie probant, co wie? Obaczycie!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e649">--- Starym, dzieci dorastają... a pierwszej z brzegu nie wezmę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e650">--- Zróbcie ino zapis, a i co najpierwsze się wama nie sprzeciwią...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e651">--- La zapisu! Kiej te świnie! Za tę morgę to i młódka najczystsza a pójdzie choćby za dziada spod kościoła...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e652">--- A chłopy to za wianem nie patrzą, co?</akap_dialog>


<akap id="e653">Nie odrzekł już, jeno skropił batem źrebicę, że ruszyła z miejsca galopem.<end id="e1204544495962"/></akap>


<akap id="e654">Milczeli długo.</akap>


<akap id="e655">Dopiero gdy wyjechali z lasu na pola, między przydrożne topole, Boryna, który cały ten czas burzył się w sobie i przegryzał, wybuchnął:</akap>

<akap_dialog id="e656">--- Na psy takie urządzenie we świecie! Za wszystko płać, choćby i za to dobre słowo! Źle jest, że i gorzej być nie było. Już nawet dzieci na ojców nastają, posłuchu nie ma nijakiego, a wszystkie się żrą ze sobą kiej psy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e657">--- Bo głupie, nie baczą, że wszystkich jednako ta święta ziemia pokryje.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e658">--- Leda jeden abo drugi od ziemi odrósł, a już do ojców z pyskiem, coby mu jego część dawali. Ze starszych się ino prześmiewają! Ścierwy, we wsi im ciasno, porządki stare im złe, ubieru nawet wstydzą się niektórzy!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e659">--- To wszystko bez to, że Boga się nie boją...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e660">--- Bez to i nie bez to, a źle jest.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e661">--- Nie idzie na lepsze, nie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e662">--- Ma iść, kto ich ta zniewoli?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e663">--- Kara boska! Bo przyjdzie ta godzina sądu Panajezusowego, przyjdzie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e664">--- Ale co się przódzi narodu namarnuje, tego nikt nie odbierze.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e665">--- Czasy takie, że lepiej, coby mór przyszedł.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e666">--- Czasy! Juści, ale i ludzie są winne. A kowal to co? A wójt? Z dobrodziejem się drą, ludzi buntują a tumanią, a głupie wierzą.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e667">--- Ten kowal to moja trucizna, chociaż i zięć też...</akap_dialog>


<akap id="e668">I tak se już społecznie wyrzekali na ten świat, poglądając na wieś, co była już coraz bliżej widna, przez topole.</akap>


<akap id="e669"><begin id="b1195554325515"/><motyw id="m1195554325515">Praca, Wieś</motyw>Pod smętarzem czerwienił się już z dala rząd kobiet pochylonych i zasnutych delikatną mgłą dymów, a wkrótce i głuchy, monotonny trzepot miądlic jął raz wraz dopływać z powiewem, co się był podnosił z nizinnych łąk.</akap>

<akap_dialog id="e670">--- Dobry czas na miądlenie. Zlezę przy nich, bo jest tam i Jaguś moja.<end id="e1195554325515"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e671">--- Nic mi z drogi, to was podwiezę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e672">--- Dobrzyście, Macieju, że jaże mi dziwno... --- uśmiechnęła się chytrze.</akap_dialog>


<akap id="e673"><begin id="b1195554417609"/><motyw id="m1195554417609">Praca, Wieś, Kobieta</motyw>Skręcił z topolowej na polną dróżkę, co biegła do smętarnich wrótni, i podwiózł pod smętarz, gdzie pod kamiennym szarym płotem, w cieniu brzóz, klonów i tych krzyżów, co się z mogiłek pochylały ku polom, kilkanaście kobiet miądlilo zawzięcie suchy len, aż mgła pyłów wisiała nad nimi i długie włókna czepiały się żółtych listków brzóz i wisiały u czarnych ramion krzyżów; w podle, na prętach rozpiętych, nad dołami, w których paliły się ognie, przesuszano len mokrawy jeszcze.</akap>


<akap id="e674">Miądlice ostro kłapały, aż cały rząd kobiet pochylał się ciągle w krótkich a prędkich drganiach, i tylko coraz któraś się prostowała, roztrzepywała przygarść lnu z ostatnich paździerzy, zwijała ją w kukłę libo w chochoła i rzucała na rozpostartą płachtę przed siebie.<end id="e1195554417609"/></akap>


<akap id="e675">Słońce, że się już było przetoczyło nad lasy, świeciło im prosto w twarze, ale nic to --- robota, śmiechy, wesołe słowa nie ustawały ani na to oczymgnienie.</akap>

<akap_dialog id="e676">--- Szczęść Boże na robotę! --- zawołał Boryna do Jagny, która miądliła z kraja zarno; w koszuli była ino a w czerwonym wełniaku i w chustce na głowie od kurzu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e677">--- Bóg zapłać! --- odrzuciła wesoło i modre, ogromne oczy podniosła na niego, i uśmiech przeleciał przez jej urodną, opaloną twarz.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e678">--- Suchy, córuchno, co? --- pytała stara, obmacując obmiądlone garście.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e679">--- Suchy kiej pieprz, jaże się łamie... --- <begin id="b1204545078733"/><motyw id="m1204545078733">Kobieta, Mężczyzna, Młodość, Starość</motyw>Znowu spojrzała na starego z uśmiechem, aż ciarki przeszły po nim, że świsnął batem i odjechał, ale raz wraz się obracał za nią, choć już widna nie była, bo mu jak żywa stała w oczach...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e680">--- Dzieucha kiej łania... W sam raz --- rozmyślał.<end id="e1204545078733"/></akap_dialog>













<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e681">IV</naglowek_rozdzial>



<akap id="e682"><begin id="b1197019701364"/><motyw id="m1197019701364">Modlitwa, Dziecko</motyw>Była niedziela --- cichy, opajęczony, przesłoneczniony dzień wrześniowy.</akap>


<akap id="e683">Na ściernisku, tuż za stodołami, pasł się dzisiaj cały inwentarz Borynowy, a pod brogiem<pe><slowo_obce>bróg</slowo_obce> --- oparte na czterech słupach słomiane zadaszenie, pod którym składowano zboże przed młóceniem, a niekiedy również inne zbiory.</pe> wysokim i pękatym, okrążonym zieloną szczotką żyta, wykruszonego przy układaniu, leżał Kuba, dawał baczenie na inwentarz i uczył pacierza Witka --- często pokrzykiwał na niego albo i zasie szturchał biczyskiem, bo chłopak mylił się i latał oczami po sadach.</akap>

<akap_dialog id="e684">--- Bacz, coć rzekłem, bo to pacierz --- upominał poważnie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e685">--- Dyć baczę, Kuba, baczę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e686">--- To czegój ślepiasz po sadach?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e687">--- Widzi mi się, co są jeszcze jabłka u Kłębów...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e688">--- Zjadłbyś! A sadziłeś je to, co? Powtórz ,,Wierzę".</akap_dialog>

<akap_dialog id="e689">--- Wyście też nie wywiedli kuropatwów, a wzieniście całe stado.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e690">--- Głupiś! Jabłka są Kłębowe, a ptaszki Panajezusowe, rozumiesz!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e691">--- Aleście je wzieni z dziedzicowego pola...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e692">--- I pole jest Panajezusowe. Hale, jaki mądrala, powtórz ,,Wierzę".</akap_dialog>


<akap id="e693">Powtarzał prędko, bo go już kolana bolały od klęczenia, ale nie ścierpiał...</akap>

<akap_dialog id="e694">--- Widzi mi się, co źróbka idzie w Michałową koniczynę! --- krzyknął gotowy do biegnięcia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e695">--- Nie bój się o źróbkę, a patrz pacierza...</akap_dialog>


<akap id="e696">Kończył wreszcie, ale już nie mógł wytrzymać, przysiadał na piętach, wykręcał się na wszystkie strony, a zoczywszy bandę wróbli na śliwkach, śmignął w nie grudką ziemi i spiesznie bił się w piersi.</akap>

<akap_dialog id="e697">--- A ochfiarowanie to zjadłeś kiej ulęgałkę, co?</akap_dialog>


<akap id="e698">Powiedział ochfiarowanie i z wielką ulgą wziął się do śpiącego Łapy i jął z nim baraszkować.<end id="e1197019701364"/></akap>

<akap_dialog id="e699">--- Ale, gził się cięgiem będzie, kiej ten cielak głupi.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e700">--- Poniesiecie dobrodziejowi ptaszki?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e701">--- Poniesę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e702">--- Spieklibym w polu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e703">--- Spiecz se ziemniaków. Co mu się zachciewa!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e704"><begin id="b1204619984027"/><motyw id="m1204619984027">Obyczaje, Religia, Niedziela</motyw>--- Idą już do kościoła! --- zawołał Witek, spostrzegając przez płoty i drzewa migające czerwone zapaski na drodze.</akap_dialog>


<akap id="e705">Słońce przygrzewało niezgorzej, że wszystkie okna i drzwi chałup powywierano na przestrzał; gdzieniegdzie, pod przyzbami, myto się jeszcze, gdzie znowu czesano i zapletano warkocze, gdzie wytrzepywano świąteczne szmaty, zmięte całotygodniowym leżeniem w skrzyniach, gdzie już wychodzono na drogę, że raz wraz niby maki czerwone, niby georginie żółte, co dokwitały pod ścianami, libo te nagietki i nasturcje --- tak szły kobiety strojne, szły dziewczyny, szli parobcy, szły dzieci, szli gospodarze w białych kapotach, podobni do ogromnych żytnich snopów, a wszyscy dążyli wolno ku kościołowi drogami nad stawem, któren niby misa złota odbijał w sobie słońce, aż oczy raziło.</akap>


<akap id="e706">A dzwony wciąż biły radosnym głosem niedzieli, odpocznienia, modlitwy.<end id="e1204619984027"/></akap>


<akap id="e707">Kuba czekał, aż przedzwonią, ale że nie mógł się doczekać, schował pęk ptaków pod kapotę i rzekł:</akap>

<akap_dialog id="e708">--- Witek, jak wydzwonią, spędź bydło do obór i przychodź do kościoła.</akap_dialog>


<akap id="e709">Ruszył, ile mógł, rychło, bo kulał srodze, dróżką biegnącą pod ogrodami, a tak zasłaną żółtym liściem topoli, że szedł kieby po szafranowym kilimie.</akap>


<akap id="e710"><begin id="b1197013789171"/><motyw id="m1197013789171">Ksiądz</motyw>Plebania stała na prost kościoła, przedzielona tylko odeń drogą, w głębi wielkiego ogrodu, pełnego jeszcze gruszek zielonych i jabłek rumianych.</akap>


<akap id="e711">Przed gankiem, obrośniętym w poczerwieniałe wino, Kuba się zatrzymał bezradnie, spozierając nieśmiało w okna i w sień, powywierane na oścież; a że wejść nie śmiał, cofnął się pod wielki klomb, pełen róż, lewkonii i astrów, od których bił słodki, upajający zapach; stado białych gołębi łaziło po zielonym, omszonym dachu i sfruwało na ganek.</akap>


<akap id="e712">Ksiądz chodził po ogrodzie z brewiarzem w ręku, ale raz wraz potrząsał gruszą, to jabłonką, że słychać było ciężkie pacanie owoców o ziemię, pozbierał je w połę sutanny i niósł do domu.<end id="e1197013789171"/></akap>


<akap id="e713">Kuba zastąpił mu drogę i pokornie podjął za kolana.</akap>

<akap_dialog id="e714">--- Cóż to powiecie? Aha... Kuba Borynowy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e715">--- Juści... dyć parę kuropatków dobrodziejowi przyniosłem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e716">--- Bóg ci zapłać. Chodź za mną.</akap_dialog>


<akap id="e717"><begin id="b1197013624718"/><motyw id="m1197013624718">Pozycja społeczna</motyw>Kuba wszedł ino do sieni i ostał przy progu, bo nijak nie śmiał wejść na pokoje, poglądał tyla co przez drzwi otwarte na obrazy wiszące po ścianach i przeżegnał się pobożnie, i westchnął, a tak się czuł olśniony tymi ślicznościami, że aże łzy miał w oczach i koniecznie chciało mu się zmówić pacierz, jeno że się bojał klęknąć na błyszczącej, śliskiej posadzce, żeby jej nie powalać.<end id="e1197013624718"/></akap>


<akap id="e718"><begin id="b1197013685953"/><motyw id="m1197013685953">Pieniądz</motyw>Ale i ksiądz zaraz wyszedł z pokojów, dał mu złotówkę i rzekł:</akap>

<akap_dialog id="e719">--- Bóg ci zapłać, Kuba, dobry z ciebie człowiek i pobożny, bo co niedziela chodzisz do kościoła.</akap_dialog>


<akap id="e720">Kuba podjął go za nogi, ale był tak ogłuszony radością, że ani wiedział, kiedy znalazł się na drodze...</akap>

<akap_dialog id="e721">--- Cie, za te parę ptaszków, a tylachna pieniędzy! Dobrodziej kochany! --- szeptał, przyglądając się pieniądzowi. Nieraz ci on nosił dobrodziejowi różne ptaszki, to zajączka, to grzybków, ale nigdy jeszcze tyla nie dostał; co najwyżej to dziesiątkę abo i to dobre słowo... A dzisiaj!... Jezu mój kochany! Całą złotówkę, i na pokoje go wołał, i tyla dobrości mu powiedział... Jezus! Aże za grdykę go coś ułapiło i łzy same leciały mu z oczów, a w sercu poczuł taką gorącość, jakby mu kto zarzewia nasuł za pazuchę...<end id="e1197013685953"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e722"><begin id="b1197013751015"/><motyw id="m1197013751015">Ksiądz</motyw>--- Ino jeden ksiądz uszanuje człowieka, ino on jeden!... Niech ci Bóg da zdrowie i ta Panienka Częstochowska... Dobry z ciebie pan, dobry!...<end id="e1197013751015"/> Boć cała wieś: i parobki, i gospodarze, i wszystkie, to ino go kulasem przezywali, a niezgułą, a darmozjadem, a nikto dobrego słowa nigdy nie dał, nikto nie pożałował --- chyba ino te koniska abo i te pieski... <begin id="b1197013867703"/><motyw id="m1197013867703">Pozycja społeczna</motyw>a przecież rodowy był... gospodarski syn... nie znajda żaden... nie obieżyświat, a chrześcijan prawy, katolik...</akap_dialog>


<akap id="e723">Podnosił głowę coraz wyżej i coraz hardziej, prostował się, jak mógł, i z góry, wyzywająco prawie patrzał na świat, na ludzi wchodzących na smętarz i na te konie, co stały pod murem przy wozach; nadział czapę na skołtunioną głowę i wolno, godnie ruszył do kościoła, jak gospodarz jaki, zatykając ręce za pas i tak zamiatając krzywą nogą, że kurzawa za nim wstawała.<begin id="b1204621816080"/><motyw id="m1204621816080">Obrzędy, Obyczaje, Niedziela, Wieś</motyw></akap>


<akap id="e724">Nie, nie ostał dzisiaj w kruchcie jak zawdy, jak przystało la niego, jeno się mocno jął przepychać przez ciżbę i parł prosto aż przed wielki ołtarz --- aż tam, gdzie stawały same gospodarze, gdzie stojał Boryna i wójt sam; kaj stawały te, co nosiły baldach nad dobrodziejem, abo i te, co ze świecami kiej kłonice trzymali straż przy ołtarzu w czas Podniesienia.</akap>


<akap id="e725"><begin id="b1197013886765"/><motyw id="m1197013886765">Pieniądz</motyw>Patrzyli na niego ze zdumieniem i zgrozą, a często gęsto usłyszał przykre słowo i odebrał takie spojrzenie, jako ten pies, któren się tam ciśnie, gdzie go nie wołają. Ale Kuba nic sobie z tego dzisiaj nie robił; ściskał w garści pieniądz, a duszę miał pełną słodkości i dobroci, jakoby po spowiedzi się czuł abo zasie i lepiej.<end id="e1197013886765"/><end id="e1197013867703"/></akap>


<akap id="e726"><begin id="b1197019774399"/><motyw id="m1197019774399">Modlitwa, Pobożność, Religia, Obrzędy</motyw>Zaczęło się nabożeństwo.</akap>


<akap id="e727">Uklęknął przy samej kracie i śpiewał z innymi, zapatrzony pobożnie w ołtarz, gdzie u góry był Bóg Ociec, siwy Pan i srogi, rychtyk podobny do dziedzica z Drzazgowej Woli, a w pośrodku sama Częstochowska w złocistym obleczeniu patrzyła na niego... a wszędy lśniła się pozłota, jarzyły się świece i stały bukiety papierowych czerwonych kwiatów... a ze ścian i z okien kolorowych wychylały się złote obręcze i święte, surowe twarze, i smugi złota, purpury, fioletu niby tęcza padały na jego twarz i głowę, całkiem jakby się unurzał w stawie przed zachodem, kiedy słońce bije w wodę. I poczuł się jakoby w niebie w tych ślicznościach, że ruchać się nie śmiał, ino klęczał wpatrzony w czarniawą, słodką, matczyną twarz Częstochowskiej, ino mówił pacierz za pacierzem spieczonymi wargami, a potem ino śpiewał tak żarliwie, tak ze wszystkich sił duszy wierzącej, tak sercem pełnym ekstazy, że jego zaschły, skrzypiący głos rozlegał się najdonośniej.</akap>

<akap_dialog id="e728">--- Beczycie, Kuba, kiej ta koza żydowska! --- szepnął mu ktoś z boku.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e729">--- La Pana Jezusa i tej Panienki... --- mruknął, przerywając, bo się kościół uciszył.<end id="e1197019774399"/> <begin id="b1197014011265"/><motyw id="m1197014011265">Ksiądz, Słowo</motyw>Ksiądz wszedł na ambonę, i wszyscy zadarli głowy i wpatrywali się w dobrodzieja, któren w białej komży pochylił się nad narodem i czytał Ewangelię --- a światła i farby biły na niego z okien, że widział się wszystkim jako ten anioł płynący na tęczy... Ksiądz mówił długo i tak mocno, że jaki taki westchnął skruszonym sercem, niejednemu łzy pociekły, a któren znów zasie spuszczał oczy i kajał się w sumieniu --- i obiecywał poprawę... A Kuba patrzył w dobrodzieja, jak w obraz święty, i aż mu dziwno było, że to ten sam dobry pan, co mówił do niego i dał mu złotówkę --- bo teraz wyglądał jak archanioł na ognistym wozie brzasków, twarz mu pobladła, oczy ciskały błyskawice, gdy zaczął podnosić głos i wypominać narodowi grzechy wszelkie, a skąpstwo, a pijaństwo, a rozpustę, a czynienie szkód, nieszanowanie starszych, bezbożność!<end id="e1197014011265"/> <begin id="b1197019828757"/><motyw id="m1197019828757">Pobożność</motyw>I wołał wielkim głosem o upamiętanie się, błagał, zaklinał, prosił --- aż Kuba nie wytrzymał i jął się trząść w sobie z winy tych wszystkich grzechów, z żalów, ze skruchy i ryknął głośnym płaczem, a za nim naród cały: kobiety, gospodarze nawet, że płacz się uczynił w kościele, chlipanie, wycieranie nosów, a gdy ksiądz z pokutną modlitwą zwrócił się do ołtarza i padł na kolana --- jęk przeleciał kościół, i naród, jak las przygięty wichurą, runął twarzami na podłogę, aż kurz się podniósł i niby obłokiem osłonił te serca skruszone i łzami, westchnieniami, krzykiem wołające do Pana o zmiłowanie.</akap_dialog>


<akap id="e730">A potem cichość zapadła, cichość rozmodlenia i serdecznej rozmowy z Panem, bo zaczęła się suma --- organy huczały zgłuszonym, pokornym a głębokim głosem, aż dusza Kuby zamierała z lubości i szczęścia nieopowiedzianego...<end id="e1197019828757"/></akap>


<akap id="e731"><begin id="b1197019868718"/><motyw id="m1197019868718">Modlitwa</motyw>A potem głos księdza podnosił się z nagła od ołtarza i płynął nad pochylonymi głowami strugą brzmień przenikających i świętych; to dzwonki krótką salwą dźwięczały, to dymy kadzideł biły pachnącymi słupami i niby obłokiem pokrywały klęczących i rozmodlonych --- a Kubę napełniały taką rozkoszą, że wzdychał ino, rozkładał ręce, bił się w piersi i zamierał z tej słodkiej niemocy, a szmery modlitw, westchnienia, nagłe wykrzyki i jęki gdzieniegdzie, gorące oddechy, światła, dymy, głos organów --- zatapiały go jakoby w świętym śnie, jakoby w zapamiętaniu.<end id="e1197019868718"/></akap>

<akap_dialog id="e732"><begin id="b1197014120500"/><motyw id="m1197014120500">Pieniądz</motyw>--- Jezus! Jezus mój kochany! --- szeptał olśniony i nieprzytomny, a złotówkę mocno dzierżył w garści, bo gdy po Podniesieniu Jambroży zaczął obchodzić z tacką i pobrzękiwać, by słyszeli, że zbiera na światło, Kuba powstał, rzucił mocno pieniądz i długo, jako że tak czynili gospodarze, wybierał sobie reszty dwadzieścia i sześć groszy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e733">--- Bóg zapłać --- usłyszał z lubością.<end id="e1197014120500"/></akap_dialog>


<akap id="e734"><begin id="b1197019900570"/><motyw id="m1197019900570">Pozycja społeczna</motyw>I kiedy roznosili świece, bo nabożeństwo było z wystawieniem i procesją, Kuba wyciągnął śmiało rękę, i chociaż okrutnie chciało mu się wziąć całą --- wzion jednako najmniejszą, ogarek prawie, bo spotkał się z surowym, karcącym wzrokiem Dominikowej, co stała w podle niego z Jagusią ---<end id="e1197019900570"/> zapalił ją wnet, bo już i ksiądz ujął monstrancję, obrócił się z nią do ludu, że padli na twarz. <begin id="b1197019934518"/><motyw id="m1197019934518">Pobożność</motyw>Zaintonował pieśń i schodził wolno po stopniach ołtarza w ulicę z nagła uczynioną z głów rozśpiewanych, świateł płonących, barw ostrych i głosów jękliwych; procesja ruszyła, organy huknęły potężnie, dzwonki poczęły rytmicznie dzwonić, lud pochwycił wtór i śpiewał jednym ogromnym głosem wiary; a przodem ciżby, w skrętach rozchwianych świateł, migotał srebrny krzyż, kołysały się niesione feretrony, całe w tiulach a kwiatach i koronach szychowych, a już we drzwiach wielkich, którymi przez obłoki dymów kadzielnych buchało słońce, rozwijały się na wietrze pochylone chorągwie i niby ptaki purpurowe i zielone łopotały skrzydłami.</akap>


<akap id="e735">Procesja obchodziła kościół.</akap>


<akap id="e736">Kuba osłaniał dłonią świecę i trzymał się uparcie tuż przy księdzu, nad którym Boryna i kowal, i wójt, i Tomek Kłąb nieśli czerwony baldachim, a spod niego promieniała monstrancja złota i tak była cała w ogniach słońca, że przez środek szklany widać było bladą, przeźroczystą Hostię świętą...<end id="e1197019934518"/></akap>


<akap id="e737">Tak był nieprzytomny, że raz wraz się potykał i nadeptywał drugim na nogi.</akap>

<akap_dialog id="e738">--- Uważaj, niedojdo!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e739">--- Pokraka, kulas jeden! --- rzucali mu, poszturchując nierzadko.</akap_dialog>


<akap id="e740">Nie słyszał nic z tego; śpiew ludu brzmiał potężnym głosem, podnosił się jak słup, jak fala, zda się, płynął i bił w słońce blade; dzwony huczały nieustannie spiżowymi ustami, aż trzęsły się lipy i klony, i raz wraz jakiś czerwony liść odrywał się i niby ptak spłoszony spadał na głowy, a wysoko, wysoko nad procesją, nad czubami drzew pochylonych, nad wieżą kościoła krążyło stado gołębi zestraszonych...</akap>


<sekcja_swiatlo/>
<separator_linia/>
<sekcja_swiatlo/>


<akap id="e741">A po nabożeństwie naród wysypał się na smętarz przykościelny; wyszedł i z innymi Kuba, ale się dzisiaj nie śpieszył do domu, chociaż wiedział, że będzie na obiad mięso z tej dorzniętej krowy --- nie, postawał, pogadywał ze znajomkami, a przysuwał się do swoich gospodarzy, bo i Antek z żoną stojali w kupie z drugimi i poredzali, jak to w niedzielę po sumie zwyczajnie.<end id="e1204621816080"/></akap>


<akap id="e742">A w drugiej gromadzie, co się już była skupiła za wrotniami na drodze, rej wodził kowal, duży chłop, ubrany już całkiem z miejska, bo w czarnej kapocie, pokapanej woskiem na plecach, i w granatowym kaszkiecie, spodnie miał na buty i srebrną dewizkę na kamizelce; twarz miał czerwoną i rude wąsy, i włosy pokręcone; rajcował donośnie a pośmiewał się, że aż rechotał, bo wykpis to był na całą wieś, że niech Bóg broni dostać mu się na jęzor. Boryna ino strzygł oczami ku niemu a nadsłuchiwał, bo się bojał jego gadania, że to nawet rodzonemu kowal nie przepuścił, a cóż dopiero teści, z którym był w wojnie o wiano żonine, ale nic nie wymiarkował, bo mu się nawinęły pod oczy Dominikowa z Jagną, wychodzące z kościoła --- <begin id="b1204621958839"/><motyw id="m1204621958839">Obyczaje</motyw>szły wolno, jako że i gęsto było narodu na smętarzu, i że się witały to z tym, to z owym i pogadywały słowem niektórym, bo chociaż wszystkie były sobie znajome a pokumane i powinowate i z wsie jednej, że często ino bez płot libo o miedzę siedzieli a zawżdy pogwarzyć przed kościołem miło jest i potrzeba...<end id="e1204621958839"/> Dominikowa rozwodziła się cichym, nabożnym głosem o dobrodzieju, a <begin id="b1204622209653"/><motyw id="m1204622209653">Kobieta</motyw>Jagna rozglądała się po ludziach, jako że wzrostem równa była i chłopom najroślejszym, a strojna dzisiaj była, że aż oczy rwała parobków, co się w kupę zbili przed wrotniami, na drodze, kurzyli papierosy i szczerzyli do niej zęby. Bo i urodna była, i strojna, i takiej postury, że i drugiej dziedzicównie z nią się nie mierzyć.</akap>


<akap id="e743">Dziewuchy ano i kobiety żeniate, przechodzące mimo, spozierały na nią z zazdrością abo i zgoła przystawały w podle, abych nasycić oczy tym jej wełniakiem pasiastym i sutym, co jak tęczą mazurską mienił się na niej, to na jej czarne trzewiki wysokie, zasznurowane aż po białą pończochę czerwonymi sznurowadłami, to na gorset z zielonego aksamitu, tak wyszyty złotem, że aż się w oczach mieniło, to na sznury bursztynów i korali, co otaczały jej białą, pełną szyję --- pęk różnobarwnych wstążek zwieszał się od nich na plecach i gdy szła, wił się za nią niby tęcza.</akap>


<akap id="e744">Ale Jagna nie widziała zazdrosnych spojrzeń, błądziła modrymi oczami po głowach i natknąwszy się na wlepione w siebie oczy Antka, oblała się rumieńcem i pociągnąwszy matkę za rękaw, ruszyła przodem, nie czekając.<end id="e1204622209653"/></akap>

<akap_dialog id="e745">--- Jagna, poczekaj! --- krzyknęła za nią matka witając się z Boryną.</akap_dialog>


<akap id="e746">Zatrzymała się na drodze, bo i parobcy hurmem ją otoczyli i poczęli witać a przymawiać złośliwie Kubie, któren szedł za nią, wpatrzon kieby w obraz.</akap>


<akap id="e747">Splunął jeno i powlókł się do domu, bo i gospodarze już ciągnęli, i trza było zajrzeć do koni.</akap>

<akap_dialog id="e748">--- Całkiem kiej na tym obrazie! --- zawołał bezwiednie, siedząc już w ganku.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e749">--- Kto, Kuba? --- pytała Józia, szykująca obiad.</akap_dialog>


<akap id="e750">Spuścił oczy, bo wstyd mu się zrobiło i strach, żeby nie poznali.</akap>


<akap id="e751"><begin id="b1197014608375"/><motyw id="m1197014608375">Jedzenie</motyw>Ale że obiad był syty a długi, to i wrychle zapomniał; bo mięso było, była i kapusta z grochem, był i rosół z ziemniakami, a na amen postawili niezgorszą miseczkę kaszy jęczmiennej, uprażonej ze słoniną.</akap>


<akap id="e752">Jedli wolno, poważnie i w milczeniu, dopiero kiej zasycili pierwszy głód, jęli pogadywać i smakować w jadle...<end id="e1197014608375"/></akap>


<akap id="e753"><begin id="b1204622359977"/><motyw id="m1204622359977">Kobieta</motyw>Józia, że to ona dzisiaj była za gospodynią, to ino przysiadała czasami na kraju ławki, pojadała spiesznie, a pilnie baczyła, czy warza nie schodzi, by przynieść z izby garnki i dołożyć, by nie powiedzieli, że w misce dnieje.<end id="e1204622359977"/></akap>


<akap id="e754">A obiadowali na ganku, że to czas był cichy i ciepły.</akap>


<akap id="e755"><begin id="b1197014661390"/><motyw id="m1197014661390">Pies</motyw>Łapa kręcił się i skamlał, to obcierał się o nogi jedzących, zazierał do misek, aż mu raz wraz ktoś rzucił kostkę jaką, z którą uciekał pod przyzbę, abo zasie ucieszon obecnością gospodarzy i że wspominano jego imię, szczekał radośnie i gonił za wróblami, co się były wieszały po płotach, oczekując na okruszyny.<end id="e1197014661390"/></akap>


<akap id="e756">A drogą często ktoś przechodził i pozdrawiał jedzących, że hurmem odpowiadali.<begin id="b1207128629733"/><motyw id="m1207128629733">Chłop, Ksiądz, Mądrość, Słowo</motyw></akap>

<akap_dialog id="e757">--- Pono ptaszki nosiłeś dobrodziejowi? --- zagadnął Boryna.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e758">--- Nosiłem, nosiłem! --- Położył z nagła łyżkę i jął opowiadać, jako go to ksiądz wezwał na pokoje, jako tam pięknie, że tyla księgów.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e759">--- Kiedy to on wszystkie przeczyta? --- ozwała się Józia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e760">--- Kiedy? A wieczorami! Chodzi se po pokojach, popija arbatę i cięgiem czyta.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e761">--- Musi być... nabożne wszyćkie --- wtrącił Kuba.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e762">--- Przeciech nie lementarze<pe><slowo_obce>lementarz</slowo_obce> --- elementarz.</pe>.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e763"><begin id="b1197014803562"/><motyw id="m1197014803562">Ojciec, Syn</motyw>--- A gazety to co dnia stójka przynosi --- dorzuciła Hanka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e764">--- Bo w gazetach piszą, co się dzieje we świecie... --- ozwał się Antek.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e765">--- I kowal z młynarzem trzymają gazetę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e766">--- I... to i taka kowalowa gazeta! --- rzekł urągliwie Boryna.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e767">--- Takutka sama kiej księża --- powiedział ostro Antek.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e768">--- Czytałeś? Wiesz?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e769">--- Czytałem i wiem, a bo raz!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e770">--- I nie zmądrzałeś nic z tego, że się zadajesz z kowalem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e771">--- La ojca to ino ten mądry, co chocia z półwłóczek ma abo i ogonów krowich z mendel.<end id="e1207128629733"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e772">--- Zawrzyj gębę, pókim dobry! A to ino okazji szuka, żeby się kłyźnić! Chleb cię to rozpiera, widzę... mój chleb...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e773">--- Ością on mi już stoi we grdyce, ością...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e774">--- Szukaj se lepszego, na Hanczynych trzech morgach będziesz jadł bułki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e775">--- Będę żarł ziemniaki, ale mi ich niktój nie wymówi.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e776">--- Nie wymawiam ci i ja...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e777">--- Ino kto drugi?... Haruj jak ten wół, jeszcze ci słowa dobrego nie dadzą...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e778">--- We świecie jest lekciej, nie trza robić, a dadzą wszystko...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e779">--- Pewnie, że jest lepiej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e780">--- To se idź i posmakuj.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e781">--- Z gołymi rękami nie pójdę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e782">--- Kijek ci dam, cobyś się miał czym od piesków oganiać.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e783">--- Ociec! --- wrzasnął Antek zrywając się z ławki, ale opadł zaraz, bo Hanka ujęła go wpół, a stary popatrzył groźnie, przeżegnał się, jako że już było po obiedzie, i odchodząc do izby rzekł twardo:</akap_dialog>

<akap_dialog id="e784">--- Na wycug do ciebie nie pójdę, nie!<end id="e1197014803562"/></akap_dialog>


<akap id="e785">Porozchodzili się zaraz, ino Antek ostał na ganku i medytował; a Kuba wyprowadził konie na koniczysko za stodoły, uwalił się pod brogiem, aby się przespać, ale spać nie mógł, ciężyło mu w żywocie jedzenie, a i ta myśl, że gdyby miał jaką strzelbę, to by mógł tyle ustrzelać ptaszków abo i zajączka niektórego, że co niedzielę nosiłby dobrodziejowi.</akap>


<akap id="e786">Kowal by strzelbę zrobił, jako to i borowemu zmajstrował taką, że jak strzeli w lesie, to aż we wsi się rozlega!</akap>

<akap_dialog id="e787">--- Mechanik jucha! Ale pięć rubli trza mu za taką zapłacić! --- rozmyślał. <begin id="b1197014874406"/><motyw id="m1197014874406">Pieniądz</motyw>--- Hale skąd wziąć?... na zimę idzie, kożuch trza kupić, buty też dłużej jak do Godów<pe><slowo_obce>Gody</slowo_obce> --- Święta Bożego Narodzenia, obchodzone co roku 25 i 26 grudnia.</pe> nie wydzierżą... Juści, winne mi są jeszcze dziesięć rubli i dwoje szmat, portki i koszulę... Kożuch choćby i z pięć... krótki będzie... buciska ze trzy... a to i czapka by się zdała... a rubla trza zanieść dobrodziejowi na wotywę za ojców... Ścierwa... że i nic nie ostanie!... --- Splunął i zaczął z kieszeni w lejbiku wybierać okruchy tytoniowe i natrafił na ten pieniądz, o którym był zapomniał w czasie obiadu...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e788"><begin id="b1204663617520"/><motyw id="m1204663617520">Karczma, Pokusa</motyw>--- Jest ci gotowy grosz, jest! --- Odechciało mu się spać nagle; od karczmy rozlegał się daleki, przecedzony głos muzyki i jakby echa pokrzyków.<end id="e1197014874406"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e789">--- Tańcują se juchy i gorzałę piją, i papirosy kurzą! --- westchnął i legł znowu na brzuchu, i patrzył na spętane konie, że zbiły się w kupę i gryzły po karkach, a rozmyślał, że wieczorem musi i on zajść do karczmy i kupić sobie tytoniu, i chociaż popatrzeć na balujących. <begin id="b1197014909781"/><motyw id="m1197014909781">Pieniądz</motyw>Raz wraz oglądał pieniądz i spoglądał na słońce, wysoko było jeszcze i szło dzisiaj tak wolno ku zachodowi, jakby se też krzynkę odpoczywało niedzielnie...<end id="e1197014909781"/> A rwało go tak do karczmy, że wydzierżeć nie mógł, przekładał się ino z boku na bok i postękiwał z tęskności<end id="e1204663617520"/>, ale nie poszedł zaraz, bo akuratnie zza stodoły wyszedł Antek z Hanką i szli miedzą w pola.</akap_dialog>


<akap id="e790">Antek szedł przodem, a Hanka z chłopakiem na ręku za nim, czasem coś rzekli i szli wolno, a coraz to Antek pochylał się nad rolą i dotykał ręką wschodzących ździebeł.</akap>

<akap_dialog id="e791">--- Idzie... gęste kiej szczotka... --- mruknął i obejmował oczami te morgi, które obsiewał za odrobek ojcu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e792">--- Gęste, ale ojcowe lepsze, idzie kiej bór! --- mówiła Hanka patrząc na sąsiednie zagony.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e793">--- Bo rola lepiej doprawiona.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e794">--- Mieć ze trzy krowy, to by i ziemia się pożywiła.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e795">--- I konia swojego.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e796">--- I przychować co na sprzedaż. A tak, co? Każdą plewę, każdą obierzynę ociec rachują i mają za wielgie rzeczy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e797">--- I wszystko wypomina!...</akap_dialog>


<akap id="e798">Zamilkli nagle, bo uczucie krzywdy zalało im serca żalem, gniewem i głuchym, szarpiącym buntem.</akap>

<akap_dialog id="e799">--- Ino osiem morgów by wypadło --- wykrzyknął bezwiednie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e800">--- Juści, że nie więcej. Przecież to i Józka, i kowalowa, i Grzela, i my --- wyliczała.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e801"><begin id="b1197014991015"/><motyw id="m1197014991015">Łzy</motyw>--- Kowalowe by spłacić i ostać przy chałupie i półwłóczku...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e802">--- A masz to czym?... --- jęknęła aże w tym uczuciu bezsilności tak silnym, że łzy jej pociekły po twarzy, gdy ogarnęła oczami te pola ojcowe, tę ziemię jak złoto czyste, gdzie i pszenica, i żyto, i jęczmień, i buraki od skiby do skiby siać było można... Tyle dobra, a to wszystko cudze... nie ich...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e803">--- Nie bucz, głupia, zawżdy z tego osiem morgów nasze...<end id="e1197014991015"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e804">--- Żeby chociaż z połowa z chałupą i z tym kapuśniskiem! --- wskazała na lewo, w łąki, gdzie modrzały długie zagony kapusty; skręcili ku nim.</akap_dialog>


<akap id="e805"><begin id="b1197015062937"/><motyw id="m1197015062937">Kobieta, Żona, Mężczyzna, Pozycja społeczna</motyw>Siedli na kraju łąk pod krzami, Hanka pokarmiała dziecko, bo płakać poczęło, a Antek skręcił papierosa, zapalił i ponuro patrzył przed się...</akap>


<akap id="e806">Nie mówił on żonie, co go żarło we wątpiach, ni co mu leżało na sercu niby węgiel rozżarzony, bo aniby mógł wypowiedzieć, niby zrozumiała go dobrze...</akap>


<akap id="e807">Zwyczajnie, jak kobieta, co ni pomyślenia nie ma, ni niczego nie wymiarkuje sama, ino żyje se jako ten cień padający od człowieka...</akap>

<akap_dialog id="e808">--- A gospodarstwo, a dzieci, a kumy --- to i cały świat la niej. Każda kobieta taka, każda... --- rozmyślał gorzko i aż go ścisnęło za serce... ---<end id="e1197015062937"/> <begin id="b1197015082093"/><motyw id="m1197015082093">Kondycja ludzka</motyw>Ten ptak, co polatuje nad łęgami, ma lepiej niźli człowiek drugi... Co mu tam za kłopoty! Polatuje se, pośpiewuje, a Pan Jezus obsiewa la niego pola, że ino mu zbierać a pożywiać się...<end id="e1197015082093"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e809">--- A bo to i gotowych pieniędzy ociec mieć nie ma? --- zaczęła Hanka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e810">--- Przeciech!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e811">--- A Józce to kupił korale takie, że i krowę by kupił za nie, a Grzeli to cięgiem do wojska śle pieniądze.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e812">--- Słać śle... --- odpowiadał myśląc o czym innym.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e813">--- A przeciech to ukrzywdzenie wszystkich! A szmaty po matce to dusi w skrzyni i nawet na oczy nie pokaże... A wełniaki takie, a chusty, a czepki, a paciorki... --- jęła długo wyliczać dobro wszelkie i krzywdy, i żale, i nadzieje, a Antek milczał zawzięcie, aż zniecierpliwiona szturchnęła go w ramię.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e814">--- Śpisz to?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e815">--- Słucham, gadaj se, gadaj, to ci ulży! A jak skończysz, to mi powiedz...</akap_dialog>


<akap id="e816">Hanka, że to płaksiwa była, a i zebrało się jej dużo w duszy, buchnęła płaczem i jęła mu wyrzucać, że mówi do niej jak do dziewki jakiej, że nie dba o nią ani o dzieci.</akap>


<akap id="e817">Aż Antek zerwał się na równe nogi i zawołał urągliwie:</akap>

<akap_dialog id="e818">--- Wykrzykuj sobie, te gapy ano cię usłyszą i pożalą się nad tobą! --- Wskazał oczami na wrony lecące mimo nad łąkami, nacisnął czapkę i wielkimi krokami poszedł ku wsi...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e819">--- Antek! Antek! --- wołała za nim żałośnie, ale ani się odwrócił.</akap_dialog>


<akap id="e820">Obwinęła chłopaka i popłakując szła miedzami z powrotem do domu; ciężko jej było na sercu --- ani pogadać, ani wyżalić się przed kim na dolę swoją. <begin id="b1197015195359"/><motyw id="m1197015195359">Kondycja ludzka, Mąż, Żona</motyw>A to człowiek żyje cięgiem jak ten samson, że nawet do sąsiadów pójść nie pójdzie i pogadaniem serca nie ucieszy. Dałby jej Antek kumy! Nic, ino siedź w chałupie a haruj, a zabiegaj, a jeszcze słowa dobrego nie usłyszysz! Inne do karczmów chodzą a na wesela... a ten Antek... bo to mu dogodzić można?... Czasem taki, że i do rany przyłóż... to znowu całe tygodnie ledwie bąknie jakie słowo i ani spojrzy... nic, jeno medytuje a medytuje... Prawda, że ma i o czym! Bo i ten ociec nie mógłby to już gront im odpisać, nie czas to staremu iść na wycug? A dyć dogadzałaby mu, że i rodzonemu nie byłoby u niej lepiej...<end id="e1197015195359"/></akap>


<akap id="e821"><begin id="b1197015220781"/><motyw id="m1197015220781">Pieniądz</motyw>Chciała przysiąść do Kuby, ale przypiął się plecami do brogu i udawał, że śpi, choć mu słońce świeciło prosto w oczy, dopiero gdy zniknęła za węgłem stodoły, podniósł się, otrzepał ze słomy i wolno jął się przebierać pod sadami ku karczmie... paliła go ano ta złotówka...<end id="e1197015220781"/></akap>


<akap id="e822"><begin id="b1204663786042"/><motyw id="m1204663786042">Karczma</motyw>A karczma stała na końcu wsi, za plebanią, na początku topolowej drogi.</akap>


<akap id="e823">Ludzi było mało co; muzyka czasem pobrzękiwała, ale nikto nie tańcował jeszcze, za rano było, i młodzi woleli gzić się w sadzie albo wystawać na podjeździe i pod ścianami, gdzie na świeżych, żółtych jeszcze belkach siedziało sporo dziewczyn i kobiet, a w wielgiej izbie z czarnym, okopconym pułapem pusto prawie było, małe przepalone szybki przesiewały czerwone przedzachodnie światło tak słabo, że ino smuga leżała na powybijanej podłodze, a w kątach mrok zalegał. Jakieś ludzie siedzieli za stołami pod ścianą, ale rozeznać nie rozeznał, kto taki?</akap>


<akap id="e824">Jeden Jambroży z brackim od światła stojał pod oknem z buteleczką w garści --- przepijali gęsto do siebie i pogadywali...</akap>


<akap id="e825"><begin id="b1204623898897"/><motyw id="m1204623898897">Muzyka</motyw>Basy buczały jako ten bąk, kiej się wedrze do izby ze dworu i lecący huczy... a czasem skrzypka z nagła zapiskała cienko jakoby ptaszek wabiący abo i bębenek zahurkotał i pobrzękiwał... ale wnet cichość zalegała.<end id="e1204623898897"/></akap>


<akap id="e826"><begin id="b1197015304718"/><motyw id="m1197015304718">Żyd</motyw>Kuba poszedł prosto do szynkwasu, za którym siedział Jankiel w jarmułce i w koszuli tylko, bo ciepło było, pogłaskiwał siwą brodę, kiwał się i wyczytywał w książce, przykładając oczy prawie do samych kart.</akap>


<akap id="e827">Kuba się namyślał, przestępował z nogi na nogę, przeliczał pieniądze, podrapywał się po kołtunach i stał tak długo, aż Jankiel spozierał na niego i nie przestając się kiwać i modlić, brzęknął raz i drugi kieliszkami...<end id="e1197015304718"/><end id="e1204663786042"/></akap>

<akap_dialog id="e828"><begin id="b1197015368671"/><motyw id="m1197015368671">Pijaństwo</motyw>--- Półkwaterek, ino krzepkiej! --- zarządził wreszcie.</akap_dialog>


<akap id="e829">Jankiel w milczeniu nalewał i lewą rękę wyciągał po pieniądze...</akap>

<akap_dialog id="e830">--- W szkło? --- zapytał, zgarnąwszy do opałki<pe><slowo_obce>opałka</slowo_obce> --- koszyk.</pe> zaśniedziałe miedziaki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e831">--- Juści, że nie w but!...</akap_dialog>


<akap id="e832">Usunął się na sam koniec szynkwasu, wypił pierwszy kieliszek, splunął i jął poglądać po karczmie; wypił drugi, przyjrzał się buteleczce pod światło, stuknął nią mocno.</akap>

<akap_dialog id="e833">--- Dajcie no drugi i machorki! --- rzekł śmielej bo błoga ciepłość go przejęła po gorzałce i dziwna moc rozlała mu się po kościach.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e834">--- Zasługi dzisiaj Kuba odebrał?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e835">--- Gdzieby... Nowy Rok to?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e836">--- Może dolać araku?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e837">--- Ale... nie chwaci... --- Przeliczył pieniądze i żałośnie spojrzał na flaszkę araku.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e838">--- Poborguję, albo ja to Kuby nie znam!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e839">--- Nie trzeba... chto borguje, ten się z butów zżuje... --- powiedział ostro.</akap_dialog>


<akap id="e840">Mimo to Jankiel postawił przed nim flaszeczkę araku.</akap>


<akap id="e841">Opierał się, już nawet brał się wyjść, ale jucha harak tak zapachniał, że jaże w nosie wierciło, więc się i nie zmagał dłużej, jeno wypił nie medytując.<end id="e1197015368671"/></akap>

<akap_dialog id="e842">--- Zarobiliście w lesie?... --- pytał Jankiel cierpliwie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e843">--- Nie w lesie... --- ptaszków, com je w sidła chycił, zaniesłem dobrodziejowi sześć i dali mi złotówkę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e844">--- Złotówkę za sześć! Ja bym za każdego dał Kubie dziesiątkę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e845">--- Jakże, przeciech kuropatwy to koszerne?... --- zdumiał się.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e846">--- Niech Kubę głowa o to nie boli... niech tylko przyniesie dużo, a za każdą dostanie zaraz do ręki po dziesiątce. Asencję postawię na zgodę, co?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e847">--- I po całym dziesiątku Jankiel zapłaci?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e848">--- Moje słowo nie ten wiatr. A za te sześć... to Kuba miałby nie dwa półkwaterki czystej, a cztery z arakiem i śledzia, i bułkę, i paczkę machorki... rozumie Kuba?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e849">--- Juści... cztery półkwaterki z arakiem i śledzia... i... juści, nie bydłem przeciech, to miarkuję... rychtyk prawda! Cztery półkwaterki z harakiem... i machorka, i bułków... i całego śledzia... --- Mroczyła go już wódka i nieco rozbierała.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e850">--- Przyniesie Kuba?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e851">--- Cztery półkwaterki... i śledź... i... Przyniesę... Cie, żebym to miał strzelbę... --- ozwał się przytomniej i jął znowu obliczać --- kożuch na ten przykład z pięć rubli... buty by się zdały... ze trzy ruble... ni, nie chwaci... a kowal by chcieli z pięć rubli za fuzję... tyla co od Rafała... ni... --- myślał głośno.</akap_dialog>


<akap id="e852">Jankiel zrobił szybkie obliczenie kredą i szepnął mu cicho do ucha:</akap>

<akap_dialog id="e853">--- Zastrzeliłby Kuba sarnę?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e854">--- Ale, z pięści nie zastrzeli, a z fuzji to bym juchę ustrzelił...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e855">--- Kuba umie strzelić?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e856">--- Jankiel jest Żyd, to i nie wie, a we wsi wiedzą wszystkie, że chodziłem z dziedzicami do boru, że mi ten kulas przestrzelili... to umieć umiem...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e857"><begin id="b1197015463093"/><motyw id="m1197015463093">Handel, Pieniądz, Kuszenie</motyw>--- Ja dam strzelbę, dam proch, dam, co potrzeba... a Kuba, co ustrzeli, przyniesie do mnie! Za sarnę dam całego rubla... słyszy?... Całego rubla! Za proch Kuba zapłaci piętnaście kopiejek od sztuki, odtrącę... A za to, co się fuzja będzie psuć, to Kuba przyniesie ćwiartkę owsa...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e858">--- Rubla za sarnę... a niby ja za proch piętnaście... całego rubla!... niby jak to?...</akap_dialog>


<akap id="e859">Jankiel znowu wyliczał mu szczegółowo...</akap>

<akap_dialog id="e860">--- Owsa?... Przeciech koniom od pyska nie odejmę... --- to jedno zrozumiał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e861">--- Po co brać koniom! U Boryny jest i gdzie indziej...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e862">--- To niby... --- wytrzeszczał oczy i kalkulował.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e863">--- Wszystkie tak robią! A Kuba myślał, skąd parobcy mają pieniądze?... Każdemu trzeba machorki, a kieliszka wódki, a potańcować w niedzielę!... To skąd wziąć?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e864">--- Jakże... złodziej to jestem, parchu jeden, czy co?... --- zagrzmiał nagle bijąc pięścią w stół, aż kieliszki podskoczyły.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e865">--- Co się Kuba rzuci! Niech Kuba płaci i idzie sobie do diabła!...</akap_dialog>


<akap id="e866">Ale Kuba nie zapłacił i nie poszedł, nie miał już pieniędzy i winien był Żydowi... to się ino sparł ciężko o szynkwas i jął sennie obliczać, a Jankiel udobruchał się i raz jeszcze nalał mu, ale już czystego araku... i nic nie mówił...<end id="e1197015463093"/></akap>


<akap id="e867"><begin id="b1204625069593"/><motyw id="m1204625069593">Karczma, Obyczaje, Alkohol</motyw>Tymczasem do karczmy napływało coraz więcej ludzi, bo już mrok gęstniał, zapalili światło, muzyka raźniej się ozwała i gwar się podnosił; naród kupił się przy szynkwasie, pod ścianami albo i zgoła w pośrodku izby i raił, pogadywał, użalał się, a kto niekto i przepijał do drugiego, ale z rzadka, bo nie na pijaństwo przyszli, jeno tak sobie, po sąsiedzku postać, pogwarzyć, skrzypic posłuchać abo i basów, coś niecoś posłyszeć nowego; niedziela przeciech, to odpocząć ni folgę dać ciekawości nie grzech, a choćby i ten kieliszek wypić z kumami... byle przystojnie i bez obrazy boskiej się obyć obyło, to i sam dobrodziej nie bronił... Jakże, i bydlę na ten przykład po pracy odpocząć rade i musi. A zaś przy stole zasiedli gospodarze starsi i kobiety niektóre, przyodziane w czerwone wełniaki i chusty, że widziały się jako te malwy rozkwitłe, a że razem wszyscy mówili, to ino szum szedł po karczmie, kieby boru, i tupot nóg, jakoby bicie cepami w klepisko, i głos tych skrzypic, co cięgiem śpiewały figlujący.</akap>

<akap_dialog id="e868">--- ,,A chto będzie za mną gonił?... za mną gonił..."</akap_dialog>

<akap_dialog id="e869">--- ,,Oto ja... oto ja... oto ja..." --- odbąkiwały stękające basy, a bębenek trząsł się ino, a chichotał, a baraszkował i wrzawę czynił brzękadłami.</akap_dialog>


<akap id="e870">Niewiela ludzi tańcowało, ale tak ostro przytupywali, aże dyle podłogi skrzypiały i stół dygotał, że raz wraz flaszki pobrzękiwały i wywracały się kieliszki...</akap>


<akap id="e871"><begin id="b1204663974863"/><motyw id="m1204663974863">Taniec</motyw>Ale ochoty wielgiej nie było, bo i okazji, jako to przy weselach bywa abo i zrękowinach, nie było. Tańcowali ot tak sobie, la uciechy jednej abo dla wyprostowania nóg i grzbietów;<end id="e1204663974863"/> tylko chłopaki, co mieli późną jesienią do wojska stawać, zabawiali się mocniej i pili na frasunek, co i nie dziwota, bo mieli ich w tyli świat pognać, do obcych.<end id="e1204625069593"/></akap>


<akap id="e872">A wójtów brat najgłośniej wykrzykiwał, a po nim Marcin Białek, Tomek Sikora i Paweł Boryna, stryjeczny Antka, któren i sam przyszedł do karczmy o zmroku, tylko że nie tańcował dzisiaj, a siedział w alkierzu, z kowalem i z drugimi, i <begin id="b1204625318486"/><motyw id="m1204625318486">Kobieta, Mężczyzna, Konflikt, Pijaństwo</motyw>Franek młynarczyk, niski, krępy i kędzierzawy, ten ci gadatywus był największy i zbereźnik, i kpiarz, i na dzieuchy tak łakomy, że często gęsto pysk miał zbity i podrapany. Ale że dzisiaj ochlał się zaraz z miejsca, jak to nieboskie stworzenie, to ino stał przy szynkwasie z grubą Magdą od organisty, która była już w szóstym miesiącu.</akap>


<akap id="e873">Dobrodziej już to wypominał na ambonie i naganiał go do ożenku, ale Franek słuchać nie chciał, że to do wojska stawać miał jesienią, to co mu ta po babie...</akap>


<akap id="e874">Magdusia właśnie ciągnęła go w kąt, do nalepy, i cosik mu mówiła płaczącym głosem, a on jej na to raz wraz powiadał:</akap>

<akap_dialog id="e875">--- Głupiaś! Nie latałem za tobą... Chrzciny zapłacę i z rubla rzucę, jak mi się spodoba!... --- Nieprzytomny był i pchnął ją, aż przysiadła na nalepie komina w podle Kuby, któren już spał w popiele, a z nogami na izbie --- chlipała tam sobie cicho, a Franek poszedł znowu pić i brać dziewczyny do tańca --- gospodarskie nie chciały, bo młynarczyk, cóż to? Parobek prawie. A proste dziewki też, bo pijany był i w tańcu zberezeństwa czynił, to ino splunął i wziął się z Jambrożym całować i z gospodarzami, którzy że mieli w młynie zboże, stawiali swoje...<end id="e1204625318486"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e876">--- Wypijcie, Franek, a zmielcie rychlej, bo już mi baba głowę kołacze, że na kluski nie ma i ździebka mąki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e877">--- A moja o kaszę cięgiem mi turkocze...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e878">--- Że to i ospa la karmika potrzebna... --- mówił trzeci.</akap_dialog>


<akap id="e879">Franek pił, obiecywał i przechwalał się głośno, że we młynie wszystko idzie jego głową, że młynarz słuchać go musi, bo jakby nie... to on zna takie sztuki, że robaki zalęgną się w skrzyniach... woda wyschnie... ryby wyzdychają, skoro jeno chuchnie na staw... mąka się tak zwarzy, że i placka z niej nie upiecze...</akap>

<akap_dialog id="e880">--- Oskubałabym ci ten łeb barani, żebyś mnie tak zrobił! --- wykrzyknęła Jagustynka, która zawsze bywała tam, gdzie i wszyscy, bo chociaż nie pijała, że to mało kiedy był ten grosz gotowy, ale zdarzyć się mogło, co kum postawił półkwaterkę jaką abo powinowaty drugą, bo się jej ostrego języka bali. Toć i Franek, choć był pijany, a zląkł się jej i zmilknął, bo wiedziała o nim różne różności, jak to we młynie gospodarzy, a ona, że to już była podpiła nieco, ujęła się pod boki, przytupywała w takt i nuż wykrzykiwać:</akap_dialog>

<akap_dialog id="e881">--- Tańcują kiej muchy w smole! Jewka, a ruchajże się. Ganiała gdziesik po nocy, a teraz śpi w tańcu. Tomek! A prędzej! A to ci tak cięży ta ćwiartka, coś ją Janklowi sprzedał, co?... Nie bój się, ociec jeszcze nie wiedzą. Marysia! Zadawaj się z rekrutami, zadawaj, a proś mę z miejsca na kumę...</akap_dialog>


<akap id="e882">I tak dalej dogryzała po kolei tanecznikom; niepomiarkowana była i zła na wszystkich, że to dzieci ją skrzywdziły, a ona na starość na wyrobek chodzić musiała, ale że nikto nie odpowiadał, wykrzyczała się i poszła do alkierza, gdzie siedział kowal z Antkiem i kilku młodszych gospodarzy.</akap>


<akap id="e883">Lampa wisiała u czarnego pułapu i mdłym żółtawym światłem rozjaśniała jasne, powichrzone głowy --- siedzieli dokoła stołu, wsparli się mocno na rękach i wszyscy oczy utkwili w kowala, któren pochylony nad stołem, czerwony, rozkładał szeroko ręce, czasem bił pięścią i gadał z cicha:</akap>

<akap_dialog id="e884"><begin id="b1197015761750"/><motyw id="m1197015761750">Chłop, Szlachcic, Kondycja ludzka, Pozycja społeczna, Własność</motyw>--- Prawdę mówię, bo tak stoi w gazecie wypisane, wyraźnie jak wół... Nie tak ludzie żyją we świecie jak u nas, nie! --- Co jest? Dziedzic ci panuje, ksiądz ci panuje, urzędnik ci panuje --- a ty ino rób a z głodu zdychaj i każdemu się nisko kłaniaj, żebyś po łbie nie oberwał...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e885">--- A grontu mało, że niedługo to i po zagonie na człowieka nie starczy!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e886">--- A dziedzic ma sam więcej niż dwie wsie razem...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e887">--- Powiadali wczoraj na sądach, że nadawać będą nowe grunta.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e888">--- Jakie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e889">--- Czyjeż by --- a dworskie!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e890">--- Ale! Daliśta dziedzicom, to odbierać będzieta! Ale cudzym już się rządzą --- krzyknęła Jagustynka nachylając się do nich ze śmiechem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e891">--- ...I sami się rządzą --- ciągnął dalej kowal nie zważając na babie powiedzenie nic --- a wszyscy we szkołach się uczą, we dworach mieszkają i panami są...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e892">--- Gdzie to tak? --- zapytała Antka, któren zaraz z kraju siedział.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e893">--- W ciepłych krajach! --- odrzucił.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e894">--- To kiej tak dobrze, czemuż to kowal tam nie pojechał, co?... Smoluch jucha, łże jak ten pies i tumani, a wy głupie wierzyta! --- zawołała namiętnie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e895"><begin id="b1204664143055"/><motyw id="m1204664143055">Karczma</motyw>--- Mówię po dobremu: idźcie sobie, Jagustynko, skądżeście przyszli...<end id="e1197015761750"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e896">--- A nie pójdę! Karczma la wszystkich, a ja taka dobra za swoje trzy grosze jak i ty!<end id="e1204664143055"/> Ale, nauczyciel jaki, Żydom się wysługuje, z urzędnikami trzyma, o staję czapkę przed dziedzicem zdejmuje, a te mu wierzą!... Pyskacz jeden!... Wiem ja... --- ale już nie skończyła, bo ją kowal krzepko ujął pod żebra, nogą otworzył drzwi i wyrzucił do wielkiej izby, że padła jak długa w pośrodku.</akap_dialog>


<akap id="e897">Nie pomstowała nawet, tylko powstawszy rzekła wesoło:</akap>

<akap_dialog id="e898">--- Krzepki jucha kiej koń, zdałby mi się taki na chłopa...</akap_dialog>


<akap id="e899">Naród gruchnął śmiechem, a ona wyszła zaraz pomstując z cicha.</akap>


<akap id="e900"><begin id="b1197015811109"/><motyw id="m1197015811109">Pijaństwo, Karczma</motyw>Ale już i karczma pustoszała, muzyka zmilkła, ludzie się rozchodzili do domów, to stawali kupkami przed karczmą, bo to i wieczór był ciepły i jasny, księżyc świecił, tylko rekruci jeszcze ostali i pili na umor i wykrzykiwali, a Jambroży, spity jako bydlę, wylazł na środek drogi i wyśpiewywał, taczając się ze strony na stronę.</akap>


<akap id="e901">A i ci z alkierza, z kowalem na czele, wyszli.</akap>


<akap id="e902">Potem, kiedy już Jankiel począł gasić światła, rekruci się wytoczyli, ujęli się mocno pod ręce i szli całą drogą śpiewający z gardła wszystkiego, aże psy ujadały i jaki taki z chałupy wyjrzał...</akap>


<akap id="e903"><begin id="b1197015853593"/><motyw id="m1197015853593">Chłop, Żyd</motyw>Kuba tylko spał wciąż w popiele tak krzepko, aż go Jankiel budzić musiał, ale parobek wstać nie chciał, kopał, to grzmocił w powietrze i mruczał:</akap>

<akap_dialog id="e904">--- Pódzi, Żydzie. Jak chcę, tak spał będę... gospodarz jestem, to wolę swoją mam, a tyś żółtek i parch!...<end id="e1197015853593"/></akap_dialog>


<akap id="e905"><begin id="b1197015872984"/><motyw id="m1197015872984">Pieniądz</motyw>Wiadro wody pomogło, że wstał i wytrzeźwiał nieco, jeno ze strachem a zdumieniem słuchał, jako całego rubla przepił --- którego winien jest...<end id="e1197015872984"/></akap>

<akap_dialog id="e906">--- Jakże?... dwa półkwaterki z harakiem... całego śledzia... machorki... i jeszcze dwa półkwaterki... to już cały rubel?... Jakże?... dwa... --- majaczyło mu się.<end id="e1197015811109"/></akap_dialog>


<akap id="e907"><begin id="b1204626021459"/><motyw id="m1204626021459">Świętoszek</motyw>Jankiel przekonał go w końcu i porozumieli się co do strzelby, którą Żyd miał mu przywieźć z jarmarku, a na zgodę postawił esencji ze spirytusem...</akap>


<akap id="e908">Tylko owsa stanowczo Kuba przynosić nie obiecywał.</akap>

<akap_dialog id="e909">--- Ociec Kubów złodziej nie był, to i syn jego złodziej nie jest.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e910">--- Idźcie już sobie, czas spać... a ja mam jeszcze pacierze odmawiać...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e911">--- Cie!... spekulant jaki! Do złodziejstwa namawia, a pacierze mówił będzie... --- mruczał idąc ku domowi<end id="e1204626021459"/> i jął sobie przypominać i kalkulować, bo nijak nie chciało mu się w głowie pomieścić, że całego rubla przepił... ale że jeszcze nie wytrzeźwiał i powietrze go rozebrało, to potaczał się ździebko, a i raz wraz właził na płoty, to na budulec leżący gdzieniegdzie przed chałupami i klął...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e912"><begin id="b1197015945437"/><motyw id="m1197015945437">Pijaństwo</motyw>--- Żeby was, juchy, pokręciło!... Łajdusy jedne... żeby tak drogę pozastawiać!... nic, jeno się pochlały... zbereźniki... a dobrodziej na darmo wypomina... a dobrodziej... --- tu się zastanowił długo i miarkował, aż i wreszcie chyciło się go rozeznanie i żałość taka, aż przystanął, oglądał się dookoła, pochylał szukając czego by twardego do ręki... ale zapomniał wnet i chwycił się za kudły, i jął się prać po pysku kułakiem i wykrzykiwać:</akap_dialog>

<akap_dialog id="e913"><begin id="b1204626076831"/><motyw id="m1204626076831">Łzy</motyw>--- Pijanica jesteś i świnia zapowietrzona! Do dobrodzieja cię zawlekę, niech cię wypomni przed całym narodem, żeś pies i pijanica... żeś dwa po dwa półkwaterki... żeś całego rubla przepił... żeś jako to bydlę abo i gorszy!... żeś...</akap_dialog>


<akap id="e914">I żałość z nagła go objęła nad sobą, że przysiadł na drodze i buchnął płaczem.<end id="e1204626076831"/><end id="e1197015945437"/></akap>


<akap id="e915"><begin id="b1197015973671"/><motyw id="m1197015973671">Jesień, Księżyc</motyw>Jasny, ogromny księżyc płynął w przestrzeniach ciemnych, a gdzieniegdzie, z rzadka kieby srebrne gwoździe, gwiazdy błyskały; mgły szarą, nikłą przędzą motały się nad wsią i przesłoną powlekały nad wodami. Niezgłębiona cichość nocy jesiennej przejmowała świat, tylko gdzieniegdzie wyrywały się śpiewy wracających z karczmy albo ujadania psów.<end id="e1197015973671"/></akap>


<akap id="e916">A na drodze przed karczmą Jambroży taczał się ze strony na stronę i śpiewał wciąż, nieustannie, aż do wytrzeźwienia:</akap>


<poezja_cyt>
<strofa id="e917">Da Maryś moja, Maryś!/
Da komu piwo warzysz?/
Da komu piwo warzysz?.../
Da Maryś moja, Maryś!...</strofa>
</poezja_cyt>













<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e918">V</naglowek_rozdzial>



<akap id="e919"><begin id="b1197016203765"/><motyw id="m1197016203765">Jesień</motyw>Jesień szła coraz głębsza.</akap>


<akap id="e920">Blade dnie wlekły się przez puste, ogłuchłe pola i przymierały w lasach coraz cichsze, coraz bladsze --- niby te święte Hostie w dogasających brzaskach gromnic.</akap>


<akap id="e921">A co świtanie --- dzień wstawał leniwiej, stężały od chłodu i cały w szronach, i w bolesnej cichości ziemi zamierającej; słońce blade i ciężkie wykwitało z głębin w wieńcach wron i kawek, co się zrywały gdzieś znad zórz, leciały nisko nad polami i krakały głucho, długo, żałośnie... a za nimi biegł ostry, zimny wiatr, mącił wody stężałe, warzył resztki zieleni i rwał ostatnie liście topolom pochylonym nad drogami, że spływały cicho niby łzy --- krwawe łzy umarłego lata, i padały ciężko na ziemię.</akap>


<akap id="e922">A co świtanie --- wsie budziły się później: leniwiej bydło szło na paszę, ciszej skrzypiały wierzeje i ciszej brzmiały głosy przytłumione martwotą i pustką pól, i ciszej, trwożniej tętniło życie samo --- a niekiedy przed chałupami albo i w polach widni byli ludzie, jak przystawali nagle i patrzyli długo w dal omroczoną, siną... albo i te rogate, potężne łby podnosiły się od traw pożółkłych i przeżuwając z wolna, zatapiały ślepia w przestrzeń daleką... daleką... i kiedy niekiedy głuchy, żałosny ryk tłukł się po pustych polach.</akap>


<akap id="e923">A co świtanie --- mroczniej było i zimniej, i niżej dymy rozsnuwały się po nagich sadach, i więcej ptaków zlatywało do wsi i szukało schronienia po stodołach i brogach, a wrony siadały na kalenicach, to wieszały się na nagich drzewach lub krążyły nad ziemią kracząc głucho --- jakoby pieśń zimy śpiewając żałosną.</akap>


<akap id="e924">Południa były słoneczne, ale tak martwe i nieme, że poszumy lasów dochodziły głuchym szmerem i bełkot rzeki rozlegał się jak łkanie bolesne, a szczątki babiego lata rwały się nie wiadomo skąd i przepadały w ostrych, zimnych cieniach chałup.</akap>


<akap id="e925"><begin id="b1204662400490"/><motyw id="m1204662400490">Melancholia</motyw>A smętek konania był w tych południach cichych, na pustych drogach leżało milczenie, a w odartych z liści sadach czaiła się głęboka melancholia żałości i trwogi zarazem.<end id="e1204662400490"/></akap>


<akap id="e926">I często, coraz częściej niebo powlekało się burymi chmurami, że już o letnim podwieczorku musiano schodzić z pól, bo mrok ogarniał świat...</akap>


<akap id="e927">Doorywano podorówki, że niektóry kładł skibę ostatnią już o gęstym mroku, a wracając do dom obzierał się jeszcze za się na rolę i żegnał ją westchnieniem do wiosny.</akap>


<akap id="e928">A na przedwieczerzę często spadały deszcze, krótkie były jeszcze, ale zimne i coraz częściej przeciągały się do zmroku --- do długiego jesiennego zmroku, w którym jak kwiaty złote płonęły okna chat i szkliły się kałużami puste drogi --- a mokra, zimna noc tłukła się o ściany i pojękiwała w sadach.</akap>


<akap id="e929"><begin id="b1204662490199"/><motyw id="m1204662490199">Ptak</motyw>Nawet ten bociek z przetrąconym skrzydłem, co się był ostał i którego widywano samotnie brodzącym po łąkach, przychodzić jął pod bróg Boryny abo i zasię na samo podwórze, gdzie mu Witek skwapliwie podrzucał na przynętę jadło.<end id="e1204662490199"/></akap>


<akap id="e930"><begin id="b1204662585726"/><motyw id="m1204662585726">Pielgrzym, Żebrak</motyw>A i dziady różne coraz częściej nawiedzały wieś; i te zwyczajne, proszalne, co z torbą głęboką i z pacierzem długim szły od drzwi do drzwi, przeprowadzane ujadaniem piesków --- a były i drugie, insze, takie, co od miejsc świętych ciągnęły i znały Ostrą Bramę, Częstochowę i Kalwarię, a rade opowiadały długimi wieczorami, co się gdzie we świecie dzieje i jakie cuda się gdzie stały, a trafiał się niekiedy i taki, któren po cichu powiadał się aż z Ziemi Świętej i takie cudeńka prawił, takie kraje znał, przez takie wielgachne morza jechał, tyla przygód doznał, że aż dziw ogarniał słuchających pobożnie, a niejednemu i uwierzyć było trudno w to wszystko... Ale chciwie słuchał, jako że każden rad się czegoś nowego dowiedział, a i wieczory były długie, i do świtu wyspać się jeszcze można było choćby i na oba boki.<end id="e1204662585726"/></akap>


<akap id="e931">Hej! Jesień to była, późna jesień!</akap>


<akap id="e932">I ani przyśpiewków, ni pokrzyków wesołych, ni tego ptaszków piukania, ni nawoływań nie słychać było we wsi --- nic, jeno ten wiatr, pojękujący w strzechach, jeno te dżdże, sypiące jakoby szkliwem po szybach, i to głuche, wzmagające się co dnia bicie cepów po stodołach.</akap>


<akap id="e933">Lipce martwiały równo, jako te pola okólne, co wyczerpane, szare, odarte w odpocznieniu leżały i cichości tężenia; jako te drzewiny nagie, poskręcane, żałobne, drętwiejące z wolna na długą, długą zimę...</akap>


<akap id="e934">Jesień to była, rodzona matka zimy.</akap>


<akap id="e935">Ino się tym pokrzepiano, że nie ma jeszcze pluchy, że drogi nie bardzo rozmiękły i może wytrzyma pogoda do jarmarku, na któren całe Lipce się wybierały, jakby na odpust jaki.<end id="e1197016203765"/></akap>


<akap id="e936"><begin id="b1204662794626"/><motyw id="m1204662794626">Obyczaje, Wieś</motyw>Bo jarmark miał być na świętą Kordulę, walny i ostatni już przed Godami, więc się nań wszyscy szykowali należycie.</akap>


<akap id="e937">Już na parę dni przedtem deliberowano po wsi, co by się sprzedać dało, czy z inwentarza, czy z ziarna abo też z drobnego przychówku. A że na zimę szło, to i kupować trza było niemało i z przyodziewku, i ze sprzętów, i z różnych różności gospodarskich, z czego i różne turbacje poszły, i swary, i kłótnie po chałupach, boć wiadomo przeciech, że u nikogój się nie przelewa, a o grosz gotowy coraz to trudniej.</akap>


<akap id="e938">A tu i rychtyk w ten czas i płacić przychodziło podatki, to gminne składki i spłaty różne między sobą, a często i przednówkowe pożyczki, a jak niejeden to i zasługi służbie --- tyla tego razem, że niektóren, choćby i z półwłókowych, ciężko wzdychał i kalkulował, a nic nie wychodziło bez wyprowadzenia na jarmark konia abo i krowy, a już o biedniejszych to i nie ma co rzec.<end id="e1204662794626"/></akap>


<akap id="e939"><begin id="b1197020135575"/><motyw id="m1197020135575">Praca, Zwierzęta</motyw>Więc też i jaki taki wyprowadzał krowinę przed oborę, wycierał jej ognojone boki wiechetkiem i na noc przyrzucał koniczyny, to gotowanego jęczmienia z kartoflami, byle jeno wypęczniała ździebko; któren znów przysposabiał stare, poślepłe całkiem wywłoki, żeby chyla tyla do koni były podobne na ten przykład.</akap>


<akap id="e940">Insze znowu młóciły zawzięcie dnie całe, żeby zdążyć na jarmark.</akap>


<akap id="e941">I u Borynów sposobiono się raźnie; stary z Kubą domłócał pszenicy, a Józka z Hanką, co im ino czasu ostawało, to podpasały maciorę i te gąski wybrane z ostawianych na chowanie, Antek zaś z Witkiem, że to leda dzień spodziewano się deszczów, jeździli do boru po susz na ogień i po ściółkę, z której co poszło do obory, a resztę zwalali pod chałupę do ogacenia ścian.<end id="e1197020135575"/></akap>


<akap id="e942">I tak ta przyspieszona robota trwała aż do późna w noc ostatnią przed jarmarkiem; dopiero gdy pszenica już we worach leżała na wozie wtoczonym do stodoły i wszystko było przyrządzone na jutro --- siedli wszyscy razem do wieczerzy w Borynowej izbie.</akap>


<akap id="e943"><begin id="b1197020175751"/><motyw id="m1197020175751">Jedzenie</motyw>Na kominie buzował się wesoły ogień ze świerczyny, potrzaskujący cięgiem, a oni jedli wolno i w milczeniu, że to po spracowaniu nikomu się odzywać nie chciało, aż dopiero kiedy skończyli i gdy już kobiety posprzątały miski i garnki z ławy, Boryna rzekł, coś niecoś przysuwając się do komina:</akap>

<akap_dialog id="e944">--- Przed świtaniem trza ruszyć!<end id="e1197020175751"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e945">--- Juści, że nie później --- odrzekł Antek i zabrał się do smarowania uprzęży, Kuba strugał bijak do cepów, a Witek obierał kartofle na rano i raz wraz poszturchiwał Łapę, któren leżał obok i wybierał sobie pchły zębami.</akap_dialog>


<akap id="e946">Cichość się uczyniła, że ino ogień trzaskał i świerszcze za kominem poskrzypiwały niekiedy, a z drugiej strony domu dochodził plusk wody i szczękanie mytych garnków.</akap>

<akap_dialog id="e947">--- Kuba, ostaniesz to w służbie dłużej, co?</akap_dialog>


<akap id="e948">Kuba spuścił ośnik, którym strugał, i zapatrzył się w ogień tak długo, aż Boryna mu przypomniał.</akap>

<akap_dialog id="e949">--- Słyszałeś, com ci rzekł?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e950">--- Słyszeć słyszałem, ino tak w głowę zachodzę, że po prawdzie to krzywdy mi nijakiej u was nie było... Juści, ale ino... --- urwał zakłopotany.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e951"><begin id="b1197020234883"/><motyw id="m1197020234883">Jedzenie, Alkohol, Obyczaje</motyw>--- Józia, daj no gorzałki i co przegryźć, co mamy na sucho radzić, kiej Żydy jakie --- zarządził stary i przysunął przed komin ławkę, na której Józia wnet postawiła butelkę, wianek kiełbasy i chleb.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e952">--- Napij się, Kuba, i rzeknij swoje słowo.<end id="e1197020234883"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e953"><begin id="b1197020277925"/><motyw id="m1197020277925">Pozycja społeczna, Obraz świata</motyw>--- Bóg zapłać, gospodarzu... Ostać, to bym się ostał, ino... ino...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e954">--- Postąpię ci coś niecoś!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e955">--- Przydać by się przydało, bo to i kożuch zlatuje ze mnie, i buciska też, a i kapot jaki kupiłbym... już jak ten dziadak jaki jest człowiek, że nawet do kościoła iść, to ino do kruchty... bo jakże mi przed ołtarz w takim obleczeniu...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e956">--- A w niedzielę nie baczyłeś na to, inoś się pchał tam, gdzie najpierwsze... --- rzekł surowo Boryna.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e957">--- Juści... Hale... Prawda... --- bąkał srodze zawstydzony i ciemny rumieniec oblał mu twarz.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e958">--- A to i dobrodziej naucza, żeby szanować starszych. Napij no się, Kuba, na zgodę i słuchaj, coć rzeknę, a sam się pomiarkujesz, że co parobek, to nie gospodarz... Kużden ma swoje miejsce i la każdego co innego Pan Jezus wyznaczył. Wyznaczył ci Pan Jezus twoje, to go się pilnuj i nie przestępuj, na pierwsze miejsce się nie pchaj i nie wynoś się nad drugie --- bo zgrzeszysz ciężko. I sam dobrodziej ci powtórzy to samo, że tak być musi, bych porządek na świecie był. Miarkujesz se, Kuba?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e959">--- Nie bydłem przeciech i swoje pomyślenie mam.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e960">--- To baczże, byś się nad drugie nie wynosił.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e961">--- I... inom bliżej ołtarza chciał być...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e962">--- Pan Jezus z każdego kąta słyszy, nie bój się. I po co się pchać między najpierwsze, kiej wszyscy wiedzą, ktoś jest?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e963">--- Juści, juści... gospodarzem byłbym, to i baldach nosić bym nosił, a i dobrodzieja pod pachę wiódł, i w ławkach siadał, i z książki głośno śpiewał... a żem ino parobek, chocia i syn gospodarski, to mi w kruchcie stać abo przed drzwiami, jako te pieski... --- powiedział smutno.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e964">--- Takie już na świecie urządzenie jest i nie twoja głowa zmieni.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e965">--- Pewnie, że nie moja, pewnie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e966">--- Napij się jeszcze, Kuba, i rzeknij, co ci mam zasług dodać.<end id="e1197020277925"/></akap_dialog>


<akap id="e967"><begin id="b1204671488637"/><motyw id="m1204671488637">Alkohol, Odwaga</motyw>Kuba wypił, ale że go już nieco zamroczyła gorzałka, to uwidziało mu się, że w karczmie siedzi z Michałem od organisty abo i z drugim kamratem i rajcują se swobodnie, wesoło, jak równy z równym. Rościebnął ździebko kapotę, wyciągnął nogi, buchnął pięścią w ławkę i zakrzyknął:</akap>

<akap_dialog id="e968">--- Cztery papierki i rubla zadatku dołoży --- to ostanę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e969">--- Widzi mi się, żeś pijany abo ci się w głowie popsuło --- zawołał Boryna, ale Kuba szedł już za myślą swoją i dawnym marzeniem, a zresztą i nie słyszał gospodarskiego głosu, więc rozprostowywał skurczoną duszę, rósł w ambit i taką pewność siebie, jakoby samym gospodarzem się poczuł.<end id="e1204671488637"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e970">--- Cztery papierki i jeszcze jeden zadatku dołoży, to u niego ostanę, a nie, to psiachmać na jarmark pójdę i służbę se znajdę, choćby i na furmana do cugowych we dworze... Znają mię, iżem robotny i na wszystkim w polu czy kiele domu się znający, że niejednemu gospodarzowi bydło paść u mnie a uczyć się... A nie, to ptaszki strzelał będę i dobrodziejowi nosił abo i Janklowi... a nie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e971">--- Cie... Kuternoga jeden, jak bryka. Kuba! --- krzyknął ostro stary.</akap_dialog>


<akap id="e972">Kuba zamilkł, wytrzeźwiał z rozmarzenia, ale hardości nie stracił, bo jął się nieustępliwym czynić, że Boryna rad nierad dorzucał mu po półrublu, to po złotówce, aż i stanęło, że obiecał mu na przyszły rok dołożyć trzy ruble i dwie koszule miasto zadatku.</akap>

<akap_dialog id="e973">--- Ho, ho, ptaszek z ciebie --- wołał stary przepijając do niego na zgodę, choć zły był, że tyla pieniędzy wywalić musi, ale wagować się nie było co, bo Kuba wartał i więcej, robotny parob, choćby i za dwóch, gospodarskiego nie ruszył i o inwentarz dbał więcej niźli o siebie, choć i kulawy był, i mocy wielkiej nie miał, ale na gospodarstwie się znał --- można się całkiem spuścić na niego, że wszystko, jak przynależało, zrobi i jeszcze najemnika przypilnuje.</akap_dialog>


<akap id="e974">Poradzili jeszcze o tym i o owym, i gdy się rozchodzili, Kuba już ode drzwi nieśmiało całkiem się ozwał:</akap>

<akap_dialog id="e975"><begin id="b1204663307254"/><motyw id="m1204663307254">Koń</motyw>--- Zgoda na trzy ruble i dwie koszule, ino... ino... nie przedawajcie źrebicy... przy mnie się ulęgła... kożuchem swoim przyodziewałem, żeby nie przemarzła... to bym nie ścierpiał, żeby ją Żyd jaki bijał libo i łachmytek z miasta... Nie sprzedawajcie... złoto, nie źrebica... kiej ten dzieciak posłuszna... koń taki, że i drugi człowiek --- prosty pies przy niej. Nie sprzedawajcie...<end id="e1204663307254"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e976">--- Ani mi to w głowie nie postało.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e977">--- Bo w karczmie powiedali i... bojałem się...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e978">--- Opiekuny, psiekrwie, zawżdy najlepiej wiedzą!</akap_dialog>


<akap id="e979">Kuba byłby go za nogi ułapił z radości, ino śmieć nie śmiał, to nadział czapę i poszedł rychło, jako że i czas było spać bacząc na jarmark jutrzejszy.</akap>


<sekcja_swiatlo/>
<separator_linia/>
<sekcja_swiatlo/>


<akap id="e980">Jakoż i nazajutrz, jeszcze przed świtaniem, że nieledwie po drugich kurach, a już na wszystkich drogach i ścieżkach do Tymowa ruszali się ludzie.</akap>


<akap id="e981">Kto jeno żył, to z całej okolicy walił na jarmark.</akap>


<akap id="e982">Nad ranem upadł mocny deszcz, ale po wschodzie przetarło się nieco, ino niebo było zasnute burymi chmurzyskami, a nad nizinnymi ziemiami wisiały mgły szare, kieby zgrzebne płótna, do cna przemiękłe, i po drogach szkliły się kałuże, a gdzieniegdzie po dołkach błoto chlupało pod nogami.</akap>


<akap id="e983">I z Lipiec wychodzono od wczesnego rana.</akap>


<akap id="e984">Na topolowej drodze za kościołem i hen, aż do lasów, widny był łańcuch wozów, toczących się wolno, krok za krokiem, taka ciżba była, a bokami, po obu stronach, ino się mieniło od czerwonych wełniaków i białych kapot chłopskich.</akap>


<akap id="e985">Tyla narodu szło, jakby wieś cała wychodziła.</akap>


<akap id="e986"><begin id="b1204671604533"/><motyw id="m1204671604533">Obyczaje, Wieś</motyw>Szli gospodarze co biedniejsi, szły kobiety, szły parobki i dziewczyny, i komornicy też szli, a i biedota sama --- najemnicy takoż ciągnęli, bo jarmark to był ten, na którym godzono się do robót i zmieniano służby.</akap>


<akap id="e987">Kto co kupić, kto sprzedać, a jensi byle jarmarku użyć.<end id="e1204671604533"/></akap>


<akap id="e988"><begin id="b1197020599232"/><motyw id="m1197020599232">Zwierzęta</motyw>Któren wiódł na postronku krowinę albo i ciołaka, kto zaś gnał przed sobą maciorę z prosiętami, co ino pokwikiwały i rwały się tak, że trza je było cięgiem oganiać i stróżować, bych pod wozy nie wpadły; jenszy człapał się na szkapie; drugie oganiały wystrzyżone barany, gdzieniegdzie zaś bieliło się stadko gęsi z podwiązanymi skrzydłami, to grzebieniaste koguty wyzierały spod zapasek kobiecych... A i wozy niezgorzej jechały wyładowane, raz wraz z jakiegoś półkoszka spod słomy wyzierał ryj karmnika i kwiczał, aż gęsi gęgały zestrachane i psy, co szły zarówno z ludźmi, doszczekiwać poczynały przy wozach.<end id="e1197020599232"/> I szli tak całą drogą, że choć szeroka była, a pomieścić się trudno wszystkim było, że jaki taki schodził na pole w bruzdy.</akap>


<akap id="e989">O dużym już dniu, kiej się tak przetarło na niebie, że ino, ino słońca było patrzeć, wyszedł i Boryna z chałupy; przódzi już, bo o świtaniu, Hanka z Józką pognały maciorę i podpasionego wieprzka, a Antek powiózł dziesięć worków pszenicy i pół korczyka czerwonej koniczyny. W domu ostawał tylko Kuba z Witkiem i Jagustynka, przywołana, żeby jeść uwarzyła i krów dojrzała.</akap>


<akap id="e990">Witek beczał w głos pod oborą, bo chciało mu się na jarmark.</akap>

<akap_dialog id="e991">--- Czego się to głupiemu zachciewa! --- mruknął Boryna, przeżegnał się i <begin id="b1204671804611"/><motyw id="m1204671804611">Obyczaje</motyw>poszedł pieszo, bo liczył, że się po drodze przysiędzie do kogo; jakoż i zaraz tak się stało, bo tuż za karczmą dopędził go organista, jadący bryczką w parę tęgich koni.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e992">--- Cóż to, na piechty, Macieju?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e993">--- La zdrowia... Niech będzie pochwalony.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e994">--- Na wieki. Siadajcie z nami, zmieścimy się! --- proponowała organiścina.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e995">--- Bóg zapłać. Doszedłbym, ale jak powiadają, zawżdy milej duszy, kiej ją wóz ruszy --- odrzekł sadowiąc się na przednim siedzeniu, plecami do koni.</akap_dialog>


<akap id="e996">Podali sobie przyjaźnie ręce z organistami i konie ruszyły.</akap>

<akap_dialog id="e997">--- A pan Jaś skąd się wziął, to już nie w klasach? --- zapytał chłopca, siedzącego z parobkiem i powożącego.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e998">--- Przyjechałem tylko na jarmark! --- zawołał wesoło organiściuch.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e999">--- Zażyjcie, francuska... --- proponował organista pstrzykając w tabakierkę.</akap_dialog>


<akap id="e1000">Zażyli i pokichali solennie.<end id="e1204671804611"/></akap>

<akap_dialog id="e1001">--- Cóż tam u was? Sprzedajecie co dzisiaj?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1002">--- Bogać ta nie, powieźli do dnia pszenicę, a kobiety pognały świnię.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1003">--- Aż tyle! --- wykrzyknęła organiścina. --- Jasiu, weź szalik, bo chłodno! --- zawołała do syna.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1004">--- Ciepło mi, zupełnie ciepło --- zapewniał, lecz mimo to okręciła mu czerwonym szalem szyję.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1005">--- Abo to wychody małe? Już nie wiada, skąd brać na wszystko...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1006">--- Nie narzekajcie, Macieju, chwalić Boga, macie dosyć...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1007">--- Przeciech tej ziemi nie ugryzę, a gotowego grosza w zapasie nie ma.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1008">--- Bo rozpożyczacie... mało to macie po ludziach?... Wiedzą sąsiedzi, jak kto siedzi!...</akap_dialog>


<akap id="e1009"><begin id="b1197020735758"/><motyw id="m1197020735758">Nauka</motyw>Ale Boryna, nierad tym wypominkom przy parobku, pochylił się szybko i cicho zapytał:</akap>

<akap_dialog id="e1010">--- A pan Jaś długo będzie jeszcze w klasach?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1011">--- Do świąt jeno.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1012">--- Wróci do dom czy też do urzędu pójdzie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1013">--- Moiściewy, a cóż by w domu robił na tych piętnastu morgach. A mało to jeszcze drobiazgu!... A czasy ciężkie, jak z kamienia... ---<end id="e1197020735758"/> westchnęła.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1014"><begin id="b1197020784015"/><motyw id="m1197020784015">Religia, Obyczaje, Kondycja ludzka</motyw>--- Bo i prawda, chrztów to ta jeszcze jest dosyć, ale co z tego za profit!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1015">--- Pochówków nie brakuje przeciech --- dorzucił ironicznie Boryna.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1016">--- I... co za pochówki, sama biedota mrze, a ledwie parę razy w rok zdarzy się jakiś gospodarski pogrzeb, z którego coś kapnie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1017">--- A i wotyw coraz mniej, a i targują się jak te Żydy! --- dorzuciła.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1018">--- Z biedy to wszystko idzie i ze złych czasów --- usprawiedliwiał Boryna.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1019">--- Ale i z tego, że ludzie o zbawienie swoje ani tych w czyścu ostających nie zabiegają. Proboszcz nieraz o tym mówił do mojego.<end id="e1197020784015"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1020"><begin id="b1197020823616"/><motyw id="m1197020823616">Dwór, Szlachcic</motyw>--- I dworów coraz mniej. Dawniej, kiedy się jeździło po snopkach czy z opłatkami, czy po kolędzie, czy też po spisie --- to jak w dym do dworu --- nie żałowali i zboża, i pieniędzy, i leguminy. A teraz, Boże zmiłuj się, każdy gospodarz się kurczy i jak ci da snopczynę żyta, to pewnie zjedzoną przez myszy, a jak tę ćwiartczynę owsa dostaniesz, to pewnie plew w nim więcej niźli ziarna.<end id="e1197020823616"/> Niech żona powie, jakie mi to jajka dawali latoś za spis wielkanocny --- więcej niż połowa była zbuków. Żeby człowiek nie miał tej trochy gruntu, to by jak dziad żebrać musiał --- zakończył podsuwając Borynie tabakierkę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1021">--- Juści, juści... --- potakiwał Boryna, ale nie jego tumanić, wiedział ci on dobrze, że organista pieniądze ma i na procenta albo i na odrobek komornikom rozpożycza, to ino uśmiechał się na te wyrzekania i znowu spytał o Jasia...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1022"><begin id="b1197020905433"/><motyw id="m1197020905433">Ksiądz, Pozycja społeczna</motyw>--- I cóż, do urzędu pójdzie?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1023">--- Co? Mój Jaś do urzędu, na pisarka? Nie po tom sobie od gęby odejmowała, żeby skończył szkoły, nie. Do seminarium pójdzie na księdza...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1024">--- Na księdza!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1025">--- A bo mu to źle będzie? A bo to któren ksiądz ma źle?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1026">--- Pewnie, pewnie... a i honor jest, i to, jak powiadają, że kto ma księdza w  rodzie, temu bieda nie dobodzie... --- powiedział wolno i z szacunkiem poglądał przez ramię na chłopaka, pogwizdującego koniom, że to przystanęły nieco dla potrzeby swojej...<end id="e1197020905433"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1027">--- Mówili, że i młynarzów Stacho księdzem miał być, a teraz jest pono we wielgich szkołach i na dochtora praktykuje...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1028">--- Ale, księdzem by być takiemu łajdusowi, przecież moja Magda jest już w szóstym miesiącu, i to od niego...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1029">--- Powiedali, że to od młynarczyka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1030">--- Ale, prawda była, młynarzowa tak gada, żeby swojego zasłonić. Rozpustnik to, że niech ręka boska broni, prawie mu iść na doktora.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1031">--- Juści, że księdzem być lepiej, bo to i Panu Jezusowi chwała, i ludziom na pociechę --- pogłaskał ją chytrze Boryna, bo co się tam miał spierać z kobietą, i całkiem uważnie słuchał jej wywodów, a organista raz po raz uchylał czapki i głośnym: ,,Na wieki!" odpowiadał na pozdrowienia wymijanych ludzi. Jechali truchtem i Jasio chwacko wymijał wozy, to ludzi, to inwentarz prowadzony, aż dopadł lasu, gdzie już luźniej było i droga szersza.</akap_dialog>


<akap id="e1032">Zaraz na skraju dopędzili Dominikową, jechała z Jagną i Szymkiem, a krowa uwiązana za rogi szła za wozem, z którego wyglądały białe szyje gąsiorów, cięgiem syczących, jako te żmije.</akap>


<akap id="e1033">Pochwalili Boga, a Boryna aż się wychylił przy mijaniu i zawołał:</akap>

<akap_dialog id="e1034">--- Spóźnita się!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1035">--- Zdążym na czas! --- odkrzyknęła Jagna ze śmiechem.</akap_dialog>


<akap id="e1036">Przejechali, ale organiściuch parę razy obracał się za nią, aż w końcu spytał:</akap>

<akap_dialog id="e1037">--- To Jagusia Dominikowa?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1038">--- Ona ci sama, ona --- powiedział Boryna patrząc z oddalenia na nią.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1039">--- Nie poznałem, bo dobrze już ze dwa lata jej nie widziałem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1040">--- Młódka to jest jeszcze, a wtedy bydło pasała. Rozbuchała się ino, kiej jałowica na koniczynie --- i aż się wychylił, żeby spojrzeć na nią.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1041">--- Bardzo ładna --- rzucił chłopak.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1042">--- Jak wszystkie dziewki --- powiedziała organiścina pogardliwie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1043">--- Juści, że gładka. Udała się dzieucha, toteż nie ma tygodnia, żeby kto do niej z wódką nie posyłał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1044">--- Przebierna! Stara myśli, że co najmniej to już jaki rządca zjedzie po nią, i parobków odgania... --- szepnęła zjadliwie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1045">--- Bo mógłby ją wziąć i taki, co siedzi choćby i na włóce... warta tego...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1046">--- To tylko wam posłać swatów, Macieju, kiedy ją tak chwalicie! --- zaczęła się śmiać, a Boryna już się nie ozwał ni słowem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1047">--- Hale, taki tam łachmytek miescki, wielga mi osoba, co ino gospodarskim kurom pod ogon uważa, czy la niej jajków nie niesą, abo i ludziom w garście, będzie się ta przekpiwała z rodowych gospodarzy! Wara ci od Jagusi! --- myślał, zeźlony silnie, i ino poglądał przed się, na czerwieniejący zapaskami wóz Dominikowej, któren ostawał coraz dalej, bo Jasio tęgo prażył konie, że rwały z kopyta, aż się błoto otwierało.</akap_dialog>


<akap id="e1048">Próżno organiścina pogadywała o tym i owym, kiwał głową, cosik tam mamrotał pod nosem i tak się zawziął, że ozwać się nie chciał ni słowem jednym.</akap>


<akap id="e1049">I skoro tylko wjechali na wyboisty bruk miasteczka, zesiadł z bryczki i jął dziękować za podwiezienie.</akap>

<akap_dialog id="e1050">--- Pod wieczór wracamy, chcecie, to się przysiądźcie do nas --- proponowała.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1051">--- Bóg zapłać, mam przeciech swoje konie. Powiedziałyby, że się do kalikowania godzę, na pomocnika organiście... a ja ta nuty nijakiej nie wyciągnę i świeców gasić nienauczny...</akap_dialog>


<akap id="e1052">Pojechali w boczną uliczkę, a on się z wolna przedzierał przez główną, do rynku, bo jarmark był sielny i choć to jeszcze dość rano, a narodu już się gęstwiło niezgorzej; wszystkie ulice, place, zaułki i podwórza zawalone były ludźmi, wozami i towarem różnym --- nic, jeno ta wielka woda, do której cięgiem jeszcze ze wszystkich stron dopływały nowe rzeki ludzkie i cieśniły się, kolebały, toczyły po ciasnych uliczkach, aże domy się trząść zdały i rozlewały po wielkim placu klasztornym. Niewielkie jeszcze po drodze błoto, tutaj bite i rozrabiane tysiącami nóg, było już po kostki i tryskało spod kół na wszystkie strony.</akap>


<akap id="e1053">Gwar już był znaczny, a wzmagał się z każdą chwilą; głucha wrzawa huczała niby bór, kiej morze się kolebała, biła o ściany domów i przewalała z końca w koniec, że tylko niekiedy słychać było ryki krów, to granie katarynki przy karuzeli, to płaczliwe lamentacje dziadów albo ostre, przenikające piszczałki koszykarzy.</akap>


<akap id="e1054"><begin id="b1204674267452"/><motyw id="m1204674267452">Handel</motyw>Jarmark był wielki, co się zowie, narodu skupiło się tyla, że i przejść było niełatwo, a już w rynku pod klasztorem to Boryna przez siłę pchać się musiał, taki gąszcz się czynił między kramami.</akap>


<akap id="e1055">Było też tego, że ani przeliczyć, ni objąć --- gdzieby zaś tam kto poradził.</akap>


<akap id="e1056">A najpierwej te płócienne, wysokie budy, co stały wzdłuż klasztoru we dwa rzędy, zapchane całkiem towarem kobiecym --- a płótnami, a chustkami, co wisiały na żerdkach i jako te maki były czerwone, że aż się w oczach ćmiło, a drugie zasię całkiem żółte się widziały, a insze buraczkowe... i kto je tam wszystkie spamięta! A dzieuch i kobiet pełno tu przed nimi, że i kija nie było gdzie wrazić --- która targowała i wybierała sobie, a drugie aby ino popatrzeć i oczy se ucieszyć ślicznościami.</akap>


<akap id="e1057">A potem znów szły kramy, co się aż lśniły od paciorków, lusterek, szychów, a wstążek, a kryzków onych na szyję, a kwiatuszków zielonych, złotych i różnych... a czepków i Bóg ta wie czego jeszcze.</akap>


<akap id="e1058"><begin id="b1197021195893"/><motyw id="m1197021195893">Pobożność</motyw>Gdzie znowu święte obrazy przedawali w pozłocistych ramach i za szkłem, że choć stały pod ścianami albo i zgoła na ziemi leżały, a szedł od nich blask, że jaki taki do czapki sięgał i znak krzyża czynił świętego.<end id="e1197021195893"/></akap>


<akap id="e1059">Boryna kupił jedwabną chustkę na głowę dla Józki, którą był jeszcze na zwiesnę obiecał dziewczynie za pasionkę, wsadził za pazuchę i jął się przepychać do targowiska świńskiego, co było za klasztorem.</akap>


<akap id="e1060">Ale szedł wolno, że to ciżba była sroga i że się popatrzeć było na co.</akap>


<akap id="e1061">Gdzie czapnicy pod domami porozwieszali szerokie drabiny, zawieszone od góry do dołu czapkami.</akap>


<akap id="e1062">Gdzie znów szewcy tworzyli całą ulicę wysokich kozłów drewnianych, na których, sczepione za uszy, wisiały szeregi butów, i takich zwyczajnych, żółtych do smarowania przetopionym sadłem, żeby wody nie puściły, i takich już pod glanc przyszykowanych, i ciżem kobiecych z czerwonymi sznurowadłami a na wysokich obcasach.</akap>


<akap id="e1063">A za nimi ciągnęły się rymarze z chomątami na kołkach i uprzężą rozwieszoną.</akap>


<akap id="e1064">A potem powroźnicy i ci, co sieci sprzedawali.</akap>


<akap id="e1065">I ci, co z sitami po świecie jeździli.</akap>


<akap id="e1066">I ci, co z kaszą po jarmarkach się wodzili.</akap>


<akap id="e1067">A kołodzieje, a garbarze.</akap>


<akap id="e1068">Gdzie znowu krawce i kożuszarze rozwiesili swoje towary, od których bił taki zapach, aże w nozdrzach wierciło; te miały odbyt niezgorszy, że to na zimę szło.</akap>


<akap id="e1069"><begin id="b1197021264616"/><motyw id="m1197021264616">Jedzenie</motyw>A potem całe rzędy stołów, nakrytych płóciennymi daszkami, a na nich zwoje kiełbas czerwonych i grubych kiej liny, wały żółtego sadła, boczki wędzone, połcie słoniny, szynki --- spiętrzały się na kupach, a gdzie znów na hakach wisiały całe wieprzki wypaproszone i broczące jeszcze posoką, że trza było odganiać piesków, co się cisnęły.</akap>


<akap id="e1070">A w podle rzeźników, jako te braty rodzone, stali piekarze i na podesłanej grubo słomie, na wozach, na stołach, w koszach i gdzie się dało, leżały góry bochnów wielkich jak koła, placków żółtych, bułek, kukiełek...<end id="e1197021264616"/></akap>


<akap id="e1071">Gdzie zaś i kto przeliczy, i spamięta te wszystkie kramy i to, co w nich sprzedawali?...</akap>


<akap id="e1072">Były z zabawkami i takie z piernikami, gdzie z ciasta lepione były zwierze różne, a serca, a żołnierze i cudaki takie, że i nie rozeznać bele komu; były takie, gdzie kalendarze, gdzie książki nabożne, gdzie historie o zbójach i srogich Magielonach przedawali i lementarze też; były i takie, gdzie piszczałki, organki i gliniane kuraski, i jensze muzyckie rzeczy, w które juchy żółtki la zachęty grali, że taki jazgot się czynił, że i wytrzymać trudno było --- bo ci tu kurasek piszczy, tam trąbka potrębuje, gdzie z piszczałek przebieraną nutę wyciągają, tam ci znowu skrzypki piskają, a owdzie bęben pobekuje stękający --- jaże we łbie łupało od wrzasku.</akap>


<akap id="e1073">Zaś w pośrodku rynku dookoła drzew rozciągali się bednarze, blacharze i garncarze, porozstawiali tyle misek i garnków, że ledwie przejść można było, a za nimi stolarze; łóżka i skrzynie malowane, i szafy, i półki, i stoły aże grały tymi farbami, że oczy trza było mrużyć...</akap>


<akap id="e1074"><begin id="b1197021336565"/><motyw id="m1197021336565">Kobieta, Handel</motyw>A wszędy, na wozach, pod ścianami, wzdłuż rynsztoków, gdzie ino miejsca było, rozsiadły się kobiety sprzedające; która cebule we wiankach albo i we workach; która z płótnami swojej roboty i wełniakami; która z jajkami a serkami, a grzybami, a masłem w osełkach, poobwijanych w szmatki; inna znów zasię ziemniaki, to gąsków parę, to wypierzoną kurę, to len pięknie wyczesany albo i motki przędzy miała; a każda siedziała przy swoim i poredzały se godnie, jak to zwyczajnie na jarmarkach bywa, a trafił się kupiec, to sprzedawały wolno, spokojnie, bez gorącości, po gospodarsku, nie tak, jako te Żydy, co wykrzykują, handryczą i ciskają się kiej głupie.<end id="e1197021336565"/></akap>


<akap id="e1075"><begin id="b1197021360122"/><motyw id="m1197021360122">Jedzenie</motyw>Gdzieniegdzie zaś pomiędzy wozami i kramami kurzyło się z blaszanych kominków --- tam sprzedawali gorącą herbatę --- a i insze jadło, jako to: kiełbasę prażoną, kapustę, barszcz z ziemniakami też mieli.<end id="e1197021360122"/><end id="e1204674267452"/></akap>


<akap id="e1076"><begin id="b1197021399242"/><motyw id="m1197021399242">Kaleka, Żebrak</motyw>I dziadów zlazło się ze wszystkich stron co niemiara: ślepych, kulawych, niemych i zgoła bez rąk i nóg, tyla jak na odpuście jakim. Wygrywali na skrzypicach pieśnie pobożne, drugie śpiewali pobrzękując w miseczki, a wszystkie spod wozów, spod ścian i prosto z błocka żebrali lękliwie i wypraszali sobie ten grosik jakiś abo jensze wspomożenie.<end id="e1197021399242"/></akap>


<akap id="e1077">Przejrzał to wszystko Boryna, podziwował się nad niejednym, pogwarzył coś niecoś ze znajomkami i dopchał się wreszcie na targowisko świńskie, za klasztor, na ogromny piaszczysty plac, z rzadka ino obsadzony domami, gdzie pod samym murem klasztoru, zza którego wychylały się ogromne dęby, pełne jeszcze żółtych liści, kupiło się dosyć ludzi, wozów i leżały całe zagony świń spędzonych na sprzedaż.</akap>


<akap id="e1078">Rychło odnalazł Hankę z Józką, bo zaraz z krają były.</akap>

<akap_dialog id="e1079">--- Sprzedajeta, co?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1080">--- Hale, już tu targowali rzeźnicy maciorę, ale mało dają...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1081">--- Świnie drogie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1082">--- Bogać tam drogie, spędzili tyla, że nie wiada, kto to rozkupi.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1083">--- Są ludzie z Lipiec?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1084">--- O, hań tam mają prosięta Kłęby, a i Szymek Dominików stoi przy wieprzku.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1085">--- Uwińta się rychło, to se ździebko popatrzycie na jarmark.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1086">--- Już też i ckno tak siedzieć.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1087">--- Wiele dają za maciorę?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1088">--- Trzydzieści papierków, powiadają, że niedopasiona, bo ino w gnatach gruba, a nie w słoninie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1089">--- Ocyganiają, jak ino mogą... ale, ma ci słoninę na jakie cztery palce... --- rzekł, omacawszy maciorze grzbiet i boki. --- Wieprzak chudy na bokach, ale portki ma niezgorsze na szynki --- dodał spędziwszy go z mokrego piasku, w którym do pół boków leżał zanurzony.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1090"><begin id="b1197021541375"/><motyw id="m1197021541375">Jedzenie</motyw>--- Za trzydzieści pięć sprzedajcie, zajrzę do Antka ino i zaraz do was przylecę. Jeść wam się nie chce?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1091">--- Pojadłyśmy już chleba.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1092">--- Kupię wam i kiełbasy, ino sprzedajcie, a dobrze.<end id="e1197021541375"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1093">--- Tatulu, a nie zabaczcie<pe><slowo_obce>zabaczyć</slowo_obce> --- zapomnieć.</pe> o chustce, coście to jeszcze na zwiesne obiecali...</akap_dialog>


<akap id="e1094">Boryna sięgnął za pazuchę, ale się wstrzymał, jakby go coś tknęło, bo tylko machnął ręką i rzekł odchodząc:</akap>

<akap_dialog id="e1095">--- Kupię ci, Józia, kupię... --- i aż w dyrdy ruszył, bo dojrzał twarz Jagny między wozami, ale nim doszedł, sczezła gdzieś do cna, jakby się w ziemię zapadła; jął więc odszukiwać Antka; niełacno to było, bo w tej uliczce, prowadzącej z targowiska na rynek, stał wóz przy wozie, i to w rzędów parę, że środkiem i z trudem niemałym a baczeniem można było przejechać, ale wnet się na niego natknął. Antek siedział na workach i smagał batem żydowskie kury, co się stadami uwijały koło kobiałek, z których jadły konie, a półgębkiem odpowiadał kupcom:</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1096">--- Powiedziałem siedem, to powiedziałem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1097">--- Sześć i pół daję, więcej nie można, pszenica ze śniedzią.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1098">--- Jak ci, parchu, lunę przez ten pysk paskudny, to ci wnet ześniedzieje... Ale, pszenica czysta jak złoto.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1099">--- Może być, ale wilgotna... Kupię na miarę i po sześć rubli i pięć złotych.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1100">--- Kupisz na wagę i po siedem, rzekłem!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1101">--- Co się gospodarz gniewa! Kupię nie kupię, a potargować można.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1102">--- A targuj się, kiej ci pyska nie szkoda. --- I nie zwracał już uwagi na Żydów, którzy rozwiązywali worki po kolei i oglądali pszenicę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1103"><begin id="b1197021659311"/><motyw id="m1197021659311">Przemoc, Sprawiedliwość, Zemsta</motyw>--- Antek, pójdę ino do pisarza i w to oczymgnienie przyjdę do cie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1104">--- Co? Na dwór skargę podajecie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1105">--- A bez kogo to padła moja graniasta?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1106">--- Dużo ta wskóracie!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1107">--- Swojego darować nie daruję.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1108">--- I... borowego przyprzeć gdzie w boru do chojaka, sprać czym twardym, żeby mu aż żebra zapiszczały --- zaraz byłaby sprawiedliwość.<end id="e1197021659311"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1109">--- Borowy? Juści, że mu się to należy, ale dworowi też --- rzekł twardo.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1110"><begin id="b1197021737076"/><motyw id="m1197021737076">Ojciec, Pieniądz, Syn marnotrawny</motyw>--- Dajcie mi złotówkę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1111">--- Na co ci?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1112">--- Gorzałki bym się napił i przegryzł co...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1113">--- Nie masz to swoich?... cięgiem ino w ojcowe garść uważasz.</akap_dialog>


<akap id="e1114">Antek odwrócił się gwałtownie i jął pogwizdywać ze złości, a stary, chociaż z żalem i markotnością, wysupłał złotówkę i dał.<end id="e1197021737076"/></akap>

<akap_dialog id="e1115"><begin id="b1197021839199"/><motyw id="m1197021839199">Sprawiedliwość</motyw>--- Żyw wszystkich swoją krwawicą... --- myślał i spiesznie się przeciskał do ogromnego, narożnego szynku, gdzie było już sporo ludzi pożywiających się; w alkierzu od podwórza mieszkał pisarz.</akap_dialog>


<akap id="e1116">Właśnie siedział pod oknem przy stole z cygarem w zębach, w koszuli był tylko, nie umyty i rozczochrany; jakaś kobieta spała na sienniku w kącie, przykryta paltem.</akap>

<akap_dialog id="e1117">--- Siadajcie, panie gospodarzu! --- zrzucił ze stołka obłocone ubranie i podsunął Borynie, któren zaraz opowiedział dokumentnie całą sprawę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1118">--- Wasza wygrana, jak amen w pacierzu. Jeszcze by! Krowa zdechła i chłopak choruje z przestrachu! Dobra nasza! --- zatarł ręce i szukał papieru na stole.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1119">--- Hale... kiej zdrowy chłopak.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1120">--- Nic nie szkodzi, mógł zachorować. Bił go przecież...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1121">--- Nie, bił ino chłopaka sąsiadów.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1122">--- Szkoda, to by było jeszcze lepsze. Ale to się jakoś zesztukuje, tak że będzie i choroba z pobicia, i zdechła krowa. Niech dwór płaci.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1123">--- Juści, o nic nie idzie, ino o sprawiedliwość.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1124">--- Zaraz się napisze skargę. Frania, a rusz no się, wałkoniu! --- krzyknął i tak mocno kopnął leżącą, że podniosła rozczochraną głowę. --- Przynieś no gorzałki i co zjeść...<end id="e1197021839199"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1125">--- Ani dydka nie mam, a wiesz, Guciu, że nie zborgują... --- mruczała i podniósłszy się z barłogu, jęła ziewać i przeciągać się; wielka była jak piec, twarz miała ogromną, obrzękłą, posiniaczoną i przepitą, a głos cienki, jakby dzieciątka.</akap_dialog>


<akap id="e1126">Pisarz pracował, aż pióro skrzypiało, pociągał cygara, puszczał dym na Borynę, który przypatrywał się pisaniu, zacierał chude, piegowate ręce i raz wraz odwracał wynędzniałą, okroszczoną twarz na Frankę; zęby przednie miał przyłamane, usta sine i wielkie czarne wąsy.</akap>


<akap id="e1127">Napisał skargę, wziął za nią rubla, wziął na marki drugiego i ugodził się na trzy za stawanie w sądzie, jak sprawa przyjdzie na stół.</akap>


<akap id="e1128">Boryna się na wszystko zgodził skwapliwie, choć mu ta pieniędzy było żal, bo miarkował, że dwór mu wszystko zapłaci, i z nawiązką.</akap>

<akap_dialog id="e1129"><begin id="b1197021927922"/><motyw id="m1197021927922">Sprawiedliwość, Chłop, Szlachcic</motyw>--- Sprawiedliwość musi być na świecie, to sprawa wygrana! --- rzekł na odchodnym.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1130">--- Nie wygramy w gminnym, to pójdziemy do zjazdu, zjazd nie poradzi, pójdziemy do okręgowego, do izby sądowej --- a nie darujemy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1131">--- Zaśbym tam darował swoje! --- zawołał z zawziętością Boryna. --- I komu jeszcze, dworowi, co ma tyle lasów i ziemi!... --- rozmyślał wychodząc na rynek i zaraz jakoś przy czapnikach natknął się na Jagnę.<end id="e1197021927922"/></akap_dialog>


<akap id="e1132">Stała w czapce granatowej na głowie, a drugą jeszcze targowała.</akap>

<akap_dialog id="e1133">--- Obaczcie no, Macieju, bo ten żółtek powiada, że dobra, a pewnikiem cygani...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1134">--- Galanta, la Jędrzycha?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1135">--- Juści, Szymkowi już kupiłam.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1136">--- Nie za mała to będzie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1137">--- Takusińką ma ci głowę kiej moja...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1138">--- Piękny z ciebie byłby parobeczek...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1139">--- Abo i nie! --- zawołała zuchowato, bakierując nieco czapkę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1140">--- Wnetki by cię tu godziły do siebie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1141">--- Hale... inom za droga do służby. --- Zaczęła się śmiać.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1142">--- Jak komu... mnie byś ta za droga nie była...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1143">--- I w polu robić bym nie robiła...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1144">--- Robiłbym ja za ciebie, Jaguś, robił... --- szepnął ciszej i tak spojrzał na nią namiętnie, aż dziewczyna cofnęła się zakłopotana i już bez targu zapłaciła za czapkę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1145">--- Sprzedaliście krowę? --- zapytał po chwili opamiętawszy się nieco i wytchnąwszy z owej lubości, co mu jak gorzałka buchnęła do głowy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1146">--- Kupili ją la księdza do Jerzowa. Matka poszła z organistami, bo chcą zgodzić parobka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1147">--- A to my sobie choćby na ten kieliszek słodkiej wstąpimy!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1148">--- Jakże to?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1149">--- Zziębłaś, Jaguś, to się ździebko ogrzejesz...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1150">--- Gdziebym zaś z wami szła na wódkę!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1151">--- A to przyniese i tutaj się napijem, Jaguś...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1152">--- Bóg zapłać za dobre słowo, ale mi matki trza poszukać.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1153">--- Pomogę ci, Jaguś... --- szepnął cichym głosem i poszedł przodem, a tak robił łokciami, że Jagna swobodnie szła za nim wskroś ciżby, ale gdy weszli między płócienne kramy, dziewczyna zwolniła, przystawała i aż jej oczy rozgorzały do tych różności porozkładanych.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1154"><begin id="b1197022136350"/><motyw id="m1197022136350">Skąpiec</motyw>--- To ci śliczności, mój Jezus kochany! --- szeptała przystając przed wstążkami, które uwieszone w górze, kołysały się na wietrze niby tęcza paląca.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1155">--- Która ci się widzi, Jaguś, to se wybierz... --- rzekł po namyśle przezwyciężając skąpstwo.<end id="e1197022136350"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1156">--- Hale, ta żółta w kwiaty, z rubla kosztuje abo i dziesięć złotych!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1157">--- Nie twoja w tym głowa, weź ino...</akap_dialog>


<akap id="e1158">Ale Jaguś przez siłę i z żalem oderwała ręce od wstążki i poszła dalej do drugiego kramu, Boryna ino pozostał na chwilę.</akap>


<akap id="e1159">A w tym znowu chustki były i materie na staniki i kaftany.</akap>

<akap_dialog id="e1160">--- Jezus mój, jakie śliczności, Jezus! --- szeptała oczarowana i raz wraz zanurzała ręce drżące w zielone atłasy, to w czerwone aksamity i aż się jej ćmiło w oczach i serce dygotało z rozkoszy. A te chustki na głowę! Pąsowe jedwabne z zielonymi kwiatami przy obrębku; złociste całe kiej ta święta monstrancja; a modre jako to niebo po deszczu; a białe; a już najśliczniejsze te mieniące, co się lśkniły kiej woda pod zachodzącym słońcem, a lekkie, kieby z pajęczyny! <begin id="b1197022256121"/><motyw id="m1197022256121">Młodość, Próżność</motyw>Nie, nie ścierpiała i jęła przymierzać na głowę a przeglądać się w lusterku, które przytrzymywała Żydówka.</akap_dialog>


<akap id="e1161">Ślicznie jej było, jakoby zorze namotała na swoich lnianych włosach; a one modre oczy tak rozgorzały z radości, aż fiołkowy cień padał od nich na twarz pokraśniałą; uśmiechała się do siebie, aż ludzie poglądali na nią, taka była urodna i taka młodość i zdrowie biło od niej.<end id="e1197022256121"/></akap>

<akap_dialog id="e1162">--- Dziedzicówna jaka przebrana czy co? --- szeptali.</akap_dialog>


<akap id="e1163">Przyglądała się sobie długo i z ciężkim westchnieniem zdjęła chustkę, ale wzięła się targować, bo choć kupić nie miała, a ino tak sobie, żeby oczy dłużej nacieszyć.</akap>


<akap id="e1164">Ostygła wnetki, bo kupcowa powiedziała pięć rubli, że i sam Boryna jął ją zaraz odwodzić.</akap>


<akap id="e1165">Przystanęli jeszcze przed paciorkami --- a było ich tam niemało, jakby kto cały kram posuł tymi kamuszczkami drogimi, że się lśniły a połyskały ino, aże oczów oderwać było trudno: bursztyny żółte, jakoby z żywicy pachnącej uczynione; korale, kieby z tych kropel krwi nanizane, a perły białe, wielkie jak orzechy laskowe, a drugie ze srebra i złota...</akap>


<akap id="e1166">Przymierzała Jaguś niejedne i przebierała między nimi, a już się jej widział najśliczniejszym sznur korali, obwinęła nim białą szyję we cztery rzędy i zwróciła się do starego.</akap>

<akap_dialog id="e1167">--- Uważacie, co?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1168">--- Pięknie ci, Jaguś! Mnie ta nie dziwota korale, bo ano leży we skrzyni coś z osiem biczów po nieboszce, a wielkich jak dobry groch polny!... --- rzekł z rozmysłem, od niechcenia niby.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1169">--- Co mi ta z tego, kiej nie moje! --- rzuciła ostro paciorki i spiesznie już szła, zachmurzona i smutna.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1170">--- Jaguś, a to przysiądźmy se ździebko.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1171">--- Ale, do matki mi czas.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1172">--- Nie bój się, nie odjedzie cie.</akap_dialog>


<akap id="e1173">Przysiedli na jakimś dyszlu wystającym.</akap>

<akap_dialog id="e1174">--- Sielny jarmarek --- rzekł po chwili Boryna rozglądając się po rynku.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1175">--- Przeciech nie mały! --- Poglądała jeszcze ku kramom z żałością i często sobie westchnęła, ale już ją odchodziła smutność, bo powiedziała:</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1176"><begin id="b1204673493470"/><motyw id="m1204673493470">Szlachcic</motyw>--- Tym dziedzicom to dobrze... Widziałam dziedziczkę z Woli z panienkami, to tyla sobie kupowały, że aże lokaj za nimi nosił! I tak co jarmark!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1177">--- Kto cięgiem jarmarczy --- temu długo nie starczy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1178">--- Im tam wystarczy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1179">--- Póki Żydy dają<end id="e1204673493470"/> --- rzucił złośliwie, aż Jaguś obejrzała się na niego i nie wiedziała, co rzec na to, a stary, nie patrząc na nią, zagadnął cicho:</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1180">--- Byli to od Michała Wojtkowego z wódką u ciebie, Jaguś, co?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1181">--- A byli i poszli!... Niezguła jeden, jemu też swatów posyłać... --- zaśmiała się.</akap_dialog>


<akap id="e1182">Boryna powstał prędko, wyjął z zanadrza chustkę i coś jeszcze w papier owinięte.</akap>

<akap_dialog id="e1183">--- Potrzymaj no to, Jaguś, bo mnie trzeba zajrzeć do Antka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1184">--- Jest to na jarmarku? --- oczy jej pojaśniały.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1185">--- Ostał przy zbożu, tam ano w ulicy. Weź sobie, Jaguś, to la ciebie --- dodał widząc, że Jagna zdumionymi oczami wodziła po chustce.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1186">--- Dajecie?... Naprawdę la mnie? Jezus, jakie śliczności! --- wykrzyknęła rozwijając wstążkę tę samą, co się jej tak podobała. --- Hale, ino tak przekpiwacie se ze mnie, za cóż by mnie?... Kosztuje tyla pieniędzy... a chustka czysto jedwabna...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1187">--- Weź, Jaguś, weź, la ciebie kupiłem, a jak ta któren parobek będzie przepijał do ciebie, nie odpijaj, na co sie spieszyć... mnie już czas iść.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1188">--- Moje to, prawdę mówicie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1189">--- Zaśbym tam ocyganiał cię!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1190">--- I uwierzyć trudno. --- I rozkładała ciągle chustkę, to wstążkę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1191">--- Ostaj z Bogiem, Jaguś.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1192">--- Bóg wam zapłać, Macieju.</akap_dialog>


<akap id="e1193">Boryna odszedł, a Jagna raz jeszcze rozwinęła i przepatrywała, naraz zawinęła wszystko razem i chciała bieżyć za nim i oddać... bo jakże jej brać od obcego, nie krewny żaden ni pociotek nawet... ale już starego nie było.</akap>


<akap id="e1194">Pociągnęła wolno szukać matki i z lubością, ostrożnie dotykała chustki, wsadzonej za pazuchę. Taka była uradowana, że ino jej białe zęby połyskiwały w uśmiechu, a twarz gorzała rumieńcem.</akap>

<akap_dialog id="e1195"><begin id="b1197022422994"/><motyw id="m1197022422994">Żebrak</motyw>--- Jagusia!... Do wspomożenia... biedna sierota... ludzie kochane... krześcijany prawdziwe... Zdrowaś Maria za te duszyczki... Jagusia!...</akap_dialog>


<akap id="e1196">Jagna oprzytomniała i jęła oczami szukać, kto ją wołał i skąd, i wnet dojrzała Agatę siedzącą pod murem klasztoru na garści słomy, że to błocko w tym miejscu było po kostki.</akap>


<akap id="e1197">Przystanęła, żeby jakiego grosza poszukać, a Agata uradowana z obaczenia swojaczki, nuż wypytywać się, co tam w Lipcach się dzieje...<end id="e1197022422994"/></akap>

<akap_dialog id="e1198">--- Wykopaliśta już?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1199">--- Do cna!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1200">--- Nie wiecie, co u Kłębów?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1201">--- Wygnali was w tyli świat, na żebry, a ciekawiście ich?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1202">--- Wygnali, nie wygnali, samam poszła, bo trza było... jakże, darmo to mi dadzą ten kąt abo jeść, kiej sie u nich nie przelewa... A ciekawam, boć krewniaki...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1203">--- A co z wami?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1204"><begin id="b1197022465723"/><motyw id="m1197022465723">Modlitwa, Żebrak</motyw>--- A co, chodzę od kościoła do kościoła, od wsi do wsi, od jarmarku na jarmarek i tą modlitwą upraszam se u dobrych ludzi gdzie kąt, gdzie warzy łyżkę, gdzie grosik jaki! Dobre są ludzie, ubogiemu nie dadzą umrzeć z głodu, nie...<end id="e1197022465723"/> <begin id="b1197022518844"/><motyw id="m1197022518844">Choroba, Śmierć</motyw>Nie wiecie, zdrowi tam wszyscy u Kłębów? --- zapytała nieśmiało.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1205">--- Zdrowi, a wy nie chorujecie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1206">--- I... gdzie zaś, w piersiach mę cięgiem poboliwa, a jak się naziębię, to i żywą krwią pluję... Niedługo mi już, niedługo... Choć ino do zwiesny dociągnąć, wrócić do wsi i tam se między swojemi zamrzeć --- o to ino Jezusiczka proszę, o to jedynie... --- rozłożyła ręce, okręcone różańcami, wzniesła zapłakaną twarz i jęła się modlić tak gorąco, aż łzy jej pociekły z zaczerwienionych oczów.<end id="e1197022518844"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1207"><begin id="b1197022554154"/><motyw id="m1197022554154">Modlitwa, Pieniądz, Pobożność</motyw>--- Zmówcie pacierz za tatula --- szepnęła Jagna wtykając jej pieniądz.<end id="e1197022554154"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1208">--- To będzie za tych w czyścu ostających, a za swoich to już ja i tak się cięgiem modlę i Boga proszę, za żywych i umarłych, Jaguś, a nie przysyłali to z wódką?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1209">--- Przychodzili.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1210">--- I żaden ci się nie uwidział?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1211">--- Żaden. Ostajcie z Bogiem, a na zwiesnę do nas zajrzyjcie... --- powiedziała prędko i poszła do matki, którą ujrzała z dala z organistami.</akap_dialog>


<akap id="e1212">Boryna zaś powracał do Antka wolno, raz, że ciżba była, a drugie, że mu Jaguś cięgiem w myśli stała, ale nim doszedł, spotkał się z kowalem.</akap>


<akap id="e1213">Przywitali się i szli w podle siebie milcząc.</akap>

<akap_dialog id="e1214">--- Skończycie to ze mną, hę? --- zaczął ostro kowal.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1215">--- Niby z czym? Mogłeś mi to samo i w Lipcach powiedzieć. --- Zły już był.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1216">--- Przecież już cztery roki czekam.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1217">--- Przybaczyłeś se dzisiaj! To se jeszcze poczekaj ze czterdzieści, kiej zamrę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1218">--- Już i ludzie mi redzą, żeby do sądu podać... ale...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1219">--- Podaj. Powiem ci, gdzie skargi piszą, i na pisarza dam rubla...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1220">--- Ale se myślę, że po dobremu się zagodzimy... --- skręcił chytrze.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1221">--- Prawda, z kim nie wojną --- z tym zgodą.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1222">--- Sami to miarkujecie niezgorzej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1223"><begin id="b1197022642091"/><motyw id="m1197022642091">Sprawiedliwość</motyw>--- Mnie ta z tobą ni zgody, ni wojny nie potrzeba.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1224">--- Zawżdy to pierwszy żonie powiadam, że ociec jest za sprawiedliwością.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1225">--- Kużden jest za sprawiedliwością, komu ją w kumy prosić potrza --- mnie nie potrza, bom ci nic niewinowaty --- powiedział twardo, aż kowal zmiękł, że to z tej strony go napocząć nie napocznie<end id="e1197022642091"/>, i jakby nigdy nic, najspokojniej i prosząco rzekł:</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1226"><begin id="b1204673874628"/><motyw id="m1204673874628">Alkohol, Obyczaje, Rodzina</motyw>--- Napiłbym się czego, postawicie?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1227">--- Postawię. Jakże, najlepszy zięć prosi, to choćby i całą kwartę --- przekpiwał zdziebko wchodząc do narożnego szynku; był już tam i Jambroży, ale nie pił, siedział w kącie markotny jakiś i smutny.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1228">--- Po gnatach mę łupie, to pewnie na pluchę --- wyrzekał.</akap_dialog>


<akap id="e1229">Wypili raz i drugi, ale w milczeniu, bo obaj dość złości mieli do się na wątpiach.</akap>

<akap_dialog id="e1230">--- Kiej na pogrzebie pijeta! --- ozwał się Jambroży, zły juści, że go to nie poprosili, bo od rana jakby nic w gębie nie miał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1231">--- Jakże gadać? Ociec tyla dzisiaj sprzedaje, to muszą uważać, komu pieniądze na precenta dać...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1232">--- Macieju! Mówię wam, Macieju, że Pan Jezus...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1233">--- Komu Maciej, to Maciej, a tobie wara! Widzisz go, juchę. Za pan brat świnia z pastucha. --- Ozeźlił się srodze.</akap_dialog>


<akap id="e1234">A kowal, że to już po dwóch mocnych, nabrał rezonu i rzekł cicho:</akap>

<akap_dialog id="e1235">--- Ociec, powiedzcie to słowo: dacie czy nie?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1236">--- Powiedziałem: do grobu ze sobą nie zabierę, a przódzi ni morga nie popuszczę. Na wycug do waju nie pójdę... jeszcze mi miły ten rok abo i dwa na świecie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1237">--- To spłatę dajcie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1238">--- Rzekłem, słyszałeś?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1239">--- Za trzecią kobietą się oglądają, to co im ta znaczą dzieci --- szepnął Jambroży.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1240">--- A bo i pewnie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1241">--- Spodoba mi się, to się i ożenię. Zabronisz?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1242">--- Zabronić nie zabronię, ale...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1243">--- Jak mi się spodoba, to z wódką poślę choćby jutro.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1244">--- Ślijcie, a bo ja to wam przeciwny! Dajcie mi chociaż tego ciołka, co wam ostał po graniastej, to i sam pomogę. Rozum wy swój macie, to miarkujecie, z czym wam najlepiej. Nie raz i nie dwa przekładałem żonie, co wam ano kobiety potrzeba, żeby upadku w gospodarstwie nie było...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1245">--- Mówiłeś to tak, Michał?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1246">--- Żebym tak spowiedzi świętej nie doczekał. Mówiłem. Całej wsi przecież redzę, jak komu potrzeba, a nie wiedziałbym, co wam potrzeba!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1247">--- Cyganisz ty, jucho, aż się kurzy, ale jutro przyjdź, ciołka dostaniesz, bo jak prosisz --- dam; a prawować się zechcesz ze mną --- to ten patyk złamany weźmiesz abo i co gorsze.</akap_dialog>


<akap id="e1248">Napili się jeszcze, kowal już postawił i przyzwał jeszcze do kompanii Jambroża, któren ochotnie się przysiadł i jął gadki ucieszne opowiadać, a przekpiwać się, że raz wraz śmiechem wybuchali.</akap>


<akap id="e1249">Niedługo cieszyli się ze sobą, bo każdemu pilno było iść do swoich, a i do spraw różnych; rozeszli się w zgodzie, ale jeden drugiemu nie wierzył ani tyla, co za paznokciem --- znali się dobrze jak te łyse konie i przezierali na wskroś, kieby przez szyby.<end id="e1204673874628"/></akap>


<akap id="e1250"><begin id="b1197022772117"/><motyw id="m1197022772117">Pijaństwo</motyw>Jambroży tylko ostał, poczekiwał na kumów abo i znajomków, żeby mu kto postawił jeszcze jaką półkwaterkę, bo dobra i psu mucha, póki kto całego gnata nie rzuci, a napić się lubiał niezgorzej i samemu stawiać sobie było trudno, a nie dziwota, kościelnym był ino.<end id="e1197022772117"/></akap>


<akap id="e1251">I jarmark dobiegał już końca.</akap>


<akap id="e1252">W samo południe zaświeciło słońce, ale tylko tyla, coby kto lustrem mignął po świecie, i zaraz się schowało za chmury; a już przed wieczorem sposępniało na świecie, chmurzyska wlekły się nisko, że prawie na dachach leżały, i drobny deszcz jął siać kiej przez gęste sito. To i rozjeżdżali się prędzej, każdy spieszył do dom, żeby się dostać przed nocą i większą pluchą.</akap>


<akap id="e1253">I handlerze rychlej zdejmowali kramy i pakowali się na wozy, że to deszcz zacinał coraz gęstszy i zimniejszy.</akap>


<akap id="e1254"><begin id="b1207130518890"/><motyw id="m1207130518890">Karczma, Noc, Żebrak</motyw>Mrok zapadał prędko ciężki i mokry.</akap>


<akap id="e1255">Miasteczko pustoszało i milkło.</akap>


<akap id="e1256">Tylko dziady jeszcze gdzieniegdzie pojękiwali spod ścian i w karczmach podnosiły się wrzaski pijaków i kłótnie.<end id="e1207130518890"/></akap>


<akap id="e1257">Jakoś już o samym wieczorze wyjechali z miasta Borynowie; sprzedali wszystko, co mieli, nakupowali różności i użyli jarmarku, co się zowie. Antek podcinał koni i jechał, aż się błoto otwierało, bo i ziąb był, i podpili sobie wszyscy niezgorzej, stary, choć skąpy był i aż piszczał za groszem, a tak ich dzisiaj ugaszczał i jadłem, i napitkiem, i tym dobrym słowem, że aż dziwno było.</akap>


<akap id="e1258">Noc się zrobiła zupełna, gdy dojechali do lasu.</akap>


<akap id="e1259">Ciemno było, że choć oko wykol; deszcz padał coraz grubszy i gdzieniegdzie po drodze rozlegały się turkoty wozów i ochrypłe śpiewy pijaków, albo i ktosik człapał się wolno po błocie.</akap>


<akap id="e1260">A środkiem topolowej drogi, co ino szumiała głucho i pojękiwała jakby z zimna, szedł Jambroży pijany już całkiem, taczał się z boku na bok, czasem utknął na drzewo abo i w błoto, ale się rychło podnosił i cięgiem podśpiewywał na całe gardło, jak to miał we zwyczaju.</akap>


<akap id="e1261">Plucha szła taka i ciemność, że koniom ogonów nie rozeznał, a i światła wsi widziały się ledwie jako to wilczych ślepiów migotanie.</akap>














<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e1262">VI</naglowek_rozdzial>



<akap id="e1263"><begin id="b1197023226946"/><motyw id="m1197023226946">Jesień</motyw>Deszcze się rozpadały na dobre.</akap>


<akap id="e1264">Już od samego jarmarku świat z wolna zatapiał się w szarych, mętnych szkliwach deszczów, że tylko obrysy borów i wsi majaczyły blade, niby z przemiękłej przędzy utkane.</akap>


<akap id="e1265">Szły nieskończone, zimne, przenikające szarugi jesienne.</akap>


<akap id="e1266">Siwe, lodowate bicze deszczów siekły bezustannie ziemię i przemiękały do głębi, aż drzewo każde, źdźbło każde dygotało w bezmiernym bólu.</akap>


<akap id="e1267">A spod ciężkich chmur, skłębionych nad ziemią, spod zielonawych szarug wychylały się chwilami szmaty pól poczerniałych, przemiękłych, rozpłaszczonych --- to wybłyskiwały strugi spienionej wody, płynącej bruzdami, albo czerniały drzewa samotne na miedzach --- jak przygięte, nabrzmiałe wilgocią, trzęsły ostatnimi łachmanami liści i szamotały się rozpacznie, niby psy na uwięzi.</akap>


<akap id="e1268">Drogi opustoszałe rozlały się w błotniste, gnijące kałuże.</akap>


<akap id="e1269">Krótkie, smutne, bezsłoneczne dnie wlekły się ciężko przegniłymi smugami światła, a noce zapadały czarne, głuche, rozpaczliwe bezustannym, monotonnym chlupotem...</akap>


<akap id="e1270">Przerażająca cichość ogarnęła ziemię.</akap>


<akap id="e1271">Umilkły pola, przycichły wsie, ogłuchły bory.</akap>


<akap id="e1272">Wsie poczerniały i jakby silniej przywarły do ziemi, do płotów, do tych sadów nagich, poskręcanych i jęczących z cicha.</akap>


<akap id="e1273">Szara kurzawa deszczów przysłoniła świat, wypiła barwy, zgasiła światła i zatopiła w mrokach ziemię, że wszystko wydało się jakby sennym majaczeniem, a smutek wstawał z pól przegniłych, z borów zdrętwiałych, z pustek obumarłych i wlókł się ciężkim tumanem; przystawał na głuchych rozstajach, pod krzyżami, co wyciągały rozpacznie ramiona, na pustych drogach, gdzie nagie drzewa trzęsły się z zimna i łkały w męce --- do opuszczonych gniazd zaglądał pustymi oczami, do rozwalonych chałup --- na umarłych cmentarzach tłukł się wśród mogił zapomnianych i krzyży pogniłych i płynął światem całym; przez nagie, odarte, splugawione pola, przez wsie zapadłe i zaglądał do chat, do obór, do sadów, aż bydło ryczało z trwogi, drzewa się przyginały z głuchym jękiem, a ludzie wzdychali żałośnie w strasznej tęsknocie --- w nieutulonej tęsknocie za słońcem.</akap>


<sekcja_swiatlo/>
<separator_linia/>
<sekcja_swiatlo/>


<akap id="e1274">Deszcz mżył bezustannie, jakoby kto drobnym szkliwem przysłaniał świat, że Lipce całe tonęły w gęstych tumanach szarugi, spod której tylko gdzieniegdzie czerniały dachy, to obmoknięte płoty kamienne lub te brudne kołtuny dymów, co się wiły nad kominami i wlekły po sadach.<end id="e1197023226946"/></akap>


<akap id="e1275">Cicho było we wsi, tylko gdzieniegdzie młócono po stodołach, ale z rzadka, bo wieś cała była na kapuśniskach.</akap>


<akap id="e1276">Pustka leżała na błotnistej, rozmiękłej drodze i pusto było w obejściach i przed domami, czasami tylko ktoś zamajaczył we mgle i ginął wnetki, że tylko człapanie trepów po błocie było słychać albo wóz naładowany kapustą wlókł się wolno od torfowisk i rozganiał gęsi, brodzące za liściami spadłymi z wozów.</akap>


<akap id="e1277">Staw szamotał się w ciasnych brzegach i przybierał ciągle, bo aż się przelewał w niższych miejscach na drogę po Borynowej stronie, sięgał płotów i bryzgał pianą na ściany chałup.</akap>


<akap id="e1278">Cała wieś była zajęta wycinaniem i zwożeniem kapusty; pełno jej było po klepiskach, sieniach i izbach, a jak u niektórych i pod okapami siniały kupy główek.</akap>


<akap id="e1279">Przed domami, wystawione na deszcz, mokły ogromne beczki.</akap>


<akap id="e1280">Spieszono się na gwałt, bo deszcz prawie nie ustawał, a drogi robiły się grząskie, nie do przebycia.</akap>


<akap id="e1281">I u Dominikowej dzisiaj wycinano.</akap>


<akap id="e1282"><begin id="b1197023308795"/><motyw id="m1197023308795">Praca</motyw>Już od rana pojechała na kapuśnisko Jagna z Szymkiem, bo Jędrzych ostał i łatał ano dach, że to przeciekał w paru miejscach.</akap>


<akap id="e1283">Pod wieczór to już było i jakby się ździebko mroczeć zaczynało, to stara raz wraz wychodziła przed dom i patrzała w mgły, ku młynowi, i nasłuchiwała, czy nie jadą jeszcze?...</akap>


<akap id="e1284">A na kapuśniskach, leżących nisko za młynem, w torfowiskach, wrzała jeszcze na dobre robota.<end id="e1197023308795"/></akap>


<akap id="e1285">Czarniawe mokre mgły leżały na łąkach, że tylko gdzieniegdzie błyskały szerokie rowy pełne siwej wody i wysokie zagony kapusty, siniejącej bladą zielenią albo rdzawej niby pasy blachy żelaznej, a tu i owdzie majaczyły we mgle czerwone wełniaki kobiet i kupy wyciętych główek.</akap>


<akap id="e1286">W dali przemglonej, nad rzeką, co płynęła z szumem wskroś gęstych zarośli, siniejących niby chmura, czerniały stogi torfu i wozy, do których donoszono kapustę w płachtach, bo z powodu rozmiękłego gruntu dojechać nie było można do kapuśnisków.</akap>


<akap id="e1287">Docinali już niektórzy i zabierali się do domu, więc i głosy coraz mocniejsze rozlegały się w mgle i leciały z zagonu na zagon.</akap>


<akap id="e1288">Jagna skończyła dopiero co swój zagon, zmęczona była srodze, głodna i przemoczona do skóry, bo nawet i trepy zapadały się w rudy, torfiasty grunt po kostki, że raz wraz je zzuwała, żeby wylać wodę.</akap>

<akap_dialog id="e1289">--- Szymek, a dyć się ruchaj prędzej, bo już kulasów nie czuję! --- wołała żałośnie, a widząc, że chłopak nie może sobie zadać, wyrwała mu niecierpliwie ogromny tobół, zarzuciła go na plecy i poniesła na wóz.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1290">--- Parobek z ciebie tyli, a miętki jesteś w grzbiecie, kiej kobieta po rodach --- szepnęła pogardliwie, wsypując kapustę do półkoszków wysłanych słomą.</akap_dialog>


<akap id="e1291">Szymek przywstydzony mamrotał coś pod nosem, skrobał się po kołtunach i zaprzęgał konia.</akap>

<akap_dialog id="e1292">--- Spiesz się, Szymek, bo noc! --- naganiała go znosząc co chwila kapustę na wóz.</akap_dialog>


<akap id="e1293">Jakoż i noc nadchodziła, mrok gęstniał i czerniał, a deszcz się wzmagał, że tylko pluskało po rozmiękłej ziemi i rowach, jakby kto ziarnem sypał.</akap>

<akap_dialog id="e1294">--- Józia! skończycie to dzisiaj? --- zawołała do Boryniańki, która z Hanką i Kubą wycinała w podle.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1295">--- Skończymy! Bo i czas do domu, taka plucha, że mnie już do koszuli przejęło. Jedziecie to już?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1296">--- Juści. Noc zaruteńko i taka ćma, że się drogi nie rozezna. Jutro się zwiezie resztę. Sielną macie kapustę! --- dodała pochylając się ku nim i patrząc na majaczące w mgle kupy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1297">--- I wasza niezgorsza, a już co korpiele<pe><slowo_obce>korpiel</slowo_obce> --- brukiew; roślina pastewna, w której jadalny jest słodki, bulwiasty korzeń.</pe>, to macie największe...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1298">--- Z nowego nasienia była rozsada, dobrodziej przywieźli z Warszawy.<begin id="b1204704258736"/><motyw id="m1204704258736">Kobieta, Małżeństwo, Mężczyzna</motyw></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1299">--- Jagna! --- ozwał się znowu z mgieł głos Józi --- wiecie, a to jutro Walek Józefów śle z wódką do Marysi pociotkowej...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1300">--- Taki skrzat! A ma to ona już lata? Widzi mi się, że jeszcze łoni krowy pasała!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1301">--- La chłopa to już lata ma, ale i morgów ma tyla, że się parobki śpieszą.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1302">--- Będą się i do ciebie śpieszyły, Józia, będą...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1303">--- Jak się tatuś z trzecią nie ożenią! --- zakrzyczała Jagustynka gdzieś z trzeciego zagona.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1304">--- Co wam też w głowie, a toć dopiero na zwiesnę matkę pochowali --- powiedziała przetrwożonym głosem Hanka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1305">--- Co ta chłopu szkodzi. Kużden chłop to jak ten wieprzak, żeby nie wiem jak był nachlany, to do nowego koryta ryj wrazi... Ho, ho, jedna jeszcze nie dojdzie... nie ostygnie całkiem, a już za drugą się ogląda... pieski to naród... A jak to zrobił Sikora? W trzy tygodnie po pochówku pierwszej z drugą się ożenił.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1306">--- Prawda, ale i drobiazgu po nieboszczce ostało pięcioro...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1307">--- Rzekliście! Ale ino głupie uwierzą, że la dzieci się ożenił... la siebie, bo mu markotno było samemu pod pierzyną!...<end id="e1204704258736"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1308">--- My byśwa ojcu nie dali, oho!... --- zawołała energicznie Józia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1309">--- Młódka ty jeszcze, to i głupia... ojcowy grunt, to i ojcowa wola!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1310">--- Dzieci też coś znaczą i prawo swoje mają --- zaczęła Hanka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1311">--- Z cudzego woza to złaź choć i wpół morza --- mruknęła głucho Jagustynka i zamilkła, bo Józka rozgniewana zaczęła nawoływać Witka, co się był wałęsał gdzieś nad rzeką, a Jagna się nie wtrącała do tej rozmowy --- uśmiechała się ino niekiedy, że się to jej jarmark przypomniał, i nosiła kapustę, a skoro wóz był już pełen, Szymek jął wyjeżdżać ku drodze.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1312">--- Ostajcie z Bogiem --- rzuciła do sąsiadek.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1313">--- Jedźta z Bogiem, my też zaraz... Jaguś, a przyjdziesz do nas obierać, co?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1314">--- Powiedz ino, kiedy potrza, a przyjdę, Józia, przyjdę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1315">--- A w niedzielę chłopaki wyprawiają muzykę u Kłębów, wiecie to?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1316">--- Wiem, Józia, wiem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1317">--- Spotkacie Antka, to powiedzcie, że czekamy, niech pośpieszy --- prosiła Hanka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1318">--- Dobrze, dobrze...</akap_dialog>


<akap id="e1319"><begin id="b1204704585010"/><motyw id="m1204704585010">Koń</motyw>Pobiegła prędzej, żeby dognać wóz, bo Szymek odjechał był już ze staję, że ino go słychać było, jak klął na konia; wóz grzęznął i zarzynał się aż po osie w rozmiękłym, torfiastym gruncie, że na dołkach i w gorszych miejscach oboje musieli pomagać koniowi, żeby wyciągnął z trzęsawiska.</akap>


<akap id="e1320"><begin id="b1197023601887"/><motyw id="m1197023601887">Próżność</motyw>Milczeli oboje, Szymek wiódł konia i zważał, żeby nie wywrócić, bo dołów wszędzie było pełno, a Jagna szła z drugiej strony, podpierała ramieniem wóz i rozmyślała, jak się to trzeba wystroić na to obieranie do Borynów.<end id="e1197023601887"/></akap>


<akap id="e1321">Mrok zapadał prędko, że ledwie konia widać było, deszcz jakby przestał, tylko mokra, ciężka mgła wisiała, że oddychać było ciężko, a górą szumiał głucho wiatr i bił w drzewa na grobli, do której dojeżdżali właśnie.</akap>


<akap id="e1322">Podjazd na groblę był ciężki, bo stromy i śliski, koń utykał i co krok przystawał odpoczywać, że ledwie zdzierżeli wóz, żeby nie uciekł.</akap>

<akap_dialog id="e1323">--- Nie trza było tyle kłaść na jednego konia! --- ozwał się jakiś głos z grobli.<end id="e1204704585010"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1324">--- To wy, Antoni?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1325">--- Juści.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1326">--- A pośpieszajcie, bo już tam Hanka was wypatruje... Pomóżcie nam...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1327">--- Poczekajcie, niech ino zejdę, to pomogę. Pomroka taka, że nic nie widać.</akap_dialog>


<akap id="e1328">Wjechali zaraz na groblę, bo tak potężnie podparł, aż koń ruszył z kopyta i zatrzymał się dopiero na wierzchu.</akap>

<akap_dialog id="e1329">--- Bóg wam zapłać, ale też mocni jesteście, że laboga! --- wyciągnęła do niego rękę.</akap_dialog>


<akap id="e1330">Zamilkli nagle, wóz ruszył, a oni szli koło siebie nie wiedząc, co mówić, zmieszani dziwnie oboje.</akap>

<akap_dialog id="e1331">--- Wracacie to? --- szepnęła cicho.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1332">--- Ino cię do młyna odprowadzę, Jaguś, bo tam w drodze woda wyrwę zrobiła.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1333"><begin id="b1204705094037"/><motyw id="m1204705094037">Pożądanie</motyw>--- To dopiero ciemnica, co? --- wykrzyknęła.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1334">--- Boisz się, Jaguś? --- szepnął przysuwając się bliżej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1335">--- Hale, bałabym się ta...</akap_dialog>


<akap id="e1336">Znowu zamilkli i szli tak przy sobie, że biodro w biodro, ramię w ramię...</akap>

<akap_dialog id="e1337">--- A oczy to się wam świecą jak temu wilkowi... aże dziwno...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1338">--- Będziesz w niedzielę na muzyce u Kłębów?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1339">--- A bo to matka mi dadzą...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1340">--- Przyjdź, Jaguś, przyjdź... --- prosił cichym, przyduszonym głosem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1341">--- Chcecie to? --- zapytała miękko, zaglądając mu w oczy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1342">--- Laboga, a dyć ino la ciebie zgodziłem skrzypka z Woli i la ciebie namówiłem Kłęba, żeby dał chałupy, la ciebie, Jaguś... --- szeptał i tak przysuwał twarz do jej twarzy, i dyszał, aż się cofnęła nieco i zadygotała ze wzruszenia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1343">--- Idźcie już... czekają na was... jeszcze kto nas obaczy... idźcie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1344">--- A przyjdziesz?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1345">--- Przyjdę... przyjdę... --- powtórzyła obzierając się za nim, ale już zniknął w mgle, tylko odgłos jego kroków słychać było po błocie.</akap_dialog>


<akap id="e1346">Dreszcz nią wstrząsnął gwałtowny i coś jak płomień wichrem przeleciał przez serce i głowę, aż się zatoczyła. Ani wiedziała, co się jej stało, oczy ją paliły, jakby zasypane zarzewiem, tchu złapać nie mogła ni przyciszyć serca namiętnie bijącego; rozkładała ręce bezwiednie, jak do obejmowania, rozprężała się w sobie, bo ją brały takie szalone ciągotki, że omal nie krzyczała... dopędziła wozu, chwyciła się luśni i choć nie potrza było, tak potężnie pchała, aż wóz skrzypiał, chwiał się i główki spadały w błoto... a przed oczami cięgiem widziała jego twarz i oczy roziskrzone, pożądliwe... palące...</akap>

<akap_dialog id="e1347">--- Smok, nie chłop... chyba takiego drugiego we świecie nie ma... --- myślała bezładnie.<end id="e1204705094037"/></akap_dialog>


<akap id="e1348"><begin id="b1204705156446"/><motyw id="m1204705156446">Woda</motyw>Oprzytomniał ją turkot młyna, obok którego przejeżdżali, i szum wody płynącej na koła i spod stawideł otwartych, bo przybór był ogromny. Rzeka z rykiem głuchym spadała na dół i rozbita na białą miazgę, kłębiła się i jaśniała w rzece rozlewającej się szeroko.<end id="e1204705156446"/></akap>


<akap id="e1349"><begin id="b1204705252563"/><motyw id="m1204705252563">Bogactwo, Chłop</motyw>W domu młynarza, stojącym zaraz przy drodze, już się świeciło i przez szyby przysłonięte firankami widać było lampę stojącą na stole.</akap>

<akap_dialog id="e1350">--- Mają lampę kiej u dobrodzieja albo i we dworze jakim...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1351">--- Bo to nie bogacze?... Grontu to ma więcej od Boryny i na precenta pieniądze daje, i na mieleniu to nie okpiwa, co? --- ciągnął Szymek.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1352">--- Żyją kiej dziedzice... Takim to dobrze... Po pokoju chodzą... na kanapach się wylegują... w cieple siedzą... słodko jadają, a ludzie na nich robią... --- myślała, ale bez zazdrości<end id="e1204705252563"/>, nie słuchając Szymka, któren o ile mrukliwy był, o tyle kiej się rozgadał, to już bez nijakiego końca.</akap_dialog>


<akap id="e1353">Dowlekli się wreszcie do chałupy.</akap>


<akap id="e1354">W izbie widno było i ciepło, ogień buzował się wesoło na trzonie; Jędrzych obierał ziemniaki, a stara nastawiała kolację.</akap>


<akap id="e1355">Jakiś stary, siwy człowiek grzał się przy kominie.</akap>

<akap_dialog id="e1356">--- Skończyliście, Jaguś?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1357">--- A ino, telo że ta ździebko, może ze trzy płachty, ostało na zagonie.</akap_dialog>


<akap id="e1358"><begin id="b1197023812062"/><motyw id="m1197023812062">Święty</motyw>Poszła do komory się przebrać i wkrótce już się zwijała po izbie i narządzała jedzenie pilnie poglądając i ciekawie na starego, któren siedział w głębokim milczeniu, patrzał w ogień, przebierał ziarna różańca i poruszał ustami. A gdy siadali do kolacji, stara położyła łyżkę dla niego i zapraszała.</akap>

<akap_dialog id="e1359">--- Ostajcie z Bogiem... zajrzę tu jeszcze, bo może i w Lipcach ostanę na dłużej...</akap_dialog>


<akap id="e1360">Uklęknął na środku izby, pochylił się przed obrazami, przeżegnał i wyszedł.</akap>

<akap_dialog id="e1361">--- Kto to? --- zapytała Jagna zdziwiona.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1362">--- Wędrownik ci to święty, od grobu Jezusowego idzie... dawno go znam, już tu nieraz bywał i przynosił świętości różne... Jakoś ze trzy roki temu...<end id="e1197023812062"/></akap_dialog>


<akap id="e1363"><begin id="b1197023839858"/><motyw id="m1197023839858">Kaleka</motyw>Nie skończyła, bo wszedł Jambroży, pochwalił Boga i usiadł przed kominem.</akap>

<akap_dialog id="e1364">--- Ziąb taki i plucha, że aże mi moja drewniana noga skostniała.<end id="e1197023839858"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1365">--- Wam też po nocy i takim błocku łazić... nie siedzielibyście to w chałupie i pacierze se przepowiadali... --- mruczała Dominikowa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1366">--- Cniło mi się samemu, tom do dzieuch wyszedł i do ciebie, Jaguś, pierwszej wstąpiłem...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1367">--- Kostucha waszej dziewusze na imię...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1368">--- Z młodszymi hula, a o mnie całkiem zabaczyła!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1369">--- Ale?... --- zagadnęła Dominikowa pytająco.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1370"><begin id="b1197023905810"/><motyw id="m1197023905810">Kara, Ksiądz, Przemoc, Własność, Konflikt</motyw>--- Prawdę mówię. Dobrodziej był z Panem Jezusem u Bartka za wodą...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1371">--- Cie... na jarmarku widziałam go zdrowym...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1372">--- Zięciaszek ci go tak sprał kołkiem, że aż mu wątpia odbił.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1373">--- O cóż, kiedy?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1374">--- A o cóż by, jak nie o gront. Wadzili się już z pół roku, aż się i dzisiaj w połednie porachowali.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1375">--- Że to kary boskiej nie ma na tych zabijaków --- ozwała się Jagna.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1376">--- Przyjdzie, nie bój się, Jagno, przyjdzie --- rzekła twardo stara wznosząc oczy na obrazy święte.<end id="e1197023905810"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1377">--- A kto już pomarł, nie wstanie --- szepnął Jambroży cicho.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1378">--- Siadajcie do miski, zjecie, co jest.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1379">--- Nie od tegom, nie. Miseczce jednej, bele dużej, poradzę jeszcze --- podkpiwał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1380">--- Wam to ino przekpiwania w głowie i zabawa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1381">--- Tyla i mojego, tyla, na cóż mi turbacje, hę?</akap_dialog>


<akap id="e1382">Obsiedli ławkę, na której stały miski, i jedli wolno i w milczeniu. Jędrzych pilnował, żeby dokładać i dolewać, tylko Jambroży raz po raz powiadał jakie słowo ucieszne i sam się śmiał najbardziej, bo chłopaki, chociaż rade były się pośmiać, bali się srogiego wzroku matki.</akap>

<akap_dialog id="e1383">--- Dobrodziej w domu? --- zagadnęła pod koniec.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1384">--- A gdzie by na takie błoto? Jak Żyd w książkach siedzi.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1385">--- Mądry ci on, mądry...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1386">--- I dobry, że nie znaleźć lepszego... --- dodała Jagna.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1387">--- Juści... pewnie... na brzuch se nie pluje ani drugiemu na brodę, a co mu kto da, weźmie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1388">--- Nie pletlibyście bele czego.</akap_dialog>


<akap id="e1389"><begin id="b1197023992928"/><motyw id="m1197023992928">Kobieta, Praca, Córka, Syn</motyw>Powstali od kolacji. Jagna ze starą siadły do kądzieli przed kominem, a synowie jak zwykle zajęli się sprzątaniem, myciem naczyń i obrządkiem. Tak już zawżdy u Dominikowej było, że synów swoich dzierżyła żelazną ręką i rychtowała ich na dziewki, żeby ino Jagusia rączków se nie pomazała.<end id="e1197023992928"/></akap>


<akap id="e1390">Jambroży zapalił fajkę, pykał w komin, to poprawiał głownie i dorzucał gałęzi i raz wraz spoglądał na kobiety, ważył cosik w głowie i układał.</akap>

<akap_dialog id="e1391">--- Były pono u was swaty?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1392">--- Abo to jedne.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1393">--- Nie dziwota, Jagna kiej malowana. Dobrodziej powiedział, że i w mieście nie spotkać piękniejszej.</akap_dialog>


<akap id="e1394">Jagna poczerwieniała z ucieszności.</akap>

<akap_dialog id="e1395">--- Tak powiedział! Niech mu Bóg da zdrowie! Dawno się już zbierałam zanieść na wotywę, dawno, ale jutro zaraz zaniesę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1396"><begin id="b1204705811062"/><motyw id="m1204705811062">Mężczyzna, Młodość, Starość</motyw>--- Przysłałby tu jeszcze ktoś z wódką, ino się boją ździebko... --- zaczął po cichu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1397">--- Parobek?... --- zapytała stara nawijając na turkoczące po podłodze wrzeciono.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1398">--- Gospodarz na całą wieś, rodowy... ale wdowiec.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1399">--- Dziecków cudzych kolebała nie będę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1400">--- Odchowane, nie bój się, Jaguś, odchowane.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1401">--- Co jej tam po starym... ma jeszcze lata... poczeka se na młodego, jak się jej uda jaki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1402">--- Takiego nie braknie, a bo to młodych brak? Jak świece chłopaki, papierosy palą, w karczmie tańcują, gorzałkę piją i ino patrzą za dzieuchami, która jakie morgi ma i trochę gotowego grosza, żeby balować było za co... Gospodarze juchy, do połednia śpią, a po połedniu taczkami gnój wożą i motyczkami orzą pole...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1403">--- Na poniewierkę takiemu Jagny nie dam.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1404">--- Niepróżno mówią, żeście we wsi najmądrzejsza...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1405">--- Ale i za starym też uciechy nijakiej dla młódki...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1406">--- A bo to do uciechy nie ma młodych?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1407">--- Staryście kiej świat, a pstro wama jeszcze we łbie --- powiedziała surowo.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1408">--- I... gada się, byle ozór nie skiełczał.</akap_dialog>


<akap id="e1409">Zamilkli na długo.</akap>

<akap_dialog id="e1410">--- Stary uszanuje i na cudzy grosz niełasy --- podjął znowu Jambroży.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1411">--- Nie, nie, ino obraza boska z tego bywa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1412">--- Mógłby zapis zrobić --- rzekł serio wytrząsając fajkę na trzon.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1413">--- Jagna ma dosyć swojego --- odpowiedziała po chwili, wahająca już i niepewna.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1414">--- Więcej by on dał, niźli wziął, więcej...<end id="e1204705811062"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1415">--- Rzekliście!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1416">--- Co wiadomo, nie z wiatru wziąłem ani z pomyślonku, nie od siebie przyszedłem...</akap_dialog>


<akap id="e1417">Milczeli znowu. Stara ogładzała długo rozwichrzoną kądziel, potem pośliniła palec i jęła wyciągać lniane włókna lewą ręką, a prawą puszczała w wir wrzeciono, że z warczeniem, kieby bąk, kręciło się po podłodze i furkotało.</akap>

<akap_dialog id="e1418">--- Jakże? Ma to przysłać?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1419">--- Któren?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1420">--- Nie wiecie to? A dyć tamten! --- wskazał przez okno na światła, ledwie migoczące przez staw, u Boryny.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1421">--- Dorosłe dzieci, dobrego słowa nie dadzą i prawa do swoich części mają.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1422">--- Ale może zapisać to, co jego... jakże?... A chłop dobry i gospodarz nie bele jaki, i pobożny, i krzepki jeszcze, sam widziałem, jak se korzec żyta zadawał na plecy. Już tam by Jagnie nic nie brakowało, chyba tego ptasiego mleka... a że wasz Jędrzych na bezrok do wojska staje... to Boryna z urzędnikami się zna, wie, do kogo trafić, mógłby pomóc...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1423"><begin id="b1204706282196"/><motyw id="m1204706282196">Małżeństwo, Matka, Córka, Mężczyzna, Mąż</motyw>--- Jak ci się widzi, Jaguś?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1424">--- Mnie ta wszystko jedno, każecie, to pójdę... wasza w tym głowa, nie moja... --- mówiła cicho, wsparła czoło na kądzieli i zapatrzyła się w ogień bezmyślnie, i słuchała wesołego trzaskania gałązek. Ten czy tamten, wszystko było jej zarówno --- wstrząsnęła się tylko nieco na przypomnienie Antka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1425">--- Jakże? --- pytał Jambroży powstając z ławki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1426">--- Niech przysyłają... zrękowiny nie ślub jeszcze... --- odrzekła wolno.</akap_dialog>


<akap id="e1427">Jambroży pożegnał się i poszedł prosto do Boryny.</akap>


<akap id="e1428">Jagna wciąż siedziała nieruchoma i milcząca.</akap>

<akap_dialog id="e1429">--- Jaguś... córuchno... co?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1430">--- A nic... wszyćko mi zarówno... Każecie, to pójdę za Borynę... a nie, to ostanę przy was... bo mi to źle wami?...</akap_dialog>


<akap id="e1431">Stara przędła dalej i mówiła cicho:</akap>

<akap_dialog id="e1432">--- Najlepiej chcę la ciebie, najlepiej... Juści, że stary on jest, ale krzepki jeszcze, i ludzki, nie tak jak drugie chłopy, uszanuje cię... Panią se będziesz u niego, gospodynią... A jak zapis zrobi, to już go tak narychtuję, żeby gront wypadł w podle naszego, koło żyta pod górką... a choćby i ze sześć morgów zapisał... Słuchasz to? Ze sześć morgów! A trza ci iść za chłopa... trza... po co mają wygadywać na ciebie i na ozorach obnosić po wsi?... Wieprzka by się zabiło... a może i nie... może... --- umilkła i już w głowie układała sobie resztę, bo Jaguś jakby nie słyszała jej słów, przędła machinalnie, i jakby jej nie obchodził los własny, tak nie myślała o tym zamężciu.</akap_dialog>


<akap id="e1433"><begin id="b1204706351355"/><motyw id="m1204706351355">Kobieta, Ziemia</motyw>A bo to jej źle było przy matce? Robiła, co chciała, i nikt jej marnego słowa nie powiedział. Co ją tam obchodziły gronta, a zapisy, a majątki --- tyle co nic, abo i mąż? Mało to chłopaków latało za nią? --- niechby tylko chciała, to choćby wszystkie na jedną noc się zlecą... i myśl jej leniwie się snuła jak nić lniana z kądzieli i jak ta nić okręcała się ciągle jednako na tym, że jak matka każą, to pójdzie za Borynę... Juści, że go nawet woli od innych, bo kupił jej wstążkę i chustkę... juści... ale i Antek by kupił to samo... a i inne może... żeby tylko miały Borynowe pieniądze... każden dobry... i wszystkie razem... a bo ona ma głowe, żeby wybierać! Matki w tym głowa, żeby zrobić jak potrza...</akap>


<akap id="e1434">Zapatrzyła się znowu w okno, bo poczerniałe, zwiędłe georginie, kołysane przez wiatr, zaglądały w szyby, ale wnet zapomniała o nich, zapomniała o wszystkim, nawet o sobie samej, zapadła w takie prześwięte bezczucie, jak ta ziemia rodzona w jesienne martwe noce --- bo jako ta ziemia święta była Jagusia dusza --- jako ta ziemia. Leżała w jakiś głębokościach nie rozeznanych przez nikogo w bezładzie marzeń sennych --- ogromna a nieświadoma siebie --- potężna a bez woli, bez chcenia bez pragnień --- martwa a nieśmiertelna, i jako tę ziemię brał wicher każdy, obtulał sobą i kołysał, i niósł tam, gdzie chciał... i jako tę ziemię o wiośnie budziło ciepłe słońce, zapładniało życiem, wstrząsało dreszczem ognia, pożądania i miłości --- a ona rodzi, bo musi... bo jako ta ziemia święta, taka była Jagusia dusza --- jako ta ziemia!...<end id="e1204706351355"/><end id="e1204706282196"/></akap>


<akap id="e1435">I długo tak siedziała w milczeniu, ino te oczy gwiezdne świeciły się kiej spokojne wody w wiośniane południe, aż ocknęła z nagła, bo ktosik otwierał drzwi do sieni.</akap>


<akap id="e1436">Wbiegła Józka zadyszana, przypadła do komina, wylewała z trepów wodę i rzekła:</akap>

<akap_dialog id="e1437">--- Jaguś, jutro u nas obieranie, przyjdziesz?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1438">--- Przyjdę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1439">--- W izbie będziemy obierali. Ambroży tam siedzą u tatula, tom się chyłkiem wyrwała na wieś, żeby ci powiedzieć. Będzie Ulisia i Marysia, i Wikta, i pociotkowe, i drugie... I chłopaki przyjdą... Pietrek obiecał się ze skrzypicą...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1440">--- Któren to?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1441">--- A Michałów, co za wójtem siedzą, <begin id="b1207131304529"/><motyw id="m1207131304529">Czas</motyw>co to w kopanie przyszedł z wojska<end id="e1207131304529"/>... i tak mówi pokracznie, że go i wymiarkować trudno...</akap_dialog>


<akap id="e1442">Natrzepała, co ino mogła, i poleciała do dom.</akap>


<akap id="e1443">Cisza znowu objęła izbę.</akap>


<akap id="e1444">Czasami deszcz uderzał w szyby, jakby kto przygarścią piasku rzucił, to wiatr szumiał i baraszkował w sadzie albo dmuchał w komin, że głownie się rozsypywały po trzonie, i dym buchał na izbę... a cięgiem warczały wrzeciona po podłodze.</akap>


<akap id="e1445">Wieczór ciągnął się wolno i długo, aż stara cichym, drżącym głosem zaśpiewała:</akap>


<poezja_cyt>
<strofa id="e1447">Wszystkie nasze dzienne sprawy...</strofa>
</poezja_cyt>


<akap id="e1446">A chłopaki z Jagną wtórowali z cicha, a tak przenikliwie, aż kury w sieni na grzędach krzekorzyć zaczęty i pogdakiwać.</akap>













<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e1448">VII</naglowek_rozdzial>


<akap id="e1449"><begin id="b1197024422507"/><motyw id="m1197024422507">Deszcz</motyw>Nazajutrz dzień był tak samo zadeszczony i posępny.</akap>


<akap id="e1450">Co chwila ktoś wychodził z jakiejś chałupy i długo a frasobliwie poglądał w omglony świat, czy się gdzie nie przejaśnia --- ale nic, kromie burych chmur, płynących tak nisko, że darły się o drzewa, widać nie było; deszcz mżył bezustannie, tyle że jakoś zaraz z południa przeszedł w ulewę, jakoby kto upusty niebieskie otworzył, że ino dudniło po dachach.<end id="e1197024422507"/></akap>


<akap id="e1451">Ludzie się kwasili po chałupach; jaki taki lazł po tym błocie i deszczu do sąsiadów na wyrzekanie, że to czas taki, co i psa na dwór wygonić trudno, a tu niejeden ściółkę miał jeszcze w lesie, kto znów drew nie zwiózł, a insze, bez mała wszystkie prawie, nie docięli w polu kapusty, po którą i nie wyjechać dzisiaj, bo ano <begin id="b1204706795621"/><motyw id="m1204706795621">Jesień, Woda</motyw>staw tak przybrał w nocy, że musieli do dnia wywrzeć stawidła i puścić wodę do rzeki, która i przez to rozlała się szeroko, aż łąki stanęły pod wodą, a kapuśniska jako te wyspy czerniały się grzbietami zagonów spośród siwej, spienionej topieli.<end id="e1204706795621"/></akap>


<akap id="e1452">U Dominikowej też nie zwieźli tej reszty, jaka w polu ostała.</akap>


<akap id="e1453"><begin id="b1204707413101"/><motyw id="m1204707413101">Deszcz, Nuda</motyw>Jagna już od rana nie mogła dać sobie rady, chodziła ino z kąta w kąt, to patrzyła przez okna na krzę georginii, powaloną przez falę, w ten świat zadeszczony i wzdychała żałośnie.</akap>

<akap_dialog id="e1454">--- Cni mi się, że laboga! --- szeptała, z niecierpliwością oczekując zmroku i pójścia do Borynów na to obieranie kapusty, a tu dzień wlókł się tak wolno, kiej ten dziadek po błocie, tak nudnie i tak jakoś smutnie, że już wydzierżyć było nie sposób. Rozdrażniona też była, że cięgiem krzyczała na chłopaków i potrącała, co się jej tylko pod ręce nawinęło, a do tego głowa ją poboliwała, aż se owsem rozprażonym i octem skropionym obłożyła ciemię --- dopiero przeszło. Mimo to miejsca sobie znaleźć nie mogła i robota leciała z rąk, a ona zapatrzała się w staw rozchlustany, któren niby ptak jaki rozwijał ciężkie skrzydła, bił nimi, podrywał się z szumem, aż woda wypryskiwała na drogi, a ulecieć nie mógł, jakby nogami wrośnięty w ziemię. A za wodą stał dom Boryny, dobrze było widać zielony ze starości dach i ganek świeżo pokryty gontami, bo się jeszcze żółciły, i zabudowania za sadem, ale całkiem nie wiedziała, na co patrzy...<end id="e1204707413101"/></akap_dialog>


<akap id="e1455"><begin id="b1204707446317"/><motyw id="m1204707446317">Kobieta, Lekarz</motyw>Dominikowej nie było od samego rana, bo ją wezwali do rodzącej kobiety na drugi koniec wsi, jako że lekująca była i znająca się na różnych chorobach.<end id="e1204707446317"/></akap>


<akap id="e1456"><begin id="b1204707822970"/><motyw id="m1204707822970">Nuda</motyw>A Jagnę aż podrywało, żeby gdzie bieżyć we świat, do ludzi, ale co się przyodziała na głowę w zapaskę i wyjrzała za próg na błoto i pluchę --- to się jej odechciewało wszystkiego... że w końcu aż się jej płakać chciało z tej jakiejś dziwnej tęskności... to nie mogąc sobie poradzić, otworzyła swoją skrzynkę i jęła z niej wyjmować a rozkładać po łóżkach przyodziewek świąteczny... aż poczerwieniało w izbie od wełniaków pasiastych... zapasek... kaftanów... ale nie cieszyło ją to dzisiaj, nie... patrzyła obojętnym, znudzonym wzrokiem na dobro swoje, tylko wyciągnęła spod spodu chustkę Borynową i wstążkę, ustroiła się w nią i długo przeglądała się w lusterku.<end id="e1204707822970"/></akap>

<akap_dialog id="e1457">--- Niezgorzej... trza się na wieczór w to przyodziać... --- pomyślała i zdjęła zaraz, bo ktoś szedł opłotkami do chałupy.</akap_dialog>


<akap id="e1458">Wszedł Mateusz... Jagna aż krzyknęła ze zdziwienia, bo ten ci to był, o którego najwięcej pomawiano ją, że z nim w sadzie nocami się schodzi, a często i gdzie indziej puszcza... Parobek był starszy, bo mu już dobrze było po trzydziestce, kawaler jeszcze, ale żenić się nie chciał, że to siostry miał nie powydawane, a jak Jagustynka plotkowała, że mu to dzieuchy abo i cudze żony lepiej smakowały... Chłop był rozrosły jak dąb, mocny, dufający w siebie i przez to tak harny i nieustępliwy, że mało kto się go nie bojał. A sposobna jucha była do wszystkiego; na fleciku grywał, że aż do duszy szło, wóz zrobić zrobił, chałupy stawiał, piece wylepiał, wszystko robił tak sprawnie, że ino mu się robota w garściach paliła; grosz go się ino nie trzymał całkiem, choć zarabiał sporo, bo wszystko zaraz przepił i przefundował albo i rozpożyczył... Gołąb było mu na przezwisko, choć i do jastrzębia prędzej był podobien z twarzy i z onej zapalczywości...</akap>

<akap_dialog id="e1459">--- Niech będzie pochwalony!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1460">--- Na wieki... Mateusz!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1461">--- Jam ci, Jaguś, ja...</akap_dialog>


<akap id="e1462">Ścisnął ją za rękę i tak gorąco patrzył w oczy, aż się dziewczyna zarumieniła i niespokojnie na drzwi poglądała.</akap>

<akap_dialog id="e1463">--- A to z pół roku byłeś we świecie... --- szepnęła zmieszana.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1464">--- Całe pół roku i dwadzieścia i trzy dni... dobrzem liczył... --- a rąk jej nie puszczał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1465">--- Zapalę światło! --- zawołała, że to się już mroczyło na dobre i żeby mu się wyrwać.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1466"><begin id="b1197024812185"/><motyw id="m1197024812185">Pocałunek</motyw>--- Przywitajże mnie, Jaguś --- prosił cicho i chciał ją objąć, ale wysunęła się prędko i szła do komina zapalić światło, bojała się, żeby ich tak po ciemku matka nie zeszła abo i kto drugi, ale nie zdążyła, bo Mateusz chycił ją wpół, przycisnął mocno do siebie i jął zapamiętale całować...</akap_dialog>


<akap id="e1467">Zatrzepotała się kiej ptak, ale nie jej moc wyrwać się takiemu głodnemu smokowi, któren ściskał, aż żebra trzeszczały, i tak całował, że całkiem zesłabła, oczy jej zaszły mgłą, tchu złapać nie mogła, że ino ostatkiem skamlała:</akap>

<akap_dialog id="e1468">--- Puść... Mateusz... Matula...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1469">--- Jeszcze ździebko, Jaguś, jeszcze raz, bo się całkiem wścieknę... --- I tak całował, że mu dziewczyna całkiem zmiękła i leciała przez ręce kiej woda, ale puścił ją, bo posłyszał w sieniach kroki, sam zapalił nad okapem lampkę i skręcał papierosa, a roziskrzonymi uciechą oczami spoglądał na Jaguś, że to jeszcze przyjść do siebie nie przyszła, bo się mocno dzierżyła ściany i dyszała ciężko.<end id="e1197024812185"/></akap_dialog>


<akap id="e1470">Jędrzych wszedł i ogień na trzonie rozdmuchiwał, nastawiał garnki z wodą i cięgiem się po izbie kręcił, że <begin id="b1204707985721"/><motyw id="m1204707985721">Pożądanie</motyw>już mało wiele ze sobą mówili, a ino poglądali na się iskrzącymi, głodnymi oczami, jakoby się zjeść chcieli...<end id="e1204707985721"/></akap>


<akap id="e1471">Wnetki, bo jakoś w pacierzy parę, nadeszła Dominikowa, musi być zła była, bo już w sieniach wywarła gębę na Szymka, a ujrzawszy Mateusza popatrzyła nań srogo, na przywitanie nie zważała i poszła do komory przyoblec się.</akap>

<akap_dialog id="e1472">--- Idź se, bo cię matka zeklną jeszcze... --- prosiła cicho.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1473">--- Wyjdziesz to do mnie, Jaguś, co? --- prosił.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1474">--- Wróciłeś to już ze świata? --- rzekła stara, jakby go dopiero spostrzegając.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1475"><begin id="b1197024936947"/><motyw id="m1197024936947">Kłótnia</motyw>--- Wróciłem, matko... --- mówił łagodnie i chciał ją w rękę pocałować.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1476">--- Ale, suka ci była matką, nie ja! --- warknęła wyrywając rękę ze złością. --- Po coś tu przyszedł? Mówiłam ci już, że tutaj nic po tobie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1477">--- Do Jagusi przyszedłem, nie do was --- hardo zawołał, bo go już złość brała.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1478">--- Wara ci od Jagusi, słyszysz! Wara ci, żeby ją potem bez ciebie na ozorach obnosili po wsi, jak tę jaką ostatnią... ani mi się pokazuj na oczy!... --- wrzasnęła.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1479">--- Krzyczycie kiej wrona, że wieś cała usłyszy!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1480">--- Niech usłyszą, niech się zlecą, niech wiedzą, żeś się Jagny przyczepił kiej rzep psiego ogona, że i ożogiem trudno cię odegnać!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1481"><begin id="b1204708096291"/><motyw id="m1204708096291">Kobieta, Konflikt, Mężczyzna</motyw>--- Żebyście nie kobieta, to bym warna ździebko żebra zmacał za powiedanie takie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1482">--- Spróbuj, zbóju jeden, spróbuj, psie!... --- pochwyciła za żelazny pogrzebacz.</akap_dialog>


<akap id="e1483">Ale i na tym skończyła, bo Mateusz splunął, trzasnął drzwiami i wyszedł prędko, bo jakże, z babą się to miał bić i pośmiewisko z siebie dla wsi czynić?<end id="e1204708096291"/></akap>


<akap id="e1484"><begin id="b1197024983908"/><motyw id="m1197024983908">Kobieta, Mężczyzna, Pożądanie, Wyrzuty sumienia</motyw>A stara, że to już jego nie stało, wsiadła na Jagnę i hajże jazgotać, a wypominać wszystko, co miała na wątpiach... <begin id="b1204708272359"/><motyw id="m1204708272359">Łzy</motyw>Jaguś siedziała cicho, aż zmartwiała ze strachu, ale kiedy słowa matki dojęły ją do żywego... przecknęła, schowała głowę w pierzynę i buchnęła płaczem i wyrzekaniami... rozżalona była srodze... bo przecież nic temu niewinna... nie zwoływała go do chałupy...<end id="e1197024936947"/> sam przyszedł... a na zwiesnę, co matka wypominają... to... spotkał ją przy przełazie... mogła się to wyrwać takiemu smokowi?... kiej ją tak ozebrało, że... a potem mogła się to ognać przed nim?... Zawsze się z nią tak dzieje, że niech kto a ostro spojrzy na nią albo i ściśnie mocno... to się w niej wszystko trzęsie, moc ją odchodzi i tak mdli w dołku, że już o niczym nie wie... co ona winowata?</akap>


<akap id="e1485">Skarżyła się cicho przez łzy, aż stara się udobruchała i jęła troskliwie obcierać jej twarz i oczy, a głaskać po głowinie, a uspokajać...<end id="e1197024983908"/></akap>

<akap_dialog id="e1486">--- Cichoj, Jaguś, nie płacz... nie... a to oczy ci się zaczerwienią kiej królikowi i jak to pójdziesz do Borynów?<end id="e1204708272359"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1487">--- Czas to już? --- spytała po chwili, spokojniejsza nieco.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1488">--- Juści, że pora, a przybierz się pięknie, ludzie tam będą, a i sam Boryna uważa...</akap_dialog>


<akap id="e1489">Podniesła się zaraz Jaguś i zaczęła się ubierać.</akap>

<akap_dialog id="e1490">--- Nie uwarzyć ci to mleka?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1491">--- Nie chce mi się całkiem jeść, matulu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1492">--- Szymek, wygrzewasz się pokrako, a tam krowy o pusty żłób zębami dzwonią! --- krzyknęła resztą złości, aż Szymek uciekł, żeby czego nie oberwać.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1493">--- Widzi mi się --- mówiła ciszej, pomagając Jagnie się przyodziać --- że kowal jest w zgodzie z Boryną. Spotkałam go, wiódł od starego sielnego ciołka... Szkoda... dobrze wart z piętnaście papierków... ale może to i dobrze, że są w zgodzie, bo kowal pyskacz i na prawie się zna... --- odstąpiła parę kroków i z lubością przyglądała się córce. --- Ale, tego złodzieja Kozła pono już wypuścili, trzeba znowu zamykać wszystko a pilnować...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1494">--- Pójdę już!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1495">--- Idź, a siedź do północka i gzij się tam z parobkami! --- wybuchnęła resztą złości.</akap_dialog>


<akap id="e1496">Jagna wyszła, ale jeszcze z drogi słyszała starą, jak krzyczała na Jędrka, że świnie nie wegnane do chlewów, a kury nocują po drzewach.</akap>


<akap id="e1497">U Boryny już było sporo ludzi.</akap>


<akap id="e1498">Ogień buzował się na kominie i rozświetlał ogromną izbę, aż lśniły się szkła od obrazów i kołysały się te światy, czynione z kolorowych opłatków i na nitkach wiszące u czarnych, okopconych belek; na środku izby leżała kupa czerwonej kapusty, a w półkole, szeroko zatoczone, twarzami do ognia, siedziały rzędem dziewczyny i kilka kobiet starszych --- obierały z liści kapustę, a główki rzucały na rozesłaną pod oknem płachtę.</akap>


<akap id="e1499">Jaguś ogrzała ręce przy kominie, ostawiła trepy pod oknem i siadła zaraz z kraju przy starej Jagustynce, i jęła się roboty.</akap>


<akap id="e1500">Gwar się też w miarę podnosił, bo przybywało jeszcze kobiet i parobków, którzy wraz z Kubą znosili kapustę ze stodoły, ale częściej kurzyli papierosy i szczerzyli zęby do dziewczyn, a prześmiewali się społecznie.</akap>


<akap id="e1501">Józka, choć to i skrzat był jeszcze, a rej wodziła i w robocie, i w śmiechach, bo starego nie było, a Hanka, jak to zwyczajnie, kiej ta ćma łaziła abo mruk.</akap>

<akap_dialog id="e1502">--- Czerwono w izbie, jakby od makowych kwiatów! --- zawołał Antek, bo był wtoczył do sieni beczki, a teraz ustawiał przed kominem, z boku nieco, szatkownicę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1503">--- Ba, zestroiły się kiej na wesele! --- ozwała się któraś starsza.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1504">--- A Jaguś to kiejby ją kto w mleku wymył --- zaczęła złośliwie Jagustynka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1505">--- Poniechajcie --- szepnęła czerwieniąc się.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1506">--- Cieszta się dziewczyny, bo już Mateusz przywędrował ze świata, zaraz się tu zaczną muzyki a tańce, a wystawanie po sadach... --- ciągnęła stara.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1507">--- Całe lato go nie było.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1508">--- Jakże, dwór stawiał we Woli.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1509">--- Majster jucha, bańki nosem puszcza --- rzekł któryś z parobków.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1510">--- A do dzieuch tak sposobny, że i trzech kwartałów czekać nie potrza...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1511">--- Jagustynka to nikomu dobrego słowa nie dadzą --- zaczęła jakaś dziewczyna.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1512">--- Pilnuj się, bym o tobie nie chciała co rzec...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1513"><begin id="b1204708715887"/><motyw id="m1204708715887">Pielgrzym, Pobożność, Praca u podstaw</motyw>--- Wiecie, pono ten stary wędrownik już przyszedł.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1514">--- Będzie dzisiaj u nas! --- zawołała Józia.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1515">--- Bez całe trzy roki bywał we świecie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1516">--- We świecie?... Był ci u grobu Jezusowego!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1517">--- Hale! Widział go tam kto? Cygani jucha, a głupie wierzą; tak samo i kowal opowiada o zamorskich krajach, co ino w gazetach wyczyta...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1518">--- Nie gadajcie, Jagustynko, sam dobrodziej przytwierdzał do mojej matki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1519">--- Prawda, że to Dominikowa jakby drugą chałupę ma na plebanii i zawżdy wiedzą, czy księdza brzuch boli --- lekująca przeciech...</akap_dialog>


<akap id="e1520">Jagna zmilkła, ale poczuła dziwną ochotę choćby tym nożem ją żgnąć, bo cała izba parsknęła śmiechem, tylko Ulisia Grzegorzowa nachyliła się do Kłębowej i spytała:</akap>

<akap_dialog id="e1521">--- Skąd on jest?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1522">--- Skąd? Ze świata szerokiego, abo to kto wie? --- Nachyliła się nieco, wzięła główkę na dłoń, obcinała liście i mówiła szybko, coraz głośniej, żeby i drugie słyszały: --- Co trzecią zimę przychodzi do Lipiec i u Boryny zakłada kwaterę... <begin id="b1204708754987"/><motyw id="m1204708754987">Święty</motyw>Rochem kazał się przezywać, choć mu ta pewnie i nie Roch... Dziad jest i nie dziad, kto go tam wie... ale pobożny człowiek i dobry... ino mu tej obrączki nad głowę, a byłby rychtyk kiej te świątki na obrazach. Różańce ma na szyi obcierane o grób Jezusowy...<end id="e1204708754987"/> obrazki dzieciom daje święte, a jak niektórym, to i takie z królami, co to z naszego narodu przódzi wychodziły... i książki pobożne ma i takie, w których stoi wszystko, i historie różne o świecie... czytał je przecież mojemu Walkowi, to i ja, i mój słuchalim, inom przepomniała, bo i wymiarkować ciężko... A nabożny taki, że z pół dnia przeklęczy, drugi raz pod krzyżem albo i gdzie w polu, a do kościoła ino na mszę chodzi. Dobrodziej zapraszał go do siebie, na plebanię, to mu rzekł:</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1523">--- Z narodem mi ostać, nie na pokojach moje miejsce...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1524">--- Miarkują też wszyscy, że nie musi być z chłopskiego stanu, choć mówi jak wszystkie, i nauczny jest; jakże, z Żydem gadał po niemiecku, a we dworze w Drzazgowej --- to z panienką, co była la zdrowia w ciepłych krajach, też rozmówił się po zagranicznemu... a od nikogo nic nie weźmie, tyle co tę kapkę mleka i kromkę chleba, a i za to jeszcze dzieci uczy... powiedają...<end id="e1204708715887"/> --- ale Kłębowa urwała z nagła, bo dziewczyny buchnęły śmiechem i aż się pokładały.</akap_dialog>


<akap id="e1525">Śmieli się z Kuby, któren niósł w płachcie kapustę i pchnięty przez kogoś, przewrócił się na środku jak długi, aż się kapusta rozleciała po izbie, a on wstawał z trudem i co się już zebrał na czworaki, to padał znowu, bo go popychali.</akap>


<akap id="e1526">Józia go obroniła i pomogła wstać, ale też pomstował, pomstował...</akap>


<akap id="e1527">I z wolna rozmowa przeszła na co innego.</akap>


<akap id="e1528"><begin id="b1197025451632"/><motyw id="m1197025451632">Praca, Wieś</motyw>Wszystkie mówiły z cicha, a gwar się czynił jakoby w ulu przed wyrojem, a śmiechy szły, a przekpiwania i uciecha taka, że ino oczy się iskrzyły i gęby śmiały, a robota szła chybcikiem, ino trzaskały noże o głąby, a główki jako te kule raz wraz padały na płachtę i stożyły się w coraz większą kupę. Antek zaś szatkował nad wielkim cebrem przy kominie; rozdziany był, że ostał ino w koszuli i w portkach pasiatych z wełniakowego sukna, rozczerwienił się, łeb mu się rozwichrzył i pot gęsto pokrył mu czoło; tęgo robił, ale śmiał się cięgiem i przekpiwał, a taki był urodny, że Jagna jak w obraz poglądała, a i nie ona jedna tylko... a on przystawał, żeby odetchnąć, i wesołym wzrokiem tak patrzał na nią, aż spuszczała oczy i czerwieniła się. Ale nikt tego nie widział prócz Jagustynki, a i ta udawała, że nie patrzy, jeno sobie w głowie układała, jak to opowiedzieć na wsi.<end id="e1197025451632"/></akap>

<akap_dialog id="e1529"><begin id="b1197025493515"/><motyw id="m1197025493515">Kobieta, Dziecko</motyw>--- Marcycha pono zległa, wiecie to? --- zaczęła Kłębowa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1530">--- Nie nowina to jej, co roku se to robi.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1531">--- Baba jak tur, to jej dzieciak krew odciąga od głowy --- mruknęła Jagustynka i chciała dalej coś o tym rzec, ale ją zgromiły drugie, że to o takich rzeczach mówi przy dzieuchach.<end id="e1197025493515"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1532">--- Wiedzą one i o lepszych, nie bójta się. Teraz nastał czas taki, że już i gęsiarce nie mówią o bocianie, bo się w oczy roześmieje... nie tak to przódzi bywało, nie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1533">--- No, wyście ta już wszystko wiedzieli jeszcze za bydłem... --- rzekła poważnie stara Wawrzonowa --- a bo to nie baczę, coście wyprawiali na pastwiskach...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1534">--- Kiedy baczycie, to i ostawcie la siebie! --- zakrzyknęła ostro Jagustynka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1535">--- Byłam już za chłopem... za Mateuszem, widzi mi się... nie, za Michałem, tak, bo juści Wawrzon był trzeci... --- mruczała nie mogąc utrafić.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1536"><begin id="b1197025585992"/><motyw id="m1197025585992">Kara, Koń, Złodziej, Sprawiedliwość, Wieś</motyw>--- Ale, siedzita i nie wiecie, co się stało! --- zawołała wpadając zadyszana Nastusia Gołębianka, Mateusza siostra.</akap_dialog>


<akap id="e1537">Podniosły się ciekawe zapytania ze wszystkich stron i wszystkie oczy spoczęły na niej.</akap>

<akap_dialog id="e1538">--- A to młynarzowi ukradli konie!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1539">--- Kiedy?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1540">--- Ze trzy pacierze temu. Dopiero co Jankiel mówił Mateuszowi.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1541">--- Jankiel ta wie wszystko zaraz, a może i nieco przódzi...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1542">--- Takie konie, kiej te hamany!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1543">--- Ze stajni wyprowadziły. Parobek poszedł do młyna po obrok, wraca, a tu już ni koni, ni uprzęży nie ma, a pies w budzie struty, no!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1544">--- Na zimę idzie, to się już różności zaczynają.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1545">--- A bo kary na złodziejów nie ma żadnej... Hale, dużo mu zrobią, wsadzą do kryminału, dadzą jeść, w cieple się wysiedzi, z kolegami wypraktykuje, że kiej go puszczą, to jeszcze lepszy jest złodziej, bo nauczny.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1546">--- Gdyby tak mnie konia wyprowadzili, a złapałbym, to bym ubił na miejscu jak psa wściekłego! --- wykrzyknął jeden z parobków.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1547">--- A bo ino tego by wartał taki człowiek, bo ino głupie szukają sprawiedliwości we świecie. Kużden ma prawo dochodzić swojej krzywdy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1548">--- Złapać takiego i całą kupą choćby zabić, to i kary nie ma, bo wszystkich to by karali?<end id="e1197025585992"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1549">--- Baczę... zrobili tak u nas... zaraz, za drugim chłopem już byłam... nie, widzi mi się, że jeszcze za Mateuszem...</akap_dialog>


<akap id="e1550">Ale te wywody przerwał Boryna wchodząc do izby.</akap>

<akap_dialog id="e1551">--- Tak se na ucho gadacie, aże po drugiej stronie stawu słychać! --- zawołał wesoło, czapkę zdjął i witał się ze wszystkimi po kolei. Musiał mieć już w głowie, bo czerwony był jak ćwik, kapotę rozpuścił i głośno a dużo gadał, czego zwyczajny nie był. Chciało mu się przysiąść do Jagusi, ale się wagował, że to tak na oczach wszystkich nijako, póki zmówiona z nim nie jest, to ino wesoło pogadywał i rad na nią patrzył, taka piękna dzisiaj była i wystrojona w chustkę od niego.</akap_dialog>


<akap id="e1552"><begin id="b1197025643656"/><motyw id="m1197025643656">Jedzenie</motyw>Zaraz też Witek z Kubą przynieśli długą ławę przed komin, Józia okryła ją czystym płótnem i zaczęła ustawiać miski i łyżki do jedzenia.</akap>


<akap id="e1553"><begin id="b1197025695729"/><motyw id="m1197025695729">Alkohol, Obyczaje, Kobieta</motyw>A Boryna wyniósł z komory pękatą, dobrze półgarncową butlę okowitki i jął z nią obchodzić wszystkich po kolei i przepijać.<end id="e1197025643656"/></akap>


<akap id="e1554">Dziewczyny się nieco wzdragały, aż któryś z parobków powiedział:</akap>

<akap_dialog id="e1555">--- Łakome na okowitkę, kiej kot na mleko, ino się prosić dają.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1556">--- Sam pijanica zatracony, cięgiem siedzi u Jankla, to myśli, że wszyscy!</akap_dialog>


<akap id="e1557">I piły, odwracały się, przysłaniały twarz ręką, resztę chlustały na ziemię, krzywiły się, mówiły ,,mocna" i oddawały kieliszek Borynie.</akap>


<akap id="e1558">Tylko Jagna uparła się i nie piła, mimo próśb i namawiań.</akap>

<akap_dialog id="e1559">--- Nawet i smaku gorzałki nie znam i nie ciekawam --- powiedziała.<end id="e1197025695729"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1560"><begin id="b1197025763635"/><motyw id="m1197025763635">Jedzenie, Obyczaje</motyw>--- No, siadajcie, ludzie kochane, co jest, to zjemy! --- zapraszał stary.</akap_dialog>


<akap id="e1561">Obsiedli po ceregielach różnych, jak to obyczaj każe, ławę i z wolna jedli, a raz wraz pogadywali.</akap>


<akap id="e1562">Z misek dymiło parą, że przysłoniła wszystkich jak chmurą, z której tylko skrzybot łyżek, mlaskanie i to słowo niektóre słychać było.</akap>


<akap id="e1563">Jadło zwarzyli wybrane, aż się dziwił niejeden, bo i ziemniaki z rosołem były, i mięso gotowane z prażoną jęczmienną kaszą, i kapusta z grochem --- rzetelnie ugościli, po gospodarsku, a do tego Boryna cięgiem zapraszał a przymuszał, a Józia ze swej strony i Hanka pilnowały, by zasię dolać i dołożyć...<end id="e1197025763635"/></akap>


<akap id="e1564"><begin id="b1197025785668"/><motyw id="m1197025785668">Głód</motyw>Witek dorzucał suchych karpów na ogień, że ino trzaskał wesoło, a Kuba przez ten czas, co jedli, znosił kapustę i zsypywał na kupę, a łakomie wciągał w siebie zapachy, oblizywał się i wzdychał.</akap>

<akap_dialog id="e1565">--- Pół wołu bym zjadł z jedną abo z dwoma miseczkami kaszy... a juchy tak żrą jak te konie wygłodzone, jeszcze gotowe człowiekowi nie zostawić ni kosteczek --- myślał z markotnością i przyciągał pasa, tak mu w kiszkach burczało z głodu.<end id="e1197025785668"/></akap_dialog>


<akap id="e1566">Ale rychło skończyli i podnieśli się z ,,Bóg zapłać" gospodarstwu.</akap>

<akap_dialog id="e1567">--- Niech wam pójdzie na zdrowie.</akap_dialog>


<akap id="e1568">Rumor się uczynił, kto wychodził przewietrzyć się i kości przeciągnąć, kto zaś spojrzeć w niebo, czy się nie przejaśnia, a jak parobki, to żeby na ganku pogzić się z dziewczynami.</akap>


<akap id="e1569"><begin id="b1197025879340"/><motyw id="m1197025879340">Jedzenie, Sługa, Pies</motyw>A Kuba siadł na progu z miską na kolanach i jadł, aż mu się uszy trzęsły, nie zważając na Łapę, któren przypominał się różnie, a widząc, że nic nie wskóra, wysunął się na ganek do psów, co z ludźmi pościągały i gryzły się o kości wyrzucone przez Józię.<end id="e1197025879340"/></akap>


<akap id="e1570">Wzięli się akuratnie z powrotem do roboty, kiedy Roch stanął we drzwiach z pochwaleniem.</akap>

<akap_dialog id="e1571">--- Na wieki! --- odrzekli chórem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1572"><begin id="b1204709857396"/><motyw id="m1204709857396">Jedzenie, Obyczaje</motyw>--- Spiesz się, flisie, póki jest na misie... Spóźniliście się, ale jeszcze dla was będzie... --- zawołał Boryna, przysuwając mu stołek do komina.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1573">--- Mleka i chleba daj mi, Józia, a wystarczy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1574">--- Jest jeszcze i ździebko mięsa... --- ozwała się nieśmiało Hanka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1575">--- Nie, Bóg zapłać, mięsa nie jadam.<end id="e1204709857396"/></akap_dialog>


<akap id="e1576">Przymilkli z początku i przypatrywali mu się z życzliwą ciekawością, ale gdy przysiadł do jadła, rozmowy i śmiechy podniesły się na nowo.</akap>


<akap id="e1577"><begin id="b1204709910854"/><motyw id="m1204709910854">Obraz świata, Pielgrzym, Wieś</motyw>Tylko Jagna milczała, poglądała często na wędrownika ze zdumieniem, że to taki człowiek jak wszystkie, a u grobu Jezusowego był, pół świata zeszedł i cudów tyla widział... Jak to tam może być w tym świecie? --- myślała. --- Gdzie to iść, żeby tam zajść?... Naokół przeciech ino wsie a pola, a bory, a za nimi też wsie i pola, i lasy... Ze sto mil trza iść abo i z tysiąc --- myślała i miała dziwną ochotę się spytać, ale gdzieby to zaś mogła, wyśmiałby ją jeszcze...<end id="e1204709910854"/></akap>


<akap id="e1578"><begin id="b1197025999825"/><motyw id="m1197025999825">Muzyka</motyw>Chłopak Rafałów, co to był z wojska powrócił, przyniósł skrzypce, nastroił i zaczął przegrywać pieśnie różne.</akap>


<akap id="e1579">Cichość się uczyniła, deszcz tylko zacinał w szyby i psy jazgotały przed domem. A on grał wciąż i coraz to coś nowego, przebierał ino palcami i smykiem tak ciągał po strunach, że nuta jakby sama wychodziła... pobożne pieśnie grał jakby la tego wędrownika, któren oczów z niego nie spuszczał, a potem znowu inne, światowe całkiem, tę o Jasiu, jadącym na wojenkę, co ją to często dziewczyny zawodziły po polach... <begin id="b1204710012904"/><motyw id="m1204710012904">Łzy, Kobieta, Tęsknota</motyw>a tak żałośliwie wyciągał nutę z owych drewulek, aż mróz szedł po kościach wszystkich, a Jagusi, że to czujna była na muzykę jak mało kto, łzy ciurkiem pociekły po twarzy.<end id="e1197025999825"/></akap>

<akap_dialog id="e1580">--- A przestań, bo Jagusia płacze!... --- zawołała Nastka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1581">--- Nie... to ino tak... ozbiera mnie zawdy granie... nie... --- szeptała zawstydzona kryjąc twarz w zapasce.</akap_dialog>


<akap id="e1582">Nie pomogło to nic, bo choć nie chciała, a łzy same kapały z tej onej tęskliwości dziwnej, co jej była wstała w sercu nie wiadomo za czym...<end id="e1204710012904"/></akap>


<akap id="e1583"><begin id="b1197026122167"/><motyw id="m1197026122167">Muzyka</motyw>Ale chłopak grać nie przestał, tyla że teraz rznął od ucha siarczyste mazury a obertasy takie, aż dziewczyny usiedzieć nie mogły, ino ściskały dygoczące z uciechy kolana a rzucały ramionami, parobki przytupywali raz wraz i podśpiewywali wesoło --- izba napełniła się wrzawą a tupotem i śmiechami, aż się szyby trzęsły.<end id="e1197026122167"/></akap>


<akap id="e1584"><begin id="b1197026194625"/><motyw id="m1197026194625">Pies</motyw>Naraz pies jął skowyczeć w sieni i tak przeraźliwie zawył, że umilkli wszyscy.</akap>

<akap_dialog id="e1585">--- Co się stało?</akap_dialog>


<akap id="e1586">Roch rzucił się do sieni tak prędko, że o mało się nie przewrócił o szatkownicę.</akap>

<akap_dialog id="e1587">--- I, nic... chłopak któryś przyciął psu ogon drzwiami i bez to tak wył! --- zawołał Antek, wyjrzawszy do sieni.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1588">--- Pewnie to Witka robota --- zauważył Boryna.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1589">--- Ale, Witek by ta psa krzywdził, któren zbiera po wsi wywłóki różne i lekuje... --- broniła gorąco Józia.</akap_dialog>


<akap id="e1590">Roch powrócił mocno wzburzony, oswobodzić musiał psa, bo skowyt było słychać już gdzieś w opłotkach.</akap>

<akap_dialog id="e1591">--- I pies stworzenie boskie, i czuje krzywdę jako i człowiek... Pan Jezus miał też swojego pieska i nie dał nikomu krzywdzić... --- powiedział porywczo.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1592">--- Pan Jezus by tam miał pieska, jak wszyscy ludzie?... --- wątpiła Jagustynka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1593">--- A żebyście wiedzieli, to miał i Burkiem go przezywał...<end id="e1197026194625"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1594">--- Hale... No! Cie... --- odzywały się ciekawe głosy.</akap_dialog>


<akap id="e1595">Roch milczał chwilę, a potem podniósł siwą głowę, okoloną długimi, równo nad czołem uciętymi włosami, utkwił blade, jakby wypłakane oczy w ogniu i ozwał się cicho, przebierając palcami ziarna różańca...</akap>


<akap id="e1596">....W owy czas daleki...</akap>


<akap id="e1597">Kiej Pan Jezus jeszcze po ziemi chadzał i rządy nad narodem sam sprawował, stało się to, coć wam rzeknę...</akap>


<akap id="e1598">Szedł se Pan Jezus na odpust do Mstowa, a drogi nikaj nie było, ino piachy srogie a parzące, bo słońce przypiekało i gorąc był taki, jak kieby przed burzą...</akap>


<akap id="e1599">A cienia nikaj ni osłony.</akap>


<akap id="e1600">Pan Jezus szedł z cierpliwością wielką, bo do lasu był jeszcze kawał drogi, ale że już tych świętych nóżków nie czuł z utrudzenia i pić mu się okrutnie chciało, to se raz wraz przysiadał na wydmach, chocia tam i barzej przygrzewało, i rosły same ino koziebródki, a cienia było tyla, co od tych poschniętych badyli dziewann, że i ptaszek by się nie schronił...</akap>


<akap id="e1601"><begin id="b1197026404614"/><motyw id="m1197026404614">Szatan</motyw>Ale co przysiadł, to i nie odzipnął nawet rzetelnie, bo zaraz Zły, jako ten jastrząb paskudny, co bije z góry w ustałego ptaszka, tak ci on zapowietrzony bił racicami w piach a tarzał się jako to bydlę, że taka kurzawa, taka ćma się podnosiła, co i świata widać nie było...</akap>


<akap id="e1602">Pan Jezus, choć mu piersi zapierało i ledwie się już ruchał, to wstawał i szedł, a ino się pośmiewał z głupiego, bo przeciech wiedział, że Zły chciał mu zmylić drogę, coby nie szedł na odpust na zbawienie grzesznego narodu..<end id="e1197026404614"/>.</akap>


<akap id="e1603">I szedł Pan Jezus... szedł... aż i przyszedł do lasu...</akap>


<akap id="e1604">Odpoczął se w cieniu niezgorzej, ochłodził wodą i coś niecoś z torby przegryz, potem wyłamał niezgorszy kijaszek, przeżegnał się i wlazł w bór.</akap>


<akap id="e1605"><begin id="b1204710562517"/><motyw id="m1204710562517">Bóg, Szatan</motyw>A bór był stary i gęsty, a błota nieprzebyte, a chrapy i oparzeliska takie, że musi sam Zły tam domował, a gąszcze, że i niektóremu ptakowi łacno przemknąć się nie było. Jeno Pan Jezus wszedł, a tu kiej Zły borem nie zatrzęsie, kiej nie zacznie wyć, kiej nie pocznie łamać chojarów --- a wiater, jako że to jego parob piekielny, pomagał w te pędy i rwał suszki, rwał dęby, rwał gałęzie i huczał, i hurkotał po borze, jako ten głupi.</akap>


<akap id="e1606">Ciemność się stała, że chocia oko wykol --- a tu szum, a tu trzask... a tu zawierucha... a tu jakieś zwierzaki, pomioty diabelskie wyskakują i szczerzą kły... i warczą... i straszą... i świecą ślepiami, i... ino... ino chycić pazurami, ale juści, że nie śmiały, bo jakże by... Pan ci Jezus był w swojej świętej osobie...</akap>


<akap id="e1607">Ale i Panu Jezusowi dość było tego głupiego strachania, i że pilno na odpust, to przeżegnał bór i zaraz wszystkie Złe i ze swoimi kumami przepadli w oparzeliskach.<end id="e1204710562517"/></akap>


<akap id="e1608"><begin id="b1197026493921"/><motyw id="m1197026493921">Pies</motyw>Ostał się ino taki dziki pies, bo w ony czas pieski nie były jeszcze z ludźmi pobratane.</akap>


<akap id="e1609">Ten ci to pies ostał i leciał za Panem Jezusem, szczekał, to docierał do świętych nóżek Jego, to udarł zębcami za porteczki, to kapot Mu ozdarł i za torby chytał, i sielnie się dobierał do mięsa... ale Pan Jezus, jako że był litościwy i krzywdy nijakiemu stworzeniu zrobić by nie zrobił, a mógł go kijaszkiem przetrącić abo i zasie samym pomyśleniem zabić, to ino powieda:</akap>

<akap_dialog id="e1610">--- Naści, głupi, chlebaszka, kiejś głodny --- i rzucił mu z torby.</akap_dialog>


<akap id="e1611">Ale pies się rozeźlił i zapamiętał, że nic, ino kły szczerzy, warczy, ujada, a dociera i całkiem już psuje Jezusowe porteczki.</akap>

<akap_dialog id="e1612">--- Chlebam ci dał, nie ukrzywdził, a obleczenie mi rwiesz i szczekasz po próżnicy. Głupiś, mój piesku, boś Pana swego nie poznał. Jeszcze ty za to człowiekowi odsłużysz i żyć bez niego nie poradzisz... --- powiedział Pan Jezus mocno, aż pies siadł na zadzie, potem zawrócił, ogon wtulił między nogi, zawył i kiej ogłupiały pognał w cały świat.<end id="e1197026493921"/></akap_dialog>


<akap id="e1613">A Pan Jezus przyszedł na odpust.</akap>


<akap id="e1614">Na odpuście narodu jak drzew w boru abo tej trawy na łąkach --- aże gęsto.</akap>


<akap id="e1615">Ale w kościele było pusto, bo w karczmie grali, a przed kruchtą cały jarmark i pijaństwo, i rozpusta, i obraza boska, jako i w te czasy bywa.</akap>


<akap id="e1616">Wychodzi Pan Jezus po sumie i patrzy, <begin id="b1197026578326"/><motyw id="m1197026578326">Pies</motyw>aż tu naród kiej to zboże pod wiatrem, to w tę, to w oną stronę się kolebie i ucieka, a niektóry z biczem bieży, kto żerdkę z płotu wyciąga, kto znów po kłonice sięga, a inszy zasię i kamienia szuka, a baby w krzyk i na płoty się drą, to na wozy, a dzieci w bek, a wszyscy krzyczą:</akap>

<akap_dialog id="e1617">--- Wściekły pies, wściekły pies!</akap_dialog>


<akap id="e1618">A pies środkiem ludzi, kieby z nagła rozstąpioną ulicą, gna z wywieszonym ozorem i wprost na Pana Jezusa.</akap>


<akap id="e1619">Nie uląkł ci się Pan nasz, nie... poznał, że to ten sam piesek z boru, to ino rozpostarł tę swoją świętą kapotę i powieda do zwierza, któren z nagła przystanął:</akap>

<akap_dialog id="e1620">--- Pójdź tu, Burek, przespieczniejszyś ty przy mnie niźli w borze.</akap_dialog>


<akap id="e1621">Okrył go kapotą, ospostarł nad nim ręce i powiada:</akap>

<akap_dialog id="e1622">--- Nie zabijajcie go, ludzie, bo to też stworzenie boskie, a biedne jest, głodne, zgonione i bezpańskie.</akap_dialog>


<akap id="e1623">Ale chłopi jęli krzyczeć, jęli wydziwiać a mamrotać i trzaskać kłonicami o ziemię: że to zwierz dziki i wściekły, że im już tyla gąsków i owieczek porwał, że cięgiem szkody czyni, a i człowieka uszanować nie uszanuje, ino zaraz kłami... że nikt bez kija na pole nie wyjdzie, bo bez tego piekielnika przespieczności nijakiej nie ma... że zabić go trza koniecznie...</akap>


<akap id="e1624">I chcieli przez moc psa spod Panajezusowej kapoty wziąć a zakatować.</akap>


<akap id="e1625">Aż się Pan Jezus ozgniewał i krzyknął:</akap>

<akap_dialog id="e1626">--- Nie ruchaj, jeden drugi! To się, łajdusy i pijanice, psa boita, a Pana Boga to się nie boita, co?...<end id="e1197026578326"/></akap_dialog>


<akap id="e1627"><begin id="b1204710927602"/><motyw id="m1204710927602">Wyrzuty sumienia</motyw>Odstąpili, bo mocno rzekł, a Pan Jezus im dalej powieda --- że są łajdusy... że przyszli na odpust, a piją ino po karczmach, a Boga obrażają, a pokuty nie czynią i przeklętniki są, a katy jedne la drugich, złodzieje, bezbożniki i kara boska ich nie minie.</akap>


<akap id="e1628">Skończył Pan Jezus, podniósł kijaszek i chciał odejść...</akap>


<akap id="e1629">Ale już Go naród poznał i kiej nie rymnie przed Nim na kolana, kiej nie rykną płaczem i kiej nie zaczną skomleć...</akap>

<akap_dialog id="e1630">--- Ostań z nami, Panie! Ostań, Panie Jezu Chryste! Ostań! A to Ci wierne będziemy, kiej ten pies... pijanice my, bezbożniki my, złe my ludzie, ale ostań!... Ukarz, bij, ale ostań!... Sieroty my opuszczone, ludzie bezpańskie... --- i tak płakali, tak żebrali, tak całowali Go po rękach i po tych nogach świętych, że zmiękło serce Pańskie, ostał z nimi przez parę pacierzów, nauczał, rozgrzeszał i błogosławił wszystkiemu.<end id="e1204710927602"/></akap_dialog>


<akap id="e1631">A potem, kiedy już odchodził, to powiada:</akap>

<akap_dialog id="e1632">--- Krzywdę wam czynił pies? Odtąd wam odsługiwać będzie. I gąsków popilnuje, i owieczki oganiał będzie, i jak się jeden albo drugi schlasz --- chudoby i dobra stróżem będzie a przyjacielem. Ino go szanujta i krzywdy mu nie czyńcie.</akap_dialog>


<akap id="e1633"><begin id="b1204711039298"/><motyw id="m1204711039298">Pies</motyw>I odszedł Pan Jezus we świat tyli.</akap>


<akap id="e1634">A obejrzy się --- Burek siedzi tam, gdzie go obronił.</akap>

<akap_dialog id="e1635">--- Burek, a pódzi ze mną, cóż to, sam, głupi, ostaniesz?...</akap_dialog>


<akap id="e1636">I pies poszedł, i już szedł wszędy za Panem i taki cichy, taki czujny, taki wierny, kiej parobek najlepszy.</akap>


<akap id="e1637">I poszli już wszędzie razem.</akap>


<akap id="e1638">I bez bory szli, i bez wody --- całym światem.</akap>


<akap id="e1639">A że nieraz i głód był, to piesek ptaszka jakiego wytropił, to gąskę abo baranka przyniósł i tak se społecznie żyli.</akap>


<akap id="e1640">A często gęsto, kiedy Jezusiczek strudzony spoczywał, to Burek odganiał złych ludzi abo i zwierza dzikiego i nie dał Pana naszego, nie...</akap>


<akap id="e1641">Kiej przyszedł czas, że Żydy paskudne i one faryzeje srogie wiedły Pana na umęczenie --- to Burek rzucił się na wszystkich i jął gryźć, i bronić, jak tylko umiała biedota kochana.</akap>


<akap id="e1642">A Jezus mu rzekł spod drzewa, które dźwigał na mękę swoją świętą:</akap>

<akap_dialog id="e1643">--- Sumienie barzej ich gryźć będzie... a ty nie uredzisz...</akap_dialog>


<akap id="e1644">I kiej umęczonego powiesili na krzyzie, to Burek siadł i wył...</akap>


<akap id="e1645">...drugiego dnia, kiej wszystkie ludzie poodchodzili, że już ani Panienki Najświętszej, ni apostołów świętych nie było... to ostał ino Burek...</akap>


<akap id="e1646">...lizał raz wraz te święte, przebite goździami, konające nóżki Panajezusowe i wył... wył... wył...</akap>


<akap id="e1647">...a kiej już trzeci dzień nadszedł... przecknął Pan Jezus i patrzy, a tu nikogo w podle krzyża... ino jeden Burek skamli żałośliwie i tuli się do jego nogów...</akap>


<akap id="e1648">...to Pan nasz Jezus Chrystus Przenajświętszy pojrzał miłościwie na niego w tej godzinie i rzekł ostatnim tchem:</akap>

<akap_dialog id="e1649">--- Pójdź, Burek, ze mną!</akap_dialog>


<sekcja_swiatlo/>
<separator_linia/>
<sekcja_swiatlo/>


<akap id="e1650">I piesek w to oczymgnienie puścił ostatnią parę i poszedł za Panem...</akap>


<akap id="e1651">Amen.<end id="e1204711039298"/></akap>

<akap_dialog id="e1652">--- Tak było, jakom rzekł, ludzie kochane! --- powiedział łagodnie, skończywszy przeżegnał się i poszedł na drugą stronę, gdzie mu już Hanka spanie narządziła, że to wielce był utrudzon.</akap_dialog>


<akap id="e1653">Głuche milczenie zaległo izbę. Rozważali se wszyscy tę dziwną historię, a dziewczyny niektóre, jak Jagusia, Józka i Nastka, to obcierały ukradkiem oczy, bo tak je rzewnością przejęła dola Pańska i ta Burkowa przygoda; a samo już to, że się taki pies znalazł we świecie, co lepszy był od ludzi i wierniejszy Panu, zastanowiło wszystkich niemało... i poczęli z wolna, po cichu jeszcze czynić uwagi różne i dziwować się nad tym zrządzeniem boskim, aż Jagustynka, która była pilnie słuchała, podniesła głowę, zaśmiała się urągliwie i powiada:</akap>

<akap_dialog id="e1654">--- Baj baju, chłop śliwy rwie, a ino ich dwie! Ja waju lepszą powiem przypowiastkę, o tym, skąd się wół wziął człowiekowi:</akap_dialog>


<poezja_cyt>
<strofa id="e1684">Pan Bóg stworzył byka./
I byk był./
A chłop wziął kozika,/
Urżnął mu u dołu/
i stworzył wołu ---/
...i wół jest!</strofa>
</poezja_cyt>


<akap_dialog id="e1655">--- Taka dobra moja prawda jako i Rochowa! --- poczęła się śmiać.</akap_dialog>


<akap id="e1656">Izba też cała gruchnęła śmiechem i wnet posypały się żarty, to gadki, to przypowiastki różne.</akap>

<akap_dialog id="e1657"><begin id="b1204711400750"/><motyw id="m1204711400750">Kobieta, Mądrość, Mąż, Przemoc</motyw>--- Jagustynka to wszystko wiedzą...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1658">--- <begin id="b1204711471159"/><motyw id="m1204711471159">Wdowa, Wolność</motyw>Jakże, wdowa po trzech chłopach, to i nauczna.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1659">--- Juści, jeden ją uczył rano biczyskiem... drugi w połednie rzemieniem, a trzeci na odwieczerz często gęsto kłonicą poganiał... --- wołał Rafałów.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1660">--- Poszłabym i za czwartego, ale nie za ciebie, boś za głupi i chodzisz usmarkany kiej Żydziak.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1661">--- Jak temu psu Jezusowemu było przez Pana, tak kobieta obyć się nie obędzie przez bicia... to i Jagustynce markotno... --- rzucił któryś z parobków.<end id="e1204711400750"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1662">--- Głupiś... bacz ino, kiej niesiesz ojcowe ćwiartki do Jankla, by cię nikt nie widział, a wdowieństwu daj spokój, to nie na twój rozum --- warknęła ostro, aż przymilkli, bo bali się, że w złości wszystko głośno wypowie, co tylko wie, a mogła wiedzieć sporo. <begin id="b1204711541706"/><motyw id="m1204711541706">Bóg, Kobieta, Ksiądz, Pobożność</motyw>Przekorna baba była, nieustępliwa i o wszystkim mająca swoje powiedzenie, nieraz takie, że aż ludziom skóra cierpła i włosy wstawały na głowie, bo nic nie uszanowała, nawet księdza i kościoła, że już nieraz ją dobrodziej napominał i do opamiętania przynaglał, nie pomogło, a potem ino po wsi mówiła:</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1663">--- I bez księdza każden do Pana Boga trafi, niech jeno będzie poczciwy<end id="e1204711541706"/>; gospodyni lepiej mu pilnować, bo z trzecim chodzi i znowu gdzie zgubi...</akap_dialog>


<akap id="e1664">Taka była Jagustynka...<end id="e1204711471159"/></akap>


<akap id="e1665">Rozchodzić się już mieli, kiedy wszedł wójt z sołtysem, obchodzili chałupy, żeby jutro podług rozkładu wychodzili na szarwark<pe><slowo_obce>szarwark</slowo_obce> --- przymusowe świadczenia w robociźnie wykonywane przez ludność wiejską, rodzaj pańszczyzny; szarwarki służyły celom publicznym, w ramach tych prac budowano i naprawiano drogi, mosty czy wały wzdłuż brzegów zbiorników wodnych.</pe>, na drogę za młyn, rozmytą przez deszcze...</akap>


<akap id="e1666">Ale wójt przódzi, skoro jeno wszedł, rozłożył ręce i wykrzyknął:</akap>

<akap_dialog id="e1667">--- Same najpierwsze dziewczyny jucha stary se zwołał!</akap_dialog>


<akap id="e1668">Jakoż prawdę rzekł, bo były same gospodarskie córki, rodowe --- i z wianem.</akap>


<akap id="e1669">Boryna gospodarz był przecież pierwszy na całą wieś, to jakże, dziewki służebne, komornice albo biedotę taką, co to w dziesięcioro wisi u krowiego ogona --- zwoływałby do siebie i zapraszał!</akap>


<akap id="e1670">Wójt pogadał ze starym na osobności, ale tak cicho, że nikt nie usłyszał, pośmiał się z dziewczynami i poszedł rychło, bo jeszcze całe pół wsi zwoływać miał na jutro. Wkrótce też i zaczęli się rozchodzić wszyscy, że to późno było, a i kapusty prawie już zbrakło do obierania.</akap>


<akap id="e1671"><begin id="b1204711686917"/><motyw id="m1204711686917">Obyczaje, Wieś</motyw>Boryna dziękował wszystkim a każdemu z osobna, i co starszym kobietom otwierał drzwi i wyprowadzał...</akap>


<akap id="e1672">Jagustynka na odchodnym rzekła w głos:</akap>

<akap_dialog id="e1673">--- Bóg zapłać za ugoszczenie, ale dobrze całkiem nie było.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1674">--- Hale! No...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1675">--- Gospodyni brak wam, Macieju, a bez to nijakiego porządku nie może być...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1676">--- Co robić, moiściewy?... Co robić?... Zrządzenie już takie boskie, że pomarła...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1677">--- Mało to dziewczyn! A dyć w każden czwartek ino wypatrują po wsi, czy swaty od was nie idą do której...<end id="e1204711686917"/> --- mówiła chytrze ciągając go za język, ale Boryna, choć i miał już odpowiedź, podrapał się tylko po głowie i uśmiechał, a szukał bezwiednie oczami Jagusi, która zabierała się do wyjścia...</akap_dialog>


<akap id="e1678">Na to i czekał Antek, przyodział się nieznacznie i wyszedł naprzód.</akap>


<akap id="e1679">Jaguś sama szła do domu, bo inne mieszkały w drugiej stronie, ku młynowi.</akap>

<akap_dialog id="e1680">--- Jaguś! --- szepnął wychylając się z ciemności spod płota jakiegoś.</akap_dialog>


<akap id="e1681">Przystanęła, poznała głos jego i poczęła ździebko dygotać.</akap>

<akap_dialog id="e1682">--- Odprowadzę cię, Jaguś! --- Obejrzał się --- noc była ciemna, bez gwiazd, wiatr huczał górą i miotał drzewami.</akap_dialog>


<akap id="e1683">Objął ją wpół mocno i tak przytuleni do siebie zginęli w ciemnościach.</akap>













<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e1685">VIII</naglowek_rozdzial>


<akap id="e1686"><begin id="b1204712111268"/><motyw id="m1204712111268">Plotka</motyw>Nazajutrz gruchnęła po Lipcach wieść o Borynowych z Jagną zmówinach.</akap>


<akap id="e1687">Wójt był dziewosłębem --- więc wójtowa, że mąż srogo przykazywał pary z gęby nie puszczać przódzi, nim powróci, dopiero na odwieczerzu pobiegła do sąsiadki, rzekomo soli pożyczyć, i już na odchodnym nie wytrzymała, ino wzięła kumę na bok i szepnęła:</akap>

<akap_dialog id="e1688">--- Wiecie to, Boryna posłał z wódką do Jagny! Ino nie mówcie, bo mój tak przykazywał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1689">--- Nie może być! Gdziebym ta z ozorem po wsi latała! Pleciuch to jestem czy co?... Taki dziad i za trzecią kobietę się bierze! Co to dzieci na to powiedzą! O świecie, świecie! --- jęknęła ze zgrozą.</akap_dialog>


<akap id="e1690">A skoro wójtowa wyszła, przyodziała się w zapaskę i chyłkiem przez sad wpadła do Kłębów, co w podle siedzieli, pożyczyć szczotki paczesnej, że jej była się gdziesik zapodziała.</akap>

<akap_dialog id="e1691">--- Słyszeliście? Boryna żeni się z Jagną Dominikówną! Dopiero co szły do niej z wódką.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1692">--- Nie! --- cudeńka prawicie! Jakże by to, dzieci dorosłe i sam już w latach!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1693">--- Juści, że niemłody, ale mu nie odmówią... nie, gospodarz taki, bogacz!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1694">--- Albo i ta Jagna! Widzieliście, moi ludzie! To się łachała z tym i owym... a teraz gospodynią pierwszą będzie! Jest to na świecie sprawiedliwość? Co?... A tyla dzieuch siedzi... choćby i te siostrzyne...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1695">--- A moje po bracie! A Koprzywianki! A Nastusia! A drugie! To nie gospodarskie? Nie śwarne? Nie poczciwe? Co?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1696">--- Będzie się ona dopiero nadymała! I tak kiej ten paw chodzi a głowy zadziera.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1697">--- Bez obrazy boskiej się też obyć nie obędzie --- <begin id="b1204712002765"/><motyw id="m1204712002765">Sprawiedliwość</motyw>kowal ni drugie dzieci nie darują swojego macosze, nie!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1698">--- Hale, poredzą to co? Gront starego, to i wola jego.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1699">--- Juści, że po prawie jego, ale po sprawiedliwości i dzieciński też.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1700">--- Moiściewy, sprawiedliwość ma zawżdy ten, kogo stać na nią...<end id="e1204712002765"/></akap_dialog>


<akap id="e1701">Nawyrzekały, nażaliły się na świat i jego sprawy i rozeszły się, a z nimi rozlała się ta wieść po wsi całej.<end id="e1204712111268"/></akap>


<akap id="e1702">Że roboty było niewiela i niepilne, a ludzie siedzieli po chałupach, bo drogi były do cna rozmiękły, to pogwarzano o tych zmówinach po chałupach wszystkich. Wieś całą ogarnęła ciekawość, na czym się to skończy; spodziewali się z góry, że nastąpią bitki a procesowanie, a historie różne. Jakże, znali Borynową gwałtowność, że jak się zaweźmie, to i dobrodziejowi nie ustąpi, a i Antkową hardość też znali.</akap>


<akap id="e1703">Nawet ludzie spędzeni do szarwarku, na rozerwaną groblę<pe><slowo_obce>grobla</slowo_obce> --- wał ziemny utrzymujący wodę w sztucznych zbiornikach wodnych, takich jak stawy i kanały; grzbietem grobli często wiodły drogi.</pe> za młynem, poprzystawali i jęli o tym zdarzeniu poredzać.</akap>


<akap id="e1704">Przerzekł coś niecoś jeden, przerzekł i drugi, aż w końcu stary Kłąb, że to mądry chłop był i poważany, powiedział surowo:</akap>

<akap id="e1705"><begin id="b1204713327539"/><motyw id="m1204713327539">Dziecko, Matka, Ojciec, Własność</motyw>--- Z tego padnie złe na wieś całą, baczcie ino.</akap>

<akap_dialog id="e1706">--- Antek nie ustąpi, jakże? Nowa gęba do miski --- rzekł któryś.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1707">--- Głupiś, u Boryny starczyłoby i la pięciu --- o działy pójdzie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1708">--- Bez zapisu się tam nie obejdzie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1709">--- Dominikowa nie głupia, już ona wszystkich wyrychtuje.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1710">--- Matką jest, to jej psie prawo o dziecko stoić --- rzucił Kłąb.<end id="e1204713327539"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1711">--- W kościele przesiaduje, a chytra na grosz kiej ten Żyd.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1712">--- Nie powiedaj leda co na ludzi, żeby ci ozór nie odjęło.</akap_dialog>


<akap id="e1713">I tak całe popołudnie zajmowała się wieś zmówinami, co i nie dziw, bo Borynowie byli rodowi, starzy gospodarze, a Maciej, chociaż urzędu nijakiego nie sprawował, a gromadzie przewodził. Jakże, na odwiecznych kmiecych rolach siedział, z dziada pradziada we wsi był, rozum miał, bogactwo miał --- że chcąc nie chcąc, a słuchali i uważali go wszyscy.</akap>


<akap id="e1714">Jeno nikt z dzieci, ni kowal nawet, o zmówinach nie wiedział, bali się do nich z nowiną bieżyć, bych w pierwszej złości czego nie oberwać.</akap>


<akap id="e1715">Więc też w chałupie Borynów cicho było jeszcze, ciszej dzisiaj niźli zazwyczaj --- deszcz był przestał padać i od rana przecierało się na niebie, to zaraz po śniadaniu Antek z Kubą i z kobietami pojechali do lasu zbierać susz na opał i próbować, czyby się nie dało kolek ugrabić.</akap>


<akap id="e1716"><begin id="b1204713409053"/><motyw id="m1204713409053">Kłótnia</motyw>Stary pozostał w domu.</akap>


<akap id="e1717">A już od samego rana był dziwnie przykry, dziwnie zeźlony, że ino szukał okazji, na kogo by wywrzeć niepokój i złość, jakie go roztrzęsały; Witka sprał, bo pod krowy słomy nie przyrzucił i leżały do pół boków w gnoju, z Antkiem się pokłócił; Hankę wykrzyczał za chłopaka, któren wybałykował przed dom i utytłał się w błocie; nawet na Józkę powstał, że się długo guzdrała... a konie czekały na nią.<end id="e1204713409053"/></akap>


<akap id="e1718">A gdy wreszcie pozostał sam, z Jagustynką ino, która była ostała z wczoraj, żeby doglądnąć inwentarza, to już całkiem nie wiedział, co robić ze sobą. Przypominał sobie cięgiem, co mu Jambroż prawił o przyjęciu przez Dominikową, co rzekła Jagna, a mimo to dufności w siebie nie miał i dziadowi wierzyć nie bardzo wierzył, że to mógł za ten kieliszek ocyganić ino. To łaził po izbie, oknem na pustą drogę wyglądał abo zgoła i z ganku na Jagusiną chałupę niespokojnie spozierał --- a zmierzchu wyczekiwał kiej zmiłowania...</akap>


<akap id="e1719"><begin id="b1204713529751"/><motyw id="m1204713529751">Czarownica, Kobieta, Starość</motyw>Sto razy chciało mu się bieżyć do wójta i pognać, by poszli prędzej --- ale ostał w domu, bo go powstrzymywały oczy Jagustynki, co za nim chodziły cięgiem; oczy zmrużone, a świecące urągliwością i naśmiechliwe...</akap>

<akap_dialog id="e1720">--- Czarownica jucha, wierci ślepiami kiej świderkiem! --- myślał.<end id="e1204713529751"/></akap_dialog>


<akap id="e1721"><begin id="b1197027310189"/><motyw id="m1197027310189">Praca</motyw>A Jagustynka łaziła po chałupie i obejściu z prząślicą pod pachą i naglądała --- przędła, aż wrzeciono turkotało w powietrzu, nawijała nić i szła dalej, do gęsi, do świń, do obory, a Łapa włóczył się za nią senny i ociężały --- nie odzywała się do starego, choć dobrze wiedziała, co go tak rozbiera i markoci, co nim tak rzuca, że aż wziął się do zabijania kołów pod ścianą do ogacenia.<end id="e1197027310189"/></akap>


<akap id="e1722">Przystawała ino przy nim raz wraz, aż w końcu rzekła:</akap>

<akap_dialog id="e1723"><begin id="b1197027354629"/><motyw id="m1197027354629">Ślub, Wdowa, Wdowiec, Ojciec, Matka, Dziecko</motyw>--- Nie idzie wama dzisiaj robota.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1724">--- A nie idzie, psiachmać, nie idzie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1725">--- Sodoma tutaj będzie, mój Jezu! Sodoma! --- myślała odchodząc. --- Dobrze stary robi, że się żeni, dobrze! A to by mu dały taki wycug dzieci jak mnie! Całe dziesięć morgów pola jak złoto dałam, i co?... --- splunęła ze złością. --- Na wyrobki chodzę, na komornicę zeszłam!...</akap_dialog>


<akap id="e1726">A stary, że to już wydzierżeć nie mógł, gruchnął siekierę o ziemię i krzyknął:</akap>

<akap_dialog id="e1727">--- Na psa taka robota!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1728">--- Gryzie was coś na wnątrzu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1729">--- A gryzie, gryzie...</akap_dialog>


<akap id="e1730">Jagustynka przysiadła na przyzbie, wyciągnęła długą nić, zwinęła na wrzeciono i cicho, trochę z obawą rzekła:</akap>

<akap_dialog id="e1731">--- Przeciech nie macie się z czego markocić ni turbować.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1732">--- Wiecie to?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1733">--- Nie bójcie się, Dominikowa mądra, a Jagna też pomyślenie ma.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1734">--- Rzekliście! --- zawołał radośnie i przysiadł w podle.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1735">--- Jakże, mam oczy.</akap_dialog>


<akap id="e1736">Milczeli długo przetrzymując się wzajemnie.</akap>

<akap_dialog id="e1737">--- Na wesele mnie zaproście, to wam takiego ,,Chmiela" zaśpiewam, że rychtyk w dziewięć miesięcy chrzciny wyprawicie... --- zaczęła ironicznie, ale widząc, że stary się schmurzył, dorzuciła innym tonem:</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1738">--- Dobrze robicie, Macieju, dobrze. Jak mój pomerł, żebym była sobie poszukała chłopa, to nie komornicą bym dzisiaj była, nie... Głupia byłam, zawierzyłam dzieciom, na wycug poszłam, gront odpisałam, i co?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1739">--- Ja ta nie odpiszę ni zagona! --- rzekł twardo.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1740">--- Macie wy rozum, że tak mówicie, macie! Po sądach się włóczyłam, to ino te parę złotych, com miała --- poszły, a sprawiedliwości nie kupiłam... i na starość na poniewierkę, na wyrobek! Żebyśta, ścierwy, pode płotem wyzdychały za moje ukrzywdzenie! Poszłam do nich w niedzielę, żeby chocia popatrzeć na chałupę, na ten sad, com go ano sama szczepiła, to synowa wywarła na mnie pysk, że na prześpiegi przychodzę! Mój ty Jezu kochany! Ja na prześpiegi, na swój rodzony gront przychodzę! Myślałam, że trupem padnę, tak mnie żałość ścisnęła! Poszłam do dobrodzieja, żeby ich chociaż za to skarcił z ambony, to mi rzekł, że za te krzywdy Pan Jezus mnie wynagrodzi!... Juści, juści... jak kto nic nie ma, dobra mu i Jezusowa łaska, dobra... ale zawdy wolałabym ja pogospodarzyć tu na groncie, w ciepłej izbie pod pierzyną się przespać, tłusto se podjeść i uciechy zażyć...<end id="e1197027354629"/></akap_dialog>


<akap id="e1741">I jęła z taką gorącością wygadywać na wszystko, że Boryna powstał i poszedł na wieś do wójta, jako że i mroczeć poczynało.</akap>

<akap_dialog id="e1742">--- Rychło idzieta, co?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1743">--- W te minuty, zarno Szymon przyjdą.</akap_dialog>


<akap id="e1744"><begin id="b1204714149050"/><motyw id="m1204714149050">Obyczaje, Kobieta, Matka, Córka, Żona, Małżeństwo</motyw>Jakoż i przyszedł, i poszli już razem do karczmy, aby się napić jaki kieliszek i wziąć araku na poczęstunek. Jambroży już tam był i wnet przystał do nich, ale niedługo pili, bo Maciej ich popędzał.</akap>

<akap_dialog id="e1745">--- Poczekam na was tutaj; odpiją, to zabierzcie kobiety i przychodźcie duchem --- zawołał za nimi.</akap_dialog>


<akap id="e1746">Szli mocno środkiem drogi, aż błoto się otwierało; mrok gęstniał i pokrywał świat szarym, smutnym przędziwem, w którym wieś cała zapadała, tylko gdzieniegdzie poczęły z mroków wybłyskiwać światła chat i psy naszczekiwały w opłotkach, jak zwyczajnie przed kolacją.</akap>

<akap_dialog id="e1747">--- Kumotrze? --- ozwał się po chwili wójt.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1748">--- He?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1749">--- Widzi mi się, że Boryna wyprawi sielne weselisko.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1750">--- Wyprawi abo i nie wyprawi! --- odrzekł zgryźliwie, że to mruk był.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1751">--- Wyprawi! Wójt wama to mówi, to wierzcie. Ja już w tym. Wyrychtujemy taką z nich parę, że jaż ha!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1752">--- Ino klacz poniesie, bo ogier, widzi mi się, ma konopie w ogonie!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1753">--- Nie nasza to rzecz.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1754">--- Hale... dzieci nas wyklinać będą...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1755">--- Będzie galanto, ja, wójt, to wama mówię.</akap_dialog>


<akap id="e1756">Weszli zaraz do chałupy Dominikowej.</akap>


<akap id="e1757">W izbie było widno, zamieciono, czysto --- spodziewali się ich przecie.</akap>


<akap id="e1758">Dziewosłęby pochwalili Boga, przywitali się kolejno ze wszystkimi, bo i chłopaki siedzieli w izbie, usiedli na przysuniętych do komina stołkach i jęli pogadywać to o tym, to o owym.</akap>

<akap_dialog id="e1759">--- A to ziąb, jakby już na mróz szło --- zaczął wójt ogrzewając ręce.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1760">--- Przeciech nie na zwiesnę idzie, to i nie dziwota!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1761">--- Zwieźliście już kapustę, co?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1762">--- I... ostało tam na kapuśnisku ździebko, ale teraz nie dojedzie --- odpowiadała stara spokojnie i chodziła oczami za Jagną, która pod oknem motała na motowidło przędzę w parniki, a była dzisiaj tak urodna, że wójt, chłop młody jeszcze, spoglądał na nią łakomymi oczami --- ale w końcu zaczął:</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1763"><begin id="b1204714856457"/><motyw id="m1204714856457">Handel</motyw>--- Że to plucha, błocko i ćma, tośwa z Szymonem wstąpili do was po drodze; przyjęliście nas godnie, ugościli dobrym słowem, to cheba co stargujemy u was, matko...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1764">--- I we świecie coś niecoś stargować można, ino poszukać trza...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1765">--- Prawdęście rzekli, matko, jeno nic nam po szukaniu, bo u was widzi się nam najlepiej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1766">--- Targujcie --- zawołała wesoło.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1767">--- Jałowicę byśmy na ten przykład zatargowali.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1768">--- Ho, ho! Drogo stoi; nie na byle jakim postronku ją powiedzie!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1769">--- Ze śrebła poświęcanego mamy powrózek, a z takiego to choćby i smok, a nie zerwie się... No, wiela, matko? --- i jął wyciągać butelkę z kieszeni...<end id="e1204714856457"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1770">--- Wiela? Niełacno to rzec! Młódka, a na dziewiętnastą zwiesnę jej idzie, dobra i robotna, że mogłaby jeszcze roków parę postać u matki...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1771">--- Płone to stanie --- bo bez przychówku, płone...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1772">--- La drugiej to i przy matce o to nietrudno! --- szepnął Szymon. Wójt się roześmiał głośno, a stara błysnęła ino oczami i rzekła prędko:</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1773">--- Szukajcie drugiej, moja może poczekać.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1774">--- Juści, że może, ale my nie znajdziemy urodniejszej i u lepszej maci!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1775">--- Rzekliście!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1776">--- Ja, wójt, to wama mówię, to wierzcie... --- Wyciągnął kieliszek, wytarł go połą kapoty, nalał w niego araku i rzekł poważnie: --- Słuchajcie, Dominikowa, pilnie, co wama powiem; urzędnik jestem i moje słowo to nie ten ptaszek, co se pisknie, fiuknie i tylaś go już widział! Szymon, też wiadomo, kto jest --- nie obieżyświat żaden, ino gospodarz, ociec dzieciom i sołtys!... Miarkujcie se ino, jakie figury do was przyszły i z czym, miarkujcie!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1777">--- Dyć wiem, Pietrze, i uważam.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1778"><begin id="b1197027701866"/><motyw id="m1197027701866">Kobieta, Mądrość</motyw>--- Mądraście kobieta, to i to wiecie, że prędzej czy później, a Jaguś z domu iść musi na swoje, tak już Pan Jezus postanowił, że ojce dzieci chowają la świata, nie la siebie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1779">--- Oj prawda, prawda, ty matko</akap_dialog>


<poezja_cyt>
<strofa id="e1879">Cackaj, czesz, strzeż/
I jeszcze dopłać komu ---/
Żeby wziął z domu...</strofa>
</poezja_cyt>


<akap_dialog id="e1780"><begin id="b1204714975046"/><motyw id="m1204714975046">Alkohol</motyw>--- Tak już na świecie jest, to i nie zmieni. Chyba kapkę przepijemy, matko?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1781">--- A bo ja wiem?... Niewolić jej nie będę, cóż, Jaguś, odpijesz?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1782">--- I... ja ta wiem... --- pisknęła odwracając do okna zaczerwienioną twarz.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1783">--- Posłuszna! Pokorne cielę dwie matki ssie... --- dorzucił Szymon poważnie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1784">--- W wasze ręce, matko!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1785">--- Pijcie z Bogiem, aleście jeszcze nie rzekli, kto taki? --- powiedziała, że to nieobyczajnie wiedzieć naprzód, nie od dziewosłębów.<end id="e1197027701866"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1786"><begin id="b1197027781846"/><motyw id="m1197027781846">Starość</motyw>--- Kto? A sam ci Boryna! --- wykrzyknął przechylając kieliszek.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1787">--- Stary! Wdowiec! --- wykrzyknęła niby z zawodem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1788">--- Stary! Nie obrażajcie Pana Boga! Stary, a sąd miał jeszcze niedawno o dziecko!<end id="e1197027781846"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1789">--- Prawda, ino że to nie jego było.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1790">--- Jakże, gospodarz taki i zadawałby się z pierwszą lepszą! Pijcie, matko...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1791">--- Wypić bym wypiła, ino że to wdowiec, a staremu prędzej z brzega do Abramka na piwo, to potem co?... Dzieci macochę wyżeną i...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1792">--- Mówili Maciej, coby bez zapisu nie było... --- mruknął Szymon.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1793">--- Przed ślubem chyba!</akap_dialog>


<akap id="e1794">Dziewosłęby zmilkli, dopiero po chwili wójt nalał nowy kieliszek i zwrócił się z nim do Jagny.</akap>

<akap_dialog id="e1795">--- Napij się, Jaguś, napij! Chłopa ci raimy kiej dąb, panią se będziesz i gospodynią na wieś całą, no, w twoje ręce, Jaguś, nie wstydaj się...</akap_dialog>


<akap id="e1796">Wahała się, czerwieniła, odwracała do ściany, ale w końcu, przysłoniwszy twarz zapaską, upiła ździebko i wylała resztę na podłogę...</akap>


<akap id="e1797"><begin id="b1197027851137"/><motyw id="m1197027851137">Jedzenie</motyw>Wtedy kieliszek obszedł wszystkich po kolei. Stara podała chleb, sól, a w końcu i wędzonej, suchej kiełbasy na przegryzkę.</akap>


<akap id="e1798">Przepili parę razy z rzędu, aż oczy pojaśniały wszystkim i języki się rozwiązały.<end id="e1197027851137"/> Jagna ino uciekła do komory, bo nie wiada czemu chycił ją płacz, że aż przez ścianę słychać było chlipanie.</akap>


<akap id="e1799">Stara chciała do niej bieżyć, ale ją wójt zatrzymał.</akap>

<akap_dialog id="e1800">--- I ciele beczy, kiej je od maci odsądzają... zwykła to rzecz.<end id="e1204714149050"/> Nie we świat idzie, nie na drugą wieś, to się z nią jeszcze cieszyć będziecie... Nie będzie jej nijaka krzywda, to ja, wójt, wama mówię --- wierzcie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1801">--- Juści... inom se myślała zawdy, wnuczków się doczekam na pociechę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1802">--- Nie turbujcie się, jeszcze się żniwa nie zaczną, a już pierwszy będzie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1803">--- Pan Jezus to tylko wie przódzi, nie my, grzeszni! Zapiliśmy, prawda... a mnie tak jakoś żałośliwie na sercu kiej na pochówku...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1804">--- I nie dziwota, jedynaczka z domu, to waju się już za nią cni... Jeszcze ździebko, na frasunek! Wiecie, pójdziem wszystkie do karczmy, bo mi już ano wódki zbrakło, a i tam pan młody kiej na wąglikach wyczekuje.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1805"><begin id="b1204715287206"/><motyw id="m1204715287206">Karczma</motyw>--- W karczmie to zrękowiny będziemy odprawiać?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1806">--- Po staremu, jak ojce nasi robili, ja, wójt, wama to rzekłem --- wierzcie.<end id="e1204715287206"/><end id="e1204714975046"/></akap_dialog>


<akap id="e1807">Kobiety się ździebko przyodziały świąteczniej i wnet wychodzili.</akap>

<akap_dialog id="e1808"><begin id="b1197028216152"/><motyw id="m1197028216152">Dom, Matka, Syn</motyw>--- A chłopaki to ostaną? Siostrzyne zmówiny, to i la nich uciecha --- zauważył wójt, że to parobki żałosne miny mieli i poglądali na mać niespokojnie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1809">--- Trudno dom na boskiej Opatrzności ostawić.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1810">--- Przyzwijcie ano Agatę od Kłębów, to przypilnuje.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1811">--- Agata już na żebry poszła. Zawoła się kogo po drodze. Chodźta, Jędrzych, i ty, Szymek, a kapoty weźta; cóż to jak te dziadaki iść chceta?... A niech się ino któren spije... to popamięta. Krowy jeszcze nie obrządzone, świni trza kartofli utłuc --- baczcie o tym.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1812">--- Baczym, matulu, baczym! --- szeptali trwożnie, choć chłopy były pod powałę i rozrosłe jako te grusze na miedzach, ale słuchali się matki kiej wyrostki, bo ich żelazną ręką za łby trzymała, a jak było potrza, to choćby i po stołku, a do kudłów sięgła i po pyskach sprała, a posłuch musiał być i uważanie.<end id="e1197028216152"/></akap_dialog>


<akap id="e1813">Poszli do karczmy.</akap>


<akap id="e1814">Noc już była ciemna, że choć oko wykol, zwyczajnie w pluchy jesienne. Wiatr szedł górą i bił w czuby drzew, że ino się kolebały i aż kładły na płoty z szumem; staw huczał i tak się ciepał, że bryzgi rozbite w pianę padały na środek drogi i nierzadko chlustały na twarze idących.</akap>


<akap id="e1815">W karczmie też widno nie było, a wiater przez wygniecioną szybkę zawiewał, aż ta lampka na sznurku za szynkwasem kolebała się kiej kwiat złoty.</akap>


<akap id="e1816">Boryna się do nich rzucił witać, a całować, a obłapiać z gorącością, że to zmiarkował, iż Jaguś jakby już jego.</akap>

<akap_dialog id="e1817">--- A Pan Jezus rzekł: weź se, robaku, niewiastę, żeby ci się, chudziaku, nie cniło samemu. Amen! --- bełkotał Jambroży, ale że więcej godziny popijał, to juści, że w języku ni w nogach mocny już nie był.</akap_dialog>


<akap id="e1818"><begin id="b1197028284311"/><motyw id="m1197028284311">Alkohol, Jedzenie</motyw>Zaraz też na szynkwasie Żyd postawił arak i słodką, i asencję, a do tego śledzie, placek z szafranem i jakieś wymyślne kukiełki z makiem.</akap>

<akap_dialog id="e1819">--- Jedzta, pijta, ludzie kochane, braty rodzone, krześcijany wierne! --- zapraszał Jambroży.<end id="e1197028284311"/> --- Miałem i ja kobietę, ino już całkiem nie pomnę gdzie?... widzi mi się, że we Francji... nie, w Italii to było, nie... alem teraz ostał sierotą... Powiedam wam, że co starszy krzyknął: Szlusuj!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1820">--- Pijcie no, ludzie! Pietrze, zaczynajcie --- przerwał mu Boryna, przyniósł za całą złotówkę karmelków i wtykał je Jagusi w garście. --- Naści, Jaguś, słodziusieńkie są, naści.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1821">--- Hale... szkodujecie się... --- Wzdragała się.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1822">--- Nie bój się... stać mnie na to, obaczysz sama... naści... a już by la ciebie i ptasiego mleka nalazł... już ci ta u mnie krzywdy nijakiej nie będzie... --- i zaczął ją wpół brać a niewolić do picia i jadła. <begin id="b1197028329275"/><motyw id="m1197028329275">Chciwość</motyw>Jagna spokojnie wszystko przyjmowała, zimno i obojętnie, jakby to nie jej zmówiny były dzisiaj. Jeno tylko jedno pomyślała, czy stary te korale, o których na jarmarku wspominał, da przed ślubem.<end id="e1197028329275"/></akap_dialog>


<akap id="e1823"><begin id="b1197028359092"/><motyw id="m1197028359092">Kobieta, Mądrość</motyw>Gęsto pić poczęli, jeden po drugim i na przekładankę arak ze słodką, i wszyscy wraz mówić zaczęli, nawet Dominikowa podpiła se niezgorzej i nuż wywodzić różności, nuż prawić, aż się wójt dziwował, że taka mądra kobieta jest.<end id="e1197028359092"/></akap>


<akap id="e1824">Synowie się też popili, bo Jambroży, to wójt przepijali do nich gęsto i zachęcali.</akap>

<akap_dialog id="e1825">--- Pijta, chłopaki, zmówiny to Jagny, pijta...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1826">--- Baczym to, baczym --- razem odpowiadali i chcieli Jambroża w rękę całować, aż w końcu Dominikowa odciągnęła Borynę pod okno i zaraz do niego, prosto z mostu:</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1827"><begin id="b1204715721613"/><motyw id="m1204715721613">Bezpieczeństwo, Córka, Małżeństwo, Matka, Mąż, Własność, Żona</motyw>--- Wasza Jagusia, Macieju, wasza.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1828">--- Bóg wam zapłać, matko, za córkę. --- Ułapił ją za szyję i całował.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1829">--- Obiecaliście zapis zrobić, co?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1830">--- Zapis! A co po zapisie, co moje, to i jej...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1831">--- Hale, żeby to śmiałe oko miała przed pasierbami, żeby nie wyklinali!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1832">--- Wara im do mojego! Wszystko moje --- to i Jagusine wszystko.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1833">--- Bóg wam zapłać, <begin id="b1204715603434"/><motyw id="m1204715603434">Śmierć</motyw>ale miarkujcie ino, że to starsi ździebko jesteście, a przecież i tak kużden śmiertelny, bo to</akap_dialog>


<poezja_cyt>
<strofa id="e1880">Śmierć nie wybiera,/
Dziś człowiek --- jutro jagnię/
Równo jej popadnie...</strofa>
</poezja_cyt>


<akap_dialog id="e1834">--- Jeszczem krzepki, ze dwadzieścia roków strzymam --- nie bójcie się!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1835">--- I nieboja wilcy zjedli.<end id="e1204715603434"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1836">--- Takim rad, że mówcie, czego chcecie. Chcecie, bym zapisał te trzy morgi koło Łukaszowych?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1837">--- Dobra i psu mucha, kiej głodny --- my ta niegłodne. Na Jagusię po ojcu wypadnie pięć i z morga lasu... zapiszcie i wy sześć. Te sześć morgów przy drodze, gdzieście to latoś mieli kartofle.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1838">--- Najlepsze pole moje!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1839">--- Niby Jagusia to wybierek, a nie najlepsza we wsi!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1840">--- Przeciech że tak, bez to i swatów posłałem, ale bójcie się Boga, sześć morgów to karwas pola, całe gospodarstwo. Co by dzieci powiedziały! --- Jął się drapać po głowie, bo go żałość ułapiła za serce; jakże, tyle pola dać, najlepszej ziemi!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1841">--- Moiściewy, mądrzyście i wy, że szukać, miarkujecie sami, że zapis to ino przespieczność la dziewczyny. Przeciech tego grontu, póki żyjecie, nikt wama nie odmierzy i nie weźmie --- a co jest Jagusine, co jej się po sprawiedliwości należy po ojcu, to zaraz na zwiesnę omętrę<pe><slowo_obce>omętrę</slowo_obce> --- geometrę.</pe> się sprowadzi i już wasze, możecie se obsiewać... Miarkujecie, że to nie krzywda wasza, i te sześć morgów zapiszecie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1842">--- Juści, la Jagusi zapiszę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1843">--- Kiedy?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1844">--- A choćby i jutro! Nie, w sobotę na zapowiedzi damy i zaraz pojedziemy do miasta. Co tam, raz kozie śmierć!<end id="e1204715721613"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1845">--- Jaguś, chodź ino, córuchno, chodź! --- zawołała na dziewczynę, której wójt tak coś prawił a przypierał do szynkwasu, że śmiała się w głos.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1846">--- A to ci, Jaguś, Maciej zapisują te sześć morgów przy drodze --- powiedziała.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1847">--- Bóg wam zapłać --- szepnęła wyciągając doń rękę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1848">--- Napijcie się do Jagny tej słodziuśkiej...</akap_dialog>


<akap id="e1849">Napili się, Maciej ujął ją wpół i wiódł do gromady, ale mu się wymknęła i podeszła do braci, z którymi rajcował a popijał Jambroży.</akap>


<akap id="e1850"><begin id="b1204715866175"/><motyw id="m1204715866175">Korzyść, Żebrak</motyw>W karczmie gwar się podnosił coraz większy i ludzi przybywało, bo jaki taki, zasłyszawszy głosy, wstępował zajrzeć, a któren znów, by się przy tej okazji napić za darmo; nawet dziad ślepy, wodzony przez psa, znalazł się i siedział na widnym miejscu, nasłuchiwał i raz wraz pacierz mówił w głos, aż posłyszeli i sama Dominikowa dała mu wódki, przegryźć i parę dwojaków w garść.<end id="e1204715866175"/></akap>


<akap id="e1851"><begin id="b1204715885840"/><motyw id="m1204715885840">Alkohol</motyw>Tęgo sobie podpili, że już wszyscy razem gadali, a brali się w bary, a obłapiali, a całowali i kużden drugiemu był bratem i przyjacielem, zwyczajnie, jak przy gęstym kieliszku.<end id="e1204715885840"/></akap>


<akap id="e1852">Ino Żyd uwijał się cicho i stawiał coraz nowe kwarty i butelki z piwem, a zapisywał kredą na drzwiach, co kto stawiał.</akap>


<akap id="e1853">A Boryna był jakby oczadziały z uciechy, pił, częstował, zapraszał, gadał, jak mało kto go kiedy słyszał, i cięgiem do Jagusi ciągnął i słodkości jej prawił, po gębusi głaskał, że to nieobyczajnie było tak przy wszystkich ułapić ją za szyję i całować, choć go i ciągotki sielne brały, że zdzierżyć nie mógł, to ino wpół ją chwytał a w ciemny kąt ciągnął.</akap>


<akap id="e1854"><begin id="b1204716054533"/><motyw id="m1204716054533">Bunt, Matka, Syn, Władza</motyw>Dominikowa wrychle się opatrzyła, że czas już do domu iść, i jęła synków wołać, żeby się zbierali.</akap>


<akap id="e1855">Ale Szymek już był spity, to ino na matczyne gadanie pasa poprawił, pięścią grzmotnął w stół i krzyknął:</akap>

<akap_dialog id="e1856">--- Gospodarz jestem, psiachmać!... Komu wola, niech idzie... Chcę pić, to pił będę... Żydzie, gorzałki!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1857">--- Cichoj, Szymek, cichoj, bo cię spierą! --- jęczał łzawo Jędrzych, też już mocno pijany, i odciągał za kapotę brata.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1858">--- Do domu, chłopaki, do domu! --- syknęła Dominikowa groźnie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1859">--- Gospodarz jestem! Chcę ostać, to ostanę i gorzałkę pił będę... dosyć już matczynego panowania... a nie... wygonię... psiachmać...</akap_dialog>


<akap id="e1860">Ale stara grzmotnęła go ino w piersi, aż się potoczył i opamiętał wnet, a Jędrzych nadział mu czapkę i wyprowadził na drogę, ale Szymka widać rozebrało powietrze, bo ino uszedł parę kroków, zatoczył się, chwycił płotka i jął krzyczeć i mamrotać:</akap>

<akap_dialog id="e1861">--- Gospodarz jestem, psiachmać... gront mój... moja wola robić... gorzałkę pił będę... Żydzie, araku!... a nie... wygonię...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1862">--- Szymek! Loboga, Szymek, chodzi do domu, matula idą! --- jęczał Jędrzych i płakał rzewnymi łzami.</akap_dialog>


<akap id="e1863">Wkrótce nadeszła stara z Jagną i zabrała synów spod płota, bo się tam już byli ździebko za łby brali i tarzali po błocie.<end id="e1204716054533"/></akap>


<akap id="e1864">A w karczmie po wyjściu kobiet przycichło nieco, ludzie się porozchodzili z wolna, że ostał ino Boryna ze swatami, Jambroży i dziad zarówno ze wszystkimi już pijący.<begin id="b1204716198169"/><motyw id="m1204716198169">Pijaństwo, Wspomnienia, Żołnierz</motyw></akap>


<akap id="e1865">Jambroży był nieprzytomny, stał na środku, podśpiewywał, to opowiadał w głos:</akap>

<akap_dialog id="e1866">--- Czarny był... jak ten sagan był czarny... --- zmierzył do mnie... ale trafisz mę gdzieś... wraziłem mu bagnet w kałdun... zakręciłem, że ino chrupnęło... pierwszy!... Stoimy... stoimy... a tu naczelnik wali... Jezu Chryste! Sam naczelnik!... Chłopaki... powiada... Narodzie... powiada... Szlusuj... szlusuj... --- krzyknął ogromnym głosem, wyprostował się jak struna i cofał się wolno, aż mu drewniana noga stukała. --- Pijcie do mnie, Pietrze, pijcie... sierotam jest... --- bełkotał niewyraźnie spod ściany, ale się nie doczekał, bo naraz się porwał i wyszedł z karczmy, tylko z drogi dolatywał jego głos chrapliwy, śpiewający...<end id="e1204716198169"/></akap_dialog>


<akap id="e1867">A do karczmy wszedł młynarz, ogromny chłop, ubrany z miejska, z czerwoną twarzą, siwy i z małymi, bystrymi oczkami.</akap>

<akap_dialog id="e1868">--- Pijecie se, gospodarze! Ho, ho i wójt, i sołtys, i Boryna! Wesele czy co!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1869">--- Nie co insze. Napijcie się z nami, panie młynarzu, napijcie --- proponował Boryna.</akap_dialog>


<akap id="e1870">Przepili znów kolejką.</akap>

<akap_dialog id="e1871">--- Kiejście tacy, powiem wam nowinę, że wytrzeźwiejeta!<begin id="b1204716305102"/><motyw id="m1204716305102">Chłop, Konflikt, Szlachcic, Własność</motyw></akap_dialog>


<akap id="e1872">Wytrzeszczyli na niego nieprzytomne oczy.</akap>

<akap_dialog id="e1873">--- A to nie ma godziny, jak dziedzic sprzedał porębę na Wilczych Dolach!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1874">--- A hycel, psie krótki! Sprzedał, naszą porębę sprzedał! --- krzyknął Boryna i w zapamiętałości grzmotnął butelką o ziemię.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1875">--- Sprzedał! Prawo jest i na dziedzica, i na kużdego, prawo jest... --- bełkotał pijany Szymon.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1876">--- Nieprawda! Ja, wójt, to wama mówię, że nieprawda, to wierzcie!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1877">--- Sprzedał, ino że wziąć nie damy, jak Bóg na niebie, nie damy! --- wołał Boryna i bił pięścią w stół...</akap_dialog>


<akap id="e1878">Młynarz poszedł, a oni jeszcze długo w noc radzili i odgrażali się dworowi.<end id="e1204716305102"/></akap>













<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e1881">IX</naglowek_rozdzial>


<akap id="e1882">Zbiegło dni parę od zmówin Jagusinych.</akap>


<akap id="e1883"><begin id="b1197049695125"/><motyw id="m1197049695125">Deszcz</motyw>Deszcze ustały, drogi ociekły i stężały nieco, wody spłynęły, że ino po bruzdach, a gdzieniegdzie i po nizinach a łęgach siwiały się mętne kałuże kiej te oczy zapłakane...<end id="e1197049695125"/></akap>


<akap id="e1884">Nadszedł Dzień Zaduszny, szary, bezsłoneczny i martwy, że nawet wiatr nie przegarniał zeschłymi badylami ni chwiał drzewami, co stały ciężko pochylone nad ziemią...</akap>


<akap id="e1885">Bolesna, głucha cisza przygnietła świat.</akap>


<akap id="e1886">A w Lipcach już od rana dzwony biły wolno a bezustannie --- i żałosne, rozbolałe dźwięki pojękiwały po omglonych, pustych polach; ponurym głosem żałoby wołały w ten dzień smętny, w ten dzień, co wstał blady, spowity w mgły aż do tych dal zapadłych, aż do tych bezkresów ziemi i nieba, siny, do niezgłębionej topieli podobny.</akap>


<akap id="e1887"><begin id="b1204716823124"/><motyw id="m1204716823124">Ptak</motyw>Od zórz wschodnich, co się jeszcze żarzyły blado, kieby ta miedź stygnąca, spod sinych chmur zaczęły płynąć stada wron i kawek...</akap>


<akap id="e1888">Szły wysoko, wysoko, że ledwie okiem rozeznał i ledwie uchem pochwycił tę dziką, żałosną wrzawę krakań, podobną do jęków nocy jesiennych...<end id="e1204716823124"/></akap>


<akap id="e1889">A dzwony biły wciąż.</akap>


<akap id="e1890">Ponury hymn rozlewał się ciężko w martwym, ogłuchłym powietrzu, opadał na pola jękami, huczał po wsiach i lasach żałością, płynął światem całym, że ludzie i pola, i wsie zdały się już być jednym wielkim sercem, bijącym skargą żałosną...</akap>


<akap id="e1891"><begin id="b1197049774703"/><motyw id="m1197049774703">Ptak</motyw>Ptactwo płynęło wciąż, aż dziw i lęk ogarniał, bo szły coraz niżej i coraz większymi stadami, że niebo pokryło się jakby sadzą rozwianą, a głuchy szum skrzydeł i krakań wzmagał się, potężniał i huczał niby burza nadciągająca... Zataczały kręgi nad wsią i jak kupa liści porwana przez wichurę kołowały nad polami, opadały na lasy, wieszały się na nagich topolach, obsiadły lipy przy kościele, drzewa na cmentarzu, sady, kalenice chałup, płoty nawet... aż zestraszone bezustannym biciem dzwonów zerwały się i czarną chmurą leciały ku borom... a ostry, przenikliwy szum płynął za nimi.<end id="e1197049774703"/></akap>

<akap_dialog id="e1892">--- Ciężka zima będzie! --- mówili ludzie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1893">--- Do lasów ciągną, ani chybi, śniegi wnet spadną.</akap_dialog>


<akap id="e1894">I wychodzili przed chałupy coraz liczniej, bo nigdy jeszcze nie widziano tyle ptactwa razem --- patrzano długo, ze smutkiem dziwnym, aż zniknęły w borach. Patrzano, wzdychano ciężko, jaki taki znak krzyża położył na czole w obronie przed złem, i jęli się przyodziewać do kościoła i wychodzić, bo dzwony wciąż jęczały głucho, a z drugich wsi już szli ludzie drogami, majaczyli wskroś mgieł po ścieżkach i dróżkach.</akap>


<akap id="e1895"><begin id="b1204716986269"/><motyw id="m1204716986269">Jesień, Melancholia</motyw>Smutek przejmujący padł na wszystkie dusze; jakaś dziwnie bolesna cichość omotała serca --- cichość rozpamiętywań żałośliwych i wspominek o tych, co już byli odeszli tam, pod te brzozy zwieszone, pod te czarne, pochylone krzyże...</akap>

<akap_dialog id="e1896">--- Mój ty Jezu kochany! Mój Jezu! --- wzdychali i podnosili szare, jak ta ziemia, twarze i topili oczy beztrwożne w tajemnicy, i szli spokojnie składać ofiary i pacierze za zmarłych.</akap_dialog>


<akap id="e1897">Wieś była jakby zatopiona w ciężkiej, żałośliwej ciszy --- jeno jękliwe, proszalne śpiewania dziadów spod kościoła dochodziły czasami.<end id="e1204716986269"/></akap>


<akap id="e1898">I u Borynów ciszej było niźli zazwyczaj, chociaż tam, we środku, siedziało piekło przytajone, gotowe za lada czym wybuchnąć...</akap>


<akap id="e1899">Jakże, dzieci wiedziały już o wszystkim.</akap>


<akap id="e1900"><begin id="b1204717085257"/><motyw id="m1204717085257">Kobieta, Mężczyzna, Pożądanie</motyw>A wczoraj, w niedzielę, wyszły pierwsze zapowiedzi starego z Jagusią...</akap>


<akap id="e1901">W sobotę to jeździli do miasta, gdzie u rejenta zapisał Boryna sześć morgów Jagusi... Wrócił późno i z twarzą podrapaną, bo że był zdziebko napity, to już na wozie chciał był Jagnę brać, ale tyla wziął, co pięścią a pazurami mu dały.<end id="e1204717085257"/></akap>


<akap id="e1902">A w domu z nikim nie mówił, choć i Antek cięgiem nasuwał mu się na oczy, ino zaraz legł spać, jak stał, w butach i kożuchu... aż rano Józia zaczęła mamrotać na niego, że pierzynę błotem pomazał.</akap>

<akap_dialog id="e1903">--- Cichoj, Józia, cichoj! Zdarzy się to i niektóremu, co nigdy gorzałki nie pije... --- powiedział wesoło i zaraz od rana poszedł do Jagny i już tam do późna przesiedział, że próżno z obiadem i wieczerzą nań czekali.</akap_dialog>


<akap id="e1904">I dzisiaj wstał późno, już dobrze po wschodzie, w najlepszą kapotę się przyodział, buty świąteczne kazał se Witkowi sadłem wysmarować i nowe wiechetki ze słomy przyciąć --- Kuba go wygolił, a on się pasem okręcił, kapelusz nadział i niecierpliwie wyglądał przez okno na ganek, bo tam Hanka iskała chłopaka, a nie chciał się z nią widzieć, aż i dopatrzył, że weszła na chwilę do izby, to się chyłkiem wysunął w opłotki --- i tyla go już dnia tego widzieli...</akap>


<akap id="e1905">Józka cały dzień popłakiwała i tłukła się po izbie, jak ten ptak zamknięty! <begin id="b1197049974171"/><motyw id="m1197049974171">Zazdrość</motyw>Antek zaś gorzał w mękach coraz boleśniejszych i sroższych --- ani jadł, ni spał, ni mógł się zająć czymkolwiek; był ogłuszony jeszcze, nieprzytomny zgoła i nie wiedzący, co się z nim dzieje. Twarz mu poczerniała, że tylko oczy uczyniły się jeszcze większe i płonęły szklisto, jakby łzami skamieniałymi --- zęby zacinał, żeby nie krzyczeć w głos i nie wyklinać, a chodził wciąż po izbie, to po obejściu, to w opłotki szedł lub na drogę i powracał, padał w ganku na ławę i siedział godzinami, zapatrzony przed się i utopiony w bólu, co w nim rósł jeszcze i potężniał.<end id="e1197049974171"/></akap>


<akap id="e1906">Dom ogłuchł, ino płakania w nim się rozlegały, jęki a westchnienia, kieby po pogrzebie czyim. Drzwi stały wywarte na rozcież do obór i chlewów, że inwentarz łaził po sadzie i zaglądał w okna, a nie miał go kto nagnać z powrotem, tyle co stary Łapa naszczekiwał i zaganiał, ale na darmo, bo nie uradził.</akap>


<akap id="e1907">W stajni na werku Kuba czyścił strzelbę, a Witek z podziwem nabożnym przyglądał się temu i wyzierał okienkiem, żeby ich kto nie zeszedł.</akap>

<akap_dialog id="e1908">--- Huknęło, że Jezus! Myślałem, że to dziedzic abo borowy strzelają...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1909">--- Hale... juści... dawnom nie strzelał, tęgom nabił i gruchnęło kiej z harmaty...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1910"><begin id="b1197050065015"/><motyw id="m1197050065015">Tajemnica, Zwierzęta, Szlachcic, Chłop, Własność</motyw>--- Toście zaraz z wieczora poszli?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1911">--- Tak, poszedłem na dworskie, pod las, bo tam na oziminę lubią kozy wychodzić... Ćma była, tom siedział długo... aż tu na świtaniu rogacz idzie... Przyczaiłem się tak, że ino z pięć kroków był ode mnie... nie strzeliłem, bo okrutny był, kiej wół... to myślę... nie uredzę... Puściłem go... a w jaki pacierz abo dwa... łanie wyszły... Wybrałem se najlepszą... inom przyłożył, jak nie huknie! Tęgom nabił, ba, aże mi ramię spuchnęło, tak dostałem przykładem... ale się zwaliła... ino kopała nogami... jeszcze by nie... z pół garści siekańca dostała w bok... a beczała jucha... ażem się bojał, by nie posłyszał borowy, i dorznąć musiałem...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1912">--- W lesie ostała, co? --- pytał chłopak rozgorączkowany opowieścią.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1913">--- Gdzie ostała, to ostała, nic ci do tego, a powiedz komu choć słowo, to obaczysz, co ci zrobię...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1914">--- Kiej przykazujecie, to i nie powiem, a Józi to można?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1915">--- Hale, cała wieś by zaraz wiedziała. Naści dziesiątkę, kup se co...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1916">--- Nie powiem i tak, ino mnie weźcie kiedy ze sobą, moi złoci, moi...<end id="e1197050065015"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1917">--- Śniadanie! --- krzyczała sprzed domu Józka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1918">--- Ino cicho być, wezmę cię, wezmę!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1919"><begin id="b1197050107062"/><motyw id="m1197050107062">Pieniądz</motyw>--- I dacie mi choć ten raziczek strzelnąć, dacie? Co? --- błagał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1920">--- Ale... proch to myśli, głupi, że darmo dają...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1921">--- Mam pieniądze, Kuba, mam, jeszcze w jarmarek dali mi gospodarz dwa złote, co je chowam na wypominki, to...<end id="e1197050107062"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1922">--- Dobrze, dobrze, nauczę cię --- szepnął i pogładził chłopaka po głowie... bo go tak ujął za serce tym skamleniem.</akap_dialog>


<akap id="e1923"><begin id="b1197050162328"/><motyw id="m1197050162328">Bieda</motyw>A w parę pacierzy po śniadaniu już obaj szli do kościoła. Kuba kusztykał raźno, a <begin id="b1204717411506"/><motyw id="m1204717411506">Miasto, Wieś</motyw>Witek ostawał się nieco, bo mu markotno było, że to nie miał butów, ino boso szedł.</akap>

<akap_dialog id="e1924">--- A czy to można do zakrystii boso, co? --- pytał cicho.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1925">--- Głupiś! Pan Jezus ci ta na buty czyje zważa, a nie na pacierze...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1926">--- Pewnie że tak, ino w butach to zawżdy przystojniej... --- szeptał smutniej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1927">--- Kupisz ty sobie jeszcze buty, kupisz...<end id="e1197050162328"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1928">--- A kupię, Kuba, kupię. Niech ino podrosnę na parobka, to zaraz pojadę do Warszawy i zgodzę się do koni... a w mieście to już wszystkie chodzą w butach, prawda, Kuba?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1929">--- Prawda, prawda! --- baczysz to jeszcze?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1930">--- I jak! Pięć roków miałem, kiej mę Kozłowa przywieźli, to i baczę dobrze... juści... ziąb był... piechtyśmy szli do maszyny... baczę... a tu tyla jarzącego światła... że jeszcze mę w oczach ćmi... baczę... a dom kiele domu i takie wielgachne niczym kościół...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1931">--- Bajesz! --- rzucił wzgardliwie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1932">--- Baczę dobrze, Kuba... przeciem i dachów nie dojrzał... a tyla powozów... okna do samej ziemi... juści... całe ściany widzi mi się ze szyb... i takie cięgiem dzwonienie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1933">--- Kościołów tyla, to i nie dziwota!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1934">--- Pewnie, bo skądże by dzwonienia były?<end id="e1204717411506"/></akap_dialog>


<akap id="e1935">Zmilkli, bo już weszli na cmentarz i jęli się przepychać przez gęsty tłum, co był zaległ dookoła kościoła, że to we środku pomieścić się nie mogli.</akap>


<akap id="e1936"><begin id="b1197050213140"/><motyw id="m1197050213140">Żebrak</motyw>Dziady uczyniły ulicę od głównych drzwi aż hen na drogę, a każden na swój sposób się wydzierał, a krzyczał, a modlił w głos i dopraszał wspomożenia, a jak niektórzy to i na skrzypkach pogrywali, i pieśnie wyciągali jękliwymi głosami, a drugie na piszczałkach libo i harmonikach, że wrzask się rozlegał, aż w uszach wierciło...<end id="e1197050213140"/></akap>


<akap id="e1937"><begin id="b1204717559705"/><motyw id="m1204717559705">Obrzędy, Obyczaje, Pieniądz, Religia</motyw>W zakrystii też było narodu gęsto, aż żebra trzeszczały przy stole, gdzie organista przyjmował na wypominki, a przy drugim syn jego, Jaś, ten, co to był we szkołach.</akap>


<akap id="e1938">Kuba docisnął się przódzi i niemałą litanię imion podał organiście, któren zapisywał i brał za każdą duszę po sześć groszy albo i po trzy jajka, jeśli kto nie miał gotowych pieniędzy.</akap>


<akap id="e1939">Witek ostał nieco w tyle, że go to po bosych nogach srodze deptali, ale się pchał, jak mógł, choć ta i niejeden burknął, że to się to pod łokcie ciśnie a starszym zastąpia, pieniądze w garści ściskał --- dopiero kiej go dopchnęli do stołu, wprost organisty, zapomniał języka w gębie... Jakże, gospodarze sami, a gospodynie ino, cała wieś prawie, bo i młynarzowa w kapeluszu kiej dziedziczka, i kowalowie, i wójt ze swoją... a wszyscy patrzą w niego... to nasłuchują... przypominają sobie w głos dusze różne... i po dziesięć... i po dwadzieścia imion podają... za całą familię... za ojców, dziadów i pradziadów... <begin id="b1197050337359"/><motyw id="m1197050337359">Bezdomność, Łzy</motyw>A on co?... Wie to, kto jego mać? Kto ojciec?... Wie?... Ma to dać za kogo?... Jezu mój! Jezusiczku... to ino gębę szeroko otworzył i te oczy modre i stojał nieruchawy jako ten głupi i serce mu się skurczyło z bolenia, że ledwie zipał, ledwie mógł złapać tego dechu... i tak mu się ckno zrobiło w dołku, jakby już miał ostatnią parę puścić... ale nie dostojał tak, bo go odepchnęli w kąt, pod kropielnicę, to się ino wsparł głowiną o oną misę cynową, żeby nie paść, a łzy to mu jak te paciorki suły się z oczów... jak te różańce żałosne... i próżno je chciał powstrzymać... daremnie... i tak się trząsł w sobie, tak dygotał każdą kosteczką, że ani zębów zewrzeć nie mógł, ani ustoić prosto; przysiadł w kącie na podłodze, od oczów ludzkich, i płakał rzewnymi, sierocymi łzami...</akap>

<akap_dialog id="e1940">--- Matulu! Matulu! --- skamlało w nim cosik i oździerało mu duszę do dna. A pomiarkować nie mógł ni rozeznać, czemu to wszyscy ojców mają, matki mają, a on jeden sierota, on jeden tylko, on jeden...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1941">--- Jezu mój, Jezu!... --- chlipał i zanosił się jako ten ptaszek duszony w sidłach, dopiero Kuba go odnalazł i zawołał:</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1942">--- Witek, dałeś to już na wypominki?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1943">--- Nie --- odrzekł, porwał się z nagła, wytarł oczy i z mocą jął iść do stołu... tak, i on poda imiona... co ta mają wiedzieć, że nie ma nikogo... po co... sierota, to la siebie... a znajda, to znajda... Zadzierżysto powiódł oczami i pewnym głosem podał imiona: Józefy, Marianny i Antoniego, te, co mu pierwsze przyszły na pamięć...<end id="e1197050337359"/></akap_dialog>


<akap id="e1944">Zapłacił, wziął resztę i poszedł z Kubą na kościół pomodlić się i wysłuchać, jak ksiądz wypomni jego dusze...<end id="e1204717559705"/></akap>


<akap id="e1945"><begin id="b1197050433046"/><motyw id="m1197050433046">Modlitwa, Obrzędy</motyw>Na środku kościoła stał katafalk z trumną na wierzchu obstawioną jarzącymi światłami, a ksiądz z ambony wypominał nieskończone litanie imion --- a co przerwał, odpowiadał mu głośny pacierz, mówiony przez wszystkich za te zmarłe w czyścu ostające.</akap>


<akap id="e1946">Witek przyklęknął przy Kubie, któren wyciągnął z zanadrza koronkę i jął odmawiać wszystkie Zdrowaś i Wierzę, jakie ksiądz nakazywał; zmówił i on pacierz jeden i drugi, ale zmorzyły go w końcu monotonne głosy modlitw, ciepło i wyczerpanie płaczem, to się ździebko wsparł o biedro Kuby i zasnął...<end id="e1197050433046"/></akap>


<sekcja_swiatlo/>
<separator_linia/>
<sekcja_swiatlo/>


<akap id="e1947"><begin id="b1204718221415"/><motyw id="m1204718221415">Obyczaje, Religia</motyw>Po południu, na nieszpory, jakie się odprawiały raz w rok w cmentarnej kaplicy, pociągnęli wszyscy od Boryny.</akap>


<akap id="e1948">Szli Antkowie z dziećmi, szli kowalowie, szła Józka z Jagustynką, a na końcu kusztykał Kuba z Witkiem --- bych już tych świątków zażyć do cna.</akap>


<akap id="e1949">Dzień już przywierał szare, zmęczone powieki, gasnął i zapadał z wolna w przerażające, smutne topiele zmroków; wiatr się poruszył i przeciągał po polach z jękiem, tłukł się między drzewinami a wionął surowym, przegniłym tchem jesieni.</akap>


<akap id="e1950">Cicho było, tą dziwnie posępną cichością Zaduszek; tłumy szły drogą w surowym milczeniu, ino tupot nóg się rozlegał głucho, ino te drzewa przydrożne chwiały się niespokojnie i cichy a bolesny szum gałęzi drżał nad głowami, ino te grania i śpiewy proszalne dziadów łkały w powietrzu i opadały bez echa...</akap>


<akap id="e1951">Przed wrótniami, a nawet i wśród mogił, pod murem, stały rzędy beczek solówek, a obok nich rozkładały się gromady dziadów.</akap>


<akap id="e1952"><begin id="b1197050512812"/><motyw id="m1197050512812">Jedzenie</motyw>A naród płynął całą drogą pod topolami ku cmentarzowi; w mroku, co był już przytrząsł świat jakby popiołem szarym, błyskały światła świeczek, jakie mieli niektórzy, i chwiały się żółte płomyki lampek maślanych, a każdy, nim wszedł na cmentarz, wyciągał z tobołka chleb, to ser, to ździebko słoniny albo kiełbasy, to motek przędzy lub tę przygarść lnu wyczesanego, to grzybów wianek, i składali to wszystko pobożnie w beczki --- a były one księże, były organistowe i Jambrożego, a reszta dziadowskie, a któren w nie nie kładł, to grosz jaki wciskał w wyciągnięte ręce dziadowskie... i szeptał imiona zmarłych, za które prosił o pacierz...<end id="e1197050512812"/></akap>


<akap id="e1953">Chór modłów, śpiewów, imion wypominanych jękliwym rytmem wznosił się wciąż nad wrótniami, a ludzie przechodzili --- szli dalej, rozpraszali się wśród mogił, iż wnet, niby robaczki świętojańskie, jęły jaśnieć i migotać światełka wskroś mroków i gąszczów drzew, i traw zeschniętych.</akap>


<akap id="e1954">Głuchy, przyciszony trwożnie szept pacierzy drgał w przyziemnej ciszy; czasem szloch bolesny zerwał się z mogił; czasem lament żałosny wił się w rozdzierających skrętach wśród krzyżów; to jakiś nagły, krótki, nabrzmiały rozpaczą krzyk jak piorun rozdzierał powietrze albo ciche płacze dziecięce --- sieroce płacze kwiliły w omroczonych gąszczach niby pisklęta...</akap>


<akap id="e1955">A chwilami opadało na cmentarz głuche i ciężkie milczenie, że ino drzewa szumiały posępnie, a echa płakań ludzkich, skarg, krzyków bolesnych, żałości biły ku niebu, w świat cały szły...</akap>


<akap id="e1956">Ludzie snuli się wśród mogił cicho, szeptali lękliwie i trwożnie poglądali w dal omroczoną, niezgłębioną...</akap>

<akap_dialog id="e1957">--- Każdy umiera! --- wzdychali ciężko z kamienną rezygnacją i wlekli się dalej, przysiadali przy grobach ojców, mówili pacierze, to siedzieli cisi, zadumani, głusi na życie, głusi na śmierć, głusi na ból --- jak te drzewa, i jak te drzewa kolebały się im dusze w sennym poczuciu trwogi...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1958">--- Jezus mój! Panie miłosierny, Mario! --- rwało się im z dusz umęczonych zamętem i podnosili twarze zakrzepłe i wyczerpane jak ta ziemia święta, a oczy szare niby te kałuże, co się jeszcze siwiły w mrokach, wieszali u krzyżów i ruchami tych drzew rozchwianych sennie osuwali się na kolana; do stóp Chrystusa rzucali serca strwożone i wybuchali świętym płaczem oddania się i rezygnacji.</akap_dialog>


<akap id="e1959">Kuba z Witkiem chodzili razem z drugimi, a gdy już do cna pociemniało, Kuba powlókł się w głąb, na stary cmentarz.</akap>


<akap id="e1960">A tam na zapadniętych grobach cicho było, pusto i mroczno --- tam leżeli zapomniani, o których i pamięć umarła dawno --- jako i te dnie ich, i czasy, i wszystko; tam jeno ptaki jakieś krzyczały złowrogo i smutnie szeleściła gęstwa, a gdzieniegdzie sterczał krzyż spróchniały --- tam leżały pokotem rody całe, wsie całe, pokolenia całe --- tam się już nikt nie modlił, nie płakał, lampek nie palił... wiatr jeno huczał w gałęziach a rwał liście ostatnie i rzucał je w noc na zatracenie ostatnie... tam jeno głosy jakieś, co nie były głosami, cienie, co nie były cieniami, tłukły się o nagie drzewa kiej te ptaki oślepłe i jakby skamlały o zmiłowanie...</akap>


<akap id="e1961">Kuba wyjął z zanadrza parę oszczędzonych skibek chleba, rwał je w glonki, przyklękał i rozrzucał po mogiłach.</akap>

<akap_dialog id="e1962"><begin id="b1197050703171"/><motyw id="m1197050703171">Duch, Wierzenia, Zaświaty</motyw>--- Pożyw się, duszo krześcijańska, co cię wypominam w wieczornym czasie, pożyw się, pokutnico człowiecza, pożyw się! --- szeptał z przejęciem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1963">--- Wezną to? --- pytał cicho Witek zatrwożonym głosem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1964">--- Przeciech! Ksiądz żywić nie da!... w beczki drugie kładą, ale tym biedotom nic z tego... Księdzowe albo i dziadoskie świnie mają wyżerkę... a dusze pokutujące głód cierpią...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1965">--- Przyjdą to?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1966">--- Nie bój się... Wszystkie te, co czyścowe męki cierpią... wszystkie. Pan Jezus odpuszcza je na ten dzień na ziemię, żeby swoich nawiedziły...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1967">--- Żeby swoich nawiedziły! --- powtórzył z drżeniem Witek.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1968">--- Nie bojaj się, głupi, zły dzisiaj nie ma przystępu, wypominki ano odganiają go, i te pacierze, i te światła... A i Pan Jezus sam chodzi se dzisiaj po świecie i liczy, gospodarz kochany, co mu ta jeszcze dusz ostało, aż se wybierze wszystkie, wybierze... Dobrze baczę, jak matula mówili, a i stare ludzie przytwierdzają...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1969">--- Pan Jezus se chodzi dzisiaj po świecie! --- szeptał Witek i oglądał się bacznie...<end id="e1204718221415"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e1970">--- Ale, zobaczysz ta... to ino święte widzą abo i zasie pokrzywdzone najbarzej...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1971">--- Patrzcie no, a tam się świeci i ludzie jakieś są --- zawołał Witek ze strachem wskazując na szereg mogił pod samym płotem...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1972">--- To leżą ci, co ich to w boru pobili... juści... i moje pany tam leżą... i matka moja... juści...</akap_dialog>


<akap id="e1973">Przedarli się przez gąszcz i przyklęknęli u mogił zapadłych i tak rozwianych, że ledwie ślad ino został; ani krzyże ich znaczyły, ni drzewa jakie ocieniały, nic, jeno ten piach szczery, parę zeschłych badyli dziewanny i cisza, zapomnienie, śmierć...<end id="e1197050703171"/></akap>


<akap id="e1974">Jambroży z Jagustynką i Kłąb stary klęczeli przy tych grobach umarłych; dwie lampki tliły się wciśnięte w piasek, wiatr zawiewał i kołysał światłami, i rwał słowa pacierzy, i niósł je w noc czarną...</akap>

<akap_dialog id="e1975"><begin id="b1204718739267"/><motyw id="m1204718739267">Chłop, Dwór, Sługa, Szlachcic, Walka, Wspomnienia</motyw>--- Juści... matula moja tam leżą... baczę... --- szeptał Kuba cicho, więcej do siebie niźli do Witka, któren przykucnął przy nim, bo ziąb go przejmował na wskroś.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e1976">--- A zwali ją Magdaleną... Ociec gront swój mieli, ale służyli we dworze za furmana... w ogiery ino jeździli ze starszym panem... a potem pomarli... gront stryje wzieni... a ja pańskie prosiaki pasałem... Juści, Magdalena było matce, a ojcu Pieter i na przezwisko Socha, jako i mnie jest --- A potem dziedzic do koni mnie wziął, bym w ogiery po ojcu jeździł... to ino na polowania we świat, do drugich panów jeździlim cięgiem... strzylałem i ja niezgorzej... że młodszy dziedzic strzelbę mi dali... a matka ino ze starszą panią siedziała we dworze... Dobrze baczę... i kiej wszystkie szły... wzieni i mnie... Bez cały rok byłem... a co kazali, robiłem... juści, nie jednego burka zakatrupiłem... nie dwóch... a młodszy dziedzic dostał we flaki... wątpia mu wypłynęły... Pan mój przecie... dobry człowiek... na bary wziąłem i wyniesłem... a potem do ciepłych krajów pojechał, i mnie kazał starszemu panu listy nieść... poszedłem... juści, że sterany byłem kiej ten pies... kulas mi przestrzelili, zagoić się nie chciał, że to cięgiem ino na dworze, pod gołym niebem... a śniegi były po pas i mrozy siarczyste... baczę... juści... przywlekłem się nocą... szukam... Jezus, Mario! Jakby mnie kto kłonicą przez ciemię zdzielił!... Dworu nie ma, gumien nie ma... płotów nawet nie ostało... do cna wszystko spalone... a stary pan i pani starsza, i matula moja... i ta Józefka, co za pokojówkę była... pobite leżą na śmierć w ogrodzie!... Jezu! Jezu! baczę wszystko... juści... Mario! --- jęczał cicho i łzy jak groch sypały mu się tak gęsto po twarzy, że i już nie obcierał... pojękiwał ino z żałości i utęsknienia, bo jak żywe tak mu to wszystko stanęło przed oczami<end id="e1204718739267"/>, a Witek spał se, bo strudzona była biedota płakaniem...</akap_dialog>


<akap id="e1977">Noc była coraz głębsza, wiatr mocniej targał drzewami, że długie warkocze brzóz zamiatały po mogiłach, a białe ich pnie, niby w gzła śmiertelne przyodziane, majaczyły w mrokach... Ludzie się rozchodzili... światła gasły... śpiewy dziadów umilkły... milczenie uroczyste a pełne dziwnych szelestów i głosów przejmujących zapanowało wśród mogił... Cmentarz jakby się napełniał cieniami... tłumem widm... gąszczem mrocznych zarysów... gędźbą rozjęczonych a cichych głosów... oceanem dziwnych drgań, ruchem ciemności... błyskami trwogi, niemym łkaniem... tajemnicą pełną przerażenia i zamętu --- aż stado wron zerwało się z kaplicy i z krzykiem uciekały na pola, a psy w całych Lipcach poczęły wyć długo, rozpaczliwie, żałośnie...</akap>


<akap id="e1978"><begin id="b1204718911945"/><motyw id="m1204718911945">Duch, Obrzędy, Obyczaje, Śmierć, Wierzenia, Zaświaty</motyw>Wieś była cicha mimo święta, drogi były puste, karczma zamknięta, a gdzieniegdzie tylko przez małe zapocone szybki błyskały światełka i płynęły ciche śpiewy pobożnych i głośne modlitwy odmawiane za zmarłych...</akap>


<akap id="e1979">Z trwogą wysuwano się przed domy, z trwogą nasłuchiwano szumów drzew, z trwogą patrzano w okna, czy nie stoją, nie jawią się ci, co w dniu tym błądzą, przygnani tęsknotą i wolą Bożą... czy nie jęczą pokutniczo na rozstajach... czy nie zaglądają przez szyby żałośnie?...</akap>


<akap id="e1980">A gdzieniegdzie, starym zwyczajem świętym, gospodynie wystawiały na przyzby resztki wieczerzy, żegnały się pobożnie i szeptały...</akap>

<akap_dialog id="e1981">--- Naści, pożyw się, duszo krześcijańska, w czyścu ostająca...</akap_dialog>


<akap id="e1982">Wśród ciszy, smętku, rozpamiętywań, lęku płynął ten wieczór Zaduszek...<end id="e1204718911945"/></akap>


<akap id="e1983">W izbie u Antków siedział Roch, ten ci wędrownik z Ziemi Świętej, i czytał a powiadał pobożne i święte historie.</akap>


<akap id="e1984">Ludzi było dość, bo i Jambroży z Jagustynką i Kłębem przyszli, i Kuba z Witkiem, i Józia z Nastusią; nie było tylko starego Boryny, któren do późna w noc siedział u Jagusi.</akap>


<akap id="e1985">Cicho było w izbie, że ino ten świerszcz za kominem skrzypiał, a trzaskały suche karpy na ogniu.</akap>


<akap id="e1986">Siedzieli wszyscy na ławach przed kominem, ino Antek pod oknem.</akap>


<akap id="e1987">A Roch przegarniał raz wraz kijaszkiem wągielki i cichym głosem mówił:</akap>


<akap id="e1988">...Niestraszno umierać, nie, bo ---</akap>


<akap id="e1989">,,Jako ci ptaszkowie, co pod zimę do ciepłych krajów ciągną, tak ci duszyczka strudzona do Jezusa podąża...</akap>


<akap id="e1990">Jako te drzewiny, w nagości stojące o zwieśnie, Pan przyodziewa w listki zielone a kwiatuszki pachnące, tak ci, duszo człowiecza, do Jezusa iść po radość, po wesele, po zwiesnę i ono przyobleczenie wieczne...</akap>


<akap id="e1991">Jako tę ziemię rodzącą a strudzoną ogarnia słońce --- tak ci Pan przyhołubi duszyczkę każdą, że nic jej zimy, nic jej bolenie, nic jej śmierć.</akap>


<akap id="e1992"><begin id="b1204719072128"/><motyw id="m1204719072128">Vanitas</motyw>Hej! Bo ino płakanie jest na tej ziemice, jeno żałość a turbacja!</akap>


<akap id="e1993">I złość jako te osty się pleni, i w bory urasta!</akap>


<akap id="e1994">A wszystko próżne jest i daremne --- jako to próchno, jako te pępuszki, co je na wodzie wiater wydyma, a drugi je zasię precz żenie.<end id="e1204719072128"/>"</akap>













<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e1995">X</naglowek_rozdzial>


<akap id="e1996"><begin id="b1204753095026"/><motyw id="m1204753095026">Ksiądz</motyw>--- Na ambonie i każdemu z osobna to mówię, ale wy jak te psy tylko nastajecie jeden na drugiego, tylko... --- wiatr resztę słów wepchnął mu do gardła, że ksiądz się srodze zakasłał<end id="e1204753095026"/>, a Antek nic nie rzekł, szedł w podle i wypatrywał w mrokach, pomiędzy drzewami.</akap>


<akap id="e1997">Wiatr się podnosił coraz mocniejszy, przewalał się po drodze i tak bił w topole, i miotał nimi, aż się przyginały z jękiem i szumiały rozsrożone.</akap>

<akap id="e1998"><begin id="b1204741878271"/><motyw id="m1204741878271">Koń</motyw>--- A mówiłem jusze --- zaczął znowu ksiądz --- żeby sam kobyłę zaprowadził do stawu, to ją naprzód wypuścił --- no, i zapodziała się... Ślepa przecież, zalezie gdzie między płoty i jeszcze nogi połamie! --- Biadał i bardzo troskliwie szukał, zaglądał za drzewo każde, wypatrywał po polach.</akap>

<akap_dialog id="e1999">--- Przeciech zawżdy sama chodziła...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2000">--- Zna dobrze drogę do stawu... przecież, nalał kto bądź wody do beczki, wykręcił tylko, a ona już sama trafiła na plebanię... --- Ale w dzień ją zaprzęgali... a dzisiaj Magda czy Walek puścili ją już o zmierzchu... Walek! --- krzyknął głośno, bo cień jakiś zamajaczył wśród topoli...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2001">--- Walka widziałem po naszej stronie, ale jeszcze przed zmrokiem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2002">--- Polazł ją szukać, rychło w czas. Klacz ma ze dwadzieścia roków, przy mnie się ulęgła... wysłużyła sobie łaskawy chleb... a przywiązana jak człowiek... Mój Boże, żeby się jej co złego nie stało!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2003">--- Co jej ta będzie! --- mruknął Antek ze złością, bo jakże, poszedł do dobrodzieja po radę, po użalenie się, to go ino skrzyczał i jeszcze zabrał, żeby kobyły szukać! Juści, i kobyły szkoda, choć ta i ślepa, i stara, ale zawżdy człowiekowi powinna być pierwszyzna!<end id="e1204741878271"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e2004"><begin id="b1204742089585"/><motyw id="m1204742089585">Grzech, Konflikt, Zemsta, Ojciec, Syn</motyw>--- A ty się opamiętaj i nie pomstuj, boć to ojciec rodzony! Słyszysz!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2005">--- Dobrze pamiętam! --- odparł ze złością.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2006">--- Grzech śmiertelny i obraza boska. A nic ten dobrego nie zwojuje sobie, któren w zapamiętałości rękę podnosi na ojców i przeciwi się przykazaniom Bożym. Masz rozum, toś o tym wiedzieć powinien.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2007">--- Sprawiedliwości chcę ino.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2008">--- A pomsty szukasz, co?</akap_dialog>


<akap id="e2009">Antek nie wiedział, co rzec na to.</akap>

<akap_dialog id="e2010">--- A i to ci jeszcze powiem, że pokorne cielę dwie matki ssie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2011">--- Wszyscy mi to powiedają... juści, ino tej pokorności mam już po grdykę, że więcej nie ścierpię! Choćby i zbój, choćby i ukrzywdziciel, ale że ojciec rodzony, to już mu wolno wszystko, a dzieciom nie wolno dochodzić swojej krzywdy! Laboga, takie urządzenie na świecie, że ino plunąć a iść, gdzie oczy poniesą...<end id="e1204742089585"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e2012">--- A idź, któż cię trzyma? --- rzucił porywczo ksiądz.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2013">--- Może i pójdę, bo co mi tutaj robić, co? --- szeptał ciszej, łzawo jakoś.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2014">--- Bajesz i tyle. Drudzy i jednego zagona nie mają, a siedzą, pracują i jeszcze Panu Bogu dziękują. Wziąłbyś się do roboty, a nie wyrzekał jak baba. Zdrowy jesteś, mocny, masz o co ręce zaczepić...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2015">--- Przeciech, całe trzy morgi! --- rzucił urągliwie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2016">--- Żonę i dzieci masz, toś o tym pamiętać powinien.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2017">--- Baczęć ja dobrze, baczę... --- mruknął przez zęby.</akap_dialog>


<akap id="e2018">Wyszli przed karczmę, świeciło się w oknach i jakieś głosy wydzierały się aż na drogę.</akap>

<akap_dialog id="e2019"><begin id="b1204742011493"/><motyw id="m1204742011493">Pijaństwo, Żołnierz</motyw>--- Co to, znowu pijatyka, co?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2020">--- Rekruty, te, co ich do wojska latoś wzieni, piją se la uciechy... W niedzielę ich pognają w tylachny świat, to się cieszą...<end id="e1204742011493"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e2021"><begin id="b1207208743748"/><motyw id="m1207208743748">Karczma</motyw>--- Karczma prawie pełna! --- szepnął ksiądz przystając przy topoli, skąd było dobrze widać przez okno całe wnętrze zapchane ludźmi.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2022"><begin id="b1197186941015"/><motyw id="m1197186941015">Szlachcic, Chłop, Własność, Przemoc</motyw>--- Bo się zejść miały dzisiaj i uredzić... względem tego lasu, co go dziedzic sprzedał Żydom na porębę...<end id="e1207208743748"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e2023">--- Przecież niecały sprzedał, jeszcze tyle zostało!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2024">--- Póki z nami się nie ugodzi, to ani chojaka ruszyć nie damy!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2025">--- Jak to?... --- zapytał wystraszonym nieco głosem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2026">--- A nie damy i tyla! Ociec chce się prawować, ale Kłąb i te, co z nim trzymają, powiedają, że sądu nie chcą, a rąbać nie pozwolą i choćby całą wsią iść przyszło, to pójdą, a i z siekierami, i z widłami, jak wypadnie, a swojego nie dadzą...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2027">--- Jezus Maria! To by się bez bitki i jakiego nieszczęścia nie obyło!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2028"><begin id="b1197186960421"/><motyw id="m1197186960421">Sprawiedliwość, Przemoc, Zemsta</motyw>--- Pewnie! Jak się parę łbów dworskich siekierami rozwali, to zaraz będzie sprawiedliwość!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2029">--- Antek! Rozum ci się ze złości pomieszał czy co? Głupstwa pleciesz, mój drogi!<end id="e1197186960421"/><end id="e1197186941015"/></akap_dialog>


<akap id="e2030">Ale Antek już nie słuchał, rzucił się nieco w bok i zginął w ciemnościach, a ksiądz poszedł spiesznie ku plebanii, bo usłyszał turkot kół i ciche, żałosne rżenie kobyły...</akap>


<akap id="e2031">Antek zaś poszedł w dół wsi, ku młynowi, a drugą stroną stawu, żeby nie przechodzić koło chałupy Jagny.</akap>


<akap id="e2032">Jak zadra tkwiła mu ona pod sercem, jak zła zadra, że jej nie wyciągnąć ni uciec od niej.</akap>


<akap id="e2033">A bystre światło biło z jej chałupy, jasne i wesołe jakieś... przystanął, aby spojrzeć ino ten jeden razik, aby choć zakląć ze złości --- ale go wnet cosik poderwało z miejsca, że pognał jako ten wicher, ni się obejrzał za się.</akap>

<akap_dialog id="e2034">--- Ojcowa ona już, ojcowa!</akap_dialog>


<akap id="e2035">Do szwagra bieżał, do kowala --- rady i on nijakiej nie da, ale między ludźmi nieco posiedzi, a nie tam, w chałupie ojcowej... <begin id="b1197187019000"/><motyw id="m1197187019000">Ksiądz</motyw>Albo i ten ksiądz! Do roboty go będzie zaganiał! Hale, sam nic nie robi, frasunku nijakiego ni turbacji żadnej nie ma, to łatwo mu drugich poganiać. <begin id="b1197187050359"/><motyw id="m1197187050359">Kobieta</motyw>Kobietę mu wypomniał i dzieci...<end id="e1197187019000"/> baczy on ją dobrze, baczy! Już mu dość obmierzły jej płakania i ta jej pokorność, i te jej psie, skamlące oczy... i gdyby nie ona!... Żeby to był sam! Jezus mój! --- jęknął ciężko i porwał go dziki, szalony gniew, że chciało mu się chycić kogo za gardziel, dusić, rozdzierać i bić aż do śmierci!...<end id="e1197187050359"/></akap>


<akap id="e2036">Ale kogo?... Nie, nie wiedział, i złość ustąpiła nagle, jak była przyszła, a on patrzył pustym wzrokiem w noc i nasłuchiwał szamotań wichury, co się przewalała po sadach i tak ciepała drzewami, aż kładły się na płoty i chlastały go gałęziami po twarzy... i wlókł się wolno, ociężale, że ledwie się mógł poruszać, bo na duszę jęły mu się zwalać zmory smutku, umęczenia, niemocy, iż rychło zapomniał, gdzie idzie i z czym?...</akap>

<akap_dialog id="e2037">--- Ojcowa jest Jagna, ojcowa! --- przerzekał raz po raz, a coraz ciszej --- jako ten pacierz, bych go nie zapomnąć.</akap_dialog>


<akap id="e2038">W kuźni czerwono było od ogniska, chłopak dymał miechem zapamiętale, aż rozżarzone węgle warczały i buchały krwawym płomieniem; kowal stał przy kowadle, czapkę miał na tyle głowy, ręce nagie, skórzany fartuch, twarz usmoloną tak, że mu ino oczy świeciły się jako te wągliki, a kuł żelazo czerwone mocno, aż huczało, i deszcz iskier rozpryskiwał się spod młota i z sykiem topił się w błotnistej ziemi.</akap>

<akap_dialog id="e2039">--- A co? --- zapytał po chwili.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2040">--- I... cóż by zaś! --- odparł cicho Antek, wsparł się o wasąg, których kilka stało do okucia, i zapatrzył się w ogień.</akap_dialog>


<akap id="e2041">Kowal pracował tęgo, nagrzewał żelazo raz po raz i kuł, dzwonił do taktu młotem, to pomagał chłopakowi dymać miechem, gdy mocniejszego ognia było potrzeba, a ukradkiem poglądał na Antka i uśmiech złośliwy wił mu się pod rudymi wąsami.</akap>

<akap_dialog id="e2042"><begin id="b1197187152531"/><motyw id="m1197187152531">Ksiądz</motyw>--- Byłeś pono u dobrodzieja? No i co?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2043">--- A cóż by, nic! W kościele bym to samo usłyszał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2044">--- A chciałeś co innego? --- zaśmiał się ironicznie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2045">--- Ksiądz przecie, uczony... --- mówił usprawiedliwiająco Antek.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2046">--- Uczony, jak wziąć trzeba, ale nie, kiej co dać komu...<end id="e1197187152531"/></akap_dialog>


<akap id="e2047">Ale Antkowi już się odechciało sprzeciwiać.</akap>

<akap_dialog id="e2048">--- Pójdę do izby --- rzekł po chwili.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2049">--- Idź, wójt wstąpi do mnie, to tam przyjdziemy! A machorka jest na szafce, zapal se...</akap_dialog>


<akap id="e2050">Nie słyszał nawet, tylko wszedł do mieszkania, co po drugiej stronie drogi było.</akap>


<akap id="e2051"><begin id="b1197187215812"/><motyw id="m1197187215812">Nauka, Dziecko, Chłop, Wieś</motyw>Siostra rozpalała ogień, a najstarszy chłopak uczył się na elementarzu przy stole... Przywitali się w milczeniu.</akap>

<akap_dialog id="e2052">--- Uczy się to? --- zauważył, bo chłopak sylabizował głośno i wodził zastruganym patykiem po literach.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2053">--- Już od kopania panienka z młyna mu pokazują, bo mój czasu nie ma.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2054">--- Roch też uczy już od wczoraj w ojcowej izbie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2055">--- Chciałam i ja tam słać Jaśka, ale mój nie da, że to u ojca i że panienka więcej uczona, bo w szkołach była we Warszawie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2056">--- Pewnie, pewnie... --- powiedział, byle coś rzec.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2057">--- A Jasiek taki zmyślny do lementarza, aż się panienka dziwuje.<end id="e1197187215812"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e2058">--- Jakże... kowalowe nasienie przecież... syn takiego mądrali...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2059">--- Przekpiwasz się, a on najlepiej powiada, że póki ociec żyją, to zawżdy zapis mogą odebrać...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2060">--- Juści, wyrwij wilkowi z gardła, wyrwij! Sześć morgów grontu! To my u niego z kobietą za parobków prawie służym, a on obcej zapisuje, leda komu...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2061">--- Kłócił się będziesz a pomstował, a rady u ludzi szukał, a prawował --- to cię jeszcze z chałupy wygoni... --- mówiła cicho oglądając się na drzwi.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2062">--- Kto to powiedział? --- zawołał głośno zrywając się ze stołka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2063">--- Cichoj ino... tak ludzie mówią, cichoj!... --- szeptała lękliwie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2064">--- Nie ustąpię, niech mę przez moc wyciepnie, do sądu pójdę, prawował się będę, a nie ustąpię! --- krzyczał prawie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2065">--- I głową muru nie przebijesz, choćbyś i trykał jak ten baran! --- powiedział kowal wchodząc do izby.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2066">--- To co zrobić? Mądre rady masz la ludzi, to poradź...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2067">--- Złością ze starym nie wygra!</akap_dialog>


<akap id="e2068"><begin id="b1197187271671"/><motyw id="m1197187271671">Sprawiedliwość</motyw>Zapalił fajkę i jął mu przekładać, tłumaczyć, łagodzić i tak kręcić, aż się Antek poznał i krzyknął:</akap>

<akap_dialog id="e2069">--- Ty z nim trzymasz!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2070">--- Za sprawiedliwością jestem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2071">--- Dobrze ci za nią zapłacił?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2072">--- Jeśli zapłacił, to nie z twojej kieszeni.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2073">--- A z mojej, psiachmać, z mojej! Dobrodziej jucha z cudzego. Dosyć już wziąłeś, to ci niepilno.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2074">--- Tylem wziął, co i ty!<end id="e1197187271671"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e2075">--- Hale, tyle... a statki, a szmaty, a krowę, a ileś wycyganił od ojca? Baczę dobrze i te gąski, te prosiaki i kto tam zliczy! A ciołek, co ci go dał niedawno, to nic?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2076">--- Mogłeś i ty brać.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2077">--- Złodziej nie jestem ni ten cygan!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2078">--- A ja złodziejem jestem, ja?...</akap_dialog>


<akap id="e2079">Przyskoczyli do siebie, gotowi się chycić za orzydla, ale opadli wnet, bo Antek rzekł ciszej:</akap>

<akap_dialog id="e2080">--- Nie mówię tego do ciebie... Ale swojego nie dam, choćbym miał skapieć<pe><slowo_obce>skapieć</slowo_obce> --- zmarnować się, umrzeć.</pe>...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2081">--- I... nie tyla ci tam o ten grunt idzie, widzi mi się... --- rzucił drwiąco kowal.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2082">--- Ino o co?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2083"><begin id="b1197187380578"/><motyw id="m1197187380578">Plotka, Kłótnia</motyw>--- Latałeś za Jagną, to ci teraz i markotno.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2084">--- Widziałeś?... --- krzyknął ugodzony jakby w samo serce.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2085">--- Są takie we wsi, co i widziały, a nie raz...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2086"><begin id="b1204753449405"/><motyw id="m1204753449405">Urzędnik</motyw>--- Żeby im pomroka padła na ślepie! --- szepnął ciszej, bo właśnie wójt wchodził do izby i witał się ze wszystkimi; snadź wiedział, o co się kłócą, bo również jął bronić starego i usprawiedliwiać.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2087">--- Dobrze was poił i wypasał kiełbasami, to i nie dziwota, że go bronicie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2088">--- Bele czego nie powiadaj, kiej wójt do cię mówi! --- krzyknął wyniośle.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2089">--- Wasze wójtostwo stoi u mnie tyle, co ten patyk złamany...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2090">--- Coś rzekł, co?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2091">--- Słyszeliście! A nie, to rzeknę jeszcze takie słowo, aż wam w pięty pójdzie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2092">--- Rzeknij to słowo, rzeknij!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2093">--- A rzeknę --- oto pijanica jesteście i judasz, i przeniewierca! A rzeknę, że za gromadzkie pieniądze balujecie i dobrzeście za to wzięli od dworu, że dziedzic sprzedał nasz las!... A chcecie, to wam jeszcze co dołożę, ino że już tym kijaszkiem... --- wołał zapalczywie porywając za kij.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2094">--- Urzędnik jestem, miarkuj się, Antek, byś nie żałował.<end id="e1204753449405"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e2095"><begin id="b1204753500679"/><motyw id="m1204753500679">Dom, Gość, Przestrzeń, Obyczaje</motyw>--- A w mojej chałupie ludzi nie następuj, bo tu nie karczma! --- krzyczał kowal zasłaniając sobą wójta, ale Antek już na nic nie zważał, bo obu zwymyślał jak psów, trzasnął drzwiami i wyszedł...<end id="e1204753500679"/></akap_dialog>


<akap id="e2096">Ulżyło mu rzetelnie; spokojniejszy wrócił do domu, ino tym jednym markotny, że niepotrzebnie pokłócił się ze szwagrem.<end id="e1197187380578"/></akap>

<akap_dialog id="e2097">--- Teraz już wszyscy będą przeciwko mnie! --- myślał nazajutrz rano przy śniadaniu i ze zdumieniem zobaczył kowala wchodzącego do izby.</akap_dialog>


<akap id="e2098">Przywitali się, jakby nigdy nic nie zaszło pomiędzy nimi.</akap>


<akap id="e2099">A że Antek szedł do stodoły urżnąć sieczki, kowal poszedł za nim, przysiadł się na snopkach zruconych ze sąsieka do omłotu i jął cicho mówić:</akap>

<akap_dialog id="e2100">--- Na psa wszystkie kłótnie i o co jeszcze? O to głupie słowo! Tom pierwszy przyszedł do ciebie i pierwszy wyciągam rękę do zgody...</akap_dialog>


<akap id="e2101">Antek podał mu rękę, spojrzał podejrzliwie i mruknął:</akap>

<akap_dialog id="e2102">--- Juści, że ino to słowo, bom złości do was nie miał. Wójt mnie zeźlił, bo co się będzie ujmował, nie jego sprawa, to mu wara!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2103">--- To samo mu rzekłem, bo chciał bieżyć za tobą...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2104">--- Bić mnie... dałbym ja mu bitkę, jak jego pociotkowi, co jeszcze od żniw żebra se lekuje... --- wykrzyknął i jął nakładać słomę do lady.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2105">--- I tom mu przypomniał... --- rzucił skromnie kowal i uśmiechnął się chytrze.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2106">--- Jeszcze ja się z nim porachuję, popamięta mnie... figura jucha, urzędnik!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2107">--- Ryfa jest i tyla, poniechaj go. <begin id="b1204754513505"/><motyw id="m1204754513505">Ojciec, Rodzina, Syn, Własność</motyw>Umyśliłem cosik i z tym do ciebie przychodzę... Trza zrobić tak... Po południu przyjdzie tu moja, to razem z nią idźcie do starego rozmówić się dokumentnie... Na nic tam złości i żalenia się po kątach, trza w oczy stanąć i prosto powiedzieć, co się ma... Będzie dobrze abo i nie będzie, ale trza wszystko wyłożyć!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2108">--- Co tu wykładać, kiej zapis zrobił!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2109">--- I złością z nim nie poredzi! Juści, że zapis zrobił, ale póki żyje, to zawdy go może odebrać --- bacz to sobie i latego nie potrza mu się przeciwić. Niech się żeni, niech ma swoją uciechę.</akap_dialog>


<akap id="e2110">Antek przybladł na to przypomnienie i drżeć począł w sobie, aż rznąć przestał.</akap>

<akap_dialog id="e2111">--- Przeciw temu nie powstawaj w oczy, a przychwalaj i mów, że dobrze robi, i zapis, miał wolę, to zrobił... niech ino resztę nam przyobieca --- tobie i mojej, a przy świadkach! --- dodał chytrze.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2112">--- A Józka i Grzela? --- zapytał z niechęcią.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2113">--- Spłaci się ich! Bo to Grzela mało wybrał? Ady prawie mu co miesiąc posyła do wojska. Mnie ino słuchaj, zrób, jak ci redzę, a nie stracisz. Moja w tym głowa, że już tak pokieruję, co wszystko będzie nasze...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2114">--- Jeszcze baran żyje, a już kuśnierz kożuch na nim szyje...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2115">--- Mnie słuchaj... <begin id="b1197187524703"/><motyw id="m1197187524703">Sprawiedliwość</motyw>Niech ino przyobieca przy świadkach, żeby ino było za co chycić pazurami... sąd jeszcze jest i sprawiedliwość, nie bój się.<end id="e1197187524703"/> A jest już jedna zaczepka, boć został gront po twojej matce...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2116">--- Wielka parada, cztery morgi --- na mnie i na twoją...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2117">--- Ale go nie dał tobie ni mojej! A tyle roków sieje i zbiera! Zapłaci wam dobrze za to i z precentami... Przywtórzę raz jeszcze, staremu się w niczym nie przeciw, przychwalaj, przygaduj, na wesele idź, dobrego słowa nie żałuj, a obaczysz, że go narychtujemy<pe><slowo_obce>narychtować</slowo_obce> --- przygotować.</pe>... A nie da się dobrocią, to sądy radę mu dadzą... Z Jagusią znacie się dobrze... to i ona mogłaby ci pomóc coś niecoś... jeno jej rzeknij o tym... ona jeszcze lepiej mogłaby starego na naszą stronę przechylić... no, zgoda?... Bo czas mi już iść...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2118">--- Zgoda! Ino prędko idź, bym ci w pysk nie dał i za wrota nie wyciepnął! --- szepnął przez zęby.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2119">--- Co ty, Antek? Co ty? --- bełkotał przestraszony, bo Antek puścił kosę i szedł ku niemu blady, ze strasznymi oczami.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2120">--- Judasz ścierwa, złodziej! --- wychlustywał ze siebie spienioną nienawiścią słowa, aż kowal porwał się i uciekł co tchu.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2121">--- Rozum mu się psuje czy co? --- myślał już na drodze. --- Jakże, dobrą radę dałem... a ten?... Kiej taki głupi, to niech idzie na wyrobek, niech go stary wygoni, pomogę jeszcze do tego... a tak czy owak grontu nie popuszczę... Takiś to ty! W pysk chciałeś mi dać, za wrota wyciepnąć, żem się chciał z tobą podzielić... że kiej do brata przyszedłem z dobrym słowem! Takiś to ty! Aha, sam byś chciał wszystko brać! Niedoczekanie twoje!<end id="e1204754513505"/> <begin id="b1204754636532"/><motyw id="m1204754636532">Podstęp</motyw>Wyciągnąłeś ty ze mnie moje zamysły, to już cię, jucho, przyrychtuję, jaż cię frybra angielska potrzęsie! --- Rozsrażał się coraz bardziej, bo go wściekłość porywała, że Antek przejrzał jego zamysły i gotów jeszcze wydać przed starym. Tego się najwięcej obawiał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2122">--- Trza temu zapobiec! --- zdecydował natychmiast i mimo obawy przed Antkiem zawrócił z powrotem do Borynów.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2123">--- Jest gospodarz? --- zapytał Witka, któren wprost domu smagał kamieniami na gęsi, pływające po stawie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2124">--- Hale, jest tam! Poszli przecie do młynarzów zapraszać na wesele...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2125">--- Wyjdę naprzeciw, niby to się spotkamy! --- pomyślał i poszedł ku młynarzowi, ale <begin id="b1207206677122"/><motyw id="m1207206677122">Mąż, Żona</motyw>po drodze wstąpił jeszcze do domu i przykazał żonie pięknie się przyodziać, dzieci zabrać i zaraz, jak przedzwonią południe, iść do Antków.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2126">--- Już on ci powie, co robić!... Nic sama nie rób i nie miarkuj, boś głupia, a ino jak będzie potrza, to beknij, ojcowe nogi obłap i proś... a słuchaj dobrze, co ojciec powiedzą i co Antek przódzi mówił będzie...</akap_dialog>


<akap id="e2127">Z dobry pacierz ją nauczał, a przez okno patrzył, czy ich na moście nie widać.<end id="e1207206677122"/></akap>

<akap_dialog id="e2128">--- Zajrzę do młyna, czy jagłę zrobili. --- Dłużyło mu się w domu czekać.</akap_dialog>


<akap id="e2129">Ale szedł wolno, przystawał a medytował... --- Juści, kto go ta wie, co zrobił? Sklął mnie, a gotów zrobić, com redził... to i lepiej, że kobieta przy tym będzie... a nie zrobi, pokłócą się... stary go wypędzi... Tak abo i nie, a zawsze się cosik udrze la siebie... --- zaśmiał się radośnie, zatarł ręce, nacisnął kaszkiet i zapiął kapotę, bo wietrzno było i ziąb przejmujący szedł od stawu.<end id="e1204754636532"/></akap>

<akap_dialog id="e2130">--- Przymrozek będzie albo i pluchy nowe --- szepnął przystając na moście i spoglądając po niebie... Chmury gnały nisko, bure, ciężkie, jakby obłocone, niby stada nie mytych baranów. Staw pomrukiwał głucho, a czasami chlustał wodą o brzegi, na których gdzieniegdzie wśród czarnych, pochylonych olch i wierzb rosochatych czerwieniły się kobiety pierące szmaty --- kijanki<pe><slowo_obce>kijanka</slowo_obce> --- tu: drewniany przyrząd (płaski kij) służący niegdyś na wsi do prania w rzece. Kijanką uderzało się bieliznę, w bieżącej wodzie rzeki wypłukując brud.</pe> trzaskały zajadle po obu brzegach. Na drogach pusto było, gęsi tylko całymi stadami babrały w stężałym błocie i po rowach, zarzuconych opadłymi liśćmi i śmieciami, i dzieci krzyczały przed domami. Koguty zaczęły piać po płotach, jakby na zmianę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2131">--- We młynie prędzej się ich doczekam! --- szepnął i poszedł na dół.</akap_dialog>


<akap id="e2132">Antek zaś po odejściu kowala jął rznąć tak zajadle sieczkę, że całkiem się zatracił w tej robocie i do południa narznął tyle, aż Kuba, któren przyjechał z lasu, wykrzyknął:</akap>

<akap_dialog id="e2133">--- Na cały tydzień będzie tego, no --- dziwował się tak głośno, aż Antek oprzytomniał, ladę rzucił, przeciągnął się i poszedł do chałupy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2134">--- Co będzie, to będzie, a trza mi się z ojcem rozmówić dzisiaj! --- postanawiał... --- Cygan on jest i judasz, ale może i dobrze redzi... Juści, musi on w tym co mieć... --- <begin id="b1197548760429"/><motyw id="m1197548760429">Nauka, Praca u podstaw, Wieś</motyw>Myślał o kowalu i zajrzał na drugą stronę, ojcową, i wnet się cofnął, bo tam siedziało ze dwadzieścioro dzieci i wszystkie razem a w głos sylabizowały... Roch je nauczał i pilnie baczył, by psich figlów nie stroiły... Chodził se dookoła nich z różańcem w ręku, nasłuchiwał, czasem które poprawił, czasem pociągnął za ucho, czasem pogłaskał, a często gęsto przysiadł i cierpliwie wykładał, jako tam stoi, i pytał, a dzieciska hurmem jedno przez drugie rwały się odpowiadać, jako te indory, kiej je kto podrażni... a tak głośno, że i po drugiej stronie słychać było...<end id="e1197548760429"/></akap_dialog>


<akap id="e2135"><begin id="b1197548844443"/><motyw id="m1197548844443">Starość</motyw>Hanka gotowała obiad i pogadywała z ojcem swoim, starym Bylicą, któren rzadko zachodził, że to schorowany był i ledwie się już ruchał.</akap>


<akap id="e2136">Siedział pod oknem, wsparty na kijaszku, i wodził oczami po izbie, to na dzieci, co były cicho się zbiły w kąt, to na Hankę spozierał... siwy był całkiem, wargi mu się trzęsły i głos miał słaby, jakby ptaszęcy, a w piersiach mu cięgiem rzęziało...</akap>

<akap_dialog id="e2137">--- Jedliście śniadanie, co? --- pytała cicho.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2138">--- I... po prawdzie to Weronka zabaczyła mi dać... i nie upominałem się, nie...<end id="e1197548844443"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e2139"><begin id="b1197548880044"/><motyw id="m1197548880044">Siostra, Rodzina, Własność</motyw>--- Weronka psy nawet głodzi, bo tu nieraz do mnie podjeść przychodzą! --- zawołała, bo i przy tym gniewała się ze starszą siostrą jeszcze od zeszłej zimy, że to tamta po śmierci matki pobrała wszystko, co pozostało, i oddać nie chciała, to się i prawie nie widywały.<end id="e1197548880044"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e2140"><begin id="b1197549030215"/><motyw id="m1197549030215">Bieda, Córka, Ojciec, Starość</motyw>--- Bo się u nich nie przelewa, nie... --- bronił cicho... --- Stach młóci u organisty, to i tam poje i jeszcze czterdzieści groszy za dzień bierze... a w chałupie tyla gąb... że i tych ziemniaków nie starczy... Prawda... że dwie krowy mają i mleko jest... że masło i sery do miasta nosi i ten grosz jaki zbierze... ale zabaczy często dać jeść... juści, nie dziwota... dzieci tyla... a to i wełniaki ludziom tka... i przędzie, i haruje jak ten wół... a bo to dużo mi trza?... Żeby ino w porę... i co dnia... to...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2141">--- A to się do nas przenieście na zwiesnę, kiej wam u tej suki tak źle...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2142">--- Dyć się nie skarżę, nie narzekam, ino... ino... --- głos mu się załamał nagle...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2143">--- Popaślibyście gęsi, to dzieci przypilnowali...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2144">--- Wszystko bym robił, Hanuś, wszystko --- szeptał cichutko.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2145">--- W izbie jest miejsce, to się łóżko wstawi, byście ciepło mieli...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2146">--- A dyć i w oborze, i przy koniach spałbym, byle u ciebie, Hanuś, byle już nie wracać! Byle... --- zachłysnął się aż tą prośbą błagalną i łzy jęły mu kapać z zapadłych, poczerwieniałych oczów... --- Zabrała mi pierzynę, bo powiada, że dzieci nie mają pod czym spać... juści... marzły, żem sam je brał do siebie... ale kożuszysko się wytarło i nic mę nie grzeje... i łóżko mi wziena... a po mojej stronie zimno... ani tej szczapy drzewa nie pozwoli... i każdą łyżkę strawy wypomina... na żebry wygania... a kiej mocy nie mam, do ciebiem się ledwie zwlókł...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2147"><begin id="b1204755222525"/><motyw id="m1204755222525">Córka, Ojciec, Sąd, Sprawiedliwość</motyw>--- Laboga! A czemuście to nam nic nigdy nie rzekli, że wam tak źle...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2148">--- Jakże... córka... on dobry człowiek, ale cięgiem na wyrobku... jakże...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2149">--- Piekielnica jedna! Wzięła pół gromu i pół chałupy, i wszystko, i taki wam daje wycug! Do sądu trza iść! Jeść mieli wam dawać i opał, i to, co wam do ubieru potrzeba, a my te dwanaście rubli w rok... bośmy przeciech i dług spłacili... co, nie tak?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2150">--- Prawda! Rzetelni jesteście, prawda... ale i te parę złotych, co od was, a com je chował sobie na pochówek, wycyganiła ode mnie... a potem i dać było potrza... Jakże, dziecko... --- Umilkł i siedział cichy, skulony, podobny do kupy starych wiórów prędzej niźli do człowieka.<end id="e1204755222525"/></akap_dialog>


<akap id="e2151">A po obiedzie, skoro jeno kowalowa weszła z dziećmi i jęła się witać, zabrał węzełek, jaki mu Hanka narządziła po kryjomu, i wyniósł się po cichu.<end id="e1197549030215"/></akap>


<akap id="e2152">Boryna na obiad nie przyszedł.</akap>


<akap id="e2153">Kowalowa postanowiła zatem czekać choćby i do nocy; Hanka narządziła pod oknem warsztat i przeciągała pacześny wątek przez płochy i tylko niekiedy, choć i z nieśmiałością, rzuciła jakie słowo w rozmowę, jaką wiódł Antek z siostrą; wywodził swoje żale, w czym mu już i przywtarzała, ale niedługo to trwało, bo wpadła Jagustynka i jakby od niechcenia mówiła:</akap>

<akap_dialog id="e2154"><begin id="b1204755339423"/><motyw id="m1204755339423">Wesele</motyw>--- Od organistów lecę, do prania mnie zawołały... Dopiero co był tam Maciej z Jagną prosić na wesele. Pójdą! Juści, swój do swego, bogacz do bogacza ciągnie... i księdza też prosili...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2155">--- I dobrodzieja prosili?... --- wykrzyknęła Hanka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2156">--- A cóż to, święty czy co? Prosili, powiedział, że może przyjdzie... laczego nie?... Bo to młoducha nie urodna, a bo to jadła dobrego i napitku nie naszykują? Młynarze się też obiecali i z córką. Ho, ho, takiego wesela, jak Lipce Lipcami, jeszcze nie było! Wiem dobrze, bo z Jewką od młynarzów kucharować będziemy. Wieprza już im Jambroży sprawił, kiełbasy robią...<end id="e1204755339423"/> --- przerwała nagle, bo nikt nie mówił i nie pytał, siedzieli chmurni, więc przyjrzała się wszystkim uważnie i wykrzyknęła:</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2157">--- Zanosi się u was na coś!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2158">--- Zanosi czy nie zanosi, a wam nic do tego! --- powiedziała tak ostro kowalowa, aż Jagustynka się obraziła i poszła na drugą stronę, do Józi, która ustawiała ławki i stołki, bo dzieci się już porozchodziły, a Roch polazł na wieś.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2159">--- Pewnie, że ojciec nie będzie sobie żałował niczego --- szepnęła kowalowa rozżalonym głosem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2160">--- Nie ma to na to? --- powiedziała Hanka i zmilkła zastrachana, bo Antek spojrzał na nią groźnie. Siedzieli więc prawie w milczeniu i czekali; czasem które niecoś rzekło i znowu zapadało głuche, ciężkie, niepokojące milczenie...</akap_dialog>


<akap id="e2161">Przed chałupą i na ganku Witek z dziećmi wyprawiał takie brewerie, aż Łapa szczekał i chałupa się trzęsła.</akap>

<akap_dialog id="e2162">--- Gotowych pieniędzy musi mieć też dosyć, ciągle coś sprzedaje, a wyda na co?...</akap_dialog>


<akap id="e2163">Antek machnął ręką na to siostrzyne słowo i wyszedł z izby na powietrze, ckniło mu się w chałupie i niepokój w nim rósł i strach, sam nie wiedział czego... czekał na ojca i niecierpliwił się, a rad był w duszy, że tamtego tak długo nie widać. <begin id="b1204755497510"/><motyw id="m1204755497510">Kobieta, Mężczyzna, Zazdrość</motyw>--- ,,Nie o gront tobie idzie, a o Jagusię!" Przypomniał sobie, co mu kowal wczoraj powiedział... --- Łże jak ten pies! --- wykrzyknął zapamiętale. Wziął się do ogacania ściany od podwórza, Witek nosił mu ściółkę z kupy, a on ubijał i zakładał żerdkami, ale mu ręce drżały i raz wraz zaprzestawał roboty. Wspierał się o ścianę i przez nagie, bezlistne drzewa patrzył za staw, hań, na Jagusiną chałupę... Nie, nie miłowanie w nim wzrastało, ino złość i tysiące uczuć nienawistnych, aż się zdziwił temu! Suka, ścierwa, rzucili jej gnat, to i poszła! --- myślał.<end id="e1204755497510"/></akap>


<akap id="e2164">Ale przyszły nań wspomnienia, wypełzły skądściś, z tych pól nagich, z dróg, z sadów sczerniałych i pokurczonych i obsiadły mu serce, czepiały się myśli, majaczyły przed oczami... aż pot pokrył mu czoło, oczy rozbłysły i dreszcz go przechodził mocny, ognisty!... Hej, a tam w sadzie... a wtedy w lesie... a kiedy razem powracali z miasta...</akap>


<akap id="e2165"><begin id="b1204758158082"/><motyw id="m1204758158082">Ciało, Kobieta, Pożądanie, Wizja</motyw>Jezus! Aż się zatoczył, bo z nagła ujrzał tuż przed sobą jej twarz rozpłomienioną, dyszącą namiętnie, jej modre oczy i te usta pełne i tak czerwone, a tak bliskie, że ich tchnienie czuł, buchnęły na niego żarem... i ten głos cichy, urywany, nabrzmiały miłością i ogniem... --- Jantoś!... Jantoś! --- przechylała się do niego blisko, że czuł ją całą przy sobie, jej piersi, jej ramiona, jej nogi --- aż oczy przecierał i odpędzał precz od się te mary mamiące<end id="e1204758158082"/>, i cała jego złość zawzięta skapywała mu z serca niby te lody ze strzech, gdy je wiośniane słońce przygrzeje, a budziło się znowu kochanie i wznosiła swój łeb kolczasty tęskność bolesna, taka straszna tęskność, że choćby głową tłuc o ścianę i ryczeć wniebogłosy!</akap>

<akap_dialog id="e2166">--- A żeby to siarczyste zatrzasnęły! --- wykrzyknął przytomniejąc i bystro spojrzał na Witka, czy ten nie domyśla się czego... Od trzech tygodni był w gorączce, w oczekiwaniu jakiegoś cudu, a nic nie mógł poredzić, niczemu się przeciwić! A bo to raz przychodziły mu szalone myśli i postanowienia, że biegł, aby się z nią zobaczyć, bo to jedną noc na deszczu i chłodzie warował jak ten pies przed jej chałupą! Nie wyszła, unikała go, na drodze już z dala omijała!...</akap_dialog>


<akap id="e2167"><begin id="b1197549350309"/><motyw id="m1197549350309">Grzech</motyw>Nie, to nie! I coraz bardziej zawzinał się przeciwko niej i przeciw wszystkiemu! <begin id="b1204758279747"/><motyw id="m1204758279747">Kobieta, Własność</motyw>Ojcowa ona, to i obca, to i ta przybłęda, ten pies bezpański, ten złodziej, co gront, dobro najwyższe, im kradnie --- a to kijem go choćby i na śmierć zakatrupię!<end id="e1204758279747"/></akap>


<akap id="e2168">A bo to raz chciało mu się ojcu do oczów stanąć i rzec: nie możecie się z Jagną żenić, bo ona moja! Ale strach podnosił mu włosy na głowie, co powie stary, co ludzie, co wieś?...</akap>


<akap id="e2169">A przecież Jaguś będzie jego macochą, matką jakby --- jakże to może być, jakże?... Toć grzech musi być, grzech! Aż bał się myśleć o tym, bo mu serce zamierało ze zgrozy niewytłumaczonej, z obawy przed jakąś straszną karą boską... I nie rzec o tym nikomu, ino to nosić w sobie jako zarzewie, jako ten ogień żywy, któren aż do kości przepala... nie na ludzką to moc, nie.<end id="e1197549350309"/></akap>


<akap id="e2170">A tu już za tydzień ślub...</akap>

<akap_dialog id="e2171">--- Gospodarz idą! --- zawołał Witek prędko, aż Antek drgnął ze strachu.</akap_dialog>


<akap id="e2172">Mroczało już na świecie.</akap>


<akap id="e2173">Zmierzch sypał się na wieś, jako ten popiół niewystudzony i od ukrytego zarzewia rudawy jeszcze --- zorze dogasały, bladły od tych chmur burych, które wiatr gnał i zwalał na zachód, i stożył w góry przeogromne. Zimno się robiło, ziemia tężała, powietrze czyniło się ostre, rzeźwe jak przed przymrozkiem i takie słuchliwe, że tupot i ryki pędzonego do wodopoju inwentarza szły głośniej, a skrzypy wrótni i studziennych żurawi, rozmowy, krzyki dzieci, szczekania leciały wyraźniej przez staw; <begin id="b1197549454206"/><motyw id="m1197549454206">Światło, Księżyc, Noc</motyw>gdzieniegdzie błyskały już okna i padały na wodę długie, porwane, drgające odbicia świetliste... a spoza lasów wychylał się z wolna ogromny, czerwony księżyc w pełni, aż łuny biły nad nim, jakby pożar buchał gdzieś w głębi lasów.<end id="e1197549454206"/></akap>


<akap id="e2174">Boryna przyodział się w zwyczajne szmaty i poszedł w podwórze do gospodarstwa, zajrzał do koni, do krów, do stodoły, a nawet i do prosiaków, skrzyczał Kubę za coś i Witka również, że cielęta wylazły z gródki i łaziły pomiędzy krowami, a gdy wrócił do izby swojej, już tam czekali nań wszyscy... Milczeli, ino wszystkie oczy podniosły się na niego i opadły wnet, bo przystanął na środku, obejrzał się po nich i zapytał drwiąco:</akap>

<akap_dialog id="e2175">--- Wszystkie! Jak na sąd jaki!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2176">--- Nie na sąd, ino do was przyślim z proszeniem --- rzekła nieśmiało kowalowa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2177">--- A czemuż to i twój nie przyszedł?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2178">--- Robotę ma pilną, to ostał w domu...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2179">--- Juści... robotę... juści... --- uśmiechnął się domyślnie, zrzucił kapotę i jął zzuwać buty, a oni milczeli, nie wiedząc, od czego zacząć. <begin id="b1204758489298"/><motyw id="m1204758489298">Dziecko, Kobieta, Matka</motyw>Kowalowa chrząkała i przyciszała dzieci, bo się brały do baraszkowania, Hanka siedziała na progu i karmiła chłopaka<end id="e1204758489298"/>, a latała niespokojnymi oczami po twarzy Antka, któren siedział pod oknem i układał sobie w głowie, co ma rzec, a drżał cały ze wzruszenia i niecierpliwości. Jedna Józia spokojnie obierała ziemniaki pod kominem, przyrzucała drewek na ogień i ciekawie poglądała po wszystkich, bo nic wymiarkować nie mogła.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2180">--- Czego chcecie, mówcie! --- zawołał ostro, zniecierpliwiony milczeniem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2181">--- A to... mów, Antek... a to przyślim wedle tego zapisu... --- jąkała kowalowa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2182">--- Zapis zrobiłem, a ślub w niedzielę... to wam rzeknę!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2183">--- To wiemy, ale nie o to przyślim.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2184">--- A czego?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2185">--- Zapisaliście całe sześć morgów!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2186">--- Bom tak chciał, a zechcę, to w ten mig zapiszę wszystko...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2187">--- Jak wszystko będzie wasze, to zapiszecie! --- powiedział Antek.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2188">--- A czyjeż to jest, co? Czyje?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2189">--- Dziecińskie, nasze.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2190">--- Głupiś jak ten baran! Grunt jest mój i zrobię z nim, co mi się spodoba!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2191">--- Zrobicie abo i nie zrobicie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2192">--- Ty mi wzbronisz, ty!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2193">--- A ja, a my wszystkie, a nie, to sądy wam wzbronią! --- krzyknął, bo już nie mógł ścierpieć i buchnął zapamiętałością.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2194">--- Sądami mi wygrażasz, co? Sądami! Zamknij ty gębę, pókim dobry, bo pożałujesz! --- krzyczał przyskakując do niego z pięściami.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2195">--- A ukrzywdzić się nie damy! --- wrzasnęła Hanka podnosząc się na nogi.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2196">--- A ty czego? Trzy morgi piachu wniesła i starą płachtę, a będzie tu pysk wywierała?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2197">--- Wyście i tyla Antkowi nie dali, nawet tych jego morgów matczynych, a robimy wam za parobków, jak te woły.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2198">--- Sprzątacie za to z trzech morgów.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2199">--- A odrabiamy wam za dwadzieścia abo i więcej!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2200"><begin id="b1197549650977"/><motyw id="m1197549650977">Ziemia, Własność</motyw>--- Jak wam krzywda, idźcie se poszukać lepiej!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2201">--- Nie pójdziem szukać, bo tu jest nasze! Nasze po dziadach pradziadach! --- zawołał mocno Antek.<end id="e1197549650977"/></akap_dialog>


<akap id="e2202">Stary uderzył go oczami i nic nie odrzekł, przysiadł przed komin i pogrzebaczem tak dziabał w głownie, aż iskry się sypały --- zły był, ognie chodziły mu po twarzy i włosy mu cięgiem spadały na oczy, jarzące jak u żbika... ale się jeszcze hamował, choć ledwie i zdzierżał...</akap>


<akap id="e2203">Długie milczenie zaległo izbę, że ino te przysapki a dychania prędkie słychać było. Hanka szlochała z cicha i pohuśtywała dziecko, bo skamleć poczęło.</akap>

<akap_dialog id="e2204">--- My nie przeciwni ożenkowi, chcecie, to się żeńcie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2205">--- A przeciwcie się, dużo o to stoję!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2206">--- Ino zapis odbierzcie --- dorzuciła przez łzy Hanka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2207">--- Zmilkniesz ty, a to, psiachmać, jazgocze cięgiem jak ta suka! --- rzucił z taką mocą pogrzebacz w ogień, aż się głownie potoczyły na izbę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2208">--- A wy się miarkujcie, bo to nie dziewka wasza, żebyście gębę wywierali na nią!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2209">--- To czemu pyskuje!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2210">--- Ma prawo, bo się o swoje upomina! --- wrzeszczał coraz mocniej Antek.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2211"><begin id="b1197549761874"/><motyw id="m1197549761874">Sprawiedliwość, Własność, Ojciec, Dziecko</motyw>--- Chcecie, to i zapiszcie, ale to, co ostało, odpiszcie na nas --- zaczęła cicho kowalowa.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2212">--- Głupiaś! Widzisz ją, mojem się tu będzie dzieliła! Nie bój się, na wycug do waju nie pójdę... --- rzekłem!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2213">--- A my nie ustąpim. Sprawiedliwości chcemy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2214">--- Jak wezmę kija, to wama dam sprawiedliwość.<end id="e1197549761874"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e2215">--- Spróbujcie ino tknąć, a pewnikiem wesela nie doczekacie...</akap_dialog>


<akap id="e2216"><begin id="b1204758775019"/><motyw id="m1204758775019">Kłótnia, Rodzina</motyw>I jęli się już kłócić, przyskakiwać do się, grozić, bić pięściami w stół, wykrzykiwać a wypominać wszystkie swoje żale i krzywdy. Antek tak się zapamiętał i tak rozsrożył, że wściekłość buchała z niego i raz wraz już starego chwytał to za ramię, to za orzydle i gotów był bić... ale stary jeszcze się hamował, nie chciał bijatyki, odpychał Antka, na obelgi z rzadka odpowiadał, bych ino dziwowiska la sąsiadów i wsi całej nie czynić. W izbie podniósł się taki krzyk i zamęt, i płacz, bo obie kobiety płakały i wołały na przemian, a dzieci też wrzeszczały, że Kuba z Witkiem przylecieli z podwórza pod okna... ale nic rozeznać nie rozeznali, bo wszyscy razem krzyczeli, aż w końcu, kiedy im już zabrakło głosu, chrzypieli ino samymi przekleństwami a pogroźbami.<end id="e1204758775019"/> <begin id="b1197550002119"/><motyw id="m1197550002119">Kobieta, Kłótnia, Bijatyka, Ojciec, Syn</motyw>Hanka ryknęła nowym, ogromnym płaczem, wsparła się o okap i jęła zalewanym przez łzy, nieprzytomnym głosem krzyczeć:</akap>

<akap_dialog id="e2217">--- Na żebrę ino nam iść, we świat... o mój Jezus, mój Jezus!... A jak te woły harowalim i dnie... i noce... za parobków... a teraz co?... A Pan Bóg was pokarze za krzywdę naszą!... Pokarze... Całe sześć morgów zapisali... a te szmaty po matce... te paciorki... to wszystko... i la kogo to? La kogo?... La takiej świni! A żebyś pode płotem zdechła za krzywdę naszą, a żeby cię robaki roztoczyły, ty wywłoko, ty lakudro jedna, ty!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2218">--- Coś powiedziała?... --- zaryczał stary przyskakując do niej...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2219">--- Że lakudra i włók ten, to i cała wieś wie o tym... cały świat!... cały!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2220">--- Wara ci od niej, bo ci ten pysk o ścianę rozbiję, wara... --- i jął nią trząść, ale już Antek przyskoczył i osłonił, i również krzyczeć począł:</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2221">--- I ja przywtórzę, że lakudra jest, włók, ja! A spał z nią, kto chciał, ja!... --- wołał nieprzytomnie i gadał, co mu ślina na język przyniesła, nie skończył, bo stary, rozwścieklony już teraz do ostatka, trzasnął go tak w pysk, aż rymnął łbem na oszkloną szafkę i z nią razem zwalił się na ziemię... Porwał się rychło okrwawiony i runął na ojca.</akap_dialog>


<akap id="e2222">Rzucili się na siebie jak dwa psy wściekłe, chycili się za piersi i wodzili po izbie, miotali, bili sobą o łóżka, o skrzynie, o ściany, aż łby trzaskały. Krzyk się podniósł nieopisany, kobiety chciały ich rozerwać, ale przewalili się na ziemię i tak zwarci całą nienawiścią i krzywdami tarzali się, gnietli, dusili...</akap>


<akap id="e2223">Całe szczęście, że rychło rozerwali ich sąsiedzi i odgrodzili od siebie...</akap>


<akap id="e2224">Antka przenieśli na drugą stronę i zlewali wodą, tak osłabł z umęczenia i upływu krwi, bo twarz miał porozcinaną o szyby.</akap>


<akap id="e2225">Staremu nic się nie stało; spencer miał nieco podarty i twarz podrapaną i aż siną z wściekłości... Sklął i powyganiał ludzi, co się byli zlecieli, drzwi od sieni zamknął i siadł przed kominem...</akap>


<akap id="e2226">Ale uspokoić się nie mógł, bo mu cięgiem wracało przypomnienie tego, co na Jagnę wypowiedzieli, a żgało go w serce jakby nożem...</akap>

<akap_dialog id="e2227">--- Nie daruję ja ci tego, psie jeden, nie daruję! --- przysięgał sobie w duszy. --- Jakże, na Jagusię... --- Ale wnet przychodziło mu do głowy i to, co nieraz już słyszał o niej, co dawniej pogadywali, a na co nie zwracał uwagi! Gorąco mu się robiło i dziwnie duszno, i dziwnie markotno... --- Nieprawda, pleciuchy i zazdrośniki, wiadomo! --- wykrzyknął w głos, ale coraz więcej mu się przypominało gadań ludzkich. --- Jakże, rodzony syn powieda, to nie mają szczekać! Ścierwa! --- ale żarły go te wspominki jak ogień...<end id="e1197550002119"/></akap_dialog>


<akap id="e2228">A gdy Józia posprzątała ślady bitwy, a w końcu, choć i późno, podała kolację, spróbował ziemniaków i położył łyżkę, nie mógł przełknąć.</akap>

<akap_dialog id="e2229">--- Zasypałeś obroki koniom? --- zapytał Kuby.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2230">--- Przeciech...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2231">--- Gdzie Witek?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2232">--- Po Jambroża poleciał, by Antkowi głowę opatrzył; gęba mu spuchła kiej garnek --- dodał i wyniósł się zaraz, bo księżyc świecił, a on się dzisiaj wybierał pod las na polowanie... --- Juchy, chleb ich rozpiera, to się biją --- mruczał.</akap_dialog>


<akap id="e2233">Stary też poszedł na wieś, nie wstąpił jednak do Jagny, choć się w oknach świeciło, zawrócił spod samych drzwi i polazł drogą ku młynowi.</akap>


<akap id="e2234">Noc była chłodna, wyiskrzona, przymrozek ścinał ziemię, księżyc wisiał wysoko i tak jasno świecił, że cały staw roziskrzył się jakby żywym srebrem, drzewa rzucały długie, chwiejne cienie na drogi puste. Późno już było, światła w domach gasły, ino bielone ściany występowały mocniej ze sadów nagich, cisza i noc ogarniała wieś całą, jeden młyn turkotał i woda bełkotała monotonnie... Maciej chodził to tą, to drugą stroną stawu i nie wiedział, co z sobą począć, nie uspokoił się, gdzie tam, jeszcze barzej rozbierała go złość i nienawiść; aż i do karczmy poszedł, posłał po wójta i prawie do północka pił, ale robaka nie zalał... jeno jedno postanowienie powziął.</akap>


<akap id="e2235"><begin id="b1197550125966"/><motyw id="m1197550125966">Ojciec, Syn</motyw>Rano nazajutrz, skoro wstał, zajrzał na drugą stronę. Antek leżał jeszcze, twarz miał obwiązaną w okrwawioną szmatę, ale się uniósł nieco.</akap>

<akap_dialog id="e2236">--- Wynośta mi się w ten mig z chałupy, żeby ni śladu po was nie ostało! --- krzyknął. --- Chcesz wojny, chcesz sądu, idź do sądu, skarż mnie, dochodź swojego. Coś swoje posiał --- latem zbierzesz, a teraz wynoś się! Niech moje oczy was nie widzą! Słyszysz! --- ryknął, bo Antek podniósł się, ale nic nie odpowiadał... i zaczął się wolno ubierać...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2237">--- Żeby mi do połednia już was nie było! --- zawołał jeszcze z sieni.</akap_dialog>


<akap id="e2238">Antek i na to nie odrzekł, jakby nic nie słyszał...</akap>

<akap_dialog id="e2239">--- Józka, zawołaj Kubę, niech założy kobyłę do wozu i wywiezie ich, gdzie chcą!<end id="e1197550125966"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e2240"><begin id="b1197550189925"/><motyw id="m1197550189925">Choroba</motyw>--- Hale, kiej Kubie cosik jest, leży na werku i jęczy ino, a powiada, że całkiem wstać nie może, tak go ten kulas krzywy boli...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2241">--- Hale, noga go boli! Wałkoń jeden, odpoczywać se chce... --- i sam zajął się rannym obrządkiem gospodarskim.</akap_dialog>


<akap id="e2242">Ale Kuba rozchorzał naprawdę, nie powiadał, co mu jest, choć go się Boryna pytał, ino że chory, a tak jęczał, tak stękał, aż konie rżały, przychodziły do wyrka i obwąchiwały mu twarz, i lizały, a Witek coraz to nosił mu wodę wiaderkiem i ukradkiem prał w potoku jakieś szmaty skrwawione...<end id="e1197550189925"/></akap>


<akap id="e2243">Stary nie spostrzegł tego, bo przypilnowywał, by się Antkowie wynosili.</akap>


<akap id="e2244">I wynosili się.</akap>


<akap id="e2245">Bez krzyków już, bez kłótni, bez sprzeciwiań pakowali się, wynosili statki, wiązali toboły; Hanka aż mdlała z żałości, Antek ją wodą trzeźwił i poganiał, byle już rychlej zejść z ojcowskich oczów, byle prędzej...</akap>


<akap id="e2246">Pożyczył konia od Kłęba, ojcowego nie chciał, i przewoził rzeczy do Hanczynego ojca, na koniec wsi, za karczmę jeszcze...</akap>


<akap id="e2247">Ze wsi przyszło paru gospodarzy z Rochem na czele i chcieli zgodę czynić między nimi, ale ni syn, ni ojciec mówić sobie o tym nie dali... ---</akap>

<akap_dialog id="e2248">--- Pobróbuje, jak to wolność smakuje i swój chleb --- odpowiedział stary.</akap_dialog>


<akap id="e2249">Antek nic nie odrzekł na namowy, ino podniósł pięść i tak zaklął strasznie, tak pogroził, aż Roch zbladł i cofnął się do kobiet, których się dość zebrało w opłotkach i w ganku, żeby to Hance pomóc, a głównie, by się w głos użalać i pyskować a uredzać!...</akap>


<akap id="e2250">Gdy zabeczana Józia podawała obiad ojcu i Rochowi, już tamci z ostatnimi rzeczami i dziećmi wyjeżdżali z opłotków na drogę... Antek ni się obejrzał na chałupę, przeżegnał się ino, westchnął ciężko, smagał konia, podpierał wóz, bo kopiasto był nałożony, i szedł jak martwy, a blady jak ten papier, oczy mu gorzały zaciętością i zęby szczękały kiej we febrze... ale ni jednego słowa nie rzekł, Hanka zaś wlekła się za wozem, starszy chłopak czepiał się matczynego wełniaka i krzyczał wniebogłosy, młodszego tuliła do piersi i zaganiała przed sobą krowy, stadko gęsi i dwa chude prosiaki, a tak ryczała, tak wyklinała, tak zawodziła, że ludzie wychodzili z domów i jakby procesją ich odprowadzali.</akap>


<akap id="e2251">A u starego obiad jedli w ponurym milczeniu.</akap>


<akap id="e2252"><begin id="b1197550334217"/><motyw id="m1197550334217">Pies</motyw>Stary Łapa szczekał na ganku, biegł za wozem, powracał znowu i wył... Witek go nawoływał, ale pies nie słuchał, biegał po sadzie, obwąchiwał podwórze, wpadał do izby Antków, obleciał ją parę razy, wypadł do sieni, szczekał, skomlił... połasił się do Józi i znowu latał jak oszalały, to przysiadał na zadzie i ogłupiałym wzrokiem patrzył, aż wreszcie zerwał się, wtulił ogon pod się i poleciał za Antkami...</akap>

<akap_dialog id="e2253">--- A to i Łapa poszedł za niemi...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2254">--- Wróci, wygłodzi się, to wróci, nie bój się, Józia --- mówił miękko stary.<end id="e1197550334217"/> <begin id="b1204759621907"/><motyw id="m1204759621907">Córka, Ojciec, Gospodyni</motyw>--- Nie bucz, głupia! Wyporządź tamtą stronę, Roch będą mieli mieszkanie. Zawołaj Jagustynki, to ci pomoże... i zajmij się gospodarstwem, gospodynią teraz jesteś, na twojej głowie wszystko... no nie bucz, nie... --- ujął jej głowę i głaskał a przyciskał do piersi, a hołubił...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2255">--- Pojadę do miasta, to ci trzewiki kupię.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2256">--- Kupicie, tatulu? Naprawdę kupicie?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2257">--- Kupię ci, kupię ci i co więcej, ino dobrą córką bądź, o gospodarstwie pamiętaj!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2258">--- To i na kaftan mi kupcie, taki jak ma Nastusia Gołębianka.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2259">--- Kupię ci, córko, kupię...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2260">--- I wstążek, ino długich, bobym nie miała na wasze wesele.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2261">--- Co ci ino potrza, mów, a wszystko miała będziesz, wszystko.<end id="e1204759621907"/></akap_dialog>














<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e2262">XI</naglowek_rozdzial>



<akap_dialog id="e2263"><begin id="b1196686445270"/><motyw id="m1196686445270">Córka, Matka</motyw>--- Śpisz to, Jaguś?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2264">--- A bo to mogę. Ocknęłam na rozświcie i cięgiem mi w głowie stoi, że już dzisiaj wesele... aż wierzyć trudno.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2265">--- Markotno ci, córko, co? --- spytała ciszej... z lękliwą nadzieją w sercu...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2266">--- Co by zaś markotno miało być! Ino, że od was trzeba mi iść, na swoje...</akap_dialog>


<akap id="e2267">Stara nie odrzekła, stłumiła w sobie żal, jaki nagle ją przewiercił, i wstała z pościeli, przyodziała się byle jak i poszła do stajni budzić chłopaków. Zaspali nieco po wczorajszych rozplecinach, bo dzień już był duży, świt zatopił ziemię w srebrzystej, połyskliwej szronami topieli, zorze się rozpalały na wschodzie --- jakoby kto niebo posypał zarzewiem.</akap>


<akap id="e2268">Dominikowa umyła się w sieni i cicho chodziła po izbie, ale raz wraz poglądała na Jagnę, której ledwie głowę można było rozeznać na pościeli wśród mroków, jakie jeszcze zalegały izbę...</akap>

<akap_dialog id="e2269">--- Leż se, córko, leż!... Ostatni to raz u matki, ostatni! --- myślała z czułością i z tym bolesnym żalem, co wciąż powracał. Nie chciało się jej wierzyć, że to naprawdę już dzisiaj, aż sobie przypominać musiała wszystko... Tak, sama chciała tego, a teraz, a teraz... jakby strach nią owładnął i tak zatrząsł, aż skurczyła się z bólu i przysiadła na łóżku... Boryna dobry człowiek, uszanuje i krzywdy jej nie zrobi... a Jaguś poprowadzi go, gdzie ino zechce, bo stary świata Bożego poza nią nie widzi...</akap_dialog>


<akap id="e2270">Nie, nie o to się bojała, nie o to... pasierby! Juści... po co było Antków wyganiać? Teraz dopiero będą zapiekać a pomsty szukać!... A nie wyganiać, to Antek byłby pod bokiem i obraza boska abo i co gorsze wyszłoby z tego!... Jezus mój! A rady już nie ma... Zapowiedzi wyszły... wieprzek zabity, weselni sproszeni... tyla już zrobione... zapis w skrzynce... --- Nie, nie! Co będzie, to będzie, a krzywdy nijakiej, póki żyje, zrobić jej nie dam!... --- pomyślała stanowczo i poszła znowu do chłopaków krzyczeć, czemu nie wstają.</akap>


<akap id="e2271">Za powrotem chciała ostro wołać na Jagnę, ale Jaguś usnęła, równy, cichy oddech szedł od łóżka, a ją znowu chwyciły wątpliwości różne i żale, i jak te jastrzębie czepiały się pazurami serca, darły i krzyczały strachem a troską! Uklękła pod oknem, wpiła zaczerwienione, rozpalone oczy w świt i modliła się długo i gorąco. Wstała mocna i na wszystko gotowa.</akap>

<akap_dialog id="e2272">--- Jaguś! Wstań, córko, czas już! Ewka zaraz przyleci do gotowania, a tyla jeszcze roboty!<end id="e1196686445270"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e2273">--- Pogoda to? --- pytała podnosząc ociężałą głowę.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2274">--- I jaka, aż się lśkni na świecie od przymrozku! Słońce zaraz wzejdzie...</akap_dialog>


<akap id="e2275">Jagna ubierała się szybko. Stara jej pomogła i długo o czymś rozmyślała, bo w końcu rzekła:</akap>

<akap_dialog id="e2276">--- A przywtórzę ci jeszcze, com już nieraz mówiła... Borynę trza uważać... dobry on człowiek... z bele kim się nie zadawać... bych cię znowu na ozory nie wzięli... ludzie to jak te psy... ino gryźć! Słuchasz to, córko?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2277">--- Słucham, słucham, ale tak mówicie, jakbym swojego rozumu nie miała...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2278">--- Rady dobrej nikomu nie za wiele... Bacz i to, by z Boryną nie huru--buru, a miętko, a dobrocią. Starszy wżdy uważniejszy jest na to niźli młodziak... a <begin id="b1204759981504"/><motyw id="m1204759981504">Własność</motyw>kto wie, może ci z grontu przypisać abo gotowy grosz za pazuchę wrazić!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2279">--- Nie stoję tam o to --- burknęła zniecierpliwiona.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2280">--- Boś młoda i głupia... A obejrzyj się ino po wsi, po ludziach, to obaczysz, o co się kłócą, o co prawują, o co zabiegają! O grunt jeno, o dobro! Dobrze by ci to było bez tego zagona, bez tej świętej ziemi, co? Nie do wyrobku i biedowania Pan Jezus cię stworzył, nie!<end id="e1204759981504"/> A po com całe życie zabiegała? --- La ciebie ino, Jaguś! A teraz ostanę kiej ten palec sama jedna!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2281">--- A bo to chłopaki idą w świat? Ostają...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2282">--- Tyla mi z nich pociechy, co z wczorajszego dnia! --- wykrzyknęła i rozpłakała się --- a z pasierbami zgodę powinnaś trzymać! --- dodała obcierając oczy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2283">--- Józka dobra dziewczyna, Grzela jeszcze nierychło wróci z wojska... a...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2284">--- Kowali trza się strzec.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2285">--- Przecież oni z Maciejem sielnie obserwują...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2286">--- Ma w tym kowal jakieś wyrachowanie, ma! Ale pilnowała go będę... Z Antkami najgorzej, bo się pogodzić nie chcą... i dobrodziej wczoraj zgodę chciał zrobić... nie przystali...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2287">--- A bo Maciej jest jak ten zły pies, żeby ich z chałupy wygnać! --- wykrzyknęła namiętnie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2288">--- Co ty, Jaguś, co ty? A dyć Antek najbarzej wygadywał na ciebie i grunt chciał odebrać, i pomstował a zarzekał przeciw tobie, że powtórzyć trudno.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2289">--- Antek przeciw mnie? Ocyganili was, ażeby im ozory paskudne poschnęły!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2290">--- A czemuż to jego stronę trzymasz, co?... --- zapytała groźnie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2291">--- A bo wszystkie na niego! Ja nie jestem jak ten pies dziadowski, co za każdym idzie, byle mu ino chleba podrzucił! Dobrze widzę, że mu się krzywda dzieje...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2292">--- To może byś mu i zapis oddała... co?...</akap_dialog>


<akap id="e2293">Ale Jagna już nie zdążyła rzec, bo łzy ciurkiem polały się z jej oczów, to ino buchnęła do komory, przywarła drzwi za sobą i długo buczała...</akap>


<akap id="e2294">Nie przeszkadzała w tym Dominikowa, ino nowe strapienie wśliznęło się do jej serca... ale nie czas było medytować, Ewka przyszła, chłopaki przeciągali się przed sienią, trzeba było wziąć się do porządków i przygotowań ostatnich...</akap>


<akap id="e2295"><begin id="b1196685950395"/><motyw id="m1196685950395">Zima</motyw>Słońce wstało i dzień raźno potoczył się naprzód.</akap>


<akap id="e2296">Przymrozek w nocy był niezgorszy, że kałuże po drogach i brzegi stawu ścięły się lodem, a na grudzi i co lżejsze bydlę utrzymać się nie mogło.</akap>


<akap id="e2297">Ciepło się czyniło, pod płotami i w cieniach siwiało jeszcze, ale ze strzech skapywał zamróz lśniącymi paciorkami, a na mokradłach kurzyły opary kieby dymy. Powietrze było tak przejrzyste, że okólne pola widziały się jak na dłoni, a lasy się przysunęły, że i poniektóre drzewa mógł rozeznać...</akap>


<akap id="e2298">Na niebie modrym i niskim ani jednej chmurki nie było.<end id="e1196685950395"/></akap>


<akap id="e2299"><begin id="b1196686023410"/><motyw id="m1196686023410">Obyczaje, Wieś</motyw>Ale na pogodę nie szło, bo wrony tłukły się koło domów i piały koguty.</akap>


<akap id="e2300">Niedzielny to był dzień i chociaż dzwony jeszcze nie przedzwaniały do kościoła, a już we wsi wrzało kieby w ulu. Z pół wsi szykowało się na wesele Borynowe z Jagną.</akap>


<akap id="e2301">Między chałupami, przez oszroniałe sady biegały dziewczyny z pękami wstążek, a wełniakami i stroikami różnymi...</akap>


<akap id="e2302">W chałupach był niemały rwetes przygotowań, przymierzań a przystrajań, że z gęsto powywieranych okien i drzwi buchały radosne głosy abo już te piosenki weselne.</akap>


<akap id="e2303">A i w chałupie Dominikowej uczynił się gwałt i zamieszanie, jak to zwyczajnie w dzień taki!</akap>


<akap id="e2304">Dom był świeżo obielony, choć nieco oblazł z wapna na wilgoci, a widniał już z daleka, bo i umajony był jak na Świątki. Chłopaki jeszcze wczoraj nawtykali świerczyny w strzechę, to w szpary ścian, gdzie się ino dało, a całe opłotki od drogi do sieni wysypali jedliną --- pachniało jak w borze na zwiesnę.</akap>


<akap id="e2305">A i wewnątrz wyporządzone było galanto.</akap>


<akap id="e2306">Po drugiej stronie, gdzie był skład rupieci, buzował się tęgi ogień i kucharowała Ewka od młynarza przy pomocy sąsiadek i Jagustynki.</akap>


<akap id="e2307">Z pierwszej zaś izby wynieśli wszelki sprzęt zbytni do komory, że ostały ino obrazy, a chłopaki ustawiali pod ścianami ławy mocne a długie stoły. <begin id="b1204760301724"/><motyw id="m1204760301724">Artysta, Kobieta</motyw>Izba też była wybielona z nowa, wymyta, a komin przysłonięty modrą płachtą, cały zaś pułap i belki, poczerniałe ze starości, Jagusia suto przystroiła wycinankami. Maciej był przywiózł z miasta kolorowych papierów, a ona wystrzygnęła z nich kółek strzępiastych, to kwiatuszków, to cudaków różnych, jako: kiedy psy gonią owce, a pasterz z kijem za nimi leci, abo zaś i procesję całą, z księdzem, z chorągwiami, z obrazami i inne różności, że spamiętać trudno, a tak wszystko utrafione i foremne kieby żywe, aż się ludzie wczoraj na rozplecinach dziwowali.<end id="e1196686023410"/> Umiała ona i nie takie, a wszystko, co ino zamyśliła abo na co spojrzała... że nie było w Lipcach chałupy bez tych jej strzyżek...<end id="e1204760301724"/></akap>


<akap id="e2308">Ogarnęła się nieco w komorze i wyszła nalepiać resztę wzdłuż ścian, pod obrazami, bo już gdzie indziej miejsca nie było.</akap>

<akap_dialog id="e2309">--- Jaguś! A dałabyś spokój tym cudakom, druhen ino patrzeć... ludzie się wnet schodzić poczną, muzyka już po wsi chodzi... a ona się zabawia...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2310">--- Zdążę jeszcze, zdążę... --- odpowiadała krótko i dała wnet spokój nalepianiom --- brakło jej cierpliwości... <begin id="b1204762575994"/><motyw id="m1204762575994">Panna młoda, Ślub</motyw>Wysypała podłogę kolkami jedlinowymi, to stoły pokryła cienkim płótnem, to porządkowała w komorze abo się przemawiała z braćmi, lub wychodziła przed dom i patrzyła długo w świat. A żadnej radości w sobie nie czuła, żadnej. Myślała jeno, że się wytańcuje a muzyki nasłucha i śpiewów, na co łakoma była. Była jak ten dzień jasny, roziskrzony, a martwy jesienią i ogłuchły. Żeby jej wszystko nie przypominało, że to wesele dzisiaj, nie baczyłaby o tym. <begin id="b1196686093348"/><motyw id="m1196686093348">Miłość</motyw>Boryna wczoraj, na rozpleciny, dał jej osiem sznurków korali, wszystkie, jakie mu ostały po nieboszczkach... Leżały na dnie skrzynki, nawet ich nie przymierzyła... Nie stała o nie, nie stała dzisiaj o nic... Leciałaby tylko gdzieś przed się, choćby w cały świat... ale gdzie? Abo to wiedziała! Mierziło się jej wszystko, a do głowy wciąż wracało powiedzenie matczyne o Antku...<end id="e1204762575994"/> --- Jakże, on by wygadywał, on?... Nie mogła wierzyć, nie chciała... bo aż się jej na płacz zbierało!... A może?... Wczoraj, kiedy prała w stawie, przeszedł i ani się spojrzał! A jak szli rano do spowiedzi z Boryną, spotkali go przed kościołem... z miejsca zawrócił jak przed złym psem... A może?... Niech szczeka, kiej taki, niech szczeka!...</akap_dialog>


<akap id="e2311">Zaczęła się buntować przeciw niemu, ale z nagła wspomnienia tego wieczora, kiedy wracali z obierania kapusty od Boryny, buchnęły jej do mózgu i zatopiły ją całą w ogniu, i obwinęły jej duszę z taką mocą, a tak wyraziście w niej odżyły, że rady sobie dać nie mogła...<end id="e1196686093348"/> aż ni stąd, ni zowąd ozwała się do matki:</akap>

<akap_dialog id="e2312"><begin id="b1196686147645"/><motyw id="m1196686147645">Obyczaje, Kobieta, Żona, Miasto, Wieś</motyw>--- Wiecie, a to po ślubie włosów mi nie obcinajcie!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2313">--- Hale, co mądrego umyśliła? Słyszano to, żeby dziewce włosów nie ucięto po ślubie!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2314">--- A po dworach i miastach nie obcinają!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2315">--- Pewnie, juści, bo im tak trzeba do rozpusty, żeby ludzi mogły ocyganiać i za co inszego się wydawać. Ale, będzie tu nowe porządki zakładała! Dworskie pannice niechta z siebie cudaki robią i pośmiewisko, niechta z kudłami jak Żydowice jakie chodzą --- wolno im, kiej głupie, a tyś gospodarska córka z dziada pradziada, nie żadne miejskie pomietło, toś robić winna jak Pan Bóg przykazał, jak zawżdy w naszym gospodarskim stanie się robiło... <begin id="b1207207861418"/><motyw id="m1207207861418">Upadek, Matka, Zbrodnia, Własność</motyw>Znam ja te miejskie wymysły, znam... jeszcze nikomu one na zdrowie nie wyszły! Poszła w służbę do miasta Pakulanka i co?... Mówił wójt, jako papier przyszedł do kancelarii, że dzieciaka udusiła i w kryminale siedzi... albo i ten Wojtek, Borynów krewniak po siostrze, dorobił się w mieście sielnie, że teraz po wsiach po proszonym chlebie chodzi... a przódzi na Wólce gospodarstwo miał, konie miał i chleba po grdykę... zachciało mu się bułek, a ma kij i torbę na starość...<end id="e1207207861418"/></akap_dialog>


<akap id="e2316">Ale Jagna mądrych przykładów nie słuchała, a o obcięciu i gadać sobie nie dała... Namawiała ją Ewka, a ta znająca była, niejedną wieś znała i rok w rok do Częstochowy z kompaniami chodziła, przekładała i Jagustynka, ale jak to ona, zawżdy z przekpinami i naśmieszliwie, bo w końcu rzekła:</akap>

<akap_dialog id="e2317">--- Ostaw warkocz, ostaw, zda się Borynie, okręci se nim rękę, ostrzej przytrzyma i mocniej cię kijem zleje... sama go obetniesz potem... Znałam taką niejedną... --- nie mówiła więcej, bo Witek ją wołał, gdyż od wypędzenia Antków przeniesła się do Boryny, bo Józia poradzić sobie nie mogła z gospodarstwem. Pomagała warzyć Ewce, a co trochę zaglądała do dom, stary dzisiaj do niczego głowy nie miał, Józia już od rana przystrajała się u kowalów, a Kuba leżał wciąż chory.<end id="e1196686147645"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e2318">--- Chodźcie prędzej, bo Kuba was pilno potrzebuje --- przynaglał chłopak.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2319">--- Gorzej mu to?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2320">--- A juści, tak stęka i jęczy, aże na drodze słychać!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2321">--- Idę w te pędy. Moiściewy, obaczę ino, co się z nim dzieje, i zaraz wrócę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2322">--- Jaguś, i tobie trza się spieszyć, druhen ino patrzyć --- naganiała matka.</akap_dialog>


<akap id="e2323">Ale Jaguś nie pospieszała, chodziła jak senna, przysiadała po ławach, to wnet się zrywała i zaczynała sprzątać, ale robota leciała jej z rąk, a ona stała długo, bezmyślnie zapatrzona w okno. Kolebała się w niej dusza jak woda i raz wraz biła, jakby o kamień jaki, o przypomnienia...</akap>


<akap id="e2324"><begin id="b1196686222754"/><motyw id="m1196686222754">Obyczaje, Wesele</motyw>A w domu gwar się czynił coraz większy, bo wciąż wpadały kumy różne, to krewniaczki, to gospodynie, i dawnym obyczajem znosiły kury, to bochen białego chleba, placek, soli, mąki, słoniny albo i srebrnego rubla w papierku --- wszystko to w podzięce za prosiny weselne, żeby gospodyni zbytnio się nie szkodowała.</akap>


<akap id="e2325">Przepijały ze starą po kieliszeczku słodkiej, pogwarzyły, nadziwowały i rozbiegały się spiesznie.</akap>


<akap id="e2326">A Dominikowa tęgo się zwijała --- pilnowała warzy, uprzątała, raiła i na wszystko oko miała i sposób, a często naganiała chłopaków, bo się ociągali, a co któren ino mógł, to się z chałupy wyrywał na wieś, do wójta, bo już tam byli muzykanci i zbierali się drużbowie...</akap>


<akap id="e2327">Na sumę mało kto poszedł, gniewał się o to dobrodziej, że la wesela zapominają o służbie Bożej --- co było i prawdą, ale naród to sobie rozumiał, że i wesela takie nie co niedziela się odprawiają.</akap>


<akap id="e2328">A zaraz po obiedzie jęli się zjeżdżać ze wsi pobliskich, kto był zaproszon.<end id="e1196686222754"/></akap>


<akap id="e2329"><begin id="b1204760708068"/><motyw id="m1204760708068">Światło</motyw>Słońce się już przetoczyło z południa i prószyło bladym, jesiennym światłem że ziemia błyszczała jakby oroszona, okna buchały płomieniami, staw lśnił się i migotał, przydrożne rowy pobłyskiwały wodą jakby szybami --- wszystek świat był przesycony światłem dogasającej jesieni i ciepłem ostatnim.</akap>


<akap id="e2330">Ogłuchła, niema cisza obtulała rozzłoconą ziemię.</akap>


<akap id="e2331">Dzień się dopalał jaskrawo i z wolna przygasał.<end id="e1204760708068"/></akap>


<akap id="e2332"><begin id="b1196686569989"/><motyw id="m1196686569989">Obyczaje, Wesele, Wieś</motyw>Ale w Lipcach huczało jakby na jarmarku.</akap>


<akap id="e2333">Jak tylko przedzwonili na nieszpory, muzyka wywaliła się od wójta na drogę.</akap>


<akap id="e2334">Najpierwsze szły skrzypki w parze z fletem, a za nimi warczał bębenek z brzękadłami i basy, przystrojone we wstęgi, wesoło podrygiwały.</akap>


<akap id="e2335">Za muzyką szły oba dziewosłęby i drużbowie --- sześciu ich było.</akap>


<akap id="e2336">A wszystko chłopaki młode, dorodne, kiej sosny śmigłe, w pasie cienkie, w barach rozrosłe, taneczniki zapamiętałe, pyskacze harde, zabijaki sielne, z drogi nieustępliwe --- same rodowe, gospodarskie syny.</akap>


<akap id="e2337">Walili środkiem drogi, kupą całą, ramię przy ramieniu, aż ziemia dudniła pod nogami, a tak radośni, weselni i przystrojeni pięknie, że ino w słońcu grały pasiaste portki, czerwone spencerki, pęki wstęg u kapeluszów i rozpuszczone na wiatr, kiej skrzydła, kapoty białe...</akap>


<akap id="e2338">Krzykali ostro, podśpiewywali wesoło, przytupywali siarczyście i szli tak szumno, jakoby się młody bór zerwał i z wichurą leciał...</akap>


<akap id="e2339">Muzyka grała polskiego, bo zaś ciągnęli od domu do domu zapraszać weselników --- gdzie im wynosili gorzałki, gdzie zapraszali do wnętrza, gdzie zaś śpiewaniem odpowiedzieli --- a wszędy wychodzili przystrojeni ludzie, przystawali do nich i szli dalej społem, i już wszyscy w jeden głos śpiewali pod oknami druhen:</akap>


<poezja_cyt>
<strofa id="e2572">Wychodź, druhenko, wychodź, Kasieńko,/
<wers_wciety typ="4">Na wesele czas ---</wers_wciety>/
Będą tam grały, będą śpiewały/
<wers_wciety typ="4">Skrzypice i bas ---</wers_wciety>/
A kto się nie naje, kto się nie napije.../
<wers_wciety typ="4">Pójdzie do dom wczas!</wers_wciety>/
Oj ta dana, dana, oj ta dana, da!...</strofa>
</poezja_cyt>


<akap id="e2340">Hukali społem i z mocą taką, aż się po wsi rozlegało, aż na pola szły weselne głosy, pod borami śpiewały, we świat leciały szeroki.</akap>


<akap id="e2341">Ludzie wychodzili przed domy, do sadów, na płoty, a jaki taki, choć nie weselny, przystawał do nich, by się aby napatrzeć i nasłuchać, że nim doszli, już się prawie cała wieś stłoczyła i okrążała weselników ciżbą, iż coraz wolniej szli, a dzieci chmarą nieprzeliczoną i z wrzaskiem a przyśpiewywaniem przodem biegły.</akap>


<akap id="e2342">Doprowadzili gości do weselnego domu, przegrali im na godne wejście i zawrócili do pana młodego.</akap>


<akap id="e2343">A Witek, któren ze wstęgami u spencerka hardo był spólnie z drużbami chodził, skoczył teraz naprzód.</akap>

<akap_dialog id="e2344">--- Gospodarzu, a to muzyka z drużbami wali! --- krzyknął w okna i poleciał do Kuby.</akap_dialog>


<akap id="e2345">Rzęsisto zagrali na ganku, a Boryna w ten mig wyszedł, drzwi na rozcież wywarł, witał się a do środka zapraszał, ale wójt z Szymonem ujęli go pod boki i już prosto do Jagny powiedli, bo czas było do kościoła.</akap>


<akap id="e2346">Szedł ostro i aż dziw, tak młodo wyglądał; wystrzyżony, do czysta wygolony, przystrojony weselnie --- urodny był, jak mało który, a przez to, że mocno w sobie podufały i rozrosły, to i posturę już miał z dala widną, i powagę w twarzy niemałą; pośmiewał się wesoło z parobkami, pogadywał, a najczęściej z kowalem, bo mu się wciąż na oczy nawijał.</akap>


<akap id="e2347">Godnie go wprowadzili do Dominikowej; naród się rozstąpił, a oni go wiedli do izby szumno, z graniem i przyśpiewkami.</akap>


<akap id="e2348">Ale Jagusi nie było, przystrajały ją jeszcze kobiety w komorze mocno zawartej i pilnie strzeżonej, bo parobcy drzwi pchali, to w deskach szparutki czynili i przekomarzali się z druhnami, że ino pisk, śmiechy i babie wrzaski odpowiadały.</akap>


<akap id="e2349">A matka z synami przyjmowała gości, częstowała gorzałką, usadzała co starsze na ławach i na wszystko oko miała, bo narodu się zwaliło, że i trudno przejść przez izbę, po sieniach stali, w opłotkach nawet. Nie bele jakie to goście, nie! Gospodarze sami, rodowi i co bogatsze, a wszystko krewniacy, powinowaci i kumy Borynów i Paczesi, a drudzy zasie znajomkowie to i z dalszych wsiów zjechali.</akap>


<akap id="e2350">Juści, że ni Kłęba, ni Winciorków, ni tych morgowych biedot nie było, ni tego drobiazgu, co po wyrobkach chodził i zawżdy ze starym Kłębem trzymał... Nie dla psa kiełbasa, nie dla prosiąt miód!</akap>


<akap id="e2351"><begin id="b1196687253332"/><motyw id="m1196687253332">Panna młoda</motyw>Dopiero w jakie dwa pacierze otwarli drzwi komory i organiścina z młynarzową wywiedły Jaguś na izbę, a druhny otoczyły ją wiankiem, a tak strojne i urodne wszystkie, że kwiaty to były, nie kwiaty, a ona między nimi najśmiglejsza i kieby ta róża najśliczniejsza stojała w pośrodku, a cała w białościach, w aksamitach, w piórach, we wstęgach, w srebrze a złocie --- że się widziała niby ten obraz, co go naszają na procesjach, aż przycichło z nagła, tak poniemieli i dziwowali się ludzie Hej! Jak Mazury Mazurami, nie było śliczniejszej! Wnet drużbowie zrobili rumor i gruchnęli z całych piersi:</akap>


<poezja_cyt>
<strofa id="e2573">Rozgłaszaj, skrzypku, rozgłaszaj!/
A ty, Jaguś, ojca, matkę przepraszaj ---/
Rozgłaszaj, flecie, rozgłaszaj!/
A ty, Jaguś, siostry, braci przepraszaj!...</strofa>
</poezja_cyt>


<akap id="e2352">Boryna wystąpił, ujął ją za rękę i przyklęknęli, a matka obrazem ich przeżegnała i jęła błogosławić, i wodą święconą kropić, aż Jaguś z płaczem padła do nóg macierzy, a potem i drugich podejmowała, przepraszała i żegnała się ze wszystkimi. Brały ją kobiety w ramiona, obejmowały i podawały sobie, aż się popłakali społem, a Józia najrzewliwiej zawodziła, bo się jej matula nieboszczka przypomniała.</akap>


<akap id="e2353">Wysypali się przed dom, ustawili w porządku należytym i ruszyli pieszo, bo do kościoła było ze staje.</akap>


<akap id="e2354">Muzyka szła przodem i rznęła ze wszystkich sił.</akap>


<akap id="e2355">A potem Jagnę wiedli drużbowie --- szła bujno, uśmiechnięta przez łzy, co jej jeszcze u rzęs wisiały, weselna niby ten kierz<pe><slowo_obce>kierz</slowo_obce> --- krzak.</pe> kwietny i kiej słońce ciągnąca wszystkich oczy; włosy miała zaplecione nad czołem, w nich koronę wysoką, ze złotych szychów, z pawich oczek i gałązek rozmarynu, a od niej na plecy spływały długie wstążki we wszystkich kolorach i leciały za nią, i furkotały kieby ta tęcza; spódnica biała rzęsisto zebrana w pasie, gorset z błękitnego jak niebo aksamitu wyszyty srebrem, koszula o bufiastych rękawach, a pod szyją bujne krezy obdziergane modrą nicią, a na szyi całe sznury korali i bursztynów aż do pół piersi opadały.<end id="e1196687253332"/></akap>


<akap id="e2356">Za nią druhny prowadziły Macieja.</akap>


<akap id="e2357">Jako ten dąb rozrosły w boru po śmigłej sośnie, tak on następował po Jagusi, w biedrach się ino kołysał, a po bokach drogi rozglądał, bo mu się zdało, że Antka w ciżbie uwidział.</akap>


<akap id="e2358">A za nimi dopiero szła Dominikowa ze swatami, kowalowie, Józia, młynarzowie, organiścina i co przedniejsi.</akap>


<akap id="e2359">Na ostatek zaś całą drogą waliła wieś cała.</akap>


<akap id="e2360">Słońce już zachodziło, wisiało nad lasami czerwone, ogromne i zalewało całą drogę, staw i domy krwawym brzaskiem, a oni szli w tych łunach wolno, że aż się w oczach mieniło od tych wstążek, piór pawich, kwiatów, czerwonych portek, pomarańczowych wełniaków, chustek, kapot białych --- jakoby ten zagon, rozkwitłymi kwiatami pokryty, szedł i pod wiatr z wolna się kołysał a pośpiewywał, bo druhny raz wraz zawodziły cieniuśkimi głosami:</akap>


<poezja_cyt>
<strofa id="e2574">A jadą, jadą, wozy kołaczą ---/
A moja Jaguś, po tobie płaczą.../
<wers_wciety typ="6">Hej!</wers_wciety>/
A da śpiewają, śpiewają sobie ---/
A da na smutek, Jagusiu, tobie.../
<wers_wciety typ="6">Hej!</wers_wciety></strofa>
</poezja_cyt>


<akap_dialog id="e2361">Dominikowa całą drogę popłakiwała i jak w obraz wpatrywała się w córkę, że nic nie słyszała, co do niej zagadywali.<end id="e1196686569989"/></akap_dialog>


<akap_dialog id="e2362"><begin id="b1196686645379"/><motyw id="m1196686645379">Obyczaje, Ślub, Wieś</motyw>W kościele już Jambroży zapalał świece na ołtarzu.</akap_dialog>


<akap_dialog id="e2363">Ogarnęli się ino w kruchcie, uporządkowali w pary i ruszyli przed ołtarz, bo i ksiądz już z zakrystii wychodził.</akap_dialog>


<akap id="e2364">Prędko się odbył ślub, bo ksiądz się do chorego spieszył. A gdy wychodzili z kościoła, organista jął na organach wycinać mazury a obertasy i kujawiaki takie, aż same nogi drygały, a niektóren tylko co nie huknął piosenką, dobrze, iż się w czas pomiarkował!<end id="e1196686645379"/></akap>


<akap id="e2365">Wracali już bez nijakiego porządku, całą drogą, jak komu było do upodoby, a rozgłośnie, bo drużbowie z druhenkami zawodzili, jakoby ich kto ze skóry obłupiał.</akap>


<akap id="e2366"><begin id="b1196686722739"/><motyw id="m1196686722739">Muzyka, Obyczaje, Taniec, Wesele, Wieś</motyw>Dominikowa rychlej pobiegła, a gdy nadciągnęli --- już ona państwa młodych na progu witała obrazem i tym świętym chlebem i solą, a potem nuż się ze wszystkimi z nowa witać, a obłapiać i do izby zapraszać!</akap>


<akap id="e2367">Muzyka rznęła w sieniach, więc co który próg przestąpił, chwytał wpół pierwszą z brzega kobietę i puszczał się posuwistym krokiem ,,chodzonego" --- a już tam, niby ten wąż farbami migotliwy, toczyły się dokoła izby pary, gięły się, okrążały, zawracały z powagą, przytupywały godnie, kołysały się przystojnie i szły, płynęły, wiły się, a para za parą, głowa przy głowie --- niby ten rozkołysany zagon dostałego żyta, gęsto przekwiecony bławatem a makami... --- a na przedzie w pierwszą parę Jagusia z Boryną!</akap>


<akap id="e2368">Aż światła ustawione na okapie dygotały, dom się chwiał, zdało się, że ściany się rozpękną od tej ciżby i mocy, jaka biła od taneczników!...</akap>


<akap id="e2369">Pochodzili z dobry pacierz, nim skończyli.</akap>


<akap id="e2370"><begin id="b1204761385142"/><motyw id="m1204761385142">Panna młoda</motyw>Muzyka teraz zaczęła przegrywać pierwszy taniec, dla młodej, jak to we zwyczaju z dawien dawna było.</akap>


<akap id="e2371">Naród zbił się gęstwą pod ścianami i zaległ wszystkie kąty, a parobcy uczynili wielkie kolo, w którym zaczęła tańcować! Krew w niej zagrała, aż się jej modre oczy lśniły i białe zęby połyskiwały w zarumienionej twarzy; tańcowała niezmęczenie, coraz zmieniając taneczników, bo choć raz wokoło z każdym przetańcować musiała.<end id="e1204761385142"/></akap>


<akap id="e2372">Muzykanci grali ostro, aż im ręce mdlały, ale Jaguś jakby zaczęła dopiero, mocniej tylko poczerwieniała i wywijała tak zapamiętale, aż te jej wstęgi z furkotem za nią latały chlastając po twarzach, a rozdęte taneczną wichurą spódnice zapełniały izbę.</akap>


<akap id="e2373">A parobcy z uciechy pięściami walili w stoły i pokrzykiwali siarczyście.</akap>


<akap id="e2374">Dopiero na ostatek wybrała młodego --- szykował się na to Boryna, bo skoczył kieby ryś do niej, ujął ją wpół i wichrem zakręcił w miejscu, a muzykantom rzucił:</akap>

<akap_dialog id="e2375">--- Z mazurska, chłopcy, a krzepko!</akap_dialog>


<akap id="e2376">...Krzyknęli w instrumenty z całej mocy, aż w izbie się zakotłowało.</akap>


<akap id="e2377">Boryna zaś ino mocniej Jagnę ujął, poły na rękę zarzucił, poprawił kapelusza, trzasnął obcasami i z miejsca jak wicher się potoczył!</akap>


<akap id="e2378">Hej! Tańcował też, tańcował! A okręcał w miejscu, a zawracał, a hołubce bił, aż wióry leciały z podłogi, a pokrzykiwał, a Jagusię miotał i zawijał, że się w jeden kłąb zwarli i jak to pełne wrzeciono po izbie wili --- że ino wicher szedł od nich i moc.</akap>


<akap id="e2379">...Muzyka rznęła siarczyście, zapamiętale, z mazowiecka...</akap>


<akap id="e2380">Zbili się wszyscy we drzwiach, to po kątach, przycichli i ze zdumieniem poglądali, a on niezmordowanie hulał i coraz siarczyściej; już się niejedni wstrzymać nie mogli, bo same nogi niesły, więc ino do taktu przytupywali, a co gorętszy dziewczynę brał i puszczał się w tany, na nic już nie bacząc!</akap>


<akap id="e2381">Jagusia, choć mocna była, ale rychło zmiękła i jęła mu przez ręce lecieć, wtedy dopiero przestał i odprowadził ją do komory.</akap>

<akap_dialog id="e2382">--- Kiedyś taki chwat, bratem mi jesteś i przy pierwszych chrzcinach w kumotry mnie proś! --- wołał młynarz biorąc go w ramiona.</akap_dialog>


<akap id="e2383">Wnet się pobratali gorąco, bo muzyka zaraz zmilkła i zaczął się poczęstunek.</akap>


<akap id="e2384">Dominikowa, synowie, kowal, Jagustynka uwijali się raźno z pełnymi butelkami i kieliszkami w garściach, a do każdego z osobna przepijali. Józia i kumy roznosiły na przetakach chleb pokrajany i placki.</akap>


<akap id="e2385"><begin id="b1204761501079"/><motyw id="m1204761501079">Alkohol</motyw>Wrzawa podnosiła się coraz większa, bo każden swoje głośno powiadał, a wszyscy chętnie się do kieliszków brali, bych wesela rzetelnie zażyć.</akap>


<akap id="e2386">Na ławach pod oknem przysiadł młynarz z Boryną, wójt, organista i co pierwsi gospodarze. Już tam niezgorsza butelka araku krążyła z rąk do rąk, a niejedną kolejką; jeszcze im i piwa donosili --- gęsto przepijali, bo się już brać poczynali w ramiona i sielnie kumać!</akap>


<akap id="e2387">I na izbie dosyć stało narodu, pozbijali się w kupy, jak komu i z kim było do upodoby, poredzali głośno i zabawiali się niezgorzej kieliszkami.<end id="e1204761501079"/></akap>


<akap id="e2388">A w komorze, oświetlonej lampą pożyczoną od organistów, zebrały się gospodynie z organiściną i młynarzową na czele, po skrzyniach, to ławach przyrzuconych wełniakami godnie się rozsiadły, miód przez zęby cedziły i słodki placek delikatnie palcami poskubywały, a z rzadka jeśli która rzuciła to słowo jakie: słuchały uważnie, co młynarzowa rozpowiadała o dzieciach swoich.</akap>


<akap id="e2389">Nawet w sieniach była ciżba i jeszcze na drugą stronę się cisnęli, aż Ewka wyganiała, bo szykowali pilnie do wieczerzy, od której już po całym domu zapachy szły smakowite, że niejednemu w nozdrzach wierciło.</akap>


<akap id="e2390">Młodzież wysypała się przed dom, w opłotki i na przyzby; noc była zimna, cicha a oroszona gwiazdami, to się przechładzali i bawili wesoło, aż się trzęsło od śmiechów, wrzasków i biegań, bo niejedni po sadzie się uganiali za sobą, że starsi krzykali im z okien:</akap>

<akap_dialog id="e2391">--- Kwiatuszków szukacie? Byście, dziewczyny, czego innego nie pogubiły po nocy!</akap_dialog>


<akap id="e2392">Słuchał to ich kto?</akap>


<akap id="e2393">Zaś po pierwszej izbie Jagusia i Nastka Gołębianka chodziły, trzymały się wpół i cięgiem buchały śmiechem, i coś sobie na ucho opowiadały --- naglądał za nimi Szymek, starszy Dominikowej, z Nastki oczów nie spuszczał, a co trochę z wódką do niej podchodził, zęby szczerzył i zagadywał.</akap>


<akap id="e2394">Kowal wystrojony odświętnie, w czarnej kapocie i w portkach na cholewy wyłożonych, uwijał się najraźniej, wszędzie był, ze wszystkimi pił, zapraszał, częstował, rajcował i zwijał się, że coraz to w innej stronie widniał jego rudy łeb i piegowata twarz.</akap>


<akap id="e2395">Młodzi przetańcowali parę razy, ale krótko i bez wielkiej ochoty, bo się za wieczerzą oglądali.<end id="e1196686722739"/></akap>


<akap id="e2396">Starsi zaś poradzali, wójt, że był już napity, coraz głośniej mówił, wypuczał się, pięścią w stół walił i nakazywał:</akap>

<akap_dialog id="e2397"><begin id="b1204761756997"/><motyw id="m1204761756997">Chłop, Szkoła, Urzędnik, Wieś</motyw>--- Wójt wama to mówi, to wierzcie. Urzędnik jestem, papier do mnie przyszedł z nakazem, by gromadę zwołać i z morgi grosz jaki na szkołę uchwalić...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2398">--- Wy sobie, Pietrze, uchwalcie i po dziesiątku z morgi, a my i tego grosza nie damy!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2399">--- Nie damy! --- huknął któryś.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2400">--- Cicho, trzeba, kiej urzędowa osoba powiada...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2401">--- Szkoły nam takiej nie potrzeba! --- powiedział Boryna.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2402">--- A nie potrzeba! --- powtórzyli inni chórem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2403">--- Cie... w Woli szkoła jest, bez trzy zimy moje dzieci chodziły i co?... To nawet na książce tego pacierza rozebrać nie potrafią... na psa taka nauka!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2404">--- <begin id="b1204788844294"/><motyw id="m1204788844294">Matka, Nauka</motyw>Matki niechaj pacierza uczą, szkoła nie od tego<end id="e1204788844294"/>, ja, wójt, wama mówię.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2405">--- A niby od czego? --- wrzasnął ten z Woli podrywając się z ławy.<end id="e1204761756997"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e2406">--- Ja, wójt, wama rzeknę, ino pilnie słuchajcie... zaraz, po pierwsze... --- ale nie wywiódł do końca, bo <begin id="b1204789640783"/><motyw id="m1204789640783">Korzyść, Chłop, Szlachcic, Żyd</motyw>Szymon na cały stół wykrzykiwał, że już ten las sprzedany Żydy ocechowały<pe><slowo_obce>ocechować</slowo_obce> --- oznakować (w tym wypadku chodzi o zaznaczenie drzew do wycięcia).</pe> i rąbać wnet będą, czekają jeno mrozów i sanny.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2407">--- Niech cechują, na wycięcie poczekają... --- wtrącił Boryna.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2408">--- Do komisarza ze skargą pójdziemy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2409">--- Nie to, komisarz zawsze z dziedzicem trzyma, a gromadą iść, rębaczów rozpędzić.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2410">--- Ani jednego chojaka ściąć nie pozwolić!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2411">--- Skargę do sądu podać!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2412">--- Pijcie do mnie, Macieju, nie pora teraz uradzać! Po pijanemu łacno wygrażać choćby i Panu Bogu! --- zawołał młynarz nalewając. Nie w smak mu szły te rozmowy i odgrażania, bo się z Żydami był ugodził i miał im drzewo na swoim tartaku przy młynie rznąć.<end id="e1204789640783"/></akap_dialog>


<akap id="e2413">Przepili i z miejsc się podnieśli, bo już zaczęli szykować do wieczerzy i wszelki sprzęt potrzebny znosić na stoły i ustawiać.</akap>


<akap id="e2414"><begin id="b1196686878973"/><motyw id="m1196686878973">Jedzenie, Obyczaje, Wesele</motyw>Ale gospodarze nie zaniechali lasu, jakże, bolączka to była piekąca, więc się stłoczyli w kupę i przyciszywszy głosy przed młynarzem radzili i umawiali się, by do Boryny się zejść i coś postanowić... ale nie skończyli, bo wszedł Jambroży i prosto do nich przystał. Spóźnił się, z dobrodziejem do chorego jeździł aż na trzecią wieś, do Krosnowy, to teraz ostro wziął się do picia, aby dogonić... nie zdążył jednak, bo już starsze kobiety zaśpiewały chórem:</akap>


<poezja_cyt>
<strofa id="e2575">A dokoła, drużbeczkowie, dokoła;/
Zapraszajcie dobrych ludzi do stoła!</strofa>
</poezja_cyt>


<akap id="e2415">A na to, rumor czyniąc ławami, odkrzykli drużbowie:</akap>


<poezja_cyt>
<strofa id="e2576">A dyć my już poprosili --- już siedzą./
Dajcie ino co dobrego --- to zjedzą!</strofa>
</poezja_cyt>


<akap id="e2416">I z wolna zaczęli za stoły iść, a usadzać się na ławach.</akap>


<akap id="e2417">Juści, że na pierwszym miejscu państwo młodzi, a w podle nich ze stron obu co najpierwsi, po uważaniu, po majątku, po starszeństwie aż do druhen i dzieci --- a ledwie się pomieścili, choć stoły ustawili wzdłuż trzech ścian.</akap>


<akap id="e2418">Tylko drużbowie nie siedli, by posługi czynić, i muzykanci.</akap>


<akap id="e2419">Gwar przycichł, organista stojący odmawiał w głos modlitwę --- jeno kowal powtarzał za nim, bo pono na łacinie się rozumiał, a potem przepijali po tym kieliszeczku na zdrowie i dobry smak.</akap>


<akap id="e2420">Kucharki wraz z drużbami wnosić poczęły dymiące ogromne donice z jadłem i przyśpiewywały:</akap>


<poezja_cyt>
<strofa id="e2577">Niesiem rosół z ryżem ---/
A w nim kurę z pierzem!</strofa>
</poezja_cyt>


<akap id="e2421">A przy drugiej potrawie:</akap>


<poezja_cyt>
<strofa id="e2578">Opieprzone słone flaki,/
Jedzże, siaki taki!</strofa>
</poezja_cyt>


<akap id="e2422">Muzyka zaś zasiadła pod kominem i przygrywała z cicha piosneczki różne, bych się smaczniej jadło.</akap>


<akap id="e2423">Pojadali też przystojnie, wolno, w milczeniu prawie, bo mało kto rzucił jakie słowo, że ino mlaskanie a skrzybot łyżek zapełniały izbę, a gdy sobie już nieco podjedli i głód pierwszy zasycili, kowal znowu flaszkę puścił w kolejkę, przy czym już i poczynali prawić z cicha, i przemawiać do się przez stoły.</akap>


<akap id="e2424">Jagusia jedna jakby nic nie jadła, próżno ją Boryna niewolił, wpół brał i jak to dzieciątko prosił, cóż, kiedy nawet mięsa przełknąć nie mogła, utrudzona była wielce i rozgrzana --- tyle że to piwo zimne popijała, a oczami wodziła po izbie i coś niecoś nasłuchiwała Borynowych szeptów.<end id="e1196686878973"/></akap>

<akap_dialog id="e2425"><begin id="b1196687302442"/><motyw id="m1196687302442">Miłość, Żona, Gospodyni</motyw>--- Jaguś, kuntentna<pe><slowo_obce>kuntentna</slowo_obce> --- kontenta, zadowolona.</pe> jesteś, co? Śliczności ty moje! Jaguś, nie bój się, dobrze ci u mnie będzie, jak i u matuli nie było lepiej... Panią se będziesz, Jaguś, panią... dziewkę ci przynajmę, byś się zbytnio nie utrudzała... obaczysz!... --- pogadywał z cicha, a w oczy miłośnie patrzył, na ludzi już nie bacząc, aż się w głos przekpiwali z niego.<end id="e1196687302442"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e2426">--- Jak ten kot do sperki się dobiera.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2427">--- A bo też spaśna, kiej ta lepa!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2428">--- Stary kręci się i nogami przebiera, niczym ten kogut!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2429">--- Użyje se jucha stary, użyje! --- wołał wójt.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2430">--- Jak ten pies na mrozie --- mruknął zgryźliwie stary Szymon.</akap_dialog>


<akap id="e2431">Gruchnęli śmiechem, a młynarz aż się pokładał na stole i pięścią grzmocił z uciechy.</akap>


<akap id="e2432"><begin id="b1196687394582"/><motyw id="m1196687394582">Obyczaje, Wesele</motyw>Kucharki znowu zaśpiewały:</akap>


<poezja_cyt>
<strofa id="e2579">Niesiem miski tłustej jagły,/
By se chudzielce podjadły!</strofa>
</poezja_cyt>


<akap_dialog id="e2433">--- Jagno, przychyl no się, to ci coś rzeknę! --- mówił wójt, przechylił się za Boryną, bo tuż przy nim siedział, i uskubnął ją w boka --- a to mę na chrzestnego proś! --- zawołał ze śmiechem i łakomymi oczami po niej wodził, bo mu się strasznie udała.</akap_dialog>


<akap id="e2434"><begin id="b1204791175859"/><motyw id="m1204791175859">Mąż, Żona</motyw>Poczerwieniała mocno, a kobiety na to buchnęły śmiechem i dalejże przekpiwać, dowcipy trefne sadzić i poredzać, jak się ma z chłopem obchodzić!</akap>

<akap_dialog id="e2435">--- A pierzynę co wieczór przed kominem nagrzewaj.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2436">--- Głównie tłusto jeść dawać, a krzepę miał będzie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2437">--- I przypodchlibiaj, za szyję często ułapiaj.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2438">--- A miętko dzierż, to i nie pozna, gdzie go zawiedziesz! --- jedna po drugiej prawiły, jak to zwyczajnie kobiety, kiedy sobie podpiją i ozorom wolność dadzą.<end id="e1204791175859"/></akap_dialog>


<akap id="e2439">Izba aż się trzęsła od śmiechu, a one tak rozpuszczały gęby, aż młynarzowa zaczęła im przekładać, by wzgląd miały na dziewuchy i na dzieci, a organista też dowodził, że to wielki grzech siać zgorszenie i zły przykład dawać.</akap>

<akap_dialog id="e2440">--- Bo --- prawił --- Pan Jezus nam rzekł i święci apostołowie, co wszystko w łacińskich książkach jak wół stoi wypisane, że lepiej zabić niźli masz zgorszyć, bo jako te niewiniątka zgorszysz, to jakby mnie samego; tak stoi w Piśmie świętym --- bo niepomiarkowanie w piciu, w jadle jak i w uczynkach srogo karanym będzie, to wam, ludzie kochane, mówię --- bełkotał niewyraźnie, bo nie po jednym już był ni po dwóch...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2441">--- Kalikant jucha, zabawy będzie ludziom bronił.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2442">--- O księdza się obciera, to myśli, że święty!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2443">--- Niechaj se uszy kapotą zatka! --- leciały nieprzychylne głosy, bo nie lubiano go we wsi.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2444">--- Wesele dzisiaj, to nie grzech się zabawić, pośmiać z czego wesołego i ucieszyć, to już ja, wójt, to wama mówię, moi ludzie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2445">--- A na ten przykład i Jezus po weselach bywał i wino pijał... --- dorzucił poważnie Jambroży, ale cicho, bo już pijany był, a że w końcu przy drzwiach siedział, nikt go nie słyszał --- <begin id="b1204791342686"/><motyw id="m1204791342686">Jedzenie</motyw>i mówić wszyscy zaczęli, śmiać się, trącać kieliszkami, a coraz wolniej pojadać, aby się do syta najeść; niejeden już i pasa popuszczał, przeciągał się, by więcej zmieścić...</akap_dialog>


<akap id="e2446">Kucharki znowu z miskami nowymi szły i śpiewały:<end id="e1204791342686"/></akap>


<poezja_cyt>
<strofa id="e2580">Chrząkała, kwiczała, w ogródeczku ryła,/
Będzie teraz gospodarzom za szkodę płaciła!</strofa>
</poezja_cyt>


<akap id="e2447"><begin id="b1204791713536"/><motyw id="m1204791713536">Plotka</motyw>--- Wysadzili się, no, no! --- dziwili się ludzie.</akap>

<akap_dialog id="e2448">--- Jakże, z tysiąc złotych kosztuje wesele...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2449">--- Opłaciło się niezgorzej, bo to nie zapisał sześciu morgów!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2450">--- Za tę dziecińską krzywdę se balują.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2451">--- A Jagna siedzi jak ten mruk.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2452">--- Maciej za to ślepiami świeci kiej żbik!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2453">--- Kiej to próchno, moiściewy, kiej próchno!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2454">--- Będzie on jeszcze płakał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2455">--- Nie jest on z tych, co płaczą, do kija prędzej się weźmie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2456">--- To samom mówiła wójtowy, jak o zmówinach powiedziała.<end id="e1196687394582"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e2457">--- Czemu to ona dzisiaj nie przyszła?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2458">--- Jakże, leda dzień zlegnie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2459">--- Rękę bym sobie dała uciąć, że niedługo, niech ino muzyki zaczną w karczmie, to Jagna ganiać będzie za parobkami.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2460">--- Mateusz ino czeka tego!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2461">--- Hale, hale?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2462">--- Przeciech! Wawrzonowa słyszała, co wygadywał w karczmie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2463">--- Że go to nie prosili do muzyki?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2464">--- Stary chciał, ino Dominikowa się przeciwiła, wszyscy wiedzą, co było, to jakże?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2465">--- Przykłada każdy, a widział kto?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2466">--- To niby po próżnicy pogadują!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2467">--- A Bartek Kozieł wypatrzył ich na zwiesnę w boru...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2468">--- Kozieł jest złodziej i cygan, miał z Paczesiową sprawę o świnię i bez złość wygaduje...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2469">--- I inni mają oczy widzące, mają...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2470">--- I źle się to skończy, obaczycie... juści, mnie to nic do tego, ale tak myślę, że się Antkom krzywda stała i dzieciom, to i kara przyjść przyjdzie za to.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2471">--- Pewnie, Pan Jezus nie rychliwy, ale sprawiedliwy...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2472">--- O Antku tyż coś niecoś napomykali, że tu i ówdzie widywali ich razem, jak się zmawiali... --- przyciszyły głosy i rajcowały coraz złośliwiej, i nicowały nieubłaganie całą rodzinę, nie darowując i starej, a litując się nad chłopakami najbardziej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2473">--- A bo to nie grzech! Parobki pod wąsem, Szymek ma już dobrze na trzydzieści i żenić mu się nie da, z domu nie popuści i o bele co piekłuje.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2474">--- Przecie to i wstyd, chłopy tyle, a wszystkie kobiece roboty robią...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2475">--- By sobie ino Jagusia rączków nie powalała<pe><slowo_obce>powalać</slowo_obce> --- pobrudzić.</pe>!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2476">--- A po pięć morgów mają i żenić by się już mogli!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2477">--- Tyle dziewczyn jest we wsi...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2478">--- A wasza Marcycha najdawniej czeka i grunt przyległy do Paczesiowego!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2479">--- Baczcie na swoją Frankę lepiej, by się czego z Adamem nie doczekała!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2480">--- Stara jest piekielnica, to wiadomo, ale chłopaki też niezguły i ciamajdy!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2481">--- Tyle paroby, a matczynej kiecki boją się puścić!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2482">--- Puszczą się... już dzisiaj Szymek cięgiem chodzi za Nastką Gołębianką.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2483">--- Ociec ich był taki sam, dobrze baczę, a stara za młodu nie lepsza od Jagusi!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2484">--- Jaki korzeń, taka nać! --- taka córka, jaka mać!<end id="e1204791713536"/></akap_dialog>


<akap id="e2485"><begin id="b1196687526864"/><motyw id="m1196687526864">Jedzenie, Obyczaje, Pijaństwo, Wesele, Wieś</motyw>Muzyka przycichła, grajkowie jeść poszli na drugą stronę, bo wieczerza się skończyła.</akap>


<akap id="e2486">Cicho się nagle uczyniło niby w kościele podczas Podniesienia --- po chwili jednak gwar buchnął jeszcze mocniejszy, aż się zakotłowało, wszyscy naraz mówili, krzyczeli a dowodzili sobie przez stoły, że już jeden drugiego nie słyszał.</akap>


<akap id="e2487">Podali na ostatku, dla wybranych, krupnik, miodem i korzeniami zaprawiony, a reszcie szczodrze stawiali tęgą okowitkę i piwo.</akap>


<akap id="e2488">Mało kto zważał, co pije, bo już się ze łbów kurzyło niezgorzej i kuntentność rozbierała. Siadali, jak było poręczniej, kapoty rozpinali z gorąca, pokładali się na stołach. Walili pięściami, aż miski podskakiwały, chwytali się wpół, to za orzydla, to ułapiali za szyję a raili, wyżalali się --- jak brat przed bratem, kiej ten krześcijan prawy przed krześcijanem i somsiadem.</akap>

<akap_dialog id="e2489"><begin id="b1196687645364"/><motyw id="m1196687645364">Obraz świata, Obyczaje, Wieś</motyw>--- Źle jest na świecie! Juści! Marnacja człowiekowi a to biedowanie jeno...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2490">--- Poszły, psiekrwie... --- Pod stołami psy gryzły się o kości.</akap_dialog>


<akap id="e2491">...<begin id="b1204791902833"/><motyw id="m1204791902833">Alkohol, Sąsiad</motyw>A pociecha ino w tym, kiej somsiad z somsiadem się zejdzie i przy tym kieliszku poredzą, wyżalą się i odpuszczą sobie, co tam jeden drugiemu winowaty<end id="e1204791902833"/> --- juści, nie to wypasione zboże ni przeoranie granicy, bo to już sądy wiedzą i świadkowie przytwierdzą, komu krzywda i komu sprawiedliwość, ale to, co tam po sąsiedzku przytrafić się przytrafi --- czy kiej gadzina spyszcze w sadzie, czy baby się poswarzą abo dzieciaki się pobiją, jak to różnie się zdarzy... Dyć wesele od tego, bych zawziętość stajała i braterstwo a zgoda rosły między ludźmi!</akap>

<akap_dialog id="e2492">--- Choćby jeno na ten czas weselny, na dzień jeden!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2493">--- A jutro samo przyjdzie! Hej! Nie uciekniesz przed dolą, chyba pod tę świętą ziemię; przyjdzie, za łeb ułapi, jarzmo na kark włoży, biedą popędzi i ciągnij, narodzie, a potem i krwią się oblewaj, swego bacz, z garści nie popuszczaj ni na to oczymgnienie, byś się pod koła nie zaplątał!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2494"><begin id="b1204792217873"/><motyw id="m1204792217873">Kłótnia, Szatan</motyw>--- Na braci Pan Jezus stworzył ludzi, a wilkami są la siebie!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2495">--- Nie wilkami, nie, to jeno bieda podjudza, kłyźni i jednych na drugich rzuca, że gryzą się jak te psy o gnat objedzony!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2496">--- Nie sama bieda, nie, zły to ćmę na naród rzuca, że nie rozeznają, co dobre, a złe!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2497">--- Prawda, prawda, i dmucha w duszę kiej w to zarzewie przygasłe, aż chciwość i złość, i wszystkie grzechy rozdmucha!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2498">--- Juści, któren głuchy jest na przykazania, ten ochotniej słucha piekielnej muzyki!<end id="e1204792217873"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e2499"><begin id="b1204794711989"/><motyw id="m1204794711989">Chłop, Szlachcic, Własność, Żyd</motyw>--- Drzewiej nie tak bywało! Posłuch był, poszanowanie starszych i zgoda!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2500">--- I grontu każden miał, co ino mógł obrobić, a pastwisk, a łąk, a boru.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2501">--- A o podatkach kto kiedy słyszał?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2502">--- Abo drzewo kupował kto?... Jechał do boru i brał, ile komu było potrza, a choćby i tę najlepszą sosnę czy dęba!... Co było dziedzicowe, było i chłopskie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2503">--- A teraz ni dziedzicowe, ni chłopskie --- żydoskie jest abo i kogo gorszego.<end id="e1204794711989"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e2504"><begin id="b1204792335414"/><motyw id="m1204792335414">Alkohol, Zabawa, Zdrowie</motyw>--- Ścierwy! Piłem do was, pijcie do mnie! Usadziły się jakby na swojem --- pijcie no, dobre twoje, dobre i moje, bych sprawiedliwość we wszystkim była...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2505">--- Dziedzice parszywe! W wasze ręce! Gorzałka nie grzech, byle jeno przy godnym sposobie i z bratami, to na zdrowie idzie, krew czyści i choróbska odciąga!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2506">--- Jak pić, to już całą kwartą, jak się weselić, to już całą niedzielę.<end id="e1204792335414"/> A masz, człowieku, robotę? --- pilno rób, kulasów nie żałuj i szczerze się przykładaj! A zdarzy się na ten przykład okazja --- wesele, chrzciny abo i zamrze się komu --- pofolguj sobie, odpoczywaj, obserwuj i uciechę miej! --- A źle wypadnie --- kobieta się zmarnuje, bydle ci zdechnie, pogorzel przyjdzie --- wola boska, nie przeciw się, bo i cóż, chudziaku, poredzisz krzykaniem a płaczem? --- nic; spokojności się ino zbędziesz, że nawet to jadło pokrzywą ci się w gębie wyda! --- Cierp przeto i dufaj w Panajezusowe miłosierdzie... Przyjdzie gorsze, kostucha ułapi cię za grdykę i w ślepie zajrzy --- nie próbuj się wypsnąć, nie twoja moc --- bo wszystko jest w boskim ręku...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2507">--- Juści, kto tam wymiarkuje, kiej Jezus rzeknie: ,,Do tela twoje --- od tela moje, człowieku."</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2508">--- Tak to, tak! <begin id="b1204792424484"/><motyw id="m1204792424484">Polak</motyw>Górą, kiej to błyskanie, lecą boskie przykazy, a nikt, żeby ksiądz, żeby najmądrzejszy, ich nie przejrzy przódzi, aż padną na naród ziarnem dojrzałym!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2509">--- A ty, człowieku, masz tylko jedno wiedzieć --- byś swoje robił i żył, jak przykazania święte nakazują, a przed się nie wyglądał... Pan Jezus wszystkim zasługi szykuje i wypłaci rzetelnie, co ino komu przypadnie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2510">--- Tym ci polski naród stojał --- to i tak ma być aż po wiek wieków. Amen!<end id="e1204792424484"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e2511">--- A cierpliwością i bramy piekielne przemoże.<end id="e1196687526864"/></akap_dialog>


<akap id="e2512">Tak sobie pogwarzali, gęsto przepijając, a każdy wypowiadał, co miał na sercu i co mu dawno ością stało w grdyce! A najwięcej i najgłośniej gadał Jambroży, juści, że go niewiela słuchali, bo kużden mówił i swojego chciał dowieść, mało bacząc na drugich...<end id="e1196687645364"/> <begin id="b1196687957817"/><motyw id="m1196687957817">Chłop, Muzyka, Obyczaje, Pijaństwo, Taniec, Wesele, Wieś</motyw>W izbie wrzało już i kotłowało się coraz bardziej, gdy Ewka z Jagustynką weszły, niosąc przed sobą z wielką paradą przystrojoną warząchew. Muzykant, który szedł za nimi, przygrywał na skrzypkach, a one śpiewały:</akap>


<poezja_cyt>
<strofa id="e2581">Da powoli, powoli ---/
Da od stołów wstawajcie!/
Po trzy grosze za potrawę,/
Po dziesiątku za przyprawę ---/
<wers_wciety typ="2">Da kuchareczkom dajcie!</wers_wciety></strofa>
</poezja_cyt>


<akap id="e2513">Naród był syty, podochocony i zmiękły dobrym jadłem i napitkiem częstym, to niektórzy i srebrne pieniądze rzucali na warząchew.</akap>


<akap id="e2514">Wraz też dźwigać się jęli zza stołów i z wolna rozchodzili --- którzy na powietrze wytchnąć, którzy w sieniach albo i na izbie przystawali i dalej dyskursa ciągnęli, insi zaś obłapiali się z przyjacielstwa, a niejeden już się potaczał i po ścianach łbem orał albo drugich jako ten baran trykał --- co i nie dziwota, bo wieczerza była rzęsisto gorzałką przeplatana.</akap>


<akap id="e2515">Za stołem pozostał ino wójt z młynarzem, kłócili się i z gorącością niepomierną skakali do siebie jak jastrzębie, aż Jambroży chciał ich wódką godzić.</akap>

<akap_dialog id="e2516">--- Kruchty pilnuj, dziadu, a do gospodarzy ci zasie --- warknął wójt.</akap_dialog>


<akap id="e2517">Odszedł markotny, butelkę do piersi cisnął, kusztykał głośno i szukał, z kim by się mógł po przyjacielsku napić i nagadać.</akap>


<akap id="e2518">Młódź zaś wysypała się w opłotki, to trzymając się wpół na drogę wylęgali gwarzyć i gzić się --- aże dudniało od przegonów i wrzawy --- noc była jasna, księżyc wisiał nad stawem tak mocno błyszczącym, że i najsłabsze kręgi, co się roztaczały jakby od uderzeń światła, widne były niby węże półkolisto sunące w cichości; przymrozek brał niezgorszy, gruda się łamała pod nogami i szron pobielił dachy, i już przytrząsał sędzielizną ziemię.</akap>


<akap id="e2519">Późno już było, bo pierwsze kury odzywały się po wsi.</akap>


<akap id="e2520">A w izbie tymczasem czyniono porządek i szykowano do tańców.</akap>


<akap id="e2521">I skoro muzykanci podjedli i nieco wypoczęli, jęli z cicha przegrywać, by się weselnicy pościągali do kupy.</akap>


<akap id="e2522">Ale nie potrza ich było długo naganiać, hurmą się sypnęli do izby, bo skrzypki tak niewoliły do tańca, że już same nogi niesły --- na darmo jednak, parobcy czuli się jeszcze przyciężko po wieczerzy, pokręcił się zdziebko jeden i drugi i wnet uciekali do sieni zakurzyć papierosa abo i te ściany mocne podpierać.</akap>


<akap id="e2523">Jagnę wprowadziły kobiety do komory, Boryna na przyzbie z Dominikową siedział, a co starsi zalegli ławy i kąty i poredzali, że ino <begin id="b1204792739854"/><motyw id="m1204792739854">Zabawa</motyw>na izbie dziewczyny ostały i prześmiewały się między sobą, ale że im się to zmierziło rychło, zarządziły zabawę w gry różne, bych prędzej chłopaków rozruchać.</akap>


<akap id="e2524">Najpierw zabawiali się w ,,Chodzi lis koło drogi, nie ma ręki ani nogi".</akap>


<akap id="e2525"><begin id="b1204794645318"/><motyw id="m1204794645318">Głupiec, Śmiech</motyw>Na lisa przebrali w kożuch do góry wełną Jaśka, z przezwiska Przewrotny --- gap to był, niedojda i prześmiewisko całej wsi. Parob już wyrosły, a z otwartą gębą chodził, z dziećmi się zabawiał, do wszystkich dziewczyn się zalecał, a mocno głupawy, ale że to jedynak na dziesięciu morgach, to go wszędy prosili --- zajączkiem zaś była Józia Borynianka.</akap>


<akap id="e2526">Śmieli się też, śmieli, mój Jezus!<end id="e1204794645318"/></akap>


<akap id="e2527">Co krok, to Jasiek się rozczapierzał i bęc jak ta kłoda na ziemię, że mu to i nogi podstawiali, a Józia tak utrafnie kicała, stawała słupka i wargami ruchała, niczym żywy zając.</akap>


<akap id="e2528">A potem w ,,Przepiórkę".</akap>


<akap id="e2529">Nastka Gołębianka prowadziła, a tak się zwijała, tak raźno śmigała po izbie, że nijak jej chycić nie mogli, aż sama im właziła w ręce, bych ino obtańcowywać koło.</akap>


<akap id="e2530">I w ,,Świnkę" się zabawiali.</akap>


<akap id="e2531"><begin id="b1204792976602"/><motyw id="m1204792976602">Ptak</motyw>A na ostatek któryś z drużbów, widzi mi się, Tomek Wachnik, bociana pokazywał; w płachtę na głowę się przyokrył, a spod niej za dziób długi kij wypuścił i klekotał tak zmyślnie, kiej bociek prawdziwy, aż Józia, Witek i co młodsze zaczęły za nim gonić i krzyczeć:</akap>


<poezja_cyt>
<strofa id="e2582"><wers_wciety typ="2"><begin id="b1204793013992"/><motyw id="m1204793013992">Dziecko, Jedzenie, Matka, Obowiązek</motyw>Kle, kle, kle,</wers_wciety>/
Twoja matka w piekle!/
Co ona tam robi?/
Dzieciom kluski drobi./
Co złego zrobiła?/
Dzieci pomorzyła.<end id="e1204793013992"/><end id="e1204792976602"/></strofa>
</poezja_cyt>


<akap_cd id="e2532">I rozbiegały się z wrzaskiem, i kryły po kątach jak kuropatki, bo gonił, dziobał i bił skrzydłami.</akap_cd>


<akap id="e2533">Izba aż się trzęsła od tych śmiechów, krzykań i przegonów.</akap>


<akap id="e2534">Z dobrą godzinę trwała zabawa, gdy starszy drużba dał znak, by przycichli.<end id="e1204792739854"/></akap>


<akap id="e2535">Kobiety wyprowadzały z komory Jagusię nakrytą białą płachtą i usadziły ją w pośrodku na dzieży pokrytej pierzyną --- druhny porwały się niby to ją odbić, ale starsze i chłopi bronili, więc się zbiły naprzeciw i smutno, jakby z płakaniem w głosach zaśpiewały:</akap>


<poezja_cyt>
<strofa id="e2583">A już ci to, już!/
Po wianeczku tuż ---/
Kornet wity, czepiec szyty,/
To la ciebie przyzwoity,/
To na główkę włóż!...</strofa>
</poezja_cyt>


<akap id="e2536">Odsłonili ją wtedy.</akap>


<akap id="e2537">Czepiec już miała na zwiniętych, grubych warkoczach, ale jeszcze się urodniejsza wydała w tym przybraniu, bo i roześmiana była, wesoła i jarzącymi oczami wodziła po wszystkich.</akap>


<akap id="e2538">Muzyka zagrała wolno i cały naród zebrany, starzy i młodzi, dzieci nawet, zaśpiewali ,,Chmiela" jednym ogromnym głosem radości. A po prześpiewaniu same ino gospodynie brały ją do tańca.</akap>


<akap id="e2539">Jagustynka, że sobie już podpiła, ujęła się pod boki i nuż do niej przyśpiewkami rzucać:</akap>


<poezja_cyt>
<strofa id="e2584">Da żebym ja wiedziała,/
Da że pójdziesz za wdowca,/
Da uwiłabym ci wieniec,/
Da z samego jałowca!</strofa>
</poezja_cyt>


<akap id="e2540">A insze jeszcze barzej przytykliwe i kolące.</akap>


<akap id="e2541">Ale nikt na to nie baczył, bo już muzykanci rznęli ze wszystkiej mocy i naród w tany szedł; zadudniało z nagła, jakby sto cepów biło w boisko, i nierozplątana gęstwa zaroiła się w izbie, bo jedni za drugimi szli, para za parą, głowa przy głowie, a pędu nabierali --- więc kapoty puścili na wiatr, kołysali się szeroko, przybijali obcasami, kapeluszami potrząchali, a czasem któryś piesneczką huknął, to dzieuchy zawiedły ,,da dana" i wili się coraz prędzej, kolebali do taktu i szli w taki tan chybki, zadzierżysty, kołujący, zapamiętały, że już i nie rozeznał nikogo w ciżbie; a co skrzypki huknęły nutą drygliwą, to sto hołubców biło w podłogę, sto głosów krzykało z mocą i sto narodu zawracało w miejscu, jak kieby wicher zakręcił --- że ino furkot szedł od kapot, wełniaków, chustek, wiewających po izbie, niby te ptaki barwiste.</akap>


<akap id="e2542">Przeszedł pacierz, dwa i trzy, a oni cięgiem tańcowali bez wytchnienia, bez przestanku, podłoga dudniła, ściany się trzęsły i izba wrzała hukiem, a ochota jeszcze rosła, jak te wody po ulewie --- to ino kotłowało się i przewalało po izbie.</akap>


<akap id="e2543">A gdy skończyli, odprawować poczęli obrządki różne, jak to jest zwyczajnie przy oczepinach.</akap>


<akap id="e2544">Najpierw Jagusia musiała wkupywać się do gospodyń!</akap>


<akap id="e2545">A potem jednym ciągiem odprawiali drugie ceremonie; aż parobcy uczynili długie powrósło z nieomłóconej pszenicy i opasali nim wielgachne koło, które druhny pilnie trzymały i strzegły, a Jagusia stojała w pośrodku: chciał z nią któren tańcować, podchodzić musiał, wyrywać przez moc i hulać w kole, nie bacząc, że go ta i prażyły drugimi powrósłami po słabiźnie.</akap>


<akap id="e2546">Zaś na dokończenie młynarzowa i Wachnikowa zaczęły zbierać na czepiec. Pierwszy wójt rzucił złoty pieniądz na talerz, a za nim, kiej ten grad brzękliwy, posypały się srebrne ruble i jako te listeczki na jesieni, papierki leciały.</akap>


<akap id="e2547">Więcej niźli trzysta złotych zebrali!</akap>


<akap id="e2548">Sielny karwas grosza, ale mucha to la Dominikowej, nie stojała ona o darmochy, bo swojego miała dosyć, jeno że la Jagusi tak się ochotnie szkodowali, to ją całkiem rozebrało, że rzewliwego płakania wstrzymać nie mogła; krzyknęła na chłopaków, by podawali gorzałkę, i sama jęła częstować, przepijać i przez te łzy, co jej ciekły, kumy i kumów całowała.</akap>

<akap_dialog id="e2549">--- Pijcie, sąsiedzi!... pijta, ludzie kochane, braty rodzone!... Jakobym zwiesnę w sercu miała... za Jagusine zdrowie... jeszcze ten kieliszek... jeszcze... --- a za nią kowal przepijał z drugimi i chłopaki z osobna --- boć narodu była gęstwa niemała; Jaguś znowu dziękowała od siebie za dobrość i co starszych podejmowała za kolana!...</akap_dialog>


<akap id="e2550">Zawrzało w izbie, bo i kieliszki gęsto szły z rąk do rąk, i gorącość buchała ze wszystkich, i uciecha! Twarze się rumieniły, oczy połyskiwały i serca się rwały do serc, po bratersku, po sąsiedzku. <begin id="b1204793446457"/><motyw id="m1204793446457">Kondycja ludzka, Śmierć, Zabawa, Obraz świata</motyw>Hej! Raz kozie śmierć, tyle człowiekowego, co użyje z bratami, co się poweseli i zabaczy o świecie całym! Ino kostucha bierze każdego z osobna, a na wesela trza chodzić kupą i radować się kompanią całą. Kupami też zalegali izbę, przepijali i raili wesoło, a każden swoje głośno przekładał, że już i jeden drugiego nie słyszał, ale nic to, bo i tak jedno czuli, i jedna radość ich sprzęgała do kupy i wskroś przenikała!</akap>


<akap id="e2551">A któren masz smutki, na jutro je ostaw, dzisiaj się zabawiaj, przyjacielstwa używaj, duszę ciesz! Jako tej świętej ziemi Pan Jezus daje odpoczywanie po letnim rodzeniu, tak i człowiekowi godzi się wypocząć jesienią, kiej w polu obrobił. A kiej masz, człowieku, brogi pełne i stodoły pełne ważnego jako to złoto zboża, co ino na cepy czeka, to se używaj za letnie trudy, za harowanie, za mitręgi!<end id="e1204793446457"/></akap>


<akap id="e2552">Tak sobie poredzali jedni, a inni znowu różne swoje żale i sprawy wywodzili przed sobą; drudzy zasie, co to nie tylko krowi ogon widzieli abo te babie wszy, koło starego Szymona się kupili i pogadywali o czasach dawnych, świeżych krzywdach, podatkach i sprawach gromady całej, a z cicha mówili, ile że i o wójtowych sprawkach.</akap>


<akap id="e2553">Boryna ino do żadnej kupy nie przystawał, chodził od jednych do drugich, a cięgiem oczyma za Jagną wodził i sielnie się puszył, że to urodna taka, a raz wraz muzykantom złotówki rzucał, bych smyczków nie żałowali, bo grali z cicha, odpoczywający.</akap>


<akap id="e2554">To i z nagła huknęli w instrumenty obertasa, że mróz przeszedł kości, a Boryna do Jagny skoczył, przygarnął ją krzepko i z miejsca rymnął takiego oberka, aż dyle zaskowyczały, a on wiał po izbie, zawracał, podkówkami trzaskał, a przyklękaniem z nagła zawijał, to trząchający po izbie się nosił szeroko, od ściany do ściany, to przed muzyką piosneczki śpiewał, że mu po muzycku odkrzykali, i dalej hulał siarczyście i tan wiódł zapamiętale, bo za nim drugie pary jęły się z kup wyrywać i przytupywać, śpiewać, tańcować i co ten największy pęd brać, że jakby sto wrzecion, pełnych różnobarwnej wełny, wiło się po izbie z turkotem i okręcało tak szybko, że już żadne oko nie rozeznało, gdzie chłop, gdzie kobieta; nic, ino jakby kto tęczę rozsypał i bił w nią wichurą, że grała kolorami, mieniła się i wiła coraz prędzej, wścieklej, zapamiętałej, aż światła chwilami gasły od pędu, noc ogarniała taneczników, a tylko oknami lała się miesięczna poświata rozpierzchłą, świetlistą smugą, iskrzyła się wrzącym srebrem wskroś ciemności i wskroś wirującej gęstwy ludzkiej, co nadpływała spienioną, rozśpiewaną falą, migotała i kłębiła się w tych brzaskach jako w sennym widzeniu i przepadała w ćmie nieprzeniknionej, by się znowu wynurzyć i zamajaczyć na mgnienie przed drugą ścianą, na której tknięte światłem szkła obrazów pryskały i mżyły ogniami, i przewalić się, i stoczyć w noc, że tylko ciężkie dychanie, tupoty, krzyki rwały się, plątały i huczały głucho w oślepłej izbie.</akap>


<akap id="e2555">A ciągnęły się już te tany łańcuchem jednym, bez przerwy ni przestanku... bo co muzyka zaczynała rznąć nowego, naród się podnosił z nagła, prostował jak bór i szedł z miejsca pędem takiej mocy jak huragan; trzask hołubców rozlegał się jak bicie piorunów, krzyk ochotny trząsł całym domem i rzucali się w tan z zapamiętaniem, z szaleństwem, jakoby w burzę i bój, na śmierć i życie.</akap>


<akap id="e2556">I tańcowali!</akap>


<akap id="e2557">...Owe krakowiaki, drygliwe, baraszkujące, ucinaną, brzękliwą nutą i skokliwymi przyśpiewkami sadzone, jako te pasy nabijane, a pełne śmiechów i swawoli; pełne weselnej gędźby i bujnej, mocnej, zuchowatej młodości i wraz pełne figlów uciesznych, przegonów i waru krwie młodej kochania pragnącej. Hej!</akap>


<akap id="e2558">...Owe mazury, długie kiej miedze, rozłożyste jako te grusze Maćkowe, huczne a szerokie niby te równie nieobjęte, przyciężkie a strzeliste, tęskliwe a zuchwałe, posuwiste a groźne, godne a zabijackie i nieustępliwe, jako te chłopy, co zwarci w kupę niby w ten bór wyniosły, runęli w tan z pokrzykami i mocą taką, że choćby w stu na tysiące iść, że choćby świat cały porwać, sprać, stratować, w drzazgi rozbić i na obcasach roznieść, i samym przepaść, a jeszcze tam i po śmierci tańcować, hołubce bić i ostro, po mazursku pokrzykiwać: ,,da dana!"</akap>


<akap id="e2559">...Owe obertasy, krótkie, rwane, zawrotne, wściekłe, oszalałe, zawadiackie a rzewliwe, siarczyste a zadumane i żalną nutą przeplecione, warem krwie ognistej tętniące a dobrości pełne i kochania, jako chmura gradowa z nagła spadające, a pełne głosów serdecznych, pełne modrych patrzań, wiośnianych tchnień, woniejących poszumów, okwietnych sadów; jako te pola o wiośnie rozśpiewane, że i łza przez śmiechy płynie, i serce śpiewa radością, i dusza tęskliwie rwie się za te rozłogi szerokie, za te lasy dalekie, we świat wszystek idzie marząca i ,,oj da dana!" przyśpiewuje.</akap>


<akap id="e2560">Takie to tany nieopowiedziane szły za tanami.</akap>


<akap id="e2561">Bo tak ano chłopski naród się weseli w przygodny czas.</akap>


<akap id="e2562">Takoż się zabawiali na weselu Jagusinym z Boryną!</akap>


<akap id="e2563">Godziny biegły za godzinami i przepadały niepamiętliwie we wrzawie, w krzykach, w radości szumnej, w tanecznym zapamiętaniu, że ani się spostrzegli, jako się już przecierało na wschodzie i przedświtowe brzaski ściekały z wolna i rozbielały noc. Gwiazdy pobladły, księżyc zaszedł i wiatr wstawał od lasów i przeciągał, jakby rozdmuchując rzednące ciemności; oknami naglądały kudłate, poskręcane drzewa i coraz niżej chyliły oszroniałe i senne łby, a dom wciąż śpiewał i tańcował!</akap>


<akap id="e2564">Jakoby łąki i żniwne pola, i sady rozkwitłe zeszły się na gody i porwane wichurą poszły społem w długi, zawrotny, ognisty korowód!</akap>


<akap id="e2565">Wywarli drzwi na rozcież, wywarli okna, a dom buchał wrzawą, światłami, dygotał, trząsł się, trzeszczał, pojękiwał i coraz mocniej hulał, że się już zdawało, jako te drzewa i ludzie, ziemia i gwiazdy, i te płoty, i ten dom stary, i wszystko ujęło się w bary, zwiło w kłąb, splątało, i pijane, oślepłe, na nic niepomne, oszalałe, taczało się od ściany do ściany, z izby do sieni, z sieni na drogę płynęło, z drogi na pola ogromne, na bory, we świat cały wirem tanecznym szło, toczyło się, kołowało i nieprzerwanym, migotliwym łańcuchem w brzaskach zórz wschodzących przepadało.</akap>


<akap id="e2566">Muzyka to ich więdła, to granie, te piosneczki...</akap>


<akap id="e2567">...Basy pohukiwały do taktu i buczały drygający niby bąki, a flet wiódł wtór i pogwizdywał wesoło, świegotał, figle czynił jakby na sprzeciw bębenkowi, któren ucieszny wyskakiwał, brzękadłami wrzaskliwość niecił, baraszkował i trząsł się jako ta żydowska broda na wietrze, a skrzypice więdły, szły na przedzie, niby ta najlepsza tanecznica, śpiewały zrazu mocno a górnie, jakby głosu próbowały, a potem jęły zawodzić szeroko, przenikliwie, smutnie, kieby rozstajami płacze sieroce kwiliły, aż zakręciły w miejscu i spadły z nagła, nutą krótką, migotliwą, ostrą, jakby sto par trzasnęło hołubcami i sto chłopa zakrzykało z pełnej piersi, aż dech zapierało i dreszcz szedł po skórze, i wnet jęły kołować, pośpiewywać, zawracać, drobić, przeskakiwać a śmiać się i weselić, że ciepło do serca szło i ochota do łbów biła kiej gorzałka... to znowu śpiewały tą nutą ciągliwą, żałosną i płakaniem kiej rosą osutą; tą nutą naszą, kochaną, serdeczną, pijaną mocą wielką i kochaniem, i wiedły w tan ostry, zapamiętały, mazowiecki.</akap>


<sekcja_swiatlo/>
<separator_linia/>
<sekcja_swiatlo/>


<akap id="e2568">Świt już się stawał coraz jaśniejszy, że światła bladły i izbę zalewał brudny, zmącony mrok, a jeszcze się zabawiali ze wszystkiego serca, a komu mało było poczęstunku, do karczmy po gorzałkę słał, kompanił się i na umor pił.</akap>


<akap id="e2569">Kto odszedł, to odszedł, kto się zmęczył, odpoczywał, a któren się opił, na przyzbie spał abo i w sieniach; drudzy zasie, barzej z nóg ścięci, to i pod płotami legali, i gdzie tam padło, a reszta tańcowała do upadłego...</akap>


<akap id="e2570">Aż już co trzeźwiejsi zbili się w kupę przy drzwiach, do taktu bili w podłogę i jęli śpiewać:</akap>


<poezja_cyt>
<strofa id="e2585">Zbierajcie się, weselnicy, już nam czas!/
Daleka droga,/
Głęboka woda,/
<wers_wciety typ="3">Ciemny las!</wers_wciety>/
Zbierajcie się, weselnicy, już nam czas!/
Znów się zabawimy,/
Jutro powrócimy/
<wers_wciety typ="3">Na popas!</wers_wciety></strofa>
</poezja_cyt>


<akap id="e2571">Ale nikt ich nie słuchał!<end id="e1196687957817"/></akap>













<!--TRIM:1-->


<naglowek_rozdzial id="e2586">XII</naglowek_rozdzial>



<akap id="e2587">Już na samym świtaniu Witek, umęczony zabawą i wyganiany przez Jagustynkę, pobiegł do chałupy.</akap>


<akap id="e2588"><begin id="b1196684528801"/><motyw id="m1196684528801">Wieś, Zima</motyw>Wieś spała jeszcze na dnie mroków, co słały się nisko nad ziemią grubym, rzednącym zwałem, staw leżał martwy, przygnieciony mroczną gęstwą drzew obrzeżnych i tak utopiony w ciemnicy, że ledwie ku środkowi wyleniał się z nocy i majaczył brzaskami niby to oko zasnute bielmem.</akap>


<akap id="e2589">Przymrozek brał mocny, przeciągał zimny wiatr, że skrzepłe powietrze raziło nozdrza i dech zapierało, ziemia dzwoniła pod nogami i zmarzłe kałuże siniały na drodze niby szkła potrzaskane i oślepłe, a świat się z wolna rozbielał świtaniem, wychylał z mroków oszroniały i ogłuchły przemarzłą cichością, psy ino kajś niekaj naszczekiwały sennie, młyn hurkotał w oddali, a weselna wrzawa buchała z chałupy i rozkrążała się szeroko, na dobre śmignięcie kamieniem.<end id="e1196684528801"/></akap>


<akap id="e2590">W Borynowej izbie tliło się jeszcze światełko maleńkie jako ten robaczek świętojański, aż Witek zajrzał przez okno; stary Roch siedział przy stole i z książki pośpiewywał pobożne pieśnie.</akap>


<akap id="e2591"><begin id="b1196684571035"/><motyw id="m1196684571035">Pies</motyw>Chłopak cicho przesunął się do obory i jął macać skobla, gdy naraz z wrzaskiem odskoczył, bo pies jakiś rzucił mu się na piersi ze skowytem.</akap>

<akap_dialog id="e2592">--- Łapa! Łapa! Wróciłeś to, piesku, wróciłeś, biedoto! --- wykrzykiwał rozeznawszy psa i aż przysiadł na progu z radości. --- Głodnyś, chudziaku, co?</akap_dialog>


<akap id="e2593">Znalazł za pazuchą zaoszczędzoną na weselu kiełbasę i wtykał mu do pyska, ale Łapa nie rwał się do jadła, jeno szczekał, rzucał mu się na piersi i skomlał z radości.</akap>

<akap_dialog id="e2594">--- Głodziły cię, biedoto, i wygnały we świat! --- szeptał otwierając drzwi do obory i zaraz, jak stał, rzucił się na wyrko. --- Już ja cię teraz bronił będę i starunek o tobie miał... --- mruczał zakopując się w słomę, a pies legł w podle, warkał i polizywał go po twarzy.</akap_dialog>


<akap id="e2595">Rychło obaj zasnęli.<end id="e1196684571035"/></akap>


<akap id="e2596"><begin id="b1196684672942"/><motyw id="m1196684672942">Choroba, Cierpienie</motyw>A ze stajni obok położonej wołał Kuba słabym, schorzałym głosem, wołał długo, ale Witek spał jak kamień, dopiero Łapa, poznawszy głos, jął zajadle szczekać i targać za kapotę, aż przecknął.</akap>

<akap_dialog id="e2597">--- Czego? --- mamrotał przez sen.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2598">--- Wody! Tak me rozbiera gorącość... wody!</akap_dialog>


<akap id="e2599">Choć markotny był i śpik go morzył, zaniósł mu pełne wiadro i podstawił do picia.</akap>

<akap_dialog id="e2600">--- Takim chory, że ledwie zipię... co to warczy?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2601">--- A Łapa! Wróciło psisko od Antków!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2602">--- Łapa! --- szepnął macając w ciemności za psim łbem, a Łapa wyskakiwał, szczekał i darł się na wyrko.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2603">--- Witek, załóż koniom siana, bo dzwonią zębami o pusty żłób, a ja się poruszyć nie mogę. <begin id="b1204795257167"/><motyw id="m1204795257167">Wesele</motyw>Tańcują jeszcze? --- pytał po chwili, gdy chłopak stoczył ze stropu siano i zakładał je za drabiny.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2604">--- Cheba na połednie skończą, a tak się niektóre popiły, że na drodze leżą.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2605">--- Używają se gospodarze, używają --- westchnął ciężko. --- Młynarze byli?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2606">--- Byli, ino rychlej poszli.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2607">--- Narodu dużo?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2608">--- Kto by ta porachował?... Aż się przelewało w chałupie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2609">--- Przyjmowali suto?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2610">--- Kiej we dworze jakim. Mięso całymi michami roznosili, a co gorzałki wychlali, a co piwa, co miodu! Samych kiełbas były trzy niecki czubate.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2611">--- Przenosiny kiedy?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2612">--- A dzisiaj na odwieczerzy.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2613">--- Użyją se jeszcze, nacieszą się... Mój Jezu, myślałech, że jaką kosteczkę ogryzę i podjem se choć raz do sytu, a tu leż, zdychaj i nasłuchuj, jak się drugie zabawiają.<end id="e1204795257167"/></akap_dialog>


<akap id="e2614">Witek poszedł spać.</akap>

<akap_dialog id="e2615">--- Żeby choć te oczy napaść... żeby...</akap_dialog>


<akap id="e2616">Zamilkł znużony, żuł w sobie żałość, a jakieś ciche, nieśmiałe skargi jako te ptaszki ustałe, tłukły mu się po piersiach i boleśnie piukały.</akap>

<akap_dialog id="e2617">--- Niech im ta pójdzie na zdrowie, niech choć oni żyją... --- myślał pogładzając psi łeb.</akap_dialog>


<akap id="e2618"><begin id="b1204795140138"/><motyw id="m1204795140138">Modlitwa, Sen</motyw>Gorączka mroczyła go coraz bardziej, więc jakby na odegnanie zaczął szeptać pacierz i Panu Jezusowemu miłosierdziu oddawał się gorąco na wolę i niewolę, ale zapominał słów, sen nań spadał raz po raz, a ciąg szeptów, nabrzmiałych prośbą i łzami, rwał się i rozsypywał niby czerwone paciorki, że chciał je zgarniać, tak widno toczyły się po kożuchu; zapominał jednak o wszystkim, zasypiał...</akap>


<akap id="e2619">Budził się czasami, wodził pustym wzrokiem i nic nie rozeznawszy zapadał znowu, leciał w martwą, trupią ćmę.</akap>


<akap id="e2620">To znowu jęczał i tak krzyczał przez sen, aż konie z chrapaniem rwały się na łańcuchach, trzeźwiał nieco i unosił głowy.<end id="e1204795140138"/></akap>

<akap_dialog id="e2621">--- Jezus, żeby choć dnia doczekać! --- jęczał trwożnie i wybiegał oczyma przez okienko, we świat, za dniem; słońca szukał po niebie szarym, ostygłym i poprzebijanym blednącymi gwiazdami...</akap_dialog>


<akap id="e2622">Ale dzień był jeszcze daleko.</akap>


<akap id="e2623">Stajnia tonęła w mętnej kurzawie brzasków, że już kontury koni jęły się wycinać, a drabiny pod okienkami, niby żebra, prześwitywały pod światło...</akap>


<akap id="e2624">Już nie zasypiał, bo bóle nań przyszły nowe, wślizgiwały się w nogę niby sękate kije i tak rozpierały, tak wierciły, tak piekły, jakby kto żywym ogniem rany przysypywał, że zerwał się nagle i zaczął ze wszystkich sił krzyczeć, aż Witek się obudził i przybiegł.</akap>

<akap_dialog id="e2625">--- Zamrę już! Zamrę! Tak mnie boli, tak we mnie choroba rośnie i dusi... Witek, bieżyj po Jambroża... o Jezus, albo Jagustynki zawołaj... może co poredzą, bo już nie wydzierżę... już ta ostatnia godzina na mnie idzie... ten czas ostatni... --- buchnął strasznym płaczem, zarył twarz w słomę i łkał żałością a strachem.<end id="e1196684672942"/></akap_dialog>


<akap id="e2626">A Witek mimo rozespania pobiegł na wesele.</akap>


<akap id="e2627">Tańcowali jeszcze w najlepsze, ale Jambroży był spity już swoim zwyczajem, stał na drodze wprost domu, potaczał się od stawu do płotów i wyśpiewywał.</akap>


<akap id="e2628">Darmo go Witek prosił i za rękaw ciągał, dziad jakby nie słyszał i nie wiedział, co się z nim dzieje, potaczał się ino a śpiewał zapamiętale ciągle tę samą śpiewkę.</akap>


<akap id="e2629">Pobiegł do Jagustynki, że to i ona znająca była na chorobach, ale stara z kumami siedziała w komorze i tak se przepijały krupnikiem, tak se dogadzały piwem, a tak wraz gadały i jazgotały śpiewaniem, że ani jej było o czym mówić. Raz i drugi skamlał, by szła do Kuby, to go w końcu wyciepnęła za drzwi i coś niecoś pięścią przyłożyła na drogę; z płaczem poleciał do stajni, tyle ano wskórawszy.</akap>


<akap id="e2630">A że Kuba był zasnął znowu na tę chwilę, więc zakopał się w słomę, przyokrył łachami na głowę i spał.</akap>


<akap id="e2631">Dobrze po śniadaniu obudziło go porykiwanie krów głodnych i nie wydojonych i piekłowanie Jagustynki, która zaspawszy jak i drudzy, krzykiem nadrabiała przy obrządzaniu gospodarstwa.</akap>


<akap id="e2632">Dopiero kiej coś niecoś zepchnęła roboty, zajrzała do Kuby.</akap>

<akap_dialog id="e2633"><begin id="b1204795633352"/><motyw id="m1204795633352">Ksiądz</motyw>--- Dopomóżcie, poredźcie --- prosił cicho.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2634">--- A to się ożeń z młódką, a wnet się wylekujesz! --- zaczęła wesoło, ale skoro się przyjrzała jego twarzy sinej i obrzękłej, spoważniała prędko. --- Księdza ci więcej potrzeba niźli dochtora! Cóż ja ci poredzę? Co? Zamówiłabym, okadziła, a bo to pomoże?... Widzi mi się, żeś ty już chory na śmierć, na czystą śmierć...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2635">--- Zamrę?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2636">--- W boskiej to mocy, ale widzi mi się, że Kostusi z pazurów się nie wypsniesz.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2637">--- Zamrę, powiadacie?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2638">--- Po dobrodzieja by ano posłać, co?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2639">--- Dobrodzieja! --- wykrzyknął zdumiony. --- Dobrodzieja przywieść tutaj, do stajni, do mnie?... Co wama po głowie chodzi?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2640">--- A cóż to? Z cukru jest i rozpuści się w tym łajnie końskim? Ksiądz jest od tego, by gdzie go do chorego proszą, szedł.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2641">--- Jezus! A miałbym to śmiałość, w ten gnój, do mnie?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2642">--- Głupiś jak ten baran! --- cisnęła ramionami i poszła.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2643">--- Sama głupia, ani wie, co powiada... --- mruknął oburzony srodze, opadł ciężko na barłóg i długo jeszcze rozmyślał. --- Zachciało się babie... hale, dobrodziej kochany po pokojach se chodzi... z książek poczytuje... z Panem Bogiem rozmawia... i do mnie by go wołać?... te kobiety to ino aby ozorem mleć... głupia...<end id="e1204795633352"/></akap_dialog>


<akap id="e2644">I tak już pozostał sam, bo jakby o nim zapomnieli.</akap>


<akap id="e2645">Witek czasami naglądał, aby koniom przysypać obroku, napoić, to i jemu podawał wody, i wnet znikał, leciał na wesele, które znowu zaczęło się zbierać u Dominikowej na przenosiny, a czasami Józka wpadała z krzykiem, wtykała mu kawałek placka, nagadała, natrzepała, nawiała stajnię wrzaskiem, aż kury gdakały z przestrachu na płotach, i uciekała spieszno.</akap>


<akap id="e2646">Juści, miała po co, bo tam się już zabawiali niezgorzej, muzyka huczała przez ściany i krzyki szły wesołe a śpiewania.</akap>


<akap id="e2647"><begin id="b1196684808895"/><motyw id="m1196684808895">Pies, Koń</motyw>A Kuba leżał cicho, bo jakoś z rzadka chwytały go bolenia, więc ino nasłuchiwał i rozeznawał, jak się tam zabawiają, a pogadywał z Łapą, któren nie opuścił go ani na chwilę, i pojadali se społecznie Józiny placek; albo cmokał na konie i przemawiał do nich. Rżały radośnie i odwracały od żłobów łby, a nawet źróbka urwała się z uździenicy i przychodziła do wyrka baraszkować i tulić wilgotne a cieple chrapy do jego twarzy.</akap>

<akap_dialog id="e2648">--- Schudłaś, biedoto, schudłaś! --- Głaskał ją czule i całował po rozdętych nozdrzach. --- Nie bój się, wyzdrowieję rychło, to wnet ci boki podkrzepię, choćby i czystym owsem...<end id="e1196684808895"/></akap_dialog>


<akap id="e2649">Milknął wnet i patrzył bezmyślnie w poczerniałe sęki, z których sączyły się na ściany żywiczne strugi, niby łzy krwawe i zastygłe...</akap>


<akap id="e2650">Słoneczny a przybladły dzień zaglądał przez szpary cichymi oczyma, drzwiami zaś wywartymi buchał szeroki potok jasności skrzącej, migotliwej, jako złote pajęczyny po ścierniskach, w których trzepały się muchy z sennym, omdlałym brzękiem.</akap>


<akap id="e2651"><begin id="b1204795582357"/><motyw id="m1204795582357">Czas</motyw>Godziny przechodziły za godzinami i wlekły się wolno, jak te dziady ślepe i kulawe, po srogich piaskach idące z utrudzeniem a w cichości, albo jako ten kamień, co pada w topiel i leci, przepada, ginie, a nawet go oczy człowiecze nie chycą.<end id="e1204795582357"/></akap>


<akap id="e2652"><begin id="b1196684856817"/><motyw id="m1196684856817">Wieś, Zwierzęta</motyw>Ino czasem wróble rozświegotane wrzaskliwą bandą wpadały do stajni i zuchwale rzucały się na żłoby...</akap>

<akap_dialog id="e2653">--- Jakie to zmyślne juchy! --- szeptał. --- Takiemu ptaszkowi, a Pan Jezus rozum daje, że wie, gdzie pożywienie znaleźć. Cicho, Łapa, niech się pożywią i wspomogą biedoty, bo i na nich zima przyjdzie. --- Przyciszał, bo pies skoczył wypędzać rabusiów.</akap_dialog>


<akap id="e2654">Świnie zaczęły kwiczeć w podwórzu i cochać się<pe><slowo_obce>cochać się</slowo_obce> --- czochrać, drapać, ocierać.</pe> o węgły<pe><slowo_obce>węgieł</slowo_obce> --- narożnik.</pe>, aż stajnia drgała, a potem jęły wtykać w drzwi długie, obłocone ryje i pokwikiwać.</akap>

<akap_dialog id="e2655">--- Wypędź, Łapa! Dziadaki jedne, wszystkiego im zawżdy mało!</akap_dialog>


<akap id="e2656">Po nich kury zakrzekorzyły przed progiem, a wielki, czerwony kogut ostrożnie zaglądał, cofał się, bił skrzydłami i krzykał, aż zuchwale wskoczył za próg, do kobiałki pełnej obroku, a za nim reszta, ale nie zdążyły się jeszcze najeść, bo <begin id="b1204795979556"/><motyw id="m1204795979556">Kobieta, Ptak</motyw>wnet nadciągnęły rozgęganą gromadą gęsi, z sykiem migotały w progu czerwone dzioby i chwiały się białe, powyciągane szyje.</akap>

<akap_dialog id="e2657">--- Wygoń, piesku, wygoń! Swarzą się juchy kiej te baby!<end id="e1204795979556"/></akap_dialog>


<akap id="e2658">Juści, że wnet się rozległ wrzask, pisk, łomotanie skrzydeł i pióra poleciały kieby z rozprutej pierzyny, bo Łapa nie żałował sobie uciechy; powrócił zziajany, z wywieszonym ozorem i skomlał radośnie.<end id="e1196684856817"/></akap>

<akap_dialog id="e2659">--- Cicho no!</akap_dialog>


<akap id="e2660">Od domu rozlatywały się gniewne głosy Jagustynki, bieganina i trzaski sprzętów, przewlekanych z izby do izby.</akap>

<akap_dialog id="e2661">--- Gotują się do przenosin!</akap_dialog>


<akap id="e2662"><begin id="b1196684892832"/><motyw id="m1196684892832">Wieś</motyw>Drogą ktoś niektoś przejeżdżał, ale z rzadka, a teraz zasie człapał się z piskiem wóz jakiś; Kuba rozeznawał pilnie.</akap>

<akap_dialog id="e2663">--- Kłębów wóz, w jednego konia i drabinami, pewnie po ściółkę do lasu. Juści, oś w przodku wytarta i bez to się piast przyciera i skrzypi.</akap_dialog>


<akap id="e2664">Po drogach wciąż snuły się odgłosy kroków, rozmowy, głosy leciały i drgały ledwie dosłyszane, ledwie odczute brzmienia, ale je chwytał w lot i rozpoznawał.</akap>

<akap_dialog id="e2665">--- Stary Pietras do karczmy idzie --- mruczał. --- Walentowa wykrzykuje... pewnie gąski czyje przeszły na jej stronę... Piekielnica nie baba! Kozłowa widzi mi się... juści... bieży i krzyczy... juści ona!... Pietrek Rafałów... rajcuje jucha, jakby miał kluski w gębie... księża kobyła po wodę jedzie, tak... postaje... zawadza kołami... jeszcze se kiedy kulasy połamie...</akap_dialog>


<akap id="e2666">I tak se z wolna rozpoznawał wszystko i myślami, i tym widzeniem czującym po wsi chodził, kłopotał się, zabiegał, turbował i żył życiem wsi całej, że ledwie spostrzegł, jak dzień przechodził z wolna; ściany przygasły, drzwi zbladły i stajnia mroczeć poczęła.<end id="e1196684892832"/></akap>


<akap id="e2667"><begin id="b1196684971082"/><motyw id="m1196684971082">Choroba, Cierpienie, Lekarz, Wieś, Miasto</motyw>Już pod sam wieczór przyszedł Jambroży, nie wytrzeźwiony do cna, bo się jeszcze potaczał i mówił tak prędko, że trudno było rozebrać.</akap>

<akap_dialog id="e2668">--- Nogeś pono wykręcił?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2669">--- A obaczcie i poredźcie.</akap_dialog>


<akap id="e2670">W milczeniu odwijał szmaty przekrwione, zeschłe i tak przywarte do nogi, że Kuba zaczął krzyczeć wniebogłosy.</akap>

<akap_dialog id="e2671">--- I panna przy rodach tak nie kwiczy! --- mruknął urągliwie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2672">--- Kiej boli!... A dyć nie szarpcie! Jezus! --- wył prawie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2673">--- A to cię uszlachtowali! Pies ci łydkę wyżarł czy co? --- wykrzyknął zdumiony, bo łydka była poszarpana, zaropiała, noga spuchła jak konew.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2674"><begin id="b1204796535773"/><motyw id="m1204796535773">Chłop, Kara, Szlachcic, Własność, Zwierzęta</motyw>--- To... ino nie powiadajcie nikomu... borowy me postrzelił... ino...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2675">--- Prawda... śruciny siedzą pod skórą kiej mak... z daleka do cię wygarnął? Ho, ho! Kulas widzi mi się na nic już... kosteczki chroboczą ano... Czemuś to zaraz mnie nie wołał?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2676">--- Bojałem się... jakby się dowiedziały, na zajączka wyszedłem... ustrzeliłem... i już na polu byłem... a ten kiej nie rypnie do mnie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2677">--- Powiadał kiedyś w karczmie borowy, że ktoś im szkody czyni...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2678">--- Hale... szkody... niby to zające należą do kogo... ścierwa... zasadził się na mnie... już na polu byłem, a ten z obu luf strzelił... żeby cię, piekielniku... ino nic nie mówcie... do sądu by pozwały... strażniki... i zarno by i fuzję wzieny... a to nie moja... Myślałech, że samo przejdzie... pomóżcie, bo tak rwie, tak boli...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2679">--- Takiś to majster! Taki se ścichapęk, lelum polelum, a z dziedzicem zajączkami się dzieli... Cie!... Ale kulasem za tę spółkę zapłacisz...<end id="e1204796535773"/></akap_dialog>


<akap id="e2680">Obejrzał raz jeszcze i srodze się strapił.</akap>

<akap_dialog id="e2681">--- Za późno, o wiela za późno!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2682">--- Poredźcie, poredźcie --- jęczał wystraszony.</akap_dialog>


<akap id="e2683">Już nic nie odrzekł, ino rękawy zakasał, wydobył ostry kozik, nogę ujął krzepko i jął wydłubywać śruciny i ropę wyciskać.</akap>


<akap id="e2684">Kuba zrazu ryczał jak zwierz dorzynany, aż mu zatkał gębę kożuchem, ścichł, bo zemdlał z bólu. Oporządził mu nogę, obłożył jakąś maścią, obwinął w nowe szmaty, dopiero go otrzeźwił.</akap>

<akap_dialog id="e2685">--- Do szpitala musisz iść... --- mruknął cicho.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2686">--- Do szpitala?... --- Nieprzytomny był jeszcze.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2687">--- Urżnęliby ci nogę, to byś może i wyzdrowiał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2688">--- Nogę?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2689">--- Juści, już na nic, zepsuta, czernieje cała.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2690">--- Urżnęliby? --- pytał nie mogąc pojąć.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2691">--- W kolanie. Nie bój się, mnie kula urwała przy samym zadzie, a żyję.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2692">--- To ino urżnąć bolejące miejsce i byłbym zdrowym?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2693">--- Jakby kto ręką odjął... ale do szpitala trza ci zaraz iść...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2694">--- Nie, bojam się, nie... do szpitala...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2695">--- Głupiś!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2696">--- Tam żywcem krają... tam... Oberznijcie wy... co ino zechcecie, zapłacę, oberznijcie... do szpitala nie chcę, wolę już tutaj zdychać...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2697">--- To i zdechniesz... doktór ino może ci oberznąć. Pójdę zaraz do wójta, żeby ci na jutro dali podwodę i odwieźli do miasta.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2698">--- Próżno pójdziecie, bo do szpitala nie pójdę... --- powiedział twardo.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2699">--- Hale, będą ci się pytali, głupi!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2700"><begin id="b1204796652482"/><motyw id="m1204796652482">Łzy, Rozpacz</motyw>--- Urżnąć i zaraz wyzdrowieje... --- powtarzał Kuba cicho po jego wyjściu.</akap_dialog>


<akap id="e2701">Noga przestała go boleć po opatrunku, zdrętwiała tylko aż do pachwiny, a po całym boku czuł, jakby mrówki łaziły, nie zważał na to, bo się głęboko zamedytował.</akap>

<akap_dialog id="e2702">--- Wyzdrowiałbym! Musi być, że i tak jest, przecież Jambroży kulasa całego nie ma... na kuli chodzi... Powieda, że jakby ręką odjął... Ale Boryna by mnie wygnał... juści, parobek bez kulasa... ni do pługa, ni do żadnej roboty. Cóż ja bym począł? Bydło mi ino pasać albo na żebry iść... we świat, pod kościół gdzie... abo jak ten stary trep na śmiecie... zdychać pode płotem. Jezus miłosierny! Jezus!</akap_dialog>


<akap id="e2703">Zrozumiał nagle jasno i aż się podniósł z oślepiającej trwogi.</akap>

<akap_dialog id="e2704">--- Jezus! Jezus! --- powtarzał gorączkowo, bezprzytomnie dygocząc cały.</akap_dialog>


<akap id="e2705">Zaniósł się głębokim, żalnym płaczem, krzykiem niemocy, staczającej się w przepaść bez ratunku.</akap>


<akap id="e2706">Długo wył i szamotał się w męce, ale przez te łzy i rozpacze jęły mu się wić postanowienia jakieś, medytacje, przycichał z wolna, uspokajał się i tak zagłębiał w siebie, że nic nie słyszał; jak przez sen majaczyło mu się granie jakieś, śpiewy, wrzaski bliskie.<end id="e1204796652482"/><end id="e1196684971082"/></akap>


<akap id="e2707"><begin id="b1196685037082"/><motyw id="m1196685037082">Panna młoda, Mąż, Żona, Obyczaje, Wesele, Wieś</motyw>W ten sam czas wesele się ano przenosiło do Boryny.</akap>


<akap id="e2708">Robili przenosiny Jagusi do męża.</akap>


<akap id="e2709">Nieco przódzi przeprowadzili tęgą krowę i przewieźli skrzynkę, pierzyny i statki różne, jakie w wianie dostawała.</akap>


<akap id="e2710">Teraz zaś, może w pacierz po zachodzie, kiej zmroczało i świat się zaciągał mgłami, bo na odmianę szło, wywalili się od Dominikowej.</akap>


<akap id="e2711">Muzyka szła na przedzie i raźno przegrywała, a za nią Jagusię, wystrojoną jeszcze po weselnemu, matka wiedła z braćmi i kumami, a dopiero w podle, gdzie kto wziął miejsce, walili hurmą weselnicy.</akap>


<akap id="e2712">Szli z wolna wzdłuż stawu, któren poczerniał i gasł przyduszony mrokiem, wskroś mgieł coraz gęstszych, w ciszy ciemnicy ogłuchłej i ślepej jeszcze, że tupoty i grania rozlegały się krótko i dudniały jakby spod wody.</akap>


<akap id="e2713">Młódź podśpiewywała czasami, to kuma jaka zawiedła, chłop któren wrzasnął: ,,da dana", ale wnet cichli, ochoty jeszcze nie było i ziąb wilgotny przejmował do żywego.</akap>


<akap id="e2714">Dopiero kiej nawrócili w Borynowe opłotki, <begin id="b1204797299659"/><motyw id="m1204797299659">Kobieta, Kondycja ludzka, Los</motyw>druhny zaśpiewały:</akap>


<poezja_cyt>
<strofa id="e2892">A płakała dziewczyna,/
Jak jej ślub dawali;/
Cztery świece zapalili,/
W organy zagrali./
Myślałaś, dziewczyno,/
Że ci zawsze będą grać?.../
Wczoraj trochę, dzisiaj trochę.../
A na całe życie płacz.../
Da dana! A na całe życie płacz!<end id="e1204797299659"/></strofa>
</poezja_cyt>


<akap id="e2715">Na ganku przed progiem czekał już Boryna, kowalowie i Józka.</akap>


<akap id="e2716">Dominikowa wniosła przodem w węzełku skibkę chleba, soli szczyptę, węgiel, wosk z gromnicy i pęk kłosów poświęconych na Zielną, <begin id="b1204797347468"/><motyw id="m1204797347468">Obrzędy, Zabobony</motyw>a gdy i Jaguś próg przestąpiła, kumy ciskały za nią nitki wyprute i paździerze, by zły nie miał przystępu i wiodło się jej wszystko<end id="e1204797347468"/>.</akap>


<akap id="e2717">Wraz też witali się, całowali a życzyli młodym szczęścia, zdrowia i co tam Pan Bóg da, a do izby szli, że wnet zawalili ławy wszystkie i kąty.</akap>


<akap id="e2718">Grajkowie, narządzając instrumenty, pobrzękiwali z cicha, aby nie mącić poczęstunku, z jakim wystąpił Boryna.</akap>


<akap id="e2719">Chodził ano z pełną blachą od kuma do kuma, częstował, niewolił, w ramiona brał i przepijał do każdego; kowal mu pomagał w drugiej stronie, a Magda z Józką roznosiły na talerzach placek, miodem i serem nadziewany, któren umyślnie upiekła na przenosiny, bych się ojcu przypochlebić.</akap>


<akap id="e2720">Ale zabawa szła nietęgo, juści, że nikt za kołnierz nie wylewał i od kieliszków nie stronił, przepijali nawet ze smakiem, ino że jakoś nie nabierali weselnego ducha i nie wiedli się do wrzątka, ledwie parkotali, jak ta woda na słabym ogniu; siedzieli osowiale, ruchali się ciężko, nieswojo, mało pogadywali i z cicha, a jaki taki ze starszych ziewał ukradkiem, przeciągał się, a tęskliwie myślał, by się co rychlej gdzie na słomę dostać.</akap>


<akap id="e2721"><begin id="b1204797424692"/><motyw id="m1204797424692">Kobieta</motyw>Kobiety zaś, choć to nasienie najbardziej wrzaski i zabawę czyniące, rozwalały się ino po ławach, w kąty się kryły i mało wiele między sobą rajcowały.<end id="e1204797424692"/></akap>


<akap id="e2722"><begin id="b1204797491366"/><motyw id="m1204797491366">Córka, Matka, Miłość, Zazdrość, Gospodyni</motyw>Jagusia w mężowej komorze wnet się przestroiła w szmaty zwyczajne, tyla że świąteczne, i wyszła ugaszczać a przyjmować, ale matka do niczego się jej tknąć nie dała.</akap>

<akap_dialog id="e2723">--- Wesela se zażyj, córuchno! Narobisz się jeszcze, natrudzisz! --- szeptała i raz wraz ją przygarniała do piersi, i z płaczem tuliła, aż to dziwno było niejednemu, boć nie we świat szła za chłopa, nie na drugą wieś i na biedę.</akap_dialog>


<akap id="e2724">Pośmiewali się z takiej tkliwości matczynej, a zęby ostrzyli przekpinkami, ile że teraz właśnie na przenosinach, kiej Jaguś już gospodynią weszła w mężowski dom, w tyle grontu i dobra wszelkiego, otwierały się im oczy, a niejednej matce dostałych córek zazdrość szła do gardła, dzieuchom też było jakoś nieswojo i markotno.</akap>


<akap id="e2725">Na drugą stronę szły, po Antkach, gdzie Ewka z Jagustynką wieczerzę narządzały, aż huczało w kominie, że Witek ledwie nadążył drwa znosić i przykładać pod ogromne gary.</akap>


<akap id="e2726">I po całym domu się rozłaziły, a w każdą szparę wrażały zazdrosne oczy.</akap>


<akap id="e2727">Nie zazdrościć to losu takiego?...<end id="e1196685037082"/></akap>


<akap id="e2728"><begin id="b1196685134067"/><motyw id="m1196685134067">Bogactwo, Dom, Wieś</motyw>Już sam dom najlepszy we wsi, duży, widny, wysoki, stancje kieby w jakim dworze, wybielone, z podłogami, czyste! A co sprzętów, co statków różnych, obrazów samych ze dwadzieścia i wszystkie ze szkłami! A tu jeszcze obory, stajnie, stodoła, szopa! A mało to lewentarza? Pięcioro samych krowich ogonów, nie licząc byka, któren profit daje niezgorszy! Trzy konie! A gdzie jeszcze grunt? Gdzie gęsi, świnie?...<end id="e1196685134067"/></akap>


<akap id="e2729">Wzdychały żałośnie i raz po raz któraś z cicha rzekła:</akap>

<akap_dialog id="e2730">--- Mój Boże, że to Pan Jezus daje takim, co i nie zasłużyły!<end id="e1204797491366"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e2731">--- Umiały sobie pomagać, umiały!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2732">--- Juści, zawżdy ten dostanie, któren naprzeciw wyjdzie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2733">--- Czemuż to wasza Ulisia nie wyszła?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2734">--- Bo się Boga boja i w poczciwości żyje.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2735">--- I drugie też bez to samo.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2736">--- A inszej to naród nie przepuści, niech choć ten razik spotkają ją po nocy z jakim chłopakiem, a już we świat na ozorach poniesą.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2737">--- Taka to ma szczęście...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2738">--- Bo wstydu nie ma.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2739"><begin id="b1196685193051"/><motyw id="m1196685193051">Wesele, Taniec, Kobieta, Mężczyzna</motyw>--- A dyć chodźcie --- wołał Jędrzych. --- Muzyka gra, a w izbie ani jednej kiecki, że nie ma z kim tańcować!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2740">--- Jaki ochotny, a pozwoli ci to matka?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2741">--- Ino porteczek nie zgub i lustra nie pokaż, kiej się tak bystro rwiesz.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2742">--- A kulasami po ludziach nie rzucaj!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2743">--- Z Walentową idź w parę, będą dwie pokraki!</akap_dialog>


<akap id="e2744">Jędrzych zaklął ino, chycił pierwszą z brzega i powiódł, nie słuchając, co za nim brzęczało.</akap>


<akap id="e2745">W izbie już tańcowali, z wolna jeszcze i jakby od niechcenia; jedna Nastka Gołębianka hulała ostro z Szymkiem Paczesiem. Umówili się przódzi, więc skoro muzyka zagrała, zwarli się mocno i tańcowali rzetelnie a długo; to na odpocznienie brali się wpół i nosili po izbie, aże ich ciągotki brały do siebie, to pogadywali wesoło, śmiali się w głos i biedro w biedro chodzili, aż Dominikowa z niepokojem naglądała do syna.<end id="e1196685193051"/></akap>


<akap id="e2746"><begin id="b1196685327395"/><motyw id="m1196685327395">Obyczaje, Panna młoda, Wesele</motyw>Ale dopiero gdy nadszedł wójt --- spóźnił się, bo musiał rekrutów odstawiać do powiatu --- rozruchali się ludzie, bo skoro wszedł, skoro przepił raz i drugi, wziął rozprawiać z gospodarzami i przekpiwać się z ,,młodych".</akap>

<akap_dialog id="e2747">--- Pan młody kiej ściana, a młoducha niby to sukno czerwone.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2748">--- Jutro powiecie...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2749">--- Probant z was, Macieju, toście dnia nie zmarnowali.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2750">--- Nie gęsior przeciech, to nijak mu na oczach wszystkich!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2751">--- I półkwaterka bym nie trzymał za tym! Rzuć ino kamuszkiem w krzaki, a zawżdy ptaszek jaki wyfrunie, wójt to wama mówi!</akap_dialog>


<akap id="e2752">Gruchnęli śmiechem, bo Jagna uciekła na drogą stronę.</akap>


<akap id="e2753">Kobiety też dogadywały, co im ślina przyniesła na język.</akap>


<akap id="e2754">Wnet się wrzawa wzmogła i wesołość ogarniała duszę, wójt pomógł rzetelnie, ale i gorzałka zrobiła swoje. Boryna nie żałował i flachę puszczał częstą kolejką; tańce też szły raźniejsze i gęstsze, śpiewać już poczynali, przytupywać i coraz większym kołem taczać po izbie.</akap>


<akap id="e2755"><begin id="b1204798039035"/><motyw id="m1204798039035">Alkohol, Kobieta, Mężczyzna, Mąż, Żona</motyw>A na to już zjawił się Jambroży, przysiadł zaraz, nieledwie przy progu, a łakomymi oczyma wodził za flachą.</akap>

<akap_dialog id="e2756">--- Wam ino tam głowę wykręca, gdzie kieliszki dzwonią! --- rzucił wójt.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2757">--- Brzękliwe są; a któren spragnionego napoi, zasługę ma! --- odparł poważnie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2758"><begin id="b1204798202335"/><motyw id="m1204798202335">Woda</motyw>--- Naści wody, worku skórzany.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2759">--- Co smakuje bydlęciu, szkodzi człowiekowi! Powiedają: ,,Kogo woda zbawi, to zbawi, a gorzałka kużdego na nogi postawi."</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2760">--- To pijże okowitkę, kiejś taki kalkulant.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2761">--- Przepijcie, wójcie! Powiedają i to: ,,Chrzest przyjmuj wodą, ślub polewaj wódką, a śmierć płakaniem."<end id="e1204798202335"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e2762">--- Dobrze powiadają, pijcie drugi...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2763">--- Nie ucieknę i przed trzecim! Zawdy pijam jeden za pierwszą żonę, a dwa za drugą.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2764">--- Czemuż to?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2765">--- Że wczas pomarła, bym se poszukał trzeciej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2766">--- O kobiecie mu się śni, a już na odwieczerzu pomroka mu ślipie gasi...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2767">--- Jeszcze bym i po ciemku zmacał kijaszkiem, gdzie babia słabizna!</akap_dialog>


<akap id="e2768">Izba gruchnęła śmiechem.</akap>

<akap_dialog id="e2769">--- Z Jagustynką was zmówimy! --- wołały kobiety.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2770">--- Gorzałkę lubi i pyskata tak samo --- dodawały drugie.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2771">--- Powiedają: ,,Chłop robotny i żona pyskata, to wezmą choćby i pół świata."<end id="e1204798039035"/></akap_dialog>


<akap id="e2772">Wójt przysiadł obok niego, a drugie w podle, gdzie kto mógł ławy zachwycić, a zbrakło miejsca, przystawali i cisnęli się do kupy, pół izby zajęli bez mała, nie bacząc na tańcujących.</akap>


<akap id="e2773">Wnet zasię poczęły iść przekpinki, wymysły różne, gadki, wesołe powiedania, przypowiastki, aż się izba trzęsła od śmiechów, a najbarzej Jambroży dowodził, zmyślał jucha i cyganił w żywe oczy, ino tak sprawnie i uciesznie, że się pokładali od śmiechu; a z kobiet Wachnikowa nie dała się nikomu przegadać i w pierwszą gębę grała, wójt też basował, ile mu ino baczenie na urząd pozwalało.</akap>


<akap id="e2774"><begin id="b1204798352453"/><motyw id="m1204798352453">Żyd</motyw>Muzyka rżnęła od ucha, siarczyście, młódź hulała raźno, krzykała i obcasami ostro biła, a oni się tak zabawiali społecznie i wesoło, że o Bożym świecie zapominali, aż któryś dojrzał w sieni Jankla. Wciągnęli go wnet do izby. Żyd czapkę zdjął, kłaniał się i ze wszystkimi przyjaźnie witał nie bacząc, że mu przezwiska jak kamienie latają koło uszów.</akap>

<akap_dialog id="e2775">--- Żółtek! Niechrzczony! Kobyli syn!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2776">--- Cichojta! Przyjąć go czym, gorzałki mu dać! --- wołał wójt.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2777">--- Przechodziłem drogą, to chciałem zobaczyć, jak się gospodarze zabawiają. Bóg zapłać, panie wójcie, napiję się wódki... dlaczego nie mam się napić za zdrowie państwa młodych!</akap_dialog>


<akap id="e2778">Boryna wyniósł flaszkę i częstował. Jankiel kieliszek wytarł kapotą, głowę nakrył i wypił, a drugim poprawił.</akap>

<akap_dialog id="e2779">--- Zostańcie, Jankiel, nie streficie się! Hej! Muzykanty, zagrajcie ,,żydowskiego"! Niech Jankiel potańcuje! --- wołali ze śmiechem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2780">--- Mogę potańcować, to nie grzech!<end id="e1204798352453"/></akap_dialog>


<akap id="e2781">Ale nim grajkowie zrozumieli wołania, Jankiel wysunął się cicho do sieni i zniknął w podwórzu, poszedł do Kuby odbierać strzelbę.</akap>


<akap id="e2782">Nie spostrzegli nawet jego wyjścia, bo Jambroży nie przerywał cyganienia, a Wachnikowa wtórowała niby na basetli, tak im zeszło do samej wieczerzy; już muzyka przycichła, stoły poustawiali i grzechotano miskami, a oni wciąż się pośmiewali.</akap>


<akap id="e2783">Darmo Boryna zapraszał do jadła, nikt nawet nie słyszał. Potem Jaguś raz po raz przywtarzała, by szli, to ją wójt wciągnął do kupy, usadził przy sobie i za rękę trzymał.</akap>


<akap id="e2784">Dopiero Jasiek, z przezwiska Przewrotny, krzyknął w głos:</akap>

<akap_dialog id="e2785">--- Do misek chodźta, ludzie, bo stygnie!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2786">--- Cichoj, głupi, znajdzie się i la ciebie miska do wylizania!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2787">--- Jambroży ino cyganią, aż się kurzy, i myślą, że mu kto wierzy...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2788"><begin id="b1204798470519"/><motyw id="m1204798470519">Głupiec</motyw>--- Jasiek, coć dadzą w pysk, bierz, bo twoje, ale mnie nie ruchaj, nie uredzisz.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2789">--- A spróbujmy się! --- odkrzyknął parob, że to głupawy był i słowa nie wyrozumiał.<end id="e1204798470519"/></akap_dialog>

<akap_dialog id="e2790">--- Wół tak samo poredzi albo i lepiej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2791">--- Jambroży po księdzu wynoszą, to myślą, że ino sami mądrzy!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2792">--- Wpuść cielę do kościoła, a też ino ogon wyniesie! Głupia! --- mruknął zeźlony.</akap_dialog>


<akap id="e2793">Bo to matka Jaśkowa chciała bronić syna. <begin id="b1204798625560"/><motyw id="m1204798625560">Jedzenie, Gospodyni</motyw>Ruszył też pierwszy do stołów, a za nim insi jęli zajmować miejsca, a spiesznie, bo już kucharki wnosiły dymiące miski i smaki wiały po izbie.</akap>


<akap id="e2794">Usadzili się po starszeństwie i jak przystało na przenosinach, z Dominikową i jej chłopakami w pośrodku; druhny i drużbowie zasiedli razem, przy sobie, a Boryna z Jagusią ostali na izbie, by posługiwać i mieć baczenie na wszystko.</akap>


<akap id="e2795">Cicho się zrobiło, tyla że za oknami dzieci wrzeszczały i tuzowały się między sobą, a Łapa z ujadaniem obiegał dom i darł się do sieni, naród zaś w cichości a z powagą porał się z jadłem i ochotnie bódł miski czubate, ino łyżki skrzybotały o wręby i szkło brząkało w kolejkach.</akap>


<akap id="e2796">Jagusia zaś cięgiem zapraszała i prawie każdemu z osobna podtykała czy mięso, czy czego innego zarówno, a niewoliła, bych sobie nie żałowali; składnie jej to szło, i tak utrafnie każdemu to słowo przypochlebne powiadała, i taką urodnością się wszystkim miliła, że niejeden z parobków chodził za nią tęskliwymi oczyma, a matka aże rosła z kuntentności, odkładała łyżkę, by się ino patrzeć na nią i cieszyć.</akap>


<akap id="e2797">I Boryna to widział, bo gdy szła do kucharek, leciał za nią, dopędzał w sieniach, ogarniał mocno i sielnie całował.</akap>

<akap_dialog id="e2798">--- Gospodyni moja kochana! A dyć, kiej ta dworska pani, tak se godnie poczynasz i radzisz!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2799">--- A bom to nie gospodyni! Idźcie no do izby, Gulbas z Szymonem czegoś odęci siedzą i mało co pojadają. Przepijcie do nich!...<end id="e1204798625560"/></akap_dialog>


<akap id="e2800">Juści, że jej słuchał i robił, co chciała! A Jagusi było dziwnie wesoło na duszy i ochotnie. Gospodynią się poczuła i nie byle jaką, panią prawie, to i rządy same jej jakoś w ręce szły, a z nimi i powaga w niej rosła, i harność pełna mocy a spokojności! Nosiła się po izbach swobodnie, doglądała wszystkiego bystro i tak mądrze kierowała, jakby już nie wiada od kiela na swoim gospodarzyła.<end id="e1196685327395"/></akap>

<akap_dialog id="e2801">--- Jaka jest, wnet stary rozpozna i jego to rzecz, ale widzi mi się, że gospodyni będzie z niej sielna --- szepnęła Ewka do Jagustynki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2802">--- Mądra i Kaśka, jak pełna faska! --- odparła przekąśliwie. --- Będzie tak, póki jej stary nie obmierznie, od kiela nie zacznie ganiać za parobkami...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2803">--- Tego nie zrobi, ino że Mateusz jest w odwodzie, nie poniecha jej przecież.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2804">--- I... poniecha! Zmusi go do tego ktoś drugi, zmusi...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2805">--- Boryna?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2806">--- Hale, Boryna! Jest ktoś mocniejszy od obu... jest... niech no ten czas nadejdzie, a zobaczycie sami... --- uśmiechnęła się chytrze. --- Witek, odegnaj no psa, bo szczeka i szczeka, aż uszy bolą, i rozpędź tych chłopaczysków, szyby jeszcze powygniatają i ogacenie rozniesą.</akap_dialog>


<akap id="e2807">Witek skoczył z batem, pies umilkł, ale rozległy się piski i tętent uciekającej wrzaskliwie gromady; odegnał ich aż na drogę i powracał chyłkiem, bo posypał się za nim grad błota i kamieni.</akap>

<akap_dialog id="e2808">--- Witek! Poczekaj no! --- wołał Roch, stojący przy węgle od podwórza, w cieniu. --- Wywołaj Jambrożego, powiedz, że pilna sprawa, poczekam na ganku.</akap_dialog>


<akap id="e2809">Dopiero w jakiś pacierz nadszedł Jambroży, srodze zły, że mu przerwali jadło w najlepszym miejscu, bo przy prosięcinie z grochem.</akap>

<akap_dialog id="e2810">--- Kościół się pali czy co?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2811">--- Nie krzyczcie! Chodźcie do Kuby, bo zdaje mi się, że umiera.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2812">--- Niech zdycha, a nie przeszkadza ludziom jeść! Byłem na odwieczerzy u niego i mówiłem jusze, aby się do szpitala szykował, nogę by mu urżnęli i wnet by wyzdrowiał!...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2813">--- Powiedzieliście mu o tym! Teraz rozumiem, zdaje mi się, że sam sobie obciął nogę...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2814">--- Jezus, Maria! Jak to, sam sobie obciął?...</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2815">--- Chodźcie prędzej, zobaczycie. Szedłem spać do obory i ledwiem wlazł na podwórze, Łapa skoczył do mnie, szczekał, skamlał, za kapotę mnie zębami darł i ciągał, nie mogłem pojąć, czego chce... a on wybiegał naprzód, siadał w progu stajni i skowyczał. Podszedłem, patrzę, Kuba leży przewieszony przez próg, z głową w stajni! Myślałem zrazu, że chciał wyjść na powietrze i omdlał! Przeniosłem go na wyrko i zapaliłem latarkę, żeby wody poszukać, a on cały we krwi, blady jak ściana i z nogi krew bucha. Prędzej, żeby nie puścił ostatniej pary...</akap_dialog>


<akap id="e2816">Weszli do stajni, Jambroży zabrał się ostro do trzeźwienia; Kuba leżał bezwładny, dychał coś niecoś i rzęził przez zwarte zęby, że trzeba było je nożem podważać, by mu nieco wody wlać do gardła.</akap>


<akap id="e2817">Nogę miał przerąbaną w kolanie, ledwie się trzymała na skórze i obficie krwawiła.</akap>


<akap id="e2818">Na progu czerwieniły się plamy krwi i leżała okrwawiona siekiera, a taczalnik do naostrzania, któren zawsze stał pod okapem stajni, walał się teraz pod progiem.</akap>

<akap_dialog id="e2819">--- Juści, sam sobie obciął. Bał się szpitala, myślał głupi, że sobie pomoże, ale twardy chłop, ale zawzięty! Jezus, żeby sobie samemu obcinać kulasa! Prosto nie do wiary! Krew go mocno odeszła.</akap_dialog>


<akap id="e2820">Kuba otworzył naraz oczy i wodził nimi dosyć przytomnie.</akap>

<akap_dialog id="e2821">--- Odleciała? Dziobnąłem dwa razy, ale mnie zamroczyło... --- szeptał.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2822">--- Boli cię to?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2823">--- Nic a nic. Sił się ino wyzbyłem do cna, ale zdrowszym!</akap_dialog>


<akap id="e2824">Leżał spokojnie i ani krzyknął, gdy mu Jambroży nogę składał, mył i krępował w zmoczone szmaty.</akap>


<akap id="e2825">Roch na klęczkach przyświecał latarnią i modlił się tak gorąco, aż mu łzy ciekły po twarzy, a <begin id="b1204798884646"/><motyw id="m1204798884646">Dziecko</motyw>Kuba ino się uśmiechał radośnie, tkliwo jakoś i rzewnie, jak to dzieciątko w polu porzucone, które nim pozna, że bez matki, raduje się do traw, co nad nim szumią, za słońcem patrzy, do przelatujących ptaszków rączki wyciąga i po swojemu gada ze wszystkim, i cieszy się, tak ci i on czuł się teraz; dobrze mu było, spokojnie i nieboleśnie, a tak na duszy lekko i wesoło, że za nic sobie miał chorobę<end id="e1204798884646"/>, ino się z cicha przechwalał... jako siekierę dobrze wyostrzył... nogę ułożył na progu... i dziabnął w samo jabłko... zabolało, ale noga od jednego razu nie puściła... więc drugi raz dziabnął ze wszystkiej mocy... i oto nic go teraz nie boli, pomogło widać... że niechby tylko miał więcej mocy, to nie gniłby dłużej na wyrku, a na wesele szedł... do tańca się brał... i podjadłby nieco, bo jeść mu się chce...</akap>

<akap_dialog id="e2826">--- Leż spokojnie i nic się nie ruchaj, jadła dostaniesz rychło, powiem Józi.</akap_dialog>


<akap id="e2827">Roch go pogłaskał po twarzy i wyszli z Jambrożym na podwórze.</akap>

<akap_dialog id="e2828">--- Do rana wykipi, uśnie cicho jak ptaszek, bo krew go całkiem odeszła.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2829">--- Księdza mu trzeba przywieźć, póki przytomny!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2830">--- Kiej ksiądz pojechał na wieczór do Woli, do dziedziców.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2831">--- Pójdę po niego, zwlekać nie można!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2832">--- Do Woli jest mila, po nocy i przez las nie traficie. Stoją tu gotowe konie ludzi, co mają po wieczerzy odjeżdżać, bierzcie je i jedźcie.</akap_dialog>


<akap id="e2833">Wyprowadzili konie na drogę i Roch siadł.</akap>

<akap_dialog id="e2834">--- A nie zapominajcie o Kubie, trzeba go przypilnować! --- zawołał ruszając.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2835">--- Nie ostawię go samego, nie zapomnę.</akap_dialog>


<akap id="e2836">Wnet jednak zapomniał; tyle baczył, że Józi powiedział o jadle, a sam wrócił za stół, do butelki mocno się przypiął i tak serdecznie, że rychło o Bożym świecie nie wiedział.</akap>


<akap id="e2837">Józka zaś, że to poczciwe było dziewczątko, co tylko mogła, nazbierała na miseczkę, wódki w półkwarcie nalała sporo i zaniesła ochotnie.</akap>

<akap_dialog id="e2838">--- Kuba, przejedzcie ździebko, użyjcie i wy wesela!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2839">--- Bóg ci zapłać! Kiełbasa widzi mi się czujna, wieje od niej.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2840">--- Dyć umyślnie przypróżałam, byście posmakowali. --- Wraziła mu miskę w ręce, bo ciemno było w stajni. --- Wypijcie przódzi wódkę.</akap_dialog>


<akap id="e2841">Wszystko wypił do dna.</akap>

<akap_dialog id="e2842">--- Posiedź zdziebko, tak mi się samemu ckni...</akap_dialog>


<akap id="e2843">Począł glamać, pogryzać, żuć, ale nie mógł nic przełknąć.</akap>

<akap_dialog id="e2844">--- Weselą się, co?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2845">--- Takie wesele, tyla narodu, żem w życiu nie widziała większego.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2846">--- Borynowe przeciech, to nie dziwota! --- szepnął z dumą.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2847">--- Juści, a ociec się tak weselą i cięgiem za Jagusią chodzą, cięgiem.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2848">--- Jakże... urodna, piękna na gębie, kieby jaka pani dworska!</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2849">--- Wiecie, a Szymek Dominikowej to się ma do Nastki Gołębianki.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2850">--- Stara nie pozwoli, u Nastki z dziesięć gęb siedzi na trzech morgach.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2851">--- Toteż ich rozgania, gdzie dopadnie, i srodze pilnuje.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2852">--- Wójt jest?</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2853">--- Zabawia drugich i najbardziej pyskuje, a Jambroży także.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2854">--- Jeszcze by nie, kiej na takim weselu są, u takiego gospodarza! Nie wiesz, co u Antków? --- zapytał cicho.</akap_dialog>

<akap_dialog id="e2855">--- Jakże, skoczyłam do nich na zmroku, dzieciom poniesłam mięsa, placków, to chleba... Z chałupy me wypędził i ciepnął<pe><slowo_obce>ciepnąć</slowo_obce> --- rzucić.</pe> za mną, com przyniesła... Zawziął się silnie i taki zły, taki zły... a bieda u nich w chałupie i ten płacz... Hanka ino się kłóci z siostrą, że się już pono i do kudłów brały.</akap_dialog>


<akap id="e2856">Nie odrzekł na to, nos ostro wycierał, a prędzej dychał jakoś.</akap>

<akap_dialog id="e2857">--- Józia --- rzekł po chwili --- klacz postękuje jakoś i pokłada się już od wieczora, pewnie jest na oźrebieniu... trza by przypilnować. Picie jakie narządzić. Jak to se stęka! Biedota kochana, a ja nic nie potrafię pomóc... okrutniem słaby... bez mocy całkiem...</akap_dialog>


<akap id="e2858">Zmęczył się i zamilkł, i jakby zasypiał.</akap>


<akap id="e2859">Józka odeszła spiesznie.</akap>

<akap_dialog id="e2860">--- Cesiu! Ceś, Ceś... --- zawołał przytomniejąc.</akap_dialog>


<akap id="e2861">Klacz zarżała przeciągle i rzuciła się na uwięzi, aż łańcuch zabrzęczał.</akap>

<akap_dialog id="e2862"><begin id="b1204799604782"/><motyw id="m1204799604782">Jedzenie</motyw>--- Podjem se choć raz do syta! Dostaniesz, piesku, swoje, dostaniesz, nie skomlij ino...</akap_dialog>


<akap id="e2863"><begin id="b1196685599160"/><motyw id="m1196685599160">Śmierć</motyw>Wziął się ostro do kiełbasy, ale nie mógł, nie chciało mu się zupełnie, rosło mu w ustach.</akap>

<akap_dialog id="e2864">--- Mój Jezus, tyle kiełbasy, tyle mięsa... a nie mogę... całkiem nie mogę.</akap_dialog>


<akap id="e2865">Darmo próbował, oblizywał, wąchał, nie mógł, ręka mu opadła bezsilnie, chował więc pod słomę, nie puszczając z garści.</akap>

<akap_dialog id="e2866">--- Mój Boże, tyla tego, że nigdy w życiu nie miałem, a nie mogę.</akap_dialog>


<akap id="e2867">Żałość ścisnęła mu duszę i łzy pociekły po twarzy, płakał rzewnie, aż się zanosił, jak to dzieciątko ukrzywdzone.</akap>

<akap_dialog id="e2868">--- Potem se zjem, odpocznę nieco i bal se sprawię --- pomyślał.</akap_dialog>


<akap id="e2869">Ale i potem nie mógł, zapadał w sen, nie popuszczając kiełbasy z garści, nie czując jednak, że Łapa mu ją po cichu obgryzał...<end id="e1204799604782"/></akap>


<akap id="e2870">Otrzeźwiał nagle, bo po wieczerzy muzyka gruchnęła w chałupie z taką mocą, aż ściany stajni drygały i przestraszone kury gdakały z chlewów.</akap>


<akap id="e2871">Wrzaski buchnęły we świat i pryskały od domu niby te ognie czerwone w noc ciemną, niby grzmoty buchały po stajni.</akap>


<akap id="e2872">Hulanka tam już szła siarczysta, śmiechy, wesołość, zabawa, a raz wraz ziemia dudniała od przegonów i pisk dzieuszyn rozdzierał powietrze.</akap>


<akap id="e2873">Kuba nasłuchiwał zrazu, ale rychło zapominał o wszystkim, sen go brał i niósł w ćmę jakąś wrzawliwą, jakby pod wody szumiące... na dno rozwytych wichurą borów.</akap>


<akap id="e2874">A gdy wesele ostrzej lunęło wrzawą i trzaski hołubców, bitych zapamiętale, dom zda się roznosiły, budził się nieco, wychylał duszę z ciemnicy, podnosił z niepamięci, wracał z dalekości przerażających i słuchał.</akap>


<akap id="e2875">A czasem jeść próbował albo szeptał cicho, serdecznie:</akap>

<akap_dialog id="e2876">--- Ceśka, Ceś, Ceś!</akap_dialog>


<akap id="e2877"><begin id="b1204799370787"/><motyw id="m1204799370787">Duch, Zaświaty</motyw>Ale już dusza wychodziła z niego powoli i niesła się we światy, jako ten ptaszek Jezusowy, kołowała jeszcze błędnie, oderwać się nie mogła jeszcze, że przywierała czasami do ziemie świętej, by odpocząć z utrudzenia, utulić swój płacz sierocy we wrzawie ludzkiej; między kochane zachodziła, wśród żywe szła, do bratów wołała żałośnie i u serc prosiła pomocy, aż mocą Jezusową skrzepiona i miłosierdziem, niesła się na jakieś pola wiośniane, na te Boże ugory ogromne, nieobjęte, wieczną światłością oprzędzone i weselem wiecznym.</akap>


<akap id="e2878">I wyżej leciała, dalej, dalej, aż tam...</akap>


<akap id="e2879">...Aż tam zaś, gdzie już nie dosłyszy człowieczego płakania ni żałosnego skrzybotu duszy wszelkiej...</akap>


<akap id="e2880">...Tam zaś, gdzie ino pachnące lilie wioną, gdzie kwietne pola miodną słodkością szumią, gdzie ciekną rzeki gwiezdne po dnach barwionych rzęsiście, gdzie wieczny dzień.</akap>


<akap id="e2881">...Tam zaś, gdzie ino ciche modlenie płynie i dymy pachnące wleką się cięgiem, jako te mgły, dzwonki brzęczą i organy cicho grają, i święta ofiara odprawuje się ciągle, i naród już bezgrzeszny, i aniołowie, i święci pośpiewują spólnie chwałę Pańską, w ten kościół święty, nieśmiertelny, Boży! Gdzie ino duszy człowiekowej modlić się a wzdychać, a płakać z radości i weselić się z Panem w wiek wieków.</akap>


<akap id="e2882">Tam się ano rwała dusza umęczona i odpocznienia tęskliwa, Kubowa dusza.<end id="e1204799370787"/><end id="e1196685599160"/></akap>


<sekcja_swiatlo/>
<separator_linia/>
<sekcja_swiatlo/>


<akap id="e2883"><begin id="b1196685622145"/><motyw id="m1196685622145">Obyczaje, Wesele, Taniec</motyw>Dom zaś tańcował wciąż i weselił się całym sercem, ochotniej nawet niźli wczoraj, bo poczęstunek był sutszy i barzej niewolili gospodarze. Wodzili się też w tanach do upadłego.</akap>


<akap id="e2884">Wrzeli już niby ten ukrop na mocnym ogniu, a co przysłabli zdziebko, muzyka grzmiała z nową siłą, że jako łan, uderzony wichurą, ino się przyginali, brali rozmach, niecili rum nogami i z krzykiem szli w nowy tan, ze śpiewami, a huczno, tłumno i ogniście.</akap>


<akap id="e2885">Że już im dusze całkiem stajały od gorącości, krew kipiała warem, rozum odchodził, serca się zapamiętały w hulance, a każdy nerw dygotał do taktu, każdy ruch był tańcem, każdy krzyk śpiewem, a każde oczy weselem się jarzyły i radością.</akap>


<akap id="e2886">I tak szło przez całą noc, do samego świtania!<end id="e1196685622145"/></akap>


<akap id="e2887"><begin id="b1196685670317"/><motyw id="m1196685670317">Zima</motyw>A dzień podnosił się ciężko i cicho, porankowe brzaski siały na świat posępne, nieprzeniknione zwały chmur, a już przed samym wschodem słońca zamroczyło się z nagła i pociemniało, zaczął padać śnieg. Polatywał zrazu z rzadka i kołujący, jak to igliwo w dzień wietrzny, aż się i potem rozśnieżyło na dobre.</akap>


<akap id="e2888">Śnieg sypał jakby przez gęste sito, padał prosto, równo, jednostajnie, bez szelestu i pokrywał dachy, drzewa, płoty i ziemię całą jakby podbielonym, szarawym przędziwem albo tym pierzem niedartym.<end id="e1196685670317"/></akap>


<akap id="e2889"><begin id="b1196685720770"/><motyw id="m1196685720770">Obyczaje, Śmierć, Wesele</motyw>Rychtyk i wesele się skończyło, mieli się jeszcze wieczorem zebrać w karczmie na poprawiny, ale teraz już poczęli rozchodzić się do domów.</akap>


<akap id="e2890">Tylko drużbowie z druhnami i muzyką na czele zebrali się kupą przed gankiem i zaśpiewali wraz jednym głosem ostatnią piosneczkę:</akap>


<poezja_cyt>
<strofa id="e2893">Dobranoc państwu młodym,/
Dobranoc!/
Dobrą nockę oddajemy,/
Sami służką ostajemy,/
Dobranoc!</strofa>
</poezja_cyt>


<sekcja_swiatlo/>
<separator_linia/>
<sekcja_swiatlo/>


<akap id="e2891">A Kuba w ten sam czas składał duszę swoją pod święte Panajezusowe nóżki.<end id="e1196685720770"/></akap>


<extra><!--</tekst_glowny>--></extra>


</powiesc>

</utwor>