<utwor>
  <rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
    <rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/przybyszewska-sprawa-dantona/">
    <dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Przybyszewska, Stanisława</dc:creator>
    <dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sprawa Dantona</dc:title>
    <dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
    <dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Świetlik, Maria</dc:contributor.editor>
    <dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
    <dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kopeć-Gryz, Aleksandra</dc:contributor.technical_editor>
    <dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2022-12-29</dc:date>
    <dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.editor>
    <dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
    <dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
    <dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Stanisława Przybyszewska zm. 1935</dc:rights>
    <dc:subject.type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dramat</dc:subject.type>
    <dc:subject.genre xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Tragedia</dc:subject.genre>
    <category.legimi>Dramat</category.legimi>
    <dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2006</dc:date.pd>
    <dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury. Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Fundację Nowoczesna Polska.</dc:description>
    <dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/przybyszewska-sprawa-dantona</dc:identifier.url>
    <dc:subject.period xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Modernizm</dc:subject.period>
      <dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/7255.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Egzekucja Dantona, Charles Barbant  (1844–1921) za Frédériciem Théodorem Lix  (1830–1897), domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/7255/</dc:relation.coverImage.source>

    <dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kostrzewa, Damian</dc:contributor.editor>
    <dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Stanisława Przybyszewska, Dramaty, oprac. i wstęp Roman Taborski, posłowie Jarzy Krasowski, Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1975.</dc:source>
    <dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/htmlmobi/przybyszewska-sprawa-dantona.html</dc:relation.hasFormat><meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-7334-6</meta><meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta><meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta><dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/txtmobi/przybyszewska-sprawa-dantona.txt</dc:relation.hasFormat><meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-7335-3</meta><meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta><meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta><dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/pdfmobi/przybyszewska-sprawa-dantona.pdf</dc:relation.hasFormat><meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-7336-0</meta><meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta><meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta><dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/epubmobi/przybyszewska-sprawa-dantona.epub</dc:relation.hasFormat><meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-7337-7</meta><meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta><meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta><dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/mobimobi/przybyszewska-sprawa-dantona.mobi</dc:relation.hasFormat><meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-7338-4</meta><meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta><meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta><category.thema.main>DDC</category.thema.main>
    <category.thema>NHTV</category.thema>
    </rdf:Description>
  </rdf:RDF><dramat_wspolczesny>




<abstrakt>
<akap>Dramat o rewolucji i mechanizmach dochodzących do głosu w konfliktach politycznych, osnuty na faktach z dziejów Wielkiej Rewolucji Francuskiej 1789 roku.</akap><akap>
Jest wiosna 1794 r. Francja znajduje się w stanie oblężenia, największe mocarstwa Europy chcą zmiażdżyć młodą republikę, bojąc się, że idee wolności, równości i braterstwa rozleją się poza jej granice i zaczną obalać trony. W kraju trwa kolejny kryzys żywnościowy, a władze muszą z równą determinacją zwalczać obce armie, co opozycję wewnętrzną --- upokorzoną arystokrację, konspirujących rojalistów, konserwatywny kler, ale też część ludu rozczarowaną zbyt umiarkowaną (lub zbyt radykalną) polityką liderów. <tytul_dziela>Sprawa Dantona</tytul_dziela> to dramat polityczny Stanisławy Przybyszewskiej przedstawiający kluczowe postaci rewolucji francuskiej w momencie, kiedy ich drogi ostatecznie się rozchodzą. </akap>


<akap>Losy Francji są w rękach jej przedstawicieli w Konwencie Narodowym i dwóch Komitetów: Ocalenia Publicznego i Bezpieczeństwa Powszechnego. Georges Danton, za zasługi dla obalenia monarchii nazywany Człowiekiem Dziesiątego Sierpnia (tego dnia 1792 r. lud Paryża aresztował króla), teraz zwolennik szukania pokoju z najeźdźcami, cieszący się posłuchem wśród paryskiego ludu --- wraca do polityki mimo ostrzeżeń, że może za chwilę podzielić los radykalnej lewicy, tzn. zostać zatrzymany i zgilotynowany. Maximilien Robespierre, także prawnik, lider stronnictwa jakobinów, umacnia swoją już niemal dyktatorską władzę --- a kolejny krok na tej drodze to pozbycie się właśnie Dantona i Camille'a Desmoulinsa, których wpływ na sankiulotów go niepokoi. Wie przy tym, że i on prędzej czy później spotka się z ,,wielką wdową".</akap>


<akap>W miarę postępów rewolucji zaostrzają się spory o kształt nowego państwa --- czy ma być federacją lokalnych komitetów w duchu demokracji bezpośredniej czy scentralizowanym państwem z rozbudowaną administracją (jak w przyszłości państwa socjalistyczne)? Jak uregulować gospodarkę? Czy powinna działać zgodnie z ideą tzw. wolnego rynku, w którym to producenci i (w największym stopniu) pośrednicy będą odpowiadać za dostępność towarów? Czy jednak potrzebna jest interwencja administracji, która ustanowi maksymalne ceny na najbardziej potrzebne towary i będzie karać tych, którzy na głodzie i niedostatku najuboższych chcą zbić majątki? Takie dylematy stają przed każdą rewolucją społeczną, która ma ambicje nie tylko obalenia <slowo_obce>ancien régime</slowo_obce>, ale też zbudowania nowego, bardziej sprawiedliwego ustroju. W dramacie <tytul_dziela>Sprawa Dantona</tytul_dziela> Stanisława Przybyszewska skupia się jednak nie na dylematach gospodarczych i politycznych, ale na konflikcie dwóch typów mentalnych. Robespierre to ascetyczny idealista, kierujący się ,,wyższymi wartościami" i gotowy na niepopularne posunięcia, zaś Danton to hedonista, który folguje swoim naturalnym instynktom i potrzebom, traktując politykę jako grę, w której może chodzić o poprawę bytu --- ale wyłącznie własnego.</akap>



<akap>Ambicją Przybyszewskiej było ukazanie ponadczasowych prawideł rządzących konfliktem politycznym, widziała w sporze Dantona i Robespierre'a przykład tego, co dzieje się w sercu każdej rewolucji, stąd w dramacie sporo anachronizmów i angielskich wtrąceń, które miały sygnalizować, że chodzi tu o zjawisko uniwersalne, a nie o historyczną rekonstrukcję.</akap>




<akap>Jak sama przyznawała, jej faworytem, z którym wytworzyła emocjonalną więź, był przywódca jakobinów, Robespierre. Aby ukazać wielkość tej postaci, jego oponenta przedstawiła wręcz karykaturalnie. W kilku miejscach odeszła od prawdy historycznej lub dała wiarę nieprzychylnym opiniom na temat Człowieka Dziesiątego Sierpnia. W jej sztuce Danton to nie tyle umiarkowany polityk, kierujący się raczej zdrowym rozsądkiem i sceptycznym spojrzeniem na naturę ludzką niż czystym idealizmem, co cyniczny oszust, brytyjski agent, złodziej, spekulant, gardzący w głębi duszy ludem, o który rzekomo walczy. Przybyszewska przedstawiła go także jako brutalnego (i żałosnego) starca (choć w chwili śmierci miał dopiero 35 lat), który kupił sobie młodą żonę i nieustannie molestuje ją seksualnie, posuwając się nawet do gwałtu. To wyjaśnia czemu w sztuce Louise nie chce zaangażować się w ratowanie --- słusznie, jej zdaniem --- oskarżonego męża.</akap>




<akap>Przybyszewska wplotła też w dramat wątki homoromantyczne, choć nie mają one dziś uzasadnienia w badaniach historycznych. Nie wiemy, czy trzy główne postaci, Dantona, Robespierre'a i Desmoulinsa, łączyły emocjonalne i seksualne relacje. Trzeba jednak przyznać autorce, że jej progresywne spojrzenie na biseksualność dalece wyprzedzało epokę, w której nieheteronormatywność w sztuce zwykle oznaczać miała, że bohater jest w jakiś sposób gorszy lub skazany na cierpienie.</akap>


 

<akap>Również postaci kobiece stworzone są w sposób współczesny, a ich prawo do samostanowienia także w kwestii seksualnej wyrażone wprost. Wnikliwa czytelniczka pewnie zwróci jednak uwagę na występujące w didaskaliach wyrażenia typu ,,histeryczne piski kobiet", które dziś już nie pojawiłyby się u autorki o feministycznych zapatrywaniach.</akap>




<akap>Lewicowe przekonania i zainteresowanie polityką lat 20. i 30. XX wieku skłoniły Przybyszewską do szukania nowej perspektywy na rewolucję francuską. Odrzuciła liberalne spojrzenie gloryfikujące postać Dantona jako reprezentanta wyważonego centrum, przeciwstawiła się też konserwatywnej ocenie rewolucji jako krwawej rzezi, zdolnej tylko na chwilę obalić ,,naturalny porządek rzeczy", w którym masy rządzone są przez lepszych od siebie. (Nota bene, sama jednak w jakimś stopniu podzielała przekonanie, że masy są niebezpieczne, nieobliczalne czy wręcz bezrozumne, bo gotowe ulec dowolnym manipulacjom takim, jak te stosowane przez dantonistów w drugim i trzecim akcie dramatu.) To spojrzenie utrudniło jej znalezienie teatru gotowego wystawić <tytul_dziela>Dantona</tytul_dziela>. Zwróciła się o pomoc w tej sprawie do redaktora ,,Wiadomości Literackich", Mieczysława Grydzewskiego, i za jego pośrednictwem zainteresowała sztuką Leona Schillera. Mimo jego życzliwości dramat nie miał szczęścia, prapremiera we Lwowie (w reżyserii Edmunda Wiercińskiego z 1929 r.) padła ofiarą krytyki ze strony konserwatystów, a także inwestorów, którzy woleli lżejszy repertuar. Kolejna próba inscenizacji, tym razem w Warszawie w reż. Aleksandra Zelwerowicza (1933 r.), nie spodobała się publiczności, którą być może zraził jej prorządowy charakter.</akap>


  
<akap><tytul_dziela>Sprawa Dantona</tytul_dziela> to dzieło, które przyniosło autorce, Stanisławie Przybyszewskiej, spóźnioną i zasłużoną sławę. Spóźnioną, bo podjęła się trudnego zadania, które dziś określilibyśmy jako zmiana dyskursu na temat budzący skrajne emocje, jakim była (i jest) rewolucja francuska. Zasłużoną, bo dzięki wnikliwym studiom historycznym i psychologicznym, a także odwadze twórczej przedstawiła nową interpretację wydarzeń historycznych i głównych postaci rewolucji. Udało jej się także pokazać złożone procesy polityczne w emocjonujący sposób.</akap>


 

<akap>Dopiero w PRL-u Przybyszewska, już pośmiertnie, zyskała uznanie, a jej sztuki wydanie drukiem i kilka inscenizacji. Przyczynił się do tego przede wszystkim Jerzy Krasowski, reżyser, aktor, dyrektor i kierownik artystyczny teatrów, który odszukał maszynopis <tytul_dziela>Sprawy...</tytul_dziela> i wystawił na jego podstawie sztukę. Jego tropem podążył Roman Taborski. Skorzystał on z przechowanego przez Halinę Barlińską, ciotkę autorki, archiwum Przybyszewskiej, które po jej śmierci za pośrednictwem Stanisława Helsztyńskiego trafiło do Polskiej Akademii Nauk. Przygotował na tej podstawie wydanie książkowe (Wydawnictwo Morskie, 1975), w którym zamieścił trzy rewolucyjne sztuki --- <tytul_dziela>Dziewięćdziesiąty trzeci</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Sprawa Dantona</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Thermidor</tytul_dziela> --- uwzględniając przy tym liczne uwagi samej Przybyszewskiej. Naszą edycję oparliśmy właśnie na tym wydaniu, tylko w niewielkim stopniu wprowadzając uwspółcześnienia i zachowując oryginalną interpunkcję zgodnie z zastrzeżeniami autorki, że ma ona wyrażać emocje i być wskazówką interpretacyjną dla reżyserów. W dramacie zastosowaliśmy także specjalne klamry, wprowadzone zgodnie ze wskazówkami autorki do wydania z 1975 r., jednak zrezygnowaliśmy z rozróżnienia klamry czerwonej (dla zaznaczenia równoczesności wszystkich objętych nią kwestii) i czarnej (dla wskazania równoczesności kilku kwestii objętych kolejnymi klamrami). W dwóch miejscach, gdzie w wydaniu źródłowym klamry nachodzą na siebie, dodaliśmy przypisy.</akap>




<akap><tytul_dziela>Sprawa Dantona</tytul_dziela> doczekała się ekranizacji w reżyserii Andrzeja Wajdy (1983 r., pt. <tytul_dziela>Danton</tytul_dziela>) z Gerardem Depardieu w roli tytułowej i wybitną kreacją Wojciecha Pszoniaka jako Robespierre'a. Również w XXI w. sztuka Przybyszewskiej była kilkukrotnie  wystawiana, m.in. przez Jana Klatę w Teatrze Polskim we Wrocławiu w 2008 r.</akap><akap>Dramat <tytul_dziela>Sprawa Dantona</tytul_dziela> Stanisławy Przybyszewskiej dostępny jest jako e-book w formatach EPUB i MOBI oraz jako PDF.</akap>






</abstrakt>







<autor_utworu>Stanisława Przybyszewska</autor_utworu>




<nazwa_utworu>Sprawa Dantona</nazwa_utworu>


<podtytul>Kronika sceniczna</podtytul>
 
<nota_red>
<akap>Informacja o dokonanych zmianach</akap>

<akap>I. Poprawiono błędy źródła: I Wynoście -> I wynoście; appel > apel; najstraszniejsze -> najstraszniejsza; BARERE -> BARÈRE; Barère'em -> Barèrem.</akap>

<akap>II. Wprowadzono uwspółcześnienia w następującym zakresie:</akap>
 <akap>Zmiany leksykalne, w tym ortograficzne: z-> ze, np. z  stu-> ze stu, z zdolniejszymi -> ze zdolniejszymi itp.; w -> we, np. w dwoje -> we dwoje, w wzburzenie -> we wzburzenie itp.; sfascynowany -> zafascynowany; tualetę -> toaletę; Przecie -> Przecież.</akap>
 <akap>Pisownia łączna/rozdzielna, np: skądżeby > skądże by, cóżby > cóż by.</akap>
 <akap>Pisownia małą/wielką literą, np.: na miłość Boską -> na miłość boską; Wszyscy Święci -> Wszyscy święci</akap>
 <akap>Fleksja, np.: gotowem > gotowym; grupa fotelów -> grupa foteli; sztywnie -> sztywno.</akap>
 <akap>Składnia: służę ci każdej chwili -> służę ci w każdej chwili; zagraża Konwencję -> zagraża Konwencji; na poprzek -> w poprzek; drżąc z zmęczenia > drżąc ze zmęczenia.</akap>
<akap>Inne zmiany: Ouf -> Uff; Oh -> Och; Ah -> Ach; Hoho -> Ho, ho; Hohoho -> Ho, ho, ho; Hejho -> Hej, ho; Haha -> Ha, ha; régime'u -> reżimu.</akap>
 <akap>
 Zachowano oryginalną interpunkcję, jako mającą, zgodnie z uwagami autorki, wyrażać emocje i być wskazówką interpretacyjną dla reżyserów.</akap>



</nota_red>

<naglowek_akt>AKT I</naglowek_akt>

<naglowek_scena>ODSŁONA I</naglowek_scena>



<miejsce_czas>Na ulicy przed sklepem piekarza. Na narożniku jaskrawy afisz. Zmrok poranny. <osoba>Mularz</osoba>, człowiek powyżej czterdziestki, tuż u drzwi; <osoba>Szpicel</osoba>, wiek nieokreślony, spaceruje bez celu na przestrzeni przed drzwiami.</miejsce_czas>




<naglowek_osoba>SZPICEL</naglowek_osoba>





<didaskalia>niepotrzebnym szeptem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Widzieliście, obywatelu... afisz?</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>MULARZ</naglowek_osoba>





<didaskalia>głośno, niechętnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Co znowu za afisz?</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>SZPICEL</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>O, tam na rogu... znów przylepili po nocy, psiekrwie!...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MULARZ</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>A niechże sobie... mało ich to ponalepiali od Nowego Roku? Dla nas afisz nie nowina.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SZPICEL</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Ależ obywatelu, to <wyroznienie>oni</wyroznienie>... to Wielki Sędzia<pe><slowo_obce>Wielki Sędzia</slowo_obce> --- rzekomy przyszły dyktator; według oskarżeń wysuwanych przeciw grupie działaczy politycznych, których nazwano hebertystami (od nazwiska publicysty Jacquesa Bené Héberta), zamierzało ono wprowadzić we Francji dyktaturę. Pierwszym Wielkim Sędzią wg tych oskarżeń miał zostać mer Paryża, Jean-Nicolas Pache (1746--1823).</pe>!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MULARZ</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Wielki Sędzia! --- Tydzień jak Wielki Sędzia poszedł z dymem<pe><slowo_obce>Tydzień jak Wielki Sędzia poszedł z dymem</slowo_obce> --- akcja dramatu rozgrywa się na przełomie marca i kwietnia 1794 r. --- pomiędzy aresztowaniem hebertystów 14 marca, oskarżonych o spisek i zdradę i po trzech dniach skazanych na śmierć, a aresztowaniem Dantona 5 kwietnia.</pe>. Jeszcze się po nim całowali.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SZPICEL</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>No a tam macie go znowu! --- Ej, obywatelu: Wielki Sędzia to nie byle kto! <didask_tekst>jeszcze ciszej</didask_tekst> Wam plotą, że to niby ma być Pache<pe><slowo_obce>Pache, Jean-Nicolas</slowo_obce> (1746--1823) --- w okresie rewolucji francuskiej mer Paryża.</pe>... Poczciwiec Pache<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1685102"></ref>! Noworodek Pache! --- A ja wam powiadam, oby...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MULARZ</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>A stulisz ty nareszcie pysk z tym twoim Wielkim Sędzią? --- Co mnie to obchodzi, czy to Pache, czy nie Pache robi z siebie zatraconego durnia?</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>SZPICEL</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Ależ nie złośćcie się tak od ra...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MULARZ</naglowek_osoba>





<didaskalia>dowiaduje się</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Pudziesz<pe><slowo_obce>pudziesz</slowo_obce> (gw.) --- właśc.: pójdziesz; w znaczeniu: odejdź.</pe>?</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Szpicel</osoba> daje za wygraną. Odchodzi i kręci się dookoła przybywających: <osoba>Madeleine</osoba>, ok. 30 lat i <osoba>Suzon</osoba>, 15 lat.</didaskalia>



<naglowek_osoba>SUZON</naglowek_osoba>





<didaskalia>zatrzymuje się pod afiszem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ooo, Madeleine! Chodź no, zobacz! Znowu afisz!</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>MADELEINE</naglowek_osoba>





<didaskalia>przystaje za <osoba>Mularzem</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ech, to zwykły...</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>SUZON</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Gdzie tam zwykły! Dokładnie to samo, co dawniej... <didask_tekst>zachwycona</didask_tekst> Słuchaj: ,,Obywatele! Znosicie od dwu lat rządy Konwencji<pe><slowo_obce>Konwencja</slowo_obce> (fr. <slowo_obce>Convention Nationale</slowo_obce>) --- Konwent Narodowy, zgromadzenie prawodawcze z okresu rewolucji francuskiej, rządziło Francją od 21 września 1792 r. do 26 października 1795 r. Powołane zostało wkrótce po aresztowaniu króla Ludwika XVI w celu przygotowania konstytucji nowej republiki. W Konwencie zasiadało 784 przedstawicieli wybranych w wyborach bezpośrednich, w których po raz pierwszy mogli wziąć udział przedstawiciele wszystkich klas (mężczyźni w wieku od 21 lat). W Konwencie funkcjonowały dwie grupy politycznie zorientowane, jakobini (tzw. Górale) i żyrondyści, często zajmujące skrajnie odmienne stanowiska w dyskutowanych sprawach. Trzecią, i momentami największą, grupę stanowili niezdecydowani z tzw. Równiny (zwanej też Bagnem ), którzy w różnych kwestiach głosowali za propozycjami lewicy bądź prawicy.</pe>, a z każdym miesiącem trudniej wam o chleb. Obywatele! Nie dajcie sobie zamydlić oczu! Wiedzcie, że w łonie Konwencji --- na samym stoku niezachwianej ,,Góry"<pe><slowo_obce>Góra</slowo_obce> --- tu: radykalne stronnictwo polityczne w rewolucyjnym Konwencie Narodowym, złożone przede wszystkim z jakobinów, którzy zajmowali górne ławy na sali obrad (stąd nazwa stronnictwa, fr. <slowo_obce>Montagnards</slowo_obce>). Góralami byli przede wszystkim przedstawiciele inteligencji i burżuazji, w tym tej paryskiej. Ich poglądy i postulaty kształtowały się pod wpływem najbardziej radykalnie nastawionej części francuskiego społeczeństwa, tzw. sankiulotów, czyli miejskich robotników, rzemieślników i drobnej burżuazji.</pe> --- czają się zdrajcy: tygrysy, co poże..."</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MADELEINE</naglowek_osoba>





<didaskalia>gwałtownie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie czytaj tych bredni! Chodź tu, bo ci zajmą miejsce!</akap></kwestia>





<didaskalia>Nadchodzą: <osoba>Blondyn</osoba>, <osoba>Inteligent</osoba>, <osoba>Drukarz</osoba>, 30--40 lat. Wyścigi między <osoba>Blondynem</osoba> a <osoba>Suzon</osoba>; dziewczynka przegrałaby, lecz <osoba>Szpicel</osoba> broni jej miejsca.</didaskalia>



<naglowek_osoba>SZPICEL</naglowek_osoba>





<didaskalia>w napoleońskiej pozie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Przepraszam. To rezerwowane miejsce kobiety.</akap>


</kwestia>


<didaskalia>Ustępuje <osoba>Suzon</osoba>, która mu dziękuje roztargnionym skinieniem.</didaskalia>



<didaskalia>równocześnie</didaskalia>


<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>BLONDYN</naglowek_osoba>




    <kwestia><akap>Co takiego?!...</akap></kwestia></blok>
<blok>

<naglowek_osoba>SZPICEL</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Dla prawdziwego sankiuloty<pe><slowo_obce>sankiulota</slowo_obce> (z fr. <slowo_obce>sans-culotte</slowo_obce>) --- najbardziej radykalnie nastawiona grupa społeczna z okresu rewolucji francuskiej, składająca się z miejskich robotnic i robotników, drobnych rzemieślników, bezrobotnych i drobnej burżuazji. Sankiuloci domagali się najdalej idących zmian w systemie politycznym i społecznym Francji. Grupa ta była szczególnie dotknięta przerwami w dostawach żywności i innych artykułów, stąd też wielu sankiulotów było zwolennikami terroru jako metody zwalczania spekulacji, korupcji oraz kontrrewolucyjnych spisków rojalistów. Niejednokrotnie zmieniła przebieg rewolucji, stosując tzw. insurekcje, tj. wymuszając groźbą użycia przemocy na członkach Konwentu podejmowanie decyzji, na które ci nie byli gotowi. Nazwa grupy wywodzi się od pogardliwego określenia żołnierzy Armii Rewolucyjnej, którzy pochodzili z klas niższych noszących tzw. <slowo_obce>culottes</slowo_obce>, długie luźne spodnie, w przeciwieństwie do noszonych przez profesjonalne armie obcisłych, sięgających kolan bryczesów (<slowo_obce>sans-culotte</slowo_obce> oznaczało zatem ,,bez bryczesów").</pe> rezerwowane miejsca kobiet są nietykalne.</akap></kwestia>

  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>DRUKARZ</naglowek_osoba>




    <kwestia><akap>Oj... a cóż będzie w takim razie z przyszłością narodu?...</akap></kwestia></blok>
  </rownolegle>
<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>SUZON</naglowek_osoba>





<didaskalia>półgłosem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Madeleine --- Madeleine --- więc przecież coś z tego będzie!</akap></kwestia>


  </blok>
<blok>

<naglowek_osoba>MADELEINE</naglowek_osoba>





<didaskalia>szeptem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Suzon, będziesz ty cicho nareszcie?</akap></kwestia>
  </blok>

  </rownolegle>


<naglowek_osoba>DRUKARZ</naglowek_osoba>





<didaskalia>obojętnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Widzieliście? Hebertyści<pe><slowo_obce>hebertyści</slowo_obce> --- grupa działaczy politycznych i urzędników skupionych woków Jacquesa Héberta. Hébert redagował pismo pt. <slowo_obce>Le Père Duchesne</slowo_obce> (fr. Ojczulek Duchesne), które w l. 1793--1794 reprezentowało radykalne poglądy wyrażane językiem ludowym, zyskując w ten sposób spore zainteresowanie sankiulotów. W pierwszym okresie skupione było na zwalczaniu będących wówczas u władzy żyrondystów, co poskutkowało aresztowaniem Héberta w maju 1793 r. W odpowiedzi sankiuloci zagrozili przemocą członkom Konwentu, otoczyli obrady, domagając się m.in. uwolnienia lidera i usunięcia żyrondystów z obrad. Do sankiulotów przyłączyła się gwardia narodowa, co zapewniło uwolnienie Héberta, usunięcie części posłów prawicy a w efekcie przyczyniło się do politycznego zmarginalizowania żyrondystów. 
Hebertyści domagali się zaostrzenia polityki dechrystianizacyjnej (co szczególnie nie podobało się Robespierre'owi), większej regulacji rynku, rekwizycji upraw. Byli też zwolennikami stosowania terroru jako narzędzie walki z nadużyciami i wrogami republiki.
Po sukcesie w zwalczaniu żyrondystów, ostrze publicystyki Héberta skierowało się przeciw jakobinom, co doprowadziło do wysunięcia oskarżeń przeciw dziennikarzowi i jego współpracownikom o spisek przeciw republice. Rolę w zwalczaniu hebertystów odegrali m.in. Fabre d'Églantine i Camille Desmoulins, który na łamach swojej gazety ,,Le Vieux Cordelier" oskarżał ich o niszczenie reputacji młodej republiki. Mimo zabiegów Héberta nie udało się mu ponownie zmobilizować ludowej insurekcji przeciw mniej radykalnie nastawionej części Konwentu. 
W marcu 1794 r. czołowi przedstawiciele grupy zostali aresztowani i skazani na śmierć w trzydniowym procesie.</pe> znów chcą nam głowy zawracać.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>MULARZ</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Ci panicze z Biur Wojennych<pe><slowo_obce>Biura Wojenne</slowo_obce> (fr. <slowo_obce>Commissaire des guerres</slowo_obce>) --- jednostki odpowiedzialne za organizację armii francuskiej, istniejące w czasach monarchii, a następnie republiki. Po obaleniu <slowo_obce>ancien régime</slowo_obce> organizacja armii była jednym z największych wyzwań twórców nowego państwa, m.in. ze względu na zagrożenie atakiem obcych armii oraz niepewność co do lojalności dawnych dowódców (z których znaczną część stanowiła niechętna demokracji arystokracja) i jednocześnie brak przeszkolonej i doświadczonej kadry wiernej ideom rewolucji.</pe> sądzą, że nam <wyroznienie>jeszcze</wyroznienie> mało rozruchów i strzelania, i gilotyn!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BLONDYN</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>To wszystko ten wariat Vincent<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q617241"></ref><pe><slowo_obce>Vincent, François Nicolas</slowo_obce> (1767--1794) --- przywódca sankiulotów, sekretarz generalny w ministerstwie wojny, jeden z liderów hebertystów, aresztowany i stracony w marcu 1794 r.</pe>: ma ci smarkacz armię po to, żeby Paryż żywić; tymczasem jemu się zachciewa Konwencję tą armią burzyć! --- Bodaj czy mu się nawet korona nie marzy...</akap></kwestia>


<didaskalia>Dochodzą: <osoba>Młody Inwalida</osoba>, <osoba>Elegant</osoba>, <osoba>Student</osoba> i <osoba>Stary Zegarmistrz</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>INTELIGENT</naglowek_osoba>





<didaskalia>trochę tajemniczo</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Więc wam się zdaje, że to Vincent tak minuje Paryż od trzech miesięcy? Że to Vincent zamierza się na rząd, ba --- na sam Wielki Komitet<pe><slowo_obce>Wielki Komitet</slowo_obce> --- Wielkim Komitetem nazywano Komitet Ocalenia Publicznego (fr. <slowo_obce>Comité de salut public</slowo_obce>) w okresie władzy Robespierre'a. Komitet sprawował władzę wykonawczą, jego zadaniem było opanowanie kryzysu wywołanego wojną z Austrią i Prusami oraz zapaścią gospodarki.</pe>? Vincent?...</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ELEGANT</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>No a kto? Hébert może? Ha, ha!</akap></kwestia>


<didaskalia>śmiech</didaskalia>



<naglowek_osoba>BLONDYN</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Albo Pache?</akap></kwestia>


<didaskalia>wzmożona wesołość</didaskalia>



<naglowek_osoba>INTELIGENT</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Hébert i Pache to pionki, a Vincent --- to młodziutki generalik<pe><slowo_obce>młodziutki generalik</slowo_obce> --- Przybyszewska mylnie przypisała Vincentowi dowództwo złożonej z sankiulotów Armii Rewolucyjnej, w rzeczywistości rolę tę pełnił bliski współpracownik Vincenta, Charles-Philippe Ronsin (1751--1794). Vincent był faktycznie jednym z najmłodszych hebertystów.</pe> o ptasim mózgu. <didask_tekst>Inwalida marszczy się groźnie</didask_tekst> Nie takiej to musi być miary, kto śmie podnieść rękę na Komitet Ocalenia Publicznego --- dziś, gdy ten Komitet literalnie kraj na plecach niesie i kieruje polityką Europy...</akap>

<akap>Moi drodzy: w Paryżu, a może na całym świecie, jest jeden tylko człowiek, co by się na to ważył --- Ale to nie Vincent.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>SZPICEL</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Tylko?... Wyostrzyliście nam ciekawość, obywatelu...</akap></kwestia>


<didaskalia> Inteligent spostrzega się, kim jest ten człowiek i milknie przerażony.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SUZON</naglowek_osoba>





<didaskalia>namiętnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Kto to taki? To ten ma być Wielkim Sędzią, prawda? Kto to?...</akap></kwestia>





<didaskalia>Napięte milczenie. <osoba>Inteligent</osoba> wskazuje oczami na <osoba>Szpicla</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>DRUKARZ</naglowek_osoba>





<didaskalia>zamyślony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Wszystko jedno: tę Konwencję warto by raz gruntownie wyczyścić --- nawet za cenę rozruchów. O, jakżeśmy odbiegli od dziewięćdziesiątego drugiego! Dzisiejszy rząd to istne bagno korupcji i fałszer...</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Inteligent</osoba> szczypie go z miłości bliźniego. Wiadomość
o <osoba>Szpiclu</osoba> rozchodzi się znakami i sprowadza milczenie powszechne. By odwieść uwagę <osoba>Szpicel</osoba> zbliża się do <osoba>Suzon</osoba>.</didaskalia>
<didaskalia>równocześnie</didaskalia>


<rownolegle>
<blok>
<naglowek_osoba>BLONDYN</naglowek_osoba>





<kwestia><didaskalia>po przykrej ciszy</didaskalia>

<akap>Ale co to się znów z tym chlebem stało? Już od trzech tygodni było zupełnie dobrze, a tu raptem masz --- stój znów w ogonkach przez dzień i noc!</akap>




<didaskalia>Dochodzą w odstępach: <osoba>Starsza Dama</osoba>, <osoba>Gospodyni</osoba>, pięć kobiet i sześciu mężczyzn.</didaskalia></kwestia>
  </blok>

<blok>

<naglowek_osoba>INTELIGENT</naglowek_osoba>





<didaskalia>jeszcze blady</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A cóż, obywatelu --- wojna.</akap></kwestia>



  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>DRUKARZ</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>To nie wojna, to te cholery skupywacze! Na nic policja; na nic gilotyna; bezczelne to jak szczury.</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>

<naglowek_osoba>BLONDYN</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Ci to mają zyski dopiero! Raz z swego rzemiosła świńskiego, a potem to im Jego Brytyjska Mość Pitt<pe><slowo_obce>Pitt, William Młodszy </slowo_obce>(1759--1806) --- premier Wielkiej Brytanii w latach 1783--1801 oraz Zjednoczonego Królestwa w latach 1801 i 1804--1806, przewodził antyrewolucyjnym koalicjom, w których brały udział także inne europejskie monarchie.</pe> drugie tyle płaci, że morzą rewolucję głodem...</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>ZEGARMISTRZ</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Jak płaci tym, co zarażają Konwencję, a w nas niszczą resztki wiary...</akap></kwestia>

  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>STUDENT</naglowek_osoba>





<didaskalia>cicho</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Wiecie, co mnie się zdaje? Ten nagły głód nie jest naturalny. Wywołują go umyślnie ci, co chcą rząd wywrócić: głodzą nas w tym celu jak zwierzęta na arenę!</akap></kwestia>





<didaskalia>niedowierzanie --- oburzenie --- poparcie, wciąż stłumione i z bacznym okiem na flirtującego <osoba>Szpicla</osoba></didaskalia>
  </blok>
  </rownolegle>
<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>SZPICEL</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Cóż wy taka smutna, obywateleczko? Narzeczony na wojnie, co?</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>SUZON</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Proszę mi dać spokój.</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>SZPICEL</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Nie gniewajcie się, panienko; ja was przecież chcę pocieszyć...</akap></kwestia>

  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>SUZON</naglowek_osoba>





<didaskalia>krzyczy</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Proszę odejść!</akap></kwestia>

  </blok>
<blok>


<naglowek_osoba>MADELEINE</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Wynoś się pan!</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>SZPICEL</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Obywatelko, ja nie do was. Ja do tej <wyroznienie>młodej</wyroznienie> panienki.</akap>




<didaskalia>szamotanie</didaskalia></kwestia>

  </blok>
<blok>

<naglowek_osoba>MULARZ</naglowek_osoba>





<didaskalia>silnie trącony przez <osoba>Szpicla</osoba> chwyta go za kołnierz i rzuca</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Kundlu parszywy, znoś mi się stąd!</akap>
</kwestia>


<didaskalia>błyskawiczne porozumienie wśród innych</didaskalia>
  </blok>
  </rownolegle>


<naglowek_osoba>INTELIGENT</naglowek_osoba>





<didaskalia>do wracającego <osoba>Szpicla</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<akap>Gdzie wasze miejsce?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>SZPICEL</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Wszędzie. Ulica jest dla wszystkich.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUKARZ</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Poza rzędami nie wolno się wałęsać.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SZPICEL</naglowek_osoba>


<didaskalia>nadrabia miną</didaskalia>

<kwestia><akap> Niby co? A kto mi zakaże?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DRUKARZ</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Ja!</akap></kwestia>


<didaskalia>poparcie</didaskalia>



<naglowek_osoba>ELEGANT</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>I potrafimy wyegzekwować rozporządzenie!</akap></kwestia>


<didaskalia>Onieśmielony <osoba>Szpicel</osoba> próbuje się wcisnąć za <osoba>Suzon</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>INTELIGENT</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>O, nie! Trzeba było stać tu od początku!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DRUKARZ</naglowek_osoba>




<didaskalia>wyciąga go i rzuca, ku nieukrywanej radości <osoba>Suzon</osoba></didaskalia>

<kwestia>
<akap>Dalej, na sam koniec!</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Szpicel</osoba> ponawia próbą kilkakrotnie, lecz daremnie, staje wreszcie na końcu, ledwo widoczny. Po pewnym czasie znika.</didaskalia>



<naglowek_osoba>BLONDYN</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>No, nareszcie! O, ale jacyśmy jeszcze nieostrożni!</akap></kwestia>


<didaskalia>Nagle dzwon zaczyna bić. Znieruchomiała cisza.</didaskalia>


<naglowek_osoba>INTELIGENT</naglowek_osoba>




<didaskalia>cicho</didaskalia>


<kwestia><akap>Cóż to znaczy... o tej porze?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MADELEINE</naglowek_osoba>





<didaskalia>szeptanym krzykiem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Na trwogę!!!</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>BLONDYN</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Dobranoc. Mamy insurekcję.</akap></kwestia>


<didaskalia>po zdrętwieniu wzrastające poruszenie</didaskalia>

<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>SUZON</naglowek_osoba>





<didaskalia>w napięciu</didaskalia>
<kwestia>
  <akap>Wiedziałam, że dziś się coś stanie!...</akap></kwestia></blok>




<blok>
<naglowek_osoba>KOBIETA A</naglowek_osoba>





<didaskalia>w krzyk</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Prędko, do domu!</akap></kwestia>





<didaskalia>Zamieszanie. Nikt nie chce pierwszy opuścić miejsca --- nuż to pusty alarm, a chleb przepadnie. Crescendo accelerando molto <pe><slowo_obce>crescendo accelerando molto</slowo_obce> --- termin muzyczny, z wł. <slowo_obce>crescendo</slowo_obce>: coraz głośniej, <slowo_obce>accelerando</slowo_obce>: coraz szybciej i <slowo_obce>molto</slowo_obce>: bardzo.</pe>:</didaskalia>
  </blok>
  </rownolegle>
<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>MĘŻCZYZNA A</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>No a chleb?!</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>

<naglowek_osoba>KOBIETA B</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Ma być nowa rzeź! Jak we wrześniu<pe><slowo_obce>jak we wrześniu </slowo_obce>--- w pierwszych dniach września 1792 r. wojska republiki ponosiła kolejne klęski a do Paryża zbliżała się armia pruska. Sankiuloci zaatakowali wówczas więzienia i wymordowali 1100--1400 osób, głównie więźniów politycznych, w obawie, że gdy sami opuszczą Paryż, by dołączyć do armii, monarchiści zorganizują kontrrewolucyjne powstanie.</pe>!!</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>KOBIETA C</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Teraz to bandy Vincenta! Będzie gorzej!</akap></kwestia>
  </blok>
  </rownolegle>
<didaskalia>Krzyk zlewa się w chaos:</didaskalia>



<naglowek_osoba>KRZYK</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Prędzej! --- Do domów! --- Wracajmy! --- Okiennice i bramy! --- Uciekać!! Rzeź!!! --- A chleb?! --- Stratują nas! --- Muszę mieć chleb! --- Nie ruszę się! --- A niechże rżną: muszę --- mieć --- chleb!!!</akap>
</kwestia>

<didaskalia>Dzwon milknie; napięcie bez tchu, potem westchnienie ulgi i wybuch nerwowej wesołości.</didaskalia>



<naglowek_osoba>MULARZ</naglowek_osoba>





<didaskalia>do kobiet na końcu</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Idiotki!</akap></kwestia>





<didaskalia>wesołe wyzwiska kumoszek</didaskalia>



<naglowek_osoba>SUZON</naglowek_osoba>





<didaskalia>z westchnieniem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Szkoda!</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>INWALIDA</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>To nowa rekwizycja dzwonów. Próbują dla wyboru. --- Tym razem mają podobno już brać i z Notre-Dame<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q2981"></ref>.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DAMA</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Rekwizycje --- pobory --- zimno --- głód --- i nasi synowie, co giną setkami dzień w dzień. --- Czyż się ta wojna nigdy nie skończy?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BLONDYN</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>A spytajcież się Komitetu Ocalenia, czemu nie chce zawrzeć pokoju!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>INTELIGENT</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Ładnie byśmy wyszli wszyscy razem na pokoju przedwcześnie zawartym, podyktowanym przez wroga!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>STUDENT</naglowek_osoba>





<didaskalia>zapalczywie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Myślicie, że Komitet dla sportu wojnę prowadzi, czy co? Albo o jakiś kawałeczek gruntu, jak królowie?!</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ELEGANT</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Wszystko jedno. Dawniej rewolucja była weselsza. Teraz stała się ponura i nudna.</akap></kwestia>


<didaskalia>ciche oburzenie u <osoba>Drukarza</osoba>, <osoba>Studenta</osoba> i <osoba>Zegarmistrza</osoba></didaskalia>



<naglowek_osoba>INWALIDA</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>O, to prawda! O ileż było weselej w dziewięćdziesiątym drugim! Dziesiątego sierpnia<pe><slowo_obce>dziesiątego sierpnia</slowo_obce> --- 10 sierpnia 1792 r. lud paryski zdobył pałac królewski Tuileries i osadził króla Ludwika XVI wraz z rodziną w więzieniu.</pe>... <begin id="b1672646433220-910370121"/><motyw id="m1672646433220-910370121"></motyw><begin id="b1672646445181-2617956587"/><motyw id="m1672646445181-2617956587">Rewolucja</motyw>Wiecie, tej jednej godziny na placu Karuzeli<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q2723969"></ref>, gdy mi łapę przetrącili --- nie oddałbym za sto zdrowych ramion. Wojna na ulicy, to... to sam raj.<end id="e1672646445181-2617956587"/><end id="e1672646433220-910370121"/></akap></kwestia>


<didaskalia>śmiech i oburzenie</didaskalia>



<naglowek_osoba>INTELIGENT</naglowek_osoba>





<didaskalia>przyjaźnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A dla kogo walczycie i o co, to już was nie obchodzi, prawda?</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>INWALIDA</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Pewno, że obchodzi! <begin id="b1672646480701-854243575"/><motyw id="m1672646480701-854243575">Wojna, Rewolucja, Prawa człowieka</motyw>Myślicie, że wesoło bić się pod szpicrutą oficera o jakieś osobiste rodzinne nieporozumienia między królami --- dla których jesteśmy towarem tańszym od koni? O, nie, mój panie! To jednak nie to samo, co z <wyroznienie>własnej woli</wyroznienie> stawiać i wywracać barykady o Prawa Człowieka<end id="e1672646480701-854243575"/><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q169759"></ref><pe><slowo_obce>Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela</slowo_obce> --- uchwalona 26 sierpnia 1789 r. przez Konstytuantę jako wstęp do opracowywanej konstytucji.</pe>!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ZEGARMISTRZ</naglowek_osoba>




<kwestia><akap><begin id="b1672646510697-766535456"/><motyw id="m1672646510697-766535456">Prawa człowieka</motyw>Prawa Człowieka! --- To była cztery lata temu wiara, dla której <wyroznienie>każdy</wyroznienie>, bez wahania, oddawał życie, a nawet mienie. <end id="e1672646510697-766535456"/>Tymczasem cztery lata minęły; cierpimy i walczymy bez wytchnienia; a co zdobędziemy, to zagrabią albo zmarnują nasi przedstawiciele. --- Rząd wolnościowy! Wodzowie wolnego ludu! Człowiek, co zyskał władzę, z miejsca staje się świnią, wszędzie i zawsze; wszystko jedno, czy siedzi na tronie, czy w Konw...</akap></kwestia>


<didaskalia>Szmer oburzenia i przestrachu wzbudzony już w połowie przechodzi w stłumiony krzyk i przerywa.</didaskalia>



<naglowek_osoba>GŁOSY</naglowek_osoba>





<kwestia><didaskalia>wszyscy oglądają się trwożliwie za <osoba>Szpiclem</osoba></didaskalia>

<akap>Czy on oszalał?! --- Zmiłujcie się! --- Wstydziłbyś się! Człowieku, miejże rozum! Głową to przypłacisz!</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ZEGARMISTRZ</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Głową? Wielkie nieszczęście! Dla człowieka, co stracił wiarę, śmierć nie taka straszna!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>INTELIGENT</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Pocieszcie się, obywatelu: rewolucja nie zboczyła z drogi. Lecz <begin id="b1672646531151-2069026056"/><motyw id="m1672646531151-2069026056">Prawa człowieka</motyw>Praw Człowieka nie można wywalczyć w sześć tygodni --- po tysiącleciach niewoli.<end id="e1672646531151-2069026056"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>STUDENT</naglowek_osoba>





<didaskalia>do <osoba>Zegarmistrza</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<akap><begin id="b1672646551966-2683842473"/><motyw id="m1672646551966-2683842473">Rewolucja</motyw>Pańska rozpacz to dezercja --- rozumie pan? Walczymy dopiero cztery lata; i będziemy walczyć do samej śmierci. Nie o nas chodzi, o nie! Chodzi o swobodę ludzkiego rozwoju --- może dopiero dla naszych prawnuków!<end id="e1672646551966-2683842473"/></akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Szpicel</osoba> znów się pojawia.</didaskalia>



<naglowek_osoba><begin id="b1672646590977-989250647"/><motyw id="m1672646590977-989250647">Cenzura, Inwigilacja</motyw>GOSPODYNI</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Łatwo wam gadać, paniczu. Gdybyście mieli rodzinę do wyżywienia --- myślelibyście inaczej po takich czterech latach.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>STUDENT</naglowek_osoba>





<kwestia><didaskalia>przyjaźnie, wskazuje oczami na <osoba>Szpicla</osoba></didaskalia>

<akap>Ale nie myślałbym głośno, obywatelko.<end id="e1672646590977-989250647"/></akap></kwestia>





<naglowek_osoba>INTELIGENT</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>A Konwencję należy podziwiać, zamiast mieć do niej małostkowe pretensje. Cóż stąd, że wśród siedmiuset deputowanych jest parę głupców i łotrów? Cóż oni znaczą --- wobec jednego Robespierre'a<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q44197"></ref><pe><slowo_obce>Robespierre, Maximilien (1758--1794)</slowo_obce> --- prawnik, polityk okresu rewolucji francuskiej, członek Stanów Generalnych i Konstytuanty, przywódca klubu jakobinów. Z powodu swojej nieskazitelnej uczciwości zwany Nieprzekupnym (fr. <slowo_obce>l'Incorruptible</slowo_obce>); zgilotynowany 28 lipca 1794 r.</pe> na przykład?</akap></kwestia>
<didaskalia>To nazwisko działa jak lekki prąd elektryczny.</didaskalia>

<naglowek_osoba>DRUKARZ</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>To fakt: odkąd on chory<pe><slowo_obce>odkąd on chory</slowo_obce> --- Robespierre cierpiał na malarię.</pe>, rewolucja zwalnia biegu i zaczyna się chwiać.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>STUDENT</naglowek_osoba>

<didaskalia>żarliwie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>To człowiek wyjątkowy. Jedyny umysł zdolny objąć całokształt sytuacji i to pod każdym kątem widzenia; a przy tym czysty.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MULARZ</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Właśnie. Bo zresztą, jak który bystry --- to złodziej...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUKARZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>szeptem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Jak ,,Człowiek Dziesiątego Sierpnia"<pe><slowo_obce>Człowiek Dziesiątego Sierpnia</slowo_obce> --- chodzi o Georges'a Dantona, który odegrał znaczącą rolę w obaleniu francuskiej monarchii 10 sierpnia 1792 r.</pe>...</akap></kwestia>




<didaskalia>oburzenie <osoba>Blondyna</osoba></didaskalia>



<naglowek_osoba>MULARZ</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>...a często także i zdrajca. --- Tymczasem jemu jednemu można zaufać naprawdę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>STUDENT</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Rządzi lepiej niż najlepszy król; lecz o dyktaturze nie pomyśli nawet!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BLONDYN</naglowek_osoba>


<didaskalia>groźnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>No, niechby tylko spróbował! --- Ale on się już wysłużył, moi drodzy.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>STUDENT</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Oszalałeś?!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>INWALIDA</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Tak, to prawda! Chaumette<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q541643"></ref> też mówi, że to człowiek zużyty; i ma zupełną rację!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BLONDYN</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Rewolucja dawno ukończona; teraz potrzeba Republice pokoju i swobody; tymczasem on przeciąga wojnę, przeciąga terror, wyczerpuje i zniechęca naród...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DRUKARZ</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Aha, ten chodził do szkoły Dantona<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q184623"></ref><pe><slowo_obce>Danton, Georges</slowo_obce> (1759--1794) --- prawnik, mówca, jeden z przywódców rewolucji francuskiej, członek Konwentu, Komuny Paryskiej, jeden z liderów klubu kordelierów; od stycznia 1791 administrator departamentu paryskiego, od grudnia 1791 zastępca prokuratora Komuny Paryża. W 1792 został mianowany ministrem sprawiedliwości i de facto szefem rewolucyjnego rządu, następnie kierował Komitetem Ocalenia Publicznego. Zgilotynowany 5 kwietnia 1794 r.</pe>!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>INWALIDA</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Idioto! Jest wręcz przeciwnie; <begin id="b1672646672688-3321240120"/><motyw id="m1672646672688-3321240120">Rewolucja</motyw>Robespierre był dobry, póki starczyły środki łagodne. Za to dziś trzeba <wyroznienie>energii</wyroznienie>! Dziś trzeba środków radykalnych, których on się boi --- inaczej kontrrewolucja zarazi cały kraj, jak już zaraziła Konwencję...</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>BLONDYN</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Wolę ja szkołę Dantona od szkoły Héberta<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q209901"></ref>! To wy, zdrajcy, nas głodzicie! Takie to te wasze radykalne środki!<end id="e1672646672688-3321240120"/></akap></kwestia>



<didaskalia>Zanosi się na starcie. Uwagę odwodzi nadejście konwoju egzekucyjnego ze skazańcem. Konwój ma wejść w przecznicę, zastawioną przez czekających. Musi się więc zatrzymać, a rząd przesuwa się z trudem, gdyż silniejsi wypychają słabszych za lada drgnieniem.</didaskalia>



<naglowek_osoba>BLONDYN</naglowek_osoba>





<didaskalia>cicho</didaskalia>
<kwestia>
<akap>O --- albo patrzcie na to. Czy to ma sens? Dzień w dzień kogoś prowadzą. Przecie już się mdło robi na samą myśl o tej wiecznej jatce publicznej! I czemu ten wasz Komitet nie przestanie?</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ELEGANT</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Hej, co to za jeden?</akap></kwestia>


<didaskalia>Milicja ignoruje pytanie.</didaskalia>



<naglowek_osoba>INWALIDA</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Gadajcie: co to za jeden?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻOŁNIERZ</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Emigrant; ale co wam do tego?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SZPICEL</naglowek_osoba>



<kwestia>

<didaskalia>zbliża się</didaskalia>

<akap>Co nam do zbawienia Ojczyzny, hę? Co nam do tego?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>INTELIGENT</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Cóż to, na piechotkę dla odmiany?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻOŁNIERZ</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Jak jeden, to po co go wieźć? Zdrów jest, może iść.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SZPICEL</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Pewno --- w jedną stronę może iść. --- Ale z powrotem będzie trudniej... co, panie hrabio? Na piechotkę --- z powrotem?...</akap></kwestia>


<didaskalia>śmiech dwu-trzech osób, krótki, bo bez rezonansu </didaskalia>


<naglowek_osoba>MĘŻCZYZNA B</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Czemużby nie? O tak, główkę pod pachę i dalej!</akap></kwestia>


<didaskalia>Konwój rusza.</didaskalia>



<naglowek_osoba>SUZON</naglowek_osoba>





<didaskalia>drżącym głosem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>O mój Boże... a on taki ładny... biedaczek!</akap></kwestia>





<didaskalia>Trochę przychylnego śmiechu --- lecz na ogół nastrój niechętny. Konwój mija.</didaskalia>



<naglowek_osoba>DAMA</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>O tak --- to rzeczywiście smutny widok...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>STUDENT</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Raczej dziękujcie Bogu za energię i czujność Komitetów! Więc wolelibyście, żeby asygnaty spadły do wartości starego papieru? Żeby każdy mógł żądać tysiąc funtów za wiązkę drzewa i okradać was z tej odrobiny jadła, jaką przynajmniej teraz dostajecie?!</akap></kwestia>


<didaskalia>Dwaj uzbrojeni żołnierze Armii Rewolucyjnej<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1192988"></ref> pukają do okiennicy i ustawiają się po obu stronach wejścia.</didaskalia>


<naglowek_osoba>GŁOSY</naglowek_osoba>


<kwestia><didaskalia>szmer ulgi, radości</didaskalia>

<akap>Nareszcie! --- Trzy godziny każą nam czekać! --- Byleśmy tylko wszyscy dostali...</akap></kwestia>




<didaskalia><osoba>Piekarz</osoba> otwiera. Okrzyk radości; wchodzi <osoba>Mularz</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SUZON</naglowek_osoba>





<didaskalia>cicho do towarzyszki</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Co to za jedni?</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>MADELEINE</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Toś ty jeszcze nigdy w ogonku nie stała? --- Armia Rewolucyjna. Żołnierze Vincenta.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SUZON</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>A oni nam po co?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BLONDYN</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Utrzymać porządek. --- Zobaczycie, jaki oni ten porządek utrzymują.</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Mularz</osoba> wraca; wchodzi <osoba>Madeleine</osoba>. Zatrzymują <osoba>Mularza</osoba>, czepiają się go.</didaskalia>



<naglowek_osoba>GŁOSY</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Ile tam jeszcze sztuk? --- Ile bochenków? --- Ile on tam ma? --- Czy starczy dla wszystkich? --- Czy jest dość?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>MULARZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>uwalnia się</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A czy ja wiem? Nie liczyłem!</akap>

<didaskalia>Odchodzi. Tłum w napięciu.</didaskalia></kwestia>

<naglowek_osoba>KOBIETA A</naglowek_osoba>


<didaskalia>półgłosem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>To znaczy, że za mało!...</akap></kwestia>

<didaskalia>Szmer niepokoju. Powstaje elektryczne naprężenie gotowości.</didaskalia>



<naglowek_osoba>MADELEINE</naglowek_osoba>


<didaskalia>wybiega; szeptem do <osoba>Suzon</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<akap>Spiesz się --- już tylko siedem sztuk!</akap></kwestia>


<didaskalia><slowo_obce>Exit</slowo_obce><pe><slowo_obce>exit</slowo_obce> (łac.) --- wychodzi.</pe>. Podsłuchana wiadomość spływa błyskawicznie wzdłuż rzędu szeptem --- który prawie natychmiast przechodzi w krzyk.</didaskalia>



<naglowek_osoba>GŁOSY</naglowek_osoba>

<kwestia><akap><begin id="b1672646776300-1039021221"/><motyw id="m1672646776300-1039021221">Głód</motyw>Siedem sztuk --- siedem bochenków --- co, <wyroznienie>znowu</wyroznienie>! --- Prędzej, do środka! <wyroznienie>Mnie</wyroznienie> się należy!! --- Ja <wyroznienie>muszę</wyroznienie> dziś dostać!!!<end id="e1672646776300-1039021221"/></akap></kwestia>


<didaskalia>Nim <osoba>Suzon</osoba> dobiegła do drzwi, rząd się rozsypał. Koniec rzuca się naprzód; za nim wszyscy. <osoba>Piekarz</osoba> zatrzasnął drzwi, przygniatając rękę jakiejś kobiecie. Przeraźliwy krzyk bólu. Tłum rozwścieczony dusi się pod drzwiami. Jęki, krzyk, przekleństwa. Wreszcie wyskakują poszczególne głosy:</didaskalia>



<naglowek_osoba>DRUKARZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>wskazuje na posągowych żołnierzy</didaskalia>
<kwestia>
<akap>My się zabijamy... a ci tu, psiakrew, stoją jak malowani, widzicie ich!</akap></kwestia>

<didaskalia>Tłum zluźnia się nieco i orientuje zgodnie przeciwko nim, lecz na razie bez zaczepności.</didaskalia>

<naglowek_osoba>GŁOSY</naglowek_osoba>

<didaskalia>zirytowane, lecz dobroduszne</didaskalia>

<kwestia><akap>No, ruszcie się, ruszcie --- dalej! --- A radźcież nam teraz, od czego wy jesteście? --- Armia Rewolucyjna! --- Im tylko przewroty w głowie! --- Wypchać by was, jednego z drugim, a waszych Vincentów też! --- Żeby który bodaj palcem kiwnął... --- Gadajcie przynajmniej: co mamy robić?!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻOŁNIERZ</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>I wynoście się do domów, marsz!</akap></kwestia>


<didaskalia>Szmer zdumienia --- ryk wściekłości. Tłum przybiera postawę agresywną, naciera nawet, lecz nie śmie atakować.</didaskalia>

<naglowek_osoba>KRZYK</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Oni naumyślnie! --- Łapówkę wzięli, żeby nas nie wpuścić! Kreatury zdrajców!</akap></kwestia>

<didaskalia><osoba>Drukarz</osoba> zamierza się na żołnierza; ten nastawia bagnet. Ostry krzyk przerażenia. Tłum odskakuje od broni jak zgłodniałe psy od bata: o krok. Jest stosunkowo ciszej, gdyż furia i strach tłumią teraz głosy. Groźne zawieszenie po obu stronach.</didaskalia>



<naglowek_osoba>KRZYK</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Z bagnetem na lud!... Pitt ich opłacił! --- Bydlęta! --- Świnie! --- Banda!--- Do stu piorunów, ja chcę <wyroznienie>chleba</wyroznienie>! <didask_tekst>kobieta:</didask_tekst> A wyrwijże im który te rożna!</akap></kwestia>


<didaskalia>Nie ma rezonansu: tłum jest bezbronny, nie wie, co począć.</didaskalia>



<naglowek_osoba>INWALIDA</naglowek_osoba>

<didaskalia>znajduje wyjście</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Wywalić drzwi!!!</akap></kwestia>

<didaskalia>Zawieszenie momentalnie przechodzi w akcję. Tłum zmienia orientację ku uldze żołnierzy, którzy też nie bronią nowego jej celu. Owszem, ostentacyjnie opuszczają broń. Krzyk się wzmaga.</didaskalia>

<naglowek_osoba>KRZYK</naglowek_osoba>

<didaskalia>jaskrawszy</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Wywalić! --- Tam mnóstwo chleba! --- To skupywacz! --- Wywalić! --- Dalej, wywalić!!</akap>

<didaskalia>Żołnierze ustępują, lecz kobiety rzucają się na drzwi, bronią ich z wrzaskiem.</didaskalia></kwestia>

<naglowek_osoba>KOBIETY</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>O, nie! My <wyroznienie>też</wyroznienie> chcemy chleba! --- Niedoczekanie wasze! Albo wszyscy, albo nikt! --- Precz stąd! --- Nam się pierwej należy! --- Złodzieje! --- Bandyci!!</akap>

<didaskalia>Zbiegowisko. Głowy u okien. Zachwyt tłumu, świst, krzyki, śmiech, wycie. Okrzyki zachęty jak na zapasach. Dzieci rzucają kamieniami. Mężczyźni wśród pisku odciągają baby i walą w drzwi ciężarem ciał.</didaskalia></kwestia>

<naglowek_osoba>MĘŻCZYŹNI</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Dalej, wal go! --- Baby, na bok!</akap></kwestia>


<didaskalia>Orgia; szturmują. Wtem zjawiają się, <slowo_obce>ex machina</slowo_obce><pe><slowo_obce>ex machina</slowo_obce> --- od łac. <slowo_obce>deus ex machina</slowo_obce>: bóg z maszyny (o zakończeniu sztuki); tu w znaczeniu: nieoczekiwanie.</pe>, trzej komisarze sekcji. Tłum zastyga momentalnie; tylko oblężenie trwa jeszcze parę sekund dzięki nieświadomości szturmujących. Gdy tylko się spostrzegli --- nieruchomieją. Cisza kościelna.</didaskalia>


<naglowek_osoba>KOMISARZ I</naglowek_osoba>


<kwestia><didaskalia>gdy już słychać oddech --- efektownie cicho</didaskalia>

<akap>Co się tu dzieje?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>CHÓR</naglowek_osoba>

<didaskalia>wybucha</didaskalia>

<kwestia><akap>Chleba... brak chleba... bezprawie... od trzech dni... skupywacz... i <wyroznienie>znowu</wyroznienie>... naumyślnie... zdrajcy!... nieprawda... siedem sztuk... zataraso...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KOMISARZ I</naglowek_osoba>

<kwestia><didaskalia>grzmi</didaskalia>

<akap>Cicho! Gadać po ludzku!</akap></kwestia>

<didaskalia>cisza. Potem artykułowane głosy.</didaskalia>

<naglowek_osoba>GŁOSY</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Znów tylko siedem bochenków! Dzień w dzień za mało! --- On <wyroznienie>musi</wyroznienie> nas wpuścić! --- Nie ma prawa! --- Tymczasem, o, zatrzasnął, bestia! --- On ma pełny magazyn: to skupywacz! <didask_tekst>coraz gwałtowniej</didask_tekst> Tak jest, skupywacz! --- Pitt go opłaca, a tych tu też! --- Trzeba wyłamać drzwi! --- Zobaczymy, ile on tam schował! <didask_tekst>poklask</didask_tekst> Wyłamać! --- Trzeba wyłamać!!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>KOMISARZ I</naglowek_osoba>
<didaskalia>ponad hałasem</didaskalia>
<kwestia><akap> Kto jeszcze raz powie ,,wyłamać", zostanie aresztowany. <didask_tekst>Cisza. Nikły, żałosny protest</didask_tekst> Skoro jest siedem bochenków --- dostanie je tych siedmioro, na których kolej. <didask_tekst>u końca pierwotnego rzędu znów nieśmiały protest</didask_tekst>. Kto miał teraz wejść?</akap></kwestia>

<didaskalia>Zgłaszają się wszyscy. Konsternacja. Śmiech.</didaskalia>

<naglowek_osoba>KOMISARZ II</naglowek_osoba>

<didaskalia>do żołnierzy</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A wy od czego? --- Dla ozdoby? --- I to wy pozwalacie na takie skandale?!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ŻOŁNIERZ II</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>A co, to nasza wina, że ten tam ma siedem bochenków?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DRUKARZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>wśród gwaru bezradnej irytacji</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ależ podzielmy się, ludzie!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>GŁOSY</naglowek_osoba>

<didaskalia>nagłe ożywienie</didaskalia>

<kwestia><akap>Co... podzielić? --- Podzielić, mówi... --- A dobrze! --- Świetny pomysł! --- Ilu nas jest? --- Liczyć! --- Podzielić! Podzielić! --- Osiemnastu. --- Ilu tam? Dwudziestu trzech --- siedemnastu --- nie <wyroznienie>ruszać</wyroznienie> się! --- Dwudziestu jeden. --- Tak, dwudziestu jeden! --- Równy rachunek! <didask_tekst>protest</didask_tekst> E, co mi tam po kromeczce... --- Ja <wyroznienie>muszę</wyroznienie> przynieść bochenek! --- Czekam od świtu! --- Mam prawo do całego chleba! --- Żadnych podziałów! Było przyjść wcześniej! --- Myślą, że wszystko dla nich!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>INTELIGENT</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>No to nikt nic nie dostanie!</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>KOMISARZ I</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Dalej, obywatele: ustawić się trójkami, prędzej! Każdy dostanie po jednej trzeciej, a my zrewidujemy sklep.</akap></kwestia>


<didaskalia>Ustawiają się stosunkowo spokojnie, chętni zmuszają niechętnych. <osoba>Szpicel</osoba> zbliżył się do <osoba>Komisarzy</osoba>; szepce do <osoba>I</osoba> i <osoba>II</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>KOMISARZ III</naglowek_osoba>




<didaskalia>podczas gdy <osoba>piekarz</osoba> otwiera i wpuszcza <osoba>Drukarza</osoba>, <osoba>Suzon</osoba> i <osoba>Blondyna</osoba></didaskalia>


<kwestia><akap>To ja pójdę zobaczyć. Ale wątpię, czy co znajdę: to człowiek uczciwy.</akap></kwestia>





<didaskalia>Odchodzi. <osoba>Szpicel</osoba> usuwa się za narożnik i patrzy. <osoba>Komisarze</osoba> ustawiają się przy drzwiach. <osoba>Drukarz</osoba> wraca.</didaskalia>


<naglowek_osoba>KOMISARZ II</naglowek_osoba>





<didaskalia>kładzie mu rękę na ramieniu</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Aresztuję was w imieniu prawa.</akap></kwestia>





<didaskalia>Cisza grobowa zalega nagle ulicę. <osoba>Drukarz</osoba> zdrętwiał; chwila milczenia.</didaskalia>



<naglowek_osoba>DRUKARZ</naglowek_osoba>





<didaskalia>odzyskuje głos</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Z-za-a co?...</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>KOMISARZ II</naglowek_osoba>





<didaskalia>do tłumu</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Czy on powiedział, że trzeba usunąć Konwencję?</akap></kwestia>





<didaskalia>Zdumienie powszechne; stopniowo ożywiają się.</didaskalia>




<naglowek_osoba>GŁOSY</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Nie... --- Ależ skąd! --- No tak, właściwie powiedział... --- Nie: nie ,,usunąć"! --- Przekręcili! --- Ale to tylko tak --- i nie że trzeba --- że warto by --- ale to tylko tak ot, nic nie myślał --- <didask_tekst>z naciskiem</didask_tekst> nie powiedział przecie ,,usunąć"!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KOMISARZ II</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>No, tylko jak?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ELEGANT</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Wyczyścić!</akap></kwestia>


<didaskalia>Tłum drgnął krótkim śmiechem, który natychmiast gaśnie. <osoba>Suzon</osoba> wychodzi i zatrzymuje się w drzwiach przerażona.</didaskalia>

<naglowek_osoba>KOMISARZ II</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Trudno; zabierzcie chleb, a dajcie mi kartę. W komitecie sekcji sprawa pewno się wyjaśni.</akap></kwestia>

<didaskalia>Odchodzi z więźniem.</didaskalia>
<didaskalia>równocześnie</didaskalia>
  <rownolegle>
    <blok>
<naglowek_osoba>SZMER</naglowek_osoba>

<didaskalia>grozy i gniewu</didaskalia>
<kwestia>
<akap>To ten szpicel... kręcił się od świtu... Wszędzie tego pełno, jak wszy... A widzicie, nie mówiłem? Widzicie, jak to dziś trzeba uważać?!</akap></kwestia>
    </blok>
    <blok>
<naglowek_osoba>KOMISARZ I</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Suzon</osoba>, która robi krok naprzód</didaskalia>
<kwestia>
  <akap>Wy też musicie kartę pokazać.</akap></kwestia></blok>
<blok>
<naglowek_osoba>SUZON</naglowek_osoba>

<kwestia><didaskalia>zmartwiała</didaskalia>

<akap><wyroznienie>Ja</wyroznienie>?!!</akap></kwestia>
    </blok>
  </rownolegle>

<naglowek_osoba>KOMISARZ I</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Tak, właśnie wy.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>SUZON</naglowek_osoba>

<didaskalia>oszalała</didaskalia>
<kwestia><akap>Ależ ja nic nie... za co wy mnie... <didask_tekst>krzyk, który sprowadza nagłą a zupełną ciszę</didask_tekst> Jezus Maria, oni mnie zetną!!!</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>KOMISARZ I</naglowek_osoba>
<didaskalia>podejrzliwie</didaskalia>
<kwestia><akap>Prędzej, obywatelko. Kartę. <didaskalia>Bierze jej z rąk chleb, który jej przeszkadza przy szukaniu.</didaskalia></akap></kwestia>
<naglowek_osoba>SUZON</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Ale to dla domu!...</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>KOMISARZ I</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ja wam tylko potrzymam. Znajdźcie kartę.</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>INTELIGENT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co ta mała przeskrobała, komisarzu?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>KOMISARZ I</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Podobno zdradziła takie wzruszenie na widok skazanego emigranta, że należy przypuszczać, iż to jej kochanek...</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>SUZON</naglowek_osoba>
<didaskalia>jak młody kogut</didaskalia>
<kwestia><akap><wyroznienie>Co</wyroznienie>?!!</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>KOMISARZ I</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>... lub krewny.</akap></kwestia>
<didaskalia>Tłum patrzy po sobie; nagle wybucha śmiechem.</didaskalia>
<naglowek_osoba>GŁOSY</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Powiedziała, że ładny, to wszystko! --- Żal jej było przystojnego chłopca, przecie to jeszcze głupiutkie! --- Dla niej chłopiec to chłopiec!</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>SUZON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>O, tu karta... A teraz mnie za to zabiją!</akap></kwestia>
<didaskalia>Zdwojona wesołość. <osoba>Komisarz III</osoba> wychodzi z sklepu i patrzy.</didaskalia>

<naglowek_osoba>KOMISARZ I</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Nie zabiją, nie --- chyba żeście chciała objąć dyktaturę nad krajem. --- Czy ją kto z was zna?</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>GOSPODYNI</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Naturalnie! To Suzanne Ferrus, córka fryzjera spod dwunastego!</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>GŁOSY</naglowek_osoba>
<didaskalia>ubawione</didaskalia>
<kwestia><akap>A puśćcież ją! --- Ona myśli, że teraz to już prosto na szafot!</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>KOMISARZ I</naglowek_osoba>
<didaskalia>porównał z kartą</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tak... <didask_tekst>do III</didask_tekst> Jak sądzisz: co począć z tym ptaszkiem? Wziąć do sekcji i przepytać, czy od razu puścić?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>KOMISARZ III</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Puść ją. Nie mamy czasu na nonsensy. --- A trzeba być idiotą, żeby myśleć, że arystokratka zacznie w głos żałować swego wspólnika, na ulicy.</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>KOMISARZ I</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>No, obywatelko --- ruszajcie zatem.</akap></kwestia>

<didaskalia>zadowolenie tłumu</didaskalia>

<naglowek_osoba>SUZON</naglowek_osoba>

<didaskalia>śmieje się wśród gorących łez; wykonuje dyg</didaskalia>
<kwestia><akap>Dziękuję wam, obywatele!</akap>
<didaskalia>ucieka</didaskalia></kwestia>
<naglowek_osoba>KOMISARZ I</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Hej! Wasz chleb! Macie tu wasz chleb! <didask_tekst>śmiech powszechny.<osoba> Suzon</osoba> wraca i bierze chleb; po drodze zaczepiają ją przyjaźnie. Do kolegi</didask_tekst> Więc cóż? Znalazłeś co?</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>KOMISARZ III</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nic zupełnie. Wiedziałem z góry, że to nie spekulant.</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>KOMISARZ I</naglowek_osoba>
<didaskalia>przejmująco zimnym tonem</didaskalia>
<kwestia><akap>Hej, kolego! Strzeż no ty się przed zbytnią ufnością do ludzi! Teraz musimy podejrzewać <wyroznienie>wszystkich</wyroznienie>!...</akap></kwestia>

<naglowek_scena>ODSŁONA 2</naglowek_scena>
<miejsce_czas>Skromny pokój Robespierre'a. Trybun siedzi cierpliwie, czekając, aż fryzjer skończy pracę z jego włosami, i cieszy się życiem w przedwiosenny dzień. Fryzjer posypuje gotową fryzurę pudrem; pacjent podnosi lustro ręczne --- trochę nieufnie --- a ujrzawszy się, szczerzy w uśmiechu kredowe zęby.</miejsce_czas>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>To już przesada. Wyglądam jak gigantyczny przekwitły ostromlecz.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FRYZJER</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>To pańska zwykła fryzura. Tylko twarz panu wychudła i dlatego zapewne wydaje się...</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Może być. --- Poradźcież co na to; nie można zachować powagi na mój widok.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FRYZJER</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Dziś już za późno. Jutro znów przytnę panu włosy. --- Swoją drogą nikt wśród moich klientów nie ma tak gęstych. Grzebień w nich tonie.</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<didaskalia>po kilku sekundach</didaskalia>
<kwestia><akap>À propos klientów --- macie mnóstwo źródeł informacji. Podobno Wielki Sędzia znów kusi po nocach? Czyście co słyszeli?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FRYZJER</naglowek_osoba>
<didaskalia>zakłopotany</didaskalia>
<kwestia><akap>Słyszy się takie nonsensy...</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>No cóż takiego? Może to <wyroznienie>ja</wyroznienie> mam być tą tajemniczą istotą obecnie?</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>FRYZJER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Na Boga! --- Nie, do <wyroznienie>tego</wyroznienie> jeszcze nie doszło...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>już troszkę energicznie</didaskalia>

<kwestia><akap>No więc?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FRYZJER</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Powiadają, ż-że... że Danton.</akap></kwestia>

<didaskalia><osoba>Robespierre</osoba> zastygł. Dotkliwa cisza.</didaskalia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<kwestia><didaskalia>naturalnie, lecz zbyt monotonnie</didaskalia>
<akap>Skąd to macie...</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>FRYZJER</naglowek_osoba>
<didaskalia>coraz bardziej nieswój</didaskalia>
<kwestia><akap>Wybaczcie, obywatelu... nie mogę... to jest wo-wolałbym... nie...</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<didaskalia>obojętnie</didaskalia>

<kwestia><akap>Mniejsza o to. <didask_tekst>lekkie pukanie</didask_tekst> Proszę!</akap></kwestia>

<didaskalia>Wchodzi <osoba>Eléonore Duplay<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q274813"></ref></osoba> <pe><slowo_obce>Duplay, Eléonore</slowo_obce> (1768--1832) --- malarka, córka stolarza Maurice'a Duplaya, w którego domu mieszkał Robespierre od połowy 1791 r. aż do śmierci, prawdopodobnie jego partnerka życiowa. Po przewrocie 9 Thermidora aresztowana.</pe>, 25 lat. Zatrzymuje się w drzwiach.</didaskalia>
<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dzień dobry! Proszę wybaczyć, że nie wstaję. Niechże pani wejdzie...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>
<didaskalia>podaje mu rękę i siada</didaskalia>
<kwestia><akap>Wstał pan już? --- Czy nie za wcześnie jednak?...</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<didaskalia>szczerzy zęby</didaskalia>
<kwestia><akap>Za wcześnie... po pięciu tygodniach! --- Zresztą, w taki dzień jak dziś trup by wstał.</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Ale podłoga chwieje się jeszcze... prawda?</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Troszkę --- lecz to jej dodaje uroku. --- Nie mogę się nasycić rozkoszą swobodnego ruchu. Mięśnie zmartwychwstają... Życie jest rzeczą nad wyraz przyjemną, proszę pani.</akap></kwestia>
<didaskalia><osoba>Fryzjer</osoba> cofnął się o krok i mierzy swoje dzieło.</didaskalia>
<naglowek_osoba>FRYZJER</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>No --- sądzę, że pan gotów.</akap>
<didaskalia>Podaje mu lustro, które <osoba>Robespierre</osoba> lękliwie odpycha.</didaskalia></kwestia>
<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Nie... wolę się nie widzieć. Dziękuję wam. --- Jutro proszę już przyjść o zwykłej porze! <didask_tekst><osoba>Fryzjer</osoba> kłania się i wychodzi. <osoba>Robespierre</osoba> obraca się w krześle, ręce do łokci opiera o poręcz i patrzy z nieokreślonym uśmiechem w oczy równie nieruchomej kochanki. Nagle wstaje i podaje jej dłonie</didask_tekst> Przywitajmy się, lwico. <didask_tekst><osoba>Eléonore</osoba> wstaje spokojnie; obejmują się i całują. Lecz to jej nie wystarcza; opuszcza się z wolna na kolana, łasząc się twarzą i torsem o ramię, pierś, bok, biodro i udo przyjaciela. On stoi oparty o dość odległy stół --- by nie stracić równowagi, gdy mu ramionami otoczyła kolana --- i przegięty wstecz w postawie rozkosznie niewygodnej. Broni się --- bez przekonania --- lewą ręką. Dopiero gdy mu się uścisk osuwa poniżej biódr, chwyta powietrze trochę gwałtownie i prosi poważniej ---</didask_tekst> Och, Léo... przestań. <didask_tekst>ona udaje oczywiście, że nie słyszy. Ciszej a intensywniej</didask_tekst> Przestań... przestań.</akap></kwestia>


<didaskalia>Odpycha ją prawie. Gdy wstała, przeciąga się niespokojnie całym ciałem. Potrząsa głową, jakby chciał coś z włosów strzepnąć. Końcem stopy zakreśla linie na podłodze.</didaskalia>
<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>
<didaskalia>siada. Wesoło, lecz z ukrytą goryczą</didaskalia>
<kwestia><akap>Prawda. Wykroczyłam przeciw twoim zasadom.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>zdziwiony podnosi głowę</didaskalia>
<kwestia><akap>Moim zasadom... ty?!</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Jedną z nich w każdym razie umiejętnie wbiłeś mi w pamięć: ,,Wszelki objaw miłości przy świetle dziennym jest nietaktem w najgorszym guście".</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<didaskalia>siada</didaskalia>
<kwestia><akap>To agresywne zasady człowieka pracy --- mnie, zmokłej kurze, tak dzisiaj obce!</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Chwała Bogu. Już sobie i pazury ostrzyć zaczynamy... dla próby na sobie samym, <didask_tekst>przypatruje mu się</didask_tekst> Tak: jesteś zdrów. --- Szkoda.</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>No <wyroznienie>wiesz</wyroznienie>...</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>
<didaskalia>delikatnie wzrusza ramionami</didaskalia>
<kwestia><akap>Trudno, najdroższy: byłam szczęśliwa dzięki twemu cierpieniu. Tyś się skręcał w szponach malarii --- za to ja miałam cię przez całe godziny, ba --- przez dni i noce. Choroba nie szpeci cię nawet: z tym wyrazem tragicznej bierności było ci niezmiernie do twarzy. Siedziałam i uczyłam się twych rysów na pamięć. Nie pielęgnowałam cię: nie jestem żoną. Ładnie byś zresztą na tym wyszedł! W rękach mojej matki byłeś bezpieczny.</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<didaskalia>przypatruje się jej zamyślony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Gdybym tylko mógł uwierzyć w ten twój metaliczny egoizm, lwico...</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Przyjacielu: miłość to nie miłosierdzie.</akap></kwestia>
<naglowek_osoba><begin id="b1672647033270-2063615769"/><motyw id="m1672647033270-2063615769">Macierzyństwo</motyw>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<didaskalia>podstępnie, po kilku sekundach</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A dzieci, <slowo_obce>dearest</slowo_obce><pe><slowo_obce>dearest</slowo_obce> (ang.) --- najdroższa.</pe>?...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>

<didaskalia>zdumiona</didaskalia>

<kwestia><akap>Dzieci? <didask_tekst>z podgiętymi kątami ust</didask_tekst> Człowieku: a na cóż mi nędzna karykatura, gdy mam oryginał? --- Niech sobie natura zakłada wylęgarnie w innych ciałach --- niezdolnych do szczęścia.<end id="e1672647033270-2063615769"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<didaskalia>naiwnie zdziwiony</didaskalia>

<kwestia><akap>Szczęścia?... --- Ach, dwa lata temu chyba! <didask_tekst>z niesymetrycznie przeciągniętymi ustami</didask_tekst> Zapewne... nasze ówczesne wieczory... i noce... Nasze idylliczne plany --- <slowo_obce>Great God</slowo_obce>! <pe><slowo_obce>Great God</slowo_obce> (ang.) --- Dobry Boże.</pe> --- Gdym myślał, że się spełnia swoją porcję rewolucyjnej roboty za rok lub dwa, a potem wraca do domu! --- Léo: te czasy <wyroznienie>minęły</wyroznienie>!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>W porównaniu do dziś byłam wówczas uboga.</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>




<kwestia><akap><begin id="b1672647058148-2981814638"/><motyw id="m1672647058148-2981814638">Miłość</motyw>Kochałem cię wtedy. --- Dziś jesteś mi środkiem nasennym.<end id="e1672647058148-2981814638"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wiem.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Dziecko, ty kłamiesz! Tym gorzej, jeśli też i wobec siebie samej! Natura w tobie uczepiła się płonnej nadziei --- i dla tego kłamstwa marnujesz swe cenne życie w sposób wręcz ohydny!</akap>

<akap>Léo: rewolucja potrwa z dwa stulecia. <wyroznienie>Nigdy</wyroznienie> nie będę wolny, rozumiesz? Nigdy. Rząd dwudziestogodzinnych dni coraz cięższej pracy aż do samej śmierci. Dziś mam trzydzieści pięć lat... nim dobrnę do czterdziestki będę ruiną --- niczym najrozrzutniejszy pięćdziesięcioletni rozpustnik!</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>I cóż stąd, jedyny? Póki mogę cię widzieć choćby w przelocie --- póty przesycasz mi życie niewypowiedzianą radością. Gdy mnie rzucisz --- będę cię przecież widzieć co dzień z galerii Konwencji i klubu.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Kobieto: czy ty nie czujesz, jak cię taka niewola <wyroznienie>poniża</wyroznienie>?! <begin id="b1672647110738-403684185"/><motyw id="m1672647110738-403684185">Rewolucja</motyw>Posłuchaj: rewolucja wchłania nie tylko mój czas --- lecz całą moją istotę. Dziś już nie posiadam osobistego życia. Przestaję być człowiekiem: ludzka wrażliwość, ludzkie uczucia, pragnienia --- wszystko to zsycha stopniowo i odpada w tej piekielnej temperaturze ześrodkowanego wysiłku. Staję się bezosobowym, potwornie rozszerzonym, rozognionym mózgiem.<end id="e1672647110738-403684185"/> Dziś widzę, co się ze mną dzieje, bo mam czas... i aż mi nieswojo. --- Dziecko: ja cię już nie kocham. Jesteś mi dosłownie <wyroznienie>obojętna</wyroznienie>! --- <begin id="b1672647155802-2228580210"/><motyw id="m1672647155802-2228580210">Seks</motyw>Zważ: jedyna obecnie sposobność, by spędzić parę minut razem --- to gorączkowe spazmy żądzy u mnie; spazmy, które są podłą męczarnią, a wynikają z bestialnego wyczerpania. Czy ty wiesz, Léo, że mi jest absolutnie wszystko jedno, kto mnie od tej udręki uwolni? --- Czy wiesz, że cię nieraz pierwsza lepsza dziewka zastępuje... i że mi to nie sprawia różnicy? Że jeśli się do ciebie zbliżam --- to tylko dlatego, że brak mi sił, by przejść kilka ulic i oszczędzić ci przynajmniej <wyroznienie>tego</wyroznienie> poniżenia?...</akap>

<akap>Léo --- człowieku --- przecież to hańba! Szarpnij się, chociaż ci trudno --- i uwolńże się nareszcie!<end id="e1672647155802-2228580210"/></akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>




<didaskalia>z lekkim westchnieniem</didaskalia>

 
<kwestia><akap>Nie wysilaj się, <slowo_obce>carino</slowo_obce><pe><slowo_obce>carino</slowo_obce> (wł.) --- drogi, kochany; uroczy.</pe>. Czyż twoja w tym wina, że los przeznaczył mnie do twego użytku? <didask_tekst><osoba>Robespierre</osoba> marszczy brwi. Ona uśmiecha się wąsko</didask_tekst> O co ty się trapisz? <begin id="b1672647183838-2735915821"/><motyw id="m1672647183838-2735915821">Seks</motyw>Przecie po to tu właśnie jestem, by ci oszczędzić wędrówek po mieście, gdyś zmęczony, i uchronić cię od zakażenia.<end id="e1672647183838-2735915821"/> --- Gorszę cię? Nie, nie, <slowo_obce>chéri</slowo_obce><pe><slowo_obce>chéri</slowo_obce> (fr.) --- najdroższy.</pe>: choćbyś dobierał słów jeszcze zjadliwszych --- nie zmienisz naturalnego faktu, że jestem twoją własnością. Cokolwiek od ciebie pochodzi --- jest mi sensem istnienia, nie hańbą.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>





<didaskalia>po krótkiej chwili</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Wstyd mi za ciebie.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Przesadzasz.</akap></kwestia>


 <didaskalia>Znienacka chwyta mu rękę i całuje. W odpowiedzi <osoba>Robespierre</osoba> nachyla się nagle, ujmuje ją za głową i oddaje pocałunek w usta z intensywnością drapieżną.</didaskalia>



<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>





<didaskalia>z głęboką szczerością</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tak, przyjacielu --- wstyd mi za ciebie: to fakt. --- Ale równocześnie mogę odczuć twą wspaniałość... dziś, gdy po pięciu tygodniach wypoczynku --- człowiek we mnie nieśmiało próbuje się ocknąć. --- Za dwa tygodnie... będziesz mi znów już tylko ciałem kobiecym... pod ręką. --- Och, jacyście wy szczęśliwi --- ludzie prywatni!... I jakże ciebie straszliwie szkoda, Léo!</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Ale te dwa tygodnie, Maxime --- darujesz mi! --- Powiedziałeś wyraźnie!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>





<kwestia><didaskalia>patrzy przez okno</didaskalia>


<kwestia><akap>Dwa tygodnie... swobodnego człowieczeństwa. Dwa tygodnie... czternaście dni... być głupim sobą, nie odpowiedzialnym za nic na świecie... i o tej boskiej porze roku... Niestety, to nie do pomyślenia. Cztery dni jednak --- gwarantuję słowem honoru.</akap></kwestia>





<didaskalia>Wyjmuje pilnik, siodełko etc. i zaczyna umiejętnie piłować paznokcie.</didaskalia></kwestia>




<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>





<didaskalia>prawie przestraszona</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Jak to... sądzisz, że się wyliżesz za cztery dni?</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Przecie już mi nic nie jest. Za to --- jestem maniakalnie spragniony <wyroznienie>waszego</wyroznienie> życia. Chorobliwie: jak pijak, gdy mu odmówią alkoholu...</akap></kwestia>


<didaskalia>Pukanie. Wstaje i podchodzi do drzwi.</didaskalia>



<naglowek_osoba>GŁOS</naglowek_osoba>





<didaskalia>podrostka, który podaje korespondencję przez drzwi</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Listy dla pana. Tu depesza z Komitetu Bezpieczeństwa<pe><slowo_obce>Komitet Bezpieczeństwa Powszechnego</slowo_obce> --- drugi obok Komitetu Ocalenia Publicznego organ wykonawczy w okresie rewolucji francuskiej. Od 2 października 1792 r. pełnił funkcję urzędu ds. policji, zajmując się walką z kontrrewolucją, rozwiązany w 1795 r.</pe>.</akap></kwestia>



<didaskalia>Całkowicie zaabsorbowany Robespierre niecierpliwie przerzuca listy stojąc przy stole. Na końcu rozdziera depeszę.</didaskalia>




<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>





<didaskalia>zaniepokojona, nieśmiało</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Maxime, pow...</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Psssst, <wyroznienie>poczekaj</wyroznienie>...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>




<didaskalia>półszeptem</didaskalia>


<kwestia><akap>Żmijo!...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>





<didaskalia>muzykalnym świstem zbiega gamę chromatyczną. Czyta parę słów dalej; podnosi raźno głowę</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Już po moich wakacjach, Léo.</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Eléonore</osoba> opuszcza powieki. Odwraca się spokojnie twarzą do okna.</didaskalia>



<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>





<didaskalia>mówi i czyta równocześnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Za pół godziny... muszę... być w Ko-mitecie... <didask_tekst>odrywa na chwilę oczy</didask_tekst> Więc proszę cię o filiżankę kawy. Jeśli chleba nie ma, to nic nie szkodzi.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Natychmiast.</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Robespierre</osoba> podnosi oczy i śledzi ją z uśmiechem trochę smutnym, aż znika za drzwiami. Wtedy siada i zamyśla się, wpatrzony w ścianę przeciwległą. Twarz mu się ścina. --- Pukanie ułożone w rytm. Na monosylabiczną odpowiedź wkracza do pokoju <osoba>Saint-Just</osoba><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q27764"></ref><pe><slowo_obce>Saint-Just, Antoine</slowo_obce> (1767--1794) --- jeden przywódców rewolucji francuskiej, bliski współpracownik Robespierre'a, członek Komitetu Ocalenia Publicznego.</pe>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Jesteś przytomny --- wstałeś nawet. To całe szczęście. <didask_tekst>zasiada, nie czekając na zaproszenie. Robespierre podejmuje pilnik na nowo</didask_tekst> Czy dostałeś zeznanie Haindla<pe><slowo_obce>Haindel, Charles</slowo_obce> --- oficer 11. regimentu huzarów armii rewolucyjnej, który złożył zeznania na temat przygotowywanego rzekomo przez hebertystów zamachu stanu, prawdopodobnie w nadziei, że pomoże mu to w odzyskaniu stanowiska, które utracił decyzją Komitetu Bezpieczeństwa Powszechnego, który w tym okresie przeprowadzał czystki w armii.</pe>?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>





<didaskalia>znad swej pracy wskazuje depeszę skinieniem w bok</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A jakże. Dopiero co.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Widzisz, że miałem rację? --- Gdybyś mi był dał wolną rękę tydzień temu, mielibyśmy dziś spokój. A Bóg wie, co z tego teraz będzie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Nic się nie stało ani nie stanie. To tylko hebertyści.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>





<didaskalia>opiera się wstecz</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tylko!...</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Tylko. Puste pałki są nieszkodliwe, nawet gdy chcą wysadzać Paryż w powietrze. Rozwiążemy Armię Rewolucyjną, a Vincenta osadzimy w więzieniu. <slowo_obce>Voilà tout</slowo_obce> <pe><slowo_obce>Voilà tout</slowo_obce> (fr.) --- to wszystko.</pe>.</akap></kwestia>

<didaskalia>Milczenie. <osoba>Saint-Just</osoba> przypatruje mu się krytycznie.</didaskalia>



<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Maxime --- wstrzymywałem się dotąd od indagacji --- ale zaczynasz mnie niepokoić. Skąd ta podejrzana skłonność do pół- i ćwierćśrodków --- u <wyroznienie>ciebie</wyroznienie>?!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Moja niechęć do przelewu krwi, chciałeś powiedzieć? --- Synu, bo <begin id="b1672647275533-165545746"/><motyw id="m1672647275533-165545746">Rewolucja, Terror</motyw>stoimy na samej granicy terroru. Jesteśmy zmuszeni tępić fałszerzy, skupywaczy, zdrajców. A jeśli się tego straszliwego środka nie opanuje --- nie zdoła pohamować jego tendencji do potęgowania się --- to każdy nowy krok jest krokiem ku katastrofie.<end id="e1672647275533-165545746"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Lecz skoro nie ma innego środka wewnętrznej obrony?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Gdy nie ma --- to trudno. Ale uczniak Vincent, raz, nie jest niebezpieczny --- po wtóre, jest, lub był, działaczem rewolucyjnym. To znaczy, że dla pewnego procentu ludności --- jest <wyroznienie>wodzem</wyroznienie>. A <begin id="b1672647303970-2827488780"/><motyw id="m1672647303970-2827488780">Rewolucja</motyw>piętnować i tracić wodzów, przyjacielu --- to niszczyć rewolucję w samym rdzeniu jej życia: w duszach ludzkich. Bo wtedy ludzie <wyroznienie>tracą wiarę</wyroznienie>.<end id="e1672647303970-2827488780"/></akap>

<akap>Radzę ci pomedytować nad tymi dwoma słowami.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>





<didaskalia>po chwili</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Gdyby szło o Collota<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q278020"></ref>, powiedzmy... ale Vincent! Za nim idzie kilkudziesięciu zatraceńców w najgorszym razie.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Wystarczy, gdy zwątpienie zgasi kilkadziesiąt dusz. Bo zwątpienie szerzy się jak dżuma.<begin id="b1672647330849-146489837"/><motyw id="m1672647330849-146489837">Wiara</motyw> Wiara --- przebudzenie się ludzkiej duszy w zwierzęciu roboczym --- to słaby płomyk. <end id="e1672647330849-146489837"/>Jeśli jej nie będziemy strzec jak Ciała Pańskiego --- możemy dożyć dnia, gdy zniechęcona Francja jednogłośnie zażąda powrotu do chlebodajnej niewoli. A co wtedy, Saint-Just? <didask_tekst>odkłada pilnik i wpatruje się w przyjaciela z skośnym, asymetrycznym uśmiechem</didask_tekst> Wyobrażasz sobie naród francuski zmuszony być wolnym pod presją armat rewolucyjnego rządu?...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>





<didaskalia>po chwili pustego milczenia</didaskalia>
<kwestia>
<akap>To dedukcje bez miary, uwieszone na włosku. Dla przyszłego stulecia --- nie można poświęcać jutra.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>





<didaskalia>podpiera nagle głowę na obu dłoniach, jakby mu przybrała na wadze</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Komunały są czasem... oślepiające. <didask_tekst><osoba>Eléonore</osoba> wchodzi, przynosząc śniadanie. Witają się przyjaźnie z <osoba>Saint-Justem</osoba>. <osoba>Robespierre</osoba> wstaje i pomaga jej nakryć</didask_tekst> Dziękuję ci serdecznie... co, prawdziwy chleb?! Ulubienico bogów, bądź błogosławiona! Antoine, cukru oczywiście nie ma --- czy mam cię gościć tą smołą?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Będę ci wdzięczny. Nie spałem; jestem zmęczony i zły.</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Eléonore</osoba> <slowo_obce>exit</slowo_obce>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>nalewając kawę</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Wszystko jedno, Saint-Just. W tym wypadku --- dobro Republiki nie wymaga ofiar ludzkich. Nie traćmy proporcji z oczu.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>





<didaskalia>podczas gdy tamten zabiera się do krajania chleba --- pije łyk w zamyśleniu, po czym opiera się o poręcz</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Pozwól zatem, że uzupełnię informacje Haindla dwoma drobnymi faktami:</akap>

<akap>Po pierwsze: chodzą wiarygodne pogłoski, że Desmoulins<pe><slowo_obce>Desmoulins, Camille</slowo_obce> (1760--1794) --- polityk i publicysta rewolucyjny, szkolny kolega Robespierre'a, jego odezwy zmobilizowały lud Paryża do szturmu na Bastylię w 1789 r., przypisuje mu się też pomysł oznaczania rewolucjonistów rozetami, z których wyewoluowała z czasem dzisiejsza niebiesko-biało-czerwona flaga Francji; od grudnia 1793 r. wydawał pismo ,,<slowo_obce>Le Vieux Cordelier</slowo_obce>" (fr. Stary Kordelier), w którym występował przeciwko rządom terroru i samemu Robespierre'owi.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q249313"></ref> napisał nowy numer --- to by był siódmy --- w którym otwarcie wzywa ogół do buntu przeciw Komitetom; po drugie: od trzech dni Paryż szepce o bliskim przewrocie i o dyktaturze Wielkiego Sędziego jako o rzeczy... prawdopodobnej.</akap>

<akap>A pamiętasz, prawda, że pierwotny Wielki Sędzia --- którym miał być Pache --- został uroczyście wyśmiany przez całe miasto.</akap>

<akap><slowo_obce>Sapienti sat</slowo_obce><pe><slowo_obce>sapienti sat</slowo_obce> (łac.) --- sentencja łac. mądremu wystarczy, w znaczeniu: ,,mądrej głowie dość dwie słowie".</pe>.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>





<didaskalia>już przy pierwszej rewelacji odłożył nagle bochenek i nóż. Stoi wyprostowany z rękami na stole; zmarszczył nieco brwi. Gwałtownie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tym razem kto?...</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Nikt nie wymawia nazwiska. Czyli że...</akap>




<didaskalia>Pije, bierze sobie ukrajaną kromkę, ale obserwuje przyjaciela bezustannie.</didaskalia></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>





<didaskalia>odrywa się szarpnięciem od stołu, odchodzi ku oknu. Z głębi serca, po krótkiej chwili</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Przeklęta banda!! <didask_tekst>wraca z wolna</didask_tekst> Tak. To samo mówił mi fryzjer --- wykrztusił nawet nazwisko, <didask_tekst>zatrzymuje się</didask_tekst> Nie uwierzyłem... <didask_tekst>półgłosem, w którym tętni krzyk</didask_tekst> Czy ten cham oszalał?! Ratować własną skórę za cenę katastrofy państwowej... <didask_tekst>pada na krzesło. Szeptem</didask_tekst> Wielki Boże!...</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Pij, bo wystygnie.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>





<kwestia><didaskalia>przyjrzał się kawie dokładnie, ale jej nie rusza. Spokojnie</didaskalia>

<akap>Skoro hebertyści są na żołdzie Dantona --- to rzeczywiście nie ma rady. Trzeba będzie poświęcić czterech wodzów, żeby go rozbroić. <didask_tekst>Zabiera się do śniadania z determinacją, bo bez apetytu.</didask_tekst></akap></kwestia>





<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Maxime --- mówię do dawnego, nieugiętego Robespierre'a: oszczędzimy społeczeństwu wiele, jeśli poślemy Dantona razem z Vincentem. Od razu.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>





<didaskalia>obraca się sztywnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Danton jest nietykalny, Saint-Just.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Człowiek, co sprowadził na Paryż te trzy tygodnie głodu --- musi zginąć na szafocie już za to jedno, jeśli sprawiedliwość rewolucyjna istnieje.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>





<didaskalia>przeciąga kurczowo usta, podnosi jedną brew --- bardzo cicho, a tonem jak kwas siarkowy</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Sprawiedliwość rewolucyjna!!... <didask_tekst>patrzy wprost przed siebie, pochylony jakby pod uciskiem na karku. Naraz uprzytomnił sobie, że daje zgorszenie i opanowuje się</didask_tekst> Danton jest nietykalny, bo Danton --- to Człowiek Dziesiątego Sierpnia. Idiotyczny jak zawsze przypadek <wyroznienie>jego</wyroznienie> właśnie --- obrał za symbol. Nie dla jakiegoś procentu ludności: dla całej Francji. Stracić go, to wyprzeć się samych podstaw Rewolucji. <didask_tekst>zrywa się w niepokoju graniczącym z popłochem. Krąży nerwowo</didask_tekst> Ale na tym nawet nie koniec... stracenie Dantona sprowadziłoby sytuację bez wyjścia... szereg logicznie koniecznych klęsk... dosłownie samobójstwo Republiki!... <didask_tekst>przystaje nagle. Ściska dłonie; powieki mu drgają</didask_tekst> Całe szczęście, że Danton nie jest --- w gruncie rzeczy --- niebezpieczny. </akap></kwestia>
<didaskalia>siada</didaskalia>
<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>

<didaskalia>literalnie uszom nie wierzy</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Coś ty powiedział?...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>





<didaskalia>jedząc i pijąc</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Danton nie jest niebezpieczny, bo jako umysł --- jest zerem. Sam czyn, choćby nie wiem jak krwiożerczy, a nie ożywiony ideą --- jest tak groźny jak pięść rozsierdzonego dziecka, co bije w stalową ścianę. Ani pucze Vincenta, ani tchórzliwe okropności Dantona nie zachwieją Republiki. <begin id="b1672647437256-105879012"/><motyw id="m1672647437256-105879012">Polityka</motyw>Niebezpieczna jest dopiero przewrotna <wyroznienie>myśl</wyroznienie> w ponętnych słowach.<end id="e1672647437256-105879012"/></akap></kwestia>





<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Mój drogi: a więc... Desmoulins?...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>





<kwestia><didaskalia>definitywnie traci apetyt</didaskalia>

<akap>Tak... Desmoulins. <didask_tekst>pauza</didask_tekst> Ten ci umiał dorobić Dantonowi ideę, aż miło... akurat taki sentymentalny a sensacyjny absurd, jakiego potrzeba, żeby masy całe zaślepić... Ten osioł, Chryste Panie! --- Utalentowane niemowlę<pe><slowo_obce>Utalentowane niemowlę</slowo_obce> --- w rzeczywistości Desmoulins był młodszy od Robespierre'a tylko o dwa lata.</pe>!...</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>





<didaskalia>ostrzej</didaskalia>
<kwestia>
 <akap>Regaliści nie kryją się już ze swym uwielbieniem dla tego renegata Rewolucji. Urządzają mu publiczne owacje... <didask_tekst>naraz groźnie</didask_tekst> Desmoulins pójdzie pod nóż, za twoją zgodą... lub bez.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>




<didaskalia>z wolna obraca głowę. Parę sekund zmagania się dwu woli</didaskalia>

<akap>--- Nie. <didask_tekst>znów zaciekła przerwa</didask_tekst> <begin id="b1672647491662-224152917"/><motyw id="m1672647491662-224152917">Terror</motyw>Nie urządzimy bezmyślnej jatki, póki istnieje prostszy sposób.<end id="e1672647491662-224152917"/></akap>

<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>





<didaskalia>zdławionym głosem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Wiesz, chciałbym go poznać, ten twój prostszy sposób.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>




<didaskalia>wstaje coraz silniej podniecony. Zaczyna drżeć co parę sekund. Obejmuje napiętymi dłońmi ramiona na wysokości deltoidów<pe><slowo_obce>deltoidy</slowo_obce> --- z fr. mięśnie naramienne.</pe>, chcąc je ogrzać</didaskalia>

<akap>Chodzi tylko o to, prawda, żeby zamknąć Camille'owi buzię. --- Każemy zatem aresztować jego wydawcę, Desenne'a<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q90317716"></ref>. Numer siódmy nie wyjdzie, a fakt aresztowania napędzi gorliwym czytelnikom ,,Vieux Cordeliera"<pe><slowo_obce>,,Vieux Cordelier"</slowo_obce> --- pismo prowadzone przez Camille'a Desmoulinsa od 5 grudnia 1793 r. do 3 lutego 1794 r. Ukazało się sześć numerów pisma, w którym krytykowano rządy terroru. Po ukazaniu się ostatniego numeru Desmoulins został usunięty z klubu jakobinów. Numer siódmy został wstrzymany przez wydawcę w obawie przed dalszymi represjami.</pe> nieco zbawiennego strachu. Równocześnie hebertyści pójdą przed sąd; więc jeśli się Danton teraz nie opamięta --- to znaczy, że jest niepoczytalny. <didask_tekst>ścina zęby, trzęsąc się</didask_tekst> Zachowajmy my przynajmniej głowę na karku, Antoine, gdy histeria strachu ogarnia jednego po drugim. I na miłość boską, nie dajmy zamienić placu Rewolucji <ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q189503"></ref><pe><slowo_obce>Plac Rewolucji</slowo_obce> --- jeden z głównych placów Paryża, obecnie Place de la Concorde (plac Zgody), w okresie rewolucji były tam wykonywane publiczne egzekucje, m. in. 21 stycznia 1793 r. został tam zgilotynowany Ludwik XVI.</pe> --- w szlachtuz<pe><slowo_obce>szlachtuz</slowo_obce> (daw.) --- rzeźnia.</pe>. Bo to symptom paniki rządu, przyjacielu!</akap>




<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>





<didaskalia>po głębokim namyśle</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Wiesz, Maxime... ja znowu radzę ci pomedytować nad dwoma wierszami, które Camille w tym nowym numerze podobno tobie poświęca: ,,Jeśli nie wiesz, czego czasy żądają, i nie słyszysz głosu wołających faktów... <slowo_obce>ineptus esse diceris</slowo_obce><pe><slowo_obce>ineptus esse diceris</slowo_obce> (łac.) --- powiedzą o tobie, że się nie nadajesz.</pe>".</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>




<didaskalia>rozweselony</didaskalia>

<akap>To <wyroznienie>on</wyroznienie> --- do <wyroznienie>mnie</wyroznienie> powiedział? Właśnie <wyroznienie>on</wyroznienie>! Bezczelność tego cudownego dziecka nie zna granic. --- Wwww! Czy się naprawdę tak zimno nagle zrobiło? Podaj mi surdut z łaski swojej!</akap>




<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>





<didaskalia>podaje</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Co, zimno?! <didask_tekst>stoi tak blisko, że czuje anormalnie gorącą atmosferą ciała</didask_tekst> To znaczy, że znów masz gorączkę. Niech cię anieli...</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>To nic. Przejdzie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Przejdzie! --- Trudno. Dam radę sam. Collot nie waży się chyba oponować.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>





<didaskalia>wciąga płaszcz i rękawiczki</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie. Mój powrót może nam zapewnić przewagę. <didask_tekst>opiera się miękko o futrynę drzwi</didask_tekst> Cztery dni!!...</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>





<didaskalia>posępnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Majaczysz?</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>





<didaskalia>wybucha śmiechem, co niekoniecznie uspokaja przyjaciela</didaskalia>
<kwestia>
<akap><wyroznienie>Teraz</wyroznienie> już nie, najmilszy... właśnie wytrzeźwiałem.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>





<didaskalia>wychodząc za nim</didaskalia>
<kwestia>
<akap>No... daj Boże.</akap></kwestia>




<naglowek_scena>ODSŁONA 3</naglowek_scena>





<miejsce_czas>U Dantona. Śpi na szezlongu przy świetle lampki. Nieznajomy --- ubranie podróżne, cylinder nasunięty na oczy, twarz po nos ukryta w kołnierzu --- wchodzi bez szmeru i przystaje u stóp śpiącego.</miejsce_czas>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>




<didaskalia>budzi się; półgłosem</didaskalia>


<kwestia><akap>To ty, Westermann<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q358757"></ref><pe><slowo_obce>Westermann, François Joseph </slowo_obce>(1751--1794) --- generał francuski związany z Dantonem.</pe>? --- Więc cóż?... <didask_tekst>Nieznajomy trwa bez ruchu. Danton unosi się na łokciu, zaniepokojony</didask_tekst> Kto to?!... <didask_tekst>znów mija parę sekund. Głośno</didask_tekst> Kto tu jest?!!</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>NIEZNAJOMY</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Ciszej, <slowo_obce>C Three</slowo_obce><pe><slowo_obce>C Three</slowo_obce> (ang.) --- C Trzy, tu jako kryptonim szpiegowski.</pe>. <didask_tekst>Danton skoczył na równe nogi. Podnosi lampkę ku zasłoniętej twarzy gościa, lecz ten wstrzymuje mu rękę</didask_tekst> Wybaczy pan: nie przedstawię się.
 </akap></kwestia>
 <didaskalia>Siada. <osoba>Danton</osoba> stoi przez chwilę oszołomiony; budzi się nagle i stwierdza, czy oboje drzwi zamknięte i czy się naprzeciw nie świeci.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>





<didaskalia>zasłoniwszy okno, siada na brzegu szezlongu</didaskalia>
<kwestia>
<akap>No?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>NIEZNAJOMY</naglowek_osoba>





<didaskalia>wyciąga płaską paczkę i kartkę</didaskalia>
<kwestia>
<akap><slowo_obce>Pi Two</slowo_obce> alias <slowo_obce>Twelve</slowo_obce> <pe><slowo_obce>Pi Two alias Twelve</slowo_obce> (ang.) --- P Dwa alias Dwanaście; tu jako kryptonim Williama Pitta.</pe> przesyła panu to za dekret 18 nivôse'a<pe><slowo_obce>dekret 18 nivôse'a</slowo_obce> --- chodzi o dekret Konwentu przyjęty z inicjatywy dantonisty Bourdona de l'Oise, pozbawiający ministrów prawa do dysponowania funduszami bez każdorazowego upoważnienia przez jeden z Komitetów. Nivôse to według kalendarza republikańskiego miesiąc na przełomie grudnia i stycznia.</pe>. Proszę o pokwitowanie.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>





<didaskalia>raz jeszcze obejrzał się ku oknu; otwiera paczkę przy lampce</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Co... angielskie funty?! A któż mi je zmieni?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>NIEZNAJOMY</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>To już pańska rzecz. Trzeba było przeszkodzić aresztowaniu Perrégaux<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q3165984"></ref>.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>





<didaskalia>ignoruje docinek, bo zajęty</didaskalia>
<kwestia>
<akap>I kwit w dodatku! Po drodze mogą pana sto razy aresztować. Moje pismo zna cała Francja. --- Kwitu nie dam.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>NIEZNAJOMY</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Jak pan woli. --- W takim razie muszę oddać dziesięć tysięcy funtów temu, kto mi je powierzył. --- Bo <wyroznienie>ja</wyroznienie>, wie pan --- jestem nieco wrażliwy na punkcie buchalterii.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>





<didaskalia>ignorując wyciągniętą rękę, rzuca mu paczkę pod nogi. Wstaje sztywno</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Żegnam.</akap></kwestia>





<didaskalia>Nieznajomy podniósł i schował paczkę. Nie rusza się.</didaskalia>



<naglowek_osoba>NIEZNAJOMY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>To nie wszystko. --- <slowo_obce>C Three</slowo_obce>: Minister zna obecną pańską sytuację. Nie chcąc jej pogorszyć, zwalnia pana od zobowiązań. <slowo_obce>Central Office</slowo_obce><pe><slowo_obce>Central Office</slowo_obce> (ang.) --- centralne biuro, prawdopodobnie fikcyjna agencja wywiadowcza.</pe> nie będzie nadal przyjmować raportów ani projektów od pana.</akap></kwestia>




<didaskalia>Podczas tej przemowy <osoba>Danton</osoba> z wolna pochylał się ku niemu. Opanowuje się z trudem. Prostuje się i wstaje.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<didaskalia>odwraca się i zaczyna chodzić. Ręce za plecami. Po krótkiej pauzie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Mówiąc prościej: Pitt <didask_tekst>ostrzegawczy syk <osoba>Nieznajomego</osoba></didask_tekst> dziękuje mi za służbę.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>NIEZNAJOMY</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Nie ja określam rzecz w ten sposób...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>





<didaskalia>zatrzymuje się. ..</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Bo Pitt gdzieś coś posłyszał, że moje akcje spadają; więc drży, że Danton mógłby go teraz poprosić o jakąś wzajemną przysługę... oddawszy mu ich tyle!</akap>

<akap>Uspokój pan Pitta: Danton nie zamierza jeszcze żebrać cudzej pomocy. Zapamiętaj pan sobie te słowa: Pitt przeleje łzy gorzkiego żalu za swą łatwowierność, nim trzy dni upłyną. <didask_tekst>odchodzi; przerwa</didask_tekst></akap>

<akap>Nie tak to bezpiecznie wypowiedzieć Dantonowi służbę. Pitt nauczy się odróżniać Dantona od swoich lokajów i szpicli. Pitt dowie się, że umowy zawarte z Dantonem obowiązują <wyroznienie>dwie</wyroznienie> strony.</akap></kwestia>
<didaskalia>siada napuszony</didaskalia>

<naglowek_osoba>NIEZNAJOMY</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>O to właśnie chodzi, <slowo_obce>C Three</slowo_obce>, że umowa obowiązuje dwie strony. Więc gdy jedna strona pieniądze bierze, a warunków nie spełnia...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>





<didaskalia>zrywa się</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ja... ja nie spełniam!!! Ja nie wiodę od pół roku Komitetu Ocalenia za nos, że walczy z wiatrakami, kroku naprzód zrobić nie może, a waszych manewrów nie widzi?! Ja nie stworzyłem, nie podszeptuję, nie rozsiewam ,,Vieux Cordeliera"?!</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>NIEZNAJOMY</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Wszystko to poza umową; a pozostaje pytanie, dla kogo? Czy na pewno dla nas? --- Czy też dla domu d'Orléans<pe><slowo_obce>dom d'Orleans</slowo_obce> --- boczna, orleańska linia francuskiej dynastii Burbonów. Ludwik Filip, książę Orleanu i pretendent do tronu po śmierci Ludwika XVI (1747--1793), jako Philippe Égalité (fr. Równość) brał udział w rewolucji.</pe>, naszego wroga --- któremu Danton obiecał koronę?...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>





<didaskalia>rzuca się ku niemu </didaskalia> <kwestia><akap>Bezecna pot...



</akap></kwestia>



<didaskalia>Gość wywinął się z niesamowitą zręcznością. Nagle stoi na środku pokoju.</didaskalia>


<naglowek_osoba>NIEZNAJOMY</naglowek_osoba>





<didaskalia>zbliża się z powrotem, mówiąc głośno</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Czy też może dla sprzy...</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>





<didaskalia>syczy</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ciszej, psie przeklęty!</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>NIEZNAJOMY</naglowek_osoba>





<didaskalia>stoi przy stole, kantem od Dantona przedzielony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Aha!... <didask_tekst>znów półgłosem</didask_tekst> ...dla tajemniczego sprzymierzeńca na Wschodzie, z którym się pertraktuje przez Szwajcarię o wydanie dzieci Ludwika?</akap>




<didaskalia>krótka pauza</didaskalia>

<akap>Czy też po prostu dla siebie... bo Republika jakoś przestaje wam służyć? <didask_tekst>odchodzi; zatrzymuje się o krok dalej</didask_tekst> Ci właśnie, Danton, muszą najściślej przestrzegać zasad lojalności --- co sobie za zawód --- obierają --- zdradę. 
 <didask_tekst><osoba>Danton</osoba> odpowiada piorunującym policzkiem. Nieznajomy pada bokiem o stół; szalonym wysiłkiem zapobiega runięciu na podłogę. Kapelusz mu spadł; <osoba>Danton</osoba> świeci mu chciwie w twarz. Nieznajomy prostuje się spokojnie</didask_tekst> Niezgrabne bydlę, jak zawsze --- gdyby nie moja zręczność, huk by się rozległ na cały dom --- sąsiedzi by się zbiegli... <didask_tekst>odchodzi; od drzwi</didask_tekst> Słowem, <slowo_obce>C Three</slowo_obce>: nie liczcie na pomoc Ministra, gdy wam przyjdzie nocą uciekać za granicę <didask_tekst>sztuczny nieco śmiech <osoba>Dantona</osoba></didask_tekst> --- dla Central Office przestaliście dziś istnieć. </akap></kwestia>
<didaskalia>otwiera sobie i wychodzi, cicho zamykając drzwi</didaskalia>




<didaskalia><osoba>Danton</osoba> walczy przez chwilę z wzburzeniem, dysząc. Wreszcie udaje wybuch ciężkiego śmiechu --- wzrusza ramionami, obraca się na obcasie i zaczyna szukać świecznika. Nie znalazłszy go, idzie do drzwi na prawo.</didaskalia>



<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>





<didaskalia>otwiera je i woła</didaskalia>
<kwestia>
 <akap>Louise!<pe><slowo_obce>Danton, Louise Sébastienne</slowo_obce> (1776--1856) --- druga żona Dantona, wcześniej pracowała jako opiekunka jego dzieci z pierwszego małżeństwa; związek małżeński zawarli 4 miesiące po śmierci pierwszej żony Dantona. Louise miała wówczas 17 lat. Jej ojciec, Marc-Antoine Gély, był członkiem Klubu Kordelierów. Louise Danton owdowiała po 10 miesiącach małżeństwa. Wyszła ponownie za mąż za Claude-François-Étienne Dupina, z którym miała dwoje dzieci.</pe> --- Lou-ise!!</akap></kwestia>





<didaskalia>szybkie, ciche kroki</didaskalia>



<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>





<didaskalia>niewyraźna drobna postać w bieli</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Czego chcesz?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Czemuś mi znowu świecznik zabrała? Potrzeba mi światła. <didask_tekst><osoba>Louise</osoba> idzie po światło; stawia je na stole i chce odejść. <osoba>Danton</osoba> chwyta ją niespodziewanie za obie ręce i przyciąga ku sobie</didask_tekst> Louison... przepraszam cię. <didask_tekst>obejmuje ją ramieniem</didask_tekst> Widzisz, jedyna... mam tyle zgryzot w ostatnich dniach, tyle niepokoju --- że czasem wybuchnę; a potem mi żal. Nie gniewaj się na mnie. </akap></kwestia>
<didaskalia>chce ją pocałować</didaskalia>

<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>





<didaskalia>odpycha się od niego</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie gniewam się, tylko daj mi spokój.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A to co znowu? Przepraszam cię za bagatelę niby za Bóg wie jaką krzywdę, a ty mnie odpychasz jak zarażonego?! Dość już raz tej wiecznej komedii! </akap></kwestia>
<didaskalia>przyciska ją ciasno do siebie</didaskalia>
<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>

<didaskalia>patrzy mu w oczy od dołu</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Może mnie uderzysz? To jedno z twoich praw.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<didaskalia>mięknie nagle; z smutnym śmiechem</didaskalia>


<kwestia><akap>Należałoby ci się, Bogiem a prawdą... <didask_tekst>przyciska ją do siebie mniej ostro a czulej</didask_tekst> Cudu mój kolczasty: wiem, że jestem paskudny jak sam diabeł... <didask_tekst>z pewnym trudem, nienaturalnie pobieżnie</didask_tekst> i wiem, że mnie nie kochasz... ale wstydu ci nie przynoszę, jedyna. Być żoną Dantona, dziecko, to nie byle co --- poczekaj trzy dni jeszcze, a przekonasz się... ile wart ten twój poczwarny mąż... <didask_tekst>ujmuje twarz jej w obie ręce; cicho, intensywnie</didask_tekst> Louise... chcę cię widzieć panią całej Francji.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>

<didaskalia>drgnęła przerażona; nuta plebejskiego rozsądku w jej okrzyku</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Czyś ty oszalał?!!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co, boisz się? Boisz się przy mnie?! Miej odwagę oszaleć i ty też! <didask_tekst>całuje ją <slowo_obce>avec fougue</slowo_obce><pe><slowo_obce>avec fougue</slowo_obce> (fr.) --- z pasją.</pe></didask_tekst> Cóż --- przebaczyłaś mi? <didask_tekst>ona wzrusza ramionami z rezygnacją. <osoba>Danton</osoba> wyciąga lewą rękę po lichtarz</didask_tekst> No to chodź... zgasimy światło, żebyś mnie nie widziała...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>

<didaskalia>stygnie i bezwładnieje mu w rękach</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Georges... jestem <wyroznienie>tak</wyroznienie> zmęczona... czuję się coraz gorzej od kilku dni... Georges, proszę cię, z... <didask_tekst>przerywa jej spazm gardła. Kończy, odwracając głowę</didask_tekst> zlituj się nade mną!...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>trzyma ją bardzo delikatnie, zaniepokojony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Dziecko jedyne, czemużeś mi nie powiedziała wcześniej? --- A rzeczywiście wyglądasz gorzej... Louison, najdroższa moja, co tobie jest? <didask_tekst><osoba>Louise</osoba> wzrusza ramionami na znak, że nie wie. Twarz <osoba>Dantona</osoba> rozjaśnia się naglą radością</didask_tekst> Ach... więc to może?!!... <didask_tekst>namiętnie, trzęsie nią</didask_tekst> Louison! Mów!!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>

<didaskalia>bliska pasji</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie szarp mnie! Nie wiem!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<didaskalia>zmrożony, bardzo łagodnie</didaskalia>


<kwestia><akap>Wybacz, kochanie --- idź, śpij spokojnie.</akap></kwestia>

<didaskalia>Puszcza ją, całując we włosy tak delikatnie, że ona nie czuje dotknięcia. Stojąc zamyślony przy stole, poprawia krawat wśród grymasów. Słychać czyjeś skrzeczące buty na schodach. <osoba>Danton</osoba> prostuje się w nowym napięciu.</didaskalia>



 <naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>

<didaskalia>wchodzi bez pukania, niezgrabny, jakby lekko oszołomiony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Dobry wieczór. </akap></kwestia>

<didaskalia>pada na fotel, ale dźwiga się na widok karafki na stole</didaskalia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>czeka chwilę, podczas gdy gość nalewa sobie --- wreszcie zły</didaskalia>
<kwestia>
<akap>No <wyroznienie>więc</wyroznienie>?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>

<didaskalia>z kieliszkiem w ręce</didaskalia>
<kwestia>
<akap>To ty jeszcze nie wiesz? <didask_tekst>pije</didask_tekst> Spałeś znowu, jak dziesiątego sierpnia?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Będziesz gadał?...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>
<didaskalia>nalewa sobie drugi</didaskalia>


<kwestia><akap>Klapa na całej linii. <didask_tekst>odstawia i siada</didask_tekst> Tfu, babskie wino.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>miał czas przemóc wstrząs; spokojnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Cóż to znaczy?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co ma znaczyć? Komitet wywęszył, bestia. --- Już trzy sekcje były rozruszane; szkoda. --- Ale co zrobić, </akap></kwestia>
<didaskalia>wzdycha, rozkłada się wygodniej</didaskalia>
<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<didaskalia>stoi zamyślony</didaskalia>


<kwestia><akap>Hm... choć <wyroznienie>teraz</wyroznienie> to by się i tak na nic już nie zdało... <didask_tekst>zaczyna spacerować</didask_tekst> Kto wie... może tak nawet lepiej, <didask_tekst>zwraca się do gościa</didask_tekst> Co się właściwie stało? Mówże nareszcie!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Godzinę temu aresztowano ich tam coś piętnastu --- Vincent, <didask_tekst><osoba>Danton</osoba> przystaje i opiera się o stół</didask_tekst> Ronsin<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q921462"></ref>, Hébert --- czy ja wiem? Całe towarzystwo<pe><slowo_obce>całe towarzystwo...</slowo_obce> --- przywódcy hebertystów, w tym Vincent, Ronsin i Hébert, zostali aresztowani 13 marca 1794 r.</pe>. 
 <didask_tekst><osoba>Danton</osoba> siada i podpiera głowę</didask_tekst> Słuchaj, Wielki Sędzio: nie masz ty czego lepszego? <didask_tekst><osoba>Danton</osoba> wyjmuje mu bez słowa inną flaszkę z szafki, stawia na stole, siada z powrotem i bębni palcami po płycie. --- <osoba>Westermann</osoba> skosztowawszy</didask_tekst> O wiesz --- to rozumiem, <didask_tekst>pije z uznaniem. Ocierając usta</didask_tekst> Robespierre wrócił dziś. <didask_tekst><osoba>Danton</osoba> przestaje bębnić</didask_tekst> Widziałem go w parku zamkowym chwilę temu --- bo Konwencja ma teraz posiedzenie.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>wstaje</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Spodziewam się, że ma... <didask_tekst>przechadza się przez chwilę. Naraz stwierdza</didask_tekst> To znaczy, że rozwiążą Armię Rewolucyjną.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>
<didaskalia>zdziwiony</didaskalia>


<kwestia><akap>Skądże ty wiesz? <didask_tekst>opryskliwy śmiech Dantona</didask_tekst> Bo rzeczywiście tak powiadają... ja się tam na tym nie znam. </akap></kwestia>

<didaskalia>nalewa sobie</didaskalia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>przystaje przed nim znienacka</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Wiesz, West... to cud, żeś ty jeszcze wolny. <didask_tekst>pauza; na wpół do siebie</didask_tekst> Podejrzany cud. <didask_tekst>zamyśla się, patrząc w podłogę. Nagle wybucha jasnym śmiechem</didask_tekst> Pah! Przecież to jasne! --- Skądże by mieli się ważyć!</akap></kwestia>





<didaskalia>Siada, w dobrym humorze. <osoba>Westermann</osoba> uderzony pewną myślą nagle odstawia kieliszek.</didaskalia>


<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>
<didaskalia>po chwili</didaskalia>


<kwestia><akap>A może po prostu... nie wiedzą?! <didask_tekst><osoba>Danton</osoba> wzrusza obojętnie ramionami. Znów mija chwila</didask_tekst> Konwencja właśnie zebrana w komplecie... 
 <didask_tekst>naprężona przerwa. Zrywa się sprężyście; opiera się, stojąc, łokciami o płytę i zaczyna przemawiać poprzez stół cicho a szybko</didask_tekst> Człowieku... czyż ty nie widzisz, że fiasko Vincenta, to dla nas istna Opatrzność?! Zważ tylko: cały Paryż, przygotowany do puczu, jak beczka prochu; Konwencja aresztowała Vincenta i już się cieszy, że wszystko w porządku --- tymczasem ja zostałem, a ja też umiem podpalić lont!...</akap>

<akap>Wiesz, co trzeba zrobić? Zadzwonić na trwogę teraz, o, w środku nocy. Insurekcja jak piorun z jasnego nieba --- nie będzie nawet próby oporu. Nie dam im czasu. Spędzę na gwałt zaspane sekcje --- bractwo z <slowo_obce>sociétés</slowo_obce> wypuści kontrrewolucję z więzień na ulice --- zrobi się galimatias, jakiego świat nie widział. Rozjuszony motłoch przypadkowo zaleje Konwencję i uśpi na wieki wszystkie grubsze ryby z Komitetami na czele.</akap>

<akap>Nazajutrz, Danton --- Paryż przyjdzie cię błagać, byś raczył objąć władzę. Wiesz, jak to jest... w tobie ujrzą jedyny ratunek. Dasz się uprosić; ale prędzej niż za pięć dni nie uporasz się przecie z chaosem --- a przez pięć dni York<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q213573"></ref> zdąży otoczyć Paryż, aż miło. <didask_tekst>wyczekująca pauza; Danton milczy</didask_tekst> Wiemy przecież, że Jourdan<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q250003"></ref> na północy chętnie przepuści Anglika. --- My, generałowe Republiki, mamy też już serdecznie dość tego rządu adwokatów<pe><slowo_obce>mamy też już serdecznie dość tego rządu adwokatów</slowo_obce> --- adwokatami z zawodu byli i Robespierre, i Danton, i wielu innych przywódców rewolucji francuskiej.</pe>, co nami pomiata jak szeregowcami... Danton, ja ci <wyroznienie>ręczę</wyroznienie>, że mi się uda! A <wyroznienie>taka</wyroznienie> sposobność zdarza się tylko raz!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
 <didaskalia>przychyla się wstecz ku poręczy, wsuwa ręce w kieszenie, mierzy <osoba>Westermanna</osoba> przez zmrużone oczy</didaskalia>


<kwestia><akap>Wzywać Anglika!... Odwiecznego wroga wpuszczać w samo serce Francji! --- Płatnym satelitom takiego Pitta na łup wydawać Miasto Dziesiątego Sierpnia! --- Ty Judaszu!!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>

<didaskalia>patrzy na niego z lekko rozchylonymi ustami. Gdy nieco ochłonął</didaskalia>
<kwestia>
 <akap>Dan-ton... przecie nie dawniej jak tydzień temu rozważałeś, jak by Yorka sprowadzić po puczu...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Głupcze! Tydzień temu zbawienie ojczyzny zależało od natychmiastowego porozumienia z najpotężniejszym jej wrogiem! --- Dziś... sytuacja doszczętnie zmieniona. Teraz Francja może i musi dążyć nieubłaganie do całkowitego unicestwienia tego narodu żmij. --- Ani słowa więcej! Powiedziałem.</akap></kwestia>

<didaskalia>Wstaje wzburzony i chodzi. <osoba>Westermann</osoba> oniemiały siada z powrotem.</didaskalia>



<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>

<didaskalia>nieśmiało</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Widzisz, Danton... ja wiem dobrze, żem dureń skończony, gdy chodzi o politykę... i żeś ty bez porównania mądrzejszy. O, wiem... Ale... gdy się ma na sumieniu tyle, co ty, a już zaczy...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>obraca się majestatycznie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Co na przykład?...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>
<didaskalia>czym prędzej</didaskalia>


<kwestia><akap>Ależ... oczywiście, że nic złego... nic we właściwym sensie... tylko przy tych zwariowanych rewolucyjnych prawach... <didask_tekst>gwałtownie a cicho</didask_tekst> No niechże się chociażby dowiedzą, żeś to ty nawiązał u Batza<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q3169838"></ref> całą tę hecę z Kompanią Indyjską! --- Ale to jeszcze nic... pomyśl za to, jak łatwo może się teraz wydać, żeś właśnie ty miał zostać Wielkim Sędzią!! --- Przecie dążenie do dyktatury to dla nich najstraszniejsza z wszystkich zbrodni --- zdrada stanu to żart w porównaniu! --- Jeśli <wyroznienie>to</wyroznienie> wyjdzie na jaw... to po tobie.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>siada w dobrym humorze</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Co ty mówisz? No a któż by mnie to miał zgładzić?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jak to kto? --- Komitet przecie! --- Robespierre wrócił, Danton!...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>wpada w gniew</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ten ich śmieszny Komitet <wyroznienie>mnie by</wyroznienie> miał tknąć?! Albo Robespierre! A niechże sobie wraca, niech przesiaduje w Komitecie dniem i nocą, niech się sam stanie Komitetem! To anemiczne chuchro nie przedstawia dla mnie najdrobniejszej przeszkody.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>

<didaskalia>zamyślony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>No... skoro tak uważasz... tyś mądrzejszy...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>West, miejże rozum: za mną stoi przecie kapitał; za mną, Człowiekiem Dziesiątego Sierpnia, stoi ludność stolicy! --- A Robespierre? Cóż on ma za poparcie? Swoich jakobinów<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q179885"></ref>. Kropka. W Konwencji musi uważać, żeby ze mną nie zadzierać, bo wie, że Centrum --- olbrzymia większość --- zawsze i wszędzie stanie po mojej stronie! --- Wiesz, czemuś ty jeszcze wolny? --- Bo Komitet nie śmie aresztować mojego przyjaciela!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>

<didaskalia>z wahaniem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tylko... Ale proszę, nie gniewaj się, Danton... widzisz, Robespierre umie zastraszyć jak nikt inny. Jeśli zastraszy Konwencję... to cię nikt nie poprze. Nikt. --- Ponadto --- jeśli ty masz Paryż, to on ma prowincję, a...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>podnosi się z tryumfalnym śmiechem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ha ha! Niechby spróbował! --- Niechżeby spróbował zmobilizować społeczeństwo przeciwko mnie!</akap>

<akap>Westermann: <begin id="b1672647791988-2845008622"/><motyw id="m1672647791988-2845008622">Media</motyw>ja stworzyłem sobie talizman, wobec którego mesmeryczna technika Robespierre'a traci wszelkie znaczenie: to ,,Vieux Cordelier". Dzięki niemu <wyroznienie>ja</wyroznienie> zapanowałem nad mózgiem Francji. Przez niego wywieram wpływ sto razy silniejszy niż ten szarlatan. Dziś już kilka milionów ludzi myśli, jak ja myślę, i chce, czego ja chcę: bo kilka milionów ludzi czyta ,,Vieux Cordeliera"<end id="e1672647791988-2845008622"/>. West: gdyby Robespierre dziś ważył się mnie wyzwać --- to znaczy, że jest niepoczytalny.</akap></kwestia>




<didaskalia>Wpada wzburzony <osoba>Desmoulins</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba> DESMOULINS</naglowek_osoba>

<didaskalia>przeszywającym głosem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Georges!!... <didask_tekst>trochę ochłodzony</didask_tekst> Och, masz gościa...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>

<didaskalia>nie rusza się</didaskalia>
<kwestia>
<akap>To tylko ja, Camille --- przeszkadzam ci?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Zostań. --- Więc cóż, Camille? --- Masz, napij się. --- No? Cóżeś znów zbroił?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>chciwie wypił kieliszek wina. Odstawia; półgłosem</didaskalia>
<kwestia>
 <akap>Desenne aresztowany, Georges.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>po kilku sekundach.</didaskalia>
<kwestia>
<akap>...co ty pleciesz, chłopcze?...</akap></kwestia>




<didaskalia>zawieszenie</didaskalia>


<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>

<didaskalia>podnosi się, żeby nalać nowy kieliszek</didaskalia>
<kwestia>
<akap>I tak ,,Vieux Cordeliera" diabli wzięli. Razem z Wielkim Sędzią.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>histerycznie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Danton: co ja mam teraz począć?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>wciąż nieruchomy</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Wstydzić się przede wszystkim. Zachowujesz się jak panienka.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Pomyśl: ten przeklęty siódmy numer leży u Desenne'a! --- No, jak go Komitet przeczyta --- to po mnie. <didask_tekst>pada na krzesło, kryje twarz w rękach</didask_tekst> O Georges, Georges! I po coś ty mi kazał pisać takie okropne rzeczy!...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>rad, że ma się na kim rozpędzić</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Bom nie wiedział, że mam do czynienia z rozlazłym tchórzem! --- Proszę bardzo: idź do Robespierre'a, rzuć mu się do nóg, przysięgaj, żem cię batem zmuszał do...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>zrywa się</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Georges! Jakże możesz obrażać mnie w ten sposób!... <didask_tekst>ochłonął</didask_tekst> Wiesz doskonale, że ci jestem bezwzględnie oddany --- a że Robespierre'owi ręki nie podam, póki żyję. --- Ale poradźże mi!...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>

<didaskalia>wstaje</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Danton: osioł ze mnie, zgoda --- ale teraz to już i ostatni kretyn zrozumie, że <wyroznienie>trzeba</wyroznienie> skończyć z Komitetem. Widzisz... nie znałeś jednak Robespierre'a. --- Idę prosto do sekcji; dobrze?...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>zaciekawiony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Co?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie. Twój plan jest dziecinny. Ani jednej szansy powodzenia. Sekcje drapnęłyby ci spod palców, a my byśmy osiągnęli tyle, że by nas wyjęto spod prawa jako buntowników i stracono bez sądu. --- Nie. Dziękuję.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Danton, <wyroznienie>taka</wyroznienie> sposob...</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia><slowo_obce>out of all patience</slowo_obce><pe><slowo_obce>out of all patience</slowo_obce> (ang.) --- straciwszy całkowicie cierpliwość.</pe></didaskalia>
<kwestia>
<akap>Stul pysk nareszcie! --- Więc taka to wasza karność?! I cóż się takiego stało właściwie? Desenne aresztowany! --- Czyż wy, idioci, nie widzicie, że Robespierre próbuje ocalić sobie w ten sposób jakąś resztkę powagi?! Pojutrze wypuszczą Desenne'a i na tym się skończy. A ty, Camille, wydasz nowe pismo u kogo innego.</akap></kwestia>





<didaskalia>U <osoba>Camille'a</osoba> odruch protestu; lecz energiczne pukanie przerywa mu. Nie czekając na odpowiedź, wchodzi <osoba>Delacroix</osoba><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q714694"></ref>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nic z twojej dyktatury, przyjacielu... <didask_tekst>pogardliwy znak <osoba>Dantona</osoba></didask_tekst> Już wiesz --- tym lepiej. A teraz, na Boga, bądźcie ostrożni! --- Szczególnie ty, poeto! --- Przyprowadziłem ci czystego głupca, Danton. Jeśli go sobie złowić potrafisz --- zyskasz nieocenioną broń przeciw Konwencji. Bo zapamiętały jest jak furiat; a czułego punktu nie ma na nim w ogóle. Najmniejszej defraudacji, nadużycia, spekulacji --- dosłownie nic! --- Zaraz go Bourdon<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q716340"></ref> przyprowadzi.</akap></kwestia>


<didaskalia>Wchodzą <osoba>Bourdon</osoba> i <osoba>Philippeaux</osoba><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1643138"></ref>. Ten wita wszystkich ryczałtowym, niemym ukłonem.</didaskalia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>wstaje i podchodzi</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Witamy pana, Philippeaux! Chwali się, że pan nareszcie do nas przyszedł!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>

<didaskalia>zimno</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Jeszcze do was nie należę, panowie.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba><begin id="b1672647900160-528962678"/><motyw id="m1672647900160-528962678">Polityka</motyw>DELACROIX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Przyprowadziłem go, bo przecież sprawę mamy wspólną; on uparł się chodzić własnymi drogami...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>podaje gościowi rękę; serdecznie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A w polityce to wielkie ryzyko i jeszcze większy błąd. <end id="e1672647900160-528962678"/>--- Czemuż by się pan nie miał do nas przyłączyć?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>

<didaskalia>cicho i sucho</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Bo nie znam waszych celów.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jak to?! Zwalczamy bezprawną dyktaturę Komitetów...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jak to?! Dążymy do zniesienia terroru, co kraj torturuje...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>

<didaskalia>rzeczowo</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tak twierdzicie publicznie. --- Przyłączę się, jeśli się przekonam o rzetelności waszych zamiarów.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A jakiż jest w takim razie pański cel?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>

<didaskalia>z naciskiem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Unieszkodliwić Komitet Ocalenia. Aresztując Desenne'a --- naruszając wolność prasy --- dopełnił zaiste miary swych nadużyć.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>tryumfalnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A widzi pan, że mamy wspólną sprawę!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>W jaki sposób zamierza pan unieszkodliwić Komitet?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To kwestia wymagająca wielkiego taktu i przezorności. Komitet stał się sercem państwa: nie można go zatem tknąć. Trzeba mu odjąć --- bez najmniejszego wstrząsu --- zasób władzy przerastający jego kompetencje; rozdzielić tę władzę z powrotem między właściwe organy --- i zostawić go przy pierwotnym, legalnym zakresie funkcji.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>

<didaskalia>w napięciu</didaskalia>
<kwestia>
<akap>No dobrze, ale w jaki <wyroznienie>sposób</wyroznienie> chce pan to osiągnąć?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>

<didaskalia>z pewnym wahaniem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>W razie ostateczności... nawet przy pomocy sekcji zbrojnych. Bo wobec woli ogółu wyrażonej bezpośrednio --- Komitet nie może stawiać oporu. --- Ale w tym celu sekcje musiałyby przejść gruntowne przygotowanie moralne i dać gwarancję, że powaga rządu nie dozna ujmy.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>
<didaskalia>podniecony</didaskalia>


<kwestia><akap>Akurat ten sam plan przedłożyłem Dantonowi. Słowo w słowo ten sam. A właśnie mam środki pod ręką: Vincent przygotował kilka sekcji dla <wyroznienie>swoich</wyroznienie> celów --- wystarczy schylić się i podnieść!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co za okazja! Trzeba natychmiast...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>

<didaskalia>ściąga brwi</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ależ generale! Przecie w takim razie brak wszelkiego moralnego przygotowania! Wbrew woli przeprowadziłby pan... zamach stanu.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Bynajmniej! Za zachowanie oddziałów odpowiada wódz. Więc...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>

<didaskalia>zamyślony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>N-no tak... jeśli wodzowi można zaufać, że nie dopuści do nadużycia sytuacji...</akap></kwestia>


<rownolegle>
<blok>
<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Sposobność jedyna! Byle śmiało!</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba> BOURDON</naglowek_osoba>

<kwestia><didaskalia>cicho</didaskalia>

<akap>A czas doprawdy najwyższy...</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Trzeba od razu! Jeszcze dziś!</akap></kwestia>
  </blok></rownolegle>
<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>

<didaskalia>przekonany</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tak. Macie rację.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>No widzicie: tymczasem Danton nie chce.</akap></kwestia>

<didaskalia>powszechne zdumienie</didaskalia>

<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Zmiłuj się, Georges! A to czemu?</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wiesz... zdumiewasz mnie.</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba> BOURDON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>No... Danton musi mieć dobre powody...</akap></kwestia>
  </blok></rownolegle>
<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Powiedziałem: nie.</akap></kwestia>





<didaskalia>chwila pauzy</didaskalia>


<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A zatem tchórzysz pan.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>poderwany</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Coś ty powiedział?...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Że tchórzysz.</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Danton</osoba> rusza ku niemu. <osoba>Philippeaux</osoba> czeka bez ruchu. Rozdzielają ich.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>opanowuje się</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Podobna insynuacja nie może mnie dotknąć: jest zbyt zabawna. --- <begin id="b1672648011514-809257549"/><motyw id="m1672648011514-809257549">Tłum</motyw>Philippeaux jest zacnym uczonym, ale z masą nie stykał się nigdy. Nie wie zatem, że insurekcji <wyroznienie>nikt</wyroznienie> opanować nie może. Sekcje, raz wysłane na Tuileries --- mogłyby znienacka zalać Konwencję, roznieść Komitety --- a wódz patrzyłby na to bezsilny.<end id="e1672648011514-809257549"/></akap></kwestia>




<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Rzuca pan potwarz na świetną dyscyplinę i świadomość obywatelską sekcji paryskich!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>łagodnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie: znam masę. --- Słowem, towarzysze: nie godzę się na zamach stanu, jak to słusznie określił Philippeaux. Musimy natomiast skoncentrować siły w ofensywę czysto <wyroznienie>parlamentarną</wyroznienie>. Musimy otworzyć oczy ogółu i Konwencji na wykroczenia Komitetów. Musimy powracać do ataku dzień w dzień --- aż osiągniemy jeden krzyk oburzenia ze stu tysięcy piersi, aż przebudzony przez nas naród powali nowego tyrana.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>

<didaskalia>ostrzegawczo</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Oj, Danton... ostrożnie! Jeden fałszywy krok wystarczy, żeby przegrać przewagę nad Centrum! Przecież to nasz główny atut! Jak go stracimy... co wtedy?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>

<didaskalia>gorączkowo</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Właśnie to samo mówiłem!... 
 </akap></kwestia>
<didaskalia><osoba>Danton</osoba> piorunuje ich obu zaciekłym spojrzeniem.</didaskalia>





<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Tak jest! Philippeaux ma rację: Comsalu<pe><slowo_obce>Comsal</slowo_obce> --- stosowany przez Przybyszewską skrót od fr. <slowo_obce>Comité de Salut Public</slowo_obce>, Komitet Ocalenia Publicznego.</pe> naruszać nie można... na razie. Dlatego, przyjaciele, nie będziemy go atakować wprost --- lecz pośrednio poprzez Komitet Bezpieczeństwa. Plan kampanii mam gotowy. Bourdon: jutro otworzysz ogień. Żądaj ścisłej rewizji personelu w Comsurze<pe><slowo_obce>Comsur</slowo_obce> --- stosowany przez Przybyszewską skrót od fr.<slowo_obce> Comité de Sûreté Générale</slowo_obce>, Komitet Bezpieczeństwa Powszechnego.</pe>. Musisz osiągnąć aresztowanie ich głównego agenta, Hérona<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q3084883"></ref>.</akap>

<akap>O, przyjaciele --- nie tak łatwo despotyzm zdławi nasz głos. Lud nas popiera --- bo wie, że w nas Wolność znalazła ostatnich obrońców. --- Odwagi, towarzysze!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba> BOURDON</naglowek_osoba>

<didaskalia>mruczy</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tak, odwagi... my mamy się narażać, atakować Komitety w oczy... a on sam, jak się raz kiedyś odezwie w Konwencji... to stale w myśl tychże Komitetów.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>mruży oczy</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tyś coś powiedział, Bourdon?... Nie dosłyszałem?...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba> BOURDON</naglowek_osoba>

<didaskalia>zmieszany</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie... Ja nic...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Chciałbyś, żeby każde dziecko przejrzało naszą akcję? <didask_tekst>zmienia ton; do wszystkich</didask_tekst> Gdy tylko Konwencja się ocknie i zrzuci sromotne jarzmo kilku samozwańców --- Republika będzie ocalona. Wówczas wolno nam będzie powrócić w cień bezimiennej, skromnej egzystencji. Cisza i spokój wśród powszechnego szczęścia będą nam jedyną, lecz słodką, nagrodą.</akap></kwestia>


<didaskalia>Podczas peroracji mrugnął znacząco ku <osoba>Westermannowi</osoba>. Goście gotują się do wyjścia.</didaskalia>


<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>

<didaskalia>bierze kapelusz, podaje <osoba>Dantonowi</osoba> rękę</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Może się pomyliłem. Gdyby tak było --- odwołuję, com powiedział.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>mocno wstrząsa podaną dłoń</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Szanuję was i cieszę się, żeśmy zyskali tak dzielnego towarzysza.</akap>
</kwestia>



<didaskalia>Odprowadza go do drzwi. Za nimi wychodzi <osoba>Camille</osoba>; na końcu <osoba>Delacroix</osoba> i <osoba>Bourdon</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>

<didaskalia>cicho</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Oj... coś mi się nasz Wielki Sędzia zaczyna nie podobać...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba> BOURDON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Daj pokój. Już on tam lepiej od nas wie, czego mu trzeba.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>

<didaskalia>potrząsa głową</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ale narażać swoje stanowisko w Konwencji!... <didask_tekst>naraz podejrzliwie</didask_tekst> Aach... chyba że...</akap>

</kwestia>


<didaskalia>Wychodzi z nieufnym spojrzeniem na <osoba>Dantona</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>

<didaskalia>gorliwie podbiega do wracającego <osoba>Dantona</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<akap>No?... Rozmyśliłeś się?!...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie. --- Słuchaj za to: zapoznaj się bliżej ze zdolniejszymi oficerami Armii Rewolucyjnej, choć ją rozwiążą. Z byłych żołnierzy tej Armii zorganizujecie powolutku garstkę ludzi pewnych --- posiadających pewien trening wojskowy. Mogę opłacać kilku agentów... I nie trać kontaktu ze stowarzyszeniami ludowymi, choć je też pewno skreślą...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Aha, więc jednak nie rezygnujesz z...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Z dyktatury? Owszem. Tego mam dość. Znudziło mi się. <didask_tekst>pauza</didask_tekst> Ale dobrze jest mieć garstkę zbrojną pod ręką... na wszelki wypadek.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>

<didaskalia>po chwili, zamyślony, z wolna</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Na wszelki... wypadek...</akap></kwestia>


<naglowek_akt>AKT II</naglowek_akt>

<naglowek_scena>ODSŁONA 1</naglowek_scena>

<didaskalia>Sala posiedzeń w <slowo_obce>Comité de Salut Public</slowo_obce>. Prezyduje <osoba>Collot d'Herbois</osoba><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q278020"></ref>. <osoba>Barère<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q708891"></ref></osoba>, <osoba>Billaud-Varenne<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q504135"></ref></osoba>, <osoba>Carnot</osoba><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q310767"></ref>, <osoba>Lindet</osoba><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1458685"></ref>, <osoba>Robespierre</osoba>, <osoba>Saint-Just</osoba> i <osoba>sekretarz.</osoba></didaskalia>



<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>

<didaskalia>w odpowiedzi na żądanie <osoba>Billauda</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<akap>Mówcie.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>

<didaskalia>nie wstaje, nie natęża się. Mówi najpowszedniejszym tonem do swej ręki, bawiącej się piórem na stole</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Koledzy: od trzech miesięcy pewne stronnictwo systematycznie dąży do obalenia rządu. Coraz częstsze, coraz zuchwalsze napaści podkopują nasz autorytet. Wiecie, że u Desenne'a znaleziono numer pewnego pisma, w którym autor wręcz wzywa do broni przeciw nam, Komitetowi Ocalenia. --- A wczoraj posunięto bezczelność do tego stopnia, że usiłowano wyłudzić dekret paraliżujący Komitet Bezpieczeństwa.</akap>

<akap>Czas położyć temu koniec.</akap>




<didaskalia>pauza. Nagle przestaje się bawić</didaskalia>

<akap>Koledzy: oskarżam Dantona i jego fakcję<pe><slowo_obce>fakcja</slowo_obce> --- stronnictwo.</pe> jako punkt zborny kontrrewolucyjnego żywiołu we Francji. Musimy ich unieszkodliwić.</akap></kwestia>




<didaskalia>cisza bez tchu</didaskalia>



<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>natychmiast</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Co?! Chciałbyś pozbawić Rewolucję jej najważniejszych działaczy?!</akap></kwestia>





<didaskalia>Czar prysnął. Zamieszanie po podwójnej sensacji.</didaskalia>
<rownolegle>
<blok>
<naglowek_osoba>LINDET</naglowek_osoba>

<didaskalia>contra</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Istotnie, to szaleństwo!</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>



<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>

<didaskalia>pro</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ależ Danton nie jest dzia...</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>



<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>
<didaskalia>niezdecydowany</didaskalia>


<kwestia><akap>Billaud jak się rozpędzi, to miary...</akap></kwestia>


  </blok>
  <blok>


<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>





<didaskalia>pro, z sarkazmem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Najwyższy czas pozba...</akap></kwestia>
  </blok>
  </rownolegle>


<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<akap>Koledzy!!! <didask_tekst>czeka aż się fale ułożą</didask_tekst> Robespierre, zdumiewasz mnie. <wyroznienie>Danton</wyroznienie> --- działaczem rewolucyjnym! --- Majaczysz chyba?</akap>




<didaskalia>szmer protestu z strony <osoba>Lindeta</osoba>, <osoba>Barère'a</osoba>, <osoba>Collota</osoba></didaskalia>





<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie, Billaud. Tylko ja pamiętam, a tyś widocznie zapomniał.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>O, Robespierre, my <wyroznienie>też</wyroznienie> pamiętamy!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Przypomnijcie sobie działalność człowieka, któregoście dziś gotowi potępić...</akap></kwestia>
<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Otóż to, dalej!</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>LINDET</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Mów, Robespierre! Mów!</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>

<didaskalia>wprost przestraszony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Kpisz z nas, czy co?</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>


<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>No, ciekaw jestem...</akap></kwestia>
  </blok></rownolegle>
<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Koledzy: Danton stworzył ognisko rewolucyjne z klubu kordelierów w dziewięćdziesiątym i dziewięćdziesiątym pierwszym, gdy rewolucja ust otworzyć nie śmiała pod presją monarchicznej przemocy. Pamiętacie, jak tośmy, jakobini, dali się wtedy prześcignąć?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>

<didaskalia>z ogromnym gestem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ho-ho!! Pamiętamy, pamiętamy rzeź na Polu Marsowym<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q217925"></ref>, na którą Danton spędził Paryż niby trzodę --- za czym drapnął na wieś!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>

<didaskalia>zaciekle</didaskalia>
 
<kwestia><akap>I pamiętamy list z szafy żelaznej, w którym Mirabeau<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q218747"></ref> żali się na sumy, jakie pochłania prowokator Danton... <didask_tekst>sensacja, niedowierzanie, ciche oburzenie</didask_tekst> że można by doprowadzić rewolucję do absurdu o połowę taniej. --- Lepiej nam nie przypominaj, Robespierre.</akap></kwestia>
 <didaskalia>szmer</didaskalia>




<naglowek_osoba>LINDET</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To potwarz!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Cóż znaczy świadectwo zdrajcy Mirabeau? --- Koledzy! nie myśmy powstrzymali paniczną ucieczkę rządu ze stolicy na wieść o zdobyciu Longwy<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q318535"></ref>...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>I nie myśmy sprowadzili na Paryż --- rzeź wrześniową.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie myśmy zdefraudowali osiemset tysięcy podczas urzędowania w gabinecie...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Nie myśmy prowadzili zbrodnicze konszachty z wrogiem. Nie myśmy stracili rozmyślnie korzyść dwu zwycięstw...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>rzuca się na to</didaskalia>
<kwestia>
<akap>To Dumouriez<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q378572"></ref>, nie Danton!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To nie on, to tylko jego ręka!</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie myśmy przyrzekali koronę każdemu interesantowi w Europie...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie myśmy doprowadzili Republikę do brzegu bankructwa nieudolną taktyką pierwszego Komitetu Ocalenia...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>I nie my wreszcie, Robespierre, staramy się teraz strzaskać Rewolucję --- żeby ujść bezkarnie po tym wszystkim.</akap></kwestia>


<didaskalia>chwila ciszy</didaskalia>


<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>No cóż, Robespierre? Czy minął już atak maligny?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>zaczerpnął powietrza</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ani jedno z tych potwornych oskarżeń nie jest oparte na jurystycznie ważnym dowodzie.</akap></kwestia>

 <didaskalia>protest i poparcie</didaskalia>


<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Adwokacki wykręt, Robespierre! Oto czego musisz się czepiać!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Każde z nich jest niezaprzeczonym faktem!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>

<didaskalia>okrzykiem reminiscencji przerywa spór</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ach!... À propos dowodów. <didask_tekst>dzwoni miarowo. Wchodzi woźny</didask_tekst> 
 Proszę zawezwać do nas obywatela Amar<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q516784"></ref> z Komitetu Bezpieczeństwa. 
 <didask_tekst>zwraca się do kolegi</didask_tekst> 
 Sądzę jednak, że już przestałeś się upierać przy swej... fantazji, Robespierre? <didask_tekst><osoba>Robespierre</osoba> siedzi zamyślony; może faktycznie nie słyszy pytania</didask_tekst> Z drugiej strony, Billaud... unieszkodliwić Dantona to nie tak prosta rzecz. Nie możemy go aresztować z dnia na dzień.</akap>




<didaskalia>poparcie, szczególnie <osoba>Barère'a</osoba></didaskalia></kwestia>



<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Rozumie się, że nie. Zorganizujemy kampanię. Trzeba go naprzód szczelnie otoczyć i zniechęcić mu opinię...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>prostuje się</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Koledzy: na stawienie Dantona przed Trybunał<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q248122"></ref> --- żadną miarą nie mogę się zgodzić.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>

<didaskalia>drgnął tknięty strasznym podejrzeniem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Robespierre... ty się boisz!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>wśród napiętej ciszy odpowiada przyjaźnie kpiącym uśmiechem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Koledzy: Danton --- to jednostka. My --- to Rewolucja. Zamiast pożerać się wzajemnie ku radości wrogów, chwyćmy go za łapy i zmuśmy, aby nam służył.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Oj, Robespierre! To poemat rycerski, nie plan taktyczny!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Przyznaję, że ściąć --- łatwiej. </akap><akap>
Słuchajcie: jestem przekonany, że Danton działał zawsze w dobrej wierze. <didask_tekst>wybuch śmiechu; oburzenie; poklask</didask_tekst> Fatalne jego pomysły dowodzą tylko braku zdolności taktycznych --- nie zbrodniczej woli. --- A teraz widzi z przerażeniem, że każdej z tych pomyłek można podsunąć sens potworny. Danton to natura pierwotna, moralnie słabo rozwinięta. Zagrożony --- traci głowę i gotów życie okupić nawet zbrodnią. Dziś szaleje z strachu: stąd wszystkie jego wybryki. Koledzy: czymże on jest wobec nas? Przecież on tonie! --- Ścinać go --- teraz, gdy jest prawie bezbronny --- to barbarzyński nonsens.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>

<didaskalia>nienawistnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Piękną masz duszę, kolego.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>

<didaskalia>leniwie, jakby do siebie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Bezbronny jest... nieocenione.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tak jest! Jedyną poważną jego bronią był ,,Vieux Cordelier". Tym podbijał sobie umysł mas. --- Skasowaliśmy pismo ruchem pióra. Danton <wyroznienie>jest</wyroznienie> bezbronny.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
 <kwestia><akap>Zapewne. Jutro Camille zacznie wydawać ,,Młodego Jakobina"<pe><slowo_obce>Camille zacznie wydawać ,,Młodego Jakobina"</slowo_obce> --- gra słów z tytułem pisma wydawanego przez Camille'a Desmoulinsa pt. ,,Stary Kordelier".</pe>. Bezbronny!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To nic! Danton sam nie umie ani myśleć, ani pisać; więc wystarczy...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>

<didaskalia>ściszonym głosem, mrużąc oczy</didaskalia>
<kwestia>
<akap>... usunąć Camille'a.</akap></kwestia>




<didaskalia>napięcie. Cisza</didaskalia>



<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>któremu serce stanęło na tercję</didaskalia>
<kwestia>
<akap>...zdobyć Camille'a, Collot. --- To niemowlę chwyta za każdy połyskliwy strzępek myśli. Stanie się fanatykiem naszych idei, jeśli mu je tylko potrafimy efektownie udramatyzować. A Camille jest bezcenny jako propagator! --- Ale nie o tym cielęciu mowa.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jak ty sobie wyobrażasz przeprowadzenie tych poetyckich zamiarów?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Aresztować pod błahym pozorem --- jak niedawno Héraulta<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q253747"></ref> --- wszystkich naczelników dantonistycznej opozycji w Konwencji: Delacroix, Bourdon, Merlin de Thionville<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1921926"></ref> etc. Camille sterroryzowany skutkiem swej swawoli nie odezwie się tak prędko; wobec czego Danton znajdzie się znienacka dosłownie sam. Uciec nie może, więc z konieczności przyjdzie do nas. Przyjmiemy go; a wiedząc, że całość jego bezcennej osoby zależy od dobrego sprawowania --- będzie się wytężać na usługach rządu, aż schudnie.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Przy czym skorzysta ze stanowiska, by sprzedawać Anglikom nasze tajne plany.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Już my go upilnujemy...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>LINDET</naglowek_osoba>

<didaskalia>wybucha</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Stawiając Człowieka Dziesiątego Sierpnia na poziomie szpiclów i fałszerzy asygnatów, poniżacie samą rewolucję!</akap></kwestia>




<didaskalia>szmer wzburzenia</didaskalia>



<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>przecina go okrzykiem przeszywającym</didaskalia>
<kwestia>
<akap>O!!... Słyszysz, Antoine?!</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>WOŹNY</naglowek_osoba>

<didaskalia>wśród zdumionego milczenia otwiera drzwi</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Obywatel Amar.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Witaj, Amar. --- Toczymy zaciekły spór o Dantona; Robespierre uparł się go bronić. Proszę, powtórz mu to, coś mi wczoraj wieczorem powierzył.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>AMAR</naglowek_osoba>

<didaskalia>zasiada. Uderzająco miły glos; typowe zachowanie wyższego urzędnika policji</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A zatem, koledzy --- jako kierownik śledztwa w sprawie szantażu Kompanii Indyjskiej komunikuję wam, że to właśnie Danton pośredniczył między deputowanymi a bankierami, co się podjęli szerzyć korupcję w Konwencji. Nie ulega już wątpliwości, że jeśli Fabre<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q553446"></ref> sfałszował dekret likwidacyjny na korzyść szantażowanej Kompanii --- to nie kto inny jak Danton nawiązał apetyczną kabałę. Mamy dziś dowody.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>zbyt gwałtownie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Znam twoje dowody. Trzy zdania wśród bredni Basire'a<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q2615278"></ref>! Cudowny dowód!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>AMAR</naglowek_osoba>

<didaskalia>niewzruszony w swej łagodności</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Otóż te trzy zdania, Robespierre, znalazły nadspodziewane potwierdzenie. --- Mowa była, prawda, o podejrzeniu wśród bandy, że się Danton osobno z finansjerą umówił? <didask_tekst>uprzejmym spojrzeniem prosi o skorygowanie</didask_tekst> Dzięki przesłuchom służby okazało się, że Danton zaczął bywać u Batza z końcem sierpnia. Potem sprowadził Fabre'a --- wreszcie przysłano drobne rybki, między które rozdzielono grubszą a ryzykowną robotę: Chabot, Basire, Delaunay etc.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Z końcem sierpnia!...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>AMAR</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Tak jest; to znaczy, Robespierre, bezpośrednio po dzikim szturmie na Kompanię. Gdy już była wygotowana na miękko. Bezradna. Gdy się aż prosiła o tłusty szantaż.</akap>

<akap>Protokołami zeznań służę ci w każdej chwili.</akap></kwestia>

<didaskalia>Długa cisza. <osoba>Robespierre</osoba> podparł szczękę na pięści; nie rusza się.</didaskalia>



<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>

<didaskalia>cichy, zmęczony, smutny --- to u niego objawy tryumfu</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Och, Robespierre! Twoja nieomylna niegdyś intuicja!...</akap>




<didaskalia>Zawieszenie. Patrzą na <osoba>Robespierre'a</osoba>.</didaskalia></kwestia>



<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Cóż to panu? Modli się pan?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>prostuje się i przechyla ku poręczy. Opuszczona na stół ręka chwyta jakąś kartkę i zaczyna ją torturować. Odzywa się do sekretarza, głową delikatnie wskazując drzwi</didaskalia>
<kwestia>
<akap>To, co teraz powiem, nie należy do protokołu.</akap>




<didaskalia>sekretarz znika momentalnie. Coś w jego twarzy i ruchach zwraca uwagę <osoba>Robespierre'a</osoba> nawet w tej chwili. --- Gdy się drzwi zamknęły</didaskalia>

<akap>Kładę karty na stół, koledzy: w rzetelność Dantona --- nie wierzę sam.</akap></kwestia>





<didaskalia>szmer agresywnego zdziwienia</didaskalia>



<naglowek_osoba>GŁOSY</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>No więc?... O cóż ci zatem chodzi?! --- Więc jak mogłeś...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Lecz choćby nawet <wyroznienie>był</wyroznienie> fałszerzem i zdrajcą... nie godzę się na jego stracenie.</akap>




<didaskalia>wstaje. Odzywa się po raz pierwszy tonem i głosem mówcy</didaskalia>

<akap>Masz słuszność, Collot: polityka to nie poemat rycerski. Sprawiedliwość, panowie --- jest cnotą wszechmocnego Boga. Nam niedostępna; my musimy walczyć.</akap>

<akap>Trybunał Rewolucyjny nie jest sprawiedliwy <didask_tekst>dźwięki protestu i zdumienia z strony <osoba>Collota</osoba>, <osoba>Carnota</osoba> i <osoba>Barère'a</osoba></didask_tekst>. To nie sąd: to broń. Ma tępić wrogów, a nie karać winnych. Trzeba znieść świadomość tego faktu, panowie --- i poświęcić sumienie, jak poświęcamy życie. Fabre, Danton i Chabot popełnili zbrodnię. Za tę zbrodnię zgładzimy Fabre'a i spólników; Dantona, który najciężej zawinił --- nie tkniemy.</akap>




<didaskalia>pomruk</didaskalia>

<akap>Stracenie Dantona pchnęłoby zamożnych w szeregi kontrrewolucji. A póki Europie praw nie dyktujemy --- póty neutralność pieniądza jest nam kwestią życia.</akap>

<akap>Tracąc Dantona, jednoczymy przeciw sobie większość Konwencji. Wstrząsamy do podstaw niezachwianą dotąd wiarę ludu. A przede wszystkim wzniecamy pożar strachu --- i skazujemy się na rządzenie terrorem.</akap>

<akap>Panowie: terrorem rządzi tylko <wyroznienie>rozpacz</wyroznienie>.</akap>

<akap>Wiecie, co to znaczy.</akap>




<didaskalia>krótka pauza. Cisza doskonała</didaskalia>

<akap>Tak jest, Billaud: boję się. Boję się terroru. Tak dalece, że jestem gotów na kompromisy, upokorzenia, bezprawia --- byle go Francji oszczędzić.</akap>

<akap>Dobro kraju wymaga od nas --- nikczemności. Łotr i zdrajca Danton musi korzystać z przywileju wyjątkowej amnestii. Nie wolno nam być sprawiedliwymi. </akap></kwestia>

<didaskalia>siada</didaskalia>

<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>po długiej, pustej chwili</didaskalia>
<kwestia>
 <akap>Co... Robespierre wyznawcą Machiavella? Chyba cię nie zrozumiałem...</akap>

</kwestia>



<didaskalia>słaby szmer zdziwionego ocknienia</didaskalia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>szczerzy zęby</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Machiavelli czeka was wszystkich, fanatycy wolności, towarzysze --- jeden po drugim pójdzie tą drogą.</akap>

</kwestia>


<didaskalia>znów długa cisza</didaskalia>




<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>





<didaskalia>zrazu chwiejnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tak, <wyroznienie>ale</wyroznienie>, Robespierre... przecie otwieramy kampanię na trzech frontach! <wyroznienie>Tej wiosny</wyroznienie> musimy rozbić koalicję. Pomyśl, jakiej zwartości wysiłku nam trzeba! --- A defetysta Danton poruszy niebo i ziemię, żeby sprowadzić pospieszny pokój za wszelką cenę!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Maxime: rozstrzygająca ofensywa --- rządy wewnętrzne --- tworzenie nowych instytucji w każdym dziale społecznego życia. I mielibyśmy przy tym tolerować tego wściekłego buldoga u łydek? Skąd czas, skąd siły na odpieranie codziennych napadów?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<akap>Koledzy: jeśli Danton jest przy zdrowych zmysłach, to <wyroznienie>musiał</wyroznienie> pojąć, że Komitet obalić się nie da. Kapitulacja Dantona jest kwestią kilku dni.</akap>



<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>

<didaskalia>z wolna</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A jeśli... <wyroznienie>nie</wyroznienie>, Robespierre?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>po krótkiej przerwie bez tchu</didaskalia>
<kwestia>
<akap>To pójdzie pod topór. Ale wtedy... <didask_tekst>głosem trochę zmienionym</didask_tekst> Koledzy, tej ostateczności <wyroznienie>musimy</wyroznienie> zapobiec.</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>WOŹNY</naglowek_osoba>
<kwestia><didaskalia>pospiesznie</didaskalia>

<akap>Obywatel Vadier<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q276698"></ref> w bardzo pilnej...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Prosić!</akap></kwestia>


<didaskalia>Nie czekając na odpowiedź, <osoba>Vadier</osoba> odtrąca <osoba>Woźnego</osoba> i wbiega. Czerwony z irytacji przystaje u stołu.</didaskalia>


<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Znów zaczynają! Tego już doprawdy za wiele! --- Godzinę temu był nowy atak na Comsur...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Gdzie?!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>No w Konwencji przecie! Moi drodzy, ale to już pachnie zamachem stanu! Dziś postawili na swoim: aresztowano nam Hérona!</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Robespierre</osoba> zastygł, blednąc śmiertelnie. Okrzyki oburzenia i zaskoczenia.</didaskalia>


<naglowek_osoba>LINDET</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Kto to taki?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>AMAR</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Héron?! Ależ kierownik policji politycznej, jedyny pewny agent, jakiego mamy. Bez niego jesteśmy bezsilni. Tracimy kontrolę nad Paryżem.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To tak, jakby Konwencja rozwiązała nasz Komitet.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Kto zaczął?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>

 <kwestia><akap>A któż by, jeśli nie Bourdon de l'Oise?</akap>

</kwestia>


<didaskalia>Cisza. Patrzą na siebie.</didaskalia>



<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Twój bezbronny Danton, Robespierre.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Oto jego kapitulacja.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>zerwał się. Wypieki pod oczami. Cicho</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Chodź, Saint-Just.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A wy dokąd?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>w pasji</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Pogadać z Konwencją! Każę im odszczekać każde słowo tego idiotycznego dekretu. Odstawię ci twojego Hérona, Vadier, <slowo_obce>never fear</slowo_obce> <pe><slowo_obce>never fear</slowo_obce> (ang.) --- nie bój się.</pe>.</akap>


</kwestia>
<didaskalia>wybiegają</didaskalia>



<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co? On broni Dantona?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>
 <kwestia><akap>H-hoj, ale to <wyroznienie>jak</wyroznienie>! --- Jeszcze mi gorąco.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>AMAR</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jeśli nie oszalał --- to chyba płonie grzeszną miłością do tej nieprzystojnej mordy.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>

<didaskalia>zamyślony, z opuszczonymi oczami</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Hm... Moi drodzy: w gruncie rzeczy nikt z nas nie zna Robespierre'a. Bóg jeden wie, co się kryje za tymi zawsze agresywnymi oczami...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie, panowie. Zapomnieliście, że zguba Dantona --- jest zgubą Camille'a Desmoulinsa. Zapomnieliście, z jakim uporem Nieskazitelny<pe><slowo_obce>Nieskazitelny</slowo_obce> --- tak nazywano Robespierre'a ze względu na jego bezinteresowność i uczciwość.</pe> kompromitował u jakobinów swą popularność w obronie tego małego wariata. --- Dla mnie --- zagadki nie ma.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Podobne brednie mógłbyś pozostawić historykom. --- A Robespierre ma rację, panowie; to fatalna sprawa. Jeśli strącimy Dantona --- trzeba się będzie potem trzymać terrorem, to fakt.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Trzeba być histerykiem, żeby się terroru obawiać.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>

<didaskalia>znużony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Trzeba być durniem, żeby go lekkomyślnie sprowadzać. Stworzymy sobie ponadto straszliwy precedens. --- Ale... nie mamy wyboru.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Swoją drogą... ten, co wymusi na Konwencji dekret oskarżenia --- weźmie na siebie odpowiedzialność potworną...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>LINDET</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ponad ludzkie siły.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Od tego nas właśnie wybrano.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>No --- kontynuujmy obrady, panowie. Korespondencja Barthélémy'ego<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1450903"></ref> z Genewy na porządku dziennym. --- Za pół godziny dwu z was zechce przejść do hali. Może delegatom trzeba będzie pomocy.</akap>




 <didaskalia>dzwoni. Ukazuje się <osoba>Woźny</osoba></didaskalia>

<akap>Zawołaj pan którego z sekretarzy.</akap></kwestia>




<naglowek_scena>ODSŁONA 2</naglowek_scena>

<miejsce_czas>Westybul Konwencji. Trzy wejścia: na lewo na salę, w głębi do parku, na prawo w krużganek. Po lewej na przodzie ławka, w głębi grupa fotelów dokoła stołu. Wielkie okna na park. --- <osoba>Danton</osoba> chodzi naelektryzowany; <osoba>Camille</osoba> wbiega z sali.</miejsce_czas>



<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>No i cóż, mały? Przepadł Danton, co? Pogrzebali go?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>żarliwie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Jakże ja mogłem na jedną chwilę o tobie zwątpić! Georges: przebacz mi tę minutę niepojętego zaślepienia.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>chwyta go za ramiona</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Strachu, przyjacielu. Najzwyklejszego strachu. Ale dziś nabrałeś nowej otuchy, co? Odważysz się znów chwycić za pióro?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Danton: na takie żarty nie pozwalam nawet tobie.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>chwyta go wpół i ściska</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Co, nie pozwalasz?! <didask_tekst>ściska mocniej</didask_tekst> Jeszcze nie pozwalasz?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<didaskalia>umiera</didaskalia>

<kwestia>
<akap>Mm-n-mm... oj!</akap>

</kwestia>


<didaskalia><osoba>Danton</osoba> uwalnia go, lecz przytrzymuje za ramiona.</didaskalia>



<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>tryumfalnym półgłosem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Chłopcze: czy ty rozumiesz, żeśmy zmietli Komitet Bezpieczeństwa?! Od dziś szpicle nie mogą nam szkodzić. --- Od dziś ludzie uczciwi mogą oddychać... i działać. <didask_tekst>ciszej, goręcej</didask_tekst> Za tydzień Wielki Komitet przestanie istnieć. Za osiem dni Paryż będzie miał wybór między Sądem Ostatecznym na ziemi --- a mną.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>zafascynowany</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Georges: kraj skatowany woła cię na pomoc! Ty jeden słyszysz ten krzyk. Sam jeden przeciw tysiącom furiatów, wyrwiesz Ojczyznę z rąk jej oprawców. --- Danton... jesteś wielki.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>klepie go wesoło w ramię</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Marny pochlebco!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>ciszej. Splata nerwowo ręce</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Georges: wyślij mnie na śmierć. Chcę dla ciebie zginąć.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>wybucha przyjaznym śmiechem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Pisz lepiej, zamiast ginąć... cóż mi po twoim trupie?</akap></kwestia>





<didaskalia>Z wnętrza wchodzą <osoba>Delacroix</osoba>, <osoba>Bourdon</osoba> i <osoba>Philippeaux</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>podbiega i ściska <osoba>Bourdona</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<akap>Brawo, Bourdon! <slowo_obce>Bravissimo</slowo_obce>, bracie! Toś im dał nauczkę!!!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>

<didaskalia>z drugiej strony <osoba>Bourdona</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<akap>Wiwat Bourdon! Niech żyje pogromca Comsuru! --- Hej, Camille... </akap>

<didaskalia>Porozumiewają się i znienacka podnoszą zwycięzcę. <osoba>Bourdon</osoba>, nie przygotowany, chwieje się i protestuje. <osoba>Camille</osoba> słabnie ze śmiechu.</didaskalia></kwestia>

<didaskalia/>



<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>ugina się</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Oj!... --- Hop, Bourdon --- nie mogę. --- Uff!</akap>

</kwestia>


<didaskalia>rzuca się na fotel i wachluje chusteczką</didaskalia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>pomógł pogromcy zleźć; ściska mu obie ręce</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Kolego: przez moje usta dziękuje ci Francja. Tobie zawdzięczamy pierwsze wielkie zwycięstwo: tyranii Komitetów zadałeś ranę, która się nie zagoi.</akap>

<akap><didask_tekst>głośniej</didask_tekst> To zwycięstwo, towarzysze, utwierdzi przy nas lękliwą większość. Za parę dni chwycimy za ster rządu i Francja przebudzi się do <wyroznienie>życia</wyroznienie> po ohydnym koszmarze Terroru.</akap>

<akap>Za tydzień sto trzydzieści tysięcy młodych obywateli wróci do spokojnej pracy. Krew nasza przestanie żyźnić glebę naszych granic.</akap>

 <akap>Za tydzień uściskacie tych, co jęczą dziś po lochach nowych Bastylii za to, że śmieli żądać powszechnej wolności. Fabre padnie wam w ramio...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>

<didaskalia>niespodziewanie jak wystrzał</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Co... ten fałszerz?!</akap>



</kwestia>
<didaskalia>konsternacja</didaskalia>



<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Więc pan wierzy w tę potwarz bezwstydną, w to szatańskie kłamstwo Komitetów?! Fabre! Ten poeta o sercu gołębim!...</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Delacroix</osoba> i <osoba>Bourdon</osoba> zamieniają prywatny uśmiech</didaskalia>

<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>

<didaskalia>wkracza między nich i obniża za każdym słowem magnetyczną temperaturę otoczenia</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Panowie: im dłużej patrzę na waszą taktykę... tym mniej was rozumiem. Ja też żądam zwolnienia --- dla niewinnych --- ale nie dla takiego Fabre'a! Ja też pragnę całą duszą powrotu do warunków normalnych --- ale nie za cenę katastrofy państwowej!</akap>

<akap>Podminowaliście Komitety, na których leży dzisiaj cały ciężar rządu --- a nie stworzyliście dotąd organu, co by był gotów władzę po nich przejąć! Ależ w takim razie, jeśli Komitety nagle runą --- to państwo musi się zawalić jak wysadzona forteca! Każde dziecko to zrozumie! Czy wy ze mnie kpicie?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A skądże ty wiesz, Philippeaux, czyśmy nie znaleźli or... </akap></kwestia>
  <didaskalia>urywa pod wymownym spojrzeniem <osoba>Delacroix</osoba></didaskalia>
  
<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>radykalnie odwodzi uwagę</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Mój drogi: skoro ci się nasza akcja nie podoba, to po coś się między nas pchał?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>

<didaskalia>zdumiony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ja!... Ależ to wyście mnie wciągnęli!...</akap>
</kwestia>



<didaskalia>Jakaś tragiczna głowa wysuwa się lękliwie z wejścia na prawo i krzyczy przejmującym szeptem.</didaskalia>




<naglowek_osoba>GŁOS</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Danton!... Dan-ton!!...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>odwraca się gwałtownie --- daje znak <osoba>Delacroix</osoba> i podchodzi</didaskalia>
<kwestia>
<akap>No?...</akap>


</kwestia>

<didaskalia><osoba>Delacroix</osoba> odwodzi uwagę reszty. Pod jego naporem <osoba>Philippeaux</osoba> zaczyna się obrażać.</didaskalia>



<didaskalia>Sekretarz Comsalu wyłazi z mroku, lecz przylepia się do ściany i bezustannie śledzi wszystkie dojścia.</didaskalia>


<naglowek_osoba>SEKRETARZ</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Billaud oskarżył pana o zdradę stanu. Wszyscy prócz Robespierre'a chcą pana zgładzić.</akap>

</kwestia>


<didaskalia>dwie sekundy wyraźnej ciszy</didaskalia>



<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>wyprostował się tylko. Ręce lekko wzniesione w odruchu opadają spokojnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tylko mnie?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>SEKRETARZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>trzęsie się</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie --- tamtych panów też --- znają wszystkich... </akap></kwestia>

<didaskalia>chce uciekać</didaskalia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>chwyta go za ramię</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Stój!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>SEKRETARZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>frenetycznie</didaskalia>
 <kwestia>
<akap>Jak mnie kto pozna, pójdę pod nóż!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
 <kwestia><akap>Opór Robespierre'a szczery czy udany?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>SEKRETARZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>wije się</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Czy ja wiem?! --- Idzie ktoś! Idzie!!</akap>

</kwestia>



<didaskalia>szamoce się</didaskalia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co Saint-Just?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>SEKRETARZ</naglowek_osoba>

<didaskalia>dostaje konwulsji</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Popiera wnio... <didask_tekst>z głową wykręconą ku oknu</didask_tekst> Chryste Panie, to <wyroznienie>on</wyroznienie>!!!</akap>

</kwestia>


<didaskalia><osoba>Danton</osoba> uwalnia go i odwraca się momentalnie. <osoba>Sekretarz</osoba> mierzy salę błyskawicą okrężnego spojrzenia, po czym rzuca się w korytarz, skąd przyszedł.</didaskalia>



<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>donośnym szeptem przez salę</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Hej --- wy tam! <didask_tekst>słyszą</didask_tekst> Znikajcie! <didask_tekst>z gestem</didask_tekst> Znikajcie! Idą!!</akap>


</kwestia>

<didaskalia><osoba>Delacroix</osoba> rozumie pierwszy i wciąga wszystkich w przejście do sali. <osoba>Danton</osoba> przechadza się, pogodnie zamyślony.</didaskalia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>bez kapelusza --- wchodzi pierwszy, za nim <osoba>Saint-Just</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<akap>...tędy wczoraj, a były dopiero pąki. Zresztą to i tak <didask_tekst>spostrzega <osoba>Dantona</osoba>. Nie reaguje ani wibracją głosu</didask_tekst> bardzo wcześnie. Tego roku wiosna ma temperament.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<kwestia><didaskalia>podnosi z odległości rękę na powitanie. Tylko do <osoba>Robespierre'a</osoba></didaskalia>

<akap>Witajcie, kolego!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>z neutralnością doskonałą</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Dzień dobry.</akap></kwestia>





<didaskalia>Z <osoba>Saint-Justem</osoba> <osoba>Danton</osoba> zamienia wrogie spojrzenie. Przechodzą. Słychać, jak w pięć sekund później sam czas w Konwencji przystaje razem z sercami. <osoba>Danton</osoba> odwraca się ku lewej i patrzy za kolegami z takim natężeniem nienawiści, że ohydny profil, zbudowany na szczęce jak wał kamienny, przybiera pewną absurdalną piękność.</didaskalia>


<naglowek_osoba> BOURDON</naglowek_osoba>

<didaskalia>wbiega przerażony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Danton... oni na mój <wyroznienie>dekret</wyroznienie>!!!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Więc leć i broń go, safanduło! Dalej!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba> BOURDON</naglowek_osoba>
<didaskalia>opiera się o ścianę</didaskalia>


<kwestia><akap>T... to <wyroznienie>ja</wyroznienie> go mam bronić?!... <didask_tekst><osoba>Philippeaux</osoba> jeszcze suchszy niż zwykle wsuwa się nieznacznie; z założonymi rękami opiera się biodrem o stół i słucha</didask_tekst> Robespierre wściekły. Konwencja odwoła na kolanach. Comsur dostanie Hérona z powrotem... ale nie zapomni! --- Wyleją mnie od jakobinów jeszcze dziś! --- Chodźże i rycz co sił, inaczej diabli nas wezmą!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie trać czasu. W lewo zwrot!...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba> BOURDON</naglowek_osoba>
<didaskalia>przeobraża się. Podany naprzód, posuwa się o krok ku <osoba>Dantonowi</osoba></didaskalia>


<kwestia><akap>Dan-ton: <wyroznienie>mnie</wyroznienie> śledztwo w sprawach Fabre'a i Vincenta dreszczem nie przejmuje. Danton: nie dla własnej uciechy napadam Komitety dzień w dzień.</akap>




<didaskalia>ramiona <osoba>Philippeaux</osoba> opadają</didaskalia>

<akap><wyroznienie>Mnie</wyroznienie>, Danton, nie ogłoszą dyk... <didask_tekst><osoba>Danton</osoba> rzuca się na niego. Wśród szamotania, coraz głośniej</didask_tekst> ...tatorem na czerepach... <didask_tekst><osoba>Danton</osoba> przywarł do niego, zgniata mu dłonią usta. <osoba>Bourdon</osoba> wywija się dołem, krzycząc</didask_tekst>. ...Komitetu Ocalenia. <didask_tekst>za późno już. <osoba>Danton</osoba> dyszy, trzęsąc się z gniewu. Twarz <osoba>Philippeaux</osoba> przybrała odcień gliny rzeźbiarskiej. --- Widząc, że się zamach na wolność słowa nie powtórzy, <osoba>Bourdon</osoba> spokojnie zmierza ku ławce</didask_tekst> Więc <wyroznienie>ja</wyroznienie> się za ciebie nie poświęcę. <didask_tekst>zasiada</didask_tekst> Idź i broń swojego dekretu.</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Camille</osoba> wraca i staje przy drzwiach.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>nachyla się ku <osoba>Bourdonowi</osoba> z szatańskim uśmiechem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Idź i broń swojej skóry, Bourdon. Gdybym <wyroznienie>ja</wyroznienie> cię poparł, bracie --- siedziałbyś jutro w La Force<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q3142856"></ref><pe><slowo_obce>La Force</slowo_obce> --- więzienie w Paryżu, w którym osadzano więźniów politycznych.</pe>.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba> BOURDON</naglowek_osoba>

<didaskalia>podrywa się</didaskalia>
<kwestia>

<akap>Co... <didask_tekst>uspokojony</didask_tekst> Strasz swoją ciotkę takimi bzdurami.</akap>



</kwestia>
<didaskalia><osoba>Delacroix</osoba> wsuwa się cicho. Wkłada papiery do teki obok <osoba>Philippeaux</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Widziałeś tego młodzieńca? To sekretarz Comsalu. Przyniósł mi nowinę, że chcą mnie stawić pod sąd. <didask_tekst><osoba>Bourdon</osoba> zgalwanizowany podnosi się z wolna</didask_tekst> Uspokój się: tylko mnie jednego. O was nic nie wiedzą... na razie. Ale spróbuj... spróbuj no mnie opuścić! <didask_tekst>pauza</didask_tekst> Radzę ci teraz: napraw coś popsuł! <wyroznienie>Radzę</wyroznienie> ci!! --- A prędzej: niezdrowo ze miną rozmawiać.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba> BOURDON</naglowek_osoba>

<didaskalia>z dłońmi u skroni, prawie błędnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Jezu... miłosierny... Jezu... <didask_tekst>cicho, eksplozywnie</didask_tekst> A wiedziałem, że na tym się skończy! Wiedziałem! --- Wiedziałem!...</akap>
</kwestia>
<didaskalia>Ręce mu opadają. Rozejrzał się tępo. Zmierza ku wyjściu.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>wskazuje ku podłodze w stronę sali; cicho</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Hej, Bourdon!</akap></kwestia>





<didaskalia><osoba>Bourdon</osoba> zawraca. Powoli, prawie chwiejnie, znika w przejściu. <osoba>Danton</osoba> odprowadza go uśmiechem; na widok przerażonego <osoba>Camille'a</osoba> przeczuwa obecność jeszcze innych świadków --- obraca się błyskawicznie i staje oko w oko z <osoba>Philippeaux</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>

<didaskalia>dygoce od stóp do głów. Ledwo dobywa głosu</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A... łotrze... plugawy... łotrze...</akap>


</kwestia>

<didaskalia><osoba>Danton</osoba> razi go wzgardliwym spojrzeniem.</didaskalia>



<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Philippeaux!... Oszalałeś?!...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>
<didaskalia>płonie jak smolny wiór. Siły cielesne nie dorównują natężeniu pasji</didaskalia>


<kwestia><akap>Więc państwo ma się rozlecieć w kawałki... żeby Danton bezkarnie mógł ukraść koronę? --- Więc po to zwalczamy stan wyjątkowy, po to szturmujemy Komitety --- żeby Danton nie stanął przed sądem między podżegaczem Vincentem a fałszerzem Fabre'em?!!... <didask_tekst>chwyta się za głowę</didask_tekst> O, cóż ze mnie za kretyn, Chryste Panie... <didask_tekst>znów do <osoba>Dantona</osoba></didask_tekst> ciebie, bydlę, nie przejrzeć od razu! <didask_tekst>spluwa przed nim</didask_tekst> Tfu. </akap></kwestia>

<didaskalia>odchodzi</didaskalia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>z gorzkim śmiechem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tonący okręt, co, szczurze wandejski?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>

<didaskalia>przystaje; przez ramię, żarliwie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Daj Boże, aby czym prędzej zatonął!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
 <kwestia><akap>Lećże do Komitetów i donoś! Wynagrodzą cię suto --- jak Chabota<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q726310"></ref>, co trzeci miesiąc siedzi...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Oni cię znają, po co im donosić? --- Zresztą czy oni lepsi? <didask_tekst>załamuje się. Coraz ciszej</didask_tekst> O nieszczęsny... nieszczęsny mój kraju...</akap></kwestia>


<didaskalia>Wychodzi. <osoba>Danton</osoba> pada zmęczony na ławkę.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>

<didaskalia>przechodzi do niego</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Kiepsko, Danton. Nie może być gorzej.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>uprzejmie podnosi oczy</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Uciekasz?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Spodziewam się! --- Oj, Danton: aleś nam bigosu nawarzył tym dekretem, nno! --- Ile razy ja cię przestrzegałem, że nie można przesadzać?! Pókiśmy mieli Centrum w garści, póty można się było utrzymać. --- Masz teraz: sprowokowałeś Robespierre'a, no i wydarł ci władzę nad ,,Niziną" jednym szarpnięciem! Parlamentarnie --- jesteśmy pogrzebani.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>sennie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>E-ech. Bourdon może wszystko naprawić.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Naprawić! --- Wykluczone. Robespierre jest naprawdę zły. Wysłałeś biednego Bourdona na pewne stracenie.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>z goryczą odwraca się od okna</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A ty --- uciekasz!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>

<didaskalia>przez ramię</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Cóż mu to pomoże, jeśli się dam pogrzebać razem z nim? <didask_tekst>zamyśla się</didask_tekst> Prawdę mówiąc, Danton --- ja nie wiem, jak ty się teraz zechcesz wygramolić. Dałeś sobie odebrać wpływ na szerszy ogół --- ,,Cordeliera" --- a dziś przegrałeś bezpowrotnie wpływ na Konwencję. Słowem --- jesteś bez broni. --- Cóż poczniesz, jak cię naprawdę oskarżą w Komitecie?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Już mnie oskarżyli, bracie, słyszałeś przecie.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>

<didaskalia>prawie ubawiony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Więc to <wyroznienie>prawda</wyroznienie>?!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>sennie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Niestety.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>

<didaskalia>zamyślony chwyta się za brodę</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ou, pssssiaa kreew... <didask_tekst>żywo</didask_tekst> W takim razie, Danton --- trzeba znikać. <slowo_obce>Prestissimo</slowo_obce><pe><slowo_obce>prestissimo</slowo_obce> (wł.) --- jak najszybciej.</pe> <didask_tekst>upewniwszy się, że <osoba>Camille</osoba> nie słucha --- przysiada się do rozwalonego <osoba>Dantona</osoba> i zaczyna, bardzo prywatnie</didask_tekst> Pod tym względem jesteś w położeniu szczególnie korzystnym: zwróć się do Ministra w sprawie przebycia kanału. Przepustki do wybrzeża dostanę z łatwością. Drapniemy jeszcze dziś w nocy.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>z szyderczą melancholią</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A ojczyznę na podeszwach zabierzemy, co?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>

<didaskalia>zdezorientowany</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie stoisz na trybunie, Danton --- cóż to znów za pomysł? <didask_tekst>po krótkiej pauzie, ciszej</didask_tekst> Przyjacielu, radzę ci, wykop nas <wyroznienie>obu</wyroznienie> --- póki droga otwarta.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Droga zamknięta, braciszku. Zerwałem z Pittem.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>

<didaskalia>gdy odzyskał głos</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Na rany Zbawiciela... <wyroznienie>po co?</wyroznienie>!!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tak chciało dobro państwa. Wróg Francji jest wrogiem moim.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
<didaskalia>skombinował</didaskalia>


<kwestia><akap>Czyli że <slowo_obce>Twelve</slowo_obce> dał ci odprawę. --- Wiesz, Danton: to <wyroznienie>szkoda</wyroznienie>. <didask_tekst><osoba>Danton</osoba> sennie wzrusza ramionami. Partner postanawia go rozbudzić</didask_tekst> Słuchaj no, mój miły: zarżnąć ja się za ciebie nie dam. Zachoruję teraz na dwa dni; jeśli mnie w tym czasie nie wydobędziesz --- przysłużę się Komitetom informacjami, a zrobię to zręczniej niż Chabot. --- Pamiętasz naszą misję w Belgii, co?... <slowo_obce>À bon entendeur, salut</slowo_obce><pe><slowo_obce>À bon entendeur, salut</slowo_obce> (fr.) --- pozdrowienia dla uważnego słuchacza; w znaczeniu: mądrej głowie dość dwie słowie.</pe>.</akap></kwestia>

<didaskalia>chce odejść</didaskalia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>rzeczywiście rozruszany, unosi się i ryczy pod tłumikiem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tchórzu bezwstydny! Czy myślisz, że bym tu siedział i ziewał, gdyby mi coś naprawdę groziło?! Pędrak ze mnie, czy co, żeby mnie taki Robespierre mógł jednym palcem przewrócić? Co innego spotwarzać Dantona za plecami, a co innego --- tknąć go!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dwa dni, Danton. --- Do widzenia.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Hej, Lacroix! Po ile teraz cenne koronki flamandzkie?... <didask_tekst><osoba>Delacroix</osoba> drgnął; zawraca trochę niepewnie, blady z gniewu. <osoba>Danton</osoba> podchodzi do niego; twarzą w twarz</didask_tekst> One cię ze mną związały... oplątałeś się w nie... <didask_tekst>zaznacza stryczek</didask_tekst> Nie próbuj lepiej zrywać tych miłosnych więzów... nie próbuj! Mam rezerwy, o których wam się nie śniło. <didask_tekst><osoba>Delacroix</osoba> niecierpliwie wzrusza ramionami</didask_tekst> ale powiem ci tyle: teraz <wyroznienie>ja</wyroznienie> <wyroznienie>sam</wyroznienie> wkraczam w szranki. Rozmówię się z tym Robespierre'em, co udaje, że chciałby mnie wyzwać; a jeśli go sobie za pół godziny nie owinę na palcu --- to możesz iść mnie denuncjować.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
<didaskalia>sucho</didaskalia>
<kwestia><akap>Zobaczymy. <didask_tekst>odwraca się i wychodzi</didask_tekst></akap>





<didaskalia><osoba>Danton</osoba> zwraca się ku ławce. Przez drzwi słyszy głos mówcy; zaciekawiony otwiera je szeroko i słucha, oparty o futrynę ze smutnym uśmiechem.</didaskalia></kwestia>


<naglowek_osoba>GŁOS ROBESPIERRE'A</naglowek_osoba>

<didaskalia>natężony do maksimum siły influencyjnej</didaskalia>
<kwestia>
<akap>...przemocą do sali tajnych obrad i zażądał trzech głów. Upatrzył sobie trzy filary naszej administracji finansów. Znacie go. Znacie jego trzy ofiary. Wszystkich czterech zresztą widzę stąd.</akap>

<akap>Nazwaliście ich ,,pobłażliwymi"? Oto ich pobłażliwość. Panowie! Rozbiliście fakcję, co chciała udusić Republikę w krwi, panice i głodzie. A teraz --- ulegacie bezmyślnie drugiej, daleko groźniejszej, której <wyroznienie>ukryci</wyroznienie> wodzowie mają zysk osobisty za jedyny cel --- a nie znają przesądów moralnych. Spełniacie potulnie wolę ludzi, którzy z pełną świadomością prowadzą państwo w przepaść. --- Przebudźcie się, panowie --- i czuwajcie.</akap>





<didaskalia>Namiętne oklaski. <osoba>Danton</osoba> mruży oczy i wybucha krótkim gorzkim śmiechem. Nagle:</didaskalia></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Camille!... Chodź no, posłuchaj.</akap></kwestia>
<didaskalia><osoba>Camille</osoba> podchodzi.</didaskalia>

<naglowek_osoba>GŁOS ROBEPIERRE'A</naglowek_osoba>

<didaskalia>przezwycięża długi aplauz</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Poznaliście swą omyłkę, panowie. Nie sądzę, aby podstępnie wyłudzony dekret aresztowania wart był dalszej straty czasu. Skreślcie go i przejdźcie do ważniejszych spraw.</akap>
<didaskalia>Huczne oklaski. <osoba>Danton</osoba> zamyka drzwi. Patrzą na siebie.</didaskalia></kwestia>



<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>po dłuższym milczeniu</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ja ci zostaję, Danton.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Zapewne. Aż do chwili, gdy Robespierre palcem na ciebie kiwnąć raczy.</akap>
</kwestia>

<didaskalia>siada ciężko</didaskalia>



<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>łagodnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie znasz mnie jeszcze, Danton. --- Powiedziałem ci, że chciałbym dla ciebie zginąć. Okazuje się, że znajdę wkrótce sposobność dowieść ci, czy to był frazes.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<didaskalia>posępnie</didaskalia>


<kwestia><akap>Dużo mi tym pomożesz... <didask_tekst>podrywa się nagle, odzyskując żywotność</didask_tekst> Ale któż widział od razu o śmierci majaczyć! Przecie ani mnie pod nóż nie spieszno, ani Komitetom do rozprawy ze mną! Podnieść rękę na Człowieka Dziesiątego Sierpnia --- to obłęd, na który nie stać nawet sfiksowanego studenciny Saint-Justa! Francja zerwałaby się jak jeden mąż!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>potrząsa głową</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Wiesz... ja zaczynam tracić wiarę w lud.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>znacząco a tajemniczo</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Lud zna swego pana, chłopczyku...</akap>

<akap>Hehe! Zacny Robespierre śni urocze sny o potędze... jemu nie wystarcza kierować wolą mas: on chce opanować człowieka aż do kości, przerobić każdą jednostkę przemocą na swój papierowy ideał --- I takich krwawych Chrystusowych maniaków pełno zresztą w każdym kraju. </akap><akap>
Ja, moje dziecko --- <wyroznienie>znam</wyroznienie> ludzką naturę. Zamiast ją bezmyślnie atakować, dogadzam jej. W tym tajemnica mojej potęgi. Wystarczy mi powiedzieć trzy mądrze dobrane słowa, a całe tłumy lgną do mnie i słuchają, i ubóstwiają mnie. --- On tymczasem --- za cenę okrutnego wysiłku zmusi czasem lud do uległości... na krótką chwilę, po której następuje reakcja: coraz dzikszy strach i śmiertelna skryta nienawiść.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>potrząsa głową</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Daj pokój. On ma niepojętą władzę nad masą.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Haha! Właśnie: póki na nią patrzy. Oparcia on w ogóle nie ma. Cała jego potęga to magnetyczne kuglarskie sztuczki, znane każdemu oszustowi na jarmarku... dlatego mi tak gładko odbił Konwencję; i dlatego Konwencja wróci do mnie, gdy on tylko zejdzie z trybuny. A jest tak zaślepiony, że sobie właśnie masę obrał za fundament dla swych ambitnych zamysłów... nie przeczuwa, że ma w niej zaciekłego wroga! --- Ja się do ludu nie łaszę jak on; brzydzę się pospólstwem, wolę dobre towarzystwo. Ale gdyby naprawdę doszło do starcia --- gdybyśmy się obaj odwołali do ogółu --- cała Francja rzuciłaby mi się na pomoc... przeciw niemu.</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>poniesiony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>To wyzwij go! Niechże się z tobą zmierzy!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie, po co? Nie chce mi się wytężać. --- Przeciwnie: pojednam się z nim. Otworzę mu oczy na jego fatalną pomyłkę; ukażę mu jej straszne dla niego, a już bardzo bliskie skutki; przekonam go o swej przewadze --- i podam mu rękę. Jeśli jest przy zdrowych zmysłach, ulegnie mi. Naprowadzę go na właściwą drogę do... do celu. Razem położymy koniec tej krwawej szopce.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Georges: jeśli ratunek leży w kompromisie z Robespierre'em, to tysiąc razy wolę zginąć.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>klepie go w ramię</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Wyrośniesz z tego, mały.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>z uderzającą intensywnością</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nigdy --- póki pamiętam.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>z lekka zdziwiony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>O, aż tak?... Ale pociesz się: to nie my, to on musi się zgodzić na kompromis. --- A gdyby się nawet miało okazać, że Robespierre nie jest zupełnie normalny --- no, to mam środki obrony w pogotowiu. A on nie.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>zaciekawiony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Jakie środki?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<didaskalia>nasłuchuje</didaskalia>

<kwestia>
<akap>Dowiesz się... No, już odśpiewali <slowo_obce>requiem</slowo_obce> nad naszym dekretem. Wiesz co, mały --- chodźmy. Przeczuwam, że wnet ktoś tędy przejdzie. A taki mnie zdjął wstręt do rodzaju ludzkiego, że gotów bym dostać torsji na widok koleżeńskiego pyska. <didask_tekst>wyjrzał przez okno</didask_tekst> A co, nie mówiłem? Prędzej, chodźmy.</akap></kwestia>

<didaskalia>W drzwiach mijają się z <osoba>Billaudem</osoba> i <osoba>Vadierem</osoba>. Wymiana spojrzeń, bez pozdrowienia. Wychodzą.</didaskalia>


<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>

<didaskalia>półgłosem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tego turbota faszerowanego trzeba będzie wkrótce wypatroszyć.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>

<didaskalia>z naciskiem nie odpowiada i czeka chwilę, by to uwydatnić</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Hałasu nie ma. Usłuchano zatem. Możemy tu poczekać.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>

<didaskalia>na punkcie miłości własnej istna mimoza</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Coś tobie też już Dantona żal, jak widzę?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Francji mi żal. Stroić żarty na temat tak groźnego dylematu, to --- nikczemność.</akap></kwestia>


<didaskalia><osoba>Vadier</osoba> czerwieni się jak indyk, lecz powrót samozwańczych delegatów przecina ledwo nawiązaną sprzeczkę.</didaskalia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>znużony siada z satysfakcją</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Uff! --- No, to by było załatwione. --- Ach, przyszliście też?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jako rezerwa.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Cóż, opierali się?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Ani śladu. Starali się nie zemdleć. Bourdon wykazał, że dekretując aresztowanie głównego ich agenta, Konwencja złożyła Komitetom najgłębszy hołd. Uch! --- No, panowie --- wracajmy. </akap></kwestia>

<didaskalia>wstaje</didaskalia>


<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Zaraz. --- Robespierre, nie traćmy czasu w Komitecie: przekonałeś się teraz, że Danton nie myśli składać broni...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A więc?...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>patrzy na czubek prawego trzewika</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Panowie: zgodzę się na fatalną konieczność, jeśli ją <wyroznienie>uznam</wyroznienie>. Naprzód spróbuję pozyskać Dantona i Desmoulinsa dla rządu; mam powody przypuszczać, że mi się uda --- gdy Danton zrozumie swą sytuację. Gdy wykonam ten zamiar, odpowiem wam tak lub nie.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Chcesz konferować z tym zdrajcą?!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Barère, ten urodzony pośrednik, zaaranżuje mi spotkanie.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ty, Robespierre, miałbyś się ubiegać o audiencję u Dantona --- ?!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Błagać go o podanie ręki!...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>rusza ku drzwiom; swobodnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Och, moi drodzy, a cóż znaczą upokorzenia, gdy chodzi o państwo? <didask_tekst>z wesołym śmiechem</didask_tekst> Padłbym mu do nóg w razie potrzeby!</akap></kwestia>




<naglowek_scena>ODSŁONA 3</naglowek_scena>

<didaskalia>Café de Foy, <slowo_obce>chambre séparée</slowo_obce>. Stół nakryty. <osoba>Danton</osoba> w stroju wieczorowym. <osoba>Camille Desmoulins</osoba>, <osoba>Bourdon</osoba>, <osoba>Delacroix</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>George, co tobie? Uspokójże się!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>ignoruje go, ale przystaje, wyniosły</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Czy będziemy bezpieczni, Lacroix?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>

<didaskalia>objawia jedną stroną ust swój niemiły uśmiech</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tam waruje gospodarz... <didask_tekst>drzwi główne</didask_tekst> Tu ja sam. <didask_tekst>tylne, w tapecie</didask_tekst> Przez ściany nie słychać.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To dobrze. <didask_tekst>patrzy na zegarek</didask_tekst> Za trzy ósma... <didask_tekst>znów zaczyna chodzić</didask_tekst></akap></kwestia>

<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wiesz, George... mam do ciebie żal. Pomyśl: Nieskazitelny <wyroznienie>prosił</wyroznienie> --- pokornie prosił Dantona o posłuchanie! --- Trzeba było przyjść o pół do dziewiątej, możliwie w szlafroku, zamiast się wystroić i czekać --- niechby poczuł przynajmniej, że mu wyświadczasz łaskę!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>

<didaskalia>wciąż uśmiechnięty, z głową rozkosznie przechyloną wstecz</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Swoją drogą... czas był najwyższy okazać się łaskawym, co, Danton?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>znów patrzy na zegarek; gwałtownie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Wynoście się! Już ósma! --- Camille: ty --- prosto do domu!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>George, zlituj się; nie psuj mi przyjemności! George, ja <wyroznienie>muszę</wyroznienie> być świadkiem jego upokorzenia! A wiesz, użyj sobie, Danton! Pamiętaj: buty sobie o nas chciał ocierać! Danton, odpłać mu się! Zegnij go, wiesz, <wyroznienie>tak</wyroznienie>!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Idioto. --- Ty, Bourdon, też do domu.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba> BOURDON</naglowek_osoba>

<didaskalia>najspokojniej</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie. Muszę się przekonać na własne uszy, jak sprawy stoją --- żebym wiedział, jak postępować w Konwencji.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Będziesz tak postępował, jak ci każę, a podsłuchiwać nie śmiesz!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba> BOURDON</naglowek_osoba>

<didaskalia>wstaje</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Minęły te czasy.</akap></kwestia>





<didaskalia>Znikają wszyscy przez drzwi tylne.</didaskalia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> 
<didaskalia>wchodzi <slowo_obce>tiré à quatre épingles</slowo_obce><pe><slowo_obce>tiré à quatre épingles</slowo_obce> (fr.) --- wymuskany.</pe>, aż odmłodzony. Podaje wrogowi rękę z doskonałą, sztuczną serdecznością światowca</didaskalia>


<kwestia><akap>Dobry wieczór --- czekał pan? Bardzo mi przykro.</akap></kwestia>

<didaskalia>siada</didaskalia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>siada po nim, nieufny, świadom braku kultury towarzyskiej u siebie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Czemu się pan nie dał zaprosić na kolację? Zapewne przestrzega pan diety?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>z serdecznym, jakby młodzieńczym, śmiechem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Na miłość Boską! Mam chyba czas jeszcze na cukrzycę lub katar żołądka?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<kwestia><didaskalia>zdezorientowany, coraz bardziej ponury</didaskalia>

<akap>Czyli że obawia się pan trucizny.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>zachwycony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Więc albo diabetyk, albo maniak? <didask_tekst>na wpół poważnie; troszkę ciszej</didask_tekst> Swoją drogą --- to dość zrozumiałe, że w <wyroznienie>pańskich</wyroznienie> oczach... jestem człowiekiem chorym.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>czuje banderillę<pe><slowo_obce>banderilla</slowo_obce> --- włócznia używana w walce z bykami.</pe>, ale jej nie widzi. W każdym razie ma tego dość. Po krótkiej pauzie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Robespierre: po co mnie pan wzywał?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>O, widzi pan: tak to lubię, <didask_tekst>opiera się wstecz, zarzuca nogę na nogę, zmienia doszczętnie ton, nawet głos</didask_tekst> Danton: manewry pańskie paraliżują rząd. Przegrał pan dawno, lecz nie śmie się pan poddać. --- Otóż z pewnych względów, Danton, wolimy zachować niż... usunąć pana. Jeżeli się pan wyprze swej kontrrewolucyjnej opozycji, wystąpi energicznie przeciw niej i nastawi swą katarynkę Desmoulinsa na nową melodię --- gwarantujemy panu bezpieczeństwo, a nawet --- przychylność opinii. Sądzę, że pan skorzysta z tej nadspodziewanie przychylnej koniunktury.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>żadną miarą nie może się połapać</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Robespierre --- zapomina się pan. Stawiałem i będę stawiać opór Komitetom do ostatniej kropli krwi. Dobro narodu jest mi jedynym prawem. Oto moja odpowiedź na pańskie obelgi.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>dłonie oplótł o kolano, głowa lekko pochylona. Podnosi oczy spod kości czołowej; głosem nieco matowym</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Danton: proszę bez frazesów. Ja pana <wyroznienie>znam</wyroznienie>.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>poderwany, wybuchem maskuje niepokój</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Co to ma znaczyć?!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>patrzy na swoje splecione ręce</didaskalia>
<kwestia>
<akap>To znaczy, żem pana... zrozumiał. Późno wprawdzie, bo dopiero tej jesieni. Lecz teraz znam pochodzenie pańskiego majątku. Pańską dyplomację z wrogiem --- o życie króla, o koronę, o pokój. --- Tego bilansu nic już pogorszyć nie może.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>trzyma się mocno. Pochylony nad stołem, łagodnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Maxime: kto panu wmówił te brednie?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>jakby nie dosłyszał</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Widzi pan zatem, że ,,dobro narodu" brzmi w pańskich ustach trochę... niegustownie. Ale --- dla pewnych powodów --- ukrywałem po dziś dzień swą smutną wiedzę. I gotów jestem okłamywać opinię nadal; <didask_tekst>z oczu <osoba>Dantona</osoba> tryska snop iskier; zrozumiał</didask_tekst> gotów jestem zapewnić panu bezkarność, jeżeli pan przejdzie na stronę rządu. <didask_tekst>twarz <osoba>Dantona</osoba> straciła swój posępny wyraz, stała się napięta, ironiczna, przybrała bystre wejrzenie</didask_tekst> Tylko --- to już nie będzie intryga o dwu lub trzech obliczach, przyjacielu!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>po chwili skupienia nagle podnosi głowę</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Mówmy po ludzku, Robespierre. Tak jest: ma pan nade mną przewagę. Ale ostrzegam: rządowi --- sławetnym Komitetom i Konwencji --- nie poddałbym się, nawet gdybym <wyroznienie>był</wyroznienie> pokonany. Przed niższymi od siebie nie uchylę czoła.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>prawie z politowaniem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Rząd --- niższy od pana?!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Jak każdy tłum --- od wybitnej jednostki. <didask_tekst><osoba>Robespierre</osoba> gwałtownie podnosi głowę. Przybiera naraz wyraz baczny i twardy</didask_tekst> Nie upokorzę się przed tym <slowo_obce>mobem</slowo_obce><pe><slowo_obce>mob</slowo_obce> (ang.) --- tłum, tłuszcza.</pe>. Oskarży mnie pan? Bardzo proszę. Bez trudu zmiażdżę te puste oszczerstwa... <didask_tekst>spręża siły, by sugestią wymusić odpowiedź</didask_tekst> a dowodów --- nie może --- pan mieć... <didask_tekst>wszystko na nic. Natężona pauza. --- <osoba>Danton</osoba> zmienia taktykę. Otwiera flaszkę, nalewa oba kieliszki</didask_tekst> Dobrze, Robespierre --- pogadamy bez frazesów. --- Proszę --- skoro się pan trucizny nie boi? <didask_tekst>trącają się i piją, <osoba>Robespierre</osoba> z doskonałą obojętnością. Po pełnym hauście <osoba>Danton</osoba> odstawia kieliszek. Pochyla się naprzód, ze skupionym uśmiechem</didask_tekst> <wyroznienie>Gardzę</wyroznienie> waszym rządem, Maxime; gardzę nim, jak --- pan --- nim gardzi.</akap>

<akap>Szeroki krąg naszej pogardy, przyjacielu, obejmuje całą Konwencję, oba Komitety. Ale obaj robimy wyjątek --- i to dla tego samego człowieka. <didask_tekst>pauza. Ze ściągłym uśmiechem</didask_tekst> Wie pan przecież... dla kogo?... </akap><akap><didask_tekst>męcząca przerwa. <osoba>Robespierre</osoba> wytęża się, by ukryć za martwą maską fakt, iż jest kompletnie zmistyfikowany. <osoba>Danton</osoba> podejmuje, ciszej i z dziwacznym ciepłem</didask_tekst></akap><akap>
Publicznie tego nie powtórzę --- ani tak zwanym przyjaciołom się nie przyznam. Stąd też to pierwsze wyznanie sprawia mi istną rozkosz: podziwiam --- wielbię... pana.</akap><akap/>



<didask_tekst><osoba>Robespierre</osoba> nie zdołał już ukryć bezgranicznego zdumienia. <osoba>Danton</osoba> zaczyna odtąd pić coraz bezwzględniej. Mimowolna namiętna szczerość przedziera się chwilami poprzez fałsz podstępów, kontrastując z nim dysonansem nieuchwytnym, a coraz przykrzejszym</didask_tekst>

<akap>Bo pan jest większy ode mnie. Kto sobie umiał zbudować z rządu posłuszny instrument --- kto...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>cierpko</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Dość tego. --- Dokąd pan zmierza?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>pochyla się ku niemu z poważną, na wpół prawdziwą szczerością</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Do zgody, Maxime! --- widzisz...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<kwestia><didaskalia>wściekły</didaskalia>

<akap>Przepraszam. Jesteśmy sobie obcy.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>z odcieniem szlachetnej goryczy</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A więc: widzi pan; ponad głowami pospólstwa wewnątrz i zewnątrz Tuileries --- gotów jestem złożyć hołd lennika <wyroznienie>panu</wyroznienie>, jako jedynemu człowiekowi wyższemu od siebie na świecie. Jeżeli się pan na to zgodzi --- sądzę, że się porozumiemy.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>po krótkim namyśle</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Niech będzie. To kwestia formy. --- Warunki już wymieniłem.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>łagodnie, teraz ostrożnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Popierając pańską akcję w obecnym jej kierunku przyspieszyłbym pańską zgubę. Gdyż polityka pańska jest polityką --- wspaniałego --- obłędu.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Przecie zarzuty, jakie nam pan stawia, są dziecinne, Danton.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Oczywiście. To efekty dla galerii. Pański błąd leży znacznie głębiej. <didask_tekst>pochyla się naprzód</didask_tekst> Izoluje pan rewolucję, Robespierre! Te nieludzkie wymagania odstraszają stopniowo najzapalczywszych! Na pańskich szczytach nie można oddychać! </akap><akap>
Albo terror. --- Nie o te głowy baranie mi chodzi, głowy to głupstwo; ale pan tępi złodziejstwo i korupcję, a to naturalne potrzeby, bez których państwo <wyroznienie>ginie</wyroznienie>! Jakby pan zabronił ludziom trawić! --- Wie pan, <wyroznienie>co</wyroznienie> pan tym terrorem zmiażdży? Handel i przemysł. Sprowadzi pan bankructwo, które kraj popamięta z pięćset lat.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Cóż mi pan zatem radzi?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Trzeba osunąć poziom rewolucji do poziomu natury ludzkiej. Złagodzić żądania --- do możliwości. Uspokoić sfery finansowe. Słowem --- udostępnić rewolucję. A przede wszystkim zdjąć z Francji przekleństwo wojny.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>na wpół do siebie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Otóż to --- w sam przeddzień zwycięstwa! --- Danton: pan reprezentuje pięć procent społeczeństwa; ja --- siedemdziesiąt procent. Pan mówi: udostępnić rewolucję. Ja to nazywam: zdradzić ją. --- Od tajnego rozkładu wolę katastrofę.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>mruży oczy</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A jednak tędy tylko dojdzie pan do celu.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Przyznam się, że nie rozumiem ani słowa.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>przeciąga swój uśmiech</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Doprawdy?...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>zirytowany</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Mój cel, Danton --- to <wyroznienie>udostępnić</wyroznienie> ludzkie warunki egzystencji siedemdziesięciu procentom narodu. Więc...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Robespierre, proszę bez frazesów: ja pana <wyroznienie>znam</wyroznienie>.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>zrazu zdumiony, nagle odwraca oczy, na wpół uśmiechnięty w przestrzeń</didaskalia>
<kwestia>
<akap><slowo_obce>I wonder</slowo_obce><pe><slowo_obce>I wonder</slowo_obce> (ang.) --- zastanawiam się, tu: no ciekaw jestem.</pe>...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>I jeszcze nie opuści pan maski, choć widzę przez nią każdy rys?! --- Oj, angielska krew... <didask_tekst><osoba>Robespierre</osoba> reaguje spojrzeniem Iryjczyka<pe><slowo_obce>Iryjczyk</slowo_obce> (daw.) --- Irlandczyk.</pe>, który wie, że takich uwag prostować nie warto</didask_tekst> Robespierre: oprzeć się na pospólstwie --- to ryzyko straszne. Jak pan mógł obrać ten muł za fundament?! --- Buty panu liżą... póki pan stoi jak głaz. Ale niech no się pan zachwieje! Za pierwszym błyskiem niebezpieczeństwa znajdzie się pan sam; za to, gdy pan raz padnie, trzoda wróci pędem. Rozszarpie --- rozniesie pana. Ubabrze się po oczy w pańskiej krwi. --- To natura trzody.</akap>

<akap>Pospólstwo <wyroznienie>można</wyroznienie> zużytkować --- ale nie jako podstawę! Ponadto: ujarzmia się je batem i przepychem, nie kazaniami!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>zamyślony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Słowem --- nasz program, to absurd?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>zdumiony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Spodziewam się! --- Nie, Robespierre: nie bawię się w wodewile. <wyroznienie>Wiem</wyroznienie>, czemu się przed panem mogę nie żenować... Nieskazitelny!</akap>

<akap>Lud! Dusza ludu! --- Pan, który na niej gra jak na organach, pan ją zna lepiej ode mnie, tę próżnię huczącą...</akap>

<akap>Ilu jest <wyroznienie>ludzi</wyroznienie>? --- Dwu --- trzech na tysiąc. Mniej. Reszta to materiał. --- A tani! A tandetny! Aż mdło...</akap>

<akap>Miliony --- miliardy tego. Spłodzone po to tylko, by ci nieliczni mieli <wyroznienie>czym</wyroznienie> tworzyć swój świat. <wyroznienie>Tego</wyroznienie> materiału nie warto oszczędzać. Na każdy czyn idą setki tysięcy, ale źródło jest niewyczerpane.</akap>

<akap>Krzywdy ludu! --- Panie: gdyby wieczna harówka w najplugawszej nędzy nie była dla pospólstwa właściwym żywiołem --- toż by dawno wyzdychało zamiast się mnożyć gorzej od robactwa! --- Spróbuj im pan dać wolność i dobrobyt, a uduszą się, jak ryby na piasku.</akap>

<akap><didask_tekst>intensywnie, prawie groźnie</didask_tekst> No, Robespierre: teraz mnie pan <wyroznienie>zna</wyroznienie>.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>






<didaskalia>zamyślony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tak... teraz...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>






<didaskalia>wstaje; wspiera się na pięściach</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Dokończę zatem; i wydam się panu doszczętnie.</akap>

<akap>O tak: ja też marzyłem o władzy naczelnej. --- Bo cóż innego nas, ludzi genialnych, na tej nędznej ziemi znęcić może? --- Lecz ja się załamałem. Wstręt i śmiertelny smutek samotności podcięły mi rozpęd.</akap>

<akap>Panować --- nad tym bydłem? --- Pomiatać nim --- bawić się nim --- i milczeć wiekuiście? Szkoda życia. Stokroć już lepiej samemu służyć... człowiekowi, wobec którego przynajmniej można być <wyroznienie>sobą</wyroznienie>.</akap>

<akap>Pan wie, co to samotność. Był czas, gdy i pan gryzł własne ciało pod piekielnym przymusem milczenia. Lecz pan umiał zdławić w sobie ten krzyk żywej duszy; ja nie. Moje ludzkie, drgające nerwy nie są z metalu. Ja jeszcze umiem... płakać.</akap>

<akap>Szukałem człowieka. Szukałem jak głodne zwierzę. Jak maniak. Widzę dotąd --- jak wspomnienie koszmaru --- te tysiące martwych lusterek z emalii, w których odbiłem spragnioną mordę... nim mi nareszcie twoje wrogie oczy zabłysły żywą myślą w odpowiedzi.</akap>

<akap>Tyś silniejszy jest ode mnie. Jesteś jak cienka szpada z jednolitej stali. Za spokojną maską otchłań milczącej pogardy... i wola, której pędu nic prócz śmierci nie przełamie.</akap>

<akap>Wielbię cię. Przeklinam cię za to, chciałbym cię opluć i zdeptać. --- Wielbię cię. Na tym olbrzymim zawszawionym świecie ty jeden, ty... herosie. --- O, nie puszczę cię już. Narzuciłem ci wiedzę o sobie; przykuję cię jeszcze ciaśniej. Ściągnę cię przemocą na właściwą drogę. I będę ci służyć...</akap>

<akap>Jak nagi przed tobą stoję, ja, co kłamałem królom i ministrom... tobie, i tylko tobie dotrzymam wierności. Słyszysz? <didask_tekst>nachyla się intensywnie ku niemu</didask_tekst> Spójrzże mi w oczy, Nieskazitelny. Zgwałciłem twoją tajemnicę. Przede mną --- nie masz już co kryć.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>podnosi oczy</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Danton: teraz <wyroznienie>mnie</wyroznienie> mdłości biorą.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>blednie i mruga, celnie trafiony. Nagle, z cichą pasją</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Kłujesz, żmijo? Zamiast cię omotać siecią podstępu, jak zamierzałem... ja ci tu dosłownie daruję samego siebie... a ty byś może chciał mnie odtrącić... co?</akap>

<akap>Owszem: spróbuj. Spróbuj tylko. Życie moje masz w garści; skorzystaj z chwili szału. Spróbuj, a rzeczywiście osiągniesz koronę. O, bardzo prędko nawet, i bez trudu. Koronę, co ci mózg przepali... nim pod nią padniesz. <didask_tekst>ciszej</didask_tekst> Maxime... czy wiesz, co znaczy --- wewnątrz --- śmiertelne słowo <wyroznienie>dyktatura</wyroznienie>?...</akap>

<akap>Tyś mimo wszystko człowiekiem. <wyroznienie>Tego</wyroznienie> --- nie uniesiesz.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Czy to pan ma gorączkę --- czy też ja majaczę?...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>pochyla się niżej</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Słuchaj, Maxime. Nie do ludzkich uczuć w tobie mówię --- bo ich nie znasz, lecz do twej granitowej woli: oprzyj się na mnie --- na nas, elicie --- na betonowym murze, nie na kupie gnoju! <didask_tekst>obejrzał się mimo woli --- ciszej</didask_tekst> Camille'a ci nastawię, to głupstwo; <didask_tekst>jeszcze ciszej</didask_tekst> Fakcję całą rzucę ci do nóg. Powiedz tylko: dobrze. To jedno neutralne słowo. --- Zrobię cię cesarzem, Maxime... <didask_tekst>groźnie</didask_tekst> <wyroznienie>Mów</wyroznienie>!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>wstaje cicho</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Wybaczy pan. Pomyliliśmy się obaj. Czas przerwać tę tragifarsę.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>dopada go skokiem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ty... cherlaku! --- Waż no mi się...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>chwycony za ramię, mniejszy od niego, na łasce brutalnego szarpnięcia</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Rozumiem teraz. Jest pan po prostu pijany.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>tym razem trafiony w sam rdzeń --- z nagłym spokojem nienawiści</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A czy pan wie, że ja mam czterech świadków na wszystko, co pan wyznał?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Domyślałem się. Toteż sprawiłem im zawód. Dobranoc.</akap></kwestia>
<didaskalia>odchodzi</didaskalia>
<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<didaskalia>rzuca się za nim; stłumiony, nieopisany krzyk</didaskalia>


<kwestia><akap>Maxime!!... <didask_tekst><osoba>Robespierre</osoba> rzuca mu od drzwi spojrzenie jak policzek i znika. Zataczając się, <osoba>Danton</osoba> wspiera się o stół. Ma oczy błędne w twarzy szarej; zmartwiałe mięśnie obwisły pod tłuszczem, szczęka drży. Dyszy. --- <osoba>Delacroix</osoba> wchodzi cicho z uśmiechem zabójczym. --- <osoba>Danton</osoba> --- opanowany momentalnie, raźno</didask_tekst> No cóż, słyszeliście?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>

<didaskalia>swoim zwyczajem zastępuje u drzwi kariatydę</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A --- jakże, przyjacielu!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ostrożny bestia, co? --- No, teraz będzie się przynajmniej ze mną liczyć. Trzymam go. --- Gdzie Camille?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Uciekł właśnie --- klnąc i złorzecząc.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tym lepiej <didask_tekst>potrząsa głową</didask_tekst> Boże, ten pędrak!...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
 <kwestia><akap>Danton, żyrondyni ukrywają się dotąd po lasach. Chodźmy na południe. Przemycimy się przez Pireneje. Mamy jeszcze tę szansę... o-stat-nią.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>gwałtownie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Przeklęty durniu! Dopiero co słyszałeś przecie, że mnie nie tkną! <didask_tekst>krótka pauza</didask_tekst> À propos... przypomniałeś mi. Przed kilku dniami mówił mi Westermann, że dwie trzecie byłej Armii Rewolucyjnej są nam zapewnione... w razie czego. Wstąp no do niego po drodze i dowiedz się szczegółów co do zaopatrzenia, broni, organizacji i tak dalej. Nie zdążyłem go wtedy wypytać --- a gotowym zapomnieć.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dobrze. <didask_tekst>ze szczególnym połyskiem oczu</didask_tekst> Więc powtórzę ci jutro informacje, jakie dostanę?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jutro... Wiesz, wolałbym już dziś. Jutro będę zbyt zajęty. --- Przyjdź za godzinę do lokalu <slowo_obce>Enfants-Rouges</slowo_obce>. Teraz nie mam co robić, więc dla rozrywki obejdę parę sekcji. Pokażę się, pogadam... zawsze warto przypomnieć ludowi o sobie. Nie należy tracić kontaktu...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>

<didaskalia>w drzwiach, z lekkim akcentem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Więc za godzinę... pogadamy znowu.</akap></kwestia>





<naglowek_scena>ODSŁONA 4</naglowek_scena>

<didaskalia>Szerokie przejście między <slowo_obce>chambre séparée</slowo_obce> a salą. Światło z boku. <osoba>Saint-Just</osoba> siedzi przy jednym z trzech okrągłych stolików. <osoba>Robespierre</osoba> wychodzi z lewej strony. Nie widzi przyjaciela w półcieniu.</didaskalia>



<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>

<didaskalia>półgłosem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Maxime! <didask_tekst><osoba>Robespierre</osoba> zatrząsł się. <osoba>Saint-Just</osoba> wstaje, bierze go za łokieć i prowadzi na kozetę pod ścianą</didask_tekst> Siądź. Pomówmy. <didask_tekst><osoba>Robespierre</osoba> umieszcza się wygodnie, na wskos, oparty o wnękę poręczy. Krzyżuje stopy u nóg wyprostowanych. Zakłada ręce na piersi; przechyla głowę wstecz, żeby ją oprzeć. Znając go, <osoba>Saint-Just</osoba> domyśla się wyniku konferencji</didask_tekst> Więc cóż --- przepadło?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>obojętne echo</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Przepadło.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Przekonałeś się nareszcie...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>sennie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Mhm...</akap>
</kwestia>



<didaskalia>pauza</didaskalia>



<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>

<didaskalia>jeszcze ciszej</didaskalia>
<kwestia>
 <akap>Maxime: jakeś ty <wyroznienie>mógł</wyroznienie> zlekceważyć tego wroga?!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie znałem go...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>No wiesz!...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>...jak wy go dotąd nie znacie. <didask_tekst>przechyla się nagle naprzód</didask_tekst> Niestety, Antoine: to nie zwykłe, nieszkodliwe prosię Epikura. --- To mocny, płodny, a zatruty mózg.</akap>

<akap>Taki sam umysł, wyposażony w najświetniejsze narzędzia twórcze --- w nieskażoną logikę --- w olśniewającą wyobraźnię --- a wsparty na absurdzie i rodzący kłamstwo --- musi mieć sam Szatan.</akap>

<akap>O, tak: pomyliłem się fatalnie. Danton to źródło zarazy.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ech --- przeceniasz słowa.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dreszcz mnie zbiega, gdy tak czasem młodzieńcza głupota przez ciebie przemówi, Antoine. --- Słowa! A cóż, jeśli nie słowa, poruszyło Francję z posad w osiemdziesiątym dziewiątym? Co podtrzymuje dziś wiarę w ludziach, co nadaje rewolucji sens i kierunek? W czymże innym wyraża się życie duchowe człowieka? Słowa!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Chociażby. Cóż znaczy wpływ myśli Dantona i jego słowa --- wobec potęgi twoich?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Sądzisz! --- Mój drogi: prawda jest zawsze niepozorna i bardzo trudno dostępna, podczas gdy kłamstwo skrzy się z daleka. Nie potrzeba go zdobywać: narzuca się samo. Wnika w umysł jak tlen w krew. Myśl moja jest bezsilna wobec poetyckich majaczeń Dantona, bo tanie jego kłamstwa przyjmują się bez porównania łatwiej.</akap>

<akap>Och, gdybyś go słyszał! Ten wspaniały rozmach wnioskowania --- ten olbrzymi gest syntezy --- monumentalne perspektywy fikcyjnego świata... wszystko uproszczone do wygodnego absolutu! --- Zapewne, człowiek o wyszkolonym mózgu, uśmiechnie się smutnie --- lecz mózg masy <wyroznienie>nie</wyroznienie> jest wyszkolony.</akap>

<akap>I <wyroznienie>jak</wyroznienie> on umie przekonać! Jak te jaskrawe efekty działają! Te ogólniki... dziecinne a piekielne!</akap>

<akap>Naturalnie, że Camille był stracony na sam widok takiego przepychu. A myśmy sądzili, że to on Dantonowi ideę dorabiał! Antoine: gdyby Danton miał więcej odwagi, mógłby przywrócić monarchię za miesiąc. Jeśli mu damy czas... gotów to zrobić. <didask_tekst>krótka pauza</didask_tekst> Trudno. Trzeba go zabić i to czym prędzej. <didask_tekst>wstaje</didask_tekst> Do widzenia. Plenarne posiedzenie Komitetów zwołam jutro... po południu.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>

<didaskalia>wstał również</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Dokąd, Maxime?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>obojętnie --- ale odwraca oczy</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Do Camille'a.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>

<didaskalia>zagradza mu drogę</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Maxime... nie idź do niego.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Cóż to?!...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Maxime --- nie idź do niego! Broniłeś go --- z pobudek nie tylko politycznych --- do skandalu. Nie uratujesz go, a...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Saint-Just, co tobie do tego?...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Powiedzieć ci? --- Boję się o naszą sprawę. Maxime: twoje męskie zaślepienie gorsze od mojej młodzieńczej głupoty. Czyż ty go nie znasz?! To kokota, nie chłopak, ten Desmoulins! Myślisz, że będzie słuchać, co do niego mówisz? Zacznie się tobą bawić, sypać frazesami, stroić wzniosłe miny. Ty zaś będziesz patrzyć bezsilny, jak się to szczenię z niepowstrzymaną konsekwencją głupoty pcha pod koła. Na tej torturze, miły mój, wyśpiewasz wszystko! Byle go nareszcie przebudzić... wydasz swój plan i uprzedzisz całą szajkę. 
<didask_tekst><osoba>Robespierre</osoba> wzrusza ramionami</didask_tekst></akap>
<akap>Maxime --- Maxime --- niech ci wystarczy ten już półroczny flirt ze... zdradą... stanu!...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>łagodnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Za kogo ty mnie uważasz, Saint-Just... za kobietę? Ja bym miał zdradzić tajemnicę rządową... z wzruszenia?! Wiesz: chciałbym się oburzyć na twoją niedyskrecję, lecz za <wyroznienie>taki</wyroznienie> absurd doprawdy trudno się gniewać. --- Bądź zdrów, przyjacielu.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Psst! Więc jutro po południu chcesz nas zwołać? Czemu nie rano? Czemu nie dziś w nocy?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>obejrzał go sobie powoli, systematycznie, od fryzury po trzewiki. Następnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap><slowo_obce>Car tel est mon bon plaisir.</slowo_obce><pe><slowo_obce>Car tel est mon bon plaisir</slowo_obce> (fr.) --- bo tak mi się podoba.</pe></akap>



</kwestia>
<didaskalia>Wychodzi ścigany smutnym uśmiechem przyjaciela.</didaskalia>



<naglowek_scena>ODSŁONA 5</naglowek_scena>

<didaskalia>U <osoba>Desmoulinsa</osoba>. <osoba>Lucile</osoba>, 22 lata, siedzi przy lampie i szyje; <osoba>Camille</osoba> wbiega zły, zrzuca płaszcz i kapelusz, pada na sofę i przybiera zdeprymowaną pozę.</didaskalia>



<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>No? <didask_tekst>wobec mimicznej manifestacji męża</didask_tekst> O, mój małżonku! Więc <wyroznienie>znowuśmy</wyroznienie> głupstwo strzelili?!</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<didaskalia>przybiera swą typową pozycję: łokcie wsparte o kolana, szczęki o pięści</didaskalia>


<kwestia><akap>Ech, wiesz, Lucile... <didask_tekst>ona wstaje i odgrywa błagalną pantomimę</didask_tekst> Mogłabyś doprawdy przestać błaznować, gdy mnie... <didask_tekst>prostuje się</didask_tekst> A przecież, do kata, powinienem się cieszyć!... <didask_tekst>spojrzał na nią</didask_tekst> Słyszałem pogawędkę obu tygrysów.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>
<didaskalia>poważnieje i siada obok, zainteresowana</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ach?... No więc?</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>





<didaskalia>wstaje</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Wypowiedzenie wojny! <didask_tekst>zaczyna krążyć, trochę nerwowo</didask_tekst></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>






<didaskalia>poderwana wstrząsem przerażenia</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Co?!...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>





<didaskalia>wzburzony, nie zważa</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tak jest, świetnie się stało! Robespierre'owi należy się gorzka nauczka: dostanie ją nareszcie! Tak: cieszę się. Cieszę się!</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>





<didaskalia>stoi przy stole <slowo_obce>en detresse</slowo_obce><pe><slowo_obce>en détresse</slowo_obce> (fr.) --- zaniepokojona.</pe></didaskalia>
<kwestia>
<akap>I jakże się to?!...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>On sam wie doskonale, że Dantonowi nie sprosta. Inaczej nie byłby go przecież prosił --- a jakże, Robespierre... pro-sił --- o posłuchanie! Inna rzecz, że go Danton nie umiał należycie upokorzyć. To mnie zirytowało. --- Słodki Jezu, gdyby tak <wyroznienie>mnie</wyroznienie> był... poprosił!!...</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>

<didaskalia>pochyla się nad stołem, rozpaczliwie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ależ słuchaj, Ca...</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>





<didaskalia>obraca się i przystaje</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Lucile: pamiętasz, jak on mnie na pośmiewisko wystawiał w klubie? Pamiętasz, co? --- Drżeli przede mną, a on błazna ze mnie robił! Ale o upokorzeniach, jakie mi prywatnie na każdym kroku zadawał, o tych nie masz ani wyobrażenia, ani przeczucia. Przechodzą ludzkie pojęcie. --- No, ale też powetuję sobie teraz.</akap></kwestia>






<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>





<didaskalia>prawie krzyczy</didaskalia>
 <kwestia><akap>Camille! Jakże to się stało? Przecie mówiłeś wyraźnie, że Danton <wyroznienie>sam</wyroznienie> pragnie zgody?!</akap></kwestia>
 
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba> 
<didaskalia>otrzeźwiał nagle --- siada</didaskalia> <kwestia><akap>Ech, bo Robespierre jest obłąkany. Zdaje mu się...</akap></kwestia> <naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Dziecko, a powtórzże mi nareszcie <wyroznienie>treść rozmowy</wyroznienie>!!</akap></kwestia> <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<didaskalia>po krótkiej pauzie</didaskalia>
  <kwestia><akap>Widzisz, tego ja właściwie... nie zrozumiałem. Nie było wyraźnie słychać. Jednym słowem: ja się w tej gmatwaninie już wyznać nie mogę. --- Nie, ja nie jetem dobrym politykiem. --- Ale co tam! Jestem wielkim poetą; a to chyba więcej znaczy... prawda Loulou?</akap></kwestia> <naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba> <didaskalia>blada z niepokoju</didaskalia><kwestia><akap>Oczywiście, ale...</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba> 
<didaskalia>prostuje się nagle</didaskalia>
  <kwestia><akap>Ach, przecież pochlebstwa Dantona mogły być formą sarkazmu!... Naturalnie! --- O <wyroznienie>cóż</wyroznienie> ze mnie za osioł! No, <wyroznienie>teraz</wyroznienie> wszystko rozumiem: Danton dał mu tak dotkliwie odczuć jego niższość, że rozsierdzony fanfaron odepchnął zgodę --- mimo iż w niej odtrącał ostatnią deskę ratunku! </akap></kwestia> 
  
  <didaskalia>zrywa się i znów krąży, zacierając ręce</didaskalia>
  <naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba> 
 <kwestia><akap>Jesteś tego <wyroznienie>pewien</wyroznienie>? --- Więc jednak słyszałeś?...</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
 <kwestia><akap>Nie wszystko, ale to przecie zupełnie jasne. --- No, tym lepiej. Zwrócimy mu dług poniżenia... z lichwiarskim czynszem! Od trzech miesięcy wzdycham do tej chwili!</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba> 
<didaskalia>wspiera się osłupiała o stół</didaskalia> <kwestia><akap>A ja od trzech miesięcy przed nią drżałam. Spełniło się moje najstraszniejsze przeczucie.</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<didaskalia>przystaje</didaskalia>
 <kwestia><akap>Lucile, nie mów takich rzeczy, bo i ciebie znienawidzę! Idę się przebrać; czy Horace śpi?</akap></kwestia> <naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba> <didaskalia>ocknęła się</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Tak... nie zbudź mi go!</akap></kwestia> <didaskalia>dzwonek</didaskalia> 
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba> 
 <didaskalia>ucieka</didaskalia><kwestia><akap>Wielki Boże! Któż to --- może być?! Loulou: nie ma mnie w domu.</akap></kwestia> 
 <didaskalia>Znika. Pukanie; <osoba>Lucile</osoba> odpowiada.</didaskalia> 
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <didaskalia>wchodzi z ukłonem</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Czy zastanę męża pani? </akap><akap>
</akap></kwestia>
  <didaskalia>Lucile zdrętwiała z radosnego zaskoczenia.</didaskalia>
 <naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba> 
<didaskalia>bez ruchu, za późno</didaskalia>
  <kwestia><akap>...Owszem. Przyjdzie za chwilę. Czy zechce pan poczekać?</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<didaskalia>zdejmuje i odkłada kapelusz, laskę, rękawiczki</didaskalia>
  <kwestia><akap>Z przyjemnością.</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>
 <didaskalia>zbliżyła się do niego bez szmeru, od tyłu. Gdy on się prostuje i odwraca --- chwyta go za obie ręce. Stoi tuż przed nim, na środku pokoju</didaskalia>
 <kwestia><akap>Maxime... cóż to za <wyroznienie>szczęście</wyroznienie>, że pan dzisiaj przyszedł!...</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> 
 <didaskalia>zdumiony, zakłopotany</didaskalia><kwestia><akap>Czemuż mam przyp...</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba> 
<didaskalia>wpatrzona w niego całą siłą duszy</didaskalia>
   <kwestia><akap>Sam Bóg musiał pana przysłać... Chyba nie po to, żeby ze mnie zakpić?!... O jakże się pan straszliwie zmienił. Ledwo śmiem mówić po imieniu...</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
 <kwestia><akap>Tak. Postarzałem się bardzo. 
 </akap></kwestia>
  
<didaskalia>Nie ruszają się z miejsca.</didaskalia>


 <naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba> 
 <kwestia><akap>O nie! Tylko... <didask_tekst>znalazłszy określenie, wybucha nerwowym śmiechem</didask_tekst> Robespierre wyrósł het poza wieże Notre-Dame; za to Maxime --- przestał istnieć.</akap></kwestia>
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba><didaskalia>zamyślony, przed siebie</didaskalia>
  <kwestia><akap>Jeszcze --- nie.</akap></kwestia> <naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba> 
 <kwestia><akap>Maxime... czy to prawda, ż-że grozi... zaostrzenie stosunków? <didask_tekst>szybko tłumiąc zaskoczenie, <osoba>Robespierre</osoba> potwierdza z naciskiem</didask_tekst> 
 Więc w panu jedyna nadzieja. <didask_tekst>nie puszczając mu rąk, pociąga go na sofę</didask_tekst> Jestem bezradna, Maxime. Jestem w rozpaczy. Camille to nieodpowiedzialny dzieciak, którego trzeba pilnować i prowadzić za rękę. Tymczasem ja się sama w świecie nie wyznaję! --- Podjęłam się zadania, do którego nie dorosłam. Za słaba jestem i za głupia. --- Czemu się pan od niego odsunął, Maxime? Czemu go pan... opuścił?...</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> 
 <kwestia><akap>Bóg mi świadkiem, że było na odwrót. I że go trzymałem z wszystkich sił.</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba> 
<didaskalia>nieufnie</didaskalia> <kwestia><akap>Tak?... Myliłam się widocznie... <didask_tekst>znów patrzy mu w oczy</didask_tekst> Bądź pan raz jeszcze człowiekiem, Maxime! Pan jest szlachetny. Znam pana. O, przebacz mu pan... jeszcze ten raz! --- I weź go pan pod swoją opiekę!</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
 <kwestia><akap>Po to przyszedłem. Ponadto: ja <wyroznienie>osobiście</wyroznienie> nie mam mu co przebaczać.</akap></kwestia>
 <naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>To znaczy, że... O, Maxime! --- Więc mogę być naprawdę spokojna?! Mogę go panu powierzyć?!...</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> 
 <didaskalia>zamyślony</didaskalia><kwestia><akap>Nie wiadomo, pani Lucile, komu z nas dwojga... bardziej na nim zależy. <didask_tekst>krótka pauza</didask_tekst> Ale nie wiadomo również, czy <wyroznienie>on</wyroznienie> mi zaufa. <didask_tekst>z nagłą, tłumioną namiętnością</didask_tekst> Lucile: wpływ pani ważniejszy od mojego. Niechże <wyroznienie>pani mnie</wyroznienie> pomoże!</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>
<didaskalia>pod sugestią, ale tonem wątpienia</didaskalia> <kwestia><akap>Sądzi pan? --- Więc cóż mam zrobić?</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Musi pani zerwać <wyroznienie>za wszelką cenę</wyroznienie> związek Camille'a z Dantonem i jego grupą.</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba> 
 <didaskalia>przerażona</didaskalia><kwestia><akap>Ja!... Ależ Maxime: ja, kobieta, nie mogę się w te rzeczy przecie wtrącać! --- Byłaby to niedelikatność tak... odstręczająca, że bym zmąciła nasz stosunek raz na zawsze!</akap></kwestia> <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Nie. Raczej przeciwnie. --- Ale gdyby nawet: może jednak lepiej poświęcić własną godność i miłość niż... jego życie?</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>
<didaskalia>cofa się torsem. Ręce jej opadają</didaskalia>
  <kwestia><akap>...Je --- jego...</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> 
 <kwestia><akap>Przy Dantonie Camille pójdzie na dno, Lucile! --- Czy pani wie, co znaczy dno? To stan duszy, w którym się człowiek staje zdolny do szantażu, fałszerstw i szachrowania tajemnicami rządu! Niechże pani złoży ofiarę ze swej wytwornej delikatności, Lucile! I niech mnie pani wspiera <wyroznienie>wszelkimi środkami</wyroznienie>!</akap></kwestia> 
 <didaskalia><osoba>Camille</osoba> wbiega i przystaje, zdrętwiały --- z grozą czując drgnienie własnej radości.</didaskalia> <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba> 
 <didaskalia>tłumi ją wybuchem pasji</didaskalia>
 <kwestia><akap>Powiedziałem wyraźnie, że nie ma mnie w domu!</akap>
 </kwestia> <didaskalia><osoba>Robespierre</osoba> uważa, by go niczym nie drażnić. Nie uśmiecha się więc.</didaskalia> 
 <naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba> 
<didaskalia>wstaje</didaskalia> <kwestia><akap>Wstydź się, Camille. --- Nie będę wam przeszkadzać; zobaczymy się jeszcze, Maxime!</akap></kwestia> <didaskalia><osoba>Robespierre</osoba> wstaje i kłania się. <osoba>Lucile</osoba> odchodzi.</didaskalia>
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba> <didaskalia>przystaje przed nim z założonymi rękami</didaskalia><kwestia><akap>Jakeś ty śmiał wejść tutaj?</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
 <kwestia><akap>Muszę pomówić z tobą o rzeczach <wyroznienie>ważnych</wyroznienie>, Camille. Ale naprzód siądź albo stań z boku: niewygodnie mi mówić z zadartą głową.</akap></kwestia>
 <didaskalia><osoba>Camille</osoba> siada rzeczywiście, nachylony w swej typowej pozycji.</didaskalia> <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Pomówić --- znamy się. Przyszedłeś się nade mną znęcać. <didask_tekst>prostuje się</didask_tekst> Wiesz co: nasza rozmowa nie przedstawia widoków. Lepiej nie zaczynać.</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
 <kwestia><akap>Jesteś w niebezpieczeństwie. Chcę cię ostrzec.</akap></kwestia>
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<didaskalia>na sekundę zachwiany</didaskalia> <kwestia><akap>Ja, w nie...</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> 
 <didaskalia>korzysta czym prędzej</didaskalia><kwestia><akap>Od <wyroznienie>jutra</wyroznienie>, Camille, zacznie się między Dantonem a nami stan wojenny. Tego ty jeszcze nie znasz. Przyszedłem cię... poprosić: nie wybieraj stanowiska lekkomyślnie. Nie przeczuwasz, co ci teraz grozi. Przyjaźń Dantona nie jest bezinteresowna...</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba> 
 <kwestia><akap>Przyjaźń Dantona, Robespierre, przede wszystkim nic cię nie obchodzi. Następnie: jestem dorosły i potrafię ustrzec się sam. --- A śmierć mnie, bojownika wolności, nie przeraża.</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> 
 <kwestia><akap>Śmierć to głupstwo. Ale istnieje także... deportacja do Cayenne<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q44401"></ref><pe><slowo_obce>Cayenne</slowo_obce> --- stolica Gujany Francuskiej, zamorskiego terytorium Francji, leżąca w Ameryce Południowej; od czasów rewolucji miejsce zsyłania przeciwników politycznych.</pe>. Lub ucieczka w przebraniu, o głodzie, do kraju wroga. --- To już są rzeczy... godne zastanowienia.</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
 <kwestia><akap>Tchórzostwa we mnie nie przebudzisz; a przyjaźń nasza silniejsza od twojej zawiści. Nie zerwiesz jej.</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> 
 <kwestia><akap>Barykady martwej retoryki. --- Czemu ty nie śmiesz być sobą, Camille? Czy sądzisz, żeś gorszy od innych?</akap><akap>
</akap> <didask_tekst><osoba>Camille</osoba> na chwilę zdezorientowany</didask_tekst>
 <akap>Męska przyjaźń to może najszlachetniejsza odmiana stosunków ludzkich. Ale twój związek z Dantonem nią nie jest, chłopcze. Pierwszy warunek przyjaźni --- to wzajemna niezależność. Tymczasem tyś się zaprzedał w poniżającą, sentymentalną niewolę, a Danton bez skrupułów eksploatuje twój talent dla własnych mrocznych celów. --- To dwuznaczna spółka, nie przyjaźń.</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<didaskalia>mocno wstrząśnięty</didaskalia> <kwestia><akap>Nie zrozumiesz mnie nigdy, Robespierre.</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> 
 <kwestia><akap>Camille: wiesz o tym, prawda, że jako polityk jesteś skończone zero?</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
 <kwestia><akap>Może być.</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
 <kwestia><akap>Nie może być, tylko raz jest, mój drogi. --- A co do mnie, wiesz: po pierwsze, że jestem bezwzględnie uczciwy; po drugie, że popełniam stosunkowo najmniej pomyłek wśród nas wszystkich, <didask_tekst>milczenie</didask_tekst> Camille: wiesz o tym, czy nie?</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<didaskalia>przytłoczony</didaskalia>
  <kwestia><akap>No tak, wiem. I owszem.</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> 
 <kwestia><akap>Więc oskarżając mnie w ,,Vieux Cordelier" o ukryte ambicje i błędy --- postępowałeś wbrew własnemu przekonaniu. <didask_tekst><osoba>Camille</osoba> podnosi czoło z krótkim, przestraszonym spojrzeniem</didask_tekst> Oto do czego cię doprowadzono. Danton nie lubi się narażać... a prowadzi trzy podziemne intrygi <slowo_obce>de front</slowo_obce><pe><slowo_obce>de front</slowo_obce> (fr.) --- równocześnie.</pe>. Wybiera sobie zatem młodzieńca, którego dziewicza niewinność zna oficjalną tylko postać polityki --- a i w tej nie umie się połapać; następnie wszczepia mu idee --- o, bardzo wzniosłe w formie ogólnych maksym, lecz w zastosowaniu działające... inaczej, niż sobie naiwny mówca wyobrażał.</akap>

<akap>Nawołując do miłosierdzia i tolerancji sądziłeś, że ratujesz Ojczyznę. Tymczasem uratowałeś kontrrewolucję od bankructwa. W tym był cel Dantona.</akap>

<akap>Camille: zrzuć czym prędzej zakażony łachman tej ,,przyjaźni".</akap><akap>
</akap><didask_tekst>cisza</didask_tekst> </kwestia> 
 
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba> 
 <kwestia><akap>Choćby te potworności były prawdą --- a nie mam powodu ci wierzyć --- <wyroznienie>ja</wyroznienie> Dantonowi dotrzymam wierności. Jeżeli on mnie zdradza --- to jego rzecz. Po cóż bym ja miał wyrzekać się honoru?</akap></kwestia>
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> 
 <kwestia><akap>Świetny sposób dbania o swój honor... przez zdradę stanu. --- Bo <wyroznienie>tym</wyroznienie> są twoje napaści na rząd --- wspierane przez wszystkie obozy reakcji!</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<didaskalia>definitywnie traci grunt. Wstaje</didaskalia> <kwestia><akap>Więc rzucę pióro --- i z odkrytą piersią przed ciosami Dantona zasłonię. Straciwszy we mnie miecz --- odnajdzie tarczę.</akap></kwestia>
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> 
 <kwestia><akap>Do twarzy ci w tym heroizmie, co? I przyjemnie? --- A czy wiesz, że wzbudzasz we mnie litość?</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba> 
<didaskalia>spręża się</didaskalia> <kwestia><akap>Czy chcesz dostać w twarz?</akap></kwestia>
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
 <kwestia><akap>No, nareszcie! By z ciebie jedno drgnienie prawdziwego życia wymęczyć --- trzeba rozdrapać do krwi twoją próżność. Na tym jednym punkcie jeszcze reagujesz... biedny głupcze!</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba> 
<didaskalia>zwija się w fotelu, nakrywa czoło pięściami</didaskalia> <kwestia><akap>Och, ty... ty... bydlę!!!</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
 <kwestia><akap>Widzisz, jakiś ty bezbronny, Camille? Wobec zarzutów jak wobec pochlebstwa. Pchnięciem palca można cię przewrócić!</akap>

<akap>Dotąd groziło ci najwyżej więzienie; za to podczas kryzysu odpowiada się za każde <wyroznienie>słowo</wyroznienie> --- życiem. Dla Dantona jesteś pionkiem w grze. Na samym wstępie każe ci się skompromitować bezpowrotnie, bo zna twoją... chwiejność; potem tobie poruczy każde niebezpieczne posunięcie. Ty się nie poznasz na zbrodniczym sensie własnych tyrad; i ani się nie obejrzysz, jak wieko nad tobą zapadnie.</akap><akap>
</akap>
 <didask_tekst><osoba>Camille</osoba> wstaje i krąży</didask_tekst>
 <akap>Warto iść na śmierć, ba, nawet do Cayenne, za sprawę, dla której się działa i żyje. --- Ale za chwilę upojenia rytmem niezrozumiałych słów?...</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<didaskalia>po dłuższym milczeniu</didaskalia> <kwestia><akap>No, Robespierre: dopiąłeś celu.</akap>

<akap>Strzaskałeś moje iluzje na wieki. Zdemolowałeś wszystko, co w mojej duszy było do zburzenia. Ciesz się.</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
 <kwestia><akap>Cieszę się serdecznie --- bo to ,,wszystko" było gąszczem kłamstw. --- Byle tylko nie odrosły, Camille!</akap></kwestia>
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba> 
 <kwestia><akap>Max... Robespierre: twoja obecność sprawia mi ból fizyczny. Odejdź.</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
 <kwestia><akap>Muszę mieć naprzód gwarancję, że zerwiesz z Dantonem i zachowasz ścisłą neutralność.</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba> 
 <didaskalia>odżył</didaskalia><kwestia><akap>Teraz to już za nic, najdroższy! Za --- nic! <wyroznienie>Taki</wyroznienie> wstyd krwią tylko zmyć można. Teraz będę się po prostu pchał na gilotynę.</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
 <kwestia><akap>No --- spróbuj. Spróbuj wynagrodzić stratę dwu lat życia --- doskonałym nonsensem śmierci. Życzę ci tylko, abyś na katowskim wózku nie przejrzał monstrualnego komizmu w takim załatwieniu sprawy. To by już był zaprawdę... szczyt.</akap><akap>
</akap> <didask_tekst><osoba>Camille</osoba> zapada się powoli na krzesło i kryje twarz w dłoniach</didask_tekst><akap>Szach-mat, Desmoulins.</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
 <didaskalia>naraz podnosi się ciężko i staje przed nim</didaskalia> <kwestia><akap>Wynoś się. <didask_tekst><osoba>Robespierre</osoba> potrząsa głową wolno, poważnie. <osoba>Camille</osoba> zaczyna drżeć</didask_tekst> Wynoś się... wynoś się... b-bo cię uderzę!... 
 <didask_tekst><osoba>Robespierre</osoba> wstaje nagle i kładzie mu ręce na barki. <osoba>Camille</osoba> skręca się zrazu</didask_tekst> Www!... Nie!! Nie rusz!!! <didask_tekst>Uspokaja się i rozpręża. Twarz niespodziewanie przybiera wyraz adoracji. Podnosi ręce ku piersi <osoba>Robespierre'a</osoba> i opuszcza. <osoba>Robespierre</osoba> wciska go powoli w fotel.</didask_tekst></akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
 <kwestia><akap>... czyli że można zacząć nową partię.</akap></kwestia> <didaskalia>Siada sam. <osoba>Camille</osoba> trwa zamyślony w typowej pozycji.</didaskalia> 
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba> 
<didaskalia>po chwili opuszcza splecione ręce między kolana. Ku podłodze</didaskalia> <kwestia><akap>Więc ty byś mnie przyjął z powrotem, Maxime?...</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
 <kwestia><akap>Przyjacielu: <wyroznienie>ja</wyroznienie> nie zwykłem witać gości słowami: ,,jakeś ty śmiał".</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba> 
 <kwestia><akap>Po tym wszystkim, com przeciw tobie naszczekał... <didask_tekst><osoba>Robespierre</osoba> wzrusza ramionami</didask_tekst> Boże mój, wielki Boże... jakże ty mną gardzisz!</akap></kwestia>
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Kiedy on <wyroznienie>musi</wyroznienie> mieć swój melodramat!</akap></kwestia>
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba> <didaskalia>dziwnie zmieniony --- podnosi czoło</didaskalia><kwestia><akap>Wielki jesteś, o, Robespierre --- lecz zamiast serca nosisz w piersi wypaloną cegłę. <didask_tekst>wstaje nagle i opiera się o poręcz jego krzesła</didask_tekst> A czy ty wiesz, że wzbudzasz we mnie litość?</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba><didaskalia>podnosi wysoko głowę, lecz nie widzi rozmówcy</didaskalia> <kwestia> <akap>Tym defektem anatomicznym?</akap> </kwestia> 
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba> 
 <kwestia><akap>Tak. --- Ja jestem o całe niebo szczęśliwszy... <didask_tekst>z wzrastającą czułością zaciska zęby</didask_tekst> ...już chociażby w tym nawet, że mogę cierpieć... jak potępiony... <didask_tekst>coraz ciszej; głos mu się żarzy</didask_tekst> zielonooki potworze... przez <wyroznienie>ciebie.</wyroznienie></akap></kwestia>
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> 
 <didaskalia>klasnął palcami, lecz zresztą ukrywa swe zażenowanie</didaskalia><kwestia><akap>Camille, nie nudź.</akap></kwestia>
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba><didaskalia>coraz żarliwiej</didaskalia> <kwestia><akap>Ja cię nie nudzę. Wprawiam cię w zakłopotanie diabelne. Wyprowadzam cię z równowagi. --- Czyżbyś mi śmiał odmówić tej niewinnej satysfakcji --- za pewne słowa... za pewne spojrzenia... po których dotąd noszę szkarłatne pręgi na twarzy?...</akap></kwestia>
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
 <kwestia><akap>Mnie trzeba być towarzyszem, chłopcze. Z przyjaciółmi wedle sonetów Shakespeare'a nie mam co począć; a niewolników --- traktuję jako takich.</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
 <kwestia><akap>Będę ci towarzyszem. Będę ci wszystkim, czym zechcesz. Przefasonuję własną naturę od stóp do głów wedle twego życzenia... na dowód ,,wzajemnej niezależności", której żądasz. <didask_tekst>wraca na swoje miejsce</didask_tekst> Cóż mam teraz zrobić?</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
 <kwestia><akap>Uwolnić się <wyroznienie>natychmiast</wyroznienie> od Dantona. Potem staniesz po stronie rządu albo zachowasz neutralność; to już twoja rzecz.</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba> 
 <kwestia><akap>Rzekłeś. Z miejsca piszę do Dantona. <didask_tekst>ze śmiechem</didask_tekst> On się tam już postara, żeby i reszta wiedziała... słyszę go stąd.</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> 
<didaskalia>ostrożnie</didaskalia> <kwestia><akap>To... nie wystarczy, Camille. --- Bo wasz związek nie był sprawą czysto prywatną...</akap></kwestia>
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<didaskalia>lekko zaniepokojny</didaskalia> <kwestia><akap>A więc?...</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <didaskalia>po kilku sekundach namysłu</didaskalia><kwestia> <akap><slowo_obce>Voici</slowo_obce>: jutro <wyroznienie>rano</wyroznienie> wystąpisz w Konwencji, odwołując --- ale bez tych twoich typowych zastrzeżeń! --- swe napaści na Komitety. Potem napiszesz, jako numer ósmy ,,Cordeliera", podobną rewokację dotyczącą treści numerów poprzednich. <didask_tekst><osoba>Camille</osoba> drętwieje. Oczy mu się rozszerzają</didask_tekst> Wreszcie musisz zarządzić publicznie, by zniszczono cały nakład numeru siódmego wraz z rękopisem. --- To wszystko. </akap><akap><didask_tekst>długa, straszna cisza</didask_tekst></akap></kwestia> 
   
   
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba> 
<didaskalia>przechyla się nareszcie wstecz z długim, przerywanym westchnieniem </didaskalia> <kwestia><akap>A --- ach... <wyroznienie>Tak</wyroznienie>!!! <didask_tekst>wybucha histerycznym śmiechem, zapada się</didask_tekst> Ooo, Maxime, Maxime, Maxime!...</akap> </kwestia> <didaskalia>Pada głową na stół wstrząsany łkaniem.</didaskalia>
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> 
 <didaskalia>wstaje bez szmeru --- podrywa go za ramiona z cichą brutalnością</didaskalia><kwestia><akap>Histeryczny maniaku, co tobie znów jest?!!</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba> <didaskalia>uwalnia się dzikim szarpnięciem; patrzy mu w oczy od dołu, zaciekle</didaskalia><kwestia><akap>Zrozumiałem cię nareszcie... najdroższy. <didask_tekst>wstaje, przybiera arogancką, wygiętą pozę efeba --- wsuwa rękę do kieszeni, wyciąga z niej jakiś łańcuszek i zaczyna go podrzucać, mówiąc z głową nieco przechyloną</didask_tekst> Okazuje się zatem, że jednak... <wyroznienie>jednak</wyroznienie> mam pewną wartość, ja fagas, dureń, ja skończone zero? Więc jednak wart jestem aż tak wiele, że Nieskazitelny, by mnie zdobyć, poświęca... swoją ludzką godność?... <didask_tekst>nieporozumienie: <osoba>Robespierre'owi</osoba> zdaje się, że <osoba>Camille</osoba> przejrzał jego najprywatniejsze uczucia. Blednie do szarości, z gniewu i lęku równocześnie. <osoba>Camille</osoba> widzi ten objaw --- i przypisuje mu zgoła inne przyczyny</didask_tekst></akap>

<akap>Boisz się nas... boisz, Nieugięty, Niezwyciężony! Bo-isz się!! Dlatego poniżyłeś się dwa razy, jakby się nie poniżyła ostatnia kurwa! --- Daremnie łasiłeś się u stóp Dantona: przepędził cię! Więc mnie przynajmniej chciałeś zbałamucić. Jam przecie taki głupi! Prawda? --- Tylko że jednak słowa moje w druku niecą pożary ducha od Kanału aż po Pireneje; więc trudno gardzić taką bronią... gdy się dygoce w śmiertelnym strachu o swą skórę? --- Myślałeś, że wystarczy palcem kiwnąć --- co?... Myślałeś! Któż by się twoim oczom oprzeć zdołał? --- Piękne są, owszem; ale zdrady dla nich nie popełnię.</akap> </kwestia> <didaskalia>Odwraca się i odchodzi ku oknu.</didaskalia>
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<didaskalia>idzie za nim, drżąc ze zmęczenia</didaskalia> <kwestia><akap>Chłopcze, co tobie jest? Jak możesz mi podsuwać podobne motywy? Przecie ty mnie znasz...</akap></kwestia> 
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba> 
 <didaskalia>odsuwa się lękliwie</didaskalia>
<kwestia><akap>Nie znam cię. Nigdy cię nie znałem. Nie rozumiem waszej przeklętej polityki. --- Widziałem w tobie olbrzyma... Ty łotrze nędzny... ubóstwiałem cię...</akap>
</kwestia>

 <didaskalia>Opiera ramię o szybę, opuszcza na nie głowę.</didaskalia>
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> 

 <didaskalia>ujmuje go za ramiona, wspiera się prawie na nim</didaskalia>
 <kwestia> <akap>Camille... Camille, dziecko moje... Camille --- miej litość... nade mną...</akap>
</kwestia>
 
<didaskalia><osoba>Camille</osoba> otrząsa się brutalnie. <osoba>Robespierre</osoba> opiera się o futrynę.</didaskalia>

 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<didaskalia>głosem tak twardym i suchym, że aż kruchym</didaskalia> <kwestia><akap>Dość tego, Robespierre. Nie poniżaj się bezcelowo. Przegrałeś. <didask_tekst>odwraca głowę, patrzy na niego</didask_tekst> Tchórzu... podły --- kłamliwy --- tchó-rzu... <didask_tekst>krzyk, który tłumi, wciskając twarz w zagięcie łokcia</didask_tekst> Aaaaoou!!!</akap></kwestia>  <didaskalia>Wybucha ponownie łkaniem. Pauza.</didaskalia>
  
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> 
 <didaskalia>nieswoim głosem, jak w transie</didaskalia>
<kwestia><akap>Przyszedłem --- w ostatniej --- chwili. --- Jeśli... nie usłuchasz, jesteś stracony. <didask_tekst>serce zaczyna mu bić tak gwałtownie, że się lekko chwieje i tchu złapać nie może. Wobec niesamowitej zmiany głosu <osoba>Camille</osoba> obrócił się zdumiony. Zaczyna przeczuwać prawdę; nareszcie cichnie zupełnie. <osoba>Robespierre</osoba> kontynuuje jak pod hipnozą</didask_tekst> Nie powiedziałem... <didask_tekst>budzi go przeszywające spojrzenie <osoba>Camille'a</osoba>. Cofa się szalonym wysiłkiem, który mu łamie głos</didask_tekst> ani słowa za wiele.</akap></kwestia>
 
 <didaskalia>Opiera się ciężko o futrynę. Mruga jak oślepiony.</didaskalia> 
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<didaskalia>uspokojony odwraca się z powrotem. Pogardliwie</didaskalia> <kwestia><akap>Ach, no <wyroznienie>tak</wyroznienie>.</akap></kwestia> 
  
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> 
 <didaskalia>dźwiga się, cicho</didaskalia>
<kwestia><akap>Camille, przysięgam, że mówiłem prawdę.</akap></kwestia>
 
 <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba> 
 <didaskalia>tłumi bez trudu ostatnie drgnienie przeczucia</didaskalia> <kwestia><akap>Nie wstrzymuję pana, Robespierre. <didask_tekst><osoba>Robespierre</osoba> odrywa się od futryny. Idzie ku przodowi po swoje rzeczy</didask_tekst> Brama może być zamknięta; zaraz przyślę panu klucz. <didask_tekst>kłania się oschle</didask_tekst> Żegnam.</akap></kwestia>
  
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> 
 <didaskalia>pełnym głosem</didaskalia>
<kwestia><akap>Bądź zdrów. <didask_tekst><osoba>Camille</osoba> wychodzi; <osoba>Robespierre</osoba> opada na kanapę i odpoczywa, patrząc tępo w przestrzeń. Wstaje na wejście <osoba>Lucile</osoba></didask_tekst> Może mi pani zechce dać klucz. Zostawię u stróża.</akap></kwestia>
 
 <naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Maxime... Robespierre... na Boga, co się stało?!... A ja panu tak bezwzględnie zaufałam!...</akap></kwestia> 

  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
  
 <kwestia><akap>Nie ręczyłem za powodzenie.</akap></kwestia> 
  
 <naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba> <kwestia><akap><wyroznienie>Po co</wyroznienie> pan do nas przyszedł... właśnie dziś?... Tego mi pan przecie nie powie. Głupia jestem, że pytam. --- Na Boga, zlituj się pan i <wyroznienie>powiedz</wyroznienie> mi prawdę!! --- Błagam pana: powiedz mi <wyroznienie>prawdę</wyroznienie>!!!</akap></kwestia> 
 
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
 <kwestia><akap>Powiedziałem pani prawdę. --- A skoro mi pani już nie wierzy... cóż pomoże więcej słów? --- Proszę o klucz.</akap></kwestia> 
  
 <naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>
  
 <kwestia><akap>No, teraz to już absolutnie nic nie wiem.... O, jak pan mógł!! --- Nie. Przepraszam pana. <didask_tekst>podaje mu klucz. <osoba>Robespierre</osoba> całuje ją w rękę</didask_tekst> Proszę, niech się pan na mnie nie gniewa!...</akap></kwestia> 
  
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Nie miałbym przecie za co --- ale cóż na tym obecnie zależy? <didask_tekst><slowo_obce>exit</slowo_obce></didask_tekst></akap></kwestia>
   

<!--TRIM:5-->




<naglowek_akt>AKT III</naglowek_akt>



<naglowek_scena>ODSŁONA 1</naglowek_scena>

<didaskalia>Comité de Salut Public. <osoba>Lindet<pe><slowo_obce>Lindet, Jean Baptiste Robert</slowo_obce> (1746--1825) --- polityk fr., w czasie rewolucji francuskiej, w marcu 1793 r. współtworzył Trybunał Rewolucyjny, 11 czerwca wyjechał do Normandii, by walczyć z powstaniem wznieconym przez obalonych dziewięć dni wcześniej; jego charakterystyczną cechą było wyważone, umiarkowane stanowisko; w marcu 1794 r.  jako jedyny nie podpisał dekretu o aresztowaniu dantonistów; działał w Komitecie Ocalenia Publicznego do 20 września 1794, ogłosiwszy oficjalnie nieinterwencję państwa w gospodarkę francuską, zmuszony do odejścia; w końcu maja 1795 aresztowany, pozostawał w więzieniu do lipca; w czasach Dyrektoriatu konsekwentnie odmawiał przyjmowania stanowisk państwowych; brał udział w Sprzysiężeniu Równych, po czym przez jakiś czas musiał się ukrywać; w lipcu 1799 r. na krótko wrócił do rządu jako minister finansów; wycofał się z życia politycznego po zamachu stanu Napoleona Bonapartego, który uznał za ostateczne przekreślenie osiągnięć rewolucji; w 1816 r. skazany na banicję jako ,,królobójca", pozostał jednak w kraju aż do śmierci.</pe></osoba><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1458685"></ref> --- prezyduje; <osoba>Billaud<pe><slowo_obce>Billaud-Varenne, Jacques Nicolas</slowo_obce> (1756--1819) --- ultraradykalny polityk czasów rewolucji francuskiej, jakobin; deputowany Paryża do Konwentu Narodowego, jeden z najżarliwszych zwolenników osądzenia i stracenia Ludwika XVI, a następnie Marii Antoniny; atakował stanowisko żyrondystów, do 1794 r. popierał linię polityczną Robepierre'a. </pe></osoba><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q504135"></ref>, <osoba>Collot</osoba><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q278020"></ref>, <osoba>Carnot</osoba><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q310767"></ref>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>


<didaskalia>bębni niecierpliwie palcami po płycie; patrzy na zegarek</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Na którąż to nas zwołał? Na drugą, jeśli się nie mylę?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LINDET</naglowek_osoba>


<didaskalia>wyciąga swój</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Za dziesięć druga, więc o co ci chodzi?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Coś ty taki kwaśny, Lindet? Jeszcześ się nie dobudził?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Inna rzecz, że Robespierre <wyroznienie>mógł</wyroznienie> był poczekać do jutra. Ta bezwzględność!...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co ty mówisz? --- Podziwiam was: od kilku dni Robespierre rządzi się, jak król; a wy...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LINDET</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Znowuście sobie coś znaleźli?!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Istotnie. Sam decyduje o wszystkim, rozporządza naszym czasem...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Słowa nie mówiąc, zniósł zwyczaj protokołowania...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Słusznie! Sekretarz to potencjalny szpieg. --- Ale pora doprawdy zawracać sobie głowę etykietą! Moi drodzy, dziś Robespierre widział się z Dantonem: jeśli nas nocą zwołuje, to znaczy, że ma jakiś ważny argument na swą korzyść.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Więc sądzisz, że trwa przy swoim uporze?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Robespierre to nie chorągiewka. --- Tymczasem my <wyroznienie>musimy</wyroznienie> usunąć Dantona, panowie: Robespierre <wyroznienie>musi</wyroznienie> się zgodzić. --- Wy dwaj, zamiast się puszczać w zapasy, stójcie za mną: twórzmy blok. I nie wolno nam się stąd ruszyć, nim nie ulegnie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Słusznie. Trzeba się spieszyć. Przez Dantona kroku naprzód zrobić nie można.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>O ile się da, ułożymy plan kampanii już dziś. --- A to niełatwe zadanie, moi drodzy. Przede wszystkim trzeba izolować Dantona w Konwencji i pozbawić go poparcia opinii.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Obawiam się, że nam ta wstępna akcja zajmie dobry miesiąc, panowie. <didask_tekst>objaw protestu ze strony <osoba>Billauda</osoba></didask_tekst> Trudno, Billaud: <wyroznienie>musimy</wyroznienie> sobie zapewnić zgodę społeczeństwa. Przedwczesny krok równałby się katastrofie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Naturalnie. Burżuazja poszczułaby na nas kraj cały. Ściągnęlibyśmy na siebie nowe rozruchy, powstania, wojny wewnętrzne --- a przede wszystkim pewne rozbicie rządu. Lepiej już doprawdy poświęcić trochę czasu...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>


<didaskalia>zamyślony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Bez kwestii, wiem o tym przecie sam... ale <wyroznienie>miesiąc</wyroznienie>!...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Inna rzecz, że bezwzględny opór Robespierre'a jest... podejrzany.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Zapewne, gdy się najprostszych skutków czynu obliczyć nie umie... politycy!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Być może, Billaud --- być może; ale ta drżąca troskliwość o Dantona, to coś więcej niż bystrość męża stanu. <begin id="b1677021607848-848170224"/><motyw id="m1677021607848-848170224">Terror, Rewolucja, Polityka</motyw>Wierzcie mu, jeśli chcecie, że się boi terroru jak zarazy; ja terror znam i wiem, że gdy się go używa w miarę...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LINDET</naglowek_osoba>


<didaskalia>mruży oczy</didaskalia>
<kwestia>
<akap>W miarę... dwieście siedemdziesiąt trzy ofiary dziennie, niezapomniane fusilliady lyońskie<pe><slowo_obce>fusilliady lyońskie</slowo_obce> (z fr. <slowo_obce>la fusillade</slowo_obce>: rozstrzelanie) --- w październiku 1793 r., po odbiciu Lyonu z rąk rojalistów, władze rewolucyjne przeprowadziły krwawą masakrę mieszkańców tego miasta.</pe>. --- W miarę bezmyślne burzenie fabryk, magazynów, całych dzielnic. Gruntowniej niż rozbestwiony wróg. --- W miarę!!!<end id="e1677021607848-848170224"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>


<didaskalia>zrywa się</didaskalia>
<kwestia>
  <akap>A ty do czego mi się wtrącasz... kuchto?!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LINDET</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dziękuję ci za ten zaszczytny tytuł, hyclu<pe><slowo_obce>Collot, Jean-Marie</slowo_obce> (1749--1796) ---  aktor, dramaturg, eseista i rewolucjonista. Był członkiem Komitetu Bezpieczeństwa Powszechnego podczas rządów terroru, zarządzał egzekucją ponad 2000 osób w Lyonie.</pe>.</akap></kwestia>

<didaskalia><osoba>Collot</osoba> rzuca się ku niemu; sąsiedzi wstrzymują go.</didaskalia>

<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tu nie urządza się bójek.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie zważaj --- mów, coś zaczął. --- Więc?...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>


<didaskalia>piorunuje <osoba>Lindeta</osoba> spojrzeniem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A więc, do stu tysięcy diabłów, Robesipierre kłamie! <didask_tekst>głęboka cisza</didask_tekst><begin id="b1677021719697-966368352"/><motyw id="m1677021719697-966368352">Geniusz, Polityka</motyw> Moi drodzy, wszak to doprawdy genialny wódz; czyż nie tak?...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wiadomo. Cóż stąd?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co stąd?! --- Przypomnijcie no sobie... czym został każdy bez wyjątku genialny wódz w historii, jakby na mocy jakiegoś prawa natury?...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>


<didaskalia>cicho</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Dyktatorem...<end id="e1677021719697-966368352"/></akap>

</kwestia>
<didaskalia>znów cisza</didaskalia>



<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>


<didaskalia>bez tchu</didaskalia>
<kwestia>
<akap>To nie byli rewolucjoniści!...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
  
<didaskalia>z uśmiechem politowania</didaskalia>


<kwestia><akap>Mój drogi! <begin id="b1677021778411-235616172"/><motyw id="m1677021778411-235616172">Polityka</motyw>To pewien typ ludzki: zaczyna się jako szczery demokrata --- a kończy się na absolutyzmie, w uczciwym przekonaniu, że to zbawienie dla kraju.<end id="e1677021778411-235616172"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>


<didaskalia>zamyślony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Słuchaj, Collot... no a gdyby nawet, to cóż za związek?...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Związek?! Przyjaciele! Robespierre ma talent i wolę, a nie wie, jak się zabrać do zdobycia tronu; za to Danton ma na tym polu <wyroznienie>bardzo</wyroznienie> rozległe doświadczenie. --- Robespierre wie niejedno o Dantonie. Cóż leży bliżej, jak --- skorzystać z tej wiedzy i zapewnić sobie usługi Dantona?...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LINDET</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wielki Boże!...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Po co ta rozmowa w cztery oczy? --- Panowie: jeśli się ci dwaj nie umówili dawno --- to znaczy, że się umówili dziś.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>


<didaskalia>powoli</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Robespierre... szantażystą!... Nie, Collot. O tym mowy nie ma... choćby nawet zszedł na drogę zdrady stanu.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Więc możliwość uznajesz?...</akap></kwestia>

<didaskalia>ponure milczenie <osoba>Billauda</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>BARERE</naglowek_osoba>


<didaskalia>wbiega</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Witajcie!... Bhuuu --- spóźniłem się. Ale też ten Robespierre zaczyna przekraczać miarę... <didask_tekst>siada</didask_tekst> Coście wy tacy uroczyści?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To ty zdaje się nie wiesz nawet, po co ci o północy wstawać kazali?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BARERE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Bogiem a prawdą --- nie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Więc to nie ty pośredniczyłeś --- jak lokaj --- między naszym kolegą a Dantonem? Nie dzięki tobie te dwa szczyty zsunęły się na pogawędkę?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BARERE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A tobie co?... Pewno, że dzięki mnie --- ale... Aha, rozumiem. --- A to się pospieszył!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>


<didaskalia>wbiega również</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Dobry wieczór... nie ma go jeszcze? Bogu dzięki.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>


<didaskalia>znad zegarka</didaskalia>
<kwestia>
<akap><wyroznienie>Jego</wyroznienie> nie ma, ale pan spóźnił się o dziesięć minut, Saint-Just.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>


<didaskalia>czarująco</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Och, jak mile mi pan szkolne czasy przypomniał! --- Inna rzecz, że jestem zaskoczony tym wezwaniem. Bo parę godzin temu powiedział wyraźnie, że zwoła nas dopiero jutro...</akap>
</kwestia>
<didaskalia>zamiana niespokojnych spojrzeń</didaskalia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>


<didaskalia>wchodzi spiesznie, nie zmieniwszy stroju. Jest blady i jakby trochę oszołomiony. Cisza kościelna</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Dobry wieczór, panowie. Wybaczcie, żem wam dał czekać.</akap></kwestia>
 
<didaskalia>nieżyczliwy, lecz cichy pomruk</didaskalia>



<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>


<didaskalia>mruży oczy</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Odezwałeś się zupełnie jak król do zebranego gabinetu.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>siada roztargniony</didaskalia>


<kwestia><akap>A jakże się miałem odezwać?</akap></kwestia>


<didaskalia>Oburzenie <osoba>Carnota</osoba> i <osoba>Collota</osoba>; <osoba>Barere</osoba> i <osoba>Saint-Just</osoba> wybuchają śmiechem. <osoba>Robespierre</osoba> zdaje się nie słyszeć.</didaskalia>

<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Robespierre: prosimy o definitywną odpowiedź w sprawie Dantona.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Żądam, aby Danton stanął przed Trybunałem Rewolucyjnym w ciągu tej dekady<pe><slowo_obce>w ciągu tej dekady</slowo_obce> --- w kalendarzu republikańskim każdy miesiąc podzielony był na trzy dekady trwające dziesięć dni. </pe>.</akap>
</kwestia>
<didaskalia>śmiertelna cisza</didaskalia>




<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>


<didaskalia>z westchnieniem, po długim zawieszeniu</didaskalia>
<kwestia>
<akap>No --- chwała Bogu, żeśmy tak gładko doszli do zgody.</akap></kwestia>

<didaskalia>Szmer budzi się i wzmaga:</didaskalia>
<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>BARERE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co?... W ciągu dekady?...</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A to mu raptem spieszno!...</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To przecie niepodobieństwo.</akap></kwestia>
  </blok></rownolegle>

<naglowek_osoba>BARERE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Proszę o głos! --- Robespierre: twój wniosek przeraża mnie. Mowy nie ma, abyśmy się uporali z Dantonem w ciągu dekady. Naprzód trzeba przygotować opinię, zyskać poparcie, otoczyć go --- prędzej jak za miesiąc nie możemy przystąpić do ataku.</akap>
</kwestia>
<didaskalia>śmiech <osoba>Saint-Justa</osoba></didaskalia>




<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Skończyłeś? --- Daj mi mówić, Lindet! Miesiąc jest absurdem. Intensywną propagandą stworzymy sobie podstawę <wyroznienie>za</wyroznienie> dekadę. Wtedy można będzie działać.</akap></kwestia>

<didaskalia>szmer dezorientacji. Poklask <osoba>Collota</osoba>. Wątpliwości u <osoba>Barere'a</osoba> i <osoba>Carnota</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tak... tylko dekada dla nas, to dekada i dla Dantona...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Prezydencie!... Saint-Just ma rację. Rozmowa nasza była dość... definitywna. Jeżeli zatem Danton nie płonie żądzą męczeństwa --- to nie za dekadę, ale <wyroznienie>tej nocy</wyroznienie> albo umknie...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LINDET</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ciekaw jestem, dokąd? Kto przyjmie pogromcę monarchii?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Kto przyjmie jej tajnego agenta? ...albo zorganizuje rozpaczliwy zamach. Nie wolno nam dłużej narażać bezpieczeństwa ogółu.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BARERE i BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>No więc co??</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>wyciąga zegarek, co powoduje chwilkę zawieszenia</didaskalia>
<kwestia>

<akap>Za godzinę --- o pół do czwartej --- Danton musi być pod strażą.</akap></kwestia>

<didaskalia>pandemonium</didaskalia>


<rownolegle>
<blok>
<naglowek_osoba>BARERE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jak to... <wyroznienie>dziś</wyroznienie>?!!</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Czyś ty oszalał?!</akap></kwestia>

<didaskalia>dzwonek <osoba>Lindeta</osoba></didaskalia>
  </blok>
<blok>


<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wy-klu-czone, kolego.</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>No! Poznaję cię nareszcie!</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co za wariacki pomysł!</akap>
</kwestia>
  </blok></rownolegle>
<didaskalia>po wybuchu chwilka wytchnienia</didaskalia>




<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>


<didaskalia>korzysta z niej; patrzy mu w oczy</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Danton... i <wyroznienie>spólnicy</wyroznienie>.</akap></kwestia>

<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Proponujesz Komitetowi samobójstwo, Robespierre.</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie możemy wystawiać się na pewną klęskę.</akap></kwestia>
  </blok></rownolegle>

<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dajcie mi mówić! --- Robespierre: Danton ma kapitalistów za sobą. Sam to podkreślałeś. Przedwczesnym krokiem ściągniemy na siebie suto opłacone powstanie przedmieść i paniczny bunt Konwencji. Osiągniemy rozbicie rządu i apoteozę Dantona.</akap>
</kwestia>
<didaskalia>wzburzony poklask</didaskalia>
<rownolegle>


<blok>
<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Słusznie! Zupełnie słusznie!</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie ma nad czym dyskutować.</akap>
</kwestia>
<didaskalia>lekki dzwonek <osoba>Lindeta</osoba></didaskalia>
  </blok>
<blok>


<naglowek_osoba>BARERE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nikt się nie zgodzi, Maxime.</akap></kwestia>
  </blok></rownolegle>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>


<didaskalia>krzyczy</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Proszę o głos!</akap>

</kwestia>
<didaskalia>zdwojona wrzawa, silniejszy dzwonek</didaskalia>

<rownolegle>
<blok>
<naglowek_osoba>CI SAMI</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dyskusja zamknięta! --- Odrzucamy bezwzględnie! --- Co innego!</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>


<naglowek_osoba>LINDET</naglowek_osoba>


<didaskalia>dzwoniąc</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ci-szej, do pioruna!</akap></kwestia>
  </blok>
  </rownolegle>
<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Spokój tam nareszcie!</akap>

</kwestia>
  
<didaskalia>wrzawa gaśnie opornie</didaskalia>



<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>wytęża głos</didaskalia>
<kwestia>

<akap>Ależ właśnie dlatego, że Danton ma potężne oparcie, musimy działać jak piorun! --- Dajcie mu nie dekadę, a trzy dni czasu: złoto finansjery stworzy mu całą armię, setki ulotek zasypią Paryż, francuska krew zakipi na dźwięk pobudki --- w Konwencji martwy, lecz ogromny ciężar Niziny przesypie się na prawo<pe><slowo_obce>ogromny ciężar Niziny przesypie się na prawo</slowo_obce> --- tu oznacza to, że tzw. Nizina, czyli niezdecydowane centrum Konwentu, poprze prawicę, czyli Dantona</pe> przez jedną noc, a na obsadzenie galerii --- gdy się ma środki --- wystarczy parę godzin.</akap>

<akap>Panowie: Danton dziś, to zwierz osaczony. <slowo_obce>Look out</slowo_obce><pe><slowo_obce>look out</slowo_obce> (ang.) --- strzeżcie się.</pe>!</akap></kwestia>
<didaskalia>stłumiony szmer</didaskalia>
<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Swoją drogą...</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>

<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Przeklęta historia...</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>BARERE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Trzeba znaleźć jakiś sposób, na Boga...</akap></kwestia>
  </blok>
  </rownolegle>
<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>


<didaskalia>głośno</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Skoro tak, to trzeba zaryzykować. Ktoś z nas musi jutro rano zaatakować Dantona w Konwencji. Jeśli będzie obecny, to niech się broni; jeśli nie...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>


<didaskalia>przerywa</didaskalia>
<kwestia>
<akap>...to znaczy, że drapnął. Że koalicja zyskała źródło cennych informacji.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A jeśli będzie, to odniesie tryumf. --- Danton to nie Hébert, panowie. Tego się właśnie spodziewa; teraz przygotowuje na gwałt Konwencję --- a jutro rzuci się na trybunę i ryknie. Kogo w nocy nie przekonał złotem --- tego za dnia podbije siłą swego głosu. --- A co my wtedy poczniemy, panowie? Gdy się Konwencja wraz z galeriami rozwyje w spazmach zachwytu? Kto z nas pójdzie zagłuszyć ten cudotwórczy gromowy bas? Mój salonowy kontralt może? Albo ciemny tenor Saint-Justa? --- Trzeba działać natychmiast, koledzy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>GŁOSY</naglowek_osoba>

<didaskalia>stłumione</didaskalia>

<kwestia><akap>On przesadza --- nie damy rady --- hm, kto wie?... --- Tak, czy tak --- klęska pewna.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>

<didaskalia>głośno</didaskalia>
<kwestia>

<akap>Niestety, Robespierre --- masz słuszność.</akap>
</kwestia>
<didaskalia>okrzyk protestu <osoba>Barere'a</osoba></didaskalia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Komitet Bezpieczeństwa ma prawo aresztować deputowanych prewencyjnie. Trzeba go zwołać, żeby usankcjonował mandat aresztowania.</akap>
</kwestia>
<didaskalia>ostatni, ostry wybuch protestu --- o tonie, jaki cechuje świadomość przegranej</didaskalia>


<rownolegle>
<blok>
<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Konwencja nas rozniesie, Robespierre!</akap></kwestia>

<didaskalia>gwałtowny dzwonek <osoba>Lindeta</osoba></didaskalia>
  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>BARERE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>I po coś ty go zaniepokoił, Maxime! Wszystko z twojej winy!</akap></kwestia>
  </blok>
  </rownolegle>
<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Postąpimy z Dantonem tak samo jak z każdym dotąd przestępcą z Konwencji. Mimo to aresztowanie będzie niespodzianką, bo ogół liczy bezwiednie na specjalne względy dla Dantona. Miasto dowie się o fakcie około ósmej trzydzieści. O tej porze zaczyna się w Konwencji posiedzenie. Otóż ja sam ją zawiadomię. Jeśli panika wybuchnie --- dam sobie z nią radę, bo to będzie panika <wyroznienie>naturalna</wyroznienie>. --- Cóż, czy ufacie mi, że temu podołam? <didask_tekst>odpowiedź twierdząca: stanowcza u <osoba>Billauda</osoba>, <osoba>Saint-Justa</osoba> i <osoba>Barère'a</osoba> --- z zastrzeżeniem w tonie u reszty</didask_tekst> A więc: naprostuję moralną postawę Prawodawców, a po mnie ktoś z was złoży raport w sprawie Dantona z wnioskiem o dekret aresztowania i oskarżenia.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BARERE</naglowek_osoba>


<didaskalia>wśród lekkiego szmeru</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tylko kto czuje się na siłach ułożyć do dziewiątej ten raport? Bo ja...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>


<didaskalia>prawie z pogardą</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Uspokój się, Barère: nie na <wyroznienie>twoje</wyroznienie> barki złożymy ten ciężar. Raport przedłożę ja. Już go mam. </akap></kwestia>

<didaskalia>wyciąga skrypt</didaskalia>



<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Przeczytaj!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Pozwólcie, że pierwszy przejrzę te notatki. Oszczędzicie sobie czasu.</akap></kwestia>




<didaskalia><osoba>Collot</osoba> i <osoba>Carnot</osoba> mruczą.</didaskalia>



<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dobrze. <didask_tekst><osoba>Saint-Just</osoba> wręcza rękopis koledze, który zaczyna go czytać</didask_tekst> Więc godzimy się na projekt Robespierre'a, czyż nie tak?</akap></kwestia>

<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Z dwojga złego...</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
  <kwestia><akap>Trudno, trzeba stawić wszystko na kartę...</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>BARERE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Cóż począć? Nie ma rady...</akap></kwestia>
  </blok></rownolegle>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>


<didaskalia>podnosi oczy znad skryptu</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A zatem, panowie --- na cóż czekamy? Niech prezydent wezwie Komitet Bezpieczeństwa...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LINDET</naglowek_osoba>

<didaskalia>dzwoni; do woźnego</didaskalia>
<kwestia>

<akap>Proszę wysłać gońców po najmniej sześciu członków Komitetu Bezpieczeństwa Powszechnego. Pilne.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WOŹNY</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ci panowie kończą właśnie obradować...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tym lepiej. Niechże przyjdą. <didask_tekst>woźny odchodzi</didask_tekst> Teraz kwestia spólników, których trzeba aresztować z Dantonem. <didask_tekst>powszechna uwaga; <osoba>Robespierre</osoba> podnosi głowę</didask_tekst> Oto moje zestawienie: Delacroix, <didask_tekst>cisza</didask_tekst> Philippeaux...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LINDET</naglowek_osoba>
<kwestia><akap><begin id="b1677022380880-2062522569"/><motyw id="m1677022380880-2062522569">Sprawiedliwość</motyw>Kompletnie niewinny.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>W intencjach --- może; niestety my sądzimy skutki.<end id="e1677022380880-2062522569"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Razem z Dantonem szturmował Komitety. --- Dalej?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Legendre<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q435924"></ref>  i Bourdon de l'Oise...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie! To nieszkodliwe narzędzia. <begin id="b1677022408879-358774799"/><motyw id="m1677022408879-358774799">Terror</motyw>Nie róbmy jatki, panowie! Ostrożnie z terrorem!!<end id="e1677022408879-358774799"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LINDET</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Pierwsze ludzkie słowo tej nocy...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dobrze. Niech sobie żyją. --- Desmoulins.</akap>
</kwestia>

<didaskalia>cisza bez tchu</didaskalia>



<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>


<didaskalia>przygryzł wargą, trochę blady</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Jako przyjaciel Desmoulinsa poddam się waszej decyzji... Czy nie sądzicie jednak, że można by mu d-darować dzień... jeden dzień czasu do opamiętania?...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>


<didaskalia>stanowczy ruch głowy</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co za broń w ręku dantonistów, chociażby przez jeden dzień! --- Niemożliwe, Maxime.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Więc nie?... <didask_tekst>jednogłośna odpowiedź</didask_tekst> Dobrze. Tych trzech zatem pójdzie z Dantonem.</akap></kwestia>

<didaskalia>Czyta dalej, lecz z pewnym roztargnieniem. </didaskalia>
<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>


<didaskalia>bębni po stole</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Lindet, zadzwoń no jeszcze raz... aha, idą.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WOŹNY</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Panowie z Komitetu Bezpieczeństwa. </akap></kwestia>

<didaskalia>Przystawia krzesła spod ściany. Comsal wstaje. Wchodzą: <osoba>Vadier</osoba>, <osoba>Amar</osoba>, <osoba>Senar</osoba><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q3093804"></ref>, <osoba>Voulland</osoba><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1684898"></ref>, <osoba>Lebas</osoba><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q2035664"></ref> i <osoba>David</osoba><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q83155"></ref> --- ostatni dwaj są stronnikami <osoba>Robespierre'a</osoba>.</didaskalia>
<naglowek_osoba>AMAR</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Przede wszystkim lepiej was uprzedzić. Dziwicie się pewno, po cośmy się też po nocy zeszli --- otóż zarządziliśmy chwilę temu aresztowanie generała Westermanna.</akap></kwestia>

<didaskalia>Comsal zamienia spojrzenia. </didaskalia>
<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To się nieźle składa. Dlaczego?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>AMAR</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Za pretekst posłużył nam dawno dowiedziony współudział Westermanna w puczu hebertystów...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>


<didaskalia>po chwili zawieszenia</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Właściwie natomiast, moi panowie z Ocalenia, dlatego, że Westermann dążył najwyraźniej do ulepienia sobie garstki partyzantów wśród rozwiązanej Armii Rewolucyjnej. A gdy się o Westermannie mówi, że on <wyroznienie>sobie</wyroznienie> coś lepił...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Skoro tak, to się ucieszycie: postanowiliśmy aresztować Dantona z trzema spólnikami.</akap>

</kwestia>
<didaskalia>sensacja</didaskalia>



<naglowek_osoba>DAVID</naglowek_osoba>


<didaskalia>chciwie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Kiedy?!...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>


<didaskalia>tryumfalnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap><wyroznienie>Teraz</wyroznienie>, panowie!!</akap>
</kwestia>
<didaskalia>okrzyki zdumienia, przestrachu, uznania</didaskalia>



<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>VOULLAND</naglowek_osoba>
  <kwestia><akap>Hal-looo!!</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>

<didaskalia>z przeciągłym świstem</didaskalia>
<kwestia>

<akap>No, n-no... odwagi to nam nie brak, jak widzę!...</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>AMAR</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ależ to szaleńczy pomysł, panowie... któż widział...</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>SÉNAR</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Salto mortale z przesady w przesadę..</akap></kwestia>

  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>JAGOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Z absurdu w absurd.</akap></kwestia>
  </blok></rownolegle>

<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jeśli odmówicie udziału, to przywłaszczymy sobie wasze prawo prewencyjnego aresztowania deputowanych...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A wiecie, że Konwencja sankcjonuje <wyroznienie>na stałe</wyroznienie> podobne uzurpacje, jeśli osiągnęły sukces...</akap>
</kwestia>
<didaskalia>wrzawa Comsuru; oburzenie</didaskalia>




<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>

<didaskalia>czerwony, najgłośniej</didaskalia>
<kwestia>

<akap>Bezczelność!! <wyroznienie>Na taki</wyroznienie> cynizm...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>AMAR</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Psst, Vadier. Mają rację. Jak już --- to już. --- Zgoda, panowie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>VOULLAND</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ale odpowiedzialność!! Nie uniesiemy jej.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Odpowiedzialność cięży na <wyroznienie>nas</wyroznienie>. Wojna toczy się między Dantonem a Komitetem Ocalenia Publicznego. Jeśli się nie uda --- <wyroznienie>my</wyroznienie> padniemy. Was nie ruszą; wy jesteście przecie policją polityczną...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>...nie uzurpatorami władzy monarchicznej.</akap></kwestia>

<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>COMSUR</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>No, to zgoda. --- Lepiej zaraz skończyć. --- Dobrze, wystawimy mandat. Wasza rzecz wybrnąć potem.</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dobrze, pchajcie się pod koła. Nie wstrzymuję was.</akap></kwestia>
  </blok>
  </rownolegle>
<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dalej, trzeba wystawić ten mandat.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>


<didaskalia>rozgląda się</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A gdzież tu formularze?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Głupstwo formularz, byle arkusz papieru!</akap>
</kwestia>
<didaskalia>Wstali, szukają.</didaskalia>

<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Bez sekretarza ruszyć się nie można... <didask_tekst>atakuje szafę, łamie paznokcie</didask_tekst> Naturalnie --- zamknięta.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>oddarł pół arkusza z notatek <osoba>Saint-Justa</osoba>, podaje im</didaskalia>
<kwestia>
<akap>O --- macie tu kartkę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>


<didaskalia>bierze ją i siada. <osoba>Saint-Just</osoba> przynosi mu atrament i pióro z biurka sekretarza</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Dyktujcie mi, wy z Bezpieczeństwa.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>AMAR</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Komitety Bezpieczeństwa Powszechnego i Ocalenia Publicznego rozporządzają, że Danton --- kto jeszcze?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>


<didaskalia>pisząc</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Delacroix --- z departamentu Eure-et-Loire<pe><slowo_obce>Eure-et-Loire</slowo_obce> --- departament położony w środkowej części Francji, w Regionie Centralnym--Dolina Loary (fr. <slowo_obce>Centre-Val de Loire</slowo_obce>), utworzony 4 marca 1790 r.</pe>, Camille Desmoulins i Philippeaux --- słucham dalej...</akap></kwestia>
  
<naglowek_osoba>AMAR</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>...wszyscy czterej członkowie Konwencji Narodowej zostaną aresztowani i przeprowadzeni do więzienia w pałacu Luxembourg<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q329852"></ref>, gdzie mają zostać pomieszczeni oddzielnie i w odosobnieniu. Porucza się burmistrzowi miasta Paryża natychmiastowe wykonanie tego rozporządzenia. --- Przedstawiciele ludu... i podpisy.</akap></kwestia>


<didaskalia>Mandat okrąża stół.</didaskalia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>


<didaskalia>prywatnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Antoine: trzy fakty tendencyjnie wykręcone. Przecie akt oskarżenia musi być bez zarzutu! Każda nieścisłość to wyłom dla obrony. A naga prawda o Dantonie wystarcza aż nadto.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Koledzy! Muszę przerobić raport. Przeczytam go wam przed sesją, o siódmej trzydzieści.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BARERE</naglowek_osoba>


<didaskalia>krzywi się</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Dwa posiedzenia w ciągu jednej nocy! No, dziękuję...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Sądzę, że nie warto wracać do domów. Kto ma czas, niech się prześpi tu. <didask_tekst><osoba>Senar</osoba> podpisuje po <osoba>Robespierze</osoba> i podaje mandat <osoba>Lindetowi</osoba>. Ten pieczętuje go, składa i dzwoni</didask_tekst> Hallo, Lindet! Nie podpisałeś!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LINDET</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wybrano mnie, żebym rewolucjonistów żywił, nie żebym ich mordował. <didask_tekst>do woźnego</didask_tekst> Do ratusza. Najwyższy pośpiech! <didask_tekst>wstaje</didask_tekst> Posiedzenie zamknięte.</akap>
</kwestia>
<didaskalia>Wychodzą grupami.</didaskalia>




<naglowek_osoba>AMAR</naglowek_osoba>


<didaskalia>do <osoba>Vadiera</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<akap>No, jeśli Komitet Ocalenia jutro o tej porze jeszcze będzie istnieć...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BARERE</naglowek_osoba>


<didaskalia>do <osoba>Carnota</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<akap>Na Boga, co to będzie jutro w Konwencji! Dreszcz mnie zbiega na samą myśl...</akap></kwestia>



<naglowek_scena>ODSŁONA 2</naglowek_scena>

<didaskalia>U <osoba>Dantona</osoba> wieczorem. Świecznik na stole, okna szeroko otwarte: ciepła noc wiosenna. <osoba>Danton</osoba> i <osoba>Delacroix</osoba> wchodzą w przemokłych płaszczach. Nie zdejmują kapeluszy. <osoba>Danton</osoba> przystaje na środku; rozgląda się roztargniony. U <osoba>Delacroix</osoba> znany już szatański wyraz spółwiedzy. Stoją jakby w cudzej sieni; długie milczenie.</didaskalia>

<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>

<didaskalia>ledwo zaznaczając parodię</didaskalia>


<kwestia><akap>Jak ten nagły, wonny deszcz orzeźwia! Dziś pierwsza prawdziwie wiosenna noc: cicha a wezbrana. Czuję taki napływ soków żywotnych, że chciałbym uścisnąć świat cały.</akap></kwestia>


<didaskalia>pauza</didaskalia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>obejrzał się na niego jakby przebudzony. Po chwili</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Po coś ty tu wszedł?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Miło mi w twoim towarzystwie... <didask_tekst>cisza nieco złowroga</didask_tekst> Cóż: zdecydowałeś się nareszcie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Na co?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>No, uciekać, do diabła?! <didask_tekst><osoba>Danton</osoba> odwraca się, wzruszając ramionami. Po chwili</didask_tekst> Czyś ty nieprzytomny, Danton? <didask_tekst>obchodzi go. Staje twarzą w twarz</didask_tekst> Poznałeś chyba obecny stan swoich akcji... co?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>z ponuro opuszczonymi oczami</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Co do charakteru tłuszczy nigdy nie miałem złudzeń.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Istotnie. Przypominam sobie. <didask_tekst>mruży oczy</didask_tekst> A że Westermann aresztowany, o tym zapewne także wiesz?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>leniwie spogląda na niego. Siada ciężko</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Kiedy?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Godzinę temu. <didask_tekst>znów przerwa. Silnie zniecierpliwiony</didask_tekst> No <wyroznienie>więc</wyroznienie>?!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>bezwładnie potrząsa opadłą głową</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie.</akap>
</kwestia>
<didaskalia>Wstaje. Z rękami w kieszeniach płaszcza staje u okna.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>No, to bądź zdrów, braciszku. --- Straciłem przez ciebie całą noc... a to może już wiele znaczyć. Teraz muszę czekać do piątej rano: zauważono by mnie u rogatek, <didask_tekst>od drzwi</didask_tekst> Niechaj ci ziemia lekką będzie, Georges.</akap></kwestia>


<didaskalia>Wychodzi. <osoba>Danton</osoba> zdaje się go nie słyszeć. Po chwili zapada się znów na krzesło. Rozsypuje, rozpływa się na wszystkie strony. Kapelusz mu ciąży: ściąga go bezwładnie i rzuca na podłogę. Aż spostrzega swój stan i dźwiga się ciężko.</didaskalia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Danton: nie rozklej mi się, przyjacielu! <didask_tekst>ściąga płaszcz i rzuca na poręcz krzesła. Zmęczony tym wysiłkiem siada na brzegu szezlonga. Przeciera czoło; podchodzi do szafki, otwiera ją, nalewa sobie duży kieliszek i pije chciwie, jak gorączkujący. --- Wpada bez pukania oszalały <osoba>Desmoulins</osoba>, w rozpiętym płaszczu, bez kapelusza. <osoba>Danton</osoba> obejrzał się z kieliszkiem w ręku</didask_tekst> No? A ty czego chcesz?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Rozmówić się z tobą, bestio przeklęta ty!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>dopija resztę i odstawia</didaskalia>


<kwestia><akap>Hej, ho! Z temperamentem zaczynamy. Będę ci wdzięczny, jeśli mnie trochę rozerwiesz. <didask_tekst>siada</didask_tekst> Proszę: produkuj się. <didask_tekst><osoba>Camille</osoba> oparł się o stół i wpatruje się w niego bez słowa</didask_tekst> No?... Zapomniałeś, co dalej?</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>


<didaskalia>powoli</didaskalia>

<kwestia>
<akap>I ja w ciebie... w ciebie wierzyłem?!... Ależ ty jesteś wprost ohydny, Danton...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>z śmiechem nieco gorzkim</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Co za zmysł spostrzegawczy! --- Więc toś mi miał zakomunikować?</akap>
</kwestia>
<didaskalia>chwila nieruchomego patrzenia na siebie</didaskalia>




<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>


<didaskalia>nagle</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Danton: mówiłem ci, żeś wielki i że chciałbym dla ciebie zginąć. Teraz odwołuję najdobitniej każde słowo.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap><wyroznienie>Twoje</wyroznienie> słowa! Czyż ja cię kiedykolwiek brałem na serio, osesku<pe><slowo_obce>Czyż ja cię kiedykolwiek brałem na serio, osesku?</slowo_obce> --- w rzeczywistości Desmoulins (ur. 2 marca 1760) był młodszy od Dantona (ur. 26 października 1759) tylko o kilka miesięcy; <slowo_obce>osesek</slowo_obce>: niemowlę karmione piersią.</pe>?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Zdjęto mi łuski z oczu. Trochę nagle... ale jakoś to przeżyłem. --- Byłem ślepy --- ślepy jak kret... w was, nędznych łotrach, widziałem herosów! Za to teraz... O, teraz przejrzałem.</akap> 
<akap>Zniszczyłeś mnie, zwierzę bezduszne. Zatrułeś mi umysł. Roztrwoniłeś moje siły. Dla ciebie talent mój zszargał się w żurnalistycznym rynsztoku. --- Wiedz przynajmniej, że wyzyskany, zniszczony, zszargany, jeszcze --- spluwam ci w twarz.</akap></kwestia>


 
<didaskalia>prostuje się, gotów iść</didaskalia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>zainteresowany</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A, więc Robespierre jednak raczył palcem kiwnąć?</akap></kwestia>
  
<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>




  
<didaskalia>zatrząsł się</didaskalia>


  
<kwestia><akap>Nie waż się o nim wspominać!</akap></kwestia>


<didaskalia>pochyla się ku niemu poprzez stół</didaskalia>

 
<kwestia><akap><begin id="b1677023237819-1750850145"/><motyw id="m1677023237819-1750850145">Wolność</motyw>Całe życie spędziłem na klęczkach przed wami. Wyczerpałem się na waszej służbie. A umieliście chytrze wykorzystać moje zaślepienie... Od dziś jestem człowiekiem <wyroznienie>wolnym</wyroznienie>. Co się ze mną teraz stanie, to obojętne: z wami, zgniłe bałwany, zerwałem na wieki.<end id="e1677023237819-1750850145"/></akap></kwestia>
 
<didaskalia>odwraca się</didaskalia>



<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>siedzi spokojnie</didaskalia>

 
<kwestia><akap>Camille!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>przez ramię</didaskalia>

 
<kwestia><akap>Czego chcesz?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>



 
<kwestia><akap>Wróć się. <didask_tekst><osoba>Camille</osoba> zatrzymał się</didask_tekst> Co ty właściwie pleciesz? Co znaczy ten nawał metafor?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>



 
<kwestia><akap>Co tobie do tego?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>



 
<kwestia><akap>I co znaczy to ,,wy"? --- Czyżbyś znów Robespierre'a obraził?!...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>



 
<kwestia><akap>Obraził! --- Przejrzałem tego gada. --- A byłby mnie o włos na nowo omotał!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>



 
<kwestia><akap>Jak to... Byłeś u niego?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>



 
<kwestia><akap>Ja!? --- To on miał czelność przekroczyć mój próg --- i łasił się do mnie najbezwstydniej przez cały wieczór! --- Ale też dałem mu odprawę. Tak dobitną, że już się chyba nie waży do mnie zbliżać.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>



 
<kwestia><akap>Czy... czyś ty zmysły postradał, głupcze nieszczęsny!!! --- Jak to?! --- Więc dowiadujesz się wyraźnie, żeśmy straceni... a w kwadrans potem odpychasz jedyny, nieprawdopodobny, cudowny ratunek?!...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>mruży oczy, stara się ukryć przestrach</didaskalia>

 
<kwestia><akap>Co, my, straceni?...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>



 
<kwestia><akap>Więc nie słyszałeś przez drzwi naszej rozmowy?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>



 
<kwestia><akap>Ależ tyś go przecie pokonał...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>przechyla się wstecz</didaskalia>

 
<kwestia><akap>Ja go... Camille, twoja głupota przyprawi mnie o spazmy. --- Zrozum: ja tego maniaka, tego piekielnie chytrego wariata pojąłem <wyroznienie>po ludzku</wyroznienie> --- i jak ostatni dureń wyśpiewałem wszystkie swoje herezje, zasypałem go dowodami przeciw sobie, w najściślejszym znaczeniu wydałem na siebie wyrok śmierci!</akap></kwestia>


<didaskalia>dysząca przerwa</didaskalia>



<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>



 
<didaskalia>otrząsa się</didaskalia>

 
<kwestia><akap>No to się obronisz! Masz przecie lud za sobą! --- On wie, że ci nie sprosta: po cóż by nam schlebiał?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>zanosi się</didaskalia>
<kwestia>
  <akap>Obronię się! --- Lud! --- Wracam właśnie z kilku lokali sekcyjnych. --- Camille: motłoch już zdążył zapomnieć o moim istnieniu --- a teraz patrzy na mnie tak miłośnie, żem z miejsca stracił ochotę przemawiać.</akap><akap> Jesteśmy izolowani jak trędowaci. Jutro lub pojutrze cała Konwencja runie na nas i rozszarpie nas na kawałki.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>


<didaskalia>znieruchomiały</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Więc on mówił... prawdę... <didask_tekst>pauza. Naraz</didask_tekst> Ale po co, w takim razie?... <wyroznienie>Po co</wyroznienie> on...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>wpada w swą demoniczną wenę</didaskalia>
<kwestia>
<akap>...ciebie chciał ratować? <didask_tekst>fascynuje go</didask_tekst> To niepojęte... na pozór. --- Dla mnie zupełnie jasne: jesteś jedynym człowiekiem na świecie, chłopczyku, którego ten potwór kochał... <didask_tekst>chrapliwe westchnienie <osoba>Camille'a</osoba></didask_tekst> zaciekłą, boleśnie prawdziwą miłością.</akap>
</kwestia>
<didaskalia>długa cisza</didaskalia>




<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>trzęsąc się, wybucha nagle łkaniem nerwowej radości</didaskalia>


<kwestia><akap>O Chryste!!! <didask_tekst>powściągnął się trochę</didask_tekst> Za... t-tę wiadomość, Danton... przebaczam ci wszystko. </akap></kwestia>

<didaskalia>zwraca się, by biec</didaskalia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>unosi się lekko w fotelu</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Camille --- dokąd ty?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>


<didaskalia>z śmiechem prawie histerycznym, w drzwiach</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Do-kąd!!!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>wskazuje krzesło</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Pozwól --- jeszcze słowo. --- Usiądź. <didask_tekst><osoba>Camille</osoba> wraca niechętnie, ale stoi, oparty rękami o poręcz krzesła</didask_tekst> Widzisz... ja znam Robespierre'a lepiej od ciebie...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Niestety --- to prawda. --- Boże mój, jakżem ja <wyroznienie>mógł</wyroznienie> w niego zwątpić!...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>...i dlatego obawiam się pewnego... nieporozumienia. <didask_tekst><osoba>Camille</osoba> podnosi głowę z lekkim przestrachem</didask_tekst> Bo tyś coś mówił, żeś go obraził... ale nie zwymyślałeś go chyba od łotrów, Camille?...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>


<didaskalia>zdrętwiały</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Zdaje mi się... że tak...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>zmartwiony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Hm... to fatalne, moje dziecko... to fa-talne... Widzisz: u tych ludzi z drzewa czy z kamienia taki wyjątkowy sentyment, raz zadraśnięty --- zamienia się w nienawiść nieprzebłaganą. --- Robespierre nie przebaczy ci <wyroznienie>nigdy</wyroznienie>. Jeśli spróbujesz się z nim widzieć --- narazisz się tylko na dotkliwe przykrości.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>


<didaskalia>zaczerpnął oddechu</didaskalia>
<kwestia>
<akap>To nic. Niech się mści: ma rację. Zasłużyłem na najcięższą karę, --- Ale muszę przed nim uklęknąć, cokolwiek ma mnie spotkać.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>łagodnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tobie to już nic nie pomoże, Camille...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Mniejsza o mnie. Byleby on wiedział, że teraz rozumiem... i że... <didask_tekst>dławi się</didask_tekst> że mi... straszliwie... żal... </akap></kwestia>

<didaskalia>ociera oczy i nos</didaskalia>
<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>z cichym uśmiechem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Więc ty myślisz, że on ci uwierzy? Gdybyś się nawet --- cudem --- zdołał do niego zbliżyć, cóż by on <wyroznienie>musiał</wyroznienie> sądzić o tej nagłej skrusze? Żeś nareszcie pojął swoje niebezpieczeństwo --- i że przed nim tchórzysz.</akap>

<akap>A <wyroznienie>jak</wyroznienie> on umie dobić pokonanych --- toś już miał nieraz okazję podziwiać. To człowiek mściwy jak sam diabeł. --- Pamiętasz przecie, jak cię już raz ośmieszył, wykpił u jakobinów?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>


<didaskalia>opiera się ciężko o stół</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Pamiętam... uratował mnie tym od wydalenia. <didask_tekst>ciszej, pochylając się ku płycie</didask_tekst> A ja --- dureń --- pojmuję to... dopiero dziś...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ho, ho! Uratować mógł cię tańszym kosztem. Zahaczyłeś o jego chorobliwą drażliwość --- ale to był żart zaledwie, Camille!...</akap>

<akap>Zobaczysz: doprowadzi cię do samobójstwa ze wstydu.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>


<didaskalia>prostuje się bezradnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Miałbym całe życie zatrute... muszę przynajmniej napisać do niego!...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Opublikuje twój list... z komentarzami. <didask_tekst>Camille pada na krzesło. Długa cisza. Danton, z troskliwością</didask_tekst> Cóż... zaryzykujesz?...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>


<didaskalia>podnosi się, chwiejąc bezwładnie głową. Z trudem dobywa głosu</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie.</akap>
</kwestia>
<didaskalia>Odchodzi jakby lekko pijany. <osoba>Danton</osoba> patrzy za nim. Nagle wybucha niespokojnym, bezgłośnym śmiechem. Szczerzy zęby w grymasie, ale oczy pozostają przygasłe i smutne. Wstaje, by się znów napić. Ale flaszka pusta; rzuca ją więc, lecz bez rozmachu. Stoi bezmyślnie. Naraz ożywia się; kopnięciem usuwa flaszkę pod łóżko, zamyka szafkę i puka do drzwi na prawo.</didaskalia>




<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>


<didaskalia>z wnętrza, niespokojnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>To ty, Georges?... Zaraz...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie bój się, kochanie. Muszę z tobą pomówić. Otwórz.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie... nie wchodź. Zaraz przyjdę do ciebie. <didask_tekst><osoba>Danton</osoba> czeka z opuszczoną głową. <osoba>Louise</osoba> wchodzi w białym peniuarze. <osoba>Danton</osoba> całuje namiętnie jej ręce i pociąga ją do stołu</didask_tekst> Daj spokój --- o cóż ci chodzi?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>siedzi bez ruchu, zapatrzony w nią</didaskalia>
<kwestia>
  <akap>Musiałem cię... zobaczyć. --- Ty mały, gorzki cudu --- ty.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>I po toś mnie ze snu wyrwał?!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Znasz mój egoizm...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Istotnie. <didask_tekst>wstaje</didask_tekst> Dobranoc.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>wstrzymuje ją</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Musisz mnie wysłuchać, Louison. Usiądź, proszę. <didask_tekst><osoba>Louise</osoba> siada niecierpliwie</didask_tekst> Twoi rodzice mieszkają nadal w Fontenay, czyż nie tak? <didask_tekst>zdziwione potwierdzenie</didask_tekst> Jakże im się dziś powodzi?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wcale dobrze. Ojciec powinien mi być wdzięczny: za cenę kupna mojej osoby podreperował swój sklep<pe><slowo_obce>za cenę kupna mojej osoby podreperował swój sklep</slowo_obce> --- Przybyszewska sugeruje, że małżeństwo Dantonów było wymuszone przez Georges'a i zaaranżowane wspólnie z ojcem Louise, który w zamian otrzymał wsparcie finansowe, jednak obecnie znane źródła historyczne nie wskazują na to. Louise Sébastienne Gély pracowała jako niania dzieci Dantonów w czasie trwania pierwszego małżeństwa Georges'a. Po śmierci pierwszej żony Dantona, Antoinette Gabrielle Danton z domu Charpentier, Louise wyszła za mąż za swojego pracodawcę. Historycy wskazują, że to ona prawdopodobnie nakłoniła go do wycofania się na jakiś czas z polityki.</pe>. Jest nawet jakąś grubszą rybą w swej komunie. --- Ach, z pewnością znowu żebrał --- co?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie. --- Ale będziesz musiała wrócić do domu, cudu.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>


<didaskalia>poderwana błyskiem szalonej nadziei</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Co... wyjeżdżasz?!!...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>przesuwa rękę po głowie, posępnie wpatrzony w stół</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tak jest --- wyjeżdżam. --- Na długo.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>

<didaskalia>trzęsie się z radości --- prawie szeptem</didaskalia>


<kwestia><akap>Fak-tycz-nie?!!... <didask_tekst><osoba>Danton</osoba> spojrzał na nią --- raptem przeszywa go piorun straszliwego bólu, od którego mu się twarz wykrzywia i ciemnieje, aż przypomina w swej bezradności wstrętną maskę noworodka. Zrywa się i staje twarzą do kominka, wstrząsany drgawkami w barkach i plecach. <osoba>Louise</osoba> podchodzi, obserwując go z odległości dwu kroków. Z odrazą, strachem i oburzeniem</didask_tekst> Georges! Co ty wyprawiasz? --- Oszalałeś?!</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>odwraca od niej głowę i bełkoce</didaskalia>


<kwestia><akap>Mhm... odejdź... to nic... odejdź stąd! <didask_tekst>ona przestraszona cofa się za szezlong. On wraca do stołu opanowany</didask_tekst> A-ach... zachłysnąłem się. Już dobrze. --- Wróć i usiądź, Louison.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>


<didaskalia>nieufnie stoi u stołu i obserwuje go bezlitośnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Upiłeś się?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Niestety nie... Więc chętnie wrócisz do domu... <didask_tekst>głos mu pęka</didask_tekst> co, Louison?...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>


<didaskalia>niewzruszona</didaskalia>
<kwestia>
<akap><wyroznienie>Bardzo</wyroznienie> chętnie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>przełknął z trudem. Po dwu sekundach</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Następnie: w moim biurku znajdziesz znaczną sumę. Nie w asygnatach, rozumie się. Nie powierzam jej panu Gély'emu<pe><slowo_obce>Gély, Marc-Antoine</slowo_obce>  --- ojciec Louise Danton, członek Klubu Kordelierów</pe> dla ciebie; znając go --- wiem, że sama lepiej upilnujesz swej własności. Tylko, dziecino, musisz być bardzo ostrożna i nie zdradzić się, że posiadasz większe wartości. Sławetna Republika skonfiskowałaby ci wszystko. Musisz poczekać, aż... aż wrócą warunki <wyroznienie>normalne</wyroznienie>. --- Rozumiesz przecie?...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>


<didaskalia>z wolna</didaskalia>
<kwestia>
<akap>To znaczy, że ty uciekasz... prawdopodobnie na zawsze?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>wybucha śmiechem bez powodu</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tak jest --- prawdopodobnie! <didask_tekst>przechyla się ku niej w bok, zsuwa się na kolana i obejmuje jej uda</didask_tekst> Oooo, jedyna --- jedyna --- jedyna moja!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>


<didaskalia>odczuwa pierwsze drgnienie litości. Zbiega mu dłonią po głowie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Georges: co tobie dziś jest?...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>z oczami zamkniętymi w ekstazie, ale rozsądnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>No, kocham cię, bardzo po prostu --- kocham cię, maleńka... <didask_tekst>szeptem pożerającej namiętności</didask_tekst> kobieto...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>


<didaskalia>zaniepokojona, nerwowo usiłuje się wymknąć</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Puść mnie... proszę cię, puść mnie, Georges...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>zrywa się nagle. Chwyta ją powyżej łokci</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tę noc ostatnią darujesz mi... słyszysz? --- Dziś mi się migreną nie wykpisz!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>

<didaskalia>zastyga mu w rękach na posąg</didaskalia>
<kwestia>

<akap>Georges: jestem w ciąży.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>puszcza ją i opiera się biodrem o stół. Bez tchu, groźnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>...nie kłam!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>


<didaskalia>wyniośle wzrusza ramionami</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Wiem, że ci na dziecku zależy: więc <wyroznienie>musisz</wyroznienie> mnie oszczędzać. Pamiętaj, że nie jestem dorosła! Bóg wie, jak się to skończy... </akap></kwestia>
  
  
<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>




  
<didaskalia>(oszołomiony przeciera czoło)</didaskalia>



<kwestia><akap>W ciąży... teraz... <didask_tekst>pada na krzesło</didask_tekst> O, do stu milionów siarczystych szatanów!!!</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>


<didaskalia>szorstko</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Jeśli chcesz ze mną mówić --- to zachowuj się po ludzku.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>spojrzał na nią, jakby był zapomniał o jej obecności. Bez żalu całuje ją w palce</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie gniewaj się, najdroższa. <didask_tekst><osoba>Louise</osoba> siada</didask_tekst> Odzyskasz teraz wolność, dziecko --- pomyśl o tym i powiedz: czy ty mnie rzeczywiście... nienawidzisz?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Czy ja wiem --- dotychczas owszem. <didask_tekst>intensywnie</didask_tekst> Dziś wieczór, Georges, po raz pierwszy w życiu spojrzałam na ciebie jak na człowieka... <didask_tekst>z nieskończenie ostrym uśmiechem</didask_tekst> <wyroznienie>Pomyśl</wyroznienie>!!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>przestraszony</didaskalia>
<kwestia>

<akap>Na Boga, Louison... i czemuż to? <didask_tekst>z łagodnością świadomej ofiary</didask_tekst> Przecie jam ci nigdy nic złego...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>


  <didaskalia>ze śmiechem megery<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q371545"></ref><pe><slowo_obce>megera</slowo_obce> a. <slowo_obce>megiera</slowo_obce> --- tu: złośliwa, swarliwa osoba płci żeńskiej.</pe></didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nic złego!! <begin id="b1677425422373-539606050"/><motyw id="m1677425422373-539606050">Gwałt</motyw>Kupiłeś mnie, jak psa; i zgwałciłeś mnie, nieświadomą a wystraszoną do utraty zmysłów! To moje przerażenie --- istne męczarnie, jakie przechodziłam --- sprawiały ci najwidoczniej specjalną przyjemność!<end id="e1677425422373-539606050"/></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia><slowo_obce>aghast</slowo_obce><pe><slowo_obce>aghast</slowo_obce> (ang.) --- przerażony.</pe></didaskalia>
<kwestia>
<akap>Dziecko jedyne... przysięgam ci, że nie przeczuwałem... byłem pewien, że gdy raz zakosztujesz rozkoszy...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>

<didaskalia>z morderczym uśmiechem</didaskalia>


<kwestia><akap>Toś ty się nigdy w lustrze nie przejrzał, człowieku?... <didask_tekst><osoba>Danton</osoba> czerwieni się jak chłopak, brutalnie zawstydzony przez dorosłego --- aż <osoba>Louise</osoba> nieco mięknie</didask_tekst> Wiesz, Georges... gdybyś miał trochę delikatności, trochę zrozumienia... to kto wie nawet, czy... Ale nie ma o czym teraz gadać. Proszę cię, zapomnij o mnie --- i nie szukaj mnie, gdy wrócisz. <didask_tekst>wstaje</didask_tekst> Niech ci się tam lepiej powodzi, Georges.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>wstaje trochę uroczyście; ujmuje jej dłonie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Louison... <didask_tekst>całuje prawą</didask_tekst> ja idę na śmierć. <didask_tekst>całuje lewą</didask_tekst></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>


<didaskalia>nieruchomieje, mrugając</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Jak to...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>wzrusza ramionami</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Cóż --- nienasycona zawiść Robespierre'a dopięła swego. Byłem znudzony do obrzydzenia tym wiecznym paskudzeniem się sprawami motłochu; polegałem na swych olbrzymich zasługach --- no i stało się. Wykradł mi popularność. --- A wobec bezbronnych nawet Robespierre bywa odważny; w najbliższych dniach da znak --- i Konwencja, starannie wytresowana, rzuci mnie Trybunałowi na pożarcie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wiesz o tym... i leziesz prosto w ogień!... Ależ uciekaj, człowieku!...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie, kochanie. Życie na takim świecie, jak ten --- niewarte kiwnięcia palcem. Niechże ten adwokacina ma raz prawdziwą satysfakcję: niechże mu się zdaje, że potrafił Dantona powalić! --- Wnet gorzko, oj gorzko, odpokutuje swoje ambicyjki... </akap></kwestia><didaskalia>szczerzy zęby, zapatrzony v przyszłość</didaskalia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>


<didaskalia>zamyślona</didaskalia>



<kwestia>
<akap>Ciekawe... od samego początku przypuszczałam, że cię Robespierre prędzej czy później pokona.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>przeobraża się doszczętnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>O, przypuszczałaś?... A czy można zapytać...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>

<didaskalia>zrazu zaskoczona, orientuje się i wyzyskuje złośliwie sytuację</didaskalia>


<kwestia><akap>Dlaczego?... Boś się zachowywał akurat tak jak ojciec... <didask_tekst><osoba>Danton</osoba> blednie złowrogo</didask_tekst> gdy mu konkurencja Duvala groziła bankructwem. <didask_tekst><osoba>Danton</osoba> przybiera postawę groźną; <osoba>Louise</osoba> siada i kontynuuje konwersacyjnie</didask_tekst> Wtedy od rana do nocy była mowa o Duvalu --- o niedołężnym, głupim, zazdrosnym i podłym Duvalu; a im gorszy obrót sprawy przybierały, tym wyżej ojciec sławił własne talenta, tym wynioślejszy wyraz dawał swej pogardzie. --- Więc gdy słuchałam, coś mówił o Robespierze i o sobie, musiałam dojść do prze...</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>trzyma się, ale tchu mu brak</didaskalia>

<akap>Wybacz: już mi je raz raczyłaś zakomunikować. <didask_tekst>odchodzi, wędruje. Za każdym nawrotem na pokój podejmuje wątek przerywanego monologu. Cicho</didask_tekst> Ha, ha!... Ona wiedziała... ona wiedziała od dawna, smarkula! <didask_tekst>twarz mu ciemnieje. Zbliża się do niej. <osoba>Louise</osoba> ukrywa z trudem przyspieszone bicie serca --- ale wyzywa go nieruchomym uśmiechem</didask_tekst> Pha! Oczywiście: mój wróg, więc przedmiot najgorętszej sympatii... <didask_tekst>poprzez stół</didask_tekst> Najchętniej poleciałabyś mu się oddać, co? <didask_tekst><osoba>Louise</osoba> zrywa się z gniewu, robi krok --- on zwarty w sobie, z naelektryzowanymi dłońmi, onieśmiela ją nagłym rykiem</didask_tekst> Stój, gdzie jesteś, bo ci co zrobię!! <didask_tekst><osoba>Louise</osoba> cofa się lekko, opiera się wstecz o stół. On obchodzi ją z daleka, drapieżnie</didask_tekst> O... jak się teraz cieszy... jak jej się oczy śmieją do mojej śmierci... <didask_tekst>wskazując</didask_tekst> To... to jest żona, psiakrew!!! <didask_tekst>dygoce chwilę, dysząc; odwraca się o dziewięćdziesiąt stopni; pochylony, ku podłodze, cicho</didask_tekst> Ja jestem rzeczywiście sam. <didask_tekst>idzie szybko ku oknu. Stoi tam chwilę --- plecami do niej --- aż ochłonął. Potem wraca i przystaje u stołu naprzeciw niej. <osoba>Louise</osoba> cofnęła się za krzesło, ale stawia się mężnie</didask_tekst> Samaś sobie winna. Byłbym się dał zarżnąć bez słowa; ale twoja niewiarygodna babska głupota wytrąciła mnie z równowagi. <didask_tekst>podgrzewa się znowu</didask_tekst> Mnie... mnie zestawiać z tym tłustym bydlęciem, starym Gélym! Mnie!! --- Moją bezdenną pogardę dla tchórzliwych szykan tamtego cherlaka z Komitetu... <didask_tekst>coraz goręcej</didask_tekst> moją pogardę tak bezgraniczną, że nie raczyłbym mu nawet kości pogruchotać... porównać z miotaniem się kramarza! <didask_tekst>zaciska pięści w ekstazie pasji</didask_tekst> A gdy pomyślę, że motłoch też głupi jak baba... że cały motłoch gotów jeszcze lizać tej małpie buty za to, żem się jej dał zamordować!...</akap>

<didaskalia>pauza. Dyszy ciężko</didaskalia>

<akap>Och, skoro tak... to jednak wolę zadać sobie odrobinę trudu... i przydeptać nareszcie tę obmierzłą gadzinę, której uprzykrzone krętactwa zbyt długo lekceważyłem... <didask_tekst>prostuje się w przypływie energii</didask_tekst> Poczekaj tylko. Pokażę ja ci, co wart ten twój Robespierre... <didask_tekst>odrodzony, zastanawia się przez kilka sekund na środku pokoju</didask_tekst> Hej, przygotuję ja mu nagonkę!... On szczuł Konwencję na mnie miesiącami; ja odwrócę jego dzieło przeciw niemu przez jedną noc! Ja, bezbronny?! Ho, ho! <didask_tekst>przeszukuje kieszenie, pospiesznie zmienia ich zawartość, chwyta kapelusz</didask_tekst> Zorganizować bandę... natychmiast zacząć obrabiać Centrum. Obsadzić galerie... d'Espagnac<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q3288336"></ref><pe><slowo_obce>d'Espagnac, Marc René</slowo_obce> (1752--1794) --- nieuczciwy dostawca wojskowy związany z Dantonem.</pe> wytrzaśnie dosyć forsy, żeby kupić całą kanalię paryską. --- Ten pies wpadnie we własną matnię, aż... <didask_tekst>tężeje, już zwrócony ku drzwiom: słyszy hałas u bramy. <osoba>Louise</osoba>, rozpalona w napięciu drapieżnej mściwości, kocimi krokami podchodzi do stołu</didask_tekst> Już?! --- To wyklu... <didask_tekst>kroki wspinają się na ich --- ostatnie --- piętro. <osoba>Danton</osoba> ma przez chwilę oczy obłąkane. Nagle uderza się w czoło ze śmiechem, niezupełnie udanym</didask_tekst> Naturalnie! --- Gdzieżby on się ważył atakować mnie wolnego! Przecie musi mi naprzód związać ręce i nogi! <didask_tekst>kroki na korytarzu. Podniesionym głosem</didask_tekst> Ale póki mam pysk i płuca Dantona --- póty na nic wasze podstępy!</akap>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>

<didaskalia>z bladym uśmiechem, bez nacisku</didaskalia>
<kwestia>

<akap>Biedny pyszałku!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>rzuca się ku niej tak szybko, że nie zdążyła się wymknąć. Podczas gdy pukanie policji wstrząsa ścianami, chwyta ją i przyciska do siebie --- sam nie wie, z miłości czy z pasji</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ty... och, <wyroznienie>ty</wyroznienie>!!! <didask_tekst>całuje ją przemocą, a pospiesznie</didask_tekst> Ciebie teraz śmierć tylko ode mnie uwolni. A za parę dni wrócę zwycięzcą! </akap></kwestia>
<didaskalia>biegnie wpuścić oficera municypalnego z czterema milicjantami</didaskalia>

<naglowek_osoba>OFICER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Aresztuję was w imieniu Prawa, obywatelu Danton. <didask_tekst>wyciąga kartkę</didask_tekst> Oto mandat.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Bardzo słusznie. <didask_tekst>na widok mandatu</didask_tekst> Wiem już, wiem --- kapelusz mam; a płaszcz niepotrzebny w tak cudną noc... nie pada już chyba?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>OFICER</naglowek_osoba>


<didaskalia>zażenowany niesłużbowym pytaniem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dokąd mam przesłać mężowi rzeczy?</akap>
</kwestia>
<didaskalia><osoba>Danton</osoba> odwrócił się od niej.</didaskalia>




<naglowek_osoba>OFICER</naglowek_osoba>


<didaskalia>uprzejmie, lecz zdziwiony jej spokojem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Do pałacu Luxembourg, obywatelko.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dalej! <slowo_obce>Marchons</slowo_obce>!<pe><slowo_obce>marchons</slowo_obce> (fr.) --- chodźmy.</pe></akap></kwestia>

<didaskalia>Wychodzą. <osoba>Louise</osoba> zamyka drzwi; wciąga powietrze nienasyconym westchnieniem wyzwolenia; łokciem odsuwa włosy z twarzy --- po czym najspokojniej zabiera świecznik i znika u siebie.</didaskalia>

<naglowek_scena>ODSŁONA 3</naglowek_scena>

<didaskalia>Hala Konwencji. Głąb: estrada z trybuną, fotelem prezydenta, stołem sekretarzy i dwoma rzędami miejsc u stóp trybuny. Po bokach oba końce podkowy, jaką stanowią amfiteatralnie spiętrzone ławy. Grupa na lewo znaczona: 1, 2... Druga w środku, u stóp trybuny: I, II...</didaskalia>

<naglowek_osoba>2</naglowek_osoba>
<didaskalia>zagadnięty przez <osoba>1</osoba>, <osoba>5</osoba> przysuwa się do nich</didaskalia> <kwestia><akap>Tak --- ja też coś zauważyłem, już po drodze...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>5</naglowek_osoba>
<didaskalia>cicho do nich</didaskalia> <kwestia><akap>Panowie, czemu... <didask_tekst>reszty nie słychać, bo mówi</didask_tekst></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>I (MERLIN DE THIONVILLE)</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>III</osoba> i <osoba>IV</osoba></didaskalia><kwestia><akap> Tak jest, na pewno! Dziś o pół do czwartej rano!</akap></kwestia>

<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>3</naglowek_osoba>
<didaskalia>zbiega ku środkowi. Krzyczy</didaskalia><kwestia><akap> Hej, wy coś wiecie?</akap></kwestia>

  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>2</naglowek_osoba>
<didaskalia>przesuwa się z <osoba>1</osoba> i <osoba>5</osoba> na koniec ławki; <osoba>4</osoba> odsuwa się; <osoba>6</osoba> zostaje sam</didaskalia><kwestia><akap> Co to się stało?</akap></kwestia></blok>
  </rownolegle>

<naglowek_osoba>III</naglowek_osoba>
<didaskalia>zirytowany</didaskalia><kwestia><akap> Roznosisz babskie plotki!</akap></kwestia>
<rownolegle>
<blok>
<naglowek_osoba>1 (PANIS<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q3592008"></ref><pe><slowo_obce>Panis, Étienne-Jean</slowo_obce> (1757--1832) --- członek Komitetu Bezpieczeństwa Powszechnego, głosował za śmiercią króla podczas procesu Ludwika XVI. Został oskarżony przez Hérona o nadużycie swoich funkcji i ostatecznie został wydalony z Komitetu.</pe>)</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ba, kiedy <wyroznienie>wszyscy</wyroznienie> coś słyszeli...</akap></kwestia>

  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>5</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Na ulicy, wszędzie...</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>

<naglowek_osoba>II (LECOINTRE<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q3219342"></ref>)</naglowek_osoba>
<didaskalia>wstaje z boku, podchodzi</didaskalia> <kwestia><akap>Mój stróż twierdzi, że widział...</akap></kwestia></blok>
  </rownolegle>

<naglowek_osoba>I</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Właśnie! <wyroznienie>Widział</wyroznienie>, jak go prowadzili...</akap></kwestia>

<didaskalia>Grupa zacieśnia się silnie.</didaskalia>

<naglowek_osoba>1, 2, 3 i 5</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Kogo? --- Kogo? --- Kogo prowadzili? --- O co w ogóle chodzi?!...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>III</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie uwierzę nigdy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>VI</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ani ja. Nie!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>VII</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie śmieliby, do diabła.</akap></kwestia>

<didaskalia>Grupa pierwsza przesuwa się ku nim.</didaskalia>

<naglowek_osoba>1 i 5</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ale co, <wyroznienie>co</wyroznienie> takiego? --- Powiedzcież nareszcie!...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>A (COURTOIS)</naglowek_osoba>
<didaskalia>wpada; na cały głos</didaskalia><kwestia><akap> Koledzy: Desmoulins aresztowany!!!</akap></kwestia>

<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>I i II</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>O! widzicie?! --- A nie mówiłem?!</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>4 i IV</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Desmoulins?... Ależ nie! --- Nie ten! Philippeaux!!</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>

<naglowek_osoba>3, 5, VI i VII</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Areszto... --- <wyroznienie>Co</wyroznienie>, Camille?! --- Kiedy?! --- Skąd wiesz?...</akap></kwestia>
    </blok>
  </rownolegle>

<naglowek_osoba>B</naglowek_osoba>
<didaskalia>wbiega</didaskalia> <kwestia><akap>Panowie --- co to się dzieje na mieście?...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>IV</naglowek_osoba>




<kwestia><akap> Ależ Philippeaux aresztowany, nie Camille!!</akap></kwestia>

<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>ZDUMIENI</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A to co znowu? --- Więc kto właściwie?...</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>SCEPTYCY</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nieprawda! --- Niezgodne pogłoski! --- Chcą rzucić popłoch, nic więcej!</akap></kwestia></blok>
  </rownolegle>
<naglowek_osoba>A</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Koledzy! Ależ widziałem go sam!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>2 i IV</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Kogo? --- Camille'a?!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>A</naglowek_osoba>




<kwestia><akap> Tak, Camille'a! Pod eskortą, o pół do czwartej!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SZMER NIEPOKOJU</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Camille'a... Pół do czwartej... to się zgadza! ...Więc jednak?...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>I</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To znaczy, że aresztowano <wyroznienie>kilku</wyroznienie> z nas!</akap></kwestia>
<rownolegle>
<blok>
<naglowek_osoba>1</naglowek_osoba>
<kwestia><akap><wyroznienie>Coraz</wyroznienie> lepiej! Gratulacje!</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>OKRZYKI NIEPOKOJU</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jak to... kilku?! --- Bez słowa?... Nie wiadomo kogo --- Nie wiadomo za co --- Co to znaczy?... Cóż to się dzieje?! --- To niemożliwe!</akap></kwestia>
  </blok>
  </rownolegle>
<naglowek_osoba>C</naglowek_osoba>
<didaskalia>wpada zdyszany na czele większej garstki; na stopniach trybuny</didaskalia> <kwestia><akap>Przyjaciele! Tej nocy, o pół do czwartej, aresztowano Delacroix, Philippeaux, Camille'a Desmoulinsa... i...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>D (FRÉRON<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1385387"></ref>)</naglowek_osoba>
<kwestia><akap><didask_tekst> śpiewnym basem kradnie mu sensację</didask_tekst> I Dan-to-na!!!</akap></kwestia>

<didaskalia>Zrywają się</didaskalia>

<naglowek_osoba>SZMER GROZY</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co?! --- Kogo?! --- Danton!... Ależ to być nie może! --- Co, naprawdę?! --- Dantona... --- Danton --- areszto... --- Kiedy?! --- Też dziś w nocy? --- Sam Danton!... A cóż on zawinił?! Kto śmiał?!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>I</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To dzieło Komitetu Ocalenia!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KRZYKI</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To wykluczone! --- Byłoby bezprawie! --- Nie, Komitet nigdy by... --- Gdzie jego paczka? --- Legendre! --- Le-gendre!! --- Delacroix --- Bourdon! --- Lacroix --- Nie ma! --- Wszystkich wzięli! --- Całą partię naraz!!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>1</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>O, panowie! To dopiero początek! Komitet rośnie!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SZMER OBURZENIA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Niewinnych... --- Za naszymi plecami --- Komitet nie miał prawa! --- Tego doprawdy za wiele!</akap></kwestia>

<didaskalia>Wpadają <osoba>Legendre</osoba> i <osoba>Bourdon</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>OKRZYKI RADOŚCI</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>O, to oni! --- Więc przecież przyszli! --- Bogu dzięki! --- Patrzcie tylko: są! --- Naturalnie, że to bujda! --- Zawracanie głowy! --- Słuchajcie! Czy to prawda?! --- że Danton... --- Ależ skąd! --- Czy Danton?... No a reszta gdzie?... Bourdon! Gdzie inni?...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba> BOURDON</naglowek_osoba>


<didaskalia>oszalały</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Każdej chwili mogą mnie aresztować!...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LEGENDRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Koledzy, jesteśmy straceni!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>A</naglowek_osoba>
<didaskalia>na stopniach trybuny</didaskalia> <kwestia><akap>Panowie! Nad rządem Francji zawieszono terror!!</akap></kwestia>

<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>KRZYKI</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Złamanie prawa! --- Bezprawie! --- Komitet zagraża Konwencji! --- Terror!! --- <wyroznienie>Terror</wyroznienie>!!!</akap></kwestia>

  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>6 i VIII</naglowek_osoba>
<didask_tekst>opozycja</didask_tekst> <kwestia><akap>Brawo, Komitet! --- Niech żyje Komitet, precz ze zdrajcą Dantonem!</akap></kwestia>

<didaskalia>okrzyki wzmagającej się pasji, wrzawa dokoła tych dwu</didaskalia>
  </blok></rownolegle>
<naglowek_osoba>PRZECIWNICY</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Niech żyje Danton! --- Człowiek Dziesiątego Sierpnia! --- Obrońca Wolności!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>I</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Koledzy! Trzeba się bronić. Chodzi o nasze życie i o honor rządu!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>3 i 5</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Kres posłuszeństwa! --- Precz z tyranią!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>I</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Słuchajcie!... Żądamy, żeby wysłuchano Dantona u poręczy<pe><slowo_obce>wysłuchanie u poręczy</slowo_obce> --- wysłuchanie deputowanego postawionego w stan oskarżenia odbywało się przy poręczy otaczającej stół Trybunału Rewolucyjnego.</pe>...</akap></kwestia>

<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>6 i VIII</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co?!!! Tego <wyroznienie>nigdy</wyroznienie>... Jakim prawem?!</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>

<naglowek_osoba>POKLASK</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Doskonale! --- Tak, u poręczy! Dantona <wyroznienie>muszą</wyroznienie>... Muszą się zgodzić! <didask_tekst>podają sobie dalej</didask_tekst> Pamiętajcie: u poręczy! --- Muszą go wysłuchać! --- Żądamy wszyscy! --- Jednogłośnie!!</akap></kwestia>
  </blok></rownolegle>

<naglowek_osoba>I</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Danton, jak się odezwie --- to wygrał!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>II</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Cóż by mu mieli zarzucić?!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>I</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wtedy Komitet musi odwołać to nikczemne nadużycie...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ZACHWYT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dziś rano jeszcze! --- Od razu! --- Niech złoży władzę! --- Odebrać mu!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>KRZYKI FRENETYCZNE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Komitet zdradza! --- To zdrajcy! --- Chcą nas wyrżnąć, by zagarnąć rząd! --- Tyrania! --- Precz z tajną dyktaturą! --- Precz z terrorem Komitetu! --- Precz z Komitetem zdrajców! --- Odebrać mu władzę!!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>A</naglowek_osoba>
<didaskalia>wskakuje o stopień wyżej niż <osoba>Merlin</osoba></didaskalia><kwestia><akap> A gdy odwoła, rozwiążemy go natychmiast!</akap></kwestia>

<didaskalia>burza oklasków</didaskalia>
<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>6 i VIII</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Zdrajcy!! --- To zamach na rząd!!</akap></kwestia>

<didaskalia>Burza się wzmaga.</didaskalia>
  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>WRZASK</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Rozwiązać! --- Rozwią-za-ać!!! --- Precz z tyranami! --- Precz! Precz!!</akap></kwestia>
  </blok>
  </rownolegle>
<naglowek_osoba>D</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Komitet stanie przed sądem!!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>POKLASK</naglowek_osoba>


<didaskalia>namiętny</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Brawo! --- Oskarżyć! --- Wszystkich dziewięciu! --- Komitet przed sąd --- przed --- <wyroznienie>sąd</wyroznienie>!! --- Na gilotynę!!!</akap></kwestia>

<didaskalia>Wchodzą woźni. Stuk halabard. Deputowani spiesznie zajmują miejsca.</didaskalia>

<naglowek_osoba>D</naglowek_osoba>
<didaskalia>na górze po lewej</didaskalia> <kwestia><akap>Dziś się rozstrzygnie, bracia: Wolność --- albo grób!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>II</naglowek_osoba>
<kwestia><akap><slowo_obce>Allons, enfants de la</slowo_obce>...<pe><slowo_obce>Allons, enfants de la [patrie]</slowo_obce> (fr.) --- Naprzód, dzieci ojczyzny (początkowe słowa <tytul_dziela>Marsylianki</tytul_dziela>, pieśni rewolucyjnej, która z czasem stała się oficjalnym hymnem Francji).</pe></akap></kwestia>

<didaskalia>Większość zaczyna nucić. --- Z przodu po lewej:</didaskalia>

<naglowek_osoba>A</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Bourdon, musisz natychmiast wystąpić...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SZMER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tak! --- Tak! --- Bourdon, na trybunę! --- Odwagi, Bourdon! --- My wszyscy z tobą! --- Dalej! --- Niech żyje Danton!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba> BOURDON</naglowek_osoba>


<didaskalia>drży</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Panowie --- ja... ja --- nie mogę... nie potrafię... ja nie...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SZYDERSTWO</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tfu, tchórz! --- Trzęsie się cały! --- Patrzcie go, jaki zielony!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>II</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Legendre: więc ty.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>GŁOSY</naglowek_osoba>


<didaskalia>rozkazujące</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Legendre! --- Na trybunę! --- Musisz mówić! --- Dalej!</akap></kwestia>

<didaskalia>Wchodzi prezydent --- dantonista <osoba>Tallien</osoba><pe><slowo_obce>Tallien, Jean-Lambert</slowo_obce> (1767--1820) --- polityk z okresu rewolucji francuskiej, jakobin, odegrał znaczącą rolę podczas Dziesiątego Sierpnia, następnie zasłynął z wprowadzania rządów terroru w regionie Bordeaux. Od 24 marca 1794 r. przewodniczący Konwentu Narodowego.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q464513"></ref>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>LEGENDRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dobrze. Mówię w imieniu was wszystkich! <didask_tekst>udaje się do sekretarzy</didask_tekst> 
  </akap></kwestia>
  
 <naglowek_osoba> I, A i D</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tak jest, wszystkich! --- Cały kraj za tobą! --- Cała Francja za nami!</akap></kwestia>

<didaskalia>Po tym okrzyku śmiertelna, przyczajona cisza. <osoba>Tallien</osoba> zajmuje fotel, nie siadając od razu. Sekretarze rozmieszczają się u swego stołu; główny wpisuje <osoba>Legendre'a</osoba>. Za prezydentem jeszcze kilku deputowanych, między nimi <osoba>Robespierre</osoba> i <osoba>Saint-Just</osoba>, którzy siadają w głębi po prawej, najbliżej trybuny.</didaskalia>

<naglowek_osoba>TALLIEN</naglowek_osoba>


<didaskalia>uroczyście zdejmuje kapelusz i siada</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Przedstawiciele: posiedzenie otwarte.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LEGENDRE</naglowek_osoba>


<didaskalia>zapisany; do prezydenta</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Proszę o głos.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TALLIEN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Mów.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LEGENDRE</naglowek_osoba>
<didaskalia>zebrał siły</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Przedstawiciele narodu! --- Dowiaduję się właśnie --- ze zdziwieniem --- że dzisiejszej nocy aresztowano czterech członków Konwencji, <didask_tekst>obserwując się drapieżnie jeden drugiego, <osoba>Robespierre</osoba>, <osoba>Merlin</osoba> [I], <osoba>Lecointre</osoba> [II], <osoba>Courtois</osoba> [A] i <osoba>Panis</osoba> [1] wstają i podchodzą równocześnie do sekretarzy. Ubiegają się bez szmeru o pierwszeństwo; uzyskawszy następstwo głosu --- nie wiadomo jednak w jakiej kolei --- zbliżają się do trybuny, obierając strategiczne pozycje. <osoba>Saint-Just</osoba> czuwa</didask_tekst> 
  Słyszałem, że jednym z tych czterech ma być Danton. Kim są pozostali --- nie wiem. A zresztą: cóż nas nazwiska obchodzą? --- Co do Dantona, koledzy --- gotów jestem ręczyć życiem za jego rzetelność... <didask_tekst>bardzo stłumiony szmer poklasku; szeptane okrzyki zachęty, błyski spojrzeń, tajne znaki</didask_tekst> i stawiam wniosek, abyśmy --- kimkolwiek są ci inni --- wysłuchali wszystkich u poręczy. Skoro się ich oskarża --- trzeba dać im się wytłumaczyć... <didask_tekst>wyraźniejszy, nerwowy szmer roznamiętnienia; cisza na znak mówcy. Ośmielony</didask_tekst> ...<wyroznienie>potem</wyroznienie> osądzicie, czy przypadkiem osobiste zatargi --- że nie powiem zawiść --- nie wpłynęły na rozporządzenie, które nas zdumiewa.</akap>
</kwestia>

<didaskalia>Schodzi wśród, nietłumionych już, namiętnych oklasków. Pięciu kandydatów do głosu rzuca się ku schodkom; zręczność <osoba>Robespierre'a</osoba> zapewnia mu zwycięstwo. Reszta przytrzymuje go, lecz zastawił sobą wejście i nie daje się ściągnąć. <osoba>Saint-Just</osoba> stara się wcisnąć między niego a napastników. <osoba>Robespierre</osoba> przerywa salwę oklasków ostrym krzykiem; napięta, nienaturalna cisza powraca.</didaskalia>



<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Proszę --- o --- głos!</akap></kwestia>

<didaskalia>Mimo znaku zezwolenia ze strony prezydenta, tamci czterej nie myślą rezygnować. <osoba>Panis</osoba> stara się wdrapać z zewnątrz do trybuny.</didaskalia>

  <rownolegle>
    <blok>
<naglowek_osoba>MERLIN, COURTOIS, LECOINTRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ja pierwszy! nie twoja kolej! --- Naprzód my! --- Usuń się stąd! --- Nie masz głosu!</akap></kwestia>
    </blok>
    <blok>

<naglowek_osoba>TALLIEN</naglowek_osoba>


<didaskalia>dzwoni delikatnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Panowie!...</akap></kwestia>
    </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>


<didaskalia>wykręca się wstecz</didaskalia>
<kwestia>
<akap><slowo_obce>Citoyen</slowo_obce><pe><slowo_obce>citoyen</slowo_obce> (fr.) --- tu: obywatelu.</pe> Legrand: czyja teraz kolej?</akap></kwestia></blok>
  </rownolegle>

<naglowek_osoba>SEKRETARZ</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wasza, Robespierre.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CZTEREJ DANTONIŚCI</naglowek_osoba>


<didaskalia>puszczają go i biegną sprawdzić</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nieprawda! --- Oszustwo! --- To być nie może!</akap></kwestia>

<didaskalia>Konwencja czeka bez tchu. <osoba>Robespierre</osoba> czeka również, aż się przekonają. Czterej pochylają się nad listą, mruczą, odchodzą, wzruszając ramionami, by zająć miejsca u stóp trybuny. Teraz dopiero <osoba>Robespierre</osoba> wbiega na górę, a <osoba>Saint-Just</osoba> odchodzi.</didaskalia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>


<didaskalia>głosem pełnym, lecz pod tłumikiem ze względu na dziwną ciszę</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Obywatele...</akap>
</kwestia>
<didaskalia>Huragan wybucha.</didaskalia>

<naglowek_osoba>CHÓR</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Naprzód Danton! --- Naprzód niech mówi Danton! --- Danton do poręczy! --- Nie! Na trybunę Danton! --- Danton ma głos! --- Danton!! --- Chcemy Dan-to-o-na!!! --- Nie twoja kolej! --- Nie będziesz mówił! --- Zejdź! --- Precz z trybuny! --- Precz! --- Precz z Komitetem --- Precz z tyranami! --- Precz z dyktaturą!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>COURTOIS</naglowek_osoba>

 <didaskalia>wstał; obraca się; ramieniem i palcem wskazuje od dołu na <osoba>Robespierre'a</osoba>. Głosem jak bizon</didaskalia>
  
  
<kwestia><akap>Precz --- z <wyroznienie>dyk-ta-to-o-rem</wyroznienie>!!!</akap></kwestia>

  
  <didaskalia>Tymczasem <osoba>Tallien</osoba> dzwoni pracowicie, nieco znużony, jak zblazowany ministrant. Lecz okrzyk <osoba>Courtois</osoba> przestraszył Konwencję. Nastaje zdziwiona pauza, a ponieważ <osoba>Robespierre</osoba> czeka cierpliwie i widać, że gotów czekać dłużej, aż się pomęczą --- więc po przerwie wznosi się już tylko pomruk pełen <slowo_obce>ressentiment</slowo_obce><pe><slowo_obce>ressentiment</slowo_obce> (fr.) --- gniew, niechęć, pretensja.</pe>, który wnet ustaje. Następująca po nim cisza ma nieco osowiały charakter.</didaskalia> 

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>


<didaskalia>westchnął</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Dawno już, panowie, nie zaczęliśmy posiedzenia od takich wybuchów temperamentu. Niezwykłe nawet tutaj wzburzenie zebranych dowodzi, że ma się rozstrzygnąć rzecz <wyroznienie>ważna</wyroznienie>.</akap>

<akap>Dziś się okaże, co cenimy wyżej: Republikę --- czy kilka jednostek.</akap>

<akap>Dziś się okaże, panowie --- czyśmy godni rządzić.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FRÉRON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dziś się okaże, czego <wyroznienie>wy</wyroznienie> jesteście godni, tyrani!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>


<didaskalia>ogniskuje mu na czole promienie swego wzroku</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Poruszę i ten punkt... za chwilę.</akap>


<akap>Legendre żąda, aby Konwencja wysłuchała aresztowanych u poręczy.</akap>
</kwestia>

<naglowek_osoba>OKRZYKI</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Żądamy tego wszyscy! --- Wszyscy!! --- Cały kraj!!!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>


<didaskalia>poczekał, aż wróciła zupełna cisza</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Lecz gdy aresztowano przedstawicieli Chabota, Basire'a<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q2615278"></ref>, Delaunaya, Fabre'a, Klotza, Heraulta --- nikomu na myśl nie przyszło żądać dla nich podobnych względów. Więc chcielibyście nagle przyznać tym czterem, czegoście odmówili tylu innym? --- Na jakiej podstawie?</akap>

<didaskalia>opozycja, przyparta do ściany, reaguje bezradnym szmerem</didaskalia>

<akap>Legendre twierdzi, że posłyszał nazwisko samego tylko Dantona. Cała Konwencja zna pozostałe trzy. Czemuż się Legendre tej wiedzy wypiera? --- Bo wie, że wśród tych trzech jest taki Delacroix na przykład; i że, chcąc bronić Delacroix --- trzeba być bezwstydnym.</akap>

<didaskalia>znów bezradny, silniej zirytowany szmer</didaskalia>

<akap>Za to --- wymienił Dantona. Bo Legendre sądzi, że to nazwisko uprzywilejowanej osobistości. Tak sądzi wielu. --- Wyprowadźmy ich z omyłki, panowie: przywilejów nie przyznajemy nikomu.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>6 i VIII</naglowek_osoba>

<didaskalia>porwani radością</didaskalia>

<kwestia><akap>Brawo! --- Właśnie!</akap></kwestia>

<didaskalia>zajadły syk opozycji</didaskalia>




<naglowek_osoba>FRÉRON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Człowiek Dziesiątego Sierpnia zasłużył chyba na pewne względy!</akap>
</kwestia>
<didaskalia>głośny szmer namiętnej aprobacji</didaskalia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>głośniej</didaskalia>

<kwestia><akap>Otóż to --- Dziesiątego Sierpnia. Panowie: przede wszystkim dziesiątego sierpnia, olbrzymi przewrót z jednego ustroju w przeciwny --- to dzieło dwudziestu pięciu milionów ludzi w maksymalnym wytężeniu sił; dzieło zjednoczonej woli całego narodu, dokonane nakładem geniuszu, wysiłków i ofiar, których myślą objąć niepodobna. <didask_tekst>tym razem już pięć --- sześć par rąk wyraża uznanie. Opozycja milczy oczywiście</didask_tekst> Któż by śmiał przyjąć, sam jeden, tytuł Człowieka Dziesiątego Sierpnia? --- Któż by się odważył skupić na swą jedną lichą osobę --- chwałę za milion ofiar, milion czynów, milion twórczych myśli?!</akap>

<akap>Ponadto: udział Dantona w procesie przewrotu nie był nawet szczególnie wybitny.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>OKRZYKI</naglowek_osoba>

<didaskalia>przestrachu, zgorszenia, oburzenia</didaskalia>

<kwestia><akap>Co?! ---  Udział Dantona... nie był wybit... dziesiątego sierpnia! --- Co on jeszcze powie?! --- Co za oszczerstwo! --- Jak śmiesz! --- Podła zawiść!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>


<didaskalia>nie czeka. Wytęża głos</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Za to, po zwycięstwie, on jeden zbierał laury za wszystkich. --- Tak powstają legendy dokoła niegodnych. --- Przyznaję chętnie, że Danton nie jest bez zasług --- ale cóż stąd?</akap>

<akap>Koledzy: każdy z was dokonał rzeczy wybitnych. Ale każdy z was wie, że najświetniejsza ,,zasługa" jest tylko punktem zadania, dla którego żyjemy i giniemy: więc prostym obowiązkiem. Spełnienie obowiązku, panowie, rozumie się samo przez się, nie stanowi tytułu ani do wdzięczności, ani do wyróżnienia, cóż dopiero do jakiejś nagrody! --- Wiemy wszyscy, że nikt z nas, i za nic, przywileju pozyskać nie może.</akap>

<akap>Żądanie przywileju dla Dantona byłoby ostatecznie tylko... naiwnością, gdyby ten człowiek <wyroznienie>był</wyroznienie> bohaterem bez skazy.</akap>

<akap>A ponieważ wiemy wszyscy --- z wyjątkiem kilku zwiedzionych --- że kariera Dantona jest łańcuchem przestępstw społecznych...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SZMER</naglowek_osoba>


<didaskalia>grozy</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Aaach!... Dantona... --- Danton!... --- Jak to?! --- Przestępstw!... Łańcuchem prze... --- co to znaczy?!...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>w pełni natężenia</didaskalia>


<kwestia><akap>...więc żądanie to staje się również --- dowodem bezwstydu. <didask_tekst>martwa cisza</didask_tekst></akap>

<akap>To wylakierowane bożyszcze, błyszczące z zewnątrz, a zgniłe od dawna, wprowadza społeczeństwo w błąd; szerzy moralną zarazę. Zobaczymy, czy Konwencji starczy sił, by je strącić, a bałwochwalców ocucić z transu adoracji --- czy też dopuści, że ją ten kolos z gliny ze sobą pociągnie --- i padając, pozbawi Francję rządu. --- Zobaczymy.</akap></kwestia>

<rownolegle>
<blok>
<naglowek_osoba>POKLASK</naglowek_osoba>

<didaskalia>znacznie liczniejszy</didaskalia>


<kwestia><akap>Dobrze mówi! --- Precz z bałwanem! --- Strącimy go! --- Starczy nam sił, Robespierre!</akap></kwestia>

  </blok>
  <blok>

<naglowek_osoba>OPOZYCJA</naglowek_osoba>


<didaskalia>przebudzona i powołana do akcji</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie dajcie się zwieść! --- To kłamstwo! --- To bezecna potwarz! --- Danton to nasz wódz!</akap></kwestia></blok>
  </rownolegle>

<naglowek_osoba>LECOINTRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Robespierre! Wysłuchać oskarżonego u poręczy to nie przywilej, to prosta sprawiedliwość!</akap>
</kwestia>
<didaskalia>Poklask gwałtowny, ale liczbowo topnieje.</didaskalia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>


<didaskalia>rzuca się w tę stronę</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Co?! Sprawiedliwość?! Więc odmawiacie zaufania Trybunałowi Rewolucyjnemu?</akap>
</kwestia>
<didaskalia>cisza jak po gromie</didaskalia>




<naglowek_osoba>PROTEST</naglowek_osoba>


<didaskalia>onieśmielony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie... nie... tego nigdy... tego nikt nie... Trybunał jest nienaganny --- sąd ma nasze pełne zaufanie...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Więc nie wkraczajcie w obręb jego funkcji, bo to obelga!</akap></kwestia>

<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>POKLASK</naglowek_osoba>


<didaskalia>namiętny</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Doskonale! A to im dociął! Brawo, Maxime! --- Mów, mów, Robespierre! Otwórz im oczy nareszcie!</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>OPOZYCJA</naglowek_osoba>

<didaskalia>już bliska spazmów</didaskalia>

<kwestia><akap>Sofistyka! --- Frazesami chce nas odurzyć! Nie dajcie sobie głowy zawrócić! --- <wyroznienie>My</wyroznienie> jesteśmy rządem!</akap></kwestia>
  </blok></rownolegle>

<naglowek_osoba>MERLIN</naglowek_osoba>


<didaskalia>przeraźliwie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Brońmy się, do stu diabłów!!</akap>
</kwestia>
<didaskalia>zwykły dzwonek prezydenta</didaskalia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>


<didaskalia>odetchnął tymczasem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ale to nie wszystko. --- Widzę, że niektórzy wśród panów kwestionują nawet rozporządzenie aresztowania. Jeśli tak...</akap></kwestia>

<didaskalia>Cała Konwencja się zrywa.</didaskalia>
<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>POKLASK</naglowek_osoba>


<didaskalia>choć znacznie przeważa, tonie wśród wrzasków protestu</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie! --- Nigdy! --- Dobrzeście zrobili! --- Zatwierdzamy! --- Brawooo!!!</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>OPOZYCJA</naglowek_osoba>


<didaskalia>w paroksyzmie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tak jest! --- Nie pozwalamy! --- Cała Francja podnosi protest! <didask_tekst>śmiech i świst stronników mówcy. Groźby</didask_tekst> To cynizm przemocy! --- Nadużycie władzy! --- Tyrania! --- Bezwstyd! --- Pójdziecie pod sąd!!</akap></kwestia>
  </blok> </rownolegle>
<didaskalia>Coraz dzikszy świst i tupanie. Już ktoś dostał w głowę notesem, ktoś inny kulą papierową --- za co, przeskakując rząd, idzie się mścić. Zamieniono już kilka ciosów pięścią. Woźni rozdzielają walczących. Prezydent wstaje i wkłada kapelusz; wobec tego wrzawa ustaje, lecz stopniowo.</didaskalia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>


<didaskalia>odczekał</didaskalia>
<kwestia>
<akap>...jeśli tak --- jeśli uważacie, że Dantona trzeba sądzić według innego kodeksu niż nieznanego Basire'a --- to rzućcie na Komitet <slowo_obce>votum</slowo_obce> nieufności, rozwiążcie go, a nas, członków, stawcie pod sąd.</akap>

<didaskalia>szmer oburzenia u stronników; opozycja mruczy ponuro, bezradna wobec tego posunięcia</didaskalia>

<akap>Inna rzecz, jak to później uzasadnicie wobec opinii narodu, którego wola jest wam prawem.</akap></kwestia>

<didaskalia>milczenie --- znużone i nieco <slowo_obce>sheepish</slowo_obce><pe><slowo_obce>sheepish</slowo_obce> (fr.) --- nieśmiałe, pełne zakłopotania.</pe></didaskalia>




<naglowek_osoba>GŁOSY POWAŻNE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie mamy Komitetom nic do zarzucenia. --- Wyrażamy wam bezwzględne zaufanie. <didask_tekst>rozgrzewają się</didask_tekst> Górą Komitety! --- Niech żyją Komitety! --- Brawo! --- Bra-wooo!?</akap>
</kwestia>
<didaskalia>posępny pomruk rezygnacji</didaskalia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A zatem, koledzy: przekonaliście się, że dekret w myśl wniosku Legendre'a przyniósłby wam ujmę: byłby dowodem tchórzostwa. Rząd społeczeństwa tak zagrożonego jak nasze --- nie może narażać swej powagi. Co czeka Francję, gdy straci do nas zaufanie?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>POKLASK</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Słusznie! --- Dobrze mówisz! --- Nie poniżać Konwencji! --- Dbajmy o honor rządu! --- Zatwierdzamy! <didask_tekst>liczne glosy naraz</didask_tekst> Zatwierdza-my! Wniosek Legendre'a padł! --- Odrzucony!</akap>

</kwestia>

<didaskalia>oklaski</didaskalia>


<naglowek_osoba>COURTOIS</naglowek_osoba>
<akap>Czyście oszaleli?! Jak Danton padnie, to po nas!! </akap>

<didaskalia>syk, świst, krzyki</didaskalia>
<naglowek_osoba>MERLIN</naglowek_osoba>


<didaskalia>w rozpaczy</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Durnie, wydajecie się sami na rzeź!!!</akap>
</kwestia>
<didaskalia>hałas milknie, ucięty przestrachem wobec tak silnego wyrażenia</didaskalia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
  
<didaskalia>wśród tej ciszy</didaskalia>


<kwestia><akap> Ci dwaj panowie złożyli wyznanie współwiny.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MERLIN</naglowek_osoba>


<didaskalia>zrywa się</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Coś ty powiedział?...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Zgromadzenie przyznało Komitetom i Trybunałowi pełne zaufanie. <didask_tekst>okrzyki aprobacji</didask_tekst> A przed ochroną społeczną drżą tylko przestępcy.</akap></kwestia>

<didaskalia>Silny poklask. <osoba>Courtois</osoba> i <osoba>Merlin</osoba> wstają uroczyście, przechodzą halę.</didaskalia>




<naglowek_osoba>COURTOIS</naglowek_osoba>

<didaskalia>od drzwi po przeciwnej stronie</didaskalia>


<kwestia><akap>Dokonasz dzieła zawiści, Robespierre. --- Ale biada ci, gdy Danton padnie! Ciężar tej zbrodni zmiażdży cię na proch!</akap></kwestia>


<didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Oto najpowszedniejszy argument.</akap>

<akap>No dobrze; a gdyby nawet, na mocy mistycznego prawa, zniszczenie przestępcy miało się stać moją zgubą --- czyżby to było klęską społeczną? --- Co kogo z nas obchodzi niebezpieczeństwo prywatne?</akap>

<akap>Jest wśród was wielu ludzi o wysokim poziomie moralnym --- świadczą o tym dzieła i czyny Konwencji. --- Jestem pewien, że ci ludzie przyznają mi słuszność.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>GŁOSY</naglowek_osoba>


<didaskalia>żarliwe</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Wszyscy! --- Wszyscy, Robespierre! --- Cały kraj!</akap>
</kwestia>
<didaskalia>gwałtowny wybuch śmiechu, szybko stłumiony</didaskalia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Stawiam wniosek, aby zatwierdzono nasze rozporządzenie <didask_tekst>pierwsze oklaski. Podnosi rękę</didask_tekst> i aby odrzucono wniosek Legendre'a.</akap></kwestia> 
<didaskalia>Burza oklasków. <osoba>Robespierre</osoba> schodzi.</didaskalia>






<naglowek_osoba>LECOINTRE i FRÉRON</naglowek_osoba>


<didaskalia>wśród oklasków</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nigdy! --- Lepiej zginąć!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>TALLIEN</naglowek_osoba>

<didaskalia>znużony</didaskalia>

<kwestia><akap>Panowie, kto głosuje za wnioskami mówcy? <didask_tekst>wstają prawie wszyscy</didask_tekst> Kto przeciw? <didask_tekst><osoba>Lecointre</osoba> i <osoba>Fréron</osoba></didask_tekst> Oba wnioski zadekretowane większością głosów. </akap></kwestia><didaskalia><osoba>Saint-Just</osoba> załatwia formalności dostępu.</didaskalia>


<naglowek_osoba>LEGENDRE</naglowek_osoba>
<kwestia>

  <didaskalia>wstaje wybladły</didaskalia>

<akap> Robespierre! Nie zamierzałem stawiać Dantona ponad dobro powszechne!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia>

<didaskalia>siada zmęczony</didaskalia>

<akap>Wcale pana o to nie posądzam.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>


<didaskalia>wśród uroczystej ciszy</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Przychodzę oskarżyć ostatnich partyzantów monarchii. --- Przed złożeniem ścisłego raportu streszczę wam sprawę w kilku słowach. Rewolucja --- to niesłychany czyn narodu, który dowiódł, że duch ludzki zdoła przełamać wszechmoc natury --- na mocy wyższego prawa. Znacie <wyroznienie>tę</wyroznienie> historię rewolucji. --- Istnieje wszakże inna, która <wyroznienie>nie</wyroznienie> jest dziełem całego narodu. Ta druga przedstawia się jako długi splot zdrad, szachrajstw, płatnych intryg, spisków o brudnych podstawach i prowokatorskich zamachów.</akap>

<akap>Komitety zarządziły aresztowanie głównego bohatera tej <wyroznienie>drugiej</wyroznienie> epopei.</akap>

<akap>Celem Dantona nie była nawet władza: tej pokusie ulegają czystsze natury. Jego --- pociąga pieniądz.</akap>

<akap>Danton trzymał się konsekwentnie królów i magnatów, bo to najobfitsze źródła złota. Za pośrednictwem swego szefa, Mirabeau, służył dworowi jako prowokator... <didask_tekst>okrzyki zaskoczenia</didask_tekst> Czyście zapomnieli rzeź na Polu Marsowym? Danton sprowokował petycję dwudziestu tysięcy, bo dwór szukał sposobności do represalii! --- Pamiętacie, jak Robespierre ostrzegał klub? <didask_tekst>szmer potwierdzający</didask_tekst> Dwór się chwiał, więc Danton służył równocześnie domowi d'Orléans, zaciekłemu wrogowi króla. Danton narzucił nam Filipa Égalité<pe><slowo_obce>Filip Égalité</slowo_obce> --- Ludwik Filip II Orleański, książę Orleanu, polityk z czasów rewolucji francuskiej, ojciec przyszłego króla Ludwika Filipa. Wspierał idee rewolucji, po obaleniu monarchii zrezygnował z arystokratycznego tytułu i przyjął nazwisko Égalité, czyli Równość.</pe> i jego syna: usłał tym członkom najwyższej arystokracji bezpieczne gniazdko w samym centrum rewolucji!</akap>

<akap>Od dziesiątego sierpnia Danton dąży do zagarnięcia władzy nad państwem --- by ją sprzedać temu wśród wrogów, kto ofiaruje najwięcej. Od księcia von Braunschweig<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q215480"></ref> do księcia York<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q213573"></ref>, reflektantów nigdy nie brakło! --- A dążył do tego celu <wyroznienie>wszelkimi środkami</wyroznienie>. --- Istnieją takie środki, panowie, jak na przykład sztucznie wywołany głód. Tak hebertyści przygotowywali swój pucz. --- A gdy się zważy, że ich Wielkim Sędzią miał być --- Danton!...</akap>

<didaskalia>silne, choć ciche, wzburzenie</didaskalia>

<akap>Wreszcie coś, co by się wolało przemilczeć z prymitywnego wstydu: Danton, on, Człowiek Dziesiątego Sierpnia --- był tym, kto wprawił w ruch szantaż Kompanii Indyjskiej. W wynikłym stąd fałszerstwie dekretu nawet brał pośrednio udział.</akap>

<didaskalia>zdumienie przechodzi w gniew</didaskalia>

<akap>Każde z tych oskarżeń jest poparte dowodami. Wysłuchajcie raportu; potem osądzicie.</akap></kwestia>


<didaskalia>Wzbierający dotąd szmer wybucha w krzykach.</didaskalia>




<naglowek_osoba>OKRZYKI</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Nie potrzeba! --- Górą Komitety! <didask_tekst>szalony poklask</didask_tekst> Teraz znamy Dantona! --- Precz ze zdrajcą! --- Spiskowiec! --- Szantażysta! --- Prowokator! --- Wystawić dekret! <didask_tekst>ogólnie:</didask_tekst> Dekret oskarżenia!!</akap></kwestia>



<naglowek_osoba> BOURDON</naglowek_osoba>

<didaskalia>troszkę nieswój wchodzi na estradę i podnosi rękę</didaskalia>


<kwestia><akap>Panowie! Sam byłem przez czas dłuższy ofiarą przewrotności Dantona. Zrozumiałem swą fatalną pomyłkę. --- Sądzę, koledzy, że powinniśmy dać Komitetom nieodparty dowód zaufania; w tym celu proponuję wydanie dekretu oskarżenia <didask_tekst>zaczyna się poklask</didask_tekst> przeciw tym czterem łotrom --- nie czekając na raport Saint-Justa.</akap></kwestia>


<didaskalia>powszechny poklask. Znów wybuch śmiechu, tym razem nieukojonego</didaskalia>

<naglowek_osoba>TALLIEN</naglowek_osoba>


<didaskalia>groźny szmer wśród oklasków</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Z czego się pan śmieje?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PANIS</naglowek_osoba>

<didaskalia>wstaje czerwony; oczy mu tańczą</didaskalia>


<kwestia><akap>Przepraszam Zgromadzenie... to u mnie objaw nerwowy... <didask_tekst>gryzie wargi</didask_tekst> W szcze-gólnie... <didask_tekst>dławi się</didask_tekst> ur-uro-czystych... chwi-iii-lach...</akap></kwestia>


<didaskalia>Chustką knebluje nowe parsknięcie i chowa się wśród nieżyczliwego mruczenia.</didaskalia>

<naglowek_osoba>TALLIEN</naglowek_osoba>


<didaskalia>przygnębiony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Kto głosuje <wyroznienie>przeciw</wyroznienie> wnioskowi Bourdona? <didask_tekst>nikt się nie rusza. Ponurym głosem</didask_tekst> Dekret oskarżenia uchwalony przez aklamację.</akap>
</kwestia>

<didaskalia>Z przyjacielem, który pozostaje na trybunie, by rozpocząć raport, <osoba>Robespierre</osoba> zamienia przelotne spojrzenie, pozbawione widzialnego wyrazu.</didaskalia>





<naglowek_akt>AKT IV</naglowek_akt>



<naglowek_scena>ODSŁONA 1</naglowek_scena>

<didaskalia>Luxembourg. Pokój pałacowy przerobiony na celę więzienną --- bez rezultatów tendencji maksymalnego dokuczenia i poniżenia, cechujących więzienia nowoczesne. Krata u wielkiego okna nie przeszkadza go otworzyć. Na prawo, przy stole <osoba>Philippeaux</osoba> czyta, lecz odrywa czasem oczy, by spojrzeć na dwór; na lewo <osoba>Camille</osoba>, stoi przy oknie i płacze.</didaskalia>

<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>


<didaskalia>zniecierpliwiony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Desmoulins, uspokój się pan z łaski swojej. Nie wstyd panu rozmazywać się wobec obcych?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
  <kwestia><akap>Czy pan wie, że dziś jedenastego germinala<pe><slowo_obce>kalendarz </slowo_obce>republikański --- kalendarz stworzony i wprowadzony w życie podczas rewolucji francuskiej, używany przez okres 12 lat od końca 1793 do 1805 roku i przez 18 dni przez Komunę Paryską w 1871 roku. Nazwy miesięcy zostały zmienione tak, by usunąć odniesienia religijne czy imperialne --- w nowej wersji odnosiły się do cyklu wegetacyjnego i kalendarza rolniczego, np. zaczynający się 20 lub 21 marca Germinal wywodzi się od fr. <slowo_obce>germination</slowo_obce>, czyli kiełkowanie a rozpoczynający się 20 lub 21 maja Prairial od fr. <slowo_obce>prairie</slowo_obce>, czyli łąka. Natomiast podział miesięcy na trzy dekady (tj. trzy części dziesięciodniowe) był częścią szerszego planu mającego na celu konsekwentne wprowadzenie w republice systemu dziesiętnego. Dzień w kalendarzu republikańskim został podzielony na dziesięć godzin, każda godzina na 100 minut, a każda minuta na 100 sekund.</pe>?! --- Czy pan wie, jak to jest, gdy się na <wyroznienie>taki</wyroznienie> dzień... patrzy przez kratę?!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wiem, bo sam patrzę co chwila. --- Jeśli się taka scena powtórzy, to zażądam osobnej celi.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>oszalały</didaskalia>


<kwestia><akap>Nie!!... Błagam was, Philippeaux... nie opuszczajcie mnie! Ja bym chyba oszalał w samotności... nie odwracajcie się ode mnie... przynajmniej wy jeden! <didask_tekst>nowy wybuch płaczu</didask_tekst> Odepchnął mnie... i przeszedł. Skreślił mnie. --- I nie dowie się nawet, że we mnie każdy nerw ku niemu woła! Jezu!! <didask_tekst><osoba>Philippeaux</osoba> wyciąga rękę po dzwonek. <osoba>Camille</osoba> chwyta za nią</didask_tekst> O niech mi pan daruje... nie wiem już, co się ze mną dzieje... <didask_tekst>dławi się</didask_tekst> Straciłem go... teraz już --- na wieki. --- Zlituj się pan... i pomóż mi, bo zginę!!! </akap></kwestia>


<didaskalia>rzuca się na łóżko</didaskalia>
  
<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Umrze pan za pięć dni, Desmoulins. <didask_tekst><osoba>Camille</osoba> drętwieje. Płacz ustaje jak wyłączone radio</didask_tekst> Radzę panu <wyroznienie>wiedzieć</wyroznienie> o tym i nie dawać nadziei dostępu. Gdy śmierć jest rzeczą absolutnie pewną --- wtedy przestaje się cierpieć.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>


<didaskalia>zrywa się</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Kłamstwo! Możemy wygrać proces!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Fatalne złudzenie. To proces polityczny, a polityką kierują nienaruszalne prawa mechaniki, nie pańskie sentymenty etyczne. </akap><akap>Zderzyliśmy się z Komitetem. Komitet silniejszy, więc <wyroznienie>my</wyroznienie> zginiemy.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>refleks instynktu, by zagłuszyć myśl</didaskalia>


  <kwestia><akap>Ale ja nie chcę ginąć! Mam <wyroznienie>prawo</wyroznienie> żyć, do stu diabłów!... </akap></kwestia>
  <naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Istota żywa póty ma prawa, póki ich ustrzec potrafi.</akap>

<akap>A zresztą --- czyżby pan doprawdy wolał żyć i patrzyć, jak się dokonuje dzieło wyzwolenia ludzkości --- w rękach wariatów i złodziei?...</akap></kwestia>


<didaskalia>Wchodzą: <osoba>Hérault</osoba>, <osoba>Chaumette</osoba>, <osoba>Mercier</osoba>, <osoba>żyrondyn I i II</osoba>, <osoba>Riouffe</osoba>, <osoba>dwaj regaliści</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>HÉRAULT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Witamy was, bracia bankruci...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MERCIER</naglowek_osoba>
  <kwestia><akap>W imię wspólnej wszystkim św. Wdowy<pe><slowo_obce>Święta Wdowa, Wielka Wdowa</slowo_obce> --- tak w okresie rewolucji nazywano gilotynę, a wcześniej szubienicę.</pe>!</akap>
</kwestia>
<didaskalia>śmiech, nerwowe podniecenie</didaskalia>




<naglowek_osoba>HÉRAULT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>O, Camille! Chłopcze drogi, jak się masz!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>


<didaskalia>wysuwa się naprzód</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Panowie, to pomyłka: jesteśmy uwięzieni w odosobnieniu.</akap>
</kwestia>
<didaskalia>sensacja. Szalony śmiech</didaskalia>




<naglowek_osoba>GŁOSY</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ten ci niezły! --- Co to za dziwak? --- Kto to taki? --- Pss, to Philippeaux! --- Który?... Ach, to ten?...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CHAUMETTE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Oto cały Philippeaux: sam pilnuje, aby przypadkiem nie przekroczono rozporządzeń przeciwko niemu wydanych.</akap>

</kwestia>
<didaskalia>Witają się.</didaskalia>



<naglowek_osoba>RIOUFFE</naglowek_osoba>


<didaskalia>porozumiał się z grupą regalistów i żyrondynów</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Słuchajcie... oni powinni wiedzieć!...</akap>
</kwestia>
<didaskalia>okrzyki. Powszechne napięcie</didaskalia>




<naglowek_osoba>HÉRAULT</naglowek_osoba>


<didaskalia>wśród podnieconego szmeru</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Bo u nas krąży uporczywa pogłoska, że podobno... aresztowano Dantona.</akap>
</kwestia>
<didaskalia>potwierdzenie, wyczekiwanie</didaskalia>

<rownolegle>

<blok>
<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Chyba dziś w nocy; zresztą --- nie wiem o niczym.</akap></kwestia>

  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>


<didaskalia>przerażony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Co, jego też?! Ależ to niemożliwe!</akap></kwestia>
  </blok></rownolegle>

<naglowek_osoba>MERCIER</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Wiedziałem z góry, że to bajka.</akap></kwestia>


<didaskalia>potwierdzenie</didaskalia>

<naglowek_osoba>RIOUFFE</naglowek_osoba>

<didaskalia>zbliża się z swą grupą żyrondynów do <osoba>Camille'a</osoba>, którego otaczają w trzech</didaskalia>

  
  <kwestia><akap>Za to mamy zaszczyt gościć samego Prokuratora Latarni<pe><slowo_obce>Prokurator Latarni</slowo_obce> --- Camille Desmoulins; aluzja do tytułu jednego z jego pamfletów.</pe>.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻYRONDYN I</naglowek_osoba>

  <kwestia><akap>W tym pokoju siedział Brissot<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q314984"></ref>!</akap></kwestia>


<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>ŻYRONDYN II</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ale on nie płakał --- nawet nad twoim bezecnym pamfletem!</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>RIOUFFE </naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dwadzieścia dwa trupy... to nie lada ciężar --- na <wyroznienie>takie</wyroznienie> ramiona!</akap></kwestia>
  </blok></rownolegle>

<naglowek_osoba>REGALISTA I</naglowek_osoba>


<didaskalia>zbliżają się obaj</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Dajcież mu spokój! ,,Vieux Cordelier'' sowicie okupił błędy Prokuratora!</akap>
</kwestia>
<didaskalia>Ściska go.</didaskalia>




<naglowek_osoba>REGALISTA II</naglowek_osoba>


<didaskalia>wyciąga rękę</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Camille, bez ironii: dziękujemy ci w imieniu Francji.</akap>
</kwestia>

<didaskalia><osoba>Camille</osoba>, pocieszony, oddaje uścisk i uśmiecha się.</didaskalia>



<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>
  <kwestia><akap>Camille --- to hrabia i <slowo_obce>vicomte</slowo_obce> d'Estaing<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q694048"></ref>.</akap>
</kwestia>
<didaskalia><osoba>Camille</osoba> cofa się jak oparzony.</didaskalia>




<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>


<didaskalia>szybko odzyskuje równowagę</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ale przede wszystkim --- towarzysze niedoli. --- Bracia: dziękuję wam za słowa pociechy. </akap></kwestia>
<didaskalia>uścisk dłoni</didaskalia>
<didaskalia>Wchodzą: <osoba>Danton</osoba>, <osoba>Delacroix</osoba>, <osoba>Westermann</osoba>, <osoba>Fabre d'Eglantine</osoba> (ciężko chory), <osoba>Chabot</osoba>, <osoba>Dillon</osoba>, <osoba>Laflotte</osoba>. Wszyscy się zrywają. Wstrząs zdumienia.</didaskalia>

  <rownolegle>
    <blok>
<naglowek_osoba>ŻYRONDYN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co... faktycznie Danton!...</akap></kwestia>
    </blok>
    <blok>

<naglowek_osoba>MERCIER</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Więc to jednak prawda!</akap></kwestia>
    </blok>
<blok>

<naglowek_osoba>CHAUMETTE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jakże się to stać mogło?!</akap>
  </kwestia></blok>
  </rownolegle>
<didaskalia>Rzucają się ku niemu z wyjątkiem regalistów; równocześnie:</didaskalia>


<rownolegle>
<blok>
<naglowek_osoba>HÉRAULT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nigdy bym nie był uwierzył, Georges... <didask_tekst>ściska mu ręce</didask_tekst> Nie powinienem się cieszyć, że cię tu spotykam...</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>

<naglowek_osoba>RIOUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jeśli im się uda was zamordować --- to Republika zginie wraz z wami.</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>FABRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jeśli można było Dantona uwięzić --- to znaczy, że już zginęła.</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>DILLON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dzieło dziesiątego sierpnia --- zabawką w łapach dziewięciu chciwych prostaków!</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>ignoruje <osoba>Dantona</osoba></didaskalia>


<kwestia><akap>O, Dillon! --- Witajże, kochany!</akap></kwestia>
  </blok>
  </rownolegle>
<didaskalia>Ściskają się.</didaskalia>
<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>REGALISTA I</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Słuchaj, bądźmy uprzejmi... bądź co bądź robił, co mógł...</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>REGALISTA II</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dla siebie... a kto wie, czy nie dla buntowników. --- Zresztą: czy podajesz rękę swoim najemnikom?</akap></kwestia>
  </blok></rownolegle>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>uwalnia się i zbliża się do czytającego <osoba>Philippeaux</osoba>, przed którym składa ukłon</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Czy nie przeszkadzamy przypadkiem szanownemu panu?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>


<didaskalia>podnosi oczy</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ani trochę. Pan i pańska banda nie istnieją dla mnie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>RIOUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Śledziliśmy wasze boje, panowie --- lecz na wielki krach nie liczyliśmy przed końcem maja.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Koniec... maja? --- Kiedyż to jest?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FABRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Prawda! Wyście z jednej epoki geologicznej...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CHABOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>No a ty?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FABRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ja --- siedzę już od trzynastego stycznia. Od czasów prehistorycznych, gdy liczono jeszcze na stycznie i maje...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>REGALISTA II</naglowek_osoba>


<didaskalia>do podłogi</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Gdy afera Kompanii Indyjskiej była najświeższą sensacją...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CHAUMETTE</naglowek_osoba>


<didaskalia>obliczył tymczasem</didaskalia>
<kwestia>
  <akap>Koniec maja, Westermann, to początek prairiala<pe><slowo_obce>kalendarz </slowo_obce>republikański --- kalendarz stworzony i wprowadzony w życie podczas rewolucji francuskiej, używany przez okres 12 lat od końca 1793 do 1805 roku i przez 18 dni przez Komunę Paryską w 1871 roku. Nazwy miesięcy zostały zmienione tak, by usunąć odniesienia religijne czy imperialne --- w nowej wersji odnosiły się do cyklu wegetacyjnego i kalendarza rolniczego, np. zaczynający się 20 lub 21 marca Germinal wywodzi się od fr. <slowo_obce>germination</slowo_obce>, czyli kiełkowanie a rozpoczynający się 20 lub 21 maja Prairial od fr. <slowo_obce>prairie</slowo_obce>, czyli łąka. Natomiast podział miesięcy na trzy dekady (tj. trzy części dziesięciodniowe) był częścią szerszego planu mającego na celu konsekwentne wprowadzenie w republice systemu dziesiętnego. Dzień w kalendarzu republikańskim został podzielony na dziesięć godzin, każda godzina na 100 minut, a każda minuta na 100 sekund.</pe>.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>


<didaskalia>podpiera drzwi --- wybucha śmiechem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ho, ho --- ho! O tym czasie wapno strawi już i nasze szkielety! </akap></kwestia>
<didaskalia>nagła, zażenowana cisza --- jak po nietakcie</didaskalia>

<naglowek_osoba>FABRE</naglowek_osoba>


<didaskalia>wzdycha</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Może kto ma kawałek krzesła, panowie ---? </akap></kwestia>

<didaskalia>równocześnie:</didaskalia>
  <rownolegle>
    <blok>
<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>


<didaskalia>zrywa się</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Fabre!... A chodźże tu do nas, siądź na łóżku...</akap>
</kwestia>
<didaskalia>Umieszcza go po prawej, po lewej ma <osoba>Dillona</osoba>. Stygnie w połowie serdecznego powitania.</didaskalia>
</blok>
<blok>


<naglowek_osoba>FABRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>O, dziękuję ci... <didask_tekst>zdziwiony</didask_tekst> Cóż... czy aż tak się zmieniłem?...</akap></kwestia>
    </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie... to ja się zmieniłem. Otworzono mi oczy... przemocą.</akap></kwestia>
    </blok>  </rownolegle>
<didaskalia>Odtąd chłód wzajemny, który daremnie starają się rozgrzać z powrotem.</didaskalia>
<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>rozgościł się z <osoba>Héraultem</osoba> na łóżku <osoba>Philippeaux</osoba>.</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Hej! Postarajcie no się o parę krzeseł!</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Do usług wielmożnego pana. Kto mi pomoże? </akap></kwestia>
  </blok>
  </rownolegle>
<didaskalia>Wychodzi z <osoba>Chaumettem</osoba> i <osoba>Dillonem</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Danton jest niezrównany. Już go cały personel więzienny słucha.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FABRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Mieliście przecie być izolowani. Ale on rozmówił się z nadzorcą, i... <didask_tekst>wskazuje pokój</didask_tekst> oto wasza izolacja.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>znacząco</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tak, przyjaciele: ja umiem trafić do duszy ludu.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>HÉRAULT</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>O, gdybyś ty wiedział, co się tu działo dziś rano! Skąd wieść przyszła --- nie wiadomo, lecz nagle cały pałac zaczął dudnieć. Nikt nie chciał wierzyć; nikt nie mógł dowieść; niektórzy znowu myślą za każdym hałasem, że to sygnał na nową rzeź --- słowem wrzask, tłok i popłoch --- wyglądaliśmy prawie jak Konwencja.</akap></kwestia>


<didaskalia>Trzej wysłańcy przynoszą krzesła. Wszyscy siadają półkolem dokoła <osoba>Dantona</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>A teraz, panowie --- pomówmy poważnie.</akap></kwestia>

<didaskalia>protest</didaskalia>
<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Hola! Wszystko w swoją porę, Danton. --- Teraz możemy już dać sobie spokój.</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Trzeba się było potrudzić dwa tygodnie temu!</akap></kwestia>
  </blok>

<blok>

<naglowek_osoba>HÉRAULT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ech, śmierć przecie pewna... po co się tu głowić?</akap></kwestia>
  </blok></rownolegle>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Powoli, panowie. --- Komitety --- to też tylko ludzie.</akap></kwestia>

<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>FABRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ale oni mają władzę, nie my!</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Za późnoś to odkrył!</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>MERCIER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nonsens. Opowiedz lepiej parę świeżych plotek...</akap></kwestia>
  </blok></rownolegle>

<naglowek_osoba>REGALISTA II</naglowek_osoba>

<didaskalia>widzi, że <osoba>Philippeaux</osoba> otwiera okno</didaskalia>

<kwestia><akap>Przejdźmy na salę. Dusimy się tu.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FABRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Na sali roi się od baranków<pe><slowo_obce>baranki</slowo_obce> --- fr. słowo <slowo_obce>le mouton</slowo_obce> oznacza barana i (w języku potocznym) szpiega, prowokatora.</pe>.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To jedyna obszerna cela. Musimy tu zostać.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DILLON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>No, może przystąpimy nareszcie do rzeczy?</akap>
  </kwestia>

  <didaskalia>znów protest zniechęcony</didaskalia>



<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>tłumi go</didaskalia>


<kwestia><akap>Otóż, moi drodzy, dostałem właśnie bilecik od Merlina. <didask_tekst>natychmiast napięcie</didask_tekst> Czy uwierzycie, że Robespierre i Saint-Just już o ósmej rano wymusili dekret oskarżenia przeciwko nam... przez aklamację?! </akap></kwestia>

<didaskalia>oburzenie i tłumiony przestrach</didaskalia>

<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ja bym tę Konwencję! Banda śmierdzących tchórzów!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FABRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To już nie tchórzostwo: to jawna mania samobójcza.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Czyli że nas jutro przewiozą do Conciergerie<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q138101"></ref><pe><slowo_obce>Conciergerie</slowo_obce> --- średniowieczna część paryskiego Pałacu Sprawiedliwości, w której mieściło się więzienie polityczne.</pe>...</akap></kwestia>
 <didaskalia>nagła, straszna cisza</didaskalia>

<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>


<didaskalia>krzyk w próżni</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Chryste...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>...bo za jakie trzy dni rozpoczną nasz proces. <didaskalia>zawieszenie bez tchu. Nagle eksploduje</didaskalia> Bracia, obudźcie się! Cóż stąd, że ręce związane? Macie jeszcze zęby i głos do obrony! Nasze życie nie łachman, za darmo go nie damy! --- Jeśli mamy zginąć --- to zostawmy przynajmniej swym mordercom pamiątkę, której nie strawią!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WESTERMANN i DILLON</naglowek_osoba>


<didaskalia>poruszeni</didaskalia>
<kwestia>
<akap>O, toś dobrze powiedział! --- Ale jakże to zrobić, Danton?!...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Po drugie: to nieprawda, że musimy zginąć! Kimże jest ten rząd, ci sędziowie? --- Szumowiny wczorajsze, dziś przybrane w togi!</akap></kwestia>

<didaskalia>Zebrani zaczynają się ożywiać i dzielić na sceptyków i stronników.</didaskalia>
<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tylko bez blag, Danton! Dali ci bądź co bądź radę!</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>ŻYRONDYN I</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Choć swoją drogą... teraz, gdy mamy Dantona?...</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>

<naglowek_osoba>DILLON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>O, Danton to nie lada wróg dla Komitetów!</akap></kwestia>
  </blok></rownolegle>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Otrząśnijcie się tylko z apatii --- a wszyscy wyjdziemy cało!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>


<didaskalia>podniecony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Łotr z ciebie, Georges... ale masz rozmach!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>


<didaskalia>poza półkolem --- spokojnie, znad książki</didaskalia>
<kwestia>
<akap> Desmoulins, nie daj się pan zwieść! My nie mamy ani jednej szansy! </akap></kwestia>

<didaskalia>oburzenie powszechne</didaskalia>
<naglowek_osoba>GŁOSY</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A to co za kruk?! --- Prorok nieszczęścia! --- Znamy takich wiecznych krakaczy! --- Ostrożnie... może to baran! <didask_tekst>od szeptu do krzyku:</didask_tekst> Wyrzućcie go! --- Wynoś się pan! --- Precz stąd! --- Precz!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>słabo</didaskalia>


<kwestia><akap>Ależ nie...</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>LAFLOTTE</naglowek_osoba>


<didaskalia>podchodzi</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie potrzeba nam szpiclów. Precz stąd!</akap>
</kwestia>
<didaskalia><osoba>Philippeaux</osoba> zamyka książkę na palcu, wstaje i odchodzi.</didaskalia>



<didaskalia>Od drzwi:</didaskalia>

<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie mogę iść na salę, to by was zdradziło --- czy cele obok wolne?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>GŁOSY</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Idź pan do diabła! --- Patrzcie go, jaki troskliwy! --- Prędzej, wynosić się!</akap></kwestia>

<didaskalia><osoba>Philippeaux</osoba> wychodzi spokojnie.</didaskalia>

<naglowek_osoba>REGALISTA</naglowek_osoba>


<didaskalia>wskazuje nieznacznie na <osoba>Laflotte'a</osoba>, cicho</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tak... ale kto <wyroznienie>to</wyroznienie> jest?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>GŁOSY</naglowek_osoba>


<didaskalia>stłumione</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Czy go kto zna?... --- Nie znam go... --- Kto wie, co to za jeden? --- Baranów tyle... lepiej wyrzucić? --- To pójdzie donosić...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DILLON</naglowek_osoba>


<didaskalia>wstaje i kładzie mu rękę na ramię</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie obrażajcie mego towarzysza. Ręczę za niego.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LAFLOTTE</naglowek_osoba>


<didaskalia>kłania się</didaskalia>
<kwestia>
  <akap>Laflotte, były przedstawiciel rządu w Wenecji<pe><slowo_obce>Laflotte, były przedstawiciel rządu w Wenecji </slowo_obce>--- w rzeczywistości Laflotte pełnił tę funkcję we Florencji.</pe>.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Przestańcież nareszcie przeszkadzać!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FABRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Twoja pewność siebie, Danton, nasuwa mi pytanie, jak też mogą nas zestawić. --- Że Delaunaya, jego (Chabota) i mnie do was przyłączą, to w każdym razie rzecz pewna...</akap>

</kwestia>
<didaskalia>szmer zażenowania, kpin, zdziwienia; ,,hm" od <osoba>Delacroix</osoba></didaskalia>

<rownolegle>
<blok>
<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jak to? Dlaczego?</akap>

</kwestia>
<didaskalia>Regaliści pochrząkują i zamieniają uśmiech.</didaskalia>
  </blok>
<blok>

<naglowek_osoba>HÉRAULT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>No a mnie? Albo Westermanna?</akap></kwestia>
  </blok></rownolegle>

<naglowek_osoba>CHAUMETTE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jakim cudem? Przecie wy dwaj jesteście pokłosiem hebertystów...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>


<didaskalia>demonicznie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Właś-nie!...</akap>

</kwestia>
<didaskalia>Znów prąd porozumienia. <osoba>Danton</osoba> życzy mu nagłej a niespodziewanej śmierci.</didaskalia>



<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tak, moi drodzy: to nawet bardzo możliwe. Radzę wam: gotujcie się wszyscy! <didask_tekst>szmer niedowierzania i protestu</didask_tekst> Och, przyjaciele, dyplomaci poczciwego starego reżimu! Czym jest prawdziwa perfidia --- pokaże wam dopiero Komitet Robespierre'a! --- Zwali na mnie wszystkie zbrodnie świata. --- Lecz ja mam mocne bary.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FABRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tak... ale pozwól. Co innego zbrodnie ideowe, a co innego... hm... polityczno-finansowe. Jeśli się dacie wplątać w aferę... dekretu likwidacyjnego --- to was opinia bardzo chłodno przyjmie...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Na taką potwarz nie możesz zezwolić, Danton! </akap></kwestia>

<didaskalia>Uśmiechy, delikatne potrącenia. <osoba>Chabot</osoba> kraśnieje stopniowo i zaciska pięści. </didaskalia>
<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>zamyślony</didaskalia>


<kwestia><akap>Tak jest. <didask_tekst>widzi uśmiech <osoba>Fabre'a</osoba></didask_tekst> Ty, Fabre, należysz oczywiście do nas --- wiadomo przecie, że nie otarłeś się nawet o to fał... tę sprawę. --- Za to <didask_tekst>zwraca się do <osoba>Chabota</osoba></didask_tekst> bardzo mi przykro, ale pan, ci dwaj Żydzi etc. jesteście nam przecież najzupełniej obcy...</akap></kwestia>

<didaskalia>napięcie</didaskalia>

<naglowek_osoba>CHABOT</naglowek_osoba>


<didaskalia>podnosi się z wolna, trzęsąc się z pasji</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ob-cy!!! A kto nas do Batza sprowadził? --- Kto pomyślał pierwszy o szantażu?! --- Kto nas namówił do udziału w fałszerstwie?!! Kto?!! --- A teraz chcą się nas wyprzeć jeden z drugim!!!</akap>
</kwestia>
<didaskalia>Towarzystwo śledzi uważnie przebieg starcia. Intensywna uciecha.</didaskalia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>wyniośle</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Pan chyba zmysły postradał?</akap>
</kwestia>
<didaskalia><osoba>Chabot</osoba> bliski apopleksji</didaskalia>



<naglowek_osoba>GŁOSY</naglowek_osoba>

<didaskalia>zniecierpliwione</didaskalia>
<kwestia>

<akap>Tylko bez kłótni! --- Mniejsza o to! --- Do rzeczy!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Ja jeden --- słyszy pan? --- <wyroznienie>Ja jeden</wyroznienie> mogę wszystkich ocalić. Więc nie przeszkadzajcie mi lepiej, bo utoniecie ze mną!</akap>

<didaskalia>zmienia ton</didaskalia>

<akap>Przyjaciele, proces polityczny to nie proces, lecz pojedynek. I <wyroznienie>tak</wyroznienie> trzeba sprawę od razu postawić. Rząd nas oskarża? Dobrze; więc my jego też. Jedna tylko potęga ma prawo sądzić obie strony: tą jest lud.</akap>

<akap>Wobec tego będziemy parować każde oskarżenie --- kontroskarżeniem w formie aluzji. --- Ale tymi półrewelacjami musimy sterroryzować Komitet do tego stopnia, by był zmuszony przerwać proces za wszelką cenę...</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>...wykluczyć nas od rozpraw i stracić bez sądu. Bajeczny plan!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FABRE</naglowek_osoba>


<didaskalia>wzburzenie powszechne</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Istotnie, Danton. To najkrótsza droga pod topór.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CHAUMETTE </naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wykluczyć?! Niemożliwe. Za coś podobnego zlinczowano by Trybunał i Komitety.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DILLON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Właśnie! Zapominacie, jak głos Dantona działa na masy!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tak jest. Mój głos, to nasz niezawodny talizman. On w mgnieniu oka zelektryzuje posp... publiczność na galerii, a wtedy rząd nie będzie już mógł zaryzykować bezprawia.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>HÉRAULT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Danton miewa gigantyczne pomysły. --- Ale to dziś właściwa miara.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ależ moi mili, deklamować nie wystarczy. Zhisteryzujesz od razu <wyroznienie>część</wyroznienie> galerii swoim rykiem, Danton --- lecz nie całą! --- A od czasu do czasu jednak trzeba będzie odpowiedzieć na zarzut... uzasadniony?...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To trzeba odmówić odpowiedzi!!</akap>
  </kwestia>
<didaskalia>śmiech</didaskalia>




<naglowek_osoba>FABRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dajcie spokój --- to nawet niezły pomysł. Czy wiecie jak? Odpowiadacie tylko w obecności oskarżycieli, czyli Komitetów. To sposób pewny; bo gdy Danton nastroi masę odpowiednio --- to Komitety nie pójdą zmierzyć się z nim publicznie, zapewniam was.</akap>
</kwestia>
<didaskalia>szmer zajęcia</didaskalia>




<naglowek_osoba>MERCIER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tak --- ale to ryzykowne. Masa jest tak nieobliczalna...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Już wiem. Dla pewności dodamy drugi warunek: muszą nam naprzód sprowadzić świadków dla obrony. <didask_tekst>aprobacja</didask_tekst> Wybierzemy ich wśród deputowanych: Courtois, Legendre, obu Merlinów i tak dalej. --- I tego trzeba się będzie trzymać pazurami, bo: albo Konwencja nie zechce ich stawić, a wtedy zwalnia nas od odpowiedzi --- albo ich stawi, i da nam w ten sposób straszną broń przeciwko sobie. Ponadto ustępstwo tak znaczne równa się kapitulacji; a pierwszy symptom przewagi wywiera na tłum wpływ cudotwórczy.</akap>
</kwestia>
<didaskalia>poklask</didaskalia>



<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>RIOUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tak... to wam się rzeczywiście może udać.</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Musi się udać!</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>FABRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>No, no, moi drodzy --- jesteśmy bądź co bądź w fatalnych opałach!...</akap></kwestia>
  </blok>
  </rownolegle>
<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>W każdym razie --- albo zginę, albo uwolnię was wszystkich!</akap>
</kwestia>
<didaskalia>podniecenie wzrasta</didaskalia>




<naglowek_osoba>REGALISTA I</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Danton! Czy wiesz, żeś nawet w nas wskrzesił nadzieję... po dwu latach zupełnej rozpaczy? <didaskalia>Podniecenie przechodzi we wzburzenie.</didaskalia></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MERCIER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Twój proces, Danton --- to wybuch świętej wojny z tyranami!</akap>
</kwestia>
<didaskalia>accelerando<pe><slowo_obce>accelerando</slowo_obce> (wł.) --- termin muzyczny, oznaczający ,,przyspieszając".</pe></didaskalia>




<naglowek_osoba>CHAUMETTE </naglowek_osoba>


<didaskalia>zrywa się</didaskalia>
<kwestia>
<akap>W której wszyscy musimy brać udział!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻYRONDYN I</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Więźniów politycznych jest dziś tyle, że zjednoczeni mogą potężnie zaważyć... </akap></kwestia>

<didaskalia>Prócz <osoba>Dantona</osoba> i <osoba>Fabre'a</osoba> nikt już nie siedzi.</didaskalia>



<naglowek_osoba>DILLON</naglowek_osoba>


<didaskalia>robi odkrycie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Otóż to... zjednoczeni!...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MERCIER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Zorganizować więźniów wszystkich partii...</akap></kwestia>

<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>REGALIŚCI</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Rozumie się! --- Mamy wspólną sprawę!</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>RIOUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>I z wszystkich więzień!...</akap></kwestia>
  </blok></rownolegle>

<naglowek_osoba>REGALISTA II</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Połączyć się potem z tłumem podejrzanych, zagrożonych, malkontentów na wolności...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>MERCIER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wystarczy organizacja, byśmy się stali potęgą równą rządowi!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>wstaje</didaskalia>

<kwestia><akap>Słuchajcie! <didask_tekst>cisza</didask_tekst> Nasi krewni muszą założyć ligę zewnętrzną. Trzeba wymyśleć system korespondencji. Niech Dillon natychmiast napisze do żony Camille'a...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Na miłość boską! Nie wciągajcie mi Lucile!!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie bądź egoistą, chłopcze! Ona może poruszyć cały Paryż! --- ...aby rozpoczęła propagandę ligi. Wystawię listę ewentualnych członków...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LAFLOTTE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A ja przedostanę wam listy. Mam oddanego sobie dozorcę, ten to załatwi!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>HÉRAULT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Na zwycięstwo nie ma co liczyć... ale gdyby...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Gdyby --- no to koniec Konwencji, Komitetów, całej tej sromotnej adwokackiej tyranii!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CHAUMETTE </naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To nowy Dziesiąty Sierpnia!...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻYRONDYN I</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nareszcie jutrznia Wolności!...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Panowie --- panowie. Nie egzaltujmy się. </akap></kwestia>
<didaskalia>Wchodzi po cichu niespokojny dozorca. </didaskalia>

<naglowek_osoba>DOZORCA</naglowek_osoba>


<didaskalia>drżącym szeptem do <osoba>Camille'a</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<akap>Obywatelu... gość na was czeka...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>


<didaskalia>chce biec</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Kto?... Moja żona?! Gdzie?...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DOZORCA</naglowek_osoba>


<didaskalia>wstrzymuje go</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie... nie... o, proszę posłuchać!... Tylko <wyroznienie>niech</wyroznienie> pan, proszę, nie mówi... powiedziałem, że pan przez pomyłkę do innej celi...</akap></kwestia>

<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>O czym nie mam mówić? O co chodzi?</akap>
</kwestia>
<didaskalia>Obstępują ich ciasno.</didaskalia>
  </blok>
<blok>


<naglowek_osoba>GŁOSY</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>O co mu idzie? --- Któż to taki? --- Co się stało? --- Co on tak kręci?...</akap></kwestia>
  </blok></rownolegle>

<naglowek_osoba>DOZORCA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Panowie... ciszej, na Boga!...</akap></kwestia>

<didaskalia>Zniecierpliwienie przechodzi w niepokój.</didaskalia>

<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>


<didaskalia>wchodzi</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Desmoulins, Robespierre czeka na pana w celi trzydziestej piątej. <didask_tekst>obecni rozskoczyli się i drętwieją</didask_tekst> To korytarz na prawo. <didask_tekst><osoba>Camille</osoba> śmiertelnie blady utkwił w <osoba>Dantonie</osoba> długie spojrzenie --- wyrażające rzeczy, na które nie ma słów. <osoba>Philippeaux</osoba> wraca na swe miejsce</didask_tekst> Idź pan czym prędzej.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>


<didaskalia>wśród martwej ciszy --- na wpół wyje, na wpół rzęży</didaskalia>
<kwestia>
<akap>O-ooo... Dan-ton.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Na cóż czekasz, Camille? Idźże się ratować!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FABRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nikt cię nie wstrzymuje, Camille...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia>

<didaskalia>wyłamuje ręce. Szeptem</didaskalia>

<akap>Co ja mam począć?!...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Idź pan czym prędzej, Desmoulins!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jeszcze tej nocy chciałeś go błagać o łaskę, a nie zdążyłeś --- idźże teraz!</akap>
</kwestia>
<didaskalia><osoba>Camille</osoba> obraca się ku niemu, osłupiały.</didaskalia>




<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>My wszyscy zginiemy --- po cóż byś miał ginąć z nami?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wolisz chyba zajechać za tydzień do domu... niż na Plac Rewolucji?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>


<didaskalia>usuwa się uprzejmie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Proszę, przejdź, Camille...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>


<didaskalia>prostuje się</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Proszę powiedzieć temu panu, że nie życzę sobie jego wizyt.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DOZORCA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ależ panie... ja tego nie mogę...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Desmoulins: to szantaż moralny, a pan przed nim tchórzysz!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>


<didaskalia>bliski szału</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Powiedz mu, co chcesz! Nie wyjdę do niego i koniec!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>FABRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Powiedz mu, że Camille'a nie ma w domu!</akap>
</kwestia>
<didaskalia>Śmiech. Wypędzają <osoba>Dozorcę</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DOZORCA</naglowek_osoba>


<didaskalia>rozpaczliwie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Panowie!!...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WSZYSCY</naglowek_osoba>


<didaskalia>bez <osoba>Philippeaux</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<akap>Dalej, dalej! --- Wykręć się, to twoja rzecz!</akap>
</kwestia>
<didaskalia>Wypychają go.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>No, Camille --- raz jeden przecież umiałeś postąpić po męsku. --- Chodźmy!</akap>
</kwestia>
<didaskalia>Wychodzą wszyscy prócz <osoba>Desmoulinsa</osoba> i <osoba>Philippeaux</osoba>.</didaskalia>




<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>


<didaskalia>stoi osowiały</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ostatecznie... honor stanowczo wymagał...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>


<didaskalia>podnosi oczy</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Panu nie tylko na miłość --- lecz i na prostą chciwość życia sił nie starczy.</akap>
</kwestia>
<didaskalia>Zapada ponury zmrok.</didaskalia>




<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>


<didaskalia>rzuca się na łóżko</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ech, chciałbym już raz być pod ziemią...</akap></kwestia>



<naglowek_scena>ODSŁONA 2</naglowek_scena>

<didaskalia>U <osoba>Dantona</osoba>. <osoba>Louise</osoba> otworzyła drzwi na dzwonek <osoba>Lucile</osoba>, która stoi w drzwiach --- rozpalona, wychudła, ochrypła.</didaskalia>

<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Czy zastanę panią Danton?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>


<didaskalia>obojętnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Proszę. To ja.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>


<didaskalia>przypatruje się jej z wyrazem przestrachu</didaskalia>
<kwestia>
<akap><wyroznienie>Pani</wyroznienie> jest Louise Danton?... <wyroznienie>Żoną</wyroznienie> posła?!...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>


<didaskalia>jak wyżej</didaskalia>
<kwestia>
<akap>I owszem. --- Z kim mam przyjemność?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>


<didaskalia>rozpaczliwie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ileż pani ma lat?!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Szesnaście. --- Kim pani jest?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>


<didaskalia>bezdźwięcznie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Lucile Desmoulins... A cóż mi po tym podlotku! <didask_tekst>zawraca</didask_tekst> Przepraszam. <didask_tekst>zatrzymuje się i wraca</didask_tekst> Wszystko jedno. Pani <wyroznienie>musi</wyroznienie> mi pomóc.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>


<didaskalia>wprowadza ją</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Proszę usiąść.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>


<didaskalia>siada</didaskalia>
<kwestia>
<akap>W jaki sposób chce pani ratować męża?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wszelkie kroki z mojej strony byłyby bez celu.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>


<didaskalia>po chwili oniemiałego milczenia</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Czy pani zdaje sobie sprawę z sytuacji?!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Naturalnie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Trzeba działać natychmiast. Jestem wolna. Mogę zrobić wszystko, co w ludzkiej mocy... a nie wiem, <wyroznienie>co</wyroznienie>!! --- I nikt mi nie powie, nikt, absolutnie nikt!!! --- O, jacyż ludzie są nędzni...</akap><akap> Straciłam już cały dzień. A Camille pisze... z więzienia... Przeczytałam pierwszy list. Dalszych nie otwieram. Bo mi nie wolno --- bo mi <wyroznienie>nie wolno</wyroznienie> oszaleć!!!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Czy pani próbowała już coś przedsięwziąć?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Pytanie!... Naturalnie, że przede wszystkim chciałam przekupić ważniejszych przysięgłych. Kilku z tych w każdym razie wypadnie na ten proces... Co to jest?! Czemu oni nie chcą brać pieniędzy?! --- Wyrzucono mnie za drzwi, jak psa, osiemnaście razy!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Oczywiście. To nie miało sensu.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tłukłam się do drzwi wszystkich sędziów, oskarżyciela, prezydenta. Nie przyjęto mnie nigdzie. Na nic pieniądze, prośby, upór: gładka ściana i koniec!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Właśnie.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ostatnia moja nadzieja, to Robespierre. Dlatego tutaj przyszłam. Panią wpuszczą do niego, bo nikt pani nie zna; ja wśliznę się za panią. --- Staniemy przed drzwiami i nie ruszymy się z miejsca, nim nam nie ulegnie. Jeśli spróbuje nas wyrzucić albo odejść --- przebiję się sztyletem w jego oczach. --- Camille kochał go bardziej niż mnie... Prędzej: proszę się zebrać. --- Niech pani nie bierze pudru!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>


<didaskalia>spokojnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Przed wrogiem Dantona nie upokorzę się za żadną cenę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dziecko! --- A cóż znaczą upokorzenia, gdy chodzi o życie najdroższego człowieka?!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To absolutnie bezcelowe zresztą, pani Lucile. <didask_tekst>gniewny i rozpaczny okrzyk <osoba>Lucile</osoba></didask_tekst> Ale proszę posłuchać, może mam sposób dla pani. <didask_tekst><osoba>Lucile</osoba> zmusza się do uwagi</didask_tekst> <wyroznienie>Napisze</wyroznienie> pani do Robespierre'a, że mąż właśnie zamierzał wrócić na stronę rządu; a ponieważ teraz za późno, więc chciałby przynajmniej, żeby go Robespierre nie wspominał jako wroga. --- Niech pani <wyroznienie>broń Boże</wyroznienie> nie prosi o łaskę! --- Ten list musi mu zostać doręczony bezpośrednio, więc na ulicy. <didask_tekst>wstaje i zbiera przybory stojące na szafce</didask_tekst> Proszę pisać tu.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>


<didaskalia>siada zgnębiona</didaskalia>
<kwestia>
<akap>No, spróbuję... O, ale to taki nędzny półśrodek...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Podaję pani <wyroznienie>jedyny</wyroznienie> sposób.</akap>
</kwestia>
<didaskalia><osoba>Lucile</osoba> zwilżyła pióro; waha się.</didaskalia>




<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dziękuję pani... <didask_tekst>pisze parę słów; przerywa; opada</didask_tekst> o, mój Boże, jakżeśmy bezsilne!...</akap>
</kwestia>
<didaskalia>silny dzwonek</didaskalia>




<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>


<didaskalia>wstaje</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Przepraszam. <didask_tekst>wychodzi otworzyć, <osoba>Lucile</osoba> próbuje pisać. <osoba>Louise</osoba> wraca, prowadząc <osoba>Legendre'a</osoba></didask_tekst> ...Owszem. Właśnie przyszła.</akap>
</kwestia>
<didaskalia>Obejrzawszy się, <osoba>Lucile</osoba> się zrywa.</didaskalia>




<naglowek_osoba>LEGENDRE</naglowek_osoba>


<didaskalia>do niej</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Obywatelko...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nareszcie mężczyzna! --- Słuchaj pan: jeśli Danton padnie, to Konwencja będzie zdana na łaskę Komitetu --- a Komitet na łaskę Robespierre'a, który przecież wymusił ten proces. Czyż nie tak?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LEGENDRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tak, i właśnie...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Więc trzeba temu przeszkodzić!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LEGENDRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Otóż to. Słu...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Posłuchaj <wyroznienie>mnie</wyroznienie> pan naprzód! --- Legendre, pan umie zabijać... <didask_tekst><osoba>Legendre</osoba> aż poskoczył</didask_tekst> naturalnie, jako rzeźnik --- niechże się pan dziś w nocy zaczai na Robespierre'a i zabije go! <didask_tekst><osoba>Legendre</osoba> cofa się oniemiały --- potem uśmiecha. <osoba>Louise</osoba> wstrząsa powoli głową wpatrzona w stół</didask_tekst> On wraca nad ranem --- ulice puste --- nikt się nie dowie, że to pan --- a Francja cała odetchnie! --- Byle nie zwlekać: dziś w nocy! --- Legendre, uratuje pan ojczyznę!!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LEGENDRE</naglowek_osoba>


<didaskalia>klepie ją w ramię</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Oszaleliśmy cokolwiek... no, nic dziwnego. <didask_tekst>gestem wstrzymuje jej wybuch</didask_tekst> A teraz proszę posłuchać.</akap>

<didaskalia>siada. <osoba>Louise</osoba> uspokaja <osoba>Lucile</osoba> dotknięciem w dłoń; skłania ją, by też usiadła</didaskalia>

<akap>Moje panie, mówiąc między nami, Konwencja się zbłaźniła. Robespierre zawrócił nam głowę dziś rano, daliśmy się porwać jak zwykle --- no, a teraz zaczynamy rozumieć, cośmy sobie zadekretowali, i gorzko żałować. --- Ot, wiecznie ta sama historia.</akap>

<akap>Za to więźniowie mądrzejsi. Wymyślili arcyciekawy plan... Obywatelko, czy pamiętacie generała Dillona<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q446058"></ref>? <didask_tekst>skinienie <osoba>Lucile</osoba></didask_tekst> Otóż on pokłada w was nadzieje. Macie tu list od niego.</akap>
</kwestia>
<didaskalia><osoba>Lucile</osoba> bez słowa chwyta list i odchodzi do okna. Po ruchach widać, że już odżyła.</didaskalia>




<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Cóż to za plan?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LEGENDRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Danton zamierza poruszyć opinię na swą korzyść z ławy oskarżonych. Jeśli mu się to uda --- Trybunał nie waży się ich tknąć. A Komitet będzie bezsilny, bo mu już Konwencja na rękę nie pójdzie...</akap><akap> Chodzi teraz o to, żeby wesprzeć Dantona z wszystkich stron: więźniowie polityczni organizują się wszędzie, a wszyscy wolni malkontenci powinni się zjednoczyć w ligę zewnętrzną z komitetem naczelnym.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jeśli chodzi tylko o zwolnienie --- to na cóż organizacja więźniów? Albo ta liga... oj, Legendre: to mi jakoś pachnie zbankrutowanym planem hebertystów.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LEGENDRE</naglowek_osoba>


<didaskalia>przestraszony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Obywatelko, miejcie rozum! Któż widział myśleć o takich rzeczach! <didask_tekst>ciszej</didask_tekst> No, a gdyby nawet: porównajcież okoliczności. Wtedy Paryż był zaspany; dziś trzęsie się z podniecenia. --- Wtedy nikt nie miał poważniejszych pretensji do Komitetu; dziś, pani szanowna, despotyzm Komitetu zraził mu już połowę ludności --- a przede wszystkim samą Konwencję! <didask_tekst>jeszcze ciszej</didask_tekst> Wierzcie mi: gdyby się <wyroznienie>dziś</wyroznienie> ktoś zdobył na odwagę... ale psst! Nie ma o czym gadać.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>


<didaskalia>składa list i podchodzi</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie zawiodą się na mnie. Dziś wieczór liga będzie istnieć i działać. --- Czy ma pan listę adresów?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LEGENDRE</naglowek_osoba>


<didaskalia>podaje</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Proszę. Na pierwszej stronie przyjaciele Dantona.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>


<didaskalia>przegląda uważnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>...czyli sami kapitaliści. To bardzo ważne: trzeba będzie przecie zebrać sporą garść ludzi na przedmieściach. --- Trzeba opłacić agitatorów, obsadzić galerie --- także w Klubie i Konwencji --- a nawet otoczyć Trybunał.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LEGENDRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Na miłość boską! Nie tak głośno!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Bogaci krewni oskarżonych muszą poświęcić połowę ruchomego majątku...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LEGENDRE</naglowek_osoba>
<kwestia>

<didaskalia>przychyla się wstecz</didaskalia>

<akap>Ho, ho, ho! Spróbujcie no im to powiedzieć!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>


<didaskalia>składa i chowa listę</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Już ja im powiem, Legendre. A skąpcom wytłumaczę, że upadek Dantona to dyktatura nieubłaganego terroru i olbrzymie ciężary fiskalne. Żeby <wyroznienie>temu</wyroznienie> zapobiec --- wszyscy otworzą kiesy. <didask_tekst>odchodzi; przez ramię</didask_tekst> Legendre, do samej śmierci będę panu wdzięczna.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LEGENDRE</naglowek_osoba>
<akap>Psst, obywatelko! <didask_tekst><osoba>Lucile</osoba> zatrzymuje się u drzwi</didask_tekst> Znają was; jeśli zaczniecie uganiać się po całym mieście --- szpicle się do was przylepią. Niechże pani Danton obejmie połowę adresów. <didask_tekst><osoba>Louise</osoba> spokojnie wstrząsa głową</didask_tekst> Cóż to?!...</akap>


<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To strata czasu. Ta kobieta nie ma serca.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LEGENDRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Zaraz, zaraz. --- I czemuż to nie chcecie pomóc? Przecie chodzi o waszego męża!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wiem. --- Ale po pierwsze, plan wasz jest absurdem...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LEGENDRE</naglowek_osoba>


<didaskalia>rozgniewany</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A to czemu, proszę pani?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Czemu? --- Bo Komitet jest zbyt mądry, by się dał podejść w tak dziecinny sposób, i zbyt potężny, by mu bandy przekupionych obdartusów mogły zaszkodzić. --- Po drugie, spisek <didask_tekst>gniewne haut-le-corps<pe><slowo_obce>haut-le-corps</slowo_obce> (fr.) --- drgnięcie.</pe> <osoba>Legendre'a</osoba></didask_tekst> musi się wydać bardzo rychło i przyspieszy zgubę wszystkich oskar...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Chryste Panie! Jak <wyroznienie>można</wyroznienie> coś podobnego powiedzieć!!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Lucile, niech pani pójdzie za <wyroznienie>moją</wyroznienie> radą. Niech się pani nie da wciągnąć w to szaleństwo.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>

<didaskalia>zachwiana na chwilę</didaskalia>

 
<kwestia><akap>Nie. Tu nie czas na półśrodki. --- A jeśli przegramy, no --- to przynajmniej zginiemy wszyscy razem.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Skoro tak, to co innego. --- Mnie natomiast życie teraz właśnie znów się uśmiecha, więc nie wyrzucę go przez okno ze strachu przed sądem bliźnich. Nie wezmę udziału w waszych spiskach i nie poświęcę ani franka.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LUCILE</naglowek_osoba>


<didaskalia>łagodnie, z ręką na klamce</didaskalia>
<kwestia>
<akap>To się nazywa nikczemność, szanowna pani.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>I owszem.</akap>
</kwestia>
<didaskalia>Lucile wychodzi.</didaskalia>




<naglowek_osoba>LEGENDRE</naglowek_osoba>


<didaskalia>przysuwa się poufale</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Oj, mądra, mądra główka! --- Więc jużeśmy znaleźli pocieszyciela po mężuniu? --- To wcześnie... ale nic dziwnego przy takiej buzi...</akap></kwestia>

<didaskalia>Chce ją objąć. <osoba>Louise</osoba> wstaje spokojnie i odkłada przybory do pisania. Niszczy rozpoczęty list.</didaskalia>

<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Zdaje mi się, że pan też nie płonie głodem poświęcenia.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LEGENDRE</naglowek_osoba>


<didaskalia>spokojnie siedzi dalej, z uśmiechem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Hm... no nie. --- Dzielnej pani Lucile z całej duszy życzę powodzenia --- i będę diabelnie rad, a ze mną cała Konwencja, jeśli im się uda. --- Na razie jednak wolę nie włazić Komitetom w paszczę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>


<didaskalia>zamyka szafkę</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Właśnie. --- A teraz proszę mnie opuścić.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LEGENDRE</naglowek_osoba>


<didaskalia>podnosi się w nagłym przestrachu</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Żebyś mogła lecieć prosto do Comsuru i donosić, co? --- Waż no mi się, ty ma...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Donosiciele kiepsko wychodzą na swym rzemiośle, Legendre! Los Chabota nie zachęca do naśladownictwa!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LEGENDRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Toteż radzę siedzieć cicho! --- Słuchaj no, mała: jeśli piśniesz jedno słowo --- poświadczę, żeś to ty ten plan wymyśliła. --- A wówczas dobranoc, piękne oczęta!...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>LOUISE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ach, więc to <wyroznienie>pan</wyroznienie> chce ich zdradzić? --- Nie przeszkadzam. Tam są drzwi.</akap></kwestia>

<didaskalia><osoba>Legendre</osoba> wychodzi, wściekły i nieufny.</didaskalia>
<naglowek_scena>ODSŁONA 3</naglowek_scena>

<didaskalia>Przedsionek Trybunału Rewolucyjnego. Bariera przez środek odgradza wejście dla sądu --- po lewej, od wejścia na galerię. <osoba>Woźny I</osoba> na lewo w głębi, <osoba>II</osoba> na prawo z przodu. W lewej ścianie trzecie drzwi do pokoju przysięgłych. Orientacja tłumu: wesołe podniecenie masowej rozrywki. <osoba>Fouquier-Tinville<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q453302"></ref></osoba><pe><slowo_obce>Fouquier-Tinville, Antoine Quentin</slowo_obce> (1746--1795) --- prawnik, oskarżyciel publiczny Trybunału Rewolucyjnego.</pe> czyta za zamkniętymi drzwiami akt oskarżenia. Cisza.</didaskalia>

<naglowek_osoba>ŻURNALISTA I</naglowek_osoba>


<didaskalia>wchodzi żywo po lewej, pokazuje dwa papiery</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Redaktor ,,Latarni Wolności'' z Versailles. Oto licencja.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WOŹNY I</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co, <wyroznienie>jeszcze</wyroznienie> jeden! <didask_tekst>kontroluje</didask_tekst> A toście się chyba z całej Francji zlecieli?!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻURNALISTA I</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Spodziewam się! Prędzej!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WOŹNY I</naglowek_osoba>


<didaskalia>oddaje papiery</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ale będziecie stać. Od północy wszystko zajęte.</akap></kwestia>

<didaskalia>z głębi:</didaskalia>

<naglowek_osoba>GŁOS FOUQUIERA</naglowek_osoba>

<didaskalia>gdy <osoba>Żurnalista</osoba> wchodzi</didaskalia>

<kwestia><akap>...na to, że w porozumieniu z wrogiem...</akap>
</kwestia>
<didaskalia>Nieuchwytny poszum zgorszenia. Stłumiony okrzyk <osoba>Dantona</osoba>. Na prawo: wbiega <osoba>Partia 1</osoba>, dwie osoby.</didaskalia>




<naglowek_osoba>OBYWATEL I</naglowek_osoba>


<didaskalia>do <osoba>Woźnego II</osoba> podczas kontroli kart</didaskalia>
<kwestia>
<akap>  Akt oskarżenia skończony?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WOŹNY II</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Prokurator właśnie kończy.</akap></kwestia>

<didaskalia>W głębi: głos <osoba>Dantona</osoba> zrywa się wśród spokoju.</didaskalia>

<naglowek_osoba>OBYWATEL II</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>O! --- Słyszysz go?!...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>OBYWATEL I</naglowek_osoba>


<didaskalia>wyrywa <osoba>Woźnemu</osoba> karty</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Byleśmy się tylko zmieścili!...</akap>
</kwestia>
<didaskalia>Wtłaczają się z trudem. Przez otwarte drzwi, z głębi:</didaskalia>




<naglowek_osoba>GŁOS DANTONA</naglowek_osoba>



<kwestia><akap>...podły Saint-Just, odpowiesz przed potomnością za to bluźnierstwo!...</akap></kwestia>


<didaskalia>Następnie, przy zamkniętych drzwiach, spokojne napomnienie prezydenta <osoba>Hermana</osoba><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q3295260"></ref><pe><slowo_obce>Herman, Martial</slowo_obce> (1759--1795) --- przewodniczący Trybunału Rewolucyjnego, prowadzący m.in. sprawy dot. Dantona i Marii Antoniny.</pe>, który się potem zwraca do <osoba>Fabre'a</osoba>. Po słowach <osoba>Dantona</osoba> pierwszy, bardzo lekki szmer zajęcia; ustaje podczas przesłuchu <osoba>Fabre'a</osoba>. Spokój. </didaskalia><didaskalia>
Na lewo:</didaskalia>



<naglowek_osoba>ŻURNALISTA II</naglowek_osoba>


<didaskalia>w ubraniu podróżnym, wbiega pospiesznie. Zatrzymany przez <osoba>Woźnego I</osoba> podaje mu kartę</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Redaktor ,,Chorągwi'' z Reims! Puśćcież!!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WOŹNY I</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A licencja?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻURNALISTA II</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co takiego znowu?!...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WOŹNY I</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dekret Zgromadzenia: nie wolno notować przebiegu tych rozpraw bez licencji od Komitetu Bezpieczeństwa. <didask_tekst><osoba>Żurnalista</osoba> bez słowa zawraca na prawo</didask_tekst> Na galerii aresztują piszących! Zresztą w całym gmachu szpilki by nie wetknął.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ŻURNALISTA II</naglowek_osoba>


<didaskalia>na środku</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Czy ten Komitet osz...</akap></kwestia>

<didaskalia>Wchodzą <osoba>Billaud</osoba> i <osoba>Vadier</osoba>. <osoba>Żurnalista</osoba> ulatnia się spiesznie pod ich niezbyt życzliwym spojrzeniem.</didaskalia>

<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>


<didaskalia>do <osoba>Woźnego I</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<akap>Stańcie u wejścia: przyjdzie ich jeszcze mnóstwo. Gotowi by wywalać drzwi.</akap>
</kwestia>
<didaskalia><osoba>Woźny</osoba> odchodzi w lewy korytarz.</didaskalia>




<naglowek_osoba>DUMAS<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q2918007"></ref><pe><slowo_obce>Dumas, René-François</slowo_obce> (1753--1794) --- prawnik, polityk, wiceprzewodniczący Trybunału Rewolucyjnego.</pe></naglowek_osoba>


<didaskalia>wbiega i zderza się z nim</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Czy oskarżyciel jeszcze mówi?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>WOŹNY I</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Już skończył, obywatelu wiceprezydencie.</akap>
</kwestia>
<didaskalia>Znika. <osoba>Dumas</osoba> wita deputowanych spiesznym skinieniem.</didaskalia>




<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Niech Fouquier wyjdzie do nas, gdy tylko zdoła.</akap></kwestia> <didaskalia><osoba>Dumas</osoba> daje znak i wchodzi na salę.</didaskalia><didaskalia> z głębi: </didaskalia>


<naglowek_osoba>GŁOS FABRE'A</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>...i Delaunay są mi kompletnie obcy. Z Chabotem nigdy słowa nie...</akap>
</kwestia>
<didaskalia>po lewej:</didaskalia>




<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Przecie wszystko w porządku? Też było o co się denerwować!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>


<didaskalia>złowróżbnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Cierpliwości, kolego.</akap></kwestia>

<didaskalia>z głębi:</didaskalia>

<didaskalia><osoba>Herman</osoba> zwraca się do <osoba>Dantona</osoba>; poruszenie oczekiwania. Potem szmer zajęcia, wyraźniejszy, wzrasta z wolna. <osoba>Danton</osoba> zaczyna donośnie, lecz stosunkowo bardzo spokojnie. Rozgrzewa się stopniowo.</didaskalia>

<didaskalia>po prawej:</didaskalia>

<didaskalia>Wpada <osoba>Partia 2</osoba>, pięć osób. <osoba>Woźny II</osoba> musi ich energicznie przytrzymać.</didaskalia>



<naglowek_osoba>WOŹNY II</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Hallo! A karty?...</akap></kwestia>

<didaskalia>równocześnie, po prawej:</didaskalia>
<rownolegle><blok>
<naglowek_osoba>OBYWATEL I</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tylko prędko! Prędko!!</akap></kwestia>

  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>OBYWATEL II</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>No, teraz zacznie się heca...</akap></kwestia>
 </blok> </rownolegle>
<didaskalia>po lewej:</didaskalia>
<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>DUMAS</naglowek_osoba>


<didaskalia>wbiega z głębi; trzyma naprzód drzwi nie domknięte</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Fouquier każe przeprosić: teraz ani na sekundę...</akap></kwestia>

<didaskalia>rozmawiają półgłosem</didaskalia>


  </blok>
  <blok>
<didaskalia>z głębi:</didaskalia>

<naglowek_osoba>GŁOS DANTONA</naglowek_osoba>


<didaskalia>coraz gwałtowniej</didaskalia>
<kwestia>
<akap>...mam wspólnego z tą kanalią? --- Kto <wyroznienie>śmiał</wyroznienie> posadzić takiego złodzieja Chabota --- tuż obok <wyroznienie>mnie</wyroznienie>?! Czyście doszczętnie z wstydu wyzuci?! Nas, awangardę Rewolucji --- najczystszych...</akap></kwestia></blok></rownolegle>

<didaskalia><osoba>Dumas</osoba> zamyka drzwi, zostając w przedsionku.</didaskalia>


<didaskalia>po prawej:</didaskalia>

<naglowek_osoba>OBYWATEL I</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ten ci ma tupet!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>OBYWATEL III</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A słusznie! Kto widział mieszać go z tymi pluskwami?!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>OBYWATEL IV</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>No, no... Komitet już tam wie, co robi.</akap>
</kwestia>
<didaskalia>po lewej.</didaskalia>



<didaskalia><osoba>Dumas</osoba> wraca na salę.</didaskalia>
<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>OBYWATEL V</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Danton nie anioł, Poireau!</akap>
</kwestia>
<didaskalia>z głębi:</didaskalia>
  </blok>
<blok>


<naglowek_osoba>GŁOS HERMANA</naglowek_osoba>


<didaskalia>bardzo spokojny</didaskalia>
<kwestia>
  <akap>...wykażą, czy zestawienie oskarżonych jest uzasad...</akap></kwestia></blok>
  </rownolegle>
<didaskalia>Kontakt między <osoba>Dantonem</osoba> a tłumem nawiązany. Odtąd znać napięcie. Szmer rośnie. Stronniczy protest kiełkuje, lecz sąd panuje jeszcze nad masą.</didaskalia>

<didaskalia>po prawej:</didaskalia>




<naglowek_osoba>OBYWATEL I</naglowek_osoba>


<didaskalia>rewizja skończona</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nareszcie!!</akap>
</kwestia>
<didaskalia>Chwytają karty i biegną.</didaskalia>




<naglowek_osoba>OBYWATEL IV</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Oj... nie wtłoczymy się już!...</akap></kwestia>


<didaskalia>W otwartych drzwiach starcie wśród syków o ciszę. <osoba>Obywatele II</osoba> i <osoba>IV</osoba> wślizgują się, reszta pcha się daremnie.</didaskalia><didaskalia>
 z głębi:</didaskalia>

<naglowek_osoba>GŁOS DANTONA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>...za plecami, niechże się odważą stanąć tu przede mną i powtórzyć swe sromotne oszczerstwa! <didask_tekst>szmer już napiętego przyjęcia --- stłumiony jeszcze</didask_tekst> Niechże się ważą, a w oczach ludu zetrę ich na miazgę faktami z ich własnej kariery! <didask_tekst>szmer zaczyna wyrażać zachwyt --- po większej części z świetnej zabawy, po mniejszej --- już i moralnej natury. <osoba>Billaud</osoba> przesyła ku <osoba>Vadierowi</osoba> sarkastyczny uśmiech</didask_tekst> Odsłonię w ich życiu taką bezdeń hańby, że już się nie ośmielą spojrzeć światu w oczy! <didask_tekst>tłum zaintrygowany; mimowolne pytające okrzyki, skierowane do nikogo</didask_tekst> Z nicości wypełzli, żeby mnie błotem obrzucić --- w nicość ich zepchnę <wyroznienie>jednym słowem prawdy</wyroznienie>!</akap>
</kwestia>
<didaskalia>Pierwsze nieartykułowane wykrzykniki. Ogólne poruszenie. Dzwonek po raz pierwszy; hałas opada natychmiast, lecz szmer podniecenia już nie ustaje. U wejścia zajadła, cicha kłótnia.</didaskalia>

<naglowek_osoba>GŁOS DUMASA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Poręcz pęknie! Zamknąć te drzwi na klucz!</akap></kwestia>


<didaskalia>Następnie: względnie spokojny dialog <osoba>Danton</osoba> --- <osoba>Fouquier</osoba> --- <osoba>Herman</osoba>. Trzej wykluczeni nie stawiają oporu.</didaskalia>

<didaskalia>równocześnie, po prawej:</didaskalia>
<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>OBYWATEL I</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Chodźmy do okna!</akap></kwestia>

  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>OBYWATEL III</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>U każdego cały tłum.</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>OBYWATEL IV</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Od rana siedzą sobie na plecach...</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>OBYWATEL I</naglowek_osoba>


<didaskalia>u płyty drzwi</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Pssst!... Słychać wszystko... </akap>
  </kwestia></blok></rownolegle>
  <didaskalia>Przylepiają głowy do drzwi. </didaskalia>
<didaskalia>po lewej:</didaskalia>


<rownolegle>
<blok>
<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wszystko w porządku... co?</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Niedorajda ten Fouquier...</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Obaj za słabi. --- A będzie gorzej; to dopiero wstęp.</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Cóż, kiedy Robespierre zawsze musi postawić na swoim...</akap>
  </kwestia></blok>
  </rownolegle>
<didaskalia>po prawej:</didaskalia>




<naglowek_osoba>PARTIA 3</naglowek_osoba>


<didaskalia>siedem osób, wpada i odsuwa <osoba>Woźnego</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<akap>Będzie bitwa, zobaczycie! --- Co za głos, psiakrew!</akap>
</kwestia>
<didaskalia>u drzwi konflikt z <osoba>Partią 2</osoba></didaskalia>

  
<naglowek_osoba>PARTIA 2 i WOŹNY II</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie ma już miejsca. --- Zamknięte! <didaskalia>Próbują. Nie śmieją się dobijać; naśladują trzech wykluczonych. Kłótnia, gdyż nie mogą się pomieścić. </didaskalia></akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PARTIA 3</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Rzeczywiście! --- Na klucz! --- O psiamać, do pioruna! --- A posuńcież się, do stu katów! </akap></kwestia>
<didaskalia>Dwu się zmieściło; ci już się nie ruszają. </didaskalia>

<naglowek_osoba>NOWO PRZYBYŁY</naglowek_osoba>


<didaskalia>odkrył drzwi po lewej</didaskalia>
<kwestia>
<akap>O... tędy!</akap>
</kwestia>
<didaskalia><osoba>Partia 3</osoba> biegnie za nim.</didaskalia>


<rownolegle>
<blok>
<naglowek_osoba>PARTIA 2 i WOŹNY II</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Hola! Psst! Tędy nie! --- Nie wolno! --- Wejście dla Sądu!</akap>
</kwestia>
<didaskalia>po lewej:</didaskalia>
  </blok>
<blok>


<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>


<didaskalia>cicho</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Obywatele, nie ma już miejsca: odejdźcie. </akap></kwestia>
  </blok></rownolegle>
  
<didaskalia>Śmiałkowie zatrzymują się natychmiast; jeden przelazł już barierę, więc wraca.</didaskalia>



<didaskalia>po prawej:</didaskalia>

<rownolegle>
  <blok>
    
<uwaga>Brak rozpoczęcia bloku (?)</uwaga><naglowek_osoba>PARTIA 3</naglowek_osoba>


<didaskalia>powstrzymana</didaskalia>
<kwestia><akap>Dla sądu... --- co, nie wolno? --- A czemu? --- Daj pokój. --- Trudno. --- Chodźmy. <didaskalia>Odchodzą z wyjątkiem dwu u drzwi. </didaskalia></akap></kwestia>
<didaskalia>w głębi:</didaskalia>
  
<didaskalia>Głos <osoba>Dantona</osoba>, bardzo poważny, rozlega się z szczególnym naciskiem. Na sali szmer zamilkł, ustępując ciszy głębokiego skupienia uwagi.</didaskalia></blok> </rownolegle>
<didaskalia>po prawej:</didaskalia>

<naglowek_osoba>OBYWATEL III</naglowek_osoba>


<didaskalia>z satysfakcją</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ten Fouquier posiwieje do wieczora, jak B...</akap></kwestia>

<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>OBYWATEL I</naglowek_osoba>

<didaskalia>naraz intensywnie zajęty</didaskalia>
<kwestia>

<akap>Cicho!! --- Słu... </akap>
</kwestia>
  
<didaskalia>Skupienie i napięcie udziela się wszystkim. Wszędzie niezwykła, nieruchoma cisza. Słuchają.</didaskalia>


<didaskalia>po lewej:</didaskalia>


  </blok>
  <blok>

<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>


<didaskalia>przysunął się do drzwi; podnieconym szeptem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Hej, Billaud! Chodź no, posłuchaj...</akap>
    </kwestia></blok></rownolegle>
<didaskalia>Słuchają w skupieniu. Chwila zupełnego zawieszenia.</didaskalia>

<didaskalia>po prawej:</didaskalia>




<naglowek_osoba>OBYWATEL IV</naglowek_osoba>


<didaskalia>półgłosem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Hallo!... Co to znaczy...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>OBYWATEL I</naglowek_osoba>


<didaskalia>szeptem, z pasją</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Stul pysk!...</akap>
</kwestia>
<didaskalia>znów doskonała cisza</didaskalia>

<didaskalia>w głębi;</didaskalia>

<didaskalia><osoba>Danton</osoba> skończył. Szmer wybucha, pełniejszy i gwałtowniejszy: tłum nawiązał już i wewnętrzny kontakt. Nerwowe konferencje, domysły, pytania, twierdzenia i negacje. Podniecenie wzrasta: dzwonek coraz częstszy, coraz krócej działa. Oskarżeni ożywili się również i rozprawiają między sobą; nie można ich oczywiście wyróżnić. --- Zakłopotana odpowiedź  <osoba>Hermana</osoba> tonie w tym nerwowym --- lecz wciąż stłumionym --- poruszeniu. Tłum zaczyna się dzielić na strony: poparcie dla oskarżonych przeważa. Lecz wesoły ton zasadniczy nie ulega zmianie.</didaskalia>

<didaskalia>po lewej:</didaskalia>


<rownolegle>
<blok>
<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>

<didaskalia>gwałtownie</didaskalia>


<kwestia><akap> <wyroznienie>Właśnie tego</wyroznienie> się spodziewałem! <wyroznienie>Wiedziałem</wyroznienie>, że na to wpadnie!</akap></kwestia>

  </blok>
  <blok>
<didaskalia>po prawej:</didaskalia>

<naglowek_osoba>OBYWATEL IV</naglowek_osoba>

<didaskalia>natarczywie</didaskalia>
  
  
<kwestia><akap>O co mu chodzi? Jakich świadków?</akap></kwestia>
  </blok>
  </rownolegle>
  <naglowek_osoba>NOWO PRZYBYŁY 2</naglowek_osoba>
  
  <kwestia><akap>Dla obrony...</akap></kwestia>
  
  <naglowek_osoba>OBYWATEL III</naglowek_osoba>
  
  <kwestia><akap>Swoich kolegów z Konwencji... wiecie, to <wyroznienie>byczy</wyroznienie> pomysł!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>OBYWATEL I</naglowek_osoba>
  <kwestia><akap>Będziesz ty cicho?!...</akap></kwestia> 
  
  <didaskalia>w głębi:</didaskalia>
  
  <didaskalia>Pierwszy wyraźny głos z tłumu wyskakuje ponad szmer ostrym potwierdzeniem. Budzi wesoło-oburzony protest --- pisk kobiecy --- i znacznie silniejsze poparcie innych głosów, potwierdzających, żądających. Dzwonek już ledwo pomaga. <osoba>Herman</osoba> podnosi po raz pierwszy energicznie głos i wywołuje --- lecz już tylko stopniowo --- onieśmielenie i względną ciszę. --- <osoba>Herman</osoba> i <osoba>Fouquier</osoba> zwracają się do <osoba>Héraulta</osoba>; dialog znów spokojny. Lecz <osoba>Hérault</osoba> rozśmiesza tłum, wpadłszy w dobry humor. Śmiech galerii, na razie silnie stłumiony, milknie zawsze na dzwonek.</didaskalia> 
<didaskalia>zewnątrz, po prawej:</didaskalia>

<didaskalia>Na końcu długiego korytarza powstaje hałas.</didaskalia> 
  
  <didaskalia>na prawo:</didaskalia>  
  
  <naglowek_osoba>OBYWATEL IV</naglowek_osoba>
  <didaskalia>zluźnienie uwagi, gdyż <osoba>Danton</osoba> skończył</didaskalia>
  
<kwestia>   <akap>No... jeśli tak ma być dalej!...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>OBYWATEL III</naglowek_osoba>
  
  <kwestia><akap>Ależ! Jeszcze ani się nie zaczęło!</akap></kwestia>
  
  <didaskalia>na lewo:</didaskalia>
  
  <didaskalia><osoba>Fouquier</osoba> wchodzi, czerwony, spocony, zły.</didaskalia> 
  
  <didaskalia>z głębi:</didaskalia>  
  
  <naglowek_osoba>GŁOS DANTONA</naglowek_osoba> 
  
  <didaskalia>przerwał cudzy przesłuch. Odtąd przerywa coraz częściej.</didaskalia>
  
  
<kwestia><akap>...kategorycznie odmawiamy, dopóki tu nie staną nasi...</akap></kwestia>
  
 <didaskalia>Następnie: poparcie tłumu --- który, jak na igrzyskach, z ożywienia popada w histeryczną rozwiązłość --- krótkimi, podniecającymi okrzykami, na przykład: ,,Otóż to! --- Masz rację! --- Dobrze mówi! --- Dalej! Nie daj się! --- Słusznie! --- To ich prawo!''</didaskalia> 
  
  <didaskalia>Oczywiście przy zamkniętych drzwiach nie słychać słów, lecz mimo gwałtowności poparcie nie przybiera agresywnego charakteru: brak poważnej politycznej orientacji; brak namiętnego oburzenia, tej magicznej dźwigni wszelkich masowych poruszeń. Krótkie starcie między <osoba>Dantonem</osoba> --- wspieranym przez <osoba>Héraulta</osoba>, <osoba>Desmoulinsa</osoba> i <osoba>Westermanna</osoba> --- a dobitnym, lecz jeszcze spokojnym, głosem <osoba>Hermana</osoba>.</didaskalia> 
  
  <didaskalia>po lewej:</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>
  
   <didaskalia>do wykluczonych</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Na korytarzach stać nie wolno. Proszę wyjść.</akap> </kwestia>
  
  <didaskalia>po prawej:</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>OBYWATEL I</naglowek_osoba>
  
   <didaskalia>jeszcze niepewnie</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Ale jak w środku nie ma miejsca...</akap></kwestia> 
  <rownolegle>
    <blok>
  <naglowek_osoba>OBYWATEL III</naglowek_osoba> 
  
   <didaskalia>coraz zuchwałej</didaskalia>  
  
  <kwestia><akap>To trudno! Musimy tu zostać!</akap></kwestia> 
    </blok>
    <blok>
  <naglowek_osoba>NOWO PRZYBYŁY 2</naglowek_osoba>
  
  <kwestia><akap>Mamy prawo stać choćby na dachu!</akap> </kwestia>
    </blok></rownolegle>
  <didaskalia>po lewej:</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba> 
  
  <kwestia><akap>Proszę --- natychmiast --- wyjść!</akap></kwestia>
  
  <didaskalia><osoba>Woźny II</osoba> podchodzi, niezbyt skwapliwie.</didaskalia> 
  
  <didaskalia>po prawej:</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>WYKLUCZENI</naglowek_osoba> 
  
  <kwestia><akap>Niby czemu? --- Też nowy dekret, co? --- A może Konwencja zniosła jawność rozpraw? --- O, czemuż by nie!</akap> </kwestia>
  
  <didaskalia>po lewej:</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba> 
  
  <kwestia><akap>Precz, nim was każę wyrzucić!!</akap> </kwestia>
  
  <didaskalia>po prawej:</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>WYKLUCZENI</naglowek_osoba>  <didaskalia>jednak znacznie ciszej --- cofają się z wolna, popychani przez <osoba>Woźnego</osoba>. Mszczą się, kpiąc półgłosem</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Aha, odbija sobie na nas. --- Tutaj, to pan. --- Tutaj to nosa zadziera. --- A tam schował się pod stół! --- Właśnie wylazł, patrzcie tylko, jaki czerwony!</akap></kwestia> 
  
  <didaskalia>Wychodzą.</didaskalia>
  
  <didaskalia>po lewej:</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
  
  <kwestia><akap>Obywatelu Fouquier...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>  
  
  <didaskalia>w rozpaczy zatacza się na poręcz</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Za-raz!!! --- Jezus Maryja, dajcie mi wytchnąć albo szlag mnie trafi!</akap></kwestia> 
  
  <didaskalia>Ociera twarz chustką. </didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>
  
  <kwestia><akap>To wcześnie.</akap>
    </kwestia> 
  
    <didaskalia>zewnątrz, po prawej: silniejszy zgiełk</didaskalia> <didaskalia>po lewej:</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>
  
  <kwestia><akap>Cóż się <wyroznienie>tam</wyroznienie> znowu dzieje?!</akap></kwestia>
  
  <didaskalia>Dwóch <osoba>Woźnych</osoba> z sali biegnie w stronę zgiełku.</didaskalia> 
  
  <didaskalia>w głębi:</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>GŁOS HERMANA</naglowek_osoba> 
  
  <didaskalia>zirytowany, lecz wciąż opanowany</didaskalia>
  
  <kwestia> <akap>...że <wyroznienie>nie wasza kolej</wyroznienie>, Danton?! --- A was, obywatele, ponownie ostrzegam...</akap></kwestia>
  
  <didaskalia>Następnie: odpowiedź <osoba>Dantona</osoba>, poufała i drwiąca, pod koniec zwraca się do tłumu wprost; część galerii wpada w ton kpiący; <osoba>Danton</osoba> zachęca ten nastrój --- lecz jeszcze znać tłumik.</didaskalia> 
  
  <didaskalia>po lewej:</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba> 
  
   <didaskalia>do <osoba>Woźnych</osoba></didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Wy dokąd?</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>WOŹNY III</naglowek_osoba> 
  
  <kwestia><akap>Prezydent kazał pilnować tego wejścia, bo zaczynają szturmować.</akap></kwestia>
  
  <didaskalia>Przebiegają na prawo, przeskoczywszy barierę.</didaskalia> 
  
  <didaskalia>w głębi:</didaskalia>
   <didaskalia>Wśród znów przytłumionego szumu --- przesłuch <osoba>Desmoulinsa</osoba>. Ton <osoba>Camille'a</osoba>, zrazu wesoło wyzywający, przechodzi stopniowo w histeryczne zdenerwowanie, w kobiecy krzyk. Tłum coraz swobodniej okazuje --- po części sympatię, po części (szczególnie pod koniec) lekceważenie. Kobiety litują się i wyśmiewają go piskliwie. Czyli że sąd stracił wprawdzie autorytet, ale <osoba>Camille</osoba> gotów ściągnąć zabójczy francuski śmiech i na swoje stronnictwo. Dlatego <osoba>Danton</osoba> przerywa coraz częściej, zwracając się wprost do tłumu. Za każdym razem budzi gwałtowniejszą reakcję. <osoba>Hérault</osoba>, <osoba>Westermann</osoba> i <osoba>Delacroix</osoba> naśladują go. Gwałtowny dzwonek <osoba>Hermana</osoba> działa teraz na maksimum trzydzieści sekund.</didaskalia> 
  
  <didaskalia>zewnątrz, po prawej:</didaskalia>
  
  <didaskalia>Hałas cichnie na pewien czas.</didaskalia>
  
  <didaskalia>na lewo:</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba> 
  
  <didaskalia>podnosi się</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Panowie: donieście Komitetom, że Konwencja musi wysłać natychmiast, jako świadków na żądanie oskarżonych, deputowanych: Cour...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba> 
  
  <kwestia><akap>Wiemy. --- A wam, oskarżycielu, Komitety donoszą, że czas najwyższy okazać nieco energii.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>
  
 <didaskalia>oburzony</didaskalia> 
  
  <kwestia> <akap>Nieco --- energii!!... Więc niby co?! Mam robić z siebie widowisko, tak jak on?!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>
  
  <kwestia><akap>Właśnie! Daliście mu się rozwyć na całe miasto!</akap> </kwestia> 
  
  <didaskalia>w głębi:</didaskalia> 
  
  <didaskalia>Teraz właśnie <osoba>Desmoulins</osoba> zaczyna krzyczeć. Dialog między nim a sędzią <osoba>Dobsenem</osoba> --- wspieranym przez <osoba>Hermanna</osoba> --- grozi przejściem w kłótnię. Słysząc śmiech tłumu, <osoba>Danton</osoba> --- z poparciem kolegów --- wtrąca sarkastyczne uwagi, coraz częściej wprost do galerii, by skierować śmiech ten z powrotem na głowy sądu. Galerie reagują aprobacyjnie, podejmują i podbijają żarty. Związek taki jest groźny dla sądu, który go jednak na razie ignoruje.</didaskalia>  
<didaskalia>po lewej:</didaskalia>

 
  <naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba> 
  
  <kwestia><akap>A jakże ja mu pysk mam zamknąć?! Czyście oszaleli?! --- W ogóle: do czego wy mi się wtrącacie? Nie jesteście obecni, a wydajecie sądy?! --- Jakim prawem?!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
  
  <kwestia><akap>Komitety mają was na oku, Fouquier. Wiemy o każdym słowie.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba> 
  
  <didaskalia>głosem stłumionym z gniewu</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Mnie, oskarżycielowi publicznemu, śmieliście nasłać szpiclów na kark?!!...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>
  
  <kwestia><akap>A jakże, Fouquier! Pańska chwiejność nie wzbudza zaufania!</akap>  </kwestia> 
  
  <didaskalia>zewnątrz, po prawej:</didaskalia>
  
  <didaskalia>Hałas wznawia się silniejszy. <osoba>Woźny II</osoba> idzie pomóc.</didaskalia>
  
  <didaskalia>po lewej:</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
  
  <kwestia><akap>Wiedz pan, żem żądał pańskiego aresztowania.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba> 
  
  <didaskalia>dławiony, zatacza się prawie</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Mo... mojego a... <didask_tekst>oniemiała przerwa</didask_tekst></akap>
    </kwestia>
  
    <didaskalia>w głębi:</didaskalia> 
  
  <didaskalia>Pierwszy grzmiący wybuch śmiechu <osoba>Dantona</osoba>. Wtórując mu, galerie zrzucają nareszcie tłumik. <osoba>Herman</osoba> reaguje pierwszym wybuchem: zdradza zasób energii, który daje tłumowi do myślenia. U jednych wzbudza szacunek, drugich onieśmiela. Mimo sarkastycznej odpowiedzi <osoba>Delacroix</osoba> i prowokacyjnego śmiechu <osoba>Camille'a</osoba>, galerie trzeźwieją. Za to --- budzi się pomruk wrogi.</didaskalia>
  
  <didaskalia>po lewej:</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
  
  <kwestia><akap>Już by pan siedział, tylko Robespierre odradził...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>
  
  <kwestia><akap>Żeby nie odwlekać procesu... rzekomo.</akap> </kwestia>
  
  <didaskalia>zewnątrz, po prawej:</didaskalia> 
  
  <didaskalia>Hałas się wzmaga. <osoba>Woźny I</osoba> przebiega z przeciwległego korytarza.</didaskalia> 
  
  <didaskalia>w głębi:</didaskalia> 
  
  <didaskalia>Wśród tego nowego pomruku, który w następstwie cichnie, <osoba>Herman</osoba> rozpoczyna przesłuch <osoba>Delacroix</osoba>. Gdy widzi, że napięcie opadło, powierza <osoba>Dumasowi</osoba> zastępstwo i wychodzi.</didaskalia> 
  
  <didaskalia>po lewej:</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>
  
   <didaskalia>wybucha. Głos, zrazu ściszony, podnosi się stopniowo</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Do stu tysięcy par milionów diabłów, a prowadźcież go sobie sami, ten wasz zatracony proces! A radźcież sobie sami z tym bydlęciem, co ryczy i ryczy jak słoń zarzynany! --- Mówię wam: przyślijcie mu świadków i to na gwałt; inaczej diabli wiedzą, co się stanie!</akap> </kwestia> 
  
  <didaskalia>Chce biec. <osoba>Billaud</osoba> wstrzymuje go.</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba> 
  
  <didaskalia>ruchem ręki powstrzymał <osoba>Fouquiera</osoba></didaskalia>
  
   <kwestia><akap>Nasza odpowiedź: albo doprowadzicie proces do <wyroznienie>wiadomego</wyroznienie> wyniku, albo --- następny wytoczą <wyroznienie>wam</wyroznienie>.</akap> 
     
     <didaskalia>u wejścia krzyki</didaskalia>
     
     <akap>Środki to wasza rzecz.</akap>

<akap>Świadków odmówicie. <didask_tekst><osoba>Fouquier</osoba> poskoczył</didask_tekst> Nie przesyła się wrogowi posiłków. --- To wszystko.</akap> 
     </kwestia> 
  
     <didaskalia>Zamierza odejść.</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>
  
  <didaskalia>dygoce z furii</didaskalia>
  
  <kwestia> <akap>Świadków mu-si-cie...</akap> </kwestia>
  
  
  <didaskalia>zewnątrz, po prawej:</didaskalia>
  
  <didaskalia>U wejścia walka wśród wrzasku.</didaskalia>
  
  <didaskalia>po lewej:</didaskalia>
  
  <didaskalia>Wpada <osoba>Herman</osoba> i zatrzymuje się. Za nim czterech <osoba>Woźnych</osoba>, którzy biegną kolegom na pomoc.</didaskalia> 
  
  <didaskalia>z głębi:</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>GŁOS DELACROIX</naglowek_osoba>
  
  <kwestia><akap>...Miączyński<pe><slowo_obce>Miączyński, Józef</slowo_obce> (1743--1793) --- generał francuski związany z Charlesem François Dumouriezem, po jego zdradzie oskarżony o udział w próbie przywrócenia monarchii, został skazany na śmierć.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q3815624"></ref> kłamał! Nie mówiłem o łupie wojennym! --- Zresztą Danton był zawsze...</akap></kwestia> 
  
  <didaskalia>Napięcie znowu wzrasta --- a brak energii i umiejętności <osoba>Hermana</osoba>. Następnie: <osoba>Danton</osoba> wtrąca się gwałtownie; <osoba>Dumas</osoba>, wpadając w pasję, traci resztę powagi i władzy nad tłumem. Między nim a <osoba>Delacroix</osoba> wybucha coraz gwałtowniejsza kłótnia. Biją pięściami w stół; <osoba>Danton</osoba> wtrąca czasem krótki okrzyk jak spięcie ostrogą, podejmowany przez towarzyszy i galerie. Tłum zachwycony zanosi się od śmiechu i krzyczy, lecz ciekawość powstrzymuje go od krzyku powszechnego lub wycia. Wrogi pomruk --- groźny symptom poważnego przejmowania się --- raz wzbudzony nie ustaje już. Wnet <osoba>Delacroix</osoba> i <osoba>Dumas</osoba> starają się wzajemnie przekrzyczeć.</didaskalia> 
  
  <didaskalia>po lewej:</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>HERMAN</naglowek_osoba>
  
 <didaskalia>bez tchu --- podaje <osoba>Billaudowi</osoba> papier, którego ten nie bierze</didaskalia> 
  
  <kwestia> <akap>Panowie, oto lista świadków dla obrony. Proszę was, spieszcie się <wyroznienie>bardzo</wyroznienie>; słyszycie, co się dzieje.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>
  
  <kwestia><akap>Do tego nie wolno wam było dopuścić!</akap> </kwestia> 
  
  <didaskalia><osoba>Fouquier</osoba> zawrócił i podszedł między nich.</didaskalia> 
  
  <didaskalia>zewnątrz, po prawej: pertraktacje; zawieszenie, lecz nie spokój</didaskalia> 
  
  <didaskalia>na lewo:</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>HERMAN</naglowek_osoba> 
  
 <didaskalia>zdumiony, wyniosły</didaskalia> 
  
  <kwestia> <akap>Nie wie pan, co pan mówi. --- Nie chcą odpowiadać, dopóki nie wezwiemy...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba> 
  
  <kwestia><akap>Choćby mieli gmach rozsadzić --- odmawiacie!</akap></kwestia> 
  <rownolegle>
    <blok>
  <naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba> 
  
  <kwestia><akap>Przecie nie mamy <wyroznienie>prawa</wyroznienie>!!!</akap></kwestia>
    </blok>
    <blok>
  <naglowek_osoba>HERMAN</naglowek_osoba>
  
 <didaskalia>cofa się o krok</didaskalia>  <kwestia> <akap>Co!! --- Wykluczone. Mają przecie prawo za sobą. Tłum rozzuchwalony popiera ich już jednogłośnie. Odmówić <wyroznienie>nie możemy</wyroznienie>.</akap> </kwestia></blok> 
  </rownolegle>
  <didaskalia>w głębi:</didaskalia> 
  
  <didaskalia><osoba>Dumas</osoba> zwyciężył. Na nieopanowany jego krzyk podnosi się nagle namiętny, <wyroznienie>poważny</wyroznienie> protest innego pierwiastka w tłumie: tego, który nie dla samej tylko orgii, lecz --- nieświadomie --- dla zbawienia duszy brał udział w każdej z licznych <slowo_obce>grandes journées</slowo_obce><pe><slowo_obce>grandes journées</slowo_obce> (fr.) --- wielkie dni.</pe> ostatnich lat. To żywioł o najwyższym napięciu żywotnym; zgodnie zatem z prawem natury wszyscy podejmują nutę, jaką ci ludzie nadali. Protest jest tak głośny, że prawie słychać słowa: ,,Daj mu mówić! --- Nie przerywać oskarżonym! --- Wolność słowa w sądzie!'' --- krótkie zawieszenie, podczas którego <osoba>Delacroix</osoba> kończy zdanie przerwane przez wiceprezydenta.</didaskalia>
  
  <didaskalia>po lewej:</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>HERMAN</naglowek_osoba>
  
  
<kwestia><akap>Proszę, osądźcie sami.</akap></kwestia>
  
  
 <didaskalia>Widać, że <osoba>Billaud</osoba>, wstrząśnięty, zachwiał się.</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>
  
  <kwestia><akap>A ciągle grożą rewelacjami przeciwko wam!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba> 
  
  <kwestia><akap>Billaud, tych świadków trzeba będzie przysłać.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba> 
  
  <didaskalia>nie przeczy</didaskalia> 
  
  <kwestia><akap>Trzeba będzie gmach wojskiem otoczyć.</akap>  </kwestia> 
  
  <didaskalia>przestrach</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>
  
  <kwestia><akap>To szaleństwo! Lud...</akap></kwestia> 
  
  <didaskalia>w głębi:</didaskalia>
  
  <didaskalia><osoba>Danton</osoba> wpada jak bomba w zawieszony chór, który momentalnie wybucha w nieosiągniętej dotąd pełni. Przebudzony pierwiastek fanatyczny nie występuje już jawnie po raz drugi, lecz towarzyszy wyczuwalnie, niepokojąco, pierwiastkowi uciechy. Powstaje orgia. Ryk <osoba>Dantona</osoba> płynie w tryumfie na spienionych bałwanach wrzasku, śmiechu, histerycznego pisku kobiet, świstu i podziemnego pomruku. Wszystko na tle oszalałego dzwonka.</didaskalia> 
  
  <didaskalia>zewnątrz, po prawej:</didaskalia>
  
  <didaskalia>Tym podsycona na nowo walka wtacza się za chwilę w korytarz.</didaskalia> 
  <didaskalia>po lewej:</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>HERMAN</naglowek_osoba> 
  
  <kwestia><akap>Będę zmuszony przerwać rozprawy, panowie!</akap> </kwestia> 
  
  <didaskalia>zewnątrz, po prawej:</didaskalia> 
  <didaskalia>Już są w korytarzu. Cały gmach dudni. Hałas strojony.</didaskalia>
<didaskalia>po lewej:</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba> 
  
   <didaskalia>poskoczył na zbawczą myśl. Krzyczy jak przez tajfun</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Słuchajcie!! <didask_tekst>pociąga ich ku przodowi</didask_tekst> Niechże Konwencja sama rozstrzygnie kwestię świadków, skoro chodzi o jej członków!</akap> </kwestia> 
  
  <didaskalia>ulga powszechna, ale <osoba>Vadier</osoba> niespokojny</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
  
  <didaskalia>po sekundzie --- z ulgą</didaskalia>
  
  <kwestia> <akap>Dobrze. --- Fouquier, idź i powiedz im pan. <didask_tekst><osoba>Vadier</osoba> ciągnie go ku wyjściu na lewo</didask_tekst> List prześlecie jednak na ręce Komitetu Ocalenia!</akap></kwestia>
  
  <didaskalia>Obaj zatrzymują się króciutko mimo pośpiechu i przesyłają mu ostre spojrzenie, które on ignoruje. <osoba>Fouquier</osoba> wchodzi w głąb.</didaskalia> 
  
  <didaskalia>z głębi:</didaskalia>  
  
  <naglowek_osoba>GŁOS DANTONA</naglowek_osoba>
  <didaskalia>szyderczy wśród hałasu</didaskalia>
  
   
  <kwestia><akap>...ludu francuski? Jak sędziowie prawo wykręcają? <didask_tekst>sarkastyczna i oburzona aprobacja</didask_tekst> Świadków obro...</akap></kwestia>
  
  <didaskalia>Pod wściekłym dzwonkiem i --- zapewne --- znakami <osoba>Fouquiera</osoba> hałas cichnie; na razie jako wyraźne zawieszenie, potem definitywnie.</didaskalia> <didaskalia>zewnątrz, po prawej i lewej:</didaskalia> <didaskalia>W korytarzu na prawo szturmujący zwyciężyli; lecz słychać, że i na lewo, u końca dłuższego korytarza, lud szturmem zdobywa wejście. Od prawej wpada zwycięska <osoba>Partia 4</osoba>, dziewięć osób. W odstępach po kilka sekund dochodzą cztery, dwie, pięć osób.</didaskalia> <didaskalia>po lewej:</didaskalia> <didaskalia><osoba>Billaud</osoba> od przodu na lewo, <osoba>Herman</osoba> od drzwi w głąb, zawracają ku środkowi. <osoba>Vadier</osoba> chce uciec na lewo, lecz cofa się, słysząc i tam oblężenie. Stara się ukryć, nieco roztrzęsiony.</didaskalia> <didaskalia>po prawej:</didaskalia> 
  
  
  <naglowek_osoba>PARTIA 4</naglowek_osoba> 
  
 <didaskalia>w świetnym humorze</didaskalia>  
  
  <kwestia><akap>Słychać go aż za mostem... Ściany się trzęsą, patrzcie tylko! --- On jeszcze gotów wygrać, słowo daję! --- No, którędyż to?</akap> </kwestia>
  
  <didaskalia>po lewej:</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>HERMAN</naglowek_osoba> 
  
  <kwestia><akap>Hola! Czego wy chcecie?</akap> </kwestia>
  
  <didaskalia><osoba>Vadier</osoba> trzyma się za kolegami.</didaskalia> 
  
  <didaskalia>po prawej:</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>PARTIA 4</naglowek_osoba>
  <didaskalia>rzuca się na drzwi na prawo</didaskalia>
  
  <kwestia> <akap>Wejść! --- Chcemy wejść i słuchać! <didask_tekst>dobijają się</didask_tekst> Hej, otwórzcie! --- Otworzyć tam! --- Wywalimy drzwi!!</akap></kwestia>
  
  <didaskalia>po lewej:</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>HERMAN</naglowek_osoba>
  
  <kwestia><akap>Nie ma --- już --- miejsca! Proszę wyjść!</akap> </kwestia> 
  
  <didaskalia><osoba>Billaud</osoba> spiesznie zastawia sobą drzwi po lewej. <osoba>Vadier</osoba> wtula się w kąt po jego prawej, gdyż...</didaskalia> 
  <didaskalia>po prawej:</didaskalia> 
  <didaskalia><osoba>Partia 4</osoba> odkryła te drzwi i rzuca się ku nim z krzykiem tryumfu.</didaskalia> 
  <didaskalia>po lewej:</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>HERMAN</naglowek_osoba>
  
<kwestia><akap>Wejście wzbronione! Poszanowania dla sądu!</akap></kwestia>
  
  
 <didaskalia>Odsuwają go dobrodusznie.</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>PARTIA 4</naglowek_osoba> 
  
  <kwestia><akap>To nas nie obchodzi! --- Wszędzie wolno! --- Chcemy wejść! <didask_tekst>szyderstwo</didask_tekst> Poszanowania, hę? --- Dajcie naprzód Dantonowi radę! --- Niedołęgi! --- Uciekli przed więźniami! --- Tchórze! <didask_tekst>do <osoba>Billauda</osoba></didask_tekst> Na bok!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba> 
  <didaskalia>głosem niespodziewanie potężnym</didaskalia>
  
  <kwestia> <akap>Jestem przedstawicielem narodu!</akap></kwestia> 
  
  <didaskalia>To działa. Rozmach się łamie, nie ważą się go tknąć. Masa zatrzymuje się, uspokaja --- zrazu mruczy i kpi, lecz wnet słucha uważnie, w milczeniu.</didaskalia> 
  <didaskalia>w głębi:</didaskalia> 
  <didaskalia>Wśród coraz chłodniejszej --- trzeźwiejszej --- ciszy <osoba>Fouquier</osoba> ogłasza zamiar zwrócenia się do Konwencji. Następuje rzeczowa dyskusja i zgoda.</didaskalia>
  <didaskalia>zewnątrz, po lewej:</didaskalia> 
  <didaskalia>Masa wyłamała zamek i rozsypała się z hałasem po korytarzu.</didaskalia> 
  <didaskalia>na lewo:</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba> 
  
  <kwestia><akap>Obywatele! Kto zakłóca porządek publiczny, oddaje wrogom przysługę --- dzisiaj ważniejszą niż zwykle! <didask_tekst><osoba>Partia 5</osoba>, cały tłum, wpada od lewej. Lecz zatrzymuje się na widok kościelnego zachowania poprzedników i cichnie również. Tylko pierwsze z następnych słów są przygłuszone</didask_tekst> Cofnijcie się! Inaczej Konwencja otoczy Trybunał wojskiem i nikt nie dostanie się nawet do okien!</akap></kwestia>
  
  <naglowek_osoba>NAJEŹDŹCY</naglowek_osoba>
  
  <didaskalia>szmer oburzenia, lecz bez przekonania</didaskalia>
  
  
<kwestia><akap>Wojskiem... On mówi wojskiem... Co, chcą otoczyć?! <didask_tekst>poszczególne głosy</didask_tekst> Jak to, przecie rozprawy są jawne! --- Mamy <wyroznienie>prawo</wyroznienie> słuchać! --- Jeszczeście gotowi strzelać! --- Akurat jak za tyrana!...</akap></kwestia>
  
  
 <naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
  
  
<kwestia><akap>Ale nie macie prawa ubliżać sądowi! --- Ludzie, za tyrana byliście motłochem... <didask_tekst>lwi pomruk; coraz głębsza uwaga</didask_tekst> dziś jesteście wolnymi obywatelami. <wyroznienie>Wy</wyroznienie> jesteście dziś panami miasta <didask_tekst>parę zadowolonych potwierdzeń</didask_tekst> i dlatego wy odpowiadacie za jego spokój. Rząd wasz służy wam, nie wy rządowi; wspierajcież go, zamiast mu przeszkadzać! <didask_tekst>inteligentniejszy wyraz aprobacji u kilku osób</didask_tekst> Idźcie zatem i sami pilnujcie porządku.</akap></kwestia>
  
  
 <didaskalia>w głębi:</didaskalia>
  
  <didaskalia>Oskarżeni wyrażają zgodę. Ożywienie, lecz spokój zupełny.</didaskalia>
  <didaskalia>na środku:</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>NAJEŹDŹCY</naglowek_osoba> 
  
  <didaskalia>pomruk dziecinnego uporu</didaskalia>
  
   <kwestia><akap>Ech, gadanie! --- Ładne mi panowanie, jak nam nic nie wolno! --- Co mi tam! --- Ja chcę słuchać i koniec! <didask_tekst>stanowcze poparcie</didask_tekst> Cicho bądź, dobrze mówi! --- Tak, tak! Słusznie! --- Mądrze powiedział! --- Dalej, wychodźmy!</akap> </kwestia> 
  
  <didaskalia>Cofają się, po części dobrowolnie, po części ciągnieni przez energiczniejszych.</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>GŁOS</naglowek_osoba> 
  
 <didaskalia>podjęty przez wszystkie. Unoszą czapki</didaskalia>
  
  <kwestia> <akap>Niech żyje Konwencja!</akap></kwestia>
  
  <didaskalia>Dzielą się na prawo i lewo i wychodzą.</didaskalia> <didaskalia>po lewej:</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>HERMAN</naglowek_osoba>
  
  
<kwestia><akap>Billaud --- Trybunał składa wam podziękowanie.</akap></kwestia>
  
 <didaskalia><osoba>Billaud</osoba> przyjmuje uścisk ręki chłodno, z lekceważącym wzruszeniem ramion dla własnej zasługi.</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba> 
  
   <didaskalia>wraca</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Uff! --- Zgodzili się...</akap> </kwestia>
  
  <didaskalia>w głębi:</didaskalia>
  <didaskalia>Stłumiony szmer ożywienia; oskarżeni rozmawiają, pełni otuchy.</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>GŁOS CAMILLE'A</naglowek_osoba>
  
   <didaskalia>szalenie podniecony, lecz prywatnie</didaskalia> 
  
  <kwestia><akap>...wobec tego pewne, bo Konwencja wyśle ich nam zaraz. <didask_tekst>wybuch nerwowej radości</didask_tekst> O, przyja...!!</akap></kwestia>
  
  <didaskalia>na lewo:</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba> 
  
  <didaskalia>zamyka drzwi za sobą</didaskalia> 
  
  <kwestia><akap>Zyskaliśmy może kwadrans spokoju. --- Idę pisać; <didask_tekst>do <osoba>Hermana</osoba></didask_tekst> podpiszesz na sali.</akap> </kwestia>
  
  <didaskalia>Otwiera drzwi w środku lewej ściany prowadzące nie tylko do pokoju przysięgłych, lecz i do rodzaju <slowo_obce>foyer</slowo_obce>.</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba> 
  
   <didaskalia>przez ramię</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Na ręce naszego Komitetu, pamiętajcie!</akap> </kwestia>
  
  <didaskalia>sekunda zawieszenia, przeszywających spojrzeń</didaskalia>  
  <rownolegle>
    <blok>
  <naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>
  
 <didaskalia>przystaje, tonem jak igła</didaskalia>
  
   <kwestia> <akap>Dlaczego?</akap></kwestia>
    
  <didaskalia><osoba>Billaud</osoba> ignoruje go.</didaskalia> </blok>
  <blok>
  <naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>
  
 <didaskalia>od swoich drzwi</didaskalia>  
  
  <kwestia><akap>Tylko niech się na miłość boską pospieszą z odpowiedzią!</akap></kwestia> 
    </blok></rownolegle>
  <naglowek_osoba>HERMAN</naglowek_osoba> 
  
  <didaskalia>od drzwi na salę, z uśmiechem o charakterze bezwiednie heroicznym</didaskalia>
  
  
<kwestia><akap>Bo to jak podróż na płonącym statku, panowie!</akap></kwestia>
 
  
  <didaskalia><slowo_obce>Exeunt omnes</slowo_obce><pe><slowo_obce>exeunt omnes</slowo_obce> (łac.) --- wszyscy wychodzą.</pe></didaskalia> 
  
<!--TRIM:3-->

<naglowek_scena>ODSŁONA 4</naglowek_scena>

<miejsce_czas>Rue St. Honoré <ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1787799"></ref>398<pe><slowo_obce>Rue St. Honoré 398</slowo_obce> --- adres, pod którym mieszkał Maximilien Robespierre od 1791 r. do śmierci w 1794.</pe>. <osoba>Robespierre</osoba>, bez kamizelki ani krawata, śpi na rękach złożonych u brzegu <slowo_obce>dressing-table</slowo_obce><pe><slowo_obce>dressing-table</slowo_obce> (ang.) --- toaletka.</pe>. Zbudzony pukaniem, podnosi głowę lekko skrzywiony, ale nie odpowiada.</miejsce_czas>


<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>

<didaskalia>wchodzi, przystaje --- bardzo cicho</didaskalia>
<kwestia>
<akap>O... przepraszam. Nie wiedziałam, żeś wrócił.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>nie spojrzał na nią nawet</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Kwadrans temu.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Czy wyjdziesz jeszcze?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Za dziesięć minut. --- Czego chcesz?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co ci mam przynieść?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nic. Dać mi spokój.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>

<didaskalia>buntuje się</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ależ!...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>z groźnym spokojem</didaskalia>

<akap>Zlituj się; i przestań. <didask_tekst>przyciska palce do skroni z grymasem bólu i zniecierpliwienia. Wydaje cichy, warczący jęk, nie otwierając ust</didask_tekst> Mmmmmm-mmm...
</akap>
<kwestia>


<didaskalia>Tymczasem <osoba>Eléonore</osoba>, nie urażona wcale, kompetentnie i cicho doprowadza do porządku chaos ubrań, ręczników, papierów i powyciąganych szuflad w pokoju --- słowem usuwa niedwuznaczne ślady pobytu w nim człowieka, co wpadł do domu na dwadzieścia minut, wściekły, na wpół przytomny wskutek migreny i bezsenności --- by się przebrać i przygotować na dalszych siedem godzin parlamentarnych zapasów.</didaskalia>



<didaskalia>Podczas tego zajęcia <osoba>Eléonore</osoba> musnęła go półuśmiechem ściągłym a kpiącym --- przypadkowo musiał go dostrzec lub odczuć. Dość, że nareszcie zwraca głowę o mały kąt w jej kierunku. Nie widzi jej wyraźnie, bo zogniskowanie źrenic sprawia mu zbyt wiele trudu.</didaskalia></kwestia>



<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>zwykłym głosem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Léo.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>

<didaskalia>zawraca swobodnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Słucham?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>wyciąga do niej jedną rękę; drugą zostawia u skroni</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Przepraszam cię. Staję się niepoczytalny.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>

<didaskalia>oddaje uścisk ręki z wesołym uśmiechem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>O, Maxime --- ja na twoim miejscu byłabym istnym szatanem. --- Ale słuchaj: czy ty się naumyślnie głodzisz? </akap></kwestia>
<didaskalia>stawia to pytanie rzeczowo, bez ironii</didaskalia>
  
<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>ściąga brwi w bolesnym wysiłku pamięci</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ja --- się głodzę?...</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>





<didaskalia>z półuśmiechem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Od wczoraj w południe dopiero.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>osłupiały opuszcza ręce</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Wszyscy święci!! <didask_tekst>podnosi się</didask_tekst> A zastanawiałem się, co mi jest!...</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>




<didaskalia>biegnie ku drzwiom</didaskalia>


<kwestia><akap>Zaraz dostaniesz bulionu. <didask_tekst>za drzwiami woła coś na dół. Tymczasem <osoba>Robespierre</osoba>, stojąc oparty o <slowo_obce>dressing-table</slowo_obce>, bezradnie i powoli przeciera czoło wierzchem dłoni, potem przyciska do niego równie bezcelowo obie ręce --- skrzywiony rozpaczliwie, bliski płaczu, jak człowiek zbyt długo męczony. Na wejście przyjaciółki opanowuje się bardzo niedostatecznie, co ona ignoruje z taktem nieco niemiłosiernym</didask_tekst> Nim wypijesz, przygotują ci coś więcej. --- Czemu stoisz? Siądź.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>bezwładnymi ruchami wciąga kamizelkę</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Dziękuję. Nie chcę nic więcej.</akap></kwestia>




<didaskalia>Musi odpocząć.</didaskalia>



<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dobrze. --- Powiem jej. <didask_tekst>stoi u brzegu środkowego stołu, podczas gdy <osoba>Robespierre</osoba>, rozwścieczony swym osłabieniem, zmywa sobie twarz wodą kolońską; po czym odwraca się i poprawia fryzurę przed lustrem. <osoba>Eléonore</osoba> zdecydowała się nareszcie:</didask_tekst> Maxime... czy sprawa Dantona przybiera zły obrót? <didask_tekst>on obraca się ku niej bardzo powoli, w nieruchomości zastraszającej. <osoba>Eléonore</osoba> patrzy w ziemię, by się nie dać onieśmielić. Prawie szeptem</didask_tekst> <wyroznienie>Powiedz</wyroznienie> mi, Maxime.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>wpatrzony w nią bez wyrazu</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Skąd ci to na myśl przyszło? Przecie gazety...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>
<didaskalia>wzrusza ciężko ramionami</didaskalia>


<kwestia><akap>Gazety! Ufać gazetom! <didask_tekst>krótka pauza. On czeka jak posąg; ona podnosi nareszcie oczy</didask_tekst> Maxime, w żadnym niebezpieczeństwie --- podczas najcięższych kryzysów --- <wyroznienie>nigdy</wyroznienie> nie wyglądałeś tak jak teraz.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>odwraca się znów do lustra ze złym, suchym śmiechem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>No, jeśli osądzasz sytuację polityczną według mojego wyglądu!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>





<didaskalia>jakby do siebie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>To przecie najpewniejszy sposób.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>obraca się nagle i szybko. Jest blady, twarz mu lekko drga. Stłumionym głosem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Léo... nie jestem dziś cierpliwy. Nie drażń mnie, proszę.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>





<didaskalia>podchodzi nagle do niego. Maskuje przejęcie jasnym, drwiącym uśmiechem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A ty miej litość nade mną. Wiesz sam, co znaczy niepokój... <didask_tekst>chwyta go za barki</didask_tekst> <wyroznienie>Co</wyroznienie> tobie jest, człowieku?!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>patrzy w ziemię</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ten proces to ryzykowny pojedynek, ale jestem prawie pewien wygranej. Póki Konwencja nie traci głowy --- póki mam władzę nad klubem --- póty nie ma się o co niepokoić.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>




<didaskalia>ręce jej opadają, patrzy w ścianę</didaskalia>

<kwestia>
<akap>A toś mnie pocieszył... <didask_tekst>pukanie. Biegnie do drzwi, odbiera tacę, dodając</didask_tekst> To wystarczy. Nic więcej.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>podchodzi do głównego stołu, lecz nie siada</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Dziękuję ci.</akap>

</kwestia>


<didaskalia>Mierzą się wzrokiem, oboje spokojni.</didaskalia>




<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>




<didaskalia>wybucha półszeptem</didaskalia>

<kwestia>
<akap>W takim razie <wyroznienie>skąd</wyroznienie> ten wyraz... rozpaczy?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>aż drgnął. Ściąga gwałtownie brwi; opanowuje się nagle</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Mam troski, dziecko drogie.</akap>




<didaskalia>Bierze <slowo_obce>bol</slowo_obce><pe><slowo_obce>bol</slowo_obce> (fr.) --- naczynie w kształcie czarki, zwykle wykonane z porcelany, używane do picia np. herbaty.</pe> w obie ręce, lecz nie podnosi, bo za gorący.</didaskalia></kwestia>




<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>




<didaskalia>z gorzkim śmiechem dolnej tylko połowy twarzy</didaskalia>

<kwestia>
<akap>Doprawdy?! --- A czyś ty miał jedną godzinę wolną od trosk, odkąd cię znam?! <didask_tekst>coraz namiętniej i ciszej</didask_tekst> Rok temu byłeś przez cały długi tydzień o krok od gilotyny... a nie patrzyłeś na świat <wyroznienie>tak</wyroznienie> o... <didask_tekst>jeszcze ciszej</didask_tekst> jak... osaczony.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<didaskalia>ze śmiechem prawie wesołym</didaskalia>

<kwestia>
<akap>O Boże! --- Gilotyna!</akap>
</kwestia>



<didaskalia>Podnosi bol i dmucha na powierzchnię płynu.</didaskalia>




<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>




<didaskalia>naraz łagodnie</didaskalia>

<kwestia>
<akap>Maxime --- bij mnie, jeśli chcesz. Ale nie ruszę się stąd, nim mi nie powiesz.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<didaskalia>wzdycha z udaną cierpliwością; opiera się o stół na rozstawionych rękach</didaskalia>


<kwestia><akap>Kobieto, <wyroznienie>mnie</wyroznienie> nic nie grozi. Nic. --- Tylko... <didask_tekst>opuszcza głowę. W tym stanie osłabienia i depresji nie umie oprzeć się pokusie, by się podzielić z kimś drugim chińską torturą pewnej myśli. Monotonnie</didask_tekst> Sprawa Dantona to dylemat. Jeśli przegramy --- cała Rewolucja na nic.</akap>
  <akap> A jeśli wygramy... prawdopodobnie też. <didask_tekst>chwila przerwy</didask_tekst> Pięć --- lat --- walk, cierpień, niezliczonych ofiar... na --- nic... <didask_tekst>nachylony nad stołem z wyciągniętą szyją, patrzy przez chwilę w nieskończoność przed sobą. Oddycha powoli; spokojna twarz przybrała wyraz koncentracji, napięcia i sfascynowanego przerażenia --- wyraz, jaki uderza na tym ostatnim portrecie z profilu. Wreszcie spokojnie zamyka oczy i prostuje się</didask_tekst> Nie wolno mi tego mówić. <didask_tekst>podnosi bol i pije. Odstawia go. Powieki i nozdrza mu drżą. Z wyrazem wprost nabożnym</didask_tekst> Powracam do życia.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>





<didaskalia>przypatruje mu się uważnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Myśli tego rodzaju są typowym objawem wyczerpania, Maxime.</akap>
</kwestia>



<didaskalia>Odetchnąwszy głęboko, <osoba>Robespierre</osoba> pije dalej.</didaskalia>



<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>ociera usta. Głosem zmartwychwstałego</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Miejmy nadzieję, że masz rację... chociaż...</akap><akap>
W każdym razie póki mi ten czort w pracy nie przeszkadza, póty nieszczęście nie jest wielkie. <didask_tekst>patrzy na zegarek i gwiżdże</didask_tekst> Trzeba się pospieszyć. --- Dziękuję ci serdecznie; czuję się znacznie lepiej.</akap>
</kwestia>



<didaskalia>Bierze przygotowany krawat, owija go zręcznie dokoła szyi.</didaskalia>




<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>




<didaskalia>kontroluje stan przygotowanych manszetów</didaskalia>

<kwestia>
<akap>Do klubu?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>spina krawat</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tak jest. <didaskalia>wciąga frak</didaskalia></akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>





<didaskalia>zaciekawiona</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Słuchaj --- czy to prawda, że właśnie teraz Legendre prezyduje?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>przypina żabot przed lustrem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Mhm... <didaskalia>Skończywszy, przytwierdza manszety.</didaskalia></akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Ale nie robią ci chyba trudności?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>zajęty prawym manszetem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Od trzech dni nikt mi nie robi trudności --- póki na niego patrzę. <didask_tekst>pukanie. Nie podnosząc oczu</didask_tekst> Proszę.</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba>


<kwestia><akap>Więc do jutra, Maxime.</akap></kwestia>





<didaskalia>Żegnają się skinieniem. W drzwiach <osoba>Eléonore</osoba> mija się z <osoba>Barèrem</osoba> i <osoba>Fouquierem</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>BARÈRE i FOUQUIER</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Dzień dobry.</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<didaskalia>zapina ostatni guzik. Nie podnosi oczu</didaskalia>

<kwestia>
<akap>Witajcie. Cóż tam? <didask_tekst>odrywa nareszcie oczy od rękawa i patrzy na gości. Podają sobie ręce</didask_tekst> O, pan, Fouquier? Jeśli się nie mylę, spotykamy się prywatnie po raz pierwszy. <didask_tekst>skinienie potwierdzające oskarżyciela</didask_tekst> Usiądźcie. <didask_tekst>siadają. On stoi przed nimi, badając swe pończochy i trzewiki. Odkrywa plamę tuż nad kolanem, bierze więc szczotkę i czyści, mówiąc</didask_tekst> Barère, dobrze że pana widzę. Proszę szepnąć Komitetowi Bezpieczeństwa, aby zwrócono szczególną uwagę na więzienia. Aresztowanie Dantona musiało podziałać na innych jak dzwon na trwogę. Z pewnością organizują się i spiskują. A nam już właśnie tylko brak powstania więźniów politycznych w stolicy.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>nieśmiało</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Sądzi pan?...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>prostuje się</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tak jest, sądzę, i to bardzo. <didask_tekst><osoba>Barère</osoba> otwiera oczy szeroko, bardziej zaskoczony niż urażony tym tonem. <osoba>Robespierre</osoba> siada niecierpliwie, opierając na dłoni głowę utrzymaną prostopadle</didask_tekst> Z czym żeście przyszli?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Robespierre: ten proces przybrał obrót groźny. Danton doprowadza galerie do obłędu. Zamiast odpowiadać na zarzuty --- sypie frazesami i atakuje rząd. A to <wyroznienie>działa</wyroznienie>, Robespierre! Już jest tak pewien swej publiczności, że dziś śmiał pozwać swych oskarżycieli przed sąd opinii publicznej. Dzisiejsze posiedzenie miało przebieg tak... niepokojący, że jeśli to potrwa...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>bez ruchu</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Jeśli to potrwa, przyjacielu --- to pojutrze Francja, otoczona ze wszech stron wojskami, obudzi się bez rządu --- ze stolicą zajętą przez wroga.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>

<didaskalia>intensywnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A więc, Robespierre?!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>oparł się o stół, zawisł nad płytą. Mówi łagodnie jakby o rzeczy oczywistej</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A więc, Fouquier: trzy dni minęły dziś; jutro Danton musi zginąć.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>

<didaskalia>cofa się w krześle, ściąga gniewnie brwi</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Cóż to za odpowiedź?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>jak wyżej</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Jutro musi zapaść wyrok śmierci, Fouquier. Wasza w tym rzecz, żeby go uzasadnić i wydać. O dalsze skutki troszczymy się <wyroznienie>my</wyroznienie>.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>

<didaskalia>nie może się połapać</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Zrozum pan: wpływ Dantona na masę przeważa nasz. Nas krępuje prawo i sumienie; jego nic --- a <wyroznienie>wszyscy</wyroznienie> są po jego stronie. Gdy tylko jutro znowu zacznie...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia><slowo_obce>comfortably</slowo_obce><pe><slowo_obce>comfortably</slowo_obce> (ang.) --- wygodnie, dogodnie.</pe></didaskalia>
<kwestia>
<akap>Odbierzecie mu głos.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>
<didaskalia>rzuca się naprzód</didaskalia>

<kwestia>
<akap>Oskarżonemu?! --- Lud by nas rozniósł --- i słusznie!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Lud by nabrał... nabierze dla was respektu. A czas doprawdy, prokuratorze! --- Danton pozywa nas przed sąd opinii? Dobrze! Cóż nam jego rewelacje mogą zaszkodzić?</akap>
</kwestia>



<didaskalia>Odchodzi od lustra i bada swą toaletę ze wszystkich stron.</didaskalia>



<naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jeszcze jedno... <didask_tekst>ostrożnie, niepewnie</didask_tekst> Wczoraj przesłaliśmy Konwencji list, zawierający żądanie oskarżonych. Wysłaliśmy go na ręce Komitetu Ocalenia... </akap></kwestia>
<didaskalia>Spogląda na towarzysza.</didaskalia>
  
<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>straszliwie zażenowany</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Czemu... kiedy więc... co się...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>powoli wraca i siada na stole</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Co się z nim stało? Zdefraudowałem go. Mam go w kieszeni.</akap>
</kwestia>



<didaskalia>Uderza się w biodro.</didaskalia>



<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>
<didaskalia>osłupiały, niewinnie</didaskalia>

<kwestia>
<akap>Dla-czego??!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>bardzo spokojnie, ale z nieco silniejszym naciskiem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Bo nie życzę sobie, by Konwencja decydowała o tak ważnej kwestii bez mego nadzoru.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>

<didaskalia>nieruchomy, szkarłatny, z żyłą na czole jak powróz</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Robespierre: to cynizm despoty.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>wciąż łagodny</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Wziąłem na siebie odpowiedzialność za stawienie Dantona przed sąd. Kto nakłada odpowiedzialność, nadaje pełno-moc-nictwo. </akap>
  <akap>Konwencja odpowie na wasz list, gdy się dowie, co ja o tym sądzę. Przeczytam go --- jeśli go przeczytam --- gdy nadejdzie odpowiednia chwila.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ależ teraz każda minuta!...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Odpowiedź Konwencji, jeśli zostanie wydana, będzie odmowna.</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A to przekroczenie prawa tak sromotne, że musi oburzyć najchłodniejszych.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jeśli się cofniemy o jeden cal, przepadliśmy. <didask_tekst>nieco mniej ostro</didask_tekst> Rozumiem pana, Fouquier. Lecz prawo dobra powszechnego neutralizuje wszelkie paragrafy. Jeśli pan uważa zniszczenie Dantona w tych warunkach za bezprawie --- musi pan to bezprawie popełnić.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>

<didaskalia>wstaje z prawdziwą godnością</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Robespierre: jestem sędzią, nie katem na pańskich usługach.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>siedzi dalej na stole, lecz tężeje</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie na moich --- lecz na usługach społeczeństwa <wyroznienie>jest</wyroznienie> pan --- właśnie katem. <didask_tekst><osoba>Fouquier</osoba> cofa się lekko, oszołomiony</didask_tekst> Panu wydajemy wrogów Republiki, których trzeba usunąć --- nie sądzić.</akap>
</kwestia>



<didaskalia><osoba>Fouquier</osoba> siada zamyślony.</didaskalia>



<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>drży ze zdenerwowania</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Na Boga, zastanów się pan! Od trzech dni Danton podnieca Paryż przeciw nam; jakże można rozwścieczoną masę jeszcze prowokować?!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>

<didaskalia>wyrywa się z zamyślenia</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Właśnie. Powtarzam: nie widział pan, <wyroznienie>co</wyroznienie> się dzieje. Musimy zrobić jakieś ustępstwo, żeby się w ogóle utrzy...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>zsunął się ze stołu jak wąż</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ośmiel no się pan wyrazić zwątpienie jeszcze jednym słowem, a wyślę pana do więzienia prosto z sądu. Uprzedź pan kolegów: to dotyczy was wszystkich. Komitet Bezpieczeństwa pilnuje was. Vadier będzie miał na każdego mandat gotowy. <didask_tekst>ciszej</didask_tekst> Wystarczy gest lub spojrzenie. </akap></kwestia>
  <didaskalia><osoba>Fouquier</osoba> patrzy mu w oczy z zaciśniętymi szczękami.</didaskalia>




<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>oburzony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ależ Robespierre, sąd nie może pełnić funkcji pod terrorem!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>odrzuca głowę wstecz ze śmiechem błyszczących zębów</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Zobaczymy, czy nie może! Terror, moi panowie, to prawo powszechne! <didask_tekst>do <osoba>Barère'a</osoba></didask_tekst> Zaczynacie teraz rozumieć mój długotrwały opór, co? <didask_tekst>patrzy na zegarek. Goście wstają</didask_tekst> Spóźnię się. O, bother<pe><slowo_obce>bother</slowo_obce> (ang.) --- kłopot, udręka.</pe>! <didask_tekst>chwyta kapelusz i rękawiczki</didask_tekst> Czy wyjaśniłem panu sytuację dostatecznie?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>
<didaskalia>ironicznie</didaskalia>


<kwestia><akap>O, najzupełniej. Zrozumiałem pana. <didask_tekst>poważniej</didask_tekst> Może pan liczyć na bezwzględną subordynację.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>


<didaskalia>biegnąc ku drzwiom, podaje mu rękę</didaskalia>
<kwestia>
<akap><slowo_obce>That's the style</slowo_obce><pe><slowo_obce>That's the style</slowo_obce> (ang.) --- tu: oto zachowanie w dobrym stylu.</pe>.</akap>




<didaskalia><osoba>Barère'a</osoba>, który jest dalej, żegna skinieniem.</didaskalia></kwestia>


<naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>
<akap>Życzę panu, aby na razie niczyj sztylet nie dotarł do pańskiego serca... ale <wyroznienie>tylko</wyroznienie> ze względu na państwo.</akap>




<didaskalia><osoba>Robespierre</osoba> wybucha dźwięcznym, miłym śmiechem; znika.</didaskalia>


<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>
<didaskalia>w drodze ku drzwiom, zamyślony, szeptem</didaskalia>

<kwestia>
<akap>Ja natomiast --- przestaję mu tego życzyć.</akap>

</kwestia>


<didaskalia><osoba>Fouquier</osoba> przypatruje mu się ostro, bez zdziwienia.</didaskalia> 
  
  
  
<naglowek_akt>AKT V</naglowek_akt>




  <naglowek_scena>ODSŁONA 1</naglowek_scena>
  
  <didaskalia>Conciergerie --- więzienie o charakterze średniowiecznym. Cela połączona z sąsiednią przez kratę zastępującą drzwi. Cztery łóżka, dwa w głębi, po jednym przy każdej ścianie. <osoba>Delacroix</osoba> siedzi na łóżku; <osoba>Desmoulins</osoba> stoi na stole, przy którym <osoba>Philippeaux</osoba> czyta --- i patrzy na zachód przez lukę.</didaskalia>






<naglowek_osoba>GŁOS WESTERMANNA</naglowek_osoba>




<didaskalia>z celi sąsiedniej</didaskalia>

<kwestia>
<akap>Od trzech dni łamię sobie głowę... hej, śpicie tam już?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>

<didaskalia>poskoczył ku kracie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Dzisiaj spać? Zazdroszczę tym, co mogą!</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>GŁOS WESTERMANNA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>...łamię sobie głowę, czy oni <wyroznienie>mogą</wyroznienie> mi udowodnić udź...</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>GŁOS HÉRAULTA</naglowek_osoba>





<didaskalia>słychać, że zeskakuje z łóżka. Gwałtownie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nic nikomu nie mogą udowodnić! Absolutnie nic! Przecie muszą fałszować dowody!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Fouquier byłby dawno zamknął Dantonowi buzię, gdyby miał czym... chociaż... </akap></kwestia>
<didaskalia>Stoi zamyślony, drapiąc się w kark.</didaskalia>

<naglowek_osoba>GŁOS HÉRAULTA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Na Boga, nie rób pan tego!...</akap></kwestia>




<didaskalia><osoba>Camille</osoba> zeskakuje i podchodzi.</didaskalia>



<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>

<didaskalia>zdziwiony opuszcza rękę</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Czego?</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>GŁOS HÉRAULTA</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Nic... nic. Już dobrze. <didask_tekst>z nerwowym śmiechem</didask_tekst> Jestem tak roztrzęsiony, że gotówem dostać ataku!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ja też. Zataczam się z przemęczenia --- a nie mogę usiedzieć w miejscu.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>GŁOS HÉRAULTA</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Trzy dni z rzędu, po bitych osiem godzin, w tym piekle ryku i wrzasku --- któż by to wytrzymał!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>GŁOS FABRE'A</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Bracia, zmęczenie to nic: nas torturuje <wyroznienie>nadzieja</wyroznienie>. </akap></kwestia>

<didaskalia>Gwałtowność protestu jest przesadna, kurczowa.</didaskalia>


<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>GŁOS WESTERMANNA</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Głupie gadanie!</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Też pomysł!</akap></kwestia>
  </blok>

  </rownolegle>
<didaskalia>Z powodu zmroku <osoba>Philippeaux</osoba> odkłada książkę i siada w poprzek swego łóżka --- najbliżej drzwi --- wsparty wstecz na łokciach.</didaskalia>



<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wiesz, Fabre, toś prawdę powiedział. Pókim sądził, że już po nas --- spałem jak król. Odkąd jednak patrzę na sukces Dantona --- oka zmrużyć nie mogę. Liczę i liczę szanse przez całą noc. Doprawdy zwariować można!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>GŁOS HÉRAULTA</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Oj tak --- ten Danton pokazał nareszcie, co umie. --- Żeby z ławy oskarżonych, w ciągu jednej godziny, dosłownie zahipnotyzować publiczność i zrobić z niej sobie broń --- na to, moi panowie, potrzeba... geniuszu.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Toteż Trybunał <wyroznienie>już</wyroznienie> kapituluje! Zgodził się przecie wezwać nam świadków; a wiadomo, co to...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>GŁOS FABRE'A</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>No --- no; <wyroznienie>nie</wyroznienie> zgodził się, tylko poruczył decyzję Konwencji.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dwa --- dni --- temu! A odpowiedzi dotąd nie ma!...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Niby co stąd?! Przecie Konwencja nie może odmówić; więc to na jedno wychodzi!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>GŁOS WESTERMANNA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Moi drodzy... czy Wy wiecie, że dziś minął trzeci dzień?...</akap>




<didaskalia>wymowny brak odpowiedzi</didaskalia></kwestia>



<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>

<kwestia><didaskalia>po czarnej pauzie</didaskalia>

<akap>I po co przypominasz?! --- Ręczę ci, że od samego rana każdy z nas daremnie stara się o tym zapomnieć...</akap>
</kwestia>



<didaskalia>znów cisza</didaskalia>




<naglowek_osoba>GŁOS HÉRAULTA</naglowek_osoba>





<didaskalia>znacznie spóźniony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Odwagi, przyjaciele! Opinia nas wspiera; Trybunał już ledwo się trzyma; nie <wyroznienie>mogą</wyroznienie>...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>GŁOS FABRE'A</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wiecie, czego się obawiam? --- Trybunał nie odważy się nas skazać ze względu na lud --- a nie ośmieli się nas zwolnić ze względu na Komitet. Nim jedna szala przeważy --- gotowiśmy wisieć w powietrzu przez kilka tygodni. </akap></kwestia>
<didaskalia>ciche okrzyki przestrachu i przerażonego protestu</didaskalia>
<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>

<didaskalia>niespodziewanie --- bez ruchu</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie ma obawy. --- Trzy dni minęły: jutro zapadnie na nas wyrok śmierci. <didask_tekst>wszyscy obrócili się ku niemu --- teraz oniemieli. Zmartwiała cisza</didask_tekst> Choćby Trybunał głosu dobyć nie mógł --- wyrok wyda.</akap>
</kwestia>



<didaskalia>Reszta odzyskuje głos --- lecz nieco drżący.</didaskalia>



<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>GŁOS WESTERMANNA</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>A to co znowu? Niby czemu?!</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wstydź się pan! Nie dość nam jeszcze ciężko?!</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>GŁOS HÉRAULTA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Może by nas pan łaskawie <wyroznienie>raz</wyroznienie> przestał przygnębiać!</akap></kwestia></blok>
  </rownolegle>
<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Prowokacje Dantona dyskredytują rząd. --- Robespierre nie byłby Robespierre'em, gdyby to ścierpiał.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>GŁOS FABRE'A</naglowek_osoba>

<didaskalia>po chwilce</didaskalia>
<kwestia>
<akap>O, jakże ja panu tej pewności zazdroszczę!...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>

<didaskalia>zamyślony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Pan ma rację, Philippeaux. Co za sens w tym upijaniu się złudzeniami? --- Opinia, mówicie? --- A cóż my, odcięci od świata w piwnicy Trybunału, wiemy o opinii poza tym gmachem?! --- Co dzieje się na mieście? --- Co zamierza Robespierre? --- Jak...</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>GŁOS WESTERMANNA</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Robespierre! Wszędzie i wiecznie Robespierre! --- A cóż, do kata...</akap>

<didaskalia>Wpada <osoba>Danton</osoba>. Mimo woli garną się do niego.</didaskalia></kwestia>


<rownolegle><blok>
<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Georges! Masz wiadomości?...</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>GŁOS HÉRAULTA</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Co się dzieje na mieście, Danton?</akap></kwestia>
  </blok></rownolegle>
<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wiadomości... i to jakie! --- Nie macie tu gdzie świecy, do diaska? --- Aha. </akap></kwestia>
<didaskalia>Znalazł i zapala.</didaskalia>

<naglowek_osoba>GŁOS HÉRAULTA</naglowek_osoba>

<didaskalia>widać go niewyraźnie u kraty</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Huu, co za nora! Jakże można spychać tu ludzi... jeszcze żywych!...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Pociesz się: jutro wracamy do domu.</akap></kwestia>
<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
<didaskalia>odwraca się</didaskalia>

<kwestia>
<akap>Ech, wiesz, dałbyś już przecie raz spokój.</akap></kwestia>


  </blok>
<blok>

<naglowek_osoba>GŁOS HÉRAULTA</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Och, trzymaj nas, Danton! Toniemy bez ciebie!</akap></kwestia>
  </blok>  </rownolegle>
<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>z śmiechem satysfakcji</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A co, dźwignął się Danton --- hę?! <didask_tekst>ciszej</didask_tekst> Posłuchajcie więc: liga zagrożonych rośnie w oczach...</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>GŁOS WESTERMANNA</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>A podejdźże bliżej, Danton!</akap>

</kwestia>


<didaskalia>Przesuwają się ku kracie. <osoba>Philippeaux</osoba> trwa bez ruchu aż do chwili, gdy wszyscy idą spać.</didaskalia>



<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>intensywnym półgłosem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Twoja żona, Camille, uprawia propagandę i zebrała już cztery tysiące dwieście <slowo_obce>livres</slowo_obce><pe><slowo_obce>livres</slowo_obce> (fr.) --- tu: liwrów; liwr to daw. francuska monetarna jednostka obrachunkowa lub moneta.</pe>...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>radośnie zaskoczony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Lucile!... <didask_tekst>zdjęty nagłym lękiem</didask_tekst> Och, ale <wyroznienie>po coście</wyroznienie> mi ją...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba><kwestia><akap>Już ona sobie radę da, mój mały. --- Boyd<pe><slowo_obce>Boyd, Walter</slowo_obce> (ok. 1754--1837) --- angielski bankier zamieszkały w Paryżu, bliski współpracownik Pitta Młodszego.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q7964354"></ref> i kilku innych bankierów ofiaruje komitetowi naczelnemu dwanaście tysięcy. Chłopcy z przedmieść otoczą jutro Trybunał tajnym kordonem. Pâris<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q3411502"></ref> pozyskał trzy sekcje --- to znaczy dziewięć armat, bracia. --- Więźniowie polityczni już wszędzie zorganizowani...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>GŁOS FABRE'A </naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A baranki na czele organizacji. Znamy się.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A chociażby! --- Baranki wiedzą zbyt dobrze, <wyroznienie>komu</wyroznienie> teraz trzeba służyć. --- Ale to wszy...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>

<didaskalia>szeptem jak cios bicza</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Panowie!!...</akap></kwestia>





<didaskalia>Rozpraszają się błyskawicznie. Dozorca wnosi wodę i wychodzi.</didaskalia>



<naglowek_osoba>GŁOS HÉRAULTA</naglowek_osoba>





<didaskalia>wśród zalęknionego szmeru</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A może on stał pod drzwiami?!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>

<didaskalia>głośno</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie. Słyszałem kroki z daleka.</akap></kwestia>


 
<didaskalia>Uspokojeni zbierają się z powrotem.</didaskalia>




<naglowek_osoba>GŁOS WESTERMANNA</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>No więc? --- Zacząłeś...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Otóż jutro w południe przybywa nam na pomoc generał Savigny z pięcioma tysiącami ludzi! </akap></kwestia>

<didaskalia>szeptane okrzyki zdumienia i radości</didaskalia>
<naglowek_osoba>GŁOS HÉRAULTA</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Oj... takie same pogłoski, słowo w słowo, krążyły przed straceniem króla --- a potem ani...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>gwałtownie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>To ty nie znasz różnicy między pogłoską a wia-do-mością?!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>

<didaskalia>nagle</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Danton: tak niestworzone bujdy przejrzy każde dziecko. --- Po co ty nas zwodzisz, człowieku?...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>z trudem hamuje gniew</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ośle: gdybyś miał ziarnko rozumu, byłbyś wiedział z góry, że tak się stać <wyroznienie>musi</wyroznienie>! --- Ocalenie moj... naszych głów jest kwestią życia lub śmierci dla całego państwa! --- A ty się dziwisz, że Francja nas broni?!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>GŁOS FABRE'A</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Przesada psuje najlepsze atuty, Danton. --- Ponadto zapominasz, że od trzech dni Francja przestała być panią swej woli. Wydając dekret oskarżenia, Konwencja de facto złożyła władzę absolutną w ręce Robespierre'a. --- Czy sądzisz, że go to skłania do ustępliwości?...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ależ o to mi właśnie chodzi! --- He, he! Maxime oddał mi nie lada przysługę, od lat systematycznie koncentrując władzę: teraz pozostaje mi już tylko przejąć mu z rąk... gotową dyktaturę! </akap></kwestia>
<didaskalia>sensacja. Cisza</didaskalia>
  <rownolegle>
    <blok>
<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia><slowo_obce>horrified</slowo_obce><pe><slowo_obce>horrified</slowo_obce> (ang.) --- przerażony.</pe></didaskalia>
<kwestia>
<akap>Więc ty naprawdę!...</akap></kwestia>

    </blok>
<blok>

<naglowek_osoba>GŁOS FABRE'A</naglowek_osoba>
  <kwestia><akap>Jakimże cudem?!</akap></kwestia></blok>
  </rownolegle>
<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>rozpala się</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Jutro, bracia, będzie wielki finał! W południe wyniosą nas z sądu na ramionach; wieczorem zaś Robespierre, Saint-Just i Billaud, wyjęci spod prawa, ułożą się do snu w niegaszonym wapnie. </akap><akap>
A Francja uwieczni ten dzień jako drugie święto cywilne.</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie, Georges. Robespierre'owi darujesz życie. Musisz <wyroznienie>dowieść</wyroznienie>, żeś większy od niego!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>w nagłym, zimnym skupieniu</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Jego... należałoby <wyroznienie>powiesić</wyroznienie>. Gilotyna dla niego za dobra.</akap>

<akap>Nie. Masz rację, mały, owszem; daruję mu życie --- oby jak najdłuższe --- pod warunkiem tylko, że je spędzi... w Cayenne.</akap>

</kwestia>


<didaskalia>protest <osoba>Camille'a</osoba></didaskalia>



<naglowek_osoba>GŁOS FABRE'A</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Georges! Czyś ty przynajmniej <wyroznienie>pewien</wyroznienie>, że jutro będzie koniec?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<didaskalia>ściąga buty</didaskalia>

<kwestia>
<akap>Tak pewien, jak tego, że wygram! </akap></kwestia>


<didaskalia>Kładą się spać.</didaskalia>


<naglowek_osoba>GŁOS HÉRAULTA</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>No... w każdym razie starajmy się spać. Na przyszłość tak czy owak nie wpłyniemy. </akap></kwestia>
<didaskalia>chwila ciszy</didaskalia>
  
<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>po chwili zamyślenia, namiętnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie, Georges, jam się przecież w tobie nie pomylił. --- Maxime cię nie zna...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Spodziewam się, że nie! Czy myślisz, żeby mnie atakował choćby od tyłu, gdyby mnie był znał? --- Wszystko jedno, jestem mu wdzięczny. Łotrostwem swoim przebudził mnie z apatii.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>porwany marzeniem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ty <wyroznienie>jesteś</wyroznienie> wielki, Georges! --- Jesteś potęgą; i jesteś geniuszem. Masz rację: w <wyroznienie>twoich</wyroznienie> rękach --- dyktatura stanie się zbawieniem Francji.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>również rozmarzony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Żelazną pięścią zmiażdżę rewolucję...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>By republika mogła nareszcie zakwitnąć!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>cicho</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Na wszystkich pięciu kontynentach... moje nazwisko... przed imionami wielkich geniuszów w koronie! --- Przepych... wskrzeszony boski przepych Ludwików... dokoła mojej małej, mądrej Louise... <didask_tekst>wybucha nagłym śmiechem; głośniej</didask_tekst> A ja myślałem, że świat mi obrzydł! Mnie się zdawało, żem syt walk, użycia i władzy! --- Ja --- Georges Danton --- znudzony życiem! Wielki Boże!!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>

<didaskalia>sennie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Jak ten hymn na dwa głosy bajecznie usypia...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>śmiechem maskuje urazę</didaskalia>
<kwestia>
<akap>No --- trzeba nabrać sił na jutro. Dobranoc!</akap>
</kwestia>



<didaskalia>Senne mruczone odpowiedzi. <osoba>Danton</osoba> wyciąga rękę po świecę.</didaskalia>



<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<didaskalia>nerwowo</didaskalia>

<kwestia>
<akap>Nie!!! Georges, proszę cię, nie gaś!...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<didaskalia>z wyciągniętą ręką</didaskalia>

<kwestia>
<akap>A to czemu?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tu tak ohydnie... zostaw ją, błagam cię! <didask_tekst><osoba>Danton</osoba> wzrusza ramionami i kładzie się do ściany. --- Po chwili, nieśmiało</didask_tekst> Georges...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>od ściany, głosem kompletnie zmienionym, szorstko</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Czego?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Georges, powiedz mi <wyroznienie>prawdę</wyroznienie>: czy ty faktycznie wierzysz, że... że wygramy?...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>już opanowany</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Głuptasie! Nie wierzę, tylko <wyroznienie>wiem</wyroznienie>! To nie wiara, to zdrowy rozsądek!</akap></kwestia>


<didaskalia>Cisza; miarowy oddech czterech ludzi, co się starają zasnąć. Po chwili <osoba>Danton</osoba> obraca się ostrożnie, jak najciszej, i podpiera na łokciu, wpatrzony w świecę. Potem zaczyna obserwować swą rękę; wykonuje nią i ramieniem szereg ruchów. Spostrzegłszy własne kolano, podciąga nogi gwałtownie i prostuje z powrotem. Nagle wyciąga się płasko, sztywnie na wznak --- by się natychmiast panicznie poderwać i siąść na brzegu łóżka.. Rozgląda się bacznie po towarzyszach. Sądzi, że wszyscy śpią --- nie zauważył bowiem, jak <osoba>Delacroix</osoba> cichutko uniósł głowę --- przypatrzył mu się z właściwym sobie uśmiechem i odwrócił do ściany.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<didaskalia>bardzo powoli, szeptem</didaskalia>


<kwestia><akap>Powinien byś dostać po pysku, bracie Danton --- póki ten pysk siedzi mocno. <didask_tekst>mimo woli głaszcze się po gardle, przejęty rodzajem zbożnej miłości do tej powierzchni gładkiej, zwartej, nieprzerwanej... spostrzega się i odrywa palce. Podpiera się na pięści, łokieć stawiając na kolanie</didask_tekst> Idioci. Zaczerwieniła się! --- No chyba! Skóra <wyroznienie>musi</wyroznienie> się zaczerwienić od uderzenia... po cóż by je miała dopiero <wyroznienie>czuć</wyroznienie>, idioci! <didask_tekst>cichnie i mięknie na chwilę</didask_tekst> Skóra... kobiety... <didask_tekst>pauza. Nagle zaczyna łechtać się po karku. Przestaje; splata dłonie o kolano.</didask_tekst> Wrażenie miłego chłodu. Tak powiedział. Lekarz, psiakrew. <didask_tekst>obmacuje sobie głowę, ujmuje ją za szczęki, mruży oczy ekstatycznie</didask_tekst> Miłego... chłodu!!... <didask_tekst>wybucha śmiechem i łkaniem, załamuje ręce, wciska czoło w zgięcie łokci, przechylając się ciężko na poduszkę. Głosem ochrypłym od śmiechu i furii cierpienia</didask_tekst> A niechże go jasna cholera!!!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>

<didaskalia>na wznak, z rękami pod głową --- nagle półgłosem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Danton.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>skostniał. Po sekundach bez tchu, nienawistnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Czego sobie pan życzy?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Podejdź pan. Nie chcę krzyczeć.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>dusza mu się rwie do towarzystwa --- podchodzi</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Panie, mówiąc do mnie powala sobie pan usta. </akap></kwestia>

<didaskalia>ale już siada na brzegu łóżka <osoba>Philippeaux</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jesteśmy w poczekalni grobu, kolego. Tutaj...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co panu jest, do stu katów?! Pewno, że przedtem trochę przesadzałem; ale my faktycznie mamy poważne szanse...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Może być. --- W każdym razie tutaj życie osobiste ustaje. Wszelkie uczucia stygną. Mnie już przenika wielka obojętność spoza czasu. --- Zawrzyjmy zgodę, Danton.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Co, pan mnie, plugawemu łotrowi, rękę chce podać?!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To pojęcia doczesne. --- Należy pan bez kwestii do przyczyn epokowej katastrofy, która się wkrótce zwali na kraj. Ale stąd... widzę w niej już tylko jedną z faz ujemnych, biologicznie koniecznych w życiu społeczeństw. Za to w panu... i w sobie... <didask_tekst>uśmiech jego podcina kolana pysze dantonowej</didask_tekst> Nie bądźmy śmieszni, kolego. </akap></kwestia>
<didaskalia>Wyciąga rękę.</didaskalia>
<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>podaje swoją</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Więc dobrze... z zastrzeżeniem oczywiście, że ewentualny nasz... powrót na świat żywych unieważnia ten traktat pokoju.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tym lepiej, skoro pan o tym wie.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>podnosi się, lecz wolałby zostać</didaskalia>
<kwestia>
<akap>To wszystko?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie. --- Danton, czy pan wie, że gdyby pan nie prowokował sądu --- najzupełniej bezcelowo zresztą --- umożliwiłby pan ratunek dziewięciu ludziom? --- Przeszło połowie towarzyszy?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To mi się podoba! --- Dziewięciu przeciętnych bałwanów! Jedna godzina mojego życia warta więcej niż suma ich dziewięciu pustych egzystencji! --- I dla nich <wyroznienie>ja</wyroznienie> miałbym...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>krzyczy przez sen</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Poczekaj!... To nie ten klucz --- poczekaj! Nie odchodź!! Ooo, poczekaj!!!</akap>
</kwestia>



<didaskalia>Świeca dogorywa i gaśnie.</didaskalia>



<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>nachyla się ku <osoba>Philippeaux</osoba>. Tonem nagle wstrząsająco prawdziwym --- cicho, namiętnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Dziewięciu ludzi... Panie: ja bym wywrócił Francję dnem do góry --- ja bym poświęcił synów --- nawet żonę --- byle zatruć Robespierre'owi życie. Niech zginę: dobrze. --- Ale on --- on morderca --- on musi mi za to zapłacić.</akap>
  <akap>Bezcelowo --- co?! --- Panie, mój głos w Trybunale wyznacza przyszłość tej rudej małpy iryjskiej. W oczach motłochu, któremu myśli dyktuję, już widzę, jak wschodzi moja zemsta. <didask_tekst>wybucha cichym śmiechem</didask_tekst> A dorwał się, bestia, władzy nareszcie, oj, dorwał! --- Ja się natomiast postaram, by mu pod nią słodko było i wesoło!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>zawodzi</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Dobrze... na wszystko... na wszyst-ko, tylko mi <wyroznienie>przebacz</wyroznienie>!!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>zaciekle</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ja... ja, Danton... ja bym się miał dać zamordować <wyroznienie>bezkarnie</wyroznienie>, jak pierwszy lepszy głupi rekrut ze wsi... ja miałbym pozwolić, by w spokoju korzystano z plonu tej zbrodni... wszystko tylko dla jakichś dziewięciu matołków?! --- Gdybym tak postąpił, byłbym doprawdy wart tyle co oni.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>W czymże by panu jednak przeszkadzał ratunek tego chłopca --- którego pan bez wszelkiego powodu do samobójstwa zmusił?...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>obejrzał się pogardliwie na <osoba>Camille'a</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<akap>Miałem sprawić Robespierre'owi przyjemność, co? --- Zresztą dla samego Desmoulinsa lepiej będzie, że zginie --- niż żeby się miał znów prostytuować.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>

<didaskalia>zrazu wprost nie rozumie; nagle wybucha smutnym śmiechem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Och, Danton, Danton!!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>mocno urażony, wraca do siebie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Dobranoc.</akap></kwestia>




<naglowek_scena>ODSŁONA 2</naglowek_scena>


<didaskalia>Comité de Salut Public, 16 germinala <pe><slowo_obce>16 germinala</slowo_obce> --- czyli 5 kwietnia; podczas rewolucji francuskiej został  stworzony i wprowadzony w życie nowy kalendarz. Nazwy miesięcy zostały zmienione tak, by usunąć odniesienia religijne czy imperialne. W nowej wersji odnosiły się do cyklu wegetacyjnego i kalendarza rolniczego, np. zaczynający się 20 lub 21 marca Germinal wywodzi się od fr. <slowo_obce>germination</slowo_obce>, czyli kiełkowanie. Natomiast podział miesięcy na trzy dekady (dziesięciodniowe równe części) stanowił element szerszego planu mającego na celu konsekwentne wprowadzenie w republice systemu dziesiętnego. Dzień w kalendarzu republikańskim został podzielony na dziesięć godzin, każda godzina na 100 minut, a każda minuta na 100 sekund.</pe> rano. --- <osoba>Barère</osoba>, <osoba>Carnot</osoba>, <osoba>Collot</osoba>, <osoba>Robespierre</osoba>, <osoba>Saint-Just</osoba>.</didaskalia>





<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Robespierre, to bezprawie.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Sąd zwrócił się do Konwencji, nie do ciebie!</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Uzurpacja władzy zaczyna się stale w ten sposób!</akap></kwestia>
<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Żądamy, żebyś nam wydał ten list. Najwyższy czas go przesłać. </akap></kwestia>
<didaskalia>Poparty przez <osoba>Carnota</osoba> wyciąga rękę.</didaskalia>
  
<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Robespierre, nie ma chwili do stracenia! Rozniosą Trybunał!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Na jakiej podstawie mielibyśmy odmawiać im świadków?!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Prędzej!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>wstał, bardzo blady. Stłumionym głosem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie wydam tego listu, choćbyście użyli przemocy. Szczególnie dziś, gdy rząd zaczyna tracić głowę.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>

<didaskalia>traci resztę cierpliwości</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Człowieku!...</akap>
</kwestia>



<didaskalia>Przerywa mu <osoba>Billaud</osoba>.</didaskalia>



<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>

<didaskalia>wchodzi szybko, rzuca płaszcz i siada</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Robespierre, czy to prawda...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Żem przejął wasz list? Owszem.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>To całe szczęście. Trzeba go zniszczyć.</akap>
</kwestia>



<didaskalia>Tamci zrywają się oburzeni.</didaskalia>

<rownolegle>
<blok>
<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Cóż <wyroznienie>to</wyroznienie> znowu znaczy?!</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Dlaczego?! Co się stało?</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>
    <kwestia><akap>No wiesz!!</akap></kwestia></blok>
  </rownolegle>
<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Byłem w Konwencji. --- Robespierre, nie pokazuj się: galerie cię zlinczują. Akcje Dantona wznoszą się w całym mieście z każdą minutą. Jest gorzej, niż przypuszczałem. Bądźmy przygotowani, że nas każdej chwili aresztują.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>przerażony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nas?! Za co?...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>

<didaskalia>podnosi się; do przyjaciela</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Czy mam iść zaraz?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Poczekaj. --- Więc Konwencja już po stronie Dantona? To nienaturalne! Pod tym kryje się czyjaś rozległa akcja.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Tego nie wiem; w każdym razie galerie są jak opętane --- a w Konwencji to dziś decyduje. Fouquier pisze, że nie wie, czy się w ogóle utrzyma. Publiczność żąda natychmiastowego zwolnienia. O wyroku śmierci mowy nie ma; w najlepszym razie proces i to niebezpieczne zawieszenie przeciągną się nie wiadomo dokąd.</akap>
</kwestia>


<didaskalia>Wzburzenie ogólne. <osoba>Robespierre</osoba> odsuwa krzesło, zaczyna niespokojnie chodzić.</didaskalia>

<rownolegle>
<blok>
<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Słuchaj! Billaud! Czy oni nas faktycznie...</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ależ nie mogą nas przecie aresztować!</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>
    <kwestia><akap>I znów mamy anarchię na karku!</akap></kwestia></blok>
  </rownolegle>
<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Robespierre, mów prędko: co robić?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>zatrzymuje się, patrzy w ziemię</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Trzeba by uzyskać dekret, na mocy którego prezydent mógłby wykluczyć Dantona od rozpraw.</akap>
</kwestia>



<didaskalia>Wzburzenie rośnie.</didaskalia>


<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wykluczyć! Sąd okryłby się hańbą!</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To dopiero znalazł radę! A on wszystkiemu winien!</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>

<didaskalia>z gestem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Proszę --- idź i wyrób ten dekret. Proszę bardzo.</akap></kwestia>
  </blok>



  </rownolegle>
<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>

<didaskalia>zirytowany</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Trzeba! O, mój drogi, wydać rozkaz to nie sztuka; ale powiedz no teraz, jak go wykonać?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>podnosi głowę, bezradnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie wiem, panowie. <didask_tekst>piekielny hałas</didask_tekst> Na razie sam wyjścia nie widzę. Musimy zapewnić sobie poparcie jakobinów, może nawet sekcji --- i czekać. Wiem tylko, że nie możemy się cofnąć.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>

<didaskalia>ciska pióro, którym się bawił</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie! Tego już za wiele!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>frenetycznie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Robespierre, zrozum nareszcie, że nam grozi gilotyna!!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>

<didaskalia>groźnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A wyzywać jej nie mam zamiaru!</akap>
</kwestia>



<didaskalia>Pozbawione wyrazu, uporczywe spojrzenie <osoba>Robespierre'a</osoba> onieśmiela go trochę; szybkie następstwo, prawie kanon:</didaskalia>



<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jesteśmy pobici, Robespierre. Musimy się poddać.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Czemuż by sąd nie miał zwolnić Dantona, jak tylu innych?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Sam mówiłeś: co znaczą upokorzenia, gdy chodzi o rząd?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wycofamy się w nienagannie honorowy sposób!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jeśli ulegniemy, Konwencja nie naruszy Komi...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<didaskalia>podszedł i trzasnął pięścią w stół</didaskalia>


<kwestia><akap>Dość tego!! <didask_tekst>cisza niechętna. Drży. Stłumionym głosem</didask_tekst> Tchórze! Rewolucja wybrała was za <wyroznienie>wodzów</wyroznienie>!! Wycofać się? Z honorem, w sprawie Dantona! --- A cóż wart zhańbiony rząd, choć mu zostawią życie? Co wart dla Francji lokajski Komitet?!</akap>

<akap>Gilotyna! Wielkie nieszczęście! --- Ależ i owszem, moi drodzy, naturalnie, że pójdziemy pod topór w razie przegranej! Naturalnie, że poniesiemy konsekwencje! Jakby kogo obchodziło, co się z <wyroznienie>nami</wyroznienie> stanie, jeśli szajka Dantona dorwie się do władzy!</akap>

<akap>Saint-Just, pisz do jakobinów i sekcji. Ja idę uzyskać dekret. Za pół godziny dowiecie się, kogo tym razem gilotyna czeka.</akap></kwestia>


<rownolegle>
<blok>
<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>

<didaskalia>uderza dłonią w stół</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie. Na to się nie godzę.</akap></kwestia>

  </blok>
  <blok>

<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Rozporządzaj swoim życiem, nie naszym!</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Teraz nie wiem już, co sądzić...</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>

<didaskalia>wstał. Chwyta kolegą za ramię</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Człowieku, miej rozum! <wyroznienie>Ciebie</wyroznienie> właśnie przeklinają w głos! Słowa ci pisnąć nie dadzą. Pogorszysz sytuację.</akap></kwestia>

  </blok>
  </rownolegle>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ech, tak źle znowu nie może być.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Albo też chodźmy wszyscy.</akap>
  </kwestia>
<akap><didaskalia>Wstają; ostatni <osoba>Barère</osoba>.</didaskalia></akap>




<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>To nie ma sensu --- ale jeśli już...</akap>




<didaskalia><osoba>Vadier</osoba> wpada, roztrzęsiony, starczy.</didaskalia></kwestia>



<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Czekajcie! Słuchajcie naprzód!</akap>

</kwestia>


<didaskalia>Zatrzymują się; wszyscy stoją.</didaskalia>
<rownolegle>
<blok>

<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jeszcze coś?!</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Trybunał już się zawalił?</akap></kwestia>
  </blok>
  </rownolegle>



<didaskalia>Wracają na miejsca z wyjątkiem <osoba>Robespierre'a</osoba> i <osoba>Saint-Justa</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>

<didaskalia>złamany. Starczym głosem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Jesteśmy otoczeni spiskiem, który obejmuje cały Paryż.</akap>


</kwestia>

<didaskalia>znieruchomiałe zawieszenie</didaskalia>



<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>półgłosem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Przeczuwałem coś w tym guście...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Kaczka alarmistów! Strzeżcie się!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>

<didaskalia>oburzony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Kaczka! Od trzech dni agenci z wszystkich więzień...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>złowróżbnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Aha, więzienia!...</akap>

</kwestia>


<didaskalia>Okrąża spiesznie stół i siada.</didaskalia>



<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>

<didaskalia>biada</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ale nie połapaliśmy się, bo któż by śmiał przypu...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>

<didaskalia>ostro</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Do rzeczy!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>

<didaskalia>siada ciężko</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Komisarz policji Wichterich przyprowadził nam dziś rano więźnia z Luxembourgu, Laflotte'a --- był przedstawicielem Republiki w Wenecji. Laflotte uzupełnił raporty agentów.</akap>

<akap>Panowie, żywioł kontrrewolucji jest daleko potężniejszy, niżeśmy sądzili. Aresztowanie Dantona popchnęło ich do tego zamachu. Wszystkie więzienia są zorganizowane, a żona Desmoulinsa i krewni dantonistów rozszerzyli ligę na miasto. Trzech bankierów i wielu prywatnych daje fundusze. Przekupują i podburzają lud na ogromną skalę. Spisek obejmuje podobno setki, może tysiące ludzi...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>

<didaskalia>niskim głosem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>No, no, no!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Powtarzam, com słyszał --- na galeriach Konwencji, w sądzie, u jakobinów --- wszędzie wśród publiczności pełno płatnych podżegaczy. Trybunał jest otoczony podobno całym kordonem. Publiczność ma wymusić zwolnienie oskarżonych; jeśli się to nie uda, porwą ich. --- Wśród zamieszania inni mają otworzyć więzienia, uzbroić politycznych i puścić ich na Tuileries.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>

<didaskalia>po chwili, wśród ciszy</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Vincent <slowo_obce>redivivus</slowo_obce><pe><slowo_obce>redivivus</slowo_obce> (łac.) --- zmartwychwstały, odrodzony.</pe>.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Podniesiony do kwadratu.</akap>
</kwestia>



<didaskalia>Znów osowiała cisza. <osoba>Robespierre</osoba> z wolna opiera łokcie o stół, a czoło o złączone ręce.</didaskalia>



<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>No, Robespierre. Tym razem już się nie podniesiesz.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A będziesz miał katastrofę państwa na sumieniu!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>I nasze życie.</akap></kwestia>




<didaskalia>znów cisza</didaskalia>



<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Więc co teraz, Robespierre? <wyroznienie>Co teraz</wyroznienie>??</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>z wolna odsłania twarz nieco błędną</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Co... o co wam chodzi?...</akap></kwestia>




<didaskalia><osoba>Collot</osoba>, <osoba>Vadier</osoba> i <osoba>Barère</osoba> wybuchają śmiechem nienawistnie szyderczym.</didaskalia>

<rownolegle>
<blok>
<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>O co nam chodzi!</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>

<didaskalia>chwyta go boleśnie za przegub</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tyś przeforsował ten wariacki proces, ty! Tyś na nas nieszczęście sprowadził! Ratujże nas teraz, ty z twoją przeklętą ambicją!</akap></kwestia></blok>
  </rownolegle>



<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>

<didaskalia>sarkazm fosforyzuje poprzez próchno</didaskalia>
<kwestia>
<akap>No? --- Cóż teraz, dyktatorze, co?...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>w nagłej pasji przypomina zjeżonego kota. Palce mu się zakrzywiają</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Co teraz? --- Jesteście uratowani, durnie, cieszcie się! <wyroznienie>Gilotyna</wyroznienie> was ominęła! --- Wygraliśmy sprawę Dantona, wielki, święty Boże!! </akap></kwestia>

<didaskalia>zrywa się</didaskalia>


<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>

<didaskalia>podczas gdy <osoba>Robespierre</osoba>, stojąc u okna, wyjmuje chustkę i szarpie zębami, walcząc z łkaniem --- żeby odwieść od niego uwagę</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Oczywiście, koledzy, teraz Konwencja jest zagrożona, więc musi nas słuchać. Wszelki opór ustanie, gdy tylko się dowiedzą, ręczę wam. A wspólny front Konwencji z jakobinami pod wodzą Komitetów zgniecie z łatwością ten bunt.</akap></kwestia>




<didaskalia>przełomowa ulga</didaskalia>

<rownolegle>
<blok>
<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>zrywa sią z radości</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Ależ, naturalnie! O, błogosławiony spisek!</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>


<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>

<didaskalia>prostuje się</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nareszcie oddycham.</akap></kwestia>

  </blok>
  <blok>


<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tak. Rząd uratowany. --- Oh!...</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>

<didaskalia>wstaje</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Prędko, chodźmy im powiedzieć!</akap></kwestia>
  </blok>
  </rownolegle>

<didaskalia>ruch ku drzwiom</didaskalia>



<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>

<didaskalia>powstrzymuje ich rozpęd</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Hm... Saint-Just, jeśli ci ludzie mają krztę rozumu, to zapewnili sobie przede wszystkim współudział większości w Konwencji.</akap>

</kwestia>

<didaskalia>Zatrzymują się i spoglądają po sobie, niespokojni.</didaskalia>



<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>odwraca się</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Człowieku, to nie spisek, to dziecinny odruch popłochu! Słyszałeś: żona Camille'a! Starcy i kobiety!</akap>
</kwestia>



<didaskalia>Inni zbliżają się z powrotem.</didaskalia>



<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Więc tym bardziej, Robespierre, o co ci chodzi?</akap></kwestia>
<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Sam mówisz, że nas ten spisek ratuje, a tu...</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>

<didaskalia>chytrze</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Aż tak bardzo ci Camille'a żal?</akap></kwestia>

  </blok>
  </rownolegle>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>z politowaniem ku niemu</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Camille'a! --- Koledzy, czyż wy nie widzicie, co ten spisek znaczy? Cóż stąd, że nas na razie ratuje?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>

<didaskalia>opuszcza oczy. Trochę ponuro</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tak... rozumiem.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>obejrzał się na niego</didaskalia>
<kwestia>
<akap>No, to ci zazdroszczę.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jeszcześ pan nie pojął, Barère? Weszliśmy na drogę terroru. Nasz <wyroznienie>pierwszy</wyroznienie> krok! Sam wstęp dopiero, a co za skutki!...</akap><akap> Setki ludzi, mówicie... set-ki --- ludzi...</akap> <didaskalia>wybucha stłumionym krzykiem</didaskalia> <akap>Nie! --- Tego nie wiedziałem... tego nie przewidziałem... Boże mój!!! --- Nie... <wyroznienie>Nie</wyroznienie>!!...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>No a któż to nas pchnął na tę drogę, co? --- Czyja w tym wina?...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap><slowo_obce>Death and damnation</slowo_obce>!!!<pe><slowo_obce>death and damnation</slowo_obce> (ang.) ---  dosł. śmierć i potępienie; wyrażenie, które ma wyrażać złość i frustrację.</pe> Pięć lat krwawej pracy całego narodu czarci biorą, a ten szuka winy! <wyroznienie>Nikt</wyroznienie> nie jest winien, <slowo_obce>you blubbering idiot</slowo_obce><pe><slowo_obce>you blubbering idiot</slowo_obce> (ang.) --- ty beczący idioto.</pe>, <wyroznienie>musieliśmy</wyroznienie> zgładzić Dantona, a teraz <wyroznienie>musimy</wyroznienie> iść dalej, choć nas odtąd każdy krok będzie od-da-lać od celu!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>

<didaskalia>niespokojnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Maxime... licz no się ze słowami!...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Wiedzcie i wy, co was czeka! --- Teraz trzeba będzie zmasakrować kilkudziesięciu głupców, co nawiązali ten spisek z komedii. Tą rzezią wprawimy tysiące w szał. Zamachy się posypią. Trzeba będzie zabijać, zabijać, zabijać przez cały boży dzień. Staniemy się katami. Naród nas przeklnie. Rewolucja stanie się torturą... <wyroznienie>dla ludu</wyroznienie>!!</akap>
  <akap>Świat cofnie się przez nas. Wszystkie plagi przeszłości powrócą. <wyroznienie>My</wyroznienie> je przywrócimy, właśnie my! Trzeba będzie skupiać i skupiać władzę, aż...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>

<didaskalia>słuchał w najwyższym napięciu. Przy ostatnich słowach zerwał się bez szmeru</didaskalia>
<kwestia>
<akap>...aż dokąd?...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>COLLOT</naglowek_osoba>

<didaskalia>podstępnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Aż do dyktatury.</akap>
</kwestia>



<didaskalia><osoba>Robespierre</osoba> milczy, wykręcając ręce.</didaskalia>



<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>

<didaskalia>wśród martwej ciszy --- jak wystrzał, poprzez stół do <osoba>Robespierre'a</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<akap>Kłamiesz!!! <didask_tekst><osoba>Saint-Just</osoba> wstaje, mierzy go groźnie</didask_tekst> Chcesz zabić w nas wiarę, przeklęty Judaszu...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>

<didaskalia>szpicrutą</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Milcz!</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>...byśmy ci nie przeszkadzali sięgać po koronę! Czym Danton wobec ciebie, podły trucicielu?!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>CARNOT</naglowek_osoba>

<didaskalia>spokojnie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Jeśliś uległ rozpaczy, to strzel sobie w łeb, z łaski swojej, boś niebezpieczniejszy od wściekłego psa.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>

<didaskalia>trzęsie się</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Histrioni! Zrozumcie naprzód, co się do was mówi! Każde bydlę lubi się oburzać. Każda pusta pałka eksploduje, jak tylko przestanie pojmo...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>ściąga boleśnie brwi</didaskalia>
<kwestia>
  <akap>Ccci-cho, Antoine! --- Macie słuszność. To zbrodnia tak mówić. Zbrodnia tak myśleć... </akap><didaskalia>nagle</didaskalia> <akap>Słuchajcie. Wyznaczcie komisję. Może jednak --- może przecież ja jestem winien, a w takim razie dałoby się zawrócić! Sądźcie mnie! Przeszukajcie moją działalność --- moje mowy --- znajdźcie ten punkt, gdzie się zaczął mój błąd! --- Billaud, Saint-Just, Carnot --- jesteście równie zdolni jak ja. Sądźcie mnie! Naprawcie szkodę, jaką wyrządziłem! Da się na pewno, musicie tylko...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>

<didaskalia>podnosi rękę, żeby mu przerwać</didaskalia>

<kwestia><akap>Zbyt ci na gilotynę spieszno, mój drogi. Opamiętaj się. Jeśliś popełnił błąd kardynalny --- w każdym razie teraz za późno. A jeszcześmy bitwy nie wygrali...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>

<didaskalia>podnosi się jak przebudzony</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Za to straciliśmy mnóstwo czasu. --- Robespierre, idź pan do Konwencji powiedzieć o spisku.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>pada na krzesło</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie mogę. Jestem nagle śmiertelnie zmęczony. Brak mi głosu.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>To nic, zostań. Ja im doniosę --- i zażądam odrazu tego dekretu.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Jakiego?</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Że Trybunałowi wolno wykluczyć oskarżonego od rozpraw. <didask_tekst>wstał</didask_tekst> Chodźmy razem.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>

<didaskalia>podnosi się za nimi</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Mmm... ale genialny pomysł. --- Idę z wami. Sam go zaniosę do sądu.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>

<didaskalia>podnosi głowę, dotąd opartą na ręce</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A o tym, że dantoniści żądają świadków, nie warto w ogóle wspominać...</akap></kwestia>

<didaskalia>Reszta zamienia znaczące spojrzenia.</didaskalia>


<naglowek_scena>ODSŁONA 3 </naglowek_scena>
  <srodtytul>Część I</srodtytul>


<didaskalia>Trybunał Rewolucyjny. Na estradzie w głębi sąd, przed nim na przeciwległych sobie ławach oba rzędy oskarżonych. Rząd pierwszy: <osoba>Danton</osoba>, <osoba>Desmoulins</osoba>, <osoba>Philippeaux</osoba>, <osoba>Delacroix</osoba>, <osoba>Fabre</osoba>, <osoba>Hérault</osoba>, <osoba>Westermann</osoba>. <osoba>Fabre</osoba> w fotelu jako główny oskarżony, podkreślono bowiem fingowaną przez niego ,,<slowo_obce>conspiration de l'étranger</slowo_obce>"<pe><slowo_obce>conspiration de l'étranger</slowo_obce> (fr.) --- spisek cudzoziemców.</pe>, stojącą w zawiłym związku z szantażem Kompanii Indyjskiej, a łączącą wszystkich szesnastu inkryminowanych. W rzędzie drugim dziewięciu ludzi, między nimi <osoba>Chabot</osoba>. Jury na ławie wzdłuż ścian. U dołu na przestrzeni kilku metrów szerokości pod ścianami odcięte od reszty sali galerie, zapchane publicznością. Przestrzeń wolna między barierami zawiera kilkanaście krzeseł, lecz i tu publiczność przeważnie stoi.</didaskalia>







<didaskalia>Tłum składa się z publiczności prywatnej i agentów ligi. Ci są uzbrojeni --- z czym się starannie kryją --- rozproszeni wśród obecnych porozumiewają się znakami między sobą, potem nawet z <osoba>Dantonem</osoba>. Publiczność bardzo różnorodna. Kobiety dwu możliwych do odróżnienia klas, majątkowych oczywiście, w pełnej temperamentu mniejszości. Proletariat przeważa, dziś w usposobieniu złowrogim, zrazu wyczekującym. Ci ulegają hipnozie <osoba>Dantona</osoba> z entuzjazmem, gra bowiem na ludzkiej namiętności oburzania się, z wyjątkiem stronników <osoba>Robespierre'a</osoba> --- w tym stronnictwie więcej kobiet niż w tamtym --- których podczas kryzysu reszta wyszydza, maltretuje, więc onieśmiela zupełnie. Młodzież ulega roznamiętnieniu hałaśliwie i zgoła bezmyślnie: ona to przedrzeźnia prokuratora i pierwsza bombarduje sąd. Trochę mieszczan, którzy popierają oskarżonych z pewną godnością; parę dandysów obu płci --- oni bawią się i za tym razem, szczują dla zabawy, podniecają się rozkosznie. Pewien procent poważnych --- inteligentnych --- ludzi z rozmaitych klas; opierają się sugestii najskuteczniej i ostrzegają resztę. </didaskalia><didaskalia>
Nastrój zasadniczy: napięcie oczekiwania. Wszyscy wiedzą, że to czwarty dzień, czują zbliżanie się kryzysu. --- Z początku przeważają aktywnie dandysi i młodzież: orientacja złośliwie wesoła na tle naprężonej ciszy.</didaskalia>






<naglowek_osoba>DOBSEN</naglowek_osoba>




<didaskalia>do <osoba>Philippeaux</osoba></didaskalia>

<kwestia>
<akap>Czy należeliście do osobistych przyjaciół Dantona?</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie. W ciągu ostatnich tygodni przyłączyłem się na parę dni...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>

<didaskalia>straszliwie zachrypnięty. Galerie: ledwo dosłyszalne --- aż wątpliwe --- echo przedrzeźnienia</didaskalia>
  
<kwestia>
<akap>A to był właśnie decydujący okres!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie przeczę. --- Wnet wszakże stwierdziłem znaczną różnicę w naszych poglądach i celach, więc zerwałem ten przelotny związek.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Tymczasem fakty wskazują na to, że wasze ataki w sprawie Wandei były jedną z ról w ich spisku --- wyznaczoną i opłacaną przez zagranicę.</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>PHlLIPPEAUX</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>O, moi panowie. Życiem moim rozporządzacie, ale od mojego honoru wara wam!</akap>




<didaskalia>Siada. Nieokreślony szmer uznania.</didaskalia></kwestia>



<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Grubo się mylisz, Phi...</akap>




<didaskalia>Zachowując ciszę, masa drgnęła --- spręża się.</didaskalia></kwestia>



<naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Nie macie głosu, Danton!</akap>




<didaskalia>pierwsze, bardzo stłumione, lecz pewne, wydrzeźnianie i chichot. Cichy syk o spokój</didaskalia></kwestia>



<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Nie mam głosu! --- A odbierzże mi go, dalej! --- Miej odwagę wyznać publicznie, żeś dostał zaliczkę na nasze głowy! </akap></kwestia>

<didaskalia>Tłum się z wolna ożywia; szmer: ,,Nabiera rozpędu --- cicho, słuchajcie!" --- głosy podnoszą się zaledwie do szeptu. Za każdą <slowo_obce>saillie</slowo_obce><pe><slowo_obce>saillie</slowo_obce> (fr.) --- tu: dowcipny, błyskotliwy komentarz, żart.</pe> coraz powszechniejszy, lecz wciąż silnie stłumiony, chichot i oznaki aprobacji.</didaskalia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie daj no się oszukać, Fouquier: głowa Człowieka Dziesiątego Sierpnia warta w każdym razie ponad trzydzieści franków!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>DANDYSI</naglowek_osoba>





<didaskalia>półgłosem --- nastrój ogólny jak wyżej</didaskalia>
<kwestia>
<akap>O, to, to --- doskonale! --- dalej, dalej!...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nazywacie się Człowiekiem Dziesiątego Sierpnia... <didask_tekst>przedrzeźnianie śmielsze i liczniejsze. Zirytowane syki o ciszę</didask_tekst> ...ale gdy sąd was pytał, czemuście siedzieli na wsi przez cały okres przygotowań, a w domu przez całą prawie noc przewrotu --- toście na swą obronę literalnie nic...</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>SZMER</naglowek_osoba>




<didaskalia>troszkę głośniejszy --- zachwycony, podniecony</didaskalia>

<kwestia>
<akap>Oj, teraz coś będzie... Zaczyna się! Uwaga! --- Ty... patrz no... patrz na niego!...</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Ty, marny pisarczyku z Châtelet<pe><slowo_obce>marny pisarczyku z Châtelet</slowo_obce>... --- Fouquier-Tinville przed rewolucją był prokuratorem sądu Paryż-Châtelet.</pe>, <wyroznienie>mnie</wyroznienie> śmiesz wyzywać?! --- Czy myślisz, żem tak jak ty pozbawiony ziarnka godności, bym sobie usta miał kazić odpowiadaniem na twoje smrodliwe oszczerstwa?!</akap>




<didaskalia>Aprobacja objawiająca się pomrukiem; ubawienie dandysów i młodzieży, ale ponura cisza proletariatu. Dwa szeptane okrzyki; ,,Brawo Danton! --- Dalej, pokaż no im".</didaskalia></kwestia>



<naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Zamiast faktów --- frazesy. Za każdym punktem to samo.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Aha, frazesy... co? --- Słuchaj, Fouquier, dziękuj no ty na klęczkach Panu Bogu, żem nie raczył dotąd zmiażdżyć twych idiotycznych potwarzy... jednym z <wyroznienie>faktów</wyroznienie>, jakie znam! --- Któż to wymyślił, żem siedział w domu? Robespierre! --- Ten sam Robespierre, <didask_tekst>gwałtowny dzwonek <osoba>Hermana</osoba> aż do końca</didask_tekst> co całą dobę dziesiątego sierpnia przedygotał nie tylko w domu, lecz schowany w piwnicy, zagrzebany w węglach!</akap></kwestia>

<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>ŚMIECH I PROTEST</naglowek_osoba>





<didaskalia>wciąż półgłosem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A to się odciął! --- Niezrównane! --- Nieprawda! --- Co za podły wymysł!</akap></kwestia>


  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>HÉRAULT</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Nic dziwnego, że zazdrości Dantonowi sławy --- on, co Maratowi zazdrościł pogrzebu!</akap>

  </kwestia></blok>
  </rownolegle>


<didaskalia>Śmiech i protest wybuchają ostrzejszą nutą.</didaskalia>


<naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>

<didaskalia>uderza teką w stół, gdyż <osoba>Danton</osoba> znów usta otwiera</didaskalia>


<kwestia><akap>Danton! Straciliśmy trzy dni przez pańskie puste krzyki, <didask_tekst>pomruk aprobacji drugiego rzędu</didask_tekst> jeśli nie chcesz odpowiadać --- milczże pan nareszcie!</akap></kwestia>




<didaskalia>Agenci zamieniają spojrzenia; duszna cisza oczekiwania powraca.</didaskalia>



<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>DWA GŁOSY</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Hola! On ma prawo gadać! --- Nie przerywać oskarżonym!</akap>


</kwestia>

<didaskalia>Niecierpliwy syk o ciszę onieśmiela protestujących.</didaskalia>
  </blok>
<blok>

<naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>
  <kwestia><akap>Kto z panów ma co dodać do swojej obrony? </akap></kwestia></blok>
  </rownolegle>
<didaskalia>Wśród oskarżonych nagłe poruszenie --- przestrach --- zamieszanie. Szmer, zrazu szept, wzrasta do stłumionego krzyku.</didaskalia>



<naglowek_osoba>OSKARŻENI</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Co <wyroznienie>dodać</wyroznienie>?!... --- Ależ ja ani nie zacząłem! --- Mnie się w ogóle nie dali odezwać! --- A to co ma znaczyć?... Już?! --- przecie wrzask Dantona zajął cały czas! --- Trzy pytania, i... Cóż to za sposób?!...</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>HERMAN</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Panu przerwano obronę, Philippeaux.</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>

<didaskalia>ku oburzeniu reszty</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Powiedziałem wszystko, co miałem do powiedzenia.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Więc nikt?</akap></kwestia>




<didaskalia>gwałtowny --- już nie tłumiony --- rozpaczliwy, chaotyczny protest</didaskalia>



<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>półgłosem do swoich</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Cicho... a niechże dopełnią miary!...</akap>

</kwestia>


<didaskalia>Uspokaja po części swój rząd; cichutko brzęcząca cisza.</didaskalia>


<naglowek_osoba>HERMAN</naglowek_osoba>

<didaskalia>wstaje</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Przesłuchanie oskarżonych jest ukończone; termin przepisany upłynął wczoraj. Zapytuję was zatem, obywatele przysięgli: czy jesteście dostatecznie poinformowani? </akap></kwestia>



<didaskalia>Jury spogląda z niepokojem na galerie; narada; wyraźne wątpliwości. U publiczności zmiana orientacji: odtąd przewaga aktywna proletariatu i agentów. Poważna zacięta agresywność, na razie w postaci sprężonej gotowości. Wśród dandysów etc. onieśmielenie i jakby niemiłe przeczucie.</didaskalia>



<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>SZMER</naglowek_osoba>





<didaskalia>pierwszy --- nerwowy, szeptem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Aha, już... No, wnet się okaże... O, teraz uwaga!... <didask_tekst>drugi --- zdziwiony</didask_tekst> Co, już?!... Jakże to być może? --- Jak to, przecie ledwo zaczęli!...</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>



<naglowek_osoba>OSKARŻENI RZĄD 1</naglowek_osoba>


<didaskalia>szeptem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>No, chwila się zbliża... Trzęsiesz się, nie udawaj! To z napięcia. --- Uda się. Jestem zupełnie spokojny. --- N-nno...</akap></kwestia></blok>
  </rownolegle>




<naglowek_osoba>RENAUDIN, naczelnik jury</naglowek_osoba>





<didaskalia>mimo wyrazu wątpliwości u niektórych</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Tak.</akap>
</kwestia>



<didaskalia>podczas narady, i teraz, pierwsze nieuchwytne porozumienie między agentami a <osoba>Dantonem</osoba></didaskalia>



<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>jakby słowo <osoba>Renaudina</osoba> było hasłem --- wyskakuje</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Rozprawy będą skończone, gdy <wyroznienie>ja</wyroznienie> skończę!</akap></kwestia>


 <didaskalia>pomruk drugiego rzędu. --- Nowy wstrząs tłumu, namiętny a poważny</didaskalia>

<naglowek_osoba>HERMAN</naglowek_osoba>

<didaskalia>obojętnym gestem przyznaje mu głos, równocześnie dając znak jury, które chętnie siada z powrotem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Pytaliśmy właśnie; czemuż się pan zaraz nie upomniał?</akap></kwestia>



<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Francjo! Dożyłaś dnia, gdy najpotężniejsze filary Wolności zmieszano z tą szwabsko-żydowską hołotą i rzucono na ławę hańby!</akap></kwestia>
<didaskalia>szept przejęcia, nawet podziwu. Rzadkie uśmiechy, potrząsania głową</didaskalia>




<naglowek_osoba>CHABOT</naglowek_osoba>





<didaskalia>wśród niechętnego pomruku swego rzędu, półgłosem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Żeby ten już raz skończył! Wychwalał się przez trzy dni, a jeszcze mu mało!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Ludu! Całe me życie leży przed tobą otworem. Byłem ci towarzyszem i wodzem przez lat pięć. <didask_tekst>podniecenie wzrasta. Szmer przejęcia</didask_tekst> Nazwisko moje widnieje jak pieczęć na każdej świętej karcie twoich dziejów. We mnie, Człowieku Dziesiątego Sierpnia, Rewolucja stała się ludzkim duchem, na moim czole świeci znak Wolności! <didaskalia>szmer, choć stłumiony, coraz gwałtowniejszy. Wyraźne przyspieszenie pulsu. Pierwszych kilka oklasków --- lecz silnie stłumione, by nie zagłuszać</didaskalia></akap><akap>
Wraz z tobą strąciłem z podstaw tron zmurszały... <didask_tekst>poklask --- wciąż pod tłumikiem napiętej uwagi --- wzbiera</didask_tekst> a z kupy gruzów po nim w jeden miesiąc stworzyłem młode mocarstwo!</akap>


</kwestia>

<didaskalia>kilkanaście jawnych oklasków</didaskalia>


<rownolegle>
<blok>
<naglowek_osoba>OKRZYKI</naglowek_osoba>





<didaskalia>jeszcze bardzo rzadkie</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Lud nie zapomniał, Danton! --- My pamiętamy, towarzyszu!</akap></kwestia>



  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>GŁOS</naglowek_osoba>





<didaskalia>nie wiadomo skąd</didaskalia>
<kwestia>
<akap>...Za pomocą ośmiuset tysięcy, co się rozwiały bez jednego kwitka!</akap>

  </kwestia></blok>
  </rownolegle>

<didaskalia>groźny szum oburzenia --- rzadkie nieśmiałe chichoty</didaskalia>


<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>ze śmiechem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Oto poziom kłamstw, jakimi chcą zaćmić sławę moich zasług! --- Obywatele, żądam od was odpowiedzi. <didask_tekst>wszelki szmer ustaje</didask_tekst> Czy nam prawo przyznaje świadków obrony?</akap></kwestia>




<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>GALERIE</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Tak! Tak jest! Tak! Tak!!</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>



<naglowek_osoba>FUQUIER</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Danton! Nie wolno zwracać się do galerii!</akap>


  </kwestia></blok>
  </rownolegle>
<didaskalia>Trzy do czterech już nieśmiałych przedrzeźniań. Milkną wobec groźnego milczenia poważnych stronników.</didaskalia>



<naglowek_osoba>KRZYKI</naglowek_osoba>





<didaskalia>krótkie, rozkazujące</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Cicho! --- Nie przerywać! --- Niech gada!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
  
  <didaskalia>przez ramię</didaskalia>
<kwestia>
<akap>A pokaż no mi paragraf! Zapominasz, że to ja ten sąd ustanowiłem! Chciałbyś mnie pouczać, co? <didask_tekst>ponad dzwonkiem <osoba>Hermana</osoba></didask_tekst> Czy sąd przesłał Konwencji naszą listę świadków?</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>GALERIE</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Tak! --- Ta-ak.</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Gdzież oni? Przecież na większość pytań odpowiemy dopiero, gdy przyjdą! --- I jakim prawem Herman chce zamknąć rozprawy?</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>OKRZYKI</naglowek_osoba>




<didaskalia>liczniejsze</didaskalia>

<kwestia>
<akap>Słusznie! --- Gdzie świadkowie? Nie wolno sędziom odmawiać! --- To ich święte prawo! --- Stawić tu świadków! --- Swiad-kó-ów!!</akap></kwestia>




<naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Konwencja odpowie, jak --- i kiedy --- uzna za właściwe. </akap></kwestia>

<didaskalia>Ściszenie lekkiej dezorientacji: Konwencja jest jeszcze świętością.</didaskalia>


<naglowek_osoba>HERMAN</naglowek_osoba>
<didaskalia>dyplomatyczniej</didaskalia>


<kwestia><akap>Oskarżenie wyszło od Konwencji; jakżeby oskarżyciele mieli świadczyć ku obronie? </akap></kwestia>

<didaskalia>Galerie: coraz ciszej; uznają słuszność.</didaskalia>





<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

  <kwestia><akap>Słyszycie ten nędzny wykręt?!</akap></kwestia>




<didaskalia>rzadki, niepewny pomruk potwierdzenia</didaskalia>


<kwestia><akap>Ludu francuski! Od tej parodii sądu <didask_tekst>dzwonek</didask_tekst> ja, Danton, odwołuję się do ciebie! <didask_tekst>wstrząs. Nowe napięcie. Cisza skupienia</didask_tekst> Mnie, tytana Rewolucji --- nikt prócz ciebie jednego nie ma prawa sądzić!</akap></kwestia>





<didaskalia>stłumiona aprobacja</didaskalia>


<kwestia><akap>Skoro Konwencja zwleka z wysłaniem świadków --- żądam, by tu, przed trybunał opinii publicznej, wezwano mych oskarżycieli: oba Komitety. </akap></kwestia>
<didaskalia>napięcie bez tchu. Nieartykułowane wyrazy przejęcia, podziwu, aprobacji --- wciąż jednak półgłosem</didaskalia>


<kwestia><akap>A wówczas <didask_tekst>z naciskiem</didask_tekst> --- gdy się <wyroznienie>obie strony</wyroznienie> wypowiedzą --- ty, ludu, rozstrzygniesz, kto z nas dwu: ja, czy też wszechmocny Komitet Ocalenia --- kto z nas dwu jest <wyroznienie>winny</wyroznienie>.</akap></kwestia>





<didaskalia>otwarty poklask. Namiętne przejęcie</didaskalia>


<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>A kto ostatnim obrońcą Wolności!</akap></kwestia>

  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Nie macie prawa prowokować audytorium! </akap></kwestia>
    <didaskalia>głos mu się łamie i tonie</didaskalia></blok></rownolegle>
  <didaskalia>Dzwonek opętany. Poklask wzbiera w ciągu kilku sekund w burzę. Krzyk nie tłumiony --- zatargi z przeciwnikami --- u neutralnych zdumienie, niepokój, przestrach i dezorientacja.</didaskalia>
<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>STRONNICY</naglowek_osoba>




<kwestia><akap><wyroznienie>Wam</wyroznienie> gadać o prawie! --- Żądamy obecności Komitetów! Niech tu staną Komitety! --- Komitety niech przyjdą! --- Wysłać natychmiast po Komitety! --- Łatwo oskarżać za plecami! --- Niech się Komitet zmierzy z Dantonem! --- Komitety! --- Komite-e-tyy!!!</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>
<naglowek_osoba>NEUTRALNI</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>O co im chodzi?... --- Kiedy oni mają rację. --- To pachnie umówionym zamachem. Bądźmy ostrożni! --- Ależ to już zakrawa na rozruchy! --- Chodźmy stąd, póki czas! --- Na Boga, co się tu dzieje?! --- Czy oni powariowali?!...</akap></kwestia>

  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>PRZECIWNICY</naglowek_osoba>





<didaskalia>nieliczni</didaskalia>

<kwestia><akap>Opamiętajcie się! --- Ludzie! Poszanowania dla sądu! --- Prowokacja do rozruchów!! --- To akcja wroga!</akap><akap>Strzeżcie się od udziału! --- Bronicie spiskowców i zdrajców!! </akap></kwestia>


<didaskalia>Rzucają się na nich, zamykają im usta, biją ich nawet. --- Ciekawi --- na przykład <osoba>Pâris</osoba> --- włażą na krzesła.</didaskalia></blok>
</rownolegle>
<naglowek_osoba>HERMAN</naglowek_osoba>

<didaskalia>dłonie u ust</didaskalia>

<kwestia><akap>Roz-pra-wy zamknię-te!!</akap></kwestia>




<didaskalia>Poruszenie w zbitej masie. Agenci porozumiewają się i przebijają tuż za rząd pierwszy na właściwej galerii; ci ze środka pchają się stopniowo ku przodowi.</didaskalia>



<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>OSKARŻENI</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Łotrostwo! --- Bezeceństwo! --- Słowa mi pisnąć nie dali! --- Kneblują nas! --- To nie proces, to jatka!</akap></kwestia>
  </blok><blok>
<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>

<didaskalia>spostrzegł <osoba>Pârisa</osoba></didaskalia>

<kwestia><akap>Pâris! Leć do Konwencji! Krzyknij, że wzywamy Komitety! Że bezprawnie tłumią nasz głos!</akap></kwestia>



<didaskalia><osoba>Pâris</osoba> przeciska się.</didaskalia>
  </blok></rownolegle>


<naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Przysięgli odchodzą na naradę!</akap></kwestia>




<didaskalia>Połowa wstaje, reszta odmawia, bo nie śmie. Starcie gwałtowne. <osoba>Renaudin</osoba> zdecydowany, nieustraszony, daremnie stara się przekonać resztę.</didaskalia>



<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ludu! Ten proces, to jawny mord masowy w biały dzień!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>STRONNICY</naglowek_osoba>





<didaskalia>neutralni i przeciwnicy cichną, częściowo wchłonieni</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Słyszycie?! --- To nie sąd, to rzeź! --- To mord! --- Hańba!!!</akap>
</kwestia>



<didaskalia>Czterej żandarmi ustawiają się na brzegu estrady. Pod groźną presją <osoba>Hermana</osoba>, <osoba>Fouquiera</osoba> i <osoba>Renaudina</osoba> jury podnosi się lękliwie i zdąża za przewodnikiem ku drzwiom na lewo. Tłum rzuca się w ich stronę. Prawie powszechny krzyk.</didaskalia>




<naglowek_osoba>TŁUM</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Stać! --- Ani kroku dalej! --- Nie ruszcie się! --- Nie pozwalamy! --- Nie wolno! --- Rozpraw nie było! --- Nie damy wam powtórzyć drugiego września<pe><slowo_obce>Nie damy wam powtórzyć drugiego września...</slowo_obce> --- w pierwszych dniach września 1792 r. wojska republiki ponosiły kolejne klęski, a do Paryża zbliżała się armia pruska. 2 września sankiuloci zaatakowali więzienia i wymordowali 1100--1400 osób, głównie więźniów politycznych, w obawie, że gdy sami opuszczą Paryż, by dołączyć do armii, rojaliści zorganizują kontrrewolucyjne powstanie.</pe>!!</akap></kwestia>


<naglowek_osoba>GŁOSY</naglowek_osoba>





<didaskalia>wyraźne, wyskakują kolejno</didaskalia>

<kwestia><akap>Żądamy natychmiastowego zwolnienia! --- Żądamy zwolnienia bez narad!</akap></kwestia>





<naglowek_osoba>CHÓR</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Zwolnić --- zwolnić --- zwolnić natychmiast! --- Zwolnić Dantona! --- Zwolnić wszystkich! --- Tak! Zwolnić ich! --- Niech żyje Danton!</akap></kwestia>

<naglowek_osoba>HERMAN</naglowek_osoba>

<kwestia><akap>Wezwę --- wojsko --- na salę!!</akap></kwestia>




<didaskalia>Krzyk, ryki, pisk kobiet --- teraz podnosi się wycie i świsty. Ligowcy wyciągają broń, jeszcze ją kryjąc.</didaskalia>


<rownolegle>
  <blok>
<naglowek_osoba>WRZASK</naglowek_osoba>




<kwestia><akap>Wojsko! A wzywaj! --- Dalej, spróbuj tylko! --- Waż no się nas tknąć! --- Poczekaj, bando! --- Prędzej, wzywaj! --- Boją się więźniów pod strażą! --- Tchórze! --- Tchórze! --- Mordercy!!!</akap></kwestia>

  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>OSKARŻENI</naglowek_osoba>





<kwestia><akap>Bandyci! --- Hycle! --- Płatne zbiry rządu! --- Zdrajcy! --- Mordercy! Lokaje Pitta!</akap></kwestia>




<didaskalia>Zaczynają bombardować sąd kulkami z papieru. Lud naśladuje. Rzucają wnet wszystko co pod ręką. Liga przestaje się kryć; wśród szału większość tłumu przyłącza się do nich. Grupują się dokoła zbrojnych.</didaskalia>

  </blok>
  </rownolegle>
  <rownolegle>
  <blok>

<naglowek_osoba>CAMILLE<pe><slowo_obce>CAMILLE</slowo_obce> --- W tym miejscu w wydaniu źródłowym rozpoczyna się kolejna czerwona klamra, w efekcie wypowiedzi Camille'a i Dantona znajdują się w dwóch klamrach jednocześnie.</pe></naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Ludu! Mordują nas! Broń swych obrońców!</akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Odwagi, bracia! Przemoc przeciwko przemocy!! <didaskalia>Żandarmi gotowi do boju. <osoba>Herman</osoba> nie daje im wyciągać broni. Na jego znak woźny wybiega.</didaskalia></akap></kwestia>
  </blok>
  <blok>
<naglowek_osoba>TŁUM</naglowek_osoba>





<didaskalia>szał</didaskalia>

<kwestia><akap>Niech żyje Danton! --- Hurra Danton! Precz z trybunałem! --- Precz z Komitetem! --- Precz --- precz --- precz z Komitetem!! Na latarnię! Na latarnię Trybunał! --- Komitet na gilotynę!! --- Na gi-lo-ty-y-nę!!!</akap></kwestia>

  </blok>
  </rownolegle>

<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>

<didaskalia>wskakuje na ławę</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Razem szliśmy na Zamek w noc przewrotu --- razem chodźmy dziś! <slowo_obce>Ça ira<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q399700"></ref></slowo_obce>!<pe><slowo_obce>Ça ira</slowo_obce> (fr.) --- tu: powiedzie się; tytuł i początkowe słowa popularnej pieśni rewolucyjnej powstałej w 1790 r., która do czasu <tytul_dziela>Marsylianki</tytul_dziela> pełniła funkcję nieoficjalnego hymnu republiki. Słowa te, jak się przyjmuje, zostały zainspirowane przez Benjamina Franklina, który zapytany o wojnę o niepodległość Stanów Zjednoczonych podobno odpowiadał łamaną francuszczyzną ,,<slowo_obce>Ça ira, ça ira</slowo_obce>" (,,Będzie dobrze, będzie dobrze").</pe></akap></kwestia>




<didaskalia>Na to hasło ligowcy popychają tłum naprzód. Wyłamują i przeskakują barierę, rzucają się ku estradzie. Oskarżeni czekali na tę chwilę, by skoczyć w tłum. Widzą jednak, że żandarmi nadstawiają na nich broń --- i zatrzymują się na część sekundy, jeszcze na estradzie. Wtedy cicho, błyskawicznie wkracza wojsko i odgradza estradę od publiczności. Tłum cofa się falą i zastyga w zawieszeniu.</didaskalia>



<didaskalia>W próbie ucieczki jeden <osoba>Philippeaux</osoba> nie brał udziału. Został sam jeden na ławie, ze skrzyżowanymi nogami, jak w salonie.</didaskalia>



<didaskalia>Duchowa jedność masy rozbita. Odtąd nieufność wzajemna, a po części wytrzeźwienie definitywne, przeszkadza nowemu zespoleniu i wszelkiej akcji.</didaskalia>


<rownolegle>
  <blok>
<didaskalia>Oskarżeni, rząd pierwszy; odrzuceni z powrotem na ławę, pilnowani.</didaskalia>



<naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Trudno... przegraliśmy...</akap></kwestia>
  </blok>
 <blok>
<naglowek_osoba>FABRE</naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Miałem nawet chwilę nadziei...</akap></kwestia>
  </blok><blok>
<naglowek_osoba>HÉRAULT</naglowek_osoba>

<didaskalia>śmieje się przez łzy</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Oj... zmęczyłem się.</akap></kwestia>
  </blok>

<blok>
<naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba>

<didaskalia>wibrującym półgłosem</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nieprawda! Lud nas nie opuści!</akap></kwestia>
  </blok>
<blok>


<naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>

<didaskalia>głośno</didaskalia>
<kwestia>
<akap>Nie dajcie się nastraszyć! My <wyroznienie>też</wyroznienie> mamy broń!</akap></kwestia>




<didaskalia>znaczące spojrzenia wśród sędziów</didaskalia>

  </blok>
  <blok>

<naglowek_osoba>DANTON<pe><slowo_obce>DANTON</slowo_obce> --- w tym miejscu w wydaniu źródłowym rozpoczyna się kolejna czerwona klamra, w efekcie wypowiedź Dantona znajduje się w dwóch klamrach jednocześnie.</pe></naglowek_osoba>
<kwestia><akap>Zdrajcy z Komitetu zerwali maskę! Salwami chcą was zmusić do milczenia!</akap></kwestia>
  </blok></rownolegle>
  <rownolegle>

<blok>
<naglowek_osoba>SZMER</naglowek_osoba>




<didaskalia>1: osłupienie, oburzenie</didaskalia>

<kwestia><akap>Co... bagnety?! --- Strzelać do nas chcecie! Do bezbronnego ludu!... Gorzej niż za tyrana! <didask_tekst>2: energiczna aprobacja</didask_tekst> 
  A widzicie? Teraz nas wyrzucą. --- Słusznie, cóż mieli począć? --- Jak się publiczność zachować nie umie...   <didask_tekst>3: trzeźwi</didask_tekst> Ludzie, miejcie rozum! --- Danton to agent Pitta! --- To zamach na rząd, a wy, durnie, pomagacie!</akap></kwestia>

  
  
<didaskalia>Rozmach złamany. Masa rozsypuje się wewnętrznie w oczach.</didaskalia>
  </blok>
  <blok>

  
  <naglowek_osoba>HERMAN</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Obywatele, nie traćcie głowy! Z waszych uniesień korzysta wróg!</akap> </kwestia> </blok>
    </rownolegle>
  <didaskalia>Nagle pustka nieufności dokoła ligowców, którzy daremnie starają się ukryć. Cisza dezorientacji.</didaskalia>
  
  
  <naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba> 
<didaskalia>wyraźnie wśród ciszy</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Obywatele przysięgli, proszę.</akap> </kwestia> 
  
  <didaskalia>Jury <slowo_obce>exit</slowo_obce>.</didaskalia> <didaskalia>Galerie:</didaskalia>
  <rownolegle>
    <blok>
  <naglowek_osoba>PROTEST</naglowek_osoba><didaskalia>nikły, chwiejny</didaskalia> 
  
  <kwestia><akap>Ależ... nie wysłuchaliście... A świadkowie? --- Jakże można...</akap></kwestia> 
  
      <didaskalia>Złowrogie milczenie; onieśmielony protest rozpływa się w nim.</didaskalia></blok>
  <blok>
  <naglowek_osoba>OSKARŻENI, RZĄD 2</naglowek_osoba> 
  
  <kwestia><akap>Jesteśmy straceni! --- Już po nas! --- A wszystko przez Dantona! Danton wszystkiemu winien!</akap></kwestia> </blok>
  </rownolegle>
  <naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba> 
  <kwestia><akap>Ludu! Najwierniejszych przyjaciół despotyzm zarzyna ci w oczach --- a ty byś stał i patrzył?!</akap></kwestia> 
  
  <didaskalia>Galerie: wstrząs konwulsywny --- ale już bardzo słaby.</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>HERMAN</naglowek_osoba> 
  
  <kwestia><akap>Danton! Przestańcie podżegać, bo każę was wyprowadzić!</akap> </kwestia>
  <didaskalia>Na jego znak dwaj żandarmi przysuwają się do <osoba>Dantona</osoba>.</didaskalia>
  <rownolegle>
    <blok>
  <naglowek_osoba>SZMER GROZY</naglowek_osoba> 
  
  <kwestia><akap>Co... oskarżonego?! --- A tak! Sam sobie winien! --- Ależ to bezprawie!... --- Psst! Bądź no ty cicho! --- Mnie już się w głowie kręcić zaczyna...</akap></kwestia> </blok>
  <blok>
  <naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Tym dopełniłeś miary, Herman! Milczałem do tej chwili; teraz --- powiem --- prawdę. <didask_tekst>nastaje cisza wyczekiwania. Sprzeczka między <osoba>Hermanem</osoba>, który odradza, <osoba>Fouquierem</osoba>, który nalega, i naczelnikiem oddziału, który się waha --- o wykluczenie <osoba>Dantona</osoba>. Przy dwu ostatnich słowach następnego okresu krótka, oniemiała pauza</didask_tekst> Czy wiecie, czemu ich opłacono, żeby mnie zgładzili? --- Bo ja jestem jedyną dziś przeszkodą --- między Robespierre'em --- a władzą królewską.</akap></kwestia> </blok></rownolegle>
  
  <didaskalia>Galerie:</didaskalia>
  <rownolegle><blok>
  <naglowek_osoba>SZMER</naglowek_osoba><didaskalia>1: napięcie wobec sensacji</didaskalia>
  
   <kwestia><akap>Co... co... co on powiedział?!... --- Słyszeliście?! --- Robespierre!... --- władzą królewską... --- cicho, uwaga! --- Ale Robespierre!!... <didask_tekst>2:oburzenie --- głośniej</didask_tekst> Co za bezwstydne oszczerstwo! --- Przecież to on sam gramolił się na tron!</akap></kwestia>
  
  
<didaskalia>Spiskowcy, zapomniani, nabierają otuchy. Ostrożne znaki, spojrzenia.</didaskalia>
    </blok>
<blok>
  
  
  <naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba>
  <kwestia><akap>Sam się tym kłamstwem gubisz, Danton!</akap> </kwestia></blok></rownolegle><didaskalia>Wraca do rozmowy, kilkakrotnie przerywanej, by słuchać; potem coraz gwałtowniejszej.</didaskalia> <didaskalia>Galerie:</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>OKRZYKI</naglowek_osoba> 
 <didaskalia>pasjonowanej ciekawości</didaskalia> 
  
  <kwestia><akap>Nie przerywać! --- Niech mówi! --- Chcemy wiedzieć! --- Mów, Danton! Mów!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba> 
  
  <kwestia><akap>Robespierre skrada się ku tronowi od lat pięciu! Jak chciwiec złoto, tak on bez wytchnienia zgarniał władzę! --- Ja jeden stałem dotychczas na straży, ale mnie zdrajca podłym podstępem powalił!</akap></kwestia> 
  <didaskalia>Zatrzymuje się na parę sekund, by obserwować efekt. </didaskalia><didaskalia>
Galerie:</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>SZMER</naglowek_osoba><didaskalia>coraz silniej roznamiętniony</didaskalia> 
  <kwestia><akap>A wiecie, to może być prawda... Co znowu! Dziecinne bujanie! --- Gdzież by Robespierre... Hm, a kto wie?...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba> 
  
  <kwestia><akap>Ludu paryski! Zdobywco Bastylii! Wolność ginie, a ty śpisz?! --- Rząd tchórzliwy poddał się już: dotąd mówiono jeszcze ,,tak chce Komitet"; od trzech dni mówi się jawnie ,,tak chce Robespierre"!</akap>

<akap>Wybieraj, ludu. Dziś ostatnia chwila! W twoich rękach byt Republiki! Pozwól nas zarżnąć, pójdź w ślady Konwencji, a zaprzedasz się w niewolę, jakiej Francja jeszcze nie zaznała, a okryjesz się hańbą, której wieki z ciebie nie zmyją!</akap></kwestia> 
  <rownolegle>
    <blok>
  <naglowek_osoba>OSKARŻENI, RZĄD 2</naglowek_osoba> 
  
  <didaskalia>szeptem, w napięciu</didaskalia>
  <kwestia><akap>Patrzcie! Patrzcie! Poruszają się, fakt! --- Uratują nas jeszcze, zobaczycie! --- Tylko teraz ostrożnie! --- Ani mrugnąć, aż... </akap></kwestia> 
  
<didaskalia>oskarżeni, rząd pierwszy tak samo</didaskalia>

    </blok>
    <blok>
  <naglowek_osoba>HÉRAULT</naglowek_osoba> 
  <kwestia><akap>Odwagi! Jeszcze nie po nas!</akap></kwestia> 
    </blok>
    <blok>
  <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba> 
  <kwestia><akap>A widzicie, nie mówiłem?! Lud nie da nas...</akap></kwestia>
    </blok>
    <blok>
  <naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba> 
  <kwestia><akap>Nie dajcież się znów nabrać!</akap> </kwestia>
    </blok>
    <blok>
  <didaskalia>Galerie:</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>SZMER PODNIECENIA</naglowek_osoba> 
  <kwestia><akap>Wiecie, ja od dawna podejrzewałem... --- Wiedziałem, że coś za tym tkwi! --- Robespierre już w dziewięćdziesiątym drugim... Ty... daj no pokój. On wie, co gada. --- Wiesz, że Robespierre zamierza porwać królewicza? Fakt!...</akap></kwestia> 
    </blok>
    <blok>
  <naglowek_osoba>OKRZYKI</naglowek_osoba>
  
  <didaskalia>frenetyczne młodzieńcze głosy --- toną w pustce</didaskalia>
  
   <kwestia>
  <akap>Robespierre morduje Wolność! --- Sięga po koronę! --- Musimy mu przeszkodzić, bracia! --- Nie cofać się przed zbirami tyrana! --- Ratujmy Wolność! --- Ratujmy Dantona!</akap></kwestia> 
  
  <didaskalia>Milkną wobec zabójczego braku rezonansu, trzeźwieją stopniowo.</didaskalia>
    </blok>
    <blok>
  <naglowek_osoba>SZMER LEKCEWAŻENIA</naglowek_osoba>
  
  <kwestia><akap>Ośle, bądźże cicho! --- Ostrożnie... to szpicel. --- No, teraz to już pusty hałas... --- Uspokój się, zaraz przestaną. --- Wstydźcie się, wariaci! --- Wiesz, <wyroznienie>takie</wyroznienie> bujdy!... Daj pokój; wierzą mu, idioci. --- Miałeś rację, ma najętych ludzi tutaj. --- No, teraz nie ma już obawy.</akap></kwestia> </blok>
    </rownolegle>
  <naglowek_scena>ODSŁONA 3 </naglowek_scena> 
  <srodtytul>Część II</srodtytul>
  <naglowek_osoba>WOŹNY</naglowek_osoba> 
<didaskalia>uderza halabardą</didaskalia>
  
    <kwestia><akap>Przedstawiciele narodu!</akap></kwestia> 
  
  <didaskalia>Wchodzą <osoba>Vadier</osoba> i <osoba>Billaud</osoba>. Sąd wstaje. Wojsko salutuje. Tłum cichnie zupełnie.</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>VADIER</naglowek_osoba>
  
  <kwestia><akap>Prezydencie, oto świeżo wydany dekret Konwencji. </akap></kwestia> 
  
  <didaskalia>gwałtowny wstrząs wśród oskarżonych --- szalone napięcie --- iskry nadziei. Stłumiony szmer</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>BILLAUD</naglowek_osoba>
  
  <kwestia><akap>Obywatele! Wykryliśmy szeroko rozgałęziony spisek, <didask_tekst>oskarżeni drętwieją. Parę --- z całej siły tłumionych --- westchnień przerażenia</didask_tekst> mający za cel uwolnienie oskarżonych i zamach na rząd Republiki.</akap> 
    <didaskalia>na całej sali elektryczny wstrząs</didaskalia><akap>Żona Desmoulinsa <didask_tekst>ostry krzyk <osoba>Camille'a</osoba></didask_tekst> wydaje wielkie sumy na przekupienie ludności przedmiejskiej. --- Strzeżcie się, obywatele! Od agentów wroga <wyroznienie>roi się</wyroznienie> wśród was!</akap></kwestia> 
  <rownolegle><blok>
  <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Bandyci! Lucyllę chcą mi zamordować!</akap></kwestia> 
    </blok>
    <blok>
  <naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
  
      <kwestia><akap>Nie dajcie się...</akap></kwestia> </blok>
    </rownolegle><didaskalia>Spiskowcy w popłochu starają się ukryć. Uwidocznieni przez izolację; wszystkie oczy ku nim zwrócone.</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>OSKARŻENI, RZĄD 2</naglowek_osoba> <didaskalia>wściekły wybuch</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Milcz! --- Teraz dość! --- Cicho nareszcie, przeklęte bydlę! --- Stul pysk! --- Przez ciebie giniemy wszyscy!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>HERMAN</naglowek_osoba><didaskalia>czyta</didaskalia>
  
   <kwestia><akap>Konwencja Narodowa dekretuje, że Trybunał Rewolucyjny doprowadzi rozprawy w kwestii spisku Chabota, Dantona, Delaunaya i innych do końca bez dalszych przerw. Że prezydent użyje wszelkich środków legalnych, by utwierdzić autorytet własny i Trybunału, w razie gdyby się zamach ze strony oskarżonych miał powtórzyć.</akap>

<akap>Dekretuje, że oskarżony, który by stawiał opór sprawiedliwości narodowej lub jej uwłaczał, zostanie bezzwłocznie wykluczony od udziału w rozprawach.</akap> </kwestia> 
  
  <didaskalia>szmer respektu --- grozy --- zdumienia i podziwu</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba> 
  
  <didaskalia>zrywa się</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Obywatele, biorę was za świadków: czyśmy stawiali opór sprawiedliwości narodowej? Czyśmy jej uwłaczali?...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>GŁOS</naglowek_osoba> 
  <didaskalia>namiętny, młodzieńczy, wśród lodowej ciszy, z groźnym pomrukiem na dnie</didaskalia>
  <kwestia><akap>Nie! Nigdy!</akap></kwestia> 
  <didaskalia>szmer groźby; liczniejsze wyrazy ironii</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>GŁOS</naglowek_osoba><didaskalia>ironiczny</didaskalia>
   <kwestia><akap>O, tylko od czasu do czasu!...</akap> </kwestia> 
  
  <didaskalia>Wybucha śmiech, stłumiony przez szacunek dla deputowanych --- lecz niepowstrzymany.</didaskalia>
  <rownolegle><blok>
  <naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba> <didaskalia>półgłosem</didaskalia>
  
    
  <kwestia><akap>Powinszowanie, Danton.</akap></kwestia> </blok>
  <blok>
  <naglowek_osoba>FABRE</naglowek_osoba> 
      <kwestia><akap>Chwała Bogu, że koniec. Już ledwo żyję.</akap> </kwestia> </blok>
    </rownolegle>
  <didaskalia>Osłupiałe przygnębienie przeważa wśród oskarżonych. <osoba>Westermann</osoba> ściska pięści i klnie cicho, siny z gniewu; <osoba>Camille</osoba> ma oczy obłąkane. <osoba>Philippeaux</osoba> patrzy nań w zamyśleniu.</didaskalia> 
  <didaskalia>Parę sekund zawieszenia. <osoba>Danton</osoba>, zrazu spieniony, rozejrzał się po twarzach. Na ich widok uspokaja się raptem zupełnie.</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
  
 <didaskalia>tak spokojny, że aż łagodny</didaskalia>
  <kwestia>
  <akap>Podła, tchórzliwa zgrajo: ciebie nikt nie zmieni. Na bezbronnych rzucasz się jak lew, lecz widok kukły w mundurze przejmuje cię szałem popłochu. --- Znam cię, tłuszczo. Wiem, ile wart twój zapał i twoje przysięgi. Wiedziałem, że będziesz stać i gapić się o tak --- jak stado wołów --- gdy mnie związanego powloką pod nóż.</akap>

<akap>Ale żeby w tej sromotnej chwili --- zamiast konać z wstydu za własną nikczemność --- rechotać śmiechem kretynów... to już coś więcej niż sama podłość. To twoja niezgłębiona, niechlujna, nieprzemożona jak wał betonowy <wyroznienie>głupota</wyroznienie>, bezmyślna trzodo.</akap></kwestia>
  
  <naglowek_osoba>POMRUK</naglowek_osoba> <didaskalia>gniewny</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Przestań no bredzić! --- Stul już raz gębę! --- Bezczelność! <didask_tekst>zdumiony</didask_tekst> Co?... --- O czym on gada? --- Czego on chce? --- Do kogo to?... Co to znaczy?</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba> <didaskalia>miękko</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Pogarda moja przebacza ci nikczemność, motłochu --- wieczny Judaszu. Kto umie grać na twych odruchach, ma cię w garści; może cię użyć, do czego tylko zechce. --- Za to głupota twoja, motłochu --- to żywioł. Rozsiadła się nadęta na ziemi całej, bo pełno cię na każdej piędzi lądu; trzęsie światem. Podmywa i zalewa wszystko, co nią nie jest. Ani Bóg, ani Szatan z miejsca jej nie ruszą. <didask_tekst>krótka pauza</didask_tekst> Więc za to jedno, żeś głupie jak but --- za to przeklinam cię, pospólstwo, ty mierzwo ludzkości.</akap>
  <didaskalia>zmistyfikowana publiczność stoi rzeczywiście bez ruchu, z otwartymi ustami</didaskalia>
  
 <akap>Zostawiam was zatem na pastwę tygrysa, który wam wskrzesze czasy Tyberiusza<pe><slowo_obce>Tyberiusz</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Tiberius Claudius Nero</slowo_obce> (42 p.n.e.--37 n.e.) --- cesarz rzymski od 14 r. n.e., następca Oktawiana Augusta, wybitny wódz; w historiografii rzym. zyskał opinię tyrana i rozpustnika; ostatnie lata życia spędził w posiadłości na wyspie Capri w Zatoce Neapolitańskiej.</pe>. Wolny narodzie! Ukąpiesz się po oczy we własnej krwi, nim spełnisz wolę, którą ci wszczepiłem. Ale ją spełnisz! Tułów Robespierre'a przyjdzie wnet gnić obok mojego!</akap> </kwestia> 
  
  <didaskalia>nagły, krótki poszum oburzenia</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba> 
  <kwestia><akap>A skończże pan już raz!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba> 
<didaskalia>obraca się błyskawicznie</didaskalia>
  
    <kwestia><akap>A tobie, świetny Trybunale, tobie, zbiorniku złodziei, szantażystów i alfonsów, wam, hycle Robespierre'a --- powiem już tylko to jedno: że splunąć na was --- nie warto.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba> <kwestia><didaskalia>zamieniwszy znak z prezydentem</didaskalia><akap>Wykluczamy pana od rozpraw. Wyprowadzić go.</akap> </kwestia> 
  
  <didaskalia><osoba>Danton</osoba> wstaje z śmiechem i odchodzi, eskortowany przez żandarmów. Wśród oskarżonych szmer oburzenia i rozpaczy.</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba> 
  <didaskalia>zrywa się, drze zeszyt zawierający obronę, rzuca strzępy na prokuratora</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Ty koszmarna małpo prokuratora, masz, a masz, a masz! Oficjalnie angażowani mordercy! Tfu! <didask_tekst>na znak <osoba>Hermana</osoba> chwytają go żandarmi. Wpada w szał</didask_tekst> Nie! Nie wolno wam mnie tknąć!</akap></kwestia>
  
  <didaskalia>Tłum odzyskuje swobodę i zaczyna objawiać lekceważenie. Drwiny, przedrzeźnianie.</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Puść! Puść do diabła!! Nie dam się zarżnąć za plecami!!!</akap> </kwestia> 
  
  <didaskalia>Galerie: wybuch szalonego śmiechu.</didaskalia>
  <rownolegle>
    <blok>
  <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Macie mnie wysłuchać, sędziowie! Dajcie mi się bronić!! Jestem kompletnie niewinny!! Sędziowie!!!</akap></kwestia> 
  
  <didaskalia>Żandarmi odczepiają go i wloką.</didaskalia> <didaskalia><slowo_obce>Gaudium</slowo_obce><pe><slowo_obce>gaudium</slowo_obce> (łac.) --- radość, wesołość.</pe> tłumu.</didaskalia>
    </blok>
    <blok>
  <naglowek_osoba>HÉRAULT</naglowek_osoba> <didaskalia>szarpie go</didaskalia>
  
      <kwestia><akap>Głupcze! A bądźże cicho! Nie ośmieszaj się!!</akap></kwestia> </blok>
    </rownolegle>
  <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba> 
  <didaskalia>prawie niesiony w powietrzu</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Aeech... bydlęta, świnie, nie ludzie!!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>FABRE</naglowek_osoba>
  <didaskalia>podnosi się i przeciąga, ziewając</didaskalia>
   <kwestia><akap>No, prześwietny sądzie --- pozwól, że się wykluczę sam.</akap></kwestia>

<didaskalia>Tłum cichnie i uważa, ubawiony. Potem wyraża każdemu wesołe uznanie.</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>HÉRAULT</naglowek_osoba>
  <kwestia><akap>I ja. Zresztą można było od tego zacząć, zamiast nas tu piłować po szesnaście godzin dziennie.</akap> </kwestia>
    
    <didaskalia><osoba>Phïlippeaux</osoba> odchodzi bez słowa.</didaskalia> 
  <naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba>
  <didaskalia>idzie z nimi, ignorując sąd</didaskalia>
  
   <kwestia><akap>Nie, Hérault. Oskarżonego słuchać nie potrzeba, lecz wyliczając mu jego zbrodnie --- wypada jednak na niego patrzeć.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba> 
  
  <didaskalia>do wszystkich</didaskalia>
  <kwestia><akap>Na pożegnanie, hołoto, pocałujcie mnie gdzieś wszyscy razem.</akap> </kwestia> 
  
  <didaskalia>Zachwyt, nawet oklaski. <osoba>Rząd pierwszy</osoba> wychodzi gremialnie.</didaskalia> 
  
  <didaskalia>równocześnie:</didaskalia>
  <rownolegle>
    <blok>
  <naglowek_osoba>OSKARŻENI, RZĄD 2</naglowek_osoba> <didaskalia>szmer tępej rozpaczy</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Koniec. --- Wszyscy pójdziemy. Lepiej wiedzieć z góry. --- A wszystko przez to bydlę ryczące! --- Bodaj tego furiata!...</akap></kwestia> </blok>
    <blok>
  
  <didaskalia>Galerie:</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>SZMER</naglowek_osoba>
  
  <didaskalia>1: ożywiony</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>No, gładko poszło... --- Uff, ale uszy mi spuchły. --- Warto czasem takie emocje... No, na chwilę potracili głowy...</akap> 
  
  <didaskalia>2: tajemniczo, przejęci</didaskalia>
  
  <akap>Wiecie, to prawda, chcieli ich porwać. --- Widziałem na pewno, miał pistolet!... A co, nie ostrzegałem was?! --- Teraz się pochowali, szukaj ich! --- Wczoraj gadał na rogu ulicy, z pewnością jeden z nich... </akap> 
    
    
<didaskalia>tłum przerzedza się szybko, gwarząc</didaskalia>

<didaskalia>3: niespokojni --- szept</didaskalia>
    
    <akap>Co on bredził o Robespierze?... Ty, hm... kto wie?... Mnie też już od pewnego czasu... To fakt, że Robespierre z każdym dniem potężniejszy...</akap>
    
<didaskalia>4: oburzeni</didaskalia>
    
    <akap>Nieprawda! Robespierre nigdy... Wiecie, jak żyje, jak robotnik! --- A to ci łotr dopiero! --- Hołota! --- A chcieliście jeszcze pomagać, durnie!</akap>
    
    <didaskalia>5: swobodnie, beztrosko</didaskalia>
    
    <akap>Czekasz na jury? A po co? --- Mowy nie ma, wszyscy pójdą. --- Po <wyroznienie>takim</wyroznienie> skandalu! --- Oni tam w karty grają, po co mieliby się naradzać? --- Przedstawienie skończone, wracajmy. --- <wyroznienie>Ja</wyroznienie> już nie czekam...</akap>
    
    <didaskalia>6: zamyśleni, poważni</didaskalia>
    
    <akap>Trzeba teraz bardzo uważać... i milczeć. --- Ten spisek, wiecie... to zły znak. --- Zaczyna się fatalny okres. --- Taka jatka sądowa, to znak, że rząd ledwo się już trzyma. --- Oj tak, coś się psuje w naszym wolnym państwie. --- C-ciszej, na Boga!...</akap></kwestia> </blok>
    </rownolegle>
  <rownolegle>
    <blok>
  <naglowek_osoba>HERMAN</naglowek_osoba>
  
  <didaskalia>podaje wodę wyczerpanemu <osoba>Fouquierowi</osoba></didaskalia>
  
  <kwestia><akap>No, chwała Bogu... ale diabli wiedzą, jakie będą skutki. Lud nie zapomni...</akap></kwestia> </blok>
<blok>      <naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba> 
  
  <kwestia><akap>Och... dziękuję. Mam zawrót głowy. --- Ta świnia nie narobiła przez pięć lat tyle szkody, co dziś!</akap></kwestia> 
    </blok>
    <blok>
  <naglowek_osoba>HERMAN</naglowek_osoba>
  
  <didaskalia>z nagłym przestrachem</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Byle go tylko przysięgli nie chcieli... ech, nie. Zraził sobie wszystkich. Zresztą sprawa zbyt jasna.</akap></kwestia> 
    </blok>
    <blok>
  <naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba> 
  
  <kwestia><akap>Ale z Robespierre'em czeka nas przeprawa, nno! <didask_tekst>naśladuje go</didask_tekst> Odbierzecie mu głos! <didask_tekst>wybucha nerwowym śmiechem</didask_tekst> Ha, ha! Odbierz no głos piorunom, jak zaczną walić! --- Odbierzże głos puszczonej sforze, jak się raz rozwyje! A odbierz!</akap></kwestia> 
    </blok>
    <blok>
  <naglowek_osoba>HERMAN</naglowek_osoba> 
  
  <didaskalia>ponuro i cicho</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>To początek, Fouquier... wnet poznamy jeszcze gorsze rzeczy.</akap></kwestia>
    </blok>
    <blok>
  <naglowek_osoba>FOUQUIER</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Cholera, nie rzemiosło!...</akap></kwestia> </blok>
    </rownolegle>
  <naglowek_scena>ODSŁONA 4</naglowek_scena> 
  
  <didaskalia>Przedsionek kancelarii w Conciergerie; sklepiona sala poniżej poziomu ziemi, o charakterze bardzo ponurym. W głębi schodki prowadzące na dwór, pod górę. Wejście z kancelarii po lewej. Luki okienne pod sufitem. Całość wygląda tak mniej więcej, jak ją przedstawia Muller na słynnym ,,Appel des dernières victimes de la Terreur"<pe><slowo_obce>Appel des dernières victimes de la Terreur</slowo_obce> (fr.) --- <tytul_dziela>Apel ostatnich ofiar terroru</tytul_dziela>; tytuł namalowanego w 1850 r. obrazu Charlesa Louisa Müllera (zw. Müller de Paris, tj. Müllerem z Paryża; 1815--1892).</pe>, wiszącym w Luwrze. Pod ścianami żołnierze; kat <osoba>Sanson</osoba>, elegancki, skromny, poważny jegomość, z czterema pomocnikami; czterech fryzjerów. --- Zawieszenie w połowie ruchów: wszyscy słuchają bez tchu ostatniego popisu <osoba>Dantona</osoba> za sceną.</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>GŁOS PISARZA</naglowek_osoba> 
  
  <kwestia><akap>...i współwinnych w obu spiskach prze...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>GŁOS DANTONA</naglowek_osoba> 
  
  <kwestia><akap>A zjedzże go sobie, ten swój wyrok! --- Banda! Nawet skazać nie śmieli mnie w oczy!...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>GŁOS PISARZA</naglowek_osoba>
  
  <kwestia><akap>...przeciw bezpieczeństwu Republiki...</akap></kwestia>
  
  <naglowek_osoba>GŁOS DANTONA</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Republiki! Paczki tchórzliwych łajdaków, co nie umieją bodaj ponieść ryzyka swych zbrodni!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>GŁOS PISARZA</naglowek_osoba>
  
  <kwestia><akap>...na śmierć przez ścięcie.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>GŁOS DANTONA</naglowek_osoba>
  
  
<kwestia><akap>Głupia hołoto! <wyroznienie>Mnie</wyroznienie> jedna tylko potomność śmie... <didask_tekst>wpada. Widzi otoczenie. Parę tercji  wewnętrznego zawieszenia. Rozglądając się, kończy z roztargnieniem, trzeźwo --- kontrast wstrząsający</didask_tekst> ...sądzić. <didask_tekst><osoba>Fryzjer</osoba> wskazuje mu krzesło</didask_tekst> Aha. <didask_tekst>siada, zrywa kołnierz, daje przez ramię znak</didask_tekst> Dalej.</akap></kwestia>
  
  
 <didaskalia>Wprowadzają za nim <osoba>Westermanna</osoba>, <osoba>Delacroix</osoba>, <osoba>Philippeaux</osoba>. <osoba>Westermann</osoba> ponury i wściekły, <osoba>Delacroix</osoba> straszliwie nieswój. Pauza. Strzygą kark wszystkim naraz.</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba> 
  <didaskalia>zaczyna cicho, wśród ciszy</didaskalia>
  
  
<kwestia><akap>Odchodzę. I pozostawiam za sobą chaos straszliwy. O rządach nikt wśród nich pojęcia nie ma. Robespierre! Jego Komitet!... Bogowie!! --- Beze mnie wszystko się rozpadnie za trzy dni. Wpakują się w terror po uszy, to jedyna metoda durniów. --- Ho, ho! Teraz będą ścinać tuzinami, potem --- seriami. Cała Konwencja pójdzie.</akap></kwestia>
 <naglowek_osoba>FRYZJER</naglowek_osoba><didaskalia>nieswój</didaskalia>
  
   <kwestia><akap>Obywatelu... bo was skaleczę.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
  <kwestia><akap>Napoczniesz robotę <didask_tekst>wskazuje przez ramię na <osoba>Sansona</osoba>, który opuszcza oczy</didask_tekst> tamtego pana, co? Ha, ha! Niezłe! --- Niewdzięczny naród wnet się przekona, co we mnie stracił. Ale rozpacz i skrucha przyjdą za późno. --- Rewolucja zhańbiła się dziś na wieki wieków. Mnie, mordowanemu, twarz wstydem płonie za morderców. --- To się nazywa Trybunał!!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba> 
  
  <kwestia><akap>Pomogłeś go ustanowić, Danton.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
  
<didaskalia>traci wszelką miarę</didaskalia>
    <kwestia><akap>Pomogłem?! --- Czy ja <wyroznienie>pomagałem</wyroznienie> komu --- lub raczej, czy mnie kto pomagał --- nieść na tych dwu ramionach, po urwistym brzegu przepaści, Francję rozszalałą w spazmach przeistoczenia?! Wszystko, co Rewolucja zdobyła --- wszystko, co stworzyła --- to <wyroznienie>moje</wyroznienie> dzieło. </akap><akap>Lecz z ścieżki, którą <wyroznienie>ja</wyroznienie> przebiłem... korzystał złodziej zdradliwy. On to kradł moje dzieła jedno po drugim, by je zamieniać na plagę ludzkości. Przez niego...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba> <kwestia><akap>To na nic, Danton. Strachu w sobie nie przekrzyczysz.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba> 
  
  <didaskalia>zaskoczony aż do przerażenia</didaskalia>
<kwestia><akap>Strachu?!...</akap></kwestia>
  
 <naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Tak, strachu. Już pan ledwo kracze, aż przykro słuchać. Ale milczeć nie śmie pan ani na chwilę. --- O, jak się pan trzęsie... ręce zimne i mokre, hm? --- a twarz jak z gliny...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba> 
  
  <didaskalia>bez tchu</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Pan mi śmie...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba> <kwestia><akap>O, pociesz się pan, ja także. Myślałem, żem już przemógł w sobie zwierzę, co za wszelką cenę chce <wyroznienie>żyć</wyroznienie>. --- Gdzie tam. Wnętrzności mi się skręcają. --- Trudno, spojrzenia śmierci <wyroznienie>nie można</wyroznienie> spokojnie wytrzymać. Lepiej nie udawać.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba> <didaskalia>wyniośle</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Wyobrażam sobie, iż stan taki musi być przykry. Lecz mylnie pan przypuszcza, że ja go podzielam. --- Drżę?... Owszem! Drżę z bólu, drżę z gniewu na myśl o losach Ojczyzny, wydanej na pastwę tej cudzoziemskiej bestii...</akap>

<akap>Nie znaliście go bliżej. Nie przeczuwacie, co to za charakter... ot, na przykład, czy wiecie, kiedy okazywał Camille'owi najczulszą, najtroskliwszą przyjaźń? --- W godzinę, nim go kazał aresztować. To autentyczny, perwersyjny Neron.</akap>
<didaskalia>szczerzy zęby z intensywną satysfakcją</didaskalia>
<akap> Dopiął dureń swego --- trzęsą się przed nim. Panuje. --- I myśli, że się teraz beze mnie obejść potrafi!! --- Oj, pozna on rozkosze władzy! --- Daję mu trzy miesiące: tak naregulowałem opinię publiczną. Bo chcę, by przed sromotną śmiercią, jaką mu przeznaczam --- zdążył oszaleć; lub sam się powiesił.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba> 
  
  <didaskalia>z jezuickim westchnieniem</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Wiesz, żal mi cię, biedaku.</akap> </kwestia> 
  
  <didaskalia><osoba>Danton</osoba> oniemiał. <osoba>Westermann</osoba>, potem <osoba>Delacroix</osoba>, wstają; wiążą im ręce na plecach.</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba> <didaskalia>łagodnie, po kilku sekundach ciszy</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Czy pan faktycznie jeszcze nie widzi, że dzisiaj jest pan niczym, że pan jest ruiną?</akap>
    
    <didaskalia><osoba>Danton</osoba> rzuca nań przerażone spojrzenie i opuszcza głowę</didaskalia>
    
    <akap>Był pan jednym z odprysków masy społecznej w zeszłorocznej fazie jej życia. Osobiście jest pan miernym adwokatem prowincjonalnym. Znaczenie pańskie było funkcjonalnie zależne od sytuacji, jak znaczenie zera od jego położenia w układzie cyfr.</akap>

<akap>Faza pańska minęła dziesiątego lipca<pe><slowo_obce>Faza pańska minęła dziesiątego lipca...</slowo_obce> --- 10 lipca 1793 r. Danton został usunięty z Komitetu Ocalenia Publicznego, którego kierownictwo przeszło w ręce Robespierre'a.</pe>. Od tego dnia był pan echem: dokuczliwie natrętnym, lecz --- wbrew najgorliwszym staraniom --- już nieszkodliwym.</akap> </kwestia>
  
  <didaskalia>Wstaje; pomocnik kata obcina mu kołnierz.</didaskalia> <didaskalia>Wprowadzają <osoba>Fabre'a</osoba>, <osoba>Héraulta</osoba>, <osoba>Desmoulinsa</osoba> --- ten jest osłupiały i chwieje się, lecz odzyskuje później pełną przytomność.</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>FABRE</naglowek_osoba> <didaskalia>rozejrzał się</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Cóż teraz? <didask_tekst>siadają</didask_tekst> Hu, jakim zmęczony... dobrze będzie się wyciągnąć...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>HÉRAULT</naglowek_osoba> 
  
 <didaskalia>szeptem</didaskalia>
  
   <kwestia><akap>Fabre... zmiłuj się nad moimi nerwami.</akap></kwestia>
  
  <naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba>
  
  <didaskalia>kontynuuje bez litości</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>O tak --- Robespierre padnie. I to w sposób straszny. Bo w pewnym punkcie obecnej, krytycznej fazy --- paść musi, na mocy mechanicznego prawa równowagi.</akap> </kwestia> 
  
  <didaskalia><osoba>Danton</osoba>, przytłoczony, podnosi się ciężko. Obcinają mu resztę kołnierza.</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba> <didaskalia>poczuł nożyczki na karku i wyskakuje jak pstrąg, z przeszywającym krzykiem</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Aaaaa!!!</akap></kwestia> 
  <rownolegle>
    <blok>
  <naglowek_osoba>FABRE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Cicho, Camille! To nie boli!</akap></kwestia> 
    </blok>
    <blok>
  <naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba>
  
  <didaskalia>poderwany, obraca się i grzmi</didaskalia>
  
      <kwestia><akap>Ośle, milcz natychmiast!!</akap> </kwestia></blok>
    </rownolegle>
  <didaskalia>Blednie; opiera się biodrem i dłonią o stół. <osoba>Camille</osoba> opada. Żelazna łagodność ze strony fryzjerów i pomocników kata.</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba> <kwestia><akap> ...a pańskie łgarstwa --- pańska najzupełniej obojętna śmierć --- nie zaważą tyle <didask_tekst>zdejmuje sobie z ramienia kosmyk odciętych włosów i zdmuchuje</didask_tekst> na jego losie.</akap> </kwestia>
  
  <didaskalia>Podaje dłonie za siebie. <osoba>Danton</osoba> załamuje się. Opuszcza głowę, wspiera się na obu rękach.</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba> <didaskalia>trze nasadą głowy o kark</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>W...! Ja <wyroznienie>już</wyroznienie> mam ,,wrażenie przyjemnego chłodu", jakie nam przyrzekł stary Guillotin<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q220650"></ref><pe><slowo_obce>Guillotin, Joseph Ignace </slowo_obce> (1738--1814) --- lekarz, wynalazca gilotyny używanej we Francji od 1792 r.</pe>...</akap> </kwestia> 
    
    <didaskalia>Pomocnik zbliża się z pętlami do <osoba>Dantona</osoba>.</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba> <didaskalia>obejrzał się mętnie; słabo</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>N-nie mogę. --- Za chwilę. <didask_tekst>pada na krzesło</didask_tekst> Niedobrze mi.</akap></kwestia>  <didaskalia>Z wolna opuszcza głowę na ramię, na brzegu stołu.</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba>
  
  <didaskalia>z okrucieństwem</didaskalia>
  
   <kwestia><akap>A-ha.</akap> </kwestia> 
  
  <didaskalia>Wszyscy skupiają się dokoła <osoba>Dantona</osoba>.</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>FABRE</naglowek_osoba><didaskalia>łagodzi</didaskalia>
  
   <kwestia><akap>Nic dziwnego --- nieprzerwane natężenie głosu przez cztery dni...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>HÉRAULT</naglowek_osoba>
  
  <kwestia><akap>Przeszczekać cztery dni na jedną nutę! --- Tego najzajadlejszy pies by nie dokazał.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Tą cyfrą, bracie, przejdziesz do historii!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba> <didaskalia>unosi czoło znad ręki</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Huzia, lokajskie dusze! Huzia na pana, gdy leży na ziemi! Drwijcie, szydźcie, użyjcie sobie za wszystkie czasy kornej służby!</akap></kwestia>
  
  <naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba> 
  
  <kwestia><akap>Szacunku dla władcy! Czy wiecie, że jedna godzina jego życia warta więcej, niż suma naszych pustych egzystencji?</akap> </kwestia> 
  
  <didaskalia>szydercze ożywienie, dopytywanie</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>HÉRAULT</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Słyszałem i ja! Łaskawego mamy pana, bracia matołki. Dziewięciu z nas byłoby zostało sierotami na tym niepoczciwym świecie --- gdyby nie jego troskliwość o nas.</akap></kwestia> 
  
  <didaskalia>ostrzejsza nuta nienawiści</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba><didaskalia>oparty o ścianę w głębi</didaskalia>
  
   <kwestia><akap>Dajcie mu spokój. Każdy z nas broni się czym może przed świadomością, że jak miliony przed nim, jak miliony po nim --- spartaczył swą robotę i został skreślony.</akap></kwestia> 
  
  <didaskalia>Powstaje skrzepła cisza.</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>HÉRAULT</naglowek_osoba> 
  
  <didaskalia>nagle, z gorzkim wybuchem śmiechu</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Ale niedługo można się przed nią obronić!...</akap></kwestia>
  
  <naglowek_osoba>WESTERMANN</naglowek_osoba> <didaskalia>ponuro</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Tak, racja. Wiem --- bo ja też spartaczyłem. Skrewiłem jeden raz tylko: przy puczu Vincenta. Dałem się zbałamucić cywilowi. --- A to była właśnie wielka chwila w moim życiu. Przegrałem je.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>HÉRAULT</naglowek_osoba> 
  
  <kwestia><akap>Ech, Westermann. Ty nie wiesz, co to przegrać życie. Ale ja! Ja, co stworzony na ornament wykwintnych salonów --- dałem się wepchnąć w rolę fanatyka! Ja, com stracił bez winy honor i życie --- ośmieszając się bezcelowo dla sprawy, która mnie nic a nic nie obchodziła! --- Uch, co za nonsens --- nonsens --- <wyroznienie>nonsens</wyroznienie> w takiej klęsce!</akap></kwestia> <didaskalia>Wstają wszyscy trzej.</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba> 
  <kwestia><akap>Nie ciebie jednego prąd poniósł w absurd, Hérault. Ja jestem --- delikatnie mówiąc --- bandytą z natury, a nie śmiałem być ani wesołym żołdakiem-łupieżcą, jak Westermann, <didask_tekst>który nie umie docenić komplementu, jak widać po minie</didask_tekst> ani drapieżnikiem giełdowym, jak Batz i Boyd. Nie, z nabożeństwem trąbiłem o zbawieniu Ojczyzny, jak wszyscy. W wolnych chwilach tylko, przy okazji, zdarzało mi się czasem świsnąć coś niecoś --- i jeszcze dałem się przyłapać!!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>PHILIPPEAUX</naglowek_osoba> <didaskalia>z rodzajem podziwu do nieskończoności</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>I pomyśleć jednak, że przez <wyroznienie>takich</wyroznienie> ludzi... dokonuje się rozwój państw.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>FABRE</naglowek_osoba> <didaskalia>zamyślony</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Po mnie zostaną nazwy miesięcy --- i parę komedii<pe><slowo_obce>Po mnie zostaną nazwy miesięcy --- i parę komedii...</slowo_obce> --- wypowiadający te słowa Fabre d'Eglantine był poetą i dramaturgiem oraz twórcą nazw miesięcy kalendarza rolniczego.</pe>. --- To mało, ale przecież <wyroznienie>coś</wyroznienie>.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>CAMILLE</naglowek_osoba> <didaskalia>podczas gdy mu ręce wiążą</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>A po mnie --- po moim talencie, największym w dzisiejszej Francji --- zostanie co? --- Szmata brukowa! <didask_tekst>do <osoba>Dantona</osoba>, tuż nad nim, tonem prawdziwszym niż zwykle</didask_tekst> Ukradłeś mi talent, ukradłeś mi życie, aleś skradzionych skarbów nie umiał nawet użyć! --- Przez ciebie straciłem honor; przez ciebie umieram tak młodo; przez ciebie ginie Lucile; przez ciebie, pusty bałwanie --- przez ciebie odtrącił mnie Maxime! --- A cóż za korzyść z tylu ruin, choćby dla ciebie jednego? Nic! Zero! Zniszczenie i kwita! --- Tyś nawet swoje łotrostwo spartaczył!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba> 
  <kwestia><akap>No --- on się potrafił jednak pokaźnie obłowić. To już coś znaczy... chociaż teraz i jemu nie lepiej. <didask_tekst>nachyla się stopniowo nad nieruchomym <osoba>Dantonem</osoba></didask_tekst> Ciężko leży na żołądku życie zmarnowane --- życie zakłamane --- życie zgniłe na pniu, co, Danton? --- Oj, gdyby tak można było siebie zwymiotować!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba> <didaskalia>pod nadmiarem szyderstwa dźwiga się nagle</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Zawodźcie, niedołęgi! Zalewajcie się łzami! Ja nie mam czego żałować! --- Umiałem forsę zbijać tysiącami; umiałem nimi szastać --- a to trudniej. Umiałem dzielnie obłapiać dziewczęta --- i pić, jak mało kto. --- Syt teraz jestem, ale dobre było. <didask_tekst>podaje ręce pomocnikom kata</didask_tekst> Bilans Robespierre'a będzie mniej wesoły --- gdy tu stanie za parę tygodni!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>HÉRAULT</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Brawo, Danton! Trzymać się! Nie przyznać się, choć mdło, choć dusza wyje, jak pies za umrzykiem! Kłamać, kłamać i kłamać do ostatniego tchu!</akap></kwestia>
  
  <naglowek_osoba>FABRE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Tak jest, ostrożnie z prawdą, przyjaciele. --- Czy wiecie, jak należy myśleć w naszej sytuacji? --- Że najpiękniejsza jest ofiara złożona złudzeniu, ofiara bezużyteczna. Że dobrze jest nosić klejnot lub oddać na fundusz publiczny --- lecz <wyroznienie>pięknie</wyroznienie> jest --- rzucić go w morze.</akap>
  <akap>Wszelka prawda da się znieść w tragicznej szacie; a tragizm --- można dostać bardzo tanio.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba> 
<kwestia><akap>Uchyliłbym przed tobą kapelusza, Fabre --- gdybym jeszcze posiadał kapelusz --- i ręce.</akap></kwestia>
  
<didaskalia> Wprowadzają, jak stado stępiałych baranów, skazanych pierwotnego rzędu drugiego. Następnie ustawiają wszystkich gęsiego wzdłuż ściany. <osoba>Danton</osoba> natychmiast przybiera postawę.</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>SANSON</naglowek_osoba> 
  
  <kwestia><akap>Wszystko gotowe. Ruszamy.</akap></kwestia>  <didaskalia>Kilku słabnie. Żołnierze podtrzymują ich.</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>DANTON</naglowek_osoba> 
  <kwestia><akap>Naprzód, bracia! Staniemy bez trwogi przed sądem przyszłych pokoleń, przed który dziś pozywam zwycięskiego wroga! Już za lat parę nazwisko moje zajaśnieje ognistymi głoskami w Panteonie historii --- a twoje, łotrze Robespierre --- zostanie wyryte na wieki na jej niezniszczalnym pręgierzu!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>DELACROIX</naglowek_osoba> <didaskalia>żarliwie, podczas gdy wychodzą</didaskalia>
  
 <kwestia> <akap>O, Danton! Cóż za wielki histrion w tobie ginie!</akap></kwestia>
  
  <naglowek_scena>ODSŁONA 5</naglowek_scena> 
  
  
<didaskalia>Saint-Honoré 398. Wieczorem szesnastego germinala. <osoba>Robespierre</osoba> sam, na wznak na łóżku. Hałas konwoju, głosy <osoba>Camille'a</osoba> i <osoba>Dantona</osoba>. Jeden krzyczy z rozpaczy, drugi ryczy przekleństwa. <osoba>Robespierre</osoba> nie reaguje ani na to, ani na pukanie chwilę później. Dopiero za drugim razem, lecz po interwalu, odpowiada.</didaskalia>

 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <didaskalia>zupełnie normalnym głosem</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Proszę.</akap></kwestia>
  
  <naglowek_osoba>ELÉONORE</naglowek_osoba> <didaskalia>wchodzi i wbrew woli zachowuje się jak wobec umierającego. Szeptem</didaskalia><kwestia><akap>Poczta wieczorna, Maxime. Nic ważnego.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <didaskalia>bez drgnienia, głośno</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Dziękuję.</akap></kwestia>
  
  <didaskalia><osoba>Eléonore</osoba> nie śmie podejść ani się odezwać; czeka na jakiś znak; obejrzała się nieśmiało --- po czym wychodzi szybko, na palcach. Tymczasem przechodnie pobiegli za konwojem; ulice puste, stąd cisza nienaturalna aż do końca odsłony.</didaskalia> <didaskalia>Znów pukanie --- rytm <osoba>Saint-Justa</osoba>. Odpowiedź znowu zwleka.</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
  
  <kwestia><akap>Wejdź.</akap></kwestia> <didaskalia>Podnosi się niechętnie na łokciu, podaje gościowi rękę i kładzie się z powrotem.</didaskalia> 
  
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <kwestia><akap>W biały dzień siedzisz w domu i to bezczynnie?! Wszędzie cię szukałem. Jeszcześ nie odpoczął?</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Nie. --- Więc cóż?</akap></kwestia>
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Definitywne zwycięstwo. Ani śladu oporu, tłum zachowuje się nawet --- obojętnie. Namiętne wezwania Camille'a wywołują tylko pomruk.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> 
  <kwestia><akap>Tak. I śmiech. <didask_tekst>uniósł się, prostując ramię, i w zamyśleniu patrzy ponad przyczółek ku oknu</didask_tekst> Słyszałem go stąd... <slowo_obce>the poor little thing</slowo_obce><pe><slowo_obce>the poor little thing</slowo_obce> (ang.) --- tu: biedactwo.</pe>... <didask_tekst>króciutka pauza; <osoba>Saint-Just</osoba> bębni paznokciami po płycie. <osoba>Robespierre</osoba> składa poduszkę we dwoje i kładzie się znów jak najwygodniej</didask_tekst> --- Co do postawy tłumu nie miałem najlżejszej obawy.</akap></kwestia>
  
 <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <kwestia><akap>No --- Trybunał i Komuna<pe><slowo_obce>Komuna</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Komuna Paryża</slowo_obce> (fr. <slowo_obce>la commune de Paris</slowo_obce>) --- nazwa miasta Paryża przyjęta przez rewolucyjny rząd powstały po zwycięskim ataku na Bastylię w dniu 14 lipca 1789; po 10 sierpnia 1792 Komuna uległa radykalizacji, stając się pośrednikiem między parlamentem a paryskim ruchem sankiulockim zorganizowanym w 48 sekcjach; 2 czerwca 1793 współorganizowała zbrojne obalenie żyrondystów; w czasie przewrotu 9 thermidora stanęła w obronie Robespierre'a i jego zwolenników. </pe> obradowały przez godzinę nad formą transportu. Pache był tak niespokojny, jak przy straceniu króla.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Mój Boże! Więc jeszcze nie znacie paryskiego tłumu?! O, jakże wam zazdroszczę! --- Ten tłum, co się bawił na procesie jak na walce kogutów, szczując i rycząc --- on by stanął w obronie <wyroznienie>pokonanych</wyroznienie>?!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <kwestia><uwaga>brak przypisu na końcu kwestii</uwaga><akap>Hola, Maxime. Paryż wydał także i ten tłum, co zdobył Bastylię. Ten tłum, co wtargnął trzy razy do Tuileries, podrapał trochę posadzki, a nie zabrał ani jednej łyżeczki na pamiątkę. Ten tłum, który patrzył na sromotny powrót przyłapanego króla-zbiega --- w milczeniu.</akap> <didaskalia><osoba>Robespierre</osoba> podniósł się z wolna i usiadł na brzegu.</didaskalia></kwestia> <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <kwestia><didaskalia>głęboko zdziwiony</didaskalia>
  <akap>Tak --- naturalnie. Przecież to prawda. <didask_tekst>pauza</didask_tekst> I <wyroznienie>ja</wyroznienie> potrafiłem o tym zapomnieć!...</akap></kwestia> 
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>
  <kwestia><didaskalia>nachyla się ku niemu</didaskalia><akap>Słuchaj, Robespierre: zbierz no ty się cokolwiek. Nie pytam, co ci jest, boś to niestety aż nazbyt wyraźnie powiedział, parę godzin temu. --- Zdajesz sobie chyba sprawę, że teraz musisz objąć dyktaturę nad Francją?</akap></kwestia> 
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> 
  <kwestia><didaskalia>wstaje i zaczyna się błąkać po pokoju</didaskalia>
    <akap>Męczysz mnie.</akap></kwestia>
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>
  <kwestia><didaskalia>śledzi go</didaskalia>
    <akap>I będę cię męczyć, póki cię z tej haniebnej prostracji<pe><slowo_obce>prostracja</slowo_obce> --- wyczerpanie, słabość, upadek ducha.</pe> nie wyrwę! </akap><akap>Jesteś dyktatorem, człowieku! Jakeś ty śmiał krzyknąć w Komitecie, że rewolucja przepadła?! Przecie po to jesteś na ziemi, żeby osiągnąć jej cele <wyroznienie>mimo wszystko</wyroznienie>! --- Teraz naród dał ci pełnomocnictwo...</akap></kwestia> 
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> 
  <kwestia><didaskalia>zatrzymuje się nad nim, oparty o stół na dłoniach</didaskalia><akap>Słuchaj, Saint-Just, czemu ty mi ulegasz? Czemu nie uważasz, że tobie, a nie mnie należy się władza dyktatorialna?</akap></kwestia> 
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>
  <kwestia><akap>To ostatnie pytanie jest niezłe. Mój drogi: dyktatury nie zazdrości się nikomu. To nie korona królewska, z przepychem, z wygodami, z wszystkim, do czego wzdycha nędzna ludzka próżność. To stanowisko straszne. Komu innemu nie brałbym za złe, że przed nim drży.</akap>

<akap>A czemu ci ulegam? Przecie to jasne, Maxime. Tyś genialny, ja nie --- a cel mamy wspólny. Wobec tego rozumie się, że ci oddałem swój talent do rozporządzenia.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Więc nie uważasz, abyś mi był równy?</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> 
  <kwestia><akap>Nie. <didask_tekst>w ciągu następnych słów <osoba>Robespierre</osoba> odchodzi do okna, zatrzymuje się tam, wraca, wreszcie pada na krzesło, mętnymi oczami wpatrzony w ścianę</didask_tekst> Jeśliś do tego stopnia zmiękł, że szukasz, na kogo by zwalić swą godność --- to dajże na miłość boską spokój. Wiesz przecie sam, że nikt poza tobą nie dorósł do sytuacji. Ponadto nikt nie <wyroznienie>dojrzał</wyroznienie> do władzy: najczystszy rewolucjonista zdziecinnieje natychmiast, upojony swą śmieszną osobistą wielkością. Ty jeden nie zapomnisz, nigdy, że jesteś tylko psem łańcuchowym narodu... </akap><akap>
...ale tyś zdaje się chory --- po prostu. Jeśli tak --- to chwała Bogu.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <didaskalia>bezwładnym ruchem przechyla się naprzód i opiera się na rękach</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Nie... nie jestem chory. <didask_tekst>ciszej</didask_tekst> Straciłem grunt.</akap></kwestia>
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <didaskalia>zdumiony</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Grunt?!! Masz przed sobą zadanie ponad miarę ludzką --- wiesz najdokładniej, co masz robić --- i...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <kwestia><didaskalia>krzyczy szeptem</didaskalia><akap>Chłopcze, ja <wyroznienie>nie</wyroznienie> wiem, co mam robić! --- Nie wiem już nic... dosłownie <wyroznienie>nic</wyroznienie>...</akap></kwestia>
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba><didaskalia>po chwili</didaskalia>
  
   <kwestia><akap>Robespierre: odpowiadasz sam jeden za życie i przyszłość dwudziestu pięciu milionów ludzi. Rewolucja przepadnie, jeśli ty jej nie uratujesz. Pyta cię kto, czy ufasz sobie, czy nie? Albo czy <wyroznienie>chcesz</wyroznienie> przyjąć władzę? Co myślisz osobiście, jak się czujesz --- to --- w ogóle w grę nie wchodzi. Wątp w swoje siły, męcz się, drżyj --- tym gorzej dla ciebie. W każdym razie zwyciężyć <wyroznienie>musisz</wyroznienie>.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <didaskalia>opuszcza ręce, opiera się wstecz o poręcz</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Dziecko, gdybym tylko w siebie wątpił --- a wiedział, <wyroznienie>czego</wyroznienie> dobro powszechne wymaga... to bym cię nie gorszył widokiem swej r... bezradności.</akap>

<akap>Tymczasem ja nie wiem już nic... wszystko, w co wierzę, czym żyję, rozpadło się nagle na kawałki... dotąd pojąć nie mogę, jak się to stało... jak się to stać <wyroznienie>mogło</wyroznienie>. --- Wystarczyła jedna śmiertelna myśl.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>
  
  <kwestia><akap>Nie rozumiem.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> 
  <kwestia><akap>Starałem się odzyskać równowagę po tym złowrogim przebłysku przyszłości. Powtarzałem sobie, że choć katastrofa wydaje się nieunikniona, muszę jej zapobiec. Że po to --- jak ty mówisz --- jestem na świecie. Naraz --- jakby się kto za mną odezwał --- jedno proste pytanie: czy to, co się nam, wodzom rewolucji, wydaje klęską, nie byłoby dla ludzi w rzeczywistości... wybawieniem?...</akap> <didaskalia><osoba>Saint-Just</osoba> podnosi się z wolna</didaskalia><akap>A to pytanie, na które odpowiedzi <wyroznienie>nie ma</wyroznienie>...</akap> <didaskalia>pauza. Zaczerpnął oddechu</didaskalia><akap>Od tego się zaczęło... potem cios za ciosem. Sądziłem chwilami, że to początek obłędu... czego się uczepiłem, każda myśl, każdy fakt rozsypywał mi się w palcach. Nic nie zostało... każdy punkt w programie rewolucji, każdy postulat Praw Człowieka --- leży przede mną, przekreślony znakiem zapytania.</akap>

<akap>Tonę.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <didaskalia>po długiej chwili, twardym tonem</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Jakim prawem mówisz o tym <wyroznienie>mnie</wyroznienie>? Czyś zapomniał, że przeze mnie możesz zarazić setki tysięcy?</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <didaskalia>podnosi głowę</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Więc twoja wiara, apostole Wolności, chwieje się za lada tchnieniem cudzego zwątpienia?</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Umysł ludzki jest mało odporny. A twoja myśl zawsze ponosi moją. Milcz zatem, póki ten... ten atak nie minie.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Ten atak... <didaskalia>wstaje naraz i zatrzymuje się, jedną ręką oparty o stół</didaskalia> A może powinienem... może dla całej Europy lepiej będzie, jeśli się nagle... usunę... jeśli się rewolucja rozpad...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba><didaskalia>mimo woli</didaskalia>
  
   <kwestia><akap>Wara od tej myśli!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba><didaskalia>obraca się gwałtownie</didaskalia>
  
   <kwestia><akap>Więc co? --- Na ślepo dalej?! Choć może za zakrętem przepaść? <didask_tekst>nagle, z przyczajonym spokojem</didask_tekst> Sam uznajesz, prawda, że teraz dyktatura jest koniecznością?</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba><didaskalia>bacznie</didaskalia>
  
   <kwestia><akap>Tak.</akap></kwestia> <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> 
  <kwestia><akap>A skoro tak, to znaczy, że naród nie może rządzić się sam --- że demokracja, podstawa obywatelskiego ustroju, jest iluzją!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <didaskalia>spokojnie</didaskalia>
  
  
<kwestia><akap>Nie, przyjacielu. Co innego warunki normalne, co innego kryzys. Ale to już zwykły chorobliwy skrupuł. <didask_tekst>przesuwając się o krok, staje tuż za przyjacielem. Kładzie mu ręce na barki; w miarę jak mówi, nachyla się i przybliża coraz ciaśniej; wreszcie obejmuje go jednym ramieniem i prawie przyciska się do niego, bokiem</didask_tekst> Do kata, człowieku, dźwignijże się! Dla tych milionów ludzi bezradnych i bezbronnych --- <wyroznienie>ty jeden</wyroznienie>!! Wobec tego zadania, Robespierre --- abstrakcje, które cię o szał przyprawiają --- są dziecinne!</akap>

<akap>Tak jest --- na ślepo! Na ślepo, skoro nie można inaczej --- byle <wyroznienie>naprzód</wyroznienie>, Robespierre! Byle nie zastój, bo zastój to rozkład!</akap>

<akap>Jeśli nasz program błędny --- to go zmienimy. Do korzeni. --- Demokracja czy jedynowładztwo? --- Maxime, przecie to w gruncie rzeczy --- <wyroznienie>drobnostka</wyroznienie>! Choćby się grunt doktryny pod tobą załamał, nędza ludu jest <wyroznienie>faktem</wyroznienie>! Ludowi wszystko jedno, na podstawie jakich teorii wywalczysz mu prawo do człowieczeństwa. Albo jaki będzie ustrój państwa, jeśli tylko wszyscy będą w nim nareszcie mogli <wyroznienie>żyć</wyroznienie> po ludzku! Nie ma się co przejmować atakami zwątpienia, pókiśmy nie zaspokoili niewątpliwych potrzeb ludu.</akap></kwestia>
  
  
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
  <didaskalia>w ciasnym uścisku, z wolna obraca głowę ku głowie przyjaciela</didaskalia> <kwestia><akap>Co to jest lud, Saint-Just?</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <kwestia><didaskalia>opuszcza go, prostuje się</didaskalia>
  <akap>Cóż to znowu za pytanie? --- Lud to osiemdziesiąt pięć procent ludzkości, ciemiężone i wyzyskiwane dla bezpłodnych celów egoizmu. To ci, którzy się wskutek nędzy i pracy zbyt ciężkiej na ludzi rozwinąć nie mogą.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Tak. --- A teraz przypatrz się ludzkości w przekroju pionowym: to tysiącstopniowa drabina, od wielkich bankierów do Murzynów--niewolników na San Domingo<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q25277"></ref>. </akap><akap>
Na każdym z tych szczebli, Antoine --- stoi ciemiężyciel i wyzyskiwacz niższych, sam ciemiężony i wyzyskiwany przez wyższych. </akap><akap>
Oddziel więc, proszę, jednych od drugich.</akap> <didaskalia>długa przerwa</didaskalia><didaskalia>wpatrzony w płytę</didaskalia> <akap>Czym jest człowiek? Jakie prawa natury kierują życiem społeczeństw? Czego ludziom potrzeba? Czy są naprawdę stworzeni do wolności? --- Nuż okrutne warunki obecne... są najodpowiedniejsze?... <didask_tekst>z nagłym, bolesnym uśmiechem</didask_tekst> Danton zawyłby z radości w swej fosie, gdyby wiedział, jak dobrze się pomścił!...</akap></kwestia>
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Człowieku! Ależ to absurd! Przecie pragnienie tej wolności i wiara w nią przebudziły naród po dziesięciu wiekach bierności! Przecie utrzymują go od przeszło czterech lat w nadludzkim napięciu bohaterstwa!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <didaskalia>ponury, oparty plecami o przyczółek łóżka</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Cóż stąd, moje dziecko? To pragnienie, ta wiara --- mogą być złudzeniem. Mogą prowadzić w chaos.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> 
  <didaskalia>siada. Po długim milczeniu</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Jeśli ma być tak... To trzeba iść dalej. Niech się stanie, co musi. Nawet wówczas warto zginąć dla tej wiary, warto ściągnąć na siebie ostatnią klęskę... bo wyższej wartości --- nie ma na ziemi..</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <didaskalia>patrzy na niego sfascynowany</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Warto zginąć... dla kłamstwa!... Kłamstwo najwyższą wartością na ziemi!!... <didask_tekst>nogi się pod nim uginają. Siada na brzegu łóżka</didask_tekst> O, wiesz --- toś mnie dobił.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <didaskalia>odchodzi od stołu, błąka się</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>A tyś mi złamał kręgosłup. Podziękujmy sobie. Rewolucja traci nas obu.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <didaskalia>błędnie podnosi głowę</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Przecie to niemożliwe... godzinę temu... <didask_tekst>prostuje się nagłym szarpnięciem, ujmuje twarz w wyciągnięte dłonie, silnie ściąga brwi</didask_tekst> Może to jednak obłęd.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba><didaskalia>przez ramię</didaskalia>
  
   <kwestia><akap>To nie obłęd, to rozpacz. <didask_tekst>obraca się. Niedbale, lecz wyraźnie</didask_tekst> Strzel sobie w łeb. 
<didaskalia>Zatrzymuje się u okna, bezmyślnie patrząc na podwórze. <osoba>Robespierre</osoba> stopniowo opada na łóżko, wyciąga się.</didaskalia>

</akap></kwestia>
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba><didaskalia>nagle bardzo spokojny i rozsądny</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Słusznie. Co komu po mnie teraz? <didask_tekst>wypowiada następstwo tej myśli, starając się je zrozumieć</didask_tekst> To znaczy, że jestem... wolny... <didask_tekst>pauza. Nagle, z westchnieniem tęsknoty</didask_tekst> Raz przynajmniej wyśpię się jak zwierzę... Antoine!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <didaskalia>przy oknie, zachrypnięty</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Co?</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Nie budź mnie, gdy odejdziesz --- zasypiam. Bądź zdrów.</akap></kwestia>
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <didaskalia>obraca się nagle, podejrzliwie --- potem wraca do poprzedniej pozycji</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Dobrze.</akap> <didaskalia>Przez chwilę nikt się nie rusza. Nagle <osoba>Saint-Just</osoba> drgnął na widok czegoś na dworze. Cofa się cicho na pokój, patrzy na śpiącego przyjaciela, wybiega.</didaskalia></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>GŁOS BARÈRE'A</naglowek_osoba> <didaskalia>zbliża się, podniecony</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>To mnie nic nie obchodzi, mówię ci przecie, że...</akap></kwestia>  <didaskalia>Wpada do pokoju. Przebudzony brutalnie <osoba>Robespierre</osoba> unosi się na ramieniu z lekkim syknięciem przestrachu. W następnej sekundzie mierzy intruza zabójczym spojrzeniem, pod którym <osoba>Barère</osoba> doszczętnie traci kontenans.</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Och... przepraszam. Czy można?...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <didaskalia>bez ruchu, siedzi na łóżku</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Stawia pan to pytanie trochę późno...</akap> <didaskalia><osoba>Saint-Just</osoba> wchodzi z bezradnym wzruszeniem ramion.</didaskalia></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Przepraszam najusilniej --- ale <wyroznienie>muszę</wyroznienie> z panem mówić...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba><didaskalia>mroźnie</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Niech pan siądzie.</akap></kwestia>  <didaskalia>Siadają naprzeciw siebie. <osoba>Saint-Just</osoba> odchodzi do okna, opiera się o krzyż.</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Otóż u nas... <didask_tekst>widzi z bliska twarz swego kolegi</didask_tekst> Och... czy pan chory?</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba><didaskalia>z kredowym uśmiechem, tak wymuszonym, że działa kurczowo</didaskalia> 
  
  <kwestia><akap>Ja? Cóż znowu! </akap></kwestia> 
  
  
<didaskalia>bardzo roztargniony, co chwila ziewa kurczowo</didaskalia>


  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <kwestia><akap>On cztery doby nie spał, Barère. Tyś się nie zamęczał; spiesz się przynajmniej i daj mu spokój. </akap></kwestia>
  
  <naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>
  
<kwestia><akap>U nas toczy się zaciekły spór. A w ostatnich czasach takeśmy się... przyzwyczaili do tego, że pan rozstrzyga wszelkie ważne kwestie --- więc koledzy przysłali mnie po pana.</akap></kwestia>
  
 <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba><didaskalia>przygryzł mocno wargę</didaskalia> 
  
  <kwestia><akap>Bardzo mi to pochlebia, ale dziś stanowczo nie zdołam wam pomóc. Od czasów Konstytuanty<pe><slowo_obce>Konstytuanta</slowo_obce> --- francuskie Zgromadzenie Narodowe, obradujące w latach 1789--1791, którego dziełem było uchwalenie ,,Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela" oraz konstytucji z 1791 r.</pe> nie byłem tak zmęczony.</akap></kwestia>
  
  <naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Hm... to fatalne. --- Niechże mi pan przynajmniej powie swoje zdanie!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Nie bądźże natrętny, Barère!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Czy by się to nie dało do jutra odłożyć?</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Niestety --- to nie ode mnie zależy...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <didaskalia>z ciężkim westchnieniem</didaskalia>
  
  <kwestia><akap><slowo_obce>À la bonne heure</slowo_obce><pe><slowo_obce>À la bonne heure</slowo_obce> (fr.) --- tu: w samą porę.</pe>. Mów pan. --- Zresztą Saint Just mnie zastąpi, jeśli będzie koniecznie trzeba.</akap></kwestia> 
  
  <didaskalia> <osoba>Saint-Just</osoba> podchodzi i siada między nimi. <osoba>Robespierre</osoba> ziewa ponownie i ukrywa twarz w ręce, podpierając ją.</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Chodzi o ten spisek więzień...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <didaskalia>podnosi głowę, nagle ocucony</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Co... już?!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Tak...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Ależ nic o nim jeszcze nie wiemy pewnego! Może to wszystko fantazja tego donosiciela...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba> <didaskalia>z gestem</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Cóż począć? Komitet Bezpieczeństwa rzucił się na to jak zgłodniały zwierz. Rzecz ważna, więc przyłączyliśmy się do dyskusji. Teraz jedni z nas --- wśród tych Carnot i ja --- są zdania, że należy sprawę potraktować jak najlżej, stosownie do pańskich słów, że to odruch rozpaczy. Więc Lucile Desmoulins, kilku dawniej już podejrzanych bankierów, kilku tak czy owak straconych więźniów odpokutuje --- i koniec.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <didaskalia>bardzo uważnie</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Słusznie --- jeśli będzie w ogóle za co.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba> 
  <kwestia><akap>Widzi pan. --- Tymczasem Comsur uwziął się zaaranżować istny Sąd Ostateczny. <didask_tekst><osoba>Robespierre</osoba> podnosi się</didask_tekst> Mówią, że trzeba zgnieść bunt w zarodku, <didask_tekst><osoba>Saint-Just</osoba> uśmiecha się i potrząsa wolno głową. <osoba>Robespierre</osoba>, słuchając uważnie, poprawia przed lustrem swój strój</didask_tekst> że należy dać przykład odstraszający a sensacyjny --- operują dziesiątkami nazwisk.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <didaskalia>na wpół do siebie</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Słowem, zraziliśmy sobie połowę ludności --- zraźmy więc czym prędzej i resztę też.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <didaskalia>odświeża fryzurę</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>O której pan wyszedł? Czy mnie pan długo szukał?</akap> </kwestia>
  
  <didaskalia><osoba>Saint-Just</osoba> śledzi go płonącymi oczami.</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba>
 <didaskalia>obraca się z krzesłem</didaskalia> <kwestia><akap>O, więc pan przyjdzie?!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
  
  <kwestia><akap><slowo_obce>I should hope so</slowo_obce><pe><slowo_obce>I should hope so</slowo_obce> (ang.) --- tu: mam nadzieję.</pe>... Kiedy pan wyszedł stamtąd?</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>BARÈRE</naglowek_osoba> 
  
  <kwestia><akap>Proszę się nie spieszyć --- zarządzono godzinę przerwy. Schodzimy się ponownie o pół do dziewiątej, <didask_tekst>patrzy na zegarek</didask_tekst> czyli za dwadzieścia minut. <didask_tekst>wstaje</didask_tekst></akap></kwestia> 
  
  <didaskalia><osoba>Barère</osoba> kłania się i wychodzi.</didaskalia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <didaskalia>gotów</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Jestem panu <wyroznienie>bardzo</wyroznienie> wdzięczny. Przyjdę punktualnie.</akap> </kwestia> 
  <didaskalia>Obaj <slowo_obce>gens de la haute main</slowo_obce><pe><slowo_obce>gens de la haute main</slowo_obce> (fr.) --- ludzie sprawujący władzę.</pe> patrzą na siebie, jakby wzajemnie zahipnotyzowani swym widokiem. Mija długa chwila doskonałej nieruchomości.</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba><didaskalia>nareszcie</didaskalia>
  
   <kwestia><akap><slowo_obce>My --- God</slowo_obce>.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <didaskalia>by go wypróbować</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Zostań, wyśpij się --- od tak głupiego pomysłu odwiodę ich z łatwością sam.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba><didaskalia>roztargniony</didaskalia>
  
   <kwestia><akap>Dziękuję... Wiesz co, Antoine, byłbym człowiekiem szczęśliwym, gdybym mógł uwierzyć, że to naprawdę głupota.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <didaskalia>podnosi oczy z anielskim wejrzeniem</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Ostatecznie... <wyroznienie>to</wyroznienie> nawet jest przecie możliwe...</akap></kwestia>
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <didaskalia>z cierpkim śmiechem</didaskalia>
  
  
<kwestia><akap>Miałem nadzieję, że się przynajmniej zdziwisz... <didaskalia>zaczyna chodzić</didaskalia> Nie ma co się łudzić. <wyroznienie>Tak</wyroznienie> głupi nie jest nawet stary Vadier, żeby w dobrej wierze chwytał za miech --- chcąc ugasić pożar. --- Oni <wyroznienie>chcą</wyroznienie> spotęgować terror...</akap>

<didaskalia>zatrzymuje się</didaskalia>


<akap>Oni chcą sprowadzić katastrofę.</akap>

<akap>Tak, rewolucja przybiera obrót tragiczny. Przestała dogadzać tym panom. Więc chcą ją przerwać --- za jaką bądź cenę. Cóż znaczy dobro państwa, gdy chodzi o komfort jego władców?!</akap>

<akap>Najpierwotniejszych podstaw Republice brak. Straciliśmy dwa lata przez te fakcje; teraz nie wiadomo literalnie, od czego zacząć --- praca narasta w kwadratowej proporcji do liczby dni... a im już się znudziło! zmęczyli się! </akap><akap>Utulę ja was do snu, wierni towarzysze. Odstraszający, sensacyjny przykład wam się marzy? --- Spełnię wam to życzenie. W sposób, który was gruntownie zaspokoi... Terror ma jednak swoje dobre strony, panowie koledzy! <didaskalia>znów chodzi</didaskalia> Teraz trzeba przede wszystkim zakończyć wojnę. Całą mocą narodu na Północ. Musimy rozbić koalicję w ciągu lata: dość już raz tego trwonienia wartości i sił! --- Ale w tym celu trzeba kontrolować generałów z bliska. Oni <wyroznienie>lubią</wyroznienie> wojenkę... <didask_tekst>nagły zwrot</didask_tekst> Saint-Just, pojedziesz jutro na front północny.</akap></kwestia>
  
  
 <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Hm... wiesz...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <didaskalia>jak przymrożona brzytwa</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Co?...</akap></kwestia>
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <didaskalia>z podkreślającym uśmiechem</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Tyranie krwawy, oszczędź mnie: pojadę.</akap></kwestia>
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba><didaskalia>ustawia się przed nim; intensywnie</didaskalia>
  
   <kwestia><akap>Jednolita celowość poruszeń, Saint-Just! --- Przeciw tym, co zamiast zwycięstwa narodu szukają własnej sławy --- masz terror. Lecz od samego zwycięstwa ważniejsza moralna postawa naszej akcji. Od wojny o byt państwowy do wojny zaborczej jest jeden krok. Robiąc go przekreślamy rewolucję. Gdyby zwycięstwo miało doprowadzić Francję do <wyroznienie>tego</wyroznienie> --- to lepiej będzie, jeśli wojnę przegra. Zapisz to sobie <didask_tekst>odchodzi; przez ramię</didask_tekst>. I pilnuj no pana Pichegru, niech mi ten młodzieniec nie zbiera indywidualnych laurów.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Musisz się zatem postarać, by mi Komitet już na jutro tę misję powierzył. No...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>A w dodatku nie śmie przeczuwać, że pomysł ode mnie pochodzi...</akap>
<didaskalia>zamyśla się z wolna</didaskalia>
<akap> Sprawować władzę dyktatorialną, lecz tak --- aby się nikt nie spostrzegł!... </akap></kwestia> 
  
  <didaskalia>Ulega komizmowi sytuacji i wybucha śmiechem, serdecznym i zrozpaczonym równocześnie.</didaskalia>
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <didaskalia>ożywiony</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Widzisz, Maxime, dlatego tak niechętnie cię opuszczam. Przecie twoja obecna sytuacja nie da się utrzymać. Dłużej jak przez parę dni nie zdołasz ukrywać swych funkcji absolutnego monarchy. --- Tymczasem kara śmierci za samą propozycję nadania władzy naczelnej --- to nie żarty. Pomyśl tylko, jak tych twoich znużonych siedmiuset kolegów, których teraz przyciśniesz terrorem --- będzie czyhać na lada pretekst, by cisnąć w ciebie bombą oskarżenia o uzuparcję władzy. A to broń niezawodnie śmiertelna.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba>
  
  <kwestia><akap><slowo_obce>I can't help smiling</slowo_obce><pe><slowo_obce>I can't help smiling</slowo_obce> (ang.) --- nie mogę się powstrzymać od uśmiechu.</pe>. Śmiertelną tę broń wyszczerbili sobie na mnie w ciągu dwu lat tak gruntownie, że już się tylko do muzeum nadaje jako osobliwość.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba>
  
  <kwestia><akap>Potwarz była nieszkodliwa. --- Od dziś to już nie potwarz; i pierwszy, kto się waży rzucić oskarżenie --- zmiecie cię jednym ruchem ręki.</akap></kwestia>
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Musi się naprzód ważyć.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <didaskalia>zniecierpliwiony</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Nie bądźże lekkomyślny, Maxime! Słuchaj: zostaw mnie tu. Zabiorę się do pracy nad opinią publiczną. Za trzy tygodnie, Maxime, będziesz mógł oficjalnie objąć dyktaturę na jednogłośne żądanie Paryża. --- Zważ tylko, ile czasu w ten sposób oszczędzisz --- nie mówiąc już o bezpieczeństwie!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <didaskalia>zamyślony</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Chłopcze, nie mogę: front ważniejszy.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Chwili spokoju nie znajdę. Przecie razem z tobą przepadnie wszystko!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>To będziesz o mnie drżał. --- Nie uwierzysz, jak słodko wiedzieć, że jest przecież ktoś, kto o mnie drży, a nie przede mną... Nie miałbyś jednak powodu. Nic mi się nie stanie. Nad tyranami czuwa osobna Opatrzność... Jakoś się utrzymam. Niechby mi dano tylko dwa lata...</akap>

<akap>Muszę przeistoczyć rząd od wnętrza, nie naruszając go nominalnie. Duch Dantona zdemoralizował Konwencję w straszliwy sposób. Trzeba ją zsubordynować --- nawiązać z powrotem przerwany kontakt z narodem --- i dać jej taki nawał pracy, by nie miała czasu na kłótnie osobiste. --- Za to Komitet musi wytrwać na wyżynach, czy chce, czy nie chce; coś przecie musi pozostać, czemu by ogół mógł ufać bezwzględnie. --- Komunę trzeba odnowić. Brak nam teraz czasu na znoszenie sabotażu.</akap> <didaskalia>krótka pauza; żartobliwie:</didaskalia><akap>Duchowe zjednoczenie Francji!... Nim ją bodaj myśl rewolucji na wskroś przeniknie --- miną dziesiątki lat wytężonej pracy. Po wsiach ludność dotąd nie wie, o co nam chodzi. Większość rozruchów i buntów wynika jedynie z tej straszliwej ciemnoty moralnej. Wychowywać ludzi na ludzi --- oto nasz pierwszy, najważniejszy cel. To specjalne zadanie jakobinów: tymczasem kluby filialne śpią lub zbijają bąki. Trzeba je zaprząc na serio...</akap>

<akap>Administrację trzeba odchwaścić. Strach, co się po prowincjach dzieje. Te stowarzyszenia ludowe, te komuny lokalne i komitety rewolucyjne bez kierunku, bez nadzoru...</akap>

<akap>Francję trzeba by zasypać tysiącami energicznych komisarzy, inteligentnych i moralnie dojrzałych. Tymczasem ludzi, którym by można powierzyć materialny i duchowy dobrobyt jednego choćby departamentu --- jest kilku zaledwie. Głupota na stanowiskach odpowiedzialnych wyrządza wszędzie katastrofalne szkody: emisariusze samej Konwencji grasowali po zbuntowanych prowincjach jak dżuma; zamiast zaradzać złemu i zjednywać ludność --- utwierdzali ją w zaciekłym oporze. Lyon, Bordeaux, Nantes są spustoszone...</akap>

<akap>Och, móc być sprawiedliwym... raz jeden pozwolić sobie na ten luksus, i wysłać Fouchégo z Collotem na szafot, za Lyon!!<pe><slowo_obce>na szafot, za Lyon...</slowo_obce> ---- Joseph Fouché i Collot d'Herbois kierowali krwawymi represjami wobec mieszkańców Lyonu, odbitego w październiku 1793 r. z rąk rojalistów.</pe> --- Wiem, że nie mogę... lecz na myśl o tym skatowanym mieście --- tracę chwilami kontrolę nad sobą. Złośliwe kretyny, jeden z drugim... a takich wszędzie najwięcej!</akap>

<akap>Klęski gospodarczej uniknęliśmy dotąd --- ale to nie dobrobyt. <didask_tekst>zatrzymuje się przy oknie. Zmienionym głosem</didask_tekst> --- A czasu tak straszliwie mało...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <didaskalia>uderzony, odwraca się nagle. Cicho, bez nacisku</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Czemu? --- Jesteś przecie młody...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <didaskalia>znów roztargniony i zmęczony</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Czemu? --- Tego nie wiem. Ale wiem, że tak jest.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Za to możesz przybrać nareszcie właściwe tempo. Fakcje zgładzone; masz wolną drogę.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba><didaskalia>odwraca się ze znużonym uśmiechem</didaskalia>
  
   <kwestia><akap>No... w gruncie rzeczy masz rację. Istotnie mogę teraz ruszyć naprzód... inna rzecz, że od dziś --- zamiast dotychczasowych barykad na poprzek gościńca --- armie całe czają się niewidzialne po rowach i zza płotów --- z tysiącami pocisków w pogotowiu...</akap> <didaskalia>wraca na pokój</didaskalia><akap>Nie zabiliśmy Dantona. Rozmnożyliśmy --- rozsialiśmy go. Krew jego już zaczęła wydawać swój plon. Jak krew mitycznego herosa --- z każdej kropli rodzi mu się mściciel.</akap> <didaskalia>opiera się o stół. Sarkazm retoryki ledwo zaznaczony:</didaskalia><akap>Jak my padniemy, Antoine --- ty i ja --- to nas wapno połknie i strawi, myśl nasza rozwieje się jak oddech --- tylko nazwiska zostaną i pójdą na pastwę historyków. <didask_tekst>podnosi się</didask_tekst> Ale Dantona zabić nie można. Bo Danton, to kolos życia --- to pierworodny syn Natury --- to nieśmiertelna Bestia w człowieku.</akap> <didaskalia>podnieca się coraz bardziej</didaskalia><akap>Póki człowiek nie przerośnie tej bestii w sobie --- póty będzie się raz po raz buntować i krwawić --- daremnie. Rewolucja nie dotrwa do celu ani za tym, ani za drugim, ani za piątym razem. Dantonowa korupcja, Dantonowe kłamstwo zawsze przeważą z czasem siłę rozpędu ku górze...</akap>

<akap>Chryste... co ja znowu mówię!...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba><didaskalia>prawie z uśmiechem</didaskalia>
  
   <kwestia><akap>Na szczęście wiem już, że można nie brać na serio tych twoich proroczych ataków... ale ty się nerwowo rozklejasz, przyjacielu. A w twoim położeniu... chwila wyczerpania może mieć katastrofę za skutek... <didask_tekst>wstaje wzburzony; namiętnie</didask_tekst> Maxime: odpocznij przez jeden tydzień. Sześć dni tylko! --- I <wyroznienie>zostaw</wyroznienie> mnie w Paryżu!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Och, przestańże nareszcie. --- Ileż razy mam ci powtarzać, że to wykluczone...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Kiedyż mi przynajmniej pozwolisz wrócić?</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Po przełomie. Ale natychmiast pojedziesz na prowincję. Jesteś potrzebny wszędzie... </akap><uwaga>brak przypisu na końcu wersu</uwaga><akap>
Och, gdybym cię miał w choćby piętnastu egzemplarzach, Saint-Just! --- Ciebie, coś uspokoił zbuntowaną Alzację i zjednał ją --- bez przelewu krwi!</akap>

<akap>Ten brak talentów to podstawa wszystkich naszych nieszczęść.</akap></kwestia>
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <kwestia><akap>No --- generałów mamy dobrych. Tyle musisz przyznać.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Tak jest, muszę. --- Mam tylko nadzieję, że żaden z nich nie jest tak dobry jak Dumouriez.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba><didaskalia>zirytowany</didaskalia>
  
   <kwestia><akap>Nie bądźże maniakiem, Maxime! Zamiast dziękować Bogu, że przynajmniej zewnątrz kraj ma zdolnych obrońców --- ty...</akap></kwestia>
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>...ja się ich boję. --- I nienawidzę ich... <wyroznienie>Nienawidzę</wyroznienie> ich...</akap>

<akap>Nazywasz mnie maniakiem? --- A czyż ty nie znasz ich sam? Dusza wojskowego z powołania nie jest dojrzałą duszą ludzką. To na wpół zwierzęca dusza złośliwego dziecka. To umysł skarłowaciały, przerażająco ciasny --- a wybujały patologicznie w kierunku jednej jedynej, zwierzęcej funkcji zdobywania. --- Jak każda niedorazwinięta duchowo istota uznaje na świecie tylko siebie samego. Niechże jego kraj poniesie klęskę epokową --- byleby <wyroznienie>on</wyroznienie> w niej znalazł odwet za jakieś błahe pominięcie; niech się Europa zamieni w kupę gruzów --- jeśli <wyroznienie>on</wyroznienie> przez to zyska potęgę i sławę.</akap>

<akap>Gdy Dumourieza na rękach noszono, drżałem o przyszłość... wiedząc, że jako geniusz wojskowy musi być łotrem bez czci i wiary. Tam, gdzie pragnę się mylić --- mam zawsze co do joty słuszność. Toteż boję się teraz jak zarazy tych młodych... taki Hoche... Jourdan...</akap></kwestia>
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> 
  
  <kwestia><akap>Ech. Najwybujalsze temperamenty wśród tych panów noszą na szyi solidną obrożę. Kontrola rządu nie opuszcza ich na krok.</akap></kwestia>
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <didaskalia>intensywnie</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Póki <wyroznienie>jest</wyroznienie> rząd, przyjacielu... Ale niech no mi korupcja łeb ukręci; niech no zgniła kanalia dantonidów, ci spekulanci polityczni, paskarze i prowokatorzy, zagarną władzę...</akap>

<akap>Ożywczy wstrząs Rewolucji wytworzył w narodzie francuskim niebywały nadmiar energii aktywnej. Zasób jest tak znaczny, że dzięki niemu rozwój nowego państwa mógłby się dokonać w kilkanaście, zamiast kilkaset lat, i dopiąć nie osiągniętego dotąd stopnia społecznej doskonałości.</akap>

<akap><wyroznienie>Ale</wyroznienie> --- w tym celu następcą moim musiałby być geniusz. --- Tymczasem mnie zluzują prawdopodobnie tacy Tallien, Barras i Fouché. A wówczas pierwszy lepszy przedsiębiorczy synek Marsa skupi dokoła <wyroznienie>siebie</wyroznienie> tę potęgę; bezcenne narzędzie życia zmarnuje się w rękach idioty na niszczycielskie orgie żołdackie; bydlęcy atleta roztrwoni dla swej tępej uciechy energie twórcze, jakich kraj nie zdoła już wyprodukować...</akap>

<akap>Francja jest tak naładowana żywotnością, że może się rozpuchnąć po Ural --- na parę piekielnych lat --- jeśli wpadnie w szpony takiego drapieżnika bez mózgu. --- Ha, ha! Ładna realizacja Republiki Uniwersalnej: Europa, spustoszona jak po trzęsieniu ziemi, dygocąca z głodu i strachu u stóp boskiego Caesara...</akap>

<akap><wyroznienie>Takiemu</wyroznienie> to nadadzą dyktaturę <slowo_obce>all right</slowo_obce>, jeszcze go będą prosić, żeby ich raczył poprowadzić na zatracenie...</akap> <didaskalia>pada na krzesło</didaskalia><akap>Instynkt! --- O tak, niezawodny instynkt u mas, ten sam, co pcha owady prosto w płomień...</akap> <didaskalia>po chwili --- szybko, cicho, niemal histerycznie</didaskalia><akap>Och, jakże mnie ta myśl <wyroznienie>zamęcza</wyroznienie>! Wszędzie nade mną wisi. We wszystkim słyszę jej groźbę. Jakby mi coś powoli czaszkę przepalało, ciągle i <wyroznienie>ciągle</wyroznienie> w ten jeden rozogniony punkt... --- Wiesz, miewam chwile wręcz obłędnego pragnienia: wytępić, wyrżnąć w pień wszystkie talenta wojskowe w kraju. Zabić --- utłuc --- nawet dzieci w szkole kadetów. --- Niechby naród miał spokój bodaj na lat parę... bodaj póki się Republika z zalążka nie rozwinie...</akap>

<akap>Któż będzie po mnie chronić bezbronnych głupich ludzi przed żarłocznością tych ludożerców?!! <didask_tekst>przechyla się wstecz z kurczowym przerywanym westchnieniem</didask_tekst> --- Oooch... uspokójmy się. <didask_tekst>chwyta go krótki atak nerwowego kaszlu. Przemógłszy go szczerzy zęby w niemiłym śmiechu</didask_tekst> Jeszcze trochę, a byłbym dostał krwotoku... suchoty w dodatku! <didask_tekst>opuszcza głowę na ręce; szeptem, z przerażeniem</didask_tekst> Wielki Boże... jakżem ja bezsilny...</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <didaskalia>spokojnie</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Masz gorączkę; nie spałeś cztery doby, wskutek tego popadasz w histerię. --- Za to wobec przyszłości, mój miły --- wobec piekielnej wszechmocy przypadku --- jesteś bezsilny, bo jesteś człowiekiem. Trwonisz zatem życie, gdy się tym zadręczasz. --- Zamuruj się w chwili obecnej; nałóż sobie klapy na oczy, jak koniowi.</akap>

<akap>Co po tobie nastąpi --- tego nie możesz zmienić; tymczasem nie wolno ci się płoszyć, bo wieziesz państwo.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <didaskalia>prostuje się powoli</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Tego --- nie mogę --- zmienić... <didask_tekst>gorączkowym szeptem</didask_tekst> A przecież muszę, do stu katów! <wyroznienie>Muszę</wyroznienie>!!</akap>

<akap>Masz rację. Robię z siebie błazna. <didask_tekst>znienacka wybucha śmiechem, który przeraża <osoba>Saint-Justa</osoba></didask_tekst> Już miałem wygłosić odkrycie, że nie można przezwyciężyć śmierci!</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> 
  <didaskalia>silnie ściąga brwi</didaskalia><kwestia><akap>Www... wiesz, nie śmiej się lepiej.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <didaskalia>tężeje nagle. Martwa cisza w pokoju</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Słyszysz?...</akap></kwestia>
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <didaskalia>ponury</didaskalia>
  
  <kwestia><akap>Co?</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba> <kwestia><akap>Tłum wraca.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>SAINT-JUST</naglowek_osoba> <kwestia><akap><slowo_obce>Requiescant in pace</slowo_obce><pe><slowo_obce>requiescant in pace</slowo_obce> (łac.) --- niech spoczywają w pokoju.</pe>. --- Nie podnoś lewej ręki, manszet<pe><slowo_obce>manszet</slowo_obce> (daw.) --- mankiet.</pe> się zaczepił.</akap></kwestia> 
  
  <naglowek_osoba>ROBESPIERRE</naglowek_osoba><didaskalia>starannie odczepia koronkę i znów obraca głowę ku oknu</didaskalia>
  
   <kwestia><akap>Nie można przezwyciężyć śmierci! Mylisz się, Antoine. To tylko ja nie mogę. Ja tylko jestem wobec przyszłości bezsilny. Przyszłość jest pod znakiem dzisiaj zmarłego Dantona.</akap> <didaskalia>patrzy na zegarek</didaskalia><akap>Czas na nas, Antoine. Chodźmy.</akap></kwestia> 
  
  <nota><akap>19 ventóse, An CXXXVII, 13 h.<pe><slowo_obce>19 ventóse, An CXXXVII, 13 h.</slowo_obce> --- Przybyszewska podała datę ukończenia czwartej redakcji <tytul_dziela>Sprawy Dantona</tytul_dziela> według francuskiego kalendarza republikańskiego, obowiązującego we Francji w latach 1793--1806, a obliczającego czas od proklamowania republiki 22 września 1792 r.: 19 ventôse'a, 137 roku to 9 marca 1929 r.</pe></akap></nota> </dramat_wspolczesny></utwor>