<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/prus-wigilia/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Prus, Bolesław</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Wigilia</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kozioł, Paweł</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kotwica, Wojciech</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Rawska, Aneta</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Pozytywizm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Nowela</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Fundację Nowoczesna Polska z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów Doroty Kowalskiej.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/prus-wigilia</dc:identifier.url>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Bolesław Prus, Nowele Warszawskie, Stowarzyszenie Pisarzy Polskich, Londyn 1946</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Bolesław Prus zm. 1912</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1983</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2013-01-10</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/prus-wigilia.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0757-0</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/prus-wigilia.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1736-4</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/prus-wigilia.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2691-5</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/prus-wigilia.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3753-9</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/prus-wigilia.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4839-9</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/7209.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Wigilia Bożego Narodzenia, Joseph Hoover &amp; Sons Co., domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/7209/</dc:relation.coverImage.source>
    <category.legimi>Obyczajowe</category.legimi>
    <category.thema.main>FS.WL-N</category.thema.main>
    <category.thema>1DTP</category.thema>
    <category.thema>3MN</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF>


<opowiadanie>
<abstrakt>
<akap>Pewien mężczyzna, redaktor, współpracownik wielu periodyków, uważający się za człowieka porządnego i obytego, ma perspektywę spędzić Wigilię Świąt Bożego Narodzenia w samotności.</akap>


 
<akap>Wizja ta bardzo go złości, zwłaszcza gdy pomyśli, że zwykli roznosiciele gazet zasiądą do skromnego stołu w rodzinnym gronie. W pewnym momencie dostrzega tajemniczą zjawę. Ta przedstawia mu się jako Wigilia. Mężczyzna wraz z Wigilią odwiedzi wiele domów, w których ludzie będą zasiadać do świątecznego stołu. Będzie to doskonały pretekst do przyjrzenia się świątecznym obyczajom wśród różnych warstw społecznych.</akap>


 

<akap>Nowela Bolesława Prusa pt. <tytul_dziela>Wigilia</tytul_dziela> wyraźnie koresponduje z klasyczną <tytul_dziela>Opowieścią wigilijną</tytul_dziela> Charlesa Dickensa. Utwór polskiego autora został po raz pierwszy opublikowany w ,,Kurierze Warszawskim" w latach siedemdziesiątych XIX wieku.</akap>


</abstrakt>
<nota_red>
<akap>Poprawiono błąd źródła:</akap>

<akap>(...) a tu ci pani jak moja baba nie wypadnie (...) -> (...) a tu ci panie jak moja baba nie wypadnie (...)</akap>
</nota_red>


<autor_utworu>Bolesław Prus</autor_utworu>





<nazwa_utworu>Wigilia</nazwa_utworu>




<akap>Kiedy już przyniosłem, mówiąc między nami, jakąś bardzo
niewyraźną babinę, kupioną za własne (krwawo zapracowane!)
trzydzieści kopiejek, kiedy własną ręką w piecu napaliłem i
własnymi obcęgami nakładłem węgli do własnego a pękatego
samowara, wyznaję --- że jakoś głupio zrobiło mi się na sercu.</akap>


<akap>Co u diabła! ja osoba taka porządna, tak sławna, ja, podpora
i współpracownik tylu pism periodycznych<pe><slowo_obce>pismo periodyczne</slowo_obce> --- czasopismo.</pe>, ja --- mający tu
krewnych, tam przyjaciół, ówdzie powinowatych --- będę sam jak
palec, wówczas, gdy najostatniejszy z roznosicieli ,,Kuriera"
cieszy się w kółku familijnym?</akap>


<akap>Wprawdzie byłem wczoraj ,,na rybce", no --- ale to na dziś nie
wystarcza. Nie jestem głodny, nie zimno mi, wolałbym jednak
w tej chwili patrzeć na jakąś zadowoloną twarz ludzką, która
z wykwintnych apartamentów moich wygnałaby nudy i zły
humor...</akap>


<akap>Czuję, że jestem rozwścieczony na cały świat. Gdybym
mógł, zmiażdżyłbym księżyc na tabakę, ziemię na jakie sto lat
cofnąłbym w biegu, a słońce zamroziłbym tak, że aż by kwiknęło.
Ponieważ jednak tego robić nie wypada, rzucę więc o podłogę
stołkiem, aż mu się nogi rozlecą. Walentemu, kiedy przyjdzie
mi winszować, pokażę cierpki grymas, gospodarzowi wytoczę
proces za to, że jeszcze nie dał mi piwnicy...</akap>


<akap_dialog>--- Jak się masz, niedołęgo?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tylko bardzo proszę...</akap_dialog>


<akap>Oglądam się... za mną jakaś jejmość... Czepek z żółtym
fontaziem<pe><slowo_obce>fontaź</slowo_obce> --- dekoracyjna wstążka.</pe> i tiulikiem w zęby, watowane kaftanisko pachnie
rybami, jak u śledziarki; w jednej kieszeni makagiga<pe><slowo_obce>makagiga</slowo_obce> --- ciasto z maku, miodu i orzechów.</pe>; w drugiej
pajac, pod pachą zaś cynowy sprzęt z drewnianą rękojeścią... A
jaka talia u tej damy!... We trzech nie objęlibyśmy...
--- bodajem brał po sześć groszy od wiersza, jeżeli mówię
nieprawdę!</akap>


<akap_dialog>--- No! i cóż się tak gapisz? --- wrzasnęła jejmość.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Z kimże mam honor?... czy nie pani Lucyna?...</akap_dialog>


<akap>Wymówiłem imię to na chybił-trafił, przypuszczając, że ono
najlepiej pasować będzie do postaci, jednoczącej w sobie wielką
energię i niepospolitą gospodarność.</akap>


<akap_dialog>--- Czyś zwariował?... Jaka Lucyna?... Nie Lucyna, tylko:
Wigi... lia. Rozumiesz?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wigilia?... Dalibóg, ładne imię. Niechże pani będzie
łaskawa...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dlaczego mnie tytułujesz panią, mazgaju, kiedy widzisz, że
jestem duchem?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Duchem?... W każdym razie Wigilia to... zawsze niby
płeć żeńska.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Duchy nie mają płci...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Doprawdy?... Czy...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No, no, no... Dość już tego! Zabieraj się i wychodź, bo na
romanse nie mam czasu.</akap_dialog>


<akap>Przypuszczając, że ręce korpulentnej damy mogą w razie
potrzeby obracać się równie szybko, jak język, wciągnąłem co
rychlej futro na grzbiet i czapkę na uszy; w parę zaś minut
później byliśmy na ulicy.</akap>



<sekcja_asterysk/>

<akap_dialog>--- Dalej nie pójdę, pani dobrodziejko! --- mówiłem do mojej
towarzyszki, trzymając się oburącz bariery wydywanionych
schodów. Dalej nie pójdę, bo jeżeli nas kto zobaczy, to... pani
wiesz?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przywidzenie! --- mruknęła dama, kładąc tłustą rękę
na kryształowej klamce. --- Mnie nie zrobią nic, no --- a ty
się wytłumaczysz... Wreszcie redaktorowie za tobą
poręczą.</akap_dialog>


<akap>Popchnęła drzwi, mnie we drzwi, i otóż znaleźliśmy się w
przedpokoju.</akap>

<akap>Salony, meble, światła... Pulchna figurka mojej towarzyszki
jak najdokładniej odbija się w podłodze; dywan na stole, dywan
pod stołem, aksamity na kanapie... Na marmurowych słupach
stoją urny i bocianowate dzbany etruskie, fotele takie, że na
najgorszym z nich z całą satysfakcją usiadłbym nawet wówczas,
gdyby mi głowę w tej pozycji zdjąć miano. A portiery<pe><slowo_obce>portiera</slowo_obce> --- gruba, ciężka zasłona u okna lub drzwi.</pe>... A
złote kutasy<pe><slowo_obce>kutas</slowo_obce> --- zwisająca ozdoba ze sznura w formie pędzla.</pe>, ciężkie jak grzech śmiertelny!</akap>


<akap>Westchnąłem.</akap>


<akap_dialog>--- Mój Boże! jakby też to mnie chudeuszowi wigilia smakowała
w takim salonie!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Spojrzyj! --- szepnęła moja przewodniczka.</akap_dialog>


<akap>Wsunąłem głowę pod jej ramię i zasłoniony portierą patrzałem.</akap>


<akap>W salonie były dwie osoby: młoda i piękna blondynka
(cukiereczek! --- powiadam), w powłóczystej sukni, i jakiś tyle
chudy, ile znudzony frant, który siedząc na kanapie, przekładał
nogi; a palcami czesał dosyć rzadkie faworyty<pe><slowo_obce>faworyty</slowo_obce> --- baczki.</pe>.</akap>


<akap_dialog>--- Karolu, więc wychodzisz? --- pytała blondyneczka głosem,
który przeszył mi serce, jak materac tapicerska igła.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zostanę, Anielo, byleś mnie tylko... --- odparłem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A cicho tee!... --- mruknęła Wigilia, przyciskając mi bardzo
poufale łokciem głowę do swojej watowanej talii.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Muszę wyjść, duszko, jak cię kocham --- teraz dopiero
odpowiedział frant, znowu przekładając nogę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc zostawisz mnie samą nawet w tym dniu, Karolu?...</akap_dialog>

<akap>Ostrze głosu blondynki przeszło mnie gdzieś pod łopatką
i oparło się na futrze.</akap>





<akap_dialog>--- Przesądy! sentymentalizm!... --- ziewnął frant.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie dbasz o mnie...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zdaje ci się tylko, aniołku --- odpowiedział elegant, stając. ---
Gdybym o ciebie nie dbał, a i zwyczajów dawnych nie obserwował,
nie kupiłbym ci przecież na kolędę garnituru za 315 rubli i pół,
licząc w to dorożkę. No, bądź zdrowa!</akap_dialog>


<akap>To powiedziawszy, pochylił się nad piękną damą w
powłóczystej sukni, ucałował kwiatek, który miała we włosach,
i wyszedł.</akap>


<akap>W tej chwili w przeciwnych drzwiach salonu ukazał się lokaj:</akap>


<akap_dialog>--- Waza na stole, proszę jaśnie pani!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Możecie jeść --- odpowiedziała, zasłaniając twarz chustką.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jaśnie pani nie będzie jadła wigilii?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Z kimże?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ze... --- odezwałem się.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Cicho! --- mruknęła stara, wyprowadzając mnie na schody.</akap_dialog>


<akap>O blondynko, blondynko! gdybyś wiedziała, jakie serce biło
dla ciebie z drugiej strony eleganckiej portiery...</akap>




<sekcja_asterysk/>

<akap>Znowu zatrzymaliśmy się, tym razem przed żółtym,
parterowym, wykoszlawionym, starymi gontami pokrytym
domkiem, na którego widok, nie wiem z jakiej racji,
przypomniałem sobie pieśń ludową:</akap>


<akap>,,Chałupeczka niska" itd.</akap>


<akap>Wigilia oparła się o futrynę okna, ja stanąłem przy niej.
Boże kochany! wszak ci ludzie nawet podwójnych okien nie
znają, a wątpię, aby ogrzała ich ta muślinowa firanka i
piec zakopcony, w którym tli się szczypta węgielków.</akap>


<akap>Na środku pokoju stół nakryty białym, nieco przykrótkim
obrusem, obok --- krzesła: jedno wyściełane, drugie drewniane
i prosty stołek. Tapczan w jednym kącie, dziecinne, niegdyś
politurowane łóżeczko z kratami w drugim, między nimi drzwi
do alkierza<pe><slowo_obce>alkierz</slowo_obce> --- sypialnia.</pe> i --- oto wszystko.</akap>


<akap>W mieszkaniu trzy osoby: starzec ślepy, jakaś wybladła
kobieta i dziecko w żałobie.</akap>


<akap_dialog>--- Ojczulku, już gwiazdy wzeszły, siadajmy! --- zaczęła
kobieta.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A cóż nam imość dasz dzisiaj? --- spytał stary.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jest, dziadziu, barszcz, jest, dziadziu, śledź, i są, dziadziu,
kluski --- odpowiedziało dziecko.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ho! ho!... bal!...</akap_dialog>

<akap>Tymczasem kobieta podała opłatki; łamali się i całowali.</akap>


<akap_dialog>--- Ojczulku --- rzekła znowu starsza --- oto szalik na gwiazdkę,
będzie ojczulkowi cieplej.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A ja dziadziowi dam ołówek tabaki...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dziecino ty moja, Haniu serdeczna! --- zawołał starzec,
szukając rękami głowy dziewczynki --- ja tabaki nie zażywałem,
żeby tobie tę ot lalunię kupić, a ty mnie znowu tabakę dajesz,
pewno z bułeczek twoich?...</akap_dialog>

<akap>I wydobył z za pazuchy kilkogroszową lalkę w różowej sukni.</akap>


<akap_dialog>--- Jaka śliczna! --- zawołało dziecko.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A tobie, Kasiuniu, także szalik kupiłem... Ładny?</akap_dialog>
<akap>I podał kobiecie chustkę włóczkową.</akap>


<akap_dialog>--- Czerwona, ojczulku...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bodaj tych Żydów! --- mruknął stary. --- Mówili, że czarna...</akap_dialog>

<akap>Zakołatano we drzwi.</akap>


<akap_dialog>--- Prosimy! a kto tam?...</akap_dialog>

<akap>Na progu ukazał się tęgo zbudowany facet w kożuchu.</akap>


<akap_dialog>--- To ja, sąsiad... (bodaj mnie roztratowali!...) Niech
będzie pochwalony...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pan Wojciech! --- zawołała kobieta. --- Na wieki wieków...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Podaj opłatki, Haniu --- rzekł starzec, wyciągając ręce.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bo ja tu, z przeproszeniem, przyszedłem państwa prosić do
nas na wilię. Stara, panie, Zosia i reszta (bodaj mi oś pękła
na środku drogi) wszyscy hurmem proszą. Ot, co jest!</akap_dialog>


<akap>Przy tych słowach mówca plunął przez zęby.</akap>


<akap_dialog>--- A panie Wojciechu, jakżebyśmy też śmieli panu robić
subiekcję<pe><slowo_obce>subiekcja</slowo_obce> (daw.) --- kłopot.</pe>?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nic z tego (bodajem onosaciał<pe><slowo_obce>onosacieć</slowo_obce> --- zapaść na nosaciznę, chorobę bydła.</pe>!) Nie odejdę bez państwa...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zawsze w domu... --- mówiła nieśmiało kobieta.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A cóż to w domu? czy tu państwa kto na kantarze<pe><slowo_obce>kantar</slowo_obce> --- uzda bez wędzidła, służąca do trzymania zwierzęcia na łańcuchu.</pe> trzyma
(bodajem Żydom wodę woził!...), czy co?</akap_dialog>


<akap>Niepodobna<pe><slowo_obce>niepodobna</slowo_obce> (daw.) --- nieprawdopodobne, niemożliwe.</pe> było opierać się dłużej tak kordialnym<pe><slowo_obce>kordialny</slowo_obce> (daw.) --- serdeczny.</pe> prośbom;
wziął więc starzec córkę pod rękę, wnuczkę za rękę, i wyszli.</akap>


<akap>Cała kawalkada zetknęła się z nami na podwórzu.</akap>


<akap_dialog>--- Niech was Bóg błogosławi! --- zawołała Wigilia.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Panie Boże zapłać! --- odparł pan Wojciech, pilnie się nam
przypatrując. --- Biedactwo jakieś --- dodał po chwili.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Chodźcież i wy z nami (bodaj mnie rozjechało!), a pokrzepicie
się trochę.</akap_dialog>


<akap>Poszła Wigilia z nieukrywaną radością, a ja za nią z rozpaczą w
sercu; zaprosiny te bowiem diabelnie zachwiały wiarę, jaką
dotychczas pokładałem w moim futrze i czapce.</akap>


<akap>Ledwieśmy weszli, tłum nas otoczył.</akap>


<akap_dialog>--- A co? --- wołał triumfujący pan Wojciech. --- Mówiłem
(bodajem z piekła nie wyjrzał!), że państwo nie pogardzą nami.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Hania! Hania!... --- piszczały większe i mniejsze dzieci.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Haniu! ja dla ciebie schowałem złocone orzechy...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A ja konia...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Haniu!... a ja...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Stańcie sobie ludzie kochani przy progu --- zwróciła się do nas
pani Wojciechowa, dama z czerwonym nosem i zapadłymi
policzkami.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A to jest, proszę państwa --- mówił Wojciech do gości --- to
jest pan Władysław...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Władysław Dratewka! --- rekomendował się starannie
uczesany młodzieniec, w jasnym żakiecie i palonych butach.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Absztyfikant<pe><slowo_obce>absztyfikant</slowo_obce> (pot.) --- konkurent w znaczeniu: kandydat na narzeczonego.</pe> do mojej Zośki --- dodał Wojciech.</akap_dialog>


<akap>Okrąglutka osoba, nazwana Zosią, zaczerwieniła się jak
ćwikła. --- Niech państwo będą łaskawe siadać --- prosiła gospodyni.</akap>


<akap>Gdy starsi zajęli miejsca, a chmara dzieci przyczepiła się też
do stołu, pan Wojciech zaczął:</akap>


<akap_dialog>--- Pobłogosław, Panie Boże, nas i te dary...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No, mamuniu!... Stach wszystkie uszy z mego barszczu
zabiera...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Cicho, Franek, bo cię palnę!... Pobłogosław, Panie Boże...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wanda! nie pchaj się --- wrzasnęło drugie dziecko.</akap_dialog>


<akap>Z wielkim trudem udało się panu Wojciechowi dokończyć
zaczętą modlitwę, po poprzednim wytarganiu kilku czupryn.
Poczęto jeść, dano i nam, dano też i psu kudłatemu, który ze
zwieszonym ogonem a podniesionym uchem pilnie przypatrywał
się stołowi.</akap>


<akap_dialog>--- Jaka to szkoda --- mówił świetny konkurent Władysław
--- że mnie majster wcześnie nie puścił.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A bo co? --- spytała panna Zofia.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A bo bym pannie dopiero maku utarł... ech!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Panby nawet nie spotrafił.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mogiem żara szpróbować --- odparł w każdej chwili gotowy
do uprzejmych usług kawaler.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Widzi mamunia, ten Stach...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Cicho, wywłoki! --- huknął gospodarz.</akap_dialog>


<akap>Przy końcu kolacji, którą oporządzono w sposób godny uwagi,
pan Wojciech plunął na środek i zabrał głos:</akap>


<akap_dialog>--- Na świecie coraz gorzej, żeby mnie piorun trząsł! Nalej
Zosiu, panu...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Święta prawda --- odpowiedział starzec.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Za moich czasów, panie, choinki były takie, że by sam
człowiek wlazł na nią, a dziś (bodaj się most pode mną załamał!),
jak biczyska.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W jednym względzie to jest gorzej, a w drugim to jeszt
szto raży lepiej --- upewniał pan Władysław.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W żadnym lepiej...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czo tam pan Wojciech barłoży<pe><slowo_obce>barłożyć</slowo_obce> (daw.) --- pleść bzdury.</pe>!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W żadnym, powiadam, a kto mi tu będzie gadał inaczej...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A chy! a chy!... a chy!.. --- zakrztusiło się dziecko.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Święta Panno! --- zawołała Wojciechowa. --- Franek się
dławi...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pal go w kark!... Ot co jest!...</akap_dialog>


<akap>Gałązka Wojciechowego rodu została ocalona, ku wielkiej
uciesze pana ,,Władyszława", który upewnił wszystkich, że:
,,gdyby Frankowi ość wlazła w <wyroznienie>grzdykę</wyroznienie>, to byłoby <wyroznienie>ausz</wyroznienie>..."</akap>


<akap_dialog>--- Powiadam panu, że złe czasy, najlepiej miarkować<pe><slowo_obce>miarkować</slowo_obce> (daw.) --- dostrzec, zorientować się.</pe> po
koniach --- zaczął gospodarz na nowo. --- Ze dwadzieścia lat
temu wypadała mi na każde dziecko para koni, potem tylko
jeden, a teraz panie para na troje. Bodaj mi oś pękła, jeżeli
szczekam!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A co to panu Wojciechowi za krzywda?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zawdy para na troje --- mówiłem!</akap_dialog>


<akap>Po tych słowach zamyślił się, plunął aż za piec i zawołał:</akap>


<akap_dialog>--- Basta, moja panno!</akap_dialog>


<akap>Uważając ten wykrzyknik za hasło do odejścia, trąciłem
Wigilię. Ukłoniliśmy się gospodarzom, wzięliśmy jeszcze po
trojaku i po kawałku strucli (którą w prywatnym lokalu moim
można widzieć) i wyszliśmy, błogosławiąc domowi.</akap>


<akap>Gdy byliśmy już w końcu podwórza, doleciał nas basowy
głos pana Wojciecha, który zaintonował:</akap>




<poezja_cyt><strofa>
,,Panna porodziła maleńkie Dzieciątko,/
W żłobie położyła małe Pacholątko..."
</strofa></poezja_cyt>




<akap>kobiety dodały:</akap>




<poezja_cyt><strofa>,,<slowo_obce>Funda, funda, funda!...</slowo_obce>/
<slowo_obce>Tota risibunda</slowo_obce><pe><slowo_obce>Funda, funda, funda! 
Tota risibunda</slowo_obce> (łac.) --- wydawajcie z siebie same radosne [dźwięki].</pe>,/
Hej, kolęda, kolęda!..."</strofa></poezja_cyt>




<akap>W egzekucji<pe><slowo_obce>egzekucja</slowo_obce> (z łac.) --- wykonanie.</pe> ostatniego trójwiersza wzięły już udział wszystkie
basy męskie, przedęte soprany żeńskie i dyszkanty<pe><slowo_obce>dyszkant</slowo_obce> --- wysoki głos chłopięcy.</pe> nijakie,
tworząc przeraźliwy koncert na temat dość niewyraźnego oberka.
Wigilia rozochociła się, a nie mogąc z powodu mojej
nieumiejętności wywijać ze mną, porwała jakiegoś kalekę na
szczudłach z takim entuzjazmem, że oboje o mały włos nie
dostali się pod przejeżdżające sanki.</akap>



<sekcja_asterysk/>

<akap>Jeżeli, droga czytelniczko, chcesz poznać jednego z
najzapamiętalszych wielbicieli płci pięknej, jacy egzystowali
na świecie, to uważnie przypatruj się wszystkim safandułom<pe><slowo_obce>safanduła</slowo_obce> --- osoba niezaradna i pozbawiona energii.</pe>,
chodzącym w nietrzepanych futrach. Jeżeli zaś u którego z
tych panów spostrzeżesz kołnierz odłażący od szuby, wówczas
ciesz się i bądź dumna, albowiem owym panem --- ja jestem!</akap>


<akap>Pókiśmy, jak zwykli śmiertelnicy, chodzili z Wigilią po ziemi,
kołnierz mój był cały; naderwał się dopiero wówczas, gdy
szanowna dama, pochwyciwszy mnie w sposób tak
bezceremonialny, jak pustą konewkę, siadła na zabawkę,
przypominającą narzędzia doktora medycyny, i wzbiła się w
powietrze.</akap>


<akap>Ręką ani nogą nie mogłem ruszyć, gdyśmy przez dymnik<pe><slowo_obce>dymnik</slowo_obce> --- niewielkie okienko w dachu.</pe>
wjechali na strych zgrzybiałej czteropiętrowej kamienicy. Jakże
tu zimno i pusto! Para nadgniłych sznurów, na nich kilka
szmat wątpliwego koloru, w kącie paka, zapełniona skorupami
garnków i butelek, pod kominem najeżony kot, który zdawał
się chuchać w palce, a w jednej ścianie małe, pozalepiane papierem
drzwi, za którymi ktoś chodził, siadał czy też kładł się i kiedy
niekiedy kaszlał.</akap>


<akap>Gdy przez nadpróchniałą poręcz spojrzałem na dół,
dostrzegłem słabe światełko w takiej głębi, że mi przyszła na
myśl owa od spodu do szczytu okseftami<pe><slowo_obce>okseft</slowo_obce> (daw.) --- miara pojemności cieczy a. rodzaj naczynia.</pe> zapełniona Bernardyńska
piwnica, w którą kamień rzucony na Boże Narodzenie, leci
aż do Wielkiej Nocy. Światełko chwiało się w sposób
arcydwuznaczny, chybotaniu zaś towarzyszyły takie szmery,
jakby ktoś z wielkim trudem wstępował o trzy schody w górę,
a następnie z wielką łatwością opadał o dwa na dół.</akap>


<akap>Cień niosący światło przeszedł w ten sposób drugie, trzecie i
czwarte piętro, zatrzymując się za każdym razem i głośno
ziewając:</akap>


<akap_dialog>--- A-u!...</akap_dialog>


<akap>Gdy wstąpił na drabinę, prowadzącą z czwartego piętra na
nasz stryszek, zachwiał się jeszcze bardziej i byłby niezawodnie
przez parter zajechał na Powązki, gdyby go za kark nie pochwyciła
silna ręka Wigilii.</akap>


<akap>Pod czarodziejskim wpływem tego dotknięcia ziewający człowiek stanął równymi nogami na naszym poziomie, wyprostował się i mruknął:</akap>


<akap_dialog>--- Hej, kolęda! kolęda!</akap_dialog>


<akap>Był to mężczyzna już szpakowaty, w starym kożuchu. Zamiast
czapki zdawał się mieć bardzo żwawo pokudłane włosy, świeżą
kresę na prawej stronie pałkowatego nosa i jeszcze świeższe
ślady czterech palców na lewym policzku. W prawej ręce
niósł brudną latarkę, w lewej dwojaczki i bułkę pod pachą.</akap>


<akap>Jestem pewien, że gdyby wyziewy spirytualne miały własność
układania się w formę obłoków, nasz nowy przyjaciel byłby w
tej chwili podobny do podstarzałego cherubina, któremu ktoś
życzliwy okrutnie wygarbował skórę.</akap>


<akap>Na krzyk: ,,Hej, kolęda! kolęda!" i odgłosy niepewnego stąpania, wyklejone papierem drzwi uchyliły się, i ujrzałem w nich wychudłą twarz młodzieńczą, wśród której iskrzyły się zapadłe i dziwnym wyrazem ożywione oczy.</akap>


<akap_dialog>--- Kto tam?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jo!... Antoni, strus,... przyjsetem...</akap_dialog>


<akap>Z tymi słowy mężczyzna w kożuchu uderzył głową o niską
futrynę i wszedł do izby.</akap>


<akap>Stare, wąskie, na żółto pomalowane i okrutnie pomiętoszone
łóżko z Pociejowa, dzban bez ucha, lampa z przypalonym
papierowym kloszem na okrągłym stoliku, wielkości dużego
czworaka, nareszcie cały stos papierów i książek --- oto
umeblowanie izby, którą w dzień miało oświecać małe kwadratowe
okienko, a teraz ogrzewa żelazny piecyk.</akap>


<akap_dialog>--- Ehe he!... --- zaczął stróż. --- To pan niby całą odwieczerz
nie wychodził z doma?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie --- odpowiedział krótko młody gospodarz.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jo tu... zeby tak z pozwoleniem łaski pański... bo tu
przyniósłem... Je tu trocha grusek, a tu kapusta, a w kapuście
płotka. Wsadziłem ją bestyje do góry ogonem, zeby świata
nie widziała. Tyz i placek je...</akap_dialog>


<akap>Gospodarz chwilę pomyślał, i biorąc podawane efekta,
wyszeptał:</akap>


<akap_dialog>--- Dziękuję... Bóg wam zapłać... może kiedyś...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I, co tom!... Ale gdzie jo tu łyżkę podzionem?... Tu nima
i tu nima?... Ho! ho! dyć<pe><slowo_obce>dyć</slowo_obce> (gw.) --- przecież.</pe> siedzi, siedzi za cholewą, ondzie...</akap_dialog>


<akap>Mizerny młodzieniec wziął łyżkę, usiadł na krawędzi pościeli i
począł jeść żarłocznie.</akap>


<akap_dialog>--- Taki tu ziąb, a pan chodzi bez nicego.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Gorąco mi --- odparł gospodarz i zakaszlał.</akap_dialog>


<akap_dialog><begin id="b1361534276123-124784919"/><motyw id="m1361534276123-124784919">Alkohol</motyw>--- To tak panu bez te piersi i bez te goroncke... Jobym jedno
tyło lekarstwo broł: słoninę i wódkę. Sprawiedliwie!</akap_dialog>


<akap>Młodzieniec jadł.</akap>


<akap_dialog>--- Ale wódkę cystą, jak oko! Bo to, panie, Zydy mi dzisia dały
jazambówki, co panie musioł w ni być witriol<pe><slowo_obce>witriol</slowo_obce> --- kwas siarkowy.</pe>... sprawiedliwie!</akap_dialog>


<akap>Chory jadł, odkładając wówczas tylko łyżkę, gdy kaszlał.</akap>


<akap_dialog>--- Pedom panu, ino com wypił drobinkę, jak mnie panie nie
weźmie, jak mnie panie nie rzuci... Tylom co zased do sieni,
jak mnie drugi raz nie weźmie, jak drugi raz nie ciśnie, a tu ci
panie jak moja baba nie wypadnie, jak ci mnie nie weźmie motać... Eh panie! od samego ożenku nie dogodziła ci mi tak, jak
dzisia! Sprawiedliwie...<end id="e1361534276123-124784919"/></akap_dialog>


<akap>Młodzieniec zjadł, postawił dwójniaki<pe><slowo_obce>dwójniaki</slowo_obce> --- połączone ze sobą naczynia.</pe> na podłodze, oparł głowę
o ścianę i obnażoną, zapadłą pierś okrył kołdrą, która niegdyś
musiała mieć zapewne kolor.</akap>


<akap_dialog>--- Pan tak zawdy na wilii som? --- zapytał Antoni.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Już trzeci rok.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A niby dawni to niby pan miał zawdy kogości?...</akap_dialog>

<akap>Młodzieniec ożywił się.</akap>


<akap_dialog>--- Ba!...</akap_dialog>


<akap>Chwila milczenia.</akap>


<akap_dialog>--- Pamiętam, kiedym miał osiem lat, poszliśmy z matką do
wuja. Nie było daleko, ale że wysoki śnieg upadł, wzięła mnie
służąca na rękę...</akap_dialog>


<akap>Zakaszlał.</akap>


<akap_dialog>--- Co tam było gości, dzieci!... darowali mi pałasz...
sprowadzili furę siana pod stół... na choince zapalili mnóstwo
świec... trzy dni je robiła matka z ciotką, a jak się kryły,
ażeby nam nie pokazać... Cha! cha! cha!...</akap_dialog>

<akap>Milczenie.</akap>


<akap_dialog>--- Ona dostała lalkę porcelanową i muślin na suknię. Pamiętam
doskonale: szafirowe oczy, czarne jak smoła włosy, a reszta z
irchy. Gdyśmy ją rozpruli, wysypały się otręby...</akap_dialog>


<akap><begin id="b1361534121278-3442009283"/><motyw id="m1361534121278-3442009283">Nadzieja</motyw>Znowu kaszel gwałtowniejszy, niż pierwej. Na twarz
opowiadającego wystąpiły ceglaste plamy, z oczu tryskały
błyskawice.</akap>


<akap_dialog>--- Moja ty ptaszyno najdroższa!... pewnie samotna jesteś,
jak i ja dziś... Myślisz, że cię nie widzę?... Spojrzyjże... no,
spojrzyj!... Prawda, ty nie możesz słyszeć mnie z takiej
odległości...</akap_dialog>


<akap>Gdy to mówił, kołdra opadła mu z piersi; drżał, wyciągał
ręce przed siebie, a oczy patrzały tak bystro, jakby aż na drugą
stronę grobu miały sięgnąć. Tymczasem wiatr szumiał w
dymniku, a po ścianie izby spływała wilgoć.</akap>


<akap_dialog>--- Muszę pójść do doktora, on mnie wyleczy. Potem do Szczawnicy... Trzeba się odżywić, a potem... już nie będziemy samotni...<end id="e1361534121278-3442009283"/></akap_dialog>


<akap>Pac! pac! pac! --- odpowiadały spadające krople.</akap>


<akap_dialog>--- Zbytków<pe><slowo_obce>zbytek</slowo_obce> --- luksus.</pe> u nas nie będzie; może być jeszcze dużo kłopotów... ale już wspólnie... Razem! razem!...</akap_dialog> 


<akap>Pac! pac! pac!...</akap>


<akap>O, jaki to straszny dom, co wzdycha i ściany, które płaczą!</akap>


<akap>Chory znowu zakaszlał i ocknął się.</akap>


<akap_dialog>--- Antoni!... Antoni!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zara!... Zara!... --- odpowiedział stróż. --- Aa... to pon?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czuć jakąś spaleniznę?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Aa... o... bodajcie!... oparem się trocha o piec i na nic mi kożuch przypaliło... sprawiedliwie!...</akap_dialog>



<sekcja_asterysk/>

<akap>Tym razem znaleźliśmy się w domu niesłychanie ożywionym.
Ze wszystkich stron dolatywały nas odgłosy stąpania po schodach
i korytarzach, za oknem słychać było dzwonki przejeżdżających
sanek, pod podłogą brzęczał fortepian, zagłuszany kiedy niekiedy
szmerem nóg i wybuchami śmiechu.</akap>


<akap>Staliśmy w pokoju ciemnym, przy drzwiach zamkniętych,
za którymi ktoś chory jęczał, a naprzeciw drzwi otwartych,
prowadzących do pokoju słabo oświetlonego. Tam, gdym się
wpatrzył lepiej, dostrzegłem mnóstwo sprzętów, fotografii i
dwie młode kobiety.</akap>


<akap>Jedna z nich, ubrana w zieloną suknię, okryła się chustką,
włożyła coś w pokrywę zepsutego pudełka i wybiegła.</akap>


<akap>Udaliśmy się za nią.</akap>


<akap>Minąwszy schody pierwszego i drugiego piętra, część sieni i
małe podwórko, panna w zielonej sukni zatrzymała się przed
szklanymi drzwiami suteryny<pe><slowo_obce>suteryna</slowo_obce> --- kondygnacja między parterem a piwnica, przeznaczona na tanie mieszkania.</pe>, w której głębi widać było światło
nafcianej lampki.</akap>


<akap>W czarnej stęchłym powietrzem napełnionej izbie, prócz
kilku tapczanów, stołu i ławy nie było innych sprzętów. Z
mieszkańców znaleźliśmy tylko troje dzieci zajętych zabawą.</akap>


<akap>Głos fortepianu z pierwszego piętra i tu dolatywał.</akap>


<akap>Usłyszawszy brzęk otwieranych drzwi i szelest wchodzącej,
najstarsza dziewczyna podniosła głowę i zapytała:</akap>


<akap_dialog>--- Kto tam?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To ja, Anielka, nie bójcie się. A gdzie starzy?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mama w podle --- odparła dziewczyna.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Cóż ona tam robi?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A bije się od rana z Grzegorzową.</akap_dialog>


<akap>Teraz dopiero usłyszałem gdzieś w sąsiedztwie przytłumiony
hałas, który równie dobrze oznaczać mógł wesołą zabawę, jak
kłótnię, a nawet bójkę.</akap>


<akap_dialog>--- Jedliście co? --- badała w dalszym ciągu przybyła.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jedliśmy, panienko, w południe kartofle ze śledziem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A cóżeście dostali na kolędę?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- My nic, ale Jasiek dostał w niedzielę surdut od tatki.</akap_dialog>


<akap>Istotnie średni chłopak dźwigał na sobie długą do kolan szatę,
która po bliższym przypatrzeniu się okazywała dużo podobieństwa do kamizelki z tyłu i z przodu otwartej.</akap>


<akap_dialog>--- No, ustawcie się, przyniosłam wam jeść.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mnie jeść! --- zawołała dziewczyna mniejsza, strojąc głos do
płaczu.</akap_dialog>


<akap>Dziecko to siedziało na ziemi i co czas jakiś uderzało blaszaną
łyżką w patelnię.</akap>


<akap_dialog>--- Cicho! dostaniesz i ty. Macie tu struclę: naści tobie...
tobie i tobie.</akap_dialog>


<akap>Dzieci stanęły rzędem podług wzrostu, opierając głowy o
krawędź stołu.</akap>


<akap_dialog>--- Tu są figi... No, bierzcie! A tu... sama nie wiem, jak się
to nazywa, ale jedzcie, bo słodkie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Aj! prawda, panienko, że słodkie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A to szczupak.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Szczupak?... Patrz, Jasiek, szczupak! --- rzekła starsza
dziewczyna do chłopca.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Aaa!... --- dziwił się chłopiec --- patrz, Magda, szczupak...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Szczupak! --- wybełkotało dziecko, wsadzając palec w pół otwartą paszczę ryby, którą chłopak w tej chwili przycisnął ze śmiechem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Oj! oj!... kąsa... kąsa! --- zapłakało dziecko --- U... u!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To paskudne chłopczysko! --- oburzyła się panna w zielonej
sukni --- chudy jak wędzonka, a zły jak pies. Poczekaj, nic
teraz nie dostaniesz.</akap_dialog>


<akap>Z kolei chłopiec począł płakać, uspokojono go jednak niebawem
i ustawiono w szeregu. Młoda dziewczyna kruszyła resztki
szczupaka, przy słabym i migotliwym światełku wydobywała
ostre kości, i biegając z szelestem od dziecka do dziecka, w otwarte
usta kładła drobne kąski ryby, jak ptak karmiący pisklęta.</akap>


<akap>Tymczasem fortepian brzęczał, a w sąsiedztwie nie ustawała
kłótnia.</akap>


<akap_dialog>--- Już nie ma nic... możecie się teraz bawić --- odezwała się panna.</akap_dialog>


<akap>Usłyszawszy to, chłopiec i mniejsza dziewczyna, jak na
komendę, siedli na ziemi, zabierając się do nowego koncertu
na patelni.</akap>


<akap_dialog>--- Gdzież ojciec?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tatko w cyrkule<pe><slowo_obce>cyrkuł</slowo_obce> --- komisariat policji w zaborze rosyjskim.</pe> --- odpowiedziało najstarsze dziecko.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W cyrkule! --- powtórzyło najmłodsze.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Patrzaj? ... Za cóż to go zdmuchnęli?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A bo tatko cości ukradł...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tatko układ! --- wysepleniło dziecko na ziemi, uderzając
łyżką w patelnię.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To źle.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ma się wiedzieć, proszę panienki, że źle, kiedy kogo złapią.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A kraść to dobrze?</akap_dialog>



<sekcja_asterysk/>

<poezja_cyt><strofa>,,O Halino! o jedyna/
Dziewczyno moja.../
To wina twoja.../
Ach, tylko twoja!"</strofa></poezja_cyt>



<akap>Tak śpiewał, najosobliwszym tenorem, ktoś chodzący po
pokoju w sposób, który wskazywał wielką alterację<pe><slowo_obce>alteracja</slowo_obce> (daw.) --- niepokój, wzburzenie.</pe> wewnętrzną.</akap>


<akap>Jak wyglądał śpiewak --- nie wiem, ponieważ oboje z Wigilią
staliśmy w małej i doskonale ciemnej komórce, należącej do
obszerniejszego lokalu, w którym zapach wody kolońskiej,
kamfory, paczuli<pe><slowo_obce>paczula</slowo_obce> --- roślina stosowana do wyrobu perfum.</pe>, asafedy<pe><slowo_obce>asafeda</slowo_obce> --- prawdop. asafetyda, przyprawa hinduska o nieprzyjemnym, intensywnym zapachu.</pe> z mnóstwem innych, a nie mniej
przejmujących walczył o lepsze.</akap>


<akap>Gdym się namyślał nad sposobem rozwiązania nowej zagadki,
Wigilia trzykrotnie zapukała we drzwi. Za chwilę potem
ujrzałem jakąś ufryzowaną głowę, pachnącą migdałowym
olejkiem, dalej karminowe usta, pachnące różaną maścią,
skrzydlaty krawacik, pachnący millefleur'em<pe><slowo_obce>millefleur</slowo_obce> (fr.) --- tysiąc kwiatów.</pe>. Żwawy właściciel
tych wszystkich osobliwości, nie patrząc nawet na nas, odskoczył
jak kangur do drugich drzwi, które wiodły do sieni.</akap>


<akap_dialog><begin id="b1361538422722-2870148499"/><motyw id="m1361538422722-2870148499">Flirt</motyw>--- Aaa... anielska panna Maria! --- wykrzyknęła nagle
ufryzowana głowa. --- I dokąd w porze tak spóźnionej?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dobry wieczór panu! Idę aż na Nowe Miasto.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jak to, samotna? pozbawiona czujnego oka przyjaźni?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Kiedy nie mam z kim... Chi! chi! chi!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Szydzisz pani, wszakże ja jestem! --- zawołał miły
młodzieniec, ciągnąc pannę do swego wonnego przybytku.
Najwyżej za pięć... co mówię? za minutę, wróci Ferdzio, zastąpi
mnie w pełnieniu moich obowiązków, a wtedy...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Albo to prawda, że on tak prędko wróci? Chi! chi! chi!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Na popioły matki mojej, tak prawda! A wreszcie choćby się
nawet i opóźnił trochę...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O, to by było bardzo źle!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Owszem, to było by bardzo dobrze, bardzo wzniośle, panno
Mario, ponieważ zyskałbym sposobność wypowiedzenia pani
tego, co jak kamień Syzyfa ugniata mi serce.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I i i... ja nie rozumiem, co pan mówi.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie rozumiesz pani?... O gorzka ironio najwyrafinowańszego
okrucieństwa kobiecej tkliwości! Jak to, więc nie rozumiesz
pani tego, że cię ubóstwiam, że całą wieczność pragnąłbym
rozkoszować się eolskim dźwiękiem twego głosu, że każdej
chwili pragnąłbym pić czar...<end id="e1361538422722-2870148499"/></akap_dialog>


<akap>Dyń!... dyń!.. dyń!... --- odezwał się dzwonek.</akap>


<akap_dialog>--- Ktoś dzwoni, niech pan idzie otworzyć!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przekleństwo! szatani!... o jakże niemiłosierny...</akap_dialog>

<akap>Dyń!... dyń!... dyń!...</akap>


<akap>Usłyszeliśmy łoskot kroków, potem chrzęst drzwi otwieranych.</akap>


<akap_dialog>--- Czego chcesz, kobieto?!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tego... ot: nafty za dziesiątkę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Idź precz, tu nie ma nafty!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale bo...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Precz! precz!...</akap_dialog>


<akap>Stukot rygli, stąpanie, ciąg dalszy.</akap>


<akap_dialog>--- Że każdej chwili pragnąłbym pić czar niebiańskiego nektaru twoich ust...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co mi tam pan głowę zawraca!... wolałby mi pan dać słoik pomady topolowej...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dam, dam!... Twoich ust, przez które Kupido<pe><slowo_obce>Kupido</slowo_obce> (mit. rzym.) --- bóg miłości, przedstawiany jako dziecko z łukiem.</pe> ciska palące pociski.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale ja chcę porcelanowy słoik.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dam porcelanowy... Palące pociski trującej miłości...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale taki z drewnianą nakrywką...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Z drewnianą, z drewnianą!... Miłości, co w jeden wieniec splata...</akap_dialog>

<akap>Dyń! dyń!...</akap>


<akap_dialog>--- O losie, coś mnie tu, jak Prometeusza przykuł! Kto tam?</akap_dialog>

<akap>Otwieranie drzwi.</akap>


<akap_dialog>--- Ja proszę pana omyliłam się, bo to nie nafty, ino oleju rycynowego...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dość już!... dość! gdzie są pieniądze?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A oto są! Pani mnie tak wybeształa...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dość już!... milcz!...</akap_dialog>

<akap>Słychać otwieranie szaf, stawianie drobnych przedmiotów, wreszcie hałas rygli i powrót.</akap>


<akap_dialog>--- A moja pomada, panie? --- zaczyna młoda osoba.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W tej chwili!... Palące pociski trującej miłości, miłości, co
w jeden wieniec splata ciernie z kwiatami...</akap_dialog>


<akap>Dyń! dyń! dyń!...</akap>


<akap_dialog>--- O męczarnio! o tortury! --- woła młodzieniec, biegnąc i
otwierając drzwi.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rumianku rzymskiego, tylko prędko!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Milcz! co mi tu będziesz rozkazywał?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niech no pan dużo nie gada, tylko rumianek daje, bo dziecko
chore.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dosyć! Nie dam ci, jeżeli mi się nie podoba.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jak pan nie da, to ja stójkowego<pe><slowo_obce>stójkowy</slowo_obce> (daw.) --- policjant.</pe> zawołam. Widzisz go!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Masz! idź precz, nędzniku!</akap_dialog>


<akap>Drzwi znowu zamknięte.</akap>


<akap_dialog>--- Więc cóż pani?... więc cóż ty, Mario, na to? --- pyta ufryzowana głowa, bardzo pośpiesznie wracając.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niech mi pan da pomady topolowej.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dam! ależ moje wyznanie?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To się na nic nie zdało; pan nic nie masz...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mario, tylko się zgódź, a będę miał skarby całego świata!
Jak skończę praktykę, opuścimy ten zmaterializowany gród,
pofruniemy gdzieś w zapadły kątek prowincjonalny, tam na
własną rękę otworzę interes...</akap_dialog>


<akap>Dyń! dyń! dyń!</akap>


<akap_dialog>--- O Ferdziu! Ferdziu! przeklęty! i dlaczegóż nie przychodzisz uwolnić mnie z tych dantejskich oków? --- lamentuje młodzian biegnąc znowu do drzwi.</akap_dialog>


<akap>W tej chwili ktoś do naszej komórki puka; dziewczę otwiera drzwi i mówi półgłosem:</akap>


<akap_dialog>--- Zaraz, Ferdziu, zaraz!... Widzisz, muszę zaczekać, bo nie mam pomady na jutro.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pal go diabli! ja ci dam, ile zechcesz, tylko mnie nie nudź.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W tej chwili.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Otworzę interes --- mówi wracając, melancholiczny młodzian
--- a wówczas, na łonie boskiej przyrody...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pomady, panie... pomady! --- woła tupiąc nóżką aniołek.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pozwól, najdroższa!... Na łonie boskiej przyrody, z dala od złowróżbnych...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pomady! pomady!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Z dala od złowróżbnych spojrzeń zawistnych szczęściu...</akap_dialog>


<akap>Dyń!... dyń!... dyń!...</akap>


<akap_dialog>--- O nieba! --- woła nieszczęśliwy kochanek biegnąc kłusem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czego ty chcesz, łotrze?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pro... pro... szę... pp... phana...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czego?... gadaj, bo cię rozedrę!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pr... pr... pro...</akap_dialog>


<akap>Drzwi od komórki uchylają się.</akap>


<akap_dialog>--- Maniu, bo odejdę! --- mówi gniewny głos z sieni.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Kto tam? --- woła kochanek... --- Panno Mario!.. gdzie
ona?... Boże! o cieniu mej matki, jeszcze mi aptekę ten łotr
okradnie. Czego chcesz, wysłańcze piekieł?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pro... pro... proszę pana --- n...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czego? gadaj, bo cię zamorduję!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O ho... ho... ppo...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie rozumiem?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O... po... ho... delhetidok!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Opodeldoku?... W tym kryje się jakaś piekielna intryga...
Gdzie są pieniądze? Kto cię tu przysłał poczwaro?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tten pan co... hh... hbrram... hh... bramie...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Aaa... to on!...</akap_dialog>


<akap>Wybiega do bramy staje na schodkach i krzyczy do osób,
pośpiesznie siadających na sanki.</akap>


<akap_dialog>--- Ferdynandzie! Mario!... o Mario... zdradziliście mnie!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie potrzebno krzyczyć po nocy!... a to się wszystkie
ludzie w mieście pobudzą! --- odzywa się w tej chwili surowy
głos z kąta.</akap_dialog>

<akap>Młodzian odwrócił utrefioną<pe><slowo_obce>utrefiony</slowo_obce> --- ufryzowany.</pe> głowę, spojrzał, odskoczył jak
młoda antylopa na widok tygrysa, i z rozpaczliwą energią
zamykając rygle, wyszeptał:</akap>


<akap_dialog>--- Otóż to moja wigilia... oto wigilia sieroty! Boże! Boże!...
czyliż mogę nazywać Cię miłosiernym?</akap_dialog>




<sekcja_asterysk/>

<akap>O ludzie! i czymże jest samo nieszczęście gminu wobec świadomości nieszczęścia, jaką posiadają natury wyższe?...</akap>






</opowiadanie>
</utwor>