<utwor>
<rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/prus-na-saskiej-kepie/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Prus, Bolesław</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Na Saskiej Kępie</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kozioł, Paweł</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kozioł, Agnieszka</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Rawska, Aneta</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Pozytywizm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Nowela</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Fundację Nowoczesna Polska z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów Doroty Kowalskiej.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/prus-na-saskiej-kepie</dc:identifier.url>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Bolesław Prus, Nowele Warszawskie, Stowarzyszenie Pisarzy Polskich, Londyn 1946</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Bolesław Prus zm. 1912</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1983</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2013-01-10</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/media/dynamic/cover/image/2104.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Untitled, Kuba Bożanowski@Flickr, CC BY 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/2104</dc:relation.coverImage.source>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/prus-na-saskiej-kepie.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0742-6</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/prus-na-saskiej-kepie.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1721-0</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/prus-na-saskiej-kepie.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2676-2</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/prus-na-saskiej-kepie.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3738-6</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/prus-na-saskiej-kepie.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4824-5</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<category.thema.main>FS</category.thema.main>
    <category.thema>1DTP</category.thema>
    <category.thema>3MN</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF>




<opowiadanie>


<abstrakt>
<akap>Jedyna w swoim rodzaju szansa by wyruszyć statkiem na warszawską Saską Kępę końca XIX-wieku, w towarzystwie pięknej i posażnej panny Mani, jej ojca, Radcy, i matki, Radczyni, bladego kuzyna Adolfa i oddanego, acz płochliwego adoratora Karola.</akap>




<akap>Jeśli zaś wycieczka nawodna się znudzi, można odłączyć się od towarzystwa wraz z uczonym Adolfem i poszukać jego przyjaciela w bardziej rozrywkowej części Saskiej Kępy (lub, jak głosi tablica ustawiona przez władze gminne, wsi Saska Kempa).</akap>




<akap>Wiele w tej historii będzie gubienia się i szukania, szranków i konkurów, a wszystko to w uroczych okolicznościach przyrody i okraszone niebagatelną dawką humoru.</akap>




<akap>Bolesław Prus (właściwie Aleksander Głowacki) był świetnym obserwatorem, co znalazło odzwierciedlenie w jego twórczości --- nikt tak jak on nie opisywał nastrojów i mechanizmów społecznych. Współpracował z wieloma gazetami, m.in. ,,Niwą" i ,,Tygodnikiem Ilustrowanym", a ukazujące się w ,,Kurierze Warszawskim", opisujące życie miasta, ,,Kroniki" cieszyły się dużą popularnością. Brał udział w licznych inicjatywach społecznych i oświatowych.</akap>


</abstrakt>

<nota_red>
<akap>Wprowadzono:</akap>

<akap>- pisownia łączna i rozdzielna,np.: poczem -> po czym; przytem -> przy tym;</akap>
<akap> Inne zmiany,np.: szerścią -> sierścią</akap>
</nota_red>



<autor_utworu>Bolesław Prus</autor_utworu>




<nazwa_utworu>Na Saskiej Kępie</nazwa_utworu>




<akap>Bardzo byłbym rad<pe><slowo_obce>rad</slowo_obce> (daw.) --- zadowolony.</pe> poznać nazwisko i mieszkanie tak płochej<pe><slowo_obce>płochy</slowo_obce> (daw.) --- lekkomyślny, niestały w uczuciach.</pe>
osoby, która by poważyła się twierdzić, że panna Maria nie jest
najprzyjemniejszą szatynką, jakie istniały kiedykolwiek między
jej imienniczkami, posiadały szare oczy, 50 tysięcy posagu
w listach zastawnych i ubierały się w suknię koloru zgniłego
siana? Powtarzam: rad bym bardzo poznać tak lekkomyślną
osobę, nie dlatego, broń Boże, aby okaleczyć lub nadwyrężyć
jakąś część jej ciała, lecz po prostu dlatego, aby ją spytać: czy
nie sądzi przypadkiem, że wahadłowy chód pani Radczyni
(mamy) nie jest dość majestatyczny albo, że szczupły pan Radca
(ojciec) nie jest dostatecznie napełniony godnością i powagą, która
rozciąga się od najniższego punktu jego obcasów do najwyższego
punktu jego kapelusza, nadaje politurowy blask jego łysinie i
omal że nie wytryskuje spoza stojącego i silnie wykrochmalonego
kołnierzyka?</akap>


<akap>Szczęściem dla naszego miasta, w Warszawie podobnych
gburów nie ma. Toteż nie dziw, że szanowni Radcostwo i ich
ponętna jedynaczka, idąc wzdłuż nadwiślańskiego wału ku
stacji czółen, przewożących na Saską Kępę, spotykają w drodze
same tylko fizjognomie<pe><slowo_obce>fizjonomia</slowo_obce> (daw.) --- twarz.</pe>, wyrażające głęboki podziw lub szczerą
sympatię dla tak dobranej rodziny. <begin id="b1360675922783-363485158"/><motyw id="m1360675922783-363485158">Moda</motyw>Nie dziw też, że dobranej
tej rodzinie towarzyszy pan Karol, brylant młodzieży,
najwykwintniejszy z Karolów, jacy kiedykolwiek nosili ciemne
marynarki, jasne spodnie, bogate fryzury i wzmacniali naturalne
wdzięki obfitymi dozami fiksatuaru<pe><slowo_obce>fiksatuar</slowo_obce> (daw.) --- brylantyna.</pe> i wonnych olejków.<end id="e1360675922783-363485158"/> Nie dziw wreszcie, że świetne to grono doskonałych osób znakomicie
ubawić się może na Saskiej Kępie, choć niestety! Akompaniuje
im blady i uczony a daleki kuzyn panny Marii, pan Adolf, który
z jednakowym chłodem traktuje majestatyczność pani Radczyni,
jak stojące kołnierzyki pana Radcy, jak pędzelkowate wąsiki
pana Karola, a w końcu: wdzięki i posag uroczej panny Marii.</akap>


<akap>Wykwintny Karol zbyt jest pewny swego stanowiska, aby
miał lękać się bladego i obojętnego Adolfa, niemniej jednak
irytuje go ten pedant. Radca i Radczyni okazują za dużo
uprzejmości zimnemu kuzynowi, a panna Maria bardzo często
rumieni się pod jego wzrokiem, chociaż... i cóż to znaczy!... Nic, a przynajmniej prawie nic. Ludzie mówią wprawdzie,
że pan Adolf skończył uniwersytet, że posiada dużo nauki, taktu
i zdrowego rozsądku, lecz mówią i to, że pana Adolfa więcej
zajmują obrazy <slowo_obce>á vol d'oiseau</slowo_obce><pe><slowo_obce>á vol d’oiseau</slowo_obce> (fr.) --- w linii prostej; tu prawdop. błędnie użyte w dosł. znaczeniu ,,z lotu ptaka".</pe>, niż piękność panny Marii i jego
własna powierzchowność --- tymczasem on, pan Karol... On
przecież jest urzędnikiem i bierze 400 rubli pensji, on ma
kompletną i świetną a zawsze modną garderobę, umie grać
trzy sztuczki na fortepianie, tańczy jak anioł, a nade wszystko
posiada bardzo ładne mebelki i platerowaną cukiernicę.</akap>


<akap>Co za porównanie!... Toteż pan Karol nie wątpi o ostatecznej
porażce swego przeciwnika wobec panny, jak nie wątpi i o tym,
że gdyby sam Apollo<pe><slowo_obce>Apollo</slowo_obce> (mit. gr.) --- bóg słońca, tu występujący w roli symbolu męskiego piękna.</pe> chciał w końcu XIX wieku przedzierzgnąć
się w postać ludzką, wówczas niewątpliwie pożyczyłby od niego,
to jest od pana Karola, nie tylko fryzury i wąsików, lecz nawet
lakierowanych kamaszy<pe><slowo_obce>kamasze</slowo_obce> (daw.) --- męskie obuwie z wysokimi cholewami.</pe> z guzikami i okrągłego kapelusza z
wentylatorem.</akap>


<akap>Mimo to przystojnego Karola dręczy blady Adolf, dręczy
go tym więcej, że panna Maria jest dziś w złym sosie,
prawdopodobnie z powodu obecności chłodnego kuzyna. Toteż pan Karol jak najusilniej i, we własnym przekonaniu, jak
najszczęśliwiej stara się neutralizować ten zgubny wpływ, wije
się jak pijawka między towarzyszami i przedmiot swoich marzeń
bawi najwykwintniejszą i najdowcipniejszą rozmową.</akap>


<akap_dialog>--- Oto już zbliżamy się do kresu naszej wędrówki --- donosi
uprzejmy Karol. --- Za chwilę wyminiemy Solny Magazyn, młyn
parowy i staniemy przy czółnach... Jak Wisła opadła!... Czy nie lęka się pani, abyśmy nie musieli przechodzić jej suchą
nogą?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie lękam się --- uspokoiła go panna Maria.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Uważam, że bardzo wiele osób idzie w tamtą stronę;
będziemy mieli zatem dość liczne, lubo<pe><slowo_obce>lubo</slowo_obce> (daw.) --- chociaż.</pe> niekoniecznie przyjemne
towarzystwo... Policja powinna by zabronić kąpieli przy brzegu,
po którym tyle dam przechodzi... Otóż i stacja... Co
za tłum!... jakie mnóstwo czółen i żagli!... Cha! Cha!...
Cha! Słyszę harmonijkę... Czy nie obawia się pani, abyśmy nie
dostali miejsca...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie obawiam się --- upewnia znowu wytrwałego mówcę panna.</akap_dialog>


<akap>W tej chwili grono nowych przyjaciół naszych dotarło do
stacji, położonej u stóp parowego młyna. Stacja jest to dość
brudny i błotnisty brzeg, zawalony stosami belek, gromadą
pustych beczek, ogromną kupą drobnego żwiru i ciągle
zmieniającym się tłumem amatorów na Saską Kępę, którzy
przybywali z miasta, gapili się, wsiadali na czółna, ciesząc się
przy tym wszystkim niewymownie i gadając niemiłosiernie.</akap>


<akap>Przez ten czas grzeczny pan Karol odczytuje pannie wypisane
na żaglach statków tytuły i stara się jak najpopularniej objaśnić
różnice między Jowiszem a Izabellą i Pod Kogutem, tudzież
między <wyroznienie>Zygmontem</wyroznienie>, <wyroznienie>Szybkobiegiem</wyroznienie>, a <wyroznienie>Salomońską Extrum</wyroznienie>.</akap>


<akap_dialog>--- Proszę pana!... Proszę państwa!... --- wołali przewoźnicy ---
zara odjeżdżam!... Do kompanii!... Zara odpływam!... Już
mam kilka osób!... Graj, Władziu!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I granie nie pomoże!... --- odparł siedzący w jednym
z czółen Władzio, o którym trudno było powiedzieć, czy
więcej w tej chwili pracuje nad wydobyciem dźwięków z potężnej
harmonijki, czy też nad utrzymaniem w równowadze swej własnej
postaci, którą z dziwnym uporem ciągnęła do siebie woda.</akap_dialog>


<akap>Lecz mimo piękną, choć nie dosyć wyraźną grę wielkiej
harmonijki<pe><slowo_obce>mimo piękną, choć nie dosyć wyraźną grę wielkiej harmonijki</slowo_obce> --- dziś popr.: mimo pięknej, choć nie dosyć wyraźnej gry wielkiej harmonijki.</pe>, mimo wymowne nawoływania przewoźników, mimo
niecierpliwości reszty towarzystwa, systematyczny Radca nie
śpieszył się z powierzeniem kruchemu statkowi swoich i swej
rodziny losów. Natomiast, jako człowiek lubiący i umiejący
badać, dostrzegł on, że pewien mały chłopiec w barchanowych
majtkach i przyszytym do nich takimże spencerku<pe><slowo_obce>spencer</slowo_obce> (daw.) --- rodzaj krótkiej kurtki.</pe>, co czas
jakiś uderza o puste beczki butami, trzymanymi w ręku.
Dostrzegł również, że z rozmaitych otworów młyna parowego
wydobywają się w dość regularnych odstępach czasu syczące
prądy pary, i że z ogromnej kupy żwiru także dość regularnie
stacza się na dół jakiś pełnoletni mężczyzna, usiłujący
w niewiadomych celach dostać się tą drogą na górę.</akap>


<akap_dialog>--- Proszę państwa na <wyroznienie>Zygmonta</wyroznienie>, bo zara odpływam!
--- przerwał dumania Radcy kapitan tak nazwanego statku.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Panie Radco, już czas!... Mężu... Ojczulku,
siadajmy!... --- uzupełnili razem blady Adolf, tudzież małżonka
i jedynaczka czcigodnego myśliciela.</akap_dialog>


<akap>Na te hasła pan Radca poprawił stojący kołnierzyk, podniósł
ostro zakończoną brodę ku niebu i postawił nogę na krawędzi <wyroznienie>Zygmonta</wyroznienie>.</akap>


<akap_dialog>--- Na <wyroznienie>Izabelę</wyroznienie>, wielmożny panie!... Do kompanii!... --- wezwał Radcę inny kapitan, i otóż Radca postawił nogę na
krawędzi Izabeli.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Diabła warta, panie, ta skorupa, <wyroznienie>Paryska Gondola</wyroznienie>, to
migdał!... --- odezwał się trzeci kapitan, a Radca, uznając
zapewne słuszność tej uwagi, wsiadł do <wyroznienie>Szybkobiega</wyroznienie>. Damy i
dwaj satelici młodszej z nich nie omieszkali naśladować tego
przykładu.</akap_dialog>


<akap>Dokonawszy tak prostej, a jednak płodnej w następstwa
czynności, pan Radca rozejrzał się po łódce i dostrzegł za sobą
damę tak grubą jak rzeźnik, z mężem tak chudym jak pasternak,
przy sobie jakiegoś telegrafistę z bardzo cienką szpadą i jeszcze
cieńszym głosem, a przed sobą młodzieńca w kolorowej chustce
na szyi i nicianych rękawiczkach, poważnie siedzącego obok
pewnej starej damy z pieskiem, zwanym Pikol, który zadowolenie
swoje z tak przyjemnego sąsiedztwa ogłaszał szczekaniem,
przypominającym ostatnie chwile suchotników<pe><slowo_obce>suchotnik</slowo_obce> --- gruźlik.</pe>.</akap>


<akap_dialog>--- Spychaj! --- krzyknął kapitan <wyroznienie>Szybkobiega</wyroznienie> na obdartego
chłopca, stojącego w drugim końcu łodzi, po czym obaj, oparłszy
nogi na brzegach statku, a lewe ramiona na długich drągach,
wyciągnęli się jak charty, ale bez dalszych następstw.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie rusza się! --- zauważył niedaleko siedzący pan Karol, a Radca bardzo uroczyście poprawił swój kołnierzyk.</akap_dialog>


<akap>Zapewne na widok tej tak stanowczej manifestacji kapitan
zdjął zakurzone buty i wszedł po kolana w rzekę. Szczupły Radca zauważył przy tej sposobności, że nogi kapitana wyglądają
tak, jak gdyby w okolicach Warszawy nie istniała ani kropelka
wody, choć znowu całe zachowanie mężnego żeglarza było takie,
jak gdyby korytem Wisły płynął najczystszy spirytus i gwałtem
wlewał się w gardła właścicieli mniejszych i większych żaglowców.</akap>


<akap>Po kilkuminutowych nadwodnych i podwodnych usiłowaniach
wioślarzy, para z młyna buchnęła silniej, niż zwykle, barchanowy<pe><slowo_obce>barchan</slowo_obce> --- rodzaj grubej tkaniny bawełnianej.</pe>
chłopiec uderzył w beczkę butami głośniej, niż kiedykolwiek,
pełnoletni mężczyzna z kupy żwiru stoczył się na dół szybciej,
niż poprzednio, damy krzyknęły, ładny Pikol zawył, a <wyroznienie>Szybkobieg</wyroznienie>
wypłynął ku środkowi Wisły, skąd, po kilku bardzo umiejętnych
obrotach w kółko, kilkunastu prysznicach, spowodowanych
uderzeniem wioseł o wodę, podróżni nasi dojechali do Saskiej Kępy bez żadnego szczególnego przypadku.</akap>


<akap>Wykwintny Karol, który w czasie żeglugi był jednym z tych, co
najciszej siedzieli i najostrożniej (zapewne przez troskliwość o
damy) badali głębokość wody, <begin id="b1360676062126-1509370081"/><motyw id="m1360676062126-1509370081">Flirt</motyw>otóż uprzejmy Karol prawie
najpierwszy dotknął nogą lądu i z niesłychaną elegancją podał
rękę wysiadającej pannie Marii. Nieszczęściem jednak, dziewica,
niewątpliwie zatopiona w kontemplowaniu przymiotów pana Karola, nie dostrzegła jego ruchu i wyskoczyła z łodzi, oparta
bardzo poufale na ramieniu zimnego Adolfa. Tym sposobem
przystojny i pełen dobrego tonu nasz bohater musiał poprzestać
na połączonym z niejakimi trudnościami wysadzeniu Radczyni
i podziwianiu bardzo kształtnej nóżki uroczej Mani, który to
widok dziwnie mocno rozdmuchał w nim dawno już tlejące
matrymonialne projekta. Szczęśliwy Karol ani na chwilę nie
wątpił, że ekspozycja nóżki była wyłącznie przeznaczona dla
niego, i że najwłaściwiej postąpi, oświadczając się pannie Marii
albo zaraz na huśtawce, albo między podaniem raków i pieczonych
kaczek z mizerią.<end id="e1360676062126-1509370081"/></akap>


<akap>Ale cóż to?... Piękna Maria nie puszcza ręki bladego
kuzyna... Zwiesza się na niej... Ba! Coś nawet szepce do ucha
jej właścicielowi? Jest to już zbyt wyraźne kokietowanie pana Karola, który z tych oznak sprawiedliwie wnosi, że bądź co
bądź nie należy dłużej trapić biednej dziewczyny, lecz
nieodwołanie dziś jeszcze oświadczyć się jej...</akap>


<akap>Tymczasem para kuzynów rozmawiała z sobą w sposób
następujący:</akap>


<akap><wyroznienie>Ona</wyroznienie>: Czy koniecznie musisz iść do tego nieznośnego
przyjaciela?</akap>


<akap><wyroznienie>On</wyroznienie>: Wiesz przecie, moja droga, że jest chory i nie widziałem
się z nim już od kilku tygodni...</akap>


<akap><wyroznienie>Ona</wyroznienie>: Szkaradny jesteś, mój Adolfie!... Wracajże
przynajmniej prędko, bo umrę z nudów...</akap>


<akap><wyroznienie>On</wyroznienie>: Spodziewam się, że pan Karol nie pozwoli na to?...</akap>


<akap><wyroznienie>Ona</wyroznienie>: Acha! Prawda... że mamy tu i pana Karola...</akap>


<akap>Po ostatnich słowach blady kuzyn żegna towarzystwo,
z którego panna Maria przesyła mu najpiękniejsze spojrzenie,
pani Radczyni ukłony dla chorego przyjaciela, a pan Radca
upomnienie, aby najpóźniej za godzinę przyszedł ,,pod Dąb"
razem ze swoim przyjacielem.</akap>


<akap>Gdyby godziło się stosować wyrażenia nieprzyzwoite do ludzi
eleganckich, to powiedzielibyśmy, że przystojny Karol głupiał
coraz bardziej, widząc i słysząc to wszystko. Przebóg! Skądże
znowu pochodzi poufałość panny i ta pewność kuzynka, który
uroczą i posażną dziewicę obojętnie wystawia na zaloty
najpiękniejszego młodzieńca w Warszawie? Zdumiony Karol
przegląda się w swoich lakierowanych kamaszach, lecz poznawszy,
że mu nic z wdzięków nie ubyło, staje obok panny i razem
z nią, naturalnie pod bacznym dozorem troskliwych rodziców,
puszcza się ku najsławniejszej restauracji na Saskiej Kępie.</akap>




<sekcja_asterysk/>

<akap>Uwolniwszy się od powagi Radcy, majestatu Radczyni i
elegancji ładnego Karola, począł pan Adolf rozmyślać nad
sposobami wynalezienia przyjaciela, który od kilku tygodni bawił<pe><slowo_obce>bawić</slowo_obce> (daw.) --- przebywać.</pe> tu na letnim mieszkaniu. Dzięki wywieszonej przy
drodze z woli wysokich władz gminnych tablicy, na której
stało: ,,Wieś Saska <wyroznienie>Kempa</wyroznienie>, gmina Wawer, domów 28, ludności
164 itd." p. Adolf nie mógł żadną miarą wątpić o tym, że znajduje
się na Saskiej Kępie, jak również i o tym, że w całym obszarze
wiedzy miejscowych władz administracyjnych niewiele więcej
znajdzie dla siebie objaśnień. Gdzie tu więc szukać?... Jeżeli
pójdzie w stronę Pragi, znajdzie łąkę, na niej trochę krów, starego
i kulawego pastucha, kilku pijaków i sznur amatorów, ciągnących
piechotą, wózkami i dorożkami ku miejscu wspólnej zabawy.
Jeżeli drogą równoległą od Wisły będzie szedł w górę rzeki,
zobaczy po prawej ręce gęsty i ciemny gaj drobnych wierzbek i
ogromnych topoli nadwiślańskich, wyrastających z piasku,
a zaś po lewej chruściane płoty, ogrody warzywne i owocowe,
budowle kryte słomą lub gontami, stogi na słupach, huśtawki,
karuzele i altanki. Czekać na miejscu także się nie opłaci;
tu bowiem zamiast chorego przyjaciela spotka gromadę bardzo
zdrowych i krzykliwych gości, nieustannie wysiadających z czółen,
błąkających się między wysokimi drzewami, lub niknących
we wnętrzu wiejskich domków. Cóż miał zatem robić?
Naturalnie nic innego, tylko, naśladując zwykłych śmiertelników,
razem z nimi wstępować do willi dla zasięgnięcia języka.</akap>


<akap>Oto stacja pierwsza. Chałupa, w dni świąteczne zmieniająca
się w salon, a zbudowana dla ochronienia od częstych powodzi na
pagórku. Około bramy dwóch bardzo zemocjonowanych
przyjaciół trzyma w objęciach trzeciego, na którego obliczu
maluje się wielkie zniechęcenie do świata i znikomych rozkoszy.
Na desce, przyczepionej do czterech sznurów, przywiązanych
do belki, opartej na dwu słupach, kołyszą się dwaj młodzieńcy
z tak dziką energią, jakby mieli zamiar w jednej chwili pozbyć
się wspomnień o ciepłym piwie, które już wypili, a zarazem
przygotować miejsce na dozy, które jeszcze chcą wypić.
Z wnętrza willi dolatuje brzęk szkła, fortepianu i chaotyczny
tupot danserów<pe><slowo_obce>danser</slowo_obce> (z fr.) --- tancerz.</pe>. Na zapytanie o chorego przyjaciela p. Adolf
odbiera odpowiedź, że w tym miejscu piwo jest lepsze od
drozdowskiego i że ostatni wylew naraził gospodarza na bardzo
dotkliwe straty.</akap>


<akap>Stacja druga. Na huśtawce dwie damy kołyszą się bardzo
wstydliwie i gorzko narzekają na wiatr, który zawsze i wszędzie
myśli tylko o zakłopotaniu płci pięknej. Na karuzeli kręci
się kilkoro dzieci i mężczyzna w pewnym wieku, który usiłuje
łapać floretem<pe><slowo_obce>floret</slowo_obce> --- broń szermiercza.</pe> kółka, lecz za pierwszym rzutem trafia w kapelusz
jakiegoś eleganta, za drugim godzi w oko swej własnej żony,
a za trzecim jest ściągnięty z konia i obsypany wymówkami,
między którymi laski i pięści dość ważną odgrywają rolę.
W sali gra fortepian i skrzypce, które stara się zagłuszyć pracująca
w sąsiedniej altanie liczna orkiestra kozacka. Taktowny pan Adolf szybko ustępuje z miejsca, w którym obecnie między
kilku przyjaciółmi wszczęło się małe nieporozumienie,
spowodowane niewłaściwym użyciem kufla.<begin id="b1360248056635-1683014051"/><motyw id="m1360248056635-1683014051">Taniec</motyw></akap>


<akap>Stacja trzecia. Słychać przyjemny głos fletu, wspomaganego
przez trąbę, śpiewającą tylko dwoma basowymi tonami. Okna
sali zapełnione są gośćmi, którzy nie bez uczucia lekkiej zazdrości
podziwiają zręczność pląsających tancerzy. Chłodny p. Adolf,
umieściwszy się obok innych, spostrzega naprzód dwóch mężczyzn,
walcujących tak, jakby nogami ubijali kapustę; dalej jakąś
parę, której piękniejsza połowa zdaje się opierać brodę na czole
połowy silniejszej; potem znowu parę tańcującą bez żadnych
oznak szczególnych; potem dwie damy, usiłujące okazać,
że lekceważą sobie wszystkich tancerzy męskich, a wreszcie
jakąś miłą panienkę, zwieszoną na szyi pewnego młodzieńca,
w którym pan Adolf poznaje bardzo dobrą znajomość.
Młodzieniec, dostrzegłszy taktownego Adolfa, mocno rumieni
się, zapewne ze zmęczenia, puszcza na środku nierównej
podłogi swoją ponętną tancerkę, wybiega do przyjaciela, wita
go najserdeczniej, upewnia go za pomocą bardzo silnych
argumentów o cnocie miłej panienki, a wreszcie donosi, że
wspólny ich przyjaciel chory mieszka na końcu Saskiej Kępy,
w domku, otoczonym wysokimi drzewami, gęstymi zaroślami
i bardzo piękną łączką. Opowiedziawszy to wszystko, wraca
do sali po miłą i cnotliwą panienkę i uroczyście wyrzekając
się tańców w kółku plebejuszowskim, prowadzi ją do innej willi, aby
tam dokończyć niespodzianie przerwanego walca, a zacząć polkę
albo oberka, o ile figurują w repertuarze miejscowych muzyków.<end id="e1360248056635-1683014051"/></akap>


<akap>Spory kawałek czasu upłynął, nim p. Adolf, wyminąwszy
wiele ogrodów, gaików, pól i łączek, na których: ,,pod wszelką
odpowiedzialnością lub karą policyjną zabrania się chodzić lub
wydeptywać trawę", znalazł wreszcie rezydencję chorego
przyjaciela, a przed nią małego kota z sierścią bardzo dokładnie
oskubaną przez psy, kilka prosiąt również oskubanych i starą
kobietę, stojącą z rękoma założonymi na brzuchu. Nastąpiła
wymiana pytań i objaśnień:</akap>


<akap_dialog>--- Czy tu mieszka pan X?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Może i tu, abo co? --- zagadnęła kobieta.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Chciałbym się z nim zobaczyć.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tera nie można, bo pan wyszed do lasu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A możebyście go poszukali?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Kto go ta bandzie sukoł!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A czy prędko wróci?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I tego nie wiadomo. Moze prandko, a może nie prandko,
kto go ta wi!...</akap_dialog>


<akap>Po długich certacjach<pe><slowo_obce>certacje</slowo_obce> (daw.) --- nieszczere wymawianie się czegoś.</pe>, w ciągu których dobra kobiecina wyraziła
obawę, aby domu przy święcie nie okradziono, znalazł się wreszcie
posłaniec po chorego przyjaciela, a p. Adolf, zaleciwszy, aby
go w stosownym czasie wezwano, odsunął się dla chwilowego
odpoczynku, o kilkadziesiąt kroków od domu między zarośla. Jakoż prędko wynalazł odpowiedni pagórek, zdjął nieco
przyciasne kamasze i zwróciwszy twarz ku niebu, wpadł
w głębokie zamyślenie, połączone z głośnym chrapaniem.</akap>





<sekcja_asterysk/>

<akap>Jeżeli istnieje raj ziemski, to jest nim niezawodnie kolonia
 ,,pod Dębem". Cudna ta miejscowość, obok win ,,we
wszystkich gatunkach", limonady, biszofu<pe><slowo_obce>biszof</slowo_obce> --- napój alkoholowy na bazie wina i araku, z duża zawartością ziół.</pe>, piwa kulmbaskiego,
kilku altanek, mnóstwa stolików i ławeczek, lokaja we fraku,
dwu huśtawek i jednej karuzeli, posiada jeszcze strzelnicę
z dwiema tarczami i wiatrówką, tudzież kanał z czółnem, w którym
doskonale można by jeździć, gdyby nie brakło wody. Wykwintny Karol bawi tam już z półtorej godziny, wespół z szanownym Radcą i jego damami i stara się rozproszyć ich niepojętą melancholię swoim niezrównanym dowcipem, swoją zręcznością
w używaniu huśtawki, a wreszcie całą swoją osobą ze wszystkimi
nieocenionymi jej przymiotami.</akap>


<akap>Przy tym piękny Karol nie zasypia gruszek w popiele i już po
raz trzeci stara się upewnić pannę Marię o swojej czułej sympatii.
W tej chwili na przykład widząc, że kuzynka gospodyni kraje
ogórki, mówi:</akap>


<akap_dialog>--- Czy pani lubi mizerię, panno Mario?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak sobie!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O, bo ja lubię, a szczególnie pokrajaną pięknymi rączkami...</akap_dialog>


<akap>Jakże zazdroszczę tym, którzy mają ukochaną żonę przy boku...</akap>


<akap_dialog>--- Ach, mamo! Dlaczego ten nudny Adolf nie przychodzi?
--- przerywa urocza Mania.</akap_dialog>


<akap>Pan Karol triumfuje, rozumie bowiem aż nadto dobrze, co
znaczy ten dziewiczy wybieg.</akap>


<akap_dialog>--- A możebyśmy się na karuzeli pokręcili trochę? --- pyta
poważny Radca.</akap_dialog>


<akap>Damy wahają się, lecz gdy elegancki Karol dowodzi im, że
dla serc sympatyzujących ze sobą nie ma większej przyjemności,
niż razem kręcić się w kółko, ulegają i całe towarzystwo zajmuje
miejsca na rozkosznej machinie.</akap>


<akap>Niewiele już brakowało do zupełnego kompletu osób, ostatnią
więc ławkę wolną zajęła pani Radczyni z córką, za nimi na
kasztanowatym koniu umieścił się Radca z powagą ministra
skarbu, a przed nimi bułanego konia opanował p. Karol. Że
jednak nie zdawało mu się dość przyzwoite siedzieć tyłem do
dam, usiadł więc do nich obliczem, a tyłem do końskiej głowy.</akap>


<akap_dialog>--- Niech pan tak nie siada --- ostrzegł go maszynista od
karuzeli --- bo można zlecić!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Panie Karolu! --- powtórzyła przestrogę ponętna Mania
--- niech pan dobrze usiądzie...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ruszaj! --- zakomenderował mężny Karol. --- O pani!
--- dodał --- mógłbym na jedną chwilę wyrzec się...</akap_dialog>


<akap>Nim dokończył, machina weszła w ruch, i w tej samej chwili
ładne wąsiki p. Karola zetknęły się z ogonem bułanego<pe><slowo_obce>bułany</slowo_obce> --- określenie żółtawobrązowej maści konia. </pe> konia,
nogi młodzieńca zakreśliły w powietrzu wdzięczną linię krzywą,
a cała postać naszego bohatera znalazła się na ziemi z obliczem
zwróconym ku najwyższemu punktowi sklepienia niebieskiego.</akap>


<akap>W tej pozycji pan Karol dostrzegł szybko przelatujące nad
nim buciki panny Marii, potem obcasy pana Radcy, dalej
trzewiki dwu panienek, później kamasze jakiegoś obywatela,
a następnie kilka rozmaitych sztuk wszelkiego innego obuwia.</akap>


<akap>Na krzyk dam zatrzymano karuzelę, a zręczny pan Karol,
powstając jak gdyby nigdy nic nie zaszło, uchwycił w pośpiechu
za nogę jakąś pensjonarkę, zawadził głową o jednego z czterech
koni i odszukawszy swój wentylacyjny kapelusz, rozkazał się
wytrzepać parobkowi. W kilka minut po tym drobnym
wypadku, który dziwnie przyczynił się do podniesienia poziomu
ogólnej wesołości, znajomi nasi siedzieli w przezroczystej altanie.
Radca obstalował kaczki, a elegancki Karol od kwestii kaczek
bardzo szczęśliwie przeszedł do kwestii dwu serc sympatyzujących
z sobą.</akap>


<akap_dialog>--- Mój Boże! --- przerwała mu panna Maria --- już prawie
słońce zachodzi, a Adolfa jeszcze nie ma... Przecież bez niego
nie będziemy jedli podwieczorku?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A to dlaczego? --- odparł bardzo stanowczo Radca,
widocznie czujący pewną słabość do kaczek. --- Jeżeli lepiej bawi
się z przyjacielem, niż z nami, no... To niechże się bawi!...</akap_dialog>


<akap>Domyślny Karol zrozumiał, co to znaczy i z lekka zatarł
łokieć lewej ręki, noszącej prawdopodobnie ślady konnej jazdy.</akap>


<akap_dialog>--- Panie Karolu! --- zaczęła znowu Mania z lubym uśmiechem. --- Czy nie zrobiłby pan nam małej grzeczności?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jestem do usług pani...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy... nie byłby pan łaskaw poszukać Adolfa?...
--- dodała z jeszcze ponętniejszym uśmiechem dziewica. --- Byłabym panu bardzo obowiązana....</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Maniu... --- wtrącił surowo Radca.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zapewne, że to niegrzecznie --- uzupełniła Radczyni
--- gdyby jednak pan był łaskaw...</akap_dialog>


<akap>Dziwne uczucie, podobne do wbicia podwójnej szpilki, przeszyło
serce Karola. Skąd ta troskliwość o bladego i obojętnego kuzyna,
a wreszcie, gdzie on ma go szukać?... Nie było jednak rady,
pełen więc dobrego tonu nasz przyjaciel wstał z wdziękiem i
rozpoczął poszukiwania przedwstępne.</akap>


<akap>Los mu pomógł, zaraz bowiem w bufecie spotkał pewnego
znajomego Adolfa, który w towarzystwie miłej panienki,
tytułowanej kuzynką, przyszedł zobaczyć, jak też tańczą ,,pod Dębem". Znajomy ten doniósł, że przy innej willi (gdzie także
przypatrywał się tańczącym), spotkał Adolfa, szukającego
mieszkania chorego przyjaciela, którego bardzo dokładny adres
dał i panu Karolowi.</akap>


<akap>Zdobywszy adres, piękny Karol zasięgnął od jakiegoś tubylca
wiadomości o kierunku drogi, przy czym nie omieszkał zadać
mu kilka innych pytań:</akap>


<akap_dialog>--- Czy... uważasz, mój przyjacielu, czy w tych stronach nie
trafiają się jakie dzikie zwierzęta?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jakoś nie słychać, choć kto ich tam wi!... --- odpowiedział
tubylec.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Hum!... A czy... to jest... czy nie błąkają się tu jakie
włóczęgi, ludzie podejrzani?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Gdzie ta ich brakuje!... --- odparł badany.</akap_dialog>


<akap>Nie umiemy powiedzieć, o ile oświadczenie to zachęciło pana Karola do poszukiwań, pewne przecież jest, że bohater nasz
po krótkim namyśle dodał:</akap>


<akap_dialog>--- A czy nie mógłbyś, mój przyjacielu, pójść ze mną w tamtą
stronę... Tak dla pokazania drogi?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jo tam ni mam casu!... --- ofuknął tubylec i poszedł dalej.</akap_dialog>


<akap>Nic już nie pozostawało panu Karolowi, tylko także wyruszyć
w swoją stronę, co uczynił, pogwizdując jakąś wesołą aryjkę.
Ledwie jednak wysokie drzewa zakryły przed nim restaurację
,,pod Dębem," kiedy nagle przystanął, ostrożnie obejrzał się
dokoła i... wydobył z kieszeni długi składany nóż, który
niezwłocznie otworzył.</akap>


<akap>Zadrżałby ten, kto by mógł zobaczyć uśmiechniętą zwykle
twarz Karola, wówczas gdy ściskał błyszczącą stal w białej i
delikatnej ręce...</akap>


<akap>Biedna Maria!...</akap>



<sekcja_asterysk/>

<akap>Słońce zachodzi, oblewając ziemię i kłębiące się chmurami
niebo światłem koloru rozpalonej miedzi. Między zwieszonymi
liśćmi drzew, wśród ciszy poprzedzającej burzę, rozlega się
trwożliwy pisk ptaków, cichy brzęk komarów i dalekie odgłosy
wesołej zabawy.</akap>


<akap>Na zielonym wzgórzu, otoczonym gęstymi krzakami i potężnymi
topolami, zwrócony bladą twarzą ku niebu, śpi głęboko jakiś
młodzieniec, należący, ile z ubrania sądzić można, do dostatniej
klasy społeczeństwa. Obok niego, bliżej głowy, leży kapelusz,
bliżej zaś nóg kamasze, które zdjął z powodu gorąca.</akap>


<akap>Biedna Maria!...</akap>


<akap>Nagle na tej samej drobnej, szmaragdowej łączce ukazał
się jakiś cień w jasnych spodniach, ciemnej marynarce,
okrągłym kapeluszu z wentylatorem, z błyszczącym nożem w
ręce....</akap>


<akap>Zobaczywszy śpiącego, cień zadrżał, na chwilę stanął, zbliżył
się, pochylił nad śpiącym, wykonał kilka ruchów i znikł
w zaroślach...</akap>


<akap>O biedna, biedna Maria!...</akap>



<sekcja_asterysk/>


<akap>Niebo zaczęło się coraz więcej zachmurzać, a goście coraz
liczniej opuszczać restaurację ,,pod Dębem", gdy systematyczny Radca, ogryzłszy ostatnią kostkę zgładzonej dla niego kaczki,
zakomenderował odwrót do miasta.</akap>


<akap_dialog>--- Ależ ojczulku! --- prosiła prawie ze łzami Mania --- jakże
możemy odjechać bez Adolfa?... Przy tym i pan Karol jeszcze
nie wrócił...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A, to trudno!... Ja temu nie winienem, żeś się uparła
z wysłaniem Karola --- odpowiedział Radca. --- Zresztą nic im
się nie stanie, nie są dziećmi... No, w drogę, moje panny, bo
nas burza zaskoczy!...</akap_dialog>


<akap>W tej chwili między drzewami ukazał się pan Karol, którego
twarz prawdopodobnie skutkiem zapadającego mroku wyglądała
dziwnie ponuro.</akap>


<akap_dialog>--- Cóż Adolf?... Czy nie znalazł pan Adolfa?... --- zapytała
niespokojnie panienka.</akap_dialog>


<akap>Zdawało się, że wykwintny młodzieniec zrozumiał w tej chwili
zgrozę straszliwego pytania: ,,Kainie, gdzieś podział brata?"</akap>


<akap_dialog>--- Och!... --- przerwał niecierpliwy Radca --- pewno nawet
mieszkania nie znalazł... No, chodźmy!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak... zabłądziłem... Nie znalazłem!... --- odpowiedział
pan Karol, jakby dławiąc się wyrazami.</akap_dialog>


<akap>W tej chwili zahuczał daleki grzmot, elegant drgnął, a całe
towarzystwo ruszyło ku Wiśle.</akap>


<akap_dialog>--- Co się panu stało, panie Karolu? --- spytała nagle pani Radczyni --- pan masz mankiet zakrwawiony?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No, no... Chodźmy, chodźmy!... --- zrzędził Radca.
--- Kto spadł w takim pędzie z karuzeli, ten mógł sobie całą nawet
koszulę zakrwawić...</akap_dialog>


<akap>Nikt nie wątpił o słuszności tego objawienia, bo z jakiej racji
miał wątpić? Lecz rumiana twarz p. Karola staje się teraz
trupio blada... Czy może pan Karol jest zbyt wrażliwy na
błyskawice i grzmoty, coraz częściej po sobie następujące? A
może myśli, że i teraz jeszcze na pewnym szmaragdowym pagórku
leży jakiś człowiek z bladą twarzą i zaciśniętymi pięściami?...</akap>


<akap>Wśród gwałtu tłoczących się gości, znajomi nasi zdobyli łódkę
i opuścili Saską Kępę. Ujechawszy kilkanaście kroków,
widzieli oni u brzegu inne czółno, którego weseli pasażerowie
dysputowali z sobą bardzo krzykliwie i tytułowali się bardzo
poufale. Oho!... Nie koniec na tym, widać bowiem spadający
w wodę kapelusz, za którym skacze naprzód jeden mężczyzna,
za nim drugi, a kiedy pierwszy usiłuje wejść na statek, wśród
klątw i śmiechów przybywa im do towarzystwa jakaś dama...</akap>


<akap>Teraz słychać nawet oklaski; jeden... drugi, i otóż rozpoczyna
się rzęsiste brawo, w którym biorą udział ręce kilku osób i
fizjognomie kilku innych...</akap>


<akap>Ale płynący znajomi nasi, prawie że nie zważają na tę rozrywkę
bliźnich, pozostałych na brzegu, bo błyskawice świecą i grzmoty
huczą ze wszech stron. To też pełen godności Radca i
majestatyczna Radczyni modlą się gorliwie, biedna Mania ledwie
hamuje łzy, a wykwintny Karol?...</akap>


<akap>Wykwintny Karol, siedząc na brzegu łodzi i drżąc na całym
ciele, ostrożnie wydobywa z kieszeni duży składany nóż i...
puszcza go w wodę!...</akap>


<akap_dialog>--- Panie! --- woła ktoś siedzący z tyłu --- panu coś wypadło...
Czy nie klucz?...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- To nóż --- objaśnia ktoś drugi.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dobrze zrobił --- chwali trzeci --- znać wie, że w czasie
burzy źle chodzić z żelastwem....</akap_dialog>


<akap>Podróżni zaczynają się śmiać, uśmiechają się nawet Radca i Radczyni, uśmiecha się i smutna Mania, a pan Karol wygląda
tak, jakby chciał za swoim nożem pójść w wodę.</akap>


<akap>Nareszcie wylądowali; czas już był wielki, bo połowa nieba
sczerniała jak węgiel i dmuchnął wicher gwałtowny. Szczęściem,
spotkano dorożkę, która za stosowną zapłatą podjęła się odstawić
znajomych naszych do domu.</akap>



<sekcja_asterysk/>


<akap>Dobrą już godzinę syczał w mieszkaniu Radcostwa samowar,
nim z burzą spadli państwo mogli z usług jego skorzystać. Razem
z wejściem ich w bramę, lunął deszcz i zahuczały pioruny, uprzejmy
więc gospodarz musiał zaprosić wielbiciela swej jedynaczki na
wieczór.</akap>


<akap>Lecz obecność eleganckiego Karola nie ożywiła bynajmniej
towarzystwa. Radczyni mruczała pacierz, Radca opatrywał
okna, Mania wzdychała, a wykwintny ich gość pił herbatę, jeżeli
szczękanie zębami o brzeg szklanki może się nazwać piciem.</akap>


<akap>Wtem na schodach usłyszano łoskot...</akap>


<akap>Na ten odgłos panna Maria zerwała się od stołu, pan Karol
zsiniał, a w otwartych drzwiach ukazał się...</akap>


<akap_dialog>--- Adolf! --- zawołała panna.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Adolf! --- powtórzył Radca z małżonką.</akap_dialog>


<akap>Trudno zgadnąć, czy to skutkiem nagłego zjawienia się
bladego kuzyna, czy też skutkiem prawie współczesnego uderzenia
piorunu, elegancki Karol stracił zupełnie przytomność. Fioletowe
usta jego były otwarte, oczy szklane.</akap>


<akap_dialog>--- Tak późno, kuzynku!... --- szepnęła z najsłodszą wymówką
panna.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie mogłem wcześniej, bom musiał wysuszyć kamasze, które
mi ,,ten pan" rzucił w błoto --- odpowiedział chłodny Adolf,
wskazując zmartwiałego Karola.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W błoto?... A to jakim sposobem?... --- pytał zdumiony Radca.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czekając na mego przyjaciela, zdjąłem kamasze, bo mnie
piekły, i zdrzemnąłem. Wtedy ,,ten pan" przyszedł, obejrzał
mnie, a myśląc zapewne, że śpię...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W jakimże celu? --- dziwił się znowu Radca.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W bardzo prostym --- odparł nielitościwy Adolf --- ażeby
mnie ośmieszyć w oczach narzeczonej...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ciebie?... ,,Ten pan"? --- przerwała uszczypliwa Mania. ---
,,Ten pan", który się tak grzmotów boi, że aż rzucił swój scyzoryk
do wody?</akap_dialog>


<akap>Po takim <slowo_obce>dictum</slowo_obce><pe><slowo_obce>dictum</slowo_obce> (łac.) --- dobitna wypowiedź.</pe> ,,temu panu" wyjaśniło się nagle dużo
ciemnych tajemnic. Nie czekając więc dalszego ciągu, chwycił
kapelusz i znikł z pokoju wśród śmiechu pozostałych osób.</akap>


<akap>Na schodach jednak ocknął się, a wiedząc, że pioruny niekiedy
uderzają w ludzi szybko biegnących po ulicy, wszedł do skromnej
komóreczki stróża, aby tam przeczekać ulewę.</akap>





</opowiadanie>
</utwor>