<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/prus-faraon-tom-1/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Prus, Bolesław</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Faraon, tom pierwszy</dc:title>
<dc:relation.isPartOf xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/faraon</dc:relation.isPartOf>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kowalska, Dorota</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kotwica, Wojciech</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Żak, Agnieszka</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Pozytywizm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">powieść historyczna</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Fundację Nowoczesna Polska z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów Magdaleny Paul.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/faraon-tom-pierwszy</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"/>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Bolesław Prus, Faraon, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1965</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Bolesław Prus zm. 1912</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1983</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2012-08-29</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/faraon-tom-pierwszy.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0732-7</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/faraon-tom-pierwszy.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1712-8</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/faraon-tom-pierwszy.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2667-0</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/faraon-tom-pierwszy.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3728-7</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/faraon-tom-pierwszy.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4814-6</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/7005.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Bardowie Ramzesa III (fragment lewy), Émile Prisse d'Avennes (1807-1879), domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/7005</dc:relation.coverImage.source>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF>
<powiesc>



<autor_utworu>Bolesław Prus</autor_utworu>



<nazwa_utworu>Faraon</nazwa_utworu>


<naglowek_czesc>Tom I</naglowek_czesc>


<nota_red>
<akap>Zmiany wprowadzone we wszystkich tomach:</akap>



<akap>Uwspółcześnienia i poprawki</akap>

<akap>Interpunkcja: 
dodano przecinki, np. i Nil zamiast płynąć ciasnym korytarzem, rozlewa się > i Nil, zamiast płynąć ciasnym korytarzem, rozlewa się;
Wówczas dwaj słudzy ministra: adiutant niosący wachlarz i pisarz Pentuer zaczęli też rozmowę. > Wówczas dwaj słudzy ministra: adiutant niosący wachlarz i pisarz Pentuer, zaczęli też rozmowę.</akap>

<akap>Pisownia łączna / rozdzielna: w oka mgnieniu > w okamgnieniu; jakby > jak by (patrzy tak pokornie, jakby żaden Egipcjanin nie potrafił.); niemniej > nie mniej (Nadnaturalnemu głosowi odpowiedziały dwa niemniej potężne).</akap>

<akap>Zmiany fleksji: (piszemy) historią > historię; wigilią > wigilię (w wigilią szabasu); świątynią > świątynię (Na świątynią boskiej Izydy!) itp.; te > to, te same > to samo (te nurzanie; te same rozumienie) itp.

Pozostawiono niektóre formy (oznaczając je przypisami), notowane przez so.pwn.pl: ziarn (D. lm), piętr, grunta (M. lm) itp.</akap>

<akap>Zmiany leksykalne: czterdziestokilkoletni > czterdziestokilkuletni; siedmnastumorgową > siedemnastomorgową; jedynaście > jedenaście; wyjrzyć > wyjrzeć; jęczyć > jęczeć; wykrzyczyć > wykrzyczeć; siedzić > siedzieć; zlecić > zlecieć; huczyć > huczeć; patrzyć > patrzeć; leżyć > leżeć; mruczyć > mruczeć; warczyć > warczeć; spojrzyć > spojrzeć; trzeszczyć > trzeszczeć; należyć > należeć; mięszać > mieszać itp.; tłomaczyć > tłumaczyć; branzoleta > bransoleta; werenda > weranda; kurytarz > korytarz; owdzie > ówdzie; sprobujemy > spróbujemy; śpichlerzach > spichlerzach; ździwiony > zdziwiony; roździera > rozdziera; śpiczasty > spiczasty; śpiżarnie > spiżarnie; odeszlij > odeślij; ujednolicono: lotus, lotos > lotos; papyrus > papirus; eliksyr > eliksir; tysięce > tysiące; piecząć > pieczęć; siedm > siedem.</akap>

<akap>Pisownia i odmiana nazw obcych: chetycki > hetycki (pozostawiono: "królewny chetyjskiej", dodano przypis); Chetowie > Hetyci; Oziris > Ozyrys; Fayum > Fajum.</akap>

<akap>Składnia: poprawili > poprawiło (kilku żołnierzy ze świty księcia machinalnie poprawili miecze); t.s. (Tam zaś kilku
równie nagich ludzi czerpali wodę konwiami i polewali zagony jarzyn albo za pomocą ręcznych sikawek skrapiali drzewa.); w innych przypadkach dodano przypis.</akap>

<akap>Błąd druku: podobasz > spodobasz (A kto wie --- kończył --- może podobasz się królowi Assarowi i on zechce cię wziąć do haremu?); zmiejszyć > zmniejszyć; probować > próbować; muzyka > muzyką; uczono mnie kapłańskiej szkole > uczono mnie w kapłańskiej szkole; W głębi paliło > W głębi paliły; że swoją świtą > ze swoją świtą; odpowiedzał > odpowiedział.</akap>
</nota_red>


<naglowek_rozdzial>Wstęp</naglowek_rozdzial>



<akap>W północno-wschodnim kącie Afryki leży Egipt, ojczyzna najstarszej cywilizacji w świecie. Przed trzema, czterema, a nawet pięcioma tysiącami lat, kiedy w środkowej Europie odziani w surowe skóry barbarzyńcy kryli się po jaskiniach, Egipt --- już posiadał wysoką organizację społeczną, rolnictwo, rzemiosła i literaturę. Nade wszystko zaś wykonywał olbrzymie prace inżynierskie i wznosił kolosalne budowle, których szczątki budzą podziw w technikach nowożytnych.</akap>


<akap>Egipt --- jest to żyzny wąwóz między pustynią Libijską i Arabską. Głębokość jego wynosi kilkaset metrów, długość sto trzydzieści mil, średnia szerokość zaledwo milę. Od zachodu --- łagodne, ale nagie wzgórza libijskie, od wschodu strome i popękane skały arabskie są ścianami tego korytarza, którego dnem płynie rzeka --- Nil.</akap>


<akap>Z biegiem rzeki, na północ, ściany wąwozu zniżają się, a w odległości dwudziestu pięciu mil od Morza Śródziemnego nagle rozchodzą się, i Nil, zamiast płynąć ciasnym korytarzem, rozlewa się kilkoma ramionami po obszernej równinie mającej kształt trójkąta. Trójkąt ten, zwany Deltą Nilową, ma za podstawę brzeg Morza Śródziemnego, zaś u wierzchołka, przy wyjściu rzeki z wąwozu, miasto Kair tudzież gruzy przedwiekowej stolicy, Memfisu.</akap>


<akap>Gdyby kto mógł wznieść się o dwadzieścia mil w górę i stamtąd spojrzeć na Egipt, zobaczyłby dziwną formę kraju i osobliwe zmiany jego koloru. Z tej wysokości, na tle białych i pomarańczowych piasków, Egipt wyglądałby jak wąż, który w energicznych skrętach posuwa się przez pustynię do Morza Śródziemnego i --- już zanurzył w nim trójkątną głowę, ozdobioną dwojgiem oczu: lewym --- Aleksandrią<pe><slowo_obce>Aleksandria</slowo_obce> --- miasto założone przez Aleksandra Wielkiego po podboju Egiptu, położone nad Morzem Śródziemnym, w zachodniej części delty Nilu.</pe>, prawym --- Damiettą<pe><slowo_obce>Damietta</slowo_obce> --- miasto we wschodniej części delty Nilu, ok. 200 km na płn. od Kairu.</pe>.</akap>


<akap><begin id="b1351582974395-2967838003"/><motyw id="m1351582974395-2967838003">Przemiana, Rzeka</motyw>Długi ten wąż w październiku, kiedy Nil zalewa cały Egipt, miałby błękitną barwę wody. W lutym, kiedy miejsce opadających wód zajmuje wiosenna roślinność, wąż byłby zielony, z błękitną pręgą wzdłuż ciała i mnóstwem błękitnych żyłek na głowie, z powodu kanałów, które przecinają Deltę. W marcu błękitna pręga zwęziłaby się, a ciało węża, skutkiem dojrzewania zbóż, przybrałoby kolor złoty. Wreszcie w początkach czerwca Nilowa pręga byłaby bardzo cienka, a ciało węża zrobiłoby się szare, jakby przysłonięte krepą skutkiem suszy i pyłu.<end id="e1351582974395-2967838003"/></akap>


<akap>Zasadniczą właściwością klimatu egipskiego jest upał: w styczniu bywa dziesięć stopni ciepła, w sierpniu dwadzieścia siedem; niekiedy gorąco sięga czterdziestu siedmiu stopni,
co u nas odpowiada temperaturze rzymskiej łaźni. Nadto --- w sąsiedztwie Morza Śródziemnego, nad Deltą, deszcz pada ledwie dziesięć razy na rok, zaś w Górnym Egipcie raz na dziesięć lat.</akap>


<akap>W tych warunkach Egipt, zamiast kolebką cywilizacji, byłby pustynnym wąwozem, jakich pełno wśród Sahary, gdyby co roku nie wskrzeszały go wody świętej rzeki Nilu. Od końca czerwca do końca września Nil przybiera i zalewa prawie cały Egipt; od końca października do końca maja roku następnego opada i stopniowo odsłania coraz niższe płaty gruntu. Wody rzeki są tak przesycone mineralnymi i organicznymi szczątkami, że kolor ich staje się brunatnawym, więc w miarę
opadania wód na zalanych gruntach osadza się muł żyzny, który zastępuje najlepsze nawozy. Ten muł i gorący klimat sprawia, że Egipcjanin, zamknięty między pustyniami, może mieć trzy zbiory w ciągu roku i około trzystu ziarn<pe><slowo_obce>ziarn</slowo_obce> --- dziś raczej: ziaren.</pe> z jednego ziarna zasiewu!</akap>


<akap>Ale Egipt nie jest jednostajną płaszczyzną, lecz krajem falistym; niektóre jego grunta<pe><slowo_obce>grunta</slowo_obce> --- dziś raczej: grunty.</pe> tylko przez dwa lub trzy miesiące piją błogosławione wody, inne nie widzą jej przez cały rok; wylew bowiem nie dosięga pewnych punktów. Niezależnie od tego --- trafiają się lata małych przyborów, a wówczas część Egiptu nie otrzymuje zapładniającego mułu. Nareszcie, skutkiem upałów, ziemia prędko wysycha i trzeba ją zlewać jak w doniczkach.</akap>


<akap>Wszystkie te okoliczności sprawiły, że naród zamieszkujący dolinę Nilu musiał albo zginąć, jeżeli był słabym, albo uregulować wody, jeżeli posiadał geniusz. Starożytni Egipcjanie mieli geniusz, więc stworzyli cywilizację.</akap>


<akap>Już przed sześcioma tysiącami lat spostrzegli, że Nil przybiera, gdy słońce ukazuje się pod gwiazdą Syriuszem, a zaczyna opadać, gdy słońce zbliża się do gwiazdozbioru Wagi. Spostrzeżenia te popchnęły ich do obserwacji astronomicznych i mierzenia czasu.</akap>


<akap>Aby zachować wodę przez cały rok, wykopali w swoim kraju długą na kilka tysięcy mil sieć kanałów. Aby zaś ubezpieczyć się od nadmiernych wylewów, wznosili potężne tamy i kopali zbiorniki, spomiędzy których sztuczne jezioro Moeris<pe><slowo_obce>jezioro Moeris</slowo_obce> (gr.) --- dziś: jezioro Karun, położone w centrum oazy Fajum, ok. 80 km na płd.-zach. od Kairu.
W starożytności miało powierzchnię kilkakrotnie większą niż obecne 230 km². Na rozkaz faraonów XII dynastii przekopano w obniżeniu płaskowyżu libijskiego kanał łączący naturalne jezioro z Nilem, dzięki czemu wykorzystano je jako zbiornik do odprowadzania niebezpiecznego nadmiaru wód podczas przyborów rzeki. Powiększenie jeziora, budowa tamy oraz systemu kanałów irygacyjnych zwiększyły tereny uprawne o tysiące hektarów, tworząc z oazy Fajum jeden z najżyźniejszych rejonów Egiptu.</pe> zajmowało trzysta kilometrów kwadratowych powierzchni,
przy dwunastu piętrach głębokości. Nareszcie wzdłuż Nilu i kanałów pobudowali mnóstwo prostych, ale skutecznych machin hydraulicznych, za pomocą których można było czerpać wodę i wylewać ją na pola położone o jedno lub dwa piętra wyżej. I jeszcze, jako dopełnienie wszystkiego, trzeba było
co roku oczyszczać zamulone kanały, poprawiać tamy i budować wysoko położone drogi dla wojsk, które w każdej porze musiały odbywać marsze.</akap>


<akap><begin id="b1351586451863-959797008"/><motyw id="m1351586451863-959797008">Organizm</motyw>Te olbrzymie prace wymagały, obok wiadomości z astronomii, miernictwa, mechaniki i budownictwa --- jeszcze doskonałej organizacji. Czy to umocnienie grobli, czy oczyszczenie kanałów musiało być robione i zrobione w pewnym czasie, na wielkiej przestrzeni. Stąd powstała konieczność utworzenia armii robotniczej, liczącej dziesiątki tysięcy głów, działającej w oznaczonym celu i pod jednym kierunkiem. Armii, która musiała mieć mnóstwo małych i wielkich dowódców, mnóstwo oddziałów wykonywających rozmaite prace, skierowane do jednolitego rezultatu, armii, która potrzebowała wiele żywności, środków i sił pomocniczych.</akap>


<akap>Egipt zdobył się na taką armię pracowników i jej zawdzięcza swoje wiekopomne dzieła. Zdaje się, że stworzyli ją, a następnie nakreślali jej plany --- kapłani, czyli mędrcy egipscy;
rozkazywali zaś królowie, czyli faraonowie. Skutkiem tego naród egipski w czasach wielkości tworzył jakby jedną osobę, w której stan kapłański odegrywał<pe><slowo_obce>odegrywać</slowo_obce> --- dziś: odgrywać.</pe> rolę myśli, faraon był wolą, lud --- ciałem, a posłuszeństwo --- cementem.</akap>


<akap>Tym sposobem sama przyroda Egiptu, domagająca się wielkiej, ciągłej i porządnej roboty, stworzyła szkielet społecznej organizacji tego kraju: lud pracował, faraon kierował, kapłani
układali plany. I jak długo te trzy czynniki dążyły zgodnie do celów wskazanych przez naturę, tak długo społeczność mogła kwitnąć i dokonywać swoich dzieł wiecznotrwałych.<end id="e1351586451863-959797008"/></akap>


<akap>Łagodny i wesoły, a bynajmniej nie wojowniczy lud egipski dzielił się na dwie klasy: rolników i rzemieślników. Między rolnikami musieli być jacyś właściciele drobnych kawałków
gruntu, przeważnie jednak byli dzierżawcy ziem należących do faraona, kapłanów i arystokracji. Rzemieślnicy wyrabiający odzież, sprzęty, naczynia i narzędzia byli samodzielnymi; pracujący zaś przy wielkich budowlach tworzyli jakby armię.</akap>


<akap>Każda z tych specjalności, a głównie budownictwo wymagało sił pociągowych i motorów: ktoś musiał czerpać po całych dniach wodę z kanałów lub przenosić kamienie z kopalń tam, gdzie były potrzebne. Te najcięższe mechaniczne zajęcia, a przede wszystkim --- prace w kamieniołomach, wykonywali przestępcy skazani przez sądy lub schwytani na wojnie niewolnicy.</akap>




<akap>Rodowici Egipcjanie mieli barwę skóry miedzianą<pe><slowo_obce>Rodowici Egipcjanie mieli barwę skóry miedzianą</slowo_obce> --- podział na cztery rasy to interpretacja malowideł egipskich dokonana pod wpływem teorii rasowych z czasów autora. Na opublikowanej na początku XIX w. rycinie rekonstruującej fresk z grobowca Setiego I przedstawiono białoskórego Libijczyka (wschód), czarnoskórego Nubijczyka (południe), żółtoskórego Syryjczyka (zachód) oraz miedzianoskórego Egipcjanina jako reprezentujących ludy wszystkich części świata. Współczesne pomiary i badania wykazały, że budową ciała ani genetycznie starożytni Egipcjanie zasadniczo nie różnili się od współczesnych mieszkańców Egiptu. Miedziany odcień skóry na malowidłach egipskich zapewne wynikał z konwencji.</pe>, czym chełpili się, gardząc jednocześnie czarnymi Etiopami, żółtymi Semitami i białymi Europejczykami. Ten kolor skóry, pozwalający odróżnić swojego od obcego, przyczyniał się do utrzymania narodowej jedności silniej aniżeli religia, którą można przyjąć, albo język, którego można się wyuczyć.</akap>


<akap>Z biegiem czasu jednak, kiedy państwowy gmach zaczął pękać, do kraju coraz liczniej napływały obce pierwiastki. Osłabiały one spójność, rozsadzały społeczeństwo, a nareszcie zalały i rozpuściły w sobie pierwotnych mieszkańców kraju.</akap>


<akap>Faraon rządził państwem przy pomocy armii stałej i milicji czy policji tudzież mnóstwa urzędników, z których powoli utworzyła się arystokracja rodowa. Tytularnie był on prawodawcą, naczelnym wodzem, najbogatszym właścicielem, najwyższym sędzią, kapłanem, a nawet synem bożym i bogiem. Cześć boską odbierał nie tylko od ludu i urzędników, ale niekiedy sam sobie stawiał ołtarze i przed swymi własnymi wizerunkami palił kadzidła.</akap>


<akap>Obok faraonów, a bardzo często ponad nimi stali kapłani: był to zakon mędrców kierujący losami kraju.</akap>


<akap>Dziś prawie nie można wyobrazić sobie nadzwyczajnej roli, jaką stan kapłański odegrywał w Egipcie. Byli oni nauczycielami młodych pokoleń, wróżbitami, a więc doradcami ludzi dorosłych, sędziami zmarłych, którym ich wola i wiedza gwarantowała nieśmiertelność. Nie tylko spełniali drobiazgowe obrządki religijne przy bogach i faraonach, ale jeszcze leczyli chorych jako lekarze, wpływali na bieg robót publicznych jako inżynierowie tudzież na politykę jako astrologowie, a nade
wszystko --- znawcy własnego kraju i jego sąsiadów.</akap>


<akap><begin id="b1351586861757-1445707985"/><motyw id="m1351586861757-1445707985">Władza</motyw>W historii Egiptu pierwszorzędne znaczenie mają stosunki, jakie istniały między stanem kapłańskim a faraonami. Najczęściej faraon ulegał kapłanom, składał bogom hojne ofiary i wznosił świątynie. Wówczas żył długo, a jego imię i wizerunki, ryte na pomnikach, przechodziły od pokolenia do pokolenia, pełne chwały. Wielu jednak faraonów panowało krótko, a niektórych znikały nie tylko czyny, ale nawet nazwiska. Parę razy zaś trafiło się, że upadała dynastia, a <wyroznienie>klaff</wyroznienie><pe><slowo_obce>klaff</slowo_obce> --- właśc. <slowo_obce>klaft</slowo_obce>, gr. <slowo_obce>nemes</slowo_obce>, nie czapka, lecz wykonana z jednego kawałka materiału, wiązana w charakterystyczny sposób chusta osłaniająca czoło i całą głowę, z odsłonięciem uszu, zawiązana z tyłu na wysokości karku, z końcami opadającymi z przodu na ramiona. Klaft w złoto-błękitne pasy, z przymocowanym do wzmacniającego pasa na czole emblematem kobry, stanowił królewskie nakrycie głowy. Jednym z najbardziej znanych przykładów przedstawienia klaftu jest Wielki Sfinks w Gizie.</pe>, czapkę faraonów otoczoną wężem, przywdziewał kapłan.<end id="e1351586861757-1445707985"/></akap>


<akap><begin id="b1351587667644-549826099"/><motyw id="m1351587667644-549826099">Upadek, Obcy</motyw>Egipt rozwijał się, dopóki jednolity naród, energiczni królowie i mądrzy kapłani współdziałali sobie<pe><slowo_obce>współdziałać sobie</slowo_obce> --- dziś: współdziałać ze sobą.</pe> dla pomyślności ogółu. Lecz nadeszła epoka, że lud skutkiem wojen zmniejszył się liczebnie, w ucisku i zdzierstwie utracił siły, napływ zaś obcych przybyszów podkopał rasową jedność. A gdy jeszcze w powodzi azjatyckiego zbytku utonęła energia faraonów i mądrość kapłanów, i dwie te potęgi rozpoczęły między sobą walkę o monopol obdzierania ludu, wówczas Egipt dostał się
pod władzę cudzoziemców, i światło cywilizacji przez kilka tysięcy lat płonące nad Nilem --- zagasło.<end id="e1351587667644-549826099"/></akap>


<akap>Poniższe opowiadanie odnosi się do XI wieku przed Chrystusem, kiedy upadła dynastia dwudziesta, a po synu słońca, wiecznie żyjącym Ramzesie XIII<pe><slowo_obce> kiedy upadła dynastia dwudziesta, a po [...] Ramzesie XIII wdarł się na tron [...] San-amen-Herhor</slowo_obce> --- według dzisiejszej wiedzy ostatnim władcą dwudziestej dynastii egipskiej był Ramzes XI, panujący w latach 1114--1085 p.n.e. Wskutek ogólnego rozprężenia i konfliktu wewnętrznego w państwie po 19 latach jego panowania realną władzę w południowej części państwa, Górnym Egipcie, przejął Herhor, arcykapłan Amona w Tebach, zaś w części północnej, Dolnym Egipcie, jej namiestnik Smendes. Ramzes XI sprawował władzę już tylko tytularnie. Po jego śmierci wygasła XX dynastia i rozpoczął się Trzeci Okres Przejściowy, a Egipt faktycznie rozpadł się po raz kolejny na dwie części. Ramzes XI był ostatnim faraonem, który miał spocząć w Dolinie Królów, jednak miejsca jego pochówku nie odnaleziono. W wyniku błędnych interpretacji w XIX w. za ostatnich władców XX dynastii egiptolodzy uważali Ramzesa XII i Ramzesa XIII, dziś zaprzecza się ich istnieniu.</pe>, wdarł się na tron i czoło
swoje ozdobił <wyroznienie>ureusem</wyroznienie><pe><slowo_obce>ureus</slowo_obce> --- wizerunek uniesionej, gotowej do ataku kobry, symbol bogini Wadżet, sprawującej boską opiekę nad faraonem i legitymizującej jego władzę. Ureus umieszczano na koronie lub diademie władcy, ponad czołem, oraz jako amulet i element dekoracyjno-magiczny budowli, sprzętów i biżuterii.</pe> wiecznie żyjący syn słońca San-amen-Herhor<pe><slowo_obce>wdarł się na tron i czoło swoje ozdobił ureusem [...] San-amen-Herhor</slowo_obce> --- Inaczej niż w powieści, Herhor sprawował silną i niezależną władzę, lecz tylko na terenie Górnego Egiptu. Podobnie jak jego następcy na urzędzie arcykapłana Amona w Tebach, nigdy nie koronował się na faraona, nie używał oficjalnych tytułów władcy i formalnie był wasalem jedynego władcy całego, zjednoczonego Egiptu, którym po śmierci Ramzesa XI został Smendes, pierwszy faraon XXI dynastii.</pe>, arcykapłan Amona<pe><slowo_obce>Amon</slowo_obce> --- główny bóg Teb, samoistny stwórca, dawca życia i obrońca sprawiedliwości dla uciśnionych. Od czasów Nowego Państwa, po przeniesieniu stolicy do Teb, utożsamiany z bogiem słońca Re, stał się najwyższym bóstwem panteonu i narodowym bogiem Egiptu.</pe>...</akap>






<naglowek_rozdzial>Rozdział I</naglowek_rozdzial>





<akap>W trzydziestym trzecim roku szczęśliwego panowania Ramzesa XII Egipt święcił dwie uroczystości, które prawowiernych jego mieszkańców napełniły dumą i słodyczą.</akap>


<akap>W miesiącu Mechir, w grudniu, wrócił do Teb<pe><slowo_obce>Teby</slowo_obce> --- największe miasto starożytnego Górnego Egiptu, położone nad Nilem, ok. 800 km na południe od Morza Śródziemnego. Główny ośrodek kultu Amona, z wielkim kompleksem świątyń tego bóstwa, jego żony, bogini Mut, oraz Montu, lokalnego boga wojny. Na początku Średniego Państwa, jako siedziba władcy-zjednoczyciela, Teby stały się stolicą państwa. Ponownie zostały stolicą pięćset lat później, kiedy władcy tebańscy pokonali obcych najeźdźców i kolejny raz zjednoczyli kraj, zapoczątkowując epokę Nowego Państwa. Mimo przeniesienia rezydencji faraonów do Delty w czasach XIX dynastii, Teby stanowiły, obok Memfis, największe miasto Egiptu. Po drugiej stronie Nilu w skalistej Dolinie Królów znajdowało się miejsce pochówku faraonów Nowego Państwa.</pe>, obsypany kosztownymi darami, bożek Chonsu<pe><slowo_obce>Chonsu</slowo_obce> --- egipskie bóstwo lunarne (związane z księżycem). Przedstawiany jako człowiek z dyskiem księżycowym na głowie lub jako postać z głową sokoła. W Tebach uznawany za syna Amona i Mut, tworzył z nimi triadę (trójcę).</pe>, który przez trzy lata i dziewięć miesięcy podróżował w kraju Buchten<pe><slowo_obce>kraj Buchten</slowo_obce> --- Bachtan, prawdopodobnie w północnej Syrii. Nazwa znana tylko z opowieści o księżniczce Bentresz. Według niektórych hipotez być może chodzi o znacznie odleglejszą Baktrię, w Afganistanie.</pe>, uzdrowił tam córkę królewską imieniem Bent-res<pe><slowo_obce>uzdrowił tam córkę królewską imieniem Bent-res</slowo_obce> --- opowieść o cudownym uzdrowieniu księżniczki Bentresz, siostry żony faraona Ramzesa II, pochodzi z inskrypcji na steli w świątyni Chonsu zbudowanej w Tebach przez Ramzesa III (1186--1155 p.n.e.). Inskrypcja powstała kilkaset lat później, za panowania perskiego lub w epoce ptolemejskiej.</pe> i wypędził złego ducha nie tylko z rodziny króla, ale nawet z fortecy Buchtenu.</akap>


<akap>Zaś w miesiącu Farmuti, w lutym, pan Górnego i Dolnego Egiptu, władca Fenicji i dziewięciu narodów, Mer-amen-Ramzes XII<pe><slowo_obce>Mer-amen-Ramzes XII</slowo_obce> --- <slowo_obce>Mer-amen</slowo_obce> (<slowo_obce>Meri Amon</slowo_obce>) oznacza ,,umiłowany przez Amona" i jest częścią rozbudowanego imienia. Starożytni Egipcjanie nie używali numerów przy imionach władców; podczas obejmowania władzy faraonowie przyjmowali imię tronowe.</pe>, po naradzeniu się z bogami, którym jest równy, mianował swoim erpatrem, czyli następcą tronu, dwudziestodwuletniego syna Chamsem-merer-amen-Ramzesa.</akap>


<akap>Wybór ten wielce uradował pobożnych kapłanów, dostojnych nomarchów<pe><slowo_obce>nomarcha</slowo_obce> (z gr. <slowo_obce>nomarchos</slowo_obce>) --- zarządca <slowo_obce>nomu</slowo_obce>, czyli okręgu, jednostki administracyjnej starożytnego Egiptu. Ogółem państwo składało się z 42 nomów: Dolny Egipt był podzielony na 20 nomów, zaś Egipt Górny na 22 nomy. Sam podział, nazwy, obszary i stolice poszczególnych nomów pozostawały bez większych zmian od czasów predynastycznych.</pe>, waleczną armię, wierny lud i wszelkie żyjące na ziemi egipskiej stworzenie. Starsi bowiem synowie faraona, urodzeni z królewny chetyjskiej<pe><slowo_obce>chetyjski</slowo_obce> (daw.), dziś: <slowo_obce>hetycki</slowo_obce> --- należący do ludu Hetytów (w powieści: Chetów), którzy przywędrowali do Anatolii (dziś Turcja) ok. 2000 r. p.n.e. Hetyci założyli tam państwo, które w XIV--XIII w. p.n.e. osiągnęło szczyt potęgi, stało się drugim imperium Bliskiego Wschodu i rywalizowało z Egiptem o dominację w Syrii. Około roku 1190 p.n.e. najazdy tzw. Ludów Morza, których inwazję udało się odeprzeć Egiptowi, spowodowały nagły upadek państwa hetyckiego. Powstały liczne państewka późnohetyckie w południowo-wschodniej Anatolii i północnej Syrii, które przetrwały do VIII w. p.n.e. Kiedy B. Prus tworzył swoją powieść, wiedza o Hetytach była uboga: uważano, że ich państwo znajdowało się na terenach północnej Syrii i wiedziano, że faraon Ramzes II podpisał traktat pokojowo-sojuszniczy z władcą Hetytów, poślubiając jego córkę.</pe>, za sprawą czarów, których zbadać nie można, byli nawiedzeni przez złego ducha. Jeden syn, dwudziestosiedmioletni, od czasu pełnoletności nie mógł chodzić, drugi przeciął sobie żyły i umarł, a trzeci przez zatrute wino, którego nie chciał się wyrzec, wpadł w szaleństwo i mniemając, że jest małpą, całe dnie przepędzał na drzewach.</akap>


<akap>Dopiero czwarty syn, Ramzes, urodzony z królowej Nikotris, córki arcykapłana Amenhotepa<pe><slowo_obce>arcykapłan Amenhotep</slowo_obce> --- namiestnik i najwyższy kapłan Amona w Tebach za panowania Ramzesa IX i dwóch jego następców. Na początku panowania Ramzesa XI usiłował zagarnąć władzę i został z użyciem wojska usunięty z urzędu przez działającego na rozkaz faraona namiestnika Nubii. Niewykluczone jednak, że autor przypadkowo nadał znane egipskie imię postaci według niego fikcyjnej.</pe>, był silny jak wół Apis<pe><slowo_obce>wół Apis</slowo_obce> --- święty byk Apis, symbol siły i męstwa, uważany za wcielenie Ptaha, głównego boga Memfisu. Apisa czczono w sanktuarium, a po śmierci świętego zwierzęcia wybierano kolejne, kierując się szczególnymi znakami, jakie musiały występować na jego ciele.</pe>, odważny jak lew i mądry jak kapłani. Od dzieciństwa otaczał się wojskowymi i jeszcze będąc zwyczajnym księciem, mawiał:</akap>


<akap_dialog><begin id="b1351593913430-679796759"/><motyw id="m1351593913430-679796759">Ambicja</motyw>--- Gdyby bogowie, zamiast młodszym synem królewskim, uczynili mnie faraonem, podbiłbym, jak Ramzes Wielki<pe><slowo_obce>Ramzes Wielki</slowo_obce> --- Ramzes II (1304--1237 p.n.e.), trzeci faraon XIX dynastii, najwybitniejszy władca okresu Nowego Państwa, często uważany za największego i najpotężniejszego faraona w całej historii Egiptu. Panował 66 lat, umacniając i poszerzając odziedziczone imperium. Poprowadził kilka kampanii wojennych w Syrii, w Libii i Nubii. Z królem Hetytów Hattusilisem III wynegocjował i zawarł traktat o pokoju i współpracy, najstarszy zachowany traktat w historii. Wsławił się budową monumentalnych świątyń i pomników w całym kraju.</pe>, dziewięć narodów, o których nigdy w Egipcie nie słyszano, zbudowałbym świątynię większą aniżeli całe Teby, a dla siebie wzniósłbym piramidę, przy której grób Cheopsa<pe><slowo_obce>grób Cheopsa</slowo_obce> --- piramida Cheopsa (Chufu, ok. 2580 p.n.e.), drugiego faraona IV dynastii. Największa z piramid na płaskowyżu Giza, licząca 149 m wysokości.</pe> wyglądałby jak krzak róży obok dojrzałej palmy.<end id="e1351593913430-679796759"/></akap_dialog>


<akap>Otrzymawszy tak pożądany tytuł erpatra, młody książę poprosił ojca o łaskawe mianowanie go dowódcą korpusu Menfi<pe><slowo_obce>korpus Menfi</slowo_obce> --- czyli korpus memficki. Grecka nazwa miasta ,,Memfis" pochodzi od egipskiego Menfe.</pe>. Na co jego świątobliwość Ramzes XII, po naradzie z bogami, którym jest równy, odpowiedział, iż uczyni to, jeżeli następca tronu złoży dowód, że potrafi kierować masą wojsk na stopie bojowej.</akap>


<akap>W tym celu zwołaną została rada pod prezydencją ministra wojny San-amen-Herhora, który był arcykapłanem największej świątyni --- Amona w Tebach.</akap>


<akap>Rada postanowiła:</akap>


<akap>Następca tronu w połowie miesiąca Misori (początek czerwca) zbierze dziesięć pułków rozlokowanych wzdłuż linii, która łączy miasto Memfis z miastem Pi-Uto<pe><slowo_obce>Pi-Uto </slowo_obce> (egipskie: Per-Wadżet, gr.: Buto) --- miasto nad ujściem sebenickiego ramienia Nilu do Morza Śródziemnego, 160 km na północ od Memfis. Stolica 5. nomu Dolnego Egiptu. Centrum kultu bogini Wadżet, protektorki Dolnego Egiptu.</pe> leżącym w Zatoce
Sebenickiej<pe><slowo_obce>Zatoka
Sebenicka</slowo_obce> --- ujście do Morza Śródziemnego jednego z ramion Nilu, nazwanego od gr. nazwy miasta Sebennytos, stolicy 12. nomu Dolnego Egiptu.</pe>.</akap>


<akap>Z dziesięciotysięcznym korpusem, przygotowanym do boju, zaopatrzonym w obóz i machiny wojenne następca uda się na wschód, ku gościńcowi, który biegnie od Memfis do Chetem<pe><slowo_obce>Chetem</slowo_obce> (egipskie <slowo_obce>chetem</slowo_obce>: warownia) --- faraonowie zbudowali sieć ufortyfikowanych placówek broniących Egiptu także od wschodu; w Biblii jako jeden z przystanków podczas wędrówki Izraelitów z delty Nilu na półwysep Synaj wymieniono Etam, ,,na skraju pustyni".</pe>, na granicy ziemi Gosen<pe><slowo_obce> ziemia Gosen</slowo_obce> --- obszar we wschodniej części delty Nilu, biblijna ziemia Goszen, gdzie zamieszkiwali Hebrajczycy w czasie tzw. niewoli egipskiej, i skąd wyprowadził ich Mojżesz.</pe> i pustyni egipskiej.</akap>


<akap>W tym czasie jenerał<pe><slowo_obce>jenerał</slowo_obce> --- dziś popr.: generał.</pe> Nitager, naczelny wódz armii, która strzeże bram Egiptu od najazdu azjatyckich ludów, ma wyruszyć od Gorzkich Jezior<pe><slowo_obce>Gorzkie Jeziora</slowo_obce> --- Małe i Wielkie Jezioro Gorzkie, dwa słonowodne jeziora na południu Przesmyku Sueskiego łączącego Egipt z półwyspem Synaj, przez które przebiega naturalna granica między Egiptem a Azją. Obecnie stanowią część trasy Kanału Sueskiego.</pe> przeciw następcy tronu.</akap>


<akap>Obie armie: azjatycka i zachodnia, zetkną się w okolicach miasta Pi-Bailos<pe><slowo_obce>Pi-Bailos</slowo_obce> --- dziś: Bilbeis, miasto we wschodniej części Delty Nilu, położone ok. 85 km na północny-wschód od Memfis oraz ok. 80 km na zachód od Przesmyku Sueskiego, a 20 km na południe od Az-Zakazik.</pe>, ale --- na pustyni, ażeby pracowity rolnik ziemi Gosen nie doznał przeszkód w swoich zajęciach.</akap>


<akap>Następca tronu zwycięży, jeżeli nie da się zaskoczyć Nitagerowi, a więc --- jeżeli zgromadzi wszystkie pułki i zdąży ustawić je w szyku bojowym na spotkanie nieprzyjaciela.</akap>


<akap>W obozie księcia Ramzesa znajdować się będzie sam jego dostojność Herhor, minister wojny, i o biegu wypadków złoży raport faraonowi.</akap>


<akap>Granicę ziemi Gosen i pustyni stanowiły dwie drogi komunikacyjne. Jedną był kanał transportowy od Memfis do jeziora Timsah<pe><slowo_obce>jezioro Timsah (arab.)</slowo_obce> --- Jezioro Krokodyli, słonowodne jezioro położone na Przesmyku Sueskim, na północ od Gorzkich Jezior. Obecnie przez jego wschodnią część przebiega trasa Kanału Sueskiego.
</pe>, drugą --- szosa. Kanał znajdował się jeszcze w ziemi Gosen, szosa już w pustyni, którą obie drogi otaczały półkolem. Z szosy prawie na całej przestrzeni widać było kanał.</akap>


<akap>Niezależnie od sztucznych granic sąsiadujące krainy różniły się pod każdym względem. Ziemia Gosen pomimo falistości gruntu wydawała się równiną, pustynię zaś składały wapienne wzgórza i doliny piaszczyste. Ziemia Gosen wyglądała jak olbrzymia szachownica, której zielone i żółte poletka odgraniczały się barwą zbóż i palmami rosnącymi na miedzach; zaś na rudym piasku pustyni i jej białych wzgórzach płat zieloności albo kępa drzew i krzaków wyglądały jak zabłąkany
podróżny.</akap>


<akap>Na płodnej ziemi Gosen z każdego pagórka tryskał ciemny gaj akacji, sykomorów<pe><slowo_obce>sykomorów</slowo_obce> --- dziś popr.: sykomor; <slowo_obce>sykomora</slowo_obce>
--- jeden z gatunków figowca, drzewo powszechne w Egipcie, Palestynie i Syrii. Z trwałego i lekkiego drewna wyrabiano skrzynie, trumny i inne cenne sprzęty. Owoce jadalne, ale mniej smaczne niż owoce figowca pospolitego.</pe> i tamaryndusów<pe><slowo_obce>tamaryndus</slowo_obce> --- tamarynd a. tamaryndowiec, drzewo tropikalne ze wschodniej Afryki. Daje smaczne owoce, cenione jest też jego drewno.</pe>, z daleka przypominających nasze lipy, wśród których kryły się pałacyki z rzędami
przysadzistych kolumn albo żółte lepianki chłopów. Niekiedy obok gaju bieliło się miasteczko z domami o płaskich dachach albo ponad drzewa ciężko wznosiły się piramidalne bramy świątyń, niby podwójne skały, upstrzone dziwnymi znakami.</akap>


<akap>W pustyni, spoza pierwszego szeregu trochę zielonych pagórków, wyzierały nagie wzgórza, zasłane stertami głazów. Zdawało się, że przesycony nadmiarem życia kraj zachodni z królewską hojnością rzuca na drugą stronę kanału zieleń i kwiaty; lecz wiecznie głodna pustynia pożera je w następnym roku i przerabia na popiół.</akap>


<akap>Odrobina roślinności, wygnanej na skały i piaski, trzymała się miejsc niższych, dokąd za pomocą rowów, przebitych w nasypie szosy, można było doprowadzać wodę z kanału. Jakoż między łysymi wzgórzami, w pobliżu szosy, piły rosę niebieską ukryte oazy, gdzie rósł jęczmień i pszenica, winny krzew, palmy i tamaryndusy.</akap>


<akap>W takich miejscach żyli i ludzie --- pojedynczymi rodzinami, którzy, spotkawszy się na targu w Pi-Bailos, mogli nawet nie wiedzieć, że sąsiadują ze sobą na pustyni.</akap>


<akap>Szesnastego Misori koncentracja wojsk była prawie skończona. Dziesięć pułków następcy tronu, które miały zluzować azjatyckie wojska Nitagera, już zebrały się na gościńcu, powyżej miasta Pi-Bailos, z obozem i częścią wojennych machin.</akap>


<akap>Ruchami ich kierował sam następca. On zorganizował dwie
linie zwiadów, z których dalsza miała śledzić nieprzyjaciół,
bliższa --- pilnować własnej armii od napadu, który był możliwym w okolicy pełnej wzgórz i wąwozów. On, Ramzes, w ciągu tygodnia sam objechał i obejrzał maszerujące różnymi
traktami pułki pilnie bacząc: czy żołnierze mają porządną
broń i ciepłe płaszcze na noc, czy w obozach znajduje się
dostateczna ilość sucharów, mięsa i suszonych ryb. On wreszcie rozkazał, aby żony, dzieci i niewolników wojsk, idących
na granicę wschodnią, przewieziono kanałem, co wpłynęło na
zmniejszenie obozów i ułatwiło ruchy właściwej armii.</akap>


<akap>Najstarsi jenerałowie podziwiali wiedzę, zapał i ostrożność
następcy tronu, a nade wszystko jego pracę i prostotę. Swój
liczny dwór, książęcy namiot, wozy i lektyki zostawił on
w Memfis; a sam w odzieży prostego oficera jeździł od pułku
do pułku, konno, na sposób asyryjski, w towarzystwie dwu
adiutantów.</akap>


<akap>Dzięki temu koncentracja właściwego korpusu poszła bardzo szybko i wojska w oznaczonym czasie stanęły pod Pi-Bailos.</akap>


<akap>Inaczej było z książęcym sztabem, z greckim pułkiem, który
mu towarzyszył, i kilkoma wojennymi machinami.</akap>


<akap>Sztab, zebrany w Memfis, miał drogę najkrótszą, więc wyruszył najpóźniej, ciągnąc za sobą ogromny obóz. Prawie
każdy oficer, a byli to panicze wielkich rodów, miał lektykę
z czterema Murzynami, dwukolny wóz wojenny, bogaty namiot i mnóstwo skrzynek z odzieżą i jedzeniem tudzież dzbanów pełnych piwa i wina.</akap>


<akap>Prócz tego za oficerami wybrała się w podróż liczna trupa
śpiewaczek i tancerek z muzyką; każda zaś, jako wielka dama,
musiała mieć wóz, zaprzężony w jedną lub dwie pary wołów,
i lektykę.</akap>


<akap>Gdy ciżba ta wylała się z Memfis, zajęła na gościńcu więcej miejsca aniżeli armia następcy tronu. Maszerowano zaś
tak powoli, że machiny wojenne, które zostawiono na końcu,
ruszyły o dobę później, aniżeli był rozkaz. Na domiar złego,
śpiewaczki i tancerki zobaczywszy pustynię, wcale jeszcze
niestraszną w tym miejscu, zaczęły bać się i płakać. Więc,
dla uspokojenia ich, trzeba było przyśpieszyć nocleg, rozbić
namioty i urządzić widowisko, a potem ucztę.</akap>


<akap>Nocna zabawa, w chłodzie, pod gwiaździstym niebem, na
tle dzikiej natury, tak podobała się tancerkom i śpiewaczkom,
że oświadczyły, iż odtąd będą występować tylko w pustyni.
Tymczasem następca tronu, dowiedziawszy się w drodze
o sprawach swego sztabu, przysłał rozkaz, ażeby jak najprędzej zawrócono kobiety do miasta i przyśpieszono pochód.</akap>


<akap>Przy sztabie znajdował się jego dostojność Herhor, minister
wojny, lecz tylko w charakterze widza. Nie prowadził za sobą
śpiewaczek, ale też i nie robił żadnych uwag sztabowcom.
Kazał wynieść swoją lektykę na czoło kolumny i stosując
się do jej ruchów, posuwał się naprzód albo odpoczywał pod
cieniem wielkiego wachlarza, którym osłaniał go adiutant.</akap>


<akap>Jego dostojność Herhor był to człowiek czterdziestokilkuletni, silnie zbudowany, zamknięty w sobie. Rzadko odzywał
się i równie rzadko spoglądał na ludzi spod zapuszczonych<pe><slowo_obce>zapuszczony</slowo_obce> (tu daw.) --- opuszczony, przymknięty; <slowo_obce>zapuścić powieki</slowo_obce> (daw.) --- opuścić powieki, przymknąć oczy.</pe>
powiek.</akap>


<akap>Jak każdy Egipcjanin miał obnażone ręce i nogi, odkrytą
pierś, sandały na stopach, krótką spódniczkę dokoła bioder,
a z przodu fartuszek w pasy niebieskie i białe. Jako kapłan,
golił zarost i włosy i nosił skórę pantery zawieszoną przez
lewe ramię. Nareszcie, jako żołnierz, nakrywał głowę małym
gwardyjskim hełmem, spod którego na kark spadała chusteczka, również w białe i niebieskie pasy.</akap>


<akap>Na szyi miał potrójny łańcuch złoty, a pod lewym ramieniem, na piersiach, krótki miecz w kosztownej pochwie.</akap>


<akap>Lektyce jego, dźwiganej przez sześciu czarnych niewolników, stale towarzyszyło trzech ludzi: jeden niósł wachlarz,
drugi topór ministra, a trzeci skrzynkę z papirusami. Był to
Pentuer, kapłan i pisarz ministra, chudy asceta, który w największy upał nie nakrywał ogolonej głowy. Pochodził z ludu,
lecz pomimo niskiego urodzenia zajmował ważne stanowisko
w państwie dzięki wyjątkowym zdolnościom.</akap>


<akap>Chociaż minister ze swymi urzędnikami znajdował się na
czele sztabowej kolumny i nie mieszał się do jej ruchów,
nie można jednak twierdzić, ażeby nie wiedział, co się dzieje
poza nim. Co godzinę, niekiedy co pół godziny, do lektyki
dostojnika zbliżał się --- to niższy kapłan, zwyczajny ,,sługa
boży", to żołnierz maruder, to przekupień albo niewolnik,
który niby obojętnie przechodząc obok cichego orszaku ministra, rzucał jakieś słówko. Słówko to zaś Pentuer niekiedy
zapisywał, ale najczęściej pamiętał, bo pamięć miał nadzwyczajną.</akap>


<akap>Na te drobnostki nikt nie zważał w zgiełkliwym tłumie
sztabowców. Oficerowie ci, wielcy panicze, zanadto byli zajęci bieganiem, hałaśliwą rozmową lub śpiewem, ażeby mieli
patrzeć, kto zbliża się do ministra; tym więcej, że wciąż
mnóstwo ludzi snuło się wzdłuż szosy.</akap>


<akap>Piętnastego Misori sztab następcy tronu, wraz z jego dostojnością ministrem, przepędził noc pod gołym niebem w odległości jednej mili od pułków ustawiających się już do boju
w poprzek szosy, za miastem Pi-Bailos.</akap>


<akap>Przed pierwszą z rana, która odpowiada naszej godzinie
szóstej, wzgórza pustynne przybrały kolor fioletowy. Spoza
nich wychyliło się słońce. Ziemię Gosen zalała różowość,
a miasteczka, świątynie, pałace magnatów i lepianki chłopów
wyglądały jak iskry i płomienie, w jednej chwili zapalone
wśród zieloności.</akap>


<akap><begin id="b1351595076855-2106825750"/><motyw id="m1351595076855-2106825750">Świt</motyw>Niebawem zachodni horyzont oblała barwa złota. I zdawało
się, że zieloność ziemi Gosen rozpływa się w złocie, a niezliczone kanały, zamiast wody, toczą roztopione srebro. Ale
wzgórza pustyni zrobiły się jeszcze mocniej fioletowymi, rzucając długie cienie na piaski i czarność na rośliny.</akap>


<akap>Straże stojące wzdłuż szosy doskonale mogły widzieć wysadzone palmami pola za kanałem. Na jednych zielenił się len,
pszenica, koniczyna, na innych --- złocił się dojrzewający jęczmień drugiego posiewu. Jednocześnie z chat, ukrytych między
drzewami, zaczęli wychodzić do roboty rolnicy, ludzie nadzy,
barwy miedzianej, którzy za cały ubiór mieli krótką spódniczkę na biodrach i czepek na głowie.</akap>




<akap>Jedni zwrócili się do kanałów, aby oczyszczać je z mułu
albo czerpać wodę i wylewać na pola za pomocą machin podobnych do żurawi przy studniach. Inni rozproszywszy się
między drzewami zbierali dojrzałe figi i winogrona. Snuło
się tam sporo nagich dzieci i kobiet w białych, żółtych lub
czerwonych koszulach bez rękawów.</akap>


<akap>I był wielki ruch w tej okolicy. Na niebie drapieżne ptactwo pustyni uganiało się za gołębiami i kawkami ziemi
Gosen. Wzdłuż kanału huśtały się zgrzytające żurawie z kubełkami płodnej wody, a ludzie, którzy zbierali owoce, ukazywali się i znikali między zielonością drzew jak barwne motyle. Zaś w pustyni, na szosie, już zamrowiło się wojsko i jego
służba. Przeleciał oddział konnych uzbrojony w lance<pe><slowo_obce>oddział konnych uzbrojony w lance</slowo_obce> --- anachronizm.</pe>.<end id="e1351595076855-2106825750"/> Za
nim pomaszerowali łucznicy w czepkach i spódniczkach; mieli oni łuki w garści, sajdaki<pe><slowo_obce>sajdak</slowo_obce> --- wyposażenie łucznika składające się z futerału na łuk oraz futerału na strzały (kołczanu).</pe> na plecach i szerokie tasaki u prawego boku. Łucznikom towarzyszyli procarze niosący torby
z pociskami i uzbrojeni w krótkie miecze.</akap>


<akap>O sto kroków za nimi szły dwa małe oddziałki piechoty:
jeden uzbrojony we włócznie, drugi w topory. Ci i tamci
nieśli w rękach prostokątne tarcze, na piersiach mieli grube
kaftany, niby pancerze, a na głowie czepki z chusteczkami
zasłaniającymi kark od upału. Czepki i kaftany były w pasy:
niebieskie z białym lub żółte z czarnym, co robiło żołnierzy
podobnymi do wielkich szerszeni.</akap>


<akap>Za przednią strażą, otoczona oddziałem toporników, posuwała się lektyka ministra, a za nią, w miedzianych hełmach
i pancerzach, greckie roty, których miarowy krok przypominał uderzenia ciężkich młotów. W tyle było słychać skrzypienie wozów, ryk bydła i krzyki woźniców, a z boku szosy przemykał się brodaty handlarz fenicki w lektyce zawieszonej
między dwoma osłami. Nad tym wszystkim unosił się tuman
złotego pyłu i gorąco.</akap>


<akap>Nagle od straży przedniej przycwałował konny żołnierz
i zawiadomił ministra, że zbliża się następca tronu. Jego dostojność wysiadł z lektyki, a w tejże chwili na szosie ukazała
się garstka jeźdźców, którzy zeskoczyli z koni. Po czym jeden
z jeźdźców i minister zaczęli iść ku sobie, co kilka kroków
zatrzymując się i kłaniając.</akap>


<akap_dialog>--- Bądź pozdrowiony, synu faraona, który oby żył wiecznie --- odezwał się minister.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bądź pozdrowiony i żyj długo, ojcze święty --- odparł
następca. A potem dodał:</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ciągniecie tak wolno, jakby wam nogi upiłowano, a Nitager najpóźniej za dwie godziny stanie przed naszym korpusem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Powiedziałeś prawdę. Twój sztab maszeruje bardzo powoli.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mówi mi też Eunana --- tu Ramzes wskazał na stojącego
za sobą oficera obwieszonego amuletami --- że nie wysyłaliście
patroli do wąwozów. A przecież na wypadek rzeczywistej
wojny nieprzyjaciel z tej strony mógł was napaść.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie jestem dowódcą, tylko sędzią --- spokojnie odpowiedział minister.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A cóż robił Patrokles?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Patrokles z greckim pułkiem eskortuje machiny wojenne.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A mój krewny i adiutant, Tutmozis<pe><slowo_obce>Tutmozis</slowo_obce> --- gr. Totmes, egip. Dżehutimes, imię noszone przez czterech faraonów Nowego Państwa, m.in. wielkiego zdobywcę Totmesa III.</pe>?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Podobno jeszcze śpi.</akap_dialog>


<akap>Ramzes niecierpliwie uderzył nogą w ziemię i umilkł. Był
to piękny młodzieniec, z twarzą prawie kobiecą, której gniew
i opalenizna dodawały wdzięku. Miał na sobie obcisły kaftan
w pasy niebieskie i białe, tegoż koloru chustkę pod hełmem,
złoty łańcuch na szyi i kosztowny miecz pod lewym ramieniem.</akap>


<akap_dialog>--- Widzę --- odezwał się książę --- że tylko ty jeden, Eunano,
dbasz o moją cześć.</akap_dialog>


<akap>Obwieszony amuletami oficer schylił się do ziemi.</akap>


<akap_dialog>--- Tutmozis jest to próżniak --- mówił następca. --- Wracaj,
Eunano, na swoje stanowisko. Niech przynajmniej przednia
straż ma dowódcę.</akap_dialog>


<akap>Potem spojrzawszy na świtę, która już go otoczyła, jakby
wyrosła spod ziemi, dodał:</akap>


<akap_dialog>--- Niech mi przyniosą lektykę. Jestem zmęczony jak kamieniarz.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czyliż<pe><slowo_obce>czyliż</slowo_obce> (daw.) --- czy, czyż.</pe> bogowie mogą męczyć się!... --- szepnął jeszcze
stojący za nim Eunana.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Idź na swoje miejsce --- rzekł Ramzes.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A może rozkażesz mi, wizerunku księżyca, teraz zbadać
wąwozy? --- cicho spytał oficer. --- Proszę cię, rozkazuj mi, bo
gdziekolwiek jestem, serce moje goni za tobą, aby odgadnąć
twoją wolę i spełnić ją.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wiem, że jesteś czujny --- odparł Ramzes. --- Już idź
i uważaj na wszystko.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ojcze święty --- zwrócił się Eunana do ministra --- polecam waszej dostojności moje najpokorniejsze służby.</akap_dialog>

<akap>
Ledwie Eunana odjechał, gdy na końcu maszerującej kolumny zrobił się jeszcze większy tumult. Szukano lektyki
następcy tronu, ale --- nie było jej. Natomiast ukazał się, rozbijając greckich żołnierzy, młody człowiek dziwnej powierzchowności. Miał na sobie muślinową koszulkę, bogato haftowany fartuszek i złotą szarfę przez ramię. Nade wszystko
jednak odznaczała się jego ogromna peruka, składająca się
z mnóstwa warkoczyków, i sztuczna bródka, podobna do kociego ogona.</akap>


<akap>Był to Tutmozis, pierwszy elegant w Memfis, który nawet
podczas marszu stroił się i oblewał perfumami.</akap>


<akap_dialog>--- Witaj, Ramzesie! --- wołał elegant, gwałtownie rozpychając oficerów. --- Wyobraź sobie, że gdzieś podziała się twoja
lektyka; musisz więc usiąść do mojej, która wprawdzie nie
jest godną ciebie, ale nie najgorszą.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rozgniewałeś mnie --- odparł książę. --- Śpisz zamiast pilnować wojska.</akap_dialog>


<akap>Zdumiony elegant zatrzymał się.</akap>


<akap_dialog>--- Ja śpię?... --- zawołał. --- Bodaj język usechł temu, kto
mówi podobne kłamstwa. Ja, wiedząc, że przyjedziesz, od godziny ubieram się, przygotowuję ci kąpiel i perfumy...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A tymczasem oddział posuwa się bez komendy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc ja mam być komendantem oddziału, w którym
znajduje się jego dostojność minister wojny i taki wódz jak
Patrokles?</akap_dialog>


<akap>Następca tronu umilkł, a tymczasem Tutmozis zbliżywszy
się do niego szeptał:</akap>


<akap_dialog>--- Jak ty wyglądasz, synu faraona?... Nie masz peruki,
włosy i odzienie pełne kurzu, skóra czarna i popękana jak
ziemia w lecie?... Najczcigodniejsza królowa-matka wygnałaby mnie ze dworu zobaczywszy twoją nędzę...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jestem tylko zmęczony.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc siadaj do lektyki. Są tam świeże wieńce róż, pieczone ptaszki i dzban wina z Cypru. Ukryłem też --- dodał
jeszcze ciszej --- Senurę w obozie...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jest?... --- spytał książę. Błyszczące przed chwilą oczy
zamgliły mu się.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niech wojsko idzie naprzód --- mówił Tutmozis --- a my
tu zaczekajmy na nią...</akap_dialog>


<akap>Ramzes jakby ocknął się.</akap>


<akap_dialog>--- Dajże mi spokój, pokuso!... Przecież za dwie godziny
bitwa...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co to za bitwa!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A przynajmniej rozstrzygnięcie losów mego dowództwa.</akap_dialog>


<akap_dialog><begin id="b1351595577518-1264473040"/><motyw id="m1351595577518-1264473040">Pokusa, Wódz, Wojna</motyw>--- Żartuj z tego --- uśmiechnął się elegant. --- Przysiągłbym,
że już wczoraj minister wojny posłał raport do jego świątobliwości z prośbą, ażebyś dostał korpus Menfi.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wszystko jedno. Dziś nie potrafiłbym myśleć o czym
innym aniżeli o armii.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Okropny jest w tobie ten pociąg do wojny, na której
człowiek nie myje się przez całe miesiące, ażeby pewnego
dnia zginąć... Brr!... Gdybyś jednak zobaczył Senurę... Tylko
spojrzyj na nią...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Właśnie dlatego nie spojrzę --- odparł Ramzes stanowczo.<end id="e1351595577518-1264473040"/></akap_dialog>


<akap>W chwili gdy spoza greckich szeregów ośmiu ludzi wyniosło
ogromną lektykę Tutmozisa dla następcy tronu, od straży
przedniej przyleciał jeździec. Zsunął się z konia i biegł tak
prędko, aż dzwoniły mu na piersiach wizerunki bogów lub
tabliczki z ich imionami. Był to rozgorączkowany Eunana.</akap>


<akap>Wszyscy zwrócili się do niego, co zdawało się robić mu
przyjemność.</akap>


<akap_dialog>--- Erpatre, najwyższe usta! --- zawołał Eunana, schylając
się przed Ramzesem. --- Kiedy, zgodnie z twoim boskim rozkazem, jechałem na czele oddziału, pilnie bacząc na wszystko,
spostrzegłem na szosie dwa piękne <wyroznienie>skarabeusze</wyroznienie><pe><slowo_obce>skarabeusz</slowo_obce> --- rodzaj dużych, czarnych chrząszczy o metalicznym połysku. Toczące kulkę nawozu skarabeusze symbolizowały wędrówkę słońca po niebie i ponowne narodziny. Pod postacią skarabeusza czczono słonecznego boga Chepri. Bardzo popularne były amulety, pierścienie i pieczęcie w kształcie skarabeuszy, wytwarzane z kamienia, metali, kości słoniowej.</pe>. Każdy
ze świętych żuków toczył przed sobą glinianą kulkę<pe><slowo_obce>Każdy ze świętych żuków toczył przed sobą glinianą kulkę</slowo_obce> --- skarabeusze odżywiają się nawozem, a w utoczonej z niego kulce samica składa jajo, z którego rozwija się młode.</pe> w poprzek
drogi, ku piaskom...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc cóż? --- przerwał następca.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rozumie się --- ciągnął Eunana, spoglądając w stronę ministra --- że jak nakazuje pobożność, ja i moi ludzie, złożywszy
hołd złotym wizerunkom słońca, zatrzymaliśmy pochód. Jest
to tak ważna wróżba, że bez rozkazu nikt z nas nie ośmieliłby
się iść naprzód.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Widzę, że jesteś prawdziwie pobożnym Egipcjaninem, choć rysy masz hetyckie --- odpowiedział dostojny
Herhor. A zwróciwszy się do kilku bliżej stojących dygnitarzy dodał:</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie pójdziemy dalej gościńcem, bo moglibyśmy podeptać
święte żuki. Pentuerze, czy tym wąwozem, na prawo, można
okolić szosę?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak jest --- odparł pisarz ministra. --- Wąwóz ten ma
milę długości i wychodzi znowu na szosę, prawie naprzeciw
Pi-Bailos.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ogromna strata czasu --- wtrącił gniewnie następca.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przysiągłbym, że to nie skarabeusze, ale duchy moich
fenickich lichwiarzy --- odezwał się elegant Tutmozis. --- Nie
mogąc z powodu śmierci odebrać pieniędzy, zmuszają mnie,
abym za karę szedł przez pustynię!...</akap_dialog>


<akap>Świta książęca z niepokojem oczekiwała decyzji, więc Ramzes odezwał się do Herhora:</akap>


<akap_dialog>--- Cóż o tym myślisz, ojcze święty?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Spojrzyj na oficerów --- odparł kapłan --- a zrozumiesz,
że musimy iść wąwozem.</akap_dialog>


<akap>Teraz wysunął się dowódca Greków, generał Patrokles,
i rzekł do następcy:</akap>


<akap_dialog><begin id="b1351595928398-3454466694"/><motyw id="m1351595928398-3454466694">Świętokradztwo</motyw><begin id="b1351595970939-3964540797"/><motyw id="m1351595970939-3964540797">Wierzenia, Religia</motyw>--- Jeżeli książę pozwolisz, mój pułk pójdzie dalej szosą.
Nasi żołnierze nie boją się skarabeuszów.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wasi żołnierze nie boją się nawet grobów królewskich --- odpowiedział minister. --- Nie musi tam być jednak
bezpiecznie, skoro żaden nie wrócił.</akap_dialog>


<akap>Zmieszany Grek usunął się do świty.<end id="e1351595928398-3454466694"/></akap>


<akap_dialog>--- Przyznaj, ojcze święty --- szepnął z najwyższym gniewem
następca --- że taka przeszkoda nawet osła nie zatrzymałaby
w podróży.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bo też osioł nigdy nie będzie faraonem --- spokojnie
odparł minister.<end id="e1351595970939-3964540797"/></akap_dialog>


<akap_dialog>--- W takim razie ty, ministrze, przeprowadzisz oddział
przez wąwóz! --- zawołał Ramzes. --- Ja nie znam się na kapłańskiej taktyce, zresztą muszę odpocząć. Chodź ze mną, kuzynie --- rzekł do Tutmozisa i skierował się w stronę łysych
pagórków.</akap_dialog>






<naglowek_rozdzial>Rozdział II</naglowek_rozdzial>




<akap>Jego dostojność Herhor natychmiast polecił swemu adiutantowi, który nosił topór, objąć dowództwo straży przedniej
w miejsce Eunany. Potem wysłał rozkaz, ażeby machiny wojenne do rzucania wielkich kamieni zjechały z szosy ku wąwozowi, a żołnierze greccy aby ułatwiali im przejście w miejscach trudnych. Wszystkie zaś wozy i lektyki oficerów świty
miały ruszyć na końcu.</akap>


<akap>Kiedy Herhor wydawał rozkazy, adiutant noszący wachlarz
zbliżywszy się do pisarza Pentuera szepnął:</akap>


<akap_dialog>--- Chyba już nigdy nie będzie można jeździć tą szosą...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dlaczego? --- odparł kapłan. --- Ale skoro dwa święte
żuki przeszły nam drogę, nie wypada iść nią dalej. Mogłoby
się zdarzyć nieszczęście.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Już i tak jest nieszczęście. Albo nie uważałeś, że książę
Ramzes rozgniewał się na ministra, a nasz pan nie należy do
tych, którzy zapominają...</akap_dialog>


<akap_dialog><begin id="b1351603694652-1586661367"/><motyw id="m1351603694652-1586661367">Władza</motyw>--- Nie książę na naszego pana, ale nasz pan na księcia obraził się i zgromił go --- odrzekł Pentuer. --- I dobrze zrobił. Bo
młodemu księciu już dziś wydaje się, że będzie drugim Menesem<pe><slowo_obce>Menes</slowo_obce> --- utożsamiany z Narmerem, ok. 3100 p.n.e., pierwszy władca I dynastii, uważany za twórcę państwa, zjednoczyciela dwu krajów: Górnego i Dolnego Egiptu. Według tradycji założył miasto Memfis, leżące pomiędzy obiema krainami.</pe>...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Chyba Ramzesem Wielkim?... --- wtrącił adiutant.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ramzes Wielki słuchał bogów, za co we wszystkich świątyniach ma chlubne napisy. Ale Menes, pierwszy faraon Egiptu, był burzycielem porządku i tylko ojcowskiej łagodności
kapłanów zawdzięcza, że jego imię jest wspominane... Chociaż nie dałbym jednego utena<pe><slowo_obce>uten</slowo_obce> a. <slowo_obce>deben</slowo_obce> --- jednostka wagi, około 91 gramów. W czasach opisywanych w powieści monet jeszcze nie znano. Wartość towaru wyrażano w jednostkach wagowych miedzi, srebra lub złota.</pe> miedzi, że mumia Menesa nie
istnieje.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mój Pentuerze --- mówił adiutant --- jesteś mędrcem,
więc rozumiesz, że nam wszystko jedno, czy mamy dziesięciu
panów, czy jedynastu...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale ludowi nie wszystko jedno, czy ma wydobywać co
roku górę złota dla kapłanów, czy dwie góry złota: dla kapłanów i dla faraona --- odpowiedział Pentuer i oczy mu błysnęły.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rozmyślasz o niebezpiecznych sprawach --- szepnął adiutant.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A ileż razy ty sam gorszyłeś się zbytkami dworu faraona
i nomarchów?... --- spytał zdziwiony kapłan.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Cicho... cicho!... jeszcze będziemy mówili o tych rzeczach,
ale nie teraz.<end id="e1351603694652-1586661367"/></akap_dialog>


<akap>Pomimo piasku machiny wojenne, do których przyprzężono
po dwa woły, szybciej toczyły się po pustyni aniżeli po szosie.
Przy pierwszej z nich szedł Eunana, zakłopotany i rozmyślający nad tym: dlaczego minister pozbawił go dowództwa
przedniej straży? Czy chce mu powierzyć jakieś wyższe stanowisko?</akap>


<akap>Wyglądając tedy nowej kariery, a może dla zagłuszenia
obaw, które miotały jego sercem, pochwycił drąg i gdzie był
głębszy piasek, podpierał balistę albo krzykiem zachęcał Greków. Ci jednak mało zwracali na niego uwagi.</akap>


<akap>Już dobre pół godziny orszak posuwał się krętym wąwozem
o ścianach nagich i spadzistych, gdy straż przednia znowu zatrzymała się. W tym miejscu znajdował się inny wąwóz, poprzeczny, środkiem którego ciągnął się dość szeroki kanał.</akap>


<akap>Goniec, wysłany do ministra z wiadomością o przeszkodzie,
przywiózł polecenie, ażeby kanał natychmiast zasypać.</akap>


<akap>Około setki żołnierzy greckich z oskardami i łopatami rzuciło się do roboty. Jedni odrąbywali kamienie ze skał, drudzy
wrzucali je do rowu i przysypywali piaskiem.</akap>


<akap>Wtem z głębi wąwozu wyszedł człowiek z motyką mającą
formę bocianiej szyi z dziobem. Był to chłop egipski, stary,
zupełnie nagi. Przez chwilę z najwyższym zdumieniem patrzył
na robotę żołnierzy, nagle skoczył między nich wołając:</akap>


<akap_dialog>--- Co wy dokazujecie, poganie, przecież to kanał?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A ty jak śmiesz złorzeczyć wojownikom jego świątobliwości? --- zapytał go, już obecny w tym miejscu, Eunana.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Widzę, że musisz być wielkim i Egipcjaninem --- odparł
chłop --- więc odpowiem ci, że ten kanał należy do potężnego
pana: jest on ekonomem u pisarza przy takim, co nosi wachlarz jego dostojności nomarchy Memfis. Baczcie więc, ażeby
was nieszczęście nie spotkało!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Róbcie swoje --- rzekł protekcjonalnym tonem Eunana
do żołnierzy greckich, którzy zaczęli przypatrywać się chłopu.
Nie rozumieli jego mowy, ale zastanowił ich ton.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Oni wciąż zasypują!... --- mówił chłop z rosnącym przerażeniem. --- Biada wam, psubraty! --- zawołał, rzucając się na
jednego z motyką.</akap_dialog>


<akap>Grek wyrwał motykę, uderzył chłopa w zęby, aż krew
wystąpiła mu na usta. Potem znowu zabrał się do sypania
piasku.</akap>


<akap>Oszołomiony ciosem chłop stracił odwagę i zaczął błagać:</akap>


<akap_dialog>--- Panie --- mówił --- ależ ten kanał ja sam kopałem przez
dziesięć lat nocami i w święta! Nasz pan obiecał, że jeżeli uda
mi się przeprowadzić wodę do tej dolinki, zrobi mnie na niej
parobkiem, odstąpi piątą część zbiorów i da wolność... Słyszycie?... Wolność mnie i trojgu dzieciom, o bogowie!...</akap_dialog>


<akap>Wzniósł ręce i znowu zwrócił się do Eunany:</akap>


<akap_dialog>--- Oni mnie nie rozumieją, ci zamorscy brodacze, potomstwo psów, bracia Fenicjan i Żydów. Ale ty, panie, wysłuchasz mnie... Od dziesięciu lat, kiedy inni szli na jarmark albo
na tańce, albo na świętą procesję, ja wykradałem się w ten
niegościnny wąwóz. Nie chodziłem na grób matki mojej,
tylkom kopał; zapomniałem o zmarłych, ażeby moim dzieciom i sobie choć na jeden dzień przed śmiercią dać wolność
i ziemię... Wy bądźcie moimi świadkami, o bogowie, ile razy
zaskoczyła mnie tutaj noc... Ile ja tu razy słyszałem płaczliwe
głosy hien i widziałem zielone oczy wilków. Alem nie uciekał,
bo gdzież bym nieszczęsny uciekł, gdy na każdej ścieżce
czyhał strach, a w tym kanale wolność trzymała mnie za
nogi. Raz, o tam, za załamem, wyszedł na mnie lew, faraon
wszystkich zwierząt. Motyka wypadła mi z ręki. Więc ukląkłem przed nim i rzekłem te słowa, jak mnie widzicie: ,,Panie
--- czyliż raczyłbyś mnie zjeść... jestem przecież tylko niewolnikiem!" Lew drapieżca ulitował się nade mną; omijał
mnie wilk; nawet zdradzieckie nietoperze oszczędzały biedną
moją głowę, a ty, Egipcjaninie...</akap_dialog>


<akap>Chłop umilkł, spostrzegł zbliżający się orszak ministra
Herhora. Po wachlarzu poznał, że musi to być ktoś wielki,
a po skórze pantery, że kapłan. Pobiegł więc ku niemu, ukląkł
i uderzył głową o piasek.</akap>


<akap_dialog>--- Czego chcesz, człowieku? --- zapytał dostojnik.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- ,,Światło słoneczne, wysłuchaj mnie! --- zawołał chłop.
--- Oby nie było jęków w twojej komnacie i nieszczęście nie
szło za tobą! Oby twoje czyny nie załamały się i oby cię prąd
nie porwał, gdy będziesz płynął Nilem na drugi brzeg..."</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pytam, czego chcesz? --- powtórzył minister.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- ,,Dobry panie --- prawił chłop --- przewodniku bez kaprysów, który zwyciężasz fałsz, a stwarzasz prawdę... Który jesteś
ojcem biedaka, mężem wdowy, szatą nie mającego matki...
Pozwól, abym miał sposobność rozgłaszać imię twoje jako
prawo w kraju... Przyjdź do słowa ust moich... Słuchaj i zrób
sprawiedliwość, najszlachetniejszy ze szlachetnych..."<pa><slowo_obce>Światło słoneczne, wysłuchaj mnie! [...] Słuchaj i zrób
sprawiedliwość, najszlachetniejszy ze szlachetnych...</slowo_obce> --- gadanina chłopa autentyczna.</pa></akap_dialog>


<akap_dialog>--- On chce, ażeby nie zasypywano tego rowu --- odezwał
się Eunana.</akap_dialog>


<akap>Minister wzruszył ramionami i posunął się w stronę kanału,
przez który rzucono kładkę. Wówczas zrozpaczony chłop pochwycił go za nogi.</akap>


<akap_dialog>--- Precz z <wyroznienie>tym</wyroznienie>!... --- krzyknął jego dostojność, cofnąwszy
się jak przed ukąszeniem żmii.</akap_dialog>


<akap>Pisarz Pentuer odwrócił głowę; jego chuda twarz miała
barwę szarą. Ale Eunana schwycił i ścisnął chłopa za kark,
a nie mogąc oderwać go od nóg ministra, wezwał żołnierzy.
<begin id="b1351604163717-1847407513"/><motyw id="m1351604163717-1847407513">Pozycja społeczna, Niewola, Bieda</motyw>Po chwili jego dostojność, oswobodzony, przeszedł na drugą
stronę rowu, a żołnierze prawie w powietrzu odnieśli chłopa
na koniec maszerującego oddziału. Dali mu kilkadziesiąt kułaków, a zawsze zbrojni w trzciny podoficerowie odliczyli mu
kilkadziesiąt kijów i nareszcie --- rzucili u wejścia do wąwozu.</akap>


<akap>Zbity, pokrwawiony, a nade wszystko przestraszony nędzarz
chwilę posiedział na piasku, przetarł oczy i nagle zerwawszy
się począł uciekać w stronę gościńca jęcząc:</akap>


<akap_dialog>--- Pochłoń mnie, ziemio!... Przeklęty dzień, w którym ujrzałem światło, i noc, w której powiedziano: ,,narodził się
człowiek..." W płaszczu sprawiedliwości nie ma nawet skrawka
dla niewolników... I sami bogowie nie spojrzą na taki twór,
który ma ręce do pracy, gębę tylko do płaczu, a grzbiet do
kijów... O śmierci, zetrzyj moje ciało na popiół, ażebym jeszcze i tam, na polach Ozyrysa<pe><slowo_obce>Ozyrys</slowo_obce> (mit. egipska) --- jeden z najważniejszych bogów Egiptu. Brat i mąż Izydy, panował jako władca ziemi. Zabity przez swego brata, Seta, został wskrzeszony przez Izydę, z którą przed powtórną śmiercią spłodził Horusa. Następnie panował w świecie pozagrobowym, sądząc zmarłych. Odradzał się w swoim synu Horusie, który przejął po nim władzę ziemską. Jako umierający i powracający do życia był bogiem wegetacji, odradzającej się przyrody i wiecznego życia. Przedstawiany w postaci człowieka w koronie władcy i z insygniami królewskimi, owiniętego w bandaże na kształt mumii.</pe><pe><slowo_obce>pola Ozyrysa</slowo_obce> --- kraina zmarłych, do której po śmierci trafiali sprawiedliwi. Żyzne pola tej krainy zapewniały dostatni żywot wieczny, ale zmarli musieli je uprawiać.</pe>, po raz drugi nie urodził się
niewolnikiem...<end id="e1351604163717-1847407513"/></akap_dialog>






<naglowek_rozdzial>Rozdział III</naglowek_rozdzial>




<akap>Dyszący gniewem książę Ramzes wdzierał się na pagórek,
a za nim Tutmozis. Elegantowi przekręciła się peruka, sztuczna bródka odpadła, więc niósł ją w rękach. Pomimo zmęczenia
byłby blady na twarzy, gdyby nie warstwa różu.</akap>


<akap>Wreszcie książę zatrzymał się na szczycie. Od wąwozu dolatywał ich zgiełk żołnierstwa i łoskot toczących się balist;
przed nimi rozciągał się ogromny płat ziemi Gosen, wciąż
kąpiącej się w blaskach słońca. Zdawało się, że to nie ziemia,
ale złoty obłok, na którym marzenie wymalowało krajobraz
farbami ze szmaragdów, srebra, rubinów, pereł i topazów.</akap>


<akap>Następca wyciągnął rękę.</akap>


<akap_dialog>--- Patrz --- zawołał do Tutmozisa --- tam ma być moja ziemia, a tu moje wojsko... I otóż tam --- najwyższymi budowlami
są pałace kapłanów, a tu --- najwyższym dowódcą wojsk jest
kapłan!... Czy można cierpieć coś podobnego?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak zawsze było --- odparł Tutmozis, lękliwie oglądając
się dokoła.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To fałsz! Znam przecież dzieje tego kraju zasłonięte
przed wami. Dowódcami wojsk i panami urzędników byli
tylko faraonowie, a przynajmniej energiczniejsi spośród nich.
Tym władcom nie schodziły dnie na ofiarach i modlitwach,
lecz na rządzeniu państwem...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jeżeli jest taka wola jego świątobliwości... --- wtrącił
Tutmozis.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie jest wolą mojego ojca, ażeby nomarchowie rządzili
samowolnie w swoich stolicach, a etiopski<pe><slowo_obce>etiopski namiestnik</slowo_obce> --- chodzi o Nubię, rejon na południe od I katarakty nilowej, tj. dzisiejszy południowy Egipt i północny Sudan. Podbitą Nubią rządził namiestnik faraona, mający do dyspozycji sformowane z miejscowych wojowników wojska garnizonowe. W czasach Nowego Państwa oddziały nubijskie pełniły rolę elitarnych sił strażniczych i policyjnych w całym państwie egipskim. Grecy w czasach antycznych używali nazw: Etiopia, Etiopowie na określenie wszystkich terenów i ludów na południe od Egiptu.</pe> namiestnik prawie
uważał się za równego królowi królów. I nie może być wolą
mego ojca, ażeby jego armia obchodziła dwa złote żuki, dlatego że ministrem wojny jest kapłan.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wielki to wojownik!... --- szepnął coraz bardziej wylękniony Tutmozis.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jaki on tam wojownik!... Że pobił garstkę zbójców libijskich, którzy powinni uciekać na sam widok kaftanów egipskich żołnierzy? Ale zobacz, co robią nasi sąsiedzi. Izrael
zwłóczy ze składaniem haraczu i płaci coraz mniej. Chytry
Fenicjanin co roku wycofuje po kilka okrętów z naszej floty.
Przeciw Hetytom musimy na wschodzie trzymać wielką armię<pe><slowo_obce>Izrael zwłóczy ze składaniem haraczu... przeciw Hetytom musimy na wschodzie trzymać wielką armię</slowo_obce> --- po atakach Ludów Morza i załamaniu cywilizacji epoki brązu, Palestyna i Syria uwolniły się spod hegemonii egipskiej. Potężne państwo Hetytów faktycznie już nie istniało, ale funkcjonowały dziesiątki małych państewek.</pe>,
a koło Babilonu<pe><slowo_obce>Babilon</slowo_obce> --- wielkie miasto w środkowej Mezopotamii (dziś: Irak), nad Eufratem. W tym czasie był stolicą państwa Babilonii.</pe> i Niniwy<pe><slowo_obce>Niniwa</slowo_obce> --- miasto w północnej Mezopotamii (dziś: Irak), nad Tygrysem, od trzeciego tysiąclecia p.n.e. ważne centrum kultu bogini Isztar. Za panowania Sennacheryba (705--682 p.n.e.) ustanowiona nową stolicą państwa asyryjskiego. W czasach opisywanych w powieści miała niewielkie znaczenie polityczne, zaś stolicą Asyrii było miasto Assur (Aszur).</pe> kipi ruch, który czuć w całej Mezopotamii.</akap_dialog>


<akap>I jakiż jest ostateczny skutek rządów kapłańskich? Ten, że
kiedy jeszcze mój pradziad miał sto tysięcy talentów rocznego
dochodu i sto sześćdziesiąt tysięcy wojska, mój ojciec ma
ledwie pięćdziesiąt tysięcy talentów<pe><slowo_obce>talent</slowo_obce> --- starożytna jednostka wagi, używana w Mezopotamii, przyjęta na Bliskim Wschodzie, następnie przez Greków i Rzymian. Zależnie od kraju talent był równy od 27 do 32 kilogramów. Dzielił się na 60 min.</pe> i sto dwadzieścia tysięcy
wojska... A co to za wojsko!... Gdyby nie korpus grecki, który
trzyma ich w porządku jak brytan owce, już dziś egipscy żołnierze słuchaliby tylko kapłanów, a faraon spadłby do poziomu nędznego nomarchy.</akap>


<akap_dialog>--- Skąd ty to wiesz?... Skąd takie myśli?... --- dziwił się
Tutmozis.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Alboż nie pochodzę z rodu kapłanów?! Przecież uczyli
mnie, gdym jeszcze nie był następcą tronu. O, gdy zostanę faraonem po moim ojcu, który oby żył wiecznie, położę im na
karkach nogę obutą w spiżowy sandał... A najpierwej sięgnę
do ich skarbnic, które zawsze były przesycone, ale od czasów
Ramzesa Wielkiego zaczęły puchnąć i dzisiaj są tak wydęte
złotem, że spoza nich nie widać skarbu faraona.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Biada mnie i tobie! --- westchnął Tutmozis. --- Masz zamysły, pod którymi ugiąłby się ten pagórek, gdyby słyszał
i rozumiał. A gdzie twoje siły... pomocnicy... żołnierze?...
Przeciw tobie stanie cały naród, prowadzony przez potężną
klasę... A kto za tobą?</akap_dialog>


<akap>Książę słuchał i zamyślił się. Wreszcie odparł:</akap>


<akap_dialog>--- Wojsko...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Znaczna część jego pójdzie za kapłanami.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Korpus grecki...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Beczka wody w Nilu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Urzędnicy...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W połowie należą do nich.</akap_dialog>


<akap>Ramzes smutnie potrząsnął głową i umilkł.</akap>


<akap>Ze szczytu nagim i kamienistym spadkiem zeszli na drugą
stronę wzgórza. Wtem Tutmozis, który wysunął się trochę naprzód, zawołał:</akap>


<akap_dialog>--- Czy urok padł na moje oczy?... Spojrzyj, Ramzesie!...
Ależ między tymi skałami kryje się drugi Egipt...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Musi to być jakiś folwark kapłański, który nie opłaca
podatków --- z goryczą odpowiedział książę.</akap_dialog>


<akap>U ich stóp, w głębi, leżała żyzna dolina mająca formę wideł,
których rogi kryły się między skałami. W jednym rogu widać było kilka chat dla służby i ładny domek właściciela czy
rządcy. Rosły tu palmy, wino, oliwki, drzewa figowe z powietrznymi korzeniami, cyprysy, nawet młode baobaby. Środkiem płynęła struga wody, zaś na stokach wzgórz, co kilkaset
kroków, widać było nieduże sadzawki.</akap>


<akap>Zeszedłszy między winnice, pełne dojrzałych gron, usłyszeli kobiecy głos, który wołał, a raczej śpiewał na tęskną
nutę:</akap>


<akap_dialog>--- Gdzie jesteś, kureczko moja, odezwij się, gdzie jesteś,
ulubiona?... Uciekłaś ode mnie, choć sama poję cię i karmię
czystym ziarnem, aż wzdychają niewolnicy... Gdzież jesteś,
odezwij się!... Pamiętaj, że cię noc zaskoczy i nie trafisz do
domu, w którym wszyscy ci usługują; albo przyleci z pustyni
rudy jastrząb i poszarpie ci serce. Wtedy na próżno będziesz
wołała twojej pani, jak teraz ja ciebie... Odezwijże się, bo
rozgniewam się i odejdę, a ty będziesz musiała wracać za
mną piechotą...</akap_dialog>


<akap>Śpiew zbliżał się w stronę podróżnych. Już śpiewaczka była
od nich o kilka kroków, gdy Tutmozis wsunąwszy głowę
między krzaki zawołał:</akap>


<akap_dialog>--- Spojrzyj no, Ramzesie, ależ to prześliczna dziewczyna!...</akap_dialog>


<akap>Książę, zamiast patrzeć, wpadł na ścieżkę i zabiegł drogę
śpiewającej. Było to istotnie piękne dziewczę z greckimi rysami twarzy i cerą słoniowej kości. Spod welonu na głowie
wyglądały ogromne, czarne włosy, skręcone w węzeł. Miała
na sobie białą szatę powłóczystą, którą z jednej strony unosiła ręką; pod przejrzystą zasłoną widać było dziewicze piersi,
z kształtu podobne do jabłek.</akap>


<akap_dialog>--- Kto ty jesteś, dziewczyno? --- zawołał Ramzes. Z czoła
zniknęły mu groźne bruzdy, oczy zaiskrzyły się.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O Jehowo<pe><slowo_obce>Jehowa</slowo_obce> --- Jahwe, imię narodowego Boga Żydów.</pe>!... ojcze!... --- krzyknęła przerażona, bez ruchu
zatrzymując się na ścieżce. Powoli jednak uspokoiła się, a jej
aksamitne oczy przybrały zwykły wyraz łagodnego smutku.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Skądeś się tu wziął?... --- zapytała Ramzesa trochę drżącym głosem. --- Widzę, że jesteś żołnierz, a tu żołnierzom
wchodzić nie wolno.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dlaczego nie wolno?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bo to jest ziemia wielkiego pana, Sezofrisa...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ho! ho!... --- uśmiechnął się Ramzes.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie śmiej się, bo wnet zbledniesz. Pan Sezofris jest pisarzem pana Chairesa, który nosi wachlarz nad najdostojniejszym nomarchą Memfisu... A mój ojciec widział go i padał
przed nim na twarz.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ho! ho! ho!... --- powtarzał, wciąż śmiejąc się, Ramzes.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Słowa twoje są bardzo zuchwałe --- rzekła, marszcząc się,
dziewczyna. --- Gdyby z twarzy nie patrzyła ci dobroć, myślałabym, że jesteś greckim najemnikiem albo bandytą.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jeszcze nim nie jest, ale kiedyś może zostać największym bandytą, jakiego ta ziemia nosiła --- wtrącił elegancki
Tutmozis, poprawiając swoją perukę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A ty musisz być tancerzem --- odparła już ośmielona
dziewczyna. --- O!... jestem nawet pewna, że widziałam cię na
jarmarku w Pi-Bailos, jak zaklinałeś węże...</akap_dialog>


<akap>Obaj młodzi ludzie wpadli w doskonały humor.</akap>


<akap_dialog>--- A któż ty jesteś? --- zapytał dziewczyny Ramzes, biorąc
ją za rękę, którą cofnęła.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie bądź taki śmiały. Jestem Sara, córka Gedeona,
rządcy tego folwarku.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Żydówka?... --- rzekł Ramzes i cień przesunął mu się po
twarzy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Cóż to szkodzi... co to szkodzi!... --- zawołał Tutmozis.
--- Czy myślisz, że Żydówki są mniej słodkie od Egipcjanek?...
Są tylko skromniejsze i trudniejsze, co ich miłości nadaje
wdzięk nadzwyczajny.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc jesteście poganami --- rzekła Sara z godnością. ---
Odpocznijcie, jeżeliście zmęczeni, narwijcie sobie winogron
i odejdźcie z Bogiem. Nasza służba nierada takim gościom.</akap_dialog>


<akap>Chciała odejść, lecz Ramzes ją zatrzymał.</akap>


<akap_dialog>--- Stój... Podobałaś mi się i nie możesz tak nas opuszczać.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zły duch cię opętał. Nikt w tej dolinie nie śmiałby przemawiać w taki sposób do mnie... --- oburzyła się Sara.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bo widzisz --- wtrącił Tutmozis --- ten młodzik jest oficerem kapłańskiego pułku Ptah<pe><slowo_obce>pułk Ptah</slowo_obce> --- czyli korpus Menfi, memficki. Ptah był głównym bogiem miasta Memfis. Korpusy wojsk egipskich nosiły nazwy głównych bóstw: armia Ramzesa Wielkiego walcząca w bitwie pod Kadesz składała się z korpusów ,,Amon", ,,Re", ,,Ptah" i ,,Set".</pe> i pisarzem u pisarza takiego
pana, który nosi wachlarz nad noszącym wachlarz za nomarchą Habu<pe><slowo_obce>nomarcha Habu</slowo_obce> --- zarządca położonego na południowo-wschodnim krańcu Delty 8. nomu Dolnego Egiptu o nazwie A-bet, na terenie którego miały odbyć się manewry.</pe>.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pewnie, że musi być oficerem --- odparła Sara, w zamyśleniu patrząc na Ramzesa. --- Może nawet sam jest wielkim panem?... --- dodała, kładąc palec na ustach.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czymkolwiek jestem, twoja piękność przewyższa moje
dostojeństwo --- odparł Ramzes namiętnie. --- Powiedz --- rzekł
nagle --- czy prawda, że wy... jadacie wieprzowinę?...</akap_dialog>


<akap>Sara spojrzała na niego obrażona, a Tutmozis wtrącił:</akap>


<akap_dialog>--- Jak to widać, że nie znasz Żydówek!... Dowiedz się zatem, że Żyd wolałby umrzeć aniżeli jeść świńskie mięso,
którego ja wreszcie nie uważam za najgorsze...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale koty zabijacie? --- nalegał Ramzes, ściskając ręce
Sarze i patrząc jej w oczy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I to bajka... podła bajka!... --- zawołał Tutmozis. ---
Mogłeś mnie zapytać o te rzeczy, zamiast gadać brednie...
Miałem przecie trzy Żydówki kochankami...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dotychczas mówiłeś prawdę, ale teraz kłamiesz --- odezwała się Sara. --- Żydówka nie będzie niczyją kochanką! ---
dodała dumnie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nawet kochanką pisarza u takiego pana, który nosi wachlarz nad nomarchą memfijskim?... --- zapytał drwiącym tonem Tutmozis.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nawet...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nawet kochanką tego pana, który nosi wachlarz?...</akap_dialog>


<akap>Sara zawahała się, lecz odparła:</akap>


<akap_dialog>--- Nawet.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc może nie zostałaby kochanką nomarchy?...</akap_dialog>


<akap>Dziewczynie opadły ręce. Ze zdziwieniem spoglądała kolejno na obu młodych ludzi; usta jej drżały, a oczy zachodziły
łzami.</akap>




<akap_dialog>--- Kto wy jesteście?... --- pytała zatrwożona. --- Zeszliście tu
z gór, jak podróżni, którzy chcą wody i chleba... Ale mówicie
do mnie jak najwięksi panowie... Coście wy za jedni?...
Twój miecz --- zwróciła się do Ramzesa --- jest wysadzany
szmaragdami, a na szyi masz łańcuch takiej roboty, jakiego w swoim skarbcu nie posiada nasz pan, miłościwy
Sezofris...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Odpowiedz mi lepiej, czy ci się podobam?... --- spytał
z naleganiem Ramzes, ściskając jej rękę i tkliwie patrząc
w oczy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jesteś piękny jak anioł Gabriel, ale ja boję się ciebie,
bo nie wiem, kto ty jesteś...</akap_dialog>


<akap>Wtem, spoza gór, odezwał się dźwięk trąbki.</akap>


<akap_dialog>--- Wzywają cię --- zawołał Tutmozis.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A gdybym ja był taki wielki pan jak wasz Sezofris?...
--- pytał książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ty możesz być... --- szepnęła Sara.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A gdybym ja nosił wachlarz nad nomarchą Memfisu?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ty możesz być nawet i tak wielkim...</akap_dialog>


<akap>Gdzieś na wzgórzu odezwała się druga trąbka.</akap>


<akap_dialog>--- Idźmy, Ramzesie!... --- nalegał zatrwożony Tutmozis.</akap_dialog>


<akap_dialog><begin id="b1351611867702-2866151821"/><motyw id="m1351611867702-2866151821">Oświadczyny</motyw>--- A gdybym ja był... następcą tronu, czy poszłabyś do
mnie, dziewczyno?... --- pytał książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O Jehowo!... --- krzyknęła Sara, upadając na kolana.</akap_dialog>

<akap>
Teraz w rozmaitych punktach grały trąbki gwałtowną pobudkę.</akap>


<akap_dialog>--- Biegnijmy!... --- wołał zdesperowany Tutmozis --- Czy nie
słyszysz, że w obozie alarm?...</akap_dialog>


<akap>Następca tronu prędko zdjął łańcuch ze swej szyi i zarzucił
go na Sarę.</akap>


<akap_dialog><begin id="b1355824051519-2315748972"/><motyw id="m1355824051519-2315748972">Zmysły</motyw>--- Oddaj to ojcu --- mówił --- kupuję cię od niego. Bądź
zdrowa...</akap_dialog>


<akap>Namiętnie pocałował ją w usta, a ona objęła go za nogi.
Wyrwał się, odbiegł parę kroków, znowu wrócił i znowu piękną jej twarz i krucze włosy pieścił pocałunkami, jakby nie
słysząc niecierpliwych odgłosów armii.<end id="e1351611867702-2866151821"/></akap>


<akap_dialog>--- W imieniu jego świątobliwości faraona wzywam cię ---
idź ze mną!... --- krzyknął Tutmozis i schwycił księcia za rękę.</akap_dialog>


<akap>Zaczęli biec pędem w stronę głosu trąbek. Ramzes chwilami
zataczał się jak pijany i odwracał głowę. Wreszcie zaczęli
wdrapywać się na przeciwległy pagórek.</akap>


<akap>,,I ten człowiek --- myślał Tutmozis --- chce walczyć z kapłanami!..."<end id="e1355824051519-2315748972"/></akap>






<naglowek_rozdzial>Rozdział IV</naglowek_rozdzial>




<akap>Następca tronu i jego towarzysz biegli z ćwierć godziny po
skalistym grzbiecie wzgórza, coraz bliżej słysząc trąbki, które
wciąż gwałtowniej i gwałtowniej wygrywały alarm. Nareszcie znaleźli się w miejscu, skąd można było ogarnąć wzrokiem
całą okolicę.</akap>


<akap>Na lewo ciągnęła się szosa, za którą dokładnie było widać
miasto Pi-Bailos, stojące za nim pułki następcy tronu i ogromny tuman pyłu, który unosił się nad nacierającym ze wschodu przeciwnikiem.</akap>


<akap>Na prawo ział szeroki wąwóz, środkiem którego pułk grecki<pe><slowo_obce>pułk grecki</slowo_obce> --- obecność greckich oddziałów najemnych w armii egipskiej jest poświadczona dopiero za panowania Psametycha I (664--610 p.n.e.), który nawiązał bliższe stosunki ze światem helleńskim.</pe> ciągnął wojenne machiny. Niedaleko od szosy wąwóz ten
zlewał się z drugim, szerszym, który wychodził z głębi pustyni.</akap>


<akap>Otóż w tym punkcie działo się coś niezwykłego. Grecy
z machinami stali bezczynnie niedaleko połączenia obu wąwozów; lecz na samym połączeniu, między szosą a sztabem
następcy, wyciągnęły się cztery gęste szeregi jakiegoś innego
wojska, niby cztery płoty najeżone iskrzącymi włóczniami.</akap>


<akap>Mimo bardzo spadzistej drogi książę cwałem zbiegł do
swego oddziału, do miejsca, gdzie stał minister wojny otoczony oficerami.</akap>


<akap_dialog>--- Co się tu dzieje?... --- groźnie zawołał. --- Dlaczego trąbicie
alarm zamiast maszerować?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jesteśmy odcięci --- rzekł Herhor.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Kto?... przez kogo?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nasz oddział przez trzy pułki Nitagera, które wyszły
z pustyni.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc tam, blisko szosy, stoi nieprzyjaciel?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Stoi sam niezwyciężony Nitager...</akap_dialog>


<akap>Zdawało się, że w tej chwili następca tronu oszalał. Skrzywiły mu się usta, oczy wyszły z orbit. Wydobył miecz i pobiegłszy do Greków krzyknął chrapliwym głosem:</akap>


<akap_dialog>--- Za mną na tych, którzy nam zastąpili drogę!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Żyj wiecznie, erpatre!... --- zawołał Patrokles, równie dobywając miecza. --- Naprzód, potomkowie Achillesa!... --- zwrócił się do swoich żołnierzy. --- Pokażmy egipskim krowiarzom,
że nas zatrzymywać nie wolno!</akap_dialog>


<akap>Trąbki zagrały do ataku. Cztery krótkie, ale wyprostowane
szeregi poszły naprzód, wzbił się tuman pyłu i krzyk na cześć
Ramzesa.</akap>


<akap>W parę minut Grecy znaleźli się wobec pułków egipskich
i --- zawahali się.</akap>


<akap_dialog>--- Naprzód!... --- wołał następca, biegnąc z mieczem w ręku.
Grecy zniżyli włócznie. W szeregach przeciwnych zrobił
się jakiś ruch, i przeleciał szmer i --- również zniżyły się
włócznie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Kto wy jesteście, szaleńcy?... --- odezwał się potężny głos
ze strony przeciwnej.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Następca tronu!... --- odpowiedział Patrokles.</akap_dialog>


<akap>Chwila ciszy.</akap>


<akap_dialog>--- Rozstąpić się!... --- powtórzył ten sam wielki głos co pierwej.</akap_dialog>


<akap>Pułki armii wschodniej z wolna otworzyły się jak ciężkie
podwójne wrota i --- grecki oddział przeszedł.</akap>


<akap>Wówczas do następcy zbliżył się siwy wojownik w złocistym hełmie i zbroi i nisko skłoniwszy się rzekł:</akap>


<akap_dialog>--- Zwyciężyłeś, erpatre. Tylko wielki wódz w ten sposób
wydobywa się z kłopotu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ty jesteś Nitager, najwaleczniejszy z walecznych!... ---
zawołał książę.</akap_dialog>


<akap>W tej chwili zbliżył się do nich minister wojny, który
słyszał rozmowę, i rzekł cierpko:</akap>


<akap_dialog>--- A gdyby po waszej stronie znalazł się równie niesforny
wódz, jak erpatre, czym zakończylibyśmy manewry?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dajże spokój młodemu wojownikowi! --- odparł Nitager. --- Czyliż nie wystarcza ci, że pokazał lwie pazury, jak
przystało na dziecię faraonów?...</akap_dialog>


<akap>Tutmozis słysząc, jaki obrót przybiera rozmowa, zwrócił
się do Nitagera:</akap>


<akap_dialog>--- Skąd wziąłeś się tutaj, dostojny wodzu, jeżeli główne
twoje siły znajdują się przed naszą armią?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wiedziałem, jak niedołężnie maszeruje oddział z Memfis,
gdy następca gromadzi pułki pod Pi-Bailos. No i dla śmiechu
chciałem przyłapać was, paniczyków... Na moje nieszczęście
znalazł się tu następca i popsuł mi plany. Tak zawsze postępuj, Ramzesie, naturalnie, wobec prawdziwych nieprzyjaciół.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A jeżeli, jak dziś, trafi na trzy razy większą siłę?... ---
zapytał Herhor.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więcej znaczy odważny rozum aniżeli siła --- odpowiedział stary wódz. --- Słoń jest pięćdziesiąt razy mocniejszym
od człowieka, a jednak ulega mu lub ginie z jego ręki...</akap_dialog>


<akap>Herhor słuchał w milczeniu.</akap>


<akap>Manewry uznano za skończone. Następca tronu w towarzystwie ministra i wodzów pojechał do wojsk pod Pi-Bailos,
przywitał weteranów Nitagera i pożegnał swoje pułki, rozkazując im iść na wschód i życząc powodzenia. Następnie
otoczony wielką świtą wracał szosą do Memfis, wśród tłumów
z ziemi Gosen, które z zielonymi gałązkami i w świątecznych
szatach pozdrawiały zwycięzcę.</akap>


<akap>Gdy gościniec skręcił ku pustyni, tłum przerzedził się; a gdy
zbliżyli się do miejsca, gdzie sztab następcy z powodu skarabeuszów wszedł do wąwozu, na szosie już nie było nikogo.</akap>


<akap>Wtedy Ramzes skinął na Tutmozisa i wskazując mu łysy
pagórek, szepnął:</akap>


<akap_dialog>--- Pójdziesz tam, do Sary...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rozumiem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I powiesz jej ojcu, że oddaję mu folwark pod Memfisem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rozumiem. Pojutrze będziesz ją miał.</akap_dialog>


<akap>Po tej wymianie zdań Tutmozis cofnął się ku maszerującym za świtą wojskom i zniknął.</akap>


<akap>Prawie naprzeciw wąwozu, do którego z rana wjechały machiny wojenne, o kilkanaście kroków za szosą rosło nieduże,
choć stare drzewo tamaryndowe. W tym miejscu zatrzymała
się straż poprzedzająca książęcą świtę.</akap>


<akap_dialog>--- Czy znowu spotykamy się ze skarabeuszami?... --- zapytał ze śmiechem następca tronu ministra.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zobaczymy --- odparł Herhor.</akap_dialog>


<akap>Jakoż zobaczyli: na wątłym drzewie wisiał nagi człowiek.</akap>


<akap_dialog>--- Cóż to znaczy? --- zawołał wzruszony następca.</akap_dialog>


<akap>Pobiegli do drzewa adiutanci i przekonali się, że wisielcem
jest ów stary chłop, któremu wojsko zasypało kanał.</akap>


<akap_dialog>--- Słusznie powiesił się --- krzyczał między oficerami Eunana. --- Czybyście uwierzyli, że ten nędzny niewolnik ośmielił
się schwytać za nogi jego dostojność ministra!...</akap_dialog>


<akap>Ramzes usłyszawszy to zatrzymał konia. Następnie zsiadł
i zbliżył się do złowrogiego drzewa.</akap>


<akap>Chłop wisiał z głową wyciągniętą naprzód; miał usta szeroko otwarte, dłonie zwrócone do widzów, a w oczach zgrozę.
Wyglądał jak człowiek, który chce coś powiedzieć, ale mu
głosu zabrakło.</akap>


<akap_dialog>--- Nieszczęśliwy --- westchnął ze współczuciem książę.</akap_dialog>


<akap>Gdy wrócił do orszaku, kazał sobie opowiedzieć historią
chłopa, a później przez długi czas jechał milczący.</akap>


<akap>Przed oczyma wciąż stał mu obraz samobójcy, a w sercu
nurtowało uczucie, że temu pogardzonemu niewolnikowi stała
się wielka krzywda. Tak niezmierna krzywda, że nad nią mógł
zastanawiać się nawet on, syn i następca faraona.</akap>


<akap>Gorąco było nieznośne, kurz wysuszał wargi i kłuł oczy
ludziom i zwierzętom. Zatrzymano oddział na krótki postój,
a tymczasem Nitager kończył rozmowę z ministrem.</akap>


<akap_dialog>--- Moi oficerowie --- mówił stary wódz --- nie patrzą pod
nogi, tylko przed siebie. I może dlatego nigdy nie zaskoczył
mnie nieprzyjaciel.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tym przypomniałeś mi, wasza dostojność, że powinienem
zapłacić pewne długi --- odparł Herhor i kazał zgromadzić się
oficerom i żołnierzom, jacy byli pod ręką.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A teraz --- rzekł minister --- zawołajcie Eunanę.</akap_dialog>


<akap>Obwieszony amuletami oficer znalazł się tak prędko, jakby
od dawna czekał na to wezwanie. Na jego twarzy malowała
się radość, z trudem hamowana przez pokorę.</akap>


<akap>Herhor, ujrzawszy przed sobą Eunanę, zaczął:</akap>


<akap_dialog>--- Z woli jego świątobliwości, wraz ze skończeniem manewrów, najwyższa władza wojskowa znowu przechodzi
w moje ręce.</akap_dialog>


<akap>Obecni pochylili głowy.</akap>


<akap_dialog>--- Władzy tej wypada mi użyć przede wszystkim na wymiar sprawiedliwości...</akap_dialog>


<akap>Oficerowie zaczęli spoglądać po sobie.</akap>


<akap_dialog><begin id="b1351612433396-3463772134"/><motyw id="m1351612433396-3463772134">Pochlebstwo</motyw>--- Eunano --- ciągnął minister --- wiem, że zawsze byłeś
jednym z najpilniejszych oficerów...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Prawda mówi przez wasze usta, dostojny panie --- odparł
Eunana. --- Jak palma czeka na rosę, tak ja na rozkazy
zwierzchników. A gdy ich nie otrzymuję, jestem jak sierota
w pustyni, szukająca drogi swojej.</akap_dialog>


<akap>Okryci bliznami oficerowie Nitagera z podziwem przysłuchiwali się wartkiej wymowie Eunany i myśleli w sobie: ,,Ten będzie wywyższony nad innych!"<end id="e1351612433396-3463772134"/></akap>


<akap_dialog>--- Eunano --- mówił minister --- jesteś nie tylko pilny, ale
i pobożny; nie tylko pobożny, ale i czujny jak ibis nad wodą.
Bogowie też zleli na ciebie wielkie dobrodziejstwa: dali ci
wężową przezorność i wzrok jastrzębia...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czysta prawda płynie z ust waszej dostojności --- wtrącił
Eunana. --- Gdyby nie mój dziwny wzrok, nie wypatrzyłbym
dwu świętych skarabeuszów...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak --- przerwał minister --- i nie uratowałbyś naszego
obozu od świętokradztwa. Za ten czyn, godny najpobożniejszego Egipcjanina, daję ci...</akap_dialog>


<akap><begin id="b1351614113812-2121142083"/><motyw id="m1351614113812-2121142083">Nagroda</motyw>Tu minister zdjął z palca złoty pierścień.</akap>


<akap_dialog>--- Daję ci ten oto pierścień z imieniem bogini Mut<pe><slowo_obce>Mut</slowo_obce> --- bogini-pramatka, żona Amona z triady tebańskiej. Przedstawiana pod postacią sępa, później jako kobieta w nakryciu głowy ze skrzydłami sępa.</pe>, której
łaska i roztropność będą ci towarzyszyły do końca ziemskiej
wędrówki, jeżeli na nią zasłużysz.</akap_dialog>




<akap><begin id="b1351614209683-2861452795"/><motyw id="m1351614209683-2861452795">Kara</motyw>Jego dostojność wręczył pierścień Eunanie, a obecni wydali
wielki okrzyk na cześć faraona i zaszczękali orężem.</akap>


<akap>Ponieważ minister nie ruszył się, więc i Eunana stał i bystro patrzył mu w oczy, jak wierny pies, który otrzymawszy
z ręki pańskiej jeden kąsek, jeszcze kręci ogonem i czeka.</akap>


<akap_dialog>--- A teraz --- zaczął znowu minister --- przyznaj się, Eunano,
dlaczego nie powiedziałeś, gdzie poszedł następca tronu, gdy
wojsko z trudem maszerowało przez wąwóz?... Popełniłeś zły
czyn, musieliśmy bowiem trąbić alarm w sąsiedztwie nieprzyjaciela.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bogowie są moimi świadkami, żem nic nie wiedział
o najdostojniejszym księciu --- odparł zdziwiony Eunana.</akap_dialog>


<akap>Herhor potrząsnął głową.</akap>


<akap_dialog>--- Nie może być, ażeby człowiek obdarzony takim jak ty
wzrokiem, który o kilkadziesiąt kroków widzi wśród piasku
święte skarabeusze, nie dostrzegł tak wielkiej osoby, jaką
jest następca tronu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zaprawdę nie widziałem!... --- tłumaczył się Eunana,
bijąc się w piersi. --- Zresztą nikt mi nie kazał czuwać nad
księciem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czyliż nie uwolniłem cię od dowództwa przedniej
straży?... Czyliż wyznaczyłem ci jakie zajęcie? --- pytał minister. --- Byłeś zupełnie wolny, właśnie jak człowiek powołany
do śledzenia rzeczy ważnych. A czy wywiązałeś się z tego zadania?... Zaiste, za podobny błąd w czasie wojny musiałbyś
umrzeć śmiercią...</akap_dialog>


<akap>Nieszczęsny oficer pobladł.</akap>


<akap_dialog>--- Ale ja mam dla ciebie serce ojcowskie, Eunano --- mówił
dostojny pan --- i pamiętając na wielką usługę, jaką oddałeś
armii przez wypatrzenie symbolów świętego słońca, skarabeuszów, wyznaczam ci, nie jak surowy minister, ale jako łagodny kapłan, bardzo małą karę. Otrzymasz pięćdziesiąt
kijów.<end id="e1351614113812-2121142083"/></akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wasza dostojność...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Eunano, umiałeś być szczęśliwym, bądź teraz mężnym
i przyjmij to drobne upomnienie, jak przystało na oficera
armii jego świątobliwości.</akap_dialog>


<akap>Ledwie skończył dostojny Herhor, już starsi rangą oficerowie położyli Eunanę w wygodnym miejscu, obok szosy. Potem
jeden usiadł na karku, drugi na nogach, a dwaj inni wyliczyli
mu w obnażone ciało pięćdziesiąt giętkich trzcin.</akap>


<akap>Nieustraszony bojownik nie wydał jęku, owszem --- nucił
pieśń żołnierską, a po ukończeniu ceremonii sam chciał się
podnieść. Ale schorzałe nogi odmówiły mu posłuszeństwa.
Więc padł twarzą w piasek i musiano go odwieźć do Memfisu
na dwukolnym wozie, na którym leżąc i uśmiechając się do
żołnierzy rozmyślał, że nie tak prędko zmienia się wiatr
w Dolnym Egipcie jak fortuna w życiu biednego oficera.<end id="e1351614209683-2861452795"/></akap>


<akap>Gdy po krótkim postoju orszak następcy tronu wyruszył
w dalszą drogę, jego dostojność Herhor siadł na konia i jadąc
obok jego dostojności Nitagera, rozmawiał półgłosem o ludach
azjatyckich, a przede wszystkim o rozbudzeniu się Asyrii.</akap>


<akap>Wówczas dwaj słudzy ministra: adiutant niosący wachlarz
i pisarz Pentuer, zaczęli też rozmowę.</akap>


<akap_dialog>--- Co myślisz o przygodzie Eunany? --- spytał adiutant.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A ty co myślisz o chłopie, który się powiesił? --- rzekł
pisarz.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zdaje mi się, że dla chłopa dzień dzisiejszy jest najlepszym, a powróz koło szyi najmiększym, jaki spotkał w życiu ---
odparł adiutant. --- Myślę też, że Eunana od tej pory będzie
bardzo troskliwie pilnował następcy tronu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mylisz się --- rzekł Pentuer. --- Eunana od tej pory nigdy
nie dojrzy skarabeusza, choćby był wielkim jak wół. Co się
zaś tyczy owego chłopa, czy nie sądzisz, że jemu jednak musiało być źle, bardzo źle... bardzo źle na świętej ziemi egipskiej!</akap_dialog>


<akap_dialog><begin id="b1351614014197-1116064822"/><motyw id="m1351614014197-1116064822">Pozycja społeczna</motyw>--- Nie znasz chłopów, więc tak mówisz...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A któż ich lepiej zna?... --- odparł posępnie pisarz. ---
Czyliż nie wyrosłem między nimi?... Czy nie widziałem, jak
mój ojciec nawodniał grunta<pe><slowo_obce>grunta</slowo_obce> --- dziś raczej: grunty.</pe>, oczyszczał kanały, siał, zbierał,
a nade wszystko --- jak płacił podatki. O, ty nie wiesz, co to
jest dola chłopa w Egipcie!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Za to wiem, co jest dola cudzoziemca --- odpowiedział
adiutant. --- Mój pradziad czy prapradziad był jednym z wielkich między Hyksosami<pe><slowo_obce>Hyksosi</slowo_obce> --- grupa plemion przybyłych w XVIII--XVII w. p.n.e. z Azji Zachodniej, które przez powolną infiltrację osiedliły się na wschodnich terenach Delty. Zorganizowały się, obrały władcę i stopniowo opanowały cały Dolny Egipt. Hyksosi założyli nową, XIV dynastię faraonów, rządząc Egiptem przez ponad sto lat, choć ich władza nad Górnym Egiptem była nominalna. Ok. 1560 p.n.e. książętom tebańskim udało się pokonać przybyszów i ponownie zjednoczyć kraj, co stanowiło zakończenie Drugiego Okresu Przejściowego i początek Nowego Państwa. Dawniej uważano, że opanowanie Egiptu przez Hyksosów było nagłym najazdem.</pe>, ale został tu, bo przywiązał się do
ziemi. I co powiesz: nie tylko jemu odebrano majątek, ale
jeszcze i na mnie ciąży plama pochodzenia!... Sam widzisz, co
nieraz znoszę od rodowitych Egipcjan, choć mam znaczne
stanowisko. Jakże więc mogę litować się nad egipskim chłopem, który widząc moją żółtawą cerę, nieraz mruczy pod nosem: ,,poganin!... cudzoziemiec!..." Chłop zaś nie jest ani poganinem, ani cudzoziemcem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tylko niewolnikiem --- wtrącił pisarz. --- Niewolnikiem,
którego żenią, rozwodzą, biją, sprzedają, niekiedy mordują,
a zawsze każą mu pracować, obiecując w dodatku, że i na
tamtym świecie również będzie niewolnikiem.</akap_dialog>


<akap>Adiutant wzruszył ramionami.</akap>


<akap_dialog>--- Dziwny ty jesteś, choć tak mądry! --- rzekł. --- Przecie
widzisz, że każdy z nas zajmuje jakieś stanowisko --- niskie,
mniej niskie lub bardziej niskie, na którym musi pracować.
A czy martwi cię to, że nie jesteś faraonem i że twoim grobem
nie będzie piramida?... Wcale nie myślisz o tym, bo rozumiesz,
że taki jest porządek świata. Każdy pełni swoje obowiązki:
wół orze, osioł dźwiga podróżnych, ja chłodzę jego dostojność,
ty za niego pamiętasz i myślisz, a chłop uprawia ziemię i płaci
podatki. Cóż więc nam z tego, że jakiś wół urodzi się Apisem,
któremu cześć oddają, a jakiś człowiek faraonem lub nomarchą?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Temu chłopu zniszczono jego dziesięcioletnią pracę... ---
szepnął Pentuer.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A twojej pracy nie niszczy minister?...<end id="e1351614014197-1116064822"/> --- spytał adiutant. --- Któż wie, że to ty rządzisz państwem, nie zaś dostojny
Herhor?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mylisz się --- rzekł pisarz --- on rządzi naprawdę. On ma
władzę, on ma wolę, a ja... tylko wiadomości... Mnie wreszcie
nie biją ani ciebie, jak owego chłopa...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale za to zbili Eunanę, a i nam może się dostać. Trzeba
więc być mężnym i cieszyć się ze stanowiska, jakie wyznaczono człowiekowi. Tym bardziej że, jak ci wiadomo, nasz
duch, nieśmiertelny <wyroznienie>Ka</wyroznienie><pe><slowo_obce>nasz
duch, nieśmiertelny Ka</slowo_obce> --- według Egipcjan jeden z kilku składników duchowych człowieka. Najbliższa pojęciu ducha jako czynnika ożywającego ciało.</pe>, w miarę oczyszczania się wstępuje
na wyższe szczeble, aby za tysiące czy miliony lat, razem
z duszami faraonów i niewolników, nawet razem z bogami ---
rozpłynąć się w bezimiennym a wszechmocnym ojcu życia.</akap_dialog>


<akap_dialog><begin id="b1351614404733-2253488579"/><motyw id="m1351614404733-2253488579">Współczucie</motyw>--- Mówisz jak kapłan --- odparł z goryczą Pentuer. --- Ja to
raczej powinienem mieć ten spokój!... Lecz zamiast niego mam
ból w duszy, bo odczuwam nędzę milionów...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Któż ci każe?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Oczy moje i serce. Jest ono jak dolina między górami,
która nie może milczeć, kiedy słyszy krzyk, lecz odpowiada
echem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A ja tobie mówię, Pentuerze, że za dużo myślisz o rzeczach niebezpiecznych. Nie można bezkarnie chodzić po urwiskach gór wschodnich, bo lada chwilę spadniesz; ani błądzić
po zachodniej pustyni, gdzie krążą lwy zgłodniałe i zrywa
się wściekły chamsin<pe><slowo_obce>chamsin</slowo_obce> --- gwałtowny, gorący i suchy wiatr pustynny wiejący w północnej Afryce i na Półwyspie Arabskim, pojawiający się najczęściej od kwietnia do czerwca. Porywy chamsinu wywołują burze piaskowe i pyłowe.</pe>.<end id="e1351614404733-2253488579"/></akap_dialog>


<akap>Tymczasem waleczny Eunana jadąc na wozie, który mu
tylko odnawiał boleść, aby pokazać, jak jest mężnym, zażądał
jedzenia i picia. A gdy spożył suchy placek, natarty czosnkiem, i wypił kwaśne piwo z wysmukłego garnuszka, poprosił woźnicy, aby mu gałązką spędzał muchy z poranionego
ciała.</akap>


<akap>Tak leżąc na workach i pakach, na skrzypiącym wozie, twarzą zwrócony do ziemi, biedny Eunana jękliwym głosem zaczął opiewać ciężką dolę niższego oficera:</akap>


<akap_dialog>--- ,,Z jakiejże to racji mówisz, że lepiej być oficerem aniżeli pisarzem? Przyjdź i patrz na moje sine pręgi i popękane
ciało, a ja ci przez ten czas opowiem dzieje udręczonego oficera.</akap_dialog>


<akap>Jeszcze byłem chłopcem, kiedy przyniesiono mnie do koszar.
Na śniadanie dostawałem pięścią w brzuch, aż mnie mdliło,
na obiad kułak w oczy, aż mi się gęba rozdziawiała, a ku wieczorowi miałem już głowę okrytą ranami i prawie rozszczepioną.</akap>


<akap>Chodź, niech ci opowiem, jak odbyłem podróż do Syrii. Jedzenie i picie musiałem dźwigać w rękach, objuczony jak
osioł. Szyję miałem zesztywniałą jak szyja osła, a kręgi pacierzowe spękane. Piłem zgniłą wodę, a wobec wroga byłem
jako złapany ptak.</akap>


<akap>Wróciłem do Egiptu, ale tu jestem jak drzewo, które robak
toczy. Za byle co kładą mnie na ziemi i biją jak w książkę
tak, że od kijów jestem prawie połamany. Jestem chory i muszę się kłaść, muszą mnie wozić na wozie, a tymczasem służący kradnie mi płaszcz i ucieka...</akap>


<akap>Dlatego, o pisarzu! zmień swoje zdanie o szczęściu oficera."<pa><slowo_obce>Z jakiejże to racji mówisz, że lepiej być oficerem aniżeli pisarzem? [...] Dlatego, o pisarzu! zmień swoje zdanie o szczęściu oficera.</slowo_obce> --- autentyczne.</pa></akap>


<akap>Tak śpiewał mężny Eunana, a jego pieśń, pełna łez, przetrwała państwo egipskie.</akap>



<naglowek_rozdzial>Rozdział V</naglowek_rozdzial>




<akap>W miarę jak świta następcy tronu zbliżała się do Memfis,
słońce pochylało się ku zachodowi, a od niezliczonych kanałów i dalekiego morza zrywał się wiatr nasycony chłodną wilgocią. Szosa znowu zbliżyła się do żyznych okolic, a na polach
i w zaroślach było widać nieprzerwane szeregi ludzi pracujących, choć na pustynię już padał różowy blask, a szczyty
gór paliły się płomieniem.</akap>


<akap>Wtem Ramzes zatrzymał się i zawrócił konia. Natychmiast
otoczyła go świta, podjechali wyżsi dowódcy i z wolna, równym krokiem zbliżyły się szeregi maszerujących pułków.</akap>


<akap>W purpurowych promieniach zachodzącego słońca książę
wyglądał jak bożek; żołnierze patrzyli na niego z dumą i miłością, dowódcy z podziwem.</akap>


<akap>Podniósł rękę, wszystko umilkło, a on zaczął mówić:</akap>


<akap_dialog>--- Dostojni wodzowie, mężni oficerowie, posłuszni żołnierze! Dziś bogowie dali mi poznać słodycz rozkazywania takim
jak wy. Radość przepełnia moje książęce serce. A ponieważ
wolą moją jest, ażebyście wy, wodzowie, oficerowie i żołnierze,
zawsze dzielili moje szczęście, więc przeznaczam: po jednej
drachmie<pe><slowo_obce>drachma</slowo_obce> --- starożytna grecka moneta, na ogół srebrna.</pe> dla każdego żołnierza z tych, którzy poszli na
wschód, i tych, którzy wracają z nami od wschodniej granicy. Oprócz tego po jednej drachmie żołnierzom greckim, którzy dziś, pod moją komendą, otworzyli nam wyjście z wąwozu,
i --- po jednej drachmie żołnierzom tych pułków dostojnego
Nitagera, którzy chcieli nam odciąć drogę do gościńca...</akap_dialog>


<akap>W wojsku zawrzało.</akap>


<akap_dialog>--- Bądź pozdrowiony, wodzu nasz!... bądź pozdrowiony,
następco faraona, który oby żył wiecznie!... --- wołali żołnierze, a Grecy najgłośniej.</akap_dialog>


<akap>Książę mówił dalej:</akap>


<akap_dialog>--- Do podziału między niższych oficerów armii mojej i dostojnego Nitagera przeznaczam pięć talentów. Nareszcie do
podziału między jego dostojność ministra i naczelnych wodzów przeznaczam dziesięć talentów...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ja zrzekam się mojej części na rzecz wojska --- odpowiedział Herhor.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bądź pozdrowiony, następco!... bądź pozdrowiony, ministrze!... --- wołali oficerowie i żołnierze.</akap_dialog>


<akap>Czerwony krąg słońca już dotknął piasków zachodniej pustyni. Ramzes pożegał wojsko i galopem pocwałował do
Memfis, a jego dostojność Herhor, wśród radosnych okrzyków, wsiadł do lektyki i również kazał wyprzedzić maszerujące oddziały.</akap>




<akap>Kiedy odsunęli się tak, że pojedyncze głosy zlały się w jeden wielki szmer, niby szum wodospadu, minister wychyliwszy się do pisarza Pentuera rzekł:</akap>


<akap_dialog>--- Pamiętasz ty wszystko?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak, dostojny panie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Twoja pamięć jest jak granit, na którym piszemy historię, a twoja mądrość jak Nil, który wszystko zalewa i użyźnia --- mówił minister. --- Przy tym bogowie obdarzyli cię największą ze wszystkich cnót --- roztropną pokorą...</akap_dialog>


<akap>Pisarz milczał.</akap>




<akap_dialog>--- Ty więc dokładniej niż inni możesz ocenić postępki i rozum następcy tronu, który oby żył wiecznie.</akap_dialog>


<akap>Minister chwilę spoczął. Tak dużo mówić nie było w jego
zwyczaju.</akap>


<akap_dialog>--- Powiedz mi zatem, Pentuerze, i zapisz to: czy godzi się,
ażeby następca tronu wobec wojska wypowiadał swoją
wolę?... Tak czynić może tylko faraon albo zdrajca, albo...
lekkomyślny młodzieniec, który z równą łatwością popełnia
gwałtowne czyny, jak wyrzuca bezbożne słowa.</akap_dialog>


<akap>Słońce zaszło i w chwilę później zapadła noc gwiaździsta.
Nad nieprzeliczonymi kanałami Dolnego Egiptu zaczęła zgęszczać się srebrna mgła, którą łagodny wiatr zanosił aż na
pustynię, chłodził strudzonych żołnierzy i nasycał rośliny,
już konające z pragnienia.</akap>


<akap_dialog>--- Albo powiedz mi, Pentuerze --- ciągnął minister --- i zbadaj: skąd następca weźmie dwadzieścia talentów na dotrzymanie wojsku obietnicy, którą dziś tak nieopatrznie uczynił?
Zresztą skądkolwiek weźmie pieniądze, wydaje mi się, a zapewne i tobie, rzeczą niebezpieczną, ażeby następca robił
podarunki armii, właśnie w tym dniu, kiedy jego świątobliwość nie ma czym zapłacić żołdu wracającym ze Wschodu
pułkom Nitagera. Nie pytam cię o zdanie o tej rzeczy, bo je
znam, jak i ty znasz moje najtajniejsze myśli. Proszę cię tylko, ażebyś zapamiętał, co widziałeś, dla opowiedzenia tego
w kolegium kapłańskim.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy prędko będzie zwołane? --- spytał Pentuer.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie ma jeszcze powodu. Spróbuję pierwej uspokoić
rozhukanego byczka za pomocą ojcowskiej ręki jego świątobliwości... A szkoda byłaby chłopca, bo ma duże zdolności
i energię południowego wichru. Tylko jeżeli wicher, zamiast
zdmuchiwać nieprzyjaciół Egiptu, zacznie kłaść jego pszenicę
i wyrywać palmy!...</akap_dialog>


<akap>Minister umilkł, a jego orszak utonął w ciemnej alei drzew
prowadzącej do Memfisu.</akap>


<akap>W tym czasie Ramzes dojeżdżał do pałacu faraona.</akap>


<akap>Gmach ten stał na wzgórzu za miastem, wśród parku. Rosły tu osobliwe drzewa: baobaby z południa, cedry, sosny
i dęby z północy. Dzięki sztuce ogrodniczej żyły one po kilkadziesiąt lat i dosięgały znacznej wysokości.</akap>


<akap>Cienista aleja prowadziła z dołu do bramy, która miała
wysokość trzypiętrowej kamienicy. Z każdej strony bramy
wznosiła się potężna budowla niby wieża, w formie ściętej
piramidy, szeroka na czterdzieści kroków, wysoka na pięć
piętr<pe><slowo_obce>piętr</slowo_obce> --- dziś raczej: pięter.</pe>. Wśród nocy wyglądało to jak dwa olbrzymie namioty
z piaskowca. Dziwne te gmachy miały na parterze i piętrach
kwadratowe okienka, a dachy płaskie. Ze szczytu jednej takiej piramidy warta śledziła ziemię, z drugiej --- dyżurny kapłan patrzył w gwiazdy.</akap>


<akap>Na prawo i na lewo od wież, zwanych pylonami, ciągnęły
się mury, a raczej długie, piętrowe budynki z wąskimi oknami i płaskim dachem, po którym chodziły warty. Po obu stronach bramy głównej siedziały dwa posągi, dosięgające głowami pierwszego piętra; u stóp posągów znowu chodziły
warty.</akap>


<akap>Kiedy książę w towarzystwie kilku jeźdźców zbliżył się do
pałacu, wartownik, pomimo ciemności, poznał go. Za chwilę
wybiegł z pylonu urzędnik dworski, ubrany w białą spódnicę,
ciemną narzutkę i perukę, z wielkości podobną do kaptura.</akap>


<akap_dialog>--- Pałac już zamknięty? --- spytał książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Prawdę rzekłeś, dostojny panie --- odparł urzędnik. ---
Jego świątobliwość ubiera bogów do snu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A potem co będzie robił?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Raczy przyjąć ministra wojny, Herhora.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Później jego świątobliwość popatrzy się w wielkiej sali
na balet, a następnie przyjmie kąpiel i odprawi modlitwy
wieczorne.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mnie nie kazano przyjąć? --- pytał następca.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jutro po radzie wojennej.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A królowe co robią?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pierwsza królowa modli się w pokoju zmarłego syna,
a wasza dostojna matka przyjmuje posła fenickiego, który
przywiózł jej dary od kobiet z Tyru<pe><slowo_obce>Tyr</slowo_obce> --- dziś: <slowo_obce>Sur</slowo_obce>, miasto portowe na wybrzeżu Morza Śródziemnego, w dzisiejszym Libanie. W starożytności jedno z największych fenickich miast kupieckich, słynne z wytwarzania drogocennego purpurowego barwnika. Tyryjczycy prowadzili szeroko zakrojony handel morski, założyli wiele kolonii na wybrzeżach Morza Śródziemnego (m.in. Kartaginę).</pe>.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Są i dziewczęta?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Podobno jest kilka. Każda ma na sobie kosztowności za
dziesięć talentów.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A któż się tam włóczy z pochodniami? --- rzekł książę,
wskazując ręką na dół parku.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zdejmują z drzewa brata waszej dostojności, który tam
siedzi od południa.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I nie chce zejść?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Owszem, teraz zejdzie, bo poszedł po niego błazen pierwszej królowej i obiecał, że zaprowadzi go do karczmy, gdzie
piją paraszytowie<pe><slowo_obce>paraszytowie</slowo_obce> (z gr. <slowo_obce>paraschistes</slowo_obce>) --- przygotowujący zwłoki zmarłych do balsamowania i pochówku.</pe>, otwieracze ciał zmarłych.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A o manewrach dzisiejszych już słyszeliście co?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mówili w ministerium, że sztab został odcięty od korpusu.</akap_dialog>


<akap_dialog><begin id="b1351618127007-464656873"/><motyw id="m1351618127007-464656873">Plotka</motyw>--- I jeszcze co?</akap_dialog>


<akap>Urzędnik wahał się.</akap>


<akap_dialog>--- Mów, co słyszałeś.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I jeszcze słyszeliśmy, że z tego powodu wasza dostojność kazałeś odliczyć pewnemu oficerowi pięćset kijów,
a przewodnika powiesić.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wszystko kłamstwo!... --- odezwał się półgłosem jeden
z adiutantów następcy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Żołnierze też mówią między sobą, że to musi być kłamstwo --- odparł śmielej urzędnik.<end id="e1351618127007-464656873"/></akap_dialog>


<akap>Następca zwrócił konia i pojechał do dolnej części parku,
gdzie znajdował się jego pałacyk. Była to właściwie jednopiętrowa altana, wzniesiona z drzewa. Miała formę ogromnego sześcianu z dwoma werandami: dolną i górną, które wkoło
otaczały budynek i wspierały się na mnóstwie słupów. Wewnątrz płonęły kagańce, więc można było widzieć, że ściany
składają się z desek rzeźbionych jak koronka i że są zabezpieczone od wiatru zasłonami z różnobarwnych tkanin. Dach
budowli tej był płaski, otoczony balustradą; na nim stało parę
namiotów.</akap>


<akap>Serdecznie powitany przez półnagich służących, z których
jedni wybiegli z pochodniami, drudzy padli przed nim na
twarz, następca wszedł do domu. W mieszkaniu na parterze
zdjął zakurzoną odzież, wykąpał się w kamiennej wannie
i narzucił na siebie białą togę, rodzaj wielkiego prześcieradła,
które zapiął pod szyją, a w pasie przewiązał sznurem. Na
pierwszym piętrze zjadł kolację złożoną z pszennego placka,
garstki daktylów i kielicha lekkiego piwa. Potem wszedł na
taras budowli i położywszy się na kanapie okrytej lwią skórą
kazał służbie odejść i natychmiast przysłać na górę Tutmozisa, gdy przyjedzie.</akap>


<akap>Około północy stanęła przed domem lektyka i wysiadł z niej
adiutant Tutmozis. Gdy ciężko wszedł na taras ziewając,
książę zerwał się z kanapy.</akap>


<akap_dialog>--- Jesteś?... I cóż?... --- zawołał Ramzes.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc ty jeszcze nie śpisz?... --- odparł Tutmozis. --- O bogowie, po tyludniowej mordędze!... Myślałem, że będę się
mógł przedrzemać choćby do wschodu słońca.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Cóż Sara?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Będzie tu pojutrze albo ty u niej na folwarku, z tamtej
strony rzeki.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dopiero pojutrze!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dopiero?... Proszę cię, Ramzesie, ażebyś się wyspał. Zbyt
wiele zebrało ci się w sercu czarnej krwi, skutkiem czego do
głowy uderza ci ogień.</akap_dialog>


<akap_dialog><begin id="b1351618833192-558216988"/><motyw id="m1351618833192-558216988">Ojciec, Handel</motyw>--- Cóż jej ojciec?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To jakiś uczciwy człowiek i rozumny. Nazywa się Gedeon. Kiedy mu powiedziałem, że chcesz wziąć jego córkę, upadł
na ziemię i zaczął wydzierać sobie włosy. Rozumie się, przeczekałem ten wylew ojcowskiej boleści, trochę zjadłem, wypiłem wina i --- przystąpiliśmy nareszcie do układów. Zapłakany Gedeon najpierwej przysiągł, że woli widzieć córkę swoją
trupem aniżeli czyjąkolwiek kochanką. Wówczas powiedziałem, że pod Memfis, nad Nilem, dostanie folwark, który przynosi dwa talenty rocznego dochodu i nie płaci podatków.
Oburzył się. Wtedy oświadczyłem, że może jeszcze dostać co
roku talent złotem i srebrem. Westchnął i wspomniał, że jego
córka przez trzy lata kształciła się w Pi-Bailos. Postąpiłem
jeszcze talent. Teraz Gedeon, wciąż niepocieszony, nadmienił, że traci bardzo dobre miejsce rządcy u pana Sezofrisa. Powiedziałem, że tej posady rzucać nie potrzebuje, i dorzuciłem
mu dziesięć krów dojnych z twoich obór. Czoło wyjaśniło mu
się trochę, więc wyznał mi, pod największym sekretem, że na
jego Sarę zwrócił już uwagę pewien strasznie wielki pan,
Chaires, który nosi wachlarz nad nomarchą Memfisu. Ja zaś
obiecałem mu dodać byczka, mniejszy łańcuch złoty i większą
bransoletę. Tym sposobem twoja Sara będzie cię kosztowała:
folwark i dwa talenty rocznie gotowizną, a dziesięć krów,
byczka, łańcuch i bransoletę złotą jednorazowo. To dasz jej
ojcu, zacnemu Gedeonowi; jej zaś samej --- co ci się podoba.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Cóż na to Sara? --- spytał książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przez czas układów chodziła między drzewami. A gdyśmy zakończyli sprawę i zapili dobrym winem żydowskim,
powiedziała ojcu... --- wiesz co?... Że gdyby jej nie oddał tobie, weszłaby na skałę i rzuciłaby się głową na dół. Teraz
chyba będziesz spał spokojnie --- zakończył Tutmozis.<end id="e1351618833192-558216988"/></akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wątpię --- rzekł następca, opierając się o balustradę i patrząc w najpustszą stronę parku. --- Czy wiesz, że w drodze
spotkaliśmy powieszonego chłopa...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O!... to gorsze od skarabeuszów --- syknął Tutmozis.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Powiesił się sam z rozpaczy, że wojsko zasypało mu kanał, który przez dziesięć lat kopał w pustyni.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No, ten człowiek już śpi twardo... Więc chyba pora
i nam...</akap_dialog>


<akap_dialog><begin id="b1351618654407-1214466770"/><motyw id="m1351618654407-1214466770">Tajemnica, Dobro, Współczucie</motyw>--- Ten człowiek był skrzywdzony --- mówił książę --- trzeba
znaleźć jego dzieci, wykupić i dać im kawałek ziemi w dzierżawę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale trzeba to zrobić w wielkiej tajemnicy --- wtrącił Tutmozis --- bo inaczej zaczną się wieszać wszyscy chłopi, a nam,
ich panom, żaden Fenicjanin nie pożyczy miedzianego utena.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie żartuj. Gdybyś widział oblicze tego chłopa, nie zasnąłbyś jak i ja...</akap_dialog>


<akap>Wtem z dołu, spomiędzy gęstwiny, odezwał się głos niezbyt
silny, lecz wyraźny:</akap>


<akap_dialog>--- Niech błogosławi cię, Ramzesie, jedyny i wszechmocny
Bóg, który nie ma imienia w ludzkim języku ani posągów
w świątyniach.</akap_dialog>


<akap>Obaj młodzi ludzie, zdumieni, wychylili się.</akap>


<akap_dialog>--- Kto jesteś?... --- zawołał książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jestem skrzywdzony lud egipski --- powoli i spokojnie
odpowiedział głos.</akap_dialog>


<akap>Potem wszystko ucichło. Żaden ruch, żaden szelest gałęzi
nie zdradził ludzkiej obecności w tym miejscu.</akap>


<akap>Na rozkaz księcia wybiegła służba z pochodniami, spuszczono psy i przeszukano wszystkie zarośla otaczające dom następcy. Ale nie było nikogo.</akap>


<akap_dialog>--- Kto to mógł być?... --- pytał Tutmozisa wzruszony książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Może duch tego chłopa?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Duch?... --- powtórzył adiutant. --- Nigdy nie słyszałem
gadających duchów, choć nieraz trzymałem straż przy świątyniach i grobach. Prędzej przypuszczałbym, że ten, który odezwał się do nas, jest jakimś twoim przyjacielem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dlaczegóż by się ukrywał?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A co ci to szkodzi? --- rzekł Tutmozis. --- Każdy z nas ma
dziesiątki, jeżeli nie setki niewidzialnych wrogów. Dziękuj
więc bogom, że masz choć jednego niewidzialnego przyjaciela.<end id="e1351618654407-1214466770"/></akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie zasnę dziś... --- szepnął wzburzony książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dajże spokój!... Zamiast biegać po tarasie, usłuchaj mnie
i legnij. Widzisz, sen --- to poważne bóstwo i nie wypada mu
gonić za tymi, którzy biegają jelenim krokiem. Gdy się zaś
położysz na wygodnej kanapie, sen, który lubi wygodę, siądzie
przy tobie i okryje cię swoim wielkim płaszczem, który zasłania ludziom nie tylko oczy, ale i pamięć.</akap_dialog>


<akap>To mówiąc, Tutmozis posadził Ramzesa na kanapie, potem
przyniósł podstawkę z kości słoniowej w formie księżyca na
nowiu i położywszy księcia, umieścił mu głowę na podporze...
Następnie opuścił płócienne ściany namiotu, sam położył
się na podłodze i --- w kilka minut zasnęli obaj.</akap>


<!--TRIM:4-->


<naglowek_rozdzial>Rozdział VI</naglowek_rozdzial>




<akap>Do pałacu faraona pod Memfisem wchodziło się przez bramę
osadzoną między dwoma pięciopiętrowymi wieżami, czyli ---
pylonami. Zewnętrzne ściany tych budowli, wzniesionych
z szarego piaskowca, od dołu do góry były okryte płaskorzeźbami.</akap>


<akap>Na szczycie bramy wznosił się herb czy symbol państwa:
skrzydlata kula, spoza której wychylały się dwa węże. Poniżej siedział rząd bogów, którym faraonowie składali ofiary.
Na bocznych słupach wyrzeźbiono również wizerunki bogów,
w pięciu kondygnacjach, jedna nad drugą, a u dołu --- hieroglificzne napisy.</akap>


<akap><begin id="b1351619016565-364105966"/><motyw id="m1351619016565-364105966">Sztuka, Pozycja społeczna</motyw>Na ścianach każdego pylonu główne miejsce zajmowała
płaskorzeźba Ramzesa Wielkiego, który w jednej ręce miał
podniesiony topór, a drugą trzymał za włosy gromadę ludzi
związanych w pęk niby pietruszka. Powyżej króla stały lub
siedziały znowu dwie kondygnacje bogów; jeszcze wyżej szereg ludzi niosących ofiary, a pod samym szczytem pylonów
wizerunki skrzydlatych wężów, przeplatane wizerunkami
skarabeuszów.</akap>


<akap>Te pięciopiętrowe pylony o ścianach zwężających się ku
górze, trzypiętrowa brama, która je łączyła, płaskorzeźby,
w których porządek mieszał się z ponurą fantazją, a pobożność z okrucieństwem, robiły przygnębiające wrażenie. Zdawało się, że trudno tu wejść, niepodobna wyjść, a żyć ---
ciężko.<end id="e1351619016565-364105966"/></akap>


<akap>Z bramy, przed którą stało wojsko i tłum drobnych urzędników, wchodziło się na dziedziniec otoczony krużgankami,
wspartymi na piętrowych słupach. Był to ozdobny ogródek,
w którym hodowano aloesy, małe palmy, drzewa pomarańczowe i cedry w wazonach, wszystko wyciągnięte w szeregi
i dobrane według wzrostu. Na środku tryskała fontanna;
ścieżki wysypano kolorowym piaskiem.</akap>


<akap>Tu, pod krużgankami, siedzieli lub przechadzali się wyżsi
urzędnicy państwa, szepcząc po cichu.</akap>


<akap>Z dziedzińca, przez wysokie drzwi, szło się do sali wspartej
na dwunastu kolumnach trzypiętrowych. Sala była duża, lecz
z powodu grubości kolumn wydawała się ciasną. Oświetlały
ją drobne okienka w ścianach i duży prostokątny otwór w suficie. Panował tu chłód i cień, prawie zmrok, który jednak nie
przeszkadzał widzieć żółtych ścian i słupów pokrytych kondygnacjami malowideł. W górze --- liście i kwiaty, niżej bogowie, jeszcze niżej ludzie, którzy nieśli ich posągi lub składali
ofiary, a między tymi grupami szeregi hieroglifów.</akap>


<akap>Wszystko to było malowane wyraźnymi, prawie ostrymi
kolorami: zielonym, czerwonym i niebieskim.</akap>


<akap>W tej sali, z wzorzystą posadzką mozaikową, stali w ciszy,
białych szatach i boso --- kapłani, najwyżsi urzędnicy państwa, minister wojny Herhor tudzież wodzowie: Nitager i Patrokles, wezwani do faraona.</akap>


<akap>Jego świątobliwość Ramzes XII, jak zwykle przed naradą,
składał ofiary bogom w swojej kaplicy. Ciągnęło się to dość
długo. Co chwilę z dalszych komnat wbiegał jakiś kapłan albo
urzędnik, komunikując wiadomości o przebiegu nabożeństwa.</akap>


<akap_dialog>--- Już pan złamał pieczęć do kaplicy... Już myje święte
bóstwo... Już go ubiera... Już zamknął drzwi...</akap_dialog>


<akap>Na twarzach obecnych, pomimo ich dostojeństw, malował
się niepokój i zgnębienie. Tylko Herhor był obojętny, Patrokles niecierpliwy, a Nitager od czasu do czasu mącił uroczystą ciszę swoim potężnym głosem. Za każdym tak nieprzyzwoitym odezwaniem się starego wodza dworacy poruszali
się niby spłoszone owce, a potem spoglądali na siebie, jakby
mówiąc:</akap>


<akap>,,To gbur, całe życie ugania się za barbarzyńcami, więc
można mu wybaczyć..."</akap>


<akap>W dalszych komnatach odezwał się dźwięk dzwonków
i chrzęst broni. Do sali weszło dwoma rzędami kilkunastu
gwardzistów w złotych hełmach i napierśnikach, z obnażonymi mieczami, potem dwa szeregi kapłanów, a nareszcie ukazał się faraon, niesiony na tronie, otoczony obłokami dymu
z kadzielnic.</akap>


<akap>Władca Egiptu, Ramzes XII, był to człowiek blisko sześćdziesięcioletni, z twarzą zwiędłą. Miał na sobie białą togę<pe><slowo_obce>toga</slowo_obce> --- długa męska szata noszona przez Rzymian. Tu w znaczeniu: długa szata.</pe>, na
głowie czerwono-biały kołpak ze złotym wężem, w ręku długą laskę.</akap>


<akap>Kiedy orszak ukazał się, wszyscy upadli na twarz. Tylko
Patrokles, jako barbarzyńca, poprzestał na niskim ukłonie,
a Nitager przyklęknął na jedno kolano, lecz wnet podniósł się.</akap>


<akap>Lektyka zatrzymała się przed baldachimem, pod którym na
wzniesieniu stał tron hebanowy. Faraon z wolna zeszedł z lektyki, chwilę popatrzył na obecnych, a potem, usiadłszy na
tronie, utkwił oczy w gzyms sali, na którym była wymalowana różowa kula z niebieskimi skrzydłami i zielonymi wężami.</akap>


<akap>Na prawo od faraona stanął wielki pisarz, na lewo sędzia
z laską, obaj w ogromnych perukach.</akap>


<akap>Na znak dany przez sędziego wszyscy usiedli albo uklękli
na podłodze, zaś pisarz odezwał się do faraona:</akap>


<akap_dialog>--- Panie nasz i władco potężny! Twój sługa Nitager, wielki
strażnik granicy wschodniej, przyjechał, aby złożyć ci hołdy,
i przywiózł haracz od pobitych narodów: wazę z zielonego
kamienia pełną złota, trzysta wołów, sto koni i wonne drzewo
teszep.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nędzny to haracz, mój panie --- odezwał się Nitager. ---
Prawdziwe skarby znaleźlibyśmy dopiero nad Eufratem, gdzie
pysznym, choć jeszcze słabym królom bardzo potrzeba przypomnieć czasy Ramzesa Wielkiego.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Odpowiedz słudze memu Nitagerowi --- rzekł do pisarza
faraon --- że jego słowa będą wzięte pod pilną uwagę. A teraz
zapytaj go: co sądzi o wojskowych zdolnościach syna mego
i następcy, z którym wczoraj miał zaszczyt zetrzeć się pod
Pi-Bailos?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nasz władca, pan dziewięciu narodów, zapytuje cię, Nitagerze... --- zaczął pisarz.</akap_dialog>


<akap>Wtem, ku największemu zgorszeniu dworaków, wódz przerwał szorstko:</akap>


<akap_dialog>--- Sam słyszę, co mówi pan mój... Ustami zaś jego, kiedy
zwraca się do mnie, mógłby być tylko następca tronu, nie zaś
ty, wielki pisarzu.</akap_dialog>


<akap>Pisarz z przerażeniem spojrzał na śmiałka, ale faraon rzekł:</akap>


<akap_dialog>--- Mówi prawdę mój wiemy sługa Nitager.</akap_dialog>


<akap>Minister wojny ukłonił się.</akap>


<akap>Teraz sędzia obwieścił wszystkim obecnym: kapłanom,
urzędnikom i gwardii, że mogą wyjść na dziedziniec, i sam
wraz z pisarzem, skłoniwszy się tronowi, pierwsi opuścili salę.
Został w niej tylko faraon, Herhor i dwaj wodzowie.</akap>


<akap_dialog>--- Nakłoń uszy swoje, władco, i wysłuchaj skargi --- zaczął
Nitager. --- Dziś z rana kapłan-urzędnik, który z twego rozkazu przyszedł namaścić włosy moje, powiedział mi, ażebym
idąc do ciebie zostawił sandały w przysionku. Tymczasem
wiadomo jest nie tylko w Górnym i Dolnym Egipcie, ale
u Hetytów<pe><slowo_obce>Hetyci</slowo_obce> --- lud, który przywędrował do Anatolii (dziś Turcja) ok. 2000 r. p.n.e. Hetyci założyli tam państwo, które w XIV--XIII w. p.n.e. osiągnęło szczyt potęgi, stało się drugim imperium Bliskiego Wschodu i rywalizowało z Egiptem o dominację w Syrii. Około roku 1190 p.n.e. najazdy tzw. Ludów Morza, których inwazję udało się odeprzeć Egiptowi, spowodowały nagły upadek państwa hetyckiego. Powstały liczne państewka późnohetyckie w południowo-wschodniej Anatolii i północnej Syrii, które przetrwały do VIII w. p.n.e. Kiedy B. Prus tworzył swoją powieść, wiedza o Hetytach była uboga: uważano, że ich państwo znajdowało się na terenach północnej Syrii i wiedziano, że faraon Ramzes II podpisał traktat pokojowo-sojuszniczy z władcą Hetytów, poślubiając jego córkę.</pe>, w Libii, Fenicji i w kraju Punt<pe><slowo_obce>Punt</slowo_obce> --- kraina we wschodniej Afryce, na południowy wschód od Egiptu, skąd Egipcjanie sprowadzali drogą morską aromatyczne żywice, złoto, heban, kość słoniową, skóry żyraf, lampartów oraz dzikie zwierzęta. Najprawdopodobniej na wybrzeżu dzisiejszej Erytrei.</pe>, że dwadzieścia
lat temu dałeś mi prawo stawania przed tobą w sandałach.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mówisz prawdę --- rzekł faraon. --- Do mego dworu zakradły się różne nieporządki.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tylko rozkaż, królu, a moi weterani zaraz zrobią ład ---
pochwycił Nitager.</akap_dialog>


<akap>Na znak dany przez ministra wojny wbiegło kilku urzędników: jeden przyniósł sandały i obuł Nitagera, inni naprzeciw
tronu ustawili kosztowne taborety dla ministra i wodzów.</akap>


<akap>Gdy trzej dostojnicy usiedli, faraon zapytał:</akap>


<akap_dialog>--- Powiedz mi, Nitagerze, czy sądzisz, że mój syn będzie
wodzem?... Ale mów szczerą prawdę.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Na Amona z Teb, na sławę moich przodków, w których
płynęła krew królewska, przysięgam, że Ramzes, twój następca, będzie wielkim wodzem, jeżeli mu pozwolą bogowie ---
odparł Nitager. --- Młody to jest chłopak, jeszcze pacholę,
a jednak z wielką umiejętnością zebrał pułki, zaopatrzył
i marsz im ułatwił. Najwięcej zaś podoba mi się, że nie stracił głowy, kiedy mu przeciąłem drogę, lecz poprowadził swoich do ataku. On będzie wodzem i zwycięży Asyryjczyków,
których dziś trzeba pobić, jeżeli nasze wnuki nie mają zobaczyć ich nad Nilem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Cóż ty na to, Herhorze? --- zapytał faraon.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co się tyczy Asyryjczyków, myślę, że dostojny Nitager
za wcześnie kłopocze się nimi. Jeszcze jesteśmy chorzy po
dawnych wojnach i musimy pierwej dobrze się wzmocnić,
zanim rozpoczniemy nową --- mówił minister. --- Co się zaś
tyczy następcy tronu, Nitager sprawiedliwie mówi, że młodzian ten posiada zalety wodza: jest przezorny jak lis i gwałtowny jak lew. Mimo to wczoraj popełnił dużo błędów...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Kto z nas ich nie popełnia!... --- wtrącił milczący dotąd
Patrokles.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Następca --- ciągnął minister --- mądrze prowadził główny korpus, ale zaniedbał swój sztab, przez co maszerowaliśmy
tak wolno i nieporządnie, że Nitager mógł zabiec nam drogę...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Może Ramzes liczył na waszą dostojność? --- spytał Nitager.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W rządzie i wojnie na nikogo nie liczy się: o jeden niedopatrzony kamyk można się przewrócić --- rzekł minister.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Gdybyś wasza dostojność --- odezwał się Patrokles --- nie
zepchnął kolumny z gościńca z powodu tych tam skarabeuszów...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jesteś wasza dostojność cudzoziemcem i poganinem ---
odparł Herhor --- więc tak mówisz. My zaś, Egipcjanie, rozumiemy, że gdy lud i żołnierze przestaną szanować skarabeusza, synowie ich przestaną się bać <wyroznienie>ureusa</wyroznienie>. Z lekceważenia bogów urodzi się bunt przeciw faraonowi...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A od czego topory? --- przerwał Nitager. --- Kto chce zachować głowę na plecach, niech słucha najwyższego wodza.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jakaż więc jest twoja ostateczna myśl o następcy? ---
spytał faraon Herhora.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Żywy obrazie słońca, synu bogów --- odparł minister. ---
Każ Ramzesa namaścić, daj mu wielki łańcuch i dziesięć talentów, ale wodzem korpusu Menfi jeszcze go nie mianuj.
Książę na ten urząd jest za młody, za gorący, niedoświadczony. Czy więc możemy uznać go równym Patroklesowi, który
w dwudziestu bitwach zdeptał Etiopów i Libijczyków? A czy
możemy stawiać go obok Nitagera, którego samo imię od
dwudziestu lat przyprawia o bladość naszych wrogów ze
wschodu i północy?</akap_dialog>


<akap>Faraon oparł głowę na ręku, pomyślał i rzekł:</akap>


<akap_dialog>--- Odejdźcie w spokoju i łasce mojej. Uczynię, jak nakazuje mądrość i sprawiedliwość.</akap_dialog>


<akap>Dostojnicy skłonili się głęboko, a Ramzes XII, nie czekając
na świtę, przeszedł do dalszych komnat.</akap>


<akap>Kiedy dwaj wodzowie znaleźli się sami w przysionku, Nitager odezwał się do Patroklesa:</akap>


<akap_dialog>--- Tu, widzę, rządzą kapłani jak u siebie. Ale jaki to wódz
ten Herhor!... Pobił nas, nim przyszliśmy do słowa, i nie da
korpusu następcy...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mnie tak pochwalił, że nie śmiałem się odezwać ---
odparł Patrokles.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zresztą on daleko widzi, choć nie wszystko mówi. Za
następcą wcisnęliby się do korpusu rozmaite paniczyki, co to
ze śpiewaczkami jeżdżą na wojnę, i oni zajęliby najwyższe
posady. Naturalnie starzy oficerowie zaczęliby próżnować
z gniewu, że ich awans ominął; eleganci musieliby próżnować
dla zabaw, i --- korpus popękałby, nawet nie uderzywszy
o nieprzyjaciela. O, Herhor to mędrzec!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bodajby nas nie kosztowała więcej jego mądrość aniżeli
niedoświadczenie Ramzesa --- szepnął Grek.</akap_dialog>


<akap>Przez szereg komnat pełnych kolumn i ozdobionych malowidłami, gdzie w każdych drzwiach kapłani i pałacowi urzędnicy składali mu niskie ukłony, faraon przeszedł do swego
gabinetu. Była to dwupiętrowa sala o ścianach z alabastru,
na których złotem i jaskrawymi farbami odmalowano najznakomitsze wypadki panowania Ramzesa XII, a więc: hołdy
składane mu przez mieszkańców Mezopotamii, poselstwo od
króla Buchtenu i triumfalną podróż bożka Chonsu po kraju
Buchten.</akap>


<akap>W sali tej znajdował się malachitowy<pe><slowo_obce>malachit</slowo_obce> --- ceniony kamień półszlachetny o zielonej barwie.</pe> posążek Horusa<pe><slowo_obce>Horus</slowo_obce> --- bóg nieba, czczony pod postacią sokoła, jeden z najstarszych i najważniejszych bogów Egiptu. Syn Ozyrysa i Izydy, który po śmierci ojca jako następca tronu walczył z Setem o władzę nad światem żywych. Jako bóstwo królewskie był opiekunem faraonów i państwa egipskiego. Według innych wierzeń, syn boga słońca Re, czczony wspólnie z nim jako bóstwo solarne.</pe> z ptasią głową, ozdobiony złotem i klejnotami, przed nim ołtarz
w formie ściętej piramidy, broń królewska, kosztowne fotele
i ławki tudzież stoliki zapełnione drobiazgami.</akap>


<akap>Gdy faraon ukazał się, jeden z obecnych kapłanów spalił
przed nim kadzidło, a jeden z urzędników zameldował następcę tronu, który niebawem wszedł i nisko ukłonił się ojcu.
Na wyrazistej twarzy księcia było widać gorączkowy niepokój.</akap>


<akap_dialog>--- Cieszę się, erpatre --- rzekł faraon --- że wracasz zdrowym
z ciężkiej podróży.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Obyś wasza świątobliwość żył wiecznie i dziełami swoimi napełnił oba światy --- odparł książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dopiero co --- mówił faraon --- moi radcy wojenni opowiadali mi o twojej pracy i roztropności.</akap_dialog>

<akap>Twarz następcy drżała i mieniła się. Wpił wielkie oczy
w faraona i słuchał.</akap>


<akap_dialog>--- Czyny twoje nie zostaną bez nagrody. Otrzymasz dziesięć talentów, wielki łańcuch i dwa greckie pułki, z którymi
będziesz robił ćwiczenia.</akap_dialog>


<akap>Książę osłupiał, lecz po chwili zapytał stłumionym głosem:</akap>


<akap_dialog>--- A korpus Menfi?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Za rok powtórzymy manewry, a jeżeli nie popełnisz
żadnego błędu w prowadzeniu wojska, dostaniesz korpus.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wiem, to zrobił Herhor!... --- zawołał następca, ledwie
hamując się z gniewu.</akap_dialog>


<akap>Obejrzał się wkoło i dodał:</akap>


<akap_dialog>--- Nigdy nie mogę być sam z tobą, mój ojcze... Zawsze między nami znajdują się obcy ludzie...</akap_dialog>

<akap>Faraon z lekka poruszył brwiami i jego świta znikła jak
gromada cieniów.</akap>


<akap_dialog>--- Co masz mi do powiedzenia?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tylko jedno, ojcze... Herhor jest moim wrogiem... On
oskarżył mnie przed tobą i naraził na taki wstyd!...</akap_dialog>


<akap>Mimo pokornej postawy książę gryzł wargi i zaciskał pięści.</akap>


<akap_dialog>--- Herhor jest moim wiernym sługą, a twoim przyjacielem.
Jego to wymowa sprawiła, że jesteś następcą tronu. To ja ---
nie powierzam korpusu młodemu wodzowi, który pozwolił
odciąć się od swojej armii.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Połączyłem się z nią!... --- odparł zgnębiony następca. ---
To Herhor kazał okrążać dwa żuki...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Chcesz więc, ażeby kapłan wobec wojska lekceważył religię?</akap_dialog>


<akap_dialog><begin id="b1351620741558-2175768755"/><motyw id="m1351620741558-2175768755">Władza</motyw>--- Mój ojcze --- szeptał Ramzes drżącym głosem --- ażeby
nie zepsuć pochodu żukom, zniszczono budujący się kanał
i zabito człowieka.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ten człowiek sam podniósł rękę na siebie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale z winy Herhora.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W pułkach, które tak umiejętnie zgromadziłeś pod
Pi-Bailos, trzydziestu ludzi umarło ze zmęczenia, a kilkuset
jest chorych.</akap_dialog>


<akap>Książę spuścił głowę.</akap>


<akap_dialog>--- Ramzesie --- ciągnął faraon --- przez usta twoje nie przemawia dostojnik państwa, który dba o całość kanałów i życie
robotników, ale człowiek rozgniewany.<end id="e1351620741558-2175768755"/> Gniew zaś nie godzi
się ze sprawiedliwością jak jastrząb z gołębiem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O mój ojcze! --- wybuchnął następca --- jeżeli gniew
mnie unosi, to dlatego że widzę niechęć dla mnie Herhora
i kapłanów...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przecież sam jesteś wnukiem arcykapłana, kapłani uczyli
cię... Poznałeś więcej ich tajemnic aniżeli którykolwiek inny
książę...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Poznałem ich nienasyconą dumę i chęć władzy. A że
ukrócę to... więc już dziś są moimi wrogami... Herhor nie chce
mi dać nawet korpusu, gdyż woli rządzić całą armią...</akap_dialog>


<akap>Wyrzuciwszy te niebaczne słowa następca struchlał. Ale
władca podniósł na niego jasne spojrzenie i odparł spokojnie:</akap>


<akap_dialog>--- Armią i państwem rządzę ja. Ze mnie płyną wszelkie
rozkazy i wyroki. Na tym świecie jestem wagą Ozyrysa i sam
ważę sprawy moich sług: następcy, ministra czy ludu. Nieroztropnym byłby ten, kto by sądził, że nie są mi znane
wszystkie gwichty<pe><slowo_obce>gwicht</slowo_obce> (daw., z niem.) --- ciężarek u wagi, odważnik.</pe>.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jednak gdybyś, ojcze, patrzył na bieg manewrów własnymi oczami...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Może zobaczyłbym wodza --- przerwał faraon --- który
w stanowczej chwili rzuca wojsko i ugania się po krzakach za
izraelską dziewczyną. Ale ja o takich błahostkach nie chcę
wiedzieć.</akap_dialog>


<akap>Książę upadł do nóg ojcu, szepcąc:</akap>


<akap_dialog>--- Tutmozis powiedział ci o tym, panie?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tutmozis jest dzieciakiem jak i ty. On już robi długi,
jako szef sztabu w korpusie Menfi, i myśli w swym sercu, że
oko faraona nie dosięgnie jego spraw w pustyni.</akap_dialog>





<naglowek_rozdzial>Rozdział VII</naglowek_rozdzial>




<akap>W kilka dni później książę Ramzes został wezwany przed
oblicze najczcigodniejszej matki swojej, Nikotris, która była
drugą żoną faraona, ale dziś największą panią w Egipcie.</akap>


<akap>Bogowie nie omylili się, powołując ją na rodzicielkę króla.
Była to osoba wysoka, dość pełna i pomimo czterdziestu lat,
jeszcze piękna. Nade wszystko w oczach, twarzy i całej postaci jej był taki majestat, że nawet gdy szła samotna, w skromnej szacie kapłanki, ludzie schylali przed nią głowy.</akap>


<akap>Dostojna pani przyjęła syna w gabinecie wyłożonym fajansowymi płytami. Siedziała na inkrustowanym krześle, pod
palmą. U jej nóg, na stołeczku, leżał mały piesek; z drugiej
strony klęczała czarna niewolnica z wachlarzem. Królewska
małżonka miała na sobie muślinowy płaszcz, haftowany złotem, a na peruce obrączkę ozdobioną klejnotami w formie lotosu.</akap>


<akap>Kiedy książę nisko ukłonił się, piesek obwąchał go i znowu
położył się, a pani skinąwszy głową zapytała:</akap>


<akap_dialog>--- Z jakiegoż to powodu, Ramzesie, żądałeś ode mnie posłuchania?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jeszcze przed dwoma dniami, matko.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wiedziałam, że jesteś zajęty. Ale dziś oboje mamy czas,
i mogę cię wysłuchać.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak mówisz do mnie, matko, jakby owionął mnie nocny
wiatr pustyni, i już nie mam odwagi przedstawić ci mojej
prośby.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc zapewne chodzi o pieniądze?</akap_dialog>


<akap>Ramzes zmieszany spuścił głowę.</akap>


<akap_dialog>--- Dużo ci też potrzeba?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Piętnaście talentów...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O bogowie! --- zawołała pani --- wszak parę dni temu wypłacono ci dziesięć talentów ze skarbu. Przejdź się, moja
dziewczynko, po ogrodzie, musisz być zmęczona --- rzekła monarchini do czarnej niewolnicy. Gdy zaś zostali oboje z synem,
zapytała księcia:</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc twoja Żydówka jest aż tak wymagająca?</akap_dialog>


<akap>Ramzes zarumienił się, ale podniósł głowę.</akap>


<akap_dialog>--- Wiesz, matko, że tak nie jest --- odparł. --- Ale obiecałem
nagrodę wojsku i... nie mogę jej wypłacić!...</akap_dialog>


<akap>Królowa przypatrywała mu się ze spokojną dumą.</akap>


<akap_dialog>--- Jak to niedobrze --- odezwała się po chwili --- kiedy syn
robi postanowienia, nie naradziwszy się z matką. Właśnie,
pamiętając o twoim wieku, chciałam ci dać niewolnicę fenicką, którą przysłał mi Tyr, z dziesięcioma talentami posagu.
Ale ty wolałeś Żydówkę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Podobała mi się. Tak pięknej nie ma między twymi służebnicami, matko, ani nawet między kobietami jego świątobliwości...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ależ to Żydówka!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie uprzedzaj się, matko, błagam cię... To jest fałsz, że
Żydzi jedzą wieprzowinę i zabijają koty...</akap_dialog>


<akap>Dostojna pani uśmiechnęła się.</akap>


<akap_dialog>--- Mówisz jak chłopiec z najniższej szkoły kapłańskiej ---
odparła, wzruszając ramionami --- a zapominasz o tym, co powiedział Ramzes Wielki: ,,Lud żółty jest liczniejszym i bogatszym od nas; działajmyż przeciw niemu, lecz ostrożnie, aby
nie stał się jeszcze silniejszym..." Nie sądzę więc, ażeby dziewczyna z tego ludu była właściwa na pierwszą kochankę następcy faraona.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czyliż słowa Ramzesa mogą odnosić się do córki nędznego dzierżawcy!... --- zawołał książę. --- Gdzie wreszcie są ci
Żydzi u nas?... Trzy wieki temu jak opuścili Egipt, a dzisiaj
tworzą śmieszne państwo, rządzone przez kapłanów...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Widzę --- odpowiedziała dostojna pani, z lekka marszcząc brwi --- że twoja kochanka nie traci czasu... Bądź ostrożny, Ramzesie!... Pamiętaj, że wódz ich, Messu<pe><slowo_obce>wódz ich, Messu, jest to kapłan zdrajca</slowo_obce> --- biblijny Mojżesz, który został przygarnięty przez córkę faraona i wychowany jako książę Egiptu, a następnie na polecenie boga Jahwe wyprowadził Izraelitów z Egiptu. Izraelici mieli zabrać ze sobą drogocenne przedmioty pod pozorem pożyczki od Egipcjan.</pe>, jest to kapłan
zdrajca, którego w naszych świątyniach po dziś dzień przeklinają... Pamiętaj, że Żydzi wynieśli więcej skarbów z Egiptu,
aniżeli była warta praca ich kilku pokoleń: zabrali nam nie
tylko złoto, ale i wiarę w Jedynego i nasze święte prawa,
które dziś ogłaszają za własne. Nareszcie wiedz o tym --- dodała z mocą --- że córki tego ludu wolą śmierć aniżeli łoże obcego człowieka. A jeżeli oddają się, nawet nieprzyjacielskim
wodzom, to chyba w tym celu, ażeby albo zjednać ich dla
swojej polityki, albo zabić...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wierz mi, matko, że wszystkie te wieści rozgłaszają kapłani. Nie chcą oni dopuścić do podnóżka tronu ludzi innej
wiary, którzy mogliby służyć faraonowi przeciw nim...</akap_dialog>


<akap>Monarchini podniosła się z krzesła i założywszy ręce na
piersiach, ze zdumieniem przypatrywała się synowi.</akap>


<akap_dialog>--- Więc to prawda, co mi mówiono, że jesteś wrogiem kapłanów --- rzekła. --- Ty, ich ukochany uczeń?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jeszcze muszę mieć ślady ich kijów na plecach!... ---
odparł książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ależ twój dziad, a mój ojciec, mieszkający z bogami,
Amenhotep, był arcykapłanem i posiadał rozległą władzę
w kraju.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Właśnie dlatego, że mój dziad był władcą i ojciec jest
nim, ja nie mogę znieść władzy Herhora...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Na to stanowisko wprowadził go twój dziad, święty
Amenhotep...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A ja go strącę.</akap_dialog>


<akap>Matka wzruszyła ramionami.</akap>


<akap_dialog>--- I to ty --- odezwała się ze smutkiem --- chcesz dowodzić
korpusem?... Ależ ty jesteś rozpieszczona dziewczyna, nie mąż
i wódz...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jak to?... --- przerwał książę, z trudnością powstrzymując się od wybuchu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie poznaję syna mego... Nie widzę w tobie przyszłego
pana Egiptu!... Dynastia w twojej osobie będzie jak nilowe
czółno bez steru... Wypędzisz z dworu kapłanów, a któż ci zostanie?... Kto będzie twoim okiem w Dolnym i Górnym kraju,
kto za granicą?... A przecież faraon musi widzieć wszystko,
na cokolwiek pada boski promień Ozyrysa...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Kapłani będą moimi sługami, nie ministrami...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Oni też są najwierniejszymi sługami. Dzięki ich modłom ojciec twój panuje trzydzieści trzy lat i unika wojen,
które mogłyby być zgubnymi...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dla kapłanów.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dla faraona, dla państwa!... --- przerwała. --- Czy ty
wiesz, co się dzieje z naszym skarbem, z którego w jednym
dniu bierzesz dziesięć talentów, a żądasz jeszcze piętnastu?...
Czy wiesz, że gdyby nie ofiarność kapłanów, którzy dla skarbu nawet bogom zabierają prawdziwe klejnoty, a podsuwają
sztuczne, czy wiesz, że dobra królewskie byłyby już w rękach
Fenicjan?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jedna szczęśliwa wojna zaleje nasze kasy jak przybór
Nilu nasze pola.</akap_dialog>


<akap>Wielka pani roześmiała się.</akap>


<akap_dialog>--- Nie --- rzekła --- ty, Ramzesie, jesteś jeszcze takim dzieckiem, że nawet nie można poczytywać za grzech twoich słów
bezbożnych. Proszę cię, zajmij się greckimi pułkami i jak najprędzej pozbądź się żydowskiej dziewczyny, a politykę zostaw... nam...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dlaczego mam pozbyć się Sary?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bo gdybyś miał z nią syna, mogłyby powstać zawikłania
w państwie, które i tak ma dość kłopotów. Na kapłanów ---
dodała pani --- możesz gniewać się, byleś ich publicznie nie
obrażał. Oni wiedzą, że trzeba wiele wybaczyć następcy tronu,
osobliwie jeżeli ma tak burzliwy charakter. Ale czas uspokoi
wszystko, na chwałę dynastii i pożytek państwu.</akap_dialog>


<akap>Książę rozmyślał. Nagle odezwał się.</akap>


<akap_dialog>--- Więc nie mogę rachować na pieniądze ze skarbu?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W żadnym razie. Wielki pisarz już dziś musiałby wstrzymać wypłaty, gdybym mu nie dała czterdziestu talentów, które mi Tyr przysłał.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- I co ja zrobię z wojskiem!... --- mówił książę, niecierpliwie trąc czoło.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Oddal Żydówkę i poproś kapłanów... Może ci pożyczą.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nigdy!... Wolę wziąć od Fenicjan.</akap_dialog>


<akap>Pani wstrząsnęła głową.</akap>


<akap_dialog>--- Jesteś erpatrem, rób, jak chcesz... Ale ostrzegam cię, że
musisz dać duży zastaw, a Fenicjanin, gdy raz stanie się
twoim wierzycielem, już cię nie puści. Oni są podstępniejsi
od Żydów.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Na pokrycie takich długów wystarczy cząstka mego dochodu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zobaczymy. Szczerze chciałabym ci pomóc, ale nie
mam... --- mówiła pani, ze smutkiem rozkładając ręce. ---
Czyń więc, jak ci wypada, ale pamiętaj, że Fenicjanie w naszych majątkach są jak szczury w spichlerzach: gdy jeden
wciśnie się przez szczelinę, inni przyjdą za nim.</akap_dialog>


<akap>Ramzes ociągał się z wyjściem.</akap>


<akap_dialog>--- Czy jeszcze powiesz mi co? --- zapytała.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Chciałbym tylko zapytać... Moje serce domyśla się, że
ty, matko, masz jakieś plany względem mnie. Jakie?...</akap_dialog>


<akap>Monarchini pogłaskała go po twarzy.</akap>


<akap_dialog>--- Jeszcze nie teraz, jeszcze nie teraz!... Dziś jesteś swobodnym jak każdy młody szlachcic w tym kraju, więc korzystaj... Ale, Ramzesie, przyjdzie czas, że będziesz musiał pojąć małżonkę, której dzieci będą książętami krwi królewskiej, a syn twoim następcą. O tych czasach ja myślę...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I co?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jeszcze nic określonego. W każdym razie mądrość polityczna mówi mi, że twoją małżonką powinna być córka kapłana...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Może Herhora?... --- zawołał książę ze śmiechem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Cóż by w tym było nagannego? Herhor bardzo prędko
zostanie arcykapłanem w Tebach, a jego córka ma dopiero lat
czternaście.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I zgodziłaby się zająć przy mnie miejsce Żydówki?... --- z ironią zapytał Ramzes.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Musiałbyś się postarać, ażeby ci zapomniano dzisiejszy
błąd.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Całuję stopy twoje, matko, i odchodzę --- rzekł Ramzes,
chwytając się za głowę. --- Tyle tu słyszałem dziwnych rzeczy,
że zaczynam się bać, ażeby Nil nie popłynął w stronę katarakt
albo piramidy nie przeszły na pustynię wschodnią.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie bluźnij, dziecko moje --- szepnęła pani, z trwogą patrząc na syna. --- W tym kraju widywano dziwniejsze cuda...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy nie te --- spytał z gorzkim uśmiechem syn --- że ściany królewskiego pałacu podsłuchiwały swoich panów?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Widywano śmierć faraonów po kilkumiesięcznym panowaniu i upadki dynastii, które rządziły dziewięcioma narodami.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bo ci faraonowie dla kadzielnicy zapomnieli o mieczu
--- odparł książę.</akap_dialog>


<akap>Ukłonił się i wyszedł.</akap>


<akap><begin id="b1351627182306-2624012545"/><motyw id="m1351627182306-2624012545">Dama</motyw>W miarę jak kroki następcy cichły w ogromnym przysionku, twarz dostojnej pani mieniła się: miejsce majestatu zająła boleść i trwoga, a w wielkich oczach błysnęły łzy.<end id="e1351627182306-2624012545"/></akap>


<akap>Pobiegła przed posąg bogini, uklękła i nasypawszy indyjskiego kadzidła na węgle zaczęła mówić:</akap>


<akap_dialog>--- O Izis<pe><slowo_obce>Izis</slowo_obce> a. <slowo_obce>Izyda</slowo_obce> --- bogini przyrody, pełna dobroci patronka macierzyństwa, rodziny, sztuki i magii. Siostra i żona Ozyrysa, matka Horusa. Często przedstawiana jako matka siedząca z małym dzieckiem, Horusem, na ręku. Jako żona władcy Ozyrysa wyobrażana z symbolem tronu na głowie.</pe> --- Izis --- Izis --- po trzykroć wymawiam imię twoje. O Izis, która rodzisz węże, krokodyle i strusie, po trzykroć
niech będzie pochwalone imię twoje... O Izis, która chronisz
ziarna zbożowe od zabójczych wichrów, a ciała ojców naszych
od niszczącej pracy czasu, o Izis, ulituj się i chroń mojego
syna... Po trzykroć niech będzie wymawiane imię twoje i tu...
i tam... i tam... I dziś, i zawsze, i na wieki wieków, dopóki
świątynie naszych bogów będą przeglądały się w wodzie
Nilu.</akap_dialog>


<akap>Modląc się tak i łkając, monarchini pochyliła się i dotknęła
czołem ziemi. A w tej chwili rozległ się nad nią cichy szept:</akap>

<akap_dialog>
--- Głos sprawiedliwego zawsze jest wysłuchany.</akap_dialog>

<akap>Dostojna pani zerwała się i pełna zdumienia zaczęła oglądać
się dokoła. Ale w pokoju nie było nikogo. Tylko ze ścian patrzyły na nią malowane kwiaty, a znad ołtarza posąg bogini,
pełen nadziemskiego spokoju.</akap>





<naglowek_rozdzial>Rozdział VIII</naglowek_rozdzial>





<akap>Książę wrócił do swojej willi stroskany i wezwał Tutmozisa.</akap>


<akap_dialog>--- Musisz mnie --- rzekł Ramzes --- nauczyć, jak dostaje się
pieniądze...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Aha!... --- roześmiał się elegant. --- Oto jest mądrość, której nie uczą w najwyższych szkołach kapłańskich, ale w której
ja mógłbym zostać prorokiem...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tam wykładają, ażeby nie pożyczać pieniędzy --- wtrącił książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Gdybym nie lękał się, ażeby warg moich nie splamiła
bezbożność, powiedziałbym, że niektórzy kapłani marnują
czas... Biedni ludzie, chociaż święci!... Nie jedzą mięsa, poprzestają na jednej żonie albo całkiem unikają kobiet i --- nie
wiedzą: co to jest pożyczać... Jestem kontent, Ramzesie ---
prawił Tutmozis --- że ten rodzaj mądrości poznasz przy moich
radach. <begin id="b1351627467756-3360409522"/><motyw id="m1351627467756-3360409522">Pieniądz</motyw>Już dziś rozumiesz, jakich cierpień staje się źródłem
brak pieniędzy. Człowiek potrzebujący pieniędzy nie ma apetytu, zrywa się przez sen, na kobiety patrzy ze zdziwieniem,
jakby pytał: na co one są? W najchłodniejszej świątyni biją
mu ognie do twarzy, a w największy upał, wśród pustyni,
czuje dreszcz chłodu. Patrzy przed siebie jak obłąkany, nie
słyszy, co do niego mówią, najczęściej chodzi w przekręconej
peruce, której zapomniał napoić wonnościami, a uspokaja się
tylko przy dzbanie mocnego wina, i to na krótko. Bo ledwie
nieborak odzyska zmysły, znowu zaczyna czuć, jakby mu się
ziemia rozstępowała pod nogami.<end id="e1351627467756-3360409522"/></akap_dialog>


<akap>Widzę to --- ciągnął elegant --- po twoim niespokojnym chodzie i bezładnym wyrzucaniu rękoma, że w tej chwili doznajesz rozpaczy z powodu braku pieniędzy. Wkrótce jednak
doznasz innych uczuć, jak gdyby ci zdjęto z piersi wielkiego
sfinksa. Później ulegniesz słodkiemu stanowi zapomnienia
o swoich poprzednich kłopotach i teraźniejszych wierzycielach, a potem...</akap>


<akap>Ach, szczęśliwy Ramzesie, czekają cię nadzwyczajne niespodzianki!... Bo gdy upłynie termin, a wierzyciele zaczną
odwiedzać cię pod pozorem składania hołdu, będziesz jak
jeleń ścigany przez psy albo jak dziewczyna egipska, która
czerpiąc wodę z rzeki zobaczy sękaty grzbiet krokodyla.</akap>


<akap_dialog>--- Wszystko to wygląda bardzo wesoło --- przerwał, śmiejąc
się, Ramzes --- ale nie przynosi ani jednej drachmy...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie kończ! --- przerwał Tutmozis. --- W tej chwili idę po
fenickiego bankiera Dagona, a wieczorem, choćby ci jeszcze
nie dał pieniędzy, odzyskasz spokój.</akap_dialog>


<akap>Wybiegł, wsiadł do małej lektyki i, otoczony służbą tudzież
takimi jak sam letkiewiczami<pe><slowo_obce>letkiewicz</slowo_obce> (daw.) --- człowiek lekkomyślny, niepoważny.</pe>, zniknął w alejach parku.</akap>


<akap>Przed zachodem słońca do domu następcy tronu przyjechał
Fenicjanin Dagon, najznakomitszy bankier w Memfis. Był
to człowiek w sile wieku, żółty, suchy, ale dobrze zbudowany.
Miał niebieską tunikę, na niej biały płaszcz z cienkiej tkaniny, ogromne włosy własne, ściśnięte złotą obrączką, i dużą
czarną brodę, również własną. Bujny ten zarost imponująco
wyglądał obok peruk i przyprawnych bródek egipskich elegantów.</akap>


<akap>Mieszkanie następcy roiło się arystokratyczną młodzieżą.
Jedni na dole kąpali się i namaszczali, inni grali w szachy<pe><slowo_obce>grali w szachy</slowo_obce> --- szachy były w Egipcie nieznane (powstały w Azji setki lat później). Chodzi najpewniej o <slowo_obce>senet</slowo_obce>, egipską grę rozgrywaną pionami na prostokątnej planszy 3x10 pól, bardzo popularną od zamierzchłych czasów, lecz w przeciwieństwie do szachów częściowo losową. Inną grę planszową, <slowo_obce>mehen</slowo_obce> (wąż), rozgrywano na planszy w kształcie zwiniętego w spiralę węża.</pe>
i arcaby<pe><slowo_obce>arcaby</slowo_obce> (daw.) --- warcaby. Warcaby w dzisiejszym kształcie są znane od XII w. n.e., ale uważa się, że pochodzą od gry <slowo_obce>senet</slowo_obce>, rozgrywanej w Egipcie już w XXVI w. p.n.e.</pe> na piętrze, inni, w towarzystwie kilku tancerek, pili
pod namiotami na tarasie. Następca nie pił, nie grał, nie rozmawiał z kobietami, tylko chodził po jednej stronie tarasu,
niecierpliwie wypatrując Fenicjanina. Gdy go zobaczył wyjeżdżającego z alei w lektyce na dwu osłach, zeszedł na pierwsze piętro, gdzie był nie zajęty pokój.</akap>


<akap>Po chwili we drzwiach ukazał się Dagon, przyklęknął na
progu i zawołał:</akap>


<akap_dialog>--- Pozdrawiam cię, nowe słońce Egiptu!... Obyś żył wiecznie, a twoja sława oby dosięgła tych dalekich brzegów, kędy
dobijają fenickie statki...</akap_dialog>


<akap>Na rozkaz księcia podniósł się i mówił z gwałtowną gestykulacją.</akap>


<akap_dialog>--- Kiedy dostojny Tutmozis wysiadł przed moją lepianką
(lepianką jest mój dom wobec twoich pałaców, erpatre!), taki
bił blask z jego twarzy, że zaraz krzyknąłem do żony: --- Tamaro, dostojny Tutmozis nie od siebie przychodzi, ale od kogoś wyższego niż on sam, jak Liban jest wyższym od nadmorskich piasków. A żona pyta się: --- Skąd wiesz, panie mój,
że dostojny Tutmozis nie przychodzi od siebie?... --- Stąd, że
nie mógł przyjść z pieniędzmi, bo ich nie ma, i nie przyszedł
po pieniądze, bo ja ich nie mam... --- W tej chwili ukłoniliśmy się oboje dostojnemu Tutmozisowi. A gdy nam opowiedział, że to ty, najdostojniejszy panie, chcesz piętnastu talentów od swego niewolnika, ja zapytałem żony: --- Tamaro,
czy źle nauczyło mnie moje serce? --- Dagonie, jesteś tak mądry, że powinieneś być doradcą następcy tronu... --- odpowiedziała moja żona.</akap_dialog>


<akap><begin id="b1351627881916-1803098554"/><motyw id="m1351627881916-1803098554">Pieniądz</motyw>Ramzes kipiał z niecierpliwości, ale słuchał bankiera. On,
który burzył się wobec własnej matki i faraona!<end id="e1351627881916-1803098554"/></akap>


<akap_dialog>--- Kiedyśmy --- prawił Fenicjanin --- zastanowili się i zrozumieli, że ty, panie, chcesz moich usług, taka w nasz dom
wstąpiła radość, że kazałem dać służbie dziesięć dzbanów
piwa, a moja żona, Tamar, kazała, ażebym ja jej kupił nowe zausznice. Wesele moje tak się wzmogło, że kiedym tu
jechał, nie pozwoliłem oślarzowi bić osłów. A kiedy niegodne
moje stopy dotknęły waszej posadzki, książę, wydobyłem złoty pierścień (większy niż ten, który dostojny Herhor dał
Eunanie!) i podarowałem ten złoty pierścień waszemu niewolnikowi, który mi nalał wody na ręce. Za pozwoleniem
waszej dostojności, skąd pochodzi ten dzban srebrny, z którego poleli mi ręce?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Sprzedał mi go Azariasz, syn Gabera, za dwa talenty.</akap_dialog>


<akap_dialog><begin id="b1351628005283-3212941734"/><motyw id="m1351628005283-3212941734">Antysemityzm, Handel</motyw>--- Żyd?... Wasza dostojność z Żydami handluje?... A co na
to powiedzą bogowie?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Azariasz jest kupcem jak wy --- odparł następca.</akap_dialog>


<akap>Usłyszawszy to, Dagon oburącz schwycił się za głowę, zaczął
pluć i jęczeć:</akap>


<akap_dialog>--- O Baal Tammuz!... o Baaleth!... o Astoreth!<pe><slowo_obce>O Baal Tammuz!... o Baaleth!... o Astoreth!</slowo_obce> --- wielkie bóstwa czczone przez Fenicjan.
<slowo_obce>Baal</slowo_obce> (hebr.) --- dosł.: Pan, tytuł bóstw używany również w zastępstwie imienia głównego boga ludów zachodniosemickich (Palestyny, Fenicji, Syrii), władcy świata, boga burzy i deszczu;
<slowo_obce>Tammuz</slowo_obce> --- starożytny mezopotamski bóg umierającej i odradzającej się przyrody, którego kult rozpowszechnił się na Bliskim Wschodzie;
<slowo_obce>Baaleth</slowo_obce> (hebr.) a. <slowo_obce>Baalat</slowo_obce> --- Pani, tytuł bogini Astarte jako głównego bóstwa fenickiego miasta Byblos;
<slowo_obce>Astoreth</slowo_obce> (hebr.) a. <slowo_obce>Astarte</slowo_obce>, a. <slowo_obce>Asztarte</slowo_obce> --- zachodniosemicka bogini miłości, płodności i wojny, królowa niebios, utożsamiana z mezopotamską boginią Isztar.</pe>... Azariasz,
syn Gabera, Żyd, ma być takim kupcem jak ja!... O nogi moje,
po coście mnie tu przyniosły?... O serce, za co cierpisz taki
ból i naigrawanie?... Najdostojniejszy książę --- krzyczał Fenicjanin --- zbij mnie, utnij mi rękę, jeżeli będę fałszował złoto,
ale nie mów, że Żyd może być kupcem. Prędzej upadnie Tyr,
prędzej miejsce Sydonu<pe><slowo_obce>Sydon</slowo_obce> --- miasto nad Morzem Śródziemnym, w dzisiejszym Libanie. Jedno z najstarszych i najważniejszych fenickich miast kupieckich, rywalizujące z Tyrem.</pe> zajmie piasek, aniżeli Żyd zostanie
kupcem. Oni mogą doić swoje chude kozy albo pod egipskim
batem mieszać glinę ze słomą, ale nigdy handlować. Tfu!...
tfu!... nieczysty naród niewolników!... Rabuśniki, złodzieje...</akap_dialog>


<akap>W księciu, nie wiadomo dlaczego, gniew zawrzał, lecz i wnet
uspokoił się, co wydało się dziwnym samemu Ramzesowi,
który dotychczas wobec nikogo nie uważał za potrzebne hamować się.<end id="e1351628005283-3212941734"/></akap>


<akap_dialog>--- A więc --- odezwał się nagle następca --- czy pożyczysz
mi, zacny Dagonie, piętnaście talentów?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O Astoreth!... piętnaście talentów?... To jest tak wielki ciężar, że ja musiałbym usiąść, ażeby o nim dobrze pomyśleć.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc siadaj.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Za talent --- mówił Fenicjanin, wygodnie siadając na
krześle --- można mieć dwadzieścia złotych łańcuchów albo
sześćdziesiąt pięknych krów dojnych, albo dziesięciu niewolników do roboty, albo jednego niewolnika, który potrafi czy
to grać na flecie, czy malować, a może nawet leczyć. Talent
to straszny majątek!...</akap_dialog>


<akap>Księciu błysnęły oczy.</akap>


<akap_dialog>--- Więc jeżeli nie masz piętnastu talentów... --- przerwał
książę.</akap_dialog>


<akap>Przestraszony Fenicjanin nagle zsunął się z krzesła na podłogę.</akap>


<akap_dialog>--- Kto w tym mieście --- zawołał --- nie ma pieniędzy na
twój rozkaz, synu słońca?... Prawda, że ja jestem nędzarz,
którego złoto, klejnoty i wszystkie dzierżawy niewarte twojego spojrzenia, książę. Ale gdy obejdę naszych kupców i powiem, kto mnie wysłał, do jutra wydobędziemy piętnaście
talentów choćby spod ziemi. Gdybyś ty, erpatre, stanął przed
uschniętą figą i powiedział: ,,Dawaj pieniędzy!..." --- figa zapłaciłaby okup... Tylko nie patrz tak na mnie, synu Horusa, bo
czuję ból w dołku sercowym i miesza mi się umysł --- mówił
błagającym tonem Fenicjanin.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No, usiądź, usiądź... --- rzekł książę z uśmiechem.</akap_dialog>


<akap>Dagon podniósł się z podłogi i jeszcze wygodniej rozparł
się na krześle.</akap>


<akap_dialog>--- Na jak długo książę chce piętnastu talentów? --- zapytał.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zapewne na rok.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Powiedzmy od razu: na trzy lata. Tylko jego świątobliwość mógłby oddać w ciągu roku piętnaście talentów, ale nie
młody książę, który co dzień musi przyjmować wesołych
szlachciców i piękne kobiety... Ach, te kobiety!... Czy prawda,
za pozwoleniem waszego dostojeństwa, że książę wziąłeś do
siebie Sarę, córkę Gedeona?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A ile chcesz procentu? --- przerwał książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Drobiazg, o którym nie mają potrzeby mówić wasze święte usta. Za piętnaście talentów da książę pięć talentów na rok,
a w ciągu trzech lat ja wszystko odbiorę sam, tak że wasza
dostojność nawet nie będzie wiedzieć...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dasz mi dzisiaj piętnaście talentów, a za trzy lata odbierzesz trzydzieści?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Prawo egipskie dozwala, ażeby suma procentów wyrównała pożyczce --- odparł zmieszany Fenicjanin.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale czy to nie za dużo?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Za dużo?... --- krzyknął Dagon. --- Każdy wielki pan ma
wielki dwór, wielki majątek i płaci tylko wielkie procenta. Ja
wstydziłbym się wziąć mniej od następcy tronu; a i sam książę mógłby kazać mnie zbić kijami i wypędzić, gdybym ośmielił się wziąć mniej...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Kiedyż przyniesiesz pieniądze?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przynieść?... O bogowie! tego jeden człowiek nie potrafi.
Ja zrobię lepiej: ja załatwię wszystkie wypłaty księcia, ażebyś
wasza dostojność nie potrzebował myśleć o takich nędznych
sprawach.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Alboż ty znasz moje wypłaty?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Trochę znam --- odparł niedbale Fenicjanin. --- Książę
chce posłać sześć talentów dla armii wschodniej, co zrobią
nasi bankierzy w Chetem<pe><slowo_obce>Chetem</slowo_obce> (egipskie <slowo_obce>chetem</slowo_obce>: warownia) --- faraonowie zbudowali sieć ufortyfikowanych placówek broniących Egiptu także od wschodu; w Biblii jako jeden z przystanków podczas wędrówki Izraelitów z delty Nilu na półwysep Synaj wymieniono Etam, ,,na skraju pustyni".</pe> i Migdolu<pe><slowo_obce>Migdol</slowo_obce> (z hebr.: wieża, warowne miasto) --- zapewne wymienione w Biblii Migdal-Gad w Judzie lub Migdal-El, kilkadziesiąt km na wschód od nadmorskich miast fenickich.</pe>. Trzy talenty dostojnemu
Nitagerowi i trzy dostojnemu Patroklesowi, to załatwi się na
miejscu... A Sarze i jej ojcu Gedeonowi ja mogę wypłacać
przez tego parcha<pe><slowo_obce>parch</slowo_obce> --- strup na skórze wywołany chorobą grzybiczą; tu: daw. pogardliwe określenie osoby narodowości żydowskiej.</pe> Azariasza... Tak nawet będzie lepiej, bo oni
oszukaliby księcia w rachunkach...</akap_dialog>


<akap>Ramzes niecierpliwie zaczął chodzić po pokoju.</akap>


<akap_dialog>--- Więc mam ci dać rewers na trzydzieści talentów? ---
zapytał.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jaki rewers?... Po co rewers?... Co ja bym miał z rewersu?... Mnie książę odda w dzierżawę na trzy lata swoje folwarki w nomesach: Takens<pe><slowo_obce>Takens</slowo_obce> --- Ta-Seti, 1. nom Górnego Egiptu, najdalej wysunięty na południe.</pe>, Ses<pe><slowo_obce>Ses</slowo_obce> --- zapewne <slowo_obce>Set</slowo_obce>, 11. nom Górnego Egiptu, na południe od dzisiejszego Asjut.</pe>, Neha-Ment<pe><slowo_obce>Neha-Ment</slowo_obce> --- zapewne Am-Chent, 18. nom Dolnego Egiptu, w południowo-wschodniej części Delty, lub Atef-Chent, 20. nom Górnego Egiptu, graniczący od północy z obszarem oazy Fajum.</pe>, Neha-Pechu<pe><slowo_obce>Neha-Pechu</slowo_obce> --- Am-Pehu, 19. nom Dolnego Egiptu, w północno-wschodniej części Delty.</pe>,
w Sebt-Het<pe><slowo_obce>Sebt-Het</slowo_obce> --- Ka-Heseb, 11. nom Dolnego Egiptu, w centralnej części Delty.</pe>, w Habu<pe><slowo_obce>Habu</slowo_obce> --- <slowo_obce>A-bet</slowo_obce>, 8. nom Dolnego Egiptu, w południowo-wschodniej części Delty.</pe>...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dzierżawa?... --- rzekł książę. --- Nie podoba mi się to...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc z czego ja odbiorę moje pieniądze... moje trzydzieści talentów?...</akap_dialog>


<akap_dialog><begin id="b1351628459988-2402480872"/><motyw id="m1351628459988-2402480872">Interes</motyw>--- Zaczekaj. Muszę najpierwej zapytać dozorcy stodół, ile
przynoszą mi rocznie te majątki.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Po co wasza dostojność ma zadawać sobie tyle pracy?...
Co wie dozorca?... On nic nie wie, jakem uczciwy Fenicjanin.
Każdego roku jest inny urodzaj i inny dochód... Ja mogę stracić na tym interesie, a wtedy dozorca nie zwróci mi...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale widzisz, Dagonie, mnie się zdaje, że te majątki przynoszą daleko więcej aniżeli dziesięć talentów rocznie...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Nie chce książę zaufać mi, dobrze. Ja, na wasz rozkaz,
mogę opuścić folwarki w Ses... Nie jest książę jeszcze pewny
mego serca?... No, więc ja jeszcze ustąpię Sebt-Het... Ale po
co tu dozorca? On księcia będzie uczył mądrości?... O Astoreth! ja bym stracił sen i apetyt, gdyby jaki dozorca, poddany
i niewolnik, śmiał poprawiać mojego miłościwego pana. Tu
potrzebny tylko pisarz, który napisze, że wy, najdostojniejszy
panie, oddajecie mi w dzierżawę na trzy lata folwarki w tym,
tym i tym nomesie. I potrzeba szesnastu świadków, że mnie
spotkał taki honor od księcia. Ale po co służba ma wiedzieć,
że ich pan pożycza ode mnie pieniądze?...</akap_dialog>


<akap>Znudzony następca wzruszył ramionami.</akap>


<akap_dialog>--- Jutro --- rzekł --- przynieś pieniądze i sprowadź sobie pisarza i świadków. Ja o tym myśleć nie chcę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ach, jakie mądre słowa! --- zawołał Fenicjanin. --- Obyś,
najdostojniejszy panie, żył wiecznie...<end id="e1351628459988-2402480872"/></akap_dialog>





<naglowek_rozdzial>Rozdział IX</naglowek_rozdzial>




<akap>Po lewej stronie Nilu, na brzegu północnym przedmieścia
Memfis, znajdował się folwark, który następca tronu oddał
na mieszkanie Sarze, córce Żyda Gedeona.</akap>


<akap>Była to posiadłość na trzydzieści pięć morgów<pe><slowo_obce>morg</slowo_obce> a. <slowo_obce>morga</slowo_obce> (daw.) --- hist. miara powierzchni ziemi, równa 0,56 hektara, używana w Europie w XIX w.</pe> rozległa,
tworząca niewielki kwadrat, który ze szczytu domu ogarniało się wzrokiem jak na dłoni. Grunta folwarku leżały na
wzgórzu i dzieliły się na cztery kondygnacje. Dwie najniższe
i najobszerniejsze, które Nil zawsze zalewał, były przeznaczone pod uprawę zbóż i jarzyn. Na trzeciej kondygnacji, która
czasami nie ulegała wylewom, rosły palmy, figi i inne drzewa
owocowe. Na czwartej, najwyższej, był ogród zasadzony drzewami oliwnymi, winem, orzechami i kasztanami słodkimi,
wśród których znajdował się dom.</akap>


<akap>Dom był drewniany, jednopiętrowy, jak zwykle z tarasem,
nad którym wznosił się płócienny namiot. Na dole mieszkał
czarny niewolnik Ramzesa, na górze Sara ze swoją krewną
i służącą Tafet. Dom był otoczony murem z niepalonej cegły,
za którym w pewnej odległości znajdowały się budynki dla
bydła, parobków i dozorców.</akap>


<akap>Pokoje Sary nie były duże, ale wykwintne. Na podłogach
leżały dywany, we drzwiach i oknach zwieszały się zasłony
w różnokolorowe pasy. Były tu rzeźbione łóżka i krzesła, inkrustowane skrzynie na odzież, trójnożne i jednonożne stoliki,
na których stały wazony z kwiatami, wysmukłe dzbany do
wina, szkatułki z flaszeczkami perfum, złote i srebrne czarki
i kielichy, fajansowe wazy i misy, brązowe kagańce. Każdy
choćby najdrobniejszy sprzęt czy naczynie było ozdobione
rzeźbą lub kolorowym rysunkiem; każda sztuka odzieży ---
haftem i frędzlami.</akap>


<akap>Już dziesięć dni mieszkała w tym ustroniu Sara, z obawy
i wstydu kryjąc się przed ludźmi, tak że ze służby folwarcznej
prawie nikt jej nie widział. W zasłoniętym buduarze szyła,
tkała płótno na małym warsztacie lub zwijała wieńce z żywych kwiatów dla Ramzesa. Niekiedy wymykała się na taras
i ostrożnie rozchyliwszy ściany namiotu wyglądała na Nil pełen łodzi, których wioślarze śpiewali wesołe pieśni; albo podniósłszy oczy, patrzyła z trwogą na szare pylony królewskiego
zamku, który milczący i posępny górował nad drugim brzegiem rzeki. Wówczas znowu uciekała do swoich robót i wołała Tafet.</akap>


<akap_dialog>--- Siedź tu, matko --- mówiła --- co ty tam robisz na dole?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ogrodnik przyniósł owoce, a z miasta przysłali chleby,
wino i ptaszki; musiałam to odebrać.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Siedź tu i rozmawiaj, bo mnie strach ogarnia...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Głupiutka z ciebie dziecina! --- odparła, śmiejąc się,
Tafet. --- Do mnie także pierwszego dnia strach wyglądał
z każdego kąta; ale jak wyszłam za mur, wszystko się skończyło. Kogo ja się tu mam bać, gdzie wszyscy padają przede
mną na kolana? Przed tobą chybaby stawali na głowach!...
Wyjdź do ogrodu, jest piękny jak raj... Wyjrzyj w pole, gdzie
zbierają pszenicę... Siądź w łódkę rzeźbioną, której przewoźnicy usychają z tęsknoty, ażeby cię zobaczyć i przewieźć po
Nilu...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Boję się...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czego?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Albo ja wiem?... Dopóki szyję, myślę, że jestem w naszej dolince i że zaraz przyjdzie ojciec. Ale kiedy wiatr uchyli
zasłonę okna i spojrzę z góry na ten wielki... wielki kraj,
zdaje mi się... Wiesz co?... Że mnie porwał sęp i zaniósł do
swego gniazda na skale, skąd zejść nie można...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ach, ty... ty!... Gdybyś widziała, jaką dziś wannę przysłał książę, miedzianą wannę!... A jaki trójnóg na ognisko,
jakie garnki i rożny!... A gdybyś wiedziała, że ja dziś dwie
kury posadziłam i niedługo będziemy mieli pisklęta...</akap_dialog>


<akap>Po zachodzie słońca, gdy nikt nie mógł jej widzieć, Sara
bywała śmielszą. Wówczas wychodziła na taras i patrzyła na
rzekę. A gdy z daleka ukazała się łódź oświetlona pochodniami, które na czarnej wodzie rzeźbiły krwawe i ogniste smugi,
Sara obu rękoma przyciskała swoje biedne serce, które drżało
jak złapany ptak. Tam płynął do niej Ramzes, a ona nie umiałaby powiedzieć, co się z nią dzieje. Czy radość, że zbliża się
ten piękny, którego poznała w dolince, czy trwoga, że znowu zobaczy wielkiego władcę i pana, który ją onieśmielał.</akap>


<akap>Jednego dnia, w wigilię szabasu, przyszedł na folwark ojciec, pierwszy raz od jej osiedlenia się w tym miejscu. Sara
z płaczem rzuciła się do niego; sama umyła mu nogi, a na
głowę wylała wonności, okrywając go pocałunkami. Gedeon
był to człowiek już szpakowaty, o surowych rysach. Miał na
sobie długą do kostek koszulę, u dołu obszytą kolorowym haftem, a na niej żółty kaftan bez rękawów, rodzaj kapy spadającej na piersi i plecy. Głowę nakrywał niewielką czapką,
zwężającą się u góry.</akap>


<akap_dialog>--- Jesteś?... jesteś! --- wołała Sara i znowu zaczęła całować
jego ręce i głowę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ja sam dziwię się, że tu jestem! --- odparł smutnie Gedeon. --- Skradałem się do ogrodu jak złodziej. Przez całą
drogę z Memfis zdawało mi się, że wszyscy Egipcjanie pokazują mnie palcami, a każdy Żyd pluje...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przecież, ojcze, sam mnie oddałeś księciu?... --- szepnęła
Sara.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Oddałem, bo cóż miałem robić? Zresztą mnie się tylko
tak zdaje, że mnie pokazują i opluwają. Z Egipcjan, kto mnie
zna, kłania mi się tym niżej, im sam jest wyższy. Przez czas,
kiedy tu jesteś, nasz pan, Sezofris, mówił, że trzeba mi dom
powiększyć; pan Chaires darował mi stągiew najlepszego
wina, a sam najdostojniejszy nasz nomarcha przysyłał do mnie
zaufanego sługę pytać: czy ty jesteś zdrowa i czy ja nie zostałbym u niego rządcą?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A Żydzi?... --- spytała Sara.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co Żydzi!... Oni wiedzą, że ja nie ustąpiłem z dobrej
woli. No, a każdy chciałby, żeby jemu tylko taki gwałt robili.
Niechaj nas wszystkich Pan Bóg sądzi. Lepiej powiedz: jak
ty się masz?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Na łonie Abrahama nie będzie jej lepiej --- odezwała się
Tafet. --- Cały dzień znoszą nam owoce, wina, chleby i mięso,
czego dusza zapragnie. A jaką wannę mamy!... cała miedziana.
A jakie naczynia kuchenne!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Trzy dni temu --- przerwała Sara --- był u mnie Fenicjanin Dagon. Nie chciałam go widzieć, ale tak się napierał...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dał mi złoty pierścionek --- wtrąciła Tafet.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Powiedział mi --- mówiła Sara --- że jest dzierżawcą
u mego pana, darował mi dwie bransolety na nogi, zausznice
z pereł i szkatułkę wonności z kraju Punt.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Za co on ci to darował? --- zapytał ojciec.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Za nic. Tylko prosił, ażebym o nim dobrze myślała i niekiedy powiedziała mojemu panu, że Dagon jest najwierniejszym jego sługą.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ty bardzo prędko zbierzesz całą skrzynię zausznic i bransolet --- odparł z uśmiechem Gedeon. --- Ach --- dodał po chwili --- zbierz prędko wielki majątek i uciekajmy do naszej ziemi,
bo tu nam zawsze bieda. Bieda, kiedy jest źle, a jeszcze większa bieda, kiedy jest dobrze.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A co by powiedział pan mój? --- zapytała Sara ze smutkiem.</akap_dialog>


<akap>Ojciec potrząsnął głową.</akap>


<akap_dialog>--- Nim rok minie, pan twój porzuci cię, a inni mu dopomogą. Gdybyś była Egipcjanką, wziąłby cię do swego domu,
ale Żydówkę...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Porzuci?... --- powtórzyła Sara z westchnieniem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co martwić się przyszłymi dniami, które są w ręku
Boga? Przyszedłem spędzić u ciebie szabas...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A ja mam doskonałe ryby, mięso, placki i wino koszerne<pe><slowo_obce>koszerny</slowo_obce> --- w religii żydowskiej: nadający się do spożycia zgodnie z żydowskimi przepisami religijnymi.</pe> --- szybko wtrąciła Tafet. --- Kupiłam też w Memfis
siedmioramienny świecznik i świece woskowe... Będzie kolacja lepsza niż u samego pana Chairesa.</akap_dialog>


<akap>Gedeon wyszedł z córką na taras. Gdy zostali we dwoje,
rzekł:</akap>


<akap_dialog>--- Mówiła mi Tafet, że ciągle siedzisz w domu. Dlaczego?
Trzeba wyjrzeć przynajmniej do ogrodu.</akap_dialog>


<akap>Sara wstrząsnęła się.</akap>


<akap_dialog>--- Boję się --- szepnęła.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dlaczego ty się masz bać twego ogrodu?... Przecież ty tu
jesteś pani, wielka pani.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Raz wyszłam do ogrodu w dzień... Zobaczyli mnie jacyś
ludzie i zaczęli mówić między sobą: ,,Patrzcie, to ta Żydówka
następcy tronu, przez którą opóźnia się przybór!..."</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Głupi oni są --- wtrącił Gedeon. --- Alboż to raz Nil o cały
tydzień spóźnił się z wylewem? Więc tymczasem wychodź
sobie wieczorami.</akap_dialog>


<akap>Sara otrząsnęła się jeszcze gwałtowniej.</akap>


<akap_dialog>--- Nie chcę... nie chcę!... --- zawołała. --- Innego dnia wyszłam wieczór, tam, między oliwne drzewa. Nagle z bocznej
ścieżki wysunęły się, jak cienie, dwie kobiety... Przestraszona,
chciałam uciekać... Wtedy jedna z nich, młodsza i niższa,
schwyciła mnie za rękę mówiąc: ,,Nie uciekaj, musimy ci się
przypatrzyć..." A druga, starsza i wyższa, stanęła o kilka kroków przede mną i spojrzała mi w oczy... Ach, ojcze, myślałam, że się w kamień obrócę... Co to była za kobieta... co za
spojrzenie!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Kto to mógł być? --- spytał Gedeon.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ta starsza wyglądała na kapłankę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I nic do ciebie nie mówiła?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nic. Tylko kiedy, odchodząc, skryły się za drzewami, słyszałam, zapewne głos starszej, która powiedziała tylko te wyrazy: ,,Zaprawdę, jest ładna..."</akap_dialog>


<akap>Gedeon zamyślił się.</akap>


<akap_dialog>--- Może to były --- rzekł --- jakieś wielkie panie ze dworu?...</akap_dialog>


<akap>Słońce zachodziło, a na obu brzegach Nilu zbierały się gęste
tłumy ludzi, niecierpliwie czekających na sygnał o przyborze,
który istotnie opóźnił się. Już od dwu dni wiał wiatr z morza
i rzeka pozieleniała; już słońce minęło gwiazdę Sotis<pe><slowo_obce>Sotis</slowo_obce> (gr.) --- gwiazda Syriusz, najjaśniejsza gwiazda nocnego nieba. Pierwsze po okresie niewidoczności pojawienie się Syriusza na wschodnim horyzoncie tuż przed wschodem słońca zbiegało się w czasie z początkiem przyboru wód Nilu. Dzień ten wyznaczał w starożytnym Egipcie początek nowego roku.</pe>, ale
w studni kapłańskiej w Memfisie woda nie podniosła się nawet
na grubość palca. Ludzie byli zaniepokojeni, tym bardziej że
w Górnym Egipcie, według sygnałów, wylew szedł prawidłowo, a nawet zapowiadał się doskonale.</akap>


<akap_dialog>--- Cóż więc zatrzymuje go pod Memfisem? --- pytali stroskani rolnicy, z utęsknieniem czekając na sygnał.</akap_dialog>


<akap>Gdy na niebie ukazały się gwiazdy, Tafet w jadalnym pokoju nakryła stół białym obrusem, postawiła świecznik z siedmioma zapalonymi świecami, przysunęła trzy krzesła i oświadczyła, że zaraz poda szabasową kolację.</akap>


<akap>Wtedy Gedeon nakrył głowę i wzniósłszy nad stołem obie
ręce mówił zapatrzony w niebo:</akap>


<akap_dialog>--- Boże Abrahama, Izaaka, Jakuba, który wyprowadziłeś
lud nasz z ziemi egipskiej, który niewolnikom i wygnańcom
dałeś ojczyznę, który z synami Judy zawarłeś wieczne przymierze... Boże Jehowa, Boże Adonai, pozwól nam spożywać
bez grzechu płody wrogiej ziemi, wydobądź nas ze smutku
i strachu, w jakim jesteśmy pogrążeni, i powróć nad brzegi
Jordanu, który opuściliśmy dla twojej chwały...</akap_dialog>


<akap>W tej chwili zza muru odezwał się głos:</akap>


<akap_dialog>--- Jego dostojność Tutmozis, najwierniejszy sługa jego
świątobliwości i następcy tronu...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Oby żyli wiecznie!... --- odezwało się kilka głosów
z ogrodu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jego dostojność --- mówił znowu głos pojedynczy --- zasyła pozdrowienia najpiękniejszej róży spod Libanu!</akap_dialog>


<akap>Gdy umilkł, rozległ się dźwięk arfy<pe><slowo_obce>arfa</slowo_obce> (daw.) --- harfa.</pe> i fletu.</akap>


<akap_dialog>--- To muzyka!... --- zawołała Tafet, klaszcząc w ręce. --- Będziemy obchodzili szabas przy muzyce...</akap_dialog>


<akap>Sara i jej ojciec, z początku przerażeni, zaczęli się śmiać
i zasiedli do stołu.</akap>


<akap_dialog>--- Niech sobie grają --- rzekł Gedeon --- nie zepsuje nam
apetytu ich muzyka.</akap_dialog>


<akap>Flet i arfa odegrały zwrotkę, po której odezwał się głos tenorowy śpiewając:</akap>


<akap_dialog>--- ,,Jesteś piękniejsza od wszystkich dziewcząt, jakie przeglądają się w wodach Nilu. Włosy twoje czarniejsze od piór
kruka, oczy spoglądają łagodniej od oczu łani, która tęskni
za swoim koziołkiem. Wzrost twój jest jako wzrost palmy,
a lotos zazdrości tobie wdzięku. Piersi twoje są jak winne
grona, których sokiem upajają się królowie."</akap_dialog>


<akap>Znowu odezwał się flet i arfa, a po nich pieśń:</akap>


<akap_dialog>--- ,,Przyjdź i spocznij w ogrodzie. Służba, która do ciebie
należy, przyniesie liczne naczynia i piwa wszelkich gatunków.
Przyjdź, uświęcimy noc dzisiejszą i świt, który po niej nastąpi.
W moim cieniu, w cieniu figi rodzącej słodkie owoce, twój
kochanek spocznie po twojej prawicy; a ty go upoisz i powolną będziesz wszelkim jego żądaniom..."</akap_dialog>


<akap>...Flet i arfa --- po nich znowu śpiew:</akap>


<akap_dialog>--- ,,Ja jestem milczącego umysłu, nigdy nie mówię, co
widzę, i słodyczy moich owoców nie psuję czczym paplaniem...<pa><slowo_obce>Jesteś piękniejsza od wszystkich dziewcząt [...] i słodyczy moich owoców nie psuję czczym paplaniem...</slowo_obce> --- autentyczne.</pa>"</akap_dialog>






<naglowek_rozdzial>Rozdział X</naglowek_rozdzial>




<akap>Wtem śpiew umilkł, zagłuszony wrzawą i szelestem jakby
wielu biegnących.</akap>


<akap_dialog>--- Poganie!... wrogowie Egiptu!... --- wołał ktoś. --- Śpiewacie, kiedy wszyscy nurzamy się w strapieniu, i chwalicie
Żydówkę, która czarami swoimi zatrzymała bieg Nilu...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Biada wam! --- wołał inny. --- Depczecie ziemię następcy
tronu... Śmierć spadnie na was i dzieci wasze!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ustąpimy, ale niech wyjdzie do nas Żydówka, abyśmy
jej przedstawili nasze krzywdy...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Uciekajmy!... --- krzyknęła Tafet.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Gdzie? --- spytał Gedeon.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nigdy! --- odparła Sara, na której twarz łagodną wystąpił rumieniec gniewu. --- Czyliż nie należę do następcy tronu,
przed którym ci ludzie padają na twarz?...</akap_dialog>


<akap>I zanim ojciec i służąca opamiętali się, wybiegła na taras
cała w bieli, wołając do tłumu za murem:</akap>


<akap_dialog>--- Oto jestem!... Czego chcecie ode mnie?...</akap_dialog>


<akap>Gwar na chwilę ucichł, lecz znowu odezwały się groźne
głosy:</akap>


<akap_dialog>--- Bądź przeklęta, cudzoziemko, której grzech zatrzymuje
wody Nilu!...</akap_dialog>


<akap>W powietrzu świsnęło kilka kamieni rzuconych na oślep;
jeden uderzył w czoło Sarę.</akap>


<akap_dialog>--- Ojcze!... --- zawołała, chwytając się za głowę.</akap_dialog>


<akap>Gedeon porwał ją na ręce i zniósł z tarasu. Wśród nocy
widać było nagich ludzi w białych czepkach i fartuszkach,
którzy przełazili mur.</akap>


<akap>Na dole Tafet krzyczała wniebogłosy, a niewolnik Murzyn
schwyciwszy topór stanął w jedynych drzwiach domu, zapowiadając, że rozwali łeb każdemu, kto ośmieli się wejść.</akap>


<akap_dialog>--- Dajcie no kamieni na tego psa nubijskiego! --- wołali do
gromady ludzie z muru.</akap_dialog>


<akap>Lecz gromada nagle ucichła, gdyż z głębi ogrodu wyszedł
człowiek z ogoloną głową, odziany w skórę pantery.</akap>


<akap_dialog>--- Prorok!... ojciec święty!... --- zaszemrano w tłumie.</akap_dialog>


<akap>Siedzący na murze poczęli zeskakiwać.</akap>


<akap_dialog>--- Ludu egipski --- rzekł kapłan spokojnym głosem --- jakim prawem podnosisz rękę na własność następcy tronu?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tam mieszka nieczysta Żydówka, która powstrzymuje
przybór Nilu... Biada nam!... nędza i głód wisi nad Dolnym
Egiptem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ludzie złej wiary czy słabego rozumu --- mówił kapłan --- gdzieżeście słyszeli, ażeby jedna kobieta mogła powstrzymać wolę bogów? Co rok, w miesiącu Tot, Nil zaczyna przybierać i do miesiąca Choiak rośnie. Czy działo się kiedy inaczej, choć nasz kraj zawsze był pełen cudzoziemców, niekiedy
obcych kapłanów i książąt, którzy, jęcząc w niewoli i ciężkiej
pracy, z żalu i gniewu mogli rzucać najstraszliwsze przekleństwa. Ci z pewnością pragnęli na nasze głowy zwalić
wszelakie nieszczęścia, a niejeden oddałby życie, ażeby albo
słońce nie weszło nad Egiptem o porannej godzinie, albo Nil
nie przybrał w początkach roku. I co z ich modlitw?... Albo
nie zostały wysłuchane w niebiosach, albo obcy bogowie nie
mieli siły wobec naszych. Jakim więc sposobem kobieta,
której między nami jest dobrze, mogłaby ściągnąć klęskę,
której najpotężniejsi wrogowie nasi sprowadzić nie potrafili?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ojciec święty mówi prawdę!... Mądre są słowa proroka!...
--- odezwano się w tłumie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A jednak Messu, wódz żydowski, zrobił ciemność i pomór w Egipcie!... --- zaoponował jeden głos.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Który to powiedział, niech wystąpi naprzód!... --- zawołał
kapłan. --- Wzywam go, niech wystąpi, jeżeli nie jest wrogiem
egipskiego ludu...</akap_dialog>


<akap>Tłum zaszemrał jak wicher z daleka płynący między drzewami; ale naprzód nie wystąpił nikt.</akap>


<akap_dialog>--- Zaprawdę mówię --- ciągnął kapłan --- że między wami
krążą źli ludzie niby hieny w owczarni. Nie litują się oni nad
waszą nędzą, ale chcą was popchnąć do zniszczenia domu następcy tronu i buntu przeciw faraonowi. Gdyby zaś udał się
ich nikczemny zamiar, a z waszych piersi gdyby zaczęła płynąć krew, ludzie ci ukryliby się przed włóczniami jak w tej
chwili przed moim wezwaniem...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Słuchajcie proroka!... Chwała ci, mężu boży!... --- wołał
tłum, pochylając głowy. Pobożniejsi upadali na ziemię.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Słuchaj mnie, ludu egipski... Za twoją wiarę w słowa
kapłana, za posłuszeństwo faraonowi i następcy, za cześć, jaką
oddajecie słudze bożemu, spełni się nad wami łaska. Idźcie do
domów waszych w pokoju, a może, nim zejdziecie z tego pagórka, Nil zacznie przybierać...</akap_dialog>


<akap_dialog><begin id="b1351630327394-3408731058"/><motyw id="m1351630327394-3408731058">Tłum</motyw>--- Oby się tak stało!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Idźcie!... Im większą będzie wiara i pobożność wasza,
tym prędzej ujrzycie znak łaski...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Idźmy!... idźmy!... Bądź błogosławiony, proroku, synu
proroków...</akap_dialog>


<akap>Zaczęli rozchodzić się, całując szaty kapłana. Wtem ktoś
krzyknął:</akap>


<akap_dialog>--- Cud!... spełnia się cud!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Na wieży w Memfis zapalono światło... Nil przybiera!...
Patrzcie, coraz więcej świateł!... Zaprawdę, przemawiał do
nas wielki święty... Żyj wiecznie!...</akap_dialog>


<akap>Zwrócono się do kapłana, ale ten zniknął wśród cieniów.</akap>


<akap>Tłum niedawno rozjątrzony, a przed chwilą zdumiony
i przejęty wdzięcznością, zapomniał i o swoim gniewie,
i o kapłanie cudotwórcy. Opanowała ich szalona radość i zaczęli biec pędem ku brzegowi rzeki, nad którym już zapłonęły
liczne ogniska i rozlegał się wielki śpiew zebranego ludu:</akap>


<akap_dialog>--- ,,Bądź pozdrowiony, o Nilu, o święta rzeko, która objawiłaś się na tej ziemi. Przychodzisz w pokoju, aby dać życie
Egiptowi.<end id="e1351630327394-3408731058"/> O boże ukryty, który rozpraszasz ciemności, który
skrapiasz łąki, aby przynieść pokarm niemym zwierzętom.
O drogo, schodząca z niebios, ażeby napoić ziemię, o przyjacielu chleba, który rozweselasz chaty... Ty jesteś władcą ryb,
a gdy zstąpisz na nasze pola, żaden ptak nie ośmieli się dotknąć zbiorów. Ty jesteś twórcą zboża i rodzicielem jęczmienia; ty dajesz odpoczynek rękom milionów nieszczęśliwych
i na wieki utrwalasz świątynie<pa><slowo_obce>Bądź pozdrowiony, o Nilu [...] ty dajesz odpoczynek rękom milionów nieszczęśliwych i na wieki utrwalasz świątynie</slowo_obce> --- autentyczne.</pa>."</akap_dialog>


<akap>W tym czasie oświetlona łódź następcy tronu przypłynęła
od tamtego brzegu, wśród okrzyków i śpiewów. Ci sami,
którzy pół godziny temu chcieli wedrzeć się do willi księcia,
teraz padali przed nim na twarz albo rzucali się w wodę, aby
całować wiosła i boki statku, który przywiózł syna władcy
Egiptu.</akap>


<akap>Wesoły, otoczony pochodniami Ramzes w towarzystwie Tutmozisa wszedł do domu Sary. Na jego widok Gedeon rzekł do
Tafet:</akap>


<akap_dialog>--- Boję się bardzo o moją córkę, ale jeszcze bardziej nie
chcę spotykać się z jej panem...</akap_dialog>


<akap>Przeskoczył mur i wśród ciemności, przez ogród i pola, poszedł w stronę Memfisu.</akap>


<akap>Na dziedzińcu wołał Tutmozis:</akap>


<akap_dialog>--- Witaj, piękna Saro!... Spodziewam się, że nas dobrze
podejmiesz za muzykę, którą ci przysłałem...</akap_dialog>


<akap>W progu ukazała się Sara z obwiązaną głową, wsparta na
Murzynie i służebnicy.</akap>


<akap_dialog>--- Co to znaczy? --- zapytał zdumiony książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Straszne rzeczy!... --- zawołała Tafet. --- Poganie napadli
twój dom, a jeden uderzył kamieniem Sarę...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jacy poganie?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A ci... Egipcjanie! --- objaśniła Tafet.</akap_dialog>


<akap>Książę rzucił jej spojrzenie pełne wzgardy. Lecz wnet opanowała go wściekłość.</akap>


<akap_dialog>--- Kto uderzył Sarę?... Kto rzucił kamień?... --- krzyknął,
chwytając za ramię Murzyna.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tamci znad rzeki... --- odparł niewolnik.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Hej, dozorcy!... --- wołał zapieniony książę --- uzbroić mi
wszystkich ludzi na folwarku i dalej na tą zgraję!...</akap_dialog>


<akap>Murzyn znowu pochwycił swój topór, dozorcy zaczęli wywoływać parobków z zabudowań, a kilku żołnierzy ze świty
księcia machinalnie poprawiło miecze.</akap>


<akap_dialog>--- Na miłość boską, co chcesz uczynić?... --- szepnęła Sara,
wieszając się na szyi księcia.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Chcę pomścić cię... --- odparł. --- Kto uderza w moją własność, we mnie uderza...</akap_dialog>


<akap>Tutmozis pobladł i kręcił głową.</akap>


<akap_dialog>--- Słuchaj, panie --- odezwał się --- a jakże po nocy i w tłumie poznasz ludzi, którzy dopuścili się zbrodni?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wszystko mi jedno... Motłoch to zrobił i motłoch będzie
odpowiadał...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak nie powie żaden sędzia --- reflektował Tutmozis. ---
A przecie ty masz być najwyższym sędzią...</akap_dialog>


<akap>Książę zamyślił się; jego towarzysz mówił dalej:</akap>


<akap_dialog>--- Zastanów się, co by jutro powiedział nasz pan, faraon?... A jaka radość zapanowałaby między wrogami Egiptu,
ze wschodu i zachodu, gdyby usłyszeli, że następca tronu,
prawie pod królewskim pałacem, napada w nocy swój lud?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O, gdyby mi ojciec dał choć połowę armii, umilkliby na
wieki wrogowie nasi we wszystkich stronach świata!... ---
szeptał książę, uderzając nogą w ziemię.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wreszcie... przypomnij sobie tego chłopa, który się powiesił... Żałowałeś go, gdyż umarł człowiek niewinny, a dzisiaj... Czy podobna, ażebyś sam chciał zabijać niewinnych?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dość już!... --- przerwał głucho następca. --- Gniew mój
jest jak dzban pełen wody... Biada temu, na kogo się wyleje...
Wejdźmy do domu...</akap_dialog>





<akap>Wylękniony Tutmozis cofnął się. Książę wziął Sarę za rękę
i wszedł z nią na pierwsze piętro. Posadził ją obok stołu, na
którym stała nie dokończona kolacja, i zbliżywszy świecznik
zerwał jej opaskę z głowy.</akap>


<akap_dialog><begin id="b1351630379546-3830870164"/><motyw id="m1351630379546-3830870164">Uroda</motyw>--- Ach --- zawołał --- to nawet nie jest rana, tylko siniak?...</akap_dialog>

<akap>
Przypatrywał się Sarze z uwagą.</akap>


<akap_dialog>--- Nigdy nie myślałem --- rzekł --- że możesz mieć siniaka...
To bardzo zmienia twarz...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc już ci się nie podobam?... --- cicho zapytała Sara,
podnosząc na niego wielkie oczy pełne trwogi.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Och, nie!... wreszcie to przejdzie...<end id="e1351630379546-3830870164"/></akap_dialog>


<akap>Potem zawołał Tutmozisa i Murzyna i kazał opowiedzieć
wypadki wieczorne.</akap>


<akap_dialog>--- On nas obronił --- rzekła Sara. --- Stanął z toporem we
drzwiach...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zrobiłeś tak?... --- spytał książę niewolnika, bystro patrząc mu w oczy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czyliż<pe><slowo_obce>czyliż</slowo_obce> (daw.) --- czy, czyż.</pe> miałem pozwolić, ażeby do twego domu, panie,
wdzierali się obcy ludzie?</akap_dialog>


<akap>Książę poklepał go po kędzierzawej głowie.</akap>


<akap_dialog>--- Postąpiłeś --- rzekł --- jak człowiek mężny. Daję ci wolność. Jutro dostaniesz wynagrodzenie i możesz wracać do
swoich.</akap_dialog>


<akap>Murzyn zachwiał się i przetarł oczy, których białka połyskiwały. Nagle upadł na kolana i uderzając czołem w posadzkę,
zawołał:</akap>


<akap_dialog>--- Nie odpędzaj mnie od siebie, panie!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dobrze --- odparł następca. --- Zostań przy mnie, ale jako
wolny żołnierz. Takich mi właśnie potrzeba --- dodał, patrząc
na Tutmozisa. --- Ten nie umie mówić jak dozorca domu ksiąg,
ale gotów walczyć...</akap_dialog>


<akap>I znowu zaczął wypytywać o szczegóły najścia, a gdy Murzyn opowiedział mu o zjawieniu się kapłana i jego cudzie,
książę schwycił się za głowę, wołając:</akap>


<akap_dialog>--- Jestem najnieszczęśliwszym człowiekiem w Egipcie!...
Niedługo nawet w moim łóżku będę znajdował kapłanów...
Skąd on?... Co on za jeden?...</akap_dialog>


<akap>Tego Murzyn nie umiał objaśnić. Powiedział jednak, że
zachowanie się kapłana było bardzo życzliwe dla księcia i dla
Sary; że napadem kierowali nie Egipcjanie, ale ludzie, których kapłan nazwał wrogami Egiptu i bezskutecznie wzywał
ich, aby wystąpili naprzód.</akap>


<akap_dialog>--- Dziwy!... dziwy!... --- mówił w zamyśleniu książę, rzuciwszy się na łóżko. --- Mój czarny niewolnik jest dzielnym żołnierzem i pełnym rozsądku człowiekiem... Kapłan broni Żydówki dlatego, że jest moją... Co to za osobliwy kapłan?...
Lud egipski, który klęka przed psami faraona, napada na dom
następcy tronu, pod dowództwem jakichś wrogów Egiptu?...
Muszę ja to sam zbadać...</akap_dialog>






<naglowek_rozdzial>Rozdział XI</naglowek_rozdzial>




<akap>Skończył się miesiąc Tot i zaczynał miesiąc Paofi, druga
połowa lipca. Woda Nilu z zielonawej zrobiła się białą, a potem czerwoną i wciąż przybierała. Królewski wodowskaz
w Memfisie był zapełniony prawie na wysokość dwu ludzi,
a Nil rósł co dzień na dwie pięści. Najniższe grunta były zalane, z wyższych spiesznie zbierano len, winogrona i pewien
rodzaj bawełny. Gdzie z rana było jeszcze sucho, tam ku wieczorowi pluskały fale.</akap>


<akap>Zdawało się, że gwałtowny, choć niewidzialny wicher dmie
w głębi rzeki. Orze na niej szerokie zagony, wypełnia pianą
bruzdy, potem na chwilę wygładza powierzchnię wody, a po
chwili skręca ją w przepaściste wiry.</akap>


<akap>Znowu orze, znowu wygładza, skręca, napędza nowe góry
wody, nowe smugi pian i wciąż podnosi szeleszczącą rzekę,
wciąż zdobywa nowe płaty ziemi. Niekiedy woda dosięgnąwszy pewnej granicy, przekracza ją, w oka mgnieniu wlewa
się w nizinę i tworzy błyszczące jeziorko tam, gdzie przed
chwilą rozsypywały się w proch zwiędłe trawy.</akap>


<akap>Choć przybór dosięgnął ledwie trzeciej części swej miary,
już całe wybrzeże było zalane. Co godzinę jakiś folwarczek na
wzgórzu robił się podobnym do wyspy, z początku odgraniczonej od innych tylko wąskim kanałem, który stopniowo
rozszerzał się i coraz bardziej odcinał domostwo od sąsiadów.
Nieraz, kto wyszedł do pracy piechotą, wracał czółnem.</akap>


<akap>Łódek i tratew ukazywało się na Nilu coraz więcej. Z jednych łapano ryby w sieci, na innych przewożono zbiory do
stodół albo ryczące bydło do obór, na innych odwiedzano
znajomych, ażeby wśród śmiechu i krzyku zawiadomić ich
(na co patrzyli wszyscy), że Nil przybiera. Niekiedy łodzie,
skupione jak stado kaczek, rozbiegały się na wszystkie strony
przed szeroką tratwą, która z Górnego Egiptu niosła w dół
olbrzymie bryły kamienne, wyrąbane w nadbrzeżnych kopalniach.</akap>


<akap>W powietrzu, jak ucho sięgło, rozlegał się szelest przybierającej wody, krzyk spłoszonego ptactwa i wesołe śpiewy
ludzkie. Nil przybiera, będzie dużo chleba!</akap>


<akap>Przez cały ten miesiąc toczyło się śledztwo w sprawie napadu na dom następcy tronu. Każdego ranka łódź z urzędnikami i milicją przybijała do jakiegoś folwarku. Odrywano
ludzi od pracy, zasypywano ich podstępnymi pytaniami, bito
kijem. Ku wieczorowi zaś wracały do Memfisu dwie łódki:
jedna niosła urzędników, druga więźniów.</akap>


<akap>Tym sposobem wyłowiono kilkuset przestępców, z których
połowa nie wiedziała o niczym, połowie zaś groziło więzienie
lub kilka lat pracy w kamieniołomach. Niczego jednak nie
dowiedziano się ani o przewódcach napadu, ani o owym kapłanie, który skłonił lud do rozejścia.</akap>


<akap>W księciu Ramzesie kojarzyły się niezwykle sprzeczne przymioty. Był on gwałtowny jak lew i uparty jak wół. Obok tego
miał wielki rozum i głębokie poczucie sprawiedliwości.</akap>


<akap>Widząc, że śledztwo prowadzone przez urzędników nie wydaje rezultatu, książę pewnego dnia sam popłynął do Memfisu i kazał sobie otworzyć więzienie.</akap>


<akap>Było ono zbudowane na wzgórzu, otoczone wysokim murem i składało się z wielkiej liczby budynków kamiennych,
ceglanych i drewnianych. Budowle te po większej części były
tylko wejściami lub mieszkaniami dozorców. Więźniowie zaś
mieścili się w podziemnych jaskiniach wykutych w wapiennej skale.</akap>


<akap>Kiedy następca przekroczył bramę, spostrzegł gromadkę
kobiet, które myły i karmiły jakiegoś więźnia. Nagi ten człowiek, podobny do szkieletu, siedział na ziemi, trzymając ręce
i nogi w czterech otworach kwadratowej deski, która zastępowała kajdany.</akap>


<akap_dialog>--- Dawno ten człowiek tak cierpi? --- zapytał książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dwa miesiące --- odparł nadzorca.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A długo jeszcze ma siedzieć?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Miesiąc.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Cóż on zrobił?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zelżył urzędnika zbierającego podatki.</akap_dialog>


<akap>Książę odwrócił się i ujrzał drugą gromadę, złożoną z kobiet
i dzieci. Między nimi był stary człowiek.</akap>


<akap_dialog>--- Czy to są więźniowie?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie, najdostojniejszy panie. To jest rodzina oczekująca
na zwłoki przestępcy, który ma być uduszony... O, już prowadzą go do izby... --- mówił nadzorca.</akap_dialog>


<akap>Po czym zwróciwszy się do gromadki rzekł:</akap>


<akap_dialog>--- Bądźcie jeszcze chwilkę cierpliwi, kochani ludzie, zaraz dostaniecie ciało.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bardzo dziękujemy ci, zacny panie --- odparł stary człowiek, zapewne ojciec delikwenta. --- Wyszliśmy z domu wczoraj wieczór, len został nam w polu, a tu rzeka przybiera!...</akap_dialog>


<akap>Książę pobladł i zatrzymał się.</akap>


<akap_dialog>--- Wiesz --- zwrócił się do nadzorcy --- że mam prawo łaski?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak, erpatre --- odpowiedział nadzorca, kłaniając się,
a potem dodał: --- Według praw, na pamiątkę twojej bytności w tym miejscu, synu słońca, dobrze prowadzący się, a skazani za obrazę religii lub państwa powinni otrzymać ulgi.
Spis tych ludzi będzie złożony u stóp waszych w ciągu miesiąca.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A ten, którego mają w tej chwili dusić, czy nie ma prawa korzystać z mojej łaski?</akap_dialog>


<akap>Nadzorca rozłożył ręce i pochylił się w milczeniu.</akap>


<akap>Ruszyli z miejsca i przeszli kilka dziedzińców. W drewnianych klatkach, na gołej ziemi, roili się w ciasnocie przestępcy skazani na więzienie. W jednym budynku rozlegały się
straszne krzyki: bito dla wydobycia zeznań.</akap>


<akap_dialog>--- Chcę zobaczyć oskarżonych o napad na mój dom ---
rzekł głęboko wzruszony następca.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jest ich z górą trzystu --- odparł nadzorca.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wybierzcie, zdaniem waszym, najwinniejszych i wypytajcie ich w mojej obecności. Nie chcę jednak, ażeby mnie
poznali.</akap_dialog>


<akap>Otworzono następcy tronu izbę, w której prowadził czynności urzędnik śledczy. Książę kazał mu zająć zwykłe miejsce,
a sam usiadł za słupem.</akap>


<akap>Niebawem zaczęli ukazywać się pojedynczo oskarżeni.
Wszyscy byli chudzi; porosły im duże włosy i brody, a oczy
miały wyraz spokojnego obłąkania.</akap>


<akap_dialog>--- Dutmoze --- rzekł urzędnik --- opowiedz, jak to napadliście na dom najdostojniejszego erpatre.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Powiem prawdę, jak na sądzie Ozyrysa. Było to wieczorem tego dnia, kiedy Nil miał zacząć przybór. Moja żona mówi
do mnie: ,,Chodź, ojcze, pójdziemy na górę, skąd prędzej
można zobaczyć sygnał w Memfisie." Więc poszliśmy na górę,
skąd łatwiej można zobaczyć sygnał w Memfisie. Wtedy do
mojej żony zbliżył się jakiś żołnierz i mówi: ,,Pójdź ze mną
w ten ogród, to znajdziemy winogron albo i co jeszcze." Więc
moja żona poszła w ogród z owym żołnierzem, a ja wpadłem
w wielki gniew i zaglądałem do nich przez mur. Czy jednak
rzucali kamienie do domu księcia, powiedzieć nie mogę, gdyż
z powodu drzew i ciemności nic nie widziałem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A jakże mogłeś puścić żonę z żołnierzem? --- spytał
urzędnik.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Za pozwoleniem waszej dostojności, a cóż ja miałem
zrobić? Przeciem ja tylko chłop, a on wojownik i żołnierz
jego świątobliwości...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A kapłana widziałeś, który do was przemawiał?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To nie był kapłan --- odparł chłop z przekonaniem. ---
To musiał być sam bóg Num<pe><slowo_obce>Num</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Chnum</slowo_obce> --- bóg opiekuńczy wylewów Nilu, czczony szczególnie w Górnym Egipcie. Twórca ludzi, których uformował z gliny na kole garncarskim. Przedstawiany jako człowiek z baranią głową.</pe>, bo wyszedł z pnia figowego
i miał baranią głowę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A widziałeś, że miał baranią głowę?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Za pozwoleniem, dobrze nie pamiętam, czy ja sam widziałem, czy tak mówili ludzie. Oczy zasłaniała mi troska
o moją żonę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Kamienie rzucałeś do ogrodu?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Po cóż bym rzucał, panie życia i śmierci? Gdybym trafił
żonę, sobie zrobiłbym niepokój na cały tydzień, a gdyby żołnierza, dostałbym pięścią w brzuch, ażby mi język wylazł.
Przeciem ja tylko chłop, a on wojownik wiecznie żyjącego
pana naszego.</akap_dialog>


<akap>Następca wychylił się spoza kolumny. Odprowadzono Dutmoze, a wprowadzono Anupa. Był to chłop niski, na plecach
miał jasne blizny od kijów.</akap>


<akap_dialog>--- Powiedz, Anupa --- zaczął znowu urzędnik --- jak to było
z tym napadem na ogród następcy tronu?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Oko słońca --- odparł chłop --- naczynie mądrości, ty wiesz
najlepiej, że ja napadu nie robiłem. Tylko przyszedł do mnie
sąsiad i mówi: ,,Anupa, chodź na górę, bo Nil przybiera."
A ja mówię: czy aby przybiera? A on mówi: ,,Jesteś głupszy
od osła, bo przecież osioł usłyszałby muzykę na górze, a ty
nie słyszysz." Ja zaś odpowiadam: głupi jestem, bom się pisać
nie uczył, ale za pozwoleniem, co innego jest muzyka, a co
innego przybór. A on na to: ,,Gdyby nie było przyboru,
ludzie nie mieliby z czego cieszyć się, grać i śpiewać." Więc
poszliśmy, mówię waszej sprawiedliwości, na górę, a tam już
muzykę rozpędzili i ciskają w ogród kamienie...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Kto ciskał?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie mogłem zmiarkować. Ludzie ci nie wyglądali na
chłopów; prędzej na nieczystych paraszytów, którzy rozpruwają zmarłych do balsamowania.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A kapłana widziałeś?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Za pozwoleniem waszej czujności, to nie był kapłan, ale
chyba jakiś duch, który pilnuje domu księcia następcy (oby
żył wiecznie!...).</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dlaczego duch?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bo czasami tom go widział, a czasem gdzieś mi się podziewał.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Może go ludzie zasłaniali?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Z pewnością, że go czasem ludzie zasłaniali. Ale za to
raz był wyższy, a inny raz niższy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Może właził na pagórek i złaził z niego?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bez zawodu musiał włazić i złazić, ale może wydłużał
się i skracał, gdyż był to wielki cudotwórca. Ledwie rzekł:
,,Zaraz Nil przybierze" --- i wnet Nil zaczął przybierać.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A kamienie rzucałeś, Anupa?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Gdzież bym śmiał rzucać kamienie w ogród następcy
tronu?... Przecie ja prosty chłop i ręka uschłaby mi po łokieć
za takie świętokradztwo.</akap_dialog>


<akap>Książę kazał przerwać śledztwo. A gdy wyprowadzono
oskarżonych, odezwał się do urzędnika:</akap>


<akap_dialog>--- Więc ci ludzie należą do najwinniejszych?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rzekłeś, panie --- odparł urzędnik.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W takim razie jeszcze dzisiaj trzeba uwolnić wszystkich.
Ludzie nie mogą być więzieni za to, że chcieli przekonać się,
czy święty Nil przybiera lub że słuchali muzyki.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Najwyższa mądrość mówi przez twoje usta, erpatre ---
rzekł urzędnik. --- Kazano mi znaleźć najwinniejszych, więc
wybrałem tych, jakich znalazłem. Ale nie w mojej mocy jest
powrócić im wolność.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dlaczego?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Spojrzyj, najdostojniejszy, na tą skrzynię. Jest ona pełna
papirusów, na których spisano akta sprawy. Sędzia z Memfisu
co dzień otrzymuje raporty o jej przebiegu i donosi jego świątobliwości. W cóż obróciłaby się praca tylu uczonych pisarzy
i wielkich mężów, gdyby oskarżonych uwolnić?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ależ oni są niewinni! --- zawołał książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Napad był, a więc było przestępstwo. Gdzie jest przestępstwo, muszą być przestępcy, a kto raz dostał się w ręce
władzy i jest opisany w aktach, nie może odejść bez jakiegoś
rezultatu. W szynku człowiek pije i płaci; na jarmarku coś
sprzedaje i otrzymuje; w polu sieje i zbiera; w grobach dostaje błogosławieństwa od zmarłych przodków. Jakim więc sposobem ktoś, przyszedłszy do sądu, wróciłby z niczym jak podróżny, który zatrzymuje się w połowie swej drogi i zwraca
stopy do domu, nie osiągnąwszy celu?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mądrze mówisz --- odparł następca. --- Powiedz mi jednak, czy i jego świątobliwość nie miałby prawa uwolnić tych
ludzi?</akap_dialog>


<akap>Urzędnik złożył ręce na krzyż i schylił głowę.</akap>


<akap_dialog>--- On, równy bogom, wszystko, co chce, uczynić może:
uwolnić oskarżonych, nawet skazanych, a nawet zniszczyć
akta sprawy, co spełnione przez zwykłego człowieka byłoby
świętokradztwem.</akap_dialog>


<akap>Książę pożegnał urzędnika i polecił nadzorcy, ażeby na jego
koszt lepiej karmiono oskarżonych o napad. Następnie, rozdrażniony, popłynął na drugą stronę ciągle rozszerzającej się
rzeki, do pałacu, ażeby prosić faraona o umorzenie nieszczęsnej sprawy.</akap>


<akap>Tego jednak dnia jego świątobliwość miał dużo ceremonii
religijnych i naradę z ministrami, więc następca nie mógł się
z nim widzieć. Wówczas książę udał się do wielkiego pisarza,
który po ministrze wojny najbardziej znaczył we dworze.
Stary ten urzędnik, kapłan jednej ze świątyń w Memfis, przyjął księcia grzecznie, ale zimno, a wysłuchawszy go, odparł:</akap>


<akap_dialog>--- Dziwno mi, że wasza dostojność podobnymi sprawami
chcesz niepokoić naszego pana. Jest to to samo, co gdybyś
prosił o nietępienie szarańczy, która spadła na pole.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ależ to są ludzie niewinni!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- My, dostojny panie, wiedzieć o tym nie możemy, gdyż
o winie lub niewinności rozstrzyga prawo i sąd. Jedno dla
mnie jest pewnym, że państwo nie może ścierpieć, ażeby wpadano do czyjegoś ogrodu, a tym bardziej, ażeby podnoszono
rękę na własność następcy tronu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Sprawiedliwie mówisz, ale --- gdzież są winni?... --- spytał
książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Gdzie nie ma winnych, muszą być przynajmniej ukarani.
Nie wina, ale kara następująca po zbrodni uczy innych, że
tego spełniać nie wolno.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Widzę --- przerwał następca --- że wasza dostojność nie
poprzesz mojej prośby u jego świątobliwości.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mądrość płynie z ust twoich, erpatre --- odpowiedział
dygnitarz. --- Nigdy nie potrafię udzielać panu memu rady,
która powagę władzy naraziłaby na szwank...</akap_dialog>


<akap>Książę wrócił do siebie zbolały i zdumiony. Czuł, że kilkuset ludziom dzieje się krzywda, i widział, że ratować ich nie
może. Jak nie potrafiłby wydobyć człowieka, na którego upadł
obelisk albo kolumna świątyni.</akap>


<akap>,,Za słabe są moje ręce do podniesienia tego gmachu" ---
myślał książę z uciskiem w duszy. Pierwszy raz uczuł, że od
jego woli jest jakaś nieskończenie większa siła: interes państwa, który uznaje nawet wszechmocny faraon, a przed którym ugiąć się musi on, następca!</akap>


<akap>Zapadła noc. Ramzes nie kazał<pe><slowo_obce>nie kazać</slowo_obce> (tu daw.) --- zabronić.</pe> służbie nikogo przyjmować
i samotny chodził po tarasie swojej willi, dumając:</akap>


<akap><begin id="b1351631729150-1009564382"/><motyw id="m1351631729150-1009564382">Polityka</motyw>,,Straszna rzecz!... Tam rozstąpiły się przede mną niezwyciężone pułki Nitagera, a tu --- nadzorca więzienia, urzędnik
śledczy i wielki pisarz zabiegają mi drogę... Czymże oni są?...
Nędznymi sługami mojego ojca (oby żył wiecznie!), który
każdej chwili może ich strącić do rzędu niewolników i zesłać
w kamieniołomy. Ale dlaczego ojciec mój nie miałby ułaskawić niewinnych?... Państwo tak chce!... I cóż to jest państwo?...
Co ono jada, gdzie sypia, gdzie jego ręce i miecz, którego się
wszyscy boją?..."<end id="e1351631729150-1009564382"/></akap>


<akap>Spojrzał w ogród i między drzewami, na szczycie wzgórza,
zobaczył dwie olbrzymie sylwetki pylonów, na których płonęły kagańce straży. Przyszło mu na myśl, że ta straż nigdy
nie śpi i że pylony nigdy nie jedzą, a jednak są. Odwieczne pylony, potężne jak mocarz, który je wznosił, Ramzes
Wielki.</akap>


<akap>Poruszyć te gmachy i setki im podobnych; zmylić tą straż
i tysiące innych, które czuwają nad bezpieczeństwem Egiptu;
okazać nieposłuszeństwo prawom, które pozostawił Ramzes
Wielki i inni, jeszcze więksi przed nim mocarze, a które dwadzieścia dynastii uświęciło swoim poszanowaniem...</akap>


<akap>W duszy księcia, pierwszy raz w życiu, poczęło zarysowywać się jakieś niejasne, ale olbrzymie pojęcie --- państwa.
Państwo jest to coś wspanialszego od świątyni w Tebach, coś
większego od piramidy Cheopsa, coś dawniejszego od podziemi Sfinksa, coś trwalszego od granitu. W tym niezmiernym,
choć niewidzialnym gmachu ludzie są jako mrówki w szczelinie skalnej, a faraon jak podróżny architekt, który ledwie
zdąży osadzić jeden głaz w ścianie i już odchodzi. A ściany
rosną od pokolenia do pokolenia i budowa trwa dalej.</akap>


<akap>Jeszcze nigdy on, syn królewski, nie czuł tak swojej małości jak w tej chwili, kiedy jego wzrok wśród nocy błądził
ponad Nilem, między pylonami zamku faraona i niewyraźnymi, lecz przepotężnymi sylwetkami memfijskich świątyń.</akap>


<akap>Wtem, spomiędzy drzew, których konary dotykały tarasu,
odezwał się głos:</akap>


<akap_dialog>--- Znam twoją troskę i błogosławię cię. Sąd nie uwolni
oskarżonych chłopów. Ale sprawa ich może upaść i wrócą
w pokoju do swych domów, jeżeli dozorca twego folwarku
nie będzie popierał skargi o napad.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc to mój dozorca podał skargę?... --- spytał zdziwiony
książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Prawdę rzekłeś. On podał ją w twoim imieniu. Ale jeżeli nie przyjdzie na sąd, nie będzie pokrzywdzonego; a gdzie
nie ma pokrzywdzonego, nie ma przestępstwa.</akap_dialog>


<akap>Krzaki zaszeleściły.</akap>


<akap_dialog>--- Stójże! --- zawołał Ramzes. --- Kto jesteś?...</akap_dialog>


<akap>Nikt nie odpowiedział. Tylko zdawało się księciu, że w smudze światła pochodni, palącej się na pierwszym piętrze, mignęła naga głowa i skóra pantery.</akap>


<akap_dialog>--- Kapłan?... --- szepnął następca. --- Dlaczego on kryje się?...</akap_dialog>


<akap>Lecz w tej chwili przyszło mu na myśl, że ów kapłan mógłby ciężko odpowiadać za udzielanie rad tamujących wymiar sprawiedliwości.</akap>





<naglowek_rozdzial>Rozdział XII</naglowek_rozdzial>





<akap>Większą część nocy Ramzes przepędził w gorączkowych marzeniach. Raz ukazywało mu się widmo państwa jako niezmierny labirynt o potężnych ścianach, których nie można
przebić. To znowu widział cień kapłana, którego jedno mądre
zdanie wskazało mu sposób wydobycia się z labiryntu. I otóż
najniespodziewaniej wystąpiły przed nim dwie potęgi: interes państwowy, którego dotychczas nie odczuwał, choć był
następcą tronu, i --- kapłaństwo, które chciał zetrzeć i uczynić
swoim sługą.</akap>


<akap>Była to ciężka noc. Książę przewracał się na łożu i zadawał
sobie pytanie: czy on nie był ślepym i czy dopiero dzisiaj nie
odzyskał wzroku, ażeby przekonać się o swoim nierozsądku
i nicestwie<pe><slowo_obce>nicestwo</slowo_obce> --- nicość; marność, bezwartościowość, niemoc.</pe>? Jakże inaczej przedstawiały mu się w tych godzinach przestrogi matki, powściągliwość ojca w wypowiadaniu najwyższej woli, a nawet surowe postępowanie ministra
Herhora?</akap>


<akap>,,Państwo i kapłaństwo!..." --- w półśnie powtarzał książę
oblany zimnym potem.</akap>


<akap>Tylko bogowie niebiescy wiedzą, co by nastąpiło, gdyby
miały czas rozwinąć się i dojrzeć myśli, jakie tej nocy zakiełkowały w duszy księcia. Może, zostawszy faraonem, należałby
do najszczęśliwszych i najdłużej panujących władców? Może
imię jego, ryte w podziemnych i nadziemnych świątyniach,
przeszłoby do potomności, otoczone najwyższą chwałą? Może
on i jego dynastia nie straciliby tronu, a Egipt uniknął wielkiego wstrząśnienia w najgorszych dla siebie czasach?</akap>


<akap>Ale jasność dzienna rozproszyła mary krążące nad rozpaloną głową księcia, a dni następne bardzo zmieniły jego pojęcia o nieugiętości państwowych interesów.</akap>


<akap>Pobyt księcia w więzieniu nie pozostał bez następstw dla
oskarżonych. Urzędnik śledczy natychmiast zdał raport najwyższemu sędziemu, sędzia powtórnie przejrzał sprawę, sam
zbadał kilku obwinionych i w ciągu paru dni uwolnił większą
ich część, a resztę jak najprędzej oddał pod sąd.</akap>


<akap>Gdy zaś, w imieniu poszkodowanego na własności księcia,
nie zjawił się oskarżyciel, pomimo wywoływań go w sali sądowej i na rynku, sprawa o napad upadła i resztę oskarżonych
wypuszczono.</akap>


<akap>Wprawdzie jeden z sędziów zrobił uwagę, że wedle prawa
dozorca książęcego folwarku powinien mieć proces o fałszywą skargę i w razie dowiedzenia mu ponieść taką karę, jaka
groziła oskarżonym. Kwestię tę jednak pominięto milczeniem.</akap>


<akap>Dozorca folwarku usunął się z oczu sądowi, wysłany przez
następcę do nomesu Takens, a niebawem znikła gdzieś cała
skrzynia aktów sprawy o napad.</akap>


<akap>Dowiedziawszy się o tym, książę Ramzes poszedł do wielkiego pisarza i z uśmiechem zapytał:</akap>


<akap_dialog><begin id="b1351632309932-299405017"/><motyw id="m1351632309932-299405017">Władza, Polityka</motyw>--- Cóż, dostojny panie, niewinni zostali uwolnieni, akta ich
w świętokradzki sposób zniszczone i mimo to powaga władzy
nie naraziła się na szwank?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mój książę --- odparł ze zwykłym chłodem wielki pisarz ---
nie rozumiałem, że jedną ręką podajesz skargi, a drugą chcesz
je usunąć. Wasza dostojność byłeś obrażonym przez motłoch,
więc naszą rzeczą było ukarać go. Jeżeli jednak ty przebaczyłeś, państwo nie ma nic do dodania.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Państwo!... państwo!... --- powtarzał książę. --- Państwo
to <wyroznienie>my</wyroznienie> --- dodał, przymrużając oczy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak, państwo to faraon i... jego najwierniejsi słudzy ---
odpowiedział pisarz.<end id="e1351632309932-299405017"/></akap_dialog>


<akap>Dosyć było tej rozmowy z tak wysokim dostojnikiem, ażeby
w duszy następcy zatrzeć budzące się a potężne, choć jeszcze
niejasne pojęcie o znaczeniu ,,państwa". Więc państwo nie jest
odwiecznym i niewzruszonym gmachem, do którego po jednym kamieniu chwały dodawać powinni faraonowie, ale jest
raczej kupą piasku, którą każdy władca przesypuje, jak mu
się podoba. W państwie nie ma tych ciasnych drzwi, zwanych
prawami, w których przejściu każdy musi uchylić głowę, kimkolwiek jest: chłopem czy następcą tronu. W tym gmachu są
rozmaite wejścia i wyjścia: wąskie dla małych i słabych, bardzo obszerne, a nawet wygodne dla silnych.</akap>


<akap>,,Jeżeli tak jest --- zakiełkowała nowa myśl w księciu --- to
ja zrobię porządek, jaki mnie się podoba!..."</akap>


<akap>W tej samej chwili przypomniał sobie dwu ludzi: oswobodzonego Murzyna, który nie czekając na rozkaz, był gotów
oddać życie za własność księcia, i --- nieznajomego kapłana.</akap>


<akap>,,Gdybym miał więcej podobnych im, wola moja znaczyłaby w Egipcie i za Egiptem!..." --- rzekł do siebie i poczuł niepokonaną chęć odnalezienia owego kapłana.</akap>


<akap>Był on prawdopodobnie i tym samym, który powstrzymał
tłum od napadu na dom księcia. Z jednej strony doskonale
znał prawo, z drugiej --- umiał kierować tłumami.</akap>


<akap_dialog>--- Nieoceniony człowiek!... Muszę go mieć...</akap_dialog>


<akap>Od tej pory książę, w czółenku prowadzonym przez jednego
wioślarza, zaczął zwiedzać chaty w bliskości swego folwarku.
Ubrany w tunikę i wielką perukę, z kijem w ręku, na którym
była wycięta miara, książę wyglądał jak inżynier śledzący
przybór Nilu.</akap>


<akap>Chłopi chętnie udzielali mu wszelkich objaśnień, dotyczących zmian kształtu gruntów skutkiem wylewu, a zarazem
prosili, aby rząd wymyślił jakieś łatwiejsze sposoby czerpania
wody aniżeli żuraw z wiadrem. Opowiadali też o napadzie na
folwark następcy tronu i o tym, że nie znają ludzi, którzy rzucali kamienie. Wreszcie przypominali sobie kapłana, co tak
szczęśliwie usunął zbiegowisko; ale kto by on był? nie wiedzieli.</akap>


<akap_dialog>--- Jest tu --- mówił pewien chłop --- w naszej okolicy kapłan,
który kuruje na oczy, jest taki, co goi rany i składa złamane
ręce i nogi. Jest paru kapłanów, którzy uczą pisać i czytać;
jest, co gra na podwójnym flecie, i nawet ładnie gra. Ale tamten, który objawił się w ogrodzie następcy tronu, nie jest
żadnym z nich, i oni sami nic o nim nie wiedzą. Z pewnością
musiał to być bożek Num albo jakiś duch czuwający nad księciem, który oby żył wiecznie i zawsze miał apetyt.</akap_dialog>


<akap>,,A może to naprawdę jaki duch!..." --- pomyślał Ramzes.
W Egipcie zawsze łatwiej o złe czy dobre duchy aniżeli
o deszcz.</akap>


<akap>Woda Nilu z czerwonej zrobiła się brunatną, a w sierpniu,
w miesiącu Hator, dosięgnęła połowy swej wysokości. W nadbrzeżnych tamach otworzono śluzy i woda gwałtownie zaczęła
wypełniać kanały tudzież olbrzymie jezioro sztuczne, Moeris,
w prowincji Fajum słynącej z pięknych róż. Egipt Dolny
przedstawiał jakby odnogę morską, gęsto zasianą pagórkami,
na nich ogrodami i domami. Komunikacja lądowa całkiem
ustała, a łódek na wodzie krążyło takie mnóstwo: białych,
żółtych, czerwonych i ciemnych, że wyglądały jak liście w jesieni. Na najwyższych punktach kraju kończono zbierać pewien
rodzaj bawełny i po raz drugi kosić koniczynę, a zaczynano
zrywać owoce tamaryndowe i oliwki.</akap>


<akap>Pewnego dnia, płynąc wzdłuż zalanych folwarków, książę
spostrzegł ruch niezwykły. Na jednej z czasowych wysepek
rozlegał się między drzewami głośny krzyk kobiet.</akap>


<akap>,,Zapewne ktoś umarł..." --- pomyślał książę.</akap>


<akap>Od drugiej wyspy na paru czółenkach odpływały zapasy
zboża i kilka sztuk bydła, a ludzie stojący pod gospodarskimi
budynkami grozili i złorzeczyli ludziom w łódkach.</akap>


<akap>,,Jakiś spór sąsiedzki..." --- rzekł do siebie następca.</akap>


<akap>W kilku dalszych folwarkach było spokojnie, a mieszkańcy,
zamiast pracować albo śpiewać, siedzieli na ziemi, milcząc.</akap>


<akap>,,Musieli skończyć robotę i odpoczywają."</akap>


<akap>Za to od innej wysepki odbiło czółno z kilkorgiem płaczących dzieci, a jakaś kobieta wszedłszy po pas w wodę wygrażała pięściami.</akap>


<akap>,,Wiozą dzieci do szkoły" --- myślał Ramzes. Wypadki te
jednak poczęły go interesować.</akap>


<akap>Na sąsiedniej wyspie znowu rozlegał się krzyk. Książę przysłonił ręką oczy i zobaczył leżącego na ziemi człowieka, którego bił kijem Murzyn.</akap>


<akap_dialog>--- Cóż się tu dzieje?... --- zapytał Ramzes wioślarza.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czyliż nie widzicie, panie, że biją nędznego chłopa?... ---
odparł przewoźnik, śmiejąc się. --- Musiał coś zbroić, więc chodzi mu ból po kościach.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A cóż ty jesteś?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ja?... --- odparł z pychą wioślarz. --- Ja jestem wolny
rybak. I bylem oddał, co należy, z połowu do jego świątobliwości, mogę pływać po całym Nilu, od pierwszej katarakty
do morza. Rybak jest jak ryba albo dzika gęś, a chłop jak
drzewo: karmi panów swoimi owocami i nigdzie nie może
uciec, tylko skrzypi, gdy na nim dozorcy psują korę.</akap_dialog>


<akap>O ho! ho!... spojrzyjcie no tam... --- zawołał znowu zadowolony rybak. --- Hej!... ojciec!... a nie wypijaj wszystkiej wody,
bo będzie nieurodzaj...</akap>


<akap>Wesoły ten wykrzyknik odnosił się do grupy osób spełniających bardzo oryginalną czynność. Kilku ludzi gołych trzymało za nogi innego człowieka i nurzało mu w wodzie głowę
po szyję, po piersi, wreszcie po pas. Obok stał jegomość z laską,
ubrany w poplamioną tunikę i perukę z baraniej skóry. Nieco
dalej krzyczała wniebogłosy kobieta, którą za ręce trzymali
ludzie.</akap>


<akap><begin id="b1351632949738-221406542"/><motyw id="m1351632949738-221406542">Przemoc</motyw>Bicie kijem było tak upowszechnione w szczęśliwym państwie faraonów jak jedzenie i spanie. Bito dzieci i dorosłych,
chłopów, rzemieślników, żołnierzy, oficerów i urzędników. Kto
żył, dostawał kije, z wyjątkiem kapłanów i najwyższych dostojników, bo tych już nie miał kto bić. Książę więc dość spokojnie patrzył na chłopa bitego kijem; ale zastanowił go chłop
nurzany w wodzie.</akap>


<akap_dialog>--- Ho! ho!... --- śmiał się tymczasem wioślarz --- a to go
poją!... Zgrubieje tak, że żona będzie musiała nadsztukować
mu opaskę.</akap_dialog>


<akap>Książę kazał przybić do brzegu. Tymczasem chłopa wydobyto z rzeki, pozwolono mu wykaszlać wodę i znowu schwycono go za nogi, pomimo nieczłowieczych wrzasków żony,
która zaczęła kąsać ludzi trzymających ją.</akap>




<akap_dialog>--- Stój! --- krzyknął książę do oprawców, którzy ciągnęli
chłopa.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czyńcie waszą powinność! --- zawołał przez nos jegomość
w baraniej peruce. --- Kto jesteś, zuchwalcze, który ośmie...</akap_dialog>


<akap>W tej chwili książę zwalił go przez łeb swoją miarą, która
na szczęście była lekka. Mimo to właściciel poplamionej tuniki
aż usiadł na ziemi, a obmacawszy perukę i głowę, spojrzał na
napastnika zamglonymi oczyma.</akap>


<akap_dialog>--- Odgaduję --- rzekł naturalnym głosem --- że mam honor
rozmawiać ze znakomitą osobą...<end id="e1351632949738-221406542"/> Oby ci, mój panie, zawsze
towarzyszył dobry humor, a żółć nigdy nie rozlewała się po
kościach...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co wy robicie z tym człowiekiem?... --- przerwał książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pytasz, mój panie --- odparł jegomość, znowu przez nos ---
jak cudzoziemiec, nie znający ani miejscowych zwyczajów,
ani ludzi, do których odzywa się zbyt poufale. Wiedz przeto, że jestem poborcą jego dostojności Dagona, pierwszego
bankiera w Memfisie. A jeżeli jeszcze nie zbladłeś, dowiedz
się, że dostojny Dagon jest dzierżawcą, pełnomocnikiem
i przyjacielem następcy tronu (oby żył wiecznie!) i że ty
dopuściłeś się gwałtu, o czym zaświadczą moi ludzie, na
gruntach księcia Ramzesa...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc to... --- przerwał książę, lecz nagle zatrzymał się. ---
Więc jakim prawem katujecie w podobny sposób książęcego
chłopa?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bo nie chce łotr płacić podatków, a skarb następcy jest
w potrzebie...</akap_dialog>


<akap>Pomocnicy urzędnika, wobec katastrofy, jaka spotkała ich
pana, wypuścili swoje ofiary i stali bezradni niby członki
ciała, któremu ucięto głowę. Uwolniony chłop znowu zaczął
pluć i wytrząsać wodę z uszu, ale za to żona jego przypadła
do wybawcy.</akap>


<akap_dialog>--- Kimkolwiek jesteś --- jęczała, składając ręce przed księciem --- czy bogiem, czy nawet posłańcem faraona, posłuchaj
o naszej nędzy. Jesteśmy chłopami następcy tronu (oby żył
wiecznie!) i zapłaciliśmy wszystkie podatki: w prosie, pszenicy, kwiatach i skórach bydlęcych. Tymczasem ostatniej dekady przyszedł do nas ten oto człowiek i każe sobie znowu dać
siedm mierzyc pszenicy... ,,Jakim prawem? --- pyta mój mąż ---
przecie podatki już zapłacone?" A on mego męża wali na
ziemię, kopie nogami i mówi: ,,Takim prawem, że dostojny
Dagon kazał." --- ,,Skądże wezmę? --- odpowiada mój chłop ---
kiedy nie mamy żadnego zboża i już z miesiąc karmimy się
ziarnami albo korzonkami lotosu, o które także coraz trudniej,
bo wielcy panowie lubią bawić się kwiatami lotosu."</akap_dialog>


<akap>Zatchnęła się i zaczęła płakać. Książę czekał cierpliwie, aż
się uspokoi, ale unurzany chłop mruczał:</akap>


<akap_dialog>--- Ta baba swoim gadaniem nieszczęście na nas sprowadzi...
A mówiłem, że nie lubię, jak mi się baby mieszają do interesów.</akap_dialog>


<akap>Tymczasem urzędnik podsunąwszy się do wioślarza spytał
go po cichu, wskazując na Ramzesa:</akap>


<akap_dialog>--- Kto jest ten chłystek?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bodaj ci język usechł --- odparł wioślarz. --- Czy nie
widzisz, że to musi być wielki pan: dobrze płaci i tęgo wali.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ja zaraz poznałem --- szeptał urzędnik --- że to musi być
ktoś wielki. Młodość zeszła mi na ucztach ze znakomitymi
panami.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Aha! jeszcze ci nawet po tych ucztach zostały sosy na
odzieniu --- odburknął wioślarz.</akap_dialog>


<akap>Kobieta, wypłakawszy się, prawiła dalej:</akap>


<akap_dialog>--- Dzisiaj zaś przyszedł ten pisarz ze swoimi ludźmi i mówi
do mego chłopa: ,,Kiedy nie masz pszenicy, oddaj nam dwu
synków, a dostojny Dagon nie tylko daruje ci ten podatek, ale
jeszcze za każdego chłopca co roku zapłaci po drachmie..."</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Biada mi z tobą! --- wrzasnął topiony chłop. --- Zgubisz
nas wszystkich gadulstwem... Nie słuchaj jej, dobry panie ---
zwrócił się do Ramzesa. --- Jak krowa myśli, że ogonem odstraszy muchy, tak babie zdaje się, że językiem odpędzi poborców... A nie wiedzą, że obie są głupie...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tyś głupi! --- przerwała baba. --- Słoneczny panie, który
masz postać królewską...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Biorę was na świadków, że ta kobieta bluźni... --- rzekł
półgłosem urzędnik do swoich ludzi.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Kwiecie pachnący, którego głos jest jak dźwięk fletu,
wysłuchaj mnie!... --- błagała kobieta Ramzesa. --- Więc mój
mąż powiedział temu urzędnikowi: ,,Wolałbym stracić dwa
byczki, gdybym je miał, aniżeli oddać moich chłopców, choćbyście mi za każdego płacili po cztery drachmy na rok. Bo
jak dziecko wyjdzie z domu na służbę, nikt go już nie zobaczy..."</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bodajbym się udusił!... bodaj ryby jadły ciało moje na
dnie Nilu!... --- jęczał chłop. --- Przecie ty cały folwark zmarnujesz swoimi skargami... kobieto...</akap_dialog>


<akap>Urzędnik widząc, że ma poparcie strony głównie zainteresowanej, wystąpił naprzód i zaczął znowu przez nos:</akap>


<akap_dialog>--- Od czasu jak słońce wschodzi za pałacem królewskim,
a zachodzi nad piramidami, działy się w tym kraju różne dziwowiska... Za faraona Semempsesa<pe><slowo_obce>Semempses</slowo_obce> (gr.) --- Semerchet (ok. 2890--2870 p.n.e), przedostatni faraon I dynastii.
</pe>ukazywały się około piramidy Kochom<pe><slowo_obce>piramida Kochom</slowo_obce> --- znajdująca się 3 km od wioski Kahun, na skraju oazy Fajum, piramida faraona XII dynastii Senusereta II (1897--1878 p.n.e.).</pe> zjawiska cudowne i dżuma spadła na Egipt. Za
Boetosa<pe><slowo_obce>Boetos</slowo_obce> (gr.) --- Hetepsechemui (ok. 2850 p.n.e.), założyciel II dynastii faraonów egipskich.</pe> rozwarła się ziemia pod Bubastis<pe><slowo_obce>Bubastis</slowo_obce> (gr.) --- Per-Bastet, miasto we wschodniej Delcie, w pobliżu dzisiejszego Az-Zakazik. Centrum kultu bogini miłości i płodności Bastet, stolica 18. nomu Dolnego Egiptu.</pe> i pochłonęła wielu
ludzi... Za panowania Neferchesa<pe><slowo_obce>Neferches</slowo_obce> (gr.) --- Chasechemui (przed 2686 p.n.e.), ostatni faraon II dynastii.</pe> wody Nilu przez jedenaście
dni były słodkie jak miód<pe><slowo_obce>Za faraona Semempsesa ukazywały się... Za Boetosa rozwarła się ziemia... Za panowania Neferchesa wody Nilu przez jedenaście dni były słodkie jak miód.</slowo_obce> --- zaczerpnięte z historii Egiptu spisanej w III w. p.n.e. przez kapłana egipskiego Manethona.</pe>. To widziano i wiele innych rzeczy,
o których wiem, bo jestem pełen mądrości. Ale nigdy nie widziano, ażeby z wody wyszedł jakiś nieznany człowiek i w majątkach najdostojniejszego następcy tronu bronił zbierania podatków...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Milcz! --- krzyknął Ramzes --- i wynoś się stąd. Nikt wam
nie zabierze dzieci --- dodał do kobiety.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Łatwo mi wynieść się --- odparł poborca --- bo mam lotne
czółno i pięciu wioślarzy. Ale dajże mi, wasza dostojność,
jakiś znak do pana mego, Dagona...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zdejmij perukę i pokaż mu znak na swoim łbie --- rzekł
książę. --- A Dagonowi powiedz, że mu takie same znaki porobię na całym ciele...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Słyszycie bluźnierstwo?... --- szepnął poborca do swoich
ludzi, cofając się ku brzegowi wśród niskich ukłonów.</akap_dialog>


<akap>Wsiadł w czółno, a gdy jego pomocnicy odbili i odsunęli się
na kilkadziesiąt kroków, wyciągnąwszy rękę, począł wołać:</akap>


<akap_dialog>--- Oby was kurcz złapał za wnętrzności, buntownicy, bluźniercy!... Stąd prosto jadę do następcy tronu i opowiem mu,
co się dzieje w jego dobrach...</akap_dialog>


<akap>Potem wziął kij i zaczął okładać swoich ludzi za to, że nie
ujęli się za nim.</akap>


<akap_dialog>--- Tak będzie z tobą!... --- wołał, grożąc Ramzesowi.</akap_dialog>


<akap>Książę dopadł swego czółna i wściekły kazał wioślarzowi
gonić za zuchwałym urzędnikiem lichwiarza. Ale jegomość
w baraniej peruce rzucił kij i sam wziął się do wioseł; jego
zaś ludzie pomagali mu tak gorliwie, że pościg stał się niepodobnym.</akap>


<akap_dialog>--- Prędzej sowa dogoni jaskółkę aniżeli my ich, mój piękny
panie --- rzekł, śmiejąc się, wioślarz Ramzesa. --- <begin id="b1351633512963-1704311310"/><motyw id="m1351633512963-1704311310">Przemoc</motyw>Ale co wy,
to nie musicie być miernikiem, tylko oficerem, może nawet
z gwardii jego świątobliwości. Zaraz walicie w łeb! Znam się
na tym, sam przez pięć lat byłem w wojsku. Zawsze waliłem
w łeb albo w brzuch i nie najgorzej działo mi się na świecie.
A jak mnie kto zwalił, zaraz rozumiałem, że musi być wielki...
W naszym Egipcie (oby go nigdy nie opuszczali bogowie!)
strasznie ciasno: miasto przy mieście, dom przy domu, człowiek przy człowieku. Kto chce jako tako obracać się w tej
ciżbie, musi walić w łeb.<end id="e1351633512963-1704311310"/></akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jesteś żonaty? --- spytał książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Phy! jak mam kobietę i miejsce na półtorej osoby, tom
żonaty, ale zresztą kawaler. Byłem przecie w wojsku i wiem,
że kobieta jest dobra raz na dzień, i to nie zawsze. Zawadza.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A może byś ty poszedł do mnie w służbę? Kto wie, czybyś
żałował tego...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Za pozwoleniem waszej dostojności, ja zaraz zmiarkowałem, że wy moglibyście dowodzić pułkiem, pomimo młodej
twarzy. Ale w służbę do nikogo nie pójdę. Jestem wolny
rybak; dziad mój był (za przeproszeniem) pastuchem w Dolnym Egipcie, zaś nasz ród pochodzi od Hyksosów. Prawda, że
wytrząsa<pe><slowo_obce>wytrząsać się</slowo_obce> --- natrząsać się, wyśmiewać się.</pe> się z nas głupie chłopstwo egipskie, ale mnie na to
śmiech bierze. Chłop i Hyksos, mówię waszej dostojności, to
niby wół i byk. Chłop może chodzić za pługiem czy przed
pługiem, ale Hyksos nikomu nie będzie służył. Chyba w wojsku jego świątobliwości, bo to wojsko.</akap_dialog>


<akap>Rozochocony wioślarz ciągle mówił, ale książę już go nie
słuchał. W jego duszy coraz głośniej odzywały się pytania
bardzo bolesne, gdyż zupełnie nowe. Więc te wysepki, około
których przepływał, należały do jego majętności?... Dziwna
rzecz, on wcale nie wiedział, gdzie są i jak wyglądają jego folwarki. Więc w jego imieniu Dagon obłożył chłopów nowymi
opłatami, a ten szczególny ruch, na jaki patrzył, jadąc wzdłuż
brzegów, to było zbieranie podatków?... Chłop, którego bito
na brzegu, widać nie miał czym płacić. Dzieci, które rzewnie
płakały w łodzi, były sprzedane, po drachmie za głowę, na
cały rok. A ta kobieta, która po pas weszła w wodę i klęła,
to ich matka...</akap>


<akap>,,Kobiety są bardzo niespokojne --- mówił do siebie książę. ---
Sara jest najspokojniejsza z kobiet, inne jednak lubią dużo
gadać, płakać i wrzeszczeć..."</akap>


<akap>Przyszedł mu na myśl chłop, który łagodził uniesienia swojej
żony. Jego topili --- i nie gniewał się; jej nic nie robili i pomimo to wrzeszczała.</akap>


<akap>,,Kobiety są bardzo niespokojne!... --- powtarzał. --- Tak,
nawet moja czcigodna matka... Cóż to za różnica pomiędzy
ojcem i matką! Jego świątobliwość wcale nie chce wiedzieć,
że opuściłem armię dla dziewczyny, ale królowa lubi zajmować się nawet tym, że wziąłem do domu Żydówkę... Sara jest
najspokojniejszą kobietą, jaką znam. Za to Tafet gada, płacze
i wrzeszczy za cztery..."</akap>


<akap><begin id="b1351633775060-3079448575"/><motyw id="m1351633775060-3079448575">Głód</motyw>Potem przypomniał sobie książę słowa żony chłopa, że już
miesiąc nie jedzą zboża, tylko ziarna i korzonki lotosu. Ziarno
jego jest jak mak; korzenie --- takie sobie. On nie jadłby tego
nawet przez trzy dni z rzędu. Wreszcie kapłani, zajmujący
się leczeniem, radzą zmieniać pokarm. Jeszcze w szkole mówiono mu, że trzeba jadać mięso obok ryb, daktyle obok pszenicy, figi obok jęczmienia. <begin id="b1351634110482-3422119909"/><motyw id="m1351634110482-3422119909">Pozycja społeczna</motyw>Ale przez cały miesiąc żywić się
ziarnami lotosu!... No, a koń, krowa?... Koń i krowa lubią
siano, a jęczmienne kluski trzeba im gwałtem pchać w gardło.
Zapewne więc i chłopi wolą karmić się ziarnami lotosu,
a pszenne lub jęczmienne placki, ryby i mięso jedzą bez smaku. Zresztą najpobożniejsi kapłani, cudotwórcy, nigdy nie dotykają mięsa ani ryb. Widocznie magnaci i synowie królewscy
potrzebują mięsa jak lwy i orły, a chłopi --- trawy jak wół.<end id="e1351633775060-3079448575"/></akap>


<akap>Tylko... to nurzanie w wodzie za podatki?... Eh, alboż to on
raz, kąpiąc się z towarzyszami, pakował ich pod wodę, a nawet sam się nurzał?... Co przy tym było śmiechu!... --- Nurzanie --- zabawa. A co się tyczy bicia kijem, ileż razy jego
w szkole bito kijem?... Jest to bolesne, ale widać nie dla
wszelkiego stworzenia. Bity pies wyje i gryzie; bity wół nawet
nie obejrzy się. Tak samo wielkiego pana bicie może boleć, ale
chłop krzyczy tylko dlatego, ażeby wykrzyczeć się przy okazji.
Nawet nie wszyscy krzyczą, a żołnierze i oficerowie śpiewają
pod kijami.<end id="e1351634110482-3422119909"/></akap>


<akap>Mądre te uwagi nie potrafiły jednak zagłuszyć drobnego,
ale dokuczliwego niepokoju w sercu następcy. Oto jego
dzierżawca Dagon nałożył niesprawiedliwy podatek, którego
chłopi już płacić nie mogli!</akap>


<akap>W tej chwili księciu nie chodziło o chłopów, ale --- o matkę.
Jego matka musi wiedzieć o gospodarce Fenicjanina. Co ona
powie na to synowi, jak spojrzy na niego, jak szyderczo
uśmiechnie się? A nie byłaby kobietą, gdyby mu nie przypomniała:</akap>


<akap_dialog>--- Wszak mówiłam, Ramzesie, że ten Fenicjanin zrujnuje
twoje majątki?...</akap_dialog>


<akap>,,Gdyby zdrajcy kapłani --- myślał książę --- ofiarowali mi
dziś dwadzieścia talentów, jutro wypędziłbym Dagona, moi
chłopi nie dostawaliby kijów i nie byliby nurzani w wodzie,
a matka nie żartowałaby ze mnie... Dziesiąta... setna część
tych bogactw, jakie leżą w świątyniach i pasą chciwe oczy
gołych łbów, na całe lata zrobiłaby mnie człowiekiem niezależnym od Fenicjan..."</akap>


<akap><begin id="b1351634230533-2733535572"/><motyw id="m1351634230533-2733535572">Sprawiedliwość, Pozycja społeczna, Chłop, Władza</motyw>W tej chwili błysnęło w duszy Ramzesa dosyć dziwne pojęcie, że --- między chłopstwem i kapłanami istnieje jakiś głęboki antagonizm.</akap>


<akap>,,Przez Herhora --- myślał --- powiesił się tamten chłop na
granicy pustyni... Na utrzymanie kapłanów i świątyń ciężko
pracuje ze dwa miliony ludu egipskiego... Gdyby majątki kapłańskie należały do skarbu faraona, ja nie musiałbym pożyczać piętnastu talentów i moi chłopi nie byliby tak strasznie
uciskani... Oto gdzie jest źródło nieszczęść Egiptu i słabości
jego królów!..."</akap>


<akap>Książę czuł, że chłopom dzieje się krzywda, więc doznał
niemałej ulgi odkrywszy, że sprawcami złego są --- kapłani.
Nie przyszło mu do głowy, że jego sąd może być mylny i niesprawiedliwy.</akap>


<akap>Zresztą on nie sądził, tylko oburzał się. Gniew zaś człowieka
nigdy nie zwraca się przeciw niemu samemu; jak głodna pantera nie żre własnego ciała, lecz kręcąc ogonem i tuląc uszy,
dokoła siebie wypatruje ofiary.<end id="e1351634230533-2733535572"/></akap>


<!--TRIM:3-->



<naglowek_rozdzial>Rozdział XIII</naglowek_rozdzial>




<akap>Wycieczki następcy tronu, podjęte w celu odkrycia kapłana,
który ocalił Sarę, a księciu udzielił porady prawnej, miały
nieoczekiwany rezultat.</akap>


<akap>Kapłan nie znalazł się, natomiast między egipskim chłopstwem zaczęły o Ramzesie krążyć legendy.</akap>


<akap>Jakiś człowiek pływał wieczorami ode wsi do wsi w drobnym czółenku i opowiadał chłopom, że następca tronu uwolnił
ludzi, którym za napad na jego dom groziły kopalnie. Oprócz
tego zbił urzędnika, który od chłopów chciał wydobyć niesprawiedliwy podatek. Dodawał w końcu nieznany człowiek,
że książę Ramzes znajduje się pod szczególną opieką boga
Amona z pustyni zachodniej, który jest jego ojcem.</akap>


<akap>Prosty lud chciwie słuchał wieści, raz dlatego, że zgadzały
się z faktami, po wtóre, że opowiadający je człowiek sam
wyglądał na ducha: przypływał nie wiadomo skąd i znikał.</akap>


<akap>Książę Ramzes wcale o swoich chłopach nie mówił z Dagonem, nawet nie wzywał go do siebie. Czuł wstyd wobec Fenicjanina, od którego wziął pieniądze i jeszcze nieraz mógł ich
potrzebować.</akap>


<akap>Ale w kilka dni po awanturze z pisarzem Dagona bankier
sam odwiedził następcę tronu, trzymając coś zasłoniętego
w rękach. A gdy wszedł do pokoju księcia, ukląkł, rozwiązał
białą chustkę i wyjął z niej prześliczny złoty kielich.</akap>


<akap>Kielich był wysadzany różnokolorowymi kamieniami i pokryty płaskorzeźbą, która na podstawie przedstawiała zbieranie i tłoczenie winogron, a na czaszy --- ucztę.</akap>


<akap_dialog>--- Przyjmij ten kielich, dostojny panie, od niewolnika
twego --- mówił bankier --- i używaj go sto... tysiąc lat... do
skończenia wieków.</akap_dialog>


<akap>Ale książę zrozumiał, o co chodzi Fenicjaninowi. Nie dotykając przeto złotego daru, rzekł z twarzą surową:</akap>


<akap_dialog>--- Czy widzisz, Dagonie, te purpurowe blaski wewnątrz
kielicha?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zaprawdę --- odparł bankier --- jakżebym nie miał widzieć
tej purpury, która dowodzi, że kielich jest z najczystszego
złota.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A ja ci mówię, że to jest krew dzieci zabieranych rodzicom --- odpowiedział gniewnie następca tronu.</akap_dialog>


<akap>Odwrócił się i wyszedł do dalszych pokojów.</akap>


<akap_dialog>--- O Astoreth! --- jęknął Fenicjanin. Usta mu posiniały,
a ręce zaczęły drżeć tak, że ledwie zdążył owinąć swój kielich
w białą chustę.</akap_dialog>


<akap>W parę dni później Dagon popłynął ze swoim kielichem do
folwarku Sary. Ubrał się w szaty przetykane złotem, w gęstej
brodzie miał szklaną kulkę, z której ciekły wonności, a do
głowy przypiął dwa pióra.</akap>


<akap_dialog>--- Piękna Saro --- zaczął --- oby Jehowa zlał na twoją rodzinę tyle błogosławieństw, ile dziś płynie wody w Nilu. My,
Fenicjanie, i wy, Żydzi, jesteśmy przecie sąsiadami i braćmi.
Ja zaś takim żarem miłosnym płonę do ciebie, że gdybyś nie
należała do najdostojniejszego pana naszego, dałbym za ciebie
Gedeonowi (oby zdrów był!) dziesięć talentów i pojąłbym cię
za prawą małżonkę. Taki jestem namiętny!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niech mnie Bóg zachowa --- odparła Sara --- ażebym potrzebowała mieć innego pana aniżeli ten mój, który jest. Ale
skądże to, zacny Dagonie, przyszła ci ochota nawiedzić dzisiaj
służebnicę pańską?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Powiem ci prawdę, jakbyś była Tamarą, żoną moją,
która, choć rodowita córka Sydonu, choć wniosła mi duży
posag, jest już stara i niewarta zdejmować ci sandałów...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W miodzie, płynącym z ust waszych, jest dużo piołunu --- wtrąciła Sara.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Miód --- prawił Dagon siadając --- niech będzie dla ciebie,
a piołun niech moje zatruwa serce. Pan nasz, książę Ramzes
(oby żył wiecznie!), ma lwie usta i sępią przebiegłość. Raczył
mi wypuścić w dzierżawę swoje majątki, co żołądek mój napełniło radością; ale nie ufa mi tak, że ja ze zgryzoty po całych nocach nie sypiam, tylko wzdycham i łzami oblewam
łoże moje, w którym obyś ty wespół ze mną spoczywała, Saro,
zamiast mojej małżonki Tamary, która pożądliwości już we
mnie rozbudzić nie może.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie to chcieliście mówić --- przerwała zarumieniona Sara.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ja już nie wiem, co chcę mówić od czasu, gdym ujrzał
ciebie i gdy nasz pan, śledząc moje czynności na folwarkach,
pobił kijem i odebrał zdrowie mojemu pisarzowi, który zbierał od chłopów podatek. Przecie ten podatek nie dla mnie,
Saro, tylko dla naszego pana... Przecie nie ja będę jadł figi
i pszenne chleby z tych dóbr, tylko ty, Saro, i nasz pan...
Przecie ja dałem pieniądze panu, a tobie klejnoty, więc dlaczego podłe chłopstwo egipskie ma zubożać naszego pana
i ciebie, Saro?... Ażebyś zaś zrozumiała, jak mocno wzburzasz
moją krew dla siebie, i ażebyś dowiedziała się, że z tych
pańskich majątków ja nic mieć nie chcę, tylko wam wszystko
oddaję, weźmij<pe><slowo_obce>weźmij</slowo_obce> --- dziś: weź.</pe>, Saro, ten kielich szczerozłoty, wysadzany
kamieniami i okryty rzeźbą, której dziwiliby się sami bogowie...</akap_dialog>


<akap>To mówiąc, Dagon wydobył z białej chusty kielich nie przyjęty przez księcia.</akap>


<akap_dialog><begin id="b1354131020429-3485738357"/><motyw id="m1354131020429-3485738357">Pochlebstwo</motyw>--- Ja nawet nie chcę, Saro --- mówił --- ażebyś ty ten złoty
kielich miała w domu i dawała z niego pić naszemu panu. Ty
oddaj ten szczerozłoty kielich twojemu ojcu Gedeonowi, którego kocham jak brata. I ty, Saro, powiedz ojcu twemu takie
słowa: ,,Dagon, twój bliźnięcy brat, nieszczęśliwy dzierżawca
majątków następcy tronu, jest zrujnowany. Więc pij, mój
ojcze, z tego kielicha i myśl o twoim bliźniaczym bracie Dagonie, i proś Jehowy, ażeby nasz pan, książę Ramzes, nie rozbijał jemu pisarzów<pe><slowo_obce>pisarzów</slowo_obce> --- dziś popr.: pisarzy.</pe> i nie buntował chłopów, którzy już i tak
nie chcą płacić podatku." Ty zaś, Saro, wiedz o tym, że
gdybyś kiedy dopuściła mnie do poufałości ze sobą, dałbym
tobie dwa talenty, a twemu ojcu talent. I jeszcze wstydziłbym
się, że daję ci tak mało, boś ty warta, ażeby pieścił cię sam
faraon i następca tronu, i dostojny minister Herhor, i najwaleczniejszy Nitager, i najbogatsi bankierowie feniccy. W tobie
jest taki smak, że ja, gdy widzę cię --- omdlewam, a gdy cię
nie widzę, zamykam oczy i oblizuję się. Ty jesteś słodsza od
fig, bardziej pachnąca od róż... Ja bym dał tobie pięć talentów... Weź ten kielich, Saro...</akap_dialog>


<akap><end id="e1354131020429-3485738357"/>Sara usunęła się ze spuszczonymi oczyma.</akap>


<akap_dialog>--- Nie wezmę kielicha --- odparła --- bo pan mój zabronił
mi od kogokolwiek przyjmować darów.</akap_dialog>


<akap>Dagon osłupiał i patrzył na nią zdziwionymi oczyma.</akap>


<akap_dialog>--- Ty chyba nie wiesz, Saro, co jest wart ten kielich?...
Wreszcie ja daję go twojemu ojcu, memu bratu...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie mogę przyjąć... --- szepnęła Sara.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Gwałtu!... --- krzyknął Dagon. --- Więc ty, Saro, zapłacisz
mi za ten kielich innym sposobem, nie mówiąc twojemu
panu... Przecie taka piękna jak ty kobieta musi posiadać złoto
i klejnoty i powinna mieć swego bankiera, który by jej dostarczał pieniądze, kiedy jej się podoba, nie zaś tylko wówczas,
gdy jej pan zechce?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie mogę!... --- szepnęła Sara, nie ukrywając wstrętu
dla Dagona.</akap_dialog>


<akap>Fenicjanin w okamgnieniu zmienił ton i rzekł, śmiejąc się:</akap>


<akap_dialog>--- Bardzo dobrze, Saro!... Ja tylko chciałem przekonać się,
czy ty jesteś wierna naszemu panu. I widzę, że jesteś wierna,
chociaż głupi ludzie gadają...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co?... --- wybuchnęła Sara, rzucając się ku Dagonowi
z zaciśniętymi pięściami.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A cha! cha!... --- śmiał się Fenicjanin. --- Jaka szkoda, że
tego nie słyszał i nie widział nasz pan... Ale ja jemu kiedy
opowiem, gdy będzie dobrze usposobiony, że ty nie tylko
jesteś mu wierna jak pies, ale nawet nie chciałaś przyjąć złotego kielicha, ponieważ on nie kazał ci przyjmować prezentów... A ten kielich, wierz mi, Saro, skusiłby niejedną kobietę... I niemałą kobietę...</akap_dialog>


<akap>Dagon posiedział jeszcze chwilę, podziwiając cnotę i posłuszeństwo Sary, wreszcie pożegnał się z nią bardzo czule,
wsiadł w swoją łódź z namiotem i odpłynął do Memfis. <begin id="b1351944760676-3071090505"/><motyw id="m1351944760676-3071090505">Przekleństwo</motyw>Im
czółno dalej odsuwało się od folwarku, z twarzy Fenicjanina
znikał uśmiech, a występował wyraz gniewu. A gdy dom Sary
ukrył się za drzewami, Dagon powstał i podniósłszy ręce do
góry począł wołać:</akap>


<akap_dialog>--- O Baal Sydon<pe><slowo_obce>Baal Sydon</slowo_obce> --- ,,Pan Sydonu", tytuł boga. <slowo_obce>Baal</slowo_obce> używane również w zastępstwie imienia głównego boga ludów zachodniosemickich (Palestyny, Fenicji, Syrii), władcy świata, boga burzy i deszczu.</pe>, o Astoreth!... pomścijcie moją zniewagę
nad przeklętą córką Judy... Niech przepadnie jej zdradziecka
piękność jak kropla deszczu w pustyni... Niechaj choroby
stoczą jej ciało, a szaleństwo opęta duszę... Niech jej pan wygna ją z domu jak parszywą świnię... A jak dzisiaj odtrąciła
mój kielich, tak niech przyjdzie czas, ażeby ludzie odtrącali
jej wyschłą rękę, gdy będzie żebrać, spragniona, o kubek mętnej wody...<end id="e1351943758828-388937750"/></akap_dialog>


<akap>Potem pluł i mruczał niezrozumiałe a straszne wyrazy, aż
na chwilę czarny obłok zakrył słońce, a woda w pobliżu łodzi
poczęła mącić się i wydymać w duże fale. Gdy skończył,
słońce znowu zajaśniało, ale rzeka jeszcze niepokoiła się,
jakby poruszył ją nowy przybór.</akap>


<akap>Wioślarze Dagona zlękli się i przestali śpiewać; lecz oddzieleni od swego pana ścianą namiotu, nie spostrzegli jego
praktyk.<end id="e1351944760676-3071090505"/></akap>




<akap>Od tej pory Fenicjanin nie pokazywał się następcy tronu.
<begin id="b1351945492014-2077666321"/><motyw id="m1351945492014-2077666321">Kapłan, Kobieta, Czary</motyw>Lecz gdy pewnego dnia książę przyszedł do swojej willi,
zastał w pokoju sypialnym piękną szesnastoletnią tancerkę
fenicką, która za cały strój miała złotą obręcz na głowie i delikatny jak pajęczyna szal na ramionach.</akap>


<akap_dialog>--- Któż ty jesteś? --- zapytał książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jestem kapłanką i twoją służebnicą, a przysłał mnie
pan Dagon, ażebym wypłoszyła twój gniew na niego.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jakże potrafisz to zrobić?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O tak... Siądź tutaj --- mówiła, sadowiąc go na fotelu ---
ja stanę na palcach, ażeby zrobić się wyższą aniżeli twój
gniew, i tym szalem, który jest poświęcony, będę odpędzać od
ciebie złe duchy... A kysz!... a kysz!... --- szeptała, tańcząc
wkoło Ramzesa. --- Niech moje ręce zdejmą ponurość z włosów twoich... niech moje pocałunki przywrócą jasne spojrzenie oczom twym... niech bicie mego serca napełni muzyką
uszy twoje, panie Egiptu... A kysz!... a kysz!... on nie wasz, ale
mój... Miłość potrzebuje takiej ciszy, że wobec niej nawet
gniew musi umilknąć...</akap_dialog>


<akap>Tańcząc, bawiła się włosami Ramzesa, obejmowała go za
szyję, całowała w oczy. Wreszcie zmęczona siadła u nóg księcia i oparłszy głowę na jego kolanach, bystro przypatrywała
mu się, dysząc rozchylonymi ustami.</akap>


<akap_dialog>--- Już nie gniewasz się na twego sługę Dagona?... --- szeptała, głaszcząc twarz księcia.</akap_dialog>


<akap>Ramzes chciał ją pocałować w usta, lecz zerwała się z jego
kolan i uciekła, wołając:</akap>


<akap_dialog>--- O, nie, nie można!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dlaczego?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jestem dziewicą i kapłanką wielkiej bogini Astoreth...
Musiałbyś bardzo kochać i czcić moją opiekunkę, zanim
byłoby ci wolno pocałować mnie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A tobie wolno?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mnie wszystko wolno, bo ja jestem kapłanka i przysięgłam zachować czystość.<end id="e1351945492014-2077666321"/></akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc po cóżeś tu przyszła?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rozpędzić gniew twój. Zrobiłam to i odchodzę. Bądź
zdrów i zawsze dobry!... --- dodała z przejmującym wejrzeniem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Gdzie mieszkasz?... jak się nazywasz?... --- pytał książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nazywam się Pieszczota. A mieszkam... Ech, po co mam
mówić. Jeszcze nieprędko przyjdziesz do mnie.</akap_dialog>


<akap>Skinęła ręką i znikła, a książę, jak odurzony, nie ruszył
się z fotelu<pe><slowo_obce>fotelu</slowo_obce> --- dziś popr. forma D. lp: fotela.</pe>. Gdy zaś po chwili wyjrzał oknem, zobaczył bogatą lektykę, którą czterej Nubijczycy szybko nieśli w stronę
Nilu.</akap>


<akap>Ramzes nie żałował odchodzącej: zdziwiła go, ale nie porwała.</akap>


<akap>,,Sara jest spokojniejsza od niej --- myślał --- i ładniejsza.
Zresztą... zdaje mi się, że ta Fenicjanka musi być zimna,
a jej pieszczoty wyuczone."</akap>


<akap>Lecz od tej chwili książę przestał gniewać się na Dagona,
tym bardziej że gdy raz był u Sary, przyszli do niego chłopi
i dziękując za opiekę oświadczyli, że Fenicjanin już nie zmusza ich do płacenia nowego podatku.</akap>


<akap>Tak było pod Memfisem. Za to w dalszych folwarkach
książęcy dzierżawca wetował sobie straty.</akap>







<naglowek_rozdzial>Rozdział XIV</naglowek_rozdzial>





<akap>W miesiącu Choiak, od połowy września do połowy października, wody Nilu stanęły najwyżej i zaczął się nieznaczny opad. W ogrodach zbierano owoce tamaryndowe, daktyle
i oliwki, a drzewa zakwitły po raz drugi.</akap>


<akap>W tym czasie jego świątobliwość Ramzes XII opuścił swój
słoneczny pałac pod Memfisem i z wielką świtą, na kilkudziesięciu strojnych statkach popłynął do Teb dziękować tamtejszym bogom za dobry wylew, a zarazem złożyć ofiary
w grobach wiecznie żyjących przodków.</akap>


<akap>Najdostojniejszy władca bardzo łaskawie pożegnał syna
swego i następcę; ale kierunek spraw państwowych, na czas
nieobecności, powierzył Herhorowi.</akap>


<akap>Książę Ramzes tak mocno odczuł ten dowód monarszej nieufności, że przez trzy dni nie wychodził ze swojej willi i nie
przyjmował pokarmów, tylko płakał. Później przestał się golić i przeniósł się na folwark Sary, ażeby uniknąć stykania
się z Herhorem i dokuczyć matce, którą uważał za przyczynę
swoich nieszczęść.</akap>


<akap>Zaraz na drugi dzień w tym ustroniu odwiedził go Tutmozis, ciągnąc za sobą dwie łodzie muzyków i tancerek, a trzecią
napełnioną koszami jadła i kwiatów tudzież dzbanami wina.
Ale książę kazał odjechać precz muzyce i tancerkom, a wziąwszy do ogrodu Tutmozisa, rzekł:</akap>


<akap_dialog>--- Zapewne wysłała cię tu matka moja (oby żyła wiecznie!) w celu oderwania mnie od Żydówki?... Otóż powiedz jej
dostojności, że choćby Herhor został nie tylko namiestnikiem, ale nawet synem mego ojca, ja robić będę to, co mi
się podoba... Znam się na tym... Dziś chcą mnie pozbawić
Sary, a jutro władzy... Przekonam ich, że ja nie wyrzekam
się niczego.</akap_dialog>


<akap>Książę był rozdrażniony, Tutmozis wzruszał ramionami,
wreszcie odparł:</akap>


<akap_dialog>--- Jak wicher odnosi ptaka na pustynię, tak gniew wyrzuca
człowieka na brzegi niesprawiedliwości. Czy możesz dziwić
się kapłanom, że nie cieszą się, iż następca tronu związał
swoje życie z kobietą innej ziemi i wiary? Prawda, że nie podoba im się Sara, tym więcej, że masz ją jedną; gdybyś posiadał kilka kobiet rozmaitych, jak wszyscy młodzi szlachcice,
nie zwracano by uwagi na Żydówkę. Lecz cóż oni zrobili jej
złego?... Nic. Owszem, nawet jakiś kapłan bronił jej przed
rozjuszonym tłumem napastników, których tobie podobało się
wydobyć z więzienia...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A moja matka?... --- wtrącił następca.</akap_dialog>


<akap>Tutmozis roześmiał się.</akap>


<akap_dialog>--- Twoja czcigodna matka --- prawił --- kocha cię jak własne
oczy i serce. Jużci i jej nie podoba się Sara, ale wiesz, co mi
raz powiedziała jej dostojność?... Oto, ażebym odbił ci Sarę!...
Widzisz, jaki zrobiła sobie żart?... Na co ja odpowiedziałem
równie żartem: Ramzes darował mi sforę gończych psów
i dwa konie syryjskie, gdy mu się sprzykrzyły; może więc
kiedyś odda mi i swoją kochankę, którą będę musiał przyjąć
zapewne z dodatkiem...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ani myśl o tym. Nikomu dziś nie oddałbym Sary właśnie dlatego, że z jej powodu mój ojciec nie mianował mnie
namiestnikiem.</akap_dialog>


<akap>Tutmozis kręcił głową.</akap>


<akap_dialog>--- Bardzo się mylisz --- odparł. --- Tak się mylisz, że aż mnie
to przestrasza. Czyliżbyś naprawdę nie rozumiał powodów
niełaski, które zna każdy oświecony człowiek w Egipcie?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nic nie wiem...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tym gorzej --- mówił zakłopotany Tutmozis. --- Nie wiesz
więc, że od czasu manewrów żołnierze, osobliwie greccy,
w każdym szynku piją za twoje zdrowie...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Na to przecież dostali pieniądze.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak, ale nie na to, ażeby wołać na cały głos, że gdy
nastąpisz po jego świątobliwości (oby żył wiecznie!), rozpoczniesz wielką wojnę, po której zajdą zmiany w Egipcie... Jakie
zmiany?... I kto, za życia faraona, ośmieli się mówić o planach jego następcy?...</akap_dialog>


<akap>Teraz książę sposępniał.</akap>


<akap_dialog>--- To jedno, ale powiem ci i drugie --- prawił Tutmozis ---
bo złe jak hiena nigdy nie chodzi w pojedynkę. Czy wiesz, że
między chłopstwem śpiewają o tobie pieśni, jak uwolniłeś
napastników z więzienia, a co gorsza, znowu mówią, że gdy
nastąpisz po jego świątobliwości, będą zniesione podatki?...
Trzeba zaś dodać, że ile razy między chłopstwem zaczynano
gadać o niesprawiedliwości i podatkach, zawsze następowały
rozruchy. I albo zewnętrzny nieprzyjaciel wpadał do osłabionego państwa, albo Egipt dzielił się na tyle części, ilu było
nomarchów... Sam wreszcie osądź: czy jest rzeczą stosowną,
ażeby w Egipcie jakieśkolwiek imię częściej było wymawiane
aniżeli faraona?... I ażeby ktokolwiek stawał między ludem
a naszym panem?... Gdybyś zaś pozwolił, opowiedziałbym ci,
jak na tą sprawę zapatrują się kapłani...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ależ, rozumie się, mów...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Otóż jeden wielce mądry kapłan, który ze szczytu świątyni Amona zajmuje się dostrzeganiem niebieskich obrotów,
wymyślił taką przypowieść.</akap_dialog>


<akap>Faraon jest słońcem, a następca tronu księżycem. Gdy za
świetlanym bogiem z daleka posuwa się księżyc, mamy jasność we dnie i jasność w nocy. Gdy księżyc chce być zanadto
blisko słońca, wówczas znika sam i noce są ciemne. Ale jeżeli
zdarzy się tak, że księżyc stanie przed słońcem, wtedy robi się
zaćmienie, wielki popłoch dla świata.</akap>


<akap_dialog>--- I --- wszystkie te paplaniny --- przerwał Ramzes --- dochodzą do uszu jego świątobliwości?... Biada głowie mojej!...
Bodajbym nigdy nie był synem królewskim!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Faraon, jako bóg ziemski, wie o wszystkim; ale jest
zanadto potężny, aby miał zważać na pijackie okrzyki żołnierstwa albo na szepty chłopów. On rozumie, że każdy Egipcjanin odda za niego życie, a ty najpierwej.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Prawdę rzekłeś!... --- odparł stroskany książę. --- W tym
wszystkim jednak widzę nową nikczemność i obłudę kapłanów --- dodał, ożywiając się. --- Więc to ja zasłaniam majestat
pana naszego, bo uwalniam niewinnych z więzienia albo nie
pozwalam memu dzierżawcy dręczyć chłopów niesprawiedliwym podatkiem?... Ale kiedy jego dostojność Herhor rządzi
armią, mianuje dowódców, układa się z obcymi książęty<pe><slowo_obce>książęty</slowo_obce> --- dziś popr.: książętami.</pe>,
a memu ojcu każe spędzać dni na modlitwach...</akap_dialog>


<akap>Tutmozis zasłonił uszy i tupiąc nogami zawołał:</akap>


<akap_dialog>--- Milcz już, milcz!... każde twoje słowo jest bluźnierstwem... Państwem rządzi tylko jego świątobliwość, i cokolwiek dzieje się na ziemi, pochodzi z jego woli. Herhor zaś jest
sługą faraona i robi to, co mu pan każe... Kiedyś sam przekonasz się... Oby słowa moje nie były źle zrozumiane!...</akap_dialog>


<akap>Książę tak sposępniał, że Tutmozis przerwał rozmowę
i czym prędzej pożegnał przyjaciela. Gdy wsiadł do swej
łódki, opatrzonej baldachimem i firankami, głęboko odetchnął i wypiwszy spory kielich wina, począł rozmyślać:</akap>


<akap>,,Brr!... dziękuję bogom, że nie dali mi takiego charakteru,
jaki ma Ramzes. Jest to najnieszczęśliwszy człowiek w najszczęśliwszych warunkach... Mógłby mieć najpiękniejsze kobiety z Memfisu, a pilnuje się jednej, aby dokuczyć matce!
Tymczasem on nie matce dokucza, ale tym wszystkim cnotliwym dziewicom i wiernym żonom, które usychają z tęsknoty, że następca tronu, a w dodatku prześliczny chłopak,
nie odbiera im cnoty albo nie zmusza do niewierności. Mógłby nie tylko pić, ale nawet kąpać się w najlepszym winie,
a tymczasem woli nędzne piwo żołnierskie i suchy placek natarty czosnkiem. Skąd te chłopskie upodobania? nie rozumiem. Chyba czcigodna pani Nikotris w najniebezpieczniejszym czasie zapatrzyła się na jedzących robotników?...</akap>


<akap>Mógłby też od świtu do nocy nic nie robić. Gdyby chciał,
nawet karmiliby go najznakomitsi panowie, ich żony, siostry
i córki. Lecz on nie tylko sam wyciąga rękę po jadło, ale jeszcze na utrapienie szlachetnej młodzieży sam się myje, sam
się ubiera, a jego fryzjer po całych dniach łapie ptaki w sidła i marnuje zdolności.</akap>


<akap>O Ramzesie! Ramzesie!... --- westchnął elegant. --- Czy podobna, ażeby przy takim księciu rozwinęła się moda?... My
przecie od roku nosimy takie same fartuszki, a peruki utrzymują się tylko dzięki dworskim dygnitarzom, bo Ramzes wcale peruk nie chce nosić, co jest wielkim poniżeniem dla szlacheckiego stanu.</akap>


<akap>A wszystko to... brr!... robi przeklęta polityka... O, jak
szczęśliwy jestem, że nie potrzebuję zgadywać: co myślą
w Tyrze albo Niniwie, troszczyć się o żołd dla wojska, rachować: ilu ludzi przybyło czy ubyło Egiptowi i jakie można wybrać podatki? Straszna rzecz powiedzieć sobie, że mój chłop
nie tyle mi płaci, ile ja potrzebuję i wydaję, lecz --- na ile pozwala przybór Nilu. Ojciec Nil przecie nie pyta moich wierzycieli: co ja im jestem winien?..."</akap>


<akap>Tak rozmyślał wykwintny Tutmozis i złotym winem krzepił stroskanego ducha. A zanim czółno przypłynęło do Memfis,
zmógł go tak ciężki sen, że niewolnicy musieli swego pana do
lektyki przenieść na rękach.</akap>


<akap>Po odejściu Tutmozisa, które wyglądało na ucieczkę, następca tronu głęboko zamyślił się, nawet poczuł trwogę.</akap>


<akap><begin id="b1354219675257-3475888871"/><motyw id="m1354219675257-3475888871">Wiara, Wierzenia, Pobożność, Świętokradztwo</motyw>Książę był sceptykiem, jako wychowaniec najwyższych
szkół kapłańskich i członek najwyższej arystokracji. Wiedział,
że gdy jedni kapłani przez wielomiesięczne posty i umartwienia sposobią się do wywoływania duchów, inni --- nazywają
duchy przywidzeniem albo oszustwem. Widywał też, że święty wół, Apis, przed którym padał na twarz cały Egipt, dostawał nieraz tęgie kije od najniższych kapłanów, którzy mu
podawali paszę i podstawiali krowy.</akap>


<akap>Rozumiał wreszcie, że jego ojciec, Ramzes XII, który dla
pospólstwa był wiecznie żyjącym bogiem i wszechwładnym
panem świata, jest naprawdę takim jak inni człowiekiem, tylko trochę więcej schorowanym niż inni starcy i bardzo ograniczonym przez kapłanów.</akap>




<akap>Wszystko to wiedział książę i z wielu rzeczy drwił w duchu,
a nawet publicznie. Lecz cały jego libertynizm upadał wobec
faktycznej prawdy, że --- z tytułów faraona żartować nie wolno nikomu!...<end id="e1354219675257-3475888871"/></akap>


<akap><begin id="b1354220067742-3142136854"/><motyw id="m1354220067742-3142136854">Zdrada</motyw>Ramzes znał historię swego kraju i pamiętał, że w Egipcie
wiele rzeczy przebaczono wielkim. Wielki pan mógł zepsuć kanał, zabić ukradkiem człowieka, drwić po cichu z bogów, brać
prezenta<pe><slowo_obce>prezenta</slowo_obce> --- dziś popr.: prezenty.</pe> od posłów obcych mocarstw... Ale dwa grzechy były
nieodpuszczalne: zdrada kapłańskich tajemnic i zdrada faraona. Człowiek, który popełnił jedno lub drugie, znikał, czasami
po upływie roku, spośród sług i przyjaciół. Ale gdzie się podziewał i co się z nim działo?... o tym nawet mówić nie śmiano.<end id="e1354220067742-3142136854"/></akap>


<akap>Otóż Ramzes czuł, że znajduje się na podobnej pochyłości, od
czasu gdy wojsko i chłopi zaczęli wymawiać jego imię i rozprawiać o jakowychś jego planach, zmianach w państwie
i przyszłych wojnach. Myśląc o tym, książę doznawał wrażenia, że jego, następcę tronu, bezimienny tłum nędzarzy i buntowników gwałtem pcha na szczyt najwyższego obelisku, skąd
można tylko zlecieć i rozbić się na miazgę.</akap>


<akap>Później, gdy po najdłuższym życiu ojca zostanie faraonem,
będzie miał prawo i środki dokonać wielu takich czynów,
o których nikt w Egipcie nie pomyślałby bez zgrozy. Ale dziś
musi naprawdę strzec się, aby go nie uznano za zdrajcę i buntownika przeciw zasadniczym ustawom państwa.</akap>


<akap>W Egipcie był jeden jawny władca: faraon. On rządził, on
chciał, on myślał za wszystkich, i biada temu, kto ośmieliłby
się wątpić głośno o wszechpotędze faraona albo mówić o jakichś swoich zamiarach czy choćby o zmianach w ogóle.</akap>


<akap>Plany robiły się tylko w jednym miejscu: w sali, gdzie faraon słuchał zdań członków rady przybocznej i wypowiadał
jej swoje opinie. Wszystkie też zmiany mogły wyjść tylko
stamtąd. Tam płonęła jedyna widoczna lampa mądrości państwowej, której blask oświetlał cały Egipt. Ale i o tym bezpieczniej było milczeć.</akap>


<akap>Wszystkie te uwagi z szybkością wichru przelatywały
przez głowę następcy, gdy siedział na kamiennej ławce ogrodu Sary, pod kasztanem, i patrzył na otaczający go krajobraz.</akap>


<akap>Woda Nilu już odrobinę opadła i poczęła robić się przezroczystą jak kryształ. Ale jeszcze cały kraj wyglądał niby zatoka morska gęsto usiana wyspami, na których wznosiły się
budynki, ogrody warzywne i owocowe, a gdzieniegdzie kępy
drzew wielkich, służących do ozdoby.</akap>


<akap>Dokoła wszystkich tych wysp widać było żurawie z kubłami, za pomocą których nadzy ludzie miedzianej barwy,
w brudnych przepaskach i czepkach, czerpali wodę z Nilu
i kolejno wlewali ją do coraz wyżej położonych studzien.</akap>


<akap>Szczególniej jedna taka miejscowość odbiła się w pamięci
Ramzesa. Był to stromy pagórek, na którego zboczu pracowały
trzy żurawie: jeden wlewał wodę z rzeki do studni najniższej;
drugi czerpał z najniższej i podnosił o parę łokci wyżej, do
studni średniej; trzeci ze średniej przelewał wodę w studnię
najwyższą, położoną już na szczycie pagórka. Tam zaś kilku
równie nagich ludzi czerpało wodę konwiami i polewało zagony jarzyn albo za pomocą ręcznych sikawek skrapiało drzewa.</akap>


<akap><begin id="b1354222132022-3337498983"/><motyw id="m1354222132022-3337498983">Praca, Robotnik</motyw>Ruchy żurawi, zniżających się i podnoszących, nachylenia
kubłów, wytryski sikawek były tak rytmiczne, że ludzi, którzy
je wywoływali, można było uważać za automaty. Żaden z nich
nie przemówił do swego sąsiada, nie zmienił miejsca, nie
obejrzał się, tylko pochylał się i wyprostowywał zawsze w ten
sam sposób od rana do wieczora, od miesiąca do miesiąca,
a zapewne od dzieciństwa do śmierci.</akap>


<akap>,,I to takie twory --- myślał książę, patrząc na pracę rolników
--- takie twory chcą zrobić mnie wykonawcą swoich przywidzeń!... Jakich zmian mogą oni żądać w państwie? Chyba,
ażeby ten, kto czerpie wodę do niższej studni, przeszedł do
wyższej albo zamiast polewać grzędy kubłem, skrapiał drzewa
sikawką?..."<end id="e1354222132022-3337498983"/></akap>


<akap>Gniew bił mu do głowy, a upokorzenie przygniatało go na
myśl, że on, następca tronu, dzięki bajkom takich oto istot,
całe życie kiwających się nad studniami mętnej wody, nie
został namiestnikiem!</akap>


<akap>W tej chwili usłyszał między drzewami cichy szelest i ---
delikatne ręce oparły się na jego ramionach.</akap>


<akap_dialog>--- Cóż, Saro? --- spytał książę, nie odwracając głowy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Smutny jesteś, panie mój?... --- odparła. --- Nie tyle ucieszył się Mojżesz widokiem ziemi obiecanej, ile ja, gdyś powiedział, że sprowadzasz się tu, aby ze mną mieszkać. Lecz już
dobę jesteśmy razem, a jeszcze nie widziałam twego uśmiechu.
Nawet nie mówisz do mnie, ale chodzisz ponury, a w nocy nie
pieścisz mnie, tylko wzdychasz.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mam zmartwienie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Powiedz mi je. Zgryzota jest jak skarb dany do przechowania. Póki strzeżemy jej sami, nawet sen ucieka od
nas i dopiero wtedy robi się lżej, gdy znajdziemy drugiego
stróża.</akap_dialog>


<akap>Ramzes objął ją i posadził przy sobie na ławce.</akap>


<akap_dialog>--- Kiedy chłop --- rzekł z uśmiechem --- nie zdąży przed
wylewem zebrać z pola, żona mu pomaga. Ona pomaga mu
też doić krowy, nosi mu jadło za dom, myje go, gdy wróci od
pracy. Stąd urosła wiara, że kobieta może ulżyć kłopotów
mężczyźnie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ty w to nie wierzysz, panie?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Książęcym troskom --- odparł Ramzes --- nie poradzi kobieta, nawet tak mądra i władna jak moja matka...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przebóg! jakież one są, powiedz mi? --- nalegała Sara,
tuląc się do ramienia następcy. --- Według naszych podań,
Adam opuścił raj dla Ewy; a przecie on był chyba największym królem najpiękniejszego królestwa...</akap_dialog>


<akap>Książę zamyślił się, po chwili zaczął:</akap>


<akap_dialog>--- I nasi mędrcy uczą, że niejeden mężczyzna wyrzekł się
dostojeństw dla kobiety. Ale nie słychać, ażeby który zyskał
co wielkiego przez kobietę; chyba jaki wódz, któremu faraon
oddał córkę wraz z dużym posagiem i urzędem. Ale pomóc
do wydźwignięcia się czy to na wyższe stanowisko, czy choćby tylko z kłopotów, kobieta nie potrafi.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bo może nie kocha jak ja ciebie, panie... --- szepnęła
Sara.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wiem, że mnie kochasz na podziw... Nigdy nie żądałaś
ode mnie darów ani opiekowałaś się takimi, którzy nie wahają się szukać kariery nawet pod łóżkami kochanek książęcych.
Jesteś łagodniejsza od jagnięcia i cicha jak noc nad Nilem;
pocałunki twoje są jak wonności z kraju Punt, a uścisk twój
słodki jak sen strudzonego. Nie mam miary na twoją piękność
ani słów na zalety. Jesteś dziwowiskiem między kobietami,
których wargi są pełne niepokoju, a miłość kosztuje drogo.
Lecz przy całej doskonałości swojej, w czym ty możesz ulżyć
mym troskom? Czy sprawisz, aby jego świątobliwość zrobił
wielką wyprawę na Wschód, a mnie mianował wodzem? Czy
dasz mi choć aby korpus Menfi, o który prosiłem, albo uczynisz mnie w imieniu faraona rządcą nad Dolnym Egiptem?
A czy sprawisz, aby wszyscy poddani jego świątobliwości
myśleli i czuli jak ja, jego najwierniejszy?...</akap_dialog>


<akap>Sara spuściła ręce na kolana i smutnie szeptała:</akap>


<akap_dialog>--- To prawda, że nie mogę... Nic nie mogę!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Owszem, wiele możesz... możesz mnie rozweselić --- odparł uśmiechając się Ramzes. --- Wiem, że uczyłaś się tańczyć
i grać. Zdejm więc te powłóczyste szaty, które przystoją kapłankom pilnującym ognia, i ubierz się w przejrzysty muślin,
jak... tancerki fenickie... I tak tańcz, i tak mnie pieść jak
one...</akap_dialog>


<akap>Sara schwyciła go za ręce i z płomieniami w oczach krzyknęła:</akap>


<akap_dialog>--- Ty wdajesz się z takimi wszetecznicami?... Powiedz...
niech się dowiem o mojej nędzy... A potem odeślij mnie do
ojca, w naszą dolinę pustynną, w której obym cię nie była
ujrzała!...</akap_dialog>


<akap_dialog><begin id="b1354222533414-1279628206"/><motyw id="m1354222533414-1279628206">Uroda</motyw>--- No, no... uspokój się --- mówił książę, bawiąc się jej włosami. --- Muszę przecież widywać tancerki, jeżeli nie przy ucztach, to na uroczystościach królewskich albo podczas nabożeństw w świątyni. Ale one wszystkie razem nie obchodzą
mnie tyle co ty jedna, wreszcie... któraż z nich mogłaby dorównać tobie? Ty masz ciało jak posąg Izydy rzeźbiony z kości
słoniowej, a z tamtych każda ma jakąś skazę. Jedne są zbyt
tłuste, inne mają chude nogi albo brzydkie ręce, a jeszcze
inne noszą przyprawne<pe><slowo_obce>przyprawny</slowo_obce> (daw.) --- sztuczny, dodatkowy.</pe> włosy. Któraż z nich jest jak ty?...
Gdybyś była Egipcjanką, wszystkie świątynie ubiegałyby się,
aby posiadać cię za przodownicę swych chórów. Co mówię,
gdybyś teraz ukazała się w Memfisie w przejrzystej sukni,
kapłani pogodziliby się z tobą, byleś chciała przyjmować
udział w procesjach.<end id="e1354222533414-1279628206"/></akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nam, córkom Judy, nie wolno nosić nieskromnych sukien...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ani tańczyć, ani śpiewać?... Po cóżeś się tego uczyła?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tańczą nasze kobiety i dziewczęta same ze sobą, na
chwałę Panu, nie zaś po to, aby w męskich sercach zasiewać
ogniste ziarna pożądliwości. A śpiewamy... Zaczekaj, panie
mój, ja ci zaśpiewam.</akap_dialog>


<akap>Podniosła się z ławki i odeszła w stronę domu. Wkrótce
ukazała się z powrotem. Za nią młoda dziewczyna, o wylęknionych czarnych oczach, niosła arfę.</akap>


<akap_dialog>--- Co to za dziewczyna? --- spytał książę. --- Czekaj no, ja
gdzieś widziałem to spojrzenie?... Aha, kiedym tu był ostatnim razem, ta wystraszona dziewczyna przypatrywała mi
się z krzaków...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To moja krewna i służebnica, Ester --- odparła Sara. ---
Mieszka u mnie już miesiąc, ale boi się was, panie, więc
zawsze ucieka. Może być, że kiedy przypatrywała się wam
spomiędzy krzaków.</akap_dialog>


<akap_dialog><begin id="b1354222771261-354424195"/><motyw id="m1354222771261-354424195">Żyd</motyw>--- Możesz odejść, moje dziecko --- rzekł książę do skamieniałej dziewczyny. A gdy skryła się za drzewami, dodał: ---
Ona także Żydówka?... A tenże stróż twego domu, który również patrzy na mnie jak baran na krokodyla?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To jest Samuel, syn Ezdreasza, także mój krewny. Wzięłam go na miejsce Murzyna, któremuś, panie, dał wolność.
Wszak, pozwoliłeś mi wybierać sługi?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ależ tak. To już chyba i dozorca parobków jest Żydem,
bo ma żółtą cerę i również patrzy tak pokornie, jak by żaden
Egipcjanin nie potrafił.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tamten --- odpowiedziała Sara --- jest Ezechiel, syn Rubena, krewny mego ojca. Czy nie podoba ci się, mój panie?...
To są bardzo wierni słudzy twoi.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy podoba mi się! --- rzekł markotny książę, bębniąc
palcami w ławkę. --- On nie po to tu jest, ażeby mi się podobał, lecz aby pilnował twego dobra... Nic mnie zresztą nie
obchodzą ci ludzie... Śpiewaj, Saro.<end id="e1354222771261-354424195"/><end id="e1354222761144-2985943242"/></akap_dialog>


<akap>Sara klękła na murawie u stóp księcia i wziąwszy na arfie
parę akordów, zaczęła:</akap>


<akap_dialog>--- Gdzież jest ten, który by nie miał troski? Gdzie ten,
który zabierając się do snu, miałby prawo rzec: oto dzień,
który spędziłem bez smutku? Gdzie człowiek, który by kładąc się do grobu powiedział: życie moje upłynęło bez boleści
i trwogi jak pogodny wieczór nad Jordanem.</akap_dialog>


<akap>Lecz jakże wielu takich, którzy co dzień chleb swój oblewają łzami, a ich dom pełen westchnień.</akap>


<akap>Płacz jest pierwszym głosem człowieka na tej ziemi, a jęk
ostatnim pożegnaniem. Pełen strapienia wchodzi w życie, pełen żalu zstępuje na miejsce odpoczynku, a nikt go nie pyta,
gdzie by chciał zostać?</akap>


<akap>Gdzież jest ten, który nie zaznał goryczy bytu? Azali<pe><slowo_obce>azali</slowo_obce> (daw.) --- czy, czyż.</pe> jest
nim dziecię, którego matkę śmierć porywa, albo niemowlę,
któremu przynależną pierś głód wyssał pierwej, nim zdążyło
przyłożyć usta swoje?</akap>


<akap>Gdzie jest człowiek pewny losu, który niezmrużonym okiem
wyglądałby swego jutra? Czy ten, co pracując na roli, wie, że
nie w jego mocy jest deszcz i nie on wskazuje drogę szarańczy? Czy kupiec, który bogactwo swe oddaje wiatrom, nie
wiadomo skąd przychodzącym, a życie powierza fali nad głębią, która wszystko pochłania i nic nie zwraca?</akap>


<akap><begin id="b1354223488157-3808887077"/><motyw id="m1354223488157-3808887077">Kondycja ludzka, Szczęście</motyw>Gdzie jest człowiek bez niepokoju w duszy? Jestli<pe><slowo_obce>jestli</slowo_obce> (daw.) --- czy jest; czyż jest.</pe> nim
myśliwiec, który goni prędką sarnę, a spotyka na swej drodze
lwa śmiejącego się ze strzały? Jestli nim żołnierz, który
w utrudzeniu idzie do sławy, a znajduje las ostrych włóczni
i miecze ze spiżu, krwi łaknące? Jestli nim wielki król, który
pod purpurą nosi ciężką zbroję, bezsennym okiem śledzi zastępy przemożnych sąsiadów, a uchem chwyta szmer kotary, aby
we własnym namiocie nie powaliła go zdrada?<end id="e1354223488157-3808887077"/></akap>


<akap>Przetoż serce ludzkie na każdym miejscu i o każdej porze
jest przepełnione tęsknością. W pustyni grozi mu lew i skorpion, w jaskiniach smok, między kwiatami żmija jadowita.
Przy słońcu chciwy sąsiad rozmyśla, jakby umniejszyć mu
ziemi, w nocy przebiegły złodziej maca drzwi do jego
komory. W dzieciństwie jest niedołężny, w starości pozbawiony mocy, w pełni sił okrążony niebezpieczeństwem jak wieloryb przepaścią wodną.</akap>




<akap>Przetoż, o Panie, Stworzycielu mój, ku Tobie zwraca się
umęczona dusza ludzka. Tyś ją wywiódł na ten świat pełen
zasadzek, Tyś w niej zaszczepił trwogę śmierci, Tyś zamknął
wszelkie drogi spokoju, wyjąwszy tej, która do Ciebie prowadzi. A jak dziecię stąpać nie umiejące chwyta się szat matki,
aby nie upaść, tak mizerny człowiek wyciąga ręce do Twego
miłosierdzia i wydobywa się z niepewności.</akap>


<akap>Sara umilkła, książę zamyślił się i rzekł po chwili:</akap>


<akap_dialog>--- Wy, Żydzi, jesteście naród posępny. Gdyby w Egipcie
tak wierzono, jak uczy wasza pieśń, nikt nie śmiałby się nad
brzegami Nilu. Możni ukryliby się ze strachu w podziemiach
świątyń, a lud, zamiast pracować, uciekłby do jaskiń i stamtąd wyglądał zmiłowania, które by zresztą nie nadeszło.</akap_dialog>


<akap>Nasz świat jest inny: wszystko w nim można mieć, ale
wszystko trzeba zrobić samemu. I nasi bogowie nie pomagają
mazgajom. Schodzą na ziemię dopiero wówczas, gdy bohater,
który odważył się na czyn nadludzki, wyczerpie wszystkie
siły. Tak było z Ramzesem Wielkim, gdy rzucił się między
dwa tysiące pięćset nieprzyjacielskich wozów, z których każdy
dźwigał trzech wojowników. Dopiero wtedy nieśmiertelny ojciec Amon podał mu rękę i dokończył pogromu. Lecz gdyby,
zamiast walczyć, zaczął czekać na opiekę waszego boga, już
dawno nad brzegami Nilu Egipcjanin chodziłby tylko z kubłem i cegłą, a nędzni Hetyci z papirusami i kijmi<pe><slowo_obce>kijmi</slowo_obce> --- dziś popr.: kijami.</pe>!</akap>


<akap>Dlatego, Saro, prędzej twoje wdzięki aniżeli twoja pieśń
rozproszy moją troskę. Gdybym tak poczynał sobie, jak uczą
żydowscy mędrcy, i czekał na pomoc z nieba, wino uciekałoby
od moich ust, a kobiety od moich domów.</akap>


<akap>Nade wszystko zaś nie mógłbym być następcą faraona jak
moi przyrodni bracia, z których jeden nie przejdzie pokoju
bez oparcia się na dwu niewolnikach, a drugi skacze po
drzewach.</akap>






<naglowek_rozdzial>Rozdział XV</naglowek_rozdzial>




<akap>Na następny dzień Ramzes wysłał swego Murzyna z rozkazami do Memfis, a około południa od strony miasta do
folwarku Sary przybiła duża łódź, napełniona greckim żołnierstwem w wysokich hełmach i połyskliwych pancerzach.</akap>


<akap>Na komendę, szesnastu ludzi uzbrojonych w tarcze i krótkie włócznie wysiadło na brzeg i uszykowało się we dwa szeregi. Już mieli maszerować do domu Sary, gdy zatrzymał ich
drugi posłaniec księcia, który rozkazał żołnierzom zostać na
brzegu, a tylko naczelnego ich wodza, Patroklesa, wezwał
do następcy tronu.</akap>


<akap>Stanęli i stali bez ruchu jak dwa rzędy kolumn obitych
błyszczącą blachą. Za posłańcem poszedł Patrokles, w hełmie
z piórami i purpurowej tunice, na której miał złotą zbroję,
ozdobioną na piersiach wizerunkiem głowy kobiecej najeżonej
wężami, zamiast włosów.</akap>


<akap>Książę przyjął znakomitego jenerała w bramie ogrodu. Nie
uśmiechnął się jak zwykle, nawet nie odpowiedział na niski
ukłon Patroklesa, lecz z chłodną twarzą rzekł:</akap>


<akap_dialog>--- Powiedz, wasza dostojność, greckim żołnierzom z moich
pułków, że nie będę z nimi odbywał musztry, dopóki jego
świątobliwość nasz pan nie mianuje mnie po raz drugi ich
wodzem. Zaszczyt ten utracili, wydając po szynkowniach godne pijaków okrzyki, które mnie obrażają. Zwracam też uwagę waszej dostojności, że greckie pułki są nie dość karne.
W miejscach publicznych żołnierze tego korpusu rozprawiają
o polityce, a mianowicie o jakiejś możliwej wojnie, co wygląda na zdradę stanu. O tych rzeczach mówić może tylko jego
świątobliwość faraon i członkowie najwyższej rady. My zaś,
żołnierze i sługi pana naszego, jakiekolwiek zajmujemy stanowiska, możemy tylko wykonywać rozkazy najmiłościwszego
władcy i --- zawsze milczeć. Proszę, abyś, wasza dostojność,
uwagi te zakomunikował moim pułkom, i życzę waszej dostojności wszelkiego powodzenia.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Będzie tak, jak powiedziałeś, wasza dostojność --- odparł
Grek. Obrócił się na pięcie i wyprostowany poszedł z chrzęstem do swojej łodzi.</akap_dialog>


<akap>Wiedział on o rozprawach żołnierzy w szynkowniach,
a w tej chwili zrozumiał, że stała się jakaś przykrość następcy tronu, którego wojsko ubóstwiało. Gdy więc dosięgnął
stojącej nad brzegiem garstki zbrojnych, przybrał minę bardzo zagniewaną i wściekle machając rękoma zawołał:</akap>


<akap_dialog>--- Waleczni żołnierze greccy!... --- parszywe psy, oby was
trąd stoczył... Jeżeli od tej pory którykolwiek Grek wymówi
w szynku imię następcy tronu, rozbiję mu dzban o łeb, a skorupy wpakuję do gardła i --- won z pułku!... Będziesz jeden
z drugim świnie pasł u egipskiego chłopa, a w twoim hełmie
kury będą składały jaja. Taki los czeka głupich żołdaków,
którzy nie umieją powściągać swego języka. A teraz --- lewo
--- w tył --- zwrot! --- i marsz na czółno, bodaj was mór pobił!
Żołnierz jego świątobliwości powinien przede wszystkim pić
za zdrowie faraona i pomyślność dostojnego ministra wojny
Herhora. Oby żyli wiecznie!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niech żyją wiecznie!... --- powtórzyli żołnierze.</akap_dialog>


<akap>Wszyscy siedli na statek pochmurni. Ale około Memfisu Patrokles rozpogodził zmarszczone czoło i kazał zaśpiewać pieśń
o córce kapłana, która tak lubiła wojsko, że do łóżka kładła
lalkę, a sama całą noc przepędzała w budce szyldwachów.</akap>


<akap>W takt tej pieśni najlepiej maszerowało się i najraźniej
uderzały wiosła.</akap>


<akap>Nad wieczorem do folwarku Sary przybiła druga łódź,
z której wysiadł naczelny rządca dóbr Ramzesa.</akap>


<akap>Książę i tego dostojnika przyjął w bramie ogrodowej. Może
przez surowość, a może --- aby nie zmuszać go do wchodzenia
w dom swojej nałożnicy i Żydówki.</akap>


<akap_dialog>--- Chciałem --- rzekł następca --- zobaczyć się z tobą i powiedzieć, że między moim chłopstwem krążą jakieś nieprzystojne gadaniny o zniżeniu podatków czy o czymś takim...
Pragnę, ażeby dowiedzieli się chłopi, że ja im podatków nie
zmniejszę. Jeżeli zaś który, mimo ostrzeżeń, uprze się w swej
głupocie i będzie rozprawiał o podatkach, dostanie kije...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Może lepiej, aby zapłacił karę... Utena czy drachmę, jak
rozkaże wasza dostojność --- wtrącił naczelny rządca.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Owszem, niech płaci karę... --- odparł książę po chwilowym zawahaniu się.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A teraz może by dać kije pewnej liczbie niesforniejszych, ażeby lepiej pamiętali miłościwy rozkaz?... --- szepnął rządca.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Owszem, można dać niesforniejszym kije.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ośmielam się zrobić uwagę waszej dostojności --- szeptał
wciąż pochylony rządca --- że chłopi przez pewien czas istotnie
mówili o zniesieniu podatków, buntowani przez jakiegoś nieznanego człowieka. Ale od paru dni nagle ucichli...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No, więc w takim razie można im nie dawać kijów ---
zauważył Ramzes.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Chyba w formie zapobiegawczej?... --- wtrącił rządca.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy nie szkoda kijów?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tego towaru nigdy nam nie zabraknie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W każdym razie... z umiarkowaniem --- upominał go
książę. --- Nie chcę... nie chcę, ażeby do jego świątobliwości
doszło, że bez potrzeby dręczę chłopów... Za buntownicze
gawędy trzeba bić i ściągać kary pieniężne, ale gdy nie ma
powodu, można okazać się wspaniałomyślnym.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rozumiem --- odparł rządca, patrząc w oczy księciu. ---
Niech tyle krzyczą, ile potrzeba, ażeby nie szeptali bluźnierstw...</akap_dialog>


<akap>Obie te mowy: do Patroklesa i do rządcy, obiegły Egipt.
Po odjeździe urzędnika książę ziewnął i oglądając się dokoła znudzonym wzrokiem, rzekł do siebie:</akap>


<akap>,,Zrobiłem, com mógł... A teraz nic nie będę robił, o ile potrafię..."</akap>


<akap>W tej chwili od strony budynków folwarcznych doleciał
księcia cichy jęk i gęste uderzenia. Ramzes odwrócił głowę
i zobaczył, że dozorca parobków, Ezechiel, syn Rubena, wali
kijem jednego ze swoich podwładnych, uspakajając go przy
tym:</akap>


<akap_dialog>--- A cicho! a milcz, ty podłe bydlę!...</akap_dialog>


<akap>Bity zaś parobek, leżąc na ziemi, zatykał ręką usta, aby nie
krzyczeć.</akap>


<akap>Książę w pierwszej chwili rzucił się jak pantera w stronę
budynków. Nagle stanął.</akap>


<akap_dialog>--- Cóż mu zrobię?... --- szepnął. --- Przecież to folwark Sary,
a ten Żyd jest jej krewnym...</akap_dialog>


<akap>Przygryzł usta i skrył się między drzewami, tym bardziej że
egzekucja była już skończona.</akap>


<akap>,,Więc to tak gospodarują pokorni Żydzi?... --- myślał książę.
--- Więc to tak?... Na mnie patrzy jak wystraszony pies, a bije
parobków?... Czy oni wszyscy tacy?..."</akap>


<akap>I pierwszy raz zbudziło się w duszy Ramzesa podejrzenie,
że i Sara pod pozorami dobroci może ukrywać obłudę.</akap>


<akap>W Sarze istotnie zachodziły pewne zmiany, przede wszystkim moralne.</akap>


<akap>Od pierwszej chwili, kiedy spotkała księcia w pustynnej
dolince, Ramzes podobał się jej. Lecz uczucie to naraz umilkło
pod wpływem ogłuszającej wiadomości, że ten piękny chłopiec jest synem faraona i następcą tronu. Gdy zaś Tutmozis
ułożył się z Gedeonem o zabranie jej do domu księcia, Sara
wpadła w stan oszołomienia.</akap>


<akap>Za żadne skarby, za cenę życia nie wyrzekłaby się Ramzesa, lecz --- nie można powiedzieć, ażeby go kochała w tej epoce.
Miłość potrzebuje swobody i czasu do wydania najpiękniejszych kwiatów; jej zaś nie zostawiono ani czasu, ani swobody.
Jednego dnia poznała księcia, nazajutrz porwano ją, prawie
nie pytając o zdanie, i przeniesiono do willi za Memfisem.
A w parę dni została kochanką, zdziwiona, przerażona, nie
pojmująca, co się z nią dzieje.</akap>


<akap>Nadto, zanim zdążyła oswoić się z nowymi wrażeniami,
zatrwożyła ją niechęć okolicznego ludu do niej, do Żydówki,
potem wizyta jakichś nieznajomych pań, wreszcie napad na
folwark.</akap>


<akap>To, że Ramzes ujął się za nią i chciał rzucić się na napastników, przestraszyło ją jeszcze bardziej. Traciła przytomność
na myśl, że znajduje się w ręku tak gwałtownego i potężnego
człowieka, który, gdyby mu się podobało, miał prawo przelewać cudzą krew, zabijać...</akap>


<akap>Sara na chwilę wpadła w rozpacz; zdawało się jej, że oszaleje, słysząc groźne rozkazy księcia, który wezwał do broni
służbę. Lecz w tym samym momencie zdarzył się drobny wypadek, jedno słówko, które otrzeźwiło Sarę i nowy kierunek
nadało jej uczuciom.</akap>


<akap>Książę myśląc, że jest raniona, zerwał jej z głowy opaskę,
lecz zobaczywszy stłuczenie, zawołał:</akap>


<akap>,,To tylko siniak?... Jak ten siniak zmienia twarz!..."</akap>


<akap>Wobec tego słówka Sara zapomniała o bólu i trwodze.
Ogarnął ją nowy niepokój: więc ona zmieniła się tak, aż to
zdziwiło księcia?... A on tylko zdziwił się!...</akap>


<akap>Siniak zniknął w parę dni, ale w duszy Sary pozostały
i rozrosły się nie znane dotychczas uczucia. Poczęła być zazdrosną o Ramzesa i bać się, aby jej nie porzucił.</akap>


<akap>I jeszcze jedna dręczyła ją troska: że ona czuje się wobec
księcia sługą i niewolnicą. Ona była i chciała być jego najwierniejszą sługą, najbardziej oddaną niewolnicą, nieodstępną
jak cień. Ale jednocześnie pragnęła, aby on ją, przynajmniej
w chwili pieszczot, nie traktował jak pan i władca.</akap>


<akap>Przecież ona była jego, a on jej. Z jakiej więc racji on nie
okazuje, że należy do niej choć trochę, lecz każdym słowem
i ruchem daje poznać, że dzieli ich jakaś przepaść... Jaka?...
Alboż nie ona trzymała go w swoich objęciach? Alboż nie on
całował jej usta i piersi?...</akap>


<akap><begin id="b1354224937670-87960890"/><motyw id="m1354224937670-87960890">Pies</motyw>Pewnego dnia przypłynął do niej książę z psem. Bawił tylko
parę godzin, ale przez cały ten czas pies leżał u nóg księcia,
na miejscu Sary, a gdy ona chciała tam usiąść, warknął na
nią... A książę śmiał się i tak samo zatapiał palce w kudłach
nieczystego zwierzęcia jak i w jej włosach. I pies tak samo
patrzył księciu w oczy jak ona, z tą chyba różnicą, że patrzył
śmielej niż ona.</akap>


<akap>Nie mogła uspokoić się i znienawidziła mądre zwierzę,
które jej zabierało część pieszczot, wcale nie dbając o nie i zachowując się wobec pana z taką poufałością, na jaką ona
zdobyć się nie śmiała. Nawet nie potrafiłaby mieć tak obojętnej miny albo patrzeć w inną stronę, gdy na jej głowie leżała
ręka następcy.<end id="e1354224937670-87960890"/></akap>


<akap>Niedawno znowu książę wspomniał o tancerkach. Wówczas
Sara wybuchła. Jak to, więc on pozwoliłby się pieścić tym
nagim, bezwstydnym kobietom?... I Jehowa, widząc to z wysokiego nieba, na potworne kobiety nie rzucił gromu?...</akap>


<akap>Wprawdzie Ramzes powiedział, że ona mu jest droższa nad
wszystkie. Ale słowa jego nie uspokoiły Sary; ten tylko wywarły skutek, że postanowiła nie myśleć już o niczym poza
obrębem swojej miłości.</akap>


<akap>Co będzie jutro?... o to mniejsza. A kiedy u nóg księcia
śpiewała pieśń o utrapieniach, od kolebki do grobu ścigających ród ludzki, wypowiedziała w niej stan własnej duszy
i swoją ostatnią nadzieję --- w Bogu.</akap>


<akap>Na dziś Ramzes był przy niej, więc ma dosyć; ma wszystkie szczęścia, jakie jej mogło dać życie. Ale tu właśnie zaczęła
się dla Sary najcięższa gorycz.</akap>


<akap>Książę mieszkał z nią pod jednym dachem, chodził z nią po
ogrodzie, czasem brał do łódki i woził ją po Nilu. Ale ani na
jeden włos nie stał się dla niej dostępniejszy niż wówczas,
gdy był po drugiej stronie rzeki, w obrębie królewskiego
parku.</akap>


<akap>Był z nią, ale myślał o czym innym, a Sara nawet odgadnąć
nie mogła --- o czym. Obejmował ją albo bawił się jej włosami, ale patrzył w stronę Memfisu, na ogromne pylony zamku
faraona albo --- nie wiadomo gdzie.</akap>


<akap>Czasem nawet nie odpowiadał na jej pytania albo nagle
spojrzał na nią jak zbudzony, jakby dziwił się, że ją widzi
obok siebie.</akap>





<naglowek_rozdzial>Rozdział XVI</naglowek_rozdzial>




<akap>Tak wyglądały, zresztą dość rzadkie, chwile największego
zbliżenia między Sarą i jej książęcym kochankiem. Wydawszy
bowiem rozkazy Patroklesowi i naczelnemu rządcy dóbr, następca tronu większą część dnia przepędzał za folwarkiem, zazwyczaj na czółnie. I albo płynąc po Nilu chwytał siatką ryby,
które tysiącami uwijały się w błogosławionej rzece; albo dostawał się na moczary i ukryty między wysokimi łodygami
lotosów strzelał z łuku do dzikiego ptactwa, którego krzykliwe stada krążyły gęsto jak muchy. Lecz i wówczas nie opuszczały go myśli ambitne; więc z polowania zrobił sobie rodzaj
kabały czy wróżby. Nieraz, widząc stado żółtych gęsi na
wodzie, naciągał łuk i mówił:</akap>


<akap_dialog>--- Jeżeli trafię, będę kiedyś jako Ramzes Wielki...</akap_dialog>


<akap>Pocisk cicho świsnął i przeszyty ptak trzepocząc skrzydłami
wydawał tak bolesne krzyki, że na całym moczarze robił się
ruch. Chmury gęsi, kaczek i bocianów porywały się w górę
i zatoczywszy wielkie koło nad umierającym towarzyszem,
spadały w inne miejsca.</akap>


<akap>Gdy ucichło, książę ostrożnie przesuwał łódkę dalej, kierując
się chwianiem trzcin i urywanymi głosami ptaków. A gdy
między zielonością spostrzegł płat czystej wody i nowe stado,
znowu naciągał łuk i mówił:</akap>


<akap_dialog>--- Jeżeli trafię, będę faraonem. --- Jeżeli nie trafię...</akap_dialog>


<akap>Strzała tym razem uderzyła w wodę i odbiwszy się kilka
razy od jej powierzchni znikła między lotosami. A roznamiętniony książę wypuszczał coraz nowe pociski, zabijając ptaki
lub tylko płosząc stada. Z folwarku poznawano, gdzie jest, po
wrzeszczących chmurach ptactwa, które co chwila zrywało się
i krążyło nad jego łodzią.</akap>


<akap>Gdy nad wieczorem zmęczony wracał do willi, Sara już
czekała w progu z miednicą wody, dzbanem lekkiego wina
i wieńcami róż. Książę uśmiechał się do niej, głaskał po
twarzy, lecz patrząc w jej pełne tkliwości oczy myślał:</akap>


<akap>,,Ciekawym, czy ona potrafiłaby bić egipskich chłopów jak
jej zawsze wylęknieni krewni?... O, moja matka ma słuszność,
nie ufając Żydom, choć --- Sara może być inna..."</akap>


<akap>Raz, wróciwszy niespodzianie, zobaczył na dziedzińcu przed
domem bardzo liczną gromadę nagich dzieci, wesoło bawiących się. Wszystkie były żółte i na jego widok rozbiegły się
z krzykiem jak dzikie gęsi na moczarze. Nim wszedł na taras
domu, znikły, że nawet śladu nie zostało.</akap>


<akap_dialog>--- Cóż to za drobiazg --- spytał Sary --- który tak przede
mną ucieka?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To dzieci twoich sług --- odparła.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Żydów?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Moich braci...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bogowie! jakże mnożnym jest ten naród --- roześmiał się
książę. --- A któż jest ten znowu?... --- dodał wskazując na człowieka, który lękliwie wyglądał zza muru.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To Aod, syn Baraka, mój krewny... On chce służyć tobie,
panie. Czy mogę go przyjąć?...</akap_dialog>


<akap>Książę wzruszył ramionami.</akap>


<akap_dialog>--- Twój jest folwark --- odparł --- możesz przyjmować
wszystkich, kogo zechcesz. Tylko, jeżeli ci ludzie będą się tak
mnożyli, niedługo opanują Memfis...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie cierpisz braci moich?... --- szepnęła Sara, z trwogą
patrząc na Ramzesa i obsuwając mu się do nóg.</akap_dialog>


<akap>Książę zdziwiony spojrzał na nią.</akap>


<akap_dialog>--- Ja o nich nawet nie myślę --- odparł dumnie.</akap_dialog>




<akap>Drobne te zajścia, które ognistymi kroplami padały na duszę Sary, nie zmieniły dla niej Ramzesa. Zawsze był jednakowo życzliwy i pieścił ją jak zwykle, choć coraz częściej
jego oczy biegły na drugą stronę Nilu i opierały się na potężnych pylonach zamku.</akap>


<akap>Wnet spostrzegł, że nie tylko on tęskni na swoim dobrowolnym wygnaniu. Pewnego dnia bowiem od tamtego brzegu odbiła strojna barka królewska, przepłynęła Nil w stronę Memfisu, a potem zaczęła krążyć tak blisko folwarku, że Ramzes
mógł poznać osoby siedzące w niej.</akap>


<akap>Jakoż poznał pod purpurowym baldachimem swoją matkę
między dworskimi damami, a naprzeciw niej, na niskiej ławce,
namiestnika Herhora. Wprawdzie nie patrzyli na folwark, ale
książę zgadł, że go widzą.</akap>


<akap>,,Aha! --- pomyślał, śmiejąc się. --- Moja czcigodna matka
i jego dostojność minister radzi by wywabić mnie stąd przed
powrotem jego świątobliwości..."</akap>


<akap>Nadszedł miesiąc Tobi, koniec października i początek listopada. Nil opadł na wysokość półtora człowieka, co dzień odsłaniając nowe płaty czarnej, grząskiej ziemi. Gdziekolwiek
ustąpiły wody, zaraz w tym miejscu ukazywała się wąska
socha ciągniona przez dwa woły. Za sochą szedł nagi oracz,
obok wołów poganiacz z krótkim batem, a za nim siewca,
który brnąc po kostki w mule niósł w fartuchu pszenicę i rzucał ją pełnymi garściami.</akap>


<akap>Zaczynała się dla Egiptu najpiękniejsza pora roku --- zima.
Ciepło nie przechodziło piętnastu stopni, ziemia szybko pokrywała się szmaragdową zielonością, spomiędzy której wytryskały narcyzy i fiołki. Woń ich coraz częściej odzywała się
wśród surowego zapachu ziemi i wody.</akap>


<akap>Już kilka razy statek, niosący czcigodną panią Nikotris
i namiestnika Herhora, ukazywał się w pobliżu mieszkania
Sary. Za każdym razem książę widział matkę swoją wesoło
rozmawiającą z ministrem i przekonywał się, że w ostentacyjny sposób nie patrzą w jego stronę, jakby mu chcieli okazać lekceważenie.</akap>


<akap_dialog>--- Poczekajcie! --- szepnął rozgniewany następca --- przekonam was, że i ja się nie nudzę...</akap_dialog>


<akap>Gdy więc jednego dnia, niedługo przed zachodem słońca,
ukazała się na tamtym brzegu złocona łódź królewska, której
purpurowy namiot zdobiły w rogach strusie pióra, Ramzes
kazał przygotować czółno na dwie osoby i powiedział Sarze,
że z nią popłynie.</akap>


<akap_dialog>--- Jehowo! --- zawołała, składając ręce. --- Ależ tam jest
wasza matka i namiestnik.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A tu będzie następca tronu. Weź twoją arfę, Saro.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jeszcze i arfę?... --- zapytała drżąc. --- A jeżeli wasza czcigodna matka zechce mówić z tobą?... Chyba rzucę się
w wodę!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie bądź dzieckiem, Saro --- odparł śmiejąc się książę. ---
Jego dostojność namiestnik i moja matka bardzo lubią śpiew.
Możesz więc nawet zjednać ich, jeżeli zaśpiewasz jaką ładną
pieśń żydowską. Niech tam będzie co o miłości...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie umiem takiej --- odpowiedziała Sara, w której słowa
księcia zbudziły otuchę. Może naprawdę jej śpiew podoba się
potężnym władcom, a wówczas?...</akap_dialog>


<akap>Na dworskim statku spostrzeżono, że następca tronu siada
z Sarą do prostej łodzi i nawet sam wiosłuje.</akap>


<akap_dialog>--- Czy widzisz, wasza dostojność --- szepnęła królowa do
ministra --- że on wypływa naprzeciw nam ze swoją Żydówką?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Następca znalazł się tak poprawnie w stosunku do
swoich żołnierzy i chłopów i okazał tyle skruchy, usuwając
się z granic pałacu, że wasza cześć możesz mu przebaczyć to
drobne uchybienie --- odparł minister.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O, gdyby nie on siedział w tej łupince, kazałabym ją
rozbić!... --- rzekła z gniewem dostojna pani.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Po co? --- spytał minister. --- Książę nie byłby potomkiem
arcykapłanów i faraonów, gdyby nie szarpał tych wędzideł,
jakie, niestety! narzuca mu prawo lub nasze, być może błędne,
zwyczaje. W każdym razie dał dowód, że w ważnych wypadkach umie panować nad sobą. Nawet potrafi uznać własne
uchybienia, co jest przymiotem rzadkim, a nieocenionym
u następcy tronu.</akap_dialog>


<akap>To samo zaś, że książę chce nas drażnić swoją ulubienicą,
dowodzi, że boli go niełaska, w jakiej znalazł się, zresztą
z najszlachetniejszych pobudek.</akap>


<akap_dialog>--- Ale ta Żydówka!... --- szeptała pani, mnąc wachlarz z piór.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Już dziś jestem o nią spokojny --- mówił minister. --- Jest
to ładne, ale głupiutkie stworzenie, które ani myśli, ani potrafiłoby wyzyskać wpływu nad księciem. Nie przyjmuje prezentów i nawet nie widuje nikogo, zamknięta w swojej niezbyt
kosztownej klatce. Z czasem może nauczyłaby się korzystać
ze stanowiska książęcej kochanki i choćby tylko zubożyć skarb
następcy o kilkanaście talentów. Nim to jednak nastąpi, Ramzes znudzi się nią...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bodajby przez twoje usta przemawiał Amon wszystkowiedzący.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jestem tego pewny. Książę ani przez chwilę nie szalał
za nią, jak się to trafia naszym paniczom, którym jedna zręczna intrygantka może odebrać majątek, zdrowie, a nawet zaprowadzić ich do sali sądowej. Książę bawi się nią jak dojrzały człowiek niewolnicą. Że zaś Sara jest brzemienna...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy tak?... --- zawołała pani. --- Skąd wiesz?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O czym nie wie ani jego dostojność następca, ani nawet
Sara?... --- uśmiechnął się Herhor. --- My wszystko musimy
wiedzieć. Ten zresztą sekret nie był trudny do zdobycia. Przy
Sarze bowiem znajduje się jej krewna, Tafet, kobieta niezrównanej gadatliwości.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy już wzywali lekarza?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Powtarzam, że Sara nic nie wie o tym, zaś poczciwa
Tafet z obawy, aby książę nie zniechęcił się do jej wychowanicy, chętnie ukręciłaby głowę temu sekretowi. Ale my nie
pozwolimy. Będzie to przecież dziecko książęce.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A jeżeli syn?... Wiesz, wasza cześć, że mógłby narobić
kłopotu --- wtrąciła pani.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wszystko przewidziane --- mówił kapłan. --- Jeżeli będzie
córka, damy jej posag i wychowanie, jakie przystoi panience
wysokiego rodu. A jeżeli syn, wówczas zostanie Żydem...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ach, mój wnuk Żydem!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie trać pani do niego zbyt wcześnie serca. Posłowie
nasi donoszą, że lud izraelski zaczyna pragnąć króla. Zanim
więc dziecko urośnie, żądania ich dojrzeją, a wtedy... my im
damy władcę i zaprawdę pięknej krwi!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jesteś jak orzeł, który jednym spojrzeniem obejmuje
wschód i zachód!... --- odparła królowa, z podziwem patrząc
na ministra. --- Czuję, że mój wstręt do tej dziewczyny zaczyna słabnąć.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Najmniejsza kropla krwi faraonów powinna wznosić
się nad narodami jak gwiazda nad ziemią --- rzekł Herhor.</akap_dialog>


<akap>W tej chwili czółenko następcy tronu płynęło zaledwie
o kilkadziesiąt kroków od dworskiego statku, a małżonka faraona, zasłoniwszy się wachlarzem, przez jego pióra spojrzała
na Sarę.</akap>


<akap_dialog>--- Zaprawdę, ona jest ładna!... --- szepnęła.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Już drugi raz mówisz to, czcigodna pani.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc i o tym wiesz?... --- uśmiechnęła się jej dostojność.</akap_dialog>


<akap>Herhor spuścił oczy.</akap>


<akap>Na czółenku odezwała się arfa i Sara drżącym głosem zaczęła pieśń:</akap>


<akap_dialog>--- Jak wielkim jest Pan, jakże wielkim jest Pan, twój Bóg,
Izraelu!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Prześliczny głos!... --- szepnęła królowa.</akap_dialog>


<akap>Arcykapłan słuchał z uwagą.</akap>


<akap_dialog>--- Dni Jego nie mają początku --- śpiewała Sara --- a dom
Jego nie ma granic. Odwieczne niebiosa pod Jego okiem zmieniają się jak szaty, które człowiek wdziewa na siebie i odrzuca. Gwiazdy zapalają się i gasną, jak iskry z twardego
drzewa, a ziemia jest jak cegła, której przechodzień raz
dotknął nogą, idąc wciąż dalej.</akap_dialog>


<akap>Jakże wielkim jest twój Pan, Izraelu. Nie masz takiego,
który by Mu powiedział: ,,Zrób to!", ani łona, które by Go
wydało. On uczynił niezmierzone otchłanie, ponad którymi
unasza się, kędy chce. On z ciemności wydobywa światło,
a z prochu ziemi --- twory głos wydające.</akap>


<akap>On srogie lwy ma za szarańczę, ogromnego słonia waży za
nic, a wieloryb jest przy Nim jak niemowlę.</akap>


<akap>Jego trójbarwny łuk dzieli niebiosa na dwie części i opiera
się na krańcach ziemi. Gdzież jest brama, która by Mu dorównała wielkością? Na grzmot Jego wozu narody truchleją
i nie masz pod słońcem, co ostałoby się przed Jego migotliwymi strzałami.</akap>


<akap>Jego oddechem jest wiatr północny, który otrzeźwia zemdlałe drzewa, a Jego dmuchnięciem jest chamzim, który pali
ziemię.</akap>


<akap>Kiedy wyciągnie rękę swoją nad wody, woda staje się kamieniem. On przelewa morza na nowe miejsce jak niewiasta
kwas do dzieży. On rozdziera ziemię niby zbutwiałe płótno,
a łyse szczyty gór nakrywa srebrnym śniegiem.</akap>


<akap>On w pszenicznym ziarnie chowa sto innych ziarn i sprawia,
że lęgną się ptaki. On z sennej poczwarki wydobywa złotego
motyla, a ludzkim ciałom w grobach każe oczekiwać na
zmartwychwstanie...</akap>


<akap>Zasłuchani w śpiew wioślarze podnieśli wiosła i purpurowy
statek królewski z wolna płynął sam z biegiem rzeki. Nagle
Herhor podniósł się i zawołał:</akap>


<akap_dialog>--- Skręcić do Memfis!...</akap_dialog>


<akap>Wiosła uderzyły, statek zawrócił w jednym miejscu i z szumem zaczął wdzierać się w górę wody. Za nim goniła stopniowo milknąca pieśń Sary:</akap>


<akap_dialog>--- On widzi ruch serca mszycy i ukryte ścieżki, po których
chadza najsamotniejsza myśl ludzka. Lecz nie masz takiego,
który by Jemu spojrzał w serce i odgadł Jego zamiary.</akap_dialog>


<akap>Przed blaskiem Jego szat wielkie duchy zasłaniają swoje
oblicza. Przed Jego spojrzeniem bogowie potężnych miast
i narodów skręcają się i schną jako liść zwiędły.</akap>


<akap>On jest mocą, On jest życiem, On jest mądrością, On twój
Pan, twój Bóg, Izraelu!...</akap>


<akap_dialog>--- Dlaczego wasza dostojność kazałeś odsunąć nasz
statek? --- zapytała czcigodna Nikotris.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy wiesz, pani, co to jest za pieśń?... --- odparł Herhor
w języku zrozumiałym tylko dla kapłanów. --- Przecież ta
głupia dziewczyna na środku Nilu śpiewa modlitwę, którą
wolno odmawiać tylko w najtajemniejszym przybytku naszych
świątyń...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc to jest bluźnierstwo?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Szczęście, że na tym statku znajduje się tylko jeden
kapłan --- mówił minister. --- Ja tego nie słyszałem, a choćbym
słyszał, zapomnę. Lękam się jednak, czy bogowie nie położą
ręki na tej dziewczynie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale skądże ona zna tą straszną modlitwę?... Przecież
Ramzes jej nie mógł nauczyć?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Książę nic nie winien. Ale nie zapominaj, pani, że Żydzi
niejeden taki skarb wynieśli z naszego Egiptu. Dlatego między
wszystkimi narodami ziemi traktujemy ich jak świętokradców.</akap_dialog>


<akap>Królowa wzięła za rękę arcykapłana.</akap>


<akap_dialog>--- Ale memu synowi --- szeptała, patrząc mu w oczy --- nie
stanie się nic złego?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ręczę pani, że nikomu nie stanie się nic złego, skoro ja
nie słyszałem i nie wiem... Ale księcia trzeba rozdzielić z tą
dziewczyną...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Łagodnie rozdzielić!... prawda, namiestniku? --- pytała
matka.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jak najłagodniej, jak najnieznaczniej, ale trzeba... Zdawało mi się --- mówił arcykapłan jakby do siebie --- że wszystko przewidziałem... Wszystko, z wyjątkiem procesu o bluźnierstwo, który przy tej dziwnej kobiecie wisi nad następcą
tronu!...</akap_dialog>


<akap>Herhor zamyślił się i dodał:</akap>


<akap_dialog>--- Tak, czcigodna pani! Można śmiać się z wielu naszych
przesądów; niemniej prawdą jest, że syn faraona nie powinien łączyć się z Żydówką.</akap_dialog>






<naglowek_rozdzial>Rozdział XVII</naglowek_rozdzial>




<akap>Od owego wieczoru, kiedy Sara śpiewała w łódce; statek
dworski już nie ukazywał się na Nilu, a książę Ramzes począł
nudzić się na dobre.</akap>


<akap>Nadchodził miesiąc Mechir, grudzień. Wody opadały niżej,
ziemia rozlegała się coraz szerzej, trawa była co dzień wyższa
i gęstsza, a wśród niej, jak barwne iskry, zapalały się kwiaty
przerozmaitych kolorów, niezrównanego zapachu. Niby wyspy
na zielonym morzu ukazywały się w ciągu jednego dnia kwieciste kępy: białe, niebieskie, żółte, różowe albo pstre kobierce,
z których dyszała woń upajająca.</akap>


<akap>Mimo to książę nudził się, a nawet --- czegoś lękał. Od wyjazdu ojca sam nie był w pałacu i nikt stamtąd u niego, nie
wyłączając Tutmozisa, który po ostatniej rozmowie przepadł
jak wąż w trawie. Czy szanowano jego samotność, czy chciano mu dokuczyć, czy wprost lękano się odwiedzać księcia dotkniętego niełaską?... Ramzes nie wiedział.</akap>


<akap>,,A może ojciec i mnie odsunie od tronu, jak starszych
braci?..." --- myślał niekiedy następca i pot występował mu na
czoło, a nogi ziębły.</akap>


<akap>Co on począłby w takim razie?</akap>


<akap>W dodatku --- Sara była niezdrowa: chudła, bladła, wielkie
oczy zapadały się, czasem z rana narzekała na mdłości.</akap>


<akap_dialog>--- Pewnie kto czary rzucił na niebogę!... --- jęczała chytra
Tafet, której książę nie mógł znosić za jej gadulstwo i bardzo
mizerne praktyki.</akap_dialog>


<akap>Parę razy na przykład widział następca, że Tafet wieczorami wyprawiała do Memfis ogromne kosze z jadłem, bielizną,
nawet z naczyniami. Na drugi zaś dzień wniebogłosy narzekała, że w domu brak mąki, wina lub garnków. Od czasu
bowiem, jak następca sprowadził się na folwark, wychodziło
dziesięć razy więcej różnych produktów niż dawniej.</akap>


<akap>,,Jestem pewny --- myślał Ramzes --- że ta gadatliwa jędza
okrada mnie dla swoich Żydów, którzy w dzień znikają
z Memfisu, ale w nocy roją się po najbrudniejszych zaułkach
jak szczury!..."</akap>


<akap>W tych czasach jedyną rozrywką księcia było przypatrywać
się zbieraniu daktyli.</akap>


<akap>Nagi chłop stawał pod wysoką, bezgałęzistą palmą, otaczał
pień i siebie sznurem, jak luźną obręczą, i wchodził na drzewo piętami, całym ciałem odsadzony w tył. Sznur zaś utrzymywał go, przyciskając do drzewa. Potem sznurową obręcz
posuwał na pniu o kilka cali wyżej, wspinał się, znowu posuwał sznur i w ten sposób, ciągle narażając się na złamanie
karku, właził niekiedy o parę piętr<pe><slowo_obce>piętr</slowo_obce> --- dziś popr.: pięter.</pe> wysoko, na szczyt, gdzie
rosła kępa dużych liści i daktyle.</akap>


<akap><begin id="b1354267194791-3397271128"/><motyw id="m1354267194791-3397271128">Żyd</motyw>Świadkiem tych ćwiczeń gimnastycznych był nie tylko
książę, ale i dzieci żydowskie. Z początku nie było ich. Potem
między krzakami i spoza muru zaczęły wychylać się kędzierzawe główki i czarne, błyszczące oczy. Potem spostrzegłszy,
że książę nie płoszy ich, dzieci wyszły ze swych ukryć i bardzo
powoli zbliżyły się do obrywanego drzewa. Najśmielsza dziewczynka podniosła z ziemi piękny daktyl i podała go Ramzesowi. Jeden z chłopców zjadł sam najmniejszy daktyl, a następnie dzieci poczęły już to same jeść, już częstować księcia
owocami. Z początku przynosiły mu najlepsze, później gorsze,
w końcu całkiem zepsute.</akap>


<akap>Przyszły władca świata zamyślił się i rzekł w duchu:</akap>


<akap>,,Oni wszędzie wlezą i zawsze tak mnie będą częstować:
dobrym na przynętę, zepsutym na podziękowanie!..."</akap>


<akap>Wstał i odszedł pochmurny, a dziatwa Izraela, jak rój ptaków, rzuciła się na pracę egipskiego chłopa, który wysoko,
nad ich głowami, nucił piosenkę nie myśląc ani o swoich
kościach, ani o tym, że zbiera nie dla siebie.<end id="e1354267194791-3397271128"/></akap>


<akap>Niezrozumiała choroba Sary, częste jej łzy, zanikanie wdzięków, a nade wszystko Żydzi, którzy przestawszy się kryć,
coraz głośniej gospodarowali na folwarku, do reszty obmierziły księciu ten piękny zakątek ziemi. Nie pływał już czółnem,
nie polował, nie patrzył na zbieranie daktylów, lecz pochmurny błąkał się po ogrodzie lub z tarasu śledził zamek królewski.</akap>


<akap>Nie wezwany, nigdy nie wróciłby do dworu, ale już zaczął
myśleć o wyjeździe do dóbr położonych w Dolnym Egipcie,
obok morza.</akap>


<akap>W takim nastroju ducha znalazł go Tutmozis, który pewnego
dnia na paradnym dworskim statku przyjechał do następcy
z wezwaniem od faraona.</akap>


<akap>Jego świątobliwość wracał z Tebów i pragnął, ażeby następca tronu wyjechał naprzeciw powitać go.</akap>


<akap>Książę drżał, bladł i rumienił się, gdy czytał łaskawy list
pana i władcy. Był tak wzruszony, że nawet nie zauważył
nowej kolosalnej peruki Tutmozisa, wydającej ze siebie piętnaście różnych zapachów, nie spostrzegł jego tuniki i płaszcza,
delikatniejszego od mgły, ani sandałów zdobnych złotem i paciorkami.</akap>


<akap>Po niejakim czasie Ramzes ochłonął i nie patrząc na Tutmozisa rzekł:</akap>


<akap_dialog>--- Cóżeś tak dawno nie był u mnie? Czy przestraszyła cię
niełaska, w jaką wpadłem?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bogowie! --- zawołał elegant. --- A kiedyżeś ty był w niełasce i u kogo? Każdy goniec jego świątobliwości zapytywał,
jak się miewasz; zaś czcigodna pani Nikotris i jego dostojność
Herhor kilka razy podpływali do twego domu licząc, że zrobisz
ku nim choć sto kroków, gdy oni zrobili parę tysięcy... O wojsku już nie wspominam. Żołnierze twoich pułków jak palmy
milczą podczas musztry i nie wychodzą z koszar, a dostojny
Patrokles ze zmartwienia całe dnie pije i klnie...</akap_dialog>


<akap>A więc książę nie był w niełasce, a jeżeli i był, to już się
skończyła!... Ta myśl podziałała na Ramzesa jak puchar dobrego wina. Szybko wykąpał się i namaścił, włożył nową bieliznę, wojskowy kaftan i hełm z piórami i poszedł do Sary,
która, blada, leżała pod opieką Tafet.</akap>


<akap>Sara aż krzyknęła, zobaczywszy księcia tak ubranego.
Usiadła i schwyciwszy go rękoma za szyję, poczęła szeptać:</akap>


<akap_dialog>--- Ty odjeżdżasz, panie mój?... Ty już nie wrócisz!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A to dlaczego? --- zdziwił się następca. --- Czyliż raz odjeżdżałem i wracałem?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pamiętam cię tak samo odzianym tam... w naszej dolince... --- mówiła Sara. --- O, gdzież te czasy!... Tak prędko
przeszły, a tak dawno minęły.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ależ wrócę i przywiozę ci najznakomitszego lekarza.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Po co?... --- wtrąciła Tafet. --- Ona jest zdrowa, pawica
moja... jej trzeba tylko odpocząć... A lekarze egipscy wpędzą
ją w prawdziwą chorobę...</akap_dialog>


<akap>Książę nawet nie spojrzał na gadatliwą kobietę.</akap>


<akap_dialog>--- To był mój najszczęśliwszy miesiąc z tobą --- mówiła
Sara, tuląc się do Ramzesa --- ale nie przyniósł mi szczęścia.</akap_dialog>


<akap>Na statku królewskim zatrąbiono, powtarzając sygnał dany
w górze rzeki.</akap>


<akap>Sara wstrząsnęła się.</akap>


<akap_dialog>--- O, czy słyszysz, panie, te straszne głosy?... Słyszysz
i uśmiechasz się... i biada mi, wyrywasz się z moich objęć...
Kiedy trąbki wołają, nic cię nie zatrzyma, a już najmniej
twoja niewolnica....</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Chciałażbyś, ażebym zawsze słuchał gdakania kur folwarcznych?... --- przerwał zniecierpliwiony książę. --- Bądź
zdrowa i wesoło czekaj na mnie...</akap_dialog>


<akap>Sara wypuściła go z objęć i spojrzała tak żałośnie, że następca złagodniał i pogłaskał ją.</akap>


<akap_dialog>--- No, bądźże spokojna... --- mówił. --- Boisz się głosu naszych trąb... Alboż one wtedy złą były wróżbą?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Panie --- odezwała się Sara --- ja wiem, że oni cię tam zatrzymają... Więc zrób mi ostatnią łaskę... Dam ci --- mówiła
szlochając --- dam ci klatkę gołąbków... One tu urodziły się
i porosły... Więc... ile razy wspomnisz o słudze twej, otwórz
klatkę i wypuść jednego ptaka... On mi wiadomość przyniesie
od ciebie, a ja... ucałuję go... upieszczę, jak... jak... No, już idź!</akap_dialog>

<akap>Książę uścisnął ją i wyszedł do statku, polecając swemu
Murzynowi, aby zaczekał na gołębie Sary i dopędził go w lekkim czółnie.</akap>


<akap>Na widok następcy odezwały się bębny i piszczałki, a osada
podniosła wielki krzyk. Znalazłszy się między żołnierzami,
książę głęboko odetchnął i przeciągnął ręce, jakby uwolnione
z powrozów.</akap>


<akap_dialog>--- No --- rzekł do Tutmozisa --- dokuczyły mi już i baby,
i Żydzi... Ozyrysie!... lepiej każ mnie natychmiast upiec przy
wolnym ogniu, ale nie osadzaj drugi raz na folwarku.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak --- potwierdził Tutmozis --- miłość jest jak miód: ze
smakiem można jej kosztować, ale niepodobna --- kąpać się
w niej. Brr!... aż mnie ciarki przechodzą, kiedy pomyślę, żeś
blisko dwa miesiące spędził karmiony pocałunkami wieczór,
daktylami z rana, a oślim mlekiem w południe...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Sara jest bardzo dobra dziewczyna --- wtrącił książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ja też nie mówię o niej, tylko o tych Żydach, którzy
obsiedli folwark jak papirus moczary. Czy widzisz, że jeszcze
wyglądają za tobą, a może nawet zasyłają ci pozdrowienia ---
prawił pochlebca.</akap_dialog>


<akap>Książę z niechęcią odwrócił się w inną stronę, a Tutmozis
wesoło mrugnął na oficerów, jakby chciał im dać do zrozumienia, że Ramzes nieprędko rzuci ich towarzystwo.</akap>


<akap>Im bardziej posuwali się w górę rzeki, tym gęściej było ludu
na obu brzegach i czółen na Nilu, tym więcej płynęło kwiatów,
wieńców i bukietów rzucanych pod statek faraona.</akap>


<akap>O milę za Memfisem stały ciżby z chorągwiami, bogami
i muzyką i rozlegał się wielki gwar, podobny do zgiełku burzy.</akap>


<akap_dialog>--- Otóż i jego świątobliwość! --- zawołał radośnie Tutmozis.</akap_dialog>


<akap>Oczom patrzących ukazał się jedyny widok. Środkiem szerokiego zakrętu płynęła ogromna łódź faraona, z przodem podniesionym jak łabędź. Z prawej i lewej strony, niby dwa olbrzymie skrzydła, sunęły niezliczone łódki poddanych, a z tyłu,
niby bogaty wachlarz, roztaczał się orszak władcy Egiptu.</akap>


<akap><begin id="b1354267596707-2012230311"/><motyw id="m1354267596707-2012230311">Tłum</motyw>Kto żył --- krzyczał, śpiewał, klaskał lub rzucał kwiaty do
stóp panu, którego nawet nikt nie widział. Dość było, że nad
złocistym namiotem i pękami strusich piór powiewała czerwono-niebieska chorągiew, znak obecności faraona.</akap>


<akap>Ludzie w łódkach byli jak pijani, ludzie na brzegu jak oszaleli. Co chwilę jakieś czółno potrącało lub wywracało inne
i ktoś wpadał w wodę, z której na szczęście uciekły krokodyle
spłoszone niebywałym hałasem. Na brzegach popychano się,
nikt bowiem nie patrzył na sąsiada, na ojca, na dziecko, ale
obłąkane oczy wlepiał w złocisty dziób łodzi i namiot królewski. Nawet ludzie tratowani, kórym rozhukany tłum bezmyślnie gniótł żebra i skręcał stawy, nie mieli innego okrzyku nad
ten:</akap>


<akap_dialog>--- Żyj wiecznie, władco nasz!... Świeć, słońce Egiptu!...<end id="e1354267596707-2012230311"/></akap_dialog>


<akap>Szał powitalny niebawem udzielił się i łodzi następcy tronu:
oficerowie, żołnierze i wioślarze, zbici w jeden tłum, krzyczeli
na wyścigi, a Tutmozis, zapominając o następcy tronu, wdarł
się na wysoki przód statku i o mało nie wleciał w wodę.</akap>


<akap><begin id="b1354267699243-2729701848"/><motyw id="m1354267699243-2729701848">Spotkanie</motyw>Wtem z królewskiej łodzi zatrąbiono i po chwili odpowiedziała trąbka ze statku Ramzesa. Drugi sygnał i --- czółno następcy przybiło do wielkiej łodzi faraona.</akap>


<akap>Jakiś urzędnik wezwał Ramzesa. Między statki rzucono
cedrowy mostek z rzeźbionymi poręczami i --- książę znalazł
się wobec ojca.</akap>


<akap>Widok faraona czy burza okrzyków huczących dokoła tak
oszołomiły księcia, że nie mógł wypowiedzieć ani słowa. Upadł
ojcu do nóg, a pan świata przycisnął go do swej boskiej piersi.</akap>


<akap>W chwilę później podniesiono boczne ściany namiotu i cały
lud z obu brzegów Nilu ujrzał swego władcę na tronie, a na
najwyższym stopniu klęczącego, z głową na ojcowskich piersiach, księcia Ramzesa.</akap>


<akap>Stała się taka cisza, że było słychać szelest chorągiewek na
statkach. I nagle wybuchnął ogromny krzyk, większy aniżeli
wszystkie dotychczasowe. Uczcił nim lud egipski pojednanie
ojca z synem, pozdrawiał obecnego, witał przyszłego pana.<end id="e1354267699243-2729701848"/></akap>


<akap>Jeżeli ktokolwiek rachował na niesnaski w świętej rodzinie
faraona, mógł dziś przekonać się, że nowa gałąź królewska
mocno trzyma się pnia.</akap>


<akap>Jego świątobliwość wyglądał bardzo mizernie. Po czułym
przywitaniu syna kazał mu usiąść obok tronu i rzekł:</akap>


<akap_dialog>--- Dusza moja rwała się do ciebie, Ramzesie, tym goręcej,
im lepsze miałem wieści o tobie. Dziś widzę, że jesteś nie tylko
młodzianem o lwim sercu, ale i mężem pełnym roztropności,
który umie oceniać własne postępki, potrafi hamować się i ma
poczucie interesów państwowych.</akap_dialog>


<akap>A gdy wzruszony książę milczał i całował ojcowskie nogi,
pan mówił dalej:</akap>


<akap_dialog>--- Dobrze postąpiłeś, zrzekając się dwu pułków greckich,
należy ci się bowiem korpus Menfi, którego od dzisiaj jesteś
wodzem...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ojcze mój!... --- szepnął drżący następca.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nadto, w Dolnym Egipcie, z trzech stron otwartym na
ataki nieprzyjaciół, potrzebny mi jest mąż dzielny i rozumny,
który by wszystko dokoła widział, rozważył w sercu swoim
i szybko działał w nagłych wypadkach. Z tego powodu,
w tamtej połowie królestwa, ciebie mianuję moim namiestnikiem.</akap_dialog>


<akap>Ramzesowi obfite łzy popłynęły z oczu. Żegnał nimi swoją
młodość, witał władzę, do której od wielu lat z tęsknością
i niepokojem zwracała się jego dusza.</akap>


<akap_dialog>--- Jestem już człowiek zmęczony i schorzały --- mówił
władca --- i gdyby nie troska o twój młodociany wiek i przyszłość państwa, dziś jeszcze prosiłbym wiecznie żyjących
przodków, aby mnie odwołali do swej chwały. Lecz z każdym
dniem jest mi ciężej, i dlatego, Ramzesie, zaczniesz już podzielać ze mną brzemię władzy. Jak kokosz uczy swoje pisklęta
wyszukiwać ziarn i chronić się przed jastrzębiem, tak ja nauczę ciebie pełnej trudów sztuki rządzenia państwem i śledzenia obrotów nieprzyjaciół. Obyś z czasem padł na nich jak
orzeł na płoche kuropatwy!</akap_dialog>


<akap>Łódź królewska i jej strojny orszak przybiły pod pałac.
Strudzony pan wsiadł do lektyki, a w tej chwili do następcy
zbliżył się Herhor.</akap>


<akap_dialog>--- Pozwól, dostojny książę --- odezwał się --- abym był
pierwszym z tych, którzy radują się twoim wyniesieniem.
Obyś z równym szczęściem przewodził wojskom, jak rządził
najważniejszą prowincją państwa na chwałę Egiptu.</akap_dialog>


<akap>Ramzes mocno uścisnął mu rękę.</akap>


<akap_dialog>--- Tyś to zrobił, Herhorze? --- spytał.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To ci się należało --- odparł minister.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Masz moją wdzięczność i przekonasz się, że jest coś
warta.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jużeś mnie wynagrodził, mówiąc tak --- odpowiedział
Herhor.</akap_dialog>


<akap>Książę chciał odejść, Herhor jeszcze go zatrzymał.</akap>


<akap_dialog>--- Małe słówko --- rzekł. --- Ostrzeż, następco, jedną z twych
kobiet, Sarę, ażeby nie śpiewała pieśni religijnych.</akap_dialog>


<akap>A gdy Ramzes patrzył na niego zdziwiony, dodał:</akap>


<akap_dialog>--- Wtedy, podczas przejażdżki na Nilu, dziewczyna ta śpiewała nasz najświętszy hymn, którego ma prawo słuchać tylko
faraon i arcykapłani. Biedne dziecko mogło ciężko odpokutować za swoją umiejętność śpiewu i nieświadomość o tym, co
śpiewa.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc ona popełniłaby bluźnierstwo?... --- spytał zmieszany książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mimowolne --- odpowiedział arcykapłan. --- Na szczęście, tylko ja słyszałem i sądzę, że między tą pieśnią i naszym
hymnem jest podobieństwo bardzo odległe. W każdym razie
niech jej już nigdy nie powtarza.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No i powinna się oczyścić --- wtrącił książę. --- Czy dość
będzie dla cudzoziemki, jeżeli ofiaruje świątyni Izydy trzydzieści krów?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Owszem, niech ofiaruje --- odparł Herhor z lekkim grymasem. --- Bogowie nie obrażają się za dary...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ty zaś, szlachetny panie --- mówił Ramzes --- racz przyjąć
cudowną tarczę, którąm dostał od mego świętego dziada...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ja?... tarczę Amenhotepa?... --- zawołał wzruszony minister. --- Czyliżem jej godzien?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mądrością dorównywasz memu dziadowi, a stanowiskiem dorównasz.</akap_dialog>


<akap>Herhor milcząc złożył głęboki ukłon. Owa złota tarcza wysadzona drogimi kamieniami, oprócz wielkiej wartości pieniężnej, miała jeszcze znaczenie amuletu; była więc królewskim darem.</akap>


<akap>Ale bardziej doniosłe znaczenie miały słowa księcia, że ---
Herhor stanowiskiem dorówna Amenhotepowi. Amenhotep
był teściem faraona... Czyby następca już zdecydował się poślubić córkę jego, Herhora?...</akap>


<akap>Było to ulubione marzenie ministra i królowej Nikotris.
Trzeba jednak przyznać, że Ramzes mówiąc o przyszłych dostojeństwach Herhora bynajmniej nie myślał o żenieniu się
z jego córką, lecz --- o daniu mu nowych urzędów, których
było pełno w świątyniach i przy dworze.</akap>





<naglowek_rozdzial>Rozdział XVIII</naglowek_rozdzial>




<akap>Od dnia kiedy został namiestnikiem Dolnego Egiptu, zaczęło się dla Ramzesa życie niesłychanie uciążliwe, jakiego
nie domyślał się nawet, pomimo że urodził się i wyrósł wśród
królewskiego dworu.</akap>


<akap>Wprost tyranizowano go, a katami byli interesanci różnych
gatunków i rozmaitych klas społecznych.</akap>


<akap>Już w pierwszym dniu, na widok tłumu ludzi, którzy, cisnąc
się i popychając, mimowolnie wydeptywali mu trawniki, łamali drzewa, nawet psuli mur otaczający, następca do swej
willi zażądał warty. Ale trzeciego dnia musiał uciec ze swego
domu w obręb właściwego pałacu, gdzie z powodu gęstej
straży, a nade wszystko wysokich murów, dostęp dla zwykłych ludzi był utrudniony.</akap>


<akap>W ciągu dekady, poprzedzającej wyjazd, przed oczyma
Ramzesa przesunęli się przedstawiciele całego Egiptu, jeżeli
nie całego ówczesnego świata.</akap>


<akap>Najpierwej puszczano wielkich. Więc przychodzili pozdrawiać go: arcykapłani świątyń, ministrowie, posłowie feniccy,
greccy, żydowscy, asyryjscy, nubijscy, których nawet ubiorów nie mógł spamiętać. Dalej szli naczelnicy sąsiednich nomesów, sędziowie, pisarze, wyżsi oficerowie korpusu Menfi
i posiadacze ziemscy.</akap>


<akap>Ludzie ci nie żądali niczego, wypowiadali tylko swoją
radość. Ale książę, słuchając ich od rana do południa i od południa do wieczora, czuł zamęt w głowie i drżenie we wszystkich członkach.</akap>


<akap>Potem przyszli reprezentanci niższych klas z darami: kupcy
ze złotem, bursztynem, zagranicznymi tkaninami, pachnidłami i owocami. Potem bankierzy i wypożyczający na procenta<pe><slowo_obce>na procenta</slowo_obce> --- dziś popr.: na procent.</pe>.
Dalej --- architekci z planami nowych budowli, rzeźbiarze
z projektami posągów i płaskorzeźb, kamieniarze, fabrykanci naczyń glinianych, stolarze zwyczajni i ozdobni, kowale,
giserzy, garbarze, winiarze, tkacze, nawet paraszytowie, którzy otwierali ciała zmarłych.</akap>


<akap>Jeszcze nie skończyła się procesja hołdowników, a już nadciągnęła armia proszących. Inwalidzi, wdowy i sieroty po oficerach domagali się pensji; szlachetni panowie --- dworskich
urzędów dla synów. Inżynierowie przynosili projekta nowych
sposobów irygacji, lekarze środki przeciw wszelkim chorobom, wróżbici horoskopy. Krewni więźniów podawali prośby
o zmniejszenie kary, skazani na śmierć o darowanie życia,
chorzy błagali, aby następca dotknął ich lub udzielił im swej
śliny.</akap>


<akap>Zgłaszały się wreszcie piękne kobiety tudzież matki dorodnych córek, pokornie i natrętnie prosząc, aby namiestnik
przyjął je do swego domu. Niektóre oznaczały wysokość żądanej pensji, zachwalały swoje dziewictwo i talenta.</akap>


<akap>Po dziesięciu dniach przypatrywania się co chwilę nowym
osobom i twarzom i wysłuchiwania próśb, które zaspokoić
mógłby chyba majątek całego świata i boska potęga, książę
Ramzes wyczerpał się. Nie mógł sypiać, był tak rozdrażniony,
że irytował go brzęk muchy, i chwilami nie rozumiał: o czym
mówią do niego?</akap>


<akap>W tym położeniu znowu Herhor przyszedł mu z pomocą.
Możnym kazał zapowiedzieć, że książę już nie przyjmuje interesantów, a na lud, który, mimo kilkukrotnych wezwań do
rozejścia się, wciąż czekał, wysłał kompanię numidyjskich
żołnierzy z kijami. Tym udało się bez porównania łatwiej
aniżeli Ramzesowi zadowolnić ludzką pożądliwość. Zanim
bowiem minęła godzina, interesanci znikli z placu niby mgła,
a ten i ów przez parę dni następnych okładał wodą głowę lub
inną rozbitą część ciała.</akap>


<akap>Po tej próbie piastowania najwyższej władzy książę uczuł
głęboką wzgardę dla ludzi i wpadł w apatię.</akap>


<akap>Dwa dni leżał na kanapie, z rękoma pod głową, bezmyślnie
patrząc w sufit. Już nie dziwił się, że jego świątobliwy ojciec
przepędza czas pod ołtarzami bogów, lecz nie mógł pojąć,
jakim sposobem Herhor daje sobie radę z nawałem podobnych interesów, które, jak burza, nie tylko przewyższają siły
człowieka, lecz nawet mogą zmiażdżyć.</akap>


<akap>,,W jaki sposób przeprowadzić tu swoje plany, jeżeli tłum
interesantów pęta naszą wolę, pożera myśli, wypija krew?...
Po dziesięciu dniach jestem chory, po roku chyba bym ogłupiał!... Na tym urzędzie niepodobna robić żadnych projektów,
lecz po prostu bronić się od szaleństwa..."</akap>


<akap>Był tak zatrwożony bezsilnością na stanowisku władcy,
że --- wezwał Herhora i jękliwym głosem opowiedział mu
swoje strapienie.</akap>


<akap><begin id="b1354268529667-3704284983"/><motyw id="m1354268529667-3704284983">Władza</motyw>Mąż stanu z uśmiechem słuchał biadań młodego sternika
nawy państwowej, wreszcie rzekł:</akap>


<akap_dialog>--- Czy wiesz, panie, że ten ogromny pałac, w którym mieszkamy, wzniósł tylko jeden budowniczy, imieniem Senebi,
i w dodatku --- umarł przed ukończeniem go?... A z pewnością
zrozumiesz: dlaczego wiecznie żyjący ten architekt mógł wykonać swój plan, nigdy nie zmęczywszy się i zawsze mając
wesoły umysł.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ciekawym?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Oto on sam nie robił wszystkiego; nie ciosał belek i kamieni, nie wygniatał cegły, nie nosił jej na rusztowania, nie
układał i nie spajał. On tylko wymalował plan, a jeszcze i do
tego miał pomocników.</akap_dialog>


<akap>Ty zaś, książę, wszystko chciałeś wykonać sam; sam wysłuchać i załatwić wszelkie interesa. To przechodzi człowiecze
siły.</akap>


<akap_dialog>--- Jakże miałem robić inaczej, jeżeli między proszącymi
znajdowali się niewinnie pokrzywdzeni albo zasługa nie wynagrodzona? Przecież fundamentem państwa jest sprawiedliwość --- odparł następca.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ilu książę możesz wysłuchać dziennie bez zmęczenia? ---
spytał Herhor.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No... dwudziestu...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Toś szczęśliwy. Ja słucham najwyżej sześciu lub dziesięciu, lecz nie są nimi interesanci, tylko --- wielcy pisarze,
nadzorcy i ministrowie. Każdy z nich nie donosi mi drobiazgów, lecz rzeczy najważniejsze, jakie dzieją się: w armii,
w dobrach faraona, w sprawach religijnych, w sądach, w nomesach, w ruchach Nilu. Dlatego zaś nie donoszą mi błahostek,
że każdy z nich, zanim przyszedł do mnie, musiał wysłuchać
dziesięciu pisarzy mniejszych. Każdy mniejszy pisarz i dozorca zebrał wiadomości od dziesięciu podpisarzy i poddozorców,
a tamci znowu wysłuchali raporty od dziesięciu niższych
urzędników.</akap_dialog>


<akap>Tym sposobem ja i jego świątobliwość, rozmawiając tylko
z dziesięcioma ludźmi dziennie, wiemy, co ważnego stało się
w stu tysiącach punktów kraju i świata.<end id="e1354268529667-3704284983"/></akap>


<akap>Wartownik, który czuwa na kawałku ulicy w Memfis, widzi tylko parę domów. Dziesiętnik zna całą ulicę, setnik oddział miasta, naczelnik całe miasto. Faraon zaś stoi ponad
nimi wszystkimi, niby na najwyższym pylonie świątyni Ptah,
i widzi nie tylko Memfis, ale jeszcze miasta: Sochem<pe><slowo_obce>Sochem</slowo_obce> --- <slowo_obce>Chem</slowo_obce>, gr. <slowo_obce>Letopolis</slowo_obce>, stolica 2. nomu Dolnego Egiptu, ok. 30 km na północny zachód od Memfis.</pe>, On<pe><slowo_obce>On</slowo_obce> (hebr.) --- gr. <slowo_obce>Heliopolis</slowo_obce>, stolica 13. nomu Dolnego Egiptu, ok. 20 km na północ od Memfis.</pe>,
Cherau<pe><slowo_obce>Cherau</slowo_obce> --- na wschodnim brzegu Nilu, ok. 20 km na północ od Memfis.</pe>, Turra, Tetaui<pe><slowo_obce>Tetaui</slowo_obce> --- Iczitaui, miasto na zachodnim brzegu Nilu ok. 30 km na południe od Memfis, niedaleko dzisiejszego al-Liszt.</pe>, ich okolice i kawałek pustyni zachodniej.</akap>


<akap>Z tej wysokości jego świątobliwość nie spostrzega wprawdzie ludzi skrzywdzonych albo nie nagrodzonych, ale dojrzy
tłum gromadzących się bez zajęcia robotników. Nie zobaczy
żołnierza w szynkowni, ale pozna, czy pułk odbywa musztrę.
Nie widzi, co gotuje na obiad jakiś chłop albo mieszczanin,
ale dostrzeże pożar zaczynający się w dzielnicy.</akap>


<akap>Ten porządek państwowy --- mówił ożywiając się Herhor ---
jest naszą chwałą i potęgą. A kiedy Snofru<pe><slowo_obce>Snofru</slowo_obce> (ok. 2613--2589 p.n.e.) --- założyciel IV dynastii, przypisuje mu się budowę co najmniej trzech piramid: przebudowę zaczętej przez jego ojca schodkowej piramidy w Meidum, Piramidy Łamanej w Dahszur (5 km na południe od Memfis) oraz Czerwonej Piramidy w Dahszur, pierwszej typowej piramidy o kształcie ostrosłupa, w której został pochowany. Pierwszy grobowiec władców Egiptu o kształcie piramidy, kamienna piramida schodkowa, jaką opisuje autor, została wzniesiona kilkadziesiąt lat wcześniej w Sakkarze (5 km na północny zachód od Memfis) na polecenie władcy III dynastii Dżesera (Dżosera) (ok. 2667--2648 p.n.e.) przez architekta Imhotepa, mędrca-kapłana uznawanego także za twórcę egipskiej medycyny, czczonego później jako opiekun skrybów. Piramida Dżesera składa się z sześciu segmentów.</pe>, jeden z faraonów najpierwszej dynastii, spytał pewnego kapłana, jaki by
sobie pomnik wystawić? --- ten odpowiedział:</akap>


<akap>Wyrysuj, panie, na ziemi kwadrat i połóż na nim sześć
milionów głazów --- one przedstawią lud. Na tej warstwie połóż sześćdziesiąt tysięcy kamieni ociosanych --- to będą twoi
niżsi urzędnicy. Na tym ułóż sześć tysięcy kamieni wygładzonych --- to będą wyżsi urzędnicy. Na tym postaw sześćdziesiąt sztuk pokrytych rzeźbą --- to będą twoi najbliżsi doradcy
i wodzowie, a na szczycie połóż jedną bryłę ze złotym wizerunkiem słońca --- a będziesz ty sam.</akap>


<akap>Tak też zrobił faraon Snofru. W ten sposób powstała najstarsza piramida schodowa --- rzetelny obraz naszego państwa
--- z której urodziły się wszystkie inne. Są to budowle niewzruszone, z których szczytu widać krańce świata, a które
będą podziwem najodleglejszych pokoleń.</akap>


<akap>W takim urządzeniu --- ciągnął minister --- spoczywa i nasza przewaga nad sąsiadami. Etiopowie byli równie liczni
jak my. Lecz ich król sam troszczył się o swoje bydło, sam
bił kijem poddanych i ani wiedział, ilu ich ma, ani potrafił
zgromadzić ich, gdy wkroczyły nasze wojska. Tam nie było
jednej Etiopii, ale wielka gromada ludzi nieuporządkowanych. Więc dzisiaj są naszymi wasalami.</akap>


<akap>Książę libijski sam sądzi każdą sprawę, szczególniej między
ludźmi bogatymi, i tyle oddaje im czasu, że prawie nie może
obejrzeć się za siebie. Toteż, pod jego bokiem, rodzą się całe
bandy rozbójników, których my wytępiamy.</akap>


<akap>Wiedz jeszcze i o tym, panie, że gdyby w Fenicji był jeden
wspólny władca, który by wiedział, co się dzieje, i rozkazywał we wszystkich miastach, kraj ten nie płaciłby nam ani
utena danin. A co to za szczęście dla nas, że królowie Niniwy
i Babelu mają tylko po jednym ministrze i tak są zmęczeni
nawałem spraw, jak ty dzisiaj! Oni wszystko sami chcą widzieć, sądzić i rozkazywać, przez co na sto lat zawikłali sprawy państwa. Lecz gdyby znalazł się jaki nikczemny pisarz
egipski, który poszedłby tam, wytłumaczył królom ich błędy
w rządzeniu i zaprowadził naszą urzędniczą hierarchię, naszą piramidę, za kilkanaście lat Judea<pe><slowo_obce>Judea</slowo_obce> --- górzysta południowa część historycznej Ziemi Izraela.</pe> i Fenicja wpadłyby
w ręce Asyryjczyków, a za kilkadziesiąt lat --- od wschodu
i północy, lądem i morzem zwaliłyby się na nas potężne armie, którym moglibyśmy nie dać rady.</akap>


<akap_dialog>--- Więc dzisiaj my napadnijmy ich, korzystając z nieładu! --- zawołał książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jeszcze nie wyleczyliśmy się z poprzednich naszych
zwycięstw --- odparł zimno Herhor i zaczął żegnać Ramzesa.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Alboż zwycięstwa osłabiły nas?... --- wybuchnął następca.
--- Alboż nie zwieźliśmy skarbów?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A czy nie psuje się topór, którym ścinamy drzewo?... ---
zapytał Herhor i wyszedł.</akap_dialog>


<akap>Książę zrozumiał, że wielki minister chce spokoju za wszelką cenę, pomimo że sam jest naczelnikiem armii.</akap>


<akap_dialog>--- Zobaczymy!... --- szepnął do siebie.</akap_dialog>


<akap>Na parę dni przed wyjazdem Ramzes wezwany został do
jego świątobliwości. Faraon siedział na fotelu w marmurowej sali, w której nie było nikogo, a czterech wejść strzegły
nubijskie warty.</akap>


<akap>Obok fotelu<pe><slowo_obce>fotelu</slowo_obce> --- dziś popr.: fotela.</pe> królewskiego stał taboret dla księcia i mały
stolik założony dokumentami pisanymi na papirusie. Na ścianach były kolorowane płaskorzeźby przedstawiające zajęcia
rolne, a w rogach sali sztywne posągi Ozyrysa, z melancholijnym uśmiechem na ustach.</akap>


<akap>Kiedy książę na rozkaz ojca usiadł, jego świątobliwość odezwał się:</akap>


<akap_dialog>--- Masz tu, książę, twoje dokumenta, jako wódz i namiestnik. Cóż, podobno pierwsze dni władzy zmęczyły cię?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W służbie waszej świątobliwości znajdę siły.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pochlebca!... --- uśmiechnął się pan. --- Pamiętaj, że nie
chcę, ażebyś się zapracowywał... Baw się, młodość potrzebuje
rozrywki... Nie znaczy to jednak, ażebyś nie miał ważnych
spraw do załatwienia.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jestem gotów.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Po pierwsze... Po pierwsze odkryję ci moje troski. Skarb
nasz źle wygląda: dopływ podatków jest co rok mniejszy,
osobliwie z Dolnego Egiptu, a rozchody mnożą się...</akap_dialog>


<akap>Pan zamyślił się.</akap>


<akap_dialog>--- Te kobiety... te kobiety, Ramzesie, pochłaniają bogactwa
nie tylko śmiertelnych ludzi, ale i moje. Mam ich kilkaset,
a każda chce posiadać jak najwięcej pokojówek, modystek,
fryzjerów, niewolników do lektyki, niewolników do pokoju,
konie, wioślarzy, nawet swoich ulubieńców i dzieci... Małe
dzieci!... Kiedy wróciłem z Tebów, jedna z tych pań, której
nawet nie pamiętam, zabiegła mi drogę i prezentując tęgiego trzyletniego chłopaka żądała, abym mu wyznaczył majątek, gdyż ma to być mój syn... Trzyletni syn, czy uważasz,
wasza dostojność?... Rzecz prosta, nie mogłem spierać się z kobietą, jeszcze w tak delikatnej sprawie. Ale --- człowiekowi
szlachetnie urodzonemu łatwiej być uprzejmym aniżeli znaleźć pieniądze na każdą podobną fantazję...</akap_dialog>


<akap>Pokiwał głową, odpoczął i mówił dalej:</akap>


<akap_dialog>--- Tymczasem moje dochody od początku panowania
zmniejszyły się do połowy, szczególniej w Dolnym Egipcie.
Pytam się: co to znaczy?... Odpowiadają: lud zubożał, ubyło
wielu mieszkańców, morze zasypało pewną przestrzeń gruntów od północy, a pustynia od wschodu, było kilka lat nieurodzajnych, słowem --- awantura za awanturą, a w skarbie
coraz płycej...</akap_dialog>


<akap>Proszę cię więc, ażebyś mi wyświetlił tą sprawę. Rozpatrz
się, poznaj ludzi dobrze informowanych i prawdomównych
i utwórz z nich komisję śledczą. Gdy zaś zaczną składać raporty, nie ufaj zbytecznie papirusowi, ale to i owo sprawdź
osobiście. Słyszę, że masz oko wodza, a jeżeli tak jest, jedno
spojrzenie nauczy cię, o ile są dokładnymi opowieści członków komisji. Ale nie śpiesz się ze zdaniem, a nade wszystko --- nie wygłaszaj go. Każdy ważny wniosek, jaki ci dziś
przyjdzie do głowy --- zapisz, a po kilku dniach znowu
przypatrz się tej samej sprawie i znowu zapisz. To nauczy
cię ostrożności w sądach i trafności w ogarnianiu przedmiotów.</akap>


<akap_dialog>--- Stanie się, jak rozkazujesz, wasza świątobliwość --- wtrącił książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Druga misja, którą musisz załatwić, jest trudniejsza. Coś
się tam dzieje w Asyrii, co mój rząd zaczyna niepokoić.</akap_dialog>


<akap>Kapłani nasi opowiadają, że za Morzem Północnym jest piramidalna góra, zwykle okryta zielonością u spodu, śniegiem
u szczytu, która ma dziwne obyczaje. Po wielu latach spokoju
nagle zaczyna dymić, trząść się, huczeć, a potem wyrzuca
z siebie tyle płynnego ognia, ile jest wody w Nilu. Ogień ten
kilkoma korytami rozlewa się po jej bokach i na ogromnej
przestrzeni rujnuje pracę rolników.</akap>


<akap>Otóż Asyria, mój książę, jest taką górą. Przez całe wieki
panuje w niej spokój i cisza, lecz nagle zrywa się wewnętrzna
burza, nie wiadomo skąd wylewają się wielkie armie i niszczą
spokojnych sąsiadów.</akap>


<akap>Dziś około Niniwy i Babelu słychać wrzenie: góra dymi.
Musisz więc dowiedzieć się: o ile ten dym zwiastuje nawałnicę i --- obmyśleć środki zaradcze.</akap>


<akap_dialog>--- Czy potrafię?... --- cicho spytał książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Trzeba nauczyć się patrzeć --- mówił władca. --- Jeżeli
chcesz co dobrze poznać, nie poprzestawaj na świadectwie
własnych oczu, ale zapewnij sobie pomoc kilku par cudzych.</akap_dialog>


<akap>Nie ograniczaj się na sądach samych Egipcjan: bo każdy
naród i człowiek ma wyłączny sposób widzenia rzeczy i nie
chwyta całej prawdy. Wysłuchaj zatem, co myślą o Asyryjczykach: Fenicjanie, Żydzi, Hetyci i Egipcjanie, i pilnie
rozważ w sercu swym --- co w ich sądach o Asyrii jest wspólnego.</akap>


<akap>Jeżeli wszyscy powiedzą ci, że od Asyrii idzie niebezpieczeństwo, poznasz, że ono idzie. Lecz jeżeli różni mówić będą
rozmaicie, także czuwaj, bo mądrość każe przewidywać raczej
złe aniżeli dobre.</akap>


<akap_dialog>--- Mówisz, wasza świątobliwość, jak bogowie! --- szepnął
Ramzes.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Stary jestem, a z wysokości tronu widzi się takie rzeczy,
jakich nawet nie przeczuwają śmiertelni. Gdybyś słońce zapytał, co sądzi o sprawach świata, opowiedziałoby jeszcze ciekawsze nowiny.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Między ludźmi, u których mam zasięgać zdania o Asyrii
nie wspomniałeś, ojcze, Greków --- wtrącił następca.</akap_dialog>


<akap>Pan pokiwał głową z dobrotliwym uśmiechem.</akap>


<akap_dialog>--- Grecy!... Grecy!... --- rzekł --- wielka przyszłość należy do
tego narodu. Przy nas są oni jeszcze dziećmi, ale jaka dusza
w nich mieszka...</akap_dialog>


<akap>Pamiętasz ty mój posąg zrobiony przez greckiego rzeźbiarza?... To drugi ja, żywy człowiek!... Miesiąc trzymałem go
w pałacu, lecz w końcu --- darowałem świątyni w Tebach.
Czy uwierzysz: strach mnie zdjął, ażeby ten kamienny <wyroznienie>ja</wyroznienie>
nie powstał ze swego siedzenia i nie upomniał się o połowę
rządów... Jakiż by zamęt powstał w Egipcie!...</akap>




<akap>Grecy!... Czy ty widziałeś wazy, jakie oni lepią, pałacyki,
które budują... Z tej gliny i kamienia wypływa coś, co cieszy
moją starość i każe zapominać o chorobie...</akap>


<akap>A mowa ich?... O bogowie, wżdy<pe><slowo_obce>wżdy</slowo_obce> (daw.) --- przecież.</pe> to muzyka i rzeźba, i malowidło... Zaprawdę mówię, że gdyby Egipt mógł kiedy umrzeć
jak człowiek, dziedzictwo po nim objęliby Grecy. I jeszcze
wmówiliby w świat, że to wszystko jest ich dziełem, a nas
--- wcale nie było... A jednak są to tylko uczniowie naszych
szkół wstępnych: cudzoziemcom bowiem, jak ci wiadomo, nie
mamy prawa udzielać wyższych nauk.</akap>


<akap_dialog>--- Mimo to, ojcze, zdajesz się nie ufać Grekom?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bo to szczególny naród: ani Fenicjanom, ani im nie
można wierzyć. Fenicjanin, gdy chce, widzi i powie prawdę
murowaną, egipską... Ale nigdy nie wiesz: kiedy on chce powiedzieć prawdę? Zaś Grek, prosty jak dziecko, zawsze mówiłby prawdę, ale --- tego już nie potrafi.</akap_dialog>


<akap>Oni cały świat widzą inaczej niż my. W ich dziwnych
oczach każda rzecz tak błyszczy, koloryzuje się i mieni jak
niebo Egiptu i jego woda. Czy więc można polegać na ich
zdaniu?</akap>


<akap><begin id="b1354269394371-739720948"/><motyw id="m1354269394371-739720948">Sztuka, Kłamstwo</motyw>Za czasów dynastii tebeńskiej, daleko na północy, było
miasteczko Troja, jakich u nas liczy się dwadzieścia tysięcy.
Na ten kurnik napadali rozmaite greckie włóczęgi i tak dokuczyli niemnogim<pe><slowo_obce>niemnogi</slowo_obce> (daw.) --- nieliczny.</pe> mieszkańcom, że ci, po dziesięcioletnich
niepokojach, spalili forteczkę i wynieśli się na inne miejsca.</akap>


<akap>Zwykła historia bandycka!... Tymczasem, patrz, jakie pieśni śpiewają Grecy o trojańskich walkach. Śmiejemy się
z tych cudów i bohaterstw, boć nasz rząd miał dokładne
sprawozdania o wypadkach. Widzimy bijące w oczy kłamstwa, a jednak... słuchamy tych pieśni jak dziecko bajek
swej niańki, i --- nie możemy się od nich oderwać!...</akap>


<akap>To są Grecy: urodzeni kłamcy, ale przyjemni, no i mężni.
Każdy z nich prędzej poświęci życie, aniżeli powie prawdę.
Nie dla interesu, jak Fenicjanie, ale z duchowej potrzeby.<end id="e1354269394371-739720948"/></akap>


<akap_dialog>--- A co mam sądzić o Fenicjanach? --- spytał następca.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To są ludzie mądrzy, wielkiej pracy i odwagi, ale handlarze: dla nich całe życie mieści się w zarobku, byle dużym,
największym!... Fenicjanin jest jak woda: wiele przynosi
i wiele zabiera, a wciska się wszędzie. Trzeba dawać im jak
najmniej, a nade wszystko czuwać, ażeby nie wchodzili do
Egiptu szparami, po kryjomu.</akap_dialog>


<akap>Gdy im dobrze zapłacisz i dasz nadzieję jeszcze większego
zarobku, będą wybornymi agentami. To, co dziś wiemy o tajemnych ruchach Asyrii, wiemy przez nich.</akap>


<akap_dialog>--- A Żydzi?... --- szepnął książę, spuszczając oczy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Naród bystry, ale posępni fanatycy i urodzeni wrogowie
Egiptu. Dopiero gdy poczują na karkach podkuty gwoździami
sandał Asyrii, zwrócą się do nas. Bodajby nie za późno. Ale
posługiwać się nimi można... Rozumie się, nie tu, tylko w Niniwie i Babelu.</akap_dialog>


<akap>Faraon był już zmęczony. Więc książę padł przed nim
na twarz, a otrzymawszy uściśnienie ojcowskie, udał się do
matki.</akap>


<akap>Pani siedząc w swym gabinecie tkała cienkie płótno na suknie dla bogów, a jej damy służebne szyły i haftowały odzież
albo robiły bukiety. Młody kapłan przed posągiem Izydy palił
kadzidło.</akap>


<akap_dialog>--- Przychodzę --- rzekł książę --- podziękować ci, matko,
i pożegnać.</akap_dialog>


<akap>Królowa powstała i objąwszy syna za szyję, mówiła ze łzami:</akap>


<akap_dialog>--- Jakeś ty się zmienił?... Jesteś już --- mężczyzną!... Tak rzadko cię spotykam, że mogłabym zapomnieć twoich rysów, gdybym ich ciągle nie widziała w mym sercu. Niedobry!... Ja tyle
razy z najwyższym dostojnikiem państwa jeździłam do folwarku myśląc, że nareszcie przestaniesz mieć urazę, a ty wyprowadziłeś naprzeciw mnie nałożnicę...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przepraszam... przepraszam!... --- mówił Ramzes, całując
matkę.</akap_dialog>


<akap>Pani wyprowadziła go do ogródka, w którym rosły osobliwe
kwiaty, a gdy zostali bez świadków --- rzekła:</akap>


<akap_dialog>--- Jestem kobietą, więc obchodzi mnie kobieta i matka.
Czy chcesz wziąć ze sobą tę dziewczynę w podróż?... Pamiętaj,
że hałas i ruch, jaki cię będzie otaczał, jej i dziecku może
zaszkodzić. Dla kobiet brzemiennych najlepszą jest cisza i spokój.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy mówisz o Sarze? --- spytał zdziwiony Ramzes. --- Ona
brzemienna?... Nic mi o tym nie wspomniała...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Może wstydzi się, może sama nie wie --- odparła. ---
W każdym razie podróż...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ależ ja jej nie mam zamiaru brać!... --- zawołał książę.
--- Tylko... dlaczego ona kryje się przede mną... jakby dziecko
nie było moim?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie bądźże podejrzliwym!... --- zgromiła go pani. ---
Jest to zwykła wstydliwość młodych dziewcząt... Wreszcie
może ukrywała swój stan z obawy, abyś jej nie porzucił?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przecież nie wezmę jej do mego dworu! --- przerwał
książę z taką niecierpliwością, że oczy królowej uśmiechnęły
się, ale przysłoniła je rzęsami.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No, nie wypada zbyt szorstko odpychać kobiety, która
cię kochała. Wiem, że byt jej zapewniłeś. My jej też damy
coś od siebie. I dziecko królewskiej krwi musi być dobrze
wychowane i posiadać majątek...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Naturalnie --- odparł Ramzes. --- Mój pierwszy syn, choć
nie będzie posiadał praw książęcych, musi być tak postawiony, abym ja go się nie wstydził ani on nie miał żalu do mnie.</akap_dialog>


<akap>Po pożegnaniu się z matką Ramzes chciał jechać do Sary
i w tym celu wrócił do swoich pokojów.</akap>


<akap>Wstrząsały nim dwa uczucia: gniew na Sarę, że ukrywała
przed nim powody swej słabości, i --- duma, że on ma być
ojcem.</akap>


<akap>On ojcem!... Tytuł ten nadawał mu powagę, która jakby
wspierała jego urzędy: wodza i namiestnika. Ojciec --- to już
nie młodzieniaszek, który z szacunkiem musi patrzeć na ludzi
starszych od siebie.</akap>


<akap>Książę był zachwycony i rozrzewniony. Chciał zobaczyć
Sarę, zgromić ją, a potem uściskać i obdarować. Gdy jednak
wrócił do swojej części pałacu, zastał dwu nomarchów z Dolnego Egiptu, którzy przyszli zdać mu raport o nomesach<pe><slowo_obce>nomes</slowo_obce> (gr. <slowo_obce>nomos</slowo_obce>), dziś: <slowo_obce>nom</slowo_obce> --- jednostka administracyjna starożytnego Egiptu.</pe>.
A gdy wysłuchał ich, był już zmęczony. Nadto miał u siebie
wieczorne przyjęcie, na które nie chciał się spóźnić.</akap>


<akap>,,I znowu u niej nie będę --- myślał. --- Biedna dziewczyna,
nie widziała mnie blisko dwie dekady..."</akap>


<akap>Wezwał Murzyna.</akap>


<akap_dialog>--- Masz ty tą klatkę, którą dała ci Sara wówczas, kiedyśmy witali jego świątobliwość?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jest --- odparł Murzyn.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Weźże z niej gołębia i zaraz wypuść.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Gołębie już zjedzone.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Kto je zjadł?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wasza dostojność. Powiedziałem kucharzowi, że ptaki
te pochodzą od pani Sary; więc on tylko dla waszej dostojności robił z nich pieczenie i pasztety.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A niechże was krokodyl pożre! --- zawołał skłopotany
książę.</akap_dialog>


<akap>Kazał przyjść do siebie Tutmozisowi i jego natychmiast
wysłał do Sary. Opowiedział mu historią z gołębiami i ciągnął:</akap>


<akap_dialog>--- Zawieź jej szmaragdowe zausznice, bransolety na nogi
i ręce i dwa talenty. Powiedz, że gniewam się, iż ukrywała
przede mną ciążę, ale jej przebaczę, gdy dziecko będzie zdrowe i ładne. Jeżeli zaś urodzi chłopca, dam jej drugi folwark!...
--- zakończył, śmiejąc się.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale, ale... namów ją też, aby odsunęła od siebie choć
trochę Żydów, a przyjęła choć paru Egipcjan i Egipcjanek.
Nie chcę, aby mój syn przyszedł na świat w tym towarzystwie i może jeszcze bawił się z żydowskimi dziećmi. Nauczyliby go podawać ojcu najgorsze daktyle!...</akap_dialog>


<!--TRIM:3-->



<naglowek_rozdzial>Rozdział XIX</naglowek_rozdzial>




<akap>Cudzoziemska dzielnica w Memfisie leżała w północno-wschodnim rogu miasta, blisko Nilu. Liczono tam kilkaset
domów i kilkanaście tysięcy mieszkańców: Asyryjczyków,
Żydów, Greków, najwięcej Fenicjan.</akap>


<akap>Był to cyrkuł<pe><slowo_obce>cyrkuł</slowo_obce> (daw., z łac. <slowo_obce>circulus</slowo_obce>: krąg, koło) --- okręg, dzielnica.</pe> zamożny. Główną arterię tworzyła ulica szeroka na trzydzieści kroków, dość prosta, wybrukowana płaskimi kamieniami. Po obu stronach wznosiły się domy ceglane, piaskowcowe lub wapienne, wysokie na trzy do pięciu
pięter. W piwnicach były składy materiałów surowych, na
parterach sklepy, na pierwszych piętrach mieszkania ludzi
zamożnych, wyżej warsztaty tkackie, szewckie, jubilerskie,
najwyżej --- ciasne lokale wyrobników.</akap>


<akap>Budynki tej dzielnicy, jak zresztą w całym mieście, były
przeważnie białe. Można jednak było widzieć kamienice zielone jak łąka, żółte jak łan pszenicy, niebieskie jak niebo lub
czerwone jak krew.</akap>


<akap>W wielu zaś domach ściany frontowe były ozdobione obrazami przedstawiającymi zajęcia mieszkańców.</akap>


<akap>Na domu jubilera długie szeregi rysunków opiewały, że:
jego właściciel wyrobione przez siebie łańcuchy i bransolety
sprzedawał królom obcych narodów i obudzał<pe><slowo_obce>obudzać</slowo_obce> --- dziś: budzić.</pe> ich podziw.
Ogromny pałac kupca pokryty był malowidłami opowiadającymi trudy i niebezpieczeństwa życia handlowego. Na
morzu chwytają człowieka straszne potwory z rybimi ogonami --- w pustyni skrzydlate i ogniem ziejące smoki, a na
dalekich wyspach trapią go olbrzymy, których sandał większy bywa od fenickiego okrętu.</akap>


<akap>Lekarz na ścianie swojej pracowni przedstawiał osoby, które dzięki jego pomocy odzyskiwały utracone ręce i nogi,
nawet zęby i młodość. <begin id="b1354270031875-1494018706"/><motyw id="m1354270031875-1494018706">Urzędnik</motyw>Na budynku zaś, zajętym przez władze
administracyjne dzielnicy, widać było --- beczkę, do której
ludzie rzucali złote pierścienie, pisarza, któremu ktoś szeptał
do ucha, i rozciągniętego na ziemi penitenta, któremu dwaj
inni ludzie bili skórę.<end id="e1354270031875-1494018706"/></akap>


<akap>Ulica była pełna. Wzdłuż ścian mieścili się lektykarze,
wachlarzownicy, posłańcy i robotnicy, gotowi ofiarować swoją
pracę. Środkiem ciągnął się nieprzerwany łańcuch towarów
dźwiganych przez tragarzy, osłów lub woły zaprzęgnięte do
wozów. Na chodnikach snuli się wrzaskliwi przekupnie świeżej wody, winogron, daktylów, wędzonych ryb, a między nimi
kramarze, kwiaciarki, muzykanci i różnego rodzaju sztukmistrze.</akap>


<akap>W tym ludzkim potoku, który płynął, roztrącał się, sprzedawał i kupował, krzycząc rozmaitymi głosami, wyróżniali
się policjanci. Każdy miał brunatną koszulę do kolan, gołe
nogi, fartuszek w niebieskie i czerwone pasy, krótki miecz
przy boku i potężny kij w garści. Urzędnik ten spacerował
po chodniku, niekiedy porozumiewał się ze swoim kolegą,
najczęściej jednak stawał na przydrożnym kamieniu, ażeby
lepiej ogarnąć tłum przelewający się u stóp jego.</akap>


<akap>Wobec takiej czujności złodzieje uliczni musieli działać
bardzo roztropnie. Zwykle dwaj rozpoczynali między sobą
bitwę, a gdy zebrał się tłum i policjanci okładali kijami zarówno swarzących się, jak i widzów, inni towarzysze kunsztu --- kradli.</akap>


<akap>Prawie we środku ulicy stał zajazd Fenicjanina z Tyru<pa><slowo_obce>Tyr</slowo_obce> --- wielkie miasto kupieckie w Fenicji (dziś: Sur w Libanie).</pa>, Asarhadona, w którym dla łatwiejszej kontroli byli obowiązani mieszkać wszyscy przyjeżdżający spoza granic Egiptu.
Był to wielki dom kwadratowy, z każdego boku miał po kilkanaście okien i nie stykał się z innymi, więc można było
obchodzić go i podglądać ze wszystkich stron. Nad główną
bramą wisiał model okrętu, na frontowej ścianie były obrazy
przedstawiające jego świątobliwość Ramzesa XII, jak składa
bogom ofiary lub roztacza opiekę nad cudzoziemcami, między
którymi Fenicjanie odznaczali się dużym wzrostem i mocno
czerwoną barwą.</akap>


<akap>Okna były wąskie, zawsze otwarte i tylko w miarę potrzeby
zasłaniane roletami z płótna lub kolorowych pręcików. Mieszkania gospodarza i podróżnych zajmowały trzy piętra, na
dole mieściła się winiarnia i restauracja. Marynarze, tragarze, rzemieślnicy i w ogóle ubożsi podróżni jedli i pili w podwórku, które miało mozaikową posadzkę i płócienne dachy
rozwieszone na słupkach, ażeby wszystkich gości można było
mieć na oku. Zamożniejsi zaś i lepiej urodzeni ucztowali
w galerii otaczającej podwórko.</akap>


<akap>W podwórzu zasiadano na ziemi, przy kamieniach zastępujących miejsce stołów. W galeriach, gdzie było chłodniej,
znajdowały się stoliki, ławki i krzesła, nawet niskie z poduszek sofy, na których można było drzemać.</akap>


<akap>W każdej galerii był wielki stół założony chlebem, mięsiwem, rybami i owocami tudzież kilkugarncowe gliniane stągwie z piwem, winem i wodą. Murzyni i Murzynki roznosili
gościom potrawy, usuwali stągwie próżne, dźwigali z piwnic
pełne, a czuwający nad stołami pisarze skrupulatnie zapisywali każdy kawałek chleba, każdą główkę czosnku, i kubek
wody. Na środku podwórza, na wzniesieniu, stali dwaj dozorcy z kijami, którzy z jednej strony mieli oko na służbę
i pisarzy, z drugiej --- przy pomocy kija --- łagodzili spory
między uboższymi gośćmi różnych narodów. Dzięki temu
urządzeniu kradzieże i bitwy trafiały się rzadko; częściej nawet w galeriach aniżeli na podwórku.</akap>


<akap>Sam gospodarz zajazdu, sławetny Asarhadon, człowiek przeszło pięćdziesięcioletni, szpakowaty, ubrany w długą koszulę
i muślinową narzutkę, chodził między gośćmi, aby dojrzeć,
czy każdy ma, czego potrzebuje.</akap>


<akap_dialog>--- Jedzcie i pijcie, synowie moi --- mówił do greckich marynarzy --- bo takiej wieprzowiny i piwa nie ma na całym
świecie. Słyszę, pobiła was burza około Rafii<pe><slowo_obce>Rafia</slowo_obce> --- dziś: Rafah, miasto blisko wybrzeża Morza Śródziemnego ok. 30 km na południe od Gazy, na granicy Egiptu i Izraela.</pe>?... Powinniście
bogom hojną złożyć ofiarę, że was ocalili!... W Memfis przez
całe życie można nie widzieć burzy, ale na morzu łatwiej
o piorun aniżeli o miedzianego utena... Mam miód, mąkę, kadzidła na święte ofiary, a tam, w kątach, stoją bogowie wszystkich narodów. W moim zajeździe człowiek może być sytym
i pobożnym za bardzo małe pieniądze.</akap_dialog>





<akap>Zawrócił się i wszedł do galerii między kupców.</akap>




<akap_dialog>--- Jedzcie i pijcie, czcigodni panowie --- zachęcał, kłaniając
się. --- Czasy są dobre! Najdostojniejszy następca, oby żył wiecznie, jedzie do Pi-Bastu<pe><slowo_obce>Pi-Bast</slowo_obce> --- Per-Bastet, gr. Bubastis, miasto we wschodniej Delcie, w pobliżu dzisiejszego Az-Zakazik, ok. 80 km na północ od Memfis. Stolica Am-Chent, 18. nomu Dolnego Egiptu.</pe> z ogromną świtą, a z Górnego Królestwa przyszedł transport złota, na czym niejeden z was
pięknie zarobi. Mamy kuropatwy, młode gąski, ryby prosto
z rzeki i doskonałą pieczeń sarnią. A jakie wino przysłali mi
z Cypru!... Niech zostanę Żydem, jeżeli kubek tej rozkoszy
nie jest wart dwie drachmy!... Ale --- wam, ojcom i dobrodziejom
moim, oddam dziś po drachmie. Tylko dziś, ażeby zrobić początek.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Daj po pół drachmy kubek, to skosztujemy --- odparł
jeden z kupców.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pół drachmy?... --- powtórzył restaurator. --- Pierwej Nil
popłynie ku Tebom, aniżeli ja taką słodycz oddam za pół
drachmy. Chyba... dla ciebie, panie Belezis, który jesteś perłą
Sydonu... Hej, niewolnicy!... a podajcie dobrodziejom naszym
większy dzban cypryjskiego...</akap_dialog>


<akap>Gdy odszedł, kupiec nazwany Belezisem rzekł do swoich
towarzyszów:</akap>


<akap_dialog>--- Ręka mi uschnie, jeżeli to wino warte pół drachmy.
Ale niech go tam!... Będziemy mieli mniej kłopotu z policją.</akap_dialog>


<akap>Rozmowa z gośćmi wszelkich narodów i stanów nie przeszkadzała gospodarzowi zważać na pisarzy zapisujących jadło
i napitki, na dozorców, którzy pilnowali służbę i pisarzy,
a nade wszystko na podróżnego, który, we frontowej galerii
usiadłszy z podwiniętymi nogami na poduszkach, drzemał nad
garstką daktylów i kubkiem czystej wody. Podróżny ten miał
około czterdziestu lat, bujne włosy i brodę kruczej barwy,
zadumane oczy i dziwnie szlachetne rysy, których, zdawało
się, nigdy gniew nie zmarszczył ani wykrzywiła trwoga.</akap>


<akap>,,To niebezpieczny szczur!... --- myślał gospodarz, patrząc na
niego spod oka. --- Ma minę kapłana, a chodzi w ciemnej opończy... Złożył u mnie klejnotów i złota za talent, a nie jada
mięsa ani nie pije wina... Musi to być wielki prorok albo
wielki złodziej!..."</akap>


<akap>Na podwórko weszli z ulicy dwaj nadzy psyllowie, czyli
poskramiacze wężów, z torbą pełną jadowitego gadu, i zaczęli
przedstawienie. Młodszy grał na fujarce, a starszy począł
owijać się małymi i dużymi wężami, z których każdy wystarczyłby do rozpędzenia gości z oberży ,,Pod Okrętem". Fujarka
odzywała się coraz piskliwiej, poskramiacz wyginał się, pienił, drgał konwulsyjnie i ciągle drażnił gady. Wreszcie jeden
z wężów ukąsił go w rękę, drugi w twarz, a trzeciego --- najmniejszego --- zjadł żywcem sam poskramiacz.</akap>


<akap>Goście i służba z niepokojem przypatrywali się zabawie
poskramiacza. Drżeli, gdy drażnił gady, zamykali oczy, gdy
wąż kąsał człowieka. Lecz gdy psyllo zjadł węża --- zawyli
z radości i podziwu...</akap>


<akap>Tylko podróżny z frontowej galerii nie opuścił swoich poduszek, nawet nie raczył spojrzeć na zabawę. A gdy poskramiacz zbliżył się po zapłatę, podróżnik rzucił na posadzkę dwa
miedziane uteny, dając mu ręką znak, ażeby się nie zbliżał.</akap>


<akap>Przedstawienie ciągnęło się z pół godziny. Gdy psyllowie
opuścili dziedziniec, do gospodarza przybiegł Murzyn obsługujący pokoje gościnne i coś szeptał zafrasowany. Potem,
nie wiadomo skąd, ukazał się dziesiętnik policyjny i zaprowadziwszy Asarhadona do odległej framugi długo z nim
rozmawiał, a czcigodny właściciel zajazdu bił się w piersi,
załamywał ręce albo chwytał się za głowę. Nareszcie kopnął
Murzyna w brzuch, kazał podać dziesiętnikowi gęś pieczoną
i dzban cypryjskiego, a sam zbliżył się do gościa z frontowej
galerii, który wciąż zdawał się drzemać, choć oczy miał
otwarte.</akap>


<akap_dialog>--- Smutne mam nowiny dla ciebie, zacny panie --- rzekł
gospodarz, siadając obok podróżnego.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bogowie zsyłają na ludzi deszcz i smutek, kiedy im się
podoba --- odparł obojętnie gość.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Gdyśmy się tu przypatrywali psyllom --- ciągnął gospodarz targając szpakowatą brodę --- złodzieje dostali się na
drugie piętro i wykradli twoje rzeczy... Trzy worki i skrzynię,
zapewne bardzo kosztowną!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Musisz zawiadomić sąd o mojej krzywdzie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Po co sąd?... --- szepnął gospodarz. --- U nas złodzieje mają
swój cech... Poślemy po starszego, otaksujemy rzeczy, zapłacisz mu dwudziesty procent wartości i wszystko się znajdzie.
Ja mogę ci dopomóc.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W moim kraju --- rzekł podróżny --- nikt nie układa się
ze złodziejami, i ja nie będę. Mieszkam u ciebie, tobie powierzyłem mój majątek i ty za niego odpowiadasz.</akap_dialog>


<akap>Czcigodny Asarhadon zaczął drapać się między łopatki.</akap>


<akap_dialog>--- Człowieku z dalekiej krainy --- mówił zniżonym głosem
--- wy, Hetyci, i my, Fenicjanie, jesteśmy braćmi, więc
szczerze radzę ci nie wdawać się z egipskim sądem, bo on ma
tylko jedne drzwi: przez które się wchodzi, ale nie ma tych,
przez które się wychodzi.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bogowie przez mur wyprowadzą niewinnego --- odparł
gość.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niewinny!... Kto z nas jest niewinny w ziemi niewoli? ---
szeptał gospodarz. --- Oto spojrzyj --- tam dojada gęś dziesiętnik z policji; wyborną gąskę, którą sam chętnie zjadłbym.
A wiesz, dlaczego oddałem, sobie od ust odjąwszy, ten frykas?... Bo dziesiętnik przyszedł wypytywać się o ciebie...</akap_dialog>


<akap>To powiedziawszy, Fenicjanin zezem spojrzał na podróżnego, który jednak ani na chwilę nie utracił spokoju.</akap>


<akap_dialog>--- Pyta mnie --- ciągnął gospodarz --- pyta mnie dziesiętnik:
,,Co za jeden jest ten czarny, który dwie godziny siedzi nad
garstką daktylów?..." Mówię: Bardzo zacny człowiek, pan
Phut. --- ,,Skąd on?..." --- Z kraju Chetii<pe><slowo_obce>kraj Chetii</slowo_obce>, dziś popr.: <slowo_obce>Hatti</slowo_obce> --- kraj Hetytów, obejmujący tereny Anatolii (Azja Mniejsza). Po upadku mocarstwa Hetytów ok. 1190 p.n.e. nazwa terenów późnohetyckich państewek południowo-wschodniej Anatolii i północnej Syrii.</pe>, z miasta Harranu<pe><slowo_obce>Harran</slowo_obce> --- miasto w północno-wschodniej Mezopotamii, bogaty ośrodek kupiecki położony na skrzyżowaniu dróg handlowych.</pe>; ma
tam porządny dom o trzech piętrach i dużo pola. --- ,,Po co
on tu przyjechał?" --- Przyjechał, mówię, odebrać od jednego
kapłana pięć talentów, które jeszcze jego ojciec pożyczył.</akap_dialog>


<akap>A wiesz, zacny panie --- prawił restaurator --- co mi na to
odpowiedział dziesiętnik?... Te słowa: ,,Asarhadonie, wiem, że
jesteś wiernym sługą jego świątobliwości faraona, masz dobre jadło i niefałszowane wina, dlatego mówię ci --- strzeż
się!... Strzeż się cudzoziemców, którzy nie robią znajomości,
unikają wina i wszelkich uciech i milczą. Ten Phut, harrańczyk, może być asyryjskim szpiegiem."</akap>


<akap>Serce we mnie zamarło, kiedym to usłyszał --- ciągnął gospodarz. --- Ale ciebie nic nie obchodzi!... --- oburzył się widząc, że
nawet straszne posądzenie o szpiegostwo nie zamąciło spokoju
Chetyjczyka<pe><slowo_obce>Chetyjczyka</slowo_obce> --- dziś popr.: Hetyty.</pe>.</akap>


<akap_dialog>--- Asarhadonie --- rzekł po chwili gość --- powierzyłem ci
siebie i mój majątek. Pomyśl więc, aby mi oddano wory
i skrzynię, gdyż w przeciwnym razie zaskarżę cię do tego
samego dziesiętnika, który zjada gęś przeznaczoną dla ciebie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No... więc pozwól, abym wypłacił złodziejom tylko piętnaście procent wartości twoich rzeczy --- zawołał gospodarz.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie masz prawa płacić.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Daj im choć trzydzieści drachm...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ani utena.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Daj biedakom choćby dziesięć drachm...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Idź w pokoju, Asarhadonie, i proś bogów, ażeby ci rozum
przywrócili --- odparł podróżny, zawsze z tym samym spokojem.</akap_dialog>


<akap>Gospodarz zerwał się z poduszek, sapiąc z gniewu.</akap>


<akap>,,To gadzina!... --- myślał. --- On nie tylko po dług przyjechał... On tu jeszcze zrobi jakiś interes... Serce mówi mi, że
to musi być bogaty kupiec, a może nawet restaurator, który,
do spółki z kapłanami i sędziami, otworzy mi gdzie pod bokiem drugi zajazd... Bodaj cię pierwej spalił ogień niebieski!... bodaj cię trąd stoczył!... Skąpiec, oszust, złodziej, na
którym uczciwy człowiek nic nie zarobi..."</akap>


<akap>Jeszcze zacny Asarhadon nie zdążył uspokoić się z gniewu,
gdy na ulicy rozległy się odgłosy fletu i bębenka, a po chwili
na podwórze wbiegły cztery prawie nagie tancerki. Tragarze
i marynarze powitali je okrzykami radości, a nawet poważni
kupcy spod galerii zaczęli przyglądać się ciekawie i robić
uwagi nad ich pięknością. Tancerki ruchem rąk i uśmiechami
powitały obecnych. Jedna zaczęła grać na podwójnym flecie,
druga wtórowała jej na bębenku, a dwie najmłodsze tańczyły
dokoła podwórka w taki sposób, że prawie nie było gościa,
którego by nie zaczepiły ich muślinowe szale.</akap>


<akap>Pijący zaczęli śpiewać, krzyczeć i zapraszać do siebie tancerki, a między pospólstwem wyniknęła zwada, którą jednak
dozorcy łatwo uspokoili, podniósłszy do góry swoje trzciny.
Tylko jakiś Libijczyk, rozdrażniony widokiem kija, wydobył
nóż; ale dwaj Murzyni schwycili go za ręce, zabrali mu kilka
miedzianych pierścionków, jako należność za jadło, i wyrzucili
go na ulicę. Tymczasem jedna tancerka została z marynarzami, dwie poszły między kupców, którzy ofiarowali im wino i ciastka, a najstarsza zaczęła obchodzić stoły i kwestować.</akap>


<akap_dialog>--- Na świątynię boskiej Izydy!... --- wołała. --- Składajcie,
pobożni cudzoziemcy, na świątynię Izydy, bogini, która opiekuje się wszelkim stworzeniem... Im więcej dacie, tym więcej
otrzymacie szczęścia i błogosławieństw... Na świątynię matki
Izydy!...</akap_dialog>


<akap>Rzucano jej na bębenek kłębki miedzianego drutu, niekiedy ziarnko złota. Jeden kupiec zapytał: czy można ją odwiedzić? na co z uśmiechem skinęła głową.</akap>


<akap>Gdy weszła do frontowej galerii, harrańczyk Phut sięgnął
do skórzanego worka i wydobył złoty pierścień mówiąc:</akap>


<akap_dialog>--- Istar<pe><slowo_obce>Istar</slowo_obce>, <slowo_obce>Isztar</slowo_obce> --- babilońska i asyryjska bogini wojny, miłości i płodności, związana przede wszystkim z seksualnością. Pani Nieba, utożsamiana z gwiazdą zaranną (planetą Wenus). Stała się główną boginią Mezopotamii, spokrewnioną z zachodniosemicką Astarte.</pe> jest bogini wielka i dobra, przyjmij to na jej świątynię.</akap_dialog>


<akap>Kapłanka bystro spojrzała na niego i szepnęła:</akap>


<akap_dialog>--- Anael, Sachiel...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Amabiel, Abalidot --- odpowiedział tym samym tonem
podróżny.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Widzę, że kochasz matkę Izydę --- rzekła kapłanka głośno. --- Musisz być bogaty i jesteś hojny, więc warto ci powróżyć.</akap_dialog>


<akap>Usiadła przy nim, zjadła parę daktylów i patrząc na jego
dłoń, zaczęła mówić:</akap>


<akap_dialog>--- Przyjeżdżasz z dalekiego kraju od Bretora i Hagita<pa><slowo_obce>Bretor i Hagit</slowo_obce> --- duchy północnej i wschodniej okolicy świata.</pa>... Podróż miałeś szczęśliwą...</akap_dialog>


<akap>Od kilku dni śledzą cię Fenicjanie --- dodała ciszej.</akap>


<akap>Przyjeżdżasz po pieniądze, choć nie jesteś kupcem... Przyjdź
do mnie dziś po zachodzie słońca...</akap>


<akap>Żądania twoje --- mówiła głośno --- powinny się spełnić...</akap>


<akap>Mieszkam na ulicy Grobów w domu pod ,,Zieloną Gwiazdą"
--- szepnęła.</akap>


<akap_dialog>--- Tylko strzeż się złodziei, którzy czyhają na twój majątek --- zakończyła, widząc, że zacny Asarhadon podsłuchuje.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W moim domu nie ma złodziei!... --- wybuchnął gospodarz. --- Kradną chyba ci, którzy tu z ulicy przychodzą!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie złość się, staruszku --- odparła szyderczo kapłanka
--- bo zaraz występuje ci czerwona pręga na szyi, co oznacza
śmierć nieszczęśliwą.</akap_dialog>


<akap>Usłyszawszy to, Asarhadon splunął po trzykroć i cicho odmówił zaklęcie przeciw złym wróżbom. Gdy zaś odsunął się
w głąb galerii, kapłanka zaczęła kokietować harrańczyka.
Dała mu różę ze swego wieńca, na pożegnanie uścisnęła go
i poszła do innych stołów.</akap>


<akap>Podróżny skinął na gospodarza.</akap>


<akap_dialog>--- Chcę --- rzekł --- ażeby ta kobieta była u mnie. Każ ją
zaprowadzić do mego pokoju.</akap_dialog>


<akap>Asarhadon popatrzył mu w oczy, klasnął w ręce i wybuchnął śmiechem.</akap>


<akap_dialog>--- Tyfon<pe><slowo_obce>Tyfon</slowo_obce> --- w mitologii greckiej najstraszliwszy z potworów, syn Gai i Tartaru. Łączony z egipskim Setem, bogiem burz, pustyń i obcych krajów, który po czasach Nowego Państwa i zawładnięciu Egiptem przez obce ludy w Trzecim Okresie Przejściowym i Okresie Późnym, został zdemonizowany i uznany za boga zła i chaosu.</pe> opętał cię, harrańczyku! --- zawołał. --- Gdyby
coś podobnego stało się w moim domu z egipską kapłanką,
wypędziliby mnie z miasta. Tu wolno przyjmować tylko cudzoziemki.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W takim razie ja pójdę do niej --- odparł Phut. --- Albowiem jest to mądra i pobożna niewiasta i poradzi mi w wielu
zdarzeniach. Po zachodzie słońca dasz mi przewodnika, ażebym idąc nie zbłąkał się.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wszystkie złe duchy wstąpiły do twego serca --- odpowiedział gospodarz. --- Czy wiesz, że ta znajomość będzie cię
kosztowała ze dwieście drachm, może trzysta, nie licząc tego,
co musisz dać służebnicom i świątyni. Za taką zaś sumę,
zresztą --- za pięćset drachm, możesz poznać kobietę młodą
i cnotliwą, moją córkę, która ma już czternaście lat i jako
dziewczę rozsądne zbiera sobie posag. Nie włócz się więc nocą
po nieznanym mieście, bo wpadniesz w ręce policji albo złodziei, lecz korzystaj z tego, co bogowie ofiarują ci w domu.
Chcesz?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A czy twoja córka pojedzie ze mną do Harranu? --- spytał
Phut.</akap_dialog>


<akap>Gospodarz patrzył na niego zdumiony. Nagle uderzył się
w czoło, jakby odgadł tajemnicę, i schwyciwszy podróżnego
za rękę, pociągnął go do zacisznej framugi.</akap>


<akap_dialog>--- Już wszystko wiem! --- szeptał wzburzony. --- Ty handlujesz kobietami... Ale pamiętaj, że za wywiezienie jednej
Egipcjanki stracisz majątek i pójdziesz do kopalń. Chyba... że
mnie weźmiesz do współki<pe><slowo_obce>współka</slowo_obce> --- dziś: spółka.</pe>, bo ja tu wszędzie znam drogi...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W takim razie opowiesz mi drogę do domu tej kapłanki
--- odparł Phut. --- Pamiętaj, ażebym po zachodzie słońca miał
przewodnika, a jutro moje worki i skrzynię, bo inaczej poskarżę się do sądu.</akap_dialog>


<akap>To powiedziawszy, Phut opuścił restaurację i poszedł do
swego pokoju na górę.</akap>


<akap>Wściekły z gniewu Asarhadon zbliżył się do stolika, przy
którym pili kupcy feniccy, i odwołał na stronę jednego z nich,
Kusza.</akap>


<akap_dialog>--- Pięknych gości dajesz mi pod opiekę!... --- rzekł gospodarz, nie mogąc pohamować drżenia głosu. --- Ten Phut prawie
nic nie jada, każe mi wykupować od złodziei rzeczy, które mu
skradziono, a teraz, jakby na urąganie z mego domu, wybiera
się do egipskiej tancerki, zamiast obdarować moje kobiety.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Cóż dziwnego? --- odparł śmiejąc się Kusz. --- Fenicjanki
mógł poznać w Sydonie, tutaj zaś woli Egipcjanki. Głupi jest
ten, kto na Cyprze nie kosztuje wina cypryjskiego, tylko piwo
tyryjskie.</akap_dialog>




<akap_dialog>--- A ja ci mówię --- przerwał gospodarz --- że to jest człowiek niebezpieczny... Udaje mieszczanina, choć ma postawę kapłana.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ty, Asarhadonie, wyglądasz jak arcykapłan, a jesteś
tylko szynkarzem! Ława nie przestaje być ławą, choć ma na
sobie lwią skórę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale po co on chodzi do kapłanek?... Przysiągłbym, że to
wybieg i że gbur chetyjski<pe><slowo_obce>chetyjski</slowo_obce> --- dziś popr.: hetycki.</pe>, zamiast na ucztę do kobiet, uda
się na jakieś zgromadzenie spiskowców.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Złość i chciwość zamroczyły twój umysł --- odrzekł z powagą Kusz. --- Jesteś jak człowiek, który szukając dyni na figowym drzewie, nie widzi figi. Dla każdego kupca jest jasne,
że jeżeli Phut ma odebrać pięć talentów od kapłana, to musi
skarbić sobie łaski u wszystkich, którzy kręcą się przy świątyniach. Ale ty już nic nie rozumiesz...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bo mnie mówi serce, że to musi być asyryjski wysłaniec
czyhający na zgubę jego świątobliwości...</akap_dialog>


<akap>Kusz z pogardą patrzył na Asarhadona.</akap>


<akap_dialog>--- Więc śledź go, czuwaj nad każdym jego krokiem. A jeżeli co wykryjesz, może dostanie ci się jaka cząstka jego majątku.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O, teraz powiedziałeś mądre zdanie! --- rzekł gospodarz. --- Niech ten szczur idzie sobie do kapłanek, a od nich
w miejsce nie znane mi. Ale ja za nim poślę moje źrenice,
przed którymi nic się nie ukryje!</akap_dialog>






<naglowek_rozdzial>Rozdział XX</naglowek_rozdzial>




<akap>Około dziewiątej godziny wieczorem Phut opuścił zajazd
,,Pod Okrętem" w towarzystwie Murzyna niosącego pochodnię. Pół godziny przedtem Asarhadon wysłał na ulicę Grobów
zaufanego człowieka, rozkazując, aby pilnie zważał: czy harrańczyk nie wymknie się z domu pod ,,Zieloną Gwiazdą",
a jeżeliby tak uczynił --- dokąd pójdzie?</akap>


<akap>Drugi zaufany człowiek gospodarza szedł w pewnej odległości za Phutem; na węższych ulicach krył się pod domami,
na szerszych --- udawał pijanego.</akap>


<akap>Ulice były już puste, tragarze i przekupnie spali. Świeciło
się tylko w mieszkaniach pracujących rzemieślników albo
u ludzi bogatych, którzy ucztowali na płaskich dachach.
W różnych stronach miasta odzywały się dźwięki arf i fletów,
śpiewy, śmiechy, kucie młotów, zgrzytanie pił stolarskich.
Czasem okrzyk pijacki, niekiedy wołanie o ratunek.</akap>


<akap>Ulice, którymi przechodził Phut i niewolnik, były po większej części ciasne, krzywe, pełne wybojów. W miarę zbliżania
się do celu podróży, kamienice były coraz niższe, domy jednopiętrowe liczniejsze i więcej ogrodów, a raczej palm, fig
i nędznych akacji, które wychylały się spomiędzy murów,
jakby miały zamiar uciec stąd.</akap>


<akap>Na ulicy Grobów widok nagle zmienił się. Miejsce kamienic
zajęły rozległe ogrody, a wśród nich --- eleganckie pałacyki.
Przed jedną z bram Murzyn zatrzymał się i zgasił pochodnię.</akap>


<akap_dialog>--- Tu jest ,,Zielona Gwiazda" --- rzekł i złożywszy Phutowi
niski ukłon, zawrócił do domu.</akap_dialog>


<akap>Harrańczyk zapukał do wrót. Po chwili ukazał się odźwierny. Uważnie obejrzał przybysza i mruknął:</akap>


<akap_dialog>--- Anael, Sachiel...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Amabiel, Abalidot --- odpowiedział Phut.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bądź pozdrowiony --- rzekł odźwierny i szybko otworzył
bramę.</akap_dialog>


<akap>Przeszedłszy kilkanaście kroków między drzewami, Phut
znalazł się w sieni pałacyku, gdzie powitała go znajoma kapłanka. W głębi stał jakiś człowiek z czarną brodą i włosami,
tak podobny do harrańczyka, że przybysz nie mógł ukryć
zdziwienia.</akap>


<akap_dialog>--- On zastąpi cię w oczach tych, którzy cię śledzą --- rzekła
z uśmiechem kapłanka.</akap_dialog>


<akap>Człowiek, przebrany za harrańczyka, włożył sobie na głowę
wieniec z róż i w towarzystwie kapłanki poszedł na pierwsze
piętro, gdzie niebawem rozległy się dźwięki fletu i szczęk pucharów. Phuta zaś dwaj niżsi kapłani zaprowadzili do łaźni
w ogrodzie. Tam, wykąpawszy go i utrefiwszy włosy, włożyli
na niego białe szaty.</akap>


<akap>Z łazienki wszyscy trzej znowu wyszli między drzewa; minęli kilka ogrodów, wreszcie znaleźli się na pustym placu.</akap>


<akap_dialog>--- Tam --- rzekł do Phuta jeden z kapłanów --- są dawne
groby, tam miasto, a tu świątynia. Idź, gdzie chcesz, i niechaj
mądrość wskazuje ci drogę, a święte słowa bronią od niebezpieczeństw.</akap_dialog>


<akap>Dwaj kapłani cofnęli się do ogrodu, a Phut został sam. Noc
bezksiężycowa była dość widna. Z daleka, otulony we mgłę,
migotał Nil, wyżej iskrzyło się siedem gwiazd Wielkiej Niedźwiedzicy. Nad głową podróżnego wznosił się Orion, a nad
ciemnymi pylonami płonęła gwiazda Syriusz.</akap>


<akap>,,U nas gwiazdy mocniej świecą" --- pomyślał Phut. Zaczął
szeptać modlitwy w nieznanym języku i skierował się ku
świątyni.</akap>


<akap>Gdy odszedł kilkadziesiąt kroków, z jednego ogrodu wychylił się człowiek i śledził podróżnego. Lecz prawie w tej
samej chwili spadła tak gęsta mgła, że na placu, oprócz
dachów świątyni, nie można było nic dojrzeć.</akap>




<akap>Po pewnym czasie harrańczyk natknął się na wysoki mur.
Spojrzał na niebo i począł iść ku zachodowi. Co chwilę przelatywały nad nim nocne ptaki i wielkie nietoperze. Mgła zrobiła się tak gęstą, że musiał dotykać ściany, aby jej nie zgubić.
Wędrówka trwała dość długo, gdy nagle Phut znalazł się przed
niską furtką, nabitą mnóstwem brązowych gwoździ. Zaczął
je liczyć od lewej ręki z góry, przy czym jedne mocno naciskał, inne zakręcał.</akap>


<akap>Gdy tym sposobem poruszył ostatni gwóźdź u dołu, drzwi
cicho otworzyły się. Harrańczyk posunął się kilka kroków
i znalazł się w ciasnej niszy, w której panowała zupełna
ciemność.</akap>


<akap>Począł ostrożnie próbować nogą gruntu, aż trafił jakby na
krawędź studni, z której wiał chłód. Tu usiadł i śmiało zsunął
się w głąb przepaści, chociaż w tym miejscu i w tym kraju
znajdował się dopiero pierwszy raz.</akap>


<akap>Przepaść jednak nie była głęboka. Phut równymi nogami
stanął na pochyłej podłodze i wąskim korytarzem zaczął
schodzić na dół z taką pewnością, jakby drogę znał od dawna.</akap>


<akap>W końcu kurytarza były drzwi. Przybysz znalazł po omacku
kołatkę i trzy razy zapukał. W odpowiedzi odezwał się głos,
nie wiadomo skąd pochodzący:</akap>


<akap_dialog>--- Ty, który w nocnej godzinie zakłócasz spokój świętego
miejsca, czy masz prawo tu wchodzić?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie skrzywdziłem męża, kobiety ani dziecka... Rąk
moich nie splamiła krew... Nie jadłem potraw nieczystych...
Nie zabrałem cudzego mienia... Nie kłamałem i nie zdradziłem
wielkiej tajemnicy --- spokojnie odpowiedział harrańczyk.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jestżeś tym, którego oczekują, czy tym, za którego się
podajesz? --- zapytał głos po chwili.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jestem ten, który miał przyjść od braci ze Wschodu, ale
to drugie imię jest także moje imię, a w mieście północnym
posiadam dom i ziemię, jakom rzekł obcym --- odpowiedział
Phut.</akap_dialog>


<akap>Otworzyły się drzwi i harrańczyk wszedł do obszernej piwnicy, którą oświetlała lampka płonąca na stoliku przed purpurową zasłoną. Na zasłonie była wyhaftowana złotem skrzydlata kula z dwoma wężami.</akap>


<akap>Na boku stał kapłan egipski w białej szacie.</akap>


<akap_dialog>--- Który tu wszedłeś --- rzekł kapłan, wskazując ręką
Phuta --- czy wiesz, co opowiada ten znak na zasłonie?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Kula --- odparł przybysz --- jest obrazem świata, na którym mieszkamy, a skrzydła wskazują, że świat ten unosi się
w przestrzeni jak orzeł.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A węże?... --- spytał kapłan.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dwa węże przypominają mędrcowi, że kto by zdradził
tę wielką tajemnicę, umrze podwójnie --- ciałem i duszą.</akap_dialog>


<akap>Po chwili milczenia kapłan znowu zapytał:</akap>


<akap_dialog>--- Jeżeliś jest w samej rzeczy Beroes (tu schylił głowę),
wielki prorok Chaldei<pe><slowo_obce>Chaldea</slowo_obce> --- dawna nazwa terenów Babilonii, tj. środkowej i południowej Mezopotamii; kapłani chaldejscy słynęli w starożytności ze znajomości astronomii i astrologii.</pe> (znowu schylił głowę), dla którego nie
ma tajemnic na ziemi ani w niebie, racz powiedzieć słudze
twemu: która gwiazda jest najdziwniejsza?</akap_dialog>




<akap_dialog>--- Dziwnym jest Hor-set<pa><slowo_obce>Hor-set</slowo_obce> --- Planeta Jowisz.</pa>, który obchodzi niebo w ciągu
dwunastu lat, gdyż dokoła niego krążą cztery mniejsze gwiazdy. Ale dziwniejszym jest Horka<pa><slowo_obce>Horka</slowo_obce> --- planeta Saturn.</pa> obchodzący niebo w trzydzieści lat. Ma on bowiem nie tylko podwładne sobie gwiazdy,
lecz i wielki pierścień, który niekiedy znika.</akap_dialog>


<akap>Wysłuchawszy tego egipski kapłan upadł na twarz przed
Chaldejczykiem. Następnie wręczył mu purpurową szarfę
i welon z muślinu, pokazał, gdzie stoją kadzidła, i wśród
niskich ukłonów opuścił pieczarę.</akap>


<akap>Chaldejczyk został sam. Włożył szarfę na prawe ramię,
zakrył twarz welonem i wziąwszy złotą łyżkę nasypał w nią
kadzidła, które zapalił u lampki przed zasłoną. Szepcząc
obrócił się trzy razy w koło, a dym kadzidła opasał go jakby
potrójnym pierścieniem.</akap>


<akap>Przez ten czas w pustej pieczarze zapanował dziwny niepokój. Zdawało się, że sufit idzie w górę i rozsuwają się ściany.
Purpurowa zasłona na ołtarzu chwiała się niby poruszana
przez ukryte ręce. Powietrze zaczęło falować, jakby wśród
niego przelatywały stada niewidzialnych ptaków.</akap>


<akap>Chaldejczyk rozsunął szatę na piersiach i wydobył złoty
medal pokryty tajemniczymi znakami. Pieczara drgnęła,
święta zasłona poruszyła się gwałtowniej, a w różnych punktach izby ukazały się płomyki.</akap>


<akap>Wtedy mag wzniósł ręce do góry i zaczął mówić:</akap>


<akap_dialog>--- ,,Ojcze niebieski, łaskawy i miłosierny, oczyść duszę
moją... Ześlij na niegodnego sługę swoje błogosławieństwa
i wyciągnij wszechmocne ramię na duchy buntownicze, abym
mógł okazać moc Twoją...</akap_dialog>


<akap>Oto znak, którego dotykam w waszej obecności... Otom
jest --- ja --- oparty na pomocy bożej, przewidujący i nieustraszony... Otom jest potężny i wywołuję was, i zaklinam...
Przyjdźcie tu, posłuszne w imię Aye, Saraye, Aye, Saraye..."</akap>


<akap>W tej chwili z różnych stron odezwały się jakieś głosy.
Około lampki przeleciał jakiś ptak, potem szata rudej barwy,
następnie człowiek z ogonem, nareszcie kogut w koronie,
który stanął na stoliku przed zasłoną.</akap>


<akap>Chaldejczyk znowu mówił:</akap>


<akap_dialog>--- ,,W imię wszechmocnego i wiekuistego Boga... Amorul,
Tanecha, Rabur, Latisten..."</akap_dialog>


<akap>Dalekie głosy odezwały się po raz drugi.</akap>


<akap_dialog>--- ,,W imię prawdziwego i wiecznie żyjącego Eloy, Archima, Rabur, zaklinam was i wzywam... Przez imię gwiazdy,
która jest słońcem, przez ten jej znak, przez chwalebne
i straszne imię Boga żywego...<pa><slowo_obce>...i straszne imię Boga żywego</slowo_obce> --- zaklęcia magów.</pa>"</akap_dialog>


<akap>Nagle wszystko ucichło. Przed ołtarzem ukazało się ukoronowane widmo z berłem w ręku, siedzące na lwie.</akap>


<akap_dialog>--- Beroes!... Beroes!... --- zawołało widmo stłumionym głosem --- po co mnie wywołujesz?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Chcę, ażeby bracia moi z tej świątyni przyjęli mnie
szczerym sercem i nakłonili ucha do słów, które przynoszę
im od braci z Babilonu --- odpowiedział Chaldejczyk.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niech się tak stanie --- rzekło widmo i znikło.</akap_dialog>


<akap>Chaldejczyk został bez ruchu, jak posąg, z odrzuconą w tył
głową, z rękoma wzniesionymi do góry. Stał tak przeszło pół
godziny w pozycji niemożliwej dla zwykłego człowieka.</akap>


<akap>W tym czasie cofnął się kawał muru tworzącego ścianę pieczary i weszli trzej kapłani egipscy. Na widok Chaldejczyka,
który zdawał się leżeć w powietrzu, oparty plecami o niewidzialną podporę, kapłani zaczęli spoglądać na siebie ze zdumieniem. Najstarszy rzekł:</akap>


<akap_dialog>--- Dawniej bywali u nas tacy, ale dziś nikt tego nie potrafi.</akap_dialog>


<akap>Obchodzili go ze wszystkich stron, dotykali zdrętwiałych
członków i z niepokojem patrzyli na jego oblicze, żółte i bezkrwiste jak u trupa.</akap>


<akap_dialog>--- Czy umarł?... --- zapytał najmłodszy.</akap_dialog>


<akap>Po tych słowach pochylone w tył ciało Chaldejczyka wróciło do pionowej postawy. Na twarzy ukazał się lekki rumieniec, a wzniesione ręce opadły. Westchnął, przetarł oczy jak
człowiek zbudzony ze snu, spojrzał na przybyłych i po chwili
rzekł:</akap>


<akap_dialog>--- Ty --- zwrócił się do najstarszego --- jesteś Mefres, arcykapłan świątyni Ptah w Memfis... Ty --- jesteś Herhor, arcykapłan Amona w Tebach, najpierwszy mocarz po królu w tym
państwie... Ty --- wskazał na najmłodszego --- jesteś Pentuer,
drugi prorok w świątyni Amona i doradca Herhora.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A ty niewątpliwie jesteś Beroes, wielki kapłan i mędrzec
babiloński, którego przyjście oznajmiono nam przed rokiem ---
odparł Mefres.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Powiedziałeś prawdę --- rzekł Chaldejczyk. Uścisnął ich
po kolei, a oni schylali głowy przed nim.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przynoszę wam wielkie słowa z naszej wspólnej ojczyzny, którą jest mądrość --- mówił Beroes. --- Raczcie ich wysłuchać i działajcie, jak potrzeba.</akap_dialog>


<akap>Na znak Herhora Pentuer cofnął się w głąb pieczary i wyniósł trzy fotele z lekkiego drzewa dla starszych, a niski taboret dla siebie. Usiadł w bliskości lampki i wydobył z zanadrza mały sztylet i tabliczkę pokrytą woskiem.</akap>


<akap>Gdy wszyscy trzej zajęli fotele, Chaldejczyk zaczął:</akap>


<akap_dialog>--- Do ciebie, Mefresie, mówi najwyższe kolegium kapłanów
w Babilonie. Święty stan kapłański w Egipcie upada. Wielu
z nich gromadzą<pe><slowo_obce>Wielu z nich gromadzą</slowo_obce> --- dziś popr.: wielu z nich gromadzi.</pe> pieniądze i kobiety i pędzą życie wśród
uciech. Mądrość jest zaniedbana. Nie macie władzy ani nad
światem niewidzialnym, ani nawet nad własnymi duszami.
Niektórzy z was utracili wiarę wyższą, a dla źrenic waszych
zakryta jest przyszłość. Nawet dzieje się gorzej, bo wielu kapłanów czując, że siły ich ducha są wyczerpane, weszli<pe><slowo_obce>wielu kapłanów [...] weszli [...] i zwodzą</slowo_obce> --- dziś popr.: wielu kapłanów weszło... i zwodzi.</pe> na
drogę kłamstwa i zręcznymi sztukami zwodzą prostaków.</akap_dialog>


<akap>To mówi najwyższe kolegium: jeżeli chcecie powrócić na
dobrą drogę, Beroes zostanie z wami przez kilka lat, ażeby za
pomocą iskry przyniesionej z wielkiego ołtarza Babilonu rozniecić prawdziwe światło nad Nilem.</akap>


<akap_dialog>--- Wszystko tak jest, jak mówisz --- odparł zasmucony Mefres. --- Zostań przeto między nami kilka lat, ażeby dorastająca młodzież przypomniała sobie waszą mądrość.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A teraz do ciebie, Herhorze, słowa od najwyższego kolegium...</akap_dialog>


<akap>Herhor pochylił głowę.</akap>


<akap_dialog>--- Skutkiem zaniedbania wielkich tajemnic kapłani wasi
nie spostrzegli, że dla Egiptu nadchodzą złe lata. Grożą wam
klęski wewnętrzne, które tylko cnota i mądrość oddalić może.
Lecz gorsze jest, że gdybyście w ciągu następnych dziesięciu
lat rozpoczęli wojnę z Asyrią, wojska jej rozgromią wasze,
przyjdą nad Nil i zniszczą wszystko, co tu istnieje od wieków.</akap_dialog>


<akap>Taki złowrogi układ gwiazd, jaki dziś cięży nad Egiptem,
zdarzył się pierwszy raz za dynastii czternastej<pe><slowo_obce>dynastia czternasta</slowo_obce> --- panująca w Drugim Okresie Przejściowym przed przejęciem kontroli nad Deltą przez Hyksosów. Według części uczonych obejmująca królów rządzących Dolnym Egiptem równocześnie z władcami XIII dynastii (1802--1649 p.n.e.).</pe>, kiedy wasz
kraj zdobyli i złupili Hyksosi. Trzeci raz powtórzy się on za
pięćset lub sześćset lat od strony Asyrii i ludu Paras<pe><slowo_obce>Paras</slowo_obce> --- hebr. nazwa Persji.</pe><pe><slowo_obce>złowrogi układ gwiazd... powtórzy się za pięćset lub sześćset lat od strony Asyrii i ludu Paras</slowo_obce> --- Asyryjczycy na kilka lat zdobyli Egipt w 671 p.n.e., Persowie podbili go w 525 p.n.e.</pe>, który
mieszka na wschód od Chaldei.</akap>


<akap>Kapłani słuchali przerażeni. Herhor był blady, Pentuerowi
wypadła z rąk tabliczka. Mefres ujął wiszący na piersiach
amulet i modlił się zeschłymi wargami.</akap>


<akap_dialog><begin id="b1354272314068-3725323038"/><motyw id="m1354272314068-3725323038">Wojna, Okrucieństwo</motyw>--- Strzeżcie się więc Asyrii --- ciągnął Chaldejczyk --- bo
dziś jej godzina. Okrutny to lud!... gardzi pracą, żyje wojną.
Zwyciężonych wbija na pale lub obdziera ze skóry, niszczy
zdobyte miasta, a ludność uprowadza w niewolę. Odpoczynkiem ich jest polować na srogie zwierzęta, a zabawą --- strzelać
z łuku do jeńców lub wyłupywać im oczy. Cudze świątynie
zamieniają w gruzy, naczyniami bogów posługują się przy
swych ucztach, a kapłanów i mędrców robią swoimi błaznami. Ozdobą ich ścian są skóry żywych ludzi, a ich stołu --- zakrwawione głowy nieprzyjaciół.<end id="e1354272314068-3725323038"/></akap_dialog>




<akap>Gdy Chaldejczyk umilknął, odezwał się czcigodny Mefres:</akap>


<akap_dialog>--- Wielki proroku, rzuciłeś strach na dusze nasze, a nie
wskazujesz ratunku. Może być, i z pewnością tak jest, skoro
mówisz, że losy przez pewien czas będą dla nas niełaskawe;
lecz --- jakże tego uniknąć? Są w Nilu miejsca niebezpieczne,
z których żadna łódź nie ocali się; toteż mądrość sterników
omija groźne wiry. Toż samo z nieszczęściami narodów. Naród
jest czółnem, a czas rzeką, którą w pewnych epokach mącą
wiry. Jeżeli zaś drobna skorupa rybacza umie wywinąć się od
klęski, dlaczego miliony ludu nie mogłyby w podobnych warunkach ujść zagłady?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mądre są słowa twoje --- odparł Beroes --- ale tylko
w pewnej części potrafię na nie odpowiedzieć.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Miałżebyś nie znać wszystkiego, co się stanie? --- zapytał
Herhor.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie pytaj mnie o to, co wiem, a czego nie mogę powiedzieć. Najważniejszą rzeczą dla was jest utrzymać dziesięcioletni pokój z Asyrią, a to leży w granicy waszych sił.</akap_dialog>


<akap>Asyria jeszcze boi się was, nic nie wie o zbiegu złych losów
nad waszym krajem i chce rozpocząć wojnę z ludami Północy
i Wschodu, które siedzą dokoła morza. Przymierze więc z nią
moglibyście zawrzeć dzisiaj...</akap>


<akap_dialog>--- Na jakich warunkach? --- wtrącił Herhor.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Na bardzo dobrych. Asyria odstąpi wam ziemię izraelską aż do miasta Akka<pe><slowo_obce>Akka</slowo_obce> --- ważne nadmorskie miasto handlowe na południu Fenicji (dziś w północnym Izraelu).</pe> i kraj Edom<pe><slowo_obce>Edom</slowo_obce> --- kraj ciągnący się na południe od Judei i Morza Martwego aż do Morza Czerwonego.</pe> aż do miasta Elath<pe><slowo_obce>Elath</slowo_obce>, dziś: <slowo_obce>Ejlat</slowo_obce> --- miasto portowe na północnym krańcu Zatoki Akaba (Morze Czerwone), oddzielającej półwysep Synaj od półwyspu Arabskiego.</pe>. Zatem
bez wojny granice wasze posuną się o dziesięć dni marszu na
północ i dziesięć dni na wschód.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A Fenicja?... --- spytał Herhor.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Strzeżcie się pokusy!... --- zawołał Beroes. --- Gdyby dziś
faraon wyciągnął rękę po Fenicję, za miesiąc armie asyryjskie, przeznaczone na północ i wschód, zwróciłyby się na południe, a przed upływem roku konie ich pławiłyby się w Nilu...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ależ Egipt nie może wyrzec się wpływu na Fenicją! ---
przerwał z wybuchem Herhor.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Gdyby się nie wyrzekł, sam przygotowałby własną
zgubę --- mówił Chaldejczyk. --- Zresztą, powtarzam słowa najwyższego kolegium: ,,Powiedz Egiptowi --- nakazywali bracia
z Babilonu --- ażeby na dziesięć lat przytulił się do swej ziemi
jak kuropatwa, bo czyha na niego jastrząb złych losów.
Powiedz, że my, Chaldejczycy, nienawidzimy Asyryjczyków
bardziej niż Egipcjanie, gdyż znosimy ciężar ich władzy; lecz
mimo to zalecamy Egiptowi pokój z tym ludem krwiożerczym.
Dziesięć lat --- mały to przeciąg czasu, po którym możecie nie
tylko odzyskać dawne pozycje, ale i nas ocalić."</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To prawda! --- rzekł Mefres.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rozważcie tylko --- ciągnął Chaldejczyk. --- Jeżeli Asyria
z wami będzie prowadziła wojnę, pociągnie Babilon, który
brzydzi się wojną, wyczerpie nasze bogactwa i zatrzyma pracę
mądrości. Choćbyście nie ulegli, kraj wasz na długie lata
będzie zniszczony i straci nie tylko dużo ludności, ale i te
ziemie urodzajne, które bez waszych starań piasek zasypałby
w ciągu roku.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To rozumiemy --- wtrącił Herhor --- i dlatego nie myślimy zaczepiać Asyrii. Ale Fenicja...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Cóż wam szkodzi --- mówił Beroes --- że asyryjski rozbójnik ściśnie fenickiego złodzieja? Na tym zyskają nasi i wasi
kupcy. A jeżeli zechcecie posiadać Fenicjan, pozwólcie, ażeby
osiedlali się na waszych brzegach. Jestem pewny, że najbogatsi z nich i najzręczniejsi uciekną spod władzy Asyryjczyków.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Cóż by się stało z naszą flotą, gdyby Asyria osiedliła
się w Fenicji? --- pytał Herhor.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie jest to naprawdę wasza flota, tylko fenicka --- odparł
Chaldejczyk. --- Gdy więc zabraknie wam tyryjskich i sydońskich statków, zaczniecie budować własne i ćwiczyć Egipcjan
w sztuce żeglarskiej. Jeżeli będziecie mieli rozum i dzielny
charakter, wydrzecie Fenicjanom handel na całym zachodzie...</akap_dialog>


<akap>Herhor machnął ręką.</akap>


<akap_dialog>--- Powiedziałem, co mi kazano --- rzekł Beroes --- a wy
czyńcie, co wam się podoba. Lecz pamiętajcie, że ciąży nad
wami dziesięć lat złowrogich.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zdaje mi się, święty mężu --- wtrącił Pentuer --- że mówiłeś i o klęskach wewnętrznych, jakie grożą Egiptowi
w przyszłości. Co to będzie?... jeżeli raczysz odpowiedzieć
słudze twemu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O to nie pytajcie mnie. Te rzeczy lepiej powinniście znać
aniżeli ja, człowiek obcy. Przezorność odkryje wam chorobę,
a doświadczenie poda lekarstwa.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Lud jest strasznie uciskany przez wielkich! --- szepnął
Pentuer.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pobożność upadła!... --- rzekł Mefres.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jest wielu ludzi, którzy wzdychają do wojny za granicą --- dodał Herhor. --- Ja zaś od dawna widzę, że jej prowadzić
nie możemy. Chyba za dziesięć lat...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc zawrzecie traktat z Asyrią? --- spytał Chaldejczyk.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Amon, który zna moje serce --- mówił Herhor --- wie, jak
mi podobny traktat jest obmierzły... Tak jeszcze niedawno
nędzni Asyryjczycy płacili nam daniny!... Lecz jeżeli ty, ojcze
święty, i najwyższe kolegium mówicie, że losy są przeciwko
nam, musimy zawrzeć traktat...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Prawda, że musimy!... --- dodał Mefres.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W takim razie zawiadomcie kolegium w Babilonie o postanowieniu, a oni sprawią, że król Assar<pe><slowo_obce>król Assar</slowo_obce> --- władcą Asyrii był wówczas Tiglat-Pileser I (1114--1076 p.n.e.), wsławiony szeregiem wypraw wojennych przeciwko plemionom aramejskim i państwom syrohetyckim zagrażającym jego państwu od zachodu. Podbił Syrię, zmusił fenicki Sydon i Byblos do płacenia daniny oraz złupił główne miasta Babilonii, której jednak nie udało mu się podporządkować.</pe> przyśle do was poselstwo. Ufajcie mi, że układ ten jest bardzo korzystny: bez
wojny zwiększacie swoje posiadłości!... Wreszcie --- rozmyślało
nad nim nasze kolegium kapłańskie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Oby spadły na was wszelkie błogosławieństwa: dostatki,
władza i mądrość --- rzekł Mefres. --- Tak, trzeba dźwignąć
nasz stan kapłański, a ty, święty mężu Beroesie, pomożesz
nam.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Trzeba nade wszystko ulżyć nędzy ludu --- wtrącił
Pentuer.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Kapłani... lud!... --- mówił jakby do siebie Herhor. --- Tu
przede wszystkim trzeba powściągnąć tych, którzy pragną
wojny... Prawda, że jego świątobliwość faraon jest za mną,
i zdaje mi się, żem pozyskał niejaki wpływ na serce dostojnego następcy (oby żyli wiecznie!). Ale Nitager, któremu wojna
jest potrzebna jak rybie woda... Ale naczelnicy wojsk najemnych, którzy dopiero podczas wojny coś znaczą u nas... Ale
nasza arystokracja, która myśli, że wojna spłaci fenickie
długi, a im przyniesie majątek...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tymczasem rolnicy upadają pod nawałem prac, a robotnicy publiczni burzą się z powodu zdzierstwa przełożonych ---
wtrącił Pentuer.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ten zawsze swoje! --- mówił zadumany Herhor. --- Myśl
ty sobie, Pentuerze, o chłopach i robotnikach, ty, Mefresie,
o kapłanach. Nie wiem, co wam się uda zrobić, ale ja --- przysięgam, że gdyby mój własny syn pchał Egipt do wojny, zetrę
własnego syna.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak uczyń --- rzekł Chaldejczyk. --- Zresztą, kto chce,
niech toczy wojnę, byle nie w tych stronach, gdzie może
zetknąć się z Asyrią.</akap_dialog>


<akap>Na tym posiedzenie zakończyło się. Chaldejczyk włożył
szarfę na ramię i zasłonę na twarz, Mefres i Herhor stanęli po
obu stronach jego, a za nimi Pentuer, wszyscy zwróceni do
ołtarza.</akap>


<akap>Gdy Beroes skrzyżowawszy ręce na piersiach szeptał,
w podziemiu zaczął się znowu niepokój i było słychać niby
daleki zgiełk, który zdziwił asystentów. Wówczas mag odezwał się głośno:</akap>


<akap_dialog>--- Baralanensis, Baldachiensis, Paumachiae, wzywam was,
abyście byli świadkami naszych układów i wspierali nasze
zamiary...</akap_dialog>


<akap>Rozległ się dźwięk trąb tak wyraźny, że Mefres schylił się
do ziemi, Herhor obejrzał się zdziwiony, a Pentuer ukląkł,
zaczął drżeć i zasłonił uszy.</akap>


<akap><begin id="b1354287933299-3438515877"/><motyw id="m1354287933299-3438515877">Przysięga, Bóg</motyw>Purpurowa kotara na ołtarzu zachwiała się, a jej fałdy przybrały taką formę, jak gdyby spoza niej chciał wyjść człowiek.</akap>


<akap_dialog>--- Bądźcie świadkami --- wołał zmienionym głosem Chaldejczyk --- niebieskie i piekielne moce. A kto by nie dotrzymał umowy albo zdradził jej tajemnicę, niech będzie przeklęty...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- ,,Przeklęty!..." --- powtórzył jakiś głos.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I zniszczony...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- ,,I zniszczony..."</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W tym widzialnym i tamtym niewidzialnym życiu. Przez
niewysłowione imię Jehowa, na dźwięk którego ziemia drży,
morze cofa się, ogień gaśnie, rozkładają się elementy natury...<end id="e1354287933299-3438515877"/></akap_dialog>


<akap>W jaskini zapanowała formalna burza. Dźwięki trąb mieszały się z odgłosem jakby dalekich piorunów. Zasłona ołtarza
prawie poziomo uniosła się i poza nią, wśród migotliwych
błyskawic, ukazały się dziwne twory, na poły ludzkie, na poły
roślinne i zwierzęce, skłębione i pomieszane.</akap>
<akap>
Nagle wszystko ucichło i Beroes z wolna wzniósł się w powietrze, ponad głowy trzech asystujących kapłanów.</akap>


<separator_linia/>



<akap>O godzinie ósmej z rana harrańczyk Phut wrócił do fenickiego zajazdu ,,Pod Okrętem", gdzie już znalazły się jego
worki i skrzynia zabrana przez złodziei. Zaś w kilka minut
po nim przyszedł zaufany sługa Asarhadona, którego gospodarz zaprowadził do piwnicy i krótko spytał:</akap>


<akap_dialog>--- Cóż?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Byłem przez całą noc --- odparł sługa --- na placu, gdzie
jest świątynia Seta. Około dziesiątej wieczorem, z ogrodu,
który leży o pięć posesji dalej aniżeli dom ,,Zielonej Gwiazdy",
wyszło trzech kapłanów. Jeden z nich, z czarną brodą i włosami, skierował stopy swoje przez plac, do świątyni Seta. Pobiegłem za nim, ale zaczęła padać mgła i zginął mi z oczu. Czy
wrócił pod ,,Zieloną Gwiazdę" i kiedy --- nie wiem.</akap_dialog>


<akap>Gospodarz zajazdu, wysłuchawszy sprawozdania, stuknął
się w czoło i zaczął mruczeć do siebie:</akap>


<akap_dialog>--- Więc mój harrańczyk, jeżeli ubiera się w strój kapłana
i chodzi do świątyni, musi być kapłanem. A jeżeli nosi brodę
i włosy, musi być kapłanem chaldejskim. A jeżeli po kryjomu
widuje się z tutejszymi kapłanami, więc jest w tym jakieś
szelmostwo. Nie powiem o tym policji, bo mógłbym złapać się.
Ale zawiadomię którego z wielkich Sydończyków, bo może
być w tym interes do zrobienia, jeżeli nie dla mnie, to dla
naszych.</akap_dialog>


<akap>Niedługo wrócił inny posłaniec, Asarhadon i z tym zeszedł
do piwnicy i usłyszał następną relację:</akap>


<akap_dialog>--- Przez całą noc stałem naprzeciw domu pod ,,Zieloną
Gwiazdą". Harrańczyk tam był, upił się i wyrabiał takie
krzyki, że aż policjant upominał odźwiernego...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Hę?... --- spytał gospodarz. --- Harrańczyk był pod ,,Zieloną Gwiazdą" przez całą noc i ty go widziałeś?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I nie tylko ja, ale policjant...</akap_dialog>


<akap>Asarhadon sprowadził pierwszego sługę i każdemu z nich
kazał powtórzyć jego opowiadanie. Powtórzyli wiernie, każdy
swoje. Z czego wynikło, że Phut harrańczyk przez całą noc
bawił się pod ,,Zieloną Gwiazdą" ani na chwilę nie opuszczając jej, a jednocześnie --- że późnym wieczorem szedł do świątyni Seta, z której nie wracał.</akap>


<akap_dialog>--- O!... --- mruczał Fenicjanin --- w tym wszystkim kryje się
bardzo wielkie szelmostwo... Muszę czym prędzej zawiadomić
starszych gminy fenickiej, że ten Hetyta umie bywać jednocześnie w dwu miejscach. Zarazem poproszę go, ażeby wyniósł się z mego zajazdu... Nie lubię takich, którzy mają dwie
postacie: jedną swoją, drugą na zapas. Bo taki człowiek jest
albo wielki złodziej, albo czarownik, albo spiskowiec.</akap_dialog>


<akap>Ponieważ Asarhadon lękał się tych rzeczy, więc przeciw
czarom zabezpieczył się modlitwami do wszystkich bogów,
jacy ozdabiali jego szynkownię. Potem pobiegł do miasta,
gdzie zawiadomił o fakcie starszego gminy fenickiej i starszego cechu złodziei. Nareszcie wróciwszy do domu wezwał dziesiętnika policji i oświadczył mu, że Phut może być człowiekiem niebezpiecznym. W końcu zażądał od harrańczyka, ażeby
opuścił jego zajazd, któremu nie przynosi zysków, tylko podejrzenia i straty.</akap>


<akap>Phut chętnie zgodził się na propozycją i oświadczył gospodarzowi, że jeszcze dzisiejszego wieczora odpłynie do Tebów.</akap>


<akap>,,Bodajżeś stamtąd nie wrócił!... --- pomyślał gościnny gospodarz. --- Bodajeś zgnił w kopalniach albo wpadł do rzeki
na pastwę krokodylom."</akap>






<naglowek_rozdzial>Rozdział XXI</naglowek_rozdzial>





<akap>Podróż księcia następcy zaczęła się w najpiękniejszej porze
roku, w miesięcu Famenut (koniec grudnia, początek stycznia).</akap>


<akap>Woda spadła do połowy wysokości, odsłaniając coraz nowe
płaty ziemi. Od Tebów płynęły do morza mnogie tratwy
z pszenicą; w Dolnym Egipcie zbierano koniczynę i senes.
Drzewa pomarańczowe i granaty okryły się kwiatami, a na
polach siano: łubin, len, jęczmień, bób, fasolę, ogórki i inne
rośliny ogrodowe.</akap>


<akap>Odprowadzony do przystani memfiskiej przez kapłanów,
najwyższych urzędników państwa, gwardię jego świątobliwości faraona i tłumy ludu, książę namiestnik, Ramzes, wszedł
do złocistej barki około dziesiątej rano. Pod pomostem, na
którym stały kosztowne namioty, dwudziestu żołnierzy robiło<pe><slowo_obce>robić wiosłami</slowo_obce> (daw.) --- wiosłować.</pe>
wiosłami; zaś pod masztem i na obu końcach łodzi zajęli
miejsca najlepsi inżynierowie wodni. Jedni pilnowali żagla,
drudzy komenderowali wioślarzami, inni nadawali kierunek
statkowi.</akap>


<akap>Ramzes zaprosił do swej barki najczcigodniejszego arcykapłana Mefresa i świętego ojca Mentezufisa, którzy mieli mu
towarzyszyć w podróży i pełnieniu władzy. Wezwał też dostojnego nomarchę Memfisu, który księcia odprowadzał do
granic swojej prowincji.</akap>


<akap>Na kilkaset kroków przed namiestnikiem płynął piękny
statek dostojnego Otoesa, który był nomarchą Aa<pe><slowo_obce>Aa</slowo_obce> --- Chensu, 2. nom Dolnego Egiptu, ze stolicą w Chem (powieści: Sochem, gr. Letopolis), ok. 30 km na północny zachód od Memfis.</pe>, prowincji
sąsiadującej z Memfisem. Zaś za księciem uszykowały się niezliczone statki, zajęte przez dwór, kapłanów, oficerów i urzędników.</akap>


<akap>Żywność i służba odjechały wcześniej.</akap>


<akap>Nil do Memfisu płynie między dwoma pasmami gór. Dalej
góry skręcają na wschód i zachód, a rzeka dzieli się na kilka
ramion, których wody toczą się ku morzu przez wielką równinę.</akap>


<akap>Gdy statek odbił od przystani, książę chciał porozmawiać
z arcykapłanem Mefresem. W tej chwili jednak zerwał się
taki okrzyk tłumu, że następca musiał wyjść spod namiotu
i ukazać się ludowi.</akap>


<akap>Lecz wrzawa zamiast zmniejszyć się rosła. Na obu brzegach
stały i wciąż zwiększały się tłumy półnagich wyrobników lub
odzianych w świąteczne szaty mieszczan. Bardzo wielu miało
wieńce na głowach, prawie wszyscy zielone gałązki w rękach.
Niektóre grupy śpiewały, wśród innych rozlegał się łoskot
bębnów i dźwięki fletów.</akap>


<akap>Gęsto ustawione wzdłuż rzeki żurawie z kubłami próżnowały. Natomiast krążył po Nilu rój drobnych czółenek, których osady rzucały kwiaty pod barkę następcy. Niektórzy
sami skakali w wodę i płynęli za książęcym statkiem.</akap>


<akap>,,Ależ oni tak mnie pozdrawiają jak jego świątobliwość!..."
--- pomyślał książę.</akap>


<akap><begin id="b1354273619277-1333864573"/><motyw id="m1354273619277-1333864573">Sława, Tłum</motyw>I wielka duma opanowała jego serce na widok tylu strojnych statków, które mógł zatrzymać jednym skinieniem, i tych
tysięcy ludzi, którzy porzucili swoje zajęcia i narażali się na
kalectwo, nawet na śmierć, byle spojrzeć w jego boskie
oblicze.</akap>


<akap>Szczególniej upajał Ramzesa niezmierny krzyk tłumu nie
ustający ani na chwilę. Krzyk ten napełniał mu piersi, uderzał
do głowy, podnosił go. Zdawało się księciu, że gdyby skoczył
z pomostu, nawet nie dosięgnąłby wody, bo zapał ludu porwałby go i uniósł ku niebu jak ptaka.<end id="e1354273619277-1333864573"/></akap>


<akap>Statek nieco zbliżył się ku lewemu brzegowi, postacie tłumu
zarysowały się wyraźniej i książę spostrzegł coś, czego się nie
spodziewał. Podczas gdy pierwsze szeregi ludu klaskały i śpiewały, w dalszych widać było kije, gęsto i szybko spadające
na niewidzialne grzbiety.</akap>


<akap>Zdziwiony namiestnik zwrócił się do nomarchy Memfisu.</akap>


<akap_dialog>--- Spojrzyj no, wasza dostojność... Tam kije są w robocie?...</akap_dialog>


<akap>Nomarcha przysłonił ręką oczy, szyja poczerwieniała mu...</akap>


<akap_dialog>--- Wybacz, najdostojniejszy panie, ale ja źle widzę...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Biją... z pewnością biją --- powtarzał książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To jest możliwe --- odparł nomarcha. --- Zapewne policja
schwytała bandę złodziei...</akap_dialog>


<akap>Niezbyt zadowolony następca poszedł na tył statku, między
inżynierów, którzy nagle skręcili ku środkowi rzeki, i z tego
punktu spojrzał ku Memfisowi.</akap>


<akap>Brzegi w górze Nilu były prawie puste, czółenka znikły, żurawie czerpiące wodę pracowały, jak gdyby nic nie zaszło.</akap>


<akap_dialog>--- Już skończyła się uroczystość?... --- zapytał książę jednego z inżynierów, wskazując w górę rzeki.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak... Ludzie wrócili do roboty --- odparł inżynier.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bardzo prędko!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Muszą odzyskać czas stracony --- rzekł nieostrożnie inżynier.</akap_dialog>


<akap>Następca drgnął i bystro spojrzał na mówiącego. Lecz wnet
uspokoił się i wrócił pod namiot. Okrzyki nic go już nie obchodziły. Był pochmurny i milczący. Po wybuchu dumy uczuł
pogardę dla tłumu, który tak prędko przechodzi od zapału do
żurawi czerpiących błoto.</akap>


<akap>W tej okolicy Nil zaczyna dzielić się na odnogi. Statek naczelnika nomesu Aa skręcił ku zachodowi i po godzinnej
jeździe przybił do brzegu. Tłumy były jeszcze liczniejsze aniżeli pod Memfisem. Ustawiono mnóstwo słupów z chorągwiami i bram triumfalnych owiniętych zielenią. Między ludem
coraz częściej można było napotkać obce twarze i ubiory.</akap>


<akap>Gdy książę wysiadł na ląd, zbliżyli się kapłani z baldachimem, a dostojny nomarcha Otoes rzekł do niego:</akap>


<akap_dialog>--- Bądź pozdrowiony, namiestniku boskiego faraona, w granicach nomesu Aa. Na znak łaski swej, która jest dla nas niebieską rosą, chciej złożyć ofiarę bogu Ptah, naszemu patronowi, i przyjmij pod swoją opiekę i władzę ten nomes z jego
świątyniami, urzędnikami, ludem, bydłem, zbożem i wszystkim, co się tu znajduje.</akap_dialog>


<akap>Następnie zaprezentował mu grupę młodych elegantów,
pachnących, uróżowanych, ubranych w szaty haftowane złotem. Byli to bliżsi i dalsi krewni nomarchy, miejscowa arystokracja.</akap>


<akap>Ramzes przypatrzył im się z uwagą.</akap>


<akap_dialog>--- Aha! --- zawołał. --- Zdawało mi się, że czegoś brakuje
tym panom, i już widzę. Oni nie mają peruk...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ponieważ ty, najdostojniejszy książę, nie używasz peruki,
więc i nasza młodzież ślubowała sobie nie nosić tego stroju ---
odparł nomarcha.</akap_dialog>


<akap>Po tym objaśnieniu jeden z młodych ludzi stanął za księciem z wachlarzem, drugi z tarczą, trzeci z włócznią i rozpoczął się pochód. Następca szedł pod baldachimem, przed nim
kapłan z puszką, w której paliły się kadzidła --- wreszcie kilka
młodych dziewcząt rzucających róże na ścieżkę, którą książę
miał przechodzić.</akap>


<akap>Lud w świątecznych strojach, z gałązkami w rękach, tworzył
szpaler i krzyczał, śpiewał lub padał na twarz przed zastępcą faraona. Ale książę spostrzegł, że mimo głośnych oznak radości twarze są martwe i zakłopotane. Zauważył też, że tłum
jest podzielony na grupy, którymi dyrygują jacyś ludzie, i że
uciecha odbywa się na komendę. I znowu uczuł w sercu chłód
pogardy dla tego motłochu, który nawet cieszyć się nie umie.</akap>


<akap>Z wolna orszak zbliżył się do murowanej kolumny, która
odgraniczała nomes Aa od nomesu memfijskiego. Na kolumnie, z trzech stron, znajdowały się napisy dotyczące: rozległości, ludności i liczby miast prowincji, z czwartej strony stał
posąg bożka Ptah, okręconego od stóp do piersi w powijaki,
w zwykłym czepcu na głowie, z laską w ręku.</akap>


<akap>Jeden z kapłanów podał księciu złotą łyżkę z płonącym kadzidłem. Następca, odmawiając przepisane modlitwy, wyciągnął
kadzielnicę na wysokość oblicza bóstwa i kilkakrotnie nisko
się skłonił.</akap>


<akap>Okrzyki ludu i kapłanów wzmogły się jeszcze bardziej, choć
między arystokratyczną młodzieżą widać było uśmieszki
i drwinki. Książę, który od czasu pogodzenia się z Herhorem
okazywał wielki szacunek bogom i kapłanom, lekko zmarszczył brwi, i w jednej chwili młodzież zmieniła postawę.
Wszyscy spoważnieli, a niektórzy upadli na twarz przed kolumną.</akap>


<akap>,,Zaprawdę! --- pomyślał książę --- ludzie szlachetnego urodzenia lepsi są aniżeli ten motłoch... Cokolwiek czynią, sercem czynią, nie jak ci, którzy wrzeszcząc na moją cześć, radzi
by jak najprędzej wrócić do swoich obór i warsztatów..."</akap>


<akap>Teraz, lepiej niż kiedykolwiek, zmierzył odległość, jaka istniała pomiędzy nim i prostakami. I zrozumiał, że tylko arystokracja jest klasą, z którą łączy go wspólność uczuć. Gdyby
nagle znikli ci strojni młodzieńcy i piękne kobiety, których
płonące spojrzenia śledzą każdy jego ruch, ażeby natychmiast
służyć mu i spełniać rozkazy, gdyby ci znikli, książę wśród
niezliczonych tłumów ludu czułby się samotniejszym aniżeli
w pustyni.</akap>


<akap>Ośmiu Murzynów przyniosło lektykę ozdobioną nad baldachimem strusimi piórami i książę, wsiadłszy w nią, udał się do
stolicy nomesu, Sochem<pe><slowo_obce>Sochem</slowo_obce> --- Chem (gr. Letopolis), stolica Chensu, 2. nomu Dolnego Egiptu.</pe>, gdzie zamieszkał w rządowym pałacu.</akap>


<akap>Pobyt Ramzesa w tej prowincji, o kilka mil zaledwie oddalonej od Memfisu, ciągnął się miesiąc. Cały zaś ten czas
upłynął mu na przyjmowaniu próśb, odbieraniu hołdów, prezentacjach urzędników i ucztach.</akap>


<akap>Uczty odbywały się podwójne: jedne w pałacu, w których
przyjmowała udział tylko arystokracja, drugie --- w dziedzińcu
zewnętrznym, gdzie pieczono całe woły, zjadano setki sztuk
chleba i wypijano setki dzbanów piwa. Tu raczyła się służba
książęca i niżsi urzędnicy nomesu.</akap>


<akap>Ramzes podziwiał hojność nomarchy i przywiązanie wielkich panów, którzy dniem i nocą otaczali namiestnika, czujni
na każde jego skinienie i gotowi spełniać rozkazy.</akap>


<akap>Nareszcie, zmęczony zabawami, książę oświadczył dostojnemu Otoesowi, że chce bliżej poznać gospodarstwo prowincji.
Taki bowiem otrzymał rozkaz od jego świątobliwości faraona.</akap>


<akap>Życzeniu stało się zadość. Nomarcha poprosił księcia, aby
usiadł do lektyki, niesionej tylko przez dwu ludzi, i z wielkim orszakiem zaprowadził go do świątyni bóstwa Hator<pe><slowo_obce>Hator</slowo_obce> a. <slowo_obce>Hathor</slowo_obce> --- bogini nieba, miłości i radości. Żona Horusa z Edfu, utożsamiana z Izydą. Przedstawiana jako krowa lub kobieta z krowimi rogami.</pe>. Tam
orszak został w przysionku, a nomarcha kazał tragarzom
wnieść księcia na szczyt jednego z pylonów i sam mu towarzyszył.</akap>


<akap>Ze szczytu sześciopiętrowej wieży, skąd kapłani obserwowali niebo i za pomocą kolorowych chorągwi porozumiewali
się z sąsiednimi świątyniami w Memfis, Athribis<pe><slowo_obce>Athribis</slowo_obce> (gr.) --- stolica 10. nomu Dolnego Egiptu, ok. 70 km na północ od Memfis.</pe> i Anu<pe><slowo_obce>Anu</slowo_obce> --- egipskie Junu, bibl. On, gr. Heliopolis, stolica 13. nomu Dolnego Egiptu, ok. 20 km na północ od Memfis.</pe>, wzrok
ogarniał w kilkumilowym promieniu prawie całą prowincję.
Z tego też miejsca dostojny Otoes pokazywał księciu: gdzie
leżą pola i winnice faraona, który kanał oczyszcza się obecnie, która tama ulega naprawie, gdzie znajdują się piece do
topienia brązu, gdzie spichrze królewskie, gdzie bagna zarośnięte lotosem i papirusem, które pola zostały zasypane piaskiem i tak dalej.</akap>


<akap>Ramzes był zachwycony pięknym widokiem i gorąco dziękował Otoesowi za doznaną przyjemność. Lecz gdy wrócił do
pałacu i wedle rady ojca zaczął notować wrażenia, przekonał
się, że jego wiadomości o ekonomicznym stanie nomesu Aa
nie rozszerzyły się.</akap>


<akap>Po paru dniach znowu zażądał od Otoesa wyjaśnień dotyczących administracji prowincją. Wówczas dostojny pan kazał
zgromadzić się wszystkim urzędnikom i przedefilować przed
księciem, który w głównym dziedzińcu siedział na wzniesieniu.</akap>


<akap>Więc przesuwali się około namiestnika wielcy i mali podskarbiowie, pisarze od zbóż, wina, bydła i tkanin. Naczelnicy
mularzy i kopaczy, inżynierowie lądowi i wodni, lekarze różnych chorób, oficerowie pułków robotniczych, pisarze policji,
sędziowie, dozorcy więzień, nawet paraszytowie i oprawcy.
Po nich dostojny nomarcha przedstawił Ramzesowi jego
własnych urzędników tej prowincji. Książę zaś z niemałym
zdziwieniem dowiedział się, że w nomesie Aa i mieście Sochem posiada: osobnego woźnicę, łucznika, nosiciela tarczy,
włóczni i topora, kilkunastu lektykarzy, paru kucharzy, podczaszych, fryzjerów i wielu innych służebników, odznaczających się przywiązaniem i wiernością, choć Ramzes wcale ich
nie znał i nawet nie słyszał ich nazwisk.</akap>


<akap>Zmęczony i znudzony jałowym przeglądem urzędników,
książę upadł na duchu. Przerażała go myśl, że on nic nie pojmuje, że więc jest niezdolny do kierowania państwem. Lecz
nawet przed samym sobą lękał się przyznać do tego.</akap>




<akap>Bo jeżeli nie potrafi rządzić Egiptem, a inni poznają się na
tym, co mu pozostanie?... Tylko śmierć. Ramzes czuł, że poza
tronem nie ma dla niego szczęścia, że bez władzy --- nie
mógłby istnieć.</akap>


<akap>Lecz gdy parę dni odpoczął, o ile można było odpocząć
w chaosie dworskiego życia, znowu wezwał do siebie Otoesa
i rzekł mu:</akap>


<akap_dialog>--- Prosiłem waszą dostojność, ażebyś mnie wtajemniczył
w rządy swego nomesu. Zrobiłeś tak: pokazałeś mi kraj
i urzędników, ale ja jeszcze nic nie wiem. Owszem, jestem
jak człowiek w podziemiach naszych świątyń, który widzi dokoła siebie tyle dróg, że w końcu nie może wyjść na świat.</akap_dialog>


<akap>Nomarcha zafrasował się.</akap>


<akap_dialog>--- Co mam robić?... --- zawołał. --- Czego chcesz ode mnie,
władco?... Rzeknij tylko słowo, a oddam ci mój urząd, majątek, nawet głowę.</akap_dialog>


<akap>A widząc, że książę łaskawie przyjmuje te zapewnienia,
prawił dalej:</akap>


<akap_dialog>--- W czasie podróży widziałeś lud tego nomesu. Powiesz,
że nie byli wszyscy. Zgoda. Każę, aby wyszła cała ludność,
a jest jej: mężów, kobiet, starców i dzieci około dwustu tysięcy sztuk. Z wierzchołka pylonu raczyłeś oglądać nasze terytorium. Lecz jeżeli pragniesz, możemy z bliska obejrzeć
każde pole, każdą wieś i ulicę miasta Sochem.</akap_dialog>


<akap>Nareszcie pokazałem ci urzędników, między którymi,
prawda, że brakowało najniższych. Ale wydaj rozkaz, a wszyscy staną jutro przed twoim obliczem i będą leżeli na brzuchach swych.</akap>


<akap>Cóż mam więcej uczynić?... odpowiedz, najdostojniejszy
panie!...</akap>


<akap_dialog>--- Wierzę ci, że jesteś najwierniejszy --- odparł książę. ---
Objaśnij mi więc dwie rzeczy: jedną --- dlaczego zmniejszyły
się dochody jego świątobliwości faraona, drugą --- co ty sam
robisz w nomesie?...</akap_dialog>


<akap>Otoes zmieszał się, a książę prędko dodał:</akap>


<akap_dialog>--- Chcę wiedzieć: co tu robisz i jakimi sposobami rządzisz,
gdyż jestem młody i dopiero zaczynam rządy...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale masz mądrość starca! --- szepnął nomarcha.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Godzi się więc --- mówił książę --- ażebym ja wypytywał
doświadczonych, a ty żebyś mi udzielał nauk.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wszystko pokażę waszej dostojności i opowiem --- rzekł
Otoes. --- Ale trzeba nam wydostać się w miejsce, gdzie nie
ma tej wrzawy...</akap_dialog>


<akap>Istotnie w pałacu, który zajmował książę, na dziedzińcach
wewnętrznych i zewnętrznych, tłoczyło się takie mnóstwo
ludzi, jak na jarmarku. Jedli oni, pili, śpiewali, mocowali się
lub gonili, a wszystko na chwałę namiestnika, którego byli
sługami.</akap>


<akap>Jakoż około trzeciej po południu nomarcha kazał wyprowadzić dwa konie, na których wraz z księciem wyjechali z miasta na zachód. Dwór zaś został w pałacu i bawił się jeszcze
weselej.</akap>


<akap>Dzień był piękny, chłodny, ziemia okryta zielonością i kwieciem. Nad głowami jeźdźców rozlegały się śpiewy ptaków,
powietrze było pełne woni.</akap>


<akap_dialog>--- Jak tu przyjemnie! --- zawołał Ramzes. --- Pierwszy raz
od miesiąca mogę zebrać myśli. A już zacząłem wierzyć, że
w mojej głowie osiedlił się cały pułk wozów wojennych i od
rana do nocy odbywa musztrę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Taki jest los mocarzy świata --- odparł nomarcha.</akap_dialog>


<akap>Stanęli na wzgórzu. U stóp ich leżała ogromna łąka przecięta błękitną strugą. Na północy i na południu bieliły się
mury miasteczek, za łąką, aż do krańca horyzontu, ciągnęły
się czerwone piaski pustyni zachodniej, od której niekiedy
wiało tchnienie upalnego wiatru jak z pieca.</akap>


<akap>Na łące pasły się niezliczone stada zwierząt domowych: rogate i bezrogie woły, owce, kozy, osły, antylopy, nawet nosorożce. Tu i ówdzie było widać kępy moczarów obrosłych roślinami wodnymi i krzakami, w których roiły się dzikie gęsi,
kaczki, gołębie, bociany, ibisy i pelikany.</akap>


<akap_dialog>--- Spojrzyj, panie --- rzekł nomarcha --- oto obraz naszego
kraju Queneh<pe><slowo_obce>Queneh</slowo_obce> --- właśc. Kemet, dosł: ,,Czarna Ziemia". Tak nazywali swój kraj Egipcjanie, od czarnego mułu pokrywającego pola uprawne, w odróżnieniu od jasnej barwy otaczających go pustyń.</pe>, Egiptu. Ozyrys umiłował ten pasek ziemi wśród
pustyń, zasypał go roślinnością i zwierzętami, aby mieć z nich
pożytek. Potem dobry bóg przyjął na siebie ludzką postać
i był pierwszym faraonem. A gdy poczuł, że mu ciało więdnie,
opuścił je i wstąpił w swego syna, a następnie w jego syna.</akap_dialog>


<akap>Tym sposobem Ozyrys żyje między nami od wieków jako faraon i ciągnie korzyści z Egiptu i jego bogactw, które sam
stworzył. Rozrósł się pan jak potężne drzewo. Konarami jego
są wszyscy królowie egipscy, gałęźmi --- nomarchowie i kapłani, a gałązkami --- stan rycerski. Widzialny bóg zasiada na
tronie ziemskim i pobiera należny mu dochód z kraju; niewidzialny przyjmuje ofiary w świątyniach i przez usta kapłanów opowiada swoją wolę.</akap>


<akap_dialog>--- Mówisz prawdę --- wtrącił książę. --- tak jest napisano.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ponieważ Ozyrys-faraon --- ciągnął nomarcha --- nie może
sam zajmować się ziemskim gospodarstwem, więc polecił
czuwać nad swoim majątkiem nam, nomarchom, którzy z jego
krwi pochodzimy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To jest prawda --- rzekł Ramzes. --- Nawet niekiedy słoneczny bóg wciela się w nomarchę i daje początek nowej dynastii. Tak powstały dynastia memfiska, elefantyjska, tebeńska, ksoicka...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rzekłeś, panie --- mówił dalej Otoes. --- A teraz odpowiem na to, o co mnie pytałeś.</akap_dialog>


<akap>Pytałeś: co ja tu robię w nomesie?... Pilnuję majątku Ozyrysa-faraona i mojej w nim cząstki. Spojrzyj na te stada:
widzisz różne zwierzęta. Jedne dają mleko, inne mięso, inne
wełnę i skóry. Podobnie ludność Egiptu: jedni dostarczają
zbóż, inni wina, tkanin, sprzętów, budynków. Moją zaś rzeczą
jest pobrać od każdego, co winien, i złożyć u stóp faraona.</akap>


<akap>W dozorowaniu tak licznych stad sam nie podołałbym; więc
wybrałem sobie czujne psy i mądrych pasterzy. Jedni doją
zwierzęta, strzygą, zdejmują z nich skóry, drudzy pilnują, aby
złodziej nie pokradł ich lub nie poszarpał drapieżnik. Podobnież z nomesem: nie zdążyłbym zebrać wszystkich podatków
i ustrzec ludzi od złego; więc mam urzędników, którzy robią,
co jest słuszne, a mnie składają rachunki ze swych czynności.</akap>


<akap_dialog>--- Wszystko jest prawdą --- przerwał książę --- znam to i rozumiem. Lecz nie mogę dojść: dlaczego zmniejszyły się dochody jego świątobliwości, pomimo że są tak pilnowane?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Chciej przypomnieć sobie, wasza dostojność --- odparł
nomarcha --- że bóg Set, choć jest rodzonym bratem słonecznego Ozyrysa, nienawidzi go, walczy z nim i psuje wszelkie
jego dzieła. On zsyła śmiertelne choroby na ludzi i bydło, on
sprawia, że przybór Nilu jest za mały lub zanadto gwałtowny,
on na Egipt w porze gorącej rzuca tumany piasków.</akap_dialog>


<akap>Gdy rok jest dobry, Nil dosięga pustyni, gdy zły --- pustynia
przychodzi do Nilu, a wówczas i dochody królewskie muszą
być mniejsze.</akap>


<akap>Spojrzyj, wasza cześć --- mówił, wskazując na łąkę. --- Liczne
są te stada, ale za mojej młodości były liczniejsze. A kto temu
winien? Nikt inny, tylko Set, któremu nie oprą się ludzkie
siły. Ta łąka, dziś ogromna, była niegdyś jeszcze większą,
i z tego miejsca nie widywano pustyni, która nas dziś przeraża.</akap>


<akap>Gdzie bogowie walczą, człowiek nie poradzi; gdzie Set zwycięża Ozyrysa, któż mu zabiegnie drogę?</akap>


<akap>Dostojny Otoes skończył; książę zwiesił głowę. Niemało nasłuchał się on w szkołach o łasce Ozyrysa i niegodziwościach
Seta i jeszcze dzieckiem będąc, gniewał się, że z Setem nie
zrobiono ostatecznych rachunków.</akap>


<akap>,,Jak ja urosnę --- myślał wówczas --- a udźwignę włócznię,
poszukam Seta i spróbujemy się!..."</akap>


<akap>I oto patrzył dziś na niezmierny obszar piasków, państwo
złowrogiego boga, który umniejszał dochody Egiptu; ale
o walce z nim nie myślał. Jak tu walczyć z pustynią?... Można
ją tylko omijać albo w niej zginąć.</akap>






<naglowek_rozdzial>Rozdział XXII</naglowek_rozdzial>




<akap>Pobyt w nomesie Aa tak zmęczył następcę tronu, że dla odpoczynku i zebrania myśli kazał zaprzestać wszelkich uroczystości na swoją cześć i zapowiedział, aby w czasie podróży
ludność nigdzie nie występowała z powitaniami dla niego.</akap>


<akap>Orszak książęcy dziwił się, nawet trochę gorszył. Ale rozkaz
został wykonany i Ramzes znowu odzyskał nieco spokojności
w życiu. Miał teraz czas do musztrowania żołnierzy, co było
jego najmilszym zajęciem, i mógł nieco skupić zwichrzone
myśli.</akap>


<akap>Zamknięty w najodleglejszym kącie pałacu, książę począł
zastanawiać się: o ile spełnił rozkazy ojca?</akap>


<akap>Własnymi oczyma obejrzał nomes Aa: jego pola, miasteczka,
ludność i urzędników. Sprawdził też, że wschodni brzeg prowincji uległ najazdowi pustyni. Spostrzegł, że ludność robocza
jest obojętna i głupia, robi tylko to, co jej każą, a i to niechętnie. Nareszcie przekonał się, że naprawdę wiernych i kochających poddanych znaleźć można tylko wśród arystokracji. Są
oni bowiem albo spokrewnieni z rodem faraonów, albo należą
do stanu rycerskiego i są wnukami żołnierzy, którzy walczyli
pod Ramzesem Wielkim.</akap>


<akap>W każdym razie ci ludzie szczerze garnęli się do dynastii
i gotowi byli służyć jej z prawdziwym zapałem. Nie jak chłopi, którzy odkrzyczawszy powitanie, czym prędzej biegli do
swoich świń i wołów.</akap>


<akap>Główny jednak cel posłannictwa został nie rozstrzygnięty.
Ramzes nie tylko jasno nie widział przyczyn zmniejszenia się
królewskich dochodów, ale nawet nie umiał sformułować pytania: dlaczego jest źle i --- jak poprawić złe? Czuł tylko, że
legendowa wojna boga Seta z bogiem Ozyrysem niczego nie
wyjaśnia i wcale nie podaje środków zaradczych.</akap>


<akap>Książę zaś, jako przyszły faraon, chciał mieć wielkie dochody, takie jak dawni władcy Egiptu. I kipiał gniewem na samą
myśl, że wstąpiwszy na tron, może być równie ubogim jak
ojciec, jeżeli nie uboższym.</akap>


<akap_dialog>--- Nigdy!... --- wołał książę, zaciskając pięści.</akap_dialog>


<akap>Dla powiększenia królewskich majątków był gotów rzucić
się z mieczem na samego boga Seta i tak porąbać go w kawały, jak on zrobił ze swoim bratem Ozyrysem. Ale zamiast okrutnego bóstwa i jego legionów widział dokoła siebie: pustkę,
ciszę i niewiadomość.</akap>


<akap>Pod wpływem tych szamotań się z własnymi myślami zaczepił raz arcykapłana Mefresa.</akap>


<akap_dialog>--- Powiedz mi, święty ojcze, któremu znana jest wszelka
mądrość: dlaczego dochody państwa zmniejszają się i w jaki
sposób można by je powiększyć?</akap_dialog>


<akap>Arcykapłan wzniósł ręce do góry.</akap>


<akap_dialog>--- Niech będzie błogosławiony --- zawołał --- duch, który
podszepnął ci, dostojny panie, takie myśli!... O, bodajbyś poszedł śladem wielkich faraonów, którzy pokryli Egipt świątyniami, a za pomocą tam i kanałów zwiększyli obszar urodzajnych gruntów...</akap_dialog>


<akap>Starzec był tak wzruszony, że zapłakał.</akap>


<akap_dialog>--- Przede wszystkim --- odparł książę --- odpowiedz mi na
to, o co pytam. Bo czyliż można myśleć o budowaniu kanałów
lub świątyń, gdy skarb pusty? Na Egipt spadło największe
nieszczęście: jego władcom grozi ubóstwo. To przede wszystkim należy zbadać i poprawić, a reszta znajdzie się.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O tym, książę, dowiesz się tylko w świątyniach, u stóp
ołtarzy --- mówił arcykapłan. --- Tylko tam szlachetna ciekawość twoja może być zaspokojona.</akap_dialog>


<akap>Ramzes rzucił się niecierpliwie.</akap>




<akap_dialog>--- Przed oczyma waszej dostojności świątynie zasłaniają
cały kraj, nawet skarb faraona!... Jestem przecie kapłańskim
uczniem, wychowałem się w cieniu świątyń, znam tajemnicze
widowiska, na których przedstawiacie złość Seta, a śmierć
i odradzanie się Ozyrysa, i cóż mi z tego?... Gdy ojciec spyta
mnie: w jaki sposób napełnić skarbiec? --- nic nie odpowiem.
A raczej powinien bym go namawiać, ażeby jeszcze dłużej
i częściej modlił się, niż to robi dotychczas!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bluźnisz, książę, bo nie znasz wysokich obrzędów religii.
Gdybyś je poznał, odpowiedziałbyś na wiele pytań, które cię
dręczą. A gdybyś widział to, co ja widziałem!... Uwierzyłbyś,
że najważniejszą sprawą dla Egiptu jest podźwignąć jego
świątynie i kapłanów...</akap_dialog>


<akap>,,Starcy po raz drugi w życiu stają się dziećmi" --- pomyślał
książę i przerwał rozmowę. Arcykapłan Mefres był zawsze
bardzo pobożny; lecz w ostatnich czasach posuwał się nawet
do dziwactw w tym kierunku.</akap>


<akap>,,Dobrze bym wyszedł --- mówił do siebie Ramzes --- oddawszy się w ręce kapłanów, dla asystowania ich dziecinnym obrządkom. A może Mefres kazałby i mnie całe godziny wystawać przed ołtarzem z podniesionymi rękami, jak to sam podobno robi, spodziewając się cudów!..."</akap>


<akap>W miesiącu Farmuti (koniec stycznia --- początek lutego)
książę pożegnał Otoesa, aby przenieść się do nomesu Hak<pe><slowo_obce>Hak</slowo_obce> --- Hek-At, 13. nom Dolnego Egiptu, ze stolicą w Junu (w powieści: Anu, gr. Heliopolis), w pobliżu od wierzchołka Delty, 30 km na północ od Memfis. Centrum kultu Atuma-Re.</pe>.
Dziękował nomarsze i panom za wspaniałe przyjęcie, ale
w duszy miał smutek czując, że nie wywiąże się z zadania,
które włożył na niego ojciec.</akap>


<akap>Odprowadzony przez rodzinę i dwór Otoesa, namiestnik
z orszakiem swym przeprawił się na prawy brzeg Nilu, gdzie
powitał go dostojny nomarcha Ranuzer z panami i kapłanami.
Gdy książę stanął na ziemi Hak, kapłani podnieśli w górę
posągi bożka Atum<pe><slowo_obce>Atum</slowo_obce> --- bóg stwórca, jako bóstwo solarne (słoneczne) powiązany z Re. Jedno z najstarszych i najważniejszych bóstw Egiptu. Przedstawiany jako król w koronie Górnego i Dolnego Egiptu.</pe>, patrona prowincji, urzędnicy padli na
twarz, a nomarcha podał mu złoty sierp, prosząc, aby jako zastępca faraona rozpoczął żniwo. W tej porze bowiem należało
zbierać jęczmień.</akap>


<akap>Ramzes przyjął sierp, ściął parę garści kłosów i spalił je
wraz z kadzidłem przed bogiem pilnującym granic. Po nim
zrobił to samo nomarcha i wielcy panowie, a nareszcie zaczęli
żniwo chłopi. Zbierali tylko kłosy, które pakowano w worki;
słoma zaś zostawała w polu.</akap>


<akap>Wysłuchawszy nabożeństwa, które znudziło go, książę stanął
na dwukolnym wozie. Wysunął się oddział wojska, za nim kapłani, dwaj panowie prowadzili za uzdy konie następcy, za
następcą na drugim wozie jechał nomarcha Ranuzer, a za nim
ogromny orszak panów i sług dworskich. Lud, zgodnie z wolą
Ramzesa, nie wystąpił; lecz chłopi pracujący w polu, na widok
procesji, upadali twarzami na ziemię.</akap>


<akap>W ten sposób, przeszedłszy kilka pontonowych mostów rzuconych na odnogi Nilu i kanały, książę nad wieczorem dojechał do miasta Anu, stolicy prowincji.</akap>


<akap>Przez kilka dni ciągnęły się uczty powitalne, składano namiestnikowi hołdy, przedstawiano mu urzędników. W końcu
Ramzes zażądał przerwania uroczystości i prosił nomarchę
o zaznajomienie go z bogactwami nomesu.</akap>


<akap>Przegląd zaczął się nazajutrz i trwał parę tygodni. Co dzień
na podwórze pałacu, w którym mieszkał następca, przychodziły rozmaite cechy rzemieślnicze pod komendą cechowych
oficerów, ażeby okazać księciu swoje wyroby.</akap>


<akap>Więc kolejno przeciągali fabrykanci broni z mieczami,
włóczniami i toporami; fabrykanci instrumentów muzycznych
z piszczałkami, trąbkami, bębnami i arfami. Po tych przyszedł
wielki cech stolarski, który okazywał krzesła, stoły, kanapy,
lektyki i wozy, ozdobione bogatymi rysunkami, wykładane
różnokolorowym drzewem, perłową masą i kością słoniową.
Potem niesiono metalowe naczynia kuchenne: ruszty do
ognisk, rożny, dwuuszne garnki i płytkie rynki z pokrywami.
Jubilerowie<pe><slowo_obce>jubilerowie</slowo_obce> --- dziś popr.: jubilerzy.</pe> popisywali się cudnej piękności pierścieniami ze
złota, bransoletami na ręce i nogi, z elektronu, czyli mieszaniny złota i srebra, łańcuchami, wszystko to kunsztownie
rzeźbione, wysadzane drogimi kamieniami lub różnokolorową
emalią.</akap>


<akap>Zamknęli pochód garncarze niosący przeszło sto gatunków
naczyń glinianych. Były tam wazy, garnki, misy, dzbany
i kruże, najrozmaitszej formy i wielkości, pokryte malowidłami, ozdobione głowami zwierząt i ptaków.</akap>


<akap>Każdy cech składał księciu ofiary ze swoich najpiękniejszych wyrobów. Zapełniły one dużą salę, choć nie było między
nimi dwu do siebie podobnych.</akap>


<akap>Po skończeniu ciekawej, lecz i nużącej wystawy jego dostojność Ranuzer spytał księcia: czy jest zadowolony?</akap>


<akap>Następca zamyślił się.</akap>


<akap_dialog>--- Piękniejsze rzeczy --- odparł --- widziałem chyba w świątyniach albo w pałacach mego ojca. Ponieważ jednak mogą
kupować je tylko ludzie bogaci, więc nie wiem, czy skarb
państwa ma z nich dość wielkie dochody.</akap_dialog>


<akap>Nomarchę zdziwiła ta obojętność dla dzieł sztuki w młodym
panu, a zaniepokoiła troska o dochody. Chcąc jednak zadowolnić<pe><slowo_obce>zadowolnić</slowo_obce> --- dziś popr.: zadowolić.</pe> Ramzesa, zaczął od tej pory oprowadzać go po fabrykach
królewskich.</akap>


<akap>Więc jednego dnia zwiedzili młyny, gdzie niewolnicy w kilkuset żarnach i stępach przygotowywali mąkę. Byli w piekarniach, gdzie wypiekano chleb i suchary dla wojska, tudzież
w fabryce, gdzie robiono konserwy z ryb i mięsa.</akap>


<akap>Oglądali wielkie garbarnie i warsztaty sandałów, huty,
gdzie topiono brąz na naczynia i oręże, potem cegielnie, cechy
tkaczów<pe><slowo_obce>tkaczów</slowo_obce> --- dziś popr.: tkaczy.</pe> i krawców.</akap>


<akap>Zakłady te mieściły się we wschodniej części miasta. Ramzes
z początku oglądał je ciekawie; ale bardzo prędko obrzydł mu
widok robotników, którzy byli wystraszeni, chudzi, mieli chorowitą cerę i blizny od kijów na plecach.</akap>


<akap>Od tej pory bawił krótko w fabrykach; wolał przypatrywać
się okolicom miasta Anu. Daleko, na wschodzie, widać było
pustynię, wśród której w roku zeszłym odbywały się manewry
pomiędzy korpusem jego i Nitagera. Jak na dłoni widział
gościniec, którym maszerowały jego pułki, miejsce, gdzie z powodu znalezienia skarabeuszów machiny wojenne musiały
skręcić na pustynię, a może nawet i to drzewo, na którym powiesił się chłop kopiący kanał...</akap>


<akap>Z tamtego szczytu, w towarzystwie Tutmozisa, spoglądał na
kwitnącą ziemię Gosen i złorzeczył kapłanom. A tam, między
wzgórzami, spotkał Sarę, do której zapaliło się jego serce.</akap>


<akap>Dziś jakie zmiany!... Już przestał nienawidzieć kapłanów, od
czasu gdy za sprawą Herhora dostał korpus i namiestnikostwo. Sara zaś zobojętniała mu jako kochanka, lecz natomiast
coraz żywiej obchodziło go dziecię, którego miała zostać
matką.</akap>


<akap>,,Co ona tam robi? --- myślał książę. --- Już dawno nie
miałem od niej wiadomości..."</akap>


<akap>A gdy tak patrzył na wschodnie wzgórza i rozpamiętywał
niedawną przeszłość, stojący na czele jego świty nomarcha
Ranuzer był przekonany, że książę spostrzegł jakieś nadużycia
w fabrykach i medytuje nad sposobem ukarania go.</akap>


<akap>,,Ciekawym, co on zobaczył? --- mówił w sobie dostojny nomarcha. --- Czy to, że połowę cegły sprzedano kupcom fenickim, czy że dziesięć tysięcy sandałów brakuje w składzie, czy
może jaki podły nędznik szepnął mu co o metalowych
butach?..."</akap>


<akap>I serce Ranuzera napełnił wielki niepokój.</akap>


<akap>Nagle książę odwrócił się do świty i wezwał Tutmozisa,
który zawsze miał obowiązek znajdować się w pobliżu jego
osoby.</akap>


<akap>Tutmozis przybiegł, następca odszedł z nim jeszcze dalej na
stronę.</akap>


<akap_dialog>--- Słuchaj --- rzekł wskazując na pustynią. --- Widzisz ty te
góry?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Byliśmy tam zeszłego roku... --- westchnął dworak.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przypomniałem sobie Sarę...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zaraz spalę kadzidło bogom! --- zawołał Tutmozis --- bom
już myślał, że od czasu gdy jesteś namiestnikiem, wasza dostojność, zapomniałeś o swoich wiernych sługach...</akap_dialog>


<akap>Książę popatrzył na niego i wzruszył ramionami.</akap>


<akap_dialog>--- Wybierz --- mówił --- spośród darów, które mi złożono,
wybierz kilka najpiękniejszych naczyń, sprzętów, tkanin,
a nade wszystko bransolet i łańcuchów, i zawieź to Sarze...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Żyj wiecznie, Ramzesie --- szepnął elegant --- bo jesteś
szlachetnym panem...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Powiedz jej --- ciągnął książę --- że mam serce zawsze
pełne łaski dla niej. Powiedz, że chcę, aby pilnowała swego
zdrowia i dbała o dziecko, które ma przyjść na świat. Gdy zaś
zbliży się czas rozwiązania, a ja spełnię rozkazy ojca mego,
powiedz Sarze, że przyjedzie do mnie i osiądzie w mym domu.
Nie mogę ścierpieć, ażeby matka mojego dziecka tęskniła
w samotności... Jedź, uczyń, com rzekł, i wracaj z dobrymi
wiadomościami.</akap_dialog>


<akap>Tutmozis upadł na twarz przed szlachetnym władcą i natychmiast puścił się w drogę. Orszak księcia, nie mogąc odgadnąć treści rozmowy, zazdrościł Tutmozisowi łask pańskich,
a dostojny Ranuzer czuł rosnący niepokój w swej duszy.</akap>


<akap>,,Obym --- mówił stroskany --- obym nie potrzebował podnieść ręki na samego siebie i w kwiecie wieku osierocić dom...
Po cóżem, nieszczęsny, przywłaszczając sobie dobra jego świątobliwości faraona, nie pomyślał o godzinie sądu?..."</akap>


<akap>Twarz jego zrobiła się żółta i nogi chwiały się pod nim. Ale
książę, opanowany falą wspomnień, nie spostrzegł jego trwogi.</akap>






<naglowek_rozdzial>Rozdział XXIII</naglowek_rozdzial>





<akap>Teraz w mieście Anu nastąpił szereg uczt i zabaw. Dostojny Ranuzer wydobył z piwnic najlepsze wina, z trzech sąsiednich nomesów zjechały najpiękniejsze tancerki, najsławniejsi
muzycy, najosobliwsi sztukmistrze. Książę Ramzes miał czas
doskonale zapełniony. Z rana musztra wojsk i przyjęcia dygnitarzy, później uczta, widowiska, polowania i znowu uczta.</akap>


<akap>Lecz w chwili gdy nomarcha Haku był pewny, że namiestnik już znudził się kwestiami administracyjnymi i ekonomicznymi, książę wezwał go do siebie i spytał:</akap>


<akap_dialog>--- Nomes waszej dostojności należy do najbogatszych
w Egipcie?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak... chociaż mieliśmy kilka lat ciężkich... --- odparł
Ranuzer i znowu serce w nim zamarło, a nogi zaczęły drżeć.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To mnie właśnie dziwi --- mówił książę --- że z roku na
rok zmniejszają się dochody jego świątobliwości. Czy nie
mógłbyś mi tego objaśnić?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Panie --- rzekł nomarcha, schylając głowę do ziemi. ---
Widzę, że moi wrogowie w duszy twej zasieli<pe><slowo_obce>zasieli</slowo_obce> --- dziś popr.: zasiali.</pe> nieufność; cokolwiek bym więc powiedział, nie trafi do przekonania twego.
Pozwól mi zatem nie zabierać już głosu. Niech tu raczej przyjdą pisarze z dokumentami, które będziesz mógł sam dotknąć
ręką i sprawdzić...</akap_dialog>


<akap>Książę nieco zdziwił się nieoczekiwanym wybuchem, lecz
przyjął propozycję. Owszem, uradował się nią. Sądził bowiem,
że raporty pisarzów<pe><slowo_obce>pisarzów</slowo_obce> --- dziś raczej: pisarzy.</pe> wyjaśnią mu tajemnice zarządu.</akap>


<akap>Przyszli tedy na drugi dzień --- wielki pisarz nomesu Hak
tudzież jego pomocnicy, i przynieśli ze sobą kilkanaście
zwojów papirusu, zapisanych na obie strony. Gdy rozwinięto
je, utworzyły wstęgę, szeroką na trzy piędzi dużej ręki, długą
na sześćdziesiąt kroków. Książę pierwszy raz widział tak olbrzymi dokument, w którym znajdował się opis jednej tylko
prowincji i z jednego roku.</akap>


<akap>Wielki pisarz usiadł na podłodze z podwiniętymi nogami
i zaczął:</akap>


<akap_dialog>--- ,,W trzydziestym trzecim roku panowania jego świątobliwości Mer-amen-Ramzesa Nil opóźnił się z wylewem.
Chłopi, przypisując to nieszczęście czarnoksięstwu cudzoziemców zamieszkałych w prowincji Hak, zaczęli burzyć domy niewiernych Żydów, Hetytów i Fenicjan, przy czym kilka osób
zabito. Z rozkazu jego dostojności nomarchy winnych stawiono przed sąd, dwudziestu pięciu chłopów, dwóch mularzy
i pięciu szewców skazano do kopalń, a jednego rybaka uduszono..."</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co to za dokument? --- przerwał książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To sprawozdanie sądowe, przeznaczone dla stóp jego
świątobliwości.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Odłóż to i czytaj o dochodach skarbowych.</akap_dialog>


<akap>Pomocnicy wielkiego pisarza zwinęli odrzucony dokument,
a podali mu inny. Dostojnik znowu zaczął czytać:</akap>


<akap_dialog>--- ,,Dnia piątego miesiąca Tot przywieziono do spichrzów
królewskich sześćset miar pszenicy, na co główny dozorca
wydał pokwitowanie.</akap_dialog>


<akap>Dnia siódmego Tot wielki skarbnik dowiedział się i sprawdził, że z zeszłorocznych zbiorów ubyło sto czterdzieści ośm<pe><slowo_obce>ośm</slowo_obce> --- dziś popr.: osiem.</pe>
miar pszenicy. W czasie sprawdzania dwaj robotnicy ukradli
miarę ziarna i ukryli je między cegłą. Co gdy stwierdzono,
oddani zostali pod sąd i zesłani do kopalń za podniesienie
ręki na majątek jego świątobliwości..."</akap>


<akap_dialog>--- A tamte sto czterdzieści ośm miar?... --- spytał następca.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Myszy zjadły --- odpowiedział pisarz i czytał dalej:</akap_dialog>


<akap_dialog>--- ,,Ósmego Tot przesłano dwadzieścia krów, ośmdziesiąt<pe><slowo_obce>ośmdziesiąt</slowo_obce> --- dziś popr.: osiemdziesiąt.</pe>
cztery owiec na rzeź, które nadzorca wołów kazał oddać pułkowi Krogulec, za stosownym pokwitowaniem..."</akap_dialog>


<akap>Tym sposobem namiestnik dowiadywał się, dzień po dniu,
ile jęczmienia, pszenicy, fasoli i ziarn lotosu zwieziono do
spichrzów, ile oddano do młynów, ile skradziono i ilu robotników z tego powodu skazano do kopalń. Raport był tak
nudny i chaotyczny, że w połowie miesiąca Paofi książę kazał
przerwać czytanie.</akap>


<akap_dialog>--- Powiedz mi, wielki pisarzu --- spytał Ramzes --- co ty
z tego rozumiesz?... Co ty wiesz z tego?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wszystko, co wasza dostojność rozkaże...</akap_dialog>


<akap>I zaczął znowu od początku, ale już z pamięci:</akap>


<akap_dialog>--- Dnia piątego miesiąca Tot przewieziono do królewskich
spichrzów...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dość! --- zawołał rozgniewany książę i kazał im iść precz.</akap_dialog>


<akap>Pisarze upadli na twarz, potem szybko zabrali zwoje papirusów, znowu upadli na twarz i pędem wynieśli się za drzwi.</akap>


<akap>Książę wezwał do siebie nomarchę Ranuzera. Przyszedł
z rękoma złożonymi na piersiach, ale spokojnym obliczem.
Dowiedział się bowiem od pisarzów, że namiestnik nie może
niczego dojść z raportów i że ich nawet nie wysłuchał.</akap>


<akap_dialog>--- Powiedz mi, wasza dostojność --- zaczął następca --- czy
i tobie czytają raporty?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co dzień...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I ty je rozumiesz?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wybacz, najdostojniejszy panie, ale... czyliż mógłbym
rządzić nomesem, gdybym tego nie rozumiał?</akap_dialog>


<akap>Książę stropił się i zamyślił. Może być, że naprawdę on
tylko jest tak nieudolny?... A wówczas --- w co się zamieni
jego władza?...</akap>


<akap_dialog>--- Siądź --- rzekł po chwili, wskazując Ranuzerowi krzesło. --- Siądź i opowiedz mi: w jaki sposób rządzisz nomesem?...</akap_dialog>


<akap>Dostojnik pobladł i oczy wywróciły mu się białkami do
góry. Ramzes spostrzegł to i zaczął się tłumaczyć:</akap>


<akap_dialog>--- Nie myśl, że nie ufam twej mądrości... Owszem, nie
znam człowieka, który mógłby lepiej od ciebie sprawować
władzę. Ale jestem młody i ciekawy: co to jest sztuka rządzenia? Więc proszę cię, abyś mi udzielił okruchów z twoich doświadczeń. Rządzisz nomesem --- wiem o tym!... A teraz wytłumacz mi: jak się robi rząd?</akap_dialog>


<akap>Nomarcha odetchnął i zaczął:</akap>


<akap_dialog>--- Opowiem waszej dostojności cały bieg życia mego, abyś
wiedział, jak ciężką mam pracę.</akap_dialog>


<akap>Z rana, po kąpieli, składam ofiary bogu Atum, a potem
wołam skarbnika i wypytuję go: czy należycie zbierają się
podatki dla jego świątobliwości? Gdy mówi, że --- tak, chwalę
go; gdy zaś powie, że ci a ci nie zapłacili, wydaję rozkaz, aby
nieposłusznych uwięziono.</akap>


<akap>Następnie wołam dozorcę królewskich stodół, aby wiedzieć
ile przybyło ziarna. Jeżeli dużo, chwalę go; jeżeli mało, każę
dać plagi winnym.</akap>


<akap>Później przychodzi wielki pisarz i mówi, czego z dóbr jego
świątobliwości potrzebuje wojsko, urzędnicy i robotnicy ---
a ja każę wydać to za pokwitowaniem. Gdy wyda mniej,
chwalę go, jeżeli więcej, rozpoczynam śledztwo.</akap>


<akap>Po południu przychodzą do mnie kupcy feniccy, którym
sprzedaję zboże, a do skarbu faraona wnoszę pieniądze. Potem
modlę się i zatwierdzam wyroki sądowe; zaś nad wieczorem
policja donosi mi o wypadkach. Nie dalej jak onegdaj ludzie
z mego nomesu wpadli na terytorium prowincji Ka<pe><slowo_obce>Ka</slowo_obce> --- Ka-chem, 10. nom Dolnego Egiptu ze stolicą w Athribis, na południu Delty. Sąsiadujący z nomem 13. Hek-At.</pe> i znieważyli posąg boga Sebaka<pe><slowo_obce>Sebak</slowo_obce> --- dziś: Sobek, Sebek, bóg krokodyl, władający wodą. Centrum jego kultu była oaza Fajum.</pe>. W sercu uradowałem się, nie jest to
bowiem nasz patron; niemniej skazałem paru winnych na
uduszenie, wielu do kopalń, a wszystkich na plagi.</akap>


<akap>Toteż w nomesie moim panuje cisza i dobre obyczaje, a podatki wpływają co dzień...</akap>


<akap_dialog>--- Chociaż dochody faraona zmniejszyły się i u was ---
wtrącił książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Prawdę rzekłeś, panie --- westchnął dostojny Ranuzer. ---
Kapłani mówią, że bogowie rozgniewali się na Egipt za
napływ cudzoziemców; ja jednak widzę, że bogowie nie gardzą
fenickim złotem i drogimi kamieniami...</akap_dialog>


<akap>W tej chwili, poprzedzony przez służbowego oficera, wszedł
na salę kapłan Mentezufis, aby zaprosić namiestnika i nomarchę na jakieś publiczne nabożeństwo. Obaj dostojnicy zgodzili
się na zaprosiny, a nomarcha Ranuzer okazał przy tym tyle
pobożności, że aż zadziwił księcia.</akap>


<akap>Kiedy Ranuzer wśród ukłonów opuścił towarzystwo, namiestnik odezwał się do kapłana:</akap>


<akap_dialog>--- Ponieważ, święty proroku, jesteś przy mnie zastępcą
najczcigodniejszego Herhora, proszę cię więc, ażebyś mi wytłumaczył jedną rzecz, która serce moje napełnia troską.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy potrafię? --- odparł kapłan.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Odpowiesz, bo napełnia cię mądrość, której jesteś sługą.
Rozważ tylko, co ci rzeknę.</akap_dialog>


<akap>Wiesz, po co wysłał mnie tutaj jego świątobliwość faraon...</akap>


<akap_dialog>--- Ażebyś, książę, zapoznał się z bogactwem i rządami
kraju --- wtrącił Mentezufis.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czynię to. Wypytuję nomarchów, oglądam kraj i ludzi,
słucham raportów pisarzy, ale nic nie rozumiem, a to zatruwa mi życie i dziwi mnie.</akap_dialog>


<akap>Bo kiedy mam do czynienia z wojskowością, wiem wszystko: ilu jest żołnierzy, koni, wozów, którzy oficerowie piją lub
zaniedbują służbę, a którzy pełnią swoje obowiązki. Wiem też,
co robić z wojskiem. Gdyby na równinie stał korpus nieprzyjacielski, ażeby go pobić, muszę wziąć dwa korpusy. Gdyby
nieprzyjaciel stał w obronnej pozycji, nie wyruszyłbym bez
trzech korpusów. Gdy wróg jest niewyćwiczony i walczy
w bezładnych tłumach, przeciw jego tysiącowi mogę wystawić
pięciuset naszych żołnierzy i pobiję go. Gdy strona przeciwna
ma tysiąc toporników i ja tysiąc, rzucę się na nich i pokonam,
jeżeli będę miał do pomocy stu procarzy.</akap>


<akap>W wojsku, święty ojcze --- ciągnął Ramzes --- wszystko się
widzi, jak palce u własnych rąk, i na każde pytanie ma się
gotową odpowiedź, którą mój rozum ogarnia. Tymczasem
w zarządzie nomesów ja nie tylko nic nie widzę, ale mam
taki zamęt w głowie, że nieraz zapominam --- po co tu przyjechałem?</akap>


<akap>Odpowiedz mi zatem szczerze, jak kapłan i oficer: co to
znaczy? Czy nomarchowie mnie oszukują, czy ja jestem nieudolny?...</akap>


<akap>Święty prorok zamyślił się.</akap>


<akap_dialog>--- Czy oni śmieliby oszukiwać waszą dostojność ---
odparł --- nie wiem, bo nie przypatrywałem się ich czynom.
Zdaje mi się jednak, że oni księciu dlatego nic nie mogą wytłumaczyć, ponieważ sami nic nie rozumieją.</akap_dialog>


<akap>Nomarchowie i ich pisarze --- ciągnął kapłan --- są jak dziesiętnicy w wojsku: każdy zna swoją dziesiątkę i zawiadamia
o niej wyższych oficerów. Każdy też rozkazuje swojemu oddziałkowi. Ale ogólnego planu, jaki układają wodzowie armii,
dziesiętnik nie zna.</akap>


<akap>Naczelnicy nomesów i pisarze zapisują wszystko, cokolwiek
zdarzy się w ich prowincji, i te raporta przysyłają do stóp
faraona. Lecz dopiero rada najwyższa wydobywa z nich miód
mądrości...</akap>


<akap_dialog>--- Ależ ja właśnie chcę tego miodu!... --- zawołał książę. ---
Dlaczegóż mi nie dają...</akap_dialog>


<akap>Mentezufis potrząsnął głową.</akap>


<akap_dialog>--- Mądrość państwowa --- rzekł --- należy do tajemnic kapłańskich, więc może ją zdobyć tylko człowiek poświęcony
bogom. Tymczasem wasza dostojność, pomimo wychowania
przez kapłanów, jak najbardziej stanowczo usuwasz się od
świątyń...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jak to, więc jeżeli nie zostanę kapłanem, nie objaśnicie
mnie?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Są rzeczy, które wasza dostojność możesz poznać i teraz,
jako erpatre, są, które poznasz jako faraon. Ale są i takie,
o których może wiedzieć tylko arcykapłan.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Każdy faraon jest arcykapłanem --- przerwał książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie każdy. A jeszcze i między arcykapłanami są różnice.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc --- zawołał rozgniewany następca --- wy rząd państwa ukrywacie przede mną... I ja nie będę mógł spełnić rozkazów mego ojca...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To --- mówił spokojnie Mentezufis --- czego księciu potrzeba, możesz poznać, bo przecie masz najniższe święcenia
kapłańskie. Rzeczy te jednak są ukryte w świątyniach, za zasłoną, której nikt nie odważy się uchylić bez odpowiednich
przygotowań.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ja uchylę!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niech bogowie bronią Egipt od takiego nieszczęścia!... ---
odparł kapłan, wznosząc ręce do góry. --- Czyliż wasza dostojność nie wiesz o tym, że piorun zabije każdego, kto bez odpowiednich nabożeństw dotknąłby zasłony? Każ, książę, zaprowadzić do świątyni jakiego niewolnika lub skazańca, i niech
tylko wyciągnie rękę, a natychmiast umrze.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bo wy go zabijecie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Każdy z nas umarłby tak samo jak najpospolitszy
zbrodniarz, gdyby w świętokradzki sposób zbliżył się do ołtarzy. Wobec bogów, mój książę, faraon i kapłan tyle znaczy,
co niewolnik.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc cóż mam robić?... --- spytał Ramzes.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Szukać odpowiedzi na swoją troskę w świątyni, oczyściwszy się przez modły i posty --- odparł kapłan. --- Jak Egipt
Egiptem żaden władca w inny sposób nie zdobył mądrości
państwowej.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pomyślę o tym --- rzekł książę. --- Choć widzę z tego, że
i najczcigodniejszy Mefres, i ty, święty proroku, chcecie mnie
wciągnąć w nabożeństwa, jak mego ojca.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wcale nie. Jeżeli wasza dostojność, jako faraon, ograniczyłbyś się na komenderowaniu wojskiem, musiałbyś zaledwie
kilka razy na rok przyjmować udział w nabożeństwach, bo
w innych razach zastępowaliby cię arcykapłani. Lecz jeżeli
chcesz poznać tajemnice świątyń, musisz składać cześć bogom,
gdyż oni są źródłem mądrości.</akap_dialog>


<!--TRIM:4-->



<naglowek_rozdzial>Rozdział XXIV</naglowek_rozdzial>





<akap>Teraz już Ramzes wiedział, że albo nie spełni rozkazu faraona, albo musi poddać się woli kapłanów, co go przejmowało
gniewem i niechęcią do nich.</akap>


<akap>Nie śpieszył się więc do tajemnic ukrytych w świątyni.
Miał jeszcze czas na posty i pobożne zajęcia. Tym zaś gorliwszy zaczął przyjmować udział w ucztach, jakie na jego cześć
wyprawiano.</akap>


<akap>Właśnie powrócił Tutmozis, mistrz we wszelkiej zabawie,
i przywiózł księciu dobre wiadomości od Sary. Była zdrowa
i pięknie wyglądała, co dziś mniej już obchodziło Ramzesa.
Lecz kapłani postawili jego przyszłemu dziecku tak dobry
horoskop, że książę był zachwycony.</akap>


<akap>Twierdzili na pewno, że dziecko będzie synem bardzo obdarowanym od bogów i jeżeli ojciec będzie go kochał, osięgnie<pe><slowo_obce>osięgnie</slowo_obce> --- dziś popr.: osiągnie.</pe>
w życiu wielkie zaszczyty.</akap>


<akap>Książę śmiał się z drugiej części tej przepowiedni.</akap>


<akap_dialog>--- Dziwna ich mądrość --- mówił do Tutmozisa. --- Wiedzą,
że będzie syn, o czym ja nie wiem, choć jestem ojcem; a wątpią, czy go będę kochał, choć łatwo zgadnąć, że kochałbym to
dziecię, gdyby nawet było córką.</akap_dialog>


<akap>A o zaszczyty dla niego niech będą spokojni. Ja się tym
zajmę!...</akap>


<akap>W miesiącu Pachono (styczeń --- luty) następca przejechał
do nomesu Ka, gdzie był podejmowany przez nomarchę Sofra.
Miasto Anu leżało o siedem godzin pieszej drogi od Atribis,
ale książę przez trzy dni odbywał tę podróż. Na myśl o modlitwach i postach, jakie czekały go przy wtajemniczaniu się
w sekreta<pe><slowo_obce>sekreta</slowo_obce> --- dziś popr.: sekrety.</pe> świątyń, Ramzes czuł coraz większą ochotę do
zabaw; jego orszak odgadł to, więc następowała uciecha po
uciesze.</akap>


<akap>Znowu na gościńcach, którymi przejeżdżał do Atribis, ukazały się tłumy ludu z okrzykami, kwiatami i muzyką. Szczególniej pod miastem zapał dosięgnął szczytu. Zdarzyło się
nawet, że jakiś olbrzymi robotnik rzucił się pod wóz namiestnika. A gdy Ramzes zatrzymał konie, z gromady wystąpiło
kilkanaście młodych kobiet i cały wóz oplotły mu kwiatami.</akap>


<akap>,,Oni jednak kochają mnie!..." --- pomyślał książę.</akap>


<akap>W prowincji Ka już nie zapytywał nomarchy o dochody faraona, nie zwiedzał fabryk, nie kazał sobie czytać raportów.
Wiedział, że niczego nie zrozumie, więc odłożył te zajęcia do
czasu, gdy zostanie wtajemniczonym. Tylko raz, gdy zobaczył,
że świątynia boga Sebaka stoi na wysokim wzgórzu, oświadczył chęć wejścia na jej pylon i obejrzenia okolicy.</akap>


<akap>Dostojny Sofra natychmiast spełnił wolę następcy, który
znalazłszy się na wieży spędził parę godzin z wielką uciechą.</akap>


<akap>Prowincja Ka była to żyzna równina. Kilkanaście kanałów
i odnóg nilowych przecinało ją we wszystkich kierunkach
niby sieć skręcona ze srebrnych i lazurowych sznurów. Melony i pszenica, siana w listopadzie, już dojrzewała. Na polach
gęsto roili się nadzy ludzie, którzy zbierali ogórki lub sieli<pe><slowo_obce>sieli</slowo_obce> --- dziś popr.: siali.</pe>
bawełnę. Ziemia była pokryta budynkami, które na kilkunastu punktach skupiały się mocniej i tworzyły miasteczka.</akap>


<akap>Większość domów, osobliwie tych, które leżały wśród pól,
były to gliniane lepianki przykryte słomą i palmowymi liśćmi.
Za to w miastach domy były murowane, o płaskich dachach,
i wyglądały jak białe sześciany podziurawione w miejscach,
gdzie były drzwi i okna. Bardzo często na jednym takim sześcianie stał drugi nieco mniejszy, a na tym trzeci jeszcze
mniejszy i każde piętro wymalowane było innym kolorem.
Pod ognistym słońcem Egiptu domy te wyglądały jak wielkie
perły, rubiny i szafiry rozrzucone wśród zieleni pól, otoczone
palmami i akacjami.</akap>


<akap>Z tego miejsca Ramzes spostrzegł zjawisko, które go zastanowiło. Oto w pobliżu świątyń domy były najpiękniejsze,
a w polach kręciło się najwięcej ludności.</akap>


<akap>,,Folwarki kapłanów są najbogatsze!..." --- przypomniał sobie
i jeszcze raz przebiegł oczyma świątynie i kaplice, których
z wieży było widać kilkanaście.</akap>


<akap>Ponieważ jednak pogodził się z Herhorem i potrzebował
usług od kapłanów, więc nie chciał dłużej zajmować się tą
sprawą.</akap>


<akap>W ciągu następnych dni dostojny Sofra urządził dla księcia
szereg polowań posuwając się od miasta Atribis ku wschodowi. Nad kanałami strzelano do ptaków z łuku, chwytano je
w ogromne potrzaski z sieci, które od razu zagarniały po kilkadziesiąt sztuk, albo na latających<pe><slowo_obce>latających</slowo_obce> --- dziś popr. forma B. lm r.nmos.: latające.</pe> swobodnie wypuszczano
sokoły. Gdy zaś orszak księcia wkroczył do wschodniej pustyni, zaczęły się wielkie łowy z psami i panterą na czworonożne zwierzęta, których w ciągu kilku dni zabito lub schwytano paręset sztuk.</akap>


<akap>Gdy dostojny Sofra spostrzegł, że książę ma już dość zabaw
pod otwartym niebem i noclegów w namiotach, przerwał polowanie i najkrótszymi drogami zawrócił swoich gości do
Atribis.</akap>


<akap>Stanęli tu o czwartej po południu, a nomarcha zaprosił
wszystkich do swego pałacu na ucztę.</akap>


<akap>Sam zaprowadził księcia do łazienki, asystował przy kąpieli
i z własnej skrzyni wydobył wonności dla namaszczenia Ramzesa. Potem dozorował fryzjera, który uporządkował włosy
namiestnikowi, wreszcie uklęknąwszy na podłodze błagał
księcia o łaskawe przyjęcie od niego nowych szat.</akap>


<akap>Była tam świeżo utkana koszula pokryta haftem, fartuch
wyszyty perłami i płaszcz przetykany złotem, bardzo mocny, ale tak delikatny, że można go było zamknąć w dwu
rękach.</akap>


<akap>Następca łaskawie przyjął to, oświadczając, że jeszcze nigdy
nie otrzymał tak pięknego podarunku.</akap>


<akap>Słońce już zaszło i nomarcha zaprowadził księcia do sali
balowej.</akap>


<akap>Był to duży dziedziniec otoczony kolumnadą, wyłożony mozaiką. Wszystkie ściany były pokryte malowidłami przedstawiającymi sceny z życia przodków Sofry, a więc --- wojny,
morskie podróże i polowania. Nad budynkiem tym, zamiast dachu, unosił się olbrzymi motyl z różnobarwnymi skrzydłami,
które poruszali ukryci niewolnicy dla odświeżenia powietrza.</akap>

<akap>
W brązowych kagańcach, przybitych do kolumn, płonęły
jasne pochodnie, wydzielając ze siebie<pe><slowo_obce>ze siebie</slowo_obce> --- dziś popr.: z siebie.</pe> pachnące dymy.</akap>


<akap>Sala dzieliła się na dwie części: jedna była pusta, druga
zapełniona stolikami i krzesłami dla biesiadników. W głębi
wznosił się pomost, na którym, pod kosztownym namiotem
z rozsuniętymi ścianami, stał stolik i łóżko dla Ramzesa.</akap>


<akap>Przy każdym stoliku znajdowały się wielkie wazony z palmami, akacjami i figami. Stół następcy otoczono roślinami
iglastymi, które w sali rozlewały woń balsamiczną.</akap>


<akap>Zgromadzeni goście powitali księcia radosnym okrzykiem,
a gdy Ramzes zajął miejsce pod baldachimem, skąd był
otwarty widok na całą salę, orszak jego zasiadł do stołów.</akap>


<akap>Odezwały się arfy i zaczęły wchodzić damy w bogatych
muślinowych szatach, z odsłoniętymi piersiami, błyszczące od
klejnotów. Cztery najpiękniejsze otoczyły Ramzesa, inne zasiadły obok dostojników jego orszaku.</akap>


<akap>W powietrzu unosiła się woń róż, konwalij<pe><slowo_obce>konwalij</slowo_obce> --- dziś popr.: konwalii.</pe> i fiołków,
a książę poczuł, że mu tętna biją w skroniach.</akap>


<akap>Niewolnicy i niewolnice w koszulach białych, różowych
i błękitnych zaczęli roznosić ciasta, pieczony drób i zwierzynę,
ryby, wino i owoce tudzież wieńce z kwiatów, które biesiadnicy kładli na głowy. Ogromny motyl coraz szybciej wachlował skrzydłami, a w pustej połowie sali rozpoczęło się widowisko. Po kolei występowały tancerki, gimnastycy, błazny,
kuglarze i fechmistrze; gdy zaś który okazał niezwykły dowód
zręczności, widzowie rzucali mu kwiaty ze swych wieńców
lub złote pierścienie.</akap>


<akap>Kilka godzin ciągnęła się uczta, przeplatana okrzykami na
cześć księcia, nomarchy i jego rodziny.</akap>


<akap>Ramzesa, który w postawie półleżącej siedział na łóżku
okrytym lwią skórą ze złotymi szponami, obsługiwały cztery
damy. Jedna wachlowała go, druga zmieniała mu wieńce na
głowie, dwie inne przysuwały potrawy. Pod koniec uczty
ta z nich, z którą książę najchętniej rozmawiał, przyniosła
mu kielich wina. Ramzes wychylił połowę, resztę podał jej,
a gdy wypiła, pocałował ją w usta.</akap>


<akap>Wówczas niewolnicy szybko zaczęli gasić pochodnie, motyl
przestał poruszać skrzydłami, a w sali zrobiła się noc i cisza,
przerywana nerwowym śmiechem kobiet.</akap>


<akap>Nagle rozległy się prędkie stąpania kilku ludzi i straszny
krzyk:</akap>


<akap_dialog>--- Puśćcie mnie!... --- wołał ochrypnięty głos męski. ---
Gdzie jest następca?... Gdzie namiestnik?...</akap_dialog>


<akap>W sali zagotowało się. Kobiety płakały przerażone, mężczyźni wołali:</akap>


<akap_dialog>--- Co to jest?... Zamach na następcę!... Hej, warta!...</akap_dialog>


<akap>Słychać było dźwięk tłuczonych naczyń i trzask krzeseł.</akap>


<akap_dialog>--- Gdzie jest następca? --- ryczał obcy człowiek.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Warta!... Brońcie następcy!... --- odpowiedziano z sali.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zapalcie światło!... --- odezwał się młodzieńczy głos następcy. --- Kto mnie szuka?... Tu jestem.</akap_dialog>


<akap>Wniesiono pochodnie. Na sali piętrzyły się wywrócone
i połamane sprzęty, między którymi kryli się biesiadnicy. Na
estradzie książę wydzierał się kobietom, które krzycząc oplątywały mu ręce i nogi. Obok księcia Tutmozis w potarganej
peruce, z brązowym dzbanem w ręku, gotów był walić w łeb
każdego, kto by się zbliżył. We drzwiach sali ukazało się kilku
żołnierzy z obnażonymi mieczami.</akap>


<akap_dialog>--- Co to jest?... Kto tu jest?... --- wołał przerażony nomarcha.</akap_dialog>


<akap>Nareszcie spostrzeżono sprawcę zamętu. Jakiś olbrzym, nagi,
okryty błotem, z krwawymi pręgami na plecach, klęczał na
schodach estrady i wyciągał ręce do następcy.</akap>


<akap_dialog>--- Oto morderca!... --- wrzasnął nomarcha. --- Bierzcie go!...</akap_dialog>


<akap>Tutmozis podniósł swój dzban, ode drzwi przybiegli żołnierze. Poraniony człowiek upadł twarzą na schody wołając:</akap>


<akap_dialog>--- Miłosierdzia, słońce Egiptu!...</akap_dialog>


<akap>Już mieli go schwycić żołnierze, gdy Ramzes, wydarłszy się
kobietom, zbliżył się do nędzarza.</akap>


<akap_dialog>--- Nie dotykajcie go! --- zawołał na żołnierzy. --- Czego
chcesz, człowieku?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Chcę ci opowiedzieć o naszych krzywdach, panie...</akap_dialog>


<akap>W tej chwili Sofra zbliżywszy się do księcia szepnął:</akap>


<akap_dialog>--- To Hyksos... spojrzyj, wasza dostojność, na jego kudłatą
brodę i włosy... Jego wreszcie zuchwalstwo, z jakim się tu
wdarł, dowodzi, że zbrodniarz ten nie jest urodzonym Egipcjaninem...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Kto jesteś? --- spytał książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jestem Bakura, robotnik z pułku kopaczy w Sochem.
Nie mamy teraz zajęcia, więc nomarcha Otoes kazał nam...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To pijak i wariat!... --- szeptał wzburzony Sofra. --- Jak
on przemawia do ciebie, panie...</akap_dialog>


<akap>Książę tak spojrzał na nomarchę, że dygnitarz zgięty wpół
cofnął się.</akap>


<akap_dialog>--- Co wam kazał dostojny Otoes? --- pytał namiestnik
Bakury.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Kazał nam, panie, chodzić brzegiem Nilu, pływać po
rzece, stawać przy gościńcach i robić zgiełk na twoją cześć.
I obiecał, że za to wyda nam, co się należy... Bo, panie, my
już dwa miesiące nie dostawaliśmy nic... Ani placków jęczmiennych, ani ryb, ani oliwy do namaszczania ciała.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Cóż wy na to, dostojny panie? --- zapytał książę nomarchy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niebezpieczny pijak... brzydki kłamca... --- odparł Sofra.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jakiżeście to zgiełk robili na moją cześć?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jak rozkazano --- mówił olbrzym. --- Moja żona i córka
krzyczały wraz z innymi: ,,oby żył wiecznie!", a ja skakałem
do wody i ciskałem wieńce do statku waszej dostojności, za
co miano mi płacić po utenie. Zaś kiedy wasza cześć raczyłeś
wjeżdżać łaskawie do miasta Atribis, mnie naznaczono, abym
rzucił się pod konie i zatrzymał wóz...</akap_dialog>


<akap>Książę zaczął się śmiać.</akap>


<akap_dialog>--- Jako żywo --- mówił --- nie myślałem, że tak wesoło zakończymy ucztę!... A ileż ci zapłacono za to, żeś wpadł pod wóz?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Obiecano mi trzy uteny, ale nie zapłacono nic ani mnie,
ani żonie i córce. Również całemu pułkowi nie dano nic do
jedzenia przez dwa miesiące.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Z czegóż żyjecie?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Z żebraniny albo z tego, co się zapracuje u chłopa. Więc
w tej ciężkiej nędzy trzy razy buntowaliśmy się i chcieliśmy
wracać do domu. Ale oficerowie i pisarze albo obiecywali nam,
że oddadzą, albo kazali nas bić...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Za ten zgiełk dla mnie? --- wtrącił śmiejąc się książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Prawdę mówi wasza cześć... Otóż wczoraj był bunt największy, za co jego dostojność nomarcha Sofra kazał nas dziesiątkować... Co dziesiąty brał kije, a ja dostałem najwięcej,
bom duży i mam do wykarmienia trzy gęby: moją, żony
i córki... Zbity, wydarłem się im, ażeby upaść na mój brzuch
przed tobą, panie, i opowiedzieć nasze żale. Ty nas bij, jeżeliśmy winni, ale niech pisarze wydadzą nam, co się należy,
bo z głodu pomrzemy --- my, żony i dzieci nasze...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To człowiek opętany!... --- zawołał Sofra. --- Racz spojrzeć,
wasza dostojność, ile on mi szkody narobił... Dziesięciu talentów nie wziąłbym za te stoły, misy i dzbany...</akap_dialog>


<akap>Między biesiadnikami, którzy już odzyskali przytomność,
zaczął się szmer.</akap>


<akap_dialog>--- To jakiś bandyta!... --- mówiono. --- Patrzcie, to naprawdę
Hyksos... Jeszcze w nim burzy się przeklęta krew jego dziadów, którzy najechali i zniszczyli Egipt... Takie kosztowne
sprzęty... takie ozdobne naczynia porozbijane na proch!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jeden bunt niezapłaconych robotników więcej sprawia
szkody państwu, aniżeli warte są te bogactwa --- surowo
odezwał się Ramzes.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Święte słowa!... Należy zapisać je na pomnikach ---
w tejże chwili odezwano się między gośćmi. --- Bunt odrywa
ludzi od pracy i zasmuca serce jego świątobliwości... Nie godzi
się, ażeby robotnicy po dwa miesiące nie odbierali żołdu...</akap_dialog>


<akap>Z nieukrywaną pogardą spojrzał książę na zmiennych jak
obłoki dworaków i zwrócił się do nomarchy.</akap>


<akap_dialog>--- Oddaję ci --- rzekł groźnie --- tego skatowanego człowieka. Jestem pewny, że nie spadnie mu włos z głowy. Zaś jutro
chcę zobaczyć pułk, do którego należy, i przekonać się, czy
skarżący mówił prawdę.</akap_dialog>


<akap>Po tych słowach namiestnik wyszedł, zostawiając nomarchę
i gości w wielkim strapieniu.</akap>


<akap>Na drugi dzień książę, ubierając się przy pomocy Tutmozisa, zapytał go:</akap>


<akap_dialog>--- Czy robotnicy przyszli?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak, panie. Od świtu czekają na twoje rozkazy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A ten... ten Bakura jest między nimi?</akap_dialog>


<akap>Tutmozis skrzywił się i odparł:</akap>


<akap_dialog>--- Zdarzył się dziwny wypadek. Dostojny Sofra kazał go
zamknąć w pustej piwnicy swego pałacu. Otóż ten hultaj,
bardzo silny człowiek, wyłamał drzwi do drugiego lochu,
gdzie stało wino, przewrócił kilka dzbanów bardzo kosztownych, a sam tak się spił, że...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Że co?... --- spytał książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Że umarł.</akap_dialog>


<akap>Następca zerwał się z krzesła.</akap>


<akap_dialog>--- I ty wierzysz --- zawołał --- że on sam zapił się na
śmierć?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Muszę wierzyć, bo nie mam dowodów, że go zabito ---
odpowiedział Tutmozis.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale ja ich poszukam!... --- wybuchnął książę.</akap_dialog>


<akap>Biegał po komnacie i parskał jak rozgniewane lwiątko.</akap>


<akap>Gdy nieco uspokoił się, rzekł Tutmozis:</akap>


<akap_dialog>--- Nie szukaj, panie, winy tam, gdzie jej nie widać, bo
nawet świadków nie znajdziesz. Gdyby ktoś w rzeczy samej
z rozkazu nomarchy zadławił tego robotnika, nie przyzna się.
Sam umarły także nic nie powie, a zresztą, cóż by znaczyła
jego skarga na nomarchę!... W tych warunkach żaden sąd nie
zechce rozpocząć śledztwa...</akap_dialog>




<akap_dialog>--- A jeżeli ja każę?... --- spytał namiestnik.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W takim razie przeprowadzą śledztwo i dowiodą niewinności Sofry. Po czym ty, panie, będziesz zawstydzony,
a wszyscy nomarchowie, ich krewni i służba zostaną twoimi
wrogami.</akap_dialog>


<akap>Książę stał na środku pokoju i myślał.</akap>


<akap_dialog>--- Wreszcie --- mówił Tutmozis --- wszystko zdaje się przemawiać za tym, że nieszczęsny Bakura był pijak albo wariat,
a nade wszystko --- człowiek obcego pochodzenia. Bo czyliż
rodowity i przytomny Egipcjanin, choćby przez rok nie pobierał żołdu i dwa razy tyle dostał kijów, czy ośmieliłby się ---
wpadać do pałacu nomarchy i z takim wrzaskiem wzywać
ciebie?...</akap_dialog>


<akap>Ramzes pochylił głowę, a widząc, że w drugim pokoju są
dworzanie, rzekł zniżonym głosem:</akap>


<akap_dialog>--- Czy ty wiesz, Tutmozisie, że od czasu jak wyruszyłem
w tę podróż, Egipt zaczyna mi się wydawać jakiś inny. Niekiedy pytam samego siebie: czy ja jestem w obcym kraju? To
znowu serce moje niepokoi się, jakbym miał na oczach zasłonę, poza którą dzieją się łotrostwa, których ja --- nie mogę
dojrzeć...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Toteż i nie wypatruj ich, bo w końcu wyda ci się, żeśmy
wszyscy powinni iść do kopalń --- odparł ze śmiechem Tutmozis. --- Pamiętaj, że nomarchowie i urzędnicy są pasterzami
twego stada. Gdy który wydoi miarę mleka dla siebie albo
zarznie owcę, przecie go nie zabijesz ani wypędzisz. Owiec
masz za dużo, a o pastuchów trudno.</akap_dialog>


<akap>Namiestnik, już ubrany, przeszedł do sali poczekalnej, gdzie
zebrała się jego świta: kapłani, oficerowie i urzędnicy. Następnie wraz z nimi opuścił pałac i udał się na dziedziniec
zewnętrzny.</akap>


<akap>Był to obszerny plac zasadzony akacjami, pod cieniem
których oczekiwali na księcia robotnicy. Na odgłos trąbki
cały tłum zerwał się z ziemi i uszykował w pięć szeregów.</akap>


<akap>Ramzes, otoczony błyszczącym orszakiem dostojników,
nagle zatrzymał się, chcąc najpierwej z daleka obejrzeć pułk
kopaczy. Byli to ludzie nadzy, w białych czepcach na głowie
i takichże przepaskach około bioder. W szeregach doskonale
można było odróżnić brunatnych Egipcjan, ciemnych Murzynów, żółtych Azjatów i białych mieszkańców Libii tudzież
wysp Morza Śródziemnego.</akap>


<akap>W pierwszej linii stali kopacze z oskardami, w drugiej
z motykami, w trzeciej z łopatami. Czwarty szereg stanowili
tragarze, z których każdy miał drąg i dwa kubełki, piąty
również tragarze, lecz z wielkimi skrzyniami obsługiwanymi
każda przez dwu ludzi. Przenosili oni wykopaną ziemię.</akap>


<akap>Przed szeregami co kilkanaście kroków stali majstrowie:
każdy miał w rękach mocny kij i duży cyrkiel drewniany lub
węgielnicę.</akap>


<akap>Kiedy książę zbliżył się do nich, zawołali chórem: ,,obyś
żył wiecznie!", i uklęknąwszy uderzyli czołem o ziemię. Następca kazał im powstać i znowu przypatrzył się z uwagą.</akap>


<akap>Byli to ludzie zdrowi i silni, bynajmniej nie wyglądający na
takich, którzy od dwu miesięcy utrzymywali się z żebraniny.</akap>


<akap>Do namiestnika przystąpił nomarcha Sofra ze swoim orszakiem. Ale Ramzes udając, że go nie spostrzegł, zwrócił się do
jednego z majstrów:</akap>


<akap_dialog>--- Jesteście kopaczami z Sochem? --- zapytał.</akap_dialog>


<akap>Majster jak długi upadł twarzą na ziemię i milczał.</akap>


<akap>Książę wzruszył ramionami i zawołał do robotników:</akap>


<akap_dialog>--- Jesteście z Sochem?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jesteśmy kopacze z Sochem!... --- odpowiedzieli chórem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dostaliście żołd?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Żołd dostaliśmy --- jesteśmy syci i szczęśliwi --- słudzy
jego świątobliwości --- odparł chór, wybijając każdy wyraz.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W tył zwrot!... --- zakomenderował książę.</akap_dialog>


<akap>Odwrócili się. Prawie każdy miał na plecach głębokie
i gęste blizny od kijów; ale świeżych pręg nie było.</akap>


<akap>,,Oszukują mnie!..." --- pomyślał następca. Kazał robotnikom
iść do koszar i nie witając się ani żegnając z nomarchą, wrócił
do pałacu.</akap>


<akap_dialog>--- Czy i ty mi powiesz --- rzekł w drodze do Tutmozisa ---
że ci ludzie są robotnikami z Sochem?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wszakże oni sami to powiedzieli --- odparł dworak.
Książę zawołał, aby mu podano konia, i odjechał do wojsk
obozujących za miastem.</akap_dialog>


<akap>Cały dzień musztrował pułki. Około południa na placu
ćwiczeń, pod dowództwem nomarchy, ukazało się kilkudziesięciu tragarzy z namiotami, sprzętami, jadłem i winem. Ale
książę odprawił ich do Atribis, a gdy nadszedł czas posiłku
dla wojska, kazał sobie podać i jadł owsiane placki z suszonym mięsem.</akap>


<akap>Były to najemne pułki libijskie. Kiedy książę wieczorem
kazał im odłożyć broń i pożegnał się z nimi, zdawało się, że
żołnierze i oficerowie ulegli szaleństwu. Krzycząc: ,,żyj
wiecznie!", całowali jego ręce i nogi, zrobili lektykę z włóczni
i płaszczów, ze śpiewami odnieśli księcia do miasta, a w drodze kłócili się o zaszczyt dźwigania go na ramionach.</akap>


<akap>Nomarcha i urzędnicy prowincji, widząc zapał barbarzyńskich Libijczyków i łaskę dla nich następcy, zatrwożyli się.</akap>


<akap_dialog>--- Oto jest władca!... --- szepnął do Sofry wielki pisarz. ---
Gdyby zechciał, ci ludzie pobiliby mieczem nas i dzieci nasze...</akap_dialog>


<akap>Strapiony nomarcha westchnął do bogów i polecił się ich
łaskawej opiece.</akap>


<akap>Późno w nocy Ramzes znalazł się w swym pałacu i tu powiedziała mu służba, że zmieniono mu pokój sypialny.</akap>


<akap_dialog>--- Dlaczegóż to?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bo w tamtej sypialni widziano jadowitego węża, który
skrył się tak, że nie można go znaleźć.</akap_dialog>


<akap>W skrzydle sąsiadującym z domem nomarchy znajdowała
się nowa sypialnia. Był to czworoboczny pokój otoczony kolumnami. Miał alabastrowe ściany pokryte malowaną płaskorzeźbą przedstawiającą u dołu --- rośliny w wazonach, wyżej --- girlandy z liści oliwkowych i laurowych.</akap>


<akap>Prawie na środku stało wielkie łoże wykładane hebanem,
kością słoniową i złotem. Pokój oświetlały dwie wonne pochodnie, pod kolumnadą znajdowały się stoliki z winem,
jadłem i wieńcami z róż.</akap>


<akap>W suficie był wielki otwór czworoboczny zasłonięty
płótnem.</akap>


<akap>Książę wykąpał się i legł na miękkim posłaniu, jego służba
odeszła do dalszych komnat. Pochodnie zaczęły przygasać, po
sypialni wionął chłodny wiatr nasycony wonią kwiatów.
Jednocześnie w górze odezwała się cicha muzyka arf.</akap>


<akap>Ramzes podniósł głowę. Płócienny dach pokoju usunął się
i przez otwór w suficie widać było konstelację Lwa, a w niej
jasną gwiazdę Regulusa. Muzyka arf wzmogła się.</akap>


<akap>,,Czy bogowie wybierają się do mnie w odwiedziny?..." ---
pomyślał z uśmiechem Ramzes.</akap>


<akap>W otworze sufitu błysnęła szeroka smuga światła; było ono
mocne, lecz łagodne. W chwilę później ukazała się w górze
lektyka w formie złotej łodzi, niosącej altankę z kwiatów:
słupy były okręcone girlandami z róż, dach z fiołków
i lotosów.</akap>


<akap>Na sznurach, spowitych zielonością, złota łódź bez szmeru
opuściła się do sypialnej komnaty. Stanęła na podłodze, a spod
kwiatów wyszła niepospolitej piękności naga kobieta. Ciało
jej miało ton białego marmuru; od bursztynowej fali włosów
płynęła woń upajająca.</akap>


<akap>Kobieta, wysiadłszy ze swej napowietrznej lektyki, uklękła
przed księciem.</akap>


<akap_dialog>--- Jesteś córką Sofry?... --- spytał jej następca.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Prawdę mówisz, panie...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I mimo to przyszłaś do mnie?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Błagać cię, ażebyś przebaczył memu ojcu... Nieszczęśliwy
on!... od południa leje łzy i tarza się w popiele...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A gdybym mu nie przebaczył, odeszłabyś?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie... --- cicho szepnęła.</akap_dialog>


<akap>Ramzes przyciągnął ją do siebie i namiętnie pocałował. Oczy płonęły mu.</akap>


<akap_dialog>--- Dlatego przebaczę mu --- rzekł.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O, jakiś ty dobry!... --- zawołała, tuląc się do księcia.
A potem dodała z przymileniem:</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Każesz wynagrodzić szkody, które wyrządził mu ten
szalony robotnik?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Każę...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I mnie weźmiesz do swego domu...</akap_dialog>


<akap>Ramzes popatrzył na nią.</akap>


<akap_dialog>--- Wezmę cię, bo jesteś piękna.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Doprawdy?... --- odparła, obejmując go za szyję. --- Przypatrz mi się lepiej... Między pięknymi Egiptu zajmuję dopiero czwarte miejsce.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Cóż to znaczy?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W Memfis, czy koło Memfis, mieszka twoja najpierwsza.... Na szczęście tylko Żydówka!... W Sochem jest druga...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nic o tym nie wiem --- wtrącił książę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O, ty gołąbku!... Więc zapewne nie wiesz i o trzeciej
w Anu...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy i ona należy do mego domu?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niewdzięczniku!... --- zawołała, uderzając go kwiatem lotosu. --- Gotów jesteś za miesiąc o mnie powiedzieć to samo...
Ale ja nie dam zrobić sobie krzywdy...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jak i twój ojciec.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jeszcześ mu nie zapomniał?... Pamiętaj, że odejdę...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zostań już... zostań!...</akap_dialog>


<akap>Na drugi dzień namiestnik raczył przyjąć hołdy i ucztę od
nomarchy Sofra. Publicznie pochwalił jego zarząd prowincją
i aby wynagrodzić szkody wyrządzone przez pijanego robotnika, darował mu połowę naczyń i sprzętów, które otrzymał
w mieście Anu.</akap>


<akap>Drugą połowę tych darów zabrała córka nomarchy, piękna
Abeb, jako dama dworu księcia. Nadto kazała sobie wypłacić
z kasy Ramzesa pięć talentów na stroje, konie i niewolnice.</akap>


<akap>Wieczorem książę ziewając rzekł do Tutmozisa:</akap>


<akap_dialog>--- Jego świątobliwość, ojciec mój, powiedział mi wielką
naukę, że --- kobiety dużo kosztują!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Gorzej, gdy ich nie ma --- odparł elegant.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale ja mam ich cztery i nawet dobrze nie wiem, jakim
sposobem. Mógłbym ze dwie odstąpić wam.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy i Sarę?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tej nie, szczególniej jeżeli będzie miała syna.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jeżeli wasza dostojność przeznaczysz tym synogarlicom
ładny posag, znajdą się dla nich mężowie.</akap_dialog>


<akap>Książę znowu ziewnął.</akap>


<akap_dialog>--- Nie lubię słuchać o posagach --- rzekł. --- Aaa!... jakie to
szczęście, że już wyrwę się od was i osiądę między kapłanami...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Naprawdę, uczynisz tak?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Muszę. Nareszcie może dowiem się od nich, dlaczego
faraoni biednieją... Aaa!... no --- i odpocznę.</akap_dialog>





<naglowek_rozdzial>Rozdział XXV</naglowek_rozdzial>




<akap>Tego samego dnia, w Memfisie, Fenicjanin Dagon, dostojny
bankier następcy tronu, leżał na kanapie pod werendą swego
pałacu. Otaczały go wonne krzaki iglaste, hodowane w wazonach. Dwaj czarni niewolnicy chłodzili bogacza wachlarzami,
a on, bawiąc się młodą małpką, słuchał rachunków, które czytał
mu jego pisarz.</akap>


<akap>W tej chwili niewolnik, uzbrojony w miecz, hełm, włócznię i tarczę (bankier lubił wojskowe ubiory), zameldował dostojnego Rabsuna, który był kupcem fenickim osiadłym
w Memfis.</akap>


<akap>Gość wszedł, nisko kłaniając się, i w ten sposób opuścił powieki, że dostojny Dagon rozkazał pisarzowi i niewolnikom,
ażeby wynieśli się spod werendy. Następnie, jako człowiek
przezorny, obejrzał wszystkie kąty i rzekł do gościa:</akap>


<akap_dialog>--- Możemy gadać.</akap_dialog>


<akap>Rabsun zaczął bez wstępu:</akap>


<akap_dialog>--- Czy dostojność wasza wie, że przyjechał z Tyru książę
Hiram?...</akap_dialog>


<akap>Dagon podskoczył na kanapie.</akap>


<akap_dialog>--- Niech na niego i jego księstwo trąd padnie!... --- wrzasnął.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- On mi właśnie wspomniał --- ciągnął spokojnie gość ---
że między wami jest nieporozumienie...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co to jest nieporozumienie?... --- krzyczał Dagon. --- Ten
rozbójnik okradł mnie, zniszczył, zrujnował... Kiedy ja posłałem moje statki, za innymi tyryjskimi, na zachód po srebro,
sternicy łotra Hirama rzucali na nie ogień, chcieli je zepchnąć
na mieliznę... No, i moje okręty wróciły z niczym, opalone
i potrzaskane... Żeby jego spalił ogień niebieski!... --- zakończył
rozwścieczony bankier.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A jeżeli Hiram ma dla waszej dostojności dobry interes? --- spytał gość flegmatycznie.</akap_dialog>


<akap>Burza szalejąca w piersiach Dagona od razu ucichła.</akap>


<akap_dialog>--- Jaki on może mieć dla mnie interes? --- rzekł zupełnie
spokojnym głosem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- On to sam powie waszej dostojności, ale przecież pierwej
musi zobaczyć się z wami.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No, to niech on tu przyjdzie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- On myśli, że wasza dostojność powinna przyjść do niego.
Przecie on jest członkiem najwyższej rady w Tyrze.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Żeby on tak zdechł, jak ja do niego pójdę!... --- krzyknął
znowu rozgniewany bankier.</akap_dialog>


<akap>Gość przysunął krzesło do kanapy i poklepał bogacza w udo.</akap>


<akap_dialog>--- Dagonie --- rzekł --- miej ty rozum.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dlaczego ja nie mam rozumu i dlaczego ty, Rabsun, nie
mówisz do mnie --- dostojność?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dagon, nie bądź ty głupi!... --- reflektował gość. --- Jeżeli
ty nie pójdziesz do niego ani on do ciebie, to jakże wy zrobicie interes?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ty jesteś głupi, Rabsun! --- znowu wybuchnął bankier. ---
Bo gdybym ja poszedł do Hirama, to, niech mi ręka uschnie,
że straciłbym na tej grzeczności połowę zarobku.</akap_dialog>


<akap>Gość pomyślał i odparł:</akap>


<akap_dialog>--- Teraz rzekłeś mądre słowo. Więc ja tobie coś powiem.
Przyjdź do mnie i Hiram przyjdzie do mnie, i wy obaj u mnie
obgadacie ten interes.</akap_dialog>


<akap>Dagon przechylił głowę i przymrużywszy oko filuternie
zapytał:</akap>


<akap_dialog>--- Ej, Rabsun!... Powiedz od razu: ile on tobie dał?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Za co?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Za to, że ja przyjdę do ciebie i z tym parchem będę robił
interes?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To jest interes dla całej Fenicji, więc ja na nim zarobku
nie potrzebuję --- odparł oburzony Rabsun.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Żeby się tobie tak dłużnicy wypłacali, jak to prawda!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Żeby mi się nie wypłacili, jeżeli ja co na tym zarobię!
Niech tylko Fenicja nie straci! --- zakrzyczał z gniewem
Rabsun.</akap_dialog>


<akap>Pożegnali się.</akap>


<akap>Nad wieczorem dostojny Dagon wsiadł w lektykę niesioną
przez sześciu niewolników. Poprzedzali go dwaj laufrowie<pe><slowo_obce>laufer</slowo_obce> (daw., z niem.) --- goniec.</pe>
z kijami i dwaj z pochodniami; zaś za lektyką szło czterech
służących uzbrojonych od stóp do głów. Nie dla bezpieczeństwa, lecz że Dagon od pewnego czasu lubił otaczać się zbrojnymi jak rycerz.</akap>


<akap>Wysiadł z lektyki z wielką powagą i podtrzymywany przez
dwu ludzi (trzeci niósł nad nim parasol) wszedł do domu
Rabsuna.</akap>


<akap_dialog>--- Gdzież jest ten... Hiram? --- zapytał dumnie gospodarza.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie ma go.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jak to?... więc ja będę czekał na niego?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie ma go w tym pokoju, ale jest w trzecim, u mojej
żony --- odparł gospodarz. --- On teraz składa wizytę mojej
żonie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ja tam nie pójdę!... --- rzekł bankier, siadając na kanapie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pójdziesz do drugiego pokoju, a on w tej samej chwili
także tam wejdzie.</akap_dialog>


<akap>Po krótkim oporze Dagon ustąpił, a w chwilę później, na
znak gospodarza domu, wszedł do drugiej komnaty. Jednocześnie z dalszych pokojów wysunął się niewysoki człowiek
z siwą brodą, ubrany w złocistą togę i złotą obręcz na głowie.</akap>


<akap_dialog>--- Oto jest --- rzekł gospodarz stojąc na środku --- oto jest
jego miłość książę Hiram, członek najwyższej rady tyryjskiej...
Oto jest dostojny Dagon, bankier księcia następcy tronu i namiestnika w Dolnym Egipcie.</akap_dialog>


<akap>Dwaj dostojnicy ukłonili się sobie z założonymi na piersiach
rękoma i usiedli przy oddzielnych stolikach, na środku sali.
Hiram nieco odsunął togę, aby ukazać wielki złoty medal na
swej szyi, w odpowiedzi na co Dagon zaczął bawić się grubym złotym łańcuchem, który otrzymał od księcia Ramzesa.</akap>


<akap_dialog>--- Ja, Hiram --- odezwał się starzec --- pozdrawiam pana,
panie Dagon, życzę panu dużego majątku i powodzenia w interesach.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ja, Dagon, pozdrawiam pana, panie Hiram, i życzę panu
tego samego, co pan mnie życzy...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Już się pan chcesz kłócić?... --- przerwał zirytowany
Hiram.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Gdzie ja się kłócę?... Rabsun, ty powiedz, czy ja się
kłócę?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Lepiej niech wasze dostojności mówią o interesach ---
odparł gospodarz.</akap_dialog>


<akap>Po chwili namysłu Hiram zaczął:</akap>


<akap_dialog>--- Przyjaciele pańscy z Tyru bardzo pozdrawiają pana
przeze mnie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Oni tylko to przysłali mi? --- spytał drwiącym tonem
Dagon.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co pan chcesz, żeby oni panu przysyłali?... --- odparł
Hiram, podnosząc głos.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Cicho!... Zgoda!... --- wtrącił gospodarz.</akap_dialog>


<akap>Hiram kilka razy głębiej odetchnął i rzekł:</akap>


<akap_dialog>--- To prawda, że nam potrzebna zgoda... Ciężkie czasy nadchodzą dla Fenicji...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy morze zatopiło wam Tyr albo Sydon?... --- spytał
z uśmiechem Dagon.</akap_dialog>


<akap>Hiram splunął i zapytał:</akap>


<akap_dialog>--- Coś pan taki zły dzisiaj?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ja zawsze jestem zły, jak mnie nie nazywają --- dostojnością...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A dlaczego pan nie nazywasz mnie --- miłością?... Ja
przecie jestem książę!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Może w Fenicji --- odparł Dagon. --- Ale już w Asyrii
u lada satrapy czekasz pan w sieniach trzy dni na posłuchanie, a kiedy cię przyjmą, leżysz na brzuchu jak każdy handlarz
fenicki.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A pan co byś robił wobec dzikiego człowieka, który może
pana na pal wbić?... --- zakrzyczał Hiram.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co ja bym robił, nie wiem --- rzekł Dagon. --- Ale w Egipcie ja sobie siedzę na jednej kanapie z następcą tronu, który
dziś jest namiestnikiem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zgoda, wasza dostojność!... Zgoda, wasza miłość!... ---
reflektował ich gospodarz.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zgoda!... zgoda, że ten pan jest zwyczajny fenicki
handlarz, a mnie nie chce oddać szacunku... --- zawołał Dagon.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ja mam sto okrętów!... --- wrzasnął Hiram.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A jego świątobliwość faraon ma dwadzieścia tysięcy
miast, miasteczek i osad...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wasze dostojności utopicie ten interes i całą Fenicję!... --- odezwał się już podniesionym głosem Rabsun.</akap_dialog>


<akap>Hiram zacisnął pięści, lecz umilkł i odpoczął.</akap>


<akap_dialog>--- Musisz jednak przyznać, wasza dostojność --- rzekł po
chwili do Dagona --- że z tych dwudziestu tysięcy miast jego
świątobliwość niewiele ma naprawdę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Chcesz powiedzieć, wasza miłość --- odparł Dagon --- że
siedm<pe><slowo_obce>siedm</slowo_obce> --- dziś popr.: siedem.</pe> tysięcy miast należy do świątyń i siedm tysięcy do
wielkich panów?... Zawsze jednak jego świątobliwości zostaje
siedm tysięcy na czysto...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie bardzo! Bo jak z tego wasza dostojność odejmiesz
ze trzy tysiące, które są w zastawie u kapłanów, i ze dwa tysiące w dzierżawie u naszych Fenicjan...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mówi prawdę wasza miłość --- rzekł Dagon. --- Zawsze
jednak jego świątobliwości zostaje ze dwa tysiące miast
bardzo bogatych...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy was Tyfon opętał?... --- wrzasnął z kolei Rabsun. ---
Będziecie teraz wyliczali miasta faraona, bodajby go...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Psyt!... --- szepnął Dagon, zrywając się z krzesła.</akap_dialog>


<akap_dialog><begin id="b1354286574723-3564008486"/><motyw id="m1354286574723-3564008486">Kłótnia</motyw>--- Kiedy nad Fenicją wisi nieszczęście!... --- dokończył
Rabsun.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niechże ja się raz dowiem, jakie nieszczęście?... --- przerwał Dagon.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc daj mówić Hiramowi, to się dowiesz --- odparł gospodarz.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niech gada...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy wasza dostojność wiesz, co się stało w zajeździe
,,Pod Okrętem", u brata naszego, Asarhadona?... --- zaczął
Hiram.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie mam braci pomiędzy szynkarzami!... --- wtrącił szyderczo Dagon.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Milcz!... --- wrzasnął rozgniewany Rabsun i schwycił za
rękojeść sztyletu. --- Jesteś głupi jak pies, który szczeka
przez sen...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czego on się gniewa, ten... ten handlujący kośćmi?... ---
odparł Dagon i również sięgnął do noża.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Cicho!... Zgoda!... --- uspakajał ich sędziwy książę i także
opuścił suchą rękę do pasa.</akap_dialog>


<akap>Przez chwilę wszystkim trzem drżały nozdrza i błyszczały
oczy. Wreszcie Hiram, który uspokoił się najpierwej, zaczął
znowu, jakby nigdy nic nie zaszło.</akap>


<akap_dialog><end id="e1354286574723-3564008486"/>--- Parę miesięcy temu stanął w zajeździe Asarhadona niejaki Phut, z miasta Harranu...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Miał odebrać pięć talentów od jakiegoś kapłana ---
wtrącił Dagon.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Cóż dalej? --- spytał Hiram.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nic. Znalazł łaskę u jednej kapłanki i za jej radą pojechał szukać swego wierzyciela do Tebów.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Masz rozum dziecka, a gadatliwość kobiety --- rzekł
Hiram. --- Ten harrańczyk nie jest harrańczykiem, ale Chaldejczykiem, i nie nazywa się Phut, ale Beroes...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Beroes?... Beroes?... --- powtórzył przypominając sobie
Dagon. --- Gdzieś słyszałem to nazwisko...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Słyszałeś!... --- mówił z pogardą Hiram. --- Beroes to
najmędrszy kapłan w Babilonie, doradca książąt asyryjskich
i samego króla...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niech on będzie doradcą, byle nie faraona, co mnie to
obchodzi?... --- rzekł bankier.</akap_dialog>


<akap>Rabsun podniósł się z krzesła i grożąc Dagonowi pięścią
pod nosem, zawołał:</akap>


<akap_dialog>--- Ty wieprzu, wypasiony na faraońskich pomyjach...
Ciebie Fenicja tyle obchodzi co mnie Egipt... Gdybyś mógł,
za drachmę sprzedałbyś ojczyznę... Psie trędowaty!</akap_dialog>


<akap>Dagon zbladł i odparł spokojnym głosem:</akap>




<akap_dialog>--- Co gada ten kramarz?... W Tyrze są moi synowie i uczą
się żeglarstwa; w Sydonie siedzi moja córka z mężem... Połowę mego mienia pożyczyłem radzie najwyższej, choć nie mam
za to nawet dziesięciu procent. A ten kramarz mówi, że mnie
nie obchodzi Fenicja!...</akap_dialog>


<akap>Rabsun, posłuchaj mnie --- dodał po chwili. --- Ja życzę
twojej żonie i dzieciom, i cieniom twoich ojców, ażebyś ty
o nich tyle dbał, ile ja o każdy okręt fenicki, o każdy kamień
Tyru, Sydonu, a nawet Zarpath<pe><slowo_obce>Zarpath</slowo_obce> (hebr.) --- Sarepta, miasto fenickie na wybrzeżu Morza Śródziemnego, w połowie drogi pomiędzy Sydonem i Tyrem, dziś Sarafand w Libanie.</pe> i Achsibu<pe><slowo_obce>Achsib</slowo_obce> --- bibl. Akzib, miasto fenickie pomiędzy Tyrem a Akką, dziś w północnym Izraelu.</pe>...</akap>


<akap_dialog>--- Dagon mówi prawdę --- wtrącił Hiram.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ja nie dbam o Fenicję!... --- ciągnął bankier, zapalając
się. --- A ilu ja sprowadziłem tu Fenicjan, ażeby robili majątki,
i --- co mam z tego?... Ja nie dbam!... Hiram zepsuł mi dwa
okręty i pozbawił mnie wielkich zarobków, a przecie, kiedy
chodzi o Fenicję, ja usiadłem z nim w jednym pokoju...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bo myślałeś, że będziecie gadali o tym, ażeby kogo oszukać --- rzekł Rabsun.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Żebyś ty tak myślał o skonaniu, głupi!... --- odparł
Dagon. --- Niby ja jestem dziecko i niby nie rozumiem, że jak
Hiram przyjeżdża do Memfisu, to przecie on nie dla handlu
przyjeżdża. Oj, ty Rabsun!... Tyś powinien ze dwa lata być
u mnie chłopcem do zamiatania stajni...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dosyć!... --- zawołał Hiram, uderzając pięścią w stolik.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- My nigdy nie skończymy z tym kapłanem chaldejskim --- mruknął Rabsun z takim spokojem, jakby przed
chwilą nie jego zwymyślano.</akap_dialog>


<akap>Hiram odchrząknął i zaczął.</akap>


<akap_dialog>--- Ten człowiek ma naprawdę dom i grunta w Harranie
i tam nazywa się Phut. Dostał listy od kupców chetyjskich
do kupców sydońskich, więc w podróż zabrała go nasza karawana. Sam dobrze mówi po fenicku, płaci rzetelnie, nic
osobliwego nie żąda, więc nasi ludzie nawet bardzo go polubili.</akap_dialog>


<akap>Ale --- mówił Hiram podrapawszy się w brodę --- gdy lew
nakryje się skórą wołu, zawsze mu choćby kawałek ogona
wylezie. Ten Phut był strasznie mądry i pewny siebie; więc
naczelnik karawany po cichu zrewidował jego rzeczy. I nic
nie znalazł, tylko medal bogini Astoreth. Dowódcę karawany
medal ten kolnął w serce. Skąd Chetyjczyk ma fenicki
medal?...</akap>


<akap>Więc gdy przyjechali do Sydonu, zaraz zameldował starszym, i od tej pory nasza tajna policja miała tego Phuta
na oku.</akap>


<akap>Tymczasem jest to taki mędrzec, że gdy kilka dni posiedział
w Sydonie, wszyscy go pokochali. Modlił się on i składał ofiary bogini Astoreth, płacił złotem, nie pożyczał pieniędzy,
wdawał się tylko z Fenicjanami. I tak wszystkich otumanił,
że dozór nad nim osłabł, a on spokojnie dojechał do Memfisu.</akap>


<akap>Tu znowu nasza starszyzna zaczęła czuwać nad nim, ale nic
nie odkryła; domyślała się tylko, że musi to być wielki pan,
nie zaś prosty mieszczanin harrański. Dopiero Asarhadon
przypadkiem wyśledził, a nawet nie wyśledził, tylko wpadł
na poszlaki, że ten niby Phut całą jedną noc przepędził
w starej świątyni Seta, która tu wiele znaczy...</akap>


<akap_dialog>--- Wchodzą do niej tylko arcykapłani na ważne narady ---
wtrącił Dagon.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jeszcze i to nic by nie znaczyło --- prawił Hiram. --- Ale
jeden z naszych kupców wrócił miesiąc temu z Babilonu
z dziwnymi wiadomościami. Za wielki prezent pewien dworzanin babilońskiego satrapy powiedział mu, że nad Fenicją ---
wisi bieda!...</akap_dialog>


<akap>,,Was zabiorą Asyryjczycy --- mówił ten dworzanin do naszego kupca --- a Izraelitów wezmą Egipcjanie. W tym interesie nawet pojechał do tebańskich kapłanów wielki chaldejski
kapłan Beroes i zawrze z nimi traktat."</akap>


<akap>Musicie wiedzieć --- ciągnął Hiram --- że kapłani chaldejscy
uważają egipskich za swoich braci. A że Beroes ma wielkie
znaczenie na dworze króla Assara, więc wieść o tym traktacie może być bardzo prawdziwa.</akap>


<akap_dialog>--- Na co Asyryjczykom Fenicja?... --- zapytał Dagon, gryząc
paznogcie<pe><slowo_obce>paznogcie</slowo_obce> --- dziś popr.: paznokcie.</pe>.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A na co złodziejowi cudzy spichlerz?... --- odparł Hiram.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co może znaczyć traktat Beroesa z egipskimi kapłanami?... --- wtrącił zamyślony Rabsun.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Głupi ty!... --- odparł Dagon. --- Faraon robi tylko to, co
kapłani uradzą.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Będzie i traktat z faraonem, nie bójcie się! --- przerwał
Hiram. --- W Tyrze wiemy na pewno, że jedzie do Egiptu
z wielką świtą i darami poseł asyryjski --- Sargon... On niby
to chce zobaczyć Egipt i ułożyć się z ministrami, ażeby w egipskich aktach nie pisano jako --- Asyria płaci daninę faraonom.
Ale naprawdę to on jedzie zawrzeć traktat o podział krajów
leżących między naszym morzem a rzeką Eufratem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Oby ich ziemia pochłonęła! --- zaklął Rabsun.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Cóż ty o tym myślisz, Dagonie?... --- spytał Hiram.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A co byście wy zrobili, gdyby was naprawdę napadł
Assar?...</akap_dialog>


<akap>Hiram zatrząsł się z gniewu.</akap>


<akap_dialog>--- Co?... Wsiądziemy na okręty z rodzinami i skarbami,
a tym psom zostawimy gruzy miast i gnijące trupy niewolników... Alboż nie znamy krain większych i piękniejszych od
Fenicji, gdzie można założyć nową ojczyznę, bogatszą aniżeli ta?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niech was bogowie bronią od takiej ostateczności ---
rzekł Dagon.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Właśnie o to idzie, ażeby ratować dzisiejszą Fenicję od
zagłady --- mówił Hiram. --- A ty, Dagonie, wiele możesz w tym
interesie...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co ja mogę?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Możesz dowiedzieć się od kapłanów: czy był u nich
Beroes i czy zawarł z nimi taką umowę?..</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Strasznie trudna rzecz! --- szepnął Dagon. --- Ale może
ja znajdę takiego kapłana, który mnie objaśni.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Możesz --- ciągnął Hiram --- na dworze faraona nie dopuścić traktatu z Sargonem?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bardzo trudno... Ja sam temu nie wydołam...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ja będę z tobą, a złota dostarczy Fenicja. Już dziś zbiera
się podatek.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Sam dałem dwa talenty! --- szepnął Rabsun.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dam dziesięć --- rzekł Dagon. --- Ale co dostanę za moją
pracę?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co?... No, dziesięć okrętów --- odparł Hiram.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A ty ile zarobisz? --- spytał Dagon.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mało ci?... Więc dostaniesz piętnaście...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ja się pytam: co ty zarobisz? --- nalegał Dagon.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Damy ci... dwadzieścia. Dosyć?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niech będzie. Ale pokażecie mi drogę do kraju srebra?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pokażemy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I tam, skąd bierzecie cynę?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I tam, gdzie rodzi się bursztyn --- zakończył Dagon.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Żebyś ty raz zdechł!... --- odparł miłościwy książę Hiram,
wyciągając do niego rękę. --- Ale już nie będziesz chował złego
serca dla mnie za tamte dwie krypy?...</akap_dialog>


<akap>Dagon westchnął.</akap>


<akap_dialog>--- Będę pracował, ażeby zapomnieć. Ale... jaki ja miałbym
majątek, gdybyście mnie nie odpędzili wtedy!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dosyć! --- wtrącił Rabsun. --- Gadajcie o Fenicji.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przez kogo ty się dowiesz o Beroesie i traktacie? ---
spytał Dagona Hiram.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Daj spokój. Niebezpiecznie mówić, bo do tego będą należeli kapłani.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A przez kogo mógłbyś zepsuć traktat?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ja myślę... Ja myślę, że chyba przez następcę tronu.
Mam dużo jego kwitów.</akap_dialog>


<akap>Hiram podniósł do góry rękę i odparł:</akap>


<akap_dialog>--- Następca --- bardzo dobrze, bo on zostanie faraonem,
może nawet niedługo...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Psyt!... --- przerwał Dagon, uderzając pięścią w stół. ---
Żeby tobie mowę odjęło za takie gadanie!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Oto wieprz! --- zawołał Rabsun, wygrażając bankierowi
pod nosem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A to głupi kramarz! --- odpowiedział Dagon z szyderczym
uśmiechem. --- Ty, Rabsun, powinieneś sprzedawać suszone
ryby i wodę na ulicach, ale nie mieszać się do interesów
między państwami. Wołowe kopyto umazane w egipskim
błocie ma więcej rozumu aniżeli ty, który pięć lat mieszkasz
w stolicy Egiptu!... Oby cię świnie zjadły...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Cicho!... cicho!... --- wtrącił Hiram. --- Nie dacie mi dokończyć...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mów, boś ty mądry i ciebie rozumie moje serce --- rzekł
Rabsun.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jeżeli ty, Dagon, masz wpływ na następcę, to bardzo
dobrze --- ciągnął Hiram. --- Bo jeżeli następca zechce mieć
traktat z Asyrią, to będzie traktat, i w dodatku napisany naszą
krwią, na naszych skórach. Ale jeżeli następca zechce wojny
z Asyrią, to on zrobi wojnę, choćby kapłani przeciw niemu
wezwali do pomocy wszystkich bogów.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Psyt! --- wtrącił Dagon --- jeżeli kapłani bardzo zechcą,
to będzie traktat... Ale może oni nie zechcą...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dlatego, Dagonie --- mówił Hiram --- my musimy mieć
za sobą wszystkich wodzów...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To można.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I nomarchów...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Także można.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I następcę --- prawił Hiram. --- Ale, jeżeli tylko ty sam
będziesz pchał go do wojny z Asyrią, to na nic. Człowiek, jak
arfa, ma dużo strun i grać na nich trzeba dziesięcioma palcami, a ty, Dagonie, jesteś tylko jednym palcem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przecież nie rozedrę się na dziesięć części...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale ty możesz być jak jedna ręka, przy której jest pięć
palców. Ty powinieneś zrobić to, ażeby nikt nie wiedział, że
ty chcesz wojny, ale --- ażeby każdy kucharz następcy chciał
wojny, każdy fryzjer następcy chciał wojny, ażeby wszyscy
łaziebnicy, lektykarze, pisarze, oficerowie, woźnice, ażeby oni
wszyscy chcieli wojny z Asyrią i ażeby następca słyszał o tym
od rana do nocy, a nawet, kiedy śpi...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To się zrobi.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A znasz ty jego kochanki? --- spytał Hiram.</akap_dialog>


<akap>Dagon machnął ręką.</akap>


<akap_dialog>--- Głupie dziewczęta --- odparł. --- One tylko myślą, ażeby
ustroić się, wymalować i pachnidłami namaścić... Ale skąd
się biorą te pachnidła i kto je przywozi do Egiptu, o tym już
nie wiedzą.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Trzeba mu podsunąć taką kochankę, ażeby o tym wiedziała --- rzekł Hiram.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Skąd ją wziąć?... --- spytał Dagon. --- A... mam!... --- zawołał, uderzając się w czoło. --- Znasz ty Kamę, kapłankę
Astoreth?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co?... --- przerwał Rabsun. --- Kapłanka świętej bogini
Astoreth będzie kochanką Egipcjanina?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ty byś wolał, ażeby ona była twoją?... --- szydził
Dagon. --- Ona nawet zostanie arcykapłanką, gdy będzie trzeba
zbliżyć ją do dworu...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Prawdę mówisz --- rzekł Hiram.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ależ to świętokradztwo!... --- oburzał się Rabsun.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Toteż kapłanka, która je popełni, może umrzeć --- wtrącił
sędziwy Hiram.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Żeby nam tylko nie przeszkodziła ta Sara, Żydówka ---
odezwał się po chwili milczenia Dagon. --- Ona spodziewa się
dziecka, do którego książę już dziś jest przywiązany. Gdyby
zaś urodził jej się syn, poszłyby w kąt wszystkie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Będziemy mieli pieniądze i dla Sary --- rzekł Hiram.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ona nic nie weźmie!... --- wybuchnął Dagon. --- Ta nędzna
odrzuciła złoty, kosztowny puchar, który jej sam zaniosłem...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bo myślała, że ją chcesz okpić --- wtrącił Rabsun.</akap_dialog>


<akap>Hiram pokiwał głową.</akap>


<akap_dialog>--- Nie ma się czym kłopotać --- rzekł. --- Gdzie nie trafi
złoto, tam trafi ojciec, matka albo kochanka. A gdzie nie trafi
kochanka, jeszcze dostanie się...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nóż... --- syknął Rabsun.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Trucizna... --- szepnął Dagon.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nóż to rzecz bardzo grubiańska... --- zakonkludował
Hiram.</akap_dialog>


<akap>Pogładził brodę, zamyślił się, w końcu powstał i wydobył
z zanadrza purpurową wstęgę, na którą były nanizane trzy
złote amulety z wizerunkiem bogini Astoreth. Wyjął zza pasa
nóż, przeciął wstęgę na trzy części i dwa kawałki z amuletami wręczył Dagonowi i Rabsunowi.</akap>


<akap>Potem wszyscy trzej ze środka pokoju poszli w kąt, gdzie
stał skrzydlaty posąg bogini; złożyli ręce na piersiach, a Hiram
zaczął mówić zniżonym głosem, lecz wyraźnie:</akap>


<akap_dialog>--- Tobie, matko życia, przysięgamy wiernie dochować
umów naszych i dopóty nie spocząć, dopóki święte miasta nie
będą zabezpieczone od wrogów, których oby wytępił głód,
zaraza i ogień...</akap_dialog>


<akap>Gdyby zaś który z nas nie dotrzymał zobowiązania albo
zdradził tajemnicę, niech spadną na niego wszystkie klęski
i sromoty... Niech głód skręca jego wnętrzności, a sen ucieka
od krwią nabiegłych oczu... Niech ręka uschnie temu, kto by
mu pośpieszył z ratunkiem, litując się jego nędzy... Niech na
stole jego chleb zamieni się w zgniliznę, a wino w cuchnącą
posokę... Niech dzieci jego wymrą, a dom niech mu zapełnią
bękarty, które oplwają go i wypędzą... Niech skona, jęcząc
przez wiele dni samotny, i niech spodlonego trupa nie przyjmie ziemia ani woda, niech go ogień nie spali ani pożrą dzikie
bestie...</akap>


<akap>Tak niech się stanie!...</akap>


<akap>Po strasznej przysiędze, którą zaczął Hiram, a od połowy
wykrzykiwali wszyscy głosami drżącymi wściekłością, trzej
Fenicjanie odpoczęli zadyszani. Po czym Rabsun zaprosił ich
na ucztę, gdzie przy winie, muzyce i tancerkach na chwilę zapomnieli o czekającej ich pracy.</akap>





</powiesc></utwor>