Edgar Allan Poe Ulalume tłum. Barbara Beaupré Nieba strop stał posępny i szary, Zwiędłych liści opadał plon suchy Liści zwiędłych i martwych, plon suchy. Noc płynęła przez senne obszary A październik to był, smętny, głuchy, Mgła spowiła mroczne *Ober* jezioro, We mgle stał puszczy *Weir* ostęp głuchy Groza szła przez oparne jezioro I przez *Weir* las nawiedzany przez duchy. Tam aleją cyprysów wspaniałą, Duch mój błądził ze swą Psyche w noc czarną Wśród cyprysów, ze swą Psyche w noc czarną Serce moje jak wulkan gorzało I jak lawą tryskało pożarną Jak ów wulkan zwany *Jenik* gorzało Co nad strefą wzniesiony polarną Sieje ogniem i siarką stopniałą Gdzieś nad strefą płonący polarną. Mowy nasze były skromne i ciche Lecz już niemoc nas zdjęła zdradziecka I odbiegła nas pamięć zdradziecka, Nie wiedzieliśmy ja ani Psyche, Że wróciła już noc staroświecka. Że październik to był smętny, głuchy, W mgieł oparnych tonący pomroce Że już noc powróciła zdradziecka, Noc doroczna, ach ta noc nad noce! Nie widzieliśmy *Ober* jeziora, Znikł nam z oczu, puszczy *Weir* ostęp głuchy. Choć znaliśmy to mroczne jezioro I ten *Weir* las nawiedzany przez duchy, Lecz już noc się zbliżała do brzasku Gwiezdny zegar wskazywał świtanie, Nadchodzące zwiastował świtanie. W głębi naszej alei w zórz blasku, Już się pierwsze budziło zaranie. I cudownie wschodziła o brzasku, Niosąc sierp swój, jak ostrza rozwarte Roziskrzona w porannych zórz blasku Promienista, dwurożna Astarte. Wówczas rzekłem — Ach! gorętsza od Diany, Jest Astarte, przez westchnień etery, Szybująca, przez westchnień etery. Snadź dostrzegła w swej drodze świetlanej Łzy nieoschłe i ból wiecznie szczery, Łzy na twarzy i ból wiecznie szczery. Więc przybywa od lwa konstelacji, By niebiańskie rozświetlić nam sfery, I nie bacząc na lwa konstelację, Do letejskich nas wiedzie przeźroczy, Skąd nie bacząc na Lwa konstelację Błyszczą ku nam miłośne jej oczy, Błyszczą wielkie, miłośne jej oczy. Ale Psyche, wznosząc w górę ręce, Rzekła — Gwieździe tej nie ufam zwodnej, Ni bladości jej nie ufam zwodnej. O! Spiesz za mną, nie zwlekajmy więcej, Uciekajmy od tej gwiazdy zwodnej. W trwodze wielkiej, mówiła i w męce, Pióra wlokąc po kurzawie chłodnej I szlochała w żałosnej udręce Skrzydła wlokąc po kurzawie chłodnej, Jasne skrzydła po kurzawie chłodnej. Lecz ja rzekłem — Wszak to sen złudzenia! Tu, zostańmy, gdzie nas światło drżące, Kryształowe zlewa światło drżące. Sybilliczne biją odeń lśnienia Czarem piękna i nadziei tchnące. Patrz, jak skrzą się, wśród niebios sklepienia. Migotliwe w dnia świtaniu bladem. Śmiało możem zaufać w ich lśnienia, Za iskrzącym zdążając ich śladem Śmiało możem zaufać w ich lśnienia, Dokąd błyszczą w dnia świtaniu bladem. Ukoiłem pocałunkiem Psyche, Rozpraszając jej żal i skrupuły, Uśmierzając jej żal i skrupuły. Lecz u krańca cienistej alei Stopy nasze chłód grobu uczuły, Bo wstąpiły na wrota grobowe, Starodawne wrota legendowe. — Miła siostro! — wyrzekłem do Psyche, Legendowy ukazując tum — Jaki napis wyryto na grobie? Ona rzekła. — To grób *Ulalume* Grób straconej twojej *Ulalume*. Serce me spopielało w proch szary, Jako liści uwiędłych plon suchy, Jako liści zmartwiałych plon suchy. I przejrzałem przez mgliste opary: Że październik to był mroczny, głuchy, Żem był niegdyś w tym miejscu upiornym, Wlokąc brzemię straszliwe, sieroce, W taką samą noc październikową, Noc doroczną, w taką noc nad noce. — Co za szatan — krzyknąłem — piekielny Tu mnie zawiódł, w puszczy *Weir* ostęp głuchy! O! Znam dobrze, to *Ober* jezioro I ten las, nawiedzany przez duchy. Mroczne we mgle tonące jezioro. I las *Weir* nawiedzany przez duchy. ----- Ta lektura, podobnie jak tysiące innych, dostępna jest na stronie wolnelektury.pl. Wersja lektury w opracowaniu merytorycznym i krytycznym (przypisy i motywy) dostępna jest na stronie https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/poe-poezje-ulalume/. Utwór opracowany został w ramach projektu Wolne Lektury przez fundację Wolne Lektury. Wszystkie zasoby Wolnych Lektur możesz swobodnie wykorzystywać, publikować i rozpowszechniać pod warunkiem zachowania warunków licencji i zgodnie z Zasadami wykorzystania Wolnych Lektur. Ten utwór jest w domenie publicznej. Wszystkie materiały dodatkowe (przypisy, motywy literackie) są udostępnione na Licencji Wolnej Sztuki 1.3: https://artlibre.org/licence/lal/pl/ Fundacja Wolne Lektury zastrzega sobie prawa do wydania krytycznego zgodnie z art. Art.99(2) Ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych. Wykorzystując zasoby z Wolnych Lektur, należy pamiętać o zapisach licencji oraz zasadach, które spisaliśmy w Zasadach wykorzystania Wolnych Lektur: https://wolnelektury.pl/info/zasady-wykorzystania/ Zapoznaj się z nimi, zanim udostępnisz dalej nasze książki. Tekst opracowany na podstawie: E. A. Poe, Kruk. Wybór poezyji, przełożyła Barbara Beaupré, Drukarnia ,,Głosu Narodu", Kraków 1910, s. 42-44. Wydawca: Fundacja Wolne Lektury None Opracowanie redakcyjne i przypisy: Monika Kępska, Aleksandra Sekuła, Tomasz Wasiołka.