Edgar Allan Poe Kruk tłum. Barbara Beaupré Raz w godzinie widm północnej Rozważałem w ciszy nocnej Mądrość dawnych ksiąg przesławnych Zapomnianych dzisiaj już. Wtem znużoną chyląc głowę Na pożółkłe karty owe, Słyszę oto w nocną ciszę Kołatanie do drzwi, tuż. Gość to, myślę, u podwoi Zapóźniony u drzwi stoi. Pragnie wejść, choć późno już. Gość, lecz jaki? Któżby? Któż…? Grudzień to był wichrem śpiewny, Lampy mojej blask niepewny Kładł u stóp mych cienie drżące Jak gasnących płatki róż. Chciałem, nim dnia wróci białość W starych księgach uśpić żałość, Za promienną, rzadką dziewą Gdzieś zniknioną w blaskach zórz. Za straconą, opłakaną Dziś *Lenorą* w Niebie zwaną Co w dal senną, bezimienną Poszła i nie wróci już. Słyszę, smętne snując mary, Purpurowej szum kotary. Fantastycznym zdjęty lękiem Nie wiem, co mam myśleć już. Tłumiąc trwożne serca bicie, Chciałem lęk ów uśpić skrycie Powtarzając: «U podwoi Gość spóźniony jakiś stoi, Pragnie wejść, choć późno już Cóż innego? Cóżby? Cóż?» Wreszcie, płonnej zbywszy trwogi, Bez wahania szedłem w progi, Gdzie u wnijścia mego przyjścia Czeka gość wśród nocnych burz. — Panie! — rzekłem. — Czy też Pani! Wasze lekkie kołatanie Tak ostrożne, ciche, trwożne, Ledwie do mnie doszło już. Byłem senny, śniłem może, Raczcie wejść, wnet drzwi otworzę. Otworzyłem, lecz na dworze Nic, prócz nocnych wichrów, burz. Nie śmiąc wejść w te pustki ciemne, Stałem długo… Sny tajemne… Marząc, jakich nikt śmiertelny… W taką noc nie wyśni już. A przede mną ciemność głucha, Wicher tylko z jękiem dmucha, Niosąc jedno imię smętne, Tej, co zgasła w blaskach zórz. Imię to *Lenora*! śpiewne, Wyrzekł ktoś… To ja zapewne Sam je rzekłem w tę noc burz, Bo któż inny? Któżby, Któż? Więc na miejsce wracam dawne, By znów badać księgi sławne, Lecz znów słyszę w nocną ciszę Kołatanie, bliżej, tuż! Czując żar płonący w łonie, Myślę… «chyba w nocnej toni Wicher w szyby okien dzwoni, Wichr, co jęczy w tę noc burz. Okno w ciemną noc otworzę, Wicher w szyby dzwoni może, Cóż innego! Cóżby? Cóż? Otworzyłem. I wnet potem Szumnym, pewnym, równym lotem Czarnopióry kruk wspaniały Prosto ku mnie leciał już. Ni się wstrzymał, ani zbaczał, Ku drzwiom moim lot zataczał, Gdzie u góry *biust Pallady* Jak domowy świeci stróż. Na Pallady posąg biały Wzleciał czarny kruk wspaniały Czarnopióry demon burz. Nie chcąc, by gość hebanowy Przejrzał z marzeń mych osnowy, Nawał mętnych myśli smętnych, Co mój duch obległy już, Rzekłem, siląc się na żarty: — Choć czub nosisz mocno zdarty, Wiem, żeś nie jest zwykłym kurem, Co przy ziemi gdacze tuż. Tyś wędrowny kruk prastary, Co piekielne rzucił mary Z plutonowych spiesząc wzgórz. Powiedz, jak cię tam nazwano? Jakie nosisz wśród nich miano? A kruk rzecze: — *Nigdy już*! Lęk ogarnął mnie bezradny, Na ten dziw tak bezprzykładny, Że się do mnie ten twór ptasi Tak od razu ozwał już. Bo pomyślcie tylko sami! Jak to dziwnie!? Gdzieś nad drzwiami, Kędy biały biust Pallady Jak domowy świeci stróż Widzieć taki twór ponury, Wyschły, straszny, czarnopióry Co się zowie: — *Nigdy już*! Na popiersiu cicho tkwiący Siedział czarny kruk milczący, Jakby w słowie, które wyrzekł, Całą duszę zawarł już. Więc ja w smętnej rzekłem mowie: — Jak odbiegli mnie druhowie Jak nadziei jasne gońce, W zmierzch wieczornych zgasły zórz, Tak nim ranny brzask zaświeci Gość skrzydlaty mnie odleci! A kruk rzecze: — *Nigdy już*! Słysząc znów tak trafną mowę, Rzekłem, wznosząc trwożnie głowę, Gdzie nad cichą biel posągu Wzleciał czarny demon wróż. — Bez wątpienia, w słów twych treści Echo się dalekie mieści, Myśli smętnych, mar natrętnych, Co obległy w tę noc burz, Pewien duch, którego śladem, Idzie troska z czołem bladem, Wiecznie za nim kroczy tuż By w niezmiennej mu kolei Nucić zgasłych pieśń nadziei Jedną zwrotkę: — *Nigdy już*! Lecz znów chciałem pokryć śmiechem Lęk i smutek. Więc z pospiechem Odwróciłem krzesło w stronę, Gdzie posępny zasiadł *wróż*. Potem twarzą w twarz patrzący, Jąłem sam rozważać drżący, Co chciał rzec ten cicho tkwiący Czarnopióry poseł burz? Jakie mógł złowróżbne mary Snuć upiorny kruk prastary, Kracząc swoje: — *Nigdy już*! Na poręczy wsparłem głowę, Wciąż domysły snując nowe, Już nie rzekłszy nic do ptaka, Co nad biustem siedząc tuż, Oczy we mnie wpił błyszczące, Jako żagwie dwie płonące, Paląc serce mego łona Jak pożarnych ogniem zórz. I tak w dziwnych mar osnowie Czoło wsparłem o wezgłowie, Gdzie się kładły mętne blaski Jak opadłych płatki róż. Na wezgłowiu głowę kładę, Gdzie *Lenory* czoło blade Już nie spocznie, nigdy już! Naraz w nocnej ciszy łonie Słodkie się rozeszły wonie, Jakby miękko, cicho ręką Ktoś wonności rozlał kruż, Chłonąc wonnych dym kadzideł, Usłyszałem jakby skrzydeł, Jakby lekkich stóp anielskich Cichy szelest blisko, tuż! — Panie! — rzekłem. — Ty łask zdroje Przez anioły szlesz mi swoje, Balsamicznych lek nektarów Gdzieś z niebiańskich zsyłasz zórz. Przychyl ustom wonnej czary, Bym przepomniał smętnej mary, A ból we mnie zmilknie stary. A kruk rzecze: *Nigdy już*! — Kruku! — rzekłem. — Hej, wróżbito! Czarnych potęg zły najmito! Powiedz, czyś ty twór śmiertelny, Czy piekielnych mocy wróż? Z jakich burz niezlękłych gromem Nad tym smętnym zwisłeś domem Jakby nocnych wichrów złomem, Z plutonowych zwiany wzgórz? Powiedz, błagam, wróżu stary! Czy te rajskich wód nektary, Czy ta Serafinów dłonią Kołysana wonna kruż Zniszczy we mnie żalu piętno Za *Lenory* marą smętną? A kruk rzecze: *Nigdy już*! — Kruku! — rzekłem znów — Wróżbito! Czarnych potęg zły najmito! Nie wiem, czyś ty twór śmiertelny? Czy piekielnych poseł burz? Lecz na święte Niebios godło, Co z nicości nas wywiodło Powiedz, błagam, dziwny ptaku! Z plutonowych zwiany wzgórz Mów! Czy ból mój i tęsknota Za edeńskie spłyną wrota, Gdzie *Lenory* duch promienny Wśród niebiańskich gości zórz, Czy w edeński kraj daleki Wnijdę złączon z nią na wieki? A kruk rzecze: *Nigdy już*! Więc gniew we mnie wezbrał mocny I krzyknąłem: ptaku nocny! Niech cię znów na zrąb piekielny Grom niezlękłych niesie burz. Zwiń te skrzydła, co się ścielą Nad posągu cichą bielą. Zdejm mi z serca dziób twój ptasi, Co jak ostry razi nóż. Niechaj kłamny byt twój zgaśnie Jak przebrzmiałych echo baśni, Snem śmiertelnym cicho zaśnij W bezpamiętnych toni mórz! Precz ode mnie! W kraj daleki Odejdź stąd lub zgiń na wieki. A kruk rzecze: — *Nigdy już*! I wciąż siedzi cicho tkwiący Czarnopióry kruk milczący Kędy blady biust Pallady Jak domowy świeci stróż. A wzrok jego w snów pomroce Błyskiem dziwnych skier migoce Jak sennego wzrok demona, Co z piekielnych spłynął wzgórz. Lampy mojej światłość blada Na twór ptasi cicho pada, Czarnopióre cienie drżące U stóp moich kładąc tuż. A z tych cieni, co się włóczą U stóp moich marą kruczą Już mnie żadne moce władne Nie wyzwolą *Nigdy już*! ----- Ta lektura, podobnie jak tysiące innych, dostępna jest na stronie wolnelektury.pl. Wersja lektury w opracowaniu merytorycznym i krytycznym (przypisy i motywy) dostępna jest na stronie https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/poe-poezje-kruk/. Utwór opracowany został w ramach projektu Wolne Lektury przez fundację Wolne Lektury. Wszystkie zasoby Wolnych Lektur możesz swobodnie wykorzystywać, publikować i rozpowszechniać pod warunkiem zachowania warunków licencji i zgodnie z Zasadami wykorzystania Wolnych Lektur. Ten utwór jest w domenie publicznej. Wszystkie materiały dodatkowe (przypisy, motywy literackie) są udostępnione na Licencji Wolnej Sztuki 1.3: https://artlibre.org/licence/lal/pl/ Fundacja Wolne Lektury zastrzega sobie prawa do wydania krytycznego zgodnie z art. Art.99(2) Ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych. Wykorzystując zasoby z Wolnych Lektur, należy pamiętać o zapisach licencji oraz zasadach, które spisaliśmy w Zasadach wykorzystania Wolnych Lektur: https://wolnelektury.pl/info/zasady-wykorzystania/ Zapoznaj się z nimi, zanim udostępnisz dalej nasze książki. Tekst opracowany na podstawie: E. A. Poe, Kruk. Wybór poezyji, przełożyła Barbara Beaupré, Drukarnia ,,Głosu Narodu", Kraków 1910, s. 5-14. Wydawca: Fundacja Wolne Lektury None Opracowanie redakcyjne i przypisy: Monika Kępska, Aleksandra Sekuła, Tomasz Wasiołka.