Spis treści

    1. Anioł: 1
    2. Burza: 1
    3. Cisza: 1
    4. Diabeł: 1 2 3
    5. Gość: 1 2 3
    6. Książka: 1
    7. Miłość silniejsza niż śmierć: 1
    8. Noc: 1 2 3
    9. Piekło: 1 2
    10. Ptak: 1 2 3 4 5 6
    11. Sen: 1
    12. Strach: 1 2 3
    13. Zapach: 1
    14. Śmiech: 1
    15. Światło: 1
    16. Żałoba: 1

    Modernizacja zapisu: Plutonowy > plutonowy; Edeńskie > edeńskie.

    Edgar Allan PoeKruktłum. Barbara Beaupré

    1
    Noc, Cisza, Książka, GośćRaz w godzinie widm północnej
    Rozważałem w ciszy nocnej
    Mądrość dawnych ksiąg przesławnych
    Zapomnianych dzisiaj już.
    5
    Wtem znużoną chyląc głowę
    Na pożółkłe karty owe,
    Słyszę oto w nocną ciszę
    Kołatanie do drzwi, tuż.
    Gość to, myślę, u podwoi[1]
    10
    Zapóźniony u drzwi stoi.
    Pragnie wejść, choć późno już.
    Gość, lecz jaki? Któżby? Któż…?
    Lampy mojej blask niepewny
    15
    Kładł u stóp mych cienie drżące
    Jak gasnących płatki róż.
    Chciałem, nim dnia wróci białość
    W starych księgach uśpić żałość,
    Za promienną, rzadką dziewą
    20
    Gdzieś zniknioną w blaskach zórz.
    Za straconą, opłakaną
    Dziś Lenorą w Niebie zwaną
    Co w dal senną, bezimienną
    Poszła i nie wróci już.
    25
    Sen, Gość, StrachSłyszę, smętne snując mary,
    Purpurowej szum kotary.
    Fantastycznym zdjęty lękiem
    Nie wiem, co mam myśleć już.
    Tłumiąc trwożne serca bicie,
    30
    Chciałem lęk ów uśpić skrycie
    Powtarzając: «U podwoi
    Gość spóźniony jakiś stoi,
    Pragnie wejść, choć późno już
    Cóż innego? Cóżby? Cóż?»
    35
    Wreszcie, płonnej zbywszy trwogi,
    Bez wahania szedłem w progi,
    Gdzie u wnijścia[2] mego przyjścia
    Czeka gość wśród nocnych burz.
    — Panie! — rzekłem. — Czy też Pani!
    40
    Wasze lekkie kołatanie
    Tak ostrożne, ciche, trwożne,
    Ledwie do mnie doszło już.
    Byłem senny, śniłem może,
    Raczcie wejść, wnet drzwi otworzę.
    45
    Otworzyłem, lecz na dworze
    Nic, prócz nocnych wichrów, burz.
    Nie śmiąc wejść w te pustki ciemne,
    Stałem długo… Sny tajemne…
    Marząc, jakich nikt śmiertelny…
    50
    W taką noc nie wyśni już.
    A przede mną ciemność głucha,
    Wicher tylko z jękiem dmucha,
    Niosąc jedno imię smętne,
    Tej, co zgasła w blaskach zórz.
    55
    Imię to Lenora! śpiewne,
    Wyrzekł ktoś… To ja zapewne
    Sam je rzekłem w tę noc burz,
    Bo któż inny? Któżby, Któż?
    Więc na miejsce wracam dawne,
    60
    By znów badać księgi sławne,
    Lecz znów słyszę w nocną ciszę
    Kołatanie, bliżej, tuż!
    Czując żar płonący w łonie,
    Myślę… «chyba w nocnej toni
    65
    Wicher w szyby okien dzwoni,
    Wichr, co jęczy w tę noc burz.
    Okno w ciemną noc otworzę,
    Wicher w szyby dzwoni może,
    Cóż innego! Cóżby? Cóż?
    70
    PtakOtworzyłem. I wnet potem
    Szumnym, pewnym, równym lotem
    Czarnopióry kruk wspaniały
    Prosto ku mnie leciał już.
    Ni się wstrzymał, ani zbaczał,
    75
    Ku drzwiom moim lot zataczał,
    Gdzie u góry biust[3] Pallady [4]
    Jak domowy świeci stróż.
    Na Pallady posąg biały
    Wzleciał czarny kruk wspaniały
    80
    Czarnopióry demon burz.
    GośćNie chcąc, by gość hebanowy
    Przejrzał z marzeń mych osnowy,
    Nawał mętnych myśli smętnych,
    Co mój duch obległy[5] już,
    85
    Rzekłem, siląc się na żarty:
    — Choć czub nosisz mocno zdarty,
    Wiem, żeś nie jest zwykłym kurem,
    Co przy ziemi gdacze tuż.
    Tyś wędrowny kruk prastary,
    90
    Co piekielne rzucił mary
    Z plutonowych[6] spiesząc wzgórz.
    Powiedz, jak cię tam nazwano?
    Jakie nosisz wśród nich miano?
    A kruk rzecze:
    95
    Nigdy już!
    Strach, PtakLęk ogarnął mnie bezradny,
    Na ten dziw tak bezprzykładny,
    Że się do mnie ten twór ptasi
    Tak od razu ozwał już.
    100
    Bo pomyślcie tylko sami!
    Jak to dziwnie!? Gdzieś nad drzwiami,
    Kędy[7] biały biust Pallady
    Jak domowy świeci stróż
    Widzieć taki twór ponury,
    105
    Wyschły, straszny, czarnopióry
    Co się zowie:
    Nigdy już!
    PtakNa popiersiu cicho tkwiący
    Siedział czarny kruk milczący,
    110
    Jakby w słowie, które wyrzekł,
    Całą duszę zawarł już.
    Więc ja w smętnej rzekłem mowie:
    — Jak odbiegli mnie druhowie
    Jak nadziei jasne gońce,
    115
    W zmierzch wieczornych zgasły zórz,
    Tak nim ranny brzask zaświeci
    Gość skrzydlaty mnie odleci!
    A kruk rzecze:
    Nigdy już!
    120
    NocSłysząc znów tak trafną mowę,
    Rzekłem, wznosząc trwożnie głowę,
    Gdzie nad cichą biel posągu
    Wzleciał czarny demon wróż[8].
    — Bez wątpienia, w słów twych treści
    125
    Echo się dalekie mieści,
    Myśli smętnych, mar natrętnych,
    Co obległy w tę noc burz,
    Pewien duch, którego śladem,
    Idzie troska z czołem bladem,
    130
    Wiecznie za nim kroczy tuż
    By w niezmiennej mu kolei
    Nucić zgasłych pieśń nadziei
    Jedną zwrotkę:
    Nigdy już!
    135
    Śmiech, StrachLecz znów chciałem pokryć śmiechem
    Lęk i smutek. Więc z pospiechem
    Odwróciłem krzesło w stronę,
    Gdzie posępny zasiadł wróż.
    Potem twarzą w twarz patrzący,
    140
    Jąłem[9] sam rozważać drżący,
    Co chciał rzec ten cicho tkwiący
    Czarnopióry poseł burz?
    Jakie mógł złowróżbne mary
    Snuć upiorny kruk prastary,
    145
    Kracząc swoje:
    Nigdy już!
    PtakNa poręczy wsparłem głowę,
    Wciąż domysły snując nowe,
    Już nie rzekłszy nic do ptaka,
    150
    Co nad biustem siedząc tuż,
    Oczy we mnie wpił błyszczące,
    Jako żagwie[10] dwie płonące,
    Paląc serce mego łona
    Jak pożarnych ogniem zórz.
    155
    I tak w dziwnych mar osnowie
    Czoło wsparłem o wezgłowie,
    Gdzie się kładły mętne blaski
    Jak opadłych płatki róż.
    Na wezgłowiu głowę kładę,
    160
    Gdzie Lenory czoło blade
    Już nie spocznie, nigdy już!
    Zapach, AniołNaraz w nocnej ciszy łonie
    Słodkie się rozeszły wonie,
    Jakby miękko, cicho ręką
    165
    Ktoś wonności rozlał kruż[11],
    Chłonąc wonnych dym kadzideł,
    Usłyszałem jakby skrzydeł,
    Jakby lekkich stóp anielskich
    Cichy szelest blisko, tuż!
    170
    — Panie! — rzekłem. — Ty łask zdroje
    Przez anioły szlesz[12] mi swoje,
    Balsamicznych lek nektarów
    Gdzieś z niebiańskich zsyłasz zórz.
    Przychyl ustom wonnej czary,
    175
    Bym przepomniał[13] smętnej mary,
    A ból we mnie zmilknie stary.
    A kruk rzecze:
    Nigdy już!
    Burza, Diabeł— Kruku! — rzekłem. — Hej, wróżbito!
    180
    Czarnych potęg zły najmito!
    Powiedz, czyś ty twór śmiertelny,
    Czy piekielnych mocy wróż?
    Z jakich burz niezlękłych gromem
    Nad tym smętnym zwisłeś domem
    185
    Jakby nocnych wichrów złomem,
    Z plutonowych zwiany wzgórz?
    Powiedz, błagam, wróżu stary!
    Czy te rajskich wód nektary,
    Czy ta Serafinów dłonią
    190
    Kołysana wonna kruż
    Zniszczy we mnie żalu piętno
    Za Lenory marą smętną?
    A kruk rzecze:
    Nigdy już!
    195
    Diabeł, Piekło— Kruku! — rzekłem znów — Wróżbito!
    Czarnych potęg zły najmito!
    Nie wiem, czyś ty twór śmiertelny?
    Czy piekielnych poseł burz?
    Lecz na święte Niebios godło,
    200
    Co z nicości nas wywiodło
    Powiedz, błagam, dziwny ptaku!
    Z plutonowych zwiany wzgórz
    Mów! Czy ból mój i tęsknota
    Za edeńskie spłyną wrota,
    205
    Gdzie Lenory duch promienny
    Wśród niebiańskich gości zórz,
    Czy w edeński kraj daleki
    Wnijdę złączon z nią na wieki?
    A kruk rzecze:
    210
    Nigdy już!
    Ptak, DiabełWięc gniew we mnie wezbrał mocny
    I krzyknąłem: ptaku nocny!
    Niech cię znów na zrąb piekielny
    Grom niezlękłych niesie burz.
    215
    Zwiń te skrzydła, co się ścielą
    Nad posągu cichą bielą.
    Zdejm mi z serca dziób twój ptasi,
    Co jak ostry razi nóż.
    Niechaj kłamny byt twój zgaśnie
    220
    Jak przebrzmiałych echo baśni,
    Snem śmiertelnym cicho zaśnij
    W bezpamiętnych toni mórz!
    Precz ode mnie! W kraj daleki
    Odejdź stąd lub zgiń na wieki.
    225
    A kruk rzecze:
    Nigdy już!
    Piekło, PtakI wciąż siedzi cicho tkwiący
    Czarnopióry kruk milczący
    Kędy blady biust Pallady
    230
    Jak domowy świeci stróż.
    A wzrok jego w snów pomroce
    Błyskiem dziwnych skier migoce
    Jak sennego wzrok demona,
    Co z piekielnych spłynął wzgórz.
    235
    Lampy mojej światłość blada
    Na twór ptasi cicho pada,
    Czarnopióre cienie drżące
    U stóp moich kładąc tuż.
    A z tych cieni, co się włóczą
    240
    U stóp moich marą kruczą
    Już mnie żadne moce władne
    Nie wyzwolą
    Nigdy już!

    Przypisy

    [1]

    podwoje — drzwi wejściowe; dwuskrzydłowe, duże drzwi. [przypis edytorski]

    [2]

    wnijście — wejście; od daw. wnijść: wejść [przypis edytorski]

    [3]

    biust (daw.) — tu: popiersie (typ rzeźby). [przypis edytorski]

    [4]

    Pallada — w mit. gr. przydomek bogini mądrości, Ateny. [przypis edytorski]

    [5]

    Co mój duch obległy — dziś: które obległy mojego ducha. [przypis edytorski]

    [6]

    plutonowe wzgórza — kraina umarłych w mit. rzym. rządzona przez Plutona, boga świata podziemnego, któremu składano w ofierze zwierzęta o ciemnej sierści a. upierzeniu. [przypis edytorski]

    [7]

    kędy (daw., gw.) — gdzie. [przypis edytorski]

    [8]

    wróż — mężczyzna potrafiący przepowiadać przyszłość. [przypis edytorski]

    [9]

    jąć (daw.) — zacząć, począć. [przypis edytorski]

    [10]

    żagiew — pochodnia. [przypis edytorski]

    [11]

    kruż — dzban a. czara z uchwytem. [przypis edytorski]

    [12]

    szlesz — dziś: ślesz. [przypis edytorski]

    [13]

    przepomnieć (daw.) — zapomnieć. [przypis edytorski]