<utwor>
  <rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/perec-opowiadania-chasydzkie-i-ludowe-cudzoziemski-ptak/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Perec, Icchok Lejb</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Cudzoziemski ptak</dc:title>
<dc:contributor.translator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Friedman, Michał</dc:contributor.translator>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kotwica, Wojciech</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kotwica, Wojciech</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Wolne Lektury</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Modernizm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Opowiadanie</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Fundację Nowoczesna Polska z książki udostępnionej przez Fundację im. Michała Friedmana. Dofinansowano ze środków Programu Archiwistyka Społeczna Narodowego Instytutu Audiowizualnego.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/perec-opowiadania-chasydzkie-i-ludowe-cudzoziemski-ptak</dc:identifier.url>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Icchok Lejbusz Perec, Opowiadania chasydzkie i inne, tłum. Michał Friedman, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1997.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Creative Commons Uznanie Autorstwa - Na Tych Samych Warunkach 3.0.PL</dc:rights>
<dc:rights.license xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/</dc:rights.license>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2014-01-14</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>

<category.thema.main>FS.WL-N </category.thema.main>
    <dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/7738.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Isaac Leib Peretz before 1915, nieznany, domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/7738/</dc:relation.coverImage.source>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF>
<opowiadanie>


<autor_utworu>Icchok Lejb Perec</autor_utworu>


<dzielo_nadrzedne>Opowiadania chasydzkie i ludowe</dzielo_nadrzedne>
<nazwa_utworu>Cudzoziemski ptak</nazwa_utworu>






<podtytul>Powiastka dla starszych</podtytul>


<akap><begin id="b1389434533197-1076607180"/><motyw id="m1389434533197-1076607180">Przyroda nieożywiona</motyw>Na żółtym mchu, wśród bagien leżał kiedyś kamień. Z pozoru zwykły, zwyczajny kamień. Kamień jak kamień.</akap> 


<akap>Nie przejmuje się tym, jak wygląda rozpostarte nad nim niebo, jak szumi las i szemrze rzeka. Nie obchodzi go też, czym zajmują się jego sąsiedzi.</akap> 


<akap><end id="e1389434533197-1076607180"/>A niebo niech sobie spogląda na dół, na ziemię, tysiącem swoich miłosiernych i czułych oczu. Niech nadąsane i gniewne ukrywa się przed ziemią za zasłoną z chmur i mgły. Niech w przystępie złości straszy ją piorunami i błyskawicami.</akap> 


<akap>I niech sobie las szumi pieśnią i miłością, albo krzykiem czy chrapliwym szelestem straszy. Niech sobie nawet stoi pusty i nagi, w biały owinięty całun.</akap> 


<akap>Niech sobie rzeka spokojnie toczy kryształowo-czyste wody. Niech przechowuje na swoim łonie własne niebo i własne gwiazdy. Niech się nawet burzy. Niech miota swoje spienione gniewne wody w górę, ku niebu, które pragnie zesłać na nią srogą zimę i skuć ją lodem.</akap> 


<akap>Kamień pozostaje zawsze kamieniem. I ciche, milczące jest serce kamienia. Milczy nawet wtedy, gdy oślizłe żaby wyskakują z bagna i odprawiają na nim swoje weseliska, gdy na jego grzbiecie rechoczą i kumkają.</akap> 


<akap>A kamień ze swoim skamieniałym sercem zarywa się coraz głębiej w ziemię, w mech.</akap> 


<akap>Przecież to tylko zwykły kamień --- powiadają młodzi. Starsi zaś smętnie się przy tym uśmiechają. Oni pamiętają czasy, kiedy kamień nie był jeszcze kamieniem.</akap> 


<akap>I kiedy młodzi zwracają się do nich z pytaniem:</akap> 


<akap>,,Czym był według was ten kamień?" --- Każdy z tych starców, których włosy przyprószone są siwizną, ma swoją wersję, swoją bajeczkę na temat kamienia:</akap> 


<akap_dialog>--- To był kiedyś lew. Dziki, ślepy w ziejącym pustką stepie. Owinięty w mglistą mgłę z różowego piasku przebiegał przez step. Spoza mgły jego oczy wyglądały jak dwa płonące słońca. I każdy jego pomruk, odbijał się potężnym jak grzmot echem.</akap_dialog> 


<akap>Pewnego dnia lew zachorował. I kiedy leżał zmożony chorobą usłyszał, że osioł opuścił miasto i podąża do niego. Osioł chciał postawić na dumnym grzbiecie lwa zwycięską stopę. Co więcej, lew obawiał się, że osioł zechce przy tej okazji prawić mu morały.</akap> 


<akap>I z żalu, a może ze strachu przed oślą stopą i oślimi morałami lew zastygł w bezruchu i z biegiem lat skamieniał.</akap> 


<akap>Teraz zamieniony w kamień coraz głębiej pogrąża się w ziemię.</akap> 


<akap>Jeszcze po dziś dzień przechodzą go ciarki na myśl o morałach osła i jego stopie. Dlatego pragnie głębiej się zaryć i skryć.</akap> 


<akap>I ślepy starzec drżącymi rękoma obmacuje i głaszcze kamień. --- Czy nie zauważyliście --- powiada --- jak wyraźnie rysują się poszczególne części jego ciała? Czy nie widzicie śladów jego dumnej grzywy? Ja doskonale je wyczuwam.</akap> 


<akap>Drugi znów starzec pewnym, acz nieco drżącym głosem twierdzi, że to wcale nie był lew.</akap> 


<akap_dialog>--- A więc kto to według ciebie był, staruszku?</akap_dialog> 


<akap_dialog>--- Feniks!</akap_dialog> 


<akap>I kiedy prawnuki otaczają go kołem i pytają:</akap> 


<akap_dialog>--- Co to jest Feniks? --- starzec smutnym głosem wyjaśnia:</akap_dialog> 


<akap_dialog>--- Feniks to taki ptak. Bóg obdarzył go wiecznym życiem. Przedtem jednak postawił mu warunek. A dar obwarowany warunkiem przestaje być darem. Ustalił z nim mianowicie, że jeśli pragnie wiecznie żyć, to co jakiś czas musi oczyścić się ze swoich grzechów w ogniu. Od czasu do czasu musi też sam się spalić, aby z popiołu powstać znowu do życia.</akap_dialog> 


<akap>Z popiołów albo z ostatniej tlącej się iskry. I pewnego razu --- ciągnie dalej swą opowieść staruszek --- a w jego oku zaszkliła się mała, prawie niewidoczna łza --- Feniks nie chciał wstąpić do ognia. Czy z tego powodu, że grzeszny żywot za bardzo przypadł mu do gustu, czy też dlatego, że na chwilę zwątpił w zmartwychwstanie? Kto raczy wiedzieć? A On, Pan na Wysokościach rzucił na Feniksa gniewny wzrok. I pod wpływem tego wzroku Feniks skamieniał.</akap> 


<akap_dialog>--- Na zawsze? Na śmierć?</akap_dialog> 


<akap_dialog>--- Kto to wie? Czasem --- powiadają ludzie --- drży... Wtedy, kiedy niebiosa rozrywają się.</akap_dialog> 



<sekcja_asterysk/>


<akap>Nieco młodsi wiekiem, ale na tyle dojrzali, że mogą pamiętać i potrafią opowiedzieć, nie wierzą w wersję z Feniksem.</akap> 


<akap_dialog>--- Samemu nie wchodzi się do ognia. Nie bardzo też chce się wierzyć w to dziesięciokrotne zmartwychwstanie.</akap_dialog> 


<akap_dialog>--- A więc co? Zwykły kamień?</akap_dialog> 


<akap_dialog>--- Co to, to nie! Czasami widać, że coś w nim drga. On chyba był orłem. Zuchwałym orłem. I skrzydła miał długie, szerokie i potężne. Kiedyś porwał się na słońce. Zachciało mu się znaleźć plamy na słońcu. A wtedy słońce przywitało go salwą ognia. I skrzydła mu się spaliły. I popiół ze spalonych skrzydeł rozwiał się w powietrzu...</akap_dialog> 


<akap>A kiedy jeden pyłek z tego popiołu wpadnie komuś w oko, ten natychmiast kieruje swój wzrok przeciwko słońcu i przeciwko wszystkiemu co jest na świecie i nad światem. I orzeł spadł na ziemię martwy i z biegiem czasu zamienił się w kamień...</akap> 


<akap_dialog>--- Czy nie zauważyliście, że jest czarny? To od ognia.</akap_dialog> 


<akap>Jeszcze młodsi, ale wystarczająco dorośli, śmieją się.</akap> 


<akap_dialog>--- Co tam bajeczki dla grzecznych dzieci! Żadnego tam lwa, Feniksa czy orła nie było.</akap_dialog> 


<akap>Oni mają na temat kamienia zupełnie inną wersję. Według nich był to w istocie ptak, ale całkiem zwykły. Taki jak wszystkie ptaki na świecie.</akap> 


<akap_dialog>--- My pamiętamy, że w trelach tego ptaka słychać było podszepty zła. Jego trele wodziły na pokuszenie. Słodkie dreszcze przechodziły człowieka, gdy je słyszał. Jest cisza przedwieczorna i ptak, ten pieśniarz nad pieśniarzami, smętnie w lesie zawodzi. Kto wtedy mógł ręczyć za żonę lub córkę?</akap_dialog> 


<akap>I wtedy stara a cnotliwa czarownica przeklęła pieśniarza tymi oto słowy:</akap> 


<akap>,,Obyś oniemiał i zamienił się w kamień".</akap> 


<akap>I wtedy właśnie rozdarły się niebiosa. Wolny i swobodny dotychczas ptak zamienił się w kamień.</akap> 



<sekcja_asterysk/>


<akap>Jakkolwiek rzecz się jednak miała, coś w tych legendach musiało być...</akap> 


<akap>Pewnego bowiem dnia nad okolicą przeleciał jakiś cudzoziemski ptak. Nim się ukazał oczom ludzi, po okolicy przetoczył się cudowny, słodki szum. Niezwykła muzyka.</akap> 


<akap>Była cicha letnia noc. Las i rzeka, księżyc i gwiazdy zatrzymały się w ruchu. Z uwagą przysłuchiwały się tej nowej, nieznanej, słodkiej i delikatnej muzyce. ,,Jakaż ona świeża. Ile w niej swobody!" Tak, dygocąc ze wzruszenia, szeptały liście na drzewach.</akap> 


<akap>A zwierzęta w lesie i żaby na bagnach zastygły w bezruchu. Uległy czarowi muzyki. Niedźwiedź unoszący się do skoku zawisnął w powietrzu. Podobnie żaba. Zastygła z otwartą gębą w bagnie.</akap> 


<akap>I wtedy ptak się ukazał.</akap> 


<akap>Nikt dotychczas nie widział takich długich, szerokich, białych i potężnych skrzydeł.</akap> 


<akap>Bez szmeru, cichuteńko zatrzymał się w powietrzu.</akap> 


<akap>Rzeka i las wstrzymały ze zdumienia oddech.</akap> 


<akap>A on śpiewał. Słodki i potężny był jego śpiew. I świeża i święta była jego pieśń.</akap> 


<akap>Noc stawała się coraz cichsza, coraz głębsza i coraz świętsza. Pogrążony w marzeniach las stawał się coraz bardziej zielony i coraz bardziej kwitnący. Róża rozkwitła jaśniejszym płomieniem. Zaczarowana rzeka nagle rozbrzmiała cichą, delikatną i słodką melodią.</akap> 



</opowiadanie></utwor>