Spis treści

      Edward PasewiczDolna WildaAlfabet prywatny

      1
      W powietrzu na Mogileńskiej
      nie ma żadnego żywiołu, snuje się
      i popycha balon, który pozostał tutaj
      po niedawnym sylwestrze.
      5
      Ciągnie za sobą także
      książeczkę świadków Jehowy,
      która otwarta grzbietem do góry
      karmi się śniegiem z pobocza.
      Jest jak w kasynie, do końca nie wiadomo,
      10
      która litera puści farbę.
      Tuż za nią torba fistaszków
      szamocze się w krzaku, ekscentryczna
      jak kanarek, z otwartej paszczy
      wysypuje łupiny i to jest rodzaj
      15
      śpiewu, chrzęst i chrobot ledwie
      wyczuwalny w melodyjnych poświstach.
      Nic mnie nie łączy z cyrkiem chwastów
      do połowy przysypanych śniegiem,
      poruszam się w drugą stronę i mijam
      20
      ich bezruch. W taką pogodę trzeba
      krążyć i własne ślady opatrywać
      milczeniem. Miła jest ta logika kroku,
      te repetycje dodające otuchy,
      chrzęst i znak na śniegu.