<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/papuzinska-nasza-mama-czarodziejka/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Papuzińska, Joanna</dc:creator>
    <dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Nasza mama czarodziejka</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kopeć, Aleksandra</dc:contributor.technical_editor>
    <dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2020-06-24</dc:date>
    <dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"/>
    <dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Opowiadanie</dc:subject.genre>
    <dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Współczesność</dc:subject.period>
    <dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
    <dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl).</dc:description>
  <dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/papuzinska-nasza-mama-czarodziejka</dc:identifier.url>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
   <dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Joanna Papuzińska, Nasza mama czarodziejka, Wydawnictwo Literatura, Warszawa 2020.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Licencja Wolnej Sztuki 1.3</dc:rights>
<dc:rights.license xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://artlibre.org/licence/lal/pl/</dc:rights.license>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/pdf/papuzinska-nasza-mama-czarodziejka.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5903-6</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/papuzinska-nasza-mama-czarodziejka.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5904-3</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/txt/papuzinska-nasza-mama-czarodziejka.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5905-0</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/epub/papuzinska-nasza-mama-czarodziejka.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5906-7</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/mobi/papuzinska-nasza-mama-czarodziejka.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5907-4</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/6606.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sara podająca zabawkę dziecku, Mary Cassatt  (1844–1926), domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/6606/</dc:relation.coverImage.source>

<category.legimi>Książki dla dzieci</category.legimi>
    <category.thema.main>YFJ</category.thema.main>
    </rdf:Description></rdf:RDF><opowiadanie>
<autor_utworu id="e1">Joanna Papuzińska</autor_utworu>


  
  
<nazwa_utworu id="e2">Nasza mama czarodziejka</nazwa_utworu>

<abstrakt>
<akap id="e175">Oddajemy w ręce najmłodszych czytelników (oraz tych starszych, lecz nadal dzieckiem podszytych) jeden z najbardziej znanych tomów opowiadań Joanny Papuzińskiej.</akap>


<akap id="e176">Mówią one o zwykłych, codziennych sprawach, choć przewinie się w nich czasem jakiś wielkolud czy coś podobnego. Wiadomo jednak, że mama to mama: potrafi domowymi sposobami zaczarować świat.</akap>



</abstrakt>




<naglowek_rozdzial id="e3">Jak nasza mama odczarowała wielkoluda</naglowek_rozdzial>




  

<akap id="e4">Pośrodku naszego miasta jest park. Pośrodku parku --- zjeżdżalnia, drabinki i boisko do grania w piłkę. Tam zawsze chodzimy się bawić.</akap>




<akap id="e5">Aż tu nie wiadomo skąd zjawił się kiedyś w mieście wielkolud. Od razu zajął cały park dla siebie. Na bramie wywiesił tablicę:</akap>

<akap id="e6">,,Nikomu nie wolno tu wchodzić, choćby nie wiem co".</akap>







<akap id="e7">Całymi dniami wylegiwał się na trawnikach, a wszystkie dzieci musiały bawić się na ulicy.</akap>




<akap id="e8">Któregoś dnia nasz najmłodszy brat rzucił piłkę tak mocno, że przeleciała przez ogrodzenie i wpadła do parku. Wielkolud złapał ją i nie chciał nam oddać. Wróciliśmy do domu z płaczem.</akap>




<akap id="e9">Wtedy nasza mama wpadła w złość.</akap>




<akap_dialog id="e10">--- No, nie --- powiedziała --- ja już dłużej tego znosić nie będę!</akap_dialog>


 
<akap id="e11">I poszła do parku.</akap>




<akap id="e12">Wszyscy, nawet dorośli panowie, bali się tego wielkoluda. Ale nasza mama --- nie. Podeszła do niego bliziutko i zawołała:</akap>




<akap_dialog id="e13">--- Nie pozwalam dokuczać małemu dziecku!</akap_dialog>




<akap id="e14">A ponieważ zobaczyła, że wielkolud ma kurtkę rozerwaną na plecach, powiedziała jeszcze:</akap>




<akap_dialog id="e15">--- Taki duży, a wygląda jak obdartus! Jak panu nie wstyd! Proszę zaczekać, wezmę igłę z nitką i zaszyję dziurę!</akap_dialog>




<akap id="e16">Bo naszą mamę okropnie denerwuje, kiedy ktoś jest nieporządnie ubrany. Więc posłała nas po igłę i nici, przystawiła do pleców wielkoluda drabinę ogrodniczą i zaczęła mu cerować kurtkę.</akap>




<akap id="e17">Szyła, szyła, aż nagle drabina zachybotała się i nasza mama niechcący ukłuła wielkoluda igłą.</akap>




<akap_dialog id="e18">--- O, przepraszam --- powiedziała, bo wielkolud syknął.</akap_dialog>




<akap id="e19">Ale wielkolud syczał dalej. Mama zobaczyła, że przez dziurkę zrobioną igłą powietrze ucieka z niego jak z przedziurawionej opony. Kurczył się i kurczył, a po pięciu minutach stał się zwyczajnym chłopakiem --- mniej więcej takim jak ja.</akap>




<akap_dialog id="e20">--- Bardzo dziękuję! --- powiedział do mamy. --- Pani mnie odczarowała! Ja byłem bardzo zarozumiałym chłopcem i ciągle chodziłem nadęty. Zdawało mi się, że jestem najmądrzejszy, najpiękniejszy i najważniejszy na świecie. Od tego nadymania robiłem się coraz większy i większy, aż
w końcu stałem się wielkoludem. Z początku podobało mi się to nawet, bo byłem największy i najsilniejszy. Ale co z tego? Nikt mnie nie lubił, nikt nie chciał się ze mną bawić. Teraz wiem, że lepiej być zwyczajnym chłopcem i nie nadymać się. Mogę wrócić do domu. Do widzenia! A tutaj jest piłeczka!</akap_dialog>




<akap id="e21">I znów w naszym mieście stało się wesoło i bezpiecznie jak zawsze. Znów mogliśmy spędzać całe dnie w parku. Ale od tej pory nasza mama boi się, żeby któreś z nas nie zamieniło się w wielkoluda.</akap>




<akap id="e22">Dlatego ma zawsze naszykowaną miseczkę z mydłem i słomką do puszczania baniek. Gdy tylko któryś z nas zacznie sobie myśleć, że jest ,,naj... naj... naj..." i nadymać się --- mama daje mu słomkę i mówi:</akap>




<akap_dialog id="e23">--- Masz, popuszczaj sobie trochę baniek mydlanych. To ci dobrze zrobi, wydmuchasz z siebie całą zarozumiałość. Bo zdaje mi się, że jesteś za bardzo nadęty!</akap_dialog>



<naglowek_rozdzial id="e24">Jak nasza mama zreperowała księżyc</naglowek_rozdzial>




  

<akap id="e25">Mama opowiadała potem, że obudziła się w nocy, bo księżyc świecił jej prosto w twarz. Wstała z łóżka, aby zasłonić okno. I wtedy usłyszała, że ktoś pochlipuje na dworze. Więc wyjrzała oknem, ciekawa, co tam się dzieje. I zobaczyła, że księżyc świeci na niebie z bardzo smutną miną, a po brodzie osłoniętej małą, białą chmurką płyną mu łzy.</akap>




<akap_dialog id="e26">--- Co ci się stało? --- spytała nasza mama. --- Dlaczego płaczesz?</akap_dialog>




<akap_dialog id="e27">--- Buuuuu!... --- rozpłakał się wtedy księżyc na cały głos. --- Chciałem zobaczyć, jak wygląda z bliska wielkie miasto, spuściłem się na dół, zaczepiłem o wysoką wieżę i obtłukłem sobie rożek!</akap_dialog>




<akap id="e28">Księżyc odsłonił białą chmurkę i mama zobaczyła, że ma odtrącony dolny róg. Wyglądał zupełnie jak nadłamany rogalik.</akap>


 
<akap_dialog id="e29">--- Co to będzie! --- lamentował księżyc. --- Kiedy zrobię się znów okrągły, będę wyglądał jak plasterek sera nadgryziony przez myszy! Wszyscy mnie wyśmieją!</akap_dialog>




<akap_dialog id="e30">--- Cicho --- powiedziała mu mama. --- Cicho, bo pobudzisz dzieci. Chodź tu na balkon, połóż się na leżaku i poświeć mi, a ja spróbuję wymyślić jakąś radę na twoje zmartwienie.</akap_dialog>




<akap id="e31">Księżyc podpłynął do balkonu i ułożył się ostrożnie na leżaku. A mama założyła szlafrok, pantofle i poszła do kuchni. Cichutko wyciągnęła stolnicę, mąkę, jaja, śmietanę i zagniotła wielki kawał żółciutkiego ciasta. Z tego ciasta ulepiła rożek, taki jakiego brakowało księżycowi.</akap>




<akap_dialog id="e32">--- Siedź teraz spokojnie --- powiedziała --- to ci przyprawię ten twój nieszczęsny rożek.</akap_dialog>




<akap id="e33">Okleiła mama księżycowi brodę ciastem, równiutko i wylepiła taki sam rożek, jak ten, co się obtłukł. Potem wzięła jeszcze parę skórek pomarańczowych i skórkami, jak plastrem, przylepiła ciasto do księżyca.</akap>




<akap_dialog id="e34">--- Gotowe! --- powiedziała. --- Za kilka dni rożek ci przyrośnie i będziesz mógł te plasterki wyrzucić. Ale pamiętaj, na drugi raz nie bądź gapą, omijaj sterczące dachy i wysokie wieże. Przecież mogłeś się rozbić na kawałki!</akap_dialog>



<naglowek_rozdzial id="e35">Jak nasza mama obroniła statek przed burzą</naglowek_rozdzial>





<akap id="e36">Kiedy byliśmy na wakacjach nad morzem, poznaliśmy rybaków, którzy pływali kutrem rybackim i łowili ryby.</akap>




<akap id="e37">I mama, i my oczywiście też --- bardzo chcieliśmy popływać takim kutrem. Kiedyś mamie udało się uprosić jakoś rybaków i zabrali nas z sobą.</akap>




<akap id="e38">Weszliśmy na pokład, motor zawarczał i kuter odbił od brzegu. A potem oddalał się od niego coraz bardziej i wkrótce nie było już widać lądu, tylko morze i morze. Był piękny dzień. Wszyscy zamykaliśmy oczy i wystawialiśmy twarze do słońca, żeby się opalić.</akap>




<akap id="e39">Pewnie dlatego nie zwróciliśmy uwagi na małą, ciemną chmurkę, która pokazała się na niebie. Zauważyli ją za to rybacy. <begin id="b1588700012269-2565253062"/><motyw id="m1588700012269-2565253062">Obłok</motyw>Zaczęli zbierać się na pokładzie i pokazywać sobie chmurkę palcami.</akap>




<akap id="e40">Potem na pokład wyszedł kapitan kutra. Gdy pokazano mu chmurkę, bardzo się zaniepokoił.</akap>


 
<akap_dialog id="e41">--- Ta wstrętna chmurka --- powiedział --- bardzo mi się nie podoba! Żeby tylko nie było przez nią nieszczęścia!</akap_dialog>




<akap_dialog id="e42">--- Dlaczego? --- spytała mama. --- Co komu może szkodzić taka mała chmurka?</akap_dialog>




<akap_dialog id="e43">--- Mała --- odrzekł kapitan --- ale czarna. Z ciemnej, brudnej chmurki robi się potem chmurzysko na całe niebo i burza na morzu. A kiedy jest burza na morzu, nie zawsze takim statkom jak nasz udaje się cało i zdrowo powrócić do portu.</akap_dialog>




<akap_dialog id="e44">--- A czy myśli pan, że gdyby chmurka była biała, to nie byłaby taka groźna?</akap_dialog>




<akap_dialog id="e45">--- No pewnie! --- krzyknął kapitan. --- Mała, biała chmurka jest zupełnie nieszkodliwa. Ale ten brudas --- to co innego.</akap_dialog>




<akap_dialog id="e46">--- To trzeba uprać brudasa! --- zawołała nasza mama. --- Mogłabym się tym zająć, tylko niech panowie pomogą mi ją złapać, zanim urośnie zbyt duża. Najlepiej chyba będzie schwytać ją siecią.<end id="e1588700012269-2565253062"/></akap_dialog>




<akap id="e47">Rybacy zarzucili więc sieć na niebo i złapali chmurkę. Teraz wszyscy ciągnęliśmy sieć z całej siły na dół, aż wreszcie ściągnęliśmy ją na pokład. A mama stała już nad olbrzymią balią, pełną spienionych mydlin.</akap>




<akap id="e48">Wepchnęła chmurkę do balii razem z siecią. Dopóty wygniatała ją i tarła i dosypywała proszku do prania, dopóki mydliny nie stały się zupełnie białe.</akap>




<akap_dialog id="e49">--- Teraz cię wypłuczemy, moja droga --- powiedziała do chmurki.</akap_dialog>


 
<akap id="e50">Rybacy chwycili sieć i zanurzyli ją w morskiej wodzie.</akap>




<akap_dialog id="e51">--- Porządnie płuczcie! --- komenderowała mama. --- Chlup, chlup! W górę i na dół! O, tak, wystarczy!</akap_dialog>




<akap id="e52">Sieć wyciągnięto na pokład. Mama wycisnęła chmurkę z wody i roztrzepała ją, aby stała się puszysta. Robiła tak zawsze, gdy prała nasze sweterki.</akap>




<akap_dialog id="e53">--- No --- powiedziała mama do chmurki --- widzisz teraz, że możesz być prawdziwą ozdobą nieba, a nie postrachem marynarzy.</akap_dialog>




<akap id="e54">I wypuściła chmurkę na wolność.</akap>




<akap id="e55">Mała, wilgotna jeszcze chmurka uniosła się do góry jak balonik napełniony gazem. Wróciła, teraz już biała jak kłaczek waty, na swoje dawne miejsce na słonecznym niebie. A my mogliśmy bez obawy płynąć dalej przez morze.</akap>



<naglowek_rozdzial id="e56">Jak nasza mama hodowała potwora</naglowek_rozdzial>



 

<akap id="e57">Siedzieliśmy przy kolacji, ale było jeszcze widno, bo to się stało w sierpniu.</akap>




<akap id="e58">I nagle usłyszeliśmy jakieś łomoty i straszne wrzaski. A potem jakby słoniowy tętent. A potem złamał się płotek i do ogródka wpadł jakiś nieznajomy zwierz, wielki prawie jak nasz dom. Podbiegł do ściany i przytulił się do niej, jakby chciał się ukryć. Swój ogromniasty, żółwiowaty łeb wsadził przez otwarte okno do naszej kuchni i położył na stole. Trząsł się cały ze strachu. I miał się czego bać, bo za nim leciała gromada ludzi z kijami, drągami i kamieniami.</akap>




<akap_dialog id="e59">--- Smok! Smok! --- wrzeszczeli oni. --- Zabić go! Zastrzelić!</akap_dialog>




<akap id="e60">Wśród tych ludzi kręcił się także nasz pan od przyrody. Wyrywał im z ręki kije. Coś tłumaczył, ale mało kto go słuchał. Jakiś duży chłopak zamierzył się kamieniem prosto w łeb biednego, przestraszonego zwierza.</akap>


 
<akap_dialog id="e61">--- Mamo, to gad przedpotopowy? --- wyszeptał nasz najstarszy brat.</akap_dialog>




<akap_dialog id="e62">--- Mamo, nie daj go zabić! --- wrzasnął nasz najmłodszy brat.</akap_dialog>




<akap id="e63">I wtedy nasza mama wybiegła na ganek. Okazało się, że kiedy potrzeba, nasza mama umie krzyczeć głośniej niż najpotężniejszy głośnik uliczny.</akap>




<akap_dialog id="e64">--- Łobuzy! --- zawołała nasza mama. --- Zabijać im się zachciało. Zrobił wam jaką krzywdę czy co? Nie słyszeliście o ochronie przyrody? To nie przyroda! Zostawcie go w spokoju! A zresztą to jest mój ogródek i proszę mi się tu nie kręcić!</akap_dialog>




<akap id="e65">Wszyscy jakoś ucichli. Więc nasz pan od przyrody wysunął się z tłumu i powiedział tak:</akap>




<akap_dialog id="e66">--- Słuchajcie, ludzie! Takie zwierzęta jak to --- gady przedpotopowe --- żyły bardzo dawno na świecie. Nazywały się dinozaury. Żywiły się roślinami, nikomu nie robiły krzywdy. I bardzo dawno wszystkie wyginęły, teraz nie ma już ich wcale. Nie mam pojęcia, jakim cudem ten jeden znalazł się nagle w naszym mieście, ale skoro już jest, nie możemy pozwolić, żeby zginął. Tę sprawę muszą zbadać uczeni przyrodnicy. Żywy dinozaur! Taka okazja zdarza się raz na sto tysięcy lat! Zaraz idę zadzwonić w tej sprawie do Warszawy!</akap_dialog>




<akap id="e67">I stało się tak, że kiedy pan skończył mówić, w ogródku nie było już prawie nikogo. Bo wszyscy się zawstydzili i poszli do domów. Pan pobiegł na pocztę do telefonu.</akap>




<akap id="e68">A nasza mama już stała przy oknie w kuchni i karmiła dinozaura sałatą.</akap>




<akap_dialog id="e69">--- Biedaczku --- mówiła do niego --- jeszcze się trzęsiesz ze strachu! Nie bój się, nie damy cię skrzywdzić.</akap_dialog>




<akap id="e70">A on zjadał sto siedemnastą główkę sałaty i łypał na mamę swoimi małymi poczciwymi oczkami.</akap>




<akap id="e71">Mieszkał u nas przez trzy dni. Mama nazwała go Kubusiem. Był bardzo spokojny, tylko jadł okropnie dużo i gdyby nie to, że wszystkie dzieci z naszej ulicy znosiły dla niego trawę i gałęzie, szybko zabrakłoby dla niego jedzenia.</akap>




<akap_dialog id="e72">--- Czy nie przesadzasz, Marysiu? --- pytał tata po powrocie do domu. --- Wyrwałaś dla tego zwierzaka całą sałatę z ogródka!</akap_dialog>




<akap_dialog id="e73">--- O, nie szkodzi! --- mówiła mama. --- Taka okazja trafia się raz na sto tysięcy lat. Obejdziemy się bez sałaty.</akap_dialog>


 
<akap id="e74">A czwartego dnia przed nasz dom zajechała ogromna ciężarówka, żeby zabrać Kubusia do specjalnego pomieszczenia, jakie zostało dla niego przygotowane w zoo. Było nam go szkoda, ale wiedzieliśmy, że tak będzie dla niego najlepiej. Tylko Kubuś widocznie myślał inaczej, bo nie dał się w ogóle załadować na samochód. Wlazł tam dopiero wtedy, kiedy mama go zawołała, a panowie przyrodnicy zaczęli mamę prosić, żeby odwiozła z nimi Kubusia, bo może być w drodze niespokojny. No i mama pojechała.</akap>




<akap id="e75">Wróciła na drugi dzień, powiedziała, że Kubuś ma tam, gdzie zamieszkał, dużo miejsca na spacery i jedzenia pod dostatkiem. Tylko że nie nazywa się Kubuś, a dinozaur z Makowic. Bo nasze miasto nazywa się Makowice, a on stąd pochodzi.</akap>



<naglowek_rozdzial id="e76">Jak nasza mama szukała złodzieja</naglowek_rozdzial>





<akap id="e77">Tam, gdzie byliśmy na wakacjach, rosła w polu samotna, rozłożysta sosna. Lubiliśmy siedzieć w cieniu tej sosny i słuchać, jak mama nam czyta.</akap>




<akap id="e78"><begin id="b1588700806536-335695355"/><motyw id="m1588700806536-335695355">Cień</motyw>Ale któregoś dnia, gdyśmy tam przyszli, pod sosną nie było w ogóle cienia, tylko wszędzie słońce i słońce.</akap>




<akap_dialog id="e79">--- Nieszczęście --- zaszumiała sosna na nasze przywitanie --- ssskradziono mi cień! Mój najwspanialszy na śśświecie cień! Ratujcie mnie! Szszukajcie, łapcie złodzieja!</akap_dialog>




<akap id="e80">Chcieliśmy jak najszybciej biec na pomoc sośnie, ale mama spokojnie siadła sobie pod drzewem i zaczęła wypytywać:</akap>




<akap_dialog id="e81">--- Kogo podejrzewasz?</akap_dialog>




<akap_dialog id="e82">--- Szszaraki! Przez całą noc harcowały tu jak szalone! Skrzyczałam je, bo nie dawały mi zasnąć. Obraziły się i poszły sobie. Na pewno zabrały ze sobą cień, żeby zrobić mi za złość! Nie mogłam tego zauważyć, bo przecież mój cień widać tylko wtedy, kiedy jest jasno!</akap_dialog>


 
<akap_dialog id="e83">--- A wczoraj? --- pytała mama. --- Dzień był pochmurny, twego cienia też nie mogłaś widzieć. Może przychodził tu ktoś wczoraj i zabrał go!<end id="e1588700806536-335695355"/></akap_dialog>




<akap_dialog id="e84">--- Ależ wczoraj nie było nikogo, z wyjątkiem babci Grzelakowej --- tej, co sprzedaje serki. Schowała się tu przed deszczem. To musiały zrobić szaraki! --- upierała się sosna.</akap_dialog>




<akap_dialog id="e85">--- Zobaczymy --- powiedziała nasza mama, podnosząc się z trawy. --- Chodźmy do babci Grzelakowej!</akap_dialog>




<akap id="e86">Babcia Grzelakowa była akurat w domu.</akap>




<akap_dialog id="e87">--- Dzień dobry --- powiedziała nasza mama. --- Czy moglibyśmy obejrzeć sobie ten wasz duży koszyk do noszenia serów? Chłopcy mają zamiar upleść taki sam i chcielibyśmy się przyjrzeć, jak jest zrobiony.</akap_dialog>




<akap_dialog id="e88">--- A proszę, weźcie go sobie z sionki. Teraz jest już wprawdzie stary i połamany, ale kiedyś był to naprawdę piękny koszyk.</akap_dialog>




<akap id="e89">Mieliśmy bardzo niemądre miny, gdy postawiliśmy babciny koszyk na zalanym słońcem podwórku. Cień, który rzucał koszyk, był cieniem rozłożystej sosny!</akap>




<akap id="e90">Odczepiliśmy cień od koszyka i poszliśmy oddać go sośnie. Zanim przymocowaliśmy go z powrotem, minęło tyle czasu, że trzeba było szybko biec na obiad.</akap>




<akap_dialog id="e91">--- Skąd to wszystko wiedziałaś, mamo? --- wypytywaliśmy po drodze. --- Skąd wiedziałaś, że cień jest u babci?</akap_dialog>




<akap_dialog id="e92">--- Już dawno zauważyłam, że koszyk babci Grzelakowej jest w wielu miejscach popękany i połamany. Kiedy sosna powiedziała, że babcia ukryła się pod nią przed deszczem, pomyślałam sobie, że może cień zaczepił się o któryś z pękniętych prętów koszyka i babcia zabrała go ze sobą do domu. Jakoś mi się nie chciało wierzyć w te zające, które ukradły cień.</akap_dialog>




<akap_dialog id="e93">--- Ojej! --- zawołał nasz starszy brat. --- Powinnaś, mamo, pracować w policji i tropić prawdziwych złodziei!</akap_dialog>




<akap_dialog id="e94">--- A dlaczego, mamo --- zapytał nasz młodszy brat --- powiedziałaś babci nieprawdę, że chcesz zobaczyć koszyk, bo my będziemy pleść taki sam?</akap_dialog>




<akap_dialog id="e95">--- Po pierwsze --- odrzekła mama --- nie chciałam babci martwić. Gdyby się dowiedziała, że zabrała sośnie cień, byłoby jej przykro. Przecież zrobiła to niechcący. A po drugie --- czy to nieprawda, że chcecie zrobić taki sam koszyk dla babci, zamiast tego, który już jest połamany? Wujek na pewno chętnie wam pokaże, jak to się robi!</akap_dialog>



<naglowek_rozdzial id="e96">Jak nasza mama urządziła nam podróż samochodem </naglowek_rozdzial>





<akap id="e97">Na naszej ulicy mieszkali dwaj bracia, których wujek miał samochód. Zazdrościliśmy im okropnie, a oni puszyli się jak pawie, bo to nie byli dobrzy koledzy. Kiedy ten ich wujek przyjeżdżał i zostawiał samochód na ulicy, oni nikomu nie dawali się do niego nawet dotknąć.</akap>




<akap_dialog id="e98">--- Wynocha! --- wołali. --- Zabierajcie te brudne łapy! Wysmarujecie szyby.</akap_dialog>




<akap id="e99">A potem wsiadali z wujkiem do samochodu i wujek obwoził ich naokoło miasta i wracał, wysadzał ich przed domem i jechał sobie dalej. A nam było okropnie żal.</akap>




<akap id="e100">Któregoś dnia przyszliśmy do domu z ponurymi minami.</akap>




<akap_dialog id="e101">--- Mamo, my też chcemy mieć samochód.</akap_dialog>




<akap_dialog id="e102">--- Macie przecież samochód --- powiedziała mama zdziwiona.</akap_dialog>




<akap_dialog id="e103">--- Wcale nie mamy! --- zawołaliśmy chórem.</akap_dialog>


 
<akap_dialog id="e104">--- A czy to nie jest samochód? --- zapytała mama, wskazując przez okno na podwórze. Stała tam nasza stara drewniana ciężarówka, w której woziliśmy się, kiedy jeszcze byliśmy mali. Czerwona ciężarówka. Ostatnio już nam się wcale nie chciało nią bawić.</akap_dialog>




<akap id="e105">Obraziliśmy się o takie żarty.</akap>




<akap_dialog id="e106">--- E tam, taki samochód... --- powiedzieliśmy tylko, ale nasz najmłodszy brat, który wszystko bierze na poważnie, zaczął tłumaczyć mamie:</akap_dialog>




<akap_dialog id="e107">--- My już nie chcemy samochodu do bawienia. My chcemy mieć samochód duży, prawdziwy. Ten jest za mały, żeby można było nim jeździć.</akap_dialog>




<akap_dialog id="e108">--- Za mały? To trzeba go powiększyć. --- Mama poszła do pokoju i przyniosła wielką, szklaną popielniczkę tatusia. Tą popielniczką tata pozwalał nam się czasami bawić. Miała ona wypukłe dno i kiedy patrzyło się przez nie, wszystko się powiększało, wszystko się wydawało o wiele większe niż naprawdę.</akap_dialog>




<akap id="e109">Mama stanęła przy oknie i patrzyła na podwórko przez popielniczkę. To przysuwała ją blisko do oczu, to odsuwała dalej, aż wreszcie zapytała:</akap>


 
<akap_dialog id="e110">--- Taki wam odpowiada?</akap_dialog>




<akap id="e111">Wyjrzeliśmy przez okno. Nasz czerwony samochód nie był drewnianą zabawką. Powiększył się. Był teraz prawdziwym samochodem. Nie jakąś wielką ciężarówką, oczywiście, ale furgonetką, taką jak nysa czy żuk, tylko że czerwoną. Drewniany kierowca obrócił teraz głowę i patrzył przez ramię na naszą mamę.</akap>




<akap_dialog id="e112">--- No to lećcie szybko na dół, który tam chce się przejechać! --- zawołała mama.</akap_dialog>




<akap id="e113">Zadudniło na schodach i już byliśmy na podwórku. Ja mocowałem się z klapą, mały już gramolił się do środka, a nasz najstarszy brat wybiegł za furtkę i zaczął z całej siły gwizdać na palcach. Zbiegli się już wszyscy nasi najlepsi koledzy. Gdy zobaczyli gotową do odjazdu furgonetkę, tak się zdziwili, że nie mogli powiedzieć ani słowa.</akap>




<akap id="e114">Nasz najmłodszy brat stał już na platformie i wrzeszczał:</akap>




<akap_dialog id="e115">--- Nic nie gadać! Nic nie gadać, tylko wsiadać!</akap_dialog>




<akap id="e116">Kiedy wszyscy siedzieliśmy w środku, mama kiwnęła głową drewnianemu kierowcy. Samochód ruszył. Przez pół godziny woził nas po uliczkach. Było wspaniale! Samochód pędził naprzód, drzewa przydrożne w tył, motor warczał, wiatr dmuchał, a nasz najmłodszy brat wyśpiewywał wniebogłosy z radości.</akap>




<akap id="e117">Kiedy zajechaliśmy znów na podwórze, nasza mama stała w oknie i wciąż patrzyła na samochód poprzez popielnicę.</akap>


<akap_dialog id="e118">--- Nareszcie! --- odetchnęła. --- Już mi zupełnie zdrętwiały ręce.</akap_dialog>



<akap id="e119">Odstawiła popielniczkę i nasz samochód w tej sekundzie stał się taki sam mały, jak był przedtem.</akap>




<akap_dialog id="e120">--- Ciąg dalszy nastąpi jutro! --- zawołała mama i poszła kończyć obiad.</akap_dialog>



<naglowek_rozdzial id="e121">Jak nasza mama ratowała dzwonnicę</naglowek_rozdzial>





<akap id="e122">Największą ozdobą naszego miasta była drewniana dzwonnica, która miała już kilkaset lat. Trochę skrzypiała ze starości podczas dużych wiatrów. Lecz była taka piękna, że każdy, kto przyjeżdżał odwiedzić nasze miasto, oglądał ją i podziwiał. A potem, kiedy już wrócił do swojego domu --- chwalił się, że widział najstarszą i najładniejszą w Polsce drewnianą dzwonnicę.</akap>




<akap id="e123">Dzwonnica była już zniszczona i ludzie mówili, że któregoś dnia może się zawalić. Więc tego roku na wiosnę postawiono rusztowania, żeby dzwonnicę wyremontować --- na miejsce zepsutych dachówek powstawiać nowe, załatać dziury w schodach i w ścianach.</akap>




<akap id="e124">Lecz zanim jeszcze robotnicy wzięli się do pracy, zaczął wiać wiatr. Najpierw zwyczajny. Potem silny. A potem zerwał się prawdziwy huragan.</akap>


 
<akap id="e125">Wracaliśmy właśnie z mamą ze sklepu. Wiatr dmuchał w plecy i poganiał nas tak, że musieliśmy prawie biec. Weszliśmy do bramy, gdzie już stała grupka ludzi. Wszyscy patrzyli z niepokojem na dzwonnicę. Trzeszczała żałośnie za każdym razem, kiedy uderzał w nią wiatr.</akap>




<akap_dialog id="e126">--- Nie przetrzyma tej wichury --- powiedział pan inżynier od remontów. --- Wiatr pozrywa wszystkie dachówki. Gdy spadnie deszcz, runą przegniłe schody i cała dzwonnica zawali się! Nic już nie można poradzić. Gdyby ktoś wszedł na górę i chciał umocnić dach, poraniłyby go spadające dachówki i belki. Przywieźliśmy samochód strażacki, żeby zarzucić na dach umacniającą linę. Ale co z tego?</akap_dialog>




<akap id="e127">Nikt nie wdrapie się na drabinę przy takim wietrze. Mógłby spaść! A zresztą jedna lina nic tu nie pomoże, bo nie przytrzyma pojedynczych dachówek. Trudno, przepadło! Trzeba pogodzić się z tym, że nie będziemy mieli dzwonnicy.</akap>




<akap id="e128">Na pusty plac spadały z hałasem ozdobne dachówki i roztrzaskiwały się na bruku. Przykro było na to patrzeć.</akap>




<akap_dialog id="e129">--- Ludzie --- zawołał ktoś --- idźcie lepiej do domów, tu i tak nic nie można pomóc!</akap_dialog>




<akap_dialog id="e130">--- Rzeczywiście --- powiedziała nasza mama do nas. --- Biegnijcie prędko do domu. Ale jeszcze prędzej wracajcie i przynieście te najmocniejsze czerwone nici. Wszystkie, jakie są! I szydełko, i druty. A ty --- zwróciła się do najstarszego brata --- przynieś też swój latawiec.</akap_dialog>


 
<akap id="e131">Pobiegliśmy i wróciliśmy po chwili. Wtedy mama przywiązała do latawca mocną, czerwoną nitkę.</akap>




<akap_dialog id="e132">--- Musisz teraz --- powiedziała do naszego najstarszego brata --- wypuścić latawiec tak, aby czerwona nitka zaczepiła o dach dzwonnicy. Kiedy to się stanie, ściągnij latawiec z powrotem na dół.</akap_dialog>




<akap id="e133">Trzy razy obiegał nasz najstarszy brat rynek dookoła, aż wreszcie zahaczył czerwoną nitką o dach dzwonnicy. Wtedy ściągnął latawiec na ziemię. Namęczył się, bo wiatr wciąż porywał latawiec do góry, wysoko. Ale w końcu --- udało mu się. Oddał mamie koniuszek nitki.</akap>




<akap id="e134">Wtedy w ręku mamy zamigotały druty, prędko, prędziutko. Czerwona nitka zaczęła zmieniać się w mocną, gęstą siateczkę. A każde nowo zrobione oczko mama podciągała do góry jakoś tak zgrabnie, że biegło po nitce i zatrzymywało się dopiero na dachu dzwonnicy.</akap>




<akap id="e135">Wiatr z wściekłością szarpał nitki i zrywał niektóre, ale nasza mama była szybsza od wiatru. Na miejsce każdej zerwanej --- przybywały trzy nowe. Wkrótce dach dzwonnicy zaczerwienił się, bo czerwona, mocna siateczka pokrywała go coraz gęściej i gęściej.</akap>




<akap id="e136">Nagle zabrakło nici. Lecz oto, trąbiąc, nadjechał ze sklepu samochód pełen zielonych, żółtych i niebieskich motków tej samej włóczki.</akap>


 
<akap id="e137">Niedługo kolorowa pajęczynka okrywała całą dzwonnicę aż do dołu, przytrzymywała obluzowane dachówki. Wtedy pięciu panów pobiegło pod dzwonnicę i przywiązało końce nitek do ciężkich belek leżących na ziemi.</akap>




<akap id="e138">Mama odłożyła druty.</akap>




<akap_dialog id="e139">--- Uff --- powiedziała rozcierając zmęczone palce. --- Zajęłam kiedyś pierwsze miejsce w konkursie robienia na drutach. Ale nigdy dotąd nie zrobiłam tak dużego kapturka!</akap_dialog>




<akap id="e140">Wiatr wiał jeszcze do samego wieczora, a w nocy lunął ulewny deszcz. Lecz kolorowy kapturek trzymał mocno dzwonnicę i nie pozwolił się jej zawalić.</akap>




<akap id="e141">Następnego dnia świeciło piękne słońce. A rano obudziło nas stukanie młotków --- bo właśnie zaczął się remont dzwonnicy.</akap>


<naglowek_rozdzial id="e142">Czar dla mamy</naglowek_rozdzial>






<akap id="e143">Od rana do wieczora gospodarowaliśmy w kuchni, a mama odpoczywała. Były to jej imieniny, a u nas w dodatku jest taki zwyczaj, że tego dnia mama nie może nawet dotknąć się żadnej roboty.</akap>




<akap id="e144">Usiedliśmy do kolacji przy odświętnie nakrytym stole. Czekaliśmy na tatę, który znów na kilka dni wyjechał i właśnie dziś wieczorem miał wrócić. Opowiadaliśmy sobie różne historie.</akap>




<akap id="e145">Najwięcej mówił, jak zawsze, nasz najstarszy brat. Wyczytywał on z gazet wszystko o nowych wynalazkach i maszynach, a potem opowiadał nam to.</akap>




<akap_dialog id="e146">--- Czy słyszeliście o poduszkowcach? --- zapytał.</akap_dialog>




<akap id="e147">Nie słyszeliśmy o tym nigdy, więc nasz najstarszy brat opowiedział nam o nowych latających pojazdach, które tak właśnie się nazywają.</akap>


 
<akap id="e148">Naszej mamie najbardziej podobało się to, że poduszkowce latają nisko nad ziemią, nie tak jak samoloty.</akap>




<akap_dialog id="e149">--- Wyobrażacie sobie? Toby dopiero było przyjemnie przelecieć się nad samym miastem w taki piękny wieczór jak dzisiejszy! Zobaczyć je z góry, jakby się było gołębiem lub jaskółką! Chciałabym, żeby nam się coś takiego zdarzyło. Nie musiałby to nawet być poduszkowiec, wystarczyłaby zwykła poduszka!</akap_dialog>




<akap id="e150">W tej samej chwili, gdy mama wypowiedziała to życzenie, nasz tapczan jęknął, stęknął. Wieko podniosło się. Wyskoczyły z niego po kolei nasze poduszki i zawisły w powietrzu.</akap>




<akap_dialog id="e151">--- Szalona okazja! --- ucieszyła się mama. --- Widać to jakiś prezent imieninowy dla mnie. Siadajmy!</akap_dialog>




<akap id="e152">Lecz nim wdrapaliśmy się na poduszki, w drzwiach stanął tata. A trzeba powiedzieć, że nasz tata nigdy nie przepadał specjalnie za czarami.</akap>




<akap_dialog id="e153">--- Co tu się dzieje? --- zawołał. --- Co znowu wyrabiacie?</akap_dialog>




<akap_dialog id="e154">--- Wybieramy się na spacer! --- krzyknął nasz najmłodszy brat. --- Siadaj z nami!</akap_dialog>




<akap_dialog id="e155">--- O, nie! Macie coraz bardziej szalone pomysły! Co powiedzą ludzie, gdy zobaczą cię, Marysiu, fruwającą nad rynkiem?</akap_dialog>




<akap id="e156">Tymczasem z tapczana wyskoczyła już piąta poduszka i leciała prosto na tatę.</akap>




<akap_dialog id="e157">--- Nic z tego! --- powiedział tata. --- Zresztą będzie mi potem dokuczał reumatyzm, jak mnie za bardzo przewieje. Lećcie sobie sami, skoro już musicie.</akap_dialog>


 
<akap id="e158">Cztery nasze poduszki, gdyśmy tylko na nich siedli, wypłynęły przez okno na dwór. Wyminęliśmy krzaki jaśminu, kwitnące w ogródku, i zaczęliśmy wznosić się do góry.</akap>




<akap id="e159">Gdy byliśmy na wysokości czubków topoli, coś nagle zafurczało za nami. To doganiał nas tatuś na swojej poduszce.</akap>




<akap_dialog id="e160">--- Niech tam, ja z wami! Przecież dziś imieniny mamy!</akap_dialog>




<akap id="e161">I dalej polecieliśmy już wszyscy.</akap>




<akap id="e162">Naokoło była ciemna, ciepła, pachnąca noc. Poszewki i falbanki furkotały na wietrze, tak jakby każda poduszka miała swój motorek. Tuż, tuż pod nami migotało światełkami nasze miasto. Widać było w mroku domy, dzwonnicę, park, naokoło --- pola, a dalej czarne plamy lasów.</akap>




<akap_dialog id="e163">--- Patrzcie, dopiero teraz widać, że mieszkamy naprawdę w małym miasteczku --- powiedziała mama.</akap_dialog>




<akap_dialog id="e164">--- Patrzcie, tymi poduszkami można sterować! --- zawołał tata. --- Kiedy rozpinam marynarkę, wiatr stawia większy opór i leci się wolniej. Kiedy zapinam --- to szybciej!</akap_dialog>




<akap id="e165">Zaczęliśmy wszyscy próbować. W ten sposób okrążyliśmy rynek.</akap>




<akap_dialog id="e166">--- Uwaga! --- krzyknął tata. --- Musimy już wracać! Poduszki opadają!</akap_dialog>




<akap id="e167">Rzeczywiście nasze pojazdy opuszczały się coraz niżej. Ledwo, ledwo udało nam się dojechać na nich do ogródka. Dotykaliśmy nogami ziemi.</akap>




<akap id="e168">Potem musieliśmy już wziąć poduszki pod pachę i wejść z nimi po schodach.</akap>




<akap_dialog id="e169">--- Nic nie szkodzi! --- rzekł tata do mamy. --- Uważam, że była to całkiem niezła przejażdżka. Udał ci się, Marysiu, ten czar!</akap_dialog>




<akap_dialog id="e170">--- Kiedy to nie ja czarowałam! --- sprzeciwiła się mama. --- Ja się nie znam na takich wynalazkach. Całą drogę właśnie zastanawiam się, kto to?</akap_dialog>
  

<akap id="e171">Mama przyjrzała się nam po kolei.</akap>



<akap_dialog id="e172">--- No, który i jak to zrobił? --- zapytała, jak wtedy, gdyśmy coś przeskrobali.</akap_dialog>




<akap_dialog id="e173">--- Ja --- przyznał się nasz najstarszy brat. --- Pamiętacie baloniki, które kupowaliśmy na defiladzie? Te, co same leciały do góry? Wypuściłem z nich gaz i napompowałem nim poduszki. Tylko za bardzo się śpieszyłem, nie zaszyłem dobrze poduszek i dlatego gaz zbyt wcześnie uciekł. Chciałem zdążyć przed powrotem taty, ale mi się nie udało.</akap_dialog>




<akap_dialog id="e174">--- Właśnie, że ci się udało --- powiedziała mama. --- Nie widzisz, że tata nareszcie przekonał się do naszych czarów?</akap_dialog>
</opowiadanie></utwor>