<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/oppman-spiaca-krolewna/">
    <dc:creator xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Oppman, Artur</dc:creator>
    <dc:date xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">2014-08-04</dc:date>
    <dc:date.pd xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">2002</dc:date.pd>
    <dc:description xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl) na podstawie tekstu dostępnego w serwisie Wikiźródła (http://pl.wikisource.org). Redakcję techniczną wykonała Marta Niedziałkowska, natomiast korektę utworu ze źródłem wikiskrybowie w ramach projektu Wikiźródła.</dc:description>
    <dc:format xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">xml</dc:format>
    <dc:identifier.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/spiaca-krolewna-oppman/</dc:identifier.url>
    <dc:language xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">pol</dc:language>
    <dc:publisher xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
    <dc:rights xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Domena publiczna - Artur Oppman zm. 1931</dc:rights>
    <dc:source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Artur Oppman, Śpiąca królewna, wyd. Konstanty Trepte, Warszawa 1900</dc:source>
    <dc:source.URL xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">http://pl.wikisource.org/wiki/%C5%9Api%C4%85ca_kr%C3%B3lewna_%28Oppman%29</dc:source.URL>
      <dc:subject.genre xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Baśń</dc:subject.genre>
    <dc:subject.period xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Modernizm</dc:subject.period>
    <dc:subject.type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Epika</dc:subject.type>
    <dc:title xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Śpiąca królewna</dc:title>
    <dc:type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">text</dc:type>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/image/spiaca-krolewna.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Or-Ot, "Śpiąca królewna" publikacja Księgarni Konstantego Trepte, Warszawa 1900, Autor nieznany, domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/3161</dc:relation.coverImage.source>
<developmentStage>0.3</developmentStage>
 </rdf:Description></rdf:RDF><opowiadanie>
<abstrakt>
<akap>Znana baśń Charles'a Perraulta w adaptacji Artura Oppmana. To historia pięknej królewny, której w dniu chrztu zła wróżka przepowiedziała, że gdy dziewczyna skończy szesnaście lat, ukłuje się wrzecionem i zaśnie --- będzie mógł ją obudzić dopiero pocałunek księcia.</akap>


 
<akap>Królewna Zosia była wyczekanym i ukochanym dzieckiem króla, dlatego władca rozkazał usunąć z zamku wszelkie wrzeciona. Pod nieobecność rodziców Zosia jednak ukłuła się wrzecionem należącym do starej niani i cały zamek zapadł w sen. Czy na zamek, strzeżony przez potwornego smoka, dotrze książę-wybawiciel?</akap>


 

<akap>Polska adaptacja baśni nie odbiega wiele od oryginału, ale została osadzona w polskiej rzeczywistości --- niektóre szczegóły dopasowano tak, aby były jak najbardziej zbieżne z polską kulturą.</akap>


</abstrakt>
<autor_utworu>Artur Oppman</autor_utworu>

<nazwa_utworu>Śpiąca królewna</nazwa_utworu>


<nota_red>
<akap>Poprawiono błąd źródła: ? -&gt; !</akap>


</nota_red>

<akap>Za górami, za rzekami przed latami przed dawnemi, w swej stolicy cudnie pięknej, pewien król żył na tej ziemi. </akap>

<akap>Miał on żonę urodziwą, a tak dobrą jak anieli, za serduszko jej poczciwe wszyscy kochać ją musieli. Miał pałace kryształowe, i ze złota wszystkie sprzęty a w swym skarbcu po pradziadach perły, koral i djamenty, miał bogactwa niesłychane, najmożniejszym był na świecie, i jednego tylko pragnął, by mu Pan Bóg zesłał dziecię. Aż nareszcie Bóg wysłuchał, jego prośby i błagania, i córeczkę dał królowi, godną szczęścia i kochania. </akap>

<akap>Była piękna jak aniołek, liczko miała gdyby róże, ząbki białe jak perełki i niebieskie oczy duże. </akap>

<akap>Król z królową się cieszyli, była radość w ziemi całej, król ubogim na pamiątkę rozdał złote imperjały. Codzień tłumem do zamczyska szli żebracy i żebraczki, dostawali srebro, złoto, chleb, jarzyny, kury, kaczki. </akap>

<akap>Wreszcie chrzciny wyprawiono, uroczyste i wspaniałe, na te wielkie sute gody zaproszono miasto całe. Szlachta zewsząd się zjechała i hrabiowie i książęta, jednem słowem była uczta jakiéj nikt nie zapamięta. </akap>

<akap>I dwanaście mądrych wróżek, na te chrzciny też przybyło, by obdarzyć podarunkiem złotowłosą Zosię miłą. I stanęły przy kołysce wznosząc laskę tajemniczą, i królewnie cudnie pięknej najróżniejszych darów życzą. </akap>

<akap>Jedna życzy jej urody, druga szczęścia i miłości, inne zdrowia i bogactwa, wszelkich uciech i radości; a gdy dary swe złożyły i prorocze swe życzenia --- potem całe gości grono król zaprosił do jedzenia. Była uczta wyśmienita, wino ciekło strumieniami, na dębowych wielkich stołach stały tace z łakociami. Sarny, dzikii jelenie, roznoszono między gości, wszyscy jedli, wszyscy pili, pełni szczęścia i radości. </akap>

<akap>Wtem drzwi z trzaskiem się otwarły i trzynasta wróżka wchodzi, i po całem zgromadzeniu swojem srogiem okiem wodzi. </akap>

<akap>Struchlał władca na jej widok, i struchlało gości grono, bo na chrzciny królewiątka, wróżki tej nie zaproszono, a złośliwa czarownica grubym głosem się ozwała: --- ,,Każda z wróżek tej dziecinie, podarunek pewnie dała?... I ja niechcę być odmienną, i ja złożę swe życzenia w tem co siostry me życzyły niech się dla niej nic nie zmienia, lecz gdy dojdzie lat szesnastu to ukłuje się wrzecionem, a z ukłucia tego umrze i pożegna się z twym tronem, i pożegna się na wieki z berłem złotem i koroną, tak się stanie temu dziecku jak w tej wróżbie wyrażono!" --- To wyrzekłszy znikła stara, niegodziwa czarownica, król zapłakał łzą gorącą i królowej zbladły lica. </akap>

<akap>Przeraziło się zebranie, tem życzeniem wróżki starej, nikt już jadła się nie dotknął, ani pełnej wina czary. Wszyscy goście przerażeni nie wyrzekli ani słowa i w królewskiej wielkiej sali cichość stała się grobowa. Wtem najmłodsza czarodziejka z swego miejsca nagle wstała i do króla zmartwionego w takie słowa się ozwała: </akap>

<akap_dialog>--- Nie lękaj się możny królu, przestań płakać o królowo! chociaż uśnie córka twoja, lecz obudzi się na nowo, bo nie umrze wtedy ona, gdy wrzecionem się ukłuje, lecz ją właśnie to ukłucie na sen długi zaczaruje. </akap_dialog>

<akap>Miną lata, wiek przeminie, i przybędzie rycerz młody, co przejedzie dla królewny wielkie góry, wielkie wody. Pocałunkiem ją obudzi, a gdy tylko pocałuje, to natychmiast ów młodzieniec cały zamek odczaruje i królewna ze snu wstanie, urodziwsza niźli była, więc się nie trap wielki królu, otrzyj łezki matko miła. </akap>

<akap>Rozjechali się po uczcie wszyscy goście zaproszeni, a królewna ślicznie rosła, bawiła się wśród zieleni, i w ogromnym dworskim sadzie z swoją mamą figlowała, a królowa swą córeczkę po nad życie miłowała. </akap>

<akap>Król rozkazał, by spalono wszystkie w zamku kołowrotki, bo się lękał, by czasami nie zabiły mu pieszczotki. Więc na ogień wnet rzucono, igły, szpilki i wrzeciona... a królewna ślicznie rosła, była piękna i uczona, bo garnęła się do książek i ciekawie tak czytała, że ojcowską bibliotekę prawie całą już poznała. </akap>

<akap>Mieli radość z niej rodzice, strzegli jej jak oka
w głowie, ubierali jedynaczkę w aksamity, złotogłowie, drogie perły kupowali, i djamenty i rubiny, byle tylko zadowolnić swój najdroższy skarb jedyny. </akap>

<akap>Raz król z żoną musiał jechać do sąsiada w odwiedziny, bo to właśnie wypadały tego księcia imieniny. Córki z sobą nie zabrali, na odjezdne upieścili, pod opieką niańki starej jedynaczkę zostawili. </akap>

<akap>Poszło dziewczę do ogrodu, zrywa kwiatki, piosnki śpiewa, śliczne ptaszki jej wtorują i szumiące stare drzewa. Wreszcie wszystko ją znudziło i pobiegła do swej niani, co serdecznie ją kochała i tak dobrą była dla niej. </akap>

<akap>Więc po schodach prędko skacze, wyśpiewując gdyby ptaszę jedno piętro, drugie, trzecie aż zabiegła na poddasze. </akap>

<akap>W małej izbie na poddaszu stara niańka jej mieszkała, przędła nici lnu białego i na krosnach płótno tkała. Bo zupełnie za
pomniano na królewskim całym dworze, że ma niańka kołowrotek w ubożuchnej swej komorze. </akap>

<akap>Dziewczę biega z kąta w kątek, bo raz pierwszy tutaj była, dotknie tego i owego, aż wrzeciono zobaczyła. Zaraz chwyta je do ręki, wtem ukłuła się biedaczka i na ziemię jak zabita padła króla jedynaczka. </akap>

<akap>Twarz bledziutka jak lilija, zamykają się oczęta i z wrzecionem w białej dłoni, już królewna śpi zaklęta. A gdy tylko ona padła i zasnęła w izbie niani, wszyscy w zamku dotąd gwarnym także śpią zaczarowani. </akap>

<akap>Konie w stajniach, psy w swych budach, nawet wróble na gałęzi, straż przy bramie, dworska służba, wszystkich sen zaklęty więzi. </akap>

<akap>Kucharz kuchtę chciał uderzyć, podniósł rękę już do góry, i tak usnął w jednej chwili, nie zmieniwszy swej postury. </akap>

<akap>Król z królową wracał właśnie, już zajechał na dziedziniec i z karety córkę woła: chodź! przywiozłem ci gościniec. A wtem nagle sen go zmorzył, głowa ciężko mu opadła, stangret usnął też na koźle, czwórka koni w sen zapadła. </akap>

<akap>Cały zamek śpi królewski, głucha cisza dookoła, już królewna nie zanuci, król na służbę nie zawoła. </akap>

<akap>Jakby wymarł zamek cały, taki smutek stamtąd wieje, i nikt nie wie w całym świecie, że czarami to się dzieje. </akap>

<akap>Rok już minął, minął drugi, potem trzeci i dziesiąty, bujnym chwastem zarastają na podwórzu wszystkie kąty. </akap>

<akap>Ogród w puszczę się zamienił, gęste drzewa szumią w okół i dolecić tam już może tylko orzeł, albo sokół. </akap>

<akap>A w dodatku u wrót zamku czuwa srogi smok-poczwara, z wielkiej paszczy zakrwawionej płomienista bucha para. Oczy płoną jako węgle, a ma smok ów łbów dwanaście, kto się zbliży smok go połknie albo strąci na przepaście. </akap>

<akap>O królewnie słysząc śpiącej, nieraz biegli tu rycerze: może znajdzie się odważny, co smokowi ją zabierze. Ale każdy ginął w drodze, żaden nie wszedł na szczyt góry, bo ze strachu wszyscy marli, gdy wyciągnął smok pazury. Płomienistym swym oddechem, jak trucizną ich zabijał, potem złaził i rycerzom purpurową krew wypijał. </akap>

<akap>Gdy się o tem wieść rozeszła to już niechciał nikt próbować, by królewnę urodziwą z jej zaklęcia odczarować. Tak się każdy lękał smoka, że omijał zamek zdala, a tu lata za latami biegły szybko jakby fala. </akap>

<akap>Aż gdy cały wiek przeminął nad wieżami złocistemi --- o królewnie się dowiedział pewien książę z obcej ziemi. </akap>

<akap>Książe piękny był i młody a odważny jak nikt w świecie, więc pomyślał: zwalczę smoka, przecież ze mnie już nie dziecię. </akap>

<akap>I osiodłał siwka swego, miecz wziął dobrze naostrzony, zmówił pacierz, przeżegnał się i wyruszył w obce strony. </akap>

<akap>Jedzie tydzień, jedzie drugi, aż nareszcie raz wieczorem widzi wieże w oddaleniu za ogromnym gęstym borem, bór ten wielki rósł na górze co sięgała aż za chmury, a zwysoka było słychać dzikiej bestji ryk ponury. Lecz się rycerz nie zatrwożył i ochoczo jedzie dalej, bo pomyślał że królewnę z tego czaru on ocali. U stópgóry swego siwka wnet przywiązał do drzewiny i sam począł piąć się w górę przez tarniny i kaliny. Przed nim była gęstwia sroga, ale to go nie przestrasza, a gdy nie mógł ruszyć dalej, dobył swego wnet pałasza i torował sobie drogę tnąc pałaszem naokoło, choć mu ręce omdlewały i wystąpił pot na czoło. </akap>

<akap>Wtem z gęstwiny wypełzają srogie węże, wielkie żmije, ta u stóp mu groźnie syczy, druga wspina się na szyję, lecz młodzieniec machnął szablą pozabijał wszystkie gady, potem tygrys wyskakuje, lecz i temu dał wnet rady. </akap>

<akap>Już do szczytu niedaleko, za chwileczkę już tam stanie, a wtem słyszy przeraźliwe i sapanie i chrapanie, --- to smok właśnie po obiedzie spał i chrapał jak zarżnięty, lecz i we śnie potwór srogi miał ślep jeden odemknięty. </akap>

<akap>Wnet skorzystał rycerz z tego --- szybko biegnie do poczwary i z rozmachem podniósł w górę doświadczony miecz swój stary. Odciął prędko łbów dwanaście, mknie potokiem krew czerwona, a młodzieniec idzie szukać gdzie królewna jest uśpiona. </akap>

<akap>Mija pokój jeden, drugi, wreszcie zaszedł na poddasze, tam królewna spała blada jak zranione ciche ptaszę. </akap>

<akap>Rycerz schylił się nad śpiącą, w cudne ustka pocałował i tym jednym pocałunkiem cały zamek odczarował. </akap>

<akap>Obudziła się królewna, wyciągnęła białe dłonie, król się budzi i królowa, straż, pachołki, psy i konie. </akap>

<akap>Cały zamek brzmi znów gwarem i wesołym dźwięczy śmiechem, aż ochocze te okrzyki, hen daleko płyną echem. </akap>

<akap>Wnet wesele wyprawiono, król pół kraju dał zięciowi, a jak jedli i jak pili, tego nikt już nie opowie. </akap>

<nota><akap>Or-Ot. </akap></nota>

</opowiadanie></utwor>