<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/norwid-menego/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Norwid, Cyprian Kamil</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Menego</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kowalska, Dorota</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dug, Katarzyna</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Jóźwiak, Patrycja</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dug, Katarzyna</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Romantyzm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Nowela</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Bibliotekę Narodową z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów Marty Niedziałkowskiej.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/norwid-menego</dc:identifier.url>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Cyprian Kamil Norwid, Pisma wierszem i prozą, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1984.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Cyprian Kamil Norwid zm. 1883</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1954</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2013-05-07</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/image/5542.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Man in black, Greta Ferrari@Flickr, CC BY 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/5542</dc:relation.coverImage.source>

<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/norwid-menego.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0584-2</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/norwid-menego.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1578-0</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/norwid-menego.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2533-8</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/norwid-menego.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3580-1</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/norwid-menego.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4666-1</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<category.thema.main>FS.WL-N</category.thema.main>
    <category.thema>3MN</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF>

<opowiadanie>
<autor_utworu>Cyprian Kamil Norwid</autor_utworu>

<nazwa_utworu>Menego</nazwa_utworu>


<podtytul>Wyjątek z pamiętnika</podtytul>

<motto>Bajki wam niosę, posłuchajcie, dzieci!</motto><motto_podpis>Krasicki</motto_podpis>







<akap>Było to 1843 wiosny na <wyroznienie>Riva degli Schiavoni</wyroznienie>, albo, jak jeszcze
jeden nie zatarty napis się wyraża, na <wyroznienie>Riva degli Slavi</wyroznienie><pe><slowo_obce>Slavi</slowo_obce> (wł.) --- Słowianie a. niewolnicy.</pe>; na tym długim
wrębie granitowym, zielonymi poprzerywanym kanałami i białymi
mostami pospajanym, gdzie kilka tysięcy okrętów przystań miewa. Tam,
o jutrzni we mgłach odpływają małe statki rybackie z trójkątnymi żaglami
<wyroznienie>latyńskimi</wyroznienie><pe><slowo_obce>żagiel latyński</slowo_obce>, dziś: <slowo_obce>żagiel łaciński</slowo_obce> --- żagiel rozpięty na długiej rejce, umocowanej skośnie na dość niskim maszcie.</pe>, na których z bizancką surowością nakreślony bywa Marek
święty, albo Piotr, albo Paweł, albo inny apostoł, i czyni wrażenie, że
zszedł z <wyroznienie>rivy</wyroznienie> i odchodzi po falach... Tam, o południowym świetle widzisz
tajemnice kolorów <wyroznienie>Veronesa</wyroznienie><pe><slowo_obce>Paolo Veronese</slowo_obce> (1528--1588) --- włoski malarz renesansowy.</pe>, <wyroznienie>Tintoretta</wyroznienie><pe><slowo_obce>Jacopo Robusti</slowo_obce>, zwany <slowo_obce>Tintoretto</slowo_obce> (1518--1594) --- włoski malarz manierystyczny, przedstawiciel szkoły weneckiej.</pe>, <wyroznienie>Tycjana</wyroznienie><pe><slowo_obce>Tycjan</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>Tiziano Vecellio</slowo_obce> (ok. 1488--1576) --- włoski malarz renesansowy.</pe>... Turcy,
Grecy, Ormianie i Słowianie różni, w strojach różnych, z różnym się
akcentem przechadzają, na okręty swe patrząc. Tam, o blasku księżyca
znikają okręty w mroku wielkim, a gdzie światło miesięczne wysrebrzyło
falę, lśniący topór, u gondoli dzioba przytwierdzony, profilem zębatym się
określa, potem wioślarz półnagi we frygijskiej czapce, potem budka kirem
kryta z szybą kryształową, a potem znów drugi kształt wioślarza, a potem
blask fali, skrzelą wiosła odepchniętej w światłość księżycową... i tak tam
gondole przepływają.</akap>


<akap><begin id="b1362561760764-17583388"/><motyw id="m1362561760764-17583388">Sztuka, Miasto</motyw>Tam to w 1843 roku przechadzał się B. ze mną, o Pałacu Dożów i o
sztuki w nim złożonych skarbach rozmawiając; wątpił, aby Ganimed w
Jowiszowych szponach uniesiony był utworem Fidiasza<pe><slowo_obce>Fidiasz</slowo_obce> (ok. 490 p.n.e.--ok. 430 p.n.e.) --- rzeźbiarz grecki z okresu klasycznego.</pe>, i miał słuszność... Potem, gdyśmy schodzili z ostatniego już mostku ku <wyroznienie>Piazzetta</wyroznienie>,
zwrócił moją uwagę na bogactwo <wyroznienie>inwencji</wyroznienie> kapitelów<pe><slowo_obce>kapitel</slowo_obce> --- zwieńczenie kolumny.</pe>, które podpierają
Pałac Dożów, i jęliśmy wszystkie po kolei szczegółowo oglądać... Co może
być ta postać z więdniejących liści wychylona, której profil żółtawy na
sklepienia ciemność tak wybiega?... albo owa w hełmie?... albo tamta,
kibici wygięciem nie bez trudu wypowijająca się z kamienia... Miałżeby
architekt je wykreślać, albo rzeźbiarz sam tworzył co dzień, wedle
natchnienia: tam o niebie myśląc, tam o ziemi, tam o obywatelu w
Rzeczypospolitej<pe><slowo_obce>Rzeczypospolita</slowo_obce> --- tu: Republika Wenecka.</pe> znanym, owdzie o Adamie i Ewie, a owdzie o patronie
swoim i żony swojej, lub o wielkim kupcu, co przyjechał z dalekiego
Wschodu na okręcie pełnym drzewa wonnego i drzewa farbiarskiego, i
drogich kamieni na pieczęcie dla senatu Rzeczypospolitej, i zielonych
papug dla panienek...</akap>


<akap_dialog>--- Ja też to podobnież bym rozumiał --- B. mi na to odpowie --- zwłaszcza
iż dawniejsi architekci nie kreślili tak planów <wyroznienie>szczegółowych</wyroznienie>; czego
przykład widzimy w złamkach planów rzymskich w Kapitolu, powmurowywanych dzisiaj w ścianę. Te plany są prostsze od najprostszych figur
geometrycznych.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tę nieumiejętność --- odpowiedziałem na to --- usprawiedliwia poniekąd Panteon, Koloseum, Fortuna Virilis, Vesta, Świątynia Pokoju itd.</akap_dialog>


<akap>B. uśmiechnął się smutnie.</akap>


<akap>I mówiłem dalej:</akap>


<akap_dialog>--- Gdyby kiedyś znaleziono te plany pokolorowane elegancko, których
dzisiaj pełno na wystawach, trzeba by stu nowych Witruwiuszów i sto razy
śmielszych w przypuszczaniu, ażeby współczesnym dać pojęcie, jakich to
pomników śladu nawet nie zostało na ziemi! Tylko, widzisz, nic tu nie
zginęło, co <wyroznienie>prawdziwie piękne</wyroznienie>, bo to ma w sobie nieśmiertelności
iskrę, miłość! Trzeba gmachu <wyroznienie>pięknego</wyroznienie>, ażeby mógł piękną być ruiną.
Trzeba pięknej ruiny, ażeby dotrwała aż do końca, aż do posad budowy i
pierwszego planu rozłożenia, aż do głazu pierwszego, na którym legendy
siadać będą w ciężkich wieńcach bluszczowych, aż do głębi pod głazem,
gdzie medale stare w wazach leżą i pargamin<pe><slowo_obce>pargamin</slowo_obce> --- dziś: pergamin.</pe> żółty z opisaniem pierwotnego pomysłu! <slowo_obce>Roma, quanta fuit, ipsa ruina docet</slowo_obce><pe><slowo_obce>Roma, quanta fuit, ipsa ruina docet</slowo_obce> (łac.) --- O wielkości Rzymu świadczą jego ruiny.</pe>.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc nic, myślisz, nie ginie?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nic, co jest w miłości poczętego.<end id="e1362561760764-17583388"/></akap_dialog>


<akap>B. uśmiechnął się znowu. <begin id="b1362561835788-73479345"/><motyw id="m1362561835788-73479345">Kawiarnia</motyw>Tu wchodziliśmy na plac, a był zmierzch, i
dokoła pod obiegającym czworobok placu korytarzem zaczynało być
gwarno, i porozświecały się kawiarnie, i czekano muzyki przez wojskową
kapelę, z Czechów zwykle złożoną, wykonywanej tu w wieczór. B. mi
wskazał kawiarnię, do której zachodzić już przywyknął, jakby Wenecjaninem się urodził. Tam weszliśmy. Kilka było osób, bo kawiarnia
podrzędna. Grek w kaftanie czerwonym i Żyd, zda się, wschodni, w szachy
grali; Wenecjanin list pisał...</akap>


<akap_dialog>--- Ten chłopiec zna mnie, przyjdzie zaraz, nazywa się Dominik --- i tu
zawołał B.: ,,<slowo_obce>Menego!</slowo_obce>" (co w weneckim skróceniu ma niby oznaczać
<wyroznienie>Domenico</wyroznienie>).</akap_dialog>


<akap>Przyniesiono nam kawy i złych cygar weneckich.<end id="e1362561835788-73479345"/></akap>


<akap>B. miał około lat sześćdziesiąt. Był naprzód w drezdeńskiej akademii,
gdzie z niewielkim geniuszem, lecz z miłością sztuki szczególniejszą,
wielkie zrobił postępy w stosunku do tego, co mógł zrobić i co mu
okoliczności pozwalały. Tam wykonał on obraz przedstawiający <wyroznienie>czary</wyroznienie>
starożytnych germańskich wieszczek, i rysunków wiele różnej treści.
Potem w Monachium pracował; wszędzie z trudem wielkim, i po
dziesiątku lat, i w walce z przeciwnościami zabójczymi... <begin id="b1362562008389-1837231762"/><motyw id="m1362562008389-1837231762">Sztuka</motyw>Wszędzie, co
artystów naszych <wyroznienie>wadą</wyroznienie>, albo raczej <wyroznienie>winą</wyroznienie>, wszędzie łatwo miejscowym
tradycjom się poddawał, z posłuszeństwem słowiańskim szkole każdej.
Był to wzór cierpliwości, zaparcia się, pokory --- <wyroznienie>wykonywanej</wyroznienie> sprawiedliwiej, aniżeli <wyroznienie>pojętej</wyroznienie>. Właśnie o tym myślałem, kiedy mi B.
przerwał.</akap>


<akap_dialog>--- To rzecz dziwna! nie mogę tu jeszcze dojść ładu z wyrozumieniem
tych arcydzieł starej szkoły weneckiej. Zaniedbanie rysunku, którego by
<wyroznienie>Cornelius</wyroznienie><pe><slowo_obce>Peter von Cornelius</slowo_obce> (1783--1867) --- niemiecki malarz, zaliczany do nurtu akademizmu. Autor fresku <tytul_dziela>Sąd Ostateczny</tytul_dziela> w kościele św. Ludwika w Monachium, jak również projektu tamtejszych malowideł ściennych.</pe> nie przebaczył, dowolność w grze światła szczególniejsza,
kompozycja jakby z ulic brana, a jednakże wielkie to są rzeczy! i niejeden
<wyroznienie>Cornelius</wyroznienie>, ba! i zarozumiały sam <wyroznienie>Kaulbach</wyroznienie><pe><slowo_obce>Wilhelm von Kaulbach</slowo_obce>  (1804--1874) --- malarz niemiecki.</pe>, uczyć by się z tego
dobrze mogli. Kto wie? --- dodał w następstwie --- może nas na Północy uczą
jakoś inaczej. Przypominam sobie, że w kościele Świętego Ludwika (w
Monachium), kiedy <tytul_dziela>Sąd ostateczny</tytul_dziela> przy Corneliusie malowałem, i
właśnie się grupę tę robiło, gdzie wyobrażenie jest Heroda (gdy wyrżnięte
dzieci proszą za nim), imperator moskiewski otoczony świtą wszedł do
gmachu, bo podówczas bawił w mieście onym i oglądał czasem dzieła
sztuki. Więc nam wszystkim potem myśl przebiegła o tych starych
malarzach, co to prosto z życia wzory brali, i co to się zwykle o tym czyta
jakby jakie legendy... A teraz tu widzę, że podobno wszystkie stare obrazy
to tak są o życie zaczepione...<end id="e1362562008389-1837231762"/></akap_dialog>


<akap_dialog>--- I nad czymże pracujesz pod te czasy?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ba! --- pomruknął B. smutno --- gram ot czasem na skrzypcach... i
przyjdź kiedy, zagram ci wieczorem... zdaje mi się, żem coś skomponował.</akap_dialog>


<akap>Jakoż rzeczywiście B. na skrzypcach grał z biegłością szczególną.</akap>


<akap_dialog>--- Albo nie --- przerwał nagle --- bo nie sam tu jestem. Mnie tu państwo Hr.
do Włoch zabrali. Zacząłem też także mały obraz, gdzie <wyroznienie>rybaka</wyroznienie> chcę
zrobić z dziećmi swymi, i chcę, żeby był wieczór, i żeby było widać, iż
pracował dzień cały, i chcę, aby rybak w ręku trzymał ułowioną rzecz
jedną... muszlę pustą! I chcę, aby z tą muszlą, wyciągając rękę, żebrał
sobie. Taki obraz robię, i już bliski, bliski swego skończenia.</akap_dialog>


<akap><begin id="b1362562056076-77839195"/><motyw id="m1362562056076-77839195">Żart</motyw>Tu się B. z krzesła podniósł i zawołał: ,,<wyroznienie>Menego</wyroznienie>! " --- ale że nie
weneckim iloczasem, lecz po polsku <slowo_obce>me-nego</slowo_obce> przedłużając, więc
podchwycił chłopiec: ,,Jak to, panie? jak to, <wyroznienie>topisz się</wyroznienie>, panie... (bo <slowo_obce>me-nego</slowo_obce> --- ,,topię się" w weneckim znaczy dialekcie), jak to? --- jeszcze powtórzył, a wszakże dziś gondole po kościele Świętego Marka nie pływały i
suchutko w kawiarni."
--- <slowo_obce>Buffone</slowo_obce><pe><slowo_obce>buffone</slowo_obce> (wł.) --- błazen, żartowniś.</pe> --- odrzekł B. --- <slowo_obce>buffone!</slowo_obce> --- i wyszliśmy z kawiarni...<end id="e1362562056076-77839195"/></akap>



<sekcja_asterysk/>
<akap>Na drugi dzień wieczorem taki list mi z miasta przyniesiono:</akap>


<dlugi_cytat><akap><begin id="b1362562186461-2088326398"/><motyw id="m1362562186461-2088326398">List, Rozstanie</motyw>Państwo Hrab. zamiary odmienili; wkrótce mamy wyjeżdżać, jutro może wieczorem; nie
wiem pewno, ale może być jutro. <wyroznienie>Wszystko</wyroznienie> też już zwiedziłem (!) prócz tej wyspy długiej
od południa, którą to tak z okna Twego widać, i o której to mówisz, że tam lord Byron konno
jeżdżąc opisywał Mazepę, bo nic wiem, jak wyspa się nazywa. Jeśli czasu mi zbędzie, to
gondolką sobie tam dopłynę. Chciałbym też Cię pożegnać, wstąpię może; a nie, to na wyspę
często robisz wycieczki: czemu nie miałbyś jutro, niźli słońce zapiecze, tam popłynąć?
Żegnam...</akap>


<nota><akap>Byczkowski</akap></nota>


<akap>NB. Pakując się chustkę też znalazłem, którą w pierwszych czasach emigracji w Dreźnie
wielki nasz lord Byron mi darował. To jest jedno, co mogę na pamiątkę zostawić. Żałuję, żem
nie grał ci na skrzypcach...<end id="e1362562186461-2088326398"/></akap></dlugi_cytat>




<sekcja_asterysk/>
<akap>Niźli słońce zapiekło, popłynąłem na <wyroznienie>Lido</wyroznienie> dnia wtórego. Lido jest to
długie pasmo ziemi, o które się płasko z jednej strony pełne morze rozbija;
z drugiej --- sztuczne wybrzeże z ciosanego kamienia odpiera mniej silne
fale <wyroznienie>lagun</wyroznienie>. Ażeby do brzegu dojść morskiego, a zwłaszcza tam, gdzie
zwykle cudzoziemcy oglądać widok idą, trzeba pierwej przez łąkę przejść
zieloną, która, kiedyś smętarzem możnych kupców żydowskich za
Rzeczypospolitej jeszcze będąc, do dziś świeci gdzieniegdzie pozacieranymi kamieniami. Po nich ścieżka się łamie, albo je wymija, w trawie
naprzód, a potem w nadmorskim żwirze ginąc. Tam doszedłszy, spotkałem gondoliera; stał nad garstką bielizny; przy nim sługa z policji i dwie
damy Angielki z albumami. B. zapłaciwszy gondoliera, powiedział mu, że
użyć chce kąpieli... <wyroznienie>ale za głęboko w fale zaszedł</wyroznienie>.</akap>

<akap>Grób jego jest na Lido.</akap>


</opowiadanie>



</utwor>