<utwor>
<rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/norwid-czarne-kwiaty/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Norwid, Cyprian Kamil</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Czarne kwiaty</dc:title>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kozioł, Paweł</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Tokarska, Aleksandra</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Romantyzm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Liryka</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Poemat</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez fundację Nowoczesna Polska z egzemplarza źródłowego pochodzącego ze zbiorów Marty Niedziałkowskiej. Utwór powstał w ramach "Planu współpracy z Polonią i Polakami za granicą w 2014 roku" realizowanego za pośrednictwem MSZ w roku 2014. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu, pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o "Planie współpracy z Polonią i Polakami za granicą w 2014 r.".</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/norwid-czarne-kwiaty</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"/>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Cyprian Kamil Norwid, Pisma wierszem i prozą, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1984.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Cyprian Kamil Norwid zm. 1883</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1954</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2014-11-25</dc:date>
<dc:audience xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">L</dc:audience>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/pdf/norwid-czarne-kwiaty.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5983-8</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/norwid-czarne-kwiaty.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5984-5</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/txt/norwid-czarne-kwiaty.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5985-2</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/epub/norwid-czarne-kwiaty.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5986-9</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/media/book/mobi/norwid-czarne-kwiaty.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-5987-6</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/6546.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Model gipsowy popiersia Fryderyka Chopina (1810-1849), autorstwa Hipolita Marczewskiego, do dekoracji Filharmonii Warszawskiej - fotografia rzeźby, Kulewski, Czesław (Warszawa ; zakład fotograficzny ; fl. ca 1900-1916), domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/6546</dc:relation.coverImage.source>

<category.thema>4CD</category.thema>
<category.thema.main>DCA</category.thema.main>
</rdf:Description>
</rdf:RDF>
<opowiadanie>
<autor_utworu id="e1">Cyprian Kamil Norwid</autor_utworu>

<nota_red>
<akap>Modernizacja zapisu: ś. p. > śp.; ś. > św.; I-go > I.</akap>


</nota_red>



<abstrakt>
<akap>Intymny i pełen prostoty opis przedśmiertnych spotkań poety z jego przyjaciółmi. Wspomnienia Norwida znoszą dystans czasu i pietyzmu, którym otaczane są postaci takie jak Fryderyk Chopin czy Adam Mickiewicz, pozwalając nam ujrzeć ich bardzo ludzkie, codzienne oblicze.</akap>

<akap><tytul_dziela>Czarne kwiaty</tytul_dziela> to zbiór pisanych prozą miniatur, w których Cyprian Kamil Norwid przedstawił zapis swoich ostatnich spotkań z wybitnymi artystami epoki --- Stefanem Witwickim, Fryderykiem Chopinem, Juliuszem Słowackim, Adamem Mickiewiczem oraz Paulem Delaroche'em. Autor włączył do cyklu także wspomnienie o nieznanej mu osobiście pasażerce statku płynącego do Ameryki. Większość zdarzeń opisanych w <tytul_dziela>Czarnych kwiatach</tytul_dziela> ma miejsce w Paryżu, mieście, do którego udali się po upadku powstania listopadowego zmuszeni do emigracji polscy inteligenci. Daty powstania poszczególnych epizodów utworu nie są znane, lecz można umiejscawiać je między rokiem 1847 (śmierć Witwickiego) a 1856 (śmierć Delaroche'a). Nie jest wykluczone, że powstawały one na bieżąco i stanowią (podobnie jak <tytul_dziela>Menego</tytul_dziela>) zbiór wyimków z pamiętnika Cypriana Kamila Norwida. Całość ukazała się w grudniu 1856 roku w ,,Dodatku Miesięcznym" do krakowskiego dziennika ,,Czas".</akap>

<akap>Struktura <tytul_dziela>Czarnych kwiatów</tytul_dziela> Cypriana Kamila Norwida nasuwa skojarzenia z <tytul_dziela>Moraliami</tytul_dziela> Plutarcha oraz <tytul_dziela>Próbami</tytul_dziela> Montaigne'a. Cykl składa się ze wstępu, prologu, sześciu epizodów oraz zakończenia. We wstępie autor zawarł rozważania o naturze opisywanych sytuacji, celowości ich opisu oraz poszukiwaniu odpowiedniej do tego formy. Norwid w pełni świadomie rezygnuje w <tytul_dziela>Czarnych kwiatach</tytul_dziela> ze stylów tradycyjnie stosowanych w utworach poświęconych śmierci wybitnych jednostek. Powodem tej decyzji jest przekonanie, że podjęty temat wymaga literackiej powściągliwości. Norwid ,,stara się uniknąć stylu przez uszanowanie dla rzeczy opisywanej". Odrzuca zatem zarówno obiektywny, sprawozdawczy język prasowych not, jak i poetycki patos. Wybiera tzw. styl wolny, niezdeterminowany ramami gatunków. Norwid ma przy tym pełną świadomość, że niesie to ze sobą ryzyko bycia niezrozumianym. Odbiorca może mieć bowiem problem z odróżnieniem przemyślanej artystycznej decyzji od tego, co jest rezultatem braku literackiego warsztatu. Autor <tytul_dziela>Czarnych kwiatów</tytul_dziela> mówi nam wprost: ,,Te rozróżnić odcienia, tak dla pewnych osób jednoznaczące, rzadki bardzo czytelnik dziś potrafi, i dlatego niebezpiecznie jest w jakąkolwiek nową drogę na cal jeden postąpić, i dlatego najbezpieczniej jest w kółko jedne i też same motywa i formy proporcjonować tylko, nic nie wznowiwszy ani dodawszy, ani na nic się nie odważywszy". Cyprian Kamil Norwid podejmuje jednak to ryzyko, traktując je jako swoistą konieczność --- ,,Są wszelako w księdze żywota i wiedzy ustępy takie, dla których formuł stylu nie ma, i to właśnie sztuka jest niemała oddać je i zbliżyć takimi, jakimi są".</akap>

<akap>W prologu <tytul_dziela>Czarnych kwiatów</tytul_dziela> znajdujemy odpowiedź na pytanie, jak ich autor traktuje zaprezentowaną czytelnikowi kolekcję wspomnień. Norwid przywołuje swoją wizytę w rzymskich katakumbach, gdzie zwrócił uwagę na przechowywane w szklanych fiolkach krople krwi chrześcijańskich męczenników. Ich krew została zebrana i z pietyzmem umieszczona w naczyniach, aby stać się świadectwem prawdy, wspomnieniem zdarzeń. Tę samą funkcję zyskują zapisane w pamięci poety obrazy po przelaniu ich na papier. I tak jak owa krew prezentowana jest w sposób czysty i surowy, tak on sam przekazuje swoje wspomnienia. Bez celowych modyfikacji i zbędnych upiększeń.</akap>

<akap>Bardzo interesująca jest decyzja Norwida o włączeniu do cyklu wspomnienia o pasażerce statku, na pokładzie którego poeta odbywał podróż do Ameryki. Na wyjątkowo piękną kobietę zwrócił jego uwagę poznany podczas podróży młodzieniec. Norwid obiecuje przyjrzeć się pięknej Irlandce w kolejnych dniach rejsu. Jednak ta młoda i pozornie pełna życia osoba umiera jeszcze tej samej nocy. Dlaczego poeta przywołuje wspomnienie anonimowej kobiety w utworze poświęconym wyłącznie okrytym sławą mężczyznom? Czy epizod ten stanowić ma <slowo_obce>memento mori</slowo_obce>, wskazywać na równość wszystkich wobec nieuchronności śmierci? Czy jest hołdem dla przemijającego niespodziewanie piękna, które wobec śmierci jest równie bezradne jak wybitny umysł czy wielki talent? A może podkreśla znaczenie każdej chwili życia, gdyż każda może być tą ostatnią, nawet jeśli wydaje się, że mamy przed sobą jeszcze wiele czasu? Norwid patrzy na opisywane w <tytul_dziela>Czarnych kwiatach</tytul_dziela> wypadki z perspektywy tego, który już wie, co było później. W tym świetle pozornie nieznaczące epizody i pozbawione wagi słowa nabierają symbolicznego znaczenia, układając się w ciąg drogowskazów wieczności. Stają się nimi kwiaty widziane w chwili obłędu przez Witwickiego, dwuznaczne stwierdzenie Chopina o ,,wynoszeniu się", rzucone od niechcenia ,,<slowo_obce>adieu</slowo_obce>" Mickiewicza, a wreszcie niedokończony tryptyk malarski Delaroche'a, poświęcony śmierci Chrystusa.</akap>

<akap>Przeczucie, że <tytul_dziela>Czarne kwiaty</tytul_dziela> mogą się spotkać się z brakiem zrozumienia nie omyliło Cypriana Kamila Norwida. Utwór, uznany z czasem za literackie arcydzieło, został przez współczesnych autorowi krytyków oceniony bardzo surowo. Julian Kłaczko zarzucał Norwidowi nieuctwo oraz zarozumiałość i krytykował go za ,,dziwolągi myśli" i ,,dziwolągi języka". Powszechne było przekonanie, że przedstawione w <tytul_dziela>Czarnych kwiatach</tytul_dziela> opisy ostatnich spotkań z wybitnymi artystami są pozbawione należnego szacunku oraz niestosowne wobec rangi zdarzenia. Pisarzowi wytykano także odzieranie zmarłych z ich prywatności. Nie da się ukryć, że Norwid (nie po raz pierwszy zresztą), odważnie zakwestionował romantyczne wzorce. Koncentrując się na drobiazgach, także tych, które dotyczyły fizjologicznej strony choroby i śmierci, ukazał głęboko ludzki i powszedni wymiar egzystencji swoich bohaterów. Pisząc o opuchniętych stopach Słowackiego, zmienionym przez chorobę ciele Witwickiego czy domowym stroju Mickiewicza zerwał z romantyczną koncepcją artysty jako jednostki unoszącej się ponad zwykłymi masami ludzkimi. Dzisiejszego czytelnika te intymne, pozbawione pozy portrety wzruszają. Wydobywają człowieczeństwo opisywanych bohaterów. Sprawiają, że przestajemy postrzegać Mickiewicza czy Słowackiego jako postaci odlane ze spiżu lub papierowe figury wycięte z kart podręczników. Skraca się dystans między czytelnikiem a wielkimi artystami. Niewymuszone dialogi, mistrzostwo w uchwyceniu nastroju i ulotności chwili, szacunek dla detali --- wszystko to pozwala nam na uczestnictwo w przedstawionych zdarzeniach. Proza Norwida zyskuje dzięki temu wartość zarówno emocjonalną, jak i kronikarską. Ale to, co doceniamy dziś, w połowie XIX było bardzo nowatorskie i mogło się wydawać wręcz skandaliczne. Musiało minąć trzydzieści lat od publikacji, aby o dziele Norwida z zachwytem napisał Agaton Giller. W XX wieku <tytul_dziela>Czarne kwiaty</tytul_dziela> zostały uznane za jeden z najpiękniejszych utworów polskiej prozy.</akap>

<akap>Na krytykę, z którą spotkały się <tytul_dziela>Czarne kwiaty</tytul_dziela>, Cyprian Kamil Norwid odpowiedział kolejną publikacją --- w 1857 roku ukazały się <tytul_dziela>Białe kwiaty</tytul_dziela>. Utwór ten to <slowo_obce>de facto</slowo_obce> rozprawa z dziedziny estetyki, w której pisarz poddaje teoretycznej refleksji twórcze decyzje powzięte przy pisaniu <tytul_dziela>Czarnych kwiatów</tytul_dziela>. Norwid prezentuje w <tytul_dziela>Białych kwiatach</tytul_dziela> koncepcję ,,prozy prawdziwej". Wybór prostego, pozbawionego metafor języka tłumaczy pragnieniem oddziaływania na szerokie grono czytelników. Zaś sednem dzieła artystycznego czyni pojęcie ,,ciszy" (wizualnie odpowiada jej ,,biel"). Cisza, czyli pozorny brak ekspresji i neutralność, są tym, co, zdaniem Norwida, daje siłę utworowi. Tam, gdzie wszystko zostaje powiedziane i nazwane, nie ma mowy o prawdziwej sztuce. W <tytul_dziela>Czarnych kwiatach</tytul_dziela> ową ciszę bez wątpienia czuć. To dzięki niej utwór sprzed ponad 150 lat pozostaje dla nas interesujący i pozostawia czytelnikowi przestrzeń na jego własną refleksję dotyczącą śmierci, przemijania oraz pamięci.</akap>

<akap>Utwór <tytul_dziela>Czarne kwiaty</tytul_dziela> Cypriana Kamila Norwida jest dostępny jako e-book w formatach EPUB i MOBI, a także jako plik PDF. Utwór jest lekturą obowiązkową w liceach i technikach, z myślą o uczniach i uczennicach został ze szczególną starannością opracowany redakcyjnie, w tym opatrzony przypisami.</akap>

</abstrakt>

<nazwa_utworu id="e2">Czarne kwiaty</nazwa_utworu>

<akap id="e3">...Można by ciekawe w tym względzie rzeczy tu zapisać, ale zaraz wstręt
cofa pióro i przychodzi na myśl zapytanie: <wyroznienie>,,czy warto!..."</wyroznienie> Przy pojęciach albowiem współczesnych o czytelnictwie i o twórczości piśmiennej zatracone jest prawie uczucie, <wyroznienie>kiedy pisarz stara się uniknąć stylu</wyroznienie> przez uszanowanie dla rzeczy opisywanej, a z siebie samej zupełnej i zajmującej, <wyroznienie>kiedy zaś, przeciwnie, nie dopracowawszy formy, styl zaniedbuje...</wyroznienie> Kiedy chodzi po ziemi, okazując, jak nisko zstąpić potrafił? --- kiedy zaś również nisko stąpa, przeto iż wznieść się wyżej nie mógł? Te rozróżnić odcienia<pe><slowo_obce>odcienia</slowo_obce> --- dziś popr. forma B.lm: odcienie.</pe>, tak dla pewnych osób jednoznaczące, rzadki bardzo czytelnik dziś potrafi i dlatego niebezpiecznie jest w jakąkolwiek nową drogę na cal jeden postąpić, i dlatego najbezpieczniej jest w kółko jedne i też same <wyroznienie>motywa i formy</wyroznienie> proporcjonować tylko, nic nie wznowiwszy ani dodawszy, ani na nic się nie odważywszy.</akap>

<akap id="e4">Są wszelako w księdze <wyroznienie>żywota i wiedzy</wyroznienie> ustępy takie, dla których formuł stylu nie ma, i to właśnie sztuka jest niemała oddać je i zbliżyć takimi, jakimi są. Mająż one pozostać zamkniętymi osobistymi nabytkami przez obawę rubasznego krytyka, przywykłego do dwóch tylko formuł na wszelki płód wyciętych, jako obowiązujące malarzy pokojowych wycięte patrony<pe><slowo_obce>patrony</slowo_obce> --- tu: szablony do nanoszenia wzorów na ścianach.</pe>...</akap>

<akap id="e5">Pierwszą z tych formuł jest jakiś książkowy klasycyzm, o którym Grek
Peryklejski ani Rzymianin za <slowo_obce>Caesara</slowo_obce> czasów bynajmniej nie wiedział; drugą --- pewne formuły czasowe dziennikarskie, to jest proste techniczne wypadki z rozwinięcia druku samego powstałe. Jedna z tych ram wszystko objąć jest w stanie mniej łącznością<pe><slowo_obce>mniej łącznością</slowo_obce> --- tu: z wyjątkiem łączności, oprócz łączności.</pe> pomiędzy książką a żywotem,
druga --- wszystko mniej istotą źródeł<pe><slowo_obce>mniej istotą źródeł</slowo_obce> --- tu: z wyjątkiem (z pominięciem) istoty źródeł.</pe>, z których ono wszystko płynie.</akap>

<akap id="e6">Stąd to: niezawodnie snadniej<pe><slowo_obce>snadniej</slowo_obce> (daw.) --- łatwiej.</pe> dziś upowszechni się <wyroznienie>udany pamiętnik średniowieczny</wyroznienie> niż fakt spółczesny<pe><slowo_obce>spółczesny</slowo_obce> --- dziś popr.: współczesny.</pe>, sumienie obowiązujący, należny mu wpływ wywrze i należną zachowa powagę. Jakoż --- czytelnicy podobni są w tym do osoby oddalonej od przyjaciela swego, a mającej wizerunek jego na pamiątkę, która, gdy on<pe><slowo_obce>on</slowo_obce> (daw.) --- ten.</pe> przyjaciel z drogi wraca: ,,Nie przeszkadzajże mi", rzecze jemu, ,,bowiem oto godzina jest, w której na portret patrzeć zwykłam, listy właśnie że pisać mając."</akap>



<sekcja_asterysk/>

<akap id="e7"><begin id="b1414619502363-2336014654"/><motyw id="m1414619502363-2336014654">Krew, Śmierć, Ofiara, Pamięć</motyw>...To --- pamiętam, jednego razu w Rzymie z katakomb<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q741051"></ref><pe><slowo_obce>katakomby</slowo_obce> --- właśc. katakumby, podziemne cmentarze w staroż. Rzymie, rzekome miejsce zgromadzeń prześladowanych chrześcijan.</pe> powracałem, gdzie często patrzeć lubiłem na pozostałe freski pierwo-chrześcijańskie --- rzecz, o której tu napoczynać nie chcę, bo to byłaby historia bardzo długa, o każdym znaku i o każdej linii w tych rysunkach używanej --- ale tyle tylko oto wspomnę, iż to ogromne podziemne miasto z napisami i rysunkami swymi okazało mi, jako<pe><slowo_obce>jako</slowo_obce> (daw.) --- tu: że.</pe> przez całe akta dramatu tego seraficznie<pe><slowo_obce>seraficznie</slowo_obce> --- anielsko (od nazwy jednego z chórów anielskich, serafinów).</pe>-krwawego nie była prawie jedna kropelka krwi wylana bez uszanowania jej i omodlenia braterskiego współwyznawców. Te szkła, dziś błękitno-krzemiennej barwy, które jako ampułki rozbite (albo i całe) w katakombowych sarkofagach, do półek biblioteki podobnych, tu i owdzie leżą, błogie robią wrażenie, świadcząc, jako zbierano rozpryśniętą po ścianach katowni i schodach gmachów publicznych krew męczeńską. Tak ją szafowano szeroko i wspaniale, jako owczarni krew bogaty pan szafować może --- a tak skąpi jej byli!!<end id="e1414619502363-2336014654"/></akap>

<separator_linia/>

<akap id="e8">...To około tego czasu spotkałem był zstępującego ze Schodów Hiszpańskich<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q848072"></ref>, pochylonego jako starca i kijem pomagającego chodowi swemu
Stefana Witwickiego<pe><slowo_obce>Witwicki, Stefan</slowo_obce> (1801--1847) --- polski poeta okresu romantyzmu.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q2891763"></ref>: śliczna, młodości jakiejś wiecznej pełna twarz jego i włosy, jak z hebanu mistrzowsko wyrzezane<pe><slowo_obce>wyrzezać</slowo_obce> (daw.) --- wyrzeźbić.</pe> ornamentacje, w grubych partiach na ramiona spływające, szczególniej wyglądały przy tym sposobie wleczenia się o kiju, bardzo zgrzybiałym starcom jedynie właściwym. Niedługo potem odwiedziłem go był w mieszkaniu jego, ale już to zaszło przed śmiercią jego na jaki tydzień. Leżał ubrany jak zwykle na kanapie, męczyło go mówienie, spoglądał tym samym wzrokiem, niezwykłą zawsze jasność i zarazem kroplę łzy mającym w sobie --- tudzież podnosił się niekiedy, podając rękę komu, aby go przeprowadził po pokoju. Tak to spojrzawszy ku mnie, wchodzącemu doń, przywitał mię, a wyciągnąwszy rękę posunął mi po ziemi leżącą przy kanapie pomarańczę, którą (że zwyczaj miał mnie i Gabrielowi Rożnieckiemu<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q48964198"></ref><pa><slowo_obce>Gabriel Rożniecki</slowo_obce> --- Mowa jest o Gabrielu Rożnieckim, muzyku. C.N.</pa>, jak mu się co w pracach naszych podobało, przynosić cygara i fraszki<pe><slowo_obce>fraszka</slowo_obce> (z wł.) --- drobiazg.</pe> jakie) uprzejmie przyjąłem i podniosłem. <begin id="b1414619781468-3570031631"/><motyw id="m1414619781468-3570031631">Szaleństwo, Kwiaty</motyw>Gabriel właśnie że był tam, bo on do ostatniej chwili całe noce przy śp. Stefanie, już zupełnie zdefigurowanym<pe><slowo_obce>zdefigurowany</slowo_obce> (z łac.) --- zniekształcony.</pe> ospą, siadywał, usługi wszelkie mu oddając. Otóż Stefan Witwicki dał zrozumieć Gabrielowi, że chce z kanapy wstać, a ten mu rękę podał i zaczęli wkoło pokoju powoli obchodzić... Tak to wlokąc się, po pierwszy raz Witwicki wpadł w lekki, bardzo błogi, ale widzialny obłęd --- i zaczął tu i owdzie wskazywać ręką i zatrzymywać się:</akap>

<akap_dialog id="e9">--- ...A to (mówił) <wyroznienie>co to za kwiat jest?... ten kwiat, proszę cię</wyroznienie> (a nie było kwiatów w mieszkaniu), <wyroznienie>jak to się nazywa ten kwiat u nas?... to tego pełno jest w Polsce... i te kwiaty... i tamte także kwiaty... to jakoś u nas zwyczajnie nazywają...<end id="e1414619781468-3570031631"/></wyroznienie></akap_dialog>

<akap id="e10">Potem --- już odwiedzałem Witwickiego, kiedy leżał zdefigurowany panującą podówczas ospą i już nic nie mógł mówić. Niewiele przed śmiercią Witwickiego umarł jenerał Klicki, całe dnie i noce otaczany
nieledwie zbiorem wszystkich Polek i Polaków podówczas tam bawiących<pe><slowo_obce>bawić</slowo_obce> (daw.) --- przebywać.</pe>, co wspomnienie zostawia równo szacowne i rzadkie.</akap>

<akap id="e11">Ile razy przypominam sobie ostatnie rozmowy z osobami, co już w
niewidzialny świat odeszły, zmarłszy tu, tyle razy nie wiem, jak pominąć to, co ze zbioru razem wspomnień tych samo czasem zdaje się określać, i dlatego właśnie w <wyroznienie>daguerotyp</wyroznienie><pe><slowo_obce>daguerotyp</slowo_obce> --- prototyp fotografii.</pe> raczej pióro zamieniam, aby wierności nie uchybić --- inaczej przyszłoby mi bowiem zacytować słowa jedyne Voltaire'a<pe><slowo_obce>Voltaire</slowo_obce>, właśc. <slowo_obce>François-Marie Arouet</slowo_obce> (1694--1778) --- francuski filozof, publicysta i wolnomyśliciel.</pe>, jakie kiedykolwiek na myśl mi przychodzą lub przychodziły z autora tego, a te są:</akap>







<poezja_cyt><strofa id="e37"><slowo_obce>Je tremble!... car ce que je vais dire</slowo_obce>/
<wers_cd><slowo_obce>Ressemble à un systéme</slowo_obce><pe><slowo_obce>Je tremble!... car ce que je vais dire Ressemble a un systéme</slowo_obce> (fr.) --- Drżę, ponieważ to, co zamierzam powiedzieć, przypomina system.</pe>.</wers_cd></strofa>




<nota><akap id="e39">(Voltaire)</akap></nota></poezja_cyt>

<akap id="e12">Może też to najfilozoficzniejszy filozofa tego apoftegmat<pe><slowo_obce>apoftegmat</slowo_obce> (z gr.) --- przypowieść, anegdota.</pe>.</akap>



<sekcja_asterysk/>

<akap id="e13">To --- później --- później --- w Paryżu <wyroznienie>Fryderyk Chopin<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1268"></ref></wyroznienie> mieszkał przy ulicy Chaillot, co, od Pól Elizejskich<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q550"></ref><pe><slowo_obce>Pola Elizejskie</slowo_obce> --- fr. <slowo_obce>Champs Élysées</slowo_obce>, reprezentacyjna aleja w Paryżu.</pe> w górę idąc, w lewym rzędzie domów, na pierwszym piętrze, mieszkania ma z oknami na ogrody i Panteonu<pe><slowo_obce>Panteon</slowo_obce> --- budynek w Paryżu, w Dzielnicy Łacińskiej, pełniący funkcję mauzoleum, w którym grzebie się wybitnych Francuzów.</pe><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q188856"></ref> kupolę<pe><slowo_obce>kupola</slowo_obce> (z wł.) --- kopuła.</pe>, i cały Paryż... jedyny punkt, z którego napotykają się widoki <wyroznienie>cokolwiek zbliżone</wyroznienie> do tych, które w Rzymie napotykasz. Takie też i Chopin miał mieszkanie z widokiem takim, którego to mieszkania główną częścią był salon wielki o dwóch oknach, gdzie nieśmiertelny fortepian jego stał, a fortepian bynajmniej<pe><slowo_obce>bynajmniej</slowo_obce> (daw.) --- wcale nie.</pe> wykwintny --- do szafy lub komody podobny, świetnie ozdobiony jak fortepiany modne --- ale owszem<pe><slowo_obce>owszem</slowo_obce> (daw.) --- właśnie.</pe> trójkątny, długi, na nogach trzech, jakiego, zdaje mi się, już mało kto w ozdobnym używa mieszkaniu. W tym salonie jadał też Chopin o godzinie piątej, a potem zstępował, jak mógł, po schodach i do Bulońskiego Lasku<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q209626"></ref> jeździł, skąd wróciwszy, wnoszono go po schodach, iż w górę sam iść nie mógł. --- Tak jadałem z nim i wyjeżdżałem po wielekroć, i raz do Bohdana Zaleskiego<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1355484"></ref><pe><slowo_obce>Zaleski, Bohdan</slowo_obce> (1802--1886) --- polski poeta okresu romantyzmu, przynależący do tzw. ,,szkoły ukraińskiej".</pe>, który w Passy<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q1241308"></ref> mieszkał wtedy, po drodze wstąpiliśmy, nie wchodząc doń na górę do mieszkania, bo nie było komu Chopina wnieść, ale pozostając w ogródku przed domem, gdzie maleńki jeszcze wówczas poety synek na trawniku się bawił...</akap>

<akap id="e14">Od zdarzenia tego ubiegło wiele czasu, a ja nie zachodziłem do Chopina,
wiedząc tylko zawsze, jak się ma i że siostra jego z Polski przybyła.
Nareszcie zaszedłem razu jednego i odwiedzić go chciałem --- służąca
Francuzka powiada mi: że śpi; uciszyłem kroku, karteczkę zostawiłem i
wyszedłem. --- Ledwo parę zstąpiłem schodów, służąca powraca za mną,
mówiąc: iż Chopin, dowiedziawszy się, kto był, prosi mię --- że jednym
słowem nie spał, ale przyjmować nie chce. Wszedłem więc do pokoju obok
salonu będącego, gdzie sypiał Chopin, bardzo wdzięczny, iż widzieć mię
chciał, i zastałem go ubranego, ale do pół leżącego w łóżku z nabrzmiałymi
nogami, co, że w pończochy i trzewiki ubrane były, od razu poznać można
było. Siostra artysty siedziała przy nim, dziwnie z profilu doń podobna...
On, w cieniu głębokiego łóżka z firankami, na poduszkach oparty i
okręcony szalem, piękny był bardzo, tak jak zawsze, w najpowszedniejszego życia poruszeniach mając coś skończonego, coś monumentalnie zarysowanego... coś, co albo arystokracja ateńska za religię sobie uważać mogła była w najpiękniejszej epoce cywilizacji greckiej --- albo to, co genialny artysta dramatyczny wygrywa np. na klasycznych tragediach francuskich, które lubo<pe><slowo_obce>lubo</slowo_obce> (daw.) --- chociaż.</pe> nic są do starożytnego świata przez ich teoretyczną ogładę niepodobne, geniusz wszelako takiej np. Racheli umie je unaturalnić, uprawdopodobnić i rzeczywiście uklasycznić... Taką to naturalnie apoteotyczną skończoność gestów miał Chopin, jakkolwiek i kiedykolwiek go zastałem... Owóż --- przerywanym głosem, dla<pe><slowo_obce>dla</slowo_obce> (daw.) --- z powodu.</pe> kaszlu i dawienia<pe><slowo_obce>dawienie</slowo_obce> (daw.) --- duszności.</pe>, wyrzucać mi począł, że tak dawno go nie widziałem --- potem żartował coś i prześladować mię chciał najniewinniej o mistyczne kierunki, co, że mu przyjemność robiło, dozwalałem --- potem z siostrą jego mówiłem --- potem były przerwy kaszlu, potem moment nadszedł, że należało go spokojnym zostawić, więc żegnałem go, <begin id="b1414750568496-1784625118"/><motyw id="m1414750568496-1784625118">Śmierć</motyw>a on, ścisnąwszy mię za rękę, odrzucił sobie włosy z czoła i rzekł: <wyroznienie>,,...Wynoszę się!"</wyroznienie> --- i począł kasłać, co ja, jako mówił, usłyszawszy, a wiedząc, iż nerwom jego dobrze się robiło silnie coś czasem przecząc, użyłem onego sztucznego tonu i całując go w ramię rzekłem, jak się mówi do osoby silnej i męstwo mającej: <wyroznienie>,,... Wynosisz się tak co rok... a przecież, chwała Bogu, oglądamy cię przy życiu".</wyroznienie></akap>

<akap id="e15">A Chopin na to, kończąc przerwane mu kaszlem słowa, rzekł: <wyroznienie>,,Mówię ci, że wynoszę się z mieszkania tego na plac Vendôme..."</wyroznienie></akap>

<akap id="e16">To była moja ostatnia z nim rozmowa, wkrótce bowiem przeniósł się na
plac Vendôme<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q643520"></ref> i tam umarł, ale już go więcej po onej wizycie na ulicy Chaillot nie widziałem...<end id="e1414750568496-1784625118"/></akap>



<sekcja_asterysk/>

<akap id="e17">...Przed śmiercią jeszcze Chopina zaszedłem był raz na ulicę Ponthieu<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q3450972"></ref> przy Elizejskich Polach, do domu, którego odźwierny z uprzejmością odpowiadał, ile razy kto zachodząc pytał go, jak się <slowo_obce>Monsieur Jules</slowo_obce> ma?... Tam na najwyższym piętrze pokoik był, ile można najskromniej umeblowany, a okna jego dawały na przestrzeń, jaką się z wysokości zawsze widuje, tym jednym tylko upiększoną, iż czerwone słońca zachody w szyby biły łunami swymi. Kilka doniczek z kwiatami na ganku przed oknami tymi stało, a ośmielone przez mieszkańca wróble zlatywały tam i szczebiotały. Obok drugi maleńki był pokoik --- to sypialnia.</akap>

<akap id="e18">Było to więc jakoś około piątej godziny po południu, kiedy przedostatni
raz byłem tam u Juliusza Słowackiego<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q243267"></ref>, który właśnie kończył obiad swój, z zupy i pieczonej kury składający się. Siedział przeto Słowacki przy stoliku okrągłym na środku pokoju, ubrany w długie podszarzane <slowo_obce>paletot</slowo_obce><pe><slowo_obce>paletot</slowo_obce> (fr.) --- palto.</pe> i w amarantową spłowiałą konfederatkę, akcentem wygody na głowę zarzuconą. I mówiliśmy tak o Rzymie, skąd właśnie że niezbyt dawno przybyłem do Paryża --- o niektórych znajomych i przyjaciołach --- o bracie mym Ludwiku, którego śp. Juliusz rzewnie kochał --- o <tytul_dziela>Nie-Boskiej komedii</tytul_dziela>, którą wysoko bardzo cenił --- o <tytul_dziela>Przedświcie</tytul_dziela>, który miał za piękne dzieciństwo<pe><slowo_obce>dzieciństwo</slowo_obce> (daw.) --- coś dziecinnego.</pe>... Także o sztuce, że wpadła w mechanizm --- także o Chopinie (który żył jeszcze), a o którym Juliusz pokasłując rzekł mi: <wyroznienie>,,Parę miesięcy temu spotkałem jeszcze tego morybunda..."</wyroznienie><pe><slowo_obce>morybund</slowo_obce> (z łac.) --- ktoś mający wkrótce umrzeć.</pe> --- sam wszelako pierwej od Fryderyka Chopina odszedł ze świata widzialnego, umarłszy.</akap>

<akap id="e19">Do pokoiku tego, który, jak Juliusz mawiał: ,,zupełnie byłby dla
szczęścia człowieka wystarczającym, gdyby nie to, że w jednej stronie jego kąty nie są zupełnie proste, źle będąc skwadratowanym" --- do tego, mówię, pokoiku innego dnia wieczorem wszedłem był, a Juliusz stał przy kominie, fajkę na cybuchu długim paląc, jak to używa się w Polsce na wsi; na kanapie siedział malarz Francuz (którego Juliusz potem egzekutorem<pe><slowo_obce>egzekutor</slowo_obce> (z łac.) --- wykonawca.</pe> testamentu swego zrobił), ale ten nie mówił i milczał milczeniem mało naturalnym, i siedział. Nad kominkiem wisiał brązowy medal Juliusza przedstawiający, który jest jedną z najpiękniejszych w tym rodzaju robót Oleszczyńskiego<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q8041240"></ref>.</akap>

<akap id="e20">O Francji, o rewolucji, o rzymskich wypadkach mówiliśmy; on --- naturalnym, ale kolorowanym słowem, i niespodziewanymi obrotami mowy, i
niekiedy akcentem zrezygnowanego żywota, głębię apostrof filozoficznych w <tytul_dziela>Marii</tytul_dziela> Malczewskiego napotykanych przypominającym. Co wszelako nie zawsze z wielkimi jego, czarnymi, ognia pełnymi oczyma, i z orientalną skronią, i z otworami energicznymi nosa orlego sprzymierzało się... Pod koniec rozmowy mówił mi: ,,Piersi, piersi nadwerężone mam, każą mi już tylko cukierki jeść, co chwilowo łagodzi kaszel, żołądkowi za to o tyleż szkodząc. Przyjdź jeszcze w przyszłym, w zaprzyszłym tygodniu, potem... czuję, że niezadługo i odejść z tego świata przyjdzie mi". --- Wyraźnie mi to mówił, bawiąc się cybuchem fajki swojej, tam i owdzie powoli poruszanym jak wahadło zegaru<pe><slowo_obce>zegaru</slowo_obce> --- dziś popr. forma D.lp: zegara.</pe> ściennego. --- W następującym tygodniu pośpieszyłem znowu zajść do Słowąckiego, ale spotkałem kogoś (można by rzec: <wyroznienie>z uczniów</wyroznienie> jego), który odeń powracał, a było już ciemno --- i ten powiedział mi: ,,Jutro lepiej zajdź do Juliusza, bo dziś właśnie dlatego wyszedłem od niego, iż nieswój jest... " --- ,,Jakże się ma?" --- pytałem. --- ,,Nie wiem --- odpowiedział mi --- ale tyle ci tylko powiem, iż, wedle słów Juliusza, bardzo wątpi o zdrowiu swym i zawzywał już dzisiaj pomocy i opieki św. Michała Archanioła, tusząc<pe><slowo_obce>tuszyć</slowo_obce> (daw.) --- mieć nadzieję.</pe>, że mu to sił na jakiś czas użyczy". Te słowa usłyszawszy (lubo bez dwuznacznego zadziwienia, bo wiedziałem,
że Słowacki bardzo religijny był), na inny dzień odwiedziny moje
odłożyłem.</akap>

<akap id="e21"><begin id="b1414754691807-2068867183"/><motyw id="m1414754691807-2068867183">Śmierć</motyw>Ten inny dzień w następnym tygodniu wypadł, ale już to o rannej godzinie było i było to tak, że wszedłszy pierwszy widziałem ciało zimne Juliusza, bo w nocy poprzedniej, Sakramentami opatrzony (list od matki swej, nadeszły właśnie w chwili skonania, odczytawszy), zasnął śmiercią i w niewidzialny świat odszedł. Mało piękniejszych twarzy umarłego widzi
się, jako była twarz Słowackiego, rysująca się białym swym profilem na
spłowiałym dywanie ciemnym, coś z historii polskiej przedstawiającym,
który łoże od ściany dzielił. <end id="e1414754691807-2068867183"/><begin id="b1414754707247-175691608"/><motyw id="m1414754707247-175691608">Pogrzeb, Kobieta</motyw>Ptaszki zlatywały na niepielęgnowane doniczki z kwiatami --- krzątano się około pogrzebu, a pogrzeb ten, jaki był, to różni różnie opisali. Ja --- na pogrzebie tym żeńskich istot widziałem <wyroznienie>dwie</wyroznienie> --- jedna z tych rzewnymi łzami zalana była, co mi wspomnieniem zostało bardzo pocieszającym na wiele dni potem, kiedy liczne podówczas społeczeństwo polskie w Paryżu bawiące się odwiedzałem był --- bo wiele było (jak zawsze świetnych i niepospolitych) Polek podówczas w Paryżu...<end id="e1414754707247-175691608"/></akap>

<akap id="e22"><begin id="b1414754972919-2343029614"/><motyw id="m1414754972919-2343029614">Ironia</motyw>Mam rysunek Juliusza, który on w Egipcie rysował z natury, bo pejzaże
zwłaszcza rysował wcale<pe><slowo_obce>wcale</slowo_obce> (daw.) --- całkiem.</pe> dobrze, ale przeciąłem pamiątkę tę na dwie części
i jedną do albumu osoby z kraju przybyłej ofiarowałem, drugą zostawując<pe><slowo_obce>zostawując</slowo_obce> (daw. forma) --- dziś: zostawiając. </pe> sobie --- aby sprawdziły się słowa w <tytul_dziela>Beniowskim</tytul_dziela> napisane, iż <wyroznienie>,,prawą rękawiczkę twą zawieszą w muzeum jakim, a o straconą lewą będą skargi!..."</wyroznienie> --- ironia bowiem taka nadobnie-bez-zjadliwa, jako ironia Juliusza, pośmiertnym bynajmniej wspomnieniom nie zawadza. Owszem, brzmi ona podobnie tym słowom, które Filip Macedoński przy budzeniu się powtarzać sobie kazał: <wyroznienie>,,Królu! słońce już wschodzi, pomnij przez cały dzień, że śmiertelnikiem jesteś".<end id="e1414754972919-2343029614"/></wyroznienie></akap>



<sekcja_asterysk/>

<akap id="e23">To zaś --- przypomina mi zupełnie odrębną rzecz, o osobie bynajmniej
sławnej, bynajmniej zasłużonej talentem, pracą lub cierpieniem --- o osobie, której nazwiska nawet nie wiem, a narodowość wątpliwie wiem...
Dołączę tu więc wspomnienie <wyroznienie>osoby śmiertelnej</wyroznienie>, nieznanej mi, niemniej ściśle wierne, z natury wzięte --- czynię to zaś tym swobodniej, iż na wstępie zastrzegłem, co o krytyce, krytykach i stylu książkowym trzymam i tuszę w treści, jako niniejsza, w której za cały interes<pe><slowo_obce>interes</slowo_obce> --- tu: rzecz godna zainteresowania.</pe> właśnie uważam ścisłą tylko wiarogodność sprawozdania.</akap>

<akap id="e24"><begin id="b1414755069933-1664865975"/><motyw id="m1414755069933-1664865975">Morze, Cisza</motyw>Otóż --- było to w parę lat po śmierci powyżej zapisanej --- nie byłem w Paryżu --- nie byłem we Francji ani w Londynie, ani w Anglii, ani w Europie, ani w Ameryce... byłem, na kotwicy, na pierwszym wstępnym pasie Oceanu Atlantyckiego, pomiędzy wyspami kredowatej białości, połamanymi w ściany prostopadłe. --- <wyroznienie>Niedziela</wyroznienie> była: słońce na niebiosach bez chmur, niżej ciemnoatramentowosafirowe ogromne fale, ale cisza taka, że żagiel żaden nie drgnął, sznur żaden niedbale spuszczony nie poruszył się... Nie widziałem jeszcze wszystkich osób ekwipaż<pe><slowo_obce>ekwipaż</slowo_obce> (z fr.) --- załoga, tu raczej: pasażerowie.</pe> składających, a wszystkie dla<pe><slowo_obce>dla</slowo_obce> (daw.) --- z powodu.</pe> słońca pięknego na pokład wychodziły właśnie; siedziałem na ławce pod masztem wielkim, przy mnie nowy znajomy, światły młodzieniec jakiś, z rodu Izraelita, z którym często mawiałem. Płynąć nie można było dla zupełnego braku wiatru, i, kiedy się dalej popłynie, zgadnąć nie można było...<end id="e1414755069933-1664865975"/></akap>

<akap id="e25"><begin id="b1414755544995-3014795587"/><motyw id="m1414755544995-3014795587">Kobieta, Piękno, Wzrok</motyw>Kiedy tak siedziałem, nieskończoną przestrzeń fal przed oczyma mając, przewiała przed nami suknia kobieca, a obok mnie siedzący współpodróżnik rzecze mi po francusku: ,,...Patrz pan, który jesteś artystą, jaka piękna kobieta właśnie przeszła, biednemu pieskowi w tę wielką podróż zabranemu mleka na talerzu wynosząc, w dzień, w który wszyscy cieszyli
się pogodą i niedzielą, a to szczenię biedne ani wiedziało, gdzie i na jak długo zaniepodziało się<pe><slowo_obce>zaniepodziać się</slowo_obce> (daw.) --- zagubić się.</pe>". --- Że nie spojrzałem, jak mi towarzysz radził, odpowiedziałem mu więc, jak to się mówi, kiedy o czym innym właśnie myślisz: ,,Właśnie że dlatego teraz nie pójdę jej oczyma szukać, kobiety bowiem najpiękniejsze są wtedy, kiedy nie słyszą ani widzą, ani zgadują, że się spogląda na nie --- będę więc <wyroznienie>uważał ją innym razem --- innego razu zobaczę ją...</wyroznienie>" --- co powtórzyłem jeszcze z przyciskiem, aby odmienić tok rozmowy. --- Ale że to była dziwnie piękna osoba (podobno Irlandka), to przecież i tak, kiedy przesunęła się, spostrzec można było, boć ze stereoskopów już wyraźnie dziś wiemy, ile to człowiek obejmuje wzrokiem mimowolnie, choćby i nie patrzył się wprost na przedmiot.<end id="e1414755544995-3014795587"/> Słońce potem zaszło, wiatru nie było --- i księżyc wzeszedł, i podniosłem się, i zasnąłem w kajucie ciasnej, dusznej... i straż tylko po pomoście okrętu trzymasztowego przechadzała się... Krzyk jakiś rozległ się w nocy --- jacyś ludzie przybiegli z latarkami --- wielki Murzyn, służący główny okrętowy, tu i tam przewinął się po schodach, doktora szukając... O
świcie ruch był jakiś niezwykły na okręcie --- wstałem i wyszedłem na
pokład. Ta osoba młoda i piękna, którą obiecałem był innym razem uważać i widzieć, nagle umarła w nocy. Zwyczaj jest, że w takim razie przeznaczonym na to czarnosafirowym żaglem, w wielkie białe gwiazdy obrzuconym, przykrywają to miejsce, gdzie zwłoki leżą --- taka plama czerniła na środku pokładu o wschodzie słońca...</akap>

<akap id="e26">Tu przychodzi mi na myśl, czy poezję tę, co prawdy rylcem ścisłej sama
się w żywotach zapisuje, <wyroznienie>warto jest</wyroznienie> dla cynicznego czytelnictwa dzisiejszego piórem z niepamięci wywodzić i określać... Romans jaki, fantastycznie skłamany po zażyciu indyjskiego <wyroznienie>haczysz</wyroznienie><pe><slowo_obce>haczysz</slowo_obce> --- dziś popr.: haszysz.</pe>, przyjemniejsze i pożądańsze wrażenie zrobi!!...</akap>


<separator_linia/>

<akap id="e27">Później --- później --- kiedy do Europy powróciłem, Adam Mickiewicz<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q79822"></ref>
mieszkał w okolicach placu Bastylii<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q778784"></ref>, w gmachu Biblioteki Arsenału<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q2256147"></ref>, gdzie i bibliotekarzem był. Miejsce to przepowiedziany przez niego człowiek: z dynastii Wielkiego Napoleona (dzisiejszy Imperator francuski), ofiarował świętej i wiekopomnej pamięci Adamowi Mickiewiczowi --- miejsce szczupłe, mało nawet jako fundusz dla familii licznej poety przynoszące --- a
ofiarowane mu, zdaje się, dobrze już potem, kiedy w dziennikach czytało
się, iż profesor Kolegium Francuskiego Adam Mickiewicz i małoliczni
inni odmówili przysięgi na wierność Imperatorowi francuskiemu. Około
to późniejszych jeszcze tego panowania miesięcy <wyroznienie>Bibliotekarz</wyroznienie> do <wyroznienie>Imperatora</wyroznienie> napisał też Horacjusza językiem<pe><slowo_obce>Horacjusza językiem</slowo_obce> --- po łacinie.</pe> <tytul_dziela>Odę</tytul_dziela>, nieskończenie z formy przystającą do urzędu i miejsca powierzonego mu.</akap>

<akap id="e28">Więc to --- krótko przed misją na Wschód, na jaką z bibliotekarstwa udał się był pan Adam, zaszedłem doń, do gmachu Biblioteki Arsenału,
gmachu ciemnego, z korytarzami i kamiennymi wschodami<pe><slowo_obce>wschody</slowo_obce> (daw.) --- schody.</pe> --- było to w niedzielę, bo pamiętam, że ze mszy szedłem i książkę z sobą miałem. A szedłem go przywitać więcej niż kiedykolwiek serdecznie, bo <wyroznienie>bliżej</wyroznienie>... bliżej zaś z powodu, iż dochodziło mię było, że <wyroznienie>wspominał mię,</wyroznienie> kiedy
w Ameryce zostawałem --- a kiedy tam odpłynąłem, powiedział tylko
komuś: <wyroznienie>,,...To on tak jakby na <slowo_obce>Père Lachaise<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q311"></ref><pe><slowo_obce>Père Lachaise</slowo_obce> --- cmentarz w Paryżu.</pe></slowo_obce> pojechał!..."</wyroznienie> --- co, że zrozumiałem, było mi przyjemnie, iż ktoś mię wspominał w Europie, i dlatego też przyjemnie szedłem przywitać go. Wesoło spojrzał na mnie i uścisnął, i rozmawiałem z nim do zachodu słońca, bo pamiętam, że czerwono zrobiło się w oknie, kiedy myśliłem<pe><slowo_obce>myśliłem</slowo_obce> (daw. forma) --- dziś: myślałem, zamyślałem (tj. planowałem).</pe> odejść. Pokoik to był mały z piecykiem dobrze zapalonym, gdzie od razu do razu pan Adam poprawiał nieco węgle kijem.</akap>

<akap id="e29">Ubrany był pan Adam w futerko wytarte, szaraczkowym suknem powleczone, które skąd w Paryżu można było dostać, tej barwy, kroju i podżyłości<pe><slowo_obce>podżyłość</slowo_obce> --- starość; tu: zużycie.</pe>?... pytanie ciekawe --- bowiem: była to, zdaje się, kapota, jaką zagonowa szlachta<pe><slowo_obce>zagonowa szlachta</slowo_obce> --- szlachta posiadająca niewiele gruntów.</pe> zimą nosi w prowincjach dobrze od Warszawy oddalonych. W pokoiku wisiała piękna rycina przedstawiająca św. Michała Archanioła podług oryginału, który jest u Kapucynów w Rzymie --- czy też podług tego obrazu Rafaela, który w Luwrze jest, tego dobrze nie pamiętam. Także Ostrobramska Matka Najświętsza i Dominikina oryginalny rysunek, komunię św. Hieronima przedstawiający --- jeszcze także rycinka mała z Napoleona I przed generalstwem jego portretowana, a pod nią daguerotyp mężczyzny sędziwego, prosto stojącego, w surducie zapiętym, jak chodzą francuskie inwalidy<pe><slowo_obce>inwalida</slowo_obce> --- tu: weteran.</pe>, a był to czas właśnie pierwszych wojennych kroków ostatniej wojny... Na biurku zaś, <wyroznienie>od czasu niedawnego dopiero widzialne</wyroznienie> u pana Adama, dwa niedźwiedzie pasujące się --- odlew z gipsu.</akap>

<akap id="e30">To było jeszcze przed śmiercią małżonki Adama Mickiewicza, po której
to śmierci i pogrzebie na jakie dwa tygodnie zaszedłem znów do pana
Adama o godzinie może dziesiątej rano i zastałem go w progu drzwi,
wychodzącego właśnie, tak że drzwi kiedy otworzyłem, wpadłem nań --- wrócił więc na jakie półtory<pe><slowo_obce>półtory</slowo_obce> (daw. forma) --- dziś forma r.ż.: półtorej.</pe> godziny jeszcze, przez które z nim mówiłem, a potem razem też wyszliśmy, bo miał był gdzieś iść jeszcze one półtory godziny pierwej<pe><slowo_obce>pierwej</slowo_obce> (daw.) --- wcześniej.</pe>. --- Mówił mi o śmierci żony, szczegółowo, bardzo pogodnie, małe zboczenie<pe><slowo_obce>zboczenie</slowo_obce> --- tu: dygresja; odejście od tematu.</pe> robiąc: że nieświadomość <wyroznienie>prawdy</wyroznienie> tylko daje przerażenie zgonu i rzeczy śmierci dotyczących... aż kiedy przy jednej z ulic ja miałem inaczej obrócić drogę, a on gdzie indziej iść, ścisnął mię za rękę i mocnym głosem rzekł mi: ,,No... <slowo_obce>adieu<pe><slowo_obce>adieu</slowo_obce> (fr.) --- do widzenia (dosł.: z Bogiem).</pe></slowo_obce>!" --- Że nigdy ani po francusku, ani tym tonem nie żegnał mię był, a tyleć razy rozchodziliśmy się, przeszedłem potem nieledwie na drugi koniec miasta i, na schody do siebie wstępując, słyszałem jeszcze to słowo: ,,... <slowo_obce>Adieu!</slowo_obce>"</akap>

<akap id="e31">Przypadek zrządził, że nie mogłem widzieć odtąd pana Adama ani
pożegnać go, kiedy na Wschód wyjeżdżał --- słowem, że to ostatnie było one dziwnie mi podówczas brzmiące pożegnanie... Co aby jaśniejszym było, <begin id="b1414757975434-2848731564"/><motyw id="m1414757975434-2848731564">Słowo</motyw>dodać trzeba, że nieboszczyk pan Adam miał to do siebie, iż nie tylko, <wyroznienie>co
mawiał</wyroznienie>, ale i: <wyroznienie>jak mawiał</wyroznienie>, zatrzymywało się w pamięci...<end id="e1414757975434-2848731564"/></akap>


<separator_linia/>

<akap id="e32">Przy ulicy <wyroznienie>Tour des Dames<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q3451592"></ref></wyroznienie> na wzgórzu jest dom, do którego dopiero wszedłszy, rozkład schodów i fragmenta <wyroznienie>z gliny polewanej czternastowieczne, florenckie</wyroznienie>, okazują, iż poważnego artysty to mieszkanie... Tam gdy niedawno wszedłem był --- a potem na najwyższe piętro do atelier<pe><slowo_obce>atelier</slowo_obce> (fr.) --- pracownia malarska.</pe> p. Delaroche'a<ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q322582"></ref><pe><slowo_obce>Delaroche, Paul</slowo_obce> (1797--1856) --- francuski malarz, przedstawiciel akademizmu.</pe>, <begin id="b1414758499774-3974069128"/><motyw id="m1414758499774-3974069128">Chrystus, Sztuka</motyw>wielki artysta raczył mi pokazać ostatni obraz swój, właśnie że skończony. Była to rzecz wielkości dużego <wyroznienie>pół-arkusza</wyroznienie>, malowana na drzewie. --- W zaułku jerozolimskim dawało się więcej <wyroznienie>czuć</wyroznienie> niż <wyroznienie>widzieć</wyroznienie> przez podobną do okna szczelinę, iż człowiek, którego zwano Mistrzem, Rabbim, Mesjaszem, królem i prorokiem, i uzdrawiającym pewnym lekarzem, a który był Chrystus, syn Boga żywego, właśnie że jest wzięty przez straże i prowadzony od urzędu do urzędu, a może właśnie na Górę Trupich Głów. Piotr Święty, najbliżej okna owego stojąc, porywa się, jak człowiek szabli szukający, a Jan Święty, na piersiach kładąc mu ręce swe, uspokaja księcia apostoła i sam zań, przezeń czuwając, w okno patrzy.</akap>

<akap id="e33">Ta grupa jest przy ścianie okna --- po niej ustęp<pe><slowo_obce>ustęp</slowo_obce> --- tu: przerwa.</pe>, jak w <tytul_dziela>Stabat Mater<pe><slowo_obce>Stabat Mater</slowo_obce> (łac.) --- stała matka (mowa o Maryi stojącej pod krzyżem, na którym ukrzyżowany był Chrystus).</pe></tytul_dziela> ustępy strof --- dalej klęczy Matka Najświętsza, jak się klęczy przed ołtarzem w kościele, kiedy jest wystawienie Najświętszego Sakramentu --- za nią ustęp znowu --- i grupa świętych niewiast w katakumbowej jakiejś architektury cieniach... Oto obraz cały z męki Pańskiej, w którym osoby Zbawiciela <wyroznienie>widocznej nie ma</wyroznienie>, ale jest ona tylko w <wyroznienie>gamie-wyrazów-twarzy</wyroznienie> osób, mękę Pańską widzących, wyrażona.<end id="e1414758499774-3974069128"/></akap>

<akap id="e34">Wielce uradowany, iż jest przecie na świecie artysta... patrzyłem na ten maleńki obrazek, a że śp. Delaroche (tak jak bywało kiedyś, <wyroznienie>Ary-Scheffer</wyroznienie><ref href="https://www.wikidata.org/wiki/Q436726"></ref>) raczył mi pozwalać, abym, oglądając utwory jego, mówił <wyroznienie>wszystko, co mi się zdaje</wyroznienie>, ja zaś, na tym już stopniu stojącym artystom, nie mniemam, aby inaczej się mówiło, długo więc myślenie moje określałem w słowach ściśle wiernych. --- I skończyłem na tym --- że sądzę, iż obraz taki następstwa swoje mieć powinien i że sam jeden oderwanie<pe><slowo_obce>oderwanie</slowo_obce> --- tu: w oderwaniu.</pe> wzięty niepełną jest rzeczą --- na co mi p. Delaroche odpowie: ,,Trzy właśnie takie robić chcę, aby to sformowało <wyroznienie>trylogię</wyroznienie>..." Potem pokazał mi jeszcze portret <wyroznienie>Thiersa</wyroznienie>, wyborny pod wszelkim względem, i --- znów do małego obrazka powróciwszy --- rzekł mi tonem żegnalnym (bo właśnie ktoś nadchodził jeszcze): ,,Tak, trzy dopiero obrazy tego rodzaju razem wzięte okażą całość..." --- i parę kroków ku drzwiom ze mną robiąc, po dwakroć dodał: <wyroznienie>,,Skoro tylko dwa inne obrazki zrobię... pokażę je panu --- pokażę je"</wyroznienie>, co zwykł był określać dobitnie, bo nie eksponował publicznie dzieł swoich ani nie każdemu je pokazywał, zwłaszcza od niejakiego czasu... Odtąd nie widziałem już pana Delaroche'a, w którego śmierci ostatni promyczek <wyroznienie>Leonarda da Vinci</wyroznienie> mrokiem się okrył...</akap>

<akap id="e35">Dowiadywałem się, czy dwa inne obrazki zaczęte były przed śmiercią
wielkiego artysty, ale nie... może w szkicach...</akap>



<sekcja_asterysk/>

<akap id="e36"><begin id="b1414758661144-1665754662"/><motyw id="m1414758661144-1665754662">Sztuka</motyw>Rzeczy tu opisane <wyroznienie>Czarnymi Kwiatami</wyroznienie> zwę: wierne są jak
podpisy świadków, którzy, pisać nie umiejąc, znakami krzyża niekształtnie nakreślonego podpisują się: kiedyś!... w literaturze, którą może <wyroznienie>zobaczę innym razem</wyroznienie>... pisma takie nie będą dziwnie wyglądały dla szukających powiastek czytelników. --- Są bowiem powieści i romanse, i dramy, i tragedie w świecie niepisanym i nieliterackim, o których się naszym literatom <wyroznienie>ani śniło</wyroznienie>, ale --- te określać --- czy warto?... już?...<end id="e1414758661144-1665754662"/></akap>





<nota><akap id="e38">1856 r.</akap></nota>
















</opowiadanie>



</utwor>