<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
    <rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/nalkowska-medaliony-kobieta-cmentarna/">
<dc:creator xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Nałkowska, Zofia</dc:creator>
<dc:title xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kobieta cmentarna</dc:title>
<dc:date xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2025-01-01</dc:date>
<dc:date.pd xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2025</dc:date.pd>
<dc:publisher xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Wolne Lektury</dc:publisher>
<dc:language xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Zofia Nałkowska, Medaliony, Spółdzielnia Wydawnicza ,,Czytelnik", 1974.</dc:source>
<dc:identifier.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/nalkowska-medaliony-kobieta-cmentarna/</dc:identifier.url>
<dc:rights xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Zofia Nałkowska zm. 1954</dc:rights>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sekuła, Elżbieta</dc:contributor.editor>
    <dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Stasiek, Anna</dc:contributor.editor>
    <dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kępska, Monika</dc:contributor.technical_editor>
    <dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja wydana w ramach biblioteki Wolne Lektury (www.wolnelektury.pl).</dc:description>
    <dc:subject.period xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Współczesność</dc:subject.period>
    <dc:subject.type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Epika</dc:subject.type>
    <dc:subject.genre xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">opowiadanie</dc:subject.genre>
    <dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/7725.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Mit Gewalt aus Bunkern hervorgeholt, Być może Franz Konrad, domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/7725/</dc:relation.coverImage.source>
    <contentWarning xml:lang="pl">treści drastyczne</contentWarning>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF><opowiadanie>
<autor_utworu>Zofia Nałkowska</autor_utworu>



<dzielo_nadrzedne>Medaliony</dzielo_nadrzedne>




<nazwa_utworu>Kobieta cmentarna</nazwa_utworu>








<akap>Droga do cmentarza prowadzi przez miasto pod tamtym
murem. Wszystkie okna i balkony --- dawniej pełne uwięzionych, stłoczonych ludzi, wyglądających na świat zza muru ---
są dziś bezludne. W przejeździe już od dawna widać na jakimś
drugim piętrze to samo okno, zawsze otwarte, a za nim obwisły
gzyms z poczerniałą firanką, suchy kwiat w doniczce i też
zawsze otwarte drzwiczki od taniego kredensu, stojącego pod
ścianą pokoju.</akap>





<akap>Mijają miesiące i nikt nie podnosi gzymsu ani drzwiczek

od kredensu nie zamyka.</akap>





<akap><begin id="b1732793966678-3242774934"/><motyw id="m1732793966678-3242774934">Cmentarz</motyw>Droga na cmentarz<pe><slowo_obce>cmentarz</slowo_obce> --- chodzi o warszawski Cmentarz Powązkowski, graniczący bezpośrednio z gettem; wzmiankowana niżej ,,rzeczywistość o ścianę" to rzeczywistość getta za murem cmentarnym.</pe> powoli z miejsca żywych zamienia się
na miejsce<pe><slowo_obce>zamienia się na miejsce umarłych</slowo_obce> --- dziś popr.: zamienia się w miejsce umarłych.</pe> umarłych. Ale, objęte pustą architektoniczną ramą,
to miejsce jeszcze nie całkiem wyjęte jest z obrębu życia.
Bo oto słychać i oto widać.</akap>





<akap>Ponad najświeższą, młodziutką zielenią cmentarnych
drzew --- czarnymi chmurami wstępują ku górze kłęby dymu.
Czasami przeszywa je długi płomień, jak wąska, czerwona,
szybko migocąca szarfa na wietrze. Ponad wszystkim idzie
przez niebo dalekie mruczenie aeroplanów.</akap>





<akap>Mijają miesiące i to nie zmienia się, to trwa.<end id="e1732793966678-3242774934"/></akap>





<akap><begin id="b1732794102402-651316603"/><motyw id="m1732794102402-651316603">Śmierć</motyw>Zewsząd nadchodzą wiadomości o zgonach. Umarł P. w obozie, umarła K. na jakiejś małej stacji kolejowej, schwytana na ulicy i wywieziona. Ludzie giną na wszelkie sposoby, wedle wszelkich kluczów, pod każdym pretekstem. Wydaje się, że nie żyją już wszyscy, że nie ma się przy czym upierać, nie ma przy czym obstawać. Tyle jest wszędzie tej śmierci. W podziemiach kaplic cmentarnych trumny stoją rzędami i oczekują niejako w ogonku na czas swego pogrzebu. Śmierć zwyczajna, osobista, wobec ogromu śmierci zbiorowej wydaje się czymś niewłaściwym. Ale rzeczą bardziej wstydliwą jest żyć.<end id="e1732794102402-651316603"/></akap>


<akap>Nic z dawnego świata nie jest prawdziwe, nic nie zostało. Ludziom dane jest przeżywać rzeczy niejako ponad stan. Przerażenie staje pomiędzy nimi i odgradza ich od siebie. Jeden dla drugiego o każdej chwili<pe><slowo_obce>o każdej chwili</slowo_obce> --- dziś popr.: w każdej chwili.</pe> staje się sposobnością do śmierci.</akap>


<akap><begin id="b1732794247418-2651763245"/><motyw id="m1732794247418-2651763245">Obraz świata</motyw>Rzeczywistość jest do wytrzymania, gdyż niecała dana jest w doświadczeniu. Albo dana niejednocześnie. Dociera do nas w ułamkach zdarzeń, w strzępach relacji, w echach wystrzałów, w dalekich dymach rozpływających się po niebie, w pożarach, o których historia mówi, że ,,obracają w perzynę", chociaż nikt nie rozumie tych słów. Ta rzeczywistość, daleka i zarazem rozgrywająca się o ścianę<pe><slowo_obce>rozgrywająca się o ścianę</slowo_obce> --- dziś popr.: (...) za ścianą.</pe>, nie jest prawdziwa. Dopiero myśl o niej usiłuje pozbierać ją, unieruchomić i zrozumieć.<end id="e1732794247418-2651763245"/></akap>


<akap>Idziemy jeszcze raz cmentarną aleją. Odbywa się teraz uroczysty raut wiosenny umarłych. Umarłych dawno już i śmiercią zwyczajną.</akap>

<akap>Mówią tylko swoje imię i nazwisko, mówią datę, rzadziej przypominają zawód swój i godności. Niekiedy w przejściu proszą półgłosem o westchnienie do Boga. Jest to niewiele. Są tam zawsze na tych samych miejscach i mówią wciąż to samo, odzywają się powściągliwie, skrępowani swoim konwenansem. Chcą tak zupełnie mało, nie narzucają się, nie zobowiązują nas do niczego. Zaledwie przypominają się pamięci, wystarcza im odrobina uwagi.</akap>


<akap>Zachęty dodaje niekiedy ktoś z najbliższej rodziny --- niejako wprowadza i zarazem ośmiela. Jakaś bezimienna żona z dziećmi, ,,kładąca mężowi tę pamiątkę", mówi kamiennym szeptem, że był najlepszy. Jakaś córka, ze swej strony od dawna już nieżyjąca, ślubuje zielonymi od mchu literami przywiązanie najukochańszej matce.</akap>



<akap>Ten jeden grób jest bez krzyża. Na cokole brązowego pomnika wypisano niezrozumiałe dziś słowa:</akap>




<poezja_cyt>
<strofa>...PATRZĄC Z WYSOKIEGO STANOWISKA EWOLUCJI/
W NIESKOŃCZONĄ OTCHŁAŃ PRZYSZŁOŚCI,/
DOSTRZEGAMY TAM/
NIE ROZPACZLIWE MROKI WIECZNEJ ŚMIERCI,/
LECZ ŻYWIĄCE BLASKI/
WIECZNEGO I WCIĄŻ POTĘŻNIEJĄCEGO ŻYCIA.<pe><slowo_obce>...PATRZĄC Z WYSOKIEGO STANOWISKA EWOLUCJI
W NIESKOŃCZONĄ OTCHŁAŃ PRZYSZŁOŚCI,
DOSTRZEGAMY TAM
NIE ROZPACZLIWE MROKI WIECZNEJ ŚMIERCI,
LECZ ŻYWIĄCE BLASKI
WIECZNEGO I WCIĄŻ POTĘŻNIEJĄCEGO ŻYCIA.</slowo_obce> --- ten tekst znajduje się na cokole pomnika nagrobnego ojca autorki, Wacława Nałkowskiego (1851--1911), polskiego geografa, pedagoga, publicysty i działacza społecznego; badacze podkreślają, że zdanie to stanowi esencję poglądów Nałkowskiego, zaznaczają również  odniesienie do myśli Charlesa Darwina (1809--1882): ,,Wzniosły zaiste jest to pogląd, że Stwórca natchnął życiem kilka form lub jedną tylko, i że gdy planeta nasza, podlegająca ścisłym prawom ciążenia, dokonywała swych obrotów, z tak prostego początku zdołał się rozwinąć i wciąż rozwija nieskończony szereg form najpiękniejszych i najbardziej godnych podziwu" (<tytul_dziela>O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego</tytul_dziela>, Warszawa 1959, s. 515).</pe></strofa>


</poezja_cyt>


<akap>Szpalerem umarłych nadciąga w tę stronę kobieta pielęgnująca kwiaty na grobach. Ma w rękach emblematy swej godności: miotłę i polewaczkę. Polewaczkę ustawia na płaskim kamieniu przy studni żelaznej i pompuje do niej wodę.</akap>


 


<akap><begin id="b1731492799093-3836455544"/><motyw id="m1731492799093-3836455544">Natura, Zwierzęta, Cmentarz</motyw>Na tym miejscu, już bliskim ogrodzenia, cmentarz jest cały
zatopiony zielenią<pe><slowo_obce>zatopiony zielenią</slowo_obce> --- dziś raczej: zatopiony w zieleni.</pe>, groby leżą jak krótkie zagonki granatowych
albo żółtych bratków. Kwitną i pachną konwalie, już za chwilę
kwitnąć będą bzy. W powietrzu zielonym woła wilga, jak wołała
każdej wiosny tam, przy domu dzieciństwa. Myszka polna
chodzi drobniutko między bratkami, wspina się na ich łodygi,
coś zjada.<end id="e1731492799093-3836455544"/></akap>


 


<akap>Na ciszę rozwartego szeroko nieba ponad cmentarzem co kwadrans wypływa od strony lotniska powolny aeroplan i zakreślając łagodny półokrąg, odchodzi poza mury getta. Nie widać rzucanych w ciszy bomb. Ale śladami jego przelotu po
dłuższej chwili podnoszą się długie, wąskie zwoje dymu.
Później dają się też widzieć płomienie.</akap>


 


<akap>Kobieta cmentarna napełniła polewaczkę i odchodzi z nią w stronę kwiatów. Jest to ta sama, z którą rozmawia się tu
niekiedy o rzeczach śmierci<pe><slowo_obce>o rzeczach śmierci</slowo_obce> --- dziś raczej: o sprawach śmierci.</pe>.</akap>


 


<akap>W czasach grozy przychodzi się na cmentarz, jako na jedyne
miejsce<pe><slowo_obce>przychodzi się na cmentarz, jako na jedyne miejsce</slowo_obce> --- dziś raczej: przychodzi się na cmentarz, jako jedyne miejsce.</pe> spokoju i bezpieczeństwa, jak do ogródka przy domu
rodzinnym. Jak pod najpewniejszy o tamtym czasie adres.</akap>


 


<akap>Zachwiała i tą moją pewnością.</akap>





<akap><begin id="b1732794547486-517711897"/><motyw id="m1732794547486-517711897">Grób</motyw>--- Tutaj groby są lepsze --- mówiła wtedy. --- Tutaj groby
są lepsze, bo tu jest sucho. Ciało leży i nie psuje się, tylko się
wysusza. Tam na dołku, gdzie jest mokro, miejsca są tańsze.
Tam tylko dwie trumny jedna na drugiej mogą leżeć.<end id="e1732794547486-517711897"/></akap>





<akap>Miała usposobienie łagodne i czułe. Przy tym była kompetentna, mogła zawsze służyć radą, a nawet pociechą. Była pełna i biała, niczym nie przejmowała się zanadto, na wszystko mając wyrozumienie<pe><slowo_obce>na wszystko mając wyrozumienie</slowo_obce> --- dziś raczej: dla wszystkiego mając zrozumienie.</pe>.</akap>



<akap_dialog>--- A tu jest wyżej --- mówiła. --- Tutaj jedną umarłą jak wykopali, to nic wcale nie była zmieniona. Mąż ją kazał wykopać. Była młoda kobieta i pochowana była w białej sukni. To i tę suknię miała na sobie całkiem białą. Jakby ją wczoraj pochowali.</akap_dialog>


<akap>Nie było zrozumiałe, czemu ją kazał wykopać. Wytłumaczyła to tak:</akap>

<akap_dialog><begin id="b1732794615519-1138704493"/><motyw id="m1732794615519-1138704493">Samobójstwo</motyw>--- Wykopali ją na sprawę, bo zaskarżył doktorów w szpitalu, że jej nie dopilnowali. Ona po urodzeniu pierwszego dziecka wyskoczyła przez okno i zabiła się na miejscu. I nie było nad nią, jak się należy, opieki. Więc ją wykopali i zawieźli do szpitala na sekcję. A później przywieźli ją z powrotem i pochowali. Ale już nie miała na sobie białej sukni, tylko niebieską.</akap_dialog>


<akap>Pochowali ją, ale też nie na długo. Nie minęło trzech miesięcy<pe><slowo_obce>nie minęło trzech miesięcy</slowo_obce> --- dziś popr.: nie minęły trzy miesiące.</pe>, jak znowu wyjmowali trumnę.</akap>


<akap_dialog>--- Dlaczego?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dlatego, że ten mąż jej się powiesił i trzeba go było pochować. Pogłębili i wymurowali grób. I teraz tutaj leżą razem pochowani.<end id="e1732794615519-1138704493"/></akap_dialog>


<akap>Jak właściwie skończyła się sprawa przeciw doktorom, też jasne nie jest. Widocznie jednak nie zaspokoiła pretensji młodego małżonka, skoro ucieczki przed swym cierpieniem szukał w śmierci.</akap>


<akap>Później przyszedł czas, gdy na cmentarz spadały pociski. Posagi i medaliony potłuczone leżały wzdłuż alei. Groby z otwartymi wnętrzami ukazały w pękniętych trumnach swych umarłych.</akap>


<akap>Ale kobieta cmentarna wobec tej sprawy również zachowała wrodzony spokój.</akap> 
  
  <akap_dialog>--- Nic im nie będzie --- powiedziała. --- Nie umrą przecież drugi raz.</akap_dialog>
 
<akap><begin id="b1732794733106-479012109"/><motyw id="m1732794733106-479012109">Przemiana</motyw>Teraz jednak, gdy oto wróciła znowu po wodę, widać, jak jest zmieniona.</akap>



<akap_dialog>--- Co pani jest? Czy pani chorowała?</akap_dialog>


<akap>Jej okrągła biała twarz poczerniała i schudła, czoło ma pomarszczone, jakby od ciągłego wysiłku, oczy błyszczą jak w gorączce.</akap>


<akap_dialog>--- Nie, nic mi nie jest takiego --- mówi pochmurnie. ---
Tylko że ludzie wcale tutaj nie mogą żyć.</akap_dialog>


 


<akap>Nawet jej głos jest niepewny, drżący i przyciszony.</akap>





<akap_dialog>--- Mieszkania mamy wszyscy zaraz koło muru, to u nas
wszystko słychać, co się u tamtych dzieje. Już teraz każdy wie,
co to jest. Do ludzi strzelają po ulicach. Palą ich w mieszkaniach. Po nocach krzyki takie i płacz. Nikt nie może ani spać,
ani jeść, nikt nie może wytrzymać. Czy to jest przyjemnie
tego słuchać?<end id="e1732794733106-479012109"/></akap_dialog>


 


<akap>Rozejrzała się, jakby mogły ją słyszeć groby pustego cmentarza.</akap>


 


<akap_dialog><begin id="b1731493874756-2630365045"/><motyw id="m1731493874756-2630365045">Polak, Niemiec, Żyd</motyw>--- To także przecież ludzie, więc ich człowiek żałuje ---
wyjaśniła. --- Ale oni nas nienawidzą gorzej niż Niemców.</akap_dialog>





<akap>Zdawała się urażona mymi słowami naiwnej perswazji.</akap>


 


<akap_dialog>--- Jak to, kto mówił? Nikt nie potrzebował mówić. Sama
wiem. I każdy pani powie to samo, kto ich zna. Że niechby
tylko Niemcy wojnę przegrały, to Żydzi wezmą i nas wszystkich wymordują... Pani nie wierzy? Nawet same Niemcy to
mówią. I radio też mówiło...</akap_dialog>


 


<akap>Wiedziała lepiej, do czegoś jej była potrzebna ta wiara.<end id="e1731493874756-2630365045"/></akap>





<akap>Poprawiła polewaczkę na kamieniu przy studni i na nowo
pompować zaczęła wodę. Gdy skończyła, podniosła głowę,
jeszcze nadąsana. Zmarszczyła czoło i niespokojnie zamrugała
oczami.</akap>


 


<akap_dialog>--- Nie można wytrzymać, nie można wytrzymać --- powtórzyła.</akap_dialog>





<akap>Trzęsącymi rękami zaczęła wycierać sobie twarz z łatwych łez.</akap>


 


<akap_dialog><begin id="b1732794844482-3957499962"/><motyw id="m1732794844482-3957499962">Rozpacz, Samobójstwo, Ofiara</motyw>--- Najgorsze jest to, że dla nich nie ma żadnego ratunku ---
mówiła cicho, jakby wciąż bojąc się, że kto usłyszy. --- Tych,
którzy się bronią, oni zabijają na miejscu. A tych, co się nie
bronią, wywożą samochodami tak samo na śmierć. Więc co
oni mają robić? Podpalają ich w domach i nie dają im wyjść.
To matki zawijają dzieci w co tam mają miękkiego, żeby ich
mniej bolało, i wyrzucają z okna na bruk! A później wyskakują
same... Niektóre skaczą z najmniejszym dzieckiem na rękach...</akap_dialog>





<akap>Podeszła bliżej.</akap>


 


<akap_dialog>--- Z jednego miejsca od nas było widać, jak ojciec wyskakiwał z takim mniejszym chłopcem. Namawiał go, ale ten chłopiec się bał. Stał już na oknie i jeszcze się łapał za ramę przed tym ojcem. I czy go ojciec zepchnął czy jak --- tego nie było widać. Ale obaj zarazem, jeden za drugim spadli.</akap_dialog>

<akap><end id="e1732794844482-3957499962"/>Znowu zapłakała i drżącymi rękoma wycierała twarz.</akap>


<akap_dialog>--- I nawet jak tego nie widać, to my słyszymy. To słychać tak, jakby coś miękkiego klapnęło. Plask, plask... Wciąż tak wyskakują, wolą wyskoczyć, niż się za życia spalić w ogniu.</akap_dialog>


<akap>Nasłuchiwała. W miękkim nawoływaniu się ptaków cmentarnych rozeznawała dalekie głosy ciał upadających na kamienie. Dźwignęła polewaczkę i odeszła z nią w stronę żółtych i granatowych bratków na grobach. Niebem nadpływał nowy samolot od strony lotniska i wielkim zakolem zdążał ponad mury getta.</akap>


<akap>Rzeczywistość jest do zniesienia, gdyż jest niecała wiadoma. Dociera do nas w ułamkach zdarzeń, w strzępach relacji. Wiemy o spokojnych pochodach ludzi idących bez sprzeciwu na śmierć. O skokach w płomienie, o skokach w przepaść. Ale jesteśmy po tej stronie muru.</akap>

<akap>Kobieta cmentarna widziała to samo i słyszała. I dla niej jednak rzecz tak przeplotła się z komentarzem, że zatraciła swą rzeczywistość.</akap></opowiadanie></utwor>