<utwor>
<rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/moliere__mizantrop/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Molière</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Mizantrop</dc:title>
<dc:contributor.translator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Boy-Żeleński, Tadeusz</dc:contributor.translator>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Boy-Żeleński, Tadeusz</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Barok</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dramat</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Komedia</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Bibliotekę Narodową z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów BN.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://www.wolnelektury.pl/katalog/lektura/mizantrop</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"/>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Moliere, Mizantrop. Komedia w pięciu aktach, tłum. Tadeusz Boy-Żeleński, wyd. drugie, nakł. Krakowskiej Spółki Wydawniczej, druk W.L. Anczyca i Spółki w Krakowie, Kraków 1923</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Tadeusz Boy-Żeleński zm. 1941</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2012</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2011-11-03</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/mizantrop.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0554-5</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/mizantrop.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1549-0</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/mizantrop.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2504-8</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/mizantrop.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3550-4</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/mizantrop.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4636-4</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/6835.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Aktor w roli Pana Rafle w sztuce Tucaret czyli Finansista, nieznany, Janinet, Jean-François (1752-1814), domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/6835</dc:relation.coverImage.source>
    <category.legimi/>
    <category.thema.main>DD.WL-D</category.thema.main>
    <category.thema>DDL</category.thema>
    <category.thema>1DDF</category.thema>
    <category.thema>3MG</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF><dramat_wierszowany_l>
<abstrakt>
<akap><tytul_dziela>Mizantrop</tytul_dziela> to komedia Moliera z 1666 roku. Głównym bohaterem jest Alcest, który zawsze mówi to co myśli, choć czasami ma przez to kłopoty.</akap>


 
<akap>Jest on zakochany w Celimenie, która jest bardzo towarzyska, ma kilku zalotników. Pomimo, że Alcestowi nie podoba się jak traktuje innych mężczyzn, jej urok osobisty przekonuje go o jej miłości. Jednak pewnego dnia chce od niej ostatecznej deklaracji uczuć...</akap>


</abstrakt>
<autor_utworu>Molière</autor_utworu>



<nazwa_utworu>Mizantrop</nazwa_utworu>
<podtytul>Komedia w pięciu aktach</podtytul>


<nota_red>
<akap>Informacja o dokonanych zmianach</akap>





<akap>Uwspółcześnienia tekstu:</akap>




<akap>Fleksja:  każdem -> każdym; wysłuchanem -> wysłuchanym itp. Nie zmieniono brzmienia słów rymujących się z analogicznymi formami w wygłosie innego wersu.</akap>


<akap>Pisownia joty, np.: Eljanta -> Elianta.</akap>




<akap>Pisownia łączna/rozdzielna, np. jabym -> ja bym; możnaby -> można by;  nacóż -> na cóż; cobądź -> co bądź.</akap>




<akap>Ubezdźwięcznienia, np. z przed -> sprzed.</akap>




<akap>Zmiany leksykalne, w tym ortograficzne, np.: ponoś -> ponoć.</akap>





<akap>Interpunkcja, m.in. wyeliminowanie zbitek znaków przestankowych (przecinek i bezpośrednio po nim pauza).</akap>




<akap>Inne: dlatego iż -> dlatego ponieważ (wstęp); zadawalając -> zadowalając; trzechwiekowy -> trzywiekowy; w przypisie do tekstu głównego: Rabelego ->Rabelais'go.</akap>





<akap>Błędy źródła:</akap>




<strofa>instyktownie -> instynktownie (w przypisach tłumacza)/
Słało się, jak było do przewidzenia -> Stało się (...) (w przypisach tłumacza)</strofa>






<akap>Inne zmiany:</akap>







<akap>Z przypisu do tekstu głównego: ,,Scena, która następuje, jest jedną z najpiękniejszych w literaturze świata; komedia i dramat splatają się w niej w nieporównany sposób. Scena ta, niedościgniona do dziś, była w ówczesnym stanie teatru zdumiewającym wręcz fenomenem, cudem. Tradycyjną scenę kobiecego szelmostwa i męskiej łatwowierności Molier pogłębił tu o całe szlachetne uczucie Alcesta, opromienił całym wdziękiem Celimeny, ocieplił pół-szczerym liryzmem jej pół-uczucia. Szereg wierszy przeniósł tu Molier ze swojej pogrzebanej ,,komedii heroicznej" ,,Don Garcia z Nawary", ale jakże tu inaczej są oprawione, jak innym tętnią życiem!" - usunięto frazę końcową:  ,,Oto owe wiersze: 149--152; 155--178; 184--192; 199--200; 249--252; 269--276" ze względu na możliwą niezgodność numerów wersów z edycją WL.</akap>



</nota_red>




<naglowek_rozdzial>Wstęp</naglowek_rozdzial>





<naglowek_podrozdzial>I</naglowek_podrozdzial>




<nota><akap>Pierwiastki osobiste w <tytul_dziela>Mizantropie</tytul_dziela>. --- Młodość Moliera. --- Powrót do Paryża. --- Pierwsze utarczki.</akap></nota>






<akap><tytul_dziela>Mizantrop</tytul_dziela> jest obok <tytul_dziela>Tartufe'a<pe><slowo_obce>Tartufe</slowo_obce> --- Świętoszek; w oryg. tekście fr. tak brzmi nazwisko głównego bohatera.</pe></tytul_dziela> najwyższym szczytem twórczości Moliera<pt><slowo_obce>Molière</slowo_obce> --- Jan Baptysta Poquelin, urodził się w Paryżu w r. 1622; w 1643 zakłada w Paryżu teatr, tzw. <wyroznienie>Illustre Théâtre</wyroznienie>, który bankrutuje. Od r. 1646 do 1658 wędruje z trupą po prowincji. Przybywszy do Paryża, zyskuje poparcie króla, towarzyszące mu aż do końca życia, i prowadzi teatr, w którym jest zarazem dyrektorem, reżyserem, aktorem i głównym dostawcą sztuk. Umiera na scenie, grając <tytul_dziela>Chorego z urojenia</tytul_dziela>, w r. 1673. Główne dzieła: <tytul_dziela>Pocieszne wykwintnisie</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Szkoła żon</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Świętoszek</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Don Juan</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Mizantrop</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Lekarz mimo woli</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Amfitrion</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Grzegorz Dandin</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Skąpiec</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Mieszczanin szlachcicem</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Uczone białogłowy</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Chory z urojenia</tytul_dziela>.</pt>; zarazem sztuką, którą --- zwłaszcza w ostatnim stuleciu --- ze wszystkich sztuk Molierowskich najwięcej się zajmowano, która zrodziła najwięcej sprzecznych sądów. Jest poniekąd w teatrze Moliera tym, czym <tytul_dziela>Hamlet</tytul_dziela> w teatrze Szekspira. Bo też ze wszystkich dzieł Moliera jest to najbardziej złożone, a ,,dwa wieki komentarzy i wykładów zaciemniły je jeszcze", jak trafnie powiada Juliusz Lemaître. Mając w pamięci te słowa jako zbawienną przestrogę, pragnę wziąć za podstawę tego studium przede wszystkim to, co napisał Molier, a nie to, co osnuła dokoła niego obca fantazja; przede wszystkim uważnie przemyślany tekst sztuki.</akap>




<akap>Ale o ile z pewnością nadużyto interpretacji <tytul_dziela>Mizantropa</tytul_dziela> jako rzekomej autobiograficznej spowiedzi poety, o ile zbyt daleko posunięto się w objaśnianiu tego utworu jego życiem i na odwrót, o tyle znów byłoby błędem odrywanie go od podłoża, na którym wyrósł. Potęga <wyroznienie>obiektywizacji</wyroznienie> jest wybitną cechą geniuszu Moliera; z chwilą gdy ujmował pióro w rękę, on sam, przeżycia jego, choćby najboleśniejsze, stawały się dlań jedynie materiałem twórczym na równi z resztą otaczającego go świata: tylko <wyroznienie>materiałem</wyroznienie>, pamiętajmy o tym; ale zrozumiałą jest chęć poznania tego materiału.</akap>



<akap>Molier, zanim stał się świecznikiem literatury, był długie lata straceńcem teatru. Niepohamowana namiętność do sceny w połączeniu --- jak zwykle bywa --- z namiętnością do jednej z jej adeptek wykoleiła tego syna szanownej mieszczańskiej rodziny, starannie kształconego wychowanka jezuickiego kolegium w Clermont. W dwudziestym pierwszym roku życia, Jan Poquelin (<wyroznienie>Molière</wyroznienie> jest późniejszym pseudonimem) opuszcza, mimo perswazji ojca, dom rodzinny i zakłada do spółki ze swą ukochaną (dwudziestopięcioletnią ,,dyrektorową" Magdaleną Béjart) podrzędny teatrzyk w Paryżu. Teatrzyk bankrutuje; Molier zapoznaje się przelotnie z więzieniem; zaciąga długi; wyciska, na kilka zawodów, coś z ojca; wreszcie cała trupa puszcza się, aby szukać szczęścia na prowincji. Molier okazuje się dla tej cygańskiej bandy nieoszacowanym nabytkiem. Młody, czynny, obrotny, wymowny, staje się rychło duszą przedsięwzięcia. Sam grywa, najchętniej w tragedii, ale także i w szerokich farsach, które naprędce tłumaczy, przykrawa lub pisze na użytek swej trupy.</akap>




<akap>Zrazu to życie koczujące, swobodne musiało mieć swój urok; ale trwa ono kilkanaście lat! Wiemy, czym jest dziś jeszcze egzystencja wędrownego aktora: czym musiała być w XVII wieku! Głód, chłód i wzgarda, zwłaszcza jednak nadęta buta i tępość tych, którym dostarcza się zabawy, musiały się mocno dać Molierowi we znaki, skoro w późniejszych utworach ściga prowincję tak nieubłaganą nienawiścią. Wśród tego rodzi się w Molierze autor dramatyczny. Obok wielu sztuk niższego i tradycyjnego typu, z których dwie tylko się zachowały (<tytul_dziela>Latający lekarz</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Zazdrość Kocmołucha</tytul_dziela>), powstają wśród tej tułaczki dwie duże komedie wierszem (<tytul_dziela>Postrzeleniec</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Zwady miłosne</tytul_dziela>), a także drobne arcydzieło Moliera, <tytul_dziela>Pocieszne wykwintnisie</tytul_dziela>. Molier ma wówczas lat trzydzieści pięć; niestosunek pomiędzy dotychczasową sferą działania a dojrzewającym w nim z wolna przyszłym twórcą staje się zbyt dotkliwy; jakoż Molier z upragnieniem chwyta sposobność dostania się raz jeszcze do Paryża.</akap>



<akap>Wreszcie dzięki poparciu księcia Conti, a także księcia d'Anjou (brata królewskiego), chwila ta nadchodzi; Molier daje się poznać w Paryżu (1658) i to w najpomyślniejszych warunkach: gra przed młodym królem. Gra <tytul_dziela>Nikodema</tytul_dziela>, tragedię starego Corneille'a; po czym ma szczęście ubawić dostojne zgromadzenie jedną z tych zawiesistych fars, którymi raczył prowincję. Król, zadowolony, daje nowej trupie salę i coraz bardziej zaszczyca ją swą protekcją. W r. 1659 pojawiają się na scenie <tytul_dziela>Pocieszne wykwintnisie</tytul_dziela>. Sztuka odnosi tryumf, ale staje się zawiązkiem walki --- jakże płodnej i błogosławionej dla literatury! --- która zagoryczy Molierowi najlepsze lata życia. Farsa ta była jaskrawą satyrą na ówczesne salony i koterie literackie, a satyra, jak zawsze u Moliera, była tak trafna i ostra zarazem, iż rozpętała burzę wśród zaczepionych. Od pierwszej chwili Molier ma przeciw sobie kobiety, literaturę i salon, te trzy potęgi Paryża; za sobą króla i oświeceńszą część dworu oraz ,,parter": tę szeroką, bezimienną publiczność, przyklaskującą głosowi zdrowego rozsądku, który się podniósł wśród chóru zmanierowanych szczebiotów.</akap>



<akap>Coraz bardziej czując się pewnym łaski królewskiej, Molier ośmiela się w swoich satyrycznych wycieczkach; niebawem w skreślonych naprędce interludiach do baletu <tytul_dziela>Natręci</tytul_dziela> zbiera wzorki z samego otoczenia króla, ze dworu! Tuż potem rok po roku wystawia jeszcze dwie komedie: <tytul_dziela>Szkoła mężów</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Rogacz z urojenia</tytul_dziela>, wciąż z równym powodzeniem. Niepokój ogarnia koterie i koteryjki literackie; patentowane wielkości czują instynktem w tym przybyszu, w tym włóczędze z prowincji lwi pazur; czują, iż światek miernoty, zadowolenia z siebie i wzajemnej adoracji może być łatwo zmącony. I to nie tylko w zakresie literatury. Aktorzy tzw. <wyroznienie>Pałacu Burgundzkiego</wyroznienie>, dotąd nadworni, a zepchnięci przez Moliera ze swego stanowiska, też patrzą wrogo na tego prowincjała, który ośmiela się wyszydzać ich nadęty sposób deklamowania wierszy i głosi hasła prostoty i prawdy. Burza wybucha z okazji nowej komedii Moliera <tytul_dziela>Szkoła żon</tytul_dziela>, której powodzenie przewyższyło jeszcze dotychczasowe sukcesy. Mimo zachwytu publiczności, pedanci widzą w tej sztuce wzgardę dla słynnych prawideł Arystotelesa, świętoszki podnoszą krzyk o igranie z rzeczami religii, wykwintnisie gorszą się swobodą wyrażeń... Pada ciężkie słowo, ten kamień, który świat rzuca z reguły prawie pod stopy każdego genialnego pisarza: <wyroznienie>niemoralność</wyroznienie>! Sypią się broszury, pamflety, parodie atakujące Moliera na wszystkich polach, a zwłaszcza trącające w najdrażliwszą --- jak to wskażemy później --- strunę: jego życie rodzinne.</akap>



<naglowek_podrozdzial>II</naglowek_podrozdzial>






<nota><akap>Okres walki: <tytul_dziela>,,Świętoszek"</tytul_dziela>, <tytul_dziela>,,Don Juan"</tytul_dziela>. --- Kapitulacja. --- Gorycze dworskiego chleba. --- Zapowiedź <tytul_dziela>,,Mizantropa"</tytul_dziela></akap></nota>









<akap>Aż dotąd satyra Moliera obracała się w kręgu dość niewinnych śmiesznostek literackich czy towarzyskich, o ile nie brała za temat wiekuistych niedoli miłosnych i małżeńskich. Gwałtowna kampania, jaką podjęto przeciw niemu, a zwłaszcza metody, jakich użyto, zwróciły jego uwagę na poważniejsze zło społeczne, które z czasem, w drugiej połowie panowania Ludwika XIV (w epoce pani de Maintenon), miało zaciążyć nad Francją, a którego zarodki rozpoznał genialnym spojrzeniem: świętoszkostwo, obłudę religijną i obyczajową. Z kampanii o <tytul_dziela>Szkołę żon</tytul_dziela><pt><slowo_obce>kampania o <tytul_dziela>Szkołę żon</tytul_dziela></slowo_obce> --- Bezpośredni polemiczny charakter posiadają dwa jednoaktowe utwory Moliera napisane w tym czasie: <tytul_dziela>Krytyka Szkoły żon</tytul_dziela> oraz <tytul_dziela>Improwizacja w Wersalu</tytul_dziela>.</pt> urodził się <tytul_dziela>Tartufe</tytul_dziela>. Niepodobna tutaj szczegółowo opisywać dziejów walki, której przedmiotem stała się ta sztuka; nie dość, iż wbrew życzeniom króla usunięto ją ze sceny i pięć lat upłynęło, zanim ostatecznie i tryumfalnie wróciła; nie było zniewagi, którą by nie obrzucono Moliera; fanatycy żądali dlań kary ognia, stosu. Puszczono w świat ohydną, zbrodniczą książkę i przypisano Molierowi jej autorstwo. Proboszcz św. Bartłomieja przedstawia go w petycji do króla jako ,,czarta obleczonego w ciało i przebranego za człowieka; największego libertyna i rozpustnika, jaki kiedykolwiek istniał, zasługującego za ten świętokradzki i bezbożny zamach na najcięższą i publiczną karę, na ogień nawet, nim dosięgnie go ogień wieczny". A w owym czasie groźby takie nie były platoniczne; strach pomyśleć, co by się mogło stać, gdyby król zdecydował się opuścić Moliera w tej próbie... Szczęściem król, któremu dewoci starali się zamącić miłostki z panną de la Vallière, wytrwał podczas całej tej burzy wiernie po stronie Moliera.</akap>




<akap>W odpowiedzi Molier wystawia <tytul_dziela>Don Juana</tytul_dziela>, krwawą satyrę na ówczesny typ młodego panka, w której --- jakkolwiek mimochodem --- wymierza jeszcze dotkliwsze, o ile to możliwe, smagnięcia biczem świętoszkom i obłudzie; wreszcie daje upust goryczy i oburzeniu w paru ustępach <tytul_dziela>Mizantropa</tytul_dziela>. <tytul_dziela>Don Juana</tytul_dziela> po piętnastu przedstawieniach musiano cofnąć z afisza; księgarz, który nabył prawo druku, nie odważył się wydać tej sztuki; ukazała się aż po śmierci pisarza. --- Trzeba sobie zdać sprawę, czym był w oczach tego społeczeństwa teatr, a zwłaszcza komedia, aby ogarnąć śmiałość tego, co podjął Molier, poruszając --- i to w ten sposób! --- na scenie podobne tematy. Widzimy tedy, iż ten arcymistrz śmiechu i błazeństwa był w pierwszej połowie swej drogi zarazem nieubłaganym i śmiałym szermierzem o swój ideał życia; szermierzem zręcznym i giętkim nieraz w taktyce, zaciętym i nieustępliwym w treści. Kto wie, dokąd Molier byłby zaszedł jeszcze na tej drodze; ale siły jego stargały się w walce. Daje za wygraną; odtąd będzie bawił współczesnych, biorąc za cel satyry mniej niebezpiecznych wrogów: próżność czy skąpstwo mieszczucha lub nieuctwo lekarzy. <tytul_dziela>Mizantrop</tytul_dziela> zamyka okres bojowy w twórczości Moliera.</akap>




<akap>A wśród tego życie osobiste Moliera? Zaszczycony łaską i protekcją króla, noszący (po ojcu) urzędowy tytuł ,,tapicera i pokojowca J. K. M." (tym jedynie tytułem określa Moliera akt zgonu), stykał się poniekąd z najwyższym towarzystwem dworskim, traktowany na wpół po przyjacielsku, zapraszany, goszczony. Ale można przypuszczać, że ten wieloletni cygan, co jak ptak swobodny przebiegał gościńce Francji na czele oddanej sobie zgrai, nieraz musiał się dławić tym pańskim chlebem.</akap>



<poezja_cyt>


<strofa>Zapewne, że ten tylko, co dziś dworu blisko, /
Może zdobyć zaszczyty, rangę, stanowisko; /
Lecz kto umie się wyrzec tej szczęśliwej doli, /
Oszczędza sobie nieraz dość niemądrej roli. /
Nie potrzebuje możnym wciąż palić kadzideł, /
Ni wychwalać przed nikim nikczemnych wierszydeł, /
Zwijać się w komplementach dla lada jejmości /
I szczebiotem fircyków przyprawiać o mdłości.</strofa>

<nota><akap>(<tytul_dziela>Mizantrop</tytul_dziela>, III, 7)</akap></nota>







</poezja_cyt>



<akap>Gdybyż choć przestawał z tym państwem jak równy z równymi! Ale cóż za pozycja tego genialnego pisarza i ,,pokojowca królewskiego"! co za mieszanina spoufalenia i zależności... Zwłaszcza iż Molier, zręczny i taktowny jako człowiek, wówczas gdy nim owładnął geniusz komedii, nie znał miary i względów. Jak samego siebie, jak swoje własne bóle, wstyd, chorobę i śmierć nawet, tak samo rzucał na pastwę temu demonowi wszystko. Na wpół świadomie, na wpół niechcący, zadawał straszliwie bolesne rany. ,,Szyderstwo Moliera było tak silne --- pisał jeden ze współczesnych tuż po śmierci poety --- iż działało niby uderzenie bicza; ten, którego ugodził, stawał się jak zapowietrzony, nie śmiano się doń zbliżyć". Ksiądz Cottin, pierwowzór Trissotina w <tytul_dziela>Uczonych białogłowach</tytul_dziela>, dostał melancholii i umarł ze zgryzoty, stawszy się z dnia na dzień z szanowanego człowieka i poety pośmiewiskiem Paryża. A zważmy, iż Molier nie był zgoła paszkwilistą: kreślił swoje obrazy możliwie najogólniej; tylko --- malował z modelu! A malował tak szeroko, iż w figurach jego rozpoznawano nie jedną, ale dziesięć żywych osób. Nie wszyscy zaczepieni przezeń znosili to cierpliwie. Książę de la Feuillade, domniemany ,,markiz" z <tytul_dziela>Krytyki Szkoły żon</tytul_dziela>, spotkawszy poetę w galeriach Wersalu, objął go jakoby z wylewem serdeczności i przyciskając głowę jego do piersi, rozorał mu do krwi twarz ostrymi guzami kaftana. I cóż z tego, że później król połajał sprawcę tej bolesnej i upokarzającej psoty!</akap>



<akap>O ile tedy wielka walka o ideały zostawiła w duszy Moliera osad goryczy, oburzenia i wzgardy, tak znów codzienne życie musiało się znaczyć częstymi atakami zniecierpliwienia, niesmaku. Możemy sobie wyobrazić, iż nieraz Molier burzy się wewnątrz przeciw tym salonowym igraszkom i ceremoniom; iż gorąca, porywcza jego natura dławi się w tym stroju drobnej towarzyskiej obłudy. Równocześnie zaś --- obserwuje: ta niesłychanie czuła matryca odbijająca w nim ,,komedię ludzką" chłonie wszystko i bez przerwy. Już w <tytul_dziela>Improwizacji w Wersalu</tytul_dziela> mamy niejako zapowiedź komedii, której treścią będzie salon:</akap>


<dlugi_cytat><akap>... czy sądzisz, że... wyczerpał cały stek ludzkich śmiesznostek?... Na przykład tych, co to sobie w oczy świadczą największe czułości, zaledwie zaś plecami odwrócą się do siebie, rozszarpują się żywcem najdowcipniej w świecie! etc., etc.</akap></dlugi_cytat>


<akap>Komedią tą będzie <tytul_dziela>Mizantrop.</tytul_dziela></akap>




<naglowek_podrozdzial>III</naglowek_podrozdzial>





<nota><akap>Walka z koteriami i szukanie nowych dróg. --- <tytul_dziela>Don Garcia</tytul_dziela>. ---
Nieszczęśliwe małżeństwo Moliera. --- Przepracowanie. --- Choroba. --- Charakter Moliera. --- Paszkwil <tytul_dziela>Sławna aktorka</tytul_dziela>. --- Echa
w <tytul_dziela>Mizantropie</tytul_dziela>.</akap></nota>







<akap>I w ówczesnym świecie pojęć literackich ten wielki odkrywca nowych dróg musiał się czuć ciasno. Przeżywszy całą młodość, aż głęboko w męskie lata, poza Paryżem i jego salonami, wyrosły jako pisarz z jędrnej i szerokiej, starej farsy francuskiej, Molier dziwnie niecierpliwy był na wszelkie literackie ,,wydwarzania" cieszące się takim odbytem w ówczesnym wykwintnym światku. Rozprawił się z nimi, zdawałoby się definitywnie, w <tytul_dziela>Wykwintnisiach</tytul_dziela>: gdzie tam! wróci do tego samego w <tytul_dziela>Mizantropie</tytul_dziela> i wróci jeszcze gwałtowniej w <tytul_dziela>Uczonych białogłowach</tytul_dziela>. A z drugiej strony, gnębi go niesprawiedliwe lekceważenie ciążące na twórczości komicznej w porównaniu do innych, dostojniejszych ,,rodzajów". Już w <tytul_dziela>Krytyce Szkoły żon</tytul_dziela> pozwala sobie na taką wycieczkę, ,,bluźnierczą" poniekąd, wobec starego Corneille'a:</akap>



<dlugi_cytat><akap>...Co do mnie uważam, że łatwiej jest o wiele nadąć się podniosłymi uczuciami, rzucać w pięknych wierszach rękawicę przeznaczeniu, oskarżać losy i wykrzykiwać zniewagi bogom, niż wniknąć należycie w śmiesznostki ludzi i przedstawić na scenie w miły sposób ułomności świata...</akap></dlugi_cytat>



<akap>Brzmi to bardzo sztywnie i nieśmiało; bo też Molier nie wypowiedział wówczas jeszcze całego swego słowa. Szuka dopiero sam siebie. Instynktem czuje, iż granica między komizmem a tragizmem jest sztuczna; ten pełny geniusz ogarnia wzrokiem życie w całej jego mieniącej się grze łez i śmiechu. Wśród tego szukania nowych dróg dla teatru Molier popełnia jedną omyłkę; ale omyłkę bardzo owocną na przyszłość.</akap>




<akap>Raz w życiu dał się skusić pokusom ,,koturnu": napisał ,,komedię heroiczną" pt. <tytul_dziela>Don Garcia z Nawary, czyli Zazdrosny książę</tytul_dziela> i sam zagrał w niej tytułową rolę. Sztuka, nudna i oschła, sromotnie padła, kładąc kres fałszywym ambicjom autora, ale nie poszła na marne; z czasem pomysł, wzbogacony i przetworzony do niepoznaki, wcieli się w <tytul_dziela>Mizantropa</tytul_dziela>, do którego nawet przeniesie wręcz Molier kilkadziesiąt wierszy z <tytul_dziela>Don Garcii</tytul_dziela>.</akap>




<akap>W tej cierpliwej analizie momentów, które przygotowały powstanie <tytul_dziela>Mizantropa</tytul_dziela>, przychodzimy do jednego z najważniejszych: do małżeństwa Moliera. Ma ono tu podwójne znaczenie: raz, iż dzięki niemu Molier poznał osobiście wszystkie męki, upokorzenia i szaleństwa przemożnej i nierozsądnej miłości; po wtóre, iż małżeństwo to stanowiło w życiu poety ów słaby punkt, w który najboleśniej i najbardziej nieomylnie mogli trafiać jego wrogowie. Przystając za młodu do trupy aktorów, Molier przyjął i obyczaje właściwe temu cygańskiemu obozowisku. Stosunki z Magdaleną Béjart --- mimo iż może niezupełnie wyłącznie --- wiążą go przez lat kilkanaście; z czasem na tle zawodowego koleżeństwa przechodzą w wierną obustronną przyjaźń. W trupie tej chowała się dziewczynka --- ,,dziecko pułku" --- Armanda Béjart, rzekomo siostra Magdaleny; otóż Molier, mając lat czterdzieści, zakochał się bez pamięci w tej osiemnasto- czy dwudziestoletniej dziewczynie, na wpół swej wychowanicy, i zaślubił ją w roku 1662. Już sam ten fakt mógł dostarczyć nieżyczliwym sporo tematów do komentarzy; cóż dopiero, jeżeli powiemy, iż urodzenie Armandy było wielce zagadkowe i że wedle wszelkiego prawdopodobieństwa była ona nie siostrą, ale córką Magdaleny! Najzawziętsi wrogowie Moliera posuwali się w swoich insynuacjach jeszcze dalej...</akap>




<akap>Pożycie Moliera z Armandą nie było szczęśliwe. Niedługo po ślubie Armanda pojawiła się na scenie w teatrze Moliera; talent jej, wdzięk, uroda zyskały jej od razu niezmierne powodzenie i otoczyły chmarą wielbicieli, właśnie spośród tych dworskich fircyków, których Molier ośmieszał tak zawzięcie. Molier cierpiał bardzo; raz po raz przychodziło do burzliwych scen, z których poeta wychodzi zwyciężony urokiem i zręcznością kobiety. Istnieje współczesny paszkwil pt. <tytul_dziela>Sławna aktorka</tytul_dziela> kreślący z drobiazgowością godną lepszej sprawy miłostki Armandy. W książeczce tej anonimowy autor przytacza zwierzenia czynione przez Moliera jednemu z przyjaciół. Poeta opowiada mianowicie, jak odkrył miłostki jej z hr. de Guiche i jak jej przebaczył:</akap>




<dlugi_cytat><akap>,,Mimo to wyrozumiałość moja nie wpłynęła na nią; i gdybyś wiedział, co cierpię, litowałbyś się nade mną. Miłość moja doszła do tego, iż wchodzi zgoła w jej czucia i w jej kąt widzenia... Wszystko, co istnieje, odnoszę w sercu do niej. Myśl moja tak jest nią zajęta, iż jedynie nieobecność może mnie od niej oderwać. Kiedy ją widzę, ogarnia mnie wzruszenie, które można czuć, ale którego niepodobna opisać; tracę zdolność zastanawiania się; nie widzę już jej wad, widzę jedynie wszystko, co w niej jest uroczego. Czyż to nie jest ostateczny stopień szaleństwa? I czyż to nie dziw, iż cały rozsądek służy jedynie na to, aby mi dać świadomość mej słabości bez możności jej przewalczenia?"</akap></dlugi_cytat>




<akap>Jako dokument jest to bez wartości; ale mimo woli przywodzi na pamięć ową wspaniałą scenę z czwartego aktu <tytul_dziela>Mizantropa</tytul_dziela>:</akap>



<poezja_cyt>

<strofa>Och, jak ty dobrze umiesz używać w potrzebie/
Tej słabości bezmiernej, jaką mam dla ciebie!/
Jak umiesz na swą korzyść zwracać czucie owo,/
Co z twych zdradzieckich oczu wciąż czerpie moc nową!/
Broń się więc od podejrzeń, co duszę mi łamią,/
Dowiedź mi, jeśli możesz, że pozory kłamią,/
Staraj się mnie przekonać, żeś wierną w istocie,/
A ja będę się starał uwierzyć twej cnocie.</strofa>



</poezja_cyt>



<akap>Pierwsze cztery wiersze przeniesione są do <tytul_dziela>Mizantropa</tytul_dziela> z <tytul_dziela>Don Garcii</tytul_dziela>, wiem; ale cóż to znaczy? chodzi o to, jaki ton <wyroznienie>tutaj</wyroznienie> oddają. A to już nie z <tytul_dziela>Don Garcii</tytul_dziela>:</akap>




<poezja_cyt>


<strofa><wers_wciety typ="1">Ha! trzebaż, abym kochał ciebie!</wers_wciety>/
Och, gdybym się mógł wyrwać z tej niewoli podłej, /
Jakże dziękczynne niebu zasyłałbym modły! /
Tak, wcale ci nie taję, że czynię, co mogę, /
By zagasić w mym sercu tę straszną pożogę, /
Lecz na próżno sam sobie zadaję katusze: /
Widać za moje grzechy tak kochać cię muszę.</strofa>


<nota>
<akap>(<tytul_dziela>Mizantrop</tytul_dziela>, II, 1)</akap>


</nota>







</poezja_cyt>



<akap>W epoce wystawienia <tytul_dziela>Mizantropa</tytul_dziela> stosunki między małżeństwem były tak naprężone, iż widywali się i mówili z sobą jedynie na scenie. Molier grał Alcesta, Armanda Celimenę!</akap>




<akap>Wśród takich to trosk, walk i namiętności płynęło codzienne życie Moliera, wypełnione tak gorączkową, wytężoną czynnością, jak mało które inne. W zamian za stałą życzliwość i protekcję króla musiał być gotów na każde skinienie jako oficjalny dostawca rozrywek; często w dziesięć dni, w dwa tygodnie trzeba było napisać sztukę i przykroić ją do dworskiego widowiska lub baletu. Molier przybywa do Paryża mając lat 36; umiera --- na scenie --- mając lat 50: przez te 14 lat napisał z górą 30 sztuk, z tych wiele w pięciu aktach i wierszem, i arcydzieł! A równocześnie z pracą autorską gorączkowa praca dyrektora teatru, reżysera, aktora! A i na tym polu nie brakło goryczy: dość wspomnieć odstępstwo Racine'a... Wśród tego zdrowie Moliera od dawna już było poważnie nadwerężone. Choroba piersiowa, która go miała zmieść tak przedwcześnie, drążyła już ten organizm; raz po raz ciężko zapadał; z początkiem r. 1666, tuż przed wystawieniem <tytul_dziela>Mizantropa</tytul_dziela>, Molier zmuszony był na dwa miesiące zamknąć swój teatr. Bywały okresy, w których żył jedynie mlekiem; coraz cięższy roztrój nerwowy kazał mu się usunąć w zacisze wiejskie pod Paryżem.</akap>




<akap>Tak przedstawiało się życie człowieka, który ze swoich gorzkich doświadczeń, przeplatanych chwilami gorączkowych tryumfów, wydobył tyle i tak różnorodnego śmiechu. A charakter? Zacny, szczery i ludzki człowiek, wierny przyjaciel, umiejący w trudnych stosunkach z ludźmi zachować swą godność, w potrzebie zręczny dyplomata, jak tego dowiódł ostatecznym zwycięstwem w niebezpiecznej sprawie <tytul_dziela>Tartufe'a</tytul_dziela>. Przy tym w męskich swych latach raczej poważny i skupiony, skłonny --- jak przeważnie wielcy komicy --- do zadumy i melancholii. O ile w towarzystwie pokrewnych sobie duchów, jak wierny Boileau, jak La Fontaine, dawał nieraz upust wesołości i werwie, o tyle w modnych salonach, gdzie go zapraszano jako osobliwość, spodziewając się, iż każde słowo, jakie z ust jego wyjdzie, będzie ,,dowcipem", potrafił nie odezwać się przez cały wieczór.</akap>




<akap>Ale ostatecznie trzeba powiedzieć, iż my wiemy o Molierze jako o człowieku bardzo mało. Nie posiadamy ani jednego świstka jego ręki, ani jednego listu. Obracamy się tu w dziedzinie konstrukcji psychologicznych, zawsze tak bardzo zawodnych. Dlatego podczas gdy jedni chcą widzieć w Molierze wcielenie galijskiej równowagi i radości życia, drudzy --- jak np. J. J. Weiss w swoim bardzo zajmującym studium --- znaczą jego duchową fizjonomię tragicznym i bolesnym piętnem.</akap>





<naglowek_podrozdzial>IV</naglowek_podrozdzial>





<nota><akap>Stosunek Moliera do <tytul_dziela>Mizantropa</tytul_dziela>. --- Alcest nie jest Molierem. --- Dwoistość satyry. --- Alcest, jego przymioty i wady. --- Lekcja życia.</akap></nota>







<akap>Jak wspomniałem, <tytul_dziela>Mizantrop</tytul_dziela> jest najbardziej <wyroznienie>osobistym</wyroznienie> utworem Moliera; dlatego też znajomość okoliczności życia pisarza zdawałaby się bardzo cenną dla zrozumienia tego utworu. Ale stało się, iż znajomość ta, zamiast objaśnić problem <tytul_dziela>Mizantropa</tytul_dziela>, przyczyniła się niejednokrotnie do jego zamącenia. Wielki cień Moliera padł na ten utwór<pt><slowo_obce>Wielki cień Moliera padł na ten utwór</slowo_obce> --- Toż samo stało się z <tytul_dziela>Grzegorzem Dandin</tytul_dziela>, którego, niesłusznie moim zdaniem, zaczęto w ostatnich czasach ,,pogłębiać" i tragizować. Niedole małżeńskie Dandina, chama, któremu Molier nie dał ani jednego sympatycznego rysu, obracają się w ramach konwencji dawnego teatru (<tytul_dziela>Zazdrość Kocmołucha</tytul_dziela>); istotną treścią sztuki jest tu stosunek plebejusza do szlachty.</pt> i powiększył nieskończenie figurę Alcesta. Świadomość, ile najkrwawszych bólów i goryczy, ile strzępów duszy samego pisarza znalazło się w tych wierszach, przesłoniła poniekąd wszystkie inne: satyrę <tytul_dziela>Mizantropa</tytul_dziela>, jaką napisał Molier, zmieniła w jego apoteozę. Z tej sugestii trzeba się wyzwolić, aby trafnie ocenić tę komedię: ani Alcest nie jest Molierem, mimo iż Molier dał mu wiele drgnień własnego serca, ani komedia ta nie przestaje być komedią<pt><slowo_obce>komedia ta nie przestaje być komedią</slowo_obce> --- Pierwotny tytuł brzmiał: <tytul_dziela>Mizantrop, czyli żółciowy kochanek</tytul_dziela>.</pt>, mimo iż chwilami ociera się o dramat.</akap>




<akap>Satyra w <tytul_dziela>Mizantropie</tytul_dziela> posiada dwa oblicza: po jednej stronie mamy ową <wyroznienie>komedię salonów</wyroznienie>, którą planował sobie Molier od tak dawna --- po drugiej ,,mizantropa" Alcesta. I <wyroznienie>salon</wyroznienie> (lub, jeżeli kto woli, społeczeństwo), i Alcest są przedmiotem satyry; a zarazem każdy z tych czynników znakomicie jest wyzyskany do oświetlenia komicznych stron przeciwnego obozu. Ale i Alcest ma dwie fizjonomie: jest komiczny i dramatyczny, wzniosły i śmieszny, zależnie od właściwego lub niewłaściwego użytku, jaki czyni ze swoich przymiotów. Bo podczas gdy w innych satyrach Moliera źródłem śmieszności jest jakaś organiczna wada charakteru (skąpstwo, próżność, pedantyzm, etc.), tutaj podłożem komizmu są cenne skądinąd, ale nie dość opanowane i zrównoważone przymioty. <tytul_dziela>Mizantrop</tytul_dziela> tedy jest o wiele bardziej skomplikowany niż inne komedie Moliera. A dopiero na tle tej podwójnej satyry rozgrywa się w <tytul_dziela>Mizantropie</tytul_dziela> dramat miłości: miłości dobywającej z siebie akcenty takie, jakie jeszcze nigdy nie dźwięczały na scenie francuskiej: miłości palącej płomieniem, od którego rozżarzy się przyszły teatr Racine'a. Już tych parę uwag wystarczyłoby, aby wskazać, jakim fenomenem była ta komedia na tle swojej epoki.</akap>



<akap>Ponieważ <tytul_dziela>Mizantrop</tytul_dziela> jest przede wszystkim komedią charakterów, trzeba nam zatem poświęcić parę słów ich analizie. Zacznijmy od Alcesta.</akap>




<akap>Alcest jest to zamożny szlachcic, człowiek młody, rozpoczynający dopiero swoje doświadczenia życiowe. Tak możemy wnosić ze świeżości jego oburzeń, jak również z <wyroznienie>nadziei</wyroznienie>, jakie w nim świat pokłada. Alcest jest otoczony powszechnym szacunkiem mężczyzn, a z trzech kobiet występujących w sztuce każda miałaby sobie za chlubę przywiązać go do siebie. Jest to natura na wskroś szlachetna; prawość, szczerość, prostota, bezinteresowność to jej znamienne cechy. Niezłomny w kwestii zasad, wierzymy, iż w przyjaźni umiałby być stałym i wiernym. Obce mu jest wszelkie modne wydwarzanie ówczesnych salonów; tak jak w poezji szczerość uczucia rozstrzyga dlań o wartości utworu, tak i w miłości jest to człowiek z jednej sztuki: daje całe serce i żąda wzajem całego. Alcest to chodząca prawda.</akap>





<akap>Jakże się tedy dzieje, iż ten Alcest, przy wszystkich swoich przymiotach, odgrywa przez cały ciąg akcji dość komiczną rolę, z końcem zaś zostaje sam, skrzywdzony przez ludzi, zdradzony przez kobietę, spotwarzony, zgorzkniały, nie widząc dla siebie miejsca innego niż na ,,pustyni"? Odpowiedź Moliera brzmi: dla braku równowagi, dla braku tej domieszki sceptycyzmu, jaką daje doświadczenie, dlatego ponieważ żąda od ludzkości zbyt wiele i zbyt bezwzględnie. To jedno. A drugie: ponieważ jest w życiu jakieś tajemnicze prawo, które prze szlachetne natury tam, gdzie czeka je cierpienie. A trzecie: ponieważ charakter Alcesta, mimo że zacny i prawy, nie jest wyłącznie z najczystszego kruszcu; inaczej Alcest byłby abstrakcją, a nie żywym człowiekiem, Molier zaś tworzy zawsze żywych ludzi. Alcest posiada tedy wady i to wady ściśle związane z jego zaletami. Albowiem zalety od wad dzieli nieraz dość nieuchwytna granica; nie zawsze są to dwa przeciwległe bieguny; częściej, w życiu, jest to kwestia proporcji, miary i właściwego użycia. Stałość zasad łatwo wyradza się w upór, godność w dumę, prawdomówność w brak delikatności... To, co jest wzniosłe w wielkich okolicznościach, może się stać śmieszne w drobnych.</akap>






<akap>Zestawmyż tedy litanię wad Alcesta, nie umniejszając bynajmniej naszej dlań sympatii. Pierwsze (jak w spisie grzechów głównych): <wyroznienie>pycha</wyroznienie>; pycha ta sprawia, iż Alcest lubuje się w swoich krzywdach i czyni sobie z nich piedestał, z którego wyżyn może do syta pogardzać ludzkością. Pycha ta nie pozwala mu nigdy przyznać się do błędu i każe brnąć aż do ostatnich konsekwencji. Z pychą tą wiąże się tedy <wyroznienie>upór</wyroznienie>. Z uporem tym wiąże się pewne <wyroznienie>doktrynerstwo</wyroznienie>: zbyt sztywne rozciąganie danej zasady na wszystkie okoliczności życia, niezdolność rozróżnienia rzeczy ważnych od drobnych, traktowanie wszystkiego na jednej płaszczyźnie. <wyroznienie>Egotyzm</wyroznienie>: wrodzona niezdolność wyjścia poza siebie, wejścia w charakter drugich; naiwne przeświadczenie, iż jemu należy się od ludzi wszystko, ludziom od niego nic; stąd czasami <wyroznienie>niewdzięczność</wyroznienie> (np. w stosunku do Filinta za jego tak wierne oddanie). Hiperkrytycyzm wobec drugich, <wyroznienie>brak krytycyzmu wobec siebie</wyroznienie>: gdyby Alcest posiadał ten krytycyzm, wiedziałby, jak bardzo ta ,,prawda", którą uważa za obowiązek rąbać ludziom w oczy, jest produktem naszego stanu ducha, naszego stanu zdrowia, interesów, jak łatwo ulega w naszych oczach zmianie... Gdyby Alcest <wyroznienie>sam</wyroznienie> nie miał procesu, świat nie wydawałby mu się może tak zepsuty; gdyby Celimena nie grała mu tak na nerwach i sonet Oronta byłby może nie taki najgorszy...</akap>





<akap>Ciągnijmy dalej listę. <wyroznienie>Gniew</wyroznienie> (już drugi grzech główny!). Scena ze służącym w IV akcie wskazuje, iż nie tylko występki świata zdolne są w nim ten gniew obudzić, ale że skłonność ta jest w nim wrodzona. Zgryźliwość, niewyrozumiałość, nieuprzejmość... Ale nie. Nie mam już serca pastwić się nad tym sympatycznym Alcestem. Idąc po tej drodze i rozważając bacznie jego postępowanie, każdy sobie dośpiewa tej litanii. To już wystarczy, aby wskazać, ilu przywar można się dopatrzyć w jednym z najzacniejszych ludzi, jacy istnieją w literaturze. Jest to ilustracja owego wykrzyknika Józefa de Maîstre: ,,Nie znam wnętrza łajdaka, ale znam wnętrze uczciwego człowieka: okropne jest!".</akap>





<akap>Jedna okoliczność łagodząca: Alcesta oglądamy przez cały czas sztuki nie w stanie normalnym, ale w stanie najwyższego podrażnienia, wytrącenia z równowagi: z jednej strony przegrywa najsłuszniejszy w świecie proces, z drugiej ukochana kobieta igra bezlitośnie z jego uczuciem. Ale znowuż oba te wydarzenia nie są wypadkami czysto zewnętrznymi; wiążą się one ściśle z charakterem Alcesta. W ten sposób w tym arcydziele Molierowskim wszystko zazębia się o siebie.</akap>





<akap>Takim widzimy Alcesta w zaraniu jego życia wśród ludzi i to życie, za pośrednictwem Moliera, daje mu twardą lekcję. Alcest ma proces, jak wspomniałem najsłuszniejszy w świecie, ale przegra go, ponieważ nie chciał uczynić potrzebnych kroków, aby nastroić sędziów przychylnie dla swej sprawy. Trzeba tu zaznaczyć, iż popełnilibyśmy błąd, oceniając rzecz z dzisiejszego punktu widzenia. Dziś, kiedy można uzyskać wymiar sprawiedliwości bez osobistych starań, obchodzenie i nastrajanie sędziów, zabiegi o poparcie z zewnątrz, są przestępstwem; wówczas były one powszechnym obyczajem, niemal obowiązkiem (tak jak dziś jeszcze, mniej więcej, kiedy się ktoś ubiega o posadę). Alcest, wzbraniając się temu poddać, był w oczach współczesnych --- może i w oczach samego Moliera<pt><slowo_obce>w oczach samego Moliera</slowo_obce> --- W całej sprawie <tytul_dziela>Tartufe'a</tytul_dziela>, Molier wykazał, jak umie być niezłomnym w rzeczy, a giętkim w środkach.</pt> --- szlachetnym wariatem, ale wariatem; tego typu mniej więcej jak ów szlachcic polski w początkach XIX wieku, który dał się licytować, ale nie zapłacił podatku, ponieważ ,,nie uznawał rządów zaborczych". Molier widzi w tym niewątpliwie i przede wszystkim rys prawości Alcesta, ale także rys jego dumy, doktrynerstwa i uporu. Obrót procesu oświetla Alcestowi życie społeczne: gdzie spojrzy, widzi fałsz, niesprawiedliwość, postanawia kruszyć kopie z całym światem. I zważmy tu jedno. Chcę wierzyć, iż Alcest byłby równie wrażliwy na cudze krzywdy jak na swoje, ale nie leżało widać w intencjach Moliera poruszać tę strunę: w sztuce punktem wyjścia oburzeń Alcesta jest zawsze własna jego krzywda i osoba. W tym trzeba odróżnić Alcesta od don Kichota, z którym go nieraz zestawiono. Zatem Alcest zaczyna swoje dzieło reformatorskie od Oronta: dla błahostki niewartej wzruszenia ramion wchodzi w przykry zatarg, robi sobie możnego wroga, co, jak się pokaże, później ciężko odpokutuje. Omal nie przychodzi do sprawy z gośćmi Celimeny, okazując jawnie, jak bardzo mu się nie podoba ton salonu, w którym mimo to cały dzień przebywa. Niezręczną odprawą, jaką daje Arsenie, znów pomnaża listę nieżyczliwych o jedną wpływową osobę więcej. I z końcem sztuki następstwa błahych przewinień walą się na jego głowę, stawiając go tym razem w poważnym niebezpieczeństwie. Zgorzkniały, rozżalony, postanawia schronić się na pustynię, ,,gdzie uczciwym człowiekiem być nikt mu nie wzbroni".</akap>





<akap>I w istocie Alcest, z tymi zasadami i z tym usposobieniem, niezdolny jest żyć w społeczeństwie. Czy możemy go sobie wyobrazić na jakimkolwiek z wybitnych stanowisk, do których powołują go jego talenty i prawość charakteru? Nie. W każdej sprawie miałby do czynienia z ludźmi; każdą, bodaj najważniejszą, naraziłby tedy na szwank dla lada błahostki, dla sonetu Oronta. Czyli że człowiek, powołany może do wysokich przeznaczeń, strawi życie na jałowych dąsach --- dla braku równowagi.</akap>





<naglowek_podrozdzial>V</naglowek_podrozdzial>





<nota><akap>Alcest i Celimena. --- Nowe ujęcie motywu miłości. --- Alcest i Filint. --- Myśl samego Moliera.</akap></nota>







<akap>Ale życie daje Alcestowi drugą jeszcze dotkliwszą lekcję. Ten wróg świata zakochał się, wiecznym prawem kontrastu, w istocie będącej wad tego świata wcielonym obrazem: w powierzchownej, błyskotliwej, zalotnej Celimenie. Alcest należy do typu, który zawsze ma urok w oczach kobiet: obok tych dworskich wymoczków, nawet obok zbyt zrównoważonego Filinta, on jeden jest tu pełnym mężczyzną, zdolnym do prawdziwego uczucia. Jego porywczość, jego wybuchy zazdrości pochlebiają kobiecie, dając zarazem pewien drażniący posmak niebezpieczeństwa; przy tym ujarzmić tego ,,dzikiego" Alcesta, którego wszyscy boją się po trosze, cóż za tryumf dla <wyroznienie>snobki</wyroznienie> Celimeny! I widzimy oto, co robi namiętność; widzimy jak ten dumny, drażliwy Alcest wysiaduje dzień cały w salonie Celimeny zbywany przez nią dość lekko, wodzony na pasku; jak wśród zgrai jej adoratorów odgrywa dość pocieszną rolę niedźwiadka oprowadzanego na łańcuchu. Wreszcie wielka scena: ,,życzliwa" osoba daje Alcestowi w rękę niezbity dowód zdrady Celimeny; przybywa do niej jako surowy sędzia, jako obrażony kochanek: i oto za chwilę ten Alcest noszący <wyroznienie>prawdę</wyroznienie> niby pióropusz u szyszaka znajdzie się niemal u jej stóp, błagając, by go <wyroznienie>okłamała</wyroznienie>. Mimo woli przypomina się Oront, rozsądny skądinąd człowiek, jak miłosiernie żebrał u Alcesta słówka bodaj kłamliwej pochwały dla swego sonetu. Tak, Alceście --- zdaje się mówić Molier --- każdy ma swoją namiętność, która jest niby rysa w jego pancerzu. Twoją jest Celimena i oto widzisz nie tylko, że ,,miłością rozsądek nie włada", ale że pod wpływem namiętności można dojść do grubych kompromisów ze swymi ideałami. Otóż inni mają po prostu inne namiętności: czemuż tedy jesteś dla nich tak niewyrozumiały? A jeżeli już chcesz koniecznie świat poprawiać, schowaj swoje oburzenie, swoje zasady, swoją prawość na wielkie okazje; ale gdy chodzi o drobiazgi, o rzeczy nieprzynoszące nikomu krzywdy, pozwól ludziom żyć i nie znęcaj się nad nimi; dość są biedni i bez tego...</akap>





<akap>Tak mówi Molier; czy Alcest skorzysta z nauki? Wątpię. U Moliera nikt nie leczy się nigdy z tego, co stanowi istotę jego charakteru; cechą zaś prawego Alcesta jest brak tej gibkości inteligencji pozwalającej wyjść z siebie i spojrzeć na świat pod innym kątem; dla niego ta sama rzecz zawsze będzie inaczej wyglądała, kiedy ją robi on, a kiedy nie on, lecz kto inny.</akap>





<akap>Motyw <wyroznienie>miłości</wyroznienie> użyty tak, jak go tu użył Molier, jest czymś zupełnie nowym w teatrze francuskim i być może stanowi największy jego ,,wynalazek" w tej komedii. Miłość pojawia się dotąd rozmaicie. Czasem czysto konwencjonalnie: tak używał jej Molier np. w <tytul_dziela>Zwadach miłosnych</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Szkole mężów</tytul_dziela>; tak użyje jej jeszcze nieraz jako motywu potrzebnego do intrygi będącej znów odczynnikiem na ujawnienie tej lub owej ludzkiej namiętności (<tytul_dziela>Skąpiec</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Mieszczanin szlachcicem</tytul_dziela> etc.). Albo znowuż do celów komicznych: miłość małżeńska zwodzonego męża (lub dla konwenansu opiekuna) będąca raczej obroną swej własności i ambicji. To w ,,małej sztuce", w komedii. (Ten ostatni rodzaj miłości umiał Molier pogłębić i ożywić tragiczną chwilami prawdą w Arnolfie w <tytul_dziela>Szkole żon</tytul_dziela>.) Z drugiej strony wysoka sztuka, tragedia. Tu miłość użyta na wpół konwencjonalnie, lecz z górnego tonu: rycerz gotów jest w każdej chwili poświęcić życie dla swej miłości, lecz znowuż z drugiej strony gotów jest w każdej chwili poświęcić swą miłość dla honoru i obowiązku. Każde słowo, które mówi, oddycha szacunkiem, godnością i, można powiedzieć, poprawnością heroizmu. W teatrze Corneille'a, zawsze człowiek panuje nad namiętnością. W teatrze Racine'a namiętność zapanuje nad człowiekiem. Ale pomiędzy Corneillem a Racinem był Molier: on był tym, który wskazał drogę Racine'owi, który dopomógł tragedii przejść od szczytów heroizmu do ludzkiej prawdy. Jego Alcest to miłość pełna, ludzka; szlachetna i heroiczna w potrzebie (czujemy to, że Alcest byłby zdolny, jak Cyd, wygrywać bitwy z szarfą ukochanej na hełmie), ale zarazem słaba, ledwie zatrzymująca się o krok przed spodleniem. Już jesteśmy blisko <tytul_dziela>Andromaki</tytul_dziela> Racine'a. A Molier nie ograniczył się na tym: pokazał, iż szczera, głęboka miłość, nie przestając być szlachetną i prawdziwą, może być zarazem komiczna. W paru scenach ogarnął całą skalę możliwości zawartych w jednym uczuciu.</akap>




<akap>Alcestowi przydał Molier do boku Filinta; czy jako kontrast? Niezupełnie. Jeżeli chodzi o ,,mizantropię", to Filint posuwa ją może dalej od Alcesta. Alcest chciałby świat poprawić, zatem wierzy w możliwość tej poprawy; Filint ma pod tym względem od dawna wyrobione zdanie. Jest to człowiek od Alcesta co najmniej o kilka lat starszy, człowiek, który swoje lata nauki i doświadczeń przebył już dawno i który wytworzył sobie w pożyciu ze światem swoją filozofię i swoją taktykę. Ale roli Filinta nie trzeba rozumieć fałszywie, jak to nieraz czyniono. Filint nie jest to bynajmniej oschły i nieużyty egoista. (<wyroznienie>Egoistą</wyroznienie> w sztuce bywa raczej Alcest, nigdy Filint.) Filint, wedle Moliera, jest to bardzo porządny i zacny człowiek. Jest idealnym przyjacielem: niezrażony opryskliwością i niewdzięcznością Alcesta, którego wyższość i zalety doskonale umie ocenić, staje przy nim wiernie w trudnych i niebezpiecznych przejściach. Kocha --- nie namiętnością wprawdzie, ale uczuciem złożonym z szacunku i tkliwej sympatii --- Eliantę; dopóki jednak wierzy, iż Alcest mógłby dać szczęście Eliancie i nawzajem Elianta jemu, nie uczyni nic, aby ten związek pokrzyżować, raczej przeciwnie. Z ludźmi wyrozumiały, gładki, nieszafujący sercem, ale nieodmawiający zdawkowej monety uprzejmości, posiada jedną tylko słabostkę (inaczej nie byłby żywym człowiekiem, tylko ideałem!), częstą słabostkę ludzi inteligentnych: lubi się nieco bawić kosztem drugich. Stąd drażniąc Alcesta swymi paradoksami, wciąga go na niebezpieczną drogę salonowej donkiszoterii. Ale to bodaj jedyna wada, jaką możemy znaleźć w Filincie. To znaczy osobiście; z punktu widzenia bowiem społecznego źle by wyglądał świat, gdyby nie było na nim zawsze szlachetnych szaleńców walczących z nim i chcących go naprawić.</akap>


<akap>Jaki jest stosunek Moliera do tych dwóch figur? Można by odpowiedzieć po prostu, iż są to dwaj stworzeni przezeń ludzie o różnych charakterach, obaj żywi i obaj prawdziwi. Ale przez analogię z innymi komediami Moliera znamy jego sposoby wyrażania swojej myśli. Bardzo często Molier, kreśląc satyrycznymi rysami w głównej swej postaci <wyroznienie>zwichnięcie równowagi</wyroznienie> w jakimś danym kierunku, równocześnie wprowadza osobę drugą, która w tym samym przedmiocie prostuje wywodami swymi to zwichnięcie, wyrażając --- nieraz wręcz w ,,rezonerskiej" tyradzie --- mniemania samego Moliera (np. Kleant w <tytul_dziela>Świętoszku</tytul_dziela>, Berald w <tytul_dziela>Chorym z urojenia</tytul_dziela>, Aryst w <tytul_dziela>Szkole mężów</tytul_dziela>). Tak i tutaj; sądzę, iż Filinta można niemal uważać za rzecznika Moliera z tą różnicą od innych sztuk, iż nie jest on tutaj prostym ,,rezonerem", ale żywą postacią sztuki. Uderza mnie jeszcze jedna analogia, na którą już raz na innym miejscu zwracałem uwagę: mianowicie iż wszystkie te miejsca, gdzie Molier wypowiada swoje <slowo_obce>credo</slowo_obce>, przesiąknięte są duchem Montaigne'a. A czy może być coś bardziej <wyroznienie>Montaignowskiego</wyroznienie> niż ten Filint, ten sceptyk intelektualny i pełen wyrozumienia, zdolny pojąć każde szaleństwo i dziwactwo, niekruszący kopii ze światem, a równocześnie prawy człowiek znający wartość ludzi i fanatyk przyjaźni?</akap>




<akap>O ile jednak byłoby zapewne błędne --- jak to niekiedy czyniono --- utożsamiać Alcesta z Molierem, nie można również powiedzieć po prostu: Molier to Filint. Jeżeli chcemy rozumieć literaturę, strzeżmy się <wyroznienie>upraszczania</wyroznienie>. Sądzę, że można by powiedzieć tak: w Molierze zmagał się temperament Alcesta z filozofią i doświadczeniem życiowym Filinta. Jako pisarz (przynajmniej w pewnym okresie twórczości), walczy nieubłaganie i śmiało z tym, co go oburza, i tu nie zna kompromisu; ale jest o tyle w szczęśliwszym od Alcesta położeniu, iż może mówić prawdę światu piórem, nie czuje zatem tej potrzeby, aby ją każdemu rąbać z osobna. Dlatego w osobistym stosunku do świata udawało mu się najczęściej ukryć we wnętrzu oburzenia Alcesta i pokazać uśmiechniętą twarz Filinta; kiedy zaś nadto mu dokuczył ten przymus, chronił się na ,,pustynię", niestraszną zresztą, i w towarzystwie wiernych przyjaciół. Jedynie w stosunku do swej Celimeny był znów tylko Alcestem i to niestety, co boleśniejsze, bez jego młodości!</akap>





<naglowek_podrozdzial>VI</naglowek_podrozdzial>





<nota><akap>Początek nowoczesnego ,,salonu" we Francji. --- Satyra jego u Moliera. --- Wady i uroki. --- Celimena.</akap></nota>








<akap>Wielką sztuką Moliera jest, iż umie zawsze dobrać dla swych figur tło, na którym właściwości ich charakteru występują w najpełniejszym świetle. Tak np. Skąpca swego zrobi zakochanym i ojcem rozrzutnika. Alcesta wprowadzi do salonu modnisi; ale tu, jak wspomniałem, ubije dwa ptaki na jeden strzał: na tle tego salonu tym jaskrawiej wystąpi karykaturalność pewnych rysów Alcesta, jak znowuż z drugiej strony męska jego postać uwydatni czczość i lichotę ,,światowego poloru". Zaznaczyć tu wypada, iż życie salonowe, nowoczesne życie towarzyskie, było wówczas właśnie w zawiązku. Jeszcze kilkanaście lat wprzódy cała niemal szlachta konno i zbrojno brała udział w walkach domowych <wyroznienie>Frondy</wyroznienie>, tak jak przedtem <wyroznienie>Ligi</wyroznienie>: Richelieu ją złamał, Mazarin ugniótł w ręku, Ludwik XIV zaś rozzuł z butów, przebrał w jedwabne pończochy i zamknął w złotej klatce dworu, aby tam dla bezpieczeństwa wszystkie ich ambicje wprząc w turniej uciech i próżności. Można sobie tedy wyobrazić, iż wśród tego brzęczącego roju znalazł się jeszcze nieraz rogaty szlachcic dawniejszego autoramentu, nieumiejący nagiąć hardego karku w lansadach i komplementach: jakoż współcześni wskazywali palcem niejednego oryginała i weredyka, który rzekomo służył za model do postaci Alcesta.</akap>




<akap>Zatem salon. W paru scenach defiluje przed naszymi oczyma wszystko, co można by do dziś o życiu towarzyskim powiedzieć. A jeszcze Molier umie rozszerzyć ściany tego salonu i zręczną sceną ,,portretów" w drugim akcie z jednej strony charakteryzuje ,,rozmowę salonową", z drugiej pomnaża niejako liczbę gości, wciągając w nią i nieobecnych. Cóż tedy widzimy? Ano, cóż: targowisko próżności, obłudy, obmowy, <wyroznienie>snobizmu</wyroznienie>, oszczerstwa, fałszu, zaledwie maskowanej nienawiści, głupoty, samochwalstwa, rozpusty, pieczeniarstwa, czy ja wiem wreszcie czego? I tylko to? Och, nie! Molier nie jest nigdy owym zdawkowym moralistą <slowo_obce>ad usum</slowo_obce> dorastającej młodzieży, jaki tkwi w ogromnej większości ,,satyryków": Molier posiada w stosunku do życia owo przenikliwe, głęboko bezstronne spojrzenie, które odbija w całym bogactwie grę zjawisk i jeżeli uczy, to tym, iż zmusza do zadumania się nad nimi. Zatem w salonie tym --- czy w życiu społecznym, którego salon jest zagęszczeniem --- dostrzega jeszcze dwie rzeczy, które zeń wykwitły: ludzkość i wdzięk.</akap>




<akap>Ludzkość to Filint. Filint to ów dobroduszny sceptycyzm, gibkość inteligencji, które pozwalają żyć w świecie i zachować własną indywidualność, nie urażając i nie gwałcąc cudzej; pozwalają korzystać z czyichś zalet towarzyskich, zachowując w duchu sąd o charakterze, słowem, wszystko to, co sprawia, iż mimo sprzeczności interesów i charakterów ludzie mogą współżyć, bawić się z sobą i znajdować w tym duchową korzyść i przyjemność. Bez tych przymiotów życie towarzyskie, a nawet społeczne, jest niemożliwe; w społeczeństwie Alcestów każdy byłby skazany na to, aby siedzieć w swojej norze, zadowalając się towarzystwem ludzi odeń zależnych: takim właśnie było życie szlachcica ,,starej daty". Filint --- wraz z Celimeną --- to genialne odgadnięcie w samym zawiązku tego poloru kultury, który miał nadać piętno całej Francji później, w XVIII w.</akap>




<akap>Wdzięk to Celimena. Nakreślić wówczas, w owej surowej epoce Corneillowskich heroizmów, ten pierwowzór, którego trzywiekowy rozwój społecznego życia nie zdołał wzbogacić prawie żadnym nowym rysem, to też z pewnością nie najmniejszy dowód geniuszu Moliera. Celimena to ów pewien odrębny krój inteligencji kobiecej, lekkiej, zwinnej, przenikliwej, który --- również w XVIII w. --- uczyni z jej <wyroznienie>salonu</wyroznienie> już nie miejsce płochej rozrywki, ale ważne centrum umysłowe, i nada całej literaturze francuskiej jej swoisty, uroczy charakter. Celimena --- oprócz wiecznych pierwiastków kobiecości, których jest wcieleniem --- to już owo nowoczesne <wyroznienie>zintelektualizowanie</wyroznienie> miłości, stwarzające cały świat uroków i podrażnień, o ileż trwalszych niż same podniety zmysłowe! I Molier, zawsze głęboko <wyroznienie>bezstronny</wyroznienie> w spojrzeniu na życie, mimo wszystkich mąk Alcesta, nie umie stanąć przeciw Celimenie. Nawet w tej ,,karze", jaką wymierza jej z końcem sztuki, sympatie nasze raczej zostają po jej stronie: łapiemy się na tym, iż mimo woli jesteśmy skłonni widzieć w niej ,,niezrozumianą" ofiarę głupoty i brutalności męskiej. Molier, ten ,,filozof natury", zanadto dobrze wie, iż przyrodzonym zadaniem kobiety jest <wyroznienie>wabić</wyroznienie>, aby mógł potępić tę, która <wyroznienie>wabność</wyroznienie> podniosła do wyżyn artyzmu. I Alcest kocha Celimenę; silna męska indywidualność jedynie w tym typie arcy-kobiecości znajdzie swoje dopełnienie; ona jedynie da mu poznać całą skalę upojeń, wzruszeń i męczarni, do jakich ludzkie serce jest zdolne, i którą bezwiednie pragnie wyżyć, choćby się miało skrwawić przy tym.</akap>




<akap>I zważmy głęboki rys tej komedii: na przekór wszystkim swym teoriom, zasadom, oburzeniom ostatecznie jedynym człowiekiem, z którym Alcest może przestawać, jest Filint, jedyną kobietą, którą może kochać, Celimena. Czyż mógł ten ,,mizantrop" oddać większy hołd owemu ,,światu", którego nienawidzi?</akap>




<naglowek_podrozdzial>VII</naglowek_podrozdzial>





<nota><akap>Fałszowanie idei <tytul_dziela>Mizantropa</tytul_dziela>. --- Cechy teatru klasycznego, a w szczególności Molierowskiego. --- Ewolucja od farsy i komedii opartej na intrydze do komedii charakterów i obyczajowej. --- Doskonałość konstrukcji <tytul_dziela>Mizantropa</tytul_dziela>. --- Styl.</akap></nota>






<akap>Wszystko, co tu zaznaczyłem, to jedynie drobna cząstka tego, co, czytając uważnie, można wyczytać w <tytul_dziela>Mizantropie</tytul_dziela>; tak wiele zamknął Molier w tej najgłębszej, najsubtelniejszej ze swoich komedii. Niektórym i to nie wystarczyło: chcieli widzieć w niej to, czego w niej nie ma. Mniej więcej w epoce Rewolucji, poniekąd pod wpływem Russa<pt><slowo_obce>pod wpływem Russa</slowo_obce> --- Rousseau, który w swojej naturze miał tyle z Mizantropa (pobyt jego w ,,Pustelni" i drobne siatki światowo-kobiece, w których się szamoce, łudząco przypominają Alcesta w salonie Celimeny!) wytoczył Molierowi proces w obronie ośmieszonego Alcesta (w słynnym <tytul_dziela>Liście do d'Alemberta</tytul_dziela>), dając tym początek przeróżnym fantazjom na temat <tytul_dziela>Mizantropa</tytul_dziela>.</pt> zaczęła się znamienna ,,stylizacja" Alcesta: uczyniono zeń demokratę, rewolucjonistę, republikanina... Pojęcie to pokutowało niekiedy prawie aż do naszych czasów: Alcesta-republikanina znajdujemy jeszcze u Sarcey'a (<tytul_dziela>Quarante ans de théâtre</tytul_dziela>). Równolegle z tym strojeniem Alcesta w nowe szaty zaczęło się poniżanie Filinta: czyniono zeń chodzący ,,kompromis", zimnego egoistę, etc. Ale to była faza przemijających wybryków; wystarczy nam tu aż nadto zajmować się tym, co Molier napisał, a nie tym, czego <wyroznienie>nie napisał</wyroznienie>.</akap>




<akap>Na czym polega tajemnica sztuki Moliera, iż skrępowana tyloma pętami i konwenansami potrafiła w szczupłych swoich ramach zamknąć tak wiele?</akap>




<akap>Można by odpowiedzieć, że na jej do najdalszych granic posuniętej ekonomii. O ile ramy powieści są nieskończenie rozciągliwe, o tyle ramy utworu teatralnego są bardzo ograniczone: każdy rys zbędny kradnie miejsce rysowi potrzebnemu. Otóż sztuką teatru klasycznego jest wyzyskanie miejsca, wyzyskanie (mimo pozornej rozwlekłości tyrad) każdego niemal słowa dla uwydatnienia czegoś <wyroznienie>istotnego</wyroznienie> w rysunku i grze charakterów. Gdyby ta komedia pisana była dziś, wiedzielibyśmy niezawodnie, jak się Celimena nazywa, czym był nieboszczyk jej mąż, ile ma rocznej renty, jakich perfum używa i gdzie się ubiera; tu nie wiemy nic z tego wszystkiego, ale w zamian za to ta Celimena nie przemija jak moda jej sukni, ale jest równie żywą i prawdziwą dziś jak przed dwustu laty. W zamian za to ileż perspektyw, ileż problemów przesuwa się nam przed oczyma w tym jednym pokoju Celimeny w ciągu kilku godzin obejmujących (zgodnie ze słynnym prawidłem trzech jedności) akcję sztuki. Molier operuje niezmiernie śmiało skrótami: taka np. scena porozumienia Filinta z Eliantą, zawarta w kilkunastu wierszach, w życiu rozłożyłaby się może na przeciąg pół roku. Charaktery, można powiedzieć, zagęszczone są jak bulion: każdy mówi tylko to, co przyczynia się do jego charakterystyki; ani jedno słowo nie pada na wiatr. Taka kwintesencja, taka abstrakcyjność psychologiczna, stałaby się dla talentu średniej miary zgubą: trzeba potężnego tchu Moliera, aby wlać w nią pełnię życia. Osobliwą tajemnicą jego geniuszu jest, iż ta komedia, tak wiecznie i ogólnie ludzka i prawdziwa, jest równocześnie bardzo znamiennym produktem swego kraju i dokumentem epoki: <tytul_dziela>Mizantrop</tytul_dziela> Moliera to z jednej strony <wyroznienie>społeczeństwo</wyroznienie> takie, jakim było i będzie zawsze --- z drugiej to bardzo wierny obraz pewnego odłamu Francji w pierwszej dobie panowania Ludwika XIV.</akap>




<akap>Wspomniałem na wstępie, iż <tytul_dziela>Mizantrop</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Tartufe</tytul_dziela> to szczyty twórczości Moliera, a zarazem w ogóle rozwoju nowożytnej komedii. W ciągu kilku lat ten zdumiewający geniusz, wyszedłszy z pierwocin wpół-ludowego teatru, wzbił się na niedościgłe przed nim i po nim wyżyny. Komedia Moliera rodzi się początkowo z dwóch źródeł: ze starej, zawiesistej farsy francuskiej oraz z komedii włosko-hiszpańskiej wraz z jej zawikłaną intrygą, karkołomnymi <slowo_obce>imbroglio</slowo_obce><pe><slowo_obce>imbroglio</slowo_obce> --- zawikłana sytuacja.</pe>, przy pewnej tradycyjnej zdawkowości figur i sytuacji. I widzimy krok po kroku, jak Molier rozszerza te ramy i wypełnia je swoją treścią: z każdą nową sztuką coraz mniej mamy obcych domieszek, a coraz więcej samego Moliera. W <tytul_dziela>Mizantropie</tytul_dziela> mamy tego Moliera w najczystszej postaci, tak jak nigdy może przedtem i potem. Albowiem w gorączkowej swej pracy Molier, mimo iż pokazał, do czego sam jest zdolny, nieraz dla pośpiechu będzie świadomie czerpał z obcych źródeł<pt><slowo_obce>świadomie czerpał z obcych źródeł</slowo_obce> --- Słynne powiedzenie: <slowo_obce>Je prends mon bien où je le trouve</slowo_obce>.</pt>. Powiadano, iż w takim arcydziele jak <tytul_dziela>Skąpiec</tytul_dziela> zaledwie parę scen jest oryginalnych, a nie zapożyczonych<pt><slowo_obce>zaledwie parę scen jest oryginalnych, a nie zapożyczonych</slowo_obce> --- W owym czasie pojęcia w tej mierze były zresztą zupełnie różne od dzisiejszych: każdy autor mógł brać obcy pomysł i spożytkować go lub naśladować bez żadnych skrupułów i wstydu.</pt>. <tytul_dziela>Mizantrop</tytul_dziela> jest absolutną własnością Moliera; nie szukał doń natchnienia nigdzie poza własną duszą oraz tym, co widział dokoła siebie.</akap>




<akap>W ewolucji swojej komedia Moliera dąży od komedii opartej na intrydze (<tytul_dziela>Postrzeleniec</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Zwady miłosne</tytul_dziela>) do komedii charakterów. <tytul_dziela>Szkoła żon</tytul_dziela> jest pod tym względem epoką w teatrze francuskim. Ale w <tytul_dziela>Mizantropie</tytul_dziela> ta komedia charakterów dochodzi do <slowo_obce>maximum</slowo_obce> swej doskonałości: w całej sztuce nie widzimy ani jednego rysu, który by był <wyroznienie>z zewnątrz</wyroznienie>; wszystko, co się dzieje, płynie jedynie z mistrzowsko oddanej gry charakterów. Że ta komedia jest równocześnie arcydziełem <wyroznienie>komedii obyczajowej</wyroznienie>, wskazałem już poprzednio.</akap>



<akap>Jako umiar budowy <tytul_dziela>Mizantrop</tytul_dziela> przewyższa jeszcze <tytul_dziela>Świętoszka</tytul_dziela>. <tytul_dziela>Świętoszek</tytul_dziela>, napisany pierwotnie w trzech aktach, uzupełniony później do pięciu, ucierpiał nieco od tych przeobrażeń. Cały drugi akt stanowi poniekąd wkładkę luźno związaną z głównym motywem sztuki; zakończenie razi nieco swoim <slowo_obce>deus ex machina</slowo_obce>. W <tytul_dziela>Mizantropie</tytul_dziela> akcja --- bardzo subtelna i nieomal zbyt wiotka --- rozwija się z doskonałą harmonią, a rozwiązanie sztuki, zgodne z założeniem i rozwojem charakterów, nie ma w sobie nic z niedbałości owych częstych ,,molierowskich" zakończeń. Zawiera ono raczej cechy tego bardzo nowoczesnego rodzaju teatralnego, który nie jest ani dramatem ani komedią, a który na afiszach teatralnych nosi dziś po prostu miano ,,sztuki". Jest to jeden dowód więcej śmiałości geniuszu Moliera. W epoce, kiedy on tworzył, rodzaj komiczny i tragiczny były najściślej od siebie oddzielone; nikomu w głowie nie postało, iż komedia może zarazem bawić, wzruszać, pobudzać do myślenia, poruszać doniosłe (ba, nawet najświętsze!) problemy; iż może odbijać zarazem komizm i tragizm życia. Molier jednym zamachem obala te sztuczne bariery: jego <tytul_dziela>Mizantrop</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Don Juan</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Świętoszek</tytul_dziela>, <tytul_dziela>Skąpiec</tytul_dziela> to już podwaliny nowoczesnego <wyroznienie>dramatu</wyroznienie>, a raczej to otwarcie dróg dla pełni twórczej swobody.</akap>



<akap>Toteż <tytul_dziela>Mizantrop</tytul_dziela> był dla współczesnej publiczności dziełem zbyt śmiałym, zbyt odbiegającym od panujących pojęć o teatrze. Niektórzy, jak Boileau --- zrozumieli, czym jest to dzieło; ogółowi brakło w nim tego szerokiego śmiechu, do którego Molier przyzwyczaił słuchaczy. Powodzenie sztuki słabło: aby je podeprzeć, Molier napisał naprędce małe arcydzieło <tytul_dziela>Lekarz mimo woli</tytul_dziela>, w którym publiczność mogła znaleźć śmiechu do syta i w ten sposób ocalił na scenie utwór zamykający najwyższy jego ideał sztuki.</akap>




<akap><tytul_dziela>Mizantrop</tytul_dziela>, jak wszystkie prawie wielkie komedie Moliera, pisany jest wierszem. Było to w owej epoce obowiązujące; proza była dozwolona jedynie dla farsy; donioślejszy utwór pisany prozą był jak gość, który wybrał się na bal bez godowego stroju. Molier parę razy próbował przełamać ten konwenans, ale zawsze napotkał na opór. <tytul_dziela>Don Juan</tytul_dziela> Moliera nie miał wielkiego powodzenia: zyskała go dopiero blada przeróbka tegoż <tytul_dziela>Don Juana</tytul_dziela> sporządzona przez Tomasza Corneille, dlatego że była wierszem. Ta sama przyczyna opóźniła podobno tryumf <tytul_dziela>Skąpca</tytul_dziela>. Jak wszystkie utwory teatralne klasycznej doby, komedie Moliera (z wyjątkiem <tytul_dziela>Psyche</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Amfitriona</tytul_dziela>) pisane są <wyroznienie>aleksandrynem</wyroznienie>, długim, poważnym wierszem, odpowiadającym naszemu trzynastozgłoskowcowi. Klasyczny ten aleksandryn, pełny, ale nieco sztywny, kończący nieodmiennie myśl i zdanie z końcem wiersza, przetrwa w tej postaci aż do romantyków: Wiktor Hugo uczyni go żywszym, giętszym, łamiąc go, przenosząc myśl z jednego wiersza do drugiego, przesuwając swobodnie średniówkę i rozbijając jego tok szybkim, ucinanym dialogiem. Swobody te były jedną z głównych przyczyn zaciętej walki toczącej się około przedstawienia <tytul_dziela>Hernaniego</tytul_dziela> (1830). ,,Klasycznej" epoce obca jest żywość i przepych obrazowania poezji nowoczesnej; obraca się ona w szczupłym kręgu konwencjonalnych formuł: np. gdy mowa o miłości, zawsze mamy <wyroznienie>ognie</wyroznienie>, <wyroznienie>kajdany</wyroznienie>, <wyroznienie>katusze</wyroznienie>, <wyroznienie>groty</wyroznienie>, <wyroznienie>powolne służby</wyroznienie>, <wyroznienie>tkliwe starania</wyroznienie> etc. Trzeba <wyroznienie>nauczyć się czytać</wyroznienie> i oswoić się z tym konwenansem, aby pod tą skrzepłą dziś dla nas skorupą odczuć płonący potężny ogień. Ale pamiętajmy, że konwenans swój wytwarza każda epoka literacka i że bodaj czy nie dokuczliwsze jest już dla nas nadużycie <wyroznienie>anielstw</wyroznienie> i <wyroznienie>błyskawic</wyroznienie> u romantyków, a <wyroznienie>chuci</wyroznienie>, <wyroznienie>praiłów</wyroznienie> etc. u ,,Młodej Polski".</akap>




<akap>O ile nikt nie poważył się zaczepiać geniuszu komicznego Moliera, o tyle Molier jako stylista, jako pisarz, był --- zwłaszcza w pewnych epokach --- przedmiotem wielu zarzutów, a zarzuty te głównie tyczyły sztuk pisanych wierszem. Namiętnym sporom na tym tle, sporom, w które niepodobna mi tutaj bliżej wchodzić, położył koniec Brunetière, stwierdzając, iż <wyroznienie>wielki</wyroznienie> pisarz a <wyroznienie>poprawny</wyroznienie> pisarz są to pojęcia, które bynajmniej nie zawsze się pokrywają, i że być może nawet w tej właśnie ,,niepoprawności" tkwi tajemnica życia i siły danego stylu. Ani Corneille, ani Saint-Simon, ani Balzac nie byli ,,poprawnymi" pisarzami.</akap>




<akap>A wreszcie pamiętajmy o jednym. Tekst komedii Moliera, taki jak go posiadamy, to przeważnie, <wyroznienie>brulion</wyroznienie> kreślony przezeń dla sceny i niedbale wydany obcą ręką po śmierci pisarza. Molier sam nie troszczył się o wydawanie swoich komedii, może właśnie dlatego, iż czuł, że oddając je do druku, trzeba by podjąć mozolną pracę oszlifowania i wykończenia, na co w swoim gorączkowym i szczelnie wypełnionym życiu nie miał ani dość czasu, ani swobody myśli.</akap>

<sekcja_asterysk/>

<akap>Bezpośredni wpływ <tytul_dziela>Mizantropa</tytul_dziela> na polską komedię jest mały, mniejszy niż innych utworów Moliera: mogę tu przytoczyć, za Kielskim<pt><slowo_obce>za Kielskim</slowo_obce> --- Bolesław Kielski, <tytul_dziela>O wpływie Moliera na rozwój komedii polskiej</tytul_dziela>.</pt>, <tytul_dziela>Dziwaka</tytul_dziela> Rzewuskiego, <tytul_dziela>Odludki i poetę</tytul_dziela> Fredry oraz poniekąd scenę obmowy w <tytul_dziela>Mężu i żonie</tytul_dziela>.</akap>



<akap>Przekładali go na nasz język Zabłocki (1774), Franciszek Kowalski, Szymanowski.</akap>

<sekcja_asterysk/>


<akap>Przekład niniejszy dokonany jest z oryginału na podstawie pomnikowego wydania Moliera w <tytul_dziela>Les grands écrivains de la France</tytul_dziela>.</akap>



<akap>Główne prace z zakresu olbrzymiej bibliografii Molierowskiej:</akap>



<akap>Rigal, <tytul_dziela>Molière</tytul_dziela>, 1908.</akap>


<akap>Lafenestre, <tytul_dziela>Molière</tytul_dziela>, 1909.</akap>



<akap>Maurice Donnay, <tytul_dziela>Molière</tytul_dziela>, 1911.</akap>



<akap>J. J. Weiss, <tytul_dziela>Molière</tytul_dziela>, 1900.</akap>



<akap>Faguet, <tytul_dziela>Rousseau contre Molière</tytul_dziela>, 1912.</akap>



<akap>Sarcey, <tytul_dziela>Quarante ans de théâtre</tytul_dziela>, I série. (<tytul_dziela>Molière et la comédie</tytul_dziela>), 1900.</akap>



<akap>J. Lemaître, <tytul_dziela>Impressions de théâtre</tytul_dziela>, I série.</akap>



<akap>Brunetière, <tytul_dziela>Les époques du théâtre français</tytul_dziela>.</akap>



<akap>Lanson, <tytul_dziela>Histoire de la littérature française</tytul_dziela>.</akap>



<akap>Faguet, <tytul_dziela>Le XVII siècle</tytul_dziela>, 1885.</akap>








<naglowek_rozdzial>Mizantrop</naglowek_rozdzial>







<lista_osob>
<naglowek_listy>OSOBY:</naglowek_listy>



<lista_osoba><osoba>ALCEST</osoba>, zalotnik <osoba>Celimeny</osoba></lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>FILINT</osoba>, przyjaciel <osoba>Alcesta</osoba></lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>ORONT</osoba>, zalotnik <osoba>Celimeny</osoba></lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>CELIMENA</osoba></lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>ELIANTA</osoba>, kuzynka <osoba>Celimeny</osoba></lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>ARSENA</osoba>, przyjaciółka <osoba>Celimeny</osoba></lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>AKAST</osoba>, markiz</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>KLITANDER</osoba>, markiz</lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>SIERŻANT</osoba> urzędu marszałkowskiego</lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>ERGAST</osoba>, służący <osoba>Alcesta</osoba></lista_osoba>


<lista_osoba><osoba>LOKAJ</osoba> <osoba>Celimeny</osoba></lista_osoba>
</lista_osob>





<miejsce_czas>Rzecz dzieje się w Paryżu, w domu <osoba>Celimeny</osoba>.</miejsce_czas>






<naglowek_akt>AKT I</naglowek_akt>




<naglowek_scena>SCENA PIERWSZA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>FILINT</osoba>, <osoba>ALCEST</osoba></didaskalia>



<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Cóż znowu? Co się stało?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba> <didaskalia>siedząc</didaskalia>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Daj mi pokój, proszę.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Niechże się więc choć dowiem, za co gniew twój znoszę?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Proszę, chciej mnie od swojej zwolnić obecności.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Ależ wysłuchać mógłbyś przynajmniej bez złości.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Chcę się złościć, a nie chcę słuchać. Do widzenia.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Wyznam, że nie pojmuję twego uniesienia,/
I choć węzłem przyjaźni złączeni najściślej...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>
 <didaskalia>wstając gwałtownie z krzesła</didaskalia>

<kwestia><strofa>Ja, twoim przyjacielem? Pozbądź się tej myśli. /
Byłem nim dotąd, prawda, byłem sercem całem,/
Lecz odkąd twą prawdziwą istotę przejrzałem, /
Odkąd znam fałsz, zgniliznę, co duszę twą toczy, /
Kwita z przyjaźni; nie chcę widzieć cię na oczy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Więc doprawdy tak bardzo mnie występnym mienisz?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><begin id="b1326469300306-138060699"/><motyw id="m1326469300306-138060699">Przyjaźń, Grzeczność, Fałsz, Obyczaje</motyw>Jak to, i ty ze wstydu sam się nie rumienisz?/
O wartość twego czynu nie myślę wieść sporu, /
Bo musi się nań wzdrygnąć, kto ma krztę honoru. /
Więc ty w mych własnych oczach, jak na zawołanie /
Śmiesz komuś okazywać najtkliwsze wylanie, /
Zapewnienia swych usług, zaklęcia, czułości,/
Zda się że mu w uściskach pogruchotasz kości: /
A gdy zapytam, co z nim łączy cię tak blisko, /
Dobrze, jeżeli zdołasz przypomnieć nazwisko! /
Ledwie odszedł, już stygnie zapał twej przyjaźni /
I gdy ci o nim mówić, ty drwisz najwyraźniej!/
Tam do licha! to rzecz jest nikczemna, niegodna, /
Tak swoją duszę fałszem splugawić aż do dna; /
Ja, gdyby mnie Bóg takim uczynił w swym gniewie, /
Poszedłbym się powiesić na najbliższym drzewie<pt><slowo_obce>Cóż znowu? (...) Poszedłbym się powiesić na najbliższym drzewie</slowo_obce> --- Jedną z cech Moliera jako komediopisarza, jest  mistrzostwo ekspozycji. Główny rys charakteru, dominująca namiętność  bohatera sztuki ujawnia się od pierwszych słów niby <wyroznienie>temat</wyroznienie> muzyczny, którego cała komedia będzie rozwinięciem. Widzimy tu dwóch przyjaciół w sprzeczce; Alcest znajduje się w stanie najwyższego podrażnienia, z ust jego padają ciężkie słowa: <wyroznienie>fałsz</wyroznienie>, <wyroznienie>zgnilizna</wyroznienie>, <wyroznienie>honor</wyroznienie> i oto za chwilę widzimy, iż rzecz, o którą chodziło, jest zdawkową błahostką towarzyską. Ten niestosunek pomiędzy wagą wydarzeń a oddziaływaniem na nie stanowi podkład charakteru Alcesta i główną treść sztuki. Stopniowo zapoznamy się z przyczynami tego stanu.</pt>.<end id="e1326469300306-138060699"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Nie uważam za godną postronka tej kwestii, /
Gdybym więc twej nie zdołał uzyskać amnestii,/
Pozwól, że od wyroku sam się ułaskawię/
I znajomość ze stryczkiem na później zostawię<pt><slowo_obce>Nie uważam (...) zostawię </slowo_obce> --- <osoba>Filint</osoba> zna już <osoba>Alcesta</osoba> z tej strony; że zaś umie pod szorstką powłoką ocenić jego zalety i jest doń szczerze przywiązany, stara się zbyć żartem jego gniewy, być może bawiąc się nawet nimi w duchu.</pt>.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>I koncept twój niesmaczny, i sprawa nic warta.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>A więc mówiąc poważnie, czegóż chcesz, u czarta?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Chcę, by człowiek uczciwy postępował szczerzej/
I na wiatr słów nie rzucał, w które sam nie wierzy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1326469471813-2253708775"/><motyw id="m1326469471813-2253708775">Grzeczność, Przyjaźń, Obyczaje, Prawda</motyw>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Jakże? Gdy ktoś z radością śpieszy w me ramiona, /
Trzebaż z równym wylaniem tulić go do łona! /
Wedle sił swoich spłacić, w tej samej walucie, /
Przysięgi przysięgami, uczuciem uczucie<pt><slowo_obce>Jakże? (...) Przysięgi przysięgami, uczuciem uczucie</slowo_obce> --- <osoba>Filint</osoba>, doskonały światowiec, dalej podtrzymuje ton łagodnej i żartobliwej ironii.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Nie, wyznaję, że wcale nie podoba mi się/
Obyczaj, jaki wasi przybrali modnisie;/
Nienawidzę ich manier, znieść nie mogę tonów,/
Jakie mają ci istni handlarze ukłonów, /
Ci uścisków na zimno uprzejmi rozdawcy,/
Ci niestrudzeni pustych przyrzeczeń łaskawcy,/
Co w jednakie są słowa uznania rozrzutni/
Dla ludzi godnych tego i dla zwykłych trutni./
Jakąż korzyść ma z takim człowiekiem zażyłość? /
Cóż, że ślubuje przyjaźń, szacunek i miłość/
I nad tobą w pochlebstwach rozpływa się cały,/
Gdy lada błazen równej dozna odeń chwały?/
Nie, każdy, co w swych piersiach nosi duszę zacną,/
Wzgardzi uczuciem, co się udziela zbyt łacno; /
Najbardziej chlubne słowa lichą wartość mają,/
Skoro nam je wypada dzielić z całą zgrają;/
Do szacunku <wyroznienie>wyłączność</wyroznienie> jest jedyną drogą, /
A kto cały świat ceni, nie ceni nikogo. /
Skoro więc ty podzielasz ten obyczaj modny, /
Zaszczytu twej przyjaźni nie czuję się godny;/
Zrzekam się skarbów serca, co w swej uprzejmości /
Bez najmniejszej różnicy cały świat ugości; /
Ja chcę swe własne prawa mieć zawsze i wszędzie<pt><slowo_obce>Ja chcę swe własne prawa mieć zawsze i wszędzie</slowo_obce> --- Tutaj do motywu zasadniczego oburzenia dołącza się
osobisty rys <osoba>Alcesta</osoba>: duma.</pt>: /
Przyjaciel wszystkich ludzi moim więc nie będzie.</strofa></kwestia>

 
<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Ależ, gdy żyjem w świecie, musimy nawzajem/
Przestrzegać pewnych względów wskazanych zwyczajem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Bynajmniej; ścigać trzeba bez litości żadnej /
Ten fałszywych przyjaźni jarmark zbyt układny; /
Żądam, aby <wyroznienie>mężczyzna</wyroznienie> był nim w każdym słowie, /
By duszę swoją wkładał we wszystko, co powie; /
Chcę z nim samym przestawać, nie zaś z jego usty /
Jedynie, z których spływa dźwięk grzeczności pusty.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Lecz zważ, że nas zbyt często wzniosła szczerość taka /
Okryłaby śmiesznością i sławą prostaka;/
Że nieraz, niech drażliwość twoja mi wybaczy, /
Nieźle jest nasze myśli dobrze ukryć raczej. /
Czy byłoby roztropnym, przyzwoitym zgoła, /
Co o nich sądzim, wszystkim oznajmić dokoła? /
Okazywać otwarcie wobec innych ludzi,/
Co nam się nie podoba albo co nas nudzi?<end id="e1326469471813-2253708775"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Tak.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Jak to? podstarzałej więc mocno Chlorydzie</wers_cd>/
Powiesz, że z wiekiem w parze zalotność nie idzie,/
I że próżno bielidłem wskrzeszać wdzięk przyćmiony<pt><slowo_obce>Tak. (...) przyćmiony?</slowo_obce> --- Jako człowiek wytrawny i rozumny <osoba>Filint</osoba> wie, iż  wystarczy sprowadzić dyskusję na teren ścisłych przykładów, aby oświetlić przesadę <osoba>Alcesta</osoba> oraz niewłaściwość, jaką byłoby ciągłe stosowanie wielkich zasad do drobnych rzeczy. Jakoż czujemy, że <osoba>Alcest</osoba> zagadnięty w ten sposób wprost, jeżeli się upiera, to więcej przez punkt honoru niż z szczerego przekonania. Potwierdzi nam to poniekąd następna scena. Ten jeden rys ukazuje nam w <osoba>Alceście</osoba> z jednej strony człowieka upartego i zaciskającego się, z drugiej strony skłonnego do prostolinijnego doktrynerstwa. Widzimy również, że aż do tej pory mizantropia <osoba>Alcesta</osoba> nie była jeszcze poniekąd czynna, skoro dopiero ma <wyroznienie>zamiar</wyroznienie> rozpocząć swą kampanię przeciw społeczeństwu.</pt>?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Zapewne.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Dorylowi, że jego androny,</wers_cd>/
Wysławianie swych zwycięstw i rodowej chwały /
Każdemu już na dworze we znaki się dały<pt><slowo_obce>androny (...) we znaki się dały</slowo_obce> --- Jakże często Molierowi dało się we znaki towarzystwo tych panów i panków, których on, geniusz, największy  człowiek swej epoki, musiał słuchać cierpliwie i z uszanowaniem przez  wzgląd na ich stanowisko, kryjące często ciemnotę, pyszałkowatość i  nieokrzesanie.</pt>?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Owszem.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Żartujesz chyba!</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd><begin id="b1326471304873-1931576250"/><motyw id="m1326471304873-1931576250">Samotnik, Walka, Gniew</motyw>Mówię najpoważniej</wers_cd>/
I nie myślę oszczędzać tego, co mnie drażni. /
To, co widzę dokoła, na dworze czy w mieście, /
Żółć mi porusza, muszę wybuchnąć nareszcie. /
Patrzeć co dzień na ludzi, jak żyją ze sobą, /
To grozi melancholią lub ciężką chorobą./
Gdzie spojrzeć, wszędzie zgraja pochlebców przebrzydła<pt><slowo_obce>Gdzie spojrzeć, wszędzie zgraja pochlebców przebrzydła</slowo_obce> --- Pochlebstwo to słowo, dziś już tak odległe, które powraca bez ustanku pod piórem dawnych satyryków i moralistów: był to wrzód toczący owo feudalne społeczeństwo oparte na nierówności i zależności.</pt>;/
Podstęp, niesprawiedliwość; zdrady, fałszu sidła; /
Dłużej już nie wytrzymam; dławię się; a zatem /
Wolę do upadłego walczyć z całym światem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>



<kwestia><strofa>Twój sąd o ludziach nazbyt zdaje mi się dziki<end id="e1326471304873-1931576250"/>; /
Śmiać się też muszę tylko, słysząc te wybryki, /
I mniemam, żeśmy razem podobni niezmiernie/
Do tych dwóch w <tytul_dziela>Szkole mężów</tytul_dziela> skreślonych tak wiernie<pt><tytul_dziela>Szkoła mężów</tytul_dziela> --- jedna z pierwszych komedii Moliera, przedstawia dwóch braci: cierpkiego i podejrzliwego Sganarela oraz pobłażliwego i ludzkiego Arysta.</pt> /
Braci, z których...</strofa></kwestia>




<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Mój Boże! Skończ te liche żarty.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Ty raczej przestań w pysze grzęznąć zbyt upartej<pt><slowo_obce>Ty raczej przestań w pysze grzęznąć zbyt upartej</slowo_obce> --- <osoba>Filint</osoba>, wytrawny psycholog, umie wyróżnić w postępowaniu <osoba>Alcesta</osoba> ten zasadniczy rys jego charakteru.</pt>. /
Złość się, jak chcesz, sam jeden świata nie odmienisz, /
A skoro wszelką szczerość tak wysoko cenisz, /
Powiem ci przeto szczerze, jeśli nie wiesz o tem, /
Że twój obłęd szyderstwa stał się już przedmiotem /
I że twój gniew tak srogi na świata zwyczaje /
Na śmiech ludzki jedynie wszędy cię podaje.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Doprawdy? Tym ci lepiej! Doskonale, przednio! /
Radość mi tym wyznaniem czynisz niepowszednią, /
Bo każdy człowiek tyle wzgardy we mnie budzi, /
Że wstydziłbym się znaleźć łaskę w oczach ludzi.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Słabą naturę ludzką sądzisz zbyt surowo.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Nienawidzę jej, powiedz: to zbyt wątłe słowo.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Więc bez żadnej różnicy, w całym świecie biednym /
Nie złagodzisz swych sądów przykładem ni jednym? /
A przecież między ludźmi, pośród których żyjem...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><begin id="b1326471513983-2939260307"/><motyw id="m1326471513983-2939260307">Pogarda, Cnota</motyw>Nie odmienisz mych uczuć nazwaniem niczyjem: /
Jednymi gardzę, bo są źli i niegodziwi,/
Drugimi, że na podłość ludzką zbyt cierpliwi /
I że nie płoną dla niej tym gniewem wieczystym, /
Jaki winien występek budzić w sercu czystym.<end id="e1326471513983-2939260307"/>/
Czego nie zniosą świata względy zbyt łaskawe,/
Dowodem jawny oszust, z którym wiodę sprawę<pt><slowo_obce>Dowodem jawny oszust, z którym wiodę sprawę</slowo_obce> --- Ukazuje się tutaj, iż rozjątrzenie <osoba>Alcesta</osoba>  przeciw społeczeństwu ma, jak zwykle bywa u ludzi, i osobisty podkład w jakiejś świeżej przykrości.</pt>!/
Z dala poznasz w nim franta przez maskę układną, /
Czym być potrafi, nie jest tajemnicą żadną; /
Jego wzrok świątobliwy i pokora mnisza /
Chyba tylko obcego mogą zwieść przybysza. /
Wszyscy patrzyli na tę nędzną kreaturę, /
Jak przez brudne zabiegi wciąż pięła się w górę; /
Dziś, u szczytu powodzeń siedząc bez sromoty, /
Jest zniewagą zasługi, a hańbą dla cnoty. /
Mów, gdzie chcesz, o nim, choćby z największą pogardą, /
Nikt za jego honorem nie ujmie się twardo; /
Nazwij go łotrem, zdrajcą, ani się kto zdziwi, /
Cały świat ci to przyzna, nikt się nie przeciwi; /
Z tym wszystkim w każdym domu miłym gościem będzie, /
Przyjmują go z uśmiechem, spotykasz go wszędzie; /
Niech tylko wakans jaki otworzy się kędy, /
On przed najzasłużeńszym umie zyskać względy<pt><slowo_obce>Z dala poznasz (...) umie zyskać względy</slowo_obce> --- Postać, jaką <osoba>Alcest</osoba> kreśli, jest jakby sobowtórem  Tartufa, jak w ogóle walka z powodu <tytul_dziela>Tartufe'a</tytul_dziela> (<tytul_dziela>Świętoszka</tytul_dziela>) jest poniekąd  podłożem, na którym powstał <tytul_dziela>Mizantrop</tytul_dziela>.</pt>. /
Do kroćset! to są dla mnie rany nazbyt krwawe /
Patrzeć na tę uprzejmą z łajdactwem zabawę /
I doprawdy czasami bierze mnie ochota/
Uciec gdzie na pustynię od waszego błota.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><begin id="b1326471652514-2880556248"/><motyw id="m1326471652514-2880556248">Umiarkowanie, Kondycja ludzka</motyw>Mój Boże! mniej się troszczmy o moralność cudzą, /
A błędy świata tyle gniewu w nas nie zbudzą; /
Nie wnikajmy w naturę ludzką zbyt głęboko, /
Na słabostki jej uczmy się przymykać oko. /
Być szlachetnym, rozumnym, to jeszcze za mało: /
Bądźmy ludzcy, gdy z ludźmi wciąż nam żyć przystało. /
Najwyższy rozum drogę pośrednią obierze /
I umie swe żądania zamknąć w pewnej mierze. /
Ta staroświeckiej cnoty surowa powaga /
Od nas, ułomnych ludzi, zbyt wiele wymaga;/
Trudnoż doprawdy wiecznie trwać starym przesądem, /
Dziś żyjem, więc z dzisiejszym trzeba iść nam prądem. /
Czyż to nie jest szaleństwo iście bez przykładu /
Chcieć cały świat przerabiać podług swego ładu<pt><slowo_obce>Czyż to nie jest szaleństwo (...) przerabiać podług swego ładu?</slowo_obce> --- ,,I lepiej wraz z innymi zostać w głupców rzędzie niż być mędrcem, co w wojnie z całym światem będzie", mówi Molier ustami Arysta w <tytul_dziela>Szkole mężów</tytul_dziela>.</pt>? /
I ja, jak ty, spostrzegam co dzień rzeczy tysiąc: /
Że mogłyby iść lepiej, gotów jestem przysiąc, /
A przecież, choć spotykam złe na każdym kroku, /
Gniewu z tego powodu nie dojrzysz w mym oku. /
Biorę człowieka za to, czym on jest w istocie; /
Nie potępiam słabości, nie dziwię niecnocie /
I mniemam, że filozof podzieliłby ze mną /
Raczej mój chłodny spokój, niż twą żółć daremną.<end id="e1326471652514-2880556248"/></strofa></kwestia>


 <naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Ale ten spokój, co jest w wywodach tak biegły, /
Czy zawsze będzie równie dla świata uległy? /
Gdy serdeczny przyjaciel zdradzi cię nikczemnie,  /
Gdy ktoś mienie twe zechce wydrzeć potajemnie, /
Lub zgubić cię spróbuje haniebną potwarzą, /
Czy i to wówczas ścierpisz z tak pogodną twarzą<pt><slowo_obce>Czy i to wówczas ścierpisz z tak pogodną twarzą?</slowo_obce> --- Tu znów <osoba>Alcest</osoba> przycisnął <osoba>Filinta</osoba> do muru,  zagadując go tak wprost <slowo_obce>ad hominem</slowo_obce>; i z kolei <osoba>Filint</osoba> wpada po trosze w doktrynę, pragnąc podtrzymać do ostatnich krańców swą filozoficzną obojętność. Albowiem życie u Moliera nigdy nie jest teorią, tylko wciąż żywą i mieniącą się grą charakterów, namiętności, dążeń.</pt>?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Zapewne; patrząc na to, jedynie pomyślę, /
Że błędy te z człowiekiem zrośnięte są ściśle;  /
I widząc ludzkie kłamstwa, występki, niecnotę, /
Nie większą zgoła czuję do gniewu ochotę, /
Niż gdybym miał przed sobą głodnych wilków stado, /
Złe małpy albo sępy krążące gromadą.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Więc mam się dać oczerniać, ołgiwać, okradać /
I nie mogę... Do licha, przestań o tym gadać!/
Ty chcesz mnie chyba drażnić tym całym wywodem.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Radziłbym ci poczynać sobie z większym chłodem; /
I miast nad swoim wrogiem znęcać się bezkrwawo, /
Wolałbyś się zakrzątnąć nieco za twą sprawą.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Nie uczynię ni kroku; rzecz postanowiona.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Jakaż ci więc przed sądem zostaje obrona?</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Jaka? W zdrowym rozumie, w mej słuszności, w prawie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Nie postarasz się sędziów nastroić łaskawie<pt><slowo_obce>Nie postarasz się sędziów nastroić łaskawie</slowo_obce> --- Z tej i z poprzedniej aluzji widzimy, że <osoba>Alcest</osoba> ma jakiś proces. Otóż w owej epoce przychylne nastrajanie sędziów za pomocą osobistych odwiedzin, wszelakich wpływów, a nawet podarków było nie tylko przyjęte, ale obowiązkowe; pominięcie tych dróg zakrawało wręcz na lekceważenie i obrazę władzy. Ten stan sądownictwa, będący od  Rabelais'go i wcześniej nawet, przedmiotem satyry, przetrwa aż do  Rewolucji francuskiej; ostatnim ciosem wymierzonym weń są słynne  <tytul_dziela>Memoriały</tytul_dziela> Beaumarchais'go oraz <tytul_dziela>Wesele Figara</tytul_dziela> tegoż pisarza. Replika ta  <osoba>Filinta</osoba> w odpowiedzi na poprzedni wiersz świadczy, iż <osoba>Filint</osoba> dość sceptycznie patrzał na bezstronność sędziów.</pt>?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Nie; czyliż moja sprawa jest zła albo brudna?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Bynajmniej; lecz z szelmostwem walka bywa trudna, /
I jeżeli nie zechcesz...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>



<kwestia><strofa><wers_cd>Nie poruszę nogą<pt><slowo_obce>Nie poruszę nogą</slowo_obce> --- Rys ten stanowi dowód uporu, ale i prawości charakteru <osoba>Alcesta</osoba>. Wyrasta on tutaj ponad swoje społeczeństwo, w którym nawet najzacniejsi ludzie nie wahali się używać w danym razie wszelkich wpływów, aby przeciągnąć wymiar sprawiedliwości na swoją stronę. Dla współczesnych ten rys <osoba>Alcęsta</osoba> musiał być raczej komicznym.</pt>;</wers_cd>/
Słuszność ja mam.</strofa></kwestia>




<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Lecz możesz przypłacić ją drogo;</wers_cd>/
Przeciwna strona bowiem, w intrygach silniejsza, /
Może sędziów przeciągnąć, zjednać sobie...</strofa></kwestia>


 <naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Mniejsza.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Zawiedziesz się.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Więc dobrze. Chcę ujrzeć to dziwo.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Ależ...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Przegram mój proces z rozkoszą prawdziwą.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Ależ przecie...
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Zobaczym. Niech się rzecz rozwidni;</wers_cd>/
Czy też ludzie potrafią być tyle bezwstydni, /
Tak przewrotni, bezczelni, z sercem tak zbrodniczem, /
Aby mnie jawnie skrzywdzić przed świata obliczem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Cóż za człowiek!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Zapłacę chętnie tę zabawę</wers_cd>/
I wprost dla ciekawości chciałbym przegrać sprawę<pt><slowo_obce>wprost dla ciekawości chciałbym przegrać sprawę.</slowo_obce> --- Widzimy stąd, iż <osoba>Alcest</osoba>, bądź co bądź, musi być człowiekiem zamożnym, aby sobie pozwalać na takie doświadczenia.</pt>.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Na honor, gdyby cię ktoś usłyszał, Alceście, /
Wnet byś przedmiotem śmiechu stał się w całym mieście.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Tym ci gorzej dla śmieszków.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Ale tę surową</wers_cd>/
Powagę, w którą lubisz stroić każde słowo, /
Tę prawość nieskażoną w uczciwej prostocie, /
Czyliż ją odnajdujesz w swych uczuć przedmiocie? /
Wyznaję, iż zdumiewa mnie czasem twe serce,/
Iż będąc z rodem ludzkim w tak wielkiej rozterce, /
Mimo wszystko, co wstrętem napełnia je w świecie, /
Wśród niego cel uwielbień swych znalazło przecie. /
Ale większe zdziwienie jeszcze budzi we mnie /
Twój wybór, który pojąć silę się daremnie;/
Dobra Elianta łask swych wszak ci nie ukrywa, /
Mile na cię spogląda Arsena cnotliwa, /
A przecież od ich uczuć stroni twoja dusza, /
Natomiast Celimeny powab ją porusza, /
Której płocha zalotność i dowcip złośliwy /
Przykład modnych zwyczajów stanowią prawdziwy. /
Czemuż, gdy dla nich czujesz nienawiść tak srogą, /
Ta, która ich obrazem, tyle ci jest drogą? /
Czy w jej lubej osobie błędy te nie rażą? /
Nie widzisz ich, że znosisz z tak spokojną twarzą<pt><slowo_obce>Tę prawość (...) twarzą?</slowo_obce> --- Tutaj <osoba>Filint</osoba> uderza w słabą stronę pancerza <osoba>Alcesta</osoba>. Zarazem w ekspozycji sztuki pojawia się nowy motyw; dowiadujemy się, że ten zacięty krytyk ludzkości kocha i to kocha osobę będącą wcieleniem tych właśnie wad, które tak potępia.</pt>?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><begin id="b1326471747922-2550771600"/><motyw id="m1326471747922-2550771600">Miłość, Kobieta, Mężczyzna</motyw>Nie. Miłość, jaką czuję dla tej młodej wdowy<pt><slowo_obce>Nie. Miłość, jaką czuję dla tej młodej wdowy</slowo_obce> --- Czujemy, jak na wzmiankę o <osoba>Celimenie</osoba> <osoba>Alcest</osoba> mięknie, jak podrażnienie jego ustępuje miejsca tkliwości.</pt>, /
Nie znaczy, bym oślepnąć dla niej był gotowy; /
I jakkolwiek me serce ku jej wdziękom skłaniam, /
Pierwszy widzę jej błędy, pierwszy im przyganiam. /
Jednak przyznaję, żem jest względem niej zbyt słaby, /
Zbyt silny mają urok dla mnie jej powaby; /
I choć jej wady wielce ranią moją duszę, /
Mimo wszelkie wzdragania i tak kochać muszę. /
Lecz mniemam, że gdy chęci serca mego ziści, /
Miłość moja jej duszę z tych błędów oczyści.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba><end id="e1326471747922-2550771600"/>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Jeżeli tego dopniesz, dokażesz niemało<pt><slowo_obce>Jeżeli tego dopniesz, dokażesz niemało.</slowo_obce> --- Wytrawny <osoba>Filint</osoba> z powątpiewaniem odnosi się do tego odrodzenia moralnego <osoba>Celimeny</osoba>; jednakże swoim zwyczajem wyraża to  bardzo dyskretnie.</pt>./
Zatem wierzysz, iż w czuciach swych umie być stałą?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Jakże mógłbym ją kochać, nie mając tej wiary?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Gdy więc znasz jej przyjazne dla siebie zamiary, /
Czemuż cię tłum rywalów od niej tak oddala?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Bo serce kochające chce być bez rywala<pt><slowo_obce>serce kochające chce być bez rywala</slowo_obce> --- Z tego, co poprzednio <osoba>Alcest</osoba> mówił o <wyroznienie>wyłączności</wyroznienie> w  przyjaźni, możemy zgadnąć, czym dla tego dumnego serca musi być  rywalizacja w miłości.</pt>; /
I właśnie mego tutaj zjawienia przedmiotem /
Powiedzieć jej otwarcie, co rozumiem o tem<pt><slowo_obce>I właśnie (...) o tem.</slowo_obce> --- Z tych słów widzimy, że <osoba>Alcest</osoba> przybył tu w  zamiarze stanowczej i ostatecznej rozmowy z <osoba>Celimeną</osoba>; tym lepiej tłumaczymy sobie stan jego podrażnienia.</pt>.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Gdyby o mego serca chodziło życzenie, /
Eliancie bym poświęcił wszystkie me płomienie; /
Dusza jej, cnót tak pełna, sprzyja ci najszczerzej, /
Toteż raczej w tym związku szczęście twoje leży<pt><slowo_obce>Gdyby o mego serca (...) szczęście twoje leży.</slowo_obce> --- Ze słów <osoba>Filinta</osoba> dowiadujemy się, że istnieje osoba wcielająca wszystkie zalety charakteru po myśli <osoba>Alcesta</osoba> i której  w dodatku <osoba>Alcest</osoba> nie jest obojętny. Słowa te, jak się okaże później, są dowodem bezinteresownej i oddanej przyjaźni <osoba>Filinta</osoba>.</pt>.</strofa></kwestia>




<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Masz słuszność; sam mi rozum to samo powiada, /
Lecz, niestety, miłością rozsądek nie włada<pt><slowo_obce>Lecz, niestety, miłością rozsądek nie włada</slowo_obce> --- Jedna z tych bolesnych prawd, które Molier opłacił wieloma goryczami życia.</pt>.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Lękam się, iż ten płomień, co trawi twe łono,  /
Podsycając nadzieję...</strofa></kwestia>






<naglowek_scena>SCENA DRUGA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>ORONT</osoba>, <osoba>ALCEST</osoba>, <osoba>FILINT</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba> <didaskalia>do <osoba>Alcesta</osoba></didaskalia>

<kwestia><strofa><wers_cd>Właśnie mi mówiono,</wers_cd>/
Że piękne panie wyszły za jakimś sprawunkiem; /
Lecz zastawszy tu pana szczęśliwym trafunkiem, /
Wstąpiłem, by wynurzyć mu z serca całego /
Mój niezmierny szacunek, jaki mam dla niego. /
Już od dawna me serce dziwną chęcią płonie,/
Abym w przyjaciół twoich mógł znaleźć się gronie; /
Związek dwu ludzi wyższych, to rozkosz prawdziwa: /
Niechaj więc nas braterstwa połączą ogniwa. /
Przyjaciel tak oddany i nie bez znaczenia, /
Nie sądzę, by był rzeczą godną pogardzenia<pt><slowo_obce>Lecz zastawszy (...) pogardzenia</slowo_obce> --- Scena ta jest żywą ilustracją owych zdawkowych stosunków towarzyskich, które tak drażnią i oburzają <osoba>Alcesta</osoba>: jakoż ujrzymy niebawem, że wszystkie te szumne wynurzenia <osoba>Oronta</osoba> są jedynie pozorem mającym go upoważnić do odczytania <osoba>Alcestowi</osoba> swojej poezji i  wyłudzenia zeń pochwały. Wejście <osoba>Oronta</osoba> zastało <osoba>Alcesta</osoba> zatopionego w zadumie, w jaką wtrąciły go własne ostatnie słowa oraz myśl o <osoba>Celimenie</osoba>. Natręt ściąga go z obłoków.</pt>./
<didask_tekst>Podczas tej przemowy <osoba>Alcest</osoba> pogrążony jest w zamyśleniu, nie uważając, że słowa te odnoszą się do niego, i budzi się dopiero na to zdanie <osoba>Oronta</osoba>:</didask_tekst>/
Do pana miałem zaszczyt skierować te słowa.</strofa></kwestia>


 <naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Do mnie?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Tak jest, do pana. Może ich osnowa</wers_cd>/
Nie dość grzeczną się zdała?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Bynajmniej; zdziwienie</wers_cd>/
Budzą tylko, spadając tak niezasłużenie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Nie powinny cię dziwić mojej czci wyrazy, /
Wszakże jesteś jej godzien i po tysiąc razy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Panie...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Na podobnego wszak tobie człowieka</wers_cd>/
Ojczyzna, państwo całe, już od dawna czeka.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Panie...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Co do mnie, mogę stawić ciebie śmiało</wers_cd>/
Wyżej niż wszystko, co nasz kraj okrywa chwałą<pt><slowo_obce>Nie powinny (...) chwałą.</slowo_obce> --- Komplementy te ujawniają przesadę właściwą ówczesnym światowym koteriom; dowodzą jednak równocześnie, że <osoba>Alcest</osoba> jest człowiekiem niepospolitym, na którego zdaniu <osoba>Orontowi</osoba> mocno zależy.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Panie...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Że mówię szczerze, samo niebo świadkiem!</wers_cd>/
By więc te słowa uczuć stały się zadatkiem,/
Pozwól, bym cię serdecznym otoczył ramieniem /
I przyjaciela twego nazwał się imieniem. /
Masz moją rękę, weź ją. Przyrzekasz mi zatem /
Swą przyjaźń?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Panie...</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Jak to! nie chcesz mi być bratem?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Panie, słowa twe dla mnie zaszczytem prawdziwym, /
Lecz przyjaźń jest uczuciem nad wyraz wstydliwym, /
I znieważa tę serca mieszkankę dostojną, /
Kto skarby jej rozrzuca dłonią nazbyt hojną. /
Poznania wzajemnego związek ten wymaga, /
Ostrożność mu przyświecać winna i rozwaga, /
By kiedyś obu stronom, gdy źle się dobiorą, /
Nie zaciężyły więzy, przyjęte zbyt skoro<pt><slowo_obce>Panie (...) zbyt skoro.</slowo_obce> --- Widzimy, iż <osoba>Alcest</osoba>, mimo iż nieustępliwy w zasadach, stara się je oblec w formę godną i dworną.</pt>.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Twa roztropność powagi tak pełna, prawdziwie, /
Zwiększa jeszcze szacunek, jaki dla cię żywię./
Nim więc czas wzmocnić zdoła ten związek tak luby, /
Ja w oddaniu się tobie chcę szukać mej chluby. /
Gdybyś na dworze żądał poparcia swej sprawy,/
Wiadomo, że król na mnie dosyć jest łaskawy<pt><slowo_obce>Wiadomo, że król na mnie dosyć jest łaskawy</slowo_obce> --- Ten <osoba>Oront</osoba> jest, bądź co bądź, nie lada figurą (choćby nawet trochę przesadzał), co tym bardziej rzuca nam światło na szacunek, jakiego <osoba>Alcest</osoba> musiał zażywać w świecie. Z poprzedniego wiersza widzimy, iż jedno słowo <osoba>Oronta</osoba> mogło rozstrzygnąć proces <osoba>Alcesta</osoba> na jego korzyść, co <osoba>Alcest</osoba> zupełnie puszcza mimo uszu.</pt>,/
Ceni wielce me zdanie i w każdej potrzebie /
Najmiłościwiej wzywać raczy mnie do siebie./
Słowem, chcę twoim sługą być na każdy sposób; /
Że zaś stawiam cię w rzędzie najświatlejszych osób, /
Pragnę dla nawiązania naszych dusz wymiany /
Odczytać ci sonecik przed chwilą spisany<pt><slowo_obce>Odczytać ci sonecik, przed chwilą spisany</slowo_obce> --- Ówczesne wykwintne towarzystwo przesiąknięte było literackością; miało to swoje ogromne korzyści, ale miało i komiczne strony. Z manią szarad, ballad, sonetów, jakie uważali sobie za obowiązek fabrykować światowi modnisie, rozprawiał się już Molier w  <tytul_dziela>Pociesznych wykwintnisiach</tytul_dziela>. Ileż musieli z pewnością dać się we znaki poecie owi utytułowani amatorzy odczytujący mu swoje utwory!</pt>./
Czy wart druku, usłyszeć chciałbym twoje zdanie<pt><slowo_obce>Czy wart druku (...) twoje zdanie.</slowo_obce> --- Czemu <osoba>Orontowi</osoba> zależy tak na zdaniu <osoba>Alcesta</osoba>? Być  może <osoba>Alcest</osoba> był autorem, jak niejeden ze szlachty (np. książę de la  Rochefoucauld); może tylko zażywał opinii znawstwa i smaku. Zresztą <osoba>Oront</osoba> zapewne komu tylko zdołał, odczytywał swoje utwory. Dopatrywano się  też w ,,scenie sonetu" i wizerunku Boileau, nieprzejednanego krytyka, gdy chodziło o kwestię smaku.</pt>.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Niech to raczej kto inny osądzi, mój panie; /
Jam do tego niezdatny.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czemu?</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Mam tę wadę,</wers_cd>/
Iż zbyt wielką otwartość w moje sądy kładę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Ależ ja pragnę tego! miałbym żal najszczerszy, /
Gdybyś przez czczą uprzejmość, słuchając mych wierszy, /
Ukrywał się z swym zdaniem lub chwalił wykrętnie<pt><slowo_obce>Ależ (...) wykrętnie</slowo_obce> --- Zdawkowe zapewnienia człowieka, który liczy na pochwałę, któremu tylko o nią chodzi i który tym sposobem chce jej dodać jeszcze smaku.</pt>.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Gdy tak chcesz, zatem zgoda; wysłucham ich chętnie<pt><slowo_obce>Gdy tak chcesz, zatem zgoda; wysłucham ich chętnie.</slowo_obce> --- <osoba>Alcest</osoba> powziął decyzję szczerego powiedzenia całej prawdy.</pt>.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Sonet. Tytuł <tytul_dziela>Nadzieja</tytul_dziela>... (Dama sercu miła, /
Która słodką nadzieją duszę mą pieściła...) /
<tytul_dziela>Nadzieja</tytul_dziela>... żadnych wierszy grzmiących, hałaśliwych /
Nie spodziewaj się: raczej strof czułych i tkliwych.</strofa></kwestia>

<didaskalia>Podczas każdej przerwy spogląda na <osoba>Alcesta</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Zobaczymy.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd><tytul_dziela>Nadzieja</tytul_dziela>... Nie wiem, czy styl cały</wers_cd>/
Nie wyda się smakowi twemu nadto śmiały; /
Czy się wyrazów dobór nie spotka z przyganą<pt><slowo_obce>Zobaczymy (...) z przyganą</slowo_obce> --- Typowe mizdrzenia autorskie.</pt>...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Zaraz się przekonamy.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Właśnie wczoraj rano,</wers_cd>/
W niespełna kwadrans, przyznać się otwarcie wolę...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Nie sądzę, aby czas w tym miał grać jaką rolę<pt><slowo_obce>Nie sądzę, aby czas w tym miał grać jaką rolę.</slowo_obce> --- <slowo_obce>le temps ne fait rien à l'affaire</slowo_obce>. Cytat ten stał się przysłowiem.</pt>.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba> <didaskalia>czyta</didaskalia>

<kwestia><poezja_cyt><strofa><wers_wciety typ="3">Choć nadzieja jest naszą pociechą,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Od rozpaczy jedynym puklerzem,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Czemuż, gdy ją za bóstwo obierzem, </wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Westchnień naszych rozlega się echo?</wers_wciety></strofa></poezja_cyt></kwestia>



<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Ten mały ustęp już mnie przejmuje zachwytem.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba> <didaskalia>cicho do <osoba>Filinta</osoba></didaskalia>

<kwestia><strofa>Ty masz czoło to mówić, nie krztusząc się przy tem!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>


<poezja_cyt><strofa><wers_wciety typ="3">Jesteś, piękna Filis, zbyt łaskawą,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Gdy tym skarbem szafujesz tak hojnie,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Lecz czyż można zasypiać spokojnie,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Do nadziei tylko mając prawo!</wers_wciety></strofa></poezja_cyt>


<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Cóż to za wyrażenia rzadkie, niepowszednie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba> <didaskalia>cicho do <osoba>Filinta</osoba></didaskalia>

<kwestia><strofa>Ty śmiesz, pochlebco nędzny, wychwalać te brednie!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>


<poezja_cyt><strofa><wers_wciety typ="3">Jeśli moim ognistym zapałom</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Każesz czekać na się wieczność całą,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Wkrótce grób mój łzy twoje obleją;</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Bo nie rozpacz zabija jedynie,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Lecz, o Filis, z żałości też ginie,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="3">Kto zbyt długo musi żyć nadzieją<pt><slowo_obce>Choć (...) nadzieją</slowo_obce> --- Sonet <osoba>Oronta</osoba> jest typowym madrygałem, płaskim i zimnym, w stylu ówczesnej salonowej literaturki.</pt>.</wers_wciety></strofa></poezja_cyt>



<naglowek_osoba><begin id="b1326471877201-3478209356"/><motyw id="m1326471877201-3478209356">Pochlebstwo</motyw>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Jakiż słów spadek! pieszczę się każdym wyrazem!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba> <didaskalia>na stronie</didaskalia>

<kwestia><strofa>Bierz licho ten twój spadek i ciebie z nim razem! /
Skręćże kark na tym spadku, życzęć sercem całem<pt><slowo_obce>Bierz (...) całem!</slowo_obce> --- W komedii tej Molier umie z przedziwnym artyzmem utrzymywać <osoba>Alcesta</osoba> między szlachetną powagą a komizmem; jest wzniosły, kiedy się porusza w sferze górnych uczuć; jest komiczny, kiedy schodzi z tym samym wielkim rozmachem na grunt małostek życia. Jest w <osoba>Alceście</osoba> coś z Don Kichota, szlachetnego a komicznego razem rycerza z Manczy. W tej chwili <osoba>Alcest</osoba>, którego <osoba>Filint</osoba> umyślnie, zdaje się, drażni swymi zachwytami, jest w swoich szeptanych wybuchach komiczny. <osoba>Filint</osoba> jest z pewnością zbyt wytrawnym znawcą, aby mieć złudzenia co do sonetu <osoba>Oronta</osoba>; chwali go trochę przez uprzejmość, trochę może dlatego, że <osoba>Oront</osoba> jest możnym panem, po trosze zaś robi sobie niewinne widowisko kosztem <osoba>Oronta</osoba> i <osoba>Alcesta</osoba> razem.</pt>!</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Wyznam, że wierszy równie wdzięcznych nie słyszałem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba> <didaskalia>na stronie</didaskalia>

<kwestia><strofa>
Tam do licha!
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba> <didaskalia>do <osoba>Filinta</osoba></didaskalia>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Pochlebstwo, chociażby najsłodsze...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Nie, wcale nie pochlebiam.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba> <didaskalia>na stronie</didaskalia>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>A cóż robisz, łotrze?<end id="e1326471877201-3478209356"/></wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba> <didaskalia>do <osoba>Alcesta</osoba></didaskalia>

<kwestia><strofa><begin id="b1326471949789-1757799277"/><motyw id="m1326471949789-1757799277">Poeta, Poezja, Literat</motyw>Lecz ty, Alceście, pomnisz wszak naszej umowy; /
Niech więc twój sąd usłyszę, choćby i surowy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Łaskawy panie, sprawa to wielce drażliwa, /
Bo na tym punkcie każdy bardzo czułym bywa. /
Swojego czasu dałem szczerości dowody /
Pewnemu panu, który mi czytał swe płody,/
Mówiąc, że źle jest, gdy kto folguje zbyt prędko, /
Kiedy go pióro świerzbi rymowania chętką; /
Że należy hamować przedwczesne zapały /
I natchnień swych ludzkości nie objawiać całej; /
Że kto w tym względzie grzeszy zbyt wielkim pośpiechem,/
Może się łatwo spotkać z litości uśmiechem.</strofa></kwestia>


 <naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Czy ma zamiar przekonać mnie twoja przemowa, /
Żem nie powinien...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>O tym nie mówię ni słowa<pt><slowo_obce>O tym nie mówię ni słowa</slowo_obce> --- Widzimy, iż mimo swoich zapewnień w scenie I <osoba>Alcest</osoba> nie jest w stanie powiedzieć <osoba>Orontowi</osoba> wręcz, co myśli o jego sonecie. Są rzeczy, które nie chcą przejść przez gardło; pewien instynkt uprzejmości i poszanowania form stał się w człowieku drugą naturą, silniejszą niż wszystkie doktryny. Być może, iż gdyby nie obecność i poprzednie wyzwanie <osoba>Filinta</osoba>, świadka jego zapewnień, <osoba>Alcest</osoba> stchórzyłby jeszcze bardziej wobec nałożonego sobie obowiązku mówienia w oczy ludziom bezwzględnej prawdy. Tak więc <osoba>Alcest</osoba>, w chwili gdy właśnie mniema, iż najbardziej bezwzględnie strzeże swych zasad, jest może tylko igraszką przekomarzań <osoba>Filinta</osoba>. Także lekcja!</pt>. </wers_cd>/
Rzekłem mu, że niezdarne kto wierszydła płodzi,/
Drugich zanudza, a swej dobrej sławie szkodzi;/
Bo choćby miał sto innych największych przymiotów, /
Każdy go za to jedno znienawidzić gotów.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Czy do mego sonetu mam odnieść to zdanie?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Tego nie mówię. By mu obrzydzić pisanie, /
Starałem mu się dowieść w niejednym przykładzie, /
Ilu ludziom ten nałóg stanął już na zdradzie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Czyż ja piszę niezdarnie? czy w mym wierszu całym...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Tego wcale nie mówię. Dalej go spytałem:/
Jakież do rymowania kusi ciebie licho/
Lub przynajmniej dlaczego nie siedzisz z tym cicho?/
Jeśli można wybaczyć nędzną książkę czyją, /
To chyba tym biedakom, którzy z tego żyją! /
Wierz mi, umiej się oprzeć tym zachciankom sławy; /
Ukryj przed okiem ludzi te zdrożne zabawy: /
Niechaj ci raczej będzie do czynów podnietą /
Zostać dzielnym człowiekiem niż lichym poetą. /
Oto, co próbowałem dowieść tej osobie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Myśl twą umiem dość jasno wytłumaczyć sobie; /
Ale chciej mi powiedzieć, co w moim utworze...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>


<kwestia>
<strofa>Rzuć go na ustęp i to w jak najkrótszej porze./
Złe dla swojej poezji obrałeś przykłady,/
Nieszczerość, brak prostoty, oto twoje wady<pt><slowo_obce>Rzuć go (...) wady.</slowo_obce> --- Tu <osoba>Alcest</osoba>, rozgrzawszy się, przechodzi do  zarzutów wprost. Zarazem Molier, który od pierwszego swego wystąpienia w  Paryżu wydał wojnę nieszczerej i ckliwej literaturze cieszącej się uznaniem salonów, daje wyraz przez usta <osoba>Alcesta</osoba> swoim osobistym poglądom. Nie zapominajmy, iż Molier, który musiał posiadać świadomość swego geniuszu, stał w mniemaniu ogółu niżej od niejednego z płaskich  wierszorobów. Na liście pensji królewskich figurował jako ,,wyborny poeta komiczny" z pensją 1000 funtów, podczas gdy taki Chapelain widniał tam jako ,,największy poeta francuski wszystkich czasów" z pensją 3000 funtów. Widzimy też, jak śmiało Molier rozszerza ramy komedii. W scenie pierwszej poruszył ważne problemy społecznego życia, pośrednio kwestię etyki sądownictwa, tutaj wprowadza ustęp krytyki literackiej.</pt>.<end id="e1326471949789-1757799277"/></strofa>


<strofa>Co znaczy: «Od rozpaczy jedynym puklerzem?»/
Albo to: «Westchnień naszych rozlega się echo?»/
<wers_wciety typ="1">«Czyliż można zasypiać spokojnie,</wers_wciety>/
<wers_wciety typ="1">Do nadziei tylko mając prawo?»</wers_wciety>/
Lub: «o Filis, z żałości też ginie,/
<wers_wciety typ="1">Kto zbyt długo musi żyć nadzieją?»</wers_wciety>/
Ten styl tak wymuszony a pusty zarazem/
Mija się i z poezji, i z prawdy wyrazem;/
To tylko słów igraszki, nieszczere a ckliwe./
Nie tym językiem mówi uczucie prawdziwe!/
Mierzi mnie gust dzisiejszy i nasi ojcowie,/
Choć prości, więcej smaku mieli w swojej mowie./
Niejedno, co dziś z takim chwalicie zapałem,/
Niewarte starej piosnki, którą gdzieś słyszałem<pt><slowo_obce>Niewarte starej piosnki, którą gdzieś słyszałem</slowo_obce> --- Cała twórczość Moliera jest nawiązaniem do krzepkich i zdrowych tradycji literatury francuskiej. Piosenka czy farsa ludowa są mu stokroć bliższe i milsze niż salonowe wydwarzania.</pt>.</strofa>








<poezja_cyt><strofa>Gdyby nasz król mi dawał sam/
Paryż, cudne miasto,/
Lecz rzekł, iż się rozłączyć mam/
Z miłą mi niewiastą,/
Rzekłbym mu: Królu, panie mój,/
Nie zmusisz ni siłą --- /
Zabierzże sobie Paryż swój,/
Ja wolę mą miłą!/
Hej! wolę mą miłą!<pt><slowo_obce>Gdyby (...) mą miłą!</slowo_obce> --- Wiersz ten jest, zdaje się, oryginalną piosenką  ludową. Molier, który grał rolę <osoba>Alcesta</osoba> i w którym piosnka ta musiała  potrącać najtkliwsze struny serca, umiał nią wzruszyć widzów; następca  zaś jego w tej roli, Baron, wywoływał wręcz, za drugiem powtórzeniem, płacz na widowni. Piosenka ta, a zwłaszcza jej refren: <slowo_obce>j'aime mieux ma mie, o gué, j'aime mieux ma mie</slowo_obce>, należy dzięki Molierowi do  najpopularniejszych utworów W literaturze francuskiej.</pt></strofa></poezja_cyt>











<strofa>Styl nieco staroświecki i rym nieuczony,/
A jednak ja to wolę niż owe androny,/
Których słodkie mizdrzenie o mdłości przyprawia,/
Gdy tutaj do mnie czucie najszczersze przemawia.</strofa>






<poezja_cyt><strofa>Gdyby nasz król mi dawał sam/
Paryż, cudne miasto,/
Lecz rzekł, iż się rozłączyć mam/
Z miłą mi niewiastą,/
Rzekłbym mu: Królu, panie mój,/
Nie zmusisz ni siłą ---/
Zabierzże sobie Paryż swój,/
Ja wolę mą miłą!/
Hej! wolę mą miłą!</strofa></poezja_cyt>







<strofa>Oto, co może mówić kochające serce./

<didask_tekst>Do <osoba>Filinta</osoba>, który się śmieje</didask_tekst>/

Och, śmiejcie się do syta, panowie szyderce,/
A ja cenię to wyżej niż te sztuczne kwiatki,/
Te fałszywe brylanty waszej muzy gładkiej.</strofa>


</kwestia>












<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Ja zaś twierdzę, że sonet mój jest doskonały.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Aby tak o nim mniemać, masz powód niemały: /
Lecz, że ja mam znów inny, więc pozwól mi, panie,/
By każdy z nas zachował o tym własne zdanie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Wystarcza mi, co o nim sądzą inni ludzie.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Widocznie są ode mnie bieglejsi w obłudzie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Sam jeden mniemasz rozum posiadać w udziale?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Dla ciebie mam go mało, bo ciebie nie chwalę.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Obejdę się, mospanie, bez twojej pochwały.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Musisz się bez niej obejść, oto szkopuł cały.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Zamiast w surowych sądach szukać łatwej chluby, /
Sam wierszyk w tym rodzaju napisz więc dla próby.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Mógłbym, na me nieszczęście, sklecić równie lichy, /
Alebym go nie czynił przedmiotem mej pychy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Skądże przychodzisz tutaj przemawiać tak dumnie?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Gdzie indziej możesz szukać kadzideł, nie u mnie.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Ejże, mój młody panie, wysoko pan mierzy.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Mierzę, mój duży panie, tak jak się należy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>
<didaskalia>stając między nimi</didaskalia>

<kwestia><strofa>Dajcie pokój, panowie! dosyć tego, hola!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Uniosłem się, wyznaję. Ustępuję pola./
Mam zaszczyt go pożegnać pokornym ukłonem.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>A ja zostaję pańskim sługą uniżonym<pt><slowo_obce>Uniosłem się (...) uniżonym.</slowo_obce> --- To rychłe opamiętanie (scena toczy się w domu kobiety) dowodzi, iż mimo swej krewkości są to dwaj ludzie wykwintnych form towarzyskich.</pt>.</strofa></kwestia>




<naglowek_scena>SCENA TRZECIA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>FILINT</osoba>, <osoba>ALCEST</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Masz teraz! za twą zbytnią w otwartość zabawę/
Ściągnąłeś sobie na kark niemiłą przeprawę;/
A z pewnością nasz Oront za słówko pochwały<pt><slowo_obce>A z pewnością nasz Oront za słówko pochwały</slowo_obce> --- Domyślne: ,,dopomógłby ci skutecznie w twoim procesie". Poprzedni wiersz zdaje się zapowiadać, że ta sprawa będzie miała następstwa.</pt>...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Proszę cię, przestań.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ależ...</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Obrzydł mi świat cały.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Zbytnio bierzesz...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Daj pokój.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Jeżeli...</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Ni słowa.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Słuchaj...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie słucham.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ależ...</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Jeszcze?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Twoja mowa...</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Do licha! tego nadto. Proszę, zostawże mnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Nie odstąpię cię na krok; bronisz się daremnie<pt><slowo_obce>Wystarcza mi (...) bronisz się daremnie</slowo_obce> ---  Wychodzi na wierzch, o co chodziło wierszoklecie:  prosił niby o szczerość, a kiedy się z nią spotkał, obraża się śmiertelnie. Stopniowo i <osoba>Alcest</osoba> się rozgrzewa; dochodzi do ostrej zwady: z przyczyny zupełnej błahostki <osoba>Alcest</osoba> zyskał potężnego wroga, który, jak zobaczymy, będzie go ścigał swą zemstą. I oto w tej doskonałej ekspozycji ujrzeliśmy charakter <osoba>Alcesta</osoba> nie tylko w słowach, ale i w czynie. Cały ten koniec drugiej sceny oraz króciutka scena trzecia tętnią życiem doskonale ujawniającym się w szybkim, ucinanym  dialogu. Kłótnia zwłaszcza <osoba>Alcesta</osoba> z <osoba>Orontem</osoba>, ujęta w symetryczne repliki, prowadzona jest --- jak to nieraz spotykamy u Moliera --- niemal muzycznie.</pt><pt><slowo_obce>Nie odstąpię cię na krok; bronisz się daremnie</slowo_obce> --- <osoba>Filint</osoba>, widząc <osoba>Alcesta</osoba> w takim podrażnieniu, lęka się, aby nie popełnił jakiej gorszej nieostrożności. Może i sam ma trochę nieczyste sumienie, iż swoim droczeniem się przyczynił się do tego zajścia.</pt>.</strofa></kwestia>






<naglowek_akt>AKT II</naglowek_akt>




<naglowek_scena>SCENA PIERWSZA</naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>ALCEST</osoba>, <osoba>CELIMENA</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Chcesz więc pani, bym swoją myśl wyraził szczerze? /
Oto na twe postępki gniew mnie nieraz bierze /
I tak wielka napełnia gorycz moją duszę, /
Że wnet chyba sam więzy te nieszczęsne skruszę. /
Tak jest; łudziłbym panią, gdybym rzekł inaczej; /
Wcześniej czy później nasze zerwanie się znaczy /
I chociażbym się silił trwać w służbie powolnej, /
Dłużej znosić, co znoszę, nie jestem już zdolny<pt><slowo_obce>Chcesz (...) zdolny.</slowo_obce> --- Jest to owa stanowcza rozmowa, do której gotował się <osoba>Alcest</osoba> w I akcie. Obfity materiał do niej znalazł zapewne Molier w swoim domowym pożyciu, gdyż dla tego geniusza komedii wszystko było materiałem twórczym, nawet własne najkrwawsze bóle. Osobliwej zaprawy nadaje tej scenie okoliczność, iż w czasie wystawienia <tytul_dziela>Mizantropa</tytul_dziela> stosunki między małżeństwem były tak naprężone, że rozmawiali z sobą jedynie na scenie. Jak wspomniałem, Molier grał <osoba>Alcesta</osoba>, żona jego Armanda, <osoba>Celimenę</osoba>.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Więc mego towarzystwa szukasz przez dzień cały /
Po to, aby się sprzeczać lub prawić morały<pt><slowo_obce>Więc (...) morały?</slowo_obce> --- Z odpowiedzi tej dowiadujemy się, że dumny <osoba>Alcest</osoba>, mimo dość niedbałego obejścia <osoba>Celimeny</osoba>, poszukuje aż nazbyt pilnie jej towarzystwa. Żadne słowo nie pada u Moliera na próżno, każde przydaje nowy rys, nowy odcień do gry charakterów.</pt>?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Ja się nie sprzeczam; jednak mniemać się ośmielę,/
Że z łask twoich korzysta natrętów zbyt wiele; /
Że cię tłum zalotników oblega zbyt rojnie /
I że trudno mi na to patrzeć jest spokojnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Czyliż moja w tym wina, jeśli ma osoba /
Więcej nawet, niż pragnę, komuś się podoba<pt><slowo_obce>Czyliż (...) podoba?</slowo_obce> --- Od pierwszych słów <osoba>Celimena</osoba>, ten pierwowzór ,,wielkich zalotnic" późniejszego teatru, staje przed nami jak żywa. Świadoma swej siły wobec <osoba>Alcesta</osoba>, pewna, iż za lada czulszym spojrzeniem znajdzie się u jej stóp, igra z nim swobodnie, udając, od niechcenia zresztą, niewiniątko.</pt>?/
I gdy mnie zbyt natrętnie ściga tkliwość czyja, /
By się obronić, mamże używać aż kija<pt><slowo_obce>I gdy (...) kija?</slowo_obce> --- Nieomylnym instynktem kobiecym <osoba>Celimena</osoba> umie sprowadzić sprzeczkę na teren, na którym rola <osoba>Alcesta</osoba> z konieczności staje się komiczną. Jakoż <osoba>Alcest</osoba> nie uniknie pułapki, jak nie uniknął jej poprzednio z <osoba>Filintem</osoba>: tyrada jego tuż potem jest z rzędu tych, które nieodzownie ośmieszają mężczyznę w oczach kobiety. <osoba>Alcest</osoba> sam czuje to może, mimo to brnie coraz więcej tym podrażniony.</pt>?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>O nie, pani, nie kije by się tutaj zdały, /
Lecz dusza mniej wrażliwa na męskie zapały. /
Wiem, że nie w twojej mocy ukryć swe powaby, /
Lecz twa zalotność opór ujawnia zbyt słaby; /
Słodycz, z jaką przyjmujesz każdy hołd w ofierze, /
Ich niewczesną gorliwość podsyca w tej mierze; /
Pozór nadziei, jaki twe serce rozdaje,/
Przykuwa do twych progów tę natrętną zgraję, /
I gdyby twa uprzejmość była mniej łaskawa, /
Lada kto do twych uczuć nie rościłby prawa./
Lecz powiedz mi przynajmniej, przez jakie sposoby /
Klitander zdołał ująć cię dla swej osoby?/
Przez jakie rzadkie cnoty i przymioty szczytne /
Umiał zyskać u pani względy tak wybitne? /
Czy ten na małym palcu paznokietek gładki, /
Stał się może przyczyną tej sympatii rzadkiej? /
Lub może cię uwiodły, jak inne kobiety, /
Jego białej peruczki niezwykłe zalety? /
Czy połysk jego wstążek lub haftów misterność /
Zdołały mu pozyskać uczuć twoich wierność? /
Czy może przez swych pludrów krój modnie szeroki /
Umiał rzucić na ciebie tak silne uroki? /
Lub jego słodki głosik i uśmiech pieściwy /
W twym sercu obudziły ów płomień tak żywy<pt><slowo_obce>Lecz powiedz (...) żywy?</slowo_obce> --- Niejeden raz smagał Molier szyderstwem modnych paniczów dworskich (<tytul_dziela>Szkoła mężów</tytul_dziela>, I, 1). Tu jednak ostrze tego szyderstwa zwraca się raczej przeciw <osoba>Alcestowi</osoba>, który poddaje się takiej rywalizacji.</pt>?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Jak niesłusznie, Alceście, zazdrość cię uwodzi! /
Czyż nie wiesz, o Klitandra dlaczego mi chodzi? /
I że w procesie moim on poprzysiągł prawie/
Wszystkich swoich przyjaciół poruszyć w mej sprawie<pt><slowo_obce>I że w procesie (...) sprawie?</slowo_obce> --- Mamy tu zaznaczony kontrast, jak <osoba>Celimena</osoba> chodzi za swoim procesem (któż nie miał wówczas swojego procesu!), a jak <osoba>Alcest</osoba>.</pt>?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Niech więc raczej przepadnie twoja sprawa cała, /
Niż żebyś miłość moją tak znieważać miała!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Lecz, doprawdy, świat cały zazdrość twoją rani!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>
 
<kwestia><strofa>Bo też świat cały znajdzie łaskę w oczach pani.</strofa></kwestia>

 
<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Ależ to właśnie gniewy twe rozproszyć winno, /
Że równo mą życzliwość obdzielam niewinną; /
I większe do wyrzutów miałbyś wówczas prawo, /
Gdybym jednemu była wyłącznie łaskawą<pt><slowo_obce>Ależ (...) łaskawą.</slowo_obce> --- <osoba>Celimena</osoba> igra z jego zazdrością jak kot z myszą.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><begin id="b1326472076391-3662164674"/><motyw id="m1326472076391-3662164674">Miłość, Zazdrość, Kobieta, Mężczyzna, Cierpienie, Słowo</motyw>Lecz gdy na moją zazdrość pani się tak żali,/
Cóż ja więcej posiadam od moich rywali<pt><slowo_obce>Cóż ja więcej posiadam</slowo_obce> --- Te słowa <osoba>Alcesta</osoba> rzucają światło na stosunek <osoba>Alcesta</osoba> do <osoba>Celimeny</osoba>. Można przypuszczać, iż dominującym jej uczuciem w stosunku do <osoba>Alcesta</osoba> jest zadowolenie próżności, iż posiada w swojej ,,menażerii" tego grubego zwierza, tego <osoba>Alcesta</osoba> tak trudnego do obłaskawienia, a którym świat się tak interesuje.</pt>?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Świadomość, że w mym sercu miejsce masz jedyne.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Aby dać temu wiarę, jakąż mam przyczynę?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Skoro z własnych ust moich słyszysz to wyznanie, /
Mniemam, że to powinno wystarczyć, mój panie.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Ale czy mogę wiedzieć, kto i ile razy/
Z tychże ust słyszał może te same wyrazy<pt><slowo_obce>Ale czy mogę wiedzieć (...) te same wyrazy?</slowo_obce> --- Ten zacny człowiek jest, jak zwykle zacni ludzie, nieco ciężki z kobietami: lubi nazywać rzeczy wyraźnie i po imieniu, czego kobiety nie znoszą.</pt>?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>W czułych ustach kochanka<pt><slowo_obce>kochanek</slowo_obce> --- użyty w daw. znaczeniu wielbiciela, zalotnika.</pt> nader wdzięczny kwiatek/
I twego o mnie sądu rozkoszny zadatek!/
Dobrze więc; byś na przyszłość nie był już w obawie, /
Cofam to, com przed chwilą wyrzekła w tej sprawie: /
Nikt nie zwiedzie cię więcej, chyba ty sam siebie<pt><slowo_obce>Dobrze więc (...) sam siebie.</slowo_obce> --- Klasyczny manewr kobiecy. Od Moliera do Becque'a niewiele zdołano przyczynić rysów do tej uroczej Paryżanki.</pt>. /
Bądź spokojny.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Ha, trzebaż, abym kochał ciebie!</wers_cd>/
Och, gdybym mógł się wyrwać z tej niewoli podłej, /
Jakże dziękczynne niebu zasyłałbym modły! /
Tak, wcale ci nie taję, że czynię, co mogę, /
By zagasić w mym sercu tę straszną pożogę; /
Lecz na próżno sam sobie zadaję katusze, /
Widać za moje grzechy tak kochać cię muszę<pt><slowo_obce>Bądź spokojny (...) muszę</slowo_obce> --- Tu siłą swego uczucia <osoba>Alcest</osoba> przełamuje komizm sytuacji i wznosi się do wyżyn przejmującej dramatyczności.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>To prawda, miłość twoja jest wprost bezprzykładna<pt><slowo_obce>To prawda, miłość twoja jest wprost bezprzykładna!</slowo_obce> --- ironicznie.</pt>!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Tak jest; i nie dorówna jej na świecie żadna. /
Jej płomień niepojęty jest wprost w swojej sile /
I z pewnością nikt kochać nie potrafił tyle.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>W istocie; i metoda jest zupełnie nowa, /
Gdyż po to kochasz, aby mówić przykre słowa; /
W łajaniu się objawia ten płomień tak żywy /
I nikt nie znał miłości podobnie gderliwej.<end id="e1326472076391-3662164674"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
W twojej jest mocy zmienić te przykre pozory;/
Błagam panią, zakończmy wszystkie nasze spory,/
Rozmówmy się otwarcie, dłużej niech nie znoszę...
</strofa></kwestia>









<naglowek_scena>SCENA DRUGA<pt><slowo_obce>Scena 2, 3, 4.</slowo_obce> ---  Mamy tu żywy obraz mąk, które cierpi człowiek z głębszą wartością,  skoro miał nieszczęście zakochać się w światowej modnisi. Wśród tych mąk  jedna z najbardziej znamiennych i dotkliwych to owe obojętne wizyty  przypadające w chwili najwyższego uczuciowego napięcia i zmuszające do  nakładania obojętnej maski wówczas, gdy miłość i gorycz rozsadzają  piersi. <osoba>Celimenie</osoba> wizyty te są tu bardzo na rękę; ona właśnie chce uniknąć wyjaśnień i trzymać <osoba>Alcesta</osoba> w stanie niepewności.</pt></naglowek_scena>


<didaskalia><osoba>CELIMENA</osoba>, <osoba>ALCEST</osoba>, <osoba>SŁUŻĄCY</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Cóż znowu?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>SŁUŻĄCY</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Akast przybył i...</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Powiedz, że proszę.</wers_cd>
</strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA TRZECIA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>CELIMENA</osoba>, <osoba>ALCEST</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Więc nie można spokojnie pomówić ni słowa? /
Zawsze przyjmować gości pani jest gotowa?/
Nigdyż się nie zdobędziesz, by raz jeden komu /
Kazać wreszcie oznajmić, że cię nie ma w domu<pt><slowo_obce>Więc nie można (...) w domu?</slowo_obce> --- Siłą rzeczy z wyżyn patetyczności sytuacja ściąga <osoba>Alcesta</osoba> z powrotem do roli komicznej.</pt>?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
By został moim wrogiem, życzysz sobie zatem?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Oględnie się obchodzi pani z całym światem!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Ten człowiek byłby zdolny szkodzić z całej siły, /
Gdyby mniemał, iż komuś może być niemiły.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Po cóż dbać o to, po cóż ta ciągła usilność...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Mój Boże, takich ludzi potrzebna przychylność; /
Wszakże oni najwięcej znaczą dziś na dworze, /
Każdy gada, rozprawia najgłośniej, jak może,/
Wszędzie się wciska, miesza do każdej rozmowy, /
Pomóc nie zdoła, szkodzić zawsze jest gotowy! /
Toteż każdy, bez względu na to, ile znaczy, /
Powinien dbać o przyjaźń tych wielkich krzykaczy<pt><slowo_obce>Mój Boże (...) wielkich krzykaczy</slowo_obce> --- <osoba>Celimena</osoba>, młoda wdowa, niemająca pozycji przez męża, wie, iż wszystko dla niej zależy od tego, jak się potrafi ,,postawić" w świecie; toteż pielęgnuje swoich wielbicieli niby ogrodnik  roślinki.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Słowem, jakkolwiek by się kiedy sprawy miały, /
Zawsze znajdziesz w nich powód, by znosić świat cały, /
I twój umysł w subtelnych wymówkach wieczyście...</strofa></kwestia>






<naglowek_scena>SCENA CZWARTA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>ALCEST</osoba>, <osoba>CELIMENA</osoba>, <osoba>SŁUŻĄCY</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>SŁUŻĄCY</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Jeszcze i pan Klitander przybył.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Oczywiście!</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Gdzie pędzisz?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Idę sobie.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Zostań tu<pt><slowo_obce>Zostań tu</slowo_obce> --- Rada jest pokazać światu, jak ten dziki, nieokiełzany <osoba>Alcest</osoba> ,,jada z ręki".</pt>.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Dlaczego?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Zostań.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie mogę.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ja chcę.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Nie uczynię tego.</wers_cd>/
Tych ckliwych rozmów kazać mi słuchać daremnie, /
To doprawdy wymagać zbyt wiele ode mnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Kiedy ja chcę, ja każę.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>To nad siły moje.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Dobrze więc, możesz odejść; już o to nie stoję<pt><slowo_obce>Dobrze (...) już o to nie stoję</slowo_obce> --- Wytrawna kokietka wie dobrze, iż skoro mu tak powie, <osoba>Alcest</osoba> zostanie na pewno.</pt>.</strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA PIĄTA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>ELIANTA</osoba>, <osoba>FILINT</osoba>, <osoba>AKAST</osoba>, <osoba>KLITANDER</osoba>, <osoba>ALCEST</osoba>, <osoba>CELIMENA</osoba>, <osoba>SŁUŻACY</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>ELIANTA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Oto ci dwaj panowie ze mną tu przybyli. /
Czy mówiono ci o tym?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>
<didaskalia>dając znak <osoba>służącemu</osoba>, aby podał krzesła</didaskalia>



<kwestia><strofa><wers_cd>Wielce mi są mili.</wers_cd>/


<didask_tekst>(<osoba>Służący</osoba> podaje krzesła i wychodzi)</didask_tekst>/

<didask_tekst>Do <osoba>Alcesta</osoba></didask_tekst>/


Co? I pan jeszcze tutaj?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>


<kwestia><strofa><wers_cd>Tak, pani łaskawa<pt><slowo_obce>I pan jeszcze tutaj</slowo_obce> --- udane zdziwienie.</pt>,</wers_cd>/
I chcę, niech się tu nasza wraz wyjaśni sprawa.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Cicho z tym teraz.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Niech się pani wytłumaczy.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Czy pan oszalał?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Niechaj wybrać pani raczy.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Ech!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Dziś się rzecz rozstrzygnie.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>To chyba są żarty!</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Nie, dziś uczynisz wybór jawny i otwarty<pt><slowo_obce>I chcę (...) jawny i otwarty.</slowo_obce> --- Raz przyjąwszy fałszywą sytuację, <osoba>Alcest</osoba> brnie coraz głębiej w śmieszności. Ten mocny człowiek miota się bezsilnie w cienkiej jak pajęczyna siatce światowego konwenansu.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Na honor! wracam z Luwru, gdzie wśród tłumu gości<pt><slowo_obce>Luwr</slowo_obce> --- pałac królewski. Mam wrażenie, mimo iż tekst komedii milczy w tej mierze, że <osoba>Celimena</osoba> nie bywa w tak wysokich progach; dlatego może lada głuptas, ale przychodzący z królewskich pokoi, jest jej pożądanym gościem. Stosunek jej do <osoba>Alcesta</osoba> wygląda również na to, iż posiada spory podkład <wyroznienie>snobizmu</wyroznienie>, jak to nazywamy dzisiaj.</pt>,/
Kleont zdołał się wybić zbytkiem swych śmieszności. /
Czemuż jaki przyjaciel nie zechce go wreszcie /
Przestrzec, że jest przedmiotem żartów w całym mieście<pt><slowo_obce>Na honor (...) mieście</slowo_obce> --- Charakterystyka życia salonów: pierwsze otwarcie ust jest obmową i tak bez przerwy i wytchnienia, aż do końca wizyty. Molier zawsze ma odwagę malować najszerszym, najśmielszym rysem.</pt>!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>W istocie dobry Kleont, kędy się pojawi, /
Wszędzie swoją postacią ludzkie oczy bawi /
I gdy kto przez czas jakiś nie widział go z bliska, /
Nie może się napatrzeć tego dziwowiska.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>AKAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Na honor! gdy o dziwne figury wam chodzi, /
I mnie dziś spotkał pewien niezwykły dobrodziej: /
Damon wymowny, co mnie --- czyli dacie wiarę! --- /
Przy lektyce na słońcu trzymał godzin parę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Tak, ten człowiek szczególną zaletę posiada, /
Aby nic nie powiedzieć, choć bez przerwy gada; /
Płynna jego wymowa dziwną sztuką mieści /
Pusty dźwięk bez znaczenia, a słowa bez treści.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELIANTA</naglowek_osoba> <didaskalia>do <osoba>Filinta</osoba></didaskalia>

<kwestia><strofa>Początek wcale niezły i jak widać po nim /
Dobrej sławy bliźniego dzisiaj nie obronim<pt><slowo_obce>Początek (...) nie obronim</slowo_obce> --- <osoba>Elianta</osoba>, którą poznaliśmy z sympatycznej strony już w rozmowie w I akcie, zaznacza tym odezwaniem swą odrębność od całego towarzystwa, do którego odnosi się, jak i <osoba>Filint</osoba>, z pobłażliwą  wyrozumiałością.</pt>.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>A Tymantem czy także pani się zachwyca?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Ten człowiek to chodząca jedna tajemnica:/
Idzie z błędnym spojrzeniem, nie widząc cię prawie, /
Choć nic nie robi, zawsze śpieszy w ważnej sprawie; /
Z twarzą zagadek pełną kręci się wśród ludzi, /
Póty się droży, wzdraga, aż na śmierć zanudzi;/
Masz z kim mówić? on właśnie za połę cię trzyma, /
Aby ci zwierzyć sekret, na którym nic nie ma; /
Wielką sprawę uczyni wraz z drobnostki małej, /
I coś komuś do ucha szepce przez dzień cały<pt><slowo_obce>Ten człowiek (...) cały</slowo_obce> --- Trzeba zauważyć, iż, podczas gdy odezwania <osoba>Klitandra</osoba> i <osoba>Akasta</osoba> są jedynie zwykłym plotkowaniem, złośliwe sylwetki <osoba>Celimeny</osoba> iskrzą się werwą i dowcipem. Jakoż berło rozmowy przechodzi w jej ręce, młodzi panicze rzucają jej tylko raz po raz na żer jakieś nazwisko, aby ją wyciągnąć na zabawny portrecik. Nie ulega wątpliwości, iż ustami <osoba>Celimeny</osoba> Molier odmalował tu mimochodem tę i ową ze znanych wszystkim osób, jak to już uczynił w <tytul_dziela>Natrętach</tytul_dziela>.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>AKAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
A Gerald, proszę pani?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Straszliwa osoba!</wers_cd>/
Wszak jego wielkopaństwo to istna choroba:/
Wciąż wymienia stosunki swoje niebosiężne, /
Zawsze mu w ustach tylko książęta i księżne;/
Jego rozmowa, jeśli ma być w dobrym tonie, /
Muszą być jej przedmiotem psy albo też konie;/
Że słowo <wyroznienie>pan</wyroznienie> istnieje, nie chcąc wiedzieć wcale, /
Najwyższych po imieniu <wyroznienie>tyka</wyroznienie> poufale.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Z Belizą ponoć łączy go stosunek tkliwy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Też obraz duchowego ubóstwa prawdziwy!/
Gdy u mnie bawi, mękę przechodzę niemałą, /
Szukając, czym wypełnić tę wizytę całą;/
Lecz cokolwiek wydobyć pragnę z tego zera,/
Rozmowa raz po razu na ustach zamiera./
Na próżno chcąc jej umysł zbudzić ociężały,/
Przywołujesz na pomoc wszystkie komunały, /
Próżno człowiek kolejno tematy potrąca,/
I słoty, i pogody, zimna i gorąca;/
A mają te wizyty jeszcze przymiot drugi,/
To jest, że trwają zwykle czas piekielnie długi;/
Możesz pytać godziny, ziewać raz za razem, /
Tak siedzi, jakby była nieżywym obrazem<pt><slowo_obce>Też (...) obrazem.</slowo_obce> --- <osoba>Celimena</osoba>, podniecona powodzeniem, rozwija coraz to przedniejszą werwę.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>AKAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Co sądzisz o Adraście?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Pyszałek nadęty!</wers_cd>/
Swoją własną osobą przesadnie zajęty! /
Zawsze mniema, iż nie dość cenią go na dworze, /
Na brak sprawiedliwości narzeka, gdzie może; /
Próżno mu sypią pensje, urzędy, nagrody:/
On wszędzie niewdzięczności odnajdzie dowody.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>A o młodym Kleonie, co w swym domu umie /
Zebrać kwiat towarzystwa, cóż pani rozumie?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Że swojego kucharza przymiotami stoi/
I jego głowie wszystko zawdzięcza, nie swojej.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELIANTA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Wykwintnym stołem umiał w istocie się wsławić.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Cóż, kiedy gospodarza trudniej bywa strawić!/
Jego własna osoba to najgorsze danie/
I psuje to, czym obiad zdobył mu uznanie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Damisa, jego wuja, bardzo cenią wszędzie; /
A pani?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Wszak go mieszczę w mych przyjaciół rzędzie<pt><slowo_obce>Wszak go mieszczę w mych przyjaciół rzędzie</slowo_obce> --- Co nie przeszkadza, iż słówko pochwały rzucone przez <osoba>Filinta</osoba> pobudzi ją do ,,oporządzenia" tego przyjaciela bardzo skrupulatnie. Zauważyć należy, iż <osoba>Filint</osoba> nie bierze udziału w tym turnieju obmowy: jedyne słowa, jakie wtrącił, są słowami pochwały. Ale kto wie, może ten salonowy bywalec zdaje sobie sprawę, iż ta pochwała pobudzi najsnadniej ostry języczek <osoba>Celimeny</osoba>?</pt>...</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>O wielu rzeczach miewa sąd bystry i śmiały.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Tak; lecz wydaje mi się nadto przemądrzały. /
Nazbyt jest wymuszony; czuć, że w każdej chwili /
Bez przerwy jego głowa na dowcip się sili./
Odkąd własne wszechznawstwo wbił sobie do głowy,/
Niczemu nie przepuści sąd jego surowy! /
W wyszukiwaniu błędów widzi sztukę całą, /
Mniema, iżby swą godność poniżył pochwałą;/
Że do tytułu mędrca zrzędność daje prawa, /
A głupców tylko rzeczą podziw lub zabawa; /
I gdy dla dzieł współczesnych swą pogardę głosi, /
Sądzi, iż tym nad innych chlubnie się wynosi. /
Próżno by ktoś próbował zająć go rozmową;/
Nazbyt poziomym wyda mu się każde słowo! /
I siedząc nieruchomo pośród innych gości, /
Raczy słuchać ich gawęd z uśmieszkiem litości.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>AKAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Ależ to jego obraz! poznałbym go w tłumie!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba> <didaskalia>do <osoba>Celimeny</osoba></didaskalia>

<kwestia><strofa>Nikt równie trafnie skreślić portretu nie umie<pt><slowo_obce>skreślić portretu</slowo_obce> --- Kreślenie <wyroznienie>portretów</wyroznienie> znajomych osób słowem lub na piśmie stanowiło ulubioną zabawę salonową tego tak literackiego społeczeństwa XVII wieku. Jak w literaturze głównym rysem tej epoki była <wyroznienie>psychologia</wyroznienie> (Kartezjusz, Pascal, Molier, Racine, La Bruyère, La Rochefoucauld), tak i w salonach psychologizowano zawzięcie, choć na mniejszą miarę i niekoniecznie tak jadowicie jak tutaj. Był w tej zabawie niewątpliwie podkład wysokiej kultury literackiej, a już <osoba>Celimenie</osoba> trzeba przyznać, że jest w tej sztuce graczem pierwszej wody.</pt>.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Wybornie, przyjaciele! dalej, tylko śmiało! /
Uważajcie, by wszystkim równo się dostało: /
Jednak niechaj z nich który za chwilę tu stanie, /
Już widzę, jak śpieszycie na jego spotkanie,/
Jak mu ściskacie dłonie i w czułym zaklęciu /
Przyrzekacie swą przyjaźń w każdym przedsięwzięciu<pt><slowo_obce>Wybornie (...) przedsięwzięciu.</slowo_obce> --- Przez cały czas rozmowy <osoba>Alcest</osoba> siedzi chmurny; wreszcie wybucha, instynktownie jednak zwracając swą złość i ironię nie przeciw kobiecie, którą kocha, ale przeciw Bogu winnym głuptasom, którzy go niecierpliwią i o których jest zazdrosny.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Za cóż nas tak niewinnie twój zły humor gani?/
Gdy już chcesz tak koniecznie, zwróć się z nim do pani.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Właśnie do was, u licha! Wasze to pochwały/
Dobywają z jej duszy zjadliwości całej; /
Jej żyłka satyryczna spotyka co chwilę/
Podnietę w słowach pochlebstw, co głaszczą tak mile;/
I szyderstwo straciłoby dla niej powaby,/
Gdyby u ludzi poklask znalazło zbyt słaby./
Pochlebstwo ponad wszystko ścigać trzeba wszędy, /
Bo z niego swój początek mają ludzkie błędy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Lecz skądże tak troskliwą otaczasz dziś strażą /
Tych, których wady ciebie nie mniej od nas rażą?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Czyż zdarzyło się komu rozmawiać z tym panem, /
By nie walczył ze sądem powszechnie uznanym /
I nie roztaczał wokół, trzeba czy nie trzeba, /
Daru sprzeczności, jaki zesłany mu z nieba? /
Ku poglądom drugiego nigdy się nie skłania, /
Z góry już zawsze będzie przeciwnego zdania /
I uważałby pewnie za niegodne siebie /
Iść za sądem bliźniego w jakiej bądź potrzebie. /
Chęć sprzeczności jest taką u niego chorobą, /
Że nieraz staje w szranki choćby sam ze sobą /
I własne swe mniemania zwalczać jest gotowy, /
Gdy je cudzymi słyszy wyrażone słowy<pt><slowo_obce>Czyż (...) słowy</slowo_obce> --- <osoba>Celimena</osoba>, podrażniona, kreśli od ręki cięty, choć jednostronny portrecik <osoba>Alcesta</osoba></pt>.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Śmieszki z panią trzymają: cóż jest zatem prostsze, /
Jak przeciw mnie skierować twej satyry ostrze!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Ależ przyznaj, że twego umysłu krój dziwny /
Wszystkiemu, co ktoś powie, z góry jest przeciwny /
I drażnią go wyraźnie, bez żadnej odmiany, /
Zarówno hymny pochwał, jak słowa nagany.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Bo też ludzie nie myślą nigdy, jak należy<pt><slowo_obce>ludzie nie myślą nigdy jak należy</slowo_obce> --- Zdanie to jest najzwięźlejszym, a karykaturalnym wyrazem charakteru <osoba>Alcesta</osoba>.</pt>,/
I niezmiennie do gniewu dają powód świeży;/
Bo wszędzie wokół widzim, w jakimkolwiek względzie,/
Lub chwalcę bez sumienia, lub też płoche sędzie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Lecz...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Choć do ciebie zamknąć miałbym sobie drogę,</wers_cd>/
Takich rozrywek dzielić nie chcę i nie mogę; /
I źle czyni pochlebstwo, hodując w twej duszy /
Wady, z którymi dowcip twój tak kopie kruszy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Może to winą uczuć, jakie żywię dla niej, /
Lecz przyznam, że wad dotąd nie spostrzegłem w pani.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>AKAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Widzę rozliczne wdzięki pani i powaby,/
Lecz, aby wad twych dojrzeć, wzrok mój jest za słaby<pt><slowo_obce>Może (...) za słaby.</slowo_obce> --- Zazwyczaj Molier starannie różniczkuje odcienie charakterów, ale cechą tych salonowych głupków jest spotykanie się w banalności.</pt>.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Ja zaś widzę je dobrze i z tym się nie taję, /
Lecz jawnie głoszę, co mi zdrożnym się wydaje./
Prawdziwa miłość w sądzie nie jest tak powolna, /
Im żywsza, tym mniej bywa do pobłażań zdolna; /
Co do mnie, drzwi bym zamknął lichym chwalcom takim, /
Którzy na wszystko patrzą z zachwytem jednakim, /
I rychło by mi ckliwa ich przyjaźń obrzydła,/
Co dla wszystkich wybryków równe ma kadzidła.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Gdyby wszyscy kochali, jak pan tego życzy, /
Trzeba by wszelkiej w życiu wyrzec się słodyczy, /
Gdy w tym najszczersza miłość ma szukać swej chluby, /
By wciąż łajać i karcić przedmiot sercu luby.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELIANTA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><begin id="b1326472257575-1239995443"/><motyw id="m1326472257575-1239995443">Miłość, Uroda, Słowo</motyw>Nie; zakochani inną rządzą się zasadą:/
Zazwyczaj całą dumę w swym wyborze kładą; /
Na przedmiocie swych uczuć nie szukają cienia, /
Wszystko im się wydaje godnym uwielbienia. /
Błędy nawet w ich oczach stają się cnotami,/
Pochlebne nazwy dla nich wyszukują sami./
Zbyt blada --- od jaśminu bardziej jest przeźroczą; /
Czarna jak czarownica --- brunetką uroczą; /
U chudej zręczną kibić podnoszą ich gusty, /
Majestatyczność ruchów wielbią zaś u tłustej;/
Kobieta zaniedbana, bez wdzięku w ubiorze, /
Nazwę «niewymuszonej» wszak otrzymać może; /
Olbrzymka --- to bogini istna, pełna czarów, /
Karlica --- to skrócenie wszystkich nieba darów,/
Pyszna --- królewskiej iście jest korony godną, /
Złośliwa jest rozumną, głupia znów łagodną; /
Zbyt wygadanej nigdy konceptu nie zbywa, /
Ta, co trzech słów nie skleci --- gołąbka wstydliwa. /
Tak kochanek, co szczerą miłość ma w swym łonie, /
Uwielbia nawet błędy tej, dla której płonie<pt><slowo_obce>Nie (...) płonie</slowo_obce> --- Ustęp ten jest niemal dosłownym tłumaczeniem z Lukrecjusza, którego dzieło <tytul_dziela>De natura rerum</tytul_dziela> Molier w młodości całe miał przełożyć. Wstawka ta, nieco przydługa, wskazuje jednak, że dobra <osoba>Elianta</osoba>, przy swojej dobroci, nie jest bynajmniej gąską i że nie zbywa jej na dowcipie.</pt>.<end id="e1326472257575-1239995443"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Ja zaś twierdzę...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Zakończmy tę sprzeczkę daremną</wers_cd>/
I raczej po ogrodzie przejdźcie się wraz ze mną. /
Co? panowie odchodzą?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER i AKAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ach, nie, proszę pani.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Och, wszak ich towarzystwo zbyt miłym jest dla niej! /
Zostańcie, póki chcecie, ale ostrzec muszę, /
Że ja się z tego domu przed wami nie ruszę<pt><slowo_obce>Och (...) nie ruszę</slowo_obce> --- Trzeba przyznać, że <osoba>Alcest</osoba> dość sobie dziwnie poczyna w cudzym domu. Oto jakby chciał przestrzec Molier, do czego prowadzi brak miary: nazbyt wygórowane pojęcie własnej godności wiedzie go do uczynków wręcz sprzecznych z tą godnością.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>AKAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Póki nas pani cierpieć jest łaskawą tyle,/
Z rozkoszą jej poświęcę wszystkie moje chwile.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Bylebym dziś na moment zdążył być u dworu, /
Gotów tu jestem siedzieć choćby do wieczoru.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba> <didaskalia>do <osoba>Alcesta</osoba></didaskalia>

<kwestia><strofa>
Pan chyba żarty stroi.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Nie żartuję wcale;</wers_cd>/
Niech wiem, czy jam tu lepszy, czy moi rywale.</strofa></kwestia>







<naglowek_scena>SCENA SZÓSTA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>ALCEST</osoba>, <osoba>CELIMENA</osoba>, <osoba>ELIANTA</osoba>, <osoba>AKAST</osoba>, <osoba>KLITANDER</osoba>, <osoba>FILINT</osoba>, <osoba>SŁUŻĄCY</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>SŁUŻĄCY</naglowek_osoba>
 <didaskalia>do <osoba>Alcesta</osoba></didaskalia>

<kwestia><strofa>Panie, człowiek tam jakiś posłuchania prosi /
W sprawie, która, jak mówi, odwłoki nie znosi.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Niech nie czeka, gdy czas mu jest tak bardzo drogi.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>SŁUŻĄCY</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Ale on na surducie ma wielkie wyłogi /
I pełno złota wszędzie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba> <didaskalia>do <osoba>Alcesta</osoba></didaskalia>

<kwestia><strofa><wers_cd>Zobacz, co to znaczy,</wers_cd>/
Lub przyjm go.</strofa></kwestia>

<didaskalia><osoba>Służący</osoba> wychodzi</didaskalia>



<naglowek_scena>SCENA SIÓDMA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>ALCEST</osoba>, <osoba>CELIMENA</osoba>, <osoba>ELIANTA</osoba>, <osoba>AKAST</osoba>, <osoba>FILINT</osoba>, <osoba>KLITANDER</osoba>, <osoba>SIERŻANT</osoba> urzędu marszałkowskiego</didaskalia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba> <didaskalia>idąc naprzeciw niego</didaskalia>

<kwestia><strofa><wers_cd>Zatem, cóż pan życzyć sobie raczy?</wers_cd>/
Proszę bliżej.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>SIERŻANT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Dwa słowa chciałbym uniżenie...</wers_cd>
</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Możesz pan głośno swoje wyjawić zlecenie.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>SIERŻANT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Mam rozkaz prosić pana, ażebyś bez zwłoki /
Przed urząd marszałkowski skierował swe kroki<pt><slowo_obce>urząd marszałkowski</slowo_obce> --- Wobec surowego zakazu pojedynków urząd marszałkowski powołany był do rozstrzygania wszelkich sporów między szlachtą.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Ja mam się stawić?...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>SIERŻANT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak jest.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Lecz jakież powody?...</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Alcesta</osoba></didaskalia>

 

<kwestia><strofa>
Pewnie dla twej z Orontem pociesznej przygody.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Filinta</osoba></didaskalia>

 

<kwestia><strofa>Jak to?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Ambicję jego zranił nie na żarty,</wers_cd>/
Sąd o jego poezji głosząc zbyt otwarty;/
Chcą więc pewnie w zarodku spór tak błahy zdusić.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Nigdy do niskich pochlebstw nie dam się przymusić.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Słyszałeś rozkaz; śpiesz więc i niech koniec będzie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Jakaż może być dla nas ugoda w tym względzie? /
Jakiż na świecie wyrok nakazać jest w stanie, /
Abym o jego wierszach odmienił me zdanie?/
Nie; z tego com powiedział, nie cofnę ni słowa; /
Twierdzę, że są haniebne.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Po cóż tak surowa...</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Nie ustąpię ni kroku; wiersze są nikczemne.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Ach, porzućże nareszcie te gniewy daremne! /
No, chodź już.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Pójdę; ale nie zdoła nic w świecie</wers_cd>/
Odmienić mego sądu.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Chodźże już raz przecie.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><begin id="b1326472332339-1007841752"/><motyw id="m1326472332339-1007841752">Poeta, Poezja, Prawda</motyw>Póki sam król dekretem swym mi nie nakaże, /
Abym uznał za dobre te wierszydła wraże, /
Póty, że są nikczemne, będę wciąż dowodził, /
I że wart szubienicy ten, który je spłodził<pt><slowo_obce>Póki (...) spłodził.</slowo_obce> --- Znów komiczny niestosunek między hartem duszy <osoba>Alcesta</osoba>, tym hartem, który w godnych jego okolicznościach zrobiłby zeń pewnie bohatera, a błahością przedmiotu. A sprawcą tego <wyroznienie>zdrobnienia charakteru</wyroznienie> są znów rączki <osoba>Celimeny</osoba>, gdyż wysiadując w jej salonie, <osoba>Alcest</osoba> narażony jest na spotykanie takich <osoba>Orontów</osoba>, <osoba>Akastów</osoba> i <osoba>Klitandrów</osoba> i doprowadzony do ostateczności jej kokieterią reaguje na te błahostki tak gwałtownie. Ale czy to jej wina? Ona jest u siebie i w swojej przyrodzonej sferze; tylko <osoba>Alcest</osoba> nie jest tam na miejscu... I znowuż czy to jego wina, że ironicznie prawo życia każe <osoba>Alcestowi</osoba> znajdować szczęście w spojrzeniu <osoba>Celimeny</osoba>?</pt>.<end id="e1326472332339-1007841752"/>/


<didask_tekst>Do <osoba>Klitandra</osoba> i <osoba>Akasta</osoba>, którzy się śmieją</didask_tekst> /


Do kroćset bomb! panowie, nie wiedziałem o tem, /
Że jestem tak pocieszny.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Zostaw to na potem;</wers_cd>/
Teraz śpiesz.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Idę, pani, lecz bądź bez obawy,</wers_cd>/
Że wrócę, aby żądać stanowczej rozprawy.</strofa></kwestia>







<naglowek_akt>AKT III</naglowek_akt>




<naglowek_scena>SCENA PIERWSZA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>KLITANDER</osoba>, <osoba>AKAST</osoba></didaskalia>



<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><begin id="b1326472387495-196185748"/><motyw id="m1326472387495-196185748">Pozycja społeczna</motyw>Widzę, drogi markizie, że ci jest wesoło<pt><slowo_obce>drogi markizie</slowo_obce> --- Pod mianem ,,markizów" Molier smagał niejednokrotnie szyderstwem złotą młodzież ze Dworu i sprawił tyle, iż ten chlubny tytuł stał się komicznym epitetem.</pt>;/
Luby uśmiech na ustach, rozjaśnione czoło; /
Powiedz mi, w dobrej wierze, bez błahej próżności, /
Czy w istocie masz powód do takiej radości?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>AKAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Na honor! nie dostrzegam nic w mojej osobie, /
Z czego miałbym się smucić w jakim bądź sposobie. /
Jestem młody, majętny, pochodzę z rodziny, /
Co mienić się szlachetną ma pewne przyczyny; /
Godności czy urzędów, mogę to rzec śmiele,/
Do których bym praw nie miał, nie widzę zbyt wiele;/
Odwagę mą znasz dosyć, abyś mógł osądzić, /
Czy zwykłem lękliwością w czymkolwiek się rządzić,/
I kto był świadkiem sprawy niedawnej na dworze, /
Ten wie, że mi bezkarnie nikt chybiać nie może./
Rozumu i dowcipu na tyle mi stanie,/
Bym mógł o wszystkim śmiało głosić swoje zdanie, /
I w teatrze, w fotelu wygodnie rozparty, /
Rzucać ku scenie głośne uwagi i żarty, /
Rozprawiać, krytykować, to znów przez oklaski/
Dawać dowody mego uznania i łaski./
Jestem przystojny, zręczny, niebiosa łaskawe /
Dały mi ładne zęby i piękną postawę /
(Nie wspomnę już o sztuce noszenia ubioru: /
Mało kto mi w tym względzie dorówna u dworu),/
Wszystkich serca jednają mi moje zalety,/
Król darzy mnie swą łaską, lubią mnie kobiety, /
Mniemam zatem, kochany markizie, tak, mniemam, /
Że być z siebie niekontent przyczyn chyba nie mam<pt><slowo_obce>Na honor! (...) nie mam</slowo_obce> --- Cóż za soczysty portret skreślony własnymi ustami młodego furfanta! Co za radość życia! W istocie w owych czasach czyż taki panek samym faktem swego urodzenia nie posiadał wszystkiego, co ziemia dać może? I ileż razy z pewnością Molier byłby oddał cały swój geniusz za to, aby być jednym z tych strojnych i szumnych trutniów kradnących mu spojrzenia i serce Armandy!</pt>.<end id="e1326472387495-196185748"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Hm, zapewne; lecz mając otworem świat cały, /
Dziw mi, że tutaj trwonisz daremne zapały<pt><slowo_obce>dziw mi (...) daremne zapały</slowo_obce> --- <osoba>Klitander</osoba> chce dać do zrozumienia, iż serce <osoba>Celimeny</osoba> należy do niego.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>AKAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Co, ja? Na honor, żadnej nie czuję ochoty /
Tracić mój czas i zdrowie na próżne zaloty. /
Niechaj inni, przyrody nieudane twory, /
Znoszą swoich piękności kapryśne humory,/
U nóg ich schną z miłości, cierpią udręczenia /
Na swą pomoc wzywają płacze i westchnienia /
I silą się wyżebrać tą mozolną drogą, /
Czego własną zasługą uzyskać nie mogą; /
Nie jest rzeczą człowieka o mojej wartości,/
Ponosić koszta takich jałowych miłości;/
Jakiekolwiek by były uwielbianej wdzięki /
I my też naszą cenę znamy, Bogu dzięki; /
Gdy kto chce <wyroznienie>tego</wyroznienie> serca chlubić się zaszczytem, /
Musi sam też ofiarę jakąś ponieść przy tem, /
I jeżeli już wszystko zważymy dokładnie,/
Równych z obu stron ustępstw żądać nam wypadnie<pt><slowo_obce>Co, ja? (...) wypadnie.</slowo_obce> --- <osoba>Akast</osoba> pozwala się domyślać tegoż samego, w jeszcze jaskrawszej formie. Molier podkreśla tu znamienny rys tych salonowych motylków: chełpienie się łaskami kobiety, z podstawą lub bez podstaw.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Zatem sądzisz, markizie, że ci jest łaskawą?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>AKAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>I sądzić tak, markizie, mam niejakie prawo.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>



<kwestia><strofa>By cię raz wywieść z błędu, wielka chęć mnie bierze; /
Zaślepiasz się doprawdy i łudzisz w tej mierze.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>AKAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Dobrze; ja się zaślepiam; łudzę się; to jasne<pt><slowo_obce>Dobrze; ja się zaślepiam; łudzę się; to jasne</slowo_obce> --- <osoba>Akast</osoba>, sprytniejszy od <osoba>Klitandra</osoba>, który jest już zupełnym dudkiem, obiera drogę ironicznej skromności, aby tym wymowniej a nieobowiązująco przedstawić się jako zdobywca <osoba>Celimeny</osoba>.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Skądże pewność tak wielka w powodzenie własne?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>AKAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Ja się zaślepiam.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Na czym wspierasz swe mniemanie?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>AKAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Ja się łudzę.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czy swoje objawiła zdanie?</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>AKAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Jestem w błędzie, powtarzam.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Ależ powiedzże mnie,</wers_cd>/
Czy ci coś Celimena wyznała tajemnie?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>AKAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Gdzież tam; znieść mnie nie może.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Odpowiedzże, proszę.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>AKAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Nie cierpi mnie.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Twych drwinek dłużej niech nie znoszę.</wers_cd>/
Powiedz więc, jakąś z ust jej otrzymał nadzieję?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>AKAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Jam najnędzniejszy z ludzi; tobie los się śmieje. /
Wstręt żywi tak gwałtowny ku mojej osobie, /
Że już przyjdzie z rozpaczy znaleźć mi się w grobie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Dobrze zatem, markizie, by uniknąć zwady, /
Zechcesz może się zgodzić na takie układy: /
Gdy dowód oczywisty jeden z nas przedstawi<pt><slowo_obce>dowód oczywisty</slowo_obce> --- Wystarczy czytać współczesne pamiętniki, aby poznać, jak grube i brutalne było w tej epoce odnoszenie się do kobiet pod powłoką strzelistych wzdychań i komplementów. Pierwszym np. i uświęconym dowodem czułości dla nowej kochanki było wydanie jej listów poprzedniej.</pt>, /
Że nań to Celimena spogląda łaskawiej, /
Wówczas drugi przyrzeka, trzymając się z dala, /
Zostawić wolne miejsce dla swego rywala.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>AKAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Na honor! wielce mi się podobasz z tą mową /
I chętnie na ten układ daję moje słowo. /
Lecz cicho!</strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA DRUGA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>CELIMENA</osoba>, <osoba>AKAST</osoba>, <osoba>KLITANDER</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jeszcze tutaj?</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>W okowach miłości<pt><slowo_obce>W okowach miłości</slowo_obce> --- Kontrast: jakimi kobieta ogląda zawsze mężczyzn, a jakimi są, kiedy wyjdzie z pokoju. Jedno słowo starczy tu za całą scenę.</pt>...</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Słyszę, że powóz właśnie zajechał z kimś z gości; /
Nie wiecie, kto to taki?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie.</wers_cd>
</strofa></kwestia>




<naglowek_scena>SCENA TRZECIA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>CELIMENA</osoba>, <osoba>AKAST</osoba>, <osoba>KLITANDER</osoba>, <osoba>SŁUŻĄCY</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>SŁUŻĄCY</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Arsena pyta,</wers_cd>/
Czy może mówić z panią?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Cóż chce ta kobieta?</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>SŁUŻĄCY</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Elianta z nią w tej chwili rozmawia na dole.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Jakąż ona znów tutaj chce odgrywać rolę?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>AKAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><begin id="b1326472433584-1289261720"/><motyw id="m1326472433584-1289261720">Kobieta, Pobożność, Uroda, Zazdrość, Walka</motyw>O dewocji jej zgodne wszędzie słychać zdanie<pt><slowo_obce>O dewocji jej zgodne wszędzie słychać zdanie</slowo_obce> --- zapewne ironicznie.</pt>/
I gorliwość jej zasad...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>To czyste udanie!</wers_cd>/
W duszy razem z innymi chęć do uciech dzieli/
I rada by, gdzie może, łowić wielbicieli. /
Toteż straszliwa zawiść porusza jej łono, /
Gdy patrzy na kochanków, co dla innej płoną, /
I daremne jej chęci w srogi gniew przemienia /
Na ludzkość, co jej zwiędłych wdzięków nie ocenia./
Opuszczenie, co braku powabów wynikiem, /
Rada by okryć własnej świętości płaszczykiem, /
I konieczność na cnotę chcąc przemienić godnie, /
Wdzięki, których jej zbywa, innym ma za zbrodnię. /
Z tym wszystkim za kochanka oddałaby życie/
I wiem, że o Alceście w duchu marzy skrycie; /
Że on dla mnie ma względy, nie może mi tego /
Wybaczyć, jakbym ja jej wykradła miłego! /
Ze złością, której nawet ukryć się nie trudzi, /
Gdzie może, tam mi szkodzić pragnie w oczach ludzi,/
Przy tym głupia, niegrzeczna, papląca bez przerwy, /
Słowem, całe jej wzięcie działa mi na nerwy<pt><slowo_obce>W duszy (...) nerwy</slowo_obce> --- Nim <osoba>Arsena</osoba> (w oryg. <wyroznienie>Ársinoe</wyroznienie>) wejdzie, już znamy ją na wylot. Na każdym kroku ta mistrzowska ekonomia.</pt> <end id="e1326472433584-1289261720"/>/
I...</strofa></kwestia>






<naglowek_scena>SCENA CZWARTA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>ARSENA</osoba>, <osoba>CELIMENA</osoba>, <osoba>KLITANDER</osoba>, <osoba>AKAST</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Cóż za traf szczęśliwy sprowadza tu panią<pt><slowo_obce>Cóż za traf szczęśliwy</slowo_obce> --- Nowy rys obłudy towarzyskiej. Cóż za popis dla aktorki, to przejście!</pt>?</wers_cd>/
Mówię szczerze, doprawdy, stęskniłam się za nią.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ARSENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Przybywam, by ci małej udzielić przestrogi<pt><slowo_obce>Przybywam (...) przestrogi</slowo_obce> --- Znów Molier nie traci ani chwili czasu: chwyta natychmiast rys zasadniczy.</pt>.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Widok twój jest mi zawsze i miły, i drogi.</strofa></kwestia>


<didaskalia><osoba>Klitander</osoba> i <osoba>Akast</osoba> wychodzą, śmiejąc się</didaskalia>






<naglowek_scena>SCENA PIĄTA<pt><slowo_obce>Scena 5.</slowo_obce> ---  Widzieliśmy już salon w towarzystwie mieszanym: obmowa i plotkarstwo;  widzieliśmy salon, gdy są w nim sami mężczyźni: chełpliwość i  zniesławianie kobiet; zobaczymy teraz same kobiety.</pt></naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>ARSENA</osoba>, <osoba>CELIMENA</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>ARSENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>To zniknięcie tak w porę było bardzo grzeczne.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Proszę, chciej pani usiąść.
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ARSENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Dzięki; to zbyteczne.</wers_cd>/
<begin id="b1326472489115-2961250246"/><motyw id="m1326472489115-2961250246">Przyjaźń, Fałsz, Plotka, Obyczaje, Kobieta, Wdowa</motyw>Krótko swój cel wyłożę. Przyjaźni jest rzeczą, /
Osoby sercu miłe otaczać swą pieczą;/
Że zaś dobro kobiety najwyższe się mieści /
We wszystkim, co honoru jej tyczy i cześci, /
W tym więc względzie pośpieszam przyjazną przestrogą /
Dać ci dowód ponowny, jak mi jesteś drogą. /
W pewnym przezacnym domu szczęśliwym przypadkiem/
Rozmowy na twój temat byłam wczoraj świadkiem /
I tam twój tak rozgłośny sposób życia cały/
U nikogo, niestety, nie znalazł pochwały./
Ten tłum bawiących wiecznie w twoim domu osób, /
Zaloty, w tak jaskrawy prowadzone sposób,/
--- Boleję nad tym wielce, daję na to słowo --- /
Spotkały się z krytyką aż nazbyt surową. /
Domyślasz się, na czyją chyliłam się stronę, /
Czyniłam, co w mej mocy, by cię wziąć w obronę, /
Tłumaczyłam intencje, byłabym w potrzebie/
Za twą uczciwość w zakład dała samą siebie. /
Ale pojmujesz dobrze, że bywają rzeczy, /
Których broniąc, zasadom swym człowiek sam przeczy; /
Musiałam się więc zgodzić, rada czy nierada, /
Że nie dość zważasz na to, co czynić wypada,/
Że sposób twego życia, wedle wszystkich zdania, /
Ściąga na ciebie w świecie najgorsze mniemania; /
Że nawet bez uszczerbku dla twojej zabawy /
Mogłabyś plotkom ludzkim mniej dostarczać strawy. /
Nie chcę krzywdzić twej cnoty ani wątpić o niej,/
Niech od podobnych myśli mnie sam Pan Bóg broni! /
Lecz w świecie pozorami też gardzić nie można /
I łatwo ich ofiarą pada nieostrożna. /
Zbyt wiele przypisuję ci rozsądku, pani, /
Bym przypuszczała, że mi twa drażliwość zgani/
Tę życzliwą przestrogę płynącą prawdziwie/
Z najserdeczniejszych uczuć, jakie dla cię żywię<pt><slowo_obce>Krótko (...) żywię.</slowo_obce> --- Odwieczny, jak widzimy, ,,światowy" sposób mówienia komuś w oczy nieprzyjemnych rzeczy, niby jako zasłyszanych i którym się bynajmniej nie wierzy!</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><end id="e1326472489115-2961250246"/>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Za twą przestrogę, pani, wdzięczna jestem szczerze; /
Że z życzliwości płynie, chętnie temu wierzę, /
I aby ci dać dowód, jak mi ona drogą, /
Pragnę ci równą, pani, odpłacić przestrogą<pt><slowo_obce>wdzięczna jestem szczerze</slowo_obce> --- Można się domyślić, że podczas przemowy <osoba>Arseny</osoba> w <osoba>Celimenie</osoba> wszystko się gotuje z wściekłości. Mimo to panuje nad sobą: z uśmiechem, może trochę mieniąc się na twarzy, słucha jej do końca, po czym odpowiada drżącym z początku cokolwiek, później coraz jadowitszym głosikiem.</pt>./
Widząc zaś, jak twa przyjaźń skwapliwie się trudzi /
Zbierać wieści krążące o mnie pośród ludzi, /
I ja też się odwdzięczyć pragnę w tym sposobie, /
Donosząc ci z kolei, co mówią o tobie./
Pewnego dnia spotkałam, oddając wizyty, /
Kilka osób, zacności wprost niepospolitej<pt><slowo_obce>zacności wprost niepospolitej</slowo_obce> --- z przesadą, przedrzeźniając <osoba>Arsenę</osoba>.</pt>, /
Które prawdziwej cnoty podnosząc zalety, /
O tobie parę uwag wtrąciły, niestety! /
Lecz ni zasad twych świętość, ni zapał gorliwy,/
Nie znalazły w ich oczach łaski osobliwej, /
Twoja przesada w cnoty surowej pozorze, /
Twe rozprawy ustawne o czci i honorze, /
Twe okrzyki i minki przy słówku dwuznacznym, /
Na które słuch niewinny nie byłby tak bacznym;/
Twoja próżność w mniemaniu o sobie wysokiem, /
Co na innych litosnym tylko patrzy okiem, /
Twe nauki moralne i sąd tak zgryźliwy/
O rzeczach, w których nie masz myśli niepoczciwej, /
To wszystko, jeśli prawdę mam wyjawić całą,/
Z jednomyślną się tylko naganą spotkało. /
«Po cóż, mówiono, cnoty pozory najświętsze, /
Gdy tym szczytnym zasadom obce duszy wnętrze? /
Cóż, że w ustawnych modłach czas daremnie traci, /
Gdy bije swoich ludzi i nędznie ich płaci<pt><slowo_obce>Gdy bije swoich ludzi i nędznie ich płaci</slowo_obce> --- jadowicie, z przyciskiem.</pt>?/
Swą wielką nabożnością gdzie może się chlubi, /
Lecz blanszuje policzki i wdzięczyć się lubi<pt><slowo_obce>Lecz blanszuje policzki i wdzięczyć się lubi</slowo_obce> --- jadowicie, z przyciskiem.</pt>./
Malowane nagości wstydliwie przysłania, /
Lecz ku żywym nie umie ukryć pożądania<pt><slowo_obce>ku żywym nie umie ukryć pożądania</slowo_obce> --- jadowicie, z przyciskiem.</pt>.» /
Co do mnie, przeciw wszystkim wzięłam cię w obronę<pt><slowo_obce>wzięłam cię w obronę</slowo_obce> --- znów przesadnie, przedrzeźniając <osoba>Arsenę</osoba>.</pt>,/
Twierdziłam, że to plotki wcale niesprawdzone, /
Lecz, niestety, samotna zostałam z mym zdaniem/
I wszyscy jednomyślnym orzekli mniemaniem,  /
Że w cudze sprawy wglądasz więcej<pt><slowo_obce>że w cudze sprawy wglądasz (...) głos boski.</slowo_obce> --- Te osiem wierszy wolno i dobitnie.</pt>, niż przystało, /
Zaś o własną osobę troszczysz się zbyt mało;/
Że nim kto o sądzenie drugich się pokusi, /
Wprzód dobrze zastanowić się nad sobą musi; /
Że kto chce w innych wszczepiać zbawienne zasady, /
Z własnego życia wzorów winien dać przykłady. /
I w ogóle najlepiej zostawić te troski/
Tym, których do tych zadań powołał głos boski<pt><slowo_obce>tym, których do tych zadań powołał głos boski</slowo_obce> --- W tej epoce, epoce Port-Royalu, dewocja ludzi świeckich, czyniących sobie powołanie z kierowania sumieniami drugich, była nader rozpowszechniona. Dewocja zaś jako zakończenie kariery miłosnej u kobiety jest zbyt częstym zjawiskiem, aby Molier mógł jej nie utrwalić w postaci <osoba>Arseny</osoba>.</pt>./
Zbyt wiele przypisuję ci rozsądku, pani, /
Bym przypuszczała, że mi twa drażliwość zgani /
Tę życzliwą przestrogę, płynącą prawdziwie /
Z najserdeczniejszych uczuć, jakie dla cię żywię<pt><slowo_obce>Zbyt wiele przypisuję (...) żywię.</slowo_obce> --- Ostatnie wiersze są dosłownym ironicznym powtórzeniem ostatnich słów <osoba>Arseny</osoba>.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARSENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Choć wiem, że szczerość rzadko witaną jest mile, /
Nie sądziłam, iż gniewu obudzi aż tyle; /
I po twym rozdrażnieniu mniemać mi wypada, /
Że bardzo cię dotknęła ma życzliwa rada.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Ależ przeciwnie, pani, bez urazy cienia, /
Pochwalam wielce takie wzajemne zwierzenia./
Wszak to najlepszy sposób, aby w nas nie wzrosła/
Z własnych zalet i przewag pycha zbyt wyniosła./
Od pani tylko będzie zależeć łaskawie,/
Byśmy się oddawały nadal tej zabawie,  /
W najżyczliwszym nawzajem donosząc sposobie,/
Ty, co usłyszysz o mnie, ja znów, co o tobie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARSENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>O pani coś posłyszeć? to trud zbyt jałowy: /
Wszak ci to mnie sąd świata potępia surowy<pt><slowo_obce>O pani coś posłyszeć?</slowo_obce> --- Trafiła kosa na kamień: żądełko <osoba>Celimeny</osoba> okazało się ostrzejsze. Toteż ona, świadoma swej przewagi, igra swobodnie z <osoba>Arseną</osoba>, której ostatnia replika jest już bardzo słaba. Teraz <osoba>Celimena</osoba> powoli i dobitnie, wymierzy jej ostatni cios.</pt>!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><begin id="b1326472571006-209025043"/><motyw id="m1326472571006-209025043">Pobożność, Uroda, Młodość, Starość, Kobieta</motyw>Wszystko można pochwalić lub zganić w człowieku, /
Bo wszystko od skłonności zależy i wieku<pt><slowo_obce>wieku</slowo_obce> --- z przyciskiem.</pt>. /
Jest w życiu czas miłości, zabawy, pustoty, /
Jest również czas dewocji i surowej cnoty; /
Zwykle wówczas w niej chluby szukamy bezwiednie, /
Gdy wdzięk naszych lat młodych przekwitnie i zblednie; /
To się nazywa umieć się cofnąć z honorem. /
Być może i ja kiedyś pójdę twoim wzorem, /
Z wiekiem wszystko przychodzi, jednakże nie wierzę<pt><slowo_obce>z wiekiem wszystko przychodzi</slowo_obce> --- Tutaj <osoba>Celimena</osoba> już nie przez omówienia, ale atakuje <osoba>Arsenę</osoba> wprost, brutalnie, z całym okrucieństwem, na jakie umie się zdobyć kobieta wobec drugiej kobiety. Ale trzeba przyznać, została zaczepiona i to we własnym domu.</pt>, /
By ktoś w dwudziestym roku chciał klepać pacierze<pt><slowo_obce>w dwudziestym roku</slowo_obce> --- <osoba>Celimena</osoba> ma dwadzieścia lat! Rysem tym Molier daje dowód wielkiego poczucia smaku, odejmując w ten sposób <osoba>Celimenie</osoba> to, co rola jej mogłaby mieć antypatycznego, gdyby to była dojrzała i zupełnie świadoma siebie kobieta. W tej <osoba>Celimenie</osoba> jest dużo z rozigranego dzieciaka, upitego uciechą życia, w które się rzuciła, korzystając ze swobody wdowieństwa. Wobec poważnego <osoba>Alcesta</osoba> jest ona trochę jak student wobec morałów profesora; sama jeszcze nierozbudzona i biorąc życie płytko, nie zdaje sobie może nawet sprawy z jego cierpienia. Któryś z krytyków francuskich zaznaczył trudność grania tej <osoba>Celimeny</osoba>, ,,która ma dwadzieścia lat, a którą, aby dobrze zagrać, trzeba być dwadzieścia lat na scenie".</pt>.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ARSENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Zbytnio się chełpi pani przewagą dość lichą, /
Głosząc lat swoich cyfrę z tak niezmierną pychą; /
To, że jesteś ode mnie... nieco mniej dojrzałą, /
By się nosić tak górnie, to jeszcze za mało<end id="e1326472571006-209025043"/>; /
I nie wiem czemu, pani, twój zapał zbyteczny /
Każe napadać na mnie w sposób tak niegrzeczny.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Ja zaś nie wiem, dlaczego z zawiścią tajemną/
Wszędzie, gdzie tylko możesz, znęcasz się nade mną? /
Czemuż na mnie twych uraz skupia się tak wiele /
Za to, że dziś od ciebie stronią wielbiciele? /
Jeśli moja osoba budzi czucia tkliwsze,/
Że ja mam szczęście wzniecać płomienie najżywsze, /
Których twe biedne serce tyle mi zazdrości, /
Czyż ja winnam, że nie ma na świecie równości? /
Wszak ci wolne masz pole i nie jam przeszkodą, /
Że nie zdołasz zwyciężać wdziękiem lub urodą.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARSENA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czyliż w istocie pani w swojej pysze mniema,/
Że ponad tłum kochanków nic już w świecie nie ma /
I że każdy z łatwością tajników nie zgadnie, /
Jakie w tryumfach twoich ukryte są na dnie? /
Czy sądzisz może pani, że ktoś w to uwierzy,/
Że ich liczba powabem twym tylko się mierzy? /
Że uczciwe uczucie porusza tą zgrają, /
I że wielbiąc cię, cnotom twoim hołd oddają? /
Nikt kosztów próżnych westchnień ponosić nie będzie, /
Świat nie jest tak naiwny: toteż widzim wszędzie/
Kobiety zdolne czucia wzbudzić swą osobą, /
A które tłumu gachów nie wleką za sobą. /
Stąd więc konkluzja jasna i nazbyt prawdziwa,/
Że bez... niejakich ustępstw serc się nie zdobywa, /
Że nikt dla pięknych oczu czasu nie zwykł tracić/
I względy zalotników drogo trzeba płacić./
Niech więc twoja ambicja zbytnio się nie puszy /
Z tryumfów, co zbyt trudne dla szlachetnej duszy; /
Zdobycze, z których chełpisz się w takim zapale, /
Wynosić się nad drugich praw nie dająć wcale./
Gdyby w istocie zawiść mą pobudką była, /
Mogłabym iść w twe ślady, moja pani miła, /
I nie drożąc się zbytnio, dowieść, że kobieta, /
Jeśli chce mieć kochanków, znajdzie ich do syta<pt><slowo_obce>Stąd (...) do syta</slowo_obce> --- <osoba>Arsena</osoba>, skupiwszy się po chwilowej porażce do nowej walki i odpłacając brutalnością za brutalność, zadaje <osoba>Celimenie</osoba> dotkliwy sztych.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Miej ich zatem do woli; szukaj ich, i owszem; /
Zdobywaj serca swoim systemem najnowszym, /
I choć...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARSENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Zakończmy, pani, tę rozprawę całą:</wers_cd>/
Zawiodłaby nas dalej, niż to nam przystało; /
Dawno chciałam rozmowę już przerwać; niestety, /
Muszę jeszcze przez chwilę czekać mej karety<pt><slowo_obce>Miej (...) karety</slowo_obce> --- <osoba>Celimena</osoba>, wyprowadzona z równowagi i zapominając o światowej masce, odpowiada wręcz, porywczo; wówczas <osoba>Arsena</osoba>, korzystając z doraźnego zwycięstwa, chce z tryumfem opuścić pole walki. Ale już <osoba>Celimena</osoba> zdążyła się opanować.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Ależ proszę, obecność twa miłą mi będzie/
I niechaj nic na panią nie wpływa w tym względzie. /
Lecz miast cię dłużej nużyć nadmiarem grzeczności<pt><slowo_obce>nadmiar grzeczności</slowo_obce> --- po tym, co sobie powiedziały, jest paradny!</pt>, /
Milsze ci towarzystwo znajdę wśród mych gości; /
I oto pan, co właśnie tak w porę się zjawia,/
Niechaj cię w moim miejscu nieco tu zabawia.</strofa></kwestia>






<naglowek_scena>SCENA SZÓSTA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>ALCEST</osoba>, <osoba>CELIMENA</osoba>, <osoba>ARSENA</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Alceście, mam do kogoś napisać słów kilka<pt><slowo_obce>Alceście, mam do kogoś napisać słów kilka</slowo_obce> --- Zostawiając <osoba>Arsenie</osoba> <osoba>Alcesta</osoba>, <osoba>Celimena</osoba> chce jej okazać, jak bardzo lekce sobie waży jej rywalizację.</pt>, /
Zanim tę rzecz załatwię, zejdzie mała chwilka; /
Zostań tu z panią trochę; jestem tego pewna, /
Że o taką zamianę nie będzie zbyt gniewna.</strofa></kwestia>






<naglowek_scena>SCENA SIÓDMA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>ALCEST</osoba>, <osoba>ARSENA</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>ARSENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Słyszy pan: gospodyni jest uprzejmą tyle, /
Że mi pana ustąpić chce bodaj na chwilę; /
I doprawdy, ten wzgląd jej, tak dla mnie łaskawy, /
Niczym milszej mi nie mógł zgotować zabawy. /
W istocie, pan posiadasz przymiotów tak wiele,/
Że podziw mój dla ciebie głosić mogę śmiele;/
Jakiś urok tajemny jest w twojej osobie, /
Który mą duszę dawno pociąga ku sobie<pt><slowo_obce>W istocie (...) ku sobie.</slowo_obce> ---  <osoba>Alcest</osoba>, stateczny i otoczony powszechnym szacunkiem, byłby kochankiem, na którego dewotka mogłaby sobie pozwolić, nie negując swego świątobliwego charakteru.</pt>./
Boleję, że na dworze dotychczas, niestety, /
Nie dość umiano poznać twe wielkie zalety;/
Słusznie możesz się żalić; każdy, kto ci sprzyja, /
Dziwi się, że zasługę tak się dziś pomija.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Ja, pani? za cóż miałbym szukać tam nagrody? /
Czyliż mej gorliwości dałem w czym dowody? /
Jakimż czynem tak świetnym mógłbym się pochwalić, /
Bym na czyją niewdzięczność miał prawo się żalić?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ARSENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>A gdzież te czyny widzisz pośród owej rzeszy, /
Która łaską u dworu niezmienną się cieszy? /
By zabłysnąć, wprzód możność i władzę mieć trzeba; /
I skoro hart ten, jakim ciebie darzą nieba...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Miły Boże, zostawmy już te cnoty wszelkie;/
Odgrzebywać je w ludziach to trudy zbyt wielkie/
I trudno mieć w istocie do dworu pretensje, /
By za ukryte cnoty miał rozdzielać pensje<pt><slowo_obce>Miły Boże (...) pensje.</slowo_obce> --- Apostrofa ta musiała królowi dość przypaść do smaku.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARSENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Nie; rzetelnej wartości nic ukryć nie zdoła; /
Wieść o niej płynie z czasem w coraz szersze koła; /
Sama słyszałam ludzi godności wybitnej, /
Jak cię chwalili w sposób niezmiernie zaszczytny.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>I kogóż, proszę pani, kto dzisiaj nie chwali? /
Wszystko równo wszak waży na światowej szali! /
Wszystko jest dziś wspaniałem, wszystko znakomitem, /
Te słowa już przestały dawno być zaszczytem;/
Pochwały dziś są tanie; toć niedawno przecie /
O mym własnym lokaju czytałem w gazecie<pt><slowo_obce>o mym własnym lokaju czytałem w gazecie</slowo_obce> --- Są to, zdaje się, jedyne słowa, w których <osoba>Alcest</osoba> dotyka, choć ubocznie, kwestii socjalnej i nie bardzo są po temu, aby zeń robić ,,republikanina" i demokratę. <osoba>Alcest</osoba> jest po prostu zacnym i prawym szlachcicem swego czasu.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARSENA</naglowek_osoba>



<kwestia><strofa>Co do mnie, ja bym chciała, ażeby u dworu /
Godność jaka dodała twym cnotom splendoru./
I bylebyś choć trochę okazał zapału, /
Można by cię w tej mierze wspomóc nie pomału. /
Mam ludzi mi oddanych, których mogę użyć, /
By w każdym przedsięwzięciu wiele ci przysłużyć<pt><slowo_obce>Co do mnie (...) przysłużyć.</slowo_obce> --- <osoba>Arsena</osoba>, czując, iż same jej wdzięki nie byłyby może dość poważnym atutem, stara się najpierw trafić do próżności <osoba>Alcesta</osoba>, później zaś obiecuje mu niedwuznacznie możną protekcję. Zdaje się, że ta <osoba>Arsena</osoba> to musi być ,,gruba ryba", jak <osoba>Oront</osoba>. Zważmy, iż to już druga wysoka protekcja, którą <osoba>Alcest</osoba> bez namysłu odtrąca.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Na cóż mi się, doprawdy, cisnąć w owe progi? /
Charakter mój na zawsze wzbrania mi tej drogi; /
Brak mi na to talentu, wyznaję to szczerze, /
Bym się umiał poruszać w dworskiej atmosferze. /
Do wszystkich owych sztuczek, zabiegów, obrotów,/
Nie czuję w sobie jakoś potrzebnych przymiotów; /
Otwartość, szczerość, pierwszą zaletą rozumiem, /
Komedii w obcowaniu z ludźmi grać nie umiem, /
A kto sztuką skrywania myśli swych nie słynie, /
Ten nie zagrzeje miejsca w tej pięknej krainie<pt><slowo_obce>brak mi na to talentu (...) krainie.</slowo_obce> --- Śmiało powiedziane, jak na ,,tapicera i pokojowca" J. K. M.! Ale Molier, mając za sobą króla, wiedział iż może sobie na to pozwolić.</pt>./
Zapewne, że ten tylko, co dziś dworu blisko, /
Może zdobyć zaszczyty, rangę, stanowisko, /
Lecz kto umie się wyrzec tej szczęśliwej doli, /
Oszczędza sobie nieraz dość niemądrej roli. /
Nie potrzebuje możnym wciąż palić kadzideł,/
Ni wychwalać przed nikim nikczemnych wierszydeł, /
Zwijać się w komplementach dla lada jejmości /
I szczebiotem fircyków przyprawiać o mdłości.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARSENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Więc dajmy temu pokój, jeżeli pan woli, /
Mówmy raczej o serca twojego niedoli; /
Wyznaję, jeśli tutaj mogę być otwarta, /
Że miłość twoja losu lepszego jest warta, /
I próżno serce łudzisz nadzieją zawodną, /
Gdyż ta, którą uwielbiasz, nie jest ciebie godną.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Lecz czyli pomnisz pani, rzucając te słowa, /
Że twoją przyjaciółką jest kobieta owa?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARSENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Tak. Lecz wyznam, że nie mam już dłużej sumienia /
Spokojnym okiem patrzeć na twe udręczenia, /
I mniemam, że złagodzę serca twego rany, /
Jeśli ci wręcz oświadczę, że jesteś zdradzany.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Rozumiem twe pobudki i wdzięcznym ci za nie: /
Miłe jest dla kochanka podobne wyznanie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARSENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Choć jest mą przyjaciółką, niemniej prawdą przeto, /
Że nie jest godną względów uczciwych kobietą /
I serce jej niewdzięczność czarną kryje na dnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Być może; któż z nas serca tajniki odgadnie<pt><slowo_obce>Któż z nas serca tajniki odgadnie?</slowo_obce> --- Głęboki smutek drga w tych słowach <osoba>Alcesta</osoba>. Ileż razy zapewne samego Moliera uświadamiali ,,życzliwi" w ten sposób!</pt>?/
Lecz gdy do życzliwości dla mnie masz przyczyny, /
Mogłaś mi była takiej oszczędzić nowiny.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARSENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Jeśli pan pragnie swoje zachować złudzenia, /
Wolę mu nic nie mówić; to znów sprawę zmienia.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Nie; lecz co bądź jest prawdą, w tym przedmiocie zawsze /
Podejrzenia nam rany zadają najkrwawsze; /
I raczej nic nie słyszeć wolałbym, co do mnie, /
Gdy rzecz nie jest dowodem poparta niezłomnie.</strofa></kwestia>

 <naglowek_osoba>ARSENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Dobrze; gdy o to chodzi, niech więc i tak będzie: /
Otrzymasz niewzruszone świadectwo w tym względzie. /
Ujrzysz to, w co twa dusza uwierzyć się wzbrania; /
Proszę, chciej towarzyszyć mi do pomieszkania, /
Tam stawię ci przed oczy i wskażę dowodnie, /
Że słodka twa pięknisia zdradza cię niegodnie; /
Tam też, jeśli twe serce nie jest zimnym głazem, /
Możesz znaleźć pociechę i zemstę zarazem<pt> <slowo_obce>Możesz znaleźć pociechę</slowo_obce> --- Oferta zupełnie niedwuznaczna.</pt>.</strofa></kwestia>







<naglowek_akt>AKT IV</naglowek_akt>




<naglowek_scena>SCENA PIERWSZA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>ELIANTA</osoba>, <osoba>FILINT</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Nie; takiej zawziętości jeszcze nie widziałem, /
Ni ugody tak trudnej, jak w tym zajściu całem. /
Próżno go na wsze strony obchodzą dokoła: /
Nic go od jego zdania odciągnąć nie zdoła;/
I nigdy rzecz śmieszniejsza w jakimkolwiek względzie /
Rozpraw treścią nie była jeszcze w tym urzędzie. /
«Panowie --- rzecze --- zgody pragnę z całej duszy, /
Lecz na tym jednym punkcie nic mnie nie poruszy. /
O cóż się gniewa? O cóż się zaciął w swej dumie?/
Czyż to plami czyj honor, że pisać nie umie? /
Czemuż przyjął me zdanie z tak niewczesną pychą? /
Można być zacnym człekiem, a rymować licho! /
Dla czci niczyjej wszak stąd uszczerbku nie będzie; /
Mam dla niego szacunek we wszelakim względzie,/
Wierzę, że jest cnót, męstwa i zacności wzorem, /
Wszystkim, czym kto zapragnie, lecz nędznym autorem. /
Będę wysławiał jego tryb życia wspaniały, /
Przyznam, że zręczny jeździec, tancerz doskonały, /
Ale co do poezji, świetny sąd wybaczy,/
Lecz jeśli jej niezdolny uprawiać inaczej, /
Niech o laury autorskie nigdy się nie kusi, /
Póki go ktoś pod gardłem do tego nie zmusi». /
Na koniec wszystkie prośby, nalegania wszelkie, /
Zdołały na nim wymóc to ustępstwo wielkie,/
Że wykrztusił, mniemając, iż tym goi rany:/
«Przykro mi, żem w mych sądach tak nieprzejednany, /
I z przyjaźni dla pana dałbym wszystko w świecie, /
By się więcej doszukać zalet w twym sonecie». /
Na to im się uściskać kazano co żywo,/
Aby zakończyć wreszcie sprawę tak drażliwą.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELIANTA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>W swoich postępkach bywa dziwaczny, przyznaję, /
Lecz i tak nad innymi mu pierwszeństwo daję<pt><slowo_obce>nad innymi mu pierwszeństwo daję</slowo_obce> --- Słowa te są miarą uroku, jaki <osoba>Alcest</osoba> wywiera na ludzi zdolnych ocenić szlachetne źródło jego dziwactw. Komizm jego płynie tylko z sytuacji, w jakie zapędza go skrajność charakteru.</pt>, /
Tę szczerość, co się prawdy w niczym nie ulęknie, /
On umie nosić dziwnie szlachetnie i pięknie; /
W dzisiejszych czasach cnót tych zbyt rzadkie przykłady /
I chciałabym, by każdy mógł iść w jego ślady.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Co do mnie, coraz większe mnie zdumienie zbiera, /
Gdy patrzę na namiętność, co go tak pożera. /
Wyznaję, że to dla mnie niepojętym zgoła, /
Jak ktoś z tym charakterem zakochać się zdoła; /
A tym dziwniejsze jeszcze, że jego zapały /
W kuzynki twej osobie przedmiot swój uznały.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELIANTA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>To dowodzi, że miłość czym innym się raczej /
Niż słodką charakterów zgodnością tłumaczy /
I że wszystkie w tym względzie mniemania utarte /
Więcej znajdują wiary, niż tego są warte.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Lecz czy sądzisz, że ona szczerze mu przychylną?</strofa></kwestia>




<naglowek_osoba>ELIANTA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Zbyt trudno mi dać na to odpowiedź niemylną. /
Jak odgadnąć w jej sercu miłości zarzewie, /
Gdy ono, czego pragnie, samo nieraz nie wie? /
Czasem żyje uczucia wpółświadomą chwilką, /
To znów wierzy, że kocha, a łudzi się tylko<pt><slowo_obce> Czasem żyje (...) łudzi się tylko</slowo_obce> --- Potwierdzenie, iż <osoba>Celimenę</osoba> charakteryzuje raczej lekkość i roztrzepanie niż wyrafinowana świadomość gry, którą prowadzi. Tym niebezpieczniejszą jest partnerką dla <osoba>Alcesta</osoba>: tu już ów Don Kichot walczy nie z wiatrakami, ale z samym wiatrem.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Ja zaś wielce się lękam, że w miłości owej /
Więcej zgryzot, niż mniema, znaleźć on gotowy, /
I gdyby moje czucia dały mu niebiosy, /
W inne by ręce złożył serca swego losy /
I w twojej życzliwości odnalazłby może /
Szczęście, którego szuka w mniej godnym wyborze.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELIANTA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Co do mnie, nie zarzekam się, lecz sądzę raczej, /
Że trzeba brać po prostu, co nam los przeznaczy. /
Przeciw jego zamiarom gniewu też nie żywię, /
Przeciwnie, dusza moja sprzyja im prawdziwie /
I gdyby mnie rozstrzygać dane było o tem, /
Sama bym go złączyła z miłości przedmiotem. /
Jednak gdyby w tej sprawie --- bo wszystko być może --- /
Chęci jego zawodu doznały w wyborze, /
Gdyby inny, szczęśliwszy, ujarzmił jej wdzięki, /
Nie odmówiłabym mu wówczas mojej ręki; /
I wzgarda, jakiej doznał w swych ogniów zapale, /
Wartości mu w mych oczach nie umniejszy wcale<pt> <slowo_obce>Co do mnie (...) wcale.</slowo_obce> --- Ta dobra <osoba>Elianta</osoba> jest w istocie aż nadto zrównoważona!</pt>.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Ja z mojej strony również mam w wysokiej cenie /
Twoich dla niego uczuć przyjaznych płomienie; /
I on sam, jeśli zechce, niechaj świadkiem będzie /
Rad, jakie mu niedawno dawałem w tym względzie./
Gdyby go jednak inne związały ogniwa/
I miała iść na marne twa dlań chęć życzliwa,/
Ze wszystkich sił bym pragnął, by ten płomień wzniosły/
Na mnie łaskawe niebios wyroki przeniosły,/
I szczęśliw będę, jeśli w tych uczuć rozterce/
Pozyskać zdołam twoje, wolne wówczas, serce<pt> <slowo_obce>Ja z mojej strony (...) serce.</slowo_obce> --- Uczucie <osoba>Filinta</osoba> do <osoba>Elianty</osoba>, wyrosłe na gruncie wspólnego ich przywiązania do człowieka wyższej miary, nie jest bynajmniej w życiu bez przykładów. Całe to przejście jest psychologicznie prawdziwe, ale stanowi do ostatnich granic posunięty skrót sceniczny. W życiu ten proces psychiczny trwałby może pół roku.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELIANTA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Pan chyba żarty stroi<pt><slowo_obce>Pan chyba żarty stroi</slowo_obce> --- <osoba>Elianta</osoba> zaskoczona jest  oświadczynami <osoba>Filinta</osoba>: zobaczymy, iż będą one kiełkować w jej sercu i wydadzą owoc.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Nie, jak Bóg na niebie,</wers_cd>/
Tak z duszy mojej głębi mówię dziś do ciebie/
I tylko czekam chwili, w której bym otwarcie /
Szczęście mojego życia mógł stawić na karcie.</strofa></kwestia>







<naglowek_scena>SCENA DRUGA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>ALCEST</osoba>, <osoba>ELIANTA</osoba>, <osoba>FILINT</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Pani, ty mi wytłumacz tę krzywdę niezmierną, /
Jaka spotyka dzisiaj mą miłość tak wierną!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELIANTA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Cóż się stało, co cię tak gwałtownie porusza?
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Coś, czego nie jest zdolną pojąć moja dusza; /
Żadna przyrody wściekłość, żaden wybryk losu, /
Nie mogłyby mi zadać tak strasznego ciosu. /
Skończone... miłość moja... wiara moja... prysły<pt><slowo_obce>Coś (...) prysły</slowo_obce> --- To dzieło <osoba>Arseny</osoba>, która pokazała <osoba>Alcestowi</osoba> dokumenty zdrady <osoba>Celimeny</osoba>.</pt>...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELIANTA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Ależ staraj się zebrać choć na chwilę zmysły<pt><slowo_obce>Cóż (...) zmysły</slowo_obce> --- zapożyczone są z komedii Moliera <tytul_dziela>Don Garcia z Nawary</tytul_dziela>.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Wielkie nieba! w tych wdziękach, które mnie uwiodły, /
Trzebaż, by się ukrywał trąd duszy tak podłej!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELIANTA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Ale cóż uczyniła?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>To już cios ostatni!</wers_cd>/
Jestem złamany! Zginąć mi przyjdzie w tej matni! /
Celimena... na myśl tę krew się burzy we mnie, /
Celimena mnie zwodzi, zdradza mnie nikczemnie!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELIANTA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Lecz, by w to wierzyć, żali masz dowód dość jasny?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Może to tylko wytwór twej fantazji własnej; /
Zbyt jesteś podejrzliwy i wszakże już nieraz...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Do kroćset! proszę, panie, zostaw mnie choć teraz.
</strofa></kwestia>

<didaskalia>Do <osoba>Elianty</osoba></didaskalia>

<kwestia><strofa>O dowód pytasz zdrady tej niecnej kobiety?/
Mam go, mam go przy sobie, zbyt pewny, niestety!/
Wszakże list do Oronta, list jej własnej ręki,/
Jest świadectwem jej zbrodni, przyczyną mej męki! /
Oront, co był z jej strony żartów celem wiecznym, /
Od którego najbardziej czułem się bezpiecznym<pt><slowo_obce>Wszakże (...) bezpiecznym!</slowo_obce> --- Głęboki i szczery ból <osoba>Alcesta</osoba> staje się właśnie wskutek nicości tego rywala nieco komicznym, a ostatni wykrzyknik naiwnym.</pt>!</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>List może złe pozory zawierać jedynie, /
Z których nie można wnosić o niczyjej winie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Po raz ostatni wreszcie, mój panie łaskawy, /
Proszę, aby go własne zaprzątały sprawy.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELIANTA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Hamuj proszę, Alceście, swoje uniesienia<pt><slowo_obce>Hamuj (...) uniesienia</slowo_obce> --- Może pod wpływem świeżych oświadczyn <osoba>Filinta</osoba>, <osoba>Elianta</osoba> już solidaryzuje się z nim po trosze i odczuwa krzywdę, jaką <osoba>Alcest</osoba> wyrządza wiernemu przyjacielowi, odpychając tak szorstko jego życzliwość.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Pani, do ciebie zwracam me korne życzenia; /
U ciebie dusza moja szuka dziś ratunku, /
Ty ją możesz ukoić w tym ciężkim frasunku. /
Pomścij mnie za kuzynę niewdzięczną i zdradną, /
Która zwiodła mą miłość chytrością układną; /
Pomścij to, co zdeptali nędzni przeniewierce.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELIANTA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Ja, pomścić ciebie? Jak to?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Przyjmując me serce.</wers_cd>/
Przyjmij to, czego tamta była tak niegodną,/
W ten sposób pragnę dzisiaj ukarać wyrodną,/
Chcę pomstę znaleźć nad nią w uczuciu najżywszym, /
W miłości najgorętszej, w oddaniu najtkliwszym /
I najwierniejszej służbie, które u stóp pani /
Na zawsze już me serce składa tutaj w dani<pt><slowo_obce>Przyjmij (...) w dani.</slowo_obce> --- Sposób ,,zemsty", jaki obiera <osoba>Alcest</osoba>, czyni zeń w tej chwili figurę zdecydowanie komiczną, nie licząc, że jest mocno niedelikatnym wobec <osoba>Elianty</osoba>. Ale natury takie jak <osoba>Alcest</osoba> niewiele się liczą z psychologią drugich.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELIANTA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Z cierpieniem twym, Alceście, współczuję niemało,/
Cenię ofiarę serca, aż nazbyt wspaniałą,/
Lecz może cała sprawa tak znów źle nie stoi;/
Możesz jeszcze żałować porywczości swojej. /
Gdy przedmiotem urazy ktoś sercu tak bliski, /
Zbyt łatwo gniewów naszych tępią się pociski /
I gdzie rozum zerwania dostrzega przyczyny, /
Tam miłość i najcięższe wnet rozgrzesza winy;/
Srogi dąs się zamienia w najczulsze wyrazy, /
I wiadomo, co znaczą kochanków urazy<pt><slowo_obce>Z cierpieniem twym (...) urazy.</slowo_obce> --- <osoba>Elianta</osoba> zbyt jest inteligentna, aby nie wiedzieć, jak mało trwałe są takie wybuchy i jak łatwo <osoba>Celimenie</osoba> będzie odzyskać <osoba>Alcesta</osoba>; toteż nie narazi się z pewnością na to podwójne upokorzenie. Być może odczuła w tej chwili różnicę między delikatnymi oświadczynami <osoba>Filinta</osoba> a porywczą bezwzględnością <osoba>Alcesta</osoba> i zrozumiała, gdzie należy jej szukać spokojnego szczęścia, będącego jej ideałem.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Nie, pani; ta zniewaga nazbyt jest dotkliwa, /
Aby ją mogły przetrwać miłości ogniwa; /
Nic mojego zamiaru stałości nie skruszy, /
Bo bym pogardzać sobą musiał z całej duszy. /
Oto ona; jej widok gniew we mnie podsyca, /
Niech słyszy całą prawdę ta nędzna zwodnica;/
Wprzód ją zawstydzę, potem u stóp twych bez zwłoki /
Złożę serce nieczułe już na jej uroki.</strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA TRZECIA<pt><slowo_obce>Scena 3.</slowo_obce> --- Scena,  która następuje, jest jedną z najpiękniejszych w literaturze świata;  komedia i dramat splatają się w niej w nieporównany sposób. Scena ta,  niedościgniona do dziś, była w ówczesnym stanie teatru zdumiewającym  wręcz fenomenem, cudem. Tradycyjną scenę kobiecego szelmostwa i męskiej  łatwowierności Molier pogłębił tu o całe szlachetne uczucie  <osoba>Alcesta</osoba>, opromienił całym wdziękiem  <osoba>Celimeny</osoba>, ocieplił pół-szczerym liryzmem jej  pół-uczucia. Szereg wierszy przeniósł tu Molier ze swojej pogrzebanej  ,,komedii heroicznej" <tytul_dziela>Don Garcia z  Nawary</tytul_dziela>, ale jakże tu inaczej są oprawione, jak  innym tętnią życiem!
</pt></naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>CELIMENA</osoba>, <osoba>ALCEST</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba> <didaskalia>na stronie</didaskalia>

<kwestia><strofa>O nieba! wzruszeń moich czyż zdołam być panem?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba> <didaskalia>na stronie</didaskalia>

<kwestia><strofa>Oj, źle!/
<didask_tekst>Do <osoba>Alcesta</osoba></didask_tekst>/
<wers_cd>Skądże powracasz z czołem tak stroskanem?</wers_cd>/
Co znaczą te wzdychania i ten wzrok surowy, /
Którym mnie groźnie mierzysz od stóp aż do głowy?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Że wszystkie najczarniejszych występków przykłady /
Bledną wobec obrazu twej nikczemnej zdrady;/
Że jeszcze Bóg w swym gniewie ni z piekieł szatani/
Gorszego nie wydali potworu od pani<pt><slowo_obce>Że wszystkie najczarniejszych (...) od pani</slowo_obce> --- Słowa te wypowiada <osoba>Alcest</osoba> w najwyższym dramatycznym napięciu; mimo to wszystkie te ,,czarności", rzucone w roześmianą buzię <osoba>Celimeny</osoba> działają raczej komicznie.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Trudno zacząć rozmowę uprzejmiej i milej.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Nie śmiej się pani; nie czas żartować w tej chwili!/
Raczej rumieniec wstydu niech ci spłoni lica, /
Że już zdrad twoich wyszła na jaw tajemnica. /
Oto, czemu niepewność żyła w sercu mojem, /
Oto, co je poiło ciągłym niepokojem, /
Czemu, jadem posądzeń zawczasu zatruty,/
Niewiary na mą głowę ściągałem zarzuty; /
I mimo twą w obłudy sztuce biegłość całą, /
Me serce złym przeczuciem od dawna już drżało. /
Lecz nie sądź, pani, że me uczucia zdeptane /
Spokojnie zniosą z rąk twych tę haniebną ranę:/
Wiem, że miłość swą wolą rządzi się jedynie, /
Że równie bez rozkazu rodzi się, jak ginie, /
Że do serca gwałt żaden drogi nie otwiera, /
Bo samo swego pana, kędy chce, obiera; /
Toteż nie miałbym prawa do najmniejszej skargi,/
Gdyby niezmienną prawdę głosiły twe wargi;/
Wówczas choćbym w życzeniach swych doznał odprawy, /
Na los bym się mógł tylko skarżyć niełaskawy. /
Lecz wzajemności łudzić mnie pozorem zwodnym, /
Aby później oszukać podstępem niegodnym,/
Dla takiej zdrady nie ma pomsty zbyt surowej /
I gniew mój się na wszystko ważyć dziś gotowy<pt><slowo_obce>Wiem (...) gotowy.</slowo_obce> --- Całe to rozumowanie jest nienagannie logiczne, jak przystało na mężczyznę, a zwłaszcza na <osoba>Alcesta</osoba>, u którego skłonność do bezwzględnej i nieco sztywnej konsekwencji jest jednym z głównych rysów charakteru. Zobaczymy, co się stanie z całą tą logiką w rączkach <osoba>Celimeny</osoba>. <osoba>Celimenie</osoba> ani w głowie przyjąć bitwę na terenie zakreślonym tu przez <osoba>Alcesta</osoba>, męskim terenie logiki; wyda ją, sprowadziwszy wprzód <osoba>Alcesta</osoba> na swój teren, teren uczucia, i tam ją wygra. Dlatego całe to rozumowanie spłynie po niej bez najmniejszego śladu.</pt>./
Tak, wszystkiego się lękaj po takiej zniewadze, /
Bo nad mym uniesieniem straciłem już władzę; /
Ten cios, co mnie śmiertelnie zranił z ręki twojej,/
Ostatniej mnie w rozsądku pozbawił ostoi;/
I wściekłość, co mnie pali straszliwym zarzewiem, /
Dokąd mnie zawieść zdolna, sam już dzisiaj nie wiem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Lecz skąd ten gniew straszliwy i srogie zamysły? /
Powiedz, czy ty doprawdy postradałeś zmysły<pt><slowo_obce>Lecz (...) zmysły?</slowo_obce> --- <osoba>Celimena</osoba> wie, że <osoba>Alcest</osoba> niejedno mógłby jej mieć do zarzucenia, ale, w danym wypadku, nie wie jeszcze, na jaki trop wpadł; chce się rozpatrzyć w sytuacji i zyskać na czasie.</pt>?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Postradałem je, pani, w ów dzień nieszczęśliwy,/
Gdym z ócz twych wypił kielich trucizny zdradliwej/
I zaślepiony twoją obłudną słodyczą/
Za głos twych uczuć wziąłem chimerę zwodniczą.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Lecz jakaż cię z mej strony dziś spotyka zdrada?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Wiem, że obłudy sztuką nieźle pani włada! /
Lecz próżno niech nie sili się twoja wymowa: /
Rzuć okiem na to pismo: kto kreślił te słowa? /
Ten bilet dziś przejęty, sądzę, że wystarczy; /
Przeciw tej broni chyba nie znajdziesz już tarczy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>To jest zatem pobudka całej twej udręki?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Nie rumienisz się, widząc pismo własnej ręki?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Czemuż bym się rumienić miała z tej przyczyny?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>



<kwestia><strofa>Jak to? więc jeszcze może nie uznasz swej winy! /
Własnego swego listu zaprzesz się, zuchwała?</strofa></kwestia>




<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Czemuż mam się zapierać, gdym ja go pisała?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Zatem przyznajesz pani, i z całym spokojem, /
Tę zbrodnię popełnioną dziś na sercu mojem?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Przyznaję, że w dziwactwach dochodzisz już granic!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Więc to jawne świadectwo chcesz jeszcze mieć za nic! /
Więc to, co dla Oronta w tych słowach się mieści, /
Nie jest zniewagą dla mnie, a hańbą twej cześci?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Dla Oronta? i czyjaż to znowu opowieść?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Ten, co mi list ten oddał, może tego dowieść. /
Lecz przypuśćmy, że celem listu był kto inny,/
Czyż przez to twój postępek staje się mniej winny? /
Czyż to złagodzi boleść mej wiary zdeptanej?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>A jeśli do kobiety ten list był pisany,/
Gdzież znajdziesz moją winę w tej przygodzie całej<pt><slowo_obce>Gdzież znajdziesz moją winę w tej przygodzie całej?</slowo_obce> --- Wykręt w istocie dość gruby; ale po cóż <osoba>Celimena</osoba> ma silić się na lepszy, skoro wie, że ten doskonale wystarczy?</pt>?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Ha! to dobra wymówka i wykręt wspaniały! /
Wyznaję, żem się tego nie spodziewał zgoła /
I przed takim dowodem muszę schylić czoła! /
Więc śmiesz już na tak grube puszczać się podstępy! /
Więc tak dalece liczysz na mój wzrok zbyt tępy?/
Owszem, owszem, słuchamy, to będzie zabawne, /
Jak zdołasz przeprowadzić to kłamstwo tak jawne; /
Jak zdołasz do kobiety odwrócić te słowa, /
Z których każde zapału tyle w sobie chowa! /
Dobrze więc, chciej wyłożyć mi tym nowym zwrotem /
List, który ci przeczytam...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Ani myślę o tem<pt><slowo_obce>Ani myślę o tem</slowo_obce> --- Z iście kobiecą intuicją <osoba>Celimena</osoba> rzuca <osoba>Alcestowi</osoba> tę lichą wymówkę, ale nie popełni tego błędu, aby jej bronić, pozostawia to jemu, aby się uchwycił tej myśli jak deski ocalenia.</pt>.</wers_cd>/
Twa pretensja jest równie śmieszną jak zuchwałą, /
Toteż proszę, zakończmy już tę sprawę całą.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Nie, nie, bez uniesienia wytłumacz mi jasno /
Te słowa, ręką twoją tu skreślone własną.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Nie; możesz pan brnąć dalej w swych podejrzeń szale: /
W co wierzysz czy nie wierzysz, nie dbam o to wcale.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Owszem; to mi wystarczy; tylko mi tu dowiedź, /
Jak odnieść do kobiety tę czułą odpowiedź?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Nie; list jest do Oronta; możesz trwać w tej wierze<pt><slowo_obce>Nie, list jest do Oronta</slowo_obce> --- <osoba>Celimena</osoba> widzi, iż sztuczka się udała: przeprowadzi ją teraz konsekwentnie do końca.</pt>. /
Jego uczuciom serce me współczuje szczerze, /
Bawi mnie jego dowcip, zachwyca osoba,/
Słowem, myśl sobie wszystko, co ci się podoba./
Rób, co zechcesz, swobodę daję w każdym względzie,/
Lecz proszę cię, niech mowy o tym już nie będzie<pt><slowo_obce>Lecz proszę cię (...) nie będzie</slowo_obce> --- Ostatnie słowa bardzo oschle.</pt>.</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba> <didaskalia>na stronie</didaskalia>

<kwestia><strofa>O nieba! Tak straszliwej czyż kto doznał rany? /
Byłże w uczuciach swoich kiedy tak deptany?/
Jak to! gdy ja rachunku chcę tu żądać od niej, /
Stoję przed nią, jak gdybym sam był winien zbrodni! /
Ona gra na mym bólu, uczucia me drażni, /
Utwierdza w podejrzeniach, szydząc najwyraźniej,/
A przecież, dusza moja nie ma dosyć siły, /
By pokruszyć ten łańcuch, co sercu zbyt miły,/
I z dumną wzgardą rzucić już na zawsze progi /
Tej istoty niewdzięcznej tak, a tak mi drogiej!/


<didask_tekst>Do <osoba>Celimeny</osoba></didask_tekst>/

Och, jak ty dobrze umiesz używać w potrzebie/
 Tej słabości bezmiernej, jaką mam dla ciebie! /
Jak umiesz na swą korzyść zwracać czucie owo, /
Co z twych zdradzieckich oczu wciąż czerpie moc nową!/
Broń się więc od podejrzeń, co duszę mi łamią, /
Dowiedź mi, jeśli możesz, że pozory kłamią,/
Że nic zdrożnego list ten nieszczęsny nie kryje, /
A miłość moja, wiara, znów może odżyje: /
Staraj się mnie przekonać, żeś wierną w istocie, /
A ja będę się starał uwierzyć twej cnocie<pt><slowo_obce>Och (...) cnocie</slowo_obce> --- Wzruszającą w istocie jest myśl, że Molier, grając tę scenę, wygrywał może całą swoją duszę: co się w nim musiało dziać, kiedy je mówił do niewiernej Armandy! A publiczność, nieprzywykła do takiego ,,pomieszania rodzajów", nie wiedząc, co myśleć o tym strzępie dramatu serca pośród scen komicznych, przyjmowała bardzo ozięble tę wspaniałą komedię.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>



<kwestia><strofa>Nie; za swoje szaleństwa nie jesteś prawdziwie<pt><slowo_obce>Nie; za swoje szaleństwa</slowo_obce> --- <osoba>Celimena</osoba> widzi, że <osoba>Alcest</osoba> już ,,dojrzał". Zagra mu teraz z bezwstydną maestrią na najczulszych strunach serca.</pt> /
Wart tych serdecznych uczuć, jakie dla cię żywię. /
Chciałabym wiedzieć, co mnie do tego przymusza, /
By kłamać miłość, gdyby nie czuła jej dusza?/
Czemu, gdyby mnie inne nęciły zapały,/
Nie miałabym otwarcie głosić prawdy całej? /
Więc wyznanie mych ogniów, nawet najłaskawsze, /
Nie zdoła mi twej wiary pozyskać na zawsze?/
Przeciw mym słowom, czyjeż świadectwo ma wagę?/
Wierzyć mu, czyż nie znaczy mnie czynić zniewagę?/
Ileż musi przewalczyć serce nasze sromu, /
Nim wyznać, że go kocha, odważy się komu!/
Jakże potężnie honor nasz i wstyd niewieści,/
Wbrew chęciom nawet, broni nam zwierzeń tej treści!/
Gdy więc je zmogą wreszcie miłości pożary,/
Godziż się ważyć lekce szczerość tej ofiary? /
Czyż nie jest zbrodnią wątpić, że z serca poczęty/
Głos, co się wydarł sercu po walce zaciętej<pt><slowo_obce>Głos, co się wydarł sercu</slowo_obce> --- Czy <osoba>Celimena</osoba> tak zupełnie kłamie w tej chwili? Przez to właśnie jest ona, od trzech wieków blisko, tak urocza i niebezpieczna, iż tego nikt nie wie, nawet ona sama.</pt>?/
Twe posądzenie duszę mą rani i boli,/
I gdyby było prawdą, byłbyś wart swej doli./
Głupia jestem, doprawdy, i muszę się wstydzić, /
Że kocham, gdym powinna raczej znienawidzić:/
Powinna bym cię rzucić jeszcze tej godziny/
I dać ci do wyrzekań słuszniejsze przyczyny.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>O, kusicielko! nazbyt dla ciebiem jest słaby! /
Łudzą mnie, jestem pewien, twoich słów powaby;/
Lecz dobrze; niech się moje przeznaczenie spełni, /
Chcę ci raz jeszcze wiarę wrócić w całej pełni, /
Niech zbadam serca twego zamysły tajemne, /
By mnie zdradzić, czy będzie na to dość nikczemne.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Nie, ty mnie tak nie kochasz, jak kochać należy<pt><slowo_obce>Nie, ty mnie tak nie kochasz, jak kochać należy</slowo_obce> --- Arcy-kobiece; zwłaszcza w tej sytuacji.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Pod słońcem nikt nie kochał ni mocniej ni szczerzej; /
I miłość ma, znękana w tej okrutnej dobie, /
Gotowa by się zwrócić nawet przeciw tobie<pt><slowo_obce>Gotowa by się zwrócić nawet przeciw tobie</slowo_obce> --- Wzniosła niedorzeczność serca! <osoba>Alcest</osoba> chciałby, aby <osoba>Celimena</osoba> była inną, a kocha ją taką, jaką jest; chciałby, aby była jakąś zabiedzoną sierotką, którą by on odchuchał, a wabi go właśnie tym, że jest owym błyszczącym, nieuchwytnym motylem! Ale w tych słowach jest i coś więcej. Na pozór brzmią one bardzo szlachetnie i bezinteresownie; ale zastanówmy się nad nimi, a dojrzymy, jak głęboko pokazał nam Molier ów egoizm i zaborczość tkwiące na dnie silnej namiętności. I <osoba>Celimena</osoba> swoim przytomnym rozumkiem odczuła to w ten sposób.</pt>./
Tak, chciałbym by cię wszystkich opuściło serce, /
Byś się znalazła w biedzie, w nędzy, poniewierce,/
By niebo cię stwarzając, odarło cię z mienia, /
Nie dało stanowiska, rodu ni znaczenia, /
Aby jedynie mego dla cię serca tkliwość /
Mogła nagrodzić doli złej niesprawiedliwość /
I bym wówczas mógł dożyć radości i chwały,/
Że z moich rąk wyłącznie los swój bierzesz cały!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>To mi ładne życzenia, w istocie, ni słowa!/
Aby się miały sprawdzić, niech mnie Bóg zachowa.../
Lecz oto pański Ergast, dziwacznie przebrany.</strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA CZWARTA<pt><slowo_obce>Scena 4.</slowo_obce> --- Z  nieomylnym instynktem teatralnym, Molier wprowadza dywersję w napięcie  tej sceny, która wzniosła się do szczytów dramatyczności: wprowadza  Ergasta w ten sposób, aby samym zjawieniem swoim wywołał śmiech. Ergast  (w oryg. <wyroznienie>Dubois</wyroznienie>) jest  ,,dziwacznie przebrany", ponieważ przerażony wypadkami, które zaszły w  domu, gotuje się do ucieczki (jak przypuszcza, wraz z panem) i to  <slowo_obce>incognito</slowo_obce>. Tak wplatają się w  wielkie uczucia drobne wypadki i ściągają je z koturnu.</pt></naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>CELIMENA</osoba>, <osoba>ALCEST</osoba>, <osoba>ERGAST</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Cóż znaczy ten strój dziwny, ten wzrok obłąkany? /
Co ci jest?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ERGAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Panie...</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Cóż tam?</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ERGAST</naglowek_osoba>
<wers_cd>Dziwne jakieś sprawy.</wers_cd>
<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Cóż więc?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ERGAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Nie ma co mówić, źle, panie łaskawy.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Jak to?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ERGAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Mam mówić głośno?</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Szybciej, jeśli łaska.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ERGAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>A nie ma tu nikogo?</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Nie nudźże, u diaska!</wers_cd>/
Będziesz raz gadał?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ERGAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
<wers_cd>Panie, trzeba nam uciekać.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Jak to?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ERGAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Niby dać nura, nie ma na co czekać.</wers_cd></strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
A to czemu?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ERGAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Powiadam, trzeba się wynosić.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Po co?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ERGAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Panie, zmykajmy, nie dajmy się prosić.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Ale z jakiej przyczyny? cóż to za zagadki?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ERGAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Z tej przyczyny, że trzeba pakować manatki.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Jeszcze chwila, a karku ci nadkręcę, błaźnie, /
Jeśli nie zechcesz zaraz gadać mi wyraźnie!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ERGAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Jakiś jegomość czarny z miny i ze stroju, /
Przyłapał mnie aż w kuchni (bom nie był w pokoju) /
I uraczył nas pismem, lecz tak nabazgranem, /
Że aby je przeczytać, trzeba być szatanem;/
Rzecz pewna, że to niby coś z pańskim procesem: /
Ale kto by to pojął, byłby chyba biesem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>I cóż z tego, hultaju? Wszak to nie ma przecież /
Nic wspólnego z ucieczką, o której mi pleciesz!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ERGAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Bom panu chciał powiedzieć, że za pół godziny /
Ten pan, co to do pana chodzi w odwiedziny, /
Przybiegł, szukając pana, jak powiadał, pilnie, /
A nie znalazłszy, prosił mnie bardzo usilnie,/
Wiedząc, że niby mądrej głowie dość na słowie,/
Abym powtórzył... zaraz... jakże się on zowie?...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Zostaw jego nazwisko. Cóż powiedział zatem?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ERGAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Jeden z pańskich przyjaciół; dość niech będzie na tem, /
Powiedział mi, że z panem nie bardzo bezpiecznie, /
Bo aresztować pana za coś chcą koniecznie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Jak to? i nic nie mówił, skąd ten cały zamęt?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ERGAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Nie. Kazał sobie podać pióro i atrament/
I nakreślił słów parę, w których pan wyczyta,/
Co to za tajemnica w tym wszystkim ukryta.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Dawaj więc.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Co tkwić może w owej całej baśni?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Nie wiem; lecz mam nadzieję, że list mi wyjaśni. /
Słuchaj, hultaju, długo się będziesz z tym bawił?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ERGAST</naglowek_osoba> <didaskalia>po długich poszukiwaniach listu</didaskalia>

<kwestia><strofa>Oj, oj, zdaje się, żem go na stole zostawił.</strofa></kwestia>



<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Nie wiem, co mnie wstrzymuje...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Porzuć złość daremną,</wers_cd>/
Lecz śpiesz wyjaśnić rychło tę sprawę tak ciemną.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Zdaje się, że los dzisiaj zbyt dla mnie surowy /
Poprzysiągł nie dozwolić mi z panią rozmowy, /
Ale na przekór jemu, niezrażony niczem, /
Jeszcze dziś wieczór stanę przed twoim obliczem.</strofa></kwestia>







<naglowek_akt>AKT V</naglowek_akt>




<naglowek_scena>SCENA PIERWSZA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>ALCEST</osoba>, <osoba>FILINT</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Nie; postanowień moich nie cofnie nic w świecie.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Jednak choć cios jest ciężki, nie zmusza cię przecie...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1326472708382-2326423635"/><motyw id="m1326472708382-2326423635">Sprawiedliwość, Krzywda, Duma, Obraz świata, Samotnik, Sąd</motyw>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Cokolwiek byś mi mówił, czas trwonisz daremnie;/
Nic powziętych zamiarów nie odmieni we mnie. /
Zbyt jawne wiek nasz daje zepsucia przykłady,/
Bym dłużej mógł przebywać wśród ludzkiej gromady./
Jak to! po mojej stronie wszystko razem stawa:/
I cnota, i uczciwość, i honor, i prawa,/
Że sprawa moja słuszna, jeden głos dokoła, /
Ufny w to, żadną troską nie zachmurzam czoła/
I oto rzecz się dzieje straszna, niegodziwa:/
Ja mam za sobą słuszność, on proces wygrywa<pt><slowo_obce>On proces wygrywa</slowo_obce> --- Stało się, jak było do przewidzenia: <osoba>Alcest</osoba> przegrał proces, o którym była mowa w pierwszym akcie. Fakt, iż kto inny miał słuszność, a kto inny wygrał sprawę, musiał być aż nazbyt częsty w ówczesnym sądownictwie.</pt>!/
Łajdak, którego wszystkim dobrze znane sprawki,/
Wychodzi jak najczystszy sprzed sądowej ławki!/
Nad uczciwością jawny tryumf święci zdrada! /
I niszcząc mnie, on jeszcze mnie winnym powiada! /
Przez obłudnych grymasów świątobliwą maskę, /
Przed prawem wobec sędziów umiał znaleźć łaskę /
I sądowym wyrokiem uświęcić swą zbrodnię!/
Lecz nie dość mu, że w sprawie skrzywdził mnie niegodnie, /
Puszcza jeszcze w świat książkę, bezecną bez miary, /
Której samo czytanie jest już godne kary, /
Książkę, za którą warto łeb mu ściąć toporem, /
I mnie chytry bezczelnik czyni jej autorem<pt><slowo_obce>Lecz (...) autorem</slowo_obce> --- Ustęp ten jest echem osobistych przejść Moliera i walk jego około <tytul_dziela>Tartufa</tytul_dziela> i  <tytul_dziela>Don Juana</tytul_dziela>. Ustęp o owej książce opiera się na rzeczywistym fakcie; równocześnie z wystawieniem <tytul_dziela>Don Juana</tytul_dziela> ukazała się w Paryżu kacerska i bezecna książka, której autorstwo starali się wrogowie podsunąć Molierowi. Jakoż wkłada on w tę tyradę <osoba>Alcesta</osoba> akcenty najszczerszego własnego bólu i oburzenia.</pt>!/
Zaś Oront rad, że zemsty sposobność się darzy<pt><slowo_obce>Zaś Oront rad</slowo_obce> --- Zdaje się, że dopiero współdziałanie tak wpływowej figury jak <osoba>Oront</osoba> uczyniło rzecz dla <osoba>Alcesta</osoba> niebezpieczną.</pt>, /
Wtóruje mu skwapliwie w tej niecnej potwarzy!/
On, co o swym honorze rozprawia tak śmiało,/
Względem którego szczerość mą przewiną całą; /
Który, choć widział, że to przyjmuję niechętnie,/
Me zdanie o swych wierszach wymusił natrętnie; /
Że zaś ja, otwartością kierując się zawdy, /
Nie chciałem fałszem krzywdzić ni jego, ni prawdy, /
Wraz z tym łotrem złośliwie czerni mnie językiem, /
I staje się najsroższym moim przeciwnikiem!/
Wiecznym gniew w jego sercu ku sobie rozpalił, /
Żem naówczas sonetu jego nie pochwalił! /
Więc w ten sposób się kończą tych panków zabawy! /
Więc do takich uczynków przywodzi chęć sławy! /
Więc tyle znaczy u nich cnota, sprawiedliwość,/
Tak cenią dobrą wiarę, honor i poczciwość! /
Zbyt długom tę ohydę cierpiał do tej pory: /
Czas uchodzić choć z życiem z tej zbójeckiej nory./
Skoro ludzie ze sobą żyją wilków kształtem,/
Nic mnie w sąsiedztwie waszym nie wstrzyma ni gwałtem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Zbyt nagle, moim zdaniem, powziąłeś myśl swoją, /
I tak źle, jak je widzisz, rzeczy znów nie stoją<pt><slowo_obce>Zbyt (...) nie stoją.</slowo_obce> --- Widzimy, iż <osoba>Filint</osoba>, niezrażony szorstkim obejściem <osoba>Alcesta</osoba> w poprzednim akcie, zawsze staje przy nim w najcięższych przejściach życia.</pt>. /
Wszak cała sieć misterna tych zabiegów zdradnych, /
By cię uwięzić, skutków nie odniosła żadnych; /
Nikogo nie zdołały przekonać te baśnie,/
I łotr, co ci chciał szkodzić, zgubił się tym właśnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>On? Jemu taki drobiazg nie mąci spokoju: /
Wszak ci on ma przywilej jawnego rozboju; /
I sprawka ta, z właściwym wyzyskana sprytem, /
Miast mu zaszkodzić, nowym okryje zaszczytem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Bądź co bądź, jednak faktu tego nic nie zmaże, /
Że świat nie wierzył zbytnio w te niecne potwarze /
I że nie masz stąd przyczyn do żadnej obawy./
Co się tyczy procesu zaś i twojej sprawy, /
Łatwo możesz je wznowić i, choć dziś przegrane,/
Nowym sądu wyrokiem...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Nie; przy tym zostanę.</wers_cd>/
Owszem; chociaż ten wyrok krzywdzi mnie niezmiernie, /
Pragnę, by wykonany był ściśle i wiernie. /
Skoro tryumf tak jawny święci w nim bezprawie, /
Niechże więc przyszłym wiekom przyświeca jaskrawie,/
Niechaj będzie świadectwem, wieczystym przykładem, /
Dokąd mogła zajść ludzkość, idąc hańby śladem. /
Będzie mnie to kosztować dwadzieścia tysięcy; /
Dobrze! zapłacę chętnie; zapłacę i więcej, /
Bym mógł naturę ludzką ścigać mą pogardą/
I do śmierci ślubować jej nienawiść twardą<pt><slowo_obce>Owszem (...) nienawiść twardą</slowo_obce> --- <osoba>Alcest</osoba> dochodzi w swej mizantropii niemal do rozpusty duchowej, do czego zdradzał już skłonność w 1 akcie. Raczej woli uczynić sobie ze swoich krzywd wspaniały (w swoim mniemaniu) piedestał, niż uniknąć ich i starać się żyć jak inni ludzie.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><end id="e1326472708382-2326423635"/>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Ależ wreszcie...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Tak, wreszcie oszczędź sobie trudów:</wers_cd>/
Cóż jeszcze mógłbyś dodać w obronie tych brudów? /
Czyliż będziesz miał czoło, by mi w żywe oczy /
Zaprzeczać tej zgnilizny, co wasz świat dziś toczy?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Owszem, zgodzić się z tobą nazbyt jestem bliski; /
Wszystkim rządzi intryga i interes niski; /
Podstęp wszędzie zwycięża, wszystkiego się czepi /
I doprawdy na ziemi mogłoby być lepiej. /
Jednak w tym, że w tym świecie, kto może, źle czyni,/
Gdzież powód, by przed ludźmi kryć się na pustyni? /
Wszak właśnie dzięki błędom człowieka ułomnym /
Filozofia jaśnieje blaskiem wiekopomnym; /
Na ich tle błyszczy naszej duszy hart prawdziwy /
I gdyby świat ten cały z gruntu był poczciwy,/
Gdyby się rządził prawem, słusznością i statkiem, /
Większość cnót niepotrzebnym byłaby dodatkiem,/
Gdyż one znieść nam dają u drugich spokojnie /
Czyny, co z prawem wszelkim są w otwartej wojnie;/
I kiedy serce nasze swą cnotą surową<pt><slowo_obce>Owszem (...) surową</slowo_obce> --- <osoba>Filint</osoba>, niepoprawny żartowniś, ironizuje łagodnie na temat, który może też w swoim czasie przebolał.</pt>...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Wiem, że nikt nie dorównał ci jeszcze wymową. /
Że kunsztowne wywody sypiesz jak z rękawa,/
Lecz tutaj trud twój próżny i przegrana sprawa./
Bym się usunął, dobro me wymaga własne; /
Nie umiem słów mych zamknąć w szranki dosyć ciasne,/
Nie odpowiadam za to, co bym rzec dziś gotów,/
I mógłbym się nabawić tysiącznych kłopotów./
Chcę mówić z Celimeną, zobaczyć, co pocznie<pt><slowo_obce>Chcę mówić z Cehmeną</slowo_obce> --- <osoba>Alcest</osoba> powziął postanowienie ucieczki od świata i po ostatnich zapewnieniach <osoba>Celimeny</osoba> wierzy naiwnie, że ona podąży za nim.</pt>;/
Musi z zamiarem moim zgodzić się bezzwłocznie /
I jeżeli jej serce szczerze mi przychylne,/
W tej próbie dziś dowody uzyskam niemylne.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>
Wstąpmy więc do Elianty, nim ona powróci.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Nie; zbyt wiele trosk naraz mą duszę dziś smuci./
Idź, odszukaj Eliantę; mnie zaś zostaw oto/
W tym samotnym zakątku z mą czarną zgryzotą.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>W tej kompanii czas nie zwykł upływać zbyt mile; /
Poproszę więc Eliantę, by zeszła na chwilę.</strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA DRUGA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>CELIMENA</osoba>, <osoba>ORONT</osoba>, <osoba>ALCEST</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Tak; dzisiaj się przekonam, czy twe serce życzy /
Zatrzymać mnie w tych więzach tak pełnych słodyczy<pt><slowo_obce>więzach tak pełnych słodyczy</slowo_obce> --- Widzimy, iż w istocie <osoba>Celimena</osoba> prowadziła z <osoba>Alcestem</osoba> grę co najmniej podwójną i że <osoba>Oront</osoba> miał poważne przyczyny, aby liczyć na jej wzajemność.</pt>./
Uczuć twych chcę dziś pełne uzyskać wyznanie: /
Zbyt srogie dla kochanka podobne wahanie;/
Jeśli cię zdołał wzruszyć płomień tak wytrwały, /
Okaż, że ci są miłe me wierne zapały,/
Żądam więc dzisiaj, pani, w dowód łaski twojej, /
Żądam, niech dłużej Alcest w drodze mi nie stoi;/
Niechaj, jeżeli dla mnie żywisz szczere chęci,/
Przychylność twa rywala tego mi poświęci.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Cóż za nagła przyczyna tej niechęci całej; /
Wszak z ust twych dlań największe słyszałam pochwały?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1326472931305-827896249"/><motyw id="m1326472931305-827896249">Kobieta, Mężczyzna, Flirt, Walka, Słowo</motyw>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Mniejsza o me pobudki, przemilczeć je wolę. /
Wszak twoje tu jedynie uczucie gra rolę./
Chciej wybrać, jeśli łaska, jednego z nas obu; /
Innego tu do wyjścia nie widzę sposobu.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba> <didaskalia>wychodząc ze swego ukrycia</didaskalia>

<kwestia><strofa>Tak jest; trzeba wybierać; godzę się z tym zdaniem; /
Pańskie życzenie również moim jest żądaniem; /
Podobne mnie pragnienie w te progi zawiodło./
Miłości twej otrzymać chcę widome godło; /
Rzeczy wciąż trwać nie mogą w tej odwłoce wiecznej /
I wybór między nami dzisiaj jest konieczny.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Co do mnie, ja bynajmniej tu sobie nie życzę,  /
W czymkolwiek mu zakłócać sercowe zdobycze.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Ja zaś nie chcę, cokolwiek by wyniknąć miało, /
Dzielić z panem w jej sercu choćby cząstkę małą.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Jeżeli jego miłość wartość mą umniejsza...</strofa></kwestia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Jeśli panią ku niemu skłania chęć najlżejsza...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Przysięgam zamknąć odtąd oczy na jej wdzięki.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Przysięgam, że na zawsze zrzekam się jej ręki.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Czekam więc, pani, twego wolnego wyboru.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Wyrokom twoim, pani, poddam się bez sporu.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Gdzie skłania się twe serce, zdanie wyraź jasne.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Niechaj rzecz tę rozstrzygną twoje słowa własne.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Jak to! pani w tej chwili waha się i wzdraga!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Jak to! czyliż ten wybór namysłu wymaga<pt><slowo_obce>Co do mnie (...) wymaga</slowo_obce> --- Niejednokrotnie Molier posługuje się tym symetrycznym sposobem prowadzenia dialogu.</pt>!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>W istocie, obyczaje to zupełnie nowe!/
Czyście doprawdy obaj postradali głowę? /
Zbyt łatwo to rozstrzygnąć; i, mój miły Boże,/
Nie serce me bynajmniej wzdraga się w wyborze./
Między panami dwoma wahać się nie godzi,/
I wnet by zapadł wyrok, o który wam chodzi./
Lecz wyznaję, że jakiś wstyd mi serce tłoczy, /
Bym miała tak po prostu prawdę rąbać w oczy;/
Sądzę, że takie niezbyt zaszczytne orędzie /
Mniej zrani, gdy bez świadka wysłuchanym będzie; /
Że zbyt jasną serc naszych umie być wymowa, /
Aby potrzebnym było ją ubierać w słowa<pt><slowo_obce>Jak to! czyliż (...) ubierać w słowa</slowo_obce> --- Nawet przyparta tak do muru, <osoba>Celimena</osoba> potrafi prowadzić grę w ten sposób, iż każdy z dwóch rywali może myśleć, że on jest tym wybranym (por. <tytul_dziela>Szkoła mężów</tytul_dziela>, II, 14).</pt>; /
I lepiej, gdy kochanek w sposób mniej bolesny /
Dozna odprawy w swojej czułości niewczesnej.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Nie; przed szczerym wyznaniem ja się tu nie bronię, /
Zgadzam się na nie chętnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Ja zaś proszę o nie.</wers_cd>/
Śmiem żądać, niech raz sprawa cała jasną będzie,/
Nie pragnę wcale żadnych oszczędzań w tym względzie. /
Wszystkich wodzić na pasku pani sztuką całą, /
Lecz dość już tej zabawy wszystkim snadź się zdało; /
Musisz wyrazić jasno sąd swój w tej potrzebie /
Lub odmowę twą przyjmę za wyrok dla siebie;/
Potrafię to milczenie wziąć z właściwej strony /
I spór nasz odtąd dla mnie będzie osądzony.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Za twą stanowczość wdzięczen jestem niewymownie /
I toż samo na jotę powtarzam dosłownie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Jakże ten kaprys panów męczy mnie i nuży! /
Czyż jest sens jaki przy tym upierać się dłużej? /
<end id="e1326472931305-827896249"/>Czyż nie zdradziłam względu, jaki mną tu rządzi? /
Wreszcie, niechaj Elianta całą rzecz osądzi.</strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA TRZECIA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>ELIANTA</osoba>, <osoba>FILINT</osoba>, <osoba>CELIMENA</osoba>, <osoba>ORONT</osoba>, <osoba>ALCEST</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Widzisz mnie, droga moja, dręczoną nie żartem /
Przez panów nazbyt zgodnych w życzeniu upartem;/
Jeden i drugi żąda tu z furią zaciekłą, /
By między nimi serce me wybór orzekło /
I bym, jednemu głosząc wyroki łaskawsze, /
Drugiemu tkliwych starań wzbroniła na zawsze. /
Czyż to jest gdzie w zwyczaju, odpowiedz mi szczerze<pt><slowo_obce>Czy to jest gdzie w zwyczaju</slowo_obce> --- Długie ociąganie się z wyznaniem uczuć i trzymanie wielbiciela w niepewności należało do  stylu ówczesnej wykwintnisi. Julia d'Angennes, królowa ,,pałacu  Rambouillet", wytrzymała tak przez 14 lat pana de Montausier. Tego pana de Montausier wymieniano jako jeden z pierwowzorów <osoba>Alcesta</osoba>.</pt>?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELIANTA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Nie żądaj lepiej zdania mojego w tej mierze: /
Zawiodłabyś się, licząc na wyroki moje, /
Bo ja za otwartością w każdej sprawie stoję.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Próżno pani wymówek tutaj dłużej szuka.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Na nic się już nie przyda cała twoja sztuka.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Musisz, musisz przemówić i przeważyć szalę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Dla mnie już to wzdraganie jest znaczące wcale.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>By zakończyć ten zatarg, czekam twego słowa.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Milczenia twego jasną będzie mi wymowa.</strofa></kwestia>






<naglowek_scena>SCENA CZWARTA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>ARSENA</osoba>, <osoba>CELIMENA</osoba>, <osoba>ELIANTA</osoba>, <osoba>ALCEST</osoba>, <osoba>FILINT</osoba>, <osoba>AKAST</osoba>, <osoba>KLITANDER</osoba>, <osoba>ORONT</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>AKAST</naglowek_osoba> <didaskalia>do <osoba>Celimeny</osoba></didaskalia>

<kwestia><strofa>
Przybywamy tu obaj w te progi łaskawe,/
By rozjaśnić wraz z panią pewną drobną sprawę.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba> <didaskalia>do <osoba>Oronta</osoba> i <osoba>Alcesta</osoba></didaskalia>

<kwestia><strofa>Szczęśliwie spotykamy tu panów w tej porze, /
Gdyż ich sprawa ta również nieco obejść może.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARSENA</naglowek_osoba> <didaskalia>do <osoba>Celimeny</osoba></didaskalia>

<kwestia><strofa>Nie wiem, co pani, znów mnie tutaj widząc, powie, /
Lecz przyczyną zjawienia mego ci panowie:/
Obaj przybyli do mnie wynurzać swe żale<pt><slowo_obce>Obaj przybyli do mnie</slowo_obce> --- Można raczej przypuszczać, że to <osoba>Arsena</osoba> pokierowała tym wszystkim.</pt>/
Na czyn, w który uwierzyć niezdolnam jest wcale. /
Wiem, że twa dusza w gruncie czuje nazbyt godnie, /
Bym cię mogła posądzić o tak niecną zbrodnię; /
Wiara ma jest nad wszelkie świadectwa niezłomna;/
I w mej przyjaźni drobnych poróżnień niepomna<pt><slowo_obce>drobnych poróżnień niepomna</slowo_obce> --- Słowa te mówi <osoba>Arsena</osoba> obłudnie, z odcieniem ironii; przyszła oczywiście po to, aby się nacieszyć upokorzeniem znienawidzonej rywalki.</pt> /
Pośpieszam wraz z panami, by ujrzeć z rozkoszą, /
Jak te oszczerstwa jawną tu klęskę ponoszą.<begin id="b1326472814973-1615003447"/><motyw id="m1326472814973-1615003447">List, Kochanek, Wierność, Zdrada</motyw></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>AKAST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Chciej nam pani wyjaśnić, prosim uniżenie, /
Jak tłumaczyć należy dwu tych listów brzmienie: /
To piszesz do Klitandra stylem tak wymownym<pt><slowo_obce>To piszesz</slowo_obce> --- Ta nieopatrzność w pisaniu świadczyłaby, iż <osoba>Celimena</osoba> jest młodą jeszcze zalotnisią; dojrzała kokietka nie dawałaby takiej broni przeciw sobie.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Oto list do Akasta w swym brzmieniu dosłownym.</strofa></kwestia>

 <naglowek_osoba>AKAST</naglowek_osoba> <didaskalia>do <osoba>Oronta</osoba> i <osoba>Alcesta</osoba></didaskalia>


<kwestia><strofa>Panom również to pismo musi być dość znane, /
Gdyż nie wątpię, że serce pani, tak wylane, /
Dało i wam miłosne uczuć swych zadatki, /
Oto więc ten dokument, w istocie dość rzadki:</strofa></kwestia>





<dlugi_cytat><kwestia><akap>«Dziwny z ciebie człowiek, Klitandrze, aby mi brać za złe mą wesołość i czynić wymówki, że nigdy nie jestem tak rozbawiona jak wówczas, gdym z dala od ciebie. Jest to zarzut najniesprawiedliwszy pod słońcem; jeżeli się nie zjawisz dość szybko, aby mnie zań przeprosić, nie przebaczę ci póki życia. Nasz zacny wicehrabia, równie poczciwy, jak niezgrabny...»</akap></kwestia></dlugi_cytat>










<kwestia><strofa>Szkoda, że go tu nie ma.</strofa></kwestia>







<dlugi_cytat><kwestia><akap>«...zacny wicehrabia, od którego zaczynasz swe żale, nie jest człowiekiem który mógłby być dla mnie niebezpiecznym; zresztą od czasu, gdy go widziałam plującego trzy kwadranse w studnię i przypatrującego się kółeczkom na wodzie, nie mogłam nigdy przekonać się do niego. Co się tyczy tego głuptaska markiza...»</akap></kwestia></dlugi_cytat>












<kwestia><strofa>To ja, moi panowie, bez próżności zbytniej.</strofa></kwestia>








<dlugi_cytat><kwestia><akap>«...co się tyczy markiza, który wczoraj, twoim zdaniem, zbyt długo trzymał mnie za rękę, jest to postać zgoła bez znaczenia: ot, jeden z rycerzy, co to bardzo wspaniale noszą płaszcz wiatrem podszyty. Osobistość z zielonymi wstążkami...»</akap></kwestia></dlugi_cytat>










<kwestia><strofa>
<didask_tekst>Do <osoba>Alcesta</osoba>:</didask_tekst> /

To do pana.
</strofa></kwestia>








<dlugi_cytat><kwestia><akap>«Osobistość z zielonymi wstążkami bawi mnie niekiedy porywczością i dziwactwem, ale sto razy częściej wydaje mi się najnieznośniejszą figurą pod słońcem. Co zaś do sonecisty...»</akap></kwestia></dlugi_cytat>










<kwestia><strofa><didask_tekst>Do <osoba>Oronta</osoba>:</didask_tekst> /
O panu tu jeszcze zaszczytniej.</strofa></kwestia>







<dlugi_cytat><kwestia><akap>«Co zaś do sonecisty, który obecnie znęca się nad literaturą i chce na przekór całemu światu, zostać autorem, nie mam po prostu tyle cierpliwości, aby słuchać, co on do mnie mówi; proza jego nudzi mnie nie
mniej od wierszy. Zrozum więc, że nie zawsze bawię się równie dobrze, jak sobie wyobrażasz, że wśród rozrywek, w które się czasem daję wciągnąć, brakuje mi pana więcej, niżbym pragnęła i że najlepszą zaprawą każdej przyjemności jest obecność kochanych osób». </akap></kwestia></dlugi_cytat>








<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>


<kwestia><strofa>
Teraz na mnie kolej:
</strofa>







<dlugi_cytat><akap>«Klitander, którego mi wyrzucasz i który w istocie robi do mnie słodkie oczy, jest ostatnim człowiekiem, do którego mogłabym mieć sympatię. Równie naiwnym jest on, wyobrażając sobie, że jest kochany, jak ty przypuszczając, że nim nie jesteś. Jeśli chcesz być rozsądny, zamień się z nim na rolę i odwiedzaj mnie jak najczęściej, aby mi pomóc znosić jego nudną obecność».</akap></dlugi_cytat>










<strofa>Piękny wzór charakteru widzim tu panowie<pt><slowo_obce>Piękny wzór charakteru</slowo_obce> --- Co myśleć o tej scenie z listami? W ich oświetleniu cała ,,zdrada" i ,,przewrotność" <osoba>Celimeny</osoba> zakrawałaby w istocie na pustotę pensjonarki! Czy Molier chciał  pokazać, jaka to gąska owija nieraz koło małego paluszka poważnego i  niepospolitego mężczyznę, i tym komiczniej oświetlić tragizm miłości  <osoba>Alcesta</osoba>? Czy powodował się względami na obyczajność sceniczną, która nie dopuszczała wówczas pokazania w teatrze istotnie występnej kobiety i traktował te listy raczej jako niewinny symbol poważniejszych wykroczeń? A może Molier, mając, w chwili gdy pisał ten piąty akt, na myśli siebie i Armandę, silił się wmówić w siebie, że jej przewiny nie przekraczają granic płochej kokieterii? Trudno odpowiedzieć na to. Twórczość Moliera jest tak syntetyczna, iż obejmuje bardzo wiele odcieni i dopuszcza rozmaitą interpretację. Dowodem dyskusja około <tytul_dziela>Mizantropa</tytul_dziela> trwająca  półtrzecia wieku i bynajmniej niewyczerpana. Bądź co bądź, podobnie jak Harpagon skąpstwa, tak <osoba>Celimena</osoba> zostanie najpełniejszym wyrazem zalotności.</pt>; /
Wiemy, jak się po prostu ta rzecz w świecie zowie./
Dość na tym. Teraz śpieszym, gdzie tylko kto zdoła, /
Przymioty twego serca rozsławić dokoła<pt><slowo_obce>Teraz śpieszym, (...) rozsławić dokoła</slowo_obce> --- Nowy rys brutalności obyczajów, jaka kryła się pod dwornościami tego wielkiego, największego świata! I ciągnie się to długo, aż po koniec osiemnastego wieku: czytajmy Bussy Rabutma, Saint-Simona, Laclosa, panią d'Epinay i in. Słuszną uwagę na korzyść naszego społeczeństwa czyni J. Lemaître, iż ,,bez szczególnych w tej mierze pretensyj, większość mężczyzn odznacza się dziś rycerskością bardziej skrupulatną niż ci ludzie, dla których miłość i dworność była jedynym zatrudnieniem".</pt>.</strofa></kwestia>





<naglowek_osoba>AKAST</naglowek_osoba>
 

<kwestia><strofa>Mógłbym i ja dorzucić parę słówek przy tem,/
Lecz gniew mój nazbyt wielkim byłby tu zaszczytem; /
I wprędce ci dowiodę, że markiz wyśmiany<pt><slowo_obce>markiz wyśmiany</slowo_obce> --- Ostatnie słowa, jakie wypowiada każda figura w sztukach Moliera, streszczają zwykle jej charakter. Tak i tutaj: <osoba>Klitander</osoba> przede wszystkim plotkarz, <osoba>Akast</osoba> przede wszystkim zarozumialec.</pt> /
Znajdzie cenniejsze serca, by zgoić swe rany.<end id="e1326472814973-1615003447"/></strofa></kwestia>






<naglowek_scena>SCENA PIĄTA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>CELIMENA</osoba>, <osoba>ELIANTA</osoba>, <osoba>ARSENA</osoba>, <osoba>ALCEST</osoba>, <osoba>ORONT</osoba>, <osoba>FILINT</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>ORONT</naglowek_osoba>



<kwestia><strofa>Jak to! więc w taki sposób obchodzisz się ze mną,/
Wyznawszy mi tylekroć swą miłość wzajemną! /
Więc serce twoje, strojne w tkliwych uczuć maskę, /
Na cały świat kolejno przenosi swą łaskę! /
Byłem naiwny, zgoda, ale, pani miła, /
Koniec już tego; dzięki, żeś się tak zdradziła;/
Zyskuję dziś mą wolność i zemstę zarazem /
W świadomości, co tracisz z moim sercem razem./
<didask_tekst>Do <osoba>Alcesta</osoba></didask_tekst> /
Wolne panu zostawiam pole; od tej pory /
Z mej strony w swych pragnieniach nie znajdziesz zapory.</strofa></kwestia>






<naglowek_scena>SCENA SZÓSTA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>CELIMENA</osoba>, <osoba>ELIANTA</osoba>, <osoba>ARSENA</osoba>, <osoba>ALCEST</osoba>, <osoba>FILINT</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>ARSENA</naglowek_osoba> <didaskalia>do <osoba>Celimeny</osoba></didaskalia>

<kwestia><strofa>Przebóg! słysząc to wszystko, wyznać muszę szczerze, /
Po prostu tracę zmysły, uszom swym nie wierzę! /
Czyż była kiedy zdrada równie niesłychana?/
Nie tyle mi o innych chodzi, co o pana:/

<didask_tekst>wskazując <osoba>Alcesta</osoba></didask_tekst>/


Ten człowiek, który w tobie kładł swą miłość całą, /
Człowiek takiej wartości i z duszą tak stałą, /
Który ciebie ubóstwiał, który w każdej dobie /
Był gotów ci...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Daj pokój, proszę, mej osobie.</wers_cd>/
Pozwól pani, bym własne sam załatwiał sprawy /
I oszczędź mi opieki twej nazbyt łaskawej. /
Próżno me serce taką zaszczycasz obroną, /
Odpłacić ci twych trudów nie jest zdolne ono; /
I gdybym w innych ślubach pragnął zemsty mojej, /
Nie w twoim sercu wówczas szukałbym ostoi<pt><slowo_obce>Nie w twoim sercu</slowo_obce> --- Ten <osoba>Alcest</osoba> ma jednak sposób mówienia ,,prosto z mostu" dosyć pozbawiony wdzięku.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARSENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Ech! czyliż pan doprawdy tak mocno w to wierzy,/
Że na jego osobie komuś tu zależy? /
Niemałą być twa próżność musi, moim zdaniem,/
Jeśli się mogła łudzić tak chlubnym mniemaniem;/
Wzgardzonego przez panią towaru odpadki/
Nie mają w moich oczach ceny nazbyt rzadkiej;/
Nie łudź się, jeśli łaska, i noś się mniej dumnie, /
Tego, czego ci trzeba, nie znalazłbyś u mnie;/
Zwróć na nowo do pani twe dawne zapały,/
Niech związek tak dobrany świat podziwia cały<pt><slowo_obce>Ech! (...) świat podziwia cały</slowo_obce> --- <osoba>Arsenie</osoba>, zawiedzionej ostatecznie w swych nadziejach co do <osoba>Alcesta</osoba>, nie pozostaje nic innego, jak wykonać odwrót, wypuszczając jeszcze ostatnią zatrutą strzałę.</pt>.</strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA SIÓDMA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>CELIMENA</osoba>, <osoba>ELIANTA</osoba>, <osoba>ALCEST</osoba>, <osoba>FILINT</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba><begin id="b1326473020002-1114509484"/><motyw id="m1326473020002-1114509484">Kobieta, Mężczyzna, Miłość, Samotnik, Samotność, Ślub, Poświęcenie</motyw>ALCEST</naglowek_osoba> <didaskalia>do <osoba>Celimeny</osoba></didaskalia>

<kwestia><strofa>Ha! znosiłem w milczeniu wszystko do tej chwili, /
Pozwalając, by inni przede mną mówili.  /
Cierpliwość ma w tej próbie byłaż dość powolną? /
I czy wolno mi teraz...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Tak, wszystko ci wolno.</wers_cd>/
Możesz się skarżyć, gniewać; słuszność po twej stronie, /
Przeciw twym słowom nic w mej nie powiem obronie. /
Zawiniłam, wyznaję; w poczuciu mych błędów/
Nie chcę próżną wymówką kupować twych względów./
Nie dbałam o gniew tamtych ani ich zamiary, /
Lecz wobec ciebie winną czuję się bez miary. /
Powodów masz zbyt wiele do swojej urazy, /
Występną być w twych oczach muszę tysiąc razy./
Wszystkie pozory tutaj o mej zdradzie głoszą, /
Nienawidzić mnie będzie dla ciebie rozkoszą. /
Uczyń to więc, zezwalam<pt><slowo_obce>Uczyń to wiec, zezwalam</slowo_obce> --- <osoba>Celimena</osoba> jest zawsze sobą: nieomylny instynkt wskazuje jej jako najlepszą drogę to odwołanie się do wielkoduszności <osoba>Alcesta</osoba>.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Zezwalasz, niewierna!</wers_cd>/
Lecz czyż ma miłość na to zezwoli bezmierna? /
I choćbym nienawidzić pragnął z całej duszy, /
Czyż ta chęć moja serca pragnienia zagłuszy?/


<didask_tekst>Do <osoba>Elianty</osoba> i <osoba>Filinta</osoba></didask_tekst>/


Patrzcie: niegodna tkliwość miękczy serce moje; /
Za świadków mej słabości biorę was oboje. /
Lecz to nie wszystko jeszcze; ujrzycie za chwilę, /
Jak do samego końca ten kielich wychylę,/
By dowieść, że kto rozum w świecie widzi, błądzi, /
I że sercem, jak ludźmi, czucie samo rządzi./


<didask_tekst>Do <osoba>Celimeny</osoba></didask_tekst>/

Dobrze zatem, nieszczęsna; zapomnę twej zdrady; /
Zdołam w mej duszy zatrzeć te bolesne ślady; /
Spróbuję twoje młode lata mieć na względzie,/
Co zbyt łatwo smakują w płochym świata błędzie, /
Jeśli dzisiaj twe serce zechce dzielić ze mną /
Mój zamiar, by tę ludzkość porzucić nikczemną /
I razem ze mną życie na nowo rozpocznie /
W pustkowiu, kędy osiąść zamierzam bezzwłocznie./
W taki jedynie sposób, wszystkim oczywisty, /
Możesz okupić twoje niegodziwe listy; /
Tak tylko, mimo hańby dotkliwe rozgłosy, /
Będzie mi wolno z tobą podzielić me losy<pt><slowo_obce>Dobrze zatem (...) losy</slowo_obce> --- W tej tak ciężkiej dla duszy jego próbie, <osoba>Alcest</osoba> znajduje w sercu swoim ton szlachetny i godny.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Jaż bym w mym wieku miała wyrzekać się świata /
I w samotnej pustyni grzebać młode lata?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Jeśli chcesz dzielić mojej miłości zapały,/
Cóż cię wówczas obchodzić może świat ten cały<pt><slowo_obce>Jeśli chcesz dzielić (...) świat ten cały?</slowo_obce> --- Szlachetne i naiwne zarazem pojęcie miłości.</pt>?/
Czyż nie będzie ci wszystkim wspólna dola nasza?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CELIMENA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>W dwudziestu leciech zbyt nas samotność przestrasza. /
Nie czuję się dość silną ani dość wytrwałą,/
By w podobnym zamiarze grzebać przyszłość całą. /
Lecz jeśli dar tej ręki winę moją zmaże, /
Na śluby z tobą wreszcie się dzisiaj odważę<pt><slowo_obce>śluby z tobą</slowo_obce> --- To, czego nie uzyskała wprzód gorąca miłość <osoba>Alcesta</osoba>, sprawiła zachwiana pozycja światowa <osoba>Celimeny</osoba>: naraziwszy się na zemstę wpływowych wielbicieli oraz groźnej ,,przyjaciółki", rada będzie znaleźć tarczę w osobie <osoba>Alcesta</osoba>.</pt>/
I węzeł ten...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Nie, pani; nie pragnę go wcale;</wers_cd>/
Odmowa twoja wreszcie przeważyła szalę;/
Skoro w związku, co wiecznie spaja dusze obie, /
Niezdolnaś wszystko we mnie znaleźć, jak ja w tobie, /
Gardzę twym sercem; i ta zniewaga dotkliwa /
Z hańbiących pętów już mnie na zawsze wyrywa<pt><slowo_obce>I węzeł ten (...) wyrywa</slowo_obce> --- Rozważano nieraz kwestię, czy gdyby <osoba>Celimena</osoba> bardzo chciała, <osoba>Alcest</osoba> nie uległby jednak. Być może nie, zasadniczym bowiem rysem <osoba>Alcesta</osoba> jest <wyroznienie>duma</wyroznienie>: otóż o ile serce jego zdolne było przebaczyć <osoba>Celimenie</osoba> i ukryć przy jej boku swą miłość na ,,pustyni", o tyle duma jego zanadto by cierpiała, gdyby mu przyszło pozostać z nią w Paryżu i stać się pośmiewiskiem wszystkich dudków.</pt>.</strofa></kwestia>




<naglowek_scena><end id="e1326473020002-1114509484"/>SCENA ÓSMA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>ELIANTA</osoba>, <osoba>ALCEST</osoba>, <osoba>FILINT</osoba></didaskalia>


<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Pani, sto cnót jaśnieje w twej piękności młodej, /
W tobie jednej szczerości widziałem dowody, /
Twą zacność już od dawna cenię najgoręcej; /
Lecz przyjm ten hołd ode mnie, nie żądając więcej: /
I przebacz, że to serce wśród okrutnej męki/
Nie waży się zapragnąć szczęścia z twojej ręki. /
Zbyt niegodnym się czuję i pojąć mi trzeba, /
Że mnie snadź do tych związków nie stworzyły nieba;/
Że byłby to dla ciebie towar nazbyt tani /
To, czym wzgardziła inna, tak niegodna pani; /
Że wreszcie serce...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELIANTA</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><wers_cd>Porzuć o mnie niepokoje<pt><slowo_obce>Pani (...) niepokoje</slowo_obce> --- Mimo swych wielkich cnót, ten <osoba>Alcest</osoba>, jak wszyscy ludzie wyłącznie zapatrzeni w siebie, ma w życiu codziennym geniusz niedelikatności: wobec <osoba>Elianty</osoba> dopuszcza się jej już po raz wtóry. Toteż <osoba>Elianta</osoba>, która ostatecznie jest kobietą, odpowiada mu dość sucho; mimo całego uznania, a może dawnej tkliwości dla <osoba>Alcesta</osoba>, już ma tego dosyć.</pt>; </wers_cd>/
Ta ręka już znalazła także więzy swoje /
I oto twój przyjaciel, gdy poproszę o to, /
Gotów byłby ją przyjąć, jak sądzę, z ochotą.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Och, gdybyś serca mego wysłuchała chęci, /
Wraz ono krew i życie dla ciebie poświęci.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ALCEST</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa><begin id="b1326473092581-3189084778"/><motyw id="m1326473092581-3189084778">Samotnik</motyw>Obyście w czuciach waszych, jak tego wam życzę, /
Mogli czerpać wiek cały prawdziwe słodycze; /
Ja, z wszystkich stron zdradzony, zdeptany niegodnie, /
Uciekam z tej otchłani, gdzie panują zbrodnie; /
Będę szukał odległej na świecie ustroni,/
Gdzie uczciwym człowiekiem być nikt mi nie wzbroni<pt><slowo_obce>Będę szukał (...) nie wzbroni</slowo_obce> --- To zakończenie, na pozór niedostateczne, jest jedynym tutaj prawdziwym i możebnym. Molier rozwiązuje niekiedy swoje komedie dorywczo i sztucznie, aby zakończyć na wesoło tragiczne konflikty, ale nigdy żadna postać nie zbacza u niego na włos z linii swego charakteru. W większości jego sztuk charaktery i namiętności rodziców czy opiekunów stoją na przeszkodzie do połączenia kochanków i wówczas można tę przeszkodę usunąć; ale tutaj pewne właściwości charakteru niepodobne do pogodzenia tkwią w samym <osoba>Alceście</osoba> i <osoba>Celimenie</osoba>. To, co ich dzieli, nie jest zewnątrz nich, ale w nich samych. Tak więc od początku do końca sztuka ta jako ,,komedia charakterów" jest bez skazy.</pt>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><end id="e1326473092581-3189084778"/>FILINT</naglowek_osoba>

<kwestia><strofa>Śpieszmy, pani, nie szczędźmy gorącej namowy, /
By zmienić w jego sercu zamiar tak surowy.</strofa></kwestia>

 </dramat_wierszowany_l></utwor>