<utwor>
<rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/moliere-uczone-bialoglowy/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Molière</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Uczone białogłowy</dc:title>
<dc:contributor.translator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Boy-Żeleński, Tadeusz</dc:contributor.translator>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Boy-Żeleński, Tadeusz</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kozioł, Paweł</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Świekatoń, Magdalena</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kotwica, Wojciech</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Barok</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dramat</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Komedia</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Fundację Nowoczesna Polska z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów Łukasza Jachowicza.</dc:description>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Jacek Bąk</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">anna lemańczyk</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Michał Torbiński</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Michał Torbiński</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Urszula Muszyńska</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Karolina</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">nub</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Joanna Zajączkowska</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Marcin Krysiński</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Anna</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Patrycja</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kamila i Krzyś</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Zbigniew makowski</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Ewa Kościelna</dc:contributor.funding>
<dc:contributor.funding xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">mw</dc:contributor.funding>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/moliere-uczone-bialoglowy</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"/>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Molier, Dzieła, tom trzeci, tłum., oprac. i wstęp Boy, tom szósty, Instytut Wydawniczy "Bibljoteka Polska", Warszawa 1922.</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Tadeusz Boy-Żeleński zm. 1941</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2012</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2014-05-07</dc:date>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/moliere-uczone-bialoglowy.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0560-6</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/moliere-uczone-bialoglowy.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1555-1</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/moliere-uczone-bialoglowy.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2510-9</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/moliere-uczone-bialoglowy.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3556-6</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/moliere-uczone-bialoglowy.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4642-5</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://redakcja.wolnelektury.pl/media/cover/use/6830.jpg</dc:relation.coverImage.url>
    <dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Aktorka w roli Merope, nieznany, Janinet, Jean-François (1752-1814), domena publiczna</dc:relation.coverImage.attribution>
    <dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/6830</dc:relation.coverImage.source>
    <category.thema.main>DD.WL-D</category.thema.main>
    <category.thema>1DDF</category.thema>
    <category.thema>DDL</category.thema>
    <category.thema>3MG</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF>
<dramat_wierszowany_lp>

<autor_utworu>Molière</autor_utworu>

<nazwa_utworu>Uczone białogłowy</nazwa_utworu>

<podtytul>komedia w pięciu aktach</podtytul>

<podtytul>1672</podtytul>

<nota_red>

<akap>Uwspółcześniono interpunkcję, np.:</akap>
<akap>Wprowadzono pisownię wielką literą po kropce, wykrzykniku itp.;
Wstawiono przecinki w zdaniach podrzędnie złożonych (przed który, jaki, aby, gdy itp.). Przykłady:</akap>
<akap>Nie żądajmy więc od Moliera aby się wypowiadał w tej kwestii. >> Nie żądajmy więc od Moliera, aby się wypowiadał w tej kwestii.</akap>
<akap>Usunięto również zbędne przecinki w niektórych miejscach, np.: To przykładanie nowoczesnej miary do komedii powstałej w XVII w., jest nieco ryzykowne. >> To przykładanie nowoczesnej miary do komedii powstałej w XVII w. jest nieco ryzykowne.</akap>
<akap>Poprawiono pisownię łączną i rozdzielną, np.: jakgdyby >> jak gdyby; poprostu >> po prostu; nawskroś >> na wskroś; pocichu >> po cichu; pokryjomu >> po kryjomu</akap>
<akap>Uwspółcześniono pisownię joty, np.: karjera >> kariera; komedja >> komedia; erotomanja >> erotomania; Julji >> Julii</akap><akap>Ubezdźwięcznienie: blizki >> bliski; nizki >> niski; godziż >> godzisz</akap>
<akap>Zmiany leksykalne: na wskróś >> na wskroś; Tartufe >> Tartuffe; snać >> snadź; siedmdziesięcioletni >> siedemdziesięcioletni; zadzierżguje >> zadzierzguje; ponoś>> ponoc; tłómacz >> tłumacz; ośm >> osiem</akap><akap>Fleksja:
Zmodernizowano końcówki fleksyjne wyrazów w narzędniku i miejscowniku l. poj. r. m. i r. n. oraz narzędniku l. mn.: -em, -emi, np.: godnem >> godne; szczerem >> szczerym; gramatycznemi >> gramatycznymi; tem >> tym</akap>
<akap>Błędy źródła: złapałeś >> złapałaś (błąd w druku: skan 32),
Nic o tym nie wiedziałem, że miewam majaki! -> Nic o tym nie wiedziałam, że miewam majaki!</akap></nota_red>


<naglowek_czesc>Wstęp</naglowek_czesc>

<akap>Zbliżamy się do końca kariery pisarskiej Moliera. Niebawem, ściśle w rok po śmierci wiernej towarzyszki młodości, Magdaleny Béjart, i jemu śmierć zamknie powieki. Ale, jak gdyby chciał dać miarę tego, iż schodzi z pola w pełni twórczości i geniuszu, zalśni jeszcze tą komedią, jedną z najdoskonalszych, najtroskliwiej wypieszczonych w jego dziele. W przeciwstawieniu do większości swoich utworów z tej epoki, kreślonych pospiesznie na zamówienie dworu lub dla potrzeb repertuaru, tu Molier daje sztukę doskonale obmyśloną, długo trzymaną na warsztacie, będącą nieśmiertelnym wzorem ,,klasycznego" teatru.</akap>

<akap>Widzieliśmy już nieraz, że Molier chętnie bierze za temat utwory z czasu swej młodości i, już jako mistrz świadomy sztuki, opracowuje je na nowo, rozszerza i pogłębia. Tak z <tytul_dziela>Zazdrości Kocmołucha</tytul_dziela> powstał <tytul_dziela>Grzegorz Dyndała</tytul_dziela>; z <tytul_dziela>Latającego lekarza</tytul_dziela> powstała <tytul_dziela>Miłość lekarzem</tytul_dziela> etc. Tu ważył się Molier na śmielsze zadanie, gdyż utwór, którego obrobienie zamierzył jak gdyby na nowo, nie był błahą pierwociną talentu, lecz komedią, której Molier zawdzięczał pierwszy tryumf paryski i która była w swoim rodzaju arcydziełem. Molier podejmuje po prostu jeszcze raz <tytul_dziela>Pocieszne wykwintnisie</tytul_dziela>; ten sam temat, inaczej ujęty, zmieni się w <tytul_dziela>Uczone białogłowy</tytul_dziela>. Pełen rozmachu szkic rozpostrze się w szerokie i soczyste malowidło, w obraz będący przekrojem domu, rodziny, społeczeństwa; karykaturalne maski zmienią się w wyraziste twarze ludzkie.</akap>

<akap>Rozszerzy się sam przedmiot satyry. Kasia i Magdusia dublują właściwie jedną rolę; są to głupie gąski, <wyroznienie>snobki</wyroznienie>, których śmieszność i głupota leżą jak na dłoni. Tu pojęcie ,,kobiety wyższej" rozmieni się na trzy doskonale zróżniczkowane<pe><slowo_obce>zróżniczkowane</slowo_obce> --- dziś popr.: zróżnicowane.</pe> typy, bardziej wyczerpujące kwestię. Przede wszystkim Molier wyczuł nową odmianę gatunku ,,wykwintnisi". Kasia i Magdusia oczytane były jedynie w romansach; tu mamy już typ kobiety, która posunęła się dalej w zdobyczach duchowych: w domu Filaminty uprawia się filozofię i fizykę, kokietuje się z łaciną i greką, z Platonem i Kartezjuszem. Jak często w swojej satyrze, tak i tu Molier przeczuł niejako przyszłość: ten typ kobiecy, wówczas należący do rzadszych, później, w XVIII w. --- epoce margrabiny du Châtelet, pani d'Epinay, etc. --- miał się stać bardzo znamiennym. Nie przepomniał Molier jeszcze raz wziąć w obroty działalności językoznawczej ,,wykwintniś", owego puryzmu językowego, który już w niejednym utworze ściga swymi sarkazmami. Pod tym względem potomność zrehabilitowała nieco wyśmiane <slowo_obce>précieusy<pe><slowo_obce>précieusy</slowo_obce> (z fr.) --- wykwintnisie.</pe></slowo_obce>, przyznając im w dziedzinie oczyszczenia i wysubtelnienia języka niejedną zasługę. Znakomicie podchwycił Molier na wskroś kobiecy charakter ,,flirtu" z naukowością: Armanda <wyroznienie>lubi</wyroznienie> wiry Kartezjusza, Filaminta <wyroznienie>lubi</wyroznienie> jego ,,ciążenie światów". Jesteśmy w epoce, w której jakiś labuś ułożył Kartezjusza w madrygały<pe><slowo_obce>madrygał</slowo_obce> --- rodzaj utworu poetyckiego, zwykle o tematyce miłosnej.</pe>. Wreszcie, o ile Kasia i Magdusia miały ambicje wyłącznie światowo-erotyczne, o tyle tutaj rysuje się już dość wyraźnie program feminizmu, takiego jaki właściwie zrealizował dopiero wiek XIX.</akap>

<akap>Godne uwagi jest zróżniczkowanie tych trzech charakterów kobiecych. Filaminty nie chciał uczynić Molier wyłącznie śmieszną i pospolitą; śmieszności jej są z rzędu tych, które właśnie chwytają się umysłów kobiecych wyrastających nad przeciętną miarę. Możemy wątpić, czy naukowa jej działalność przyniosła światu jaką korzyść; radosne jej zapewnienie, że ,,ludzi na księżycu spostrzegła wyraźnie", budzi w nas pewną nieufność. Jakie mogą być jej płody literackie, to, wobec tego, iż znamy jej ideał --- p. Trysotyna --- jest również mocno podejrzane. Tyle jest pewne, że jej charakter nie jest płaski, wzniesienie nad ,,rzeczy ziemskie" jest szczere i że jej miłość nauki nie jest skwaszonym erotyzmem lub czystą próżnością, ale jest szczerym, choć może na nieprzygotowanym gruncie wyrosłym upodobaniem. Rysy charakteru kobiety naprawdę ,,wyższej" zaznaczył Molier w owym szlachetnym stoicyzmie, z jakim Filaminta znosi katastrofę majątkową, w jej naiwnej wierze w czystość intencji Trysotyna, w zachwycie wreszcie, z jakim przyjmuje szlachetny postępek Klitandra. Ta Filaminta nie jest na ogół niesympatyczna.</akap>

<akap>Siostra Chryzala, Beliza, to chodzący anachronizm, przeżytek wczorajszego dnia. Pozostała starą romantyczką z epoki pałacu Rambouillet, gdy tymczasem ,,feminizm" zrobił postępy i wywiesił flagę naukową. I ona wprawdzie wykłada, za swą szwagierką, ,,punkt ciężkości w bryle" chłopcu, który bęcnął na ziemię; ale platoniczna erotomania, ozdobiona subtelnościami gramatycznymi, świadczy, iż mamy w tej Belizie okaz <slowo_obce>précieusy</slowo_obce> dawniejszego autoramentu.</akap>

<akap>Armanda chciałaby być Filamintą, ale raczej jest kandydatką na Belizę. Zapatrzona w matkę, która jej imponuje, sili się na te same ,,orle loty", ale czujemy, że jej skrzydełka są nie tyle orle, ile gęsie. Wiele przejęła z ciotki: ta miłość ,,oczyszczona ze zmysłów", te lata wzdychań, których żąda, trącą również echem Pałacu Rambouillet i słynnej Julii d'Angennes. Jest to biedne stworzenie wykolejone, zatrute atmosferą, w której się wychowała; w głowie kłębią się jej wszelakie niestrawione filozofie, gdy młoda krew ściąga ją ku ziemi i ku ,,nieskromnym obrazom", na które się tak otrząsa. Fałszywa ambicja każe jej dręczyć i odtrącać Klitandra, ambicja również każe jej go później wabić, i tak ta mała oschła duszyczka obija się po omacku, aby w końcu wszystko przegrać i zostać sama, skwaszona i zawistna.</akap>

<akap>To jedna strona. Tym ,,uczonym białogłowom" przeciwstawia Molier drugi obóz: Henrykę, jedyny może bezwzględnie dodatni typ kobiecy, jaki nakreślił, dziewczynę prostą, uczciwą i pewną. Krytyka zrzędziła czasem, iż ta Henryka zbyt realistycznie patrzy na życie, zbyt mało jest <wyroznienie>dziewicza</wyroznienie> w swoim przekomarzaniu z Armandą (I, 1): ależ celem Moliera nie jest ideał dla grzecznych dzieci, ale <wyroznienie>prawda</wyroznienie>. Otóż, jeżeli ktoś przypuszcza, że żarciki, na jakie sobie pozwala Henryka w tej scenie z Armandą, są zbyt śmiałe, ten ma nieco naiwne pojęcia o konwersacji młodych panien między sobą. Można by zresztą wywodzić, iż owo starcie dziewiczego puszku z tej Henryki podyktowane jest głębokim instynktem artystycznym. Jak dzieci Harpagona są wyrazem atmosfery domowej, tak i Henryka jest poniekąd odbiciem tego domu, gdzie młodość jej spłynęła między matką filozofką a ojcem rubachą. Owocem tego dwoistego wychowania jest --- uświadomienie; jest ta jasność, ta przedwczesna i aż nazbyt rozsądna trzeźwość w spojrzeniu na życie, która z Henryki czyni nie ,,uczoną białogłowę" wprawdzie, ale też ,,emancypantkę" i kto wie, czy nie najśmielszą duchem z czterech kobiet w sztuce.</akap>

<akap>Marionetka Gorgoniego (<tytul_dziela>Pocieszne wykwintnisie</tytul_dziela>) rozwinęła się w ideał pantofla w osobie Chryzala, nieoszacowanego zarówno w swych gniewach, jak i w swych lękach, sięgającego szczytów naiwnego komizmu, np. w owym zwrocie: ,,Cóż, dzieci, czy zgadzacie się na te układy?" (V, 3) do zakochanej pary Henryki i Klitandra, ofiarując im ,,polubowne" rozwiązanie sporu domowego, polegające na tym, aby Klitander ożenił się z --- Armandą. To są te dyskretne, ale nie najmniej olśniewające rysy geniuszu komicznego Moliera, zawierające w jednym zdaniu cały traktat psychologii.</akap>

<akap>Sztuka ta dała, w dwieście lat po urodzeniu, początek zajadłym dyskusjom nad tym, jakie są pojęcia Moliera o wychowaniu i wykształceniu kobiet; czy on sam przemawia ustami Chryzala żądającego, aby kobieta nie wychylała się poza kuchnię i szatnię mężowską, czy ustami Klitandra, który przyzwala, aby kobieta ,,miała o wszystkim pojęcie". Ta komedia zrobiła Molierowi wiele wrogów wśród nowoczesnych kobiet, które --- czy rzecznikiem jego jest Chryzal, czy Klitander --- okrzyczały go za ,,wstecznika".</akap>

<akap>To przykładanie nowoczesnej miary do komedii powstałej w XVII w. jest nieco ryzykowne. Powagę kwestii kobiecej stworzył dopiero fakt pracy zarobkowej kobiety z klas wykształconych; otóż, za czasów Moliera, praca zarobkowa nie istniała niemal dla mężczyzny, a cóż dopiero dla kobiety! Nie żądajmy więc od Moliera, aby się wypowiadał w tej kwestii; tak daleko on nie sięga. Widzi po prostu objawy, jakie niestrawiona nauka daje w nie dość przygotowanych mózgach kobiecych, i podstawia krzywe zwierciadło temu faktowi społecznemu; co w niczym nie przeszkadza pani Curie-Skłodowskiej odkryć radium<pe><slowo_obce>radium</slowo_obce> --- dziś popr.: rad.</pe>. Jeżeli Filaminta je odkryje, w takim razie darujemy jej smutny los Chryzala; na razie odkryła dopiero --- ludzi na księżycu.</akap>

<akap>Ale w tym szerokim obrazie zawarty jest drugi obrazek, który kojarzy się z nim bardzo szczęśliwie. Mania naukowa splata się w domu Filaminty z literacką; jak Tartuffe łączył w jednej osobie jansenizm<pe><slowo_obce>jansenizm</slowo_obce> --- ruch reformatorski w kościele katolickim, funkcjonujący w XVI- i XVII-wiecznej Francji i Niderlandach, inspirowany pesymistyczną koncepcją natury ludzkiej zapożyczoną od św. Augustyna. Związany z tym ruchem był m.in. Blaise Pascal.</pe> z molinizmem<pe><slowo_obce>molinizm</slowo_obce> --- koncepcja teologiczna jezuity D. L. Moliny, dotycząca Bożej łaski i wolnej woli.</pe>, tak te damy uprawiają nauki ścisłe, filozofię i płody wdzięcznej Muzy, poezję. I, jak w <tytul_dziela>Wykwintnisiach</tytul_dziela> satyra Moliera dobiera się energicznie do literaturki salonowej i alkowianej w osobie pociesznego markiza de Mascarille, tak tutaj przypuszcza do niej atak jeszcze bardziej bezpośredni, jeszcze ostrzejszy, tworząc wiekopomnego Trysotyna. Snadź<pe><slowo_obce>snadź</slowo_obce> (daw.) --- widocznie.</pe> przedmiot ten musiał Moliera szczególnie niecierpliwić, gdyż między jedną a drugą sztuką porusza go w <tytul_dziela>Mizantropie</tytul_dziela>, gdzie z niezwykłą i oryginalną śmiałością wplata w tok akcji lekcję estetyki <slowo_obce>ad hominem<pe><slowo_obce>ad hominem</slowo_obce> (łac.) --- odnoszący się do człowieka.</pe></slowo_obce>, w scenie sonetu Oronta.</akap>

<akap>Jak Molier zróżniczkował starannie swoje ,,białogłowy", tak i ten egzemplarz rozszczepia na dwa głosy: Trysotyn pięknoduch, autor madrygałów, i Wadius, pedant cuchnący greczyzną. Trysotyn kwitnie w atmosferze salonu, buja jak motylek wśród zachwyconych dam, które spłaca wzajemną monetą pochlebstwa; Wadius, cięższego kalibru, wymaga, aby go holować. I w świetnej scenie piętnuje Molier istotę wszystkich takich <slowo_obce>cénaclów<pe><slowo_obce>cénacle</slowo_obce> (fr.) --- dosł. ,,jadalnia", przen. nazwa wielu grup literackich bądź salonowych.</pe></slowo_obce> literackich; pokazuje nam owo wieczne ,,towarzystwo wzajemnej adoracji", w którym wystarcza jednej niezręczności, jednego uchybienia niemym statutom towarzystwa, aby niestrawne zachwyty zmieniły się w równie niestrawne obelgi. Ileż razy w życiu literackim przychodzą na pamięć te sceny z komedii Moliera!</akap>

<akap>Molier bronił się (<tytul_dziela>Improwizacja w Wersalu</tytul_dziela>), kiedy mu zarzucano, że kreśli portrety, że zbiera wzorki z żywych ludzi; istotnie, zwykle obraz wyrastał poza model. I tu tak jest, niewątpliwie; bądź co bądź, obie te postacie --- zwłaszcza Trysotyn --- noszą cechy osobistej wycieczki, której Molier nie zaciera śladów, przeciwnie, podkreśla je. Sonet Trysotyna, jak również epigram na karocę, są <wyroznienie>dosłownie</wyroznienie> wyjęte ze zbioru utworów księdza Cotin. Pierwotne nazwisko figury Moliera miało brzmieć Tricotin; później przerobił je jeszcze jadowiciej na Trissotin (potrójny głuptas). Ksiądz Cotin, zresztą wówczas blisko siedemdziesięcioletni, członek Akademii, cieszył się w Paryżu uznaniem i popularnością jako poeta; komedia Moliera ośmieszyła go tak, że odtąd nie mógł się nigdzie pokazać; dokończył życia w opuszczeniu i melancholii.</akap>

<akap>Ten i ów z komentatorów Moliera kręcił mocno głową nad tym atakiem Moliera, uważając, iż przekracza on może dozwoloną miarę. Ośmieszyć czyjeś wiersze --- to wolno, mimo iż operacja ta przykrą jest dla pacjenta; to pozostaje w granicach krytyki literackiej. Ale przeźroczyście odmalować jakąś rzeczywistą postać, a później doczepić jej, już z czystej fantazji (siedemdziesięcioletni księżyna nie mógł być owym łowcą posagowym, jakim jest Trissotin), rysy będące ciężką ujmą dla charakteru, to rzecz, którą w literaturze spotyka się czasem, ale która, istotnie, może budzić wątpliwości.</akap>

<akap>Trysotyn to jeden z najgwałtowniejszych przejawów satyry Moliera, o którym mówił ktoś ze współczesnych, że ,,szyderstwo jego było tak silne, iż działało niby uderzenie biczem; ten, którego ugodził, stawał się jak zapowietrzony, nie śmiano się doń zbliżyć". Wplotły się tu i osobiste urazy do Cotina, których historię zbyt długo by opowiadać; ale zarazem był to epizod wielkiej walki o przyszłość literatury, jaką toczy Molier przez cały czas swojej działalności, i dzieło, które spełnia, jest dobrym dziełem.</akap>

<akap>I Wadius jest portretem; przejrzystym portretem Ménage'a, jednego z nielicznych znawców greczyzny w XVII w. Kłótnia między Ménagem a Cotinem istotnie miała miejsce w jednym z salonów. Sonet Cotina ,,na febrę księżnej Uranii" pisany był dla <slowo_obce>grande Mademoiselle</slowo_obce>, stryjecznej siostry samego króla. Widzimy stąd, jak daleko idące prawa umiał wywalczyć Molier dla swej satyry i jak śmiało z nich korzystał, gdy chodziło o jego wierzenie i ideały.</akap>

<akap>Klitander, wzorowy ale nie banalny <slowo_obce>honnete homme<pe><slowo_obce>honnete homme</slowo_obce> (fr.) --- człowiek uczciwy.</pe></slowo_obce>, jak go pojmowała ówczesna epoka, zamyka ten bogaty szereg figur. Jeżeli dodamy doń jeszcze Marcynę, której ustami przemówi z rubaszną prostotą zdrowy rozum ludu, ujrzymy --- poza ,,rezonerem" Arystem --- galerię żywych figur, między którymi zadzierzguje się równie żywa akcja, płynąca wyłącznie z ich charakterów, zgodna z powszedniością wypadków domowego kręgu, ale niemniej zajmująca. <tytul_dziela>Uczone białogłowy</tytul_dziela> to może ideał ,,wysokiej komedii". Tu Molier wzniósł się najwyżej doskonałością faktury. Akcja pełniejsza i żywsza niż w <tytul_dziela>Mizantropie</tytul_dziela>, spoistsza niż w <tytul_dziela>Tartuffie</tytul_dziela>, który może ucierpiał nieco od musowych przeróbek; oczyszczona --- poza zakończeniem --- z konwencjonalizmu teatralnego: nie ma tu zupełnie owych powierników, służących i subretek<pe><slowo_obce>subretka</slowo_obce> (daw.) --- pokojówka.</pe> teatralnych, walczących za miłość swoich państwa. Miłość Klitandra i Henryki ujęta jest po prostu, po ludzku; sami mówią za siebie, i pierwszy to raz u Moliera miłość odzywa się z taką prostotą i powagą. Element farsy, który spotykamy jeszcze w <tytul_dziela>Świętoszku</tytul_dziela> (Orgon pod stołem), tutaj znika prawie zupełnie; nawet farsowy upadek Lepina spożytkowany jest dla rysu wysokiego komizmu. A w swoich najcelniejszych scenach komedia ta ujawnia taki artyzm w prowadzeniu dialogu, iż rodzi mimowolne uczucie zaplatania się o siebie instrumentów muzycznych. Doznawałem tego uczucia niezmiernie żywo, przekładając niektóre sceny; później dopiero dowiedziałem się, iż któryś z aktorów francuskich napisał rozprawkę o muzycznym prowadzeniu motywów w dialogu u Moliera.</akap>



<naglowek_czesc>Uczone białogłowy</naglowek_czesc>

<lista_osob>

<naglowek_listy>OSOBY:</naglowek_listy>

<lista_osoba><osoba>CHRYZAL</osoba>, zamożny mieszczanin<pt><slowo_obce>Chryzal</slowo_obce> --- Molier grał Chryzala, żona jego Armanda Henrykę. Marcynę
grała rzeczywista służąca Moliera, nosząca to samo imię.</pt>.</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>FILAMINTA</osoba>, żona <osoba>Chryzala</osoba>.</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>ARMANDA</osoba>, córka <osoba>Chryzala</osoba> i <osoba>Filaminty</osoba>.</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>HENRYKA</osoba>, córka <osoba>Chryzala</osoba> i <osoba>Filaminty</osoba>.</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>ARYST</osoba>, brat <osoba>Chryzala</osoba>.</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>BELIZA</osoba>, siostra <osoba>Chryzala</osoba>.</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>KLITANDER</osoba>, zalotnik <osoba>Henryki</osoba>.</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>TRYSOTYN</osoba>, literat.</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>WADIUS</osoba>, uczony.</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>MARCYNA</osoba>, kucharka.</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>LEPINE</osoba>, lokajczyk.</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>JULIAN</osoba>, służący <osoba>Wadiusa</osoba>.</lista_osoba>

<lista_osoba><osoba>REJENT</osoba>.</lista_osoba>

</lista_osob>

<miejsce_czas>Rzecz dzieje się w Paryżu, w domu <osoba>Chryzala</osoba>.</miejsce_czas>



<naglowek_akt>AKT PIERWSZY</naglowek_akt>

<naglowek_scena>SCENA PIERWSZA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Armanda</osoba>, <osoba>Henryka</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1398859779351-731736755"/><motyw id="m1398859779351-731736755">Małżeństwo</motyw>Co słyszę, moja siostro, więc ty jesteś bliską /
Rzucić słodką dziewicy godność i nazwisko? /
Małżeństwo się twym oczom w szczęścia stroi blaski? /
Mógłże powstać w twej głowie ten zamiar tak płaski<pe><slowo_obce>płaski</slowo_obce> (daw.) --- przyziemny.</pe>?<end id="e1398859779351-731736755"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Tak, siostro.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>To ,,tak" twoje jest nie do zniesienia;</wers_cd>/
Trudno go słuchać sercu bez odrazy drżenia.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Lecz cóż widzisz w małżeństwie, siostro, co cię zmusza...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Ach, mój Boże, pfe!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jak to?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czyliż twoja dusza</wers_cd>/
Pojąć nawet niezdolna, jaką szpetną plamą /
Kala uczucia nasze już to słowo samo? /
Jak nieskromne obrazy oczom naszym kréśli, /
Przez jak brudne widoki wlecze nasze myśli? /
Ty nie drżysz przed nim, siostro? Ty byłabyś zdolną /
Przyjąć jego następstwa z chęcią tak powolną<pe><slowo_obce>powolny</slowo_obce> (daw.) --- posłuszny.</pe>?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W moich oczach następstwa owe są nie inne, /
Jak tylko mąż i dzieci, i życie rodzinne; /
I kiedy myślę o tym, nic nie widzę jeszcze, /
Co by w mym sercu miało wstrętu budzić dreszcze.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nieba! I takie związki twą rozkoszą całą?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I cóż lepszego młodej dziewczynie przystało, /
Niż związać swoje losy, zgodnie z obyczajem, /
Z mężem kochanym, który nas ukocha wzajem, /
I wierzyć, że tych uczuć niezłomne ogniwo /
Życie całe wypełni słodyczą godziwą? /
Czyż mogą nas nie nęcić tak dobrane śluby?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Boże! Jakże twój umysł niski jest i gruby<pe><slowo_obce>gruby</slowo_obce> (daw.) --- prymitywny.</pe>! /
Jakże ty drobną czujesz się w świecie istotką, /
Skoro w kuchni się zamknąć jest twą chęcią słodką /
I żadne wyższe szczęście oczom twym nie świeci, /
Jak tylko król-małżonek i wrzaskliwe dzieci! /
Dla pospólstwa, dla grubo wyciosanych osób /
Pozostaw, siostro, życia tak poziomy sposób; /
Ty ku szczytniejszym celom podnieś swoje chęci: /
Niech wyższa rozkosz twoje pragnienia uświęci, /
I, z pogardą na zmysłów świat patrząc i ciała, /
Jak my, rozkoszom ducha chciej się oddać cała. /
<begin id="b1398861506110-2188426769"/><motyw id="m1398861506110-2188426769">Nauka, Miłość</motyw>Niech ci za przykład chlubny matka nasza staje, /
Której świat wszystek miano uczonej przyznaje: /
Jak ja, staraj się córką jej zostać prawdziwą; /
Dąż ku światłu, co w rodzie tym płonie tak żywo; /
Niechaj cię owa słodycz czarowna poruszy, /
Co przez nauki miłość wypływa nam z duszy. /
Miast skuta z mężem gnuśnieć w tym jarzmie wszetecznym, /
Z filozofią, siostrzyczko, złącz się ślubem wiecznym, /
Co wznosi nas wysoko ponad rodzaj ludzi /
I rozumu wszechwładztwo w sercu naszym budzi, /
Poddając jego prawom istotę zwierzęcą, /
Którą chucie pożądań niskich zawdy nęcą. /
Oto płomienie, oto czucia niezawodne, /
Co życie nasze całe wypełnić są godne; /
A ta miłość, co w sercu zwykłych kobiet gości, /
W moich oczach jest wartą jedynie litości.<end id="e1398861506110-2188426769"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niebo, którego głosu słuchać jest niezgorzej, /
Do przeróżnych nas zadań na tym świecie tworzy; /
I nie każdy wszak umysł posiada te cnoty, /
Z których filozof czerpie treść swojej istoty. /
Jeśli twoja myśl zdolną jest bujać w przestrzeni, /
W której tak górnie trawią życie swe uczeni, /
Mnie znów po ziemi stąpać losy przeznaczyły, /
I w drobnych troskach mierzyć słabe moje siły. /
Co niebo zsyła, tego nikt nie przeinaczy: /
Każda za swą skłonnością niech więc idzie raczej. /
Ty, przez swego umysłu geniusz znamienity, /
Wznoś się na filozofii niebosiężne szczyty, /
Podczas gdy moja dusza tu, na tym padole, /
Niech pozna wdzięk małżeństwa i przyziemną dolę. /
W ten sposób, choć odmienne ścigając przykłady, /
Obie możemy wstąpić w matki naszej ślady: /
Ty przez ducha i jego rozkosze szlachetne, /
Ja przez ziemskie uciechy, dla ciebie tak szpetne; /
Ty płodami natchnienia i myśli wspaniałej, /
A ja znów, siostro, tymi, co z gliny powstały.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jeśli kto chce się zbliżyć do jakiejś istoty, /
W tym niechaj szuka wzorów, co tworzy jej cnoty; /
Toż nie znaczy iść w ślady znamienitych osób, /
Gdy ktoś pluje i kaszle w ten jak one sposób.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lecz pomnij, że nie byłabyś tym, czymś się stała, /
Gdyby matka tak wzniośle na świat ten patrzała; /
I nie możesz się żalić na to, że jej zmysły /
Nie z samą filozofią w związek weszły ścisły. /
Nie żałujże i mnie więc, siostro, z swojej łaski, /
Tych marności, gdyś własnych dni im winna brzaski; /
I nie pozbawiaj świata rady surowémi /
Małego filozofka, co rwie się do ziemi.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Widzę już, że zbyt trudno uleczyć cię będzie, /
Tak się zawzięłaś w swoim małżeńskim obłędzie; /
Niech wiem chociaż, do kogóż to wzdychasz tak ostro: /
Mniemam, nie do Klitandra chyba, moja siostro?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I cóż by w mym wyborze było tak dziwnego? /
Czyż zbywa<pe><slowo_obce>zbywać</slowo_obce> (daw.) --- brakować.</pe> mu przymiotów? Czy nie wart jest tego?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie; lecz tego do czynów uczciwych nie liczę, /
Aby w ten sposób cudze chcieć sprzątać zdobycze; /
Wszak ci to rzecz jest w świecie nazbyt dobrze znana, /
Że to ja byłam celem westchnień tego pana.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, lecz wzdychania owe to dla ciebie fraszki<pe><slowo_obce>fraszka</slowo_obce> (z wł.) --- drobiazg.</pe>, /
Tyś wyższa jest nad takie poziome igraszki; /
Tobie małżeństwo ani w myśli nie postało /
I filozofia tylko ma twą tkliwość całą. /
Gdy więc miłość Klitandra nic cię nie obchodzi, /
Że inna chcieć jej może, cóż tobie to szkodzi?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Głos rozumu, co kiełza zmysłów szał zwodniczy, /
Nie broni nam kadzideł kosztować słodyczy; /
I, chociaż jako męża nie pragnie się kogo, /
Uwielbień jego hołdy przyjemne być mogą.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jam mu też, moja siostro, nie broniła wcale, /
By nadal uwielbienie swe niósł ci wytrwale; /
I przyjęłam jedynie, kiedy w moją stronę /
Zwrócił płomienie, wprzódy przez ciebie wzgardzone.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I te odepchniętego kochanka zapały /
Z zupełną się u ciebie ufnością spotkały? /
Mniemasz tedy, że szczere dla cię chęci żywi /
Serce, co mnie niedawno kochało najtkliwiej?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Tak mi powiedział, siostro, i ja temu wierzę.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Radzę, siostrzyczko, nie bądź zbyt ufną w tej mierze; /
Gdy mówi, że nie za mną, lecz za tobą ginie, /
Nie myśli tego lub też łudzi się jedynie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie wiem, lecz jeśli pragniesz, przystaję z ochotą, /
By po prostu Klitandra zapytać się o to: /
Oto nadchodzi; będzie mógł tedy najprościej /
Swym oświadczeniem wszelkie przeciąć wątpliwości.</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA DRUGA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Klitander</osoba>, <osoba>Armanda</osoba>, <osoba>Henryka</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>By stłumić myśl przez siostrę zbudzoną w mej głowie, /
Proszę, Klitandrze, niech się twe serce opowie; /
Zechciej oto rozstrzygnąć, w stanowczym wyborze, /
Która z nas do twych uczuć prawa rościć może.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, wcale twym płomieniom narzucać nie myślę, /
By miały cel swych pragnień określać tak ściśle; /
Rozumiem delikatność i wiem, jak się wzbrania /
Wstyd serca przed przymusem jawnego wyznania.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przeciwnie, pani; skłonność mego serca szczera /
Ogniów swoich bynajmniej tu się nie wypiera /
Ani też w ich wyborze na rozdrożu stoi; /
I wyznam głośno, jawnie, z głębi duszy mojej, /
Że tkliwe czucia, które dziś goszczą w mym łonie, /
Miłość moja i śluby</strofa>
<didask_tekst>wskazując <osoba>Henrykę</osoba></didask_tekst>
<strofa><wers_cd>wszystkie po tej stronie.</wers_cd>/
Niech cię nie wzburza, pani, ten serca głos śmiały: /
Wszak z twojej woli sprawy tę postać przybrały. /
Twe wdzięki mnie uwiodły, i westchnienia moje /
Dość ci zdradziły wnętrza tkliwe niepokoje; /
Dusza moja niezłomną miłość ci przysięgła, /
Lecz po wyższą snadź<pe><slowo_obce>snadź</slowo_obce> (daw.) --- widocznie.</pe> zdobycz pycha twoja sięgła! /
Długo znosiłem, pani, brzemię twojej wzgardy; /
Władałaś mą istotą niby tyran hardy, /
Aż wreszciem znalazł sobie, dolą swą znękany, /
Bardziej ludzkiego władcę, mniej ciężkie kajdany.</strofa>
<didask_tekst>wskazując <osoba>Henrykę</osoba></didask_tekst>
<strofa>Znalazłem je w tych oczach, co dziś wszystkim moim; /
Ich blask odtąd jedynym chcę mieć szczęścia zdrojem; /
One mi osuszyły łzy swoim oddaniem /
I nie wzgardziły sercem, dla ciebie zbyt taniém. /
Dobrocią tą tak silnie je do się przykuły, /
Że nic go dziś nie wydrze z tej niewoli czułéj: /
I dlatego, śmiem błagać, pani, abyś we mnie /
Dawnych płomieni budzić nie chciała daremnie; /
Nie kusiła się serca zdobywać z powrotem, /
Co inną czyni pragnień najsłodszych przedmiotem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I skądże to mniemanie, że ktoś ma te chęci /
I że pańska osoba tyle kogoś nęci? /
Takie pojęcie dość mi się pociesznym zdało, /
A ta pretensja pańska aż nazbyt zuchwałą!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Spokojniej, moja siostro. Gdzież zasad potęga, /
Co zwierzęce porywy w służbę ducha wprzęga /
I namiętnościom gniewu wędzidło nakłada?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1398862076184-649279878"/><motyw id="m1398862076184-649279878">Miłość, Rodzina</motyw>Gdy o zasadach mówisz, cóż to za zasada, /
By miłosne gruchania uprawiać tak skrycie, /
Bez wiedzy tych, od których w darze wzięłaś życie? /
Wiedz, że ich to jest prawem kierować twą dolą, /
Że kochać wolno wtedy, gdy oni pozwolą, /
Że o twym sercu ich ma stanowić orędzie /
I że zbrodnią jest samej rządzić się w tym względzie.<end id="e1398862076184-649279878"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Podziękować mi tylko za dobroć przystoi, /
Z jaką mi kreślisz drogę powinności mojej. /
Serce moje z przestrogi najchętniej skorzysta; /
By więc korzyść tych nauk była oczywista, /
Pospiesz się z tym, Klitandrze, niech twe słodkie prawa /
Życiodawców mych wola uświęci łaskawa; /
Przywilej serca mego wyproś sobie od niej /
I daj sposób, bym mogła kochać cię bez zbrodni.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Idę wraz<pe><slowo_obce>wraz</slowo_obce> (daw.) --- zaraz.</pe>, by rodzicom zdradzić me płomienie: /
Czekałem jeno<pe><slowo_obce>jeno</slowo_obce> (daw.) --- tylko.</pe> na to słodkie przyzwolenie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tryumfujesz, siostrzyczko; i trudno wyraźniej /
Jawić, iż myślisz sobie, że ta rzecz mnie drażni.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja, siostro? Ani trochę. Wiem, że twoje zmysły /
Od rozumu potężnych praw jeno zawisły<pe><slowo_obce>zawisnąć</slowo_obce> (daw.) --- zależeć.</pe> /
I że, szczytną mądrością zbrojne, twoje oko /
Ponad słabostki ludzkie szybuje wysoko. /
Nie tylko nie przypuszczam gniewu, ale wierzę, /
Że wpływem swoim raczysz dopomóc mi szczerze, /
Poprzeć prośby Klitandra i uzyskać tyle, /
By przyspieszyć naszego związku szczęsną chwilę. /
Proszę cię o to, siostro, chciej, w dobroci swojej...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Twój dowcipek, jak widzę, drwinki sobie stroi; /
Dumnaś bardzo, że serce z łaski ci rzucono!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chociaż rzucone, jednak nęci ciebie ono; /
I gdybyś to, czym niby gardzisz tak namiętnie, /
Mogła dziś zdobyć, trud ten podjęłabyś chętnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W dalsze dyskursy z tobą wdawać się nie raczę: /
Nie warte odpowiedzi te brednie prostacze.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pięknie to z twojej strony i trudno, w istocie, /
Wyżej w umiarkowania posunąć się cnocie.</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA TRZECIA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Henryka</osoba>, <osoba>Klitander</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Szczerość twa zaskoczyła ją ponoć niemało.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Myślę, że dosyć słusznie jej się to dostało: /
I że wszystkie wybryki jej pychy szalonej /
Zasłużyły na taką odprawę z mej strony. /
Lecz, skoro mi już wolno, pójdę, w drodze gładkiej, /
Ojcu pani...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ważniejsze jest zacząć od matki.</wers_cd>/
Ojciec łatwo zazwyczaj na wszystko się zgadza, /
Lecz cóż, gdy z zgodą w parze nie idzie tu władza; /
Dobroć zbytnia, przez niebo w serce mu włożona, /
Sprawia, że wszystkim w domu trzęsie jego żona. /
Ona rządzi i ona tu stanowczym tonem /
Oznajmia to, co święcie ma być wypełnioném. /
Chciałabym, byś pan dla niej, a także dla ciotki, /
Umiał się zrobić bardziej uprzejmy i słodki; /
Byś, nawet ich fantazjom schlebiając w potrzebie, /
Sympatię ich wzajemną pozyskał dla siebie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tych dziwactw, w które matka pani dom ten stroi, /
Nigdy nie mogłem uznać, nawet w siostrze twojej, /
I doktorów w spódnicach mam w głębokim wstręcie. /
Owszem; niech ma kobieta o wszystkim pojęcie: /
Lecz drażni mnie uczoność owa, dziś u wielu /
Spotykana, co jeno popis ma na celu; /
I wolę, gdy kobieta wśród lada rozmowy /
Wszystkiego, co wie, zaraz nie wytrząsa z głowy. /
Niech swą naukę raczej wstydliwie osłania, /
Niech ma wiedzę, lecz nie dla ludzkiego mniemania, /
Nie cytuje autorów, zbyt górnie nie śpiewa /
I dowcipem najmniejszych słówek nie nadziewa. /
Matkę twą niewątpliwie ja wysoko cenię, /
Lecz nie sposób mi włożyć się w jej urojenie /
Ni dorzucić mój listek do zachwytów wieńca, /
Którymi stroi głowę swego ulubieńca. /
<begin id="b1398862309239-3580602736"/><motyw id="m1398862309239-3580602736">Literat</motyw>Jej cały pan Trysotyn nudzi mnie i złości; /
Gniewa mnie kult składany temu jegomości; /
Dziw mi, że matka stawiać chce w geniuszów rzędzie /
Błazna, z którego ramot<pe><slowo_obce>ramota</slowo_obce> --- lichy utwór literacki.</pe> już śmieją się wszędzie, /
Nudziarza, co, wciąż bazgrząc do dziesiątych potów, /
Papierów stertą cały targ zarzucić gotów.<end id="e1398862309239-3580602736"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Poezja czy rozmowa równie w nim jest nudną /
I zgodzić się z twym zdaniem nie będzie mi trudno; /
Ale, że on na matkę miewa wpływ niemały, /
Musisz się dlań już zdobyć na słówko pochwały. /
Kochanek dla swej lubej chętnie karku nagnie, /
Wszystkich dla swoich uczuć zyskać wkoło pragnie /
I, aby dobrą notę kupić sobie wszędy, /
o pieska domowego nawet stoi względy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1398862651058-2430825014"/><motyw id="m1398862651058-2430825014">Literat, Pycha</motyw>Masz słuszność; lecz cóż robić? To nie moja wina, /
Żem nie jest zdolny strawić tego Trysotyna. /
Nie potrafiłbym, mimo najszczerszej ochoty, /
Spodlić się tak, by chwalić obmierzłe bazgroty; /
Przez nie właśnie odsłonił mi się w świetle całem /
I, nimem go na oczy ujrzał, już go znałem. /
Odgadłem, przeglądając te ckliwe gawędy, /
To, co ta kompatura<pe><slowo_obce>kompatura</slowo_obce> --- dosł. skórzana okładka księgi, przen.: staromodny literat.</pe> wnosi z sobą wszędy: /
To pojecie o sobie w swej pysze niezmienne, /
Tę wiarę niewzruszoną w swe przymioty cenne, /
Tę ufność, co się własnym sądem zadowala /
I w własnym uwielbieniu gnuśnie się przewala; /
Co sprawia, że w próżności swej wszystko ma za nic, /
Że z wszystkiego, co spłodzi, sam rad jest bez granic /
I nie chciałby pomieniać swej rzekomej chwały /
Na wawrzyn bohatera, czynami wspaniały.<end id="e1398862651058-2430825014"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>By to widzieć, wzrok trzeba mieć nie lada jaki!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przejrzałem nawet jego zewnętrzne oznaki /
I odgadłem po wierszach, którymi nas darzy, /
Jak on musi wyglądać z postawy i z twarzy; /
Tak dobrze odtworzyłem sobie tego ciurę, /
Iż, natknąwszy się kiedyś na taką figurę, /
Że to jest pan Trysotyn, założyć się chciałem: /
To jeszcze nic; ciekawsze, że zakład wygrałem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Cóż za bajka!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie: mówię, jak było w istocie.</wers_cd>/
Lecz oto ciotka twoja; zostaw mi tę ciocię, /
Bym tajemnicę naszą wyznał jej otwarcie /
I u matki uzyskać zdołał jej poparcie.</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA CZWARTA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>BELIZA</osoba>, <osoba>KLITANDER</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chciej mi zezwolić, pani, że płomień mój żywy /
Skorzysta ze spotkania chwili tak szczęśliwej /
I wypowie ci wszystko to, co miłość szczera...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Och, nie, nie: niech pan serca zbyt mi nie otwiera. /
Gdy chcesz, bym cię przyjęła w rząd mych wielbicieli, /
Wzrok jeno niech się waży mówić do mnie śmielej; /
Przestań na tym i nie chciej innymi wyrazy /
Kreślić żądań, co dla mnie kamieniem obrazy. /
Kochaj mnie, wzdychaj, ogniów swych czyń mnie przedmiotem, /
Lecz niech mi będzie wolno nic nie wiedzieć o tem. /
Mogę cierpieć, że dla mnie pan z miłości ginie, /
Póki niemych tłumaczów mieć będziesz jedynie; /
Lecz, gdy usta obnażyć spróbują twe rany, /
Na zawsze z przed mych oczu zostaniesz wygnany.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ze słów mych żadna dla cię, pani, nie wynika /
Obraza; westchnień moich celem jest Henryka; /
I przybywam tu właśnie błagać ciebie, pani, /
o poparcie miłości, którą żywię dla niej.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Brawo! Przyznać ci muszę, to ci się udało: /
Muszę cię za ten wybieg nagrodzić pochwałą; /
Rys ten, doprawdy, tyle sprytu w sobie mieści, /
Że więcej się nie zdarza spotkać i w powieści.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zbytecznym szukać, pani, wykrętów w tej mowie; /
Przeciwnie, szczerość moja błyszczy w każdym słowie. /
Wola niebios, świadoma snadź swoich zamiarów, /
Serce moje przykuła do Henryki czarów; /
Henryki słodkie oczy są mi szczęścia zdrojem, /
I zaślubić Henrykę jest pragnieniem mojem. /
Pani wiele tu może; błagam więc nieśmiało, /
Byś raczyła nas wesprzeć chęcią swoją całą.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dokąd zmierza ta prośba, łatwo zgadnąć umiem, /
I co pod tym imieniem kryje się, rozumiem. /
Obraz w istocie zręczny: zatem również szczerze /
Odpowiem, co mi serce dyktuje w tej mierze: /
Że Henryka opiera się temu zamęściu /
I płonąć dla niej trzeba, nie marząc o szczęściu.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lecz po cóż z tego robić rzecz aż tak zawiłą /
I chcieć coś widzieć, o czym wcale się nie śniło?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mój Boże, bez wykrętów. Przestań dłużej bronić /
Sekretu, który wzrok twój umiał mi odsłonić. /
Wystarczy, że przyjęto zwierzenia najskrytsze /
W przenośni, przez twą miłość obranej tak chytrze, /
I w tej szacie, co hołdy twe skromnie osłania, /
Zgodzono się cierpliwie znieść twoje wyznania; /
Byle twój zapał z żądzy oczyszczony grubej /
Niósł przed moje ołtarze czyste jeno śluby.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Ależ...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Żegnam. Na dzisiaj to chyba wystarczy;</wers_cd>/
I tak nie dosyć strzegłam serca mego tarczy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Ależ błąd pani...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Dość już. Patrz; rumieńcem płonę;</wers_cd>/
Zbyt późno wstyd mój spieszy na moją obronę.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Jeśli ja panią kocham, niechaj mnie powieszą; /
I proszę...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie, nie, uszy me nazbyt już grzeszą.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA PIĄTA</naglowek_scena>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<didaskalia>sam</didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Bierz licho tej wariatki szalone koncepta! /
Czy diabeł takie żarty babie w ucho szepta? /
Trzeba komu innemu zdać starania owe /
I znaleźć powiernika, co ma klepki zdrowe.</strofa></kwestia>



<naglowek_akt>AKT DRUGI</naglowek_akt>


<naglowek_scena>SCENA PIERWSZA</naglowek_scena>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<didaskalia>rozstając się z <osoba>Klitandrem</osoba> i mówiąc jeszcze do niego</didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Tak jest; odpowiedź sam ci najpewniej dostawię<pe><slowo_obce>dostawić</slowo_obce> (daw.) --- dostarczyć.</pe>; /
Będę parł, naglił, zrobię, co się da w tej sprawie. /
Ileż taki kochanek darmo się nagada /
I ile niepokoju w każdą chęć swą wkłada! /
Nigdy...</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA DRUGA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>CHRYZAL</osoba>, <osoba>ARYST</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Bóg z tobą bracie!</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>I z tobą wzajemnie,</wers_cd>/
Bracie!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czy się domyślasz, kogo widzisz we mnie?</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Nie, lecz jeśliś tak łaskaw, dowiem się w tej chwili.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Powiedz mi, czy z Klitandrem dawnoście się zżyli?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Zapewne; dom nasz dosyć upodobał sobie.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
I cóż sądzisz, mój bracie, o jego osobie?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Że jest człekiem rozsądku, serca i honoru /
I że wśród najzacniejszych wart byłby wyboru.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pewne życzenie jego tutaj mnie przywodzi /
I cieszę się, że ceni go tak brat dobrodziej.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W Rzymie, przed laty, ojca nieboszczyka znałem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Doprawdy!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tęgi szlachcic był duszą i ciałem.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Podobno.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Po dwadzieścia osiem latek nam było,</wers_cd>/
Chłopcy jak malowanie, aż popatrzeć miło.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Wierzę ci.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>U pań rzymskich bywaliśmy w cenie;</wers_cd>/
Co to tam było gadań! Istne zatrzęsienie: /
Zazdrościli nam wszyscy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>To świetnie się składa.</wers_cd>/
Lecz pozwól: do przedmiotu nam wrócić wypada.</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA TRZECIA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>BELIZA</osoba> wchodzi po cichu i nadsłuchuje, <osoba>CHRYZAL</osoba>, <osoba>ARYST</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Otóż Klitander posłem mnie czyni wyznania, /
Że ku wdziękom Henryki chęci swoje skłania.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co! Mej córki?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak, bracie; ku niej miłość żywi</wers_cd>/
I nigdy nie przemawiał kochanek żarliwiej.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Arysta</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Nie, nie, słyszę, co mówisz. Nie wiesz, co to znaczy, /
I owe sprawy zgoła mają się inaczej.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to, siostro?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Klitander nadużył twej wiary</wers_cd>/
I dla innej on święci miłosne zamiary.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Żartujesz. Nie Henryka tych uczuć przedmiotem?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Nie; wiem to całkiem pewnie.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Sam mi mówił o tem.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>No, tak!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Przychodzę tutaj przezeń ubłagany,</wers_cd>/
Abym ojcu przedstawił jego czułe plany.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Dobrze.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>I miłość jego natrętnie mnie pili,</wers_cd>/
By związek ten mógł odbyć się choćby w tej chwili.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Coraz lepiej. Misternie sklejona ta sprawka! /
Henryka, mówiąc prawdę, to pusta zabawka, /
Zasłona narzucona, pozór, w którym na dnie /
Kryją się inne ognie, znane mi dokładnie. /
Słowem, te rzeczy mają się inaczej wcale<pe><slowo_obce>wcale</slowo_obce> (daw.) --- całkiem.</pe>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lecz skoro, siostro, wszystko wiesz tak doskonale, /
Kogóż on kocha tedy, wytłumacz nam jaśnie?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Chcecie wiedzieć?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak. Kogóż?</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Mnie.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ciebie?</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Mnie, właśnie.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
He, he, siostrzyczko!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Proszę: co znaczy to: he, he?</wers_cd>/
Czymże me słowa taką sprawiły uciechę? /
Łatwo zgadnie, kto przyjrzy się osobie mojej, /
Że o jedną się więcej zdobycz znów nie stoi: /
I Dorant, Damis, Kleont, ech!... Boże mój święty! /
Są dowodem, że wdziękom mym nie brak ponęty.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Tak się w tobie kochają?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Aż do namiętności!</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Mówili ci to?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Żaden nie miał tej śmiałości;</wers_cd>/
Nazbyt wielkie mniemanie żywią o mej cnocie, /
By który bodaj słówko szepnął w tym przedmiocie; /
Lecz hołd serc swych umieją w sposób bardziej wzniosły /
Zanosić pod me stopy przez milczące posły.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Lecz Damis przestał bywać tu prawie zupełnie.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To aby czci tym głębszej okazać mi pełnię.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Dorant, gdzie może, język swój ostrzy na tobie.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To zazdrość się objawia w tak krwawym sposobie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Kleont od dawna ponoć znalazł sobie żonę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
To aby swe uczucia zagłuszyć wzgardzone.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Moja siostrzyczko, widzę, że ty bredzisz ostro.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Belizy</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>
Takich majaków winnaś się wystrzegać, siostro.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Majaki! Za ,,majaki" dzięki ci pokorne; /
Majaki, ja! Majaki, ha, ha, to wyborne! /
Cieszą mnie bardzo owych majaków oznaki; /
Nic o tym nie wiedziałam, że miewam majaki!</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA CZWARTA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>CHRYZAL</osoba>, <osoba>ARYST</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
U siostrzyczki coś w głowie...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak, i co dzień rośnie.</wers_cd>/
Lecz zacznijmy w zastępstwie znów gruchać miłośnie. /
Klitander tedy ręki Henryki uprasza: /
Pomyśl więc, jaka będzie w tym odpowiedź wasza.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Możnaż pytać? Przystaję, z serca, z duszy całej, /
I uważam ten związek za zaszczyt niemały.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wiesz sam, że on w majątki nie jest zbyt zasobny /
I że...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Za nic w mych oczach stoi wzgląd podobny;</wers_cd>/
Dość mi na sercu jego w skarby tak bogatém; /
A przy tym z ojcem przecie żyłem jak brat z bratem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pomów więc z żoną, by dla tego przedsięwzięcia /
Nastroić ją i...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Dosyć, biorę go za zięcia.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, lecz aby tym lepiej poprzeć twoje zdanie, /
Nieźle będzie, gdy ona też się zgodzi na nie. /
Chodźmy...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Żartujesz chyba? Na cóż się to zdało?</wers_cd>/
W swym i w żony imieniu sam skończę rzecz całą.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Ale...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Mnie wszystko zostaw i nie troszcz się o to.</wers_cd>/
Pójdę jej rzecz oznajmić z największą ochotą.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja spieszę do Henryki wybadać, co ona /
O tym myśli, i wrócę...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Rzecz już załatwiona;</wers_cd>/
Idę się z żoną moją rozmówić w tej chwili.</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA PIĄTA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>CHRYZAL</osoba>, <osoba>MARCYNA</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>MARCYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To ci szczęście człowiecze; oj, dobrze prawili<pe><slowo_obce>prawić</slowo_obce> (daw.) --- mówić.</pe>. /
Kto chce sukę utopić, ten mówi, że wściekła; /
A kto służbę wymyślił, niech nie wyjrzy z piekła.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Co się stało? Co ci to, Marcyś?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARCYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Pan się pyta?</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Tak.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARCYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Stało się, że z domu mam pójść precz i kwita.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Ty, z domu?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARCYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jak psa pani wypędza człowieka.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nic nie rozumiem. Jak to?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARCYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>I jeszcze przyrzeka,</wers_cd>/
Że sto kijów dołoży mi, jak Bóg na niebie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, zostaniesz; ja bardzo jestem kontent<pe><slowo_obce>kontent</slowo_obce> (daw.) --- zadowolony.</pe> z ciebie, /
Moja żona troszeczkę kąpana w ukropie; /
I nie pozwolę, aby...</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA SZÓSTA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Filaminta</osoba>, <osoba>Beliza</osoba>, <osoba>Chryzal</osoba>, <osoba>Marcyna</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<didaskalia>spostrzegając <osoba>Marcynę</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa><wers_cd>Jeszcześ tutaj, czopie!</wers_cd>/
Ruszaj mi stąd, ty szelmo, umykaj mi z domu /
I nie waż się na oczy tu pokazać komu.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Pozwól...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Skończone.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czyliż...</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ma się stąd wynosić.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Ale cóż uczyniła, jeśli mogę prosić...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to! Więc ty jej bronisz?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ja? W żadnym sposobie.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Przeciw mnie za nią stajesz?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Uroiłaś sobie;</wers_cd>/
Ja chciałem tylko spytać, za jakie przewiny...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Czyżbym ją wypędzała bez żadnej przyczyny?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Tego wcale nie mówię; lecz zawszeć tak człeka...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Żądam, niech w tejże chwili za próg mi ucieka.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Więc dobrze, dobrze. Powiedz, któż ci tego wzbrania?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Nie znoszę, by nie dzielił ktoś mojego zdania.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Zgoda.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>I gdybyś mężem był, jak się należy,</wers_cd>/
Za moją sprawą pewnie ująłbyś się szczerzej.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Tak też czynię.
</strofa>
<didaskalia>Obracając się do <osoba>Marcyny</osoba></didaskalia>
<strofa><wers_cd>Ha, szelmo, tegoś tylko warta</wers_cd>/
I słusznie moja żona ściga cię do czarta!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARCYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
I cóżem ja zrobiła?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<didaskalia>cicho</didaskalia>
<kwestia>
<strofa>
<wers_cd>Nie wiem, na mą duszę.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Uporu tej łotrzycy niczym snadź nie skruszę!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czy może o to na nią twe wzburzenie spadło, /
Że stłukła porcelanę jaką lub zwierciadło?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czyżbym ją wypędzała? I czy mniemasz, proszę, /
Że o taką drobnostkę gniewem się unoszę?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Marcyny</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>
Cóż tedy?
<didask_tekst>do <osoba>Filaminty</osoba></didask_tekst>
Widzę, że coś zbroiła okrutnie.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I jak! Czyliż ja wszczynam bez przyczyny kłótnie?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Może przez jej niedbalstwo ktoś ze służby w domu /
Miski srebrne lub dzbany wyniósł po kryjomu?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To by była drobnostka.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Marcyny</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa><wers_cd>Ho, ho! To coś ładnie!</wers_cd></strofa>
<didaskalia>do <osoba>Filaminty</osoba></didaskalia>
<strofa><begin id="b1398878228989-558316645"/><motyw id="m1398878228989-558316645">Język</motyw>Czy ją samą złapałaś na tym, że nas kradnie?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Jeszcze o wiele gorzej.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co! Gorzej?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>O ile!</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Marcyny</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Jak to! Szelmo, ladaco!</strofa>
<didaskalia>do <osoba>Filaminty</osoba></didaskalia>
<strofa>
<wers_cd>Próżno się już silę...</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Z krnąbrnością, której żaden przykład nie poruszy, /
Mimo trzydziestu lekcji, zraniła mi uszy /
Gwarą zarówno szpetną, jak nieprawidłową, /
Którą Wogelas<pt><slowo_obce>Vaugelas</slowo_obce> (1585--1650) --- głośny gramatyk, który podjął dzieło ujęcia w karby i oczyszczenia języka.</pt> w dziele swym karci surowo.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
I o to...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jak to! Zawszeż jej plugawy nałóg</wers_cd>/
Urągać ma bezkarnie pierwszej z wszystkich nauk, /
Gramatyce, co nawet królewską koronę<pt><slowo_obce>Gramatyka, co nawet królewską koronę umie nagiąć pod swoje prawa</slowo_obce> --- aluzja do enuncjacji Vaugelasa: ,,Nie wolno nikomu stwarzać nowych słów, <wyroznienie>nawet samemu monarsze</wyroznienie>. Słusznie tedy Pomponius Marcellus gani Tyberiusza za to, że ukuł nowe słowo, i powiada, iż ma on prawo dawać obywatelstwo ludziom, ale nie wyrazom".</pt> /
Umie nagiąć pod swoje prawa niewzruszone!<end id="e1398878228989-558316645"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Myślałem, że Bóg wie co zbroiła dziewczyna.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to! Więc w twoich oczach niczym jest jej wina?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Ależ owszem.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Chcesz za nią się ujmować może?</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Ani myślę.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>W istocie, tak zostać nie może.</wers_cd>/
Nigdy się nie chce trzymać prawidłowej składni, /
Chociaż ją obznajmiłyśmy z nią najdokładniej.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARCYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niechże więc pani bodaj kijem mnie zatłucze, /
A ja się tych michałków waszych nie wyuczę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bezwstydna! ,,Michałkami" zwać tę mowę szczytną, /
Z której soków rozumu wszystkie płody kwitną!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARCYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdy człek z człekiem dogada się, cóż więcej potrza; /
A od takich wymysłów gęba nie jest słodsza.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Macież! Czyżby nie stracił cierpliwości święty? /
,,Cóż więcej potrza!"</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Mózgu w uporze zawzięty!</wers_cd>/
Czyliż, mimo opiekę naszą tak wytrwałą, /
Nigdy cię nie nauczym mówić jak przystało? /
,,Cóż" zamiast ,,czegóż" kładziesz, a ,,trza" zamiast ,,trzeba": /
Drugi przypadek z czwartym mieszasz, wielkie nieba!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARCYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Ja tam tak jak paniusia na książkach nie bita, /
Gadam tak, jak mój ojciec gadali, i kwita.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Och! I możnaż to ścierpieć?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Solecyzm<pt><slowo_obce>Solecyzm</slowo_obce> --- błąd składniowy.</pt> straszliwy!</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
To morderstwo dla duszy na dźwięki wrażliwej.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Twój umysł, trzeba przyznać, dziwnie jest ubogi! /
,,Ojciec" jest w pojedynczej, ,,gadali" znów w mnogiej /
Liczbie. Czy wiecznie będziesz walczyć z gramatyką?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARCYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Co paniusi ubrdało się dziś z tą motyką?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
O nieba!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Gramatykę gwałcisz raz po razu:</wers_cd>/
Wszak winnaś pochodzenie znać tego wyrazu.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARCYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niech se skąd chce pochodzi, Bóg go wiedzieć raczy, /
A mnie ta nic do tego.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>O, mózgu prostaczy!</wers_cd>/
Jak pogodzić przymiotnik z formą rzeczownika, /
Jak czasownik odmieniać, o tym gramatyka /
Uczy nas właśnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARCYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Kiedy ja powiem paniusi,</wers_cd>/
Że ja nie znam tych państwa.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Cóż człowiek znieść musi!</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To są nazwy wyrazów; i w tym sztuka leży, /
Aby je zgodzić z sobą wszystkie jak należy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARCYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
A niechże się tam godzą albo kłócą zdrowe.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Belizy</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Ech, Boże! Skończże już te gawędy jałowe.</strofa>
<didaskalia>Do <osoba>Chryzala</osoba></didaskalia>
<strofa>Byś ją wyrzucił za drzwi, więc cię nie uproszę?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Ależ owszem.
</strofa>
<didaskalia>Na stronie</didaskalia>
<strofa><wers_cd>Ustąpić trzeba jej po trosze.</wers_cd></strofa>
<didaskalia>Głośno do <osoba>Marcyny</osoba></didaskalia>
<strofa>Idź, nie drażnij już pani, odejdź stąd, Marcyno.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co! Tak sobie poczynasz z zuchwałą dziewczyną! /
W ceremonie się jakieś bawisz z tą łajdaczką!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja? Gdzieżby? <didask_tekst>Ostro</didask_tekst>
Ruszaj zaraz! <didask_tekst>Łagodniej, półgłosem</didask_tekst>/

<wers_cd>Idź już, idź, biedaczko.</wers_cd>
</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA SIÓDMA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Filaminta</osoba>, <osoba>Chryzal</osoba>, <osoba>Beliza</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>No, zatem już odeszła; stało ci się zadość; /
Lecz nie powiem, bym dzielił w tym względzie twą radość: /
Wypędziłaś dziewczynę roboczą i wierną, /
I, dla<pe><slowo_obce>dla</slowo_obce> (daw.) --- z powodu.</pe> głupstwa, dom szkodę poniesie niezmierną.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chcesz zatem, bym ją wiecznie cierpiała przy sobie, /
By uszy me dręczyła w najsroższym sposobie, /
Tok języka gwałciła bez najmniejszych względów /
Barbarzyńskim chaosem wysłowienia błędów, /
Wyrazów skoszlawionych, w które, dla okrasy, /
Tka swe przysłowia, dobre dla ulicznej masy?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To prawda, że już trudno jest wytrzymać czasem, /
Jak ona wciąż na udry idzie z Wogelasem; /
Lękam się, iż mnie kiedy przyprawią o spazmy /
Jej ciągłe kakofonie albo pleonazmy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Cóż stąd, że z Wogelasem zgodzić się nie umie, /
Jeśli na kuchni za to dobrze się rozumie? /
Już ja wolę, że kiedy obiera ziemniaki, /
Z czasownikiem źle zgodzi tam przysłówek jaki /
I na gminnych wyrażeń sto sobie pozwoli, /
Niż kiedy spali mięso lub rosół przesoli. /
Żyję z dobrej polewki, nie z pięknych orzeczeń: /
Wogelas nie nauczy, jak się robi pieczeń; /
I sam Malherbe z Balzakiem<pt><slowo_obce>Malherbe z Balzakiem</slowo_obce> --- poeta Malherbe i prozaik Guez de Balzac, surowi puryści językowi w XVII w.</pt>, choć pieją tak górnie, /
Gdyby ich zamknąć w kuchni, staliby jak durnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gminność tej myśli w głowę uderza jak ćwiekiem! /
Jakiż upadek komuś, co się zwie człowiekiem, /
Grzęznąć tak bez ustanku wśród ziemskich kłopotów, /
Zamiast swe skrzydła prężyć do górniejszych lotów! /
<begin id="b1398878429357-1688899625"/><motyw id="m1398878429357-1688899625">Ciało</motyw>I cóż znaczy to ciało nędzne, łachman biedny, /
By warte było bodaj myśli naszej jednej? /
Czyż nie winniśmy raczej zdusić w swoim łonie...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ciało moje, to ja sam; muszę więc dbać o nie. /
Łachmany, niech tak będzie, ale moje własne.<end id="e1398878429357-1688899625"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ciało z duchem spojone jest, bracie, to jasne; /
Lecz, jak nas uczy mędrców pojęcie najszersze, /
Duch przed ciałem mieć zawsze winien miejsce pierwsze; /
I główną naszą troską, najważniejszym krokiem, /
Jest żywić go nauki życiodajnym sokiem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jeśli w ten sposób ducha waszego żywicie, /
To z tej strawy go czeka bardzo nędzne życie; /
Żadnej troski nie macie o to, żadnej pieczy, /
Aby...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ach, ach! Ta ,,piecza" uszy mi kaleczy,</wers_cd>/
Dziwna się z tego słowa dobywa stęchlizna.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Że dobrze myszką trąci, to ci każdy przyzna.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mam wam prawdę powiedzieć? Słuchajcie więc obie, /
Niech już raz zrzucę wreszcie, co mam na wątrobie: /
Za wariatki was mają; i choć nie przykładam...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co? Co? Co? Co?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<didaskalia>spłoszony, do <osoba>Belizy</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa><wers_cd>Do ciebie, moja siostro, gadam.</wers_cd>/
Na najmniejszy <wyroznienie>solecyzm</wyroznienie> w mowie jesteś tkliwa, /
Lecz w czynach twoich więcej solecyzmów bywa. /
Te książki wasze, to są bezpotrzebne graty: /
Prócz grubego Plutarcha<pe><slowo_obce>Plutarch</slowo_obce> (I--II w. n.e.) --- grecki biograf, filozof, orator; znany z <tytul_dziela>Od Augusta do Witeliusza</tytul_dziela>, zbioru czterdziestu sześciu żywotów sławnych Greków i Rzymian.</pe>, w którym me rabaty /
Prasuję, w piecu spalić warto kram ten cały, /
A niechby się rozumy doktorom zostały. /
Nieźle byłoby, sądzę, również ściągnąć z dachu /
Lunetę długą, przedmiot ludzkiego postrachu, /
Również sto innych figlów, co mieszkanie zdobi; /
Nie podglądać co tam kto na księżycu robi, /
A tym, co w domu słychać, zająć się czasami, /
Gdzie wszystko dzisiaj chodzi do góry nogami. /
<begin id="b1398878924298-2283364039"/><motyw id="m1398878924298-2283364039">Kobieta, Nauka</motyw>Nie idzie to z pewnością nikomu na zdrowie, /
Gdy żona kram z nauką zakłada w swej głowie: /
Kształtować po bożemu umysł swoich dziatek, /
Służby doglądać, w domu ład trzymać i statek, /
Baczyć, czy się w dochodach wydatek pomieści, /
Oto jej filozofia, to rozum niewieści. <end id="e1398878924298-2283364039"/>/
Nasi ojcowie pewnie w głowie mieli olej, /
Gdy mawiali, że taka jest stworzenia kolej /
I że kobieta doszła swych rozumów miary, /
Gdy pozna co opończa, a co szarawary. /
Ich żony nie czytały, lecz dom wiodły suto; /
Kuchenne sprawy były im światłą dysputą, /
A ich księgami igły, nici i tamburek, /
Którymi sporządzały wyprawy swych córek. /
Dzisiejsze damy zgoła inną wzięły postać: /
Wszystkie piszą, chcą gwałtem autorkami zostać; /
Żadna wiedza dziś nie jest zbyt górną kobiecie, /
A w moim domu bardziej niż gdziekolwiek w świecie. /
Zgłębia się tu sekrety i ziemi, i nieba, /
I wszystko tu umieją prócz tego, co trzeba. /
Wiedzą, jak księżyc chodzi, jak gwiazda polarna, /
Saturn, Mars i Wenera: korzyść z tego marna /
Dla domu, bo, gdy kwitnie mądrość znamienita, /
Co się tam w garnkach dzieje, o to nikt nie spyta. /
Służba również do waszych dostraja się tonów /
I miast miotły wszelakich chwyta się andronów. /
Rozumować w tym domu dziś zabawą całą, /
Aż to rozumowanie zeń rozum wygnało!... /
Jedno, czytając książkę, pieczeń mi przypali; /
Drugie, gdy ja pić wołam, właśnie wiersze smali: /
Słowem, toście zdołały sprawić w czas niedługi, /
Że mam w mym domu służbę, a nie mam usługi. /
Pozostała mi bodaj ta dziewczyna biedna, /
Co zarazy uniknąć zdołała choć jedna, /
I oto wypędzacie ją z wielkim hałasem /
Za to, że nie dość dobrze żyje z Wogelasem. /
Mówię siostrze, że żółć mnie zalać wnet gotowa: /
(Bo, jak rzekłem, do ciebie stosuję te słowa); /
Przejadła mi się wreszcie w domu ta łacina, /
A zwłaszcza dość mam tego pana Trysotyna! /
Wszak to on otumanił was przez swoje wiersze: /
Wszystko, z czym się odezwie, to brednie najszczersze, /
Każdym słowem sensowi zdrowemu urąga, /
I za jego pięć klepek nie dałbym szeląga.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Trudno w podlejszych słowach dać myśl bardziej niską.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Widziałże kto komórek grubsze zbiorowisko, /
Z bardziej gminnych atomów duszę ulepioną? /
I jaż z krwi tejże samej mogę być zrodzoną? /
W rozpacz mnie wtrąca ciężką wspólność naszej rasy; /
Odchodzę, wstyd unosząc z niej po wszystkie czasy.</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA ÓSMA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Filaminta</osoba>, <osoba>Chryzal</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Cóż, czy jeszcze na sercu coś ci pozostało?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mnie? Nic. Nie mówmy o tym więcej; już się stało. /
Przejdźmy do innej sprawy. Twa starsza dziewczyna /
Zżyma się, o małżeństwie gdy kto jej wspomina; /
To kawał filozofki; niechaj i tak będzie; /
Najmniejszych ci zarzutów nie czynię w tym względzie: /
Lecz, że młodsza jej siostra zgoła znów jest inną, /
Mniemam, żeby Henryczce naszej się powinno /
Poszukać męża...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Owszem; już myślałam o tem,</wers_cd>/
I zwierzę ci się z moich zamiarów przedmiotem. /
Pan Trysotyn, co ludziom kością w gardle stoi /
I co nie miał zaszczytu zdobyć łaski twojej, /
Jest tym, którego właśnie wyborem się szczycę, /
I lepiej wiem od ciebie, co trzeba Henryce. /
Wszelka dysputa tutaj byłaby stracona /
I rzecz ta jest przeze mnie już postanowiona. /
Rozgłaszać tego niech się mój pan mąż nie trudzi; /
Sama o tym z twą córką chcę pomówić wprzódziej<pe><slowo_obce>wprzódziej</slowo_obce> (daw.) --- wcześniej.</pe>. /
Są przyczyny po temu; i miej to w pamięci, /
Że, gdybyś pisnął, zaraz poznam, co się święci.</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA DZIEWIĄTA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Aryst</osoba>, <osoba>Chryzal</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Spotkałem twoją żonę, wnoszę z tego zatem, /
Że musiała rozmowę tu mieć z panem bratem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Tak.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>I z jakimże skutkiem? Cóż na to twa żona?</wers_cd>/
Dostaniemy Henrykę? Rzecz już załatwiona?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie ze wszystkim.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Odmawia?</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie odmawia wcale.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Zatem waha się jeszcze?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie waha się; ale...</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Cóż więc?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ona o innym całkiem zięciu śpiewa.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
O innym?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak, o innym.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Jakże się nazywa?</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Pan Trysotyn.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Trysotyn? On? Twojej dziewczynie...?</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Tak, ten, co wierszem gada ciągle po łacinie.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
I tyś się na to zgodził?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ja? Niech mnie Bóg chroni!</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>I cóżeś odpowiedział?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nic; do takiej broni</wers_cd>/
Się uciekłem, by sprawę uchylić skutecznie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W istocie, świetny sposób! Roztropnie a grzecznie! /
Czyś bodaj za Klitandrem przemówił dwa słowa?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, bo, skoro o innym zięciu była mowa, /
Sądziłem, iż wyrywać z tym nie zda się na nic.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W istocie, że przezorność twoja nie ma granic, /
Powiedz, bracie, czy ty się sam nie wstydzisz tęgo? /
Godzisz się, by mężczyzna był takim ciemięgą, /
Aby, siedząc w ten sposób pod pantoflem żony, /
Dla swej woli nie znalazł ni słówka obrony?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Oj, braciszku, inaczej by-ć się o tym rzekło, /
Gdybyś wiedział, co znaczy mieć w swym domu piekło. /
Ja lubię ciszę, zgodę, wywczasy<pe><slowo_obce>wywczas</slowo_obce> (daw.) --- odpoczynek.</pe> spokojne, /
A żona moja straszna, gdy rozpocznie wojnę! /
Filozofia w jej oczach jest zaletą rzadką, /
Lecz to jej nie przeszkadza być wściekłą furiatką; /
I mimo wszystkie wzniosłe skłonności jej duszy /
Lada drobiazg w niej zaraz całą żółć poruszy. /
Niech się kto jej przeciwi bodaj na pół słowa, /
Już burza najstraszliwsza na tydzień gotowa. /
Skoro zacznie, ze strachu jestem na pół żywy, /
Nie wiem, gdzie się mam schować: to smok jest prawdziwy; /
I gdy dom drży calutki w piekielnej rozterce, /
Jeszcze jej muszę mówić: ,,Duszko moja, serce!"</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Żartujesz chyba sobie. Powiem ci więc szczerze, /
Że zło jedynie z twego tchórzostwa się bierze; /
Na słabości twej tylko wspiera się jej władza /
I miękkość twa nadmierna na ów tron ją sadza. /
Sam oddaje jej berło w ręce brat dobrodziej, /
Potem się dziwi jeszcze, że go za nos wodzi. /
Co! Więc nie możesz, cierpiąc taką rzeczy postać, /
Raz się odważyć na to, by mężczyzną zostać? /
Zmusić, by twych rozkazów słuchała niewiasta /
I zdobyć się na słowo: ,,Ja tak chcę i basta!" /
Bab kilku ustępując nagonce zuchwałej, /
Pozwolisz swego dziecka los zniweczyć cały, /
Całe swe mienie przelać na tego pajaca /
Za to, że im łaciną w babskich łbach przewraca? /
Wierszorób, co jedynie przez usta twej żony /
Filozofa, poety mianem jest ochrzczony, /
Mistrza, co w czułych rytmach nad wszystkich się wznosi, /
A o którym świat zgoła znów inaczej głosi! /
Jeszcze raz ci powtarzam: to są czyste żarty, /
I za takie mazgajstwo śmiechu byłbyś warty.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Masz słuszność; źle zrobiłem; lecz dziś brat zobaczy, /
Że do tej sprawy wezmę się zgoła inaczej.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Piękne postanowienie.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wszak to sensu nié ma,</wers_cd>/
Gdy żona swego męża pod pantoflem trzyma.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Słusznie.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Mej łagodności zbyt już nadużyła.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
To prawda.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ma powolność zbyt uległą była.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Z pewnością.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Dziś być musi przez wszystkich uznanem,</wers_cd>/
Że córka jest mą córką, żem ja tu jest panem /
I że za tego pójdzie, z kim ja ją zaślubię.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
To się nazywa mówić. Otóż tak cię lubię.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wszak sprzyjasz Klitandrowi; znasz jego mieszkanie, /
Powiedz mu, niech mi tutaj w tejże chwili stanie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Idę, lecę w te pędy.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Długo się cierpiało;</wers_cd>/
Lecz odtąd już mężczyzna ze mnie gębą całą!
</strofa></kwestia>



<naglowek_akt>AKT TRZECI</naglowek_akt>


<naglowek_scena>SCENA PIERWSZA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Filaminta</osoba>, <osoba>Armanda</osoba>, <osoba>Beliza</osoba>, <osoba>Trysotyn</osoba>, <osoba>Lepine</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Usiądźmy tu spokojnie, wysłuchać w skupieniu /
Tych wierszy, których waga jest w każdym odcieniu.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Płonę z niecierpliwości!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Po prostu wariuję!</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Trysotyna</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Każdy drobiazg pańskiego pióra mnie czaruje...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Nieci urok, co w duszy trwa po wszystkie czasy.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
To są dla ucha mego wymyślne frykasy.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Naszych tęsknych udręczeń nie przedłużaj, proszę.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Uspokój je.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Daj poznać te lube rozkosze.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Żądze me twój epigram zaspokoi tylko.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Filaminty</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Biedne dziecię, świat ledwie ujrzało przed chwilką: /
Los jego niewątpliwie wzruszać panią może, /
Bom urodził je właśnie tu, na twoim dworze.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bym je kochała, starczy ojca jego miano.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Uznanie twoje matką będzie mu przybraną.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ileż poloru!</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA DRUGA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Henryka</osoba>, <osoba>Filaminta</osoba>, <osoba>Beliza</osoba>, <osoba>Armanda</osoba>, <osoba>Trysotyn</osoba>, <osoba>Lepine</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Henryki</osoba>, która chce odejść</didaskalia>
<kwestia>
<strofa>
<wers_cd>Zostań! Gdzież ty chcesz uchodzić?</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lękałam się tak miłej rozmowie przeszkodzić.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zbliż się tutaj i wytęż wszystkie swe organa, /
A wnet spotka je rozkosz niewypowiedziana.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wybacz, matko, lecz ja mam dowcipu<pe><slowo_obce>dowcip</slowo_obce> (daw.) --- rozum.</pe> zbyt mało /
I daru do tych uciech jakoś mi nie stało.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nic nie szkodzi: chcę również mówić z tobą potem, /
By cię obznajmić z pewnym dość ważnym przedmiotem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Henryki</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>O naukach snadź pani niewiele rozumiesz /
I starczy ci za wszystkie, że czarować umiesz.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ani jedno, ni drugie; i wcale przed panem...</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach, pomyślmy o naszym dzieciątku kochanem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Lepina</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>
Dalej, krzeseł! Bądź trochę żwawszy do posługi.
</strofa>
<didaskalia><osoba>Lepine</osoba> przewraca się.</didaskalia>
<strofa>
Widzicie błazna! Pada mi tutaj jak długi, /
Chociaż uczyłyśmy go o ciał równowadze!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie wiesz, trutniu, co w tobie zniszczyło tę władzę? /
I żeś widać z swej osi przesunął na chwilę /
To, co punktem ciężkości nazywamy w bryle?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>LEPINE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Domyśliłem się tego, kiedy już leżałem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<didaskalia>za odchodzącym <osoba>Lepinem</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>
Gamoń!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Że nie jest ze szkła, jego szczęściem całem.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Wszędzie pan siejesz dowcip.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Łowisz go jak wędką.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<didaskalia>Siadają.</didaskalia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Niechże pan teraz ucztę swą zastawia prędko.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dla głodu, jaki raczą okazywać panie, /
Zbyt skromne będzie jedno z ośmiu wierszy danie, /
I sądzę, że biesiady nie przeciążę wcale, /
Jeśli przy epigramie<pe><slowo_obce>epigram</slowo_obce> --- krótki utwór poetycki.</pe> czy tam madrygale<pe><slowo_obce>madrygał</slowo_obce> --- rodzaj utworu poetyckiego, zwykle o tematyce miłosnej.</pe> /
Dam przystawkę sonetu, o której powiada /
Sama księżna, iż smaczek wytworny posiada. /
Szczypta soli attyckiej<pe><slowo_obce>sól attycka</slowo_obce> --- ironia.</pe> kryje się w nim na dnie, /
Sądzę więc, że i paniom do smaku przypadnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach, któż by o tym wątpił.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie traćmy więc czasu.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<didaskalia>przerywając <osoba>Trysotynowi</osoba>, ilekroć ten zaczyna czytać</didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Luby dreszcz w sercu moim odczuwam zawczasu. /
Całe życie poezji mogę słuchać chętnie: /
Zwłaszcza czułe wierszyki uwielbiam namiętnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdy będziemy przerywać, nie rozpocznie, wierzcie.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>So...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Henryki</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>
<wers_cd>Cicho, ty tam, mała.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ach, niech czyta wreszcie!</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<poezja_cyt><kwestia>
<strofa>SONET NA FEBRĘ KSIĘŻNEJ URANII<pt><slowo_obce>SONET NA FEBRĘ KSIĘŻNEJ URANII</slowo_obce> --- tłumaczenie sonetu, jak również pomysł do gry słów (odmiennie spożytkowany) w końcowych wierszach epigramu, zaczerpnięte są z przekładu <tytul_dziela>Sawantek</tytul_dziela> pióra Lucjana Rydla.</pt>. /
Gdzież twa przezorność, niebogo, /
Że przyjmujesz tak wspaniale /
I gościsz tak okazale /
Swą nieprzyjaciółkę srogą.</strofa>
</kwestia></poezja_cyt>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Cóż za śliczny początek!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Niby od niechcenia!</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>U niego słowo każde w puch lekki się zmienia.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>,,Gdzież twa przezorność!" Jak to wykwintnie się snuje!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>,,Gościć nieprzyjaciółkę" nad wszystkim góruje.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Uwielbiam to ,,wspaniale" i to ,,okazale", /
Te dwa przysłówki z sobą brzmią tak doskonale!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Dalej słuchajmy, dalej!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<poezja_cyt><kwestia>
<strofa>Gdzież twa przezorność, niebogo, /
Że przyjmujesz tak wspaniale /
I gościsz tak okazale /
Swą nieprzyjaciółkę srogą.</strofa>
</kwestia></poezja_cyt>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
,,Gdzież twa przezorność!"
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
,,Gościsz swą nieprzyjaciółkę!"
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
,,Wspaniale i okazale!"
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<poezja_cyt><kwestia>
<strofa>Wypędź ją najkrótszą drogą, /
Niech opuści piękne sale, /
Bo ta niewdzięczna, zuchwale /
Godzi na twą istność drogą.</strofa>
</kwestia></poezja_cyt>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chwileczkę! Niechże mi pan odetchnąć pozwoli.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niech się nam pan nacieszyć da wszystkim do woli.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przy tych wierszach tak dziwnie coś w duszy nam śpiewa, /
Iż chwilami się zdaje, że człowiek omdlewa.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia>
  <poezja_cyt><strofa>,,Wypędź ją najkrótszą drogą, /
Niech opuści piękne sale".</strofa></poezja_cyt>
<strofa>Te ,,piękne sale", jak to powiedziane wdzięcznie! /
Jak pan tu metafory umiał użyć zręcznie!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia>
  <poezja_cyt><strofa>,,Wypędź ją najkrótszą drogą".</strofa></poezja_cyt>
<strofa>Ach, w tym ,,najkrótszą drogą" jakiż wdzięk szalony! /
Ten ustęp, moim zdaniem, jest nieopłacony.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>,,Najkrótszą drogą" we mnie również podziw budzi.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>,,Najkrótszą drogą" słyszeć sto razy nie znudzi.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chciałabym ten wiersz stworzyć.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Wart całego dzieła.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czy każda z was tak dobrze jak ja go pojęła?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA i BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Och! Och!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wypędź ją ,,najkrótszą drogą";</wers_cd>/
Znaczy: stanowczość twoja niech na nic nie zważa, /
Niechaj jej ostateczność żadna nie przeraża.</strofa>
  <poezja_cyt><strofa>
,,Wypędź ją najkrótszą drogą!" /
,,Najkrótszą drogą! najkrótszą drogą!" /
  </strofa></poezja_cyt>
<strofa>Och, to ,,najkrótszą drogą" jest bardzo wymowne! /
Nie wiem jak kto, lecz dla mnie to brzmienie dosłowne /
Wiąże się w domyślników tysiączne ogniwa.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To pewna, że niejedna się w tym rzecz ukrywa.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Trysotyna</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Czyś pan choć czuł, gdyś tworzył to ,,najkrótszą drogą", /
To wszystko, co te słowa obudzić w nas mogą? /
O tym, co ono mówi, czyś myślał choć chwilę? /
I czyś świadomie włożył w nie dowcipu tyle?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
He, he.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>,,Niewdzięczna" również me serce uwiodło:</wers_cd>/
Wypędź febrę niewdzięczną, niegodziwą, podłą, /
Której płacą za naszą gościnę --- choroba.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Słowem, równie są wdzięczne czterowiersze oba. /
Przejdźmyż do tercyn; już się doczekać nie mogę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach, jeszcze raz nam powtórz tę ,,najkrótszą drogę".</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia>
  <poezja_cyt><strofa>
Wypędź ją najkrótszą drogą...
  </strofa></poezja_cyt>
</kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA, ARMANDA i BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
,,Najkrótszą drogą!"
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia>
  <poezja_cyt><strofa>
Niech opuści piękne sale...
  </strofa></poezja_cyt>
</kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA, ARMANDA i BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
,,Piękne sale!"
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia>
  <poezja_cyt><strofa>
Gdzie ta niewdzięczna, zuchwale...
  </strofa></poezja_cyt>
</kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA, ARMANDA i BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Och, ta ,,niewdzięczna" febra!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia>
  <poezja_cyt><strofa>
Godzi w twoją istność drogą.
  </strofa></poezja_cyt>
</kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
,,Twoją istność drogą!"
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA i BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Och!</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia>
  <poezja_cyt><strofa>Mimo twego stanowiska /
Do twej młodej krwi się wciska...</strofa></poezja_cyt>
</kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA, ARMANDA i BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Och!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia>
  <poezja_cyt><strofa>W dzień i w noc dręczy ją męką! /
Do kąpiel wieziesz ją? Dobrze! /
Bez miłosierdzia utopże /
Ją tam własną swoją ręką.</strofa></poezja_cyt>
</kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Już nie mogę!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Omdlewam!</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Rozkoszy zbyt wiele!</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Tysiąc dreszczyków słodkich przebiega po ciele!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
,,Do kąpiel wieziesz ją? Dobrze!"
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
,,Bez miłosierdzia utopże"...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
,,Ją tam swoją własną ręką". /
,,Własną swą ręką, tak, utopże ją tam, w kąpielach".
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Jak po kwiatach się pośród pańskich wierszy kroczy.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Gdzie się zwrócić, tam powab jakiś ciągnie oczy.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Każda strofa otwiera nam światy nieznane.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
To są ścieżynki drobne różami zasłane.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Więc, w oczach pań, ten sonet...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czarujący, boski:</wers_cd>/
Nie oddałabym za nic jednej jego zgłoski.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Henryki</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Jak to! Ty cudów owych słuchasz z takim chłodem! /
Dziwnie to świadczy bardzo o twym sercu młodem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Do jakiej kto stworzony, taką chce grać rolę; /
Widać nie moje miejsce w tak wykwintnym kole.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jeśli, czytając, z pani cierpliwością igram...</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bynajmniej. Ja nie słucham.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ach, prędzej! Epigram!</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<poezja_cyt><kwestia>
 <strofa>,,Na czerwoną, wyzłacaną karetę, ofiarowaną pewnej zaprzyjaźnionej damie."</strofa>
</kwestia></poezja_cyt>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Każdy tytuł rzadkiego coś już w sobie mieści.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Gotuje nas niejako do powabów treści.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<poezja_cyt><kwestia>
  <strofa>
  Miłość mi więzy swoje sprzedaje tak drogo...
  </strofa>
</kwestia></poezja_cyt>

<naglowek_osoba>FILAMINTA, ARMANDA i BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Ach!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<poezja_cyt><kwestia>
 <strofa>Że resztki mych dostatków ledwie starczyć mogą; /
  <wers_wciety typ="2">I gdy oglądasz tę piękną karocę,</wers_wciety>/
  <wers_wciety typ="2">Na której złota się tyle migoce,</wers_wciety>/
  <wers_wciety typ="4">Że miasto olśniewa całe</wers_wciety>/
  <wers_wciety typ="4">I Lais mej mnoży chwałę...</wers_wciety></strofa>
</kwestia></poezja_cyt>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach, ,,Lais moja!" znać w tym umysł wykształcony.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Dla mnie formy finezje warte są miliony.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<poezja_cyt><kwestia>
  <strofa><wers_wciety typ="2">I gdy oglądasz tę piękną karocę,</wers_wciety>/
  <wers_wciety typ="2">Na której złota się tyle migoce,</wers_wciety>/
  <wers_wciety typ="4">Że miasto olśniewa całe</wers_wciety>/
  <wers_wciety typ="4">I Lais mej mnoży chwałę...</wers_wciety>/
  Wiedz, że te piękne złote na czerwonym wieńce /
  To wszystko moje są złote czerwieńce<pe><slowo_obce>czerwieniec</slowo_obce> a. <slowo_obce>czerwoniec</slowo_obce> --- złota moneta obiegowa, floren a. dukat.</pe>.</strofa>
</kwestia></poezja_cyt>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Och! Och! To zakończenie niespodziane zgoła.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Nikt mu w igraszce słownej dorównać nie zdoła.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia>
  <poezja_cyt><strofa>Te piękne złote na czerwonym wieńce /
  To wszystko moje są złote czerwieńce.</strofa></poezja_cyt>
<strofa>To nadzwyczajne! ,,Złote na czerwonym wieńce /
To moje złote czer-wieńce! "</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie wiem, czym jest przez niego tak oczarowana, /
Lecz, doprawdy, od chwili gdy poznałam pana, /
W wierszu czy prozie nic mu nie widzę równego.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Filaminty</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Gdyby pani nam chciała pokazać coś swego, /
My byśmy znowu mogli podziwiać z kolei.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Z wierszy nic nie mam; w zamian nie tracę nadziei /
Wnet mu przedstawić, gdy to pana nie przestraszy, /
Ośm<pe><slowo_obce>ośm</slowo_obce> --- dziś popr.: osiem (użyte dla rytmu).</pe> rozdziałów z projektu akademii naszej. /
Platon, kiedy ogłaszał swych dumań wyniki, /
Dał nam jedynie zamiar swojej Republiki; /
Ja mój pragnę uwieńczyć rzeczywistym skutkiem /
I spisałam już prozą rzecz w zarysie krótkim. /
Wyznaję, że nie mogę patrzeć bez zgryzoty, /
Jak umysłu naszego krzywdzą dziś przymioty; /
I czas nareszcie pomścić, to każdy mi przyzna, /
To poniżenie, w które spycha nas mężczyzna, /
Myśli nasze kierując na błahostki same /
I zamykając szczytną do światłości bramę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak; to jest nazbyt ciężka naszej płci zniewaga, /
Że po dowcipie naszym jeno się wymaga, /
By płaszczyk lub spódniczka stały mu się światem /
Lub by żył lada haftem nowym lub brokatem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Trzeba się wydrzeć z tego sromotnego działu /
I umysł nasz w podniebia wydźwignąć pomału.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dla dam jestem najgłębszą czcią zawsze przejęty, /
I jeżeli uwielbiam ich oczu diamenty, /
Również ducha ich blaski podziw budzą we mnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Płeć nasza mu oddaje podziw ten wzajemnie. /
Jednak chcemy okazać mędrków kliczce dumnej, /
Co w sobie tylko widzieć chce wiedzy kolumny, /
Że i kobietom rola ta nieźle przystała /
I że również uczone mogą tworzyć ciała, /
Rzecz całą wiodąc nawet roztropniej a śmielej; /
Łącząc to, co dotychczas zazwyczaj się dzieli, /
Gruntowność wiedzy żeniąc z wdziękiem wysłowienia, /
Naturę przenikając drogą doświadczenia, /
Kwestie wszelakie ważąc w sposobie dokładnym, /
Przyjmując każdy pogląd, nie wiążąc się żadnym.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja z perypatetycznych teorii<pe><slowo_obce>perypatetyczne teorie</slowo_obce> --- teorie Arystotelesa, jego uczniów i zwolenników.</pe> się wiodę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Ja znów w abstrakcjach cenię platońską metodę.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dla mnie wśród nich Epikur<pe><slowo_obce>Epikur</slowo_obce> (341--270 p.n.e) --- filozof grecki, atomista i zwolennik tezy, że celem życia ludzkiego jest dążenie do szczęścia.</pe> to najtęższa głowa.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Teorię drobnych ciałek<pe><slowo_obce>teoria drobnych ciałek</slowo_obce> --- teoria atomistyczna.</pe> jam przyjąć gotowa, /
Lecz z próżnią się nie mogę zgodzić; mówiąc szczerze, /
Bardziej mi się podoba nasz wszechświat w eterze.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Kartezjusza zasadę magnetyczną cenię.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Ja lubię jego wiry.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ja światów ciążenie.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Spieszno mi, byśmy mogły rozpocząć zebrania /
I przystąpić czym prędzej już do odkrywania.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Do pracy pań nadzieje wiąże ludzkość duże: /
Niezbyt wiele tajemnic jest dla was w naturze.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1398891973871-763169556"/><motyw id="m1398891973871-763169556">Księżyc</motyw>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja wnet ważnym odkryciem męski świat podrażnię, /
Bo ludzi na księżycu spostrzegłam wyraźnie.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja ludzi nie widziałam: za to tym się szczycę, /
Żem tam, jak was tu widzę, poznała dzwonnice.<end id="e1398891973871-763169556"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Będziemy się zajmować po równi fizyką, /
Historią, moralnością, wierszem, polityką.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja zwłaszcza pragnę zgłębiać moralności prawa: /
Najwyższych duchów na tym opiera się sława; /
Lecz we mnie stoicyzmu hasło podziw budzi /
I twórca jego dla mnie jest najpierwszym z ludzi.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Z kolei się języka prawidła<pe><slowo_obce>prawidło</slowo_obce> --- zasada, reguła.</pe> naznaczy: /
Niejedno się skieruje w nim zgoła inaczej. /
Każda z nas, bądź z rozsądku, bądź z fantazji czystej, /
Poprzysięgła w odrazie zachować wieczystej /
Pewne imiona, nazwy, przysłówki lub słowa<pt><slowo_obce>Z kolei się języka prawidła naznaczy</slowo_obce> --- mimo iż ujęte tu w karykaturze, zamiary podobnych reform roztrząsano zupełnie poważnie na zebraniach ,,Wykwintniś", które umiały pozyskać dla swej sprawy kilku członków Akademii.</pt>, /
Które jedna dla drugiej skreślić jest gotowa: /
Te bez wytchnienia ścigać będziemy śmiertelnie /
I tym otworzym naszą wysoką uczelnię, /
By ogłosić proskrypcję<pe><slowo_obce>proskrypcja</slowo_obce> --- ogłoszenie wyjętym spod prawa w starożytnym Rzymie.</pe>, która w całej grozie /
Potępi te wyrazy i w wierszu, i w prozie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lecz najpiękniejszy projekt Akademii naszej, /
Zadanie, od którego nic nas nie odstraszy, /
Chlubny zamiar, co poklask pozyska wspaniały /
U wszystkich pięknych duchów potomności całej, /
To będzie tępić brudne zgłoski bez wytchnienia, /
Co w najpiękniejszych słowach są źródłem zgorszenia, /
Co trutniom dostarczają zbyt łatwej igraszki /
I w lichych żartownisiów wślizgują się fraszki; /
Te dwuznaczniki szpetne, których tyle mieści /
Język nasz, obrażając jawnie srom niewieści.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Oto idea z myśli szlachetnych wysnuta!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wkrótce pokażem panu gotowe statuta.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Z góry pewien mądrości ich jestem i wdzięku.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>My, z praw naszych, będziemy władzę miały w ręku: /
Wiersz czy prozę pod sąd nasz poddać muszą wszyscy; /
Rozum mieć będziem tylko my i nasi bliscy; /
Każdemu wyrok srogi jakąś łatkę przypnie, /
My jedne pisać będziem mądrze i dowcipnie.</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA TRZECIA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Filaminta</osoba>, <osoba>Beliza</osoba>, <osoba>Armanda</osoba>, <osoba>Henryka</osoba>, <osoba>Trysotyn</osoba>, <osoba>Lepine</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>LEPINE</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Trysotyna</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Panie, jegomość jakiś mówić z panem żąda: /
Cały czarno ubrany, słodziutko wygląda.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mój uczony przyjaciel, co błaga już dawno, /
By mógł poznać rodzinę z talentów tak sławną.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chciej go wprowadzić: pełne panu prawa dajem.</strofa></kwestia>

<didaskalia><osoba>Trysotyn</osoba> idzie naprzeciw <osoba>Wadiusa</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_scena>SCENA CZWARTA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Filaminta</osoba>, <osoba>Beliza</osoba>, <osoba>Armanda</osoba>, <osoba>Henryka</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Armandy</osoba> i <osoba>Belizy</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Postarajmyż się godnie uczcić go nawzajem.</strofa>
<didaskalia>Do <osoba>Henryki</osoba>, która chce odejść</didaskalia>
<strofa>Dokąd? Mówiłam chyba dosyć zrozumiale, /
Że jesteś mi potrzebna.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nie pojmuję wcale...</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zostań: wnet ciekawości twej zadość się stanie.</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA PIĄTA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Trysotyn</osoba>, <osoba>Wadius</osoba>, <osoba>Filaminta</osoba>, <osoba>Beliza</osoba>, <osoba>Armanda</osoba>, <osoba>Henryka</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>przedstawiając <osoba>Wadiusa</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Oto człowiek, co marzy, by mógł poznać panie; /
Przedstawiając go, pani, przed oblicze twoje, /
Żem profana tu przywiódł, o to się nie boję /
Być obwinionym: wart jest zasiadać w tym gronie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wystarczy, że go pańskie tutaj wiodą dłonie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dzieła starych autorów na wylot posiada /
I po grecku z pewnością nikt go nie przegada.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Belizy</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Po grecku, och! Po grecku! Chciej pan siadać, proszę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Armandy</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>
Ach, po grecku!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Po grecku! Cóż to za rozkosze!</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Więc pan umie po grecku? ... Ach, pozwól mi, panie, /
Przez miłość dla greczyzny to ucałowanie.</strofa></kwestia>

<didaskalia><osoba>Wadius</osoba> całuje również <osoba>Belizę</osoba> i <osoba>Armandę</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Wadiusa</osoba>, który ją również chce ucałować.</didaskalia>
<kwestia>
<strofa>
Przepraszam pana, ale nie rozumiem greki.
</strofa></kwestia>

<didaskalia>Siadają.</didaskalia>

<naglowek_osoba><begin id="b1398892250778-1443619381"/><motyw id="m1398892250778-1443619381">Język</motyw>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Greckie dzieła cześć moją posiadły na wieki.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WADIUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lękam się, czy, wiedziony gorącym zapałem /
Poznania pań, natrętnym się oto nie stałem; /
Czy im momentów światłych zabaw nie zabiorę...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Panie, greka nie może być nigdy nie w porę.
<end id="e1398892250778-1443619381"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zresztą, to mistrz prawdziwy i prozy, i wierszy, /
I nietrudno zdobędzie poklask pań najszczerszy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WADIUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach, to autorów naszych przywarą jest częstą, /
Że rozmowę czytaniem szpikują zbyt gęsto; /
Przy stole, na przejażdżce, w alkowie czy w sieni, /
Ci lektorzy nużących wierszy nieznużeni! /
Nie wiem, czy jest w mych oczach rzecz równie obrzydła, /
Jak autor, co gdzie może, wciąż żebrze kadzidła, /
I co, nad pierwszym lepszym używszy przemocy, /
Zamęcza go płodami swych bezsennych nocy. /
Nigdym podobnej rzeczy pojąć nie był w stanie; /
I pod tym względem z Grekiem pewnym dzielę zdanie, /
Co poskramiał swe ucznie, mieniąc srogim grzechem /
Czytanie swych utworów z zbyt wielkim pośpiechem. /
Oto ulotny wierszyk, którego przedmiotem /
Zwada kochanków; sąd wasz rad usłyszę o tem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Przed wszystkimi twe wiersze prym wiodą niezmiennie.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WADIUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
W twoich Wenus<pe><slowo_obce>Wenus</slowo_obce> (mit. rzym.) --- bogini miłości, jej gr. odpowiednikiem była Afrodyta.</pe> i Gracje<pe><slowo_obce>Gracje</slowo_obce> (mit. rzym.) --- boginie radości, wdzięku i piękna.</pe> królują promiennie.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W słów doborze celujesz misternym a gładkim.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WADIUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<slowo_obce>Ithos<pe><slowo_obce>ithos</slowo_obce> --- gr. pisownia słowa ,,etos".</pe></slowo_obce> z <slowo_obce>pathosem</slowo_obce> łączysz z darem iście rzadkim.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Pańskie eklogi<pe><slowo_obce>ekloga</slowo_obce> --- sielanka (rodzaj utworu poetyckiego).</pe> stylem swoim znamienitym /
Zaćmiewają Wirgila<pe><slowo_obce>Wirgil</slowo_obce> --- Publius Vergilius Maro (70--19 p.n.e.) rzymski poeta z czasów Oktawiana Augusta, autor <tytul_dziela>Eneidy</tytul_dziela> (poematu epickiego o wędrówkach Eneasza i założeniu Rzymu), <tytul_dziela>Georgik</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Bukolik</tytul_dziela> (sielanek).</pe> razem z Teokrytem<pe><slowo_obce>Teokryt</slowo_obce> (ok. 310--ok. 250 p.n.e.) --- poeta grecki, uznawany za twórcę gatunku literackiego sielanki.</pe>.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WADIUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W odach zespalasz wielkość z wdziękiem wprost nieznanym /
I Horacy<pe><slowo_obce>Horacy</slowo_obce> (65--8 p.n.e.) --- rzymski poeta liryczny z czasów cesarza Augusta.</pe> pozostał daleko za panem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Możeż być coś milszego nad pańskie piosenki?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WADIUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Czyż zdoła coś prześcignąć sonet pańskiej ręki?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Najmniejsze twoje rondo<pe><slowo_obce>rondo</slowo_obce> --- rodzaj strofy powtarzającej określone wersy.</pe> to poemat mały.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WADIUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Cóż przewyższy dowcipem pańskie madrygały?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
W balladach zwłaszcza jesteś pan podziwu godnym.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WADIUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
W rymowanych końcówkach mistrzemś niezawodnym.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Gdyby Francja nie była na piękno tak głucha...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WADIUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Gdyby nasz wiek oceniać umiał twory ducha...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W złotej karocy dziś byś objeżdżał stolicę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WADIUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Lud zdobiłby posągiem twym każdą ulicę.
</strofa>
<didaskalia>Do <osoba>Trysotyna</osoba></didaskalia>
<strofa>
Hm! Oto ta ballada; i będę tak śmiały /
Prosić...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>O febrze zna pan już sonecik mały,</wers_cd>/
Która księżnę Uranię ciągle dręczy pono?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WADIUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, w jakimś towarzystwie wczoraj go mówiono.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Czy wiesz pan, kto autorem?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WADIUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie pytałem o to,</wers_cd>/
Bo cały sonet straszną zdał mi się lichotą.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Jednak mnóstwo zachwytów obudził dokoła.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WADIUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To niestety wartości dodać mu nie zdoła, /
I, gdybyś go pan słyszał, zgodziłbyś się ze mną.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Swoje mniemanie wpierasz<pe><slowo_obce>wpierać</slowo_obce> (daw.) --- wmawiać.</pe> pan we mnie daremno; /
Wszak mało kto na taki sonet się zdobędzie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WADIUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Niech mnie Bóg od podobnych chroni w każdym względzie.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ten, kto lepszy napisze, jeszcze się nie rodził; /
A za dowód wystarczy, żem to ja go spłodził.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WADIUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Pan?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ja.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WADIUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Hm, nie rozumiem zatem, co się stało.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Widać łaski w twych oczach znalazłem zbyt mało.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WADIUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Musiałem być widocznie jakiś roztargniony /
Lub ten, co czytał, ujął rzecz z fałszywej strony. /
Lecz porzućmy już sprzeczkę. Zatem ta ballada...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Dla mnie ballada mało wartości posiada: /
Dawno już czas jej minął; starzyzna niemodna.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WADIUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mimo to w oczach wielu zachwytu jest godna.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Być może; ja zaś do niej wstręt stanowczy czuję.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WADIUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Wartości jej to pewnie zgoła nie ujmuje.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To zatęchłych pismaków rodzaj ulubiony.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WADIUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dziw zatem, że naganę spotyka z twej strony.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Dość niezdarnie ubierasz mnie w swoje przymioty.
</strofa></kwestia>

<didaskalia>Wszyscy wstają.</didaskalia>

<naglowek_osoba>WADIUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Na mnie chcesz rzucić ciężar własnej swej głupoty.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ejże, nędzny bazgraczu, tak cię złość uniosła?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WADIUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ejże, ty wierszokleto, zakało rzemiosła!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Śmieciarzu literacki, rabusiu wytarty!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WADIUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Chamski łbie!...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ech, panowie, to są chyba żarty?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Wadiusa</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Idź no, oddaj, co z kogo zdarły twe grabieże, /
Niechaj Grek i Rzymianin co swoje zabierze.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WADIUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Z powrozem cię u szyi pod Parnas<pe><slowo_obce>Parnas</slowo_obce> --- góra w Grecji, tradycyjnie uznawana za siedzibę Muz.</pe> powleką, /
Żeś Horacego zrobił w wierszach swych kaleką.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dużoś swą książką zdobył sławy i pieniędzy!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WADIUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Twój wydawca w szpitalu gdzieś tam kona z nędzy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Imię moje wysoko jaśnieje nad tobą.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WADIUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, autor <tytul_dziela>Satyr</tytul_dziela><pe><slowo_obce>autor <tytul_dziela>Satyr</tytul_dziela></slowo_obce> --- był nim Nicolas Boileau, francuski poeta i krytyk literacki, żyjący na przełomie XVII i XVIII wieku.</pe> zajął się twoją osobą.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Twoją również się zajął.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WADIUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ale poznać można,</wers_cd>/
Że ze mną on obchodzi się bardzo z ostrożna. /
Tu i ówdzie, nawiasem, ledwie czasem przytnie /
W gronie innych autorów znanych nam zaszczytnie; /
Tobie zaś i spokoju chwili nie zostawi /
I świat twoją osobą raz po razu bawi.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To właśnie tylko może mnie podnieść w mej dumie: /
Ciebie jak mizeraka on pomieścił w tłumie; /
Mniema, iż by cię zgnębić, dosyć raz uderzyć /
I szkoda sił, by z tobą powtórnie się mierzyć; /
W mej osobie godnego widząc przeciwnika, /
Raz po razu z zapałem się ze mną potyka; /
I pewnie by swych ciosów nie ponawiał wiecznie, /
Gdyby mniemał, iż zdławił mnie już ostatecznie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WADIUS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Me pióro cię nauczy gwizdać po kościele!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mojemu, by cię zniszczyć, nie trzeba zbyt wiele! /
Wierszem, prozą, łaciną, greką, ja ci stanę!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>U księgarza Barbina już ja cię dostanę!</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA SZÓSTA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Trysotyn</osoba>, <osoba>Filaminta</osoba>, <osoba>Armanda</osoba>, <osoba>Beliza</osoba>, <osoba>Henryka</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Moich porywów za złe mi panie nie bierzcie: /
Twojegom zdania, pani, bronił tylko wreszcie, /
Broniąc sonetu, który znieważył tak srodze.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mam nadzieję, iż panów niebawem pogodzę; /
Mówmy o innej sprawie. Heniu, bliżej proszę; /
Nie od dzisiaj niepokój ciężki w sercu noszę, /
Iż w tobie żadna ducha iskierka nie płonie: /
Lecz mam sposób, by zbudzić ją wreszcie w twym łonie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Troszczysz się o mnie, matko, zgoła nadaremnie, /
Uczoność tam pociechy nie będzie mieć ze mnie; /
Ja lubię żyć swobodnie i ani mi w głowie /
Dowcipu przednie kunszta ścigać w każdym słowie; /
Tej ambicji, wyznaję, zupełnie mi zbywa. /
Z moją głupotą czuję się bardzo szczęśliwa; /
I wolę się wyrażać z prosta, pospolicie, /
Niż mózg nad konceptami suszyć całe życie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak; ale mnie to razi i nie pragnę wcale /
Folgować w moim rodzie podobnej zakale. /
Piękność lica jest nikłą ozdobą jedynie, /
Co niby kwiat przekwita, niby płomyk ginie, /
Z wierzchnią jedynie naszą powłoką zrośnięta; /
Lecz piękność duszy trwała jest i nieodjęta. /
Długom tedy szukała, jaką w ciebie drogą /
Wlać krasę, której lata naruszyć nie mogą, /
Jak w twym umyśle wiedzy rozniecić pochodnię /
I poznania pragnienie tchnąć w ducha łagodnie: /
Ażem wreszcie uznała, iż będzie najprościej, /
Złączyć cię z mężem, słynnym z umysłu bystrości.</strofa>
<didaskalia>Wskazując na <osoba>Trysotyna</osoba>.</didaskalia>
<strofa>Oto on; odtąd, wolą rodziców łaskawą, /
Zwać go przyszłym małżonkiem masz wszelakie prawo.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja, matko!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Niech no panna fochów mi nie stroi.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Trysotyna</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Rozumiem cię: twe oczy żebrzą zgody mojej, /
By z inną związać serce, w którym ja panuję. /
Owszem, zezwalam; chętnie pana ustępuję /
Dla małżeństwa, co przyszłość bez troski ci znaczy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Henryki</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Wyrazy mego szczęścia niechaj pani raczy /
Przyjąć; i radość, jaką z tak chlubnego stadła /
Serce me...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Z wolna; jeszcze klamka nie zapadła:</wers_cd>/
Niech się pan tak nie spieszy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Cóż to za gadanie!</wers_cd>/
Czy wiesz, że... Dość. Jak każę, tak też się i stanie.</strofa>
<didaskalia>Do <osoba>Trysotyna</osoba></didaskalia>
<strofa>Zostawmy ją; już ja ją prędko uspokoję.</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA SIÓDMA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Armanda</osoba>, <osoba>Henryka</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Znać, jak matka gorąco dba o szczęście twoje; /
I doprawdy, że trudno w chlubniejszym wyborze...</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba><kwestia><strofa>Jeżeli taki chlubny, ty go przyjmiesz może.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie mnie, siostro, lecz ciebie on żąda w małżeństwo.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja ci go oddam chętnie, ceniąc twe starszeństwo.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdybym jak ty małżeńskie pieściła zamiary, /
Pewnie bym skorzystała rada z twej ofiary.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdybym jak ty bazgraczy darzyła podziwem, /
Związek ten byłby dla mnie zaszczytem prawdziwym.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jednakże, choć skłonności nasze są tak różne, /
Posłuch rodzicom obie wszak jesteśmy dłużne; /
Władza matki kierować winna twym wyborem; /
I daremnie się łudzisz, że próżnym oporem...</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA ÓSMA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Chryzal</osoba>, <osoba>Aryst</osoba>, <osoba>Klitander</osoba>, <osoba>Henryka</osoba>, <osoba>Armanda</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Henryki</osoba>, wiodąc przed nią <osoba>Klitandra</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Chodź, córko, musisz nagiąć się do mego planu, /
Zdejm rękawiczkę; podaj rękę temu panu /
I wiedz, że losy twoje wiecznie są złączone /
Z tym, któremu tu oto daję cię za żonę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przeciw temu siostrzyczka bronić się nie będzie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Rodziców trzeba słuchać, siostro, w każdym względzie, /
Rozkazom ojca przeto muszę być powolną<pe><slowo_obce>powolny</slowo_obce> (daw.) --- posłuszny.</pe>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wolą matki, jak mniemam, też gardzić nie wolno.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Cóż to znaczy?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nic, tylko obawiam się szczerze,</wers_cd>/
Że matka ma odmienne życzenia w tej mierze /
I że innego męża...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Cicho tam, ty sroko!</wers_cd>/
Idźże filozofować z nią razem głęboko, /
Ale się nie wtrącajcie, kiedy ja co robię, /
powiedz jej to i przestrzeż w stanowczym sposobie, /
Że się jej ciosać kołków mi na łbie nie uda. /
No, chodźmy.</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA DZIEWIĄTA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Chryzal</osoba>, <osoba>Aryst</osoba>, <osoba>Henryka</osoba>, <osoba>Klitander</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Przewybornie. Działasz istne cuda.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ileż radości! Jak mam dobroć tak łaskawą...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Klitandra</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Dalej, podaj jej rękę i marsz mi, a żwawo! /
Możesz ją odprowadzić. O, jak się to cacka!</strofa>
<didaskalia>Do <osoba>Arysta</osoba></didaskalia>
<strofa>Rozczula mnie, doprawdy, ta para tak chwacka; /
Raźniej mi dźwigać jakoś moje stare kości /
I przypominam latka młodzieńczych miłości.</strofa></kwestia>



<naglowek_akt>AKT CZWARTY</naglowek_akt>


<naglowek_scena>SCENA PIERWSZA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Filaminta</osoba>, <osoba>Armanda</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przeszła, doprawdy, miarę krnąbrność tej dziewczyny! /
Posłuszeństwa pozory wzięła jak na drwiny; /
Lecz serce jej bynajmniej nie czekało pory, /
Aż głos ojca uświęcić raczy te amory, /
Idąc zaś tak skwapliwie za jego rozkazem, /
Wolę matki z radością deptała zarazem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jeszcze ja jej pokażę wkrótce, czyje prawa /
Rozumu głos jedynie za słuszne uznawa, /
Czy ojcu jej, czy matce rządzić tu przystało; /
Czy forma, czy materia, czy duch, czy też ciało.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Należało choć z tobą rzecz omówić wspólnie; /
I ten młokos poczyna sobie dość szczególnie, /
Skoro wbrew twojej woli chce twym zięciem zostać.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wcześniej niż mniema, zmieni się ta rzeczy postać. /
Podobał mi się, owszem, widziałam go rada /
U stóp twych, choć obycia niewiele posiada. /
Że piszę, wiedział przecież, i, patrzcie mi gbura! /
Nigdy nie pragnął poznać czegoś mego pióra.</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA DRUGA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Klitander</osoba> wchodzi po cichu i słucha niepostrzeżony, <osoba>Armanda</osoba>, <osoba>Filaminta</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nigdy bym na twym miejscu nie ścierpiała, matko, /
By on się miał ożenić z tą małą dzierlatką. /
Mniemam, że to nikomu w głowie nie postoi, /
Iż, mówiąc to, chcę bronić własnej sprawy mojej /
I że nikczemna zdrada z tego pana strony, /
By cień żalu w mej duszy zostawia tajony. /
Przeciwko takim ciosom umie serce moje /
We filozofii znaleźć potężną ostoję; /
Z jej wyżyn drobiazg taki oczom naszym znika; /
Lecz nie zniosę, gdy matkę moją ktoś dotyka. /
Honor twój nie pozwala uznać jego chęci; /
Takiej odrazy nie da się zatrzeć w pamięci. /
W rozmowach ze mną nigdy, niech mi matka wierzy, /
O tobie nie wyrażał się tak jak należy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Błazen!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Gdy imię twoje świat poważa cały,</wers_cd>/
Dotąd praw nie zyskałaś do jego pochwały.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Brutal!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Gdym mu czytała wiersz twój, myślisz może,</wers_cd>/
Że on dostrzegł zalety w jakim twym utworze?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Zuchwalec!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>O to kłótnie z nim staczałam wiecznie;</wers_cd>/
I nie zgadłabyś nigdy, jak on niedorzecznie...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Armandy</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Za pozwoleniem, pani. Może by się zdało /
Łagodniej i uczciwiej rzecz rozważyć całą. /
Cóż złego ci zrobiłem? Za cóż na mą głowę /
Tysiącznymi pociski<pe><slowo_obce>pociski</slowo_obce> --- dziś popr. forma N.lm: pociskami.</pe> zwracasz swą wymowę, /
Czemuż mnie pragniesz zgubić i wszystkie sposoby /
Są ci dobre, by wzbudzić wstręt do mej osoby? /
Powiedz, mów, skąd pochodzi ten twój gniew straszliwy? /
Poddaję się pod matki wyrok sprawiedliwy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdyby w istocie nawet gniew był mą pobudką /
I ten zarzut odeprzeć mogłabym dość krótko. /
Wartyś tego: kto miłość raz uczuł namiętną, /
Tak silne wyryć winna w sercu jego piętno, /
Że wolej mu jest<pe><slowo_obce>wolej mu jest</slowo_obce> (daw.) --- on by chętniej.</pe> mienie i życie postradać, /
Niźli nowym uczuciem kłam pierwszemu zadać. /
Hańbą jest dziś to deptać, co się czciło wczora, /
I nad serce niewierne ja nie znam potwora.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lecz czyliż niewiernością nazywać przystoi /
To, co jeno jest skutkiem własnej dumy twojej? /
Niechęć twoja to owej zmienności przyczyna /
I, jeślim cię obraził, jej tylko to wina. /
Me serce ujarzmiły zrazu twoje wdzięki: /
Dwa lata trwało wiernie wśród miłosnej męki /
I nie było służb, starań, poświęceń w tej mierze, /
Których bym najskwapliwiej nie niósł ci w ofierze. /
Lecz daremnie me serce tkliwym ogniem pała, /
Tyś na chęci me słodkie nieczułą została. /
Czym ty wzgardziłaś, w darze wreszcie niosę innej: /
Powiedz zatem: ty, pani, czy jam tutaj winny? /
Czym ja chciał zmiany, czyś mnie sama ku niej pchała? /
Czym ja ciebie porzucił, czyś ty mnie wygnała?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1398929486700-2402842054"/><motyw id="m1398929486700-2402842054">Miłość platoniczna, Seks</motyw>Więc to u pana wzgardę dla twych chęci znaczy, /
Że chciałam je wyzwolić z skorupy prostaczej, /
Że pragnęłam wydobyć z niej te ognie czyste, /
W których miłości leżą uroki wieczyste? /
Więc nigdy dla mnie odczuć pan nie byłbyś zdolny /
Skłonności, od pożądań zmysłów twoich wolnej: /
I nie pojmujesz zgoła nieziemskich słodyczy /
Związku serc, w którym ciała głos za nic się liczy? /
Umiesz kochać jedynie tą miłością grubą, /
Której materii spójnia przynętą i chlubą, /
I, by wzmocnić twój zapał, w wytrwaniu zbyt krótki, /
Potrzebne aż małżeństwo, ach, i jego skutki! <end id="e1398929486700-2402842054"/>/
To szczególna, w istocie, miłość! Jakże mało /
Takie uczucie duchom szlachetnym przystało! /
Ich dążeniom są obce zmysłowe porywy! /
Serca jedynie spaja ich płomień tak żywy. /
Jak rzecz niegodną siebie rzuca wszystko inne /
Ten, w czyim sercu płoną te żary niewinne; /
Pierś jego tylko czyste wydaje westchnienia /
I nie wie, co to żądzy są plugawe drżenia. /
Żadna myśl sprośna szczytnym tym związkom nie przeczy, /
Kocha się dla kochania, nie dla innych rzeczy; /
Duchy jeno przenika miłosne zarzewie /
I człowiek, że ma ciało, nawet o tym nie wie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co do mnie, pani, wyznać ci otwarcie muszę, /
Że, daruj, ale równie ciało mam, jak duszę, /
I obojgu na równi snadź<pe><slowo_obce>snadź</slowo_obce> (daw.) --- widocznie.</pe> jestem podległy: /
W tych subtelnych odcieniach nie jestem dość biegły, /
Niebo mi odmówiło filozofii takiej, /
Stąd ciało z duszą u mnie trzyma krok jednaki. /
Nie ma nic piękniejszego, jak pani powiada, /
Nad związki te, którymi duch jedynie włada, /
Nad te serc obcowania, myśli splot najtkliwszy, /
Których nie mąci zmysłów żaden podmuch żywszy; /
Lecz dla mnie te finezje to zbyt ciężka próba: /
Jak mnie winisz, natura ma nieco jest gruba: /
Przyznaję, że gdy kocham, to już całym sobą /
I chcę, by mnie też całą kochano osobą. /
Sądzę, że nikt mi uczuć tych bardzo nie zgani; /
I, choć nie chcę obrażać chlubnych dążeń pani, /
Widzę, że ludzkość sprzyja wielce mej metodzie /
I że małżeństwo dotąd jest ogromnie w modzie; /
Owszem, za tak szlachetną rzecz je świat uważa, /
Iż, kiedym chciał prowadzić panią do ołtarza, /
Nie sądziłem, iż chęć ta sama w sobie mieści /
Powód jakiejś obrazy dla duszy niewieściej.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dobrze więc, dobrze; skoro, mimo wszystkie względy, /
Koniecznie chcesz nasycić swe niskie popędy; /
Skoro na to, by trwale zawładnąć twym duchem, /
Trzeba się związać z tobą cielesnym łańcuchem, /
Jeśli matka rozkaże, będę już skazana, /
By to... o co ci chodzi, uczynić dla pana.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Już nie pora; dziś innej me pragnienia święcę; /
I byłbym podłym, gdybym to serce dziewczęce /
Zawiódł taką odmianą, zdeptał duszę młodą, /
Której dobroć w twej wzgardzie była mi osłodą.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czyż się panu w istocie o mej zgodzie marzy, /
Gdy Henrykę zamierzasz powieść do ołtarzy? /
I czyś w swym zaślepieniu nie słyszał ni słowa, /
Że inna partia dla niej jest tak jak gotowa?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ech, pani, zechciej wybór swój rozpatrzyć z bliska /
I racz mi choć oszczędzić tego pośmiewiska, /
Abym palcami miał być wytykany wszędzie, /
Żem z panem Trysotynem w jednym stawał rzędzie! /
Słabość do gryzipiórków, co twoją chorobą, /
Mogłaż mnie skarać lichszą rywala osobą? /
Dosyć mamy pismaków, którym dziś dokoła /
Zły smak epoki naszej w wieńce stroi czoła; /
Lecz Trysotyn nikogo w błąd już nie wprowadzi /
I, co wart jest, to wszyscy przyznają mu radzi. /
Wszędzie wiedzą, prócz w domu tym, czym on w istocie, /
I wyznaję, żem nieraz dziwił się ochocie, /
Z jaką pani pod niebo wynosisz bez mała /
Brednie, do których byś się sama nie przyznała.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jeżeli o nim zgoła inaczej pan trzyma, /
To, że innymi patrzysz niźli my oczyma.</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA TRZECIA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Trysotyn</osoba>, <osoba>Filaminta</osoba>, <osoba>Armanda</osoba>, <osoba>Klitander</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Filaminty</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Z ważną nowiną tutaj przybiegam tak wcześnie; /
Ładne rzeczy nas dzisiaj mogły spotkać we śnie: /
Świat jakiś ziemi naszej przebiegł tuż pod nosem<pt><slowo_obce>Świat jakiś ziemi naszej przebiegł tuż pod nosem</slowo_obce> --- Molier czyni tu aluzję do poematu X. Cotin pt. <tytul_dziela>Galanterie sur la comète apperçue en décembre 1664 et janvier 1665</tytul_dziela>.</pt>, /
Wiru naszego promień krzyżując ukosem; /
Gdyby nasz glob był trafił, pojmujecie panie, /
Że rozbiłby ją w sztuki niby szklaną banię.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Na inny czas odłóżmy dysertację<pe><slowo_obce>dysertacja</slowo_obce> --- rozprawa.</pe> o tym; /
Znudzilibyśmy gościa tak błahym przedmiotem: /
Ten pan, gdzie może, walczy w nieuctwa obronie, /
A do wiedzy wszelakiej jawnym wstrętem płonie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1399146670425-1849007737"/><motyw id="m1399146670425-1849007737">Wiedza</motyw>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ta prawda złagodzoną być winna wszelako /
W pewnej mierze; przypuśćmy, mam nienawiść taką, /
Lecz dla wiedzy, co ludzką istotę zatraca. /
W zasadzie jest to piękna i szlachetna praca, /
Lecz wolałbym nieukiem być na każdy sposób, /
Niźli zostać uczonym na kształt pewnych osób.<end id="e1399146670425-1849007737"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co do mnie, ja w tym pewno panu nie przywtórzę<pe><slowo_obce>przywtórzyć</slowo_obce> (daw.) --- wtórować, zgodzić się.</pe>, /
By wiedza mogła zepsuć coś w ludzkiej naturze.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja zaś twierdzę, że w słowie zarówno, jak w czynie, /
Nauka czasem głupców wytwarza jedynie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Też paradoks!</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Choć mówić misternie nie umiem, /
Bez kłopotu bym dowiódł, co o tym rozumiem; /
A choćby argumentów zabrakło w tym względzie, /
O przykłady dość głośne trudno mi nie będzie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wątpię, czy tym sposobem pan coś dowieść zdoła.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie potrzebuję szukać ich daleko zgoła.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co do mnie, nie wiem, gdzie pan te przykłady zoczy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Widzę je tak wyraźnie, że aż kłują w oczy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1399146761958-3038781823"/><motyw id="m1399146761958-3038781823">Głupota</motyw>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mniemałem, jeśli głupców kolebki ktoś szuka, /
Że nieuctwo ich rodzi, ale nie nauka.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mylił się pan; i mogę zaręczyć z mej strony, /
Że głupszym od nieuka jest głupiec uczony.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Powszechne przekonanie zwalcza twe maksymy, /
Skoro nieuk i głupiec są to synonimy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jeśli z słów pokrewieństwa chcesz dowody upiec, /
To jeszcze bliższe sobie są mędrek i głupiec.<end id="e1399146761958-3038781823"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
U jednego głupota jest naga zupełnie.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
U drugiego nauka pomnaża jej pełnię.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Wiedza ducha przymioty podkreśla wyraźniej.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Błazen, nabity wiedzą, ją i siebie błaźni.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nieuctwo wielki urok musi mieć dla ciebie, /
Skoro tak za nim kopie kruszysz w tej potrzebie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To pewna, że nieuctwo szczególnie ten ceni, /
Komu są znani bliżej niektórzy uczeni.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ci niektórzy uczeni więcej trochę warci /
Od tych, co się ich ścigać kuszą najzażarciej.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, o ile na własnym ich polegać zdaniu, /
Ale przeciwnie znowu, w tych drugich mniemaniu.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Klitandra</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>
Zdaje mi się, mój panie...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Pani mi daruje.</wers_cd>/
Lecz, by walczyć, ten pan się sam na siłach czuje: /
Owszem, tak dzielnie na mnie nastaje w tej matni, /
Że, broniąc mu się, wkrótce wydam dech ostatni.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lecz cierpkość twa, co rośnie z każdą słów wymianą /
I co...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Drugi sojusznik! Daję za wygraną.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W walce są dozwolone wszelakie sposoby, /
Byle tylko dotykać rzeczy, nie osoby.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ech, Boże! Wszak obrazy nie było z mej strony, /
A z szyderstwem ten pan jest dobrze oswojony; /
Nie takie weń godziły już groty i strzały, /
A ufności we własną wartość nie zachwiały.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Trudno się dziwić panu, że mnie tak naciska /
I że tak twardo broni swego stanowiska: /
Pan bywa wszak u dworu, to wszystko tłumaczy. /
Dwór, jak wiadomo, wiedzy uznawać nie raczy; /
Sprzyja temu nieuctwu, które my tak ganim; /
Pan zatem jako dworak ujmuje się za nim.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Biedny ten dwór w istocie; jak go to niemile /
Musi ranić, gdy słyszy, jak wiecznie, co chwilę, /
Przeciw niemu pomstuje gryzipiórków stado, /
Co wszystkie swe zawody na barki mu kładą /
I co w jego złym smaku, w jego sądach ciasnych, /
Radzi by znaleźć winę niepowodzeń własnych. /
Daruj, panie Trysotyn, lecz, choć bez wątpienia /
Mam należny szacunek dla twego imienia, /
I tobie, i kolegom twoim by przystało /
Poskramiać ku dworowi wzgardę tak wytrwałą. /
Dwór może nie jest taki głupi ostatecznie /
Jak wy, panowie, wmówić to chcecie koniecznie; /
Zdrowy sąd i pojęcie o wszystkim posiada, /
Tam się nasz smak kształtuje, tam też i ogłada, /
I ta znajomość świata pewnie nie mniej warta /
Niźli naszych bazgraczy uczoność wytarta.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tego dobrego smaku piękne widzim skutki.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W czymże brak jego widzisz, spytam bez ogródki?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W czym widzę? Wszak ci wiedzy gdy rozważym żniwo, /
Razjusz i Baldus Francji są chwałą prawdziwą. /
A mimo wdzięczność<pe><slowo_obce>mimo wdzięczność</slowo_obce> --- dziś popr.: mimo wdzięczności.</pe>, jaką ojczyzna im dłużną, /
Łask i hojności dworu czekają na próżno.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Współczuję panu i twej tak skromnej przenośni, /
Co nie pozwala zasług swoich podnieść głośniej. /
Spytam więc, aby pana nie zaczepiać wcale, /
Cóż dla państwa zdziałali owi dwaj mądrale? /
Jakąż korzyść oddali mu służbą ofiarną, /
Aby dwór o niewdzięczność oskarżać tak czarną /
I krzyk podnosić wszędzie, iż hańbą się plami, /
Że do ich stóp nie spieszy ze swymi darami? /
Bardzo potrzebna mądrość ich Francji, za katy! /
I z książek, które płodzą, dwór diablo bogaty! /
Patrzcie mi trzech cymbałów, co łeb pusty w górę /
Wystawia, iż oblekli go w cielęcą skórę: /
Zaraz za pierwsze w państwie mają się umysły; /
Od ich pióra los krajów i koron zawisły<pe><slowo_obce>zawisły</slowo_obce> (daw.) --- zależny.</pe>! /
Myślą, że za najlżejszym ich bazgrot rozgłosem /
Pensje, zaszczyty rosnąć im winny przed nosem, /
Że świat cały powinien im oddawać względy, /
Że sława ich imienia rozlega się wszędy, /
Że w nauce nie mają równych na tej ziemi, /
Bo wiedzą to, co inni wykryli przed niémi; /
Bo lat trzydzieści mieli i oczy, i uszy, /
Bo każdy z nich przez nocy tysiąc łeb swój suszy, /
Aby go zapaskudzić łaciną, greczyzną, /
Umysł swój naładować zakutą stęchlizną, /
Starych szpargałów wchłonąć lada łachman tani! /
Ludzie, co swą nauką chodzą jak pijani, /
Biegli tylko w łatwości pustego paplania, /
Do niczego niezdatni, bez sądu, bez zdania, /
I którzy przez swą śmieszność posiedli tę sztukę, /
By każdemu obrzydzić wiedzę i naukę!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nazbyt się pan unosi; ten wybuch gwałtowny /
W tym wypadku jest dla nas aż nadto wymowny; /
Imię rywala, co cię wyprzedził w miłości...</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA CZWARTA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Trysotyn</osoba>, <osoba>Filaminta</osoba>, <osoba>Klitander</osoba>, <osoba>Armanda</osoba>, <osoba>Julek</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>JULEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Uczony, co przed chwilą bawił tutaj w gości, /
A któregom jest sługą jak on mym zwierzchnikiem, /
Śle mnie do ciebie, pani, z tym oto liścikiem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jaką bądź mi wiadomość niesiesz z jego strony, /
Dowiedz się, przyjacielu, że tylko gawrony /
Wpadają do pokoju, mieszając rozmowę; /
Że przez służbę załatwia się sprawy takowe, /
Gdy się jest pokojowcem, znającym swą rolę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>JULEK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Zanotuję to, pani, w moim protokole.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1399147499319-1620318649"/><motyw id="m1399147499319-1620318649">List, Ślub</motyw>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<didaskalia>czyta</didaskalia>
<kwestia>
<dlugi_cytat><akap>,,Łaskawa Pani, Trysotyn chełpi się, iż ma zaślubić jej córkę. Przestrzegam panią, że filozofia jego ma na celu jedynie majątek państwa i że dobrze uczyniłaby pani wstrzymując to małżeństwo, póki pani nie przeczyta poematu, jaki nań układam. Zanim skończę ten obrazek, w którym mam nadzieję przedstawić go w prawdziwych kolorach, posyłam pani Horacego<pe><slowo_obce>Horacy</slowo_obce> (65--8 p.n.e.) --- rzymski poeta liryczny z czasów cesarza Augusta.</pe>, Wirgila<pe><slowo_obce>Wirgil</slowo_obce> --- Publius Vergilius Maro (70--19 p.n.e.) rzymski poeta z czasów Oktawiana Augusta, autor <tytul_dziela>Eneidy</tytul_dziela> (poematu epickiego o wędrówkach Eneasza i założeniu Rzymu), <tytul_dziela>Georgik</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Bukolik</tytul_dziela> (sielanek).</pe>, Terencjusza<pe><slowo_obce>Terencjusz</slowo_obce> (ok. 195--po 159 p.n.e.) --- komediopisarz rzymski.</pe> i Katulla<pe><slowo_obce>Katullus</slowo_obce> --- rzymski poeta z I. w. p.n.e, zaliczany do szkoły neoteryków, znany z wyrafinowanej wersyfikacji.</pe>, gdzie znajdzie pani zaznaczone na marginesie wszystkie pokradzione przez niego ustępy".</akap></dlugi_cytat>

<strofa>Jak widzę, by ten zamiar, sercu memu drogi, /
Zniszczyć, podali ręce sobie wszystkie wrogi! /
Ha, czyn ten budzi we mnie gorącą ochotę, /
By spełnić coś, co zdepce ich złość i niecnotę, /
I pokazać dowodnie, że szał ich zawiści /
Miast odmienić me plany, tym rychlej je ziści.</strofa>
<didaskalia>Do <osoba>Julka</osoba></didaskalia>
<strofa>Zanieś odpowiedź panu swojemu co żywo /
i powiedz mu, że ceniąc chęć jego życzliwą /
I chcąc okazać, ile dla mnie wagi mieści /
Ta przestroga tak cenna, tak szlachetna w treści,</strofa>
<didaskalia>Wskazując <osoba>Trysotyna</osoba></didaskalia>
<strofa>
Za pana wydam córkę jeszcze tej godziny.
<end id="e1399147499319-1620318649"/></strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA PIĄTA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Filaminta</osoba>, <osoba>Armanda</osoba>, <osoba>Klitander</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Klitandra</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Pan zaś, jako serdeczny przyjaciel rodziny, /
Zechcesz może w kontrakcie stanąć nam za świadka; /
Uprzejmie proszę o to, jako Heni matka. /
Armando, ty co rychlej rejenta<pe><slowo_obce>rejent</slowo_obce> (daw.) --- notariusz.</pe> mi sprowadź /
I uprzedź siostrę: ma się do ślubu gotować.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Uprzedzać moją siostrę? To zbytek, prawdziwie! /
Wszak ten pan się postara z pewnością gorliwie /
Zanieść jej tę nowinę w najszybszym sposobie /
I zbuntować ją, ile zdoła, przeciw tobie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zobaczymy, kto większą ma w tym domu władzę /
I czy jej do ołtarza dziś nie doprowadzę.</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA SZÓSTA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Armanda</osoba>, <osoba>Klitander</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Żal mi serdecznie pana, że się coś nie święci, /
Aby się miały spełnić twe gorące chęci.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wytężę jeszcze, pani, mą gorliwość całą, /
By mi się twoich żalów oszczędzić udało.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Boję się, że rezultat niezbyt świetnym będzie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Być może, iż zawiedzie się pani w tym względzie.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Pragnęłabym niezmiernie.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jestem przekonany</wers_cd>/
I wierzę, że życzliwie wspomożesz me plany.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Aby ci się przysłużyć, wszystkich sił dobędę.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Za co, wedle sił swoich, wdzięczny pani będę.</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA SIÓDMA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Chryzal</osoba>, <osoba>Aryst</osoba>, <osoba>Henryka</osoba>, <osoba>Klitander</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jeśli pan mnie nie poprze, z kretesem przepadłem: /
Małżonka pańska jawnie gardzi takim stadłem<pe><slowo_obce>stadło</slowo_obce> --- małżeństwo.</pe> /
I Trysotyna tylko pragnie dla Henryki.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Doprawdy, że to jakieś są szczególne bziki! /
I cóż ona w nim widzi, w swoim Trysotynie?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To, że ma szczęście wiersze składać po łacinie, /
To mu łask twej małżonki otwiera podwoje.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Dziś wieczorem chce jeszcze złączyć ich oboje.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dziś wieczór?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak, dziś wieczór.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ja rzecz trochę zmienię</wers_cd>/
I na złość jej dziś wieczór was z sobą pożenię.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wezwała już rejenta dla spisania aktu.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja go zaś dla innego zawezwę kontraktu.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<didaskalia>wskazując <osoba>Henrykę</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>A siostra ma pouczyć panią tejże chwili, /
Że chęciom matki próżno sprzeciwiać się sili.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A ja jej każę, aby z córki obowiązku /
Bezzwłocznie się stroiła do innego związku. /
Już ja im wnet pokażę, czy ktoś ma tu prawo, /
Wbrew mej woli kierować domu mego sprawą!</strofa>
<didaskalia>Do <osoba>Henryki</osoba></didaskalia>
<strofa>Tu czekaj: my obmyślim coś w tym przedsięwzięciu. /
Proszę za mną, mój bracie, i ciebie, mój zięciu.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Arysta</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Starajcież się, by wytrwał w tym pięknym zamiarze.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wszystko uczynię, co się potrzebnym okaże.</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA ÓSMA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Klitander</osoba>, <osoba>Henryka</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Choć pomoc tak przychylna wspiera sprawę moją, /
Serce twe najsilniejszą jest dla mnie ostoją.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Możesz ufać na wieki w jego płomień żywy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Gdy ono po mej stronie, muszę być szczęśliwy.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Widziałeś, jak je chciano pogwałcić w wyborze.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Póki ono mi sprzyja, o nic się nie trwożę.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wszystko zrobię, by mogła się ziścić chęć słodka, /
A jeśli mimo wszystko zawód nas w tym spotka, /
Znam schronienie, co mnie już na wieki przygarnie /
I złamanego serca utuli męczarnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niechajże niebo broni, abym w tej potrzebie /
Takich dowodów uczuć doznawał od ciebie.</strofa></kwestia>



<naglowek_akt>AKT PIĄTY</naglowek_akt>


<naglowek_scena>SCENA PIERWSZA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Henryka</osoba>, <osoba>Trysotyn</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O tym małżeństwie przez mą matkę planowanym /
Chciałabym w cztery oczy wprzód pomówić z panem /
I sądzę, wobec tego, co widzisz dokoła, /
Że może głos rozsądny przekonać cię zdoła. /
Wiem, iż wraz z moją ręką pan sobie to wróży, /
Że wniosę mu do domu posag wcale<pe><slowo_obce>wcale</slowo_obce> (daw.) --- całkiem.</pe> duży; /
Lecz ten pieniądz, łakomy tak dla zwykłych ludzi, /
Wszak w prawym filozofie żądzy nie obudzi, /
A nicość dóbr doczesnych, świetności blask pusty, /
Głosisz pan, mniemać wolno, nie samymi usty<pe><slowo_obce>usty</slowo_obce> --- dziś popr. forma N.lm: ustami.</pe>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Toteż nie to zrodziło me tkliwe zapały; /
Twe lica, twój wzrok razem bystry i nieśmiały, /
Twój powab, wdzięki twoje, to bogactwa owe, /
Co sprawiły, iż dla cię postradałem głowę: /
Tym skarbom święcę swoje najżywsze płomienie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Za uczucie tak wzniosłe wdzięcznam nieskończenie; /
Ile zaszczytu dla mnie w nim, dobrze rozumiem /
I żal mi, że odpłacić go wcale nie umiem. /
Szacunku złożę panu, jakie chcesz, dowody, /
Lecz bym mogła go kochać, są pewne przeszkody. /
Uczuć swych ani chęci serce nie rozdwoi: /
Otóż Klitander z dawna mieszka w duszy mojej; /
Wiem, że pan go przymioty<pe><slowo_obce>przymioty</slowo_obce> --- dziś popr. forma N.lm: przymiotami.</pe> swoimi zwycięża; /
Że krzywdzę sama siebie, biorąc go za męża, /
Że twe talenty warte zbudzić miłość we mnie, /
Że nie mam racji, słowem; lecz cóż, to daremnie; /
I całym mym rozsądkiem ledwie tyle zmienię, /
Żem zła sama na siebie o to zaślepienie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dar twej ręki, o którą zabiegać się śmiałem, /
Odda mi serce, co dziś Klitandra udziałem, /
I czułe me starania, tuszyć<pe><slowo_obce>tuszyć</slowo_obce> (daw.) --- mieć nadzieję.</pe> sobie mogę, /
Do twej miłości z czasem znajdą słodką drogę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie; pierwszym mym uczuciom serce jestem dłużną /
I drogi doń, to pewna, szukałbyś na próżno. /
Myśli moje otwieram panu bez obawy, /
Wszakże nie ma w nich ujmy dla twej czci lub sławy. /
<begin id="b1399147910658-2068950878"/><motyw id="m1399147910658-2068950878">Miłość</motyw>Ów żar miłosny, co się nieci w sercach ludzi, /
Nie jest zalet następstwem ni od nich się budzi: /
To czysty kaprys: nieraz ledwo możem sobie /
Zdać sprawę, co ujęło nas w jakiejś osobie. <end id="e1399147910658-2068950878"/>/
Ach, gdyby się kochało z wyboru, z rozsądku, /
Pan byś całą mą tkliwość posiadł od początku, /
Lecz, wiadomo, w te względy miłość się nie bawi. /
Niech więc w mym zaślepieniu pan mnie już zostawi /
I nie zbroi się wolą matki niewzruszoną, /
Co mnie, wbrew chęci mojej, chce zrobić twą żoną. /
Uczciwy człowiek w młodej nie szuka dziewczynie /
Tego, co gwałt rodziców daje mu jedynie; /
Ofiary z niej dla siebie czynić nie pozwoli /
I, gdy chce zyskać serce, to po dobrej woli. /
Niechże pan mojej matki więc nie doprowadza, /
By śluby moje miała zniweczyć jej władza; /
Wyrzecz się mnie; niech inna, szczęśliwsza, otrzyma /
Hołd serca, które równych sobie wiele nie ma.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jakże ci w tym me serce może być powolne<pe><slowo_obce>powolny</slowo_obce> (daw.) --- posłuszny.</pe>? /
Daj mu rozkazy, które wykonać jest zdolne; /
Lecz cofnąć ci swą miłość czyliż może ono, /
Dopókiś wdzięków czarem jest opromienioną /
I dopóki me oczy urokiem niebiańskim...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ech! Skończmy te androny<pe><slowo_obce>androny</slowo_obce> --- głupoty.</pe>, z przeproszeniem pańskim. /
Wszak masz pan swoje Irys, Filis, Amaryle, /
Których wdzięk opiewałeś wierszem razy tyle /
I którym duszy twojej tkliwe niepokoje...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tam przemawiał mój talent, a nie serce moje; /
Poeta jeno<pe><slowo_obce>jeno</slowo_obce> (daw.) --- tylko.</pe> sławił te piękne zwodnice, /
Lecz czucia swe oddałem uroczej Henryce.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Ech, doprawdy...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Choć słowo to panią obraża,</wers_cd>/
Me serce się w swych chęciach tak łatwo nie zraża. /
Miłość ma, dotąd skromnie przed tobą ukryta, /
Od tej chwili radośnie swoją panią wita; /
Nic mi obrazu twego nie wydrze z pamięci /
I, chociaż bóstwo moje potępia me chęci, /
Ja nie umiem odtrącić pomocy matczynej, /
Co chce mi oddać pragnień mych przedmiot jedyny; /
I bylebym uwieńczyć mógł płomień tak słodki, /
Bylebym posiadł ciebie, mniejsza mi o środki.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lecz czyli<pe><slowo_obce>czyli</slowo_obce> --- czy z partykułą pytajną -li.</pe> pan rozważył, na co się naraża /
Ten, kto swą żonę gwałtem wlecze do ołtarza? /
Że to nie jest bezpiecznie --- muszę rzec już jasno --- /
Zaślubiać pannę mimo jej ochotę<pe><slowo_obce>mimo jej ochotę</slowo_obce> --- dziś popr.: mimo jej ochoty.</pe> własną; /
I że odwet kobiety niewolonej siłą /
Może dla męża skończyć się bardzo niemiło?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Z pogodnym czołem zniosę, co mi wróżą losy: /
Mędrzec przygotowany jest na wszystkie ciosy, /
W duszy jego, wyzutej z poziomych słabości, /
Troska o takie rzeczy zgoła nie zagości /
I nie kłopoce w myślach się ani na chwilę /
O to, czemu zapobiec nie jest w jego sile.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W istocie filozofia pańska mnie zachwyca; /
Nie przypuszczałam, że w niej cnót tylu skarbnica /
I że dzięki niej, patrząc na takie przypadki, /
Człowiek się na heroizm zdobywa tak rzadki. /
Ta moc duszy, co panu ma słodzić twą dolę, /
Warta, by otworzono jej najszersze pole; /
Godna jest znaleźć kogoś, kto by ją z zapałem /
Nieustannie dobywał na jaw w świetle całem; /
Że zaś ja nie poczuwam się na siłach wcale, /
Aby hart twój ujawnić w całej jego chwale, /
Pozostawiam to innej i przysięgam panu, /
Że nie myślę z nim dzielić małżeńskiego stanu.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<didaskalia>odchodząc</didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Zobaczym, czy do końca będzie tak zawzięta; /
Tam już musieli chyba sprowadzić rejenta.</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA DRUGA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Chryzal</osoba>, <osoba>Klitander</osoba>, <osoba>Henryka</osoba>, <osoba>Marcyna</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba><begin id="b1399150645613-3242251155"/><motyw id="m1399150645613-3242251155">Ojciec, Córka</motyw>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A, jesteś tutaj, dziecko; rad jestem niezmiernie; /
Pójdź, spełnij swą powinność posłusznie i wiernie, /
I ugnij swoją wolę przed ojca rozkazem. /
Z twoją matką rozprawię się wreszcie tym razem; /
A, by jej lepiej dopiec, sam tu po kryjomu /
Sprowadziłem Marcysię z powrotem do domu.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak można najroztropniej rzecz prowadzisz całą. /
Oby tylko, mój ojcze, nic cię nie zachwiało; /
Coś postanowił, ostro do celu doprowadź /
I nie daj sobą zbytniej dobroci kierować. /
Jako ty rozkazałeś, tak niechaj się stanie /
I nie daj, aby matka przeparła swe zdanie.<end id="e1399150645613-3242251155"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to! Czy mnie uważasz za jaką fujarę?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Niech Bóg broni!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Za durnia, popychadło stare?</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Któż to mówi, mój ojcze?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czym niezdolny może,</wers_cd>/
Gdym coś zamyślił, wytrwać w stanowczym oporze?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Ależ owszem.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Czy w wieku, w którym jestem oto,</wers_cd>/
Nie godzi mi się rządzić mą własną ochotą?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Z pewnością.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>I że może, w mej słabości podłej,</wers_cd>/
Pozwolę, by mnie baby w domu za nos wiodły?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Ależ, mój ojcze...
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ejże! Cóż to wreszcie znaczy?</wers_cd>/
Nauczę cię, jak z ojcem masz gadać inaczej!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jeżelim cię dotknęła, to wbrew chęci mojej.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Do mojej woli wszystko się tutaj dostroi.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Bardzo dobrze, mój ojcze.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Ja jeden mam prawo</wers_cd>/
Rządzić, ale nikt inny.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak, ojczulku; brawo!</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jam tu głową rodziny z niewzruszonym głosem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Zgoda.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>I córki swojej ja rozrządzam losem.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Och, tak!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nikt mi przeciwić się tutaj nie może.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Któż by śmiał o tym wątpić?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>I w męża wyborze</wers_cd>/
Pokażę ci, że tylko ojca twego wola /
Coś znaczy, a nie jakaś matczyna swawola.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach, ja do tych rozkazów najchętniej się nagnę: /
Zmuś mnie do posłuszeństwa: tego tylko pragnę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zobaczymy, czy żonie moja władza święta...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Oto idzie i wiedzie już z sobą rejenta.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Brońcież mnie wszyscy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARCYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Dobrze. Już ja tam pomogę,</wers_cd>/
Gdyby panu spróbował ktosik włazić w drogę.</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA TRZECIA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Filaminta</osoba>, <osoba>Beliza</osoba>, <osoba>Armanda</osoba>, <osoba>Trysotyn</osoba>, <osoba>Rejent</osoba>, <osoba>Chryzal</osoba>, <osoba>Klitander</osoba>, <osoba>Henryka</osoba>, <osoba>Marcyna</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba><begin id="b1399150721698-3975842981"/><motyw id="m1399150721698-3975842981">Prawo</motyw>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Rejenta</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Zdałoby się odmienić wasz styl nieco stary /
I tchnąć weń ozdobności wykwintniejszej gwary.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>REJENT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nasz styl jest bardzo dobry i podrwiłbym głową, /
Gdybym w jego formułach zmienił bodaj słowo.<end id="e1399150721698-3975842981"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach, cóż za barbarzyństwo włada tym plemieniem! /
Proszę pana przynajmniej, nauki imieniem, /
By tam, gdzie posag w frankach i funtach się znaczy, /
Przez miny<pe><slowo_obce>mina</slowo_obce> --- staroż. jednostka pieniężna oraz jednostka wagi.</pe> i talenty<pe><slowo_obce>talent</slowo_obce> --- staroż. jednostka płatnicza.</pe> opisać go raczej, /
A w miejsce daty wpisać Idy<pe><slowo_obce>Idy</slowo_obce> --- 13 lub 15 dzień miesiąca w starożytnym rzymskim kalendarzu.</pe> i Kalendy<pe><slowo_obce>Kalendy</slowo_obce> --- pierwszy dzień miesiąca w rzymskim kalendarzu.</pe>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>REJENT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Także coś! Durniem by mnie okrzyczano wszędy, /
Gdybym się zastosował do takich grymasów.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Za wcześnie snadź<pe><slowo_obce>snadź</slowo_obce> (daw.) --- widocznie.</pe> z barbarią walczyć naszych czasów! /
Proszę więc, chciej pan miejsce zająć przy tym stole.</strofa>
<didaskalia>Spostrzegając <osoba>Marcynę</osoba></didaskalia>
<strofa>Co! Ta bezwstydna jeszcze mnie tu w oczy kole? /
I któż to śmiał ją wpuścić do mojego domu?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W swoim czasie opowie się co, jak i komu. /
Ważniejsza rzecz tu musi wprzód być wyjaśniona.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>REJENT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Przystąpmy do kontraktu. Gdzież jest narzeczona?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Wydaję młodszą córkę.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>REJENT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Tak niby wynika.</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<didaskalia>wskazując <osoba>Henrykę</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>
Oto jest właśnie ona: zowie się Henryka.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>REJENT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Wybornie, a pan młody?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<didaskalia>wskazując <osoba>Trysotyna</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>
<wers_cd>Małżonkiem jej czynię</wers_cd>/
Tego pana.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<didaskalia>wskazując <osoba>Klitandra</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa><wers_cd>Ja zasię zezwalam jedynie,</wers_cd>/
By zaślubiła jego.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>REJENT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Dwaj panowie młodzi!</wers_cd>/
Tego nie ma w zwyczaju.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Rejenta</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa><wers_cd>O cóż panu chodzi?</wers_cd>/
Pisz pan, pisz, że Trysotyn mym zięciem zostanie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Że mym zięciem Klitander, pisz pan, drogi panie.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>REJENT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Porozumcież się państwo na wszelkie sposoby /
I zgódźcie co do pana młodego osoby.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Proszę się zastosować do mego zlecenia.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pisz pan tak, jak kazałem; niech pan nic nie zmienia.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>REJENT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
I kogóż teraz słuchać mam w tej głupiej roli?
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Chryzala</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Jak to! Ty się sprzeciwiać chciałbyś mojej woli?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja nie ścierpię, by córkę mą ktoś brał za żonę /
Dlatego, że gotówki nieco mam złożone.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W istocie ktoś się troszczy tutaj o pieniądze! /
Mędrzec ma inne troski na świecie, jak sądzę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Słowem, za zięcia tylko Klitandra uznaję.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1399150961695-2582794181"/><motyw id="m1399150961695-2582794181">Mężczyzna, Kobieta</motyw>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<didaskalia>wskazując <osoba>Trysotyna</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Ja zaś za męża córce tego pana daję. /
Mój wybór dziś się ziści; nie ma i gadania.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ejże! Bardzo coś pewna pani swego zdania!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARCYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie babska rzecz przewodzić (i ja, choć kobita, /
Wiem, że chłop ma we wszystkim górą być) i kwita.<end id="e1399150961695-2582794181"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Dobrze mówi.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARCYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>I źle się w takim domu dzieje,</wers_cd>/
Kędy kokosza głośniej od koguta pieje.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Otóż to!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARCYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Śmieją wszyscy się z męża niezdary,</wers_cd>/
Którego baba w domu nosi szarawary<pe><slowo_obce>szarawary</slowo_obce> --- tu ogólnie: spodnie.</pe>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Tak!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARCYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Gdybym miała męża, niech mi państwo wierzy,</wers_cd>/
Chciałabym, żeby w domu rządził jak należy, /
Nie chciałabym, by ludziom miał być pośmiewiskiem; /
A gdybym mu się nadto nastawiała z pyskiem, /
Zanadto wydziwiała, wyszczerzała zęby, /
Niechby mi tam po trochu poturbował gęby.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
To mądrze powiedziane.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARCYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Pan ma olej w głowie,</wers_cd>/
Że chce dla swojej córki chłopa co się zowie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Tak.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARCYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czemuż, choć kawalir jest jak malowany,</wers_cd>/
Nie chcieć Klitandra? Po cóż znów, przez boskie rany, /
Wpychać jej mędrka, co wciąż strzępi se ozora? /
A toć jej męża trzeba, a nie profesora; /
I skoro jej nie w głowie gryka i łacina, /
Po jakiegoż jej licha pana Trysotyna?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Dobrze.
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
<wers_cd>Nic jej nie wstrzyma; uszy nam rozedrze!</wers_cd>
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1399151033217-3209735639"/><motyw id="m1399151033217-3209735639">Małżeństwo, Nauka</motyw>MARCYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mędrki takie są dobre, ale na katedrze; /
I, choćbyście mi państwo nie wiem co gadali, /
Nie chciałabym za męża mieć uczonej lali. /
Te wszystkie księgi w domu, to wymysł kaduczy<pe><slowo_obce>kaduczy</slowo_obce> (daw.) --- diabli.</pe>: /
Z książek się tam małżeństwa człowiek nie nauczy /
I, gdybym kiedy miała z kim już zawrzeć stadło, /
Chcę męża, co by mnie miał za swe abecadło; /
Niech, z przeproszeniem pani, będzie nieuczony, /
I niech jeno doktorem będzie od swej żony.<end id="e1399151033217-3209735639"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Chryzala</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Skończone? Dosyć długo już słuchałam może /
Godnej tłumaczki twojej?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ma rację, nieboże.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A ja powiem, nim nową tyradę<pe><slowo_obce>tyrada</slowo_obce> --- długa wypowiedź, zwł. podniosła lub gwałtowna.</pe> rozpocznie, /
Że, co każę, spełnionym być musi bezzwłocznie.</strofa>
<didaskalia>Wskazując <osoba>Trysotyna</osoba></didaskalia>
<strofa>Henryka będzie żoną tego oto pana.</strofa>
<didaskalia>do <osoba>Chryzala</osoba></didaskalia>
<strofa>Nie próbuj odpowiadać: to sprawa przegrana; /
A jeśli Klitandrowi dałeś swoje słowo, /
Starsza córka za męża jest go wziąć gotową.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Hm! Tak by można sprawę ukończyć bez zwady.</strofa>
<didaskalia>Do <osoba>Henryki</osoba> i <osoba>Klitandra</osoba></didaskalia>
<strofa>Cóż, dzieci? Czy zgadzacie się na te układy?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co! Mój ojcze!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Chryzala</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa><wers_cd>Co! Panie!</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Trudno by nie było</wers_cd>/
Znaleźć ofiarę bardziej jego sercu miłą: /
Jednak my cierpim tylko miłości żar wieczny, /
Wolny od ziemskich pyłów, niby blask słoneczny: /
Może w nią wchodzić myśli substancja promienna, /
Lecz wygnana na zawsze istota przestrzenna.</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA CZWARTA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Aryst</osoba>, <osoba>Chryzal</osoba>, <osoba>Filaminta</osoba>, <osoba>Beliza</osoba>, <osoba>Henryka</osoba>, <osoba>Armanda</osoba>, <osoba>Trysotyn</osoba>, <osoba>Rejent</osoba>, <osoba>Klitander</osoba>, <osoba>Marcyna</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przykro mi, że zakłócić muszę to wesele /
Wieściami, co utrapień zwiastują zbyt wiele. /
Dwa listy mi przysłano dla was, z których treści /
Mogę wnosić o waszej okrutnej boleści.</strofa>
<didaskalia>Do <osoba>Filaminty</osoba></didaskalia>
<strofa>To pełnomocnik pani na me ręce pisze.</strofa>
<didaskalia>Do <osoba>Chryzala</osoba></didaskalia>
<strofa>To dla ciebie, z Lyonu.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Cokolwiek usłyszę,</wers_cd>/
Cóż może duchom naszym być troski przedmiotem?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czytaj pani; w tym liście właśnie piszą o tem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<didaskalia>czyta</didaskalia>
<kwestia>
<dlugi_cytat><akap>,,Łaskawa pani, uprosiłem szanownego szwagra, aby doręczył list, który panią powiadomi o tym, czego nie śmiałem sam donieść osobiście. Zupełne lekceważenie, jakie pani okazuje w sprawach majątkowych, stało się przyczyną, iż adwokat jej nie uprzedził mnie o terminie rozprawy, skutkiem czego przegrała pani bez ratunku proces, który powinien był być wygrany...</akap></dlugi_cytat>
</kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Filaminty</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>
Co, twój proces przegrany!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>I cóż stąd wynika?</wers_cd>/
Mego serca bynajmniej ten cios nie dotyka. /
Oszczędź mi, proszę, twojej skargi tak poziomej /
I jak ja, z hardym czołem przyjmij losu gromy.</strofa>
<didaskalia>Czyta</didaskalia>
<dlugi_cytat><akap>,,To zaniedbanie pani będzie ją kosztowało czterdzieści tysięcy talarów, na zapłacenie której to sumy wraz z kosztami jesteś pani skazana wyrokiem sądowym".</akap></dlugi_cytat>
<strofa>Skazana? Cóż to znaczy? Dość szczególne słowo; /
Właściwe dla zbrodniarzy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Masz słuszność, bratowo</wers_cd>/
I oburzenie twoje rozumiem wybornie: /
Sąd winien był napisać, że prosi pokornie, /
Byś zechciała zapłacić, w dobroci łaskawej, /
Te czterdzieści tysięcy i koszta rozprawy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Zobaczmyż drugie pismo. /
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia>
<dlugi_cytat><akap>,,Łaskawy panie, przyjaźń, jaką żywię dla pańskiego brata, sprawia, iż obchodzi mnie wszystko, co pana dotyczy. Wiem, iż powierzyłeś swój majątek w ręce Arganta i Damona i przestrzegam pana, że obaj w jednym dniu zgłosili upadłość...</akap></dlugi_cytat>
<strofa>
O nieba! Pójdziem chyba o torbie żebraczej!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wstydź się, mój mężu; wstydź się! Cóż ten drobiazg znaczy: /
Prawego mędrca żadna klęska nie pogrzebie /
I, chociaż wszystko straci, posiada sam siebie. /
Kończmyż sprawę, z wyboru naszego szczęśliwi.</strofa>
<didaskalia>Wskazując <osoba>Trysotyna</osoba></didaskalia>
<strofa>Jeszcze jego majątek nas wszystkich wyżywi.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, pani; chciej powstrzymać się od tego kroku. /
Widzę, że to małżeństwo wszystkim solą w oku; /
Narzucać się nie pragnę i choć wielce cenię...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dziwnie nagle mu przyszło to zastanowienie; /
I to właśnie w momencie, gdy strata majątku...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Uporem jej zrażony byłem od początku; /
Raczej wolę się wyrzec tych związków słodyczy, /
Niźli niewolić serce, co innego życzy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Widzę dziś jasno, widzę, nie na twoją chwałę, /
Dokąd zmierzały tutaj twe chęci wytrwałe.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TRYSOTYN</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niech pani we mnie widzi, co się jej podoba; /
Nie dbam, jak się w jej oczach wyda ma osoba: /
Lecz nie jestem człowiekiem, który ścierpieć może, /
Gdy go ktoś w dumie jego rani i honorze. /
By znano moją wartość, żądać mogę śmiele, /
A gdzie mi nie są radzi, do nóżek się ścielę.</strofa></kwestia>


<naglowek_scena>SCENA PIĄTA</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Aryst</osoba>, <osoba>Chryzal</osoba>, <osoba>Filaminta</osoba>, <osoba>Beliza</osoba>, <osoba>Armanda</osoba>, <osoba>Henryka</osoba>, <osoba>Klitander</osoba>, <osoba>Rejent</osoba>, <osoba>Marcyna</osoba>.</didaskalia>


<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak odsłonił swą duszę chciwością zbrukaną /
I jakże splamił chlubne filozofa miano!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jam nie filozof żaden; lecz, nie mówiąc wiele, /
Z całego serca los wasz najchętniej podzielę /
I, razem z mą osobą, prośbę tutaj składam, /
Byście raczyli przyjąć wszystko, co posiadam.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba><kwestia><strofa>Zachwyca mnie to szczytne poświęcenie twoje /
I chęci twego serca chętnie zaspokoję. /
Oddaję ci Henrykę: twe cnoty najrzadsze...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, matko; ja inaczej teraz na to patrzę /
I pozwól, że odrzucić muszę to zamęście.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to! Pani byś chciała złamać moje szczęście /
I dziś, gdy oto możem bez przeszkody wszelkiej...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wiem o tym, że majątek posiadasz niewielki /
I pragnęłam gorąco połączyć się z tobą, /
Gdym wiedziała, że razem z kochaną osobą /
Bierzesz wiano<pe><slowo_obce>wiano</slowo_obce> --- posag.</pe>, co może poprawić twe losy. /
Lecz, odkąd spadły na nas tak dotkliwe ciosy, /
Dość cię kocham, by dzisiaj przez związek takowy /
Naszym nieszczęściem twojej nie obarczać głowy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1399151190581-475876295"/><motyw id="m1399151190581-475876295">Miłość, Pieniądz</motyw>KLITANDER</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Każda dola wraz z tobą radosną mi będzie, /
Bez ciebie rozpacz jeno czyha na mnie wszędzie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Miłość zawsze przemawia tak w pierwszym zapale; /
Poniewczasie dopiero przychodzą nam żale. /
Wszak nic tak nie podgryza siły tego węzła /
Niż potrzeba, w codziennych kłopotach ugrzęzła; /
I nieraz obie strony winią się wzajemnie /
o troski, którym umknąć silą się daremnie!<end id="e1399151190581-475876295"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Henryki</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Czy to jedyny powód, który ci dziś każe /
Wzbraniać się, byś z Klitandrem poszła przed ołtarze?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>HENRYKA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach, wszystkie moje chęci wszak ku niemu biegą: /
Miłości zbytek tylko dzieli mnie od niego.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARYST</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niech was tedy w pragnieniach wspólnych nic nie wstrzyma. /
W wieściach, którem wam przyniósł, słowa prawdy nie ma; /
To był podstęp wojenny i tym kłamstwem małym /
Tej oto czułej parze pomóc nieco chciałem, /
Otworzyć oczy siostrze i dowieść tą próbą, /
Że na swym filozofie zawiedzie się grubo.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>
Bogu chwała!
</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ja także niebu składam modły</wers_cd>/
Za to, jak się oszuka ten nikczemnik podły; /
Swojej niskiej chciwości zasłużoną karę /
Otrzyma, kiedy ujrzy tę szczęśliwą parę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Klitandra</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Że ją dostaniesz, bratku, nie wątpiłem o tym.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ARMANDA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Filaminty</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Moją krzywdę radości swej czynisz przedmiotem?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>FILAMINTA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Trudno, sam los to wyrył na przeznaczeń karcie; /
Ty, córko, w filozofii masz pewne oparcie /
I znajdziesz hart, którego nic w świecie nie wzruszy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>BELIZA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niech się strzeże, bo obraz mój utkwił mu w duszy; /
Niejeden się tak żeni w przystępie zwątpienia /
I życie swoje całe w męczarnię zamienia.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>CHRYZAL</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Rejenta</osoba></didaskalia>
<kwestia>
<strofa>Dalej, ułóż pan kontrakt, jak rzekłem w tej mierze /
I do mej woli stosuj się w każdej literze.</strofa></kwestia>


</dramat_wierszowany_lp>
</utwor>