<utwor>
<rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/moliere-swietoszek/">
<dc:creator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Molière</dc:creator>
<dc:title xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Świętoszek</dc:title>
<dc:contributor.translator xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Zalewski, Kazimierz</dc:contributor.translator>
<dc:contributor.editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Sutkowska, Olga</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Barok</dc:subject.period>
<dc:subject.type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Dramat</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Komedia</dc:subject.genre>
<dc:description xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Bibliotekę Narodową z egzemplarza pochodzącego ze zbiorów BN.</dc:description>
<dc:identifier.url xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://www.wolnelektury.pl/katalog/lektura/swietoszek</dc:identifier.url>
<dc:source.URL xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"/>
<dc:source xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Jan Poguelin Molière, Świętoszek. Tartuffe. Komedya w pięciu aktach wierszem, tłum. Kazimierz Zalewski, nakład i druk S. Lewentala, Warszawa 1872</dc:source>
<dc:rights xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Domena publiczna - Kazimierz Zalewski zm. 1919</dc:rights>
<dc:date.pd xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">1990</dc:date.pd>
<dc:format xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">xml</dc:format>
<dc:type xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:type xml:lang="en" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">text</dc:type>
<dc:date xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2008-10-24</dc:date>

<dc:audience xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">L</dc:audience>
<dc:language xml:lang="pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pol</dc:language><dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/media/dynamic/cover/image/1299.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Lines + Curves / 20090831.10D.52359.P1  S&amp;lt;:, See-ming Lee æŽæ€æ˜Ž SML@Flickr, CC BY-SA 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/1299</dc:relation.coverImage.source>
<dc:relation.hasFormat id="pdf" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/swietoszek.pdf</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#pdf" id="pdf-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-0556-9</meta>
<meta refines="#pdf-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#pdf" property="dcterms:format">application/pdf</meta>
<dc:relation.hasFormat id="html" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/swietoszek.html</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#html" id="html-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-1550-6</meta>
<meta refines="#html-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#html" property="dcterms:format">text/html</meta>
<dc:relation.hasFormat id="txt" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/txt/swietoszek.txt</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#txt" id="txt-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-2505-5</meta>
<meta refines="#txt-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#txt" property="dcterms:format">text/plain</meta>
<dc:relation.hasFormat id="epub" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/epub/swietoszek.epub</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#epub" id="epub-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-3552-8</meta>
<meta refines="#epub-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#epub" property="dcterms:format">application/epub+zip</meta>
<dc:relation.hasFormat id="mobi" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://wolnelektury.pl/media/book/mobi/swietoszek.mobi</dc:relation.hasFormat>
<meta refines="#mobi" id="mobi-id" property="dcterms:identifier">ISBN-978-83-288-4638-8</meta>
<meta refines="#mobi-id" property="identifier-type">ISBN</meta>
<meta refines="#mobi" property="dcterms:format">application/x-mobipocket-ebook</meta>
<category.thema.main>DD.WL-D</category.thema.main>
    <category.thema>1DDF</category.thema>
    <category.thema>3MG</category.thema>
    <category.thema>YPCK91</category.thema>
    </rdf:Description>
</rdf:RDF>
<dramat_wierszowany_l>
<abstrakt>
<akap><tytul_dziela>Świętoszek</tytul_dziela> to komedia, która powstała w roku 1661. Po raz pierwszy wystawiono ją 3 lata później. Molier w swoim utworze krytykuje m.in. obłudę i hipokryzję religijną.</akap>


 
<akap>Tytułowy bohater, Świętoszek bądź Tartuffe, który uchodzi za bardzo pobożnego, szybko przekonuje do siebie Orgona i jego matkę i zostaje zaproszony do ich domu. Przebywając tam ma coraz większy wpływ na decyzje podejmowane przez Orgona, co niepokoi jego bliskich. Reszta domowników, która nie dała się oszukać, ostrzega Orgona przed Świętoszkiem, lecz ten nie chce ich słuchać. Prawdę o Tartuffe odkrywa dopiero po podstępie swojej żony.</akap>


</abstrakt>
<autor_utworu>Molière</autor_utworu>

<nazwa_utworu>Świętoszek</nazwa_utworu>

<podtytul>Tartuffe</podtytul>

<podtytul>Komedia w pięciu aktach wierszem</podtytul>




<lista_osob>
<naglowek_listy>Osoby</naglowek_listy>

<lista_osoba><osoba>Pani Pernelle</osoba></lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Orgon</osoba> --- jej syn</lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Elmira</osoba> --- żona Orgona</lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Damis</osoba>, <osoba>Marianna</osoba> --- dzieci Orgona</lista_osoba>
<extra>Docelowy skład powyższego pola:
<lista_osoba typ="dzieci Orgona">Damis</lista_osoba>
<lista_osoba typ="dzieci Orgona">Marianna</lista_osoba></extra>
<lista_osoba><osoba>Walery</osoba></lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Kleant</osoba> --- szwagier Orgona</lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Tartuffe</osoba><pe><slowo_obce>tartuffe</slowo_obce> --- z fr. hipokryta.</pe></lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Doryna</osoba> --- garderobiana Marianny</lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Loyal</osoba> --- sługa sądowy</lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Urzędnik</osoba></lista_osoba>
<lista_osoba><osoba>Flipote</osoba> --- służąca pani Pernelle</lista_osoba></lista_osob>

<miejsce_czas>Rzecz dzieje się w Paryżu, w domu Orgona, 1667 r.<miejsce_czas/></miejsce_czas>










<naglowek_akt>AKT PIERWSZY</naglowek_akt>





<naglowek_scena>SCENA I</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Pani Pernelle</osoba>, <osoba>Elmira</osoba>, <osoba>Marianna</osoba>, <osoba>Kleant</osoba>, <osoba>Damis</osoba>, <osoba>Doryna</osoba>, <osoba>Flipote</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba><begin id="b1198956224155"/><motyw id="m1198956224155">Rodzina</motyw>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chodź, Flipoto, dość mam już niemiłych mi osób.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Biegniesz pani tak prędko, że zdążyć nie sposób.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zostań, moja synowo, skróć sobie tę drogę,/
Bez takich ceregieli<pe><slowo_obce>ceregiele</slowo_obce> (lp. ceregiela) --- zachowywanie się w sposób zgodny z konwencjami, zbyt grzeczny.</pe> ja się obyć mogę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1209037184125"/><motyw id="m1209037184125">Dom</motyw>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czcić panią, to powinność i chęć nasza szczera;/
Lecz dlaczego się pani tak prędko wybiera?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bo nie mogę już patrzeć na nieład w tym domu,/
Gdzie, aby mnie dogodzić, nie przeszło nikomu/
Przez głowę. Każdy by się nieporządkiem zrażał!/
Na to com ja mówiła nikt tu nie uważał;/
Nikogo nie szanują, naraz<pe><slowo_obce>naraz</slowo_obce> --- tu: jednocześnie.</pe> mówi wielu,/
Jednym słowem, porządek, jak w wieży Babelu<pe><slowo_obce>wieża Babel</slowo_obce> --- według biblijnej opowieści (por. Rdz 11) wieża ta miała w zamierzeniu swych budowniczych sięgać szczytem nieba i stała się symbolem przeciwstawienia się ludzi Bogu. Aby udaremnić ludzkie plany, Bóg pomieszał języki budowniczych, którzy nie mogąc się ze sobą porozumieć, nie mogli także dokończyć budowy.</pe>.<end id="e1209037184125"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1209037200734"/><motyw id="m1209037200734">Sługa</motyw>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdy...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tyś jest pokojówka niezbyt w pracy prędka;</wers_cd>/
Lecz za to mocna w gębie i impertynentka<pe><slowo_obce>impertynentka</slowo_obce> --- osoba zuchwała i bezczelna, lekceważąca innych.</pe>;/
O wszystkim umiesz gadać, kłócisz się zażarcie<pe><slowo_obce>zażarcie</slowo_obce> --- uparcie.</pe>.<end id="e1209037200734"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lecz...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1214330062417"/><motyw id="m1214330062417">Syn</motyw><wers_cd>Ty bo jesteś głupiec, mówię to otwarcie</wers_cd>/
Jako babka, mój wnuku; to jest moje zdanie./
Mówiłam twemu ojcu, że nie będzie w stanie/
Dochować się niczego z ciebie: jesteś trzpiotem<pe><slowo_obce>trzpiot</slowo_obce> --- osoba beztroska, niepoważna.</pe>,/
Nicponiem<pe><slowo_obce>nicpoń</slowo_obce> --- łobuz.</pe>. Sam w przyszłości przekonasz się o tem.<end id="e1214330062417"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Sądzę...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ty jego siostra, udajesz skromniutką,</wers_cd>/
Potulną, taką grzeczną, usłużną, milutką,/
Lecz wiesz, że cicha woda, to mówią, rwie brzegi,/
Wiem ja, jak trzeba sądzić te twoje wybiegi.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELWIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jednak...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1214327830798"/><motyw id="m1214327830798">Matka, Żona</motyw>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Moja synowo, przepraszam cię bardzo,</wers_cd>/
Ale chociaż w tym domu moim zdaniem gardzą,/
Muszę powiedzieć, że ty, zamiast do ostatka/
Dawać im dobry przykład z siebie, jak ich matka/
Nieboszka, rozrzutnicą jesteś i co rani/
Moje serce, ubierasz się jak wielka pani./
Gdy mężowi się tylko chce podobać żona,/
Nie chodzi jak księżniczka świetnie wystrojona.<end id="e1214327830798"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ależ pani, wszak także winnaś mieć w rachubie...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pana, jako jej brata, oceniam i lubię,/
Ale jej mąż, a mój syn, zrobiłby rozumnie,/
Gdyby powiedział panu: przestań bywać u mnie./
Zdania, które pan ciągle wygłaszać się trudzi,/
Wstręt tylko sprawiać mogą u poczciwych ludzi./
Że nazbyt szczerą jestem, może mi pan powie,/
Lecz u mnie prosto z mostu, co w myśli, to w mowie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1214330134688"/><motyw id="m1214330134688">Świętoszek</motyw>Tartuffe babuni, który pragnie jak najszczerzéj...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To zacny człowiek, jego rad słuchać należy/
I najbardziej mnie złości, jeszcze do tej pory,/
By taki jak ty wariat śmiał z nim wodzić spory.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Więc ja się może wcale nie będę opierał,/
By ten bałwan tyranię nade mną wywierał./
Tu rozrywki nie szukaj, nie myśl o zabawie,/
Chyba, że ten pan na nią zezwoli łaskawie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdyby chcieć skłonić głowę przed taką pochodnią,/
To wszystko co się robi od razu jest zbrodnią./
Wszędzie się wtrąci, wyrok da na każdą stronę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co on osądzi, to jest dobrze osądzone./
On chce was zbawić, wspierać, gdy się które chyli;/
Mój syn powinien kazać, byście go lubili.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nikt i nawet mój ojciec, nie ma takiej siły,/
Ażeby ten jegomość stał się dla mnie miły,/
Z wstrętnego. Kłamać nie chcę i wyznaję szczerze,/
Że na jego zrzędzenie złość mnie wściekła bierze./
Ja już od dawna chwilę tę przeczuwam w duchu,/
Jak do strasznego dojdę z tym łotrem wybuchu.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A toż to skandal! gdyby opowiedzieć komu!/
Założył tu kwaterę, jak we własnym domu;/
Łapserdak<pe><slowo_obce>Łapserdak</slowo_obce> --- ktoś, kto chodzi podarty, w zniszczonych ubraniach lub potocznie: nicpoń, łobuz.</pe>, co jak przyszedł, buty miał podarte,/
A ubranie szelągów<pe><slowo_obce>szeląg</slowo_obce> --- dawn. drobna moneta miedziana.</pe> dziesięciu nie warte; ---/
Dziś już do tego doszedł, że się zapomina,/
Wszystkim rządzi i pana udawać zaczyna.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Klnę się życiem, że dobrze by tu rzeczy stały,/
Gdyby pobożne jego chęci rządzić miały.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zdaniem pani, on świętym zostanie niedługo,/
Hipokryta, obłudnik, razem z swoim sługą.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To język!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jego razem z Wawrzyńcem tak cenię,</wers_cd>/
Że nic bym im nie dała, jak na poręczenie<pe><slowo_obce>nic bym im nie dała, jak na poręczenie</slowo_obce> --- tylko za poręczeniem czyimś, na znak nieufności właśnie.</pe>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Sługi nie znam, więc nie chcę o niego wieść<pe><slowo_obce>wieść</slowo_obce> --- tutaj: prowadzić.</pe> wojny,/
Za pana ręczę, że jest zacny i spokojny;/
A z was każde na niego sroży się<pe><slowo_obce>srożyć się</slowo_obce> --- gniewać się.</pe> i boczy<pe><slowo_obce>boczyć się</slowo_obce> --- być obrażonym, okazywać komuś swoją niechęć.</pe>/
Za to, że on wam prawdę gorzką rzuca w oczy:/
Że przeciwko grzechowi opornie stać trzeba./
Jedynym jego celem, zasługa dla nieba.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak! dlaczegóż, szczególniej od pewnego czasu,/
Gdy kto tu przyjdzie, on wnet narobi hałasu?/
Za każde odwiedziny niebo tak surowe/
Z ust tego pana gromy ciska nam na głowę./
A mówiąc między nami, nieba nas tak straszą/
Za to, że on zazdrosny jest o panią naszą.<end id="e1214330134688"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1209037793546"/><motyw id="m1209037793546">Plotka</motyw>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Milcz, nie wiesz o czym mówisz, przecież twojej pani/
Te odwiedziny nie on jeden tylko gani./
Ciągła stacja powozów od nocy do rana/
I czereda<pe><slowo_obce>czereda</slowo_obce> --- gromada.</pe> lokajów przed drzwiami zebrana/
Waszego domu, co się na chwilę nie zmienia,/
Na sąsiadach nie robią dobrego wrażenia./
Przypuszczam, w gruncie rzeczy, że złe stąd nie spadnie;/
Lecz wreszcie mówią o tym, a to już nieładnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1198956378066"/><motyw id="m1198956378066">Obyczaje</motyw>Jak to? Chcesz pani wstrzymać gawędy i plotki?/
A toż by ciężar życia dopiero był słodki,/
Gdy ktoś w uprzedzeniu tak głupim się zaciął,/
By dlatego miał zrzekać się swoich przyjaciół./
Przypuśćmy, że w ten sposób ktoś swe życie zmienia,/
Sądzisz pani, że wszystkich zmusi do milczenia?/
Przeciw obmowie nie ma na świecie warowni,/
Więc niechaj robią plotki ludzie zbyt wymowni;/
Zostawmy im swobodę, niech ględzą od rzeczy,/
Własna nasza niewinność obmowie zaprzeczy.<end id="e1198956378066"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czy to nie Dafne czasem, z tą śliczniutką lalą,/
Swoim mężem, tak pięknie za oczy<pe><slowo_obce>za oczy</slowo_obce> --- tu: za oczami (por. zaocznie), za plecami.</pe> nas chwalą?/
Dziwna rzecz, co się dzieje z tych plotkarzów rzeszą;/
Że ci najgłośniej krzyczą, co najwięcej grzeszą;/
A osoby najbardziej w obmowie zażarte/
Są te, których uczynki tylko śmiechu warte./
Z najmniejszego uczucia wnet ich język kreśli/
Taki obraz, by świat w tym dopatrzył złej myśli/
I cieszą się na innych kiedy potwarz<pe><slowo_obce>potwarz</slowo_obce> --- oszczerstwo.</pe> rzucą,/
Że tym uwagę świata od siebie odwrócą;/
Lub że ciężar opinii, co ich barki tłoczy,/
Spadnie, kiedy na innych błotem cisną w oczy.<end id="e1209037793546"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Z waszych gadanin skutek żaden nie wyrasta./
Wszak pani Oronte pewno jest zacna niewiasta,/
Modlitwą wciąż zajęta; a słyszę od ludzi,/
Że to, co się tu dzieje zgorszenie w niej budzi.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1209037970281"/><motyw id="m1209037970281">Młodość, Starość, Grzech, Pobożność</motyw>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ta pani jest wyborna, przykład mnie zachwyca!/
Wiemy, że dzisiaj żyje tak jak pustelnica,/
Lecz to z wiekiem spłynęły na nią łaski boże,/
Jest skromną, bo niestety, już grzeszyć nie może./
Miała dość wielbicieli, a choć dzisiaj pości,/
Jednak dobrze umiała korzystać z młodości;/
Dopiero kiedy uciech zamknęła się brama,/
Od świata, co ją rzucił, niby stroni sama,/
By pod szumną zasłoną skromności bez granic/
Schować resztki urody, co już dzisiaj na nic./
<begin id="b1214330538899"/><motyw id="m1214330538899">Kobieta, Kochanek</motyw>Kokietka<pe><slowo_obce>Kokietka</slowo_obce> --- kobieta, która pragnie swoimi wdziękami wzbudzić zainteresowanie.</pe> w pobożną się zamienia nieznacznie;/
Gdy grono wielbicieli dezertować<pe><slowo_obce>dezertować</slowo_obce> --- dezerterować, uciekać.</pe> zacznie/
I, aby ciężką stratę z poddaniem przeniosła,/
W smutnej chwili zostaje dewotką z rzemiosła.<end id="e1214330538899"/>/
Wtedy w swoim zadaniu ostrym i surowem/
Nikomu nie przebaczy, wszystko skarci słowem,/
Nic nie może być skrytym dla takiej jejmości,/
<begin id="b1214330647058"/><motyw id="m1214330647058">Zazdrość</motyw>Głośno gromi za wszystko, lecz tylko z zazdrości,/
Że innej się uśmiecha ta rozkoszy czara,/
Do której, ona czuje sama, że za stara.<end id="e1214330647058"/><end id="e1209037970281"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Elmiry</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Otóż synowo! jakie ciebie bawią baśnie,/
Ty sama w ich tworzeniu pierwszą jesteś właśnie,/
A ci, co chcą zaprzeczyć, tu się mówić boją,/
Ale i ja z kolei wypowiem myśl moją./
Powiem, że syna mego podwójnie stąd cenię,/
Iż tak zacnej osobie dał tu pomieszczenie;/
Że go niebo w swej łasce zesłało w te stronę,/
Aby wam naprostował głowy przewrócone;/
Że jego nauk słuchać powinniście radzi<pe><slowo_obce>radzi</slowo_obce> --- zadowoleni, z radością.</pe>,/
Bo on was do zbawienia najprościej prowadzi./
<begin id="b1214330851244"/><motyw id="m1214330851244">Grzech, Szatan</motyw>Ci goście, to czereda nic a nic nie warta;/
Te bale, odwiedziny, to pokusy czarta,/
Tam pobożnej rozmowy nie usłyszysz słowa,/
<begin id="b1214331046295"/><motyw id="m1214331046295">Diabeł, Plotka</motyw>Tam śpiewy i dowcipy, w których grzech się chowa.<end id="e1214330851244"/>/
A jeśli się wypadkiem od zgorszeń ustrzegą,/
To już co najmniej muszą obmawiać bliźniego./
Na koniec, nikt rozsądny nie weźmie udziału,/
W tych zebraniach, bo głowę straciłby pomału:/
Tu się tysiące plotek w jednej chwili tworzy,/
I bardzo słusznie mówił jeden sługa boży,/
<begin id="b1214330912780"/><motyw id="m1214330912780">Lekarz</motyw>Doktor, ale nabożny mimo medycyny<end id="e1214330912780"/>,/
Że te wszystkie zebrania, to diabelskie młyny,/
Na których się na pytel<pe><slowo_obce>pytel</slowo_obce> --- odsiewacz.</pe> czarta mąkę miele<end id="e1214331046295"/>,/
I wnet nam opowiedział, nie straciwszy wiele/
Czasu, historię o tym...</strofa>
<didaskalia>wskazuje na <osoba>Kleanta</osoba></didaskalia>
<strofa><wers_cd>Już się pan wyśmiewa!</wers_cd>/
Śmiej się pan sobie z dudków<pe><slowo_obce>dudek</slowo_obce> --- głupek.</pe> u których pan bywa.</strofa>
<didaskalia>do <osoba>Elmiry</osoba></didaskalia>
<strofa>I bez... Moja synowo, żegnam, nic nie powiem/
Więcej. --- Gdy te wizyty mam przypłacać zdrowiem,/
Już tutaj moja noga więcej nie postanie.</strofa>
<didaskalia>dając policzek <osoba>Flipocie</osoba></didaskalia>
<strofa>Cóż to... czy ty chcesz wróbla połknąć na śniadanie./
Tak gębę rozdziawiłaś. No, chodź ty papugo,/
I śpiesz się; już i tak tu bawiłam za długo.<end id="e1198956224155"/></strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA II</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Kleant</osoba>, <osoba>Doryna</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O ja nie pójdę za nią, wolę tu pozostać,/
Niż jeszcze reprymandę<pe><slowo_obce>reprymanda</slowo_obce> (dziś: reprymenda) --- skarcenie, upomnienie.</pe> przy drzwiach od niej dostać,/
A to sobie staruszka, co jeszcze wytrzyma...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czemuż tego nie słyszy! Szkoda że jej nie ma!/
Powiedziałaby panu z miną zagniewaną:/
Jeszcze nie jestem w wieku, aby mnie tak zwano.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A to furia<pe><slowo_obce>furia</slowo_obce> --- w mit. rz. Furie (noszące w mit. gr. nazwę Erynii) były uosobieniem zemsty, ścigały przestępców (szczególnie morderców, np. Orestesa), dręcząc ich poczuciem winy i doprowadzając do obłędu.</pe>! doprawdy, jakaś dziwna zmiana; ---/
Snać<pe><slowo_obce>Snać</slowo_obce> --- zapewne.</pe> przez tego Tartuffe’a taka opętana.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Z tego niech pan pojęcie o synu wytworzy./
Jak go zobaczysz, powiesz: no tutaj to gorzéj!/
W służbie królewskiej dawał dowody odwagi,/
Był pełen poświęcenia i męskiej rozwagi;/
<begin id="b1214331576991"/><motyw id="m1214331576991">Miłość</motyw>Teraz ten człowiek chodzi jakby ogłupiały,/
Tak tym nędznym Tartuffem zajęty jest cały./
Nazywa go swym bratem i kocha go więcéj/
Stokroć niż żonę, dzieci. Od kilku miesięcy/
Wszystkie swoje sekreta<pe><slowo_obce>sekreta</slowo_obce> --- dziś: sekrety.</pe> zwierza mu najszczerzéj;/
Co on każe, to robi; jak w świętego wierzy;/
Pieści go i całuje, że, sądząc najprościéj,/
Dla kochanki nie można mieć większej miłości./
Przy stole pierwsze miejsce daje mu jak księciu/
I cieszy się, gdy żarłok zjada za dziesięciu;/
A gdy na odbijanie tamtemu się zbiera,/
Ten woła w tejże chwili: niech cię Pan Bóg wspiera./
Prawie --- szaleje za nim, w nim widzi świat cały,<end id="e1214331576991"/>/
Bez przestanku<pe><slowo_obce>Bez przestanku</slowo_obce> --- bezustannie.</pe> na ustach ma jego pochwały;/
To jest jego bohater, jego serce, głowa,/
Uwielbia go, powtarza tylko jego słowa;/
Każdy wyraz wyrocznią, --- tak z nim myśli zgodnie;/
A cokolwiek on zrobi, to cud niezawodnie./
Tamten zna swą ofiarę, więc się też wysila,/
Aby go pozorami omamiać co chwila,/
Wyłudzając u niego pieniądze nieznacznie./
Cóż dopiero gdy na nas wszystkich zrzędzić zacznie,/
Nie daruje nikomu. Lecz nie dosyć jeszcze;/
Ten bałwan, jego lokaj, chwycił nas w swe kleszcze;/
Prawi nam reprymandy śmiesznie niesłychanie./
I wyrzuca róż, muszki nasze i ubranie;/
Hultaj ten tak się wczoraj już zapomniał przecie,/
Że podarł chustkę, którą znalazł w Świętych Kwiecie,/
Mówiąc, że to jest zbrodnia straszna, niesłychana,/
Mieszać ze świętościami przybory szatana.</strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA III</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Elmira</osoba>, <osoba>Marianna</osoba>, <osoba>Damis</osoba>, <osoba>Kleant</osoba>, <osoba>Doryna</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Kleanta</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Dziękuj Bogu, żeś został; minęła cię cała/
Nauka, co się przy drzwiach nam jeszcze dostała./
Postrzegłam męża, on mnie nie widział, więc skrycie/
Pójdę na górę czekać na jego przybycie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja tu, by go powitać, oczekiwać będę,/
Bo nie mam czasu zostać na dłuższą gawędę.</strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA IV</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Kleant</osoba>, <osoba>Damis</osoba>, <osoba>Doryna</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niechaj wuj mu coś wspomni i o mojej siostrze,/
O jej ślubie z Walerym; chociaż tu najprostsze/
Snuje się przypuszczenie, że Tartuffe źle wpływa/
Na ojca. Wszak z Walerym byłaby szczęśliwa/
I gdyby na mój związek chciał zezwolić jeszcze,/
To siostra Walerego, tą myślą się pieszczę,/
Byłaby...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wchodzi. Cicho.</wers_cd></strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA V</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Orgon</osoba>, <osoba>Kleant</osoba>, <osoba>Doryna</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>A, dzień dobry, szwagrze.</wers_cd>/
Cieszę się, że cię widzę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ja się cieszę także.</wers_cd>/
Właśnie miałem wychodzić, lecz teraz zostanę./
Cóż tam na wsi, czas piękny, zboże już zasiane?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Kleanta</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Doryna. Pozwól, szwagrze, na chwileczkę małą,/
Muszę się jej wypytać, co się w domu działo.</strofa>
<didaskalia>do <osoba>Doryny</osoba></didaskalia>
<strofa>No! niechajże mi panna nowiny opowié;/
Przez te dwa dni co słychać, czy wszyscy tu zdrowi?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1198958830683"/><motyw id="m1198958830683">Choroba, Pozory, Mąż, Żona</motyw>Pani dostała jakiejś gorączki nerwowéj,/
Miała dreszcze, bezsenność i straszny ból głowy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A Tartuffe?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>W jego zdrowiu nie ma żadnej zmiany;</wers_cd>/
Zawsze jest tłusty, gruby, świeżutki, rumiany.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Biedny człowiek!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Osłabła z tego i pobladła.</wers_cd>/
Wieczorem przy kolacji nic a nic nie jadła,/
Ten ból głowy tak wielki snać wpływ na nią czyni.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A Tartuffe?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Do wieczerzy sam jeden siadł przy niéj</wers_cd>/
I z całą pobożnością w sposób dosyć łatwy,/
Zjadł potrawkę cielęcą i dwie kuropatwy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Biedny człowiek!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>W gorączce tak noc przeszła cała,</wers_cd>/
Że ani jednej chwili do rana nie spała;/
Miała poty gwałtowne i w strasznej obawie/
Czuwaliśmy nad panią, aż do rana prawie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A Tartuffe?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Po jedzenia nazbyt ciężkim znoju<pe><slowo_obce>znój</slowo_obce> --- trud.</pe>,</wers_cd>/
Przeszedł wprost od kolacji do swego pokoju,/
A czując, iż sen wkrótce już morzyć go zacznie,/
W wygrzanym łóżku przespał aż do rana smacznie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Biedny człowiek!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1198958872904"/><motyw id="m1198958872904">Krew, Wino</motyw>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Gdy tak noc przeszła prawie cała,</wers_cd>/
Na nasze prośby rano krwi upuścić dała;/
Skutek nastąpił prędko, ulżyło zupełnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A Tartuffe?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wyspawszy się w puchu i bawełnie,</wers_cd>/
Ażeby skrócić smutek, który serce rani,/
I pokryć krew, co rankiem utraciła pani,/
Cztery kieliszki wina wypił na śniadanie.<end id="e1198958872904"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Biedny człowiek!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Teraz już wszystko w dobrym stanie</wers_cd>/
I biegnę, by uprzedzić panią; niech się dowie,/
Z jaką pan troskliwością pytał o jej zdrowie.<end id="e1198958830683"/></strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA VI</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Kleant</osoba>, <osoba>Orgon</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W nos ci się śmieje, szwagrze i powiem najprościéj,/
Nie chcąc cię jednak wcale pobudzać do złości,/
Że ma słuszność zupełną. Boż to rzeczy nowe,/
By ktoś kaprysem takim nabił sobie głowę./
Człowiek ten tak myśl twoją zajął bez podziału,/
Żeś o wszystkim dla niego zapomniał pomału./
I on, co się pieniędzmi twymi wzmógł<pe><slowo_obce>pieniędzmi twymi wzmógł</slowo_obce> --- wzbogacił się twoimi pieniędzmi.</pe> po stracie/
Swego i z nędzy tutaj...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wstrzymaj się, mój bracie!</wers_cd>/
Nie znasz tego, o którym mówisz... więc w tym względzie...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie znam go, kiedy tak chcesz, zgoda, niech tak będzie;/
Więc cóż to jest za człowiek? toż na wszystkie strony...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bracie mój! poznawszy go, byłbyś zachwycony,/
Nie chciałbyś się z nim rozstać do zawarcia powiek<pe><slowo_obce>do zawarcia powiek</slowo_obce> --- do zamknięcia powiek, tj. do śmierci.</pe>./
To jest człowiek... który... ach... człowiek... to jest człowiek!/
Trzyma się zasad, w których spokój się zamyka,/
I na świat cały patrzy jak gdyby z dymnika<pe><slowo_obce>dymnik</slowo_obce> --- malutkie okienko w dachu, które służy do wentylacji.</pe>./
Tak, ja się zmieniam, gdy mnie jego rady strzegą,/
On mnie uczy skłonności nie mieć do niczego;/
Przez niego wszelka miłość w mej duszy się starła;/
Mógłby brat umrzeć, dzieci, matka by umarła,/
Lub żona, to mnie wszystko obchodzi, ot tyle...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A to uczucia ludzkie, w całej swojej sile.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1199029950758"/><motyw id="m1199029950758">Głupiec, Głupota, Pozory</motyw>Gdybyś go poznał, bracie, jak ja go poznałem,/
To byś go pewno również kochał sercem całem./
<begin id="b1209038811875"/><motyw id="m1209038811875">Modlitwa</motyw>Do kościoła modlić się przychodził co rana/
I tuż przy mnie bliziutko padał na kolana;/
A zebrane osoby wciąż okiem zań wiodły,/
By widzieć, z jaką skruchą zasyła swe modły/
Do nieba. Bo westchnienia wciąż wydając srogie,/
Co chwila bił się w piersi, lub czołem w podłogę,/
A kiedym ja wychodził, on biegł niestrudzony/
Uprzedzić mnie, by podać mi wody święconéj.<end id="e1209038811875"/>/
Jego chłopiec mi wszystko szczerze opowiadał/
Kim był; a gdym ubóstwo jego już wybadał,/
Podawałem mu wsparcie, lecz skromny bez miary,/
Chciał mi zawsze oddawać część mojej ofiary;/
Odbierz połowę, mówił, to nadto wspaniale,/
By taką wzbudzać litość jam niegodny wcale./
A gdym uparcie twierdził, że przeciwnie sądzę,/
On w mych oczach rozdzielał biednym te pieniądze./
Niebo go w końcu zsyła do mego siedliska/
I odtąd dom mój cały pomyślnością błyska;/
<begin id="b1214332942198"/><motyw id="m1214332942198">Mąż, Żona</motyw>On tu wszystko poprawia, nawet moją żonę,/
O mój honor staranie ma nieocenione;/
Zazdrośniejszy niż ja sam o nią; mej czci broni/
I wskazuje mi wszystkich, co się wdzięczą do niéj.<end id="e1214332942198"/>/
<begin id="b1214333019861"/><motyw id="m1214333019861">Grzech, Świętoszek, Wyrzuty sumienia</motyw>Gdybyś wiedział, jak zacnie jego myśli biegą!/
Lada drobnostka grzechem wielkim jest u niego,/
O jedno nic, oskarżyć się przychodzi skromnie./
Ot, niedawno, ze skruchą wielką przyszedł do mnie,/
Z wyznaniem, tym cię pewno rozczulę i zdziwię,/
Że, modląc się, złapaną pchłę zabił złośliwie.<end id="e1214333019861"/><end id="e1199029950758"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mój bracie, skończ te żarty. Kpisz ze mnie tą mową,/
Albo będę przypuszczał, żeś sam pokpił głową./
Czy ty myślisz, że jaki wpływ na kogo czyni...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mój szwagrze, tak przemawiać zwykli libertyni<pe><slowo_obce>libertyn</slowo_obce> --- osoba głosząca poglądy skierowane przeciwko autorytetowi kleru, religii i tradycyjnej obyczajowości. Libertyznim to ruch umysłowy, który w XVII w. rozwijał się we Francji.</pe>./
Ja wiem, że ty się w duszy nosisz z taką plamą./
Jużem ci z dziesięć razy powtarzał to samo,/
Że to ci jakie przykre zajście kiedyś wzbudzi.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1199029880397"/><motyw id="m1199029880397">Obyczaje, Pobożność</motyw>Oto sposób mówienia takich jak ty ludzi./
Każdy z was chce, by jak on wszyscy byli ślepi,/
A ten jest libertynem, który patrzy lepiéj:/
Kto przed waszym bałwanem czołem nie uderzy,/
Ten nie uznaje świętych, ten już w nic nie wierzy./
Lecz taki człowiek jak ja o trwogę nie pyta,/
Wiem co mówię, a Pan Bóg w moim sercu czyta./
Wasze gadania we mnie nie obudzą skruchy,/
<begin id="b1214333230130"/><motyw id="m1214333230130">Odwaga</motyw>Są obłudnie nabożni, jak udane zuchy;/
Nie ten odważny, który nazbyt wiele gada,/
Ale ten, co dowody swej odwagi składa.<end id="e1214333230130"/>/
Tak samo podziwienia we mnie nie obudzi/
Ten, co z wielkim efektem modli się dla ludzi./
A więc ciebie każdemu okłamać się uda?/
<begin id="b1214333309189"/><motyw id="m1214333309189">Maska, Pozory, Prawda</motyw>Wszystko jedno, pobożność szczera, czy obłuda,/
Jednakową w pojęciu twym znajdują łaskę,/
I jednakowo cenisz twarz człeka i maskę?/
Sztuka i szczerość, jedno uczucie wyrodzi<pe><slowo_obce>wyrodzi</slowo_obce> --- rodzi</pe>,/
A pozór czyż dla ciebie za prawdę uchodzi?/
Więc różnicy osoby od widma nie czujesz,/
A fałszywe pieniądze za dobre przyjmujesz?<end id="e1214333309189"/>/
<begin id="b1199030647540"/><motyw id="m1199030647540">Kondycja ludzka, Los, Życie jako wędrówka</motyw>Ludzie po większej części dziwną idą drogą,/
Nic prawie nigdy słusznie ocenić nie mogą,/
Miara rozsądku nadto ich siły obarczy,/
Im granica rozumu nigdy nie wystarczy./
Muszą koniecznie popsuć rzecz w zasadzie piękną,/
Chcąc w niej iść tak daleko, że aż ramy pękną.<end id="e1199030647540"/>/
Ja ci szwagrze nawiasem mówię moje zdanie.<end id="e1199029880397"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, ty jesteś doktorem wielkim niesłychanie,/
Świat ci dowód uznania śle na wszystkie strony/
Ty jeden jesteś mądry, ty jeden uczony,/
Wyrocznia, Katon drugi, i w tobie się kupi/
Cały rozum, a wszyscy są przy tobie głupi.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, uczonym doktorem ja nie jestem --- wcale,/
Zbytnią moją nauką także się nie chwalę,/
W sobie tylko różnicę tę od innych widzę,/
Że umiem poznać prawdę, a fałszem się brzydzę./
Ja oceniam człowieka z przekonaniem szczerem,/
Kto jest zacny, pobożny, ten mi bohaterem,/
Równie dobrym, jak każdy inny; bo choć skrycie/
On także dla ludzkości poświęca swe życie./
<begin id="b1199031496290"/><motyw id="m1199031496290">Pozory, Przebranie, Świętoszek</motyw>Ale za to pogardy godzien, nie uznania/
Ten, kto się pobożnością udaną zasłania./
<begin id="b1199031574312"/><motyw id="m1199031574312">Pobożność, Korzyść, Pieniądz</motyw>Nikczemni komedianci, szarlatani podli,/
Z których każdy po to się tak namiętnie modli,/
Ażeby tej modlitwy użyć za narzędzie/
Do swych celów niegodnych i to, co jest wszędzie/
Najszczytniejszym dla ludzi, wielkim i podniosłem,/
U nich stało się handlem, nikczemnym rzemiosłem./
Pieniądze i godności, oto są ich cele,/
Za to się biją w piersi i modlą w kościele,/
Aby w zręcznie osnutym tej obłudy wątku,/
Idąc niebieskim szlakiem dojść aż do majątku./
Każdy, modląc się, poszcząc, przy tym żebrze dzielnie,/
<begin id="b1214333921297"/><motyw id="m1214333921297">Błoto, Zemsta</motyw>A będąc w świcie króla --- zaleca pustelnie./
Pod zasłoną pokory zasypują błotem;/
Mściwość, gwałtowność, skąpstwo zwykłym ich przymiotem./
Zgubią kogo, lub straszną dokuczą mu męką,/
Dowodząc, że to Pan Bóg kierował ich ręką/
I przekonają wszystkich, że zgubić potrzeba/
Kogoś, bo to jest wielka zasługa dla nieba./
<begin id="b1214333947868"/><motyw id="m1214333947868">Dziecko, Religia</motyw>A tym niebezpieczniejsza jest ta broń zdradziecka,/
Że schylać głowę przed nią uczą nas od dziecka,/
I ta zemsta straszliwa musi im ujść płazem,/
Bo oni poświęcanym mordują żelazem.<end id="e1214333947868"/><end id="e1214333921297"/>/
Taki oszust zbyt często na oko ci wpadnie,/
Lecz uczciwych odróżnisz od nich bardzo snadnie<pe><slowo_obce>snadnie</slowo_obce> --- łatwo.</pe>,/
A nasz wiek słusznie szczycić może się w tej mierze,<end id="e1199031496290"/>/
Że ma ludzi uczciwych, co się modlą szczerze./
Weź, bracie, Arystona, patrz na Peryandra,/
Oronta, Alcydama, spojrzyj na Klitandra,/
Oto ludzie pobożni, zacni w samej rzeczy,/
Którym nikt uczciwości pewno nie zaprzeczy;/
Ci komedią obłudną na lep cię nie schwycą,/
Nie pysznią się z modlitwy, ze skruchy nie szczycą;/
Każdy czyn nasz na pewno ich krytyk nie wzbudzi,/
Z cnoty się nie wywyższą ponad innych ludzi;/
W pogardzie słów, za tamtych nie zmierzają śladem/
I nawracają innych tylko swym przykładem./
Wiedzą, że w sądzie swoim często ludzie błądzą,/
Prędzej dobrze z pozorów niżli źle osądzą,/
Plotek, intryg nie robią pewnie w każdej chwili,/
I o to się starają, by uczciwie żyli./
<begin id="b1214334211706"/><motyw id="m1214334211706">Grzech</motyw>Ich zasada życiowa tylko się zamyka/
W tym, by mieć wstręt do grzechu, lecz nie do grzesznika,/
Słusznie myślą, że grzech się przez pokutę zmaże,/
Więc nie należy karać srożej, jak Bóg karze.<end id="e1214334211706"/>/
Oto są właśnie ludzie, jakich ja znam dużo,/
Tacy słusznie za przykład wszystkim innym służą<end id="e1199031574312"/>./
Ale ten twój jegomość, to ci powiem szczerze,/
Chociaż ty jego cnotę chwalisz w dobrej wierze,/
Nie jest takim, sprawdzisz to nie czekając długo.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czy już skończyłeś?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak jest.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<didaskalia>odchodząc</didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Zostaję twym sługą.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pozostań, szwagrze, dajmy pokój tej rozmowie,/
Mam tu do niej inny przedmiot: pamiętasz o słowie,/
Któreś dał Waleremu? Wszakże narzeczony/
Twej córki?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Dzień ślubu już był naznaczony?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Prawda.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czemuż opóźniasz ten związek serc ścisły?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie wiem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czyżbyś miał w głowie przeciwne zamysły?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Być może.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Złamać słowo miałżebyś powody?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tego nie mówię.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Zatem, gdy nie ma przeszkody,</wers_cd>/
Dotrzymasz obietnicy, wszystko już gotowe.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To względne.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wykrętami na co suszyć głowę!</wers_cd>/
Ażebym cię wybadał prosił mnie Walery.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dzięki niebu.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Daj słówko odpowiedzi szczeréj.</wers_cd>/
Cóż mu mam zanieść?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co chcesz.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Kłamstwem się nie zmażę.</wers_cd>/
Twoja wola?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Zrobić to, co mi niebo każe.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja ci wprost i otwarcie zapytanie czynię,/
Dałeś mu słowo, zechcesz dotrzymać, tak --- czy nie?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Żegnam.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<didaskalia>sam</didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>A! to Walery spotka się z kłopotem;</wers_cd>/
Muszę iść, aby wcześnie uprzedzić go o tem.</strofa></kwestia>










<naglowek_akt>AKT DRUGI</naglowek_akt>





<naglowek_scena>SCENA I</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Orgon</osoba> i <osoba>Marianna</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Marianno!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Słucham ojca.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Zbliż się, moje dziecię.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Orgona</osoba>, który zagląda do gabinetu</didaskalia>
<kwestia><strofa><begin id="b1199038146212"/><motyw id="m1199038146212">Córka, Ojciec</motyw>Czy ojciec szuka czego?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie, ale w sekrecie</wers_cd>/
Chciałbym pomówić z tobą, więc patrzę dokoła,/
Czy kto nas tu z ukrycia podsłuchać nie zdoła,/
Lecz jesteśmy bezpieczni. Otóż uważ sobie,/
Że ja zawsze łagodność oceniałem w tobie/
I zawszem w tobie widział dziecko dla mnie drogie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Za to ja ojcu wdzięczną jestem, ile mogę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1199038215432"/><motyw id="m1199038215432">Miłość</motyw>Dobrze mówisz; lecz by ta miłość była trwała,/
Potrzeba, byś mej woli we wszystkim słuchała.<end id="e1199038215432"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1199038165700"/><motyw id="m1199038165700">Obyczaje</motyw>Posłuszeństwo, to córki największa ozdoba<end id="e1199038165700"/>.<end id="e1199038146212"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ślicznie. Powiedz, jak ci się pan Tartuffe podoba?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Komu? Mnie?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak jest, tobie. Wnet się rzecz pokaże,</wers_cd>/
Mów zatem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ja to powiem, co mi ojciec każe.</wers_cd></strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA II</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Orgon</osoba>, <osoba>Marianna</osoba>, <osoba>Doryna</osoba></didaskalia>

<didaskalia><osoba>Doryna</osoba> wchodzi po cichu i staje niepostrzeżona za Orgonem.</didaskalia><extra>do sprawdzenia skład z innymi wydaniami (skan 015, str. 23)</extra>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To rozumna odpowiedź. A więc mów w ten sposób,/
Że nie znasz przyjemniejszych i uczciwszych osób/
Nad niego, że w twym sercu nosisz jego postać/
I chciałabyś z mej woli żoną jego zostać./
Cóż?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Hę?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jak?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>No przecie.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Chyba słuch mnie myli?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ja mam powiedzieć, --- ojciec chciał w tej chwili,</wers_cd>/
Że czyją w sercu moim mam wyrytą postać,/
I czyją to ja żoną pragnęłabym zostać?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tartuffe’a.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie, w ten sposób ja mówić nie zacznę,</wers_cd>/
Na cóż kłamstwa powtarzać i takie dziwaczne!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Owszem powinnaś mówić prawdę, prawdę całą,/
Bo ja chcę, by to prawdą dla ciebie się stało.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to, ty myślisz ojcze...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak jest, córko, myślę</wers_cd>/
Tartuffe’a z naszym domem złączyć przez to ściśle,/
Więc małżeństwo, gdybyś go za męża przyjęła,/
Czego pragnę... gdyż ja chcę...</strofa>
<didaskalia>spostrzegając <osoba>Dorynę</osoba></didaskalia>
<strofa>Skądeś<pe><slowo_obce>Skądeś</slowo_obce> --- skrócone: skąd żeś.</pe> się tu wzięła?/
To dopiero musisz być stworzeniem ciekawem,/
By aż tu podsłuchiwać, no, i jakim prawem?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Doprawdy nie wiem jeszcze skąd się to zaczyna,/
Lecz to o tym zamiarze nie pierwsza nowina,/
Już mi ktoś o tym wspomniał, nie pamiętam właśnie/
Kto; ale uważałam to za prostą baśnię<pe><slowo_obce>baśnię</slowo_obce> --- popr. baśń.</pe>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Cóż to, wieść niemożliwa?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>I próżno się szerzy,</wers_cd>/
Chociaż pan sam to mówisz, nikt ci nie uwierzy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Uwierzą mi; jest środek na to dość utarty.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, tak, my wiemy, że pan mówisz to na żarty.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Żadnych żartów w tym nie ma, to nie jest udanie<pe><slowo_obce>udanie</slowo_obce> --- udawanie.</pe>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Strachy!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak, moja córko, to się wkrótce stanie.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niech panienka nic ojcu nie wierzy w tej chwili,/
Żartuje.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ależ mówię...</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Próżno się pan sili,</wers_cd>/
Nikt panu nie uwierzy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Bo cię mój gniew strwoży<pe><slowo_obce>strwożyć</slowo_obce> --- przestraszyć.</pe>...</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dobrze, już ci wierzymy, ale to tym gorzéj/
Dla pana. Jak to, pan chcesz by za pańską zgodą/
Takie rzeczy się działy? człowiek z siwą brodą,/
Taki jak pan, że się tak powiedzieć ośmielę...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Słuchaj--no, ty tu sobie pozwalasz za wiele,/
Wiedz o tym, że ja takiej śmiałości nie znoszę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mówmy bez gniewu, panie, o cierpliwość proszę,/
Czy pan sobie kpisz z ludzi, nawet myśleć o tem,/
Pańska córka ma złączyć się z takim bigotem<pe><slowo_obce>bigot</slowo_obce> --- dewot; człowiek przywiązujący przesadną wagę do zewnętrznych form pobożności, w istocie zaś hipokryta.</pe>!/
On ma inne zajęcia, pobożne rzemiosło,/
A potem to małżeństwo cóżby ci przyniosło?/
Jeśli nawet majątek od pana otrzyma,/
Toć brać zięcia gołego...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Milcz! <begin id="b1214414942089"/><motyw id="m1214414942089">Bieda, Pobożność, Szlachcic</motyw>jeśli nic nie ma,</wers_cd>/
Stąd zasługi dla niego i szacunku żniwo,/
Bo jego nędza, pewno jest nędzą uczciwą/
I każda wielkość na nią chętnie się zamienia./
Jeśli pozwolił obrać się ze swego mienia,/
To dlatego że nie chciał doczesnych dóbr świata,/
A myśl jego w wieczności przestworzach ulata./
Lecz moja pomoc wkrótce tak rzeczy rozstrzygnie,/
Że wróci do majątku, z kłopotów się dźwignie./
Jego dobra są znane w stronach skąd pochodzi,/
A on sam, jak go widzisz, ze szlachty się rodzi.<end id="e1214414942089"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, on to utrzymuje; może prawda, ale/
<begin id="b1199040491645"/><motyw id="m1199040491645">Pobożność, Świętoszek, Szlachcic</motyw>Ta próżność z pobożnością nie zgadza się wcale./
Kto staraniom o niebo oddaje się cały,/
Ten z urodzenia swego nie pożąda chwały,/
Nazwiskiem się nie szczyci w nierozsądnej dumie,/
Bo ambicja z pokorą złączyć się nie umie.<end id="e1199040491645"/>/
Na co ta pycha?... Widzę, że już się pan złości,/
Więc o samym już będę mówić jegomości./
<begin id="b1214415129976"/><motyw id="m1214415129976">Małżeństwo</motyw>Pan wyrzuty sumienia miałby nieustanne,/
Za takiego niezdarę wydać taką pannę./
A potem pomyśl--że pan, że w czas bardzo krótki,/
Z tego małżeństwa jakie wynikłyby skutki?/
Wiedz pan, że się kobiety cnotę tym naraża,/
Gdy przeciwko swej woli idzie do ołtarza/
I kiedy się jej skłonność gwałtem przezwycięża./
<begin id="b1199040696980"/><motyw id="m1199040696980">Cnota, Mąż, Żona</motyw>Cnota żony zależy od przymiotów męża<end id="e1199040696980"/>,/
A wyśmiani, których świat wytyka palcami,/
Żony swoje tym czym są, uczynili sami/
I niewierność w tym razie wcale nie jest zdrożna,/
Gdy męża w żaden sposób pokochać nie można./
A kto córkę chce gwałtem przymusić w tej mierze,/
Ten rachunek przed Bogiem za jej błędy bierze./
Pomyśl pan jaki ciężar uczujesz w tym względzie.<end id="e1214415129976"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A toć ona rozumu mnie dziś uczyć będzie!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lepiej byś pan tu rządził idąc za mym zdaniem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1199041054935"/><motyw id="m1199041054935">Córka, Dziecko, Ojciec</motyw>Zostaw ją, moja córko, z jej głupim gadaniem./
Co dla dziecka potrzeba ojciec wie najlepiéj<end id="e1199041054935"/>,/
Ten Walery niechaj się od ciebie odczepi;/
Dałem mu wprawdzie słowo, ale jego wina,/
Że jest graczem i mają go za libertyna./
Nie modli się, w kościele widują go mało.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chcesz pan, by nabożeństwa godzinę miał stałą./
Po to, by go widziano, ma bywać w kościele?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Proszę cię przestań i tak gadałaś za wiele./
<begin id="b1214415449097"/><motyw id="m1214415449097">Małżeństwo</motyw>Tamtemu niebo sprzyja i łaski ma boże,/
Jakież bogactwo ziemskie z tym zrównać się może?/
Wasz związek, gdy otrzymasz miano jego żony,/
Przyjemnością, słodyczą będzie przepełniony,/
Życie wam jakby w raju na modlitwie zleci,/
Jak turkawki<pe><slowo_obce>turkawka</slowo_obce> --- ptak podobny do gołębia</pe> będziecie żyć, jak małe dzieci;/
Nigdy zajść między wami, nigdy kłótni plama,/
Na koniec zrobisz z niego to, co zechcesz sama.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ona to zrobi z niego, że kozłem zostanie.<end id="e1214415449097"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Oj, to gada!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wygląda na to powołanie.</wers_cd>/
Mimo cnoty panienki, ja najmocniej wierzę,/
Że przeznaczenie jego spełni się w tej mierze.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1214415585542"/><motyw id="m1214415585542">Pan, Sługa, Małżeństwo</motyw>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przestań--że mi przerywać i przez miłość nieba,/
Nie sadzaj tam języka, gdzie go nie potrzeba.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jeżeli przez życzliwość pańskiej sprawy bronią...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Za wiele życzliwości, nie proszę cię o nią.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Z przywiązania...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ja nie chcę. Gdy ktoś nie pozwoli...</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A ja chcę pana kochać mimo pańskiej woli.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak czci pańskiej bronię jakby własnej głowy,</wers_cd>/
Nie chcę byś siebie rzucał na pastwę obmowy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przestaniesz ty mi gadać?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>To jest obowiązek,</wers_cd>/
Bronić panu, byś córce doradzał ten związek.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Będziesz milczeć ty wężu? bo zuchwalstwa znaki...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach! pan jesteś pobożny i w gniew wpadasz taki.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bo już mnie w wściekłość wprawia ta historia cała;/
Każę ci najsurowiej, ażebyś milczała.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dobrze, lecz będę myśleć; to pana nie złości?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Myśl sobie, kiedy tak chcesz, ale myśl w cichości.</strofa>
<didaskalia>do córki</didaskalia>
<strofa>I nie mów ani słowa. Ja wszystko w tej mierze/
Obmyślałem rozważnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>A to wściekłość bierze,</wers_cd>/
Nie móc mówić.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Z urody choć się nie przechwala,</wers_cd>/
Tartuffe jest jednak wcale...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak jest piękna lala.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przystojny i sympatię obudzić jest w stanie,/
Jego cnoty...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ślicznego mężulka dostanie.</strofa></kwestia>

<didaskalia><osoba>Orgon</osoba> obraca się do <osoba>Doryny</osoba> i z rękami założonymi wpatruje się w nią.</didaskalia>

<kwestia><strofa>Gdyby ze mną mężczyzna spełnił taką zbrodnię,/
Po ślubie karę za gwałt miałby niezawodnie,/
I zaraz po weselu doszedłby sekretu,/
Że kobieta ma zawsze pole do odwetu.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Doryny</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Więc moja wola za nic tu jest uważana.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czego pan chcesz, wszakże ja nie mówię do pana.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A cóż teraz robiłaś?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Do pana nic a nic,</wers_cd>/
Ja do siebie mówiłam.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Zuchwalstwo bez granic,</wers_cd>/
Lecz wnet je tęgim razem skrócę w sposób znany.</strofa>
<didaskalia>przygotowywa się do dania policzka <osoba>Dorynie</osoba> i za każdym wyrazem, który wymawia, obraca się do <osoba>Doryny</osoba>, która stoi nic nie mówiąc</didaskalia>
<strofa>Moja córko, powinnaś potwierdzić te plany,/
I jeśli wybór męża dla ciebie się zmienia,</strofa>
<didaskalia>do <osoba>Doryny</osoba></didaskalia>
<strofa>Mów--że co!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie mam sobie nic do powiedzenia.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tylko słóweczko.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ja chcę milczeć.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>To nie sztuka,</wers_cd>/
Czekałem tylko słówka.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Niech pan głupiej szuka.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<didaskalia>do córki</didaskalia>
<kwestia><strofa>Na koniec ojca wolę będziesz mieć na względzie,/
I sądzę, że małżeństwo wkrótce się odbędzie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<didaskalia>uciekając</didaskalia>
<kwestia><strofa>Ja za niego nie poszłabym za nic na świecie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<didaskalia>po daremnej próbie dania policzka <osoba>Dorynie</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Ty zarazę przy sobie trzymasz moje dziecię;/
Bez grzechu nie mógłbym tu wytrzymać z nią dłużéj,/
Tak mnie strasznie zmęczyła. Kłótnia umysł nuży,/
Pali mnie głowa, czuję, mówiłbym od rzeczy,/
Pójdę --- wolne powietrze może mnie uleczy.<end id="e1214415585542"/></strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA III</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Marianna</osoba>, <osoba>Doryna</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba><begin id="b1214416153216"/><motyw id="m1214416153216">Małżeństwo, Sługa, Córka</motyw>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Cóż znaczył ten w milczeniu upór nieustanny?/
Czyż to mnie wypadało przyjąć rolę panny?/
Ścierpieć by pannie związek radzono szalony,/
Bez żadnego oporu, bez słówka z twej strony.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1199041625665"/><motyw id="m1199041625665">Obyczaje, Ojciec</motyw>Przeciwko woli ojca cóż począć w potrzebie?<end id="e1199041625665"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Po prostu, taką groźbę odwrócić od siebie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Mówić, że w wyborze gusta same biegą,</wers_cd>/
Więc że dla siebie za mąż chcesz iść, nie dla niego;/
Ponieważ to dla ciebie ten związek się składa,/
Więc tobie, a nie ojcu wybierać wypada./
Gdy dla niego jest Tartuffe przystojny i młody,/
To może się z nim żenić bez żadnej przeszkody.<end id="e1214416153216"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1199041665473"/><motyw id="m1199041665473">Obyczaje, Ojciec</motyw>Przyznaję, władza ojca przejmuje mnie trwogą,/
Słowa oporu z ust mych wyrwać się nie mogą.<end id="e1199041665473"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Rezonujmy<pe><slowo_obce>rezonować</slowo_obce> --- tu: rozumować; częściej w znaczeniu pejoratywnym: mędrkować, wymądrzać się.</pe>: Walery kocha ciebie szczerze,/
A panienka go kocha? cóż?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Rozpacz mnie bierze!</wers_cd>/
Nawet i ty Doryno i ty jesteś w stanie/
Zrobić w sposób poważny, tak dziwne pytanie?/
<begin id="b1199041747761"/><motyw id="m1199041747761">Miłość</motyw>Czy żem ci ze sto razy o tym nie mówiła,/
Że go kocham i jaka jest mych uczuć siła?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Alboż ja wiem, czy serce mówiło przez usta?/
Czy to miłość prawdziwa, czy zabawa pusta?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Krzywdzisz mnie, kiedy wątpisz o tym choć na chwilę,/
Ja ukrywać tę miłość nawet się nie silę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Więc panna myśli o nim?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Stale, nieustannie.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak się zdaje, on również zakochany w pannie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak sądzę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Więc rzecz łatwa jest do przewidzenia,</wers_cd>/
Że chcecie się połączyć.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>O tak, bez wątpienia.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1199041805754"/><motyw id="m1199041805754">Małżeństwo, Samobójstwo</motyw>A z tym drugim co będzie, by skończyć ambaras?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak mi gwałt zrobić zechcą, zabiję się zaraz.<end id="e1199041747761"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ślicznie! żeśmy też dotąd o tym nie myślały!/
Zabije się panienka --- środek doskonały,/
Lekarstwo przecudowne. Człowiek w wściekłość wpada,/
Gdy usłyszy, jak mu kto takie rzeczy gada.<end id="e1199041805754"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1199041878599"/><motyw id="m1199041878599">Miłość, Kobieta, Mężczyzna</motyw>Mój Boże! czym się w tobie współczucie obudzi,/
Kiedy nie masz litości nad nieszczęściem ludzi.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie mam współczucia, gdy ktoś słowa składa zgrabnie,/
A jak przyjdzie do rzeczy, to jak panna słabnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jestem nadto trwożliwa.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>I to mnie też złości,</wers_cd>/
Bo miłość w sercu wielkiej wymaga stałości.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, a dla Walerego cóż się pozostanie;/
Otrzymać mnie od ojca, to jego zadanie.<end id="e1199041878599"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jeżeli ojciec panny jest dzikim człowiekiem,/
Nabiwszy sobie głowę Tartuffem jak ćwiekiem,/
Chce teraz cofać słowo i kręcić zaczyna,/
To na kochanka panny stąd ma spadać wina?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1199041932066"/><motyw id="m1199041932066">Kobieta, Obyczaje</motyw>Jeśli tamtym zbyt głośno wzgardzić się ośmielę,/
Dowiodę, że mam w sercu miłości za wiele/
Dla Walerego, że on jeden tam się mieści;/
A gdzie powinność córki, a gdzie wstyd niewieści?/
Chcesz, by wiedzieli wszyscy... bo świat się nie nagnie...<end id="e1199041932066"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, ja nic nie chcę. Widzę, że panienka pragnie/
Należeć do Tartuffe'a i po mojej stronie,/
Błąd wielki, że od tego związku pannę bronię./
Co ja mam za interes zwalczać twoje chęci,/
To jest wyborna partia, słusznie pannę nęci./
Pan Tartuffe! ho, ho! cóż to, biorąc rzecz inaczéj,/
Pewno pan Tartuffe także dużo w świecie znaczy./
Ludzie go cenią, jego przyjaźnią się szczycą,/
To wielkie szczęście zostać jego połowicą./
Nie ma czym tak wycierać ust, jego osoba/
Znakomita, jest szlachcic, przy tym się podoba,/
Bo ma uszy czerwone, cerę też czerwoną/
I szczęśliwą zostaniesz, będąc jego żoną.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mój Boże!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Próżno mówić, język się wytęża,</wers_cd>/
Jaki los świetny dostać tak pięknego męża!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ulituj się nade mną i skończ już te żarty,/
Aby wynaleźć środek, mów w sposób otwarty./
Wszystko zrobię, co każesz, by zerwać ten związek.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1199042054472"/><motyw id="m1199042054472">Obyczaje, Ojciec, Córka, Obowiązek</motyw>Nie! posłuszeństwo ojcu córki obowiązek,/
Choćby ci dał za męża małpę, nie człowieka,/
Czego się panna skarży? świetny los cię czeka.<end id="e1199042054472"/>/
Do miasta, skąd pochodzi, w nowym koczobryku<pe><slowo_obce>koczobryk</slowo_obce> --- bryczka z drzwiami.</pe>/
Pojedziecie z nim razem; tam znajdziesz bez liku/
Wujów, kuzynów jego, a co pójdzie za tem,/
Wkrótce poznasz się w mieście z całym wielkim światem;/
Z ławnikiem, burmistrzową, z całą miejską władzą,/
Przez szacunek miejsce ci na kanapie dadzą./
Później, możesz nadzieję mieć, że w karnawale/
W takim mieście dla ciebie będą dawać bale,/
Gdzie do tańca przygrywać będą kobzy ładnie,/
A może i fagoty sprowadzić wypadnie./
Z mężem, by ta rozrywka nie była jedyną,/
Pójdziesz na marionetki<pe><slowo_obce>Pójść na marionetki</slowo_obce> --- pójść na przedstawienie teatrzyku lalkowego.</pe> czasem...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>O Doryno!</wers_cd>/
Poradź mi, zamiast męczyć.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jestem panny sługą.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przez litość, chcesz mnie zabić, męcząc mnie tak długo.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, za karę potrzeba, aby się tak stało.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Moja droga!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie!</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Duszę odkrywam ci całą.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie chcę, próżne błagania będą z panny strony;/
Pokosztujesz Tartuffe'a, dla panny stworzony.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wszak jam ci wszystko była powierzyć gotową,/
Zrób to.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie, będziesz panna panią Tartuffe'ową.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dobrze, kiedy niedola moja cię nie wzrusza,/
Zostaw mnie, a w rozpaczy pogrążona dusza/
Wynajdzie sobie środek: tak jest, w samej rzeczy/
Znam lekarstwo, które mnie z wszystkiego uleczy.</strofa>
<didaskalia>chce odchodzić</didaskalia></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1214417616423"/><motyw id="m1214417616423">Sługa</motyw>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wróć się panna. Po cóż brać moją złość tak ściśle,/
Mimo to co mówiłam, pomagać ci myślę.<end id="e1214417616423"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdyby się wola ojca gwałtem w tym uparła,/
Potrzeba, widzisz sama, ażebym umarła.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niech się panna nie martwi, znajdziemy w tej biedzie/
Sposób. Ach! pan Walery właśnie tutaj idzie.</strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA IV</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Walery</osoba>, <osoba>Marianna</osoba>, <osoba>Doryna</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Doszła mnie tu przed chwilą nowina wesoła/
Proszę pani, o której nie wiedziałem zgoła.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Że w pani Tartuffe'a mam powitać żonę.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To zamiary przez mego ojca ułożone.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przez ojca pani...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak jest i wskutek tej zmiany,</wers_cd>/
Przed chwilą mi przedstawiał nowe swoje plany.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Na serio?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>O! nie było tu mowy o żarcie,</wers_cd>/
Zalecał mi ten związek głośno i otwarcie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A jakiż wola pani obrót w tym przybiera?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja nie wiem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>To odpowiedź uczciwa i szczera.</wers_cd>/
Nie wiesz?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Niech pańskie rady drogę wskażą.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja radzę pójść za niego, gdy tak pani każą.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Radzisz mi pan?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Szczerze?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie można uczciwiéj;</wers_cd>/
Związek ten, tak zaszczytny, panią uszczęśliwi.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przyjmuję pańską radę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Cokolwiek wypadnie,</wers_cd>/
Spełnić tę radę przyjdzie pani bardzo snadnie<pe><slowo_obce>snadnie</slowo_obce> --- łatwo.</pe>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak jak jej udzielenie pańską duszę rani.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jam to powiedział, aby spodobać się pani.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jam ją także dlatego wypełnić gotowa.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<didaskalia>schodząc w głąb sceny</didaskalia>
<kwestia><strofa>Zobaczmy, jak się skończy cała ta rozmowa.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1199042454958"/><motyw id="m1199042454958">Kłótnia, Miłość</motyw>Tak się to kocha! Oto miłości rozkosze!/
Kiedy ty...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Och! przestańmy o tym mówić, proszę.</wers_cd>/
Powiedział pan otwarcie, słowa się nie zmażą,/
Że powinnam iść za mąż, tak jak mi rozkażą;/
A ja znowu oświadczam, że jestem gotowa/
Tę radę tak zbawienną spełnić co do słowa.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie trzeba się tłumaczyć winą z mojej strony,/
Ten zamiar był przez panią dawno ułożony/
I nasunąłem tylko sposobność przyjemną,/
Żebyś z niej korzystając, mogła zerwać ze mną.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Prawda! dobrze pan mówisz.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>W tym przyczyna cała,</wers_cd>/
Żeś pani nigdy dla mnie nic w sercu nie miała.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niestety! wolno panu sądzić mnie w tym względzie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wolno mi; lecz w tej sprawie inny koniec będzie/
I chociażem się pani dał uprzedzić bardzo,/
Znajdę takie, które też mym sercem nie wzgardzą.<end id="e1199042454958"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O! pan łatwo wzajemność pozyskasz kobiety./
Wszakże pańskie zalety...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Porzućmy zalety.</wers_cd>/
Mam ich za mało, pani za dowód mi stanie;/
Lecz jeszcze znajdę taką, mam to przekonanie,/
Co zechce szczery udział przyjąć w mej niedoli,/
I po mej stracie kochać się jeszcze pozwoli.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Strata nie jest tak wielką i ta losu zmiana,/
Bardzo się łatwo w radość zamieni dla pana.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1199042541622"/><motyw id="m1199042541622">Miłość, Zdrada, Obyczaje</motyw>Będę się o to starać; bo godność się kładzie/
W tym, aby jak najprędzej zapomnieć o zdradzie;/
A ten, którego szczęście w ten sposób się złamie,/
Gdy nie może zapomnieć, niech pozorem kłamie;/
Niechaj na obojętność udaną się sili,/
Bo to hańba kochać tych, co nas porzucili.<end id="e1199042541622"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Takie uczucie dla mnie szczytnym się wydaje.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1199042673422"/><motyw id="m1199042673422">Kłótnia</motyw>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Słusznie, bo je świat cały za takie uznaje./
Jak to? sądziłaś pani, że już w głębi duszy/
Nic nigdy mej miłości dla ciebie nie skruszy,/
Że kiedy mnie porzucasz, pokocham tym bardziéj,/
Nie oddam innej serca, którym pani gardzi?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Moje myśli, jak widzę, znasz pan bardzo mało;/
Ja bym chciała, przeciwnie, by się już tak stało.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chciałabyś pani?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak jest.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nazbyt ostro ranią</wers_cd>/
Te słowa, a więc idę zadowolić panią.</strofa>
<didaskalia>zwraca się do wyjścia</didaskalia></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bardzo dobrze.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<didaskalia>zwracając się</didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ja tylko słucham pani zdania,</wers_cd>/
Proszę pamiętać, że to jedynie mnie skłania.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<didaskalia>jak wyżej</didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>I że pani zamiar spełniłem w tym względzie.</wers_cd>/
To pani przykład.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Przykład mój, niech i tak będzie.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<didaskalia>odchodząc</didaskalia>
<kwestia><strofa>A zatem idę spełnić treść pani rozkazu.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tym lepiej.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<didaskalia>wracając</didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Już mnie w życiu nie ujrzysz ni razu.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dobrze.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<didaskalia>wracając</didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Mówiłaś i słowo łaskawsze...</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNĄ</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nic nie mówiłam.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Zatem odchodzę na zawsze.</wers_cd>/
Żegnam panią, i...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Żegnam pana.</wers_cd><end id="e1199042673422"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Marianny</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>A ja wnoszę,</wers_cd>/
Żeście oboje rozum stracili po trosze./
Dałam się wam spokojnie wykłócić do woli,/
By wiedzieć, co wyniknie z całej tej swawoli./
Hola! panie Walery!</strofa>
<didaskalia>zatrzymując go za rękę</didaskalia></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<didaskalia>udając że się opiera</didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czego chcesz, Doryno?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wróć się pan.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie, przez wzgardę i uczucia giną.</wers_cd>/
Nie wstrzymuj mnie, wypełnię to, co każe ona.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wstrzymaj się pan.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie, to już rzecz postanowiona.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Drażni go mój widok, więc odejść stąd wolę.</wers_cd>/
Tak, ustąpię, będzie miał tutaj wolne pole.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<didaskalia>puszczając <osoba>Walerego</osoba> i biegnąc za <osoba>Marianną</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Teraz drugie; dokądże?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Puść mnie.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ależ przecie!</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie mogę tu pozostać, nie, za nic na świecie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<kwestia><strofa>Jej wstręt do mnie objawia się na każdym kroku;/
Potrzeba ją uwolnić od mego widoku.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<didaskalia>puszcza <osoba>Mariannę</osoba> i biegnie za <osoba>Walerym</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Dosyć do licha, skończcie raz te niepokoje./
Zaprzestać mi tych żartów! chodźcie tu oboje.</strofa>
<didaskalia>bierze za ręce <osoba>Walerego</osoba> i <osoba>Mariannę</osoba> i prowadzi ich razem</didaskalia></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Doryny</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Jakiż twój zamiar?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Doryny</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co chcesz w tym wszystkim odmienić?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Najprzód chcę was pogodzić, a potem pożenić.</strofa>
<didaskalia>do <osoba>Walerego</osoba></didaskalia>
<strofa>Czyś pan zwariował, dzisiaj zwodzić taką kłótnię!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie widziałaś, jak do mnie mówiła okrutnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Marianny</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>To szaleństwo, dziś gdy się tworzy taki przedział.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chyba żeś nie słyszała, co do mnie powiedział.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Walerego</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>To głupstwo obustronne. Pragnie jak najszczerzéj/
Dla pana się zachować, niechże mi pan wierzy.</strofa>
<didaskalia>do <osoba>Marianny</osoba></didaskalia>
<strofa>Zostać twym mężem, jego pragnienie jedyne,/
On o tym jednym marzy tylko, niechaj zginę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Walerego</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Kto kochając, podobną radę dawać będzie...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Marianny</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Kto kochając, o radę pyta w takim względzie...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Oboje zwariowali i przyznać się boją./
Dajcie mi ręce.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<didaskalia>dając rękę, do <osoba>Doryny</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Na co?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Marianny</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Daj mi panna swoją.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<didaskalia>dając rękę</didaskalia>
<kwestia><strofa>Lecz na co się to przyda?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>By skończyć rzecz całą.</wers_cd>/
Wy się bardziej kochacie, niż wam się zdawało.</strofa></kwestia>

<didaskalia><osoba>Walery</osoba> i <osoba>Marianna</osoba> trzymają się za ręce nie patrząc na siebie.</didaskalia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Na co ten przymus, sądzę, że można najprościéj/
Popatrzeć w moje oczy, w twarz, bez żadnej złości.</strofa></kwestia>

<didaskalia><osoba>Marianna</osoba> obraca się do <osoba>Walerego</osoba> uśmiechając się.</didaskalia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Widzieć takich szaleńców rzecz bardzo ciekawa.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Marianny</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Bo skarżyć się na ciebie, czyliż nie mam prawa?/
Czyż nie jesteś złośliwą, --- nazywam rzecz skromnie, ---/
Ażeby takie rzeczy dzisiaj mówić do mnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A ty! czyliż niewdzięczność dalej sięgać może...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dokończycie tych sporów, ale w innej porze./
Pomyślmy, z ojcem panny jak rzecz skończyć ładnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak! powiedz, jakich środków użyć nam wypadnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Będziem się bronić w sposób skryty i otwarty.</strofa>
<didaskalia>do <osoba>Marianny</osoba></didaskalia>
<strofa>Ojciec panny kpi sobie.</strofa>
<didaskalia>do <osoba>Walerego</osoba></didaskalia>
<strofa><wers_cd>To są czyste żarty.</wers_cd></strofa>
<didaskalia>do <osoba>Marianny</osoba></didaskalia>
<strofa>Jednak najlepiej będzie, według mego zdania,/
Niechaj panna do jego zamiarów się skłania,/
Abyś w razie nacisku mogła z swojej strony/
Powstrzymać na jakiś czas związek zamierzony./
Byle czas był, z wszystkiego można wybrnąć snadnie./
Najprzód jakaś choroba na pannę wypadnie,/
Potem, gdy już cierpienia panienki ustaną,/
<begin id="b1214419301880"/><motyw id="m1214419301880">Zabobony</motyw>Znajdziemy nową zwłokę i niespodziewaną,/
Na którą bardzo łatwo wszyscy się dziś łapią,/
Oto, przeczucia smutne wciąż panienkę trapią:/
Spotkałaś pogrzeb wczoraj, dziś zbiłaś zwierciadło,/
To znów o mętnej wodzie w nocy śnić wypadło.<end id="e1214419301880"/>/
Na koniec, masz najprostsze do zwłoki powody,/
Bo do ślubu koniecznie potrzeba twej zgody./
A zatem rzecz się uda, ale nie inaczej/
Tylko gdy nikt was od dziś razem nie zobaczy.</strofa>
<didaskalia>do <osoba>Walerego</osoba></didaskalia>
<strofa>Idź pan, swoich przyjaciół używaj w potrzebie,/
By do nas upominać się przyszli za ciebie./
My tutaj pobudzimy brata do działania/
I macocha się również bardziej do nas skłania./
A teraz do widzenia.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Marianny</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Cokolwiek bądź zrobię,</wers_cd>/
Cała moja nadzieja jedynie jest w tobie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Walerego</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Nie wiem, czy wolę ojca me prośby rozbroją,/
Lecz niczyją nie będę, Walery, jak twoją.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Twe słowa jak rozkosznie moje serce ceni...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Kochankowie w rozmowie są nienasyceni!/
Wychodź pan.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ale...</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Proszę nie gadać tak długo;</wers_cd>/
Ruszaj pan w jedną stronę, a panna chodź w drogą.</strofa></kwestia>

<didaskalia><osoba>Doryna</osoba> wypycha ich i zmusza do rozłączenia.</didaskalia>










<naglowek_akt>AKT TRZECI</naglowek_akt>





<naglowek_scena>SCENA I</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Damis</osoba>, <osoba>Doryna</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niechaj piorun w tej chwili na miejscu mnie spali,/
Chcę, ażeby mnie ostatnim z ludzi nazywali,/
Jeżeli mnie szacunek, lub władza powstrzyma/
Od skandalu --- kiedy już innych środków nie ma.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przez litość! miarkuj się pan. Tak źle się nie stanie,/
Ojciec pański dopiero objawił swe zdanie;/
Przecież zamiary swoje często człowiek zmienia,/
Od projektów daleko jeszcze do spełnienia.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja łatwo tego łotra do ustępstwa skłonię,/
Tylko dwa słowa w ucho szepnę mu na stronie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przeciw niemu i ojcu, bardzo pana proszę/
Niechaj pan pozostawi działanie macosze;/
Nad umysłem Tartuffe'a wielki wpływ posiada,/
On chętnie słucha tego, co ona powiada,/
Zdaje się, że on słabość dla niej w sercu skrywa./
Byłoby ślicznie, gdyby rzecz była prawdziwa./
Na koniec tu ma zejść się z nim, bo w sprawie waszéj/
Chce go zbadać, by zmienił zamiar, co was straszy,/
Poznać jego uczucia rzeczą będzie snadną<pe><slowo_obce>snadną</slowo_obce> --- łatwą.</pe>/
I wskazać mu, jak smutne skutki stąd wypadną,/
Jeżeli się do naszych planów nie przychyli./
Sługa mówił mi, że on modli się w tej chwili,/
Lecz że wnet zejdzie, jeśli ktoś na niego czeka;/
Więc ja zostanę, a pan niechaj stąd ucieka.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chcę, by przy mnie odbyła się cała rozmowa.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie można.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ja do niego nie wyrzeknę słowa.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Kpisz pan! wszak znane wszystkim świetne pańskie czyny,/
A na popsucie sprawy to środek jedyny./
Wyjdź pan.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie, uniesienie poskromię młodzieńcze.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nieznośny... otóż idzie. Wychodź pan!</strofa></kwestia>

<didaskalia><osoba>Damis</osoba> ukrywa się w gabinecie w głębi.</didaskalia>





<naglowek_scena>SCENA II</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Doryna</osoba>, <osoba>Tartuffe</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<didaskalia>mówi głośno do służącego za scenę, jak tylko spostrzega <osoba>Dorynę</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wawrzeńcze!</wers_cd>/
Dyscyplinę<pe><slowo_obce>dyscyplina</slowo_obce> --- krótki bat z rzemieniami</pe> z włosianką<pe><slowo_obce>włosianka</slowo_obce> --- włosienica, rodzaj tkaniny z włosiem końskim, szorstkiej, służącej do umartwiania ciała.</pe> złóż do moich rzeczy/
I módl się, aby niebo miało cię w swej pieczy./
Odwiedziny dziś wszelkie do mnie będą próżne,/
Bo idę więźniom skromną rozdzielać jałmużnę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<kwestia><strofa>Ile tu udawania i ile obłudy!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czego chcesz?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Mam powiedzieć...</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1214479427543"/><motyw id="m1214479427543">Ciało, Pokusa, Pożądanie, Kobieta, Mężczyzna, Świętoszek</motyw>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<didaskalia>wyciągając chustkę z kieszeni.</didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ach mój Boże, wprzódy</wers_cd>/
Nim co powiesz, tę chustkę weź!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>A na cóż to mnie?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ażeby przykryć piersi odkryte nieskromnie./
Takim przedmiotem duszę bliźnich ranisz srogo,/
Bo grzeszne myśli przez to do głowy przyjść mogą.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Musisz pan na pokusę być niezmiernie słaby,/
Gdy ciało ma dla ciebie tak silne powaby./
Nie wiem, jaka tam w panu wyradza się chętka,/
Lecz ja do pożądania nie jestem tak prędka;/
Gdybyś tu stanął nago od dołu do góry,/
Nie skusiłby mnie widok całej pańskiej skóry.<end id="e1214479427543"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Proszę ukrócić w słowach nieskromną swawolę,/
Bo wyjdę zostawiając pannie wolne pole.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, jam pana w spokoju zostawić gotowa,/
Tylko pani przeze mnie przysyła dwa słowa,/
Które według wyraźnej powtarzam osnowy:/
Że prosi pana tutaj o chwilkę rozmowy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach! bardzo chętnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jak się udobruchał ładnie.</wers_cd>/
Dobrzem zgadła, choć nie wiem, co z tego wypadnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czy prędko przyjdzie?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Szelest słyszę po podłodze.</wers_cd>/
Ona! zatem zostawiam państwa i odchodzę.</strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA III</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Elmira</osoba>, <osoba>Tartuffe</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niech w wszechmocności swojej święta niebios siła/
Zdrowie duszy i ciała zawsze pani zsyła;/
Niechaj błogosławieństwa tyle ci przymnoży,/
Ile pragnie dla ciebie nędzny sługa boży.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To pobożne życzenie wdzięczność we mnie budzi;/
Lecz siądźmy, w ten sposób nas rozmowa nie strudzi.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1214505426668"/><motyw id="m1214505426668">Flirt, Zdrowie</motyw>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jakże się pani czuje? nie boli już głowa?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gorączka przeszła, jestem najzupełniej zdrowa.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Moje pacierze pewno nie mają tej siły,/
By tak szczęśliwy skutek w górze wymodliły,/
A jednak każde moje do nieba westchnienie/
Miało za cel jedyny, pani wyzdrowienie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zanadto się pan trudził.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tego nikt nie powie,</wers_cd>/
Czy można nadto cenić takie drogie zdrowie?/
By je zachować, z mego zrobiłbym ofiarę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pan miłość chrześciańską posuwa nad miarę./
I za tyle dobroci wdzięczność żywą czuję.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mniej robię, niźli pani na to zasługuje.<end id="e1214505426668"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W sekrecie chcę przedstawić panu o co chodzi/
I cieszę się, że nikt nam tutaj nie przeszkodzi.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To mnie również zachwyca. Uwierzyć się boję,/
Że sam na sam jesteśmy tu z panią we dwoje./
Błagałem nieba, by tę sposobność przywiodły,/
Lecz dotąd daremnymi były moje modły.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dla mnie do tej rozmowy powód stąd się bierze,/
Że chcę, abyś mi serce swoje odkrył szczerze.</strofa></kwestia>

<didaskalia><osoba>Damis</osoba> nie pokazując się uchyla drzwi od gabinetu, aby słyszeć rozmowę.</didaskalia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dla mnie również pragnienia gorętszego nie ma,/
Jak odkryć całą duszę przed twymi oczyma./
Chcę, by panią przysięga zapewniła szczera,/
Że gdy gromię<pe><slowo_obce>gromić</slowo_obce> --- ostro napominać.</pe> wizyty, co pani odbiera,/
To nie przez niechęć żadną dla pani z mej strony,/
Ale przez zapał niczym nieprzezwyciężony/
I przez uczucie czyste...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak je również cenię,</wers_cd>/
Że się pan tylko troszczy o moje zbawienie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<didaskalia>biorąc rękę <osoba>Elmiry</osoba> i ściskając jej palce</didaskalia>
<kwestia><strofa>Tak pani, bez wątpienia i w mym sercu gości...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Aj! za mocno pan ściska...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Zbytek gorliwości;</wers_cd>/
Wszakże ból zadać pani dla mnie równa męka/
I prędzej bym...</strofa>
<didaskalia>kładzie rękę na kolanach <osoba>Elmiry</osoba></didaskalia></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co robi tutaj pańska ręka?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Macam suknię, jak miękki materiał.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>O proszę!</wers_cd>/
Przestań pan już, ja żadnych łaskotek nie znoszę.</strofa></kwestia>

<didaskalia><osoba>Elmira</osoba> cofa się z fotelem, <osoba>Tartuffe</osoba> przysuwa się do niej.</didaskalia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<didaskalia>poruszając chusteczkę <osoba>Elmiry</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Jakie to jest prześliczne! Dziś nikt nie zaprzeczy,/
Że prawdziwie cudownie robią takie rzeczy./
Jaki postęp we wszystkim czas nam teraz niesie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Prawda. Ale o naszym mówmy interesie:/
<begin id="b1214506396164"/><motyw id="m1214506396164">Miłość</motyw>Mówią, że mój mąż dawniej dane słowo zrywa/
I chce panu dać córkę; czy to wieść prawdziwa?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, przyznaję, że coś tam wspomniał mi o tem,/
Ale ten zamiar nie jest mych marzeń przedmiotem,/
Inne wdzięki posiadać, których urok nęci,/
Szczęściem by napełniło wszystkie moje chęci.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pan nie pragniesz miłości doczesnych omamień.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wszakże i ja mam w piersiach serce, a nie kamień.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Podług mnie, pańskie myśli tylko w niebo biegą,/
Na ziemi nie pożądasz pan pewno niczego.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Uczucie, co nam każe wzdychać do wieczności,/
Nie zabija w nas wcale doczesnej miłości,/
Zmysły nasze pożądać mogą całą siłą/
Cudowne dzieła, które niebo wytworzyło;/
Ono swym własnym wdziękiem zdobi ród niewieści,/
Lecz najwięcej się w tobie jego darów mieści;<end id="e1214506396164"/>/
Na twojej twarzy piękność rozlał rozkaz boży,/
Która oczy zadziwia, która serce trwoży/
I widząc cię, czyż mogłem nie wielbić z zapałem/
Rąk Stwórcy, których dziełem jesteś doskonałem?/
Czyż dziwne, że o tobie moje serce marzy,/
Gdy on sam własny obraz nadał twojej twarzy!/
Zrazu--m sądził, że miłość ta skryta, uparta,/
Jest wymysłem szatańskim, jest pokusą czarta,/
<begin id="b1214507581574"/><motyw id="m1214507581574">Miłość, Pobożność</motyw>Chciałem już poddać serce rozłączenia próbie,/
Bom myślał, że kochając ciebie --- duszę zgubię;/
Lecz na koniec poznałem, cudowna istoto!/
Że ta namiętność może się pogodzić z cnotą,/
Że może być niewinną i dlatego śmiało/
Postanowiłem oddać się jej duszą całą./
Jest to wielka odwaga, wyznaję to szczerze,/
Ośmielić się to serce ponieść ci w ofierze,/
Lecz znana dobroć twoja, niechaj mnie tłumaczy,/
Na nią liczę; bo mój wpływ nic tutaj nie znaczy./
W tobie moja nadzieja, dobro, wiara cała,/
Tyś się dla mnie zbawieniem, albo smutkiem stała<end id="e1214507581574"/>;/
Na koniec z twych ust wyrok ma wypaść prawdziwy./
Zechcesz, będę szczęśliwy, --- każesz, nieszczęśliwy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Oświadczenie kunsztowne, forma wyszukana,/
Lecz prawdę mówiąc, dziwi mnie ze strony pana./
Sądziłam, że pan serca swego strzeże ściśléj/
I nim taki plan zrobi, wpierwej rzecz obmyśli/
Rozważniej; wszak pobożny winien być dalekim...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czyż za to żem pobożny, nie mam być człowiekiem?/
Kto choć raz wdzięk twój, pani, mógł podziwiać z bliska,/
Ten już sercem nie władnie, tam rozwaga pryska./
By tak mówić, dziwisz się, skąd odwagi wziąłem,/
Lecz ściśle mówiąc, ja też nie jestem aniołem./
<begin id="b1214506842502"/><motyw id="m1214506842502">Kobieta, Pożądanie, Wina</motyw>Jeśli pani potępisz to moje wyznanie,/
Własny urok i wdzięki ukarz pani za nie;/
Gdym cię ujrzał, gdyś jedno wymówiła słowo,/
Od tej chwili mej duszy stałaś się królową./
Cudnej słodyczy oczu niezrównana siła/
Opór mojego serca łatwo zwyciężyła,/
Nie pomogły łzy, posty, modlitwy i święci,/
Ty jedna byłaś celem wszystkich moich chęci.<end id="e1214506842502"/>/
Mówiły moje oczy, westchnienia i płacze/
Tysiąckrotnie to, co dziś słowami tłumaczę:/
Że jeśli w twoim sercu współczucie spotyka/
Tę miłość niegodnego twego niewolnika,/
Jeśli twa dobroć moją odwagę wybaczy/
I łaska do nicości mej zniżyć się raczy,/
To będę miał dla ciebie, o piękności wzorze,/
Uwielbienie, z którym nic zrównać się nie może./
<begin id="b1214507841092"/><motyw id="m1214507841092">Kochanek, Miłość, Plotka, Próżność, Tajemnica</motyw>Honor twój pozostanie również nieskażony,/
Bo nie możesz się lękać obmowy z mej strony./
Ci ulubieńcy kobiet, ci dworscy panowie/
Są hałaśliwi w czynach i zbyt próżni w mowie;/
Oni się nie zastraszą o sławę niczyją,/
Sami, chwaląc się, wszystkim swój sekret odkryją/
I tą manią nieznośną siebie również podlą,/
Bo bezczeszczą tym ołtarz, przed którym się modlą./
Lecz tacy jak my ludzie, w przekonaniach stali,/
Żaden z nas z powodzenia głośno się nie chwali,/
Z własnego interesu musi zostać niemy,/
Bo tym sposobem własnej opinii broniemy/
I z nami tylko można, nie doznając żalu/
Mieć przyjemność bez trwogi, miłość bez skandalu.<end id="e1214507841092"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Słucham pana, bo zrobić nie mogę inaczéj./
Pan w dość wyraźny sposób rzecz całą tłumaczy./
Czy się nie lękasz ściągnąć tym na siebie burzę,/
Jeśli pańskie wyznanie mężowi powtórzę?/
W ten sposób ostrzeżony będąc najwyraźniej,/
Nie czułby już dla pana tak wielkiej przyjaźni.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja wiem, jaka w twym sercu litość, dobroć gości/
I czuję, że przebaczysz tak wielkiej śmiałości./
Na karb słabości ludzkiej zechcesz złożyć pani/
Wyznanie tej miłości, która ciebie rani;/
Widząc siebie przebaczysz to, co tu się stało./
Wszakże jestem człowiekiem, mam oczy, krew, ciało.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie wiem, jakby ktoś inny począł w takiej sprawie,/
Ale ja chcę dziś z panem postąpić łaskawie,/
Dla męża cała ta rzecz zostanie nieznana,/
Lecz w zamian za to żądam czegoś i od pana;/
Oto będziesz się starał w sposób łatwy, szczery,/
By mógł prędko zaślubić Mariannę Walery./
Niechaj się twoja wola do mych życzeń nagnie,/
Byś nie pożądał tego, czego inny pragnie/
I...</strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA IV</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Elmira</osoba>, <osoba>Tartuffe</osoba>, <osoba>Damis</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<didaskalia>wychodzi z gabinetu gdzie był ukryty</didaskalia>
<kwestia><strofa><begin id="b1199120626633"/><motyw id="m1199120626633">Zemsta</motyw><wers_cd>Nie, pani, ja zdania twego nie podzielę,</wers_cd>/
Przeciwnie, ta rzecz musi mieć rozgłosu wiele;/
Na szczęście ja tu byłem i nic nie pominę/
Z tego, com słyszał. Muszę zdeptać tę gadzinę!/
Niebo samo odkryło mi do zemsty drogę./
Tego łotra obłudę dzisiaj odkryć mogę,/
Oświecę mego ojca, niechaj pozna z bliska/
Duszę tego nędznika, co się w nasz dom wciska.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, Damisie, przyszłość nam za niego odpowie,/
Teraz polegać może śmiało na mym słowie,/
Któremu twoje pewno czynem nie zaprzeczy./
<begin id="b1214508113274"/><motyw id="m1214508113274">Cnota, Kobieta</motyw>Nie potrzeba hałasu robić z takich rzeczy;/
Zacna kobieta śmiechem zaczepkę zwycięża,/
Po cóż ma takim głupstwem niepokoić męża.<end id="e1214508113274"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Masz pani może słuszność i powody swoje./
By inaczej postąpić ja mam również moje./
Jego miałbym oszczędzać! nigdy! nawet żartem./
Dumny zuchwalec, bigot ten z czołem wytartem/
Za długo sobie żarty z mojej złości stroił,/
Za wiele w naszym domu bezkarnie nabroił./
Ten oszut rządzi ojcem i ciągle mu kłamie,/
Walerego obmówił, sierdzi<pe><slowo_obce>sierdzić</slowo_obce> (lub: <slowo_obce>rozsierdzić</slowo_obce>) --- rozgniewać, tu: buntuje ojca przeciwko mnie.</pe> ojca na mię./
Gdy przez niego serc naszych dziś życzenia giną,/
By go ojcu pokazać, sposobność jedyną/
Mam rzucić? Nie! To niebo samo ją zesłało/
I użyję jej dzisiaj z gorliwością całą./
Zasłużyłbym, aby ją utracić na zawsze,/
Gdybym usposobienie okazał łaskawsze.<end id="e1199120626633"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Damisie!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1214508250230"/><motyw id="m1214508250230">Zemsta</motyw><wers_cd>Daruj pani, prośba mnie nie wzruszy,</wers_cd>/
Z tego wypadku radość za wielką mam w duszy,/
Wymowa pani nic na to nie wpłynie,/
Bo mnie przyjemność zemsty ożywia jedynie<end id="e1214508250230"/>/
I zaraz całą sprawę tu załatwić wolę;/
Otóż sposobność, właśnie mam gotowe pole.</strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA V</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Orgon</osoba>, <osoba>Elmira</osoba>, <osoba>Damis</osoba>, <osoba>Tartuffe</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czeka cię tu, mój ojcze, nowina wesoła,/
Która sądzę, że mocno zadziwić cię zdoła./
Ślicznieś wynagrodzony za swoje starania!/
Ten pan, chcąc ci dać dowód swego przywiązania,/
Tak dalece posunął swą dobroć łaskawą,/
Że przez wdzięczność, zapragnął okryć cię niesławą./
Zastałem go tu właśnie przy miłosnej scenie,/
Kiedy pani najtkliwsze robił oświadczenie./
Ona, usposobienie mając zbyt łaskawe,/
Postanowiła ukryć przed tobą tę sprawę;/
Lecz ja karę wymierzyć czuję się w potrzebie,/
Bo zmilczeć to, byłoby obrazą dla ciebie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, w moim przekonaniu inna myśl zwycięża,/
Że nie należy próżno niepokoić męża;/
Niesłusznie, aby honor ponosił stąd plamę,/
To wystarcza, kiedy się obronimy same./
Nie trzeba nierozważnie takiej rzeczy szerzyć,/
Byłbyś milczał, Damisie, gdybyś chciał mi wierzyć.</strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA VI</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Orgon</osoba>, <osoba>Damis</osoba>, <osoba>Tartuffe</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To co słyszałem, nieba, czyż prawdą być może?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, mój bracie, jam winny, złośliwy; w pokorze/
Wyznaję, żem jest grzesznik nikczemny i złości/
Pełen, żem łotr największy, niegodny litości./
Każda chwila w mym życiu, to jest zbrodnia nowa,/
Stek grzechów, nieprawości w mej duszy się chowa/
I moje nędzne życie przyjmując w rachubie,/
Niebo za karę dziś mnie poddało tej próbie./
Toż pod zarzutem wszelkim, chętnie skłaniam głowę,/
Bo, broniąc się, przestępstwo popełniałbym nowe./
Wierz temu co on mówi, uzbrój gniew twój srogi/
I jak przestępcy każ mi opuścić twe progi;/
Wypędź mnie. Wstyd ten, choćbyś praw swoich nadużył,/
Jeszcze nie zrówna karze na jakąm zasłużył.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<didaskalia>do syna</didaskalia>
<kwestia><strofa>Zdrajco, ty się ośmielasz w nikczemności szale,/
Czystość tak szczytnej cnoty oczerniać zuchwale.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co! udaną słodyczą czyliż cię opęta?/
Ta obłuda... mój ojcze!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Milcz, żmijo przeklęta!</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach! pozwól mu, niech mówi, błąd popełniasz znowu;/
Lepiej byś zrobił, gdybyś wierzył jego słowu./
Dlaczegóż w takiej rzeczy masz mi być powolny,/
Zresztą, czyż możesz wiedzieć do czegom ja zdolny?/
Powierzchowność cię moja, być może, zaślepi,/
Bracie! czyliż od innych postępuję lepiéj?/
Nie, nie, niechaj pozory twym zdaniem nie rządzą,/
Niestety takim jestem, jak oni mnie sądzą./
Cały świat w uczciwości szatę mnie ubiera,/
Lecz ja nic nie wart jestem, to jest prawda szczera.</strofa>
<didaskalia>zwracając się do <osoba>Damisa</osoba></didaskalia>
<strofa>Tak jest, mój drogi synu, mów żem jest nędznikiem,/
Zdrajcą, złodziejem, łotrem, podłym rozbójnikiem,/
Choćbyś wstrętniejszych jeszcze wymysłów tu użył,/
Niczemu nie zaprzeczę, bom na nie zasłużył;/
Na kolanach wysłucham, niech je gniew twój miota,/
Bo to kara należna za zbrodnie żywota.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Tartuffe'a</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Mój bracie to za wiele! <didask_tekst>(do syna)</didask_tekst> Serce ci nie pęka,/
Ty łotrze!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ojcze! jak to? czyż za to że klęka...</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<didaskalia>podnosząc <osoba>Tartuffe'a</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Milcz, wisielcze! Mój bracie, powstań, ja cię proszę.</strofa>
<didaskalia>do syna</didaskalia>
<strofa>Ty hultaju!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Lecz...</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Milczeć zaraz!</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ja to znoszę...</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak jedno słowo powiesz, kości ci połamię.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bracie! na miłość Boga! powstrzymaj twe ramię./
Wolałbym znieść katusze, stracić nogę, rękę,/
Niżby on miał najmniejszą za mnie ponieść mękę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<didaskalia>do syna</didaskalia>
<kwestia><strofa>Niewdzięczny!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Daj mu pokój, błagam cię w pokorze</wers_cd>/
Na kolanach, o litość!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<didaskalia>klęka również i całuje <osoba>Tartuffe'a</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>O dobroci wzorze!</wers_cd></strofa>
<didaskalia>do syna</didaskalia>
<strofa>Patrz łotrze!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Więc...</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Milcz! cicho!</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Lecz...</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Cicho raz jeszcze!</wers_cd>/
Ja wiem, przez co wznosicie te głosy złowieszcze,/
Przez nienawiść. Lecz dzisiaj przebrała się miara;/
<begin id="b1214508950403"/><motyw id="m1214508950403">Ojciec, Władza</motyw>Żona, dzieci i służba, każde z was się stara/
Dokuczyć mu; wszystkim wam byłoby przyjemnie/
Osobę taką zacną oddalić ode mnie./
Lecz im więcej będziecie trwać w podłym uporze/
Tym więcej, by go wstrzymać, ja starań dołożę./
Spiesznie mu oddam rękę mej córki jedynéj,/
W ten sposób dumę całej podepczę rodziny.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zmuszona chyba przyjmie udział w tym zamiarze.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, wyrodku, dziś w wieczór zrobi, co ja każę./
Wyzywam wszystkich dzisiaj, dowiodę wam snadnie,/
Żem ja tu panem, że mnie słuchać wam wypadnie./
Zaraz wszystko odwołaj, łotrze bez imienia,/
Klęknąwszy u nóg jego błagaj przebaczenia.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to! ja? tego łotra co nas chwycił w kleszcze.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Opierasz się łajdaku i śmiesz go lżyć jeszcze./
Kija, kija!</strofa>
<didaskalia>do <osoba>Tartuffe’a</osoba></didaskalia>
<strofa><wers_cd>Nie będziesz mnie powstrzymać w stanie.</wers_cd></strofa>
<didaskalia>do syna</didaskalia>
<strofa>Dalej! natychmiast opuść moje pomieszkanie<pe><slowo_obce>pomieszkanie</slowo_obce> --- mieszkanie.</pe>!/
Wynosić mi się z domu i bez zwłoki czasu...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wyniosę się, lecz...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Prędko! nie robić hałasu,</wers_cd>/
<begin id="b1214509037599"/><motyw id="m1214509037599">Przekleństwo</motyw>Wydziedziczam, cię żmijo! nic ci nie zostaje,/
A w dodatku przekleństwo ojcowskie ci daję.<end id="e1214509037599"/><end id="e1214508950403"/></strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA VII</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Orgon</osoba>, <osoba>Tartuffe</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Taką świętą osobę śmie znieważać w szale!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mękę, którą mi zadał, przebacz mu wspaniale./
Nie wiesz, co to za straszna boleść idzie za tem!/
Widzieć, jak mnie oczernić chcą przed moim bratem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>O tej niewdzięczności sama myśl straszliwa</wers_cd>/
Tak duszę moją rani, tak piersi rozrywa,/
Czuję ból tak okropny, serce mi tak bije!.../
Nie mogę mówić, chyba tego nie przeżyję!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<didaskalia>biegnąc skłopotany do drzwi, którymi wypędził syna</didaskalia>
<kwestia><strofa>Łajdaku, żal mi, żem cię wypuścił stąd cało,/
Bo zabić cię na miejscu tutaj wypadało.</strofa>
<didaskalia>do <osoba>Tartuffe'a</osoba></didaskalia>
<strofa>Uspokój się, mój bracie, błagam cię w pokorze.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, przestańmy już mówić o tym przykrym sporze./
Widzę, że ja niepokój wnoszę tutaj srogi;/
Trzeba, abym opuścił domu twego progi.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to? żartujesz!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wszyscy mnie tu nienawidzą</wers_cd>/
I podejrzeń w twym sercu budzić się nie wstydzą/
Przeciwko mnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wszak widzisz, nie słucham ich wcale.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lecz oni nie ustaną w namiętnym zapale,/
A doniesienie, które dziś cię nie poruszy,/
Kto wie, czy innym razem nie trafi do duszy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nigdy! mój bracie, nigdy!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1214509230313"/><motyw id="m1214509230313">Mąż, Żona</motyw>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ach, mój bracie, żona</wers_cd>/
O czym chce tylko męża z łatwością przekona.<end id="e1214509230313"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, nie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Puść mnie, puść prędko, jam odejść gotowy,</wers_cd>/
Wychodząc stąd usunę im powód obmowy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Musisz zostać, bez ciebie jutra bym nie dożył.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W takim razie potrzeba, bym się upokorzył./
Jednakże, gdybyś ty chciał?...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ach!</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Niech i tak będzie.</wers_cd>/
Lecz ja wiem, jak potrzeba postąpić w tym względzie,/
Honor jest bardzo czuły i przyjaźń mi każe/
Usuwać powód plotek, uprzedzać potwarze./
Twojej żony unikać będę, jak to czyni...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, na złość wszystkim, pragnę abyś siedział przy niéj./
Gdy się świat wścieka, radość mam niewysłowioną./
Niechaj cię w każdej chwili widzą z moją żona,/
Nie dość tego, dziś jeszcze bardziej im pochlebię,/
<begin id="b1214509492638"/><motyw id="m1214509492638">Przyjaźń</motyw>Bo nie chcąc mieć innego dziedzica, jak ciebie,/
W tej chwili zapis mego majątku ci zrobię/
I wszystko, co mam tylko prawnie oddam tobie./
Dobry przyjaciel i zięć jest dla mnie najpewniéj/
Wart więcej, niż syn, żona i niż wszyscy krewni.<end id="e1214509492638"/>/
Wszak dar mój odrzucony przez ciebie nie będzie?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niechaj się wola nieba spełni w każdym względzie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Biedny człowiek! <begin id="b1214509519328"/><motyw id="m1214509519328">Zazdrość</motyw>chodź, wszystko opiszemy pięknie,/
A zazdrość patrząc na to, niech ze złości pęknie.<end id="e1214509519328"/></strofa></kwestia>











<naglowek_akt>AKT CZWARTY</naglowek_akt>





<naglowek_scena>SCENA I</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Kleant</osoba>, <osoba>Tartuffe</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak wszyscy o tym mówią, a jak mnie się zdaje,/
Ten odgłos wcale panu sławy nie dodaje/
I żem pana tu spotkał na rękę mi właśnie,/
Bo mój sposób myślenia również ci wyjaśnię./
Z gruntu tej sprawy teraz wcale nie ocenię/
I z góry jak najgorsze przyjmę położenie./
Nie chcę się tu Damisa zajmować obroną,/
Przypuszczam, że potwarczo<pe><slowo_obce>potwarczo</slowo_obce> --- rzucając oszczerstwo, potwarz.</pe> pana oskarżono;/
Czyż dobry chrześcianin nie zrzeka się złości,/
Gasząc pragnienie zemsty, jakie w sercu gości?/
A w panu czyż przeważa gniewu chęć jedyna,/
By za ciebie miał ojciec z domu wygnać syna?/
Możesz pan wierzyć w pełną otwartość z mej strony,/
Że świat takim postępkiem mocno jest zgorszony./
Sądzę, że pan krańcowym nie będziesz w tej mierze,/
Że odtąd inny obrót ta sprawa przybierze;/
Poświęcając gniew Bogu niech pan postanowi/
Sprawić to, aby ojciec przebaczył synowi.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niestety! ja sam pragnąłbym tego najszczerzéj,/
Nie mam do niego żalu, niechaj mi pan wierzy;/
Przebaczam mu, oskarżać go nie myślę wcale/
I chętnie bym mu pomógł, choć się tym nie chwalę:/
Ale wyraźnej woli niebios nie naruszę/
I gdyby on powrócił, ja stąd odejść muszę./
Po tym postępku jego, z niczym niezrównanym/
Stosunek między nami byłby podejrzanym,/
Bóg wie, jakbym przez ludzi został osądzony./
Wzięto by to za zręczną taktykę z mej strony,/
Bo przekonanie winy ten pewno podziela,/
Kto udaje łaskawość dla oskarżyciela,/
I że moje sumienie własny błąd ocenia,/
Chcąc go zręcznie w ten sposób zmusić do milczenia.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja sądziłem, że inną odpowiedź dostanę./
Wszystkie wymówki pańskie są zbyt naciągane:/
Po co się pan oglądasz na nieba zamiary,/
Czyż ono w twoje ręce kładzie prawo kary?/
Pozostaw mu, pozostaw zatem pomstę całą,/
Bo przebaczać bliźniemu ono nam kazało;/
A i na względy ludzkie uważać nie trzeba,/
Gdy się we wszystkim spełnia wyższą wolę nieba./
Jak to? innej wymówki dla pana już nie ma?/
W dobrym uczynku bojaźń obmowy cię wstrzyma!/
Nie, nie, śmiało spełniajmy tylko wolę bożą,/
Wtedy ludzkie języki pewno nas nie strwożą.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TAKTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja mu z serca przebaczam, panie, i w tej mierze,/
To co nam Bóg zaleca, wypełniłem szczerze;/
Ale po tej zniewadze, która wstydem pali,/
Niebo wcale nie każe, abym z nim żył daléj.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1214511007120"/><motyw id="m1214511007120">Chciwość, Dziedzictwo, Pobożność</motyw>Czy również z woli nieba nieznanych obrotów/
Pan kaprysowi ojca ulec byłeś gotów,/
Zapis wszystkich dóbr jego przyjmując łaskawie?/
Choć wprost przeciwny przepis znajduje się w prawie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W tych, co mnie znają, pewno zła myśl nie zagości,/
Ażebym ja mógł działać pod wpływem chciwości./
Za doczesnymi wcale nie gonię dobrami,/
A ich urok zwodniczy pewno mnie nie zmami;/
Jeżeli zaś się wola moja upokarza,/
By przyjąć zapis, którym gwałtem mnie obdarza,/
To czynię to w zamiarze tylko, Bóg mi świadkiem,/
By majątek w złe ręce nie popadł wypadkiem;/
Aby go nie obrócił ten, co odziedziczy/
Na jakiś cel niegodny, a może zbrodniczy,/
Gdy w mojem ręku przez to środki się pomnożą/
Na wspieranie mych bliźnich i na chwałę bożą.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ech, panie! rozstań się pan z tą zbyteczną trwogą,/
Którą prawi<pe><slowo_obce>prawy</slowo_obce> --- szlachetny; prawowity.</pe> dziedzice słusznie ganić mogą./
Ich majątek niechaj ci nie będzie kłopotem,/
Jak go użyją, później przekonasz się o tem,/
A chociażby miał zmarnieć w ręku spadkobiercy;/
To lepiej, niż że tobie da miano wydziercy<pe><slowo_obce>wydzierca</slowo_obce> --- od: wydzierać, czyli zabierać coś przemocą.</pe>./
Co do mnie, ja się dziwię, nawet niesłychanie,/
Jak pan tę propozycję przyjąć byłeś w stanie;/
Czyż pobożność się taką zasadą zaszczyca,/
Która każe obdzierać prawego dziedzica?/
Jeżeli nieprzepartą za niebios rozkazem/
Masz przeszkodę, by zostać tu z Damisem razem,/
Lepiej by było, abyś bez wstydu i sromu,/
Jako człowiek uczciwy wyszedł z tego domu,/
Niż żeby świat powiedział, że to twoja wina/
I że ojciec dla ciebie wypędził stąd syna./
Wierz mi pan, że zgodzi się z tym chyba wytarty/
Honor...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Przepraszam pana, już jest wpół do czwartéj,</wers_cd>/
Rozmawiać z panem dla mnie przyjemność prawdziwa,/
Lecz pobożne zajęcie na górę mnie wzywa.<end id="e1214511007120"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A!...</strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA II</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Elmira</osoba>, <osoba>Marianna</osoba>, <osoba>Doryna</osoba>, <osoba>Kleant</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Panie! niech nas poprze twa wymowa dzielna!</wers_cd>/
Patrz pan, jaka ją boleść ogarnia śmiertelna,/
A zamiar, co dziś w wieczór ma się spełnić jeszcze,/
Co chwila wywołuje w niej rozpaczy dreszcze./
Pan nadchodzi, użyjmy podstępu lub siły,/
Ażeby tylko plany jego się zmieniły./
Ten nieszczęśliwy projekt, co nas wszystkich rani...</strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA III</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Orgon</osoba> i poprzedni</didaskalia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Cieszę się, żeście razem w tej chwili zebrani,</strofa>
<didaskalia>do <osoba>Marianny</osoba></didaskalia>
<strofa>W tym kontrakcie dla ciebie niosę opisaną/
Rzecz, z której tak serdecznie śmiałaś się dziś rano.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1214511361179"/><motyw id="m1214511361179">Córka, Małżeństwo, Ojciec</motyw>MARIANNA</naglowek_osoba>
<didaskalia>klękając przed <osoba>Orgonem</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>O mój ojcze! przez litość błagam w imię boże,/
Zaklinam cię na wszystko, co cię wzruszyć może,/
Rozluzuj węzły, co nas tak mocno złączyły/
I nie każ mi posłuszną być nad moje siły./
Nie zmuszaj mnie, mój ojcze, ażebym w potrzebie/
Aż do Boga musiała nieść skargę na ciebie,/
Ażebym miała spędzać w nędzy i w żałobie/
To życie, które przecież ja zawdzięczam tobie./
Jeśli każesz zapomnieć o marzeniach duszy,/
Jeżeli moją miłość twoja wola kruszy,/
Zrób to tylko, o co cię na kolanach proszę,/
Nie każ mi żyć z człowiekiem, którego nie znoszę,/
I jeśli postanowić nie możesz inaczéj,/
Nie chciej rzucać przynajmniej mnie na łup rozpaczy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<didaskalia>na stronie wzruszony</didaskalia>
<kwestia><strofa>Odważnie moje serce, trzymajmy się stale.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Twoja dobroć dla niego nie martwi mnie wcale;/
Oddaj mu twój majątek, swą spuściznę całą,/
Oddaj mój, jeśli tego będzie mu za mało,/
Zgadzam się na to chętnie, ale w zamian przecie,/
Gdy mu wszystko oddajesz, ocal twoje dziecię/
I pozwól, bym w klasztornej przepędziła celi/
Resztę dni, których niebo jeszcze mi udzieli.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Otóż to, zakonnica wylazła na prędce,/
Kiedy ojciec w miłosnej przeszkadza jej chętce./
Powstań. Wstręt twój i upór zwyciężyć potrzeba,/
A umartwienie zmysłów --- zasługa dla nieba./
By zaskarbić te łaski masz sposób gotowy/
I proszę nie zawracać mi już więcej głowy.<end id="e1214511361179"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1214511320541"/><motyw id="m1214511320541">Sługa</motyw>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to? lecz...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Niech cię znowu nie trapi chęć pusta,</wers_cd>/
Gadaj z równymi sobie, tu zaknebluj usta.<end id="e1214511320541"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jeślibyś mojej rady chciał wysłuchać przecie...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mój bracie, twoje rady są najlepsze w świecie,/
Jestem dla nich z szacunkiem, cenię je i chwalę,/
Lecz daruj, ale spełnić ich nie myślę wcale.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Orgona</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Widząc to, co ja widzę, już nie wiem prawdziwie/
Co mówić, zaślepieniu twojemu się dziwię/
Tylko. Jakież cię wpływy oplotły złowieszcze,/
Gdy po dzisiejszym czynie nie wierzysz nam jeszcze?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dziękuję, ale prostych pozorów w tym wina;/
Ja wiem, jaką ty słabość masz dla mego syna,/
Tego łotra; przez niego ta historia cała/
Ułożona, a tyś jej zaprzeczyć nie chciała,/
By biednego człowieka zgubić przez te baśnie./
Ale twoja spokojność zdradziła cię właśnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1214511685537"/><motyw id="m1214511685537">Cnota, Kobieta</motyw>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czyż potrzeba mieć na tak dziwne oświadczenie/
Zaraz obelgę w ustach i w oczach płomienie?/
Gdy naszą cześć kto dotknie, potrzebaż w tej chwili,/
Abyśmy mu zniewagę największą rzucili?/
Ja wybuch w takiej rzeczy najwyraźniej ganię,/
Śmiech tu karą najlepszą, oto moje zdanie./
Uczciwość z łagodnością pogodzić się może,/
Nie jak u kobiet strasznych, których w każdej porze/
Gniew uzbrojony tylko sposobności czeka,/
By paznokciami drapać, lub pogryźć człowieka./
Mnie tym postępowaniem pewno nie zachwycą,/
Pragnę zostać cnotliwą, ale nie diablicą/
I w tej mierze tej prostej trzymam się taktyki,/
Że pogarda jest lepszą, niż gwałtowne krzyki.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja się zwieść nie pozwolę, niechaj co chce będzie.<end id="e1214511685537"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Powtórnie twoją słabość podziwiam w tym względzie,/
Ale możebyś wreszcie zdanie zmienić raczył,/
Gdybyś na własne oczy rzecz całą zobaczył.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zobaczył!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Gadanie!</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Będziesz wątpił dłużéj,</wers_cd>/
Gdy to sprawię, że wszystko przy tobie powtórzy?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Baśnie!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Cóż to za człowiek! Rozważ me zamiary:</wers_cd>/
Nie żądam już z twej strony dla nas nawet wiary,/
Lecz przypuśćmy, że w miejscu tym, tak by się stało,/
Że mógłbyś łatwo widzieć i słyszeć rzecz całą;/
Cóż byś powiedział na to, czy trwałbyś w uporze?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Powiedziałbym... nic wcale, bo to być nie może.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Błąd trwa za długo, zatem nie spocznę dopóty,/
Aż przestaniesz oszczerstwa robić mi zarzuty./
W tej chwili się ta sprawa tu zakończy cała,/
Będziesz świadkiem wszystkiego, com ci powiedziała.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zgoda. Trzymam za słowo. Twą zręczność ocenię,/
Czy będziesz mogła spełnić swoje przyrzeczenie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Doryny</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Sprowadź go do mnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Elmiry</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Działać potrzeba powoli,</wers_cd>/
To lis chytry, łatwo się złapać nie pozwoli.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie! <begin id="b1214511797893"/><motyw id="m1214511797893">Miłość</motyw>ludzi kochających zwieść możem najlepiéj,/
A miłość własna bardziej jeszcze go zaślepi.<end id="e1214511797893"/>/
Poproś go. <didask_tekst>(do <osoba>Kleanta</osoba> i <osoba>Marianny</osoba>)</didask_tekst> Wy odejdźcie.</strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA IV</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Orgon</osoba>, <osoba>Elmira</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Stół ten przysuniemy,</wers_cd>/
Wejdź tu i proszę ciebie, siedź cicho jak niemy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Gdy się tam schowasz, prawdy ci dowiodę.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dlaczegóż pod stół?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Proszę, zostaw mi swobodę.</wers_cd>/
Sam osądzisz, czy dobrze osnute mam plany./
No wejdź tam; a pamiętaj, jak będziesz schowany,/
Aby cię nie widziano, ani nie słyszano.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>No przyznaj, że łagodność mam nieporównaną,/
Lecz chcę widzieć do końca, jak pójdzie wyprawa.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Sądzę, że do wyrzutów nie nada ci prawa.</strofa>
<didaskalia>do <osoba>Orgona</osoba>, który siedzi pod stołem</didaskalia>
<strofa>Cokolwiek będę mówić i w jakim sposobie,/
Niechaj to oburzenia nie wywoła w tobie,/
Bo przez ciebie do tego jestem przymuszona,/
A zresztą, wszak to jedno tylko cię przekona./
<begin id="b1214512328588"/><motyw id="m1214512328588">Maska</motyw>Przez udaną łaskawość, nie będzie mi trudno/
Zmusić do otwartości tę duszę obłudną,/
A podniecona miłość w namiętnym zamiarze/
Złoży maskę i całe zuchwalstwo okaże.<end id="e1214512328588"/>/
Gdy z twej woli, dla twego tylko przekonania,/
Moja chęć do tej smutnej komedii się skłania,/
Toż gdy się wiara twoja już do mnie nachyli,/
Sądzę, że będę mogła zaprzestać w tej chwili/
I kiedy sam już sprawdzisz wszystko doskonale,/
Będziesz go umiał wstrzymać w namiętnym zapale;/
Oszczędzisz twojej żonie daremnych przykrości,/
Gdy już rozczarowanie w twej duszy zagości./
Zresztą to twój interes, ty tu jesteś panem,/
Nadchodzi. Skryj się i siedź cicho pod dywanem.</strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA V</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Turtuffe</osoba>, <osoba>Elmira</osoba>, <osoba>Orgon</osoba></didaskalia>

<didaskalia><osoba>Orgon</osoba> pod stołem.</didaskalia><extra>do sprawdzenia z innym wydaniem</extra>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Kazałaś mnie tu pani wezwać na rozmowę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1199205196892"/><motyw id="m1199205196892">Kuszenie</motyw>Tak jest, bo mam zwierzenie dla pana gotowe,/
Zamknij pan drzwi i wkoło rozejrzyj się wszędzie,/
Czy znów kto nie widziany słuchać nas nie będzie.</strofa></kwestia>

<didaskalia><osoba>Tartuffe</osoba> idzie zamknąć drzwi i wraca.</didaskalia>

<kwestia><strofa>Nie chcę, by się poprzednie zajście powtórzyło,/
Bo to dla nas obojga nie byłoby miło./
Z tej niespodzianki dotąd ochłonąć nie mogę,/
Damis w straszną o pana przyprawił mnie trwogę;/
Pewno pan słusznie moje starania ocenia,/
Com robiła, aby go zmusić do milczenia./
Niepokój, trwogę moją za przyczynę biorę,/
Że nie umiałam jeszcze zaprzeczyć mu w porę,/
Lecz, dzięki niebu, spór ten został zakończony,/
Niebezpieczeństwo z żadnej nie grozi nam strony./
Szacunek, któryś wzbudził, łatwo burzę wstrzyma,/
Mąż na pana żadnego podejrzenia nie ma, ---/
Przeciwnie, chce świat wyzwać, za jego rozkazem/
W każdej chwili możemy znajdować się razem/
I wiem, że to nie będzie również źle widzianem,/
Że sam na sam zamknięta rozmawiam tu z panem./
To mi dozwala odkryć serce, duszę całą,/
Które wzruszyć zbyt prędko panu się udało.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1214512764887"/><motyw id="m1214512764887">Kobieta, Miłość</motyw>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Myśl pani nie dość jasno dla mnie się tłumaczy;/
Niedawno słowa twoje brzmiały tu inaczéj.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach, jeśli w panu one niesłuszny gniew niecą,/
To pan mało znasz jeszcze naturę kobiecą;/
Nie wiesz pan, jak to serce bić nam musi w łonie,/
Gdy tak słabo walczymy w pozornej obronie./
Wstyd nasz walczy do końca, zawsze w takiej chwili/
Serce, by przezwyciężyć go, darmo się sili;/
Choć najsilniejsza miłość do tej walki stanie,/
Ze wstydem zawsze pierwsze robi się wyznanie./
Wszakże bronić się trzeba, ale z odpowiedzi/
Każdy serc tajemnicę z łatwością wyśledzi,/
Że choć według słów naszych miłość ta jest zdrożna,/
To z tej obrony właśnie nadzieję mieć można.<end id="e1214512764887"/>/
Nazbyt swobodnie może moje oświadczenie/
Przekonywa, że mało mój własny wstyd cenię;/
Lecz, gdy do tego doszło, to zapytam pana,/
Po com Damisa dzisiaj wstrzymywała z rana?/
Skądże się ta cierpliwość we mnie wzięła rzadka,/
By zwierzenia twych uczuć słuchać do ostatka?/
Czyżbym ja tak łagodnie przyjęła rzecz całą./
Gdyby pańskie wyznanie mnie nie pociągało?/
Wreszcie gdym pana zmusić pragnęła za karę,/
Abyś z swego małżeństwa zrobił mi ofiarę,/
Czyż nie mogłeś pan poznać już w tym samym czynie,/
Że to własny interes rządzi mną jedynie;/
Bo smutno by mi było, gdyby związki trwałe,/
Podzieliły to serce, które chcę mieć całe.<end id="e1199205196892"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pojąć mojej radości nikt nie będzie w stanie,/
Gdy z ust kochanych słyszę podobne wyznanie,/
Słodycz jego napełnia błogością nieznaną,/
Napaja mnie rozkoszą z niczym niezrównaną;/
Szczęście, abym się tobie podobał nawzajem,/
Jest marzeniem mej duszy, jest mych chęci rajem,/
Lecz daruj pani, może śmiałości zbyt wiele,/
Gdy powiem, że ja jeszcze wątpić się ośmielę./
Może to tylko podstęp szlachetny z twej strony,/
Ażebym zerwał związek dzisiaj ułożony./
Odważam się myśl moją wypowiedzieć szczerze,/
Że ja w tak miłe słowa pani nie uwierzę,/
Póki dowód twej łaski zwątpienia nie skruszy/
I wiary w moje szczęście nie zaszczepi w duszy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<didaskalia>kaszlnąwszy kilka razy, aby ostrzec męża</didaskalia>
<kwestia><strofa>Czyż taka panem szybkość powoduje rzadka,/
Aby wyczerpać tkliwość serca do ostatka?/
Gubi się ktoś, gdy prawdę wyznaje ci całą,/
A to wyznanie jeszcze dla pana za mało./
I to wszystko dla ciebie nie przyda się na nic,/
Dopóki rzecz nie dojdzie do ostatnich granic.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Im mniej zasługi, tym mniej dla nadziei prawa,/
A wyznanie dla serca zbyt wątła podstawa./
Człowiek szybko naprzeciw swego szczęścia bieży,/
Lecz wprzód chce go używać zanim w nie uwierzy./
Na zasługi się własne liczyć nie ośmielę,/
W dobry skutek mych chęci nie ufam zbyt wiele/
I dotąd ta wątpliwość nie ustąpi z łona,/
Póki jej rzeczywistość słodka nie pokona.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pańska miłość z tyranią łączy się najściśléj/
I w dziwne pomięszanie wprawia moje myśli/
Nad sercem chce panować ta straszliwa władza!/
I jak gwałtownie swoje chęci przeprowadza!/
Pańskim pragnieniom czyż nic oprzeć się nie zdoła?/
Aby odetchnąć, czasu nie zostawiasz zgoła./
Czyż można tak uparcie prześladować srogo/
I żądać w jednej chwili wszystkiego od kogo?/
Nadużywasz pan teraz w zbyt łatwym sposobie/
Uczucia, które wiesz pan, że żywię ku tobie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jeżeli moje hołdy pragniesz przyjąć szczerze,/
Dlaczegóż mi dowodów odmawiasz w tej mierze?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lecz jakże mogę chęci okazać łaskawsze,/
Nie obrażając nieba, którym straszysz zawsze.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdyby tu tylko niebo na zawadzie stało,/
Znieść tę przeszkodę, dla mnie rzeczą bardzo małą;/
Niech ona serca twego obawą nie mrozi.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to! A kara niebios, którą pan tak grozi?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mogę pani rozproszyć tę śmieszną obawę,/
Bo w zwalczeniu skrupułów ja posiadam wprawę./
Jest w takim czynie niby dla nieba rzecz zdrożna,/
Ale porozumienie z nim wynaleźć można./
Jest nauka, co w miarę potrzeb się przemienia,/
By rozluzować węzły naszego sumienia./
Złe w uczynku chociażby wielkiego rozmiaru,/
Naprawia się czystością naszego zamiaru;/
Tę tajemnicę razem zgłębiamy do woli,/
Niech mi się pani tylko prowadzić pozwoli./
Bez obawy chciej spełnić moje chęci skore,/
Ja odpowiem i wszystko sam na siebie biorę.</strofa></kwestia>

<didaskalia><osoba>Elmira</osoba> kaszle mocniej.</didaskalia>

<kwestia><strofa>Ma pani mocny kaszel.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak, płuca mi rani.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Cukier z sokiem lukrecji może ulży pani.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, to katar uparty męczy mnie tak srogo/
I żadne soki na to pomóc mi nie mogą.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To przykre.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Bardzo przykre, gdy kto nazbyt czuły.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1214513388447"/><motyw id="m1214513388447">Grzech</motyw>Na koniec łatwo będzie zniszczyć te skrupuły./
Wszak tajemnicy naszej z pewnością obronim,/
A złe jest wtedy tylko, kiedy świat wie o nim;/
Tylko zgorszenie za błąd trzeba liczyć w życiu,/
A ten wcale nie grzeszy, kto grzeszy w ukryciu.<end id="e1214513388447"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<didaskalia>kaszląc jeszcze i uderzając kilka razy w stół</didaskalia>
<kwestia><strofa>Na koniec widzę, że się trzeba będzie poddać/
I zezwolić, ażeby wszystko panu oddać,/
Bo inaczej oporu chęć źle oceniona,/
Zadowolnić nie może, ani nie przekona./
Przykro mi, że przekracza to moją rachubę,/
Mimo woli zapewne przechodzę tę próbę,/
Ale kiedy tak wielką jest uporu siła,/
Że nie chcą wcale wierzyć temu, com mówiła,/
Dowód tylko stanowczy zbudzi przekonanie,/
Niechajże się żądaniom twym zadosyć<pe><slowo_obce>zadosyć</slowo_obce> --- zadość.</pe> stanie./
A jeśli ja błąd jakiś popełnię w tej chwili,/
Tym gorzej dla tych, co mnie do niego zmusili,/
Odpowiedzialność za to nie mnie brać należy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak pani, ja ją przyjmę, niech mi pani wierzy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Uchyl pan drzwi i zobacz proszę w tamtej stronie,/
Czy nie ma mego męża przy drzwiach lub w salonie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O co się pani troszczy, po cóż mam tam chodzić?/
To jest człowiek stworzony, by go za nos wodzić./
Wszak byśmy z sobą byli, pragnie jak najszczerzej/
I choćby wszystko widział, to w nic nie uwierzy,/
Takem go usposobił.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>To mnie nie powstrzyma</wers_cd>/
W obawie. Wyjdź pan proszę, zobacz, czy go nie ma?</strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA VI</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Orgon</osoba>, <osoba>Elmira</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<didaskalia>wychodząc spod stołu</didaskalia>
<kwestia><strofa>A to jest, muszę przyznać, nikczemnik nie lada!/
Jak pałka, tak mi nagle to na głowę spada.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to! już chcesz wychodzić; chyba stroisz żarty,/
Wracaj pod dywan, dalej, czemuś tak uparty,/
Do wydawania sądu nie bądź jeszcze skory,/
Czekaj do końca, to znów mogą być pozory.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie! piekło nic gorszego stworzyć nie jest w stanie!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zawsze zanadto lekko chcesz wydawać zdanie./
Daj się przekonać, zanim będziesz słusznie sądził,/
I nie śpiesz się z obawy, ażebyś nie zbłądził.</strofa></kwestia>

<didaskalia><osoba>Elmira</osoba> chowa <osoba>Orgona</osoba> poza siebie.</didaskalia>





<naglowek_scena>SCENA VII</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Tartuffe</osoba>, <osoba>Elmira</osoba>, <osoba>Orgon</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<didaskalia>nie widząc <osoba>Orgona</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Na przeszkodzie nic moim chęciom już nie stanie,/
Przepatrzyłem uważnie całe pomieszkanie,/
Nikogo nie ma; zatem możemy tu skrycie...</strofa></kwestia>

<didaskalia>Kiedy <osoba>Tartuffe</osoba> podchodzi do <osoba>Elmiry</osoba> chcąc ją uściskać, ona się usuwa i odsłania <osoba>Orgona</osoba>.</didaskalia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<didaskalia>wstrzymując <osoba>Tartuffe’a</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Powstrzymaj się, mój panie, w miłosnym zachwycie,/
Przez zbytek namiętności możesz głupstwo zbroić./
Acha! zacny człowieku! chciałeś mnie ustroić./
Na pokusy tak mało jesteś uzbrojony,/
Że zaślubiasz mą córkę, a pożądasz żony./
Przez długi czas kręciłem się jak w błędnym kole,/
Sądząc, że lada chwila zamienią się role,/
Lecz ta próba aż nadto moje zmysły łechce,/
Wyznaję, że mam dosyć i więcej już nie chcę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Tartuffe'a</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Co do mnie, ta komedia jest moją obroną,/
Ażeby ją odegrać byłam przymuszoną.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Orgona</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Jak to! Wierzysz?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>No dalej! na co ten ambaras,</wers_cd>/
Bez żadnej ceremonii wynosić się zaraz!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mój zamiar...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie czas teraz na żadne gadania,</wers_cd>/
Natychmiast mi wychodzić z mojego mieszkania.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ty sam stąd wyjdziesz, tak, ty, który z niesłychanem/
Zuchwalstwem chcesz przemawiać, jakbyś tu był panem./
Ten dom do mnie należy, moją jest własnością,/
Daremnie chcesz podstępem walczyć, albo złością./
A kto się ze mną kłóci, obelgi wymierza,/
Ten pożałuje; ja mam czym skarcić szalbierza<pe><slowo_obce>szalbierz</slowo_obce> --- oszust.</pe>,/
Pomścić obrazę niebios i obudzić żale/
W tym, co mi dom swój kazał opuścić zuchwale.</strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA VIII</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Elmira</osoba>, <osoba>Orgon</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co to za mowa i te odgróżki<pe><slowo_obce>odgróżki</slowo_obce> --- od: odgrażać się.</pe> złowrogie?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wyznaję, że ja z tego żartować nie mogę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Słysząc co mówił, błąd mój każdy przyzna,</wers_cd>/
Że teraz źle wypadła moja darowizna.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Darowizna!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak. Jeszcze mogłoby być gorzéj,</wers_cd>/
Jest w tym pewna szkatułka, co mnie mocno trwoży.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wszystko zrozumiesz, wszystko ci powtórzę,</wers_cd>/
Tylko pójdę zobaczyć, może jest na górze.</strofa></kwestia>










<naglowek_akt>AKT PIĄTY</naglowek_akt>





<naglowek_scena>SCENA I</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Kleant</osoba>, <osoba>Orgon</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dokąd chcesz biec?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czyż ja wiem.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Więc najprostsza rada,</wers_cd>/
Że przecie porozumieć się najprzód wypada,/
Może się znajdą jeszcze jakieś środki nowe.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1214580824828"/><motyw id="m1214580824828">Tajemnica</motyw>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przez tę szkatułkę teraz straciłem już głowę,/
Ona bardziej niż wszystko przejmuje mnie trwogą.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jakież to tajemnice odkryć się z niej mogą?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jest to własność Argasa; on w chwili rozstania/
Dał mi ją w tajemnicy wielkiej do schowania,/
A jak wiesz o tym, to był mój przyjaciel szczery,/
Więc przyjąłem. Mówił mi, że są tam papiery/
Wielkiej ważności, jam był zbyt skory w usłudze.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A na cóżeś ją potem oddał w ręce cudze?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To z powodu skrupułów sumienia się stało,/
Bom temu zdrajcy zaraz powiedział rzecz całą,/
A on łatwo nakłonił mnie do swego zdania,/
Ażebym mu szkatułkę dał do przechowania,/
Bo wtedy mnie z pewnością kara nie doścignie,/
W razie śledztwa, przysięga moja rzecz rozstrzygnie;/
A fałszywą nie będzie, bo przysięgnę szczerze,/
Że jej nie mam, gdy on ją do siebie zabierze.<end id="e1214580824828"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Źle z tobą, jeśli rzeczy z pozorów ocenię:/
Najprzód ta darowizna, później to zwierzenie./
Choćbym już wszystko inne odrzucił na stronę,/
Są rzeczy nazbyt lekko przez ciebie spełnione./
Mając te środki w ręku, może cię zatrwożę./
Gdy powiem, że daleko prowadzić cię może./
Nie drażnić go, przeciwnie z roztropnością całą/
Jakiś łagodny środek znaleźć wypadało.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1214582210513"/><motyw id="m1214582210513">Umiarkowanie, Pobożność, Rozczarowanie</motyw>Rzecz straszna! pod tak pięknym pobożności godłem/
Spotkać się z niecną duszą i z sercem tak podłem./
Żebraka wziąłem za to, że mówił pacierze;/
Stało się, w zacnych ludzi, w pobożnych nie wierzę./
Od dziś nienawiść dla nich ogarnia mnie wściekła/
I będę dla nich gorszy, niż sam diabeł z piekła.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Znowu ci uniesienie na przeszkodzie stanie,/
Ażebyś w sądach swoich miał umiarkowanie,/
Nigdy się w zdrowym zdaniu nie utrzymasz długo,/
Z jednej ostateczności zaraz wpadasz w drugą./
Ta udana pobożność słusznie ci obrzydła,/
Błąd spostrzegłeś, gdy oszust złapał cię już w sidła;/
Poprawiłeś się, dobrze, ale czyż w te pędy,/
Gdy się raz uleczyłeś, w nowe wpadać błędy?/
Za to, że jeden oszust nikczemnie cię zmami,/
To już wszyscy pobożni mają być łotrami?/
Że tamten nazbyt zręcznie użył maski podłej,/
Że cię jego oszustwa nazbyt łatwo zwiodły,/
To wszystkich chcesz już sądzić w namiętnym zapale/
I uczciwie pobożnych nie uznajesz wcale./
<begin id="b1203008134980"/><motyw id="m1203008134980">Mądrość</motyw>Pozostaw libertynom ten dowód głupoty,/
Umiej rozróżnić pozór od prawdziwej cnoty,/
Szacunkiem nie otaczaj ludzi nazbyt wcześnie,/
Abyś się znowu, jak dziś, nie zawiódł boleśnie./
Trzymaj się średniej drogi, patrz na błędy cudze,/
Ale obelg nie rzucaj prawdziwej zasłudze./
A jeśli w ostateczność masz już wpadać stale,/
To lepiej wierzyć w ludzi, niż nie wierzyć wcale.<end id="e1203008134980"/><end id="e1214582210513"/></strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA II</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Orgon</osoba>, <osoba>Kleant</osoba>, <osoba>Damis</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba><begin id="b1214582621970"/><motyw id="m1214582621970">Młodość, Ojciec, Syn, Zemsta</motyw>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to? mój ojcze! czy mnie doszła wieść prawdziwa,/
Że ten łotr twojej łaski za broń dziś używa/
I nikczemny niewdzięcznik w sposób tak zuchwalczy/
Twymi dobrodziejstwami przeciw tobie walczy?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, synu! Toteż boleść straszną czuję w duszy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja mu natychmiast pójdę obciąć oba uszy<pe><slowo_obce>oba uszy</slowo_obce> --- dzisiaj: oboje uszu.</pe>,/
Takiej zdrady nie można puszczać tak powolnie./
Nie bój się ojcze, ja cię od niego uwolnię./
Zgniotę z nim razem wszelkich przykrości powody.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Otóż to! chcesz postąpić tak jak człowiek młody./
Miarkuj twoje zapędy, wybuchy dziecinne,/
Innego mamy króla, czasy są dziś inne,/
Trudno już gwałtownością walczyć, albo zwadą.<end id="e1214582621970"/></strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA III</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Pani Pernelle</osoba>, <osoba>Orgon</osoba>, <osoba>Elmira</osoba>, <osoba>Kleant</osoba>, <osoba>Marianna</osoba>, <osoba>Damis</osoba>, <osoba>Doryna</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jakież to straszne rzeczy w uszy mi tu kładą!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To nowiny, którem sam sprawdził na mą szkodę,/
<begin id="b1214583448551"/><motyw id="m1214583448551">Bieda, Zdrada</motyw>Za moje trudy, matko, piękną mam nagrodę./
Biorę człowieka, sądząc, że biedny prawdziwie,/
Jak brata rodzonego w swym domu go żywię;/
Mych dobrodziejstw dla niego nieprzerwany wątek,/
Daję mu własną córkę, cały mój majątek/
I to nędzne stworzenie tym nienasycone/
W tym samym czasie pragnie uwieść moją żonę./
Nie dosyć tego, jeszcze niezadowolony/
Grozi mi właśnie łaską, co doznał z mej strony;/
Chce mnie zgnębić tą bronią, którą tknięty szałem/
Sam w pełnym zaufaniu, w ręce mu oddałem./
Zbrojny w me dobrodziejstwa, łotr z wytartym czołem,/
Chce mnie tam zepchnąć właśnie, skąd go wyciągnąłem.<end id="e1214583448551"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Biedny człowiek!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Mój synu, temu nie dam wiary,</wers_cd>/
Ażeby on chciał spełnić tak czarne zamiary.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Uczciwi są zawsze zazdrości przedmiotem!</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Skądże to matce przyszło teraz mówić o tem?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1214583798164"/><motyw id="m1214583798164">Matka, Plotka, Pozory, Prawda, Syn</motyw>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W twoim domu, mój synu, dziwny nieład gości,/
On tu był zawsze celem niechęci i złości.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A cóż ma znaczyć niechęć w tym zdarzeniu całym?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Powtarzałam ci często, gdyś był dzieckiem małym:/
<begin id="b1203010700349"/><motyw id="m1203010700349">Cnota, Zazdrość</motyw>Że cnota rzadko bardzo zyskuje uznanie,/
Zawistni umrą, ale zawiść pozostanie.<end id="e1203010700349"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>No, ale co ma znaczyć ta mowa w tej chwili?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To, że ci jakieś plotki na niego zrobili.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Kiedy ja sam widziałem wszystko dzisiaj z rana.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przebiegłość złych języków jest niewyczerpana.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Matka mnie do największej doprowadzi złości!/
Kiedyż wszystko się działo w mojej obecności.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jad ludzki zawsze zwalać każdego gotowy/
I nikt się nie uchroni od ciosów obmowy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Taki upór granicę rozsądku przekroczy!/
Widziałem, sam widziałem ja, na własne oczy/
Widziałem. No widziałem tak, co się nazywa,/
Czy mam krzyczeć sto razy, że to rzecz prawdziwa?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mój Boże! często pozór właśnie nas omami./
Nie zawsze to jest prawdą, co widzimy sami.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wściekam się!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>W podejrzeniu sądzimy inaczéj</wers_cd>/
I najczęściej rzecz dobra źle się wytłumaczy.<end id="e1214583798164"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, zapewne, by zyskać zasługę dla nieba,/
Chciał moją żonę ściskać dziś rano.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Potrzeba,</wers_cd>/
Aby oskarżać słusznie, mieć większe powody;/
Należało na lepsze czekać ci dowody.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdybym to nie z ust matki słuchał takiej mowy,/
Nie wiem, co bym z wściekłości zrobić był gotowy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1214583936375"/><motyw id="m1214583936375">Kara</motyw>DORYNA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Orgona</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Jaką miarą kto mierzył, taką mu odmierzą;/
Pan wprzód nie chciałeś wierzyć, tu panu nie wierzą.<end id="e1214583936375"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Na próżnych korowodach czas daremnie bieży,/
Gdy nam środki na przyszłość obmyśleć należy,/
Wszakże jego pogróżki nie są żartem wcale.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czyż on śmiałby postąpić z nami tak zuchwale!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja sądzę, że nic złego z tego nie wypadnie,/
Własna jego niewdzięczność obroni nas snadnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Orgona</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Nie ufaj w to, on środki wynajdzie w potrzebie,/
Które mu dopomogą do zwalczenia ciebie;/
Ty wiesz, że zarzut spisku nie jest lekki zgoła/
I jak smutne następstwa sprowadzić ci zdoła./
Powtarzam ci, że wiedząc, jak jest uzbrojony,/
Drażnić go, nieroztropnie było z twojej strony.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przyznaję, że gwałtowność moja była zdrożna,/
Ale czyż z takim łotrem powstrzymać się można?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pragnąłbym wyszukania jakiegoś sposobu/
Aby chociaż pozornie, pogodzić was obu.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdyby mi była znana, jak dziś sprawa cała/
Nigdy bym była do niej powodów nie dała/
I przez...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Doryny</osoba> spostrzegając wchodzącego <osoba>Loyala</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co chce ten człowiek? niech ci prędko powie,</wers_cd>/
Także mi odwiedziny teraz siedzą w głowie.</strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA IV</naglowek_scena>

<didaskalia>Poprzedni i <osoba>Loyal</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>LOYAL</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Doryny</osoba> w głębi sceny</didaskalia>
<kwestia><strofa>Dzień dobry, droga siostro! zrób to z łaski swojéj,/
Abym mógł mówić z panem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Zajęty tam stoi</wers_cd>/
I wątpię, aby teraz chciał przyjmować gości.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>LOYAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Moje przybycie pewno nie zrobi przykrości,/
Przeciwnie, sądzę, że mu powinno być miłem./
Z bardzo dobrą dla niego nowiną przybyłem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pańskie nazwisko?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>LOYAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Niech mu panienka doniesie,</wers_cd>/
Żem od pana Tartuffe’a przybył w interesie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Orgona</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>To jakiś człowiek, który mówi dość łaskawie,/
Że od pana Tartuffe’a przyszedł w jakiejś sprawie,/
Która pana ucieszy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Orgona</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jestem tego zdania</wers_cd>/
Ażebyś go wysłuchał, jakie ma żądania.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Kleanta</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>A jeśli ten jegomość przyszedł tu w zamiarze/
Zgodzenia nas, jakież mu uczucia okażę?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Powstrzymaj rozdrażnienie, to będzie najlepiéj,/
Jeśli się w zgodny sposób od ciebie odczepi.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>LOYAL</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Orgona</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Witam pana. Niech niebo twoich wrogów skruszy,/
A panu niech tak sprzyja, jak ja pragnę z duszy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<didaskalia>po cichu, do <osoba>Kleanta</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Ten wstęp naszej rozmowy dość się dobrze składa/
I pojednawcze chęci zda się zapowiada.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>LOYAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pański dom cały również w sercu noszę długo,/
Bo ja ojca pańskiego jeszcze byłem sługą.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Daruj pan, lecz doprawdy serce mi się ściska,/
Żem nie znał pana dotąd i nie wiem nazwiska.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1214584632630"/><motyw id="m1214584632630">Urzędnik</motyw>LOYAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Moje nazwisko Loyal, z Normandii<pe>Normandia --- kraina we Francji, położona nad kanałem La Manche.</pe> ród wiodę,/
Jestem woźnym od rózgi<pe><slowo_obce>woźny</slowo_obce> --- kiedyś pracownik sądowy, który pilnował porządku i roznosił pocztę, doręczał wyroki.</pe> na zawistnych szkodę;/
Od lat czterdziestu urząd ten w mym ręku kwitnie,/
Spełniam go z woli nieba ze wszech miar zaszczytnie/
I przychodzę tu właśnie z urzędu i stanu/
Mojego, pewien nakaz zapowiedzieć panu.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to! pan tu...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>LOYAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie unoś się, łaskawy panie,</wers_cd>/
To tylko prosty nakaz, zwyczajne wezwanie:/
Abyś ten dom opuścił wraz z domownikami,/
Rodziną, służącymi, wyniósł się z meblami/
Bez zwłoki, by właściciel mógł go zająć prawy<pe><slowo_obce>właściciel prawy</slowo_obce> --- tutaj: właściciel z mocy prawa; faktycznie posiadający prawo własności.</pe>.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mam stąd wyjść, wynosić się!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>LOYAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jeśli pan łaskawy.</wers_cd>/
Dom ten, jak pan wiesz zresztą, właściciela zmienia,/
Zacny pan Tartuffe jest nim dziś bez zaprzeczenia,/
Jak i całych dóbr pańskich; a to w tym sposobie,/
Jak opiewa umowa, którą mam przy sobie./
Jej forma już wyłącza nawet myśl o sporze.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To zuchwalstwo, z jakim nic zrównać się nie może.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>LOYAL</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Damisa</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Ja z panem nie mam sprawy.</strofa>
<didaskalia>pokazując <osoba>Orgona</osoba></didaskalia>
<strofa>A zaś pana cenię,/
Bo rozum i łagodne ma usposobienie;/
Pojęcia obowiązków dał tutaj dowody,/
Sprawiedliwości żadnej nie czyniąc przeszkody.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lecz...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>LOYAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak, panie, pan żadnych przeszkód mi nie stawia,</wers_cd>/
Wiem, że za milion pan byś nie spełnił bezprawia;/
Jak człowiek zacny zniesiesz to z spokojem całym,/
Bym wypełnił rozkazy, które odebrałem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdyby się tak zmieniła nagle rzeczy postać,/
Mógłby woźny od rózgi kijem tutaj dostać.<end id="e1214584632630"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>LOYAL</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Orgona</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Spraw pan, by syn twój milczał lub był oddalony,/
Protokół z niego spisać byłbym przymuszony,/
A przyjemniej mi będzie, jeśli go pominę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<kwestia><strofa>Ten pan Loyal ma bardzo nielojalną minę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1214585041340"/><motyw id="m1214585041340">Obowiązek, Urzędnik</motyw>LOYAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dla zacnych ludzi jestem wylany i szczery,/
Toteż dlatego tylko wziąłem te papiery,/
By pana zobowiązać i zdziwić przyjemnie./
Bo któż wie, jakby rzeczy poszły tu beze mnie?/
Gdyby całej tej sprawy podjął się kto inny,/
Czyby zechciał tak działać w sposób dobroczynny?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pytam się, co gorszego jeszcze pozostaje,/
Jak wypędzać mnie z domu.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>LOYAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ja panu czas daję.</wers_cd>/
Do tego stopnia dobroć posuwam dla pana,/
Że ci udzielam zwłoki aż do jutra rana/
I ażeby kłopotu nie sprawić nikomu,/
Z dziesięciu mymi ludźmi prześpię noc w tym domu;/
Dla formy tylko, którą panu nie dokuczę./
Trzeba mi przed wieczorem oddać wszystkie klucze./
W nocy możecie państwo wszyscy spać bezpiecznie,/
Będę czuwał, by wszystko odbyło się grzecznie;/
Za to jutro od rana będzie pan zajęty:/
Potrzeba dom opróżnić, wynieść wszystkie sprzęty,/
Moi ludzie pomogą, a mocnych wybiorę,/
Ażeby dopomogli wszystko zrobić w porę./
Sądzę, że się w ten sposób łatwo kłopot przetnie;/
A ponieważ ja z panem działam tak szlachetnie,/
Zaklinam pana, abym i ja z pańskiej strony/
W spełnieniu obowiązków, nie był przeszkodzony.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<didaskalia>na stronie</didaskalia>
<kwestia><strofa>Z całego serca, z tego co mi pozostaje/
Najpiękniejszych luidorów<pe><slowo_obce>luidor</slowo_obce>  --- złota moneta we Francji XVII i XVIIIw.; luidory zwano też ludwikami.</pe> sto w tej chwili daję,/
Bylem mógł tylko walnąć w ten pysk jego miły/
Jeden raz tylko pięścią, ale z całej siły.<end id="e1214585041340"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Orgona</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Powstrzymaj się! nie psujmy nic.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Na to gadanie</wers_cd>/
Ręka mnie swędzi, wstrzymać się nie będę w stanie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Panie Loyal, masz plecy, że aż spojrzeć miło;/
Sądzę, że parę kijów by im nie szkodziło.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>LOYAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><begin id="b1214585107855"/><motyw id="m1214585107855">Kara, Kobieta, Sąd</motyw>Za te słowa nikczemne ukarać cię mogą,/
Moja panno; kobiety sądzą również srogo.<end id="e1214585107855"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Loyala</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Skończmy już. Niech pan złoży papiery tej sprawy/
I pozostawić samych nas, bądź pan łaskawy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>LOYAL</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Do widzenia. Niech z nieba zdrój łask na was spadnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Z tym co cię przysłał, żebyś w piekle siedział na dnie.</strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA V</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Orgon</osoba>, <osoba>pani Pernelle</osoba>, <osoba>Elmira</osoba>, <osoba>Kleant</osoba>, <osoba>Marianna</osoba>, <osoba>Damis</osoba>, <osoba>Doryna</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Sądzę, że zdanie matki już się do mnie skłania,/
Z tego faktu wszak można nabrać przekonania,/
Że jest łotr. Czyliż większych dowodów potrzeba?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jestem jak ogłupiała i spadam jak z nieba!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niesłusznie się pan skarży, bo biorąc rzecz ściśléj,/
To właśnie potwierdzenie wszystkich jego myśli./
On z miłości bliźniego tak nad panem czuwa:/
Wie, że często majątek pokusy nasuwa,/
Z litości pragnie obrać cię z całego mienia,/
Bo to może przeszkodzić panu do zbawienia.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Cicho bądź! zawsze jedno mówić ci wypada.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Orgona</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Pójdźmy, może się jeszcze znajdzie jakaś rada.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, wszakże macie środek pod ręką gotowy,/
Jego niewdzięczność niszczy ważność tej umowy./
Nikczemność taka przecie jest nazbyt zuchwałą,/
Aby jego żądanie skutek odnieść miało.</strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA VI</naglowek_scena>

<didaskalia>Poprzedni i <osoba>Walery</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Musząc zasmucić pana, żal czuję głęboki,/
Ale przynoszę wieści nie cierpiące zwłoki./
Przyjaciel mój z uczuciem dla mnie niezachwianem,/
Wiedząc, jak ścisłe węzły złączyły mnie z panem/
Przez jego córkę, z czym się przed wszystkimi szczycę,/
Zdradził z przyjaźni dla mnie ważną tajemnicę/
Stanu, na skutek której konieczność wyrasta,/
Byś natychmiast ucieczką ratował się z miasta./
<begin id="b1214585449844"/><motyw id="m1214585449844">Zdrada</motyw>Oszust, który się dotąd cieszył twym zajęciem/
Przed godziną oskarżyć cię umiał przed księciem/
I złożył w jego ręce, by zaszkodzić panu,/
Jakąś ważną szkatułkę, własność zdrajcy stanu,/
Którą pan ukrywałeś, jak twierdzi niegodnie,/
Chocieś wiedział, że czyniąc to --- popełniasz zbrodnię./
Zresztą w szczegółach sprawa ta nie jest mi znaną,/
Lecz wiem, że przeciw panu rozkaz już wydano;/
Dla pośpiechu on sam ma aresztować pana,/
Tylko mu zbrojna pomoc została dodana.<end id="e1214585449844"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Otóż się wydał zdrajca nawet i w tym względzie,/
Jakim sposobem praw swych poszukiwać będzie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Muszę przyznać, że człowiek jest nikczemne zwierzę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>WALERY</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Najmniejsza zwłoka smutny obrót tu przybierze./
Powóz czeka na dole, w nim cię odwieźć mogę,/
A tysiąc luidorów przyniosłem na drogę;/
Nie traćmy zatem czasu; chociażby bez winy/
W ucieczce szybkiej środek dla pana jedyny./
W ten sposób pan przynajmniej pierwszą przejdzie grozę,/
A na bezpieczne miejsce ja sam cię odwiozę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie wiem, jak mam zawdzięczyć panu to staranie!/
Dziś nawet podziękować ci nie jestem w stanie/
I błagam tylko nieba, by zesłało chwilę,/
W której mógłbym zapłacić ci za przysług tyle./
Żegnam was... ale zróbcie tutaj...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Śpiesz, czas bieży;</wers_cd>/
Bądź spokojny, zrobimy, co zrobić należy.</strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA VII</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Tartuffe</osoba>, <osoba>Urzędnik</osoba> i poprzedni</didaskalia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<didaskalia>wstrzymując <osoba>Orgona</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Nie tak spieszno, mój panie! niechaj pan przystanie,/
Niedaleko będziesz miał wygodne mieszkanie./
Z rozkazu księcia areszt tu na pana kładę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ha, łotrze! na ostatek chowałeś mi zdradę!/
Tym ciosem pragniesz mnie się pozbyć jak najprędzéj,/
Uwieńczasz twą nikczemność, dopełniasz mej nędzy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W słuchaniu pańskich obelg mogę być powolny,/
Bo dla nieba wycierpieć więcej jestem zdolny.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zaiste, to szczyt cnoty działać w tym sposobie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nikczemnik jeszcze z nieba śmie urągać sobie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Waszymi wymysłami wzruszać się nie myślę,/
Bo ja mój obowiązek tylko spełniam ściśle.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Za to też pana sława i nagroda czeka,/
Prawdziwie to zajęcie zacnego człowieka.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, to zajęcie w którym jest sława niemała,/
Gdy pochodzi z tej ręki, która mi je dała.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdzież u ciebie wdzięczności tak sławiona cnota?/
Wszak ja cię własną ręką wyciągnąłem z błota.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wyznaję, dałeś mi pan dowody zajęcia,/
Lecz pierwszym obowiązkiem jest służba dla księcia;/
Ten święty obowiązek wszystko we mnie głuszy,/
Jego poczucie wdzięczność niszczy w mojej duszy./
Ja bym wszystko poświęcił dla niego w potrzebie,/
Przyjaciół, żonę, krewnych, a nawet i siebie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Kłamca!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nikczemnych ludzi w tym zręczność prawdziwa,</wers_cd>/
Płaszczem świetnych pozorów podłość się okrywa.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lecz jeśli taką wielką ma być pańska cnota/
I tak szczytna gorliwość teraz panem miota,/
Czemużeś nie używał ich w księcia obronie,/
Póki Orgon nie podszedł cię przy swojej żonie?/
I dotąd denuncjacji nie zaniosłeś komu,/
Póki cię w oburzeniu nie wypędził z domu?/
A jeszcze jednej strony chcę dotknąć w tej sprawie;/
Wszak darowiznę jego przyjąłeś łaskawie,/
Wiedziałeś już o winie i pragnąłeś kary,/
Dlaczegóż od przestępcy przyjmowałeś dary?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Urzędnika</osoba></didaskalia>
<kwestia><strofa>Próżnymi mnie krzykami tutaj niepokoją,/
Skróć pan to i powinność chciej wypełnić swoją.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>URZĘDNIK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czekałem, aż wyznanie od pana odbiorę,/
Teraz już dalsza zwłoka byłaby nie w porę;/
Więc ażeby wypełnić rozkazy, mój panie,/
Pójdź ze mną do więzienia, gdzie znajdziesz mieszkanie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Kto? ja panie?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>URZĘDNIK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak, ty sam.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Za co mnie pan bierze?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>URZĘDNIK</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie tobie tłumaczenie mam zdawać w tej mierze.</strofa>
<didaskalia>do <osoba>Orgona</osoba></didaskalia>
<strofa><begin id="b1214586537742"/><motyw id="m1214586537742">Sprawiedliwość, Władza</motyw>Dla pańskiego spokoju wątpliwość rozwiążę./
Podłości znieść nie może panujący książę;/
Jego wzroku pozorem kłamca nie oszuka,/
I nie zwiedzie go cała obłudników sztuka,/
Jemu pojęcie cnoty oczu nie zamyka,/
Ceniąc zacnych, odróżnia łatwo nikczemnika./
I tu go nie złudziły pozory złowieszcze,/
Bo zawikłańsze sprawy odkrywa on jeszcze./
Kiedy go książę badał na gruncie zbyt śliskim,/
Poznał w nim już znanego pod innym nazwiskiem/
Łotra, którego przestępstw szereg już wiadomy,/
Mógłby historią zbrodni pozapełniać tomy./
Toteż monarcha, słusznie będąc oburzony/
Tak czarną niewdzięcznością dla was z jego strony,/
Inne jego uczynki przyjmując w rachubę,/
Przysłał mnie z nim do pana, lecz tylko na próbę,/
By ocenić, gdzie w chęciach nikczemnych dojść może/
I abym go zatrzymał w odpowiedniej porze;/
Wreszcie niepokój pański równie mając w cenie,/
By ci dał ze wszystkiego zadośćuczynienie./
Tak, wszystko mam odebrać temu jegomości,/
Zwrócić panu papiery, tytuły własności;/
Książę w moc władzy sobie ustawą nadanéj/
Niszczy akt darowizny przez pana zeznany,/
Na koniec przebaczenie wspaniałe udziela/
Za skrywanie szkatułki twego przyjaciela./
W ten sposób wola księcia nagrodę stanowi/
Za zasługi, co niegdyś oddałeś krajowi;/
W niespodziewanej chwili, dzisiaj jego władza/
Dawną, zaszczytną służbę pańską wynagradza,/
Byś wiedział, że zasada przez niego przyjęta/
Może o złym zapomnieć, lecz dobre pamięta.<end id="e1214586537742"/></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niech będzie chwała niebu!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Już bać się przestanę.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To szczęśliwe zdarzenie!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>I nieprzewidziane!</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba><begin id="b1214586423299"/><motyw id="m1214586423299">Przemiana, Zemsta</motyw>ORGON</naglowek_osoba>
<didaskalia>do <osoba>Tartuffe'a</osoba>, którego <osoba>Urzędnik</osoba> wyprowadza</didaskalia>
<kwestia><strofa>Ha! masz łotrze nareszcie!</strofa></kwestia>





<naglowek_scena>SCENA VIII</naglowek_scena>

<didaskalia><osoba>Pani Pernelle</osoba>, <osoba>Orgon</osoba>, <osoba>Elmira</osoba>, <osoba>Marianna</osoba>, <osoba>Kleant</osoba>, <osoba>Walery</osoba>, <osoba>Damis</osoba>, <osoba>Doryna</osoba></didaskalia>

<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wstrzymaj te wyrzuty,</wers_cd>/
Tak postępuje człowiek z godności wyzuty./
Zostaw losowi karę tego nikczemnika,/
Nie powiększaj boleści, która go przenika;/
Życz lepiej, aby zmienił swe postępowanie,/
Aby prawdziwą cnotę ukochać był w stanie,/
A może być, w poprawie, przekonania nowe/
Złagodzą mu wyroki słuszne, choć surowe.<end id="e1214586423299"/>/
Ty zaś idź, by dobremu księciu złożyć dzięki/
Za otrzymane dzisiaj łaski z jego ręki.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, dobrze powiedziałeś! To powinność miła/
Złożyć dzięki za radość, którą wytworzyła/
Jego wspaniałość dla nas. Spełnię to najszczerzéj;/
Lecz po tym obowiązku drugi mi należy/
Spełnić, więc Walerego dziś uwieńczę cele/
I kochankom w nagrodę sprawimy wesele.</strofa></kwestia>

</dramat_wierszowany_l></utwor>