<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/mirandola-tropy-zamkniete/">
<dc:creator xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Mirandola, Franciszek</dc:creator>
<dc:title xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Zamknięte</dc:title>
<dc:contributor.editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Żak, Agnieszka</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Modernizm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Opowiadanie</dc:subject.genre>
<dc:description xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Fundację Nowoczesna Polska.</dc:description>
<dc:identifier.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/mirandola-tropy-zamkniete</dc:identifier.url>
<dc:source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Franciszek Mirandola, Tropy, Nakładem czasopisma ,,Maski", Skład główny w księgarni I. Czerneckiego w Krakowie, Kraków 1919</dc:source>
<dc:rights xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Domena publiczna - Franciszek Mirandola zm. 1930</dc:rights>
<dc:date.pd xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">2001</dc:date.pd>
<dc:format xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">xml</dc:format>
<dc:type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">text</dc:type>
<dc:type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="en">text</dc:type>
<dc:date xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">2012-10-15</dc:date>
<dc:language xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">pol</dc:language><dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/media/dynamic/cover/image/2127.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Verschlussgummibänder, brandbook.de@Flickr, CC BY-SA 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/2127</dc:relation.coverImage.source>
</rdf:Description>
</rdf:RDF>
<opowiadanie>




<autor_utworu>Franciszek Mirandola</autor_utworu>

<dzielo_nadrzedne>Tropy</dzielo_nadrzedne>

<nazwa_utworu>Zamknięte</nazwa_utworu>


<akap>Okrągłe, tłuste kucyki wydzierają lejce z rąk, rzucając łbami. Słońce przecudne, maj, krystalicznie, połyskliwie wokół... wózek wydaje się złoty, kuce z brązu odlane, tylko piękniejsze... wiele, wiele piękniejsze od tamtych... Ach gdzież to gdzie... widziałem przecież... mniejsza z tym.</akap>


<akap>Mignęła w przedpokoju suknia.</akap>


<akap_dialog>--- Mańka! --- wołam. --- A kiedyż się tam wyguzdracie?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zaraz, zaraz... Hej! Stefa! Józek! Drucha!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jak to? Wszyscy?</akap_dialog>


<akap>Zły jestem. Przecież to nie do darowania zamęczać konie! Przy tym, to moje... te kuce... wyłącznie moje.</akap>


<akap>Ale spaśne są, więc po chwili przychodzę do przekonania, że im nic nie będzie.</akap>


<akap_dialog>--- Wawrzon! --- wołam.</akap_dialog>


<akap>Psiadusza! Pewnie dopiero czyści buty... Nie będzie z niego nigdy dobry furman... co nie, to nie...</akap>


<akap>Rozkoszny mnie oblewa wiatr. Idę oczyma po linii topoli, aż tam do gnącego się we wietrze wierzchołka.</akap>


<akap>Cudna jest. Szemrze. Pachnie! A ten krąg żywopłotu... Jak się dziś rysuje elipsą ciętych krzaków!...</akap>


<akap>Idzie Wawrzon. Nie patrzę, a wiem, że dociąga paska. To robi zawsze na ostatku. Nie do gniewu mi zresztą. Patrzę na szyby ganku... liczę je... Błyszczą... jak błyszczą... Wiem, tam za nimi, gdzieś w głębi, głowy drogie, kochane, cudne przez to, że takie kochane... Są. To dość... nie umiem im powiedzieć nic nad podziękę, że są... ale zdaje mi się... rozumieją. Ot kochani...</akap>


<akap_dialog>--- No, będzie tam raz?! --- wołam w nagłej pasji. --- Idź Wawrzon i powiedz!...</akap_dialog>


<akap>Waha się i spoza moich pleców mówi:</akap>


<akap_dialog>--- A... naręcznemu klapie lewa podkowa...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co?... Do kroćset diabłów!... A czemużeś... Cóż robi Antoni... ha?</akap_dialog>


<akap>--- Poszedł do kościoła... że to niby niedziela... W mieście się przybije... dojdą... dojdą... mówię tylko zawczasu, żeby się pan nie gniewał...</akap>


<akap_dialog>--- Cymbale jakiś! --- wołam. Ale on wie, że to tak z obowiązku, więc nic z tego sobie nie robi.</akap_dialog>


<akap>Przekonany, że tak jest, milknę i ja... Nie, to nie do wytrzymania!</akap>


<akap_dialog>--- Mańka! Mańkaaaa!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie krzycz! Adaś nie krzycz! Wstydź się!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Proszę cioci, bo nie mogę się doczekać!...</akap_dialog> 


<akap>Staje w progu. Złote ma dziś od słońca włosy. Słyszę kaszel wuja.</akap>


<akap_dialog>--- Nie wrzeszcz, Adaś! --- mówi wujek --- Panny muszą się zawsze guzdrać. Całkiem proste.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc jakże? --- mówi Mańka --- miałam w halce jechać na sumę?</akap_dialog>


<akap>Nareszcie wychodzą wszyscy. Co tu tego!</akap>


<akap_dialog>--- Nie biorę tyle hołoty! --- mówię. --- Stanowczo nie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Patrzcie go! --- szydzi Józek. --- Albo to twój wózek.</akap_dialog>


<akap>Nie twierdzę, że mój, bo wujek słyszy, więc atakuję go tylko pośrednio.</akap>


<akap_dialog>--- A to co znowu? --- wołam. --- Na cóż ty bierzesz aparat fotograficzny? Czy myślisz fotografować księdza przy ołtarzu?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Daj mu spokój Adaś, niech sobie weźmie, to przecież...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mój dzień dzisiaj --- woła butnie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Widzisz, to jego dzień... Niech sobie weźmie! --- prosi ciotka.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No, prędzej hołoto Branickiego! Prędzej! Mam interesy!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- On ma interesy! Patrzcie go! --- szydzi teraz Mańka.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I ja też! --- woła Józek --- Prędzej!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O ty smarkaczu... Ty chyba w Jedlnej!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wypraszam sobie przytyki osobiste! Proszę wuja!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Prędzej bando! Prędzej! Wio!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czekaj! Czyś oszalał? A, gdzież Andrzej?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ajajaj! Moja noga?! Wstań Stefa --- mówię --- wstań! No, nie ruszysz się?</akap_dialog>


<akap>Drucha poważny, z książkami pod pachą całuje starych w ręce.</akap>


<akap_dialog>--- Pamfil! --- wołam --- Pamfil!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak... jeszcze psa brakuje tylko. Nie ma go. Gdzieś poleciał. Zły jestem, nie wiem sam czemu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No, w imię boskie... --- mówi ciotka.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wracajcie wnet! --- dodaje wujek --- A powiedźcie ta w Jedlnej, żeby mi przysłali tego rymarza, skoro tylko tam skończy robotę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I zaproszę chłopców na popołudnie. Dobrze?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No dobrze! Zaproś! I panny też. --- Józek i Stefa zamieniają zagadkowe spojrzenia.</akap_dialog>


<akap>Ruszamy. Objeżdżam gazon, by raz jeszcze spojrzeć na nich.</akap>


<akap_dialog>--- Kochani! --- rzucam im cicho, bardzo cicho, by moja banda nie słyszała. Patrzą za nami. Uśmiechają się. Zrozumieli. Ten uśmiech był dla mnie, wyłącznie dla mnie.</akap_dialog>


<akap>I zaraz zapomniałem o gniewie. Świstam. Jak cudnie.</akap>


<akap>Raz jeszcze się oglądam... nic już nie widać.</akap> 


<akap>Zakryły ich lipy, zakryła stojąca pośród nich kaplica...</akap>


<akap>Ale słyszę, jak mówią do siebie, tam daleko, może tylko myślą zresztą:</akap>


<akap_dialog>--- Kochany! Kochany chłopiec!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O jakżem wam wdzięczny, że jesteście! --- odpowiadam cicho.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Płakać się chce... tak cudnie. Ależ ta moja banda gada!</akap_dialog>


<akap>Całkiem jak w hajderze.</akap>

<sekcja_asterysk/>

<akap_dialog>--- A pruuu! --- woła Józek i łapę swą kładzie na lejcach.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co? --- pytam, przychodząc do siebie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Oszalał! --- woła Józek. --- Przecież to już Jedlna! Stój!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Co?</akap_dialog>


<akap_dialog>Nie mogę wrócić ku jawie. Nie odnajduję drogi pośród mrocznych gęstw rojeń. Ciągną mnie przemocą ku przytomności.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Stać! Wysiadamy! Ja i Stefa.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Na cóż Stefa? --- pytam.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Na to samo, co i Józek! --- szydzi Mańka.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Miłostki... ha, ha!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wypraszam sobie! Poskarżę wujkowi! No, piśnij jeszcze słówko, no, piśnij!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Cicho! Cicho! --- przynaglała Drucha --- Spóźnię się! Jedźmy!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Stać. Inaczej stłukę aparat fotograficzny! --- woła Józek...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Spróbuj tylko! --- ostrzega Mańka --- Miałbyś się z pyszna!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Może nie ma nikogo... --- mówię. --- Jakoś pusto.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Są! --- stanowczo twierdzi konsorcjum zakochanych.</akap_dialog>


<akap>Oni to wiedzą.</akap>


<akap_dialog>--- Będziemy w lesie! --- informuje łaskawie Józek. --- Gdybyś nas nie zastał, powracając... pamiętaj... przy drodze w lesie...</akap_dialog>


<akap>Więc wszystko dawno ułożone...</akap>


<akap>Nie mogę zapomnieć, że miała dziś złote w słońcu włosy. Słyszę jego kaszel, widzę szarą kapotę... Niczym by się mógł nie wyróżniać spośród wielu, a poznano by go... kochany bowiem jest... kochany bardzo on i ona... jakże ich kocham! I oni mnie kochają. I to nie minie... nie zapadnie się w bezdeń! Wyciągam dłoń... Zostańcie na zawsze. Taką ma moc miłość. Jak to? Nie wiedzieliście? Wyciągam dłoń i odejść już nie zdołacie, bo do miejsca was przykuje coś, co największe, najogromniejsze z istniejących zjaw w tym i wszystkich innych życiach, tu i tam... tu i tam... w tej dali, skąd przychodzi ona... tęsknota, nowych, ciągle nowych stawań się... Miłość! Twórca nieśmiertelności!</akap>

<sekcja_asterysk/>

<akap_dialog>--- Co to? --- drgnąłem nerwowo.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przy tamtym domu --- mówi Drucha, a ręką w powietrzu kreśli przy tym jakieś kontury --- przy tamtym domu staniesz. Albo nie, tu... Prr! To zwraca uwagę...</akap_dialog>


<akap>Wysiadł. Zbierał rozrzucone pod nogami rodzeństwa notatki.</akap>


<akap_dialog>--- Można do was zajrzeć? --- spytałem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Można. Dziś mój dzień. Ale idź naokoło. Idzie o dobry przykład.</akap_dialog>


<akap>Mańka patrzy nań z niepokojem.</akap>


<akap_dialog>--- Odrywasz się od pnia. Widzę to... Odchodzisz! Może daleko... strzeż się!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Prorokini jakaś! --- odrzucił jej --- Na razie idę pożyczyć książek<pe><slowo_obce>idę pożyczyć książek</slowo_obce> --- dziś popr.: idę pożyczyć książki.</pe>.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie --- upierała się --- ty odchodzisz... ja widzę cię co dnia dalej.</akap_dialog>


<akap>Westchnął.</akap>


<akap_dialog>--- Dziecko. Może nim minie chwila i ty się przeprawisz na swój własny brzeg.</akap_dialog>


<akap>Zamyśliła się.</akap>


<akap_dialog>--- No, dość kiepskich imitacji Apokalipsy --- rzucił żartem. --- Pa!</akap_dialog> 


<akap>Znikł w zaułku ciasnej uliczki miasteczka.</akap>


<akap_dialog>--- Te smarkacze, pewnie zapomną o mszy. Zapomniałam im powiedzieć, by poszli bodaj na chwilę do kościółka w Jedlnej. Szkoda, ciotce to zrobi przykrość.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czy sądzisz, że im to dobrze robi takie udawanie?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niech udają. Może się zjawić dnia pewnego potrzeba...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Albo rutyna.</akap_dialog>


<akap>Nie odpowiedziała nic, jak zwykle natrafiwszy na opór.</akap>


<akap>Wózek podskakiwał po haniebnym bruku. Błoto pryskało wysoko. Mańka otulała się skórzanym fartuchem, jak mogła.</akap>


<akap>Ochoczo dość i z niejaką fantazją wpakowaliśmy się do okropnej, cuchnącej sieni zajezdnej. Przeciąg tu był nie do zniesienia, więc skróciwszy do ostatecznych granic powitania ze Szlomą, wyszedłem na rynek z Mańką.</akap>


<akap>Różnymi mienił się barwami, bo słońce świeciło jasno.</akap>


<akap>Tłumy były gęste, zwłaszcza w wąskim przesmyku wiodącym do drzwi kościelnych.</akap>


<akap_dialog>--- Popatrz no tam! --- wykrzyknęła Mańka.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przez tłum przeciskała się zakonnica w czarno-brązowym habicie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To i cóż! --- odparłem. --- Jakaś felicjanka. Pewnie ze szpitala.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To Wanda... Pamiętasz Wandę... ma już kwef.... to dziwne spotkanie. Chodź, przedstawię cię, przypomnę raczej. Chcesz?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie! Idź sama. Spotkamy się przy wyjściu. Wówczas mnie przedstawisz.</akap_dialog>


<akap>Skinęła mi głową i znikła w cieniu kamiennej bramy.</akap>

<sekcja_asterysk/>

<akap_dialog>--- Jak to? Już po nabożeństwie? --- spytałem dziadka kościelnego zamiatającego podłogę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ma się wi... --- i zamiatał dalej. Dziwnie niegrzeczny, pomyślałem sobie. Pewnie mu Mańka zapomniała dać jałmużnę.</akap_dialog>


<akap>Ale i potem dziad nie okazał się łaskawszym.</akap>


<akap>Mamrotał coś. Raz nachylił i podniósł wielką, kraciastą chłopską chustkę.</akap>


<akap>Wyszedłem. Miasto nie wrzało zwykłym niedzielnym ruchem, niebo oblazły teraz ciężkie, z trudem dźwigające swoje brzemiona chmury. Ludzie się spiesznie rozjeżdżali.</akap>


<akap>W zajeździe nie było Szlomy, tylko jakiś młody Żydek, trochę do niego podobny.</akap>


<akap>A i Wawrzon widno jeszcze od kowala nie wrócił. W mrocznej sieni jakieś konie chłopskie chrupały siano, pojazdów w stłoczeniu i ciemni wcale widać nie było.</akap>


<akap>Wreszcie chętnie zobaczyłbym tę Wandę, pomyślałem... Tylko gdzie one poszły?</akap>


<akap>Nie, nie będę czekał w zajeździe.</akap>


<akap>Hm... deszcz zaczyna padać.</akap>


<akap>Nie, nie zostanę w zajeździe. Pójdę tam, do nich, do małoletnich fabrykantów wielkiego JUTRA.</akap>


<akap>Wielkie się porobiły kałuże, widno ziemia była nasycona wodą. A tam, u nas przeszło tydzień pogody, pomyślałem, człapiąc w zbyt nowych na taką wyprawę trzewikach. Despekt każdy uczyniony mojemu obuwiu dotyka mnie osobiście, więc byłem zły, wściekły, kipiałem gniewem.</akap>

<sekcja_asterysk/>

<akap_dialog>--- Nie mam przyjemności...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jak to? Nie znasz pan mego brata Andrzeja?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To jest w istocie... --- jąkał się młody studencik.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A rozumiem, rozumiem... No ja nie jestem niebezpieczny. Ale jeśli już tacy jesteście mistyczni, gotyccy, wolnomularscy, to sobie bądźcie! Proszę tylko powiedzieć mojemu bratu, że czekamy w zajeździe... proszę zaraz powiedzieć...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To właściwie... to jest...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Proszę bardzo! --- huknąłem mu nad uchem z wielką pasją.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Oczywiście! Natychmiast! Padam do nóg! --- krzyknął i zamknął drzwi na klucz.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A to szelma! Taki arogancki, małoletni fabrykant wielkiego JUTRA! Nie zna Druchy! Konspirator! Szelma!</akap_dialog>


<akap>A tu błoto... Psiakrew!</akap>


<akap>Trzewiki już i tak na nic. Można iść dalej.</akap>


<akap>W szalonym jestem humorze. Mam wrażenie, że oto jestem na całym świecie sam jeden, opuszczony, odumarty przez swoich... Wyłazi żyłka literacka. Przerabiam błoto, smutek, przypadki rozmaite na powieść.</akap>


<akap>Wyjechał kucykami na sumę.</akap>


<akap>W pierwszej wsi, znaczy się, w pierwszym czasokresie zgubił, znaczy się, śmierci dał brata i siostrę... nie... nie... nie... To zbyt bolesne na temat! Kochany Józek... cicho... cicho... Stefa... nie... nie... A to smarkacze! Proszę, już się temu śnią amory, no... no... Okropność robić z życia bibułę... okropność. Pamiętam, doznałem bardzo przykrego uczucia, ilekroć czytając książkę wspomniałem: ,,I o nas można by taką historię napisać!". Płakałem. Ciotka uspokajała mnie:</akap>


<akap_dialog>--- Widzisz, to nieprawda! Czyż u nas są np. jak w tamtej bajce mury zębate, przez które by można wyrzucić zwłoki pomordowanych?!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Prawda!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No widzisz! Nie płacz. Takich smutnych bajek nie można by pisać ani o cioci, ani o wujku, ani o was.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A wesołe, prawdziwe, całkiem dokładne, można by...?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Naturalnie! Naturalnie! --- powiedziała raz.</akap_dialog>


<akap>A ja się dziwiłem. Dlaczego jest aż tak wielka między smutnymi, wesołymi różnica... Wszak i w wesołych przychodzą czasem rzeczy, których tu nie ma... więc...</akap>


<akap>Nie mogłem nigdy wybrnąć z zawikłania. Czułem jednak, że należy przyznać: tak, tak, najsmutniejsze rzeczy, a całkiem prawdziwe, można by napisać o mnie, Józku, Stefie... Brakło mi odwagi dokończyć nawet w myśli tej listy... Ale potem w życiu nieraz wracało: ,,Ano, można by!". I zawsze ten dziecinny lęk...</akap>


<akap>Psiakrew! Trzewiki na nic!</akap>


<akap>A wszystko przez te przeklęte... Zawahałem się.</akap>


<akap>Nie było winnych, mniejsza z tym. Na złość pójdę piechotą aż do Jedlnej, a Mańka i ten Drucha-Konrad, fabrykant wielkiej światłości, niech się trapią, niech mnie szukają!</akap>


<akap_dialog>--- Aż do samej Jedlnej! --- wrzasnąłem głośno, jakbym tą odległą metą miał się zemścić... na... kimże... no na wrogu... na swej może własnej niezaradności, żyłce literackiej czy złej pogodzie, co mi zniszczyła trzewiki.</akap_dialog>


<akap>Tak. Przybywa dalszy rozdział powieści, przemknęło mi przez myśl.</akap>


<akap><begin id="b1360780486056-785474799"/><motyw id="m1360780486056-785474799">Literat, Szatan</motyw>Machnięciem ręki odegnałem precz szatana literackiego i natychmiast dumny z siebie i z tego też, że mam swego własnego, własnego szatana do odpędzania, powlokłem się po rzadkim błocie ku widnym na zachodzie górom.<end id="e1360780486056-785474799"/></akap>


<sekcja_asterysk/>

<akap_dialog>--- Cóż u licha! Gadasz czy nie?</akap_dialog>


<akap>Tupnąłem z pasją. Ale to nie zmieniło wcale sytuacji. Głupawy ogrodniczek dalej śmiał się rechotliwie, nie wypuszczając fajki z ust, ani doniczki z dłoni.</akap>


<akap_dialog>--- Przybywa dalsza karta powieści! --- ryknął mi w ucho mój rodzony szatan literacki.</akap_dialog>


<akap>Ale teraz już nie bałem się tej myśli... Nonsens! Nonsens! Nie odganiałem wcale szatana, usunąłem się nawet na bok, by mu zrobić miejsce na ławce kamiennej, gdziem siedział.</akap>


<akap>Oni w lesie i nie wrócą wnet, bo jak na złość wypogodziło się! (teraz, gdy moje trzewiki na nic)...</akap>


<akap>Nudy... kto by w takiej sytuacji odpędził interesującego szatana literackiego, niech pierwszy rzuci na mnie kamieniem.</akap>


<akap>Więc mu przyzwoliłem snuć przykry wątek powieści... czekałem... minutę... dwie... daremnie.</akap>


<akap>Tak, to jakiś naprawdę literacki szatan, pomyślałem, jest dziwaczny, kapryśny, całkiem współczesny... całkiem...</akap>


<akap>Rozległo się szczekanie, gdzieś od strony gościńca.</akap>


<akap_dialog>--- Pamfil na tu! Poczciwy pies szuka mnie! To jedyna żywa i mądra istota, jaką spotykam od paru godzin... Na tu!...</akap_dialog>


<akap>Z krzaków wybiegł pies łaciaty. Stanął, podniósł przednią łapę i patrzył.</akap>


<akap_dialog>--- Na tu, głupi Pamfil! --- krzyknąłem.</akap_dialog>


<akap>Szczeknął, przypadł do ziemi, ale nie przyszedł do nogi.</akap>


<akap>Zmyliło go widać jasne, zmoczone moje ubranie niedzielne. Ale po chwili już łasił się po staremu i podskakiwał do kawałków cukru, ocalałych w kieszeniach od spodni. Nosiłem je stale dla psów i koni.</akap>


<akap>Jakoś wszystko od razu z pojawieniem się tego psa nabrało innych barw. Ten ,,fakt" uczynił rzeczy otaczające zwyczajnymi, codziennymi... Znikł gdzieś literacki szatan, natomiast pojawił się głód.</akap>


<akap_dialog>--- Psiakość! A tom się musiał spóźnić! Nie mam zegarka... prawda, pożyczył go sobie dziś Józek szelma, żeby zaimponować damie swego serca...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Musieli wszyscy od dawna wrócić... Wujek będzie znowu po swojemu drwił... Kochany... drogi... o drwij... drwij!... A ona bronić... dobra... moja... brońże, broń mnie...</akap_dialog>


<akap>O jakże się naraz zrobiło dobrze! To bliskość domu... i ten poseł... Ten żywy fakt...</akap>


<akap>Prawda! Jest gazeta! Sam po drodze wziąłem z poczty. Doskonale! A teraz marsz w drogę! Pamfil! na tu!</akap>


<akap>Czytałem, idąc szybko. Ach, czyż mi trzeba aż oczu, by znaleźć tę drogę, tę moją własną... Zaczytałem się. Jakieś były awantury w parlamencie, głupkowate, a ciekawe ze względu na znane osobistości.</akap>


<akap_dialog>--- Pamfil! Masz cukru! Pif! Ale to ostatni kawałek!...</akap_dialog>


<akap>Na czas podniosłem oczy, by nie uderzyć się o leżącą w poprzek alei ogrodu kłodę.</akap>


<akap>Cóż to za głupi żart młodych jegomościów, pomyślałem i krzyknąłem ku stajniom:</akap>


<akap_dialog>--- Wawrzon! Wawrzon! Antoni! Antoni!</akap_dialog>


<akap>Ale pewnie świątkowali, więc sam z pewnym wysiłkiem odsunąłem kłodę na bok.</akap>


<akap>Kończąc notatkę o zwadzie posłów liberalnych, wstępowałem po kamiennych schodach.</akap>


<akap>Wetknąłem gazetę w kieszeń i układając, jak opowiem przeczytaną krotochwilę moim starym, położyłem rękę na klamce...</akap>


<akap>Cóż to, tak cicho?</akap>


<akap>Oczywiście są przy stole. Tak, tak, jeść, jeść!</akap>


<akap>Co to? Także, żarty! Hej!...</akap>


<akap>I nagle, nagle... wróciły wszystkie... wszystkie okropne myśli... Co?... Pytałem nie wiadomo kogo... Co?... ZAMKNIĘTE?...</akap>


<akap>A z głębi domu, gdym szarpnął za klamkę coś posępnie potwierdziło: ZAMKNIĘTE! ZAMKNIĘTE! DOBRZE ZAMKNIĘTE!</akap>

</opowiadanie></utwor>