<utwor><rdf:RDF xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#">
<rdf:Description rdf:about="http://redakcja.wolnelektury.pl/documents/book/mirandola-tropy-ulica-dziwna/">
<dc:creator xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Mirandola, Franciszek</dc:creator>
<dc:title xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Ulica Dziwna</dc:title>
<dc:contributor.editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Sekuła, Aleksandra</dc:contributor.editor>
<dc:contributor.technical_editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Choromańska, Paulina</dc:contributor.technical_editor>
<dc:contributor.technical_editor xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Żak, Agnieszka</dc:contributor.technical_editor>
<dc:publisher xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Fundacja Nowoczesna Polska</dc:publisher>
<dc:subject.period xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Modernizm</dc:subject.period>
<dc:subject.type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Epika</dc:subject.type>
<dc:subject.genre xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Opowiadanie</dc:subject.genre>
<dc:description xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury (http://wolnelektury.pl). Reprodukcja cyfrowa wykonana przez Fundację Nowoczesna Polska.</dc:description>
<dc:identifier.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/mirandola-tropy-ulica-dziwna</dc:identifier.url>
<dc:source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Franciszek Mirandola, Tropy, Nakładem czasopisma ,,Maski", Skład główny w księgarni I. Czerneckiego w Krakowie, Kraków 1919</dc:source>
<dc:rights xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">Domena publiczna - Franciszek Mirandola zm. 1930</dc:rights>
<dc:date.pd xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">2001</dc:date.pd>
<dc:format xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">xml</dc:format>
<dc:type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">text</dc:type>
<dc:type xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="en">text</dc:type>
<dc:date xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">2012-10-15</dc:date>
<dc:language xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xml:lang="pl">pol</dc:language><dc:relation.coverImage.url xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/media/dynamic/cover/image/2124.jpg</dc:relation.coverImage.url>
<dc:relation.coverImage.attribution xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Squash, Gourd, Pumpkin, Steve Snodgrass@Flickr, CC BY 2.0</dc:relation.coverImage.attribution>
<dc:relation.coverImage.source xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">http://redakcja.wolnelektury.pl/cover/image/2124</dc:relation.coverImage.source>
</rdf:Description>
</rdf:RDF>
<opowiadanie>



<autor_utworu>Franciszek Mirandola</autor_utworu>


<dzielo_nadrzedne>Tropy</dzielo_nadrzedne>

<nazwa_utworu>Ulica Dziwna</nazwa_utworu>


<akap>Po wąskich, krętych, licho oświetlonych schodach wydostał się na trzecie piętro starego, zamieszkałego przez biedaków domu i otwarł drzwi wielkim, niezdarnym kluczem.</akap>


<akap>Był zmęczony długą służbą w biurze telegraficznym. Ile razy wracał do siebie, tętniło mu w głowie, stukało najniemożliwsze<pe><slowo_obce>najniemożliwszy</slowo_obce> --- dziś popr.: najbardziej niemożliwy.</pe> rzeczy. Dopiero po dwu szklankach herbaty z rumem wyjaśniała mu się duchowa sytuacja, ale i ona nie była najlepsza. Widział przed sobą nieskończenie długie lata pracy beznadziejnej, jednostajnej, męczącej i głupiej.</akap>


<akap>Zaświecił małą, krzywą lampkę, przysłoniętą papierową umbrą, wdzianą na szczątki właściwej szklanej umbry, która przed latami już utraciła blisko połowę swej peryferii.</akap>


<akap>Pokój, a raczej pokoik i kuchnia, wydzielone z większego mieszkania, zajmowanego przez jakieś dziwnego nabożeństwa damy, był brudny, zaniedbany i wyglądał bardzo nieprzyjemnie. Ale polubił je z biegiem czasu, jak człowiek ostatecznie polubić musi każdą rzecz, z którą obcuje ciągle. Więźniowie przywiązują się do swej celi równie dobrze jak bogacz do wspaniałego gabinetu... bardziej może, bo ciasnotę wypełniają myśli i sny... jedyne dobro człowieka biednego. Śni się i zdaje się, że tyle... jeszcze tyle przed nami.</akap>


<akap>Zapalił maszynkę naftową i poszedł do kuchni po wodę. Wyciągnął rękę, chcąc odkręcić kurek, gdy nagle zatrzymał się.</akap>


<akap>Z dzioba wodociągu spadały krople. Machinalnie wsłuchał się w ten szybki rytm nieregularnie kapiącej wody.</akap>


<akap>Czytał pośpiesznie:</akap>


<akap_dialog>--- Ulica Dziwna liczba 36... ulica Dziwna...</akap_dialog> 


<akap>Zimny dreszcz go przeszedł. Potem szybko przebiegł myślą adresy dzisiejszych depesz.</akap>

<akap> Nie, takiego nie było. Ulica Dziwna...</akap>




<akap>Czyż była taka ulica w mieście?</akap>


<akap>Słuchał dalej:</akap>


<akap_dialog>--- Ulica Dziwna liczba 36... ulica Dziwna liczba 36... --- wypukiwały krople.</akap_dialog>


<akap>Otrząsnął się i czyniąc wielki wysiłek, odkręcił z impetem kurek. Woda rzuciła się w muszlę, opryskując go tak, że się musiał cofnąć. Z pełnym saganem wrócił do pokoju i postawił go na maszynce. Potem zwrócił się ku patyczkowej półce, gdzie się mieściły różne graty i parę książek, wziął flaszkę, nalał kieliszek rumu i wychylił go duszkiem. Uczyniło mu się ciepło, po chwili zaś raźnie i wesoło.</akap>


<akap>Siedział na łóżku i patrzył w niebieski płomień nafty, obejmujący naczynie zakopcone, podrapane, biedne jak wszystko naokół.</akap>


<akap>Zawisł oczyma na półce, gdzie były książki, ale odwrócił po chwili głowę.</akap>


<akap_dialog>--- Ulica Dziwna --- przemknęła mu przez myśl. --- Gdzież to może być?</akap_dialog>


<akap>Uczuł, jakby wstępował na jakiś zgoła odmienny poziom odczucia, spostrzegł się na chwilę na innej płaszczyźnie świadomości, otoczyły go dziwne zjawy, nieznane. Ale po chwili otrząsnął z siebie to przywidzenie.</akap>


<akap_dialog>--- Głupstwo! --- rzekł do siebie głośno. --- Oto skutki tego mego idiotycznego zawodu.</akap_dialog>


<akap>I zatroskał się, co się z nim stanie za rok, za dwa, dziesięć...</akap>


<akap_dialog>--- Oszaleję... na pewno oszaleję! --- powiedział znów głośno. Potem wstał i udał się do kuchni... Nie zdawał sobie sprawy, po co tam idzie. U drzwi przystanął i wytężył słuch.</akap_dialog>


<akap>Z wodociągu padały w muszlę krople wody.</akap>


<akap_dialog>--- Psiamać --- rzekł znowu.</akap_dialog>


<akap>Zawrócił szybko, ale nim doszedł do łóżka, stanął, namyślił się i po chwili był już w kuchni.</akap> 


<akap>Stanął u drzwi.</akap>


<akap_dialog>--- Ulica Dziwna, liczba 36... ulica Dziwna liczba 36...</akap_dialog>


<akap>Tak nie ulegało wątpliwości, woda wydzwaniała te słowa.</akap>


<akap>Szybko podbiegł do wodociągu i zakręcił kurek, jak mógł najsilniej.</akap>


<akap>Krople przestały padać...</akap>


<akap>Odetchnął. Czekał jednak jeszcze, niepewny, co będzie. Cisza była zupełna, z dołu tylko od podwórza dobiegał pogłos przyciszonej rozmowy i gdzieś pod nim kwiliło niemowlę.</akap>

<akap>Wrócił do pokoju zupełnie uspokojony. Podniósł nakrywkę sagana. Kłąb pary rzucił się w górę. Nasypał do imbryka herbaty i czekał. Rozległ się dzwonek.</akap>


<akap_dialog>--- Tośka! --- powiedział do siebie. --- Dobrze!</akap_dialog> 


<akap>Był zadowolony, że nie pozostanie dzisiaj sam w mieszkaniu.</akap>


<akap_dialog>--- Serwus! --- przywitała go wesoło, objęła za szyję i pocałowała w same usta.</akap_dialog>


<akap>Potem rzuciła na łóżko kapelusz i okrycie.</akap>


<akap_dialog>--- Co słychać? --- pytała --- Cóżeś taki jakiś osowiały? No, gadaj! Możeś sobie wczoraj dał na piec... ej, ty paskudny człowieku!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie, nie... --- bronił się. --- Jestem przemęczony, piekielnie przemęczony, a o urlopie mowy nawet nie ma. Zróbże herbaty!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Gdzież to idziesz? --- spytała, widząc, że wychodzi z pokoju.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nigdzie! Zobaczę tylko...</akap_dialog>


<akap>Wszedł do kuchni... i zdumiał się, a nawet przeraził.</akap>


<akap>Z wodociągu kapały krople. Nie wysilał się już nawet, by słuchać, wiedział, co będzie.</akap>


<akap_dialog>--- Ulica Dziwna liczba 36... ulica Dziwna...</akap_dialog>


<akap>Wrócił i stanął przy stole, który Tośka już trochę zdołała uporządkować.</akap>


<akap_dialog>--- Przyniosłam coś dobrego! --- szczebiotała. --- Zgadnij co... no zgadnij!</akap_dialog>


<akap>Nie odpowiadał, aż spojrzała zdumiona.</akap>


<akap_dialog>--- Jezus Maria! Jakiś ty blady! --- krzyknęła. --- Co ci się stało? Powiedz! Może byś się położył... tak, tak... kładź się zaraz! Wypijesz herbatę w łóżku. Popatrz no, co przyniosłam... jaka śliczna mieszanina... prawda?</akap_dialog>


<akap>Patrzyła mu przymilnie w oczy, uśmiechała się.</akap>


<akap_dialog>--- Od paru dni jesteś blady! Czy cię co boli?</akap_dialog> 


<akap>Zaprzeczył ruchem głowy.</akap>


<akap_dialog>--- Chodź no ze mną! --- powiedział poważnie.</akap_dialog> 


<akap>Zdziwiła się, ale posłusznie poszła do kuchni.</akap>


<akap_dialog>--- Słuchaj! I powiedz mi, co słyszysz! --- rzekł tajemniczo.</akap_dialog>


<akap>Przeraziła się na dobre.</akap>


<akap_dialog>--- Co ci jest Franek! Boże drogi... co ci jest?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pst! --- wyszeptał, kładąc palec na ustach. --- Słuchaj pilnie!</akap_dialog>


<akap>Słuchała, szeroko otwarte oczy wlepiwszy w jego twarz.</akap>


<akap_dialog>--- Nie słyszę nic! --- odparła po chwili. --- Ktoś rozmawia na podwórzu, płacze dziecko i kapie woda...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Otóż to właśnie... --- szepnął --- woda... ale co kapie: słuchaj!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Boże drogi... czy ja wiem? Prawda... to trochę podobne do telegrafu... tak, coś stuka... ale nie wiem co... wszak nie umiem telegrafować. Puk... puk puk... puk... puk puk... i tyle. Mój drogi, wszakże to czyste dzieciństwo! Niechże sobie kapie. Sam wiesz dobrze, że to dzieciństwo... jesteś zmęczony i na tym koniec... Chodź, kładź się!</akap_dialog>


<akap>Pociągnęła go w stronę łóżka.</akap>


<akap_dialog>--- Rozbieraj mi się zaraz! --- powiedziała stanowczym tonem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale cóż znowu... --- bronił się. --- Wszakże dopiero ósma, ledwo się na dobre ściemniło.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rozbieraj się... jesteś chory...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie, nie, wypijemy herbatę, a potem zobaczę. Nie jestem zresztą chory, głowa mnie tylko trochę boli. Dajże spokój... przyznaję, że mi się czasem trochę kręci w mózgu, gdy wrócę z biura. To straszny zawód, Tośka, powiadam ci... straszny zawód.</akap_dialog>


<akap>Krzątała się wkoło stołu zadowolona, że mówi rozsądnie.</akap>


<akap_dialog>--- Masz tobie! --- zawołała nagle. --- Zabrakło cukru... Czekaj, skoczę do sklepiku na rogu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pozwól... ja pójdę! --- rzekł pospiesznie. Wziął kapelusz, zarzucił na ramiona okrycie i wyszedł.</akap_dialog>


<akap>Przechodząc przez kuchnię, zamknął oczy, by nie widzieć przeklętego wodociągu. Ale uszu zatkać nie mógł, posłyszał przeto owo wstrętne, głupie kapanie, które brał za jakąś dziwną depeszę.</akap>


<akap_dialog>--- Ulica Dziwna liczba 36... ulica Dziwna... liczba 36...</akap_dialog>


<akap>Goniło za nim, gdy szybko zstępował na dół.</akap>


<akap>Poszukał oczyma policjanta. Ujrzał go na końcu ulicy stojącego na przeciwległym trotuarze. Przed sklepikiem zawahał się, sięgnął do kieszeni, zwolnił kroku. Ale po chwili, party jakimś przymusem, minął drzwi sklepiku i ruszył spiesznie przed siebie. By przystąpić do żołnierza, musiał przejść w poprzek ulicę. Nie namyślając się, wstąpił wbrew swojemu przyzwyczajeniu, w błoto. Doznał tylko na sekundę niemiłego wrażenia, jakby zdziwienia, że oto robi coś zgoła głupiego, ale brnął dalej.</akap>


<akap_dialog>--- Proszę pana --- rzekł, uchylając kapelusza --- gdzie to jest ulica Dziwna... Zna pan tę ulicę?</akap_dialog>


<akap>Policjant spojrzał nań z góry. Obserwował go przez długą chwilę, potem obrócił się na pięcie i odszedł wolnym krokiem. Był widocznie obrażony.</akap>


<akap>Odetchnął głęboko. Gdyby wypadało, byłby ucałował stróża bezpieczeństwa publicznego. Więc wszystko to jest zwyczajnym głupstwem, pomyślał.</akap>


<akap>Zawrócił i zaczął szybko iść w kierunku sklepiku, gdzie się jeszcze świeciło.</akap>


<akap>W sklepiku było trochę ciasno. Stanął przy ladzie obok jakiegoś starszego jegomości, który widocznie nie był całkiem trzeźwy. Cuchnęło odeń silnie. Z trudem szukał pieniędzy w kieszeni spodni i liczył potem mozolnie.</akap>


<akap>Coś go tchnęło i spytał po cichu:</akap>


<akap_dialog>--- Proszę pana... czy zna pan ulicę Dziwną?</akap_dialog> 


<akap>Jegomość liczył dalej pieniądze, nie dosłyszał pytania. Wreszcie otrzymał swój pakiet, ale nie wychodził. Znaleźli się razem na ulicy.</akap>


<akap_dialog>--- Młodzieńcze --- spytał jegomość --- jak się nazywasz?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Franciszek Szary! --- odparł zdumiony.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A ja Jan Bylejaki! Tak się teraz nazywam, od kiedy chadzam na ulicę Dziwną...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Gdzież ta ulica?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Chciałbyś wiedzieć? Co?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Chciałbym.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A masz dużo do stracenia? Ile?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pieniędzy... pieniędzy... pieniędzy niewiele... --- bąkał.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie pieniędzy! Ale czy masz dużo do stracenia w życiu?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- W życiu... nic... prawie nic...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No to dobrze! Chodźmy...</akap_dialog>


<akap>Zrobiło mu się jakoś dziwnie. Nie miał zaufania. Wolałby iść sam.</akap>


<akap_dialog>--- Czeka na mnie ktoś...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Kobieta?</akap_dialog>


<akap>Milczał.</akap>

<akap_dialog>--- Pluń na to, powiadam ci! Pluń! Chodźmy. Ale mówię ci z góry: stamtąd powrotu nie ma. To wiedz wprzód. Ciałem wrócisz, duszą nigdy! Nigdy!</akap_dialog>


<akap>Szarym wstrząsnął dreszcz. Ten człowiek nie był pijany. Wyrwał ramię, które tamten ujął po przyjacielsku.</akap>


<akap_dialog>--- Nie. Nie pójdę. Proszę mi tylko powiedzieć, gdzie to jest.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wszędzie i nigdzie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie rozumiem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wiem to. Teraz powiedz mi, skąd wiesz o tej ulicy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie mogę powiedzieć!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No to już dobrze! --- zaśmiał się stary. --- Nie powiedział ci tego, przypuszczam, żaden porządny człowiek.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie, to mi się tak przywidziało.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wybornie! Wyśmienicie! --- radował się Jan Bylejaki. --- Jednemu się to przyśni, drugiemu się zjawi na jawie w danym momencie. Wybornie. Powiadam ci: chodźmy!</akap_dialog>


<akap>Wzbraniał się.</akap>


<akap_dialog>--- Niech mi pan powie, gdzie to jest i co tam jest. Pójdę sam.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tego nie ma nigdzie! Rozumiesz? Tak jak nie ma nigdzie szczęścia ani miłości, ani dobroci, ani jasnowidzenia. Ale to jest wszędzie, bo nastąpić może jak tamto wszystko, w tej chwili i za sekundę możesz stanąć na ulicy Dziwnej, która wiedzie poprzez życie. Ulicą Prostą, Dostojną, Senatorską chodzą tak zwani ludzie porządni, my zaś chadzamy ulicą Dziwną, Przepastną, Zaświatową.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A jednak chciał mnie pan gdzieś prowadzić...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Gdzie? Do siebie, do mego mieszkania. Chciałem cię uczynić swoim uczniem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tyle tylko... --- odrzekł rozczarowany. --- A jednak ja wiem, że jest to gdzieś... przy ulicy Dziwnej, liczba 36.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To numer domu, w którym mieszkam.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dziwne! Dziwne! --- szeptał Franciszek Szary. --- Skąd mi się to mogło przywidzieć?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie pytaj, to za trudne pytanie na dziś. Kiedyś sam sobie na nie odpowiesz. Chodź, powiadam ci. Zostaniesz moim uczniem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I cóż z tego?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czuję, że jesteś powołany... Wskażę ci drożynę, którą się wychodzi poza łany uprawne życia na cudne, wolne, boże bezdroża...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I cóż tam znajdę?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wolność i mądrość. Zachwyty, jakich nie pomieści pierś ludzka, miłość, która by cię dziś zamieniła w garstkę popiołu. Wyszkolę twe serce, by stać się kiedyś mogło czarą pełną niebiańskiego nektaru.</akap_dialog>


<akap>Słuchał zdziwiony, przerażony.</akap>


<akap_dialog>--- Przyjdę jutro... --- rzekł wymijająco.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie przyjdziesz nigdy, jeśli nie przyjdziesz dziś. Chodź ze mną.</akap_dialog>


<akap>Franciszek Szary wyrwał ponownie ramię, szarpnął się w tył i powiedział stanowczo:</akap>


<akap_dialog>--- Przyjdę jutro!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie ma jutra, jest tylko dziś... Znalazłeś skarb, a chcesz go podnieść jutro dlatego, że dziś masz zbierać łachmany? Pomyśl tylko... pomyśl!</akap_dialog>


<akap>Franciszek Szary zdjął kapelusz, czując zimny pot na czole. Drżał nerwowo.</akap>


<akap_dialog>--- Proszę pana o adres! Zaręczam, że przyjdę jutro wieczór i rad będę posłuchać pana. Dziś doprawdy nie mogę!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie możesz... --- zaśmiał się cicho --- Ach! Wiedziałem o tym, że nie możesz. Tylu was już było. Żaden nie mógł, każdy musiał spełnić jakiś obowiązek... właśnie w tej chwili... przy ulicy Pańskiej, czy Oczywistej, czy Pięknej... Dobrze... idź, idź...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Daj mi pan adres! --- prosił.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Adres? Znasz go przecież...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie znam! Daj mi pan adres dokładny...</akap_dialog> 


<akap>Jegomość odwrócił się i poszedł bez słowa. Franciszek Szary patrzył za nim z głębokim żalem.</akap>


<akap>Nagle zadrżał. Stary uszedłszy kilka kroków, znikł nagle, jakby się zapadł w mrok.</akap>


<akap>Strach nagły zatrząsł patrzącym. Przetarł oczy i spojrzał wokoło.</akap>


<akap>Spostrzegł, że stoi w sklepiku oparty o ścianę. Właścicielka patrzyła nań ze współczuciem.</akap>


<akap_dialog>--- Słabo się panu zrobiło?</akap_dialog>


<akap>Nie odparł nic. Zapłacił, wziął swój pakunek i szybko pobiegł do domu.</akap>


<akap>W susach dostał się do swego mieszkania, szarpnął drzwi i stanął jak wryty.</akap>


<akap>Nadsłuchiwał z wytężoną uwagą, nie spuszczając z oka wodociągu.</akap>


<akap>Ni kropla nie padła w muszlę.</akap>


<akap>Zatrząsł nim straszny, niepohamowany żal. Wpadł do pokoju i zwracając się do Tośki, wrzasnął, aż szyby w oknach zabrzękły<pe><slowo_obce>zabrzękły</slowo_obce> --- dziś popr.: zabrzęczały.</pe>.</akap>


<akap_dialog>--- Precz!</akap_dialog>


<akap>Wskazywał drzwi, stał blady, zęby mu szczękały.</akap>


<akap_dialog>--- Zwariowałeś? --- spytała przerażona.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Precz! --- powtórzył i tupnął nogą. Zaczęła zbierać części ubrania, blada, smutna, obrażona do głębi duszy, a piersiami jej wstrząsał jęk okropny.</akap_dialog>


<akap>On zaś czując, że się nogi pod nim uginają, padł na łóżko i wybuchnął strasznym płaczem.</akap>


<akap_dialog>--- Franek! Franek! --- zawołała przez łzy. Objęła go za szyję i płakała razem z nim.</akap_dialog>


</opowiadanie></utwor>